5472a0e4c4fae52b95a2cb51315528dd.pdf
Media
Part of Lud, 1921, t. 23
- extracted text
-
LUD
ORGAN POLSKIEGO TOWARZYSTWA ETNO
LOGICZNEGO, WYDAWANY PRZEZ POLSKIE
TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE WE LWOWIE
ORGANE DE LA SOCIÉTÉ POLONAISE D’ETHNOLOGIE
SERJA II — TOM III — ROK 1924
OGÓLNEGO ZBIORU —TOM XXIlj
WYDANE Z ZASIŁKU M. W. R. I O. P.
LWÓW — WARSZAWA — KRAKÓW - POZNAŃ — WILNO
NAKŁADEM TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE. —
SKŁAD GŁÓWNY W WYDAWNICTWIE ZAKŁADU NARODOWEGO
IM. OSSOLIŃSKICH, LWÓW, KALĘCZA 5,— WARSZAWA, NOWY ŚWIAT 69
,<c;w.
à
KOMITET REDAKCYJNY „LUDU“ :
PROF. DR. WILHELM BRUCHNALSKI, PROF. DR. ADOLF
CHYBIŃSKI, PROF. DR. JAN CZEKANOWSKI, PROF. DR.
ADAM FISCHER, DOC. DR. EUGENJUSZ FRANKOWSKI,
PROF. DR. ANDRZEJ GAWROŃSKI, PROF. DR. LEON
■
KOZŁOWSKI.
.........
REDAKTOR NACZELNY:
PROF. DR. ADAM FISCHER
7)0
Z DRUKARNI ZAKŁADU NAR. IMIENIA OSSOLIŃSKICH WE LWOWIE
POD ZARZĄDEM JÓZEFA ZIEMBIŃSKIEGO
SPIS RZECZY.
I. ROZPRAWY:
#
Str.
BYSTRON JAN ST. Wpływy pieśni szlacheckich w poezji ludowej . . .
FRANKOWSKI EUGENJUSZ. Zabiegi magiczne przy pożyczaniu, kupnie
i sprzedaży u ludu polskiego..................................................
GANSZYNIEC RYSZARD. Pas czarowny ....'!!!!!!!!]!
MOSZYŃSKI KAZIMIERZ. O wewnętrznym układzie prac, obejmujących
całokształt kultury materjalnej . . .„................. .... ................................
PONIATOWSKI STANISŁAW. Przyczynek do genezy pierścienia ...
PONIATOWSKI STANISŁAW. O pochodzeniu zwyczaju siedzenia
z opuszczonemi nogami..........................................................................
112
50
1
3g
32
43
II. MATERJAŁY ETNOLOGICZNE.
UDZIELA SEWERYN. Ocieka, pow. Ropczyce..............................................
127
III. RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
CHĘTNIK A. Kurpie (A. BACHMAN)..........................................................
CISZEWSKI S. Sól (A. BRÜCKNER)................................. ....
DANZEL TH.-W. Kultur* und Religion des primitiven Menschen (W
AUERBACH)...................................................................................... '
DANZEL TH.-W. Die psychologische Bedeutung magischer Bräuche
R. GANSZYNIEC) . . ...........................................................................
DANZEL TH.-W. Magie und Geheimwissenschaft in ihrer Bedeutung für
Kultur und Kulturgeschichte (R. GANSZYNIEC).............................
Dziesięciolecie ludoznawstwa polskiego 1914—1924 (A. FISCHER) ...
HABERLANDT M. Einführung in die Volkskunde (A. BACHMAN) . .
HANNAY J. B. Sex Symbolism in Religion. (R. GANSZYNIEC) ....
KALLENBACH J. Les survivances traditionelles du culte dés ancêtres
dans la poésie de Mickiewicz (R. GANSZYNIEC).........................
172
163
177
181
182
147
169
175
175
, w
IV
Str
Népélet T. I./II. (K. KORANYI)..................................... ................................
168
PIPREK J. Slavische Brautwerbungs- und Hochzeitsgebräuche (G. LEM. PERT) . , ■................................................................................................... 184
POLÍVKA J. — KUBÍN J. Lidové povídky z českého Podkrkonoší (j.
KUCHTA) ...................................................................................................
173
PONIATOWSKI S. Podłoże rasowe kultur zasadniczych (J. CZEKA-'
NOWSKI)...................................................................................................
178
TUWIM J. Czary i czarty polskie oraz wypisy czarnoksięskie (R. GANSZYNIEC)...................................................................................................
166
IV. KRONIKA ETNOLOGICZNA..................................................................
187
SOMMAIRE
du volume XXIII (Année 1924) de la revue ethnographique
„Lud“ („Le Peuple“).
I. ÉTUDES.
,
Pag.
BYSTRON J. S. Influence de la poésie nobiliaire sur le poésie paysanne 112
FRANKOWSKI E. Pratiques magiques du peuple polonais accompagnant
"le prêt, l’achat et la vente......................................................................
50
GANSZYNIEC R. La ceinture magique.........................................................
1
MOSZYŃSKI C. Sur la composition interne des mémoires embrassant la .
totalité de la civ lisation matérielle.....................................................
38
PONIATOWSKI ST. Contribution à la genèse de l’anneau.................
32
PONIATOWSKI ST. Sur l’origine de l’habitude de la station assise
à jambes pendantes..................................................................................
43
II. MATÉRIAUX ETHNOGRAPHIQUES.
UDZIELA S. Notes ethnographiques de la commune d’Ocieka des environs
de Ropczyce en Petite Pologne Occidentale.....................................
III. CRITIQUES ET COMPTES-RENDUS.
IV. CHRONIQUE ETHNOLOGIQUE.
127
RYSZARD GANSZYNIEC.
PAS CZAROWNY.
TREŚĆ: 1. Pas czarowny u Greków starożytnych s. 1. — 2. Pas czarowny
u Rzymian starożytnych s. 8. — 3. Pas chroniący od poronienia s. 13.—
4. Pas chroniący od innych cierpień, s. 21.
5. Pas w podaniach
średniowiecznych i nowoczesnych s. 23. — 6. Pas czarowny w prak
tyce średniowiecznej i nowoczesnej s. 28.
1. Pas czarowny u starożytnych Greków.
s
Pas czarowny *) występuje bardzo wcześnie, bo już u Ho
mera, jako pas Afrodyty. W XIV księdze Iljady w. 190—223
opowiada poeta, jak Hera, wystroiwszy się starannie, by Zeusa
od pewnego czasu dla niej dość obojętnego zniewolić do no
wych objawów miłości, zwraca się chytrze do Afrodyty, swej
przeciwniczki politycznej, żeby jej pożyczyła „kokieterji i tęsknoty
za miłością, któremi wszystkich podbija śmiertelnych“:
„Czar mi daj dziś i powab, co pęta i łudzi
I bogów nieśmiertelnych i śmiertelnych ludzi“.
Afrodyta daje jej ten pas (w. 214 n. tłum. Czubek):
Rzekłszy, z pod piersi wyjmie wzorzysty rzemyczek,
Cudny, czary mieszczący wszystkie gładkich liczek,
Jako to: rozkosz, powab, gawędkę, co łudzi
I przytępia rozumy nawet mądrych ludzi.
-Ten więc rzemyk jej wręczy i te rzecze słowa:
„Nę ci, ukryj w zanadrzu ten rzemyk, co chowa
„Wszystkie twoje życzenia, i serce mi tuszy,
„Ze tem sprawisz z łatwością, czego pragniesz w duszy“.
*) W r. 1922 wydałem w Towarzystwie Naukowem we Lwowie rozprawę
p. t. „Studja do dziejów magji I. Pas magiczny“, która zawiera materjały do
Lud. T. XXIII.
1
Homer nazywa ten pas l/ttàç >csaróg t. zn. rzemień wyhafto
wany. Ponieważ niewiasty ówczesne jako okrycie górnej czyści
ciała nosiły tylko otwarty serdak, to oczywista ten-pas służył do
podtrzymania biustu kobięcego; z ówczesnych bowiem malowideł
poznajemy, że uchodziło to za szczyt wdzięku, jeżeli nad smukłemi biodrami kobiety wznosiły się otwarte, pełne, duże piersi/
niby odciskające się od ciała. Rzecz jasna, że w takim stroju pas,
jako dolna linja ramy dla piersi, odgrywał osobliwą rolę: bo od
sposobu jego kroju, jego przymocowania, zależał efekt całej szaty.
Ale także swą barwą, swem kunsztownem wykonaniem mógł się
przyczynić do wzbudzenia ciekawości j miłości męskiej, gdyż oko
mimowoli zwracało się od pięknego pasa do piersi, dla których
był on niby obramieniem. Tak samo można rozumieć, że zalety
antropomorfizowanych bogów homerowych nie są» wewnętrznemi
ich przymiotami, łecz już przejawiają się w przedmiotach i są
uzewnętrznione w godłach bogów: u Zeusa w berle, u Ateny
w egidzie, u Pozejdona w trójzębie, u Afrodyty wreszcie w jej
pasie.
* Nie zabrakło uczonych, szukających w tym pasie głębszej
symboliki. Racjonalizm widział w nim tylko poetyczny wyraz cza
rów ludzkich; wypowiada to zdanie wydawca Spensera (Poetical
Works, Boston 1839, III 67): „The cestus bf Venus... is merely
a type of those charms of manner, voice, deportment, and ex
pression, which are such powerful auxiliaries to beauty, and are
even able to supply its place". Zdanie to mogło się zresztą po
wołać na tradycję starożytną, nie stało się jednak populamem.
Większą wziętością w kołach fachowych uczonych cieszyło się
wyjaśnienie Wilhelma Schwartza, który upatrywał w pasie Afro
dyty mitologiczny wyraz, oznaczający tęczę ') : opierał to wyja
śnienie nie tylko na powszechnie wówczas przyjętej metodzie
meteorologicznej,, panującej w mitologji, lecz chciał jego prawdzizabobonu odrodzeniowego, m. i. także do Długości Chrystusowej i różnych
miar. Niniejsza rozprawa jest pewnem uzupełnieniem owego studjum, i równo
cześnie pierwszem zestawieniem materjału odnoszącego się do pasa w ludoznawstwie.
') W Schwartz, Der Ursprung der Mythologie, Berlin 1860, 116. Nach
klänge prähistorischen Volksglaubens im Homer, Berlin 1894, 17. Nie uwzględ
nia tego wątku E. Samter, Volkskunde im altsprachlichen Unterricht, I. Teil:
Homer, Berlin 1923.
3 wości dowieść także na podstawie analogij, wziętych z mowy lu
dowej (u Greków nowoczesnych np. nazywa się tęcza „pasem
Matki Boskiej“ fyivtrniav tťiS rląiuylaę) — i z przenośni, używanych
przez poetów, do których teraz możnaby jeszcze dodać inne, np.
Clara Ern. Riess, Die Märchen der Frau, Berlin 1911 nr. 1. Der
Brautgürtel der Erde. Ale oczywista — poetyckie przenośnie, to
wprawdzie język symboliczny, lecz jeszcze nie mityczny.
U Greków pas Afrodyty pozostał w żywej pamięci, zwłaszcza
u poetów. Tak np. Filodemos, opiewając swą malusieńką Filàjnion, przyznaje, że jej mowa ma więcej czaru, niż pas Afrodyty
(Anth. Pal. V 121, 3 xai x&cstov <po)vsvaa /LtayúrsQa). Już prawie
tylko parafrazę Homera podaje Antyfànes, śpiewając o swej Ino
(Anth. Pal. VI 88): „Afrodyta sama rozwiązała kunsztowny pas
od swych piersi i dała go tobie, moja Ino, żebyś zawsze podbijała
czarami miłosnemi mężczyzn — a ty wszystkich czarów próbujesz
tylko na mnie“.
Z czasem więc, jak widać z tych przykładów, stał się ten
pas poetycką przenośnią, jak też u Alkifrona Ep. I 18, gdzie
Meneklejdes chwali zmarłą kochankę, na której ustach była Pejto,
na której ciele pas Afrodyty: „Ona opięła się całym pasem afrodytowym, przyjmując Afrodytę obiema rękami“. Parodja współ
czesnego mu Lukiana (Dial. Deor. XX 10) nie pociągała z powodu
bladej symboliki tego przedmiotu. Ostatnim przedstawicielem tej
tradycji- literackiej u Greków jest Paweł Silentiarios (^nth. Pal.
V 270), ale on, jako oświecony Bizantyńczyk, już całkiem zarzuca
tę baśń, bo „świeże wargi, i owa jak miód słodka harmonja
piersi stały się pasem afrodytowym : tem wszystkiem jestem pod
bity“.
Piśmiennictwo rzymskie trzymało się ściślej tradycji homerowej (Val. Flacc. VI 470. Martial. VI 13. XIV 206. 207: Sumę
Cytheriaco medicatum nectare ceston : ussit amatorem balteus
iste Iouem) ; ich przykład naśladują nasi humaniści, np. Kocha« nowski Eleg. VI 15 o Lidji: „Et siue incessit risitue locutaue
quidquam est, Praecinctam balteo Cypridis esse putes“. Nowe
właściwości przypisuje pasowi wśród Rzymian dopiero Klaudjan,
upatrując w nim, idąc tu w ślad panującego wówczas wierzenia
magicznego, środek czarodziejski, władający całym światem (De
nuptiis Honor. 124):
4
(Venus) blando spirantem numine ceston
cingitur, impulsos pluviis quo mitigat amnes,
quo mare, quo ventos irataque fulmina solvit.
Ale obok tej tradycji literackiej, żyjącej w kołach mówców
i poetów, istniała szkoła badaczy i przyrodników : oni to, wierząc
w rzeczywistość baśni homerowych, nie tylko tłumaczyli je racjo
nalnie, czy raczej racjonalistycznie, lecz — o ile to dało się usku
tecznić— próbowali przy pomocy środków swej pracowni ucieleśniać
stare tradycje. Pierwsze ślady takiego wyjaśnienia naukowego
mamy już w w. V przed Chr., mianowicie w sztuce komedjopisarza Platona p. t. Faon : bohater otrzymuje od Afrodyty jakąś
maść, mającą tę właściwość, że zniewala każdą kobietę do zako
chania się w tym, kto się nią namaścił (Servius in Aen. III 279).
Jest to więc równoważnik pasa, podany przedewszystkiem ze
względu na różnicę osoby. Ale później uczeni polecali nie tylko
takie równoważniki pasa, lecz byli w posiadaniu tajemnicy fabry
kacji. Pierwsze konkretne przepisy tego rodzaju spotykamy w epoce
wybujałej magji, mającej swe źródła w nauce hellenistycznej,
a ogarniającej ludzkość od II w. po Chr. do w. IV włącznie. Za
chowane są te przepisy w I księdze (K § 19—27 ed. Ruelle)
Kiranid, opierającej się na dobrej tradycji aleksandryjskiej.' Jak
późniejsi magowie znali więcej odmian pierścionków Salomonowych,
tak też mieli więcej pasów afrodytowych : Kiranidy podają prze
pisy na przyrządzenie dwu ich rodzajów. Oto ich brzmienie:
„Pierwszy pas wielkiej bogini Afrodyty jest najsilniejszy,
i zmienia przyrodę człowieka i wszystkich istot, podobnie także
usposobienie istot męskich, a zwłaszcza ludzi, tak, że ten, kto
tego pasa się dotknie lub go nosi, rozpieszcza się i niewieścieje.
Więc wýryj na opsjanie człowieka z członkami płciowemi, leżącemi koło nóg, a rękami wyciągniętemi ku dołowi, patrzącego na
członki płciowe. Za nim ma stać Afrodyta, odwrócona od niego
plecami, zwracając jednak ku niemu głowę, i patrząc nań. Zamknij
w tem także kamyczek, wzięty z głowy ryby kinajdios: jeśli zaś
nie masz kamyczka z głowy tej ryby, włóż korzonek rośliny ki
najdios i koniec lewego skrzydła ptaka tejże nazwy. Zamknij to
jednak w szerszej oprawie złotej. Przyrządź to w pasie, zrobio
nym ze ścięgna, wziętego z brzucha jastrzębia, przyszyj to ładnie
w środku pasa, tak, żeby było niewidoczne.
i
„Taki jest ten pas, jaki malują czy też formują wkoło głowy
Afrodyty, niby diadem, i nabywają haftem (xeomg). Jeżeli męż
czyzna dotknie się tego pasa, nie będzie mógł spółkować: jeśli go
nosi, nic nie wiedząc o tem, rozpieszcza się. Jeżeli kobieta nosi
ten pas, nikt z nią nie będzie mógł spółkować, bo członek nie
wypręży się mężczyźnie. Rozmiary zaś tego pasa są następujące:
szerokość dwu palców, długość,» ząś pięciu dłoni. >
„Jest także inny przyrząd afrodytowy, noszony przez kró
lowe, i tej samej siły co inne. Ten także wkłada się do pasa ze
ścięgna tak, że kamieni z tem, co na nich wyryte, nie widać.
Pierwszy rodzaj ma w środku lichnit lub keraunit z obrazem
uzbrojonego Aresa, mając przytem z obu stron dwa diamenty
wsadzone z obrazem cierni Afrodyty albo dzikiej róży przy no
gach : oprócz tego z obu stron 4wa kamieijie jasnoróżowe, z obra
zem Afrodyty, układającej Swe włosy, w towarzystwie Erosa : dalej
dwa inne kamienie ,po obu stronach z obrazem serca na obu
wraz z Heljosem na kwadrydze i z Seleną na dwóch bykach :
dalsze dwa kamienie z obu stron, mające obraz Hermesa, dzie
rżącego w prawicy laskę herolda: dalej dwa anankity czy uniony
cenne, przedstawiające po obu stronach agrygencką Nemesis,
mającą nogę na kole i dzierżącą laskę: dalej dwie czyste perły
z obu stron bez obrazów, osadzone w pasie, tak, żeby razem
było najwyżej trzynaście kamieni, wpuszczonych w złote oprawy,
i tak wszytych w pas, żeby ich lud nie spostrzegł.
„Jest także inny pas podwójny, i odpowiednio do niego
inny kamień, noszony na szyi, mianowicie selenit, na którym wi
dzi się księżyc zwiększający i zmniejszający się. Wyryta jest na
nim Selene : pod kamieniem zaś zamknij korzeń olśzewnika bez
płodnego. Ten pas noszą koło szyi.
„Ta tajemnica czyni nosiciela niby bogiem, a godnym czci
i poważania. Wielu królów nosi to wewnątrz i zewnątrz diademu
jako pasek, ale tak, żeby nikt tego nie widział. Ale, żebyśmy
nie odwlekali końca książki, niech wystarczą te wskazówki, bo
zawierają w sobie dużo mocy. Dlatego też wytłumaczyłem i na
pisałem ci to z wielką pilnością i dużym trudem. Poznaj więc
to, czego żaden inny nie posiada: dlatego nikomu nie dawaj tego
boskiego środka“.
Rozwiązanie to wyszło z kół starożytnych fizjologów. Che
micy zaś ze swej strony rozwiązali to zagadnienie homerowe na
swój sposób: oni wytłumaczyli czarowną siłę pasa afrodytowego
tem, że zawierał on w formie skrystalizowanej pewien zapach mi
neralny — pomysł wcale nie tak dziwaczny, gdyż perfumy jako
podniety miłości oddawna są znane i używane (por. A. Hagen,
Sexuelle Osphrésiologie. Die Beziehungen des Geruchssinnes und
der Gerüche zur menschlichen Geschlechtstätigkeit, Berlin 1905).
W księdze alchemicznej Kratesa, w której wszystkie przepisy po- ,
dane są w formie apokaliptycznej, opowiada autor, że zbliżyła się
do niego służąca Afrodyty, równa jej co do piękności, i obiecała
mu zdradzić tajemnicę pasa afrodytowego, jeśli on to zachowa
w tajemnicy. Krafes. przyrzekł milczenie. „Aussitôt elle détacha
de sa taille une ceinture d’or, dans laquelle se trouvaient in
crustées deux pierres, l’une blanche et l’autre rouge: sur ces
deux pierres étaient sertis deux morceaux de soufre qui n’étaient
pas de morceaux de (vrai) soufre“ (A. Berthelot, La chimie
au môyen âge, Paris 1893, III 63 n.). W dalszym ciągu opisuje
autor obszernie ten zapach, ale w sposób dla nas niezrozumiały.
Widać tylko z tego opowiadania, że pisarz już znał poprzednie
próby fizjologów, i że chodziło mu o Wytworzenie jakiegoś środka
konkurencyjnego, pod tą samą popularną etykietą, dla pań ów
czesnych.
Do tej fantastycznej uczoności niewiele można dodać. Miała
ona służyć celom praktycznym, nie teoretyczno-naukowym — dla
tego właśnie uwzględniła tylko kostjum owego czasu, w którym
pas nie odgrywał już żadnej roli : natomiast szczytem mody były dia
demy, naszyjniki i tym podobne ozdoby: autor Kiranid więcej
myśli o naszyjnikach, dla których przyjmuje dawną nazwę „pasa
afrodytowego“. Zresztą nie zupełnie bez racji, jak to tak pięknie
tłumaczy T. De lord w noweli „Les deux amours“ (w Babel I
1839, 309): „Les véritables coquettes ont toutes une ceinture
de Vénus qui les rend invincibles. Pour les unes, c’est un nqeud
de rubans posé sur la tête de telle façon : pour les autres, c’est un
chapeau de telle'couleur ou de telle forme. Déposez le ruban,
enlevez le chapeau, la femme reste et la beauté s’évanouit“. Ale
bardzoby się mylił, ktoby sądził, że te fantazje zajmowały tylko
uczonych, a nie wkroczyły w dziedzinę życia praktycznego. Prze
cież wiemy z życia Apolloniosa Tyańskiego, żyjącego w w. I po
Chr., że baby i magowie ówcześni polecali nieszczęśliwie zako
chanym jako " amulety pasy i kamienie, pochodzące nie tylko
a™
~7;
■•ns
z tajni ziemi, jak keraunity, lecz także z księżyca lub z gwiazd,
jak np. selenity (Philostr., V. Apoll. VII 39. 318).
Reasumując można powiedzieć, że pas czarowny u Greków
jest tylko narzędziem kokieterji i miłości, znaném pod nazwą pasa
afrodytowego, spotykaną po raz pierwszy u Homera: jego dzieje
nawiązują wyraźnie do fikcji homerowej, i tylko w czasie roz
kwitu magji i zabobonu zajmował się nim także lud, a to najpierw
uczeni-fizycy, potem szarlatani-magowie, chcący urzeczywistnić
pomysły poetyckie Homera.
Raz tylko, o ile mi wiadomo, pojawia się pas afrodytowy
w czasach nowszych w funkcji samodzielnej, nie przewidywanej
ani przez 'Homera, ani przez właściwe swe przeznaczenie. Mam
na myśli pas Florimelli u poety angielskiego Spenser a' z dru
giej połowy w. XVIx), który, w myśl istniejących już wówczas
’) Edmund Spenser, The Faerie Queene, Booke IV, canto 5 :
3. The Girdle gave the vertue of chàst love
And wivehood true to all that did it beare;
But whosoever contrarie doth ptove,
Might not the same about her middle weare,
But it would Ioose, or eise asunder teare.
Whilome it was (as Faeries wont report)
Dame Venus girdle, by her ’steemed deare
What time she usd to live in wively sort,
But layd aside whenso she usd her looser sport.
4. Her husband Vulcan whylome for her sake,
When first he loved her with heart entire,
This pretious ornament, they say, did make,
And wrought in Lemnos with unquenched fire :
And afterwards did for her loves first hire
Give it to her, for ever to remaine,
Therewith to bind lascivious desire,
And loose affections streightly to restraine:
Which vertue it, for ever after did retaine.
5. The same day, when she herseife disposd
To visit her beloved paramoure.
The ,god of Warre, she from her middle loosd,
And left behind her secret bowre
On Acidalian mount, where many an howre
She with the pleasant Grâces wont to play.
There Florimell in her first ages flowre
instytucyj katolickich, noszących jakieś cingulum castitatis czy to
św. Tomasza czy to innych świętych^ jest symbolem czystości:
jego właściwość, polegająca na tern, że może go opasać tylko
czysty człowiek, przypomina pas św. Kolmana McDuacha, znany
prawdopodobnie Spenserowi. Sama próba zaś czystości ma swoje
analogje w epopejach średniowiecznych, w których występuje
w tej funkcji puhar, rękawiczka, itp.
2. Pas czarowny u starożytnych Rzymian.
W przeciwieństwie do tego praktyka rzymska, do której
teraz się zwracamy, daje całkiem inny obraz. Tam pas odgrywa
ważną rolę w samym obrzędzie ślubnym, gdyż pas służył matronom rzymskim, i przy ślubie tylko narzeczony miał prawo zdjąć
pas narzeczonej : mówi o tym obrządku Paul. Fest. s. 55 Lindsay: „Cingillo nova nupta praecingebatur, quod vir in lecto sol-
Was fostered by those Grâces, (as they say,)
And brought with her from thence that goodly Belt away.
6. That goodly Belt was Cestus hight by name,
And as her lite by her esteemed deare:
No wonder then, if that to winne the same
So many Ladies sought, as shall appeare;
For pearelesse she was thought that did it beare.
16. Then was that golden Belt by doome of all
Graunted to her, as to the Fayrest Dame.
Which being brought, about her middle small
They thought to gird, as best it her became;
But by no meanes they could it thereto frame :
For, ever as they fastned it, it loos’d
And feil away, as feeling secret blâme.
Full oft about her wast she it enclos’d:
And is as oft was from about her wast disclos’d etc.
Być może, że wątek ten pochodzi od praktyki staroceltyckiej podług wiado
mości, podanej przez L. Bourdeau, Histoire de l’habillement et de la parure,
Paris 1904, 225, której nie udało mi się sprawdzić: „Chez les Gaulois, la „cein
ture d’agilité“ constituait une épreuve que les guerriers devaient subir chaque
année, à l’appel du printemps, et ceux dont l’obésité, contraire à l’ordonnance,
n’était pas contenue dans la mesure réglementaire, devaient payer l’amende,
comme moins propres au service“.
■
.
• ■
............ •
•>
'
9
vebat, factum ex lana ovis, ut, sicut ilia in glomos sublata coniuncta inter se sit, sic vir suus secům cinctus vinctusque esset.
Hune Herculaneo nodo vinctum vir solvit ominis gratia, ut sic
ipse felix sit in suscipiendis liberis, ut fuit Hercules, qui LXX
liberos reliquit“. Rzeczywiście taka symbolika mogła powstać
w późniejszych czasach, gdyż u wielu narodów zapobiega się
rodzeniu dzieci przez zawiązanie węzłów: ale początek tego ob
rządku oczywista nie polega na tym analogicznym czarze : raczej
myśleć należy tu o przywileju i prawie, przyznanem mężowi wzglę
dem żony, więc o powodach socjologicznych. W każdym razie
uważano ten akt za tak ważny i uroczysty, że stawiano go pod
opiekę osobnej bogini, nazwanej Cinxia, która uchodziła za iden
tyczną z Junoną (Arnob., Adv. nat. III 25 cingulorum Cinxia replicationi superest, Paul. Fest. j. w. Cinxiae Iunonis nomen sanctum habetur in nuptiis, quod initio coniugii solutio erat cinguli,
quo nova nupta erat cincta).
Trudno zaiste wytłumaczyć wyjątkową wprost rolę, jaką pas
odgrywa przy ślubie Rzymianki. Wiemy skądinąd, iż dziewczęta
rzymskie nosiły pas głęboko o biodra zawinięty, która to moda
zresztą się ustaliła także u nas dla dzieci i osób młodocianych.
Ale to nie było tylko u Rzymian : także w Grecji archaicznej
przymiotnik (jaDvÇoivoç wychwala elegancję stroju dziewczęcego.
Ten pierwotny strój bezwątpienia później uległ znacznym zmia
nom: przypuszczam to dlatego, że przedmiot stałego i codzien
nego stroju nigdy nie staje się ośrodkiem bogatej symboliki, lecz
tylko przeżytki, wyjątkowe przedmioty. W owej więc epoce, dla
której „pas rozwiązać“ (zonam solvere) równoznaczne było ze
słowem „poślubić“, pas wystąpił prawdopodobnie w stroju Rzy
mianki po raz pierwszy tylko w dzień ślubu. Na dowód tego
twierdzenia mogę się powołać na analogiczny rozwój użycia pasa
u ludów nowoczesnych. Tak np< pisze Lentner o pasach tyrol
skich (Zeitschr. f. öst. Volksk. XI 1905, 154): „So ist auch der
Gürtel, der früher so allgemein gewesen, wie uns viele und ein
zelne Landschaften, wie der Gurt der Bregenzer, Mistelgauwälderin und Pusterin noch belegen, zum bräutlichen 'Abzei
chen geworden, das nur einmal im Leben verwendet
wird, wie zum Beispiel im Isarwinkel, wo er so malerisch sich
um die Hüften schlingt, und das feine Spitzentuch tragen muss,
10
und auf Kastelruth, wo er in stählernen Schuppen glänzend echt
deutsch Schlüsselbund und Messer trägt.“ ‘).
W przeciwieństwie do dziewcząt mężatki nosiły pas pod
piersiami — także ta moda nam nie obca. Ale przyznam się, że
szczegóły, odnoszące się do pasa, nie wydają mi się dość usta
lone: możliwe np., że on stworzył od dnia ślubu część stroju
dekoratywhą, jak przeważnie pas w naszych strojach nowoczesnych
lub też czasem ludowych, np. w Tyrolu (Lentner j. w. 145: „Der
Gürtel blieb noch iń Ehren, als er schon nicht mehr seinen
Zweck, die Zusammenfassung der Kleider ober den Hüften, zu
erfüllen hatte“). Jeszcze raz odgrywa pas ważną rolę w życiu
Rzymianki, a to w najważniejszym momencie życia mężatki, mia
nowicie w chwili, kiedy stała się brzemienną : nazywała się ona
bowiem z tą chwilą eufemistycznie incincta (franc, enceinte) —
ale to też wszystko, co o tern wiemy: jakie zaś jest rzeczy
wiste znaczenie tego słowa, nie wiem. Popularne, i o ile widzę,
jedyne dotychczasowe wyjaśnienie, mianowicie, że z chwilą brzemienności mężatka składała pas, chodziła więc odtąd nieopasana,
jest stare i znalazło po raz pierwszy wyraz u Izydora Orig. X
152 : „incincta i. e. sine cinctu, quia praecingi fortiter uterus
non permittit“. Wyjaśnienie to jest oczywista możliwe, ale nie
śmiem powiedzieć, że prawdopodobne: albowieip wiemy, że Rzy
mianki brzemienne opasywały się, aby zapobiegać poronieniu,
i wówczas właśnie obrzędowe opasanie oznaczało odmienny stan12).
1) Wiadomo, że rzymskie obrządki weselne mają czasem ciekawe odpo
wiedniki w obrządkach misterjów greckich : czy taki związek istnieje także co
do pasa? Tajemniczo brzmią wiadomości o pasie używanym w misterjach or
fickich. Leksykograf Suidas wylicza między pismami Orfeusza dwa dzieła, któ
rych treść odnosiła się, sądząc z ich tytułów, do ubrania: Hierostolika i Katazostika (Orphie, fgm. t. 223 dis. 300. 307 Kern). Prawdopodobnie wyłożono
tam symbolikę stroju obrzędowego, jaką poświadczają np. też modlitwy księdza
katolickiego ■ przygotowawcze do mszy, lub rytuał odziania mnichów i mniszek.
Jednak tylko do Katazostika poświadczony jest odpowiedni obrządek: czer
wonym pasem opasano nowo przyjętych w misterjach samotrackich (Schol.
Apollon. I 917 yjai ’Oduoaéa ôé cpaaL jieijlütjjjlsvov èv Sajiofrpcbog xpv'jcccod-ocL ?(jy
zpYjôéjivw avxi xatviag. nepl yàp ttjv xocXiav oî jiejiütjjjlévot zouvictç âîctoocl TcopcpoÇ7.Ç v.zl.),
2) Gdyby nam wolno było uważać zwyczaje rzymskie za identyczne w za
sadzie z greckiemi, to tem samem zagadnienie byłoby rozstrzygnięte. U Greków
mianowicie brzemienność oznacza się także wyrazem poetyckim: ę?Ep£iv tmó Çcov^ç
11
Tam też, w kołach matrón rzymskich, pas otrzymał już swoją
symboliką jako cingulum castitatis. Pojawia się ona w bardzo
rozpowszechnionem podaniu o Klaudji Kwincie, którą Rzymianie
uważali z powodu jej kokieterji za niewierną małżonkę. Gdy jednak
na okręcie przybył do Rzymu posąg Kibeli (Idaea lub Magna
Mater), i rzesza mężczyzn nie potrafiła uruchomić okrętu, zatrzy
manego w piaskach Tybru, ona modliła się do tej bogini, aby
przez cud okazała niesłuszność tych plotek : poczem chwyciła za
powróz i sama pociągnęła okręt do miasta (Ovid. Fast. IV 305 n.).
Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że to stylizowana legenda
kultowa, jaka się zwykle wytwarza przy translacjach, i to nietylko
rzymskich. Jak wynika z praktyki ogólnorzymskiej, Klaudja Kwinta
została wybrana przez grono matrón rzymskich, aby, jako naj
godniejsza, przyjęła Wielką Matkę w imieniu państwa, jak to
później dokładniej wiemy o translacji Wenery, która to bogini
została przyjęta przez Sulpicję, wybraną jako najgodniejszą ze stu
matrón (Solin. I 126). To też Liwjusz XXIX 14, opierając się na
źródłach autentycznych i historycznych, nic nie wie o tej formie
legendy, chociaż znał bez wątpienia wersję Owidjusza. Ale pó
źniejsi woleli powtarzać legendę, aniżeli historję: legenda ta po
daje nam conajmniej także wierzenie ludowe, związane z pasem
matronalnym. Owidjusz opowiada jeszcze, że Klaudja ciągnęła
okręt powrozem zwykłym. Późniejsi zmifenili to : jedni 'wsunęli na
miejsce powroza pas Klaudji, przyczem odgrywa już rolę pojęcie
cingulum castitatis, tak popularne u chrześcijan i prawie urzędowe
w kościele katolickim. U pierwszego świadka tej wersji, Tertulliana Apol. XXII (deam cingulo promovit), wierzenie to jest le
dwie zaznaczone. Ale krótko potem wypowiada takie wierzenie
wyraźnie Solin I 126 odnośnie do diademu Klaudji : „Navis
a Phrygia gerula sacrorum, dum sequitur vittas castitatis, eontulit Claudiae principátům pudicitiae“. Ten wątek stał się odtąd
wierzeniem ludowem, jak wynika ze słów Laktancego (Instit. div.
II 7, 12) : „Claudiam ferunt, quae semper impudica esset habita
ob nimios corporis cultus, deam submissis genibus orasse, ut si
se castam iudicaret, suum cingulum sequeretur : ita navim, quae
(Aeschyl. Choeph. 992. Eumen. 607. Eurip. Hec. 762. Iph. T. 195) „nosić pod
pasem“ i właśnie dopiero w czasie samego porodu zdejmowano pas:, tu więc
noszenie pasa jest poświad-zone niedwuznacznie.
12
ab omni iuventute non valuit commoveri, ab una muliere esse
commotam“. Podobną myśl wyraża Augustyn De civ. dei X 16.
Ze pojęcie to nie panowało tylko w kołach chrześcijańskich, lecz
było rzeczywiście popularne u ówczesnych Rzymian, wynika naj
dobitniej z chybionego zresztą rodowodu wyrazu incestus, wy
prowadzonego od cestus (pas), a nie od castus : czytamy go
u Scholiasty do Statiusa Theb. II 283, gdzie gramatyk ten poucza
nas, że cestus nazywa się „cingulum, quod in honestis nuptiis
nova uxor marito tradit, quo sigńificatur cum corporum tum animorum in matrimonio coniunctio : hinc incestae nuptiae, quae honestae et legitimae non sunt“.
Ważniejsza chyba, niż ta symbolika, jest praktyka rzymska,
związana z pasem matronalnym, gdyż i ona przetrwała wieki
i gdzieniegdzie istnieje jeszcze dzisiaj, chociaż w formie zchrystjanizowanej. Pierwszy dowód należy raczej do kultu relikwjalnego, i istnieje w tej samej formie w kulcie relikwjalnym kato
lickim : poucza nas o tej praktyce Verrius u leksykografa Festusa
s. 276 Linds. : „Praebia rursus Verrius ait vocari ea remedia,
quae Gaia Caecilia, uxor Tarquini Prisci, invenisse existimatur et
inmiscuisse zonae suae qua praecincta statua eius est in aede
Sancus, qui deus dius fidius vocatur, ex qua zona périclitantes
ramenta sumunt“.
Bliżej zajmuje nas drugi wypadek, związany także ściślej z pa
sem matronalnym. Tertuljan De anima 39 powiada: „Ita omnesidololatria obstetrice nascuntur, dum ipsi adhuc uteri infulis confectis apud idola redimiti genimina sua daemoniorum candidata profitentur“. Słowa Tertuljana jeszcze nie są wytłumaczone : a jednak,
jak zobaczymy, posiadają doniosłe znaczenie. Tertuljan powiada,
iż pasy te wykonane zostały u bożków: ponieważ robienie takich
pasów jest zajęciem kobiecem, a prócz Westalek innej kobiecej
organizacji kapłańskiej nie znamy, przypuszczam, że Westalki wy
pożyczały swe pasy kobietom brzemiennym i wyrabiały podobne na
sprzedaż. Pasy te miały ochronić przed poronieniem: wynika to
także z tej okoliczności, iż ten środek przeszedł w kołach zwo
lenników sekty empirycznej do medycyny naukowej, i stąd do
medycyny ludowej. Czytamy taki przepis ' w dodatkach do dzieła
Teodora Priscjana s. 351, 3 Rose : De muliere quae saepius
abortat: Lanam de ove, quam lupus comederit, collige et fac
eam <a> tribus sororibus lavari, carminari, pectinari et filari: et
'iT;
13
texant inde cingulum, et per novem menses ad ventrem mulier
eum deporta<bi>t, ita ut nunquam eum in aliquo loco deponat,'
nec faciet abortum“. Podam kilka objaśnień do tego ciekawego
tekstu. Autor mówi o cingulus, nie o cingulum: forma słowa
rzadsza, choć klasyczna, bo występująca także u Cycerona (rep.
VI 21) i w {trawie (Cod. Iust. XII 33 (34), 5, 4) : w znaczeniu niema
różnicy. Materjał pasa jest ciekawy : pasy starożytne zwykle ro
biono z wełny; jednak nie ze zwykłej owcy, lecz poszarpanej przez
wilka. Nie dlatego — jak wyjaśnia to J. F a h n e y, De PseudoTheodori Additamentis, Monasterii 1913, 60 — że wilki, po
dobnie jak inne zwierzęta, dużą odgrywają rolę w zabobonie, lecz
dlatego, że taka owca była osobliwym specjałem dla smakoszów
greckich i rzymskich, jak o tem świadczy na gruncie rzymskim
Horacy (Epod. II 60 haedus ereptus lupo) i Marcjal (X 48 haedus
inhumani raptus' ab ore łupi). Grecy mieli nawet osobne wyrazy
dla oznaczenia takiego mięsa (/.vy.ôanaç, kvy.oßfjünov) i uważali je
również za łakocie (np. Phokylid. 147 ih]Q0ßoQov âaiaj] xçéag).
Plutarch Quaest. conv. II 9 s. 642b wyjaśnia to tem, że mięso
ofiar wilków szczególnie jest miękkie. . Stąd dopiero można rozu
mieć, dlaczego zabobon przywiązał dużą wagę do takiej owcy
wogóle, i używał jej do celów leczniczych : był to materjał rzad
szy,1 owca taka była poszukiwana przez zamożnych.
3. Pas chroniący od poronienia.
Dalsze dzieje tego pasa, chroniącego przed poronieniem,
dadzą się śledzić tylko na materjale hagjograficznym, zawartym
przedewszystkiem w Acta Sanctorum (których wyłącznie używamy
w następnych wywodach): ale tam bardzo dokładnie, tak, że
ciągłość tego wierzenia i tej praktyki nie może ulegać najmniej
szej wątpliwości. Przytem należy przypomnieć, iż pas występuje
w wiekach średnich tylko w formie relikwjalnej, w nowszych zaś
czasach także w formie świecko-amuletowej.
Od w. XII znany jest pas Matki Boskiej, który służył takim
samym celom, i jeszcze teraz znajduje się w mieście Dertosa
w Hiszpanji (AS 22. Oct. s. 578) : „Cathedralis, inter alia pretiosa, servat Corrigiam seu Cingulum Beatae Mariae Virginis (La
santa Cinta) ab ipsa matre dei, ut fert traditio, allatum saec.
XII, de quo officium habetur. Ferebatur, saltem iam ab aetate
Philip pi IV regis (1621 — 1665), sacrum hoc pignus ad aulam, qun
parturientibus Hispaniae reginis praesidio esset“. Prawdopodobnie
kult ten przeniesiony został z Konstantynopola, gdzie oddawna
znajdował się pas Matki Boskiej (Du Cange, Constantinopolis
Christiana 1. IV S. 85), którego święto przypada na 31. sierpnia:
Commemoratio pretiosae zonae BMV repositae in venerabili eiiiś
aede in Chalcopratiis : jednak tam nie był używany jako środek
zapobiegawczy poronieniu. Z Konstantynopola sprowadziły swe
pasy prawdopodobnie także Soissons i Compiègne (AS 31. Aug.
s. 648). Pas ten stał się bardzo popularny w świecie łaciń
skim x) : wyraz i praktykę znajdujemy jeszcze teraz u Kucowałachów
w Grecji (Zeitschr. d. Ver. f. Volksk. IV 1894,143) : „Etwa drei Mo
nate vor der Geburt sucht eine bisher mit Kindern unglückliche
Mutter von einer Pilgerin die Phokea (Çwvi] Ttjç Ilavafiagi „Gürtel
der Muttergottes“), einen behaarten Ledergürtel zu erlangen, den
sie um die Hüfte gürtet und den sie bis zur Geburt trägt. Dann
wird er unter ihr Kopfkissen gelegt und nach der Vorsegnung
dorthin zurückgegeben, woher man ihn erhalten hat“. Ze praktyka
ta Wyszła z łacińskiego kręgu kulturalnego, o tern świadczy
także fakt, iż niema tego wierzenia u właściwych Greków, choć
znali tę relikwję i nawet ją posiadali: Polites, który napisał
obszerną rozprawę o wierzeniach greckich, związanych z brzemiennością (w Laographika Symmeikta, Athenai 1921, II 284—316),
nie zna tej praktyki. Zachowała się dzięki tej okoliczności, że
w Dertosie i gdzieindziej pielgrzymki nabywały święcone naślado
wania pasa oryginalnego, i kobiety w dalekich krajach posługi
wały się wyłącznie temi pasami, mającemi niejako byt samodzielny.
Dla potrzeb Hiszpanek służył oprócz pasa Matki Boskiej
także pas św. Kameli, znajdujący się w mieście Camélia (AS 16.
Sept. s. 314): „ecclesia frequenti populi concursitatione votisque
admodum celebris, ob insighia, quae illic praestat mulieribus, ma-1
1 ) Także w Pradze znajduje się szczątek, AS 2. Febr. p. 274 a: „De
cuius Cingulis gloriosis duobus duas pecias gloriosus princeps Carolus IV Romanorum imperator... in ecclesia Augustensi obtinuit et decorata iń monstrantia crystallina ecclesiae Pragensi donavit“. Pewną rolę odgrywa cingulum
Mariae w legendzie Tomasza z Canterbury, dokąd wątek przeniesiony został
(przez Jakóba Filipa Bergomas? por. Nisard, Histoire des livres populaires,
Paris 1864, II 7) z legendy apostoła Tomasza (Sallengré, Mémoires de littéra
ture I 169).
15
xime praegnantibus, a quibus potissimum invocatur, opitulationis
suae bénéficia“. Kult tej świętej, zresztą zgoła nieznanej, sięga
conajmniej do połowy w. X. — Tamże od w. XVI jest używany
w tym „samym celu pas św. Piotra z Alkantary (Ý 1562, AS 14.
Oct. s. 683f)': „Uxor Bernardini de Medrano... per dei amorem
petiit chordám qua cinctus erat: satisfecit votis piae mulieris
quae sedulo eam servavit, tanti donum hoc faciens, ut nullo pretio
privari illo voluisset. Saepius tarnen commodabat aliis, ex pietate
petentibus, non sine magno solatio, praesertim mulieribus, quae
partus habebant difficiles : ex solo tactu chordae illius non raro
vel pepererunt vel saltem melius valuerunt“.
Klasycznym krajem tego pasa we wczesnem średniowieczu
jest Francja. Tam jest pas św. Liciniusa (Ý 618, translacja 1169,
i dopiero odtąd zwyczaj?), kontynuujący zwyczaj starorzymski,
jak wynika ze słów biografa (AS 13. Febr. s. 678): „Testatur
saepius citatus Grandinus... sacras item vestes, quibus amictum
eius cadaver très et triginta annos in terra iacuit, etiamnum post
tot saecula incorruptas inttgrasque extare. Addit plurimas confluere ad eam aedem praegnantes mulieres, etiam e longinquis
regionibus, et sancti antistitis sese zona reverenter praecingentes,
felicem sibi partum precari plurimasque hinc certam experiri
opem“. Niestety nie wynika z tych słów, w którym to czasie po
wstał ten zwyczaj: przypuszczam, że w żadnym wypadku przed
translacją świętego. — W diecezji Congennes używano pasa da
wnego biskupa Bertranda ("}* 1125, AS 10. Oct. s. 389 f): „Inda
quam b. Bertrandus bap.tizaverat ad eundem recurrit dolens, quod
soror sua infidelis iam a triduo ex infelici partu moribunda esset,
quia foetus transversim cubabat, nec omnino eam posse eniti ac
vivere pro certo habebatur. Beatus... dédit ei cingulum suum
quo sororem cingeret__eo ipsa cincta pulchrum sanumque filium
peperit“. — Gdzieindziej znów służył pas wycięty z sutanny opata
benedyktyńskiego św. Magnusa (Ý w. VII, AS 6. Sept. s. 723 c):
„et de lacinia cuculli quidem fama fert antiquissima, saeculis iam
anterioribus solitam aegrotis ac praesertim femin s in partu laborantibus religiöse applicari optato laetoque eventu“. We Francji
przyjęto także ten wątek do kultu św. Małgorzaty.
W Belgji działał pas św. Liutgardy O. Cist. (Ý 1246, AS
16. Jun. s. 262 f): „matróna quaedam nobilis, cum in partu diutissime et periculosissime laborasset, allato cingulo de setis equo-
16
rum facto quo pia Lutgardis ad camem in m'acerationem cor
poris sui uti consueverat, utero superponit, et cunctis stupentibus
sine ulla doloris conditione in salutem sui et suae sobolis liberatur. Hoc idem in diversis locis et-in diversis personis ef ficaciter _
est probatum“.
We Włoszech mamy pas św. Tomasza z Akwinu (Ý 1274,
AS 7. Mart. s. 721 c) : „quaedam de Piperno domina partu periculose laborans cum dolore, invocato s. Thoma et imposito quodam cingulo, quod fuerat super eius sepulcrum, super corpus
eiusdem mulieris, statim peperit liberała a periculo et a dolore“.
Liczne też przykłady zawiera żywot św. Róży z Witerba, w któ
rym pas trzeciego zakonu św. Franciszka odgrywa ważną rolę.
Przytaczam tu kilka tylko przykładów z całej masy podobnych
(AS 4. Sept. s. 466 f) : „cum nobilis mulier... esset in partu, quo
adeo doloribus et angustiis oppressa erat, quod nulla ibi medi
cína ad emittendum partum poterat prodesse, statim tarnen imposita eius ćorpori cordula quae corpus ipsius gloriosae Rosae
tetigerat__ peperit. — Mulier quaedam— 1443 praegnans V
mensium adeo doloribus erat oppressa, quod necubi requiescere
poterat... vovit deferre eius cordulam accinctam, et est sanata et liberała ; quae etiam advenientibus diebus parturiendi pe
perit sine angustia et dolore“. Inny nosi ten pas przeciw febrze
(j. w. s. 472 a) : „quod quidem cingulum cum per quinque menses secum continuo detulisset et advertens se in vivaciorem Sani
tätern devenisse, existimans se auxilio b. Rosae virginis de cetero
non indigere, proicit non sine iracundia dictum cingulum... quo
facto terribilius et gravius febris eum invasit“.
W Niemczech występuje szczególnie w zachodniej części
Rzeszy. W diecezji kolońskiej pomagał pas bł. Hildegundy O.
Praem. (f 1178, AS 6. Febr. s. 918): „cingulum eius parturientibus et pectinem cephalea laborantibus ad optatum effectum profuisse čertům est“. W kresach turyńskich jest pas św. Elżbiety
(■}■ 1235), o którym teraz podał bliższą wiadomość O. Feis w Ar
chiv f. Geschichte der Medizin XIV 1922, 63 : wydrukował tam
list, w którym Anna, margrabini brandenburska, prosi w r. 1474
ksienię saską Katarzynę oprócz innych relikwij ŚW. Elżbiety
także o jej pas, znajdujący się w jej posiadaniu, temi słowy:
„Nachdem wir vmb diese kuńfftige Ostem warttend sein der
gnaden gottes, unns> gnediglich und barmhertziglich zu entbinden,
17
und wir vergangnes Jares mit anlegen der heiligen Frauen sannd
Eisbethen köpf, gurtein und loffel durch euer liebe zu besunder
danckbare fruntschaft getröstet sind, des wir auch dieser* Zeit
begird und naygung haben von euch zu empfahen, bitten wir mit
vleis fruntlich, euer liebe wolle unns dieselben kopff, gurttel und
loffel abermals leyhen und schicken, das wir die zu ostern ha
ben“.
W Fr'ankonji w podobny sposób pomagała tunika św.
Kunegundy w katedrze bamberskiej (AS 3. Mart. s. 280 e). Obok
tego pas św. Ruprechta, i później pas św. Witalisa (f w. VIII) :
w r. 1448 prosi księżna bawarska Anna celem zapobieżenia po
ronieniu o pas św. Ruprechta, w r. 1651 piszą: „fiunt autem singulis annis ad intercessionerfi huius s. Vitalis nonnulla miracula
cum praegnantibus mulieribus. quae a nobis petunt cingulum s.
Vitalis eoque in difficultate partus se cingunt et illico sentiunt
alleviationem felicemque habent partum: nos autem deinde exigimus śchedam «b eis et attestationem accepti beneficii et taies
schedas non paucas habemus et asservamus“. Pas ten nie jest
wymieniony wśród relikwij św. Witalisa w r. 1462, tak że wi
docznie zastąpił pas św. Ruprechta.
• W Szwajcarji od w. XVII działa pas św. Leontiusa w klasz
torze benedyktyńskim Mur, w Argowji, począwszy od r. 1647;
tu także rozdawano pielgrzymkom święcone naśladownictwa nor
wego pasa Leontiusa (AS 15. Sept. s. 200a): „quotannis benedicuntur praeterea eius nomine fasciae tenues, seu cingula serica,
praegnantibus et parturientibus maxime proficua... pro peregrinantibus“ (tamże s. 213 przykład z r. 1684, pomaga także na
zapalenie nerek s. 223 b: 225 b).
W Szwabji jest pas św. Wereny, który działa jeszcze w w.
XIX: o nim pisze Birlinger, Aus Schwaben 1466: „Unter den,
wenigen Reliquien Verenas, von denen man überhaupt Kunde
hat, ist es gerade ihr Gürtel, der sie auch als eine Ehen und
Geburthen beschirmende Heilige aufs deutlichste bezeichnet. Die
ser war in dem ehemaligen schwäbischen Reichsstift Roth ver
wahrt. Er wird nach, allgemeinem Brauche den Frauen bei schwe
ren Geburthen gebracht“.
Tak więc widzimy, że wierzenie w pas, chroniący od poro-,
nienia, powstało w Rzymie; poświadczone jest pod koniec w. II
po Chr. przez Tertuljana, utrzymuje się w krajach romańskich,
gdzie, począwszy od w. XII, zostaje zasymilowane przez kościół
Lud. T. XXIII.
2
18
katolicki i przybrane w formę relikwjalną, w której to formie
zdobyło sobie nowe tereny. Punkt kulminacyjny, t. zn. popular
ność tego pasa, przypada na wiek XVII: ale mamy pewne przy
kłady z w. XIII z krajów romańskich, z w. XV z krajów germań
skich : wszędzie da się zauważyć, że te pierwsze przekłady należą
prawie wyłącznie do rodzin książęcych i szlachty : napewno należy
to tak rozumieć, że moda ta, czy potrzeba, używania pasa ta
kiego: przy porodzie powstała w tych kołach, i dopiero za ich
przykładem najprzód mieszczaństwo, potem po kilku wiekach
i prosty lud naśladował ten sam zwyczaj. Już samo .pojęcie asy
milacji wymagało także tego rozwoju, jaki rzeczywiście przedsta
wiają dzieje tego pasa, mianowicie, że wszędzie widzimy tendencję
połączenia go z kultem świętych narodowych czy raczej lokal
nych : ale ponieważ i to nie wystarczało na pokrycie rosnącej
wciąż potrzeby ludu zaopatrywania się w takie, pasy, to pojawiają
się prawie równocześnie z rzeczywistemi pasami pewnego rodzaju
surogaty, w postaci t. zw. „długości“.
Znamy sporo tych długości. Powstały, zdaje się, we Wło
szech : takie też jest zdanie Bollandystów, piszących AS 7. Mart.
s. 745 : „Čerte antiquo Italicorum sanctuariorum usu receptura
scimus, ut in absentium gratiam cingula quaedam ad mensuram
vel sepulchri alicuius vel imaginis sacrae, illius contactu sanctificanda fiant, multique infirmi, maxime puerperae, sanitatis beneficium per eas consequantur, ąt est de iis quae Laurentanae iconis
inscriptas mensuras continent toti orbi Christiano notissimum“.
Z tych „długości“ najstarsza i najwięcej znana jest długość
Chrystusowa, o której liczne posiadamy rozprawy: w niej czy
tamy wyraźnie : „mulier gravida super ventrem illam gestans cito
liberabitur“. Obietnica ta w różnych egzemplarzach tej długości
jest bardziej rozszerzona. Tak np. brzmi ona na czeskiej „dłu
gości“: „Jeśli brzemienna kobieta nosi taką długość na sobie,
lub nią się opasuje, będzie miała połóg bez bólów“. W Gottschee w Krainie Tschinkel (Volksheilkunde in Gottschee,
w Grazer Tagblatt 1906, nr. 47, 48, 55, 56) znalazł na papierze
drukowaną „długość“, naklejoną na wstążkę jedwabną długości
1,58 m, szerokości 6 cm : tekst podany jest w 10 kolumnach,
i zaleca między innemi kobietom owijać się tą długością w czasie
porodu: „und so eine schwangere Frau bey sich traget oder
zwischen der Brust unterbindet, die wird ohne grosse Schmerzen
- J.; 5*5',
y *
n*.
,
X;
. . ' ‘
.
v-yf
-
"*
'•
*
19
gebähren und wird ihr nicht misslingen in ihrer Geburt“, Z in
nych egzemplarzy wynika, że utrzymała się ta długość wskutek
tej tylko właściwości tak długo w poważaniu ludowem: świadczy
o tern ułamek pasa papierowego (Zeitschr. f. österr. Volksk. IV
1898, 208), zawierający tekst następujący: „Frauen eine fröhliche
Geburt zu verleihen. O mein getreuer Gott und Herr* durch dein
H. Läng Und vielfältige Güte und Barmherzigkeit bitte ich dich,
dass du mich in deiner H. Läng allzeit verbergest, behütest und
bewahrest“ itd.
Dokładniej znamy dzieje „długości“ Matki Boskiej: fabry
kowano ją pierwotnie w Lorecie i rozsprzedawano pielgrzymkom
w postaci wstążek jedwabnych, zapisanych czasem modlitwami;
Łacińskich egzemplarzy nie znam, znam tylko ogłoszone przez
Scheiblego i H. von Preena (Zeitschr. f. österr. Volksk.
XIV 1908, 30) druki niemieckie, w których krótko powiedziano :
„tvanns eine Frau, so in den Kinds-Nöthen ist, mit Andacht
bethet, die wird absonderliche Hilf und Beystand von unser
lieben Frauen zu gewarthen haben“. Na innym zaś egzemplarzu,
ogłoszonym przez Fr. Grössla (Zeitschr. j. w. III 1897, 367),
czytamy obszerniej: - „Absonderlich sollen es ihnen die schwan
geren Frauen empfohlen seyn lassen, wann eine Frau, die in
Kindsnöthen ist, es um den blossen Leib bindet, selbe wird be
sondere Hilf und Beistand von unser lieben Frauen zu erwarten
haben“. Warjanty to na pozór drobne, á- jednak bardzo charak
terystyczne : w niektórych stronach Zatarło się to do anonimowego
zwyczaju ludowego, jak np. u Niemców w Czechach, o których
pisze Grüner (Zeitschr. f. öst. Volksk. XIV 1908, 117): „Der
Gebärenden wird von der Hebamme eine leinene Kappe aufge
setzt und ein Band um den Leib gegeben. Dasselbe soll die
heilige Maria angerührt haben und von ihrer Länge sein“. O zna
czeniu tego towaru pochodzenia loretańskiego daje wyobrażenie
fakt, że w innych stronach katolickich, zwłaszcza* w Dolnej AustVji, czapka i wstęga stały się amuletami także przeciw chorobom
dziecięcym (Zeitschr. f. öst. Volksk. IX 1903, 212. XIII 1907,
100) i nazywają się w tej funkcj. Froashaubn, Froasband (— Fraisenhaube, Fraisenband) : przedmioty te noszą obrazy Matki Bo
skiej. Dokładniejszy opis podaje H. Moses (j. w. 1X214): „Das
mir vorliegende Fraisenband, aus einem grünen seidenähnlichen
Stoff, 2, 20 m lang und 0,035 m breit, enthält eine teilweise
2*
t
, 20
verblasste italienische Majuskelinschrift, von welcher nur die Wör
ter: Altezza della Madonna da Loreto cintura il capo etc. lesbar
sind“.
Obok tych dwu „długości“ inne odgrywają rolę wprost pod
rzędną: o „długości“ grobu św. Tomasza z Akwinu wspomniano
wyżej. Jiiż w w. XIV znana była w Niemczech „długość“ św.
Sykstusa, jak wynika z zapiski w. XIV w rkp. klasztoru florjańskiego : „Item die swangern frawn messent ein dacht noch sand
Sixt pild, als lank es ist, und guertns den pauch, so misslingt in
nicht an der pkird“. Nie wiem, dlaczego św. Sykstus stał się pa
tronem kobiet: czy i on miał pierwotnie wśród swych relikwij
jakiś pas?
Z konieczności trywjalnośó tych zwyczajów musiała dopro
wadzić do form świeckich, nierelikwjalnych, a więc niejako do
punktu wyjścia całej praktyki. Zwyczaje takie zdają się należeć
do największych rzadkości bez wątpienia dlatego, ponieważ formy
relikwjalne są jeszcze wszystkim łatwo przystępne, i wobec reli.gijności sfer uciekających się do takich, środków nawet chętniejposzukiwane i stosowane, niż świeckie. To też powstanie form
świeckich należy uważać jako dość przypadkowe; mianowicie
zapomniano niekiedy, że taki pas jest kopją pewnego pasa świę
tego, lub że ten sznurek ma przedstawiać jakąś „długość“. Ru
munki na Węgrzech opasują się, jak pisze R. Temesvary
(Volksbräuche und Aberglauben in der Geburtshilfe in Ungarn,
Leipzig 1900), w celu uniknięcia poronienia, sznurkiem od spodni
swych mężów: przypuszczam, że to zgrubiała forma dawnej „dłu
gości“, tłumaczonej racjonalnie na tle społecznem. O świeckiej
formie takiego pasa podaje dokładniejszą wiadomość z Szwabji
Bir ling er (Aus Schwaben II 238): „Der Gürtel der Gebären
den aus 1/2 Zoll breitem Hirschleder mit Schnalle zum Schnüren
ist in der Gegend um Aulendorf allgemein ifi Gebrauch“, Widać,
iż wyszedł on, jak kucowałaski pas, z kopji jakiegoś świętego
pasa 1).
’) Więcej skomplikowana jest myśl francuskiej praktyki: „Lorsqu une
femme est prête d’accoucher, prendre sa ceinture, aller à l’église, lier la cloche
avec cette ceinture et la faire sonner trois coups, afin que cette femme
accouche heureusement“ (Phylactères ou préservatifs contre les maladies, les
maléfices et enchantements, Paris, s. 2),
%
21
4. Pas chroniący od innych cierpień.
Widzieliśmy wyżej, że Rzymianie używali skrobowin z pasa
Gai jako leków: zaznaczyliśmy, że to ma swoje odpowiedniki
w kulturze chrześcijańskiej. Ale także sam pas był stosowany
przez medycynę starożytną w epoce panowania zabobonu w pe
wnych cierpieniach. Np. przeciwko bolowi brzucha poleca Mar
celi Empiryk XXIX 13: „Coli dolorem avertes, si de reste ventrem circumcinxeris, de qua quis laqueo vitam finivit“. Na to
samo cierpienie miały pomagać inne także środki, Napisane przez
Marcelego XXIX 45. 52. Ze względu na wyżej podany przepis
Ps.-Teodora ciekawy jest równobrzmiący przepis Marcelego XXIX
34, pomagający podług niego przeciw kolkom: „Si adversus colum viro remedium opus erit, de ariete, quem lupus occiderit,
fasciolam puer impubis faciat et inde virum ad corpus accingat :
si vero mulieri medendqm erit, similiter de ove, quam lupus
occiderit, puella virgo cingulum faciat et mulierem. circa corpus
accingat: efficaciter prodest“.
W związku z takiem użyciem obszemiejszem pasa stoi prak
tyka relikwjalna chrześcijańska, stosująca pas do cierpień różnych
kategoryj. Tak np. chory na febrę chce dotykać pasa św. Germana ("f 677, AS 21. Febr. s. 265 e): „Cingulum, quod vulgo
bradle vocatur... tune unus de diaconis replevit calicem et immersit et dedit bibere aegroto et statim ut bibit, restitutus est
ad Sanitätern“. Na febrę pomagał także pas św. Róży, wogóle
na choroby pas św. Piotra Galata ' pustelnika (AS 1. Febr. s. 96):
„nam cum propriam zonam divisisset in duas partes — erat au
tem lata et longa, ex crasso lino contexta — huius quidem dimidio suos lumbos, altero vero meos cinxit. Hanc cum saepe
quidem mihi aegrotanti mater imposuisset, saepe autem patři
quoque morbum exegit, quin etiam ipsa quoque hoc medicamento
saepe usa est ad sanitatem: multi autem nobis ex notis cum hoc
didicissent, assidue ad ferendum aegrotis auxilium hanc zonam
accipiebant et ubique illius gratiae ostendebat operationem“. Po
dobnie pas bł. Piotra Hermanna O. Prąed. (f 1452, AS 3. Mart.
s. 297 : „ferreum cingulum fuit extractum, cuius salutarem vim
aegri non paući sensere“), św. Teresy (f 1582, AS 15. Oct.
s. 343 a : „e cingulo quocum sepulta fuit ab eo tempore ad praesentem diem cernitur oleum guttatim scaturiens... nec sane pauća
22
per eum miracula deus operatus fuit“), św. Brygidy (Ý 523, AS
1. Febr. s. 123 a), która biednej: dała swój pas, aby nim leczyła
drugich, i w ten sposób miała zapewnione utrzymanie: »per żonam meam intinctam in aquam in nomine lesu sanabis eos et
dabunt tibi victum et nutrimentum“, nareszcie św. Kutberta (f 687),
który posłał swój pas św. Elfrydzie (AS 8. Febr. s. 183 e) : kiedy
ta ksieni zachorowała, mówi: „utinam haberem aliquid de rebus
Cuthberti mei. Scio certe et confido in domino, quia cito sanaret.
Et non multo post advenit, qui ei zonam lineám ab eo missam
deferret: quae multum gavisa de munerie et desiderium suum viro
sancto iam caelitus patefactum intelligens, succinxit se illa, et
mane post erecta ad standum, tertio vero die plene est reddita
sanitati. — Post dies autem paucos coepit aegrotare quaedam
de virginibus monasterii ipsius dolore capitis intolerabili... abbatissa cum eam graviter afflictam aspiceret, tulit memoratam viri
dei zonam et hac illi caput circumligare curavit: quae eodem
mox die, abepnte dolore sanata est tollensque zonam sua recondidit in capsa. Quam cum post dies aliquot abbatissa requireret,
neque in capsa eadem neque uspiam prorsus potuit inveriiri. Quod
divina dispensatione factum esse intelligitur, videlicet ut per duo.
sanitatis miracula deo dilecti patris sanctitas appareret credentibus... si enim eadem zona semper adesset, semper ad hanc currere voluissent aegroti“.
Także opętanych opasują pasem świętych i leczą w ten,
sposób, jak czytamy w żywocie św. Franciszka de Paula (i* 1507
AS 2. Apr. s. 174 wyznaje djabeł Sathanas: »Ni esset cingulus
illius, ego dedecorarem universam istam religionem“), i Guthlaka
pustelnika (f 714, AS 11. Apr. s. 45): „quadam die formidantes
propinqüi sui (scil. comitis Egga, qui erat energumenus) perpé
tuant vesaniam sibi venturam, ad praefati viri Guthlaci limina
duxerunt, confestimque, ut se cingulo illius succinxit, omnem
amentiam de se ablatam animumque sibi intégré redditum persensit, se quoque illo cingulo semper praecingens usque' in ulti
mum diem vitae suae nullam a sathana molestiam perpessus est“.
Przechodzimy teraz do pasa, leczącego nałogi psychiczne.
W pasie bł. Kolety (f 1447, AS 6. Mart. s. 578), który prze*
słała sama jakiejś pani, mamy przeciwieństwo- do pasa afrodytowego, gdyż leczy namiętności miłosne. Ale oczywista, pas ten
stoi już w związku z cingulum castitatis : do tej kategorji należy
23
przedewszystkiem pas św. Kólmana McDuacha (19. Oct. s. 888 b),
prototyp pasa Florimelli Spenserowej: o nim biograf jego opo
wiada: „De quo cingulo inter multa quae mirifica et vere singulari dei clementia per illud exhibentur curationum genera, illud
insigne et continuo memorabile occurrit, quod frequens experientia' comprobavit. Quilibet enim, quantumcumque corpulentus
aut obesus, qui virginitatem servavit illibatam, potest se illo praecingere et circum claudere ; qui vero virginitatem in aliquo violaverit, quantumcumque sit vel tener aetate vel gracilis aut strigosus corpore, nunquam illud sibi obducere et in eo se concludere
poterit“.
Symbolika pasa czystości, powstała ongiś wśród matrón
rzymskich, nurtowała w kołach zwłaszcza zakonnych, i stała się
wiarą inteligencji, począwszy od w. XV : wiara znalazła dla siebie
konkretny wyraz w jedynie wówczas możliwej formie relikwjalnej,
a to pod postacią pasa św. Józefa, lub św. Tomasza. Wymyślona
była jako zona Thomistica w w. XVI, mająca być środkiem ochron
nym przeciw pokusom (AS 7. Mart. S. 745—747) i rozpowszech
niona przez osobne bractwo, organizowane napewno na wzór
trzecich zakonów Franciszka czy Dominika, naśladujących wprost
obyczaje klasztorne: podczas gdy te pasy były ludowe, pas św.
Tomasza był właściwy inteligencji odrodzeniowej i do ludu nie
przeszedł. Czy takie pasy istniały także w formie nierelikwjalnej,
wydaje mi się wątpliwe : posiadamy jednak w rękopisach pewne
przepisy, naprowadzające na taką myśl, jak rkp. erfurcki quart.
320Í.217: „praeceptum de cingulo inscriptionibus mysticis pudicitiam conservante conficiendo datum“, z w. XV. Tylko z ty
tułu znam dzieło francuskie: La ceinture de la chasteté avec la
plaiderie de Me Eug. Carré et l’arrêt de la Couť de Paris,
A. Lévy 1886, dwa tomy z tablicami.
5. Pas w podaniach średniowiecznych i nowoczesnych.
Wierzenia nowoczesne są czasem przeżytkami dawniejszej
wiary, ale — zwłaszcza, o ile zachowały się tylko w baśni i w po
daniu, nie w praktyce — przeważnie dawniejszej poezji. Da się
to wykazać także na pasie. Pas czarowny naszego podania ludo
wego jest pochodzenia germańskiego. W mitologji germańskiej
jest on stałym przydatkiem boga Thora jako „ megingiardr, „silny
pas“, pojmowany — jak z jego użycia wynika — jako pas, udzie
lający siły. Ten pas Thora występuje tak vy starej Eddzie, jak
i w młodszej: Gylfaginning 21 wymienia jako drugi z trzech
klejnotów Thora „pas, dający połowę siły Azów“, i 45 opowiada,
że Thor wskutek opasania się swym pasem otrzymuje siłę Azów:
podanie to zna także mnogość takich pasów („Thor umspannte
sich mit den Stärkegürteln: da wuchs ihm Asenstärke“, tł. Simrock). Jednak już młodsza Edda przypisuje takie same pasy także
innym: Skalda 18 opowiada, że olbrzymka Gridr pożyczyła Thorowi swych własnych pasów, udzielających siły, i żelaznych rę
kawiczek, mających go wybawić od wszystkich niebezpieczeństw,
kiedy Thor wybrął się w drogę do Geirroedsgard bez swoich
pasów i rękawiczek.
Z tej poezji mitologicznej dostał się pas do poezji bohater
skiej. . Znajdujemy go w poematach cyklu Artusowego, ale prawdo
podobnie niema go w ich wzorach iryjskich. Tam łączy się go
stale z rycerzem Gaweinem, już w poezji Chrestiena de Troyes,
jak dowiadujemy się z odnośnego opracowania niemieckiego,
dokonanego koło r. 1220 przez Styryjczyka Henryka von dem
T ü r 1 î n, Diu crône, które nam zastępuje oryginał. Podług niegö
rusałka Giranphiel wyhaftowała dla swego małżonka, króla Fimbeusa z Sardynji (czy Gardin?) pas, i umocowała w nim drogo
cenny kamień, udzielający nosicielowi zwycięstwa. Przy odwiedzi
nach na dworze Artusa Fimbeus pozwolił żonie Artusa, Ginowerze,
opasać się tym pasem, który jej wdzięki tak powiększał, że odtąd
marzyła tylko o sposobie dostania go na własność. Prosiła o to
rycerza Gaweina, który walczył z Fimbeusem przez cały dzień
i noc, aż mu się udało zręcznym ciosem odciąć kamień; przy
właszczył go sobie i wraz z pasem zwyciężonego króla dał Gino
werze. Ona zaś podarowała go swej pierwszej miłości, rycerzowi
Gasozein de Dragoz. O mocy zaś pasa śpiewa poeta w. 4870 n. :
Der gürtel hât sô groź kraft,
swer in treit der ist sô werhaft,
daz in nie men kan gewinnen:
dar zuo muoz in minnen
beidiu man unde wîp:
sîn tugent unde sîn lîp
wirt dâ von gerîchet;
Fortuna den b es wichet
dêswâr niemer, der in hat:
ime volget aller Saelden rat
an aller werlde sache:
er slafe oder wache,
sô versorget in daz Heil,
daz der Saelden gundes teil
einem man nie mer geviel.
.t
25
Ale kobiecie daje, jak pas afrodytowy, zwycięstwo w jej dzie
dzinie, mianowicie w piękności i miłości. Doznaje tego Ginowera, która z ciekawości się nim opasała, i wzbudziła podziw
w sali pałacu wskutek swej na I przemiany (tamże w. 23 326 n.) :
ditz verwundert sie gemein,
daz sie sô verwandelt schein
mit sô grözer bezzerunge.
Alte unde junge
des vrägen begunden,
waz ir in sô kurzen stunden
die bezzerunge hete bräht:
niemen was dar an verdäht,
daz ez von dem gürtel waere —
ditz, was ir aller swaere.
Des vröute sie sich sêre:
disiu saelde und diu ère
erhuop ir herze und ir muot,
als denne grôziu liebe tuot.
und wart sîn von herzen vrö.
In saeligem bilde was sie dö,
die wîle sie den gürtel trübe.
Siła więc tego pasa jest bardzo podobna do pasa Afrodyty, opi
sanego przez poetów starożytnych, i zapewne wolno zapytać, czy
poeci francuskich chansons de geste znali to podanie starożytne.
Z epopei francuskiej przeszedł wątek do niemieckiej poezji
bohaterskiej i do poezji rycerskiej (spielmannsgedichte). Znajdu
jemy go przedewszystkiem w cyklu Dytrycha berneńskiego. Wła
ściwość pasa, polegająca na tem, że udziela on siły sam przez
się, łączy go ściślej z pasem Thora. Taki pas posiada król kar
łów Lauryn w. 191 n.:
darumbe lac ein gürtelîn :
daz mohte wol von zouber sîn,
dâ von hat ez zwelf manne kraft,
des wart ez allez sigehaft.
Dopiero późniejszy dodatek wyprowadza tę siłę pasa z kamie
nia, znajdującego się w posiadaniu karła (Heldenbuch I 279). Pas
Lauryna dostał się Dytrychowi. — Wątek ten przeszedł do pro
stych opowiadań. W poemacie nieznanego zresztą Dytrycha
z G1 a t z u, Der bořte (v. d. Hagen, Gesammtabenteuer, Stutt
gart 1850, I 455 n. nr. XX), pás taki jest przedmiotem głównym
poematu. Nosi go tam rycerz, który go sprzedaje za cenę mi
łości przepięknej żonie- rycerza Konrata : sam wychwala pas i jegp
siłę, aby skłonić panią do ciężkiej ofiary (w. 279—315):
Ich han einen bortěn,
der ist an beiden orten
geziert mit edelen steinen,
mit guldînen zeinen
ist er wol underslagen:
von den steinen mag man sagen,
der ist vunfzik unde me,
ir kwam ein teil über se,
26
ein teil wart ir von Marroch bräht
daz ist war und niht missedäht,
Die Moren da von India
und daz volk von Sîrîa
die brähten über des meres vluot
zwelf krîsoprassen guot
unde vier onichiös
unde drî krisolitôs,
die stênt in dem bortěn
an beiden sînen orten.
Ein stein der kwam von Kriechenlant
der ist von sîner varwe erkant,
er ist halber wolkenvar:
swer in vuert, der wirt gewar,
daz er in der ritterschaft
wert ist von des steines kraft:
anderhalb tunkelr.öt
ist der stein, vür manik not
ist er guot den Hüten,
als ich iuch wil bediuten:
swer den bortěn umbe hat
da der stein inne stát,
der wirdet nimmer êrenblôz,
im vellet wol der Saelden 16z,
er wirt nimmer erslagen,
er mak nimmer verzagen,
er gesiget ze aller zit,
swen er ritet an den střít:
vür viuwer, wazzer ist er guot.
W takiej to postaci dostał się pas czarowny z kół rycer
skich następnie do pomieści mieszczańskiej, a stąd do sielskiej,
którą zwykliśmy nazywać baśnią. Rzecz jasna, że rola pasa czarownego odmienna jest w różnych cyklach, z których baśń wy
szła: w Islandji często jeszcze znajdujemy pas, bo tam stara
i młodsza Edda częściej i w sposób typowy o nim mówiły; spo
radycznie występuje w Europie środkowej, co się w zupełności
zgadza z stosunkową rzadkością wzmianek pasa czarownego
w średniowiecznych cyklach podaniowych i w powieściach ry
cerskich ').
Wogóle mam wrażenie, że pas czarowny w baśniach jest
składnikiem archaicznym : bo baśń archaizuje nie tylko pod wzglę
dem obyczajowym, lecz również kostjumowym. Baśń islandzka .np.
zna pas, chroniący od głodu : taki pas otrzymuje królewna Hadvör, by mogła zbawić kochanego: także Isol, aby ujść przed
prześladowaniem: Ingibjörg, aby móc uciec od ojca. Wierzenia
') Symbolika pasa rycerskiego wyprowadza się z pasa (cinctorium) legio
nistów rzymskich, o którym por. Daremberg-Saglio, Diet. d. Antiqu. s. cingulum.
Z kół rycerskich w czasach późniejszych sam obrządek opasania przeszedł do
innych kół społeczeństwa; np. wiemy to o związku studentów polskich (natio
Polona) przy uniwersytecie lipskim (St. Tomkowicz w Archiw. do dziejów lite
rat. II 1882, 413): „Przyjęcie do nacji polskiej odbywało się na walnem zgro
madzeniu, a symbolem jego jest opasanie nowo przyjętego pasem (cingulum)
pierwszego rektora uniwersytetu, którym był członek nacji polskiej, Jan Otto
Münsterberg, Szlązak“ — o ile to nie jest naśladowanie obrządku klasztornego
przyjęcia nowych członków.
27
starożytne przypomina nieco pas, jaki Grimr otrzymał od ko
chanki: „beim Abschiede gab ihm die Riesentochter einen
Gürtel, und sagte, sobald er den anlegen werde, werde ihm kein
Weib mehr gefallen ausser sie selber. In Norwegen regierte da
mals Haraldr Sigurdarson. Der hielt einmal ein grosses Gastmahl,
und um bei diesem würdig zq erscheinen, legte Grimr seinen
Gürtel an : kaum hatte er aber diesen am Leibe, so fühlte er
grosses Unbehagen, und es litt ihn nicht mehr in Norwegen“.—
Raz tylko pas ma szkodzić pewnej osobie, ma udusić ofiarę macochy-czarodziejki, jak Vilfrídur, Snieżyczkę islandzką: „am drit
ten Tage kommt Vala — tak nazywała się macocha — mit einem
alten Familienerbstück, einem Goldgürtel. Sowie Vilfrídur ihn sich
hatte anlegen lassen, spricht die Mutter den Fluch aus, dass sie
durch ihn sterben müsse, wenn nicht der König von Deutschland
den Gürtel zu lösen versuche“ : rzeczywiście król ten ratuje ją
od śmierci. W innej wersji tej samej baśni (s. 123) Vala prze
mienia się w królewicza, przychodzi do pasierbicy i przynosi jej
pas : „als Verlobungsgeschenk gibt er ihr einen Goldgürtel, der
sie gleich auch dem Anlegen zu ersticken droht, und der sich
nur löst, wenn die gleiche Art von Gold an ihn gehalten wird“ *).
Natomiast baśnie Europy środkowej snują dalej wątek
o pasie, udzielającym siły. Znany jest typ baśni o zdradzieckiej
matce. Młodzieniec wybiera się w drogę, aby znaleźć sobie na
rzeczoną. Przychodzi z matką do domu zaczarowanego lub do
rozbójników. Po drodze albo też w domu znajduje przedmioty,
udzielające mu sił nadludzkich: za ich pomocą zabija rozbójników
albo czaruje duchy itd. Ale tylko w rumuńskiej baśni2) o złotym
pasie bohater znajduje na wierzchołku drzewa złoty pas, dzięki
któremu może zabić rozbójników z wyjątkiem ich herszta, który
później zapomocą matki, w nim zakochanej, pozbawi bohatera
tego pasa i oczu: dopiero po cudownem uleczeniu i zapomocą
wdzięcznych zwierząt otrzymuje pas z powrotem, poczem zabija
herszta bandy i matkę. W podhalańskiem podaniu o silnym Ja
*) Hadvör zob. Ad. Rittershaus, Die neuisländischen Volksmärchen,
Halle 1902, 67 ; Isol tamże s. 116, Ingibjörg tamże s. 128. 133 ; Vilfrídur tamże
s. 120. — Grimr zob. K. Maurer, Isländische Volkssagen der ^Gegenwart,
Leipzig 1860, 305.
s) P. Schullerus,. Rumänische Volksmärchen aus dem mittleren Har
bachtale, w Arch. d. Vereins f. Siebenb. Volksk. XXXIII 1906, 499.
nosiku wątek ten stoi w innym związku. Prawdopodobnie jest
on także tematem komedji francuskiej p. t. La ceinture magique,
comédie en un acte, prose par J.-B. Rousseau (jouée à Ver-^
sailles, devant le roi 1701), Bruxelles 1755 1).
6. Pas czarowny w praktyce średniowiecznej i nowoczesnej.
i
*
Już w rozdz. 4 podałem notatki, odnoszące się do użycia
pasa w celach leczniczych i zabobonnych: wierzenia te mają formę
relikwjalną lub kultową, w każdym więc razie posiadają charakter
religijny. Obecnie chodzi nam o świeckie praktyki. Są one o wiele
rzadsze, ale i one są ważne i ciekawe, bo także w nich da się wy
kazać ciągłość kulturalna, tak samo jak wykryło się ją przy pasie,
chroniącym od poronienia.
W średniowieczu pasy lecznicze wspomniane są w epopejach
rycerskich: sławne były pod tym względem pasy skórzane, spro
wadzone z Irlandji (riemen von Iberne), o których wspominają
np. Erec 1555. Lanzelot 5788. Henryk von dem Türlîn 553. 8276.
Albera Tundalus 42, 3. 43, 1. Neidhart 125, 27 Haupt. Jednak
o leczniczej właściwości mówi tylko Biterolf 7046:
der vezzel vlîziclîche
geworht was in Karadîn:
niemanne was der lîp sin
so siech, der in umbe truoc,
ern wurde wol gesunt genuoc.
uz ieslichem Würfel schein
mit solher kraft ein edelstein
da man wol buozte sühte mite.
Więc i tutaj, jak wszędzie w epopei, przeniesiono na kamienie
przywiązaną pierwotnie do samego przedmiotu siłę cudowną.
') O pasie czarownym jako potrzebnym do odszukania skarbów wspo
mina J. A. Musäus, Die deutschen Volksmährchen, Gotha 1803, IV 350: „Die
auserwesentlichen Requisiten (zum Schatzgraben), Beschwörungsformeln, Zau
bersegen, Zaubergürtel, hieroglyphische Charaktere und dergleichen man
gelten ihm gänzlich“. Przypuszczam, że ma on tu na myśli cingulum Salomonis,
albo raczej Długość Chrystusową, bardzo popularną jeszcze za jego czasów, jak
wynika z Veit Weber, Sagen der Vorzeit, Zofingen 1795,. V 226: „Ein Per
gamentriemen, 5 Fuss lang und 1 Hand breit, auf dem geschrieben war : Dies
ist die heilige Länge unsers Herrn. Gelobet sey der allerheiligste Nähme Jesu
und seine heilige Länge in Ewigkeit. Amen. — Wer diesen Riemen in ein Tuch
von fünferley Farben gewickelt, auf dem blossen Leibe trug, war sicher vor
Strassenräubern, Zauberern, Mordbrennern, Verläumdern usw., kurz, vor allen
29
Odosobniona jest wspomniana przez Burkharda Wormackiego
praktyka zabobonna, która jednak, zdaje się, była bardzo rozpo
wszechniona, gdyż spowiednik miał zapytać chrześcijan: „Cingulum mortui pro damno alicuius in nodos colligasti ?“. Ale oczy
wista, choć brak tu dokładniejszych ' analogij skądinąd wziętych,
podpada zabobon ten raczej pod rubrykę „węzła czarownego“.
W epoce odrodzenia występuje pas Salomonowy, o którym
mówiłem w swej rozprawie s. 4: powtarzam opis podany przez
Arpego: „Vinculum Spirituum... alii vocant baltheum Salomonis
aut cingulum, quo titulo vidi ligamentum ex pergameno aliquot
ulnarum, ex una parte periaptis et sigillis magicis impletum, ex
altera parte verbis obscuris et mysteriosis“. Wskazuję dalsze wy
wody, tam wydrukowane, które dowodzą, iż taki pas, także w za
stosowaniu chrześcijańskiem,- miał chronić człowieka przed wszelkiemi niebezpieczeństwami, a zwłaszcza „charakternika“ w boju.
Pas ten był w użyciu kół inteligencji, interesującej się okultyzmem,
i dopiero za czasów wojny trzydziestoletniej przeszedł do warstw
niższych, stając się dla żołnierzy najcelniejszym amuletem wojen
nym : ludowym nigdy nie był, nawet w połączeniu z „długością“
Chrystusową.
Lud natomiast wytworzył inne pasy na leczenie chorób lub
też na cele czarodziejskie : są to przeważnie przeżytki praktyk
dawniejszych.
Poznaliśmy wyżej przępis lekarza Marcelego Empiryka, po
lecający na kolki opasanie, się. Sporadycznie znachodzimy podobne
praktyki jeszcze teraz w Europie środkowej : są coprawda nad
zwyczaj rzadkie, ale — przypuszczam — dlatego, że znaczenie
pasa w stroju warstw, które są twórcami wierzeń i praktyk, w ko
łach więc inteligencji, bardzo jest ograniczone, o ile on tam wogóle
jeszcze istnieje. O Łużyczanach opowiada W. von Schulenburg
„sichtbaren und unsichtbaren Feinden : ihn traf kein Blitz, ihn verletzte kein
Feuer, ihn erstickte kein Wasser. — Einige Päbste sanrtionierten den Aber
glauben durch öffentliche Anerkennung der Wunderkräfte dieser Riemen und
befahlen, dass eine solche Länge von dem, der sie besitzt, dreymal des Jahres
solle gelesen werden (wer nicht lesen konnte, der musste sie sich vorlfsen las
sen), um „allzeit gesegnet zu seyn, auf dem Wasser und auf . dem Lande, bey
Tag und bey Nacht, an dem Leib ^und der Seele, in alle Ewigkeit. Amen“. —
Im J. 1790 wurde von einem badischen Grenzjäger ein Wilddieb erschossen,
der eine heilige Länge auf dem Leibe trug“.
30
i
(Wendische Volkssagen und Gebräuche aus dem Spreewalde,
Leipzig 1880, 221): „Gegen Cholera ist das einzige Mittel ein
Strick, den man unverhofft findet. Dieser wird nur um den Leib
gewunden, bis die Krämpfe fort sind. Ein solcher Strick war nur
in ganz Leipe, als dort die Cholera war: nichts konnte helfen“.
Podobnie postępują w Szwabji, jak podaje Birlinger (Ays
Schwaben 1238): „Gegen Krämpfe und wilde Wehen werden aus
Werg oder Hanf gedrehtę Bänder um den Leib 1—2, und um
Beine und Kopf je 1 angelegt: man darf sie nicht an- und ab
streifen, man soll sie „unverdanks“ verlieren“. W znanyAi zresztą
obrządku przeciągnięcia chorych przez szczelinę czy pętlę, uży
wają czasem pasa, tak np. w Czechach (Zeitschrift f. österr.
Volksk. II 1896. 287) służą do tego celu suknie umarłej i pętla
powrozu wisielca; w Saksonji (C. Seyfarth, Aberglaube und
Zauberei in der Volksmedizin Sachsens, Leipzig 1913, 207) ciągną
chore dziecko przez pętlę pasa: niema tu odpowiedników star
szych, ale rola pasa jest późniejszego pochodzenia.
Natomiast bardzo rozpowszechnione jest wierzenie w pas,
przemieniający w wilkołaka. Wierzenie to jest pochodzenia ger
mańskiego. Pierwotnie występuje tu, obok pasa, koszula: począt
kowo do ich sporządzania brano skórę wilczą, jak to zauważył
J. Grimm (Deutsche Mythologie, Göttingen 1865, 1048): „Nach
ältesten einheimischen begriffen hängt annahme der wolfsgestalt
von dem Überwerfen eines wolfgürtels oder wolfhemds (ülfahamr)
ab, wie Verwandlung in schwan vom anziehen des schwanhemds oder
schwanrings. Es braucht also gar nicht in der absicht des zauberns zu geschehen: jeder das wolfhemd anlegende erfährt Um
wandlung, und bleibt neuntage lang wolf, erst am zehnten tag
darf er in menschliche gestalt zurückkehren: nach andern muss
er drei, sieben oder neun jahre in dem wolfsleib beharren . Po
chodzenie tego wierzenia jest niejasne: prawdopodobnie strój
z wilczej skóry charakteryzował początkowo dzikiego, bo w Grettissaga 32 a nazwano berserkerów także ûlfheâhnir „ludźmi o wil
czym stroju“, ponieważ zwykle nosili wilcze pasy lub ubrania.
Później, chyba jpż u berserkerów, przypuszczano, iż wilczy pas
sprowadza dzikość u człowieka: w tych okolicach, w których berser
kerów nie było, do których doszły tylko głuche słuchy o nich i o wil
czych pasach, tłumaczono to jako przemianę ludzi w same wilki,
przyczem można było się oprzeć na innych analogjach baśniowych.
31
W w. XVIII wymienia autor książki Handschriftliche Schätze
aus Klosterbibliotheken, Köln 1734, 185 jako ogólnoniemieckie
wierzenie: „Menschen binden, sagt der. Abergläubische, einen
Riem um den Leib und bewirken dadurch ihre Verwandlung in
Werwölfe“. Dokładniejsze wiadomości o tem podają z okolicy
Saksonji S cha m b ach-Müller (Niedersächsische Sagen und
Märchen, Göttingen 1855, 182): „Gewisse Leute können sich ver
mittelst eines umgelegten Gürtels, der aus der Haut eines Ge
hängten geschnitten ist und durch eine Schnalle mit sieben Zun
gen zusammengehalten wird, in einen Wolf verwandeln. Ein
solcher Wolf heisst Werwolf : er ist schwarz und von der Grösse
eines mittelmässigen Kalbes. Schlägt man den Werwolf gerade
dahin, wo die Schnalle sitzt, und diese springt auf, so steht der
Werwolf als nackter Mensch da“. Ci autorowie podają tamże liczne
powieści, w których wierzenie to się ujawnia : inne podanie z Hesji
wydrukował Grimm j. w. s. 1049. Siady tego wierzenia znajdu
jemy u Finnów; tam nazywają takie wilki„estońskiemi“ (E. Schreck,
Finnische Märchen, Weimar 1887, 244): „Die Sage erzählt, dass
einst ein Jäger einen Wolf erbeutete, der silbernen Frauenschmuck
trug. Seinesgleichen traf man so viele im Land, dass ein Sprichwort
aufkam: „Der ist wie ein esthnischer Wolf“. Der Wolf, den ein
Bauer durch seinen Segen entzauberte (i który stał się mężczyzną),
trug einen Frauengürtel und eine kupferne Brustschnalle“. Szwedzi
przenieśli to wierzenie także na niedźwiedzi: podanie zacytowane
przez Grimma Myth. 3 1051 wspomina o tem, jak znaleziono pas
obok zabitego niedźwiedzia.
Baśń polska coprawda też zna pas w tym związku, ale w innem jednak przeznaczeniu : tam nosi go czarownica. Na Polesiu
opowiada lud, że zagniewana czarownica postanowiła zemścić się
i przemienić nowożeńców w wilkołaki. „Jakoż pas, którym się
w stanie przewiązywała, skręciwszy, pod próg domu podłożyła,
i nadto łyka kręciła z lipiny, i warzyła, i tą wodą podlała ludzi.
Skoro nowożeńcy z drużyną weselną przeszli próg domowy, pan
młody z kniahynią i sześciu drużbami, przemienieni w wilkołaki,
uciekli z chaty, i trzy lata wilkami byli“ (K. W. Woycicki,
Klechdy, 3 Warszawa 1876, 91). W tym pasie czarownicy da
się zauważyć ostatni oddźwięk pierwotnego pasa wilczego.
STANISŁAW PONIATOWSKI.
PRZYCZYNEK DO GENEZY PIERŚCIENIA.
Omawiając niedawno „Pierścień w wierzeniach ludowych
starożytnych i średniowiecznych“ (Lud XXII, 1923), p. Gansżyniec występuje przeciwko hipotezom Wiinscha i Heckenbacha,
szukającym w magji źródeł pierścienia i wskazuje na potrzebę
wyjaśnienia na drodze historycznej zarówno genezy tej ozdoby
jak i jej bogatej symboliki. Nie zajmując się sam genezą pierście
nia, próbuje p. Ganszyniec wyjaśnić pewne zwyczaje starożytnych
bez uciekania się do magji, gdyż magja późno zajęła się pierście
niem, zaś o jego „innej symbolice, niż czysto prawnej, nic nie
wiedziało życie starożytne“ (1. c. 39). Podzielając całkowicie po
gląd p. Ganszyńca, że nie subjektywne hipotezowanie na temat
podstaw psychologicznych, ale jedynie badanië rozwoju histo
rycznego może wyjaśnić początki symbolów, spróbuję wyjaśnić
genezę 'pierścienia oraz jego roli symbolicznej ze stanowiska kie
runku historycznego w etnologji.
Znajdując pierścień wyłącznie u ludów cywilizowanych oraz
u tych, które uległy wpływom wyższych cywilizacyj, należy szukać
źródła pierścienia w tych kulturach zasadniczych, na tle połącżenia których rozwinęła się cywilizacja. Były niemi według P. W.
Schmidta kultura egzogamiczno-macierzysta albo dwuklasowa jako
podłoże i kultura wielkorodzinno-patrjarchalna albo pasterska jako
warstwa wyższa, która to podłoże opanowała. Nie znajdując pierście
nia tam, gdzie do kultury zasadniczej dwuklasowej nie dotarły
wpływy cywilizacyjne np. w Australji, należy wnosić, że nie w tej
kulturze znajdowało się źródło pierścienia. Nasuwa się więc pyta
nie, czy pierścień nie pochodzi z kultury zasadniczej pasterskiej.
33
Jeżeli przypuścimy, że pierścień jako męska ozdoba symbo,liczna mógł się rozwinąć z jakiegoś wytworu użytecznego dla
mężczyzn, to istotnie znajdziemy w kulturze zasadniczej pasterskiej
taki wytwór w postaci kółka do naciągania cięciwy, nószonego
przez mężczyzn na kciuku. Dla kultury zasadniczej pasterskiej
charakterystyczny jest, jak wiadomo, zarówno złożony łuk re
fleksyjny, jak i naciąganie cięciwy tego łuku w ten sposób, że
cięciwę odciąga opatrzony specjalnem kółkiem („Spannring“)
kciuk, do którego palec wskazujący przyciska koniec strzały. Cał
kiem inaczej naciągały łuk niektóre ludy nadśródziemnomorskie,
a mianowicie jednocześnie trzema palcami (drugim, trzecim i czwar
tym), trzymając koniec strzały pomiędzy drugim a trzecim.
W Azji, z której stepów rozchodziła się na wszystkie strony
kultura zasadnicza pasterska, występują dwa główne typy kółek
łuczniczych: symetryczny północno-wschodni i asymetryczny po
łudniowo-zachodni. Typ pierwszy ma formę cylindra o jednakowej
grubości ścianek i posiada dość znaczne rozmiary. Kółka takie
przeszły wraz z łukami refleksyjnemi zarówno do ludów, wykazu
jących liczne cechy kultury zasadniczej pasterskiej jak np. Chiń
czycy, jak i do talych, na które kultura ta znacznie już słabiej
oddziałała np. Gilaków i Olczów. Weissenberg podaje dla 4
zmierzonych przez siebie kółek łuczniczych (jedno burjackie, dwa
chińskie i jedno olczańskie) następujące wyfniary: wysokość
20—28 mm., światło 20—23 mm., średnica zewnętrzna 30—34 mm.1).
Schrenck opisuje i reprodukuje kółko łucznicze gilackie znacznie
większe, bo mierzące w średnicy zewnętrznej 48 mm.2).
Typ południowozachodni ma formę wąskiej obrączki, z je
dnej tylko strony opatrzonej języczkowatem zgrubieniem s). Ponie
waż do naciągania cięciwy zupełnie wystarcza takie jednostronne
zgrubienie i rozszerzenie kółka, więc asymetryczny typ południo
wozachodni wypada uznać za rozwojowo wyższy od mniej wy
godnego symetrycznego typu północnowschodniego, za czem i to
również przemawia, że typ symetryczny posługuje się jeszcze ka-* 2 3
1) Weissenberg S., Ueber die zum mongolischen Bogen gehörigen Spann
ringe und Schutzplatten. Mittheil. d. Antlir.“ Gesell. Wien, XXV, 1895, 51.
2) LLIpcHK'b JI., 06t> HHopoÄuaxi» AMypcKaro Kpan, II, 1899, 108 i tabL
XLV, 5.
3) Weissenberg, 1. c., fig. 86-—93.
Lud. T. XXIII.
3
34 1
mieniem, gdy typ asymetryczny już metalem, umożliwiającym
znaczne zcienienie kółka w części niepracującej przy naciąganiu
cięciwy. Zwężając się, typ asymetryczny coraz bardziej zbliża się
do pierścienia: „auch die Perser hatten... einen solchen Daumen
ring, der sich durch Schmächtigkeit unterschied, so dass er in
manchen unseren Museen als ein Schmuckring aufgefasst wurde“,
mówi Buchner1). Kółko łucznicze można Wówczas tem łatwiej
wziąć za pierścień, że bywa ono często pięknie zdobione.
Stanowiąc początkowo niezbędną część uzbrojenia wojo
wnika, kółko łucznicze było niejako dowodem dojrzałości i zdatności bojowej jego nosiciela. Stąd łatwo mogło ono nabrać zna
czenia symbolicznego wówczas, gdy, tracąc swe pierwotne zada
nie, stało się już tylko ozdobą, tj. pierścieniem. Proces taki
zaszedł np. w Chinach, gdzie po zaprowadzeniu broni palnej
w armji, Zaczęto rozmaitemi kółkami łuczniczemi oznaczać po
szczególne szarże2). Podobnie i u ludów nadamurskich, które
wyzbyły się już łuku, jak Manegirzy i Oroczoni, mężczyźni nie
przestają nosić na kciuku grubego kółka łuczniczego jako sym
bolu dojrzałości i męstwa. Schrenck, który to obserwował, do
daje, że podobne kółka z białego lub zielonego jadeitu nosili na
kciuku jeszcze w XIX w. wysocy dygnitarze chińscy 3).
Wyżej powiedziane o przekształceniu się kółka łuczniczego
w pierścień w Azji da się rozszerzyć i na ludy indoeuropéjskie
w Europie, jeżeli posiadały one luk refleksyjny i podobny sposób
naciągania cięciwy, jak w kulturze zasadniczej pasterskiej. Ze
względu na materjały, z których robiono łuki, posiadamy bardzo
mało danych do typów łuków, występujących w różnych przedhisto
rycznych i wczesnohistorycznych okresach Europy. Nie ulega jednak
wątpliwości, że już od neolitu występowały w Europie zarówno
Juki proste jak i refleksyjne *4).2 3Do prostych należą zarówno łuki
z alpejskich palafitów neolitycznych (Robenhausen, Mondsee) jak
i znacznie późniejsze wielkie, l1/^—2 m. długie łuki północno*) Buchner M., Globus 90, 1906, 86.
2) Weissenberg, 1. c., 53.
3) Schrenck, 1. c., 108.
4) Pomijam tu łuki półrefleksyjne z górnego paleolitu iberyjskiego, wy
raźnie występujące na rysunkach i malowidłach skalnych (np. Alpera), jako
związane z kulturą, która w Europie nie miała nic wspólnego z kulturą indoeuropejczyków
środkowoeuropejskie ze znalezisk torfowiskowych (Nydam). Co
się tyczy łuku refleksyjnego, to już .z neolitu znamy bardzo do
kładny rysunek takiego łuku na płycie grobowej z Göhlitsch koło
Merseburga *), a następnie zaczynając od najstarszego okresu
bronzu zjawiają się w Europie Zach., Srod. i Płn. tabliczki
ochronne na kciuk lewej ręki („Daumenschutzplatten“), podobnie
związane z łukiem refleksyjnym jak kółka łucznicze *) Z Hallstadtu
znamy kółka, przypominające typowe kółka łucznicze s), wiemy
wreszcie, że starożytni Grecy posługiwali się łukiem refleksyj
nym 4). Zapisując łuki proste na konto kultury wolnomacierzystej
(„Bogenkultur“), która była bardzo ważną ważną warstwą skła
dową zarówno w palafitach neolitycznych środkowoeuropejskich
jak i u ludów południowoskandynawskich przed ich zindoeurópeizowaniem, możemy tem słuszniej przypisać łuki refleksyjne lu
dom indoeuropejskim, że w ich kulturach znajdujemy mnóstwo
innych wytworów, pochodzących z kultury zasadniczej pasterskiej.
Zarzucenie przez część indoeuropejczyków dawnego sposobu na
ciągania cięciwy a tembardziej zarzucenie zupełne łuku refleksyj
nego np. przez Rzymian albo zastąpienie go łukiem prostym
przejętym od warstw miejscowych, np. przez Germanów, wszystko
to musiało sprzyjać szybkiemu przekształcaniu się kółka łuczni
czego w ozdobę pod wielu względami symboliczną, bo przyna
leżną początkowo tylko do warstw wyższych.
Wyżej naszkicowane wyjaśnienie genezy pierścienia, pozwala
łatwd wytłumaczyć szereg zwyczajów starożytnych i średniowiecz
nych z nim związanych. Więc np. nienoszenie pierścieni przez Pitagorejćzyków, będących nosicielami dawnych w Znacznej mierze przedhelleńskich tradycyj, jest, jak słusznie pisze p. Ganszyniec „tylko
dalszym żywotem starej kultury, która ich zupełnie nie znała“ B).* 2 3 * * 6
') Schuchhardt C., Alteuropa, 1919, Taf. X.
2) Dechelette J., Manuel d’archéologie préhistorique celtique et galloromaine, t. Il, 1910, 226 — 228, Fig 72; prw. Weissenberg, 1. c. 54, Fig.
95—96.
3J Np. Dechelette, 1. c., II, 871, Fig. 365.
>
» 4) O związkach morfologicznych pomiędzy łukiem greckim ar różnemi ty
pami łuków refleksyjnych pisał niedawno Balfour H., The Archer’s Bow in the
Homeric Poems, Jour. Roy. Anthr. Inst. LI, 1921.
6) Ganszyniec R., Czynnik racjonalny w wierze i obrzędzie. Lud XXI,
1922, 196.
3*
36
i
Właśnie ta stara przedindoeuropejska kultura w Grecji i w Italji
nie posiadała łuku refleksyjnego, to też kółko łucznicze jako część
obcej broni nie mogło być noszone ani przez obrońców dawnych
tradycyj ani tembardziej przy obrządkach kultowych. Dlatego
właśnie nie nosili również pierścienia ani kapłan flamen dialis
ani królowie rzymscy, których władza o charakterze magicznym
opierała się w znacznym stopniu na stosunkach kulturowych z cza
sów przedindoeuropejskich. Zrozumiałe jest również, że najstar
sze pierścienie greckie, a mianowicie u Lacedemończyków, jak
i stare pierścienie rzymskie były prostemi kółkami żelaznemi, że
triumfator taki właśnie pierścień miał na palcu w czasie obrzędu
triumfu i że takie pierścienie dawane były u Rzymian narzeczo
nym jako podarunki. Equités nosili początkowo pierścienie że
lazne, za Augusta noszą już złote, potem nawet wbrew zakazom
cesarskim zaczynają nosić złote pierścienie i pospolici żołnierze,
z czasem nawet i wyzwoleńcy, tak że za Justyniana już tylko nie
wolnicy nie mieli prawa nosić pierścieni. Podobnie i u Germanów
tylko ludzie wolni nosili pierścień: „bei den Langobarden trugen
die freien ringe, die knechte nicht“ 1), co jest zrozumiałe, gdyż
„der knecht ist nicht waffenfähig“ 2). Noszenie pierścieni było tak
dalece charakterystyczne dla wolnych ludzi u Germanów, że na
wet prawo używa przy związkach wolnych z niewolnymi zwrotu:
„diu ringer hant ziucht daz kint nach ir“ 3).
Traktując pierścień jako przeżytek kółka łuczniczego, rozu
miemy, dlaczego starożytni zdejmowali go przed snem i przed
ucztą, a w średniowieczu zdejmowano go przed przyrządzaniem
leków. Jasne jest bowiem, że broń zbyteczna była w czasie snu
i uczty, a tembardziej nie należało mieć na ręce części śmiercio
nośnej broni w chwili sporządzania odpychającego śmierć leku.
Za traktowaniem pierścienia u Germanów jako części broni prze
mawiać może jeszcze dotykanie pierścienia przy przysiędze ana
logiczne do dotykania przy przysiędze miecza4).
'
Na zakończenie weźmy anulus pronubis. Czy mamy tu
istotnie przeżytek kupna żony, jak sądzi p. Ganszyniec? Bynaj*) Grimm J., Deutsche Rechtsalterthümer, 4-te Ausgabe, I, 398.
s) Grimm, 1. c., I, 471.
3) Grimm, 1. c., I, 449.
4) Grimm, I. c., U, 545: „schwören at hringi Ullar“.
'
T
‘•
37
mniej, bo o przeżytku kupna możnaby mówić jedynie wówczas,
gdyby pierścień dawany był nie narzeczonej ale jej ojcu, od któ
rego wszak byłaby kupowana; myślę, że danie pierścienia narze
czonej było poprostu znakiem wzięcia jej przez dorosłego wolnego
wojownika, względnie wylegitymowanie się tegoż z posiadania
prawa do jej zaślubienia.
Naturalnie nie wszystkie zwyczaje, dotyczące pierścienia, da
dzą się wyjaśnić jego pochodzeniem od kółka łuczniczego. Wiele
bowiem ludów przejmowało pierścień już wyłącznie w charakterze
ozdoby, a więc mogły się z nim łączyć wierzenia związane z ozdo
bami wogóle lub z ich materjałem, sposobem noszenia itd. Pozo
stawiając innym powiększenie argumentów za słusznością wypro
wadzania pierścienia od kółka łuczniczego, zwrócę uwagę jeszcze
na jeden moment zasługujący na bliższe uwzględnienie, a miano
wicie na długie przetrwanie w Europie zwyczaju noszenia pier
ścienia na kciuku np. u Rosjan, gdzie pierścień taki posiadał
osobną nazwę „HananoKT.“ i był znacznie większy od innych ł).
Z ZAKŁADU ETNOLOGJI I. N. A. TOW. NAUK. WARSZ.
’) SnuHKJioncflHiiecKiii Cjioisapi), BpoKray3i-E<ł>pom», XXIII, 1898, 401.
KAZIMIERZ MOSZYŃSKI.
------ ---- s
O WEWNĘTRZNYM UKŁADZIE PRAC, OBEJMUJĄ
CYCH CAŁOKSZTAŁT KULTURY MATERJALNEJ.
(Z Oddziału Etnologji Słowiańskiej I. N. A. T- N. W.).
Od dłuższego już czasu opracowuję kulturę materjalną ludów,
zamieszkujących Polskę w jej dawnych granicach. W trakcie pracy
uderzyła mnie zadziwiająca niesystematyczność i chaotyczność,
z jaką zwykle przedstawiano kulturę materjalną. I to nietylko
u nas, lecz w równym stopniu zagranicą. Główne zainteresowanie
szło w kierunku pewnych działów, jak np. budowle, odzież itp.;
działy te wysuwano na pierwszy plan, zaś resztę najczęściej zby
wano skąpemi wzmiankami lub pomijano milczeniem. W dziełach
syntetyzujących i z konieczności ujmujących całokształt wspomnia
nej kultury, omawiano różne jej działy najczęściej bez żadnego
porządku, w układzie bylejakim. Dlatego, sądzę, nie od rzeczy
będzie podać tu systematyczny plan, według którego od lat paru
rozkładam zbierany przez siebie materjał. Plan „ten przedewszystkiem ma na widoku użytek praktyczny. Tem się tłumaczy kilka
zupełnie, świadomych uchybień w stosunku do wymagań kon
sekwentnej rozbudowy. Tak np. rozdział 1 części IV zawiera
treść, ściśle biorąc, zbyt szeroką w stosunku do nagłówka, są
tam bowiem wymienione narzędzia fakie jak nóż etc., które oczy
wiście nietylko do obróbki surowców służą. Także rozdział 5
tejże części nie licuje z rozdziałami 2, 3, i 4, ponieważ treść jego
jest właściwie w treści wszystkich tych trzech rozdziałów zawarta ;
ze względów praktycznych musiała być jednak wyodrębniona.
Opracowując plan nie można się lićzyć z podobnemi nieścisło
ściami, gdyż zbyt daleko posunięta teoryzująca konsekwencja
'utrudniałaby orjentację w materjale, zamiast ją ułatwić. Zadaniem
planu jest wyczerpać i praktycznie uporządkować całokształt kul
tury materjalnej, tworząc przejrzystą i harmonijną całość, ale za
trzymując się na tych pograniczach konsekwencji układu, na któ
rych daje się ona jeszcze pogodzić z względami praktycznemi.
Plan powstał nietyle dzięki teoretycznym rozważaniom, ile jest
prostém ujęciem w słowa tego porządku, który niejako sam
przez się wyniknął dzięki równomiernemu gromadzeniu i kry
tycznemu rozkładaniu na działy i na poddziały materjałów etno
graficznych, zbieranych przezemnie, a jednakowo uwzględniają
cych wszystkie przejawy kultury materjalnej.
W praktyce podobne uporządkowanie, okazało się, dla mnie
przynajmniej, zupełnie dogodne. Jeśli dla innych mogą wyniknąć
pewne trudności, to pówstaną być może głównie dzięki nieporo
zumieniom. Tak np. zarówno w części 11 jak i w V będzie m. i.
mowa o śpichrzu, ale w części II będzie to tylko wzmianką, pod
czas gdy w części V śpichrz zostanie szczegółowo omówiony jako
budynek. Podobnie kosze i naczynia, stosownie do ich użytku
muszą być wzmiankowane (tylko wzmiankowane!) w części I
(rozdz. 1), w części II itd., ale technika ich wyrobu (całe t. zw.
koszykarstwo, bednarstwo, garncarstwo) będzie szczegółowo omó
wione w części IV. Co się tyczy szerszych uogólnień, podkreśleń,
oświetleń i .wniosków, to najlepiej umieszczać je w osobnych
zamknięciach, dodawanych ną końcu każdego rozdziału lub części.
Tak np. w zamknięciu części VI można omówić wzajemny stosu
nek i przewagę ruchu lądowego lub wodnego, porównać ich zna
czenie dla danego ludu, podkreślić najważniejsze sposoby i środki
transportu oraz komunikacji itp. W zamknięciu do części III trzebaby wyliczyć najpospolitsze i najcharakterystyczniejsze dla da
nego ludu potrawy, napoje, używki etc.
>
Oddając ten plan do użytku fachowców i przygodnych
zbieraczy materjałów etnograficznych, będę hardzo wdzięczny za
rzeczowe uwagi i poprawki, umieszczane w „Ludzie“. • Mam też
nadzieję, że po niejakim czasie, po ostatecznem podsumowaniu
wszelkich poprawek i uzupełnień znajdzie on zastosowanie w pol
skiej literaturze etnologicznej i etnograficznej.
40
KULTURA MATERJALNA ALBO TECHNICZNA.
I. Zdobywanie żywności i surowców.
,
1. Zbiór dzikich płodów roślinnych i zwierzęcych.
2. Łowiectwo. A) Dział ogólny. Sposoby łowieckie i narzę
dzia. B) Dział szczegółowy. Poszczególne zwierzęta i ptactwo
łowne; specjalne zabiegi łowieckie odnośnie do poszczególnych
zwierząt.
3. Rybactwo. A) Dział ogólny. Sposoby połowu i narzędzia.
B) Dział szczegółowy. Gatunki ryb, ich znaczenie dla danego
lujlu, specjalne zabiegi rybackie.
4. Hodowla zwierząt. A) Dział ogólny: a) oswajanie i po
skramianie, b) żywienie (m. i. zbiór 'siana), c) czyszczenie, d) re
gulowanie rozmnażania i dobór, e) kastrowanie, f) opasanie,
g) -otrzymywanie produktów zwierzęcych. B) Dział szczegółowy.
Poszczególne zwierzęta domowe, ich znaczenie dla danego ludu,
pochodzenie, rasy, specjalne zabiegi hodowlane : a) Świnia, b) koza,
c) owca, d) bydło rogate, e) koń, f) inne zwierzęta ssące, g) drób,
h) pszczoła.
5. Uprawa roślin. A) Dział ogólny : a) uprawa ziemi mecha
niczna (narzędzia i sposoby) i chemiczna (nawożenie), b) różnica
w uprawie (ogród, pole, sad), c) irrygacja, d) siewba i sadzenie,
e) ochrona od chwastów i szkodników, f) sprzęt, g) suszenie
(ostrzew, przeplot, osieć itp.), h) młócka, i) oczyszczanie ziarna.
B) Dział szczegółowy.* Poszczególne rośliny uprawne, ich znacze
nie dla danego ludu, pochodzenie, gatunki i odmiany, specjalne
zabiegi hodowlane : a) warzywa (bób, soczewica, groch, mak i t. d.),
b) zboża (pszenica, proso, ber, jęczmień, żyto, owies), c) rośliny
przemysłowe (konopie, len), d) drzewa owocowe.
6. Dobywanie płodów mineralnych.
II. Przechowywanie żywności i surowców.
1. Konserwacja i przechowywanie produktów spożywczych:
a) produktów zwierzęcych (mięsa : solenie, wędzenie itd. ; tłusz
czów, nabiału etc.), b) produktów roślinnych (soków i olejów,
warzyw, zbóż, orzechów, jagód i owoców).
2. Konserwacja i przechowywanie surowców.
41
III. Przygotowanie strawy.
1. Zaopatrywanie się w wodę.
2. Ognisko (niecenie ognia ; piec kuchenny; naczynia i urzą
dzenia kuchenne).
3. Sporządzanie potraw i napojów. A) Dział ogólny : a) spra
wianie (patroszenie etc.) zwierząt, b) wstępne przygotowanie ziarna
(tłuczenie, oczyszczanie, mielenie), c) przygotowanie przypraw,
tłuszczów i olejów, d) przygotowanie fermentów. B) Dział szcze
gółowy: a) sporządzanie poszczególnych pokarmów (potraw, pie
czywa i napojów): a) z soków roślinnych, ziół i warzyw, grzy
bów, jagód i owoców; fi) z ziarna i mąki; y) z nabiału i jaj;
ó) z mięsa, b) normalna całodzienna strawa dzieci i dorosłych:
a) powszednia (zimą, wiosną itd.), fi) świąteczna (zimą, wiosną
itd.), y) okolicznościowa.
4. Sporządzanie używek.
5. Pokarmy anormalne.
IV. Obróbka surowców.
1. Narzędzia (nóż, młot, siekiera, klin, skrobacz, dłuto, szy
dło, świder).
2. Obróbka surowców roślinnych : a) kora i łub, b) drewno
(m. i. kołodziejstwo, bednarstwo, stolarstwo), c) wić i włókno:
a) wyplatanie, fi) tkactwo, y) wyrób nici i powrozów.
3. Obróbka surowców zwierzęcych: a) skóra, b) włosie
i szczecina, c) kość i róg, d) wosk (m. i. wyrób świec).
4. Obróbka surowców mineralnych: a) kamień, b) glina
(garncarstwo etc.), c) wapno, piasek i inne ziemie (m. i. szkło
jako surowiec), d) kruszec (kowalstwo).
5. Barwniki, smary i kleje.
V. Zabiegi o bezpieczeństwo zewnętrzne i wygodę.
1. Broń (sporządzanie i użytkowanie). .
2. Odzież (sporządzanie i użytkowanie). A) Dział ogólny.
Sporządzanie odzieży (przykrawanie, szycie, marszczenie, usztyw
nianie, barwieriie); części składowe: a) okrycie głowy (prze
paska, zawój, obręcz sztywna, czepiec, czapka, kapelusz), b) okry
cie tułowia: a) pas, fi) płachta, y) okrycie dolnej części ciała
42
(spódnica, fartuch; nagolenice, spodnie), ó) odzież górnej części
ciała (bez rękawów, rękawy, odzież z rękawami), c) okrycie rąk
i nóg (rękawice, obuwie). B) Dział szczegółowy. Poszczególne
rodzaje całkowitej odzieży: a) odzież dzieci (uboga i zamożna,
letnia i zimowa, codzienna, odświętna i okolicznościowa), b) odzież
dziewcząt (j. w.), c) odzież kobiet (j. w.), d) odzież młodzieży
męskiej (j. w.), e) odzież mężczyzn (j. w.), f) odzież zmarłych.
3. Budowle (sporządzanie i użytkowanie). A) Dział ogólny.
Konstrukcja budowli ; części składowe : a) dach, b) ściana, ć) fun
dament, d) przyzba, e) podcień, f) pułap, g) podłoga, h) urzą
dzenie oświetlania (i ogrzewania, i) dymnik, j) okno, k) drzwi
i wrota. B) Dział szczegółowy. Poszczególne budowle, ich prze
znaczenie i użytek: a) szałasy, b) pomieszczenia dla zapasów,
sprzętów i zwierząt, c) budowle, w których się suszy i młóci
ziarno, d) domy mieszkalne, e) łaźnie, f) obejście jako całość
(rozmieszczenie budowli, płoty, przełazy, kołowroty), g) osada.
4. Sprzęty (sporządzanie' i użytkowanie): wieszadła i police,
ława, zydel, wer, kołyska,, stół, skrzynia, okrycia sprzętów i części
mieszkania : kilim, obrus.
5. Zabiegi o czystość : a) zabiegi o czystość ciała: a) pie
lęgnowanie włosów, fi) pielęgnowanie ciała, b) zabiegi o czystość
odzieży (prąnie etc.), c) zabiegi o czystość mieszkania i sprzę
tów: a) zmywanie, fi) zamiatanie i odkurzanie, y) wietrzenie.
VI. Transport i komunikacje.
1. Ruch lądowy: a) drogi (ścieżki, drogi, groble, kładki,
mosty), b) rodzaje lokomocji (podróż piesza, transport pieszy,
zwierzęta używane pod wierzch, zwierzęta juczne i pociągowe),
c) pomocnicze środki lokomocji i transportu: a) środki loko
mocji (łyżwy, narty, szczudła), fi) środki transportu (torba etc., nosidła, włók), y) środki lokomocji i transportu (nosze, sanie, wóz).
2. Ruch wodny: a) drogi (kanały, rzeki spławne), b) spo
soby lokomocji i środki pomocnicze (pływanie, pływaki, tratwa,
prom, czółno, łódź).
3. Wznoszenie się na drzewa itp. (ostrzew, drabina, lèziwo).
STANISŁAW PONIATOWSKI.
O POCHODZENIU ZWYCZAJU SIEDZENIA
Z OPUSZCZONEMI NOGAMI.
W pracy swej „Thronende Herrscher und hockende Völker“
porusza Hahn1)2 jeden z naszych najpospolitszych a przez etnologję dotąd prawie zupełnie pomijanych zwyczajów, a mianowicie
siedzenie z opuszczonemi nogami. Zwyczaju tego niema u ludów
niecywilizowanych, które odpoczywają w kucki. Siedzenie z opusz
czonemi nogami uważane jest za pozycją bardzo niewygodną nietylko przez ludy niecywilizowane, ale nawet i przez niektóre ludy
cywilizowane, o czem np. świadczy siedzenie na tronie z podwiniętemi nogami czyli „po turecku“ praktykowane przez cesarzów
-mongolskich s), jakkolwiek tron do siedzenia z opuszczonemi no
gami jest właśnie przywilejem władców u wielu ludów, niepraktykujących takiego siedzenia. Hahn przypuszcza, że omawiana
pozycja odpoczynkowa została wprowadzona przez zwycięskie
warstwy wyższe obcego pochodzenia i dopiero później przejęta
przez resztę ludności. Hahn wskazuje przytem na bardzo stare
występowanie tronu, który jego zdaniem rozwinął się ze zwyczaj
nego stołka.
Jeszcze przed H a h n e m poruszył zwyczaj siedzenia z opusz
czonemi nogami pominięty przez Hahna Mielke, który, oma
wiając zwyczaj grzebania zmarłych w pozycji siedzącej, wyraził
i
*) Hahn E., Thronende Herrscher und hockende Völker, Zeitschrift für
Ethnologie, 50, l9l8.
2) Prw. np. minjatury wschodnie reprodukowane w Weltgeschichte hrsg.
v. Pflug-Hartung, Berlin, 191Ô, Geschichte des Orients, 234—235.
pogląd, że sadzanie zmarłych poprzedziło siedzenie żywych *).
M i e 1 k e zwraca również uwagą na tron względnie stolec jako
symbol władzy oraz na symboliczne znaczenie siedzenia w dawnem prawie niemieckiem, co było zresztą dostatecznie podkre
ślone już w J. Grimma „Deutsche Rechtsalterthümer“. Pisząc,
że kucanie jest normalną pozycją odpoczynkową, Mielke nie
próbuje jednak wyjaśnić, dlaczego taka nienaturalna pozycja jak
siedzenie z opuszczonemi nogami stała się symbolem władzy i roz
powszechniła się następnie na ogół osobników pewnych ludów.
W pracy niniejszej zajmę się genezą omawianej pozycji od
poczynkowej ze stanowiska kierunku historycznego w etnologji.
Biorąc pod uwagę wyodrębnione przez ten kierunek kultury za
sadnicze, zobaczmy naprzód, z którą z tych kultur da się po
wiązać interesujący nas zwyczaj, a następnie jakie czynniki mogły
wpłynąć Tia jego powstanie i utrwalenie.
Siedzenie z opuszczonemi nogami występuje: 1) u ludów
cywilizowanych już od najstarszych czasów, jeżeli nie jako zwy
czaj ogólny, to przynajmniej jako przywilej władców i klas wyż
szych ; 2) u ludów indoeuropejskich, a przynajmniej tej ich części,
która przyniosła ten zwyczaj jako ogólny do krajów nadśródziemnomorskich, gdzie był on poprzednio w użyciu bodaj głównie
u warstw wyższych ; 3) u ludów, które uległy wpływom kulturo
wym ludów cywilizowanych. Biorąc pod uwagę: 1) że kultura
ludów cywilizowanych powstała na podłożu kultury egzogamicznomacieřzystej (dwuklasowej) opanowanej i następnie pomieszanej
z kulturą wielkorodzinno-patrjarchalną (pasterską) i 2) że w kul
turze dwuklasowej tam, gdzie nie podległa ona wpływom cywili
zacji jak npi w Australji niema siedzenia z opuszczonemi nogami,
a jest tylko typowe kucanie, należy poszukać źródeł siedzenia
w kulturze pasterskiej, co jest tembardziej wskazane, że kultura
ta stanowiła jeden z głównych składników kultury - ludów indo
europejskich 2).
Przypisywanie siedzenia z opuszczonemi nogami kulturze
zasadniczej pasterskiej może się wydawać niesłuszne choćbyi)
i) Mielke R., Ein merkwürdiger Totenbrauch, Z. f. Ethn., 40, 1908.
s) Pr w. Schmidt W., Völker und Kulturen (w „Der Mensch aller Völker
und Zeiten“, Bd. UL), oraz G ah s A., recenzja pracy A. Carnoy’a Les IndoEuropéens, w Anthropós XVI-XVII, 1921-22, 545-548.
dlatego, że u ludów, które do dziś przechowały najwięcej wytwo
rów tej kultury, a mianowicie u ludów tiurskich i mongolskich spo
tykamy obecnie siedzenie z podwiniętemi nogami czyli po turecku.
Biorąc jednak pod uwagę, że według Lau fera chińskie źródła,
mówią o przejęciu przez Chińczyków stołków do siedzenia właśnie
od ludów tiurskich w pierwszych wiekach pochrystusowychł),
przypuszczać należy, że siedzenie po turecku jest modyfikacją
dawniejszego siedzenia z opuszczonemi nogami. Modyfikacja ta
mogła nastąpić wskutek zmiany warunków mieszkaniowych, pod
trzymujących zwyczaj siedzenia z opuszczonemi nogami, który
powstał zapewne niedobrowolnie ale jako pozycja nieunikniona
przy spełnianiu jakiejś ważnej czynności. Taką czynnością była
mojem zdaniem jazda wierzchowa, a warunkiem mieszkaniowym
zmuszającym człowieka do częstego przybierania pozycji siedzącej
z opuszczonemi nogami była podłoga o dwu różnej wysokości
poziomach niezbyt od siebie odległych. Takiej podłogi w namio
tach dzisiejszych pasterzy tiurskich i mongolskich nie spotykamy,
była ona jednak w dawnych zimowych mieszkaniach ludów pas
terskich, a mianowicie ziemiankach, które wraz z innemi wytwo
rami tej kultury nietylko szeroko rozeszły się po Starym Świę
cie, ale wraz z kulturą arktyczną dotarły i do Ameryki Płn.
W ziemiance o podłodze dwupoziomowej niższy poziom (a)
znajduje się pośrodku i jest otoczony przez wyższy boczny po
ziom (b), jak pokazuje załączony przekrój schematyczny.
b
b
a
Występowanie w ziemiankach podłogi dwupoziomowej uza
sadnione jest następującemi względami. Służąc mieszkańcom do
spania wyższy poziom boczny zabezpiecza ich od wilgoci, prze
dostającej się bądź przez otwór dymowy w środku dachu, bądź
przez boczne wejście korytarzowe, wychodzące na środkowy po’) Illustrierte Völkerkunde hrsg. v. B u sch an, 2-te Aufl. II, 1,-1923, 591.
Siedzenie z opuszczonemi nogami bylo niewątpliwie i dawniej znane w Chinach,
ale nie było zwyczajem powszechnym.
16
„
zřom dolny w jednej ze ścian zie'mianki. Umieszczając swe rzeczy
na poziomie górnym, Zabezpieczane człowiek od wilgoci i przed’
zwierzętami domowemi, które w razie trzymania ich w ziemiance
przebywają na poziomie dolnym. Wreszcie pozostawienie wyż
szego poziomu wzdłuż ścian ułatwia zarówno konstrukcję jak
i ogrzewanie ziemianki. Umieszczając bowiem ognisko w jamie
wydłubanej w bocznej ścianie wyższego poziomu i skierowując
dym przez kanał w ziemi nazewnątrz, wcześnie mogli mieszkańcy
ziemianek dojść do posiadania pieca, przypominającego piece ro
bione przez chłopców wiejskich 'do pieczenia kartofli na polu.
Przeprowadzając następnie kanał dymowy nie bezpośrednio na
zewnątrz, ale naprzód przepuszczając go pod bocznym poziomem
ziemianki, można było ten poziom lub tylko jego część zamienić
w szeroki piec do leżenia i spania. W ten właśnie sposób da się
wyjaśnić powstanie zarówno kang’u, tj. ogrzewanej ławy glinianej
podściennej w fanzach północno-chińskich, mandżurskich, goldzkich itd. jak i pieców w budownictwie europejskiem, które niewąt
pliwie wchłonęło i przerobiło dużo elementów budownictwa zie
miankowego.
Zobaczmy teraz, co przemawia za wiązaniem ziemianek z kul
turą zasadniczą pasterską. Dla ludów tiurskich dane językowe po
świadczają, że ich dawne mieszkania były ziemiankami. „Das
turko-tatarische Wort oj oder ev, welches heute in der Bedeu
tung von Haus, Wohnung vorkommt, muss dem innern Werthe
nach mit Vertiefung, Thaltiefe, Thal übersetzt werden und ist
identisch mit der Stammsilbe oj — graben, ausgraben, vertiefen,
zugleich aber ein nomen für Vertiefung, Thal, Grube, Tiefe usw.“,
mówi Vambery 1). Obecnie większość koczujących Tiurków i Mon
gołów zimuje w namiotach, ogrzewając je przenośnemi piecykami,
u niektórych ludów tiurskich przechowały się jednak i ziemianki,
np. u Turkmenów 2). O wiele lepiej zachowała się ziemianka u lu
dów tunguskich i paleosyberyjskich, na które kultura pasterska
oddziałała wprawdzie dość słabo, ale u których ziemiankę należy
wiązać tylko z wpływami kultury pasterskiej, ponieważ innym
warstwom składowym kultur tych ludów, a mianowicie kulturom* *)
1) Vambery, H., Die primitive Cultur des Turko-tatarischen Volkes,
Leipzig, 1879, 73.
*) Illustrierte Völkerkunde hrsg. v. Buschan, 2-te Aufl., II, 1, 1923, 350.
&
47
zasadniczym totemistycznej, dwuklasowej i wolno-macierzystej od
powiadają inne typy mieszkań, które przetrwały zresztą na Syberji
czy to w formie szałasu stożkowatego, czy prostokątnego domu
dwuokapowego czy budownictwa palowego. Do kultury zasadni
czej pasterskiej nawiązać też wypada modyfikacje ziemianek w Azji
Płd. Zach. służące jako letnie schronisko przed skwarem czy to
w postaci pokoju podziemnego w domach perskich czy letniej
jamy dla bydła u Arabów '). Również zachowanie dwu pozio
mów podłogi w glinianych lub kamiennych domach fellachów
w Syrji 2) da się wyjaśnić ich związkiem z ziemiankami.
Dla ludów indoeuropejskich istnieje bardzo dużo danych
językowych, historycznych, archeologicznych i etnograficznych,
poświadczających używanie ziemianeks). Jakkolwiek dane histo
ryczne przeważnie nie wyjaśniają bliżej budowy ziemianek, to
jednak dane archeologiczne pokazują, że ziemianki i półziemianki
o dwu różnych poziomach podłogi znane były w Europie już
od neolitu — prw. np. ziemianki kijowskie zbadane przez Chwojkę
albo domy z Grossgartach zbadane przez Schliza — a więc mogły
być znane i indoeuropejczykom. Ziemianki takie przetrwały zresztą
jeszcze i do dziś w Europie czy to jako domy mieszkalne (Rumunja, Bułgarja), czy 'jako schroniska tymczasowe 4), czy wreszcie
jako piwnice.
Służąca zarówno do spania jak i do siedzenia ziemna względnie
gliniana ława podścienna zastąpiona została w wyższych nadziem
nych formach budowli naprzód przez szerokie ławy drewniane
nieruchomo umieszczone pod ścianami — prw. „wandfestes Mö
bel“ Germanów — a z czasem po utrwaleniu się zwyczaju sie
dzenia z opuszczonemi nogami i przez ruchome ławki i stołki ®).* 2 3 4 * 6
’) Tamże II, 1, 1923, 407 i 373.
2) Tamże II, 1, 1923, 373.
3) Prw. np. Schräder O., Reallexikon der indogermanischen Altertums
kunde, 2-te Aufl., „Haus“.
4) Prw. np. ziemianki robione przez drwalów w gub. Niżegorodzkiej, opi
sane w Pycc. Amp, TKypnaji 12, 1922, 116—7 albo plan „kurenia“ poleskiego
w Mitt. d. Anthr. Gesell. Wien 48-49, 1918—19, 128.
6) Zasługują tu na uwagą etymologje słów. „ława“ i germ. „bank“; ozna
czając wał ziemny, wzniesienie, wyrazy te prawdopodobnie oznaczały począt
kowo wyższy poziom w ziemiankach. Prw. Berneker E., Slavisches etymologi
sches Wörterbuch, I, 1908—13, 695: Berneker wiąże ławą z lit. „láva = Bett-
48
Podbijając i indoeuropeizując dawne ludy tubylcze Europy, indoeuropejczycy dawali im warstwy wyższe siedzące, dlatego też sie
dzenie łatwo nabrało znaczenia symbolicznego przy czynnościach,
wykonywanych przez warstwy wyższe, np. przy sądzeniu. Stare
prawo niemieckie nakazywało, -aby sędziowie sądzili siedząc, prze
pisując im nawet sposób zakładania nogi na nogę, zaś po ukoń
czeniu sesji sądu przewracano stołki, jako po odejściu sędziów
może już zbyteczne dla warstw niższych, początkowo z tych
sprzętów niekorzystających 1). ''Odpoczywanie nie w pozycji sie
dzącej, ale w kucki, przechowało się nawet do dziś u warstw
niższych niektórych ludów europejskiej, np. u chłopów rumuń
skich s) których kultura wykazuje dużo wytworów z warstw star
szych, przedindoeuropejskich.
Zaznaczyć należy, że zarówrfo w Europie jak i w Azji przy
pisywane są niekiedy mieszkania podziemne bądź bajecznym bądź
historycznym ludom karlim, np, w północnej Szkocji, w Abchazji,
Indjach itd. Jakkolwiek występowanie ziemianek już w pewnej
części kultury zasadniczej pigmejskiej popierałoby przypuszczenie
P. W. Schmidta o bliskim związku z tą kulturą kultury zasadni
czej pasterskiej s), stwierdzić jednak należy znaczne różnice po
między interesującemi nas tu ziemiankami o dwupoziomowej pod
łodze a jednopoziomowemi mieszkaniami podziemnemi pigmejów
czy pigmoidów np. temi, które opisał Mac Ritchie ).
Wiążąc siedzenie z opuszczonemi nogami z ziemiankami
kultury pasterskiej, łatwo można wyjaśnić strukturę jednego z naj
ważniejszych symbolów władzy, a mianowicie tronu. Wbrew
Hahnowi, według którego tron miałby być poprzedzony szeregiem
rozwojowym: „Gottesschifswagen“ —> „Wagen“
> „Wagen* i 2 *
stelle“, oraz szwedz. Jofve, loge, alt loi, lo = Tenne“, co zgadza się zarówno
z przeznaczeniem do spania wyższego poziomu w ziemiance jak i jego twardo
ubitą powierzchnią.
>) Wzmianka Grimma (1. c.) o śladach „Grubengericht w Niemczech
i na Islandji nasuwa przypuszczenie, że były tam przeżytki sądzenia w ziemiankach.
2) Prw. Archiv für Anthropologie, N. F. VII, 1909, 3.
3) p Schmidt W., Völker u. Kulturen, oraz prw, tegoż autora próbę na
wiązania mongoloidów do pigmejów w jego „Die Stellung der Pygmäenvölker
in der Entwicklungsgeschichte des Menschen“, Stuttgart 1910, 37.
4) Mac Ritchie D., Globus 82, 1902, 335 8.
49
thron“ x), widzę w tronie dalszy etap rozwojowy podściennej ławy
ziemiankowej, co wyjaśnia zarówno szeroką prostą formę siedze
nia tronu, jak jego plecy i baldachim, zastępujące ścianę i niski
dach ziemianki. Zrozumiałe jest również umieszczanie tronów
w miejscach zaciemnionych oraz budowanie ich z kamienia i przy
samej ścianie.
Jako przeżytki czasów ziemiankowych dadzą się również
wyjaśnić pewne zwyczaje ślubne i pogrzebowe. Ze zwyczajów
ślubnych należy tu np. pospolite u wielu ludów indoeuropejskich
sadzanie państwa młodych pod ścianą na ławie pod ręcznikiem
i zapalanie przytem światła nawet w dzień. Co się zaś tyczy zwy
czajów pogrzebowych, to biorąc pod uwagę, że grób jest pier
wotnie tylko mniej lub więcej zmodyfikowanem mieszkaniem, na
leży zwyczaj grzebania zmarłych w pozycji siedzącej, występujący
już w grobach megalitycznych, wiązać właśnie z kulturą zasadniczą
pasterską i ziemiankami jako prototypami grobów megalitycznych.
Zwyczaj przewracania stołków w domu zmarłego, tłumaczony
obecnie przez sam lud obawą przed powrotem duszy zmarłego *2),
mógł pierwotnie symbolizować odejście osoby uprawnionej do za
siadania na tych stołkach, podobnie jak przewracano w Niem
czech stołki po ukończeniu sesji sądowej.
Kończąc powyższą próbę wyjaśnienia pochodzenia zwyczaju
siedzenia z opuszczonemi nogami, którą będzie można szerzej roz
winąć dopiero po przeprowadzeniu dokładniejszej analizy histo
ryczno-etnologicznej szeregu grup etnicznych Starego Świata,
dodam, że podobnie jak przyswojenie sobie przez człowieka po
stawy wyprostowanej, tak samo do pewnego stopnia i przyzwy
czajenie się do omawianej pozycji odpoczynkowej może wywoływać
pewne niepożądane predyspozycje patologiczne, np. skłonność do
guzów odbytnicy (varices haemorroidales). A więc bliższe zbadanie
omówionego zwyczaju i jego rozpowszechnienia się może mieć
pewne znaczenie nietylko dla etnologji ale i dla antropologji.
Z ZAKŁADU ETNOLOGJI I. N. A. TOW. NAUK. WARSZ.
!) Hahn, 1. c., 221-222.
2) Fischer A., Zwyczaje pogrzebowe ludu polskiego, Lwów 1921,141 — 145.
Również robienie dziury w dachu pierwotnie mogło mieć na celu nie wyzwalanie
duszy (Fischer, 1.c.,80—82), ale zapewne było tylko przeżytkiem tych czasów,
gdy zmarłego wynoszono z ziemianki przez otwór w dachu.
Lud. T. XXIII.
4
EUGENJUSZ FRANKOWSKI.
ZABIEGI MAGICZNE PRZY POŻYCZANIU, KUPNIE
I SPRZEDAŻY U LUDU POLSKIEGO.
TREŚĆ : I. Wstęp. Myślenie magiczne, s. 54. — Moc magiczna, s. 55. — Myślenie
magiczne w obrzędach ludowych, s. 56. — Myślenie magiczne przy
pożyczaniu, kupnie i sprzedaży, s. 57. — II. Pożyczanie, s. 57. l.Czas
pożyczania, s. 58. — Zła i dobra godzina, s. 58. — Zakazy poży
czania po zachodzie słońca, s. 59. — Zakaz pożyczania w Wilję Bo
żego Narodzenia, s. 60. — Inne dni złe i dobre do pożyczania, s. 61.—
2. Okoliczności, przy jakich się nie pożycza, s. 61. —
a) Urodziny, s. 61. — b) Zasiew i sadzenie, s. 63.— cl Śmierć, s. 64.—
3. Osoby, jakim się nie pożycza, s. 64.— 4. ZakazyM różne
zabiegi stosowane, gdy się pożycza: Sprzęty domowe, s. 66.—
Uprząż, s. 67. — Pokarmy: a) Mleko, s. 68. — b) Chleb, s. 71. —
c) Miód, s. 72. — d) Inne pokarmy, s. 72. — Woda, s. 72. — Ogień, s. 72.—
Ubiór i strój, s. 74. — Przybory do szycia, s. 76. — Pieniądze,
s. 77. — Dewocjonalja, s. 78. — 5. Wnioski, s. 79. — III. Sprzedaż
i kupno, s. 80. — 1. Zabiegi przed sprzedażą, s. 81. — Wy
prowadzanie tyłem z obory, s. 83. — Rzucanie w ślad śmieciem,
sieczką, gnojem, ziemią z obory, s. 85. — Zatrzymywanie części sprze
dawanego, s. 86. — 2. Zabiegi podczas sprzedaży i kupna,
s. 89. — Dobijanie targu, okręcanie się ; odkręcanie sprzedanej i okrę
canie kupionej sztuki, s. 89. — Postronek od zwierzęcia i bat, s. 92.—
Wróżby na szczęście, s. 95. — Litkup, s. 97. — Inkluz, s. 99.
Żal
za sprzedanem, s. 101. — 3. Zabiegi po kupnie, s. 103.
Oble
wanie wodą, s. 103. — Trącanie o piec, s. 105. — Inne zabiegi przed
wprowadzeniem do obory, s. 105. — Obawa przed urokiem sąsiada,
s. 107. — Nowonabyte bydlę w oborze, s. 108. — Przetarg s. 109. —
IV. Zakończenie, s. 110.
WYKAZ SKRÓCEŃ.
Ad.
= S. Adalberg. Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przy
słówkowych polskich. Warszawa, 1894.
51
Byst.
J.
St. Bystroń.
I. Zwyczaje żniwiarskie w Polsce. Kraków.
Ak. Urn. 1916.
II. Słowiańskie obrzędy rodzinne. Kraków.
Ak. Um. 1916.
A. Brückner.
S. Ciszewski. I. Ognisko. Kraków. Ak. Um. 1903.
I. Lud okolic Żarek, Siewierza i Pilicy.
= M. Federowski.
Fed.
Bibljoteka Wisły, t. II.'
II. Lud białoruski na Rusi litewskiej.
Kraków. Ak. Um. 1897.
Frań.
= E. Frankowski.
Gaw.
— F. Gawełek.
Glog.
= Z. Gloger.
Kar.
= J. Karłowicz.
K.
= O. Kolberg.
L.
= Lud. Czasopismo ludoznawcze.
Mal.
= B. Malinowski.
Mosz.
= K. Moszyński.
M.
= Materjały antropologiczno-archeologiczne. Ak. Um.
R.
= Rozprawy i sprawozdania z posiedzeń wydziału filologicz
nego Ak. Um.
Sł. gw. p.= Słownik gwar polskich. J. Karłowicza.
Sł. jęz. p.= Słownik języka polskiego J. Karłowicza, A. A. Kryńskiego
i W. Niedźwieckiego.
Sł. Lin. = Słownik Lindego.
Sok.
= B. Sokalski. Powiat Sokalski.
S.
= Sprawozdania Komisji językowej Ak. Um.
Swięt.
= J. Swiętek. Lud nadrabski.
Udz.
= S. Udziela.
Was.
= Z. Wasilewski. Jagodne. Bibljoteka Wisły, t. IV.
Waw.
= M. Wawrzeniecki.
W.
= Wisła. Miesięcznik geograficzno-etnograficzny.
Zaw.
= R. Zawiliński.
Z.
= Zbiór wiadomości do Antropologji krajowej.
Brück.
Cisz.
I. Wstęp.
Pracę niniejszą właściwie powinny poprzedzać dwie inne,
które są jeszcze w opracowaniu.
Jedna z nich jest próbą rekonstrukcji światopoglądu pier
wotnego naszego ludu, druga omawia drogi magiczne w jego
wierzeniach. Prace te są wynikiem analizy całokształtu wierzeń
i przesądów ludowych.
4
Są to próby syntetycznego opracowania rozprószonego
w wielu dziełach polskiego materjału folklorystycznego.
Starają się one wykazać, że dziwne niekiedy wierzenia i prze
sądy ludowe, są wyrazem światopoglądu, obcego wprawdzie dla
naszego sposobu myślenia, tem niemniej spoistego w swojej kon
strukcji.
Powstaje on poza progiem świadomości, w jaźni. To myśle
nie pierwotne jest wspólne wszystkim ludom stojącym na niższym
szczeblu rozwoju. Nie wyzbywa się go jednak i człowiek cywili
zowany. Zostaje ono tylko przysłonięte cieniutką warstewką my
ślenia bardziej nowoczesnego, urobionego odrębnemi warunkami
współżycia i zdobyczami kultury.
Jednak w momentach silniejszego wzruszenia odsłania się
ten w głębinach jaźni zalegający czysty żywioł psychiczny, i wów
czas człowiek taki w swem rozumowaniu i postępowaniu przeja
wia cechy umysłu człowieka pierwotnego.
W kilku wstępnych rozdziałach niniejszej pracy podaję krót
kie omówienie istoty myślenia magicznego. Uważałem to za nie
zbędne dla uzasadnienia stosowanej w pracy analizy.
Mówiąc o myśleniu magicznem, o zabiegach magicznych
i t. p., odczuwam niejednokrotnie nieodpowiedniość używanego
tu pojęcia — magja. Ponieważ jednak nie potrafię zastąpić go
słowem bardziej odpowiedniem, zachowuję go z musu, nie chcąc
tworzyć dziwolągów językowych.
Powszechnie lud nie tłumaczy zabiegów magicznych, stoso
wanych przez siebie.
Wszystkie podane w tej pracy interpretacje zabiegów magicz
nych są mojem osobistem tłumaczeniem. Przytaczam je starając się
w ten sposób choć częściowo udostępnić dla naszej umysłowości
zrozumienie wytycznych punktów swoistego myślenia ludowego.
Z kolei rzeczy jeszcze kilka wyjaśnień.
Jestem bezwzględnym zwolennikiem mapowania omawianego
materjału. Ma to na celu ułatwienie czytelnikowi zorjentowania
się w zasięgach występowania poszczególnych zagadnień. Daje
możność oceny ilości użytkowanego materjału i jego rozprószenia.
Wykazuje wreszcie obszary nieobjęte badaniami.
Dzisiejszy system oszczędnościowy nie pozwala na urzeczy
wistnienie podobnej metody, któraby wymagała dołączenia do
pracy kilkudziesięciu mapek.
Ażeby choć częściowo uczynić zadość zasadzie, przy oma
wianiu każdego najmniejszego zagadnienia cały materjał poda
wany jest w planowym układzie mapowym.
Jako jednostka mapowa występuje powiat. Przytaczane ko
lejno powiaty znajdują się w najbliższej między sobą odległości.
O ile materjał na to pozwala, linja omawianych powiatów
przebiega od brzegów Bałtyku przez obszary położone na lewym
brzegu Wisły, do Małopolski zachodniej ; stąd przechodzi do Ma
łopolski wschodniej, poczem przez zi'emie położone na prawym
brzegu Wisły zmierza znów ku północy.
W myśl tego układu, jeśli naprzykład cytuję pow. lwowski
jako pierwszy z omawianego materjału, będzie to dowodem, że
brak jest danych z całego obszaru położonego na lewym brzegu
Wisły i t. p.
Pracę tę uważam za drobną cegiełkę, która jeśli ma być
w istocie przydatna, jako budulec do opracowania całego naszego
ludoznawstwa, musi odpowiadać pewnemu planowi, wspólnemu
z innemi pracami.
Uważam za zupełnie niepożądane popisowe przeładowywanie
prac takich bezładnie przytaczanemi cytatami o występowaniu zja
wisk podobnych na obcych obszarach.
Na zestawienie z innemi obszarami przyjść może kolej do
piero po odpowiedniem zmapowaniu i zorjentowaniu się we wła
snym materjale. Jeśli materjał będzie ujmowany planowo i mono
graficznie wyczerpująco, bez pomijania pewnych zanotowanych
przez zbieraczy przejawów, które nie „układają“ się .w ramkach
pewnej teorji, będącej podstawą dla opracowania, praca taka nie
straci swej wartości, mimo błędnych niekiedy tłumaczeń i oświe
tleń autora.
W ten sposób sumiennie uporządkowany materjał pozostanie
nazawsze jako cenny dorobek nauki, umożliwiający dalsze badania
i analizę.
Omawiany w pracy materjał z pow. sądeckiego, nigdzie
jeszcze nie drukowany, został zebrany przezemnie w roku 1913
we wsiach Brzeżnej i Gostwicy, w parafji podegrodzkiej.
' 54
Myślenie magiczne.
Głównym budowniczym myślenia magicznego są uczucia,
pod których działaniem powstają i łączą się z sobą wyobrażenia *).
Pod wpływem jednakowego zabarwienia uczuciowego w spo
sób obcy dla naszego myślenia, tworzą się związki i występują
podobieństwa między rzeczami skojarzonemi przygodnie.
Charakterystycznemi cechami myślenia magicznego są: my
ślenie zmysłowo-obrazowe, polegające na obrazowem przedsta
wianiu zarówno związków między rzeczami, jak i wszelkich uczu
ciowych przeżywań, rzutowanie uczuć w świat zewnętrzny, oraz
złożoność myślenia przy słabe m zróżnicowaniu wyobrażeń. Te
cechy, oraz brak wyodrębnienia swego „ja“ od świata zewnętrz
nego, powoduje, że człowiek pierwotny, kierujący się głównie
uczuciem, posługuje się do swych koncepcyj myślowych, materjałem częstokroć nielogicznym.
Badając folklor ludów pierwotnych, odnosi się wrażenie, że
powszechnie istnieje wiara we wszechmoc myśli. Obrazy powsta
jące w myśli, zarówno na jawie, jak we śnie, mają wartość realną.
Życzenie pomyślane lub wypowiedziane staje się czynem. Czyn
naśladujący rzeczywistość, wywołuje przejawienie się jej istotne.
O pracy utajonej w jaźni nie wiemy nic, lub raczej wiemy
bardzo mało. Wprawdzie przeobrażenia jaźni, powodujące cho
roby psychiczne, których badanie stanowi zadanie psychjatrji,
rzucają pewne światło na procesy psychiczne odbywające się w jej
głębinach, jednakże światło to nie rozprasza mroków tajemnicy.
Mimo swych znikomych wyników, badania tych przeobrażeń
mają doniosłe znaczenie dla etnologji. Wyniki ich umożliwiły ze
stawienia pewnych schorzeń psychicznych (schizofrenicznych)*2)
1) Patrz prace: Lévy-Bruhl: Les fonctions mentales dans les sociétés
inferieures. Paris. 1918.
Lévy-Bruhl. La mentalité primitive. Paris. 1922.
2) Bleuler. Gruppe der Schizophrenien. 1911.
Bleuler. Das antistische Denken. Jahrbuch für psychoanalytische und
psychopathologische Forschungen, t. IV. 1912.
Freud. Vorlesungen zur Einführung in die Psychoanalyse. 1918.
Freud. Totem und Tabu. 1920.
Gruszecka A. Transytywizm, utrata granic osobowości i myślenie pier
wotne w schizofrenji. Poznań. 1923.
Storch. Das archaisch-primitive Erleben und Denken der Schizophre
nen. 1922.
»
55
z myśleniem pierwotnem ludów niecywilizowanych, odkrywając
w nich przejawy tych samych, ùkrytych poza granicami świado
mości mechanizmów myślowych. Gdy jeszcze ze swej strony psychologja biologiczna, rzucając nowe światło na cały szereg ściśle
psychjatrycznych zagadnień, przyczyni się do pogłębienia naszej
wiedzy o jaźni, wyjaśnią się może mechanizmy powstawania my
ślenia magicznego, będącego praźródłem ludzkich wierzeń i prze
sądów. Dziś nic o tem nie wiemy, a każda próba wyjaśnienia,
jest tylko pewnem mniej lub więcej szczęśliwem obrazowaniem.
Moc magiczna.
Ze światopoglądu, jaki się przejawia w wierzeniach naszego
ludu, odnosi się wrażenie, że człowiek nie jest czemg zamkniętem
w sobie psychicznie i fizycznie, lecz że emanuje z niego na ze
wnątrz jakaś tajemna moc, która jest istotą życia wszechrzeczy.
Przejawia się ona nietylko w człowieku, lecz i w innych istotach
żyjących, oraz i w przedmiotach nieożywionych.
Odbywać się może wzajemne przenikanie, się tej mocy, mię
dzy człowiekiem a innemi istotami i przedmiotami z otaczającego
go świata. Moc ta może być dla człowieka sprzyjająca lub szko
dliwa. Są ludzie obdarzeni mocą, która jak gdyby promieniując
z nich, może porażać istoty słabsze, rzucać urok, Głownem sie
dliskiem tej mocy w człowieku są oczy.
Moc taka, jakby emanująca z człowieka, przenika w jego
otoczenie, przepaja przedmioty będące w jego posiadaniu, lub
pozostające w jakimbądź z nim związku.
Powstaje w ten sposób związek magiczny pomiędzy czło
wiekiem a przedmiotem, który w stosunku do czasu i przestrzeni
nie podlega prawom naszego myślenia.
Niewidzialnemi nićmi moc taka łączy właściciela z przed
miotem, pracownika z dziełem jego rąk i t. p., a nawet złodzieja
z ukradzioną rzeczą. Myślenie magiczne zna te połączenia i w wielu
wypadkach, i drogą osobliwych zabiegów, stara się wykryć te *
związki.
Lud, uzmysławiając sobie działanie i kierunki emanacji tej
mocy, przeciwstawia jej środki, których siła przeciwdziałająca wy
nika z ich naturalnych własności.
W ten sposób stal, żelazo i wogóle przedmioty tnące —
będą przecinać emanację mocy; węgiel, ogień, — spalać; linja
prosta lub koło zamknięte, zaznaczone kredą — odgradzać ; sól,
czosnek, działając na oczy, wydaliny na węch — odpychać, ślina —
odpychać, odprowadzać w pewnym kierunku; woda bieżąca uno
sić niepowrotnie w dal i t. d.
Pomyślne zużytkowanie tej mocy w wielu wypadkach życia
uzależnione jest od warunków czasu i przestrzeni. Pozycja słońca
na niebie, kwadry księżyca, pewne dni tygodnia i pewne mie
siące, wreszcie strona prawa i lewa, i cztery strony świata od
grywają wybitną rolę w myśleniu magicznem. Nadają kierunek
emanacjom tej mocy i potęgują jej działanie. Liczy się z niemi
człowiek i stara się zapoczątkować swoje czynności w najpomyśl
niejszej chwili i w najodpowiedniejszem miejscu i pozycji.
•
Myślenie magiczne w obrzędach ludowych.
Obrzędy doroczne (cykl słoneczny) i obrzędy życia oso
bistego (cykl życia od kołyski do grobu) tworzą dwa samo
dzielne zespoły. A jednak, członek gromady, czy to posuwając
się po drabinie życia, a w ten sposób ustawicznie przechodząc
z jednego szczebla na drugi, z jednego stanu do drugiego, czy
też w svyej pracy w polu przechodząc z jednej pory roku do
drugiej, wspólnie z innymi, zazwyczaj z rówieśnikami, spełnia za
sadniczo te same obrzędy przejścia 1).
W istocie swojej składają się one z trzech następujących
części : 1) rozstania się ze stanem dotychczasowym ; 2) z mo
mentu granicznego, kiedy już się opuściło stan poprzedni, ale
jeszcze nie weszło się do stanu nowego, wreszcie, 3) wejście
do nowego stanu.
W obrzędach dorocznych, podobnie jak i w obrzędach życia
osobistego możemy wyśledzić te trzy zasadnicze części składowe.
Występują one zazwyczaj nierównomiernie rozwinięte. W poszcze
gólnych obrzędach jedne z tych trzech części zaledwie się zary
sowują, pozostałe znów zostają wyolbrzymione nadmiernie.
Obrzędy przejścia w zasadniczej swej koncepcji są wyrazem
społecznego współżycia gromady ludzkiej. Ale materjał psy
chiczny, ten budulec, z jakiego składa się każdy z tych obrzę
dów, jak gdyby wypełniając jego szkielet społeczny, jest wyrazem
') Van Gennep A. Les rites de passage. Paris, 1909.
57
pierwotnego, magicznego myślenia. Jest to zjawisko niezmiernej
doniosłości. Dlatego też przy badaniu kultury duchowej należy
zdać sobie dokładnie sprawę z tych dwu zasadniczych składo
wych, występujących w obrzędowości ludu.
Myślenie magiczne przy pożyczaniu, kupnie
i sprzedaży.
Po tych kilku uwagach przedwstępnych, przejdźmy do omó
wienia naszego tematu.
W myśl tego, co uprzednio powiedzieliśmy o związku ma
gicznym, jaki zachodzi między przedmiotem a jego właścicielem,
akt tak zwykły dla naszego myślenia, jak pożyczanie, kupno, lub
sprzedaż w myśleniu pierwotnem jest czemś bardzo skomplikowanem. Ma się wrażenie, że pożyczając przedmiot, oddając go
w czasowe posiadanie drugiemu osobnikowi, poddajemy go mo
żności przenikania przez moc obcą. Do mocy naszej własnej do
łączyć się może jeszcze inna jakaś moc, która może okazać się
dla nas szkodliwa. Kupując coś, istotę żywą, lub jakiś przedmiot
nieożywiony, wchodzimy w jego posiadanie. Jednakże przedmiot
ten pozostaje jeszcze związany mocą magiczną z jego poprze
dnim właścicielem. Pożytek z nabytku zależny jest w pewnej mierze
od tego, czy związek ten nie będzie szkodliwy dla nowego właś
ciciela.
Podobne zjawisko zachodzi i ze sprzedażą. Zabiegi, jakie
lud nasz stosuje przy pożyczaniu, kupnie i sprzedaży, wykazują
troskę o dobrobyt przedmiotu, zmierzają do uchylenia złych
wpływów, któreby mogły mu zaszkodzić i usiłują wytworzyć
nowy, własny związek.
II. Pożyczanie.
W zabiegach magicznych związanych z pożyczaniem przeja
wia się obawa uroku, oraz dążenie do przeciwdziałania.
Lud pożycza : 1) niektóre sprzęty domowe i narzędzia gospo
darskie i pokarmy i 2) ubiór i strój, drobiazgi toaletowe, przy
rządy do szycia i t. p., oraz pieniądze i dewocjonalja. Sprzęty
domowe i narzędzia gospodarskie użytecznością swoją zostają
związane z całym domem. Złe skutki pożyczania porazić mogą
cały dom, lub też wpłynąć ujemnie na odpowiednią czynność
jakiegoś sprzętu, obniżając jego pożyteczność. Podobnie rzecz się
ma i z pokarmami, które dotknięte urokiem, mogą zaszkodzić
wszystkim domownikom.
Wówczas gdy pożyczanie przedmiotów, wyliczonych w pierw
szej grupie, może wpłynąć szkodliwie na dobrobyt i błogo
stan całego domu i jego mieszkańców, pożyczenie przedmiotów
należących do grupy drugiej, a więc ubioru, stroju, pieniędzy
i dewocjonalij, w złych skutkach dotyka przeważnie tylko ich
właścicieli.
Widzimy więc, że rozciągłość ujemnego wpływu pożyczania,
uzależniona zostaje od charakteru przynależności przedmiotu, t. j.
od tego, czy jest on własnością wspólną, czy osobistą.
1. Czas pożyczania.
Zła i dobra godzina.
W pojęciach ludu niezmiernie ważną rolę odgrywa zła i dobrą
godzina. W złą godzinę urodzona istota żywa nie chowa się wcale,
lub chować się będzie nędznie i wkrótce zmarnieje. W złą go
dzinę posiane, zżęte lub zebrane zboże wydaje złe plony, a spo
żywane potem poraża ludzi i bydło. W złą godzinę nabyte bydlę
lub cobądż innego nie darzy się i trzeba je przetargować po
wtórnie. W złą godzjnę mają moc złego działania czarownice
i ludzie o urocznych oczach. W złą godzinę złe gwiazdy wywie
rają swój tajemny wpływ.
W przeciwstawieniu do złej godziny, istnieje godzina dobra,
szczęśliwa. W związku z tem wierzeniem lud w pow. tarnow
skim ł) i rzeszowskim rozpoczyna pracę słowami : „Daj Panie Boże
rozpocząć w szczęśliwą godzinę“.
Wpływ złej i dobrej godziny rozciąga się również i na po
życzanie.
W pow. sądeckim pożyczają rano, do południa, zarówno
przyodziewę, jak i co innego. Po południu nie chce gospodyni
pożyczać, boby ją nogi potem bolały. Odnoszą przed południem,
żeby nie przeminąć godziny. O którfej się pożycza, o tej się od
daje. Bo jak inaczej, to gospodyni zaraz mówi: „chcesz, żeby mi
się nie darzyło, żeby mi spleśniało, zepsuło się. Jak pożyczasz,
to wiesz, o jakiej godzinie, ino oddać nie umiesz“.
59
Zakazy pożyczania po zachodzie słońca.
U ludu powszechny jest zakaz pożyczania po zachodzie
słońca. Niekiedy zakazy dotyczą tylko niektórych przedmiotów.
W pow. kieleckim *) po zachodzie słońca nie wolno jest
soli z domu pożyczać, boby konie oślepły. W pow. pińczowskim2),
jeżeli się z domu wypożycza wieczorem sitko, soli lub chleba, to
koniom ropieć będą ślepia ; a w lecie, gdy się je puści na trawę,
muchy ciąć im będą ogony.. W pow. będzińskim "’) po zachodzie
słońca pod żadnym pozorem nie pożyczają soli, w przeciwnym
razie dobytek ma zapadać na oczy. W pow. bocheńskim, wie
lickim i myślenickim4) po zachodzie słońca nie sprzedają mleka,
sera, masła i jaj, ani też nie pozwalają o tym czasie czegokol
wiek z domu wynosić, boby się krowy popśniły i czarownica
miałaby do nich łatwy przystęp, i kury by się nieść przestały.
W pow. sądeckim po zachodzie słońca nie wolno jaj sprzedawać,
bo się kury nie będą niosły, lub też nie będą chciały wysiady
wać kurcząt. W pow. przeworskim5) w tym czasie gospodyni
nie sprzedaje nabiału, zaszkodziłoby to bowiem krowom i kurom.
W pow. janowskim 6) utrzymują, że wówczas nie można nikomu
dać mleka i ognia. W pow. tomaszowskim 7) po zachodzie słońca
nie pożyczają soli i ognia, gdy zaś jest niemowlę w chacie, zakaz
ten rozszerza się na wszystko bez wyjątku, bo w przeciwnym
razie oddawałoby się dobrą dolę dziecka.
Pożyczanie po zachodzie słońca jest to wypuszczanie do
bytku z domu jasnego — w noc mroczną. Podobnie jak wędro
wiec nie rozpoznaje drogi po nocy i łatwo może zbłądzić, może
też przedmiot pożyczony ulec omanom zgubnych mocy, które
działając pod osłoną mroku, szkodzić mogą przedmiotowi i jego
właścicielowi. Prócz tego, wydając w noc część dobytku, nara
żamy i pozostały w domu na szkodliwe wpływy mocy urocznej,
<) Z. 3. 26.
2) Z. 9. 40. Pińczów.
3) Fed. I. 276. Żarki.
4) Świst. 561, 564, lud nadrabski. Brak dokładniejszego określenia miej
scowości.
6) W. 12. 63. Przeworsk.
6) W. 17. 416. Janów.
’) W. 4. 100. Krynice.
60
która drogą odbytą przez przedmiot pożyczony mogłaby się prze
dostać do wnętrza domu. Zakazy dotyczą przeważnie jadła ze
względu na związek jego ze zwierzęciem, które dostarcza materji
pierwszej.
Zakaz wydawania soli, zdaje mi się wynikać ze związku z jej
własnością izolacyjną. Sól poraża wzrok. „Sól tobie w oczy“ mówi
lud, broniąc się przeciw oczom urocznym. Wydawać sól, to po
zbawiać się potężnego środka izolacyjnego, to być może narazić
się na porażenie własnych oczu solą wydaną. Wypożyczenie soli
po zachodzie słońca poraża oczy koni. Czy nie dlatego, że
w podróży nocnej końskie oczy, najbardziej wysunięte ku przo
dowi z największą łatwością mogą być porażone tą solą? W my
śleniu pierwotnem podobne kojarzenia spotykamy bardzo często.
Zakaz pożyczania w Wilję Bożego Narodzenia.
Zakaz pożyczania obejmuje dzień Wigilji Bożego Narodzenia.
W pow. szczycieńskim *3) w dniu tym nikomu nie pożyczają,
przytem każdy musi odebrać przedmioty pożyczone. W pow.
ostródzkim 2) dłużnicy starają się spłacić wszystkie długi i wszyst
ko pożyczone pooddawać. W pow. brzeskim3) utrzymują, że to,
co się czyni’ w Wilję Bożego Narodzenia, przez cały rok czynić
się będzie. W dniu tym nie należy pożyczać od drugiego, gdyż:
1) można szczęście wydać z domu, 2) musiałoby się zawsze po
życzać. Górale polscy ze Skalitego uważają na to, aby w Wilję
nikomu nie dawać pieniędzy, bo cały rok pieniądze będzie ten
musiał wydawać; natomiast cieszą się bardzo, jeżeli w dniu tym
pieniądze dostaną, bo je będą dostawać przez rok cały. W pow.
krośnieńskim 4) nie lubią pożyczać w Wilję nikomu, a osobliwie
kobietom, gdyż pożyczającemu nie szczęściłoby się przez cały
rok. Nawet ognia dać nie można, boby czarownica z ogniem
dobre powodzenie domowi zabrała, a słonko kwiaty opaliło.
W pow. złoczowskim 5) w dniu Wilji nic się nikomu nie pożycza,
choćby nie wiedzieć jak było potrzeba.
') W. 6. 656. Wielbork. Mazury pr.
*) W. 6. 648. Dąbrówno. Mazury pr.
3) L. 14. 131. L. 10. 155. Radłów.
4) L. 6. 68. Iwonicz.
5) L. 5. 348. Rudki.
61
Wigilja Bożego Narodzenia jest dniem, kiedy do najdłuż
szej nocy i najkrótszego dnia zaczyna przybywać światła dzien
nego. W pojęciach ludu dzień ten jest prastarym Nowym Rokiem.
Skojarzony z chrześcijańskiem świętem Bożego Narodzenia za
chował magiczne własności pierwszego dnia roku.
Dzień ten zapoczątkowuje wszystkie czynności doroczne
i dlatego obrzędy ludowe związane z tern świętem są w istocie
magicznemi zabiegami, sprowadzającemi dobrobyt do domu, zdro
wie i błogostan dla domowników. Kto w dniu tym cobądź
z domu wynosi, choćby to było tylko pożyczaniem, wynosić, po
życzać będzie rok cały.
Inne dni złe i dobre do pożyczania.
W niektórych miejscowościach zakaz pożyczania dotyczy
jeszcze innych dni świątecznych, przyczem kojarzy się on zazwy
czaj z właściwościami jakiegoś zdarzenia religijnego, upamiętnio"" nego w tem święcie (n. p. ucięcie głowy św. Janowi). W innych
miejscowościach zakaz ten dotyczy wszystkich większych świąt.
W pow. sanockim
w wielką sobotę nic się nie pożycza,
boby szczęście odleciało. W pow. kołomyjskim 2) podczas większych
świąt niczego nie pożyczają. Nie powinna też wtedy żadna rzecz
wypożyczona pozostać u pożyczającego.
Zakazy pożyczania dotyczą również i niektórych dni tygo
dnia. Są to tak zwane dni feralne: poniedziałek i piątek. Ponie
działek jest to dzień próżny, piątek jest dniem śmierci Pańskiej,
a więc związany z cierpieniem i śmiercią.
W pow. myślenickim 3) utrzymują,: że w poniedziałek nie
powinno się nic nikomu pożyczać, bo albo rzecz pożyczona prze
padnie, albo nie będzie rychło zwrócona. W pow. sądeckim naj
więcej pożyczają w czwartki albo w soboty. Jak się w niedzielę
pożycza, to mole lubią niszczyć.
2. Okoliczności przy jakich się nie pożycza.
a) Urodziny.
Prócz zakazów pożyczania, związanych z czasem określonym,
przestrzeganych powszechnie w pewnych miejscowościach, istnieją
0 L. 12. 312.
-) L. 13. 113. Peczeniżyn.
3) M. 7. 55. Maków.
62
inne jeszcze, okolicznościowe, obejmujące jedynie pewne domy,
lub osoby. Na wyróżnienie zasługują zakazy, spowodowane przyj
ściem na świat człowieka lub zwierzęcia.
W pow. szczycieńskim*) w czasie między narodzinami
a chrztem wystrzegają się pożyczania czegokolwiek, ażeby dziecko,
gdy dorośnie, nie było zbyt rozrzutne. W woj. Poznańskiem*2)3
mówią, że czary najskuteczniej działają na dom, w którym po
łożnica choruje i to głównie w pierwszych sześciu tygodniach.
Mieszkańcy takiego domu niczego pod żadnym warunkiem i ni
komu nie pożyczają, mając to przekonanie, że czary chwyciwszy
się pożyczonej rzeczy, z nią razem tern łatwiej do domu się do
stać mogą. W woj. Krakowskiem s) w tym samym czasie ognia
z domu nie użyczają, nie wyjmując od tego nawet zapalonej
świecy. W pow. sądeckim w dniu urodzin dziecka nie wolno
biednego opatrzyć, nie wolno nic z domu wydawać; *ani jadła,
ani pieniędzy, bo jakby to dziecko urosło, to nicby się go nie
trzymało, ani pieniądze, ani chleb. Wszystkoby mu się rozle
ciało. W pow. sokalskim4)* z chaty, w której jest nowonarodzone
dziecię, nie wydadzą niczego przez dwanaście tygodni, ani nie
sprzedadzą, wierzą bowiem, że mogłoby to dziecku odebrać
szczęście.
Podobnych zakazów jak po narodzinach dziecka, lud prze
strzega i w czasie powiększenia się jakiegobądź przychówku.
W pow. ostródzkim 6) mówią, że w pierwszych dniach po ociele
niu się krowy nie należy niczego pożyczać. W woj. poznańskiem6)
dodają, że myszy zrządzać będą wielkie szkody tym, co poży
czają. Zakazy takie są szeroko rozpowszechnione również i w woj.
krakowskiem. W pow. wadowickim7) irfówią, że przez trzy dni
po ocieleniu się krowy nie trzeba nic z domu wydawać, bo ina
czej nieszczęście spotka dom. W pow. wielickim, bocheńskim
i myślenickim 8) w tym dniu, w którym się krowa ocieliła, nie
') W. 6. 759. Wielbork. Mazury pr.
2) K. Poznańskie. 7. 101.
3) K. Krakowskie. 3. 141.
4) Sok. 255.
6) W. 16. 781. Olsztynek. Mazury pr.
6) W. 17. 161.
’) Z. 3. 127. Izdebnik.
8) Święt. 635. nad Rabą.
63
wydają niczego z domu, ani też nie pożyczają, a zwłaszcza nafty lub
zapałek, z obawy, aby się cielę nie zapiekało i w ogólności
wszystko bydło nie darzyło. Żebrak nawet nie dostanie wtedy
jałmużny w tym domu, boby cielę mruczało. W pow. nowotar
skim *) dla tych samych powodów w tym czasie nie dają jał
mużny dżiadowi. W pow. sądeckim tego dnia, gdy się krowa
ocieli, albo Świnia oprosi, nic nie dają z chałupy. Nie lubią też,
gdy dziad przychodzi do chaty. Niczem go nie opatrzą i nawet
jeść nie dadzą, a mówią, że to cielę będzie takie nieznośne,
jak ten dziad. W pow. brzeskim *2)* przestrzegają powyższego za
kazu tylko w tym wypadku, gdy krowa ocjeli się w dniu Naro
dzenia N. P. M. (8 września). Sądzą bowiem, że biorącemu bę
dzie się szczęściło, a dającemu nie darzyło; mlekoby się psuło,
a bydło popśniło i nie wiodło.
W pow. ropczyckim ;i) gdy się krowa ocieli, nie wolno nic
z domu komukolwiek wypożyczać, choćby najmniejszej drob
nostki, bo krowa mogłaby zmarnieć. W pow. sandomierskim4)
tego dnia, w którym krowa ocieliła się, nic nikomu nie dają, gdyż
straciłaby mleko, albo zdechłaby. W pow. zamojskim i hrubie
szowskim 5) nie można z domu wydawać ognia w tym czasie, aby
krowa mleka nie straciła, albo żeby z nią nie wydarzyło się nie
szczęście. W pow. janowskim 6) nie pożyczają w dniu, w którym
przybył przychówek z bydła, bo to stworzenie będzie przez całe
życie beczało. W pow. Samborskim i kosowskim 7) jeżeli u kogo
wylęgnie się ciele lub źrebię, albo gęsięta wykluwają się, to przez
cały tydzień w tym domu ubogiemu nie dają jałmużny i nikomu
nie pożyczają niczego, aby młode potomstwo trzymało się matek.
b) Zasiew i sadzenie.
Dzień zasiewu i sadzenia jest dniem zapoczątkowywania no
wych plonów. Od skupienia sprzyjających mocy uzależniony jest
ich wynik pomyślny. Dlatego też jak i w czasie przybycia na
’) M. 7. 21. Czarny Dunajec.
2) W. 17. 161. Szczepanów.
s) W. 17. 160.
4) W. 17. 161. Puszcza Sandom.
6) W. 17. 161.
6) W. 16. 623. Studzianki.
') W. 1 >. 161. Dorożow.
świat nowej istoty żywej, lud w wielu miejscowościach przestrzega
zakazu pożyczania. Zakaz pożyczania obejmuje niekiedy tylko
pewne przedmioty w czasie zasiewu, a wogóle rozciąga się na
nasiona, które mają być zasiane.
W pow. ostródzkim Ł) w czasie zasiewu nie wolno pożyczać
ognia, gdyż zasiewy nie udadzą się. W pow. nieszawskim 12)*chłop
nie sprzeda ani jednej ćwierci zboża do siewu, dopóki sam nie
zaczął siać u siebie, w obawie, aby ktoś inny, ziarno jego pier
wej niż on sam zasiawszy, nie odebrał mu plonu z jego własnej
roli. W pow. sokalskim s) nie wolno dawać lub pożyczać nasion
przedtem, nim się posieje sobie, gdyż z rozdaném nasieniem możnaby rozdać i siły kiełkowania.
c) Śmierć.
Zakaz pożyczania obejmować może dom, w którym zaszedł
wypadek śmierci. Z takiego domu, ani do takiego domu nie na
leży niczego wypożyczać, ażeby nie wytworzyć związku ze śmiercią.
W pow. słonimskim 4) dopóki martwe ciało człowieka leży
W chacie, przesąd odwieczny zabrania tak bliższym, jako też dal
szym krewnym, pożyczać z tej chaty, a tem bardziej dawać na
własność zarówno produktów spożywczych, jako też sprzętów,
naczyń, narzędzi, ubrania, a nawet pieniędzy. Nie należy też po
życzać konia lub woza do zawiezienia zwłok na mogiłki.
Przypuszczam, że w powyższym zakazie, dotyczącym krew
nych wyraża się głównie społeczna potrzeba ochrony mienia spad
kowego, pozostałego po zmarłym.
W zakazie odnoszącym się do pożyczania koni, wyraźnie
zaznacza się obawa zetknięcia żywizny ze zwłokami zmarłego.
Zakaz taki jest powszechnie przestrzegany w Polsce w odniesieniu
do klaczy i krów, które, gdyby były użyte do przewożenia zmar
łego, wydawałyby na świat potomstwo nieżywe.
3. Osoby, jakim się nie pożycza.
Przy pożyczaniu ważne jest również, komu się pożycza. Po
życzać można ludziom blizkim, dobrym znajomym, przyjaciołom.
1) W. 6. 772. Dąbrówno. Mazury pr.
2) K. Kujawy. 1. 93. Bodzanowo.
s) Sok. 254.
J..
iS-R.'? 1 •’
' ‘
• • •
*,
'• ..
2
•
•
-
-
'
■*ŸvfL";v
*
65
Zakazy pożyczania dotyczą ludzi złych lub podejrzanych o czarownictwo, mających już od urodzenia uroczne oczy, lub złą, nie
zręczną, nieszczęśliwą rękę. Lud zwraca na to uwagę nietylko
przy pożyczaniu, lecz również przy kupnie i sprzedaży.
W pow. sieradzkim *) obawiają się kupować zwierzęta prze
znaczone do chowu, od ludzi chciwych, lub też nieszczęśliwych.
W pow. nowotarskim *2) utrzymują, że są ludzi mający rękę n i ezręczną, po których dotknięciu bydło nędznieje i schnie, sierść
na nim jeży się. Takiego się „warują“. W woj. białostockiem 3)
w mniemaniu ludu rękę nieszczęśliwą może mieć nietylko czło
wiek zazdrosny, żałujący sprzedanej rzeczy, ale i ze krwi, z uro
dzenia, ponieważ są tacy, co żałują, a mimo to rękę mają jak
najlepszą. W pow. słonimskim 4)5 kupując inwentarz radzą prze
płacić nawet, aby tylko nabyć od człowieka, który w okolicy
słynie ze szczęśliwej ręki. W pow. wołkowyskim 6) kupując
żywiznę na jarmarku należy się rozpytać, czy sprzedający ma
dobrą rękę, bo jeśli ma złą, to żywizna zdechnie. W woj. wileńskiem 6) wierzą powszechnie, że są osoby, które posiadają d obrą lub złą rękę, inaczej zwaną lekką, lub ciężką. Wszystko
ćo się nabędzie od pierwszej, wiedzie się, natomiast osoba o ręce
złej, lub ciężkiej wywiera wpływ zgubny na to wszystko, co
kiedyś należało do niej. Kiedy kupne zwierzę choruje, nędznieje,
, zdechnie, a nawet w wypadku skradzenia i t. p. całą winę skła
dają na poprzedniego właściciela, mówiąc, że było kupione ze
„ złej ręki.
Pewne zastrzeżenia i ograniczenia przy pożyczaniu dotyczą
kobiet w okresach menstruacji lub ciąży, które w mniemaniu ludu
przynoszą nieszczęście. W wielu miejscowościach spotykamy się
z wiarą, że kobiecie ciężarnej źle jest pożyczać, ale też i niedo
brze jest odmówić, gdyż odmowa przynosi dziecku nieszczęście.
W pow. sądeckim, gdy się nie da kobiecie ciężarnej tego, o co
prosi, odmawiającemu myszy wyjedzą dziurę w ubraniu. Gdy się
*) W. 3. 511.
2) W. 17. 169. Zakopane.
") Fed. 2. 343.
*) Fed. 1. 343.
5) Fed. 1. 343. Powszechnie na Rusi..
6) L. 4. 128.
Lud. T. XXIII.
5
odmówi jedzenia, to kapustą zjedzą robaki. W pow. radzyńskim J),
gdy się nie spełni jej prośby, to rzecz, o którą prosiła, zjedzą
myszy. W pow. sokalskim kobiecie w ciąży nie wolno niczego
odmówić, jeśli o coś prosi, boby w domy wszystko pogryzły
myszy. Jeśli zaś kto nie chce takiej kobiecie dać żadnej rzeczy,
a chce się ustrzec przed myszami, mówi: „moje skrzynie, moje
rzeczy, ale wam nie dam, o co prosicie“.
W pow. wołkowyskim utrzymują, że panna młoda powinna
do ślubu jechać naczczo, bo w przeciwnym razie, gdy będąc
w ciąży, poprosi kogoś o pożyczenie jakiej rzeczy, a nie dosta
nie jej, to temu myszy potną odzienie.
W Wiśles), bez zaznaczenia miejscowości podano, że ko
biecie, która po porodzie nie była u wywodu, nie należy poży
czać żadnego żelaznego przedmiotu, bo inaczej w domu, skąd
wzięto dajmy na to — siekierę — niechybnie zdarzy się nie
szczęście.
4. Zakazy i różne zabiegi stosowane, gdy się
p o ż y c z a.
Sprzęty domowe.
Po omówieniu ogólnych warunków i zakazów pożyczania
postarajmy się .poznać poglądy naszego ludu na pożyczanie po
szczególnych przedmiotów.
W pow. sądeckim nigdy nie pożyczają naczynia, którego
używają do jedzenia na codzien. Z. ochotą pożyczają nowe miski,
talerze, łyżki, przechowywane w sołku. Cudzego chleba nie chcą
przyjmować do pieca. Chleb taki odbiera pieczywo. Dzieży też
nie pożyczają, bo chleb nie chce rość.
W pow. wysoko-mazowieckim4) lud mówi, że „dzieża boi
się cudzych progów“, co znaczy, że pożycza ją niechętnie poza
próg własny. Wierzą tam, iż własność jej szczęśliwego wydarzania
chleba łatwo może być zepsuta. Podobnież i w pow. sieradz
kim 5) gospodynie nie lubią dzieży swej sąsiadkom pożyczać, bo
67
łatwo może dzieża uroku dostać. Dzieżę pożyczoną trzeba od
nieść przykrytą „obruskiem“ z kawałkiem „wychopieńka“ we
wnątrz, i oddając powiedzieć: „Panie Boże zapłać!“ a wówczas
dzieża nie boi się uroku. W po w. kieleckim
utrzymują, że
dzieży nie można wypożyczać z domu. A jeżeli się pożyczy, to
po odebraniu tejże należy wewnątrz cebulą wytrzeć.
W pow. sądeckim nie pożyczają łopaty do chleba, bo po
życzający potrafi w ten sposób odebrać pieczywo. Chleb się po
tem nie darzy; jest zakalec. Jak gazda nową łopatę daje gospo
dyni, to mówi: „Masz tej łopaty nikomu nie pożyczać, bo jak
pożyczysz, to ci się nigdy chleb nie udarzy“.
Ciska też nie pożyczają, bo się potem w piecu nie chce palić.
Nie pożyczają woreczków na sery, bo się potem w tym
domu nie darzy. Co zrobią ser, to myszy worek przegryzą.
W pow. ostródzkim*) rozpowszechnione jest wierzenie, że
kto przy siejbie używa płachty, którą uprzędła i utkała dziew
czyna niekonfirmowana, temu się siejba powiedzie. Takiej płachty
nikt nie wypożycza, gdyż w ten sposób oddałby swoje błogo
sławieństwo.
W pow. wołkowyskim *3) pożyczając u kogo płochę (grzebieniowatą drabinkę w warsztacie tkackim) należy ją zwrócić obmotaną pasmem lnu ; w przeciwnym bowiem razie len u obu stron
pożyczających nie będzie włóknisty. Dla tego samego powodu
i pożyczonej szczotki do lnu nie należy zwracać gołej, lecz uprze
dnio lnem ją okręcić.
Uprząż.
W pow. sądeckim ubiorów na konie i na bydło nie poży
czają, bo potem koń nie ma wierzchu ładnego, marnieje. Poży
czając, jeden drugiego może zczarować. Nawet siodeł nie chcą
pożyczać. A jak już tak padnie, że czasem musi siodło pożyczyć
na wesele, to pod siodło podkładają wstążkę czerwoną, tak, żeby
nikt tej wstążki nie widział. Czynią tak, żeby koń potem nie za
chorował, nie zdechł.
J) Z. 3. 30.
s) W. 6. 772. Olsztynek. Mazury pr.
3) Fed. 1. 372.
5*
Pożyczając bata innemu furmanowi, należy na końcu zrobić
dwa węzełki, inaczej własne konie nie będą słuchały Woźnicy 1).
Do zakazów związanych z batem i z węzłem na sznurze powró
cimy raz jeszcze przy omawianiu zabiegów podczas sprzedj^y
i kupna. Tu ograniczę się do zaznaczenia, że węzeł w tym wy
padku ma znaczenie odgradzające. Węzły nie dopuszczają prze
dostanie się mocy szkodliwej do bata. Użyty do czynności obcej
domowi, skąd pochodzi, z łatwością mógłby stać się przenosicielem uroku.
Pokarmy.
a) Mleko. Zabiegi ochronne, jakie lud stosuje przy poży
czaniu, kupnie lub sprzedaży mle.ka są w istocie swojej wszędzie
te same.
Mleko, — produkt krowy, związany jest z nią magicznie.
Pożyczając, darowując, sprzedając mleko gospodyni wyzbywa się
czegoś, co bezpośrednio zostaje związane z krową, a więc umożli
wia, a nawet ułatwia ludziom złym rzucanie uroku na mleko, lub
na krowę.
W odnośnych wypadkach zabiegi magiczne będą miały na
celu: 1) uodpornienie mleka przeciwko złym mocom; 2) zwią
zanie mleka z domem. W związku z temi zabiegami stosowane
bywają zakazy wydawania mleka w złą godzinę, wydawania go
osobom, które musiałyby je przenosić przez wodę bieżącą, a nie
kiedy i chorym, zagrożonym śmiercią.
Powszechnie stosowanym środkiem ochronnym mleka jest sól.
W pow. ostródzkim2)3 sprzedając albo wogóle dając komuś
mleko, trzeba je posypać solą. Jeżeli się tego zaniecha, czarow
nica, którejby się to mleko do rąk dostało, miałaby władzę nad
resztą mleka tejże krowy i mogłaby je odebrać. W pow. bocheń
skim, wielickim i myślenickims) niesolonego mleka nie należy ani
nikomu dawać, ani też sprzedawać, boby się mleko krowie
popśniło. W pow. myślenickim 4) jeżeli kto dostanie garnek mleka,
to odsyłając ten garnek właścicielowi, wsypuje do niego trochę
1) W. 15. 256. miejscowość niepodana.
2) W. 6. 782. Olsztynek. Mazury pr.
3) Świąt. 561. Nad Rabą.
4) M. 7. 22. Wysoka.
soli, a w braku tejże, mąki, aby krowy miały dużo mleka. Sprze
dając zaś mleko, trzeba do niego wrzucić trochę soli, to wówczas
czarownica nie zdoła mleka zaczarować 1).
Niekiedy przed sprzedaniem lub użyczeniem komuś mleka
wiążą je z domem znakiem krzyża na piecu.
W pow. nowotarskim 2)* sprzedając
456
mleko, solą je na krzyż,
a potem zmaczawszy w niem palec, robią nim krzyż na piecu.
W pow. horodeńskim s) gdy komu użyczają w naczyniu mleka, to
biorą i rzucają w nie zarazem i szczyptę soli, maczają w niem
wielki palec i mlekiem robią krzyżyk na kominie, aby krowa ta
mleka swego nie utraciła.
Lud w złą godzinę nie pożycza mleka. Będzie nią czas
po zachodzie słońca, oraz dni poświęcone rozpamiętywaniu męki
lub śmierci Świętych Pańskich.
W pow. kieleckim *) po zachodzie słońca pod żadnym po
zorem nie wolno sprzedawać mleka ani w domu, ani na targu,
boby krowa zeschła sprzedającej gospodyni. W pow. będzińskim s)
po zachodzie słońca nie należy nikomu sprzedawać, dawać, lub
pożyczać mleka. Osoba bowiem, która o takowe przychodzi pro
sić, może być czarownicą, a wtenczas mogłaby krowom na cały
rok popsuć wymiona.
W pow. bocheńskim *j aby nie sprowadzić czarownicy do
tego domu, z którego bierze się mleko po zachodzie słońca, na
leży obejrzeć się do 3 razy na ten dom.
Obejrzenie się, jak przypuszczam, sprawia, że droga zamie
rzona nie udaje się, co w tym wypadkji oznacza, że przedmiot
wyniesiony wróci do domu. Dzięki temu zabiegowi droga odbyta
nie będzie mogła być wykorzystana przez czarownicę.
W pow. sądeckim mleka nie wolno sprzedawać po zacho
dzie, bo krowa mleko traci, a jak niedobremu sprzeda się mleko,
to wymiączko rozniesie i krowa doi się krwią. W pow. tarnow-
*) M. 7. 25. Jordanów.
2) M. 7. 25. Czarny Dunajec.
s) K. Pokucie 3. 151. Horodenka.
4) Z. 3. 26.
5) Fed. 1. 276. Żarki.
6) L. 11. 380. Brzozowa.
70
skim 1), rzeszowskim2) i janowskim3)* po
* zachodzie, lub o Zacho
dzie słońca nie dają i nie sprzedają mleka, ani śmietany bo psu
łoby się, albo by przepadło. W pow. sanockim ‘) gospodyni,, pro
szona usilnie po zachodzie słońca o sprzedaż garnuszka mleka dla
chorego, odstępuje niekiedy z niemałym strachem od przyjętej
powszechnie zasady niesprzedawania ani pożyczania nabiału w tym
czasie. Aby jednak nie sprowadzić za taką sprzedażą czarownicy
do swego domu, nabiera w palce szczyptę soli i sypie ją do
mleka i za ucho garnuszka bezpośrednio przed wręczeniem go
kupującemu. W pow. brzeskim i bocheńskim0) w wielki piątek
nie należy mleka sprzedawać, ani dawać nikomu, ponieważ mleko
ginie krowom i psuje się. Gdyby się atoli wypadek taki wydarzył
komu, to należy skopiec wyparzyć kamieniami, później tą wodą
ze skopca rogi krowom obmyć, część wylać ze stajni na okap
i na odrzwia, a sobie nogi wymyć. Skopiec sam należy potem
włożyć do pomyj i temi pomyjami obmywać dojki krowom przed
dojeniem każdorazowem. U górali polskich w Skalitem6) w dzień
św. Macieja (24 lub 25 lutego) nie trzeba dawać mleka, drugiemu
sąsiadowi, bo to bardzo szkodzi. Mleka nie wolno przenosić przez wodę bieżącą. W pow. no
wotarskim7) jeżeli chce kupić mleko ktoś taki, kto z niem musi
przechodzić przez wodę, to mu go nie sprzedadzą, boby mleko
nadół z wodą poszło, t. j. krowa straciłaby mleko. W pow. są
deckim za wodę mleka nie dają, bo je woda porwie i krowy
mleko zgubią. W pow. wielickim8) dowodzą, że z kupionem mle
kiem nie należy przechodzić przez rzekę. A jeśli inaczej być nie
może, trzeba trzy razy się obejrzeć, aby krowy mleka nie po
traciły.
W przytoczonych przykładach przejawia się powszechna
wiara w moc magiczną wody bieżącej. Woda taka unosi wszystko
bezpowrotnie. W magji ludowej występuje jako droga nieodwracal•-) W. 17. 164.
2) M. 10. 137.
») W. 17. 416.
*) L. 8. 364. Wisłok.
5) L. 13. 325.
0) M. -1. 388.
’) M. 7. 22. Czarny Dunajec.
8) Z. 16. 262. Siepraw.
71
nej, bezpowrotnej mocy. Rzucone na wodę bieżącą zaklęcia cu
dzego zdrowia, lub dobrobytu są nieodwołalnym, niszczącym za
biegiem.
Przechodząc z mlekiem przez wodę bieżącą nawiązuje się
łączność mleka z wodą, która porywa je i unosi bezpowrotnie.
Nakaz trzykrotnego obejrzenia się przed przejściem wody
w wypadkach wyjątkowych ma prawdopodobnie’ znaczenie wró
cenia mleka z powrotem do domu, zanim zostałoby porwane przez
wodę. W pow. wielickim1) utrzymują, że nie trzeba kupionego
mleka po drodze rozlewać, bo to szkodzi krowie. Przypuszczam,
że rozlewając mleko nawiązuje się przez nie łączność między krową
a drogą. Po drodze przesuwają się przenosiciele różnych mocy.
Moce te mogą przedostać się do krowy i zaszkodzić. Ten w czyjem
posiadaniu jest mleko, może mieć wpływ magiczny na krowę.
Schodząc do grobu z mlekiem spożytem — pociąga za sobą krowę.
W pow. chełmskim*) mówią, że nie należy z pierwszej ręki sprze
dawać lub dawać mleka dla chorych, bo gdyby ów chory po
użyciu tego umarł, wtedyby krowy straciły mleko.
b) Chleb. Zakazy związane z chlebem dotyczą całego bo
chenka, oraz jego pierwszego lub ostatniego skrawka.
W pow. ostródzkims) mówią, że nie wolno darowywać, ani
pożyczać całego bochenka chleba, żeby błogosławieństwo nie od
wróciło się zupełnie od domu. Z uwagi na to zawsze się kawałek
odkrawa. Żebrakowi nie daje się ani odlepki, ani przylepki chleba,
gdyż wkrótce rozdałoby się chleb*4).* 3
W pow. lubelskimB) nie daje się nigdy żebrakowi ani pierw
szej ani ostatniej piętki z bochenka chleba, boby chleb wyszedł
z domu.
Zakazy te, jak przypuszczam, są wyrazem przekonania, że
z całości wyzbywanej, jaką w tym wypadku jest cały bochenek
chleba, należy zachować część w domu. Przylepka i odlepka, ina
czej zwana całuszką, zapoczątkowuje lub kończy chleb przy spo
żywaniu. Nie należy ich wydawać — jako pierwszej lub ostatniej
części chleba, bo za niemi podąży pozostały chleb z domu.
') Z. 16. 262. Siepraw.
B) K. Chełmskie 2. 169.
3) W. 6. 777. Dąbrówno. Mazury pr.
4) W. 6. 784. Olsztynek.
6) L. 10. 95. Czchów.
c) Miód. Podobnie jak mleko związane jest magicznie z krową,
miód pozostaje w łączności z pszczołami. Powszechnie lud otacza
pszczoły wielkim szacunkiem.
W woj. poznańskiem lud utrzymuje, że pszczoły skradzione
nie wiodą się, sprzedać się za pieniądze nie dają, bo w takim ra
zie giną i mogą tylko służyć jako dař, albo za wymianę na jaki
inny zacny przedmiot. W pow. sądeckim sprzedają pszczoły tylko
ludziom znanym z dobroci. Unikają użyczania miodu do domu,
gdzie jest choroba, bo się boją, że pszczoły zmarnieją. Podobny
zakaz istnieje i w pow. chełmskim2). Mówią tam, że gdyby taki chory
po użyciu miodu umarł, wyginęłyby pszczoły.
d) Inne pokarmy. Zakazy pożyczania odnoszą się i do wielu
jeszcze innych pokarmów. Jednakże wiadomości zebrane dotyczą
tylko powiatu sądeckiego. W pow. sądeckim omasty nigdy nie
pożyczają. Nie pożyczają również mąki, bo się boją, żeby trucizny
nie oddali.
Nie pożyczają kapusty kiszonej, boby się zmieniła i nie
miała dobrego kwasu.
Zwróconej po pożyczeniu soli nie używają sami. Dają ją żywiźnie, bo się boją, żeby nie była z czem złem oddana. Utrzy
mują, że w zwróconych po pożyczeniu jajach lęgną się robaki.
Woda.
Zakazy pożyczania dotyczą również i wody.
W pow. sądeckim wody z domu nie dają, bo później, jak
ma kto czeladź, to ta czeladź ucieka, nie chce się trzymać domu.
Mówią, że tak ucieka czeladź, jak ta woda.
Sądzę, że w zakazie tym przejawia się magiczne znaczenie
wody. Woda bieżąca, czy też wprowadzona w ruch przez kogoś,
ma własności unoszenia. Woda unoszona, a więc jakby płynąca
z domu, unosi to, co jest najbardziej ruchome, najmniej z domem
związane — a więc służbę.
Ogień.
Powszechnie lud stara się nie pożyczać ognia z domu, lub
gó pożycza niechętnie.1
1) K. Poznańskie 7. 224.
-) K. Chełmskie 2. 169.
73
W pow. sądeckim nie pożyczają ognia z domu, bo gdyby
pożyczono, to ludzie umieraliby w tym domu. Mówią, że jest tó
zdrada, jak kto komu ognia porwie. W pow. łukowskim x) utrzy
mują, że nie godzi się pożyczać ognia z innej chałupy. W woj.
lubelskiem*2)3 sądzą, że lepiej go wcale nié pożyczać. „Kto za ży
cia — ognia pożycza, ten w piekle oddawać go musi“ s).
Zakaz pożyczania ognia przestrzegany jest bardziej jeszcze
w związku ze złą godziną (patrz wyżej), a więc, po zachodzie
słońca, oraz w dniu przyjścia na świat istoty żywej, a nawet
w okresie jej rozwoju w łonie matki.
W woj. lubelskiem 4) utrzymują, że jest bardzo źle, gdy lctoś
z sąsiadów pożąda ognia z domu, w którym znajduje się kobieta
w połogu. Nie można też wydawać ognia wtenczas, gdy się krowa
ocieliła, aby krowa mleka nie straciła, albo żeby się z nią jakie '
nie wydarzyło nieszczęście. W pow. bocheńskim, wielickim i my
ślenickim 5) w tym samym czasie nie wydają, ani też nie poży
czają z domu zwłaszcza nafty lub zapałek, z obawy, aby się cielę
nie zapiekało. Gdy się ogień pożycza z domu, małe dziecko sy
piać nie może. Jeśli się już jest zmuszonym pożyczyć ognia z cu
dzego domu, nie należy zań dziękować. Kto dziękuje — grzeszy 6).
Podobnie utrzymują i w pow. wołkowyskim7). Mówią mianowicie,
że o ogień nigdy nie trzeba prosić, ale samemu brać i za ogień
nie trzeba dziękować. Wziąwszy zaś ogień z cudzej chaty, odcho
dząc, nie można powiedzieć „bywajcie zdrowi“, bo mógłby z tego
ognia powstać pożar. Gdyby zaś, ktoś pożegnał się w ten spo
sób, należy mu odpowiedzieć: „podejmij ogon krowie“8).
Ogień, ruch jego płomieni, a wreszcie samo spalanie i zwią
zane z niem procesy wiążą się, jak się zdaje w umyśle człowieka
pierwotnego z istotą samego życia9). Wygasanie ognia kojarzy
się z wygasaniem życia — a więc ze śmiercią. Ogień ożywia ognisko,
’) W. 3. 307.
2) K. Lubelskie 2. 80.
3) Ad. 354. n. 13.
4) K. Lubelskie 2. 80.
6) Świąt. 635. 605. nad Rabą.
6) Świąt. 365. nad Rabą.
!) Fed. 1. 328. Mścibów.
s) Fed. 1.'330. Świsłocza.
s) Cisz. 184. 196. 197.
skupia i jednoczy dokoła niego wszystkich domowników. Wyno
sząc ogień z domu, wynosi się życie z ogniska, naraża się je
dność domową na niebiezpieczeństwo zniszczenia tej spójni. Wy
danie z ogniska części ' ognia, spowodować może bezpowrotne
odejście jednego z domowników, a więc śmierć w domu.
Śmierć porazić może najłatwiej tych, co jeszcze słabo są
związani z domem ; noworodki, a tem bardziej rozwijające się
jeszcze w łonie matki nowe życie.
Zezwolić na wzięcie ognia, wysłuchać prośby, przyjąć po
dziękowanie za- wzięty ogień — jest to równoznaczne ze współ
działaniem w wynoszeniu ognia z domu. Kto ogień zabiera bez
wiedzy, bez pozwolenia domowników, nie dziękując, ten go zabiera
przemocą, i tem samem odpowiedzialność spada tylko na niego.
Ubiór i strój.
W p. sądeckim1) ta, która przyodziewę pożycza dla siebie,
to nim ją pożyczy, to się przeżegna i pacierz zmówi krótki, ale
tak, żeby nikt nie widział. Przyodziewy na nowiu nie pożyczają,
bo albo gospodyni z tego rozchoruje się, albo dziewka. Pożyczają
2—3 dni po nowiu, choćby na wesele miała iść pilno, choćby
czego brakowało, to nie pożyczą, bo gospodyni mówi: „potrze
buję mieć potem ból, strzykanie“.
Jak ta, co pożyczy, wkłada na siebie przyodziewę, to się po
modli, żeby ją Pan Jezus zachował, żeby nie była zemsta w tem
ubraniu, żeby się nie rozchorowała.
Przyodziewy nie każdemu pożyczają, bo mówią, że gdy się
pożyczy komuś, kto jest zły, to jak potem chodzą w tej przyodziewie, to niszczy się wszystko, albo rozdziera, albo się w domu
nie darzy. Przyodziewę musi oddać w tem miejscu przy skrzyni,
gdzie pożyczyła. Jak odbiera przyodziewę ta, co pożyczała, to bie
rze tylko w palce, nie całą ręką, a jak druga odejdzie i już niewidzi, to wyjdzie za trzeci próg, z izdebki na dwór, wytrzepie
wszystko i wietrzy na polu na płocie trzy godziny, żeby się wywie
trzyły zaduchy ; potem wysuszy, bierze już całą ręką i schowa do
skrzyni. Poćzem zmówi krótki pacierz (Ojcze nasz, zdrowaś i chwała
Ojcu), żeby Pan Jezus ją zachował od jakich boleści.
Gospodyni, pożyczając przyodziewę, daje ją złożoną na prawą
') Frań. rękopis. Gostwica. Brzezna.
75
stronę, pożyczająca zwraca ją złożoną na lewą, chowa się znów
przyodziewę do skrzyni złożoną na prawą stronę.
Chustki bardzo nie lubią pożyczać, a jeśli pożyczy, to opi
sze święconą kredą, bo jak niektóra jest pijaczką, to się za
frendzlę lubią szatani czepiać. Więc opisuje, żeby nie grzeszyła,
żeby od niej złe duchy odstępowały, żeby piwa na chustkę nie
wylała. Chustkę opisują wspak do trzech razy, po lewej stronie.
Złoży ją, położy- na stole i tak opisuje. A tę babę, co pożycza,
opisuje na ziemi wspak do trzech razy koło stóp, co się odro
binkę dotknie o nogi, o palce.
Daje chustkę całą ręką, zaś odbiera dotykając tylko palcami.
Rozwiesza i suszy na dworze.
Chusteczek na głowę nie chcą pożyczać, bo bólu głowy do
stają. A jak kto już pożyczy, i dostanie bólu głowy, to musi jedna
do drugiej iść i zderzyć się głowami, a potem natrzeć wodą z oc
tem i zrobić krzyż na czole, tak jednej, jak i drugiej.
Dziecku chusteczkę dadzą, ale do innego domu nie chcą po
życzać.
Wstążki do włosów jak ma pożyczyć, to się pomodli, a ta
co odbiera, to się też pomodli. Też w palce odbiera. A modli
się, żeby jej kto.w tańcu, albo na weselu wstążki nie urżnął.
Korale (pacierze) jak pożyczają, to gospodyni leje do kie
liszka spirytusu i włoży je na chwilę i wyjmie i da, a jak odbie
rze, to weźmie w palce, włoży do spirytusu i trzyma 22 minuty,
a potem wytrze czystą szmatą lnianą i dopiero chowa, bo się boi,
żeby się tym potem od szyi nie zaraziła.
Buciki jak pożyczają, to je przedtem obsypią żytnią mąką.
Pożyczająca ma je oddać wyczyszczone. Po odebraniu pożyczo
nych bucików gospodyni obłoży je całe lnem dookoła, a do
środka napcha siana łącznego potrawu, żeby ten pór od nóg
wlazł do siana. Robi to na dworze, na wietrze, powtarzając do
trzeciego razu. Poczem każdą zmianę trzyma w bucikach dwa dni.
Oczyszczone w ten sposób buciki zawiesza w sołku. Na to tak
siana dają, bo niektóry ma zaraźliwe palce.
Z przytoczonego materjału widzimy, że zakazy pożyczania
ubioru i stroju dotyczą powszechnie uwzględnianej złej godziny,
oraz złych ludzi.
Przedmiot pożyczony musi być oddany w tych samych wa
runkach czasu i przestrzeni, w jakich został pożyczony, a więc
dokładnie w godzinie pożyczenia i na tem samem miejscu, gdzie
był wręczony.
Przed oczyszczeniem pożyczonego przedmiotu zarówno z bru
dów, jak i z uroków starają się zetknięcie z nim ograniczyć do
ujęcia końcami palców. Odmawianie pacierzy, oprowadzanie świę
coną kredą są to zwykłe zabiegi magiczne, mające na celu — od
grodzenie kołem, osłonięcie mocą słowa siebie i przedmiotu po
życzonego od wpływów złej mocy.
Zderzanie głów dw-u kobiet w celu usunięcia bólu nabytego
za pośrednictwem pożyczonej chustki, musi się odbyć w obec
ności osoby trzeciej, nie krewnej. Osoba spokrewniona, a więc bar
dziej zbliżona do jednej z nich, zabiegu tego bezstronnie wyko
nać nie może.
Zabiegi związane z pożyczaniem korali przybrały formę zu
pełnie nowoczesnej profilaktyki.
Nowe poglądy, nowe środki oczyszczające przysłoniły dawne
zabiegi magiczne.
Przybory do szycia.
Powszechnie w pow. sądeckim wystrzegają się pożyczać
przedmiotów ostrych.
Igły pożyczonej nie odbierają, mówiąc, że igła taka jest już
nieszczęsna, może się ją w palce wbić, albo ją złamać. Po
dobnież i w pow. złoczowskimx) szpilek i igieł niechętnie poży
czają, utrzymując, że po śmierci będą one w trumnie kłuć.
Zakaz pożyczania, a w szczególności darowywania przed
miotów ostrych, a więc szpilek, igieł, nożyków, nożyczek i t. p.
jest bardzo rozpowszechniony.
W woj. poznańskiem*2) utrzymują, że nie trzeba darowywać
szpilek, ani nic ostrego, bo się przez to przecina lub przekłuwa
przyjaźń.
W woj. wileńskiem3) jeżeli ktoś otrzymał w darze szpilki,
igły lub nożyce, wo góle przedmioty bardzo ostre, to winien ob
darowującego zlekka ukłuć.
Zwyczaj ten jest powszechny w Polsce.
') L. 5. 348.
2) K. Poznańskie 7. 125.
3) L. 4. 29.
1
~
77
Otrzymany przedmiot ostry przejawia swoją czynność : kłuje,
przecina, oczywiście to, co ich łączy, a więc ich związek przyjaźni.
Jeśli przed wręczeniem przedmiotu ostrego nakłuje się zlekka
osobę, która ma otrzymać ten przedmiot, działanie to, raz wyko
nane, nie powtórzy się więcej i przyjaznym stosunkom dwojga
osób nic nie zagraża.
W pow, sądeckim, gdyby ktoś pożyczył komuś nożyczki,
któremi obcinał włosy, toby mu włosy rość przestały. Czynność
nożyczek, jak przypuszczam, związana została z ucinaniem włosów.
Wraz z nożyczkami, przechodzącemi w ręce osoby postron
nej, może przejść do niej, związana z niemi czynność obcinania
włosów ich właściciela.
Ktoś, kto w ten sposób posiądzie władzę ustawicznego ob
cinana włosów, może spowodować w ten sposób powstrzymanie
ich wzrostu.
W pow. sądeckim nie pożyczają naparstka, bo gdy ktoś
drugi go używa, to potem właścicielowi obiera się palec.
Nici nie pożyczają, bo potem coś wyciąga z domu. Leci
wszystko. Biedny raduje się, gdy weźmie bogaczowi nici z domu,
ponieważ wie, że mu się uda wziąć jeszcze coś więcej.
Nici, podobnie jak i inne przedmioty zostają związane ma
gicznie z domem, do którego należą, a więc tem samem i z przed
miotami, będącemi w domu.
Nici, umocowane do jakiegoś przedmiotu, mogą pociągać go
za sobą.
Osoba postronna, wynosząc nici z domu, wyciągać może
i inne rzeczy z domu. Wierzenie to odnosi się nietylko do nici,
lecz również do wszystkich podobnych przedmiotów, mogących
spełniać czynność pociągania, a więc do sznura, uzdeczki i t. p.
Pieniądze.
W pow. sądeckim pieniędzy nie pożyczają w pierwszych
dniach miesiąca, lecz mniej więcej dopiero po połowie, tak około
20, 23. Nie należy pieniędzy pożyczać przed połową miesiąca, bo
się sługi domu nie trzymają.
O pieniądze należy upominać się najdalej w pierwsze trzy
dni miesiąca.
Pieniądze papierowe trzyma się w książce długiej, między
kartkami. W tej książce przechowują się również obrazki święte:
*
Serca Pana Jezusa, Matki Boskiej Nieustającej Pomocy i św. An
toniego.
Srebrne pieniądze trzyma gospodarz w lnianym woreczku.
Pożyczając pieniądze bierze się je w palce, a gdy się poży
czone odbiera z powrotem, nie dotyka się ich palcami. Gospo
darz rozłoży książkę na stole i odwraca karty, a ten co pożyczył
kładzie pieniądze między karty. Pieniędzy tych nie rusza się czas
dłuższy, nie dotyka się rękami, bo się boi, że mogło co na nich
leżeć. Niekiedy dłużnik gniewa się, że pożyczający pieniędzy pal
cami nie odbiera, że się brzydzi.
Książkę z pieniądzmi wyjmuje ze skrzyni, jak na dworze jest
ładnie, oraz na nowiu, bo się wówczas pieniądze odnawiają. Przy
gląda się im właściciel, ale tak, żeby go nikt nie widział, zazwy
czaj w południe od 12 godziny do 1-szej. Robi to na dworze, ale
nie dotyka się palcami pieniędzy świeżo oddanych.
Srebrne pieniądze ogląda tylko w Wigilję Bożego Narodze
nia. Zaraz rano, jak tylko wstanie, zmówi pacierz, a później prze
glądnie, przerachuje, pomodli się i w którymś srebrnym pieniądzu
umyje się.
Inne wierzenia, związane z pieniądzmi omawiam w rozdzia
łach, poświęconych wróżbie na szczęście,' litkupowi, oraz inkluzowi, przy omawianiu zabiegów stosowanych podczas sprzedaży
i kupna (patrz str. 97—101).
Pieniądze w książce, w zetknięciu z obrazkami świętemi, ule
gają oczyszczeniu od wszelkich uroków.
Moc odnawiania i oczyszczania posiada słońce w południe.
Księżyc na nowiu, w myśl powszechnego wierzenia ludowego
wpływa na nie pomnażająco.
Mycie się w wodzie ze srebrnym pieniądzem w Wigilję B. N.
ma znaczenie pierwszego bogatego mycia się w nowym roku.
Dewocjonalja.
W pow. sądeckim książek do modlitwy nie pożyczają, bo
jak się kto drugi pomodli, to nabożeństwo odbiera. Ta modlitwa
idzie do drugiego.
Jak różaniec weźmie, to odpusty odbiera. Jakby jeden dru
giemu wziął szkaplerz i nosił, a potem zwrócił, to spalą, nie no
szą, ponieważ twierdzą, że od tego potu możnaby się zarazić.
Przypuszczam, że w zakazach pożyczania dewocjonalij przejawia
•
-
• "
-
-*
V:' ~
;•*!
- •*
'k-
;«-5.
'*\'#Ťp?s ‘
79
się powszechna wiara w możność przejścia jakiejś czynności, zwią
zanej z przedmiotem do osoby drugiej. Czynnością książki — jest
wytwarzanie, przez modlitwę, mocy sprzyjającej dla jej właściciela.
Użyczając książki komuś innemu, możemy spowodować, że
moc ta, przez naszą modlitwę wytwarzana,, zamiast do nas, kiero
wać się będzie do osoby wypożyczającej tę książkę.
5. Wnioski.
Ujmując w kilku słowach poglądy ludu naszego na pożycza
nie, możemy powiedzieć, że lud wogóle pożycza niechętnie. Wy
raża się w tem zasadnicza niechęć wyzbywania się swej własności.
Późniejsze naleciałości pokrywają to uczucie.
Pożyczając, naraża się człowiek na szkodliwe wpływy, wyni
kające z zetknięcia się jego własności z pożyczającym, istotą obcą.
Tą drogą mogą się przedostać nieszczęścia w postaci uroków,
chorób, lub innych jakich uraz na zdrowiu lub w dobrobycie ca
łego domu, lub tylko poszczególnych osób.
Dlatego też cały szereg ograniczeń obejmuje wszystkie prze
widziane możliwości szkodzenia przez pożyczającego.
Ograniczenia także dotyczą kobiet w okresie menstruacji
i ciąży1). Czasem najodpowiedniejszemi dla pożyczania są godziny
przedpołudniowe. Wraz z zachodem słońca zaczyna się panowa
nie złych mocy. Pożyczanie i oddawanie w tym czasie może ułat
wić przeniknięcie tych sił szkodliwych.
Kwadry księżyca również mają znaczenie przy pożyczaniu.
Niektórzy dowodzą, że pożyczać można na nowiu, a nie
można na pełni, w zależności od tego, czy może tu mieć znacze
nie przyrost lub ubytek księżyca, które lud kojarzy z ubytkiem
lub wzrostem dobrobytu.
Pożyczać nie można w czasie, gdy w domu narodziło się
nowe życie, lub nawet gdy siewca zapoczątkowuje siewem wzrost
plonów.
Wypożyczając coś w tym czasie, daje się jakby możność wyj
ścia z domu wraz z przedmiotem i sił twórczych, niezbędnych dla
rozwoju nowonarodzonego życia, podatnego bardziej, niż istoty
dorosłe na wszelkie uroki.
*) Patrz: Byst. 2. 15.
_
Nie należy również pożyczać z domu lub do domu, w któ
rym znajduje się człowiek umarły, a naw.et ciężko chóry, zagro
żony śmiercią.
Z dni tygodnia najodpowiedniejszemi do pożyczania są
czwartki i soboty.
Przedmiot pożyczony należy zwracać o tej samej godzinie
i ha tern samem miejscu, na którem został pożyczony. Są to wa
runki niezbędne, w jakich przedmiot zwrócony jest w istocie tym
samym przedmiotem.
Będąc zmuszonym pożyczyć, osobnik pożyczający stosuje
wszelkie znane ze skuteczności środki ochronne. Rozpoznajemy
wśród nich prastare zabiegi magiczne, oraz najnowsze środki pro
filaktyki naukowej, które w najnowszych czasach zastąpiły odczy
niania pierwotne.
Wielu bardzo sprzętów domowych, będących w codziennem
użyciu domowników, lud nie pożycza wcale, ani też w domu
swoim korzystać z nich nie pozwala, tracą one bowiem spraw
ność działania. Zdolności właściwe im zostają jakby obniżone, lub
wprost zabrane przez osobę obcą, która z nich korzystała.
Niezwykle wyraźnym przykładem swoistych pojęć ludowych
o znaczeniu przedmiotów użytkowych przez domowników, są
przytoczone ograniczenia stosowane przy pożyczaniu naczyń sto
łowych w pow. sądeckim.
III. Sprzedaż i kupno.
Przy kupnie, podobnie jak i przy pożyczaniu lud liczy się
ze wsżystkiemi możliwemi wpływami, jakie wywrzeć mogą na przy
szłe bytowanie nabytku — czas zakupu, miejsce gdzie on się od
bywa, osoby biorące w nim udział, a wreszcie cały szereg innych
okoliczności, niekiedy, zdawałoby się, niedorzecznych, które jed
nakże przejawieniem się swojem mogą wywołać zerwanie dobija
nego targu.
W pow. wołkowyskim1) najlepiej inwentarz nabywać podczas
pełni, gdyż kupiony o tym czasie zawsze jest pełny, żerty i do
tuczenia najlepszy.
’) Fed. 1. 343. Świsłocza.
81
1. Zabiegi przed sprzedażą.
Na pomyślność przyszłej jakiejś sprzedaży może mieć wpływ
zachowanie się sprzedawcy w czasie i przy okolicznościach, które
zdawałoby się nic nie mają wspólnego ze sprzedawaniem.
W pow. sądeckim, gdy kobiety siedzą czaS dłuższy na jednem miejscu podczas wesela, to wstają, przechadzają się i siadają
gdzieindziej, mówiąc: „na innem miejscu siadajmy, bobyśmy nic
nie sprzedały“.
Wesele jest zapoczątkowaniem nowego związku. Wszystko
co robią państwo młodzi w tym czasie ma wpływ na całe ich ży
cie. Moc ta przenosi się i na uczestników obchodu. Zasiedzenie
się na jednem miejscu na weselu ma mieć wpływ* ujemny na obrot
ność, rzutkość, cechy niezbędne do handlu.
W pow. miechowskim *) na weselach gospodynie sprzedają
chłopakom kurki z ciasta. Po zakupieniu kurki chłopak może tań
czyć. Sprzedane kurki przynoszą gospodyniom szczęście w targu.
W pow. przemyskim2) wybierając się w podróż z towarem,
należy za sobą drzwi zamknąć, ażeby się sprzedaż udała.
Zamknięcie drzwi, jak przypuszczam, ma za zadanie przer
wanie związku istniejącego między domem a towarem.
Ta łączność magiczna, polegająca na ciążeniu towaru do
domu — po pierwsze, utrudnia wyzbycie się go, a po1 2drugie,
gdy zostanie już sprzedany, mocą swego połączenia, pociąga za
sobą inny dobytek z domu. Zamykając drzwi za sębą sprzedawca
zagradza, zamyka' drogę, po której w ślad za towarem wyniesio
nym mogłyby podążyć i inne' przedmioty.
W woj. kieleckiem3) rozpowszechniony po miasteczkach jest
zwyczaj, że przed wyniesieniem na targ fasek, wpierw w domu
rzemieślnik uderza je naokoło miotłą dla prędkiego ich spieniężenia.
Czynnością miotły jest wymiatanie, usuwanie.
Wprowadzenie miotły do jakiegoś zabiegu magicznego wywoływa przejawienie się jej czynności. Faski dotknięte, uderzone
1) Frań. rękopis. Kowale. Kurki z ciasta mają 10 cm. długości i są dwu
rodzajów: z kurczętami i bez. Kura wyobrażona jest w pozycji siedzącej. Do
ciasta wetknięto pióra, gałganek czerwony mający wyobrażaj grzebień i dwa
Ziarnka pieprzu jako oczy. Pięć kuleczek dokoła kury oznaczają kurczęta. Po
ozdobieniu, ciasto zostało zlekka zapieczone w piecu.
2) Z. 13. 69.
s) Z. 3. 27.
Lud. T. XXIII.
6
miotłą, zostaną z domu wymiecione, usunięte. W ten sposób, jak
przypuszczam, stwarza się warunki sprzyjające do ich wyzbycia się.
W pow. bialskimJ) jeżeli kto nie może sprzedać konia na
jarmarku, to musi wziąć widły i łopatę, któremi się gnój ze stajni
wyrzuca i położyć je na koniu na krzyż, a z pewnością sprzeda
go na drugim jarmarku.
Widły i łopata, skrzyżowane na grzbiecie, podobnie jak
miotła w poprzednim przykładzie z faskami, działają, jak sądzę,
usuwająco na konia, wobec czego koń taki z większą łatwością
będzie mógł być sprzedany.
W woj. wileńskiem2) gdy handlarzowi targ nie idzie, udaje
się do drugiego handlu i tam stara się kogo zwieść, a wówczas
targ znów dobrze pójdzie.
Mam wrażenie, że zwiedzenie jest wyrazem zmylenia dróg.
Zmylenie dróg, które się okazały niepomyślne, pozwala nawią
zać nowe, wolne od wpływów złych, a tem samem wywołać po' prawienie losu.
W woj. wileńskiem2) gdy handlarz chce kupujących do sie
bie przyciągnąć, bierze z przed wszystkich handlów po szczypcie
piasku i posypuje nim u siebie.
Piasek ten związany został ze śladami kupujących.
Być może, że, przenosząc go do siebie, handlarz sprowadza
drogi kupujących do swego handlu.
Lud zna pewne zioła, posiadające moc wpływania na po
myślność targu. Zioła te są: targownica, bobownik i ma
run k a.
W pow. żywieckim, tarnowskim i rzeszowskim3) jeżeli się
krowę na jarmark prowadzi, zawiązuje się do powrozu, na któ
rym się ją wiedzie, roślinę zwaną targownica.
Roślina ta posiada tę własność, że chociażby cena krowy
była wysoka i kupujący już odszedł, to przecież ostatecznie po
wróci i bydlę kupi.
Targownica, gdzieindziej zwana targownikiem jest
to koniczyna górska, Trifolium montanum L.
.
W woj. krakowskiem i kieleckiem4) utrzymują, że jeżeli sprze») M. 7. 29.
2) W. 17. 271.
' ») M. 7. 26; M. 11. 136.
4) K. Krakowskie 3. 127.
83
dający zboże, nabiał lub cokolwiekbądż z produktów ma przy so
bie targownika, to taki doskonale wszystko na targu sprzeda.
Kobiety mianowicie, chcące dobrze sprzedać nabiał, ubiegają
się za tar go wniki em, zbierają go i święcą w wiankach na Boże
Ciało, lub w snopie w dzień Matki Boskiej Zielnej.
W pow. będzińskim1) wierzą, że ziele targownik, zerwane
przed wschodem słońca w wigilję Św. Jana, ma mieć tę szcze
gólną własność, że człowiek, któryby przez rok cały nosił je przy
sobie, ma mieć ogromne szczęście przy każdem kupnie i sprze
daży. Podobne własności posiada bobownik, Menyanthes trifoliata, oraz Marunka2).
W pow. żywieckim3) jeżeli kto krowy na jednym jarmarku
sprzedać nie mógł, to wyprowadzając ją na drugi, musi jej tylko
rogi marunką potrzeć, a z pewnością ją sprzeda.
W pow. chełmskim4) przed wyprowadzeniem krowy na sprze
daż przepędza się ją przez tok w stodole. Dla tego też w okolicy,
gdzie praktyki takie stosują, świadomy tego nabywca krowy nie
zapomni dodać, że kupuje także mleko. W pow. ostródzkim5)
twierdzą, że najbezpieczniej dać osobny pieniądz za mleko, w prze
ciwnym bowiem razie krowa nie będzie mleka dawała.
W pow. rzeszowskim6) gdy się cielę wynosi z domu na
sprzedaż, należy uważać, aby nje trącić o co, bo krowaby go
nie odżałowała.
W tym zakazie przejawia się wiara w związek magiczny mię
dzy krową, a cielęciem. Mam wrażenie, że krowa staje się jakby
czułym aparatem odbiorczym, który wykazuje najmniejsze zabu
rzenie drogi odbywanej przez jej cielę. Dotknięcie, uderzenie jej
dziecięcia, odczuwa bezpośrednio, natychmiast, i przeżywa je oso
biście.
Wyprowadzanie tyłem z obory.
Bardzo rozpowszechnionym w Polsce jest zwyczaj wyprowa
dzania tyłem bydlęcia przeznaczonego na sprzedaż, oraz tyłem
wprowadzanią kupionego na nowe osiedle.
') Fed. 1. 274. Żarki.
2) Z. 11. 180.
s) M. 7. 20.
4) K. Chełmskie. 2. 169; W. 17. 167.
6) W. 6. 782. Olsztynek, Mazury pr.
6) M. 10. 135.
6*
84
W pow. chełmskim J) utrzymują, że kupione bydlę, a zwłasz
cza ssące jeszcze ciefę, trzeba tyłem wyprowadzić z obory,
i tyłem wieść do samego domu, aby się wiodło i do karmiącej
krowy nie tęskniło. W takim razie ani krowa, ani cielę nie rykną
nawet po sobie. Podobnie czynią w pow. łowickim i nowotarskim2).
W pow. wielickim, wadowickim, chrzanowskim i sandeckim3)
utrzymują, że kupioną świnię powinno się wsadzić tyłem do chlewka,
aby się nadała.
W pow. sanockim4) wioząc świnię na jarmark, układają ją
na wozie tyłem do koni, aby nie zdechła przed sprzedażą. W pow.
Słonimskim5) sprzedając, albo zamieniając kurę, właścicielka po
winna wręczać nie inaczej, jak obróciwszy ją ku biorącemu ogo
nem, a to w tym celu, aby na wydajności jaj nie straciła.
'Wyprowadzanie, wiezienie, wprowadzanie tyłem ma, jak są
dzę, zasadniczo to samo znaczenie, co i wszystkie podobne czyn
ności, wykonywane wstecz, n. p. przewracanie sprzętów do góry
nogami, okręcanie od prawej strony w lewo, odmawianie pacierza
z końca, liczenie od 10 do jednego i t. p. w związku z tem stoi
również zakaz chodzenia tyłem u dzieci i t. p.
Wykonywując jakąś czynność wstecz, odbywamy z powrotem
pewną drogę przebytą. Powracamy do jakiejś minionej chwili.
W niektórych wypadkach przy stosowaniu tego zabiegu chodzi
jedynie o to, ażeby wyjść z chwili złej, np. przy chorobach, po
pogrzebie. W innych — chodzi o dojście w ten sposób do mo
mentu jakiegoś zdarzenia, w celu ułatwienia wykrycia jakiejś osoby
n. p. złodzieja; w innych znów, jak przy zakazie chodzenia tyłem
u dzieci, wyraża się obawa, że dziecko idąc wstecz z łatwością
przejdzie całą drogę swego krótkiego życia, i podążając dalej
wejdzie w łono matki, a więc w nieżycie. Podążając w ten spo
sób dalej jeszcze, pociąga za sobą matkę w to nieistnienie. Lud
wzbrania dziecku chodzenia tyłem, mówiąc, że w ten sposób spy
cha matkę do grobu.
W wypadku, gdy się zwierzę tyłem prowadzi, droga, jaką
przebywa
w ten sposób, nie jest nowa, niewiadoma, a więc
ono
’) K. Chełmskie 2. 170; W. 17. 169.
2) M. 9. 236 ;fM- 17. 169.
=) Z. 16. 262; L. 2. 224; W. 17. 169.
') L. 8. 363.
•’) Fed. 1. 356
przez to samo przestaje być niebezpieczna. Odbywając ją, zwie
rzę ciągle cofa się wstecz, a więc magicznie przebywa w dawnym
swoim świecie. Mocą tego zabiegu istotna zmiana miejsca i wa
runków bytu nie są dlań już tak niebezpieczne.
Rzucanie zu ślad śmieciami, sieczką, gnojem, ziemią z obory.
W wielu miejscowościach Polski, za wyprowadzonem na sprze
daż zwierzęciem rzucają śmieciami, sieczką, gnojem, ziemią z obory,
chlewa, lub stajni.
W pow. ostródzkimł) mówią, że jeżeli się jaką sztukę wy
prowadza na sprzedaż, trzeba rzucić na nią pełną garść śmieci na
szczęście i pomyślny skutek sprzedaży. W pow. sieradzkim*2)3 go
spodarz sprzedanego bydlęcia bierze z pod nóg jego trochę ziemi,
i posypuje mu ją na krzyż, często wódką przemywa bydlęciu oczy,
życząc, abý tak jak ta wódka, co nic mu nie szkodzi, żadna przy
goda go nie dotknęła. Mówią też, że trzeba za zwierzęciem wy
rzucić trochę ziemi z obory i sznur, a to dlatego, żeby dobrze
było sprzedane8). W pow. bialskim4)5 gospodyni pluje na bydlę
trzy razy i ociera lewą stroną koszuli, aby go kto nie urzekł,
a służąca rzuca garść śmieci bydlęciu pod nogi, aby dobrze zo
stało sprzedane. W pow. sądeckim gdy idą na jarmark z krową,
to rzucają na nią trochę nawozu. Na świnię rzucają trochę śmieci,
żeby się już nie wróciła do domu. W pow. tarnowskim6) ktoś
z domowników rzuca na bydlę garść śmieci, mówiąc : „żebyś tyle
reńskich wziął za nie“. W pow. przeworskim6) rzucają za krową
sieczką, gnojem i śmieciami, żeby tyle pieniędzy dostać. Zamy
kają drzwi stajni i domu, żeby krowa już nie wróciła. W pow.
dobromilskim7) kto sprzedaje krowę, jałówkę lub tyczka, ten wi
nien bydlęciu wygarniać błoto z racic; inaczej z chaty zabierze
się dobytek. W pow. sokolskim8) kupując zwierzę na miejscu,
ażeby szybko przywykło do nowego miejsca, kupujący powinien
*) W. 6. 777. Dąbrówno. Mazury pr.
3) L. 4. 420.
3) W. 3. 494.
4) W. 17. 166, Hecznarowice.
5) W. 17. 166. Chyszów- Osieczany.
6) W. 12. 63.
’) L 2. 337. nad Wiarem.
8) Fed. 1. 344. 343.
86
przy wyprowadzeniu nieznacznie chociażby z garść uchwycić gnoju
i takowy schować do kieszeni, a przywiódłszy do domu, zaraz
po wprowadzeniu do chlewa rzucić go nowonabytej chudobie pod
nogi. Ze swej strony sprzedający powinien baczną zwracać uwagę
na kupca, aby ten przy wyprowadzeniu z chlewa kupionej sztuki
nie uchwycił gnoju, bo zabrałby płód ze sobą i żywizna nie da
rzyłaby się.
W szeregu przytoczonych przykładów tłumaczenie zabiegu
rzucania nie odpowiada pierwotnemu znaczeniu. Zdawałoby się,
że ze śmieciem kojarzy się tylko pojęcie wymiatania, usuwania.
Rzucając śmieciem, lud być może wykonywa zabieg magiczny ma
jący na celu usunięcie zwierzęcia. Ale śmiecie jest cząstką skła
dową domu. Rzucając sieczką, ziemią, gnojem, a niekiedy i śmie
ciem, daje się zwierzęciu na drogę coś z miejsca, w którem się
chowało. W ten sposób ułatwia mu się przeżycie zmiany bytowa
nia. Skądinąd obawa, żeby zwierzę nie pociągnęło za sobą do
bytku pozostałego w domu, nakazuje wygarnięcie mu ziemi z racic.
Ze swej strony nabywca pokryjomu przed sprzedawcą zabiera z jego
obory odrobinę ziemi, lub gnoju i niesie ją przed żaku pionem
zwierzęciem, zapobiegając w ten sposób tęsknocie za dawnem
miejscem. Skojarzenie rzucania z życzeniem dobrej sprzedaży, jest,
jak przypuszczam, zjawiskiem najnowszem.
Po wyprowadzeniu zwierzęcia na sprzedaż zamykają oborę.
Przerywają w ten sposób związek między niemi i uniemożliwiają,
ażeby w ślad za zwierzęciem wyszedł z obory inny dobytek.
Zatrzymywanie części sprzedawanego. Wyskubywanie sierści ze
zwierzęcia, piór z ptaka, ujmowanie części nasion sprzedawanych itp.
Powszechnie lud stara się zachować w domu część z cze
goś sprzedawanego, a więc ze zwierzęcia wyprowadzonego na
jarmark wyskubują trochę sierści, z ptaka pióra, z nasion sprze
dawanych odsypują część z powrotem i t. p. Sierść z cielęcia za
zwyczaj dają krowie do zjedzenia.
W pow. ostródzkimł) mówią, że gdy kto wyprowadza
z obory sztukę bydła na sprzedaż, powinien wyrwać jej pęczek
włosów i zakopać pod żłobem. Ma to oznaczać, że pozostałe
bydło nie pójdzie w ślad za sprzedaną sztuką i nie wywiedzie sięl
l) W. 6. 779. Olsztynek. Mazury p.
87
z objpry. W pow. nowotarskiml4)*5 3wtyka się z niego trochę sierści
w szparę od podłogi, aby przychówek się trzymał. W pow. są
deckim2) twierdzą, że trzeba 3 razy wyskubać z bydlęcia sierści
i Wrzucić do stajni, albo zawiercić w progu, aby się żywizna da' rzyła. W pow. tarnowskim3) z bydlęcia, które się ma sprzedać,
urywa się trochę sierści i przykrywa ją na rogu pieca chlebowego,
potem okadza nią pozostałe bydło, aby się nie popśniło. W pow.
siedleckim 4) doradzają wszelkiej żywizny nie oddawać z rąk, póki '
się czegoś nie utnie z sierści, lub pierza.
W pow. łowickim6) i będzińskim 6) ażeby krowa nie ryczała
po odstawionem lub sprzedanem cielęciu, wyrywają mu trochę
sierści, a oblepiwszy chlebem, zadają krowie. Sposób ten jest
bardzo rozpowszechniony, a gospodynie są przekonane, że krowa
od tego robi się wesoła i na mleczności nic nie traci.
W pow. wadowickim7) gdy cielę sprzedają, to do skopca,
napełnionego wodą, rzucają trochę sierści i dają krowie pić, aby
pełny skopiec mleka dawała. W pow. bocheńskim, wielickim i my
ślenickim 8) nabywca cielęcia wyrywa z- niego pięć szczypt sierści :
pierwszą, aby krowa się dobrze chowała ; drugą, aby dużo mleka
dawała; trzecią, aby masło od niej było smaczne i ładne; czwartą
na ser; piątą wreszcie, aby się krowa polowała. Sprzedający, ode
brawszy od nabywcy te szczypty sierści, daje je, w chlebie za
krojone krowie do zjedzenia, aby nie ryczała za cielęciem.
Prócz tego w pow. wielickim9) niektórzy wyskubują z cie
lęcia sierść z ciała, z grzbietu i z pomiędzy zadnich nóg i dają
krowie zjeść ze ziemniakami. W pow. nowotarskim10) dają krowie
do zjedzenia trochę sierści z cielęcia w czemkolwiftk, aby za niem
nie ryczała. W pow. rzeszowskim11) aby krowa zapomniała cielę
cia, podają jej w chlebie trochę sierści Z jego głowy i grzbietu.
l) W. 17. 167. Poronin.
s) Z 16. 263. Zabrzeź.
3) W. 17. 167. Jawornik.
4) W. 7. 733.
5) M. 9. 236.
6) Fed. 1. 277; W. 17. 162.
’) W. 17. 167. Izdebnik.
8) Święt. 562. nad Rabą.
9) Z. 16. 262. Siepraw.
“>) M. 7. 20.
») M. 10. 135.
W tým samym celu rzucają pod krowę kijankę. W pow. dobromilskim1) utrzymują, że należy wydrzeć z cielęcia trzy razy
po odrobinie sierści i dać ją zjeść z chlebem. Kto zaniedba tak
zrobić, temu dobytek zabierze się z cielęciem. W powyższych za
biegach odzwierciedlać się zdaje wyraźnie przekonanie, że krowa,
zjadająca cząsteczkę z cielęcia (sierść jego), pochłania również
i swoją tęsknotę, która jest z niem związana. Dzięki temu zabie
gowi przestaje tęsknić i zapomina o cielęciu. Cząsteczka jakiejś
całości, a więc ,np. sierść ze zwierzęcia, pióro ptaka, zatknięta
w jakiemś miejscu, przywiązuje to zwierzę do miejsca. W pow.
brzeskim i bocheńskim2)* zakupione gęsi obsypują popiołem, aby
nie uciekały z domu, z pod skrzydeł zaś, wyrywają suchoty
(tęgie 'pióra, ha których wspierają- się skrzydła) i zatykają za
średni stragarz.
W pow. dobromilskims), gdy baba kupi kurę, obcina jej
ogon,- przylepia na piec i zalepia gliną, aby się kura trzymała
domu. W-woj. białostockiem, lud przestrzega, żeby kto kupuje
u żyda kurę na chowanie, trzymał takową sam podczas targu, bo
inaczej izraelita wyrywa nieznacznie 3 pióra z pod skrzydła sprze
danej kury i wymawia po cichu: „tobie mięso, a mnie pierze“,
wskutek czego ptak przestaje nosić jaja. W pow. ostródzkim4)
sprzedawanemu drobiowi ucina się kilka piór i zachowuje się.
Mocą tych zabiegów sprzedający zabezpiecza się prżed
zgubnym wynikiem sprzedaży, a nabywca stara się najpomyślniej
zawładnąć nabytkiem, wolnym od wszelkich uroków,
W związku z wyżej przytoczonemi zabiegami stoją podobne
zwyczaje,- stosawane przy zabijaniu zwierząt.
W pow. chełmskim5), gdy świnię zabitą na mięso oprawioną
mają płatać na sztuki wedle zwyczaju, to naprzód obcinają jej
wierzchy brodawek cyckowych, niosą je do chlewa i rzucają w podściółkę, aby się świnie wiodły i prosięta mnożyły. W pow. wa
dowickim 6) obcięte brodawki przed wrzuceniem do chlewa zawi-
1) L. 2. 337. Nad Wiarem.
2) L. 13. 325.
3) L. 2. 33P. Nad Narwią.
4) W. 6. 777. Mazury pr.
6) K. Chełmskie 2. 168.
«) L. 2. 332.
89
jają w wiecheć słomy, którym świnię przed zabiciem myto. Robią
to, aby świńskie pokolenie nie zaginęło w tym chlewie.
Podobne zabiegi co i przy sprzedawaniu zwierząt, lud obser
wuje i przy sprzedawaniu innego dobytku. W pow. ostródzkimx),
kiedy się sprzedaje dobry gatunek nasienia, albo coś w tym ro
dzaju, sprzedający, odmierzywszy kupcowi towar, bierze pełną
garść z tego i rzuca napowrót ha swoją kupę, albo do swojego
worka, ma to zabezpieczyć od tego, żeby błogosławieństwo przywiąr
zane do sprzedanego dobra nie odwróciło się od sprzedającego.
W pow. niborskim*2)* pewien mazur, sprzedając ziemniaki na na
sienie oddał je wszystkie, zostawiając wszakże trzy ziemniaki,
które zatrzymał w worku. Na zapytanie dlaczego tak postąpił
powiedział kupującemu : „Nie sadziłem jeszcze ziemniaków, tym
sposobem mogłyby przejść do pana, (to znaczy, że u niego mo
głyby chybić, kupcowi mogłyby obrodzić) gdybym był już coś
zasadził, mógłbym bez szkody wysypać wszystkie ziemniaki“.
We wszystkich tych zabiegach przejawia się obawa, ażeby
za czemś wyzbytem nie podążył pozostały dobytek, lub moc
z nim związana. Wyraz podobnej myśli odnajdujemy w pozosta
wieniu niezżętej ostatniej garści na polu, ostatniego owocu na
drzewie i t. p.
2. Zabiegi podczas sprzedaży i kupna.
Dobijanie targu: okręcanie się; odkręcanie sprzedanej i obracanie
kupionej sztuki.
Powszechnie lud lubi się targować. W pow. wołkowyskims)
utrzymują, że nie należy niczego kupować bez targu, bo się nie
będzie darzyło temu, co kupuje.
W związku z zawarciem kupna i sprzedaży występuje tak
zwane „dobijanie targu“, okręcanie, oraz niekiedy przecięcie
rąk przez świadka targu. J. St. Bystroń w notatce swojej „o okrę
caniu się obrzędowem“ 4), występując przeciwko opinji J. Pipreka,
wypowiedzianej w jego pracy : „Slawische Brautwerbungs- und
’) W. 6. 777. Dąbrówno.
2) W. 6. 774. Magdaleniec. Mazury pr.
s) Fed. 1. 330. Swisłocza.
*) L. 21. 93.
90
**»
Hochzeitsgebraüche“*) jakoby taniec obrzędowy, polegający na
trzykrotnem okręcaniu się państwa młodych po uczcie weselnej
przed udaniem się do komory, był symbolicznem przedstawieniem
copulae carnalis, dowodzi ze swej strony, że jest on „symbolem
oddania dziewictwa“, podobnie jak symbolem oddania wianka
dożynkowego jest taniec przodownicy z gospodarzem. Symbol
wprowadzony do tego tłumaczenia niczego nie wyjaśnia i niczego
nie uzasadnia. Wogóle pojęcia tego należy unikać w ludoznawstwie, jako czegoś zupełnie obcego umysłowości ludu.
W wypadkach przytoczonych, podobnie jak i innych cyto
wanych z Kolberga, dotyczących okręcania w prawie umownem okrę
canie się ma realne znaczenie samego zabiegu okręcania. W obrzę
dowości ludowej jest ono wyrazem pierwotnego myślenia./- Okrę
canie wzajemne ludzi, lub przedmiotów, wiąże je, zespala ze sobą.
Związek ten zniszczyć może tylko zabieg odwrotny: odkręcanie,
t. j. kręcenie w przeciwną stronę.
W pow. tarnowskim i rzeszowskim2) przy ugadzaniu się
o cenę bydła, sprzedający ■ z kupcem biją się w dłonie przy każ
dej nowej „ofierze“ zaproponowanej ceny kupna, czy sprzedaży.
Po zgodzie, trzasnąwszy się w dłonie i trzymając się za ręce,
okręcają się w koło nawzajem.
W woj. krakowskiems), kupujący ujmując co chwila sprze
dającego za rękę i w dłoń jego uderzając, co się przybija
niem targu zowie, kończy wreszcie handel dobiciem targu.
Wszakże niezawsze poprzestaje on na tem, ale zgodziwszy się już
o cenę i nie puszczając dłoni sprzedającego, albo skręca nim
w prawo i po trzykroć obraca go naokoło, na. znak ostatecznego
przyzwolenia, albo też trzeciemu (świadkowi kupna) każe przeciąć
swą dłonią trzymane obojga interesentów ręce.
Zwyczaje przytoczone wyżej występują nieomal na całym
obszarze Polski. Uderzanie w dłoń przy każdorazowem ofiaro
waniu nowych warunków kupna i sprzedaży — jest, jak mi się
zdaje, wyrazem dążenia do zadzierzgnięcia związku, tem mocniej
szego, im mocniej zderzają się ręce kontrahentów.
Po szeregu płonnych uderzeń, następuje ostatnie. Obie strony
uderzają jednomyślnie. Dopiero wtedy zczepiły się i zwarły dłonie.
') Stuttgart. 1914. s. 168.
2) M. 11. 136.
3) K. Krakowskie 1. 188.
91
Powstało połączenie. Ażeby je związać mocniej i utrwalić, skrę
cają ręce, okręcają się wzajemnie. Przecięcie dłonią zwartych rąk
kontrahentów przez świadka kupna ma podwójne znaczenie: ma
giczne i społeczne. Możemy przypuścić, że świadek przecinający
dwie zwarte prawice, nie niszczy związku, nie odkręca utrwalają
cego skręcenia. Przecina węzeł na pół, zostawiając w ten sposób
każdemu z nich równą część zadzierzgniętego połączenia. Sam
akt przecięcia — jest świadectwem zawartego związku.
W pow. ostródzkim1) kiedy mąż wraca z nabytą sztuką by
dła do domu, żona przynosi dzbanek wody i oblewa ją wodą od
rogów wzdłuż całego grzbietu od przodu ku tyłowi, mąż zaś jed
nocześnie oprowadza ją dokoła siebie, robi się tak trzy razy, nim
pójdzie do obory. W pow. bialskim2) nabywca obraca się z by
dlęciem trzy razy na prawo. W pow. wadowickim3) gdy chłop
kupi świnię, obraca ją około swej nogi trzy razy, zaczynając
w prawą stronę, aby mu się dobrze chowała. W pow. nowotar
skim4),* kto sprzedał krowę lub konia i odebrał za nie pieniądze,
chwyta za uzdę lub powróz przez połę od guni i obraca się ze
zwierzęciem trzykroć w lewo i dopiero je oddaje kupcowi, aby
mu się darzyło. Przeprowadza się też bydlę sprzedane raz na
około nabywcy od lewej strony ku prawej6). W pow. krośnień
skim 6) sprzedający podaje powróz przez głowę bydlęcia po trzykrotnem oprowadzeniu go wkoło, mówiąc: „żeby wam Bóg dał,
Matka Jego Najświętsza“. Wtedy kupujący spluwa trzy razy.
W pow. łowickim, oraz w woj, kieleckiem 7), aby się po kupnie na
targu, lub na jarmarku kury trzymały domu, daje się im jeść
w obrączce, zdjętej z beczki, lub cebrzyka; albo też po kupnie
obwodzi się kurę koło domu i mówi: „trzymaj się chałupy, jak
moja noga d...“ W pow. sądeckim nową kurę jak się dostanie,
to trzeba pod byle które skrzydło trzy razy dmuchnąć i koło
nogi od stołu albo łóżka trzy razy ją oprowadzić, aby nie
uciekała.
') W. 6. 778. Olsztynek. Mazury pr.
2) W. 17. 167. Hecznarowice.
c) L. 2. 224. Andrychów.
4) M. 7. 20. Czarny Dunajec.
6) W. 17. 167. Zakopane.
6) W. 17. 168. Iwonicz.
Z. 3. 25.
Przy okręcaniu, tam gdzie się wyraźniej zachowała istota
zabiegu, widzimy, że sprzedający okręca bydlę dokoła siebie
trzykrotnie w lewą stronę, a zaś nabywca w prawą stronę.
Okręcanie w lewą stronę należy do grupy zabiegów odwra
cających, odczyniających. W ten sposób właściciel jakgdyby od
kręcał, rozwiązywał związek magiczny między nim, a wyzbywaną
własnością. Okręcanie w stronę prawą jest nawiązaniem łączności,
między objektem kupna a nabywcą lub jego domem.
Podobne znaczenie ma przytoczone żywienie kury w obrączce
zdjętej z beczki.- Obrączka wiąże kurę z miejscem.
Postronek od zwierzęcia i bat.
Pewne zasady i zabiegi przy sprzedaży i kupnie dotyczą
uzdeczki lub postronka, na którym przyprowadzono zwierzę na
sprzedaż.
Postronek przywiązuje zwierzę do domu. Jeśli sprzedawca
po sprzedaniu zatrzyma go u siebie, zwierzę w dalszym ciągu
pozostanie związane z domem i nie będzie się darzyło u na
bywcy.
Związek ten możnaby było zniszczyć jedynie paląc sznur,
lub oddając go nabywcy. Ale oddając nabywcy sznur, na któ
rym zwierzę było przywiązane w domu, stwarzamy możność po
ciągnięcia za sznurem oddalającym się i domu, a więc jego do
brobytu.
Gdy sprzedający oddaje sznur nabywcy — szkodzi sobie;
gdy zabiera z powrotem — szkodzi nabywcy.
W celu zadośćuczynienia obu stronom, przyjął się powszech
nie zwyczaj, że sprzedawca zostawia stary powróz w domu, a na
sprzedaż prowadzi zwierzę na nowym, który bez szkody dla sie
bie oddaje nabywcy zwierzęcia.
W woj. kieléckiem1) w pow. bialskim2), bocheńskim, wie
lickim, myślenickim8), rzeszowskim4), zamojskim6), hrubieszow-
93
skim1), sokolskim2) i w vyoj. wileńskiem3) nie wiodą bydlęcia na
tym samym powrozie na sprzedaż, na którym stało uwiązane
w stajni, lub w oborze, lecz po największej części kręcą w tym
razie dla niej nowy, ponieważ sprzedane bydlę zawsze oddawać
należy kupującemu z postronkiem, na którym* na jarmark było
prowadzone. Czynią tak, aby nie wydać z domu szczęścia do
krów, aby szczęście nie uciekło, lub aby się bydło nie popśniło.
W pow. bocheńskim, wielickim i myślenickim4)5 również sprze
dawszy na jarmarku konia, nie'oddają go nabywcy z tą uzdzienicą, na której go prowadzono na jarmark, ale kupują dla niego
nową, żeby szczęścia z domu nie dać. W woj. wileńskiem6) na
powrozie nie powinno być żadnego węzła, boby to sprzedanemu
bydlęciu szkodziło.
Węzeł w myśleniu pierwotnem ma znaczenie zamykające, za
trzymujące. W węźle oddać można drugiemu chorobę, nieszczę
ście. Węzeł na postronku może rozdzielić moć magiczną, zwią
zaną ze zwierzęciem. Po oddaniu postronka, sprzedający może
zatrzymać sobie część mocy pozą węzłem.
Zabieg ten, przyczyniając się do zatrzymania dobrobytu
w domu sprzedającego, szkodzi zwierzęciu i dla tego nabywca
wystrzega się brać powróz z węzłami.
Z zakazem zawiązywania węzła spotykamy się przy wielu
innych zabiegach ludowych. Szeroko rozpowszechniony jest za
kaz robienia węzłów przy szyciu ubrania dla tych, co na zawsze
mają odejść — a więc dla zmarłych.
Dążenie do zniszczenia związku przedmiotu nabytego ze
sprzedawcą — wyraża się w sposobie podawania i odbierania
postronka.
W pow. nowotarskim 6) sprzedawca, oddając kupione bydło
kupcowi oddaje powróz przez odzienie, przez połę sukni, przez
cuchę, a w pow. myślenickim7) zmierzywszy powierzchnię sukni
kupującego na długość, odcina kawał powroza, równy połowie
O W. 17. 167.
2) Fed. 1. 343.
3) W. 17. 279.
4) Świąt. 562.
5) W. 17. 279.
6) W. 17. 167. Zakopane.
’) W. 17. 167. Maków.
tej długości i daje go kupującemu na to, aby bydło dobrze się
chowało. W pow. bialskim *) kto kupi konia, nie powinien gołą
ręką chwytać za uzdę, lecz przez połę guni, lub wogóle przez
ubranie. W pow. wołkowyskim2) po sprzedaniu konia właściciel
podaje sznur od uzdeczki przez połę ubrania, w ten sam sposób
odbiera go nabywca.
W pow. sieradzkim3) nie odbiera się pieniędzy gołemi rękami.
Jak widzimy z przytoczonych przykładów, obie strony podają
sobie koniec powroza przez połę ubrania. W wielu miejscowo
ściach w podobny sposób wypłacają sobie pieniądze.
Zabieg ten ma na celu unikanie bezpośredniego zetknięcia
się, które może ułatwić przejście uroku.
Przy wręczaniu sznura nie obojętna też jest i pozycja sa
mych rąk.
W pow. bocheńskim, wielickim i myślenickim4) kupiwszy
krowę na jarmarku, nabywca odbiera ją z rąk sprzedawcy, ujmu
jąc powrózek od dołu, podczas gdy sprzedawca trzyma go od
góry: inaczej krowaby nie rosła. W pow. krakowskim6) niekiedy
sprzedawca wręczając nabywcy postronek, na którym jest uwią
zane zwierzę kupione, podnosi mu rękę ku górze mówiąc : „niech
ci rośnie na szczęście“. W pow. sokolskim6) kupując konia, ażeby
się poszczęścił, to ujmując przez połę za „powady“, trzeba wziąć
wyżej, niż sprzedawca. W pow. wołkowyskim7) kupujący przyjmu
jąc konia powinien wziąć za „powady“ przy samej mordzie i wy
rzec te słowa: „Wezmę krótko, ażeby puścić prędko, jeśli mi się
nie spodoba, ażebym długo się z nim nie wodził“. Poczem należy
unieść łeb konia do góry, żeby był lekki.
Zakaz oddawania lub nawet pożyczania dotyczy batoga, któ
rym poganiało się bydlę.
Bat spełnia czynność popędzania, rozpędzania i wyganiania
bydła, przynależnego do danego obejścia.
') M. 7. 29. Łodygowice.
2) Fed. 1. 351. Świsłocza.
3) L. 4. 420.
4) Świąt. 562. nad Rabą.
5) K. Krakowskie 3. 135.
6) Fed. 1. 352.
’) Fed. 1. 351—2. Mścibów.
95
Badając przesądy związane z batem, odnosi się wrażenie, że
jeśli bat taki dostanie się do rąk człowieka obcego, wraz z nim
posiądzie on jego czynność, a więc moc rozpędzania, wyganiania
z domu bydła, przynależnego do właściciela tego bata.
W pow. rzeszowskimł) dowodzą, że kija, lub batoga, któ
rym poganiało się bydło na jarmark, po sprzedaniu oddawać na
bywcy nie należy, gdyż przeszłoby do niego całe 'szczęście. Na
leży go przynieść do domu, lub rzucić gdzie na polu.. W woj.
kieleckiem*2) ktokolwiek się na jarmark, lub targ udaje z bydłem,
lub z końmi, nie powinien w drodze nikomu, nawet najżyczliw
szemu przyjacielowi laski swej, lub bata udzielić, boby stracił
szczęście do sprzedaży.
Wróżby na szczęście.
Po załatwieniu transakcji handlowej i podaniu nabywcy po
stronka od zwierzęcia, następują wróżby na szczęście.
W pow. kieleckim3) sprzedający konie, lub bydło, po ode
braniu należytości umówionej za tę sprzedaż od kupującego, ci
ska kilka groszy za nogami sprzedanego zwierzęcia i te następnie
kupujący zbiera i daje jako jałmużnę ubogiemu, w tym celu, aby
nowonabyte zwierzę chowało się dobrze.
W pow. bialskim4)* podczas litkupu kupujący i sprzedający
dają po dwa do trzech centów do czapki lub kapelusza i wyrzu
cają je trzy razy na stół, uważając, aby przynajmniej raz orłem
padły do góry. Gdy oba centy, z dwu rzucanych, jednakowo
padną np. oba orłami do góry, kupiec zabiera oba. Gdy pie
niądze nie padną jednakowo, sprzedający i kupujący biorą po cen
cie 6). W pow. myślenickim 6) po ubitej ugodzie sprzedający wy
rzuca z kapelusza szczęście, t. j. 2 do 4 cent., które sprzeda
jący i kupujący biorą do połowy. Sprzedający daje, je ubogiemu,
a kupujący chowa je sobie, aby mu się bydło dobrze chowało.
*) M. 10. 135,
s) Z. 3. 28.
s) W. 2. 779.
4) W. 17. 168. Hecznarowice.
■') W. 17. 168. Poręba Wielka.
6) W. 17. 168. Osieczany.
W pow. nowotarskim4) po oddaniu bydła, rzuca nabywca
dwa centy sprzedającemu do kapelusza, ten zaś odwracając go,
rzuca centy na ziemię i równocześnie nim przykrywa. Jeżeli oba
centy padną orzełkiem do góry, jest to znak szczęścia. Te dwa
centy dają żebrakowi, nie mieszając ich z innemi pieniądzmi.
W pow. brzeskim2) pieniądze rzucone w górę na wróżbę
nazywają wy rzutką.
W pow. tarnowskim i rzeszowskim3) po wyliczeniu pienię
dzy, wyrzuca sprzedający nabywcy w górę jakiś pieniądz. Jeżeli
pieniądz na ziemię spadnie prawą stroną, dobra — jeżeli lewą,
da to dla kupca wróżba. W pow. tarnowskim 4) kupujący bierze
te pieniądze wyrzucane i kupuje za nie bułkę, lub coś innego do
jedzenia i je to chciwie, aby kupione bydło dobrze jadło. W pow.
rzeszowskim6), gdy się kupi od kogo jakie zwierzę domowe do
chowu, należy zażądać od dawnego właściciela kilku centów na
szczęście. Szczęście to należy zaraz przejeść, a zwierzę będzie
się darzyło.
W pow. krośnieńskim0) kupujący wyrzuca monetę kilkocentową na szczęście, przyczem uważa, ażeby orzeł nie był na wierz
chu. W tym wypadku rzucanie powtarza się do góry, dopóki mo
neta nie padnie napisem do góry.
Rzucanie pieniędzy jest typową wróżbą przy zapoczątkowa
niu nowej drogi. Zakupione zwierzę wkracza na nową drogę.
Droga ta od pierwszej chwili jest zła lub dobra. Przypuszczam,
że uzależniając jakiś zabieg wróżebny od wartości tej drogi, to
jest od tej złej lub dobrej mocy, kierującej bydlęciem na tej dro
dze, wynik jego czynimy dokładnym wyrazem tej wartości. Wróżba
przejawia wartość mocy tajemnej. Jaka strona monety oznacza
moc dobrą lub złą, jest wyrazem uprzedniej dobrowolnej umowy.
Pieniądze użyte do wróżby zostały związane z tą mocą. Za
chowuje je kupujący, lub dzieli się ze sprzedawcą. Niekiedy od
dają je ubogiemu, wymieniając w ten sposób na błogosławieństwo.
') W. 17. 168. Zakopane.
2) M. 11. 64.
s) M. 11. 136.
ł) W. 17. 168. Chyszów. Łętownia.
. 6) M. 10. 135.
6) W. 17. 168. Iwonicz.
97
Czasami nabywca kupuje za nie bułkę i zjada ją chciwie na
pomyślność zwierzęcia. Jest to, jak sądzę, magiczne odżywianie,
które przez pieniądz wróżebny zostaje związane z drogą naby
tego zwierzęcia.
Często bardzo o tem, czy targowana sztuka będzie się da“ rzyła, czy nie, lud wnioskuje z zachowania się samego zwierzęcia
podczas targu.
W pow. wołkowyskim4) kiedy na kiermaszu koń lub bydlę
przy dobijaniu targu zacznie moczyć, kupujący natychmiast powi
nien zerwać targ, bo się nie poręczy; a przeciwnie, dobrą jest oznaką
i ze wszech miar zachęcającą kupca, gdy się wówczas targowana
sztuka wypróżni.
Litkup.
Ostatnim aktem transakcji handlowej bywa poczęstunek, za
zwyczaj opłacany przez1 sprzedawcę. W zachodniej części Polski
nosi on nazwę litkup, we wschodniej mag(a)ricz, mohorycz, barisza). Litkup pochodzi z niemieckiego: Leitkauf, Litkouf. Poczęstunek ten w dokumentach łacińskich
wspomina się pod nazwą mercipotus.
Litkup wypity był prawnym dowodem dokonanego kupna
i dlatego to wieśniak polski po wypiciu litkupu, choćby się czuł
najwięcej pokrzywdzony, nie cofa nigdy słowa.
Stręczyciele i świadkowie kupna zwali się iv prawie miejskiem litkupnikami i za pomoc w doprowadzeniu kupna byli
wynagradzani. W razie gdy się okaząło, że rzecz kupiona pocho
dziła z kradzieży, nabywca jej musiał się wywieść litkupnikamis).
W pow. kwidzyńskim4) litkup opłaca sprzedający. W pow.
ostródzkim i szczycieńskimB) litkupem nazywają nietylko poczę
stunek, który kupujący otrzymuje od kupca, niby j. przyjaźni* 2 * 4 5
') Fed. 1. 344.
2) Sł. gw. p.
s) Litkup wskazany już jest w prawie pomorskiem około połowy XIV stu
lecia. Laband, Jura Brutenorum 1866. s. 12.; W. 6. 779. Litkup w prawie polskiem średniowiecznem. patrz: Przegląd historyczny V. s. 377—383. Litkup (w do- .
datku o przysiędze) Studjum z prawa polskiego. Lwów 1906. s. 68. Rec. M. Han
delsmann. Książka 1906. s. 269—270. Porównaj o litkupie Haupta Zeitschrift für
deutsches Alterthum. t. VI. s. 269.
4) W. 3. 745. Mazury pr.
5) W. 3. 88.
Lud. T. XXIII.
7
w formie kieliszka gorzałki, ale też i darowane przy okazji cy
garo; kawałek mydła i t. p. W pow. ostródzkim1) po wypiciu
litkupu wylewa się resztę przez głowę poza siebie, żeby się ku
pującemu nabyta sztuka darzyła.
Wylewanie poza siebie ma na celu skierowanie życzenia
w kierunku sprzedanego zwierzęcia, które magicznie rzecz ujmu
jąc, sprzedawca pozostawił poza.sobą. W pow. kieleckim2) za
równo kupujący, jak sprzedający jakąś rzecz, gdy targ ubity zo
stał, dáje do połowy litkup, składający się z kilkunastu groszy.
Za tę kwotę kupują wódki, piwa i tym trunkiem częstują obec
nych przy kupnie lub sprzedaży.
W pow. myślenickim i tarnowskims) sprawiają litkup,
t. j. sprzedający winien częstować kupującego. Jednakże sprze
dający wymawia sobie najczęściej, że nie będzie płacił lit
kupu. Na litkupie wręcza - kupiec pieniądze i wymawia sobie zwy
kle, że gdyby w przeciągu jednego tygodnia lub dwu, czasem
miesiąca, kupione bydlę zachorowało, nie chciało się paść, lub
zgoła jakąkolwiek ukrytą wadę miało, o której przy sprzedaży
nie było mowy, zwróci za cenę kupna.
Prócz, wyżej wymienionych powiatów, wzmianki o litkupie
rozsiane w dostępnej mi literaturze, dotyczą : woj. poznańskiego4),
pow. sieradzkiego6), woj. krakowskiego6), pow. sądeckiego7), pow.
brzeskiego8) i pow. sandomierskiego9).
Poczęstunek na potwierdzenie dokonanego kupna, o ile mi
wiadomo, nie ma u nas odrębnej polskiej nazwy. Nie znaczy to
jednak, aby ten prastary obÿczaj był zarówno jak i nazwa pocho-.
dzenia obcego. Obyczaj podobny, bez nazwy specjalnej istnieje
w. obrzędach weselnych. Dziewosłęby, idąc do rodziców panny,
niosą z sobą flaszę z gorzałką. Przyjęcie poczęstunku oznacza
') W. 6. 779.
») W. 2. 779.
3) W. 17. 168. Łętownia, Chyszów.
4) K. Poznańskie 3. 178.
■>) L. 4. 420,
6) K. Krakowskie 3. 188.
,
’) W. 7. 300.
8) M. 11. 64.
9) K. Sandomierskie. 42.
99
zgodę rodziców na związek, potwierdzenie zawarcia pierwszych
umów przedweselnych1).*
Wspólne wypicie napoju w imię jakiegoś postanowienia
u wszystkich ludów pierwotnych oznacza wzajemne zobowiązanie
się. Moc magiczna takiego obrzędu polega, jak przypuszczam, na
.wypiciu przez obie strony zawierające jakiś związek części tego
samego napoju.
Inkluz.
Przy kupnie i sprzedaży niemałą rolę odgrywać mogą ta
jemnicze własności niektórych pieniędzy. Powodują one oman
sprzedającego, oraz czarodziejskie zniknięcie pieniędzy. Na wy
różnienie zasługuje inkluz, pieniądz zaczarowany, djabelski,
który ma ściągać ku sobie inne pieniądze.
Wiara w inkluza jest bardzo rozpowszechniona w woj. poz„ nańskiem*). W pow. będzińskim3) mówią, że inkluzy są to zacza
rowane sztuki monety, które wydane za towar, same do pierwot
nego właściciela powracają. Człowiek jednakże nie powinien się
długo taką monetą posługiwać, bo to śmierć przyśpiesza, a naj
dłużej po trzech latach, pokropiwszy wodą święconą, puścić
w świat, to się już więcej nie powróci.
Powiadają, że inkluzy pierwszemu i drugiemu właścicielowi
służą dobrze, trzeciego zaś, po pewnym przeciągu czasu zwykle
duszą lub o nagłą śmierć przyprawiają. W pow. bocheńskim, wie
lickim i myślenickim wierzą, że inkluz stokrotnie wydawany, zaw
sze wraca do kieszeni właściciela. Schowany do pugilaresu,, w któ
rym śą inne pieniądze, zaraża je sobą, a uciekając, przynosi je
zarazem jako nowy nabytek do kieszeni swego piastuna. Nie
każdy jednak inkluz ma mieć władzę uprowadzania za sobą in
nych pieniędzy z nim pomieszanych.
Podobne wierzenia rozpowszechnione są w pow. sądeckim
i ropczyckim4).* W pow. przemyskim6) powiadają, że inkluz jest
to pieniądz srebrny lub papierowy, w którym jest ukryty djabeł.
Włożony do woreczka, zabiera takież pieniądze jak sam t. j. srebrny
') Pruski. Obchody weselne s. 71.
s) K. Poznańskie 6. 150.
3) Fed. 1. 303. Żarki.
4) Z. 14. 134.
6) Z. 13. 77.
7*
B
Iv
çfA.
Ï.
h
í;
1V
i
r
Ý'
’
*'
"
'
'
'•
‘‘
••‘
^ M; ■
"
P‘■■
100
zabiera wszystkie srebrne i z niemi ucieka, a wszelkie inne po
zostawia. W pow. kołomyjskim i) wierzą, że gdy posiadacz inkluza
zapłaci nim za coś lub tylko zmieni go u kogo, to od tego ucie
kną wszystkie pieniądze do właściciela inkluza. W pow. sokalskim *) jeżeli żyd oszuka na targu babę lub chłopa t. j. nie da mu
całej umówionej zapłaty, wtedy powiadają, że żyd ma inkluza.
W pow. łukowskim8) inkluza nazywają angluzem. Lud zna
i niekiedy stosuje sposoby wykrycia lub zatrzymania inkluza.
W pow. bocheńskim, wielickim i myślenickim4) utrzymują,
że przeżegnanie inkluza, lub pokropienie go święconą wodą ma
sprawiać, że natychmiast ucieka z garści, przez co jego właści
ciela można pociągnąć do odpowiedzialności i wymusić na nim
zapłacenie prawdziwych pieniędzy. Naplucie zaś na inkluza w gar
ści lub zakrojenie go w chlebie, utrzymuje go w posiadaniu na
bywcy, jednakże tak długo, dopóki go tenże nie wyda w inne
ręce. Z trzech rąk dopiero wraca inkluz do dawnego swego po
siadacza.
Inkluza można wytworzyć. Należy tylko w tym celu wyko
nać pewne zabiegi tajemne.
W pow. ropczyckim5) kto chce mieć inkluza, któryby na
zawołanie był na jego usługi, musi przez dziewięć dni nosić kurze
jaje pod pachą, z tęgo jaja wylęgnie się inkluz. W pow. bocheń
skim, wielickim i myślenickim6) wierzą, że gdy się włoży jakiś
pieniądz w koniec buta z lewej nogi pod średni palec i ten but
nosi się ustawicznie, nie zdejmując go wcale ani na noc przez
dni dziewięć, ciągle zaś myśli się o inkluzie, a pacierza przez ten
czas ani razu się nie mówi, ani też nie myje, to ten pieniądz po upły
wie tego czasu staje się inkluzem.
W mniemaniu ludu krakowskiego7) inkluz najczęściej trzyma
się żydów, ale może go nabyć i katolik, gdyż zawsze jest do
sprzedania w Krakowie, na Kazimierzu, tylko że trudno się o nim
dowiedzieć, a zwłaszcza trzeba się zawczasu w odpowiedni spo') L. 13. 113. Peczeniżyn.
!) Sok. 259.
8) Was. 94. Jagodne.
4) Świąt. ,491. nad Rabą.
■r) Z. 14. i 34.
6) Świąt. 491. nad Rabą.
■) W. 1. 100.
í
101
sób przygotować. Mianowicie, trzeba przez siedm lat nie obcinać
paznokci, nie myć się, nie mówić pacierza i do kościoła nie cho- >
dzić, a wtedy przyjdzie żyd jakiś i powie, gdzie go znaleźć i gdzie
pójść po niego. Posiadacz takiego inkluza nie budzi żadnego po
dejrzenia, nie uchodzi za oszusta, ani za złodzieja, tylko za człowieka
mądrego, jednakże troszeczkę zaprzedanego djabłu.
Inkluza można nabyć także przez kradzież. Skradziony inkluz nie wraca już więcej do właściciela, lecz służy nadal jego
złodziejowi1).
Nazwa inki u z pochodzi z łacińskiego indu sus, co zna
czy zamknięty, osadzony. Tem mianem nazwano domniemanego
ducha zamkniętego w jakimś przedmiocie, lub narzędziu, monecie
lub orzechu podwójnym i przynoszącego pomoc ludziom wtajem
niczonym.
,
O ile rzeczą jest pewną, że sama nazwa przeszła do ludu
od warstw wyższych, istota wierzenia jest starsza. W myśleniu
pierwotnem ludu, inkluz, pieniądz, który wyciąga za sobą inne,
podobne sobie, nie jest zjawiskiem odosobnionem. Podobne dzia
łanie, związane z jnnemi przedmiotami, przejawia się w wielu wie
rzeniach ludowych. Za cząstką czegoś może podążyć całość.
A więc za sprzedanem jednorazowo mlekiem może podążyć cała
wydajność mleka.
Coś co się wyciąga, pociąga, może pociągnąć, wyciągnąć
za sobą rzeczy inne. Pożyczony, lub sprzedany postronek, nici,
pociągają za sobą dobrobyt z domu i t. p.
Możemy z całą pewnością powiedzieć, że jeśli wiele wyo
brażeń o inkluzie ukształtowało się pod wpływem obcym, to zna
lazły one szerokie zastosowanie u ludu dzięki temu, że były wy
razem i jego własnego myślenia.
Zal za sprzedanem.
Powszechna jest u ludu wiara, że żal za sprzedaną rzeczą,
lub zwierzęciem ' jest powodem, że się one nie darzą u nabywcy.
Lud wystrzega się przejawiać swój żal z powodu takiego rozstania
tem bardziej, im przywiązanie to było większe.
Nadmierny żal sprawia cierpienie umiłowanemu zwierzęciu.
Odczuwa je ono i odwzajemniając się, marnieje z tęsknoty.
‘) Święt. 493.
102
Dla tego też przed wyprowadzeniem na sprzedaż żegnają
się z niem szczerze i serdecznie, ale ądy już zostaje sprzedane,
starają się nie żałować go i wspominać tylko dobrze a życzliwie.
W pow. ostródzkim ') jeżeli sprzedawca żałuje później sprze
danej sztuki bydła, nie hoduje się ona u nabywcy. W pow. san
domierskim 8), bocheńskim, wielickim i myślenickim 8) utrzymują,
że sprzedając krowę, nie należy jej żałować, boby bardzo ryczała
i mleko straciła. W pow. nowotarskim*4)*2twierdzą,
3
że wogóle na
bywcy nie wiodłoby się. W pow. ropczyckim6) dodają, że nawet
uschłaby. W pow. krośnieńskim 6) z płaczem żegnają się z bydlę
ciem sprzedanem, błogosławią je, przemawiają do niego, pocie
szają, gdy ryczy. W pow. sanockim7)8 nabywcy uważają też na
to przy kupnie krowy, aby sprzedający nie okazywali za nią żalu.
W pow. chełmskim8) żal za sprzedaną krową sprawia, że ona
u nabywcy ciągle ryczy" i traci mleko. W woj. wileńskiem9) mó
wią, że-sprzedając lub darowując komu cokolwiek, nie trzeba tej
rzeczy żałować, bo się zmarnuje.
Kiedy zwierzę zostało sprzedane i nabywca objął je w swoje
posiadanie, nie należy już nawiązywać z niem żadnej łączności.
W pow. bialskim10) jeżeli ktoś sprzedając bydlę, już po
odebraniu zapłaty jeszcze je pogłaska, to się takowe z pewnością
dobrze chować nie będzie u nowego właściciela. W wielu okoli
cach Polski lud bacznie zwraca na to uwagę i drogą specjalnych
zabiegów magicznych stara się uwolnić od nowego uroku. W pow.
nowotarskim u) sprzedanego bydlęcia nie odprowadza się za obej
ście, uważając to za niedobre — jak gdyby się cały statek
wygnało.
') W. 6. 778. Dąbrówno. Mazury pr.
2) W. 17. 166.
3) Świąt. 561. nad Rabą.
4) W. 17. 166. Zakopane.
*) W. 17. 166.
«) W. 17. 166. Iwonicz.
’) L. 8. 363. Wisłok.
8) K. Chełmskie 2. 170.
») W. 17. 271.
'») M. 7. 25.
») W. 17. 166. Zakopane.
103
3. Zabiegi po kupnie.
Z chwilą, gdy nabywca rozstał się ze sprzedawcą i objął
w posiadanie sztukę nabytą, czuje się zmuszony wykonać cały
szereg nowych zabiegów magicznych. Ich zadaniem będzie • 1) usunięcie uroków, jakie mogą pochodzić od sprzedawcy, lub innych
ludzi spotkanych w drodze powrotnej z jarmarku; 2) ochrona
zwierzęcia przed urokiem sąsiadów ; 3) skupiènie mocy dodatnich,
ażeby się bydlę darzyło w nowem obejściu; 4) wytworzenie do
brego współżycia z dawnym dobytkiem.
Oblewanie wodą.
f
.
j
W wielu miejscowościach nowonabyte zwierzę przed wpro
wadzeniem do chlewa oblewają wodą.
W pow. bialskim *) przyprowadziwszy kupione bydlę do domu,
zaraz oblewają je wodą, aby się dobrze chowało. Przeważnie
oblewają głowę. Gdy się otrzęsie i wodę strzępię, znak to dobry,
że się będzie darzyło.
W pow. chrzanowskim*2)* kupioną krowę przy wprowadzeniu
do stajni żegnają i wodą ze skopca oblewają. W pow. olku
skim8), gdy się kupi krowę i wpędza do chlewa, to chcąc aby
się nadała, trzeba postąpić w następujący sposób: nabrawszy
wody w skopiec od mleka, wejść z nią na dach, i lejąc do trze
ciego razu na strzechę chwytać prędko w podstawiony skopiec.
Czwarty raz należy wylać tę wodę na krowę. W pow. wielickim,
bocheńskim i myślenickim;4),5 kupiwszy bydlę na jarmarku lub świ
nię i przyprowadziwszy je do domu „zakrapiają“ mu oczy z garnka
lub skopca, albo też zlewają je pomyjami, żeby go nikt z ogląda
jących nie urzekł. W pow. nowotarskim 6) po przyprowadzeniu kro
pią wodą święconą, zwłaszcza gdy dużo ludzi szło i patrzało, aby
nie padł na nie urok. W pow. brzeskim «) jeżeli się kupiło krowę,
winna gospodyni, po przyprowadzeniu bydlęcia do domu, polać je
z tyłu wodą, a następnie otrzeć z czoła zapaską, przyczem należy splu
') W. ,117. 169. Hecznarowice,
2) W. 17. 169. Krzeszowice.
«) Z. 11. 179.
'4) Świąt. 561. nad Rabą.
5) W. 17. 169. Zakopane.
6) M. 11. 64. Radłów.
4 04
nąć do trzeciego razu. W pow. tarnowskim *) przy wyprowadze
niu na sprzedaż kropią bydło wodą święconą. Gdy przechodzą
z bydlęciem przez pierwszą płynącą wodę, zakrapiają mu oczy,
aby zabezpieczyć od uroku. W pow. tarnowskim i rzeszowskim*2)
wprowadzają kupione bydlę do stajni, oblewa mu się wodą głowę
między oczyma „do trzeciego razu“. Jeżeli bydlę się otrząśnie,
będzie się z niem szczęścić, w razie przeciwnym, zwłaszcza jeżeli
bydlę smutno wchodzi do stajni, nie będzie darzyć się nowemu
gospodarzowi. W pow. krośnieńskim3) przed stajnią lub oborą
służący oblewa zwierzęciu do trzech razy głowę, a gospodarz
spluwa 3 fazy, mówiąc: „na psa uroki“. Poczem wprowadzając
osobiście bydlę sam gospodarz daje mu pierwszą strawę. W pow.
sanockim4)* aby kupiona Świnia dobrze rosła i pasła się, zlewają
ją wodą przed zapędzeniem do chlewa. W pow. dobromilskim6),
kto kupi krowę na jarmarku, wylewa na nią pełną putnię wody,
aby „gadzina“ dużo mleka dawała. W pow. wołkowyskim6), aby
inwentarz świeżo nabyty chował się dobrze, to zaraz na samym
wstępie, wprowadzając do obórki, oblewają go wodą. W pow. Sło
nimskim7) gospodarz, przed wprowadzeniem nowonabytej sztuki
do swego budynku, wziąwszy wiadro wody, powinien trzykroć
obejść dokoła chudoby, i za trzecim razem zaszedłszy z tyłu, wy
lać na grzbiet wszystką wodę. Lud mniema, iż jest to jeden z naj
lepszych środków, od złych następstw, które zazwyczaj sprowadza
żal poprzedniego właściciela po sprzedanym dobytku.
W przytoczonych wypadkach oblewanie wodą spełnia po
dwójne zadanie. Wynikają one z istotnych własności wody. Woda
spływająca zmywa i unosi i dlatego stosuje się ją dla usuwania
uroków. Woda wzmaga rozwój roślinności i pomnaża jej wydaj
ność, i dla tego w zabiegach magicznych oblewanie wodą sto
suje się w celu pomnożenia dobrobytu. Poświęcenie wody po
tęguje te jej własności.
') W. 17. 166. Jawornik.
2) M. 11. 136; W. 17. 169.
8) W. 17. 169. Iwonicz.
4) L. 8. 363. Wisłok.
■•) L. 2. 338.
6) Fed. 1. 344. od Zelwy.
’) Fed. 1. 344. '
1C5
Trącanie o piec.
pow. wielickim x) kupiohem prosięciem o piec trącają,
żeby się nadal dobrze chowało. W pow. żywieckim *2)3 wybierając
się na jarmark z bydlęciem chwytają się pieca, mówiąc: „w Imię
Ojca i Syna i Ducha św. amen“. To ma zapewnić szczęście przy
sprzedaży.
W pierwszym wypadku chodzi, jak przypuszczam, o związa
nie nabytku z domem. W drugim, gospodarz, dotykając pieca
przed wyruszeniem na jarmark, wznawia i wzmacnia związek swój
z ogniskiem, będącem ośrodkiem życia domowego. Czy też za
bieg ten nié sprawia, że moc magiczna domu, oczyszczona zna
kiem krzyża świętego, kieruje się przez gospodarza ku domowi,
a nie odwrotnie ? Uniemożliwia to wyjście w ślad za sztuką sprze
daną innego dobytku, pozostałego w domu.
W pow. dobromilskim s) kto kupi świnię, ociera ją o piec,
aby była jak piec tłusta. Przypuszczam, że przytoczony cel tego
zabiegu, jest tłumaczeniem nowszem. W pow. łukowskim4)* chcąc
kurę oswoić, tak, żeby nie uciekała do dawnego właściciela, trzeba
ją złapać i pazurami poskrobać trzy razy po kominie.
Inne zabiegi przed wprowadzeniem do obory.
W pow. bialskimB) jeżeli się krowę kupiło na jarmarku i chce
się ją ochronić od czarów, należy ją pierwej, nim do własnej
stajni, wprowadzić do szopy jakiego znajomego. Tutaj, gdy wcho
dzi do szopy, trzeba jej uciąć na progu kawałek ogona i tą samą
siekierą rozciąć jej na rogach powróz, z którym się ją kupiło;
potem pali się ten powróz wraz z owym kawałkiem ogona i do
piero wtenczas odprowadza się krowę do domu, a ta chociażby
była kupiona od czarownicy, będzie się dobrze chowała. W pow.
janowskim6) jeżeli kura kupiona ucieka z powrotem na dawne
miejsce, trzeba jej upalić kawałek ogona, a przestanie uciekać.'
Przez zakupione zwierzę powstaje związek między jej daw>) Z. 16. 262.
2) M. 7. 20.
3) L. 2. 337.
4) Was. 93. Jagodne.
6) M. 7. 25. Łodygowice.
6) W. 16. 622. Studzianki.
b
106
nym właścicielem a nabywcą. Przypuszczam, że przypalając sznur
i ogon nabywca spala to magiczne połączenie, a krową, zamk
niętą między dwoma ogniami Oczyszcza od uroku.
Akt wprowadzenia nowonabytego zwierzęcia do obejścia,
momént wkroczenia jego do chlewa, lub obory, zapoczątkowują
nowe jego życie. Wszystkie zabiegi stosowane przez nabywcę do
tej chwili zmierzały głównie do przerwania, zniszczenia łączności
z poprzednim właścicielem. Teraz zwierzę oczyszczone i zabezpie
czone od uroków powinno zapoczątkować nowe życie w warun
kach najpomyślniejszych.
,
Lud wierzy, że od pierwszego kroku, od pierwszego jadła
i t. p. uzależnione jest darzenie się jego na nowem miejscu. Dla
tego też powszechnie bacznie zwracają uwagę na zachowanie się
zwierzęcia w tej chwili i wszystkiemi znanemi środkami potęgują
pomyślne działanie mocy tajemnej, kierując ją na drogi upragnio
nego losu.
W pow bialskim1) przed wprowadzeniem do stajni nowozakupionego konia trzeba go uwiązać w sadzie u jakiego uro
dzajnego drzewa i tam mu dać jeść, aby się dobrze chował. Je
żeli przy domu nie ma sadu, w takim razie powinna mu sama
gospodyni podać jeść na poduszce, aby zawsze był tak tłusty,
jak poduszka. W woj. krakowskiem2)3 gdy się na targu lub jar
marku kupi świnię, kurę, gęś lub cokolwiek żyjącego na wycho
wanie do domu, wówczas, ażeby stworzenie to z domu nie uciekło,
trzeba kawałek placka domowego wziąć do ust i pogryziony do
brze, wyrzucić potem ów placek z ust na ziemię, tak, aby zwierzę
przyprowadzone chciwie go zaraz zjadło, a można być pewnym,
że z domu uciekać już ,nie będzie. W pow. ropczyckim8) gdy
bydlę pierwszy raz wprowadzają do domu, trzeba czemprędzejpocząć coś jeść, aby bydło brało się chciwie do jedzenia w tym
nowym domu.
W pojęciach ludu strona prawa jest dobra, strona lewa zła.
W pow. bialskim4) wprowadzając kupionego konia po ráz
pierwszy do stajni, uważają* czy najpierw próg przekroczy prawą,
') M. 7. 29. Łodygowice.
2) K. Krakowskie 3. 135.'
3) W. 17. 169.
4) M. 7. 29. Łodygowice.
107
czy lewą nogą, wróżąc z tego, czy się będzie dobrze, czy źle
chował. Przyczem w niektórych miejscowościach starają się, aby
bydlę weszło prawą nogą przez próg obejścia lub do stajni1).
W pow. ropczyckim2) gdy bydlę pierwszy raz wprowadzają do
domu, wszyscy domownicy powinni się na bok usunąć, aby bydlę
•weszło pierwsze.
W pow. ostródzkim3) nowonabyte bydlę powinno przejść do
obory przez stal, co zabezpiecza od czarów.
Ostatni akt oczyszczenia od uroków. Stal w tym wypadku,
jak przypuszczam przejmuje własności tnących narzędzi stalowych,
żelaznych i t. p., o których izolacyjnych własnościach wspomina
liśmy na początku tej pracy.
W pow. nowotarskim4)* jeżeli kto kupi konia, bije go zaraz
czapką, lub kapeluszem po głowie, aby nigdy nie był bez konia,
tak, jak bez czapki.
Możnaby przypuścić, że zabiegiem tym nabywca wytwarza
związek między koniem a swoją czapką. Ponieważ z czapką nie
rozstaje się nigdy, nie rozstanie się i ze związanym ż nią magicz
nie koniem. Zabiegi podobne lud stosuje nietylko po zakupieniu
bydła.
W pow. wadowickim6) gdy kto kupi nowe ubranie powinien
zaraz włożyć do kieszeni tegoż choćby kilka centów, aby się tego
ubrania „pieniądze trzymały“.
Powszechnie lud polski po nabyciu lub wogóle objęciu cze
goś w posiadanie, stara się moment ten związać z takiemi czyn
nościami, które, będąc wyrazem dobrobytu, wpłyną dodatnio na
pomyślność nowego przedsięwzięcia.
Obawa przed urokiem sąsiada.
Nowonabyte zwierzę jest bardzo podatne na uroki i upo
dabnia się tem do noworodka.
Spojrzenie sąsiada, zazdrosna pochwała, lub nieopatrzne do
tknięcie sprowadzić nań może urok szkodliwy dla jego zdrowia.
») W. 17. 169.
2) W. 17. 169..
3) W. 6. 778. Olsztynek. Mazury pr.
4) M. 7. 29. Czarny Dunajec.
°) L. 2. 222. Andrychów.
*
*
Dlatego człowiek mający złe oczy, gdy nie. chce komuś zrobić
' szkody, patrzy na swoje paznokcie, zanim spojrzy na cudzą wła
sność.
W pow. brzeskim i bocheńskim1) gospodarz, kupując prosię,
krowę lub „belejaką gadzinę“ nie chce pokazać jej sąsiadowi, bo
przez to mógłby mu ją „uziunąć“ i nić darzyłoby mu się z wio
sną, A jeżeli jiiż pokáze, to dla odwrócenia nieszczęścia popluwają „tfy, tfy, tfy“ i ocierają nadołkiem (dolna część koszuli ko
biecej), lub spodniami zwierzę, a niezawodnie z wiosną darzyć się
• ono będzie. W pow. brzeskim2) każdy z sąsiadów przychodzących
oglądać nowokupione bydlę, ma wprzód, zanim zapyta o cenę,
ilość lat, i t. p. powiedzieć: „na psa urok“. Gdy to powie, nie
rzuci na bydlę uroków. W pow. sądeckim baczą na to, żeby nowonabytej żywiżnie, żaden obcy nie cisnął czego do zjedzenia.
Wierzą bowiem, że może to spowodować nieszczęście, przynieść
uroki.
Nowonabyte bydlę w oborze.
Zdarza się czasami, że nowonabyte zwierzę mimo stosowa
nych zabiegów nie darzy się w oborze, nie może się zżyć z dawnem bydłem, uroczy je, lub wreszcie samo ulega złym wpływom
dotychczasowych mieszkańców obory.
W pow. ostródzkim3) jeżeli nowonabyte bydlę nie może się
przyzwyczaić do obory natenczas obmywa mu się w naczyniu nogi
i użytą do tego wodę wylewa się do obory. Zabieg ten lud uważa
za bardzo skuteczny. Możemy go sobie wytłumaczyć w ten spo
sób : cząsteczki zwierzęcia przenikają do wody. Woda zostaje
związana magicznie ze zwierzęciem. Przez tę wodę, wylaną w obo
rze, zostaje zwierzę związane z oborą.
W pow. chełmskim4) mówią, że gdy nowe bydło spędzi się
do obory, w której już stoi dawne, miejscowe, to może ono wyzdychać, bo krew na krew naszła.
W pow. myślenickim5) aby bydło kupione nie bodło się
z dawnem, wprowadzając je do stajni, rzucają za niem trzy razy
>) L. 13. 325.
ž) M. 11. 64.
3) W. 6. 778. Dąbrówno.
4) K. Chełmskie. 2. 166.
s) W. 17. 169. Osieczany.
109
gliną, z kretowiska. W po\ÿ. bialskim1) jeżeli krowa ryczy z tęsk
noty za dawnem miejscem i nie chce się paść, to ją trzeba oka
dzić dętem zielem, łato w i cą i czerwoną I e 1 i j ą. W pow.
będzińskim2), jeżeli nabyte zwierzę ryczy, żreć nie chce, lub zdra
dza niepokój, wówczas należy nowonabywcy natychmiast udać się
z prośbą do poprzedniego właściciela, aby pieniądze, które za ten
dobytek otrzymał, wyjął z ukrycia i na pewien czas położył w miej
scu wolnem, nie przyciskając ich jakim obcym przedmiotem.
Przypuszczam, że w zabiegu tym przejawia się wiara w zwią
zek, jaki powstaje między zwierzęciem sprzedanem, a otrzymanemi
za niego pieniądzmi. Pieniądze te w rękach sprzedawcy mają mieć
tę samą wartość, co zwierzę wyzbyte. Jeśli się je chowając przy
ciśnie nadmiernie, ucisk ten odczuwać będzie zwierzę. Dla tego
też w wypadku przytoczonym, udają się do poprzedniego właści
ciela z prośbą o wydobycie pieniędzy z ukrycia.
Podobna myśl wyraża się w następującem powszechnem wie
rzeniu: gdy rzeźnik kupuje bydlę, a nie daje tyle, co warto, by
dlę schudnie3).
Otrzymana suma — to wartość zwierzęcia sprzedanego. Je
śli zamiana nastąpiła błędnie — musi nastąpić wyrównanie. Pie
niądze nie mogą się już zfnienić, więc zmienia się bydlę, chudnie
do odpowiedniej wartości.
W związku z tem istnieje powszechna wiara, że nie należy
zbytnio targować zwierzęcia przeznaczonego na przychówek. Zda
rza się, że do umówionej sumy, nabywca dodaje jeszcze coś nie
coś dobrowolnie, ażeby się zwierzę darzyło. Naddatek w myśl
wyżej powiedzianego opłaci mu się, zwierzę bowiem wkrótce wy
równa nadwyżkę.
Przetarg.
Jako ostatni, a niechybnie skuteczny środek przeciwko niedarzeniu się nowonabytego zwierzęcia, stosuje lud przetarg wrzekomy.
W pow. szczycieńskim4) jeżeli nabyte zwierzę nie chce się
hodować, źle jada, to się nazywa : nie poręczyło się. Taką
) M. 7. 20. Łodygowice.
2) Fed. 1. 276. Żarki.
3) W. 17. 168. Gołębiowski. Lud.
ł) W. 6. 778. 779. Wielbork. Mazury pr.
sztukę trzeba sprzedać raz jeszcze pozornie. Gospodarz stara się,
żeby ją nabył sąsiad : przychodzi, prosi i nalega uporczywie
i długo. ' Sprzedać je można nawet dziecku, żeby tylko nie uchy
bić formie kupna. Trzeba przytem zapłacić pieniądze i wypić lit.
kup. Potem bydle na pewno będzie dobrze jadło i darzyło się.
W pow. brzeskim i bocheńskimJ) podobnie przetargowują niedarzącą się trzodę. W pow. chełmskim*2) jeśli nowonabyta sztuka
nierogacizny jest smutna i nie chce jeść u nowego właściciela, do
wodzi to, że z żalem sprzedana została. Wówczas sprowadza się
kogoś mającego szczęście do świń. (a jest nim zwykle we wsi
jedna wiadoma osoba) i idzie z nim do chlewa. Osoba ta wrzekomo kupuję świnię ad właściciela za gotówkę. Targują długo
i targu przybijają przy wódce. Po przetargowaniu ucina się świni
sam koniuszek ogona. Zwierzę, sądząc, jak mówi O. Kolberg, że
już należy do owej szczęśliwej osoby (aczkolwiek z chlewa ruszone
nie zostało) je doskonale i wypasa się jak należy.
Przypuszczam, że mocą nowego przetargu unicestwia się
wszystkie dotychczasowe zabiegi.
Zwierzę znów magicznie zmienia swoją sytuację. Wolne od
uroków i w odmiennem ustosunkowaniu sił magicznych, może za
cząć nowe, szczęśliwe bytowanie.
IV. Zakończenie.
i
Akty tak zwykłe dla naszego myślenia, jak pożyczanie,
kupno lub sprzedaż, w wyobraźni ludu są czemś bardziej złożonem.
Pożyczając przedmiot, oddając go w czasowe posiadanie
drugiemu osobnikowi, poddajemy go możności przenikania mocą
obcą, która może okazać się dla nas szkodliwą.
Kupując coś, istotę żywą lub jakiś przedmiot nieożywiony,
wchodzimy w jego posiadanie.
Jednakże przedmiot ten pozostaje jeszcze związany mocą ta
jemną z jego poprzednim właścicielem. Zabiegi, jakie lud nasz sto
suje przy pożyczaniu, kupnie i sprzedaży, wykazują troskę o do
brobyt przedmiotu, zmierzają do uchylenia tych właśnie złych
>) L. 13. 328.
2) K. Chełmskie 2. 145.
111
wpływów, które mogłyby mu zaszkodzić i usiłują wytworzyć nowy,
własny związek.
Usiłowania te są wyrazem pierwotnego światopoglądu. Kształ
tuje się on pod wpływem swoistego myślenia, właściwego ludowi.
Zabiegi magiczne, związane z pożyczaniem, kupnem, i sprze
dażą, jako przejawy tego myślenia wspólnego wszystkim ludom
pierwotnym, nie są czemś wyróżniająco charakterystycznem dla
ludu polskiego.
JAN
>T. BYSTROŃ.
WPŁYWY
PIEŚNI SZLACHECKICH W POEZJI LUDOWEJ.
TRESC: Uwagi ogólne s. 112. — Pieśń o młynarzu i dziewczynie s. 114. —
Pieśń o niewieście i kogucie s. 117. — Pieśń o koszeniu łączki s. 120.—
Pieśń o pani i doktorze s. 122. — Pieśń swachny s. 123. — Pieśń Kar
pińskiego o Filonie i Laurze s. 125.
Uwagi ogólne.
Poglądy uczonych na pieśń ludową przechodziły rozmaite
koleje — zazwyczaj obracały się one w ekstremach. Patrzono
więc na nią zrazu przez długie czasy jako na twór bez wartości,
zostający w słusznej wzgardzie; potem, z początkiem XIX wieku
nagle uznano w niej skarbnicę najdawniejszych tradycyj ludu,
źródło artystyczne niezrównanej mocy i piękna, w którego nie*
przebranem bogactwie miała się odrodzić wypaczona na cudzo
ziemskich wzorach literatura narodowa. Gdy nadzieje te zawiodły,
odwrócono się od niej z niechęcią i znów odezwały się głosy, że
twory ludu są czemś późnem, pod wpływami zewnętrznemi po
wstałem, czem bliżej interesować się nie warto; historycy litera
tury, którzy zrazu skłonni byli widzieć w twórczości ludu szczątki
przeszłości pogańskiej Polski i którzy w podręcznikach jako okres
przeddziejowy omawiali pieśni i baśni ludu — przestali zwracać
uwagę na te działy i pozostawili je amatorstwu zbieraczy; czasami
tylko tu i ówdzie ktoś nauczał o ogromnej wartości literackiej
i artystycznej tych zapomnianych objawów twórczości zbiorowej.
Prowadzono więc teoretyczne spory, ale nikt nie zabrał się
4o opracowania materjału. Jeden jedyny Karłowicz, czynny i ruch-
113
liwÿ inicjator badań naukowych na tylu odłogiem leżących polach
także i tu dał pierwsze próby uogólnień i monograficznych opra
cowań; wymieniamy tu w pierwszym rzędzie jego Systematykę
pieśni ludu polskiego, zaczętą w III tomie Wisły i tamże przez
kilka roczników kontynuowaną. Praca ta nawiązuje do pomniko
wego zbioru ballad angielskich i szkockich Childa i do wyzyska
nego tamże ogromnego materjału porównawczego próbuje nawią
zać odmianki polskie. Niestety, praca ta nie wywołała większego
zainteresowania; niedługo potem Karłowicz poświęcił czas swój
ogromnym wydawnictwom słownikowym i zaprzestał dalszych na
tern polu badań.
Obok monograficznego badania poszczególnych wątków, ich
wędrówek, typów, rozpowszechnienia itd., wysuwał się drugi pro
blem : samodzielności pieśni ludowej. Mówili jedni, że pieśń jest
tylko echem literatury warstw wyższych ; twierdzili inni, że jest to
samodzielna, istotna, z głębokiej oryginalności artystycznej ludu
wypływająca twórczość zbiorowa. Po raz pierwszy postawił to
zagadnienie na konkretnym gruncie St. Windakiewicz, jeden z zu
pełnie wyjątkowych u nas historyków literatury, który także
i twórczość ludową uznaje za swe pole badań. Ogłosił on mia
nowicie w. „Ludzie“ w tomie X rozprawę p. t.: Pieśni i erotyki
popularne z XVII w., w której stwierdził w sposób nie podlega
jący żadnej wątpliwości, że cały szereg pomysłów i zwrotek mi
łosnych i swawolnych pieśni XVII wieku można do dziś dnia od
naleźć w pieśniach ludowych, że zatem twórczość ludu w tym
zakresie znajdowała się pod niewątpliwym wpływem literatury
szlacheckiej. Okazało się, że przepatrzenie dawnej literatury dać
może dużo ciekawego materjału i wyjaśnić nam genezę niektó
rych utworów, a zarazem rzucić światło na ogólny charakter
pieśni ludowej. Oczywiście, konstatowanie takich wspólności i za
leżności wymaga szerokiej znajomości literatury staropolskiej jak
niemniej i samejże pieśni ludowej, stąd też poszukiwania takie na
ogół są trudne; konieczna tu jest współpraca całego szeregu
osób, które poszczególne spostrzeżenia będą ogłaszały jako przy
czynki do tej całości, jaką z czasem może uda się złożyć. Nie
mamy takich przyczynków wiele 1 Jedynie pani H. Windakiewiczowa ogłosiła parę uwag p, t.: Wiersze Olbrychta Karmanowskiego, Jerzego Szlichtinga i inne z „Wirydarza Poetyckiego“ za
chowane w tradycji ustnej w XIII tomie „Ludu", str. 299—304.
Lud. T. XXIII.
8
W rozprawce Przysłowia utworzone z fragmentów pieśni
ludowych drukowanej w II t. Prac i materjałów antropologicznoarcheologicznych i etnograficznych, omawiając powiedzenie przy
słowiowe: „kiedy cię pocałuję, trzy dni cukier w gębie czuję“,
podałem na paru stronach (29—34) dzieje tego zwrotu, którego
używa już Kochanowski, w pieśni ludowej. Tych kilka kartek,
które obecnie ogłaszam, mają być dalszym przyczynkiem do wy
świetlenia tej ze wszech miar ciekawej i ważnej kwestji stosunku
twórczości ludowej do literatury warstw wyższych.
Pieśń o młynarzu i dziewczynie.
Że badania takie rozwijać się mogą jedynie drogą drobnych
przyczynków, świadczy fakt, że zbiór pieśni erotycznych Pieśni
i tańce z r. 1614 (przedrukowany przez T. Wierzbowskiego
w Bibljotece zapomnianych poetów i prozaików polskich) omó
wiony tak szczegółowo przez Windakiewicza, nastręcza nam jeszcze
cały szereg spostrzeżeń i uwag, będących uzupełnieniem wywo
dów zasłużonego historyka literatury.
A więc np. taka pieśń, nazwana w zbiorze taniec 9. Pieśń
ta, bardzo wyraźne obscoenum, służyć nam może jako charakte
rystyczny przykład żywotności tego rodzaju pomysłów. Brzmi ona:
i'1
Młynarzu, mrugniewa na się po razu,
Mrugnij ty pierwej, bo tobie pilniej do jazu.
Młynarzu, zmielże mi pszenicę do razu,
Mam pytel włosiany, bez wszelkiej nagany, młynarzu.
Młynarzu, abo się boisz urazu?
Nie bój się miły, a pytluj w tej chwili, młynarzu.
Młynarko, ja młynarz, pytlowałbym sześćkroć raz po razu.
Pytlujże śmiele, byś chciał do niedziele, młynarzu.
Młynarzu, zabij mi kaczkę na jazu,
Weźmi raśniczkę, trafiaj w dziureczkę do razu.
Do dziś dnia śpiewają w Ropczyckiem ‘) pieśń, którą należy
wywieść bezwątpienia z powyższej :
Poniosła dziewczyna pszeniczkę do młyna
Ale nie zastała młynarza Marcina.
Młynarzu Marcinie, Marcinie młynarzu,
' Czyli mi ty zmielesz pszeniczkę od razu?
i) WAK. XV 166. (= Zbiór wiadomości do antropologji krajowej).
115
Jeżeli chcesz na raz, to ci zmielę zaraz,
Jeśli chcesz pytlować, musisz zanocować.
I młynarz się bierze zwykle koło pytla,
Jaże na młynarzu popękała kitla.
y
Wziął ci ją za rączki, wziął ją między wory,
Jaże na młynarzu popękały pciry.
■I młynarz się bierze zwykle koło kosza,
Jaże na dzifewczynie wystąpiła rosa.
Podobnie śpiewa się tę pieśń W Radomskiem ') (od Łagowa,
Ociesęki) przy weselu, po oczepinach' (na co należy zwrócić
uwagę) :
Przyjechała dziewczyna do młyna,
Przywitała młynarza Marcina.
Hej hej, młynarzu Marcinie,
Spytluj pszeniczkę dziewczynie.
A zobaczył młynarz,
Ze ładna dziewczyna,
Powyganiał wszystkę
Czeladkę ze młyna.
Zęby miała, żeby miała na raz,
To bym ja jej tu spytlował zaraz.
Ale mam ja jej pytlować,
Trzeba nockę zanocować.
Jak się zaczął młynarz
Kręcić koło kosa (kosza)
Jaże na dziewczynie
Wystąpiła rosa.
Hej hej, młynarzu Marcinie,
^Spytluj pszeniczkę dziewczynie.
Nie miała dziewczyna,
Od pytla zapłacić,
Musiała za pytel,
Swój wianek utracić.
Hej, hej, młynarzu Marcinie,
Pytluj pszeniczkę dziewczynie.
Pieśń podobną zna Kolberg z Krakowskiego 2)3 (od Ojcowa,
Pieskowa Skała) również jako weselną; obecnie jest ona jeszcze
bardzo szeroka znana, jako pieśń żartobliwa, przyczem już zdaje
się zatracać w niektórych wypadkach sens pierwotny. W ręko
piśmiennych zbiorach S. Udzieli8) znajdujemy cały szereg teks
tów itd. z różnych stron Galicji: (pow. wielicki: Wiśniowa, Łazany; pow. grybowski: Berdychów; pow. brzozowski: Haczów;
pow. limanowski: Tymbark; pow. rohatyński: Ludwikówka) —
wszystkie one są skrótem tekstu ropczyckiego. Czasami, jak np.
w pow. łańcuckim4)* (Hussów) pozostał nam tylko szczątek :
Młynarzu, młynarzu, młynarzu Marcinie,
Spytlujże pszeniczkę na dobrej dziewczynie.
*) Kolberg, Radomskie II. 41. Końcowa zwrotka o zapłacie Za wianek
zapożyczona jest z pieśni o przewoźniku, któremu dziewczyna za przewóz nie
ma czem zapłacić, cf. By stroń Pieśń o dziewczynie i przewoźniku, Lud XXII.
2) Kolberg, Krakowskie II 71.
N
3) W Muzeum etnograficznem w Krakowie.
4) Tamże.
8*
Wszystkie te teksty tworzą jedną grupę, powstałą z połą
czenia pieśni szlacheckiej z postacią młynarza Marcina, dobrze
ludowi znaną z bardzo szeroko rozpowszechnionej i chętnie do
dziś dnia śpiewanej pieśni
U młynarza Marcina
Jest tam piękna dziewczyna,
do której to dziewczyny pan wkrada się podstępem, zawiązany
w worze; jest to zresztą także i na zachodzie znany temat facecyjny i do nas niewątpliwie z niemieckiej, pieśni się dostał (Der
Edelmann im Habersack).
W ściślejszym związku z tekstem szlacheckim pozostaje ury
wek, śpiewany wśród całego szeregu innych czterowierszy wy
śmiewających młynarzy w Siewierzu Ł) :
Młynarzu, młynarzu,
Kaczyczka na jazu
A weź że fuzyjeczki,
Zabij ją od razu.
.Zapewne w związku z naszą pieśnią pozostają także i śpiewki,
tekstowo niezależne od szlacheckiej, ale oparte ná tem samem
porównaniu, jak np.' w pow. nowotarskim Ł) (Odrowąż)
Młynarzu, młynarzu, zmielże mi bez miarki,
Dyć ja ci się-przydam, kie niemasz młynarki,
albo też w okolicach Rabki*2)
'1
y
Młynarzu, młynarzu, dobrze ci się miele
Koło ci się połomało, paprzyca się chwieje.
Młynarzu, młynarzu, puść wodę na koło,
Będzie ci się mełło do rana wesoło.
W pow. brzozowskim 3) (Haczów) śpiewają Znów taką pieśń :
Zapytał się ojca syn
Dzie będziemy stawiać młyn?
U dziewczyny pod fartuszkiem,
Bo tam będzie dobrze mełł.
Oczywiście, w podobnych wypadkach możemy jedynie wy
razić przypuszczenie, którego udowodnić nie sposób
zupełnie
prawdopodobne jest także i niezależne powstanie podobnych
utworów.
') Zbiory rkps. S. Udzieli.
XII. 169.
s) Zbiory rkps. S. Udzieli.
2) WAK.
Wreszcie na Rusi zapisał nam Czubińskij *) pieśń, na po
dobnym motywie opartą, pozostającą — być może — w związku
ze szlachecką:
Oj pidu ja do młyna, ta do dziurawoho,
Spodobaju melnyczeńka kuczerawoho.
Oj melnyku, meluyczeńku,
Zmeły meni pszenyczeńku.
Ne zmeliu, no spytluju,
Pryjdy, serce, pociłuju.
Tam to, mamciu, melnyk,
Tam to, mamciu, dobryj,
Tam to mamciu, choroszyj,
Mele żyto bez hroszej.
Pieśń o niewieście i kogucie.
W tymże starym zbiorze uwagę naszą zwraca pieśń, nosząca
tytuł : 26 Taniec. Długi ten, również dość swawolny (mówiąc
oględnie) taniec zachował się fragmentarycznie w pieśniach ludowych — i co ciekawe, przedewszystkiem na kresach zachodnich,
północnych i wschodnich. Oto tekst siedemnastowieczny:
'
Poszła niewiasta z kurem do miasta, nie chciał jej rano piać.
Piejże ty kurze, w mojej komorze, póki cię nie przedam.
Poszła dziewczyna do ogródeczka, jako śliczna łani
Kuraszek na nią szyjkę wyciągnął, jako opętany.
Pauna się śmieje, gdy kurek pieje, jęła go targować,
Niewiasty prosi, kurka podnosi, za co go chcesz przedać?
Bo mi się godzi, niechaj mię budzi, bym nie zasypiała,
Piejże ty kurze, w mojej komorze, będę-ć jeść, pić, dawała.
Kurek w pół nocy pannę przytłoczy, jął ci nad nią piać,
Skrzydła rozciągnął, szyjkę wyciągnął, jęła się panna śmiać...
— i tak dalej w ten sposób. Windakiewicz *) zwrócił uwagę na
pieśń z Łęczyckiego (od Zgierza) *3) :
i
Jechała niewiasta z kogutkiem do miasta
Co jej nie chciał rano piać.
Zapiał jej na drodze, baba rada srodze,
Pójdź kurasiu do domu!
A piejże ty kurze, ua wysokiej górze
Bo ja muszę rano wstać,
Czeladkę pobudzić, sama się ochludzić
') MyÖllHCKIlÖ, TpyflbI 3THOrp-CT3T. SKCIiejU B*b 3aiiajl.H0pyCCKHfi Kpafi, V. 17.
s) Windakiewicz, Lud X. 202.
3) Kolberg, Łęczyckie 127.
Zależność tak formy, dość sztucznej, jak też i treści, jest
niewątpliwa. Widzimy jednak, że w owym szczątku zatracił się
pierwotny sens pieśni ; zjawisko podobne obserwować możemy
dość często, gdyż zbyt ryzykowne przenośnie nie mają szans
utrzymania się wśród ludu i stopniowo nawet najmniej przyzwoite
teksty ulegają zupełnej zmianie. Jedyny to jednak tekst z cen
tralnej Polski; mamy natomiast teksty ze Śląska i z Kaszub.
Na Górnym Śląsku zapisano w pow. bytomskim *) następu
jący fragment:
Jechała niewiasta z kokotem do miasta,
Iż jej kurzec uie chciał piać.
Już mu pypeć zdarła i żreć nic nie dała
A jednak jej nie chciał piać.
Sprzedała kokota wielkiego huncwota
W mieście na targowisku,
Kupiła se kurka co ma złote' piórka
Będzie więcej z niej zysku.
"T-
Również i na Kaszubach znany jest urywek, śpiewany dzie
ciom w kolebce (Biechówko) 2) :
Poszła njevjasta s kuroszkę do mjasta;
Bó ji njechceł reno pjóc.
Zapjeł ji na drodze, wuceszyła sę srodze;
Pój kurósku dodom pjóc.
Daleka to droga_ od wyuzdanego erotyku do pieśni kołys
kowej, ale pamięć tradycji jest krótka: na terytorjum polskiem
rzeczywiście żaden z dochowanych fragmentów nie pozwala się
!) Zbiór rękopiśmienny pieśni górnośląskich Ł. Walisa w depozycie Pol
skiej Akademji Umiejętności. Tamże mamy zapisany urywek, który jest dalekiem echem nasiej pieśni:
Jechała niewiasta na ośle do miasta,
\j
Potkała tam Michała.
Gdybyś mnie ty Michał za — — popychał,
Sporzej bym ja- jechała.
Cenôva F. Skôrb kaszébskoslovjnskjè móvé, Swiecie 1868, str. 105;
Cenová, Sbjôr pjesnj svjatovih, Święcie 1878, III. 83; tamże na str. 15 spo
tykamy pieśń o analogicznym początku:
Jechał chłop z targu z mjasta,
Spadła mu z woza njewjasta.
Obejrzał sję po chwili,
Njewjasta już o pół mili, itd. itd.
119
domyślać intencji pierwowzoru. Ciekawym trafem odnajdujemy
ją jeszcze na Białorusi*) :
Poniosła niawiesta
Pitucha na miesta.
Na szto mianie prodajesz?
Czemu rauo nia piajesz?
Budu tohie rano piec
Niasi mianie u nowu kleć,
Posadzi na krować
A U kleci, kleci,
Dy na nowym mostu,
Łazić chołosty
Jak sobaka bezchwosty itd. itd.
Brak tu części środkowej, którą wydawca, Szejn, starannie
wykropkował, uniemożliwiając nam stwierdzenie stopnia zależ
ności tej pieśni od polskiego pierwowzoru ; niewątpliwie jednak
pieśń to w brzmieniu obecnem nieprzyzwoita, o czem świadczy
zarówno zapisany wstęp, zakończenie również dość ryzykowne,
jak wreszcie i samo wypuszczenie partji środkowej.
Sam fakt, że pieśń polska znachodzi się na Białej Rusi,
nikogo dziwić nie może ; wiadomo, że wpływ kulturalny polski
na Białej Rusi był i jest ogromny, specjalnie w zakresie literatury
ludowej : tematy i motywy przechodzą niejako żywcem do ludu
białoruskiego. Taki więc cały szereg pieśni śpiewa się wprost po
polsku, inne znów w mieszanym djalekcie polsko-białoruskim lub
też z licznemi wtrętami polskiemi. Zadziwić natomiast może fakt,
że na cztery dochowane nam do dziś dnia teksty aż trzy pocho
dzą z kresów, i to tak odległych, jak Śląsk, Kaszuby i Białoruś.
Widocznie pieśń była niegdyś powszechnie znana w całej Polsce,
i to nawet poza granicami państwowemi (jak na Śląsku) czy też
językowemi (na Rusi); z czasem została zapomniana prawie zu
pełnie w centralnej Polsce, — być może, jako stopniowo mniej
zrozumiała, być może świadomie tępiona przez duchowieństwo’
czy też poważniejsze elementy wśród ludu — zachowały ją nato
miast bardziej konserwatywne kresy.
Nasuwa się z kolei pytanie, tak trudne niejednokrotnie do
rozstrzygnięcia : czy pieśń to ludowa, która została przejęta i prze
kształconą przez szlacheckiego piosenkarza, czy też ów tekst
szlachecki jest pierwotny i dopiero przez pośrednictwo szlachty,
lubującej się w podobnego rodzaju konceptach, przeszedł do
ludu? W tym wypadku należy — zdaniem mojem — przypisać
*) n. B. LUefiH-b, BtjiopyccKifl HapojyiuH irfecnn. Petersburg 1874, str. 353.
>'
;4 ’
120
autorstwo pomysłowości naszego rymopisa; tekst nasz jest zbyt
sztucznie zbudowany tak pod względem formy, jak też i treści,
aby mógł uchodzić za utwór ludowy. Samo porównanie nato
miast może być ludowe — ale nie musi: mogło ono powstać
zupełnie niezależnie wśród ludu czy wśród szlachty, podobnie
jak po dziś dzień ciągle podobne porównania powstają z mniejszemi czy większemi szansami utrwalenia się w zwyczaju języko
wym czy w rekwizytorni literackiej. Spotykamy je współcześnie
w czterowierszach ludowych, jak np. wśród ludu nadrabskiego.1):
Kogutek piał,
Ogonkiem chwiał.
Moja panno pujże mnie,
Koguteczku, dzióbże mnie.
Być może zresztą, że i ten czterowiersz jest dalekiem echem
naszej pieśni.
Pieśń o koszeniu łączki.
Omawiamy jeszcze jeden „taniec“, noszący porządkową liczbę
29; jest on znów bardzo ryzykowny — rzecz znamienna, że te
właśnie pomysły najłatwiej przćchbdzą do ludu :
Nie będziesz ty mojej łączki kosił,
Choć byś mię też i najbardziej prosił.
Bociem już inszemu obiecała,
Nie będęć już dalej nim matała.
Porównanie to spotykamy dość często wśród ludu. Tak np.
znajdujemy w Ropczyckiem 2) następujący czterowiersz :
A moja dziewczyno, mam cię o co prosić, Żebyś dozwoliła swojej łączki kosić.
Oj nie, nie dozwolę, pokoszę se sama,
Na mojej łączynie cztery kopy siana.
Kilkakrotnie spotykamy podobne zwrotki, włączone w pieśń
o pannie, pasącej pawia. Pieśń to już dziś niezrozumiała, tak że
zachodzi potrzeba uzupełnienia jej w ten czy inny sposób ; jednym
z tych sposobów jest właśnie przekomarzańie się panny z pawiem
(czy też z kochankiem):
‘) Świętek J. Lud nadrabski, Kraków 1893, str. 264.
*) WAK. XV. 76.
’*•-
Zaczął jej się bardzo pięknie prosić
By mu dała, by mu dała swoją łąkę posiec.
Wedle łączki bystra woda ciecze,
Moją łąkę, moją łąkę, nie lada kiep siecze.
Moja łąka przy niskiej dolinie,
Można ją siec, można ją siec tak w lecie, jak w zimie.
Kto hędzie chciał moją łączkę posiec,
Musi mi się, musi mi się bardzo pięknie prosić.
Nie dam, nie dam, pokoszę ją sama,
Będę miała, hędę miała czterdzieści fur siana.
Tekst ten pochodzi z WielkopolskiJ) ; inne teksty przytacza
Kolberg z Poznańskiego *2), z Mazowsza 3), z Łęczyckiego 4); znamy
i warjant kaszubski5).
W dalszym ciągu naszej pieśni szlacheckiej spotykamy we
zwanie do chłopca, aby dał stalić kosę:
Idżże i ty rychlej do kowala,
.By się twoja kosa zgotowała.
Daj ją mocno stalić i kartować
. Prawie do soboty nagotować.
On rzekł: ujźrysz, miła w krótkiej chwili,
Ze ta moja kosa nie omyli etc.
Także i ten motyw spotykamy w pieśni ludowej (Końskie) 6):
Mam ja też Kasiu łączkę zieloną,
Na niej traweczkę niepokoszoną.
Tylko koszenia potrzeba
Da nam pan Bóg wszystko z nieba
Dobrze nam będzie.
Mam ja też Kasiu kosisko spore,
Jak łączkę potnę, to zaraz zgore,
Kosi, kosi, wedle kosy,
Pójdzie pokos na pokosy,
Aż kosa przyjmie.
Samo zakończenie tańca:
Przydźże miły, do mnie do ogroda,
Będziesz kosił, gdy będzie pogoda etc.
jest przekształceniem bardzo szeroko znanej pieśni zalotnej :
') Lipiński J. Piosnki ludu wielkopolskiego, 1842, str. 89.
') Kolberg, Poznańskie IV. 32 (od Gniezna) 33 (od Rawicza) 34
(od Śremu, Kościana).
s) Kolberg, Mazowsze II. 242 od Grójca, Rajgrodu (cf. Windakiewicz),
Lud X. 202).
4) Kolberg, Łęczyckie 92 (od Dąbia).
6) Cenová, Sbjór III.. 31 (Bukowiec).
6) Kolberg, Radomskie II. 39.
Kiedy będzie słońce i pogoda,
Przychodź Jasiu do mego ogroda itd.
■ Na zależność tę zwrócił uwagę Windakiewicz1). Sądzę
jednak, że nie należy wyprowadzać początku rzeczonej pieśni za
lotnej wprost z „tańca“; przypuszczam raczej, że jakaś nieznana
nam pieśń była źródłem pieśni zalotnej, a zarazem dała początek
powyższemu przekręceniu.
Pieśń o pani i doktorze.
Do dziś dnia zachował się również w pamięci szerokich
warstw — i to nietylko ludowych — wiersz żartobliwy o pani,
co doktora o radę pyta. Spotykamy go np. w Wirydarzu Jakuba
Trembeckiego *) wśród wierszy D. Naborowskiego (z czego zresztą
o autorstwie jeszcze wnosić nie można):
Jedna pani a młoda, pytała doktora
Kiedyby... z rana, czy z wieczora ?
Doktór niewiele myśląc, tak paniej odpowie:
Z wieczora miłość radość, a po ranu zdrowie.
Inny tekst zawdzięczamy J. A. Morsztynowi (Lutniej księga
wtóra) 3) :
Kiedy się lepiej zalecać, doktora
Pytała panna, z rana, czy z wieczora?
Doktór powiada: lepiej to osłodzi
Wieczór, lecz rano nie tak zdrowiu szkodzi.
Uczynię, mówi, według twego zdania:
Wieczór dla smakii, dla zdrowia z zarania.
-
Utwór ten, bardzo jasny i krótki miał wszelkie szanse utrwa
lenia się w pamięci długich pokoleń. Pamiętam, że powtarzano
go za moich czasów szkolnych, jako żart uczniowski — i sądzę,
że -utrzymywał się on drogą bezpośredniej ustnej tradycji — i nie
był zwykłym konceptem książkowym; dwa ostatnie wiersze
brzmiały :
Lepiej wieczór, by się dobrze spało,
A z rana powtórzyć, by się pamiętało.
>) Lud X. 202.
2) Trembecki J. Wirydarz poetycki, ed. Briickner. Lwów 1910 I. 317s) Morsztyn J. A. Poezje oryginalne i tłumaczone. Warszawa. 1883,
str. 125.
123
Pod Iwoniczem (pow. krośnieński) znany jest taki warjantx) :
Trzeba by się spytać młodego doktora.
Kiedy lepiej kochać, ż ranla czy z wieczora.
Z wieczora pokochać, by się dobrze spało,
A z rana poniechać, by się zapomniało.
jak widzimy, traci się tu „pointa“.
Fragment o podobném brzmieniu
Pilicą *2) :
zapisał
Kolberg pod
Z wieczora mi gęby dała, żeby lepiej spała,
A nad ranem po raz drugi, żeby pamiętała —
tutaj już odpadł scenarjusz: pani i doktór, a pozostała jedynie
kwintesencja owej staropolskiej mądrości życiowej.
W najnowszych już czasach pojawiła się nasza pieśń w wdjfeku,
które chętnie podejmuje podobne tematy i niemniej gorliwie je
popularyzuje. Zauważył ją znany historyk literatury W. Borowy3):
„jedną z najświeższych i najpopularniejszych nowości w wojsku
jest dziwna śpiewka, która się zaczyna od poetycznego wiersza:
Wszystkie rybki śpią w jeziorze
(czy to ludowe?), a potem przechodzi w tekst nieco zmieniony
dla odmiennego rytmu fraszki staropolskiej:
Pytała się pewna pani sławnego doktora
Kiedy lepiej miłować, rano, czy z wieczora.
Co to za dziwny (erudycyjny 1) stwór?“
Wbrew pozorom należy raczej przypuszczać utrzymanie się
tego konceptu w bezpośredniej tradycji ludu.
Pieśń swachny.
Szlacheckiego pochodzenia jest przypuszczalnie pieśń, którą
przytacza I. Chodźko w „Pamiętnikach kwestarza“ 4). Kwestarz
' zajeżdża do domu wdowy, i wchodząc w sień, słyszy „cienkie,
ale chrapliwe trochę śpiewanie“ :
Ciesząc swoją bidę,
Za mąż sobie idę.
*) Lud VI. 154.
2) Kolberg, Kieleckie II. 97.
3) W liście prywatnym z dnia 6. XII. ,1920.
s) I. Chodźko. Pamiętniki kwestarza. Odessa, 1894, str. 134.
Ja sobie wdóweńka, ja spbie papi.
Choć sobie podpiję, nikt mnie nie zgani.
Podstareszna wdowa, nie bez pretensji, a ze znacznęm za
miłowaniem do alkoholu, śpiewa sobie taką piosnkę, którą przy
puszczalnie kiedyś jakiś facecjonista szlachecki ułożył ; spotykamy
ją do dziś dnia wśród ludu w środkowej Galicji. Tak np. w Tarnobrzeskiem i Niskiem *) :
Choć ja se swaśnicka, to ja se pani,
Choć ja sie zawiła, nikt mnie nie zgani.
W okolicach Rzeszowa i Rozwadowa2) pieśń ta tworzy
wstęp, oczywiś.cie zupełnie luźnie doczepiony do starodawnej
obrzędowej pieśni weselnej o chmielu:
A ja se swachniczka, a ja se chęć, chęć,
Sprzedam se krasulkę, kupię se koszulkę,
Za resztę czepiec.
A ja se swachniczka, a ja se pani,
Coć ja se zaśpiewam, nikt mnie nie zgani.
Oj chmielu etc.
W pow. kolbuszowskim (Niwiska s). mamy również podobny
tekst :
Ja sobie swacusia, ja sobie pani,
Ja sobie tańcuję z kawalirami.
Ja sobie swacula, ja sobie hec, hec,
Sprzedałam krasulę, kupiłam koszulę,
Za resztę czepiec.
Najzupełniej podobny tekst zapisał w Ropczyckiem Udziela4);
w Mieleckiem również znany jest analogiczny5) :
Toć ja se swaśnicka, toć ja se pani,
Sprzedałam kosulę, kupiłam boculę,
Nikt mi nie zgani.
Podkreślić należy, że pieśń ta przy- weselu śpiewana, lecz
nie obrzędowa, najłatwiej podatna wpływom zewnętrznym.
*) WAK XIV. 177.
2) Wisla-XV. 418.
3) Zbiory rękopiśmienne S. Udzieli w Muzeum etnograficznem w Krakowie.
4) WAK XIV. 88.
5) Zbiory rękopiśmienne S. Udzieli.
125
Pieśń Karpińskiego o Filonie i Laurze.
Ostatnim autorem, który znaczny wpływ wywarł na pieśń
popularną, jest Karpiński. Jest to chyba najpopularniejszy przed
Mickiewiczem autor, a nawet w niektórych kołach, dla których
poezja Mickiewicza była niezrozumiała — wogóle najchętniej i naj
częściej śpiewany. „W jego Tyrsysach i Korydonach — pisze
MickiewiczŁ) — widać najzupełniej mieszkańców wsi polskiej,
szlachtę drobną, zaściankową. To też liczna klasa, poznając swój
wizerunek w obrazach Karpińskiego, uczyniła go niezmiernie po
pularnym“. Podstawą znajomości jego pieśni był oczywiście tekst
drukowany, ale nie dotarł on wszędzie; w większości wypadków
znajomość tych pieśni szerzyła się przez odpisy, a niewątpliwie
także i drogą tradycji bezpośredniej, pamięciowej, zwłaszcza, że
pieśni te śpiewane były także i przez tych, co czytać nie umieli.
Teksty takie ulegać musiały zmianom, przekręceniom, skrótom,
a może niejednokrotnie i uzupełnieniom.
'
Oczywiście i lud nie znał Karpińskiego z druku ani też
z odpisów, lecz z żywej tradycji ; o ile śpiewacy w dworach, na
wet wśród drobnej szlachty, czy też w miastach zawsze trafili na
kogoś, kto zmieniony tekst skorygował i wskazał na oryginał,
jako jedynie miarodajny, o tyle na wsi tekst pierwotny ulegał
ciągłym zmianom, jak każda pieśń ludowa: skracano go, prze
mieniano słowa, dodawano nowe zwrotki; niejedna też zapewne
zwrotka z Karpińskiego złączyła się z innemi pieśniami i dziś
trudno ją odkryć — bardzo tp zresztą ciekawy temat do podjęcia.
Jako przykład wziąć możemy „najpopularniej znaną“ (jak
podaje Mickiewicz) i do dziś dnia niezapomnianą pieśń o Laurze
i Filonie:
,
Już miesiąc zaszedł, psy się uśpiły,
I coś tam klaszcze za borem.
Jest to najpopularniejsza chyba pieśń Karpińskiego, wpływ jej na
pieśń ludową był największy i najłatwiej też możemy stwierdzić.
Oczywiście sentymentalna tkanka tej pieśni była niezrozumiała
dla ludu, który, przystosowując ją do swych gustów musiał ją
zmienić, skrócić, a nadewszysiko podkreślić to, czego Karpiński*)
*) Mickiewicz. Literatura słowiańska. lekcja XX, 15 kwietnia, 1842.
unikał. Mamy więc np. taką przekształconą pieśń, pochodzącą
gdzieś z okolic Krakowa J) :
Już słońce zaszło, już się ściemniło,
Za góry lasy się skryło,
Pójdę ja szukać kochanie moje,
Jeśli go kędy nie najdę.
Oj wy chłopacy, oj wy szelmowie,
Miałam ja wianek na głowie,
A wyście wzięli, z głowyście zdjęli,
Cóżeście chłopcy zrobili.
Wzięła koszyczek z malineczkami
I poszła z nim do ogroda,
W ogrodzie siedli, malinki zjedli,
Wianeczek z głowy jej zdjęli.
Jeszcze nie świta, mama się pyta,
Gdzieś córuś wianek podziała.
Ej oia, ola, mamusiu moja,
Jasienieczkowim go dała.
Jakeś go dała, gdyś go nie znała?
On mi tak pięknie dziękował!
Dziękuję ja ci, dziewczyno moja,
Dawno ja od cię tego chciał.
W Morsku pod Koszycami (pow. pińcZowski) *2) znana jest
znów taka piosenka:
Zeszła pszeniczka na cudzem polu
A moje żytko nie wschodzi,
Miałam chłopczyka ulubionego
Już do mnie teraz nie chodzi.
Nie będę sobie warkocze pletła,
Tylko go puszczę po włosie,
Bobym się jeszcze bardziej spóźniła,
On biedny, nie doczekał się.
Albo też taż sama zwrotka tak wygląda w pow. brzozowskim
(Haczów) 3) :
V/ Nie będę ja se warkocze pletła
Jeno go puszczę splątany
Boby mi czasu godzina zeszła,
A tam mnie czeka kochany.
]) Ze zbiorów rękopiśmiennych S. Udzieli w Muzeum etnograficznem
w Krakowie. Jest ona przepisana ze zbiorku rękopiśmiennego pieśni, znalezio<q, nego przez Udzielę w Dębnikach pod Krakowem.
*) Wisła XIX. 316.
3) Z rękopiśmiennych materjałów S. Udzieli w Muzeum etnograficznem
w Krakowie.
MATERJAŁY ETNOGRAFICZNE.
Ocieka.
(Zapiski etnograficzne z lat 1899—1907).
Zaledwie o 10 km. na północ od Ropczyc leży na równinie
piasczystej wioska Ocieka z kościółkiem parafjalnym i około
2.000 dusz. Osada to stara, a początek jej nieznany ginie w mroku
wieków, jak nieznany jest czas, kiedy wystawiony został miejscowy
kościółek drewniany.
W opisie ludu ropczyckiegox) uwzględniłem także Ociekę
i sąsiednie wioski, ale materjału etnograficznego — ma się rozu
mieć — nie wyczerpałem, a nie wyczerpał go także i p. Józef
Sulisz2), który dorzucił do mojej pracy sporo wiadomości.
Skoro więc nadarzyła się sposobność w latach 1899—1907
zebrałem znów garstkę szczegółów z Ocieki i pobliskich miejsco
wości i ten przyczynek podaję poniżej.
Święta Bożego Narodzenia.
Wyk.
W wigilję Bożego Narodzenia wieczór po pośniku przebie
rają się chłopi i straszą dzieci, — mówią im też, że w kominie
siedzi Wyk i nim też straszą dzieci.
Nie mogłem się dowiedzieć nic bliższego o tym Wyku.
Bobrowa, pow. Mielec 21 grudnia 1899.i
' *) „Materjaly etnogr. z miasta Ropczyc i okolicy“ — Zbiór wiad. do antr.
kraj. tom X. — „Wspomnienia z przeszłości Ropczyc" — Tarnów 1888. — „Piski
w mieście Ropczycach i okolicy“ Tarnów 1888. — „Poczucie piękna u ludu ropcżyckiego“; „Religja i modlitwa u ludu ropczyckiëgo“, „Chata w Ropczycach
i okolicy“ — Wisła, tom 111.-— „Lud polski w powiecie ropczyckim w Galicji“,
„Zbiór wiad. do antr. kraj. tom XIV, XV i' XVI.
a) „Zapiski etnogr. z Ropczyc“ — „Lud“, tom XII; „Przyczynek do
mętowania i do zabaw dziecinnych w Ropczycach"; „Rymowane imiona z Rop-
Ocieka pow. Ropczyce.
Po północy z-.Bożego Narodzenia na św. Szczepana idzie
parobczak do domu, w którym zamierza się żenić. Do towarzystwa
przybiera sobie jednego lub dwóch rówieśników. Jeżeli się dziew
czyna spodziewa takich odwiedzin, stara się w nocy izbę zamieść
a śmiecie wyrzucić. Gdy młodzieniec zastanie izbę zamiecioną, sam
ją zaśmieca, upuszczając potrosze słomy, którą z sobą przyniósł
i ukrył pod płaszczem. Skoro rozrzucił już przyniesioną słomę,
zamiata całą izbę starannie, w końcu zapytuje:
— Czy nas przyjmiecie, bośmy już izbę zamietli?
Jeżeli młody jest po myśli rodziców i dziewczyny, otrzymuje
odpowiedź :
— Przyjmujemy.
A wtedy chłopcy przynoszą z sieni napitek, który z sobą
przynieśli i tam pozostawili i zaczyna się pierwsza zabawa. Jeżeli
jednak otrzyma odpowiedź odmowną,- to natychmiast opuszcza
dom i z wszelkich dalszych starań rezygnuje.
Zdarza się czasem, że zastanie izbę niezamiecioną. W takim
wypadku nie rzuca już konkurent słomy, ale zabiera dziewczynie
buty, lub jakąkolwiek część jej ubrania, następnie zamiata izbę.
Jeżeli zostanie przyjęty, natenczas nie chce butów oddać,
drażni się z dziewczyną, zabawa się tym sposobem urozmaica
i przewleka, a rqdzice poczuwają się do obowiązku wykupienia
zabranej rzeczy i posyłają po wódkę lub piwo.
Zapisano w styczniu 1907 r.
Szop ka.
Ocieka, pow. Ropczyce.
Po świętach Bożego Narodzenia chodzą chłopaki niżej lat 20
ze szopką. Ubranie ich zwyczajne, tylko na głowach mają kape
lusze przyozdobione różnokolorowemi kawałkami papieru, wyglą
dają jakby hełmy. Przyszedłszy pod okna, śpiewają zwykle kolędę :
„Wśród nocnej ciszy...“, lub: „W żłobie leży...“, a zawołani do
czyc“, „Cech tkacki w Ropczycach“ — Lud tom XIV; „Szkoła w Ropczy
cach w XVII w.“ — Lud. tom XV.
129
izby, dają przedstawienie, pokazując w szopce rozmaite lalki, które
wyobrażają pasterzy, mędrców ze wschodu, króla Heroda i t. d.
Pokazaniu każdej lalki towarzyszy stosowne przemówienie lub śpiew.
Najpierw ukazują się pasterze, przyczem śpiewają „Pasterze
bieżeli i t. d.“, dwie zwrotki. Przy ukazaniu się Trzech Królów
śpiewają: „Bóg się rodzi, gwiazda wschodzi, trzej królowie od
wschodu... i t. d.“. Ukazuje się król Herod z żołnierzem, swoim
sługą i mówi:
Ach, biada, biada mnie Herodowi,
Utrapionemu wielce królowi!
A gdy się dowiedział, że się narodziło w Betlejem jakiści
małe dzieciątko, natychmiast swe sługi posyła:
Do Betleem biegajcie,
I tam do jednego dzieciątka małego główki wyścinajcie!
Po tych słowach odchodzi żołnierz, a po chwili przychodzi
żyd, któremu syna zabito i mówi do króla Heroda:
Królu Herodzie!
Cóż za złość miał do mojego Abramka,
Żeś mu główką ściął dzisiejszego ranka?
Król Herod odpowiada:
Idź precz żydzie przeklęty,
Boś mi zakrwawił serca mementy!
Żyd:
Nie, nie przepadnie wina
Za mojego syna,
Bo będzie taki uribel,
Co ci go weźmie duszę na skibek
(Odchodzi)
Śmierć (przychodzi) :
Stawam przed tobą, królu Herodzie, biała, koścista,
Ale ty się nie obronisz, choćbyś miał żołnierzy trzysta.
Herod:
Nie takiem ja strachy miał,
Alem się ich nic nie bał;
A i ciebie się nie boję,
Bo silnie przed tobą stoję.
Śmierć:
Nie po to ja przyszła, żebym się z tobą wadziła,
Tylko żebym cię ze świata zgładziła.
(Ścina mu głowę)
Lud. T. XXIII.
9
D j a b e 1 (wchodzi) :
Królu Herodzie, za twoje zbytki,
Pójdziesz do piekła, boś wielce brzydki.
(Bierze go z sobą)
Zyd (wchodzi i śpiewa):
Niesłychane o takim smutku,
Co się tam stało w miasteczku Gródku
Naszego Chaima,
Słynnego rabina,
Syn szedł raz ze szkół z wielką słabością,
Upadł na kamień z wielką zemdlością.
(Upada)
Sura (jego żona wbiega, chwyta go za brodę i podnosi):
Wstaj Mojsie,
Trzymaj się,
Bo nasza praca
Do wody się wtacza,
Zyd (wstaje, chwyta Sure, tańczy z nią i śpiewa):
Dobrze Pan Bóg uczynił
Ze nam siabes przyczynił.
(Wychodzą).
Polak (wchodzi i śpiewa):
Jestem polskie dziecko, szlacheckiego rodu,
Mój ojciec powroźnik, a brat buty robi.
Szlachcianka (przychodzi do niego, tańczą obydwoje
po chwili wychodzą).
Jaś (wchodzi i mówi) :
Roku zeszłego
Miałem dość wszystkiego*
Ale Kasia szelma była,
Wszystko przejadła, przepiła,
Jeszcze się mnie bić chwyciła.
Kasiu! Kasiu!
Kasia (wchodzi):
Jak się masz Jasiu ? Każmy sobie krakowiaka zagrać ! (Mu
zyka gra, oni tańczą, potem odchodzą).
Kowal wchodzi z kowalką, która śpiewa :
Kowalu, kowalu, w tej brudnej koszuli,
Jakże się do ciebie kowalka przytuli?
(Tańczą).
*
.. •■•'J'
.
131
Kumowie dwaj wchodzą i mówią :
Pierwszy:
Hej, kumie! Kiedy wy mi oddacie te pół połcia słoniny,
Coście pożyczyli jeszcze zeszłej zimy ?
Drugi:
Mój kumeńku, mój kumeńku, nie mówcież mi tego,
Bo aż mnie zabolała głowa od razu jednego!
Pierwszy:
Ej, kumie, nie odwodźcie se burłakiem
Żebym was nie uderzył po głowie cepakiem!
(Bije go, wyrzuca za drzwi, a potem śpiewa):
Jakem ja se był na roli,
To ja był bogaty:
Cztery koty do roboty,
Piąty pies kudłaty!
A moja Marynka
To ładna dziewczynka,
Jak mi nie wierzycie,
To się przypatrzycie!
Marynka wchodzi i tańczą oboje.
Po nich ukazuje się dziadek i żąda pieniędzy. — Gdy
dostanie, wychodzi babka i śpiewa:
A mój dziaduś wielce dobry,
Ma pieniędzy pełne torby!
(Odchodzą).
Czarownica (wchodzi, robiąc masło i śpiewa):
Deszczyk idzie, słońce świeci,
Czarownica masło kłóci ;
A bodajżci pokłóciła,
Do góry dnem wyrzuciła!
(Wychodzi).
Cygan (z niedźwiedziem wchodzi i śpiewa):
Hasa, hasa!
Niedźwiedź z łasa!
Myśliwy ukazuje się i zabija niedźwiedzia. Cygan z obu
rzeniem woła:
Całym świat zeszedł, jeszczem nie słyszał,
Co mnie spotyka w tej szopie dzisiaj.
Na tem kolędnicy kończą przedstawienia.
Podał Teofil Mleczko, naucz. 1907 r.
9*
“
.y jmi
- - •- ~
132
Świat nadzmysłowy.
G n i o t e k.
Ocieka, pow. Ropczyce.
W Ociece utrzymują, że g ni otek wygląda tak, jak dziecko,
tylko jest bardzo ciężki. Dobrym sposobem uwolnienia się od
gniotka jest przeżegnać się myślą. O gniotku nasłuchać się tu
można bardzo wiele opowiadań, z których kilka podaję poniżej.
I.
Męża Józefy Stręczkowej gniótł gniotek przez dwa lata.
Stręczka krył się przed nim na noc, gdzie mógł, ale napróżno.
Bywało, położy się w kącie izby — gniotek przychodzi i gniecie ;
drugiej nocy śpi w drugim kącie izby, — znowu go gniecie;
innej nocy w trzecim kącie, zaś go gniecie. Porzucił Stręczka
izbę, poszedł do stajni i położył się w żłobie. Znalazł go i tam
gniotek i gniótł. Zrozpaczony wylazł na strych stajni i tam się
do spania ułożył. Przyszedł w nocy gniotek i pod konie go
zrzucił.
Odtąd postanowił Stręczka nie spać, ale czatować na gniotka,
by go złapać. Trzeciej nocy spędzonej bezsennie przyszedł gnio
tek i lezie na niego, zaczynając od wielkiego palca u nogi, po
tem na brzuch się posunął i już chciał go za szyję rękami objąć,
gdy Stręczka chwycił go za rękę i rzucił od siebie całą siłą. Tak
ciężki był gniotek, że Stręczka przesilił rękę tak, że dwa tygo
dnie nie mógł nią ruszyć. Odtąd nie gniótł go już gniotek nigdy.
II.
Toli godocie o gniotku, a dyć mnie downijsemi casami co
trochę gniot gniotek. Roz nawet zdarłam mu copke z głowy,
ale wzięło mnie jakieś obrzydzenie, jak krojne te copke na zie
mie, to jaze jękło w izbie. Żałowałam potem, zem mu te copke
oddała, ale to zawse cłowiek taki mądry po niewcasie.
III.
A pamiętacie, jak to tę dziewkę na Zogrodach gniot gnio
tek ? Jakże sie to ona nazywała ? By zdechło, nie mogę se przy
pomnieć! — Przecie ją tak gniotek gniot, że ji krew usa mi sła.
— A bo gniotek ssie krew z usów — objaśniał Struziak.
133
Jaze raz chopaki : Ziętarczyk, Zrywaców Jonek i od starego
Walka Józef, ten co łońskiego roku do Hameryki pojechał, zasa
dziły sie na niego, żeby go chycić.
Siedzą, siedzą w nocy po omacku, udają, ze śpią. Naraz
rozlyg sie sum w kuminie i... brzdęk ! Spadło cosik na blochę.
Zaświcą, patrzą, a tu stoi przy dźwiach mały chłopocek w kape
lusiku. Jak tez nie skocą z pasami, jak nie wezmą rznąć! Ponoć
go tam straśnie zbiły, ale sie jem wydar i uciek kuminem.
Opow. Karolina Droguta, 1907 r.
Mamuny.
Ocieka, pow. Ropczyce.
Mamuny, zwane także boginami są podobne do ludzi,
ale mniejsze, brzydkie i nie mówią, tylko miauczą. Mamuny prze
bywają na brzegach rzek lub w rzekach.
I.
Raz w nocy swysaua Cyranowo w Ociece, ze cosi we drzwi
skrabie. Woło na swojygo chłopa:
— A idzino wyźryj, co tam za psiaparo jakosi skrabie do
drzwi.
Porwał Cyron połę, wylecioł i zobacył mamuny. Ze ino
go mamuny zeźrały, zacęły uciekać do rzyki i... chlap ! chlap !
chlap! wszyćkie powskakiwoły do wody. A Cyron wrzescy:
— Psia... psia... psia krew! Choroby! Toście tu przysły?! —
gruch! za niemi do wody.
Zamiaucały ino boginy i wyleciały na drugi brzeg i zacęły
lecieć ku chałupom niedaleko rzeki. Dopadły chałupy Ciołka
Franka, wdarły sie na górę i tam do rana siedziały, miaucały
i wrzescały.
Jak sie o tern po wsi rozniosło, to było śmiechu i opowia
dania na dugi cas.
II.
Jedny babie w Woli Ocieckiej porwały boginy dziecko,
a swoje podrzuciyły. To dziecko miaucało i miaucało i nic jeść
nie chciało i nic nie rosło. Az jednygo dnia poschodziyły sie somsiadki i powiadają:
134
— To przecie nie wase dziecko, bo nic do wos nie po
dobne. Nic innygo sie nie stało, ino mamuny wom dziecko odmieniyly. Weźcie — powiada jedna baba — wody do skorupek
z joj, zagotujcie te wodę, potem ją oziąbcie i dejcie dziecku pić.
Weźcie także brzezową rózgę i bijcie nią dziecko.
Kobieta wszyćko zrobiła, jak ji somsiadka poradziła. Jaz tu
mamuna wpodo, cisko ji dziecko na łóżko i mówi:
— Jo twoje dziecko obserwuje, nie bije go i ze skorupek
mu jeś nie daje !
Porwała swoje dziecko i uciekła.
III.
Jedna baba posła przed wywodem po wodę za miedzę.
A było to wiecorem. Na drodze spotkała trzy mamuny: jedna
była staro i kulo wo, a dwie młode i silne. Te dwie młode po
rwały babę i wleką, a ta trzecio ni mogła im nadoleć, ino zda
leka wołała:
— Babu, babu! trzymoj sie miedzy i chyć sie dzwona!
(Hypericum perforatum).
Baba łapie, łapie, jaz namacała to ziele. W ty chwily puściuły ją mamuny, a pobiegły do ty stary, zacęły ją bić, potem
ją porwały i poleciały, a baba wróciła do dom.
IV.
Marcin Zięba, chłopak około siedmnastu lat, ma piersi
spuchnięte i skarży się, że go boginy ssą. Broni się od nich
w ten sposób, że na noc opasuje się pasem.
V.
Najpewniej wzbroni się przystęp boginom do domu, gdy
się na drzwiach i oknach ponalepia rozmaite małpy i boginy po
wycinane z papieru.
Spis. I. 1907 r.
Czary, zabobony, przesądy, lekarstwa.
Czary na mleko.
Ocieka, pow. Ropczyce.
Jedna kobieta chowała tylko jedną krowę, a miała zawsze
bardzo dużo mleka, masła i serów. Ludzie z okolicy mówili o niej
135
że umiała krowy czarować. Zamężna córka tej kobiety nigdy nie
miała tyle mleka, co matka, choć chowała dwie krowy. Gniewało
to bardzo jej męża i było powodem częstych kłopotów domo
wych i obrazy boskiej. Córka, nie mogąc tego znieść, pobiegła
raz do matki i powiada:
— Powiydcie mi, mamo, dlocego wy macie tyła mlyka od
jedny krowy, a jo od dwóch tak mało?
, Matka kazała przyjść obydwojgu do siebie i przynieść mleka.
Gdy przyszli, nalała swojego mleka na jedną miskę, a mleko córki
wlała na drugą. Z tern poszli wszyscy nad Wisłokę. Tu puściła
matka obydwie miski na wodę i kazała za niemi pilnie patrzeć
i uważać, która miska z jej mlekiem, a która z mlekiem córki.
Wnet wypłynęły z rzeki żabki zielone, węże, padalce i żmije.
Zielone żabki skierowały się do miski z mlekiem córki i otoczyły
ją pięknym wiankiem, — a węże, padalce i żmije rzuciły się na
miskę z mlekiem matki i piły je chciwie, staczając ze sobą od
czasu do czasu zajadłe walki.
— Patrzcie — powiada matka — widzicie ? To się będzie
działo ze mną i z moją duszą po śmierci, co się teraz dzieje
z mojem mlekiem.
Zięć i córka odeszli i już się im dużo mleka nie zachciewało,
luż matki więcej o radę nie prosili.
I. 1907 r.
Sposób na złodziei.
Ocieka, pow. Ropczyce.
Kto chce, żeby mu złodzieje z pola nie kradli, to łatwo so
bie poradzi, ale bez „z/ęgo“ się tu nie obejdzie.
Trzeba w piątek, a jeszcze lepiej w Wielki Piątek kupić
przed wschodem słońca kłódkę, ale bez targu, to jest, zapłacić
tyle, ile zażądają. ,Tę kłódkę należy położyć na ołtarzu i pozo
stawić tam przez całą mszę świętą, następnie zrobić trzy krzyżyki
z drzewa laskowego, obejść pole trzy razy wspak, te trzy krzy
żyki wbić, lub podłożyć w trzech rogach swego pola, wreszcie
iść od miedzy dziewięć kroków w swoje pole i kłódkę zamkniętą
rzucić w środek pola.
Ktobykolwiek przyszedł na to pole kraść, czy to snopki,
-czy co innego, to pozostanie z tern w rękach i krokiem z miejsca
_ 136
nie ruszy, dopóki nie przyjdzie właściciel, lub ktobądź i nie każe
mu tego rzucić i odejść.
Spisano w styczniu, 1907 r.
Sposób na zamążpójście.
Rozedrzeć gołębia żywego na dwie połowy (chwyciwszy za
nogi) i obydwie połowy nosić pod pachami przez dziewięć dni.
Jednakże w tym czasie nie należy mówić pacierza. Skutek pewny.
Przecław, 27/1 1899.
Indyk.
Korale indycze ususzyć, zetrzeć na proszek i schować. Jest
w nich jad wielki. Gdy się ma złość do kogo, sypnąć mu
w twarz tym proszkiem, a porobią się mu na twarzy wszędzie
takie naroście, jak korale indycze. U nas we wsi jest taka baba
jedna i jeden chłopak, co mają po gębach takie korale, jak indyk,
bo im ktoś tak na złość zrobił.
Bobrowa, powiat Mielec, opow. 4/2 1900 r.
Świnie.
Gdy świnie nie chcą żreć, to trzeba dostać od dziada (że
braka) okruszyn chleba i dać je zjeść świniom, a poprawi się
im apetyt.
Przecław, 4/5 1899.
Groch.
Tego grochu, który się ma siać, czy sadzić, nie należy
przesypywać w niedzielę z jednego naczynia w drugie, bo nie
zejdzie.
Przecław, 9/4 1899.
Na różę
I.
Rozetrzeć białko z jaja z cukrem, w tern maczać kłaki lanne
i okładać miejsce różą zajęte.
II.
Miejsce zajęte różą okładać gałązkami zielonemi róży
wietrznej (ślazik pospolity).
Przecław, 1/12 1899.
137
Pisanie listów.
Ocieka, pow. Ropczyce.
Początek listu musi być zawsze wierszowany, a często także
i zakończenie. Częstokroć zdarza się jednak cały list pisany wier
szem. Jako przykład przytaczam tu kilka takich listów.
I.
Wstęp :
Śniło mi się tej nocy,
Przyszli do' mnie dwaj prorocy
I tak mi prorokowali
I do mej drogiej Honorci list pisać kazali.
Nim piórem ruszę,
To Pana Boga pochwalić muszę
temi słowy: Niech będzie pochwalony i t. d. i teraz następuje właściwa treść
listu.
Zakończenie :
Pozdrawiam cię serdecznie i po niezliczone razy.
U.
Wstęp :
Przyleciał słowiczek
Na złoty stoliczek
I tak sobie przyśpiewnje,
Że moja przyjaciółka odemnie listu oczekuje.
Do stołu siadam,
Biały papier rozkładam
1 ciebie przyjaciółko boskimi słowami pozdrawiam :
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus
I Maryja, Matka Jego,
Bo i Ona godna pozdrowienia tego.
Dowiaduję się o Twojem miłem zdrowiu i o powodzeniu. Ja z łaski Pana
Boga jestem zdrów i powodzenie moje, jak zwykle ... (następuje dalsza tresc listu).
Zakończenie :
‘Nie mam już nic więcej do pisania.
Jak cię tylko pozdrawiam przez róży kwiat,
Żeby ci był aż do śmierci miły świat;
Pozdrawiam cię także przez szklaneczkę wody,
Boś ty przyjaciółko przedziwnej urody,
Pozdrawiam cię przez promienie słońca,
Teraz ci, moja przyjaciółko, list w tych słowach skończę.
138
HI.
Wstęp:
Przyleciał słowiczek
Na złoty stoliczek... (jak wyżej cztery wiersze),
Ja długo nie czekam, lecz do stołu siadam
I ten biały papier na stole rozkładam,
Ten papier rozkładam i za pióro chwytam
I z tobą się najprzód w te słowa przywitam;
Chwytam ja za pióro dwoma paluszkami
I mówię do ciebie boskiemi słowami:
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus
I Maryja, Matka Jego,
Bo i ona godna pozdrowienia tego.
Treść :
Teraz, kochana Karolciu dowiaduję się o Twojem mitem zdrowiu,
oraz i powodzeniu. Ja z łaski Pana Boga jestem zdrowa i powodzenie
moje dobre, i t. d. i t. d.
Zakończenie:
Więcej ci nie mam co pisać, tylko
Pozdrawiam cię przez kwiateczek róży,
Niechaj ci uroda aż do śmierci służy.
Pozdrawiam cię także przez te zaspy śniegu,
Żebyś nie robiła z mego listu śmiechu.
Pozdrawiam cię także przez promienie słońca
I już to pisanie w tych słowach zakończę.
IV.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja!
Do stołu siadam... (jak wyżej).
Idżże mój liściku przez góry, doliny,
Przez szerokie morza i równe krainy,
A kiedy już dojdziesz do rodzinnej strony
I powiedz odemnie — chociem oddalony:
Pod" dostatkiem chleba życzę i pieniędzy,
Żebyś nie doznała nigdy żadnej nędzy.
He wody w morzu, ile gwiazd na niebie,
Tyle szczęścia życzę ja, Karolciu, tobie:
Niechaj ci we wszystkiem pomagają z nieba
I co tylko żądasz i co ci potrzeba.
Kiedy słońce wschodzi i kiedy zachodzi,
Powiedz mi, Karolciu, jak ci się powodzi?
Ruciany listeczek bardzo prędko schnie,
Powiedz mi, Karolcin, kochasz mnie, czy nie !
Moja Karolciu, dobrzeby to było,
Zęby. twoje serce bardzo mnie lubiło.
139
Przez szerokie morza ja do ciebie płynę,
,
Jak ciebie nie widzę, to mało nie zginę.
Teraz ci winszuję zdrowia, szczęścia i wesołych świąt,
Żeby u ciebie nie był próżny żaden kąt,
Także cię pozdrawiam przez różany kwiat,
Żeby ci był miły zawsze świat.
Pisze do ciebie, twoja przyjaciółka
Józefa Myszkowska.
V.
- Z okazji nadchodzących świąt Bożego Narodzenia otrzymała nauczycielka
w Ociece od uczenicy, Bronisławy Metlak, następujący list:
Wstałam rano, raniuteóko,
Ubrałam się bieluteńko,
Wyszłam do gaju zielonego,
Znalazłam kawałek papieru białego.
Ale mi nagle wpada myśl do głowy,
Że przecież w Kółku 1) w Ociece jest papier gotowy.
Idę po ten papier i na drodze myślę,
Do kogo ja teraz ten liścik napiszę?
Słówko ulubione w mem sercu kieruje,
Chce mówić do Pani, ale się waguje,
Żebym za me słowa nie była zawstydzona,
Zamiast odpowiedzi, nie była shańbiona.
Proszę moja Pani nie róbże mi tego,
Byś mi powiedziała pół słówka marnego.
Lecz co będzie dalej, to na to nie zważam,
Ale profesorską godność Twą poważam.
Nie gniewaj się Pani, że ja piszę do Cię
Może tym liścikiem Twe serce roztoczę,
Bo cóż ja przed Tobą? Nie uszłam i śmiecia,
Boś Ty wielka Pani, a ja głupi dzieciak.
I mówię do ciebie boskiemi słowami,
Ażeby te słowa były między nami :
Jezus pochwalony teraz i na wieki
Niech nas nie opuści ze sjwojej opieki.
Jak Chrystus, Maryja nas nie opuszczają;
Tak niech Twoje dzieci pociechą ci stają.
Teraz życzę Pani święta wesołego,
Byś miała pociechę od dziecka każdego.
Kończę to pisanie — oczka zapłakane,
Bo mi się coś zdaje, że kiedy dostanę.
') Sklepik Kółka rolniczego.
140
Teraz pozdrawiam Panią przez kiteczkę maku,
Żebyś nam napiekła na święta migdałków.
Teraz życzę Pani szczęścia,
Ile panien do z^męźcia,
Ile liści na kapuście,
He ludzi na odpuście,
Ile dzwonów jest w kościele,
Tyle szczęścia, niech się Pani ściele.
Odpisałem 1907 r.
Opowiadania.
0 Panu Jezusie i o świętym Piętrzę, co zaśly na
wesele.'
Ocieka, pow. Ropczyce.
Chodziył roz Pon Jezus ze świętym Pietrem po świecie
1 przyśly do jednego domu na wesele. Gospodorz ufrymowol ich
dobrze, bo przecie przy weselu było cem. Wiecorem kazoł jem
posłać w sieni. Pon Jezus położył sie od ściany, a święty Pietr
z kraju. W nocy naschodziyło sie ciurasów *) do sieni, jak to
zwycajnie ha weselu i zacęni świętego Pietra niepokoić, pośturchały go i pobieły, a Pon Jezus nawet nic o tem nie wiedzioł,
bo spał spokojnie. Jak odesły te zbytniki, tak święty Pietr po
cichutku przeniós sie na drugą stronę i lyg se od ściany. Po
chwily wróciła znowu ta hałastra i powiadają se tak:
— Biylyśwa przedtem tamtego na kraju, to bijwa teraz
tamtego od ściany! — i wsypali drugi raz świętymu Piętrowi.
Tak to śpekulacyjo nie zawsze sie uda.
Opow. Kazimierz Ciołek, 1907 r.
O żołmiyrzu co posed we świat.
Ocieka, pow. Ropczyce.
Jeden zołmiyrz suzuł długo przy wojsku. Jak sie mu juz
wojsko uprzykrzuło, tak wziął, co se przy wojsku uskładoł i po
sed we świat.
') Ciuraś = chłopak 14—16 letni.
141
Idzie, idzie, idzie, idzie, jaz napotkoł siwygo dziadka na
drodze. „Ta — myśly se — mnie pieniędzy trzeba, ale i uonemu
trzeba“. Wyjen gros i dal mu. Ano nic^ posed dali. Idzie, idzie,
i co trochę to tego dziadka na drodze spotyka i zawse mu daje
pare grosy. Az poszczyg sie, ze pieniędzy juz mo mało. Siod se
i zacon rachować.
— Dwa grose — powiado — fajka, dwa grose tutoń, a dwa
grose popos. Darmo — myśly se — dziadowi juz ni ma co dać.
Wstał i idzie dały. Fajkę kupiuł, tutoń kupiuł, ta i fajkę
pały i idzie. Dużo juz drogi used, jak napotkał znowu tego
dziadka. Siedział pod lasem skrzywiony, suchy, biydny, jaz lytość
bierze. Wyjon mój zołmiyrz ostatnie dwa grose i powiada se tak:
— Niech ta bedzie Bogu na chwałę i mnie na pożytek! —
i dał dziadkowi. Wtedy ten dziadek, co sie mu tak co trochę
pokazowa! i o piyniądze prosiył, powiado do niygo:
— Wiys, takiś ty dobry, tageś mie wspomogoł, to jo ci
chce teroz za to zapłacić. Powiedz, cego chees, a dostanies
wszyćko.
Myśly, myśly żołmirzysko i godo:
— Chce mieć taką fajkę, zęby zawse w ni był tutoń i zawse
ogień.
— Dobrze, mos te fajkę — powiada dziadek, — a godej,
cego jesce chces.
— Chce mieć — powiada — tako torbę, coby sie w ni
wszyćko zmieściyło, co se ino pomyśle.
Dostoł torbę.
— Cego jesce żądos? — zapytoł dziadek.
— Chce mieć — powiado znowu — kluce od królestwa
niebieskiyego.
Dostoł. Jaz tu naraz uźroł zołmirz, ze przy dziadku stoi
jakiś drugi; ale nic „co bedzie, to bedzie“, pomyśloł se. Mo juz
fajkę, co sie mu zawsze bedzie kurzyć; mo torbę, co sie w ni
wszyćko zmieści, co se ino pomyśly, bedzie mioł co jeść, bedzie
mioł co pić, bo wszyćko bedzie w torbie. Nic mu juz bieda nie
zrobiy. Mo nawet kluce od królestwa niebieskiego. Ale ten dzia
dek, co sie dopiero pokozoł, powiado mu:
— Proś jesce o jedno, bo ci jesce jedno koniecnie po
trzebne.
142
Wtencos i ten dziadek, co mu jałmużnę dawał — a zołmiyrz
sie juz domyśluł, że to jest Pan Jezus, a ten drugi to^więty
Pietr — powiado:
— Proś jesce o jedno, bo ci bardzo bedzie potrzebne.
Ale zołmiyrz nic, powiada, ze juz wszyćko mo, ze mu nic
nie potrzebne. Wtedy święty Pietr powiado :
— Proś jesce o zbawienie dusne.
Zołmiyrz odpowiado, ze nie chce zbawienia dusnego, bo wystarcy mu to, co mo. Zasmuciyl sie święty Pietr, zasmuciył sie
i Pan Jezus i odeśly. Jak nie chces, to nie chces.
A zołmiyrz idzie, idzie, idzie, idzie, fajkę poli, jaze przy
chodzi do jednego domu, w którym siedzioł król. W tym dworze
była królowna, co oddawna chorowała, a nicht ji ni móg ulycyć.
Przychodzi mój zołmiyrz do tego króla i powiado, ze on mu
ulycy córkę, ale musi z nią być śtyrnoście dni zamknięty w osob
nym pokoju i zęby tam nicht nawet nie zaglądał. Ano, dobrze.
Król sie na to zgodziył i obiecoł mu nawet dać córkę za żonę,
jezely tego dokoze. Tak siedzioł zołmiyrz z królewną w osobnym
pokoju zamknięty i nie wiedzieć, jak ją tom lycył, ale lycył.
Królewnie coroz bardzi sie polepsało, ale se zołmiyrza obrzydziyła i ino prognęła, zęby jok naprędzy z tego pokoju wyjść.
Joze roz uźrała oknem ojca, narobiyła krzyku, zacęła wołać, zęby
ją puściyły, ze juz jest zdrowo. Król kozoł zaroz pokój odemknąć,
wzion córkę na pokoje, zaprosiył i zołmiyrza, usadowiył go za
stołem, doł mu dobrze jeść i pić i chcioł to, zęby sie z córką
zeniył. Ale córka ani se rzec o tem nie doła. Zołmiyrz ustąpić
nie chcioł, kozoł se dawać dobrze jeść, gotować jajeśnice, dobrze
pić i coraz sie zuchwalsem pokazowoł. Ano źle! Co to robić?
Chowały sie na dworze niedźwiedzie. Te niedźwiedzie kozoł
król wygłodzić bez dwa dni i dwie nocy i do nich kozoł zoł
miyrza zaprowadzić. Jak zaprowadzić, to zaprowadzić. Ta i wzieni
go sudzy królescy i zaprowadziyly tom, dzie ta te niedźwiedzie
siedzioły. Ze ino dźwi sie zamknyły, niedźwiedzie powyskakowały
z pierzyn — bo w taki obserwacyi były, ze w pierzynach leżały —
-i hojze, na zołmiyrza. W te razy zołmiyrz otworzył torbę, wszyćkie niedźwiedzie do ni pochwytoł, zasmyknył; jak weźnie bić
a bić, tak bije i bije. Jak je juz naproł, naproł dobrze, tak otwo
rzył torbę, puściył ich i kozoł jem przy dźwiach warować. Wszyć-
143
kie przy dźwiach dygotały ze strachu i żodyn sie rusyć nie śmioł.
Ano nic, — zołmiyrz sie w perzynach położył i leży.
Król był bardzo ciekawy, co sie tyz z nim stało. Zawołał
prefatynera (Privatdiener) i kozoł mu iś tam, kej były te nie
dźwiedzie i przypatrzyć sie, co sie dzieje. Prefatyner przychodzi
i puko do dźwi, a jeden niedźwiedź powiado:
— Cicho tom, bo jak sie pon wściece, to ci d.. e zesiece
tak, ze sie krew poleje.
Prefatyner wróciył i powtórzył te słowa królowi. Król kazał
zaroz prefatynera wyłożyć na łowe i wsypać mu 15 kijów, potem
posłoł innego suzącego. Ten przychodzi i puko we dźwi tak, jak
tamten. Niedźwiedź sie znowu odzywó:
— Cicho tam, bo jak sie pon wściece, to ci d.. e zesiece,
ze ci sie krew poleje.
Wróciył i ten suzący i zaś powtorzo królowi, co nrn nie
dźwiedź powiedzioł. Ale jesce nie skońcył, a król kozoł go kłaść
na ławę i 15 kijów mu rachować. Potem posed som król i zacon
sie do dźwi dobijać, a niedźwiedź znowu mu powiado:
— Cicho tam, bo jak sie pan wściece, to ci d.. e zesiece,
ze ci sie krew poleje.
Jak to król uswysoł, jak sie nie zgniywo, tak polecioł na
pokoje, zwołol suzbę i kozoł zołmiyrza stamtąd wyprowadzić.
Jak kozoł, tak zrobiyły, wyprowadziyły zołmiyrza, a król se myśly:
— Co tu teraz z niem zrobić?
Myśly, myśly, jaż przypomnioł se, ze niedaleko mo stary
zomek, — tak oto, jak na górze Marcina pod Tornowem. W tym
zomku nicht nie miyszkoł, bo jedno, ze juz sie walył od starości,
a drugie, ze djobły w niem siedziały i po nocach wyprawiały
strasne breweryje. Kozoł król zaprowadziyć zołmiyrza do tego
zomku i powiedzioł, ze mu go daje na miyszkanie. A no nic.
Zaprowadziyły go ta do taki wielgi soly, co ino stary stół tom
stół i stołek. Zmrocoło sie juz. Zołmiyrz chodziył, chodziył po
soly, a potem siod se na stołku i siedzi. Jak siedzi, tak siedzi.
Juz dobrze w noc było, jak zacęły sie djobły schodzić. Po chwili
jeden djobył powiado :
— Cicho, no bądźcie! Cłeco dusa śmierdzi.
Jak go uźrały, tak pyto sie go jeden djobył :
— Chtoś ty taki ?
— Jo to, co i ty — odpowiado zołmiyrz.
Niedługuśko sie odwlekło, a tu — bęc! Spadła na stół
trupia głowa. Zołmiyrz nic, siedzi. Djobył sie go znowu pyto:
— Chtoś ty taki?
— Jo to, co i ty — odpowiada.
Spadło potem na stół tuło, a żołmiyrz wziął głowę i doprawlył ją, do niygo. Cisnyły djobły ręce, cisnyły nogi, a cięgiem
sie go dopytują:
. — Chtoś ty taki?
A żołmiyrz za każdym razem odpowiada:
— Jo to, co i ty — i doprawia do ciała to ręce, to nogi.
Jak już tak złozył całego cłowieka, tak woło na djobłów:
— Chodźcie tu !
Przysly. Wtedy on sie ich pyto :
— Cy wszyscy jezdeście?
A djobły odpowiadają:
— Brakuje jesce jednygo, co kulawy, bo mu chłop nogę
uszczeluł ślubnym guzikiem.
— Zackać i na niygo.
Jak sie i ten kulawy przyśtotygoł, jak zołmiyrz odemknie
torbę, a zawoło:
— Właźcie tu wszyćkie!
Tak djobły powłaziyły. Tak to juz mioł od Pana Jezusa, ze
do ty torby wszyćko wlazło, co se ino pomyśloł. Jak djobły
wlazły, jak moj zołmiyrz weźmie święconą wodą kropić, jak weźnie
kredowoć święconą krydom, a bić — ale to bić! Jak nie wezną
djobły pisceć a krzyceć, a prosiyć, zęby ich puściył! Gorąco im
było przeokropnie, a z torby taki sed smród, ze — posoko —
ciężko było wytrzymać. Jak ich tak juz nabiył, fest, nabiył, tak
powiado do nich:
— Pusce wos, ale musicie mi przyrzyc i na to sie podpisać,
ze na jutro ten zomek bedzie cały ze złota: złote mury, złote po
krycie, złoto piwnica, złoto studnia, wszyćko ze złota i ze go na
zawse opuścicie.
Zaruteńko sie djobły zgodziuły na wszystko, a zołmiyrz wyrychtowoł pismo, rozpolył zelozną syne nad świycą, a nastorszy
djobył wysunył pazur z torby, przytchnył go do rozpolony syny
i podpisał papier. Jak sie potem to lichojstwo rzuci na zomek,
jak weźnie robić, to ino sum, huk i trzask było daleko swychać.
Na drugi dzień zomek cały jaze sie świeciuł od złota.
145
Król, jak zobocył taki ślicny zomek, tak chciał za to zołmiyrzowi wynogrodzić i posłoł po niygo. Ale o zołmiyrzu juz ani
swychu — posed dzieś.
Chodziył długo jesce, chodziył po świecie, jaz roz w lesie
napotkał śmierć. Ano nic. Jak jo napotkoł, tak ona mu rzece:
— Dos ty sie juz nawojacył po świecie, doś-eś sie juz na
żył, to jo cie teroz zabiorę.
Chce go brać, a ten ją do torby prędziutko chyciył, posed
z nią do jedny chałupy, co stało w lesie, wloz na piec ; jak tam
śmierć przysiod, tak siedem lot na ni siedzioł.
Tymcasem ludzie żyją i żyją, nicht nie umiyro, jaze to Pana
Jezusa zdziywiyło i mówi do świętego Pietra:
— Co to jes, ze ludzie nie mrą nic? Nikogo tu u bramy
nie widać oddowna.
A święty Pietr powiada :
— To nie pamiętos, Ponie Jezu, żeśmy śmierć posłały po
tego zołmiyrza? Pewnie ją czymo i nie chce puścić.
Po siedmi latach, jak juz zołmiyrz straśnie śmierć wysusył,
odmyknął torbę, a ona ino frunyła i więcy mu sie nawet na ocy
nie pokozała. Zołmiyrz posed znowu we świat. Chodziył, chodziył
i dokazowoł, co ino móg, ale sie mu wkońcu wszyćko uprzy
krzyło i wybroł sie do nieba. Zachodzi i puko do bramy. Wy
chodzi święty Pietr, ale ze ino go poznał, powiado :
— Idź stąd, tu ni ma lo ciebie miejsca.
Zołmiyrz prosi, a święty Pietr podo :
— Pamiętos, jogeś nie chcioł przyjąć zbawienio dusnego,
jagyeś niym zgardziył, pamiętos ? — Jesce krzyknął i zapar
dźwi.
Strapiył sie nas zołmiyrz, ale pomyśloł:
— Kiej mie w niebie nie chcą przyjąć, to pójdę do
piekła.
I posed. Zachodzi on tam, puko, otwiyrają dźwi.
Nagle zrobiył sie wielgi krzyk w piekle, zacęły djobły
wołać :
— Zapieroj dźwi ! Trzymoj ! Juz nas z jednygo miejsca wy
gnał, to onby nos tu i stąd wygnoł!
Podparły dźwi i zołmiyrza do piekła nie puściyły. Odsed
mój zołmiyrz od dźwi piekła i posed jesce pukać do niebieskich
dźwi. Puko. Wychodzi święty Pietr, a zołmiyrz juz sie nie prosi,
Lud. T. XXIII.
10
ino sie prosto do nieba garnie. Jak go polnie święty Pietr
w gębę, tak sie jaz na ścianę potocył i tak juz zostoł oparty
o ścianę i stoi ta dotąd.
Opow. Izydor Książek, 1907 r.
I) Por. A. Gliński: Bajarz polski — baśń 18. „O żołnierzu wędrowcu,
kiesce złotodajce, lulce niekurce, i o worze samochwycie“.
Kraków.
SEWERYN UDZIELA.
RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
Dziesięciolecie ludoznawstwa polskiego 1914—1924.
(Zestawienie bibljograficzne).
Po upadku Wisły redagowanej przez Jana Karłowicza, nastąpiła
pewna przerwa na polu badań etnograficznych. Dopiero w ostatnich
latach zaczyna się ponowne ożywienie etnografji polskiej, a wyrazem
tego jest wielka ilość prac, jakie się ukazały w ostatniem dziesięcioleciu.
I. Bibljografja.
Na początku tego okresu ukazała się Dra Franciszka Ga
weł k a : Bibljografja ludoznawstwa polskiego, Kraków, nakładem Akademji Umiejętności, 1914. S. XL11 + 328.
Dzieło Dra Gawełka dało całokształt etnograficznego dorobku
Polski,, i wypełniło lukę, której nie zapobiegły próby A. Strzelec
kiego: Materjaly do bibljografji ludoznawstwa polskiego, (Wisła X—XIII)
i L. Finkla w Bibljografji historji Polski.
Pracę swą uzupełnił Dr. Gawełek Bibljografją ludoznawstwa litew
skiego, drukowaną w Roczniku Tow. Przyj. Nauk w Wilnie 1911 —1914.
T. V. s. 326—400, oraz w odbitce, Wilno 1914, s. 77.
Również prof. Aleksander Briickner nie przestaje informo
wać zagranicy o polskich publikacjach etnograficznych do r. 1916
w Ztschr. des Vereines für Volkskunde, a J. St. Bystroń w czasopiśmie
Slavia, Rok II. S. 154—174, i S. 548—552 dał dokładne sprawozda
nie z polskich wydawnictw ludoznawczych za lata 1912—1921.
J. St. Bystroń zamieszcza też stale rezenzje z ważniejszych wy
dawnictw z dziedziny polskiej etnografji w czasopiśmie Przegląd war
szawski, 1921, s. 265—273, 1924, s. 397.
II. Wydawnictwa zbiorowe i czasopisma.
w r.
Komisja antropologiczna Akad. Umiejętn. w Krakowie wydała
1914 Materjaly antropologiczno - archeologiczne i etnograficzne,
10*
148
T. XIII, w r. 1919. T. XIV; ponieważ wydawnictwo to miało druko
wać nie tylko materjały, ale i prace, więc odpowiednio do tego zmie
niono też tytuł na Prace i materjały antropologiczne)-archeologiczne i et
nograficzne. Z nowej serji wydano w r. 1920, T. I, cz. 1—2. S. X+94+
XII tabl. + 69; w r. 1921, T. II, cz. 1—2, S. X + 63 + XI
tabl. + 51 ; w r. 1924, T. III, S. 26 + 16 + 141.
;
Lud, kwartalnik etnograficzny, wychodzący we Lwowie pod re
dakcją A. Fischera; nie przerwał swego istnienia. W r. 1915 wyszedł
Tom XIX, S. 172, w r. 1918 Tom XX, załata 1914—1918. str. 331.
Następnie przekształcono Lud na organ Polskiego Towarz. Etnologicz.
na całą Polskę, wydawany nadal przez Tow. Ludoznawcze we Lwowie.
W nowej formie wyszły w r. 1922—3, Seija II, T. I, z. 1 4, S.
IV + 276; w r. 1924, T. II,- z. 1—4, S. IV + 168.
W Warszawie usiłowano wznowić Wisłę, ale wydany w r. 1916
T. XX, z. 1—2, s. 294, zupełnie nie nawiązał do świetnej tradycji,
więc zaniechano dalszych wysiłków. Jednak Polskie Tow. Etnol. w War
szawie rozpoczęło pod tym tytułem wydawnictwo monografij etnogra
ficznych. Dotąd wydano z. 1 -, który zawiera pracę St. Ciszewskiego,
p. t. Sól.
Tygodnik krajoznawczy Ziemia wychodzący w Warszawie od
r. 1910 przerwał swe istnienie w r. 1914 na V tomie (do nr. 32
s. 512). Wznowiony chwilowo w r. 1920, nr. 1—6, nie mógł się utrzy
mać, i dopiero od roku- 1922 dzięki subwencji Min. W. R. i O. P.
wychodzi nadal co miesiąc, jako organ Polsk. Tow. Krajoznawczego.
Miesięcznik krajoznawczy dla młodzieży Orli Lot, Kraków 1920—1924
zawiera wiele artykułów etnograficznych.
Gryf pismo redagowane przez A. Majkowskiego, od r. 1908
przerwane na t. IV, a w r. 1921 wznowione, zawiera wiele ciekawych
materjałów do etnografji kaszubskiej.
Również specjalnem wydawnictwem jest Rocznik podhalański (Wy
dawnictwo Muzeum Tatrzańskiego im. Dra T. Chałubińskiego w Zako
panem), nr. 1. Żako pane-Kraków. 1914—1921. S. XXX + 218 +
1 nlb. + IV tabl.; etnografją Podhala zajmuje się też wydawnictwo
Wierchy T. I—II, i Pamiętnik Tcnuarzystwa Tatrzańskiego. T. XXXV do
XXXVII.
Z czasopism mających znaczenie i dla etnografji należy wymienić
Przemysł i Rzemiosło, organ Miejskiego Muzeum Przemysłowego im.
Dr. A. Baranieckiego w Krakowie, wychodzący od r. 1921, a od
r. 1922 p. t. Przemysł-Rzemiosło-Sztuka. Dotąd wyszły R. I IV.
Do publikacyj o charakterze etnograficznym przystąpiła też swego
czasu t. z. Landeskundliche Kommision beim K, D. Gen. Gour. War
schau. Niektóre z tych tomów, jak B. Brandta Geographischer Bilder
atlas des polnischweissrussischen Grenzgebietes. Berlin, 1918, i H. Grisebacha Das polnische Bauernhaus, zawierają wiele cennych zdjęć
fotograficznych. Natomiast praca A. Schultza w Handbuch von Polen,
Beiträge zu einer allgemeinen Landeskunde. Berlin 1917, oraz tegoż
149
autora Ethnographischer Bilderatlas von Polen, Berlin 1918, dają przy
kład zupełnej nieznajomości opracowanego tematu.
Archiwum nauk antropologicznych, wychodzi od r. 1921 jako
organ Instytutu Nauk antropol. Tow. Nauk. Warsz. Dotąd wydano T. I.
Nr. 1—10; T. II. Nr. 1—5, T. III. Dział B. Etnologja, Nr. 1. Po
cząwszy od T. III. podzielono wydawnictwo na trzy działy, A. Anłropologja, B. Etnologja. C. Archeologja.
Ważne jest też wydawnictwo Bibljoteczki geograficznej „Orbis
redagowanej przez prof. uniw. krakowskiego Ludomira Sawic
kiego. Serja III tej bibljoteczki poświęcona opracowaniu poszczegól
nych obszarów etnograficznych Polski. Dotąd wydano tomiki nr. 1—7.
III. Zagadnienia ogólno-teoretyczne.
W tej dziedzinie ukazało się wiele prac i artykułów. Więc J. Czekanowski w pracy: Antropologia, etnologja i prehistorja (Lud. T. XXI. s.
3 —16 i odb.) wyjaśnia wzajemny stosunek nauk antropologicznych, zali
czonych do nauk socjologicznych. O te zagadnienia potrącają również
prace : L. Kozłowskiego Problem ' etniczny w prehistorji. (Lud.
T. XXI, s. 17—28), A. Fischera Znaczenie etnologji dla innych nauk.
(Lud XXI, s. 81—92 i odb.), St. Poniatowskiego O metodzie
historycznej w etnologji i znaczeniu jej wyników dla historji. Warszawa,
1919, s 19 (odb. z „Przeglądu historycznego“), oraz tegoż autora:
Zadanie i przedmiot etnologji. Warszawa, 1922, s. 30 (Archiwum nauk
antropol. T. II. nr. 2) i Systematyka zagadnień i kierunków socjologicz
nych. Warszawa, 1922, s. 27 (odb. z „Przeglądu filozoficznego“ 1922 r.).
Zagadnienia te rozważa też Janina Klawe w pracach Metody i kie
runki w etnologji ze stanowiska socjologji. Warszawa-Lwów, 1922, s. 16
(Archiwum nauk antropologicznych. T. III. Dział B. Nr. 1), oraz Teorja
animistyczna w etnologji. (Lud. T. XXII, s. 13 25)., Zasadnicze pro
blemy etnologji omawia C. Ehrenkreutzowa w pracy p. t. Materjat
naukowy i przedmiot etnologji (Lud. XXII, s. 26 32). Ważne wskaza
nia metodyczne dał R. Ganszyniec w studjum: Czynnik racjonalny
w wierze i w obrzędzie. (Lud. T. XXI, s. 183 203 i odb. Lwów, 1923).
IV. Organizacja badań etnograficznych.
I
Wśród publikacyj na ten temat, na podkreślenie zasługuje praca J. C z ekanowskiego: W sprawie potrzeb nauk antropologicznych w Polsce
(Nauka Polska I. s. 201—223). Warszawa, 1918. Starannie opracowany
kwestjonarjusz dał nam A. Langer: O zbieraniu materjałów do dziejów
kultury ojczystej. Warszawa, 1918, s. 59, oraz Zbieranie materjałów
ludoznawczych. Warszawa b. r. s. 68 (Bibljoteka związku młodzieży
wiejskiej nr. 36).
Z zakresu muzealnictwa wyróżnia się praca tragicznie zmarłego,
zasłużonego etnografa polskiego Br. Piłsudskiego p. t. W sprawie
150
Tatrzańskiego. O urządzenie działu ludoznawczego. (Rocznik
podhalański. Zakopane-Kraków, 1914—1921, s. 147—188).
E. Frankowski w artykule Zbiory etnograficzne w Polsce (Lud
XXI. s. 40—55) omawia dzieje powstania tychże, stan obecny i wa
runki istnienia i rozwoju ich na przyszłość. Zagadnieniom organizacyjnym
poświęcone są następujące prace: K. Kwiecińskiego: Krajoznaw
stwo ze szczególnem uwzględnieniem Małopolski. Lwów, 1921, s. 108 +
16 ilustr ; E. Frankowskiego Ludoznawstwo na wsi (Nauka Pol
ska IV); J. St. Byątronia: Ludoznawstwo na prowincji (Nauka Pol
ska, IV, s. 190—203), oraz A. Fischera: Etnologja a szkoła polska
(Muzeum XXXVII, 1922, s. 291—299 i odb.). Cenne wskazówki prak
tyczne daje E. Frankowski w artykule : Fotografja w ludoznawstwie
(odb. z „Ziemi“ VII, nr. 3).
Muzeum
V. Dzieje ludoznawstwa w Polsce.
W setną rocznicę urodzin O. Kolberga ukazało się wiele artyku
łów i szkiców, a nadto specjalny zarys biograficzny napisany przez St.
Lama p. t. Oskar Kolberg. Żywot i praca. Lwów, 1914, s. 77. (Bibl.
Macierzy Polskiej nr. 87). Zasłużonemu badaczowi na polu ludoznaw
stwa polskiego Żegocie Paulemu, poświęca artykuł biograficzny Wł.
Antoniewicz p. t. Żegota Pauli (Przegląd powszechny 1916, s.
321—334). W. Sieroszewski napisał zarys życia i prac tragicznie
zmarłego Br. Piłsudskiego (j' 1918) (Rocznik podhalański. ZakopaneKraków, 1914—1921, s. V—XXX).
St. Niemcówna w wydanej monografji : Wincenty Pol jako
geograf omawia też prace etnograficzne W. Pola. W wydaniu pism po
śmiertnych (T. I. s. 1—67) K._ Potkańskiego zamieszcza Fr. Bujak
bardzo dokładny wstęp p. t. Życie i działalność Karola Potkańskiego
(1861—1907), gdzie omawia prace etnograficzne tego badacza; a ju
bileuszowe wydanie L. Krzywickiego Studjów socjologicznych, War
szawa, b. r. S. VII + 340, zawiera przeszło 40 stron bibljografji jego
prac (s. 299—340).
VI. Obszar etnograficzny.
a) Monografje terytorjal ne.
Problem ustalenia granic polskich wywołał wiele wydawnictw,
które i dla etnografji mają trwałe znaczenie. Całość zagadnienia ujmują
prace następujące: Wł. W a kar Rozwój terytorjalny narodowości pol
skiej. Kielce 1917—1918, T. I-III, S. 149 + 228 + 154, oraz
Encyclopédie polonaise Vol. II. Territoire et population de la Pologne,
Fribourg-Lausanne, 1920, s. 865, gdzie etnografję opracowali B.
Piłsudski i St. Dobrzycki, a demografję St. Zaleski. Dla ba
dań tych ma też doniosłe znaczenie E Romera: Geograficzno-statystyczny Atlas Polski. Lwów-Warszawa, 1921, S. 26 + XXXIV tablic.
4
.
1
**-?■
.
4>
• ' ••
:
ířv
. 3TSjf.$$-
Ibl
Kresom wschodnim poświęcono następujące publikacje : J. Cze
kan ows ki: Stosunki narodowościowo-wyznaniowe na_ Litwie i Rusi.
Lwów, 1918 (Prace geogr. I); M. Ś wiechowski: Żywioł polski na
ziemiach litewskich. Zakopane, 1917; tenże: Stosunki ludnościowe i wła
sność ziemska na ziemiach litewskich. Kraków 1918 ; tenże : Population
d’après les nationalités et la propriété foncière sur le territoire du Grand
Duché de Lithuanie. Kraków 1918; tenże: Mapa narodowościowo-polityczna obszarów W. ks. Litewskiego. Warszawa, 1921 (toż po angielsku
i po francusku) ; E. Maliszewski: Polacy i polskość na Litwie i Rusi.
Warszawa 1916; K. So chanie wicz: Stosunki narodowościowo-wy
znaniowe w diecezji podlaskiej w r. 1863 (Lud XX, s. 271 292); St.
Pawłowski: Ludność rzymsko-katolicka w polsko-ruskiej części Ga
licji. Lwów, 1919 (Prace geograficzne T. III). Dla Spiszą i Orawy opra
cowała komisja kartograficzna specjalne wydawnictwo p. t. Spisz, Orawa
i okręg czadecki. Kraków, 1919; na wzmiankę zasługują: artykuł R.
Zawilińskiego: Charakter językowo-etniczny ludności polskiej na
Węgrzech. (Pamiętnik Tow. Tatrzańskiego. T. XXXVII, s. 134—140);
tegoż autora : Z naszych kresów południowych (Pamiętnik Tow. tatrzań
skiego. XXXVII, 37—63). Wiele cennych materjałów ze Spiszą i Orawy
zebrał niedawno zmarły polski orjentalista J. Grzegorzewski w pracy:
Na Spiszu. Studja i teksty folklorystyczne. Lwów, 1919, s. 178. Nieco
materjału etnograficznego zawiera też praca geograficzna Kazimierza
Sosnowskiego p. t. Beskidy zachodnie. Kraków, 1924. S. 248 (Bibl.
geograf. „Orbis“. Serja III. T. 5—6). Śląskowi poświęcono następujące
prace: A. Dudziński: Polacy na Śląsku. Lwów, 1919 (Prace geogra
ficzne. T. IV) ; K. Piątkowski: Stosunki narodowościowe w ks. Cieszyńskiem. Cieszyn, 1918. Kresy północne opracował E. Romer: Po
lacy na kresach pomorskich i pojeziernych. Lwów, 1919. (Prace geogra
ficzne II). Zagadnieniom zróżnicowania terytorjalnego na obszarze Polski
poświęcił S. Udziela pracę p. t. Etnograficzne ugrupowanie i rozgra
niczenie rodów Górali polskich. (Przegląd geograf. I. s. 80—91).
Nad uwarstwieniami etniczno-społecznemi ludności polskiej zasta
nawia się J. Czękanowski w studjum : Z badań uwarstwowienia
etniczno-społecznego Polski. Poznań, 1921 (Prace komisji mát. przyr.
Tow. przyj. Nauk w Poznaniu. Serja B. T. I. z. 1. s. 56—77 i odb.).
Wiele materjałów do monograficznego ujęcia polskiego terytorjum
zawierają różne wydawnictwa. Czasopismo „Gryfa wznowione w r. 1920
drukuje przekład rosyjskiej pracy etnograficznej o Kaszubach A. H i 1ferdinga p. t. Oct&tkh CnaBHirf, na iojkhom Oepery 6ajiTÍHcnaro
MOpa. Syntetyczną próbę 'ujęcia ludu kaszubskiego dał A. Fischer
w zbiorowem wydaniu p. t. Z polskiego brzegu. Przyroda i lud. Opra
cowane wspólnie przez St. Pawłowskiego, A. Jakubskiego
i A. Fischera. Lwów-Warszawa, 1923, s. 72. Monograficzny zarys
ogłosił Izydor Gulgowski p. t. Kaszubi. Kraków, 1924, s. 128 +
1 mapa (Bibljoteczka „Orbis“, S. III. T. 2).
Obszarem puszczy kurpiowskiej zajmuje się A. Chętnik, który
ogłosił szereg prac na ten temat, a mianowicie : Z zielonej puszczy (Zie-
152
mia V. nr. 3—11), Chata kurpiowska. Warszawa, 1915, s. 112, O Kur
piach. Warszawa, 1919, s. 50, a wreszcie opracowanie całego obszaru
p. t. Kurpie. Kraków 1924, s. 140. (Biblioteczka geograf. „Orbis“.
Serja III, t. 4).
A. R u melówna w pracy p. t. Z mili kwadratowej obszaru.
Warszawa, 1914, s. 63, zajmuje się obszarem ziemi między miastecz
kami Trzciannem a Goniądzem w p. białostockim.
Małopolsce poświęcono również parę cennych prac. St. Pola
czek ogłosił drugie wydanie monografji p. t. Powiat chrzanowski
w W. ks. Krakowskiem. Kraków, 1914, S. 308; St. Cercha dał
ważną monografję p. t. Kleparz, przedmieście Krakowa przed 50 laty
(Materjały antrop. archeol. i etnogr. T. XIV, s. 1—80); senjor etno
grafów polskich, kustosz muzeum etnograficznego w Krakowie, Sewe
ryn Udziela napisał piękną monografję p.-t. Krakowiacy, Kraków,
1924, s. 154.
Z badań nad terytorjum polskiem wymienić należy wydanie Pism
pośmiertnych K. Potkańskiego. Kraków. Nakł. Akad. Umiejętności
1922 1924. T. I. S. IV + 479, T. II. S. 498. W T. I. tych pism
znajdujemy opracowane dzieje osadnictwa ziem i puszczy radomskiej,
kurpiowskiej i Podhala (s. 107—388) z właściwem uwzględnieniem
etnografji.
—
Z pogranicza polsko ruskiego zebrano wiele cennych mateijałów,
a mianowicie : A. S al o n i dał zarys z okolic Stanisławowa, p. t. Za
ściankowa szlachta polska w Delejowie (Materjały antrop. archeolog,
i etnogr. XIII, s. 3—151).
Okolicą Brzeźan zajmuje się K. Moszyński w pracy p. t.
Obrzędy, wiara i powieści ludu z okolic Brzeżan. (Mat. antrop. archeol.
i etnogr. XIII, s. 152—198); tenże autor dał staranny opis obszaru
ukraińskiego w pracy: Z Ukrainy. Warszawa, 1914, S. 157; na pod
kreślenie zasługuje szkic E. Frankowskieg'o Z Polesia wołyńskiego
(Ziemia V, nr. 10—13); wiele ciekawych materjałów białoruskich znaj
dujemy w Pamiętniku M. Marksa Witebszczanina, ogłoszonym przez
W. Bruchnalskiego.
R. Lilientalowa opracowała w dalszym ciągu Święta żydow
skie w przeszłości i teraźniejszości. Pierwsza część tej pracy wyszła
w 1908 (t. XLV), dwie dalsze części wyszły w r. 1914 (T. LII) i w r.
1920 (T. LVIII).
b) Narzecza ludowe.
Doniosłe znaczenie w tej dziedzinie ma praca Kazimierza
Nitscha p. Dialekty języka polskiego (Encykl. polska. Wydawnictwo
Akad. Umiej. T. III, s. 238—343). Kraków, 1915, oraz tegoż autora
Mapa narzeczy polskich z objaśnieniami. Kraków, 1919. K. Nitsch
zaczął też wydawać : Monografję polskich cech gwarowych. Dotąd wy
szły: Nr. 1. Fonetyka między wyrazowa. Nr. 2. Małopolskie ch. z mapą.
Kraków, 1916, s. 58. Nr. 3. Prasłowiańskie F z mapą. Kraków, 1916. s. 47.
153
Wreszcie rozpoczął K. Nitsch badania nad geografją wyrazów
w pracy : Z geografji wyrazów polskich. (Rocznik slawistyczny T. VIII,
s. 60—150). Kraków, 1918.
F. Lorentz wydał drugi zeszyt Tekstów pomorskich czyli słowińsko-kaszubskich. Kraków. Akad. Umiej. 1914. E. Klich opracował:
Narzecze wsi Borki nizińskie (pow. mielecki). Kraków, 1919. s. 107.
(Prace kom. język. Akad. Umiej, w Krakowie nr. 2). W „Materjałach
komisji językowej“ T. VII. cz. 1. 1915 wydrukowano: Kosiński Słoztmik
okolicy Czchowa, Chomiński Dialekty polskich okolic Rymanowa,
Nitsch i Stein Zapiski gwarowe ze środkowej Galicji.
c) Nazwy topograficzne.
Kwestjonarjusz w tej sprawie ogłosił S. Udziela (Lud XXI, s.
237—8), oraz J. Zbór o w ski : Wskazówki do zbierania nazw topograficz
nych (Bibl. Tow. miłośników języka polskiego. Nr. 4). Warszawa, 1923,
s. 32; Wł. Semkowicz dał dokładny plan p. t. O zbieraniu nazw
geograficznych. (Orli Lot. V. nr. 6 — 7, s. 100—107). Wielkie bogactwo
materjałów ogłosił ks. St. Kozierowski w pracach: Badanie nazw
topograficznych dzisiejszej archidiecezji gńieźnieńskiej. Poznań, 1914, s.
440; Badanie nazw topograficznych dzisiejszej archidiecezji poznańskiej.
Poznań, 1916, T. I—II, s. 576 + 765; Badanie nazw topograficznych
na obszarze dawnej zachodniej i środkowej Wielkopolski. Poznań, 1921,
s. 503; Pierwotne osiedlenie ziemi gnieźnieńskiej wraz z Pałukami
w świetle
nazw geograficznych i charakterystycznych imion rycerskich.
Poznań, 1924, s. 129. (Slavia occidentalis, T. 111—IV). Ks. A. Mań
kowski bada Nazwy miejscowe powiatu lubawskiego. Wąbrzeźno 1923,
s. 23. Podobnemi zagadnieniami zajmują się; St. Drzażdżyński
w pracy: Słowiańskie nazwy miejscowości na Śląsku pruskim III. Powiat
kozielski. (Lud XIX, s. 1 —30) ; F. Lorentz w pracy : Polskie i ka
szubskie nazwy miejscowości na Pomorzu kaszubskiem. Poznań, 1923,
s. VIII + 170; K. Moszyński w pracy: Uwagi o słowiańskiej terminologji topograficznej i fizjograficznej. Oparta przeważnie na mateijale
białorusko-poleskim. Lwów-Warszawa, 1921, s. 19. (Archiwum nauk
antrop. T. I. nr. 5).
d) Nazwiska i przezwiska.
Tą dziedziną zajmuje się
nazw Wielkopolan zamieszkałych
St. Ciszewski w pracy: Słowniczek
w obrębie dziekanatu stawiszyńskiego.
(Materjały antrop. archeol. i etnogr. T. XIII, s. 199—210), oraz J. Zboro wski: Przezwiska górali powiatu nowotarskiego. (Lud XXI, s. 219—227).
VII. Kultura materjalna.
1. Budownictwo.
Opis chaty w puszczy kurpiowskiej dał A. Chętnik p. t. Chata
kuroiowska. Warszawa, 1915, s. 112. Tekst objaśnia 207 fotografij,
planów i rysunków. W „Veröffentlichungen der Landeskundlichen Kom
mission b. Kaiser]. Deutschen. Gen. Gour. Warschau. Beiträge zur Pol
nischen Landeskunde“. Reihe B. Band 3. ogłosił H. Grise bach monografję Das polnische Bauernhaus. Berlin, 1917. S. 106 + 18 tablic.
Tytuł nie odpowiada treści, bo niema tu mowy o chacie polskiej, ale
o chacie na obszarze dawnego zaboru rosyjskiego. K. Moszyński
dał szkic p. t Budownictwo ludowe w okolicy Zamościa z 16 ilustr.
w tekście. Zamość, 1920. (Książnica Zamojska T. 11). W związku
z badaniami nad polskiem budownictwem ludowem pozostaje też roz
prawka arch. Stefana Szyllera: Tradycja budownictwa ludowego
w architekturze polskiej. Warszawa, 1917.
2. SjDrzęty.
W tym dziale mamy drugie wydanie dzieła W. Matlakowskiego:
i sprzęt ludu polskiego na Podhalu. Warszawa, 1915. S.
138 + 65 tabl. Cenny przyczynek dał T. Dobrowolski: O skrzyni
z Nowego Sącza. (Przemysł - Rzemiosło - Sztuka. 1923. z. 3—4, s.
50—52).
Zdobienie
3. Odzież.
S. Udziela ogłosił pracę o pasach włościan krakowskich p. t.
(Berichte
aus d. Knopfmuseum Heinrich Waldes). Praga, 1918, s. 18—27.
Brak dotkliwy kompletnego opracowania strojów ludowych wy
pełnić usiłuje wydawnictwo „Fryzów ludowych“. Nakł. „Świtu“ A. Chle
bowskiego w Warszawie. Wydano dotąd 28 fryzów, malowanych przez
G. Pillatiego, a mianowicie: 1 — 2 Górny Śląsk. 3—4 Cieszyńskie.
5—6 Zakopiańskie. 7—8 Huculi. 9—12 Krakowskie. 13—14 Kielec
kie. 15 —16 Sieradzkie. 17—18 Opoczyńskie. 19—20 Łowickie.
21—22 Wilanowskie. 23 — 24 Kurpie. 25—26 Lubelskie. 27-28 Wi
leńskie. Wydawnictwo w wielu wypadkach traktowane więcej ze zdob
niczego punktu widzenia, ale wobec zupełnego braku innych podobnych
u nas wydawnictw może oddać znaczne usługi przy nauczaniu w szkole
0 strojach ludowych. Oczywiście w szczegółach są pewne błędy, gdyż
zwracano głównie uwagę na kolorystyczną stronę i ta jest dość wierna.
Die Gürtel der polnischen Landleute im südlichen Kleinpolen
4. Przemysł domowy.
,
Temat ten interesuje bardzo S. Udzielę, który ogłosił obszerny
kwestjonarjusz w „Ludzie“ XXI, s. 233—236, a także i specjalne studja p. t. Przemyśl drzewny w Koszarawie (pow. żywiecki) (Przemysł
1 Rzemiosło 1921, s. 79—82); następnie: Wełniane wyroby drutowe
w Tyńcu pod Krakowem. (Przemysł-Rzemiosło-Sztuka, 1922, s. 18—19);
Kuśnierstwo w Starym Sączu. (Przemysł-Rzemiosło-Sztuka, 1923, z. 1—2,
s. 15—18); Wyrób sprzętów ludowych w Skawinie pod Krakowem (Prze
mysł-Rzemiosło-Sztuka, 1924, nr. 1).
155
T. Szafran zwraca uwagę na ludową ceramikę w artykule: Garn
(Przemysł-Rzemiosło-Sztuka,
1924, nr. 2). S. Udziela przeprowadza analizę kropielniczek: Gli
niane kropielniczki ludowe. (Przemysł-Rzemiosło-Sztuka, 1924, nr. 2),
oraz: Garncarze w Bieczu. (Przemysł-Rzemiosło-Sztuka, 1924, nr. 2),
Przemysł garncarski na Kaszubach omawia I. G ul go w sk i p. t. Garn
carstwo na Kaszubach. (Przemysł-Rzemiosło-Sztuka, 1924, nr. 1), tegoż
autora Hafty ludowe na Kaszubach. (Przemysł-Rzemiosło-Sztuka, 1924,
nr. 2).
Tkactwo ludowe omawia J. Stokłosa w pracy: Tkactwo ludowe
w Gruszowcu i Jurgowie. (Prace i mater, antrop. archeol. i etnogr. T. I.
cz. 1 — 69).
T. Seweryn napisał: Kożusznictwo i torebkarstwo w Kosowie.
(Przemysł-Rzemiosło-Sztuka, 1924, nr. 2).
carstwo ludowe w przemyśle ceramicznym.
5. Zajęcia rolnicze i gospodarcze.
Problem pasterstwa górskiego omawia L. Sawicki w pracach:
I. Wędrówki pasterskie w Karpatach. (Sprawozd. Tow. Nauk. Warsz.
1912, IV, s. 79—106); następnie ogłosił dalsze wyniki swych studjów:
II. Szałaśnictwo na Woloszczyźnie Morawskiej. III. Szałaśnictwo na Śląsku
Cieszyńskim. IV. Szałaśnictwo w górach żywieckich. (Mater, antr. archeol.
i etnogr. XIV, s. 81—195).
Krótki zarys pasterstwa w Tatrach podał też Br. Piłsudski
w artykule Almen-Viehzucht in Tatra-Gebirge in Polen. (Schweizer. Archiv,
f. Volkskunde. T. XX. 1916). Nazwy krów z dawnych aktów podają
J. Zborowski (Lud, XXI, s. 56—60) i St. Pawlik (Lud, XXI,
s. 203—209).
Flisakami zajął się B. S1 a s k i w szkicu p. t. Spław i spławnicy
na Wiśle. yNsjcszawa, 1916, s. 32, z 5 tábl., Również 'S. Udziela zaj
muje się życiem flisackiem w studjum : Wisła w folklorze (Monografja
Wisły, z. XIV, s. 28. Warszawa, 1920).
Rozwój gospodarczo-społeczny ludzkości przedstawił L. Krzy
wicki w pracy : Ustroje społeczno-gospodarcze w okresie dzikości i bar
barzyństwa. Warszawa, 1914, s. 678.
Na wzmiankę zasługują artykuły tegoż autora w wydawnictwie
„Świat i człowiek“ z. III, p. t. Rozwój kultury materjalnej, więzi spo
łecznej i poglądu na świat, 1—178, Rozwój stosunków gospodarczych
249—356, a w zesz. IV. Rozwój społeczny wśród zwierząt i u rodzaju
ludzkiego, 1 — 66, Rozwój moralności, 67—125.
A. Maurizio przedstawia : Teorje rozwoju rolnictwa (Die The-.
orien über die Entwickelung der Landwirtschaft), Lwów, 1922, s.
145—203, odb. z „Kosmosu“ R. XLVII (1922). St. Ciszewski
w pracy: Studja etnologiczne I. Sól, Warszawa, 1922, s. 91 (Wisła
T. XXI, z. 1) daje historję zaznajamiania się człowieka z solą, z obfitem Uwzględnieniem materjałów słowiańskich.
156
6. Sztuka ludowa.
O drewnianych krzyżach litewskich i ich ciekawem zdobnictwie
napisał B. Piłsudski w szkicu p. t. Les croix lithuaniennes (Archives
suisses des traditions populaires XX, 1916), także po polsku p. t.
Krzyże litewskie. Kraków, 1922, z przedmową J. T. Hryncewicza.
Wraz z tym szkicem wydano też J. Wiktora: Kapliczki i krzyże
przydrożne. Kraków, 1922 (Bibl. „Orlego Lotu“, 3).
Inkrustacje huculskie omawia T. Seweryn w pracy: Huculska
wykładanka w drzewie. (Przemysł Rzemiosło-Sztuka, 1924, nr. 1—2).
K. Witkiewicz pisze o wyrobach ludowych w drzewie p. t.
Pamiątki i zabawki ludowe z kiermaszu krakowskiego. (Przemysł Rzemiosło-Sztuka, 1924, nr. 1).
L. Lepszy omawia: Obrazy ludowe na szkle malowane. Prze
mysł i Rzemiosło, 1921, s. 23—35 z barwnemi ilustracjami). Również
o tem pisze K. S t e c k i w szkicu Ludowe obrazy na szkle z okolic
podtatrzańskich. (Rocznik podhalański, s. 189 — 218 z ilustr.). Malar
stwo na Żmudzi opracował J. Perkowski p. t. Uwagi o malarstwie
ludowem w półn. zachodnim skrawku Żmudzi. (Przemysł-RzemiosłoSztuka II, 1922, nr. 3, s. 25—34).
Z zakresu sztuki ludowej wydano też bardzo wytwornie: Tekę
drzeworytów ludowych dawnych zebraną przez Z. Łazarskiego.
Miejskie Muzeum Przemysłowe w Krakowie wydało Wycinanki
ludu polskiego łowickie i kurpiowskie. Kraków, b. r. Zeszyt zawiera 14
tablic z przedmową S. Udzieli. Naukowo omówił wycinankę polską
E. Frankowski w pracy p. t. Wycinanki i ich przeobrażenia. (Lud
XXII, s. 82 —128). Dla badań nad wycinanką mają też znaczenie studja
M. Nałęcz Dobrowolskiego p. t. Starodawne obicia papierowe
czyli koltryny. (Przemysł-Rzemiosło-Sztuka, 1922, s. 14—18).
Malowanki omawia K. Witkiewicz p. t. Malowanki ludowe
z okolicy Dąbrowy w Tarnowskiem. (Przemysł-Rzemiosło-Sztuka, 1924,
nr. 1).
7. Instrumenty muzyczne.
Temat ten znalazł opracowanie w studjum prof. A. Chybińs k i e g o p. t. Instrumenty muzyczne ludu polskiego na Podhalu. Kra
ków, 1924, S. 141 + 6 tablic. (Prace i mater, antrop. archeol.
i etnogr. T. III.). Liczne ilustracje przyczyniają się do uplastycznienia
omawianych zagadnień.
VIII. Kultura społeczna.
1. Zwyczaje narodzinowe.
\
Zwyczajami i obrzędami słowiańskiemi zajmuje się prof. J. St.
Bystroń w pracy p. t. Słowiańskie obrzędy rodzinne. Obrzędy zwią-
157
Kraków, 1916, s. 148. Do klasyfikacji
materjału stosuje autor schemat izolacyjny, który został krytycznie oce
niony przez St. Poniatowskiego p. t. Przyczynek do metody ba
dania izolacji obrzędowej. (Archiwum nauk antrop. T. I, nr. 7). LwówWarszawa, 1921. S. 7.
zane z narodzeniem dziecka.
2. Zwyczaje weselne.
Z wydanych materjałów zasługują na uwagą B. Szewca: Zwy
czaje i obrzędy weselne we wsi Wielącze w powiecie zamojskim. Zamość
b. r., oraz ks. F. Machaya: Wesele w Jablonce na Orawie. (Pamięt
nik Tow. tatrzańsk. T. XXXVII, s 26—36).
Dla badań nad obrzędami weselnemi mają znaczenie prace prof.
Wł. Abrahama, które choć zajmują sią prawną stroną obrządu,
jednak zawierają wiele zagadnień etnologicznych. Wł. Abraham wy
dał następujące prace. 1. Z dziejów prawa małżeńskiego w Polsce. Ze
zwolenie panującego lub panów na małżeństwa poddanych i świeckie
opłaty małżeńskie. Lwów, 1916. S. 70. (Odbitka z księgi pamiątkowej
ku czci Boi. Orzechowicza). 2. Dziewoslęb. Studjum z dziejów pier
wotnego prawa małżeńskiego w Polsce. Lwów, 1922. S. 47. (Studja
nad historją prawa polskiego wyd. pod red. O. Balzera. T. VIII, z. 2).
3. Zwyczaje pogrzebowe.
Analizę zwyczajów pogrzebowych przeprowadził A. Fischer
p. t. Zwyczaje pogrzebowe ludu polskiego. Lwów, 1921. S. 439 + XII.
Nieco mateijału porównawczego daje R. Jakimowicz: Mogiły łudzi
zmarłych gwałtowną śmiercią. (Wisła, XX, 24 — 29).
4. Zwyczaje domowe i gospodarskie.
Wśród wydawnictw należy wymienić na pierwszem miejscu J. S.
Bystronia: Zwyczaje żniwiarskie w Polsce. Kraków, 1916. S.XI+ 293.
Praca opiera sią nietylko na danych dotąd drukowanych, ale i na
materjałach własnych.
J. St. Bystroń dał też piękny szkic p. t. Zakładziny domów
(w „Studjach nad zwyczajami ludowymi“. Kraków, 1917, odb. z Rozpr.
wydz. hist, filoz. Ak. Um. LX, s. 1—24), oraz Okręcanie się obrzędowe.
(Lud XXI, s. 93—96).
5. Zwyczaje doroczne.
Zwyczajom tym poświęcił Fr. Gawełek studjum p. t. Konik
Ze studjów nad zabawami ludowemi. Kraków, 1918.
(Osobna odb. z Rocz. Krak. XVIII). Str. 52 z 11 rycinami. Należy za
notować też szkice jak: J. Reinhold: Das Krakauer Lajkonikfest.
Kraków, 1916, s. 28; W. Trojanowski: Konik zwierzyniecki. (Wisła
zwierzyniecki.
XX, 3—9); M. Wawrzeniecki: Konik zwierzyniecki w świetle ana
logy. (Wisła XX, 10-18).
Święta słowiańskie ku czci zmarłych opracował A. Fischer
w rozprawie: Święto umarłych. Lwów, 1923. S. 75. (Odb. z Rozpr.
i Wiadom. z Muzeum im. Dzieduszyckich. T. VII—VIII).
J. Kantor opisał : Zwyczaje Świąt Bożego Narodzenia i Wielkiej
Nocy w okolicy Jarosławia. (Mater, antrop. archeol. i etnogr. XIII.
s. 211—242).
Ze względu na cenne materjały zasługuje na wzmiankę zbiór szki
ców St. Schneidra p. t. Ze studjów mitologicznych i ludoznawczych.
1. Mit o „Kurze niebieskiej. 2. Święto majowe. 3. Święto umarłych.
4. Religja Diouizosa. 5. Dioskurowie i Helena.
6. Prawo ludowe.
Do tej dziedziny należy rozprawka prof. Wł. Semkowicza
p. t. Przysięga na słońce. Studjum porównawcze prawno-etnologiczne.
Kraków, 1919, s. 74. (Odb. z Księgi pamiątkowej ku czci B. Orzechowicza). Studjum to ma znaczenie i dla etnologji, ponieważ objaśnia
wiele wątpliwości w zakresie zaklęć ludowych.
Dla badań nad prawem zwyczajowem ma wielkie znaczenie wy
danie przez B. Ulanowskiego Ksiąg sądowych wiejskich. (Staro
dawne prawa polskiego pomniki. T. XI—XII). Kraków, 1921. T. I.
5. XIV + 879. T. II. s. XIII -j- 760. Należy też zanotować W. Ma
kowskiego: Podstawy filozofji prawa karnego. Warszawa, 1917.
T. I. s. 447.
IX. Kultura duchowa.
1. Wierzenia i przesądy.
Z różnych pnblikacyj zasługuje na podkreślenie praca Br. Mali
nowskiego: Wierzenia pierwotne i formy ustroju społecznego. Kraków,
1915. S. 356. Autor, który dał się już poznać przez książkę p. t.
The Family among the australian aborigines. London, 1913, daje
w swej pracy nietylko omówienie totemizmu, ale zarazem zarys teoiji
powstania religji.
Ukazały się też prace, które usiłują zrekonstruować ustrój tote
miczny w Polsce na podstawie współczesnych materjałów etnograficz
nych, a mianowicie studjum J. Klawe: Totemizm a pierwotne zjawiska
religijne w Polsce. Studjum porównawcze. Warszawa, 1920. Š. 173.
Wnioski jednak wyprowadzone z tej pracy nie są przekonywujące, po
dobnie zresztą jak i w pracy AL Kraushara: Totemizm w rozwoju
dziejowym społeczeństw pierwotnych i jego objawy w genezie społeczeń
stwa polskiego. Warszawa, 1920. (Prace II Wydziału Tow. Nauk. nr. 18).
Genezą wierzeń o duszy zajmuje się R. Ganszyniec w roz
prawie p. t. „De argumentis immortalitatem vulgo adstruentibus par-
159
ticula prima. Cum epimetro de origine notionis animae. Posnaniae.
1920, s. 30.
Pewne wątpliwości budzą wywody A. Szelągowskiego p. t.
Wici i Topory. Studjum nad genezą i znaczeniem godeł polskich i za
wołań. Kraków, 1914. S. 196.
Cenne przyczynki do procesów czarownic na _ Żmudzi ogłosił
K. Sochaniewicz p. t. Przyczynek do czarów na Żmudzi wXVIIw.
(Lud XXI, s. 125—135). Czarami zajął się też poeta J. Tuwim
w pracy : Czary i czarty polskie oraz wypisy czarnoksięskie. Warszawa,
1924, s. 217.
Wiele ciekawych mateijałów zawierają szkice : R. Ganszyóca
O koronach żmijowych (Lud XXI, 228 i n.) ; M. Wawrzenieckiego:
Tabu u ludu naszego (Wisła XX, s. 249—257) ; Fr. R. Gawroń
skiego : Wilkołaki i wilkołactwo, Warszawa 1914, s. 29 (odb. z „Ziemi“);
S. Matusiaka: Koń w naszych wierzeniach (Ziemia V, nr. 24—28);
J. St. Bystronia: Pszczoły w pojęciach i zwyczajach ludu (Studja
nad zwyczajami ludowemi, Rozprawy wydz. hist. filoz, Ak. Urn. T. LX,
s. 24—39, Kraków, 1917); tegoż autora: Czarność u obcych (Lud XXI,
s. 179), oraz Obcy jako ludożercy (Lud XXII, s. 138 i n.).
Bardzo wiele przyczynków zebrał Fr. Krček p. t. Notatki etno
logiczne (Lud XX, s. 293—302); omówiono tu: 1. Ofiary ludzkie przy
nowej budowie. 2. Przesądy dotyczące wisielca. 3. Wierzenia o bazy
liszku. 4. Wymuszenie urodzaju na drzewach owocowych. 5. Kołtun
lekiem. 6. Rokita czyli iwa. 7. Dlaczego cygan nie je fasoli. 8. Wró
żenie z kichania. 9. Czary miłosne. 10. Ołów materjałem amuletowym. 11. Liczby święte. 12. Gra w pisanki 13. Maik. 14. Sobótka.
15. Pierwotne oświetlanie chałup.
16. Młocka z użyciem bydła.
17. Polski most.
M. Barthel de Weydenthal napisała pracę p. t. Uroczne
oczy. Lwów, 1922, s. 51. (Archiwum Tow. nauk. we Lwowie. Cz. II.
T. I. zesz. 3). Autorka zajmuje się grupą wierzeń, związanych z rzuca
niem uroku. Rozprawa oparta wyłącznie na materjale polskim.
Z dziedziny kulturalno-obyczajowej jest szkic A. Fischera p. t.
Zaklęcia przeciw złodziejom książek. (Exlibris I. Lwów, 1917 i odb. s. 15).
Charakter więcej historyczno-literacki mają prace: Wł. Szyszkowskiego: Pierwiastek ludowy w poezji polskiej XV i XVI w.
(Lud XIX, s. 104-152, XX, s. 161—214), W. N art o ws ki e g o :
Stan włościański w utworach poetyckich pisarzy polskich doby renesan
sowej (Lud XIX, s. 71—103, XX, s. 1—157),- oraz M. Szyjkows k i e g o : Dzieje polskiego upiora przed wystąpieniem Mickiewicza. Kra
ków, 1917, s. 70 (odb. z T. LV Rozpr. wydz. filolog. Ak. Um. Krak.).
Badaniami nad kultem świętych zajmują się: C. Ehr en kr eutzowa w pracy: Święta Cecylja (Lud XXI, s. 103—124); K. Do
browolski w rozprawie : Dzieje kultu św. Florjana
Polsce do po
łowy XVI wieku. Kraków, 1924. A. Fischer w rozprawce: Święci
myśliwi (Przegląd myśliwski, 1923) przedstawia rozwój legend o św.
Hubercie i św. Eustachym.
Natomiast kult św. Patryka zbadał S. Czarnowski
w pracy :
Le culte des héros et ses conditions sociales. Saint Patricke, héros
national de l’Irlande. Paris 1919, s. 369 ze wstępem socjologicznym
H. Huberta.
2. Wyobrażenia mitologiczne.
Tą dziedziną zajmuje się zasłużony prof. Al. Briickner w pra
cach: Mitologja słowiańska. Kraków, 1918. S. 152; Mitologja polska.
Studjum porównawcze. Warszawa, 1924. S. 144.
W II tomie Pism pośmiertnych K. Potkańskiego znajdujemy
(s. 1—93) studjum tego badacza na temat wiadomości Długosza o pol
skiej mitologji, o święcie wiosennem „stada“ i zwyczaju topienia śmierci.
Prof. Fr. Bujak w artykule p. t. Dwa bóstwa prusko-litewskie
„Kurche“ i „Okkopirmus“ (Lud XXII, s. 1—12) polemizuje z prof.
Briicknerem, broni istnienia „Kurchego“ i omawia zagadnienie stosunku
litewskiego boga Okkopirmusa do fińskiego boga Ukki.
Bez wartości są prace A. Czubryńskiego p. t. Mit Krusz
wicki, badania wiaroznawcze. Kraków, 1915, s. 256, tegoż autora
Polski wątek dynastyczny (Wisła XX, s. 187 — 248), oraz W. Troja
nowskiego: Podania mityczne dziejów polskich w oświetleniu wiaroznawstwa porównawczego i obrzędów ludowych (Wisła XX, s. 121—186).
Pomysły Czubryńskiego ocenił właściwie J. Kostrzewski w roz
prawce Mitologja czy mistyfikacja? Polemika z dr. Czubryńskim o t. zw.
mit „kruszwicki“. Odb. z „Kuijera Poznańskiego“, Poznań 1916, s. 31.
R. Liliental owa daje wiele materjału porównawczego w roz
prawce : Kult ciał niebieskich u starożytnych Hebrajczyków i szczątki
tego kultu u współczesnego ludu żydowskiego. (Archiwum nauk antrop.
T. I. Nr. 6). Lwów-Warszawa, 1921, s. 16.
3. Opowieści ludowe.
Podaniami o bohaterach zajmuje się Z. Łempicki: Podania
o bohaterach, problemy i metody. (Lud XX, s. 215—245 i odb.). Autor
ocenia wryraz „podanie“, jego znaczenie oraz problem podań, następnie
daje historyczno-krytyczny przegląd głównych kierunków badań nad po
daniami.
W. Klinger zajmuje się wpływami motywów klasycznych w roz
prawach: Z motywów wędrownych klasycznego pochodzenia, serja I.
Poznań, 1921. (Prace nauk. uniw. Pozn, Sekc. Humanist. Nr. 5), i Do
legendy o pochodzeniu kobiety (Lud XXI, s. 209—214).
Literaturę ludową rosyjską omawia C. Ehrenkreutzowa
w szkicu : Siady walk Rosjan z Mordwinami w rosyjskiej literaturze
ludowej. (Wisła XX, s. 51—60).
Echa historyczne polskie w sagach irlandzkich stanowią przedmiot
badań K. Wachowskiego w notatce : Burizleifr. Mieszko i Chrobry
w sagach islandzkich. (Straż nad Wisłą, 1921, nř. 4—5).
.
:
/*.<>
v HyTV
' ^4
í;<
;7&v
‘
'
' -.
161
'
\
Teksty opowiadań ludowych vz okolic Andrychowa ogłosił Sz.
Gonet p. t. „Gadki“ z Inwałdu w okolicy Andrychowa. (Lud. T. XX,
s. 246—270).
4. Widowiska ludowe.
W tej dziedzinie znajdujemy pracą A. Fischera: Polskie wido
Lwów, 1916, s. 42 (Lud XIX, s. 31—70), w której
autor wykazuje związek dzisiejszych widowisk ludowych z dawnym tea
trem polskim. Tekst jasełek białoruskich podał S. Malewicz p. t.
t Betleem na Białej Rusi. (Lud XXII, s. 129—137).
wiska ludowe.
5. Pieśni ludowe.
Pieśniami ludowemi zajął sią specjalnie J. St. Bystroń i ogło
sił szereg prac, a mianowicie : Polska pieśń ludowa. Wybór. Kraków,
1920, s. 170. (Bibljoteka Narodowa. S. I, nr. 26); Artyzm pieśni
ludowej. Poznań, 1921. S. VI + 180; Pieśń o kochanku wziętym
przemocą w rekruty. (Prace i mater, ańtrop. archeol. i etnogr. II, s.
1-10); Pieśń o krakowiance, królu i kacie. (Prace i mater, antrop.
archeol. i etnogr. II, s. 11—28); Przysłowia utworzone z fragmentów
pieśni ludowych, (w temże wydawnictwie, s. 29—51); Pieśń o dziew
czynie i przewoźniku. (Lud XXII, s. 63—71); Wpływy słowiańskie
w niemieckiej poezji łudowej. (Slavia occidentalis. T. I. s. 52—84. Po
znań, 1921); Uwagi nad dziesięciu pieśniami Żydów polskich. (Archiw.
nauk antrop. Tow. Nauk. Warsz. T. I, nr. 10) Warszawa Lwów, 1923,
s. 16; wreszcie tenże autor napisał zarys p. t. Pieśni ludu polskiego.
Kraków, 1924, s. 156. (Bibljoteczka geograf. „Orbis“. S. III, T. 3).
Dziąki tak licznym pracom prof. Bystronia, pieśń polska ludowa do
czekała sią wyczerpującego opracowania.
Prócz tego pieśnią ludową zajmują sią : J. K a n t o r w pracy:
Pieśń ludowa na Podhalu. (Rocznik podhalański, s. 124—146); Anna
Chorowiczowa: Problemy i metody badań nad pieśnią ludową
(Lud XXI, s. 165—178); St. Dobrzycki: O kolędach. Poznań 1923.
Wspomnienia polskie w rosyjskich pieśniach historycznych anali
zuje C. E^.hrenkr eutzowa p. t. Echa stosunków polsko-rosyjskich
w bylinach. (Przegląd historyczny, 1924).
Niewiele natomiast było wydawnictw pieśni wojennych jak np.
zbiorek A. S ł a p y p. t. Polska pieśń ludowa o wojnie i żołnierzu.
Kraków, 191.6, s. 91, orazB. Szu la: Piosenki łeguna-tułacza. War
szawa, 1920.
6. Muzyka ludowa.
W tej dziedzinie pisze prof. A. Chybiński, nawołując do zbie
rania pieśni ludowych, przyczem wydał wiele prac metodyczno-orga
nizacyjnych, jak np. O organizację pracy nad melodjami ludowemi.
(Lud XXI, s. 29—39).
Lud. T. XXIII.
11
Y'-'.
162
7. Zabawy dziecinne.
Krytyczne opracowanie zabaw i gier dziecinnych dał E. Pia
secki w książce : Zabawy i gry ruchowe dzieci i młodzieży ze źródeł
dziejowych i ludoznawczych, przeważnie rodzimych i z tradycji ustnej.
Kijów, 1916; wyd. 2. Lwów, 1919; wyd. 3. Lwów, 1922. S. 226.
X. Prace Polaków z dziedziny etnografji obcej.
Z zakresu etnografji półwyspu iberyjskiego ogłosił E. F r a n k o ws k i następujące prace : As cangas e jugos portugueses de jungir os bois
oelo cachaęo. (Portugalskie jarzma naszyjne). Terra portuguesa, No. 2,
Lisboa 1916, s. 15 z 22 ilustracjami; Los signos quémados y esquilar
dos sobre los animalos de tiro de la Peninsula Iberica (Znaki i ozdoby
wypalane i wystrzygane na zwierzętach pociągowych). Memorias de la
R. Sociedad Espanola de historia natural. T. X. nr. 5, Madrid 1916,
s. 44, ryc. 49 ; La lucha entre el hombre y los espiritus malos por la
posesión de la tierra y su usufructo (Walka człowieka z duchami złemi
o władanie ziemią). Boletin de la R. Sociedad E. de H. N. T. XVI,
Madrid 1916, s. 18; Relato de exploraciones en las Provincias Vascongadas, Boletin de la R. S. E. de H. N. Madrid 1917, s. 21 ; Horreos
y palafitos de la Peninsula Iberica (Spichlerze na słupach i palafity na
półwyspie iberyjskim), Junta para ampliación de Estudios e investigaciones cientificas. Comision de investigaciones paleontologicas y prehistoricas, mem. N. 18. Madrid 1918, s. 154, tablic 23 ; As cabeceiras
de sepultura e as suas transformaçoes (Nagrobki i ich przeobrażenia).
Terra portuguesa. No. 25, Lisboa 1918, s. 16; Estelas discoideas de
la Peninsula Iberica (Nagrobki o głowicy kulistej na półwyspie iberyj
skim) Junta para ampliación de Estudios No. 25. Madrid 1920,
s. 193, tabl. 11; Sistematización de los ritos usados eh las ceremonias
populäres. San Sebastian 1920;'s. 22; Las necesidades mas urgentes de
las ciencias antropologicas en Espana, Boletin de la R. S. E. de H. N.
Madrid 1920, s. 6.
Studja z zakresu etnografji muzułmańskiej ogłosił T. Kowalski:
O pewnych potrawach spożywanych w Arabji podczas głodu. (Rocznik
orjental. T. I 1. Kraków, 1914—1915, s. 219—224); Piosenki ludowe
anatolijskie o rozbójniku Czekydżym. (Rocznik orjental. T. I 2. Kraków
1916—1918, s. 334—355); Zagadki ludowe tureckie, (Prace komisji
orjental. Akad. Urn. N. 1. Kraków 1919, s. 1—76); Gesty towarzy
szące wzruszeniom u ludów muzułmańskich. (Prace lingwistyczne ofiaro
wane J. Baudouin’owi de Courtenay. Kraków 1921, s. 200—208).
Ludy syberyjskie badała przedwcześnie zmarła M. Czaplicka.
Prócz studjów jak My Siberian Jear 1916, The Turkes of central Asia
pomieściła wiele prac w czasopismach i wydawnictwach angielskich.
J. Czekanowski opracowuje w dalszym ciągu materjały ze
brane w czasie ekspedycji afrykańskiej. Z dzieła p. t. Forschungen im
Nilkongozwischengebiet dotąd wydane zostały : T. I, II, III i VI.
i
Pp77'> -
■
,v-v -
V-’-; v:*
^rsw Ti -
. ’
• Z''
' 1 ' >-y*:•
’
ijæ ■. ■■
•
• ’
'
'■'
’
16?
J. Siemiradzki wydał odczyt swój O Inďjanach południowej
Ameryki. (Krakowskie odczyty geograficzne, Nr. 1). Kraków 1924, s. 32.
\
Prócz tego było też wiele prac o charakterze podróżniczym, które
zawierały nieco materjału etnograficznego.
Dorobek ostatniego dziesięciolecia przedstawia się więc bardzo
poważnie, a są wszelkie dane do przypuszczeń, że w miarę rozwoju
pracowni naukowych przy naszych uniwersytetach, a w niektórych wy
padkach także przy Towarzystwach naukowych, ilość prac ludoznaw
czych będzie coraz bardziej wzrastać, a w ten sposób także i pod tym
względem zajmiemy właściwe i odpowiednie dla nas stanowisko w nauce
europejskiej.
ADAM FISCHER.
Stanisław Ciszewski.
Prace Etnologiczne. Tom I. Warszawa
(Wydawnictwo Kasy im. Mianowskiego). Studja Etno
Sól. Warszawa (1922), nakładem Biura Etnologicznego,
1925, str. 219
logiczne I.
str. 91.
Po długiej przerwie, spowodowanej wypadkami wojennemi i powojennemi, przeszedł nakoniec znakomity nasz etnolog do wydawnictwa
prac oddawna przygotowywanych a przez nas niecierpliwie wyczekiwanych.
Objawiają się w tem, co świeżo ogłosił, znane nam jego przymioty :
olbrzymia wiedza, najszersze poglądy, najostrożniejsze domysły, bystrość
kombinacji, jasność wykładu cechują te nowe przyczynki, jak i dawniej
sze. Zaznaczywszy je ogólnikowo przechodzimy do samej treści książki.
Główny zrąb tomu pierwszego dotyczy „prestacji“ chłopskich,
obowiązujących w Polsce piastowskiej, owych narzazów, spów, stróż,
powozów i jak je tam dyplomy nazywają; wyprzedza je kilka luźnych
wywodów o podobnych terminach u innych .narodów słowiańskich,
o sjabrach, ogniszczanach, otaricy, potoku itd. Prace Ciszewskiego od
znaczają się właśnie najściślejszem porównywaniem stosunków czeskich,
południowo słowiańskich, ruskich, uzupełniających szczęśliwie luki naszych
źródeł. Inne ich uzupełnienie przedstawia filologja, wykład umiejętny
nazw dawnych, bo dla historyka kultury nauką pomocniczą najważniej
szą nie heraldyka, dyplomatyka, numizmatyka itd., lecz właśnie filologja.
Nie pamiętają o tem nasi medjewaliści i trudzą się niezmiernie a napróżno, gdzie im byle filolog usunie wszelkie wątpliwości. On powie
im np., że od księdza tylko Książ nazwany, przenigdy Gniezno; że
narzaz, to jedyna dla karbu (nacięcia) nazwa prasłowiańska; że narok
zupełnie to samo co’ urok lub obrok, t. j. czynsz itd., itd. Tę właśnie
stronę uwzględnia i nasz etnolog najskropulatniej, a porównywając terminologję słowiańską, dochodzi do wniosków, np. że „oprawa“ doty
czyła przędzenia lnu; że „stan“, to namiot, mieszkanie, kwatera itd.
Ale i Ciszewski nić jest filologiem i nie zawsze skierował swe badania
na właściwą drogę. Przytoczę jeden przykład.
Przezywają Mazurów kpiąco Sibretkami i już w r. 1222 (nadzwy
czajną zasługą Ciszewskiego jest właśnie najstaranniejsze badanie źródeł
dyplomatycznych), pojawia się w Małopolsce, a więc jako przybysz,
11*
Sibretko. Co to znaczy?. Wychodzą od domysłu, że Mazurowie zacho
wali pierwotną formą słowiańską si dla oznaczania własności, np. swój
si brat, swoja si mać (dzisiejsze^ ruskie, z cerkiewnego, w swoja si, t. j.
do domu własnego, do ojczyzny) i kpiarz jakiś od tego : swój si brat,
swój si koń itp., przezwał Mazurów, już w XI wieku Sibret(k)ami ;
e zamiast a po r należy do najdawniejszych cech nietylko mazowieckich,
było niegdyś ogólne. Ciszewski zaś połączył mylnie Sibretków z sło
wiańskimi Siebrami,- co sobie w gospodarstwie spółnem pomagają. Ależ
południowa postać słowa sehr a ruska sjabr (z czego myjnie i szabr),
dowodz'ą, że prasłowiańską postacią było sębr (pierwotne ę daje na po
łudniu e, na Rusi ja, por. święty, sweti, swjatoj) ; prawosłowiańskie sębr
z nosówką powtarza sią w odwiecznych pożyczkach rumuńskich i wę
gierskich, cimbora itp., tyle co towarzysz. Pierwiastek jest więc sęb, r
jest przyrostkiem ; co zaś sęb :— znaczy, w to tu dalej nie wchodzę, bo
to nadzwyczaj ciekawa rzecz, wymagająca osobliwszego studjum; słowo
to odwieczne. Miklosich na niem zupełnie' sią nie poznał. Nie godząc sią
więc na etymologję uznaję jak najchętniej, czego wszystkiego o sebrach
serbskich i ruskich sjabrach od autora sią dowiedziałem. Że ogniszczanie tylko czeladź (domową, od tegoż ogniska) oznaczają, widoczne to;
mniej pewne jednak, czy otarica, zjawiająca sią w Prawdzie Ruskiej
obok zakupów w jednym z jej' najniedostępniejszych naszej uwadze pa
ragrafów, jest- pomyłką zamiast ot-wica (niby rodzaj „zakładki albo za
łogi na sprzężaj“), skoro i w zupełnie odmiennem źródle ten sam „błąd“
(? przecież to lectio difficilior), się powtarza. Opała niekoniecznie od
rzeczywistego opalania (brody, włosów na znak gniewu, niełaski, rodzaj
niby piętnowania) nazwana; może to tylko gniew (płonąć z gniewu);
praszczęta zaś, od prasku, tyle co szpicruteny; przez nie pędzą winnego
dragona — słowiańska to nazwa niesłowiańskiego wymysłu. Osep nie
jest rozspem, lecz, jak bałtyckie wosop dowodzi, ospem, od osypania
(ospisty korzec w dawnej polszczyźnie) przezwany. Spaś, nie spas, na
zywa sią szkoda na cudzej łące lub niwie wyrządzana, więc zabieżeć
komu od spasi, zapobiec szkodzie, powszechny w dawnej polszczyźnie
termin. Pod „dziewiczem“ obstaje autor, jak i Dąbkowski, przeciw
Abrahamowi, przy istnieniu ius primae noctis, ale litewską pieśń od
nośną (str. 201) uważam, jak inne „mitologiczne“, raczej za kompo
zycje Narbuta, niż za autentyczne. Bardzo ciekawe są wywody o prze
siece i perewiesie myśliwców, ale czy służyła ona wyłącznie myśliwstwu ?
Czy nie zarąbywano jej i dla przeszkodzenia najazdowi obcemu, tworząc
niby wał obronny z drzew? O zbieraniu i znaczeniu manny (str. 177,
Glyceria fliutans), pisze obszernie I. Peisker, Zreformujme dějepisné
studium, Praga, 1921 (odbitka z pisma zbiorowego dla prof. Drtiny),
str. 12 i 13. Ab avena cjuod porsiczne (zamiast prosîczne) vocatur z r.
1278 przypomina mi prosucze rot mazowieckich, wydanych w r. 1920
przez prof. Handelsmanna: nr. 2737 : duo capecia vulgariter proszuczow
i nr. 1721 : jakom ja niewziął Trojanowi dwu prosuczu (ale czy to
może tylko prosięciu ?). Lecz trudno mi wyczerpać wszelkich zestawień
autorskich, nie mniej- niż 27 opłat dotyczących ; co jeszcze ciekawsze, to
165
umieszczenie tych szczegółów na tle niemal spółczesnym, bo z połowy
19. wieku z Mingrelji dobranym : jak podobne tamtejsze stosunki feu
dalne niedawne do polskich a raczej i słowiańskich średniowiecznych!
Opłatą „gody“ przezwano poprostu od świąt, w które je składano, bo
ograniczenie nazwy „godów“ do Bożego Narodzenia jest dowolne, pó
źniejsze; skoro autor uwzglądnia i terminologję ruską (nawet dziakło!),
mógł i o wołoczebnem wspomnieć, co właśnie w gody panu oddawano
(kolędą, ale wielkanocną przeważnie).
Na równie obszernem, porównawczem tle opracował autor dzieje
soli; omówił sposoby jej dobywania, zastępywania przez popiół, wywa
rzania; idzie też o pytanie, czy znajomość, używanie soli, należy wy
wodzić z jednego jedynego środowiska, czy też nie wpadli na to ludzie
na kilku, niezależnych od siebie ? autor przychyla się do potwierdzenia
tej właśnie myśli. Najwięcej miejsca poświęcił terminologji (a z nią na
turalnie i dziejom) polskiego solnictwa — warzelnictwa i wykazał, jak
właśnie terminologja ruska, szerząca sią od żup ruskich (Sanok, Droho
bycz i i.), na naszę wpływała. I tak twierdzi autor, że nasza (miejscowa)
nazwa topki soli i nazwa prasołów, kupczących solą, to nazwy ruskie ;
tołpka (o formowanej niby Stożek obcięty soli) i prasoł,- odwieczny na
Rusi, u nas po raz pierwszy w r. 1451 wymieniony; „topkę“ znano u nas
również już w 15 wieku. Najzawikłańsze są dzieje trzanu/ (pisanego
w wieku 13 czran t. '}. czrzan), słowa i rzeczy; oczekiwalibyśmy raczej
trzon (por. trzonek). Wyraz prasoł odwodzi autor słusznie od soli, bo
znaczenie byle handlarza, byle jakiego towaru (od bydła do płótna,
szczeciny itd.) jest widocznie późniejsze, ale i sam prasoł był pierwotnie
nie przekupniem, lecz waryczem, „solnikiem“, „zasalaczem dawnych
źródeł polskich. Autor omawia cały szereg innych nazw1 słowiańskich,
czeskich, serbskich, bułgarskich, nie mówiąc o ruskich, zaczepia i o nasze
pecyny, grudy, kruszę i wyjaśnia, że Sól krupiasta albo gradowa nie
od gradu nazwana, lecz od gradowania soli (niemieck. gradiren).
W rozprawie o soli metody porównawczej nie dało się szerzej stoso
wać, skoro stosunki same wcale nie zawikłane, zawsze wiadomo, o co
chodzi i tylko niemal o nazwach, skąd wyszły, pytać należy. Całkiem
inaczej przedstawia sią rzecz w rozprawie o owych prestacjach, gdzie
właśnie wcale nie wiemy, o co właściwie chodzi, nieraz (a raczej naj
częściej) sama nazwa w dyplomie ocalała i dopiero na podstawie po
równań i kombinacyj odgadnąć należy, co też ona odznaczała ? I tutaj
też metodą autorską osiąga sią najcenniejsze wyniki; autor nie wdaje
sią w jej uogólniania czy uzasadniania, lecz przystępuje odrazu ad rem
i przez to najlepiej " dowodzi wartości tej metody. Nal®ży jednak pa-'
miętać, że najrozmaitsze słowa mogą jedno i tosamo znaczyć albo od
wrotnie jedno słowo może mieć przeróżne znaczenie. Więc dań — po
datek, biernia — pobór, narok — urok, słowa od trzech zupełnie odrębnych
pni, oznaczają wszystkfe to samo a może biedzimy się próżno, odgadywał
jakie różnice między przewodem, podwodą, powozem — tylko podjazda będzie chyba najazdem (na Prusy), 1 nie wadzi to, że w jednym
dyplomie obok siebie te słowa stoją, przecież i tekst łaciński odznacza
się skupianiem nazw pokrewnych, angariae, soluciones itp., wylicza się
umyślnie wszelkie nazwy tej samej rzeczy, aby odciąć wszelkie wątpli
wości i możliwości, aby uczestnikowi (urzędnikowi) nie dać pozoru, że
wolno mu żądać podwody, gdzie od powozu wieś uwolniono. Ciszew
ski mniema, że „podwoda“ sięgała tylko wsi następnej, „powóz“ nie
równie dalej dążył. Biernia nie termin polski, lecz czeska pożyczka
(jak i starosta?); olbora, niemieckie Urbere, nie poszła z węgierskiego,
bo to praniemiecką nazwa. Przewora nie może być przyorkiem, sta
nowczo przeczy temu wszelka pisownia, znamy ją tylko jako przegrodę
w stajni i może to coś w rodzaju „powołowego“ lub „krowy“? Bardzo
szczęśliwie skorzystał autor z faktu, że nastawa i wymiot stale po dy
plomatach sąsiadują i obie do danin miodowych czy pszczelnych trafnie
odniósł. Czy jednak przełaja ma cokolwiek z rują lub przełazem zwierza
spólnego ; wolę ją do obławy odnosić. Do „nowinek“, pirzwin, bo tak
„pirwina“ dokumentów czytać należy, nie zaliczałbym przenigdy ani
pražma, co nie jest obowiązkiem (daniną), ani manny, bo to tylko produkta zboża (znieźrzałych, niezżętych kłosów) albo owej dziko rosnącej
Glycerji. Wieśnicy nazwa nie może pochodzić od wieś, omnis, bo u Sło
wian zachodnich wszystkich istnieje tylko wiesz, omnis, więc poszła od
wsi i można z nią opole porównać (obowiązujące całą wieś); omnino
łacińskie nie zachodzi u Du Cange, bo należy do łaciny klasycznej.
Tocmo, dziesięcina (na Śląsku cieszyńskim), jest zwykłą tamże pożyczką
czeską (czeskie tacma); pyta, żartobliwe chyba (str. 186 i 187).
Niektóre ciekawsze rzeczy omówił autor bardzo obszernie, np.
rzecz o perewiesach (zawiasami u Cygańskiego r. 1584)— towarach
ptactwa dzikiego, i na szczególną wdzięczność zasłużył, sięgając do najpdlcglejszej, sybirskiej literatury. Nauczyliśmy się sporo nowych rzeczy
od autora i życzymy tylko, w interesie naszej nauki, aby mógł jak naj
rychlej ogłosić, co zapowiedział : nikt u nás wyręczyć go nie zdoła ;
„starożytności“ polskie, i nietylko polskie,' znalazły w. nim najdzielniej
szego rzecznika.
Berlin.
ALEKSANDER BRÜCKNER.
Juljan Tuwim : Czary i czarty polskie oraz wypisy czarnoksię
Warszawa, 1924. Instytut wydawniczy „Bibljoteka Polska“. Str.
217. Cena 6 zł.
Stało to się już u nas zjawiskiem typbwem, iż laicy na wielu po
lach wyprzedzają fachowców : dzieje się tó właśnie w dziedzinie religjoznawsjwa, gdzie nieliczni fachowcy obarczeni są innemi zajęciami zawodowemi i wolą ogłaszać wyniki badań, aniżeli zwracać się do szerszej
publiczności. Dzieło p. Tuwima o czarach omawia zagadnienie bardzo
ciekawe i ściśle łączące się z naszą cywilizacją i nawet z aktualnemi
prądami, kulturalnemi ; słusznie też, z swego punktu widzenia, pisarz nie
pozbawił swego dzieła pewnej wyraźnej tendencji. Dzieło to składa się
z dwu części : z obszernego wstępu autora, w którym podaje on syste
matyczny przegląd kościelnej i świeckiej nauki o czarach i czarowa
niach, o postępowaniu karnem stosowanem wobec nich, o wierze w djabła
skie.
i o czarownictwie w Polsce : druga część podaje obszerne wypisy z ksią
żek polskich, odnoszących się do czarów i czarownic.
T. podkreśla w przedmowie, iż nie jest to dzieło naukowe : toteż
tylko ważność zagadnień omówionych pobudziła nas do wskazania na
to dzieło w tem czasopiśmie. Należy zaś żałować, że autor nie poszedł
dalej, gdyż posiada wszelkie dane do pracy naukowej, systematyczność
i myśl syntetyczną, duże oczytanie i widocznie dobrą książnicę lub wy
trwałość w wyszukiwaniu książek, z których niejedne rzeczywiście są
dość rzadkie, chociaż nie tak arcyrzadkie, jak T. może myśli, mówiąc
o „krukach białośnieżnych“.
W obecnej formie książka nie prowadzi badań dalej, raczej jest
krokiem wstecz od mety już przed 70 latami osiągniętej. Przypuszczam,
że autora pobudziła do badań w kierunku wskazanym książka R. W,
Berwińskiego (1819—1879), której pierwsze wydanie ukazało się
p. t. Studja ó literaturze ludowej ze stanowiska historycznej i literackiej
krytyki, Poznań 185 4 : ale ponieważ książka ta leżała kamieniem i za
ledwie teraz jest wyczerpana, a może także że autor z powodu skraj
ności i apostazji stał się niepopularny, zdarto w r. 1862 z całego na
kładu kartę tytułową i wldejono nowy senzacyjny tytuł, nie ujawniający
nazwiska autora: Studja o gusłaćh, czarach, zabobonach i przesądach
ludowych, który o wiele mniej jest ścisły niż pierwotny. Dzieło Berwińskiego powinno być punktem wyjścia dla prac tego rodzaju, bo stanowi
epokę : poglądy, do których doszliśmy dopiero w czasach najnowszych,
tam już są jasno wypowiedziane i metodycznie uzasadnione. T. dużo
korzystał z materjału podanego w tej "książce, niestety mniej z jego me
tody. To też dzieło Berwińskiego stoi naukowo wyżej od książki T.a:
przecież prawie wszystko to, co T. podaje w swej książce, to proste
tłumaczenia z dzieł niepolskich, i dlatego conajmniej tytuł uważam za
nieśęisły. Ale i wartość, książki dla publiczności - wydaje mi się proble
matyczna: historyk kultury życzyłby sobie raczej przedruku „Czarownicy
powołanej“ z odpowiednim wstępem i wyjaśnieniem. Brak w dziele T. tła
historycznego, materjał jest bardzo niekompletny, treść dogmatyczna
przeważa bardzo nad ludową. Ludoznawca z tym materjałem nic nie
może rozpocząć, a także i historyk religji : dla nas wzorem może być
J. Hansen: Quellen und Untersuchungen zur Geschichte des Hexen
wahns und der Hexenverfoigung, Bonn 1901, do którego sam Hansen
' napisał wzorową część syntetyczną w dziele: Zauberwahn, Inquisition
und Hexenprozess im Mittelalter und die Entstehung der grossen He
xenverfolgung, München 1900. Hansen także podaje w owem dziele
same wypisy, ale rzadldcłr dzieł, niedostępnych i przedewszystkiem po
ważnych: a przecie Chmielowski np. wszędzie jest pod ręką, i był
zresztą już kuijozum za życia, jak obecnie w Niemczech prof. Busch
w Monasterze, który obliczył stopnie gorąca i pojemność piekła. Także
Malleus maleficarum woli każdy czytać w autentycznem wydaniu łacińskiem, również wcale nierzadkiem : wypisy z obu tych dzieł zajmują
u T. jtíz połowę całości wypisów. Ogranicza śię więc wartość książki
do zalet literackich i stanowi okaz literatury kurjozów, reprezentowane.
w Niemczech przez Chr. Vulpiusa i J. Scheiblego, w Polsce zaś przez
St. Wasylewskiego.
Ale powtarzamy, iż dzieło nie chce być naukowe. Żywiąc żale
za to, czego autor nie dał, dziękujemy szczerze, że poruszył w dobie
obecnej zagadnienia u nas zbyt zaniedbane: cieszymy się bardzö, że
dzieło tak wspaniale pod względem technicznym wygląda, a to za cenę
bardzo przystępną. Jednak dzieło o polskich CZarach i czartach
jeszcze nie zostało napisane.
Lwów-
,
RYSZARD GANSZYN1EC.
Népélet: (Az „Ethnographiet“ harmadik folyama) A Magyar Néprajzi Társaság Közlönye. — //// (XXXIVjXXXV), Èvf. 1—6 Füzet.
Miesięcznik p. t. „Etnographia“, wydawany od roku 1890 przez
Węgierskie Towarzystwo Ludoznawcze (Magyar Néprajzi Társaság, uka
zuje się od roku 1924 pod zmienionym tytułem (czysto węgierskim)
„Népélet“ (życie ludu). Redaktorami są Aleksander Solymossy i Wła
dysław Madarassy.
Pierwszy artykuł nowej serji wydawnictwa poświęcony jest pa
mięci Arnolda Ipolyiego, autora „Mitologji węgierskiej“, z okazji setnej
rocznicy jego urodzin.
W drugiej rozprawce : Mohacz w folklorystyce węgierskiej — po
daje Zygmunt Szendrey cały cykl opowieści ludowych odnoszących się
do bitwy pod Mohaczem w r.. 1526 i do tragicznego zgonu króla
Ludwika. Uzupełnieniem tej rozprawki jest do pewnego stopnia praca
Józefa Ernyey’ego p. t. Dawne pieśni kro'nik czeskich o katastrofie pod
Mohaczem, w której autor zestawia dawne pieśni czeskie (niektóre
przytacza autor w tłumaczeniu węgierskiem) o klęsce pod Mohaczem.
Zoltan Ováry omawia w rozprawce o balladzie ludowej poety
węgierskiego Jana Aranyego p. t. Rózsa és Ibolya“ (Róża i Fjołek,
imiona własne bohatera i bohaterki ballady) podkład ludowy tejże, starając się wykazać, o ile opracowanie poetyczne odbiega od pierwo
wzoru, przytaczając ponadto należące do tego samego typu baśni ludo
wych, baśnie ludowe innych narodów.
Wreszcie Kálmán Szabó opisuje wyrpb szub w Kecskemet, gdzie
przemysł ten już w XVI wieku bardzo był rozwinięty, obecnie atoli
jest na wymarciu. Autor omawia nietylko samo przyrządzenie szub
z gotowych już skór, ale przedstawia bardzo szczegółowo fazy obróbki
skóry surowej. Liczne zdjęcia fotograficzne i rysunki pozwalają czytel
nikowi nabrać jasnego wyobrażenia o całej pracy przy wyrobie sznb.
Drugi numer wydawnictwa obejmujący zeszyty 4, -5 i 6, rozpoczyna
rozprawka Franciczka Nopcsy p. t. Notatki z dziennika etnografa-amatora.
W następnej rozprawce, porusza Aleksander Solymossy kwestję, czy
ballada siedmiogrodzka, znana i na pozostałem terytorjum węgierskiem,
„Anna Molnar“ powstała pod wpływem ballady rumuńskiej „Toma“,
nawiązując tu do sporu między uczonymi węgierskimi a rumuńskimi
z przed 60 laty, przedstawiwszy rozbieżność głównych motywów obu
ballad i przytoczywszy teksty ballad niemieckich, angielskich i francu-
•
s
skich tego samego typu, a których motywy zbliżone są do motywów
ballady węgierskiej, dochodzi autor do wniosku, że ballada „Anna Molnar“ powstała pod wpływem ballad zachodnich.
Konstrukcją węgierskich zagadek ludowych zajmuje się Zygmunt
Szendrey. Zagadki ludowe dzieli autor na dwie wielkie grupy. Do
pierwszej z nich zalięza autor zagadki mające na celu wypróbowanie
znajomości z zakresu biblji i rachunków. Obszerniejszą jest grupa druga
obejmująca zagadki dowcipne. Zagadki te opierają się albo na etymologji słów (a to na grze słów, podwójnem znaczeniu słów itd.) albo na
zmianie akcentu słów przez co zmieniają one swe znaczenie, albo też
dążą do wprowadzenia w błąd pytanego (np. o czem mówił dróżnik
kolejowy z X. z baszą tureckim w komitacie S. — O niczem, bo kiedy
Turcy byli na Węgrzech, nie było jeszcze kolei żelaznych). Dla każdej
grupy względnie poddziału przytacza autor cały szereg bardzo cieka
wych przykładów, których niestety z powodu pewnych specyficznych
właściwości języka węgierskiego nie można oddać w języku polskim.
Wreszcie Albert Nyáry podaje charakterystykę życia ludowego
Połowców (mieszkańców okolic Miszkolcu i sąsiednich komitatów; mają
oni być potomkami Kumanów) przez dokładne przedstawienie ich kul
tury materjalnej jak i duchowej.
Lwów.
KAROL KORANYI.
Prof. Dr. M. Haberlandt. Einführung in die Volkskunde. (Volks
tümliche Bücherei. Herausgegeben vom Verein für Volkskunde in Wien.
1. Band). Wiedeń, 1924. S. 75 z 10 rycinami i 6 tablicami.
Wiedeńskie Towarzystwo ludoznawcze zamierza wydawać szereg
etnologicznych prac celem informowania możliwie jak najszerszych warstw
, o wiadomościach i zagadnieniach etnologji. Praca prof. Haberlandta roz
poczyna te publikacje i ma na celu (jak sam tytuł „Einführung“ wska
zuje) dać pierwszy możliwie przejrzysty zarys różnorodnego materjału
i problemów wchodzących w zakres badania etnologji, i podać właściwe
poglądy i metodę opracowánia dla tej näuki.
Materjał, bardzo szczegółowo podany przez .autora, będący przed
miotem badań etnologicznych, prawie w zupełności można przyjąć ;
Określenie etnologji nie zgadza się, z poglądami u nas ostatnio wygło
szonemu (Czekanowski : Antropologja, etnologja i prehistorja, Lud XXI
z. 1. i Fischer: Znaczenie etnologji dla innych nauk, Lud XXI z. 2.).
, Na str. 7i pisze autour: „Was die Völkerkunde für die aussereuropäischen
Natur- und Halbkulturvölker zu leisten hat, obliegt der Volkskunde *für
die hochentwickelten europäischen Kulturvölker zu tun“.' Podział ten
dzieli więc ludy na niekulturalne pozaeuropejskie i na kulturalne euro
pejskie, a co za ten idzie: w grupie ludów kulturalnych znajdą się np.
Lapończycy, Albańczycy i t. p., a w grup-“ ludów niekulturalnych takie
jak Japończycy, Hindusi i t. d. Jestto ujęcie ogólnoniemieękie, odpo
wiadające dawnym błędnym poglądom etnologicznym, według których
dzielono ludy - na cywilizowane i niecywilizowane, a zależnie od tego
podziału, wyodrębniano też pewne grupy nauk etnologicznych. Pozornie
z nazwy samej wydawałoby się, że podział ten jest identyczny z po
działem u nas przyjętym : „Völkerkunde“ — to etnologja, zajmująca
się kulturą ludów, t. j. stosująca analizę porównawczą, a „Volkskunde“—
to etnografja, opisująca monograficznie kulturę jednego ludu. Przyto
czone jednak powyżej zdanie autora dokładnie określa, że terminy te
nie zgadzają się z definicjami u nas przyjętemi.
Wedle prof. Haberlandta zadaniem etnologji jest dać dokładne
przedstawienie motywów ludowych, uchwycić typowe wewnętrzne i ze
wnętrzne właściwości danego ludu' w ich historycznym rozwoju, jak
również zrozumieć ich duchową treść. Nie ogranicza się ona do zbada
nia warstw analfabetycznych, lecz powinna badania swe rozciągać też
na warstwy umysłowo twórcze, o ile te wszystkie klasy społeczne mają
coś wspólnego z otoczeniem ludowem. Ponieważ ludność wiejska jest.
w najmniejszym stopniu poddana oddziaływaniom świata cywilizowanego,
dlatego nauka ta głównie skierowuje swe badania na tę warstwę spo
łeczną ; wieśniacy, którzy bardzo silnie przywiązani są do roli, przestrze
gają też bardzo pilnie przekazanych im z pokolenia na pokolenie zwy
czajów, praktyk, wierzeń, tradycyj i t. d., i dostarczają badaczom naj
więcej materjału.
Omawiając zakres badań etnologji względnie etnografji, wyod
rębnia autor na pierwszem miejscu dział t. zw. „Volksanthropologie“.
Należą tu właściwości cielesne i duchowe, o ile dadzą się rozpoznać
pewne typowe cechy. Z tem zgodzić się nie można, bo l-o etnologja
jako nauka socjologiczna nie może badać cech przyrodniczych, 2-o na
leży odróżnić pojęcie ludu jako jednostki etnicznej od pojęcia przy
rodniczego rasy, będącego przedmiotem autropologji i oddzielić je jako
od siebie zupełnie niezależne i 3-o zagadnieniami temi zajmuje się po
części specjalny dział antropologji : antropologja etniczna, która bada'
właściwości przyrodnicze populacyj. Co się tyczy właściwości- psychicz
nych ludu, to zdaje mi sią, że nauka posiada jeszcze za mało danych,
'"by sprawę tę. zbiorowo potraktować. Próby są i u nas poczynione (ba
dania na żołnierzach z ramienia M. S. Wojsk.), jednak rezultatów po
żądanych narazie nie .osiągnięto. Bezsprzecznie strona ta powinna być
potraktowana naukowo, ale na razie jeszcze nie rozstrzygnięto czy jako
osobna nauka („Psychologja etniczna"), czy jako dział etnologji, łączący
się z pojęciem „etnos“, czy też jako pojępie biologiczne zostanie włą
czone do antropologji w łączności z rasą. Drugą_ grupę badań etnolo
gicznych nazywa autor „sachliche oder gegenständliche Volkskunde“'. '
Nafeży tu osadnictwo ludowe, zabudowania, sprzęty i naczynia domowe,
narzędzia gospodarcze, odżywianie się, stroje ludowe, wszystkie narzę
dzia- i przyrządy potrzebne przy wykonywaniu praktyk obyczajowych
i obrzędowych i t. p. Jest to więc dział kultury materjalnej. Trzecim
obszernym działem badań w etnologji jest życie ludu samego, jego praca
i sposób gospodarowania, urządzenie jego socjalnego współżycia i towarzyskość, wszystkie zwyczaje i obyczaje stojące w związku z życiem
rodzinnem, pracą i świętami, dorocznemi. Dział ten określamy jako
traktujący o. kulturze-społecznej, a który autor nazywa „volkstümliche
171
Sittenkunde“. W dalszym ciągu wyodrębnia prof. Haberlandt jeszcze
trzy rozdziały, które razem zaliczamy do kultury duchowej. Rozdziałem
pierwszym autora jest „Volksglaube u. Volksreligion“, w Jctórym oma
wia przesądy i łączące się z niemi przepisy, wróżby, medycynę ludową,
zabobony o chorobach, postacie mityczne i życie pozagrobowe dusz.
Zapatrywania ludowe odnoszące się do świętych i patronów kościelnych,
bóstwa, odpusty i inne kościelne zabobony zalicza autor do rozdziału
„Religiöse u. kirchliche Volkskunde“. Wreszcie trzeci rozdział obejmuje
narzecza ludowe, przysłowia i powiedzenia, zagadki, pieśń kościelną
i ludową, muzykę ludową, baśnie, podania, legendy, żarty, widowiska
ludowe i wreszcie sztukę ludową, a ma tytuł „Geistige Volkskunde
(„Volksüberlieferungen“). W grupie kultury duchowej znalazło się też
zagadnienie, które właściwie lepiej omawiać w grupie kultury materjalnej : jest niem sztuka ludowa. Sam autor omawiając szczegółowo sztukę
ludową, pisze na s. 67, że „jest ona przeważnie stosowaną, t. j. że
objawia się tylko w ozdobnie wykonanych częściach domu i na sprzę
tach domowych, jak każda sztuka pierwotna“. Ponieważ sztuka ludowa
łączy się z wytworami stanowiącemi przedmioty muzealne, ^lepiej ją
wspólnie ze sprzętami, na których jest wyrażona, zaliczyć dó kultury
mateijalnej.
Prof. Haberlandt omawia również ogólne metody badań w etnologji. Przedewszystkiem badacz stosunków etnograficznych musi orjentować się wszystkich zagadnieniach kulturowych i wszystkie je rozpa
trywać, gdyż wszelkie przejawy i zjawiska życia ludowego są bardzo
silnie ze sobą złączone. Ważniejszym jeszcze i konieczniejszym postula
tem jest obserwacja porównawcza, bo szczegóły nieraz w jednem śro
dowisku niejasne i niezrozumiałe, stają się dopiero jasne, gdy porów
namy szczegóły podobne w innem otoczeniu. Porównując kulturę jednego
ludu z kulturami ludów innych, otrzymujemy nieraz obraz bardzo sze
rokiego geograficznego rozpowszechnienia elementów kulturowych, a więc
i wzajemnego oddziaływania na siebie. Pqdobnie jak geograficzny rzut
oka, tak też i potrzeba historycznego uwzględniania w. badaniach etno
graficznych staje się coraz bardziej nieodzowną koniecznością. Materjał
etnograficzny nie zachował się w zupełności W dzisiejszych kulturach
ludowych, i dopiero po zastosowaniu wszystkich możliwych źródeł histo
rycznych, często zapełniają się braki i luki w materjale. Dzięki pracom
"historyków i językoznawców gromadzi każdy dział etnologji poważną
ilość źródeł historycznych. W dociekaniach swych etnologja opierać się
powinna również i na wiadomościach z dziedziny prehistorji, jako nauki
o kulturze ludów przedhistorycznych. Dalszym środkiem pomocniczym
ułatwiającym poznanie i zrozumienie zjawisk kulturowych jest strona
językowa. Przy każdym przedmiocie z dziedziny kultury materjalnej
trzeba koniecznie uwzględniać nazwę ludową nietylko przedmiotu sa
mego, ale też i jego części, gdyż odnajdujemy- w ten sposób, nietylko
klucz do historycznego pochodzenia i rozwoju tego przedmiotu, lecz
także możemy zrozumieć pierwotne znaczenie i cel danego wytworu.
Wkońcu kładzie autor nacisk na uwzgfędnianie zagadnienia możliwości
*w - .
vwv w.
dwojakiego powstania zjawisk kulturowych: zjawisko może być pier
wotne, powstałe w życiu ludu w dawnych czasach, lub pochodzi ze
źródła uczonego i dopiero wtórnie przedostaje się do ludu. Wytwory
i zjawiska^ kulturowe wtórnie przez lud nabyte i odpowiednio zmodyfi
kowane i dostosowane do ogólnych poglądów czy potrzeb danego ludu,
tak silnie przesiąkają nieraz motywami ludowemi, że tylko drogą bardzo
szczegółowej analizy dają się odgraniczyć od innych czysto ludowych.
Zapatrywania autora na metody w etnologji są zupełnie słuszne.
W etnolbgji, jako nauce młodej, nie ujętej jeszcze w ogólnie przyjęte,
ramy metodyczne, występowali różni badacze ze swemi poglądami od
rzucając zazwyczaj lub niedoceniając poprzednich prób nadania tej nauce
pewnych kierunków. W pracy prof. Haberlandta zaznaczona jest ko
nieczność uwzględniania wszystkich kierunków; należy więc on do ba
daczy nowszych, którzy stosując różne metody nie popełniają błędu
jednostronności i osiągają wyniki pewniejsze.
Po omówieniu części ogólnej zagadnień etnologicznych, przechodzi
autor do części szczegółowej. W poszczególnych grupach przez niego
wyodrębnionych, wylicza on bardzo dokładnie wszystkie wytwory i zja
wiska ktflturowe, przedstawia ogólne zagadnienia z niemi się łączące,
objaśnia( ich genezę, jak również formy, w jakich występują. Opiera się
on głównie na materjale niemieckim ze szczególnem uwzględnieniem
Austrji; jak to zresztą w-samym tytule zaznacza. Zamieszcza też w ksią
żeczce tej ilustracje przeważnie z zakresu kultury materjalnej i społecz
nej, przez co publikacja zyskuje bardzićj na wartości. Niestety mapki
żadnej niema, a niema też wzmianki w pracy o potrzebie dołączania
takiej w wydawnictwach etnograficznych.
Zresztą praca spełnia swoje zadanie i może bardzo dobrze wpro
wadzić w studja etnologiczne.
Lwów.
ALFRED BACHMAN.
Adam Chętnik. Kurpie. Bibljoteczka geograficzna „Orbis“. Serja III,
tom 4. Kraków, 1924. S, 140 z 26 rycinami.
Mimo swej zwięzłej formy, monografja posiada dużą wartość, gdyż
prócz materjału etnograficznego zawiera opis kraju z jego bogactwami
naturalnemi, historję Kurpiów przed i po rozbiorach Polski, dalej historję po wojnie światowej ; dane te są konieczne do właściwego po
znania przyczyn i warunków, wśród których powstały charakterystyczne
dla danego ludu urządzenia, wytwory i zjawiska kulturowe.
Autor rozpoczyna - swą pracę od opisu kraju ; podaje krajobraz
puszczy kurpiowskiej, jej granice, obszar i zaludnienie, rozsiedlenie się
ludności i charakterystykę fizyczną i duchową Puszczaków. Co do cha
rakterystyki antropologicznej, wiadomości są nieścisłe i tylko pobieżne
(„sami Kurpie, z wyjątkiem niewielkiej domieszki, przedstawiają sobą
typ zasadniczo polski, co stwierdziły również liczne pomiary antropolo
giczne“). Z przeszłości Kurpiów dowiadujemy się w monografji o wy
chowaniu dzieći, o sposobie rządzenia się Kurpiów, a więc o instytu
cjach administracyjnych i sądownictwie wraz z postępowaniem karnem
-a:
173
i o przywilejach Kurpiów, nadających im pewne swobody w lasach
królewskich. Zajęciem Kurpiów było dawniej myśliwstwo, bartnictwo,
rybołostwo, bursztyniarstwo, dobywanie rudy żelaznej, pędzenie smoły,
tkactwo i przemysł drzewny, a które to zajęcia wszystkie z osobna
omówiono. Dalej zamieszcza autor krótki rys historyczny począwszy od
XV w., t. j. od pierwszej historycznej wzmianki o Kurpiach pod tą
nazwą, a skończywszy na czasach najnowszych. Po takiej ogólnej infor
macji, przechodzi autor do strony etnograficznej j rozpoczyna ją rozdział
o osiadłościach kurpiowskich, w którym podano spotykane formy wsi,
chaty, jej budowy, wyglądu i urządzenia wewnętrznego, kościołów, ka
pliczek i krzyży przydrożnych; szkoda, że autor opisał tylko chałupę,
a pominął budynki gospodarcze; właśnie bowiem w budynkach gospo
darczych występują wyraźniej 'i dłużej się trzymają formy starsze, gdyż
lud niedba tak o piękny wygląd, jak przy chałupie, gdzie częściej
przeprowadza ulepszenia i inowacje. Następny rozdział omawia odzież,
strój i sposób odżywiania się, dalszy, t. j. IX., życie i obyczaje u Kur
piów, a więc zwyczaje świąteczne i doroczne, domowe i rodzinne, ob
rzędy wierzenia i podania, a X. rozdział poświęcono mowie, pieśni,
tańcom i zabawom. W tych dwu ostatnich rozdziałach miesza autor
zagadnienia kultury społecznej z materjałem kultury duchowej. Sztuka
ludowa zamieszczona jest dopiero po kulturze duchowej, a jednak, może
raczej należało ją dołączyć do kultury materjalnej.
Zresztą pod względem rzeczowym monografja p. A. Chętnika
jest opracowana bez zarzutu, a liczne ryciny w niej zawarte pozwalają
właściwie korzystać z tekstu w zakresie kultury materjalnej, tekst sam
bowiem wszystkiego nam nie objaśnia, a nawet przeważnie nie jest"
w stanie objaśnić. Przy końcu podaje autor bibljografję kurpiowską
w liczbie 25 prac, z których 8 autor sam opracował.
Lwów.
ALFRED BACHMAN.
Jiří Polívka-Josef Kubín. Lidové Povídky z českeho Podkrkonoší.
Podhoří západní. (Rozpravy České Akademie věd a uměni. .Třida III.
Čislo 51, 52, 57). Praha, 1922—1923. S. XX + 883.
W ostatnich dziesięcioleciach badania etnologiczne nad podaniami
ludowemi dowiodły, iż zaczynać je należy od zgromadzenia naukowego
jak najobfitszych mateijałów. Jest to bowiem niezbędny warunek wła
ściwej pracy, która polegać ma na tem, by zestawić ile, kiedy i gdzie
zapisano warjantów danego podania, zbadać, jaki jest ich wzajemny
stosunek, o ile jeden dopełnia i wyjaśnia drugi, z ilu każdy składa się
wątków, jak się one splatają ze sobą, czy i o ile wchodzą w skład
innych podań, wreszcie, którą wersję uważać należy za typową a to ze
względu na logiczność i artystyczność jej układu. Potem należy szukać
podobnych podań u najbliższych sąsiadów i pobratymców, dochodząc,
ile się da, czy nasza, ćzy ich postać podania jest pierwotniejsza, bada
jąc podobieństwa i charakterystyczne różnice. Po zbadaniu powinowactw
u> najbliższych sąsiadów należy zajrzeć do podań ludów dalszych i naj
dalszych. Wyniki tych badań stanowić mają materjał do opracowania
/
\
174
odpowiednich komentarzy do baśni. Wszelkie ogólnikowe rozważania
nad pochodzeniem i znaczeniem podań, tudzież dążenia do jąkiejś syn
tezy uznano na razie ze wzglądu na brak odpowiednich zbiorów i kry
tycznych komentarzy do tychże, opracowanych w sposób powyżej po
dany, za przedwczesne i niebezpieczne ze wzglądu na ich „aprioryczny“
charakter. Niebezpieczeństwo hipotez zilustrowały niegdyś wyniki badań
„szkoły mitologicznej“. Wiąc zaniechano na razie dążeń do syntezy
a zabrano sią do pracy „od podstaw“.
Za wzór, jak wyglądać powinien taki zbiór materjałów, tudzież
bibljograficzno-krytyczny komentarz do tegoż zbioru, służyć może praca
prof. Jerzego Polivki. W dwu pierwszych tomach zanotowano lu
dowe podania zebrane na terytorjum czeskich Podkarkonoszy (Pogórze
zachodnie), zapisane z ust ludu przez Józefa Kubina. Po uwagach wstęp
nych podających miejscowości, w których podania zapisano i krótką
charakterystykę osób, które je opowiedziały, następują teksty zanoto
wane wiernie i dokładnie z zachowaniem gwary danej okolicy. Materjały umieszczone tu przez prof. PoIivkę świadczą o wielkiem bogactwie
podań u ludu czeskiego i stanowią pierwszorzędne źródło do ich po
znania, odpowiadające ściśle postulatom dzisiejszego stanu nauki tak
pod względem etnograficznym jak też i filologicznym.
Zwłaszcza bardzo cenny jest dla każdego badacza podań ludo
wych tom trzeci zawierający bibljograficzno-krytyczny komentarz do po
dań umieszczonych w tomach poprzednich. Każde podanie rozłożono na
motywy składowe, zaopatrzono w spis źródeł, w których znajdują się
nietylko wszystkie ich czeskie waijanty, ale także analogiczne wątki
spotykane w podaniach ludów zarówno słowiańskich jak i wszystkich
innych. Przyczem objaśniacz zaznacza dękładnie charakterystyczne różnice
względnie podobieństwa motywów. Bogactwo materjałów, któremi roz
porządza autor jest olbrzymie, przyczem korzysta obficie z prac i ma
terjałów polskich i przytacza prace : Karłowicza, Kolberga, Federowskiego,
Ciszewskiego, Wójcickiego, Kaliny i wielu innych, tudzież zbiory polskich
materjałów- Jak dokładnie przy pomocy takiego komentarza zorjentować
się można w motywie i rozmaitych jego odcieniach bez najmniejszych
trudności, świadczy chociażby komentarz do podania „Bystrooký a ti
ostatni“. (T. III, 542). Przed oczyma naszemi jawią się wszystkie warjanty
nietylko czeskie ale także polskie, małoruskie, białoruskie, rosyjskie,
estońskie, tatarskie, węgierskie, chorwackie podania ludów z wyspy
Astipalei ma morzu Egejskiem, szwedzkie, francuskie, duńskie, podania
z wyspy Timor, Cejlonu i wiele innych i zaznajamiają nas jak najdo
kładniej z różnemi najsubtelniejszemi nawet odcieniami i różnicami.
Praca ta jest tem cenniejsza, iż „Rejstřik látek a motivu“ —
umożliwia zoijentowanie się w tym olbrzymim materjale i odpowiednie
wykorzystanie go. Zestawił w nim prof. Polívka jak najsumienniej
wszystkie wątki składowe podań ludowych i oznaczył, w których poda
niach czeskich i obcych możemy je spotkać. Z tego też powodu oma
wiana praca ma nietylko wielkie znaczenie dla badacza podań czeskich,
ale i dla każdego pracownika na polu badań nad podaniami ludowemi,
zwłaszcza zaś dla tego, ktoby chciał opracować ciekawe zagadnien.e
wzajemnego stosunku i wpływu podań słowiańskich, a zwłaszcza tak do
siebie zbliżonych podań polskich i czeskich. Oby prof. Polívka znalazł
tylko rychło naśladowców wśród innych słowiańskich badaczy, a przedewszystkiem wśród etnologów polskich.
JAN KUCHTA.
Lwów.
Joseph Kallenbach : Les survivances traditionnelles' du culte des
ancêtres dans la poésie de Mickiewicz. Grenoble, 1924, s. 31. (Odb.
•
z Revue de la Pologne II, 1924).
Po dokładnym przeglądzie analogicznych wierzeń i obrządków,
greckich i rzymskich, K. przytacza różne współczesne wzmianki o Dzia
dach litewskich i białoruskich, z których niejedne Mickiewiczowi mogły
być znane: zgodnie, ze zdaniem wypowiedziánem przez Mickiewicza
w uwagach o Dziadach stwierdza, iż wszędzie mamy takie same ob
rządki, polegające na lakiem samem wierzeniu. Materjał ten ma jednak
dla K. nietylko wartość analogji, lecz bezpośrednią praktyczną: te pa
ralele, a zwłaszcza analogiczny obrządek bretoński, obszernie opisany
za Le Brązem, umożliwiają mu uzupełnienia i rekonstrukcję całego ob
rządku białoruskiego, gdyż w naszych Dziadach podał Mickiewicz tylko
fragmenty. Dopiero paralele takie pozwalają dokładnie określić, co
w Dziadach Mickiewicza jest wymysłem poety a co faktem wziętym
z tradycji ludowej.
W ten sposób autor potrafił dać całość, w której ludoznawstwo
i literatura piękna utrzymują się w równowadze, wzajemnie się wspierając.
Autor przedstawił wyraźny obraz starych obrzędów „Dziadów“
i umożliwił nam zarazem głębsze zrozumienie fragmentów największego
poematu, powstałego na tle życia ludowego.
Lwów.
RYSZARD GANSZYNIEC.
J. B. Hannay: Sex Symbolisai in Religion. Privately printed for
The Religious Evolution Research Society. London, 1922.1, s. 15 + 540.
II, s. 644.
.
..
Znane jest twierdzenie zwolenników psychoanalizy Freuda, iż
także religja, jak cała cywilizacja ludzka, jest tylko produktem zastęp
czym popędu seksualnego. Zwolennicy tego przypuszczenia mogą. na
ukowo dowodzić swych tez tylko w ten sposób, iż analizując kulturę
religij istniejących, wykazują seksualny charakter poszczególnych zabyt
ków, obrządków, legend, dogmatów.
Jednak dzieło Hannaya nie nawiązuje do tych nowych myśli, lecz
stoi raczej w szeregu tradycji Payne Knighťa, autora sławnego
dzieła o kulcie Priapusa, które dało początek teorji Dul aurę’a o phallicznym charakterze religji pierwotnej. Payne Knight naraził się swego
czasu z powodu swej publikacji na. ekskomunikę społeczeństwa angiel
skiego, tak że wycofał swe dzieło i rbzesłał je tylko największym bibljotekom — więc oryginalne wydanie tego dzieła należy obecnie do
wielkich rzadkości Teraz zaś właśnie jego myśli i pomysły stają się
modne, nietylko w Anglji. Postęp w metodzie jest ■ dość nieznaczny,
natomiast materjał ogromnie rozszerzono. Hannay jest autorem poważ
nym i żałować należy, iż niedostateczne opanowanie zagadnienia phallizmu robi na czytelniku wrażenie dyletantyzmu : zużytkowano materjał
pierwszorzędnej wartości, niestety autor utrudnił nam jego kontrolę, bo
nie podaje źródeł. Różni on się też zasadniczo od swoich poprzedników
w tem» że ci podali przeważnie materjał etnologiczny i folklorystyczny,
on zaś położył punkt ciężkości na zagadnienia biblijne i genetyczne
religji żydowskiej i chrześcijańskiej. Widocznie w celach praktycznych —
by wyjaśnić istotę religji wogóle, ‘a chrześcijaństwa w szczególności.
, Obok kilku trafnych uwag i spostrzeżeń mamy tu jednak zbyt dużo
dzikich etymologij i dowolnych wyjaśnień, odstręczających cźytelnjka.
Podam tylko jego zasadnicze myśli. Twierdzi więc : „Ali religions are
founded on the création of life, and ail création - of life is dependent
on two sexes. Even where a single god créâtes, his créative agent is
sexual“. Fakty te znajdują swój naturalny wyraz w symbolice religijnej:
symbole te są wielokształtne i dowolne, w zasadzie zaś wyobrażają or
gany seksualne: za taki uważa także krzyż (s. i8): „The Cross, ages
before Christianity, was simply the convéntional phallus, and remained
a „secret“ sign until adopted by the Christian under Constantine in
the 4th Century“. Tyle może w tem prawdy, że krzyż stoi w gene
tycznym związku z egipskim hieroglifem ankh 9 , oznaczającym „życie“,
i znanym num z botaniki dla oznaczenia rodzaju żeńskiego. Z tego zaś
H. wnioskuje: „But we are all passive or unconscious phallic worshippers, às the Cross was the most widely used phallic symbol, and our
church architecture, altasrs, and their furniture and the vestments of
the clergy, are entirely of phallic, origin“.
Ta próba może wystarczyć : przez całe dzieło ciągnie się taka
mieszanina dyletantyzmu i ważnych myśli, które — mam wrażenie —
w Anglji sobie już zjednały zdecydowanych zwolenników, czyniących na
własną odpowiedzialność krok ostateczny, jeszcze możliwy w tej hipo
tezie : Sir George Birdwood sformułował ten ostateczny wniosek w tych
słowach: „I am inclined to go further than the Author, and, seeing
that the generative organ is the most considérable thing about us, and
to primitive man must, from the moment he began to think, hâve been
a perpétuai miracle. I hold that early races identified the thing with
Deity —: not a symbol of Deity, but the actual Deity“.
W ten sposób otrzymaliśmy jeszcze jedną teorję co do począt- „
; ków religji. Nie da się zaprzeezyć, że seksualność odgrywa w życiu
jednostki ogromną rolę, że wielka i może najcenniejsza część naszej
cywilizacji duchowej wynika ostatecznie z jej przeinaczenia, jak np.
śpiew, .poemat, zróżniczkowanie skali uczuciowej itd. Nie da się dalej
zaprzeczyć, że seksualność zostawiła nam w myśli i w języku dużo
przenośni, które wtargnęły także do sfery religijnej, zwłaszcza mistycz
nej (unio mgsłica itd.): ale wszystko to jest tylko częścią całego tworu,
i nawet nie częścią najważniejszą i najistotniejszą. Przeciwnie, własne
badania, które może już wkrótce będę w stanie przedłożyć, wykazały
cm, iż na ogół seksualność tam, gdzie możemy badać dzieje i rozyrój
reiigji, nie jest czemś pierwotnem, lecz przyczepiła się później; zja
wisko deterioryzacji, którą lingwiści już skonstatowali w semazjologji
języków, musimy ustalić także dla reiigji.
•Lwów.
RYSZARD GANSZYNIEC.
Th.-W. Danzel : Kultur und Religion des primitiven Menschen. Ein
führung in Hauptprobleme der allgemeinen Völkerkunde und Völker
psychologie. Verlag von Strecker und Schröder in Stuttgart, 1924,
s. 133.
W kilkunastu krótkich a treściwych rozdziałach wprowadza nas
autor w świat kulturalny i religijny człowieka pierwotnego, starając się
zawsze wskazać racje psychologiczne omawianych zjawisk. Czło
wiek pierwotny (traktowany tu 'jako typ) nie jest mniej wartościowy,
lecz różny od nas. Charakteryzuje go sposób działania magiczny (jest
„homo divinans“), element religijny występuje u niego na plan pierwszy,
niema u niego, ścisłych granic tak między zdarzeniami świata ze
wnętrznego a przeżyciami wewnętrznemi, jak między różnemi dziedzi
nami działania, więc gospodarstwem, religją, sztuką itd. Jednostka u lu
dów pierwotnych gubi się zupełnie w gromadzie.
Po tej ogólnej charakterystyce przechodzi autor do omówienia
poszczególnych składników kultury człowieka pierwotnego. Jego sztu ka
plastyczna, wymagająca wielkich wyobraźni u oglądającego, ma
charakter statyczny. Mowa jego jest obrazowa, przedewszystkiem ma
służyć do wyrażania się. Brak zdolności abstrahowania objawia się
w przyjmowaniu ścisłego związku między światem a słowem, w braku
nazw dla pojęć ogólnych itd. Związkiem społecznym spotyka
nym na najniższym stopniu kulturalnym jest związek rodzinny lub ro
dowy, w którym instynkty społeczne (oczywiście tylko w stosunku do
członków rodu) są silnie rozwinięte. Swe własne* stosunki społeczne
przenosi człowiek pierwotny do świata bogów. Życie społeczne ma
u niego charakter religijno-ceremonjalny. W jego ihedycynie można
odróżnić terapję racjonalną od metod magicznych, przynoszących także
pożądane skutki ze względu na wielką podatność pod suggestję czło
wieka pierwotnego. Do powstania kalendarza przyczyniła się praw
dopodobnie perjodyczność w życiu ludzkiem, która dopiero zwrócić
miała uwagę na pewne prawidłowości astronomiczne. Pierwotnie służył
kalendarz do wyboru dni dobrych i złych. Sens obrządków ma
gicznych — w naszem pojęciu, bezcelowych — leży w uspokajaniu
wykonywającego je ; już sam fakt, że się przez tysiące lat zachowały
świadczy,, że zaspakajają jakieś ludzkie potrzeby. Z brakiem ścisłych
granic między światem rzeczy a światem przedstawień łączy się
fakt, że poczucie własnego „ja“ jest u człowieka pierwotnego bardzo
rozszerzone. W reiigji jego wielką rolę odgrywają przeżycia eksta
tyczne. W związku z religją omawia autor bliżej pojęcie bóstw i de
monów u człowieka pierwotnego, jego wiarę w stworzenie świata
i sfery świata, zajmuje się jego świątyniami, ofiarami i przedstawieniami
Lud. T. XXIII.
12
178
nieśmiertelności. Wychowanie u ludów pierwotnych ze względu na
silny instynkt podporządkowywania się. i naśladowania, jak też z po
wodu małej różnicy m:ędzy starymi i młodymi odbywa się bez tarć.
Wogóle nabycie tak pewnych umiejętności praktycznych, jak też wia
domości teoretycznych odbywa się bez specjalnej systematycznej -nauki.
Większe trudności napotyka już wychowanie u ludów półkulturalnych, u których większa jest różnica między starymi i młodymi. Uro
czystości człowieka pierwotnego są dziełem całej gromady. W przed
stawieniach łączą się w jedno dzieło elementy muzyczne, poetyckie
i aktorskie. Ze względu na ich charakter religijny, przypisuje się im
wielką wagę. W muzyce, której początki łączą się ściśle z począt
kami tańca, rytm odgrywa rolę najważniejszą. Bezpośrednimi poprzed
nikami pisma są symbole magiczne, z nich powstało pismo obrazkowe,
z początku czysto ideograficzne. Przejście do pisma zgłoskowego tworzy
pismo rebusowe. Wiedza najdawniejsza jest znajomością znaczeń, ba
danie najdawniejsze jest sztuką tłumaczenia. Prawo jest na najniższym
stopniu kulturalnym zwyczajowe ; zbrodnia jest dla człowieka pierwot
nego grzechem, do którego zmazania potrzebną jest ceremonjalnosymboliczna pokuta. Liczby zna człowiek pierwotny tylko najniższe,
toteż ujmuje on wielość nie abstrakcyjnie jako zbiór dający się liczbowo
określić, lecz jako konkretne i widoczne ugrupowanie. Najdawniejszą
formą epicką jest opowiadanie i bajka. Dzido kończy dodatek o kul
turach oryginalnych („bodenständig“) i zapożyczonych. — Wywody swoje
popiera autor dobranymi przykładami. Książka jest ilustrowana licznemi
obrazkami i tablicami.
Lwów.
W. AUERBACH.
S. Poniatowski: Podłoże rasowe kultur zasadniczych. Odczyt wy
głoszony dn. 5/IV 1924 w Towarzystwie Geograficznem w Warszawie
i dn. 16/IX 1924 fca Zjeździe Międzynarodowego Instytutu Antropolo
gicznego w Pradze.
Autor wychodzi z założenia, że każdej z kultur zasadniczych, wy
odrębnionej badaniami szkoły historyczno-etnologicznej, odpowiada pe
wien określony element- rasowy i stawia sobie za zadanie jego ustalenie.
Przyjmuje on pogląd O. W. Schmidta, że rasowe podłoże kul
tury egzogamiczno-monogamicznej stanowił element karłowaty. Ponadto
wypowiada się on w sposób zupełnie zdecydowany za pełnem zastrze
żeń przypuszczeniem tego ostatniego o możliwości istnienia nawiązań
między rasą „mongolsko-arktyczną“ a pigmejami. W tej pracy przyj
muje to postać twierdzenia, zdaniem mojem zupełnie fantastycznego
i naukowo, przynajmniej dotąd jeszcze, nie dającego się uzasadnić. Po
lega ono na wkluczeniu Lapończyków do szeregu ludów karłowatych.
Ponadto widzi on wszędzie ślady pigmejów w Europie.
Nie wypowiadając się co do nawiązań antropologicznych kultury
totemizmu płci, podejmuje autor wypowiedziane przezemnie przypuszcze
nie, że do kultur nigrytyjskich Afryki i Australji nawiązuje się t. zw. „typ
sudański“, którego cechy morfologiczne skłoniły Huxleya do nawiązywa-
179
nia starożytnych Egipcjan do Australczyfców. U autora przyjmuje to po
stać twierdzenia, że rasa o cechach wspólnych, tak Australczykom, jak
Neandertalczykom musiała kiedyś odpowiadać kulturze zasadniczej zwa
nej „bumerangową".
Wreszcie nawiązuje autor :
1. do kultury „totemistycznej" rasą średniego wzrostu, krótkogłową, szerokonosą i ciemnoskórą,
2. do kultury „dwuklasowej“ rasą długogłową, niskorosłą, wąskor
nosą i ciemnoskórą, — rasa ta tworzy obecnie gros rasy śródziem
nomorskiej,
3. do kultury „pasterskiej“ rasą krótkogłową, niskorosłą, szeroko
nosą i stosunkowo jasnoskórą, — rasa ta, zdaniem autora, tworzy
ośrodki takich typów antropologicznych, jak naprzykład „rasa nadwi
ślańska“ Denikera i „homo phanobrachycephalus“ Stołyhwy.
Co do pozostałych składników rasowych, oznaczonych mianem
wtórnych lub drugorzędnych, jest wypowiedziany pogląd, że stanowią
one rezultat krzyżowań. Do ich liczby włączono „typ północno,-euro
pejski“.
Twierdzenia powyższe są w zasadzie przypuszczeniami opartemi
na intuicji badacza, wymagają one jeszcze naukowego uzasadnienia,
opartego na odpowiednio zestawionym materjale. Tymczasem można je
tylko oceniać z punktu widzenia ich zgodności z ogółem powszechnie
znanych faktów, oraz wyników badań ostatnich, dostępnych tylko szczu
plejszemu gronu specjalistów.
Na korzyść nawiązania kultury „totemistycznej“ do elementu któtkogłowego mógłbym przedewszystkiem przytoczyć fakt, że w Afryce
zasięg „typu środkowo-afrykańskiego“ w kierunku północnym wychodzi
daleko poza granice prowincji „kultury zachodnio-afrykańskiej“. Może
to wskazywać na nawiązywanie się elementów .krótkogłowych Afryki
Środkowej do jakiegoś starszego zespołu kulturowego, aniżeli kultura
zachodnio afrykańska, której ślady nie sięgają, tak daleko w kierunku
północnym. O słuszności tego poglądu zadecyduje jednak dopiero
stwierdzenie tego elementu rasowego na terenie australijskim, w odpo
wiednim zespole.
Na korzyść nawiązania do kultury dwuklasowej elementu rasowego
nawiązującego się do rasy „śródziemnomorskiej“ można przytoczyć nietylko występowanie elementów kultur matrjarchalnych na terenie śród
ziemnomorskim. Mogę tu dodać fakt zupełnie nowy, stwierdzony bada
niami p. G. Lempertówny, że do czaszek typu śródziemnomorskiego na
wiązują się nie czaszki t. zw. „typu hamickiego“, stanowiącego formację
bez wątpienia późną (kultura pasterska), lecz t. zw. „typu hamitoidalnego“, który przez wzgląd na to należałoby właściwie nazwać „mediterranoidalnym“. Na korzyść stosunkowo wielkiej starożytności tego
elementu na terenie afrykańskim przemawia bezspornie to, że jest on
równie licznie reprezentowany na terenie Wielkich Jezior i Afryki Połu12*
dniowej, gdy liczebność „typu hamickiego“ zmniejsza się wyraźnie w kie
runku południowym.
Co do ostatniego nawiązania, to muszę stwierdzić, źe wydaje mi
się óno zupełnie nieprawdopodobne. Przedewszystkiem „rasa nadwi
ślańska" Denikiera stanowi sztuczny warjant „rasy wschodniej“ tegoż
autora, spowodowany brakami materjału, jaki miał do rozporządzenia
ten, wielką intuicją zresztą obdarzony badacz, przed 30 laty. Rasa zaś
„wsęhodnia“, jak to stwierdziły nowsze badania polskie i szwajcarskie,
nieznane widocznie p. Poniatowskiemu, stanowiła jeden z głównych
składników ludności szwajcarskich palafitów, zwłaszcza w starszych okre
sach, i jest przypuszczalnie identyczna z „eurafrykanami" Sergiego.
Przez wzgląd na to nie jest zgoła prawdopodobne, by mogła się ona
nawiązywać do kultury pasterskiej. Nasuwa się tu natomiast siłą rzeczy
pytanie, czy nie pozostaje ona w łączności z ekspansją kultury „wolnomacierzystej“.
Wysunięcie t. zw. „homo phanobrachycephalus“ Stołyhwy nie wy
daje mi się również ujęciem szczęśliwem. Przecież ten nowy termin
systematyczny, nie nawiązany przez p. Stołyhwę do żadnego ze skład
ników ludności europejskiej, ustalonych zgodnemi wynikami badań ostat
niego trzydziestolecia, a stanowiący wynik stosowania wadliwej metody,
do zupełnie niewystarczającego pod względem ilościowym materjału, nie
może dotyczyć niczego innego, jak t. zw. „typu sarmackiego“, bez wąt
pienia identycznego zarówno z rasą „subnordyczną" Denikera, jak
też i z rasą „grenelską“ literatury paleoantropologicznej. Wobec tego,
że ten element rasowy występuje już w okresie epipaleolitycznym, jego
nawiązywanie do kultury pasterskiej wydaje mi się nieuzasadnione.
Zupełnie lekkomyślnem wreszcie wydaje mi się twierdzenie, że typ
„północno-europejski“ jest formą wtórną, ewentualnie wynikiem krzyżo
wania się form zasadniczych, przez p. Poniatowskiego uprzednio wymie
nionych. Mamy go przecież już w okresie młodszego paleolitu, gdzie
występuje on jako jeden ze składników t. zw. „rasy cromagnońskiej“. Twierdzenie tego rodzaju, twierdzenie zmieniające nasze do
tychczasowe poglądy podstawowe, oparte na wielkiej sumie pracy, nie
powinno być wygłaszane bez podawania argumentów tej wagi, które
byłyby w stanie tego rodzaju zmianę należycie uzasadnić. Zresztą po
ważna dyskusja zagadnienia pierwotności i wtórności stanie się możliwa
dopiero z chwilą, gdy przynajmniej posiadany już materjał paleoantropologiczny określony zostanie w sposób bezsporny. Dopiero wówczas
będziemy wiedzieli napewno, co jest starsze, a co występuje później.
Tymczasem pozostajemy na platformie domysłów, z których część tylko
będzie można uzasadnić w przyszłości, gdy reszta, spocznie w kategorji
nierealnych możliwości.
Wadą omawianego tutaj szkicu odczytowego jest bezspornie to,
że wychodzi on z aprioristycznego założenia, że każdej kulturze zasad
niczej odpowiada jeden -element rasowy stanowiący jej podłoże. Ten to
apriorizm powoduje przesądzanie stanowiska systematycznego „typu
północno-europejskiego“, przesądzanie czysto antropologicznego .za
gadnienia na podstawie danych nieantropologicznej natury. Twierdzenie
tak doniosłego znaczenia dla całokształtu naszych syntez antropologicz
nych, jak teza, że każdej kulturze zasadniczej odpowiada .tylko jeden
element rasowy stanowiący jej podłoże, powinno stanowić dopiero wynik
wielkiego i sumiennego badania antropologicznego, dającego syntezę
całego obecnie już nam dostępnego materjału. Bez uczynienia zadość
temu zasadniczemu warunkowi wskazane byłoby ograniczenie się do
wypowiedzenia oględnie sformułowanych przypuszczeń i zrezygnowanie
z kategorycznych ogólnikowych twierdzeń, wznoszących się nader śmiało
ponad stan faktyczny. Przecież wartość tej pracy stanowią właśnie te
przypuszczenia, wskazując antropologowi, zajętemu syntetycznem oprą*
cowaniem nagromadzonych już materjałów, na szereg bardzo ogólnych
nawiązań.
Lwów.
JAN CZEKANÓWSKI.
Th.-W. Danzel : Die psychologische Bedeutung magischer Bräuche.
(Odb. z Psychologische Forschung, 1922).
Autor występuje. w swej rozprawie przeciwko płytkości i bez
myślności w ocenianiu obrządków magicznych. Tak kult, jak i magja
jest, według niego, środkiem do opanowania świata : rozpowszechnienie
i utrzymanie się ich w ciągu tysiącleci da się tylko tem wytłumaczyć,
że odpowiada faktycznym potrzebom ludzkim, że są w pewnem zna
czeniu racjonalne. Różnicę między pierwotną rozumnością obrzędów
magicznych a naszym na nie poglądem autor słusznie wyjaśnia różnicą
w sposobie przeżywania rzeczywistości u nas i u tych, którzy owe obrzędy
wykonywali. „Da die magischen Handlungen eine das jeweilige Bedürfnis
befriedigende objektive Wirkung offensichtlich nicht haben, müssen
wir ihnen Sinn in der durch sie versuchten subjektiven Wirkung
auf den Ausübenden selbst suchen. Der Ausübende wird bei dem Voll
züge der magischen Handlung durch Ausschaltung unerträglicher oder
hemmender Vorstellungen mittels der suggestiv bezw. autosuggestiv wir
kenden Massnahmen beschwichtigt und zuständlich so geändert, dass
wenn auch nicht eine Veränderung iń den Beziehungen zu einem ob
jektiven Verhalte, so doch die erwünschte subjektive Beschwich
tigung erreicht wird“. A człowiekowi pierwotnemu właśnie chodzi
o zmianę usposobienia, podczas gdy my raczej dążymy do zmiany ob
jektywnych warunków.
Myśli te, do których niewątpliwie pobudził autora Lévy-Bruhl,
zastosowane do konkretnego religioznawczego materjału, mogą z pe
wnością pogłębić poznanie przedmiotu. Autor wprowadza je do dzie
dziny bardzo zaniedbanej, w której dotąd aż nazbyt frazes panował.
Lecz, jako pozytywista, odczuwam brak jednego momentu w tej roz
prawie : mianowicie krytyki mateijału, wyjaśnienia, jakie etapy rozwoju
przechodziły poszczególne obrzędy magiczne. Filozofja religji, nie mając
solidnych podstaw historycznych, często tworzyła budujące i uczone
teorje, niezgodne jednak z tem, czego uczyła historja. I tu, nie popa-
182
dając w żadną skrajność, powinniśmy'się przedewszystkiem starać o wy
kazanie tego, co jest w każdym obrządku racjonalne i w każdej czyn
ności bezpośrednio praktyczne. Albowiem uważam, że dopiero wtedy
może uchodzić tłumaczenie jakiegoś obrządku za trafne i ostateczne,
kiedy wykazuje jakikolwiek ob.jektywny jego skutek. Tymczasem
psychologiczny punkt widzenia, sam dla siebie zresztą wartościowy, za
stępuje tylko brakujący nam historyczny sposób badania. Zasadą zaś
naszą powinna być: historja, a nie psychologja. Nawet w psychologji
powinniśmy dążyć do poznania jak powstają historycznie poszczególne
zjawiska psychiczne. Dopiero więc w związku z historycznym punktem
patrzenia może psychologiczne badanie Danzla, jako jedno z ostatnich
ogniw, dojść do właściwego znaczenia. Oczywiście nie trzeba podkreślać,
że ono jednak i tak jest ważne i pobudzające.
Lwów.
RYSZARD GANSZYNIEC.
Th.-W. Danzel: Magie and Geheimwissenschaft in ihrer Bedeu
tung fur Kultur und Kulturgeschichte. Verlag von Strecker und Schröder
in Stuttgart 1924, s. XV + 213.
Dzieło to jest dalszym ciągiem książki o kulturze i religji czło
wieka pierwotnego. Największy wpływ na genezę tego dzieła wywarła
książka Staudenmaiera Magie als experimentelle Wissen
schaft, który dziwnym trafem nie jest podany w literaturze przed
miotu. D. jednak idzie o wiele dalej niż Staudenmaier : dołącza on
cały materjał etnologiczny, a przedewszystkiem wprowadza metodę psy
chologiczną. Cel jednak jest ten sam: pewnego rodzaju apologja magji
i okultyzmu. W rozprawie „Czynnik racjonalny w wierze
i w obrzędzie“ (Lud, 1922) wskazałem drogi badania tych zagad
nień. D. idzie znacznie dalej, pojmując racjonalność jako objektywną
praktyczność. Danzlowi więcej zależy na znaczeniu (Sinn) wierzeń,
mniej na jego pierwotnych formach i na stwierdzeniu, w jakim orga
nicznym związku z kulturą' ono powstało i dalej trwa. Przypadkiem
metody te schodzą się często w swoich wynikach, ale tendencja ich jest
cokolwiek sprzeczna: moja jest uszeregowaniem faktów, Danzla uszere
gowaniem procesów psychicznych — moja historją, jego psychologją.
Oczywista nie wypowiadam przez to żadnego sądu o wartości
metody i wyników; ale . z mego punktu widzenia mogę jej przyznać
wartość jedynie hipotetyczną, gdyż odmiennie od autora uważam roz
ważania psychologiczne tylko za surogat, za pewnego rodzaju hipotezę
występującą tam, gdzie brak faktów, lub dokładnego badania nie po
zwala jeszcze nam -wykazać poszczególnych ogniw aż do początkowego.
A ponieważ rzadko jesteśmy w tern dobrem położeniu, że możemy rozpo
rządzać większym szeregiem historycznych odmian jednego i tego sa
mego obrzędu i wierzenia, więc z konieczności będziemy musieli się
uciekać i do hipotetycznego uzupełnienia tego szeregu, także przy po
mocy psychologji. Nie należy więc lekceważyć studjów tego rodzaju,
w szczególności studjów Danzla, najwybitniejszego ucznia Vierkandta,
183
który wnosi do swego przedmiotu nietylko martwe formy nauki szkol
nej, ale i głębokie zrozumienie kultury współczesnej.
Główne myśli tej książki są mniej więcej te: Odrzucając rozgra
niczenie magji od religji, nazywa autor magją obrządki i czynności,
których skutki nie dadzą się wyjaśnić jako naturalny wynik składających
się na nie ruchów. Dziedzina tych czynności, której nie można zaliczać
do nauki, jest raczej spokrewniona z poezją i sztuką: dlatego D. na
zywa ją sztuką tłumaczeniową (Deutungskunst). Nazwę tę obrał
D. dlatego, ponieważ i w stosunkach nowoczesnych rozróżniamy dwa
typy ludzi: jeden typ to artystów i ludzi o silnej wyobraźni, mających
w sobie oryginalną siłę twórczą (Vorbilden), którzy w dziełach swych
kształtują przyszłość: drugi typ ludzi odtwórczych (Nachbilden), ukła
dających systematycznie nasze dotychczasowe wiadomości i którzy zwra
cają wzrok wstecz na zebrane doświadczenia, aby je uszeregować w sy
stemie prostolinijnym i bez sprzeczności: dziwię się, dlaczego D. w tym
związku nie wspomniał o greckiej postaci Prometheusza i jego
brata Epimetheusza, którzy w nazwie i w przeżyciach wyobrażają
właśnie te dwa typy.
Przypatrzmy się, jak D. stosuje rubryki te do materjału etnolo
gicznego. Pierwszy rozdział" traktuje o magji prymitywnej : jako może
najpierwotniejsze zjawiska upatruje D. — zresztą słusznie — w znakach
i wróżbach ; te dla nas nie posiadają żadnegp znaczenia, więc — wnioskuje
D. — nie mają przedmiotowego charakteru, lecz tylko podmiotowy.
W czem więc leży ta subjektywna racjonalność? D. powiada: „Es gibt
Vorzeichen für den, der gewisse Erscheinungen als Vorzeichen erlebt.
Ist ein Mensch mutvoll und guter Dinge, wird er gewisse Erscheinungen
nicht als böse Vorzeichen emfinden, überhaupt wahrscheinlich gar nicht
bemerken. Befindet er sich aber in einem furchtsamen, bedrückten Ge
mütszustände, dann glaubt er, überall bedrohliche Ankündigungen wahr
zunehmen. Diese Zeichen kündigen auch wirklich Unheil an, denn wer
mit Furcht und Unmut an ein Werk und ein Unternehmen heran geht,
wird immer Misserfolg haben. Wer dagegen mutvoll ist, wird überall
ermutigende Anzeichen gewahren. So sieht der Mensch das, was in ihm .
selbst vorgeht, gleichsam in die Aussenwelt hinein. Die Welt enthält
gute oder schlechte Vorzeichen, je nachdem sein Gemütszustand ein
guter oder schlechter ist. Darin liegt der ursprüngliche Sinn der
Vorzeichendeutung, aus der sich später dann seltsame Wissenschaften
entwickeln“.
Nie należy lekceważyć momentów psychologicznych, a jednak nie
przyłączyłbym się bez zastrzeżeń do takiej interpretacji : jest ona zbyt
bezpośrednia. Wszędzie bowiem, gdzie dokładniej potrafimy śledzić roz
wój pewnej wróżby, dojdziemy do jednego punktu, gdzie tego momentu
psychologicznego jeszcze niema, gdzie mamy samą i czystą zabawę ;
z niej dopiero, skorośmy się przyzwyczaili do niej, pod wpływem po
wagi sytuacji i życia, może się rozwijać dywinacja. Napoleon miał jako
dziecko rzucać, leżąc na ziemi, nogami swe pończochy i bawić się w ten
sposób: później stało się to dla człowieka dojrzałego i cesarza indy-
dywidualnem wróżbiarstwem. Wtedy tez dopiero cały ten wielki świat
idei łączy się z praktykami, i co nam wydaje się dwoistością, co D.
tak chętnie chciałby wytłumaczyć jako pierwotną jedność, która tylko
dla naszego analizującego umysłu wydaje się dwoistością, to w rzeczy
wistości jest następstwem dwu lub kilku różnych stosunków, zajętych
przez człowieka wobec danej praktyki, z których zwykle tylko końcowy
bywa nam znany, chociaż jest on tylko konsekwencją poprzednich, słu
żących niejako za przesłanki, bez których ten ostatni nie miałby
racji bytu.
To też widzimy, iż D. tłumaczy tylko praktyki, których dzieje
nie są nam znane, i omija te właśnie, gdzie już potrafimy napisać dzieje
wróżbiarstwa, jak w kulturze grecko-rzymskiej, średniowiecznej, nowo
czesnej. Nieświadomie nieznajomość, lub też ignorowanie dziejów, staje
się dla niego równoznaczne z prymitywnością. Przezto wprawdzie na
stępuje wielkie uproszczenie metody, ale tylko kosztem solidnej nauki :
psychologja taka jest więc tylko surogatem histoiji, i dozwolona co
najwyżej w kulturach niehistorycznych.
Książka zwraca się nietylko przeciw historycyzmowi, ale wogóle
chce być apologją psychologji, nawołać do odwrotu do domniema
nych źródeł cywilizacji ludzkiej : do mistycyzmu. I ja oddawna pod
kreślam przy każdej sposobności, że nasza logika jest instrumentem
zbyt grubym i zbyt niedoskonałym, aby mogła oddać dokładnie
wszystkie odcienie życia ludzkiego, że należy dążyć do wyobrażenia
sobie, do odczuwania zjawisk kulturalnych -— ale nigdy nie myślałem,
że przez to samo należałoby zrezygnować z dotychczasowych zdobyczy
naszej nauki i cywilizacji. Dlatego też nie mogę pochwalić zdania
autora: „Die Loslösung von der alten Mythologie, Magie und kulti
schen Form aber war der gefährlichste Schritt, den unsere Kultur tun
konnte, das war der grosse Sündenfall, der, wie sich immer mehr zeigt,
nicht ungestraft bleibt“ — bo jestem zdania, że nasza kultura posiada
równoważniki owych elementów, o tyle od nich doskonalsze, o - ile są
więcej organicznemi jej składnikami. Przyłączenie się do obecnej fali
okultyzmu uważam nietylko za ryzykowne, za wsteczny krok, ale i dla
tego za bezcelowe, że to doprowadziłoby w gruncie rzeczy do takiej
samej maskarady umysłowej, do której doprowadziła kultura humani
styczna renesansu, lub maskarada pasterska epoki rokokowej.
Zresztą książka jest niezwykle bogata w treść i bardzo nowo
czesna : komu zależy na pogłębieniu swej wiedzy o zagadnieniach religji
i okultyzmu, ten powinien ją czytać i rozprawiać się z autorem, który
niewątpliwie dziś jest nietylko jednym z najlepszych etnologów, ale też
najpoważniejszym szermierzem nowych prądów naukowych, które nie
długo — jak tendencje grawitujące na to wskazują — staną się ważne,
a może i miarodajne.
RYSZARD GANSZYNIEC.
Lwów.
J. Piprek. Slawische Brautwerbungs- und. Hochzeitsgebräuche. Stutt
gart, 1914. S. VI +192 + 1 nlb.
W pracy tej omawia autor kolejno zwyczaje wszystkich ludów
słowiańskich, od Rosjan do Gzarnogórców. Na podstawie obfitego mateijału, opisano bardzo dokładnie nietylko zwyczaje ludów uważanych
jako jednostkę etniczną, lecz wyszczególniono zwyczaje panujące w róż
nych okolicach zamieszkanych przez te ludy. Każdej jednostce etnicznej
poświęca autor. specjalny rozdział, w którym opisuje zwyczaje towarzy
szące swatom, zaręczynom, przygotowaniom do wesela, samemu weselu,
wprowadzeniu do domu narzeczonej^ pokładzinom i oczepinom.
W kilku końcowych rozdziałach zastanawia się autor nad wyja
śnieniem genezy tych zwyczajów.
Na calem terytorjum dadzą się zauważyć znaczne podobieństwa.
Pewne momenty przypominają nam małżeństwo kupne, przyczem można
zauważyć, że posag odgrywał tylko rolę u Słowian zachodnich i trzeba
go uznać za zwyczaj późniejszy, a veno (wiano) kalym oznacza cenę
kupna, którą młodzieniec płacił ojcu dziewczyny. Wszędzie istnieje taki
sam zwyczaj, a mianowicie swaci podają się za kupców. Poczem, jak
po ubiciu każdego interesu, piją obie strony, a dziewczyna na znak
zgody podaje kieliszek, z którego swat przypija do obecnych. Zwyczaj
„rukobitje“, występuje przy zakończeniu interesu. W tym wypadku
można na wyjaśnienie przytoczyć zdanie lucju : „Co Bóg złączył, tego
człowiek rozłączyć nie powinien“.
Podanie sobie rąk stanowiło o przyjęciu do nowej rodziny i miało
charakter raczej obrzędowy. Podobne zwyczaje znane są z wesela. Mło
dzieniec musi młodą od druźek wykupić.
Z tego rodzaju swatami spotykamy się też na terytoijum ugrofińskiem. Podobnie i tu posługują się przenośniami, nigdy nie mówią
wprost o dziewczynie lecz o zaginionem zwierzęciu. Różni się tylko
terytorjum ugro-fińskie porą1). Podczas gdy na całej Słowiańszczyźnie
swaty odbywają się wieczorem, u tych ostatnich o północy. Możliwe,
że są to ślady pozostałe z czasów porywania dziewcząt. 1 dziś jeszcze
gdy rodzice nie chcą dać zezwolenia na małżeństwo, dziewczyna ucieka
do rodziców narzeczonego. Czuwasze porywają dziewczęta w lecie, gdy
pracują w polu. Dawniej Drewlanie, Radymicze, Wentycze i Siewierzanie
porywali sobie żony przy wodzie. Prócz notatek kronikarskich znany
jest statut Jarosława, który za każdą porwaną kobietę każe płacić karę.
Rozporządzenie o podobnej treści wydano w Czechach w XVI wieku,
w Polsce ostatnie w r. 1641.
Zaręczyny znane są u wszystkich Słowian, a tam gdzie one osobno
nie występują, obchodzi się je po swatach lub przed weselem. Cechuje
je charakterystyczne błogosławieństwo pod obrazami, zamiana pierścion
ków i podanie- sobie rąk, która to forma znana jest już u starych In
dów i uważana bywa za zwyczaj bardzo ważny. Zaręczyny uważa Piprek
za pogańską ceremonję weselną, której towarzyszyły ofiary. Narzeczona*)
*) Schroeder L., Die Hochzeitsbräuche der Esten und einiger anderer
Finnisch-Ugrischer Völkerschaften in Vergleichung mit denen der Indogermani
schen -Völker. Berlin, 1888.
Lud. T. XXXIII.
13
podaje narzeczonemu chustkę lub wianek (symbole dziewictwa). Na terytoijum ugro - fińskiem tylko protestantcy Finnowie i Mórdwinowie
znają zaręczyny.
Wreszcie baczną uwagę zwracali Słowianie na zachowanie dzie
wictwa u dziewcząt przed ślubem, z czem związano wiele zwyczajów.
Noc poślubna była jednym z najważniejszych momentów wesela nietylko
u Słowian, ale wogóle u Indo-arjów. Ten starosłowiański zwyczaj za
chował się u ludów, które przechowały zwyczaje w starej formie.
U zachodnich Słowian i Słoweńców zwyczaj znikł, a nie spoty
kamy go też na terytorjum ugro-fińskiem.
Autor wogóle sumiennie opracował mateijał i zaopatrzył swą
pracę w trafne wyjaśnienia istoty zwyczajów.
Na podstawie matefjałów zebranych przez P., możnaby całą Sło
wiańszczyznę podzielić na 3 kręgi:
1) Tęrytoijum małoruskie, które zachowało bardzo stare zwyczaje,
odznaczające się wielką surowością.
2) Terytorjum przejściowe stanowią Polacy, Łużyczanie, Czesi
i Morawianie, którzy zachowali niektóre zwyczaje, a inne przejęli od
sąsiednich ludów.
3) Terytorjum Słowian południowych, którzy w niektórych wy
padkach przejęli zwyczaje Mahometańskie.
Byłoby rzeczą pożądaną, by dzięki licznym wynikom pracy P.
dokonano wreszcie wyczerpującego opracowania licznych materjałów do
polskiego obrzędu weselnego.
GIZELA LEMPERT.
Lwów.
KRONIKA ETNOLOGICZNA,
Posiedzenia Komisji Antropologicznej Polsk. Akad. Umiej.
Na posiedzeniach Komisji Antropologicznej Polskiej Akademji
Umiejętności w Krakowie referowano-w r. Ï924 następujące prace:
Prof. dr. Włodzimierz D e m è try k ièwi cz : O stanie
muzeum archeologji przedhistorycznej w Polskiej Akademji Umiejętności.
Dr. Kazimierz Dobrowolski: Ludowe atrybuty świętych
w Polsce; — tenże: Ludowe tradycje historyczne na Podhalu.
Prof. dr. Juljan Talko-Hry ncewicz: Przyczynek do antropologji gminy Zakrzów Leśny w powiecie warszawskim.
Prof. dr. Tadeusz Kowalski: Sprawozdanie z podróży na
ukowej po Turcji.
Dr. Karol Stojanowki: O typach kranjologicznych polskich.
Marjan Wawrzeniecki: Nowa hipoteza umotywowana codo
wyjaśnienia t. zw. „Bożych stopek“.
Dr. Józef Żurowski: Poszukiwania archeologiczne w latach
1922 i 1923 w zachodniej Małopolsce,
t Karol Tagányi. 9. września 1924 zmarł w Budapeszcie w 66
roku życia prezes węgierskiego Towarzystwa Ludoznawczego Karol
Tagányi. Z licznych prac zmarłego zasługuje na szczególną wzmiankę
jedna z jego ostatnich prac, ogłoszona w języku niemieckim p. t. „Le
bende Rechtsgewohnheiten und ihre Sammlung in Ungarn“, w której
wskazuje na olbrzymie znaczenie zwyczajów prawnych ludowych w roz
woju prawa.
Ustąpienie Prof. Bystronia z Komitetu redakcyjnego „Ludu“.
Otrzymaliśmy następujące oświadczenie :
Do Szan. Redakcji „Ludu“ we Lwowie.
Oświadczam, że występuję niniejszem z Redakcji „Ludu". Wbrew
tradycji 20 tomów pierwszej serji, „Lud“ hołduje obecnie koncepcji
tzw. „nauk antropologicznych“, którą uważam za ze wszech miar
szkodliwą dla ludoznawstwa; Ponieważ mimo kilkakrotnych usiłowań
13*
c
188
nie zdołałem przekonać Redakcji o konieczności zmiany programu,
przeto nie mogę ponosić odpowiedzialności za „Lud“ w tej formie,
i w jakiej się dziś ukazuje.
.
Pragnę natomiast stale utrzymywać kontakt z pismem jako jego
współpracownik, wyrażając nadzieję, że ^„Lud“ z czasem stanie się znów
pismem ludoznawczem.
Poznap.
\
' !
JAN ST. BYSTRON.
Druk ukończono 25 czerwca 1925.
