c19c58831bc7939675250e4b52aaa701.pdf

Media

Part of Lud, 1920, t. 22

extracted text
LUD
ORGAN POLSKIEGO TOWARZYSTWA ETNOLOGICZNEGO, WYDAWANY PRZEZ POLSKIE Ą
TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE WE-L^È t>WÎE* ‘

ORGANE DE LA SOCIÉTÉ POLONAISE D’ETHNOLOGIE

SERJA II — TOM II — ROK 1923
OGÓLNEGO ZBIORU —TOM XXII



WYDANE Z ZASIŁKU M. W. R. I O. P.

LWÓW — WARSZAWA — KRAKÓW - POZNAŃ — WILNO
NAKŁADEM TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE. —
SKŁAD GŁÓWNY W WYDAWNICTWIE ZAKŁADU NARODOWEGO
IM. OSSOLIŃSKICH, LWÓW, KALECZA 5,— WARSZAWA, NOWY ŚWIAT 69

KOMITET REDAKCYJNY „LUDU“ :
PROF. DR. WILHELM BRUCHNALSKI, PROF. DR. JAN ST.
BYSTROŃ, PROF. DR. ADOLF CHYBIŃSKI, PROF. DR. JAN
CZEKANOWSKI, PROF. DR. ADAM FISCHER, DOC. DR. EUGENJUSZ FRANKOWSKI, PROF. DR. ANDRZEJ GAWROŃ.....SKI, PROF. DR. LEON KOZŁOWSKI. ■

REDAKTOR NACZELNY:

PROF. DR. ADAM FISCHER.

Z DRUKARNI ZAKŁADU NAR. IMIENIA OSSOLIŃSKICH WE LWOWIE
POD ZARZĄDEM JÓZEFA ZIEMBIŃSKIEGO

SPIS RZECZY.
I. ROZPRAWY:
BUJAK FRANCISZEK. Dwa bóstwa prusko-litewskie „Kurche“ i „Okkopirnus“................................................................................................................
BYSTROŃ JAN ST. Pieśń o dziewczynie i przewoźniku ........
EHREN KREUTZÓW A CEZ ARJA. Materjał naukowy i przedmiot etnologji
FRANKOWSKI EUGENJUSZ. Wycinanki i ich przeobrażenia .....
GANSZYNIEC RYSZARD. Pierścień w wierzeniach ludowych starożyt­
nych i średniowiecznych..............................................................................
KLAWE JANINA. Teorja animistyczna wetnologji........................................
KOZŁOWSKI LEON. Stosunek zlodowaceń do wędrówek kultur paleoli­
tycznych i rozwoju cyklów kulturowych w paleolicie Europy ...

\
63
26
82
33
13
72

II. MATERJAŁ Y I NOTATKI ETNOLOGICZNE.
BYSTROŃ JAN ST. Obcy jako ludożercy.........................................................

138

GAVAZZI MILOVÁN. Dział etnograficzny Chorwackiego Muzeum Naro­
dowego w Zagrzebiu......................................................................................
MALEWICZ S. „Betleem“ na Białej Rusi........................................................
ZBOROWSKI JULJUSZ. Zapiski ludoznawcze z 1813 r.................................

140
129
137

III. RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
FISCHER A. Święto umarłych (R. GANSZYNIEC)...............................
KERAMOPULLOS A. "0 aTCCTUjiTtemajj-óę (R. GANSZYNIEC)......................
KONOPACKI L. Misterjum wiosny (R. GANSZYNIEC)...............................
MACIESZA A. Puszczanie przasnyscy (J. TALKO-HRYNCEWICZ) ...
POPŁAWSKI M. Bellum Romanům (R. GANSZYNIEC)..............................
Wiadomości archeologiczne. T. VIII. (L. KOZŁOWSKI)..............................
ZIELIŃSKI T. Irezyona. Klechdy attyckie (R.GANSZYNIEC)....................
ŻUPANIĆ N. Bela Srbija (J. TALKO-HRYNCEWICZ)..............................

150
146
147
142
148
153
147
144

IV
Str.

IV. KRONIKA ETNOLOGICZNA.
J. ST. BYSTROŃ. Międzynarodowy Zjazd historyków religji......................

158

Zjazd fizjografów.......................................................................................................
Małopolskie Koło Krajoznawcze N. S. P..............................................................
I Kongres geografów i etnografów słowiańskich w Pradze..........................

160
161
162

V. POLEMIKA...........................................................................................................

163

SOMMAIRE
du volume XXII (Année 1923) de la revue ethnographique
„Lud“ („Le Peuple“).

I. ÉTUDES.
BUJAK FR. Deux divinités prusso-lituaniennes „Kurche“ et „Okkopirnus“
BYSTRON J. ST. Chanson populaire sur la jeune fille et le passeur . .
EHRENKREUTZ C. Matière et objet de l’ethnologie..................................
FRANKOWSKI E. Les découpures et leurs transformations......................
GANSZYNIEC R. L’anneau dans les croyances populaires de l’Antiquité
et du Moyen-Âge....................................................•..................................
KLAWE J. L’animisme comme théorie dans l’ethnologie..............................
KOZŁOWSKI L. Rapport entre les glaciations, les migrations des cultures
paléolithiques et l’évolution des cycles de cultures dans le paléolithe
en Europe.......................................................................................................

p*s1
63
26
82
33
13

72

II. MATÉRIAUX ET NOTICES ETHNOLOGIQUES.
BYSTRON J. ST. Etrangers considérés comme antropophages..................
GAVAZZI M. Section ethnographique du Musée National Croate à Zagreb
MALEWICZ S. Noël scénique, marionettes en Ruthénie blanche ....
ZBOROWSKI J. Notices ethnologiques de l’année 1813...................... .... .

III. CRITIQUES ET COMPTES-RENDUS.
IV. CHRONIQUE ETHNOLOGIQUE.

138
140
129
137

PROF. DR. FRANCISZEK BUJAK.

DWA BÓSTWA PRUSKO-LITEWSKIE „KURCHE“
I „OKKOPIRNUS“.
TREŚĆ: Dotychczasowe wiadomości o „Kurchem“ s. 1. — Pogląd prof. A. Briicknera s. 3. — Wytłumaczenie nazwy i charakteru „Kurche’go“ s. 6. —
Związek z dzisiejszemi wierzeniami i zwyczajami żniwnemi s. 7.
„Okkopirnus“ s. 10.

Dotychczasowe wiadomości o „Kurche’m“.
Kurche jest bóstwem pruskiem najwcześniej i najlepiej źró­
dłowo poświadczonem. Mianowicie w układzie, który za pośred­
nictwem legata papieskiego, Jakóba, zawarli z Krzyżakami poko­
nani Pomezanie, Warmowie i Natangowie 9 lutego 1249 w Christ burgu czytamy: „Idolo, quod semel in anno collectis frugibus
consueverunt confingere et pro deo colere, cui nomen Curche
imposuerunt, vel alis diis, qui non fecerunt coelum et terram, quibuscumque nominibus appellentur, de cetero non libabunt, sed
in fide domini Jesu Christi et ecclesiae catholicae ac obedientia
et subjectione Romane ecclesie firmi et stabiles permanebunt *)“.
Wspomina też o Kurku kronikarz pruski, bezgranicznie fantazujący,
S. Grunau, z pierwszej połowy XVI w., jako o bogu pokarmów
i napojów, któremu ofiarowano żyto, pszenicę, mąkę, mleko i miód ;
należy on do drugiej z rzędu trójcy bóstw: Curche, Warschayto
(Borskayto) i Iswanbrate (Swaybratto). Za Grunauem idzie Stryj­
kowski i odpisujący go Al. Gwagnin, którzy zaliczają go do tej
samej trójcy: Wurszayto, Schneinbrato i Gurcho (Kurche). Ten
ostatni „nad strawnymi rzeczami i wszystkiem ludzkiem żywiołem
(tj. żywnością) miał moc zleconą“.
*) Cod. dipl. Warmiensis t. I, s. 31—32.
Lud. T. XXII.

1

2

Dotąd poglądy na to bóstwo nie są ustalone. H. Usener
w swem cennem dziele p. t. „Götternamen, Versuch einer Lehre
von der religiösen Begriffsbildung“, Bonn 1896, uważa je za naj­
bardziej typowy przykład bóstwa danej chwili (Augenblick­
gott). Kurkę bałwan, co roku na nowo robiony, „jest to ostatni
snop, który był boski, ponieważ bóstwo w sobie krył“. „Oczy­
wiście, kto wiąże ostatni snop z taką myślą, ma własnego demona
zbożowego, który w tym snopie dalej żyje, a umiera dopiero po
jego omłóceniu“ (s. 281).
To samo powtarza H. Lullies, w rozprawie: „Zum Götter­
glauben der alten Preussen“. Beilage zum Jahresbericht 1904 Köngl.
Wilhelmgimnasium Königsberg in Pr. (s. 16 i 20). Usener nie
zajmuje się znaczeniem słowa: curche, a Lullies uważa znaczenie
za niewyjaśnione.
Z polskich uczonych, po dawnych historykach : Narbucie,
Lelewelu i Kraszewskim, zajmowali się mitologją litewską prof.
Antoni Mierzyński i prof. Aleksander Brückner. Pierwszy w sze­
regu licznych prac, a głównie w pomnikowych, lecz niedokończo­
nych „Źródłach do mitologji litewskiej“, z których wyszły tylko
2 części, (Warszawa 1892 i 1896) obejmujące źródła do połowy
XV w., drugi zwłaszcza w cennej pracy: Starożytna Litwa. Ludy
i bogi, Warszawa, 1897.
A. Mierzyński omawia kwestję Kurki w uwagach do przy­
toczonego ustępu z układu w Christburgu z r. 1249 (s. 90 — 95)
i, idąc zasadniczo za niemieckim badaczem Mannhardtem, zdanie
swoje formułuje w ten sposób : „Na zasadzie powyższych dat
wnioskujemy, że Prusowie, na równi z resztą pokoleń litewskich
oraz innych niepokrewnych ludów, po ukończeniu żniw obchodzili
uroczystości dziękczynne na cześć bóstwa wegetacyjnego, a w szcze­
gólności zboża, które mieszkało wśród kłosistego pola. Podczas
żęcia cofało się, aż nareszcie ujęto je w pęku zboża, zżętego na
samym ostatku. W tym pęku przebywało bóstwo, zwane Curche,
nazwa, która ostatecznie na sam pęk przejść mogła“. Wyraz:
curche pochodzi, jego zdaniem, od pierwiastku : kur kurti, bu­
dować, robić i znaczy : twórca. Poparcie tego tłumaczenia znaj­
duje w słowach powyższego dokumentu :... curche ... vel aliis
diis, qui non fecerunt celum et terram, które mają na
celu usunąć zestawienia pruskiego Kurka - twórcy z chrześcijańskim
Bogiem - Stwórcą (część I, s. 94). Podnosi przytem, że już M. Akie-

3

lewicz w przypisku do zamieszczonego w V-tym tomie zbiorowego
wydania dzieł Lelewela (s. 467) „Spisu bogów żmudzkich i litew­
skich“ podał ten sam wywód: Kurikas, stwórca; ku rtie stwarzać ;
ikurtuwes, przenosiny do nowego domu (inkurtowiny).
Pogląd prof. A. Brucknera.
Prof. A. Brückner pisze zaś o Kurku w przypisku do swego
wyżej wymienionego dzieła na s. 157. „Nazwa dotąd niewytłu­
maczona, spokrewniona może z łotewską nazwą „boga pól i zbóż“,
cerokla, wskazującą na pędy roślinne, postawione pod opieką
jego. W każdym razie odpowiada kurk i cerokl „żytnim“
babom, dziadom, wilkom, świniom, kozom i t. d... innych na­
rodów europejskich tj. demonom zbożowym. Z pruskim kurkiem
i łotewskim ce rokiem łączymy żmudzką (Stryjkowskiego) krum i n ę kłosów tj. zarośl ich ; warto zauważyć, że nazwy łotewska
i litewska stykają się w innem, przenośnem znaczeniu (ceroklis
ząb trzonowy, kruminas toż samo)“. Mimo uznania Kurki za od­
powiadającego demonom zbożowym innych narodów europej­
skich, uważa go jednak Brückner za bóstwo osobiste wyższego rzędu,
przeciwstawiając się Mannhardtowi, Usenerowi i Mierzyńskiemu.
Pamięć dawnych bóstw większych zaginęła, zdaniem prof.
Brücknera, razem z kapłanami z wyjątkiem jednego Perku na,
który był nietylko panem gromu, ale wogóle nieba, wszelkiej po­
gody i słońca. Inne bóstwa jak Kurk, Natrimp, Andaj (Patolla skreśla, jako objaw wpływu chrześcijańskiego — oczywiście
bez należytego uzasadnienia) nie miały tak, jak Perkun, nazw
przejrzystych, lecz nie były to tak zwane bóstwa wydziałowe (Son­
dergötter) według terminologji Usenera, ale ogólniejsze, osobiste
(persönliche Götter) (s. 158).
W ostatnich czasach prof. Brückner wypowiedział nowy po­
gląd na tę kwestję w pracy: „Mitologja słowiańska“, Kraków 1918,
(s. 65—66), zwracając się przeciw poglądowi Mierzyńskiego, że
Kurkas, to bóg-stwórca, duch opiekuńczy wegetacyjny zboża.
,,Na tej to etymologji szwankuje cały pomysł: Curche, creator,
należy do bogów, qui fecerunt coelum et terram, jak w dalszym
ciągu czytamy, nie zaś do demonów żytnich i ja całkiem inaczej
boga i znaczenie jego tłumaczę. Pruski Kurkas jest słowiański
korćij (ki.rćij, kowal litera w literę odpowiadają sobie oba słowa).
1*

4
Litwini oddawna lubujący sobie w wyraźnych nazwach swoich
bożków — por. ich nazwy : jak Medine, Zwerine u Malali i w Kro­
nice wołyńskiej — zastąpiliby niezrozumiałą nazwę nową Kał­
wę 1 i s __*). Ze Kurkas nie był żytnim czy zbożowym demonem,
lecz bóstwem istotnem, tego dowodzi nietylko powyższy doku­
ment, mieszczący go obok bogów - stwórców, ale chyba i to, że
się imię jego w nazwach miejscowych pruskich powtarza *)“.
Zdaniem prof. Brucknera pruski Kurkas i słowiański korčijkowal, są nietylko głosowo, ale i co do znaczenia identyczne.
Kurkas - korci miałby więc pierwotne znaczenie : faber, rzemieślnik,
twórca, a więc jako taki nie mógł być tylko demonem, ale mu­
siał być bogiem wyższego rzędu, bogiem osobistym. Wnioskowanie
to nie jest ścisłe. Przedewszystkiem w samym tekście umowy
christburskiej z 1249 chodzi niewątpliwie o zaprzeczenie charak­
teru „stwórców“ Kurkowi i innym bogom pruskim w przeciwień­
stwie do Boga chrześcijańskiego, jako rzeczywistego stwórcy
świata. Takie przeciwstawienia chrześcijańskiego Boga-Stwórcy
jako wyższego ponad bogi pogańskie jest regułą w pracy misjo­
narskiej nietylko średniowiecznej. Por. Długosza o Litwie.
Przy ścisłej interpretacji tych słów wynikałaby dla prof.
Briicknera konsekwencja, że Kurkas byłby nazwą rodzajową,
pewną cechą wszystkich bóstw pruskich. Przyjmując nawet to tłu­
maczenie słowa : Curche, nie mamy jeszcze konieczności do awan­
sowania odpowiadającego mu bóstwa do rzędu bogów wyższych,
ponieważ 1) kauki i barzduki litewscy posiadają wielką moc
') Przyjmuje tu Bruckner, wspomniany na s. t>4 pogląd Woltera, który od­
mienił „najsłuszniej niezrozumiałego îupelnie Telawela w Kalwela-kowala“ —
„który ukuł słońce, jako świeci i podrzucił je na niebo“. Jest to bóstwo litewskie,
wymienione obok kilku innych, w Kronice greckiej Jana Malali, tłumaczonej na
język słowiański (st. bułgarski) w X w. do której duchowny zachodnio-ruski
dodał pewne wstawki, między innemi także o religji plemion litewskich (Mie­
rzyński, Źródła, część I, s. 126).
a) Wspomnieć jeszcze można o poglądzie p. St. Schneidra, który kwestję
Kurka, litewsko-pruskiego demona zbożowego, porusza w ocenie pracy p. Al.
Czubryńskiego : Mit Kruszwicki, Kraków 1915, w Kwartalniku histor. r. 30 (1916)
s. 129—I3I- Kurkę uzmysławia jego zdaniem obok snopa kogut. P. Schneider
łączy ze zdumiewającą śmiałością Kurka z greckim georgosem (oraczem), dalej
ze św. Jerzym, ze słowiańskim Jarowitem, w końcu z Krakiem czyli Smokiemwężem a to z powodu identyczności pogromcy-bohatera z pokonanym smo­
kiem. Kurek jest dla p. Sch. bogiem słońca a kogut przedstawia jedną z prze­
mian i przeobrażeń węża.

5

twórczego działania w porównaniu z człowiekiem a do mniejszych
bóstw tylko zaliczeni być mogą z krasnoludkami innych mitologij,
2) bóstwom indigitamentów rzymskich przypisuje się właśnie dzia­
łanie twórcze, moc wywoływania zmian w naturze, na co wskazują wy­
raźnie ich nazwy, jak : veruastor, inporcitor, insitor, occator, messor,
convector, conditor, volutina, ossipaga i t. d., jednak są one
bóstwami niższego rzędu, Kurko mógłby być podobnej miary
stwórcą t. j. uzmysłowieniem tej siły przyrody, która powoduje
wzrost roślin uprawnych i ziarna w nich. Najważniejszym argu­
mentem przeciw uznaniu Kurki za kowala jest to, że nie podobna
doszukać się związku między kowalem a pojęciami i obrzędami
żniwnemi, które mają zupełnie wyraźny odmienny kierunek. Na­
stępnie wprowadzenie przez Litwinów w miejsce terminu : Kurkaskalvelis (telaweli) świadczyłoby, że Litwini już w XIII w. nie rozu­
mieli swojej religji i że byli dalecy od konserwatyzmu pod tym
względem, który ich cechuje w późniejszych czasach i który właśnie
na punkcie religji jest wszędzie i zawsze najsilniejszy, dąży więc
do utrzymania starej nazwy, choćby pojęcie samo uległo pewnej
zmianie, pewnej ewolucji.
Nie wolno samowolnie w sprzeczności 1) do słów dokumentu
(„Idolo, quod semel in anno collectis frugibus consueverunt
eonfingere et pro deo colere... non libabunt“), 2) do
całego tak niewątpliwie źródłowo poświadczonego charakteru
pojęć religijnych plemion litewskich, polegającego na czci przy­
rody: kamieni, wody, gajów, drzew pojedynczych, zwierząt, zwłaszcza
niższych, jak węże i robaki, dalej ognia, pioruna i t. d , wreszcie
3) do powszechnych i wymownych wierzeń i zwyczajów żniwiarskich, litewskich, słowiańskich i germańskich twierdzić, że Kurkas
nie jest tern bóstwem niższem, jakiem go poznajemy w XIII w.
Ze względu na wspomniane tu nazwy miejscowe, należałoby
przyznać, że Prusacy byli w XIII w. prawdopodobnie na drodze
do podniesienia Kurki do godności bóstwa znaczniejszego, oso­
bistego, podobnie jak było na Litwie i Żmudzi z jego odpowied­
nikiem Ziemiennikiem pod koniec pogaństwa, o ile te nazwy
miejscowe nie są utworzone po części od imion rzeczowych, a po
części osobowych, utworzonych od podobnych wprawdzie, ale
nie identycznych z Kurkiem źródłosłowów. A właśnie podob­
nych źródłosłowów w języku litewskim jest kilka
i dlatego ta sprawa musi pozostać w zawieszeniu.

6
Wytłumaczenie nazwy i charakteru „Kurche’go“.
Nie tylko przeciw pojmowaniu stanowiska Kurki przez prof.
Briicknera należy mojem zdaniem zrobić zastrzeżenie, ale i przeciw
tłumaczeniu jego nazwy.
Według słownika Ullmanna kurkę, znaczy po łotewsku
kleinkorn, suche, drobne ziarno, które jest objawem nieurodzaju
(por. słown. j. niem. Grimma) a „kurkt“ znaczy zsychać, drobnieć, kur­
czyć się. W związku z tern jest niewątpliwie wyraz litewski Kurklys,
albo turklys, robak, niedźwiadek, turkuć podjadek, (według słow­
nika Mieżynisa) po niem. Maulwurfsgrille, Wurzelnager1). Podobne
słowo : c u r c u 1 i o posiada język łaciński, oznacza ono chrząszcza,
zwanego po polsku wołkiem zbożowym. Nawet u komedjopisarza
Plauta figuruje jako osoba w jednej z jego komedji : Curculio.
Jeszcze w XVI w. curculio był nazwą wołka, żytniego robaka
także i w polskich słownikach, ale dziś już nie oznacza tego
chrząszcza, który otrzymał nazwę : calandra granaria, służy nato­
miast do oznaczenia pewnej rodziny szarańczaków : Curculionideae
(Springschrecken) w każdym razie stosuje go nadal nauka do
pewnej grupy niższych zwierząt, niszczących zboże.
Curculio (według słownika etymol. j. łacińskiego A. Walde’go s. 125) wywodzi się z reduplikacji pierwiastka qer-krüm­
men, (por. curvus, coluber), który należy odróżnić od *gurg, lub
*ger gurgulio, gurges (por. pruskie gurche, lit. gerkle, gurklys) “).
Trudno w tych wyrazach nie widzieć związku z owym „curche“
z dokumentu z r. 1249. Jest rzeczą charakterystyczną, że ozna­
czają one stosunek ujemny do zboża, jego niszczenie a nie mno­
żenie. Możnaby przypuszczać, że stało się to pod wpływem
chrześcijaństwa, które zagarnęło dla Boga chrześcijańskiego do­
datni wpływ na zboże i wyżywienie, pozostawiając w następstwie
tego dawnym czczonym siłom, tylko ujemne oddziaływanie. Sądzę
jednakże, że jest to wobec pojęć i obrzędów żniwnych rozpo­
wszechnionych w całej Europie, a więc mających tak bardzo starą
metrykę bardzo mało prawdopodobne.
Nadto obok wyobrażenia o Kurku, mieli Litwini — według
Laskowskiego i Praetoriusa, — Tiklisa, bóstwo, które zapewniało* 2
') Jesl także lit. kurkulas (tot. Kurkulis), żabiskrzek, i kurkti — skrzeczeć,
rzechotać.
2) Wspomnę, że fińskie kurkku „gardło“, zapożyczone jest z indogermańskiego, zapewne litewskiego.

7

urodzaj zboża, które jest zatem pewnem przeciwstawieniem do
curche. Następnie na uwagę zasługuje pewien ustęp z relacji
Laskowskiego, którego prof. Briickner niesłusznie posądza o kpiny
w stylu babińskim. Pisze on mianowicie: „Smik, smik, perlevenu,
hune deum Lituani vere araturi venerantur. Prima agri lira vomere
facta huius ipsius est, quam huic, qui illam duxit, toto anno transgredi haud licet, alioquin divum sibi infensum haberet“. Pierwsze
słowa są niewątpliwie obrzędowem wezwaniem, skierowywanem
przez oracza, zaczynającego na wiosnę Orkę do bóstwa, w glebie
mającego swoją siedzibę, aby smyknęłoł) t. j. schroniło się wobec
zamierzonego przezeń niepokojenia albo też, co jest mniej prawdo­
podobne, aby korzystało z otwieranej przez oracza sposobności
i spieszyło się do ziemi, bo w takim razie oracz nie miałby po­
wodu strzec się ponownego spotkania się z obrażonem bóstwem.
Laskowski najwidoczniej nie rozumiał tych słów początkowych
i wziął je za nazwę bóstwa i to najlepiej dowodzi, że nie miał
zamiaru z nikogo kpić tam, gdzie raczej się sam na to narażał.
Bóstwo to ma widocznie podobny charakter, jak vele, dusze
zmarłych przodków, które się czci, ugaszcza i t. p. przedewszystkjem, aby się zabezpieczyć przed ich gniewem i nieżyczliwością.
Związek z dzisiejszemi wierzeniami i zwyczajami żniwnemL
Jeżeli się teraz zwrócimy do etnografji, do zwyczajów żniw­
nych i wyobrażeń ludowych ze zbożem związanych, to napotkamy
na bardzo rozpowszechnione w Europie wyobrażenia ludowe, iż
w zbożu rosnącem i dojrzewającem przebywa najczęściej wilk lub
inne zwierzę : lis, Świnia, koń, pies, wół albo baba, którą babąjędzą, żytnią matką lub też południcą nazywają2). Ostatnie
kłosy zboża, których ścięcie ma charakter obrzędowy otrzymują
znowu różne nazwy. Na Mazowszu oraz w byłej gubernji łom­
żyńskiej i siedleckiej tudzież w Prusach Wschodnich, a więc na ob­
szarze zajętym niegdyś przez plemiona pruskie nazywają się one
przepiórką, wyjątkowo kokoszką, a tam, gdzie kłosy ostatnie,
albo też ostatni snop przybiera postać ludzką (jak n. p. na Pomorzu,
poi. Mazowszu, Prusach i całej Polsce północnej) nazywa się on
’) Smik odnieść należy do smengu, smekti, wpaść, utkwić (np. strzała) ;
perlevenu jest błędem drukarskim, powinno brzmieć: per veleną.
2) Patrz obfite zestawienia w J. St. Bystronia, Zwyczajach żniwiarskich
w Polsce, Kraków 1916, s. 1—29.

babą lub dziadem, albo wreszcie starym. Wyjątkowo na południe
od tego terytorjum ostatnie kłosy zwą się kozą. Obok tych nazw
w innych stronach ziem polskich i słowiańskich pojawia się nazwa
brody lub pępka’)• Dalej na Zachodzie ścięcie ostatnich kłosów
nazywa się ścinaniem koguta albo w Niemczech ostatni snop zwie
się, der Alte, der Wolf, der Kornbock, der Habergeist -). Na
Litwie pruskiej żytnią babą, rugiuboba zwie się także sporysz
(secale cernutum, clavus secalis) a więc to, co ziarno psuje s). Koło
Królewca i na Mazurach pruskich znajdująca się w zbożu baba*
jędza, ma postać wilka, który ma do pomocy psy*4).2 *
*
Przeważna część tych wiadomości ludoznawczych poświadcza
groźne albo i wrogie usposobienie bóstwa, demona zbożowego.
Wilk zbożowy był niewątpliwie w bardzo dalekiej przeszłości iden­
tyczny z naszym maleńkim wołkiem zbożowym, którego formę
przyjęliśmy od Rusi albo przechowaliśmy z dawnych czasów, a obaj
oni są identyczni z Kurkiem plemion litewskich i curculiem ple­
mion italskich. Przypomnę tu tylko oddawanie czci wilkowi przez
Łotyszów (Usener, Götternamen, s. 104), którzy przyjęli je od
swych fińskich sąsiadów, u Finów bowiem i Turków wilk był w po­
wszechnej czci, a bodaj jeszcze i dziś u tureckich plemion nad Wołgą
jest czczony. Wół zbożowy oczywiście z wołka (wilka) powstał.
Przepiórka, która jest kurą czyli kurką zbożową, weszła .
tu prawdopodobnie dosyć późno pod wpływem zakazów kościel­
nych lub zatraty pierwotnego znaczenia wyrazu Kurkę, na obsza­
rach niegdyś litewskich, które uległy spolonizowaniu. Kogut zaś
jako prastary ptak ofiarny zajął miejsce bóstwa, na którego cześć
po żniwach był zażynany. Kogut uważany jest powszechnie za
właściwą ofiarę bóstw chtonicznych zapewne dlatego, że jako
ptak grzebiący ziemię niepokoi i obraża te bóstwa. Ze Kurkę jest
bóstwem chtonicznem, dowodzi najlepiej nazwa jego żmudzkiego
odpowiednika: Ziemiennik.
Trudniej wytłumaczyć, skąd się tu wzięła koza. Przytoczę
tylko, że w lecie 1919 w Hrubieszowskiem, sołtys wsi Czerniczyna opowiadał mi, że w latach 1917 i 1918 urodzaje były ładne,
ale wszystko zniszczyła „kiiska“. Kuska, jak mi następnie obja*) Bystroń, tamże, s. 40—75.
2) Wuttke, s. 423.
:!) Bystroń, s. 7.
4) Bystroń, s. 7 i 27.

9

śnił, to myszy różnego rodzaju, koniki polne i szarańcza, słowem
wszystko, co mnoży się w ziemi i kąsa, tnie zboże i trawę. We­
dług Karłowicza, Słownika gwar : kozą lądową zwie się szarańcza
ogrodowa; kózką — świerszczyk polny; nadto także kozą zowie
się brona z drewnianemi zębami, niewątpliwie dla tych zębów;
kozą nazywają także turonia, czyli tura, z którym w różnych po­
rach roku w różnych stronach urządzano obchody, otóż i tu po­
łożony jest nacisk na paszczę, groźnie uzębioną — wreszcie kozą
jest nożyk krzemienny, a kozikiem czyli kózką mały nóż składany.
Z zestawień prof. Bystronia widać, że pozostawianie ostatnich
garści kłosów na polu objaśnia lud, jako przeznaczenie ich dla
myszy, aby szkody w zbożu nie robiły, a ofiarę z chleba i soli
i t. d. na obrusie, jako przeznaczoną dla przepiórki czyli kurki
zbożowej1). Wskazuje to wszystko, że koza jest to symbol siły
niszczącej, ogólne pojęcie wszystkiego, co urodzaj „skusić“ czyli
zniszczyć może, a więc pojęcie bardzo bliskie pojęciu wilka zbo­
żowego. To jest przyczyną, że nasunęła się ona w miejsce „Kurki“,
podobnie jak przepiórka, gdy chciano zatrzeć cześć bóstwa po­
gańskiego, względnie gdy ona z czasem przestała być jasno rozu­
miana. Wtedy w jednych okolicach ewolucja wierzenia i związa­
nego z niem zwyczaju skierowała się w stronę brzmienia nazwy
(kurka) a w innych w stronę treści pojęcia (koza, wilk i t. d.).
Sądzę, że zebrane tu i tylko pokrótce omówione fakty, uza­
sadniają dostatecznie, że wilk, koza i przepiórka to nie dowolne
wyobrażenia zwierząt, jak prof. Bystroń sobie wyobraża (s. 29),
ale dalsze stopnie rozwoju, a raczej rozkładu pojęcia demona zbo­
żowego, bóstwa nie tyle płodzącego, ile posiadającego i strzegą­
cego zboże. Bóstwa tego nie trzeba niepokoić czy obrażać nie­
potrzebnie (straszenie dzieci), trzeba je zaś uczcić i przebłagać,
gdy się mu ten skarb, który był jego własnością, odbierze. Wogóle „Zwyczaje żniwiarskie w Polsce“ prof. Bystronia są cenne
jako umiejętne zestawienie naszych obfitych materjałów ludoznaw­
czych, ale pod względem konstrukcji naukowej zbyt wstrzemię­
źliwe i krytyczne, można powiedzieć nihilistyczne. Dając opis,
tego, co jest, nie troszczy się on wcale o rozwój i o sens w obrzę­
dach i pojęciach prastarych i często niezrozumiałych, bo znie­
kształconych, ale w każdym razie nie będących wytworem nowszej
') Bystroń, s. 72—73.

a

10

epoki kultury ludowej, dziełem fantazji, służącej popędowi do za­
bawy. Wzorując się na szkole socjologicznej Durkheima, prze­
sadził on stanowczo w krytycyzmie i zaprzeczył zdobyczom nauki,
które dawno i mocno ugruntowane zostały.

„Okkopirnus“.
Bóstwo, zwane Okkopirnus jest poświadczone przez
Agendę kościelną z r. 1530, która go równa z Saturnem, przez
Małeckiego (Occopirnum, deum coeli et terrae) i przez Laskow­
skiego (u Łasickiego).
Dla Usenera, który przypuszcza znaczenie „hausbewahrer“
(oukis dom i periu, piriu utrzymuję, dostarczam) jest to bóstwo
całkiem zagadkowe. Prof. Brückner, robiąc dwie poprawki w tym
terminie i ustalając jego brzmienie na Ukkupirmas, wskazuje wcale
prawdopodobne znaczenie litewskie tego wyrazu tj. „Najpierwszy“ od pruskiego prefiksu, ucka, „höchst“,. używanego
do tworzenia superlatywu i pirmas „pierwszy“ ł), ale zarazem stara
się unicestwić to bóstwo, widząc w jego nazwie tylko nieporozu­
mienie między księdzem niemieckim a tłumaczem (tołkiem) litew­
skim, który na zapytanie, jak się nazywa najpierwszy, czyli naj­
wyższy bóg, poprostu przetłumaczył pierwszy wyraz zapytania-').
Jest to hipoteza zupełnie dowolna. Wiek XVI, to nie XIII,
to już nie czas posługiwania się na Litwie tołkami do obsługi
duchownej parafjan. A gdyby i tak wyjątkowo było, nie branoby
wtedy tłumaczów, nie rozumiejących, o co chodzi, lub wrogo uspo­
sobionych. Nadto trzeba mieć na względzie, że Agenda mogła
dać wprawdzie dużo szczuplejsze, ale zato prawdopodobnie bar­
dziej pewne i powszechne wiadomości o przeżytkach pogańskich,
niż autorowie, zbierający na własną rękę i na szczuplejszym
obszarze.
Przedewszystkiem należy zwrócić uwagę na istnienie fińskiego
U k k o, boga piorunów i zjawisk atmosferycznych, o którym mówi
sam prof. Brückner. Wobec ścisłego pożycia plemion litewskich

') Starożytna Litwa s. 47.
3) Tamże : tak wyrósł najwyższy bóg pruski z głupiej odpowiedzi totka.

11
i fińskich na obszarze od zalewu Kurońskiego, aż do Inflant
w czasach dohistorycznych i licznych innych dowodów ich dawniej­
szej wspólności kulturalnej, poświadczonej przez liczne pożyczki
w językach fińskich z litewskich, co prof. Brückner szeroko przed­
stawia, bóstwo to należy uznać za dowód, jeżeli nie prostego po­
życzenia z litewskiego, to przynajmniej za dowód wspólności kul­
turalnej. Fiński Ukko i pruski Okkopirnus mają nietylkó
wspólne nazwisko, ale i wspólny poniekąd zakres działania, obaj
są bóstwami władającemi na niebie. Nie narusza to wcale tłuma­
czenia wyrazu occo przez prof. Brücknera, ale się zupełnie z niem
zgadza.
Analogję zupełną, jeżeli nie wprost identyczność, należy
widzieć w poświadczonym w XIII w. Diveriksie (Diwiriksie) —
a właściwie Divirikisie, tj. panu bogów1) „Pan bogów“ może
być słusznie nazwany także „najwyższym“ bogiem, albo „najpierwszym“ i ta nazwa mogła usunąć w cień i zapomnienie tamtą.
„Najpierwszy“ niema w sobie nic nadzwyczajnego lub niezgodnego
z praktyką ludów indoeuropejskich. Jak H. Usener wykazuje,
pierwotne imiona bóstw są mniej lub więcej przejrzystemi appellatiwami, albo są tak zwanemi nomina agentis u Greków i Rzy­
mian, podobnie jak u plemion litewskich. Np. Aristajos (najlepszy),
prastary bóg pól i lasów na wyspie Keos, był kiedyś rzeczywiście
najwyższem bóstwem2).
„Wszechwidzący“ i „wszechświecący“ są nazwami bóstw,
należącemi do najstarszych kultów greckich :;). Szczególnie rozpo­
wszechnione są w świecie greckim jako imiona prastarych samo­
istnych bóstw słowa: kirios, despotes, basileus, i formy żeńskie:
despoina, potnia, basilea, które z czasem stały się przydomkami
bóstw późniejszych, usuwających z kultu starsze4).

') Patrz: A. Mierzyński, Źródła część I, s. 142—143. Mierzyński uzasadnił
formt; i znaczenie tego słowa przeciw prof. Brucknerowi,, który znowu ucieka
się do dowolnej poprawki tego wyrazu na „Diwirikszta“ (żerdź bogów), aby
uzyskać zupełnie zresztą nieprawdopodobne znaczenie. Wyraz rikjis „pan" znany
jest w języku pruskim; czasownik: rikauti rządzić, panować istnieje w litewskim.
a) Usener, s. 52—53.
s) Tamże, s. 57—58.
*) Tamże, s. 216—227.

12
Nie mamy zatem prawa odmawiać autentyczności Okkopirnusowi. Należy ón do najstarszego typu bóstw indoeuropejskich,
albo jeszcze dawniejszych, jeżeli uwzględnimy prawdopodobieństwo
wspólności fińsko-Iitewskiej co do jego kultu. Zwracam uwagę,
że plemiona tureckie w środkowej Azji czciły jako najwyższe
bóstwo — bóstwo niebios, które mogło być spokrewnione z tern
bóstwem litewsko-fińskiem.

JANINA KLAWE.

TEORJA ANIMISTYCZNA W ETNOLOGJI.
TREŚĆ: Niejasność terminu animizm s. 13. — Teorja animistyczna E. Tylor’a
s. 14. — Krytyka poglądów Tylor’a s. 16. — Teorja animistyczna
H. Spencer'a s. 16. — Krytyka poglądów Spencer’a s. 17. — Teorja
animistyczna a filozofja religji s. 18.
Teorja animistyczna a zagad­
nienia współczesne etnologji s. 19. — Przykład zastosowania teorji
animistycznej w etnologji: W. Klinger: Ziwotnoje w anticznom i sowremiennom sujewierji (Zwierzą w przesądach starożytnych i współczesnych)
Kijów 1911. a) Ogólne stanowisko autora s. 21. —- b) Wierzenia i po­
dania o bocianie s. 22. — c) Też same wierzenia w innem oświetleniu
s. 23. — Wnioski s. 24.

Niejasność terminu animizm.
Do „przeżytków animizmu“ zaliczają się zjawiska bardzo
różnorodne. I tak np. wierzenie, że ogniska domowe rozmawiają
ze sobą, mszczą się za zanieczyszczenie ich i t. d. uważane jest
za pozostałość animizmu ; animistyczne pochodzenie przypisywane
jest postaci wilkołaka; jako pozostałość animizmu wyjaśniana jest
wiara w pewnego rodzaju przeznaczenie, prześladujące człowieka
i stojące na przeszkodzie jego zamiarom i t. d. i t. d. Już z tych
paru przykładów widać, jak wiele zjawisk różnego rodzaju zali­
czanych jest do jednej i tej samej kategorji. Wzbudza to nie­
ufność do terminu animizm i nasuwa przypuszczenie, czy wypada
kiem termin ten, a wraz z nim i sama teorja nie kwalifikują się
już do „przeżytków naukowych“ — przynajmniej w tym zakresie,
w jakim stosowane są obecnie.
Wyrazu „animizm" używa się zasadniczo w trzech znaczeniach:
1. wierzenia, tyczące się duszy;

14

2. wierzenia, tyczące się duchów;
3. pogląd, przypisujący wszelkim zjawiskom przyrody życie,
właściwe istotom organicznym (t. zw. używotnienie przyrody).
Już między dwoma pierwszemi pojęciami istnieje taka różnica,
że zupełnie niewłaściwem jest stosowanie do nich jednej i tej
samej nazwy. Dusza, nawet w pojęciach pierwotnego człowieka,
jest czemś innem niż duch: siedliskiem jej właściwem jest ciało
i chociaż może je ona opuszczać i wieść nawet samodzielną egzy­
stencję, jednak istnieją zawsze jakieś cechy, świadczące o dawnym
lub obecnym z ciałem tem związku. Z chwilą, gdy cech tych za­
braknie, mamy do czynienia nie z duszą, lecz z duchem o całkiem
już samodzielnem istnieniu. Duchy takie rezydują w źródłach, rze­
kach, drzewach, skałach i t. d.
Jeżeli zaś niewłaściwem jest obejmowanie jedną i tą samą
nazwą wierzeń o duszy i o duchach, to tembardziej jest niem
używanie animizmu w znaczeniu używotniania przyrody, utożsa­
miania różnych zjawisk z istotami, obdarzonemi życiem organicznem.
Jeżeli ktoś np. przytacza wierzenie ludowe, że ogniska domowe
rozmawiają w nocy ze sobą i objaśnia je jako przeżytek animizmu,
traktowania ognia jako istoty żywej, obdarzonej czuciem i wolą,
to z wyjaśnieniem tem można się zgodzić, (choć, prawdę mówiąc,
niewiele ono tłumaczy). W zastosowaniu jednak do kultu zwierząt
np. znaczenie to nie miałoby żadnego sensu. Niejasność i wielo­
znaczność terminu występują tu w całej pełni.
Co się tyczy samej teorji, to chcąc ją należycie oświetlić,
przypomnę w paru słowach historję jej powstania i okoliczności
temu towarzyszące, przyczem ograniczę się do scharakteryzowania
poglądów Tylor’a i Spencer’a, od tego bowiem czasu nie uległa
ona zmianom w swym zasadniczym kształcie.
Teorja animistyczna E. Tylor’a.
Rozdziały „Cywilizacji pierwotnej“, poświęcone animizmowi,
rozpoczynają się temi słowy: „Czy istnieją lub istniały szczepy
ludzkie z tak niską kulturą, któreby nie posiadały żadnych pojęć
religijnych?“ ’).
Dla rozwiązania zagadnienia o powszechności religji Tylor
') Przekł. polski. Warszawa. 1896. T, I, s. 343.

15

musiał dać przedewszvstkiem określenie cechy istotnej samej religji. Za taką uważał on wiarę w duchy, istoty nadprzyrodzone,
ożywiający cały wszechświat. „Sądzę, że najlepiej jest sięgnąć
odrazu do rzeczywistego źródła i określić religję, jako wiarę w du­
chy“ *). Wiarę tę, odnajdywaną przez niego u wszystkich ludów
pierwotnych, nazywał on animizmem, uważając religje ludów cywi­
lizowanych za dalszy etap rozwoju tegoż. „Pod nazwą animizmu
zamierzam badać tutaj głęboko zakorzenioną naukę o duchach,
czyli istotach nadprzyrodzonych“. „Animizm jest cechą plemion
stojących na bardzo niskim stopniu kultury. Wychodząc aż stamtąd
i przekształcając się znacznie podczas przebiegu swego, sięga on
aż do czasów wysokiej cywilizacji nowożytnej, wiążąc się od po­
czątku do końca nieprzerwanemi ogniwami“
Wierzenia zaś o duchach wypłynęły podług Tylora z pojęć
o duszach. „Nauka o duszach, oparta na spostrzeżeniach człowieka
pierwotnego, dała początek nauce o duchach... Człowiek, utwo­
rzywszy sobie raz pojęcie o duszy ludzkiej, posługiwał się niem
zapewne jako wzorem, według którego ukształtował nietylko inne
dusze niższego rzędu, ale także istoty nadprzyrodzone, począwszy
od małego chochlika, który skacze po trawie, aż do Wielkiego
Ducha, niebieskiego kierownika i stwórcy świata“*3).2
Animizm więc utożsamia się u Tylor’a właściwie z religją;
nazwą tą obejmuje on zarówno wierzenia, odnoszące się do dusz
ludzi żyjących i zmarłych, ich wędrówki i przemiany, jako też
kulty przyrodnicze, kult sił kosmicznych, zwierząt, roślin, ciał
astralnych oraz bóstw wyższego rzędu o kształtach antropomorficznych.
Dusza przytem identyfikowana jest przez umysł pierwotny,
zdaniem Tylor’a z pierwiastkiem życiodajnym. Dusze i duchy są
uosobieniami przyczyn, wywołujących wszelkie zjawiska życiowe *).
Ponieważ wierzenia tyczące się duszy i duchów, odnalazł
Tylor u wszystkich, znanych wówczas ludów, przeto zagadnienie
o powszechności religji rozwiązał on w duchu twierdzącym.
') Tamże, s. 349
2) Tamże, s. 350 i 351.
3) T. II, s. 91.
*) T. I, s. 352—412.

16

Krytyka poglądów Tylor’a.
Jako środek do rozwiązania zagadnienia o powszechności
religji, teorja animistyczna dała nauce bardzo wiele. Zagadnienie
to wywoływało przed laty kilkudziesięciu gorące dyskusje, materjał bowiem etnograficzny był wówczas nietylko zbyt skąpym, ale
i zbyt chaotycznie podanym, żeby się w nim można było zorjentować w tak zasadniczych kwestjach. Teorja animistyczna rzuciła
nań bardzo dużo światła. Dziś wszakże zagadnienie o powszech­
ności religji przestało istnieć : wiadomo ogólnie, że niema na kuli
ziemskiej ludu nie posiadającego jakichkolwiek przejawów religji,
gdyby zaś lud taki został odkryty, byłoby to raczej sensacyjnym
wyjątkiem od reguły, niż faktem, obalającym ogólną zasadę.
Co do poglądu, uważającego pojęcie o duszy za jedyne
źródło wierzeń religijnych, to krytykować go tu nie będę, gdyż
kwestja genezy religji należy do dziedziny filozofji religji, — nie
etnologji. Zauważę natomiast, że obejmowanie wszelkich zjawisk
religijnych nazwą animizm, która, ściśle biorąc oznacza pojęcie
o duszy, stało się właśnie przyczyną nieporozumień w obecnem
stosowaniu tego terminu. Sam Tylor wykazując związek wierzeń
o duchach z pojęciem duszy traktował jednak każde z nich w od­
dzielnych grupach ; nadawanie im zaś jednej wspólnej nazwy, dla­
tego tylko, że jedne jakoby rozwinęły się z drugich było zupełnie
niewłaściwem ; wszak gąsienica, poczwarka i owad są przeobraże­
niami jednej i tej samej istoty, a jednak mając zupełnie odrębną
postać, różne też noszą nazwy.
Toż samo powiedzieć można o używaniu terminu animizm
w znaczeniu używotniania przyrody. Cóż z tego, że człowiek pier­
wotny utożsamia duszę z pierwiastkiem życiodajnym, z cieniem,
oddechem i t. d. Nie idzie zatem, aby wierzenia, tyczące się wiatru,
ognia i t. d. nazywać animistycznemi, dlatego tylko, że zjawiskom
tym przypisywane są cechy żywych istot. Wierzenia te stanowią
mimo to odrębną grupę, gdyż poza ich rzeczywistym, czy też
domniemanym związkiem z duszą, występują tu inne czynniki,
bardzo różnorodne, stanowiące właściwe wierzeń tych oblicze.
Teorja animistyczna H. Spencer’a.
Jakkolwiek Spencer zastosował teorję animistyczną w sposób
nieco odmienny, jednak zasadniczo pozostała ona tą samą co

17

u Tylora. I tu i tam bowiem punktem wyjścia jest dusza, z tą
różnicą, że u Spencera jest to kult dusz przodków, który stanowi
podstawę wszelkich systemów religijnych. Nie u wszystkich wszakże
ludów spotyka się on: cześć przodków uwarunkowana jest już
pewnym stopniem spoistości społecznej, istnieje ona u ludów,
które wzniosły się już na pewien poziom ogólnego rozwoju, u naj­
bardziej zaś dzikich, luźno i niewielkiemi gromadami koczujących
plemion nie można jej odnaleźć. Plemionom tym odmawia Spencer
jakiejkolwiek bądź religji1), różniąc się pod tym względem z Tylorem. Różnica owa wszakże nie jest zbyt silnie zaakcentowana,
Spencer bowiem nie przywiązywał tak wielkiej wagi do stwier­
dzenia, że religja jest zjawiskiem powszechnem. Jemu, jako socjo­
logowi chodziło przedewszystkiem o wykazanie, że duchowe życie
ludów podlega, podobnie jak i zjawiska świata fizycznego prawu
ewolucji, określonemu przez niego jako postęp od niespoistej
jednorodności do spoistej różnorodności.
Świat istot nadprzyrodzonych, zrazu ubogi ilościowo i jako­
ściowo staje się coraz Iiczebniejszy i bogatszy pod względem
form. Wyobrażenia duchów, z początku mgliste i niejasne, stają
się stopniowo wyraźniejsze i bardziej określone w przypisywanych
im własnościach, wreszcie pojawia się hierarchja, wzorowana na
urządzeniach społecznych 2).
Krytyka pog-lądów Spencera.
Różnica główna między Tylorem i Spencerem polega na
tern, że pierwszy zajął się raczej samą istotą animizmu, wykaza­
niem, że jest on źródłem wszelkich wierzeń religijnych, drugi zaś
badał rozwój tychże. Tylor stał na stanowisku filozofji religji,.
Spencer — socjologji.
Stanowisko Spencera nie było jednak wyłącznie socjologicznem: w dziele jego wprawdzie uwzględnione są czynniki, wpły­
wające na rozwój i modyfikację wierzeń religijnych, czynniki takie,
jak organizacja rodzinna, hierarchja społeczna, nie występują one
jednak zbyt wyraźnie, Spencer bowiem, podejmując teorję ani­
mistyczną, starał się przedewszystkiem o wykazanie, że wierzenia
’) Principes de Sociologie. Paris 1883. (tłum. fr.) T. I, s. 390.
a) Op. cit. T. 1, s. 576 i nast.
Lud. T. XXII.

2

18

religijne we wszystkich stadjach swego rozwoju zachowują ślad
pierwotnego podłoża, na którem wyrosły, ślad kultu dusz przodków.
Główny tedy zarzut, jaki postawić można Spencerowi, jest to
traktowanie wierzeń religijnych jednocześnie z punktu widzenia
socjologa śledzącego ich rozwój, oraz filozofa-animisty, nawiązu­
jącego wciąż do jedynej cechy istotnej, związanej z domniemanem
źródłem tych wierzeń.
Był to błąd metodologiczny, który nadał badaniom jego
cechę jednostronności.

Teoija animistyczna a filozofja religji.
Teorja animistyczna jako zajmująca się genezą religji i jej
istotnemi cechami, należy, jak to już zaznaczono, do dziedziny
filozofji religji. Ponieważ zaś Tylor utożsamiał pierwotną religję
z filozofją, uważając animizm za jedną z najdawniejszych form ro­
zumowania, przeto utworzona przez niego teoija łączyła się bez­
pośrednio z racjonalistycznym kierunkiem myśli filozoficznej.
Obok niej jednak rozwijała się, nieco wcześniej nawet po­
wstała teorja naturystyczna, wyrosła na podłożu empirycznem.
Teorja ta, mająca za przedstawicieli M. Mullera, E. Kuhna i w. i.
wyprowadzała religję z kultu sił przyrody, z uczuć obawy pier­
wotnego człowieka przed otaczającemi go, a niezrozumiałemi żywiołowemi potęgami przyrody, wyższością zwjerząt w walce
0 byt i t. d.1).
Żadna z tych teoryj nie odniosła zwycięstwa ; stanowiska ich
w nauce są współrzędne, gdyż nikomu nie udało się dowieść, co
było starszem, czy pojęcie o duszy czy też kult przyrody : u wszyst­
kich zaś ludów pierwotnych stwierdzono fakty, świadczące o jednem
1 o drugiem.
Wobec tego nie było żadnej racji utożsamiać w dalszym
ciągu animizmu z religją: termin ten uległ pewnemu zwężeniu,
pozostał jednak, jak to już zaznaczyłam, niejasnym i wieloznacznym.

’) Na odmiennem zupełnie stanowisku stanęła szkoła francuskich socjo­
logów E. Durkheima, wywodzącego religję z kultu społeczności (Les formes
élémentaires de la vie .religieuse. Paris 1911). Szkoła ta nie zyskała jednak
wielu zwolenników.

19
Teorja animistyczna a zagadnienia współczesne etnologji.
Zagadnienia, uważane jako wytyczne dla badań etnologicz­
nych, grupowały się do niedawna zasadniczo w dwóch szkołach :
przyrodniczej (zwanej także antropologiczną, psychologiczną lub
ewolucjonistyczną) i historycznejł).
Przedstawiciele pierwszej (Tylor, Spencer, Bastian i inni) dą­
żyli do stwierdzenia stałych praw w rozwoju dziejowym ludów;
materjał etnologiczny służył tu do wykazania, że pewne formy
urządzeń ludzkich następują jedne po drugich w jednej i tej samej
kolejnej następczości, podobnie jak w ewolucji form organicznych.
Na takiem stanowisku stał np. Spencer, określając pewne typy
wierzeń religijnych, właściwe różnym stopniom rozwoju ludów.
W szkole historycznej (Graebner, P. W. Schmidt, Ankermann, Foy) postawiono jako problem zasadniczy badanie pokre­
wieństwa, łączącego między sobą kultury różnych ludów, na drugim
zaś planie — badanie rozwoju tychże kultur*2).i
W ostatnich kilku latach odzywać się zaczęły głosy, kryty­
kujące problematy tak jednej, jak i drugiej szkoły, oraz ukazały
się prace, nie należące do żadnej z nich, wobec tego jednak, iż
sami autorzy niedość wyraźnie określili zajęte przez nich stano­
wisko, w pracach tych dają się wprawdzie wyczuwać nowe dążenia,
trudniej jest natomiast dążenia te streścić jako hasło, pod którem
pracują lub chcą pracować dzisiejsi etnologowie.
Wyraźnie sformułowanego zagadnienia etnologji nie znajdu­
jemy również w pracy S. Poniatowskiego p. t. „Zadanie i przed­
miot etnologji“3), choć, sądząc z tytułu możnaby się tego spo­
dziewać. Prawda, że autora usprąwiedliwia poniekąd ogólny pogląd
jego na etnologję, której zakres zdaniem jego zostanie w przy­
szłości rozebrany przez inne nauki4). To też, o ile nie zadowolnimy się ogólnikowem określeniem etnologji, jako nauki o wy­
’) Analizę teoryj, dotyczących zadań etnologji, oraz literaturę odnośnie
do ich historycznego rozwoju dał świeżo S. Poniatowski w pracy p. t. „Zadanie
i przedmiot etnologji“. Archiwum Nauk Antropologicznych T. II, Nr. 2. Por.
tegoż autora „O metodzie historycznej w etnologji i znaczeniu jej wyników dla
historji , Warszawa 1919, oraz Klawe „Metody i kierunki w etnologji ze stano­
wiska socjologji“. Arch. Nauk Antr. T. III, Nr. 1.
-) F. Graebner, Methode der Ethnologie, Heidelberg 1911, s. 104 i 107.
s) Archiwum Nauk Antrop. T. II, Nr. 2.
4) j. w. s. 15.

2*

20

tworach kulturowych ludów niecywilizowanych1), to o zadaniach
jej możemy dowiedzieć się tylko pośrednio z określenia, jakie daje
autor dla poszczególnych nauk socjologicznych. Zadaniem ich jest
mianowicie poznanie genetycznych związków, łączących poszcze­
gólne wytwory i grupy kulturowe z innemi wytworami i grupami,
poznanie całkowitego rozwoju poszczególnych przedmiotów, od
ich powstania poprzez wszelkie dalsze stadja aż do ewentualnego
upadku i zaniku *2).
Jeżeli teraz zestawimy wszystkie zasadnicze poglądy na za­
danie etnologji, to dostrzeżemy, że mimo wielkich dzielących je
różnic, zgadzają się one wszystkie na tym punkcie, że zjawiska
stanowiące dziedzinę etnologji, badane są w ich rozwoju. Takiemi
były w założeniu swem dążenia szkoły przyrodniczej, to samo wy­
nika z poglądów szkoły historycznej (gdyż wzajemne wpływy
kultur mogą być dostrzeżone jedynie podczas badania rozwoju
zjawisk), taż sama myśl wyrażona jest w wyżej przytoczonej pracy
S. Poniatowskiego, to samo wreszcie wywnioskować należy ze
stanowiska każdego uczonego, zaliczającego etnologję do nauk
socjologicznych, a pogląd ten wyznaje obecnie ogół etnologów3).
Czy wobec tego teorja animistyczna może być stosowana
na gruncie badań etnologicznych ? Wszak zwolennicy jej mają
uwagę zwróconą nie na rozwój wierzeń religijnych, lecz na ich
domniemane źródło i z tego jedynie stanowiska rozpatrują cały
materjał wierzeniowy.
Teorja animistyczna, dążąc do wykazania duszy, jako wspól­
nego wierzeniom religijnym podłoża, nie pozwala na ujęcie bada­
nego zjawiska w jego wszechstronnym rozwoju, na uwydatnienie
wielorakich węzłów, łączących go z innemi dziedzinami życia, ani
cech charakterystycznych, występujących w zależności od różnych
wpływów zewnętrznych.
Zwróciłam już uwagę, że jednostronność w przedstawieniu
wierzeń religijnych u Spencera była spowodowana animistycznym
punktem widzenia. Spencer był jednocześnie socjologiem i etno­
logiem, gdyż w owym czasie nauki te nie były jeszcze rozdzie­
lone; spostrzeżenia tyczące się jego dzieła uważać więc trzeba
') Poniatowski S. Zadanie i przedmiot etnologji, s. 11.
2) s. 17.
s) Por. J. Czekanowski: Antropologja, etnologja i prehistorja. Lud. T. XXL
s. 12 i A. Fischer: Znaczenie etnologji dla innych nauk. Lud. T. XXI.

21

za punkt wyjścia dla krytyki teorji animistycznej z etnologicznego
stanowiska.
Sądzę przytem, że najbardziej przekonywującym argumentem
będzie tu konkretny przykład, wybrany ze współczesnej literatury
etnologicznej.

Przykład zastosowania teorji animistycznej w etnologji: W. Klin­
ger: Ziwotnoje w anticznom i sowremiennom sujewieiji (Zwie­
rzę w przesądach starożytnych i współczesnych) Kijów 19111).
a) Ogólne stanowisko autora.
W. Klinger jest wyznawcą animistycznej teorji Wundta, sta­
nowiącej pewną tylko odmianę poglądów Tylora. Wundt uważa
za najbardziej pierwotne nie pojęcie o duszy, istniejącej nieza­
leżnie od ciała, jak to przedstawiał Tylor, lecz pojęcie o duszy,
związanej ściśle z powłoką cielesną (Körperseele). Jedną z form
tejże jest zwierzę-dusza (Seelenthier). Treści miał tu jakoby do­
starczyć widok robaka, toczącego ciała zmarłego: umysł pierwot­
nego człowieka poczytał go za duszę cielesną o przeobrażonym
kształcie *2).
Teorję Wundta podjął W. Klinger, wykazując, że zwierzęta,
występujące w podaniach i wierzeniach starożytnych i współcze­
snych są wcieleniem dusz.
Bezwątpienia jest to spostrzeżenie słuszne, jeśli idzie o pewną
tylko ilość faktów, tytuł jednak pracy W. Klingera wskazuje na
bardzo uogólniający sposób ujęcia przedmiotu. W każdym zaś
razie w książce jego znajdujemy dużo podań, zakazów, objawów
czci dla zwierząt i t. d., nie mających nic wspólnego z duszą.
Zwierzęta tu występujące zaliczono do kategorji zwierząt-dusz,
jedynie w drodze sztucznej analogji. Jako przykład przytoczę tu
cały materjał, tyczący się bociana.
*) Jakkolwiek książka ta ukazała się już przed 11 laty, wybieram ją jed­
nak jako przykład dlatego, że będąc pracą w założeniu swem bardzo synte­
tyczną nadaje się ona właśnie do tego celu. Prof. Briickner napisał jej krytykę
w „Ludzie T. XVII, s. 181 184, ale z zupełnie innego ocenił ją stanowiska.
2) Wundt W. Völkerpsychologie. Cz. II. Mythus und Religion. Leipzig 1900.

22

b) Wierzenia i podania o bocianie.
„Bocian otoczony jest czcią religijną: widząc go po raz
pierwszy na wiosnę,* lud w wielu stronach jeszcze i teraz, po­
dobnie jak w starożytności pada na kolana“.
„Dwa są zasadnicze motywy ścisłego związku bociana z czło­
wiekiem. Pierwszy brzmi tak : Bóg, stworzywszy świat, zawiązał
w worek żaby, jaszczurki, węże i różne gady i dał go człowiekowi
z poleceniem, aby rzucił w morze, nie rozwiązując ; człowiek jednak
rozwiązał worek, chcąc zobaczyć, co jest wewnątrz, — gady roz­
pełzły się po świecie, a winowajca, zmieniony w bociana, musi
dotąd chodzić po ziemi, aż ją oczyści. Drugi motyw, znany w sta­
rożytności, teraz jeszcze szeroko jest rozpowszechniony. Podług
bajki nowogreckiej bociany każdej jesieni ulatują na daleką wyspę,
gdzie przebywają aż do wiosny pod postacią ludzi. Podług pol­
skiego podania, znanego w Prusach Zachodnich „ziemia bociania“
leży gdzieś daleko na południe, za szerokiem morzem. Kto się
znajdzie na jego brzegu, temu wystarczy uderzyć w dłonie, aby
zmienić się w bociana i dostać się do tej obiecanej ziemi, kró­
lestwa wiecznej wiosny“... U Gerwazego Tilburyjskiego czytamy :
„„twierdzą, że bociany w dalekich stronach — to ludzie, a (tylko)
u nas żyją jako ptaki““.
„Stwierdzonem jest również wierzenie, że bociany przynoszą
na świat dzieci“...
„Podobnie jak w starożytności, tak i teraz bocian przynosi
ludziom drogie kamienie, wywdzięczając się tem zwykle za wy­
świadczone mu dobrodziejstwo“... „Podobnie, jak i w starożyt­
ności, dom, na którym znajduje się jego gniazdo, uważany jest
jako zabezpieczony od piorunu i wszelkich klęsk, ciało zaś jego
posiada siłę uzdrawiającą“ ').
We wszystkich, wyżej przytoczonych podaniach i wierzeniach,
bocian jest podług W. Klingera wcieleniem dusz zmarłych. Wiara,
że bociany przemieniają się w ludzi i na odwrót, jest, jak się
zdaje, dla autora bezpośrednim dowodem utożsamiania tego stwo­
rzenia z duszą. Tłumaczenie zaś pozostałych wierzeń opiera on
na tem, że pewne cechy, przypisywane bocianowi znane są również
jako towarzyszące upiorom (duszom zmarłych). I tak: upiory mają
’) Klinger W. Żiwotnoje, s. 92— 94.

23

wpływ na rodzenie się dzieci, są stróżami skarbów podziemnych
(bocian zaś przynosi drogi kamień), obdarzone są własnościami,
odwracającemi złe.
Analogja to jednak bardzo daleka i niewystarczająca; przy­
stępując do wierzeń o bocianie bez wszelkich apriorystycznych
teoryj nie można w nich odnaleźć nic, coby upoważniało do po­
dobnego wniosku. Nie jest również przekonywujące wierzenie
Białorusinów, że „duszy człowieka, który, obcinając paznokcie,
rzuca je na ziemię, nie przyjmie ani piekło, ani niebo; chodzi on
jako bocian, póki wszystkich paznokci nie wyzbiera“ 1). Wierzenie
to nosi wszak na sobie najoczywistsze piętno chrześcijańskich pojęć.
c) Wierzenia o bocianie zu innem ośzuiełleniu.
Cały materjał wierzeniowy o bocianie przedstawi nam się
zupełnie inaczej, gdy przystąpimy do niego bez oglądania się na
owo pierwotne źródło, z którego miały wypłynąć wierzenia, ty­
czące się świata zwierzęcego.
Bliski związek człowieka z bocianem, występujący w poda­
niach, wiara, że w postaci bociana zaklęty jest człowiek — są
to fakty zupełnie zrozumiałe, gdy weźmiemy pod uwagę, że skłon­
ność, jaką ptak ten okazuje do zamieszkiwania w obrębie ludzkiej
siedziby, musiała na mieszkańcach jej robić niezwykłe wrażenie
i nasuwać im przypuszczenie o bliskich węzłach, łączących bociana
z człowiekiem.
Wszak z wyjątkiem jaskółki żaden inny ptak nie trzyma się
tak uporczywie domu ludzkiego, nic więc dziwnego, że oba te
stworzenia zostały specjalnie wyróżnione, a analogiczny sposób
ich traktowania dowodzi, że działały tu jedne i te same okolicz­
ności: tak bociana, jak i jaskółkę uważano za członków spólnoty
domowej, mających w sobie coś z przenikającej atmosferę domu
świętości.
Oba ptaki są przedmiotem tabu — nie wolno ich zabijać,
dotykać się i t. d., oba przynoszą szczęście domostwu, z którem
są związane i potrafią się też mścić za złe im wyrządzone. 1 co
jest charakterystyczne, że kara b. często spotyka nie winowajcę,
lecz kogoś innego z domowników, lub też domowe zwierzę (uwa') Klinger, s. 92.

24
žane, jak wiadomo, również za członka domu). Mamy tu więc do
czynienia z bardzo wyraźnem pojęciem zbiorowej odpowiedzialności.
Ktokolwiek zapoznał się z wierzeniami i praktykami ludowemi, stosowanemi do domowych zwierząt przy różnych okazjach,
ten wie, że zasadniczym czynnikiem jest tu stanowisko każdej
poszczególnej istoty, jako członka spólnoty domowej. Zupełnie
też jest zrozumiałe, że bocian (podobnie jak jaskółka), nie będąc
źródłem praktycznych korzyści otrzymał wyższe od innych stwo­
rzeń stanowisko.
Specjalnie zaś ścisły związek bociana z domowem ogniskiem
wyraża się w podaniach, podług których przynosi on w dziobie
żarzący się węgiel, lub tlejącą się głownię, wzniecając niemi pożar,
o ile się chce mścić. Najprawdopodobniej też podanie o przyno­
szeniu błyszczącego drogiego kamienia zjawiło się w następstwie
kontaminacji pojęć1).
Wnioski.
Oświetlając wierzenia, tyczące się bociana z innego niż
W. Klinger stanowiska, chciałam wykazać, do jak innych dochodzi
się rezultatów, traktując materjał etnologiczny (w danym razie
folklorystyczny) bez odwoływania się do przypuszczalnych źródeł
wierzeń religijnych. Nie uciekając się do żadnej analogji, widzimy,
że fakty tu mówią same za siebie, świadcząc o ścisłym stosunku,
łączącym wierzenia z jedną z form życia społecznego, ze spólnotą
domową.
Stosunek taki, zachodzący między zjawiskami różnych kategoryj, oddziaływanie jednych dziedzin życia na drugie ujawnia
nam coraz częściej badania etnologiczne. Najciekawsze i najdonio­
ślejsze prace o totemizmie np. charakteryzują właśnie stosunek
łączący cześć zwierzęcia, jako bóstwa „gatunkowego“ z dziedziną
zjawisk społecznych, w której toż samo zwierzę jest symbolem,
skupiającym dokoła siebie członków spólnoty rodowej*2).
Ale stosunek taki mógł skrystalizować się w pewne formy
*) Stosunek ludu naszego do bociana i jaskółki oraz do domowych zwie­
rząt-wraz z podaniem źródeł omawiam obszerniej w pracy „Totemizm a pier­
wotne zjawiska religijne w Polsce“. Warszawa 1920, s. 153—164.
2) Pracami takiemi są np. J. G. Frazer „Totemism and Exogamy“, London
1910, E. Durkheim „Les formes élémentaires de la vie religieuse“, Paris 1912, i w. i.

25

dopiero podczas przebiegu danego zjawiska, w miarę jego rozwoju
i może nie mieć nic wspólnego z ogólnem podłożem, na którem
zjawisko owo powstało. Inaczej mówiąc, niezależnie od tego, czy
genezą pewnych wierzeń jest pojęcie o duszy czy jakie inne, wie­
rzenia te, badane nawet w najpierwszem, dla badań naszych dostępnem stadjum rozwoju mogą już z owego pojęcia nic nie
zawierać.
I dlatego to teorja animistyczna, jako obracająca się jedynie
dokoła zagadnienia genezy wierzeń religijnych nie może być sto­
sowana w etnologji, jako nauce socjologicznej, badającej zjawiska
w ich rozwoju i wzajemnym do siebie stosunku.

LITERATURA.
Czekan owski J. Antropologia, etnologja i prehistoria. Lud, T. XXI.
Fischer A. Znaczenie etnologji dla innych nauk. Lud, T. XXI.
Graebner F. Methode der Ethnologie. Heidelberg, 1911.
Klinger W. Ziwotnoje w anticznom i sowremiennom sujewierji. Kijów, 1911.
Poniatowski S. O metodzie historycznej w etnologji i znaczeniu jej wyników
dla historji. Warszawa, 1919. Odb. Przeglądu historycznego. T. I.
„ Zadanie i przedmiot etnologji. Archiwum Nauk antropologicznych. T. II, Nr. 2.
Spencer H. Principes de sociologie. Paris, 1883, T. I.
Ty lor E. Cywilizacja pierwotna. Warszawa, 1896, T. I i II.

DR. C. BAUDOUIN DE COURTENAY EHRENKREUTZ.

MATERJAŁ NAUKOWY I PRZEDMIOT ETNOLOGJI.
TREŚĆ: Materjał naukowy i przedmiot badań naukowych s. 26. — Materjał
naukowy etnologji, prebistorji i historji (względnie historji kultury)
s. 27. — Przedmiot etnologji s. 31. — Zasadnicze problemy etnologji s. 31.

Mateijał naukowy i przedmiot badań naukowych.
Materjałem naukowym pewnej nauki nazywam takie
przedmioty lub kompleksy przedmiotów, które przez zastosowanie
do nich zasad klasyfikacyjnych danej nauki oraz przez nawiązanie
do nich problemów (zagadnień) jej swoistych, — stają się przed­
miotem badań danej nauki ').
Każda nauka ma swój odrębny przedmiot badania, — ma­
terjał zaś naukowy może dzielić z całym szeregiem innych nauk,
0 różnych zadaniach i metodach. Jama ustna, narządy mowy
interesują zarówno fonetyka, jak antropologa. Ten sam ułamek
krzemienia ze śladami na nim techniki pierwotnej dostarcza materjału dla studjów zarówno dla geologa, jak i dla prehistoryka
1 archeologa. Każdy z nich jednak zwraca uwagę na inne jego
cechy i różne cechy uważa za differentiae specificae. Differentiae
specificae wyrokują znów o kierunku rozklasyfikowania danego
materjału i przedzierżgnięciu go na przedmiot tej lub innej gałęzi
wiedzy.*)
*) Przedmiot nauki uważam więc za wytwór czynności naukowej.
Por. Twardowski: O czynnościach i wytworach. Księga pamiątkowa ku uczcze­
niu 250-ej rocznicy założenia uniwersytetu lwowskiego s. 16—17 i n.

27

Materjał naukowy etnologji, prehistorji i historji (względnie
historji kultury).
Materjał naukowy etnologji stanowią te wykładniki twórczego
stosunku społeczeństw ludzkich do życia, które nazywamy wytwo­
rami kultury1). Zgodnie z podziałem kultury na kulturę materjalną i kulturę duchową, przyjęto podział wytworów tych na
wytwory kultury duchowej i wytwory kultury materjalnej.
Do wytworów kultury materjalnej należą te z nich, które
ludzie stwarzali i stwarzają dla polepszenia i udogodnienia swego
bytu oraz zabezpieczenia życia i mienia wobec grożących im nie­
bezpieczeństw. Do wytworów kultury duchowej należą wykładniki
dążeń religijnych, artystycznych, a nawet można powiedzieć nau­
kowych 2), — i prawno - społecznych.
Przegląd powyższy moglibyśmy równie dobrze zastosować,
mówiąc o materjale naukowym innych nauk, np. o materjale nau­
kowym historji kultury. Jednakże zakres materjału etnologicznego
jest w pewien sposób ograniczony. Granice tego zakresu uwy­
datnią się jaśniej, jeśli porównamy materjał naukowy, którym
operuje prehistorja, z materjałem naukowym historji, względnie
historji kultury, — oraz etnologji.
Wytwory kultury, które stanowią materjał zawarty w tak
zwanych źródłach do prehistorji, pochodzą z czasów niezadokumentowanych chronologicznie. To znaczy, że ani w poszczególnych
wytworach ani w kompleksach wytworów czas nie jest określony,
jak również ani twórca wytworu, ani ten, kto się nim posługiwał.
Milczą o tem również i inne źródła, znajdujące się z owym ma­
terjałem w bezpośrednim historycznym związku.
Z chwilą, gdyby się okazało, że dany wytwór zawiera w so­
bie ślad takiego zadokumentowania, materjał naukowy prehisto­
ryczny zamieniłby się na materjał badań historji.
Źródła historyczne zawierają materjał naukowy chro­
nologicznie określony. To znaczy, że i środowisko i czas, z których
dane wytwory pochodzą, jest w danym wytworze pośrednio lub
bezpośrednio oznaczony. Bezpośrednio, jeśli dane źródło zawiera
') Poniatowski: Zadanie i przedmiot etnologji. Warszawa-Lwów, 1922,
s. 10; wedle Czekanowskiego imieniem tem (etnologja) oznaczamy powszechnie
jedną z nauk socjologicznych, zajmującą się wytworami działalności ludzkiej.
2) Medycyna ludowa, podania wyjaśniające pewne zjawiska w przyrodzie i t. p.

28

w sobie odnośne daty, — pośrednio, jeśli dają się one ustalić
dzięki innym źródłom, znajdującym się z danym wytworem w historycznym związku.
Materjał naukowy etnologji odnajdujemy wśród ze­
społów ludzkich, żyjących w chwili, gdy dany wytwór
dostaje się na pole obserwacji. To znaczy, że w prze­
ciwstawieniu do prehistorji znany jest nam nietylko teren, lecz
i zespół ludzki, wśród którego dany wytwór w chwili również
określonej spełnia swą funkcję, — lub też jej w tym czasie już
nie spełnia, lecz pozostaje jako tak zwany przeżytek w stosunku
do innych wytworów danego środowiska.
Jeśli badamy szczątki mieszkań ludzi przedhistorycz­
nych, to dopiero posługując się metodą typologiczną1) określamy
wiek względny, czyli czas funkcjonowania wytworu, jako też
odtwarzamy zespoły ludzkie, które się danym wytworem posługi­
wały, lub wśród których on powstał. Zwiedzając ruiny średnio­
wiecznego zamku, możemy nawet w sposób szczegółowy nie wie­
dzieć, kto nim ongi władał, na podstawie jednak porównania
z innemi wytworami tej samej kategorji chronologicznej, to znaczy
znajdującemi się z danym wytworem w historycznym związku,
ustalić możemy i czas, i kategorję etniczno - socjalną właściciela.
Inaczej jeszcze rzecz się ma z materjałem naukowym etno­
logji. Obserwując mieszkania palowe w Nowej Gwinei, czy też
chatę kurną na obecnej granicy polsko-litewskiej z okolic Szyrwintów, wiemy, kto je zamieszkuje, jako też czas funkcjonowania
wytworu, chwila obecna, jest nam znany, jako jedna z jego cech.
Jeżeli teraz porównamy materjał naukowy etnologji z mate­
rjałem naukowym prehistorji, to okaże się, że w prehistorji ani
czas powstania danego wytworu, ani czas jego funkcjonowania,
ani środowisko, z którego dany wytwór pochodzi nie jest dany,
i że wobec tego nie należą one do jego cech, lecz do zagadnień
naukowych, wyrastających z tego materjału i przeistaczających
go, — na przedmiot badań prehistorji. Mówiąc inaczej: czas
i człowiek, czy społeczeństwo, które pozostawiło po sobie dane
wytwory, muszą być w prehistorji rekonstruowane.
W etnologji ani czas, ani teren, ani środowisko nie należą
do zagadnień nauki, lecz stanowią wraz z innemi cechami wy-*)
*) Kozłowski, Lud, XXI, 17.

29

tworów materjał naukowy, ponieważ są nam zgóry, dzięki cha­
rakterowi źródła, znane ').
Oprócz powyżej przez nas omówionego ograniczenia materjału etnologicznego, zakres jego zostaje zmniejszony przez sposób
rozpowszechniania się wytworu, lub mówiąc inaczej przez stosu­
nek jego do przeszłości. Te bowiem tylko wytwory kultury stają
się materjałem naukowym badań etnologicznych, które rozpo­
wszechniają się wyłącznie drogą tradycji. Tak samo, jak się przez
tradycję, przez przekazywanie, rozpowszechnia piosnka ludowa,
w ten sam sposób od ludzi do ludzi przechodzą i inne wytwory
kultury, mocą odbiorczego i przetwórczego naśladownictwa, albo
z pokolenia na pokolenie, albo z terenu do terenu, od jednego
zespołu ludzkiego do drugiego. Przyczem przedewszystkiem należy
zwrócić uwagę na to, że tak samo jak i w materjale prehisto­
rycznym tylko te wytwory należą do badań etnologicznych, które
nie znajdują się w związku historycznym z wytworami „historycznemi“, które należą do zakresu badań historji kultury,
Jako przykład posłużyć nam może współczesny strój frakowy
oraz sukmana krakowska. Strój frakowy jest ubraniem histor y c z n e m, gdyż na podstawie szeregu podobnych ubrań z sze­
regu lat poprzednich przechowanych nam przez źródła historyczne
rzeczowe i pośrednie odtwarzamy tak zwaną historję fraka*2), czyli
kolejno następujące po sobie zmiany w formie wytworu. Związek
historyczny z przeszłością sukmany został zerwany, gdyż nie znane
’) O ile zaś miejsce i czas funkcjonowania pewnego wytworu, należącego
do zakresu badań etnologicznych, nie są znane, to należy je również rekonstruo­
wać przy pomocy metody porównawczo - analitycznej (w zastosowaniu do wy­
tworów kultury materjalnej mogącą się również nazywać metodą typologiczną).
Rekonstrukcja ta jednak będzie się różniła od rekonstrukcji chronologicznej
w prehistorji, gdyż odtwarzając czas w etnologji, porównywamy cechy wytworu
nieokreślonego chronologicznie z cechami wytworów i topograficznie i chro­
nologicznie określonych.
2) Czekanowski, Lud, XXI, 15. „Z chwilą zaś, gdy badamy historję
rozwoju tych zjawisk, wchodzimy w dziedzinę historji kultury“.
Wytknięty tu przez Czekanowskiego zakres dla badań historji kultury wypływa
właśnie z charakteru materjału naukowego historji. Materjał ten pozwala na
rekonstrukcję chronologicznego następstwa form pewnego wytworu, podczas,
gdy materjał naukowy etnologji może być tylko rozpatrywany metodą porów­
nawczą, opierającą się na badaniu form wytworów, zróżniczkowanych przede­
wszystkiem przez teren, a nie przez czas.

30

są nam poprzedzające ją formy odzieży. Wytwór przekazała nam
do dnia dzisiejszego tradycja, a poza tern nie wiemy, skąd się
wziął na danym terenie i odkąd. Stykamy się więc w ten sposób
tylko z ostatniem ogniwem procesu rozpowszech­
niania się wytworu, lecz nie mamy historycznych poprzedni­
ków znanego nam kształtu wytworu Ł).
W związku z tą właściwością materjału naukowego etnologji
pozostaje interesowanie się etnologów przedewszystkiem społe­
czeństwami tak zwanych ludów pierwotnych. Wśród takich mia­
nowicie populacyj znajdujemy całe kompleksy wytworów, przeka­
zanych jedynie przez tradycję, o których milczą źródła historyczne2).
Ale i wśród zespołów ludzkich żyjących życiem „historycznem“ —
odnajdujemy materjał dla badań etnologicznych. Nawet w naj­
ruchliwszych centrach życia współczesnego, gdzie wskutek tego
następują bardzo szybkie zmiany wartości wytworów, odnajdujemy
kompleksy wytworów, przekazanych wyłącznie przez tradycję, nie
wiążącą się bezpośrednio z kompleksami innych wytworów kultury
danego środowiska, których przeszłość historyczna — na
’) Słowa powyższe określają jedynie materjał naukowy etnologji, lecz nie
decydują o zadaniach i charakterze nauki. Stąd też, o ilebym nie nazwała etno­
logji w przeciwstawieniu do historji kultury, nauką rozwojową, to tylko biorąc
pod uwagą materjał naukowy, który pociąga za sobą stosowanie odrębnych
metod i inne w sobie zawiera zagadnienia. Historja kultury bada materjał okre­
ślony zgóry pod względem czasu — stąd szeregowanie form wytworów chrono­
logiczne wypływa bezpośrednio ze źródeł historycznych. Etnologja bada wytwory
należące w tej chwili do dnia dzisiejszego na różnych terenach i wśród różnych
zespołów — stąd bezpośrednio wypłynie szeregowanie wytworów np. według
terenu, lub innych uwarunkowań zespalających wytwory w pewne kompleksy.
Metodą wypływającą z takiego ujmowania zjawisk będzie porównanie. To też
wbrew Graebnerowi (Methode d. Ethnologie. 1911, s. 1), mówiąc o charakterze
etnologji nie można zapominać o roli, jaką w niej odgrywa metoda porów­
nawcza. Gdybyśmy się jednak, jak słusznie zaznacza Fischer (Lud, XXI, 88),
ograniczyli tylko do porównania kultur różnych ludów, to byśmy zmniejszyli
zadania etnologji do stosowania metody, nie kwapiąc się o wyniki badań kon­
strukcyjne, wyjaśniające zjawiska. Szeregowanie zróżniczkowanych i określonych
metodą porównawczą typów wytworów wedle ich względnego następstwa „roz­
wojowego“ nie wykracza poza zakres etnologji. Jak każda konstrukcja naukowa
odegrać może i ona w nauce pewną rolę metodologiczną, interpretującą pewne
zjawiska. Doszukiwanie się praw rozwojowych wykracza oczywiście poza zakres
etnologji, — nauki szczegółowej, w porównaniu z nauką uogólniającą wyniki
wszelkich badań humanistyczno-historycznych — socjologją.
2) Por. A. Fischer, Lud, XXI, 84.

31

podstawie źródeł historycznych wiąże się z ich, tem samem histo­
ryczną teraźniejszością.
Przedmiot etnologji.
Jak każda nauka tak samo i etnologja dzieli swój materjał
naukowy z wieloma innemi naukami. Chata podhalańska może
stać się przedmiotemx) badań zarówno dla architekta, jak i dla
etnologa. Babiemi lekami w równej mierze może się zainteresować
botanik, farmakognosta i etnolog. Inne są jednak zagadnienia
i inne stąd płyną metody badań tych poszczególnych dyscyplin,
które przeistaczają dany materjał naukowy na przedmiot badań
tej, a nie innej nauki. Dla architekta forma wytworu jako rzecz
w sobie stanie się przedmiotem badań, ale obojętny mu będzie
stosunek wytworu danego budownictwa ludowego do innych kom­
pleksów wytworów, danego terenu, jako też związek, jaki zacho­
dzi między badanym przez niego wytworem a ludźmi, którzy
z niego korzystają. To samo możemy powiedzieć i o badaniu
piosenki ludowej przez teoretyka literatury. Jej forma, treść,
również jako jeden z elementów formalnych i t. p. stanowią tu
przedmiot studjów. Etnolog, słuchając pieśni żniwiarskiej może
również zwrócić uwagę na jej typ literacki, ale jako na materjał
naukowy. Przedmiotem zaś jego badań będzie stosunek danej
piosenki do innych wytworów, począwszy od kompleksu wytwo­
rów żniwiarskich, stosunek jej do całego zespołu wytworów,
czyli do kultury na danym terenie panującej, lub też jej stosunek
do podobnych wytworów, znajdujących się na innych terenach,
lub wśród innego środowiska ludzkiego, niż w danej chwili przez
niego obserwowane i t. p. Czyli, że materjał naukowy przedzierżga
się na przedmiot badań etnologji wtedy, gdy powstaje zagadnie­
nie o związku wytworu, czy też pewnego kompleksu wytworów
z innemi wytworami i to w zależności od terenu rozpowszech­
niania się całokształtu pewnej kultury i jej odpromieniowania
wśród pewnych etniczno - społecznych zespołów ludzkich.
Zasadnicze problemy etnologji.
Dotarliśmy do zagadnień etnologji. Widzieliśmy, że w prehistorji problem stanowią: czas i środowisko ludzkie,
') Czekanowski, Lud, XXI, 5, por. cyt. tam przykłady.

32

z którego dany wytwór, lub kompleksy wytworów pochodzą.
W etnologji czas i środowisko ludzkie niestanowią
problemu, gdyż w jej materjale naukowym nietylko teren, lecz
również i chronologja oraz zespoły ludzkie, wśród których badane
wytwory pochodzą, są zgóry wiadome. Jednakże, jak to już wy­
żej podkreśliłem, każdy wytwór kultury, który należy do zakresu
badań etnologicznych, jest tylko ostatniem ogniwem poprzedza­
jącego go szeregu form, przekazywanych przez tradycję, ostatnim
wykładnikiem tej tradycji. Nie są nam znane formy go poprze­
dzające, jak również i jego pochodzenie na danem terytorjum
i w danem społeczeństwie.
Stąd też problemy bezpośrednio z materjału wynikające sta­
nowić będą problemy genetyczne, a mianowicie przez kogo i kiedy
dany wytwór kultury został przekazany znanemu nam w chwili
obecnej środowisku ludzkiemu. Odpowiedzią na to, wedle słów
Czekanowskiegox), będzie „rekonstrukcja przeszłości w teraźniej­
szości“, konstrukcja form2) poprzedzających w czasie formę bada­
nego przez nas wytworu, oraz odtworzenie tej jednostki etnicznosocjalnej, przez którą dany wytwór został przekazany do chwili
obecnej*8).* * * *
*) Czekanowski, Lud XXI, s. 14.
2) Rekonstrukcje form wytworów i ich znaczenie w metodyce etnolo­
gicznej, należy odróżniać od „poziomów“ czy „stadjów“ rozwojowych, kon­
struowanych przez socjologję, które wprowadziły zamęt „rozwojowy“ do prac
angielskich socjol-etnologów i ich epigonów oraz różnych po grobowców Comte’a.
8) W dalszych nadbudowach etnologji doprowadzi to do rekonstrukcji
kultur etnicznych, socjalnych oraz kultur kształtujących się w związku z warun­
kami geograficznemi (kultura góralska, pomorska i t. p.)

PROF. DR. RYSZARD GANSZYNIEC.

PIERŚCIEŃ W WIERZENIACH LUDOWYCH
STAROŻYTNYCH I ŚREDNIOWIECZNYCH.
TRESC: Forma kulturalna pierścienia w starożytności, s. 33. — Baśnie o cudow­
nych pierścieniach, s. 39. — Pierścień leczniczy i ochronny, s. 42. —
Pierścienie - amulety, a) w święcie starożytnym, s. 46. — b) w średnio­
wieczu, s. 52. — Pierścień we współczesnych wierzeniach ludowych, s. 62.

Forma kulturalna pierścienia w starożytności.
Wiele napisano już dzieł o pierścieniu i jego dziejach pod
względem artystycznym, nie zwracano atoli uwagi na jego rolę
w życiu kulturalnem; zajmowali się tern zagadnieniem przeważnie
archeologowie, których interesowała raczej strona artystyczna, niż
problemy, łączące się z samym zwyczajem noszenia pierścieni1).
') Literatura do dziejów pierścienia jest bogata, ale o bardzo nierównej '
wartości. Ze starszych dzieł jeszcze teraz niezbędnem jest: Kirchmann, De
annulis. Z dzieł nowszych miarodajnem jest: F. H. Marshall, Catalogue of the
Finger-Rings, Greek, Etruscan and Roman in the British Museum, London 1907
ze znakomitym wstępem historycznym, i tegoż autora rozprawa w Pauly-Wissowa
Real-Encyclopaedie s. v. Ring, gdzie autor także dodał szczegółową bibljografję
przedmiotu. Studjum to tłumaczyłem z angielskiego, a zauważywszy pominięcie
materjału ludoznawczego, uzupełniłem ją na prędce rozprawą swoją p. t. Ringe
in dem Folklore (ibd. 833—841), na razie jedyną zbiorową pracą o tym przed­
miocie: obecne studjum należy uważać za przeróbkę owej improwizacji. Rozprawę
bogatą w materjały, ale mało krytyczną, z obfitą bibljografją, napisał też ks. H.
Leclerq w Cabrol, Dictionnaire d’Archéologie Chrétienne et de Liturgie, Paris
1907 s. v. Anneau. Przeoczą się zwykle rozprawkę: Mor. Busch, Der Ring im
Glauben und der Sage des Volkes, w jego dziele: Deutscher Volksglaube,
Leipzig 1877, s. 352—377. O symbolice pierścienia w prawie germańskiem Jac.
Grimm, Deutsche Rechtsalterthümer, 8 Göttingen 1881, s. 177; o zastosowaniu
zabobonnem S. Seligmann, Der böse Blick und Verwandtes, Berlin 1910, Index
s. v. Ring.
Lud. T. XXII.

3

34

Pierścień jest dobrem kulturalnem Wschodu, gdzie wystę­
puje w roli podwójnej, jako pieczęć i jako ozdoba. Jako pieczęć
jest on tam zawsze, w ściślejszym związku ze zwyczajami starowschodniemi, częścią naszyjnika, a to częścią środkową, spoczy­
wającą na piersi: część ta później wykształciła się bogato i różno­
rodnie jako ozdoba, i nie zajmuje nas tutaj. Ale już na Wschodzie
powstał również zwyczaj noszenia pieczęci na ręce, a właściwie
na palcach; czy jako stopień przygotowawczy tego zwyczaju mamy
przyjmować już istnienie pierścieni, nie wiem, ale jest to conajmniej możliwe: pierścień pieczęciowy byłby wówczas tylko połą­
czeniem dwóch zwyczajów, istniejących poprzednio oddzielnie.
Połączenie to jest o tyle ważne, że odtąd wogóle rozpoczyna się
noszenie kamieni wsadzonych w pierścieniu: pieczęć kamienną lub
szklaną zastąpiono później drogocennemi kamieniami, ozdobionemi coprawda jeszcze figurami i służącemi często jeszcze za pie­
częć, ale w dalszym rozwoju kultury coraz wyżej ceniono samą
materję kamienia; tylko na południu jeszcze obecnie zachowała
się w kołach klas średnich tradycja Odrodzenia, polegająca na
noszeniu w pierścieniach wyrytych przedstawień, naśladujących
starożytne intalje i kameę. Ponieważ to osobna i obszerna gałąź życia
kulturalnego, pomijamy ją tutaj, i ograniczamy się do pierścionka
samego, bez kamienia lub plazmy (szkła). Jest to o tyle niewygodne,
ponieważ w zastosowaniu praktycznem w starożytności, jak i teraz,
oba rodzaje pierścieni nie stanowiły oddzielnych gatunków, lecz
tylko odcienie równouprawnione tego samego ogólnego zwyczaju
noszenia pierścieni, wśród których wybierał osobnik, kierując się
względami tradycji, uczucia estetycznego, mody i zamożności:
dlatego także rozwój myśli i wierzeń, połączonych z pierścieniem,
w obu gałęziach zawsze jest równoległy, a często taki sam.
Z wierzeniami i z teorją mamy tu do czynienia, a nie
z techniką. Wierzenia te, o ile nie opisują praktyki albo wyrażają
powstałe z niej pojęcia prawne, posiadają zawsze charakter później­
szych domysłów: t. zn. podstawia się jakąś teorję, usprawiedli­
wiającą samą praktykę noszenia; jest to w każdym wypadku wy­
raźna wskazówka, że mamy wówczas do czynienia ze zwyczajem
nieżywym, nie opierającym się już na koniecznościach psychicznych,
estetycznych lub wymaganiach prawnych: prawo i kosmetyka bo­
wiem jedynie racjonalnie i równomiernie usprawiedliwiają noszenie
pierścieni — dlatego w tych dziedzinach nie mamy wierzeń, naj-

35

wyżej spotykamy tam sporadycznie na podania o początkach tych
zwyczajów.
Uczeni starożytni przypuszczali, że pierścień jest wynalazkiem
Prometeusza. Trudno powiedzieć, dlaczego uważano go za wyna­
lazcę: czy że był przykuty żelazem do skały? Na tę myśl napro­
wadza Plinjusz, gdyż tak się o tern wyraża: „Wszystkie podania
o Prometeuszu uważam za wierutne bajki; chociaż mu starożytność
przypisała także pierścień żelazny, to jednak chciała rozumieć pod
nim raczej pęto niż ozdobę“. (Plin. NH XXXIII 8 nam de Pro­
méthea omnia fabulosa arbitror: quamquam illi quoque ferreum
anulum dědit antiquitas, vinculumque id non gestamen intellegi
volait). Twierdzenie to świadczy w każdym razie o tern, że Grecy
uważali mylnie pierścień za rodzime dobro kulturalne. Ciekawe,
że w kulturze homeryckiej pierścieni widocznie nie było. Homer ich
nie wymienia, jak zauważyli to już starożytni (Plin. XXXIII 12);
nie wytłumaczyli jeszcze tego uczeni nowocześni *). Ta nieznajo­
mość pierścieni nie jest ich przypadkowem przemilczeniem, gdyż
posiadamy ślady z czasów późniejszych, które dadzą się objaśnić
tylko jako przeżytki dawnego stanu rzeczy. Znany jest zakaz, sta­
nowiący część t. zw. symbolów pitagorejskich: „Nie wolno nosić
pierścieni!“ (Iamblich. Protrept. 21). Już starożytni próbowali roz­
maicie tłumaczyć dziwny ten zakaz ; najprościej, ale zarazem i naj­
radykalniej postąpił uczony, którego przytoczył Plutarch De puer,
educand. 17, zmieniając w swym płytkim racjonalizmie słowa te
w ten sposób: „Nie wolno nosić pierścieni wązkich!“, na co
zgadza się chętnie każda i najprymitywniejsza higjena bez zastrze­
żeń : ale nie ulega wątpliwości, że Pitagoras nie myślał tu o higjenie. Widocznie starożytni tu, jak zresztą wobec wszystkich sym­
bolów pitagorejskich, byli bezradni, nie wykluczając samych
Pitagorejczyków, którzy podawali wyjaśnienie symboliczne (Cle­
mens Alex. Strom. V 5, 28): „ponieważ jest dla noszących go
niby pętlą, zwłaszcza, że nie uciska ani przeszkadza, lecz przysto­
sowuje się i ozdabia“: uwięzi więc duszę boską w taki sam spo­
sób, jak samo ciało, uważane i nazywane przez nich także pętem
duszy i więzieniem. Zręcznie więc wykorzystali ten zakaz dla swej
ideologji, a nie trzeba się temu dziwić, skoro żyli w tej atmosfe’) W. Helbig, Das homerische Epos aus
Leipzig 1887, 59.

den Denkmälern

erläutert.

3

36

rze; ale nawet i nowocześni uczeni, którzy chcą być historykami,
a nie mistykami, zgadzają się na tę symbolikę i podają ją dalej
jako wystarczające i równomierne wyjaśnienie. Myślę tu szcze­
gólnie o dwóch pracach: Fr. Böhm, De symbolis Pythagoreis,
Dissert. Berlin 1905, 29 i Heckenbach, De nuditate sacra, Giessen
1911, 85, które w kołach filologów wywierają duży wpływ, gdyż
dobrze są napisane, głęboko przemyślane, ale — co w tej dzie­
dzinie badań jest najważniejsze — niesamodzielne i mało kry­
tyczne. Heckenbach, bardzo zresztą skłonny do uogólnień, wypro­
wadza ciekawy wniosek, że pierścień z początku był faktycznie
tylko czemś w rodzaju pętlicy, więc nicią uwiązaną wkoło palca:
pomysł ten jest bardzo oryginalny, bo wówczas Heckenbach może
wyjaśnić nietylko zakaz pitagorejski przyjmując tłumaczenie sym­
boliczne, lecz wszystkie zabobony tyczące się pierścienia jako
przeżytki. Jednak przypuszczenie to nie da się udowodnić faktami.
Wprawdzie znamy z obrazów i z zabytków starożytnych i innych
ludów użycie nici w funkcji zabobonnej, jako amuletu*). Ale nici
te ludzie noszą tylko wyjątkowo na palcach, i mają przytem węzły,
nie występujące poza jednym wyjątkiem (węzła heraklesowego)
w technice metalowej, w której wzory innych technik są naślado­
wane. Natomiast musimy zestawiać z nićmi wiązanemi na ramio­
nach i innych członkach nasze bransolety i naszyjniki, które jeszcze
teraz wykazują wyraźne ślady owych wzorów; o ile mi wiadomo,
praktyki i wierzenia zabobonne nie nawiązywały do samej ich
formy, lecz raczej do ich materjału, lub przyczepek względnie
ornamentów zapożyczonych z innych przedmiotów zabobonnych.
Z tego też powodu R. Wünsch *), którego musimy uważać za
głównego i najzdolniejszego popularyzatora panujących dziś w ko­
łach filologicznych zapatrywań, proponował następujące inne, choć
nie lepsze wyjaśnienie symboliczne : „Es lag nahe, mit dem ge­
heimnisvollen, in sich selbst zurückkehrenden Rund dieselbe aber­
gläubische Vorstellung zu verbinden, wie mit dem Zauberkreis“.
* Wünsch widocznie wychodzi tu z założenia, że na początku każdego
szeregu rozwojowego stoi magja: przypuszczenie to, niegdyś wielkiem
cieszące się powodzeniem, rzadkich już dziś ma zwolenników;
’) P. Wolters, Faden und Knoten als Amulett, w Archiv f. Religions­
wissenschaft VIII 1905 Beiheft, s. 1 —22 i Isid. Scheftelowitz, Das Schlingenund Netzmotiv im Glauben und Brauch der Völker, Giessen 1912.
2) Wünsch R., Antikes Zaubergerät aus Pergamon, Berlin 1905, 42.

37

stwierdzić trzeba, że w naszej nauce dążności naukowe zwracają
się powoli, ale stanowczo, od opierającej się na biologji ewolucji
do historycyzmu, szukającego wyjaśnienia wszystkich zjawisk przez
proste chronologiczne uszeregowanie faktów, gdzie więc religja
i zabobon zasadniczo w dużej conajmniej mierze składają się
z przeżytków.
Przeżytki takie mamy także u Rzymian. Zagadnienie to przed­
stawia się u nich o tyle prościej, że już sami Rzymianie uświada­
miali sobie obce pochodzenie pierścieni. Twierdzenie Plinjusza, iż
pierścienie przywożono z Grecji, trzeba jednak przyjąć z pewnem
zastrzeżeniem. Rzymianie bowiem zapożyczyli bezpośrednio zwy­
czaj ten od Etrusków, Etruskowie zaś przyjęli go od Greków.
Kultura grecka wpływała bezpośrednio na kulturę rzymską dopiero
po sparaliżowaniu potęgi i wpływów etruskich, przeto mniejwięcej
dopiero po upadku królestwa w Rzymie. Różnica ta, podkre­
ślona przez nas, nie jest obojętna; widzimy bowiem, że i Etru­
skowie zarówno jak ludzie epoki homerowskiej, pierwotnie nie
znali pierścieni, co nam odrazu wyjaśnia fakt podniesiony, ale nie
wytłumaczony przez dziwiącego się temu Plinjusza (ibid. 9. 10):
wszakże królowie rzymscy, jak wogóle patrycjat rzymski, byli
Etruskami, i w ceremoniale urzędowym zarówno oni, jak i kapłani,
powoli przyjmowali nowe zwyczaje. Nawet droga, którą przyszedł
nowy zwyczaj do Etrusków i Rzymian, da się poznać dzięki za­
chowawczemu charakterowi kultury rzymskiej: mianowicie wiemy,
że pierwsze pierścienie używane w Rzymie, były żelazne, przecho­
wane w pewnych rodach, szczególnie konserwatywnych i w ceremonjale aż do czasów cesarstwa. Tak wnioskował już Plinjusz na
podstawie tych samych danych. Powiada np.: „pierwotnie Rzy­
mianie nosili w samym kraju pierścienie żelazne i dowodem tego
jest, że i teraz jeszcze zwykliśmy posyłać narzeczonej jako poda­
runek pierścień żelazny, ale bez kamienia“ (ibd. 12). Nadto przy­
tacza drugi przykład tej zachowawczości rzymskiej, ale z ceremonjału państwowego: mianowicie z obrzędu triumfu rzymskiego,
zapożyczonego zapewne z Etrurji: „Triumfator w chwili trzymania
nad nim etruskiego wieńca złotego, miał na palcu pierścień żelazny,
podobnie jak i niewolnik dźwigający ów wieniec (ibd. 11 cum
corona ex auro Etrusca sustineretur a tergo, anulus tarnen in
digito ferreus erat aeque triumphantis et servi fortasse coronam
sustinentis). Również pretorowie, t. zn. najwyższa władza wyko­

38

nawcza w Rzymie, nosili żelazne pierścienie. Jeszcze za czasów
Plauta (Trucul. 279) pierścienie takie były zdaje się w praktycznem
użyciu, chociaż i wtedy już występują tylko w funkcji prawnej,
jak zawsze później u Rzymian (Martial. II, 62, 7. Ulpian. Digest.
XIX, 1, 11, 6). Poza Rzymem pierścienie żelazne spotykamy tylko
jeszcze w Lacedemonji (Plin. ibd. 10). Ponieważ zaś rdza zniszczyła
ten rodzaj zabytków, polegamy prawie wyłącznie na świadectwach
literackich, zwłaszcza na tem, co stwierdził Plinjusz ; wiarogodności
tego twierdzenia dowodzą analogje jak np. pierścień spiżowy
wspomniany jako ex-voto przez Teofrasta Charact. 21, 2, lub
żelazny Machatesa w podaniu zapisanem przez Phlegona z Tralles,
a znaném przedewszystkiem z opracowania Goethego pt. Narzeczona
z Koryntu.
Można więc powiedzieć, że ten pierścień, właściwy kulturze
doryckiej, przeszedł z tej kultury do Etrusków, a stąd do Rzy­
mian ; zachował się w ceremonjale i w prawnych stosunkach ; jeżeli
go później, a zwłaszcza w wiekach średnich, znajdujemy w użyciu
warstw niższych, to bieda, sięgająca wszędzie do prymitywności,
przypadkiem schodziła się tu z zachowawczością; tak np. w dia­
logu Salomon i Markulfus żona bohatera ma „palce grube i krótkie,
ozdobione żelaznemi pierścionkami“.
Żelazne pierścienie w kulturze rzymskiej mogą być uważane
za przeżytki pierwszych pierścieni wogóle, zapożyczone od Dorów.
Mamy jednak przeżytki sięgające do epoki jeszcze dawniejszej, do
epoki przedpierścieniowej. Królowie rzymscy wcale nie nosili
pierścieni ; także nie wolno było kapłanowi flamen dialis nosić
pierścionka (Paul. 82, 19, Gellius X 15, 5) x). Również ci, którzy
się pytali wyroczni Faunusa, musieli wówczas zdjąć pierścienie.
Ale przeżytki te, odnoszą się nietylko do pewnych grup osób,
lecz także do pewnych chwil życia, w których obowiązują cały ogół.
Wiadomo, że Żydzi zdejmują pierścienie przy stole*2); to samo czynili
Rzymianie, jak opowiada Plinjusz (ibd. XXVIII 24): „prastara zasada
nakazuje zdjąć pierścienie przy stole, ponieważ i zwyczaje bez
pewnej podstawy, mają moc obowiązującą“ (nam si mensa adsit,
anulum ponere translaticium videmus, quoniam etiam muias reli*) E. Samter, Familienfeste der Griechen und Romer, Berlin 1901, 39.
2) Haberlandt, w Zeitschrift f. Völkerpsychologie XVIII, 1888, s. 259»
Mart. Geier, Dissert, de veterum Ebraeorum ratione coenandi, w J oh. Buxtorff,
Exercitationes ad Historiam Arcae foederis etc., Basileae 1659.

39

giones poliere manifestum est). Także śpiącym i umarłym x) zdej­
mowano pierścionki (Plin. ibd. Cicer. De offic. III 38) i przepi­
sywali to także niektórzy lekarze zabobonni (np. Scribonius Largus
152. Plin. XXIII 10) przy gotowaniu pewnych lekarstw. Możliwe
oczywiście, że w pewnych wypadkach, jak np. przy gotowaniu
lekarstw, przy jedzeniu, przy sypianiu, higjena mogła się przy­
czynić do utrwalenia i zachowywania tych obrzędów, lecz nie ona
je wytworzyła.
Pomijamy nowoczesne wyjaśnienia tych zwyczajów, obraca­
jące się w ideologji nie historycznej, lecz mistycznej, animistycznej,
magicznej: ciekawe są one jedynie dla poznania ducha naszej
epoki, dla charakterystyki usiłowań naukowych, natomiast niczego
nas nie uczą o kulturze starożytnej. Tam baśń i zabobon zajmowały
się pierścieniem, później także i magja — ale o innej symbolice,
niż czysto prawnej, nic nie wiedziało życie starożytne, gdyż ta
symbolika powstała dopiero w ogniskach nauki ezoterycznej.
Baśniowa strona i zabobonna, do której teraz przejdziemy — bo
0 prawnej i obyczajowej nie piszemy, gdyż mamy z tej dziedziny
dobre rozprawy współczesne — jest właśnie tą, która przetrwała
wieki, a nie przestarzała, wiecznie jest aktualna.
Baśnie o cudownych pierścieniach.
Pierścień cudowny należy do najwcześniejszych marzeń
Wschodu. Wszystkie te marzenia, te wątki baśniowe, te opowieści
1 zabobony, występują w starożytności w formie podań historycz­
nych, w szacie historjografji — z tego prostego powodu, że historjografja była wówczas, w VI i V wieku przed Chr., prawie wy­
łączną formą literacką, posługującą się prozą; najróżnorodniejszy
materjał ubierano więc w tę szatę i przykrawano zwykle — ciało
do szaty, treść do formy. Wątek pierścienia cudownego wystę­
puje dlatego też w przebraniu historycznem, jako pierścień Gy-l
l) W związku z tem trzeba tłumaczyć rzymski zabobon Trimalchiona
(Petron. 74, 2 anulum traiecił in dexteram marním), który przełożył pierścień
z lewej ręki na prawą, ponieważ w chwili przemówienia jego zapiał kogut, a to
uchodziło za znak nieszczęśliwy: prawdopodobnie jest to równoznaczne ze zmianą
imienia w chorobie lub nieszczęściu, t. zn. symbolem, że człowiek dawnego
nazwiska z przywarami swojemi już nie istnieje, umarł — nowe nazwisko już do
nowego należy człowieka: w tym wypadku anulus, pieczęć, zastępuje imię.

40

gesa. Gyges, król lidyjski (685—650), pogromca dynastji Heraklidów, panującej od czasów odwiecznych nad Lidją, i twórca nowej
dynastji Mermnadów, wywarł potężne wrażenie na Grekach Azji
Mniejszej; Jończycy opromienili jego postać bohaterską licznemi
legendami. Plato (Polit. II 3 p. 359 d), a za nim inni (Cicero De
offic. III 38. Philostrat. Heroic. 137, 31 Kays.) zachowali nam to
podanie w następującej formie: Między pasterzami władcy Lidji
żył niegdyś biedny pastuszek, imieniem Gyges. Raz, wskutek du­
żych deszczów i trzęsienia ziemi, otworzyła się przed nim otchłań
w ziemi. Zdumiony tem, zstąpił w przepaść, w której ujrzał spi­
żowego konia, wydrążonego z drzwiczkami. Otworzywszy je, zna­
lazł we wnętrzu konia umarłego olbrzyma, mającego tylko pier­
ścionek na ręku: Gyges przywłaszczył go sobie. Gdy później
podług zwyczaju zebrali się pasterze wspólnie celem ułożenia spra­
wozdania miesięcznego ze swej działalności, był i Gyges obecny.
Przypadkiem kręcił on pierścionek w kierunku do dłoni i usłyszał
zdziwienie innych pasterzy nad jego nagłem zniknięciem1). Zacie­
kawiony, co to mogłoby znaczyć, kręcił pierścień w przeciwnym
kierunku, a pasterze powitali jego powrót. Zaznajomiwszy się
z mocą pierścienia, udał się na dwór królewski, uwiódł królowę,
zabił skrycie króla Kandaulesa i objął sam najwyższą władzę.
Baśń posiada wszelkie znamiona powieści z naszych nowo­
czesnych zbiorów ludoznawczych. Tak np. czytamy w baśni p. t. „Za­
mek Soria Moria“ (Nordische Volks- und Hausmärchen, München
1909, I 158): „Die Prinzessinnen zogen ihm so prächtige Kleider
an, dass er aussah wie ein Königssohn, und steckten ihm einen
Ritig an den Finger; der Ring aber hatte die Eigenschaft, dass
er sich damit bin und wieder zurückwünschen konnte. Die Prin­
zessinnen schärften ihm wohl ein, den Ring ja nicht zu verlieren,
denn sonst sei es aus mit der ganzen Herrlichkeit“. W cygańskiej
powieści p. t. „Biały płomień“ *2), biedny Kuru kopał dziurę w miejscu,
w którem widział biały płomień; znajduje drzwi, a za niemi uwię­
zionego króla łasic, który za oswobodzenie biedakowi daruje pier­
*) Podobnie opowiada Eukrates u Lukiana, Philops. 24 o zjawieniu Hekaty, że kręcił pierścień w kierunku dośrodkowym (Êoznjv àvatnpé^iaç zpa tř,v
cqppafiSa, rjv pot "ApozJj ISwy.ev, sl; xb šow xoú SaxTÚXou) i spowodował przez to
zniknięcie bogini.
2) H. von Wlisłocki, Märchen und Sagen der Transsilvanischen Zigeuner,
Berlin 1886, 90.

41
ścień : „Nimm diesen Ring, stecke ihn an den mittleren Finger deiner
linken Hand und wenn du Gold haben willst, so drehe ihn einmal
von links nach rechts und du wirst jedesmal einen Dukaten in
der Hand finden“. W licznych innych baśniach (np. Sklarek,
Ungarische Volksmärchen, s. 6, 173, 185) czytamy coś podobnego.
Na samym Wschodzie baśń o Gygesie prawdopodobnie nie jest
oryginalną, lecz zapożyczoną z mitu Midasa, który dawniej być
może byl bóstwem, bo i o nim opowiadali starożytni to samo
(Plin. XXXIII 8 Midae quidem anulum quo circumacto habentem nemo
cernereł qui non etiam fabulosiorem fatentur?)'. tu chyba należy szu­
kać ostatecznego źródła wszystkich podobnych wątków baśniowych.
Na gruncie greckim podania o pierścieniu posiadają zawsze
fatalne zakończenie, a pierścień odgrywa tam rolę niemieckiego
skarbu Nibelungów. Arystoteles w swem dziele o Państwie Fokiejskiem (Aristot. fr. 599 Rose u Clemens Alex. Strom. I 133, 4)
opowiada, że Exekestos, władca Fokiejczyków, nosił dwa zacza­
rowane pierścionki, które stuknięciem oznajmiały mu czas odpo­
wiedni do przedsięwzięć : jednak mimo tych ostrzeżeń zamordowali
go skrytobójcy. Dzięki balladzie Schillera, więcej znany jest pier­
ścień Polikratesa (Herodot. III 40), rzucony do morza przez władcę,
chcącego się go pozbyć, a przywrócony mu przez rybaka, który
podarował tyranowi rybę niezwykłej okazałości, a w jej wnętrzach
znalazł się pierścień. Podanie to w czasach nowszych było powo­
dem ciekawej dyskusji, którą przytaczamy, ponieważ jest pouczająca
ze względów metodycznych. Mianowicie Sal. Reinach (Cultes,
Mythes et Religions, Paris 1908, II 214) dopatrywał się w czynie
Polikratesa analogji do ceremonji weneckiej, w której doża we­
necki corocznie rzucał do morza pierścień złoty, a którą tłuma­
czono jako zaślubiny miasta z morzem. Ponieważ taka antycypacja
ceremonjału weneckiego byłaby rzeczywiście bardzo dziwna w sta­
rożytności, stara się Reinach udowodnić, że ten obrzęd był niegdyś
rozpowszechniony, tylko przez nas i być może już przez staro­
żytnych nie rozumiany. Reinach tłumaczy też w sposób analogiczny
prastary obrządek rzucania żelaza rozżarzonego do morza, który nam
opisał pierwszy Herodot I 165 przy odjeździe Fokiejczyków, a inni
przy przysiędze Aristydesa (Aristot. Polit. Athen. 23. Plutarch.
Aristid. 41, naśladowanie u Horat. Epod. XVI 25); nie rozstrzy­
gnąwszy pytania, czy owe „bryły żelaza“ (pvÔQOi) były pierście­
niami czy pętami, Reinach widzi w tem un vieux rite de départ,

42

une cérémonie de propitiation, une sorte de main-mise magique
sur la mer. Zręczną dialektyką stara się pokrywać braki swej
argumentacji. Nie lepszy jest dalszy dowód, zaczerpnięty z mitu
Minosa i Tezeusza, zanurzających się w morzu i tam przejściowo
przebywających (Bacchylid. 17. Hygin. Astr. II 5. Pausan. I 17, 3;
por. J. H. Lipsius w Neue Jahrb. f. klass. Altert. I 1898, 241).
Całe wyjaśnienie Reinacha jest nieprawdopodobne, ponieważ wy­
szedł on z założenia, że w starożytności taksamo jak u nas był
w użyciu pierścień ślubny; atoli symbolika ta, u nas nietylko
ludowa, lecz także prawna i religijna, znana była tylko Rzymia­
nom !), nie Grekom — a właśnie z Grekami mamy tu do czynienia.
Nadto myśl tego obrzędu wyjaśnili sami starożytni : przykład, po­
minięty przez Reinacha, opowiada Diodor IX 9,3: Epidamnowie,
mieszkający nad Adrją, powaśniwszy się między sobą, rzucili do morza
żarzące się bryły żelaza, przysięgając, że nie „zaprzestaną sporu,
póki ktoś nie wydobędzie tych brył jeszcze rozpalonych“. Taka
była myśl tego obrzędu ; potwierdza to złośliwy dodatek pisarza :
„Tak okrutnie więc przysięgali, nie pamiętając o zasadzie : Nic za
wiele! Ale siła wydarzeń pogodziła ich między sobą i pozostawili
zimne masy żelaza w morzu“. Czyn Polikratesa pozostaje przeto
odosobniony w starożytności, a ponieważ nie można go objaśniać
wedle Reinacha jako ślub z powodu braku tej symboliki w kulturze
greckiej, widzimy w nim wątek baśniowy, spotykany i w innych
opowieściach.
Pierścień ochronny i leczniczy.
Marzenia nasze nie ograniczają się jednak do platonicznych
rozważań, ubranych w szatę artystyczną, do baśni — one sięgają
także do rzeczywistości życiowych. To, co baśń podała o bohate­
rach, fchcieli inni także dla siebie, prosząc o to bogów. Timolaos
(Lukian. Navig. 42) życzy sobie od Hermesa pierścienia, zapewniają­
cego mu wciąż zdrowie i chroniącego go od wszelkich cierpień; dalej
życzy sobie pierścienia Gygesa, aby stać się czasem niewidzialnym,
') O pierścionku ślubnym (anulus pronubus, Tertull. Apol. 6) zob. bibljografję wyżej podaną, i zwłaszcza J. Maskell, The wedding-ring, its history, litté­
rature and the superstition concerning it, London 1868. Rozwijał się na gruncie
rzymskim z dawnej arra (por. arrabo amoris, Plaut. Mil. 957; o znaczeniu słowa
Lightfoot, Epistles of St. Paul 323 nast.), i wskazuje nákupno (coemptio) małżonki.

43

potem pierścienia udzielającego sil olbrzyma, nareszcie pierścienia
pozwalającego latać nad ziemią. Mamy tu przykład różnych cu­
downych pierścieni w baśniach. Ale marzenia te nie wydawały
się wówczas bezwzględną niemożliwością; wielu było czarowników
i liczne też książeczki, obiecujące to samo. Przepis dla sporządzenia
pierścienia gygesowego, czytamy w Kiranidach I O 9 p. 34: „Rytuj
na onyksie przepiórkę i pod jej nogami rybę orfos i połóż z wyżej
opisanej mieszaniny trochę pod kamieniem, a nikt cię nie zobaczy,
chociażbyś coś wyniósł; namaść swą twarz tą mieszaniną i noś
ten pierścień, a nikt cię nie ujrzy, jeśli coś niesiesz albo działasz“.
Inny pierścień, zapewniający zawsze zwycięstwo i szczęście we
wszelkich przedsięwzięciach robi się tak (j. w. 1 T 5. 7, p. 38):
„Rytuje się na kamieniu pawim pawia deptającego raję morską,
a pod kamieniem głos pawi brzmiący Alfi i połóż tam korzeń
koniczyny i noś to w pierścionku. To pomaga wielce i cudownie
na zwycięstwo, przyjaźń, polecenia do wszystkich, tak że wszyscy
będą dla ciebie bardzo uprzejmi: objawia ci również we śnie
wszystko co chcesz. Ale nie daj tego pierścionka drugiemu, po­
nieważ ten tylko najlepszy i drugi taki już ci się nie uda“.
Właściwą zaś dziedziną pierścieni było leczenie i chronienie
przed cierpieniami i nieprzyjaciółmi. Eukrates u Lukiana Philops. 17
broni się przed demonami pierścieniem żelaznym, kutym z gwoździa
pochodzącego z szubienicy; zapomocą innego pierścienia żyd Eleazar
egzorcyzmuje demony (loseph. Flav. Antiqu. lud. VIII 2, 5); po­
dobne przepisy czytamy w Kiranidach I N 6, 7, p. 31: „Jeśli
dotykasz tym pierścieniem (na którym wyryta jest Nemesis) opę­
tanego, zaraz demon ucieka, wyznając kim jest“, i II O 6, p. 69:
„Z obrączki, wziętej z uzdy, rób pierścień i noś go: wypędzisz
demony i usuniesz gorączkę“. U Arystofanesa Plut. 883 broni się
Dikaios przed groźbami sykofanta pierścieniem, kupionym u Eudamosa (który miał sklep w rodzaju apteki) za jedną drachmę. Uczeni
starożytni, wyjaśniający to miejsce, pouczają nas, że takie pierścienie
były szczególnie poszukiwane przeciw żmijom i chorobom : Antyfanes naśladował ten ludowy wątek Arystofanesa, przytaczając
pierścień kupiony u jakiegoś Phertatosa przeciw kolkom (Antiphan.
fr. 177 u Athen. III 96, p. 123 b): „la modicité de ce prix (90
cent.) qui paraît avoir été fixe, montre assez que ces bagues
médicinales devaient être en cuivre, en argent ou en fer, sans
gravure aucune, comme ces anneaux de fer ou d’acier qui se

44
vendent encore aujourd’hui chez les pharmaciens et les serru­
riers, pour la guérison prétendue de la migraine, des rhumatismes
ou de l’épilepsie" (Letronne w Revue Archeolog. 1846, I 398).
Dokładniejszy przepis sporządzenia takiego pierścienia przeciw
kolkom podaje lekarz Aleksander z Tralles(VIlI 2 p. II 377 Puschm.):
„Weź żelazny pierścień, rób obrączkę ośmiokątną i napisz to na
ośmiokącie: „Uciekaj, uciekaj, Żółci jadowita, skowronek cię szukał“
W środku zaś pierścionka napisz następującą głoskę : °No__
Wspomniany pierścień trzeba sporządzać 17 lub 21 dnia miesiąca“ 1).
Ten sam pisarz podaje tamże drugi przepis, zasadniczo różny,
ale także ciekawy: „Połóż trochę pępowiny wyrżniętej od chło­
paczka ze szczyptą soli pod obrączką pierścienia: jego nosiciel
raz na zawsze wolny będzie od cierpień“. Złoty pierścień przeciw
kolkom opisuje Marcellus Empir. XXXIX, 23. Na czkawkę pomaga
następujący przepis: „Palcami leczniczemi, tj. będącemi między
palcem średnim i małym2), przekładać ciągle pierścień z ręki pra­
wej "na lewą i odwrotnie“. (Ps.-Theodor. Priscian. Additam. p. 284,
3. 327, 14 Marceli. XVII, 44. Plin. XXVIII, 57: „Zwykle zalecają
(przeciw kichaniu, więc przeciw katarowi?) przełożyć pierścień
z ręki lewej na ostatni palec ręki prawej“). W okrutny sposób
sporządza się pierścienie, pomagające na oczy: „Połóż ziemię pod
‘) Tekst grecki brzmi: ?.aßiiv 5av.zbXiov c'.5rjpo3v T:oir,aov -psviai)«: ~b v.y.y.sÀXiov aÙTOÙ ôy.TXfWvov xai cůxw; sntppa ■ s sïj zb &v.xá^íuvov.
gisŤys, íoň
XsW), à y.op’jSaXèj £Çï}ts:’ tgv Sè yapay.-ïjpa tiv újroxsipsvov -ypdb/s, si; xř,v v.éq a/.y,v
t&’j SxxtuXégu 0N°... fivécS-u) Sš o Tzpo’jizozumoS-sl; Say-xù/.x;
xij; asXyjvï); ý] y.a.
Jak często i tutaj Puschmann w swem tłumaczeniu pomnaża tylko trudności
w oryginale zawarte. Po pierwsze trzeba czytać: y.opuSaXč; as ÇyjTsE. jak tego wy­
maga myśl i wcale pokaźna liczba analogij, zestawionych po dużej części przez
P. Perdrizet w Revue des études grecques 1903, 54,’np. ávaynjps:, yoAÝ,, zb iVsíóv
as Sitóxsi, lub (fúfs, f/á-j-s «Fsßpuxpc, ó Mápxi; as ÍKÍr/.st, po łacinie Ps. — Theodor.
Prise. 303, 15 exi dolor, Christus te sequitur. Zagadkowy zaś „charakter“ jest
monogramem, oznaczającym ovo tj. ovopa 'imię’, jak nasze NN: także to ma
swoje analogje w zabobonie starożytnym, np. Ps.-Theod. Prise. 352, 10 de
profluvio fluminis, gdzie na cynowej blaszce równoznaczny charakter (G. Fahney,
de Ps.-Theodori Additamentis, Monasterii 1913, 46) ma być napisany i przywią­
zany na szyi; tamże p. 284, 4 ma chory czytać albo „wypić“ swoje imię. Ko­
niec przepisów źle jest tłumaczony przez wydawcę: „Von diesem Ringe muss
jedoch vorher am 17 oder 21 Tage des Mondes ein Umriss angefer­
tigt werden“.
2) R. Ganszyniec, Welches ist der ïasp’.y.i; Sáy.rAo;? w ByzantinischNeugriechische Jahrbücher 1, 1920, 342.

45

jaszczurką oślepioną i wraz z nią trzymaj w słoiku szklanym pier­
ścienie żelazne lub złote. Gdy zobaczysz przez szkło, że jaszczurka
odzyskała wzrok (o tem uczeni starożytni byli przekonani, por.
Physiolog. 46), wypuść ją i używaj pierścieni przeciw kaprawości“
(Plin. XXXIX, 130, por. Aelian. Hist. an. V 47. Marceli. VIII 190.
Kyran. II Z 11 p. 61, obszernie o tem pisze Drechsler w Philologus LVIII 1898, 610). Wobec rzadkości potwierdzenia świadectwa
literackiego przez materjał archeologiczny, zasługuje na baczniejszą
uwagę następujący przepis Marcella Empiryka (XXVIII 23): „Zrób
pierścień ze złota, pochodzącego ze spalonej szaty, i wyryj na nim
zamiast kamienia rybę, np. (czytaj veliit, zamiast vel) delfina, i na­
pisz na obrączce wewnątrz i zewnątrz głoskami greckiemi: ttfoę
xelsvsi ul; xvf.n xólov mmwg (tj. Bóg każe, żeby żółć nie rodziła
bólów, przyczem v.ùh\v = y/ihn). Trzeba jednak uważać, że pier­
ścień powinien być na lewej, jeżeli ból jest na boku lewym, a na
prawej ręce, jeżeli boli bok prawy; zacznij zaś nosić pierścień
w pierwszy czwartek zmniejszającego się księżyca“. Pierścień taki
znajduje się w Galerji w Florencji z napisem nieco odmiennym:
+OEOC Kejieyei mh exeiN noNoyc kojion (C. w. King,
Early Christian Numismatics and other antiquarian tracts, London
1873, 197). Podobny egzemplarz ośmiokątny znajduje się w zbio­
rze Schlumbergera (Mélanges I, 130, nr. 15), jak wykazał Drechsler
(w Philologus LVIII 1898, 608), z napisem w dwu wierszach :
MiT:PA|e;nA!cxa| reoc Ke|ireyei| mhikygini noNoyq
KOJION. Przeciw bólowi głowy i innym chorobom polecają Kiranidy (I U 11, p. 35, I y 6, p. 39) zarówno jak i nowoczesne
przepisy (np. La Magie Naturelle p. 40: Remède salutaire pour
le mal de tête: Portez une bague d’acier au doigt annulaire de
la main gauche) J). Przytem w starożytności jak i później
występuje umyślna mieszanina metalów (np. z czasów odrodzenia
Boissard, De divinatione, Oppenheim 1615, 168: alii gerunt
') Por. z w. XV Joh. Wuschilburgk, De superstitionibus w Zeitschr. Ver.
f. Volkskunde XI 1901,277: aus drei gelegentlich gefundenen Nägeln gemachter
eiserner Ring ist Schutz gegen Krankheit; Konr. Gessner, Tierbuch 326: Ring aus
Büffelhorn oder Büffelklaue gegen Krampf an Hand oder Fuss getragen, podług
innych zaś „vier Dräthlein aus Gold, Silber, Glockenspeis, Eisen: pierścienie te
pękną, „wo einer mit eim weyb zeschaffen hab“. Także Frauenzimmerlexikon
s. 1080 wspomina o „Krampf-Ring, aus allerhand Materie gegossen oder
gedreht“.

46

agathitam gemmam [cui insculpta sit Herculis suffocantis leonem
effigies] palae anuli quatuor metallorum inclusam, nempe auri
argenti aeris et ferri): zwykle podaje się dla wyjaśnienia tego
faktu jakieś tłumaczenie magiczne np. że dla pewnych ludzi ta
lub owa siła ma tkwić w metalu, ale brak tu właśnie potwierdzenia
dla takiego wierzenia: przyrodnicze tłumaczenie, ciekawe, chociaż
nie prawdopodobne, poleca J. Henry Middleton1). Nie potrafię
podać własnego tłumaczenia tych faktów; ale ponieważ autorzy,
mówiący dokładnie o tej mieszaninie, wymieniają właśnie cztery
metale, chociaż wówczas już dawno uznana była ustalona według
planet liczba siedmiu metali, sądzę, że trzeba to wyjaśnić
w związku z zabobonem starożytnym, tyczącym się czwórki, nazy­
wanej numerus Herculaneus „liczbą heraklesową“, o której napisał
lekarz Demetrius osobną książkę (Plin. XXVIII 64 Herculaneum
nrodidit numerum quoque quaternarium Demetrius ccndito volu­
mine); oczywiście ostatecznem źródłem tego zabobonu jest „święta
czwórka“ Pitagorejczyków, pierwotnie wedle mego przypuszczenia
wykładnik nauki o fazach wędrowania dusz (Ganszyniec, Katabasis, s. 2).
Pierścienie - amulety
a) w świecie starożytnym.
Dotąd opieraliśmy się przeważnie na danych literackich, w wy­
jątkowych tylko wypadkach potwierdzonych przez materjał archeo­
logiczny. Nieliczne pierścienie zachowały się szczególnie z tej grupy,
która była w starożytności największa, z grupy pierścieni z przezna­
czeniem ogólnem — podczas gdy literatura fachowa podaje już
pierścienie specjalne. Z pewnością ci, którzy się uciekali do środ­
ków specjalnych tego rodzaju, byli już w posiadaniu amuletów
i pierścieni, zabezpieczających im w ogólności szczęście i ochronę
przed nieszczęściami.
’) Middleton, The engraved Gems of classical Times, with a Catalogue
of the Gems in the Fitzwilliam Museum, Cambridge 1891, 56: „In some cases
metal signets of this dass hâve a little dot or pin of gold or silver let into the
field: the union of two metals giving an additional talismanic virtue to the
device. This may possibly hâve originated in the accidentai discovery of the
mysterious galvanic effect which is produced when two adjacent metals are
touched by the tongue“.

47

Pierścienie-amulety dadzą się ugrupować tylko podług mo­
tywów, a więc znamion technicznych, posiadających zabobonne
znaczenie.
1. Pierścienie z okiem już w pierwszym okresie ich
pojawienia się tłumaczono jako amulety, np. E. Braun w Bulletino
d. Inst. 1851, 29: Un anello d’oro rinvenuto a Tarvis in Carnia
(obecnie w Muzeum Brytyjskiem, Marshall nr. 802), ha la forma
d’un occhio, la di cui pupilla insieme coli’ iride vien for­
mata da onice di diversi strati lasciatosi liscio a bella posta.
L’occorrenza frequente e quasi proteoforme di questo simbolo fa
credere giustamente ehe si tratti pur qui d’amuleto contro il
fascino ossia il cattiv’occhio. Symbol oka, wyprowadzany z Egiptu,
przeszedł nietylko do symboliki zabobonnej, lecz także do reli­
gijnej, jak np. chrześcijańskiejl). W pierścieniach początkowo
wsadzano kamienie, mające kształt oka, potem wybierano kamie­
nie, przypominające tęczę, nareszcie ryto oko na kamieniach lub
bezpośrednio na obrączce : przykłady ostatniego zwyczaju, jedynie
obchodzące nas tutaj, są rzadkie ; w r. 1856 znaleziono w Tharros
w grobie nr. XXVIII pierścień typu fenickiego, obecnie w Muzeum
Brytyjskiem (Marshall nr. 894), na którym oko wykonano techniką
filigranową. Starożytni myśleli zapewne, że oko to chroni przed
złym wzrokiem.
2. Pierścienie z phallosem miały odwracać zły wzrok;
apotropaion to powstało w Rzymie i stąd dopiero rozpowszechniło
się po Europie. W Muzeum Brytyjskiem znajduje się pięć pierścieni
tego rodzaju (nr. 149, 254—257); w dwu wypadkach phallos
przedstawiony jest w wypukłorzeźbie, raz wyryty, raz przylutowany.
3. Pierścienie z węzłem heraklesowym miały pier­
wotnie chronić przed ranami, jak się dowiadujemy z Plinjusza
XXVIII 64: „zawiązanie rany węzłem heraklesowym jest nad wy­
raz skutecznem lekarstwem, a nawet codzienne obwiązanie się
takim węzłem ma być pożyteczne“ (volnera nodo Herculis praeli') Zob. o tem Fr. Poulsen, Der Orient und die frühgriechische Kunst,
Leipzig 1912,9. G. Fr. Welcker, Alte Denkmäler, Göttingen 1851, III 70, V205;
w Sardynji Annali d. Instituto 1883, 81. Często na wazach, np. O. Jahn, Mün­
chener Vasensammlung, München 1854, nr. 235, 553, 1315, 1316. Marseille,
nr. 1325, 1326, 1603, 1624 i td.; na naszyjnikach z pereł szklanych w zbiorze
Vogell (Cassel 1908) nr. 1106, 1107, 1108, 1110, 1111, 1114, 1115, 1119, 1120,
pl. XIV.

48

gare mirum quantum ocior medicína est, atque etiam cotidiani
cinctus tali nodo vim quandam habere utilem dicuntur). W za­
bytkach archeologicznych mamy liczne przykłady takich węzłów1).
Muzeum Brytyjskie posiada 15 egzemplarzy (nr. 244, 331, 332,
341, 691, 711, 759, 760, 913, 927, 945, 946, 958—960), repre­
zentujących cały rozwój od epoki późnomikeńskiej (nr. 691) przez
wczesnogrecką (nr. 711), etruską (nr. 331, 332, 341) i helleni­
styczną (927) do grecko-rzymskiej. Motyw należy uważać za wła­
ściwy szczególnie sztuce greckiej, gdyż zachodzi tylko w grani­
cach kultury greckiej, względnie w sferze jej wpływu.
4. Pierścienie przebite gwoździami również należą
do kultury greckiej. Napisał o nich osobną rozprawę F. H.
Marshall, Antique Rings pierced with gold nails, w Journal of
Hell. Studies XXIV, 1904, s. 332. Są to pierścienie srebrne, prze­
bite przez tkwiące jeszcze w nich gwoździe złote lub sztyfty:
zwykle tkwią one w kamieniu. Marshall myśli, że „these were
almost certainly meant to avert the evil eye, a conclusion which
follows from the extensive use of nail in antiquity for the purpose of averting misfortune“. (Catalogue p. XXIII). Wniosek ten
zapewne jest w całej pełni usprawiedliwiony i został przez wszyst­
kich innych uczonych uznany z wyjątkiem C. Smith, która dodaje
tu magiczno-symboliczną interpretację (Catalogue of antiquities
of Wyndham F. Cook, London 1908 pod nr. 15): „There are
a large number of rings the bezels of which are pierced by gold
nails, probably as a charm to ward of ill-luck; the bezels are,
however, usually madę entirely of a metal, such as iron or bronze,
which itself had protectious power“. Brak takich pierścieni u Rzy­
mian skonstatował już Marshall: on też wnioskował na podstawie
18 egzemplarzy w Muzeum Brytyjskiem (1009—1013, 1020, 1021,
1031, 1063, 1076—1080, 1085, 1090, 1092, 1057), że moda no­
szenia takich pierścieni panowała ok. 500—200 przed Chr.; jeden
z najwcześniejszych przykładów znalazł się w argiwskiem Heraeum
(Ch. Waldstein, The Argive Heraeum, Boston 1905, II 338). Dla­
tego należy przypuścić w tem pewne momenty archaiczne i jakiś
przeżytek stosunków pierwotnych. Wchodzą tu w grę dwie możli*) L. Stephani w Comptes Rendu 1880, 46. P. Wolters, Zu griechischen
Agonen s. 7. Ludw. Pollak, Klassisch-antike Goldschmiedearbeiten im Besitze
von Nelidow, Leipzig 1903 pod nr. 1 i 329. Pierścień taki znajduje się także
w zbiorze Nelidowa.



49

wości: 1. właściwy kulturze archaicznej zwyczaj ozdabiania przed­
miotów złotemi gwoździami, jak to czytamy np. u Homera o berle
Chrysesa, lub też: 2. technika pierwotna, powstała i panująca
w pewnej okolicy (więc o charakterze miejscowym), przymocowu­
jąca kamienie w pierścieniach przez przybicie ich do obrączki, co
tem mniej uchodziło za barbarzyństwo, że w całej tej kulturze
przymocowanie gwoździ złotych do przedmiotów uchodziło za
szczególną ozdobę. Co do pochodzenia wyjaśnienie to wydaje
mi się o wiele prawdopodobniejsze, niż tłumaczenie polecone przez
Marshalla, ale oczywista, jeśli idzie o wyjaśnienie zachowania
tego zwyczaju czy przeżytku, to pobudki zabobonne, wskazane
przez Marshalla, odgrywały rolę rozstrzygającą.
5. Pierścienie z napisami tworzą grupę osobną, obej­
mującą materjał bardzo różnorodny. Napisy pochodzą oczywiście
z przemiany symbolów, zastępujących pismo, na pismo głoskowe:
oczekiwalibyśmy więc imion na pierścieniach, zdarza się to jednak
rzadko, gdyż starożytni lubili ukryć swą osobę w cieniu bogów
lub nieuchwytnych symbolów i słów. Magiczne pierścienie z na­
pisami, należą prawie bez wyjątku do czasów bardzo późnych,
do epoki rzymskiej (począwszy od w. I przed Chr.) i były w mo­
dzie dopiero począwszy od drugiej połowy w. II po Chr. A. S.
Murray ma słuszność (Catalogue of engraved gems in the Bri­
tish Museum, London 1888, 37), twierdząc, że kamienie z napi­
sami są dalszym ciągiem starego pierścienia leczniczego („the
gems engraved with mottoes, though obviously of late date, may
yet be regarded as in some sense the successors of the old mé­
dicinal ring, familiär in the time of Aristophanes“) ; ale oczywista
tylko w funkcji, a nie w zastępstwie, gdyż dawny rodzaj istniał
dalej niezmieniony. Szerząca się w owych czasach zabobonność wśród
warstw społeczeństwa najwyższych i najświatlejszych, oddziałała na
różne dziedziny kulturalne, między niemi także na pierścienie
z napisami. Wszystkie te napisy i pierścienie archeologowie zwykle
nazywają gnostyckiemi ; jest to oznaczenie zupełnie niewłaściwe.'
Ponieważ zwyczaj ten przeniesiono dopiero z kamieni na pierście­
nie, mało znamy egzemplarzy obrączek z napisami; znane mi są
następujące :
1. pierścień ośmiokątny złoty, prosta obrączka ozdobiona
tylko napisem : Y P L-) O YP L-) A HO YP L,) H YO (F. Fita,
El anillo gnostico de Astorga, w Boletin de la real Academia de
Lud. T. XXII.

4

50

la historia XL1I 1903, 144 —153, 200). Znaczenie tych głosek
nie znane.
2. pierścień złoty w zbiorze Nelidowa (Pollak 1. c.): „An
den Seiten des ovalen Schildes je ein ovaler dornähnlicher Vor­
sprung und im Schilde selbst eine griechische gnostische Inschrift
(im Abdruck): TTOnO|IXEJINOIN|rOrEITT|INYON. Provenienz
unbekannt“.
3. pierścień spiżowy, ,.z napisem na obrączce : IAw CAi»
AAwNI (Ficoroni, Antiquae gemmae litteratae, Romae 1764, 65,
fig. VIII 24). Jest to zwykły napis na kamieniach, znaczący „Jahwe
Sabaoth Adonai“.
4. pierścień znaleziony w Cilli (Austrja)J).
Wreszcie już chrześcijańskie:
1. pierścień z dawnego zbioru pani Mertens-Schaffhausen,
pochodzący z Arles (Francja), z napisem: X|ABPA|CAH i z mo­
nogramem chrześcijańskim A X ß (Bullet, d. Instituto 1853, 14).
X jest tam wyryte prawdopodobnie zamiast znaku krzyża ; Abrasax
był także bóstwem t. zw. Gnostyków.
2. pierścień bronzowy w Muzeum lejdejskiem, z napisem:
€>IC 0EOC (CIG 9154; o napisie E. Le Blant w Buli. Soc. A.
de France 1859, 195).
Na szczególną uwagą zasługuje niepozorny pierścień mie­
dziany, znaleziony w Kartaginie, który zamiast kamienia ma przylutowaną blaszką miedzianą czworokątną, a na niej wyryty jest
napis: NE REDEAS „nie wracaj“ (Delattre w Bulletin Archeolog,
de la Commission des Travaux historiques 1918, CCXVI). Jest
to pierścień dla zmarłego. — Starożytni, późniejszych zwłaszcza
czasów, mieli dla zmarłych taksamo jak my, osobne ubrania
i ozdoby ze wzglądów ekonomicznych, z któremi łączyły sią
czasem, jak w naszym wypadku, wzglądy zabobonne — mające*)
*) „Im Jahre 1881 stiess man bei Erdarbeiten in der Grazerstrasse in Cilli
auf die Reste eines römischen Hauses. Ausser andern Stücken fand man einen
silbernen Ring, aussen mit der Ornamentik einer von Rosetten begleiteten
wellenförmigen Linie. Innen trägt er die Buchstaben, von Rosetten getrennt:
:-:I:-:A0:-:FAC:-:0:-:A:-:I. Zwischen dem ersten AO fehlt das Trennungszeichen,
weil hier der Ring gelötet ist... Das Ganze ist die Uebersetzung der in jüdischen
Gebeten oft begegnenden Gebetformel: Jahve assê oder umgekehrt assê Jahve.
Der Ring diente demnach als Amulett“. (S. Frankfurter w Archaeologisch-epi­
graphische Mittheil, aus Oesterreich IX 1885, 267, X 1886, 84).

51

zmarłego zatrzymać w grobie, żeby swoich nocą w widzeniach
nie niepokoił ; było to więc rodzajem zaklęcia, jakiego używał cza­
rownik dla uwięzienia cienia zmarłego w ps.-kwintyljańskiej mowie
„Grób zaczarowany“.
Autorowie Odrodzenia wymieniają pomiędzy rozmaitemi spo­
sobami diwinacji także daktyljomancję, wróżenie zapomocą
pierścieni (np. M. Delrio, Disquisitiones magicae, Coloniae 1755,
559), ale rozumieli pod oznaczeniem tem prawie cały zabobon,
wiążący się z pierścieniami, nie samą tylko wróżbę. Wspomnie­
liśmy o pierścionkach wróżbiarskich Exekastosa. U Rzymian były
czasem używane do wylosowania (Plin. XXXIII 12 Homerus soriiri quoque contra provocatîones duces non anulis tmdit), có przy
rozpowszechnianiu wróżbiarstwa z losowania na gruncie italskim,
mogło doprowadzić do analogicznej diwinacji. Występuje ona
w formie technicznej dopiero w czasach już chrześcijańskich za
Walentyniana w znanej sprawie Teodora, opisanej nam szczegó­
łowo przez Ammiana Marcellina XXIX 1, 99. Na stole plecionym
z wikliny wawrzynowej stał talerz zrobiony z różnych metali, a na
jego brzegu były wypisane wszystkie 24 głoski abecadła greckiego
w równych odstępach. Nad tym talerzem trzymał wróżek na cien­
kiej nici zaczarowany pierścień, który dotykał od czasu do czasu
pewnych głosek, tworzących heksametry, zawierające odpowiedź
na pytania (lanx rotunda pure superposita, ex diversis metallicis
maieriis fabrefacta, cuius in ambitu rotunditatis extremo elementorum XXIV scriptilis formae incisae petite disiungebantur spatiis
examinate dimensis... cortinulis pensilem anulum librans sartum
ex carbasio filo perquam levi, mysticis disciplinis initiatum: qui
per intervaïla distincta retinentibus singulis litteris incidens saltuatim, heroos efficit versus interrogationibus consonos). Może
wróżba ta istniała już dawniej, tylko pod inną nazwą. Artemidoros
(Onirocr. 69) mianowicie wymienia między innemi wróżbiarzami,
także jakichś giromantów (yvQopmxtiç), którzy filologom duże spra­
wiają trudności; jedni wykreślają to słowo, inni zamieniają je na
słowo więcej znane: sądzę jednak, że trzeba wyprowadzić słowo
to z yî>Qoç „koło“ i cały wyraz rozumieć jako wróżbę z pierścieni.
Tę metodę wróżbiarstwa, nieco podobną do wróżby Lapończyków
z ich czarodziejskiego bębna, odnowiono zresztą w epoce Odro­
dzenia.
4*

52

b) w średniowieczu.
Kończę na tem przegląd zabytków kultury starożytnej, kul­
tury z ideologją politeistyczną ; kultura z ideologją monoteistyczną
nie różni się zasadniczo od t. zw. starożytnej — zatrzymuje ona
cały dorobek epok dawniejszych, a z szczególną troską cały zakres
zabobonu, którego formy tylko powoli i stopniowo przybierają
rysy chrześcijańskie. Szybszemu rozwojowi przeszkadzała tu myśl
tradycjonalizmu, przyczepiająca się do rzeczy starych, uważająca
to co stare, za czcigodne i święte. Myśl ta przybrała czasem formy
barokowe, jeżeli np. pobożność wymagała od przedmiotów czci
pewnej starości. Joh. Wuschilburgk (De superstitionibus, w. XV
w Zeitschr. d. Ver. f. Volkskunde XI 1901, 277) „widział w mieście
diecezji bamberskiej krzyż, będący w wielkiej czci mieszkańców
i nazwany przez nich wskutek jego starości „świętym Duchem“,
ponieważ wierzyli, że więcej boskości (plus numinis) w starych,
niż w nowych obrazach. Dlatego powiadają stare baby, że obrazy
otrzymują swą moc dopiero w 60 lat po ich fabrykacji“.
Tradycje starożytne trwały nadal w postaci niezmienionej,
a nawet biskupi często ozdabiali swoje pierścienie kamieniami
z przedstawieniem mitologicznem lub zabobonnem*) ; od epoki
karolińskiej można nawet mówić o pewnego rodzaju odrodzeniu
kuliury starożytnej, odnoszącem się co prawda wyłącznie do reor­
ganizacji kultury duchowej. Przytem istnieją głębokie różnice mię­
dzy średniowieczem greckiem i łacińskiem ; o obu wiemy pod
względem ludoznawczym bardzo mało, prawie tylko szczątki
i urywki; nadto materjał jest trudno dostępny, więc nie bawiąc
się w wątpliwe przypuszczenia, ograniczę się do zwykłego przed­
stawienia.
Dwa pierścienie przytoczyłem już wyżej, ponieważ w nich
przeważają pierwiastki pogańskie. Materjał z tej epoki jest prawie
jeszcze trudniej dostępny, niż z epoki starożytnej gdyż w nowszych
•) Zob. Schuermans, Intailles antiques employées au moyen âge, Paris
1872. Middleton j. w. 123: „Many Bishops used for their épiscopal ring of
office an Abraxas gem, as for example Seffrid, whose gold ring, set with an
Abraxas jasper, was found in his coffin, and passed into the Waterton Colection... In 1890, when the tomb of Hubert Walter, Archbishop of Canterbury
from 1195—1205, was opened, his gold ring was found set with a plasma, on
which was eut the Cnoubis lion-serpent, like no. 106 in the Fitzwilliam col­
lection“.

53

dopiero czasach rozpoczęto systematyczne badania nad epoką
bizantyńską. Na pierścieniu w Muzeum Brytyjskiem widzimy wyrytą głowę Meduzy i napis: KE HQH(-)ITf (DOPOYCH tj. Panie,
pomóż nosicielce (O. M. Dalton, Byzantine Art and Archaeology, Oxford 1911,641, fig. 406). Na innym pierścionku napisany
jest wiersz pierwszy Ps. 90: o y.amtytJn ev ßorj&eia tov vipiamv
y.Tt: tj. Kto się w opiekę poda Panu swemu itd. (Lupi, Dissertationes 88 II 160, 17). Na innych pierścieniach widzimy stereoty­
powe przedstawienia z życia Chrystusa (1. Zwiastowanie. 2. Na­
wiedzenie, 3. Narodzenie, 4. Przedstawienie, 5. Chrzest, 6. Ecce
homo, 7. Święte kobiety przy grobie), znajdujące się także na
bransoletach, z formułkowym napisem : Kvçie, ßorßhi %bv ôovXôv oor
tj. Panie, pomóż słudze twemu NN. (A. Schlumberger, Mélanges
d archéologie byzantine, Paris 1895, I 68). Ten rodzaj pierścieni
jest zarówno pod względem napisu, jak i przedstawienia, formą osta­
teczną, zupełnie schrystjanizowaną. Treść zaś niereligijną i zabobonną
zachował albo typ odpowiadający dawnemu pierścieniowi lecznicze­
mu, a służący do leczenia chorób, albo też typ powstały pod wpływem
zabobonu żydowskiego, który stał się odtąd międzynarodowym,
mianowicie ów pierścień salomoński, znany z tak licznych opowieści.
Występuje on poraz pierwszy za czasów Wespazjana w opo­
wiadaniu Josephusa, który opowiada o Salomonie jako o uczonym
w znaczeniu swego czasu ; przecież wówczas ootpóę oznaczało maga,
czarownika. Opowiada więc, że Salomon napisał księgę o cudownej
mocy leczniczej roślin, a Eleazar w obecności Wespazjana leczył
opętanego, wyciągając mu z nosa demony za pomocą pierścienia,
w którym zamkniętą była roślina, wskazana przez ową księgę.
Praktyka ta pozostaje jeszcze w najściślejszym związku z ówczesną
urzędową medycyną, która również w wielu wypadkach przepisy­
wała noszenie pewnych lekarstw sub anulo celom skuteczniejszego
działania (Cato Agric. 159. Plin. XXVI 91. Ps.-Theodor. 313, 4. 7.
Ps.-Apul. 92, 1. Theodor. Prise. IV 4. Marceli. I 44. 76). Pier­
ścienia Salomonowego używają tylko koła lekarskie, bo w kołach
ludowych przybrał on charakter i nazwę pieczęci Salomonowej,
więc pierścienia z wsadzonym kamieniem. Wedle uczonej tradycji
bizantyńskiej, kamieniem tym miał być nieznany zresztą, występu­
jący tylko tutaj, czarny jak węgiel demonit (Meliteniotes v. 1191
y.ai /ueÂaviÇovTCc oyoôçtTtç rtj
ôaif.toviTr]v, \ vv g>éçwv etę ňay.tvlun
ô 2ohtj.w)V 6 ueyaę \ vaę twv daifióvwv çàXayyaç vnéra^e Deôitev).

54

W czasach bizantyńskich nazywają pieczęcią Salomonową
rodzaj medaljonu, noszonego jako amulet*). Wspomina o tym
pierścieniu także księga baśni z 1001 nocy: odszukują tam ten
cudowny pierścień, gdyż Salomona pochowano z nim na
wyspie siedmiu mórz*2). Stąd dopiero może wątek ten przeszedł
do nowoczesnych baśni, np. estońskiej3). Jak pomiędzy pismami
Hermesa Trismegistosa istniały niegdyś księgi, traktujące o cu­
downych właściwościach pierścionków (znamy tylko ich tytuły: De
anulîs liber 1, De VII anulis planetarum4),* tak też uczeni średnio­
wieczni znali jakąś księgę De anulo Salomonis, o której znalezie­
niu podaje wiadomość Jezuita de Pineda, De rebus Salomonis,
Moguntiae 1613, 207; prawdopodobnie księga ta, zniszczona przez
inkwizycję hiszpańską, teraz nam nieznana, jest identyczna z za­
chowanym nam midraszem tego samego tytułu, tłumaczonym np.
przez A. Wünsche, Aus Israels Lehrhallen, Leipzig 1907, II 9 nast. ;
midrasz ten podaje baśń o utracie pierścienia, fatalnych skutkach
tego dla Salomona, oraz o znalezieniu klejnotu. Pod wpływem
praktyki bizantyńskiej rozumieli późniejsi żydzi i chrześcijanie pod
tą nazwą tylko pentagram lub sześciokąt (Ganszyniec, Pas ma­
giczny 15), oznaczony wyraźnie także jako pierścień (anulus Sa­
lomonis).
Zwyczaj noszenia pierścieni amuletowych w średniowieczu
musiał być bardzo rozpowszechniony, skoro usiłowano usprawie­
dliwić go jakąś teorją naukową. Taką teorję zawdzięczamy Miko­
łajowi z Polski6), który w swoim „Antipocras“ rozprawia także
(w. 289—326) o pierścieniu : hic agitur de anulo mirifico qui debet
componi ex rebus diversis empiricis. Wedle teorji Mikołaja pier­
ścień jest lekarstwem jak wogóle amulety; amulety różnią się od
innych lekarstw tem, że są noszone, a nie zażywane; ale ich siła
lecznicza jest większa, ponieważ lekarstwa mają swoją siłę z ziemi,
amulety zaś wprost z nieba, gdyż gwiazdy udzielają im cząstki
swej siły. Mikołaj jest więc zwolennikiem ówczesnej astrologji, która
*) P. Perdrizet, 2iç SoXo|ià>voj, w: Revue d. études grecques XVI
1903, 42—61 z bogatą literaturą.
2) Der Tausend und einen Nacht noch nicht übersetzte Mährchen usw.
von Hammer-Zinserling I 311.
s) Kreutzwald-Loewe, Esthnische Märchen, 1864, 40 Anm.
4) Fabricius-Harless, Bibliotheca Graeca I 74.
s) Ganszyniec R., Brata Mikołaja z Polski Pisma lekarskie, Poznań 1920, 62.

55

przypuszczała bezpośredni wpływ gwiazd na ziemię. Z tytułów
rozdziałów wynika, że pierścień Mikołaja składał się z rozmaitych
cudownych leków t. zw. empiryków, których bliżej na podstawie
tekstu określić nie można; ale tu pomocne są nam notatki innych
"pisarzy średniowiecznych, rozprawiających o takich pierścieniach,
jak np. Withal’a Little Dictionary:
The bone of a haires foote closed in a ring
Will drive away the cramp, when as it doth wring.

Tego rodzaju pierścienie Mikołaj zaleca, gdyż rozpoczyna
swoją rozprawę temi słowy: „Silniejszy od Marsa, poczęty ze sztuki
Apollina, urodził się pierścień“. Marsa wymienia autor dlatego, że
w średniowieczu ulubione były pierścienie z drogocennemi kamie­
niami, na których był wyryty bóg wojny, Mars gradivus. Taki
pierścień złoty z w. XIV znaleziono w Reigate (Anglja) : na
krwawniku wyryty Mars, a na samym pierścieniu czytamy słowo:
-j-ANDMO. prawdopodobnie nazwisko właściciela (Archaeolog.
Journal IV 1847, 151). Wydawca dodał tu uwagę następującą:
„The figure of Mars upon an antique intaglio was regarded during the middle âges as gifted with talismanic virtues and it is
mentioned both in the curious treatise „De sculpturis lapidum“
and the early printed Book, entitled Techel... It is affirmed that
„la pierre de la planette qui est appellee Mars, fait victoire et
delivre des causes adverses et contraires“.
Zachowane pierścienie świadczą, że krajem klasycznym pier­
ścieni zabobonnych była Anglja. Łączy się to prawdopodobnie
z ceremonjałem dworskim, gdyż Anglicy wierzyli w przywilej swych
królów leczenia pewnych chorób1); do czasów nowszych ceniono
tam wysoko „królewski pierścień kurczowy“ (the king’s kramp
ring), który pomagał przeciw kurczom. W liście pisanym do
Ridley’a biskup Gardner nazywa ten pierścień „the Special
gift of curation ministered to the kings of this realm“. Być może
o takim samym pierścieniu wspomina kanclerz Hatton w liście
do Sir Thomasa Smitha, w którym go prosi, żeby dał królowej
Elżbiecie pierścień jako najlepszy środek ochronny przeciw panu­
jącej wówczas epidemji : „I am likewise bold to commend my most*)
*) Por. o tem Buli. Soc. A. Fr. 1913, 87 nast. Być może jest to przeżytkiem
kultury starogermańskiej, bo podług Rîgsmâl (Edda wyd. Reclam 166) król
umiał leczyć chorych, ponieważ znał runy.

56

humble duty to our dear mistress (t. j. królowa Elizabeta) by this
letter and ring, which hath the virtue to expell infectious airs,
and is (as it telleth me) to be worn betwixt the sweet duggs,
the chaste nest of pure constancy. I trust, Sir, when the virtue
is known, it shall not be refused for the value“. Zrozumiałe więc,
że conajmniej jeden rodzaj pierścieni, rozpowszechnionych po całej
Europie, usiłowano wyprowadzić z Anglji : chodzi o pierścienie z na­
pisem thebal gut guttani. Dotąd znamy następujące egzemplarze
z tym lub z podobnym napisem :
1. Pierścień platerowany złotem, w. XIV, znaleziony w r. 1846
na cmentarzu w Bredicot, Worcestershire z napisem : -fTHEBAI
GVTH GVTHANI (Archaeol. Journ. III 1846, 267).
2. Pierścień platerowany złotem, znaleziony w Glamorganshire,
z napisem na stronie zewnętrznej : -fZARA. ZAI. DEZEVEL, a po
stronie wewnętrznej: "f DEBAL. GVT. GVTTANI (ibd. 358).
3. Pierścień złoty, znaleziony w lesie Rockingham, w r. 1841,
z napisem po stronie zewnętrznej : "fGUTTV : GUTTA : MADROS :
ADROS, a po stronie wewnętrznej : VDDOS : UDDOS : - : THE­
BAL (ibd.).
4. Pierścień złoty, znaleziony w Wiltshire, dziewięciokątny,
z napisem: f|$|HB|AL|yU|$|rU|#A|NI (ibçl. V 1847, 159).
5. Pierścień srebrny, kupiony w Rzymie, w zbiorze F r ö hnera, z napisem w 12 polach: fA|wG|VT|GV|TT|HE|BA|LGjVT'
TAjNIj««| (Comptes Rendus Acad. Inscript. =CRAI 1918,217).
6. Pierścień, znaleziony w Petrossa i znadujący się obecnie
w muzeum w Bukareszcie, z literami pisanemi runami anglosaskiemi:
GVTANI OCV1 HAILAG (zamiast OCVI podają inni np. de
M é I y, OD ; bogatą literaturę o tym pierścieniu podaje C h. de
Linas, Les origines de l’orfèvrerie cloisonnée III 350, 387).
7. Pierścień św. Błażeja, biskupa miasta Sebaste, zacho­
wany niegdyś wśród relikwij opactwa Vigogne, z napisem po
stronie zewnętrznej : fGHEBAL. GUTH. GUTHENSIS. GUTHANI,
po stronie wewnętrznej: ÝNAI -}-GUBA. VBA. GOTA. (Arnold
Rayssius, Hierogazophylacium Belgicum, cytowany przez de
Mély w CRAI 1898, 218).
8. Pierścień Ulg era, biskupa miasta Angers we Francji
(1125—1149), znaleziony w jego grobie w r. 1896, z napisem po
stronie zewnętrznej: B. E. S. T. A. R. A. wokoło jaspisu, przed­
stawiającego mrówkę, i po stronie wewnętrznej : ÝTHEBAL GVT

57

GVTTANI (Urseau w CRAI 1896, 412 i Bulletin Archéol. du
Comité d. trav. hist. 1896, 519. De loche w CRAI 1896, 447.
F. de Mély w CRAI 1898, 216 i Bull, de la Société d. Antiq.
de France 1916, 342. 1919, 212, Br us ton ibd. 1921, 155).
9. Pierścień srebrny, ośmiokątny, znaleziony w pobliżu Eythra,
niedaleko Lipska w Niemczech, z napisem, rzekomo w głoskach
w. XII: THEBAL GVT GVTANI (C. Seyfarth, Aberglaube und
Zauberei in der Volksmedizin Sachsens, Leipzig 1913, 264).
10. Pierścień złoty w Muzeum lubeckiem, znaleziony wr. 1852
w Lubece (Holsztejn, Niemcy), dziewięciokątny, z napisem : "fTH E
BA L CV T TA NI (W. Deecke, Amuletringe des heiligen Theo­
bald von Thann, w: Jahrbuch f. Geschichte, Sprache und Litteratur Elsass-Lothringens VIII 1892, 37).
11. Taki sam pierścień złoty w Muzeum kopenhaskiem, zna­
leziony w r. 1828 w Snoghöi na brzegu morskiem w Jutlandzie
(Danja) z napisem: f TH EB AL GV TG VT HA NI (Deecke
ibd. 38).
12. Pierścień srebrny w Muzeum kopenhaskiem, znaleziony
w r. 1851 we wsi Torkildstrup na wyspie Falster (Danja), razem
z innemi klejnotami, dziewięciokątny, z napisem: *{'T HE BA LG
VT GV TG TT AN (Deecke ibd.).
Pierścień srebrny, znaleziony w Bernie Szwajcarskiem (przy­
toczony przez Babelon w Bull. Archéol. 1896, 520) i pierścień
opisany przez C. W. King, Early Christian Numismatics and
other antiquarian tracts, London 1873, 216, zdaje się należą do
tej samej grupy.
Liczne mamy wysiłki i próby tłumaczenia tych zagadkowych
napisów J). Próby te sięgają do wieku XVII-go ; zakonnicy opactwa
Vigogne, chcieli bowiem wiedzieć, co napisano na ich relikwji
i zwrócili się po informację do sławnego profesora języków
wschodnich, Josephus Barbatus Memphiticus, który się zajmował
widocznie — jak na to wskazuje przybrane jego nazwisko — także
wysoko wówczas cenionemi naukami tajnemi: profesor orzekł, że
litery są hebrajskie (w rzeczywistości są gotyckie) i że napis
zewnętrzny znaczy: Adflictus in Guth Guthensis, a wewnętrzny:
Gemens et veni Goutah, quaeso salvum me fac. Nie wiem co więcej
') Nieprzystępną mi rozprawę A. Tille, Thebal Amulets, w Scots Lore,
Febr. 1895, znam tylko z tytułu.

58

jest zagadkowe, czy to tłumaczenie, czy oryginał: ale zakonnicy
zdaje się rozumieli to tłumaczenie, bo byli niem zadowoleni i prze­
kazali je potomności. Petersenx) szukał w tych głoskach nazw
bóstw: The(os), Bal, Cutt (=Gott), lub The bal ( = djabeł), Guttani ( = Wodan). Deecke zaś chce to historycznie tłumaczyć: „Ich
nehme an, dass die nach Thann wallfahrenden Pilger eine
Nachahmung des Ringes des heiligen Theobald, teils als Anden­
ken, teils zum Schutze als Amulet von dort mitzunehmen pflegten»
die Inschrift wurde vom Verfertiger hinzugefügt, konnte daher
variiert werden, was zum Teil in uneinsichtiger Weise geschah“.
Na tej podstawie rozumie słowa jako: Thebal ( = Theobaldus)
C(onfessor) V(enerabilis) T(utor) Thani tj. Teobald wyznawca czci­
godny opiekun miasta Thann. Ponieważ imię to występuje w starofrancuskiem jako Thiebal, wyjaśnienie to dla wykazania począt­
ków tej legendy jest wcale możliwe, i w każdym razie z wszystkich
mi znanych najlepsze; sama zaś zasada wyjaśnienia zgadza się
z pewnikiem, że prawie wszystkie amulety chrześcijańskie zostały
rozpowszechnione przez pielgrzymki (por. Ganszyniec, Pas ma­
giczny, 28). Zastanawia jednak, że większą ilość tych pierścieni
znaleziono w krajach północnych, najmniej zaś w Niemczech
i w Alzacji — gdziebyśmy się spodziewali ich najwięcej. W naj­
nowszych czasach przedewszystkiem de Mćly, nie znając prac
swoich poprzedników, starał się o wyjaśnienie tych słów: brak
mu wprawdzie przygotowania lingwistycznego i filologicznego, ale
za przykładem innych, usiłował to zastąpić wybujałą wyobraźnią;
wyjaśnia on więc napisy pierścienia nr. 8 tak: ßenedictus £st
»Super Terrain v4ndegavensis /?everendissimus v4ntistes, co oczy­
wiście jest zupełnie chybione. W drugim zaś napisie przyjmuje
mieszaninę języków, ponieważ Roger Bacon raz ją poleca, i tłu­
maczy : thebal (hebrajskie : niech leczy) gutt (niemieckie : dobrze),
gutlam (łacińskie: reumatyzm). Fantastyczne to tłumaczenie zjednało
sobie nawet zwolenników; tak przyjmuje i akredytuje je w kołach
archeologów dziekan uniwersytetu w Montpellier, Charles Bruston,
dobry zresztą znawca języka hebrajskiego, który tylko pierwszą
część inaczej wyjaśnia — mianowicie z hebrajskiego (Buli. Soc.
Ant. de France 1921, 155): „Reshet hara, le filet du mal c.-*)
*) Zeitschrift d. Vereins f. Lübeckische Geschichte u. Altertumskunde I,
1858, 238.

J

59

à-d. dans lequel le mal en question est censé devoir être re­
tenu captif et détruit; thebal, jussif piël de la racine BaLaH
(consumptus est), a pour sujet le filet, qui est féminin en hébreu ;
et l’on traduit sans difficulté : que le filet du mal consume bien
la gutte“. B rus ton zbyt pospiesznie i lekkomyślnie rozwiązał te
zagadki; zagadnienie należy uważać jeszcze za otwarte. Forma
8- czy 9-kątna pierścienia wyprowadza się z techniki bizantyńskiej ;
pierwszą część napisu uważam z de Mély’m za skróty słów łaciń­
skich, drugą zaś — jeżeli kto nie zgadza się na tłumaczenie
Deeckego — są słowa hebrajskie lub raczej aramejskiex) : niech
więc znawcy i chętni spróbują znaleźć właściwe tej zagadki wy­
jaśnienie.
Bardzo możliwe, że pierścienie te miały chronić ich nosicieli
przed guttą i że do tego wierzenia przyczyniło się słowo guttani,
które mogło powstać z zepsutego guttam ; w każdym razie potwier­
dza to wierzenie Mikołaj z Polski, u którego Pierścień sam się
chwali (w. 317): „Kaszel i dychawica i puchlina w gardle i bronchitis i arthritis (= gutta) przez lekarzy nieuleczalne... ustępują,
gdy na zewnątrz wiszę“. O tem samem mówi inwentarz króla
Karola V, nr. 618: „Item la pierre qui guérit la goutte, en laquelle
est entaillée un roy et lettres en ébrieu d’un coste et d’autre ;
laquelle est assyse en or, à fille t, et a escript au dos sur le dict
fillet“. Podobnie istniały w średniowieczu osobne pierścienie prze­
ciw trądowi (Archaeologia XXI 25, 120); inne zaś miały chronić
przed padaczką: do nich zaliczam te okazy, na których czytamy
nazwiska św. Trzech Królów, którzy byli orędownikami w padaczce,
jak to czytamy po raz pierwszy w wierszowanym traktacie me­
dycznym** napisanym ok. r. 1280 w Montpellier, p. t. Thesaurus
Pauperum:
Gaspar fert myrram, thus Melchior, Balthazar aurum :
Haec tria qui secům portabit nomina regum
Solvitur a morbo Christi pietate caduco.
') O roli hebrajskiego w takich napisach por. Ricardus Argentinus,
De praestigiis et incantationibus Daemonum et necromanticorum, Basileae 1568,
27: At si quis hic quaerat qua dialecte maxime capiantur daemones, sciendum
est Hebraica, id quod per daemoniacos expertům est, qui non sua, sed Daemo­
num inhabitantium dialecto loquuntur quae eadem una est Angelis et Daemonibus; ut in religione quaque barbaras voculas multum habere momenti non ita
pauci fatentur.

60

Znajdujemy więc imiona ich wyryte na złotym pierścieniu,
niegdyś wystawionym w Kensington w r. 1862 (nr. 105 w nr. 7170
katalogu tej wystawy). Ciekawszy, bo obszerniejszym zaopatrzony
napisem, jest pierścień srebrny, niegdyś w muzeum Chateauroux
(Fillon w Congrès archéol. de France, Paris 1873, XLe session
p. 533. Adr. Blanchet w Bull. Soc. Ant. de France 1898, 246),
obecnie — bo trudno przyjąć, żeby zachowały się dwa egzem­
plarze zupełnie jednakowe — w zbiorze Jos. Dubrulle, Lille
(C. Enlart w Buli. Soc. A. Fr. 1908, 208. Bruston ibd. 344); na­
leży on jeszcze do w. XIII. Po stronie zewnętrznej nosi on na
dwu płytkach napis w literach gotyckich :
+ On Eloi. Elos Adonai Satai nentem Seas Spotanea honore.
+ m Deo eg pa liberatione trie. Et Verbum caro factum ert (lub ebt).

Po stronie wewnętrznej czytamy: +Dagagre guret guttam
Gaspar, Melchior, Baltazar. Wyjaśnienie tego podano już w r. 1898:
On jest greckie o <hv jako imię boskie, Satai pisano zamiast Shaddai,
inne imiona są znane. Rytownik zresztą nie rozumiał tekstu, który
kopiował. „Le texte n’est autre qu’une invocation talismanique
contre la foudre, qui se lit sur des cloches et sur d’autres objets,
mais elle est transcrite ici avec des substitutions de lettres et une
interpolation qui coupe en deux le mot patrie. De plus, le gra­
veur a copié un texte ou la nasale m devait être abrégée par des
traits qu’il a omis de reproduire ; il faut lire : mentem scü (sanctam)
spôtaneü (spontaneam) ; honorem deo et patrie libérationë (liberacionem)“ (Enlart). O pochodzeniu tej formułki, poucza nas J.-B.
Fouilloux (w Congrès Archéol. de France, LXIIe session, 1895,
Caën 1897, 335): „ce texte est exactement celui d’une inscription
sur marbre, déposée par la main d’un ange sur le tombeau de
Ste Agathe, au moment même ou l’on procéduit à l’inhumation
de l’illustre vierge et martyre, protectrice de Catane. La liturgie
catholique s’en est emparée pour la composition des différentes
prières adressées à la Sainte et spécialement pour la formule de
bénédiction de petits billets destinés à protéger contre l’incendie
sur lesquels on commençait par écrire : Mentem sanctam + spon­
taneam + honorem deo + et patriae liberationem, ignis a laesura
protégé nos, Agatha pia“. Niewyjaśniony jest dotychczas drugi
napis tego pierścienia; wprawdzie zauważył już Blanchet, że wyryto guret zamiast curet, ale nie wiadomo co znaczy słowo dagagre.

61
Bruston myśli o mylnej pisowni słów: date aegro lub aegrae;
bardzo o tem wątpię, przypuszczenie to wątpliwe, choć trudno mi
coś lepszego przedstawićJ).
Imiona boskie, wyryte na tym pierścieniu, spotyka się też na
innych, ale nie wiemy, na co one miały pomagać. Z w. XII po­
chodzi taki złoty pierścień, znaleziony w r. 1763 w pobliżu miasta
Amiens12). Słuszną jest uwaga Brustona, że podane tam Ontlya
zawiera On El Ya.
Inna grupa pierścieni chronić miała przed zatruciem się;
myślę, że do niej trzeba zaliczyć pierścienie z napisem ananizapta,
ponieważ Guarinus podaje w swoim słowniku, drukowanym w Stras­
burgu 1491, że: „Ananisapta mała mors interpretatur et quaelibet
littera repraesentat unam dictionem, scil. : Antidotum Nazareni
auferat necem intoxicationis, sanctificet alimenta pocula Trinitas
alma. Unde:
Est mała mors capta dum dicitur ananisapta:
Ananisapta ferit mortem quae laedere qaerit“.

Znam dwa pierścionki tej grupy, jeden znaleziony w Coventry
Park (Anglja) z napisem ANANYZAPTA „with various curious
devices“ (Archaeologia XVIII 306) i drugi również bliżej nie opi­
sany z napisem : ihc T ananizapta + xpi + T (Archaeol. Journ. III
1846, 359).
O przeznaczeniu innych pierścieni z napisami tajnemi nic
powiedzieć nie potrafię — zestawiam więc znane mi okazy:
1. Cienki, złoty pierścień, znaleziony w r. 1741 w Newark
(Anglja) z napisem: AGLA. THALCVT. CALCVT. CATTAMA.
(Camden, Britannia ed. Gough II 404). Agla czyta się także na
pierścionku opisanym przez Caylus j. w. VI, pl. XXX. H. Otte
w Buli. Soc. A. Fr. 1846, reszta napisu jest może tylko zepsutą
formą z Thebal Gut Guttani.
2. Pierścień srebrny, w zbiorze A. Blancheta, Paryż ; w części
środkowej ma on napisy, a mianowicie na stronie zewnętrznej :
+ .IA.+.IZ+S. A. B + Z + NG.F +.B, wewnątrz: FC.EE.B.
ER.+A.BIR + . SABA + ZE. Blanchet (w Buli. Soc. A. Fr. 1898,
240) sądzi, że Saba jest skrótem słowa Sabaoth.
1) Z w. XVI zob. Jo a. Wier, De praestigiis daemonum, Basileae 1556,
516: digito, ne comitiali morbo correpta cadat, anulus applicetur hoc modo intus
notatus: -j- habi -j- haber -[- hebr
2) Caylus, Recueil des Antiquités VI 404, pi. CXXX.

62

3. Pierścień miedziany w muzeum miasta Orleans, z napi­
sem: TETRAGRAMATEON 0, t. j. imię boskie Tetragrammaton,
0 którem podałem krótką wiadomość w rozprawie: „Pas Ma­
giczny“, Lwów 1922, 33.
Pierścień we współczesnych wierzeniach ludowych.
Ciekawe byłoby przedstawienie dalszych dziejów czarodziej­
skiego pierścienia poprzez epokę odrodzenia do dni dzisiejszych,
ale dawny materjał jest zbyt obszerny, bo obejmuje całe dzieła
1 zasługuje na osobną rozprawę, a materjał nowoczesny znam zbyt
dorywczo, bym w niniejszym szkicu mógł dać opracowanie także
tej strony zagadnienia. Jednak już obecnie można stwierdzić, że
zabobon nowoczesny opiera się prawie zupełnie na odrodzeniowej
nauce o pierścieniu, powstałej w kołach uczonych i przez nich
rozszerzonej, zwłaszcza przez lekarzy i księży. Jeszcze teraz
w pewnych okolicach, ksiądz katolicki przy wizytacji rozdziela
pierścionki jak np. w Karyntji *2). Także w okolicach protestanckich,
dawny leczniczy pierścień jeszcze teraz jest w wielkiem poszano­
waniu. Materjał do nich pochodzi z trumien : np. podaje o Saksonji
Seyfarth 1. c. 268: „In einer ganzen Reihe von Orten sammelt
der Totengräber die eisernen Beschläge von ^lten ausgegrabenen
Särgen, aus denen der Dorfschmidt „Klamm- oder Gichtringe“ ver­
fertigt. Er muss sie jedoch in der Marterwoche schmieden, denn
dann sind sie am wirksamsten... In der Umgebung von Grimma
findet man noch heute eiserne Ringe aus Sargbeschlägen mit dem
eingeritzten Wort „Jesus“. Es herrscht der Aberglaube, dass
Mädchen oder Frauen, die einen derartigen Ring während des
Beischlafs tragen, vor dessen Folgen beschützt wären“.
Należałoby i w Polsce przeprowadzić poszukiwania, celem
stwierdzenia analogicznych przesądów.
') Desnoyers, Catal. du Musée hist, de la ville d’Orléans 1884, 2e partie
p. 91 nr. 721.
2) Thom. Heli (w Zeitschrift d. Vereins f. Volkskunde IV 1894, 79): „Der
freundliche Pater (Kapucyn lub Franciszkanin) teilt im Hause Gaben aus: Paternkreuze und Pfennige, geweihtes Kräuterpulver für das kranke Vieh, Lukas­
zettel unter den Strohsack zu legen; er beschenkt die Knaben mit heiligen
Bildern und steckt den Mädchen Ringe an die Finger und unter das Kissen
des Wiegenkindes schiebt er ein geweihtes Amulett“.

PROF. DR. JAN ST. BYSTRON.

PIEŚŃ O DZIEWCZYNIE I PRZEWOŹNIKU.
TRESC : Teksty polskie, s. 63. — Teksty morawskie, słowackie i ruskie, s. 65. —
Teksty niemieckie, s. 68. — Źródło pieśni, s. 69.

Teksty polskie.
*

Pieśń o przewoźniku, który dziewczynę na drugi brzeg rzeki
przewozi, należy do rzadziej śpiewanych. Zaledwie kilka mamy
tekstów, na ogół dość do siebie podobnych; oto np. wersja
z Rzeszowskiego: *)
Nadobna dziewczyna przez las wędrowała,
W kalinowym lesie nockę nocowała,
Raniusieńko wstała, do przewozu biegła,
Radaby ona się przez przerwę przewiezła.
Przewieź-że mnie przewieź, przewoźniczku młody,
Ja tobie zapłacę z tamtej strony wody.
Przywiózł ci ją, przywiózł, do lądu przykrego,
Zapłać mi dziewczyno od przewozu mego.
Ja ci nieszczęśliwa, nie mam czem zapłacić,
Teraz mi przypadnie swój wianeczek stracić.
Wianeczka se nie trać, od przewozu nie płać.
Gdzieś się obiecała, tam cię Boże prowadź.

Podobny tekst mamy z Kujaw (od Kowala)*2):
Wędrowała mała, precz powędrowała,
W kalinowym boru pierwszą nockę spała.
I przywędrowała aź do samej Wisły,
Przewieź ze mnie, przewieź, przewoźniczku pyszny,
*) Materjały antropol.-archeologiczne i etnograficzne, X. 169.
2) Kolberg, Kujawy II. 12.

64

I przywędrowała aż do samej wody,
Przewieź ze mnie, przewieź, dla mojej urody.
Powiedz ze mi, powiedz, czemze ci mam płacić,
Czyli talarami, czy cnotę utracić?
Nie płacz, dziewczę, nie płacz, toć to ja zapłacę,
Nie utracisz cnoty, ja talary stracę.

Podobny tekst znamy z ziemi Radomskiej (Czarnolas, Po­
liczna) l) z Mazowsza pruskiego2), ponadto znamy krótki urywek
z Różana, dłuższy, czterozwrotkowy z Miastkowa (od Ostrołęki,
Łomży)8). Tekst zapisany przez Glogera4), pochodzi zapewne
z Podlasia łomżyńskiego. Na Kaszubach zapisał Cenowa tekst,
który podobnie się zaczyna, ale następnie przechodzi w moraliza­
torskie uwagi przewoźnika wobec dziewczyny fl).
Na Górnym Śląsku (z Rozbarku) znany jest nam niepubli­
kowany dotychczas tekst z rękopiśmiennego zbioru p. WalisaĘ) :
Uboga dzieweczka w świat powędrowała,
W kalinowym lasku nocować musiała.
W kalinowym lasku nocować musiała,
A na przewoźnika o przewóz wołała.
O przewieź że mnie ty, przewoźniku młody,*)
*) Wisła X. 515.
2) Kętrzyński, O Mazurach. Poznań 1872, s. 55.
s) Kolberg, Mazowsze IV. 284, 285.
4) Gloger, Pieśni ludu. Kraków 1892, s. 159.
5) Cenová, Sbjór pjesnj svjatovih, Swiecie 1878, III. 61.
6) W przechowaniu w Polskiej Akademji Umiejętności. Mamy w tymże
zbiorze (II vol.) szczątek dwuzwrotkowy tejże pieśni, zapisany przez ks. Nie­
dzielę. W vol. IV spotykamy dłuższy fragment, przekręcony nie do poznania:
Na brzegu siedziała
Kochanka szukała.
Przyjdźże uwolniczku
Dam ci pół talara.

Uwolniczek przyszedł
Pieniążków nie miała.
Zdjęła wianek z głowy,
Zapłacić mu chciała.

Dzieucho, dzieucho, dzieucho,
Nie daj se ty wianka
Eno mi ty powiedz
Panie Boże zapłać.
Panie Boże zapłać
Tej mojej matusi,
Co mnie wychowała,
Teraz mie dać musi.

Dzieucho, dzieucho, dzieucho,
Nie wierz ty synkowi
Bo on jest kąpany
W truciźnie, w karboli.

Dwie ostatnie zwrotki są luźnie doczepione, trzy początkowe są przekształ­
ceniem naszej pieśni.

65

Zapłacę ja tobie z tamtej strony wody.
A jak ci ją przewiózł do piasku białego,
Zapłać teraz dziołcho od przewozu mego.
Ona sobie myśli — czem by mu zapłacić,
Czyby talarami, czyby wianek stracić.
Nie trać se ty dziołcho wionka zielonego,
Zapłaci mi Pan Bóg z nieba wysokiego.

Na Śląsku Cieszyńskim spotykamy już tylko fragment naszej
pieśni*) :
U przewozu stała
Przewoźniczek przewiózł,
Żałośnie płakała.
Nie miała czem płacić,
Przewieź, przewieź, przewoźniczku, Oj musisz ty szwarne dziewczę,
Dam ci pół talara.
Swój wianeczek stracić.
Swój wianeczek straciła,
Ojca opuściła,
O Boże, cózech uczyniła,
Juź mi żaden nie pomoże.

Szczątkami naszej pieśni są też dwa krakowiaki, śpiewane
przez Nadrabian*2) :
U przewozu stała, przewozu wołała,
Przewieź ze mnie, przewieź, dam ci pół talara.
Przewieź ze mnie, przewieź, abo mi dej wiosła,
Zęby mnie wodzisia do morza nie niosła.
Przewieź ze mnie, przewieź, przewoźniczku młody,
Bo ja ci zapłacę z tamtej strony wody.

Teksty morawskie, słowackie i ruskie.
Podobne motywy spotykamy u Słowaków i na Morawach;
tak np. śpiewają Słowacy na Liptowie3) :
Převez, převez, prievozníčku
Mám za vodu frajerečku.
Mám za vodou za hlbokou,
A za horou za vysokou.

Nemám Činka, nemám vesla,
Voda mi'ho preč odniesla.
Prišieu příval od Kriváňa,
Zahnau mi ho do Komárna.

Maš ty člnok, maš i veslo etc.
*) Zbiór wiadomości do antropologii krajowej, IX. 206.
2) Świątek, Lud nadrabski, Kraków 1893, s. 311.
s) Národní písně, řady druhé odd. V. Písně slovenské. Praga 1880, s. 197.
Lud. T. XXII.

5

66

Mowa tu o przewiezieniu chłopca do dziewczyny, ale to
oczywiście przekręcenie pierwotnego tekstu, który na Morawach1)
występuje poprawnie:
šly děvčátka na* jahody,
A to pořad podle vody.

Všecky panny popřevážal,
Jenom svoju milu nechal.

Nadešly tam přivozníčka,
Přešvarného šohajíčka.

Oj Janičku, převez i mna,
Zaplatím ti jako jiná.

Oj Janičku přivozníčku,
Převez ty nás přes vodičku.

Nemám čluna ani vesla,
Všecko mi to voda znésla.

Máš ty člunek a i veslo etc.

W dalszym ciągu opowiada pieśń, jak to przewoźnik zabija
okrutnie dziewczynę. — Związek z pieśnią polską jest niewątpliwy;
zwraca na niego uwagę Windakiewiczowa*2), porównując wersję
śląską z tekstem Bartoša, którego niestety nie mam pod ręką.
W każdym razie teksty polskie zdają się leżeć bliżej nieznanego
nam na razie pierwowzoru.
W niewątpliwym związku z wersjami polskiemi, pozostaje też
fragment słowacki z Novohradu 3) :
Na prievoze stála, žalostné plakala;
Převez, převez, prievozničku, dám ti pol taliara.
Nemala čim platit’, musela sa vrátit’,
Musela ta švárná panna milého utratit’ ;

Czterowiersz to luźnie związany z pieśnią o żołnierzu, ciężko
rannym na wojnie.
Na ziemiach ruskich, spotykamy również kilkakrotnie podobny
motyw. W pieśni znanej na Wołyniu4), dziewczyna, która spadła
z czółna do wody, odrzuca propozycję przewoźnika, który za cenę
jej samej gotów by ją wyratować:
Poszła diwka do brodu po wodu,
Spodobała Kozaka na wrodu.
') Sušil, Moravské národní písně, Brno 1853, s. 164.
2) Windaki ewiczowa, Katalog pieśni polsko-morawskich; Materjały
antrop.-arch. i etn. X. 8.
a) Kuba, Slovanstvo ve svých spěvech. Pardubice 1884, I/III, s, 54.
4) Czubiúskij P. P. Trudy etnograficzesko-statisticzeskoj ekspedicji
w zapadno - russkij kraj, V. 1199.

67
Oj ty Kozacze, sywyj sobolu,
Woźmy mene na czowen z soboju!
Oj ty, diwczyno, ty sywaja holubko!
Sidaj że, sidaj na toj czowen chutko:
Skoro diwczyna na czowen stupyła,
Hdeś wziałasia witrowaja chwyla,
Hdeś wziałasia szuka ryba zo dna,
Wywernuła diwczynońku z czowna.
Oj ratuj że, Kozaczeńku, ratuj mene!
Oj budesz maty od matusi płatu !
Oj budesz maty konia woronoho,
Y sidełeczko z zołota samoho!
Oj ne choczu ja od matusi płaty,
Tilky choczu tebe za drużynu wziaty!
Oj bodaj ja mała w mori potonuty,
Ne choczu u tebe za drużynu buty!
Jak potonu w mori, odpoczynu,
A za toboju na wiky zhynu!
Oj podaj, brate, dowhoju tyczynu,
Prydybtaty wrażuju diwczynu!
W jednym konci synie more hraje,
A w druhomu diwka potopaje,
Oj skoro diwcza w mori potonuła,
Ono na werch kytajka spłynuła.
Oj ne żal meni diwky podolanky,
No meni żal czerwonoj kytajky!

Jeszcze odleglejsze podobieństwo widzimy w pieśni z pow.
radomyskiego1), również o przewoźniku i dziewczynie mówiącej:
Sama ja, sameseńka, jak byłyna w poli —
Ne daw meni Hospod’ ni sczastia, ni doli.
A ni sczastia, ni doli, ni drużyny po liubowi...
Oj pijdu ja, mołodaja, do brodu po wodu:
— Perewiznyczky! perewezit’ do rodu.
Perewiznyczky da deś toho y ne wczuły,
Siły sobi u czownyczok, od bereżka odpłynuły :
„Wziałyb tebe na czownyczok, da czownyczok połamawsia,
Oj czuły czerez Iiude — tebe rid odcurawsia.
Siła sobi u czownoczok, od bereha odpłynuła,
Ohlianułaś nazad sebe, ta w dołoni splesnuła... etc. etc.

Ł) Czubinskij, o. c. 558.
5*

68
Wspomnieć jeszcze można, że ruska pieśń kolendowa zna
również motyw przewożenia, tutaj jednak dziewczyna przewozi
chłopców na drugi brzeg (pow. zwiahelski) *).
Oj w Kijowi na perewozi
Swiatyj weczor! (po każdym wierszu)
Krasnaja panna perewyz derżała.
Pryszło do jeji simsot mołodciw,
Krasnaja panno perewezy nas.
Ne perewezu, ne maju czasu.
Pryszło do mene try braty z wijska, itd.

Podobnież na Huculszczyźnie, też w pieśni kolendowej*2) :
...greczna panna perewiz derżyt.
Pryszło ze yd nij simsot mołodciw,
Grecznaja panno, perewezy nas.
Ne perewezu itd.

Trudno określić, w jakim związku pozostają teksty ruskie
i polskie. Być może, że wogóle związku tu niema prócz
zewnętrznego podobieństwa motywów, które mogły tu i tam
powstać niezależnie. Lokalizacja geograficzna pieśni także o niczem
pouczyć nas nie może. Teksty ruskie znane są na Wołyniu, a więc
na ziemi, podległej oddawna wyraźnym wpływom polskim, teksty
polskie mamy na pograniczu, w Rzeszowskiem, w dawnem woje­
wództwie ruskiem; wpływ polski byłby zatem niemożliwy, choć
bynajmniej nie jest konieczny — za mało tu punktów stycznych
do pozytywnego wnioskowania.
Teksty niemieckie.
Źródeł naszej pieśni szukać musimy w zbiorach niemieckich.
Najbliższą teiytorjalnie jest nam pieśń z Warmji3):
Maria ging wol über das Land,
Hilf Maria!
Sie trug ihr Kränzlein in der Hand,
Hilf Jesus, Maria und Joseph !
Sie trug es so weit, sie trug es so schön,
') Zbiór wiad. do antropologji krajowej XI. 153.
2) Szuchiewicz, Huculszczyzna, Lwów 1904. III. 134.
3) Frischbier, Hundert Ostpreussische Volkslieder. Leipzig 1893, s. 51.

69
Bis dass sie zu der Stadt Rosenberg kam.
Ach Schiffer, schiff’ du mich wohl über das Meer,
Wie kann ich dich schiffen wohl über das Meer?
Wenn du mir versprichst die heilige Eh’,
So will ich dich schiffen wohl über das Meer. .
Die heilige Eh, die versprech ich nicht,
Viel lieber geh’ ich wohl über das Meer.
Als wie sie nun in die Mitte kam,
Da fingen die Glocken zu läuten an.
Sie läuten so schön, sie läuten zugleich,
Sie läuten Maria in’s Himmelreich.

Nie mamy tu do czynienia z Matką Boską, jakby przypuszczać
można, pisze jeden z wydawców pieśni, że : „Maria ist hier... eine
Jungfrau, deren frommes Leben ihr die Liebe des Volkes gewann,
vielleicht gar eine nur im Ermland bekannte Heilige“ 1). Niewątpli­
wie, nie jest to Matka Boska, ale też nie jest to lokalna święta
Warmji, gdyż zupełnie podobne pieśni spotykamy także i gdzie­
indziej w Niemczech; kilka tekstów i cytaty odnośne podaje znów
cenny zbiór Erk-Böhmego2), np. z nad Renu :
Maria sollt zur Schule gehn,
Was fand sie an dem Wege stehn?
Da fand sie einen Schiffmann stehn,
Ach Schiffmann, fahre mich über das Meer.
Ich will nicht fahren über das Meer,
Ihr müsst mir versprechen nur höchste Ehr. itd.

„Höchste Ehr“ jest poprawne, „die heilige Eh’“ jest już
przekręceniem pierwotnego brzmienia. Widzimy w tym tekście
nadreńskim, że mowa tu o dzieweczce szkolnej, Marji ; tekst koń­
czy się, po scenie dzwonienia:
Maria kniet auf einen Stein,
Dem Schiffmann sprang sein Herz entzwei.

Źródło pieśni.
Mamy tu niewątpliwie przed sobą jakąś zniekształconą legendę
hagjograficzną, .dotyczącą którejś ze świętych Maryj. Po bliższem
przepatrzeniu odnośnego materjału, okazuje się, że pieśń nasza
‘) Frischbier, o. c. 139.
-) Erk-Böhme, Deutscher Liederhort, III. 759—7Ç1.

70
nawiązuje do legendy o św. Marji Egipcjance1). Jak wiadomo,
święta ta przed nawróceniem się, prowadziła życie kurtyzany;
legenda opowiada, że chcąc jechać do Ziemi świętej, jako zapłatę
za przewóz, sama się żeglarzom ofiarowała. Oto odnośny passus
z podstawowej legendy w formie opowiadania pokutnicy przed
spowiednikiem*2) :
Ita cum viverem, video aestivo quodam tempore tumbam multam
Aegyptiorum virorum ac Libyum concurrere ad mare; et interrogavi
primo obvium mihi, quonam festinarent homines isti sic currentes. Ille
vero mihi respondit : Hierosolymam omnes contendunt, propter exaltationem sanctae Crucis, quae intra paucos dies de more celebrabitur. Ego
autem ad ilium: num et me forsan accipient, si voluero sequi? Si naulum
inquit, habes et viaticum, nemo est, qui prohibeat. Tum ego: vere, frater,
neque naulum habeo, neque viaticum; abeo tarnen et ego, conscendoque
in unam conductarum navicularum; aient illi me, etiamsi nolint, corpus
enim habeo, hoc ipsis erit pro naulo, pro viatico mihi. Propterea
autem... volebam ire, ut plures amatores... haberem promptes ad libidinem meam...

Szeroką popularnością cieszyła się nasza legenda w średnio­
wieczu; możnaby powiedzieć, że odpowiadała ona duchowi tych
czasów przez swą namiętność, a poglądom estetycznym przez
ostrość kontrastów i dramatyczność akcji. Kult Marji Egipcjanki
był również szeroko znany także i w polskiem średniowieczu.
Znamy cały szereg opracowań, które jużto po łacinie, jużto w języ­
kach narodowych, przedstawiały dzieje świętej w wierszowanych
utworach. Pod koniec XI, czy też z początkiem XII w. zjawia się
paraphrasis metrica, auctore Hildeberto episcopo Cenomanensi3),
bardzo dokładnie ujmująca w heksametr podstawową legendę.
Obchodzący nas ustęp zaczyna się od słów:
Ecce die quodam — sed qualiter hic tibi prodam
Quam misere cecidi? — iuvenes in littore vidi
Vidi, captavi, quo vellent ire, rogavi.

Za tą pierwszą parafrazą poszły inne utwory; mamy więc
średniowieczny tekst francuski, wydany przez Mussafię4) i w związku
4) Zwraca na to uwagę H. Windakiewiczowa w cytowanym powyżej
Katalogu pieśni polsko-morawskich, ale nie podejmuje problemu.
2) Acta Sanctorum, Parisiis et Romae 1866, Aprilis tomus I, s. 80.
8) o. e., s. 87.
4) Mussafia, Uber die Quelle der altspanischen Vida de S. Maria Egipciaca.
Sitzungsberichte der Kais. Akademie d. Wissensch. XLII1 Bd, Jh. 1863. Wien.

I

71

z nim starohiszpańską Vida de S. Maria Egipciaca; z XIII w.
pochodzą utwory trubadura Rutebeuf’a i Bonvesin’a de la Riva;
dale] mamy teksty : holenderski, niemiecki1), angielski z tychże
czasów (w. XIII—XIV), mniej lub więcej niezależne od podstawo­
wej legendy. Przypuszczalnie za pośrednictwem tego rodzaju lite­
ratury przeszedł nasz motyw do pieśni ludowej, zapewne zrazu
niemieckiej, a za jej pośrednictwem na wschód.*)
*) Mussafia j. w. 172. Zapewne dużo materjału w tej mierze daje Knust,
Geschichte der Legendén der heil. Katharina von Alexandrien und der heil. Maria
Aegyptiaca, Halle 1890, której — mimo poszukiwań — otrzymać nie mogłem.

ł

PROF. Dr. LEON KOZŁOWSKI.

STOSUNEK ZLODOWACEŃ DO WĘDRÓWEK KUL­
TUR PALEOLITYCZNYCH I ROZWOJU CYKLÓW
KULTUROWYCH W PALEOLICIE EUROPY.
Teorja M. Limanowskiego o przesuwaniu się ośrodków i obsza­
rów zlodowaceń północnej Europy z zachodu ku wschodowi *),
stała się dla badań nad dyluwjum Polski i Europy wielce płodną
w skutki. Nowsze prace nad geografją roślin Szafera i Kulczyń­
skiego, znalazły w niej wyjaśnienie wędrówek roślin w epoce
dyluwjalnej. Teorja ta, posiada też ważne znaczenie dla oceny
przesunięć kultur paleolitycznych i rozwoju cyklów kulturowych
paleolitycznych, jakie można wyróżnić w Europie.
Po drugim okresie lodowym, który objął zachodnią Europę,
pokrywając lodem Anglję, Holandję i północne Niemcy, następuje
okres interglacjalny. Z tego interglacjalnego okresu posiadamy
najstarsze znaleziska Lultury ludzkiej, ograniczone do Europy za­
chodniej, a znane nam poza tem z północnej Afryki i Małej Azji.
Znaleziska te należą do cyklu kulturowego, rozpoczynającego się
kulturą szelską, a rozwijającego się w kulturę aszelską*2). Znale­
ziskom kultury szelskiej i aszelskiej starszej, towarzyszy fauna
leśna ciepłego klimatu z formami Elephas antiquus, Rhino­
ceros Merckii, Hippopotamus amphibius. Cykl ten,
zapewne po ustąpieniu drugiego zlodowacenia, razem z lasem
') M. Limanowski, O znaczeniu iłów wstęgowych Chełmna dla stratygrafji dyluwjum Pomorza. Spr. Państw. Inst. Geolog, t. I, z. 4 6.
2) Kulturę szelską i aszelską do drugiego interglacjału (pierwszego interglacjału północno-niemieckiego) zaliczam zgodnie z poglądami Wiegersa, Bayera,
Soergla, Blanckenhorna i innych.

73
interglacjalnym, wchodzi do Europy i rozwija się tu przez cały
ciąg okresu międzylodowego.
Kultura późno - aszelska, charakteryzująca się trójkątnemi
ostrzami ręcznemi, która kończy cykl kulturowy aszelski, została
stwierdzona w pokładach starszego loessu (Amiens, Abbeville,
Villejuif pod Paryżem, Achenheim). Okres osadzania się tego
loessu, jak to wykazał Soergel1), przypada na okres posuwania
się trzeciego okresu lodowego (t. z. największego zlodowacenia).
W tym okresie pojawia się fauna klimatu arktycznego z formami
Elephas primigenius i Rhinoceros tichorhinus.
Zasiąg maksymalny trzeciego zlodowacenia nie pokrywa się
z obszarem zlodowaconym w poprzednim okresie. Część zachodnia
obszaru dawniej pokryta lodowcem jest obecnie wolna, natomiast
lodowiec wdziera się we wschodnie połacie Europy, dotychczas
nigdy nie pokryte lodowcem. W tym okresie lodowiec wdziera
się po raz pierwszy do Polski, pokrywając ją prawie całkowicie,
sięga po Karpaty, a ku południowemu wschodowi po Lwów, zwra­
cając się dalej na północny wschód i wzdłuż Styru zapada pod
utwory ostatniego zlodowacenia 2).
Następowanie lodowca i towarzyszące temu zmiany klima­
tyczne, powodują falę wędrówek w świecie zwierzęcym i roślin­
nym, która nie omija również człowieka. Ludność interglacjalna
Europy, reprezentowana przez cykl kulturowy szelsko-aszelski,
ustępuje częściowo z powrotem z Europy do swego kraju macie­
rzystego, którym była prawdopodobnie Afryka. Cykl ten ďa tere­
nie Afryki dalej się rozwija, a jego udział w Europie znacznie się
zmniejsza. Jedynie część pozostałej w Europie ludności kultury
późno-aszelskiej, przy pewnych nowych wpływach, idących z Afryki,
występuje znowu w następnym okresie interglacjalnym, a po raz
trzeci cykl ten ponownie zjawia się w Europie dopiero przy
końcu epoki lodowej, po ostatecznem ustąpieniu lodowca w prze­
mysłach wczesno-neolitycznych.
Razem z fauną i florą okresu lodowego, zjawia się prawdo­
podobnie z północnego wschodu człowiek rasy neandertalskiej
o nowej kulturze, rozpoczynając cykl kulturowy musteryjski. Cykl
ten rozpoczyna w Europie kultura prymitywno-musteryjska. Najł) Soergel, Lösse, Eiszeiten u. paleolithische Kulturen. 1919.
a) Zasiąg tego zlodowacenia w Rosji europejskiej nie jest jeszcze jasny.

74
starszem w tej grupie znaleziskiem jest Markkleberg, które należy
jeszcze do trzeciego okresu lodowego. Większa część znalezisk
kultury prymitywno-musteryjskiej przypada na okres interglacjalny
następujący po cofnięciu się lodowca. Z tego okresu znamy
szereg zjawisk geologicznie dobrze datowanych, do nich należą:
Taubach, Ehringsdorf, Grote du Prince pod Mentoną, Krapina,
wreszcie dolna warstwa z jaskini La Micoque. Koniec okresu międzylodowego nie zbiega się z końcem tej kultury, kultura prymitywno-musteryjska pozostawia bowiem nam także znaleziska przy­
należne do ostatniego okresu* lodowego, a odpowiadające wczesnej
fazie posuwania się mas lodu pierwszej fazy ostatniego zlodowacenia, gdy wskutek oziębienia się klimatu fauna interglacjalna
ustąpiła już miejsca faunie arktycznej typu primigenius. Na ten okres
przypadają znaleziska z Tata i najniższy poziom z jaskini Sirgenstein.
Obok znalezisk kultury prymitywno-musteryjskiej na ostatni
okres interglacjalny, przypada rozwój kultury La Micoque. Okres
interglacjalny, zaznaczający się znacznem optimum klimatycznem,
wprowadza ponownie do Europy las liściasty, a z nim razem faunę
leśną, przystosowaną do ciepłego klimatu, z formami E1 e p h a s
antiquus i Rhinoceros Merckii. Tej wędrówce towarzyszy
także człowiek, który z Afryki północnej wchodzi ponownie na
kontynent Europy. Wchodzą tu w rachubę przedewszystkiem zna­
leziska o charakterze kultury La Micoque. Cykl kultury La Mi­
coque nie jest jednak dostatecznie poznany, a poszczególne zna­
leziska do cyklu tego należące, wykazują też między sobą szereg
różnic morfologicznych. W każdym razie cykl ten musimy nawią­
zywać do cyklu szelsko-aszelskiego, a musi pozostać narazie otwartą
kwestja, w jakim stopniu na rozwój tego cyklu wpływała kultura
późno-aszelska w Europie; znaleziska północno-afrykańskie wska­
zują na wyraźne ślady nowej imigracji z południa. Samo znalezisko
La Micoque należy jeszcze do okresu interglacjalnego. Znaleziskom
bawarskim, należącym do tegoż cyklu, towarzyszy już fauna typu
primigenius podobnie jak polskim, które to ostatnie odnalezione
zostały na obszarze przedostatniego zlodowacenia, mogą więc być
ze względu na towarzyszącą faunę odniesione tylko do okresu
następowania pierwszej fazy ostatniego zlodowacenia. Zarówno
bawarskie jak i polskie znaleziska tej kultury, wskazują na znaczne
przesunięcie się kultury La Micoque ku wschodowi.

75
Na obszarze Francji obok kultury późno-aszelskiej występuje
nadto przemysł Levallois, który czasowo odpowiada przedostatniemu
zlodowaceniu i ostatniemu okresowi międzylodowemu. Do tego
przemysłu należy ostrze ręczne, pochodzące ze starszego loessu
z Achenheim, jednego z najdalej na wschód wysuniętych stanowisk
tego przemysłu.
Ostatni okres międzylodowy kończy się ponownem oziębie­
niem klimatu i nowem następowaniem mas lodu z północy. Wcho­
dzimy w ostatni okres lodowy, który rozpada się na trzy wyraźne
fazy następowania mas lodu, rozdzielone dwoma okresami interstadjalnemi, którym towarzyszy częściowe cofnięcie się lodowca
ku północy. Nowy okres lodowy powoduje ustąpienie fauny inter­
glacjalnego okresu ku południowi i wkroczenie od północnego
wschodu fauny arktycznej wraz z postępującą obecnie na południe
tundrą i stepem arktycznym. Wędrówki ludzkiej, towarzyszącej
tym “przemianom, dotychczas nie znamy. Rozwój kultury musteryjskiej, przypadający bowiem na pierwsżą fazę ostatniego zlodo­
wacenia, może być wyjaśniony jako dalszy rozwój cyklu premusteryjskiego. Nie jest jednak wykluczone, że na wytworzenie się
kultury środkowo musteryjskiej oddziałała nowa imigracja etnicznaz północnego-wschodu. Kultura musteryjska rozwija się przez cały
okres następowania lodowca, a jej późny okres przypada na maksymum pierwszej fazy ostatniego zlodowacenia. Cykl musteryjski kończy
się kulturą Abri Audit i w młodszym paleolicie dalszego rozwoju
tego cyklu, ani śladów rasy neandertalskiej nie znajdujemy. W tym
również okresie znika kultura La Micoque. Zniknięcie obu tych
cyklów kulturowych zaznacza ostrą granicę, między starszym
i młodszym paleolitem, który to ostatni jest reprezentowany przez
nowe rasy i nowe kultury.
W pierwszej zapewne fazie ostatniego zlodowacenia, na
obszarze północnej Afryki, zjawia się nowa kultura, zwana kapską
dolną (Capsien inferieur). Kultura ta spycha, jak się zdaje, ludność
cyklu aszelskiego na południe do środkowej Afryki. Rozpoczyna
ona długi cykl rozwojowy, który w młodszym paleolicie tworzy
okręg kultur śródziemnomorskich. Kultura kapska dolna obejmuje
również Europę południową, mianowicie Hiszpanję i Włochy.
W dalszym ciągu rozwija się w kulturę kapską górną, która w me­
zolicie jako kultura tardenuaska, zalewa znaczne połacie Europy.
Równolegle do kultury kapskiej dolnej, rozwija się we Francji

76

kultura oryniacka, wykazująca szereg związków z kapską. Kultura
ta jest początkiem drugiego okręgu kultur młodszego paleolitu, mia­
nowicie okręgu nadatlantyckiego. Wczesny okres oryniacki uważa
H. Breuil jako pochodny kultury kapskiej dolnej. W ten sposób cykl
kulturowy kapski rozdwaja się niejako na dwa : pierwszy śródziem­
nomorski, związany z klimatem umiarkowanym, i drugi atlantycki,
związany z klimatem arktycznym ostatniej epoki lodowej. Razem
z kulturą oryniacką zjawia się w Europie nowa rasa Combe Capelle
o szeregu cech negroidalnych, na co obok szkieletów wskazują rzeź­
bione figurki ludzkie epoki oryniackiej. Kultura oryniacka przechodzi
na kontynencie Europy długi rozwój, który dzielimy na sześć okre­
sów. Wykazuje ona wyraźne przesunięcie na wschód. Obejmuje
Francję, Belgję, przechodzi do Anglji i północnej Hiszpanji, w po­
chodzie zaś swoim ku wschodowi, obejmuje południowe Niemcy,
Austrję, Węgry, przechodzi do Bułgarji, a stanowiskiem jej, naj­
dalej na wschód wysuniętem są jaskinie południowego Kaukazu.
Na północ od tego wielkiego szlaku, kultura oryniacka przechodzi
do Czech, na Morawy i do południowej Polski, wreszcie być może
z Węgier na Ukrainę. W stosunku do epoki lodowej, kultura
oryniacka przypada na okres interstadjalny między pierwszą a drugą
fazą ostatniego zlodowacenia, oraz na czas posuwania się drugiej
fazy ostatniego zlodowacenia.
Zasiąg drugiej fazy ostatniego zlodowacenia, poznany dość
dokładnie w Niemczech i w Polsce, gdzie tworzy t. z. morenę
środkowo-polską, dalej ku wschodowi budzi jeszcze szereg za­
strzeżeń. Jednak zdaje się nie ulegać wątpliwości, że w okresie
tym lodowiec przekroczył ku wschodowi zasiąg zarówno trzeciego
zlodowacenia jak i zasiąg pierwszej fazy ostatniego zlodowacenia.
Ten nowy nawrót epoki lodowej, oraz zlodowacenie obszarów
dotychczas nie pokrywanych lodem, powoduje prawdopodobnie
nową wędrówkę ludzką z północnego wschodu. Wskutek tej wę­
drówki zjawia się w środkowej i zachodniej Europie kultura solutreńska, znana nam w swej najstarszej formie jako kultura presolutreńska na Węgrzech. Kultura solutreńska rozwija się tu,
przechodząc powolny rozwój form aż do kultury środkowo-solutreńskiej. Z Węgier kultura solutreńska przechodzi na Morawy i do
Czech oraz do Polski. Wreszcie wzdłuż Dunaju do Francji, gdzie
tworzy się wtórne centrum tej kultury. Kultura solutreńska w zetknię­
ciu z późnym okresem kultury oryniackiej, tworzy nadto przemysł

77
0 mieszanym charakterze, zwany Font Robert. Ślady wpływów prze­
mysłu solutreńskiego znajdujemy również w 9 warstwie Willendorf.
Charakter mieszany przemysłu oryniackiego z solutreńskim, wykazuje
również stanowisko Kostionki nad Donem. Inną kulturą, rozwiniętą
z przemysłu późno-oryniackiego pod wpływami kultury solutreńskiej,
jest przemysł późno-solutreński południowej Francji i Hiszpanji, który
nadto zyskuje jeszcze wykształcenie lokalne w Kalabrji. Nawiązanie
cyklu solutreńskiego do kultur późniejszych jest nam nieznane, je­
dynie kultura chwalibogowicka wykazuje z tym cyklem związek,
do czego jeszcze poniżej powrócimy.
Na maksymum drugiej fazy ostatniego zlodowacenia, przy­
pada w Europie okres kultury wczesno-magdaleńskiej. Kultura ta
należy do okręgu nadatlantyckiego, i jest jak się zdaje dalszym cią­
giem cyklu oryniackiego, z którego wyrosła na terenie Francji. We
wczesnym okresie magdaleńskim, kultura ta, przesuwa się ku wscho­
dowi tą samą drogą, którą przedtem szła kultura oryniacka. Nie
dochodzi jednak tak daleko na wschód, jak kultura oryniacka,
a najdalej wysuniętemi stanowiskami tej kultury są znaleziska polskie
1 węgierskie. Na terenie środkowej Europy, nádatlantycka kultura
magdaleńska łączy się z elementami śródziemnomorskiemi kultury
kapskiej górnej. Wraz z cofaniem się lodowca, które rozpoczyna
się w okresie wczesno-magdaleńskim, następuje emigracja do
Europy środkowej kultury śródziemnomorskiej. Wejście tych no­
wych elementów do Europy środkowej, stwarza mieszany charakter
kultury magdaleńskiej na tym obszarze. Do Polski elementy śród­
ziemnomorskie w tym czasie jeszcze nie docierają i temu przy­
pisać musimy czysto nadatlantycki charakter naszej kultury magda­
leńskiej.
W Europie wschodniej nie odkryto dotychczas w epoce
magdaleńskiej znalezisk o charakterze śródziemno-morskim lub
atlantyckim. Tu rozwijają się dalej dwa cykle rozwojowe epok
ubiegłych. Cykl oryniacki pozostawia znaleziska z Kijowa i Meziny, które należą zapewne chronologicznie do epoki magdaleńskiej,
a reprezentują bardzo późne, silnie zubożałe i zdegenerowane
przejawy cyklu oryniackiego. Wskazują na to wyroby krzemienne
o formach bardziej rozwiniętych, jak najpóźniejsze oryniackie, oraz
wyroby z kości, zwłaszcza figurki ludzkie kobiece i męskie bardzo
silnie zdegenerowane i stylizowane, przedstawiające dalszą rozwo­
jową formę figurki z Willendorf, która już przypada na koniec

78
epoki oryniackiej. Dalszego rozwoju tej kultury nie znamy. Nie
jest jednak wykluczone, że jest ona początkiem odrębnej mezolitycznej kultury na Ukrainie. Drugim przemysłem epoki magda­
leńskiej wschodniej Europy jest przemysł, należący do cyklu kul­
turowego, reprezentowanego przez znaleziska w Kostionkach nad
Donem. Kostionki nad Donem należą do przemysłu Font Robert,
który to przemysł w Europie wschodniej zyskuje nieco odrębny
charakter. Przemysł ten rozwija się dalej w kulturę, zwaną przezemnie chwalibogowickąx). Morfologicznie przemysł chwalibogowicki nawiązuje się do przemysłu Font Robert, a zwłaszcza do
znalezisk w Kostionkach. Związek ten wykazują grociki trzoneczkowate, rylce, oraz wiórki o zatępionym tylcu, znajdujące dla sie­
bie prototypy w Kostionkach, wreszcie retusz powierzchniowy
i ochronny na narzędziach, jakie przemysł chwalibogowicki ce­
chuje. Chronologicznie przemysł chwalibogowicki nie może być
wcześniejszy jak okres środkowo-magdaleński, ponieważ zjawia się
na obszarze zlodowaconym w drugiej fazie ostatniego zlodowa­
cenia. Kultura ta pochodzi ze wschodu, dowodzą tego liczne zna­
leziska przemysłu chwalibogowickiego we Wschodniej Małopolsce,
a brak ich zupełnie w Wielkopolsce, mimo że Niż Polski jest
stanowiskami tego przemysłu gęsto usiany i że przechodzą one
nawet na Litwę. Na Niż Polski kultura chwalibogowicka wejść
mogła dopiero po ustąpieniu lodowca, a obecność tego przemysłu
w powiatach lidzkim i trockim wskazuje, że jest on późniejszy od
zlodowacenia bałtyckiego. Dalszy rozwój tego przemysłu jest nam
nieznany. Znalezisk późniejszych od okresu Ancylusowego nie
znamy. Przemysł chwalibogowicki należy już do przemysłów epipaleolitycznych, które rozwijają się w Europie po ostatecznem ustą­
pieniu lodowca.
Reasumując, cośmy powiedzieli o epoce magdaleńskiej w Euro­
pie, możemy znaleziska tej epoki podzielić na pięć grup : 1) Kultura
kapska górna w Europie .południowej. 2) Kultura magdaleńska
nadatlantycka. 3) Kultura magdaleńska środkowej Europy. 4) Kul­
tura typu Kijów-Mezina. 5) Kultura chwalibogowicka.
Ostateczne wycofanie się lodowca z Europy i nawrót współ­
czesnych stosunków w świecie zwierzęcym i roślinnym, powoduje
i) L. Kozłowski, Epoka kamienia na wydmach wschodniej części Wyżyny
Małopolskiej. Arch. nauk antr. t. II, Nr. 3.

79

nowe głębokie przemiany w rozwoju kulturowym człowieka. Ra­
zem z wejściem lasu i fauny leśnej, wchodzi do Europy człowiek
kultury późno-kapskiej, który zalewa znaczną połać Europy jako
kultura starsza i młodsza tardenuaska. Znaleziska tej kultury znamy
z Hiszpanji, Włoch, Francji, Anglji, Belgji, Niemiec i Polski. Z po­
zostałą w zachodniej Europie częścią ludności kultury magdaleń­
skiej nadatlantyckiej, nowa ta kultura tworzy zespół mieszany,
oznaczony jako kultura azylska. Kultura ta występuje w północnej
Hiszpanji, południowej Francji, sięga do Belgji i Anglji, a na
wschód do Szwajcarji aż po Ren. Część ludności o nadatlan­
tyckiej kulturze magdaleńskiej, emigruje ku północy i tu również
z kulturą starszą tardenuaską, tworzy zespół mieszany, zwany kul­
turą maglemose. W zespole tym, obok elementów nadatlantyckich
i tardenuaskich, znajdujemy jeszcze trzeci element, obcy znanym
nam dotychczas cyklom paleolitycznym, a nawiązujący się do
kultury kampińskiej. Kultura ta obejmuje wybrzeża morza Bał­
tyckiego. Nawrót cieplejszego klimatu, zbliżonego do stosunków
interglacjalnych, powoduje ponowny nawrót do Europy cyklu
kulturowego szelsko - aszelskiego. Na obszarze Europy zaczynają
się znowu pojawiać wyroby o charakterze ostrzy ręcznych, zbli­
żone do ostrzy aszelskich, a niejednokrotnie upadabniające się
do ostrzy solutreńskich. Wyroby te wypada zapewne uznać jako
bardzo późne przejawy cykju aszelskiego, który ponownie z po­
łudnia wchodzi do Europy. Wszystkie te kultury tworzą grupę
kultur epipaleolitycznych i wiążą się z cyklami kulturowemi, jakie
są nam znane z paleolitu Europy. Obok tych kultur epipaleoli­
tycznych, zjawiają się jednak zapewne od wschodu, inne nowe
kultury, które są już zapowiedzią kultur neolitycznych. Jednym
takim wczesno-neolitycznym cyklem kulturowym jest kultura kampińska, dająca początek kulturom neolitycznym północnej Europy.
Drugi jest cykl neolityczny Europy południowej, będący począt­
kiem dla kultur neolitycznych śródziemno - morskich. Krzyżowanie
się tych nowych cyklów ze sobą i z kulturami epipaleolitycznemi’
oraz ich różnicowanie się i wzajemne oddziaływanie, daje nam
obraz neolitu europejskiego.
Przedstawiony powyżej stosunek rozwoju cyklów kulturo­
wych do fenomenów lodowcowych i towarzyszących im zmian
klimatycznych, wyciskających swe piętno na świecie zwierzęcym
i roślinnym, daje w rezultacie obraz wysoce harmonijny. Motorem

80

przemian są zmiany lodowcowe, które tworzą cykl czterech okre­
sów lodowych, przesuwających się z zachodu ku wschodowi. Harmonja tego ruchu powoduje ruch oddźwiękowy w świecie zwie­
rzęcym przy kolejnem następstwie różnych zespołów faunistycznych,
których następstwo i wędrówki są najściślej związane z ruchami
lodowców. Te ruchy znajdują znów swój oddźwięk w wędrówkach
człowieka, którego rozwój i kolejne następstwa cyklów kulturo­
wych, najściślej łączą się z ruchami powyższemi. Zgodnie z na­
stępstwem okresów lodowych i międzylodowych, oraz wędrówek
faun glacjalnych i interglacjalnych, wyróżnić możemy trzy grupy
cyklów kulturowych paleolitu. Jako cykle interglacjalne wyróżniamy
cykl staro-paleolityczny szelsko-aszelski, a w młodszym paleolicie
cykl kapski, inaczej nadśródziemno-morski. Są one analogiczne
do zespołów faunistycznych epok międzylodowych i razem z temi
zespołami wchodzą na kontynent Europy. Drugą grupę tworzą
cykle lodowcowe, spychane przez lodowce następujące z północ­
nego wschodu na południowy zachód, jest to cykl staro-paleoli­
tyczny, premusteryjsko-musteryjski i cykl młodszego paleolitu,
solutreński. Trzecią grupę tworzy cykl nadatlantycki, którego
wędrówki ku wschodowi, przypadają na okresy interstadjalne
ostatniego zlodowacenia, raz jako kultura oryniacka, później jako
kultura magdaleńska.

81

/XX XX
BALTICUM

xxxxx
rX X X X X X
INTERSTADJAŁ

'XXXXXXXX
MAKSYMUM L 4 (II)

/XXXXXXXXX

/x MŁODSZY LOESS IIX
/XXXXXXXXXX
INTERSTADJAŁ

/XXXXXXXXXX
/xXMAKSYMUM L 4 (I) X.J

/XXXXXXXXXX/

fx
MŁODSZY LOESS I ' /
XXXXXXXXXX/
INTERGLACJAŁ

XXXXXXXXXX
XX MAKSYMUM L 3 X
XXXXXXXXXX
XX STARSZY LOESS XX.
XXXXXXXXXX
INTERGLACJAŁ

/ XXXXXXXXXX,
XX MAKSYMUM L 2 X! /
XXXXXXXXXX
Lu cl. T. XXII.

6

DOC. DR. EUGENJUSZ FRANKOWSKI.

WYCINANKI I ICH PRZEOBRAŻENIA.
TREŚĆ: Wstęp s. 82. — Typy, style i motywy zdobnicze s. 83. — Czukcze.
Szew — motyw zasadniczy na skórze s. 85. — Goldowie. Wycinanki
typu A i B w skórze, w tkaninie i w papierze s. 88. — Ajnowie s. 93 —
Chiny północne s. 95. — Turkiestan s. 98. — Tatarzy kazańscy i krym­
scy s. 99. — Wybrzeża morza Śródziemnego, a) Bałkany s. 101. —
h) Tunis i Algier s. 102. — Półwysep iberyjski s. 103. — Polska. Wy­
cinanki w skórze i w tkaninie s. 103. — Wycinanki papierowe s. 110. —
Geneza polskiej wycinanki papierowej s. 111. — Ozdoby malowane
na ścianach chat s. 112. — Wycinanki łowickie s. 115. — Wycinanki
kurpiowskie s. 118. — Wycinanki podlaskie s. 120. — Wycinanki ży­
dowskie s. 122. — Streszczenie s. 126.

Wstęp.
Studjum, jakie obecnie przeprowadzam nad wycinanką pol­
ską, nasunęło mi szereg refleksyj ogólniejszych.
Zanim możliwem będzie w dzisiejszych ciężkich warunkach
naszych ogłoszenie rękopisu, umotywowanego bogatym materjałem
rysunkowym, pragnąłbym podać w streszczeniu zasadniczy bieg
myśli, tworzącej osnowę rozumowania tej pracy.
Materjał rzeczowy, jaki omawiam, znajduje się w Muzeum
etnograficznem w Warszawie i pochodzi z różnych części świata.
Metoda analizy technicznej, stosowana w tej pracy, wymaga
bezpośredniego zetknięcia się z materjałem badanym, wobec czego
na podstawie przygodnych materjałów muzealnych, można było
przeprowadzić tylko pewne, fragmentaryczne paralele etnologiczne.
Wyczerpujące ujęcie przedmiotu mogłoby być uskutecznione je­
dynie drogą rozległych badań terenowych, na które dziś pozwolić
sobie nie można.

83
Papierowa wycinanka polska uważana jest powszechnie za
zjawisko występujące samoistnie i jedynie w sztuce ludu naszego.
Nieliczne artykuły, poświęcone wycinance wychodziły z pod pióra
artystów, patrzących na nią z punktu widzenia jedynie estetycz­
nego 1). Kierowało nimi wzruszenie artystyczne i budziło zachwyt
dla tak osobliwego przejawu artystycznej intuicji ludu. Dla etno­
loga, prócz znamion piękna, wycinanka posiada jeszcze inne war­
tości i związane z niemi zagadnienia. Dotyczyć one będą istot­
nych przyczyn powstania wycinanki, zjawiska przeniesienia dawniej­
szych tradycyj na nowy materjał i nową technikę; skali jej roz­
woju i wybujania, a wreszcie dalszego jej życia i przeobrażeń.
Typy» style i motywy zdobnicze.
Analiza form zdobniczych różnych kultur i różnych czasów
wysuwa na pierwsze miejsce znaczenie użytego przy ich powstaniu
materjału i stosowanej techniki.
Najpierwotniejsze motywy zdobnicze biorą swój początek
z techniki, mającej za punkt wyjścia cel praktyczny.
W ten sposób narodzone motywy zdobnicze w ciągu tysiącoleci nieprzerwanego swego istnienia ulegają zmianom przy prze­
chodzeniu na nowe materjały. Przeobrażają się pod wpływem no­
wych technik, dostosowanych do nowych wytworów i materjałów
i urabiają po niejakim czasie nowe formy przeobrażone — mo­
tywy, dojrzałe w nowej technice.
Samorzutnie powstające w najodleglejszych od siebie za­
kątkach ziemi zasadnicze motywy zdobnicze posiadają wszędzie
wspólny charakter. Tworzą one wspólny typ wytworów ludzkich,
wynikający z użycia tych samych materjałów i zastosowania tych
samych technik. Ale dalsze losy tych motywów zależeć będą od
skali poczucia piękna poszczególnej grupy ludzkiej, która je wy­
kształca.
To wrodzone poczucie artystyczne, będące jedną ze skła­
dowych cech ducha ludzkiego, będzie kierowało układem poszcze­
gólnych motywów w zespoły rytmiczne, nadając im jednolity cha­
rakter artystyczny, będący niezbędnym warunkiem piękna.
Tak powstanie styl. W przeciwstawieniu do typów wy­
tworów, wynikających z tożsamości materjału i techniki, wspólnych
') J- Warchałowski: Wycinanki. Wisła. XVI, s. 477.
6*

84

dla różnych kultur, styl będzie wyciskał wspólne piętno rytmi­
cznego zespolenia na wytworach różnorodnych. Będą one miały
z sobą tylko tyle wspólnego, że będą wytworem jednej i tej sa­
mej kultury, dziełem jednej i tej samej grupy ludzkiej. Siedząc
dzieje poszczególnych motywów zdobniczych i ich techniki w za­
stosowaniu do jakiegobądź materjału w różnych zakątkach świata,
zauważymy, że wszędzie cechować je będzie stopniowy, konse­
kwentny przebieg przeobrażeń. Żadnych skoków, żadnych niespo­
dzianek w rozwoju. Niekiedy wystąpi wybitne przyspieszenie roz­
wojowe przy przejściu z jednego materjału na drugi, ale wszędzie
tam, gdzie działa ta sama kultura, zmiana taka przebiega stopniowo,
konsekwentnie. Pod tym względem dzieje poszczególnych form
zdobniczych możemy porównać z biegiem rzeki. Rzeka omija
napotkane przeszkody i wybiera drogi, które w danym momencie
są najdogodniejszemi drogami spadku, ale nigdy nie przeskakuje
przeszkód. Warunki naturalne, w jakich żyją poszczególne gromady
ludzkie, mogą być mniej, lub bardziej sprzyjające dla rozwoju za­
sadniczych motywów zdobniczych. Mogą one ograniczać, wstrzy­
mywać lub sprzyjać uzewnętrznieniu się wrodzonego poczucia
artystycznego.
Wszystkie motywy zdobnicze w swych zespołach rytmicznych,
możemy uważać jakgdyby za wytwory płynne, ulegające ustawi­
cznym zmianom. Jedne z nich przeobrażają się w ciągu bardzo
krótkiego czasu, inne potrzebują na to tysiącoleci. Typowy dla
ludów myśliwskich ornament zwierzęcy pod wpływem materjału
i techniki przeobraża się, rzec można, że się roztapia w rytmie
ornamentu i w szeregu odtworzeń zatraca swój pierwotny wyraz.
Powstały w ten sposób rytmiczny układ linjowy przechodzi w orna­
ment geometryczny, a niekiedy nawet i w roślinny. Są to zja­
wiska powszechne, spostrzegane przez wielu bardzo badaczów na
wytworach ludzkich od paleolitycznych aż do dzisiejszych.
Wszystko wyżej powiedziane stanie się oczywistem dopiero
wówczas, gdy stwierdzimy występowanie poszczególnych zasadni­
czych typów wytworów zdobniczych ludzkich na całej ziemi i choć
w przybliżeniu zarysujemy ich drogę rozwojową u niektórych grup
ludzkich, gdzie wrodzone poczucie piękna, tworzące styl swoisty,
da się obserwować w historycznie ułożonych szeregach rozwo­
jowych.

85

Czukcze. Szew — motyw zasadniczy na skórze.
Mieszkańcy północnej Syberji: Czukcze, Korjacy, Jukagirzy,
Samojedzi, sporządzają ubrania swoje ze skór renów, fok, ptasich
skórek i z jelit morskich ssaków. Jakuci użytkują skórę koni
i wołów. Giłjacy, Orokowie i Goldowie między innemi sporzą­
dzają je ze skór łososia i karpia. Zasadniczą ozdobę ubrania sta­
nowią paski skóry niedźwiedzia i zwierząt pomniejszych, jako to
sobola, wiewiórki, lisa, wilka i psa, które tworzą przeważnie dolną
okolnicę stroju, naszycia na czapkach, butach i innych przedmio­
tach skórzanych.
Warszawskie Muzeum etnograficzne posiada bardzo bogaty
zbiór ubiorów futrzanych i innych wyrobów skórzanych, wykona­
nych przez Czukczów. Na tym materjale możemy studjować na­
rodziny najpierwotniejszego ornamentu. Przejawia się on niewątpli­
wie na najpierwszym materjale użytym przez człowieka na odzież,
mianowicie na skórze upolowanego zwierzęcia. Potrzeba połącze­
nia dwu skór w jedną całość natchnęła człowieka do zastoso­
wania pierwszego szwu. Przez szereg nacięć wykonanych wzdłuż
krawędzi skór przenizano wązki pasek tej samej skóry, lub usu­
szone jelito. Na połączonych skórach ścieg szwu przejawił się jako
plama, różniąca się od tła i w ten sposób dał naturalną podstawę
ornamentu na stroju człowieka. Pierwotna nić — paseczek ze skóry —
przeobrazi się następnie w wycinankę skórzaną, która od czasów
człowieka pierwotnego do dziś dnia zdobić będzie, jako naszycia,
wyroby ze skóry na całej nieledwie ziemi. Mimochodem zaznaczę,
że taka sama pierwotna spajająca nić będzie punktem wyjścia dla
haftu na stroju z tkanin. Na miejscach, gdzie przebiegał najpier­
wotniejszy haft — barwna nić szwu — rozwijać się będą najbo­
gatsze hafty, pokrywające niekiedy strój cały. W rytmicznych
ośrodkach ornamentu wyhaftowanego na odzieży odkrywamy miej­
sca pierwotnych szwów, z których niektóre przetrwały do dziś,
inne przesunęły się lub zaginęły zupełnie.
W tej pracy pragnę zwrócić uwagę na szereg przeobrażeń,
jakim pod wpływem zmiany materjału i techniki w różnych ośrod­
kach kulturowych ulegała pierwotna nić— wąski pasek skórzany.
Przenizany przez nacięcia w skórach wąski paseczek to będzie
wybiegał na powierzchnię, zarysowując się jako kostka wydłużona,
to znów ginąć będzie pod skórą, ażeby znów pojawić się, znacząc

86

w ten sposób ślad jednokierunkowych, rytmicznie ułożonych koste­
czek. Dla ułatwienia rozumowania taki poszczególny ślad ściegu
będziemy na przyszłość nazywali motywem zasadniczym.
Zużytkowanie i rozwinięcie tego zasadniczego motywu zdobni­
czego i nadanie mu swoistego stylu będzie dziełem większej lub
mniejszej intuicji artystycznej poszczególnych gromad ludzkich.
Ale przyjrzyjmy się, jakim przeobrażeniom ulegał ten motyw w wy­
tworach Czukczów. Możemy je wyśledzić na kilkudziesięciu to­
rebkach skórzanych na powierzchni pokrytej włosem i bez włosa.

Na półkolisto wyciętej torebce, N: 11168, na ciemnej, wy­
prawionej skórze przebiegają równolegle do krawędzi szeregi
motywu zasadniczego. Ścieg tworzy przenizany wąski, biały paseczek ze skóry. Każde dwa ściegi oddziela, równolegle do nich
przebiegający, półkolisto naszyty szerszy trochę paseczek biały,
przyszyty cieniutką, ciemną nicią, ścieg nici, ustawiony pionowo
do paska i rozmieszczony na nim w odstępach równych długości
kostki zasadniczego motywu, przeszywa pasek w połowie jego sze­
rokości, dzięki czemu robi wrażenie nacięć jednostronnych. W ten
sposób powstaje odmienny motyw zdobniczy o tej samej jednak
wartości rytmicznej.
Przyjrzyjmy się innej torebce, N: 11160. Występuje na niej
ten sam układ półkolistych, równoległych do krawędzi pasów,
spostrzegamy tu jednak szereg niezmiernie ciekawych przeobrażeń
motywu zasadniczego. Usamodzielniony motyw zasadniczy zostaje
wycięty i naszyty na skórę, a raczej przyczepiony nitką na czte­
rech rogach, i w dalszym ciągu zachowuje układ pasowy. Nastę­
pnie przebiegają dalsze przeobrażenia. Drogą zaokrąglenia rogów
czworoboku motywu zasadniczego powstają kółeczka. Przymoco­
wujące je cztery niteczki, symetrycznie naszyte w kierunku pro­
mieni koła, zmieniają jego układ na gwiazdę czworoboczną. Wy­
stępuje tu też opisany na poprzedniej torebce pasek naszywany,
który również ulega ciekawym przeobrażeniom. Wspominaliśmy
już o przymocowującej go nici, wywołującej wrażenie nacięć. Na
,nnej torebce, N : 11160, podobny pasek ciemny, naszyty na
jasne tło, posiada już umyślnie wykonane czworoboczne wycięcia.
Przymocowująca go ciemna nić została naszyta na ciemnym pasku,
wobec czego staje się niewidoczną.
Dalsze przeobrażenia dotyczą formy ząbków. Z czworobocz­
nych stają się one trójkątnemi. W innem miejscu nić jasna, przy­

87

mocowująca każdy ząbek we środku plamą swoją zlewa się z tłem,
robiąc wrażenie drobnych wycięć na ząbkach. Na tej samej to­
rebce i na szeregu innych wycięcie takie jest już wykonane w rze­
czywistości. Ząbek rozrasta się, przeistaczając się we wtórną, sa­
modzielną pętelkę. Na tej samej torebce występuje szereg naprzemianległych szerszych pasów zeszytego, odmiennego tła ze
skór białej i czarnej, na którem kontrastowo ponaszywane zostały
wszystkie wyżej opisane motywy.
Przy ciemnych motywach, naszytych na tło jasne, motywy
jasne, występujące na paskach ciemnych robią wrażenie wycięcia,
przez które przeziera jasne tło materjału. Zdawałoby się, że w ten
sposób otwiera się niezmiernie bogata droga dla nowych prze­
obrażeń ornamentu.
Sztuka Czukczów zatrzymała się przed tą drogą. Pójdą po
niej inne gromady ludzkie, rozporządzające odpowiedniejszym materjałem i żyjące w warunkach bardziej sprzyjających rozwojowi
takiej techniki. Na częściach stroju i innych przedmiotach Czuk­
czów występuje cała jakby rodzina przeobrażeń motywu zasadni­
czego. W nielicznych wypadkach naszyty motyw zasadniczy przy­
biera kształt zwierzęcia. Wiernie narysowane i wycięte w skórze
zwierzę tworzy plamę odosobnioną, bez związku z geometrycznym
charakterem całego ornamentu.
Charakterystyczny dla zdobnictwa Czukczów rytmiczny układ
całego szeregu przeobrażeń motywu zasadniczego zostaje zacho­
wany i przy zastosowaniu odmiennego materjału zdobniczego,
jakim były paciorki szklane i kawałki kolorowego sukna. Nowy
materjał wiernie odtwarza motywy ornamentu, urobionego na skó­
rze naszywanej, nie wnosząc na razie nic nowego do swej tech­
niki. Możnaby przypuszczać, że przyczyny leżą w obcości ma­
terjału, który zjawił się tylko przygodnie, nie będąc związanym
z warunkami życia tego ludu.
Znajdujący się w zbiorach Muzeum kompletny strój miesz­
kańca Alaski, N : 10580, wykazuje ornamentację podobną do uży­
wanej przez Czukczów. Występuje ona na białej skórze wypra­
wionej — jako naszycia ze skóry ciemnej, lub jako naszycia jasne
na pasemkach skóry ciemnej, wszytej w skórę białą.

88

Goldowie. Wycinanki typu A i B w skórze, w tkaninie i w pa­
pierze.
Znacznie bogatszą drogę niż u Czukczów przebiega przeobra­
żenie motywu zasadniczego u Goldów. Sporządzają oni swoje
stroje między innemi ze skór łososia lub karpia. Wyprawiona
przez nich skóra rybia przypomina zupełnie skórę używaną u nas
na białe rękawiczki, z tą różnicą, że nie posiada jej rozciągli­
wości i pod tym względem zbliżona jest raczej do spoistego,
cienkiego papieru.
W bardzo oryginalnym ornamencie Goldów można rozpo­
znać motywy zwierzęce, jako to głowy niedźwiedzia, sarny, figur/
ptaków i smoka, pochodzenia chińskiego. Motywy te coraz bar­
dziej rozpływają się w ornamentacji linjowej. Jako materjał na
wycinankę służy niewielki kawałek skóry, złożony we dwoje.
Ornament wycinają nożem na deseczce drewnianej. Otrzymany
w ten sposób ornament posiada ośrodek rytmiczny zazwyczaj na
jedynej osi symetrji, będącej wynikiem złożenia materjału. Wła­
ściwa temu sposobowi wycinania technika, umożliwiona delikat­
nością i spoistością materjału nadaje znamienny charakter linjom
ornamentacyjnym. Rozkłada ona wyobrażony przedmiot na układ
gałęziasto rozchodzących się linij, łukowato zakreślonych krającem ostrzem noża.
Biały kawałek skóry, służący za materjał na wycinankę zo­
staje uprzednio zabarwiony na niebiesko. Pozostała po wyko­
naniu wycinanki skóra przedstawia jakby negatyw ornamentu.
Zjawisko to otwiera dla zdobnictwa nową drogę, o której pomó­
wimy niżej.
Wykrojony ornament cieniutką niteczką, sporządzoną z tej
samej skóry, naszywają ściegiem na okrętkę na nieznacznie większy
płatek biały. Takie płatki skóry z naszytym motywem rozmiesz­
czają i naszywają w rytmicznym układzie na całej przedniej i tyl­
nej powierzchni kaftana i na innych częściach stroju.
Ornament, urobiony techniką wycinanki skórzanej, rozwijać
się będzie dwoma drogami. Powstaną równoległe dwa typy wy­
cinanki na skórze, które nadal będziemy rozróżniali, jako typ
A i typ B.
Typem A będziemy nazywali ornament wycięty i następnie
naszyty na tło odmiennej barwy. Typem B będzie ornament wy­

89

cięty jako przezrocze, uwidocznione drogą podłożenia materjału
barwy odmiennej. Typ B powstał i rozwinął się z zużytkowania
pozostałego negatywu, przy sporządzaniu wycinanki — pozytywu,
typu A.
Należy zaznaczyć, że u Goldów typ A będzie zawsze ciem­
niejszy od tła, zazwyczaj niebieski, a typ B wystąpi jako biały
na tle ciemniejszem, najczęściej niebieskiem. Z kolei mamy mo­
żność obserwowania nowego zjawiska. Skóra ryb zostaje zastą­
piona tkaniną. Przyjrzyjmy się, jaki wpływ na zmianę techniki bę­
dzie miała zmiana materjału i jak odbiją się na charakterze orna­
mentu obydwie wymienione zmiany.
W tych nowych warunkach ornament typu A, wykonany
został sposobem wycinankowym z niebieskiego jedwabiu. Wła­
sności ciągliwego materjału wpłynęły na zmianę techniki stosowa­
nej przy naszywaniu wycinanki skórzanej. Wycinanka jedwabna
zostaje naklejona na płótno, podobnie jak to niekiedy czyniono
z wycinanką skórzaną.
Dla wzmocnienia brzegów jedwabiu i dla zapobieżenia strzę­
pieniu się, zostaje nalepiony na jedwabiu wzdłuż krawędzi orna­
mentu wąziutki, jednomilimetrowej szerokości paseczek ze skóry
rybiej. Poczem brzegi ornamentu zostają obszyte na okrętkę w ten
sposób, że nić kryje w zupełności pasek brzeżny, tworząc wałek
wypukły. Od strony wewnętrznej ornamentu nić przeszywa jedwab
i płótno, a od strony zewnętrznej tylko płótno. Ten sposób obszy­
cia, wywołany własnością jedwabiu, wysuwa na pierwszy plan
znaczenie obramowania, wywołując dalsze zmiany. Poszczególne
części ornamentu zostają obszyte nicią barwy odmiennej, wpro­
wadzając do ornamentu linję barwną. Ornament typu B również
znajduje zastosowanie w nowej technice. Pod ornament wycięty
w niebieskim jedwabiu podklejają czworoboczny kawałek płótna
białego, poczem obszywają jak przy typie A. Widzimy, że wraz
z zastąpieniem skórzanej wycinanki wycinanką z tkaniny, obszycie
brzeżne staje się dominującą częścią ornamentu Goldów, a na­
stępnie, po usunięciu wycinanki na plan drugi, zastępuje ją
zupełnie.
Pomysł podłożenia wąskiego paseczka skóry na krawędziach
wycinanki jedwabnej w celu wzmocnienia obszycia stworzył wałek
wypukły, który z obwódki obustronnej przechodzi w haft, kry­
jący linje ornamentacyjne.

90

Dalszą formą przejściową typu A jest wycinanka skórzana,
w tym wypadku biała, o delikatniejszych linjach, która, nalepiona
na płótno, zostaje obszyta w całości na okrętkę. Podobnie jak
mały paseczek skórzany, zabezpieczający brzeg- jedwabnej wyci­
nanki, ginie ona pod kryjącą ją nicią kolorową. W ten sposób
powstaje u Goldów haft wypukły wielobarwny.
Z kolei ciekawym przeobrażeniom ulega typ B. Opisany
wyżej wypukły barwny wałek brzeżny, zabezpieczający krawędzie
przezrocza i okalający równocześnie linje białej podkładki, tworzy
tak wyraźną plamę barwną, że, rozpatrywany z pewnej odległości,
w miejscach, gdzie rozwartość linij przezrocza staje się tej samej
szerokości, co wałków brzeżnych, biała plama podkładki robi
wrażenie białego naszycia, zamkniętego między dwoma innemi
wyszyciami barwy odmiennej. To wrażenie nie pozostaje bez
śladu. Dalszy rozwój typu B wykazuje zastąpienie wycięcia w ciem­
nym materjale i podłożenia pod nie tła jasnego, przez zasnucie
tej samej przestrzeni nicią białą. Wraz ze zniknięciem wycięcia
zanikają dwa brzeżne wałki na krawędziach ornamentu, które za
zadanie miały jedynie zabezpieczenie brzegów wycięcia.
Obserwując odwrotną stronę kawałka takiego ciemnego materjału (płótna granatowego, lub czarnego aksamitu) zahaftowanego tem nowem przeobrażeniem typu B, widzimy tylko dwa
gęste ściegi, biegnące równolegle w pewnej od siebie odległości.
Znaczą one rysunek ornamentu. Powstała między niemi na stronie
licowej delikatna siatka, zasnuwająca tło, związana jest tylko
z temi szwami ■ brzeżnemi. Rozsnuta na powierzchni płótna nie
tworzy własnego ściegu, przeszywającego materjał.
Dalsze przeobrażenia, wywołane zanikiem wycięcia, dotyczą
zwężenia linij ornamentacyjnych. Na wycinance ze skóry typu A
i B linje te mają pewne stopniowanie zgrubień, a szerokość linji
ornamentu waha cię od 3 do 5 milimetrów. W ornamencie z te­
chniką zasnutego przezrocza szerokość linij ornamentu wynosi
dwa milimetry.
Zwężenie linij, a w związku z tem zmiana charakteru orna­
mentu wywołana jest zmianą materjału i zanikiem wycinanki na­
szywanej. Rozszerzenia występujące na końcach cieniutkich siat­
kowych linij białych, przeobrażają się w listki. Zostają oprowa­
dzone drobnym łańcuszkiem białym i wypełnione równolegle
przebiegającemi nitkami kolorowemi.

91

W ten sposób ornament, który w linjowym układzie w wy­
cinance skórzanej wyobrażał głowę niedźwiedzia, sarny, albo smoka,
pod wpływem szeregu przeobrażeń materjału i zmian natury tech­
nicznej, zmienił się w haft o układzie Iinij, przypominających
łodygi roślin z zakończeniami z listeczków i kwiatów.
Warszawskie Muzeum etnograficzne posiada bardzo ciekawy
zbiór wycinanek papierowych, wykonanych jako zabawki przez
dzieci Goldów. Materjał ten pozwala nam poznać jeszcze jedno
ogniwo łańcucha przeobrażeń, przez jakie przeszła pierwotna wy­
cinanka skórzana. Dzieci, zwyczajnie naśladujące w swych zaba­
wach wszystkie czynności starszych, zużytkowały ten nowy ma­
terjał, stosując doń początkowo technikę zapożyczoną od starszych
przy sporządzaniu wycinanki skórzanej. Wycinanka papierowa,
po uprzedniem narysowaniu motywu na jednem ze złożeń, zo­
staje wycięta nożem na deseczce drewnianej. Występują tu oba
typy A i B. Najczęściej jednak spotykamy typ mieszany. Polega
on na tem, że na jednym kawałku papieru typ A obramowany
jest typem B, który następnie przechodzi w tło, tworzące czwo­
roboczną okolnicę wycinanki w tym samym papierze.
Podklejone pod poszczególne motywy ornamentu barwne
papierki, różowe, czerwone, zielone, niebieskie i czarne, rozkła­
dają ornament kolorystycznie na poszczególne fragmenty zespo­
lone rytmem linij i doborem kolorów. Delikatność materjału po­
zwoliła zastosować kilkakrotne złożenie. Występują tu te same
ornamenty, jakie poznaliśmy przy wycinance skórzanej, o jednej
osi symetrji, jak również nowe ich przeobrażenia, będące wynikiem
trzykrotnego złożenia papieru w układzie harmonijki o kilku osiach
równoległych i w układzie ośrodkowym promienistym. W nie­
zmiernie subtelnych arabeskach w kształcie gwiazd i czworobo­
ków i pasów, gdzie podatność materjału pozwoliła doprowadzić
linje do subtelnych, nieledwie pajęczych niteczek — rozpozna­
jemy motywy, rozwijane jako ozdoby na strojach starszych.
W zbiorku papierowych wycinanek dzieci Goldów, znajdują się
małe modele kaftanów skórzanych. Odtwarzają one ozdoby na­
szywane w ten sposób, że pod wycięcia typu mieszanego pod­
kładają różnobarwne papierki i łachmanki, dając obraz zbliżony
do pierwowzoru, a jednak posiadający cechę pewnej odrębności.
Zupełne zastąpienie szwu klejeniem umożliwiło dzieciom rozwi­

92

nięcie typu A w kierunku, przypominającym najbardziej złożone
kolorystycznie wycinanki łowickie.
Szereg drobnych sukienek dla lalek, wykonanych tym spo­
sobem dowodzi wielkiego wrodzonego zasobu poczucia piękna
u ich wykonawców. Postaram się opisać kilka takich okazów.
Jedną sukienkę w trzech czwartych jej długości zdobią pół­
kolisto wycięte płateczki, imitujące łuski rybie. Ułożono je barwnemi, łukowato biegnącemi szeregami w następującej kolejności
od góry ku dołowi : czarne, czerwone, niebieskie, białe, czerwone,
czarne, białe i niebieskie. Te ostatnie leżą na białem tle, od któ­
rego ku dołowi przebiegają równoległemi łukami, naklejone warst­
wami na siebie, barwne płatki papieru, skóry i tkaniny, jednem
słowem wszelakiego materjału, jaki może dać pożądany efekt
kolorystyczny.
Z pod białego łuku wysuwa się wąziuteńka obwódka czer­
wona, z pod niej wybiega tej samej szerokości żółta, następnie
idzie pas granatowy o szerokości równej wysokości łusek, z pod
niego wychodzi równie wąski, jak poprzednie, paseczek jasnoseledynowy, a za nim ostatni, równie szeroki jak powyższy gra­
natowy, — pas czerwony. Całość, jak możemy wnosić z opisu,
jest bardzo szlachetnie sharmonizowana.
Na innej znów szaro-żółtej sukieneczce dolne obwódki prze­
biegają w układzie barw następujących : pierwsze cztery wąskie
paseczki: czerwony-pompejański, turkusowy, ametystowy, turku­
sowy. Następnie przebiega pięciokrotnie szerszy od nich pas
bronzowy, następnie znów dwa wąskie : ametystowy i turkusowy,
za którymi idzie sześciokrotnie szerszy pas ciemno-wiśniowy.
Układ barwnych paseczków na okolnicy innej czarnej su­
kienki jest następujący: wąski ciemno-żółty, następny trzy razy
szerszy od poprzedniego czerwony-pompejański, wąski turkusowy,
cztery razy szerszy czarny. Warstwy dolnej okolnicy innej jeszcze
sukienki barwy słomkowej : szeroki czarny pas, cztery razy węższy
cytrynowo - żółty, szeroki ciepło - czerwony, i trochę węższy od
niego ciepły żółto-zielony.
Przyglądając się skrawkom użytego na wycinanki materjału,
widzimy wielką różnorodność ich pochodzenia. Na jednej wyci­
nance zbiegają się kawałki ogłoszeń, etykiety, cyrkularze rządowe,
kartki książek w różnych językach, wreszcie wycinki tkanin i skóry
rybiej, jednem słowem wszystko dostępne i odpowiednie, co może

93

się przyczynić do spotęgowania efektu barwnego. A z całego
tego zespołu wygląda umiar artystyczny ten sam, jaki cechuje
dzieła zdobnicze dorosłych Goldów.
Fakt istnienia papierowej wycinanki u Goldów jest bardzo
znamiennem dla nas zjawiskiem. Wycinanka papierowa u Goldów
stała się zabawką dzieci. Rozporządzając tak bardzo niedosta­
tecznym wyborem papierów kolorowych, potrafiły one wydobyć
z tego nowego materjału wszystkie jego najistotniejsze wartości.
Występują tu, jako wynik różnorodnych i wielokrotnych złożeń
papieru układy motywów pasowych i ośrodkowych, o rytmie mo­
tywów rozchodzących się promienisto lub po linjach kół współśrodkowych. Możemy z całą dokładnością obserwować kolejność
rozkładu motywów pierwotnego ornamentu pod wpływem techniki
wycinanki papierowej. Przetwarza ona obrazy o symetrji jedno­
osiowej kalejdoskopowo w fantastycznie poprzeplatane koronkowe
zespoły linij. Podłożone barwne płatki tworzą tło dla arabeski.
Gdyby dzieciom Goldów dano takie bogactwo papierów
kolorowych, jakiemi dziś rozporządza każda z naszych dziewuch
w Łowickiem, jakąby drogą poszedł rozkład ich ornamentów?
Przypuszczam, że gdyby wycinankom takim obyczaj nadał
wartość ozdoby, podobnie jak w Polsce, powstałyby prócz wielu
odmian swoistych i takie kompozycje, które przypominałyby nie­
które gwiazdy powszechne w różnych dzielnicach Polski. Wynik
użycia tego samego materjału, zastosowania tego samego narzę­
dzia pracy, a wreszcie ten sam układ rytmiczny wycięć, wynika­
jący z samego złożenia papieru — musiałby dać w wyniku osta­
tecznym prócz indywidualnych — pewne typy wspólne.
U Goldów istnieją jeszcze wycinanki z kory brzozowej. Po­
mijamy je chwilowo, ponieważ mówić będziemy o nich w spe­
cjalnej pracy, poświęconej wyrobom z kory brzozowej.
Ajnowie.
Warszawskie Muzeum etnograficzne posiada dość bogaty
zbiór strojów Ajnów. Na tym materjale możemy wyśledzić drogę
przeobrażeń, jaką przebył ten tak charakterystyczny haft na naszyciach, zdobiących kaftany Ajnów. Część stroju kobiecego,
N: 11256, nazwana kiepo mojsina (?) wyobrażająca wydłu­
żony pasek z czarnej tkaniny, szerokości 11 cm, na jednym zwę­

94

żającym się końcu jest ozdobiona ornamentem. Ozdobę tą sta­
nowi wycinanka typu B, wykonana w czarnej materji, o orna­
mencie geometrycznym, z jedną osią symetrji. Tło podłożone two­
rzy materja biała i niebieska. Ornament został wycięty w ten
sposób, że w istocie, środkowa jego część jest typem A, i two­
rzy naszycie na tło, a tylko na krawędziach przechodzi w typ
B, znacząc rysunek ornamentu wyciętem przeźroczem, które zo­
staje uwidocznione przez podłożenie tła białego. Na całej wyci­
nance brzeżek wycięcia został zabezpieczony obszyciem, wykonanem na okrętkę nicią czerwoną, żółtą, niebieską i zieloną. Pod
okrętkę podłożono grubą nić, dzięki czemu powstał wałek brzeżny.
Nić ta spełnia to samo zadanie, co i wąski paseczek skórzany
przy obszyciu opisanej wyżej jedwabnej wycinanki Goldów.
A więc znajdujemy u Ajnów jedną z form przeobrażeniowych
zdobnictwa Goldów. Występuje tu jeszcze w pełni łukowatość
linij ornamentacyjnych, tak charakterystyczna dla wycinanki skó­
rzanej Goldów, jak również typowa dla niej jedna oś symetrji.
Dalszą ewolucję tej wycinanki możemy obserwować na innym
okazie podobnego paska. Wyhaftowany na nim ornament naj­
prawdopodobniej wyobraża bardzo stylizowaną głowę niedźwiedzia.
Wycięcie zanika. Jako ślad jego pierwotnego istnienia powstają
dwa ściegi zabezpieczające ongiś brzeżki wycięcia. Zbędne w tym
wypadku okrętki brzeżne zmieniają się w ściegi łańcuszkowe
i, przebiegając dwoma różnobarwnemi, stykającemi się linjami
znaczą drogę pierwotnych wycięć ornamentacyjnych. Jak widzimy,
dalsze przeobrażenia wycinanek Goldów i Ajnów poszły odmiennemi drogami. Haft Goldów zwęził grubość linij ornamentacyjnych.
Zwężoną odległość pomiędzy dwoma ściegami brzeżnemi wypeł­
niono częściowo siateczką, częściowo zaś zasnuto różnobarwną
nicią, dzięki czemu zachowano charakter rytmu składowych mo­
tywów ornamentu.
W hafcie Ajnów, w miejscach, gdzie zaginęło wycięcie, nie
zastąpiono go malarskim efektem zahaftowania. Brzeżne ściegi
linij ornamentacyjnych zetknęły się z sobą i fakt ten wywołał
nowe zjawisko, które z kolei przyczyniło się do wytworzenia
odmiennego, a tak swoistego stylu haftów Ajnów. Zespolone
w ten sposób dwa ściegi brzeżne zatracają możność odtworzenia
pierwotnej rytmiki ornamentacyjnego motywu.

95

W miejscach nierównoległego przebiegu krawędzi brzeżnych
linij ornamentacyjnych dwa stykające się ściegi zacierają ich
pierwotne napięcie, zaznaczając je tylko nieznacznem falowaniem,
które coraz bardziej przechodzi w linje proste. Równocześnie
linje łukowato zakreślone w myśl tego samego dążenia do wy­
równań i uproszczenia, na najmniejszem załamaniu przeobrażają
się w kąty rozwarte lub proste, a przegięcia wyraźne zaczynają
się zarysowywać jako ostrza wydłużone.
Prócz haftu, na którym ornament został wykonany dwoma
zwartemi różnobarwnemi ściegami łańcuszkowemi, istnieje jeszcze
inny typ, mieszany, na którym typ B występuje w połączeniu
z poprzednim. (N : 11264). Wycięcia w materjale, o charakterze
linij jednakowej grubości (6 mm.) podłożone jaśniejszym lub cie­
mniejszym materjałem, wiją się w układzie meandrowym na ma­
terjale, rozplanowane na znacznej od siebie odległości. Wolne
przestrzenie między niemi rozczłonowane zostały ściegami łań­
cuszkowemi, które stykając się z barwną okrętką, zabezpieczającą
brzeżki wyciętych linij grubszych, wypuszczają pędy w głąb wol­
nego między temi linjami pola. Rytmika ich układu nosi wyraz
ciśnienia grubszych linij wyciętych. Takie jest ostatnie znane
nam przeobrażenie wycinanki Ajnów.
Chiny północne.
Siad swoistych przeobrażeń wycinanki skórzanej możemy
obserwować na częściach stroju mieszkańców Chin północnych.
Postaramy się opisać kilka takich przedmiotów.
Mamy przed sobą parę bucików kobiecych, z czarnego
aksamitu (N: 11410). Gruba podeszew sięga zaledwie do połowy
palców. Na buciku dwa szwy, przedni i tylny, symetrycznie
rozmieszczone w kierunku strzałkowej płaszczyzny symetrji ciała.
Trzeci szew poziomy oddziela przyszwy od cholewek. Wysokość
bucika 17 cm. Nosek, boki i piętkę obszyto skórą zieloną z wy­
cinanką typu B. Na przedzie, w miejscu przegięcia stopy naszyto
dużą wycinankę z tej samej skóry typu A o symetrji jednoosiowej.
Górną część cholewki okala szeroki pas, wycinanka typu A, wy­
obrażająca t. z. meander grecki, odtwarzający prostokątnie fale
opadające. Pod meander podłożono płótno czerwone, a pod szlak
górny z szeregu kółeczek płatki naprzemian, niebieskie, czerwone

96

i żółte. Brzeżki wyciętych linij ornamentacyjnych obszyto białą
nicią na maszynie. Buciki te są typowym okazem formy przej­
ściowej od skóry do materjału. Skóra pozostała na miejscach
najbardziej narażonych na zniszczenie. Zdobiąca buciki wycinanka
wraz ze swą techniką należy do typu wycinanek skórzanych opi­
sanych wyżej.
Dalsze przeobrażenie obserwujemy na małym pantofelku,
przeznaczonym na ozdobę zniekształconej nogi chinki. N: 11411.
Uszyty z różowego atłasu jest on obramowany czarnym materjałem dokładnie w tych samych 'miejscach, na których występują
zabezpieczające naszycia skórzane na buciku opisanym wyżej.
Brzegi wycięcia materjału okala wąziutka czarna tasiemeczka.
Na innym znów płytkim pantoflu kobiecym, N: 11417, skro­
jonym podobnie jak buciki N: 11410, płaszczyzna białego płótna,
jaka występuje z obu stron z obramowania czarnego, pokryta zo­
stała czarnym haftem zasnuwanym. Układ i typ ornamentu wy­
haftowanego pozwala domyślać się pochodzenia od naszywanej
wycinanki skórzanej. Ozdoby na tych trzech parach obuwia mo­
żemy uważać za pozostałości form przejściowych długiego w czasie
rozwoju od wycinanki skórzanej na skórze do haftu na materjale.
Prócz opisanych tutaj okazów Muzeum warszawskie posiada
znaczną ilość innych, na których śledzić możemy różne okresy
rozwojowe i przeobrażenia, związane ze zmianą materjału.
Studjum haftów chińskich, zgromadzonych w zbiorach Mu­
zeum i analiza ich techniki doprowadziła mnie do pewnych przy­
puszczeń co do ogólnej genezy niektórych przynajmniej typów
haftów chińskich.
Chcę mówić o połowie sukni chińskiej skomponowanej z wie­
lobarwnych materjałów jedwabnych. N: 11412. Jak ją opisać,
ażeby dać wyobrażenie o niezwykłem bogactwie barw materjałów,
techniki i o tym ogromie pracy, której podołać mogła iście chińska
tylko cierpliwość? Tych, których zainteresuje ten przedmiot, od
syłam do Muzeum w Warszawie, gdzie w szafie N : 76 wystawiono
ją na pokaz publiczny. Inni niech się zadowolą mym opisem
niedoskonałym, pocieszając się, że najlepsza fotografja nie byłaby
w stanie dać przybliżonego nawet wyobrażenia o artystycznym
zespole tego dzieła.
Suknia ma ogólny kształt fartuszka, umieszczanego z boku
ciała. Dwa takie połączone stanowią spódnicę. Od szerokiego

97

paska biegnie ku dołowi dwadzieścia kolorowych pozszywanych
z sobą pasów jedwabnych, tworzących żywą, a równocześnie bardzo
dyskretną gamę kolorów. Dwa pasy brzeżne, około 20 cm. sze­
rokości, nie posiadają zagięć, zato środkowe w liczbie 18, o sze­
rokości 5 cm., splisowano w 3 zakładki każdy i przeszyto na
zgięciach. Główną ozdobą sukni są nieznane nam dotychczas wy­
cinanki z materji jedwabnej typu A. Naszyto je, czy to jako po­
dłużne paski na zewnętrznych zakładkach 18 pasów splisowanych,
w ten sposób, że przy złożeniu sukni maskują je zupełnie, czy
też jako wycinanki o jednej osi symetrji o układzie podkowy sty­
lizowanej i krążków, które okalają dwa szersze pasy brzeżne.
Na dolnej połowie powierzchni tych szerszych pasów brzeżnych
występuje drugi rodzaj wycinanki, również typu A, z cieniutkiej
tkaniny białej, podklejonej grubym papierem bibulastym, zasnutej
nicią jedwabną i oblepionej na brzeżkach nitką, okręconą złotem.
Wycinanki te są asymetryczne i wyobrażają gałązki roślin, kwiaty
i ptaki. Należy przypuszczać, że zostały wycięte po zasnuciu ry­
sunku jedwabiem.
Przyjrzyjmy się wycinankom z materjału. Są to wycinanki
naszycia typu aplikacji. Wycięty z jedwabiu ornament został obla­
mowany na brzeżkach materjałem barwy odmiennej w ten sposób,
że stworzył płaski wałek ochronny, przypominający odmienne
w technice zakończenie okrętkowe na jedwabnej wycinance u Goldów. Drugi brzeg okładeczki ze szwem otwartym znajduje się na
odwrotnej stronie wycinanki.
Ta wycinanka chińska nie tworzy przezroczy, a jej powierz­
chnia duży dla rozwinięcia wtórnej ozdoby — haftu, który ryt­
miczną linją wypełnia wewnętrzną płaszczyznę wycinanki, okoloną
okładeczką. Barwne paski naszyte na plisy wykonano i ozdobiono
w ten sam sposób. Wycinanka taka dopiero po jej obszyciu
i ozdobieniu haftem została lekko naszyta na materjał.
Przyjrzyjmy się wycinankom, zdobiącym środkowe płaszczyzny
pasów brzeżnych. A więc są to wycinanki z tkaniny podklejonej
papierem i zasnute jednokierunkowo nicią jedwabną. Każdy liste­
czek, każdą łodygę, wreszcie każdą odmienną plamę barwną okala
nalepiony złoty sznureczek. Co on tu robi? Nie sama potrzeba
efektu artystycznego wywołała zjawienie się tego sznureczka, któ­
rego wartość praktyczna, ze względu na nalepienie, nie ulega
dyskusji. Jest to przeżytek. Przeżytki takie spotykamy wszędzie
Lud. T. XXII.

7

98

w dziełach ludzkich. Występują one w stroju, w budownictwie,
w sprzętach i narzędziach, zarówno jak i w obrzędach, wierze­
niach, w zwyczajach i urządzeniach społecznych, jednem słowem
we wszystkiem, co ludzkie. Pozwalają one odczytać drogę prze­
obrażeń, których często są jedynym śladem.
Jeśli się baczniej przyjrzymy haftom na powierzchni wyci­
nanek z materjału, i porównamy je z haftem, kryjącym te wyci­
nanki z papierem podlepionym, zauważymy pokrewieństwo zacho­
dzące między niemi w rysunku i w rozkładzie plam. Wskazywałoby
to na wspólne źródło, jakiem była naszywana z materji, a dawniej
jeszcze ze skóry wycinanka pierwotna.
Trzeba uwzględnić odwieczność kultury chińskiej, w ciągu
której przebiegał szereg zmian w technice przy zamianie materjału,
ażeby zrozumieć, jak bardzo zawiłym problematem rozwojowym
jest każde takie rękodzieło. Mamy w rękach poszczególne, oder­
wane od siebie, ogniwa rozwojowe, w których niezależnie od
omawianego szeregu, zbiegają się inne jeszcze, wywierające swój
wpływ dziejowy.
Próba odtworzenia szeregów rozwojowych niewątpliwie uwieńczonaby została pomyślnym wynikiem, gdyby mogła być przepro­
wadzona na samym terenie ich występowania. Ale nawet i przy
tym szczupłym materjale, jakim rozporządza Muzeum etnograficzne
w Warszawie, możemy dostrzec związki niewątpliwe między temi
tak odległemi ogniwami długiego łańcucha przeobrażeń. Do zro­
zumienia tej łączności przyczyniają się opisane wyżej rękodzieła
Czukczów, a w szczególności Ajnów i Goldów. Wytwory tych
ostatnich zdradzają wiele wspólnych z Chińczykami północnymi
cech kultury nadamurskiej.
Turkiestan.
Wśród przedmiotów, pochodzących z Turkiestanu, a używa­
nych przez Sartów, istnieje kilka takich, które wskazują na pewien
związek z wycinanką.
Szerokie, żółte, skórzane spodnie Sartów, używane do konnej
jazdy, N: 11031, na całej swej powierzchni ozdobione zostały haftem
wielobarwnym, techniką łańcuszkową. Motywy zdobnicze stanowią
duże kwiaty i liście. Rysunek tych motywów i rozmieszczenie
płaszczyzn barwnych, nasuwają myśl, że nastąpiła tu zamiana

99
materjału zdobniczego, a duże płaszczyzny zahaftowane jedno­
barwnym ściegiem w formach poprzednich najprawdopodobniej
były naszytą wycinanką z barwnej skóry, typu A.
Inny znów przedmiot, pięknie malowany piórnik z kałama­
rzem, N: 10939, posiada dno wysuwanej szufladki, wyklejone wy­
cinanką papierową typu B.
Podłużny, niebieski pasek papieru, 5 cm. szerokości, zdobią
wycięcia ułożone wzdłuż głównej, podłużnie przebiegającej osi
symetrji i kilku osi równoległych, ustawionych do niej pionowo.
Fale motywu, biegnące wzdłuż paska, zostały rozgraniczone
poprzecznemi osiami symetrji. Uwidoczniają je podłożone pod
wycięcia ornamentu papiery barwy ciemno-bronzowej, złotej,
■czerwonej - pompejańskiej, bronzowej i tak dalej, przebiegających
kolejno.
Układ linjowy wycinanki przypomina motywy perskie.
Tatarzy kazańscy i krymscy.
Posuwając się dalej na zachód znajdujemy wycinankę skórzaną
na wyrobach Tatarów kazańskich. Muzeum warszawskie posiada
dwie pary wysokich butów skórzanych, ozdobionych naszyciami.
Jedną taką parę ze skóry zielonej ozdabia wycinanka czerwona.
N: 11413. Zajmuje ona całą powierzchnię stopy, zachodząc wysoko
ponad jej zgięcie. Jest to ornament geometryczny o symetrji
jednoosiowej, o linjach esowatych, z wypustkami przypominającemi
rozgałęzienia rogów jelenich. Piętkę zdobi wycinanka o podobnym
rysunku. Z wolnej wąskiej przestrzeni na kostce wybiega wwyż
fantastyczne drzewko. Bardzo ciekawą, a odmienną od dotychczas
tu opisywanej, jest technika szwu wycinanki. Wykonano ją w sposób
następujący.
Na grubej, zielonej skórze cholewek wykonano jednolinjowe
nacięcie ornamentacyjne z szeregiem również jednolinjowych
bocznych rozgałęzień. Następnie oba brzeżki nacięcia załamano
ku stronie tylnej, tworząc obustronne zakładeczki szerokości
mniej więcej 5 mm. W ten sposób otrzymano wycinankę typu B
z wałkiem brzeżnym zakładki, okalającej rozszerzone linje orna­
mentacyjne. Skórę położono na desce zakładeczką do góry, orna­
ment wycięty nakryto skórą czerwoną, mającą tworzyć tło, po­
czerń drogą wtłaczania w wycięte wgłębienie otrzymano zarys,
7*

100
pozytywu czerwonego ornamentu. Pochyłe brzegi wtłoczonej skóry,
uwydatniającej się jako płaskorzeźba na skórze czerwonej, odpo­
wiadają dokładnie stycznej z nią krawędzi zakładeczki na skórze
zielonej. Następnie po wykrojeniu płaszczyzny wtłoczonej wraz
z pochyłym brzeżkiem i włożeniu z powrotem tej wycinanki czer­
wonej typu A w wycięcie typu B w skórze zielonej, pozostawało
zeszyć oba brzeżki założone, ustawiające się pionowo do szczelnie
stykających się negatywu i pozytywu wycięcia. Zastosowano szew
zasadniczy przenizany. Zeszycie takie, rozpatrywane od strony
przedniej, zaznaczało się jako rowek, biegnący wzdłuż zetknięcia
się skór. Na dnie rowka widać było poprzeczne kładeczki, bę­
dące śladem ściegu nici. Wgłębienie to wypełniono szwem wtór­
nym, wykonanym grubą, żółtą i białą nicią na potrójną okrętkę,
dookoła kilku razem takich kładeczek szwu pierwszego.
W ten sposób powstała brzeżna okolnica linij ornamentacyjnych, wprowadzająca nowy barwny element do motywu. Znacznie
bogaciej została ozdobiona druga para butów z czerwonej skóry.
N: 11414. Technika wykonania zasadniczo ta sama, co i na bu­
tach opisanych poprzednio. Różnica polega na użyciu do orna­
mentu pięciu skór kolorowych, zamiast jednej, na zwiększeniu
szerokości wycięć ornamentacyjnych, wreszcie na zastosowaniu
siedmiu barw nici do szwu wtórnego, wypełniającego rowek przy
zetknięciu się dwóch skór zeszywanych.
Miejsce, gdzie na bucie poprzednim, pomiędzy symetrycznemi
wycinankami, rozmieszczonemi na przodzie i tyle buta zajęte było
przez wycinankę asymetryczną o kształcie drzewa, zajmują 3 wy­
cinanki jedna nad drugą. Najwyższa wyobraża krąg o 13 centy­
metrowej średnicy. W środku widnieje białe kółeczko, otoczone
szwem pomarańczowym. Spoczywa ono na ciemno - szafirowej
gwieździe wyciętej w ząbki i okolonej szwem różowym. Gwiazda
ta leży na większej, barwy ciemno - wiśniowej, obszytej nicią
w kostkę o dwóch ściegach białych i dwóch czerwonych. Tło
dla niej tworzy gwiazda zielona otoczona szwem o naprzemianległym ściegu białym i fioletowym. Ta ostatnia zkolei spoczywa
na krążku białym, odgraniczonym od czerwonego tła buta okolnicą szwu zielonego. Wycinankę tę, niezmiernie efektowną, jak
możemy wnosić z układu barw, wykonano drogą zeszywania skór
poszczególnych techniką wtłaczania wyżej opisaną. Kolorystycznie

101
przypomina ona pewien typ papierowych wycinanek łowickich
z wysuwanemi brzeżkami naklejonych na siebie krążków.
Pod tym kręgiem występuje inny motyw w kształcie serca.
Składa się on z trzech serc wpisanych jedno w drugie, zielone,
białe, ciemno-szafirowe, rozgraniczone szwami, biało-fioletowym,
czerwonym i biało-pomarańczowym. Nie trudno się domyśleć, że
ta dość skomplikowana technika wycinanki skórzanej jest wyni­
kiem dostosowania się do wymagań użyteczności ozdobionego
przedmiotu. Formą pierwotną, stanowiącą punkt wyjścia dla prze­
obrażeń były typy A i B. Niepomierne zgrubienie powierzchni
przez naszywanie na siebie kilku skór grubych, wywołało pomysł
usunięcia niewidocznych części naszytej skóry. To spowodowało
zastosowanie do całej wycinanki szwu brzeżnego, z rąbkiem po
krawiecku rozprasowanym obustronnie, lub ustawionym pionowo
do rozłożonego zeszycia.
Rozwojowi tej techniki sprzyjała grubość skóry, ułatwiająca
samorzutne powstawanie wzniesienia brzeżnego zakładki na wci­
śniętym pozytywie. Przypuszczam, że wśród wyrobów Tatarów
kazańskich muszą istnieć inne jeszcze przeobrażenia wycinanki
skórzanej, poza tą wycinanką, związaną tak bardzo z przeznacze­
niem przedmiotu wykonanego i z grubością użytej skóry. Przy­
puszczenie to częściowo potwierdza para pięknych skórzanych
pantofli kobiecych, pokrytych fioletowym aksamitem, wyrobu
Tatarów krymskich, N: 11415.
Przednią powierzchnię pantofla ozdabia wypukły haft, wy­
konany srebrną nicią. Powstał on przez zasnucie okrętkowe wy­
cinanki z białej skóry typu A, o jednej osi symetrji, nałożonej na
aksamit. Ten sposób zdobienia, rozwijany w szczególności przez
narody turko - tatarskie, zaniesiony zostanie na wybrzeża morza
Śródziemnego i przedostanie się na Bałkany do Słowian. Na wy­
brzeża Afryki północnej i na półwysep Iberyjski przyniesie go
Syro-arab. Ciekawe okazy potwierdzające to przypuszczenie po­
siada Muzeum etnograficzne w Warszawie.
Wybrzeża morza Śródziemnego. Bałkany.
Wycinanka skórzana, jako ozdoba stroju, jest w powszechnem
użyciu na Bałkanach. Cennego materjału dostarczają nam muzea
etnograficzne w Sofji, Belgradzie, Sarajewie, a w szczególności

102
w Zagrzebiu. Serbski przyodziewek ze skóry, kożuchy i serdaki,
pokryty jest na całej nieledwie powierzchni wycinankami ze skóry.
Obszywające je włóczki kolorowe tworzą ozdoby dodatkowe, wy­
szycia, pompony i kutasiki. Na innych strojach wycinankę skó­
rzaną zastąpiono wycinanką z sukna kolorowego. Przez naszywanie
płatków różnobarwnych jedne na drugie urobiono nowe motywy
ornamentacyjne, tak charakterystyczne dla strojów Słowian połu­
dniowych, rozmiłowanych w naszyciach i wyszyciach.
Warszawskie Muzeum etnograficzne posiada kilka par ludo­
wego obuwia z Bułgarji i Bośni. Możemy zauważyć na nich za­
sadnicze motywy zdobnicze, występujące wszędzie i w innych’
częściach świata, jako typowe dla wyrobów skórzanych. Na jednej
parze kierpców bośniackich srebrną nicią zasnuta wycinanka skó­
rzana typu A zdradza niewątpliwy wpływ turecki. N: 11416.
Tunis i Algier.
Wśród przedmiotów skórzanych, pochodzących z północnych
wybrzeży Afryki, Muzeum warszawskie posiada kilka ozdobionych
wycinanką skórzaną. Postaram się opisać dwa najciekawsze okazy.
Biała, czworoboczna skórzana torba z Algieru, N: 10439, na środku
nakrywki nosi naszytą jednoosiową wycinankę typu A ze skóry
czerwonej. Układ linij najbardziej przypomina asa pikowego z lilją
burbońską wewnątrz. Na rogach torby rozmieszczono symetrycznie
dwie linjowe wycinanki tegoż typu. Ornamentacyjne linje wyci­
nanki przyszyto do tła sznurkiem zielonym, ściegiem zwykłym,
o motywie centków wydłużonych, rozsuniętych. Pod niemi krętą
wężownicą przenizano na powierzchni złoty sznureczek. Na wol­
nych przestrzeniach tła, między linjami ornamentacyjnemi wyhafto­
wano symetrycznie atłaskiem czerwonym i zielonym listki i gwiazdki.
Drugim ciekawym okazem są kobiece pantofle z czerwonej
skóry z Algieru. N: 10463. Całą przednią powierzchnię pokrywa
wypukły haft, wykonany złotą nicią na podłożonym zielonym materjale. Ornament roślinny, stylizacja arabska o jednej osi symetrji.
Przyglądając się baczniej linjom ornamentacyjnym tego haftu
z łatwością spostrzegamy, że wypukłość jego powstała przez pod­
łożenie skórzanej wycinanki barwy żółtej, typu A, a następnie
zasnucie całej powierzchni ornamentacyjnej nicią złotą na okrętkę

103

w ten sposób, że przez każde brzeżne nakłucie w skórze prze­
biega równolegle ułożonych pięć nici kryjących.
Po całkowitem zasnuciu wycinanki, zielony materjał został
obcięty wzdłuż zewnętrznego brzeżka całego ornamentu. W ten
sposób zielony materjał stworzył tło wewnętrzne dla złotych linij
ornamentacyjnych, które jako złoto-zielona plama odbija od czerwo­
nego, zasadniczego tła skóry. Podobne zużytkowanie wycinanki
skórzanej znane nam już jest u Goldów, Tatarów krymskich i Sło­
wian bośniackich. Inne przedmioty skórzane i tkaniny z Algieru,
ozdobione haftem nicią złotą i srebrną, wykazują w swej technice
oczywiste ślady przejścia od techniki wycinankowej do wolnego
haftu na skórze i tkaninie.
Półwysep iberyjski.
Piękne wycinanki skórzane typu A miałem możność niejedno­
krotnie obserwować na polainach skórzanych u ludu hiszpań­
skiego. Pola in y są to sztylpy podobne w kroju do płóciennych
kamaszy, będących w użyciu u wojska polskiego. Takie polainy
ze skóry zachowały się dziś jeszcze jako strój świąteczny na po­
łudniu Hiszpanji, w Andaluzji, w szczególności do konnej jazdy.
W Kastylji, w Leonie i w Galicji zastąpiono je sukiennemi.
W Portugalji używają ich górale w Sierra da Estrella. Prócz
tego wycinanki typu A występują jako ozdoby na poduszeczkachnaczolnikach przy jarzmach przyrożnych na całym prawie obszarze
ich występowania.
W niektórych miejscowościach Portugalji lud wycinankami
papierowemi, podobnie jak w Polsce, przyozdabia swoje mieszkania.
Polska. Wycinanki w skórze i w tkaninie.
A teraz wróćmy do Polski. Po tej wędrówce po świecie
w celu stwierdzenia prawie powszechnego występowania wyci­
nanki ze skóry i jej przeobrażeń, po wykazaniu ogólnego pokre­
wieństwa typów i po zaznaczeniu różnic stylowych, znamiennych
dla niektórych grup ludzkich i wykazaniu pewnych wzajemnych
oddziaływań, łatwiej nam będzie zrozumieć podobne zjawiska wy­
stępujące na naszej ziemi.
Wycinanki skórzane spotykamy jako ozdoby przeważnie na

104

serdakach, rzadziej na kożuchach, głównie na obszarze Małopolski.
Celują w tych ozdobach Górale tatrzańscy i Huculi. Jest to wy­
cinanka typu A. Wycinanka typu B występuje jedynie na szero­
kich pasach skórzanych i trzosach w ziemi krakowskiej i kielec­
kiej. Najbardziej charakterystyczne są pasy krakowskie, sądeckie
i pińczowskie. Na pasach huculskich przeważa typ A.
Luźne wzmianki o tych wyrobach ze skóry spotykamy roz­
siane po całej literaturze etnograficznej w związku z opisem stroju
ludowego. Wspomnę tu o kilku, które wyróżniają się dokładnością
opisu.
W. Matlakowski w swej pracy: „Zdobienie i sprzęty ludu
polskiego na Podhalu“ na str. 175 i na tablicy 56 daje bardzo
dokładny opis serdaka górali tatrzańskich. W. Szuchiewicz w swojej
„Huculszczyźnie“ (t. I, str. 144) opisuje keptar huculski. O. Kol­
berg w „Krakowskiem“ (cz. I, w przypisku do str. 125) wylicza
i pobieżnie opisuje trzy typy pasów krakowskich. Wreszcie
M. Wawrzeniecki w „Wiśle“ (t. VII, str. 581) daje dwa bardzo do­
kładne rysunki pasów krakowskich, do których dołącza ich opis.
Wszystkie wzmiankowane prace interesują się motywem ornamentacyjnym, a o technice wykonania ozdób na skórze nie
mówią wcale lub bardzo niewiele.
„Serdaki, — mówi W. Matlakowski — bywają bardzo ozdobnie
wyszywane w kwiatki, leluje i t. p. roślinności, różnobarwnym:
czerwonym, zielonym, szafirowym, żółtym i t. d. jedwabiem oraz
naszywane paskami czerwonego safjanu na wszystkich szwach
i brzegach prócz otworów na ręce. Rozmaitość barw i wykra­
wania pasków safjanu bywa znaczna i zmienia się zczasem; naj­
oryginalniejsze spotykałem wyszycia na starych, znoszonych, ser­
dakach. Na plecach u góry, poniżej kołnierza, bardzo często
bywa wyszyty ornament niby cebula lub karczoch na przekroju,
złożona z grubych liści. Na dole na plecach nad brzegiem wy­
haftowana znowu jedwabiem leluja. Paski safjanu po brzegu lub
środkiem przeszywane są wąziuteczką krajką safjanową, wciąż
przewijaną, tak, że tworzy się niby warkoczyk. Opisywać rozma­
itych odmian zdobienia serdaków nie widzę potrzeby“. Załączona
do pracy barwna tablica wykazuje pewne niedokładności opisu. Po
zestawieniu jej z kilkoma okazami serdaków, znajdujących się w Mu­
zeum Etnograficznem w Warszawie, przyszedłem do wniosku, że
Matlakowski mylnie interpretował technikę ozdobienia wąziutką

105

krajką safjanu brzeżka szerszych pasków skórzanych, naszytych
na szwach serdaka.
Wąziutka krajeczka nie przeszywa paska, ale na jego po­
wierzchni daje jeden obrót dookoła nici, przyszywającej na okrętkę
pasek do skóry serdaka. W ten sposób otrzymane brzeżne obra­
mowanie paska maskuje ścieg nici i układając się szeregiem skośnie
biegnących schodków, w pierwszej chwili robi wrażenie przeszycia.
Brzeżną okolnicę serdaka tworzy szerszy czerwony pasek
safjanowy z biegnącą ku górze falą ząbków o kształcie wycięć na
liściu dębowym. Okolnica ta przy kołnierzu na plecach przeobraża
się w jednoosiową wycinankę typu A. Poszczególne wycięcia wy­
dłużają się, chyląc się obostronnie ku największemu wycięciu,
umieszczonemu w osi symetrji na linji strzałkowej.
Na dolnej krawędzi serdaka dokładnie pod motywem po­
przednim fale biegnące motywu rozchodzą się w kierunkach prze­
ciwnych. W osi symetrji zarysowuje się wycięcie przeobrażające
motyw, a z niego ku górze wznosi się wyhaftowana leluja.
W dolnych rogach serdaka naszyto wycinankę ze skóry,
wyobrażającą ten sam motyw w symetrycznym układzie jedno­
osiowym, dwustronnym. Robi on wrażenie dębowego listka. Prócz
opisanych wyżej naszyć z czerwonej i zielonej skóry, zjawiają się
na serdakach wyszycia nicią jedwabną. Są to różne rodzaje okrętki,
która w zasadniczej swej postaci występuje jako nić, przymoco­
wująca brzeżek wycinanki.
Pod okrętkę wzdłuż brzeżka podłożono nić tej samej barwy,
co tło serdaka i okrętką. Nić ta ma za zadanie zakrywać brzeżną
linję wycięcia skóry. W niektórych miejscach, na paskach naszy­
tych zamiast podłożonej nici brzeżnej stworzono okolnicę z zielo­
nego paska safjanu, przesuwając go na powierzchni serdaka również
na okrętkę dookoła każdego ściegu nici okrętki.
Inną znów ozdobę tworzą ściegi centymetrowej długości,
przebiegające dwoma szeregami równoległych linij, ustawionych
skośnie do osi motywu i przecinających się wzajemnie. Jest to
inna znów odmiana szwu na okrętkę, rozwiniętego omamentacyjnie.
Nić, tworząc pierwszy motyw ściegu pochylonego na prawo,
przeszywa skórę, poczem pojawia się znów niżej z prawej strony
i przechodząc na stronę lewą, krzyżuje motyw poprzedni. Nić
przeszywa skórę i znów wychodzi na powierzchnię pod motywem
z lewej strony, ażeby, skrzyżowawszy motyw poprzedni, stworzyć

106

motyw pochylony na prawo, a równoległy do motywu pierwszego.
W ten sposób dwa szeregi skrzyżowanych motywów biegnących
stworzą krateczkę.
Inny jeszcze i ostatni rodzaj ozdoby serdaków podhalańskich,
przechowywanych w zbiorach Muzeum Etnograficznego w War­
szawie stanowią jednolite zasnucia równoległą nicią jedwabną na
okrętkę. Zahaftowane w ten sposób płaszczyzny przybierają kształt
krążków, listków i kwiatów: stanowią one formę przejściową i uzu­
pełnienie naszytej wycinanki skórzanej.
Matlakowski wspomina (str. 158), że bogatsi górale miewają
kożuszki białczańskie. Są to krótkie, białe do pół ud kożuchy
z rękawami. Około rąk, karku i na dolnym kraju obłożone na
szerokość 2—3 palców oblamką z zeszytych kwadracików skóry
z białą i czarną krótką wełną. Oprócz tych wyrabiają w Nowym
Targu chrześcijańscy kuśnierze inne, podobne kożuszki, tylko
nieco dłuższe, bardzo ozdobne, suto i ślicznie wyszywane szafi­
rowym i czerwonym sznureczkiem wełnianym, wykładane safjanem.
Ornamentacja serdaków przechodzi na białe cuhy góralskie.
Ich brzeżne obszycie stanowi pasek zazwyczaj z zielonego sukna,
szerokości l1/2 cm. Dookoła szyi biegnie jeszcze drugi pasek,
zielony, wykrawany w półkoliste ząbki. Oba paski na brzegach
posiadają podłożony pod okrętkę sznureczek czerwony. Paski,
a niekiedy i wolne przestrzenie między niemi ozdobione bywają
różnobarwnym ściegiem kratkowym opisanym wyżej. Porównując
ozdoby na cuhach i na serdakach góralskich spostrzegamy tę
samą technikę przy zastąpieniu materjału skórzanego tkaniną.
Huculski k e p t a r, biały, krótki kożuszek bez rękawów,
różni się nie krojem, lecz rozmieszczeniem ozdób i ich rysunkiem
od serdaka tatrzańskich górali.
„Keptar, — mówi Szuchiewicz (Huculszczyzna, t. I, str. 144)
jest wokoło na ramionach i kołnierzu obramowany albo jedno­
stajnym smuszem, albo kawałkiem białej i żółtej cielęcej skóry.
Przód keptara, plecy i kliny, a często i szwy są ponaszywane safjanowemi czerwonemi i zielonemi w ząbki wykrawanemi skórkami,
a zakończone guzikami z włóczki. Ząbki te są nadto ponabijane
wzorzysto-mosiężnemi kapslami. Po krajach, niemniej też pomiędzy
dwoma rzędami ząbków, są te keptary przeplecione wąziutkimi
safjanowymi paskami a obszywane czerwonym włóczkowym sznur-

107

kiem. Inne miejsca keptara, osobliwie węgły są ponaszywane safjanową skórką we wzory wycinaną“.
Piękny okaz huculskiego keptara posiada Muzeum Warszaw­
skie (N : 2761). Brak wprawdzie na nim nabijanych wzorzysto
kapsli mosiężnych, zasadniczo jednak jest wiernym obrazem żacy-;
towanego opisu, pomijając pewną niedokładność, jaka oczywiście
przez niedopatrzenie wkradła się do opisu Szuchiewicza. Przeplecenia wąziutkim safjanowym paskiem nie są wykonane w skórze
keptara, ponieważ minęłoby się to z istotnem przeznaczeniem ko­
żuszka, mającem za zadanie zatrzymywanie cieplika a nie prze­
puszczanie go przez tysiące nacięć, biegnących wzdłuż szwów
i okolnicy. Wycięcia te wykonano na białych paskach z cielęcej
skóry, szerokości 1V2 cm. Przez poprzeczne wąziutkie nacięcia
o szerokości 1 cm. przewleczono dwa ciemne paseczki skórzane,
każdy o szerokości 3 mm. i w ten sposób dzięki przeplatance
dwukierunkowej otrzymano motyw stojący, dwustronny, naprzemianległy.
Ten biały paseczek z przeplatanką tworzy osnowę ornamentacyjną na szwach. Po obu jego stronach naszyto w ząbki wycięte
skórki ciemno-wiśniowe. Biegnie między niemi czerwona włóczka,
przeszyta czarną nicią na okrętkę. Nić ta równocześnie przymo­
cowuje obie skórki do kożucha. Ząbki pasków, jak również brzegi
innych wycinanek okolono zieloną bawełną przyszytą czarną nicią
na okrętkę. Zakończenia motywów ornamentacyjnych wycinanki
ozdobiono pomponikami z włóczki zielonej, żółtej i czerwonej.
Różnica w technice ozdób keptara i serdaka sprowadza się jedynie
do odmiennego wykonania przeplatanki cieniutką krajeczką. Zato
wyraźniej zaznacza się zasadnicza różnica w ogólnym charakterze
zdobnictwa.
Ząbki na safjanowej okolnicy serdaka przypominają wycięcia
na listwach drewnianych. Skórzane ozdoby na keptarze robią
wrażenie wyciętych z blachy ozdób metalowych tak rozpowszech­
nionych u Hucułów.
Muzeum Etnograficzne w Warszawie posiada kilkanaście
pasów krakowskich, wśród których wyróżniają się swemi ozdo­
bami tak zwane opaski, czyli trzosy.
Szeroki, do dwudziestu cm., pas z miękkiej żółtej skóry
ma boczny otwór do wkładania pieniędzy. Obydwa jego końce
zdobią szerokie płaty z grubej skóry, będącej wycinanką typu B,

108

z podłożonem tłem z czerwonego sukna. Wycięte motywy geome­
tryczne znane są powszechnie na drewnianych sprzętach naszych
pasterzy, a również te same występują w całej Europie. A więc
widzimy tu dwie gwiazdy sześciopromienne, zamknięte w kołach.
Powstała między niemi trójkątna przestrzeń została wycięta
w kształcie serc. Dalej znów — przestrzeń między dwoma równoległemi paskami wypełnia kratka z przecinających się paseczków.
Na szerszym, brzeżnym pasku wyhaftowano bawełną czerwoną,
białą i zieloną, gwiazdki i koła o tym samym układzie sześciopromiennym. Brzeg tego paska od strony trzosa łukowato w trzy
zęby wycięty połączono z okolnicą wycinanki linją zygzakowato
przebiegającą. Brzegi linij ornamentacyjnych wycinanki przyszyto
do tła grubą nicią czerwoną ściegiem zasadniczym. Prócz tego
wszystkie główne linje i okolnicą zostały nabite mosiężnemi gwoź­
dzikami o łebkach półkulistych i kółeczkami, tworzącemi przezrocza.
Pokrewne, acz uboższe w ornamentacji, są szerokie pasy sądeckie.
Odmienną zupełnie grupę stanowią pasy pińczowskie z woj.
kieleckiego. Postaram się opisać jeden z takich pasów, przecho­
wywanych w Muzeum warszawskiem. (N: 897). Pas ten, wycięty
z białej skóry, ma 8 cm. szerokości. Materjałem zdobniczym są
wąskie trzymilimetrowej szerokości paseczki z zielonego i czerwo­
nego safjanu i mosiężne gwoździki z półkulistemi łebkami. Motywy
^dobnicze powstały przez rytmiczny układ ściegów zasadniczych,
okrętki, warkoczyka i przeplatanki. W całym pasie niema ani
milimetra nici. Ornament tworzą cztery duże koła, rozstawione
wzdłuż całego pasa. Łączą je poziomo przebiegające ściegi zielone.
Dwa boczne — na okrętkę i cztery środkowe — warkoczyki.
Między ściegami przebiegają szeregi mosiężnych gwoździków.
Koła powstają z dwu okolnic ze ściegów zielonych na okrętkę,
między które wpisano dwie inne z gwoździków, a między niemi
przebiega inna jeszcze okolnicą ze ściegu zasadniczego, wykona­
nego paseczkiem czerwonym.
Na początku pasa, przy klamrze mosiężnej widnieją mniejsze
kółka i trójkąty. Ułożono je ściegiem zasadniczym do połowy
czerwonym i zielonym. Na przedzie brzeg pasa okalają warkoczyki
przeplatane z czerwonego i zielonego paseczka. Całość wywiera
niezmiernie artystyczne wrażenie nietylko ze względu na osobliwą,
a misterną technikę, ale i ze względu na dyskretne użycie barwy
czerwonej, jako plamy dodatkowej, ożywiającej zespół białego

I

109
tła, zielonego paseczka i złotych gwoździków. Technika ozdób
tego paska przypomina pokrewne typy u Czukczów.
Inny znów wąski pasek z pow. pińczowskiego posiada przy­
czepioną sakiewkę skórzaną. (N : 895). Zdobią ją wycinanki typu A
w kształcie gwiazdek, serc i kółek. Przymocowano je do skóry
bez naszycia przez przybicie kółeczkiem mosiężnem. Fabryczne
metalowe kółeczka i gwoździki, zdobiące wyroby ze skóry i za­
stępujące w niektórych wypadkach obszycie wycinanki, są zjawi' skiem stosunkowo niedawnem w zdobnictwie ludowem. Świeże
wkroczenie ich, jako wtórnej ozdoby na wyroby skórzane, rozpo­
znać możemy ze stanowiska, jakie zajmują w ornamentacji. Znacznie
dawniejsze tradycje posiada metalowe zdobnictwo u Hucułów.
Mniej jasno przedstawia śię sprawa pochodzenia skór barwionych,
użytkowanych przez lud na naszycia.
Safjan, skórę wyprawioną kolorowo, jak sama już nazwa
wskazuje, przywożono niegdyś do Polski ze Wschodu i używano
na wyrób obuwia męskiego i kobiecego. Nie jest wykluczone, że
nazwę tę przynieśli Tatarzy, którzy, osiedleni w Polsce, zajmowali
się wyprawą safjanów. Do dziś w wyprawianiu i barwieniu skór
w Małopolsce wschodniej celują inni znów przybysze ze Wschodu —
Ormianie. Dopiero później użycie safjanów od szlachty przeszło
do ludu. Żółte i czerwone buty, jakie przed laty były w modzie
u szlachty polskiej stanowią dziś jeszcze jedną z części świątecz­
nego stroju kobiet wiejskich na Ukrainie. Czy lud nasz znał sztukę
barwienia skór i stosował ją niezależnie od wyrobów przywożo­
nych ze stron obcych — trudno odpowiedzieć twierdząco. O ile
mogłem zasięgnąć wiadomości fachowych, kraj nasz nie posiada
odpowiednich naturalnych barwików. A jednak pewna dość znaczna
gama różnych odcieni naturalnej żółtawej barwy surowca, wraz
z białą barwą otrzymaną przez natarcie kredą, (keptary huculskie,
pasy pińczowskie), zarówno jak i rozpowszechnione swego czasu
pociemnianie skóry dziegciem, umożliwiały już tworzenie kontra­
stowych zestawień. Zjawienie się safjanu ożywiło tę sztukę, wpro­
wadziło nowe możliwości kolorystycznych zestawień, których istota
w formach najpierwotniejszych istniała już w poczuciu u ludu.
Cennym dowodem służyć może opisany pas pińczowski,
który na swej przyozdobionej powierzchni skupia wszystkie ro­
dzaje szwu zasadniczego i szereg jego przeobrażeń.

110
Obszycia na opisanych kożuchach białczańskich upewniają nas
bardziej jeszcze o słuszności naszego przypuszczenia.
Skórzana wycinanka polska nie rozwinęła się tak bogato,
jak u innych ludów, które rozporządzały warunkami bardziej sprzyjającemi do rozwoju tej techniki. Przypuszczam, że przetrwała ona
w ciągu tysiącleci w zalążku na poziomie zdobnictwa Czukczów.
Rozwój jej wybujał dopiero w czasach nowszych, ożywiony nowemi materjałami i ułatwioną te.chniką. Motywy zdobnicze albo
pochodzą jako dziedzictwo z najdawniejszej epoki, są to różne
przeobrażenia szwu zasadniczego, wykonanego wąskim paseczkiem
skórzanym, albo zostały przeniesione z innego materjału, z drzewa
i metalu, jako ozdoby typowe na pasach krakowskich i huculskich.
W powiecie pińczowskim, w tych samych miejscach, skąd •
pochodzą dwa opisane pasy skórzane, lud zdobi bronzowe sukmany
wełniane wycinankami z czerwonego sukna. Narożnik takiej sukmany
(N: 2126) przyozdabiają: wazonik z kwiatkami i listkami w kształcie
serduszek. Każdy z motywów naszyto na sukmanę nicią wzdłuż
jego brzegów ściegiem zasadniczym. Ciekawego materjału do
studjum nad przenoszeniem się motywów i techniki z jednego
materjału na drugi dostarczają tak zwane tabiwki, huculskie
torby ze skóry i z tkaniny. Warszawskie Muzeum posiada kilka
okazów tabiwek z materjału. Cała ich powierzchnia w swych naszyciach i innych ozdobach nosi wybitne ślady naśladownictwa
torby ze skóry. Najbogatsze w Polsce zbiory przedmiotów hucul­
skich znajdują się w Muzeum im. Dzieduszyckich we Lwowie.
Wycinanki papierowe.
Znacznie bogaciej niż wycinanka ze skóry i z tkaniny rozwi­
nęła się na ziemiach polskich wycinanka papierowa. Warszawskie
Muzeum Etnograficzne posiada bardzo bogaty zbiór wycinanek
z 22 powiatów. (Łowicz, Błonie, Grójec, Skierniewice, Opoczno,
Sieradz, Gostyń, Piotrków, Rawa, Olkusz, Przasnysz, Pułtusk,
Ostrołęka, Kolno, Łomża, Warszawa, Nowomińsk, Siedlce, Gar­
wolin, Radzyń, Tomaszów, Lublin). Najdawniejsze z nich pochodzą
z 1890 roku. Większość wycinanek została wykonana między 1900
a 1912 rokiem. Pozwalają one na zasadnicze ujęcie typów chara­
kterystycznych dla poszczególnych okolic, umożliwiają zaznaczenie
podobieństwa i wykazanie różnic, zachodzących w poszczególnych

111

c

ośrodkach. Polskie wycinanki papierowe zasadniczo niczem się
nie różnią od opisywanych wyżej wycinanek Goldów, Sartów
i Portugalczyków. Występują tu obydwa typy wycinanki A i B,
jak również, aczkolwiek rzadziej, typ mieszany. Za materjał służą
wszystkie rodzaje papierów kolorowych: matowych i błyszczących.
Na jednych wycinankach motywy wycięte po naklejeniu na
tło wydobywają efekty malarskie, na innych przezrocza wycięte
na tle odmiennej barwy wywołują wrażenie arabesek. Do wyci­
nania używają nożyczek stalowych. Dla ułatwienia przeglądu cały
materjał muzealny podzielimy na trzy większe grupy terenowe.
W skład pierwszej wejdą wycinanki z powiatów rozrzuconych na
lewym brzegu Wisły z ośrodkiem Łowicz. Drugę grupę stworzą
wycinanki wykonane na prawym brzegu Wisły i Bugu ; ich typem
będą wycinanki kurpiowskie.
Do trzeciej grupy zaliczymy wycinanki z obszaru zamknię­
tego między lewym brzegiem Bugu i prawym brzegiem Wisły.
Ujmiemy je wspólną nazwą wycinanek podlaskich. Na wszystkich
tych obszarach wycinanki papierowe służą głównie do przystro­
jenia wnętrza izby, są tylko ozdobą i innego znaczenia nie po­
siadają.
Naklejają je bez tła lub z tłem podłożonem wprost na ścianie,
dookoła okien i obrazów i na belkach na powale. Wykonaniem
wycinanek zajmują się przeważnie dziewczęta.
Geneza polskiej wycinanki papierowej.
Ale skąd powstał ten piękny, a zarazem tak dziwny obyczaj
zdobienia? Żadna myśl u ludu nie zjawia się nagle. Przeciwnie,
śledząc wstecz dzieje jej rozwoju i przeobrażeń, zazwyczaj do­
chodzimy do czasów bardzo odległych. Nie samo zjawienie się
papieru, który do rąk ludu dostał się zaledwie w połowie ubie­
głego wieku, lecz inna idea wywołała zjawienie się wycinanek
papierowych. Papier stał się tylko nową postacią, w jaką się
wcieliły dawniejsze, żywe jeszcze tradycje. Postarajmy się je od­
szukać, wyświetlić związek zachodzący między niemi a wycinanką
papierową, i ujawnić inne jeszcze wpływy uboczne, które sprzyjały
zjawieniu się i rozwojowi tego zdobnictwa.
Istnienie tradycji wycinanki w skórze na ziemiach naszych
stwierdziliśmy uprzednio, poznaliśmy również zjawisko zamiany

112
materjału skórzanego na tkaninę w wycinankach zdobiących strój
wieśniaka polskiego. Odtwarzanie w papierze strojów ze skóry,
jak to miało miejsce w wycinankach dzieci Goldów, które tą
drogą doprowadziło do usamodzielnienia wycinanej ozdoby pa­
pierowej jest zjawiskiem zupełnie oczywistem. Powstanie polskiej
wycinanki jest czemś bardziej złożonem. Zbiega się tu i splata
niejedna, lecz szereg nici rozwojowych, które dopiero w zespole
dają nam polską wycinankę papierową. Poszukajmy tych nici.
Ozdoby malowane na ścianach chat.
W wielu miejscowościach Polski istnieje obyczaj malowania
ścian domu, zewnętrznych lub wewnętrznych, farbami wodnemi.
Zwyczaj ten jest rozpowszechniony bardzo na obszarze na lewym
brzegu Wisły, ale spotyka się również i w innych miejscowościach,
jak n. p. w Sądeczyźnie, na kresach w po w. owruckim i t. d.
Jedną z włościańskich chat w Retkách, w pow. łowickim, w r. 1911
na zewnętrznych ścianach zabarwionych na niebiesko ozdobiono
na całej jej płaszczyźnie szeregiem biało malowanych wazoników
z kwiatami. Białe rośliny, o symetrycznie rozłożonych gałązkach,
wierzchołkami swojemi sięgały ostatniej belki pod strzechą sło­
mianą wówczas, gdy wazoniki stały na podwalinie. Węgły chaty
obramowano biegnącemi ku górze linjami białemi, między któremi
namalowano szereg białych kółek.
Wśród ozdób malowanych na ścianach chat w niektórych
wsiach powiatów: łowickiego (Strugienice, Złaków, Retki, Łaźniki),
sieradzkiego (Zadzim), kozienickiego (Mąkosy), opoczyńskiego
(Wola Zalężna, Jelno), błońskiego (okolice Grodziska) i w wielu
innych jako motyw przeważający występuje drzewko. Malują je
w różnych postaciach, to zaznaczając ogólny zarys zaledwie kil­
koma linjami, to pięknie stylizując listki i kwiatki, rozmieszczając
je symetrycznie na gałązkach drzewka wyrastającego z wazonika.
Jako motywy drugorzędne, występują: szachowniczka, kratki, kropki,
kółka, linje proste, faliste i zygzakowate. Występują one zazwyczaj
oddzielnie, nie tworząc większych zespołów rytmicznych.
Najczęściej używanemi barwikami są farbka do niebieszczenia
bielizny i wapno. Niekiedy używają i innych barwików n. p. czer­
wonego i żółtego, jak to miało miejsce przy ozdobieniu okiennicy
w Zadzimiu.

113
Wszystkie te znane mi ozdoby są dość ubogie w kompozycji
i niezbyt staranne w wykonaniu. O zdobieniu domów znakami
malowanemi pisał M. Wawrzeniecki w XVII tomie Wisły (str. 695).
Ze wszystkich miejscowości, znanych mi ze zwyczaju zdobienia
ścian chaty wyróżnia się kotlina sądecka. Zwyczaj ten w szcze­
gólności rozpowszechniony jest w parafji podegrodzkiej. Wśród
materjału z dziedziny sztuki ludowej, jaki zebrałem do monografji
kotliny sądeckiej, wyróżniają się ozdoby wnętrza chaty, będącej
własnością Platy, we wsi Wyglanowice. Wieś ta leży na lewym
brzegu Dunajca u ujścia doń potoku Gajduszowca.
Ozdoby tworzą okolnice ornamentacyjne dokoła okien, drzwi,
obrazów, listwy, na piecu. Jest to polichromja z siedmiu nastę­
pujących kolorów: niebieskiego-farbkowego, żywo-zielonego, ama­
rantowego, pomarańczowego, żółtego, bronzowego i czarnego.
W ornamentacji rozpoznajemy wszystkie motywy roślinne
i geometryczne, znane nam z haftów, naszyć i wyszyć na stroju
sądeckim. Należy pamiętać, że wyszycia sądeckie zajmują najpierwsze miejsce wśród strojów ludowych w Polsce ze względu
na wielkie poczucie kolorystyczne i bogactwo ornamentacji. Poli­
chromja wnętrza izby sądeckiej odtwarza wszystkie te ozdoby
w układzie pasowych okolnic, zaznaczając w poszczególnych mo­
tywach ściegi nici i inne szczegóły techniki rozwiniętej na tkaninie.
W niektórych chatach całość malowania przedstawia się niezmiernie
szlachetnie.
Niech nam wszystkie wyżej przytoczone dane o istnieniu
u naszego ludu zwyczaju ozdobnego malowania ścian wystarczą
do zasadniczego stwierdzenia istnienia tej tradycji. Mimochodem
zaznaczę, że odbiły się w niej odwieczne wierzenia i praktyki
magiczne.
Zagadnienie zjawienia się i użytkowania wycinanki papierowej
staje się sprawą możności zużytkowania nowego materjału zdobni­
czego i przeniesienia nań dawniejszych tradycyj malowania. Prze­
obrażenie takie nie odbyło się odrazu, przebiegało stopniowo,
i tylko tam, gdzie nie napotkało przeszkód znaczniejszych. W tem
miejscu wspomnieć musimy o innej znów zdobyczy kulturowej,
jaką były szpalery, kołtryny, obicia papierowe i szablony, które
od warstw wyższych przeszły z czasem do ludu.
W. Łoziński w pracy swojej: „Zycie polskie w dawnych
wiekach“ (Lwów. 1912, wyd. III, str. 74), daje nam ciekawy,
Lud. T. XXII.

8

114

a plastyczny obraz wnętrza dawnego szlacheckiego domu. Opisuje
zwyczaj zdobienia ścian malowidłami, szpalerami i kołtrynami.
„Kołtryny, z włoskiego coltre, coltrina, jak dowiadujemy
się z tej pracy, były to płótna malowane klejowo lub olejno
w ornamenta, kwiaty, widoki, a nawet osoby, i były tern, czem
są dzisiaj tapety papierowe. Kupowano je już gotowe, a sprowa­
dzano pierwotnie z Włoch, jak sama nazwa świadczy, później
atoli przeważnie z Gdańska, Wrocławia i Norymbergi“.
W Encyklopedji staropolskiej Glogera (t. IV, str. 336) do­
wiadujemy się, że w XVIII w. wyrabiano szpalery u Lubomirskich
w Łańcucie i w Bezdziatce na podgórzu karpackiem. Ciekawą
jest rzeczą, że lud wiejski około Krakowa dotąd zowie kołdrami
obicia papierowe na ścianach świetlic swoich przylepiane, z wy­
obrażeniem zwierząt, kwiatów i t. d., a w Łowickiem pewien
typ wycinanek, a mianowicie szerokie pasy papieru, z naklejonemi
nań wycinankami typu A nazywają również kołdrami, a nie­
kiedy ko dr a mi. Niedawne jeszcze włościanie we wsi krakow­
skiej Bobrek wyrzynali formy, wytłaczali, kolorowali i roznosili na
sprzedaż po jarmarkach i odpustach grubo wyrobione papierowe
odbitki.
Muzeum Etnograficzne w Warszawie posiada ciekawy patron,
wyobrażający krążek papieru białego, będący czteropromienną
wycinanką typu B. Motyw tworzą wycięcia czworoboczne. Przed
30—40 laty przez taki patron we wsi Mysłakowie pod Łowiczem
malowano ozdoby farbką i palcem na wewnętrznych ścianach
chaty około „obrazów“, „łyżek“ i okien, przed Bożem Narodze­
niem i Wielką Nocą. Będący już podówczas w Polsce w powszechnem użyciu szablon malarzy pokojowych znalazł swój
skromny wyraz w opisanym wyżej patronie z Mysłakowa. W ten
sposób papierowa wycinanka typu B ułatwiała wykonanie żmudnego
ozdabiania świeżo przed świętami wybielonych ścian chaty. Wyci­
nanka papierowa weszła do wnętrza chaty łowickiej i dalszy jej
rozwój łatwo możemy odgadnąć.
Z wycięć spełniających zadanie oczek szablonu zaczęły się
one przeobrażać w wycięcia ornamentacyjne, rozplanowane wzdłuż
osi symetrji pasowej lub ośrodkowej. Zjawienie się na rynku pa­
pierów kolorowych umożliwiło zastąpienie malowanej plamy plamą
z nalepionych papierków kolorowych, dając w ten sposób po­
czątek wycinance typu A.

115

Ale zamianie techniki i materjału w niektórych dzielnicach,
mam tu na myśli Łowickie, sprzyjał fakt, że główne motywy ma­
lowane na ścianie występowały jako plamy jednobarwne, przytem
były to plamy malarskie, chcę przez to powiedzieć o szerszych
płaszczyznach. Ułatwiało to odtworzenie i zastąpienie tego samego
motywu w papierze.
W Sądeczyźnie, w miejscowościach, gdzie malują w chatach
najpiękniejsze polichromje, nie występuje wycinanka papierowa
jako ozdoba wnętrza izby. Opisany wyżej swoisty charakter ozdób
zapożyczonych z tkaniny nie sprzyjał wkroczeniu na jej miejsce
ozdoby z papieru. A jednak istnieje tu wycinanka, tylko nie z pa­
pieru a z opłatka. Są to krążki z białego opłatka z wycięciami
typu B, pod które podłożono opłatki kolorowe, czerwone i zie­
lone, przeznaczone dla bydła na kolendę po Wilji. Wycinanki
takie zawieszane na niteczkach zdobią podłaźniczkę, choinkę za­
wieszaną u pułapu na św. Szczepana.
Wycinanki łowickie.
Ale wróćmy do Łowickiego. Najstarsze wycinanki wyobrażają
drzewka, przypominające w rysunku takie same malowane na
ścianach chat. Kołdry, kodry inaczej pasy, listwy nasuwają
na myśl ozdoby wycinane na belce pułapu. Występuje tu nie­
kiedy i gwiazda, a po obu jej bokach dwa kwiatki. Na innych
widzimy trzy kwiatki ustawione symetrycznie. Każdy listeczek,
każdą łodygę, jednem słowem każdą plamę barwną wycięto od­
dzielnie po dwie i następnie symetrycznie nalepiono na wspólne
tło. W układzie barw przejawia się wrodzone Księżakom poczucie
kolorystyczne, wybitnie zaznaczone i rozwinięte w tkactwie na
pasiastych wełniakach.
Drzewko, kwiatek o symetrji jednoosiowej, kołdra
o symetrji kilku osi równoległych, wreszcie gwiazda, jasny
krążek ząbkowany, z nalepionemi nań wycinankami, początkowo
0 jednej osi symetrji, o motywie kwiatowym i następnie o ukła­
dzie promienistym — oto najdawniejsze formy wycinanki łowickiej.
Technika, ułatwiona własnością papieru i nożyczek stalowych
1 dobór materjału wpłyną następnie na rozwój tych typów zasad­
niczych, z których każdy ulegnie osobliwym przeobrażeniom.
Odwieczne motywy zdobnicze malowane na ścianach domów
8*

116

i wycinane na belkach nie wystarczą. Wyobraźnia szukać będzie
nowych pobudek. Znajdzie je na tapetach papierowych, na fabrycz­
nych wstążkach, na adamaszkach na gorsety, i zacznie je odtwa­
rzać w swój sposób, wzbogacona techniką, rozwiniętą na wzorach
rodzimych.
Jedna z takich wycinanek, zwana wstążką, powstaje z pa­
pieru szerokości około 10 cm., do pół metra długości. Na jednym
z końców nalepiono frendzlę, wzdłuż brzegów podklejono wąski
paseczek ząbkowany odmiennych kolorów, a na samej powierzchni
wstążki naklejono kwiatki i listki stylizowane symetrycznie wzdłuż
podłużnej osi symetrji (rok 1903). Na późniejszych wstążkach, wy­
różniających się dążeniem do naturalizmu, kwiatki i listki precy­
zyjnie układają się na wstążce w linji falistej, przyczem dwie takie
wstążki złączone posiadają oś symetrji przebiegającą między niemi.
Dwie wstążki wycinanki, zwane niekiedy tasiemkami,
w połączeniu z gwiazdą stworzą nowy typ ozdoby zazwyczaj
umieszczany pod obrazami.
Podłużne pasy o szerokości od 20 do 40 cm., dochodzące
do metrowej długości zaczną się przeobrażać w sceny rodzajowe.
Symetrycznie rozmieszczone kwiatki i gwiazdy zastąpione zostają
niekiedy figurami ludzkiemi, ubranemi w łowickie pasiaki. Będą
one wyobrażały wesele, zabawę (1903) pracę w polu, zaprząg,
i t. p. Naklejanie jednych papierków na drugie i wysuwanie rąb­
ków brzeżnych okolnic umożliwi operowanie najdelikatniejszą linją
barwną, ożywiającą kontrastem barw, lub łagodzącą napięcie ko­
lorystyczne większych płaszczyzn.
Technikę tę poznaliśmy w barwnej papierowej wycinance
Goldów. Nakładanie papierków jednych na drugie doprowadzi do
rozwoju wycinanki we wszystkich trzech wymiarach. Wycinanka
zacznie się wyradzać w płaskorzeźby. Podłożony pod figurki papier
będzie uwypuklał ich kształty, warkoczyki z prawdziwych włosów
przyczepione do główek wycinanek z obrazków, lub kupnych ma­
lowanek dopełniać będą rozkładu tego typu wycinanki. (1909 r.)
Ale niezależnie i równolegle do tych dziwotworów wyobraźni,
które miną, jak mijają przelotne kaprysy mody, drogą prób i po­
szukiwań rozwinie się znaczna zdolność operowania plamą barwną,
dając w wyniku ostatecznym wycinanki typu A i B, występujące
razem w układach równoległych pasowych, zarówno jak i współośrodkowych kół i promienistych.

117

Precyzja linij rytmicznie, a zawsze świadomie ugrupowanych
wzdłuż osi symetrji będzie szła o lepsze z gamą kolorów, two­
rzących żywe, niezwykłe, a często bardzo szczęśliwe zespoły.
W powiecie sieradzkim wycinanki nazywają cackami. Prze­
ważający i prawie jedyny typ tworzą gwiazdy ośmiopromienne
0 nieskomplikowanym wykroju. Naklejają je wprost na ściany
białe po kilka jedna na drugiej, mniejsze na większych, niekiedy
w liczbie ośmiu, dobierając kolory żywe, sharmonizowane. Prze­
ważają zespoły barwy czerwonej z zieloną i ze złotem. Jako dru­
gorzędne występują barwy : granatowa, niebieska, żółta. Linja
wycięcia odgrywa tu rolę bardzo nieznaczną, a główna wartość
tych gwiazd polega na zespole kolorów, tworzących barwne plamy.
Ciekawy zbiór oryginalnych wycinanek z Sieradzkiego naklejonych
na różnobarwne kartony pojawił się w 1909 r. jako wydawnictwo
p. Stanisława Graeve w Kaliszu pod tytułem: „Sztuka ludowa
w Sieradzkiem“.
W powiecie gostyńskim wycinanki, wyobrażające krążek
z dwoma wstążkami włościanie nazywają klapokami. Pewną
wybitną odrębność wycinankom gostyńskim nadaje motyw gałązki
drzewka iglastego. Wycięty w drobniutkie długie igiełki motyw
ten wyróżnia się swoją lekkością. Rozmieszczają go zazwyczaj
wachlarzowato na krążkach, a wzdłuż jedynej środkowej osi sy­
metrji na wstążkach.
Wycinanka łowicka nawet w swych najbardziej arabeskowych
gwiazdkach typu najnowszego jest dziełem przeważnie malarskiem,
1 ta właśnie cecha nadaje jej piętno odrębności, wyróżniającej ją
od grupy kurpiowskiej i podlaskiej. Mimochodem wspomnę o za­
stosowaniu wycinanki do zdobienia pisanek wielkanocnych, jak
również o wyrobie prześlicznych dzbanuszków z jajek.
Geometryczny, roślinny i zwierzęcy ornament, ułożony z dro­
bniutkich płateczków kolorowych rozczłonowuje wypukłość dzba­
nuszka i dolepionej szyjki na poszczególne pola ornamentacyjne.
Muzeum Etnograficzne w Warszawie posiada kilka takich
dzbanuszków z jajek, które uważać można za prawdziwe dzieła
sztuki. Pisał o nich Al. Janowski w „Wiśle“. (T. XVI, str. 482).
Ciekawe zastosowanie w haftach znalazła wycinanka papie­
rowa w Powsinie, wiosce położonej w pobliżu Wilanowa, w pow.
warszawskim. Muzeum Etnograficzne w Warszawie posiada kilka
takich przedmiotów zahaftowanych, mianowicie chustkę białą,

118

perkalową, wyszywaną suto karmazynem, mająca służyć do zawoju
na głowę mężatki (N: 2571) i dwie koszule i czepek (N: 1853 — 4).
Ubierają one dwa manekiny kobiece, mające wyobrażać włościanki
z okolic Wilanowa. Haft jednobarwny, na jednej koszuli czarny, na
drugiej amarantowy. W kształcie kielichów kwiatowych o układzie
gwiazd ośmiopromiennych, zarówno jak i innych roślin o jednej
osi symetrji rozpoznajemy technikę wycinanki papierowej. Posłu­
żyła ona jako wzór do wyhaftowania. W motywach wyhaftowa­
nych zastosowano wiernie układ linjowy, charakterystyczny dla
tego rodzaju wycinanek papierowych.
W powiatach, położonych na południe od Łowicza, a więc
w opoczyńskim, rawskim i piotrkowskim, przeważającym typem
wycinanki są gwiazdy cztero- i ośmiopromienne. Motywem wy­
cięcia głównym i rzec można, że prawie jedynym jest drzewko
stylizowane w najprzeróżniejszy sposób, to samo, które znamy
z malowideł na ścianach chat. Po rozłożeniu wycięcia drzewko
takie tworzy gwiazdę o linjach geometrycznych, w których z tru­
dem można rozpoznać motyw wycięty.
Takie same gwiazdy jednobarwne spotykamy W pow. olku­
skim. Prócz tego występują tu jeszcze wycinanki nakładane jedna
na drugą. Za tło zazwyczaj służy krążek, na którym nalepiono
kilka coraz mniejszych gwiazdek z ząbkami w kształcie płatków
kwiatowych, lub kilku coraz mniejszych krążków.
Zespół barw dyskretny. Wycinanki olkuskie, zarówno jak
i opoczyńskie, rawskie i piotrkowskie, pod względem kolorystycz­
nym stoją znacznie niżej od łowickich.
Wycinanki kurpiowskie.
Przeglądając zbiór wycinanek kurpiowskich z łatwością
spostrzegamy różnicę, jaka zachodzi między niemi, a wycinankami
łowickiemi. Pewną odrębność nadaje im układ linij, przypomina­
jących wycięcia w drzewie, zdobiące domy Kurpiów, krzyże, ka­
pliczki, kielichy i monstrancje kościelne. Nawet na wstążkach
przy gwiazdach podobnych do łowickich najczęstszym motywem
zdobniczym są kółka i inne ozdoby, o przeważającym charakterze
rzeźbiarskim. Wycinanki kurpiowskie z powiatów kolneńskiego
i ostrołęckiego najbardziej wyróżniają się temi cechami od innych
wycinanek ludu polskiego. Są to wycinanki przeważnie jednobarwne.

119

Nie tłumaczy się to brakiem kolorów, bo poszczególne wycinanki
wykonano z papieru żółtego, zielonego, czerwonego, pomarańczo­
wego, fioletowego, niebieskiego, czarnego, białego i złotego, a więc
są tu w użyciu wszystkie te same kolory co i w Łowickiem.
Wśród wycinanek kurpiowskich z pow. kolneńskiego i ostro­
łęckiego możemy rozróżnić trzy typy. Pierwsze, jednoosiowe, wy­
cinane z jednego kawałka papieru, wyobrażają krzyże, monstrancje,
drzewka, leluje, wazoniki z kwiatami. Na niektórych drzewkach
siedzą ptaki, pod drzewem rośnie trawka, stoją konie, siedzą za­
jączki, zazwyczaj symetrycznie po jednym z każdej strony drzewka.
Patrząc na te wycinanki ma się wrażenie, że to nie w pa­
pierze, ale w drzewie wycięto delikatną piłką i cyzelowano dłut­
kiem i nożem wszystkie te piękne przezrocza. Myśl tę narzuca
typ wycięć, urobionych w drzewie, które tu w wycinankach pa­
pierowych stosowane są z ogromnem poczuciem estetycznem.
Odtworzone kopuły drzew zamieniono w koronkowe prze­
zrocza szeregiem owalnych okolnic z różnorodnych meandrów
rzeźbionych, w których nie barwa użytego papieru, ale układ
motywów wyciętych odgrywa główną rolę.
Drugi typ kurpiowskich wycinanek stanowią gwiazdy. Po­
dobnie jak w wycinankach typu pierwszego motywem zasadniczym,
powtórzonym promienisto lub w kółkach wpólośrodkowycfn — jest
jakiś motyw rzeźbiarski. Plama barwna, jaka ożywia niektóre
gwiazdy sprowadza się do naklejonych nań mniejszych płateczków,
lub nałożonych jedne na drugie współośrodkowo niewielkich gwiaz­
deczek różnobarwnych. Barwa i tu odgrywa rolę drugorzędną,
ożywia, rozjaśnia, ale nie dominuje.
Trzeci wreszcie typ tworzą wycinanki asymetryczne, wyobra­
żające zwierzęta, ptaki i ludzi. A więc widzimy tu koguty natu­
ralnej wielkości, wycięte z czerwonego, żółtego lub fioletowego
papieru. Mają one u góry dolepiony grzebień różnobarwny, a na
grzbiecie kółka, kwadraciki lub linijki, wyobrażające pióra.
Bardzo ciekawie i bardziej kolorowo wyglądają pawie z ogo­
nem ulepionym z barwnych papierków. Przyglądając się tym wy­
cinankom z łatwością możemy rozpoznać tę samą rzeźbiarską
technikę wycięć, jaka wyróżnia okazy typu pierwszego. Kolory
częstokroć żywe, w ciekawym układzie, kontrastowe nie tyle
w barwach, co w światłocieniu, rzec można, że nie malują, ale

120
w odmienny znowu sposób raz jeszcze rozczłonowują większe
płaszczyzny.
Wycinanki z powiatu przasnyskiego tworzą pokrewną grupę
z poprzedniemi. Występuje tu ta sama leluja i ten sam typ gwiazd
okrągłych, co i w wycinankach z pow. ostrołęckiego i kolneńskiego, jednakże zauważyć się daje pewna większa rozmaitość
efektów kolorystycznych przy zmniejszeniu się bogactwa motywów
ornamentacyjnych o charakterze rzeźby w drzewie. Występują tu
listwy z szaro-niebieskiego papieru, na których nalepiono rzędem
leluje różnobarwne i białe gwiazdy ażurowe, drobniutko ząbko­
wane, ze środeczkiem z kilku, jedna na drugiej nałożonych, barw­
nych gwiazdeczek.
Wśród wycinanek z sąsiedniego powiatu pułtuskiego (rok
1911) pierwsze miejsce zajmują wstęgi z gwiazdą. Zamiast kwiatów
nalepiono na nie kółeczka i rozdzielono je ząbkowanemi paseczkami, czem bardzo przypominają wycinanki z pow. ostrołęckiego.
Podobne do tych ostatnich są również kogutki wyklejone różnobarwnemi wąskiemi papierkami, naśladującemi pióra. Czerwone
wazoniki z zielonemi listkami, drobniutkie gwiazdki białe ze środeczkami barwnemi wyróżniają się swoją barwnością bardziej
jeszcze od wycinanek przasnyskich z całej tej grupy północnowschodniej.
Wycinanki podlaskie.
Wspólną nazwą wycinanek podlaskich ujmujemy cały materjał,
jaki posiada Muzeum Etnograficzne w Warszawie z obszaru między
Wisłą i Bugiem, a pochodzących z powiatu warszawskiego, nowomińskiego, garwolińskiego, radzyńskiego, lubelskiego i tomaszow­
skiego. Na całym tym obszarze przeważają wycinanki jedno­
barwne. Typową dla całej tej dzielnicy jest gwiazda ośmiopromienna, w której drzewko będzie motywem wycięcia. Gałązki
drzewka traktowane schematycznie z pewną stylizacją, dają w ukła­
dzie wycięć promienistych nieoczekiwane arabeski. W niektórych
miejscowościach, jak n. p. w pow. lubelskim, motywy roślinne,
wycinane w kompozycji świadomej wyróżniają się bardzo pięknym,
rytmicznym układem. Drugim typem, znacznie mniej rozpowszech­
nionym są drzewka, wazoniki, o jednej osi symetrji. Wycinają je
zazwyczaj z papieru zielonego. Przypominają one podobne wa­
zoniki z powiatu pułtuskiego.

121
Ale najbardziej charakterystycznemi dla całego tego obszaru
są pasy, jednobarwne wycinanki typu A, szerokości kilkunastu
centymetrów i długości do pół metra. Motywy powtarzają się
wzdłuż szeregu równoległych osi symetrji, lub jednej podłużnej
z pionowo do niej ustawionemi osiami poprzecznemi. Przyglądając
się tym wycinankom, w szczególności występującym na obszarze
pow. radzyńskiego, uderza podobieństwo linij wyciętych do haftów
geometrycznych, jakiemi zdobi lud swoje koszule na ramiączkach
i przodach, fartuchy i ręczniki. Cechy te zaznaczają się również
i na wycinankach w kształcie krążków z brzeżkiem drobniutko
ząbkowanym, na które ponalepiano jedna na drugiej kilka gwiazd
innych kolorów. Układ gwiazd i rozkład nalepianek przypomina
niekiedy naszywane barwne tasiemeczki, obiegające krążek zygza­
kiem, a układ punkcików i gwiazd o wąskich promieniach, leżących
jedne na drugich przypomina naszycia i wyszycia na tkaninie.
Wycinanki grupy podlaskiej najmniej kolorystycznie rozwi­
nięte, wyróżniają się z pośród innych polskich wycinanek, cha­
rakterem linij, przypominających hafty miejscowe. Wycinanka
rozwijająca się w kierunku linij, a nie barwy, doprowadziła w nie­
których miejscowościach do wspaniałych wyników, mam na myśli
wielkie jednobarwne wycinanki z Lubelskiego.
Muzeum Etnograficzne w Warszawie posiada kilka wycinanek
z pow. brasławskiego z Wileńszczyzny. Pięć z nich wyobrażają
kogutki, a dwie inne gwiazdy czteropromienne o motywach geo­
metrycznych, wykazujących znaczne opanowanie techniczne. Wy­
cinanki te są jednobarwne. Nieznaczna ich ilość, jak również brak
wszelkich danych co do sposobu ich użytkowania nie pozwala na
żadne wnioski.
Na prawym brzegu Bugu, na wschód od Brześcia litewskiego,
wycinanka papierowa jest zupełnie nieznana. Nie spotykamy jej
na Polesiu, na Wołyniu, ani na Ukrainie. O ile mi wiadomo, lud­
ność zamieszkująca kresy zachodnie na Pomorzu, w Poznańskiem
i na Śląsku, również nie ma zwyczaju zdobienia wnętrza swych izb
wycinanką papierową.
Zbiory wycinanek papierowych posiadają nieledwie wszystkie
polskie muzea dzielnicowe. Wyróżniają się wśród nich zbiory Mu­
zeum przemysłowego w Krakowie. Pod względem jakości i ilości
wycinanek zajmują one drugie miejsce po zbiorach Muzeum Etno­
graficznego w Warszawie.

122
Wycinanki papierowe reprodukowano niejednokrotnie. Prócz
wymienionego wyżej zbioru wycinanek sieradzkich zjawiło się
kilka innych jeszcze zbiorków. Piękne reprodukcje kilku wycinanek
ludowych znajdujemy rozrzucone wśród innych materjałów w pierw­
szych zeszytach wydawnictwa Towarzystwa: „Polska sztuka sto­
sowana“. W 1905 roku Korczak-Chodorowski zebrał oryginalne
wycinanki łowickie i wydał je pod tytułem: „Sztuka ludowa. Wy­
cinanki“. W 1923 roku nakładem Muzeum przemysłowego w Kra­
kowie wydano: Wycinanki ludu polskiego — łowickie i kurpiow­
skie“, zawierające 14 tablic wielobarwnych z tekstem Seweryna
Udzieli.
Wycinanki żydowskie.
Wycinanka papierowa rozwinęła się również i u Żydów,
zamieszkałych w Polsce.
Tworzy ona zjawisko w zupełności odosobnione, nie wyka­
zując żadnego związku w historji swego powstania i rozwoju
z wycinanką ludu polskiego. Warszawskie Muzeum Etnograficzne
posiada ciekawy zbiór tych wycinanek żydowskich, pochodzących
z 10 miejscowości, z 8 powiatów: radomskiego (Przytyk, Iłża),
sandomierskiego (Sandomierz), krasnostawskiego (Izbica), zamoj­
skiego (Zamość), tomaszowskiego (Tomaszów, Jarczów), puław­
skiego (Kazimierz nad Wisłą), siedleckiego (Kock) i krzemieniec­
kiego (Łanowce). We wszystkich wymienionych miejscowościach
użyto na wycinanki papieru białego, stosowano tą samą technikę
i rozwijano te same motywy, wobec czego będziemy je omawiali
wspólnie.
Ciekawą wzmiankę o wycinance żydowskiej zamieściła R. Lilientalowa w swej pracy pod tytułem: „Święta żydowskie w prze­
szłości i teraźniejszości“ (Rozprawy Wydz. filolog. Akad. Umiej.,
t. XLV, str. 249).
Szabuoth, święto Tygodni, na które robią wycinanki papie­
rowe, obchodzą Żydzi w drugiej połowie maja lub w pierwszych
dniach czerwca na pamiątkę otrzymania zakonu na górze Synai.
„Gałęziami drzew, tatarakiem, mówi R. Lilientalowa, zdobi wtedy
lud domy boże i mieszkania własne, te ostatnie przystrojone jeszcze
rozetkami, które nalepione na szyby okien uwagę przechodniów
ściągają. Rozetki owe, wycinane z papieru (przez młodzież chederową) a zwane „rejzalach“ lub „szewuosłach“ bywają często w tymże

123

stylu co „mizrachy“ (transparenty, nalepiane na wschodniej ścianie
bożnicy) lub przedstawiają sceny biblijne, mity, jakie najsilniej
w wyobraźni dziecięcej utkwiły. Do typowych należą: lewiatan
i bawół, poświęcenie Izaaka, świecznik, zodjak, właściwe rozetki.
Poza odmianami głównych tematów, napotykamy jeszcze: istotne
mizrachy i ich warjanty, napisy. Mali chłopcy wycinają najczęściej
wojaków, wogóle na bardziej świeckie zdobywają się pomysły.
Już na tydzień przed Szabuoth odmienna atmosfera zapanowuje
w chederze. Zamiast Gemary (drugiej części Talmudu) suchej
i ciężkiej, powtarza dziatwa za nauczycielem hymn „Akdomoth“,
śpiewany w synagodze pierwszego dnia owego święta, jako wstęp
do Tory.
Te rymowane pienia pochwalne, sławiące Stwórcę za nadanie
Zakonu, dają zarazem poetyczny obraz raju i otaczających tron
boski aniołów, a także malują świetny udział sprawiedliwych: przy­
glądają się oni zapasom lewjatana, potwora morskiego, z szor
haberem, bykiem górskim, które, w końcu śmiertelnie powalone,
ćwiartuje Stwórca ogromnym mieczem na ucztę dla nich.
Dokoła stołu z jaspisu i karbunkułu krążą sprawiedliwi, speł­
niając pełne puhary cennego wina, przechowywanego od początku
świata. Te oto obrazy czysto ludowego pochodzenia, ożywione
przez „Akdomoth“ pobudzają fantazję dziatwy i dają początek
owym wycinankom. A raz podniecona wyobraźnia wywoływała
już sama w dalszym ciągu znane mity biblijne, do których przy­
były później inne motywy oryginalne. Przewrót doby współczesnej
gwałtownie usuwa te ornamenty, zastępując je niekiedy kupnemi
malowankami. Po dużych miastach nawet pamięć o nich zaginęła,
a i na prowincji z trudem odszukać się dają“.
Dołączone do pracy 24 podobizny wycinanek i zestawienie ich
z takiemi samemi wycinankami za zbiorów Muzeum Etnograficz­
nego w Warszawie, nasunęło mi pewne wątpliwości co do sposobu
powstania żydowskiej wycinanki, opisanego przez R. Lilientalową.
Przyjrzyjmy się dokładniej takiej wycinance. Powstaje ona
w sposób następujący. Na białym papierze narysowano ołówkiem
deseń, a następnie ostrym nożem wycięto i usunięto papier między
linjami ornamentacyjnemi, tworząc w ten sposób wycinankę typu A,
zamkniętą zazwyczaj w obramowaniu szerokiego paska brzeżnego.
Spotykamy kilka typów odmiennych.
Do pierwszego typu należeć będzie wycinanka asymetryczna,

124

wyobrażająca jakąś sceną biblijną, lub rodzajową, którą przed wy­
cięciem narysowano ołówkiem na całej płaszczyźnie papieru. (Ofia­
rowanie Izaaka, lewjatan zwinięty w kółko z bykiem, stojącym
wewnątrz, zwierzęta, jeźdźcy, pojazdy i t. p.)
Drugi typ, tworzący rzec można istotę wycinanki żydowskiej,
będzie posiadał układ jednoosiowy. Arkusz papieru złożono we
dwoje. Rysunek wykonano na jednej z połówek, poczem wycięto
nożem. W celu unieruchomienia papieru przy wycinaniu przypięto
go szpilkami do grubszej tekturki.
Do trzeciego typu należeć będą wycinanki o układzie symetrji
ośrodkowej, przeważnie czteropromienne. Typ pierwszy i ostatni
są wyłącznem dziełem dzieci w chederze.
Najbardziej rozpowszechniona scena ofiarowania Izaaka, jest
dziecinną kopją obrazka, odtwarzanego powszechnie na mizrachach
drukowanych. Z tegoż samego źródła pochodzą inne zwierzęta
egzotyczne. Wycinanka trzeciego typu powstała przez wycięcie
motywów przeważnie mizrachowych na kilkakrotnie złożonym pa­
pierze. Obserwować będziemy na nich powszechne dla tego typu
wycinanki podporządkowanie linij ornamentacyjnych normom układu
kół współośrodkowych lub promieni.
Typ drugi są to „mizrachy“ (wschody) — transparenty,
wieszane na wchodniej ścianie mieszkania, a niekiedy i bożnicy.
Większe, bardziej precyzyjne, wycinają starsi, mniejsze, będące
naśladownictwem i przeobrażeniem poprzednich wykonują dzieci
w chederze pod kierunkiem nauczyciela i noszą nazwę rozetek.
Na mizrachach wycinanych spotykamy kilkanaście tych samych,
wszędzie powtarzanych motywów. Są to wyobrażenia przedmiotów
ideowo związanych ze świętem Szabuoth i innemi przedmiotami
kultu.
Zazwyczaj na osi symetrji widzimy umieszczone tablice ka­
mienne, koronę Tory i świecznik siedmioramienny, a niekiedy
tarczę Dawida. Po obu stronach przytrzymują je lwy i orły. Dalej
ku bokom wznoszą się kolumny ze świątyni Salomona, połączone
u góry łukiem półkolistym. Nad niemi widnieją znaki zodjaka lub
godła dwunastu pokoleń.
Oryginalnym motywem wycinanki żydowskiej jest wąziuteńka
linijka, łącząca niby siateczką wszystkie powycinane przedmioty.
Przybiera ona niekiedy kształt gałązek rośliny, wyrastającej z dzba­
nuszków, ustawionych w dwóch dolnych rogach wycinanki.

125
W ten sposób linijka taka, łącząc sobą większe płaszczyzny,
nadaje pewną spoistość wiotkiej wycinance, którą bez tła, brzeż­
kiem jedynie, przyklejają na szybie. Wycinanki te rozpatrywane
w dzień, pod światło wyglądają jak ciemne arabeski na przezro­
czach, wówczas gdy wieczorem, przy świetle wewnętrznem, rysują
się białemi linjami na ciemnem tle zamroczonej szyby.
Większe i misterniejsze mizrachy, dzieła starszych mężczyzn,
umieszczane na wschodniej ścianie pokoju, posiadają tło podło­
żone i poszczególne części zabarwione kolorami.
Najczęściej występującym motywem jest świecznik siedmioramienny. Na niektórych wycinankach otaczają go różnorodne
zwierzęta i ptaki, zawieszone wśród sieci gałązek. Na większych
mizrachach całą wycinankę okala szeroki pas ze splecionych linij
ornamentacyjnych.
Skąd się wzięły te wszystkie motywy? Przypuszczam, że
przywędrowały ze Wschodu. Dwa lwy, zwrócone do siebie, wsparte
o kolumnę, to prastary motyw, typowy dla Azji zachodniej.
Wszystkie prawie motywy ornamentacyjne, występujące na wyci­
nankach papierowych, znamy z metalowych, miedzianych i mo­
siężnych, rytualnych sprzętów żydowskich, mianowicie świeczników,
lamp chanukowych i blach wytłaczanych. Występują one również
na wypukłych haftach, zdobiących sukienkę Tory i na zasłonach
okrywających Arkę Przymierza. Odtwarzano je w niezliczonych
odbitkach na oleodrukach-mizrachach, które poprzedziły, jak przy­
puszczam, mizrachy wycinane.
Chęć odświętnego przybrania wnętrza swych domów, często
chęć własnoręcznego wykonania mizrachów, które w ten sposób
stałyby się milszemi Bogu, podsunęła myśl zastąpienia oleodruków
mizrachami rysowanemi. Symetryczny, jednoosiowy układ tych
kompozycyj doprowadził w celu ułatwienia do rysowania jednej
tylko połowy obrazu na złożonym we dwoje papierze. Przy na­
ciskaniu ołówka, na drugiej połowie złożonego papieru powstawał
odpowiednio symetryczny rysunek, zaznaczony linjami wklęsłemi,
Wklęsłe linje, wyciśnięte ostrzem ołówka nasuwały myśl o wy­
cięciu, do którego się upodobniały. Zamiast zaciemnić otrzymane
wgłębienia nowym narysem, rysujące ostrze ołówka zastąpiono
tnącem ostrzem noża. Tak, przypuszczam, powstała wycinanka
żydowska. Zasadniczy charakter jej linij przypomina ozdoby sprzę­
tów rytualnych, wytłaczanych i odlewanych z metalu.

126

Streszczenie.
W tej pracy, będącej w istocie tylko obszernem streszczeniem
pozbawionem rycin, które powinny ilustrować bieg myśli i dawać
zestawienie szeregów rozwojowych, słowo musiało zastąpić rysunek
i barwę. Ażeby móc zrozumieć istotne znaczenie polskich wyci­
nanek w skórze, w tkaninie i w papierze, gdzie wiąże się z sobą
i krzyżuje szereg wpływów najróżnorodniejszych, staraliśmy się
zjawiska podobne wyświetlić na przykładach występujących w nie­
których środowiskach kulturowych mniej złożonych. Bogate materjały zgromadzone w Muzeum Etn ogra ficznem w Warszawie,
a pochodzące z dalekiego wschodu, umożliwiły fragmentaryczną
analizę materjałów i techniki, stosowanej w szczególności u Czuk­
czów, Goldów i Ajnów, jak również dostarczyły ciekawych doku­
mentów z obszaru Chin północnych.
W przebiegu pracy staraliśmy się wykazać, że najpierwot­
niejsze motywy zdobnicze biorą początek z techniki, mającej za
punkt wyjścia cel praktyczny. Niektóre z nich powstawały i ro­
zwijały się na skórach upolowanych zwierząt, z których człowiek
sporządzał swój strój pierwotny. Ten sam materjał i ta sama za­
sadnicza technika spajania skór wpłynęły na powstanie wspólnych
typów wyrobów i ozdób.
Drogę, po jakiej kroczył dalszy ich rozwój wskazywały wa­
runki naturalne. One to kształtowały i rozwijały te typy, a wro­
dzone dla poszczególnych grup ludzkich poczucie piękna wyciskało
na nich znamię swej odrębności, zwane stylem.
Przy zamianie jednego materjału na drugi — technika pier­
wotna w pierwszej chwili przenosi na nowy materjał wszystkie
zdobycze umiejętności, wykształcone na poprzednim materjale.
Ale po niejakim czasie, przeobraża się ona, dostosowując się do no­
wego materjału. W ten sposób powstają nowe zjawiska techniczne
i zdobnicze.
W pracy tej niejednokrotnie napomykałem o wędrówce mo­
tywów zdobniczych. Wiele z nich brało swój początek w prastarém
źródle wierzeniowem. Odtwarzane na różnych materjałach, przy
zastosowaniu technik odmiennych, ulegały stopniowo ustawicznym
przeobrażeniom. Z motywów zwierzęcych i roślinnych przetwarzały
się w układy linij geometrycznych, których zespół rytmiczny uza­
leżniony był od materjału, techniki i narzędzi.

127

Niekiedy z układów linij geometrycznych powstawały nowe
motywy roślinne. Zaznajomienie się z dziedziną podobnych prze­
obrażeń umożliwiło nam zrozumienie zjawisk pokrewnych, wystę­
pujących w Polsce.
Podobnie jak i w wielu innych zakątkach świata występują
u nas obydwa typy wycinanki skórzanej. Wycinanką typu A, na­
zwaliśmy ornament wycięty, a następnie nałożony na tło odmiennej
barwy, a typem B, — ornament wycięty jako przezrocze, uwi­
docznione następnie drogą podłożenia pod nie materjału barwy
odmiennej.
Obydwa typy tej wycinanki skórzanej poznaliśmy na serda­
kach, keptarach i na pasach na obszarze Małopolski. Zaobserwo­
waliśmy również przeniesienie na te wyroby ze skóry motywów
wykształconych na innych materjałach, mianowicie na drzewie
i w metalu. W niektórych okolicach skórzaną wycinankę zastąpiła
wycinanka z tkaniny.
Przechodząc do omówienia polskiej wycinanki papierowej,
niezwykle bogato rozwiniętej na ziemiach naszych, znaliśmy już po­
dobne wytwory u Goldów, Chińczyków, Sartów i Portugalczyków.
Polska wycinanka papierowa przejęła odwieczne tradycje zdo­
bienia ścian domu znakami, z których bardzo wiele musiało mieć
kiedyś znaczenie magiczne. Drogę do wnętrza chaty ułatwiły jej
kołtryny i szablony, które od warstw wyższych przedostały się
do ludu.
W różnych zakątkach kraju rozwinęła się ona w swoistym
kierunku, wykształcając własne typy dzielnicowe.
Wycinanka łowicka stała się głównie dziełem malarskiem,
gdzie w papierach kolorowych Księżacy wyrazili swoje zdolności
kolorystyczne, rozwijane od szeregu pokoleń w tkactwie wełnia­
nych pasiaków.
Wycinanka kurpiowska przejęła kształty rzeźby w drzewie,
wobec czego papierowe ich twory robią wrażenie misternie piłką
wycinanych barwnych deseczek.
Wycinanka podlaska przeniosła na papier geometryczne linje
haftów miejscowych, dając w plamach barwnych wrażenie naszyć
i wyszyć na tkaninie.
Prócz tych wycinanek, jakiemi przyozdabia lud polski swe
chaty, rozwinęła się zupełnie niezależnie wycinanka papierowa
u żydów. Wzięła ona początek z rysunków odtwarzających przed­

128

mioty kultu na mizrachach i drogą technicznych przeobrażeń stała
się ażurową ozdobą, zawieszaną na szybach okien.
Papierowe wycinanki ludu polskiego przeniosły się i na inne
przedmioty, zdobiąc pisanki, dzbanuszki, zastępując ozdoby ma­
lowane na przedmiotach i strojach obrzędowych (gwiazda na Gody,
stroje postaci występujących w jasełkach), a wreszcie służąc, jako
materjał, w którym kształtowały się motywy haftu w niektórych
okolicach.
Na zakończenie wspomnę jeszcze o firaneczkach i serwetkach
z bibułki, o koszyczkach, plecionkach, przeplatankach i innych
zabawkach, jakie powszechnie w Polsce są wykonywane z papieru.
Do wycinanek ludowych zdobiących ściany wnętrza izby
wszędzie użyto tego samego materjału — papieru, zastosowano
tę samą technikę: — wycięcia nożyczkami. Różnorodne motywy,
uprzednio wykształcone na odmiennych materjałach, przeniesiono
na wycinankę. Zespalają je te same układy rytmiczne, jednoosiowe,
promieniste, współośrodkowo-koliste, lub też rozwinięte w układzie
pasowym, będące wszystkie wynikiem złożenia papieru przed wy­
cięciem. Z biegiem czasu, w miarę rozpływania się zasadniczych
motywów w linjach ornamentacyjnych, układów rytmicznych,
w szczególności współośrodkowych, powstają wspólne dla wszyst­
kich dzielnic typy, będące wytworem zupełnego opanowania ma­
terjału, techniki i układu symetrji.
Polskie wycinanki papierowe w szeregu swoich przeobrażeń
ujawniły u naszego ludu znaczne zdolności rytmicznego zespalania
linji i barwy.

MATERJAŁY I NOTATKI ETNOLOGICZNE.
„Betleem“ na Białej Rusi.
Tekst jasełek niżej podany (po białorusku „batlejka“) jest
drobnym szczątkiem widowiska ludowego bardzo rozpowszech­
nionego niegdyś na Rusi litewskiej. Zabawa ta, urządzana dla
dzieci i dorosłych podczas świąt Bożego Narodzenia (białoruskich
„kolad“) cieszyła się wielkiem powodzeniem zarówno u miejskiej
ludności, jak w zapadłych zaściankach, wśród drobnej t. zw. „szaraczkowej“ szlachty. Dowodzi tego między innemi ta okoliczność,
że pewien zaścianek pod m. Nieświeżem ma nazwę „Batlejka“.
„Betleem“ to zapisano w bieżącym roku, według ustnej relacji
i pokazu akcji przez obywatela m. Nieświeża Konstantego Fiedźka,
lat 38, z zawodu szewca. Choć kolędnicy białoruscy nigdy nie
byli zawodowcami i pochodzili przeważnie z niezamożnych miesz­
czan i podmiejskich rolników, rozwiniętych nieco więcej umysłowo
i estetycznie, niż lud wiejski, przedstawienia takie od dawnych
czasów odgrywały wybitną rolę w twórczości tego ludu. Szopka
ta więc jest do pewnego stopnia odbiciem jego bytu materjalnego
i duchowego w przeszłości i w chwili obecnej.
„Betleem“ dzisiejsze, zachowując ogólną treść dawną, różni
się od niego głównie formą zewnętrzną. Szopka dawna, swoj­
skiego wyrobu, przedstawiała jednopiątrową, drewnianą skrzynię
(1 lh X 1 metr), od przodu otwartą, zaopatrzoną nad frontem
dwoma świecznikami i ozdobioną u góry trzema wieżami. Zewnątrz
i wewnątrz była ona dość gustownie pomalowana lub upiększona
kolorowym papierem. Lalki były starannie wystrugane z drzewa
i także pomalowane lub oklejone różnobarwnym papierem. Wpro­
wadzano je na scenę z obu stron szopki przez drzwiczki zapomocą
drucików, które trzymał w ręku stojący w tyle szopkarz. Ten
„betlejarz“ kierował ich ruchami z pod spodu wzdłuż zamaskowanej
Lud. T. XXII.

9

130

zajęczą skórką szczeliny w podłodze. Tekst zwykle wygłaszał sam
główny kolędnik, gospodarz szopki, zmieniając głos stosownie
do roli męskiej lub żeńskiej i intonując niekiedy we dwa-trzy
głosy. Podczas przedstawienia przyśpiewywał chór, złożony z kilku
osób „betlejarzy“, i przygrywała muzyka z 1 — 2 muzykantów
(harmonja i skrzypce).
Na pierwszem piętrze szopki odbywały się zwykle sceny reli­
gijne, w których występowały figurki, przedstawiające aniołów,
zwiastujących śpiewem Narodzenie Chrystusa, Matkę Najświętszą
ze św. Józefem przy żłobie w stajence betlejemskiej, wołu i osła,
hołd trzech króli, przyczem figurki Matki Boskiej, św. Józefa
i Dzieciątka Jezus, a także zwierząt były nieruchome. Na parterze
odgrywały się sceny obyczajowe, związane z biblijnemi podaniami,
jednakże pełne trafnej satyry na współczesne warunki miejscowe.
Będąc przystosowane często do dobrze znanych tamtejszych spo­
łecznych działaczy, przez złośliwe oświetlenie ich wad wywoływały
nieraz bardzo wiele wesołości wśród obecnych. Figurki, które
zwykle występowały na dole, to — król Herod, hetman, żyd, ży­
dówka, kozak, mużyk, baba, polak, węgier, doktor (który nie
leczy, a kaleczy), cygan, djabeł, kozioł i t. d.
Współczesna szopka, zachowująca, jak wyżej powiedziano,
nieco dawnych tradycyj w treści, zewnętrznie jest dziś tylko
nędzną parodją dawnej. Wskutek wojny, która nazbyt srodze od­
biła się na tym kraju (w ciągu siedmiu lat zmiana siedmiu władz),
sprzęty, ozdoby i same figurki uległy zniszczeniu, naprawa zaś
ich z powodu drożyzny materjału, jest obecnie bardzo kosztowna
i nie opłaca się wcale. Z tego przedewszystkiem powodu najcie­
kawszy zabytek ludowego dramatu, wywodzącego swoje pocho­
dzenie z pierwszych czasów chrześcijaństwa i zreformowanego
pod wpływem średniowiecznych misterjów, ulega powoli zupeł­
nemu zanikowi bez jakiejkolwiek nadziei na odrodzenie.
Z punktu widzenia językowego, raczej fonetycznego, miej­
scowość ta na Białej Rusi posiada gwarę południowo-zachodnią
białoruską z „akaniem“, bezdźwięcznem „h“ i twardem „r“, przy
wielkim wpływie polszczyzny na język miejscowy. Wskutek zaś
tego, że uzyskaliśmy to „Betleem“ od człowieka pochodzenia
miejskiego, narzecze to nie może uchodzić wcale za ludowe, lecz
tylko za nawpół ludowe (podmiejskie).
Objaśnienie znaków : u = u krótkie ; c = cc

131

OSOBY.
Król Herod: długie włosy i broda, płaszcz purpurowy, nagłowie
złota korona, w prawej ręce złote berło.
Królowa: włosy długie, rozpuszczone, białe ubranie, korona.
Hetman: biały kontusz, biała rogatywka z piórem, w ręce szabla
„na baczność“.
Żyd: rude włosy i broda, długi, czarny chałat („łapserdak“),
czapka lisia zimowa, wierzch aksamitny, białe pończochy, pantofle z zadartemj nosami, na plecach duży garb.
Żydówka: peruka, czarna atłasowa suknia, żółta chustka.
Cudzoziemiec: czarny surdut, białe spodnie o jednej nogawicy,
oberwanej po kolano, czapka czerwona, rogatywka, w prawej ręce chu­
steczka biała, w lewej laseczka.
Polak: czarna marynarka, kapelusz słomiany biały, w ustach fajka.
Doktór: czarny fraczek, biały krawat, w ręce buława.
Węgier1): czarne ubranie, magierka2) z brylem, na ramionach
kufer z towarem.
Węgierka: niebieski gorset, czerwona spódnica, kapelusz żółty
z piórem.
Kozak: mundur czerwony, zielony pas, spodnie szerokie niebieskie
ze złotym lampasem, czapka barania czarna z czerwonym wierzchem,
buty wysokie z ostrogami, w ręce nahajka.
Sołdat: biała bluza, żółty pas, czarne spodnie, czapka biała
z czerwonem obramieniem, buty wysokie, w ręce szabla.
Mużyk: długie włosy i broda, szara siermięga, czerwony pas,
czapka zimowa, wysoka, granatowa, z zielonym wierzchem, na nogach
łapcie, niepomiernie duży brzuch.
Baba: obszerny żółty gorset, niebieska spódnica, czerwona chustka.
Anioł: biała suknia ze srebrnemi skrzydłami, w ręce gałązka
zielona.
Djabeł: czarny, wysmukły z ogonem, długiemi uszami i długiemi
rogami, zęby i oczy czerwone.
Wilk, kozioł i koza.
Trzej królowie, płaszcze kolorowe, złote korony, w rękach złote
skrzynki.
Scena przedstawia duży pokój, wyklejony czerwonym perkalem i zaopatrzony
w parę drzwi po obu przeciwnych stronach. W środku pokoju przy tylnej ścianie
złoty tron.

Cudzoziemiec (wchodzi z niskim ukłonem do publiczności)
Laudatur Jezus Chrystus! Padam, padam do nóg panom moim dobro) Węgier
na Rusi Litewskiej jest synonimem każdego podróżnego
wędrowca-przekupnia manufaktury, drobnej galanterji i perfum, który przed
wojną w głuchych zaściankach był bardzo pożądanym gościem i często udzielał
nawet porady lekarskiej.
-) Magierka
męski kapelusz okrągły z pawiem piórem — tradycja
o sprowadzeniu w w. XVI z Gdańska na Ruś Litewską magierek całemi kopami.

9*

132

dziejatn. Jako ja jestem herlak wądrujący po cudzych krajach i miastach
chadzący i miałam państwom jakaj awantury pawiedzieć. Miałam ja ojca
czużaziemca u makawaj sukienca. Więc wyszłam ja na ryneczak ksią­
żeczki sprzedawać i napatkałam trzech trąbaczów, i dawaj mnie nama­
wiać. I więc przystałam ja da jednego i lecz i tego niepewnego: ja chcia­
łam się nauczyć nauki ad niego. I wyuczył mój miły pan, lecz ne tego:
gęsi kraść, kury bić i więcej nic da tego. Ale jak byłam pechołek
zdatny da tego, więc ukrad gęsiora i kura zdechłego, i więc przyniosłam
memu panu, ale on za to mnie i pochwalił, ale dał mnie sztuk paczenia,
jak dał mnie pięściu w kark, to wylaciałam z izby aż da sieniu. I byłam
ja zagranico i tam mnie bardzo panny kachali, ale mnie zato nic nie da­
wali. I byłam ja u jednaj króleuny, i ona mnie też bardzo kachała i jusz
i bukiet da szlubu wydała, ale jak ja się jej naprzykrzył, ona mnie bakombart i wąs wyrwała i won wygnała. Mam pałeczka z pot króleustwa,
co popędzi życia czużoziemca, mam na szeji cztery chustki, a u kieszenie
same pustki, piąta w ręku pożyczona i ta pogląda w swoja strona. Mam
czapeczka kolarowa, co moja mamunia da skrzyni chowa, cztery rogi
wnet go góry i baranek świnej skury.
Kozak (nagle wpadając). Czołom ty, Ciszku!
Cudzoziemiec. Zdarou, braciszku !
Kozak (surowo). Ty szto szalisz?
Cudzoziemiec. Á ty szto hawarysz?
Kozak. Hawary mnie pa łacinie, kak baćwinie.
Cudzoziemiec. Kostu — mostu, saligru — maligru, prypleskantus — ceotentus.
Kozak. Da szto ty hawarysz po łacinie, kak baćwinie. Da wot
ja ciebie skażu ruskim jazykom, kak nyńcze Isus Chrystos naradził sia,
do źwinicie, szto ja ździeś nachadził sia. Był takoj — ta bakalar, wziął
piki w obie ruki, da stupaj, durak, ty da raspuki (bije cudzoziemca
nahajką).

Cudzoziemiec. Oj, zaczekaj, kazacze-łajdacze, ja ci z pot pol­
skiego wytłumaczę.
Kozak (krzyczy głośno). Ujdi pad abacht (wyprowadza go za
drzwi, poczem zwraca się do publiczności). Praszu, gaspadá, pastaranica,
búdet Karol na tron sadica.
Król (wchodzi, siada na tronie, i mówi uroczyście do publiczności).
Zasiadam, zasiadam dziś na tron jedyny, ażebyś króla i głos nie obminoł.
Jako ja jestem królem Herodam, jako ja jestem u króleuskaj purpury,
nikto ma sprzeciwiać się u majej pańskiej natury. A zawołajcie do mnie
Lejbu, życiu kachanego. Jako on jest mądrej głowy, to on niech dziś
przyjdzie do razmowy.
Kozak prędko odchodzi i wraca wnet z żydem.
Żyd (z niskim ukłonem, uniżenie). Icach-micach, monahchicach,
biegałam, biegałam z hadościo otwiedzieć mości khóla z zecnościo.
A cego będzie khól ode mnie pothembował?
Król. Opowiedz mnie, Lejbu, życie kachany, o ile temu mieśięcy
minęła, jak te dziecie narodziła.

133

Żyd. Jeżeli pan khól chce wiedzieć, to ja bez swoich talemuty
nie mogę powiedzieć (krzyczy do żony). Sochę! Ezer-mous wajzdam
talemut ghous.
Żydówka wchodzi z talmudem.
Żyd (czyta). Bahuchaty Edynoj, elehejnu malehoj, cibełe tatę, cibełe marne, i lipa wysoko i na koheń hłyboko, a chto tetu lipu budzie
kapać, to pa wiek budzie pan bywać (zbliża się do króla). Mości khólu,
jus temu dziewięć miesięcy minęło, jak te dziecię nahodziło. I co wie­
działam, to powiedziałam, niech khól dahować raczy. Całuje pańskie
stopy (kłania się do nóg królowi i odchodzi).
Król wnet zasypia i mocno chrapie.
Djabeł (wchodzi, a nachylając się do ucha królewskiego szepce).
Menge-usz, królu monarchu zacny, nie bądź się tak baczny, każ iść
rycerzu do Betleem i niech wytnie dziatki niemowlęte, białe (tj. żeńskiej
płci) niech przepuści, a wytnie chłopczęta, synu swemu też nie sfalguj,
a do jednego wszystkich wymorduj (odchodzi).
Król (budząc się ze snu, do publiczności). Opowiem państwu
jawnie co sie (sic!) mnie dzisiej w śnie śniło. I ja z jednym przyjacielam
w jednym miejscu byłam, i on mnie dobrej rady nadawał. I zawalajcie
do mnie hetmana — bitnego pana!
Kozak odchodzi i powraca z hetmanem.
Hetman (wchodząc, poważnie). Stanęłam na roskos, najjaśniejszy
panie, i gotów wypełnić twe roskazanie.
Król (powoli i pouczająco). O, pojdźże, rycerzu, do Betleem
i wytni dziatkie niemowlęte, białe ci przepuść, a wytni chłopczęta,
a także i synu memu nie sfalguj, a co do jednego lub wszystkich wy­
morduj.
Hetman spiesznie odchodzi.
Anioł (wchodzi, smutny). Ach, królu, królu Heradzie, co się
dzieje w twojem rodzie. Zginęłaś bezpiecznie, straciłaś niebo wiecznie.
Król (tonem wyzywającym). A co mnie po niebie, kiedy żal
karony, wole być królem, niżeli zbawionym.
Królowa (wchodzi, posępnie). Ach, królu, królu, mój miły panie,
na coż mię tak rozżalił i wszystki niewinne dziatki popalił. Jedne po­
palił, drugie pozabijał i wszystkich z nich nie ażywił.
Król (głośno, z gniezvem). Idź precz, skąd jesteś, nie słucham
żadnaj waszaj rady, tylko mam uwaga rzetelności swojej.
Królowa (ze łzami). Ach, pójdą, pójdą w ciemne lasy, w bystre
skały, ażebyś moje oczy nie widziali i uszy nie słyszeli, i napotkam
jakiego zwierza, niech mnie życie odbierze.
Król (surowo). O, idź, idź, tam cię paspieszysz, sama siebie
tym nie ucieszysz.
Hetman (nagle wpada, niosąc głowę królewicza-niemowlątka na
końcu szabli, uroczyście). Otosz, dapełniłas twemu roskazowi, wytneł te
dziatki, nie przepuścił i synowi. Oto masz dokumant — syna swego
głowa, aby się nie rozjaśnił ten testament nowy.
Król (w smutku, miękko). Ach, głowa, głowa syna mego, gdym

134

się widza zabitego, żegnam cię, najukochańszo żono moja. O, podajcie,
podajcie mnie poginała, niech ja sam siebie przebije, żadnego dnia, manientu na święcie nie żyje (spada z tronu, pada na podłogę, na bok —
nieżywi]).

Żyd (ostrożnie wchodzi, i mówi ze złośliwością). Mości knuh,
(wieprz) coś wasieści stało, cała pacacka (nereczka) na krew sia rozlała. Ja
dumau, sto ty śpis, adnos uze ty śmiehdzis. Bhuu (brał) ty z nas i dhuu
(darł) ty z nas khupawoje i mlinawoje i jakhuscyny (wysiewki, plewy)
i padhuscyny (śmiecie), ale uze ciapichaka jak ja waźmu twaja kahona,
a siadu na thona, a budu kahol nat żytkami, a ty uze budzias świntuch
nat świntuchami. Ot, kap maja ciapich Soha znała, sto ja tut panuju
i nat usimi żytkami khuluju (woła). Sohe, kum toncen majoches.
Żydówka wchodzi, muzyka gra taniec żydowski, tańczy z mężem.
Djabeł wpada, chrapiąc przeraźliwie.
Zyd (z przestrachem). Jaki tam sthach? Niechaj lepiej biahe maju
kahonu phach.
Djabeł (poważnie). Przyszedłam, przyszedłam, jako po swego,
nic nie uczyniłeś na świeci dobrego. O, nieśmy, nieśmy tam się sowicie,
gdzie czeka Nicypar (Lucyfer) twego przybycia. O, nieśmy, nieśmy, tam
się pośpieszamy, gdzie srybro i złoto będzie dosyć mamy (dusi żyda
i odchodzi z jego zwłokami, a żydówka ucieka).
Kozak (pozostając się, sam do siebie). Kak pozbyli swago pana,

budiem pić wino za zbana, budiem pić i hulać i wsiech niewinnych
mazuriej1) z Rasiji wyhaniać. (Do muzykantów). Grać mnie „baryniu“.
(Muzykanci grają „kozaczka", kozak tańczy).
Mużyk (wchodzi powoli i kłania się publiczności). Niech będzie
pochwalony, szapka sinia, a wierch zialony (spogląda dokoła). Alesz,

maje panoczki, i papau żasz ja jak u niebo: i sinia, i zielana, i popiałata
i chorasza i charaszawata. (Z podziwem). A — jej, a wo, jaszcze-j ka­
raleuski trom, ale sieuby na jom, ale baju sia, szto staić sałdatau rom (?)
(Siada na tron).
Kozak (srogo). Ty czewo mużyk siuda zaszół?
Mużyk (łagodnie). Czamuż, moj panok, pasiadzieć trocha.

Kozak. Da ty nie znajesz, czto ździeś karaleuski tron?
Mużyk (z powątpiewaniem). Szto trom (trzem), hdzież trom, kaliż
adnamu niema hdzie sieści, a ty jaszcze każasz „trom“.
Kozak. Małczy, mużyk, nie razhawárywaj. Wstawaj, durak, ździeś
karaleuski prestół.
Mużyk. Dak ty sam leś pat stół, czto ja sobaka leści pat stół (wstaje).
Kozak. Ujdi, durak, pad abacht (uderza go nahajką).
Mużyk (żałośnie). Oj, moj panok, nie biż mienie pa karku, da
zajdziam s taboju u rastaran da wypjam czarku.
Kozak puszcza go.
’) Mazury — wspomnienia o mazurach, którzy, jako osadnicy, od w. XIII
zamieszkują na Litwie wsie i zaścianki, a w czasach późniejszych trudnią się
ciesielstwem, wyrobem klepek, potaszu i t. d.

135

Muzyk (do publiczności). Ot, majesz panki, szto mnie heta pierszaja kuciaJ) narabila, maja Ahapa jak nawaryła czornaj wieraszczaki*2),
dak ja jak namakau sia, dak ledźwia ad stała adabrau sia. Oj, oj, a pakuł
żasz ja da paroha dabiech, tak moj żywot zrabiu sia jak miech, zrabiła
sia, maje pankie, kala pupa jak stupa (moździerz drewniany), a kala
zywata to jak dobraja skawarada (patelnia). To jaszcze maja Ahapa
każe: „Somion, Somion, waźmi“, każe „pa boskamu prykazaniu try
łoszki kucy“. A majesz panoczki, jak ja uziau hety try łoszki kucy, to
nie pajci, ni pasapci. Oj, a sztosz maja Ahapa nie wyrabiała, da naparyłasz mnie mochu i czar-tapałochu i kurynaj żouci trocha, daj każe:
„Na, Somion, wypni, moźa i pamoża“. A jaż, maje panoczki, jak wypnuu heto, dak nie pamahło, da jaszcze horaj prylahło. Da majeż panki,
dzież ja nie bywau uże, da niczohaż nie pamahaja, jaszcze horaj prylahaja. Kap heto Boch nanios kaho i kap chto mienie palaczyu, to ja-i
niwiedaju czymby zapłaciu.
Doktór (wchodzi). Ty, czto mużyk mnie dasz, jeśli ja tiebia
poleczu ?
Mużyk (serjo). A sztosz, panu dać ?
Doktór. Ty mnie dasz kraśniańki pajasók i siniańki kałpaczók.
Mużyk. Moj panok, nie mahusz ja pajaska dać, bo budzie maja
żana kryczać, bo hetasz jana mnie na świata i wytkała jaho. Ale, wiedajesz, szto ja dam tabie, pan, dam tabie aśminu hreczki na pierapieczki.
Doktór. Nie żałaju etaho.
Mużyk. Nu, moj pan, choć heto pazbudu, ale z dar o uje nabudu.
Doktór. Łażyś !
Mużyk kładzie się na jeden bok.
Doktór. Nie na hety !
,
Mużyk kładzie się na drugi bok.
Doktór. Nie na hety ! Łażyś tak, kak maładyja báryszni łożacca.
Mużyk kładzie się brzuchem do góry.
Doktór uderza go buławą po brzuchu.
Mużyk (wstaje). Ot, kali dau jak rukami adniau. A ciapier kab
maja Ahapa wiedała, szto ja uże tut zdarowy (woła). Ahapka, chadzi,
chać my s taboju pojdziem „drapaka“.
Baba wchodzi i tańczy z mężem.
Mużyk (tańczy, przyśpiewywując). Paszouby ja u taniec, łapci
wałakuca, pryudaryuby drabaka abory (powrozy do łapci) parwuca.
Drapcież, dzietki, drapcież i nie szkadujcia łapci : jak hetyja pabjacie,
to baćka nowuja. Spłacie (ustaje tańczyć). Ale ot paskakau jak trascu
zjeuszy (t. j. głodny), skakau, ot skakau, alesz...
Węgier (nagle wpada i woła do nubłiczności). Asam-basam, jestem
węgier teraźniejszym czasam, mam olej, prolej, od zębów bolenie, od
') Kucia — ryż lub pszenica, gotowana z miodem podczas wilji, tu wła­
ściwie sama wilja.
2) Wiereszczaka — rozpowszechniona na Białej Rusi postna potrawa, którą
przyrządzają z białej mąki, drobnych kawałków śledzia i grzybów.

136

żełądku naruszenie, proszę u mnie kupować, a za to nie będę pieniędzy
.brać, abym tyłka z ładno panno (wyraźnie) po-tań-co-wać.
Węgierka (wchodzi). Kłaniam, panie doktoru, jestem ni chora,
ni zdrowa i chciałam poradzić się u pana doktora.
Węgier. A cósz pani może po dwórzu chodziła, to przeziębiła?
Węgierka. Zdaje się, że nie chodziła.
Węgier (chytrze). A może u pani panczoszkie nie całe, to romatys w pięty dostała (nachyla się ku jej nogom).
Węgierka. Chociaż całe, chociasz niecałe i romatys w pięty
nie dostała,
Węgier (biorąc ją za rękę). O, pokasz, pani, swoje pulsy. Ho,
u pani pulsy, jak żydouski zegarek bija, i niech weźmie tylko muzykont
(sic!) ochota i zagre „węgrzyne“ do pota, to u pani wszystko przeminie.
Węgierka. Alesz ja jestem nie taka prostaczka, ażebyś ja s pa­
nem szła „kozaczka“. Ale jak pan da talara, to ja będą s panem choć
cała noć hulała.
Węgier (do muzykantów). Proszę zagrać „węgrzyna“..
Węgier i węgierka tańczą niby „węgierkę“ i potem odchodzą.

S o ł d a t (wchodzi do publiczności). O, posłuchajcie, moje drodzy,
co mnie dzisiaj za nieszczęście zdarzyło. Ja mam pochów przy boku
i połasz hoły w ręce, i nie jeden będzie leżał w bardzo wielkiej męce.
Hetman wpada i zabija go szablą.
Węgier (wchodzi). Co to jest takiego, trzeba jego poleczyć,
trzeba jemu dać at komara tłustości, od muchi potkowa, zajączego
biegu, panieńskiego skoku i to wszystko w jednym garku zgotować i dać
jemu wypić, i będzie zdrów jako ryba bez wody.
Anioł (spuszcza się zgóry na niteczce, śpiewając) :
Anioł pasterzom mówił:
Chrystus się wam narodził
W Betleem nie bardzo podłem mieście,
Narodził się w ubóstwie
Pan wszystkiego stworzenia.
Baba (wchodzi, tłukąc w moździerzu, i śpiewa szepleniąc). Buk
dżysz s Pana narodżył. Djabeł wchodzi i straszy ją chrapotem, baba zaś
uderza go moździerzem i zabija. Potem przeciągle śpiewa: Buk szen...
Kozak. Ty czto baba dielajesz?
Baba. Czamu, paniczyku, kuciu tauku.
Kozak. Ty nie znajesz, szto siehodnia praznik Rozdiestwa Chrystowa i nielzia rabotat’ i uchodi otsiele.
Baba. A szto ty, moj służywieńki, za pan taki, czto ja nie mahu
rabotać. Jak tabie praźnik, to praznuj, a ja pawinna sabie kuci natauczy.
Kozak zdziera z baby chustkę.
Baba. Ujdzi, panicz, da błoto, padrau chustku za dwa złota.
Kozak. Ujdi pad abacht!

137

Baba (uderzając go tłuczkiem). Ad czorta, adbaraniła sia, a sabie
at sałdata nie adbaraniu sia.
Kozak wypędza ją nahajką.
Owca (wchodzi, tańczy i śpiewa). Awieczaczka, kasmataczka,
a chtosz mianie napasie, maja mataczka. Matka stara, dońka mała, a ja
maładzieńka krosna tkała. Krosna tkuca, nitki rwuca, a za mnoju-maładoju chłopcy bjuca. Nie biecie sia. Nie swarecie sia, a za mienie
maładuju pahadziecie sia.
Kozioł wchodzi.
Owca (do niego). Ty kazioł, kazioł baradaty, da czahosz ty pryszou da majej chaty?
Kozioł. Ja pryszeł da ciebie i spadabał ja ciebie, chaczu ciebie
spadabać da-j za żynku «ziać. Ci niema u ciebie harelki (pije wódkę
z wiadra w kącie).

Owca. Nie chaczu, nie lublń, bo baradá szou-szouka, bo naszlń
na ciebie szaraho wouka (odchodzi). Kozioł tańczy, w tern wilk wpada,
oorywa go i ucieka.
Kozioł (w zębach wilka krzyczy). Nie minie!
się zgóry kolebka ze św. Dzieciątkiem.
Trzej królowie (wchodzą ze śpiewem)'.

Wtedy spuszcza

Trzej królowie dobrej wiary
Po kolendzie niosą dary,
Przynieśli Mu dary, złoto,
Mira, kadzidło i złoto (sic!).

Pozatem przedstawienie każde kończy się życzeniami, skła­
danemu gospodarzowi domu z aluzją pod adresem jego kieszeni.
Zwykle wyrażają się one w takiej pożegnalnej pieśni :
Kto był w złej doli chmuro otoczony,
Niechaj po kolendzie będzie objaśniony,
Niechajże Boga Wszechmocnego władza
Szczęścia fortuny nikt nie pogardza,
Promień na niebie pozbywa jasności,
Niechajże użyje pogodnej ludzkości,
Promień to na niebie tysiąc suplikuje,
A co za kolenda nam Pan obiecuje.
Kraków.

S. MALEWICZ.

Zapiski ludoznawcze z 1813 r.
W rękopisie Akademji Umiejętności w Krakowie nr. 1783
p. t. „Diaryusz podróży odbytej 1813 roku w Krakowskie, Gallicyą
y Sandecki Cyrkuł przez Jana Rostworowskiego, Warszawa“ znaj-

138

duje się nietylko materjał do poznania góralszczyzny z początków
19-go wieku, ale także drobniejsze spostrzeżenia o ludzie krakow­
skim. Zapiski o Limanowszczyźnie ujmuję w osobną całość, tutaj
przytaczam szczegóły, tyczące innych stron zachodniej Małopolski.
1. „Krakowiacy, Proszowiacy, Szkalmierzanie“ (str. 39—40).
„Są to mieszkańcy miejsc toż nazwisko mających. Lud ten jest
powszechnie mocny, zdrowy, przyzwyczajony do pracy, odważny, śmiały,
dowcipny w odpowiedziach. Wielką jest jego zaletą, iż jest bardzo do
ojczyzny przywiązany, ucywilizowany, pełen zręczności i do wszystkiego
zdatny, szczególniej zaś do wojskowości, tak dalece, iż w dwóch naj­
dalej miesiącach wszystkie musztry i obroty pamięta, tak zaś jest zręcz­
nym, iż równają się w robieniu bronią starym żołnierzom. Z nich oso­
bliwie doświadczony jeździec.
Ubiór ich zwyczajny (kolory różnią te trzy narody, pierwsi noszą
granatowe, drudzy białe, trzeci bure sukmany) składa się z koszuli zwią­
zanej pod szyją bez kołnierza wstążką kolorową ; spodnie skórzane
obszerne, obwisłe na buty, dwoma dużemi harcelami pod spodem okute;
spodnie spinają pasem skórzanym, mosiężnemi nabitym goździami, u któ­
rego wisi nóż na rzemyczku i wielka ilość mosiężnych kółek; sukmana
po kolana, u bogatych wyszywana złotem lub srebrem, u uboższych
karmazynowym sznurkiem, czapki karmazynowe czworograniaste, czarnym
barankiem wąsko obszywane“.

2. „Kijacy z Podgórza, Skawiniacy“ (str. 40—41).
„Są to mieszkańcy na drugiej stronie Wisły osiedli; ci Kijaków
otrzymali nazwisko z powodu, iż wielu z nich rzeźnikami będąc z pro­
fesji, do miasta na kijach noszą i nazad z kupionemi rzeczami toż
czynią. Niewiasty zatrudniają się tymże handlem, lubią bardzo chędostwo
i gustownie się noszą. Podgórzanie dobrze się mają i zawsze są weso­
łego humoru. Mężczyźni chodzą w granatowych żupanach pasem zielo­
nym spiętych, czapki mają tegoż koloru siwym obszyte baranem, kobiety
za największą sobie poczytują ozdobę mieć dużo’korali na szyi.
Skawiniaki nazwani od miasteczka tegoż, co oni nazwiska, prócz
roli zatrudniają się zakupowaniem starych koni i na nic niezdatnych,
z których zdzierają skóry i dostarczają one fabrykom garbarskim. Miasto
Skawina, żyzne mające grunta, stanowi granicę między Polską i Galicją,
leży na samym gościńcu cesarskim“.
Zakopane.

JULJUSZ ZBOROWSKI.

Obcy jako ludożercy.
W ciekawym z wielu względów dzienniku swym, prowadzo­
nym w czasie służby artyleryjskiej w armji ks. Józefa, ciągnącej

139

pod Lipsk na wiosnę i w lecie 1813 r. J), opowiada K. Brodziński
o rozmowie z „szulmajstrem“ we wsi saskiej Witgendorf : „Wpadłszy
w rozmowę o naszem wojsku, dowiedziałam się (z łaski szczególnej
otwartości), że była przed przyjściem tu naszem niektóra prostota,
utrzymująca, że Polacy są ludożercami. Miarkując po jego mądrości,
słusznie to utkwić musiało w sercu pana szulmajstra. Dowodziłem
od Gotów, Sarmatów, że takimi nigdy nie byliśmy; grzeczny
pan szulmajster mówił, że temu nigdy nie wierzył, a jeszcze tembardziej teraz, gdy nas widzi tak uczciwymi ludźmi“.
Z przekonaniem, że obcy są ludożercami, specjalnie zaś, że
jedzą dzieci, spotkać się można niejednokrotnie; jest to jedno
z owych ciemnych wyobrażeń, rozpowszechnionych w szerokich
masach, nie dających się łatwo wyplenić. Znane jest ono także i na
ziemiach polskich.- Niemiec K. B. Feyerabend, który podróżował
na ziemiach polskich z końcem XVIII w. i w swych Kosmopolitische
Wanderungen dużo miejsca poświęcił Galicji, opowiada dokładnie
o rozruchach, jakie powstały wśród żydów w Brodach na wieść
o poborze starozákonných do wojska2). Strach przed Francuzami,
których sobie wyobrażano jako ludożerców, był głównym powo­
dem oporu ; miejscowa ludność, uzbrojona w koły i drągi zwy­
ciężyła garnizon i dopiero bataljon, sprowadzony ze Lwowa, po­
łożył kres zamieszkom.
Przekonanie, że Moskale są ludożercami, utrzymuje się do
dziś dnia. W zbiorze pieśni ludowych z okolic Stanisławowa
(Uhorniki) ') znajdujemy utwór półliteracki, pieśń dziewczyny,
która wybiera sobie męża i stanowczo odrzuca Moskala:
Przeor w Tyśmienicy ślubu by mi nie dał,
Bo Moskal niewiara czartu duszę sprzedał.
Na naszym kościele Boże słońce świeci,
Mówią, że Moskale jedzą żywcem dzieci.

Z paralel obcych przypominam, że wedle popularnych legend
Ludwik XI miał pić krew dzieci, a Regent kąpał się w krwi
ludzkiej, podobnie jak i Marat; echa to potwornych zarzutów,

') K. Brodzińskiego, Nieznane pisma prozą, wyd. A. Łucki, Archiwum do
dziejów literatury i oświaty w Polsce, XII (1910), s. 286.
-) St. Schnür -Pepłowski, Cudzoziemcy w Galicji. Kraków 1898, s. 68.
;!) Zbiory rękopiśmienne S. Udzieli.

140

tak często kierowanych przeciwko znienawidzonym władcomJ).
Jerzy v. Frandsberg ("j" 1528) wódz wojsk Maksymiljana I i Ka­
rola V, zwany był przez Szwajcarów Leutefresser2).
Pojęcie o Rosjanach-ludożercach znane było również we
Francji; w r. 1815 żadne dziecko nie pokazywało się poza do­
mem, gdyż wierzono powszechnie, że kozacy jedzą dziecis).
Poznań.

PROF. DR. J. ST. BYSTROŃ.

Dział etnograficzny Chorwackiego Muzeum Narodowego
w Zagrzebiu.
Muzeum etnograficzne w Zagrzebiu jest jeszcze instytucją
zupełnie młodą. Powstało ono w r. 19l9 jako oddział specjalny
przy Chorwackiem Muzeum Narodowem.
Zanim jednak, pomimo długoletnich dążeń w tym kierunku
zdołano utworzyć dział powyższy w Muzeum, — istniały już przed­
tem zbiory materjałów etnograficznych, chociaż rozrzucone wśród
rozmaitych prywatnych i publicznych kolekcyj. Obecnie zostały
one skoncentrowane właśnie w interesującem nas Muzeum etnograficznem.
Podstawę jego stanowi zbiór S. Bergera, obecnie dyre­
ktora Muzeum, mieszczący w sobie tysiące wyrobów tkactwa
ludowego, przedewszystkiem zaś ubiorów i strojów. Pozatem na
pierwszem miejscu wymienić należy zbiór materjałów etnograficz­
nych, przeniesiony z Muzeum Rzemiosł, które teraz zostało prze­
kształcone również na oddział archeologiczno - historyczny przy
wspomnianem już wyżej Muzeum Narodowem w Zagrzebiu.
O ile ten zbiór ostatni zawierał głównie wytwory terenów
pozaeuropejskich (Ameryka Południowa, Abisynja, Kongo), o tyle
pozostały materjał etnograficzny składający się na całość Muzeum,
obejmuje wytwory półwyspu Bałkańskiego, przedewszystkiem zaś
widzimy w niem bardzo bogato reprezentowane: Chorwację, Slawonję, następnie Bośnię, Dalmację i Macedonję. (Odzież i inne
wyroby tkactwa, oraz wszelkie przedmioty związane ze strojem
') R. Rosières, Psychologie légendaire de l’accusation d’hérésie. Revue des
traditions populaires, IV, s. 101.
-) G. Krebs. Militärische Sprichwörter und Redensarten. Wien 1895.
s) P. Sébillot. Le folklore de la France, IV. s. 400.

141

ludowym). Oprócz tej kategorji wytworów przemysłu ludowego
(5 sal), Muzeum Etnograficzne w Zagrzebiu zawiera i inne spe­
cjalne działy pokazów, a mianowicie : dział przedmiotów cerkiewnoreligijnych, oraz w ostatnich czasach szeroko rozwijający się dział
wytworów technologji ludowej, rękodzielnictwa ludowego oraz
gospodarstwa. W odrębny zupełnie dział folklorystyczny wyszcze­
gólniony został zbiór instrumentów muzycznych („Odsjek za pučku
muziku“), do którego została wcielona bogata kolekcja zasłużo­
nego zbieracza materjałów muzycznych wśród Słowian południo­
wych F. K. K uh a ča. Dział ten pozostaje w ścisłym związku ze
specjalną sekcją Muzeum, która ma za zadanie zbieranie materjału
muzycznego i obecnie prace swe prowadzi także zapomocą fonografu.
Zbiory muzealne dopełnia jeszcze obfity zbiór fotografij,
wykonywanych począwszy od założenia Muzeum, a także wielka
ilość rysunków ornamentów oraz innych przedmiotów, przygoto­
wanych do reprodukcji. Muzeum posiada również cenną, chociaż
skromną bibljotekę.
Dyrektorem jest S. Berger, jeden z najlepszych znawców
naszego tkactwa ludowego i jego techniki, o czem najlepiej
świadczy jego własny zbiór etnograficzny, kompletowany przez
bardzo wiele lat (przeszło 40), dzięki któremu ocalało wiele bardzo
cennych objektów, idących już w zapomnienie. Celem wysiłków
Bergera jest również popieranie przemysłu ludowego; dzięki jego
inicjatywie obecnie wprowadza się ornamentykę i styl ludowy do
rzemiosł i przemysłu.
Kustoszem Muzeum jest prof. Vladimir Tkalčió, znawca
przedewszystkiem archeologji i oprócz tego historji kultury (były
kustosz oddziału archeologiczno-historycznego), autor kilku prac
drukowanych z tego zakresu.
Kustoszem jest obecnie również dr. Milován Gavazzi, który
się oddał etnografji narodów słowiańskich (studjował slawistykę),
uwzględniając specjalnie stosunek kultury materjalnej do jej odbicia
w języku. (Kierunek lingwistyczny „słowa i rzeczy“). Ponadto pra­
cuje nad zwyczajami obrzędowemi i wierzeniami, oraz nad poezją
i melodjami Słowian południowych.
Zagrzeb.

DR. MILOVÁN GAVAZZI.

RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
ALEKSANDER MACIESZA. Puszczanie przasnyscy. Przyczynek do
charakterystyki antropologicznej Kurpiów. [Z To w. Nauk. Płockiego]
Tow. Nauk. Warsz. Arch. Nauk. Antrop. T. III. Nr. 1. 1923.
Nasza literatura antropologiczna wzbogaciła się o nową pracę o Kur­
piach, stanowiących szczątki osobnej etnograficznej i językowej grupy antro­
pologicznie niezbadanej. Podjął się tego dr. Maciesza przeprowadziwszy
w r. 1914 badanie mieszkańców dawnej puszczy przasnyskiej, a w szcze­
gólności wsi kościelnej Jednorożca, położonej nad rzeką Orzycem pod
Przasnyszem, która w czasie wojny doszczętnie spłonęła, a pola jej po­
kryły się licznemi okopami. Część ludności, która nie zginęła z głodu
i chorób, rozpierzchła się na wsze strony. Oprócz Jednorożca autor
zbadał jeszcze wieś Baranów i Zaremby, należące do 3 gmin. Badania
składały się z cech opisowych i pomiarowych z podanemi w końcu
pracy tablicami i nazwiskami badanych. Ogół badanych wynosił 113 osób,
w tern 60 mężczyzn i 53 kobiet. Barwy skóry nie udało się autorowi
określić ściślej, była ona wogóle białą. Najczęściej spotykane włosy sza­
tynowe (u <? 52,5%, u 9 43,4%). Oczy określone skalą Kiichlera wyka­
zały u c? niebieskich 55,0%, siwych 21,7%, zielonych 13,3% i piwnych
10,0%i. Oczy więc przeważnie jasne (90%). U 9 niebieskich 32,7%,
siwych 36,5%, zielonych 13,5% i piwnych 17,3%; zatem jasnych 82,7%,
a ciemnych 17,3%. Wogóle połączenie barw oczu i włosów wykazało
u mężczyzn typ jasny w 30,5%, u kobiet w 23%. Wzrost przeciętny
puszczan 165 cm, wahał się w granicach 150—177 cm. wyższy od
przeciętnego wzrostu popisowych powiatu przasnyskiego i mieszkańca
dawnej Kongresówki, przy najczęściej występującym wzroście miernym
od 161—169 cm (68,3%), wybitniej niż w innych grupach polskich.
Wzrost przeciętny puszczanek 152,5 cm, są więc niższe od mężczyzn
o 24,7 cm i niższe od kobiet innych grup polskich. Puszczanie wy­
różniają się przeciętnie najdłuższym tułowiem wynoszącym wraz z głową
(872 mm czyli 52,8% wzrostu) i krótszemi nogami (778 mm = 46,2%)
od innych grup. Siąg, czyli rozwartość rąk wynosi 1,747 mm, czyli
105,9% wzrostu, przeto wyróżniają się tak bezwzględną, jak i stosun­
kową znaczną długością siągu. U kobiet przeciętna wysokość tułowia
809 mm, czyli 53,5% wzrostu, długość nóg 706 mm, czyli 46,5%.
Zbliżają się one pod względem długości tułowia do przeciętnej Polek

143

Królestwa, natomiast mają znacznie krótsze nogi. Długość siągu 1,586 mm
czyli 104,8%, czem nie wyróżniają się od innych Polek.
Co do charakterystyki głowy u Puszczan, to obwód poziomy wy­
nosi 553 mm, długość 188 mm, szerokość 155 mm, wysokość 135 mm,
a wskaźnik główny 82,5. Wyróżniają się oni przeto mniejszym obwodem
poziomym od innych grup polskich, nie różniąc się długością i szerokością
głowy. Chociaż wysokość głowy jest miarą niestałą i nie była uwzględ­
niana przez polskich antropologów, sądząc jednak z polskich czaszek
przezemnie badanych i z badań żywych Kaszubów, Polacy powinniby
mieć głowy wysokie, jak to zresztą szanowny autor potwierdził na Kur­
piach. Pod względem przeciętnego wskaźnika głowy Puszczanie są krótkawogłowi wyróżniając się od pośredniogłowego typu Polaków Królestwa.
W oddzielnych grupach antropologicznych według dawnego układu kranjologicznego Broca, występuje przeważnie typ krótkogłowy (68,4%)
rzadziej pośredniogłowy (25%) przy małym odsetku długogłowym (6,6%).
U kobiet obwód poziomy głowy wynosi 540 mm, o 13 mm mniej niż
u mężczyzn, więc mają ten pomiar większy niż inne Polki. Długość głowy
178 mm, o 10 mm mniejsza niż u mężczyzn, szerokość 151 mm, o 4 mm
tylko mniej, przytem mało wyróżniają się od innych Polek Królestwa.
Wskaźnik głowy 84,9 wkraczający już w wyraźną krótkogłowość połu­
dniowych Polaków i Górali w szczególności. W oddzielnych grupach
kranjologicznych typ krótkogłowy występuje bardzo wybitnie.
U Puszczan wysokość twarzy bez czoła 127,3 mm, szerokość
103,2 mm„ wskaźnik twarzowy 90,9. Pomiar ten bezwzględny, jak
i stosunkowy jest znaczniejszy niż u innych grup Polaków, przyczem
pospolicie występują średniolice (80%), rzadko wąsko (13,3%) i tylko
wyjątkowo szerokolice (6,7%). Nosy pod względem kształtu pospolicie
proste (67,3%), rzadziej garbate (24,1%), czasami zadarte (8,6%). Co
do wielkości przeważają nosy średnie (78,3%). Wskaźnik przeciętny
nosa 63,9, waha się w granicach 51,6 — 63,9. U Puszczanek wysokość
twarzy bez czoła 116,5 mm, szerokość 131,3 mm. Mają więc twarze
dłuższe i takiejże szerokości, jak i inne grupy Polek i większy wskaźnik
twarzowy. Nosy częściej proste (57,6%), rzadziej zadarte (28,8%), po­
spolicie małe (50,9%), rzadziej nieco średnie (47,2%).
Oto główne wyniki pracy, którą w krótkości tylko przytaczam. Na
podstawie tych badań autor wyprowadza ogólne wnioski, że Puszczanie
przy jednakowym przeciętnym wzroście z północnymi Polakami, obwo­
dzie poziomym, długości głowy, barwie włosów szatynowych, mają oczy
jaśniejsze, większą ilość osobników wzrostu miernego, tułów dłuższy,
nogi najkrótsze, a ręce dłuższe odpowiadające typowi ciężej pracującemu.
Są krótkogłowi, czem wyróżniają się od przeciętnego północnego typu
Polaka i są grupą bardziej jednolitą. Czoło niskie, twarz średnia, przy
znaczniejszym odsetku wąskolicych. Puszczanki uchylają się znaczniej od
przeciętnego typu Polek północnych, są ciemniejsze, z większym pro­
centem typu jasnego i mieszanego, są najniższe, o tułowiu, jak i inne
Polki, lecz krótszych nogach, o czole niskiem i twarzy średniej. Według
autora wielka ilość cech wspólnych u Puszczan wskazuje na ich słowiańskie

■ 144

pochodzenie, nadto podobieństwo do szlachty i do Łomżyniaków. Chociaż nie
badałem Kurpiów, lecz oddawna na zasadzie wniosków antropologicznych
osnutych na faktach historycznych przypuszczałem, że grupa ta jest oazą
jakby wśród miejscowych autochtonów. Wiemy o przesiedleniu na Ma­
zowsze jeńców litewskich, później wytrzebianiu ogniem i mieczem Jadżwingów na Podlasiu i o częściowem ich wysiedlaniu całemi osadami na
Wschód, (jak to wskazują nazwy etnograficzne na Białorusi) ale też i na
Zachód. Przeto i wśród Mazurów mogła się wytworzyć izolowana grupa
Puszczan, częściowo zbliżona do nieznanej antropologicznej, częściowo
do szlachty, wszędzie różnej od ludu, która to szlachta wedle mego
mniemania przybyła z krainy podkarpackiej ; pozwolę sobie przypuścić,
czy Kurpiowie nie są przybyszami z nad Narwi i Bugu i w pewnej
mierze mieszańcami z wychodźcami z nad źródeł Wisły?
Polska antropologja musi być wdzięczna Dr. Macieszy za opraco­
wanie monografji o Kurpiach, która przysporzyła nam wiele ciekawych
danych o nieznanej grupie polskiego ludu. Pracy tej jedyny chyba
możnaby zrobić zarzut, że jest oparta na bardzo małej ilości spostrzeżeń,
wynagradza to jednak naukowe i według nowych metod opracowanie
materjałów, z podaniem licznych tablic i krzywych, z uwzględnieniem
wyczerpującej literatury. Spodziewamy się wkrótce obiecanej monografji
autora o dawnych czaszkach z katedry płockiej, która będzie ciekawym
przyczynkiem do Polski piastowskiej, a temsamem i do przeszłości pra­
słowiańskiej. Ponieważ Płock na północy był najstarszem ogniskiem kulturalnem i siedliskiem Mazowsza, staje się on ważną antropologiczną
stacją dla badań. Po śmierci Dra L. Rutkowskiego placówka ta została
opróżnioną, teraz w osobie Dra Macieszy, zasłużonego pracownika na­
ukowego i społecznego, przybywa, sądząc z jego pracy, godny następca
i przedstawiciel, od którego możemy się wiele spodziewać.
Kraków.

PROF. J. TALKO-HRYNCEWICZ.

DR. NIKO ŻUPANIĆ. Bela Srbija. U Zagrebu. 1922. [Posebni otisak
iz „Narodne Starine“].
Autor zaszczytnie znany z prac na polu etfiologji południowosłowiańskiej prace niniejszą poświęcił piszącemu te słowa. Jako gorący
rzecznik jedności Jugosłowian chce to stwierdzić nietylko antropologicznie,
lecz historjograficznie i lingwistycznie. Blisko przed trzydziestu laty
patrjarcha slawistyki Vatroslav Jagić dowodził, że przy osiedleniu się
na bałkańskim półwyspie Serbowie i Chorwaci byli jednym narodem.
Do tego zapatrywania przyłączyli się znany czeski paleoetnolog Lubor
Niederle i historyk Konstanty Jireček. Poprzednicy Jagića nn polu sla­
wistyki Jernej Kopitár i Franciszek Miklosič byli zdania, że Słowianie
osiedlili się na półwyspie początkowo od Pontu euxyńskiego do Adrjatyku, a następnie posunęli się na południe zająwszy ośrodek Ilirji klinem
wbijając się w Trację i Norykę.
Jagić twierdził, że osiedlenie się Słowian na bałkańskim półwyspie
nastąpiło równocześnie, a analiza ich narzeczy wykazuje jedną etniczną

145

całość, a granicę pomiędzy niemi na przestrzeni od Czarnohory do
Adrjatyku rozpoznać niepodobna, tak się z sobą zlewają. Na jedność
tych dwóch grup jednego narodu wskazuje Jagić przytaczając prawo­
dawstwa z czasów bizantyńskiego cara Konstantyna Porfirogenity
(912—959), a potem z czasów cara Herakljusza (610—641 po nar.
Chr.) przyczem wyróżnia ich od innych południowych Słowian. Uczony
ten wyprowadza ich od Białych Serbów niegdyś wychodźców ze źródeł
Wisły i z Sali i udowadnia, że kolebką ich była pierwotnie kraina na
północ od Białej Chorwacji, a Chorwaci i Serbowie mówili wspólnym
językiem należącym do północno-zachodniej grupy słowiańskiej, wspólnej
z Czechami, Słowakami, Polakami, Serbo-łużyczanami i wymarłymi Sło­
wianami połabskimi. Według Jagića występują oni jako jednostka po­
lityczna już w VI w. po nar. Chr., podobnie do innych Słowian zacho­
dnich i południowych, dalej przytacza on cały szereg historycznych
faktów, walk staczanych z Turkami i innymi sąsiadami aż do politycz­
nego upadku.
Autor omawia też między innemi zapatrywania znanego socjologa
Ludwika Gumplowicza o powstaniu serbskiego i chorwackiego państwa.
Według niego Serbowie i Chorwaci wyparci zostali ze swej pierwotnej
ojczyzny, Małopolski, po najściu Atyli w drugiej połowie IV w. po nar.
Chr. i jego zwycięstwie nad królem gockim Hermanrichem. Otóż Gumpłowicz od zakarpackich Gotów wywodzi Polaków i Chorwatów i mniema,
że ci ostatni wezwani przez cara Herakljusza w VII w. po nar. Chr.
powędrowali na południe. Na udowodnienie swych twierdzeń Gumplowicz przytacza napis na nagrobku Bolesława Chrobrego (992 —1025):
król Gotów lub Polaków (Gotorum seu Polonorum), inny znowu napis
z XIII w. identyfikuje Chorwatów z Gotami. Naturalnie, że te napisy nie
mające żadnych podstaw etnicznych wprowadziły w błąd Gumplowicza,
który nie zwrócił na to uwagi, jak lekceważono i zmieniano nazwy etno­
graficzne i zastępowano państwowemi. Różne ludy np. odmiennego po­
chodzenia nazywano imieniem państwa, do którego należały. W XII w.
nazwy gockiej nie wyróżniano od chorwackiej, a głagolicy od pisma
gockiego, jeszcze nawet w w. XVI — XVII język cerkiewno - słowiański
nazywano gockim. Przypuszczenia Gumplowicza nie mogą więc zachwiać
teorji Jagića o wędrówce Serbów i Chorwatów do rzymskiej Ilirji, jakto
podaje Konstantyn Porfirogenita. Jagić opiera swe dowody na wspól­
ności języków jugosłowiańskich pomiędzy Pontem euxyňskim i Adrjatykiem, jak dawniej, tak i obecnie. Stwierdza to też Konstantyn, że Ser­
bowie i Chorwaci byli Słowianami, mówiącymi mową Słowian północnozachodnich, a wtargnięcie ich na półwysep przyczyniło się do wielu zmian
etnograficznych. Na podstawie tych źródeł Zupanič przypuszcza, że
Serbowie i Chorwaci przybyli istotnie z nad dopływów Łaby, że wspól­
ność ich pochodzenia nie może być zaprzeczona i że podbili oni masy
ludu obcoplemiennego i przemieszawszy się z niemi wytworzyli naród
i państwo tego imienia. Rozumowaniem tern przeciwstawia się autor
zapatrywaniom innych dzisiejszych historyków serbskich i chorwackich.
PROF. J. TALKO-HRYNCEWICZ.
Lud. T. XXII.

10

146

ANTONIOS KERAMOPULLOS. ‘O àmnvfmavia^ôg. HvfißoUj èçyatoloyixt] slg ri]v iazoqiav %ov noivixov dixcdov xal zï;v laoyçcapiav
[22 BißhoiHjXr] zîjg èv *Ad-r]vaig ^Aąyauitjoyw.rfi ‘Eraięiag], [Zabi­
janie przez wieszanie na pręgierzu. Przyczynek archeologiczny do
dziejów prawa karnego i Iudoznawstwa, z 7 tablicami i 14 ryci­
nami]. Ateny 1923, s. 144.
Wśród archeologów nowogreckich K. jest najzdolniejszym i naj­
pracowitszym. W wyżej wymienionem dziele opracował temat zupełnie
nowy, a mianowicie objaśnienie masowego grobu odkrytego w r. 1911
przy gościńcu prowadzącym z Aten do Faleron; data tego grobu da
się określić tylko w przybliżeniu na w. V, gdyż brak w nim zwykłych
darów dla umarłych, jak np. ceramiki. Natomiast grób przedstawiał inną
osobliwość: leżały w nim w równym szeregu obok siebie szkielety 17
ludzi, mające wkoło szyi, rąk i nóg żelazne klamry, któremi przytwier­
dzono ludzi do desek, zbutwiałych obecnie w ziemi. Głowy tych trupów
pochylone na bok, a ręce i nogi przeważnie gwałtownie wykrzywione,
jak gdyby w strasznych mękach zmartwiały. K. wykazuje w uczonym
komentarzu i w ilustracjach, że mamy tu grób złoczyńców, prawdopodobnie
piratów, których w ten okrutny sposób uśmiercono karą „apotympanizmu“ : powieszono ich nagich na deskach, klamrami przytwierdzono
im głowę, ręce i nogi, i ustawiono potem te deski prosto w ziemię.
Umierali oni potem wskutek pragnienia, głodu, upału, chłodu nocnego,
krzepnięcia krwi i innych podobnych mąk, o których w sposób wy­
mowny i przerażający mówią ich kości. K. wyjaśnia nam tę barbarzyńską
karę, oraz przedstawia cały przebieg samego procederu karania i zestawia
pisarzy starożytnych, wspominających o tem.- Kilkakrotnie też zwraca
uwagę na zagadnienia łączące się z ukrzyżowaniem. Szczególnie ważną
wydaje mi się wskazówka, że zwyczaj magiczny „związania i przebicia“
jest tylko symbolem pożyczonym z tego ukarania; defiksja jest niby
duchowym apotympanizmem.
W związku z tem omawia K. także inne kary na złoczyńców, oraz
przedstawia obszernie tło religijne, na podstawie którego podług jego
przypuszczenia Grecy wybierali takie kary, a nie inne. Badanie to pro­
wadzi go do przyjęcia powodów magicznych : odmawianie pogrzebu
■złoczyńcom, zwykłe ofiary i t. d. mają też stąd pochodzić. Pod tym
względem praca ta nie wychodzi poza znane dotąd zapatrywania, i łatwo
możnaby ją uzupełnić. W trzech dodatkach omawia K. na końcu dzieła
magiczne użycie gwoździ, potem wyprowadzanie skazańców na miejsce
kary, i zwyczaje z tem połączone, nareszcie zaczarowanie i środki za­
radcze przeciw temu, zwłaszcza falliczne przedstawienia. Wiele tu także
materjału nowego zestawiono, ale widać, że badania tego rodzaju leżą
poza kompetencją znakomitego archeologa, który opiera się na dotych­
czasowych, więcej niż mętnych, badaniach w dziedzinie Iudoznawstwa
starożytnego, a szczególnie zabobonu. W każdym razie dzieło jego jest
ważnym krokiem naprzód w poznaniu kultury starożytnej, gdyż zapoznaje
nas ze stroną jej barbarzyńską, o której istnieniu niektórzy na podstawie

147
świadectw już się domyślali, lecz inni bardzo stanowczo zaprzeczyli.
Zagadnienie rozstrzygnęła teraz archeologja, i jej uczony tłumacz Keramopullos.
R. GANSZYNIEC.

L. KONOPACKI. Misterjnm wiosny. Studja o religjach natury. Skład
główny Księgarnia Tow. Wydawn. „Ignis“, Sp. Akc. Warszawa,
1922, s. 80.
Dziełko to jest więcej symptomatyczne, niż naukowe, więcej mówi
o religijności niż o religji, więcej bada treść i etos (t. zw. „istotę“)
religji, niż jej dzieje. Pobudki do tych rozmyślań wyszły z dzieła Zie­
lińskiego: bo są to raczej rozmyślania, aniżeli badania metodyczne. Na
wzór Volneya usiłuje autor określić przedmiotową wartość religji przez
porównanie i krytykę religij istniejących, chce znaleźć czystą religję,
religję pierwotną, tak jak chemik wydobywa z jakiegoś kruszcu sub­
stancję chemicznie czystą. Podobne próby istniały już często przedtem;
autor zna nowoczesne teorje, i trzeba raczej żałować, że je zna i sto­
suje do swej konstrukcji: zgodnie z niemi wychodzi on z magizmu
(w formie manizmu) i następnie dość prawidłowo przedstawia znany
schemat ewolucjonistyczny. Pod tym względem więc książka nie zawiera
nic nowego dla naszej nauki. Ale p. K. potrafił to ożywić barwnym
stylem, uniknąć stylu uczonego i szablonu naukowego; myśli tu wyra­
żone lśnią przepysznemi barwami entuzjazmu, i dlatego przypuszczam,
że takie ujęcie zagadnienia, chociaż dla fachowców przestarzałe, zdoła
wzbudzić zainteresowanie w szerszych kołach społeczeństwa dla zbyt
zaniedbanych w Polsce zagadnień religjoznawczych.
R. GANSZYNIEC.

TADEUSZ ZIELIŃSKI. Irezyona. Klechdy Attyckie. Seija pierwsza,
s. 170. Serja druga, s. 130. Warszawa 1912 (zamiast 1922).
Wydawnictwo J. Mortkowicza.
Każda epoka próbuje na swój sposób przedstawiać sobie świat
starożytny i tworzyć łączność żywą między hellenizmem a daną współ­
czesnością. Petrarka dlatego nawiązał korespondencję z Homerem, Pla­
tonem, Sokratesem, opowiadając im o biedzie swych czasów. Humaniści
wybrali gorszą część, bo przemieniali się w epigonów, i Odrodzenie
było jakby gigantyczną maskaradą, na której wszyscy występowali
w modnym kostjumie starożytnym. Klasycyzm francuski zaś wybrał z tego
samego świata tylko symbole dla'swych własnych myśli i uczuć, i żadna
książka nie była bardziej aktualną i wprost rewolucyjną jak Fenelonowy
Telemach. Pod wpływem zaś badań etnologicznych epoki oświecenia
powstało dzieło ks. Barthélémyego, Voyage du jeune Anacharsis i cały
szereg romansów pseudohistorycznych z tematami greckiemi i rzymskiemi.
Tak więc i później czasem ubierano w szatę romansu czyto całość kul­
tury starożytnej, czyto też pewne jej działy jak np. Sabina Bóttichera,
10*

148

która omawia toaletę damską. Analogiczne usiłowania można zauważyć
na polu kultury duchowej, zwłaszcza mitologji. Pod wpływem badań
folklorystycznych braci Grimmów, i literackich Uhlanda jego rodak
Schwab przedstawił podania i mity starożytności w formie, która mimo
swoich stu lat jeszcze się nie przestarzała, ponieważ dużym kołom spo­
łeczeństwa niemieckiego nietkniętym nowemi prądami, dzieło to odpo­
wiada. Zieliński wybrał formę nową, by przemówić do współczesnego
pokolenia: formę noweli nowoczesnej; Birt prawie równocześnie w tej
formie przedstawił treść historyczną. Jest to więc poezja, a nie historja,
przemawia do nas artysta, a nie uczony. Nowele te opowiadają religję
grecką (nie mitologję) ; geneza jej odbywa się przed naszemi oczyma —
oczywista tak, jak ją pojmuje Zieliński. Suche imiona, szczątki mitów
i obrzędów odżywają w cudownem zmartwychwstaniu. Jestem przeko­
nany, że dzieło to dokona dla popularyzacji naszej nauki więcej, niż
wszystkie podręczniki szkolne razem, bo napisane jest z entuzjazmem,
z głębokiem poczuciem piękna i poezji. A kogo raz pozyska się dla
tych zagadnień, ten łatwo już z innych dzieł uzyska wiadomości o pod­
miotowości poglądów autora i o istotnych dziejach religji greckiej.
R. GANSZYNIEC.

MIECZYSŁAW ST. POPŁAWSKI. Bellnm Romanom. Sakralność wojny
i prawa rzymskiego. Lublin 1923. Nakładem Uniwersytetu Lubel­
skiego. S. VIII + 395 + 5 nlb.
Autor opisuje w tej pracy wszystkie rzeczy i obrządki, pozosta­
jące w związku z prawidłową wojną podług wierzenia i praktyki rzym­
skiej. Wyniki nowszych badań nad życiem starożytnem, a szczególnie
w dziedzinie starożytności wojennych, usiłuje ’ autor ująć w pewną syste­
matyczną całość. Zadanie to ładne i praca niemała; gdyby została wy­
konana bez zarzutu, toby autor prócz zasługi pomnożenia dorobku na­
ukowego Polski miał także to zadowolenie, że posunął dzieje religji
0 ważny krok naprzód. Jednak w tej formie, w której całość jest na­
pisana, uważam dzieło za przestarzałe i epigonowe klasycznych niegdyś
prac kierunku Frazera, naśladowanego w Niemczech przez Dietericha
1 jego uczniów. Z nimi też podziela P. niejasność pojęciową i meto­
dyczną, mieniącą się wszelkiemi barwami tak symbolizmu jak anîmiVm.i
i magicyzmu, słowem różnych faz ewolucjonizmu religjoznawczego ostat­
nich dziesiątek lat. Pracę napisano podług schematu stosowanego w „Re­
ligionsgeschichtliche Versuche und Vorarbeiten“, t. zn. podaje się prze­
gląd źródeł starożytnych do omówionego zagadnienia, poczem następuje
szczegółowy do tego komentarz. Najobszerniejszą pracą tego rodaju,
gdzie całość rozpada się na zbiór poszczególnych rozprawek właściwie
odrębnych, jest książka S. Eitrema, Opferritus und Voropfer der
alten Griechen und Römer, Upsala 1915. Wyjaśnia się tu pojedyńcze
pierwiastki, poczem autor, i czasem także czytelnik oszołomiony, od­
nosi wrażenie, że tern samem całość jest jasna. Metoda ta przypo­
mina pierwsze kroki językoznawstwa nowoczesnego, kiedy pojedynczym

149

24 głoskom naszego abecadła przypisano jakieś absolutne „znaczenie“,
poczem oczywista etymologja nie zawierała już żadnych tajemnic, chociaż
zapomniano przytem o samym języku. Następnie nauka potępiła to, i poszła
krok dalej, uznając jednozgłoskowe „korzenie“, składające się ze spół­
głoski i samogłoski; uznano później jeszcze inne „korzenie“, nareszcie
nawet dwuzgłoskowe, a przecież nowsi nie mówią już o korzeniach,
lecz raczej o słowach, a jeszcze częściej o zdaniach — bo tylko w tej
formie istnieje żywe słowo. Religjoznawstwo stoi na stopniu jeszcze
bardzo prymitywnym, bo jest to — że się tak wyrażę — nauka wtórna
po części z filologji, po części z etnologji; przyczem rzadko etnolog
jest filologiem, a jeszcze rzadziej filolog etnologiem. Zdaje się jest to
przeznaczeniem tej naszej nauki, że każda teorja odrzucona przez etno­
logów musi pokutować w religioznawstwie tak długo, aż wykaże się jej
absurdalność w przystosowaniu do wszystkich zagadnień.
Wiele takich niewłaściwości jest też w pracy p. P., który jest
animisto-magicysto-ewolucjonistą, dla którego istnieją jeszcze czasy terjoi dendromorficzne (s. 37), przypadające na neolit (s. 53). Trudnoby
prowadzić dyskusję z filologiem, występującym w obronie etnologji i me­
tody etnologicznej, który nie zna zasad etnologji nowoczesnej (s. 42,
przyp. 103). Na etnologach książka ta czasem robi takie wrażenie, jak
dzisiaj na nas metoda meteorologiczna Wilhelma Schwartza, albo astro­
nomiczna „lunatyków“ Siecke’go, i członków Towarzystwa Mitologicz­
nego. Teorje takie można tylko charakteryzować, ale nie zwalczać;
w większości zresztą wypadków wystarcza charakterystyka. Podam więc
przykład tej metody. Posłom rzymskim dawano trawę, żeby ich u obcych
narodów nikt nie obraził. Prosty rozum widzi w tem rodzaj akredytywu,
a p. P. objaśnia to następująco : „To znaczy, że jakąś moc nadzwy­
czajną posiada ta trawa, moc odpychającą wszelką złą czynność, skie­
rowaną przeciwko temu, kto nią uwieńczył swoje skronie... to znaczy,
że apotropaiczna potęga trawy jest do pewnego stopnia ograniczona
ilościowo, bo stosuje się do posłów państwowych“ i t. d. Pytamy się
zdziwieni, skąd p. P. wie to wszystko. Powoływa się on — jak jego
mistrzowie w tej metodzie — na „umysł pierwotny“, w którym znaj­
dują uczeni ci to, co im w danej chwili jest potrzebne. Oczywiście
bowiem ten umysł pierwotny jako taki nie istnieje; przy bliższem ba­
daniu okazuje się, że ta rzekoma pierwotność czy naiwność, czy — jak
to zwolennik tego kierunku Preuss jeszcze dobitniej nazwał — „Urdummheit“ jest wytworem imaginacji samych uczonych. Możnaby tu zasto­
sować słowa Jezusowe (Mt. VII, 16) : A fructibus eorum cognoscetis
eos. Faktem jest, że to my uczeni jesteśmy bardzo naiwni, i niejeden
Afrykańczyk lub Papua mógłby się śmiać z tego, co my jego inteli­
gencji przypisujemy. Wyjaśnienie powyższe usiłuje p. P. pogłębić, dla­
tego mówiąc o trawie, mówi również o ziemi, w której ta trawa rośnie
i z której, jak twierdzi, trawa uzyskuje moc magiczną. Podobnych wiele
innych dałoby się "przytoczyć przykładów analogicznych uzasadnień, jak
sławnego prof. Kaulena, który rozpoczął kazanie w dniu św. Józefa :
„Ponieważ św. Józef był stolarzem, a stolarz robi konfesjonały, dlatego

150

powiem dziś o spowiedzi“. Między temi wyjaśnieniami trafiają się też
wyjaśnienia, zastanawiające w ustach filologa. Autor poucza nas, że „dla
Rzymian, szczególnie dla pierwotnych (a skąd ich znajomość?), hańba
była zjawiskiem wtórnem, bo był to przedewszystkiem i tylko grzech“.
Dotychczas byliśmy zdania, że starożytni wybitnie chrześcijańskiego po­
jęcia „grzechu“ nie posiadali.
Zamiast wytłumaczenia starożytności wojennych dał nam więc p. P.
ich symbolikę, zamiast dziejów mistykę. Podczas gdy my z tego, co na
pewno możemy poznać, cofamy się wstecz bardzo ostrożnie i zagadnienie
pochodzenia uważamy w zasadzie za metafizyczne uzupełnienie naszej
myśli, gdyż nas bardziej zaciekawia historyczny rozwój danego dobra
kulturalnego i jego funkcja społeczna, autor zupełnie odwrotnie rozwią­
zuje szybko Zagadnienie genezy zwyczajów i obrządków, a następnie
nie bez gwałtu i sofisteiji dialektycznej, nieuniknionej zresztą w pracach
tego rodzaju, wtłacza do tego łoża prokrustowego późniejszy materjał
znany nam conajmniej w jego funkcji społecznej.
Na tem mógłbym zakończyć, lecz dodam jeszcze kilka słów o stronie
stylistycznej, chociaż ja najmniej mam pretensyj do służenia za wzór dla
innych. Przyznam się bowiem, że czasem pracę p. P. czyta się jakby
„Nowe Ateny“ Chmielowskiego: sprawia to dziwna mieszanina łaciny
z polszczyzną. Czytamy np. : „(Servius) dodaje przytem, że dlatego na­
zywa się takie ołtarze gramineae, że w ofierze w foedusie [autor tłu­
maczenia także tego słowa widocznie znaleźć nie mógł, bo powtarza je
po łacinie] stoi w związku z wojną i składają ją Marsowi, któremu gra­
men (conf. Gradivus) było poświęcone“. Podczas gdy inne narody dzięki
Bogu już się uwolniły od tego żargonu, a w filologji polskiej go do­
tychczas jeszcze nie było, widocznie p. P. nie chce Polsce oszczędzić
tego stopnia rozwojowego stylu naukowego. Do lepszego rozumienia
dzieła zupełnie się to nie przyczynia, a nawet może się zdarzyć coś
podobnego, co nam opowiada Jakób z Vitry o ks. Maugrinie, któremu
biskup paryski niby spowiadając się zaczął mówić po łacinie o logice
i dialektyce, a poczciwy ksiądz nie rozumiejąc tej łaciny i sądząc, że
te syllogizmy to grzechy, do poszczególnych zdań zauważał : Deus vobis
indulgeat. Niech Bóg Wam przebaczy!
R. GANSZYNIEC.

DR. ADAM FISCHER. Święto umarłych. Lwów 1923. S. 75.
Dzieło to omawia dwa zagadnienia : dzieje i rozmieszczenie świąt
umarłych, obrządki związane z tem świętem i ich znaczenie, całość ze
szczególnem uwzględnieniem stosunków słowiańskich. Zwłaszcza w tej
dziedzinie podziwiamy staranne opanowanie mateijału, podanego w formie
zwięzłej, metodyczną pewność w jego ocenie i trzeźwą krytykę w sfor­
mułowaniu wniosków. Szczególnie miło było mi stwierdzić, że p. F. za­
sadniczo opuścił metodę czysto porównawczą, mało już przywiązuje wagi
do schematu ewolucyjnego, i całość opiera na metodzie historycznej :
nowy historycyzm ma więc w nim zwolennika, a to tem cenniejsze,

151

ponieważ metoda ta u niego — jak widać z pewnego kompromisu do
ewolucji — nie jest zapożyczonym schematem, lecz własnym dobytkiem,
wynikiem własnych jego badań. Przy takiem postawieniu zagadnienia
jest to zupełnie naturalne, że na początku stoi rozdział o święcie umar­
łych w Grecji i Rzymie : jako dalszy rozdział mamy przegląd historyczny
czci umarłych w kościele greckim i rzymskim : są to coprawda po więk­
szej części luźne notatki, nie dzieje. Takich dziejów jeszcze nie posia­
damy i od etnologa narazie trudno wymagać, żeby dał przyczynki histo­
ryczne do życia kulturalnego chrześcijan średniowiecznych. Być może
sam kiedyś uzupełnię ten brak, ale nie chciałbym nic przyrzekać for­
malnie. Ograniczę się więc tutaj do uzupełnienia tej rozprawy tam, gdzie
jestem kompetentny, w materjale greckim, i odnośnie do jednego szcze­
gółu wypowiedzianego w zdaniu pierwszem, o wpływie śmierci na umysłowość pierwotną czy raczej ludzką.
Istnieje mianowicie osobna teorja, wyprowadzająca religję nie tylko
z kultu umarłych czyli przodków, lecz z kultu samej śmierci : w naszych
podręcznikach nie mówi się o niej, dlatego poświęcę jej kilka słów.
Wyłożył ją w swem dziele Ernest Feydeau, Histoire des usages
funèbres et des sépultures des peuples anciens, 2 vol., Paris 1856—1858.
We wstępie do tego dzieła wskazuje autor na potężny wpływ uczucia
i myśli o śmierci na kulturę ludzką : z tych czynników wyprowadza on
całą kulturę umysłową. „L’idée de dieu naît de la mort“. Pierwsze
uczucie wobec śmierci to gniew (s. 62). „Alors, chez cet homme inculte,
mais puissant, qui se sentait instinctivement menacé dans son existence
par une main invisible et cruelle, il dut se produire une virile explo­
sion de colère, une formidable protestation. La mort l’attaquait, il voulut
résister à la mort ; mais ne la rencontrant nulle part que dans ses
victimes, il s’en prit à tout ce qui l’entourait, et à lui-même. Déchirant
son visage, arrachant ses cheveux, brisant dans ses mains ses armes
inutiles, ravageant les buissons qui l’abritent, les arbustes chargés de
fruits dont il se nourrit, frappant et chassant les dociles animaux qu’il
rencontre, son impuissant, son inerte désespoir se transforme ; ses cris
sont des malédictions, des exécrations furieuses. Cependant la nature
poursuit son cours, impassible dans sa majesté. Les événements habi­
tuels et journaliers se reproduisent dans leur ordre immuable et leur
harmonie... la mort, toujours insaisissable, impitoyable et invisible, frappe
de nouvelles victimes, et les étend immobiles aux pieds de l’homme
primitif. Alors cet homme est vaincu; dans la main qui tue ses sem­
blables, il a reconnu cette main qui, de tous les points de l’horizon,
attire les nues de l’orage, les rassemble, les illumine, les fait retentir
et les déchaîne sur la terre ; cette main qui, déchirant les entrailles des
montagnes, soulève jusqu’au ciel la flamme rugissante des volcans,
cette main qui détourne le cours des fleuves et répand leurs- flots furieux
à travers les vallons paisibles; cette main qui, lentement, dirige dans
l’espace tantôt le globe rayonnant du jour, tantôt l’astre charmant des
nuits ; cette main enfin qui touche sans cesse à son front, tantôt pour
l’alléger de pensées et le bénir, tantôt pour l’allourdir d’appréhensions

152

et l’attrister ; et il se prosterne en tremblant, il pleure et il adore.
Les formidables bouleversements de la nature lui ont déjà fait soup­
çonner l'existence d’un Etre éternel redoutable et tout-puissant; la mort
confirme cet Etre, la mort le lui révèle tout entier, et l’idée de Dieu
se dégage, sereine et grandiose, des misères inénarrables de la de­
struction“ .
To jest główna treść jego wywodów: podałem ją jego własnemi
słowami, gdyż dzieło to wytwornie wydane jest mało znane, i zresztą
trudno skrócić tam, gdzie cała siła przekonania, cały urok teorji polega
na zaletach stylistycznych.
Przejdę teraz do materjału podanego przez p. F. Przy omawianiu
święta umarłych u Greków wspomniałbym także o tem, że ostatnie trzy
dni w miesiącu były również poświęcone pamięci umarłych, chociaż nie
były to dni świąteczne : jestem zdania, że zwyczaj ten wyszedł z t. zw.
epagomenów tj. dni dodatkowych do miesiąca księżycowego. Przy puharach w rękach umarłych (s. 6) możnaby dodać, że częściej jeszcze umarli
mają w ręce miseczkę, i że ta miseczka stała się ulubionym ornamentem
na stelach grobowych : wskazuje to na to, że pierwotnie takie miseczki
z libacją składano na grobie, później wieszano na stelach, aż w końcu
je tylko zaznaczono jako ornament. Na s. 8, p. F. nie dość dokładnie
odróżnił między zwykłym herosem - zbawicielem, a herosem narodowym
(Jj'çwç y.aiirfjÿ), którego cześć była sprawą polityczną danego miasta: o tem
dobre dał informacje Fr. Skutsch, Kleine Schriften, Berlin 1914, 365.
Na s. 9, p. F. przyjmuje Ciszewskiego tłumaczenie miejsca Serviusa
in Aen. I, 730, ale tłumaczenie to jest mylne. Ponieważ cześnik, nie­
wolnik (puer), powiedział (zamiast nuntiasset czytam pronuntiasset) : Dii
propitii !, nie ulega to najmniejszej wątpliwości, że także ten obrządek —
jak wszystkie obrządki ucztowe w Rzymie — zapożyczony jest z Grecji,
bo w Grecji w tych samych właśnie okolicznościach Grecy mówili przy
piciu : äyadur óaiituvog, co ja — nie znając wówczas Serviusa — w tym
sensie wyjaśniłem (Ganszyniec, De Agathodaemone, Warszawa 1919, 27).
Na podstawie więc oryginału greckiego możemy stanowczo powiedzieć,
że Rzymianie do tych bogów nie zaliczali duchów przodków, nazywa­
nych zresztą dii mânes, a tylko poetycznie dii. Sam wyraz dii propitii
jest przytem życzeniem, jakieś epiphonema, zamiast dii sint propitii. Tem
słuszniej powoła się p. F. na inne świadectwa, tak że mu tego wcale
nie trzeba. Rosalia (s. 10) omawiali w nowszych czasach p. Karolides,
il tüQTtj Twv (jôôiov ((kiÔkiii/iç, ‘slviliotu’iç, (Iťtýrjff
Rosalia, c 1‘ovGoah'u,
Pascha Rosarum, Hunrovßixom, Russalka) w czasop. \ylofmvia, II 1900,
201 n., potem Lämmerhirt Rosalia und Pasqua Rosa w Neue Heidel­
berger Jahrbücher VIII 1898, s. 1—37 i Dragendorff, Grabschmuck
und Totenkult der Griechen, w Jahrbuch des Freien Deutschen Hoch­
stifts, Frankfurt 1907, 58 n.
Bardzo słusznie p. F. wnioskował, że legendy i podania o duszach
są pochodzenia uczonego, i wskazał przytem na list z czasów św. Augu­
styna. Dlatego przypuszczam, że będzie mu przyjemnie, jeżeli wypełnię
trochę ogromną lukę istniejącą między w. V a XIX nowem świadectwem

153

z w. XV. Czytamy w J. Klapper, Exempla aus Handschriften des
Mittelalters, Heidelberg 1911, 32, nr. 35. De sanctimoniali quae animas
vidit in ecclesia. Legitur in annulo cap. CXXII : Quedam sanctimonialis
Ord. Pred. in Cronwitcz (na Śląsku), custos ecclesie, dum ad matutinum
pulsandum ecclesiam intrasset, vidit sedentem multitudinem pauperum
diversorum statuum cum péris et sacculis. Que primům territa tandem
vni eoruin dixit: „Qui et quales estis, qui in hac parte noctis huc
venistis?“ Primus eorum cum gemitu respondit: „Anime sumus defunctorum, vestras orationes venimus deferre, ut eisdem a nostris cruciatibus liberemur“. Hoc dieto disparuerunt. Zresztą znaną jest rzeczą, że
w średnich wiekach do największych cyklów legendarnych obok legend
0 Matce Boskiej i Eucharystji należy cykl o umarłych. Dobre zestawienia,
odnoszące się przeważnie do Czech, podaje H. Ankert, Die Sage von
der Geistermesse (w Zeitschr. f. öst. Volksk. IV 1898, 304 n.).
Ograniczyłem się do podania niektórych uzupełnień i małych po­
prawek. Więcejbym mógł powiedzieć o dodatnich stronach tej pracy i o jej
wynikach: autor zaś sam je sformułował na końcu dzieła, i zgadzam się
na nie w zupełności. Dopiero po tej pracy można będzie ocenić odnośny
materjał etnograficzny, będzie mógł także polonista napisać o tle ludowem Dziadów Mickiewicza, gdyż ma zestawione tu także wątki nega­
tywne. W tej części, slawistycznej i polonistycznej, jestem uczniem autora
1 przyznaję się do głębokiej wdzięczności, że w ten sposób autor sam
w zarysach wykazał ciągłość kulturalną od czasów najdawniejszych do
chwili obecnej : my specjaliści teraz tylko tu i tam kontury możemy
wyraźniej zarysować, tu i tam luki wypełnić.
R. GANSZYNIEC.

Wiadomości archeologiczne tom VIII. Warszawa 1923.
Ostatni tom Wiad. arch. wyszedł w dwóch oddzielnych zeszytach.
Tom obejmuje 240 s. druku małego 4-to i obok sprawozdań konserwa­
torów i materjałów, zawiera trzy rozprawy, Antoniewicza, Samsonowicza
i Sawickiego, nadto wspomnienie po E. Majewskim i J. T. Hryncewicza
wspomnienia o dawnych archeologach, wreszcie projekt statutu Państwo­
wego Instytutu Prehistorycznego.
Tom rozpoczyna artykuł prof. Dr. Wł. Antoniewicza „Erazm
Majewski jako prehistoryk“. Autor chcąc być bezstronnym zaznacza, że
obraz niedawno zmarłego profesora uniwersytetu Warszawskiego wystąpi
tem wyraźniej, gdy „rzucimy i światła i cienie“ na jego sylwetkę. Należy
jednak podkreślić, że we wspomnieniu Antoniewicza znalazły się przedewszystkiem „cienie“ i cały artykuł jest dość ostrą, chwilami nawet
niesprawiedliwą, krytyką działalności zmarłego, a pozostaje w sprzeczności
do innych wspomnień pośmiertnych, jakie ukazały się w pismach facho­
wych. Artykuł ten jest tem więcej przykry, że osoba Majewskiego była
jeszcze za życia przedmiotem ostrych ataków na łamach „Wiadomości**,
przeto Antoniewicz w swojem wspomnieniu o zmarłym winien był
wznieść się ponad ich poziom. Cenną w tym artykule jest starannie

154

zestawiona bibljografja prac Erazma Majewskiego w zakresie archeologji
przedhistorycznej obejmująca 107 pozycyj.
Szkic J. T. Hryncewicza „Z moich wspomnień po dawnych archeo­
logach“ daje żywe sylwetki dawnych pracowników na polu prehistorji
Zorjana Chodakowskiego (Adama Czarnockiego), Kirkora, Wł. Antono­
wicza, a przedewszystkiem Kopernickiego i G. Ossowskiego. Artykuł
ten o charakterze osobistych wspomnień zawiera bardzo cenne materjały
dla dziejów polskich badań przedhistorycznych. Odtworzenie tej historji
odsłoni może fakt, nieraz przeoczany, że polska prehistoija ma ważny
dorobek w przeszłości i mimo bardzo trudnych warunków rozwoju w okresie
niewoli nie znajdowała się poza ogólnym jej rozwojem. Więc prawdziwa
wdzięczność należy się prof. T. Hryncewiczowi, że do dziejów badań
przedhistorycznych w Polsce tak cenną dorzucił kartę.
Z rozpraw naukowych należy zaznaczyć pracę prof. dr. Wł. Anto­
niewicza „Pochodzenie i gatunki bursztynu w Europie“; jest to część
dysertacji doktorskiej, która daje poprawne i staranne zestawienie do­
tychczasowych dociekań w tej dziedzinie.
Praca Samsonowicza „O złożach krzemiennych w utworach
jurajskich północno wschodniego zbocza gór Świętokrzyskich“ jest szcze­
gólnie cenną. Ustala ona przynależność dwóch gatunków krzemienia
używanego w czasach przedhistorycznych pasiastego i woskowo czeko­
ladowego do dwóch poziomów piętra astarckiego, a mianowicie krze­
mienia pasiastego do piętra dolno - astarckiego i krzemienia woskowo
czekoladowego do piętra górno-astarckiego. Nadto przynosi ważną wia­
domość o odkryciu przedhistorycznych szybów górniczych na „Krze­
mionkach“ pod Magonią pow. opatowski, służących do eksploatacji
surowego krzemienia pasiastego.
Trzecia rozprawa Ludwika Sawickiego „Wydmy jako środowisko
występowania zabytków kulturowych“, wnosi szereg ważnych i nowych
spostrzeżeń i musi być uważana jako trwały dorobek naukowy autora.
Sawicki podaje w swej pracy opis szeregu przez się zbadanych stano­
wisk wydmowych, w których stwierdzić można było stratygraficzny układ
zabytków. Badania te potwierdzają dotychczasowe obserwacje autora
o zaleganiu przemysłu świderskiego (moja nazwa chwalibogowickiego)
w poziomie starszego piasku wydmowego, przemysłu zaś tardenuaskiego
w związku z poziomem próchnicy kopalnej. Przez badania swe nad
wydmami posunął autor bardzo znacznie nasze wiadomości o przemysłach
mezolitycznych i epipaleolitycznych i ma na tem polu dużą naukową zasługę.
W odniesieniu do tej pracy mam jedno tylko zastrzeżenie. P. Sawicki
odnosi przemysł chwalibogowicki (świderski) do okresu magdaleńskiego
prawdopodobnie środkowego i określa to jako „niewątpliwe“. Moje
zastrzeżenia w tym względzie i próbę oznaczenia chronologicznej przy­
należności tego przemysłu podałem w drukowanej obecnie pracy „Młodsza
epoka kamienna w Polsce“ s. 4—8, tu więc argumentów swoich nie
powtarzam. Ale tem samem zastrzeżenia moje odnoszą się i do wniosków
wyprowadzonych z tej przesłanki przez p. Sawickiego.

155

W dziale mateijałów znajdujemy opracowania przez p. Z. Pod­
ko wińską zbioru wykopalisk Muzeum Ziemi Sandomierskiej P. T. K.
w Sandomierzu. Jest to jedna z szeregu prac podobnych, jakie ukazały
się już w „Wiadomościach“. Praca zapoznaje nas w sposób dokładny
z inwentarzem tego mało znanego i nie publikowanego zbioru. Cały
mateijał jest podzielony na epoki i opracowany według miejscowości.
Pracę ilustrują wystarczające rysunki kreskowe i kilka klisz siatkowych.
Znaczna większość materjału odnosi się do neolitu i do kultury łużyckiej,
a stanowi cenny przyczynek naukowy.
Ciekawym bardzo jest artykuł p. Ireny Sawickiej „Grób z okresu
cesarstwa rzymskiego z Sobolewa pow. garwoliński“, którego inwentarz
wykazuje wpływy kultury gockiej i odnosi się do III w. po Chrystusie.
Dokładny opis, analiza typologiczna przedmiotów i dobre rysunki skła­
dają się na całość, która zawsze w pracach p. Sawickiej wypada bardzo
korzystnie.
Cennego artykułu dostarczył również do tomu p. Z. Szmit. Jest
on dalszym ciągiem jego badań na „Kozarówce“ w Drohiczynie nad
Bugiem. Autor dzieli odkryte przez siebie jamy grobowe na dziewięć
grup i podaje dokładny opis każdej jamy wraz z inwentarzem. Pracę
zdobią bardzo dobre rysunki i plany grobów. Podnieść należy, że
w pracach p. Szmita zauważyć musimy bardzo znaczny postęp, i co raz
gruntowniejsze opanowanie przedmiotu. Nie wątpimy też, że gdy badania
swoje nad cmentarzyskiem drohiczyńskiem ukończy, da nam także zesta­
wienie już zarysowujących się wyników, które dla poznania epoki cesarstwa
rzymskiego będą mieć pierwszorzędne znaczenie.
W dziale drobnych wiadomości obok artykułu z teki Izydora Kopernickiego i notatek A. Kargela i Dr. Wł. Kryże znajdujemy
artykuł Wł. Antoniewicza „Państwowe centralne muzeum archeolo­
giczne w Warszawie“. Autor daje nam obraz idealny, jak mogłoby wy­
glądać muzeum przedhistoryczne nietylko w ogólnem zarysie ale i w wielu
szczegółach. Jeżeli projekt mamy traktować idealistycznie, to oczywiście
na wszystko się piszę. Wysuwanie jednak tego rodzaju projektu jako
programu do realizacji uważam za zupełnie mylne. Stoimy bowiem wobec
faktu istnienia w Warszawie muzeum E. Majewskiego, własności T. N. W.
złożonego po rozrzuceniu jego pierwotnego układu w sali pałacu Staszyca w warunkach urągających wszelkim zasadom konserwacji. A nadto
mamy bogaty dział wykopalisk przy Muzeum Przemysłu i Rolnictwa,
cenny zbiór wykopalisk Chojnowskiego przy Tow. Zach. Sztuk Pięknych,
zbiory pracowni antropologicznej przy T. N. W., wreszcie nowo tworzące
się zawiązki Państwowego Muzeum Centralnego. Wobec tego narzuca
się myśl, że należy przedewszystkiem ochronić zbiory E. Majewskiego
od zniszczenia i przywrócić im choćby dawny układ w szafach, a dalej
dążyć do centralizacji zbiorów, która z takim pożytkiem dla nauki prze­
prowadzana jest obecnie w Poznaniu. Czyżby nie należało rozwinąć starań
o lokal np. w Zamku, który nie będzie idealny, może nawet okaże się
niedostateczny, ale udostępni zbiory istniejące i da przegląd tego, co
posiadamy. Projekty wielkich gmachów uważam za nierealne, choćby ze

156

względu na finanse państwowe, a tein samem za szkodliwe, bo usuwają
w nieznaną odległą przyszłość to, co przy dużym wysiłku może dałoby
się rychlej zrealizować. Sądzę, że rozwój muzeów winien iść po linji
uchwał styczniowego zjazdu fizjografów polskich w Krakowie.
W dziale dyskusyj i korespondencyj znajdujemy uwagi p. Sa­
wickiego o stanowisku „Gorki“ w Świdrach Wielkich. Autor podaje
profil tej ważnej wydmy i wyjaśnia jej stratygrafję. Dalej w tym dziale
znajdujemy polemikę p. Sawickiego z p. Krukowskim i odwołanie tego
ostatniego „z pożałowaniem“ „napastliwości i niespokojności tonu“ jego
recenzji. Byłoby bardzo pożądane, aby te incydenty były ostatniemi,
a jeżeli autorowie nie potrafią się zdobyć na spokojny i przyzwoity ton
polemiczny, to nie tylko prawem, ale i obowiązkiem redakcji jest nie
pomieszczać polemik tego rodzaju i czuwać nad powagą naukową czaso­
pisma. Co do notatki na s. 55 to mogłem sprawdzić, że w r. 1916/17
naczynia opisane w Wiad. arch. t. VII, s. 148 zapisane były jako po­
chodzące nie z Beszowej, lecz z Jastrzębca. Pochodzenie ich więc jako
zgodne z notatką „Swiatowit“ t. I, s. 44 przypisek 1, jest pewne.
Dział urzędowy daje nam sprawozdania konserwatorów za r. 1922.
sprawozdanie z IV konferencji konserwatorów i projekt Państwowego
Instytutu Przedhistorycznego. Do projektu statutu, rozesłanego w swoim
czasie do referatu czynnikom powołanym, miałem możność poczynić
swoje uwagi, które przesłałem do Ministerstwa i do Grona Konserwa­
torów. Uwagi moje tylko w drobnej części zostały uwzględnione w dru­
kowanym obecnie projekcie instytutu. Stoję na stanowisku nadania Insty­
tutowi bardziej społecznego charakteru. Jestem za rozszerzeniem praw
i składu rady Instytutu i za przelaniem na radę spraw personalnych
członków Instytutu, posiadających charakter urzędniczy. Zasadą organi­
zacyjną Instytutu winna być szeroka autonomja wewnętrzna (to projekt
zawiera) i oddanie decyzji w sprawach instytutu niezależnym uczonym,
którzy z tytułu swego naukowego stanowiska jedynie są powołani do
decydowania o sprawach swej nauki. W ten sposób usuwa się z nauki
szkodliwy biurokratyzm, a o wiele jeszcze szkodliwsze rządy dyletantów
lub jednostek. Zepchnięcie uczonych do roli ciała wydającego tyl-o
opinję i doradczego przy obecnym zwłaszcza braku sił kwalifikowanych
i fachowych musi się spotkać z protestem uczonych specjalistów.
Sprawozdanie Dr. R. Jakimowicza, konserwatora na okręg
warszawski, obejmuje opis 45 miejscowości, w których autor natknął się
w czasie swych wyjazdów na zabytki. Główna uwaga Dr. Jakimowicza
zwrócona była na grodziska, których szereg w odręcznych lecz bardzo
jasnych i dobrych planikach autor dołączył do swego sprawozdania,
podając nadto dokładny opis każdego grodziska. Poza tern sprawozdanie
zawiera wiele wiadomości o innych zabytkach, a więc kurhanach, cmen­
tarzyskach i osadach wydmowych. Dr. Jakimowicz przez zwrócenie uwagi
na zabytki słowiańskie, a ostatnio przez wydatne prace w kierunku reje­
stracji grodzisk bardzo przysłużył się prehistorji, wnosząc nowe światło
w epokę jedną z najbardziej zaniedbanych przez dotychczasowe badania.

157

Sprawozdanie p. St. Krukowskiego obejmuje szereg wiadomości
0 występowaniu surowców krzemiennych w złożach pierwotnych oraz
dalsze badania stanowisk wydmowych. Sprawozdanie obejmuje 48 miej­
scowości, w których prowadzono poszukiwania.
Sprawozdanie prof. Dr. Zakrzewskiego daje nam krótką wia­
domość o bardzo intensywnej działalności urzędu konserwatorskiego na
okręg wielkopolski. Konserwator ukończył inwentaryzację zabytków przed­
historycznych, co dla okręgu o tak licznych znaleziskach jest dziełem bardzo
wielkiem. Dalej zawiera sprawozdanie wyników przeprowadzonych badań,
które dały plan bardzo obfity i znajdują się obecnie w opracowaniu.
Sprawozdanie Dr. J. Żurowskiego obok sprawozdania z prac
nad ochroną zabytków i ich inwentaryzacji zawiera badania naukowe,
a więc wykaz szeregu nowo odkrytych zabytków przez konserwatora,
wreszcie sprawozdanie z wykopalisk metodycznych, jakie były prowadzone
w Witkowicach i Książnicach Wielkich. Ciekawy rezultat dały badania
w Książnicach Wielkich. Odkrył tu Dr. Żurowski osadę neolityczną
1 rozkopał 21 jam mieszkalnych i odpadkowych oraz 5 jam z niszami
grobowemi zawierającemi szkielety skurczone i ceramikę sznurową.
Sprawozdanie p. L. Sawickiego obok krótkiego sprawozdania
0 zwiedzonych stanowiskach wydmowych podaje wiadomość o odkryciu
w Horodku pod Równem nowego stanowiska paleolitycznego, którego
badanie stało się głównem zadaniem p. Sawickiego w bieżącym roku
sprawozdawczym.
Sprawozdanie p. M. Drew ki donosi o postępach inwentaryzacji
zabytków przedhistorycznych ziemi Lubelskiej. Nadto p. M. Drewko
donosi o swych badaniach na cmentarzysku kurhanowem z X—XI wieku
we wsi Lipsko pow. zamojski.
P. B. Czapk o w i c z w swojem sprawozdaniu z poszukiwań w za­
chodniej Małopolsce podaje wiadomość o ośmiu stanowiskach przeważnie
wydmowych.
Ostatnio wydany tom „Wiadomości Archeologicznych“ daje nam
dobry obraz działalności Grona Konserwatorów za rok 1922. Praca grona
idzie w kierunku inwentaryzacji zabytków, rejestracji znalezisk, wreszcie
ich ochrony, powiększając w wydatny sposób gromadzenie materjałów
naukowych. Prace terenowe grona idą przedewszystkiem w kierunku,
badań wydmowych i zabytków nieruchomych jako najłatwiej dostępnych,
a jednocześnie najbardziej zagrożonych. Pracowników grona cechuje
wielki zapał, który przebija z ich działalności przy dużej pracy i energji..
Prace te prócz inwentaryzacyjnych są wyłącznie prawie terenowemi, a jako
podstawowe dla dalszych dociekań naukowych są nietylko najważniejsze
ale też leżą właśnie na linji zadań Grona Konserwatorów.
Piękne wyniki działalności Grona są bezsprzecznie też zasługą
kierowników Grona : przewodniczącego Prof. Dr. J. Kostrzewskiego
1 oddanego całą duszą tej pracy zastępcy przewodniczącego Grona,
i redaktora Wiadomości Archeologicznych Prof. Dr. Wł. Antoniewicza.
LEON KOZŁOWSKI.

-a

KRONIKA.
Międzynarodowy Zjazd Historyków Religji odbył się w Paryżu,
w październiku 1923. Kongres paryski był piąty z rzędu, poświęcony zagad­
nieniom religijnym. Pierwszy odbył się w Paryżu w r. 1900 pod przewod­
nictwem Alberta Réville, pierwszego profesora historji religji w Collège de
France; drugi w Bazylei w r. 1904 pod kierownictwem C. von Orelli’ego ;
następny w Oksfordzie, gdzie w prezydjum honorowem zasiadł E. B. Tylor,
a obrady prowadził sir A. C. Lyall ; na czwartym w Lejdzie prezydował
Chantepie de la Saussaye. Zjazdy te miały charakter poważny, ściśle
naukowy, z wykluczeniem dyskusyj programowych, wyznaniowych czy też
zagadnień filozoficzno-religijnych ; miały się one i nadal odbywać w ter­
minach czteroletnich. Piąty zjazd był więc wyznaczony na r. 1916, czemu
jednak przeszkodziła wojna; po jej ukończeniu dużo czasu minęło, zanim
zdołano nawiązać na nowo stosunki pomiędzy uczonymi poszczególnych
krajów. Walną przeszkodą stała się tu kwestja udziału Niemców w przed­
sięwzięciach naukowych o charakterze międzynarodowym ; Francuzi i Bel­
gowie stanęli na stanowisku nieprzejednanem, które znów nie wszędzie
znalazło aprobatę, zwłaszcza wśród uczonych świata skandynawskiego,
po części także i anglo-amerykańskiego. Komitet międzynarodowy, wy­
brany jeszcze na zjeździe w Lejdzie stanął na stanowisku, że wobec
takiej sytuacji należy czekać na czasy spokojniejsze i odłożyć zjazd ad
feliciora tempora. Tymczasem Francuzi postanowili bez względu na Ko­
mitet międzynarodowy zwołać zjazd bez udziału Niemców i to do Paryża.
Ze względu na protesty niektórych członków owego Komitetu nie nosił
nowy kongres liczby porządkowej, choć de facto był piątym : przybyła
nań większość uczonych, reprezentowanych na poprzednich zjazdach, ten
sam był charakter ogólny zjazdu, toż samo stanowisko wyłącznie histo­
ryczne, nawet ten sam podział na sekcje. Na zjeździe nie było Niemców
i Skandynawów (ci ostatni zresztą i na poprzednich słabo byli reprezen­
towani) pozatem dopisali wszyscy chyba ważniejsi z zaproszonych gości.
Najwięcej — rzecz prosta — było Francuzów, i oni to najliczniejsze wy­
głosili referaty ; dość dużo było też Belgów, Szwajcarów mniej Anglików.
Z innych byli Holendrzy, Włosi, Hiszpanie; ze Słowian wystąpili licznie
Polacy, było też paru Rosjan (stale w Paryżu mieszkających). Z gości
z dalszych jeszcze stron byli Amerykanie i Japończycy.

159

W prezydjum honorowem zasiedli: hr. Goblet d’Alviella, który
od czterdziestu lat patronuje badaniom historyczno-religijnym, zasłużony
badacz, dziś jeszcze, mimo podeszłego wieku czynny, sir James G. Frazer,
którego zasługi naukowe również i etnografom czy folklorystom dobrze
są znane, wreszcie E. Pottier, archeolog klasyczny; a więc przedstawiciele
nauki belgijskiej, angielskiej i francuskiej. Prezesem Komitetu Organizacyjnego, któremu przypada cała zasługa zwołania i przygotowania zjazdu,
był Ch. Guignebert, historyk dogmatu, zastępcami jego byli Th. Homolle,
hellenista, prezes Société Ernest Renan, które dało inicjatywę zwołania
zjazdu do Paryża, René Dussaud, archeolog protohistoryczny ; sekreta­
rzem jeneralnym był P. Alphandéry, historyk doktryn chrystjanizmu. Jak
zwykle, szereg uniwersytetów i towarzystw naukowych zgłosił oficjalny
udział w Kongresie, z uniwersytetów naszych był reprezentowany war­
szawski (prof. T. Zieliński), poznański (prof. Bystroń), Wolna Wszechnica
w Warszawie (prof. Czarnowski) ; z polskich instytucji naukowych jedyne
warszawski Instytut nauk antropologicznych zgłosił swój akces. Akademja
wedle zwyczaju swego pominęła zjazd milczeniem.
Zjazd obradował na zebraniach plenarnych, których było trzy :
wstępne, naukowe z referatami o charakterze reprezentacyjnym (tutaj prof.
Zieliński wygłosił odczyt o początkach religji hellenistycznej), wreszcie
końcowe ze zwykłemi w takich razach przemówieniami prezydjum i przed­
stawicieli grup narodowych, imieniem Polaków przemówił ze zwykłym
sobie polotem T. Zieliński. Mówiono też o perspektywach przyszłego
zjazdu i jako jego miejsce wysunięto Rzym. Wieczorem tegoż dnia
odbył się bankiet pożegnalny.
Ciężar wysiłku naukowego przerzucono na sekcje kongresu. I-a sekcja
była przeznaczona na referaty o treści metodologicznej, nadto na zagad­
nienia pograniczne antropologji, etnografji i demografji religijnej, wreszcie
psychologji religji. Z referatów tu wygłoszonych wspomnieć należy o Wł.
Bugiela Le folklore flamand contemporain, po2atem z tematów nas bliżej
obchodzących większe zainteresowanie wywołał van Gennep, mówiąc
o zastosowaniu metody kartograficznej w folklorze. W sekcji II poświę­
conej religjom przedhistorycznym i ludom pierwotnym bardzo żywą dys­
kusję wywołał referat Czarnowskiego: Le morcellement et les limitations
de letendue dans la religion et la magie, przyjęty z powszechnem uzna­
niem. Sekcje III i IV obradowały wspólnie nad religjami starożytnego
wschodu i judaizmem, V i VI nad kultami dalekiego wschodu. Połączone
sekcje VII i IX rozwinęły bardzo żywą działalność; zajmowały się one
religjami prehelleńskiemi, Grecją i Rzymem, a także religjami Celtów,
Germanów i Słowian. Z Polaków mówili tu Zieliński : L’évolution reli­
gieuse d Euripide, Czarnowski : L arbre d’Esus, le taureau aux trois grues
et le culte des voies fluviales en Gaule, Bystroń : Les rites agraires chez
les Slaves et les origines du culte agraire. Sekcja VIII/1 dyskutowała
o problemach chrystjanizmu starożytnego, i egzegezy Nowego Testamentu,
Sekcja VIII/2 i XI o chrystjanizmie średniowiecznym i nowożytnym ;
sekcja X wreszcie zajmowała się Islamem.

160

Referaty wygłoszone na tych zebraniach mają wyjść niedługo dru­
kiem jako akty Kongresu — wówczas więc będzie można ocenić cało­
kształt dorobku naukowego zjazdu, którego dziś jeszcze nie można
ogarnąć. Zdaje się, że najwięcej doniosłości miały prace sekcyj, poświę­
conych historji wielkich ręligij. W zakresie teorji religji niewątpliwie
najważniejszym był odczyt Czarnowskiego o podziale przestrzeni w re­
ligji i magji, w zakresie badań nad kultami ludów pierwotnych nie było
rzeczy ciekawszych, podobnież i co do folkloru. Aczkolwiek więc stały
kontakt etnografów z historykami religji winien być zawsze podtrzymy­
wany, to jednak zjazdy historji religji poświęcone nie mogą im zastąpić
własnych zjazdów, wyłącznie zagadnieniom etnologicznym poświęconych.
Żałować też należy, że dziś takich zjazdów niema. Były swego czasu
kongresy tradycjonistów, które już od długich lat się nie odbywają —
przed samą wojną odbył się zjazd etnograficzny w Neufchatel, zwołany
dzięki energji van Gennepa, ale dziś o powtórzeniu tej inicjatywy głucho.
Należałoby o tem pomyśleć.
Oczywiście, inicjatywa nie może wyjść od nas, przy niewielkim
stosunkowo udziale naszym w pracach etnologicznych. Możnaby tylko
poddać tę myśl tym, którzy więcej od nas mają warunków po temu,
aby zjazd międzynarodowy zwoływać. Natomiast moglibyśmy pomyśleć
serjo o innej rzeczy, a mianowicie o zwołaniu zjazdu etnografów pol­
skich, a potem podnieść inicjatywę zjazdów ogólno-słowiańskich ; tutaj
wspólna praca mogłaby wydać bardzo dobre owoce. Powinniśmy już
pomyśleć o bilansie naszych prac na zjeździe wewnętrznym; sądzę też,
że moglibyśmy się czemś pochwalić na zjeździe słowiańskich etnografów.
Paryż, 1923.

JAN ST. BYSTROŃ.

Zjazd fizjografów. Komisja fizjograficzna Akademji Umiejętności
w Krakowie w porozumieniu z Tow. Przyrodników im. Kopernika we
Lwowie, urządziła od 3 do 5 stycznia 1924 r. Zjazd fizjografów, na
który przybyło do Krakowa kilkudziesięciu uczestników z całej Polski.
Celem zjazdu było wzajemne porozumienie i omówienie organizacyjne
programu badań fizjograficznych na ziemiach polskich. Obrady rozpoczęły
się 3-go bm. w Akademji Um. Zjazd otworzył przewodniczący komisji
fizjograficznej Akad. Urn. prof. dr. Hoyer. Imieniem Akademji powitał
zjazd prezes dr. Morawski. Następnie prof. Uniw. dr. Schäfer omówił
zadania kulturalne ochrony zabytków przyrodniczych w Polsce, podnosząc
ogromną potrzebę opieki nad temi zabytkami nietylko ze strony społeczeń­
stwa, ale także przez ochronę prawną państwową. Po wykładzie uczestnicy
zjazdu zwiedzili muzea przyrodnicze i muzeum archeologiczne znajdujące
się w Akad. Um. Popołudniu tegoż dnia i dni następnych odbywały
się obrady kilku sekcyj, a obrady plenarne pod przewodnictwem prof.
Czekanowskiego ze Lwowa odbywały się 4 i 5 bm. Z rezolucyj uchwa­
lonych podnieść należy między innemi: Badaniami fizjograficznemi na
całym obszarze ziem polskich ma się zająć 5 głównych środowisk nau­
kowych o pełnej autonomji i inicjatywie, a mianowicie w Warszawie dla
Polski środkowej, w Krakowie dla południowo-zachodniej, we Lwowie
dla południowo-wsch., w Poznaniu dla północno-zachodniej, a w Wilnie

161

dla północno-wschodniej. Oparciem dla badań w kraj"u mają być muzea
przyrodnicze i pracownie. Muzea mają być naukowe i dydaktyczne.
Całokształtem programu badań fizjograficznych i organizacją ich ma się
zająć odpowiednio do teraźniejszych warunków zorganizowana komisja
fizjograficzna Akademji Urn. i jej koła, względnie jej oddziały w po­
szczególnych środowiskach naukowych. Nadto postanowił zjazd zwrócić
się do ministerstwa oświaty z prośbą o przyśpieszenie statutu organizacyjnego dla państwowego centralnego muzeum przyrodniczego w War­
szawie, założonego przed trzema laty.
Małopolskie Koło Krajoznawcze N. S. P. Przed kilkoma miesią­
cami do szeregu licznych towarzystw naukowych wstąpiło Małopolskie
Koło Krajoznawcze nauczycieli szkół powszechnych z stałą siedzibą we
Lwowie (ul. Karmelicka 4).
Członkiem Twa może zostać każdy, interesujący się czynnie spra­
wami szkolnictwa lub pracujący na polu naukowem. Zakres działania
Małopolskiego Koła Krajoznawczego obejmuje województwo lwowskie,
tarnopolskie, stanisławowskie i krakowskie. Celem Towarzystwa jest:
a) poznanie dokładne kraju ;
b) kształcenie swych członków w kierunku krajoznawczym;
c) ochrona zabytków kultury, sztuki i przyrody.
Do osiągnięcia tych celów służyć będą :
a) wycieczki geologiczne, faunistyczne, florystyczne, ludoznawcze,
i historyczne, wycieczki zapoznające z sztukami pięknemi, przemysłem
i handlem własnego Państwa;
b) sprawozdania członków Towarzystwa z wycieczek, referaty
i odczyty i pogadanki naukowe;
c) zbieranie mateijału krajoznawstwa i tworzenie stałego muzeum
krajoznawczego we Lwowie;
d) urządzanie wystaw i pokazów ilustrujących pracę krajoznawczą
członków ;
e) rozszerzenie krajoznawstwa wśród ogółu społeczeństwa;
f) prenumerowanie pism odnoszących się do poznania naszego
kraju, wydawanie drukiem oryginalnych prac członków pojedynczo lub
zbiorowo;
g) wykształcenie przewodników inteligentnych, ktorzyby umieli
organizować wycieczki z młodzieżą szkolną i nieszkolną;
h) udzielenie informacyj w kwestjach organizacyj wycieczek krajo­
znawczych ;
i) stworzenie i utrzymanie bibljotek treści krajoznawczej ;
j) utrzymanie kontaktu z innemi Towarzystwami Krajoznawczemi
w Polsce.
Na walnem Zgromadzeniu wybrano zarząd w następującym składzie:
przew. Stanisław Switniewski insp. szk., zast. przew. Stanisław Mościński,
członkowie zarządu: dr. Adam Fischer, redaktor kwartalnika etn. „Lud“,
Rudolf Mękicki, kustosz muzeum im. Sobieskiego, prof. Iwanicki, dyr.
Jan Bayger, St. Warchoł, Tadeusz Czarnecki, Marja Łepkowa, Zofja
Lud. T. XXII

11

162

Grodzieńska, Józef Szymański, Jan Kunisz, Marja Poluszyńska, Wanda
Prokopowiczowa, Kazimierz Zyszkiewicz.
Małopolskie Koło Krajoznawcze podejmując w tym kierunku pracę
urządziło dla swych członków w ciągu kilku miesięcy szereg wycieczek,
jak do Krakowa, Wieliczki, Zakopanego na szczyty Tatr, na Górny
Śląsk do kopalni węgla i huty żelaza, do Borysławia i Drohobycza itd.
W łonie Twa rozwijają swą działalność poszczególne sekcje. Sekcją
etnograficzną kieruje dr. Adam Fischer, sekcją wycieczkową Stanisław
Warchoł, sekcją muzealną Tadeusz Czarnecki, przyrodniczą prof. Iwanicki.
Sekcja etnograficzna postanowiła przeprowadzić badanie nad kul­
turą materjalną, społeczną i duchową ludu w pow. lwowskim. W tym
celu ułożono kwestjonarjusz w formie bardzo zwięzłej i rozdano na­
uczycielstwu.
I. Kongres geografów i etnografów słowiańskich w Pradze.
W dniach od 4—8 czeiwca 1924 odbył się w Pradze I kongres geo­
grafów i etnografów słowiańskich.
Na czele komitetu organizacyjnego stali prof. Jovan Cvijič z Bel­
gradu wraz z profesorami uniwersytetu praskiego: Luborem Niederle,
Cyrylem Purkyne i Wacławem Svamberą. Komitet postawił jako cele:
1. Uzyskanie dla pracowników słowiańskich na polu geografji
i nauk pokrewnych takich korzyści, jakie narodom innym przynosiły
dotychczas zjazdy naukowe i wzajemne na nich porozumienie.
2. Wykazanie, iż w rozwoju wiedzy geograficznej udział Słowian
jest znaczny, choć bywa niedoceniany przez obcych.
3. Wreszcie wykazanie, iż wśród narodów słowiańskich wraz z od­
zyskaniem niepodległości państwowej, potężnieje ruch naukowy w tej
dziedzinie.
Dwa ostatnie argumenty rozstrzygnęły, iż mimo trudności tak poli­
tycznej jak i gospodarczej natury, Polska postarała się w Pradze o własne
przedstawicielstwo, godne narodu i państwa o wielkiej i kulturalnej tradycji.
Przy uniwersytetach polskich mających katedry geografij, pctwo"
rzyły się komitety miejscowe, przygotowujące nasz udział w kongresie
praskim. Prócz komitetu centralnego w Warszawie, również we Lwowie,
dnia 20/111 1924 r., w Instytucie geograficznym U. J. K. odbyło się
posiedzenie, zwołane w tejże sprawie przez prof. Romera.
Obecni na niem profesorowie: Romer, Arctowski, Bujak, Fuliński,
Hirschler, Dr. Koczwara, prof. Lehr-Spławiński, prof. Jarosław Łomnicki,
Dr. Opolski, Dr. Polaczkówna, profesorowie: Rogala, Teisseyie, Dr. Zierhoffer i Zuber uchwalili :
1. Tworzy się komitet miejscowy dla przygotowania udziału Lwowa
i płdn: wschodnich kresów w zjeździe praskim — wysuwa jednak żą­
danie. iżby stanowisko Polski na kongresie odpowiadało godności narodu
i państwa naszego.
2. W komitecie wykonawczym, który będzie pośredniczył między
Lwowem a innemi komitetami polskimi przewodniczą: prof. Romer jako
prezes, prof. Arctowski i prof. Bujak jako zastępcy — funkcję sekre­
tarską oddano Dr. Polaczkównej.

163

3. Organizatorami Wydziałów, ułożonych wedle projektu komitetu
czecho-słowackiego zostali wybrani :
w I — kartografja, geofizyka, geodezja, hydrografja, meteorologja
i klimatblogja — prof. Arctowski, Lwów, Instytut Geofizyczny U. J. K.,
prof. Romer, Lwów, Instytut Geogr. U. J. K. ;

w II — geomorfologja i geologja — prof. Teisseyre, Lwów, Ponia­
towskiego — Bursa im Boberskiej, Zuber, Lwów, Długosza 33 ;
w III — geobotanika — dr. Koczwara, Lwów, Instytut Botaniczny
U. J. K. i dr. Noskiewicz, Muzeum im. Dzieduszyckich
w IV — antropogeografja i geografja gospodarcza — prof. Bujak,
Lwów, ul. Mickiewicza, Instytut Historji gospodarczej U. J. K. ;
w V — antropologja, etnografja, demografja i socjologja — prof.
Czekanowski i prof. Fischer, Lwów, Instytut Antropologiczny U. J. K.,
Długosza 8 — prof. Kozłowski, Lwów, Muzeum im. Dzieduszyckich
i prof. Lehr-Spławiński, Lwów, Uniwersytet, Mikołaja 4 ;
w VI — nauczanie geografji — dr. Polaczkówna, Lwów, Instytut
Geogr. U. J. K., Mikołaja 4.
4. Komitet lwowski sądzi, iż udział nasz w zjeździe zgłosić trzeba
zbiorowo, aby już w formie organizacyjnej zaznaczyć wpływ Polski.
5. Z uznaniem przyjmuje, że prof. Romer podjął się porozumienia
z Polskiem Tow. Geograficznem w sprawie ujednostajnienia akcji pol­
skiej komitetów miejscowych.
Dzięki tym przygotowaniom Polacy, choć zdecydowali się na udział
dopiero w ostatniej chwili, to jednak wystąpili na Zjeździe bardzo po­
ważnie zarówno pod względem jakościowym jak ilościowym. Polacy
stanowili przeszło połowę uczestników zagranicznych, a jedna trzecia
wygłoszonych referatów to były referaty polskie. Z polskich środowisk
najsilniej był reprezentowany Lwów, który zgłosił przeszło 30 referatów
a nadto bardzo poważnych przedstawicieli wysłały Kraków i Warszawa.
Nauka nasza odegrała na Zjeździe wybitną rolę, o czem świadczy
rezolucja Zjazdu, wzywająca rządy państw słowiańskich do zorganizowania
za wzorem Polski pomiarów antropometrycznych rekrutów lub zorgani­
zowanie sekcji zoogeograficznej zjazdu jedynie dla polskich zoogeografów,
bo w programie jej nie było. Na naszą korzyść świadczy też fakt, że
na zebraniach plenarnych na 13 referatów mieli Polacy 7 referatów.
Równie liczny był udział Polaków także we wszystkich sekcjach,
a w sekcji V poświęconej antropologji i etnólogji współpracownictwo
nasze miało charakter bardzo poważny. Wygłoszono następujące referaty.
4/V1. 1. J. St. By stroń: Rozwój badań etnograficznych w Polsce.
2. E. Frankowski: Organizacja badań etnologicznych. 5/VI. 3. E. Loth:
Współczesne poglądy na antropologję części miękkich. 4. K. Stołyhwo:
Zasadnicze typy antropologiczne na terytorjum Polski. 5. J Czeka­
nowski: Problem syntezy kartogramów, a typy antropologiczne.
6. St. Poniatowski: Rasowe podłoże zasadniczych kultur. 7. St. Po­
niatowski: Próba analizy historyczno-chronologicznej najstarszych kultur
europejskich. 8. J. St. Bystro ń: Metody badania pieśni ludowych.
9. E. Frankowski: Magiczne leki w obrzędach ludu polskiego.
11*

* 164

10. E. Frankowski: Drzewo w obrzędach ludu polskiego. 6/VI.
11. K. Moszyński: Kijanka na ziemiach polskich. 12. K. Moszyń­
ski : Badanie etnograficzne na Polesiu. Sekcja piąta pracowała wogóle
bardzo intensywnie i wygłosili na niej też inni Słowianie bardzo wiele
ciekawych referatów.
Następujący Zjazd odbędzie się w r. 1927 w Polsce, w Warszawie,
a będzie oczywiście jeszcze ściślejszem umocnieniem tak ważnej współ­
pracy narodów słowiańskich na polu naukowem.

POLEMIKA.
W odpowiedzi p. L. Kozłowskiemu.
Na skutek treści recenzji prof. L. Kozłowskiego dotyczącej T. VII
Wiadomości Archeologicznych, która została ogłoszoną w „Ludzie“,
(Seija II, tom I, zesz. III—IV), jestem zmuszony do założenia protestu
przeciw wciąganiu mego nazwiska do porachunków osobistych pomiędzy
niektórymi archeologami.
Oświadczam kategorycznie, że p. Sawickiemu nie dawałem żadnych
odbitek zdjęć dowodowych w sprawie ś. p. Erazma Majewskiego. P. Sa­
wicki zawdzięcza je przeto wyłącznie tylko p. Krukowskiemu, który przed
kilku laty zwrócił się do mnie z prośbą o odfotografowanie kilku rycin
z dzieł archeologicznych ś. p. E. Majewskiego i autorów innych.
Zadośćuczyniłem wówczas prośbie p. Krukowskiego, skoro jednak
później p. Krukowski wystąpił bez porozumienia ze mną z zarzutami
przeciw p .Majewskiemu w referacie wygłoszonym na posiedzeniu Sekcji
Antropologicznej T. N. W. — odmówiłem wówczas zaaprobowania tej
pracy p. Krukowskiego do druku w wydawnictwach naszej Instytucji.
Mam niestety przeświadczenie, że powyższe nadużycie w stosunku
do mego nazwiska miało na celu wywołanie niesnasek pomiędzy mną,
a ś. p. Erazmem Majewskim, ponieważ pewnej grupie archeologów bardzo
zależało na tern, ażeby zburzyć porozumienie, jakie nastąpiło pomiędzy
ś. p. Erazmem Majewskim a mną w sprawie przekazania Instytutowi
Nauk Antropologicznych T. N. W. cennego Muzeum prahistorycznego
jego imienia.
Co się tyczy wreszcie anonimu przesłanego podobno swego czasu
w sprawie ś. p. E. Majewskiego Ministerstwu W. R. i O. P., to do­
wiedziałem się o tym wstrętnym fakcie dopiero w roku bieżącym od
prof. Kozłowskiego. Podzielam w danym wypadku najzupełniej jego
zdanie, że światło dzienne byłoby najskuteczniejszym środkiem zarad­
czym przeciw panoszeniu się podobnej atmosfery moralnej w kołach
archeologicznych.
Warszawa.

KAZIMIERZ STOŁYHWO.

165

P. L. Kozłowski jest autorem dwu kolejnych recenzyj „Wiadomości
Archeologicznych“, zamieszczonych w „Ludzie“, tomu VI-go, w zeszycie
I-ym (t. I, serja II) „Ludu“ i VII-go, w zeszycie III—IV (t. I, serja II)
tegoż wydawnictwa. Tej okoliczności zawdzięczam krytyczną ocenę prac
moich, drukowanych w wymienionych tomach „Wiadomości Archeolo­
gicznych“. Pierwsza z nich, dotycząca pracy p. t. O metodzie badań
stanowisk otwartych (wydmowych), utrzymana w tonie żar­
tobliwym i życzliwie pobłażliwym, nie nadawała się do dyskusji, pomi­
nąłem ją przeto milczeniem. Druga zas, dotycząca pracy p. t. Przy­
czynek do znajomości techniki obróbki krzemienia“
(„Wiad. Arch.“, t. VII) ze względu na swój charakter i treść wymaga
sprostowania pewnych nieścisłości oraz wyświetlenia pewnych faktów,
fałszywie zrozumianych i przedstawionych przez autora rencenzji.
Odpowiadając na zarzuty i krytyczne uwagi L. Kozłowskiego, na
wstępie muszę zaprotestować przeciwko błędnemu informowaniu czytel­
ników o pracy przezeń rozpatrywanej. Autor recenzji pisze, iż jako
narzędzie „pośrednie, używane przy łupaniu (moje podkreślenia)
wiórów — uważam ł u s z c z k ę“. Jest to zupełnie mylne, gdyż nigdzie
łuszczki nie nazywam narzędziem pośredniem i za takowe jej nie uwa­
żam. Wystarczy uważne przeczytanie pracy mojej, ażeby się o tem
przekonać. Wysuwam natomiast umotywowane przypuszczenie, iż na­
rzędziem pośredniem, którem posiłkowano się przy odbijaniu wiórów od
rdzenia „był zapewne łuszcznik“. Dlaczego recenzent zamiast terminu
łuszcznik używa — łuszczka i informuje czytelników, że to ja się tym
terminem posługuję — nie wiem. Być może, iż przyczyną tego jest
„krótkowzroczność“ L. Kozłowskiego, na którą się powołuje w odpo­
wiedzi swojej prof. J. Kostrzewskiemu na Jego krytykę „Grobów me­
galitycznych na wschód od Odry“.
Przy sposobności autor recenzji wyraża swe oburzenie z powodu
wprowadzania, jak się wyraża, „nowotworów“, które, zdaniem jego,
wywołują „zamęt“ w „nieustalonej naszej terminologji“. Właśnie dlatego,
że nasza terminologja prehistoryczna jest jeszcze nieustalona, niezbędnem
jest jej ustalenie, do czego jednak nie prowadzi posiłkowanie się „utartemi“ terminami, jak tego chce L. Kozłowski, gdyż nie zawsze są one
słuszne i wystarczające. Co się tyczy terminu „tabliczka rdzeniokształtna“
jest on conajmniej niefortunny i należało go zastąpić innym. Skoro autor
recenzji jest innego zdania, mógł był wysunąć bardziej rzeczowe argu­
menty niż cytowane powyżej.
L. Kozłowski przypisuje mi, iż w terminie łuszczka (powinno być
łuszcznik) „mieszam ze sobą dwa pojęcia, mianowicie tabliczkę rdzenio
kształtną i naciskacz“. Otóż muszę wyjaśnić, o czem zapewne L. Ko­
złowski nie wie, iż co innego jest typ morfologiczny danego wytworu
krzemiennego, a co innego jest jego praktyczne zastosowanie. Dlatego
też użytkowanie łuszcznika mogło być różne, tem niemniej łuszcznik,
jako określony typ morfologiczny istnieje, niezależnie od tego czy po­
siłkowano się nim jako naciskaczem, czy też jako narzędziem pośredniem.
Wynika to wyraźnie z przedstawienia mojego tej sprawy w omawianej pracy.

166

Wyniki negatywne doświadczeń autora recenzji z łuszcznikiem
niczego jeszcze nie dowodzą, gdyż niewiadome mi jest, w jakich wa­
runkach zostały one wykonane, jak również nieznane mi są : znajomość
surowca oraz techniki obróbki krzemienia, jakoteż stopień zręczności eks­
perymentującego. Śmiem bowiem przypuszczać, iż L. Kozłowski otrzy­
małby również wyniki negatywne, gdyby zechciał sporządzać, nawet
z gotowych półwytworów, takie narzędzia jak : rylce, ostrza Gravette,
ostrza Iaurowate, płoszcze neolityczne i t. p., a przecież trudnoby na
tej tylko podstawie poddawać w wątpliwość autentyczność tych wytwo­
rów. Z tych względów uważam, iż zarzuty L. Kozłowskiego są nieuza­
sadnione i wypadnie mi zaczekać na bardziej ważkie argumenty, które
rzecz wyświetlą skutecznie.
Co się tyczy rdzeni, jako narzędzi, autor recenzji uważa wywody
moje „za bezpodstawne“. Mogę zaznaczyć, iż podniesienie tego zagad­
nienia nie jest wyłącznie moją własnością, o czem recenzent może się
przekonać przeczytawszy uważnie cytowaną przezemnie literaturę. Od
siebie dodałem bardzo niewiele i zagadnienie to uważam za nierozstrzy­
gnięte w sposób ostateczny. Z tego co pisze a priori L. Kozłowski
0 rdzeniach wynika, iż nie utrzymuje On stałego kontaktu z materjałami rzeczowemi, których dokładna znajomość jedynie umożliwia poznanie
techniki obróbki krzemienia. Dowodzenia L. Kozłowskiego, dotyczące
rdzeni, jako nieuzasadnione i najzupełniej nierzeczowe pomijam.
Oburzenie L. Kozłowskiego z powodu przypisku, prostującego nie­
ścisłości zawarte w „Powiecie stopnickim“ jest dla mnie zrozumiałe,
gdyż ma ono podkład uczuciowy. Autor recenzji był długoletnim współ­
pracownikiem E. Majewskiego i Jego wiernym uczniem, bo nawet me­
todę pracy odeń przyjął, zatem zawdzięcza Mu bardzo wiele. Uważał
też i uważa „Powiat stopnicki“ za wzór pracy naukowej, godny naśla­
dowania, nie dziwią mnie przeto Jego zachwyty na ten temat. Wyraz ć
należy tylko żal, iż jako długoletni współpracownik „Swiatowita“
1 Muzeum E Majewskiego nie zechciał wyjaśnić tych fatalnych nieścisł ;ści,
zawartych w „Powiecie stopnickim“. Niestety, przedwczesna śmierć
E. Majewskiego pokryła tę przykrą sprawę nieprzeniknioną tajemnicą1.
Niesmaczną i niedopuszczalną wprost jest tendencja autora recenzji
nadania całej tej sprawie jakiejś intrygi przeciwko E Majewskiemu,
której wyrazem ma być opublikowanie przezemnie owych nieścisłości.
Otóż oświadczam, iż o anonimie, przesłanym do Min. W. R. i O. P.,
0 którym wspomina L. Kozłowski, dowiedziałem się od Niego po raz
pierwszy już po wydrukowaniu mej pracy ; na posiedzeniu Sekcji Antro­
pologicznej T. N. W., na którem była przedstawiona „treść tej notatki“
(mojego przypisku) nie byłem, gdyż wogóle w tym czasie byłem poza
Warszawą. Opublikowując owe nieścisłości żadnego innego celu, jak
wyświetlenie tej sprawy, niezbędne ze względów rzeczowych, nie miałem
1 innemi względami nie kierowałem się.
Warszawa, 18 lipca 1923.

LUDWIK SAWICKI.

167

W odpowiedzi p. L. Sawickiemu.
Przy opisie nowego typu wyrobu przysługuje każdemu autorowi
prawo nadać mu nazwę, która zyskuje prawo pierwszeństwa i temsamem
staje się terminem naukowym. W prehistorji nie posiadamy terminologji
łacińskiej i dlatego zmuszeni jesteśmy tworzyć w każdym języku własną
terminologję i tu albo podajemy możliwie bliski termin do ustalonego
w innym języku, albo też gdy takiego terminu niema lub tłumaczyć się
do downie nie da, tworzymy termin własny, a raz utworzony termin,
zwłaszcza jeżeli dany typ został raz opisany i ilustrowany, staje się ter­
minem naukowym i obowiązuje autorów piszących później w tym przed­
miocie. Późniejsza praca polega na precyzowaniu jego znaczenia w związku
z pojęciem, któremu odpowiada. Wprowadzanie przez każdego autora
własnej terminologji jest niezgodne z naukową tradycją, wprowadza nie­
potrzebny zamęt, temsamem jest nienaukowe, a także nowotwory nie mogą
mieć pretensji do naukowego terminu. Pozytywną i niezmiernie cenną
pod tym względem pracą jest słowniczek niemiecko-polski prof. J. Kostrzewskiego, który powyższych zasad najściślej przestrzega i on jedynie
może być uzupełniany, a w rzadkich przypadkach, o ile zastąpiono termin
opisem, poprawiany. Nowotwory zaś p. Krukowskiego i p. Sawickiego
poza rzadkiemi przypadkami, gdy opisują nowe formy czy typy, są nie­
uzasadnione i naukowego znaczenia mieć nie mogą. Przykład z łuszczką
(termin p. St. Krukowskiego), łuszcznikiem (termin p. Sawickiego) i ta­
bliczką rdzeniokształtną *) (termin Majewskiego powszechnie przyjęty)
jest tu ilustracją.
Zarzut złego przeprowadzenia moich doświadczeń nad łupaniem
wiórów przy pomocy tabliczek rdzeniowatych byłby uzasadniony, gdyby
doświadczenia p. Sawickiego dały wynik pozytywny. Tak jednak nie
jest, są one tak samo negatywne jak moje, a więc na równi z mojemi
świadczą przeciw twierdzeniom autora. Pozytywne wyniki przy łupaniu
wiórów otrzymać możemy na innej drodze wskazanej na s. 273 w mojej
pracy „Epoka kamienia na wydmach wschodniej części wyżyny Mało­
polskiej“, 1923. Natomiast tabliczki rdzeniowate należy jak dawniej
odróżniać od naciskaczy, które to wyróżnienie przeprowadziłem jeszcze
w r. 1914, opisując wyroby krzemienne z Babiej Góry w Iwanowicach2).
W sprawie rdzeni jako narzędzi odpowiedź p. Sawickiego prócz
zarzutów pod moim adresem, że brak mi znajomości literatury i kon­
taktu z materjałem, nie zawiera nic nowego, na zarzuty te zaś mogę
p. Sawickiemu nie odpowiadać.
Rzeczowa strona napaści na Erazma Majewskiego przez p. Sawic­
kiego nie wymaga z mej strony żadnych dalszych uwag. Jeżeli ktoś
uważa, że wszystko jest w porządku, to trudno z nim dyskusję prowa-

') Utarła się obecnie forma językowo poprawniejsza: tabliczka rdzeniowata.
) Wyróżnienie to nie jest zresztą nowe i jest powszechnie przyjęte za­
równo w literaturze francuskiej jak i niemieckiej.

168
dzić> Co do sprawy anonimu, to nigdy jego autorstwa nie inkrymino*
wałem p. Sawickiemu. W recenzji mojej przedstawiłem znany mi stan
faktyczny sprawy. Swą notatką p. Sawicki dał mi możność poczynienia
pewnych wyjaśnień. W czasie całej tej afery p. Sawicki był w kraju
nieobecny. Stwierdzam też, że wedle mego najgłębszego przekonania,
osoba p. K. Stołyhwy ze sprawą anonimu niema związku.
PROF. DR. LEON KOZŁOWSKI.

Druk ukończono 30 czerwca 1924.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.