5c3cd79f5807b4654800da57a62a4af8.pdf

Media

Part of Lud, 1919, t. 21

extracted text
LUD
i

ORGAN POLSKIEGO TOWARZYSTWA ETNO­
LOGICZNEGO, WYDAWANY PRZEZ POLSKIE
TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE WE LWOWIE

ORGANE DE LA SOCIÉTÉ POLONAISE D ETHNOLÜGIL

SEífyA 31 — TOM I-----ROK 1922
O G ó LNE GO.ZBIORU — TOM XXI

WYDANE Z ZASIŁKU M. W. R. I O. P,

(4

•»

*

h

LWÓW - WARSZAWA - KRAKÓW - POZNAŃ - WILNO
NAKŁADEM TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE.
SKŁAD GŁÓWNY W WYDAWNICTW^ ZAKŁADU NARODOWEGO
IM. OSSOLIŃSKICH, LWÓW, KADËCZA 5,~ WARSZAWA, NOWY ŚWIAT 69

/

sfifî

KOMITET REDAKCYJNV „LUDU“ :
PROF. DR. WILHELM BRUCHNALSKI, PROF. DR. JAN ST.
BYSTROŃ, PROF. DR. ADOLF CHYBIŃSKI, PROF. DR. TAN
CZEKANOWSKI, DOC. DR. ADAM FISCHER, DOC. DR. EUGENjUSZ FRANKOWSKI, PROF. DR. ANDRZEJ GAWROŃ»■ ■
■ ' SKI, PROF. DR. LEON KOZŁOWSKI.
- ■

REDAKTOR NACZELNY;

DOC. DR. ADAM FISCHER.



Ž DkÜKARNI ZÁKLADU NAfc. ïMfthlIÂ OSSOl-NSKICH WE LWOWIE
POD ZARZĄDEM JÓZEFA ZIEMBIŃSKIEGO

SPIS RZECZY.
I. ROZPRAWY:
BYSTROŃ JAN St. Okręcanie się obrzędowe .................................... ...
— Czarność obcych ........................................... .........................
CHOROWICZOWA Anna. Problemy i metody badań nad pieśnią ludową
CHYBINSKI Adolf. O organizację pracy nad melodjami l.ioowemi . . .
CZEKAr-OWSKi Jan. Antropologia, elnoiogja i prehistorji -..................
— Jinonc.i Matiegka . . . ..........................................................................
EHRENKRE.
X"A CeZARJA. Święta Cecylja....................................... ....
FI SCH[ 1 5DAM. Znaczenie -tnologji dla innych nauk .........
FRANKOWSKI EUGENJL'sZ Zbiory etnogrifiezne w Polsce I.......................
jANSZYNIEC RYSZARD. Czynnik racjonalny w wierze i obrzędzie . . .
KOZÍ OWSKI LEON. Problem etniczny w prehistorji...................................
SOCHANIEWICZ Kazimierz. Przyczynek do czarów na Żmudzi w XVII w.

93
179
165
29
3
97
103
81

'0

183
17
125

Ü. MATERJAŁY I NOTATKI ETNOLOGICZNE.
BRUCHNALSKI Wilhelm. Z pamiętnika M. Marksa Witebszczanina . .
GANSZYNIEC Ryszard. O koronach żmiiowych....................................... ....
KLINGER WITOLD. Do legendy o pochodzeniu kobiety.......................... ....
PAWLIK STEFAN. Nazwy ki ów w początkach XVIII wieku..........................
UDZIELA SEWERYN. Z kronik kościelnych. I. Kronika w Milówce . . .
ZBOROWSKI JuljUSZ. Nazwy krów w XVIII wieku...................................
— Pieśń o Napoleonie......................................................................................
— Przezwiska górali powiatu nowotarskiego . ...........................................
— Zapiski z powiatu limanowskiego............................................................

136
228
209
203
153
56
69
219
214

III. POSZUKIWANIA ETNOLOGICZNE.
UDZIELA Seweryn. Przemysł domowy............................................................
— Opowieści o istotach nadprzyrodzonych ................................................
— Nazwy topograf czne
............................................................

233
236
237

IV. RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
BARTHEL DE WEYDENTHAL Marja. Uroczne oczy. (Jan St. BYSTROŃ)
161
BAUR-FISCHER-LENZ. Grundriss der menschlichen Erblichkeitslehre und
Rassenhygiene (J. TALKO - HRYNC7 WICZ)
...................................243
BRUCKNER Aleksander. Mitologja słowiańska (F. R. GAWROŃSKI) . 162
LILIENTALOWA Regina. Kult ciał niebieskich u starożytnych Hebrajczy­
ków i szczątki tego kultu u współczesnego ludu żydowskiego (R.
GANSZYNIEC) ...
.
. f .
.
239
L.UKAŠOWA L. Vliv války na tělesný vývoi pražských učňů. (lAN CZZKANOW3KI)
.................................. ....
.
164
NIEDERLE L. počátky Karpatské Rusi. (Jan CZEKANOWSKI) ....
160
SELIGMANN S. Ananisapta und Sator (R. GANSZYNIEC) . ....................
245
SPITZER-W1LLEROWA Olga. Przyczynek do badań antropologicznych
dziewczynek krakowskich (Jan CZEKANOWSKI)..............................
67
SUK V. Příspěvky k anthropologii podkarpatských Huculů. (JAN C2EWiadomości archeologiczne. T. VI. (Leon KOZŁOWSKI)..........................
Wiadomości archeologiczne. T. VII. (Leon KOZŁOWSKI)..........................
ZUPANIC N. Chrwaty. (j. TALKO-HRYN CZAVICZ)...................................

61
248
213

y
/>

IV

V. KRONIKA: ETNOLOGICZNA.
E. FRANKOWSKI. Kronika Polskiego Tnw. etnologicznego......................
J. ZBOROWSKI. Kronika etnograficzna z Po lhala.......................................
L. KOZŁOWSKI, "j" Prof. Erazm Majewski........................................................
A. FISCHER. Ý Szymon Matusiak .....................................................................
Tydzień etnologji religijnej ... .........................................................................
Wykłady etnograficzne S. Udzieli........................................................................
Wykład etnograficzny dla instruktorów harcerskich................. .... . .
Wyl.łuly o sztuce .udowej........................................... ..........................................
Ť Jan Grzegorzewski..................................................................................................
Zestawienie kasowe Towarzystwa Ludoznawczego we Lwcwie Za lata
1917—1922 ...............................
. . . . °...........................................

70
77
256
266
269
_s70
270
270
270
271

SOMMAIRE
du volume XXI (Arinée 1922) de la revue ethnographique
„Lud“ („Le Peuple“).

I. ÉTUDES

p,?

BYSTROŃ J. St. Les grations rituelles.............................. .
93
— La couleur noire de i'ép'derme considérée comme péjoratif . . . . 1:79
CHC R-OWICZ A. Problèmes et méthodes des recherches sur la chanson
Ą
populaire.................................................................................................. ;
Jg5
CHYB1NSKI A. Organisation des recherches sur les mélodies populaires
'29
CZjlKANOWSKI J. Anthropologie,- ethnologie et archéologie préhistorique
3
— lindřich Mstiegka....................................................
97
EHREŃKREUTZ C. Sainte Cécile...........................................; . ;
; ; ; 103
FISCHER A L importance de l'ethnologie pour les autres sciences ...
81
FRANKOWSKI E. Les collections ethnographiques en Pologne I ....
40
GANSZYNIEC R. Le facteur rationnel dans les croyances et dans le rite
183
KOZ/.CWSKl L. Le problème ethnique dans l’arcliéologie préhistorique .
17
SOCHANLiWICZ C. Contribution à l’étude de la sorcellerie en Samogithie au XVII siècle.....................................................................................
125

IL MATÉRIAUX ET NOTICES ETHNOLOGIQUES.
BRUCHNALSKl G. Extraits des souvemrs de M. Marks de Witebsk . .
GANSZYNIEC R. Couronnes légendaires drsvipères..................................
KLINGEF V Contribution à la légende sur l’origine de la femme . . .
PAWLIK ST. Noms de vaches au commencement du XVIII siècle
. . .
UDZIELA S. Extraits des ar nales ecclésia -tiques I. La chronique de Milówka
ZBOROWSKI J. Noms de vaches au XVIÏI siècle.......................................
— Ut*e chanson sur Napoléon.........................................................................
— Notices provenant du district de Limanowa.................................. I
.
— Les sobriquets des montagnards du district de Nowy Targ
. . .

136
228
209
203
153
56
60
219
214

III. RECHERCHES ETHNOLOGIQUES.
UDZIELA S. Industrie deméstique..............................................
’— Contes sur les êtres surnaturels.......................... .....................................
— ü-nquête sur -la toponomastique ................................................................

IV. COMPTES-RENDUS.
V. CHRONIQUE ETHNOLOGIQUE.

233
236
237

#

W roku bieżącym przystępuje Zarząd Towarzystwa Ludo­
znawczego do oddawna planowanych zmian w charakterze i układzie
wychodzącego już od roku 1895 kwartalnika „Lud“. Realizacja
zmian tych, których potrzeba już od wielu lat tak bardzo była odczu­
wana, stała się możliwe jednakże dopiero teraz, gdy całokształt
stosunków uległ zasadniczej zmianie. Dotychczas wszelkie zamie­
rzenia rozbijały się nietylko o brak środków nie pozwalających
na zlikwidowanie dawnych zależności i zaległości i uniemożliwia­
jących regularne wydawanie pisma, stanowiące zasadniczy wa­
runek powodzenia i szerszej akcji naukowej. Rozbijały się one
jeszcze w większym stopniu o brak większej ilości ludzi kwalifi­
kowanych, rozporządzających dostateczną ilością czasu dla współpracozunictwa regularnego. Praca naukowa w naszej dziedzinie
miała przedewszystkiem charakter ofiary doraźnej składanej przy­
godnie. W takich warunkach — o przeprowadzeniu szerszej
planowej akcji naukowej w dziedzinie tak teoretycznej pozba­
wionej bezpośrednich zastosowań praktycznych mowy być nie
mogło, tembardziej że dawała ona zbyt mało pola dla zaangażo­
wania ambicji naszych nielicznych mecenasów.
Obecnie gdy Wydział Nauki zajął się bardzo troskliwie po­
łożeniem podwalin rodzimego życia naukowego we wszystkich
dziedzinach, a powstanie nowych uniwersytetów, i tworzenie nowych
katedr na starych stworzyło cały szereg nowych placówek, uru­
chomienie organu o pewnym określonym typie, a nie publikacji
nagromadzających się w tece redaktora mate,)ułów, nie nastręcza
już poważniejszych trudności.
Uniwersytety nasze posiadają już katedry prehistorji, posia­
damy już dostateczny zapas ludzi kwalifikowanych dla obsa­
dzenia katedr etnologji, których orgaruzacja bez wątpienia w ciągu
bieżącego pięciolecia załatwiona będzie, gdy zakończenie organi1
Lud. T. XXI.

2

zacji katedr antropologicznych dokona się w każdym razie przed
końcem bieżącego dziesięciolecia.
Wobec tak wielkiej ilości placówek naukowych wydaje się
nam wskazane przetworzyć „Lud“ na pismo kwartalne a później
dwumiesięcznik poświęcony przedewszystkiem sprawom organiza­
cyjnym nielylko etnologji ale nauk antropologicznych wogóle,
informujący o ruchu naukowym i o życiu poszczególnych placó­
wek. Odsuwamy zaś przez to prace większe do odpowiednich
organów zajmujących się publikowaniem opracowań, monograjij
i materjałów. W tym celu Towarzystwo Ludoznawcze weszło już
w najściślejszy kontakt z świeżo powstałem Dolskiem Towarzy­
stwem Etnologicznem, które przystępuje do wznowienia wydaw­
nictwa „Wisły“ i uważa za najpilniejszą sprawę nawiązanie ścisłych
stosunków z pozostałemi instytucjami i organami.
Najściślejsze współdziałanie, nie potrzeba tego powtarzać,
jest zasadniczym warunkiem powodzenia w tych badaniach zmie­
rzających w celu ostatecznym ku wyjaśnieniu istotnych rysów
kultury narodowej, stanowiącej podstawę potęgi i samodzielności
własnego życia.
Towarzystwo ludoznawcze we Lwowie.

0

JAN CZEKANOWSKI.

ANTROPOLOGJA, ETNOLOGJA i PREHISTORJA.
TREŚĆ : Nauki antropologiczne s. 3. — Antropologja w ścisłem słowa tego
znaczeniu s. 5. — Antropologja szczegółowa s. 6. — Antrcpografja
s. 8. — Antropologia ogólna s. 10. — Antropologja i nauki socjolo­
giczne s. 11. — Nauki pomocnicze antropologji s. 13. — Zagadnienia
antropologji s. 14. — Literatura s. 16.

Nauki antropologiczne.
Ujęcie nauk antropologicznych krótką, ścisłą i jasną defi­
nicją nastręcza bardzo poważne trudności. Pochodzą one stąd,
że nawet nauki wyodrębnione w ostatniem stuleciu nie powstały
wskutek świadomego i celowego dążenia do zapełnienia luk w sche­
macie, odgraniczającym poszczególne dziedziny wiedzy na podsta­
wie pewnych konsekwentnie uwzględnianych założeń klasyfikacyj­
nych. O zakresie zjawisk, badanych przez poszczególne nauki,
rozstrzyga zawsze ich rozwój historyczny, określany bardziej wzglę­
dami natury praktycznej niż założeniami teoretycznemi. Samo wy­
odrębnienie nowej nauki polega na wysunięciu pewnej ilości za­
gadnień, specjalnie się nadających do współrzędnego opracowy­
wania. Z chwilą, gdy się zaczynają gromadzić środki pomocnicze
i powstają placówki naukowe, następują przez to uwarunkowane
przesunięcia granic badanych zakresów, przystosowujących się do
działalności praktycznej swych pracowników. W dziedzinie nauk
antropologicznych powstało w ten sposób połączenie nauki
czysto przyrodniczej, badającej właściwości człowieka pod pewnym
kątem widzenia, z naukami socjologicznemi, zajmującemi się wy­
tworami działalności ludzkiej, w jedną większą grupę/związaną

4

najściślejszą wymianą usług, wspólnemi instytucjami naukowemii
i wspólnemi wydawnictwami.
Samo słowo antropologja mówi o zakresie oznaczanej prze­
zeń nauki bardzo mało. Pochodzi ono od greckich słów awęojMt,
człowiek i loyog = słowo i oznacza zatem zupełnie ogólnie „naukę
0 człowieku“. Znaczenie tego terminu interpretowano bardzo
różnie. ARYSTOTELES antropologami nazywa badających naturę
moralną człowieka. W wieku Odrodzenia rozpoczyna się w uży­
waniu nazwy antropologji dwuznaczność trwająca, aż do ustalenia
jej zakresu w drugiej połowie XIX wieku. Filozofowie jak KANT,
FICHTE, FRIES, CHAVANNES oznaczali tem mianem psycholcgję1 pedagogikę, niektórzy przyrodnicy jak Magnus HUNDT, Th.
KERKRING, W. COUPER, TEICHMEIER utożsamiali antropologję
z anatomją opisową. Jakkolwiek naukowe ujęcie stosunku
ęzłowieka do świata organicznego zawdzięczamy już LINNEUSZOWI
a zasługę wyodrębnienia historji naturalnej człowieka w odrębną
dyscyplinę przypisać należy BUFFON’owi, nazwa antropologji w tern
znaczeniu została użyta jednak dopiero w 1812 przez RUDOLPHI’ego. Ostateczne wykrystalizowanie się zakresu antropologji
i jej stosunku do nauk pokrewnych następuje zaledwie w drugiej
połowie minionego stulecia. W latach sześćdziesiątych Paul
BROCA ustalił je; zakres jako nauki,
badającej rodzaj
ludzki jako całość, z u w zgl ę d ni en i em jego części
i stosunku do pozostałej przyrody. Jakkolwiek jeszcze
nieco później E. B. TYLOR ogłosił swą historję kultury pod nazwą
„antropologii“, ogólnie przyjęta definicja BROCZ, wysuwa na
miejsce naczelne ogólno-przyrodnicze i porównawczo-anatomiczne
punkty .widzenia, nie precyzując stosunku antropologji do nauk
socjologicznych, a nawet częściowo wkluczając te ostatnie do jej
zakresu. Dopiero w ostatnich dziesięcioleciach zostaje uświado­
miony specyficzny punkt widzenia antropologji, badają­
cej rodzaj ludzki jako biologiczne podłoże zjawisk
społecznych.
Przyczyny tak długiego nieuświadamiania sobie przez antro­
pologów zasadniczego punktu widzenia swej nauki doszukiwać się
należy w fakcie, że do niedawna składali się oni prawie wyłącznie
z anatomów i lekarzy, nie obznajomionych z naukami socjologicznemi i rozpatrujących nową dziedzinę w perspektywie swych
studjów przygotowawczych. Jak żywiołowe było jednak parcie

5

badanego materjału na badaczy, nie uświadamiających sobie ca­
łokształtu badanych stosunków, to najlepiej ilustruje fakt, że już
w czasach, gdy defin cja BROCA stanowiła podstawę oficjalnych
poglądów, antropologja połączyła się z etnologją, etnografją i archeologją prehistoryczną w jedną większą grupę t. z. nauk antro­
pologicznych.
Antropologja w ścisłem słowa tego znaczeniu.
Odgraniczenie antropologji w ścisłem słowa tego znaczeniu
od nauk socjologicznych nie nastręcza żadnych trudności. Gdy
antropologia bada właściwości ciała ludzkiego i jego przyrodzo­
nych funkcyj, tamte zajmują się wytworami działalności ludzkiej.
Tak naprzykład badanie zębów jako właściwości rasowej lub prze­
jawu zwyrodnienia należy do antropologji, gdy badanie zęba spi­
łowanego wskutek panujących zwyczai nie należy już do antro­
pologji. Zajmować się nim będą etnologją lub etnografja, gdy
pochodzi on ze szczęki przedstawiciela szczepu żyjącego, i archeologja przedhistoryczna, gdy mamy do czynienia z wykopaliskiem.
Obojętne jest przytem, czy spiłowanie to jest wynikiem świado­
mie przeprowadzonej operacji, przy święcie wtajemniczania np., czy
też skutkiem ciągłego trzymania fajki w ustach.
Odgraniczenie antropologji od innych nauk przyrodniczych,
badających człowieka, nastręcza natomiast znaczne trudności. Nie
posiadamy bowiem tutaj tak prostych i powszechnych kryterjów.
Przeciwstawiając biologję jako naukę ogólną, zajmującą się
ogólnemi właściwościami organizmów, botanice i zoologji jako
naukom szczegółowym, gromadzącym wiadomości o konkretnych
kategorjach organizmów, stwierdzić musimy, że linja odgranicza­
jąca te dwa rodzaje nauk powinnaby rozczłonkować antiopologję
na dwie części, antropologję ogólną i antropologję szczegółową.
W rzeczywistości historycznie ustalił się podział na trzy części :
Antropologję szczegółową,
Antropografję albo antropologję etniczną i
Antropologję ogólną,
z których dwie pierwsze w zupełności a ostatnią częściowo należy
zaliczyć do nauk szczegółowych.
Antropologja szczegółowa gromadząc, systematyzując
i wiążąc se sobą wiadomości o właściwościach człowieka jako

przedstawiciela swego gatunku zajmuje się zjawiskami, będącemi
przedmiotem badania innych nauk przyrodniczych. Do zakresu
antropologji należą oczywiście zjawiska stanowiące przedmiot ba­
dania anatomji, embrjologji, fizjologji, psychologji i patologji.
Nauki te nie stanowią jeanak częśc: składowych antropologji. Do
zakresu antropologji wchodzimy bowiem dopiero wówczas, gdy
badane przez nas zjawiska rozpatrujemy z porównawczego punktu
widzenia i wysuwamy na plan pierwszy różnice pomiędzy gru­
pami składowem: rodzaju ludzkiego.
AntropograFja daje monograficzne przyrodnicze opisy,
mniej lub więcej wskutek krzyżowania wyrównanych, mieszanin
ludzkich i dąży do określenia ich składników. Rejestrując fakty
i dając ich opisy należy ona bezwzględnie do nauk szczegóło­
wych, nie znajdując jednak przy powyższem ujęciu antropologji
szczegółowej tam miejsca dla siebie, stanowi część samodzielną.
Antropclogja ogólna co do swej budowy nie jest tak
jednolita, jak antropologja szczegółowa. Z antropologją ogólną
w ścisłem słowa tego znaczeniu, zajmującą się ogćlnemi prawami
biologicznemi, zlały się historycznie nauki szczegółowe, nie
znajdujące miejsca dla siebie w obydwu wyżej omówionych dzia­
łach. Wskutek tego całość rozpada się na kilka odrębnych dzia­
łów jak:
Antropologja ogólna w ścisłem słowa tego znaczeniu,
Antropologja zoologiczna,
Antropologja ras i
Antropologja społeczna.
Wspólne wszystkim jest tylko to, że operuje się w nich takiemi uogólnieniami jak: gatunek, rasy, typy. Poszczególne działy
zajmują się przytem badaniem
stosunku do ogólnych praw
biologicznych i innych gatunków i wyjaśniają ich stosunek do grup
etnicznych i społecznych i do wpływu środowiska społecznego.
Antropologja szczegółowa.
Odgraniczenie zjawisk, stanowiących zakres anatomji, fizjologji, psychologji i patologji w zasadzie nie przedstawia trudności.
Pierwsza zajmuje się organami, druga ich funkcjami, trzecia psy- ,
chicznemi odpowiednikami tych ostatnich ; patologja wreszcie bada
przejawy chorobliwe we wszystkich tych dziedzinach. Stosunek

7

antropologii szczegółowej do wszystkich tych nauk jest zupełnie
jednaki i odpowiada najzupełniej stosunkowi anatem" porównaw­
czej do zoologji.
Gromadząc wiadomości o organizmach na pojedynczych
kartkach, moglibyśmy je usystematyzować w ten sposób, by
każdy gatunek dostał jedną kolumnę szuflad, z których każda
byłaby przeznaczona dla wiadomości o pewnym organie. Umieszcza­
jąc szuflady poświęcone temu samemu organowi na tym samym
pozioir.e, znajdziemy się w dziedzinie zoologji albo anatomji po­
równawczej zależnie od tego, czy będziemy przy naszym opisie
naprzód brali pod uwagę poszczególne kolumny czy też poszcze­
gólne poziomy szuflad.
Stojąc na zoologicznym, w ścisłem słowa tego znaczeniu,
punkcie widzenia bierzemy pod uwagę poszczególne pionowe ko­
lumny szuflad i, dając monograficzny obraz gatunku, omawiamy
wiadomości o poszczególnych organach zawarte w szufladkach
umieszczonych jedna nad drugą. Porównawczy anatom zwraca swą
uwagę na szuflady jednego poziomu i dając monograiję jednego
organu omawia go po kolei u różnych gatunków. Ten odmienny
sposób traktowania pociąga za sobą to, że w podręcznikach zoo­
logji rozdziały książki są poświęcone gatunkom a paragrafy po­
szczególnym organom, gdy w podręcznikach anatomji porównaw­
czej rozdziały są poświęcone organom, a paragrafy omawiają
dany organ u poszczególnych gatunków.
Zestawienie powyższe można uzupełnić umieszczając w każdej
szufladzie od tyłu ku przodowi wiadomości o rozwoju danego
organu u danego gatunku w okresie embrjonalnym. Wtenczas,
gdy posuwanie wzdłuż dwu przedtem omówionych osi daje nam
zoologję i anatomję porównawczą, posuwanie się wzdłuż trzeciej
osi daje nam cmbrjologję,
Ograniczając nasze rozważania do gatunków wymarłych za­
mykamy się w granicach paleontologji.
Przechodząc do nauk, zajmujących się opisem właściwości
człowieka, widzimy że zarówno anatoinja, jak fizjologja, psychologja i patologja dają nam monograficzny opis człowieka rasy
białej. Dopiero uczeni japońscy w ostatnich dziesięcioleciach za­
jęli się opracowaniem odpowiednich nauk dla rasy żółtej. Opra­
cowania rasy czarnej zostały na szerszą skalę rozpoczęte jeszcze

8
później. Zajmując się temi samemi zjawiskami, przechodząc jednak
do porównawczego ich rozpatrywania u różnych części składo­
wych rodzaju ludzkiego przechodzimy już od tych nauk mono­
graficznych do antropologji szczegółowej. Mimo zasadniczej różnicy
w punkcie widzenia w praktyce odgraniczenie tych nauk nie bywa
tak bezwzględnie przeprowadzane. Szerszy horyzont porównawczy
ożywia i pogłębia z natury rzeczy bardziej suche przedstawienia
monograficzne. Tak na przykład LOT,H pisząc swą pracę „Beiträge
zur Anthropologie der Negerweichteile“, daje nietylko podstawową
monografję miologji (anatomji mięśni) murzynów, bogato ilustro­
waną materjałem porównawczym, w ostatniej części swego dzieła,
porównywując rasy czarną, białą i żółtą przychodzi już do dzie­
dziny antropologji szczegółowej.
Uwzględniając wyżej powiedziane widzimy, że zakres antro­
pologji szczegółowej stanowi zbadanie cech człowieka (anato­
micznych, fizjologicznych etc ) z punktu widzenia różnorodności ras
i odmian. Opisy cech uzupełniają zazwyczaj wiadomości co do
ich rozpowszechnienia geograficznego. W ostatnich czasach zaczęto
zwracać baczniejszą uwagę na ich zmienność, zmiany w rozwoju
osobnika, korelacje i t. p. własności ogólnej natury biologcznej.
Wobec tego, że antropologja szczegółowa jest najlepiej opra­
cowanym i najbardziej nadającym się do elementarnego traktowa­
nia działem antropologji, stanowi ona też zazwyczaj podstawowy
zrąb wykładanych kursów antropologji. Ten typ reprezentują za­
równo stary podręcznik TOPINARD’a jak też i nowy MARTIn’a.
Antropcgrafja.
f

Stosunek antropografji do innych gałęzi antropologji i nauk
•socjologicznych wymaga bliższego omówienia. Zmusza nas do tego
już na pierwszy rzut oka zupełnie parodoksalny fakt, że naukę
co do swej treści zupełnie przyrodniczą tak wybitny antropolog
jak Paul BROCA mógł nazwać etnologją. Imieniem tern zaś ozna­
czamy powszechnie jedną z nauk socjologicznych, zajmującą się wy­
tworami działalności ludzkiej, a nie przyrodniczemi właściwościami
człowieka.
Antropografja opisuje właściwości przyrodnicze grup ludz­
kich złożonych z osobników współżyjących ze sobą jako grupy

9

etniczno-społeczne i terytorjalne. Pod współżyciem rozumiemy tutaj
nie tylko wykrzyżowywanie się, ale też i uleganie tym samym
doborom. Skutkiem tego współżycia pst wytwarzanie się z czasem
pewnych wspólnych, mniej lub więcej wyrównanych, właściwości
fizycznych i psychicznych, nadających tym grupom pewną fizjognomję. Grupy tego rodzaju, takie lokalne mieszaniny, oznaczamy
z biologicznego punktu widzenia jako „populacje“. Opis przy­
rodniczy populacji, dążący do oznaczenia ich składników
biologicznych, stanowi przedmiot an tr o p o graf j i.
Dział antropografji zajmujący się materjałem kostnym, okre­
sów pre- lub proto-historycznych bywa zazwyczaj wyodrębniany
jako paleoantropologja (protoantropologja). Wyodrębnienie to
znajduje swe uzasadnienie w konieczności stosowania specjalnych
metod badania i ścisłej kooperacji z archeologami prehisto­
rycznymi.
Stosunek antropografji do nauk socjologicznych jest kon­
sekwencją tego, że opisując populacje natykamy się na granice
etniczne i społeczne, warunkujące, wraz z czynnikami geograficznemi, kojarzenie się osobników obydwu płci i przebieg dobo­
rów. Zjawiska badane przez antropografję, należąc w zupełności
do zakresu nauk przyrodniczych, są m:mo to w poważnym ' stopniu
kształtowane przez procesy historyczne i społeczne.
Grupy etniczno-społeczne mają tendencję do wyrównywania
s:ę nietylko pod względem swej kultury materjalnej i duchowej,
ale też i pod względem swego składu antropologicznego, zarówno
drogą wewnętrznych migracyj, jak też i krzyżowań. Kierunek zaś,
w którym przebiegają te procesy o bardzo nierównej zresztą
szybkości, wytyka działalność ludzka, kształtująca grupy etnicznospołeczne, stanowiące wyniki mniej lub więcej świadomej pracy
organizacyjnej.
Powyższe wyjaśnienia pozwalają nam stwierdzić, że antropografja pod względem ujęcia materjału jest najbliższą anatomji
i innym naukom szczegółowym o charakterze monograficznym.
Zachodząca między niemi różnica ogranicza się tylko cc do treści.
Różnica ta nie jest przytem zasadniczą, ale tylko konwencjonalną,
zwyczajem ustaloną. Antropografja ześrodkowuje się bowiem na
cechach mocno zróżniczkowanych, t. j. wykazujących znaczne różnice
u grup zresztą bliskich sobie, jak np. ludność różnych powiatów

10

Kongresówki. Cechy tego rodzaju, wskutek swej zmienności,
a też i odmiennej techniki postrzegania zajmują anatomów, fizjo­
logów i patologów bardzo mało i zostały, że się tak wyrażę, ustą­
pione antropologji. Do tej kategorji należą kształty zewnętrzne
ciała i kości (czaszki), dalej cechy fizjologiczne, jak różnice w wieku
dojrzewania płciowego, skłonności do pewnych chorób i t. p.
Pomieszanie terminów antropografia lub antropologja opi­
sowa i etnologja, jakie spotykamy w literaturze antropologicznej
francuskiej, wywołane zostało tem, że populacje uświadamiamy
sobie zazwyczaj jako grupy etniczne. Utożsamianie ich jest jednak
tylko wtenczas słuszne, gdy chodzi o małe szczepy, izolujące się
zupełnie od swoich sąsiadów obcoplemiennych. Zazwyczaj jednak
ani szczepy współżyjące na jednem terytorjum nie izoiują się abso­
lutnie, ani też szczepy zamieszkujące większe terytorja nie są pod
względem antropologicznym jednolite i rozpadają się na różne,
względami geografieznemi i historycznemi uwarunkowane, populacje.
Dlatego też w antropografji dawniejszej, bardziej lekcewa­
żącej różnice terytorjalne, na porządku dziennym byty sumaryczne
prace o antropologji polaków, żydów, rusinów i t. p. charakte­
rystyki fizyczne. Współcześni antropologowie wysuwają natomiast
bardziej terytorjalny punkt widzenia.
Antropologja ogólna.
Wobec wewnętrznej różnorodności anlropologji ogólnej,
stosunek jej do nauk pokrewnych należy w każdym jej dziale
rozpatk-ywać osobno. Stosunek ten jest w każdym dziale różny
i dotyczy nauk bardzo różnych.
Antropologja ogólna w śc:słem słowa tego zna­
czeniu zajmuje się systematyzacją ogólnych biologicznych praw
w stosunku do człowieka. Prace tego działu gromadzą opisy
form przejawiania się takich ogólnych właściwości biologicznych,
jak zmienność indyw'dualna, dziedziczność i rozmnażanie, prze­
biegu procesów biologicznych jak krzyżowanie, dobór i reakcje
na oddziaływanie środowiska. Dział ten stanów poprostu część
biologji ogólnej, ograniczonej do człowieka jako przedmiotu badań.
Antropolog ja zoologiczna bada stosunek człowieka
jako gatunku do jego najbliższych krewniaków, a więc przedewszystkiem do małp człekokształtnych i innych prymatów. Przez

Il

wzgląd na to stanowi ona tylko, przedmiotem swych badań do
tych gatunków ograniczoną, część anatomji porównawczej najwyż­
szych ssaków.
Antropolog ja ras zajmuje się wyjaśnieniami stosunków
pokrewieństwa pomiędzy podgrupami rodzaju ludzkiego. Pod
oceną stosunku pokrewieństwa rozumie się przytem wniosek co
do większej lub mniejszej wzajemnej ich bliskości, oparty na po­
dobieństwie cech, przy uwzględnieniu różnic w wartości takowych.
W tym dziale przedmiotem badania nie są populacje, jak to miało
miejsce w antropografji, ale te zasadnicze składniki, które, wcho­
dząc do różnych grup terytorjalnych i etnicznych w różnym sto­
sunku ilościowym, warunkują ich odrębne właściwości antropolo­
giczne. Składniki zasadnicze populacji, te, że się tak wyrażę,,
pierwiastki antropologiczne, oznacza się powszechnie jako typy
antropologiczne. Większą ilość takich bliskich sobie typów two­
rzy dopiero rasę, stanowiącą zupełnie analogiczny wytwór analizy
antropologicznej, a nie jednostkę daną nam już w przyrodzie.
Antropologja ras stanowi właściwie systematykę rodzaju
ludzkiego. Operując jednak pojęciami otrzymanemi drogą mo­
zolnej analizy antropologicznej, znajduje się ona w położeniu bez
porównania cięższem niż systematyka zoologiczna, mająca do czy­
nienia z dużo jaskrawszemi różnicami.
Antropologja społeczna bada zarówno wpływ śro­
dowiska społecznego na cechy przyrodnicze człowieka, iak iei
i stosunel jednostek antropologicznych, ras i typów, do grup spo­
łecznych. Tutaj należą zarówno zagadnienia uzdolnień rasowych
jak też i degeneracji. Sposób oddziaływania środowiska, tak orga­
nicznego jak i nieorganicznego, jest bowiem uwarunkowany sta­
nowiskiem spoîecznem jednostki.
Antropologja i nauki socjologiczne.
Ustaliwszy stosunki, zachodzące pomiędzy poszczególnemi
działami antropologji należy jeszcze w ogólnych zarysach wyjaśnić
wzajemny stosunek nauk socjologicznych, zaliczanych do nauk
antropologicznych.
Przeciwstawiając socjologję ogólną socjologji opisowej i ujmu­
jąc pierwszą jako ogó ną teorję zjawisk społecznych, precyzujemy
tę ostatnią jako naukę szczegółową, zajmującą się rejestracją

12

i klasyfikacją zjawisk społecznych, stanowiących równocześnie
przedmiot badania etnografji, etnolog i historji kultury. Nauki
te stanowią w istocie trzy postacie socjologji opisowej i różnią
się między sobą tylko punktem widzen'i,. Wzajemny ich stosunek
odpowiada najzupełniej stosunkowi, zachodzącemu między zoologją,
anatomią porównawczą i embrjologją. Etnograf ja daje nam
monograficzne opisy poszczególnych ludów, starając się o możli­
wie wyczerpujące przedstawienie ich instytucyj społecznych i przed­
miotów kultury materjalnej. Etnologja ujmuje te same zja­
wiska porównawczo, kładąc nacisk na różnice zachodzące u po­
szczególnych ludów. Historja kultury bada rozwój tych sa­
mych zjawisk w czasie.
Ograniczając badania do przedmiotów kultury materjalnej
okiesów minionych zamykamy się w dziedzinie archeologji,
względnie archeologji prehistorycznej, jeśli wchodzą
w rachubę przedmioty z okresów prehistorycznych.
Konieczność stosowania metod specjalnych i nierównomier.ność w nagromadzaniu się materjałów, stanowiących wytwory życia
warstw wyższych społeczeństw cywilizowanych, spowodowały wy­
odrębnienie bardziej zwartych kompleksów zagadnień w odrębne
dyscypliny jeszcze przedtem, zanim zaczęto odczuwać potrzebę
szerszych uogólnień. W ten sposób wydzieliły się nauki języko­
znawcze, badania nad literaturą, nauki historyczne, jurydyczne
i zakres socjologji opisowej zredukował się do rejestracji i klasy­
fikacji wytworów życia społeczeństw pierwotnych i warstw niż­
szych (aintelektualnych) społeczeństw cywilizowanych.
Uwzględniając to, momentami rozwoju historycznego nauki
podyktowane, zwężenie zakresu, powyżej podane ujęcie etnografji,
etnologji i historji kultury najlepiej ujmuje współczesny stan wie­
dzy. Zaznaczające się niekiedy tendencje do zwężenia zakresu
etnografji do badań nad kulturą materjalną, etnologji do badań
nad kulturą duchową (religją pierwotną) a socjologji do badań
nad‘instytucjami należy uważać za przejawy braku perspektywy
ogólnej, zupełnie tak samo jak utożsamienie etnologji z antropografją u starych antropologów francuskich, utrudniające prostą
i przejrzystą klasyfikację nauk.
Zasługuje na podkreślenie, że w literaturze antropologicznej
zachowały się i inne ślady niedawnego jeszcze mieszania zakresów
•antropologji i socjologji opisowej. Najwyraźniej występują one

13

oczywiście w literaturze ang.slskiej, pozostającej pod stosunkowo
największym wpływem poglądów E. B. TYLORa. Dotychczas spo­
tykamy się tam jeszcze z oznaczaniem prac etnologicznych lub
nawet folklorystycznych, badających wierzenia, przesądy i litera­
turę ludową, mianem prac antropologicznych. Francuzi bardzo
często mianem antropologji prehistorycznej oznaczają archeologię
prehistoryczną. KRZYWICKI i MARTIN przeciwstawiają antropologji
fizycznej antropologję psychiczną i ujmują tem mianem etnologję..
Nauki pomocnicze antropologji.
Przy omawianiu zakresu antropologji szczegółowej zostało
już zaznaczone, że an atom ja, fizjologja, psychologja
. patolog] a stanowią podstawę antropologji jako nauki przy­
rodniczej. Nie można ich wskutek tego uważać za nauki pomocni­
cze w ściślejszem słowa tego znaczeniu. Jako właściwe pomocnicze
nauki przyrodnicze należy vrymienic na pierwszem miejscu geo­
grafię i geologję.
Geografja, stanov-iąc ogólną teorję środowiska, zajrmje
w stosunku do antropologji stanowisko podobne jak w stosunku
do zoologji i botaniki. Ujmuje ona przedewszystkiem zagadnienia
możliwości rozpowszechnień, dając pozatem ogólny obraz środo­
wiska i jego wpływu na człowieka. Kompleks zagadnień rubieżnych antropologji i geografji jest powszechnie ujmowany pod
mianem antropogeografji i tworzy dziedzinę analogiczną do
zoogeografji.
Geologja, pozwalając na ustalenie chronologji i zmian obrazu
środowiska geograficznego w okresach minionych, równorzędnie
z archeologją prehistoryczną jest najważniejszą nauką pomocniczą
palecantropologji.
Z nauk socjologicznych największe znaczenie dla antropo­
logji posiadają socjologja opisowa, nauki językoznaw­
cze i hi stor ja. Dostarczają one nam wiadomości zarówno co
do ruchów migratywnych, jak też i kierunków, w których przebie­
gały procesy wyrównawcze krzyżowań w przeszłości. Dostarczają
one nam jednem słowem materjałów co do przeszłości mniej od­
ległej rodzaju ludzkiego. Uwzględniając fakt, że rozpowszechnie­
nie każdego zjawiska kultury, tak materjalnej jak i duchowej, za­
znacza nam kierunek, w którym przebiegały ongi procesy wyrów-

14

nawcze w grupach etniczno-społecznych i, licząc się z różnicami
szybkości z jaką procesy te przebiegają w różnych kategorjach
zjawisk, otrzymujemy podstawę do rekonstruowania przeszłości
w teraźniejszości.
Metody badania antropologicznego opierają się na sta­
tystyce matematycznej, której dział przystosowany do badań
biologicznych oznacza się powszechnie mianem b i o m e t r j i.
Zastosowania biometrji w antropologji są większe niż w innych
dziedzinach nauk biologicznych dzięki temu, że w ciągu ostatnich
dziesięcioleci opracowano bardzo starannie technikę pomiarów,
a konieczność porównywania grup o subtelnych różnicach stwier­
dziła niedostateczną dokładność ogólnych jakościowych opisów,
stosowanych z powodzeniem w zoologji.
Zagadnienia antropologji.
Kończąc omawianie zakresu antropologji i jej stosunku do
nauk pokrewnych i pomocniczych, zestawimy najważniejsze typy
zagadnień, wysuwanych przez poszczególne jej działy. Zestawjenie
to scharakteryzuje najlepiej metody i dążenia naszej nauki.
Antropologja ogclna w ściślejszem słowa tego zna­
czeniu, stawia zagadnienia ujmowania zmienności, indywidualności,
dziedziczności, krzyżowania, doborów i reakcji na oddziaływanie
środowiska.
Antropologja zoologiczna wysuwa zagadnienie po­
krewieństwa człowieka z innemi gatunkami na podstawie podo­
bieństwa i zamyka wyniki hipotezą co do pochodzenia (filo­
geneza).
Antropologja ras' stawia te same pytania w stosunku
do biologicznych składników rodzaju ludzkiego, które poznajemy
drogą analizy populacji.
Antropologja społeczna wysuwa zagadnienia oceny
różnicy w składzie antropologicznym (rasowym) warstw i analizy,
zarówno wpływu czynników społecznych (środowiska) na cechy
fizyczne i psychiczne człowieka, jak też i wpływu czynników raso­
wych na cechy grup etnicznych i społecznych. To ostatnie zaga­
dnienie ujmujemy zazwyczaj jako zagadnienie nierówności
ras ludzkich.
Antropografja stawia nas przedewszystkiem przed za­
gadnieniem opisu antropologicznego populacji, to jest w praktyce

«

15

grup etnicznych lub terytorialnych pod względem ich składu
antropologicznego.
Dla p al e o an tr o p ol o g ji najważniejsze znaczenie posiada
zagadnienie określania antropologicznego, to jest orzekanie na pod­
stawie cech pewnego osobnika (czaszki) o jego przynależności
do pewnej populacji, względnie rasy lub typu antropologicznego.
Antropolog ja szczegółowa, dając przegląd cech antro­
pologicznych, wysuwa zagadr ienie oceny ich wartości. Ilość cech
antropologicznych jest nieskończenie wielka.1 Przy badaniu musimy
się ograniczyć do niewielu, wystarczających do zorjentowania się
co do zróżnicowania rodzaju ludzkiego, jego rozsiedlenia, zacho­
dzących w nim zmian i charakteru przebiegających w nim proce­
sów antropologicznych.
Kończąc to zestawienie zagadnień antropologji musimy po­
święcić jeszcze słów parę zagadńieniu dydaktycznego przedsta­
wienia antropolog;"
Przy systematycznem przedstawianiu całokształtu antropo­
logji w podręczniku, poszczególne działy nie mogą być trakto­
wane w podanym powyżej porządku, wysuwającym na miejsca
naczelne działy bardziej ogólne. Antropolcgja ras nie może być
przedstawiona, zanim antropografja nie wyodrębni ich drogą ana­
lizy z populacji, a antropologja społeczna nie przeprowadzi po­
prawki, eliminującej wpływ różniczkujący środowiska społecznego.
Zupełnie tak samo nie możemy się zająć temi dwoma działami,
zanim antropologja szczegółowa nie obznajomi nas z właściwościami
cech antropologicznych. Dlatego też punkt wyjścia stanowi
przedstawienie antropologji szczegółowej, obznajamiające stopniowo
nietylko z właściwościami cech antropologicznych i ich roz­
powszechnieniem, ale też i z elementamemi metodami statystycznemi, pozwalającemi na ujmowanie różnic i związków.
Całokształt antropologji wyraźnie zarysował się dopiero w po­
łowie minionego stulecia, jakkolwiek poważne traktowanie nau­
kowe wielu z nich stało się możliwe dopiero w ostatnich lát
dziesiątkach, a stworzenie równomiernie opracowanej całości w ra­
mach tutaj zaznaczonych jest jeszcze sprawą przyszłości.

LITERATURA.
BROCA P., Anthropologie. Dictionnaire encyclopédique des Sciences meč.cales,

Paryż 1866, T. V, s. 276, przedrukowane w Mémoires d’Anthropologie
de Paul Broca, Paryż 1871, T. I, s. 1—41.
DORSEY G. A., Physical Anthropology. Science 1897, N. S. T. VI, s. 109.
FISCHER E„ Sozialanthropologie und ihre Bedeutung für den Staat. Freiburg 1910.
GRAEBNER F., Methode der Ethnologie. Heidelberg 1911. (Kulturgeschichtliche
Bibliothek T. I.)
HAGEN B., Ueber Entwicklung und Probleme der Anthropologie. Ber. Senckenberg. Naturforsch. Gesellschaft. Frankfurt n/M. 1900.
KRZYWICKI L., Kurs systematyczny Antropologii. Warszawa 1897.
Nauki antropologiczne. Poradnik dla samouków, Warszawa 1898, T. I,
s. 170—231.
LEHMANN-NITSCHE R., Palaeoanthropologie. Globus 1906, T. LXXXIX, s. 222—224.
".OTH E., Beiträge zur Anthropologie der Negerweichteile. Stuttgart 1912.
MANOUVRIER L., Le classement universitaire de l’Anthropologie. Revue de l’Ecole
d’Anthropologie de Paris 1908, Ť. XVII, s. 75—96, 109—119; 1910,
T. XX, s. 391—409.
MARTIN R., Anthropologie als Wissenschaft und Lehrfach. Jena 1901.

|
System der (physischen) Anthropologie und Anthropologische Bibliographie.
Correspondenzblatt -d. D. G. f.’A. E. u U. 1907, T. XXXVIII, s. 105 —119.
„ Lehrbuch der Anthropologie in systematischer Darstellung; Jena 1914.
MORSELLI E., Etnologia è Etnografia. Archivio per ]'Antropologia e la Etnologia.
Florencja 1911, T. XLI, s. 1.
PEARSON K., The Grammar of Science. Londyn 1900.
PONIATOWSKI S., O metodzie historycznej w etnologji i znaczeniu jej wyników
dla historji. Warszawa 1919. Odb. Przeglądu Historycznego T. I.
SCHLAGINHAUFEN O., Die Anthropologie in ihren Beziehungen zur Ethnologie
und Praehistorie. Jena 1913.
SCHMIDT E., Das System der Anthropologischen Disziplinen. Internationales
Centralblatt f. Anthr., Ethn. u. Urg. 1897, T. II, s. 97.
SCHMIDT P. W., Die moderne Ethnologie. Anthropos, Mödling 1906, T. I, s. 97.
SCHWALBE G-, Ziele und Wege einer vergleichenden physischen Anthropologie.
Zeitschrift für Morphologie und Anthropologie, Stuttgart 1899, T. Í, s. 1—15.
SMOLUCHOWSICl M., Poradnik ala Samouków, Warszawa, 1917, T. II, s. 3—62.
TOPINARD P-, Anthropologie, Ethnologie et Ethnographie. Bulletins de la Société
d’Anthropologie de Paris 1876, S. II, T. XI, s. 199 —229.

Éléments d’Anthropologie Générale. Paryż 1885.


LEON KOZŁOWSKI.

PROBLEM ETNICZNY W PREHISTORJI.
TREŚĆ: Szkoła typologiczna s. 17. — Szkoła etnologiczna s. 18. — Zarzuty
przeciw szkole etnologicznej s. 19. — Zasady rozwoju form s. 20. —
Wpływy kulturalne s. 22. — Przenośność cech s. 23. — Przesunięcia
etniczne s. 25. — Wnioski s. 27. — Literatura s. 28.

Szkoła typologiczna.
Podstawową metodą, którą posługujemy się w spółczesnej
prehistorji, jest metoda typologiczna. Przy pomocy tej metody
jesteśmy w stanie oznaczyć względny wiek znalezisk, wykazać za­
siąg geograficzny pewnych form, ich rozwój i przejścia od jednego
typu do drugiego późniejszego, wreszcie wyznaczamy pewne zespoły
form stale razem znajdywane, które nazywamy kulturami przeddziejowemi. Na drodze typologicznej możemy wreszcie stwierdzić
wpływy wzajemne poszczególnych kultur na siebie. Jako twórcę
metody typologicznej uznać należy Oskara MONTELIUSa. Jemu
i całemu szeregowi wybitnych badaczy, którzy metodę typolo­
giczną zaczęli naukowo stosować, zawdzięczamy, że dla ogromnej
większości wyrobów przedhistorycznych ustalono ich typologję
i chronologję, oraz że całość czasów przedhistorycznych podzie­
lono na szereg okresów, a dla każdego okresu wyróżniono sze­
reg kultur przedhistorycznych. Wykazano wreszcie wpływy wza­
jemne poszczególnych kultur na siebie. Jako wynik tych prac
M. HOERNES sformułował zasadę, że przy analizie znaleziska naj­
pierw należy ustalić typy reprezentowanych przedmiotów, następnie
wiek względny, lub gdy to jest możliwe, wiek absolutny znalezi­
ska, wykazać zasiąg geograficzny dla każdego typu i całej kultury,
Lud. T. XXI.

2

18

wreszcie powinno się wykazać, na jakiej drodze powstał dany typ,
aby ustalić w ten sposób pochodzenie danego typu i całej kultury.
Zasady HOERNES’a możemy sformułować krótko : typologja, chronologja, geografja i genealogja.
Szkoła typologiczna, do niedawna jedyna, wprowadziła prehistorję do szeregu nauk o ścisłych naukowych metodach i dała
świetne wyniki, pozwalając usystematyzować ten olbrzymi zasób
faktów, który gromadzi się coraz liczniej w formie wykopalisk.
Szkoła etnologiczna.
Ustalona dla ogromnej części wyrobów przedhistorycznych
typologja i chronologja, potworzone grupy kulturalne i szereg
dociekań genealogicznych wysunęły problem etniczny w prehistorii.
Problem ten został pod^ęjy w sposób śmiały i energiczny przez
Pi£’a w Czechach, a w Niemczech przez G. KOSSINNĘ. Autorowi temu
zawdzięczamy uzasadnienie naukowe powyższego problemu, on też
jest twórcą szkoły etnologicznej w prehistorji. KOSSINNA i jego szkoła
stoją na stanowisku, że nie wszystkie wpływy ościenne na daną
kulturę mogą być przypisane jedynie stosunkom handlowym lub
wpływom kulturalnym i często muszą być uznane za wpływy
etniczne, a to co nazywamy kulturą, nie jest niczem innem
jak tylko materjalnym wyrazem grupy etnicznej. KOSSINNA wy­
chodzi z założenia, że zespół form kulturalnych o pewnym zasiągu geograficznym odpowiada grupie etnicznej. Zasadę tę prze­
prowadza KOSSINNA konsekwentnie odnośnie do kultur północnoeuropejskich, uznanych słusznie za germańskie. Rozwojem ich
i rozprzestrzenieniem zajął się przedewszystkiem. Jego poglądy
rozwinęła dalej liczna jego szkoła. Głównym przedmiotem docie­
kań szkoły etnologicznej stała się ceramika. Naczynia gliniane nie
mogą być przedmiotem dalekiego transportu, będąc zbyt ciężkie,
zbyt wielkiej pojemności, łatwej łamliwości, a zbyt małej wartości
ze względu na materjał. Wędrówka więc pewnego typu cera­
micznego może być wyjaśniona według zasady tej szkoły tylko przez
wędrówkę ludu, któremu dana forma jest właściwa. Obok ceramiki
KOSSINNA uznał jeszcze szereg innych cech kulturalnych, jak np.
forma grobu i chaty oraz pewne wyroby z metalu lub kpienia,
za takie, których wędrówka musi być wiązana z wędrówką etniczną.
Zasady te zostały znów konsekwentnie przeprowadzone tylko dla

19

kultur uznanych za germańskie, lub pragermańskie (północno
indoeuropejskie). W ciągu dwudziestopięcioletniego istnienia po­
glądy te zdobyły szanowne miejsce w nauce, zdobywając sobie
przedewszystkiem w Niemczech, ale i poza Niemcami, licznych
i gorących zwolenników.
Zdobyły szerokie uznanie i święcą
coraz nowe triumfy. Dziś do zagadnień postawionych przez
szkołę typologiczną przyłącza się nowy problem etniczny, na
który prehistorja stara się dać odpowiedź w granicach swych
możliwości.
Zarzuty przeciw szkole etnologicznej.
O ile zasady wysunięte przez szkołę etnologiczną uznać na­
leży za słuszne, o tyle poglądy KOSSINNY w wielu konsekwencjach,
zwłaszcza odnośnie do rozchodzenia się Germanów, a przede­
wszystkiem Indoeuropejczyków po Europie, są dziś bardzo silnie ata­
kowane. Ataki te wychodzą przedewszystkiem ze strony tych ba­
daczy, którzy pracują na obszarze kultur niegermańskich i dla
których kultury germańskie czy północno indoeuropejskie, są tylko
jednym z ośoennych obcych zewnętrznych wpływów, działających
na badane przez nich kultury. Ci badacze, podważając pewne wy­
wody KOSSINNY, idą często tak daleko, że się przeciwstawiają
całej szkole oraz zasadzie samej. Dlatego też jest pożyteczne
rozważyć zasady szkoły etnologicznej oraz konsekwencje z tych
zasad płynące i poszukać kryterjów, któreby nam pozwoliły na
odróżnienie wpływów handlowych i kulturalnych od wpływów
etnicznych.
Pewien zespół kulturalny, czyli: pewien zespół form cera­
micznych, pewien zespół narzędzi domowego użytku i broni, okre­
ślona forma grobu, określony tryb życia i typ domu, oraz,
w tych granicach, w jakich jest to osiągalne, także pojęcia reli­
gijne, jeżeli występują jako jednolity zespół na określonem terytorjum, uznać musimy jako wyraz materjalny jednej grupy etnicznej
W tej sprawie panuje dziś zgoda u większości badaczy. Wątpli­
wości budzą się dopiero, gdy na podstawie pewnych tylko cech,
więc naprzykład pewnych form ceramicznych, zechcemy da­
nemu zespołowi kulturalnemu przypisywać pewną przynależność
etniczną.
2*

20

Zasady rozwoju form.
Celem nieco głębszego wniknięcia w to zagadnienie, musimy
poznać te zasady, które obowiązują przy powstawaniu i przetwa­
rzaniu się form wytworów ludzkich. O. MONTELIUS1) jeszcze
w r. 1903 powiada: „Przy stwarzaniu nowych form człowiek
zawsze musi być posłuszny tym samym prawom rozwojowym,
które obowiązują dla pozostałej natury“. Twierdzenie to ilu­
struje MONTELIUS szeregiem przykładów, jak na drodze powolnych
zmian ulegają rozwojowi poszczególne typy wyrobów oraz, że
każda napozór nowa forma jest ściśle związana z formą starszą,
od której pochodzi. Aby problem tego powolnego rozwoju form,
lepiej poznać, rozważmy, jakim prawidłom podlega naprzykład
rozwój form ceramicznych. Prace SCHUCHHARDT’a *2) HOERNES’a3)
i innych wykazały, że formy ceramiczne mają swój prototyp w na­
czyniach wykonywanych uprzednio w innym materjale, a więc
w naczyniach wykonywanych z owoców, ze skóry, z drzewa, wreszcie
z metalu. W naczyniu sporządzonem z innego materjału odnajdujemy
zawsze prototyp późniejszych naczyń glinianych. Glina jako materjał
do wyrobu naczyń nie narzuca sama przez się żadnej formy dla naczy­
nia wypływającej z właściwości surowca. Również postęp techniczny
w opanowaniu materjału tak dobrze jak odpada, gdyż dopiero
pod koniec czasów przedhistorycznych wchodzi w użycie krążek,
garncarski, który narzuca zarówno formę jak i dekorację naczy­
niom. Oba więc czynniki, które tak ważną rolę odgrywają przy
kształtowaniu narzędzi i wyrobów z kamienia lub metalu, tu odpa­
dają. Sprawa celowości w użytkowaniu jest również bardzo
ograniczona i wprawdzie poszczególne przeznaczenia' wymagały
pewnych form'naczyń, niemniej rola użyteczności ma w tym za­
kresie niewielką rolę i dzieli nam wszelkie naczynia na kilka
zaledwie grup, mimo, że ilość typów w ceramice przeddziejowej
jest bardzo wielka i łatwo dostrzec, że różnorodność ta nie stoi
’) Die älteren Kulturperioden im Orient und Europa. Die Methode. Stock­
holm 1903.
2) Schuchhardt C. Das technische Ornament in den Anfängen der Kunst.
Praehistorische Zeitschrift, Berlin 1909, Bd. I, s. 37—54.
s) Hoernes M. Die Formenentwickelung der prähist. Tongefässe. Jahrbuch,
für Altertumskunde, Wien 1911, Bd V.

21

w zależności od względów użyteczności. Rozwój więc i zmiany
w dziedzinie ceramiki uwarunkowane są innym czynnikiem. Na­
jeży dodać, że naczynia gliniane stosunkowo łatwo i szybko
się zużywają i nie mogły też być przedmiotem bardziej odległego
handlu, o czem wspomniaiem już wyżej. Jeżeli nie działały żadne
czynniki zewnętrzne, (to jest dopływ nowych form, czy to sporzą­
dzanych w innym materjale, czy też jako obce wyroby gliniane),
to wówczas jedynym czynnikiem działającym będzie ciągła konie­
czność wykonywania naczyń nowych na starą modłę. Naczynie,
j ak zaznaczyłem, w swoim prototypie jest naśladownictwem w gli­
nie naczynia sporządzanego początkowo w innym materjale. Dokąd
żywa była tradycja prawzoru, dotąd naśladownictwa jego w glinie
były więcej lub mniej wiernem tego wzoru odbiciem. Z chwilą
jednak, gdy wzór ten się zatracił, forma naczynia zaczyna się de­
generować, a degeneracja zacznie postępować w kierunku błędnego
zrozumienia pewnych motywów oraz szczegółów Kształtu, które
to szczegóły miały swe uzasadnienie we wzorze nie glinianym,a w glinie stały się tylko motywami zdobnicřemi, lub szczególnemi
cechami danej formy. Jeżeli w myśl zasady MONTELIUS’«. ustawimy
formy pewnego rodzaju naczyń w szereg rozwojowy, k-adąc na
początku szeregu formę najstarszą i przez szereg okresów śledzić
będziemy zmiany dokonywujące się w tym typie, to zawsze zasada
degeneracji okaże się obowiązująca. Zawsze forma, która jest dla
nas krańcowym punktem wyjścia, będzie formą naśladowaną z innego
materjału, a więc owocu, skóry, plecionki, drzewa, a w później­
szych okresach także z metalu, a jej dalsze formy rozwojowe
będą oddaleniem się od tego prawzoru. Różne tak zbudowane
szeregi będą wykazywały bardzo różnorodne kierunki rozwoju,
zawsze jednak rozwój iść będzie w kierunku zatracania się cech
będących wynikiem odmiennego materjału.
Innemi nieco drogami idzie rozwój narzędzi. Zasada dege­
neracji nie może tú oczywiście obowiązywać, a może dotyczyć
tylko drugorzędnych szczegółów. Działa tu przedewszystkiem
czynnik opanowania materjału, oraz dostosowania danego na.zędzia do pracy, jaką ma wykonać. Rzecz jasna, że rozwój zakres
śiony temi zasadami ma swoją granicę i po pewnym okresie
rozwoju następuje długi okres zastoju, który może być zmieniony
tylko, albo przez po'awienie się nowego narzędzia zastępującego
dawne, albo też nowej potrzeby, która w ten sposób oddziałała,

22

że dawne narzędzie stało się zbyteczne; w tym drugim jednak
wypadku zjawić się musi nowe narzędzie odpowiadające novmj
potrzebie. Mogą tu oddziałać jeszcze i inne czynniki, a więc po*
jawienie się nowej techniki lub zmiana materjału, wreszcie prze­
niesienie cech jednego narzędzia na inne. Jeżeli nie zawsze, to.
w każdym razie w olbrzymiej większości wypadków działa tu obcy
wpływ zewnętrzny, a dotychczas nie jest znany ani jeden pe­
wnie stwierdzony przykład, w którymby jeden z wyżej wymienio­
nych czynników został wprowadzony bez współudziału czynników
zewnętrznych. Czynnikiem tym jest często handel, rzadziej czyn­
niki etniczne. Ten ostatni przyjmować można, gdy zmianie ulega
technika wyrobu w zakresie tego samego materjału, np. w ka­
mieniu, lub gdy jednocześnie zjawia się szereg form nowych,
uprzednio nieznanych.
W dziale ozdób czynnik degeneracji odgrywa rzecz prosta
rolę dominującą, deformując pierwotną, technicznie uzasadnioną
formę, do kształtów, gdzie względy dekoracyjne dominują nad
rechnicznemi. Dobrym przykładem jest rozwój szpil w epoce
bronzowej na północy lub rozwój fibul.
Powyższe rozważania doprowadzają nas do wniosku, że przy
wyłączeniu czynników zewnętrznych, forma wyrobu albo ulega
degeneracji, albo też zastyga w kształcie doprowadzonym do
osiągalnej granicy doskonałości. Przy narzędziach degeneracji
mogą podlegać tylko drugorzędne szczegóły.
Wpływy kulturalne.
Z powyższej zasady wypływa wniosek, że w razie pojawienia
się nowej formy nie będącej przetworzeniem (degeneracją) lub
udoskonaleniem formy dawnej musimy przyjąć, że działał w danym
wypadku obcy wpływ. Wpływ ten mógł być albo etniczny, albo
kulturalny, albo importem handlowym. Nie możemy np. uznać,
aby każdy obcy wpływ w zakresie ceramiki, musiał być etniczny.
Wiemy bowiem, że obok wpływów etnicznych mogło tu jeszcze
działać coś innego poza wpływem handlu, który istotnie w za­
kresie form ceramicznych jest rzadki i naogół trudny do przy­
jęcia, mógł nim być wpływ kulturalny: Z pewnych centrów roz­
chodziły się i rozchodzą fale kulturalne bez etnicznego oddziały­
wania, które rozchodzą się na wzór fal wody stojącej od rzuconego

23

W nią kamienia. Fale takie zależnie od stawianego im oporu mogły,
albo nie wywierać swego wpływu, albo też iść nawet bardzo da­
leko, niekoniecznie będąc związane z wędrówką etniczną. Jest
to zwłaszcza tam możliwe i bardzo prawdopodobne, gdzie mamy
do czynienia z dwiema grupami etniczno-kulturalnemi, które albo
geograficznie przenikają się nawzajem na części zajętego przez
siebie terytorjum, aibo też na znacznej przestrzeni ze sobą grani­
czą. Gdy proces taki trwa długo i jest intensywny, to wówczas
musimy oczywiście przyjąć i wzajemne oddziaływanie etniczne.
Proces taki może nawet doprowadzić do wyrównania kulturalnego
obu kultur, a wówczas na całem, lub na części terytorjum obu
kultur powstanie nowa kultura, która będzie wynikiem tego pro­
cesu. Jeżeli proces ten dojdzie do końca, gdy różnice kulturalne
się wyrównają i gdy nie pojawią się nowe obce wpływy, to wów­
czas rozwój danej kultury będzie możliwy tylko w granicach
posiadanych form. Gdy i ten proces dobiegnie kresu, a wszystkie
możliwości rozwojowe zostaną wyczerpane, musi nastąpić skostnie­
nie kulturalne, czego przykłady znajdujemy u kultur współczesnych
izolowanych od zewnętrznych wpływów. Kultury te od setek
lat nie wykazują żadnych tendencyj rozwojowych, a jedynie utrzy­
mują lub nawet zatracają dawniej zdobyte dobra kulturalne. Jest
jasne, że proces wyrównywania różnic kulturalnych dopiero
w końcowym swym rezultacie doprowadzić może do skostnienia
kulturalnego. Przeciwnie, w początkowych swych fazach, będzie
on twórczv i będzie wzbogacał te kultury, których dotyka.
Przejdźmy teraz do czynnika etnicznego. Działa on oczywi­
ście i przy oddziaływaniu kulturalnem, jeżeli, jak to już zaznaczy­
łem, oddziaływanie to trwa dość długo i jest wystarczająco inten­
sywne, Wypływ etniczny może być jednak nietylko powclnem
przenikaniem lecz i nagłym wpadem pewnej grupy etnicznej
na terytorjum innego ludu i innej kultury. Rozważmy,, kiedy mamy
prawo przyjmować wpływ etniczny, a kiedy zjawiska odbywające
się w obrębie pewnej kultury możemy wystarczająco objaśnić
wyłącznie stosunkami handlowemi lub wpływami kulturalnemi.
Przenośność cech.
Jak zaznaczyłem na początku, kultura charakteryzuje się
pewnym szeregiem cech. Są niemi: narzędzia, ceramika, przed
mioty ozdoby, obrządek grzebalny, sposób życia, forma domu,

24

wreszcie wyobrażenia religijne i szereg innych jeszcze cech. Wiemy,
że poszczególne z cech wyżej wymienionych są w różnym stopniu
trudno przenośne i trudne do przejęcia. Jako najbardziej może
trwałą cechę danej kultury uważać należy obrządek grzebalny.
Stosunki handlowe oczywiście żadnego wpływu wywrzeć tu nie
mogą, a wpływy kulturalne na zmianę obrządku wpłynąć mogą
tylko wówczas, gdj' spowodują zmianę pojęć religijnych. Tą więc
cecha kultury jest wybitnie trwała, a przy jej zmianie wolno nam
przypuszczać zewnętrzne wpływy etniczne. To samo tyczy się
sposobu życa oraz formy domu. Cechy te należą do nąjtrwalsżych. Odnośnie do ceramiki, to stosunki handlowe mogą od­
działać jedynie przez wprowadzenie wzorów dla wyrobów w glinie,
zwłaszcza wzorów metalowych. Import wyrobów glinianych jest
nieprawdopodobny jak również, choć to może w mniejszym stopniu,
import naczyń z mniej trwałych materjałów. Może tu natomiast
oddziałać wpływ kulturalnego przenikania pewnych form. Wpływ
etniczny jest w tym tylko wypadku prawdopodobny, gdy szereg
form obcych zjawia się jako obcy wpływ płynący z jednego źró­
dła. W narzędziach wielką rolę odgrywa handel. Od czasów bar­
dzo dawnych, bo już od młodszej epoki kamiennej, handel dostar­
cza surowca do wyrobu narzędzi i broni i przynosi też nowe
formy. W epokach metalowych narzędzia i broń wykazują we
wszystkich kulturach europejskich mnóstwo wpływów wzajemnych
nie świadczących wcale o wpływach etnicznych. Poszczególne
jedynie kultury w odmienny sposób przekształcają te wpływy. Je­
dynie w epoce kamiennej narzędzia zwłaszcza narzędzia użytku
domowego wykazują znaczną trwałość form i mogą właśnie
służyć za dobrą wskazówkę przy dociekaniach etnologicznych.
Najmniejszą wartość dla dociekań etnologicznych mają ozdoby,
ulegają one bowiem najbardziej modzie i są najszybciej (od kul­
tury do kultury) przejmowane. Rozważania powyższe stwierdzają, że
żadna cecha kulturalna oddzielnie wzięta nie może być podstawą wnio­
sku, przyjmującego koniecznie przy jej zmianie, wpływ etniczny.
Niemniej udało się nam wskazać, że różne cechy kulturalne mają
różny stopień trwałości i z tej przyczyny posiadają różną wartość przy
rozstrzyganiu problemów etnicznych. Jeżeli w odniesieniu do każdej
fcechy kulturalnej, a tembardziej już w odniesieniu do pewnej
ormy narzędzi czy ceramiki można, a nawet trzeba mieć wątpli­
wości, gdy na jej podstavné są wyprowadzane jakiekolwiekbądź wnio-

ski etniczne, to nasze wątpliwości ustają, gdy zaczynamy rozpa­
trywać cały zespół tych form, które razem tworzą kulturę.
Oddziaływanie kulturalne bez czynnika etnicznego może po­
wodować nawet daleko idące zmiany, nie jest jednak w stanie
przetworzyć danego kulturalnego zespołu i wycisnąć piętna w dzie­
dzinie różnych przejawów kulturalnych. Ustalenie jednak, gdzie
się kończy wpływ kulturalny, a zaczyna wpływ etniczny, na pod
stawie zabytków jedynie nie jest zawsze możliwe i w wielu
wypadkach uciekać się musimy do wyników badań antropologi­
cznych. Dopiero te badania w wypadkach wątpliwych pozwalają
na rozstrzygnięcie.
Przesunięcia etniczne.
Tam, gdzie mamy do czynienia, nie z powolnem przeni­
kaniem, lecz ze zjawiskiem gwałtownego przesunięcia się jednej
kultury na obszar drugiej kultury wówczas i na podstawie samych
tylko zabytków nasze wnioski etnologiczne mogą być wystarcza­
jąco pewne. Razem z wpływem etnicznym iść muszą wszystkie
cechy danej kultury, a dany lud nieść musi ze sobą wszystko, co
posiada w zakresie kultury materjalnej. Wskutek tego na obsza­
rze swej ekspansji nowa kultura powinna pozostawić swe ślady
w formie czystej lub prawie czystej, a w dalszym dopiero rozwoju
powinniśmy dostrzec oddziaływanie na kultury ościenne. Nazwijmy
kulturę napierającą A, a kulturę która jest terenem ekspansji B.
Jeżeli kultura A opanowała i wyparła kulturę B, to wówczas lud
ten rozszerzył tern samem swe panowanie na część terytorjum
ludu B. Jeżeli kultura A po przejściu na terytorjum B w dalszvm
rozwoju oddziałała modyfikująco na kulturę B, lecz jednocześnie
sama uległa w pewnym stopniu wpływom kultury B, to wówczas
wnosimy, ze nastąpił proces mieszania się etnicznego obu ludów,
który może doprowadzić do wyrównania się całkowitego różnic
wzajemnych. Nowa wówczas kultura będzie się składała : w pewnej
części z elementów kultury A, w innej części z elementów kul­
tury B, w innej jeszcze będzie czemś nowem, co jest rezultatem
przemieszania się elementów obu tych kultur, uzupełnionym przez
czynnik rozwoju form, który w czasie tego procesu odegrać mu­
siał swą rolę, czyli przez współczynnik zmienności. Mieszanie się
bowiem form nie jest procesem mechanicznym, lecz musiało temu

26

towarzyszyć przyswojenie sobie form nowych, które ulec musiały
swoistemu rozwojowi. Stosunek wzajemny tych elementów o ro­
żnem pochodzeniu będzie oczywiście w różnych wypadkach rozmaity.,
a zależeć będzie od liczebności kultury A, od długości czasu od­
działywania oraz od stopnia, w jakim mogą być cechy kultury A
przejęte przez kulturę B. Czem mniejsze różnice istnieją między
kulturami i mniejsza rozbieżność elementów, tern łatwiej zachodzić
będzie mieszanie, czem te różnice są większe, tern trudniejsze
przenikanie. Jeżeli kultura A oddziałała na kulturę B tylko w za­
kresie pewnych cech, choćby nawet trudno przenośnych, to wówczas
zawsze wpływ etniczny musi być uważany za wątpliwy, a rozstrzy­
gnąć wątpliwość mogą jedynie badania antropologiczne.
Obok dwu wyżej podanych przypadków, to znaczy : wyparcia
jednej kultury przez drugą, oraz przemieszania się ze sobą dwu
kultur, może zajść wypadek trzeci, gdy lud napierający opanuje
inny lud i zamieni go w warstwę niewolników. Wówczas przeni­
kanie wzajemne będzie bardzo utrudnione, a wpływ kulturalny
jednych na drugich również nieznaczny. Stan taki trwać może
nawet przez długi okres czasu, a mimo to obie grupy pozostaną od
siebie niezależne i zachowają swoje odrębności. Kultura jednak
podległego ludu będzie się rozwijać bardzo powoli i odnajdziemy
w niej liczne ślady degeneracji poszczególnych wyrobów oraz
nieudolne często naśladownictwa wytworów kultury najeźdźczej,
w kulturze zaś panującej rozwój będzie postępował normalnie
oraz wytwarzać ona będzie formy bardziej celne, często artystyczne
i bogatsze; kultura ta rozporządzała bowiem środkami, które niewol­
nikom były niedostępne, przyjmowała wreszcie zewnętrzne wpływy,
które nie docierały do podwładnych jej niewolników. Jeżeli war­
stwa panująca miała ciągły dopływ nowych sił z kraju macierzystego,
to wówczas stan taki trwać mógł przez długi bardzo okres czasu.
Gdy tego dopływu nie było, wówczas warstwa panująca po
newnym czasie stopić się musiała z warstwą podległą, narzucając
jedynie pewne cechy kulturze podbitej. Nastąpić wówczas muszlo
wyrównanie cech u obu warstw. Mogła też warstwa panująca
z jakiegoś powodu ustąpić, a wówczas lud podbity się wyzwalał,,
lub też mogła zostać wyparta przez inną warstwę panującą o od­
miennym charakterze etnicznym i kulturalnym. Dobrym materjałem
na niewolników były szczególnie ludy rolnicze jako przywiązane
do swych pól i stałych siedzib. Ludom tym mogły łatwo narzu­

27

cać swe panowanie ludy o bardziej ruchliwym trybie życia zwła­
szcza ludy wojownicze, żyjące z wojny i pracy swoich poddanych.
Ludy koczownicze i myśliwskie trudniej poddawały się niewolnic­
twu, a nie mogąc wytrzymać náporu zewnętrznego ustępowały.
Na okoliczność tę mało zwracano dotychczas w prehistorji uwagę,
a przecież wypadek podbicia jednego ludu przez drugi musiał
być częsty, o czem dowodnie przekonywują nas źródła wczesno
dziejowe. Tego rodzaju zabory wojenne kończą się najczęściej
wchłonięciem warstwy panującej przez warstwę służebną, a wyraża­
ją się jedynie przejęciem różnych cech kulturalnych, zwykle
silnie zbarbaryzowanych i zdegcnerowanych, przez lud podbity
od swoich panów.
Przykładem w polskiej prehistorji takiego panowania jednego
ludu nad drugim będzie wtargnięcie kultury grobów skrzynkowych
i podkloszowyoh, kultury przepisywanej Wandalom, lub może
słuszniej Bastarnom, na kulturę łużycką, którą skłonny jestem
uważać jako prastarą kulturę słowiańską. Pod panowaniem cbcem bogaty rozkwit kultury łużyckiej uległ zanikowi. Przejmuje
ona wiele cech zdobywców, zachowuje przecież prawie bez zmiany
obrządek pogrzebowy oraz szereg sobie właściwych form cera­
micznych, na których wyciska się tylko wpływ najeźdźców. Po wpadzie kultury grobów skrzynkowych i podkloszowych następuje
również germańskie wtargnięcie plemion burgundzkich, a kultura
słowiańska dopiero w końcowym okresie przeddziejowym, w po­
łowie pierwszego tysiąclecia po nar. Chr. wyzwala się od tego
panowania, występując na widownię jako kultura samoistna.
Wnioski.
Problem etniczny jest bardzo złożony, to też przy rozważa­
niach nad etnicznym charakterem danej kultury nie wystarcza
nigdy stwierdzić, że pewne jej cechy są pizejęte od obcej kultury
i na tej podstawie wnioskować o etnicznym jej charakterze ; trzeba
przeprowadzić analizę wszystkich cech danej kultury. Poznać do­
kładnie genealogję każdej cechy, przekonać się, co jest dziedzictwem
ubiegłego okresu na tym samym obszarze, co obcym wpływem,
czy wpływy te z jednego tylko, czy też kilku źródeł pochodzą,
wyróżnić i zanalizować formy lokalne powstałe pod wpływem
obcym, a teraz dopiero, gdy wszystkie elementy należycie-

28
poznano, możliwe są wnioski etniczne. Ostateczną jednak pewność
w niektórych wypadkach dać nam mogą dopiero badania antro­
pologiczne, które w połączeniu z wnioskami prehistorycznemi
dają żądaną od nauki ścisłość i rozstrzygają budzące się wątpli­
wości.
Lwów, październik 1921 r.

LITERATURA.
.ABERG N. Das nordische

Kulturgebiet in Mitteleuropa während der jüngeren
Steinzeit. Upsala 1918.
— Ostpreussen in Völkerwanderungszeit. Upsala 1919.
SLIJME E. Die germanischen Stämme. Mannusbibliothek, N. 8, 1912 i N. 14, 1915.
KOSSJNNA G. Die Herkunft der Germanen. Zeitschr. d. Ver. f. Volksk. 1895,
Idem. Mannusbibliothek, N. 6 1911, 2 wyd. 1920.
— Die indogermanische Frage archäologisch beantwortet. Zeitschr. f. Ethnol.
1902.
KOSTRZEWSKI J. Die ostgermanische Kultur der Spätlatenzeit. Mannusbibliothek
N. 17 i 19, 1919.
-MÖTEFiNDT H. Richtungen und Ziele der Vorgeschichtsforschung der Gegen­
wart. 25 Jahre der Siedlungsarchäologie, 1922.
NIEDERLE L. Slovanské starožitnosti. Dil I. 1902 i 1904.
PIČ J. L. Starožitnosti země české. Dil I, II i III 1899—1905.
— Přehled české archeologie. 1908.
■WIEKE G. Neolithišche Keramik und Arierproblem. Arch. f. Anthropologie. VII.
— Die Herkunft der Kelten, Germanen und Illyrer. Mannus. Bd. IX, 1918.
— Archäologie und Indogermanenproblem. Veröffentlichungen des Prov.
Museum zu Halle. Bd. I, Heft III.

ADOLF CHYBIŃSKI.

O ORGANIZACJĘ PRACY NAD MELODJAMI
LUDOWEMI.
TREŚĆ : Einogratja muzyczna po śmierci Kolberga s. 29, — Malerjały w Mu­
zeum etnograficznem na Wawelu i w Zakopanem, s. 31. — Początki
pracy z pomocą fonografu s. 31. — Instrumenty muzyczne s. 32. —
Kontynuacja dzieła Kolberga z pomocą fonograficznych zdjąć s.
33. — Muzea etnograficzne i archiwa fonograficzne s. 33. — Kurs
fonograficzny s. 34. — Wskazówki dla zbieraczy nie posiadających
fonografu s. 34. — Współpraca społeczeństwa z ogniskami badań
naukowych w pracy nad zbieraniem melodyj ludowych s. 37.

Etnografja muzyczna po śmierci Kolberga.
Wraz ze śmiercią Oskara KOLBERGA (1890) nastai właściwie
kres badań r.ad melodjami polskiego ludu, a wogóle zbierania
i wydawania ich. Jego następcy starali się według niewielkich
zresztą sił swoich prowadzić dalej dzieło męża wielkich zasług,
ale poza skromne wysiłki nie wyszli. Gdy dziś spoglądamy na to,
co się u nas działa w zakresie etnografji muzycznej, dochodzimy
do przekonania, a przynajmniej odbieramy zupełnie niezamącone
niczem wrażenie, że praca nad folklorem muzycznym w Polsce
ustała zupełnie. Objaw to tern groźniejszy, że postęp kultùry coraz
bardziej zagraża melodjom ludowym, wypierając je nietylko z po­
bliża miast i miasteczek, ale wprost rugując je w bardziej odda­
lone połacie ziem polskich. Znikają naprzód „stare nuty“, śpiewane
jeszcze przez starców i ich najbliższe otoczenie, przekształcają
się i wypaczają melodje powstające świeżo. Bo mimo wszystko
oczywiście nie wysycha źródło inwencji melodyjnej ludu; ale bije

30

z mniejszą siłą, mniej widocznie, odchylając się od tradycji. Całe
połacie ziem naszych, dawniej głośne od śpiewu i gry na ludo­
wych instrumentach, przycichły. Wojna wyniszczyła kraj nasz nie
tylko na polu dobra materjalnego ; to dobro da się odbudować.
Ale wojna, która nasłała na ziemie polskie w długotrwałą gościnę
nieproszonych gości różnego pochodzenia i wyrwała z ziem pol­
skich setki tysięcy synów ziemi i przeniosła je w obce krájej
wyniszczyła, a conajmniej wypaczyła wiele melodyj ludowych pol­
skich, przez to, że zaszczepiła w ludzie pierwiastki muzyczne,
które — gdyby nie wojna — nie byłyby nigdy przedostały się
do organizmu naszej ludowej pieśni, będącej najsurowszym ale
i najczystszym przejawem etnograficzno - muzycznym danego na­
rodu. Klęska to ogólna narodów, które prowadziły z sobą wojnę.
O ile jednak te narody do czasu wojny i podczas niej nie usta­
wały w pracy nad muzyką ludową i nie wypuszczały je] z opieki
jak dowodzi bogata zagraniczna literatura przedmiotu, o tyle u nas
nietylko podczas wojny nie odbywała się praca nad naszym folklo­
rem muzycznym, ale i na długi szereg lat przed nią. Ubóstwo
publikacyj z zakresu muzyki ludowej jest przerażające ; nie można
oprzeć się wrażeniu, że wynika ono jakby z ogólnego poglądu
na pozornie wystarczające prace KOLBERGA. Tymczasem prace te,
ani nie są dostateczne ani nie wytrzymują już próby czasu i na­
uki ; pomimo bowiem swego rzeczywistego ogromu dalekie są
nietylko od zupełności, ale i od metody, budzącej bezwzględne
zaufanie, oparte na kontroli. Mieszczą w sobie cenne skarby; ale
ileż razy budzą wątpliwość, gdy staramy się stwierdzić ich stosu­
nek do autentycznego śpiewu ludowego, a zwłaszcza ludowego
sposobu wykonywania ich czy zapomocą śpiewu, czy instrumen­
talnych środków ludu?! Dodać tu bowiem musimy w imię bez­
względnej słuszności, że muzyczne wiadomości KOLBERGA pozosta­
wiały wiele do życzenia i nie wystarczyły do zupełnie nienagannego
nutowego utrwalenia melodyj usłyszanych przezeń ; ileż zbio rów
melodyj wydanych przez nasze instytucje naukowe roi się od dy­
letanckich błędów, nie przynoszących naszej etnografji muzy­
cznej ani korzyści ani zaszczytu. A gdy już muzyka zdołano
wciągnąć w pracę etnograficzną, wtedy nie obeszło się bez retu­
szów, poprawek i wygładzeń melodji, a więc bez tych zabiegów,
które w rzeczywistości fałszują autentyczny wygląd melodji —
w myśl wymagań muzyk: artystycznej, t. j. nie ludowej. Tego nie

31
brak i u KOLBERGA. Tak zatem nigdy się niema bezwzględnej
pewności, czy wydana w druku melodja ludowa odpowiada rze­
czywistości, tembardzie’ że do ' rzadkości wielkich należą wyda­
wnictwa, które dokładnie podają tempo, wszak ciągle zmieniające
się w wykonaniu melodji przez lud, niemal od taktu do taktu,
przez wydawców również niezawsze szczęśliwie i trafnie ozna­
czonego.
Materjały w Muzeum etnograficznem na Wawelu i w Zakopanem.
W jednej tylko dzielnicy Polski praca nad. melodja nr ludowemi nie ustawała i rzec można — dotąd nie ustała: w Maiopolsce, w szczególności zaś w Małopolsce zachodniej. Przed kilkunastu
laty rząd austrjacki zorganizował zbieranie melodyj ludowych dla
zamierzonego przez się wydawnictwa „Das Volkslied in Oester­
reich“. Zebrano wiele materjału, który obecnie znajduje się pod
opieką tyle zasłużonego kustosza Muzeum etnograficznego w Kra­
kowie, p. Seweryna UDZIELI. Zbiory te po uzupełnieniu ich będą
przedstawiały się jako bardzo cenny materjał. Ale i w tym wy­
padku nie mamy do czynienia z materjałem dającym się skontro­
lować, gdyż nie zbieranym zapomocą metody jedynie nadającej
się do pracy nad etnografją muzyczną, a będącej w użyciu zagra­
nicy od lat 40 !
Początki pracy z pomocą fonografu.
Metoda ta słusznie nakazuje posługiwać fię fonografem,
który melodję utrwala i daje możność przeprowadzenia kontroli
przy wydawaniu jej w druku. Pierwsze próby — i jedyne dotąd —
podjął na Podhalu prof. juljusz ZBOROWSKI (Zakopane, Muzeum
Tatrzańskie) i podpisany. Zebrano razem kilkaset melodyj, które
będą mogły być wydane według należytych metod, tak aby od­
czytanie wzgl. odegranie lub odśpiewanie drukowanej melodji
było zgodne z akustycznym obrazem melodji śpiewanej względnie
granej przez lud. A tego brak było. właśnie wydawanym dotych­
czas mełodjoin ludowym.
Doszliśmy do punktu, od którego rozpoczynają się wytyczne
dla przyszłych i oby jak najszybszych prac na polu polskiej etnografji muzycznej. Jakie kroki należy poczynić, aby wejść na tory
realnej pracy, nad tern będziemy mogli później zastanowić się.

32

Instrumenty muzyczne.
Obok melodji zajmują w etnografji muzycznej równorzędne
miejsce instrumenty muzyczne ludu. Tu zaniedbanie nasze
jest może jeszcze większe, gdyż lekceważy się na ogół wykonawcze,
środki ludu. Któreż muzeum etnograficzne może wykazać się kom­
pletnym zbiorem instrumentów ludowych swej dzielnicy? Tymcza­
sem wiele rodzajów instrumentów używanych dawniej przez lud
już zniknęło lub jest na wymarciu i nie wiem, czy wszyscy intere­
sowani nawet zdają sobie w przybliżeniu sprawę z tego, jak
wielkie szkody już możemy zanotować. Brutalnie triumfalny pochóc
aparatów muzycznych w rodzaju harmonij ustnych i ręcznych
z jednej strony, z drugiej zaś wypieranie rodzi ,nych instrumentów
ludowych przez instrumenty używane dotąd tylko w muzyce arty­
stycznej (flet, klarnet i trąbka!) — oto obraz niebezpieczeństw,
które, o ile nie dadzą się już odsunąć, o tyle powinny zbieraczy
i muzea etnograficzne raz nareszcie natchnąć myślą, analogiczną
do tej, która zrodziła piękne plany ochrony przyrody i rezerwa­
tów. A ratunek w tej dziedzinie muzycznej etnografji jest może
bardziej niecierpiący zwłoki niż ratunek melodyj ludowych, które
w stosunku do życia codziennego są jako płody ducha trwalsze
niż instrumenty, jako płody materjalne. A więc nie lekceważyć
„bylejakiej“ piszczałki, na której pasterz gra sobie i bydłu, jest
bowiem bardzo wiele odmian piszczałek, które mieszczą w so­
bie nieraz szeregi tonów, układających się w gamy odrębne
i swoiste. Nie przechodzić obojętnie obok gęśli i skrzypków, po­
nieważ nie dorównują instrumentom fabrycznym; są one właśnie
niekiedy tak ciekawie skonstruowane, że można odkryć w nich
szczegóły z prastarego budownictwa instrumentalnego. Nie rzucać
pogardliwego uśmiechu w stronę większych i mniejszych basetli;
znajdziemy w nich nieraz interesujące formy. Zwrócić baczną
uwagę na różnego rodzaju ligawki i rogi (z kory drzewnej),
a zwłaszcza na dudy (zwane fałszywie kobzami) ; te bowiem osta­
tnie należą do najrzadszych ludowych instrumentów, gdy dawniej —
jak o tern świadczy literatura polska od XV wieku — dźwięki
ich znała każda wieś, niekiedy i dwór.
Ważnym materjałem są malowanki, t. j. obrazki na szkle
i innym materjale przedstawiające grajków wiejskich. Jestto niekiedy
jedyny materjał dla poznania dawniejszej muzycznej praktyki.

33

Kontynuacja dzieła Kolberga z pomocą fonograficznych zdjęć.
Dzieło KOLBERGA powinno być dokonane jeśli nie powtórnie,
to w każdym razie uzupeiniane. Musimy bowiem zdać sobie jasno
sprawę z faktu, żc obok okolic Polski, zbadanych (tylko ogólni­
kowo) przez KOLBERGA, istnieją przestrzenie, których ani on, ani
nikt inny dotąd nie zbadał. Melodje tych połaci etnograficznych
nie są wydane, ani też prawdopodobnie zebrane choć częściowo.
Stan ten nie znosi dalszej tolerancji i obojętności, ponieważ me­
lodje ludowe, mimo niewysychającej inwencji naszego ludu, giną,
a conajmniej tracą swój pierwotny, w większym niż obecnie sto­
pniu swoisty charakter. Nie można jednakże pracy dokonywać
metodą KOLBERGA, t.j. bez ścisłej kontroli; w przeciwnym razie
będzie to praca połowiczna, nie wytrzymująca ścisłej krytyki,
gdyż daleka od oddania rzeczy wistego .obrazu ludowej melodji,
a zwłaszcza — czego najwięcej brak właśnie dziełu KOLBERGA —
wykonawczego stylu ludowej muzyki, który sprawia, że np. me­
lodje zawarte w zbiorze KOLBERGA, nawet podane wiernie, nie są
tern, czem są w rzeczywistości, gdy je lud śpiewa lub gra. Przy­
pominają mowę człowieka, który zna wyrażenia ludowej gwary,
ale mówiąc nią źle akcentuje i intonuje i w ten sposób pozbawia
gwary jej najswoistszego wyrazu. O takich próbach notowania
melodyj przez KOLBERGA mawiał CHOPIN: „Dobre chęci, za wąskie
plecy“. Dziś niestety nawet dobrych chęci niewiele, mimo że
„plecy“ stały się... szersze. Rozporządzamy bowiem aparatem,
którym już od 40 lat posługują się etnografowie muzyczni. Jestto
fonograf utrwalający melodję w sposób nienaganny i dozwalający,
zapomocą nut przedstawić najwierniejszy obraz melodji, ponieważ
stanowi równocześnie nieomylną kontrolę dla zapisującego melodję.
Blůze'1 etnograficzne i archiwa fonograficzne.
Wałki względnie płyty fonograficzne z chwilą sporządzenia
z nich metalowègo (cynkowego) odlewu, zebrane w większej ilości,
posortowane według wsi albo rodzą,ów mogą stanowić — jak to
widzimy u obcych — „fonograficzne archiwum“ etnograficznego
muzeum. Oto sposób chronienia melodyj ludowych przed zagi­
nięciem, oto sposób zachowania „starych nut“, t. j. melodyj, które
po pewnym czasie skazane są na wymarcie, gdyż warunki kultu­
ralne, wśród których mogły istnieć, zmieniły się zasadniczo.
Lud. T. XXI.

3

34

Ściśle rzecz biorąc, każde muzeum etnograficzne, czy w większem mieście, czy na prowincji, powinno posiadać fonograf (EDI­
SONA lub PATHÉ) i gromadzić materjały dla celów naukowych
(wydawniczych). Nie wątpię ani na chwilę, iż nie brakłoby jedno­
stek muzykalnych (niekoniecznie muzyków), które, będąc w ści­
słym lub luźnym kontakcie z muzeami etnograficznemi, mogłyby . *
pracę nad zbieraniem melodyj zapomocą fonografu podjąć i pro­
wadzić skutecznie. Niestety fonograf jest dziś aparatem koszto­
wnym i stanowi na polskich ziemiach rzadkość niewątpliwie większą,
niż mikroskop, choć jest oczywiście bez porównania tańszy, niż
ten ostatni. Gruntowna reforma waluty pozwoli muzeom nabyć
ten niezbędny środek naukov/y, a ze względu na jego nieodzowność będzie to jeden z pierwszych nabytków, tembardziej, że
wszak etnografja muzyczna leży u nas oddawna odłogiem i wy­
maga bardzo szybkiego, niezwłocznego rozpoczęcia pracy.
Kurs fonograficzny.
Zanim to nastąpi, niezbędne będzie urządzenie kursu fono­
graficznego dla zbieraczy melodyj desygnowanych przez muzea.
Tu pomoc Ministerstwa W. R. i O. P. będzie musiała okazać się
w całej pełni zrozumienia zadań, tak ważnych dla nauki i kultury
narodowej. Urządzenie kursu będzie dowodem inicjatywy ze strony
muzeów i towarzystw naukowych i etnograficznych, oraz krajo­
znawczych. Nie należy łudzić się, że sprawa melodyj ludowych
„powinna“ interesować instytucje muzyczne. Wszak tu chodź;
0 objekty etnograficzne, naukowe, nie zaś o sprawy twórczości
artystycznej i nauczaria twórczej lub wykonawczej praktyki mu­
zycznej. Zbieranie melodyj ludowych i instrumentów etnografi­
cznych nie wymaga żadnych specjalnych studjów z zakresu teorji
1 praktyki muzycznej.
Wskazówki dla zbieraczy nie posiadających fonografu.
Natomiast jak długo nie można zbierać melodyj ludowych
zapomocą fonografu (z powodów wyżej podanych), tak długo
niewątpliwie tylko muzycznie nrzygotowane jednostki mogą być
wzięte w‘ rachubę. „Muzycznie przygotowane jednostki“ t.zn. te,
które umieją z zupełną ścisłością zanotować melodję ludową graną

35

iub śpiewaną, według słuchu przy wielokrotnie powtarzanej kon­
troli. Nigdy nie można ufać swemu słuchowi bezwzględnie. Prawa
rytmu, metrum, tempa, taktu i t. d. zazębiają się wzajemnie,
tworząc niekiedy węzeł, przy którego rozwiązaniu nie wolno szu­
kać pomocy we własnem „widzimisię“. Są to kwestje trudne,
•często bardzo trudne, zwłaszcza wtedy, gdy się ma do zanotowa­
nia melodję graną lub śpiewaną w szybkiem tempie, a składającą
się z wielu krótkich nut i ozdobników z zastosowaniem słynnego
„tempa rubata“, które tak zachwyciło CHOPINA. Dlatego też tak
mało melodyj tego rodzaju, nieraz przedstawiających się jako bar­
dzo piękne okazy muzycznego „esprit“, spisano ; dlatego również
w rękopiśmiennych i drukowanych zbiorach spotykamy najczęściej
melodje łatwe i już skądinąd znane, a najbardziej interesujących
brak. Regulator w fonografie jest oczywiście wielkiem ułatwieniem:
..zwalnia kilkakrotnie tempo melodji, tak że bez trudu można melcdję zanotować. Inaczej oczywiście rzecz się ma przy notowaniu
bezpośredniem. Przytem ma się do zwalczania słuchowe przyzwyczaienia, powstałe z powodu ustawicznego słuchania muzyki arty. stycznej, rozporządzającej tylko dwoma rodzajami tonacji : dur
i moll, gdy tymczasem muzyka ludowa jest pod tym względem
bogatsza, i to o wiele bogatsza. Ma bowiem do swej dyspozycji
nietylko te dwa rodzaje tonacji (ściślej mówiąc : gam), ale i inne,
a więc gamy „kościelne“ (średniowieczne) i ściśle etnograficzne.
Np. obok używanej w naszej muzyce ludowej bardzo często to­
nacji lidyjskiej (c, d, e, fis [zamiast i], g, a, h, c), spotykamy
niekiedy (najczęściej na Podhalu) modyfikację etnograficzną tej
gamy (c, d, e, fis, g, a, b, c), i t. p. Słuch zaś ogółu wyschematyzowany. na gruncie muzyki artystycznej uważa odchylenie od
schematu dur i moll za fałsz, co nie odpowiada rzeczywistości.
Słuch przyzwyczaił się pod wpływem artystycznej muzyki do tego,
że słyszy oddalenie pierwszego niższego tonu od tonu zasadni­
czego gamy o pół tonu, np. gdy tor. cl jest zasadniczym, wtedy
cis jest jego pierwszym niższym (w szeregu tworzącym gamę),
a więc oddalony jest od d o pół tonu. Tymczasem w ludowej
muzyce spotykamy tak często c zamiast cis. Takich cech cha­
rakterystycznych jest wiele i należy się z niemi przy spisywaniu
melodyj liczyć. W nich bowiem leży najczęściej tajemnica swoisto­
ści melodji ludowej, jej wdzięk i nieopisany czar. I jeśli przy
spisywaniu melodyj ludowych nie rozporządza ktoś fonogiaiem,
3"'

36

to przynajmniej dwoma pomocniczemi środkami powinien bezwa­
runkowo posługiwać się Pierwszym z nich jest stroik, jak np„
przy strojeniu skrzypiec, jeśli ktoś nie posiada absolutnego słuchu.
Tonacja melodji śpiewanej lub granej przez medjum (wieśniaka
lub wieśniaczkę) powinna być bezwzględnie podana, albo przy­
najmniej wysokość pierwszego tonu. Dla badań nad fizjologją
słuchu naszego ludu jestto rzecz niezbędna. Drugim środkiem
pomocniczym powinien być metronom MÄLZLA dla dokładnego
oznaczenia tempa melodji. Używane przez KOLBERGA i innych
dla oznaczenia tempa wyrazy, jak „andante“, „presto“, „powoli*,
„szybko“ itp. są ze stanowiska ścisłości prawie bezwartościowe.
Nie posługiwanie się temi środkami sprawia, że prace nad melodjami ludowemi muszą względnie będą musiały być ciągle na
nowo podejmowane. W rzeczywistości dzieło KOLBERGA i innych
powinnoby być jeszcze raz dokonane. Zachodzi obawa, że dałoby
się dokonać tylko w niewielu wypadkach ; za wiele bowiem melodyj zanotowanych przez KOLBERGA już zniknęło bez śladu, Wobec
swobody tempa w melodjach ludowych należy oczywiście zazna­
czyć tempo przeciętne, zasadnicze, zwracać zaś uwagę na miejsca
przyspieszeń i opóźnień, a choć niezawsze jest możliwe szczegó­
łowe postępowanie, to przecież rasowy instynkt przychodzi z po­
mocą, nawet pomocą wydatną. Niemniej należy liczyć się z tern,
że takt oznaczony na początku melodji nie zawsze obowiązuje od
początku po końca (od taktu do taktu). Zdarzy się nawet dość
często, że jeden lub więcej taktów w melodji parzystotaktowej
(na 2 lub na 4) przybiera charakter taktu nieparzystego (na 3).
Tu postępowanie powinno być nacechowane wszelkiemi znamio­
nami ostrożności : wszak tu właśnie wpływy i skutki „tempa ra­
bata“ są najwidoczniejsze. Niemniej należy zwracać uwagę na dy­
namikę: wszak i ona jest cennym materjałem do badania fizjologji muzycznej. Nie dotyczy to w wyższym stopniu melodyj
tanecznych, lecz lirycznych, także wszelkich okrzyków i tzw. hukań pasterskich, prawie nigdzie u nas nie zbadanych, nie zapisa­
nych, nie opublikowanych. Austrjacki etnograf muzyczny Dr. Józef
POMMER, niedawno zmarły, zebrał i wydął 444 okazów tego ro­
dzaju z Alp. Niezmiernie to cenne objawy prymitywów muzy­
cznych.
Tyle mniej więcej ogólnych uwag mamy do zanotowania
dla zbieraczy melodyj ludowych, nie posługujących się fonogra-

37

fern. Oczywiście uwagi te odnośnie do oznaczar.ia tonacji, tempa,
taktu itd. dotyczą i zbieraczy i wydawców melodyj utrwalonych
zapomocą fonografu, który zresztą jest znakomitym środkiem
kontroli, dającym się w każdej chwili zastosować dla sprawdzenia
w iarygodności wydanych w druku melodyj. Jednakże — raz jeszcze
zaznaczamy — nie można odkładać pracy nad zbieraniem melodyj
ludowych aż do czasu, w którym wszystkie muzea etnograficzne
i jednostki interesujące się etnografją muzyczną, znajdą się w po­
siadaniu fonografów. Z drugiej strony czynniki te muszą usta­
wicznie czuwać nad okazją nabycia fonografów i nie zapomi­
nać, że każda zwłoka, zawiniona czy nie zawiniona, mści się na
niewinnych melodjach ludowych, uważanych za rodzaj „res nulJiiis“. Wskazane byłyby w tym wypadku próby porozumień się
z etnograficznemi instytucjami Ameryki i może Anglji.
Współpraca społeczeństwa z ogniskami badań naukowych
w pracy nad zbieraniem melodyj ludowych.
jak przeprowadzić pracę, której istota i treść nas dotąd
zajmowała? Co może stać jej na. przeszkodzie i jak przeszkody
usunąć ?
Jednostkom, które miały dotąd możność brania udziału w ja­
kichkolwiek organizacjach, mających na celu czy naukę czy kult
sztuki albo pracę społeczną, nie obce jest zapewne zdanie, na
pół poufnie, na pół otwarcie wypowiedziane, że nawet najspra­
wniejsza i najlepiej obmyślona organizacja nie funkcjonuje należy­
cie, jeśli nie działa w niej „spi itus movens“, reprezentowany przez
jednostkę (nie zawsze... prezesa!) pełną inicjatywy i zapału, woli,
energji i sumienności wobec zadania. Żadna jednak praca nie
wymaga właśnie współdziałania jednostek w tym stopniu, co praca
etnograficzna i jej organizacja. Inicjatywę ująć muszą w swe ręce
jednostki we wszystkich ziemiach Polski. Ale nie mogą to być
jednostki prywatne, lecz te, które posiadają już oparcie w insty­
tucjach etnograficznych, a więc albo w Towarzystwach Etnogra­
ficznych, albo jeszcze korzystniej w Muzeach Etnograficznych,
czy Krajoznawczych. Każde Muzeum, reprezentujące pewną połać
żitmi polskiej, powinno stać się ostoją pracy nad zbieraniem
i inwentaryzowaniem melodyj ludowych swego okręgu, tak jak
to widzimy w-muzeach skandynawskich. Jeśli zdobędzie fonograf,

38
powstanie wówczas zbiór wałków fonograficznych : „Archiwum fo­
nograficzne“. Jeśli nie będzie w możności posiadania fonografu,.
. utworzy zbiór rękopisów z pieśniami, starając się je grupować
według wsi, lub — co jednak trudniejsze — według typów mełodyj. Najodpowiedniej byłoby grupować je tak, aby na kartkach
papieru nutowego w jednym formacie, notować każdą meiodję
z osobna. Należy bowiem uświadomić sobie, że wprawdzie pieśń
ludowa jest i tekstem i melodją równocześnie, że jednakże istnieją
ludowe melodje bez tekstów (np. taneczne), a więc instrumen­
talne, tak rozpaczliwie mało uwzględniane dotąd. Muzeum wcho­
dzić winno w ustawiczne porozumienie z jednostkami, które mo­
głyby melodje fonograficznie zdejmować lub notować i — jak
to widzimy np. w muzeum koper.hasxiem — prowadzić dziennik
wpływów melodyj do zTnoruj Rt5""zanietibując ani na chwilę czu­
wania nad tokiem i rozwojem pracy, nie czekając na dobre uspo­
sobienie lub przyjemny nastrój zbieraczy. Ustawiczne przypomi­
nanie im obowiązku pracy nad sprawą ojczystą, wysyłanie rzeczo­
wych zapytań i kwestjonarjuszy i t. d. będzie środkiem do
wymuszenia ciągłości pracy i zapewni należyte rezultaty, dla na­
uki korzystne, dla uzupełnienia i korektury prac KOLBERGA
i wydania zbiorów nieodzowne. Stale zajęta w Muzeum jednostka,
czy w. charakterze urzędnika czy asystenta lub kustosza, ma. czu­
wać nad tem, na co powyżej wskazaliśmy. Niewątpliwie byłoby
bardzo korzystne, gdyby znała jeśli nie technikę porządkowania
melodyj, to przynajmniej umiała czytać nuty. Ale na razie jest to
nie zawsze możliwe. Praca zaś musi być rozpoczęta bezzwłocznie.
W każdymbądź razie w niedalekiej już przyszłości większe Muzea
Etnograficzne nie będą mogły w zakresie pracy nad etnografją
muzyczną być obojętne lub traktować tę zaniedbaną karygodnie
pracę w sposób dyletancki. Nie pomoże wybieg, że nikt w Mu­
zeum nie jest „muzykalny“ lub „muzykalnie wykształcony“.
Warunki te wszak mogą posiadać właśnie współpracownicy lub
korespondenci Muzeum, które ma jedynie zapewnić pieczę zbio­
rom przez nich dostarczanym, a przedewszystkiem werbować tych
dostawców, jak to uczynił, np. kustosz krakowskiego Muzeum
Etnograficznego p. Seweryn UDZIELA. Musi nareszcie obudzić się
świadomość w kierownictwie i personálu każdego Muzeum, że
basetla nie ma mniejszej wartości od barwionej skrzyni, że
piszczałka nie jest niczem gorszem od ozdobnej drewnianej łyżki,

39

że tekst pieśni, przedstawia nie wyższą wartość od melodji, że
wreszcie zaniedbanie jakiekolwiek działu etnograficznego dowodzi *
dyletantyzmu i bardzo wąskiego uświadomienia w zakresie kultury
naukowej, niepraktykowanego nigdzie na Zachodzie! Nie wolno
niszczyć żadnego objawu duchowej i materjalnej pracy narodu,
zwłaszcza pracy, która jest wykładnikiem jego etnicznej swoistości.
Tę przeszkodę należy usunąć; a jestto przeszkoda najwięk­
sza, bo tkwiąca w braku uświadomienia, w rażącej każdego Europejczvka ciasnej jednostronności, która powoduje, że Muzea do­
tknięte nią,' zwężają mimowoli całą skalę rozległego życia narodu
i w zbiorach swych dają obraz niekompletny, a wobec obcych,
zwiedzających nasze Muzea, dla nas niekorzystny.
Niewątpliwie rzeczą trudną jest rozpocząć pracę bez planu,
bez poprzedniego, dawniejszego zapoczątkowania. Dlatego też
postaramy się w najbliższej przyszłości nakreślić plan pracy i po­
dać szereg zupełnie nieskomplikowanych kwestjonarjuszy, które
będą w stanie stworzyć podstawę pracy nad zbieraniem i po­
rządkowaniem melodyj ludowych. W pracy tej zcentralizowanej
w poszczególnych muzeach prowincji i miast głównych odegrają
niemałą rolę ci właśnie, którzy oświatę w lud niosą : tj. nauczy­
cielstwo, a obok niego wszyscy ludzie dobrej woli i sumienności.
Któż bowiem nie zdaje sobie sprawy z tego, że chodzi o do­
bro całej Polski, zarówno wobec Niej, jak wobec całego świata.
I o tej właśnie pracy, jak o każdej innej w tym rodzaju, należy
sobie powiedzieć: „Suprema lex esto!!“ A w ślad za nią pójdzie:
zadowolenie u swoich, uznanie i podziw u obcych !!
Zakopane, w listopadzie 1921.

EUGENJUSZ FRANKOWSKI.

ZBIORY ETNOGRAFICZNE W POLSCE.
I.
TRESC : Wstęp s. 40. —» Muzeum etnograficzne w Warszawie s. 41. — Mu­
zeum im. Dzieduszyckich we Lwowie s. 43. — Zbiory etnograficzne
Muzeum Przemysłu artystycznego we Lwowie s. 46. — Muzeum Naro­
dowe im. Króla Jana ni we Lwowie s. 47. — Ruskie Muzeum Narodowe
we Lwowie s. 48.
Muzeum etnograficzne w Krakowie s. 49. — Mu­
zeum Przemysłowe im. Dra Baranieckiego w Krakowie s. 52. — Muzeum
Narodowe w Krakowie s. 54. — Dom Matejki w Krakowie s. 55.

Nowopowstałe Polskie Towarzystwo Etnologiczne postano­
wiło roztoczyć opiekę naukową nad istniejącemi u nas zbiorami
etnograficznemu Zoiorów takich, czy to występujących jako samo­
dzielne muzea etnograficzne, czy też stanowiących oddziały, lub
wchodzących w skład innych zbiorów, mamy w Polsce znaczną
ilość. Znane są one tylko z nazwiska. Brak inwentarzy i katalo­
gów racjonalnych, uniemożliwia nam zdanie sobie sprawy z ich
zawartości, tern bardziej, że w niejednem muzeum znaczna ich
część spoczywa w skrzyniach dla braku miejsca wystawowego,
a więc jest zupełnie niedostępna dla zwiedzających.
Wychodząc z założenia, że opiekę musi poprzedzić poznanie,
P. T. E. postanowiło przystąpić do zinwentaryzowania na własną
rękę wszystkich zbiorów etnograficznych w Polsce. Inwentarze te
posłużą do sporządzenia niezbędnego katalogu kartkowego dla
Centralnego Biura Etnologicznego w Warszawie. Dotychczas
zinwentaryzowane zostały zbiory etnograficzne przechowywane
w Muzeach Warszawy, Krakowa i Lwowa; następnie kolej przyj­
dzie na pozostałe zbiory mniejsze, rozrzucone po całym kraju.
Artykuł niniejszy, będąc rodzajem krótkiego sprawozdania
z pracy wykonanej, ma na celu zaznajomienie szerszych kół spo-

41
Męczeństwa naszego ze zbiorami etnograficznemi, historją ich po­
wstania, ich stanem i warunkami istnienia i rozwoju na przyszłość.
T4c wstanie zbiorów zawdzięczamy inicjatywie osób prywa­
tnych, ludzi dobrej woli i zapalonych entuzjastów. Bliższe pozna­
nie wysiłków poszczególnych jednostek wzbudza słuszną cześć
dla ich owocnego poczynania, nie pozwala nam jednak zamknąć
nczu na wielostronne braki tych zbiorów. Drażliwą stronę tych
braków ominiemy w ten sposób, że po przeglądzie wszystkich
zbiorów etnograficznych w Polsce, co, jak przypuszczamy, zajmie
nam miejsce w kilku następnych numerach „Ludu“, omówimy zbio­
rowo, a dokładnie wszystkie błędy naszej muzeologji etnografi­
cznej. Każdy z kierowników, mających dobro sprawy narodowej
i nau kovej na celu, znajdzie dotyczące swych zbiorów uwagi
i wyciągnie z nich wnioski niezbędne.
Muzeum Etnograficzne w Warszawie.
w gmachu Muzeum Rolnictwa i Przemysłu, ul. Krakowskie Przedmieście 66.)

Pierwsze Muzeum etnograficzne w Polsce otworzone zostało
na widok pubüczny w kwietniu 1888 r. w Warszawie. Założone
z inicjatywy mecenasa J. M hAMIŃSKIEGO i popierane staraniem
-Wisły“ w osobie J. KARŁOWICZA, zdołało w krótkim czasie zgro­
madzić, dzięki ofiarności znaczną ilość okazów dotyczących etnogrniji polskiej i obcej, a składanych w darze lub depozycie.
Pierwsze muzeum mieściło się przy ogrodzie zoologicznym
w pałacyku Bagateli, wzniesionym pod koniec XVIII w. przez
malarza Marcina BACCIARELLEGO. W r. 1890 Muzeum etnografi­
czne, liczące już 2.000 okazów, zagrożone zostało ruiną z powodu
upadku spółki i likwidacji ogrodu zoologicznego. Wyratowało je
°d zaguby grono miłośników, które 2 stycznia 1891 roku zaku­
piło zbiory na imię Jana KARŁOWICZA i czasowo umieściło w skła­
dach Frascati. W 1892 r., dzięki staraniem p. L. JANIKOWSKIEGO,
zbiory muzealne, wzbogacone jego osobistą piękną kolekcją afry­
kańską, zostały znów otwarte dla szerszego ogółu jako „stała
wystawa etnograficzna“, mieszcząca się przy ul. Krakowskie Przed­
mieście Nr. 17. W rok potem nastąpiła jeszcze jedna przepro­
wadzka na ul. Wiejską Nr. 18 do domu hr. Branickiego, skąd
w 1896 r. do gmachu Muzeum Przemysłu i Rolnictwa, w którem

42
od 25 lat przebywa bez przerwy, dostępne dla szerszej publi­
czności.
Opiekę nad zbiorami roztoczyło założone w r. 1899 „Grono
Miłośników Etnografji“ z J. KARŁOWICZEM na czele, które to Grono
zbiory Muzeum Etnograficznego przekazało nod opiekę Muzeum
Przemysłu i Rolnictwa. Należy wyrazić najwyższe uznanie komi­
tetowi Muzeum P. i R., które w ciągu lat 25 czuwało nad ca­
łością powierzonych sobie zbiorów. Doskonały stan ich zachowa­
nia zawdzięczamy niestrudzonej 25 letniej opiece kustoszki p.
Heleny KAM1ŃSKIEJ, siostry inicjatora i założyciela tego pierwszego
Muzeum etnograficznego w Polsce.
Muzeum Etnograficzne mieść się na trzeciem piętrze, w gma­
chu muzeum P. i R., posiada układ dzielnicowy i ma następujące
okazy oryginalne i modele:
80 kompletnych strojów ludowych, z których 56 polskich
i 24 obcych; 333 okazy poszczególnych części ubrania; 215
ubrań głowy.
75 okazów tkanin ludowych; 69 próbek haftów i tkanin
ludowych.
43 przyrządów, mających związek z paleniem tytoniu ; 18 ki­
jów, lasek, oznak władzy i obrzędowych; 12 karbów i wrębów;
36 lalek w strojach ludowych.
12 dużych modeli chat ; 27 sprzętów domowych ; 392 okazy
ceramiki ludowej ; 200 sprzętów gospodarstwa domowego ; 8 przy­
rządów do świecenia; 20 ozdób wnętrza chaty; 13 rzeźb dewocyjnych.
87 narzędzi rolniczych; 21 narzędzi rybackich; 135 przyrzą­
dów tkackich ; 33 okazy koszykarstwa.
33 instrumenty muzyczne ; 66 przedmiotów dotyczących
obrzędów ludowych; 64 okazy ciast obrzędowych; 74 okazy
z zakresu medycyny ludowe; ; 2300 pisanek, przeważnie z byłei
Kongresówki i Kresów wschodnich; 411 wycinanek ludowych;
102 zabawki ludowe.
Następnie, dział słowiańszczyzny skupia 306 przedmiotów.
Prócz tego Muzeum posiada ciekawe zbiory etnograficzne,
pochodzące z innych części świata, jako to 2670 okazów z Azji*
900 okazów z Afryki, 140 z Ameryki i 63 z Oceanji. Są to dary
P. BOCZKOWSKIEGO, J. CZAKIEGO,

L. DUDREWICZA, L. JANIKOW­

SKIEGO, K. PODHORSKIEGO, W. PUPPEGO

i innych.

43

Dopełnieniem zbiorów są: pięć tek z wzorami haftów ludo­
wych i skrzyń malowanych ; 500 fotografij typów i scen ludowych
z różnych części świata i r.koło 2000 klisz oryginalnych, pocho­
dzących z wypraw naukowych uczonych naszych do różnych czę­
ści świata.
Zbiory etnograficzne posiadają inwentarz z numerem bieżą­
cym. Krótki przewodnik po zbiorach, skreślony przez Dyrektora
J. LESKIEGO w 1905 roku, dawno już jest wyczerpany. Zbiory
otwarte od 10 do 2 z wyjątkiem pomedziałków i czwartków.
Wstęp 10 marek od osoby.
Przy Muzeum Etnograficznem, za inicjatywą p. M. WAWRZENIECKIEGO, artysty malarza i uczonego, została założona praco­
wnia masek tekturowych dla manekinów do strojów ludowych
i odlewarnia w gipsie ciast obrzędowych.
Pracownia ta, której czynności podczas wojny zostały zawie­
szone, wznowi swą pracę z rokiem bieżącym i będzie posiadała
na składzie maski typów ludowych dla muzeów dzielnicowych,
na wymianę za dublety okazów etnograficznych.
W związku z Muzeum etnograficznem mieści się na I piętrze
Centralne Biuro etnologiczne, z pracownią i bogato zaopatrzoną
bibljoteką. Biuro otwarte od 10 do 1 z wyjątkiem świąt.
W grudniu bieżącego roku Muzeum P. i R. przystępuje do
reorganizacji swej instytucji, przeobrażając się w istotne Muzeum
przemysłu i rolnictwa. Odchodzą z pod jego opiekuńczych skrzy­
deł usamodzielnione dziś pracownie naukowe, które w dobie rzą­
dów rosyjskiego najeźdźcy znajdywały w Muzeum P. i R. opiekę
i bezpieczeństwo. Komitet Muzeum P. i R., które jest prawnymwłaścicielem Muzeum etnograficznego, zamierza oddać te zbiory
Państwu, użyczając i nadal gościnności w swym gmaichu, nietylkodla Muzeum, ale też i dla Biura Etnologicznego i Polskiego To­
warzystwa Etnologicznego, aż do chwili, kiedy rząd wyznaczv
w Warszawie odpowiedniejsze pomieszczenie dla Samodzielnego
Muzeum Etnograficznego.
Muzeum imienia Dzieduszyckich we Lwowie.
W połowie ubiegłego wieku Hr. Włodzimierz DZIEDUSZYCKŁ'
powziął myśl utworzenia Muzeum, „któreby dawało obraz o iie

44

możności wierny tego wszystkiego, co przyroda ma i miała na
dawnym obszarze naszej ziem-“. Około jego wspaniałego zbiorę
ornitologicznego zaczęły się grupować inne zbiory przyrodnicze,
tworzące działy : zoologiczny, geologiczno-mineralogiczny, paleon­
tologiczny, botaniczny, do których najpóźniej przybyły: etnogra­
ficzny i przedhistoryczny. Dziś niemniej bogato niż inne działy
przedstawia się dział etnograficzny, umieszczony w 9 pokojach
na drugiem piętrze Muzeum.
Na specjalną uwagę zasługuje najbogatszy w Polsce zbiór
■ceramiki ludowej, liczący 2770 okazów. Obejmuje on niemal
wszystkie ważniejsze miejscowości, znane w kraju z garncarstwa.
Zbiór ten nietylko daje nam ogólne pojęcie o kształtach naczyń,
ich materjale i o zdobnictwie naszego garncarstwa, lecz pozwala
wyśledzić charakter twórczości poszczególnych v.arsztatów, dzięki
większej ilości okazów zgromadzonych z poszczególnych miejsco­
wości.
W ostatnich czasach piękny ten zbiór o mało co nie uległ
zniszczeniu. Doprowadziłoby było do tego projektowane usunięcie
z sal części wystawionych naczyń, ażeby w ten sposób otrzymać
miejsce dla rozmieszczenia innych zbiorów. Uskutecznienie tego
projektu odbiłoby się fatalnie na całości zbioru, uniemożliwiając
w pełni studjum g.up poszczególnych, a co najważniejsze; nara­
ziłoby na niechybną zagładę część usuniętych okazów. Na szczę­
ście projektu tego nie uskuteczniono i zbiór ceramiczny pozostał
na miejscu.
Bardzo cenne są zbiory z Huculszczyzny Muzeum posiada
największy w Polsce zbiór pisanek liczący 4393 okazy z różnych
dzielnic Rzeczypospolitej, z których trzy czwarte pochodzą z Ma­
łopolski Wschodniej.
Całe Muzeum etnograficzne podzielone zostało na 12 dzia­
łów przygodnych, w których grupują się wszystkie zebrane okazy.
Dział I stanowią ubrania. Jest tu 14 manekinów ubranych
w kompletne stroje ludowe z różnych dzielnic Polski i Rusi; 50
okazów poszczególnych części ubrania mieszczańskiego; 49 ubrań
•głowy, 30 okazów tkanin wełnianych ; 21 próbek haftów ludo­
wych: wreszcie zbiór barwików używanych w tkactwie ludowem,
pochodzenia roślinnego i mineralnego.
Dział II obejmuje ceramikę ludową w liczbie 2770 okazów.
Dział III skupia 36 wyrobów bednarstwa ludowego.

45
Dział IV zawiera 9 przyrządów tkackich.
Dział V gromadzi 50 okazów koszykarstwa.
Dział VI liczy 42 okazy sprzętów domowych.
Dział VII obejmuje całą Huculszczyznę. Widzimy tu: 12 ubrań
głowy; 296 metalowych ozdób ciała i stroju; 22 formy i modele
do odlewania tych ozdób; 11 pasów skórzanych: 20 torb skórza­
nych; 10 przyrządów mających związek z paleniem tytoniu; 53
laski z okuciem i ozdobami ; 22 okazy broni palnej ; 58 prochownie,
rożków ftp.; 24 noże; 12 harapów.
9 modeli z zakresu budownictwa ; 6 sprzętów domowych ;
6 sprzętów gospodarstwa domowego; 81 okazów artystycznych
wyrobów drewnianych braci Szkryblaków i innych; 16 przyrządów
do zaprzęgu; 5 przyrządów dc koszenia; 22 kądziele; 14 instru­
mentów muzycznych ; 576 pisanek huculskich ; liczne fotografje
i rysunki typów i scen ludowych.
Dział VIII zawiera 11 ludowych polskich instrumentów mu­
zycznych.
Dział IX gromadzi ó skrzyń malowanych.
Dz:ał X ma 6 wzorów płócien malowanych i wzory do ich
wyciskania.
Dział XI obejmuje 94 przedmioty z Podhala.
Wreszcie ostatni dział XII zawiera 23 okazy narzędzi rybac­
kich, używanych w Małopolsce Wschodniej.
Pierwszy przewodnik po Muzeum ukazał się w 1895 r. skre­
ślony przez założyciela Hr. W. DZIEDUSZYCKIEGO. Drugie jego
wydanie wyszło w r. 1907 i jest oddawna wyczerpane. W prze­
wodniku tym, obejmującym 112 stronic, opis zbiorów etnografi­
cznych zajmuje stron jedenaście..
Kustoszem działu etnograficznego w Muzeum był Włodzimierz
SZUCHIEWICZ- Po jego śmierci stanowisko to nie zostało obsa­
dzone i w zbiorach etnograficznych daje się odczuwać brak kie­
rującej siły fachowej.
Muzeum jest własnością prywatną rodziny Dzieduszyckich
i jego uposażenie opiera się na ordynacji kluczów Poturzyc
i Zarzecza. Przed wojną ordynacja wypłacała 24.000 koron austrjackich na utrzymanie Muzeum i 20.000 koron na wydawnictwa.
Dziś, kiedy dawne zobowiązania byłyby niewystarczające, nowy
ordynat Hr. Włodzimierz DZIEDUSZYCKI daje 100.000 Mk. miesię-

46
cznie na wydawnictwa, opłaca sześciu współpracowników nauko­
wych muzealnych i pokrywa wydatki na służbę i administrację.
Dotychczasowy gmach jest niewystarczający dla zbiorów
i ordynat DZIEDUSZVCKI nosi się z myślą stworzenia nowej, obszer­
niejszej siedziby dla tego ogólno polskiego Muzeum krajoznaw­
czego. Muzeum otwarte bezpłatnie dwa razy tygodniowo. Dla
ludzi pracujących naukowo i chcących korzystać ze zbiorów i bo­
gatej bibljoteki, Zarząd bardzo gościnnie otwiera podwoje, czyniąc
wszelkie daleko idące udogodnienia w pracy.
Zbiory etnograficzne Muzeum Przemysłu artystycznego
we Lwowie.
Muzeum to powstanie swoje zawdzięcza rozbudzonemu silnie
w połowie wieku ubiegłego w całej Europie prądowi,, który dążył
do odrodzenia przemysłu artystycznego u źródeł dawnej sztuki.
Muzeum powstało w 1874 roku jako Miejskie Muzeum Prze­
mysłowe, kierowane przez Radę nadzorczą, wybieraną co trzy
lata przez reprezentację miejską. Po 30 latach usilnej pracy
w 1905 r. zbiory muzealne i blbljoteczne zostały przeniesione do
własnego gmachu i oddane do użytku publiczności. Zaszedł tu
fakt, niestety tak często spotykany, że gmach, wzniesiony spe­
cjalnie dla Muzeum, dla takiego celu się nie nadawał. Było to
skutkiem tego, że plany gmachu i jego budowa wykonane zostały
przez Dyrekcję Gal. Kasy Oszczędności bez porozumienia .się
z Zarządem instytucji muzealnej.
Nieodpowiedni rozkład i rozmiary sal, niewłaściwe umieszcze­
nie drzwi, okien i kaloryferów stały się powodem, że ani prze­
strzeń należycie wyzyskać się dała, ani też niepodobna było
ugrupować okazów w sposób przejrzysty i systematyczny. Przyrost
zbiorów stán ten bardziej jeszcze pogarsza.
Wszystkie inne polskie zbiory etnograficzne mieszczą się
w gmachach, które zbiegiem szczęśliwych okoliczności udało się
na ten cel pozyskać. Rzecz oczywista, że nie wznoszone w tym
celu, nie odpowiadają one wymaganiom współczesnej muzeologji
i wyzyskanie ich dla zbiorów, mimo całej pomysłowości kierowni­
ków, nigdy nie daje wyników najlepszych. To też fakt wznosze­
nia specjalnego gmachu muzealnego na chybił trafił, bez dopu­
szczenia do głosu strony zainteresowanej, zasługuje na najwyższą

47

naganę za lekceważenie opinji miarodajnej i trwonienie grosza
publicznego.
Muzeum przemysłu artystycznego posiada w swych zbiorach
750 numerów z zakresu etnografji, rozrzuconych wśród poszcze­
gólnych działów muzealnych. W rozdziale okazów przyjęto system
podziału dwojaki, częścią na grupy technologiczne według materjału i techniki wyrobów, częścią łącząc je w pewne całości ze
względu na wspólne ich pochodzenie, odrębność historyczną lub
etnograficzną, lub wreszcie z uwagi na wspólne ich przeznaczenie.
Myślą wytyczną przy gromadzeniu zbiorów, które powstały czę­
ściowo z zakupów, a częściowo z darów, był przemysł artystyczny.
Muzeum posiada :
2 kompletne stroje hucuła i hucułki z Pokucia; 13 ubrań
głowy; 21 pasów skórzanych, wśród nich 4 wysokie góralskie,
jeden krakowski i inne; 63 kilimy, pochodzące z Czernichowa,
Glinian, Krakowa, Zbaraża i Zakopanego ; 66 kartonów z haftami
ludowemi z Małopolski Wschodniej ; 67 gierdanów huculskich ;
4 załóżki, napierśniki złotem haftowane, noszone przez żydówki
polskie; 15 sprzętów domowych z Huculszczyzny i Podhala; 116
okazów ceramiki ludowej ; 44 artystyczne wyroby drewniane hu­
culskie; 2 instrumenty muzyczne (teorban i gęśliki); 463 pisanki
z Małopolski Wschodniej; 29.akwarel tyoćw ludowych z Poznań­
skiego roboty F. HOFFA w 1866 ř.
Muzeum posiada katalogi kartkowe z numerem bieżącym
i działowym. Wydany w 1908 r. krótki przewodnik po zbiorach
'est już wyczerpany i przestarzały. Zbiory otwarte codziennie,
z wyjątkiem poniedziałków od 10 do 2 ; wstęp 25 marek. Muzeum
posiada dobrze zaopatrzoną i doskonale kierowaną bibljotekę
i czytelnię.
Muzeum Narodowe imienia Króla Jana III we Lwowie.
W Muzeum Narodowem imienia Króla Jana III, stworzonem
w pięknej królewskiej kamienicy na Rynku, znajduje się też mię­
dzy innemi sporo ciekawych przedmiotów etnograficznych.
wraca uwagę galerja typów szlacheckich męskich od XVI
do XVIII wieku, ciekawa pod względem kostjumowym i rysofizjonomioznym ; 2 manekiny w kontuszach ; 8 porcelanowym i figury­
nek typów szlachty polskiej z saskiej porcelany z wieku XVIII;

48
cenny zbiór srebrnych łyżek polskich po Wł. ŁOZIŃSKIM. W* zbio­
rze p. H. DĄBCZAŃSKIEJ, z epoki Biedermeierowskiej zbiór haftów
ludowych i tkanin.
W sali z zabytkami ruskiemi z Małopolski Wschodniej ó na­
szyjników huculskich z korali szklanych; kilkanaście naszyjników
z krzyżami mosiężnemi ; 29 lichtarzy z gliny polewanej, malowa­
nych ; 30 lichtarzy z drzewa rzeźbionych i malowanych ; 6 topor­
ków huculskich.
W sali z zabytkami żydowskiemi : kilkanaście sztuk hanaków
szabasowych, świeczników i innych naczyń rytualnych z bronzu,
miedzi i mosiądzu; 5 napierśników żydowskich, haftowanych złotem.
Zadaniem Muzeum jest gromadzenie dokumentów przejawów
życia polskiego na wschodniej rubieży Rzeczypospolitej. W zespofe
Muzeum przedstawia się imponująco. Rzecz naturalna, że okazy
etnograficzne dostały się tu przygodnie, wraz z innemi darami.
Ruskie Muzeum Narokowe we Lwowie.
Już w 1905 roku były we Lwowie nominalnie trzy publiczne
muzea ukraińskie. Jedno „Narodnoho Doma im. Petruszewicza",
mieszczące się w jednym pokoju, drugie w Instytucie Stauropigijskim, w trzech pokojach i trzecie Towarzystwa naukowego im.
Szewczenki, skupiające swe zbiory w kancelarji i w magazynach.
W rzeczywistości żadnego z nich nie można było nazwać Muzeum.
Istotne Muzeum zapoczątkowane zostało dopiero w 1905 r. przez
Metropolitę SZEPTYCKIEGO, jako „Lwowskie Muzeum Cerkiewne“,
które w roku 1908 przemianowane zostało na „Nacjonalnyj Muziej“. W 1911 roku przez Muzeum nabyty został dom, w którym
do dziś mieszczą się jego zbiory.
W skład Muzeum wchodzą: zbiór rękopisów i starych dru­
ków ; archiwum, ikony cerkięwne ; w dziale historyczno - kultural­
nym — portrety, zbroja starożytna, tkaniny i stroje, numizmatyka
archeologja, etnografja i ornament ludowy. Dyrektor Muzeum,
p. I. ŚWIĘCICKI, w jednej ze swych prac, wydanej w 1920 r. po­
daje 3500 numerów w dziale etnografji. W rzeczywistości prze­
wodnik po Muzeum, wydany w 1913 r. przez tegoż autora za­
mieszcza fotografje wnętrza, gdzie się rozróżnia szereg przed­
miotów, które dziś nie figurują w Muzeum. Słyszałem, że podczas
rosyjskiej gospodarki wojennej we Lwowie, wyższe duchowieństwo

49

rosyjskie ograbiło Muzeum i ■ znaczną część zbiorów wywiozło do
Rosji.
Obecnie zbiory etnograficzne mieszczą się w 3 pokojach.
Są tam : 61 naszyjników z krzyżami mosiężnemi, z monetami
i z paciorkami szklanemi ; 15 naszyjników, gerdanów huculskich •
88 mosiężnych krzyżyków odlewanych ; 65 klamer mosiężnych do
spinania; 31 przyrządów mających związek z paleniem tytoniu;
19 okazów broni palnej ; 10 rożków na proch z rogu jeleniego ;
18 naczyń i drobnych sprzętów drewnianych; 72 okazy ceramiki
ludowe; ; 3 piece kaflowe malowane ; 474 pisanki ; na ścianach
22 rysunki ołówkiem, piórkiem i akwarelą cerkwi, chat i ich
wnętrzy.
Muzeum otwarte codziennie od 10 do 1. Wejście sto marek
od osoby. Muzeum to w dziale etnografji nie zawiera niczego
takiego, czegoby nie posiadało Muzeum Dzieduszyckich. Uderz?
zupełny brak strojów ludowych i tkanin, a w zespole wystawio­
nych przedmiotów myślą przewodnią jest sztuka ludowa.
Muzeum Etnografie aie w Krakowie.
Dnia 19 lutego 1911 roku zostało otwarte Muzeum etno­
graficzne w Krakowie. Mieściło się ono w trzech pokoikach na
parterze w oficynie domu przy ul. Studenckiej, 9. Była to fakty­
cznie wystawa zbiorów etnograficznych, jakie p. Seweryn UDZIELA,
zasłużony badacz na polu ludoznawstwa, w ciągu długich lat zdo­
łał zgromadzić w Maiopolsce. Zbiorami temi zaop:ekowało się
nowo zawiązane „Towarzystwo Muzeum Etnograficznego“, na któ­
rego częle, stanęli profesorowie ; J. TALKO HRYNCEWICZ, F. BUJAK,
E. KIERNIK i inni. Pan S. UDZIELĄ został kustoszem Muzeum,
a w istocie jedyną siłą twórczą samego Muzeum i nowo zorgani­
zowanego Towarzystwa. W listopadzie 1913 r. zbiory przeniesione
zostały do nowej siedziby na Wawelu, gdzie do dziś dnia znaj­
dują schronienie prowizoryczne.
W ciągu dziesięcioletniego istnienia zbiory Muzeum etnogra­
ficznego wzrosły ogromnie. Przyczyniły się do tego dary 314
osób w ilości 4764 przedmiotów, oraz depozyty instytucyj publi­
cznych i osób prywatnych. W roku 1913 Rada Miejska Krakowa
złożyła w depozycie około 800 przedmiotów, pochodzących z re­
organizacji Muzeum technięzno-przemysłowego. Uniwersytet Jagiel4
Lud. T. XXI.

50

loński przekazał zbiór złożony z 22! numerów, jako pozostałość
po zbiorach etnograficznych, gromadzonych przed kilkudziesięciu
laty przez profesora ŁEPKOWSKIEGO dla przyszłego Muzeum etno­
graficznego. W roku ubiegłym zbiory swoje etnograficzne złożyła
w depozycie Akademja Umiejętności. W skład ich wchodzą 54 nu­
mery odnoszące się do kultu buddyjskiego, oraz inne okazy etno­
graficzne z Azji wschodniej ; 219 pakiecików z lekarstwami stosowanemi przez lamów w Krainie Zabajkalskiej ; zbiór pisanek
z Małopolski wschodniej złożony z 454 okazów; kilka luźnych
sprzętów z kresów wschodnich i kompletny strój Samojeda. Prze­
szedł też do Muzeum niezmiernie ciekawy zbiór etnograficzny,
pozostały po prof. M. RACIBORSKIM, pochodzący z wysp archipe­
lagu Sundajskiego. W zbiorze tym, złożonym z 245 przedmiotów,
wyróżniają się 82 lalki z teatru jawańskiego i piękny zbiór broni.
Wzbogacił też zbiory Muzeum depozyt prof. A. WRZOSKA, złożony
z 64 przedmiotów, zgromadzonych podczas ostatniej wojny. Two­
rzą go 28 wełnianych pasów serbskich i inne drobiazgi etnogra­
ficzne, przeważnie z tego samego kraju. Wreszcie do zasobniej­
szych nabytków należy zaliczyć dar B. PIŁSUDSKIEGO, liczący sto
przedmiotów z Afryki, bez bliższego oznaczenia pochodzenia ;
dar p. H. DĄBCZAŃSKIEJ, złożony z 305 przedmiotów, przeważnie
z Huculszczyzny i zbiór p. H. ŚNIEGOCKIEJ, z 259 przedmiotów,
przeważnie strojów ludowych polskich.
Zbiory zostały rozmieszczone w 11 pokojach pierwszego
piętra i w 3 salach parterowych w dawnym gmachu poseminaryjnym, pod N. 7, na Wawelu.
Większość pokoi tworzą pewne zespoły. Mamy więc na pierwszem piętrze kolejno : izbę krakowską ; pokój z zabawkami i stro­
jami; pokój z manekinami; izbę podhalańską; pokój ze sprzętami
gospodarskiemi ; pokój z przedmiotami dotyczącemi obrzędów
ludowych; pokój z tkactwem; pokój z okazami z Litwy i Biało­
rusi ; pokój z okazami z Wołynia i Ukrainy ; pokój z okazami
z Huculszczyzny ; pokój skupiający przedmioty z dalszych krajów
słowiańskich.
Na parterze znajdują się : jeden duży pokój poświęcony
budownictwu, drugi pokój z haftami i częściami stroju ludu pol­
skiego i trzeci pokój, w którym skupiono okazy etnograficzne
z innych części świata. Zgromadzono tu depozyt Akademji Umie­
jętności, część afrykańskiej kolekcji ROGOZIŃSKIEGO wycofanej

51
z Muzeum przemysłowego, dar PIŁSUDSKIEGO, dar RACIBORSKIEGO
i inne pomniejsze.
Ogółem Muzeum posiada :
45 kompletnych strojów ludowych, wśród nich 4 obce;
118 poszczególnych części ubrania; 142 ubrania głowy; 23 pary
obuwia ; 241 pasów wełnianych ; 8 pasów skórzanych ; 42 tkaniny
ludowe; 167 próbek tkanin; 194 okazów haftów ludowych; 26
przyrządów mających związek z paleniem tytoniu ; 22 laski, ciu­
pagi itp. ; 5 sztuk broni; 18 lalek w strojach ludowych.
19 modeli z dziedziny budownictwa ; 48 sprzętów domo­
wych; 200 okazów ceramiki ludowej; 80 sprzętów gospodarstwa
domowego; 27 przyrządów do świecenia; 29 ozdób wnętrza chat;
36 obrazów religijnych, malowanych olejno; 82 obrazy malowane
na szkle; 14 rzeźb dewocyjnych; 63 drewniane krzyże huculskie.
74 narzędzi rolniczych i gospodarskich ; 34 narzędzi rybac­
kich; 39 przyrządów tkackich; 26 okazów koszykarskich; 29 in­
strumentów muzycznych.
92 przedmioty dotyczące obrzędów ludowych;' 8 okazów
ciast obrzędowych; 1530 pisanek; 37 wycinanek Judowych; 117
zabawek dziecinnych ; 20 zamków i kłódek.
1005 kartonów z rysunkami z zakresu budownictwa, stroju,
zdobnictwa ludowego; kilka albumów z pocztówkami i fotografjami
typów ludowych ; 850 negatywów fotograficznych z życia ludu ;
250 przeźroczy.
Prócz tego Muzeum posiada: 295 okazów etnograficznych
z Azji ; 220 z Afryki ; 25 z Ameryki i parę z Oceanji.
Brak inwentarza, prowizoryczne rozmieszczenie zbiorów i utru­
dniony dostęp do okazów nie wystawionych, utrudnia stworzenie
sobie wyobrażenia o istotnych zasobach Muzeum.
Przy Muzeum istnieje jedyna w Krakowie bibljoteka etno­
graficzna, złożona z 1166 tomów.
Sten materjalny Muzeum jest bardzo opłakany. Na pokrycie
licznych wydatków nie wystarcza 155 członków zwyczajnych To­
warzystwa, opłacających po dziesięć marek miesięcznie. Niestru­
dzony kustosz S. UDZIELA w istocie jest sam Towarzystwem etnograficznem, które istnieje tylko na papierze. Spełnia on funkcje
kustosza, dyrektora, sekretarza, preparatora i służącego Muzeum.
Nie należy się dziwić, że sam nie może podołać zadaniu i że za-

4*

52

■ mierzone przez niego uporządkowanie zbiorów posuwa się bardzc
powolnie.
Ostatniemi czasy Muzeum otrzymano znaczniejsze subwencje
z Ministerstwa, które pozwoliły na wystawienie wielu przedmiotów,
przechowywanych na składach. Ostatnio Wydział Towarzystwa
powziął myśl starania się o upaństwowienie Muzeum. Wśród bo­
gatych muzeów krakowskich Muzeum etnograficzne jest kopciusz­
kiem krzywdzonym i zapomnianym.
Miejmy nadzieję, że z chwilą utworzenia katedry etnologji
przy uniwersytecie krakowskim i przewidywanej obowiązkowo
energicznej akcji zajmującego katedrę profesora, który korzystać
będzie z Muzeum, jako z warsztatu pracy, sprawa Muzeum znaj­
dzie właściwe poparcie. Jest to kivestja honoru dla prastarej sto­
licy podwawelskiej mieć obok innych muzeów, piękne muzeum
etnograficzne. W skład przyszłego dzielnicowego Muzeum etno­
graficznego w Krakowie powinny przejść zbiory etnograficzne
znajdujące się w Muzeum Narodowem, a które w istocie przezna­
czone były dla przyszłego samodzielnego Muzeum etnograficznego.
Muzeum Przemysłowe im. dra Baranieckiego w Krakowie.
Dzieje tej instytucji zaczynają się od 1868 roku, w którym
Dr. Adrjan BARANIECKI ofiarował gminie miasta Krakowa zbiór
około 5.000 okazów z różnych gałęzi przemysłu i rękodzieła.
Zbiory te, pod nazwą Muzeum techniczno - przemysłowego,
mieściły się aż do roku 1913 w budynku poklasztornym przy ul.
Franciszkańskiej. W ciągu' tego okresu wzrosły sześciokrotnie
dzięki licznym darom, zapisom i depozytom. W roku 1913 prze­
niesiono je do własnego gmachu przy ul. Smoleńskiej, pod N. 9
i dla ujednostajnienia charakteru zbiorów oddano część okazów
w depozyt innym instytucjom.
Tą drogą dostały się do Muzeum etnograficznego na Wa­
welu te ckazy ze zbiorów etnograficznych, które większego zna­
czenia nie- miały dla Muzeum przemysłowego. Mimo to, wśród
20.000 okazów skupionych w zbiorach Muzeum znajduje się bar­
dzo dużo i bardzo cennych przedmiotów etnograficznych.
Muzeum posiada :
10 kompletnych.strojów ludowych; 97 okazów poszczegól­
nych części ubrania; 92 ubrania głowy; 110 par obuwia z różnych

53

części świata; 60 pasów wełnianych ludowych; 10 pasów skó­
rzanych ; kilkanaście pasów słuckich ; 80 okazów tkanin ludowych ;
niezmiernie ciekawy zbiór tkanin z różnych epok i krajów; paręset
okazów wzorów i próbek haftów ludowych polskich i obcych;
95 ozdób ciała i ubrania.
31 przyrządów mających związek z paleniem tytoniu; 5 la­
sek, ciupag itp. ; 80 sztuk broni, przeważnie z Afryki i Azji ;
/
4 sprzęty domowe.
804 okazy ceramiki ludowej ; wśród nich paręset okazów
z różnych epok i krajów. Jest to jedyny w Polsce zbiór ceramiki
ludowej obcej, a drugi z rzędu zbiór polskiej ceramiki ludowej.
43 sprzęty z zakresu gospodarstwa; 49 obrazów malowanych
na szkle; 12 przyrządów tkackich; 150 okazów koszykarskich
z różnych części świata; 60 instrumentów muzycznych, przeważnie
z Afryki i Azji ; kilkadziesiąt pisanek ; 64 zabawki ludowe ; kilka­
dziesiąt wachlarzy ze wszystkich części świata.
W tej ogólnej liczbie przedmiotów objęte zostały, złożone
jako depozyt, zbiory Towarzystwa Sztuka Stosowana, liczące pa­
ręset numerów.
Skupione w Muzeum Przemysłowem zbiory etnograficzne
pochodzą z darów składanych przeważnie Drowi BARANIECKIEMU
przez wdzięczne uczennice jego kursów, przez przyjaciół osobistych
i znajomych. W ten sposób znalazły się tu zbiory ROGOZIŃSKIEGO
z wyprawy afrykańskiej, A. MÜLDNERA, kapitana korwety austrjackiej marynarki wojskowej, z jego podróży do Afryki i innych
części świata ; E. FISZERA z podróży na Filipiny ; Dra A. REHMANA
z podróży po Afryce; Dra DYBOWSKIEGO z wyprawy do Azji
i wiele innych. Są też tu niektóre okazy z Muzeum rapperswylskiego,
i z Akademji Umiejętności. Część tych zbiorów w roku 1913
została oddana do Muzeum Etnograficznego w Krakowie. Należy
przypuszczać, że przy reorganizacji Muzeum, zamierzonej przez
Dyrekcję w cela nadania bardziej jednolitego charakteru zbiorom,
będzie usuniętych jeszcze wiele okazów, które mają tylko luźny
związek z tą instytucją i jej zadaniem. Nie wątpimy, iż dostaną
się one instytucji, która potrafi otoczyć te przedmioty należytą
opieką.
Zbiory mieszczą się na trzeciem piętrze gmachu Muzeum
przemysłowego. Okazy etnograficzne zostały rozmieszczone sto­
sownie do mydli przewodniej Muzeum przemysłowego, a więc

54

znalazły się rozrzucone po licznych szatach i gablotach muze­
alnych.
Zbiory Muzeum otwarte w niedzielę od 10 do 1. Wstęp
10 marek od osoby.
Muzeum posiada wzorowo urządzoną bibljotekę, zasobną
w dzieła dotyczące etnografji. Przestronna, wygodna i dostępna
czytelnia, ułatwia korzystanie z tych zasobów.
Muzeum przemysłowe postawiło sobie za zadanie podnosze­
nie wytwórczości pod względem technicznym i estetycznym i zmie­
rza ku osiągnięciu tego celu licznemi drogami, prowadzone przez
dzielnych i fachowo ukwalifikowanych kierowników. Jest to wzo­
rowa instytucja o świetnej organizacj’ wewnętrznej, z której dumna
być może prastara stolica Polski.
Muzeum Narodowe w Krakowie.
W styczniu 1905 roku Muzeum Narodowe otworzyło dział
etnograficzny, który został umieszczony w bocznej sali lewego
skrzydła Sukiennic, zwanej „Postrzygalnią“. Zbiory powstały drogą
darów i depozytów dzięki inicjatywie S. UDZIELI, Dra F. GAWEŁKA»
J. WARCHAŁOWSKIEGO i innych. Już w 1906 roku brak miejsca
zmusił do przeniesienia ich do dwóch nowo adaptowanych sal
na półpiętrze. O zawartości tych zbiorów daje nam wyobrażenie
wydany w 1914 r. przewodnik po Muzeum Narodowem w Krako­
wie, w którym na 10 stronicach opisane zostały zgromadzone
w salach XII i XIII okazy etnograficzne.
Podzielono je na pięć działów, w których najbogatszy był
dział krakowski. Następnie szły działy : zakopiański, Królestwa
Polskiego, litewski i Małopolski wschodniej. W skład zbiorów wcho­
dziły oryginały i modele następujące:
3 kompletne stroje ludowe ; 11 okazów poszczególnych czę­
ści ubrania; 16 ubrań głowy; 3 pasy skórzane; 3 laski; 6 przy­
rządów mających związek z paleniem tytoniu.
9 modeli z dz'cdziny budownictwa; 46 sprzętów domowych;
8 okazów ceramiki ludowej ; 15 sprzętów gospodarstwa domo­
wego ; 8 przyrządów do świecenia ; 3 ozdoby wnętrza chaty ;
5 obrazów religijnych malowanych olejno ; 12 obrazów malowa­
nych na szkle; 11 rzeźb dewocyjnych; 3 instrumenty muzyczne.
12 przedmiotów dotyczących obrzędów ludowych; kilkadzie-

55

siąt pisanek; 10 zabawek dziecinnych; paręset rysunków z dzie­
dziny budownictwa i stroju ludowego.
Od czasu wojny zbiory etnograficzne zostały usunięte z wy­
stawy i nie są dostępne dla publiczności.
Miejmy nadzieję; że wobec powstania w Krakowie samo­
dzielnego Muzeum etnograficznego, w skład jego przejdą też zbiory
etnograficzne, nagromadzone w Muzeum Narodowem. W ten spo­
sób przeszłyby pod opiekę bardziej kompetentną i zainteresowaną
te dary, które składane były z myślą o przyszłem Muzeum etnograficznem w Krakowie.
Dom Matejki w Krakowie.
Wśród cennych zbiorów, pozostałych po mistrzu Matejce,
przechowywanych w Muzeum jego imienia, w dawnym jego domu
przy ul. Florjańskiej, znajduje się sporo przedmiotów ciekawych
z punktu widzenia etnograficznego. Wśród nich na wyróżnienie
zasługują :
3 kompletne stroje, z nich 2 mieszczek krakowskich z XVII w.
i jeden bardzo ciekawy męski, ludowy strój bułgarski ; 12 okazów
poszczególnych części ubrania, jako to: sukmany, kaftany itp.;
14 gorsetów mieszczek krakowskich; bogaty zbiór czepców miesz­
czek krakowskich, złożony z 15 złotohtych, 2 srebrnych, 5 bro­
katowych i 1 lnianego z pajetami; 5 starodawnych czepców
mieszczek kaszubskich; 20 różnych męskich nakryć na głowę;
6 par okazów obuwia; 6 pasów skórzanych; 7 napierśników ży­
dowskich, haftowanych złotem.
5 okazów broni ; 2 instrumenty muzyczne ; 20 rysunków
i akwarel, jako materjały do historji ubiorów, rysowanych przez
J. Matejkę.
Muzeum posiada treściwy przewodnik dla zwiedzających,
którego wydanie czwarte, z roku 1921, zawiera wykaz prawie
wszystkich wyszczególnionych tu przedmiotów.
*

*

«

Zbiory etnograficzne, zgromadzone w dziewięciu muzeach
Warszawy, Lwowa i Krakowa, posiadają wielką wartość dla na- '
szego ludoznawstwa. W następnym artykule omówione będą zbiory
etnograficzne w Poznaniu, Wilnie, Zakopanem i inne muzea roz­
siane po ziemiach Rzeczypospolitej.

MATERJAŁY I NOTATKI ETNOLOGICZNE.
Nazwy krów w XVIII wieku.
O ile chodzi o dzisiejsze gwary ludowe, to zaczerpnięty
z nich materjał do nazw krów jest wcale obfity; nie znamy
wprawdzie tych nazw ze wszystkich stron Polski, ale bądź co bądź
znaczne ich spisy przynosi niemal każdy słownik gwarowy lub
etnograficzne opracowanie pewnego obszaru ; swego czasu „Wisła“
poświęcała im stałą, osobną rubrykę. Mimo pewnych braków
możnaby już na tych danych oprzeć badanie kiowiego imiennictwa;
taka praca byłaby ciekawa nietylko dla ludoznawstwa, ale i dla
polskiego słowotwórstwa.
Bez porównania gorzej jest z nazwami zwierząt używanemi
w starszym języku polskim ; o nich wiemy bardzo mało ; ukryte
w źródłach rękopiśmiennych, głównie w inwentarzach wiejskich,
lustracjach, rzadko dochodzą do wiadomości badacza. Nie wiem,
czy poza zestawieniem nazw krów z inwentarzy klasztoru Lądzkiego
z XVIII wieku, po rok 1726, wydanym przez Władysława MATLA ­
KOWSKIEGO (Wisła 1889, t. III, str. 901—906), istnieje podobna
praca dla użytku etnografa czy gramatyka. Dlatego podaję poni­
żej kilkadziesiąt nazw z XVIII wieku, bądźto już drukowanych,
bądźto po raz pierwszy wydobytych ze źródeł.
'ródla: 1) Dr. Adam BOGUSZ: Wieś Moderówka, Kraków
1905; na str. 112 nazwy z Inwentarza dóbr Moderowskich (pod
Jasłem; z r. 1743; na str. 133 z Inwentarza dóbr wsi Jaszczw'
i Bajaów (wojew. sandcm., pow. pilzn.) z r. 1759. Wyciągi z tego

57

dzieła wraz z nazwami krów przedrukował Dr. Stefan PAWUK
w „Zapiskach do historji hodowli bydła rogatego w Polsce“,
Lwów 1909 na str. 16—17. Skrót M = Moderówka, skrót J — Jaszczew. 2) Rękopis Akademji Umiejętności w Krakowie Nr. 648
p. t. „Opisanie dworu Rabskiego y budynków do niego należą­
cych d. 6-to januarii anno Dni 1726“; stąd podał Dr. PAWUK
(str. 11—13) wyjątki wraz z nazwami krów, mianowicie „Spisanie
bydła na oborze Rabskiey in anno 1726-to zostaiącego“ (skrót R)
i „Spisanie bydła na oborze Chabowskiey“ (skrót C), przyczem
parę nazw błędnie odczytał, co uwidoczniam w nawiasach obok
poprawnej lekcji. Natomiast opuścił „Spisanie bydła na oborze
Skomielnianskiey“ (skrót S) i „Spisanie bydła na oborze Zarycianskiey“ (skrót Z), gdzie także parę nowych nazw się znajduje.
Wsie Rabka, Zaryte, Skomielna leżą w powiecie myślenickim,
Chabówka w pow. nowotarskim.
Podając nazwy w alfabetycznym porządku, zamieszczam
gwiazdkę przy nazwach znanych także ze spisu MATL AKOWSKIEGO.
Objaśnień i uwag nie dołączam; odkładam je do zebrania bogat­
szego materjału.1
1. Białucha, bia^a, czerwone płatki po niey (C).

biała, uszy czerwone, rog lewy zbity (S).

biała, głowa y uszy czerwone (S).
2. Biedrawa, czerwono biedrzasta (J).

sada, po bokach y ogon w puł biały (R).

czerwono pstra (C).
,,
czarna, nogi zadnie, pod brzuchem y ogon
biały (C).
*3. Bo czul a, czarno boczasta (R).

płowo boczasta, na prawym boku przebodziona (Z).
4. Brzezawa, czarno brzeziasta (J).
'5. Brzezula, czerwono brzeziasta łysa (R).

czerwona, grzbietem y pod brzuchem biała (R, C).

czerwono brzeziasta, grzbietem biała (S).

czarna, grzbietem y pod brzuchem biała (Z).
6. Buiana, koptawa bez odmiany (Z).
*1. B u r o c h a, czerwona (J)8. Bystrocha (M).

czarno pstra, głcwa czarna (R).

58

Ch owana, czarna, na wymieniu białe (R).

płowa bez odmiany (C).

czarna bez odmiany (Z).
10. Ci su la, czerwona, ogon na końcu czarny (R).

sada, ogon czarny (R).

płowa, rogi urżnięte (C).

czerwona, rogi oba zbite (C).

czerwona bez odmiany (S).

sada, rogi oba zbite (Z).
11. Cygana, czarna bez odmiany (C, S).
12. Czarnucha, czarna bez odmiany (3 R, C, S, Z).
13. Czerwocha, czerwona, ogon na końcu czarny (S).
14. Gniadula, czarna, grzbietem sada (R).

gniada bez odmiany (J).

druga gniada (J).
15. Gniazdula (M) ; (może myłka zamiast : Gwiazdula).
16. G u zu la, sada (M).
*17. Gwiazdula, czerwona, gwiazda na czele (S).
18. Kawula, czarna, koło wymienia białe (R).

czarna bez odmiany (C, 2 S).

czarna, biedka lewa zbita (Z).
*19. K o p c i c h a, koptawa, róg lewy zbity (C) ; (u Pawlika myl­
nie : Ropucha koprawa).

sada bez odmiany (S).

sada, róg lewy zbity (Z).
20. Kozi a na, czerwona, na słabiznach y ogon w puł biały (Z).
*21. Kozu la, szada (J).
22. Kożuszka (M).
23. K r a s u 1 a, biała, płaty po niey czarne (Z).
24. K r o p i a n a, sado kropiasta (R).

czarna, pod grzbietem y brzuchem biała (C).

czerwono pstra (S).
25. Kudłana, czarna bez odmiany (R).
26. K u d ł a w a, mroziasta (J)27. Ku pi cha, czerwona bez odmiany (J).
*28. Kwiat u la (M).

płowa, łysa, grzbietem y brzuchem białe (R).

czerwono pstra (C).

czerwona, mieyscy po niey płatki białe (S).

59

Kw i atu la, sada, kwiatek za czele (Z).
29. Łysina, płowa, łyśa, policzki y ogon sady (R).

czarna, łysa, pod brzuchem y ogon biały (R).

łysa, czerwono pstra (R) ; (u Pawlika błędnie: żebra),

łysa, czarna, pod brzuchem biała (C).
30. Maiocha, czarna, rogi w wieniec (R) ; (u Pawlika : Morocha).
31. Mało cha (M).
32. Mroziana, mroziasta bez odmiany (C).
33. M r o z u 1 a, czerwono mroziasta (J).
34. P/lurdziocha (M).
35. N i e d z i o c h a, czerwona bez odmiany (Z).
36. Pasula, czarna, po bokach biała (R).
37. Pi esc i cha, czarna, pod brzuchem płatek biały (C).
38. P i ę t o c h a, czarna bez odmiany (S).
39. Płowucha, płowa bez odmiany (R, S).

z czerwona płowa (R).

mroziasta (J)40. Płowucka (M) ; (może myłka zamiast : Płowucha).
41. Rości cha, sada, spodem y wierzchem biała (R).

czarna bez odmiany (C).

czarna, ogon w puł biały (Z).
R o ś c i c h a, czarna pstra (J).
42. Różana, gniada podłazista (J).
43. Rydzula, płowa, policzki sade, na wymieniu białe (R).

czerwona bez odmiany (R).
*44. S a duła, czarna, rogi wielkie (R) ; (u Pawlika mylnie : Padula)„

sada bez odmiany (2 C, S).

sada, rog lewy zbity (Z).
45. Sarna, sadawa, koło -oczu czarne (R) ; (u Pawlika mylnie :
Sama).
46. S a r n a w a (M).

myszata (J)47. Siwucha (M).
48. Siwula, siwa, płowa y ogon czarny (C).

siwa bez odmiany (4S)„
siwa, na prawym boku trochy biała (Z).


(M).

49. Smolana, (M).
50. Smol a w a, czarna podłazista (J).

60

51. Sroczana, płowa, łysa, spodem y wierzchem białe (R) ;
(u Pawlika mylnie: Proczana).

czarna, nogi zadnie y ogon biały (C).

czarno pstra, łysa (Z).
52. S rod u la, koptawa bez odmiany (C).„
czerwona, pod brzuchem trochy białe (Z).
53. S r o k u 1 a, czarno pstra (J).
54. Wienczocha, koptawa bez odmiany (C).
55. Wie wiór a, czarna, rogi krótkie (R).

sada bez odmiany (C).

czarna bez odmiany (Z).
56. W i n o c h a, czerwona bez odmiany (S)

czerwona, ogon na końcu czarny (2 Z).
57. Wto rucha, koptawa bez odmiany (C).

czarna bez odmiany (Z).
W ten sam sposób nazywa lud na Podhalu krowy swe
i dziś jeszcze.
Nowy Targ.
JULJUSZ ZBOROWSKI.
Pieśń o Napoleonie.
Pieśni ludowe o NAPOLEONIE są u nas rzadkie. Tem poży­
teczniejszy każdy przyczynek. Poniżej zamieszczony tekst pochodzi
z Kąt w pow. bialskim. Śpiewali tą pieśń przed piąćdziesiąciu
laty pasterze, wypasający bydło na okolicznych łąkach i od nich
ją spamiątał mój uprzejmy informator p. Jan DWORZAŃSKI, na­
czelnik urządu podatkowego w Nowym Targu. Tekst z Kąt odpo­
wiada mniej wiącej początkowi znacznie dłuższego tekstu z Kosteniowa w pow. przemyślańskim (Lud II, 171). Zanotowanie tej
pieśni w zachodniej Małopolsce, tak daleko od Kosteniowa, popiera
znacznie jej ludowe pochodzenie, które zlekka kwestjonuje zapisywacz kosteniowskiej odmiany.
Cesarzu Napoleonie,
W którejże przebywasz stronie ?
Dawno o tobie nie wiemy,
Byś sią nam zjawił, prosimy.
Na wyspie, co sią nazywa
•Świętej Heleny, przebywa.
Tu ma dusza, tu me ciało
Zakopane.

Przebywa już lat niemało.
Wojsko króla angielskiego
Pilnuje mnie gdyby złego,
Żebym nigdy nie powrócił,
Bobym ich wszystkich zasmucił,
Wszystkie króle, wszystkie kraje ;
A ja sam teraz zostaję.
JULJUSZ ZBOROWSKI.

RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
Wiadomości Archeologiczne, Tom VI, 1921. Warszawa 1921, 4°, str.

* 203 + 1 nlb.
Z prawdziwą radością powitać trzeba VI tom W. A. ; świadczy
on bowiem, że pqlska prehistorja weszła w nowy okres swego rozwoju,
a obok intensywnej pracy organizacyjnej, rozwija się także praca ba­
dawcza i gromadzenie licznych naukowych materjałów oraz ochrona
ciągle ginących zabytków naszej zamierzchłej przeszłość' Działalność
naukowa na tem się jednak nie kończy, lecz nadto sięga ona do two­
rzenia syntez naukowych i porządkowania oraz systematyzowania dawnych
i nowo zbieranych materjałów. Tom obejmuje 200 stron drtiku w ma­
tem kwarto, a jest wynikiem współpracy dwunastu autorów. Bogata treść
i liczny współudział autorów, stwierdzają najlepiej duże zainteresowanie
prehistorją i silne podstawy, na których się ona w Polsce zaczyna opierać.
„Wiadomości Archeologiczne“ wychodzą pod redakcją wiceprze­
wodniczącego grona konserwatorów zabytków przedhistorycznych proi.
Dra Włodzimierza ANTONIEWICZA i są organem tegoż grona. Wyda­
wnictwo, którem się zajmujemy, jest też niezaprzeczoną zasługą redaktora.
Tom rozpoczyna się artykułem redaktora „Archeologja przed­
historyczna jako przedmiot nauczania“. Autor zagaja dys­
kusję nad wprowadzeniem prehistorji do wykładów w szkole średniej,
a nawet ludowej. Wykazuje znaczenie pedagogiczne tej nauki, oraz oma­
wia korzyści płynące dla samej prehistorji z jej popularyzacji. Omawia
zakres nauczania prehistorji na uniwersytecie i podnosi ważny postulat
wprowadzenia prehistorji do zakresu przedmiotów obowiązkowych przy
egzaminach dla nauczycieli szkół średnich, rozszerza nadto ten rygor na
księży, techników i agronomów. Dla kandydatów na nauczycieli przy­
rody i historji żąda wysłuchania 4 półroczy wykładów, jako też udziału
w ćwiczeniach przez dwa półrocza. Można mieć pewne wątpliwości, czy
autor w swych postulatach nie idzie zbyt daleko. Egzaminy nauczyciel­
skie muszą być dostosowane óo przedmiotów wykładowych w szkole
i do zakresu, w jakim kandydat musi posiadać daną naukę. Prehistorja
dotychczas nie jest w szkole wykładana, a jeśli do programu szkolnego

52
wejdzie, to będzie uzupełnieniem innych już wykładanych nauk, a więc
historji i nauk przyrodniczych, przedewszystkiem geologji. Może więc
wejść do przedmiotów wymaganych przy egzaminie jedynie jako przed­
miot uboczny. W tym charakterze żądanie jest realne i bezwątpienia
przy nowych, a obecnie dyskutowanych przepisach egzaminacyjnych,
wejdzie także prehistorja do przedmiotów egzaminacyjnych. Sądzę jed­
nak, że wystarczą dwa półrocza dla przyrodników i dwa dla historyków
oraz odbycie odpowiednich ćwiczeń. W tym zakresie prehistorja znaj­
dzie się we właściwym stosunku do innych przedmiotów pobocznych
i głównych wymaganych przy egzaminach, będzie to wstępem do wpro­
wadzenia prehistorji do szkoły średniej. Nakłada to jednak na profeso­
rów prehistorji obowiązek odbywania odpowiednich wykładów, jednego
dla przyrodników, drugiego dla historyków, z tern zastrzeżeniem, że
kurs taki raz na cztery lata musi się powtarzać. Pozostawia to więc
jeszcze czas ra wykłady specjalne, przeznaczone dla fachowców prehistoryków, których kształcenie jest najważniejszym obowiązkiem profesora.
Jednocześnie postulat ten powoduje konieczność wydania odpowiednich
podręczników zarówno uniwersyteckich, jak również o poziomie elemen­
tarnym, przeznaczonych dla szkół średnich. Żądanie egzaminu z prehi­
storji dla księży, agronomów i techników uważam za nieuzasadnione.
Sądzę, że dla potrzeb, o których mówi autor, wystarczy, gdy przez
dobre popularno-naukowe wydawnictwa będzie można zapoznać szeroki
ogół z głównemi wynikami prehistorji i wskazać na znaczenie ochrania­
nia zabytków przeszłości. Co najwyżej możnaby przy naukach pokrew­
nych wprowadzić kilka wykładów o prehistorji z położeniem nacisku na
obowiązek ochraniania zabytków przypadkowo znajdowanych.
Drugim z kolei artykułem jest praca p. L. SAWICKIEGO „O m etodzie badań stanowisk otwartych wydmowyc h“. Do
krytyki tej rozprawki zaoieram się z pewną dozą nieśmiałości, ponieważ
autor mnie w mojem zadaniu uprzedził i uznał wiele poglądów oraz
faktów w pracy swej zawartych jako trafne i doniosłe (zresztą częściowo
słusznie). Czytelnika, nawet profana, już sam ton przekona o słuszności
wywodów, bo przecież tylko bezwzględna prawda przemawia tak śmiało.
Więc i ja, choć jestem fachowcem, słuszność poglądów autora podzie­
lam. Szczególnie odnosi się to do nowych dostrzeżonych faktów, stwier­
dzenia w pewnych wypadkach układu stratygraficznego znalezisk wydmo­
wych oraz nowych metod, wskazujących jak nawet w wypadkach rozwiania
zupełnego czy częściowego wydmy można poszczególne grupy znalezisk
od siebie oddzielić; oprócz tego należy uznać jako słuszne stanowisko
autora, jakie zajął względem dawnych metod. Siła jednak i zawziętość,
z jaką autor zwalcza dawne metody, nie stoi w stosunku do stawianego
oporu. Posiadają one bowiem już dziś tylko znaczenie historyczne. Pozytywne
fakty dostarczone przez autora byłyby w tym wypadku zupełnie dostatecznemi argumentami, tak, że dobieranie dosadnych wyrażeń odnośnie
do zwalczanych metod można uważać za zbędne. Wiele natomiast bardzo
ważnych i doniosłych twierdzeń autora o osadnictwie przeddziejowem
na wydmach i historji samych wydm należałoby może nieco gruntowniej

63

uzasadnić. Z przyjemnością natomiast należy zauważyć, iż krótkie stresz­
czenie francuskie nie zawiera wywodów polemicznych, gdyż w innym
wypadku mcgłcby takie streszczenie zniechęcić uczonych zagranicznych
do wymiany zdań z autorami polskimi, a to z obawy, by nie byli pro­
tekcjonalnie klepani po łopatce przez tych ostatnich.
Trzecią rozprawą jest praca podpisanego „Stan i zadania ba­
dań nad epoką kamienną w Polsce“. Praca ta jest zwięzłem
streszczeniem prac oddanych do druku, a została napisana jako referat
na pierwszy zjazd polskich prehistoryków. W pierwszej części daje syn­
tetyczny rzut oka na rozwój kulturalny polskiego paleolitu i stosunek
znalezisk do faz ostatniego zlodowacenia. Stosunek ujęto w diagram,
na którym wyznaczono względny wiek znalezisk, wahania linji śniegowej
ostatniego zlodowacenia i stosunek tych wahań do znalezisk polskiego
paleolitu. W drugiej części omówiono mezolit w Polsce, a mianowicie
kultury Maglemose i Kampińską jako kultury nadbałtyckie i mezolit mikrolityczny jako kulturę nadśródziemnomorską. W trzeciej części pracy
ujęto neolit polski. Wyróżniam tu i przedstawiam rozwój kultury mikrolitu neolitycznego, kultury megalitycznej, kultury ceramiki wstęgowej,
kultury bałtyckiej, nadbużańskiej i wreszcie kultury ceramiki malowanej.
Rzecz ilustruje mapka, przedstawiająca rozmieszczenie kultur neolity­
cznych w Polsce w środkowym okresie neolitu.
Część drugą tomu wypełniają materjały naukowe. Pierwszą jest
rozprawka p. L. SAWICKIEGO o „Znaleziskach w okolicy Ostro­
łęki“. Omawia: wydmę Czeczotka w Ostrołęce, buławę ornamentowaną
kultury Maglemose, pochodzącą z ujścia rzek; Omulewa do Narwi, cmen­
tarzysko ciałopalne z młodego okresu cesarstwa rzymskiego z Dylewa
pow Ostrołęka, opis czółna dębowego wydcbytego z rzeki Narwi pod
Ostrołęką, wreszcie opis grodziska pod Ostrołęką. Bogatą w treść pracę
zdobi szereg dobrych rysunków.
Z prawdziwą przyjemnością powitać należy pracę p Z. SZMITA
„Groby okresu lateńskiego i rzymskiego na cmentarzy­
sku Kozarówka w Drohiczynie nad Bugiem“. Przez pracę
tę Z. SZMIT wchodzi do polskiej literatury przedhistorycznej dając do­
kładny i poprawny opis czterech jam z resztkami ciałopalenia, które to
zabytki ze względu na swój charakter były obserwowane dotychczas
w Polsce bardzo niedokładnie. Pracę ilustrują liczne rysunki odnalezio­
nych zabytków oraz plany i przekroje grobów.
Następny artykuł są to moje „Notatki archeologiczne“,
zawierające opisy : jamy mieszkaniowej ze starą ceramiką wstęgową z góry
Klin w Iwanowicach pow. miechowski ; skarbu II okresu bronzu ze wsi
Nagórki pow. łęczycki, z którego ocalała jedna tylko branzoleta ; kopca
ze wsi Byszew pow. łęczycki i kamienia z wykutą dłonią z Byszewa
pow. łęczycki.
Prof. Dr. m. ANTONIEWICZ „Z badań archeologicznych
w górnem porzeczu Dniestru“ podaje nam ważną wiadomość
o odkrytej przez siebie osadzie neolitycznej ze starą ceramiką wstęgową
(kątową) w Torskiem pow. Zaleszczyki. Przy okazji tego znaleziska

64

omawia autor inne znaleziska z ceramiką wstęgową z Polski ; stwierdza,
że należy ono do najstarszej grupy ceramiki wstęgowej i wykazuje brak
wszelkiego związku między tą grupą, a ceramiką malowaną na terenie
Podola. Autor sądzi, że znalezisko w Torskiem trzeba uważać za ślad
ludu, który tu przywędrował z ziemi krakowskiej. Przeglądając zbiory
lwowskie odnalazłam w Muzeum im. Dzieduszyckich drugie znalezisko
z ceramiką wstęgową kątową z Kłodnicy pow. Stryjski, nadto z szeregu
miejscowości w porzeczu Dniestru siekiery typu południowego, towarzy­
szące na południu ceramice wstęgowej. W ten sposób starsza ceramika
wstęgowa na galicyjskiem Podolu występować zaczyna jako grupa od­
rębna i to jak się zdaje ograniczona do niewielkiego obszaru Podola
galicyjskiego. Z tej przyczyny wiązanie tych znalezisk z ziemią krakow­
ską wydaje mi się mało prawdopodobne, a raczej szukać by może nale­
żało związków, poprzez Karpaty z Węgrami. Odnośnie do ogólnych
uwag autora o neolicie we wschodniej Małopolsce, mam Zastrzeżenia
co do poglądu, jakoby groby skrzynkowe „bezspornie (były) pochodze­
nia zachodnio-północnego“. Starałem się te zastrzeżenia uzasadnić w pracy
„Groby megalityczne na wschód od Odry“ Kraków 1921. Wreszcie
nie godzę się na pogląd, że „w naczyniach jajowatej formy z motywami
drapanemi, wpływów ceramiki grzebieniowej t. z. fińskiej, nie podobna
się dopatrzeć“. Pragnę wskazać na1 ścisłe analogje, jakie istnieją właśnie
między temi naczyniami, a ceramiką t. zw. kultury Fatianowskiej (po­
równaj u TALMGRENA, UWAROWA, SPICINA i innych), która wywarła
przemożny wpływ na Ukrainę w końcowym okresie neolitu, a w wyżej
wspomnianych naczyniach oraz innych jeszcze przejawach kulturalnych
wycisnęła swój wpływ na kulturę Trypolską. Druga wiadomos'; odnosi
się do grobów szkieletowych, odkrytych w Torskiem pow. Zaleszczyk’,
a odniesionych na czasy od X—XII wieku. Trzecią wiadomością jest
opis (z dołączonemi fotografjami) dolnej części dwupostaciowego posągu
kamiennego, odkrytego w Łopusznie pow. Rohatyn. Autor uważa ten
posąg za część statui któregoś z bogów słowiańskich. Drugim pomni­
kiem kamiennym jest monolit ze wsi Podgrodzie z wykutym rysunkiem,
który autor uważa za zarys ręki ludzkiej. Obu pomników nie uważa
autor za „baby kamienne“, lecz za ślad oddziaływania szamaństwa w cza­
sach wczesnohistorycznych na nasze ziemie. Jako dalsze ślady zwazków
wschodniej Małopolski ze Wschodem europejskim opisuje ANTONIEWICZ
figurkę kamienną ludzką z Horodyszcza pow. tarnopolski oraz figurkę
z Łopatyna pow. brodzki.
Pracę prof. Dra J. KOSTRZEWSKIEGO „Skarb złoty z Ka­
czorów w pow. Chodziskim w WielkopoJsce“ trzeba uważać
za wzorową. Autor przeprowadza szczegółową analizę typologiczną wy­
robów, wyczerpując przy tern wszelkie istr iejące analogje do osiągalnych
granic. Wiek skarbu ustala na III-ci okres bronzu według podziału
MONTELIUSA i to raczej do pierwszej niż do drugiej jego połowy.
Uważa go za import z Czech lub z nad górnego Dunaju. Autor oma­
wia dalej i inne znaicziska przedmiotów złotych epoki bronzu i wcze­
snego żelaza z Wielkopolski, zestawiając znaleziska z piętnastu miejsco­

65

wości. Praca ta może służyć za wzór dla monograficznych opracowań
znalezisk analogicznego charakteru. Autor rozporządza rozległą literaturą,
nie goniąc zaś ża efektownemi teorjami daje materjał pozytywny, a każdy
sąd i wniosek uzasadnia z drobiazgową dokładnością.
Prof. J. HRYNCEWICZ podaje wiadomość o stanie obecnym i historji zakładu antropologji i prehistorji w Uniwersytecie Stefana Batorego
w Wilnie.
J. ŻUROWSKI publikuje katalog zbiorku zabytków przedhistorycz­
nych krakowskiego Muzeum Etnograficznego, obejmującego przedmioty
z szesnastu miejscowości.
Na tem kończy się Część II tomu i rozpoczynają drobne wiado­
mości, których dostarczyli : ś. p. Dr. Leon RUTKOWSKI o znaleziskach
z Kluczewa w pow. płońskim, L. SAWICKI, St. KOWALISZYN i J. PIETRASZEWSKI.

W dziale dyskusyj i korespondencyj znajdują się moje uwagi
o inwentaryzacji zabytków przedhistorycznych.
Ciekawym i ważnym jest dział urzędowy, obejmujący sprawozda­
nia prezydjum grona konserwatorskiego i sprawozdania konserwatorów
poszczególnych okręgów. Duszą grona konserwatorów zabytków przed­
historycznych jest wiceprzewodniczący grona prof. Dr. Wł. ANTONIE­
WICZ. Jego to zabiegom i pracom zawdzięczamy w pierwszej linji urze­
czywistnienie tej organizacji, która wydawać już zaczyna dla polskiej
prehistorji pozytywne wyniki. Sprawozdanie prezydjum, obok sprawozda­
nia ze swej działalności, zawiera sprawozdanie z pierwszej konferencji
konserwatorów okręgowych. Dowiadujemy się z niego o ustąpieniu z po­
wodu choroby prof. E. MAJEWSKIEGO ze stanowiska przewodniczącego
grona oraz o powołaniu prof. J. KOSTRZEWSKIEGO na przewodniczą­
cego. Nominację tę powitać możemy z prawdziwą radością, rozległa
bowiem wiedza, niezwykła pracowitość i energja prof. J. KOSTRZEW­
SKIEGO dają najpewniejszą gwarancję rozwoju grona. Konferencja po­
wzięła nadto szereg uchwał organizacyjnych. Sprawozdania okręgowych
konserwatorów roZDoezyna sprawozdanie Dr. R. JAKIMOWICZA z okręgu
północno - warszawskiego. Dr. JAKIMOWICZ reprezentuje ' u nas specja­
listę do epoki wczesnohistorycznej. Epoką tą w Polsce mało dotąd się
zajmowano. To też specjalność Dr. JAKIMOWICZA jest jak najbardziej
pożądana. Dotychczas zajmuje się on głównie gromadzeniem materjałów,
zarówno rozrzuconych po literaturze, jak i po muzeach ovaz zbieraniem
nowych faktów w terenie. Sprawozdanie jego zwraca też przedewszystkiem uwagę na zabytki wczesnodziejowe. Podaje szereg odręcznych
planów grodzisk, z dołączeniem ich opisów oraz rozpatrzeniem zabytków,
odkrytych nrzy próbnych poszukiwaniach ; pozatem szereg wiadomości
o cmentarzyskach: epoki wczesnohistorycznej, kultury łużyckiej i kul­
tury grobów skrzynkowych. Sprawozdanie obejmuje 15 miejscowości.
Drugie sprawozdanie St. KRUKOWSKIEGO, konserwatora okręgu
południowo-warszawskiego obejmuje przedewszystkiem znaleziska epoki
kamiennej. St. KRUKOWSKI od kilku lat prowadzi badania osad wy­
dmowych na terenie swego obecnego okręgu. Sprawozdanie obejmuje
Lud. T. XXI.

5

66

jednak jedynie te poszukiwania, które sprawozdawca prowadził z ramie­
nia swego urzędu. Jako ważne należy podnieść odkrycie jam mieszkal­
nych z ceramiką wstęgową w cukrowni Choceń pow. włocławski. Szkoda
tylko, że dopiero z artykułu prof. ANTONIEWICZA dowiadujemy się, że
ceramika ta należy do ceramiki wstęgowej wolutowej. Druga ważna wia­
domość dotyczy odkrycia pracowni kultury kampińskiej We wsi Borownia
pow. opatowski. Najdonioślejsze jest jednak stwierdzenie i ustalenie
stratygrafj i znalezisk na wydmie Świdry Wielkie pow. warszawski. Od­
krycie to ustala stratygrafję naszych przemysłów wczesno i pełno neoli­
tycznych, zwłaszcza relatywny wiek przemysłu nazwanego przez KRU­
KOWSKIEGO Świderskim (przezemnie Chwalibogowickim), który autor
słusznie uważa za spuściznę po kulturze magdaleńskiej nadbałtyckiej.
Należy sobie życzyć, by ważne to odkrycie doczekało się jak najszybciej
należytej publikacji. Sprawozdanie obejmuje 25 miejscowości, w których
prowadzono poszukiwania.
Sprawozdanie urzędu konserwatorskiego na b. dzielnicę pruską
prof. Dra Zygmunta ZAKRZEWSKIEGO wypadło w zakresie czynionych
poszukiwań dość skromnie a to wskutek bardzo ograniczonych fundu­
szów. Praca konserwatora zwróciła się natomiast w kierunku inwentary­
zacji zabytków i dowiadujemy się, że katalog obejmujący całość materjału jest na ukończeniu. Katalogi takie są bardzo pilną potrzebą naszej
nauki, wykonanie ich jest jednak trudném i wielkiem ze względu na
nakład pracy zadaniem, to też stworzenie katalogu dla Wielkopolski
jest czynem wprost imponującym.
Śprawozdanie urzędu konserwatorskiego na okręg krakowski p.
J. ŻUROWSKIEGO zawiera wiadomości o zabytkach przedhistorycznych
z 21 miejscowości zwiedzonych przez konserwatora. Przy swym objeździe
udało się p. J. ŻUROWSKIEMU wiele zabytków uratować od zniszczenia,
a w ich liczbie przedewszystkiem, pozyskać dla muzeum Akademji Umie­
jętności w Krakowie skarb bronzowych przedmiotów z Zydowa pow.
stopnicki i amforę neolityczną z Książnicy Wielkiej pow. pinczowski
bardzo ciekawego typu, nie mającą jak dotychczas ścisłej analogji.
Konserwator okręgu lubelskiego p. M. DREWKO mimo trudnych
warunków pracy, w jakich się znajduje, dostarcza nam przecie: w swem
sprawozdaniu szeregu wiadomości o odkrytych lub zwiedzonych przez
siebie zabytkach.
Sprawozdanie z delegacji na Podole i do Wilna prof. ANTONIE­
WICZA zawiera wiadomości i opisy znalezisk, zwiedzonych przez spra­
wozdawcę z 12 tu miejscowości z Podola galicyjskiego oraz wiadomość
o rozpoczętej inwentaryzacji zbiorów wileńskich.
Tom zamykają sprawozdania z literatury pisane przez redaktora
oraz wyjąLek z większej niedrukowanej jego pracy, przedstawiający stan
badań nad znaczeniem bursztynu w czasach przedhistorycznych Europy.

LEON KOZŁOWSKI.

67
OLGA SPITZER - WILLEROWA. Przyczynek do badań antropologicznych

dziewczynek krakowskich. Materjaly antropologiczno - archeolo­
giczne i etnograficzne, Kraków 1919, Tom XIV, s. 110—146.
Dysertacja ta zasługuje na baczniejszą uwagę jako zestawienie
bardzo cennych wyników, dotyczących rozwoju 26 cech i obliczonych
z nich wskaźników w klasach wieku 6 — 15 lat. Podaje ona dla szeregu
cech nietylko średnie lecz też i mierniki zmienności, a dla niektórych
kombinacyj nawet i współczynniki współzależności. Te ostatnie, jako
dotąd jeszcze prawie zupełnie, a u has nawet zupełnie, niezbadane sta­
nowią najciekawszą część wyników pracy i zasługują na powtórzenie
przy krótkiem omówieniu tej pracy, tembardziej, że nie jest ona zakoń­
czona, gdyż autorka nie orjentując się dostatecznie w obecnie najaktu­
alniejszych zagadnieniach nie przeprowadziła ani analizy materjału ani
też nie wyciągnęła ogólnych wniosków, mimo tego, że zachęcając swego
czasu SPITZER - WILLEROWĄ do zajęcia się zbadaniem korelacyj zwra­
całem już uwagę na ewentualne wyniki.
Zestawienie współczynników współzależności.

Klasy
wieku
6
7
" 8
9

10
11

12
13
14
15

Wskaźnik główny

Wzrost

Menstruacja

Barwa Wsk. Wsk. Wskaż.
Wzrost włos. twarzy twarzy główny Wzrost Barwa Rozwój
włosów piersi
! +0.163

-0.389 +0.218
?
—0.129
—0.353 +0.198
?
?
-0.155
—0.317 +0.313
f
—0.176
-0.327 +0.062
?
1-0.137
—0.275 40179
?
+0.01
-0.112 +0.249
?
-0.016
—0.074 +0.247
,
?
+0.154
—0.152 +0.226 +0.35
+0.09
?
—0.219 +0.024 +0.40
-0.102 —0.10 i —0.236 +0.078 +0.07

—C.C3
+ 0.06
+0.28

+0.03 1 -0.37
+0.41 +0.53
+0.13 4-0.20

Wobec tego, że stwierdzonych wahań wielkości współczynników
współzależności, nie można przypisywać jedynie zbyt małej liczebności
seryj, obejmujących po 100 osobników na rocznik, zwłaszcza jeśli się
uwzględni, że wahania te wykazują uderzające prawidłowości, nasuwa się
konieczność interpretacji tego zjawiska, co w pracy pominięto. Przy­
czyny tych wahuń domyślić się nie trudno. Są one bezwątpienia spowo­
dowane tern, że poszczególne elementy antropologiczne (typy), wchodzące
w skład ludności Krakowa, rozw jają się niejednakowo szybko. Fazy
przyspieszeń i zwolnień rozwoju zapóżniają się u jednych w porównaniu
5*

68

z drugiemi i to właśnie może dawać ten skomplikowany obraz wahań
współczynników, jaki stwierdzono w tej pracyr
Ze tak jest w istocie, stwierdzają nam wahania współczynników współ­
zależności występowania menstruacji z kształtem głowy, wzrostem, barwą
włosów i rozwojem piersi.
Fakt, że współzależność między krótkoglowcścią a menstruacją,
bardzo wyraźna już w roku 13, potęguje się w 14 i zaciera się w 15,.
może być interpretowany tylko w ten sposób, żc kró1 kogłowy składnik
ludność:, bez wątpienia h. alpinus, menstruuje już w 13 roku życia,
a w 14 roku życia jego dojrzéwanie płciowe jest w całej pełni, gdy w 15 roku
wysuwają się na plan pierwszy długogłowe składniki ludności, wchodzące
w tym roku w okres dojrzewania płciowego i zacierają dawniej obser­
wowaną współzależność między menstruacją a krótkogłowością.
Współzależność pozytywna między wzrostem a. menstruacją jest nie
mniej charakterystyczna. Jakkolwiek należałoby oczekiwać że osobniki
roślejsze, jako lepiej rozwinięte, powinny być dojrzalsze i wskutek tego
menstruować wcześniej, tymczasem u 13-letnich występuje tendencja do
menstruowania raczej u niższych. Dopiero w 14-ymroku przesuwa się ona ku.
wyższym i występuje wyraźnie zaledwie u 15-letnich. Fakt ten można inter- ,
pretować tylko w ten sposób, że menstruujący wcześniej element krótkogłowy posiada jako cechę rasową wzrost niższy, a dopiero później,
występuje menstruacja u elementu długogłowego bardziej rosłego.
Współzależność między pigmentacją a menstruacją wyraźna u 14-letnich zaciera się u 15-letnich. Fakt ten wskazuje nam, że dojrzewający
w tym roku element rosły, długogłowy jest przytem jasnowłosy, gdy
przedtem dojrzewający element krótkogłowy, niższy jest zarazem bardziej
ciemnowłosy. Niezrozumiałe jest tylko, że współzależność między pigmen­
tacją i menstruacją u 13-letnich jest tak słaba. Wobec ścisłej analogji ze
wskaźnikiem głównym nasuwa się pytanie, czy nie mamy tu do czynienia z błę­
dem zecerskim redukującym współczynnik r= 0.30 do rozmiarów r=0.03..
Analogicznie zachowuje się współczynnik między menstruacją a roz­
wojem piersi. Pozytywny i duży już u 13-letnich, potęguje się jeszcze
u 14-letnic’n i spada gwałtownie u 15-letnich. Spadek ten jest spowodo­
wany tem; że wysuwający się w tym roku na plan pierwszy rosły, dłu­
gogłowy, jasny element, bez wątpienia północno - europejska blondynka*
wyróżnia się słabszym rozwojem piersi w porównaniu z typem alpejskim.
Przecież różnica ta rzuca się tak jaskrawo w oczy, gdy porównamy
Berlin z Wiedniem.
Bardzo prawidłowy obraz zmian z wiekiem daje współczynnik
współzależności wskaźnika głównego z twarzowym. W okresie zwolnio­
nego rośnięcia, poprzedzającym okres przyspieszonego rośnięcia p.o roku
11-tym, współczynnik stale się zmniejsza z roku na rok i podnosi się
stopniowo w okresie przyspieszonego rozwoju. Zjawisko to się tłumaczy
zupełnie analogicznie jak wyżej, jeśli uwzględnimy, że okresy zwolnio­
nego rośnięcia są nietylko okresami rozrastania wszerz (mężnienia) lecz
też i wydłużania się twarzy. Występując wcześniej u szybciej rozwija­
jących się długolicych krótkogłowców powoduje ona zniżkę współczynnika-

69

Współczynniki współzależności między kształtem głowy a wzrostem
■dają nam obraz podobny. W okresie zwolnionego rozwoju zaznacza się
tendencja do związku między długogłowością a wyższym wzrostem, gdy
u 13-letnich ten stosunek się odwraca i krótkogłowcy są wyżsi. U 14-letnich
zjawisko to jest już znacznie osłabione. U 15-letnich z powrotem wyż­
szymi są znów długogłowi. Oczywiście zjawisko to jest spowodowane
tern, że młodzieńczy okres przyspieszonego rozwoju u krótkogłowców
zaznaczył się wcześniej i oni wówczas przerośli jeszcze w stanie zastoju
trwających długogłowców. O ile nie mamy do czynienia z błędem ze­
cerskim to jedno ana.ogicî.ne uderzenie rozwoju zaznacza się już u 10letnich. U 6-letnich znajdujących się jeszcze w okresie dziecięcego przy­
spieszonego rośnięcia krótkogłowcy są również wyżsi.
We współczynniku współzależności wzrostu ze wskaźnikiem twarzy
występuje jaskrawo fakt, -że w rocznikach starszych od roczników wyka­
zujących znaczniejszy przyrost (we wzroście) współczynnik raptownie
spada, a potem wyrównywuje się stopniowo. Widzimy to zarówno po
roku 8-ym jak i 13-ym. Wobec tego, że szybsze rośnięcie szerokolicych
może zacierać korelację, należy wnioskować, że elementy szerokolice są
w mieszaninie liczniejsze i jako takie decydują o spostrzeganych po­
większeniach i zmniejszeniach przyrostu. Tłumaczenie to odpowiada
faktycznemu Stanowi rzeczy w Krakowie, gdzie typ północno - europej­
skiego blondyna jest stosunkowo słabo reprezentowany, nawet i w po­
równaniu z typem presłowiańskim, który, mniej się różniąc od typu
alpejskiego pod względem rozwojowym, trzyma się z nim razem i wywoływa wrażenie dużo mniejszej wąskolicości typu alpejski :go w porów­
naniu z północno-euTopejskim, aniżeli to jest w istocie.
Nieznaczna negatywna współzależność między wskaźnikiem głównym
•a pigmentacją włosów u 15 letnich jest spowodowana tem, że rozwo­
jowi towrrzjszy nietylko ciemnienie włosów, ale też i wydłużanie się
czaszki. Wskutek tego w granicach każdego składnika osobniki fizjolo­
gicznie starsze są zarazem bardziej długogłowe i ciemnowłose. Zjawisko
to występuje tak jaskrawo, że zaciemnia w tej klasie wieku fakt więk­
szej diugogłowości typu północno-europejskiego blondyna.
Rozważania powyższe pozwalają nam stwierdzić, że wahania współ­
czynników współzależności odpowiadają już dawniej niejednokrotnie pod­
noszonemu faktowi powolniejszego tempa rozwoju typu północno - euro­
pejskiego blondyna w porównaniu z innemi składnikami ludności Europy
środkowej. Ze zjawiskiem tem dadzą się bez wątpienia uzgodnić i wa­
hania mierników zmienności (dyspersji). Znamienne jest zmniejszenie
się rozsiew^ szeregów liczebności, występujące u ostatnich dwu roczni­
ków, we wszystkich pod tym względem zbadanych cechach prócz wy­
sokości głowy i szerokości twarzy.
Żałować należy, że autorka nie wyzyskała dostatecznie literatury
przedmiotu i nie uwypukliła swego tak ważnego dorobku naukowego na
tle dotychczasowych prac, nie pozwalających na poruszenie tak cieka­
wych zagadnień, jak to dzięki tej pracy możliwem się stało.
JAN CZEKANÓWSK1.

KRONIKA ETNOLOGICZNA..
Kronika Polskiego Tow. Etnologicznego-

Dnia 15 października 1921 roku zawiązane zostało. Polskie To­
warzystwo Etnologiczne.
Członkowie założyciele!:
Antoniewicz Włodzimierz.
Brun Wacław
Ciszewski Stanisław
Ehrenkreutzowa Cezarja
Federowski Michał
Frankowski Eugenjusz
Jakimowicz Roman
Janowski Aleksander
Kamińska Helena
Krzywicki Ludwik
Małkowski Stanisław
Michalski Stanisław
Poniatowski Stanisław
Szczepański Władysław ksWawrzeniecki Marjan
Kraków: Kowalski Tadeusz
Nitsch Kazimierz
Rozwadowski Jan M.
Sawicki Ludomir
Udziela Seweryn
Wędkiewicz Stanisław
Węgrzynowicz Leopold
Żurowski Józef

Warszawa:

71

Bruchnalski Wilhelm
Bujak Franciszek
Chybiński Adolf
Czekanowski Jan
Fischer Adam
Gawroński Andrzej
Kozłowski Leon
Pawlik Stefan
Poznań : Bystroń Jan St.
Kostrzewski Józef
Klinger Witold
Wilno :
Poczętowska Jadwiga
Toruń:
Górski Artur
Zakopane: Zborowski Juljusz
Lwów :

Statut Polskiego Towarzystwa Etnologicznego.
Na zasadzie postanowienia Mini­
sterstwa Spraw Wewnętrznych z dnia 21
grudnia 1921 r. N. BS. 1867/21 wciągnięto
do rejestru stowarzyszeń i związków. N.
6G4 stowarzyszenie pod nazwą Polskie
Towarzystwo Etnologiczne.
Warszawa, dnia 21 grudnia 1921.
Minister Spraw Wewnętrznych

w. z. (—) Dunikowski
Podsekretarz Stanu.

STATUT
POLSKIEGO TOWARZYSTWA ETNOLOGICZNEGO.

I. Nazwa i siedziba.
1. Polskie Towarzystwo Etnologiczne z siedzibą stałą w Warszawie
(gmach Muzeum Przemysłu i Rolnictwa, Krakowskie Przedmieście 66).
II. Cel i środki.
2. Celem Towarzystwa jest badanie kultury duchowej i materjalnej
ludów na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej. Terenem działalności
jest Rzeczpospolita Polska z zastosowaniem do miejscowych praw
o Stowarzyszeniach.
3. Środkami do osiągnięcia tych celów są :
1. Zbieranie wszelkich wiadomości w zakresie kultury duchowej
i mateijalnej, dotyczących ludów zamieszkujących Polskę.
2. Opracowywanie i rozpowszechnianie zebranych wiadomości
za pośrednictwem własnego organu „Lud“, wydawanego we
Lwowie.
3. Roztaczanie opieki nad istniejącemi muzeami, oraz zakłada­
nie nowych muzeów i księgozbiorów.
4. Zjednywanie współpracowników na całym obszarze Polski.

72

III. Członkowie.
4. Towarzystwo składa się z członków czynnych, protektorów, popie­
rających, honorowych, korespondentów i współpracowników.
5. Członkiem czynnym może być osoba przedstawiona przez dwóch
członków i przyjęta przez Zarząd.
6. Członkiem protektorem zostaje taki członek, który na cele Towa­
rzystwa złoży jednorazową kwotę 10.000 (dziesięć: tysięcy) marek.
7. Członkiem popierającym zostaje taki członek, któiy wnosi pięcio­
krotną wkładkę roczną.
8. Członków honorowych mianuje Walne Zgromadzenie na wniosek
Zarządu z pośród osób, które położyły wybitne zasługi na polu
ludoznawstwa.
9. Członków korespondentów mianuje Zarząd Towarzystwa.
10. Członków współpracowników powołują Sekretarze dzielnicowi.
a) Prawa członków czynnych.
11. Każdemu członkowi przysługuje prawo:
1. korzystania ze wszystkich urządzeń Towarzystwa;
2. brania udziału czynnego w Walnem Zgromadzeniu ;
3. wyboru i wybieralności ;
4. podawania wniosków na piśmie na ręce Sekretarza general­
nego ;
5. otrzymywanie organu Tow. „Lud“ bezpłatnie a innych wy­
dawnictw po cenach zniżonych.
b) Prawa członków protektorów, popierających, ho­
norowych i współpracowników.
12. Członkowie protektorzy, popierający i honorowi korzystają z wszel­
kich praw członków czynnych, oraz otrzymują Organ Towarzystwa
bezpłatnie, zaś inne wydawnictwa po cenie zniżonej. Członkowie
współpracownicy korzystają ze wszelkich urządzeń i mają prawo
otrzymywać wszystkie wydawnictwa Towarzystwa po cenie zniżonej.
c) Obowiązki członków.
13. Członkowie czynni uiszczają roczną wkładkę w wysokości tysiąca
marek. Członkowie honorowi i korespondenci nie są obowiązani do
wnoszenia wkładek.
Uwaga. Zmiana wysokości wkładki członkowskiej do czasu usta­
lenia waluty polskiej nie jest uważana za zmianę statutu, przyczem
prawo zmiany wysokości wkładki rocznej należy do Walnego Zgro­
madzenia.
d) Wystąpienie i wykluczenie członków.
14. Członek, który ma zamiar wystąpić z Towarzystwa winien piśmien­
nie zawiadomić Zarząd najpóźniej na trzy miesiące przed końcem
roku, kalendarzowego. Występujący jest jednak obowiązany do
uiszczenia całorocznej wkładki.
15. Członkowie, którzy w ciągu dwóch lat zalegają z wkładką będą
uznani za występujących z Towarzystwa; winni są jednak uiścić
zaległe wkładki roczne, aż do dnia, w którym Zarząd uzna ich
Za występujących.

73

16. Wykroczenia plamiące dobre imię członka lub działanie tegoż na
szkodę Towarzystwa wystarcza do wykluczenia go z Towarzystwa.
17. O wykluczeniu rozstrzyga Zarząd ; wolno jednak wykluczonemu
odwołać się do Walnego Zgromadzenia. 4.
Aż do czasu uchwały Walnego Zgromadzenia prawa członka
wykluczonego zostają w zawieszeniu.
IV. M aj ąie k. 18. Majątek Towarzystwa powstaje:
1. z wkładek członków;
2. z rozspizedaży wydawnictw;
3. z dochodu z odczytów i innych przedsięwzięć Towarzystwa;
4. z darów i zapisów;
5. z dochodów nadzwyczajnych.
V. Władze.
19. Sprawami Towarzystwa zawiaduje Walne Zgromadzenie i Zarząd.
a) Walne Zgromadzenie.
20. Walne Zgromadzenia są zwyczajne i nadzwyczajne i zwołuje je
Zarząd.
Zwyczajne odbywa się raz w roku w różnych miastach Polski,
nadzwyczajne zaś, jeżeli tego zażąda przynajmniej 1/3 członków
Towarzystwa, lub Zarząd uzna potrzebę tego.
Na wypadek żądania 1/3 członków Towarzystwa Zarząd obo­
wiązany jest zwołać Zgromadzenie w ciągu miesiąca.
21. O każdorazowem Zgromadzeniu Zarząd zawiadamia członków
w dziennikach przynajmniej na 8 dni naprzód.
22. Do zakresu działania Walnego Zgromadzenia należy:
1. Wybór Prezesa, dwóch zastępców prezesa i członków Za­
rządu oraz Komisji kontrolującej, złożonej z 3 członków
i wybranej na rok, a mającei po zbadaniu ksiąg kasowych
Tow. przedkładać odpowiednie wnioski na dorocznem Walnem Zgromadzeniu ;
2. mianowanie członków honorowych na wniosek Zarządu;
3. załatwianie rocznego sprawozdania z czynności Zarządu oraz
uchwalenie budżetu na rok następny;
4. rozporządzanie majątkiem Towarzystwa;
5. załatwianie wniosków Zarządu, Komisji kontrolującej i człon­
ków, o ile te ostatnie przynajmniej 7 dni przedtem podano
Zarządowi na piśmie, lub jeżeli Walne Zgromadzenie uchwali
nagłość ;
6. zmiana statutu ;
7. załatwianie zażaleń członków' na Zarząd ;
8. rozwiązanie Towarzystwa.
23. Do prawomocności uchwał Walnego Zgromadzenia jest potrzebna
obecność przynajmniej 10% członków Towarzystwa, do uchwały
jednak rozwiązania Towarzystwa 2/3 wszystkich członków. Jeżeli
na pierwszem Walnem Zgromadzeniu nie zbierze się wymagana
ilość członków, Zarząd obowiązany jest zwołać w terminie tygodnio-

74

wym ponowne Walne Zgromadzenie, któregc uchwały będą pra­
womocne bez względu na ilość obecnych członków.
24. Uchwały na Walnem Zgromadzeniu zapadają zwykłą większością
głosów, z wyjątkiem uchwały co do zmiany statutu, do której
prawomocności jest potrzebna większość 2/3 głosów obecnych
członków.
W razie równości rozstrzyga głos przewodniczącego.
b) Zarząd.
25. Zarząd składa się z Prezesa, z dwóch jego zastępców, sekretarza
generalnego, zastępcy sekretarza, sekretarzy dzielnicowych i skarb­
nika.
26. Walne Zgromadzenie wybiera z pomiędzy członków czynnych Pre­
zesa, bez możności powtórnego obioru w roku następnym, sekre­
tarza generalnego na trzy lata oraz innych członków Zarządu na
rok jeden.
27. Posiedzenia Zarządu odbywają się w miarę potrzeby.
28. Do zakresu działalności Zarządu należy :
1. wykonywanie uchwal Walnego Zgromadzenia;
2. załatwianie bieżących spraw Towarzystwa;
3. przyjmowanie i wykluczanie członków, oraz wnioski w spra­
wie mianowania członków honorowych;
4. przyjmowanie darów i zapisów Towarzystwu poczynionych ;
5. postanowienia w sprawie umieszczania kapitałów;
6. prawne zawieranie kontraktów i innych umów Towarzystwa;
7. układanie regulaminów i instrukcyj ;
8. przygotowywanie sprawozdań i wniosków dla Walnego Zgro­
madzenia;
9. mianowanie członków korespondentów;
10. wszelkie zarządzenia potrzebne dla osiągnięcia celów Towa­
rzystwa.
29. Do ważności uchwał Zarządu potrzebna jest obecność przynajmniej
czterech członków, a w tej liczbie prezesa lub jego zastępcy
i sekretarza generalnego.
30. Uchwały Zarządu zapadają bezwzględną większością głosów. Frzewodniczący obradom, rozstrzyga w razie równości głosów.
31. Prezes zastępuje Towarzystwo na zewnątrz, czuwa nad wykony­
waniem Statutu regulaminu, oraz przewodniczy zebraniom Towa­
rzystwa.
32. Dokumenty zawierające prawne zobowiązania Towarzystwa podpisuje
prezes lub jego zastępca, jeden członek Zarządu i sekretarz gene­
ralny ; inne pisma z Towarzystwa wychodzące — sekretarz generalny.
33. W razie przeszkody lub nieobecności prezesa zastępuje go we
wszystkich czynnościach jeden z zastępców prezesa.
VI. Postanowienie końcowe.
34. W razie rozwiązania Towarzystwa przechodzi jego majątek na
własność Instytucji naukowej ideowo pokrewnej, o czem postanowi
Walne Zgromadzenie.

Zarząd P. T. E. na rok 1922.

Przewodniczący:. . . . . . . . Czekanowski Jan
I zastępca przewodniczącego: . Ciszewski Stanisław
II zastępca p r z e w o d n i c z ą c eg o: . Krzywicki Ludwik

Sekretarz generalny:.................Frankowski Eugenjusz
Zastępca sekretarza gen.: . . . Jakimowicz Roman
Skarbnik:......................................... Kamińska Helena
Sekretarze dzielnicowi:
Warszawa :
Kraków: .
V



Lwów :
Poznań : .
Wilno :
Toruń :
Zakopane :

Frankowski Eugenjusz.
Udziela Seweryn
Żurowski Józef
Fischer Adam
Bystroń Jan St.
Poczętowska Jadwiga
Górski Artur
Zborowski Juljusz
Komisja kontrolująca:
Antoniewicz Włodzimierz
Ehrenkre utzowa Cezarja
Janowski Aleksander
Komitet redakcyjny „Ludu“:

Bruchnalski Wilhelm
Bystroń Jan St.
Chybiński Adolf
Czekanowski Jan
Fischer Adam
Frankowski Eugenjusz
Gawroński Andrzej
Kozłowski Leon
Redaktor naczelny: Fischer Adam.
Komitet redakcyjny „Wisły“.
Ciszewski Stanisław
Ehrenki eutzowa Cezarja
Frankowski Eugenjusz
Frankowski Jan
Jakimowicz Roman
Krzywicki Ludwik
i każdorazowy autor drukowanej pracy.
Redaktor naczelny: Ciszewski Stanisław..

76
Cele i zadania P. T. E.

Polskie Towarzystwo Etnologiczne postawiło sobie za zadanie pla­
nowe przeprowadzenie pracy badawczej nad kulturą materjalną i duchową
;ludu naszego i ludów zamieszkujących nasze ziemie.
Pierwszem dążeniem Towarzystwa jest stworzenie rozległej sieci
■współpracowników pokrywającej kraj cały. Powstanie takiej sieci ułatwi
zogniskowanie wszystkich wysiłków rozproszonych, umożliwi dostęp do
■■miejsc najodleglejszych i pomoże w gromadzeniu mateijałów często bar­
dzo dla uczonych niemiejscowych zupełnie niedostępnych.
Towarzystwo pragnie pozyskać dla swej pracy współdziałanie wszyst­
kich Towarzystw i organizacyj, których cele i zadania mają pewną styczmość z celami Towarzystwa Etnologicznego.

Centralne Biuro Etnologiczne.

Łącznikiem pomiędzy siecią współpracowników a Towarzystwem
•etnologicznem jest Centralne Biuro Etnologiczne, mieszczące się w Mu­
zeum P. i R. (Warszawa, ul. Krakowskie Przedmieście 66, I p.). Biuro
otwarte od 10 do 1 codziennie, z wyjątkiem świąt.
Zadaniem jego jest ułatwianie badań wszystkim pracownikom na
•polu ludoznawstwa. Ażeby tego dopiąć, Biuro dąży do zdobycia nie.zbędnych informacyj, wyszczególnionych w 12 następujących punktach:
1. wykaz sieci współpracowników w całej Polsce ;
2. wykaz czasopism, prac i dzieł pomocniczych, omawiających ludoznawstwo polskie i obce, a przechowywanych w bibljotekach pu­
blicznych i prywatnych;
3. wykaz przedmiotów z zakresu ludoznawstwa naszego i obcego,
skupionych w zbiorach publicznych i prywatnych ;
4. wykaz fotografij i rysunków, przechowywanych w zbiorach publicz­
nych i prywatnych ;
5. wykaz rękopisów z zakresu ludoznawstwa polskiego i obcego,
przechowywanych w zbiorach publicznych i prywatnych ;
6. wykaz przeźroczy, klisz fotograficznych i drukarskich z zakresu
ludoznawstwa polskiego i obcego, przechowywanych w Polsce ;
7. wzory kartek wszystkich bibljotek i muzeów w Polsce ; ich układ
i sposób posługiwania się ; katalogi — wzory ;
8. schemat mapy ziem polskich w granicach badań;
9. wykaz zagadnień do opracowań i kwestjonarjusze ;
10. kartograficzne przedstawienie obszarów opracowanych ï zaleconych
do bardziej szczegółowego opracowania ;
11. teki z materjałami do monograficznych opracowań;
12. księga adresowa pracowników na polu ludoznawstwa i pokrewnych
gałęzi wiedzy.

77
Prasa P. T. E.

Organem P. T. E. jest kwartalnik „Lud“, wydawany przez Towa­
rzystwo ludoznawcze we Lwowie. Będzie to czasopismo poświęcone najżywotniejszym sprawom ludoznawstwa polskiego i ogólnego.
„Lud“ zamieszczać będzie prace krótsze, począwszy od prac ma­
jących pół stronicy druku.
Prace większych rozmiarów, w miarę ich napływania do Towa­
rzystwa, będzie wydawało Centralne Biuro Etnologiczne w Warszawie..
Ukazując się w oddzielnych zeszytach, tworzyć one będą tomy,
noszące ogólny tytuł „Wisła“, stanowiące dalszy ciąg tego wydawnictwa.
W celu udostępnienia obcym uczonym wyników badań polskiego,
ludoznawstwa, wszystkie prace drukowane w „Ludzie“ i w „Wiśle“,
zaopatrzone będą krótkiem streszczeniem w języku francuskim.
Zebrania P. T. E.

Zebrania Polskiego Towarzystwa Etnologicznego odbywają się stale
we czwartki, z wyjątkiem świąt, punktualnie o godzinie 7'/s wieczorem,
w Sali posiedzeń w siedzibie P. T. E. (Warszawa, ul. Krak. Przedm. 66,
Muzeum, I p.). Zebrania kolejno są dyskusyjne i informacyjne. Goście
mile widziani.
Oddziały dzielnicowe P. T. E.

W myśl paragrafu drugiego Statutu Towarzystwa, sekretarzom
dzielnicowym przysługuje prawo zakładania oddziałów Polskiego Tow,
Etnologicznego. Wybrany z łona członków miejscowych Zarząd* czuwać
będzie nad uskutecznieniem celów Towarzystwa i nad organizowaniem
pracy ludoznawczej w swojej dzielnicy.
Konto P. T. E.

Polskie Towarzystwo Etnologiczne posiada konto czekowe w Pocz­
towej Kas:e Oszczędności w Warszawie Przekazy pieniężne dla Towa­
rzystwa można składce w każdym urzędzie pocztowym pod adresem :
Konto czekowe P. K. O. Nr. 3512.
E. F.

Kronika etnograficzna z Podhala.
Popularny, w Polsce zachwyt nad Podhalem i jego ludnością nie
stoi w żadnym stosunku do ilości naukowych badań tych południowych
krańców naszej ziemi. Obok wielu cennych prac (np> o budownictwie)
mamy o wiele liczniejsze, poważne braki. Czyż możemy np. pochwalić
się monografją o stroju góralskim, o którym tak głośno w Polsce, repro­
dukcjami wyszyć na „portkach“ i cuhach, które tak zachwycają letników ?
A tymczasem rok w rok „kultura“ miejska usuwa. starą gwarę i starą

78

pieśń, „ozdabia“ smukłe jak smreki postacie górali w „ceperską“ odzież,
ba nawet i fox-trottem (nie przesadzamy!) obdarza zakopiańskie po­
tomstwo „hyrnych“ przodków, zbójnikujące dziś nietyle ciupagą, ile
fiakrowaniem. Mniej „honornie“, ale zdrowiej.... A cóż dopiero mówić
o wpływach długiej wojny, która okrasiła ludowe śpiewanki „masingwerkami“, a w spuściźnie. zostawiła synom Podhala resztki niedonoszonych
mundurów po ś. p. nieboszczce Austrji.
Nie uchodziło oddawna uwadze to szybkie zanikanie staroświeckiej
kultury góralskiej. Trzy lata przed wybuchem wojny ś. p. Bronisław
PIŁSUDSKI rozpoczął z zapałem organizowanie współpracy i skupianie
pracowników dla wszechstronnego zbadania polskiej góralszczyzny. Zało­
żona przez niego „Sekcja Ludoznawcza Tow. Tatrza ńsk i ego“
miała być ośrodkiem studjów etnograficznych i historycznych nad kraiuą
górskich szczepów, jakkolwiek sam założyci el pojmował ją jako twór
przejściowy, póki jej miejsca nie zajmie nowe ognisko, podówczas w po­
czątkach reorganizacji, t.j. Muzeum Tatrzańskie. Dla tej instytucji
miała Sekcja gromadzić zbiory i materjały naukowe z Podhala, a wyra­
zem, jej żywotności miało być coroczne wydawnictwo p. t. „Rocznik
Podhalański“, zawierający opracowania ludoznawcze i historyczne
z Podhala, Spiszą, Orawy, góralszczyzny pod Babią Górą, w Zywieckiem i t. d.
Nie tu miejsce dla dokładniejszych wspomnień o działalności ś. p.
„pana Bronisława“ na Podhalu *). Zaznaczamy tylko, że wzbogacił Muzeum
Tatrzańskie licznemi nabytkami i zebrawszy kilkanaście rękopisów prac
o góralszczyźnie, przeznaczył część ich do pierwszego tomu „Rocznika“.
Drrk rozpoczęto na parę miesięcy przed wojną i przerwano wobec gro­
żącego Krakowowi oblężenia. Dopiero w tych miesiącach po kilkuletniej
przerwie, po zamarciu „Sekcji“, przejęło Muzeum Tatrzańskie staranie
o ukończenie wydawnictwa. „Rocznik“ ukaże się w tej postaci, jaką mu
nadał ostatecznie sam inicjator. Dla uczczenia zasług zmarłego zarząd
Muzeum poprzedził zawarte w wydawnictwie rozprawy życiorysem „pana
Bronisława“ i podobizną.
„Rocznik“ zabiera prace historyczne (Edm. DŁUGOPOLSKIEGO,
Jana CZUBKA, JÓZEFA RAFACZA) i etnograficzne (ś. p. JÓZEFA KAN­
TORA, ś. p. Bronisława PIŁSUDSKIEGO, Konstantego STECK1EGO,
Adama WRZOSKA). Trzy odbitki oddawna znajdowały się na półkach
księgarskich. Część ilustracyjna przedstawia się skromnie ; na bogatsze
wyposażenie nie pozwolił brak funduszów. Szczegółową recenzję odkła­
damy do pojawienia się w księgarniach.
) W „Ręczniku Podhalańskim“ znajduje się jego życiorys pióra WACŁAWA
SIEROSZEWSKIEGO, pełen osobistych wspomnień autora z czasów-pobytu na Wscho­
dzie. Okres życia ś. p. PIŁSUDSKIEGO od chwili przyjazdu na Podhale aż do tra­
gicznego zgonu skreślił SIEROSZEWSKI przeważnie na podstawie zebranych dla
Muzeum Tatrzańskiego, przez autora tej „Kroniki“ materjałów (korespondencja,
wspomnienia współpracowników, protokoły „Sekcji“, nekrologi i t. d.). Ponieważ
w ogólnym życiorysie, podhalańskie zasługi zmarłego można było tylko w nie­
wielkiej mierze zaznaczyć, przeto zamierzamy je osobno przedstawić po ukazaniu
się „Rocznika“.

79

Przez podjęcie własnych publikacyj wstępuje- Muzeum Tatrzańskie
w nowy okres działalności, złączony ze zmianą swej siedziby. Rozpoczęta
przed wojną budowa nowego, murowanego budynku dobiega końca.
Pozostanie wprawdzie na przyszłość dużo prowizorjów, które dopiero
przypływ grosza może usunąć (np. zwykłe podłogi zamiast dębowych
parkietów, brak centralnego ogrzewania i t. d.). Nie stoją one jednak
na przeszkodzie otwarciu zamkniętej od półtora roku instytucji, do któ­
rej w tym czasie dopuszczano tylko badaczy góralszczyzny. Że budynek
wogóle stoi i że mimo niebywałych trudności finansowych zbliża się do
wykończenia, jest to niezapomnianą zasługą Dr. Bronisławy DŁUSKIEJ,
żelazną wprost energją obdarzonej inicjatorki i kierowniczki budowy.
Już samo istnienie muzealnej murowanicy, — cokolwiek się powie
o jej wewnętrznym rozkładzie lub zewnętrznym wyglądzie, zwłaszcza
wśród niechętnych stylowi zakopiańskiemu nie w materjale- drzewnym —
zapewnia instytucji lepsze widoki na przyszłość. Z martwej ostoi dla
zbiorów jest już ona dziś na dobrej drodze do zdobycia stanowiska nauko­
wej placówki przez podjęcie wydawnictw, subwencjonowanie prac nau­
kowych, udzielanie pomieszczenia badaczom Tatr i Podhala w czasie ich
pobytu w Zakopanem i t. d. O ile Muzeum będzie mieć nadal tak goiliwych opiekunów, sprężysty zarząd i kierownictwo, zdążające konse­
kwentnie wedle programowych wytycznych, o ile nadal będzie się cieszyć
takiem poparciem czynników rządowych oraz autonomicznych i taką
ofiarnością społeczeństwa, jak w ubiegłym roku *), to rychło nadrobi
lata zastoju, uzupełni liczne jeszcze braki w zbiorach, zaopatrzy sale
w szafy i gabloty, urządzi pracownie i stanie w rzędzie poważnych
naukowych zakładów. Dla celowego osiągania swych zadań ma otrzymać
instytucja osobne kierownictwo, poddane kontroli naukowego kuratorjum.
Wydawnictwa i jeszcze raz wydawnictwa, obok ratowania zabyt­
ków ludowej kultury, — oto najbliższy program, zresztą nietylko na
góralszczyźnie. W czasie wojny i w powojennym okresie wyszło może
') Dla upamiętnienia ofiarodawców podajemy ich listę: 1. Dr. Bronisława
Dłuska
darowizna placu budowlanego tuż przy nowym budynku muzealnym
o powierzchni 1700 m2; 2. w gotówce: po miljonie Mk. Dr. Linde Marjan i Zarząu Sanatorium im. Dłuskich w Zakopanem; 130.000 Mk. Uniwersytet Ludowy
w Chicago; 100.000 Mk. Dr. Dłuska Bronisława; po 50.000 Mk. premjer Poni­
kowski i Surzycka Jadwiga; 30.000 Mk. „Kilim“ - Zakopanem; 20.000 Mk.
Spółka drzewna „Strug“ w Zakopanem ; 10.400 Mk. Związek Socjalistów Polskich
w Ameryce; po 10.000 Mk. Akc. Bank Związkowy, Bank kredytowy w Zakopa­
nem, Kaz. i Urszula Brzozowscy, Daniec Władysław, Dłuska Helena, Gimnazjum
w Zakopaném, Gmina Zakopane, Jarnuszkiewiczowa Marja, Kółko rolnicze wZakopanem, Koschówna Jadwiga, Koschowa Janina, Kosch Stanisław, Kowalscy
J- 1 ^r*> Kraszewski Wacław, Makowiecki Leon, Pawlica Franciszek, Sanatorjum
pacjenci i personal, Skłodowski Józef, Sienkiewiczówna Jadwiga,
hr. Tarnowska Marja, Tranda Witołd, Uznański Jerzy, Wasiewiczowie Zygmun­
towie, Wróblewski Jan, Zarząd dóbr Zakopane; 5000 Mk. Rada Powiatowa
w Nowym Targu. Tylko tej ofiarności zawdzięcza Muzeum możność kończenia
budowy w tak trudnych teraz warunkach. Nazwiska ofiarujących kwotę najmniej
10.000 Mk. będą umieszczone na tablicach fundacyjnych w budvnku muzealnym.

więcej opracowań o tych stronach, niż o innych dzielnicach Polski,
większość jednak dotąd spoczywa w rękopisach i tekach, oczekując na­
kładcy. 1 tak niedostatek funduszów wstrzymuje kosztowne wydanie 3-go
zeszytu „Stylu zakopiańskiego“ Stanisława WITKIEWICZA, zawierającego
budownictwo kościelne ; 4° druku przygotował tę spuściznę po zmarłym
artysta malarz GOSIEN1ECKI, niegdyś współpracownik WITKIEWICZA.
W tece spoczywa cenny zbiór rysunków i fotografji drewnianych koś­
ciółków i kapliczek na Podhalu, zebrany starannie przez Władysława
SKOCZYLASA. Zdobnictwo ludowe, sprzęty, wyszycia na ubiorach z Ora­
wy, Spiszą, Witowa i szeregu wsi góralskich, wreszcie kompletny odrys
polichromji starego kościółka w Dębnie, , są zawartością kilku tek Sta­
nisława BARABASZA, dyrektora szkoły przemysłu drzewnego w Zako­
panem. Konstanty KIETL1CZ - RAYSKI skopjował w Szczawnicy i oko­
licznych wsiach kilkadziesiąt przedmiotów z dziedziny przemysłu ludowego,
mnóstwo szczegółów ubioru i haftu, nie mówiąc już o sporej ilości ory­
ginalnych rysunków, przedstawiających typy górali i góralek; w Zako­
panem praca tego artysty idzie głównie ku przygotowaniu wydawnictwa
ludowych obrazów na szkle.
Z innego działu ludoznawstwa rozpoczął na dużą skalę zakrojoną
pracę Adolf CHYBIŃSKI, profesor lwowskiego uniwersytetu. Od dłuż­
szego czasu zbierając melodje góralskie z Nowotarszczyzny, Orawy
i Spiszą, ponadto sięgając w myślenickie, sądeckie, żywieckie i t. d.,
przystąpił obecnie do opracowania instrumentów muzycznych i instru­
mentalnej muzyki samego Zakopanego oraz najbliższej jego okolicy.
Dokładne wysondowanie starych grajków, skrzypaków i ostatnich w tych
stronach kobziarzy, posługiwanie się fonograficznemi zdjęciami, zbieranemi przez autora tego artykułu od kilku lat, zapewniają wielką wartość
tej monografji, poruszającej temat, zaniedbany od czasów zbioru KLECZYŃSKIEGO. W miarę dalszych badań przybywać będą opracowania
muzyki wokalnej Skalnego Podhala oraz niżej położonej góralszczyzny.
Z prac, znajdujących się w rękopisach, wymieniamy obfite zbiory
opowiadań i pieśni z Dobrej i okolicy (Limanowszczyzna), sporządzane
oddawna przez Tadeusza PASZKIEWICZA, sędziego w Nowym Targi',
rodem z tamtych stron, dalej drobne przyczynki etr ograficzne z Oławy,
pióra ks. Antoniego SIKORY i Eugenjusza STERCULI, pracę o ruchu
ludności w parafjach Zakopane i Poronin Kazimierza CHF.ŁCHOWSKIEGO,
zarys odżywiania się górali zakopiańskich Walentego STASZLA, długo­
letniego kustosza Muzeum Tatrzańskiego, rodem z Kościelisk i cały
szereg notatek różnych autcrów. Miejmy nadzieję, że znajdą się one
rychło w drukarni, wchodząc w skład wydawnictw Muzeum w Zako­
panem.
Zakopane.
JULJUSZ ZBOROWSKI.

Druk ukończono 5 kwietnia 1922.

0

ADAM FISCHER.

ZNACZENIE ETNOLOGJI DLA INNYCH NAUK.
TREŚĆ: Pierwsze próby wyodrębnienia etnologjj s. 81. — Nazwa : etnologja s. 82.—
Rozwój etnologji w wieku XIX s. 83. — Rasa, lud, a kultura s. 84. —
Etnologja nauką socjologiczną s. 85. — Etnologja a folklor i Iudoznawstwo s. 85. — Etnografa a geografja s. 86. — Etnografja a krajoznaw­
stwo s. 86. — Etnologja a historja kultury s. 87. — Etr.ologja a nauki
humanistyczne s. 88.— Etnologja a historja s. 88.—Etnologja a historja
osadnictwa s. 89. — Etnologja a prehistorja s. 89. — Etnologja a historja
religij s. 89. — Etnologja a orjentalistyka s. 89. — Etnologja a filologja
klasyczna s. 89. — Etnologja a językoznawstwo s. 90. — Etnologja
a socjologja s. 90. — Etnologja a nauki prawnicze s. 90. — Etnologja
a psychologja etniczna s. 91. — Etnologja a historja literatury i sztuki
s. 9l. — Etnologja czysta i stosowana s. 91. —Etnologja w programie
ogólnego wykształcenia s. 92.

Pierwsze próby wyodrębnienia etnologji.
Każda nowa nauka musi przejść pewien dłuższy okres rozwoju,
nim dojdzie do właściwego określenia swej nazwy, swego przedmiotu,
swej metody i nim się ustali jej stosunek do innych pokrewnych
nauk. Etnologja walczyła o swą odrębność dość długo właśnie
ze względu na łączność z wielu naukami.
Rzut oka na rozwój etnologji, poucza o tem dokładnie, że
była już nauka w swym zarodku, ale długo nie było ścisłego
sformułowania jej odrębności. Pod tym względem znacznie szczę' śliwsza była antropologja, która — pominąwszy ARYSTOTELESA —
uzyskuje swój termin w r. 1501, kiedy to Magnus HUND, doktór teologji i medycyny wydaje w Lipsku dzieło p. t. „Anthropologia de
natura hominis“. HUND w zakres swych rozważań wprowadził tylko
stronę fizyczną. Stronę psychiczną człowieka w tej dziedzinie
Lud. T. XXI.

6

82

uwzględnił Otto CASMANN w dziele wydanem w r. 1594 w Hannowerze p. t. „Psychologia anthropologica sivé animae humanae
doctrina“. W pracy tej są już pewne momenty etnologiczne, choć
wszystko to jeszcze jest przeważnie tylko teoretyczne. Zrozumienie
dla nauki wzrasta jednak, czego dowodem wejście jej w systematy wiedzy. Gdy więc na początku dziejów filozofji nowożytnej
BAKON daje taki systemat w dziełach p. t. „De dignitate et au­
gmenté scientiarum“ (1605) i „Globus intellectualis“, w traktatach
tych w dziale filozofji obok teologji i przyrody jest też antropo­
logia z poddziałami: dusza i ciało. Przejawiają się więc tu również
pewne zarysy etnologiczne, lecz w związku z antropologją.
Z powodu braku materjałów etnograficznych, trwa to teore­
tyczne pojmowanie aż do wieku XVIII, kiedy to zagadnienia zaczy­
nają się dzielić, a przez to wyjaśniać. Już w r. 1724 jezuita francuski
LAFITEAU uznaje konieczność porównywania zwyczajów różnych
ludów, a więc dąży do badań etnologicznych. Myśli te zaznaczały
się coraz wyraźniej w oziełach ROUSSEAU’a, VOLTAIRE’a, CON
DORCETA, HERDERA i SCHILLERA. Wreszcie w r. 1776 wydaje
BLUMENBACH swe dzieło o naturalnych różnicach rodzaju ludzkiego,
pierwszy zarys antropclogji fizycznej. Nowa epoka przynosi coraz
to nowe materjały i możność coraz to dokładniejszego formuło­
wania pojęć etnografji i etnologji. Wyraz etnografja pojawia się
w formie określonej w wyć awnictwie p. t. „Ethnographische Bilder­
galerie“. Nürnberg 1791. Zarazem poczyna się tę etnografję
właściwie rozumieć.
Dla COMTE’A, który nauki dzielił na dwie grupy, kosmolo­
giczne t. j. o ziemi i socjologiczne czyli o człowieku problemy
etniczne wchodziły oczywiście do nauki o człowieku zbiorowym,
do socjologji. Podobnie było to później u SPENGERA.
Na^nra: etnolog] a.

Pierwszym, który wobec etnologji zajął - właściwy punkt
widzenia, był Andrzej Marja AMPERE. Prawie równocześnie z pier­
wszym tomem „Kursu filozofji pozytywnej“, wydał on dzieło' p. t.
„Essai sur la philosophie des sciences ou exposition analitique
d’une classification naturelle de toutes les connaissances humaines“.
(Paryż. T. I, 1834, T. II, 1843). AMPÈRE wychodząc od podziału
fizyki na elementarną i matematyczną drogą analogji, przeszedł

33

do innych nauk i podzielił je na kosmologiczne i noologiczne.
Zdaniem znakomitego fizyka umiejętności noologiczne dzielą się
na właściwe noologiczne i na społeczne. W społecznych oddziela
nauki polityczne (jak nauka o prawach, ekonomja społeczna i poli­
tyczna) i etnologiczne (nauka o ludach), a w rym dziale wyróżnia
nauki etnologiczne właściwe, do których zalicza się etnologję,
naukę o ludach żyjących i archeologię, naukę o ludach zaginio­
nych, oraz nauki historycz ie (historja, hierologja t. j. dzieje religij).*4) 3
AMPERE określił więc zupełnie wyraźnie etnologję już przed po­
wstaniem w Paryżu 23 sierpnia w r. 1839 „Société ethnolo­
gique“. Stowarzyszenie to zasłużyło się bardzo wiele przy spo­
pularyzowaniu tego określenia. Później rozpowszechniły i utrwaliły
to pojęcie też dzieła K. VOLLGRAFA p. t. „Erster Versuch einer
wissenschaftlichen Begründung sowohl der allgemeinen Ethnologie
auf die Anthropologie, wie auch der Staats- und Rechtsphilo­
sophie durch die Ethnologie“ (1851 — 5).
Rozwój etnologji w wieku XIX.
Zrazu mieszały się jeszcze zupełnie pojęcia etnologji, etnografji, antropologji i folkloru. Zarówno Teodor WAITZ w swem
dziele p. t. „Anthropologie der Naturvölker“ (1859 r.), jak Oskar
PESCHEL w podręczniku p. t. „Völkerkunde“ (2 wyd. Lipsk, 1875)
nie odróżniają etnologji od antropologji. Dopiero Fryderyk MÜLLER
w podręczniku ogólnej etnografji2) przeciwstawia antropologji:
etnologję, którą atoli utożsamia z etnografją. To pomieszanie
pojęć, zaznaczyło się i zaznacza jeszcze dotąd u uczonych angiel­
skich. TYLORs) zajmuje się problemami etnologicznemi, a nazywa
swe dzieło antropologją, a natomiast wręcz przeciwnie inny uczony
angielski etnolog KEANE4) dał swej książce tytuł: „Etnologja“,
*) Klasyfikacja AMPÈRE’A ma w dziejach filozofji liczne karty, podkreśla­
jące jej przejrzystość i logikę. Por. H. ARCTOWSKI: La généalogie des sciences.
Bruxelles 1897, s. 5; W. M. KOZŁOWSKI: Klasyfikacja umiejętności na podstawach
filozoficznych jako wstęp do wykształcenia ogólnego. Kraków, 1902, wyd. II,
s. 17—27. Zasługa znakomitego fizyka przy ustaleniu nazwy: stnologja, zupełnie
dotąd natomiast nie została podkreślona.
3) MÜLLER FR. Allgemeine Ethnographie. 2 wyd. Wien 1879.
8) TYLOR E. B. Anthropology ; an Introduction to the Study of Man and
Civilisation. London 1881.
4) KEANE A. H. Ethnology. Cambridge 1896.

6

84

a pisze natomiast o antropologii i prehistorji. Pewnego ładu teore­
tycznego nie wprowadził też BASTIAN J), mimo że zasłużył się tak
wiele przez wzbudzenie powszechnego zainteresowania dla nowych
problemów. BASTIAN wyznaczał bowiem etnologji zadania, nale­
żące właściwie do psychologji etnicznej, który to błąd miały już
prace STEINTHALA 2) i LAZARUSA 3). Nadto STEINTHAL twierdził,
że ludami historycznemi zajmują się filologja i historja, etnologja
zaś ludami niehistorycznemi. Stanowisko to nieuzasadnione zwal­
czał już RATZEL*4).*2 *3
Znacznie dokładniejsze pojęcie miał o tem Henryk SCHURTZ b),
który zrozumiał, że istotą etnologji jest porównywanie, do którego.
n.aterjał przygotowuje etnografja. Również SCHURTZ nie odgrani­
czył antropologji od etnologji, a znamienne to jest szczególnie dla
badaczy angielskich i amerykańskich, jak np. Daniel BRINTON «),
RIPLEY7) i i., którzy obie nauki łączą pod wspólnem mianem
antropologji.
WINTERNIŤZ 8), przeprowadzając krytykę tych różnych poglą­
dów, wyróżnił: 1. Somatologję czyli antropologię fizyczną, wycho­
dząc z tego założenia, że rasa jest pojęciem antropologicznem,
więc należy ją odróżniać od ludu, który jest pojęciem etnologicznem. 2. Prehistorję. 3. Etnologję, jako naukę o człowieku pod
względem psychicznym i społecznym, która ma za zadanie zbadać
ludy na ziemi pod względem ch stosunku do ich mienia kultu­
ralnego i rozwoju tej kultury.
Rasa, lud, a kultura.
Przez długi czas nie oddzielano więc ściśle zrazu związanych
z sobą nauk, antropologji i etnologji. Nie uświadamiano sobie
bowiem różnic, zachodzących między rasą, ludem a kulturą. Po­
') BASTIAN A. Allgemeine Grundzüge der Ethnologie. Berlin 1884.
2) STEINTHAL H. Philolog.e, Geschichte und Psychologie in ihren gegen­

seitigen Beziehungen. Berlin 1864.
3) Zeitschrift f. Völkerpsychologie und Sprachwissenschaft. Bd. I (1860).
4) RATZEL FR. Völkerkunde. Leipzig 1885.
s) SCHURTZ H.i Katechismus der Völkerkunde. Leipzig 1893.
«) Globus. T. 63, s. 359.
') R'PLEY W. Z.' The Races of Europe. London 1900.
*) WINTERNITZ M. Völkerkunde, Volkskunde und Philologie. Globus. T. 78
(1900), s. 371 i n. Z uwag tych wiele korzystałem w mniejszym zarysie rozwoju
badań etnologicznych.

85

jęcia te dawniej mieszające się, a nawet nakrywające, rozróżnia
St. PONIATOWSKIx) następująco: 1. Rasami nazywa określone kom­
pleksy cech morfologicznych, fizjologicznych i psychicznych, two­
rzące odrębne typy ludzkie. 2. Kulturami całokształty zbiorowych
wytworów ludzkich, służących do podtrzymania, rozmnażania i uprzy­
jemniania życia. 3. Ludami wreszcie nazywa grupy ludzkie, prze­
kazujące w swoim obrębie z pokolenia na pokolenie określone
wytwory kulturalne. Stąd wynika, że lud jest mieszaniną różnych
ras i kultur. A zarazem zaznacza się różnica między antropologją,
jako nauką zajmującą się rasami, człowiekiem, a etnologją, jako
nauką o ludach, badającą porównawczo ich kulturę.
Etnologją nauką socjologiczną.
Jan CZEKANOWSKI *
2) odróżnia etnografję jako naukę, dającą
monograficzne opisy poszczególnych ludów, etnologję zaś, jako naukę
badającą porównawczo różne ludy. Z chwilą zaś gdy badamy
historję rozwoju tych zjawisk, wchodzimy w dziedzinę historji
kultury. Jeśli zaś badamy prawa rozwoju tych zjawisk, będą to
już zagadnienia socjologji. Stosunek wzajemny powyższych nauk
jest analogiczny do stosunku nauk przyrodniczych: zoologji, cnatomji porównawczej, embrjolcgji i biologji. Przykładowo objaśnia
to CZEKANOWSKI np. tem, że czaszka lub ząb może być przed­
miotem antropologji, ale też etnografji, o ile ząb ten jest sztucznie
zniekształcony lub spiłowany, może być wreszcie przedmiotem
etnologji, o ile ten sposób zniekształcenia zęba badamy porów­
nawczo do innych analogicznych zwyczajów, o ile zaś rozważamy
rozwój tego zjawiska, wówczas będzie to już należeć do historji
kultury. W świetle tych rozważań, występuje zupełnie wyraźnie
różnica między etnografją i etnologją.

Etnologją a folklor i Iudoznawstwo.
Ponadto warto zaznaczyć przy tej sposobności, czem jest
folklor, który bywa niejednokrotnie mieszany z etnografją.
Słowo folklore zostało użyte po raz pierwszy przez Anglika
W. J. THOMSA, który w r. 1846 ogłosił w londyńskiem „Athenaeum“
PONIATOWSKI ST. O metodzie historycznej. Warszawa 1915, s. 6.
2) CZEKANOWSKI J. Antropologją, etnologją i prehistorja. Lud. T. XXI, s. 12.

86

artykuł, proponujący ten wyraz na _ oznaczenie wytworów życia
duchowego ludu, ale nie na jakieś określenie nauki. Mimo, że
badacze angielscy jak BURNE, zwracali wyraźnie uwagę, że jest
to wiedza ludu, a nie wiedza o ludzie — szczególnie uczeni nie­
mieccy jak np. KAINDL, używają tego terminu zupełnie fałszywie
i uważają mylnie folklor za część etnologji. Błąd ten da się zau­
ważyć i w naszych pracach etnologicznych,1) dlatego też godziło
się może przypomnieć fakty zresztą dobrze znane.
Wyraz „folklor“ zastąpił u nas KARŁOWICZ terminem : ludoznawstwo. Z czasem chciano nazwą tą objąć też etnografję i etnologję, wskutek czego powstał jeszcze większy chaos w termino­
logii etnologicznej. A. LANGER (Ziemia 1920, s. 4) pragnąłby wyraz
ten utrzymać na określenie nauki o ludzie, jako dolnej warstwie
w narodach kulturalnych. Tego rodzaju pojmowanie byłoby jednak
nawrotem do przeszłych błędnych poglądów etnologicznych, które
dzieliły ludy na cywilizowane i niecywilizowane, a zależnie od tego
podziału, wyodrębniały też pewne grupy nauk etnologicznych.
Stąd mimo pozorów swojskości w wyrazie „ludoznawstwo“, należy
raczej dla uniknięcia nieporozumień, pozostać przy nazwach etnografja, etnołogja i folklor.
Etnografja a geografja.
Również nie dość ściśle odgraniczano etnografję i etnologję
od geografji. Usiłowano wtłoczyć etnografję w antropogeografję,
mimo że choć te dwie nauki są dość ze sobą spokrewnione, to
jednak każda ma swój odrębny zakres i odrębny cel. Celem antropogeografji jest wykrywanie obustronnych związków i wpływów
człowieka na ziemię i ziemi na człowieka. Celem etnografji bada­
nie kultury danego ludu, względnie jak w etnologji porównywanie
kultur różnych ludów.
Etnografja a krajoznawstwo.
Nie brak też było usiłowań, by uważać etnografję za część
krajoznawstwa. Krajoznawstwo nie jest żadną nauką, więc nie może
') Np. PONIATOWSKI w rozprawce p. t. O metodzie historycznej mówi, że
folklor jest „działem etnologji“. Należy też sprostować uwagę A. LANGERA, że
Anglicy w 1896 r. określili Iokalno-narodową etnografję wyrazem folk-lore, bo
termin ten jest o wiele dawniejszy. (Por. Ziemia 1920. Nr. 1, s. 4).

87

obejmować w sobie etnografji. Mimoto krajoznawstwo, którego
celem jest popularyzowanie między innemi również wiadomości
etnograficznych, oddaje bardzo ważne usług' etnografji; współpra­
cownicy na polu krajoznawstwa mogą zarazem zbierać ważne materjały dla etnografji, ale o jakiemś podporządkowywaniu nie może
być mowy.
Etnolog) a a hktarja kultury.
Znacznie trudniejsze jest zagadnienie stosunku etnologji do
historji kultury. Oddawna uznawano, że związek ten istnieje,
gdyż historja kultury nie może się ograniczyć do przebiegów
kulturalnych. warstw wyższych, ale musi uwzględniać też warstwy
niższe. Trudności zwiększały się przez rozmaite określenia historji
kultury. Dawniej przeciwstawiało się ją historji politycznej. Od
KLEMMA rozwija się zapatrywanie, że historji wypadków należy
przeciwstawić rozwój kultury, a przekonanie to mamy jeszcze
u HELLWALDA. Historja kultury zajmuje się więc temi orzemianami,
jakim ulegały u różnych ludów formy kulturalne i kulturalne kom­
pleksy. Badanie to możliwe dopiero wtedy, gdy się wszystkie
kulturalne fakty ułoży w szeregi chronologiczne. Ponieważ historja
kultury ludów pozaeuropejskich zrazu tego nie czyniła, więc nie
budziła zaufania historyków poważnych, jak K. LAMPRECHT,
E. MEYER i i. Z chwilą, kiedy nowe metody pozwalały już ustalić
pewne dane chronologiczne, również historja nabiera zaufania do
etnologji, jak np. widzimy to w dziele HELMOLTA '), który uwzglę­
dnia badania odległych obszarów niehistorycznych.
Wedle FOY’a *2) historja kultury, jest to nauka o przyczyno­
wym rozwoju tego wszystkiego, co składa się na życie duchowe
i zewnętrzne wszystkich żyjących obecnie lub niegdyś ludów na
ziemi. Ten zakres historji kultury rozpada się na dwa działy, euro­
pejski i pozaeuropejski. W związku z tern określeniem sformułował
FOY pojęcie etnologji, jako historji kultury ludów pozaeuropejskich,
a więc w przeciwieństwie do EHRENREICHA 3), który uważał historję
kultury za część etnologji, uważa FOY etnologję za część historji
kultury. Zapatrywanie błędne wskutek ograniczenia etnologji do
') HELMOLT, Weltgeschichte. T. I—IX, 1899—1907.
2) W przedmowie do F. GRAEBNERA, Methode der Ethnologie, s. VIII.
s) Zeitschrift f. Ethnologie 1910, T. 42, s. 363.

88

ludów pozaeuropejskich, bo wobec tego nie możnaby mówić
o badaniach etnologicznych na obszarach romańskich, czy słowiań­
skich i byłoby to powtórzenie dawnego błędu etnologów, gdy
dzielono ludy na cywilizowane i niecywilizowane. Przytem FOY
przez słowo „niegdyś“ wprowadza do historji kultury do pewnego
stopnia i prehistorję, która przecież właściwie jest etnografją ludów
niegdyś żyjących na ziemi. Więc FOY ma tylko o tyle rację, o ile
tak ściśle łączy etnologję z bistorją kultury. Istotnie bowiem trudno
wykreślić granicę między temi naukami, a gdyby etnologja pole­
gała tylko na porównywaniu kultur różnych ludów, byłoby to
jedynie jakby nizanie koralików na sznurek bez możności docho­
dzenia do jakichś ważniejszych wyników. Etnologja musi nietylko
porównywać, ale i objaśniać^ więc będzie to nauka nietylko o kul­
turze, ale i o rozwoju tej kultury zarówno u ludów cywilizowa­
nych jak niecywilizowanych, o kulturze tego, co się określa mia­
nem ethnos w przeciwieństwie do anthropos, który jest
przedmiotem antropologji.
Etnologja a nauki humanistyczne.
Etnologja łączy się nie tylko z jej granicznemi naukami, ale
pozostaje też w bliskim stosunku ze wszystkiemi naukami huma­
nistycznemu Słusznie wyraził się etnolog hiszpański Antonio MACHADO Y ALVAREZ:1) „Wszystkie nauki dzisiejszych czasów były
w swym początku folklorystyczne, a w mniejszym stopniu są
wszystkie takiemi jeszcze dzisiaj“.
Etnologja a historja.
Więc najpierw ścisły związek, jaki łączy historję kultury z etnologją, zaznacza się też odnośnie do historji. Początki ludów cywilizo­
wanych, niedostępne dla badań historycznych, przechodzą do zakresu
etnologji, badającej obok ludów niecywilizowanych również okresy
przedcywilizacyjne ludów cywilizowanych. Nadto historja może się
posiłkować nieraz etnograficznemi materjałami, bo o wie u wyda­
rzeniach historycznych, o których nie mamy dokumentów, pozo­
stały ślady jedynie w tradycji ludowej.*)
*) Kritischer Jahresbericht f. d. Fortschritte d. romanischen Philologie.
T. IV, cz. 3, s. 6.

89
Etnologja a historja osadnictwa.

Ta współpraca wspiera też h.siorję osadnictwa, gdyż na pod­
stawie badania nazw miejscowych, na podstawie określenia pewnych
typów budownictwa, wogóle przez dokładne poznanie kultury materjalnej, możemy odtworzyć karty zamierzchłych dziejów i niezna­
nych nam ruchów plemion na danym obszarze.
Etnologja a prehistorja.
O ile szczątki stadjów przedcywilizacyjnych przechowały się
w ziemi, bada je prehistorja. Etnologja ułatwia też prehistorji
zrozumienie wielu odkopywanych kultur przez uzyskane wyniki
badań nad ludami pierwotnemi, które dziś jeszcze znają kamienne
narzędzia, budowle na palach i t. d. *)
Etnologja a hisżorja religij.
Wyniki badań etnologicznych mają też zasadnicze znaczenie
dla określenia wyobrażeń religijnych zaränia dziejów, wogóle
dla mitologji. Ze współczesnych materjałów ludoznawczych może­
my wywnioskować wiele momentów mitologicznych, równie debrze,
jak ze starych świadectw pisemnych. Wiadomo wreszcie dobrze,
jak wiele korzysta z wyników zdobytych przez etnologję historja
religij i ile niezrozumiałych ustępów w księgach świętych rozumie
się dopiero na podstawie materjałów użyczonych przez etnografów.
Etnologja a orjentalistyka.
Następnie są dziedziny wiedzy, które dawniej włączano do
etnologji. Pochodziło to z podziału ludów na cywilizowane i nie­
cywilizowane, zależnie od pisma, a więc czy ono jest pojęciowe
czy też są to wyobrażeniowe piktogramy i stąd badania kultury
niektórych ludów, jak indologja, sinologja, meksykanistyka, a nawet
cała orjentalistyka również były włączane do etnologji. Dziś zostały
te nauki już zupełnie wyodrębnione, ale liczne jeszcze łączności
utrzymały się i nauki te również posiłkują się tą gałęzią wiedzy,
do której pierwotnie je zaliczano.
’) Problem ten znalazł wyczerpujące omówienie już w poprzednim zeszycie
„Ludu" T. XXI, s. 17.

90
Etnologja a filologja klasyczna.

Wogóle o etnologję opierać się musi nieraz nietylko orjentalistyka, ale i filolog klasyczny wielokrotnie się nią posiłkuje, bo
już w najstarszych pomnikach piśmiennictwa starożytnego jest
wiele nowożytnej uczoności i niezrozumiałości, tak że jedynie przy
pomocy ludowych tradycyj wiele wątpliwości można usunąć.
Etnologja a językoznawstwo.
Również językoznawstwo bardzo chętnie zwraca się po sukurs
do dziedziny badań etnologicznych, Prźytem, choć samo się o etnologję opiera, wspiera też ją bardzo znacznie. Oczywiście nie można
iść tak daleko, jak H. PAUL *), który- etnografję do filologji zali­
czył. Współpraca językoznawców i etnologów szczególnie wówczas
dała bardzo korzystne wyniki, gdy padło hasło równoległego
badania słowa i rzeczy, co się nawet wyraziło w specjalnem piśmie
temu poświęconem p. t.: „Wörter und Sachen“. W Polsce wiel­
kiego znaczenia, tego współdziałania dowiódł w swych studjach
K. NITSCH. 2)

Etnologja a socjclogja.
Jeśli zaś przyjmiemy zapatrywanie CZEKANOWSKIEGO, który
uważa etnologję za naukę socjologiczną, za jedną z postaci socjologji opisowej obok etnografji i historji kultury — wówczas zrozu­
miemy też w całej pe'n‘ owe bardzo liczne węzły, jakie łączą
etnologję z socjologją.
Etnologja a nauki prawnicze.
Ze względu na ten moment socjologiczny, łączy się też etno­
logja wogóle z naukami prawniczemi, przyczem ma szczególne
znaczenie dla prawa prywatnego i dla historji i filozofji prawa.
Wiadomo, jak w dziadzinie poszukiwań dotyczących genezy pań­
stwa, rodziny, własności indywidualnej, wogóle wszelkich insty­
tucji społecznych prawnik korzysta przedewszystkiem z materjału* 2
>) Globus. T. 78, s. 377.
2) NITSCH K. Z geografji wyrazów polskich. Kraków 1918.

91

udzielonego mu przez etnologa i kieruje się wynikami uzyskanemi
przez rozważania nad prawem zwyczajowem niższych warstw ludów
cywilizowanych i zasadami prawnemi ludów pierwotnych.
Etnologja a psychologja etniczna.
Przez pewien czas łączono też etnologję z psychologją. Było
to wynikiem wyżej wspomnianych poglądów STEINTHALA i LAZARUSA (1860), a następnie BASTIANA (1881), którzy prawie utożsa­
miali psychologję etniczną z etnologją. Kierunek ten opanował
WUNDT !), starał się obie dziedziny odgraniczyć, ale i on też zbyt
w dziedzinę psychologji wkracza.
Etnc'ogja a historja literatury i sztuki.
Wreszcie doniosłe znaczenie ma etnologja również dla badań
na polu literatury i sztuki. Literatura i sztuka jako wytwór danego
narodu, czy danej rasy, mają pewne cechy odrębne, które we właściwem świetle występują dopiero właśnie na tle materjałów etno­
logicznych. Dokładne zbadanie kultury duchowej ludów europej­
skich pozwoli niewątpliwie objaśnić ściślej genezę również wielu
zjawisk i kierunków w dziedzinie literatury i sztuki.
Etnologja czysta i stosowana.
Stosunek etnologji do innych nauk jest więc zupełnie jasny.
Znamionuje go zupełna niezależność. Ale etnologja jak każda
nauka może być czysta lub stosowana. W związku z innemi naukami
staje się stosowana, bo idzie tu zawsze o to, aby uzyskać pod­
stawę dla skuteczniejszej akcji innych nauk. Taką nauką pomocni­
czą może być ełnologja szczególnie od tej chwili, gdy sama uzy­
skała pewne i silne podstawy. Słusznie bowiem zauważył RATZEL,
że nie ma nauki, któraby była tylko pomocnicza, jak też zarazem
nie ma takiej nauki, któraby nie mogła wystąpić w stosunku do
innej w charakterze porno crezej, ale każda nauka musi się stać
najpierw samodzielną, by mogła innej udzielić pomocy.1
1) WUNDT W. Ziele und Wege der Völkerpsychologie. Philosophische Stu­
dien. T. 4; WUNDT W., Völkerpsychologie. T. I. Leipzig 1911. Por. też K. TWAR­
DOWSKI, O psychologji, Warszawa 1913, s. 11, 44.

92
Etnologja w programie ogólnego wykształcenia.

Wobec tego zaś, że wszystkie nauki humanistyczne, a nawet
piektóre przyrodnicze pozostają i etnologją w tak ścisłym związku
i korzystają z niej wiele — wypływa stąd jasny i oczywisty wniosek,
że wiadomości z zakresu etnologji i etnografji muszą wejść w pro­
gram ogolnego wykształcenia. Nietylko uczony specjalista, ale
i wogole inteligentny ogół uzyska stąd wiele korzyści, bo potrafi
właściwiej patrzeć na wiele zjawisk społecznych. Dzieje przeszłości
kulturalnej człowieka uczą najlepiej zrozumienia pewnych współ­
czesnych zagadnień i kryzysów. Szczególnie zaś w naszych obec­
nych warunkach, społeczeństwo uzyska pewne cenne wskazówki,
odnośnie do tak trudnych niektórych problemów życia narodowego.

LITERATURA.
ACHELIS TH. Die Entwicklung der modernen Ethnologie. Berlin 1889.



Moderne Völkerkunde. Stuttgart 1896.

CZEKANOWSRI J. Antřopologja, etnologja i prehistorja. Lwów 1922.
GOMME G. L. Folklor. Podręcznik dla zajmujących się ludoznawstwem. Kraków 1901.
GRAEBNER F. Methode der Ethnologie.

Kulturgeschichtliche Bibliothek, T. I,
Heidelberg 1911.
KAINDL R. FR. Die Volkskunde, ihre Bedeutung, ihre Ziele und ihre Methode.
Leipzig und Wien 1903.
KNORTZ K. Was ist Volkskunde und wie studiert man dieselbe? Evansville,
Indiana 1900.
LANGER A. Istota ludoznawstwa, jego granice i cele. Ziemia 1920, nr. 1, s. 4—10,
nr. 2, s. 53—59.
Notes and Queries on Anthropology. 4 édition. Edited by BARBARA FREIRE MARRECO and JOHN LINTON MYRES. London 1912.
PONIATOWSKI ST. O metodzie historycznej w etnologji i znaczeniu jej wyników
dla historji. Warszawa 1919.*
PITT RIVERS A. L. F. Evolution of Culture. Oxford 1905.
SCHMIDT P. W. Die moderne Ethnologie. Anthropos. Mödling 1906, T. I, s. 97.
THILENIUS G. Methoden und Probleme der Völkerkunde. Hamburg 1916.
WINTERNITZ M. Völkerkunde, Volkskunde und Philologie. Globus, T. 78, (1900),
s. 345—350, 370-377.

\

JAN ST. BYSTRON.

OKRĘCANIE SIĘ OBRZĘDOWE.
TREŚĆ: Interpretacja Pipreka tańca wzgl. okręcanie się w obrzędzie wesel­
nym s. 93. — Okręcanie się w zwyczajach żniwiarskich i jego zna­
czenie s. 94. — Okręcanie się w prawie umownem s. 95.

Interpretacja Pipreka tańca względnie okręcanie się
w obrzędzie weselnym.
w swej pożytecznej pracy p. t.: „Slawische Brautwerbungs- und Hochzeitsgebräuche“, Stuttgart 1914, próbuje, może
nie zawsze z odpowiednią ostrożnością, wyjaśnień poszczególnych
zwyczajów obrzędowych. Między innemi tłumaczy on taniec obrzę­
dowy, który otwierają nowozaślubieni, a który spotyka się także
po pokładzinach lub czepinach, jako symboliczne przedstawienie
copulae^ carnalis, (str. 168). Jako przykład, mający poprzeć słuszność
powyższego twierdzenia, przytacza zwyczaj z Górnego Palatynatu,
„den Brautkranz herabtanzen“. Po uczcie weselnej okręcają się
młodzi trzykrotnie i następnie udają się do komory. Sama nazwa
wskazuje — zdaniem autora — na treść i znaczenie tańca; analo­
giczne zdanie o tańcu wypowiada KULISCHER, co ma — zdaniem
PIPREKA — popierać powyższe tłumaczenie.
Całe to dowodzenie wydaje się nam zbyt pospieszne, bez
odpowiedniej analizy i porównania z analogicznemi zwyczajami,
praktykowanemi w innych okolicznościach. Zdanie KULISCHERA
nie może służyć tu na poparcie twierdzenia.- gdyż odnosi się do
stosunków pierwotnych, oparte jest zaś na materjale wyłącznie egzo­
tycznym. (M. KULISCHER, „Die geschlechtliche Zuchtwahl de» Men­
schen in der Urzeit“, Zeitschrift für Ethnologie VIII, 1876, zwłaszcza
str. 142—149). Zresztą, nikt nie wątpi, że taniec w początkach
J. PIPREK

94
swych pozostaje w ścisłej łączności z całym szeregiem objawów
seksualnych, a w szczególności, że może być obrazowem przed­
stawieniem „copulae“, ale nie możemy się żadną miarą na to zgo­
dzić, by taniec, który spotykamy przy współczesnych obrzędach
weselnych, mógł być również w ten sposób tłumaczony.
Przedewszystkiem, stwierdzić należy, że w typowej swej
postaci nie jest to taniec, lecz raczej kilkakrotne, trzykrotne naj­
częściej okręcenie się, czy też okręcenie kimś. Jako takie, pozba­
wione jest wszelkich elementów orgjastycznych, które jedynie
usprawiedliwiałyby możność tłumaczenia PIPREKA.. Czasami ma ów
rzekomy taniec formy niezwykle proste i nietaneczne, jak n. p.
u Słoweńców, gdzie młodzi kładą się razem na ziemię, a obecni
nakrywają 'ch. Po chwili wstają obcie, a pan młody, chwyciwszy
narzeczoną za prawą rękę, okręca ją trzykrotnie koło siebie
(PIPREK, str. 110). Charakterystycznym niewątpliwie momentem
jest ów ścisły związek zwyczaju z pokładzinami ; postaramy się go
wyjaśnić.
Jeżeli jednak pozostaniemy wyłącznie w zakresie obrzędów
weselnych, nie zdołamy wyjść poza te tłumaczenia, które będą się
nam wydawały najbardziej prawdopodobne ze względu na oko­
liczności: mus'my więc szukać analogicznych przykładów w innych
kompleksach zwyczajowych, gdyż dopiero wtedy ujawni się nam
cgólny sens zwyczaju w oderwaniu od poszczególnych jego zasto­
sowań. Przýkladów takich nie brak.
.
Okręcanie się w zwyczajach żniwiarskich i jego znaczenie.
Dostarczają ich przedewszystkiem w obfitej mierze zwyczaje
żniwiarskie: w chwili oddawania wieńca gospodarzowi, a więc
w kulminacyjnym punkcie całej uroczystości, spotykamy również
niejednokrotnie owo okręcanie się kilkakrotne. Pozwalam sobie
w tej materji przytoczyć obszerniejszy ustęp z moich „Zwyczajów
żniwiarskich w Polsce“ (Kraków 1916, str. 150 i n.): „Nie zawsze
mamy do czynienia z tańcem: gdzieniegdzie pan, czy też pani,
odbierając wieniec, wykręca się tylko, obraca się parę razy naokoło,
czego wcale tańcem nazwać nie można i co bynajmniej nie jest
początkiem tańców, które zaczynają się dopiero post factum, skoro
cała ceremonja obrzędowa zostanie ukończona. Na Litaczu w pow.
nowosądeckim „tańczy“ przez chwilę gospodyni z wieńczarką, pod
Włodawą (Majdan Stuleński), pan okręca się z przodownicą, tak

95

samo np. w Skierbieszowie, w Modliborzycach, w Szystowicach, gdzie
pan obraca się trzykrotnie z wieńczącą go dziewczyną, w Ostropolu w pow. chrzanowskim i w w'elu innych miejscowościach,
gdzie ów taniec, polegający na kilku obrotach, wykonywa się
przy oddawaniu wieńca; oczywiście w wielu wypadkach niemożliwą
jest rzeczą poznać z określenia: „państwo tańczą“, czy rzeczy­
wiście biorą oni udział w tańcach, czy też taniec ten redukuje się
do paru obrotów. W licznych wypadkach obroty te stają się hasłem
do tańców, a państwo tworzą tu niejako pierwszą parę. Dla wy­
jaśnienia owych obrotów przy oddawaniu wianka, sięgnijmy do
starszych źródeł, notujących często zagiń-one obecnie szczegóły
i tłumaczenia, których lud już dziś nie zna, np. do Lipińskiego
(około 1840 r.). Wedle jego świadectwa w Wielkopolsce parobcy
w wieńcach tańczą z dziewczętami i potem dopiero je im oddają,
by te znów mogły je złożyć państwu; następnie pani winna tań­
czyć z przodownikiem, gdyż inaczej na rok przyszły zboże nie
obrodzi. Ostatni szczegół jest ciekawy, gdyż daje uzasadnienie
zwyczaju; niemniej c ekawy jest fakt, że parobcy, oddając wieńce,
tańczą z dziewczętami, mając wieńce na głowie—podobnież i gdzie­
niegdzie do dziś dnia gospodarz tańczy z przodownicą uwieńczoną»
aby następnie otrzymać wieniec (np. Depułtycze). Taniec więc ten,
z paru obrotów się składający, towarzyszy obrzędowemu oddaniu
wianka, a co za tern idzie, przelaniu zbożowego charakteru z oddającego wieniec (przodownika, ostatniego żniwiarza) na gospodarza,
który wieniec ten przyjmuje do przechowania“.
Otóż więc, z zestawienia powyższych zwyczajów przy dożyn­
kach, wysnuliśmy swego czasu przypuszczenie, że ów charakte­
rystyczny taniec jest symbolem oddania wianka. Podobnież można
stwierdzić, że przy pokładzinach taniec ów jest również symbolem
oddania dziewictwa, owego w pieśniach opiewanego wianka dzie­
wiczego.
Okręcanie się w prawie umownem.
Oczywiście, wywód nie byłby pełny, gdyby brak było przy­
kładów z dziedziny prawa umownego, ale i te zdają się w zupeł­
ności potwierdzać nasze rozumowanie. KOLBERG w swych materjałach z okolic Tarnowa i Rzeszowa, ogłoszonych przed paru
laty przez S. UDZIELĘ w XI tomie „Materjałów antropologicznoarcheologicznych i etnograficznych“, przytacza ciekawy, archaiczny

/

96

zwyczaj przy kupnie: przy ugadzaniu się o cenę bydła, sprzeda­
jący z kupcem biją się w dłonie przy każdej nowej „ofierze“
zaproponowanej ceny kupna; po zgodzie, trzasnąwszy się w dłonie
i trzymając się za ręce, okręcają się wkoło nawzajem.
Podobny zwyczaj notuje KOLBERG także z Krakowskiego.
Kupujący, ujmując co chwila sprzedającego za rękę i w dłoń jego
uderzając, co się przybijaniem targu zowie, kończy wreszcie
handel dobiciem targu. Wszakże nie zawsze poprzestaje na
tem, ale zgodziwszy się już o cenę i r.ię puszczając dłoni sprze­
dającego, albo skręca nim w prawo i po trzykroć obraca go
naokoło na znak ostatecznego przyzwolenia, albo też trzeciemu każe
przeciąć swą dłonią ręce obu kontrahentów. (Krakowskie I, 188).
W świetle tych przykładów, pierwotne znaczenie zwyczaju wystę­
puje jasno i zrozumiale; tłumaczenie PIPREKA jest dla nas jednym
więcej dowodem, jak dalece ograniczenie się do jednego tylko cyklu
Obrzędowego prowadzi z koniecznością do błędnych wniosków.
Kraków 1918.

JAN CZEKANOWSKI.

JINDŘICH MATIEGKA.
Świat naukowy czeski święcił w tym roku sześćdziesięciolecie
swego przedstawiciela antropologii, urodzonego dnia 31 marca
1862 roku. Wybitny ten uczony otrzymał placówkę naukową sto­
sunkowo niedawno, gdyż dopiero w roku 1908. Wtenczas to zdo­
łano przełamać opór Ministerstwa Wyznań i Oświecenia w Wiedniu,
obsadzono osieroconą i od śmierci Izydora KOPERNICKIEGO niezajętą katedrę antropologji w Krakowie i utworzono nowe katedry
w Wiedniu i Pradze. Do tego czasu Jubilat mógł się zajmować
antropologją — tylko ubocznie, początkowo jako prowincjonalny
lekarz praktyk, później jako lekarz miejski w Pradze i wkońcu
jako protomedyk krajowy. Te, tak niekorzystne warunki rozwoju
antropologji w Czechach, nie mogły się nie odbić na rozmiarach
dorobku naukowego. I choć Kraków również dopiero w r. 1908
otrzymał katedrę etatową, a obecnie ją zajmujący senjor antropo­
logów polskich prof. Juljan TALKO-HRYNCEWICZ, aż do tego czasu
pracować musiał jako lekarz w Troicko-Sawsku za Bajkałem, to
jednak nie należy zapominać, że wasza pierwsza katedra zaczęła
działać już dużo wcześniej. Jeszcze przed narodzeniem Jubilata
rozpoczął swe wykłady prof. Józef MAJER, a w roku 1873 przy­
stąpiono do stworzenia komisji antropologicznej i do organizacji
pierwszej ankiety, tworzącej podstawy antropologji naszej. Dlatego
też, chcąc ocenić ogrom zasług Jubilata dla antropologji czeskiej,
nie można porównywać antropologji czeskiej z polską.
Antropologją czeska została stworzona ofiarną pracą tego
niezmiernie zasłużonego człowieka. Napisanie oceny jego dzia­
łalności jest zarazem napisaniem studjum krytycznego o antropologji
czeskiej wogóle. Niestety dla tej ciekawej i wdzięcznej pracy, nie
rozporządzamy tu we Lwowie jeszcze dostatecznemi materjałami.
Lud. T. XXI.

7

98

Dlatego też muszę się ograniczyć do kilku ogólniejszych faktów,
charakteryzujących działalność i poglądy naukowe prof. MATIEGKI.
Początek jego działalności naukowej, należy do okresu tak
zwanego wielkiego kryzysu w antropologji po śmierci Paul’a BROCA.
Antropologja nagromadziwszy olbrzymie materjały i nie znając
jeszcze subtelnych metod statystycznych, których opracowywanie
rozpoczynała wówczas późniejsza biometryczna szkoła angielska,
nie posiadała również i wielkich zestawień DENIKER’a i RIPLEY’a,
i zaczynała wątpić zarówno w możność przeprowadzenia analizy
składu ludności, jak i w określanie przynależności rasowej osobni­
ków. Ten stan depresji ogólnej i zwątpienia w celowość dalszego
pomnażania przyczynków z zakresu kranjologji i techniki pomia­
rów w łączności z rosnącą świadomością, że zadaniem właściwem
antropolog: jest badanie człowieka jako podłoża zjawisk spo­
łecznych, spowodował wielką ekspansję antropologji w kierunkach
prehistorji i etnografji. Ten duch czasu zaznacza się bardzo wy­
raźnie zwłaszcza w pierwszych dwu dziesięcioleciach pracy nauko­
wej prof. MATIEGKI. Zagadnienia prehistorji absorbują go bardzo
i wyciskają wybitne piętno na całej jego działalności naukowej,
być może nawet i ze szkodą dla antropologji Czech współczesnych.
Fakt ten jest jednak zupełnie zrozumiały, jeśli się uwzględni, że
prehistoria, osiągnąwszy w Czechach bardzo wysoki stopień roz­
woju, musiała wywierać wpływ przemożny na nauki pokrewne,
wyzyskując je niekiedy nawet i dość jednostronnie.
Jakkolwiek prof. MATIEGKĘ do przedstawicieli szkoły fram
cuskiej w antropologji zaliczyć należy, to przecież głębokiej zna­
jomości prehistorji słowiańszczyzny zawdzięczać musimy to, że nie
znajdujemy go wśród zwolenników teorji celto-słowiańskiej. Wraz
z Luborem NIEDERLEM broni on oddawna poglądu, że Słowianie
dawni reprezentowali pod wzglądem antropologicznym typ północnoeuropejski. W czasie dyskutowania tego zagadnienia na kongresie
antropologicznym w Weimarze w roku 1912, miałem możność bliżej
zaznajomić się z nim i ująć ogólne wyniki ówczesnej dyskusji.
Dalsze argumenty na korzyść tego poglądu referowałem z po­
czątkiem bieżącego roku w komisji antropologicznej Akademji
Umiejętności. Obok Lubora NIEDERLEGO, prof. MATIEGKA, ma
wielkie zasług* około obrony i uzupełnienia poglądów znakomi­
tego Anatola BOGDANOWA, który się jeszcze w latach szcśćdziesjątych przeciwstawił Autorytetowi A. RETZIUS’a, występując z tą tezą.

99

Dla scharakteryzowania ogólnych poglądów prof. MATIEGKI,
ograniczę się tylko do zaznaczenia, że jest on przedstawicielem
kierunku progresywno-ewolucjonistycznego, łączącego się zupełnie
harmonijnie z jego liberalnemi poglądami w stosunku do zjawisk
społecznych. Oczywiście z temi ogólnemi poglądami należy połą­
czyć uderzające nas nieco kładzenie zbytniego bodaj nacisku na
zjawiska zbieżności, grożące niedocenianiem związków historycznych,
i tłumaczenie zmian typu antropologicznego Słowian, nieuchwytnem
i ogólnikowem pojęciem ewolucji, a nie dużo prostszym procesem
substytucyjnym.
Wreszcie należy jeszcze dodać, że w tak żywotnej dla antropologji współczesnej sprawie matematycznych metod statystycznych,
jak wszyscy zresztą antropologowie o przeszłości lekarskiej, nie
należy on do bojowników tego nowszego kierunku.
Wobec tego, że znajomość prac prof. MATIEGKI zawsze sta­
nowić będzie punkt wyjścia przy omawianiu antropologji czeskiej,
dając poza bogactwem materjału i opracowań, też i podstawę dla
zorjentowania się w jej tendencjach rozwojowych, pozwolę sobie
tu przytoczyć bibljografję wedle zestawienia podanego w jubi­
leuszowym zeszycie „Národopisného Věstnika Ceskoslovanského“.
(Rocznik XV, Zeszyt 2).
1. Crania Bohemica I. Praha 1891.
2. Příspěvky ku kasuistice přičinoslovi kopřivky.— Čas. lék. čes. XXX. 1891.
3. Hroby ze skrčenými kostrami v Čechách. — Český Lid I. 1892.
4. Zpráva o současné epidemii oparu lysivého (herpes tonsurans) u lidi
a dobytka. Čas. lék. čes. XXXI. 1892.
5. Příspěvky ku poznáni tělesné povahy obyvatelstva v sev. záp. Čechách. —
česky Lid I. 1892.

6. O pravěkém užíváni nástrojů a zbrani z kosti neb parohů. — Český
Lid II. 1893.*)
7. T apograPe předhistorických osad lovosických. Cas. spoi. přát. starož.
čes. I. 1893.
8. Pohřebiště lovosické z pozdni doby předhistorické. Český Lid II. 1893.
9. Lidožroutstvi v předhist. osadě Knovize. Památky archeol. XVI. 1893.
10. Über Asymmetrie der Extremitäten. Prager mediz. Wochenschrift
XVIII. 1893.
11. Lebky z hrobů želenickych. Památky archeol. XVI. 1893.
12. Der Schädel des Samojeden Wasko. Mitt. d. anthr. Ges. Wien. 1893.1
1) Wskutek braku odpowiedniej ilości czcionek czeskich w drukarniach
lwowskich użyto niekiedy w spisie dzieł MATIEGKI C z kursywy na oznaczenie Č.
7*

100
13. Lebky České ze XVI století (Cast II. Crania Bohemica). Rozpravy
č. Akad. tř. II. 1893.
14. Uměle deform. lebka z Budyně. Rozpravy č. Akad. tř. II. 1894.
15. Co má vliv na váhu a délku novorozenců Cas. lék. čes. XXXIII. 1894.
16. D tvarech srpů a jich užíváni v době historické. Český Lid III. 1894.
17. O rozšířeni kamenných nástrojů v Cechách a na Moravě vzhledem ku
geolog, složeni země. Český Lid III. 1894.
18. Archaeologické miscelly. Cas. snoi. přát. starož. II. 1894.
19. Přispěvky ku poznáni českého neolithu. Český Lid IV. "'895.
20. Tělesná povaha českého lidu. Národop. výstava českoslov. Praha 1895.
21. Nálezy laténské ze sey. zap. Cech. Památky archaeol. XVII. 1896.
22. Zkoumáni kosti a lebek českých z kostnic venkovských. Rozpravy
č. Akad. tř. II. 1896.
23. Vzrůst, vývin a tělesné vlastnosti a zdravotní poměry mládeže kr. hl.
m. Prahy. Rozpravy č. Akad. II. 1897.
24. O době dospělosti dívek v Cechách. Věstník k. spoi. nauk XV. 1897.
25. O některých přičinách různosti zdravotních poměru v jednotí, částech
města Prahy. Zdrávi 1897.
26. O bronzových jehlách. Cas. spoi. přát. starož. č- 1897.
27. Naleziště u Brozánek pod Mělníkem. Památky archaeolog. XVII. 1897.
28. Počátky a postup, anthrop. studia obyv. zemi českých. Národop.
sbornik. 1898.
29. Co rozhoduje o pohlaví plodu. Thomayerova sbírka přednášek a rozprav
č. 63, 64. 1898.
30. Über die Beziehungen zwischen Körperbeschaffenheit u. geistiger
Tätigkeit bei Schulkindern. Mitt. d. Anthrop. Ges. Wien 1898.
31. První lebka z Cech s Os malare bipartitum. Věstník Kr. C. Spoi.
nauk 1899.
32. Přispěvek k anthropologii obyv. země české. Národop, sbornik 1899.
33. Lebky žižické a archaeolog. a anthropol. tříděni pozdní doby slovanské.
Pam. archaeolog. 1899.
34. Doklad o pobytu diluv. člověka v okoli mělnickém. Vést. Kr. č. spol.
nauk 1899.
35. O délce lidského života vzhledem ku poměrům pražským. Česká
Revue III. 1900.
36. Tělesné ostatky P. J. Šafaříka. Cas. spoi. přát. starož. čes 1900.
(a v Mitteil. d. Anthrop. Ges. Wien 1900).
37. O varietách a anomáliích tvrdého patra lidského. Věstník Kr. C. spol.
nauk 1900.
38. Bericht über die Untersuchung der Gebeine Tycho de Brahes. Sitzgsber.
d. k. böhm. Ges. d. Wiss 1901.
'
39. Boj proti alkoholu v Cechách a jinde. Česká Revue IV. 1901.
40. Tycho de Brahe. Cas. spol. přát. starož. čes. 1902.
41. O nálezech mrtvol přirozeně Zachovalých. Cas. spol. přát. starož.
čes. 1902.
42. Über das Hirngewicht des Menschen. Sitzgsber. d. k. böhm. Ges.
d. Wissensch. 1902.

101
43. O významu váhy mozkové u Člověka. Cas. lék. čes. 1903.
44. O kranioskopíck« methodě Sergiově Pravěk 1903.
45. Über die Bedeutung des Hirngewichtes beim Menschen. Anat. Hefte
XXIII. 1904.
46. Über die Beziehungen des Hirngewichtes zum Berufe. Polit. Anthrop.
Revue 1904.
47. Über Schädel u. Skelette von Santa Rosa. Sitzungsber. d. k. b. Ges.
d. Wissensch. 1904.
48. Tělesné ostatky Jana Kolára. Věstník Kr. C. spoi. nauk XVII. 1904.
49. Über einen Fall von partieller Zweiteilung des Scheitelbeins beim
Menschen. Sitzgsber.- d. k. b. Ges. d. Wissensch. XXVII. 1905.
50. Vztahy váhy mozku ku tělesnému a duševnímu zaměstnáni. Haškov■cova Revue neurolog. 1906.
51. Über die an Kammbildungen erinnernden Merkmale des menschl.
Schädels. Sitzungsber. d. K. Akad. d. Wissensch. Wien M. N. Kl. CXV. 1906.
52. Mezinárodni shoda kraniometr. Pravěk. 1907.
53. Dr. E. Grégr jako anthropolog a fysiolog. Cas. lék. čes. 1907.
54. Über Parallelen zwischen der nordamerikanischen und der mitteleuro­
päischen steinzeitlichen Keramik. XVI. Internat. Amerikán. Congress. Wien 1908.
55. O významu a užitečnosti studia sómat, anthropologie. Přiroda VII. 1909.
56. K otázce o stáři lebky kobyliské. Cas. přát. starož. č. 1909.
57. O deformováni lebek zvláště s ohledem na praehist. lebky. Cas. přát.
starož. č. 1909.
58. Posudek anthropologický o nálezu kosti lidských v kostele sv. Petra
a Pavla v Čáslavi. Pam. arch. XXIV. 1910.
59. O tělesném rázu praeh. obyvatelstva zemi českých. Rukověť české
arch. Buchtela a Niederle 1910.
60. O vzrůstu praeh. obyvatelstva zemi českých. Pravěk 1910.
61. Význam sbírky praeh. zvířeny a květeny. Cas. spoi. př. starož. čes. 1910.
62. Ochrana materiálu somatologického. C. let. mus. 1910.
63. Nynější stav otázky identifikace pozůstatků Žižky z Trocnova. Cas.
lék. čes. 1911.
64. Novější směry a názory o kraniologii. Pravěk 1911.
65. Program praehistorické demografie. Pravěk VIII. 1912.
66. Physische Anthropologie d. Slaven im 9—12 Jhrhd. Korr. Bl. d. D.
Ges. f. A. E. U. 1912.
67. Pozůstatky slavných mužů a žen a jich identifikace. Lidové rozpr. lék.
č. 108. 1912.
68. Nálezy u rousovického cukrovaru pobliže Mělníka. Pam. arch. 1913.
69. Duše a tělo. V knihovně Duch a Svět. č. 3., Praha 1913.
70. Über die Identifikation d. Gebeine Zižkas unter Anwendg. d. Ste­
reophotogrammetrie. Int. Arch. f. Photogrammetrie. 1914.
71. K anthropologii kolonie české ve Vidni. Národop. věstník 1915.
72. Tělesná výška obyvatelstva v zemich českých dle výsledků měřeni
při odvodech. Národop. Věstnik 1916.

73. Die Phys. Beschaffenheit u. die Kriegstüchtigkeit d. böhm. Volkes„Das Böhmische Volk“ vyd. Tobolka. 1916.

102
74. Tělesné vlastnosti českého lidu. Knih. „Za vzděláním“. Praha. 1916.
75. Posudky o ohledáni ostatků sv. Vojtěcha, sv. Norberta a L d. Panu
arch. 1917.
•'
76. Ethnogenie českého národa. Pam. arch. 1917.
77. Vznik a počátky nár. československého. Knihovna. „Za vzděláním“
č. 100. 1917.
78. Podstata českého demokratismu. (Původ slavných mužů českoslov.).
Nár. Listy č. 75. 1918.
79. Trepanace a jiné operace na hlavě za pravěku v zemích českých. Cas.
lék. čes. 1918.
80. Předhist. trepanace a kauterisace lebek v zemich čes. Pam. arch. 1918,
81. Plemeno a národ. Předn. jednoty filosof, č. 2. 1919.
82. Jakou cenu máji plem. znaky pro eugenické snahy v našem národě,
Haškovcova Revue neurolog. 1919.
83. The Origin and Beginnings of the Czechoslovak People. Smitnso.iiar
Report for 1919. Washington str. 471—486. Separat: Washington, č. 2614.
84. Les origines du peuple tchécoslovaque. La Rép. Tchécoslovaque 1920.
85. Graphie Representation of the Inside of the Skuli with spec. reference
to the Pituitary Fossa. A.mer. Journal of Anthropology. 1920.
86. The Testing of physical Efficiency. Amer. Journ. of. Anthropology 1921.
87. Tělesné znaky A. Velflika. Techn. obzor. 1921.
88. L’âge dentaire comme signe du dévelopement total. Revue anthropo­
logique 1921.

CEZARJA BAUDOUIN DE COURTENAY-EHRENKREUTZ.

ŚWIĘTA CECYLJA.
(przyczynek do genezy apokryfów).
Ojcu memu z powodu 50-cioIecia
pracy naukowej poświęcam.

TREŚĆ: Dwa typy literackie świętej Cecylji s. 104. — Św. Cecylja ingenua. Jej
pochodzenie s. 105. — Rzym jako jedna z „differentiae specificae“ fabuły
liturgicznej legendy o św. Cecylji s. 105. — Wielkość rodu Cecyljuszów
Metellów s. 106. — Kościół św. Cecylji s. 106.— Czas powstania legendy
o św. Cecylji s. 106. — Hypogäum św. Cecylji w katakumbach s. 107. —
Odnalezienie zwłok św. Cecylji przez papieża Paschalisa I. s. 108. —
Powstanie nowych motywów na tle odnalezienia zwłok św. Cecylji na
cmentarzu Praetextata s. 109. — Najstarsze martyrologje i kalendarze
zawierające imię (nazwisko) św. Cecylji s. 109. — Najstarsze redakcje
żywotów s. 111. — Zmniejszenie się popularności świętej s. 111. —
Wmurowanie tablicy w kaplicy św. Sebcstjana s. 111. — Odnalezienie
trumny św. Cecylji w roku 1599 i nowa fala entuzjazmu dla święte
s. 112. — Popularność świętej w epoce odkryć Marci’ego i Rossi’ego
s. 112. — Treść legendy s. 112. — Budowa i charakter legendy s. 114. —
Charakterystyka typów s. 114. — Analiza legendy s. 114. — Charakte­
rystyka głównej bohaterki s. 115. — Wątki specyficzne w żywocie
św. Cecylji arysto kratyzm : i bogactwo s. 116. — Sw. Cecylja ślepa
s. 117. —Wersje legendy o ślepej św. Cecylji s. 117. — Rozwój mo­
tywu ślepoty w kierunku stworzenia ze św. Cecylji typu upośledzonego
s. 118. — Powstanie wątku ślepoty na tle ludowej etymologizacji
s. 119. — Sw. Cecylja i św. Klara s. 120. — Czas powstania apokryfu
o ślepocie św. Cecylji s.120. — Sw. Cecylja patronka muzyki s. 120.—
Ludowo-etymologiczne pochodzenie muzykalności św. Cecylji s.121.—
Pamięć o św. Cecylji we współczesnem polskiem społeczeństwie s. 122. —
Przyczyny zwycięstwa w literaturze ustnej ślepej św. Cecy'.'i s. 123. —
Wnioski s. 124.

104

Dwa typy literackie św. Cecylji.
Z imieniem św. Cecylji wiążą żywoty dwa różne typy lite­
rackie: typ energicznej i dumnej rzymskiej arystokratki, oraz
typ ślepej i kornej dziewicy, z gołębim uśmiechem idącej na śmierć.
Pewne motywy sprowadzają jednak obydwie koncepcje do
wspólnego mianownika: 1) w obydwu święta patronuje muzyce,
2) w obydwu w Rzymie w pierwszych wiekach chrześcijaństwa
ponosi śmierć męczeńską, 3) 22 listopada uważany jest za dzień
jej śmierci. *)
Zasadnicza różnica między niemi tkwi w odmienności charakte­
rystyki psychologicznej, co pociąga za sobą siłą rzeczy i odmien­
ność charakterystyki otoczenia, nie spotykamy bowiem w litera­
turze kreacji typów, któreby me były dopełniane kreacjami innych
osób, występujących w danym utworze.
Jak sobie wytłumaczyć to współistnienie dwu odmiennych
wcieleń patronki muzyki, gdzie należy szukać ich wątków motywotwórczych?
Odpowiedzią na to ma być niniejszy przyczynek.
Jak widać z założenia, sformułowanego w pytaniu, nie chodzi
mi o prawdę historyczną, ukrytą w legendzie. „Prawda“,
jako fakt historyczny, interesuje mnie tylko drugorzędnie.
Natomiast na plan pierwszy wysuwa się dążenie do odnalezienia
tych nasion, z których wyrósł „mit“ o św. Cecylji, choćby one
nic wspólnego nie miały z życiem reálnem. Nieprawda bowiem
świata realnego staje się nieraz w wyobraźni ludzkiej prawdą
o napięciu o wiele silniejszem, niż wszelkie prawdy niezbite i oczy­
wiste, ale nie zapładniające twórczo fantazji.
W związku z tem obojętne mi jest zagadnienie, czy św. Cecylja istniała kiedykolwiek na ziemi. To nie znaczy jednak, abym
negowała taką możliwość. Przeciwnie; raczej skłonna jestem do
przypuszczenia, że dzielna gens Cecyljuszów mogła mieć wśród
swych licznych bohaterów rodowych i tę męczenniczkę idei Chry­
stusa. Jak o tem świadczą epitaphia, znajdowane na cmentarnych
*) Dzień ten jest zapewne rocznicą przeniesienia zwłok św. Cecylji z cmen­
tarza Praetextata do kościoła pod jej wezwaniem na Zatybrzu w r. 821. Martyrologion Hieronymianum (w. VII), podaje jako dzień jej śmierci [natalis et passio]
16-ty sierpnia. [KELLNER, Heortologie, 3 wyd. Freiburg im Breisgau, Herdersche
Verlagsb. 1911, s. 236].

105

terenach Cecyljuszów i przylegających do nich cmentarzach Lucynów, ród ten zaczął przechodzić na chrześcijanizm ’) między 2-gim
a 5-tym wiekiem. W 5-tym w. istnieje już w Rzymie kościół pod
wezwaniem św. Cecylji. *)
Kwestja powstania literackiej inkarnacji świętej jest więc mo­
jem zadaniem, a nie jej historja, dlatego, że najbardziej historyczni
bohatero\ rie giną w niepamięci, triumfują zaś i zwyciężają postacie
z mitu i fantazji zrodzone.
Św. Cecylja ingenua. Jej pochodzenie.
Św. Cecylję „ingenuam“ uważam za starszą wiekiem, więc
od niej zaczynam. Po dziś dzień przechowuje ją nam oficjalna
tradycja kościoła, w Polsce zna ją przedewszystkiem Skarga.
Kult jej narodził się w Rzymie: tam wedle żywotów „quasi
apis argumentosa“ potęgę Jowisza słowem kruszyła, tam w swem
jrodzinnem mieście, w łaźni własnego domu, została zamordowana.s)
Tak głoszą wszystkie redakcje z wyjątkiem Venantiusa FOR­
TUNATA4) (w. VII), który Sycylję uważa za miejsce jej urodzenia.
Ta próba etymologizacji imienia nie odezwała się jednak głośniejszem echem w konstrukcjach opowieści o św. Cecylji, więc ją
pomijam.
Rzym jako jedna z „differentiae specificae“ fabuły liturgicznej
legendy o św. Cecylji.
Niezawsze należy polegać na topografji legendy, jeśli chodzi
0 określenie pochodzenia pewnego kultu, zwłaszcza, gdy mamy
do czynienia z takiemi „loci communes“ jak Rzym, Via Appia
1 „Pagórek Jo wis z ów“, na którym zmuszano jakoby chrześcijan
do składania ofiar zdetronizowanemu „ojcu bogów i ludzi“. Cza­
sem wplecenie do pewnej fabuły topografji, zapożyczonej z innego
■cyklu, rzuca się jawnie w oczy; np. w nawskróś greckim żywocie* 3 4
*) K. M. KAUFMANN: Hb. d. altchristlichen Archäotagie. Paderborn. 1913,
s. 138 i n. ; ROSSI: Rome Souterraine. Paris 1877, s. 275.
’) GREGOROVIUS: Geschichte d. Stadt Rom im Mittelalter. Stuttgart,
-verl. G. G. Cotta, Buchhandl. 1874, s. 78; KELLNER 1. c. 235.
3) ...eam in ipsius aedes reductam, in balneo comburi iusserit. (Brewjarz
Rzymski).
4) a) KELLNER 1. c. 235, b) ROSSI 1. c. 225, c) GREGOROVIUS I. c. 48.

106

św. Anastazji Rzym jest wyraźną kontaminacją. Inaczej rzecz się
ma w legendzie o Cecylji. Rzym jest tu właśnie jedną z jej „differentiae specificae“, jest koniecznym elementem fabuły, łącząc się
nierozerwalnie z jej imieniem, a raczej nazwiskiem.
Wielkość rodu Cecyljuszćw Metellów.
W Rzymie, a nie gdzieindziej odgrywał ród plebejski Cecyljuszów Metellów pierwszorzędną rolę w ciągu ostatnich lat istnie­
nia Rzeczypospolitej: sześciu konsulów z domu tego sprawowało
rządy, czterech cesarzów zasiadało na tronie, pięciu triumfatorów
wjeżdżało w mury miastał).
Po raz ostatni uczciła Urbs wielkość rodu tego w osobie
bohaterskiej dziewczyny *2).* 4
Kościół św. Cecylji.
Jak wyżej zaznaczyłam, istniał już w Rzymie w w. V,
według świadectwa Liber Pontificalis (w. IX) kościół pod wezwa­
niem św. Cecylji. Tradycja kościelna, której nauka w tej chwili
nie przeczy3), uważa go za 3-ci z kolei kościół zbudowany nie
w katakumbach, lecz na powierzchni ziemi.
Wykopaliska, prowadzone w latach 1899—1902 przez kar­
dynała RAMPOLLA4) na terenach dawnej posiadłości Cecyljuszów
wykazały., że świątynia ta, tak jak i inne najstarsze kościoły, zbu­
dowane na powierzchni ziemi, przerobiona została z prywatnego,
pogańskiego domostwa, co się zgadza z motywem legendy o da­
rowiźnie przez św. Cecylję domu i majątku kościołowi.
Czas powstania legendy o św. Cecylji.
Przedtem, nim powstał kościół, mogła już zakwitać legenda.
0 PAULY-WISSOWA: Realencykl.
2) Stąd też warto przypomnieć w tem miejscu o Kornelji Metelif w „Irydjonie“ Krasińskiego.
s) Najstarszy miał być kościół Pudencjanny, przerobiony również (r. 143}
jak i kościół św. Cecylji z domu prywatnego „Pudensa“. Nazwą miał rzekomo
otrzymać od imienia córki fundatora. (Gregorovius 1. c. str. 79). Drugim z kolei
był kościół S. Maria, tak, jak i św. Cecylji na Zatybrzu. Tłumaczy sią to tem,
że za czasów konspiracji chrześcijanizmu łatwiej sią było zbierać jegc wyznaw­
com w tej demokratycznej dzielnicy, niż w innych.
4) K. M. KAUFMANN 1. c. 237.

107
KRUMBACHER*
4)*2uważa
6*
wiek IV za epokę

najbardziej inten­
sywnych wysiłków w kierunku tworzenia żywotów rzy.nskich, wiek
VI-ty za okres, w którym ten typ hagjograficzny był już skoń­
czony. Hisrorja opowieści o Cecylji męczenniczce nie przecży temu
poglądowi. Spotykamy ją już w Rawennies) na mozajkach dwu
kościołów VI w., w kościele S. Maria Maggiore i w kościele św.
Apolinarego, obok innej, o wiele popularniejszej Rzymianki, św,
Agnieszki.
Hyjrogäum św. Cecylji w katakumbach.
Przedewszystkiem jednak imię św. Cecylji złączyło się nie­
rozerwalnie od najdawniejszych czasów z katakumbami. Szukali
jej pobożni pielgrzymi, „inter coliegas suos episcopos“ na cmen­
tarzu Kalliksta.
Cmentarz ten nazwany tak został od imienia św. Kalliksta,
który zanim sam został papieżem, z polecenia papieża Zefyryna,
administrował tym terenem. Od roku 209—304s) chowali na nim
papieży, oraz innych męczenników. Była to cmentarna „area“ gens
Caecilia, mogła więc się dostać kościołowi również jako fundacja
tej rodziny, może właśnie jednej z kobiet, z rodu Metellów po­
chodzącej.
Jak wskazuje chronologja papieży, podana przez HARNACKA4),
Zephyrinus był papieżem od roku 198/9—217/8, Callixtus od r.
217/8—222/3. Kierując się tą jedynie może miarodajną chronolo­
gią w zastosowaniu do naszej legendy, area Cecyljuszów mogła
się stać własnością gminy chrześcijańskiej na początku w. ill-go,
co się doskonale zgadza z epoką przechodzenia Cecyljuszów na
wiarę chrześcijańską. Jak wyżej wspomniałams) pierwsze chrześci­
jańskie epitaphia tego rodu zjawiają się począwszy od wieku Ii-go.
Na początku Ill-go w. mogła więc mieć miejsce ta darowizna.
Do chwili przeniesienia zwłok św. Cecylji z katakumb do
kościoła odwiedzały liczne rzesze pobożnych to hypogäum Cecy­
ljuszów przylegające do kaplicy papieskiej. Świadczą o tem liczne
') Byzantinische Litteraturgesch. München 1897, s. 177.
2) K. M. KAUFMANN 1. c. s. 458.
s) ROSSI 1. c. s. 125.
4) Chronologie d. Altchristlichen Litteratur bis Eusebius I. B. Leipzig.
J. C. Hinrichs’sche Buchhandl. 1897, s. 726/7.
6) s. 1.05.

108
napisy, zostawiane przez odwiedzających, oraz przewodniki, a zwła­
szcza dwa znalezione w Salzburgu w r. 1774, pochodzące jeden
z roku 625, a drug z roku 638 ').
W roku 184y odkrył ROSSI2) cmentarz św. Kalliksta z przy­
ległą kryptą cecyljańską. Resztek sarkofagu nie odnaleziono, je­
dynie niszę, wskazującą na styl archaiczny sztuki chrześcijańskiej.
Nie zachował się nawet ślad najmniejszy napisów, stwierdzających
podanie. Natomiast na sąsiednich terenach ułamki sarkofagów
Cecyljuszów mówią o tych dawnych właścicielach katakumb*3).
Odnalezienie zwłok św. Cecylji przez papieża Paschalisa I.
Zgodnie z tradycją papież Paschalis I, jeden z zawodowych
burzycieli katakumb, albowiem przeniósł z podziemi do kościo­
łów 2300 zwłok męczenników i innych znakomitych działaczy
chrześcijańskich, postanowił odnaleźć ciało św. Cecylji *). Nie było
go obok krypty papieży. Będąc przekonany,, że grób świętej, jak
i wiele innych uległ spustoszeniu przez Longobardów, chciał już
zaniechać poszukiwań. Tymczasem Cecylja została odnaleziona,
lecz nie na cmentarzu Kalliksta, ale na cmentarzu Praetextata, po­
łożonym również przy Via Appia, w bliskiem sąsiedztwie pierwszego.
Grób jej‘rzekomo przylegał do grobowców Valerjusza, Tyburcjusza,
Maksyma i „confessora“ Urbana.
W r. 817 przeniósł Paschalis I z wielką uroczystością zwłoki
świętej wraz z jej sąsiadami do kościoła pod jej wezwaniem na
Zatybrzu.
Moment ten uważam za chwilę narodzin nowych motywów
legendy o św. Cecylji. Przypominam, że nie chodzi mi o prawdę
historyczną.
Nie chcę się zastanawiać na tem: 1. czy historja znała, czy
nie znała męczenniczki Cecylji, pochowanej na cmentarzu
Kalliksta obok krypty papieskiej. 2.czy też istniała tylko
owa Cecylie pochowana na cmentarzu Praetextata.
3. lub też, czy Paschalis 1 do tego stopnia opanowany był żądzą
odnalezienia za wszelką cenę zwłok męczenniczki, że chętnie uznał
*) rossi 1. c. s. 240.
*) K. M. KAUFMANN 1. c. s. 138

3) ibid. s. 138 D.
<) ROSSI 1. c. s. 161.

109

grobowiec innej za grobowiec legendarnej Cecylji, spustoszony,
jak sądzi! poprzednio p~zez grabieżców.
Powstanie nowych motywów na tle odnalezienia zwłok
św- Cecylji na cmentarzu Fraetexlati.
Dla mnie ważne jest to, że żywoty znają nadal tylko jedną
Cecylję, wysnuwając dzięki temu odnalezieniu jej zwłok nowe
pasma motywów.
Powstaje podanie o zjawieniu się papieżowi we śnie męczenniczki i wskazaniu mu miejsca jej pogrzebania, uwiecznione
na freskach z w. XIII w kościele na Zatybrzu Ł).
Niektóre z redakcyj legendy przestają wymieniać jako miejsce
wiecznego spoczynku Świętej kryptę obok kaplicy papieży —
natomiast staje się jiiem cmentarz Pïaetextata.
Pozatem do tej epoki rozwoju legendy zaliczam i motyw
małżeństwa św. Cecylji z Walerjuszem. Jeśli Cecylja nie została
pochowana u siebie, na swoim własnym cmentarzu, lecz obok Walerjusza, to legenda musiała ten fakt jakoś wytłumaczyć. Kim
mogli być owi sąsiedzi clarissimae? Odpowiedź gotowa. Walerjusz był mężem Świętej przez nią nawróconym, Tyburcjusz szwa­
grem do współki nawróconym. Trzecie imię, Maksym, zostaje na­
dane katowi, mającemu wykonać wyrok śmierci na obydwu bra­
ciach. Nawraca go cała trójka, po nawróceniu wszyscy giną.
Grzebie ich biskup Urban, naturalnie starzec o białej brodzie.
Najstarsze martyrologje i kalendarze zawierające imię
(nazwisko) św. Cecylji.
Domniemane odnalezienie zwłok św. Cecylji spopularyzowało
raz jeszcze jej imię, było może nawet momentem kulminacyjnym
w jego histor-i. W tym czasie trafia Cecylja do współczesnych
martyrologij USUARDA, ADA i RABANUSA 2) i imię jei utrwala się pc
’) Uważam, że w związku z tem nie można opierać się na imieniu Urbana,
jako na wskaźniku chronologicznym męczeństwa św. Cecylji. a) Papież Urban,
pochowany na cmentarzu Kalliksta, piastował swój urząd od r. 222/3—230 (HAR­
NACK 1. c.). b) Męczennik zaś i confesser z cmentarza Praetextata nie ma usta­
lonej chronologji. Obydwaj też mogą tu wchodzić w grę.
s) KELLNER 1. c. 236, 296.

lic
wsze czasy wśród najstarszych chrześcijańskich męczenników,
w martyrologiach i kalendarzach.
Przedtem nie wszystkie o niej-wspominają. Zna ją jeden z naj­
ważniejszych takich spisów — „Martyrologion Hieronymianum“
{VII w.)1), ale brak jej w tak ważnem ź-ódle dla męczenników
Rzymu, jak „Depositio Martyrům“ *).
Z rozmysłu pomijam w tem miejscu wszelkie „acta sanctorum“, „acta martyrům“, Brewjarz, gdyż nie mają one znaczenia
dla historji rozwoju legendy.
Mimo, że już w końcu I-go wieku św. Klemens miał,
wedle tradycji kościelnej, podzielić Rzym na 7 dzielnic, polecając
gminom zbieranie aktów męczeństwa, zginęły one bez śladu. Za­
wdzięczać to należy zapewne zniszczeniu archiwów chrześcijańskich
za czasów Dioklecjana*3).*
To też najstarsze redakcje wszelkich aktów nie są starsze
nad wiek V. Jezuita DELEHAYE4)* odrzuca nawet wogóle możli­
wość istnienia ich kiedykolwiek w zastosowaniu do ogromnej
większości.
W kościele zachodnim, a zwłaszcza w Rzymie, oddawanie
czci świętym męczennikom było wprowadzone do kanonu już
w VI w. Wspominano ich imiona w rocznice męczeństwa, odczy­
tywano urywki z ich żywotów (passiones martyrům). Były to za­
czątki Brewjarza6). Prawdopodobnie św. Cecylja brana tam była
pod uwagę. Ponieważ jednak jeszcze w wieku XVI wstawiano do
niego nowe passusy6), a redakcja znajdującej się tam legendy
o św. Cecylji niczem się nie różni np. od redakcji legendy Skargi,
więc i ten zabytek nie tworzy akiegoś specjalnego stadjum w roz­
woju legendy.
W literaturze patrystycznej, która doszła do rąk naszych, zja­

*) KELLNER s. 257.

*) ibid. 268.
s) ROSSI 1. c. s. 23. Oprócz specjalnie o aktach świętej ibid. appendix.

s. 524. Tamże wyciągi z wydań tych aktów.
4) Les légendes hagiographiques par Hippolyte Delehaye S. J. Bollandiste
2-ème édition. Bruxelles 1906. Wstęp.
6) KELLNER 1. c. s. 258.
6) ibid. s. 238.

ni
wia się męczennictwo po raz pierwszy u

Venantiusa

FORTUNATA,

a więc w połowie VII w., o czem wspomniałam wyżej.1)
Najstarsze redakcje żywotów.
W wieku X redaguje legendę autor całego szeregu żywotów
.Simeon MATAPHRASTES. Na nim wzorują się całe _pokolenia hagio­
grafów i — jak sam o tem wspomina — nasz SKARGA.
To też wszystkie mi znane redakcje legend drukowanych
o św. Cecylji, nie wyłączając Brewjarza, różnią się między sobą
tylko w poglądzie na miejsce jej pogrzebania, pozatem ogólny
plan konstrukcji jest identyczny. To samo rozplanowanie spotykamy
np. w „Legenda aurea“, u SKARGI i w żywocie włoskim ROHRBACHERA, napisanym w roku 1869 *
2)
Zmniejszenie się popularności świętej.
Po przeniesieniu zwłok Cecylji do kościoła pod jej wezwa­
niem i dzięki coraz większej ruinie i pustoszeniu katakumb, popu­
larność świętej bladła.
W wieku XIV znane są już w Rzymie tylko trzy podziemne
cmentarze, a wśród nich nie znajdujemy cmentarza św. Kalliksta
z „hypogäum“ św. Cecylji. W w. XV odwiedzany jest wyłącznie
cmentarz św. Sebastjana, do którego jedynie zastosowują termin
„ad catacumbas“. Jego znają pielgrzymi, w nim szukają wszelkich
wspomnień o wielkich męczennikach, on staje się ośrodkiem legend.
Wmurowanie tablicy w kaplicy św. Sebastjana.
Idąc za głosem ludu, arcybiskup Wilhelm wmurowuje w ka­
plicy św. Sebastjana marmurową tablicę, 3) wzywającą do uczczenia
grobu dziewicy i męczenniczki — św. Cecylji.
Hypogäum św. Cecylji wraz z wielkością jej rodu zasłania
się mgłą niepamięci.
1) s. 105.
2) Vita di Santa Cecilia descripta...; Monza 1869 r.
s) ROSSI: I. c. 174.

112
Odnalezienie trumny św. Cecylji w roku 1599 I nowa fala
entuzjazmu dla świętej.
W roku 1599 podczas restauracji kościoła św. Cecylji po raz
drugi odnaleziona zostaje jej trumna wraz z grobowcami pocho­
wanych z nią towarzyszy. Opowieść znów nabiera rozgłosu w lite­
raturze i w sztuce.
Rzeźbiarz MADERNO rzeźbi ją w tej pozie, w jakiej ją miał
widzieć w trumnie ; posąg zostaje umieszczony na sarkofagu. Z tej
epoki pochodzą sztychy, dotąd przechowywane w niektórych mu­
zealnych kolekcjach, wyobrażające ten pomnik męczenniczki.
Pod wpływem nowej fali entuzjazmu dla świętej pisze żywot
wierszowany GROCHOWSKI, w którym jego programowo-dydaktyczny charakter, omawiany przezemnie. niżej, doprowadzony jest do
karykatury. *2)
Popularność świętej w epoce odkryć Marci’ego i Rossi’ego.
Po raz ostatni losy św. Cecylji skupiły na sobie uwagę
wskutek odkryć w katakumbach MARCI’ego i ROSSFego, zwłaszcza
dzięki wykopaliskom z roku 1849 na cmentarzu Kalliksta.
Wtedy to w literaturze naukowej dojrzał motyw legendy,
uważany przezemnie za zasadniczy—„nobilitas virginis et martyris“.
ROSSI pierwszy, a za nim inni3) uczeni wraz z włoską inte­
ligencją, złożyli znów hołd bohaterce rodu Cecyljuszów Metellów,
jako patrycjuszce rzymskiej.
Treść legendy.
Pomimo długiego łańcucha lat swego rozwoju, konstrukcja
wszystkich redakcyj legendy jest tak prosta, że z łatwością daje
się wyciągnąć wspólna im wszystkim fabuła.
Sw. Cecylja, patrycjuszka rzymska, od dzieciństwa wycho­
wana w wierze chrześcijańskiej, nie rozstająca się nigdy z pismem
’) ROSSI: 1. c. 229.
2) GROCHOWSKI: Św. Cecylja Rzymianka. 1605. Kraków 1859 wyd. K. J.

Turowskiego.
s) GUERANGER: Sainte Cécile et la société romaine aux deux premiers
siècles. Paris 1876; THUISSEN: Histoire de Sainte Cécile, Paris 1870: prace nie­
stety dla mnie w tej chwili niedostępne.

113

świętem, zostaje wydana zamąż za możnego poganina Walerjusza.
Nie chcąc stracić ślubowanego dziewictwa, mówi, że na straży jej
czystości stoi anioł,ł) którego widzą tylko chrześcijanie. Pragnąc
go zobaczyć, udaje się Walerjusz według wskazówek żony na
drogę Appijską i tam przyjmuje chrzest z rąk papieża (lub biskupa)
Urbana. Następnie oboje małżonkowie nawracają Tyburcjusza, brata
Walerjusza, przyczem podkreśla się zdolność świętej dziewicy
zjednywania dla wiary Chrystusa i jej dar krasomówczy. Nie chcąc
złożyć ofiary Jowiszowi, obydwaj bracia ponoszą śmierć męczeńską.
Spokojem swym wzbudzają podziw wiodącego ich na śmierć Ma­
ksyma i zachodzą do jego domu dla nawrócenia go na swoją wiarę.
Zgromadza się tam liczniejsza rzesza, zjawia się św. Cecylja
z kapłanami. Przez noc trwa nauka. O świcie żegna Cecylja idą­
cych na śmierć żołnierzy Chrystusowych.s) Grzebie ich ciała na
cmentarzu Praetextata, a majątek rozdaje między ubogich. Nastę­
puje śmierć męczeńska Maksyma i wezwanie Cecylji na sąd przed
Almachjusza. Po drodze nawraca ona. prowadzących ją liktorów,
przemawia do tłumów wstąpiwszy na skałę, w czem jej dopomaga
Urban. Nawracają 400 żołnierzy. Rozprawa między podsądną
i Almachjuszem stanów' tak zwane „acta“ męczeństwa, „protokół“
śledztwa sądowego. „Ingenua“ zachowuje się nietylko po boha­
tersku, ale i zaczepnie, z całą pogardą dla władzy ziemskiej.8)
Nie wyrzeka się wiary, lecz manifestacyjnie ją propaguje. Skazują
ją na śmierć przez uduszenie w łaźni własnego pałacu. Zar nie
działa. Święta żyje. Almachjusz posyła kata. Po trzykrolnem cię­
ciu głowa pozostaje na miejscu. Oprawca odchodzi, pozostawiając
Cecylję na podłodze, broczącą krwią. W agonji nie traci jeszcze
energji i po raz ostatni poucza i żegna się z współwyznawcami.
Majątek zapisuje kościołowi za pośrednictwem Urbana. Dom poleca
przerobić na kościół. Grzebie ją św. Urban, przyodzianą w bo­
gaty, złotem przetykany strój, w trumnie cyprysowej między
papieżami (luh na cmentarzu Praetextata).* 2 3
1) „Angelům Dei habeo amatorem, qui nimio zelo custodit corpus meum“
(Brewjarz).
2) „Dum aurora finem daret, Caecilia exclamavit : Eja milites Christi, abjicite
opera tenebrarum, et induimini arma lucis“ (Brewjarz).
3) „Sam nie wiesz, co za moc masz ; bo moc twoja... jako wor rzemienny
nadęty wiatrem, który lada dziurkę uczyniwszy, sklęśnie“ (Skarga).
Lud. T. XXI

8

114

Budowa i charakter legendy.
Taką jest fabuła żywotu. Pozatem każdy moment nawra­
cania lub propagandy chrystjanizmu dostarcza sposobności do
wstawiania mniejszych lub większych, w zależności od redakcji,
urywków dydaktyczno-retoiycznych. Pochodzi to z programowego
charakteru legendy, „legendy“ w łacińskiem tego słowa znaczeniu.
Opowieść ta o męczeństwie św. Cecylji, przeznaczona była do
czytania wiernym w kościele, dla zbudowania i udzielenia w ten
sposób nauki o tajemnicach wiary. Niema w niej nic takiego, co­
by mogło zamącić czystość myśli słuchających, odwrócić w kie­
runku niepożądanym.l)
Charakterystyka typów.
. W tym typie hagjograficznym ginie właściwa treść żywota,
bledną postacie osób działających. Słusznie też DELEHYAE2) na­
zywa ]e „...écrits péniblement élaborées où la figure du saint est
voilée par une rhétorique épaisse et sa voix étouffée par celle du
biographe“. Jest to właśnie typ żywotu, w którym celował wiek X,
a przede wszystkie m Simeon METAPHRASTES ze swą szkołą, która
w wieku XV-m przybrała rozmiary beztreściwych retorycznych
panegiryków. Słusznie też KRUMBACHER s) odmawia tej kategorji
liturgiczno-literackiej wszelkiej oryginalności, naturalności, a więc
i głębszej wartości dla historji kultury.
Anr.lizg legendy.
Żywot św. Cecylji jest klasycznym tego dowodem. Niema
w nim żadnych oddźwięków żywszych, składa się wyłącznie z mo­
tywów wspólnych z innemi legendami.
1. Motywem głównym (leitmotywem) jest nawracanie i śmierć
męczeńska, bo o tem żywot poucza, to stawia za przykład. Mo­
tyw wspólny całemu cyklowi rzymskiemu męczenniczemu, biorący
swe źródło z życia.* 8
*) Porów, dla kontrastu żywoty typu aleksandryjskich nowel np. żywoty:
św. Anastazji, św. Marji Egipcjanki, św. Pelagji, św. Thais i t. d.
8) 1. c. s. IX.
s) 1. c. s. 178.

115

2. Motywem „communis“ jest również motyw zmuszania do
złożenia ofiary Jowiszowi.
3. Motyw małżeństwa, często spotykany w żywotach świę­
tych dziewic, został tu wstawiony, jak wyżej mówiłam, w związku
z odnalezieniem ciała na cmentarzu Praetextata.
4. Motyw obrony dziewictwa, rozwijający się w różne mo­
tywy sposobów obrony, jest również motywem „communis“. Dzie­
wictwo świętych rozmaicie bywa narażone na szwank, najczęściej
jednak przez przymusowe małżeństwo. Nie mając innej broni, virgines walczą najczęściej podstępem. Św. Petronella, rzekoma córka
św. Piotra, ratuje się modlitwą, błagając o śmierć; kładzie się do
łóżka i kona.*2) Sw. Agata w przebraniu męskiem ucieka i wstę­
puje do klasztoru jako brat Pelagjusz. Podstępem ratują się i św.
Łucja, i św. Julja, i wiele innych.
Motywy charakterystyki osób działających, wyjąwszy samą
bohaterkę, odgrywają bardzo poślednią rolę. Wszystkie też posta­
cie są typami wybitnie konwencjonalnemi; święci są antropomorfizacją paru cnót chrześcijańskich; Almachjusz powszechnie znanym
w żywotach „starostą“ rzymskim. Czytamy więc u Skargi, że
„Valerjusz i Tyburcjusz rozdawali wielkie jałmużny na ubogie
chrześcijany i wdowy, grzebli umarłych, pobitych dla Chrystusa
męczenników, więźniów opatrywali i cieszyli“ — oto cała cha­
rakterystyka.
Charakterystyka głównej bohaterki.
Przechodzę dc wiązki motywów bardziej wyraźnych, do cha­
rakterystyki literackiej głównej bohaterki.
Św. Cecylja jest polemiśtką odważną, a nawet zuchwałą pro­
pagatorką i krasomówczynią, pochodzi z rodu bogatego i świet­
nego. Pogróżkami Almachjusza bynajmniej się nie przestrasza.
W aktach męczeństwa zwraca się do niego wprost ze słowami:
„Interrogatio tua stultum sumpsit initium“, lub „interrogatio tua
stultum sumpsit exordium“ i t. d.3)
Ten ton podsądnych podczas rozpraw, oraz zdolności kraso­
mówcze i polemiczne, należą również do motywów wspólnych
wielu żywotom.
*) s. 8.
2) Legenda Aurea.
3) ROSSI: 1. c. Appendix. Wyciągi z tekstów.
8*

116

Wśród nich na pierwszem miejscu wymienić należy św. Ka­
tarzynę, zawodową polemistkę i uczoną kaznodziejkę, zwyciężającą
w dysputach najprzedniejszych filozofów. Pozatem analogiczne
polemiki spotykamy w żywotach św. Łucji, św. Agaty, św. Mał­
gorzaty i t. d.
Wziąwszy to pod uwagę, można przypuszczać, że powyższe
motywy charakterystyki dostały się do żywotu św. Cecylji przez
analogję do cytowanych.
Nie jest zjawiskiem rządkiem w literaturze hagjograficznej
i arystokratyzm męczenniczki, albowiem, pomimo grasującego po­
glądu na chrystjanizm, jako na religję upośledzonych, poświęcały
się dla nowej wiary i bogate patrycjuszki rzymskie. „Arystokratkami“ były św. Łucja, św. Agata, św. Małgorzata, wreszcie tacytowska Pomponia.
Bezpośrednio z motywem arystokratyzmu łączy się motyw
bogactwa. Rc; się hagjografja od bogatych męczennic niejedno­
krotnie zapisujących majątek swój kościołowi.
Wątki specyficzne w żywocie św. Cecylji: arystokrafyzm
i bogactwo.
Po takiej analizie motywów możnaby przyjść do przekona­
nia, że w całej legendzie o św. Cecylji niema ani jednego wątku,
któryby można było uważać za specyficzny, że niema w nich
już nawet ech pierwotnych zalążków opowieści.
Tak jednak nie ;ast. Jeden z motywów uważam za nieodzowny*
tak samo, jak to już wyżej podkreśliłam,‘) że topografika legendy
nie jest przypadkowa, ale łączy się wewnętrznie, specyficznie
z imieniem bohaterki.
Motywem bezpośrednio spojonym z postacią świętej, a raczej
z jej „nazwiskiem“, jest motyw arystokratyzmu i bogactwa.
W imieniu „Caecilia“ tkwią już potencjalnie epitety
ingenua, nobilis, illustris, clarissima.
Nic też dziwnego, że na zapytania Almachjusza: „Jakoć imię
i któregoś stanu?“ — odpowiada: „Jestem Cecylja, zacnie uro­
dzona“. *2) Staje bowiem przed sądem w świadomości twórców
') s. 4.
2) Skarga.

117

legendy przedstawicielka wielkiej i możnej gens Caecilia. — Brewjarz nazywa ją „virgo Romana, nobili genere“, co w zupełności
odpowiada napisom „clarissima, nobilis“, na tablicach grobowych,
znajdywanych na area cmentarza Kalliksta, poświęconych kobie­
tom z rodu Cecyljuszów.
Sprzyja wspomnieniom o wielkości rodu tego i w czasach
chrześcijańskich okrągły grobowiec przy via Appia imienniczki
świętej Caeciliae Metellae, córki Metellusa Creticusa, a żony jednego
z Crassusów...
Stąd też, gdyby nawet za legendą nie kryła się prawda,
gdyby ród Cecyljuszów nie mógł się w rzeczywistości pochwalić
bohaterką nauki Chrystusa, lub gdyby wreszcie Cecylja nie mogła
się chełpić świetnem pochodzeniem, — w rozwoju mitu o św. Ce­
cylii, motyw arystokratyzmu musiałby się wyłonić z jej imienia,
jako wątek motywotwórczy, albowiem z nazwiskiem Cecyljuszów
kojarzyły się w Rzymie — arystokratyzm i możność.
Św. Cecylja ślepa.
Obok wspaniałej Caeciliae „clarissimae“: „nobilis“ wędruje
z ust do ust, przez kościół oficjalnie nieuznana — św, Cecylja
ślepa i cicha.
Pomimo wielu poszukiwań, nie mogłam jej znaleźć w żadnem
ze źródeł, w żadnej nawet najbardziej „apokryficznej“ redakcji
żywotów drukowanych — natomiast dotąd pieśń ludowa „o niej
gwarzy“.
Nieznanemi ścieżkami, zapewne przez pielgrzymów wydeptanemi, przyszła aż do Polski, lecz żywot swój najprawdopodobniej
również w Rzymie poczęła, a w każdym razie dała go jej —
matka łacina.
Oto próbki opowiadań o ślepej patronce muzyki, bardzo
rozmaite, gdyż nie skrępowane tekstem oficjalnym, drukowanym,
jak św. Cecylja liturgiczna.
Wersje legendy o ślepej św. Cecylji.
Pierwszą z nich słyszałam przed obrazem Dolci’ego w Ermi­
tażu Petersburskim.x)
‘) Z ust ś. p. Babki mojej, Anny z Głuchowskich Bagnickiej, rodem
z Ukrainy.

118

1. Święta Cecylja była ślepa od urodzenia. Rodzice uczyli
ją muzyki. Gdy dorosła śpiewała w katakumbach. Tam też pod­
czas śpiewu została schwytana i skazana na śmierć. Rodzice i św.
Sebastjan (sic) sami poprowadzili ją do cyrku dzikim zwierzętom
na pożarcie. Umie.ała pełna radości, śpiewając psalmy.
2. Drugą wersję słyszałam z ust niewidomegc muzyka1)
p. Pokrzywnic! iego z ulicy Piekarskiej 5 na Starem Mieście przed
3-ma miesiącami. Sw. Cecylja, ociemniała rzymska patrycjuszka,
poniosła śmierć męczeńską, za Dioklecjusza, za czasów najwięk­
szego i ostatniego prześladowania chrześcijan. Śpiewała w kata­
kumbach i grała na jakimś melodykonie (sic), a może na lutni,
jak Neron. Organu wtedy nie było. Wynaleziono go w roku 878.
Zamęczona została przez Chromacjusza, który ze zbirami wpadł
do katakumb i na miejscu poddał ją torturom.
Obydwie kreacje przezemme przytoczone mają trzy cechy
wspólne : ślepotę, muzykalność i bierne przyjmowanie śmierci, bez
propagandy idei Chrystusa, jaką widzieliśmy w legendzie litur­
gicznej.
Rozwój motywu ślepoty w kierunku stworzenia ze św. Cecylji
typu upośledzonego.
Wychodząc z motywu ślepoty, jako z motywu upośledzenia,
rozwija dalei konsekwentnie w tym samym kierunku typ świętej
kardynał WISEMAN w powieści „Fabiola“, z czasów prześladowa­
nia chrześcijan w roku 302.
Chociaż, jak to autor sam zaznacza*2),3i kanwą do powieści
miał mu być Brewjarz Rzymski, ze źródła tego nie skorzystał, na­
tomiast za wątek musiał mu służyć jakiś apokryf s).
Pogodna i pokorna ślepa żebraczka, karmiona przez niewol­
nice rzymskich pań, nie ma nic wspólnego z „virgo clarissima“,
która nawet w trumnie cyprysowej leży w szacie złotem przety­
kanej.
') Mówiono mi w „Związku ślepych muzyków“ na Piwnej 11, że przed
dwoma laty umarł u nich w przytułku starzec, który znał wiele opowiadań o św.
Cecylji. Pozatem członkowie związku wiedzieli tylko, że św. Cecylja grała
i była ślepa.
2) s. 2, Wstąp do 3-go wyd.
3) Natomiast św. Agnieszka, występująca w powieści, jest wzięta z Brewjarza.

119

Co mogło WISEMANA pchnąć w kierunku stworzenia z Cecylji typu upośledzonego, w przeciwstawieniu do kreacji kościel­
nej, przedstawiającej typ wyrzekający się doczesności ziemskich,
któremi los ją sowicie obdarzył?
Sądzę, że punktem wyjścia była właśnie ślepota. Nieszczęście
nigdy luzem nie chodzi. Cecylja zostaje żebraczką. WISEMAN, czy
też apokryf, na którym się wzorował, idzie dalej, pozbawiając mę ■
czenniczkę ostatniego splendoru... świetności pochodzenia.
Na s. 243, zawierającej imitację aktów, czytamy rozmowę,
prowadzoną na śledztwie.
Powstanie wątku ślepoty na tle ludowej etymologizacji.
„Jak się nazywasz dziecię?“ — „Cecylja“ — „Znakomite
to imię, czy odziedziczyłaś je po rodzicach?“ — „Nie, nie je­
stem krwi szlachetnej. Jestem ślepa, więc ci, którzy mieli o mnie
staranie, nazywali mię caeca, a potem z pieszczoty „c a e ciii a“
(sic).
Ludowa etymologizacja in flagranti ! — Uważam ją za wątek
motywotwórczy apokryfów o ślepocie św. Cecylji. Imię to, dzięki
sztucznej językowej kombinacji zostało ujęte jako deminutivum od
„caec a“, a tego wystarcza, aby z takiej przesłanki wyrósł nowy mit.
Połączenie to wyrazu i nazwiska „Caecilia“ ze ślepotą w zwią­
zek etymologiczny nie jest odosobnione i jedyne na gruncie ję­
zyka łacińskiego.
1. Caecilia nazywa się pewien rodzaj żmii, po niemiecku
zwanej Blindschleiche1).
2. Podanie rodowe Cecyljuszów Metellów w Rzymie staro­
żytnym, również wspomina o ślepocie jednego z wybitnych pro­
toplastów. Jeden bowiem z Metellów, Pontifex Maximus, podczas
pożaru, jaki się wszczął w świątyni Westy, pierwszy rzucił się na
jej ratunek, ale przytem oślepł. Seneca, L. IV Controversia II
„Metellus Caecatus“ powiada : Metellus pontifex, quum arderet
Vestae templům, dum Palladium rapit, oculos perdidit. Sacerdotium illi negatur...
Lub Ovidius: Fasti VI w. 444. Podczas pożaru świątyni
Westy, wszyscy potracili głowy, jedynie Metellus gwoli ratunku
') WALDE. Ew. S. 106

í 20

rzucił się w płomienie ze słowami: „Non est auxilium flere...“.
Świątynię ocalił, ale wzrok postradał.
Ważne pod względem lingwistycznym jest świadectwo FESTUSA
(38. 23). Wskazuje ono wymownie na możliwość utożsamienia deminutivum ca ecu lus, językowo uzasadr'onego, z formą „C a ec i 1 i s“, jakoby do niej równoległą. Czyli mamy dowód, że i kla­
syczna łacina mogła widzieć w c a e c i 1 i s zdrobnienie pochodne
od caecus, jeśli tego chciała tak samowolna pani jak... ludowa
etymologizacja.
„C a e c ul u s condidit Praeneste. Unde putant Caecilios ortos,
quorum erat nobilis familia apud Romanos“.
Sw. Cecylja i św. Klara.
Na tle tej samej etymologizacji wkracza św. Cecylja w za­
kres działania św. Klary ’ leczy od ślepoty.
Widziałam na Litwie stary obrazek, wyobrażający św. Cecylję
z ranami na szyi, trzymającą w ręku spodeczek' z oczami ludzkiemi.
Z drugiej strony modlitwa o uzdrowienie oczu. Taki sam obrazek
znajduje się obecnie w posiadaniu Genowefy Grzymały z Jedwa­
bnego w Łomżyńskiem. Opowiadała mi o nim również uczennica
moja, p. Kraczkiewiczówna z Kijowa.
Czas powstania apokryfu o ślepocie św. Cecylji.
Kiedy mógł powstać apokryf o ślepocie św. Cecylji ? Myślę
w każdym razie, że wtedy, i tam, gdzie już wielkość rodu Cecyljuszów uległa zapomnienieniu, lub była nieznana. Połączenie
św. Cecylji ze św. Sebastjanem w pierwszej z podanych przeze
mnie redakcyj legendy, jako też „Fabiola“, wskazuje na tablicę
wmurowaną w wieku XV w kaplicy św. Sebastjana w Rzymie,
jako na miejsce powstania legendy. Jestto na razie tylko przy­
puszczenie pozbawione głębszego uzasadnienia, zupełnie jednak
w swem założeniu usprawiedliwione.
Św. Cecylja patronka muzyki.
Ślepą św. Cecylję czczą niewidomi jako swą patronkę,
a zwłaszcza ślepi muzycy. Jako muzę sztuki muzycznej zna ją całe

121
społeczeństwo katolickie, przytem dodać należy, że wątek nie
jest wyłącznie związany z jednym z jej dwóch typów literackich,
lecz przewija się poprzez sztukę i literaturę, nie łącząc się jednak
integralnie z fabułą kościelnej legendy. T. j. chociaż główną funk­
cją św. Cecylji jest jej opieka nad sztuką muzyczną, to pomimo
tego najstarsze redakcje żywotu o tem milczą, czyli, że wypływa
ona z biegiem lat, skądciś z zewnątrz. Skąd się więc wzięło i kiedy
powstało to umuzykalnienie, jeśli liturgiczna wersja wątku tego
nie ma i znajdujemy go najwyżej w dopiskach po skończeniu całego
tekstu w formie dodatkowej, luźne' uwagi *).
Sztuka kościelna do wieku XV przedstawia Cecylję jako
„orans“ dziewicę męczenniczkę z palmą w ręku, lub jako damę
wspaniale ubraną.
W pewnym momencie swego rozwoju zagrała jednak na orga­
nach i zaczęła śpiewem „Pana Boga chwalić“. Kto ją tego nauczył?
Ludowo - etymologiczne pochodzenie muzykalności św. Cecylji.
Przypominam po raz drugi, że ludowa ‘ etymologizacja nie
uznaje praw językowych, nie licząc się ani z fonetyką, ani z mor°l°gją, nie zna bowiem granic dla etymologicznych kombinacyj.
Wychodząc z tego założenia imię św. Cecylji z pośród licz­
nych imion świętych wymienionych w kalendarzach, mogło wywo­
łać w głowach skłonnych do etymologicznych spekulacyj pewne
skojarzenia ze śpiewem, które doprowadziły wkońcu do uczynienia
ze świętej patronki muzyki.
Analogicznych przykładów dostarczają obficie apokryfy
o różnych świętych, a przedewszystkiem uprzejmie wskazana mi
przez prof. Klingera praca E. KAŁUŻNIACKIEGO : Cher Wesen u.
Bedeutung d. volksetymolog. Attribute d. christlichen Heiligen *2).
Tak v,-ęc np.:
1. Sw. Bonifacy opiekuje się w Niemczech fasolą (die
Bohne).
2. Sw. Co rnelius we Francji bydłem rogatem (les bêtes
à cornes).
‘) Polskich czytelników odsyłam przedewszystkiem do Skargi, który wedle
słów własnych redagował swój żywot na podstawie METAPHRA.STESA i „rzymskich
diakonów“.
2) Jag-ić-Festschrift, Berlin, 1908, s. 504.

122

3. Św. Donatus w Niemczech ochrania przed piorunem
(d. Donner).
4. Sw. Elias na Rusi sprowadza deszcze [lijati = lać].
Istnieje powiedzenie: Ilja narobił hnilja.
5. Św. J a k ó b w Niemczech leczy od bólu głowy (d. Kopf).
6. Sw. N a u m u Bułgarów i Rosjan pomaga w nauce i dla­
tego rodzice ofiarowują mu świece, oddając dzieci do szkoły.
7. Św. Kuźma (Kosmas) opiekuje się w Rosji kowalami,
(kuznièc = kowal).
8. Św. Helena na Rusi i u Wielkorusów opiekuje się lnem.
W ten sam sposób dźwiękowe podobieństwo między imie­
niem „Caecilji“, a caecinit mogło zrodzić przypisywaną jej
funkcję opiekowania się muzyką.
„C aec iii a była to święta, która cae ci — nit“. — Gdzie? —
Naturalnie w katakumbach podczas nabożeństw, jeśli caecinit,
to z czasem mogła zagrać na organach, lub na innym instrumencie.
Rozumowanie nie gorsze od całej masy podobnych mętnych wnio­
skowań i kombinacyj.
Wszak taki zwrot jak „C a e ci li a c a e c i n i t“ nie jest mniej
uzasadniony, niż „śwatoj Gléb sejat chl’eb“, a przecież św. Gleb
patronuje orce i robotom w polu.
To samo można powiedzieć i o wyżej wymienionej funkcji
św. Heleny w związku z powiedzeniem:
„Śejan l’on u śemi Ol’on“, lub zwrot w zamówieniu również
cytowanem przez Kałużniackiego:
„Ty Kuźma D’eńjanyć, da ty skuj li ka nam swaďebku
weko wečnuju... “
Tak więc obydwie koncepcje świętej, jako też i jej funkcje,
leżą w imieniu. Która z nich zwyciężyła, czy arystokratyczna
Rzymianka, czy ta, która jak Minerwa wyskoczyła z głowy, tylko
nie Jowisza, ale może jakiegoś zmyślnego braciszka z kaplicy
świętego Sebastjana?
Pam ięć o św. Cecylji we współczesnem polski« m społeczeństwie.
Otrzymałam odpowiedź za pomocą następującego doświad­
czenia Zadawałam pytania całemu szeregowi ludzi, co wiedzą
o św. Cecylji. W większości wypadków odpowiadano mi, że była
to patronka muzyki. Mniejsza ilość osób dodawała do tego dzień

123

22/XL Następnem skojarzeniem z imieniem świętej, dość jeszcze
rozpowszechnionem, była jej ślepota, to wszystko.1) To też wielką
konsternację wywołałam, gdy w jednem z pobożnych katolickich
zrzeszeń, zaproponowałam, aby zajrzano dc żywotów drukowa­
nych, w wielkiej ilości tam reprezentowanych i tam wiadomości
o ślepocie męczenniczki nie było.
Przyczyny zwycięstwa w literaturze ustnej ślepej św. Cecylji.
Czem się tłumaczy zwycięstwo ślepej św. Cecylji? Tern, że:
1. Ślepota, w chwili obecnej, gdy już o splendorze Metellów nikt
nie wie, jaskrawiej ją wyróżnia z pośród zespołu świętych, stanowi
jej rzeczywistą „differentia specifica“, jest silniej psychicznie zaakcen­
towana, niż arystokratyzm postaci liturgicznej.
2. Sprzyja temu połączenie ślepoty z patronowaniem mu­
zyce, bo to znajduje potwierdzenie w życiu. (Ślepi od urodzenia
po większej części są muzykalni).
3. Patronuje ślepym muzykom, a więc ma środowisko, które
kult jej przechowuje.2)
4. Sw. Cecylja w sztuce, ze spuszczonemi oczami też działa
w tym kierunku.s)*)
*) Chcąc zbadać popularność świętej, zwiedzałam przytułki i zrzeszenia
katolickie.
'■) Ale i wśród niewidomych spotkałam jednego, który nic nie wiedział
o ślepocie świętej Cecylji — wogóle nic o niej nie słyszał. Nic również o niej
nie wiedziała i jedna pani, katoliczka praktykująca, nosząca to imię.
s) Podczas poszukiwań legei.d o męczenniczce, a zwłaszcza śladów jej
ślepoty w literaturze drukowanej, dwa razy wywołałam wielkie oburzenie. Raz,
rozgniewał się na mnie księgarz w jednej z księgarń katolickich, a więc człowiek
znający teksty: „To straszny zabobon — ślepota świętej Cecylji!“ — Drugi
raz właściciel sklepu ze świętościami, mający do czynienia nie z książką, lecz
z obrazkami i innemi podobiznami świętych. (Żywotów żadnych nie miał).
„Cecylja nigdy nie była ślepa i nie będzie, tylko była uduszona. Miałem
obrazek prawdziwy. Święta Cecylja leżała z głową do ziemi, uduszona“. —
Jesteśmy przy narodzinach motywu z komentowania dzieł i sztuki. Podczas
otwarcia trumny świętej w r. 1599, miał być rzeźbiarz Maderno i potem, jak
już wyżej wspomniałam, wyrzeźbił ją w tej samej pozie, w jakiej leżała, z twarzą
ku ziemi, z głową zawiniętą. Rzeźbę umieszczono na sarkofagu z napisem:
En tibi sanctissimae virginis Caeciliae
Imaginem quam ipse integram in sepulcro
Iacentem vidi, làudem tibi prorsus
Eodem corporis ritu hoc marmore expressi.

124
Wnioski.

W literaturze hagjograficznej współistnieją dwa typy lite­
rackie św. Cecylji :
1. Sw. Cecylja ingenua, bohaterka rodu Cecyljuszów, przecho­
wywana przez oficjalną tradycją kościoła. Motywem specyficznym
jej arystokratyzm, którego wątkiem było nazwisko świętej.
2. Sw. Cecylja ślepa, należąca do ustnej literatury, rozmaita
w swej koncepcji. Wątkiem motywotwórczym jest również imię,
a mianowicie ujęcie go przez ludową etymologizację, jako deminutiwu od przymiotnika caecus, a, urn — caecilis, e, (wbrew
caeculus’, a, urn).
3. Moty™ muzykalności mógł się nasunąć dzięki pewnemu
podobieństwu dźwiękowemu,między wyrazami „Caecilia“ i „caecinit“.
4. Typ ślepej św. Cecylji zwyciężył dlatego w ustnej tradycji,
że jest dla obecnej świadomości ludzkiej bardziej intensywny i cha­
rakterystyczny od arystokratyzmu męczenniczki, oraz dzięki temu,
że znalazł środowisko, podtrzymujące ten kult — niewidomych.
Warszawa, 19/VI, 1921.

KAZIMIERZ SOCHANIEWICZ.

PRZYCZYNEK DO CZARÓW NA ŻMUDZI
W XVII WIEKU.
TRESC: Uzasadnienie publikacji s. 125. — Opis zewnętrzny dokumentu s. 126. —
Strona prawna zagadnienia s. 127. — Osoby i miejsce s. 130. — Strona
folklorystyczna dokumentu s. 130. — Tekst dokumentu s. 133.

Uzasadnienie publikacji.
Materjaly do historji czarów w Polsce nie mają dotychczas
jednolicie pomyślanej systematycznej publikacji. Rozsypane w wy­
dawnictwach KOLBERGA, „Wisły“, „Ludu“ oraz całym szeregu
innych mniej lub więcej luźnie łączących się z folklorem wydawnictw,
doczekały się pewnego opisowego zebrania w studjum j. KARŁO­
WICZA 1), które jednak ze względu na metodę, jak i zakres, nie
może dziś bezwzględnie zadowalać wymagań, jakie się stawia p -zy
rozpatrywaniu dokumentów, odnoszących się do historji czarownic
w Polsce.
Dokumenty te bowiem .zajmują zarówno historyka kultury,
jak etnologa. Historyk kultury patrzy na nie ze stanowiska synchronistycznego, oraz prawnego, dla drugiego materjały te, wydo­
bywane z ksiąg sądowych i archiwów, zestawione z materjałem
współczesnym i przezeń kontrolowane, stanowią materjał wagi
pierwszorzędnej dla badania zjawiska, obejmowanego mianem cza­
rów, zaklinań i t. d. w związku z czarownicami.
“) J. KARŁOWICZ. Czary i czarownice w Polsce. Wisła. Rocznik I. Por.
G. L. GOMME. Folklor (w przekł. W. SZUKIEWICZa), Kraków 1901. s. 50 (w roz­

dziale VI. Czarodziejstwo).

126

W ciągu mych poszukiwań archiwalnych w prywatnych zbio­
rach lwowskich, natrafiłem w łaskawie mi otwartych i dostępnych
życzliwie zbiorach p. H. DĄBCZAŃSKIEJ, akt procesowy z r. 1672,
obejmujący konfessatę popalonych czarownic na Żmudzi.

Opis zewnętrzny dokumentu.
Akt, którego tekst na końcu uwag niniejszych pomieszczamy,
do publikacji przez p. H. DĄBCZAŃSKĄ udzielony, dostał się do
jej zbiorów drogą kupna. Nie jest to arkusz z księgi jakiejś sądo­
wej pochodzący, lecz luźny zupełnie papierowy dokument, formatu
folio z dwu kart złożony, niegdyś w plikę złożony i zapewne
niegdyś w plice w mieszku, lub skrzyni w jakiemś archiwum
rodzinnem (?) przechowywany. Pod względem formalno-prawnym
jest to relacja woźnieńska, wypisana na 1 i 2 stronie arkusza.
Osnowa tej relacji pisana jest pismem niewyraźnem, nie dbałem
i mocno wybladłem, pod względem paleograficznym odpowiadającem zupełnie schyłkowi wieku XVII, biegnie przez całą pierwszą
i trzy czwarte strony drugiej pierwszej karty arkusza. Poprzez
rdzawe, gęste, zbite, słabo czytelne litery, przebija się nieco pod
światło jakiś znak wodny, którego zarysy, ze względu na zwartą
sieć wzajemnie pokrywających się liter, nie dadzą się ustalić.
Pismo i papier dokumentu nie wzbudzają żadnych wątpliwości
co do autentyczności tegoż. W samem piśmie osnowy dadzą się
wyróżnić cztery ręce: pierwsza ręka pisała tekst właściwy, druga
formułę subskrypcyjną Kazimierza Wołłotkiewicza Mickiewicza,
trzecia takąż Wojciecha Popławskiego, czwarta ruską formułę
ingrossacyjną. Pismo tych trzech ostatnich rąk wyróżnia się od
tekstu właściwego (pierwszej ręki) ciemniejszą barwą atramentu.
Jednolity dukt pierwszej ręki wskazuje, że dokument jest już czystopisem relacji, spisanym odrazu, obejmującym zeznania z instygacji, trwającej trzy dni, przeznaczonym do ingrosacji w grodzie.
Pieczęci wszakże, ani śladu po nich nie posiada.
Strona trzecia aktu jest zupełnie czysta, natomiast strona
czwarta posiada kilka zapisek regestracyjnych, które pochodzą
z czasu, kiedy akt był złożony w plikę i przechowywany w jakiemś
archiwum. Zapiski regestracyjne występują na czterech polach
pliki i charakterem pisma są współczesne osnowie aktu. W pierwszem polu: „O czarodziejstwo“; w drugiem polu dwa napisy

127

dwu rąk, które częściowo zachodzą na siebie: „Confessata pooalonych czarownic Roku 1672 miesiąca Junia dnia 27-go“ „1672
Junii 17. Examen poddanek prze(!) Jenerałach Jułliana(!) Stankie­
wicza [na] ') o czarodziejstwo poddanki męczył brat na tortury
i ciągnąc na torturach examinowal poddanki swoje przy wiernych“;
pole trzecie i czwarte pliki puste. Zapiski te nie dają nam jak
widać wskazówek co do historji aktu, oprócz jednej, która mówi
„męczył brat“, coby może wskazywało, że akt ten był przecho­
wywany w rodzinie Stankiewiczów.

Strona prawna zagadnienia.
Dokument omawiany ma ważne znaczenia pod względem
prawnym, gdyż stanowi nader ciekawe uzupełnienie dotychczas
stosunkowo mało znanych zjawisk, związanych z procedurą stoso­
waną w sprawach o czary. Wiadomo bowiem, że sprawy te
w Koronie regulowała konstytucja z r. 1543 w owym klasycznym
ustępie, który był zawsze powodem sporu kompetencyjnego: „Item
ad iudicium spirituale iudicare pertinet incantationes, et magias,
census perpetuos ecclesiasticos...“ *2),* uchylone ostatecznie konsty­
tucją z r. 1776, która zniosła inkwizycje przez konfessaty s). Na
Litwie regulowały te sprawy postanowienia statutu litewskiego
w trzeciej redakcji (R. IV, art. 30), w którym ta sprawa została
oddana pod kompetencję wojewodów, starostów i dzierżawców
(§ 1. Pkt. 2)4). Tem samem została uchylona bezwględnie sprawa
kompetencji sądów duchownych, któ”a stanowiła przedmiot pole­
miki teoretycznej w rozlicznych pismach wychodzących w Koronie.
Jest to wiadome już w nauce, że mimo określenia forum spraw
o czary, nie określono procedury w tej mierze: ustawodawstwo
nasze o tem milczy. Stwierdzono natomiast głównie na podstawie
Domników mazowieckich, że praktyka procesu o czary wraz z syste') Przekreślone.
2) V. L. I. s. 283. f. 578. Porównaj F. O. Prześladowanie czarów w dawnej
Polsce. Album uczącej się młodzieży polskiej, pośw. J. I. KRASZEWSKIEMU. Lwów
1879. s. 486.
s) V. L. VIII. s. 546. f. 881. „Konkwikcje w sprawach kryminalnych“ Cfr.
X. T. OSTROWSKI. Prawo cywilne nar. polsk. II (1784) s. 44, 135.
4) Por. T. CZACKI. O litewskich i polskich prawach (ed. TUROWSKIEGO).
T. II. s. 101.

128

mem tortur, opierała się o system proceduralny, stosowany w Niem­
czech i w krajach, gdzie nastąpiła recepcja prawa niemieckiego. ’)
Przy konfessatach tego rodzaju, procedura rozróżniała „liberam
executionem“ (t. j. ustne) oraz „corporalem executionem“ (t.j. tor­
turą dobyte zeznania). Stosowane „i ni er r o g a t o r i a“ w obu
wypadkach względnie rodzajach zeznań — obejmowały cztery
zasadnicze pytania: 1) skąd się czarować nauczyła i jak dawno,
2) z jakiej okazji czarowała, 3) wiele zna czarownic, 4) gdzie jest
Łysa Góra.s) Zwykłą karą była kara ognia. s)
W tym względzie dokument nasz stanowi pewien ważny pod
względem proceduralnym przyczynek. Proces odbywa się w myśl
intencji statutu litewskiego orzec forum świeckiem, mimo iż
w Wielkopclsce domagano się współcześnie sądownictwa miesza­
nego, jak o tem świadczy broszura z XVII w. p. t. „Czarownica
powołana“ (Poznań 1639).
Proces o czary przez nas publikowany, niezupełnie odpo­
wiada intencji statutu litewskiego, który określa „forum competens“
spraw o czary. Występuje tu bowiem w roli sędziego pan wsi
w otoczeniu szlachty sąsiedzkiej, a tylko woźni zeznają relację do
grodu o dokonanym procesie. Byłby tu zatem przykład charakte­
rystycznego rozszerzenia jurysdykcji patrymonjalnej na sprawy
0 czary, zapewne w formie zastępczej właściwej jurysdykcji
grodzkiej.
Pod względem proceduralnym również rzecz omawiana nieco
od ustalonych w nauce form wyżej wskazanych odbiega. Główna
delinkwentka w procesieZofia Jurgajciówna,poddankaJuljana Stankie­
wicza, męczona na torturach, powołuje kolejno Annę Kazimierzową
Strycharzową,4) Jeronimową Łaszową, poddanki tegoż, Krystynę
Jurgiową Szumową ze wsi Zwirdź (tę wszakże odwołała). Jeronimowa Łaszowa na torturach potwierdza zeznania Zofii Jurgajciówny
1 powoływa (rycharzową, Jerzynę Kajsiową i Stanisławową Burajciową ze wsi Peldziun, należącej do Grotusa ; obie ostatnie jednak
na ostatnim stopniu odwoływa: ponadto powoływa również Stefa-* 2 3 4
’) F. O. Prześladowanie o czary O. c. s 488/9.
2) F. O. Prześladowanie o czary O. c. s. 493.
3) I. c. s. 502.
4) Uderza nas w akcie kilkakrotnie zmyślona ortografja imion własnych
osób tu występujących, co nasuwałoby przypuszczenie, że akt sam był zapewne
przepisywany już z gotowego aktu (minuty) przez kogoś obcego.

129

nową Kraukszlową ze wsi Mikajciów, należącą do Grotusa, podstolego X. Z.; Razmusiową Payszową ze wsi wirdż, należącej do
Juljana Stankiewicza (tę również odwolyv. a), Juściową ze Sudmontów, wsi Juljana Stankiewicza, wraz z jej córką Ewą, jakąś Agatę,
służącą u Stasziula, poddanego Stefana Stankiewicza we wsi
Gajlunach. Anna Kazimierzowa Strycharzowa, wzięta na tortury,
potwierdza zeznania obu poprzednich, a powoływa Awiziową z Rykiszek (?), wsi Grotusa, podstolego X. Żmudzkiego, wyżej wymie­
nioną Stefanową Kraukszlową, Bojarkową z Mańkun, wsi Stankie­
wicza, ciwuna Eiragolskiego, oraz również wymienioną Razmusiową
Payszową (tę wszakże odwoływa). Z szeregu osób tu powołanych,
poddano jedynie torturom trzy (Jurgajciównę, Strycharzową, Łaszową) resztę tylko powołano. Te powołania, wydobyte zapomocą
tortur, odpowiadają trzeciemu z kolei interrogatorium, wyżej wy­
mienionemu („wiele zna czarownic“). Zauważyć należy, że tortu­
rowane były wyłącznie poddanemi Juljana Stankiewicza, reszta
powołanych z wyjątkiem Juściowej i jej córk Ewy, jego patrymonialnej jurysdykcji nie podlegały. Te trzy główne delinkwentki, jak
widać z osnowy aktu, przechodziły wszystkie stopnie tortury
(jakiej — tego bliżej akt nie określa), a o dwu pierwszych akt
wyraźnie powiada, że je dekretowano na spalenie, co zapewne
i trzecią spotkało. Kara zatem i sposób inkwizycji, odpowiadają
mniej więcej ustalonym formom proceduralnym, poznanym wyżej.
Co do „interrogatorjów“, wskazaliśmy zastosowanie trzeciego ;
osnowa aktu pośrednio pozwala ram stwierdzić również stosowanie
pierwszego i drugiego interrogatorium. Brak jednak wiadomość
o czwartem interrogatorium, t. j. o Łysej Górze, która zdaje się
symbolicznie oznacza w ogólności miejsce sabatu czarownic, jeśli
będziemy używać terminologji zachodniej. Natomiast mamy w akcie
kilkakrotnie wymienione tajemnicze bagno Bebirwy, które zdaje
się, odpowiada pojęciu Łysej Góry, jako miejscu schadzek.
Tortury i spalenie, jak zaznaczyliśmy, dotyczą wyłącznie poddanek Juljana Stankiewicza. Proceder ten rozpoczął się w piątek
(17 czerwca), kiedy inkwirowano Zofję Jurgajciównę, trwał przez
sobotę (18 czerwca), kiedy inkwirowano Jeronimową Łaszową,
poniedziałek (20 czerwca), kiedy spalono Łaszową a inkwirowano
Strycharzową. Czy specjalne zainicjowanie procederu w piątek ma
jakieś znaczenie religijno - prawne (dzień zgonu Zbawiciela), nie
umiem odpowiedzieć, bo orzeeby to można tylko w tym wypadku,
9
Lud. T. XXI.

130

kiedyby ten termin sądowy był jakąś regułą, czego odosobniony
wypadek osądzić nie pozwała.
Oscby i miejsce.
Publikowany przez nas dokument jest również świadectwem
historycznem, rzucającem światło na stosunki kulturalne wśród
szlachty żmudzkiej u schyłku XVII wieku. Osoby stanu szlacheckie­
go, występujące w proces;e, dają się częściowo zidentyfikować.
Juljan Stankiewicz, właściciel Zwirdzia i Surmontów, należy do
bojarskiej rodziny, znanej dokumentalnie od schyłku w. XV,Ł) wy­
stępującej niekiedy z dodatkowem nazwiskiem Bielewicz, względnie
Bilewicz, a łącznie z Bilewicza.i.i używającej tegpż samego herbu:
Mogiła Pierwsza.*2)
Juljan Stankiewicz, o ile wiadomo z przeszłości tej rodziny
na Żmudzi, wywodził się od przodków, którzy ze sądami mieli
wiele do czynienia tak, że ową żyłkę i akwizycyjną można nawet
wytłumaczyć pewnemi cechami psychicznemi, dziedzicznie utrwa­
lonemu
Terenem procesu jest Żmudź, jak wiadomo jeszcze w XV
i XVI w. będąca azylům pogaństwa, przesądów i wszelakich zabo­
bonów. Miejscowości w dokumencie wymienione, jako to : Zwirdzie,
Peldziuny, Mikajeie, Parszcie (?), Surmonty, Gajluny, Girtakol,
Rykiszki(?), Mańkuny, Polepie, leżą u źródeł rzeczki Bibirwy na
zachód od szosy idącej na lewym brzegu Dubissy z Ejragoły do
Rosień. Fod względem sądowym należały one do t. zw. repartycji
rosieńskiej.3)
Strona folklorystyczna dokumentu.
Nie przesądzając znaczenia wiadomości zawartych w dokumen­
cie, spróbujemy poddać ogólnej charakterystyce materjał folklory­
styczny zawarty w osnowie publikowanego aktu. Pozwala on nam
stwierdzić na terenie powiatu rosieńskiego, na Żmudzi u schyłku
. wieku XVII, istnienie czarownic, oraz szeregu praktyk czarodziejskich.
Praktyki te, oraz wiara w ich siłę czarowną, znajdują się jedn ak już
*) BONIECKI: Poczet rodów WXL. s. 333/4.
2) KOJAŁOWICZ: Herbarz (ed. Piekosińskiego) s. 167, 163;
3) GLOGER:

Geogr. histor. z. d. Polski, s. 293.

131

w ramach chrystjunizmu : widać to w tem, że ksiądz Rudomański
znajduje środek przeciw czarom, zadanym podstolinie żmudzkiej.
Rola złego ducha o charakterystycznem mianie Gabrjela, wystę­
puje na tle lokalnem. Zamiast Łysej Góry, mamy tu jako miejsce
schadzek bagno rzeczki Bibirwy, które też stanowi teren szeregu
praktyk czarodziejskich. Tu Kazim'erzowa Strycharzowa oddała
Zofję Jurgajciównę „złemu duchowi, panu swemu Gabrjelowi“. Tu
także zakopała fartuch, aby nabrał przez to mocy czarodziejskich
i szkodliwych. Ta strona demonologiczna materjału jest nader uboga
w fakta. Uderza nas tu użycie imienia Gabrjel na określenie złego
ducha. Ubóstwo materjału nie pozwala mi na bliższe wyjaśnienie
genezy tego zjawiska, co do którego takie nasuwają się pytania:
1. Czy to jest pożyczka i jakiem jest ewentualne jej źródło. 2. Czy
ten zły duch z tą nazwą nie kryje w sobie jakiegoś pierwotnego
złego demona z czasów pogańskich. 3. Czy istnieje ciągłość tra­
dycji w tym kierunku, na coby dal odpowiedź współczesny materjał folklorystyczny, nieznany mi jednak z tych okolic. 4. Czy
w samej nazwie nie mamy do czynienia z etymologją ludową,
wyrosłą na podkładzie zmieszania pojęć chrześc.ańskich i po­
gańskich.
O wiele bogatszy jest materjał, dotyczący praktyk cza­
rodziejskich, stanowiący drugą stronę nauk' o czarach. Jest
tu więc przedewszystkiem zbieranie i stosowanie ziół —
jako środków szkodliwych lub pomocniczych. Nie mamy jednak
nazwanego żadnego ziela po imieniu.
Wśród tych praktyk czarodziejskich dadzą srę wyróżnić czyn­
ności, które działają na szkodę człowieka bezpośrednio, zwierząt
domowych, plonów i pokarmów.
Do czynności działających na szkodę człowieka
należą: 1. Przedarcie1) rękawa u koszuli podczas prania, celem
wywołania u właścicielki suchot i śmierci. 2. Wykradzenie i ocza­
rowanie poduszki i czapeczki dziecięcia, aby wywołać u niego
suchoty, następnie aby zapadło na oczy do lat dwunastu i umarło.
3. Czarowanie fartucha przez zakopanie w bagnie Bibirwy, zapewne
w celach podobnych.*2) 4. Wywołanie suchot przez włożenie koł­
*) Przecięcie nici żywota (Parki).
2) Zakopanie do bagna, siedziby zgnilizny = wpędzanie w grób, aby gnić
po śmierci.
g*

132

tunów do poduszki. 5. Spowodowanie śmieifci przez włożenie kości
umarłych do poduszki. 6. Wywołanie niezgody domowej przez
włożenie pazura jastrzębiego do poduszki. 7. Trucicielstwo bez
bliższego wyjaśnienia. 8. Rozbicie małżeństwa przez oczarowanie
osób interesowanych bez bliższych określeń.
Czynności działające na szkodę bydła: 1. Czaro­
wanie w ogólności bez bliższego określenia, 2. lanie krwi pod
bydło, *) 3. rzucanie trawki i rwanie ziela pod bydło, celem wy­
wołania moru i odebrania krowom mleka.
Czynności działające na szkodę plonów: 1. Cza­
rowanie trawy, aby nie rosła, 2. łamanie i wiązanie żyta w polu,
aby nie rosło, 3. zbieranie w polu rosy *2) w garnuszek, aby zapewne
wywołać nieurodzaj względire posuchę, 4. spowodowanie nieuro­
dzaju przez wywołanie klęsk elementarnych, a przedewszystkiem
wywołanie gradu (puszczenie lodów z obłoków) Zeznanie Bojarkowej pod tym względem, daje ciekawe przyczynki: „rano wyjechała
i do truny włożywszy w jeden koniec węzeł z lodami, w drugi
koniec cielęcą głowę i uda cielęce, rzucała szmaty mięsa po po­
lach, żeby ziemia poczerwieniała, aby zboża poschły, a lody rzu­
cała, aby zimna i wiatry bywały“.
Czarowanie pokarmów zaznaczone bez bliższego okre­
ślenia ; akt mówi o czarowaniu gorzałki i piwa, aby się nie udały.
Wskazane wyżej elementy czarodziejstwa, zawarte w osnowie
konfessaty czarownic z r. 1672, obejmujące obcowanie z demo­
nem, paraliżowanie cnego przez duchownego, oraz praktyki zwią­
zane ze sprowadzali’em burz i klęsk elementarnych,s) odpowiadają
zasadniczym pojęciom i określeniom tego działu ludoznawstwa,
jakie przyjęła nauka zachodnia dla czarodziejstwa. Materjał nasz
pozwala nam stwierdzić istnienie tych gotowych pojęć na Żmudzi
w w, XVII. Zachodzi jednak pytanie, czy i o ile są te pojęcia
w praktykach czarodziejskich na Żmudzi rodzime. Nie można
') Zapewne celem wywołania zarazy i moru.
2) Por. J. A. BAYGER: Powiat trembowelski, s. 122. Charakterystyczny
przykład analogiczny czarowania przez mężczyzną, podał mi ustnie prof. dr. L.
J. BYKOWSKI. W tłumackim powiecie (wojew. stanisławowskie) w czasach jego
dzieciństwa (c. 30 lat temu) zbierali chłopi uździenicą rosę na polu, aby wywołać
nieurodzaj na polu sąsiada i aby przez zagarnięcie rosy na swój obszar, własny
urodzaj powiększyć.
s) Por. G. L. GOMME: Folklor. 1. c. s. 42 i n.

133

bowiem zapominać, że to jest okres, kiedy istniał już ustalony
w całej Europie kanon praktyk czarodziejskich w „Młocie na cza­
rownice“, znanym już w w. XVII w Polsce dzięki przekładowi
Ząbkowicza, sekretarza ks. Ostrowskiego,J) a wiadomo, że ambona
jest źródłem wielu pojęć z zakresu demonologji i czarodziejstwa.
Również nie bez znaczenia jest fakt, że rodzina Stankiewiczów,
przeprowadzająca proces o czary, mająca za sobą tradycje sądowe
w swej rodzinie, przy oskarżaniu o czary, niewątpliwie ope­
rowała już gotowym zasobem pojęć o demonologji i czarodziejstwie,
które promieniowały w okolicy przy obcowaniu z ludem. Usta­
lenie zatem wartości materjału folklorystycznego tego typu, który
publikujemy, uważamy za zagadnienie otwarte.
Tekst dokumentu.
Roku tysiąc sześćset siedmdziesiąt w t c r e g o miesiąca junia
dnia siedminastego. My Jenerali Jego K. Mci. Xięstwa Żmudzkiego, niżej
na podpisiech rąk naszych imionami wymienieni, zeznawamy tym naszym relacyj­
nym kwitem o tern, iż przy wielu szlachty w Xięstwie Zmudzkim cs.adłej roku,
miesiąca i dnia zwyż pisanego, gdy Jego Mć Pan Julian Stankiewicz, poddankę
swoją Zophiią Jurgayciownę o czarodziejstwo kazał męczyć, która będąc na turturach. powołała Annę Kazimierzową*2) i Strycharzową, poddankę tegoż Jego Mci,
że ją zaprowadziwszy na bagno nazwane Bebirwy, 3) oddała złemu duchowi panu
swemu Gabrielowi, i wyprowadziwszy ją w pole, uczyła rosę zbierać i inne ziela
rwać, tamże żyto łamali i wiązali, trawę czarowali, żeby nie rosła, ta Strycharzowa dała kołtuny i kości umarłych, dała pazur jastrzębi, Zosia (!), która służyła
we dworze, żeby w pościel włożyła Ich Mścić w; jakoż zaszyła była w pierzynę,
żeby sama Jejmość schła, żeby w niezgodzie z Jego Mcią żyła, a potym umarła.
Taż Zophia zeznała, że Strycharzowej dała fartuch samej Jej Mci, który ona
w bagnie tym zwyż mienionym zakopała. Gdy ją posłano na to bagno dla
odyskania (!) fartucha, już fartucha samego nie znalazła, tylko miejsce pokazała,
gdzie zakopany był; ukradła poduszkę i czapkę synaczka małego Jego Mci
P. Stankiewicza i dała to Strycharzowej na czary, żeby to dziecię schło i na
*) Co do rodzajów praktyk czarodziejskich, stosowanych względem ludzi
i zwierząt, zob. JAKÓB SPRENGER i HEINRICH INSTITORIS: Malleus maleficarum (Der
Hexenhammer) w przekładzie J. W. R. SCHMITT’A (Berlin 1906), część Il-ga
zwłaszcza rozdziały 12, 14 i 15.
2) Wpisane ciemniejszym atramentem.
3) Bibirwa, rz. lewy dopływ Szałtony. Sł. g. I s. 203. Mapa sztabu gene­
ralnego pruskiego 1 ; 100,000 (Uebersichtskarte von Mitteleuropa) w okolicy
Zwirdzia i Peldziun wykazuje wielkie bagno, otoczone od południa wielkim borem,
stanowiącym część olbrzymiej puszczy, leżącej niegdyś na zachód od Dubissy,
a na północ od Niemna.

134
oczy upadło do dwunastu lat, a potym umarło; taż Zophia powołała Jeronimową
Łaszową, poddankę tegoż Jego Mci ze wsi Zwirdz *), że na tymże bagnie z nimi
bywała i w polu rosę zbierała w garnuszek i w polu pańskim żyto łamali, aby
zboże nie rosło ; powiedziała ta Łaszowa, że struła męża swego. Zeznała też i to,
że Strycharzowa, piorąc chusty samych Jchmciów, przedarła rękaw koszuli Jejmci,
żeby schła, a potym umarła. Taż Zophia powołała Krystynę Jurgiową Szumową
ze wsi Zwirdź, że trawką rzucała i ziele rwała pod bydło panów swoich, aby
krowy mleka nie dawały, i żeby bydło zdychało, ale na ostatnim stopniu odwo­
łała ją. Okrom tei insze wszystkie powołania swoje na ostatnim stopniu stwier­
dziła. Dnia cśmnastego junii z powołania Zophii Jarguciowej (!) wzięto na tortury
Jeronimową Łaszową, która toż zeznała, co ta Zophia powiadała, powołała tąż
samą Strycharzową i to wszystko stwierdziła, co na nię Zophia powie dała.
Powołała była ze wsi Peldziun *2) Jegomci Pana Grotusa, podstolego Zmudzkiego,
Jerzynę Kaisiową i Stanisławową Burayciową, jakoby miały żyto Peldziunskie
psować, ale na ostatnim stopniu, te obiedwie żonki odwołała; powołała też
Stephanową Kraukszlową ze wsi Mikayciów3) Jego Mci Pana Podstolego, że żyto
Mikayciow psowała, rosę zbierała i zawsze na bagnie Bebirwy nazwanym z nią
bywała, i że bydło Kazimierza z Parszaycia4) oczarowała i Josepha z Parszc. (!)
wolnego stolarza o śmierć przyprawiła; która na ostatnim stopniu, nie odwoływując, to powołanie swoje stwierdziła. Taż Łaszowa powołała Razmusiową
Payszową ze wsi Zwirdź Jego Mci P. Stankiewicza, jakoby miała oczarować
Jana, parobka Pana Pawła Dowgialowicza, ale na ostatnim stopniu odwołała. Taż
Łaszowa powołała Kristinę Jurgiową Szimnową ze wsi Zwirdź, ale ją na ostatnim
stopniu odwołała. Powołała Jasiową (!) ze wsi Sudmont 5)6 Jego Mci :>. Juliana
Stankiewicza i córkę tej Juściowej Ewę, że oczarowała parobka Stanisława Bigutujcia, o to że się z oną nie chciał żenić; taż Juściowa z córką swoją okarmiła
trucizną i czarami Joksza i szwagierkę swoją ; na ostatnim stopniu toż stwier­
dziła Taż Łaszowa powołała dziewkę jakąsi Agatę, że służąc u Stasziula poddanego Jegomości Pana Stephana Stankiewicza w Gailanach, *)■ krew lała pod bydlo
P. Dowiata, a potym służąc u bakałarza Girtakolskiego7) oczarowała tam piwo
i gorzałkę, żeby się nigdy nie udało. Dnia dwudziestego junii, kiedy ją dekreto­
wano na spalenie, idąc na łom, odwołała Payszową i Szimniową ze wsi Zwirdź,
a przytym Kaisiową i Buziową (!) z Peldziun uwolniła, a drugie mianowicie Zophiią,
Jurgiownę, Juściową i córkę jej Ewę, Strycharzową i Stephanową Kraukszlową
z Mikuić żadną miarą nie uwolniła. Dnia dwudziestego junii wzięto na tortury
Annę Kazimierzową Strycharzową, poddankę Jego Mści P. Juliana Stankiewicza,
która do wszystkiego, co na nią zwyż mianowane niewiasty mówiły, przyznała
') Zwirdzie wieś, pow. rosieński, gm. Mańkuny. Sł. geogr. XIV s. 874.
2) Peldziuny wieś, pow. rosieński, par. girtakolska. Sł. geogr. VII s. 935.
s) Mikajcie wieś, pow. szawelski. Sł. geogr. VI s. 393.
4) Miejscowość nieznana w S*ow. geogr. Tamże (VII s. 871) wymienione
„Parszas“, jezioro w pow. rosieńskim. Może są to leżące w pobliżu Peldziun
„Paciuny“.
5) Zapewne Surmonty, pow. rosieński, par. girtakol. Sł. geogr. XI s. 597.
6) Gajluny wieś, pow. rosieński, par. girtakolska. Sł. geogr. II s. 443.
!) Girtakol, m-ko, pow. rosieński. Sł. geogr. II s. 675.

135
się, powołała Awiziową wdowę, poddankę Jego Mści Pana Podstolego Żmudzkiego:
w folwarku będąc Rykuszciączarowała bydło ichmościów Panów swoich, źe
i samą jejmość Panią Podstoliną oczarowała była, i gdyby się nie udała była do
księdza Rudomańskiego, tedyby była umarła, powiedziała i to na nią, że żyto
Mikayciow z Stephanową Kraukszlową we wsi Mikayciach mieszkającą łamała,
rosę zbierała, lody z obłoków puściła i inne czarodziejskie sztuici zażywała
i na ostatnim stopniu te obiedwie żadną miarą nie uwalniając, to powołanie
,.woje stwierdziła. Taż Strycharzowa powołała Bojarkową, poddankę Jego Mści
P. Stankiewicza, ciwona Ejragolskiego we wsi Monkunach *2)* będącą, że w onej
raz przenocowawszy rano wyjechała i do truny włożywszy w jeden koniec węzeł
z lodami a w drugi koniec cielęcą głowę i uda cielęce, rzucała szmaty mięsa po
polach, żeby ziemia poczerwieniała, aby zboża poschły a lody rzucała, żeby zimna
i wiatry bywały, powiedziała to, że najognitsza (!) czarownica między wszytkiemi
i na ostatnim stopniu toż powołanie często powtarzając stwierdziła, powołała
była Razmusiową Payszowę, ale ją na ostatnim stopniu odwołała, a dru­
gie niewiasty mianowicie Awizową z Peldziun, Stefanową Kraukszlową z Mikaić,
Bojarkową z Monkun żadną miarą nie odwołała, co to wszystko przed nami Jenerałmi i wielą ludzi zacnych działo się tak a nie inaczej podług ich powiedzi każdej
z osobna, jako się pomieniło wyżej na ostatnim stopniu i natośmy dali też kwit
nasz relacyjny z podpisy rąk naszych. Działo się w Polesiu8) roku, miesiąca
i dnia zwyż pisanego.
Kazimierz Wołłotkiewicz Mickiewicz, jenerałł J. K. Mści Xstwa Żmudzkiego
ręką swą ss.
Woyciech Popławski, jenerałł Jeo. Kiej Mści Ziemi Żmuydzkiej ręką swą ss.
Pony Tbiceqa mecTcorb ceivnjiecHT Bioporo M-ua hioha rpirr-Traro /lira
ÄBaü eHepajioBe MaaiKeBmi, n rioraaBCKH tot kbht cboA no kiihi ropo;uinxT
C03T)HaJlfi. 4)* * *

*) Wyraz słabo czytelny, można czytać Rykuszczu, Rykuczuny. Z miejsco­
wości leżących w pobliżu Peldziun i t. d. brzmieniem zbliżone są Różajcie (Sł.
geogr. IX s. 851), mogą to być Rýkiszki w pow. rosieńskim (Sł. geogr. X s. 90),
a może Rukujże w pow. szawelskim (1. c. s. 5).
2) Mankuny wieś, pow. rosieński, par. girtakolska. Sł. geogr. II s. 101.
s) Zapewne Polesie, wieś, pow. rosieński, par. girtakolska. Sł. geogr.
VIII s. 579.
4) Tekst podano wiernie z zachowaniem pisowni oryginału. Na s. 127
wiersz 4 od góry ma być brał zamiast brat, a w następstwie tego należy Wy­
kreślić zdanie na s. 127, wiersz 7—9 od słów: „oprócz tego“ do słowa „Stan­
kiewiczów“.

MATERJAŁY I NOTATKI ETNOLOGICZNE.
Z „PAMIĘTNIKA“ M. MARKSA, WITEBSZCZANINA.

Z „Pamiętnika“ niniejszego, napisanego w czerwcu 1885 r.
przez witebszczanina M. MARKSA (ur. około 1815 r.), ogłosiłem
już w „Ludz-e“ (1906, T. XII, s. 183 n.) wyjątek, któremu dałem
tytuł: „Emilia Platerówna jako folklorystka“. Szczegóły ciekawe,
rzucające nowe zupełnie światło na postać kobiety niezwykłej,
opiewanej dla bohaterstwa swego nawet przez MICKIEWICZA,
a której nie można odmówić pewnego miejsca i stanowiska w ludoznawstwie polskiem, jak to wymownie okazała treść rzeczy, były
usprawiedliwieniem ogłoszenia artykułu.
„Pamiętnik“ MARKSA, jak zauważono w przytoczonym roczniku
„Ludu“, składa się z dwóch części: pierwsza o napisie „Ze wspom­
nień dzieciństwa“, druga „Coś o gwarze białoruskiej“. Z pierwszej,
która z powodu anegdotycznej, powieściowo-obyczajowej osnowy
w całości swej nie ma znaczenia dla folkloru, podaję tylko wyjątek
p. t. „Znachor i lekarz ludowy“ (pod lit. C), z drugiej, pominąwszy
rzecz o PLATERÓWNIE, ustępów pięć pod napisem: AJ Ubiór ludu,
mieszczan i żydów: tańce i zabawy chłopów witebskich, ich zep­
sucie. — B) Hutornik i hutorki. — C) j. w. — D) Folkloryści
i językoznawcy białoruscy w Witebsku. — E) Białoruszczyzna
w Wilnie. — F) Moskwa 1835 r.; ustęp ostatni oryginału p. t.
„Rodowód białoruski“ umieściłem jako przypisek do ustępu B),
z którym organicznie się łączy.
Z pewnością „Pamiętnik“, a raczej „Pamiętniczek“ MARKSA,
nie żywi uroszczenia do tego, by zająć jakiekolwiek miejsce w tym
bogatym, a świetnych pi zedstawicieli mającym dziale piśmiennictwa
polskiego, a przecież, mimo wszystkie braki literackie, ma on coś,

137

co go wyróżnia od innych, mianowicie tendencję nawskróś folklo­
rystyczną.. A jak mało takich właśnie rzeczy u nas! — Witebszczyzna,
ciekawy zakątek ziemi naszej, znachodzi w nim przed ogłoszeniem
znamienitych naukowością czy literackiem zacięciem prac i dzieł
0 Białej Rusi, albo też obok nich, bezpretensjonalnego spisywacza
swoich właściwości, wypowiadających się w zwyczaju, poezji
1 języku, spisywacza, nie wszechstronnego i wcale nie głęboko
sięgającego, lecz bez zaprzeczenia umiejącego zdobyć się na uwagi
i spostrzeżenia, niekiedy bardzo drobiazgowe i szczegółowe, ponadto
przez nikogo nie przekazane, a historyczne znaczenie mające dla
społeczności, wśród której się urodził i długie lata życia spędził
autor.
Tą jedynie myślą powodowany, nie przykładając zaś miary
fachowego ludoznawstwa, ani językoznawstwa do „Pamiętnika“,
ogłaszam obecnie dalsze jego części, w żadnym razie nie bez inte­
resu dla „Ludu“.
*

'

Kiepska, kiepska
Koło Wiciebska,
A koio Worszy
Jescze horszy;
A "żo *) w Mińsku
Tak sawsim ...pa świńsku!

(Przysłowie miejscowe).

A) Ubiór ludu, mieszczan i żydów, zabawy i tańce chłopów
witebskich, ich zepsucie.
Ubiór ludu białoruskiego jest dzisiaj zapewne taki sam, jakim
był przed laty, a może przed wiekami Zipun i łapcie stanowią
nieodzowne jego atrybuty i główne części składowe. Pod wzglę­
dem kultury umysłowej stoją Białorusini na niskim stopniu oświaty,
pod względem zaś materjalnym ogólna u nich, a co gorsza, bez­
nadziejna bieda i nędza.
Inaczej zupełnie z ludem miejskim. Po 1825 roku (do tego
czasu bowiem mogę dobrze sięgnąć pamięcią) w Witebsku, Bia­
łorusi ognisku, mieszczanie chodzili zwykle w długich aż do stóp
surdutach i nosili buty, wysokie po kolana. Mieszczki stroiły się
’) W całym rękopisie białoruskie u MARKS ozr.acza literą v; cały zresztą
tekst białoruski oddano wiernie według oryginału autora.

138

w spencery — niekiedy nawet ze złotogłowia — bez rękawów,
zwane k i c i 1 a m i, — w długie, lniane, wełniane lub jedwabne
spódnice, na które dziewczęta narzucały jeszcze białe fartuszki.
Szerokie, białe rękawy koszuli, spięte u pięści, i takiż kołnierzyk
u szyi, upiększonej sznurkami korali, bursztynów lub pereł, ślicznie
uwydatniały i twarz i całą kibić w k i c i 1 u. Zawój z kolorowej,
wełnianej chusty, z dużym, występującym naprzód węzłem t. zw.
zumkiem, okrywał głowę. U dziewcząt tylko dwa warkocze,
z pękami wstąg na końcach, spływały z pod zawoju. Odświętny
strój głowy dziewuch stanowił kokosznik ze złotogłowia, wal­
cowaty, bez denka, na pół stopy wysoki ; kobiety zaś, szczególnie
podstarzałe, nosiły kapelusze, zawsze jakiegokolwiek ciemnego lub
całkiem czarnego koloru, wysokie prawie na stopę, rozszerzone
nieco w górze i ścięte naukos ztyłu, słowem bardzo podobne
do kaszkietów, używanych w wojsku rosyjskism za czasów Pawła
cesarza. Obucie składało się z wełnianych pończoch, najczęściej
barwy niebieskiej, i trzewików bez korków.
Ubiór żydów witebskich był taki sam, jak w całej Białorusi:
czapka lisia, jarmułka i pejsy — to najcharakterystyczniejsze szcze­
góły ich stroju i wyglądu. Żydówki, tak mężatki jak dziewczęta,
nosiły stale na głowach zawoje i z wierzchu spodnie fartuchy:
trzewików nie używały, nie lubiąc tego obuwia, miasto nich obcho­
dziły się pantoflami o gładkich bez oocasów podeszwach.
Strój bardzo nielicznych Wielkorosjan (raskolników, filiponów)
był dwojaki: mężczyźni odznaczali się armiakami, kobiety sarafanami.
Na Wniebowstąpienie, Zesłanie Ducha św., Przemienienie
(Spasa) i fest/ kościelne (na św. Jana i św. Piotra) podług sta­
rego kalendarza zbierano się w różnych miejscach miasta i za
miastem na tak zwane ihryszcza i kiermasze. Były to zabawy,
trwające przez cały dzień, od ukończenia nabożeństwa w cerkwi
aż do późnej nocy. Zjawiali się podczas ich trwania różnorodni
handlarze jarmarkowi, obnosząc obwarzanki, pierniki, makowniki,
orzechy włoskie i laskowe, boby świętojańskie i owoce. Często­
wano się nawzajem i bawiono śpiewem, pogawędką i przechadzką.
Każdy dudarz, czy był sam jeden, czy ze skrzypakiem, sta­
nowił kapelę odrębną. Młodzież śpiewała piosnki i tańczyła: miacielicę, koczerbichę, paduszaczkę, lawonichę lub
lepietuchę, gracko rzucając się w różne strony, dziarsko

139

tupiąc nogami, klaszcząc w dłonie i kiedy niekiedy wykrzykująca
„hu ha!“
Czy te zabawy, tańce, pieśni, żyją jeszcze w mieście i poza
miastem, jak za lat dawnych, wątpię, chyba zachowały się gdzieś
w zaciszu, w dali od gościńców bitych i kolei żelaznych, tam,
dokąd .nie przypełzły jeszcze rozwiązłe piosnki obozowe i nie
zmieniły poczciwej i czystej wesołości rozpasaną rozpustą sałdacką.
Oto co mi pisze ostatniemi czasy towarzysz mej młodości::
„Zbierałeś, tłumaczyłeś i cackałeś się niegdyś z piosenkami
białoruskiemu Chceszże wiedzieć, co teraz tu śpiewają? Oto mło­
dzież junacka nuci :
„Kak Baszkiewicz Abrywanskij
Pod Arszawoj sostojał...“

a zalotne dziewoje wyuczyły się od zalotnych sałdacików niby
małoruskich piosnek, jak np.:
„1 szumie i hudie,
Drobnyj dożdzyk idie...“

z milutkim finałem:
„Nie dowioł jejo do domu,
Powalił jejo w sołomu...“,

który śpiewają z zachwytem i oklaskami.
Daj, braciszku, na podzwonne ! Wieczne
i piosnkom białoruskim i samej Rusi Siałej!“

odpoczywanie

B) Hutornik i hutorki.
Czasami zjawiał się w mieście hutornik, żebrak, opowiadacz i śpiewak razem. Chodził on od domu do domu, a wszędzie
podejmowano go serdecznie i obdarowywano hojnie. W Witebsku
znałem dwóch tylko hutormków: jeden Vlas był równocześnie
dudarzem, chodził więc zawsze z kobzą; drugi Pilip Smuryj, lecz
ten nie posiadał takiego, jak Vłas, talentu. Łysy jak księżyc w pełni,
z postaci ślamazarny, był jednak Pilip dziwnym jakimś fenomenem
poetyckim z usposobieniem uporu, nieugiętości i kaprysu. Uczęszczał
tylko do domów, które znał i nieskwapliwie przyjmował zaprosiny
lada czyje. Ojciec mój serdecznie mu sprzyjał i z tego powodu,
ilekroć przybywał na kilkudniowy pobyt do miasta, zawsze wie­

140

czorem zjawiał się u nas, jakby to był jego dom własny, nocował
i zrana z kijaszkiem i torebką szedł gdzieś na prachciku.
Hut orki jego zaczynały się zawsze jednakowo. Stawał
w środku pokoju i utkwiwszy oczy w stołowanie, jakby szuka]
natchnienia, po krótkiej ciszy przeciągle, prawie śpiewając zapy­
tywał :
„Szov baj pa ścianie, czy baić, czy nie?“
Musiano mu odpowiedzieć: „Baj, baj, baj!“
Po takim wstępie odchrząkiwał, zacierał ręce i zrazu cicho
i powolnie, potem coraz to żywiej wiódł nić opowiadania, prze­
platając je krótkiemi śpiewkami. Podczas tego jużto spokojnie stał
lub przytupywał nogami na miejscu, jużto miernie poruszając się
i niby idąc drogą, szedł pięć lub sześć kroków naprzód, zakręcał
się wtył i stawał znowu na środku pokoju.
Treść hutorki najczęściej była komiczna, a przedmiot jej sta­
nowiło życie włościan lub wzajemne ich stosunki między sobą
i z żydami. Czasami dotyczyła też panów obywateli, księży kato­
lickich, unickich i prawosławnych, ekonomów, a nawet urzędni­
ków... wiejskich.
Lecz były hutorki także historyczne, choć również, jak po­
przednie, pokroju humorystycznego. Jako bohaterowie występo­
wali w nich: Pan Ahiński [Ks. OGIŃSKI], Pan Raczyński [rozstrze­
lany 1813 r. w Białem], Pan Pańtovśki [Ks. Józef PONIATOWSKI].
Powtarzała się tam, pomnę, kilka razy zwrotka:
„Poszła szlachta na try trachta,
Moskal na czetyry...“

a dalej słowa Pana Korsaka, dającego szczególniejszą komendę:
„Panowie w nohi!“
Skoro po tym ostatnim zwrocie Pilip spostrzegł niezadowo­
lenie na twarzy przysłuchujących się, dodawał uniewinnienie: „Won,
jak naszy dziaciuki w rawalucju chadzili“ i zaklinał się: „A niechajże mianie Twardovskij skrucić, koli heta nie pravda!“
Po „bajaniu“ częstował ojciec Pilipa szklanką wódki i wie­
czerzą posilną. Ten, pokrzepiwszy się należycie, szedł do kuchni,
by przespać się na piecu. Dobrej komitywy z ojcem moim nie
zerwał ; kilka razy jeszcze przychodził na prachciku do Witebska
i zatrzymywał się stale u nas. Co się z nim stało później, ani skąd
.pochodził, nie wiem, byłem bowiem wówczas małym jeszcze chło­

141
pakiem. Z treść: jego opowiadań mogłem tylko później wywniosko­
wać, że Połock, Dynaburg, Borysów, Mińsk, Smorgonie, Oszmiana
i Wilno były mu dobrze znane. Czy prachcika jego sięgała
dalej, — rzecz to bardzo wątpliwa; „za Miażoj i nam miaża“ —
mawiał zniechęcony.
Pamiętam jeszcze jedną piosnkę jego, z przyśpiewkiem „dyli—
hojda“ za każdym wierszem:
„A hdzieź tyi kraski? —
Dylihojda!
Panienki parwali! —
Dylihojda!
A hdzieź tyi panienki? —
Dylihojda!

Paniczy pabrali! —
Dylihojda!
A hdzieź tyi paniczy? —
Dylihojda!
Na wajnu paszli! —
Dylihojda!“

Tyle tylko wspomnienia o polskiem, pospolitém ruszeniu,
zostało na Białorusi!
W dodatku do „Pamiętnika“ zamieścił M. MARKS „Opowiadanie
ostatniego hutornika Pilipa Smuryjego“ p. t. „Rodowód Białoruski“,
które tutaj załącza się w odpisie, niewiadomo bowiem, czy w tej
redakcji było ono publikowane.
Pytanie hutornika: Chodzić baj po ścianie. Czy baić, czy nie?
Odpowiedź chóru: Baj, baj, baj!
Hutorka: Oj dávno, dávno, dávno żyv kniaź Boj w Krasno­
pole, niedaloko ad taho miesta, hdzie ciapier staić Dryssa. Dryssy
toj tady nie było, a vsio taki i ciapier dziawuchi biahuć na kopcy
Stavry i Havry, hałosiać tam i hukajuć ich.
Stavra i Havra byli sabaki Boja. Jon ich duża lubiv. Brali
jany i wovka sieraha i miedzwiedzia łochmataha i łosia rahataha
i wiepra zubataha.
I biehav jon z kanca w kaniec pa baram i puszczam i tolka
jak schwacić siabie jakuju kniahińku, tak pastawić jej pcsiku; i ina
tam żywiec sabie jak v raju, jeść vsio z miodym, pjeć sytu ta
i walaić sia na miachkich miedzwieżjich szkurach. A kniahiniek to u niaho bywało razam piać, da i sześć, i każnaja mięła
swaju pasiku, swaich parubkow i małaczanok. Prylecić z drużynoju
i sabakar k adnoj, pahulaić z niej, pawalaić sia, pacieszyć sia pa
pałam i lesam i pajdzieć k druhoj, a attuda k trecij. Ładno żyłoś
jamu i jaho kniahiniam; ładno było i jaho drużynie i słuhanu
Razom jeli jany, razom i pili.

142

Nie było tady ni sprawnikov z stanowymi, ni panov z eko­
nomami i wójtami, ni pejsatych žydov-randarej. Nichto nie drav
z nas szkury, nie jev nasze miaso, nie ohryzav nam kości. Oj,
dzietki, ładno było, nie to, szto patom. Ta vsio heta prajszło,
dávno prajszło, a me wierniećsia. Wiecznaja pamiać jemu! Sły­
szycie, dzietki, wiecznaja pamiać! i vsio, szto my skazem wam,
skażycia swoim vnukám!
Wiecier po lesu hudziev,
Taj kudy to zaleciev!
Wada, szto w reczkie ciekła,

Boh znaić, kudy spłyła.
Ni wiecier tot, ni wada
Vżo nie wiernućsia siudy!

Pierwoj, samoj pierwoj kniahiniej Boja była Wolha, daczurka jahoże drużynnika. Vziav jon jeje u fcaćki razom z Stavroi
i Havroj. Radziła jana adnaha tolko syna Bojku, starszaha va
vsiom kniażeskom rodzie. U Bojki było siascier mnoho a brata ni
□dnaho. Szto Wolha radzić, to dziawucha — ukiasiwa, chwihurnaja,
ciekawaja, a vsio taki dziawucha eie dziaciuk!
Nie takaja że była druhaja kniahinią Rahnieda iz Połocka.
I hetoj szto ciuk — to dziaciuk; i paszlr u nie,a adzin za druhim:
Warhan, Zaranka, Nyzka, Abłauch, Samiszcza i Jurła. Za siadmym
razom spulhawała Rahnieda i radziła dziawuchu.
Treciej była Krasula iz Smaleńsku. Ad nieje radziliś Ciur
i Matus.
Czecwiortaja Oda iz Kijewa i radziła ina Boju Bażenia, Dziawulu, Łapu i Tararczuka.
Piatoju Donia, adna iz małaczanok Krasuli. Ad nieje radziliś
Hadziuk, Żabka, Kawurka i Rewun.
Szestuja vziov Boj pośle śmierci Wolhi i addav jej Stavru
i Havru i vsich swaich sabak. A była hete Aida iz pomorskoj
L itwy, doczka starszaho popa pierunaha. Radziła ina kniaziu dwoje
dziaciuków: Charoszczu i Czyża i umierła pośle wtorych radov.
Boj nie pusciv ad siabie siastru jaje Litu i imiev jeszcze ad nieja
dwacatoha syna Paciuka.
I ad hetich to dziaciuków bojewych razrozsia rod nasz pa
vsiej naszej ziarnie i razmnożysia na niej jak zirki na niebie, pakuł
czornyje tuczy i z połnoczy i z połdr.ia i z woschoda i z zapada
nie zawałakli heta nieba i nie zatuszyli heti zirki da pasledniej
'skorki.
A wot jak paszło patom.

143

Bcjka, adzin syn Wolhi, radziv Haciuka, Haciuk radziv Ka­
rasku, Kat aśka Trasitu, a Trasita Husaka i Plastuna.
Ad Husaka paszli: Huszczy, Pliszki i Kisieli.
Płastun radziv Wovka, Wovk Kolyszku, Kołyszko Sewruka,
Sewruk że Lurku i Giinku.
Lurka radziv Woroszyłu, Woroszyło Polzika, Polzik Siwochu,
Siwocha Koszku, Koszka Simaszku, a Simaszka Amielku.
Glinka że radziv Hłasku, Hłaska Chrypku, Chrypka Pietryszczu
a Pietryszcza Wijuka.
I ad Bojki poszło 24 starszych radov.
Pierwyj syn Rahniedy Warhan radziv Piestuna, Piestun radziv
Buraka, Burak radziv Řepku, a Řepka Lesowika, Lesowik że radziv
Wjuna, Wjun Skirlu i Snitku.
Skirlo paszov k Wołocham, a Snitka radziv Barsuka, Barsuk
Sapoćku, Sapoćka Lipku, Lipko Hreczechu, Hreczecha że in iev
Bulbu i Wołoćku. Bulha paszov na Niepior za Kijew, a Wołoćka
radziw Byka, Byk Biełochu, Biełocha Pietucha, Pietuch Osinku
a Osinka Slupku.
Ad wtaraho syna Rahniedy, Zaranki, paszli Taratutki. Adzin
Taratutko radziv Ohryzku, Ohryzko radziv Klopa, Klop Huzku,
Huzko Łuskinu, Łuskina Polatuchu, Polatucha Wydru, Wydra
Krota, Krot Sopielku, Sopielka Ziaziulu, Ziaziula Bloszku, Bloszka
że Bleduchu i Buraczka.
Bleducha radziv Swistuna, Swistun Rabinku, Rabinka Siliwurku, a Siliwurka Skrypoczku i Suczka.
Ad Sk.ypoczka paszli Szwedy, Ciaciery, Toloczki i Szmurly.
Suczok że radziv Czujku, Czujko Wisloucha, Wi slouch Dudku,
Dudko że Tuptału i Kramziela: Tuptała paszov k Kijewu a Kramziel radziv Smolaka.
Buraczek że, brat Bleduchi, radziv Szyszku, Szyszka Żurku,
Zurka Miakisza, Miakisz Obucha a Obuch Krásku i Kulika.
Kraska radziv Leszcza, Leszcz Rybku, Rybka Ibporika
a Toporik Ryndu.
Ad Kulika że paszli Puszczy i Kuroczki.
Ad treciaha syna Rahniedy, Nyzki, paszli Drozdziki, Swirkuny, Sielezni, Prusy, Sosny, Szpaki i Hiadyszy.
Ad czecwiortaha Abłaucha: Zulei, Kniaźki, Korki, Krupieni
i Dulki.

144

Piatyj że syn jeja Samiszcza radziv Misku i Łosia. Misko ataszov za Mieżu k Maskwie, a Łoś radziv Siermiażku, Siermiażko że
Kułaka.
Paslednij szastoj syn Rahniedy, Jurła, radziv Piesta, Piest
radziv Piskuna, Piskun Prażnia a Prażeń Suszku i Sapuna. Suszka
addzieliv sia u Maskwu, a ad Sapuna paszli Smuryje.
Ad Ciura, syna Krasuli, paszli Szkurki, Korowai i Sipki.
Ad Łapy, syna Ody, iduć Dubowiki i Byczki.
Pierwyj syn Doni, Hadziuk, radziv Łasicu.
Wtorojże Żabko radziv Myszku, Myszka radziv Onoszku,
Onoszko że Lisiczku, Lisiczko Komara a Komar Kunu.
Trecij Kawurka radziv Wikułu i Wirłu.
Czecwiortyj Rewun radziv Dziadulu, Dziadula radziv Rodzianku, Rodzianka że Kalinku i Oborku. Kalinka paszov k Ła­
cham, a ad Obórki paszli Torczyły.
Ad pierwaha syna Aldy, Choroszczy, iduć Ryły, Swiahi,
Sipajły i Střechy, a ad wtaraha, Czyża, Zmurki. Adzin iz Zmurok
radziv Wołczka, Ryka toho, szto paszov pa Dzwinie k Łatyszam,
i Łuczynu, szto addzielivsia jeszczo dalszy k Słowiencam.
Paciuk, syn Lili radziv Storożku, Storożka radziv Chochluka,
Chochluk radziv Zuka, Zuk Wojciucha, Wojciuch Kryśku, Krysko
Kościuka i Orluka.
Ad Kościuka paszli Piątki i Kułaki, a ad Orluka Żaby
i Rabki. Ad odnaha że Żaby wyszli Kiszki.
Iz vsich hetich radov tolka wosim paszli w szyrokyj świet
iskać szczascia za Dzwinoj, Nieprom i Mieżoj. Vsi astalić na radnoj
ziamielkie, prisosaliś k niej, srasliś z n ej i pakuł sonca budzić
hreć je]o, jany buduć jejo radnyju pachać i skaradzić.
C) Znachor i lekarz ludowy.
W domu rodziców moich bywał olbrzymi, barczysty chłopisko, o ciekawej postaci, nosił bowiem długie włosy, wtył zarzu­
cone i spadające na plecy, miał czaszkę wąską i spiczastą, szerokie,
mocno wystające oczy, długi, kaczy nos i długą, ostrą brodę.
Niepowabny zupełnie, o cerze mocno brunatnej i jasno-kasztanowatych włosach, ubierał się zawsze w surdut szary, sięgający niżej
kolan i wysokie, ciężkie, ruskie buty-ostasze, o wywróconych,
żółto-słomianych cholewach.

145
Był to pan Topolski, ekspodoficer wojsk polskich.
Ilekroć przyszedł do nas, szczególnie gdy rodziców nie było w do­
mu lub przynajmniej ojca, przed którym miał mores niezwykły, jako
dawnym porucznikiem, brał mię pod opiekę i bawił opowiadaniami
o swych pochodach wojennych po Europie, a przedewszystkiem

0 wyprawie do Hiszpanji. Naturalnie kłamał, jak „lis korsykański“,
przechwalał się, jak „oberżysta z Neapolu“ i plótł androny, jakich
nie znajdziesz ani w „Tysiącu i jednej nocy“, ani nawet w biule­
tynach wyprawy moskiewskiej; mimoto w ciekawości dziecięcej
słuchałem go z przyjemnością i zainteresowaniem, wyciągając
corazto nową opowieść pytaniem: „Jakże to, a cóż dalej, dalej?“
Wprawdzie ojciec mój i przyjaciel jego, często bywający u nas
proboszcz u św. Barbary za Dźwiną, ks. Jasieński (o którym możnaby
pisać epopeje jak o Jacku Soplicy), bardzo często, a nawet bardzo
ostro łajali Topolskiego za bezczelne bałamucenie mego rozumu
1 wyobraźni, de on nic sobie z tego nie robił, powtarzając na
swoje uniewinnienie słowa: „Ta to nic, Panie poruczniku, to tylko
tak dla zacięcia“.
Proweniencja Topolskiego była tajemnicą: pewnem było tylko
to, że jako podoficer służył w wojsku polskiem i odbył „wielką
wojnę“ 1812 r. Wtedyto, podczas przechodzenia Berezyny, ugrzązł
w błocie, a nie mogąc się wyratować, został wzięty do niewoli
i jako jeniec przez baszkirów zaprowadzony do Witebska. Tu
został na zawsze, ożenił się z mieszczaneczką, Praksedą Siliwurką,
i posiadł z nią chałupkę na końcu miasta u monasteru św. Marka,
dość obszerny ogród i kawałek pola. Motyką i sochą prując zie­
mię, opędzał się Topolski od biedy jako tako; klepał życie, jak
mógł i umiał, a trzeba powiedzieć, że. umiał on względnie wiele.
Nie była to jednak wiedza, nabyta przez lekturę, bo książek
z powodu wielkiego do nich wstrętu nie czytał żadnych, z wy­
jątkiem „Kalendarza Berdyczowskiego“, w który wierzył bodaj
więcej, niż w Ewangelję, który czytał i przechowywał jak świę­
tość, nie pozwalając nikomu doń zajrzeć. Wałęsając się po Europie
z leg jonami, przypatrywał się zwyczajom obcym i obcemu życiu,
pochwytał zewnętrzne oznaki cywilizacji narodów wysoko stoją­
cych i przystosował je do swej pozycji w świecie. Stał więc nie
moralnie lecz umysłowo znacznie wyżej od sfery swego otoczenia,
a przez to pozyskał u niej zaufanie wielkie. Kilka uzdrowień środ­
kami przez się doradzonemi i kilka spełnionych przepowiedni, wyLud. T. XXI.

10

146

rachowanych zapomocą doświadczenia, nabytego gdzieś na krańcach
światach, utrwaliło mu wśród masy ciemnej i łatwowiernej sławę
znachora, mędrca, doktora a nawet proroka.
Pomimo upomnień ks. proboszcza Jasieńskiego, że wyklnie
Topolskiego z ambony, Jeżeii nie zaniecha guseł, czarów i kabały,
wykładał on karty dziawuchom i dziaciukom, wskazywał
gospodarzom sposoby odszukania skradzionych koni i bydła, a co
najwięcej: wvkrywania skarbów, zakopanych w ziemię w czasie
katastrofy 1812 roku. Będąc w ariergardzie „wielkiej armji“, mógł
wiedzieć coś o takich schowkach wojennych. Udało mu się też
kilka takich praktyk znachorskich, w rzeczywistości nadzwyczaj
małoważnych, ale wystarczających, by sławę ekswojaka roznieść
daleko, nawet poza granice gubernji-. Szczególnie często powoły­
wali go w tej sprawie obywatele smoleńscy, którzy w dobrach
swoich, leżących na drodze pochodu i odwrotu armji francuskiej,
spodziewali się znaleźć skarby bajeczne.
Raz wcale nie powiodła się Topolskiemu ekspedycja taka.
Zaprosił go mianowicie pewien zrujnowany „pomieszczyk“ powiatu
porzeckiego, aby mu wskazał skarby zakopane: było to w czasie
strasznego nieurodzaju i takiego niedostatku, że ludność wiejska
wymierała z głodu. Topolski, przybywszy na miejsce, kazał roz
kopywać pewien pagórek. Spędzono głodnych chłopów do roboty
pańszczyźnianej; jęto się rozkopywania i po pewnym czasie natra­
fiono na tak zwaną „mąkę górną“, białą i rozsypującą się na
miękko. Głodem trawiona rzesza rzucita się na nią jak na dar
boży, zesłany w ciężkiej potrzeb'e; rzeszotami więc, worami, wiad­
rami, a nawet czapkami roznoszono znalezioną mąkę po chatach;
ludzie popiekli z niej chleby, spożyli je i — większa część ich
zmarła! Dowiedziawszy się o tern Topolski, zemknął co prędzej
i nie chciał już nigdy robić wycieczek w Stno'eńskie. Śledztwo
sądowe, po wypadku tym podjęte, wykazało, że mąka ta składała
się po większej części z gipsu i nic więcej; rzecz cała skończyła
się oddaniem jej całkowitem „sudu bożiju“.
Zajście to mimo tragiczność całą, nie przyniosło jednak naj­
mniejszego uszczerbku ani Topolskiemu, ani jego opinji znachorskiej; miał on za sobą wiele: przekonanie powszechne wskazywało
w nim posiadacza iedynie cudownego, jedynie skutecznego lekar­
stwa na wściekliznę. Różni różnie o tem mów!!i ; jednak podczas
mego dz:esięcioletniego obserwowania praktyki lekarskiej Topol-

147

skiego, miałem sposobność przekonać się, jeżeli nie jestem złu­
dzony, o skuteczności i o dzielności jego kuracji. Oto między
innemi zdarzył się raz straszny wypadek pokąsania więcej niż dwa­
dzieścia osób przez wściekłe psy i wilki. Wszyscy pacjenci, którzy
się oddali opiece gubern'ainego inspektora medycznego, wsławio­
nego Hübentala, pomarli śmiercią okropną. Ośm tylko nieszczę­
śliwych, którzy zgłosili się do Topolskiego, wyzdrowiało zupełnie.
Zasadniczym bodaj środkiem, którym ten cudowny lekarz się
posługiwał, był dekokt wysuszonej z liśćmi i kwiatami rośliny:
Lothus corniculatus (Ornithopodium corniculatum). Czy oprócz
tego używał on jeszcze innych ingredjencyj, nie wiadomo, pozo­
stało to jego osobistą tajemnicą, którą zapewne zabrał do grobu.
D) Folkloryści i językoznawcy białoruscy w Witebsku.
Może za przykładem panny Platerówny Emilji, która bodaj że
pierwsza z zapałem, właściwym czułym i szlachetnym sercom, oddała
się duszą ludowi, a może z innej jakiej inicjatywy zjawili się w Wi­
tebsku dość liczni badacze języka i zbieracze pieśni i opowiadań
ludu białoruskiego. Do najstarszych, co pamiętam, należy zaliczyć
ĆW1ECIŃSKIEGO, zmarłego w Moskwie, i Aleksandra Z3ROŻKA,
którego poezyjki były drukowane w rozmaitych czasopismach
zagranicznych; następnie Tadeusza Łada ZABŁOCKIEGO, zmarłego
na Kaukazie w 1847 r., i Romualda ZIENKIEWICZA, tłumacza i wy­
dawcę pieśni ludu pińskiego; wreszcie Stanisława MARKIANOW'CZA
i cały zastęp młodzieży, do którego zaliczam i siebie.
Nasamprzód zjawiła się u nas trawestacja pierwszej księgi
„Eneidy“.
Urywki z niej, ile wspomnę, przytaczam.
Oto jak Eol spotyka Junonę:
„Zdorov, chwigurnaja Junona,
Davno ciabie ja nie widav“,
I try jej zdziełavszy pakłona,
Miakotnaha na stel padav.
Ina miakotnaha padjełc,
Uciorłaś chustkyj, tak zapięła:
„Nie znaisz majaho ty hora,
Janej z Trojancami pływieć.
Spíchni szwydczej jaho ty v mora.
Nicłtój nieczyścik wadu pjeć!

Ty znaisz : baham jon zvodnik,
Złodziej, waruha, kanawodnik,
pryjawu zrobić na świętu.
Za to dziawuchnu u krasiwu,
Sałodkuju jak z miodym śliwu,
Tabie ja zavtry prywiedu“.
Jawoł rasezupav heta dzieła,
Z niaho aż ślinka paciekła;
Lubiv cieszyć jon hreszna cięła —
Dziewuchna pa nutry paszła,
10*

148
L-jpiv jon zuby, barmatav,
I tak Junonie adkazav:
„A woch ci mnie, moja Junona,
Szto budu dziełać ja ciapier,
Nietuć ni adnaho wietra doma:
Barej, upiwszyś jak wiapier,
Leżyć, opiorszyś na baczonkie,
A Nord pajechav k swojej żonkie,
Zafir z dzievkami zahulavsia,

A Jawier w batraki naniavsia.
Jak choczysz sabie, tak rachuj.
Dy jedź da domu, nie turbuj,
Nie budu tobie lichadziejem,
Nieboś — upravlus ja z Janejem!"
I woś Jawoł holen schwacivszy.
Na pańszczynu hukać jon stav,
I woś jon, wietry razpesciwszy,
Burlić im mora prykazav.

Eneasz modli się do Neptuna:
„O car, carewicz, hrap Nieptun,
Zmiłujsia, mora uśmiry,
Ja krepkyj tabie ciartuchy,
Kabackyj, moszcznyj ja siwuchi,
A broszy sam z maszni biery!“
Nieptun da hroszy miev achotu,
Harełku dobra jon ścibav,

Poczuv, szło budzić za rabotu,
Jak raz na wietry zakryczav:
„Prócz, wy nieczyści ki, lakruciny,
Z jakiej chwantazji wy tut?
Nie to! — skasztujecia dubiny,,
I pa nazdram rażnom daduć!“

Uczta po burzy:
Wzialiś Trajancy za jadzienje,
Jak z pola pańskie charty.
Była tam z zaîovkoj krupienja,
Kułahu pchali w żywoty,

Była i huszcza i draczona
I parasiacina smażona;
A na zajedku pad kaniec
Z alejem smacznyj sialadziec

Trojanie stają przed Dydoną:
„My vsie trajańskaha prychoda
Dwarcowy piered ciem byli,
1 v osień proszłaha hoda
Ad tuda v mora uciekli.
My vsiaka dzieła dziełać znaim:
V biOware sidzieć zmikajem,
Pilip nam lepić hartaczy,
A Waśka k słupam tavkaczy,
A Savka ziela vsiaka znaić,
Dzieciam jon wohnik adsikaić,
Cukav jon także warażyć,

Czemiery vsiaki adwadzić.
O wieńce kornaja Dzidona,
Ty nas u krepoś zapiszy,
V niedzielu rob sabie dwa zhona,
Służyć my budzim ad duszy.
Koliż nam łaska twaja budzić,
Wieli nam banku pratapić;
Adzieżu nużno nam poprudzić,
A to ina tak kiszyć,
Szto i na świecie nie można żyć!“

W lat pięć później dokonana była edycja druga „Eneidy“
trawestowanej: „izdanje vtoroje umnożeno v troje“, lecz bardzo
niezgrabna, bo, chociaż rzeczywiście powiększona przez wstawienie
w różnych miejscach dodatków, to jednak błędna z powodu
mnóstwa wyrazów, nieużywanych przez lud białoruski, z powodu
toku opowiadania, niewłaściwego gwarze, i nakoniec zupełnej nie­
znajomości myśli i uczuć, kryjących się w sercu i duszy ludu.

149

Jakiś urwisz, bodaj jeszcze przed „Eneidą“ wspomnianą, strewestował także różaniec, z którego pamiętam tylko:
Pionty smutek — hałowka balić.
A hdzież taja chlaszyczka, szto z wodkyj staić? —
U kleci, pad žernami;
A prydzieć że, haspadyńka, dy napjecca z nami.
ANTYFONA.

Chlasza harełki, kialiszyk zielony,
A chto napjecca, tot budzić czerwo-o-ony !

Uwagę naszą co do gwary białoruskiej zwróciło nasamprzód
to, że nadzwyczaj wiele po siada nieodmiennych części mowy, które
w składni odgrywają rolę czasowników i zawsze oznaczają chyżość
i spotęgowanie akcji. Oto przykłady: „Trahil rahom ab skamarajo,
naciuipav na kukisz, ni uch ciartuchi i kichnuv“ (Uderzył rogiem
0 ławę, natrząsł na duży palec, zażył odrazu (= niuch) tabaki
1 kichnął). — Myśliwy opowiada: „Zajka ciahil, ciahil; ja za kramziel, pstryk i — spulhawało“ (Zając rozciąga się, rozciąga się;
ja za kurek, skrzesał (= pstryk) i — spudłowało). — „Iwacha
h r y m v szeju (uderzył (= hrym) w kark) Pietruchu, a tot jaho
tyc w ryło“ (palną* (= tyc) w twarz). — A oto chłop uskarża
się, iż go „stanowoj“ „pieloch v ucho, laskiś v druhajo“ (palnął
w ucho i na odlew w drugie).
Drugą, wartą uwagi rzeczą w piosenkach białoruskich jest
różnorodność wierszy, tak iż rymowane przeplatają się z nierymowanemi i wielozgłoskowe z krótkiemi, czasami w jakimkolwiek
porządku i symetrycznie, ale częściej tak, iż żadnej symetrji zna­
leźć w nich niepodobna. Jako przykład przytaczam piosnkę weselną,
bardzo śpiewną, chociaż o wierszach, różniących się co do ilości
zgłosek:
Chadziła kozyńka pa łuham,
A za niej v sladok
Wavczok.
Choć chadzi, nie chadzi
Kozyńka,
Być tabie sjedzienyj,
Kozyńka,
A cihacca kiszkam
Pa łuham,
A walacca nożkam
Pa darożkam.

Chadziła Hanulka pa dwaru,
A za niej v sladok
Łukaszok.
Choć chadzi, nie chadzi
Hanulka,
Być tabie za mnoju,
Hanulka,
Styć tabie żanoju,
Hanulka.

150

Co się tyczy treści piosnek ludowych, można na pewno
twierdzić, że są poczciwe, moralne, a czasami nawet estetycznie
wzniosłe. Oto jedna z erotycznych:
Aj vżo so.ica zaszło
1 tuman Iażyć,
1 jak twąjo liczko,
Niebo tak haryć.
Tam czomyi tuczy,
A v tuczach blascić,

I piarun żyhuczyj
Al ciabie lacić.
Zirka lubić nieba,
Leszcz lubić wadu,
A i mnie nie treba
Jak ciabie adnu.

Pamiętam miłą piosenkę, zaczynającą się słowami: „Nia dury,
panicz, nia dury, Widz ja tabie nie niewiesta“, co do treści zu­
pełnie podobną do krakowiaka: „Mospanie kawalerze, nie żartuj,
proszę, ze mną“.
A oto jak się ujawniły głęboko zatajone aspiracje ludu:
Na papowym na łuhu, ich woch!
Maska, razbiv mnie dudu. Ich woch!
Oj, nie dudka że była, Ich woch !
Wiesiełuszka była. Ich woch!
Wiesieliła mianie. Ich woch!
Na czużoj staranie, Ich woch!

Da i pomież ludziej. Ich woch!
Cj, markotno bez niej! Ich woch!
Kaby tomu maskalu, Ich woch!
Dy wisieć na suku, Ich woch!
A vżo i popu tomu, Ich woch!
Baradatomu! Ich woch!

Nakoniec wspomnę o pieśni: „Szov Boh pa dorohie“, która
przy niezmiernej prostocie opowiadania tak jest wzniosła, iż gdyby
niewia orno było, iż GOETHE swoje „Gott und Bajadere“, zapoży­
czył z Indyj, każr.y posądziłby go, iż musiał mieć pod ręką nie­
miecki przekład białoruskiego oryginału.
Tal niepowetowany, gdy takie estetyczne zasoby nikczemnieją
w tak poczciwym ludzie! *)
A jednak zauważyłem, iż przed 20 laty rozwój gwary biało­
ruskiej w Witebsku cofnął się do zupełnego prawie upadku. Wy­
chodzący ze szKÓł miejscowych mówili nibyto po rosyjsku, a słowianof z moskiewscy, przez absolutną nieświadomość dźwięków
i ducha gromady słowiańskiej, przypisywali im polskie pochodzenie
(polskoje proizchożdienijc, z tego powodu, iż oni końcówkę i zmie­
niali na ć i nie mogli zmiękczyć dźwięku r (piszuć, buduć zam.
piszuć, budui; zara, rad zam. za/ya rjaà). I dramaturgowie i artyści
dramatyczni korzystali z tego, kalecząc swą mowę w rolach
kruczków, przecher, nikczemników i łajdaków, by sprawić więcej
') Pieśni tej

niestety — niema także w rękopisie MARKSA.

151

efektu i uzyskać więcej oklasków od publiczności, co w prostocie
ducha śmiała się až do rozpuku z jakiegoś polskiego akcentu,
w którym nic a nic nie było polskiego.
E) Białoruszczyzna w Wilnie.
Drugiem ogniskiem studjów nad gwarą białoruską było Wilno.
Wiadomo, że MicK'.ewicz z Marylą śpiewali piosnki ludowe, — że
taż Maryla, będąc już panią Putkammer, śpiewała przy fortepianie:
„Czerez moj dwór, czerez moj sad
Ciaciera lacieła.
Nie dav mnie Boh, nie dav mnie Boh
Kaho ja chacieła!“

A Jan CZECZOT starannie zbierał, tłumaczył i wydawał je
wraz z tekstem oryginalnym. Później niecc, w ;edny.n prawie
czasie, w którym J. I. KRASZEWSKI wystąpił z „Ostapen Bondarczukiem“, a I. CHODŹKO z „Obrazami Litewskimi“, Wincenty MAR­
CINKIEWICZ praktycznie wystudjował język i począł pisać wprzód
niewielkie utwory w kształcie bajeczek i piosnek, potem większe
hutorki i nakoniec przystąpił do tłumaczenia znakomitego poematu
„Pana Tadeusza“. Teraz przekład znajduje się bodaj czy nie
w redakcji petersburskiej gazety „Kraj“ i może przemawiać wskutek
tego sam za siebie. Mnie należy wspomnieć jeszcze o ' jednym
zapomnianym pracowniku i miłośniku mowy białoruskiej, Konstan­
tym KALINOWSKIM. Oto początek i koniec jego pożegnania z Ma­
rysią, napisanego w przeddzień śmierci :
Maryśka czernobrywa, ziaziuleczka maja,
Hdzież padzieło sia szczascio i jasna dola twaja ?
Vsio prajszło, dy prajszło, jakby nie bywało ;
Adna straszenna horycz v hrudzich została!
Horka pakinuć ziemielku radnuju,
Hrudzi zastobnuć, sierco zabolić!...

Z wierszowanych odezw do Białorusinów, pisanych 1862 r.,
przytoczę jedną, mającą pewną wartość polityczną i kulturalną,
a będącą owocem pióra jakiegoś urzędnika pana gubernatora
mohylewskiego :

152
Chuda żyć na świecie stała
Ani soli, ani krup,
I skacinie kormu mało
I samamu ani v zub.
Kalita lażyć pad łavkyj
I pry niej parożnyj hlak,
Ad kolad my z kurnym Savkyj
Pacirali w hubie smak.
Pusto v puni, pusto v kleci...
Widno czort vsio biareć.
Żonka chwora, płaczuć dzieci...
Jakawoż na nich hladzieć!
No pora zabyć nam hora,
Cyc, nieboha, trochu cyc!
Wot daduć swabodu skoro,
My jak ptuszki budzim żyć,
Budzim rovnyi z panami,
Sami budzim my pany
I harełku pić zbanami
I hulać tak, jak jany!
Perestanuć naszym bratom
Jak skacinyj tarhować,

Napuskacca Iichim matom
Szkuru z nas da kózki drać.
Choć hałodno, choć chałodno,
Hołyd, chołyd ni paczem,
Tolkib było żyć swabodno,
Na swabodzie zaźywiem!
Wot panam nie tak to łovka,
Sami stanuć pracować:
Zabolić niraz hatovka,
Kali prydziecca pachać.
Nie adzin to papacieić
I zaskaczyć drapaka,
Bo sam tolki jeść umieić
I drać szkuru z muzyka
Jakby byv jakij skucinyj
A... horszy ad niaho
Bili puhyj i dubinyj
A ciapier, brat, tak jaho!
Nasz brat budzić nia skacina,
Niraz skażyć pan z panów:
Panie Hryszka, panie Mina,
Jakie waszyć, czy zdarov?...

Resztę pomijam dlatego, że ni pan gubernator, ni jego czynownik do osobnych zleceń nie mogli, po półrocznym przylocie
ze wschodu, mieć najmniejszego wyobrażenia i pojęcia o gwarze
białoruskiej, a mogli ją tylko kaleczyć, co też spełnili — jak najprzykładniej.
F) Moskwa 1835 r.
W 1835 r., w czasie pobytu mojego w Moskwie, partja słowianofilów pod wodzą POGODINA tylko co zaczynała uzbrajać się
przeciw Zachodowi (protiw zapadnikow). Sam POGOD1N wówczas,
powszechnie zwany lord (żonaty był z angielką i w pożyciu
chciał naśladować we wszystkiem angielską arystokrację), jeszcze
umysłowo nie zwichnął się ostatecznie. Nastąpiło to dopiero później,
gdy począł tłuste kulebiaki zapijać miodem syconym i ubierać się
jak bojar XVI stulecia.
Słowianofile natenczas byli bardzo nieliczni. W gronie ich
odznaczali się szczególnie bracia K1REJEWSCY, obaj światowi, światli,
szlachetni, utalentowani, skromni i nadzwyczaj umiarkowani w dąż­
nościach. Miałem sposobność poznajomienia się z nimi, a uprzej­

153

mością ich i współczuciem byłem najczulej zobowiązany. Nauczy­
ciel rosyjskiej literatury, CZYSTIAKOW, nadesłał w tymże czasie
KIRĘJEWSKIM z Witebska kilkanaście piosenek białoruskich, w któ­
rych liczbie była wyżej zacytowana: „Aj, vzo sonco zaszło". Ro­
zumie si ę, CZYSTIAKOW pisał grażdanką. Zachwycali się obaj treścią,
rytmem, czytali piosenki kilkakrotnie, lecz mocno się zdziwili,
gdym im powiedział, że żaden Białorusin nie uznałby ich za bia­
łoruskie, gdyby słyszał, jak oni je czytają. Powolnie więc, każde
słowo prawie oddzielnie przeczytałem im, robiąc przycisk na
dźwięki, wyróżniające białoruszczyznę od języka rosyjskiego. Słu­
chali uważnie. Najbardziej zajęło >ch u krótkie (v), którego nie
mogli zrozumieć. Wskazywałem im łacińskie au i eu, lecz to nie
pomogło, bo oni z przyzwyczajenia czytali aw, jew. Radziłem przy­
stosować pisownię polską z przyłączeniem v, które na pomnikach
rzymskich i w starych rękopisach używało się wszędzie zamiast u.
Lecz im chciało się koniecznie grażdanki, a ta się nie nadawała.
Więcej niż tydzień decydowano o tej nieszczęsnej pisowni. Przy­
wołany na radę kolega mój i przyjaciel, Kajetan KOSSOWICZ,
rodem Białorusin, znany już wówczas lingwista, a później profesor
zendu i sanskrytu w Petersburgu, zwrócił im uwagę na to, że
w głagolicy są dwa u — długie i krótkie. Kiedy kirylica uformo­
wała się z alfabetu greckiego za dodaniem liter, których brako­
wało, więc czemużby i teraz nie można dla gwary białoruskiej
wziąć z głagolicy u krótkiego, przekształcić go, jak przekształcono
inne litery w grażdance i zaradzić potrzebie i prosto i łatwo. Tu
wszczęła się sprzeczka o tem, czy głagolica czy kirylica była
starszym alfabetem słowiańskim, co poprowadziło do szerszych
oyskusyj. I wkońcu, jak zwykle w takich razach bywa, sprawa
spełzła na niczem.
WILHELM BRUCHNALSKI.

Z KRONIK KOŚCIELNYCH.

I. Kronika w Milówce.
!Nie wyzyskane przez naszych etnografów i folklorystów kro­
niki kościelne, znajdujące się w każdej parafji, zawierają często
wiele ciekawego materjału do poznania zwyczajów, obyczajów
i wierzeń ludowych.
*

154

Jako przykład podaję tu wypisy z dwóch kronik kościelnych,
znajdujących się przy kościołach w Milówce i w Jeleśni w po­
wiecie żywieckim w południowo-zachodniej Małopolsce.
Kronika w Milówce nosi tytuł: „Memoriał Kościołów Parochiey Milowskiey y Rayczańskiey W Którym od Początku ich
Erekcie Fundacie y Ozdoby wszelkie pokazuią się“. Oto co w tej
kronice wyczytałem.
1. Dusze zmarłych odprawują nabożeństwa w noc na dzień
zaduszny.
Roku tego 1673 Dnia 8 Maij w Święto S. Stanisława Za­
częto kościoł na Rayczy zakradać na tym mieyscu, gdzie naprzód
z dawności Boża Męka Drewniana stała, przy ktorey Ludzi ubo­
gich y Dzieci umarłych chowano; y z Ludzi powieści rozgłosiło
się, że za Jana Sporka, blisko tam mieszKaiącego y Zarębek maiącego, Szymon Spo.-ek szukał w noczy koni, na dzień Zaduszny,
y miał widzieć tam, u tey Bożey Męki Dusze klęczące, y Świece
goreiące, co y na drugi Rok Jurek Sporek też widział, także y ze
Młyna, tam poblisku będącego, widziano Processią w Noczy odprawuiączą przez Ludzi nie widomych, zkąd sobie to mieysce upo­
dobano na kościół z przeyrzenia Boskiego. Co to Wielebnemu
Xiędzu Kazimirzowi Gałeckiemu Jezuicie Misionarzowi w tych
kresach będącemu oznaymiono, a on to doniósł do Przewielebnego
J. M. Xiędza Woyciecha Symelliusa, Dziekana y Proboszcza Żywieczkiego, także na Milówce Plebanem będącego, który za znie­
sieniem się z Państwem, osobliwie Króla Jegomości Jana Kazi­
mierza Polskiego y tu w Żywcu panuiącego, tamże Kościół na
tym Pagórku, gdzie tam ta Boża Męka była rozkazano wystawić,
2. Strzygę uczyniono nieszkodliwą.
Roku 1679 Na Rayczy niedaleko tego Kościoła Powietrze
się Morowe we dwu Domach ziawiło, to i est u Janoty y u Czyrpaczki, Parafianów; w iednym domie umarło ludzi 14 a w drugim
5, dla których Xiądz Paweł Czernek, Wikary Milowski, co u nich
bywał y ich disponował, tam się na Rayczy wietrzył — które
dwa domy Slachetny Pan Andrzey Irlant, Podstarości Zywieczki
to zwiedziawszy, rozkazał spalić. Przy tym powiadali, że Baba

155

Strzyga onych podusila, chodząc po Śmierci do tych domów.
Ktorey Babie, dobywszy onę, Głowę w Grobie ucięto. Co się
stało z Początku Panowania jaśnie Wielmożnego J. Mi Pana Jana
z Pieskowey Skały Wielopolskiego Kanclerza Wielkiego Koronnego
a Pana na Żywcu Dziedzicznego Starosty Krakowskiego etc. etc.
3. Widzenie zu letargu.
Roku 1701 Anna Czepielka ze wsi nazwaney Smierlawka
w Farze Milowskiey w Gromniczną się Nayświętszą Pannę Marią,
ktorey było we Środę, wyspowiadawszy do dnia Sobotniego, to
iest Dnia 5 Lutego przed Niedzielą Zapustną, a przed Schodem
Słońca choruiąca umarła, którą omywszy, w koszulę śmiertelną
oblekli y w Trumnę włożywszy do Komory wynieśli, będąc mróz
tey nocy potężny. Rano tedy w Niedzielę godzin trzy po wscho­
dzie słońca gdy iey Mąż do Xiędza Plebana poszedł pogrzebu
iednać, przybiegł Zięć jego powiedzieć, żs Matka z Trumny wstała
i Xiędza woła, do ktorey Xiądz Wikary poiechawszy żywą zastał
w śmiertelney koszuli siedzącą, która wyspowiadawszy się y Nayświętszy Sakrament przyiąwszy, powiedziała, że była kędyś w izbie
iedney w którey iasność wielka była, a w tey widziała Dzieciątko
które Krzyż w ręku trzymało, mówiąc iey: Widzisz ten Krzyż, iak
się ludzie nie poprawią, będę ich tym Krzyżem karał, y to povňedziała, że dziewiątego Dnia umrze, nie chcąc z siebie Koszule
śmiertelney zewlec y tak się stało, że umarła Dnia 13 Lutego
w ten Dzień, iako powiedziała Dziewiąty. Co to Pan Bóg na same
Ostatki Zapustów na poprawę Ludzi uczynił.
4. Operowanie wola.
Roku 1702 Nieiaki Grzegorz Piórkowski Czyrulik Zywieczki
we wsi Nieledwi w Farze Milowskiey Córce Kubaszowey pozwolił
się u Szyi iey Wól wyrżnąć, iż wielki miała, sama o to prosząc,
na to się odważyła. Co uczyniwszy, tylko iey pół wyrżnął. Nagle
umarła.
5. Uroczysty pogrzeb kości dawno pomartych ludzi.
Roku 1709 dnia 26 Listopada we Wtorek po Swiętey Katarzinie W Kościele Milowskim był Sollenny Condukt albo Fogrzei>

156

kości Ludzi z dawna pogrzebionych, a zwłaszcza gdy kopano tam
na Grob Szklepisty w Kościele przed Wielkim Ołtarzem natra­
fiono na Kości Ludzi pochowanych, które na Cmentarz wyno­
szono y wespół co w Kosniczy były, wstępuiąc do Kościoła pod
Dzwonicą, Wielkiemi Drzwiami pogrzebiono y Kamieniem Wielkim
na Znak Pamiątki tego przyłożono y ten Rok wyrażono z podpi­
sem Edultabunt Ossa Humiliata. Przy którey Okazyiey wykopano
Ciało nie w proch rozzute pobożnie zmarłego Wielebnego Xiędza
Jikołaia Brzuchańskiego Plebana tam Milowskiego y naypierwey
pogrzeoionego, który umarł Dnia 13 Czerwca Roku 1695 będąc
Naypierwszy Pleban tameczney Parochiey tam przed Wielkim Ołta­
rzem pogrzebiony; a tego kości wyiąwszy z Starey Trumny do
nowey Trumienki na to zrobioney y pomalowaney włożone y przy
tym Sollennym Akcie na Katafalku postawione. Głowę iego Berytem kapłańskim przyozdobiwszy iaśnie wszystkim na Trumience
z • dwiema Giczalami Kości na Krzyż złożonemi pokazano y posta­
wiono iako Pasterza Kościoła tego, a około Trumienki tey po
wszystkiem Katafalku wielu inszych Parafianów z Głów, rąk y nóg
kości pokładziono, między którymi iako Pasterz przerzeczony przy
Owieczkach swoich naypierwsze mieysce należyte miał y wyżey
wystawiony był, iż każdy weyrzawszy musiał zapłakać; do któ­
rych kości kazanie dość wyborne iednego Oycza Bernardina:
z konwentu Kalwarieyskiego w tey materiey applikowane było. Po
których Sollennych Exequiach w Grob nowy sklepisty tę trumienkę
z kościami przerzeczoneg o Xiędza Plebana Zmarłego drugi raz
pogrzebiono. A inne kości na Cmentarzu pod kościołem pocho­
wano y kamieniem przyłożo (no) na pamiątkę tego, iako zwysz
■opisane iest.
6. Widowisko publiczne z. okazji nowego bractwa.
Roku 1713 Dnia 15 Miesiąca Sierpnia we Wtorek w samo
.Święto Wniebowzięcia Panny Mariey nowe Bractwo Świętey Bar­
bary Męczennice Chrystusowcy do Kościoła Milowskiego Introdukowano. Na które wprowadzenie w Rzymie ód Oycza Świętego
Papieża Clemensa XI Induit apud S. Maiorem Mariam die 21
Octobris Anno 1712 dany iest. Za staraniem Wielebnego Oycza
Bonawentury Borodzicza Zakonnika Ordinis de Observatia (!) tam
Residenta Minoris Poloniae.

157
Na który Solenny Akt wyprawiła się Kompania Bracztwa
Różanego Wionka Zywieczka ze wszystkiem Stanem Miasta prze­
ciwko której Bracztwo Sw.Anny Milowskie za Wieś y Piłę wysło
y pięknie przywitało, co się stało dnia 14 Sierpnia przed Niesporem.
A w Dzień Wniebowzięcia Panny Mariey po Braczkiey Mszy
Sw. z Kościoła Milowskiego Bracztwo Sw. Anny Milowskie y Roiańczowe Żywieczkie w Pole wyszedsży na Posiec, Rolę Szczotkowey
Nowe Bracztwo Sw. Barbary w Porządku swoim stoiące zastały
y przywitały. Przy którym na Postumencie zrobionym Wieża
z Tarcic malowana była, na którey Sw. Barbara z papieru uklejona stała; przeciwko niey był Theatrum we Srodtku" prawie
Kompaniey na tym Intromedium do Materiey służące było, te iest
były Persony Piełgrzym y Anyeli dwa, Zaleczaiącz to Bracztwo
Święte y zaciągaiącz pod Chorągiew do niego dla szczęśliwcy
Śmierci, a osobliwie Brat Sw. Barbary z Bracztwa nastąpiwszy ku
któremu Brat S. Anny przybył y iego przywitał rozmowę maiąc
około kond'ciey tego Bracztwa. Znowu dwa Bracia: ieden z Bracz­
twa Różańcowego Zywieczkiego, a drugi z Szkaplerskiego Rychwałdski ku nim przybyli, dziwuiąc się tey Laszce Bożey y Szczę­
śliwości Farze Milowskiey winszowali. Co też Anyoła Stróża Brat
z Łodygowic Nastąpiwszy potwierdził y wzaiem przyiąwszy nowego
Braciska do Bracztwa S. Barbary do Bracztwa wpisać się zezwolił
y w Kościoł w Prowadzić postanowili. A idąc Processionaliter
nazad do Kościoła tenże Wieżą y z S. Barbarą wysoko i ozdobnie
nieśli y w Kościoł z Wielkiem Applauzem słuchając kiełka razy
wprowadzili.
7. Dzwonieniem rozganiano chmury.
Roku tego 1717 Dnia 9 Sierpnia w Poniedziałek w Wigilią
S. Wawrzyńca Na Rayczy przy Kościele, dzwoniąc na Chmury,
Dzwon średni z panewek się umknął y przewertnął, iż na doł ze
Dzwonice spadnął y roztrącił się bardzo, dlaczego na to Święto
S. Wawrzyńca Patrona tego Kościoła przeszkodę uczynił, maiąc
sobie to Parafianie za wróżbę iakiegoś Upadtku.
8. Spalenie strzygonia.
Roku 1719 Dnia 20 (23) Grudnia we Wigilią Bożego Naro­
dzenia w Sobotę Przygodziło się, że we Wsi Usołach w Farze

158
Milowskiey Ignaczy Janota Gwczarz stary przy Owczach Pańskich
służączy umarł, który był Strzygoń główny, a ten po Śmierci
iawnie i potaiemnie we dnie i w noczy chodził, będąc pogrzebiony u Kościoła Rayczańskiego, Strachy, Skody i Napaści Lu­
dziom wyrządzał y po Domach pokoiu nie dawał, o którym nara­
dziwszy się, wykopać go kazano y Głowę iego ucięto, a przecie
on chodził y Ludziom przeskodę czynił, aż Gromady trzech Wsi:
Rayce, Usoł y Ryczerki uląkszy się, z Grobu go wykopawszy, na
Granice wywieźli, obciąwszy ręce, nogi na ogniu iego spalili- Co
się stało 5 Stycznia 1720.
9. Spalenie strzygonia nie pomaga.
Roku 1722 Simon Bułka ze Wsi Ryczerki z Parochiey Mi­
lowskiey w Puł Zapustu umarł, który pogrzeb iony był u Kościoła
Rayczańskiego; a ten po śmierci strachy, gdzie mieszkał w Domu,
czynił, kamieniami od Chust Warzelnych ciskał y nieiednego uderził, a iego nie widziano; a tego z Grobu, rozumieiąc ze Strzygoń,
wykopano, Głowę, ręce y nogi poobcinano, a każde osobno zagrzebiono; ale to darmo było, bo ieszcze gorzey woiowaL choć
się go w Noczy y we dnie strzeżono. Na ostatku dobywszy go ze
Ziemie, wywieziono go na Graniczę y na stosie drew spalono, ale
y to nic nie pomogło, aż Xiędza zaproszono, który w tym Dornio
Exorcismy czytał, poczym pomogło y na Święto Gromniczne, gdy
święconą Gromnicę zapalono y nią obwiedziono, ustało, bo ta
dusza czegoś, a zwłaszcza ratunku potrzebowała, a zwłaszcza że
go za Żywota Synowie y Zięciowie iako starego Oycza nie sza­
nowali y iemu złości wyrządzali. Nad którym się Zięciowie po
Śmierci nad Ciałem iego się pastwili, rąbiąc palili, czego czynić
nie było potrzeba, tylko za Duszę iego P. Boga prosić y onę
ratować, a za Grzechy z nim popełnione żałować.10
10. Wąż w wnętrznościach człowieka.
Roku 1724 Przydało srę w Farze Milowskiey we wsi Usołach iż Mattheus Kiełbasa przeszłego Roku we Święto Świętego
Krzyża Znalezienie na wiosnę w karty przez noc grał, aż na
Świtaniu na Ziemię się na Dworze położywszy w Chałupie twardo
zasnął. Któremu wąż śpiącemu do Gęby wlazł y tak iego w Zo-

159
łądtku miał, nie mogąc go nikt wypędzić. Aż Woyciech Czebulski
Raytar Pański y Mieszczanin Zywieczki, który był zwykł węże
zaklinać y one w rękę iawnie brać, a przy sobie nosić, odważył
się tego węża wypendzić. Uczyniwszy mu Womit w Gorzałce, że
go nim z niego wyrzucił. Co się stało w Zamku Żywieczkim dnia
29 Kwietnia Miesiąca, będąc w nim Rok czały bez dni tylko
Czterech; a tc było z rozkazania Pańskiego, aby tego Poddanego
uwolnił- od tego Węża, za nagrodę temu Pańską.
SEWERYN UDZIELA.

RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
L. NIEDERLE. Počátky Karpatské Rusi. Národopisný Věstník ćeskoslovanský 1922, Rocznik XV. Zeszyt 2. s. 2S—31.
Wypowiadając się zdecydowanie przeciwko poglądom starszych
uczonych rosyjskich, broniących tezy NADJEŻDINA ćo do autochtonizmu
szczepów ruskich na Zakarpaciu względnie nad Dunajem, podnoszonej
ostatnio przez FILEWICZA, NIEDERLE zajmuje również stanowisko nega­
tywne wobec tendencyjnych poglądów węgierskich uczonych, którzy tę '
część terytorjum etnograficznego ruskiego uważają za efekt działalności
osadniczej panów węgierskich w pustkach pogranicznych, poczynając od
ostatnich stuleci średniowiecza. Zdaniem NIEDERLE GO, ta część tery­
torjum ruskiego powstała jako konsekwencja odwrotu szczepów ruskich,
wypartych od morza Czarnego przez szereg fal koczowników turskich
jak Bułgarzy, Awarowie, Chazarowie, Pieczyngowie, Połowcy, Tatarzy.
SZACHMATOW reprezentujący ten pogląd wśród uczonych rosyj­
skich, łączył z tym samym procesem i rutenizację ziemi czerwieńskiej,
którą przedtem zdaniem jego zaludniała formacja starsza, odpowiadająca
stanowi, poprzedzającemu zróżniczkowanie Słowian południowych i wschod­
nich na te dwie grupy. W związku z temi poglądami należałoby się
zapytać, czy występowanie terminu „berdo“ na oznaczenie górskiego
urwiska, a też i jako imię własne górskich potoków we wschodnich
Karpatach, nie jest śladem tych dawnych stosunków.
Stosunki antropologiczne Zakarpacia, o ile ono dotąd zostało zba­
dane, wskazują zupełnie wyraźnie na przerzucenie znaczniejszej masy
ludności z północy poza grzbiet karpacki. Zaznacza się przytem bardzo
wyraźnie niskorosły typ prasłowiański, występujący wyraźnie na północ
od Dniestru i zwłaszcza nad średnią Pilicą.
Przez wzgląd na pewne zjawiska językowe we wschodniej Słowaczyźnie, np. w dziedzinie akcentu, należy postawić pytanie, czy wśród
tych, którzy falą ruską za Karpaty wyparci zostali, nie znajdowali się
Polacy.
JAN CZEKANÓW SKI.

161

Uroczne oczy. Archiwum Towa
rzystwa Naukowego we Lwowie. Dział II, tom 1, zeszyt 3, str 52.
zakresie badać nad wierzeniami, ciekawą, a sumienną pracę
zawdzięczamy Marji BARTHEL DE AEYDENTHAL „Urocz ne ocVy“.
Spotykamy powszechnie wierzenia, że oczy niektórych ludzi czy zwie
rząt, mogą rzucać urok, tj wywołać przez spojrzenie pewne ujemne
skutki, niejednokrotnie bardzo groźne. Wiara ta znana jest chyba na
całej ziemi ; obszerne, dwutomowe dzieło SLLIGMANNA, „Der böse
Blick und Verwandtes“, 1910, zbiera ogromny materjał i klasy­
fikuje go, coprawda bardzo schematycznie i zewnętrznie - polskiego
jednak marerjału SELIGMANN nie znał poza paru przykładami. Studjum
p. BARI HEL na pięćdziesięciu paru stronach, grupuje materjał polski,
uwzględniając także i kresy, tudzież folklor żydów polskich w sposób
jasny i przejrzysty. Widz my więc także i w Polsce powszechną wiarę w oczy
urocze, uroczne, urokliwe, przyioczne, czy też poprostu złe,
niedobre, brzydkie oczy; mogą one rzucać urok, czyli mocą samego
spojrzenia, wywołać u ludzi czy też zwierząt stan zaczarowania, obja­
wiający się w najrozmaitszy sposób. Nie każdy człowiek ma możność
urzekania oczami; własność tę przypisuje się ludziom, mającym osobliwą
budowę oczu czy przenikliwość wzroku, dalej tym, co w dzieciństwie
byli przez matkę powtórnie do piersi przystawieni. Gdzieniegozie wierzy
się, że kobiety, zwłaszcza stare, mają częściej uroczne oczy; także obcym
np. żydom, przypisuje się tę niezwykłą siłę. Oczywiście, czarownice mają
wyjątkową siłę złego spojrzenia; przecież przez długie lata podczas pro
cesói" o czary, oskarżone stawiano tyłem do sędziów, z obawy pized
urokiem.
Obok ludzi, także i zwierzęta mogą mieć czasami złe oczy,
zwłaszcza pies, wilk, żmija, żaba, nawet czasem i ptaki. Zmarli, upiory!
strzygonie, bogienki i topielce również mają czarodziejską moc spojrzenia.
Urok paść może na wszystko co żyje: ludzi, zwierzęta, rośliny,
a także i na przedmioty martwe, a nawet i na czynności ludzkie, za­
leżnie od sity wzroku. Najczęściej jednak słyszymy tylko o pewnych
istotach, podlegających urokowi ; będą to oczywiście istoty najsłabsze,
me mogące się bronić, w pierwszym więc rzędzie dzieci, zwłaszcza nie­
mowlęta do chwili chrztu, ’a także i matka w czasie połogu. W czasie
uroczystości weselnych — wedle wierzeń litewskich i białoruskich —
podlec łatwo mogą urokowi państwo młodzi, wyróżniający się strojem
i ściągający na się uwagę wszystkich. Wogóle, częściej podlegają uro­
kom kobiety, jako słabsze. Powszechnie wierzy się, że można urzec
zwierzęta donn we, a więc krowy, konie, świnie, nawet ptactwo ; stąd
obawy przed obcym człowiekiem w stajni, niechęć w pokazywaniu mu
swego dobytku i t. d. Też same wierzenia panują co do roślin, a więc
zboża, drzew, kwiatów, jarzyn, szczególnie dobrze rosnących. Gdy zbiory
są marne, wieśniak przypuszcza, że to przechodzień urok na nie rzucił.
Urok może również oddziałać ujemnie ra wypiek, chleba, może popsuć
mleko, w otwartych naczyniach niesione, może opóźnić leczenie i t. d.
Stan urzeczenia utożsamia lud najczęściej z chorobą ; objawami
jego są bóle, bez widocznej przyczyny powstałe. Dlatego też każdą nieMARJA BARTHEL DE V/EYDENTHAL.

Lud. T. XXI.

JJ

162
wytłumaczoną chorobę przypisuje wieśniak złym oczom, które niejedno­
krotnie i śmierć spowodować mogą, a zazwyczaj pociągają za sobą głę­
bokie zaburzenia w życiu fizjologicznem i psychicznem. Zna też lud
sposoby rozpoznania uroku; stwierdza więc zapomocą obserwacji rzuco­
nych do wody przedmiotów, czy rzeczywiście w danym wypadku ma
się do czynienia z urokiem i kto jest sprawcą, mężczyzna czy kobieca.
Rzecz prosta, że obok tych pierwotnych sposobów diagnostycznych, zna
lud także i sposoby odczyniania, wzgl. leczenia uroku; najczęściej Bpotykanemi formami, to obmywanie urzeczonej istoty wodą, do której
. poprzednio wrzucono węgle itp., oraz pocieranie twarzy jego koszulą,
spotykamy się też z odczynianiem przez lizanie, okadzanie, zamawianie itd.
Powszechnie znane są też ludowi sposoby zapobiegania urokowi, czyto
przez skierowywanie pierwszych spojrzeń przy spotkaniu na przedmioty
uboczne, czy też przez noszenie amuletów, spluwanie i formuły słowne.
O tem wszystkiem mówi nam ciekawa, a pożyteczna praca
p. BARTHEL DE WEYDENTHAL. Zaletą jej jest l-o wykład rzeczowy
i systematyczny, 2-o rozsądne powściągliwość w zakreśleniu granic terytorjalnych swym badan.cm (co więcej nauce pożytku przynosi, niż tłumne
przeglądy faktów zewsząd zebranych), 3-o sumienne zebranie obfitego
materjału. — Konieczną jest rzeczą, abyśmy mieli jak najwięcej po­
dobnych studjów, one dopiero umożliwią nam zbudowanie syntetycznego
całokształtu etnografji polskiej.
Poznań.

JAN ST. BYSTROŃ.

ALEKSANDER BRÜCKNER. Mitologja słowiańska. Kraków 1918. 8°,
sir. 152.
Mitologja słowiańska — powiada BRÜCKNER trafnie i obrazowo —
to niby korony, naszyjniki i obrączki ze złota, pereł i kamieni ; czas
je pogniótł, połamał i rozerwał ; ocalały drobne ich okruchy i urywki ;
z nich winniśmy odgadywać pierwotnych owych ozdób układ. Z jakim
skutkiem?— to inne pytanie — „in dubiis libertas“. Tak autor określa
swój pogląd na mitclogję słowiańską, wyrażony w cytowanem powyżej
dziełku. Pragnę kilka słów o niem powiedzieć, jakkolwiek autor zawarł
na kilkudziesięciu kartkach ogrom erudycji i bystrości krytycznej.
Biorąc na uwagę całość, nie można powiedzieć, aby to była praca
konstrukcyjna o budowie wyraźnej i spokojnej. Przeciwnie, posiada ona
charakter nawskróś krytyczny, i polemiczny. Autor rozpatruie prawie
całkowity materjał naukowy, dotyczący wogóle mitologji słowiańskiej —
ANICZKGWA, KORSZA, SZACHMATOWA, BODJAŃSKIEGO, SPERAŃSKIEGO, JAGICA, a z pośród najnowszych badaczy JANKA, jako też
NIEDERLEGO (Život starych Siovanü, 1917), potrąca nawet, bar­
dzo niegrzecznie LEGER’A.
Jakkolwiek trywjalność w tym wypadku nie uchodzi, można śmiało
powiedzieć, że BRÜCKNER cały Olimp słowiański przewrócił do góry
nogami. Najwięcej ucierpiai stary DŁUGOSZ. Z katalogu bogów długoszowych wyrzucił Radigasta, Czarnoboga, Nyję, Dziedzilelę, Jesse i innych
„włóczęgów bezpaszportowych Olimpu słowiańskiego“. Zrobił to już

163
mniejszym skutkiem i nie na tak szeroką skalę jak BRÜCKNER,
1842. W dziele swojem „Polska aż do
pierwszej połowy XVII w., (Petersburg i Warszawa), powiada on:
„Od morowego powietrza używały (niewiasty słowiańskie) zioła ma­
rzanny, a to było dostateczną przyczyną dla Długosza, ażeby nazwi­
skiem ziela tego przezwać Cererę, bo któż jak nie ona, będąc bóstwem
zbiorów i plonów ziemskich, mogła się opiekować rolnikiem, dotykanym
szczególnie przez morowe powietrze ; od dzięgla, za którego używa­
niem miewały białogłowy lubość ku mężczyznom, Dziedzilją nazwał
on Wenerę, bo do którejże inszej bogini mogli się skuteczniej modlić
ci co pożądali cielesnych rozkoszy“. (T. I, str. 193,194). W Piśmien­
nictwie wrócił do tego przedmiotu.
Już JAGIC pokiereszował Olimp słowiański, ale BRÜCKNER jeszcze
mocniej oczyścił go od „włazów“. Gorąco polemizuje autor z N1EDERLEM
z rozmaitych powodów. Nie będziemy tu śledzić wszystkich krytycznych
a bystrych uwag autora „Mitologji“, ale bardzo się gniewa na niby
gościnnego Czecha o to, że na Olimp słowiański wprowadził Radogosta,
:ako boga, g<)yż ma to być nazwa, oznaczająca tylko miejscowość (Rad­
goszcz). A miże miejscowość., jako nazwa, pochodzi od nazwy bóstwa?
3.

W. A. MACIEJOWSKI w r.

Lei — polel uważa BRÜCKNER za wykrzykniki, jak się dzieciom
do spania śpiewa luli — luli. Czyby lei — polel nie było naśladowaniem
żałosnego krzyku znanego nccnego ptaka leleka — kruk nocny, sowa,
bo wątpię aby z bocianem (lelek) miało to coś wspólnego.
Peruna strącił BRÜCKNER z tronu wszechsłowiańskiego boga, jak

niegdyś Włodzimierz zewlókł go z „chołmu“ nad Dnieprem w Kijowie,
pozostawiwszy mu tylko tytuł ruskiego boga. Z powodu Nestorowego
Wołosa, którego posąg miał stać na błoniu Kijowskiem, stanowczo,
a bardzo uczenie, obalił autor przypuszczenia mitologów czeskich
NlEDERLEGOiJANKI, którzy pragnęli za szeroko rozsiadać się na sło­
wiańskim Olimpie. Nestorowego Wołosa NIEDERLE doszukał się jakoby
w przyśpiewie kolędy czeskiej vele, vele, chociaż był to przyśpiew
tej samej wartości pono co luli — luli. Dostało się za Wołosa
i ANICZKOWOWI. Zgruchotawszy pomnożycieli mitologji słowiańskiej,
a nie znalazłszy w słowiańskiej etymologji odpowiedniego wytłumaczenia
(Weles=welet— siłacz, wielkolud) 3RÜCKNER sięgnął po źródłosłów do
Litwinów. Zestawiwszy w e 1 e s = dusze, w e ł i n a s = djabeł, jakoteż
(według Laskowskiego) V i e 1 o n a = deus animarum, Vielona vélos—
„cum mortuis“, wreszcie łotewskie welu menesis, październik, mie­
siąc zaduszny, weli = duchy zmarłych, — dochodzi do wniosku, że
wyrazy te odpowiadają pojęciu Dziadów, Weles zatem „władał może
nad nawią, dziedziną martwych“.. Funkcje przeto bóstwa Wołosa — Welesa zgoła były odmienne niż mu przypisywano.
Autor „Mitologji“, opracowując ją różnostronnie, nie pomija, zdaje
się, żadnego szczegółu, związek z nią mającego, szuka skutecznie w etymologji z niezwykłą bystrością, rozwiązania niejednej zagadki, a gru■choce bezlitośnie przestarzałe poglądy i tezy.
F. R. GAWROŃSKI.

164

L. LUKÁŠOVÁ. Vliv války na tělesný vývoj pražských VipĎú. Náro­
dopisný Věstník Českoslovanský 1922. Rocznik XV, zeszyt 2,
s. 73—79.
W zgodności z wynikami badań PFANNDLERA BACHAUERA,
PIRQUETA, SCHLESINGERA i DAWIDSOHNA autorka stwierdziła nega­
tywny wpływ głodu okresu wojennego na rozwój dzieci (uczniów kra­
wieckich) w Pradze. Wyniki zestawiam w tablicach poniższych:
15 letni

Cechy

16 letni

1915

19’9

1921

1915

1919

1921

Wzrost.................

156-2

150-9

154*8

161-7

153-0

157-3

Waga....................

45-4

41-9

45-8

50-8

43-4

49-1

Siła uścisku dłoni .

25 1

22-3



27'8

23 3



Ogólna siła mięśni .

932

80 9

971

106-5

889 105-03

Liczby powyższe stwierdzają, że waga i siła mięśniowa nietylko
szybciej spadły, lecz też i szybciej wracają do normy aniżeli wzrost.
Badania tej dziedzii y prowadzone bardzo intensywnie, zwłaszcza
w Niemczech, stwierdziły, że żaden ze wskaźników ujmujących stosunek
wagi do wzrostu, nie dawał objektywnego kryterjum dla oceny stopnia
niedożywiania. Było to wówczas bardzo aktualne przez wzgląd na ame­
rykańską akcję dożywiania dzieci.
JAN CZEKANOWSKÍ.

Druk ukończono 30 lipca 1922.

DR. ANNA CHOROWICZOWA.

PROBLEMY I METODY BADAŃ NAD PIEŚNIĄ
LUDOWĄ.
TREŚĆ: Aktualność problemu s. 165. — Historyczny rzut oka na badania nad
pieśnią ludową s. 166. — Kierunki badań dzisiejszych (szkoła Pommera
i szkoła J. Meiera w Niemczech) s. 168. — Problem filologiczny (wer­
sje i ich stosunek do siebie, zmiany świadome i nieświadome; mono­
graficzne badania pieśni; słownictwo pieśni) s. 170. — Problem este­
tyczny (określenie odrębności pieśni ludowej i wpływ przekazywania
ustnego na formę; środki wyrazu i melodja) s. 174.

Aktualność problemu.
Badania nad pieśnią ludową, oddawna interesujące szerokie
koła badaczy, weszły w ostatnich czasach na nowe tory. Wyło­
niły się nowe problemy i wytworzyły się nowe metody. W związku
z tem zmienił się zasadniczo nawet pogląd na istotę pieśni ludo­
wej i to zmienił się do tego stopnia, że można już było nawet
napisać specjalną rozprawę o historji tego pojęcia (Paul LEVY:
Geschichte des Begriffes Volkslied. Berlin 1911. Acta Germa­
nica VII 3). Zagranicą ruch na tem polu jest nader ożywiony,
a specjalnie może w Niemczech zaobserwować się daje dziś znowu
wielka liczba prac i studjów w tym kierunku. Niestety — wyjąt­
kowo niekorzystne warunki doby obecnej uniemożliwiają niemal
korzystanie ze zdobyczy angielskich i amerykańskich, które —
zwłaszcza na polu zbiorów — doszły do rezultatów imponujących.
I u nas z radością zanotować trzeba, że ruch na tem polu ożywił
się znowu znacznie. Z naciskiem podkreśl ę należy, że wszędzie,
zarówno zagranicą, jak i u nas, zauważyć się daje zwrot od zwyLud. T. XXI.

12

166
kłego zbierania pieśni do rozważań teoretycznych. To też w cza­
sach obecnych problematyka zagadnienia bardzo się zróżnicowała,
a w związku z tem wysubtelniły się metody, co dało nowe i po­
ważne rezultaty. Jednak ten stan dzisiejszy wiedzy o pieśni ludo­
wej opiera się o fundament historyczny. Krótki więc chociażby
rzut oka na historję badań nad pieśnią ludową niejedno powinien
wyświetlić.
Misteryczry rzut oka na badania nad pieśnią ludową.
Pierwszym człowiekiem, który zainteresował się pieśnią lu­
dową był MONTAIGNE, ale zainteresowanie to było odosobnione
a badania dalsze zupełnie sporadyczne. Dopiero w wieku 18-ym
pod wpływem teorji ROUSSEAU wzrasta liczba badaczy — powstają
słynne zbiory angielskie i niemieckie. Podwaliny jednak pod gmach
badań nad pieśnią ludową kładzie dopiero HERDER. Dopiero od
HERDERA mówić można o istotnych studjach nad pieśnią lu­
dową.
Następnym etapem w rozwoju badań jest romantyka nie­
miecka. Romantyka niemiecka, specjalnie t. zw. romantyka młodsza
ma niepoślednie zasługi, zwłaszcza o ile chodzi o metodę zbio­
rów. Ale romantycy wprowadzili do teorji pieśni ludowej pe­
wien niebezpieczny moment, który później stał się istotnym ka­
mieniem na drodze badań nad pieśnią ludową. Romantycy stali
mianowicie na gruncie kolektywistycznym. Twierdzili, że poezja
ludowa jest wytworem wspólnym pracy całego narodu, produk­
tem wysiłku jakiegoś „ducha“ czy „duszy“ narodowej. Nie
doceniali oni, a raczej zapoznawali całkowicie rolę indywiduum
w twórczości ludowej, wyolbrzymiając w niej wspólność wysiłku,
który daje się wprawdzie w twórczości tej zauważyć, ale w zu­
pełnie odmiennej postaci1).
Punktem przełomowym w historji badań nad pieśnią ludową
były prace L. UHLANDA. Zarówno jego zbio.y, jak i jego analizy
i teoretyczne rozważania zapisane być winny złotemi głoskami
w księdze tych badań. Epokę pouhlandowską cechuje w dalszym
ciągu wybitne zainteresowanie dla pieśni ludowej. Najbardziej pa­
lącą kwestją stało się w tym czasie zagadnienie genezy pieśni
') Por. Z. ŁEMPICKT „Lud“ T. XX, s. 217 n.

167

ludowej. Romantyczne, mgliste i niejasne doszukiwanie się genezy
pieśni ludowej w zbiorowym wysiłku zbiorowej duszy narodu było
zbyt nieokreślone i zbyt niejasne, aby długo ostać się mogło.
W tej epoce cała sprawa zaczyna być stawiana ostrożniej — ba­
dacze zaczynają się doszukiwać innych istotnych cech pieśni lu­
dowej, nie związanych z jej genezą. Badania tego okresu poszczy­
cić się mogą takiemi nazwiskami, jak R. HILDEBRANDA (Materialien
zur Geschichte di deutschen Volksliedes. 1856), ROCHUSA v. LILIENCRON i innych. We Francji na uwagę zasługują przedewszystkiem badania, które przeprowadził julien TIERSOT w „Histoire de
la chanson populaire en France“. Paris 1880, w którem to dziele
TIERSOT stara się zdać sobie sprawę z ważnego zagadnienia związku
i wzajemnej zależności między tekstem a melodją i zastanawia się
nad pochodzeniem i początkami francuskiej pieśni ludowej. Zbiory
DONCIEUX i SCKEF7LERA dostarczają bogatego materjału do badań
pieśni francuskiej, pomnażane przez gorliwą pracę i subtelne ba­
dania SÉBII.LOTA.
W całym tym okresie, aż do czasów najnowszych na plan
pierwszy występują dwa zagadnienia:
1. zagadnienie genezy, a co za lem idzie i istoty pieśni lu­
dowej,
2. zagadnienie recepcji i sposobu rozpowszechniania się
pieśni ludowej.
Dwa te zagadnienia łączą się w znamienny sposób ze sobą
i w czasach najnowszych stały się jakby hasłem bojowem wśród
badaczy p:eśni ludowej. Zanim jednak można przejść do charakte­
rystyki poglądów najświeższej doby, nie wolno pominąć najwy­
bitniejszego w swoim czasie germanisty niemieckiego W. SCHERERA, który pierwszy bodaj stanąf na dzisiejszem stanowisku,
i odważnie a dobitnie pogląd ten swój sformułował. SCHERER
: nianowicie w swej historji literatury niemieckiej twierdzi „ein an­
deres Zeichen des Volksliedes als allgemeine Beliebtheit gibt es
nicht“. Nacisk więc największy położył SCHERER nie na zagadnie­
niu genezy pieśni ludowej, a raczej na jej powszechnem powo­
dzeniu ; to sformułowanie jegc stało się punktem wyjścia dla
wszystkich niemal poglądów czy to dawniejszych, czy najnowszych
nawet. To też wszyscy badacze, jak BÖCKEL (Psychologie der
Volksdichtung. Lipsk 1906), jak WEDDIGEN, HINZEL, WACKERNELL,
— książka tego ostatniego p. t. „Das deutsche Volkslied“. Hamburg
12*

168
1898, choć już pod względem metody cokolwiek przestarzała, do­
skonale wprowadza w świat problemów i zagadnień badań nad
pieśnią ludową1) — BAECHTOLD, czy inni — mimo bardzo wy­
raźnych różnic, dzielących ich poglądy, solidarnie podkreślają, że
pieśnią ludową jest przedewszystkiem taka pieśń, która jest sze­
roko rozpowszechniona i ogólnie śpiewana.
Kierunki badań dzisiejszych.
Z zagadnieniem tem łączy się bezpośrednio zagadnienie
istoty pieśni ludowej. Badacze dzisiejsi dzielą się w tej sprawie
na dwa obozy. Na czele pierwszego stoi uczony austrjacki POM­
MER, na czele drugiego John MEIER. J. POMMER stwierdza zatem
przy najróżnorodniejszych okazjach, a przedewszystkiem na łamach
specjalnego pisma „Das deutsche Volkslied, Zeitschrift für seine
Kenntnis und Pflege“, że prawdziwą pieśnią ludową jest tylko
taka pieśń, która wyszła z łona samego ludu. Nie neguje POMMER,
że zdarzają się wypadki, iż jakiś utwór pióra poety, pochodzą­
cego ze sfery wykształconej, staje się ulubioną pieśnią, śpiewaną
powszechnie i że utwór taki odpowiednio zmodyfikowany, zatraca
wszelkie znamiona pieśni artystycznej, nabierając cech, charakte­
rystycznych właśnie dla pieśni ludowej. Ale taka pieśń — według
POMMERA — nie może nigdy być pieśnią ludową w ścisłem zna­
czeniu tego słowa. Jest to najwyżej „ein volkstümliches Lied“ t. j.
pieśń o znamionach pieśni ludowej, ale me właściwa pieśń ludowa.
Autor prawdziwej pieśni ludowej jest najczęściej nieznany, jest to
więc poezja anonimowa. Cechuje prawdziwą poezję ludową wy­
raźna naiwność i jakaś nieuświadomiona poetyczność.
Jądrem zatem poglądów POMMERA jest skonstatowanie faktu,
że istotna, prawdziwa poezja ludowa może wyjść jedynie z łona
ludu. Cały szereg uczonych stoi na stanowisku analogicznem. Na
uwagę zasługuje w tym związku K. BÜCHER, który w swej książce
„Arbeit und Rhytmus“ upatruje zawiązek wszelkiej pieśni ludowej
w pieśr;, śpiewanej przy pracy. Podobne jest też stanowisko
WUNDTA. Mimo drobnych poprawek i zmian, które wprowadzają
poszczególni następcy POMMERA, wszyscy zasadniczo utrzymują9
9 Por. też jego recenzję najnowszych prac niemieckich o pieśni ludowej.
Anzeiger f. deutsches Altertum 1919, s. 46 i nast. Z najnowszych recenzyj za­
sługuje na uwagę P. BEYERA w czasopiśmie „Euphorion“ T. 24 (1922) s. 189 ».

169
podział na właściwą poezję ludową w śdślejszem tego słowa
znaczeniu i na poezję ludową jakby wtórną, pochodzącą z pod
pióra poetów z warstw wykształconych.
Tym poglądom przeciwstawia się zasadniczo John MEIER,
najpoważniejszy dzisiaj przedstawiciel badań nad poezją ludową.
John MEIER wszystkie swoje wywody opiera oczywiście na pod­
stawie empirycznej. Ma on olbrzymie zbiory pieśni ludowych i na
tym bogatym materjale obserwuje dzieje pewnych utworów lite­
rackich określonych autorów. Na zasadzie tych obserwacyj docho­
dzi John MEIER do wniosku, że niema istotnej różnicy między ano­
nimową pieśnią ludową, a t. zw. pieśnią literacką, która się do­
stała do ludu. W jednym i drugim wypadku są one oczywiście
produktem twórczej pracy jednostki i w gruncie rzeczy obojętną
jest rzeczą, czy znamy nazwisko tej jednostki, albo z jakiej war­
stwy społecznej ona pochodzi. Dla pieśni ludowej charakterysty­
czne są nie okoliczności jej powstania, ale sposób jej rozpowszech­
niania się i ewolucja, której podlega. W ten sposób upada —
według J. MEIERA — zasadniczy podzia* poezji ludowej na pieśni
ludowe w śęisłaip tego słowa znaczeniu (Volkslieder) i pieśni,
utrzymane w charakterze i tonie pieśni ludowych (volkstümliche
Lieder) — jak tego chce np. POMMER. Spór między POMMEREM
a MEIEREM jest w pewnym stopniu — mojem zdaniem — sporem
0 słowa. W gruncie rzeczy POMMER nie zaprzecza jednak, że utwory
literackie mogą być w powszechnym obiegu wśród ludu — wpro­
wadza wprawdzie dla nich osobną nazwę, ale takie wprowadzenie
nazwy nie zmienia przecież zasadniczo poglądu na sprawę. Na­
tomiast konsekwencje, które obydwaj uczeni wyprowadzają ze swych
założeń, 'są już wagi pierwszorzędnej. Dla POMMERA bowiem za­
gadnienie genezy pieśni ludowej jest zawsze kwestją naczelną.
John MEIER na sprawę tę nie kładzie wcale nacisku. Bada on
przedewszystkiem dzieje i fazy solnych pieśni. W badaniach tych
dochodzi do wniosku, że charakter specyficzny pieśni ludowej wy­
tworzony jest przez stosunek ludu do pieśni, Jctóra jest wśród niego
w obiegu. „Lud“ tekstu nie szanuje, zmienia go, jak mu się podoba —
stąd niesłychana czasami liczba wersyj poszczególnych pieśni.
J. MEIER określa to zjawisko jako „Herrenstellung des Volkes zum
Stoffe“. Oczywiście zjawisko to zaobserwowano już wielokrotnie
1 przed J. MEIEREM. Zasługą jego jest raczej wyjaśnienie na tej
właśnie podstawie specjalnej postaci pieśni ludowych. Najważniej-

170
szemi dziełami J. MEIERA, które powinien mieć w ręku każdy, zaj­
mujący się pieśnią ludową, są : „Kunstlieder im Volksmunde“. Halle
1906; „Kunstlied und Volkslied in Deutschland“. Halle 1906, oraz
„Volksliedstudien“ Strassburg 1917. W stosunku zatem do zaga­
dnienia istoty pieśni ludowej stwierdzić należy w myśl wywodów
MEIERA, z którym zresztą solidaryzuje się przeważna liczba bada­
czy dzisiejszych, że pieśnią ludową jest każdy utwór, który jesl
powszechnie przez lud śpiewany, przyczem ogpł śpiewający tekstu
nie szanuje i nazwiska autora nie zna.
Nasuwa się tutaj jedno zastrzeżenie. Zastrzeżenie to uczyrił
przedewszystkiem A. GÖTZE w swej doskonałej, przystępnie, jasno,
a zarazem mądrze napisanej książeczce (Vom deutschen Volkslied.
Freiburg 1921) Zapytuje mianowicie GÖTZE, czy np. kuplet
z jakiejś modnej operetki albo z kabaretu, śpiewany powszechnie
przez ludność np. miejską, może' być także uważany za pieśń
ludową. Wszak bywa to także piosenka, śpiewana powszechnie,
o autorze zapomina się często zupełnie, nadto sam tekst piosenki
bywa zmieniany i przetwarzany według fantazj” każdego, kto daną
pieśń śpiewa. Na to odpowiada GÖTZE : taka piosenka może
stać się pieśnią ludową, ale o tem przekonalibyśmy się dopiero
może za lat sto. Bo do istotnych cech pieśni ludowej należy —
według GÖTZEGO — i to, że jest stara i to jedno właściwie od­
różnia ją zasadniczo od niezliczonych ulotnych wierszy i piosenek
aktualnych.
Problem filologiczny.
jeżeli istota pieśni ludowej została ostatecznie w ten, a nie
w inny sposób ujęta, jeżeli najnowsze badania doszły do wniosku,
że „differentia specifica“ pieśni ludowej leży nie w sposobie jej
powstania, ale raczej w sposobie jej rozpowszechniania się, to
problemem następnym będzie problem zbadania pieśni pod wzglę­
dem filologicznym, a przedewszystkiem zagadnieniem naczelnem
będzie zbieranie wersyj poszczególnych pieśni i ustalanie ich wza­
jemnego stosunku.
Przy tego typu badaniach zaraz na wstępie zaznaczyć należy,
że wersje te powstają drogą tradycji ustnej. Ma to znaczenie za­
sadnicze zarówno dla omawianego obecnie problemu, jak i dla
badania stylu pieśni ludowej, o którem mowa będzie później.
Pieśń zatem powstaje w punkcie określonym geograficznie

171
i w oznaczonym czasie. Drogą ustnego powtarzania rozszerza się
coraz dalej, a po drodze ulega najróżniejszym zmianom. Zmiany
te mogą być świadome i nieświadome. Do świadomych należy
przedewszystkiem wszelkie dorabianie nowych zwrotek, w których
przejawiają się upodobania i fantazja każdego poszczególnego
śpiewaka, dalej wszystkie zmiany nazw geograficznych w celu na­
dania innego charakteru lokalnego danej pieśni, modernizowanie
imion i archaicznych wyrażeń i t. d. Nieświadome bywają prze­
dewszystkiem zmiany, wynikające z przesłyszenia się śpiewaka, albo
z fałszywie pojętego tekstu.
Zmiany takie, zarówno świadome, jak i nieświadome, mogą
często zmienić dany tekst wprost nie do poznania. Często bywa
to spaczenie, ale zdarza się również, że w ustach ludu następuje
.uszlachetnienie jakiegoś np. czułcstkowego i sentymentalnego
tekstu „artystycznej“ piosenki. Tego rodzaju zmiany są dosyć
proste i nie nastręczają specjalnych trudności, o ile zachodzą w ło­
nie danego utworu. Sprawa natomiast komplikuje się niepomiernie,
o ile zachodzi kontaminacja dwóch, lub nawet i więcej pieśni.
Różne mogą być powody kontaminacji tych poszczególnych
wątków pieśn:cwych. Najczęściej śpiewak zapomina pewnych stro­
fek danej piosenki, wypadają mu one z pamięci, nasuwają się zaś
inne z pieśni podobnej, ale przecież nie identycznej. Często przyciągąją się w ten sposób pewne wątki, niemniej często ciążą ku
sobie pieśni o analogicznej strukturze stroficznej, podobnym sche­
macie rytmicznym, przedewszystkiem jednak pieśni o pokrewnej
melodji. Nawet czasami rolę tego magnesu, przyciągającego do
siebie dwie pieśni, mogą odgrywać tylko podobne wyrażenia
stylistyczne. W tym związku jednak nacisk największy położyć
wypada na rolę melodji. Dwie różne pieśni, śpiewane na tę samą
nutę, skoniaminują się niezawodnie kiedyś ze sobą.
Pieśni rozpowszechniają się po całym kraju w sposób roz­
maity, różny oczywiście w różnych czasach i w różnych warunkachi W każdym razie pieśń ludowa nigdy nie zostaje w tym
punkcie, w którym powstała, a wędrując po całym kraju, wszędzie
chwyta coś z charakteru lokalnego. Dlatego odtworzenie pierwo­
wzoru danej pieśni — chociaż zawsze winno być ideałem badań
nad wersjami — połączone jest z ogromnemi trudnościami i- tylko
w warunkach wyjątkowych daje się przeprowadzić. Badania winny
najczęściej ograniczyć się do skrupulatnego zestawienia poszczę-

172
gólnych wersyj, do wystudjowania rozpowszechnienia się pieśni
zarówno pod względem geograficznym, jak i chronologicznym,
do zbadania motywów danej pieśni i ustalenia pokrewieństwa
tych motywów między sobą.
W ostatnich czasach badania nad pieśnią ludową weszły na
tę właśnie drogę. W Niemczech np. pojawił się cały szereg monografij, poświęconych poszczególnym pieśniom. Wymienić tu na­
leży prace : H. SCHEWE (Es spielt ein Ritter mit einer Magd. Ber­
lin 1917), J. VOLLSCHWITZ (Die Frau von der Weissenburg. Strass­
burg 1914), wreszcie skrupulatne i drobiazgowe aż do przesady
badania E. FISCHERA (Zur Stoff und Formengeschichte des neueren
Volksliedes ; das Lied von der Amsel. Strassburg 1916), FR. ZILLMANNA (Zur Stoff und Formgeschichte des Liedes „Es wollt ein
Jäger jagen“. Berlin 1920); pracę ROSENMÜLLERA (Das Volkslied:
Es waren zwei Königskinder, ein Beitrag zur Geschichte des
Volksliedes überhaupt. Leipzig 1917) i innych. Na przykładach
poszczególnych pieśni ilustrują badacze swoje teorje i wysnuwają
wnioski, tyczące się pieśni ludowej wogóle.
I u nas na tem polu zaobserwować się daje pewne ożywie­
nie. Przedewszystkiem jednak J. ST. BYSTROŃ wydał dwie monografje tego typu (Pieśń o kochanku, wziętym przemocą w rekruty
i Pieśń o krakowiance, królu i kacie. Kraków 1921). W pierwszej
pracy omawiającej pieśń o kochanku, wziętym przemocą w rekruty
przytacza BYSTROŃ szereg wersyj tej pieśni. Z zestawienia skrupu­
latnego tych wersyj udaje się autorowi określenie zarówno wieku, jak
i pochodzenia tej pieśni. Przywędrowała ona do Polski z Moraw,
o czem świadczą przedewszystkiem liczne czechizmy, napotykane
w tekście. Przez Śląsk Cieszyński i Górny przedostaje się ona do
Małopolski, wędruje potem ta pieśń po całym kraju — wszędzie
następują charakterystyczne zmiany w zakresie werbalnym i sty­
listycznym. Znajdujemy ją również w zbiorach południowo - mazo­
wieckich, śpiewana bywa i niedaleko Warszawy. Co do wieku
pieśni, to na zasadzie pewnych wskazówek historycznych, ckreśla
ją prof. BYSTROŃ na koniec XVIII a może początek XIX wieku.
Ciekawym przyczynkiem do dziejów tej pieśni jest to, że śpiewano
ją podczas ostatniej wielkiej wojny europejskiej, chociaż oczywiście
w formie już zupełnie zmodyfikowanej.
Druga monografja pieśni o krakowiance, królu i kacie jest istotnie interesująca zarówno ze względu na samą pieśń, jak

173
i ze względu na metodę i opracowanie tematu. Przy badaniu tej
pieśni natrafiamy na szereg ciekawych zjawisk, które ilustrują wy­
śmienicie to wszystko, co było powiedziane poprzednio o sposo­
bie powolnej modyfikacji pieśni. Jest to pieśń, rozpowszech­
niona szeroko. Śpiewana jest na Mazowszu, na Górnym Śląsku
i sięga nawet poza obszary etnograficznie polskie. Co do czasu
jej powstania, to prof. BYSTROŃ przypuszcza, że powstała ona
„najwcześniej w XVII w., być może, że i później“. Dowodzenie
to jest jednak mało przekonywające. Prof. BYSTROŃ niezupełnie
jasno udowadnia, dlaczego uważa tę pieśń za niezbyt starą. Być
może, że rzeczywiście z zagranicy została do nas „zawiana“, cho­
ciaż argument, że w Polsce „ani źródła historyczne, ani żywa tra­
dycja anegdotyczna“ podobnego konkretnego wypadku nie znają,
jest cokolwiek chwiejny, bo 1. trudno sprawdzić, czy w swoim
czasie „tradycja anegdotyczna“ takiego wypadku nie znała i 2. na­
leży wogóle bardzo ostrożnie nawiązywać pieśń do wypadków
konkretnych — zwłaszcza, o ile chodzi o pieśni o podłożu obyczajowem, bo dokładna obserwacja nierzadko wykazuje, że takie
nawiązywania bywają zwodnicze. Zwyczaj uwalniania skazanej od
miecza katowskiego przez małżeństwo z katem w 17 w. już chyba
nie istniał, a ta okoliczność przemawiać się zdaje raczej za starszem pochodzeniem pieśni, niż to prof. BYSTROŃ przypuszcza.
Trafnie i słusznie zauważa prof. BYSTROŃ, że pieśń omawiana
jest prawdopodobnie zlepkiem pleśni o dziewczynie, skazanej na
śmierć i opowiadania o dzieciobójczyni, która topi własne dziecko
i za to zostaje skazana na śmierć. Niemniej ciekawe jest zwrócenie
uwagi na to, jak z pewnych motywów, odczepionych od pozosta­
łej reszty, powstała pieśń weselna, śpiewana w Poznańskiem,
w okolicy Maciejowic itd- Jest to ciekawy i pouczający przykład
kontaminacji różnych wątków pieśniowych.
W dalszym ciągu swej monografji przytacza prof. BYSTROŃ
materjał porównawczy z pieśni ludowych niemieckich. Między innemi podaje balladę z początku 18 wieku o pięknej Agnieszce
Bernauer, skazanej r.a śmierć przez księcia Ernesta, której kat pro­
ponuje ocalenie, żądając jej ręki. Podobną w osnowie jest też pieśń
niemiecka „Es waren drei Soldaten“ prawdopodobnie z 16 wieku.
Prof. BYSTROŃ stwierdza, że nie da się nic pewnego powiedzieć
o związku pieśni polskiej z cytowanemi niemieckiemi. W stosunku
do pieśni o Agnieszce Bernauer tem bardziej zachować należy

174
ostrożność, że — według- wywodów samego prof. BY5TRONIA —
nasza pieśń mogła już była powstać w XVII w., a pieśń niemiecka
w XVIII. Nie może więc być mowy o wpływie pieśni niemieckiej
na polską. Ciekawemi szczegółami o zwyczaju uwalniania z rąk
kata przez małżeństwo i o pozostałościach tego zwyczaju w za­
bawie w „fryca“, czy też „wilka“, urządzanej przez kosiarzy w Wielkopolsce i na Kujawach, kończy prof. BYSTROŃ swoją cenną pracę.
Dowodzą obydwie te prace, że polskie badania nad pieśnią
ludową pod względem metody i zakresu badań nie pozostały wtyle
za zagranicznemi. Prof. BYSTROŃ już w tych drobnych pracach
położył nacisk na pokrewieństwo naszych pieśni z poezją ludową
sąsiadujących z nami narodów. Tego rodzaju zagadnienia przy
badaniu pieśni ludowej, gdzie wogóle zagadnienie wpływów i za­
leżności odgrywa rolę najpierwszorzędniejszą, są bardzo doniosłe.
To też z tern większem uznaniem powitać należy pracę prof.
BYSTRONIA w „Slavia Occidentalis“ (Poznań 1921) p. t. „Wpływy
słowiańskie w niemieckiej pieśni ludowej“. Są to nader cenne
przyczynki o paru pieśniach polskich, na których wzorowały się
popularne piosenki ludowe niemieckie. Na szczególną uwagę za­
sługuje wzorowa metoda badania dróg wędrówek pieśni.
Poza monografjami o pieśniach ludowych tego typu, jak przy­
taczane prace niemieckie i jak studja prof. BYSTRONIA, nie można
pominąć innego typu badań, które w ostatnich czasach uprawiać
zaczęto. Są to badania, leżące na pograniczu badań ściśle filolo­
gicznych i badań z zakresu estetyki pieśni ludowej, o których mowa
będzie później. Są tc badania z zakresu słownictwa pieśni ludowej.
Do prac tego typu należy np. sumienna praca K. HOEBERA (Bei­
träge zur Kenntnis des Sprachgebrauches im Volksliede des XIV
und XV Jahrhunderts. Acta Germanica VII, 1. Berlin 1908).
Problem estetyczny.
Problem filologiczny nie jest oczywiście jedynym, który się
nasuwa przy badaniu pieśni ludowej. Nawet Najsumienniejsze zba­
danie wszystkich wersyj pieśni ludowej nie daje jeszcze pojęcia
o stylu pieśni ludowej. Już najpierwsi badacze pieśni ludowej za­
uważali zgodnie, że pieśń ludową cechuje zupełnie specyficzny
wdzięk i że stanowi ona okaz odrębnego gatunku literackiego.
To też problem estetyczny jest niemniej żywotny i interesujący,
jak problem filologiczny, lub badania nad genezą pieśni.

175

Na czem więc polega odrębność pieśni ludowej, jej styl?
Ustaliliśmy wprawdzie zaraz na początku naszych rozważań, że
w stosunku do pieśni ludowej nie może być mowy o żadnej twór­
czości kolektywistycznej, że ',cst to zawsze produkt indywidualnego
wysiiicu jednostki, jednak pieśń ludowa wędruje przecież z ust do
ust; w tej wędrówce jej cechy indywidualne się zacierają — pieśń
ludowa musi być taką, aby ją rozumiał i odczuł każdy przeciętny,
przypadkowy słuchacz. Charakterystyczną jest rzeczą, że pieśniami
ludowemi stały się nie oryginalne utwory wybitnych pisarzy, ale
najczęściej mało indywidualne utwory drugorzędnych autorów.
Pieśń ludowa operuje wartościami i efektami typowemi; ma ona
zakres motywów i efektów dość ograniczony — zasób środków
stylistycznych również nie jest zbyt bogaty. Dla zrozumienia stylu
pieśni nieodzowne jest uprzytomnienie sobie faktu, że pieśń ludowa
nie bywa przepisywana, przedrukowywana itd., lecz, że wędruje
z ust do ust, te jest przedewszystkiem utrwalana pamięciowo. Ta
okoliczność wyjaśnia bardzo często nielogiczności i dziwactwa pieśni
ludowej. Rysy, które dają się zauważyć w architektonice pieśni
ludowej, nieumotywowane przeskoki i dziwaczne opuszczania są
często wynikiem tego, że dany śpiewak zapominał wprost jakichś
strof mniej ważnych, opuszczał je więc, albo zastępował innemi.
Niemniej cały szereg ornamentacyj stylowych, tak wyraźnie zdo­
biących każdą niemal, pieśń ludową, da się często wytłumaczyć
tem, że dany śpiewak pragnie ułatwić sobie robotę pamięciową.
Stąd też może powstał ten nadmiar refrenów i powtarzań, który
tak uderza przy najbardziej nawet pobreżnem zaznajomieniu się
z pieśnią ludową. Na jej budowę stroficzną, jej typowe zakończe­
nia, ta okoliczność w pewnym też stopniu wpłynęła.
Pieśń ludowa operuje wartościami konkretnemi. Nigdy pra­
wie nie znajdziemy tu zwrotów abstrakcyjnych. Nawet najbardziej
niewinne abstracta zastępowane bywają konsekwentnie jakiemś plastycznem wyrażeniem. To samo da się powiedzieć o symbolice
w pieśni ludowej. Symbole są jasne i zrozumiałe, najczęściej już
konwencjonalne i ustalone. Konwencjonalność gra wogóle w pieśni
ludowej rolę wybitną. Pieśń ludowa ma często ustaloną treść
i ustaloną formę. Zwłaszcza pod względem formalnym spotykamy
w pieśni ludowej pewne schematy aż nadto wyraźne, w które po­
szczególny śpiewak wlewa względnie tylko indywidualną treść.
Problemowi stylu pieśni ludowe poświęcono sporo prac. Na

176

specjalną uwagę zasługuje tutaj jeden rozdział w parokrotnie już
cytowanej książce GÖTZEGO. Jak cała ta książka, jest też ten roz­
dział napisany zrozumiale, jasno i dobrze. O symbolice pieśni lu­
dowej pisał H. WENTZEL (Symbolik im deutschem Volkslied. Mar­
burg 1915). Jest to praca naiwna trochę, niemniej wprowadza
nieźle w sferę tego zagadnienia. Ciekawe światło na styl pieśni
ludowej rzuca praca AL. DAURA (Das alte deutsche Volkslied.
Leipzig 1909), w której wykazuje on, że stara ludowa pieśń
niemiecka zbudowana jest na zasadzie ściśle określonego kanonu
literackiego i że posługuje się pewnemi ustalonemi, zakrzepłemi
formułami. Takiemi formułami zakrzepłemi bywają w starej pieśni
niemieckiej zarówno zwroty epiczne, jak opisy sytuacji, przyrody,
ludzi, jak i ustępy czysto liryczne, robiące wrażenie najbardziej
bezpośredniego wylewu uczuć. DAUR operuje materjałem, zaczer­
pniętym z zakresu starej pieśni niemieckiej, ale jego wywody nie
tracą żywotności i w zastosowaniu do wszelkiej poezji ludowej.
I u nas zanotować należy studja w tym właśnie kierunku.
Mowa tu znowu o książce prof. BYSTRONIA p. t. „Artyzm pieśni
ludowej“ (Poznań 1921).
Rozpoczyna prof. BYSTROŃ tę pracę od próby określenia
istoty pieśni ludowej. Jest to zagadnienie trudne i sam prof.
BYSTROŃ zdaje sobie z tego sprawę. Słusznie stwierdza Autor,
że pieśń na temat ludowy nie jest jeszcze pieśnią ludową. Niemniej
słusznie zauważa, że również nie wszystko, co lud tworzy jest
pieśnią ludową, chociaż ta uwaga nasuwa już pewne zastrzeżenia.
Natomiast określenie, że „pieśnią ludową jest bezimienna twór­
czość ludu“, wywoływa poważne wątpliwości. Prawdopodobnie prof.
BYSTROŃ daleki był od ujmowania tej sprawy z punktu widzenia ko­
lektywistycznego, na którem np. stali romantycy niemieccy, ale
cytowane sformułowanie, a zwłaszcza zdanie dalsze : „fakt ten twór­
czości, czy współtwórczości zbiorowej jest dla pieśni ludowej bardzo
znamienny“ może spowodować poważne nieporozumienie. Prof,
BYSTROŃ wysuwa tę definicję dlatego, żeby odgraniczyć właściwą
pieśń ludową od „przeróżnych utworów okolicznościowych, po­
wstających wciąż na wsi“. Odgraniczenie to jest konieczne, ale
czy nie należałoby raczej w przetrwaniu danej pieśni przez dłuższy
okres czasu szukać znamienia istotnej pieśni ludowej? Dalsze do­
ciekania nad istotą pieśni ludowej kończą rozdział pierwszej pracy
prof. BYSTRONIA.

177

W dalszym ciągu zastanawia się Autor nad charakterem
zmian, które zachodzą w pieśni ludowej. Stwierdzono tu wpływ
tradycji ustnej na pieśni ludowe i scharakteryzowano zmiany świa­
dome i nieświadome, którym pieśń podlega. Trudno jednak jest
się zgodzić, że zmiany świadome są już w znacznym stopniu obja­
wem upadku pieśni : „pieśń powinna (1 ?) być przekazywana z po­
kolenia na pokolenie w niezmienionem brzmieniu, jeżeli zaś ulega
zmianie, to tylko przypadkowej, nieświadomej i niezamierzonej.
Jeżeli więc śpiewak stara się tu sam od siebie wprowadzić pewne
zmiany, to przyczyniając się z jednej strony do rozwoju pieśni..........
jest z drugiej strony czynnikiem rozkładu“. Sąd ten dziwi tem
bardziej, że prof. BYSTROŃ podkreślał sam fakt współtwórczości
ludowej przy tworzeniu pieśni ludowej, a jakże tę wśpółtwórczość
można rozumieć inaczej, niż właśnie świadome, dowolne zmiany,
wprowadzane przez poszczególnych śpiewaków.
Przechodząc dalej do rozważań nad artyzmem pieśni ludowej,
omawia Autor wogóle typy treści, postaci działające, tło zewnętrzne
pieśni ludowej. Trudno, w grünere rzeczy, zorjentować się w za­
gadnieniu, jakie motywy spotykamy w pieśni ludowej; podkreślić
tutaj należy, że właściwie każdy wątek może cię stać treścią pieśni
ludowej. Zagadnieniem istotnem jest w tym wypadku nie kwestja,
jakie motywy zużytkowuje pieśń ludowa, ale to, w jaki sposób je
zużytkowuje. Podobnie i bohaterzy pieśni ludowej mogą być bardzo
rozmaici, a zasadniczą kwestją jest tu znowu nie fakt wprowa­
dzenia tego, a nie innego zawodu, ile sposób, w jaki poezja ludowa
to uskutecznia. W drugiej części praca prof. BYSTRONIA zatytuło­
wana jest „Artyzm pieśni ludowej“. Odgraniczenie to jest dość
dziwne. Przecież zagadnienie treści, charakteru bohaterów, a na­
wet kwestje zmian świadomych, czy nieświadomych, to także były
zagadnienia, związane z artyzmem pieśni ludowej. W rozdziale tym
znajduje się ciekawa analiza fragmentaryczności pieśni ludowej,
podkreślony jest prymitywizm zarówno pomysłu, jak i konstrukcji
i przedstawiona jest psychologja bohaterów i opisy przyrody.
Rozdział następny cały poświęcony jest zagadnieniu typizacji —
i słusznie tyle miejsca poświęca Autor temu właśnie zagadnieniu,
bo jest ono w stosunku do pieśni ludowej bardzo żywotne. Zja­
wisko to występuje powszechnie w każdym rodzaju pieśni ludowej,
zarówno niemieckiej jak i polskiej, jak i wogóle każdej. Typizacja
ta tyczy się zarówno opisów zewnętrznych, jak i lirycznych uslę-

178
Pów, zarówno opisów osób, jak i zwierząt i przyrody. Rozdział
następny poświęcony jest zagadnieniu „stylu“. Czy nie chodzi tu
raczej o zagadnienie środków artystycznych wyrazu, niż o styl ?
Treść, konstrukcja, typizacja to były wszystko te czynniki, które
składają się na styl pieśni ludowej. Postacie mowy, składnia, bu­
dowa okresu, a nawet užvwane środki stylistyczjie — to }eâs3knie jest jeszcze „styl“ utworu literackiego. Po rozdziale tym scha­
rakteryzowane są trafnie wszelkie typy stylistycznych zwrotów,
używanych w pieśni ludowej. Wyjaśnieniu zależności artyzmu
pieśni ludowej od poglądu na świat śpiewaka ludowego poświę­
cony jest rozdział ostatni cennej i ciekawej pracy pro;. BYSTRONIA.
Przy rozważaniu estetyki pieśni ludowej podkreślić należy,
że tekst pieśni ludowej tworzy nierozerwalną całość z melodją.
Poezja ludowa jest poezją śpiewaną. Ma to niepoślednie znaczenie
dla formy zewnętrznej pieśni ludowej, dla jej wiersza, a przedewszystkiem strofiki. Te zagadnienia wzorowo rozpatruje Alessandro
d’anCONA w swoje] książce p. t. „La poesia popolare Italiana“,
Livorno 1906, zwłaszcza s. 340 i n., w książce., która również
w oryginalny sposób ujmuje genezę i rozszerzenie pieśni ludowej
włoskiej, a także i ha istotę pieśni ludowej w polemice z innym
wybitnym badaczem włoskim, PITRÉ, rzuca snop światła (por. s. 131).
W pieśni ludowej więc dopiero tekst i melodja stanowią
pewną syntetyczną całość. Jak bardzo melodja związana jest
z tekstem, świadczą choćby kontrafaktury’) t.j. podsuwanie tekstu
duchowego pod melcdję pieśni religijnych, które to kontrafaktury
używane były przez duchowieństwo jako środek propagandy pieśni
religijnych *2). Na ścisły ten związek pieśni z melodją kładzie szcze­
gólny nacisk TIERSOT w cytowanej już książce, jeśli zaś chodzi
o metodę badań muzykologicznych nad pieśnią ludową, na szcze­
gólną wzmiankę zasługuje badacz niemiecki H. RIETSCH, autor
dzieła „Die deutsche Liedweise“, Wien u. Leipzig 1904. BRUINSER
w swej popularnej książeczce o niemieckiej pieśni ludowej (Aus
Natur- und Geisteswesen T. 7) uwzględnia szerzej i tę sprawę.
‘) O kontrafakturach por.: PH. STRAUCH w „Deutsche Literaturzeitung“

1922, s. 348 in,



2) Bardzo charakterystyczny przykład z francuskiej pieśni ludowej podaje
H. MORF w Arch. f. d. St. d. neueren Sprachen 111 s. 122 i nast.

PROF. DR. JAN ST. BYSTROŃ.

CZARNOŚĆ OBCYCH.
TREŚĆ: Wady fizyczne przypisywane obcym s. 179. — Ograniczenie zarzutów
w ciągu wieków s. 180. — Czarność podniebienia u Rusinów, Litwinów,
Poborzan, szlachty s. 180. — Paralela prowensalska s. 182.

Wady fizyczne przypisywane obcym.
Człowiek, odnoszący się niechętnie do obcego, wyobraża
sobie, że jest on odeń czemś zupełnie rożnem i bardzo łatwo pod­
kreśla istniejące różnice i przesadza niejednokrotnie w zupełnie
fantastyczny sposób. Człowiek pierwotny, widząc po raz pierwszy
białego, nie pojmuje, żeby mógł i ów przybysz być człowiekiem;
podobnie Europejczyk długi czas rozważał, czy można obcych
plemiennie uznać za ludzi i przypisać im duszę nieśmiertelną. Zrazu
spotykamy się więc z przekonaniami, że tylko własna grupa to
prawdziwi ludzie, inni zaś są czemś odmiennem, powstali w inny
sposób, mają takie a takie cechy (ujemne, rzadziej dodatnie);
z czasem, w miarę bliższych stosunków pomiędzy obcymi, zaczęto
łagodzić te zarzuty, z których jednakowoż do dziś dnia spora po­
została ilość — przeważnie już w postaci przeżytków, zwłaszcza
tam, gdzie chodzi o pewne cechy fizyczne. Można bowiem przy­
pisywać obcym pewne wady moralne, można im odmówić nawet
i posiadanie duszy, ale nie sposób twierdzić, że są to ludzie pod
względem fizycznym inaczej od nas zbudowani, skoro doświad­
czalnie, naocznie się przekonać możemy o nieprawdziwości takich
twierdzeń. Widzimy więc, że stopniowo osłabia się te zarzuty lub
też odnosi je do jakichś dalekich plemion, których się nie widuje
tak często.

180

Ograniczenie zarzutów w ciągu wieków.
Osłabienie tych zarzutów idzie w dwu kierunkach. Przedewszystkiem ogranicza się ich ważność w czasie, co oczywiście
ogromnie wzmacnia ich wiarygodność: można przecież uwierzyć,
że ktoś oddaje krew pępkiem w Wielki Piątek (co przypisują we
Francji cagotom, potomkom trędowatych) lub też że rodzi się
ślepy i dopiero po kilku dniach zaczyna widzieć (co u nas o Ma­
zurach mówią). Wierzenia takie utrzymują się bardzo uporczywie
wprost dlatego, że trudno jest przekonać każdego o nieprawdzi­
wości podobnego twierdzenia. Podobnie i z drugiej strony ogra­
nicza się zarzuty wad fizycznych do tych wypadków, w których
dowód jest trudny poprostu ze względu na stałe zakrycie prze­
ważnej części ciała ubraniem. Nikt nie będzie przypisywał obcemu
sześciu palców u ręki, skoro każdej chwili rękę tę zobaczyć można ;
natomiast twierdzenie, że luteranie mają po sześć palców u nogi
znajduje licznych wyznawców. Można twierdzić, że kobieta ma
jedno żebro mniej od mężczyzny lub też że żydzi mają małe
ogonki, nikt przecież tego stwierdzać nie będzie; zwłaszcza w sfe­
rze seksualnej łatwo tu o przypisywanie wad obcym, skoro o do­
wód naoczny z rozmaitych względów nie łatwo. Mamy więc obecnie
do czynienia z zarzutami l-o wad czasowo ograniczonych i 2-o
ukrytych deformacyj.
Czarność podniebienia i t. d. u Rusinów, Litwinów, Poborzan,
szlachty.
Do zarzutów wad ukrytych zaliczyć należy także i czarność
wewnętrzną (np. podniebienia) u nielubianych sąsiadów.' Powszechnie
przecież w Małopolsce wschodniej nazywa się Rusinów czarnymi
i twierdzi się, że mają oni czarne podniebienie. Znana jest tam
też osobliwa zabawa, polegająca na konstatowaniu, czy jaki pies
jest Rusinem lub Polakiem ; rozwiera mu się pysk, mówiąc : pokaż,
czyś Polak, czy Rusin — i następnie orzeka z czerwonego czy
czarnego podniebienia. Czarność przypisują też sąsiedzi niewielkiej
grupce etnograficznej, w północnej części powiatu mławskiego
osiadłym, tak zwanym Poborzanom czy Pobożanom (wyprowadza­
nym od boru lub też od herbu Pobóg); mówią więc o nich, że
„mają czarno w pysku“ i z tego wyprowadzają wnioski o ich

181

złości i gwałtowności, gdyż podług zdania ludu, ten pies jest naj­
bardziej zły, który ma czarno w pysku; sami zaś Poborzanie tłu­
maczą tę „czarność w pysku“ tern, że w lecie jadają dużo czar­
nych jagód, obficie w ich wioskach rosnących *). Także i ADALBERG w swej Księdze przysłów 2)*notuje powiedzenie: to Pcborzaniec
z czarnem podniebieniem.
Czarność przypisują Mazurzy z pod Tykocina Żmudzinom;
mówią więc: czarny jak ŻmudzinB). Na odwrót wyśmiewają Li­
twini Mazurów, mówiąc że: u Mazura czarna rura, na co zresztą
otrzymują odpowiedź : póły czarna, aż go Litwin w . .. pocałuje 4).*
Podobnie mówi się o szlachcie. Włościanin, odnosząc się
niechętnie do szlachty, przypisuje jej oczywiście najrozmaitsze wady
moralne i fizyczne, między innemi także i ową czarność. Mówią
więc np. na Podlasiu, drażniąc się w sprzeczce ze szlachcicem:
u ślachcica w zadku ćarno6). Jeszcze stary GOŁĘBIOWSKI6), mó­
wiąc o niechęci ludu do szlachty zagonowej, wspomina o zwrocie
przysłowiowym : czarny tył jak u szlachcica, co ma jakoby odno­
sić się do nieochędóstwa drobnej szlachty: nawet i w tym wy­
padku umiano wynaleźć racjonalistyczne wytłumaczenie! W Poznańskiem znana jest piosenka na podobny temat:
Czy widzisz tam zdaleka,
Jak szlachcic z góry .. .
A skąd wiesz, że to szlachcic?
Bo czarną .... ma.
Przypuszczalnie też przezwisko czarny, stosowane do szlachty
(a potem wogóle do inteligencji) w Krakowskiem7), należy też
związać z powyższemi przykładami. Nie wykluczamy jednak mo­
żliwości, że przezwisko to poprostu djabła oznacza, którego eufemicznie czarnym się nazywa; że obcych djabłami się nazywa,
o tem dobrze wiadomo, podobnie jak też i djabłów w obcym
stroju lud sobie wyobraża.
’) L. RUTKOWSKI, Gościccy Papaje, Wisła XV 275.
s) ADALBERG S. Księga przysłów polskich s. v. Pobożanin, 410.

s) Wisła X 628.
4) KARŁOWICZ J. Przyczynek do zbioru przysłów etc., Kraków 1879, s. 29.

È) Maae I 6.
s) GOŁĘBIOWSKI Ł. Lud polski, zob. KOLBERG, Mazowsze I 320.

;) np. Maae I 8; zob. też KARŁOWICZA Słownik Gwar s. v. czarny.
13

Lud. T. XXI.

182

Podobnie nazywali też Kaszubi obcych handlarzy (czy nie
Słowaków?) sprzedających łapki (na szczury itd.). Znany autor
kaszubski, Hieronim (jarosz) DERTOWSKI, opisuje w swym poemacie
O panu Czorlińscim co do Pucka po sece Jachoł1), jakto w War­
szawie nie chcieli uwierzyć Kaszubie, panu Czorlińsciemu, że jest
Polakiem :
nie chcele mnie tam wierzec, >.e jem jech rodociem.
Liczele mnie — niechże za to Pąn Bog jech nie korze!
Do ty rozdzi, z chtorny weszle ćzorni łapiczkorze.
brano go więc — zdaje się — za Síoxvaka, których on czarnymi
nazywa. Widocznie są to okieślenia, których używa się chętnie
~w stosunku do obcych — tych czy innych. ADALBERG notuje
również przysłowie: czarny jak Szwed*2).
Paralela prowensalska.
Przypuszczać należy, że i w folklorze obcym znajdą się po­
dobne przykłady; znam niestety tylko jeden, zapisany u TYLORA 3)
któremu opowiadał Francuz protestant z okręgu Nimes o prze­
zwisku gorgeo negro, czarne gardło, którem katolicy darzyli hugenotów. Brano je tak dosłownie, że zmuszano niekiedy dzieci hugenockie, aby otwierały usta i przekonały wątpiących, że mają
gardło barwy normalnej. Niewątpliwie jednak przykładów takich
dałoby się znaleźć więcej.
Poznań.
*) Toruń 1880, s. 105.
2) ADALBERG o. c. s. v.

Szwed, s. 545.

s) TYLOR E. B. Cywilizacja pierwotna, Warszawa 1896, tom I, 321.

PROF. DR. RYSZARD GA'tSZYNIEC.

CZYNNIK RACJONALNY W WIERZE
I W OBRZĘDZIE.
TRESC: Zabobon a nauka s. 183 — Źródła błądó-.v naukowych s. 186:
a) Odosobnianie obrządów s. 186: — b) Osądzanie obrządów z su­
biektywnego stanowiska s. 190.

1. Zabobon a nauka.
Najlepszą obroną wartości badań naukowych nad religją
i zabobonem jesi :ch historyczne zrozumienie, a nie rozpatrywanie
psychologiczne, jakby to zrazu można było sądzić. Podejmowano
wprawdzie tu i ówdzie odosobnione próby, usiłujące wykazać,
że zabobon nie jest jakąś niedorzecznością, która na twarzy
nowoczesnego badacza wymusza jedynie uśmiech wyższości czy
politowania; wskazywano na to, że niejedno, co zabobon wyczuł
instynktowo, znalazło świetne potwierdzenie w nowszej nauce; sta­
rano się również wyzyskać jego strony poetyczne, czy też dotyczące
estetyki. Wszystko to jednak nie wystarcza, jeśli chodzi o trwałą
dążność ku zrozumieniu samego zjawiska. Owe bowiem próby
objaśnień, pochouzące przeważnie od dyletantów, mogły przyjąć pod
swe opiekuńcze skrzydła poszczególne tylko wierzenia i praktyki
zabobonne, nie miały jednak odwagi wystąpić w obronie całości.
Poważna wiedza starała się dotrzeć do tego zagadnienia przy
pomocy poczucia naukowego ; ocenia ona wszakże zbyt lekko
każdą rzeczywistość jako coś koniecznego, a konieczność, z po­
wodu jej uległości stałym prawom rozwoju, jako pewne dobro,
jeśli już nie samo w sobie, to przynajmniej ze względu na sam
13*

184

rozwój. Zabobon zatem był dla niej koniecznym okresem błą­
dzenia, który musiał przebiec cały rodzaj ludzki i każdy człowiek
zosobna w myśl zasady ontogenezy. Pojmowanie to, jakkolwiek
bardzo wygodne i cieszące się wielką wziętośoią, jest conajmniej
powierzchowne. Przecież o jakimś oznaczonym okresie zabobonu
nie możemy zgoła mówić, a przynajmniej musimy się zgóry wyrzec
możności jego określenia w czasie i przestrzeni, coby znów po­
ciągnęło za sobą złudę samego pojęcia okresowości.
Zabobon bowiem powstaje ciągle na nowo, również w na­
szych czasach ; jest on filozofją pozoru (Pnilosophie des Ais ob)„
jak go nazwał Hanns VAIHINGER. STRUNZ zaś poszedł tak daleko
w swych rozmyślaniach nad dziejami umiejętności przyrodniczych,,
że całą naszą pracę naukową podporządkował powyższej zasadzie,
a piękne nasze teorje określił mianem zabobonu, w który i lada
jutro może je przerodzić. Powiedzenie to oczywiście zbyt skrajne,,
ale stwierdza conajmniej, jak mało uzasadnione jest przyjęcie
jakiegoś okresu zabobonu w dziejach ludzkości.
Stosunek zabobonu do magji jest o wiele więcej zawikłany,
aniżeli do wiary; uchyla się on również od wszelkiego stałego
określenia. Oddawna już utarło się zapatrywanie, że zabobon
i magja nie są dziedzinami o wyraźnie zarysowanych granicach.
Mimo to jednak starano się powyższy stosunek wcisnąć w karby. pewnych określeń, oznaczając np. magję jako zabobon zmieniony
w praktykę, przez co milcząco uznawano właściwie pierwszeństwo,
istnienia teorji; — założenie zresztą takie było pojęte całkowicie
w duchu rozumującego religjoznawstwa i bez dłuższych rozważań
przeszłe w pewnik, a jako przypuszczenie naukowe opanowałoi z konieczności zniewoliło wszystkie poglądy. Dziś bylibyśmy
raczej skłonni uważać zabobon za dogmatykę zaczerpniętą z czyn­
ności magicznych — i to z równą jak przedtem jednostronnością..
O ile bowiem rzeczywiście jest wiele przykładów, wskazujących
na wewnętrzną styczność zabobonu i magji, to z drugiej strony
przeciwstawia się tymże, według mego zdania, o wiele więcej
wypadków, w których owa styczność polega nie na czem innem,.
jak tylko na wspólnocie dyspozycji duchowej, z której wyrosłyzabobon i magja
Z trudem jedynie mogą się niektórzy zdecydować na uznanietej dyspozycji duchowej, i to nie jako nieprawidłowej. Z trudem,
tylko, i to wbrew jawnym trudnościom, które się stąd wyłaniają.

185

•odnośnie do innych obszarów równoczesnego życia duchowego.
Według nich opierała się ta „zawiła wiedza“ na całkiem czczych
podstawach, a była naświetloną tylko z ciemnej strony władzy
poznania. (G. PARTHEY.) W odpowiedzi na powyższe twierdzenia —
■a nietylko ze wzglądu na ich stylową opaczność — wskazywano
często na racjonalną osnową obrządu i wiary. Dotąd nie podano
jeszcze ogólnych zasad w tym kierunku, bo narazie jest to nie­
możliwe i mogłoby jedynie przynieść szkodą, póki badania poszcze­
gólne nie przenikną i nie uporządkują danego materjału. Owa
zaległość w badaniach wywoływa słuszny żal; one bowiem przy­
wróciłyby bez wątpienia w znacznej wiąkszości wypadków należną
cześć okrzyczanej „ciemnej stronie“. Stąd nie rozwiązała jeszcze
nauka zagadnienia o racjonalnym czynniku w zabobonie i obrządzie.
Zagadnienie to musiało zaś pozostać w zawieszeniu, jak
długo wiarą i obrząd uważano za coś istotnie odmiennego od
"cszty myślenia i działania człowieka. Teor e stwarzane ad hoc
miały też pośredniczyć w rzekomej sprzeczności, istniejącej miądzy
zabobonną a świeckopraktyczną działalnością jego. A przecież
należało sobie wprzód postawić pytanie, czy sprzeczność ta istnieje
w rzeczywistości. Wszak już stary Antonius van DALE zarzucał
religjoznawstwu, że jest zbyt pochopne do objaśniania „jak“ sią
coś stało, nie poznawszy wprzód rzetelnie tego „co“ sią stało.
Jako jaskrawe podobieństwo przytoczył on opowieść o złotym
ząbie pewnego śląskiego wieśniaka, która wywołała zawziąty spór
w świecie uczonych; oto cząść ich przypuszczała, że to oszustwo,
lecz wiąkszość zaciekawiało jedynie pytanie, jak temu chłopcu
mógł wyróść złoty ząb. Dopiero znacznie później wpadł ktoś na
myśl, by poprostu zbadać ząb i w ten sposób odkryć zwykłe,
niezgrabne oszustwo. — A tak dzieje sią cząsto w nauce, i tu
także należy nasz wypadek. Przenoszono mianowicie żywcem —
że sią tak wyrażą — odległość, którą wyróżnia nasze uczucie
miądzy zabobonem a własnem życiem, na czasy i stosunki, którym
ów rozdźwiąk jest całkiem widocznie obcy. Pewnie, że wówczas
musiano przerzucić sztuczny most ponad przepaścią tak sztucznie
wytworzoną; lub też w ślepej bezmyślności załatwiano sią wogóle
z tem zagadnieniem w ten sposób, iż wzruszając ramionami roz­
wiązywano je jednem słowem „gallimathias“.

186

2. Źródła błędów naukowych
Wszystko to jest jednak zbyteczne. Całe bowiem działanie
i myślenie człowieka przeszłóści znosi każdą nieuprzedzoną kry­
tykę równie dobrze, jak nasza działalność i nauka. Musi się tylko
przytem unikać podwójnego niebezpieczeństwa, a mianowicie odosobniania zjawisk i osądzani*», ich z naszego subjektywnego stanowiska.
ozatem możnaby jeszcze wymienić inne punkty widzenia* jako
zasady heurystyczne: one wszystkie jednak są tylko szczególnemi
wypadkami obu wyżej wyłuszczonych podstaw metodycznych.
Otóż np. według takiej jednej zasady nie można uważać mitu,
symbolu, względnie przenośni za podstawę, lub za pierwotną
osnowę danego obrzędu czy wierzenia — gdyż np. każdy symbol
wyprzedza jakaś rzeczywistość, z której się on dopiero rozwinął.
A więc to, co jest dopiero duchowym remanentem i wytworem
przeżycia s»ę danego obrzędu lub wierzenia, podaje się jako ich
przyczynę — i przez to stwarza zdarzającą się niestety bardzo,
często odwrotność stosunków.
a) Odosobnianie obrzędów.
Przedewszystkiem nie można odosabniać zjawisk istniejących.
W czasach pohellenistycznych przepisuje medycyna ludowa, by
w celu uzyskania snu kłaść pod głowę zapisane pewnemi for.nułkam' liście wawrzynu lub oliwki. Dla wyjaśnienia tego przepisu
wskazywano na sdę przeciwdemoirczną, tkwiącą rzekomo w owych
liściach. Otóż wskazówka ta nie jest poparta żadnym dowodem
i sama wymaga wyjaśnienia. Natomiast bez dalszych dociekań
zrozumie się obrzęd, jeśli sobie przypomnimy, że jeszcze w czasach
historycznych obok ostracyzmu (sądu skorupkowego, gdzie na
skorupkach z garnków wyskrobywano rylcem swoje wotum) był
znany w Atenach i Syrakusach jeszcze inny rodzaj banicyjnego
sądu ludowego, przy którym wypisywano imiona na liściach.
Zwyczaj ten zezwala na wniosek, że jeszcze dawniej, jak i dziś
zresztą u ludów południowo-wschodniej Azji — pisano wogólé
krótsze teksty na liściach; i ten materjał do pisania utrzymał się
później jedynie tylko w praktyce zabobonnej, króra hie odważała
się wprowadzać żadnych nowości, nie chcąc kwestjonować samego
wyniku. Zresztą właśnie ten materjał, a nie skorupy, znajdował

187

się tuż pod ręką, gdyż posłanie nocne Greków stanowiła zwy­
czajnie warstwa liści, a to wawrzynowych i oliwnych, ponieważ
drzewa te są na południu najwięcej rozpowszechnione.
Gallicki lekarz MARCELLUS EMPIRICUS poleca następujący śro­
dek, by przeszkodzić mężowi w wykonywaniu obowiązków małżeń­
skich: należy włożyć pod jego łóżko uwieńczony tłuczek od moździe­
rza. Co ma oznaczać tłuczek, można się domyśleć; ale nie jest tak
odrazu jasne, dlaczego jego uwieńczenie ma sprowadzić upragniony
skutek. Przesąd dopiero wówczas zrozumiemy, jeśli wciągniemy
do porównania stary zwyczaj wieńczenia zmarłych ; wskutek uwień­
czenia tłuczek jest ucharakteryzowany jako nieżywy i dlatego jego
odpowiednik nie może się poruszać w łożu małżeńskiem.
Ojciec kościoła HIPPOLYTOS donosi w swej polemice przeciw
czarownikom, że zasięgający rady wyroczni czarodziejskiej wstę­
powali do niej, wzywając egipskiego boga słońca Phre i wywijając
gałązkami wawrzynu. Przedtem usiłowano to wyjaśnić w ten sposób,
iż wskazywano na oczyszr,za;ącą i odwracającą niebezpieczeństwa
siłę, tkwiącą w wawrzynie dzięki jego łączności z jasnym i czystym
bogiem Apollinem. Zamiast tego jednak wyjaśnienia, pozbawionego
odpowiednika, słuszniejszem byłoby powołanie się na prastary?
zwłaszcza w misterjach utrzymujący się zwyczaj, a mianowicie, że
wówczas, kiedy zbliżano się z prośbą do bóstwa, trzymano zawsze
w ręce gałązkę, zerwaną z drzewa mu poświęconego.
Znajomość tego zwyczaju odgrywa również ważną rolę przy
wyjaśnianiu innych znanych wątków literackich. W Enejdzie Wer­
gilego mamy właśnie jeden z najpiękniejszych wątków tego ro­
dzaju; jest tu mowa o złotej gałązce, bez której Eneasz nie może
się dostać do świata podziemnego. Nad znaczeniem tej gałązki
zastanawiano się wiele i rozmaicie ; zwykle zestawiano ją z różdżką
wieszczbiarską, lub z gałązką jemioły, która miała rzekomo wszystkie
zamki otwierać. Zapewne, są to podobieństwa, lecz tylko rzeczowe,
nie dotyczące jednak czynności; albowiem złota gałązka miała
służyć jedynie za przepustkę czy legitymację, a nie za przyrząd
działający, jako różdżka wieszczbiarska lub gałązka jemioły. Jeśli
zważymy, że podróż Eneasza w krainą podziemną miała charakter
religijny, wtedy już się nam sam nasunie odpowiednik w obrzędzie
misterjów, gdzie wierny nie śmiał się wogóle zbliżać do bóstwa
bez gałązki w ręku. A więc obrzęd, który już wymarł w czasach
rzymskich, otrzymał w wątku literackim dziwne rysy; a w celu

188

wzmożenia ciekawości słuchacza umieścił poeta złotą gałązką, gdyż
bohater odbywał podróż do boga złotego bogactwa (Pluto, Dis).
Obrząd ów doszedł do wielkiego znaczenia również pod
innym wzglądem; z niego bowiem rozwiną* się symbol zawodowy
jednego stanu, a mianowicie rapsodów, recytatorów epopei homerowych. HESIODOS opowiada nam we wstępie Teogonji o swem
powołaniu na poetę, przypominającem mimowoli namaszczenie
Isajasza na proroka. Bóg mu tam wręcza laskę z kiścią liści
wawrzynowych, jako symbol przyszłego zawodu. Wiemy zaś rze­
czywiście, iż w czasie uroczystości występowali rapsodowie z laską
w ręce i z wieńcem wawrzynowym na skroniach. Skądże tak
dziwny strój rapsodów? Jak dziwnie wyróżniają się od Orfeusa,
którego też stale widzimy z wieńcem na głowie, lecz z lirą w ręce
zamiast laski. Skąd ten strój zawodowy? — gdyż takim jest on
W rzeczywistości. I dziś jeszcze możemy zauważyć, że każdy strój
zawodowy wykształca się poprostu z warunków danego zawodu.
Orfeus okazuje się z lirą, gdyż nie recytował pieśni, lecz śpiewał
przygrywając na strunach liry. Na skroniach zaś miał wieniec
z tego powodu, że pieśni epiczne — o ile wiemy — śpiewano
zwyczajnie tylko przy dwu okolicznościach, a mianowicie podczas
uczty i uroczystości.
Przy uczcie (symposion) występowali Grecy (a naśladując
zwyczaj grecki i Rzymianie) jeszcze w czasach historycznych
z wieńcem na głowie, gdyż uczta także wówczas miała charakter
religijny. Zarazem istniał przepis, że każdy uczestnik wieńczył się
przy akcie uroczystym i ofierze, a państwo z konieczności dostar­
czało tanich wieńców. Dlatego też śpiewacy, którym obok ka­
płanów przypadała najwybitniejsza rola podczas uroczystości —
nie mogli wystąpić bez wieńca; był on dla nich symbolem za­
wodu, zarówno jak i dla greckich kapłanów i utrzymywał się
w grupie śpiewaków, występujących prawie wyłącznie podczas
uroczystości. Byli to rapsodowie. Wiemy dalej, że oni nie śpie­
wali już więcej poematów epickich, lecz je recytowali; dlatego
też nie mieli w ręce liry, lecz zrównali się jeszcze bardziej z wiernymi, przyjmując w zamian podobnie jak oni gałązkę wawrzynu.
Z czasem wskutek przystosowania do warunków życia praktycznego,
zmuszającego rapsodów do podróżowania od miasta do miasta,
z uroczystości na uroczystość, zmieniła się ta gałązka w laskę
z kiścią liści wawrzynowych — jak to widzimy u rapsoda podczas

189
święcenia HEZJODA na poetę. Ai jednak rozwój się tu nie za­
trzymał; ów symbol utrzymał się dalej za potomków rapsodów.
U ostatnich następców tychże, francuskich nouvellistes średnio­
wiecza zachowała się już sama laska. Obrzęd religijny wyłania
więc symbole świeckie.
Na inne pobliskie przykłady pragnąłbym wskazać jedynie
w krótkości. Znany jest zaszczyt ^wieńca poetyckiego z życia
naszych humanistów: wszak JANICKI był poetą uwieńczonym
(poeta laureatus), potem Szymon SZYMONOWICZ i i. — -Obrządek
ten nie jest bynajmniej odznaczeniem, wymyslonem dopiero
w epoce humanistów — lecz jest poprostu prawidłowym wy­
tworem religijnego pierwotnie zwyczaju. Przed chwilą przecież
wspomnieliśmy, że wszyscy uczestnicy uczt, uroczystości, wyroczni,
lakoteż kapłani byli uwieńczeni, i że w pewnych grupach (i u ra­
psodów) stał się wieniec oznaką zawodu. Ow stary zwyczaj, który
oczywiście dawno wymarł, powołali sztucznie do żytfa humaniści
i nadali mu podłoże prawne. Zresztą sam rodzaj tego wznowienia
nie był znów tak całkowicie samowolny; bo już w starożytności
wieniec, dawany przez publiczne i państwowe władze był Wyso­
kiem odznaczeniem, równającem się dzisiejszym medalom zasługi
czy orderom. Dlatego DEMOSTENES tak wielką wartosr do niego
przykłada i pisze z tego powodu najpiękniejszą swą mowę. Pozatem był on nagrodą w zapasach poetyckich. Wieniec huma­
nistów był tedy jedynie dalszym wytworem starego zwyczaju, lecz
miał w czasach odrodzenia nierównie większe znaczenie ze względu
na to, że był zjawiskiem odosobnionem, ponieważ wówczas za­
marła już dawno cała kultura, z której niegdyś wyrósł. Dlategc
też zniknął dość szybko z powierzchni wraz z humanistyczną
kulturą.
Dzisiejsza doba zna jeszcze jeden zwyczaj wieńczenia; mam
tu na myśli wieniec panny młodej, znany już zresztą w staro­
żytności. Rozwój jego można tu łatwo rozpoznać: oto przy ślubie
stanowiła ofiara jądro obrzędu weselnego ; wszyscy uczestnicy
mieli wieńce na głowach, jak wogóle przy każdej ofierze ;
oczywiście przedewszystkiem miała je para narzeczonych, i jej
wieńce mogły się wyróżniać szczególną pięknością. Ze zmianą
kultury zmienił się również rodzaj zawierania małżeństw. Pogańską
ofiarę wyparł obrzęd chrześcijański, ale strój, który ze starej
kultury całkiem naturalnie się wykształcił dla tej ważnej chwili

190
w życiu, utrzymał się bez zmiany w kulturze nowej aż do dni
dzisiejszych.
Wiele pisano o użyciu bluszczu w życiu i w kulturze, którym
się zwykle weńczono podczas uroczystości dionyzyjskich i przy
ucztach. Gdzie mu nie przypisywano wprost sił magicznych, tam
łączono z owem stale zielonem liściem głęboką symbolikę natury.
A jednak wyjaśnień nie trzeba tak daleko szukać. Podczas wino­
brania zwykli się i dziś jeszcze wieńczyć weseli rolnicy winnem
liściem i gronami — a dla starożytności mamy wyraźne świadectwo
tego zresztą tak naturalnego zwyczaju. Istnieje zaś pewien rodzaj
bluszczu nazwanego przez starożytnych białym, którego owoce
odznaczają się niezwykłem podobieństwem do winogron. Dlatego
też używano go do wieńców, oczyvr'sta przedewszystkiem w cza­
sach, kiedy liści winnych zupełnie nie było — jak w zimie, albo
tam, gdzie ich było niewiele — jak po miastach. Powoli roz­
szerzył się ten zwyczaj i na inne gatunki bluszczu, gdyż właściwy
powód użycia białego bluszczu poszedł wkrótce w zapomnienie,
a zwyczaj wieńczenia już się zmechanizował; i w ten sposób
doszło do tego, iż bluszcz stał się rośliną poświęconą bóstwu
wina. Podobnie i powój przeszedł do tej samej roli, chociaż był
drzewem żałobnem, t. zn. że ze względu na stałą świeżość sa­
dzono go zwykle na grobach; lecz z powodu podobieństwa do
bluszczu doszedł do podobnego znaczenia w czasie uroczystości
dionizyjskich. PLINIUS (N. H. XVI 155) wyjaśnia nam to w tych
słowach: „prosty lud nie wie, że to drzewo żałobne i bezcześci
niem bardzo często własne uroczystości, gdyż uważa je za bluszcz“.
b) Osądzanie obrzędów z subjektywnego stanowiska.
Drugim najpospolitszym błędem, wiodącym do mylnych pojmowań w religjoznawstwie jest osą dzanie zjawisk z naszego wła­
snego stanowiska. Panuje tu jeszcze w pełnym spokoju psycho­
logia ludowa, którą usunięto już z wielką energją z dziedziny
nauk ścisłych i opisowych. Taki sposób oceny musi z konieczności
prowadzić do potępiania danych zjawisk, względnie do sztucznych
objaśnień, z pośród których najzwyklejszemi są symbol i prze­
nośnia. Ponadto wielu uczonych nie lęka się tu wcale popełniać
jawnych nadużyć, przed któremi wzdrygnęliby się z pewnością,
gdyby przy tem cośkolwiek tylko zechcieli myśleć.

191
U wielu ludów istnieje obrzęd obcinania włosów i paznogci
na znak żałoby; nazywa się to ofiarą dla zmarłych. Tej „ofiary“ nie
można zapewne pojąć jako uczty ofiarnej; inne pojęcie, na pod­
stawie którego uważa się tę ofiarę za dar czy wyzbycie się oso­
bistej wiasnoj :i — również nie może w tym wypadku poważnie
wchodzić w rachubę ; słowem nadużywa się tu pojęcia ofiary, a ta
„ofiara“ z włosów i paznogci musi być czemś innem, lub przynaj­
mniej musiała być kiedyś czemś zgoła innem. Czem ona była w istocie,
poznajemy z porównania dawnych obrzędów pogrzebowych innych
ludów, u których zwyczaj przepisuje głośne skargi, wyrywanie wło­
sów, .draśnięcia do krwi, a nawet odcinanie części palców; są tc
uzewnętrznienia wielkiego bolu, które były pierwotnie impulsywne,
a później zostały uregulowane odnośnym zwyczajem.
Inny wypadek stanowi idea ofiary zastępczej (substytucyjnej),
która niestety jeszcze ciągle znajduje oddźwięk w nauce. Według
tego poglądu ofiaruje się zwierzęta zamiast pierwotnie wymaganej
i składanej ofiary z ludzi, by przywłaszczyć sobie pokutę ofiary;
a nawet mówi się o substytucji własnej osoby. Wyjdźmy z faktu
ostatniego. Według powyższego przypuszczenia ofiarowano siebie
samego, popełniając przed bóstwem samobójstwo w celu prze­
błagania jego. Wówczas zapewne mogło chodzić jedynie o jedno­
razową ofiarę, a do niej mogli być zobowiązani albo wszyscy,
albo tylko poszczególni ludzie. Więc kto i dlaczego? z przymusu,
czy własnego popędu ? i to w czasach pierwotnych ? Widzimy
więc, że tam gdzie brak właściwych pojęć, wstawia się wzamian
zastępcze słówko w odpowiedniej chwili. Weźmy raczej pod uwagę
konkretny przykład, a zobaczymy, że histcrja wyjaśni nam ten
obrzęd w zupełności inaczej. Przypadek ów łączy się z objaśnianym
już wielokrotnie zwyczajem Rzymian, którzy podczas składania
ofiary według obrządku krajowego (Romano ritu) zasłaniali sobie
głowę. Już w starożytności spotykamy rozmaite objaśnienia tego
zwyczaju. Antykwarjusz VARRO, sprowadzający wszystko do pier­
wotnego założenia i następczego wprowadzenia w życie, tłumaczył
to według FESTUSA (s. 432, 3 Lindsay) tern, że Eneasz, patrjarcha
rodu julijskiego zakrył sobie głowę podczas pewnej ofiary, nic
chcąc się narazić na przeszkodę w tej czynności ze strony Odysseusza. Zależny od VARRONA komentator SERVIUS (Aen. III. 407)
pojmuje obrządek o wiele sympatyczniej, objaśniając go w ten
Sposób „by w czasie czynności kultowej błądzący wzrok nie doznał.

192
roztargnienia“. Jest to zapewne racjonalne wyjaśnienie obrzędu,
i nie wątpimy, że to pojmowanie, a jeszcze więcej uczucie je
podtrzymujące przyczyniło się wprost nadzwyczajnie do utrzymania
samego obrzędu. Tem się jednak nie zadowolono, lecz łącznie
z pokrewnemi faktami próbowano osnuć dłuższe dzieje owego
obrzędu. H. DIELS wskazywał też na to, że rzymski flamen miał
czapkę (pileus) ze skóry zw.erzęcia ofiarnego, dzięki której mógł
przysłaniać głowę; sądził on mianowicie, że w związku z ostatnim
faktem należy przyjąć wewnętrzne stosunki zachodzące między
ofiarującym a ofiarą, a to właśnie związek substytucji: ofiarujący
„zajmuje w ten sposób miejsce ofiary i przywłaszcza sobie po­
jednanie z bóstwem, które zastępujące go zwierzę uzyskało przez
własny zgon“. Wskazuje on również na to, że podany przez wy­
mienionych autorów „obrządek przewiązywania się wełnianą opaską
jest osłabioną formą pierwotnego zakrywania“; z zakrywania po­
zostało tylko opasanie taśmą sporządzoną z wełny zwierzęcia
ofiarnego. Lecz to wyjaśnienie, chociaż tak głęboko pomyślane
i tak zajmujące ze względu na swój piękny wątek psychologiczny,
nie może odpowiadać rzeczywistemu stanowi rzeczy. Nie chcę tu
rozwijać powszechnych wątpliwości, wysuwających się przeciw po­
jęciu ofiary zastępczej, wyłonionej dopiero z dogmatyki chrześci­
jańskiej ; wszak tu, gdzie chodzi o substytucję samych ofiarujących,
rozbija się i pojęcie, i objaśnienie o tamy wewnętrznej niemożli­
wości. Nie :rzeba też zgoła uciekać się do tak głębokich mo­
tywów Wszak pileus — jak HELBIG dowiódł — stanowił kiedyś
część składową starego stroju ludowego, który niegdyś bardzo
rozpowszechniony w Italji utrzymał się później tylko w szczególnych
kategorjach społeczeństwa i wśród szczególnych okoliczności ży­
ciowych — i to tych zwłaszcza, które stały w najściślejszym
związku z kultem. Owo pokrycie głowy było zrobione pierwotnie
w całości ze skóry zwierzęcej, choć niekoniecznie ze zwierzęcia
ofiarnego, z jednym jedynym wyjątkiem kapłanów, gdyż u nich
żyjących przecież z ofiar — może też otrzymujących jak u Greków
skóry zwierząt ofiarnych — było to rzeczą naturalną. Skoro ten
strój ustąpił innym modom, które przyniósł z sobą postęp kultury,
kiedy np. zamiast skóry cieszyły się wzięciem czapki wełniane,
a z upływem czasu musiały i one ustąpić naporowi innej mody —
było rzeczą naturalną, że kapłan jak przedtem tak i później spo"ządzał zobie pileus ze skóry zwierzęcia ofiarnego i uczynił go

193
w ten sposób poniekąd oznaką urzędu. Ponieważ zaś obok wy­
zwoleńców kapłan był jedyną osobą, która go jeszcze wogóle no­
siła, więc musiał się wyłonić pogląd uczonych, że pileus też pier­
wotnie był sporządzony jedynie ze skóry zwierzęcia, ofiarnego —
przyczem starano się usilnie wyszukać i wynaleźć wewnętrzne
nici, łączące ofiarę z ofiarującym, które w swem zaraniu były
przecież czysto przypadkowe i uwarunkowane tylko zewnętrznemi
okolicznościami kulturalnemi. Wynikiem tych usiłowań są idee
substytucji tak sprytnie wymyślone przez DIELSA, a uznane przez
SAMTERA.

Wypadki tego rodzaju zdarzają się dosyć często a mało się
na nie w ogólności zwraca uwagi ; gdzie zaś z konieczności trzeba
się z niemi liczyc, wówczas sięga się raczej z pominięciem roz­
ważań historycznych, do bliższych motywów psychologicznych,
albo mistycznych. Stwarza się pewną ilość haseł naukowych, słu­
żących rzekomo do klasyfikowania poglądów związanych z wiarą
i obrzędem, w rzeczywistości zaś mających zarazem podawać do­
tyczące objaśnienia. Wyczuwa się wprost radość uczonych, jak
to bez zbytniego łamania sobie głowy i przekonywująco krótko
można „objaśniać“ rozległe dziedziny życia religijnego. Tylko
jednej rzeczy tu nie znajdujemy, a mianowicie jasnych poglądów
i uzasadnienia. Żonglowanie temi hasłami idzie dość daleko, gdyż
uwalniają one od własnego myślenia i odpowiedzialności przed
samym sobą; są bowiem powołane do rzucania na wszystko
„snopów światła", nawet tam, gdzie trudno coś dojrzeć. Bardzo
częste i stąd wielce ulubione jest hasło „matka ziemia“, które
stworzył A. DIETERICH. Jednak zgóry musimy dodać, że on
tylko w bardzo niewielkiej części ponosi winę za obecne igraniez tern słowem — i byłby je z pewnością jak najostrzej potępił,,
gdyby mu życia starczyło.
Jeśli się kładzie na ziemi nowonarodzone dziecię, to dzieje
się to w tym celu, by otrzymało siły i życie od swej właściwej
matki-ziemi. Gdy się kładzie umierających na ziemi, to zwyczaj
ów ma wskazywać, że oni wracają do łona swej matki. Jedno,
musi się przyznać temu pojmowaniu, że jest bardzo poetyczne;
stąd też poeci dostarczają najlepszych przykładów na użycie tego
wyrazu. Lecz więcej dobrych stron nie można mu przypisać. Dla­
czego tedy kładzie się dziecko na ziemię ? Mojem zdaniem z tego
powodu, iż zwyczaj wymagał, by kobiety rodziły nie na łożu, lecz

194

na ziemi. Tak, ale i tö wyjaśniano ową „matką ziemią“, choć
jakiegokolwiek związku trudno tu dopatrzeć. Natomiast pod ręką
mamy zwyczaj ludów natu-y, u których wszystkie kobiety rodzą
na ziemi z tego li powodu, że ich chaty stoją na nagiej ziemi.
Musiały też tak niegdyś wyglądać chaty Greków i Rzymian,
których dawne zwyczaje życiowe przeniesiono w niezmienionej
formie do późniejszych domów i pałaców. Albo jakby się chciało
wyjaśnić równoczesne wymagania co do skuteczności wielu amu­
letów, które nie śmią dotknąć owej „matki ziemi“, by zachować
odpowiednią siłę? Może nas tu kto uszczęśliwi jakąś teorją
„polamośc sił“, by opanować rozbieżne fakty.
A zatem tylko w ten sposób osiągniemy pełne wyjaśnienie
obrzędów, jeśli poprostu przedstawimy dzieje ich i będziemy je
śledzić aż do punktu, gdzie stanowią organiczną część składową
danej kultury; odosobnione rozpatrywanie potrafi podać w tych
wypadkach jedynie psychologiczne lub racjonalistyczne motywy
{„siła magiczna“ i t. d.).
Przytoczymy teraz inny przypadek spokrewniony z powyższem zjawiskiem, tyczący się zwyczaju pierścionków. Z noszeniem
pierścionków łączą się u Greków i Rzymian pewne zwyczaje ;
w oznaczonych okolicznościach, jak podczas snu i przy uczcie,
musiano go zdejmować; ściągano go również z palców umarłego;
1 itagorejczykom nie było nawet wogóle wolno nosić pierścionków.
Celem uzasadniei ia tych dziwnych poglądów, wynaleźli już uczeni
starożytni twierdzenie, że praktyka ta jest zupełnie słuszna z tego
powodu, gdyż pierścień stanowi pewnego rodzaju pęta, trzymające
w uwięzi duszę — a myśl tę z pewną bezmyślnością podchwycili
i powtórzyli uczeni nowożytni. Jeszcze najsumienniej zbadał ten
pogląd HECKENBACH i usiłował wybrać z niego zarówno pierwiastki
kulturalno-historyczne, jakoteż objaśnić konsekwentnie stronę prak­
tyczną. Wywnioskował on mianowicie z (symbolicznego) charakteru
opaski, który według jego zdania należało przyznać pierścieniowi —
sądzę, że pod wpływem rozprawy J. LIPPERTA o pochodzeniu
pierścienia u Niemców i Słowian — że najstarszą jego formą była
nić owita dokoła palca. Pod względem metodycznym 'est to
wniosek bez zarzutu, a nawet świetny o tyle, że każdy symbol
wyprzedza pewna odpowiadająca mu rzeczywistość; po dokładniejszem jednak dociekaniu okazuje się cała chw:ejność jego, jak
również przesłanek, na których się opiera. Znamy oczywiście bardzo

195
dobrze z pomników starożytnych nici owijające poszczególne członki;
dziwnym jednak trafem nie znajdują się one nigdy — o ile tylko
sam matirjał do takiego sądu uprawnia — na palcach, a nadto
mają węzły. Ostatni fakt jest ważny z tego względu, że z jednej
strony mamy tu objaśnić pozornie zabobonne poglądy, ceniące
wysoko wszelką drobnostkę, z drugiej zaś z tego powodu, że
owe Węzły mogły być bardzo dobrze naśladowane w metalu ;
w rzeczywistości jednak nie znajdujemy ich wcale na pierścionkach
z tego materjału. Do nici, owitych dokoła członków nawiązują
bez wątpienia naszyjniki i naramienniki (względnie łańcuchy), przy­
pominające w wyraźny sposób swoje pochodzenie, choćby już ze
względu na własną postać. Nici bowiem służące pierwotnie do
upiększenia ludzi zaczęto ze wzrostem kultury i przy rosnących
wymaganiach, wyrabiać z materjału przyjemniejszego i droższego.
Już wcześnie jednak złączono Z niemi wierzenie; że się przyczyniają do powodzenia człowieka: być może dlatego, że początkowo
tylko bogatsi sobie pozwalali na ten zbytek. W ten sposób bowiem
stara się każda epoka, stosownie do panującego wówczas nastroju
zasadniczego, usprawiedliwić istnienie i kcn eczność własnych oby­
czajów i zwyczajów; musiano znaleźć przyczynę noszenia nici
i pierścionków — nie dlatego, by ów zwyczaj był jakiemś „piekącem zagadnieniem“, nad któremby mozolnie ślęczano, lecz po
prostu z tego powodu, że rodzice musieli dać odpowiedź na
pytanie ciekawego dziecka ubierającego ową ozdobę — a tę od­
powiedź przekazywano dalszym pokoleniom jako wierzenie i naukę
przodków. Rozumiemy więc teraz zupełnie dobrze, że nawet w cza­
sach, w których noszono złote i srebrne łańcuchy, znano jeszcze
nici. Co w nich było ozdobą, dotrzymało kroku w postępie kul­
tury; co w nich było magjo-religją przestało wzrastać, lub nawet
uległo zniszczeniu, a własny żywot wiodły jedynie idee z niemi
związane: rozdział form zwyczajowych odpowiadał w zupełności
rozróżniczkowaniu pojmowania. Wiara trzymała się formy pierwotnej
i stała się zabobonem w tej chwili, kiedy obok niej wystąpiła
inna, już zracjonalizowana forma (jako czysta ozdoba), i gdy ludzie
uświadomili sobie różnorodny charakter obu zwyczajów.
Lecz z powyższemi pierścieniami (więc naramiennikami, na­
szyjnikami i in.) nie ma nasz pierścionek na palcu nic do czynienia.
Co więcej, nie może on mieć z niemi żadnej łączności, gdyż jest
obcym nabytkiem kulturalnym, podczas gdy powyższe pierścienie

196
są — jak się zdaje — w Grecji wytworem miejscowym. Przy­
najmniej HOMER, tak rozrzutny w opisach wszelkich ozdób, nie
zna wcale pierścionków, jak to już starożytnych uderzyło według
świadectwa PLINJUSZA. A jeśli sobie przypomnimy, że Pitagorejczycy, którzy dogmatyzowali prawie bez wyjątku stare wierzenia
i zwyczaje ludowe, nie chcieli nosić pierścionków — wówczas
mamy już rozwiązane zagadnienie. A zatem nienoszenie pierścionków
jest tylko dalszym żywotem starej kultury, która ich zupełnie nie
znała. Jeśli się mógł utrzymać ten zwyczaj tylko w oznaczonych
kołach, a dalej ostatecznie tylko dla pewnych, w życiu jednak
szczególnie określanych okoliczności — odpowiada to zjawisko
całkowicie zbiedniałemu żywotowi, który zwyczajnie wiodły owe
przeżytki. Rozumiemy też, jak można było otrzymać zachętę do
chwytania się objaśnień w ogólności; że jednak te obj. śnienia
nie są zasadniczo niczem innem, jak tylko zastosowaniem idei
zbiorowych — nie potrzeba na to chyba osobnego dopiero
wykładu.
Otóż widzimy, że rzeczywiste wyjaśnienie może się jedynie
opierać na przedstawieniu historycznego rozwoju. Metoda ta jednak
nigdy się nie podoba — będzie się jej zarzucać zapoznanie mo­
mentów psychologicznych. Wszak tysiąc razy wygodniej jest,
wskazać poprostu na „najgłębszą“ przyczynę, by wszystko ujrzeć,
bardzo dokładnie rozjaśnione, w blasku tych „snopów światła“.
Ponieważ jednak jesteśmy już raz przy pierścieniach, warto
będzie zapewne zadać sobie trudu i opowiedzieć dzieje pierścionka
ślubnego. S. REINACH przytacza rozliczne legendy starożytności
(np. opowieść o pierścieniu Polikratesa), w których odgrywa rolę
pierścień w połączeniu z morzem, i wyjaśnia je małżeństwem,
które odnośni mocarze z niem zawierali. Przypomina on nam
również jako wyjaśniające podobieństwo znaną ceremonję, którą
corocznie spełniał doża wenecki wrzucając pierścień w morze:
ceremonję tę określano jako małżeństwo z morzem. Ale tłuma­
czenia REINACHA kuleją w samem założeniu: nie znamy bowiem
w starożytności użycia pierścionka ślubnego, które u nas jest
powszechne ; a nadto tłumaczenie zwyczaju weneckiego jest tylko
tłumaczeniem, i to właśnie nie szczególnie jasnem. Pewien rodzaj
pierścienia ślubnego spotykamy jedynie u Rzymian: był to że­
lazny pierścionek, który narzeczony wręczał swej narzeczonej.
Nawiasem należy sobie przypomnieć, że oddawna tak samo

197
w Lacedernonie noszono pierwotnie pierścienie żelazne. Podobnie
jak na wschodzie dawano i w Rzymie pierścień jako zastaw przy
kupnie (arm). A zatem zwyczaj rzymski dałby się wyprowadzić
z pierwotnego kupna narzeczonej, a pierścień możnaby uważać
za arrabo amoris (zastaw miłości, Plautus Mil. 957), za wytwór
ogładzonego uobyczajnienia, które niosło z sobą dalej stare formy
życiowe,-podsuwając im nówą myśl symboliczną. Że takie przed­
stawienie nie jest czczą konstrukcją, stwierdza najlepiej istniejąca
jeszcze w historycznej dobie, choć już też zanikająca forma za­
wierania małżeństwa, jako coemptio (kupno), gdzie narzeczony wy­
stępował jako coemptionator. Zwykła dzisiaj wymiana pierścionków
zyskała sobie prawo obywatelstwa dopiero wiele wieków później
dzięki zlaniu się innych zwyczajów.
OWIDJUSZ chcąc uzyskać moment porywającego tragizmu
dla swej opowieści o Persefonie, wykorzystał w tym celu tę oko­
liczność, że córka Demetery nie może z tego względu już nigdy
powrócić na świat żyjących, ponieważ skosztowała ofiarowane jej
jabłko granatowe. Kto sobie wogóle zadaje na tyle trudu, by
przytem coś nie coś pomyśleć, pojmuje owo jabłko granatowe
jako „potrawę magiczną“, przykuwającą wskutek jej skosztowania
daną osobę do odnośnego miejsca, podobnie jak jadło zmusiło
. Odysseusza do pozostania w kraju Lotofagów, względnie jak napój
lethejski zmuszał do pobytu w Hadesie. Inne wyjaśnienie jest też
zresztą niemożliwe, dopóki rozpatrywamy tę legendę odrębnie,
czyli samą dla siebie; jeśli zaś spróbujemy ją wmieście w krąg
kultury ogólnej — wówczas ukaże się całkiem inny obraz. Wprawdzie
jest bardzo rozpowszechniony zwyczaj wręczania jabłek młodemu
małżeństwu — lecz mógłby ktoś przypuścić, że i on może mieć
podłoże magiczne. Ale u dzisiejszych ludów bałkańskich, także
u Bułgarów, znajdujemy laki zwyczaj, że na znak udzielonej gościn­
ności podaje się przybyszowi jabłko, podobnie jak w Rosji chleb
i- sól. Przyjęcie jabłka oznacza przyjęcie gościnności. Ogólny ten
zwyczaj uzyskał szczególne znaczenie przy ślubie ; narzeczony
wręczał jabłko narzeczonej. Przyjęcie owocu było jednoznaczne
ze słowem „tak“, wyrzeczonem przed księdzem, było zezwoleniem
na ślubne współżycie z mężczyzną. .Jeśli zaś Persefona przyjęła
jabłko, postąpiła tak, jak wszystkie dziewczęta czyniły przy ślubie,
a mianowicie oznajmiła wskutek tego swą wolę co do pożycia
Lud. T. XXI.

14

198

z mężczyzrą, który ją porwał — i oczywiście już nie mogła więcej
powrócić do matki.
Po tych ostrzeżeniach przed niebezpieczeństwami, związanemi z wyjaśn'en.em, należałoby obecnie podać w systematycznym
wykładzie nietylko możliwości objaśnień, lecz także wskazać drogi,
po których ma iść właściwa metoda, oddająca pełną sprawiedliwość
racjonalnemu pierwiastkowi w wierze i w obrzędzie. Nie można
jednak uczynić zadość temu zadaniu w niniejszej pracy, gdzie
chodzi raczej o podanie odpowiednich wskazówek i pobudek.
Rozliczne ukształtowania tej metody w praktycznem jej zastoso­
waniu wymagałyby zgrupowania nader obfitego materjału, mogą­
cego chyba tylko zaciekawić uczonego-znawcę. Powoli już zaczyna
utrwalać się zapatrywanie, że w związku z niniejszem zagadnieniem
zasługują na wzmożoną uwagę zabawowe i ekspresywne czynności
człowieka, gdyż dopiero one mogą wytłumaczyć znaczną ilość
obrzędów, wyjaśnianych dotychczas jedynie przeróżnemi symbolicznemi określeniami. Wystarczy wziąć tu choćby pod uwagę
bogatą literaturę o obrzędach fallicznych z rozmaitemi kombina­
cjami niesmacznych często pomysłów. Wiadomo wszakże, że nie­
mało uczonych wyprowadza nawet z tych obrzędów całą religję.
Krytyczne więc ich rozpatrzenie byłoby bardzo pożądane, ponie.
ważby wreszcie wykazało całą niedorzeczność dotychczasowego
pojmowania. Zwróćmy oto uwagę na dwie formy obrzędów fal­
licznych. W czasie precesji na cześć boga Dionizosa niesiono
w Atenach, jakoteż w innych miastach drewniane posągi, nazwane
phalloi, ze względu na swe podobieństwo do członka męskiego;
odpowiednio do tego, pieśni w czasie tej procesji śpiewane, na­
zywały się phallika. Jest rzeczą jasną, że nie mamy żadnego prawa
porównywać tych pieśni z zachowanemi rzymskiemi priapeia, (które
są potwornym płodem swawolnych żartów i wywołują rumieniec
wstydu nawet na twarzy ludzi przywykłych do silnej dawki „na­
tury"), ponieważ starożytność nie znosiła w religji libertynizmu,
a tem mniej żartów. Phallika zatem były zarówno religijnemi
hymnami jak inne, a tylko ich nazwa brzmiała tak nieprzyzwoicie.
Jakież tedy okoliczności zachodzą odnośnie do tych phalloi?
Czy mamy rzeczywiście w to uwierzyć, że w starożytności nosili
ludzie publicznie, na cześć bóstwa, podobizny męskich członków,
i czcili je? Nadto dowiadujemy się z napisów, że miasta nawet
kazały corocznie ciosać z drzewa olbrzymi phallos. Zagadka roz­

199

wikła się, jeśli oglądniemy stare posągi kultowe Dionizosa i zwa­
żymy, że dawne posągi kultowe były wogóle sporządzane z drzewa,
i — jak to właśnie nasz przykład wskazuje — były coiocznie od­
nawiane. Na obrazach wazowych, przedstawiających ucztę religijną
widzimy często na stole Dionizosa: jest to kawał drzewa, na
którem snycerz prostą, grubą rysą odznaczył głowę i szyję (stąd
też podobieństwo z phallosem, i stąd nazwa). Włosy, oczy, nos,
usta są na nalowane, broda czasem przyklejona, skronie uwień­
czone liściem winnem; słup otrzymuje suknie — jak wogóle po­
sągi kultowe w starożytności, zamiast ramion tkwią z prawej
i lewej strony dwie w nne latorośle, zwrócone ku górze. Któż
więc wobec tych obrazów może wątpić, że phalloi, które nieśli
wierni w czasie procesji, nie były właśnie takiemi nieociosanemi
posągami Dionizosa, które pc skończonej procesji przystrajano
do uczty? Nazwa wprawdzie nie brzmi powabnie, ale była nietylko dowcipną,' lecz też i dobitną, a Ateńczycy lubili właśnie
takie ludowe, nieco pieprzne określenia. '
Lecz nie wszystkie obrzędy falliczne dadzą się w ten sposób
wyjaśnić. W starej komedji, np. u ARYSTOFANESA, wyróżnia się
członek męski u występujących aktorów zbyt wyraźnie wskutek
przedłużenia przez worek skórzany — tak, że nie można przeoczyć
tego phallosc, zwłaszcza, że noszono go całkiem swobodnie i z wielką
paradą. Komedja attycka przejęła ten strój z narodowej komedji
sycylijskie,, która wyrosła z ludu i przetrwała jeszcze całe wieki
prawie bez zmiany w t. zw. przedstawieniach flyaków, aż do
czasów hellenistycznych. Starano się jednak wywieść tę komedję
z religji ; oto obrzędy tyczące urodzajności — których opis uważam
za zbędny — miały się ostatecznie przyczynić do jej powstania.
W tym wypadku opierają się uczeni wyłącznie tylko na osobli­
wości stroju, a nie na creści komedji. Znaną jest rzeczą, że owa
komedja w skrajnem przeciwieństwie do attyckiej tragedji, prze­
strzegała jak najściślejszej łączności z życiem, czerpiąc stamtąd
nietylko typy, nietylko odnośne motywy, lecz przedewszystkiem
także realistyczny sposób przedstawienia. Prawdopodobnie starała
się też osiągnąć jak najmożliwszy realizm i w strojach. Będziemy
tedy próbowali zbadać, czy właściwy fallos jest realistyczny, t. j.
czy się da wyjaśnić na podstawie ubioru. Nie jest to znowu taką
niemożliwością. Wszak wszyscy kaznodzieje XVI-gn stulecia grzmią
przeciw „djabłu od spodni“, oraz przeciw dziwnemu zwyczajowi
14*

200

mężczyzn, którzy (podobnie jak kobiety strojące natrętnie swe
piersi) wypychają członka męskiego, każąc sobie w tym celu
szyć osobną kieszeń, zwisającą z przodu; a chcąc zawstydzić mę­
skich słuchaczy, zdradza kaznodzieja, że niema tam nic istotnego,
a worek jest wyścielony tylko gałganami. Co jest możliwe pod
tym względem dla wieku XVI-go po Chr., jest też możliwe w pry­
mitywniejszych stosunkach kulturalnych wiele stuleci przed Chr..
Mamy tu nadto wyraźne świadectwo dla Egiptu, gdzie bógkarzełek Bes, stojący w swym typie tak blisko flyaków, w rzeczy­
wistości nosi często członka w pochwie ; wyjaśniano to trafnie
w ten sposób, że wskutek pochwy miało się uniknąć czynników,
wzbudzających chorobę członka „bilharzia“, która i dziś jest tam
na porządku dziennym. — U ludów pierwotnych są owe pochwy na
członki bardzo rozpowszechnione; są one najczęstszym przed­
miotem w naszych muzeach etnologicznych. Na wyspach Salomona
jakoteż Admiralskich chodzą mężczyźni nago, a przy sposobności
zakrywają żołądź muszlą Cypraea ovula; gdzieindziej używają,
w tym celu pewnego gatunku dyni — jedno i drugie częścią dla
ozdoby, częścią dla ochrony. Jeśli więc mamy takie podobieństwa,,
wówczas chyba w pierwszym rzędzie należałoby raczej i faiios
flyaków wyprowadzić z tego zwyczaju (i to jako jego dziwaczne
wypaczanie), wskutek czego utrzymały się oznaczone typy zanika­
jącej kultury — aniżeli nawiązywać do obrzędów urodzajności,
o których nikt nie może powiedzieć, ani czem były, ani jak wy­
glądały !).
Druga wielka część obrzędów jest' pozostałością dawnych
przyzwyczajeń życiowych jak np. stroju, rodzaju mieszkania i in..
Trzecia część wywodzi się z czynności czysto świecko-prak') Bardzo odpowiednie potwierdzenie mojej interpretacji znalazłem w ostatniej,
chwili : przypuszczają mianowicie uczeni, że taki był ubiór ludności przedgreckiej ;.
por. O. Schräder, Aus griechischer Frühzeit (w : Festschrift zur Jahrhundertfeier
der Universität zu Breslau, Breslau 1911, 466): „Die Tracht des gemeinen Mannes,
war in mykenischer Zeit eine ungemein primitive, an die der Germanen des Tacitus (Germ. Kap. 17) erinnernd: Tegumen omnibus sagum fibula aut, si děsit,
spina consertum, cetera intecti (dazu die von Tacitus nicht genannte Hose: dh,'
ursprünglich der Schurz). Der Mykenier trug also nur einen Mantel und um die
Lenden einen Schurz, unter dem sich nach den neueren Forschungen,
noch ein sogenanntes Penisfutteral, ein Schutz für die Ge­
schlechtsteile befand“. W takim właśnie ubiorze też występują aktorzj
w starej komedji.

201

tycznych, które później wskutek połączenia z sakralnemi, nabrały
same znaczenia sakralnego, i w dalszym rozwoju utrzymały je
nawet tam, gdzie nie potrzebowały mieć tego znaczenia. Ponieważ
z tej grupy nie poznaliśmy jeszcze żadnego przykładu, zastano­
wimy się zatem nad pochodzeniem libacji u Greków i Rzymian:
zanim umaczano usta w puharze, wymagał zwyczaj, by kilka kropel
wyiać na ziemię, gdyż była to — jak mówiono — ofiara dla
bogów. Przeciw temu pojmowaniu nie wysunął nikt jeszcze żad­
nych wątpliwości, chociaż nie można wątpić, że zwyczaj w takiej
formie nie mcże być pierwotny. Znajduje się on również u innych
ludów, i ta okoliczność zezwala na wyjście poza obręb greckiej
spekulacji. W talmudzie opowiada Abbaje, że „myślał pierwej,
iż zwyczaj wylewania z dzbanka kilku kropel wody przed napi­
ciem się, ma w tem swój powód, że chodzi o usunięcie pływa­
jących na powierzchni rzeczy ; później jednakowoż został pouczony,
że dzieje się to wskutek „złej wody“, gdyż — jak uczy Raszi —
mógł stąd upić szed (djabeł)“. Dowiadujemy się więc z tego cie­
kawego miejsca, że zwyczaj zamierzał pierwotnie usunięcie nieczy­
stości i dopiero później uzyskał inne znaczenie, odpowiadające
zresztą stosunkom, względnie panującej spekulacji. Najlepsze po­
dobieństwo nastręcza nam dzisiejszy zwyczaj przy stole; jeśli
mamy nalać komuś wina z odkorkowanej świeżo flaszki, upuszczamy
wprzód kilka kropel do własnej szklanki.' Zwyczaj ten, który stał
się czystą grzecznością, nawiązuje też do motywu czystości. Wątek
zabobonny otrzymał zaś u Wetterauczyków, którzy przy nadpoczęciu dzbanka wody, zaczerpniętej ze źródła mineralnego, wy­
lewają pierwsze, krople na ziemię.
Środki zdrowotne, uwydatniające się we wspomnianym obrzę"
dzie, spowodowały też inne nakazy i zakazy. Już inni uczeni do­
myślają się, że nakazy tabu, znajdujące się prawie u wszystkich
ludów, a dotyczące pewnych potraw, nawiązują do szkodliwego
działania tychże, i to albo stałego, albo zachodzącego tylko
w pewnych okolicznościach.
Na podstawie tych kilku przykładów, które łatwo można
pomnożyć, chciałem podkreślić kult drobiazgów (Andacht zum
Kleinen), jak to nazywał J. GRIMM: niestety ustępuje on zawsze
przed fałszywemi, ale olśniewającemi sofizmatami nowoczesnych
religjoznawców. Dopiero wówczas i ten kult będzie ceniony, jeżeli
metoda historyczna uchodzić będzie za jedyną prawdziwą metodę

202

naukową. Metoda ta wykaże, że myśl magiczna i religijna w za­
sadnie nie jest inną od myśi: świecko - praktycznej, że obrządy
tak samo są czynnościami racjonalnemi, a zabobonne zapatrywania
przypuszczeniami tak samo roztropnemi, jak należące do tej samej
kultury świeckie czynności i zapatrywania. Ta jedność nadświata
i świata ziemskiego, występująca w tem jednolitém pojmowaniu
wiary i wiedzy, obrzędu i czynności, umożliwi dopiero takie
przedstawienie dziejów kultury ludzkiej, jakiego słusznie domagają
się nowożytne dążenia naukowe.

MATERJAŁY I NOTATKI ETNOLOGICZNE.
Nazwy krów w początkach XVIII wieku.
W poprzednim zeszycie „Ludu“ podał p. juljusz ZBOROWSKI
kilkadziesiąt nazw krów z XVIII w. W uzupełnieniu ogłoszonego
mateijału podajemy poniżej szereg- nazw krów na podstawie ręko­
pisu, udzielonego mi łaskawie przez Witolda ks. CZARTORYSKIEGO
właściciela dóbr Pełkinie.
Rękopis oprawiony, 31 X 21 cm, grzbiet skóra, okładka
tekturowa cokolwiek uszkodzona (w czasie inwazji rosyjskiej
w Jarosławskiem), na niej naklejono współcześnie kartkę z na­
pisem: Inwentarz hrabstwa Jarosławskiego Anni 1724 Nr. 3. Rę­
kopis zresztą bardzo dobrze zachowany, pismo czytelne, wyraźne,
zdradza dwa charaktery.
Rękopis obejmuje 100 kart obramowanych lecz niepaginowanych. Na drugiej karcie jest pod znakiem krzyża następujący
tytuł pisany drukiem: „Inwentarz hrabstwa jarosławskiego, dzie­
dzicznych dóbr Jaśnie Oświeconych Książąt Ich Mciów Sanguszków
na Wiśniczu, Jarosławiu i Tarnowie, hrabiów, marszałków nadw.
Wielk. Xstwa Litt, na dyspozycję skarbową de nowo in fundo
spisany i werifikowany : Die 12 Junii Ann. d. „1724“. Na dole
dopisek: „Do szuflady Jarosław“.
Na drugiej stronie tejże karty napis : Attinentia całego
hrabstwa jarosławskiego, miasta Jarosławia z przedmieściami po­
łowa, wsi Pełkinie z folwarkiem, Wólka Pełkińska, Majdan, Leżachów z folwarkiem, Kostków folwark, Wola czerwona, Manastyr,
Nielipkowice, Wiązownica z folwarkiem, Szuskox) (!) z folwarkiem,
’) Szuwsko bywa różnie pisane: Szusko, Szufsko, Szuwsko.

204

Tarnawice folwark bywał, Szwedzi go spalili. Insze attinentia
hrabstwa tego: osobliwym subjacent kontraktom.
Wierzbno z folwarkiem i Wólka Buchowska in posessione
Imci Pana Illiaka, miecznika brącławskiego, Ryszkowa Wola i Makowisko in poses (io) ne Imci P. Łazowskiego, Piwoda z folwar­
kiem in po (se) ssione z folwarkiem in pos (essio) ne tegoż Imci.
W górze, na wewnętrznej stronie tylnej okładki jest dopisek:
„Inwętarz Korniatowskiego“.
Na kartach 30 — 33 są spisy bydła pięciu obór, ujęte w ta­
belki, a mianowicie : Pełkińskiej (skrót P), Leżachowskiej (skrót L),
Kostkowskiej (skrót K), Wiązownickiej (skrót W) i Szufskiej
(skrót S). Przy każdej sztuce bydła podaję jeszcze bliższe okre­
ślenia w skrótach : c. cielna, j. znaczy jałowa. W nagłówku każdej
z tabelek jest napis : krowy pożytkowe1).
W Pełkiniach jest 19 krów i jeden stadnik szary,
w Leżachowie jest 20 krów i jeden stadnik czarny sam
przez się,
w Kostkowie jest 12 krów i jeden stadnik,
w Wiązownicy jest 20 krów,
w Szufsku jest 20 krów i jeden stadnik czerwony.
Nazwy krów podaję w alfabetycznym układzie, gwiazdkami
oznaczam te nazwy krów, których nie zawiera spis, podany przez
p. ZBOROWSKIEGO ; takich jest jednakże łącznie tylko dziewiętnaście,
1. Bi e dr a w a,
czerwona pstra j. (W),
druga szamiasta j. (S).
99
płowa łysa j. (S).
99
pstra w. (P).
99
szada, łysa pod brzuchem biała c. (L).
w
*2. Bielawa,
biała sama przez się j. (S).
biała, głowa czarna j. (W),
»
biała, płaty czarne na szyi j. (P).
n
i*
na szyi i głowie czerwona j. (P).
»
3. Bo czuła,
boczata czerwona c. (P).
czarno boczata c. (W),
99
płowa boczata c. (L).
99
czerwona boczasta c. (L).
99
*) Przy 11-stu sztukach nie ma żadnego określenia, przypuszczalnie są to
sztuki cielne. (Przyp. aut.)

205
*4. Brzezata,
5. Brzezawa,

czarna brzeziasta j. (W),
czarno brzeziasta, ślepa j. (L).
pstra gniada j. (S).
V
6. Brzezula,
czarno brzeziasta j. (P)czarno pstra c. (K).
»
7. Bystro cha,
czarno pstra j. (P)płowa pstra ]. (W).
*8. Cisiula,
czarna na grzbiecie i pod brzuchem biała j. (P).
9. C i s u 1 a,
czerwona pstra j. (W).
10. Czarnucha, szada bez odmiany j. (L).
99
czarna wszystka c.(P).
99
czarna sama przez się (S).
99
czarna sama przez się j. (S).
»*
czarna sama przez się j. (W).
11. Gn i a du la,
gniada pod brzuchem biała c. (K).
gniada pod brzuchem biała c. (L).
druga gniada c (L).
99
sada sama przez się (S).
99
czarna (S).
99
gniada sama przez się c. (W).
12. Gwiazd ul a, czarna j. (W).
* 13. H a ł o c h a,
czarna bez odmiany c. (K).
99
czarna, gwiazdę na czole ma j. (K).
czarna pod brzuchem biała (W).
*14. Jałocha,
czarna bez odmiany c. (L).
*15. Jałowica,
pstra (S).
*16. Kalina,
czerwona bez odmiany c. (K).
»
druga gniada j. (K).
99
czerwona bez odmiany j. (L).
druga czerwona j. (L).
99
czerwona wszystka j. (P).
99
szada wycielona (S).
płowa sama przez się (S).
99
czerwona sama przez się (S).
czerwona sama przez się j. (W),
*17. Kociuba,
czarna pod brzuchem biała j. (P).
18. K r a s u 1 a,
czarna brzeziasta j. (K).
czarna pstra łysa (L).
płowa pstra j. (W).
99
99

206

*19. Kudłocha,

szada w. (P).
sada łysa (S).
n
gniada j. (S).
99
20. K w i a t u 1 a,
szada pstra łysa c. (L).
*21. Łysonia,
czarna łysa c. (L).
druga czerwona łysa j. (L).
99
czarna łysa c. (P),
99
czarna łysa j. (P).
99
czarna łysa j. (W).
99
czyrwona łysa (S).
7)
czarna łysa (S).
99
czarna
łysa j. (S).
99
*22. Malina,
czerwona c. (K)23. Małpcha,
czarna wszystka (P).
g-niada j. (K).
99
gniada j. (W).
99
*24. M a r c u 1 a,
czerwona bez odmiany c. (L).
*25. Murdzocha, czarna wszystka j. (P).
26. Niedziocha, czerwona j. (K).
płowa z Kostkowa j. (L).
99
*27. N i e d z i c h a,
gniada bez rogów j. (W).
28. Pięntocha,
szada bez odmiany c. (P).
*29. Piesczocha, czarna sama przez się c. (W).
*30. P ł o'w ucha,
płowa bez odmiany c. (K).
szada j. (K).
99
płowa bez odmiany c. (L).
99
płowa w. (P).
99
płowa wszystka j. (P).
99
wszystka płowa c. (P).
99
płowa sama przez się j. (S).
99
*31. R u s a n a,
z płowa gniada w. (W).
32. R u ż a n a,
czerwona, łysa (S).
33. S a d u 1 a,
sada (S).
płowa bez odmiany c. (L).
99
34. S i w u i a,
siwa bez odmiany j. (L).
siwa sama przez się j. (W).
99
*35. S r o k u 1 a,
czerwona pstra j. (W).
*36. S z a d u 1 a,
szada bez odmiany c. (L).
*37. W i ś n i o c h a, gniada j. (W).

207

Poniżej tabelek z krowami są spisy, obejmujące przy­
chówek. I tak w Pełkiniach z r. 1723 ciołek gniady sam przez
się, jałoszka czarna sama przez się i jałoszka czarna łysa.
Obok zestawienie trzody chlewnej: samica stara prośna,
samiczek rocznych trzy, wieprzek roczny i knurek roczny; nadto
drób folwarczny: gęsi starych z gąsiorem 16, kur prostych
z kogutem 30.
W Leżachowie: młodzież na folwarku:
byczek czerwono srokat.
An. 1722
jałówka czarn. sama eodem
1722
byczek gniad. łysy
An. 1723
byczek czarny łysy
An. 1723
byczek czerw, srokaty
An. 1723
byczek szady kupny
cieliczka gniada, gwiazdeczka na czole i zadnich udach płaty białe.
Drób chliwny: samica stara, wieprzków roczniaków 3,
świnek roczniaczek 3, wieprzków półrocznich 4 (?) świnek pół­
rocznych 2.
Drób folwarczny: gęsi starych z gąsiorem 16, kur pro­
stych z kogutem 30.
W Kosikowie: przychówek An. 1723
jałówka boczata, jałówek dwie czerwonych łysych i byczek czarny
sam przez się.
Drób chliwny —
Drób folwarczny: gęsi starych z gąsiorem Nr. —1)
kur prostych z kogutem Nr. —1).
W Wiązownicy-' Młodziesz na tejże oborze:
jałówek dwie, byczek jeden.
Drób chliwny: samica stara, świnek rocznych 3, wieprzów
i knurek 3, prosiąt małych 5.
Drób folwarczny: gęsi starych z gąsiorem Nr. 16,
kur prostych z kogutem Nr. 30.
W Szufsku: młodzież An. 1723
byczek biały, byczek gniady sam przez się, byczków trzech póżr. ejszego przychówku, jałówek trzy z przychówku An. 1723.
Drób chliwny: samiczek rocznych 5, knurów 2, prosiąt
jesiennych 6.
‘) Brak liczb w rękopisach.

208

Drób folwarczny: gęsi starych z gąsiorem Nr. 16,
kur prostych z kogutem Nr. 30.
Z powyższego wypływa, że stadnikom, nie nadawano ongi
nazw, podobnie postępowano z jałownikiem (jałówki i buchajki),
a także i z drobiem chlewnym t. j. trzodą chlewną. Nazwy krów,
które powyżej podałem są dziś bardzo rozpowszechnione w obo­
rach folwarcznych, a także i włościańskich nietylko w Małopolsce
ale i w innych częściach Rzeczpospolitej. Ale, niestety, do tych
właściwych i odpowiednich nazw, przybyły powszechnie stosowane
imiona świętych, oraz nazwiska sławnych ludzi jako nazwy krów,
buchajów, koni i t. p. Temu niewłaściwemu zwyczajowi należy
położyć kres.
W zakończeniu niniejszej notatki podajemy jeszcze powin­
ności dworników i t. d., które dorzucają pewne światło na
ówczesne stosunki hodowlane, a zwłaszcza na liczbę przychowywanych cieląt i prosiąt.
Powinności dworników krowy na oborze i drób folwarczny
trzymających.
Wszyscy według postanowienia swojego płacić do skarbu powinni
ad każdej krowy całkowej po złot. dwadzieścia, a od połowniej po
złot. dziesięć Także i od gęsi każdej po złotemu i groszy 15, a od
kury po złotemu.
Cisz p>lno przestrzegać tego powinni, aby krowy, które miałyby
bydź stare i do pożytku niepewne, gdy będą dobrze opasłe, na ten
czas one przedawać, a na to miejsce inne kupować mają, aby i w po­
żytku nie miały szkody i w skarbie nie było przez to zawodu.
Cisz i koło drobiu chliwnego pilne mieć staranie powinni i jako
najlepszy onego dozur aby i ten znacznie mógł się w swojej pomnażać
trzodzie, gdyż bez dobrego dozoru, pospolicie wszystko ginąć mus:.
Przychówek zaś od krów w całości konserwować powinni, dla pomnożenia w tym znaczniejszej role po roku obory. Prawda, że zwykli
z zdechłych cieląt skurki na gurach chować i tym się samym
zawsze exkuzowad radzi, ale to wszystko przez niedozur i złe młodzierzy wychowanie dzieje się. Trafia się i to, że czasem z przypadku
odeść cokolwiek musi, albo też przez publiczną dotknienia ręki
Boskiej plagę (czego uchowaj Boże), na co dowód bydź pewny po­
winien. Jednak dla pospolitej przygody od dziesiątka krów, w skarbie
przyjęto będzie cieląt troje, a siedmioro przychówku dobrze wychowałych cieląt oddać powinni. Inaczej nie pańska, ale dozorców miała
by bydź szkoda. Także f od tej każdej samice chliwnej na rok przy­
chówku oddać powinni sześcioro, to jest wieprzków cztyry, a samiček

209

dwie. Cokolwiek zaś więcej da Pan Bóg przypłodku wszystko to za
dozorcami obracać się ma, aby przynajmniej przychówek naznaczony
nie drobiem żadnym puźnym prosiąt, ale najpirwsze, najroślejsze i wychowałe oddawali. W czym ma tego pilno przestrzegać ordynarji na to
w zamku p. pisarza prowentowego osoba i toż samo doniść Zwirzch"
ności aby takowej swywoli niedopuszczać, gdzie idzie o prowent
skarbowy.
Cisz pp. dwomicy powinni robotnika wszelkiego w polu czy to
około domu szczyrze i wiernie doglądać i wszelkiej szkody pańskiej
przestrzegać, ponieważ na to ordynarją dobrą i sotaria biorą“.
Szczegółowy rozbiór stosunków hodowlanych w hrabstwie
jarosławskiem w początkach XV1I1 w. odkładamy do chwili uzy­
skania dalszego materjału rękopiśmiennego.
Lwów-Dublany.
PROF. DR. STEFAN PAWLIK.

Do legendy o pochodzeniu kobiety.
W niedawno wydanej broszurce: „Z motywów wędrownych
, pochodzenia klasycznego“ (Serja I, Poznań 1921, w „Pracach
Naukow. Uniw. Pozn. Sekc. Humanist. Nr. 5“) zajmowałem się
m. i. (s. 30—55) ciekawym wątkiem wędrownym, który niezależnie
od tego, czy występuje on w formie legendy, związanej z posta­
ciami Noego, Jez. Chrystusa, Św. Pietra, czy też — zupełnie
bezimiennej noweli, należy w każdym razie do podań ekologicz­
nych, gdyż stara się wytłumaczyć różnorodność typów i charak­
terów kobiecych przez pochodzenie ich od różnych zwierząt lub
owadów. W podaniach tych Istota wyższa czasem z własnego
popędu zmienia pewną ilość zwierząt w kobiety, częściej jednak
czyni to na prośbę pewnego ojca, który przyrzekłszy rękę jedynej
swej córki kilku starającym się, jest w kłopocie nielada : w ostatnim
wypadku te powstałe ze zwierząt kobiety są tak do owej dziewicy
podobne, że ojciec sam własnej córki poznać nie może.
Wątek ten dość stary, bo znany już w XVII w. (patrz saty­
ryczny traktat duński, omówiony przez J. BOLTEGO w „Zeitschr.
d. Ver. f. d. Volkskunde“ XI s. 252—62) i zarazem dość szeroko
rozpowszechniony, gdyż zaświadczony już dla Palestyny, Algeru,
w Europie zaś dla Serbo-Chorwatów, Bułgarów, Czechów, Ukra­
ińców, Litwinów (patrz wspomnianą pracę moją), przedstawia tyle
punktów stycznych z bardzo populamemi w starożytności satyrycznemi jambami na kobiety, które w VII jeszcze wieku przed

210

Chr. napisał Simonides z Amorgos, a także z satyryczną również
gnomą nieco późniejszego Fokylidesa z Miletu (VI w.), będącą
zresztą prostém skróceniem tychże jambów, iż w wyraźnej sprzecz­
ności z uczonymi, którzy na Wschodzie poszukiwali ojczyzny po­
dania, nie wahałem się wysunąć przypuszczenia, że mamy w niem
mniej lub więcej skażone i zniekształcone odbicie tematu Simonidesowego. Twierdzenie to, choć wygłoszone zostało w bardzo
oględnej, hipotetycznej formie, wywołało jednak natychmiast za­
strzeżenie ze strony prof. T. SINKl, który w omówieniu pracy
mojej (Przegląd Warszawski, 1921, Nr. 2, s. 247) m. i. pisze:
„mimo całej metodyczności dowodzenia i stwierdzenia faktu, że
Simonides z Amorgos był przez całe wieki znany i naśladowany
w Grecji, trudno się oprzeć wrażeniu, że jak zupełnie odruchowo
nazwie ktoś w afekcie niewiastę suką czy świnią, czy znowu
pochwali w niej pracowitość mróweczki czy pszczółki, tak na pod­
stawie tych samych asocjacyj mogły powołać (zapewne: powstać)
niezależnie od Simonidesa niektóre z przytoczonych opowiadań“.
Droga do wyjaśnienia kwestji, czy mamy tu wynik działającej
w ciągu wieków tradycji klasycznej, jak pozwoliłem sobie przy­
puszczać, czy też twór samoistnie, spontanicznie powstały, jak
mniema prof. SINKO, prowadzi oczywiście nie przez polemiczną
szermierkę z wybitnym filologiem krakowskim, którego sceptycyzm
wobec braku niektórych ogniw w odtwarzanym przezemnie łań­
cuchu zahaczających o się momentów tradycji daje się łatwo zro­
zumieć, lecz przez takie pomnożenie materjału faktycznego, któreby
pozwoliło ustalić ściśle teren, wytknąć granice rozpowszechnienia
naszego motywu: dziś posiadamy zaledwie 10 odmianek, dość
kapryśnie porozrzucanych po rozmaitych krajach Europy, Azji
i Afryki. Dlatego też zwracam się tu do miłośników i znawców
polskiej literatury ludowej z gorącą prośbą o ogłoszenie, względnie
wskazanie w piśmie nrniejszem polskich odmianek zajmującego
nas dzisiaj wątku, o ile spotykali się z nim jużto w ustach ludu,
jużco w zbiorach materjałów etnologicznych drukowanych lub
rękopiśmiennych. Osobiście mam wrażenie, że odmianka polska
odnaleźć się musi, — i utwierdza mnie w tem oczekiwaniu
nietylko rozumowanie ogólne, że skoro motyw nasz spotyka się
w Czechach, na Litwie i na Ukrainie, to trudno przypuścić, by
go wcale nie było w leżącej pośrodku Polsce, ale przedewszystkiem zupełnie nowy dla mnie, w czasie pisania po­

211

wyższej pracy mojej nieznany jeszcze fakt, że wyżej wspomniane
pomysły mizogynów greckich w wiekach ubiegłych ubierane były
w wiersze polskie i urabiały w odpowiednim kierunku fantazję
poetycką.
Dzięki wysokiej uprzejmości prof. dr. B. ERZEPKIEGO, nie­
strudzonego badacza pomników języka i literatury staropolskiej,
mam możnoćć podzielenia s!ę z czytelnikami „Ludu“ ważnemi
dla naszego zagadnienia wyjątkami z przygotowywanego przezeń
do druku nieznanego poemaciku „Gospodyni dobra“, który sam
odnalazca na podstawie wskaźników rzeczowvch i językowych
uważa za twór autora wielkopolskiego wieku XVII-go. Przytaczam
przedewszystkiem początek utworu (w. 1—10):
Filozof jeden w mądrości dobrze doświadczony,
Bacząc, jak się ludzie skarżą często na złe żony,
Jął rozmyślać, skąd w małżeństwie takie zamieszanie,
A potym nam na przestrogę to zostawił zdanie.
Wiedźcie, mówi, którzy macie chęć do ożenienia,
Iż różnego białegłowy wszystkie przyrodzenia.
Bo jedne jadem i złością psy wściekłe przechodzą,
Drugie, jak koń, jedno chodzą buczno sobie chodzą.
Trzeci rodzaj w ochędóstwie podobny do świnie,
Czwarty pszczołom przyrównany gospodarstwem słynie.
Mają zatem kobiety jakby cztery odmienne godła, wysta­
wione na chorągwi herbowej (w. 43 — 6):
Pies u pierwszej na chorągwi psa drugiego kąsa,
U drugiej koń wykiełzany w złotym rzędzie pląsa,
U trzeciej świnie z kałuży tylko widzieć wpoły,
Na ostatniej do ulika lecą z miodem pszczoły.
— pomysł, który w krótszem i w szczegółach niezupełnie
uzgodnionem ujęciu powraca raz jeszcze pod koniec utworu:
Na tej psi, na drugiej konie, a na trzeciej świnie,
Czwarta pszczoła, bo nieznaczna, rzadko się nawinie.
Odmiennemu tych czworga pochodzeniu i klejnotowi herbo­
wemu najzupełniej odpowiada ich zgoła odmienne w życiu postę­
powanie (w. 49—68):

212

Pierwsza ona, jak szalona, fuka, trzaska, łaje,
Męża zgryzie, ukłopoce, naprzód mu nie daje,
Czeladź z domu powygania, klnie, markoce, biie,
Przy takiej mąż krotochwile jednej nie zażyje.
Wtóra nowe stroje zmyśla, muszcze się, bryzuje,
Ledwie stąpi, w źwierciadle się coras przeględuje,
Nad wszystide się chce wynosić, męża lekceważy,
Gospodarstwa trudno dojzrzeć, bo wiatr szkodzi twarzy.
Trzecia pilna ochędostwa, by ze świnie w domu,
Sama brudna, bo się nie chce podobać nikomu ;
W izbie, w kuchni nieporządek, wszędzie pełno śmieci,
Mąż po domu chodząc spluwa, płaczą w gnoju dzieci.
Czwarta suknie podkasawszy, prace się nie wstydzi,
Dziewki rozbudzi, robot dojrzy, kędy nierząd, widzi.
W czas i pięknie obiad wyda, czeladź rosporządzi,
Gospodarstwo idzie sporo; w niczym nie pobłądzi.
Kędy wejrzy, jako s płatka, każdy się kąt śmieje,
[A] mężowi coraz więcej przybywa nadzieje.
W domu świetno, jak w kościele, w izbie wszystko rządnie,
Uprzątniono, ustawiono każdy kęs porządnie.
Jak widzimy, ujemne typy kobiety — psa, — konia, —
świni stanowią tło ciemne i ponure, na którem tern wyraziściej
i jaśniej zarysowuje się dodatni typ kobiety — pszczoły, wzorowej
żony, matki i gospodyni, z którego charakterystyki przytoczyłem
zaledwie początek i który służy autorowi za punkt wyjścia do
roztoczenia szerokiego obrazu ówczesnego życia domowego i go­
spodarczego, pełnego interesu z punktu widzenia nietylko histo­
ryka literatury, ale także kultury i obyczajowości. Dla nas tu
ważne są jedynie ostatnie słowa poematu (w. 283—4):
Boga tedy o to proście, bo to Boskie dary,
Jeśli cię ten nie wspomoże, stracisz każdy miary.
Już początkowe słowa utworu stwierdzają, że nie jest on
zupełnie oryginalny, i zarazem wskazują kierunek, w jakim poszu­
kiwać źródeł jego należy; dla pisarzy średniowiecza, a nawet
wielu humanistów pojęcia „filozof“ i „autor starożytny“ były
jednoznaczne, a w Polsce trwało to jeszcze dłużej. Jakoż wiersze
5—-8 przedstawiają poprostu przeróbkę gnomy Fokylidesa (frg. 3
Bergk), jak widać z załączonego przekładu dosłownego: „To
także jest słowo Fokylidesa“. Z tych oto czworga (istot) powstały
pokolenia kobiet: jedna z suki, druga z pszczoły, trzecia ze świni

213

srogiej, inna jeszcze z klaczy grzywiastej. Ostatnia lekka, żwawa,
ruchliwa, urodą zaś najpierwsza. Ta, co ze świni jest srogiej, ani
zla, ani też dobra ; ta znów, co1 z suki, nieużyta i dzika ; ta
wreszcie, co z pszczoły, dobrą jest gospodynią i umiejętną pracowniczką. O taką módl się towarzyszu miły, byś pojął ją w mał­
żeństwo ponętne“. Dalej, ostatnie wiersze anonima naszego
(w. 283—4): „Boga tedy o to proście, bo to boskie dary“... są
wyraźnie podpowiedziane przez ostatni wiersz gnomy Fokylidesowej.
Co się zaś tyczy obszernej charakterystyki kobiety-suki (w. 49—52),
kobiety-klaczy (w. 53—6), kobiety-świni (w. 57—60), to jest to
dość swobodne rozwinięcie motywów, zaczerpniętych z Fokylidesą, przetkane tu i ówdzie rysami, zapcżyczonemi z jambów
Simonidesa. Z bladych i mało mówiących słów Fokylidesa o ko­
biecie- świni („ani zła, ani też dobra“) nie otrzymalibyśmy z pe­
wnością w poemacie naszym tak barwnej i dosadnej charaktery­
styki gospodyni nieporządnej, gdyby autorowi nie przypomniał
się następujący obraz z Simonidesa (frg. 7, w. 3 — 6 Bergk):
„u tej wszystko w domu, umazané błotem, w nieładzie leży i wala
się po ziemi, ona zaś sama, nieumyta i w odzieży niepranej,
w sadło porasta, siedząc wśród brudów*4. Również i charakterystyka żony-strojnisi, pochodzącej rzekomo od konia, zapożycza
barwy nie tyle u Fokylidesa, u którego czytamy jedynie: .„lekka,
żwawa, ruchliwa, urodą zaś najpierwsza“, ile z Simonidesa, który
o tym typie mówi (frg. 7, w. 58 i n.): „ta unika pracy, właściwej
niewolnikom : nie dotknie ona żaren, nie podniesie sita, nie wy­
rzuci śmieci z izby i nie siądzie przy piecu, obawiając się sadzy,
męża zaś popieści chyba tylko z przymusu. Za to kąpie się co
dzień po dwa i po trzy razy i namaszcza się olejkami, włosy zaś
zaś zawsze nosi długie, kwiatkami przytkane“. Wreszcie -— last
not least
sama teza, którą na wstępie wysuwa ów „filozof“,
zwracając się do kandydatów do stanu małżeńskiego (w, 6), „iż
różnego białogłowy wszystkie przyrodzenia“, znajduje swój odpo­
wiednik nie u Fokylidesa, lecz u Simonidesa, który również na
początku swoich wywodów kładzie ogólne twierdzenie (frg. 7,
w- 1“ 2): „Od początku Bóg różnemi uczynił umysły kobiet“.
Sądzę więc, że mam słuszne prawo twierdzić, iż anonim polski
znał nietylko .rckylidesa, ale starszego odeń Simonidesa. Dodam
na zakończenie, że żona-pszczoła u autora naszego przypomina
wzorową żonę z ustnych odmianek ukraińskich. U W. HNATIUKA,
Lud. T. XXI.

15

214

który odmianki te przytacza (Zap. Nauk. Towar. im. Szewczenki,
t. 97, s. 74—85), czytamy naprzykład: „Tretia wstanę, chyżu
zamete, umyła sia, pomodłyt sia, woźme, — frysztyk s poriadkom
zhotowyt i dast swomu gawalirowi jisty“. Czy jednak mamy tu
istotnie wpływ, filjację, czy też jedynie przypadkową zgodność,
o tern wyrokować możnaby jedy.ůe na podstawie ustnych odmianek polskich, — i dlatego na ich wykryciu tak mi bardzo zależy.
Poznań, 10. VI. 1922.

PROF. DR. WITOLD KLINGER.

tapioki z powiatu limanowskiego.
Zapiski o niektórych zwyczajach i wierzeniach ludowych
w pow. limanowskim (wsi: Chyszówki, Jurków, Półrzeczki, Wil­
czyce) pochodzą od jurkowskiego proboszcza, ks. Michała SROKI.
Mój udział ogranicza się jedynie do przesłania prośby o robienie
spostrzeżeń z pewnego zakresu folkloru, oraz do zestawienia i upo­
rządkowania luźnych notatek.
*

*
*

1. Wiara w strzygi. W Chyszówkach zmarła niedawno Marja,
żona Szymona Jani. Wdowiec, człowiek chorowity, często zrzędził
i narzekał na zięcia Smolenia. W styczniu b. r. podczas takiego
utyskiwania, wyraził się następująco : „A cemuz tu matka z grobu
nie przydzię, coby ci łeb urwała“. Przerażony zięć chwycił w tej
chwili kredę, święconą w dzień Trzech Króli, i naznaczył na
drzwiach krzyżyki, aby matka nieboszczka nie miała dostępu
do chałupy.
Szymon Lach z Chyszówek opowiadał szczegółowo o środ­
kach obronnych przeciw strzygom. W adwencie zabija się koguta
lub „zającka“ (królika); mięso się spożywa, a krew zbiera i za­
rabia ciastem. W każdym domu jest taki placek, a u Lacha po­
został jeszcze po ojcu. Jest to „placek św. Tomy“, gdyż pieką
go 21 grudnia w dzień św. Tomasza. Jest lekarstwem przeciw
strzygom. Strzyga ma taką moc, że koszulę i otarga i potnie
„jakieby scury jom pogryzły“. Gdy „chyci“ człowieka, dają mu
spożyć „placuś św. Tomy“. Sam Lach poznał dowodnie jego
skuteczność „Jägern lig na wyrku, — podaje — zaceno mnie
trząść, złapała mnie strzyga. Wtedy pisali po mnie świąconom

215

krydom; mamusia zrobili na mnie krzyz na głowie, na rąkach,
dali mi jeść placuś św. Tomy. Wsadzili mie pod pierzyną —
i ustało. Nijakiego lekarstwa mi nie dali, ino rzecy kościelne
świącone i domowe“.
W domu Szymona Kuchty w Jurkowie opowiadano taką
histo-ję o strzydze. Do ojca Szymka Lacha przyszedł chłop po
śmierci i „mordował“ (męczył) go na śnie całą noc; ale on był
silny i wytrzymał. Wtedy nieboszczyk wybrał się na drugą noc
na osiedle i „mordował“ dziewczynę, aż wreszcie zamordował.
Jako środek przeciw strzydze polecali opowiadający to zdarzenie
wdzianie ubrania, które się miało podczas pierwszej spowiedzi.
Strzyga rzuca się nietylko na ludzi; w skrzyni potrafi pogryźć
ubranie, „jakby nożycami ściął“.
Kobietę, której strzyga ugryzła palce u nóg, widziała na
własne oczy Franciszka Kuchtowa z Jurkowa. Opowiadała również,
iż pewien chłop pojawiał się po śmierci we wsi i „mordował“
ludzi na śnie. Naw.edzani „mordowiskiem“ radzili się nawet
księży, jak się bronić, ostatecznie jednak poradzili sobie sami.
Oto wykopali trupa i przewrócili go w grobie plecami do góry.
Przestał wówczas męczyćJ). A kiedy strzygę pytano, dlaczego
ludzi niepokoi, tłumaczył, że miał dwa „duchy“, z których jeden
spoczywał w ziemi, a drugi musiał chodzić po świecie.
Jan Kołodziej z Jurkowa z całą stanowczością twierdzi, że
strzyga „zetnie flaki w człowieku“, jeżeli się jej nie zaradzi. —
„Tatę gdy strzyga chyciła, to pili swój mocz; zgięli rękę i podło­
żyli pod głowę, to mu cały rękaw pogryzła tak, jakby myszy
pocięły“.
Przeciw strzydze bronią również „bazie“ z palm święconych,
o czem niżej mowa.
2. Lekarstwa. Na przeziębienie dobre jest psie sadło; trzeba,
aby miało trzy lata. (Opow. Jan Paminik z Jurkowa.)
Na1 ranę z ukąszenia węża używa się w Jurkowie ślubnej
wstążki. Kiedy raz wąż ukąsił chłopaka w nogę, obwiązano ranę
ślubną wstążką, namoczoną w wodzie, do której narzucano żab.
(Ten zabieg widział ks. Sroka.)*)
*) Podobny wypadek z Wieprza w pow. żywieckim podały w styczniu tego
roku czasopisma krakowskie. Samobójcę, aby nie straszył po śmierci, przewró­
cono w trumnie plecami do góry i przybito gwoździem do dna.
15*

216

Ludwika Jania z Jurkowa podała, że w zapusty topi gospo­
dyni słoninę, którą święci się na Wielkanoc. Przechowywana po­
tem w komorze, służy orzeciw chorobom i „dla duchów“.
3. Zwyczaje wielkotygodniowe. Palmy na niedzielę palmową
robi się z liwiny1), która rośnie w ogródkach. Do niej dobierają
trzcinę, wiążą pręciem, a potem batami. Do kościoła niosą palmy
chłopcy, w ich braku i kobiety2).
Istnienie strzygi (p. wyżej) nie ulega dla tutejszego ludu
żadnej wątpliwości. Kiedy człowieka chwyci, to potrafi i udusić.
Nieraz chorego „łapie takie mordowisko“, iż nawet zęby zacięte
trzeba łyżką odważać. Otóż dla przywrócenia zdrowia pali się
„bazie“ święconych palm i okadza niemi „mordowanego“ przez
strzygę.
Zwyczaju palenia Judasza w Wielkim tygodniu niema.
W Wielką sobotę wiążą ludzie „głowianki“ z tarki, „babcarki“ lub „liski“. Grzeją je w ogniu święconym, poczem chowają
w domu, a palą wtenczas, gdy zanosi się na burzę lub grad.
Wbijają je wówczas do ziemi na krzyż z palmami
Dawniej robili chłopcy drewniane kłapaczki, nieśli do kościoła
w Wielki piątek, a po Gorzkich Żalach klekotali niemi w powrocie
do domu. W Dobrej Gorzkie Żale bywały dawniej późno wie­
czorem; czasem dopiero o 11-ej w nocy wracano z nich do domu.
Jan Miśkowiec z Gruszowca i Franciszek Marek „z brzegu“
w Dobrej przywieźli palmy z Jerozolimy, dokąd cd byli pielgrzymkę,
i nosili tylko te przez kilka lat do kościoła w palmową niedzielę.
Wszystkie wymienione relacje o wielkanocnych zwyczajach
pochodzą od Szymona Palkija z Półrzeczek.
Szymon Lach z Chyszówek pamięta, że dawniej wstążkami
z palm w'ązano ręce i nogi umarłego. — „Nie wiem na co, ale
mi się zdaje, że na to, aby umarły nie straszył. Moja mamusia
tegc nie robiła, bo w to nie wierzyła,' ale na osiedlu to robili
wszej“.
I w Chyszówkach opala się po dziś dzień „głowiankę“,
związaną pręciem z głogów; robią to w Wielką sobotę nad świę­
') iwa, rodzaj wierzby.
') W dzień Matki Boskiej Zielnej (15 sierpnia) żaden „chłop“ (mężczyzna)
nie weźmie ziela do kościoła.
s) Wedle Jana Kołodzieja z Jurkowa z głowianek robi się kołki do jarzma
»a woły; takie jarzmo nie gniecie karku i nie ociera skóry.

217

conym ogniem, gdyż inaczej nie skutkuje. Chowają ją po izdeb­
kach w „poważnem“ miejscu t. j. pod powałą, w sąsieku, za
obrazami, bo byle gdzie nie wolno jej cisnąć. Gdy biją cioruny,
pali się głowiankę dla ochrony domu od nieszczęścia.
Szymon Kuchta z Jurkowa poucza, że we Wielką sobotę
należy zatykać krzyże ze święconych palm na rogach pola, zasia­
nego oziminą, i kropić pole święconą wodą. Wtedy zboże nie
„przerazi“ (nie usycha, nie ma nikłego ziarna) i niema „przepłochy“
t. j. pustych miejsc w kłosie.
Jan Kołodziej z Jurkowa przynosi święcone palmy z kościoła
w niedzielę palmową i chowa w stajni pod „stragarzem“. Gdy
na wiosnę wypędza bydło po raz pierwszy na paszę, to owe
palmy kładzie przed progiem, aby zwierzęta przez nie przeszły.
Chroni je to przed chorobami i nieszczęściem. Potem chowa się
znowu palmy pod „stragarz“. Gdy robią nową palmę, przywiązują
do nowego ziela nieco ze starej, zeszłorocznej palmy. Batów, któremi owiązują palmę, — w liczbie pięciu do siedmiu, — używają
przy paszeniu bydła.
4. Przy budowie domu. W Jurkowie nie kopie się funda­
mentów. Budujący odrzucają ziemię z wierzchu aż do iłu, gliniarki
i piasku ze żwirem, poczem kładą cztery kamienie czyli „pecki“
w miejscach, gdzie mają być węgły domu. Na „peckách“ spo­
czywa „przyciesie“ t. j. cztery belki, zwane „spodkami“. W spod­
kach zaciosują „gierunki“ t. zn. wiązania „na zamek“, przedsta­
wione na rysunku. (Inny, rzadszy rodzaj wiązania zwie się ,.na ząb“.)

Na każdym „gierunku“ nacinają cieśle krzyżyki, kropią święconą
wodą, zakładają ziele, święcone w dzień M. B. Zielnej, oraz pie­
niądze, głównie srebrne. Osobnych obrzędowych formułek nie
używa się w czasie tych zakładzin. jedynie przy nacinaniu krzy­
żyków mówi cieśla : „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Air.en“.
Zakładziny urządza się zwykle we środę lub w sobotę, nigdy zaś
w dzień postny.
Dalsze belki kładą na węgłach gładkich aż po „ocapy“.
„Ocapy“ osacza się znowu na „gierunkach“ nad drzwiami i oknami.
Na „gierunkach“ nadto osadza się „barty“ pod powałę i naj­
wyższe belki czyli „płatwy“. Na tak przygotowanym zrębie kładzie

218

się i wiąże krokwie. Do pierwszej pary związanych krokwi, rozło­
żonych na zrębie, przybija się „facjaty“ t. j. dwie prostopadłe
strony dachu nad ścianami szczytowemu „Facjaty“ są zrobiöne
z desek, nieraz rozchodzących się w kształcie promieni; dwie
drugie strony dachu, t. zn. licową i plecową, pokrywa się później
gontami lub słomą. Na wierzchu jednego z „facjatów“ zakładają
cieśle wiechę z gałązek, bibułek, wstążek i chusteczki. Na „wiechowe“ dostają poczęstunek (trunki, chleb, słoninę itd.) od go­
spodyni, nie od gospodarza. Dobijają się również do skrzyni
gospodyni po jej chusteczkę, aby „wiechowe“ było dobre i „szczę­
śliwe“.
Podczas budowy uważają cieśle, aby się nie skaleczyć. Ma
to uzasadnienie w wierzeniach, iż krew padła na drzewo, powo­
duje w nowym domu zalęganie się „gady“ t. j. robactwa, głównie
„płoscyc“ czyli pluskiew.
~'dy gospodarz wprowadza się do nowego domu, nie robi
tego nigdy w dzień postny, lecz we środę lub sobotę, która jest
dniem uprzywilejowanym, jako poświęcona Matce Boskiej. I to
łączy się z wiarą w mnożenie się robactwa. — Zanim ludzie
i bydło przestąpią przy wprowadzce próg nowego budynku, wpu­
szcza gospodarz do niego takie zwierzątko, którego sam nie ma
zamiaru chować, np. kota, „zającka“ czyli królika, „morscoka“
t. j. morską świnkę. Ta istota iyjcca, która pierwsza wprowadza
się do nowego domu, nie będzie się darzyć wedle cgólnego prze­
konania i rychło „suchoty sie jej łapiom“. Stąd ani człowiek, ani
zwierzę, pożądane dla chowu, nie mogą mieć pierwszeństwa w prze­
kraczaniu progu nowe} budowli.
Wytłumaczenie tego zwyczaju słyszał Jan Kołodziej z Jur­
kowa od staruszki babki. Budował raz budowniczy wielki most,
nie mógł go jednak dokończyć z powodu przeszkód i psot ze
strony złośliwego djabła. Wreszcie zrobił układ z dokuczliwym
kusym: obiecał, że djabłu przypadnie to, co pierwsze przejdzie
przez most. „Zły“, nietyle zły, ile głupi, zgodził się na to skwa­
pliwie, licząc na obfity połów ludzkich dusz. Tymczasem budow­
niczy, ukończywszy most w spokoju, puścił świnię jako pierwszego
przechodnia i w ten sposób diabła oszukał.
Wilczycach wedle Jana Dany, nie wolno wiele mówić przy
wiązaniu „spodków“, gdyż wtedy lęgnie się robactwo. Nie należy
również „wiązać“ ich w dzień postny. Nie darzy się także wią­

219

zanie w dzień młodzianków. Najbardziej wskazane jest „zawiązanie“
domu w ten dzień, w którym było ostatnie Boże Narodzenie.
I w tej wsi robi się na węgłach krzyżyk", kładzie miedziaki,
„szóstki“ lub srebrną monetę, aby się pieniądze domu trzymały,
dodaje święconego ziela, kropi święconą wodą „na szczęście“
i odmawia „Anioł pański“. Węgły wiąże s.ę „na gładko“, a tylko
wyższe belki na „ocapach“ i pod powałą „na zęby“. Podczas
budowy uważają cieśle na to, aby się nie skaleczyć. Gdyby krew
padła na belki, należy ją zestrugać, w przeciwnym razie zalęgnie
się „gada“ i szczęścia w domu nie będzie. O tych wierzeniach
pouczają starsi cieśle młodszych robotników.
Dla wprowadzki do nowego domu uważają Wilczycanie za
najodpowiedniejsze dnie: wilję Zielonych Świątek i wilję św. Jana.
Przed wkroczeniem ludzi i bydła do chałupy, wpuszcza się i w tej
wsi naprzód takie zwierzę (mysz, szczura, ptaka itd.), którego nie
będzie się chować w gospodarstwie1).
Zakopane.
JULJUSZ ZBOROWSKI.

Przezwiska górali powiatu nowotarskiego.
7. Wieś Odrowąż.
Przezwiska mieszkańców Odrowąża zebrał w 1920 r. wedle
kwestjonarjusza Zachemski Antoni, podówczas uczeń VII klasy
gimnazjum w Nowym Targu, sam „Odrowążan“ rodem, któremu
za chętną współpracę składam tutaj podziękowanie. Kwestjonarjusz
dałem jak najprostszy. Były w nim następujące rubryki:
1) numer domu we wsi;
2) nazwiska rodzin zamieszkujących dom;
3) przezwiska (lub brak przezwisk) członków rodziny;
4) miejsce urodzenia mieszkańców, mających przezwisko ;
(ten punkt dla stwierdzenia ewentualnych różnic w prze-*)
*) W Nowym Targu, pow. nowotarski, wedle Smiałkowskiego „z pod
Niwy“, kładzie się na pierwszej „pecce“ pod węgłem srebrną lub złotą monetę,
aby „dudki“ (pieniądze) były zawsze w domu; na drugą kładą chleb święcony,
aby go nigdy nie „chybiało“ (brakło), na trzecią sól, święconą w dzień św. Agaty
dla obrony przed ogniem i piorunem, na czwartą krzak jałowca, który ma niedopuszczać do chałupy węża, jaszczurki i żaby.

220

zwiskach między rodowitymi Odrowążanami a przyby­
szami z innych wsi.)
5) jak we wsi tłumaczą sobie powstanie i znaczenie danego
przezwiska.
Po wypełnieniu tych rubryk przystąpiłem do stwierdzenia
i ustalenia gwarowej wymowy nazwisk i przezwisk, poczem. wrę­
czyłem memu współpracownikowi drugi kwestjonarjusz, złożony
już tylko z dwóch pytań:
1) jakie stosunki pokrewieństwa zachodzą między mieszkań­
cami, noszącymi te same nazwiska a inne przezwiska, —
i 2) między posiadaczami tych samych nazwisk i prze­
zwisk. — (T en drugi kv/estjonarjusz miał na celu stwier­
dzenie, czy w poszczególnych wypadkach mamy do
czynienia z przezwiskami indywidualnemi, czy też ro­
dowemu)
W ten sposób zebrany i skontrolowany materjał odrowąski
jest początkiem dalszych poszukiwań w innych wsiach, — o ile
to będzie możliwe, — na całym obszarze Podhala i Nowotarszczyzny. Zapewne uda się jeszcze parę wiosek opracować na
podstawie prostego kwestjonarjusza przy pomocy uczniów, pocho­
dzących z danej miejscowości. Opracowanie całego powiatu, liczą­
cego przeszło 70 wsi, jest zależne od czasu i możności wędrówek
na Podtatrzu.
Dopiero po zebraniu i zestawieniu danych z kilku miejsc
na Podhalu, jeżeli już nie z całego jego terytorjum, można będzie
przystąpić do ustalenia typów przezwisk w tej okolicy.
Materjał z naszej wsi przedstawia się następująco:
1. Niektórym Odrowążanom nie nadali współmieszkańcy żad­
nych przezwisk. Są to nazwiska: Błahuta, Brandys, Bujakowski
(organista, rodem z poza Podhala), Bula, Cieśla (3 rodziny1),
Dziwidzik, Figura (3 rodziny, z tego jedna ze wsi Dział), Fudala
(5 rodzin), Gober (urzędowo Gaber — 2 rodziny), Gaw -on (2 ro­
dziny), Głowoc (urzędowo Głowacz — 2 rodziny), Grela, Habas,
Hajos, Halawa, Holewa (2 rodziny), Hraca, Jankowski (nauczyciel,
rodem z poza Odrowąża), Kalec (rodem ze wsi Załuczne), Kojs
(2 rodziny), Krzysica, Kucek, Kulok (urzędowo Kulak), Majchrowic,
1) Obojętne zupełnie, z ilu składa się rodzina; w tym wypadku rodziną
„nazwiskową“ jest i samotna jednostka.

221
Marsołek (urzędowo Marszałek), Mikos (2 rodziny), Molek, Paluch
(proboszcz, rodem z poza Odrowąża), Pitoń (5 rodzin, rodem
z Kościelisk), Sarnecki, Scypta (ze wsi Załuczne), Siecka (z Białego
Dunajca), Siepok (urzędowo Siepak, rodem z Raby Wyżniej),
Sobcok (urzędowo Sobczak — 3 rodziny), Šproch, Srol (urzędowo
Sral), Stecko, Strama, Swientek, Wróbel, Zahemski, Zmuda.
2. Do drugiej kategorji ’) wliczam tych górali odrowąskich,
którym również nie nadano przezwisk; jednak obok nich są we
wsi inni, noszący to samo nazwisko, ale już z dodatkiem prze­
zwiskowym. A więc obok trzech Duszów, nieobdarzonych żadnym
przydomkiem, jest aż sześciu Duszów o różnych przezwiskach.
Tu należą niepirzezwani : Bielański, Bobek (2 rodziny, z tych jedna
rodem z Wróblówki), Brękus (2 rodziny), Cepiel, Dusa (3 rodziny),
Dzielawa, Gol (urzędowo Gal — 4 rodziny), Hosanna, Komperda
(2 rodziny), Kulawiok (urzędowo Kulawiak — 4 rodziny), Lenort
(urzędowo Lenart — 3 rodziny), Liska, Łach, Matyja (3 rodziny),
Skupień, Stafiera (3 rodziny), Wciślok (urzędowo Wciślak — 2 ro­
dziny, z tych jedna rodem z Pieniążkowic).
3. Przystępujemy teraz do właściwego tematu, do przezwisk.
W pierwszej rubryce znajduje się nazwisko, a w niektórych wy­
padkach w nawiasie jego urzędowe brzmienie. W następnej prze­
zwisko*2), w trzeciej skrócenie „k“, oznaczające kobietę. Czwarta ru­
bryka określa stosunki pokrewieństwa między osobnikami tego
samego nazwiska, albo też oznacza pochodzenie z innej miejsco­
wości. Ostatnia wreszcie zawiera ludowe tłumaczenie genezy i zna­
czenia przezwiska, — tłumaczenie w wielu wypadkach napewno
niezgodne z genezą. Brak takiej etymolog ji ludowej oznacza pytajnik.
') Ten dowolny zresztą podział na kategorje 1 i 2, ma na celu przyszłe
ustalenie typów przezwisk. Możliwe, — choć tego nie da się już teraz przesą­
dzać — że będzie on przydatny w sprawie różnicy między przezwiskami rodowemi a indywidualnemu Nadto jednoczesne zestawienie samych nazwisk może
być jako materjał pożyteczne w badaniaeh onomastycznych.
2) Na Podhalu posiadacz przezwiska jest prawie wyłącznie pod niem znany,
nazywany i wołany w cod^rennem życiu wiejskiem. Nazwisko odgrywa wśród
współmieszkańców o wiele mniejszą rolę; jego właściwem miejscem są metryki
i inne urzędowe akta. To też góral określa te praktyczne różnice między prze­
zwiskiem a nazwiskiem powiedzeniem: „jak się weta“ i „jak się pisze“. Trzecie,
rzadsze już określenie: „jak się do niego idzie“, jest właściwie również prze­
zwiskiem o charakterze topograficznym, przezwiskiem dodawanem do przezwiska
innego typu np. Zych Matura z pode zwónka.

222

Nazwisko

Przezwisko

d
_5
i.

<D
CU
„Mareckula“
„Biydok“

2.

Antolok (-ak)
Babic

3.
4.
5.
6.

»
«
Bała

„Kurzajka“

8.

»
Bartyzoł (-ał)

„Lud wieka“
„Symónów“

9.

Bielański

„Mrowiecków“

7.

10.
11.
12.
13.
14.
15.
16.
17.
18.
19.
20.



»
n

Bielok (-ak)
Błąka
»»
Bobek

»>
55

Brękus

n




„Mulica“
„Wdowców“


„Smendów“
„Pałubów“
„Pałubowo“
„Balocek“
„Balocków“
„Balocek“
»
„Klin“

21.

»

„Klinowski“

22.
23.
24.
25.

»»
Cepiel
Domalin

„Krócik“
„Rosołów“
„Maryścocka“
„Siyniawioń“

26.

Dusa

„Słomiok“

27.

»

„ Solcyn“

tf

Stosunek
pokre­
wieństwa

Wyjaśnienie
przezwiska

k

?
?
?
bracia
?
stryjeczni
?
od „kurzenia“
k
(palenia) fajki.
po ojcu Ludwiku.
k
po dziadku Szymokiie.
matka jego jest
z rodu Mrowiećków.
?
ojciec ich był i
)
bracia
j rodzeni długo wdowcem.
?
1
1 rodzeństwo
?
1
?
k j cioteczne
?
)
ojciec
?
j
syn
?
?

k

po matce z rodu
Klinowskich,
nazwany z żartów
skrótem.
po matce z rodu
Klinowskich.
?
?
?
od wsi Sieniawy,
z której pochodzi.
po ojcu, który
lubił opasywać
sią powrósłem.
od żony Salki
(Salomei).

225

Nazwisko

Przezwisko

d
J
Dusa

„Kubiscyn“

29.

»

„Maciąga“

30.

«

„Rapocyn“

31.
32.
33.
34.

»
Dzielawa

35.
36.
37.
38.
39.
40.

»
w
Fiedor
Gol (Gal)

42.
43.
44.

-o<D

»
Dzielski


■>
ii



rodzeństwo ')

„Weronin“
„Justynin“
„Rojculoków“
„Bartków“

2

„Śliwa“
„Śliwinyj“
„Piętkulok“
„Bascyn“
„Brękus“
„Cypryjanów“

?
po ojcu
Cyprjanie.
po matce z ro­
dziny Gabrów.

„Gobrów“
k



45.



„Kwakowo“

k

46.



„Maćko wyj“

47.



„Miętusianka“

»

»
II

„Myska“
„Mysków“
»i

po matce, którą
tak zwano od
męża Kuby.
po babce z rodżiny Maciągów.
od żony z rodziny Rapaczów.
od żony Weroniki.
od żony Justyny.
po dziadku
Bartłomieju.
?
?
?
?

„Hlebickula“
„Janów“
„Klimasów“

48.
49.
50.

Wyjaśnienie
przezwiska

a*

28.

41.

Stosunek
pokrewieństwa

2

?

k

1

bracia
I stryjeczni

') troje z rodzeństwa nie posiada przezwisk.

po ojcu Klimasie,
t. j. Klemensie.
pochodzi
z Kwaków.
po matce Maćko­
wej, nazwanej tak
po swym ojcu
Macieju.
po dziadku, któ­
ry pochodził ze
wsi Miętustwo.
?
?
2

224

Nazwisko

Stosunek
pokre­
wieństwa

Przezwisko

SX
(D

Wyjaśnienie
przezwiska

_i

51.
52.
53.

Goi
»

„Myska“
„Nyrcyn“
„Sobcokowo“

54.

»

„Trombka“

55.



„Wilcosek“



„Zoremba“

»

k

56.
57.
58.

Gorb (Garb)

„Sikora“

59.

Gąsienica

„Ciułać“

60.

Gąsior

„Cisońka“

61.
62.
63.
64.

Gonciarcyk

„Kwaśniok“

Gubała
»

„Blajcok“
„Polcyna“

k

„Zoścokowo“
-Alyjzula“

k
k

k

65.
66.

»

I
j

»

k

n



Gwiżdż

67.

ł>

68.

Harbut

„Pucoń“
„Brzeżni o cka“

69.

Hosanna

„Suka“

70.
71.
72.

Kadłub

„Bomba“
„Spyrkowo“
„Spyrkula“

73.
74.

Kocańda
Komperda

»

n

„Biynias“
„Kosorek“

k
k

bracia
rodzeni

?
?
pochodzi
z Sobczaków.
od chwalenia się,
że grał na trąbce
w wojsku.
po ojcu, którego
nazywano
„Wilkiem“.
?
?
po żonie z rodziny Sikorów.
po ojczymie
Ciułaczu.
po mężu zwanym
dla powolności
„Cisoń“.
?
?
?
po babce imięniem Polka
t. j- Apolonja.
po matce Zofji.
po mężu
Alojzym.
?
po pierwszym
mężu Brzeźniaku.
nie lubi psów, .
tylko suki.
?
I po dziadku, któ/ remu złodzieje
f ukradli „Spyrkę“.
?
?

1

225

Nazwisko

Płeć

Ćl

J
75.
76.
77.
78.
79.

Komperda
Kowalcyk
»

Krzystyniok (-ak)
Kulawiok (-ak)

„Rejscorzów“
„Klimek“
„Sedziok“
„Golus“
„Figus“

80.

»

81.
82.
83.

»

Kwak

„Ignacków“
„Rubiska“
„Gier cyn“

84.
85.

Landowsko
Lenort

„Majchrula“
„Kuros“

»

86.

n

87.

Ligas

88.
89.
90.

Liska

91.
92.
93.
94.

95.
96.
97.
98.



Łach

Łapyta
Łoś (Łaś)
»
W

2
2
2

po dziadku żony
Figusie.
po matce z rodżiny Figusów.
po ojcu Ignacym.
2

ze wsi
Rogoźnika
k
ze wsi
Załuczne

„Rosół“
„Jagustyniok“

»

»
W

„Skawion“

9t

„Zol.ok“
»

po żonie
Getrudzie.
?
po dziadku zamiłowanym w hodowli kur.
2

po dziadku
Augustynie.

„Gać“
„Gacić w“
„Orawców“

„Dyrgaska“
„Bach“
„Burzokowo“
„Donajcanowo *

Wyjaśnienie
przezwiska

2

„Figus“

„Kasickula“
„Klysc“
„Kusprulin“

W
W

99.

100.

Stosunek
pokre­
wieństwa

Przezwisko

\

/

ojciec
syn

2
2

po dziadku
pochodzącym
z Orawy.
2
2

k
k

k

2

po dziadku fpochodzącym
z Czarnego Dunajca.
2
2

po matce z rodżiny Kusprów.
pochodzi ze wsi
Skawy.
2
2

226

Nazwisko

Przezwisko

Łyscarcyk
Magdziok (-ak)
Maśnica

„Smolocek“
„Łapycino“
„Płoskonka“
„Płoskonów“

d,
•J

101.
102.
103.
104.
105.
106.
107.
108.

»

Stosunek
pokrewieństwa

-o
O
a.

Wyjaśnienie
przezwiska

?
?

k

?
?

?
Matyja

„Jasica“

»

»

»

„Jasiców“

109.
110.
111.
112.
113.
114.

Miętus
Mrozek

115.
116.

Orsulok

„Piontkowski"
„Cymer“

117.

Otremba

„Buławski“

118.
119.

Pawlikowski

„Łukosów“
„Zmudów“

120.

Pęksa

„Kasia“

121.
122.

Ratułowsko
Sarniok

„Scepanka“
„Wilkulin“

123.

Skupień

„Sedziok“


17
17
11

77

1

bracia

syn jednego po ojcu, przezwa­
nym Jasicą.
z nieb

?

„Rojków“
„Rojkula“
„Mostyń“
„Mostynów“
„Rojcula“
„Obidowianka“

k

1
k
k

krewni

?
?
?
?
po mężu, pocho­
dzącym
z Obidowej.

1

?
podczas pobytu
w Budapeszcie
był cieślą
(Zimmermann)
i bardzo się
tem chełpił po
powrocie,
po matce z ro­
dziny
Buławskich.
po ojcu Łukaszu,
po żonie z rodzi­
ny Zmudów,
z powodu kobie­
cego głosu.

*
>>

?
?

?

k
ze wsi
Sarnie
ze wsi Pieniążkowic

V

lubi siedzieć
w lesie jak wilk.
?

227

Nazwisko

Stosunek
pokre­
wieństwa

Przezwisko

d
J

<u
E

124.

Skupień

„Sewców“

125.
126.

Stanek

„Hapeł“

127.

Stasik

„Kohut“

128.

Stękała

„Pytlowocka“

129.

»

„Pytlowocyn“

130.

Stafiera

„Slusarzów“

131.
132.
133.
134.
135.
136.

»
Stoch
Ustupski
Wciślok (-ak)
Widzis

„Wojok“
„Grusków“
„Pikoraj“
„ Kubocka“
„Zborny“
„Zborno“

k

137.

Wojdyła

„Rabiocka“

k

138.

Zając

„Jelyniów“

139.

Zaskalsko

„Maciąga44

ojciec

1

n

H

Zakopane.

k

syn

ze wsi
Poronin
teściowa

zięć

k

Wyjaśnienie
przezwiska

po dziadku
szewcu.
po ojcu szewcu,
od imienia
Hipolit.
?
po ojcu, który
lubiał potrawy
z pytlowanej
mąki.
po dziadku żony,
który lubiał po­
trawy z pytlo­
wanej mąki.
po dziadku
ślusarzu.
?
?
?
?
I
po dziadku
/ ze strony matki
J
Zbornym.
po mężu pocho­
dzącym ze wsi
Raby.
po ojcu przezwanym „Jelyń“.
po dziadku ze
strony matki
Maciągu.

JULJUSZ ZBOROWSKI.

228

O koronach żmijowych.
TREŚĆ: Żmija w kulturze duchowej Europy. — Języki żmijowe na dworze
Władysława Jagiełły. — Tekst niemiecki o koronach żmijowych. —
Czem były owe koronki.

Do najdotkliwszych braków naszego piśmiennictwa ludoznaw­
czego należy brak dzieła zbiorowego o żmijach (wężach itd.). Nauka
wieków minionych współzawodniczyła bowiem z zabobonem w stwier­
dzaniu i wyszukiwaniu sił cudownych żmii i w ich wyzyskiwaniu.
Dc dziś dnia jeszcze, choćby tylko w medycynie ludowej : w sym­
bolice, dają się odczuwać skutki tej tradycji. Wszystkie odnośne
ważniejsze prace, zestawiłem w mej rozprawie „De Agathodaemone“ (Warszawa 1919) s. 38; jest to niewiele i są tu potrzebne
dalsze badania. Dalsze ważne materjały dla oceny znaczenia żmii
w medycynie i zabobonach średniowiecznych podałem w książce:
Brata Mikołaja z Polski Pisma lekarskie, Poznań 1920 (s. 23 — 26
Expérimenta duodecim de serpentum coriis Johannis Paulini ; s. 26
De serpente fluvial?, gdzie podano sposób uzyskania kamienia żmi­
jowego; s. 7—9 o szarlatanach „familji św. Pawła“, leczących
ranionych zapomocą żmij; s. 93 — 96, 156—157, 160—164 o le­
karstwach gotowanych ze żmii). O ideowej stronie żmii pisali
w „Ludzie“ W. KLINGER (t. XV 1909, 20 i nast.) i ST. SCHNEIDER
(t. XVI 1910, 17 i nast.), o jej roli w wierzeniach ludu polskiego
E. MAJEWSKI, Wąż w mowie, pojęciach i praktykach ludu na­
szego (Wisła t. VI 1892, 343 i nast.).
W wierzeniach średniowiecznych ważną odgrywają rolę rogi
i języczki żmijowe 1). Z dworów książąt zachodnich dostał się ten
zabobon także na dwór królów polskich, jak o tem świadczą ich
inwentarze. Tak np. Król Władysław Jagiełło kazał kupić języczki
żmijowe, które miały wykazać lub unicestwić truciznę podaną
w potrawach lub w napojach i dlatego znajdują się następujące
wydatki w Registrum domini Hynczonis vicethezaurarii w. r. 1393 —
1395: item pro futro lingwis draconum ad mensarr regiam po») Heinr. Pogatscher, Von Schiangenhörnern und Schlangenzungen, vor­
nehmlich im 14. Jahrhunderte, Rom 1898 (odbitka z „Römische Quaj-talschrift
für christliche Altertumskunde und Kirchengeschichte“ 1898).

220

nencium propter venenum III gr. (w r. 1393) oraz: item Martine
Bohemo aurifabro pro paracione II cubcorum et instrumenti de
auro puro ad ling was draconum V marc. I fert. (w r. 1395).*)
Analogicznie używano koron żmijowych, które według podań
ludowych nosi król wężów. Liczne o nich wzmianki zebrał z po­
dań ST. SCHNEIDER; nie chcę ich pomnażać, gdyż wszędzie wystę­
pują takie same rysy i wątki — co wyraźną jest wskazówką,
że niema tu jakiegoś ludowego podania, lecz że to podanie
„uczone“, pochodzące wprost z starożytności, wraz z grecką lub
łacińską kulturą przeszło do innych krajów. Ale brak tu wyczer­
pujących, a zwłaszcza starszych, wiadomości co do roli, jaką te
korony w praktyce ludu odgrywają. To nam wyjaśnia niemiecki
tekst, zapisany w Bawarji lub w Alemanji w w. XVI, znajdujący
się obecnie w rkp. Bibljoteki Państwowej w Berlinie, cod. lat.
quart. 337, fol. 208 — 209. Podaję go w pisowni niekonsekwentnej
owego czasu, a dla uiatvr'enia zrozumienia go dodaję przekład polski.
Przypuszczam, że tekst niemiecki pochodzi ze źródła łacińskiego:
przecież rozprawka Jana Paulina, tak pokrewna mu pod względem* 1
') Monumenta medii aevi historica res gestas Poloniae illustrantia,. tom XV.
Rationes curiae Vladislai Jagellonis et Hedvigis regum Poloniae 1388 —1420,
Kraków 1896, 162, 219 ; u Pogatschera 41. Ciekawa pod tym względem jest dy­
sertacja Joh. Jak. St.askirchera (praes. Rud. jac. Camerarivsl De lapidum figuratorum usu medico, Tubingae 1718, 13—16, Pogatscherowi nieznana, który też
wspomina oczy (oculi serpentom) i dalszą literaturę podaje. Więcej jeszcze pisze
0 tym przedmiocie Jac. Wolff, Scrutinium amuletorum medicum, Lipsk 1690,
407—410. Lachmundus, ’Opuy.-o-j-pc/.y ia Hildeshemiensis sive de admirandis fossilium
in tractu Hildesheimensi. Cum iconibus. Hildeshemii 1669. Czasopismo Ephemer.
Natur. Curiosor. t. X. XÎ. Simon Aloysius Tudecius, Miscellanea Natur. Curios.
decas I an. 9 et 10 Observ. 111 p. 287. Caroł Nicol. Lang, Historia lapidum
figuratorum Plelvetiae tab. XI. Geier, de montibus conchiferis et glossopetris
Alzeiensibus, Francofurti et Lipsiae 1687. Reiske, de glossopetris Lueneburgensibus, Lipsiae 1689. Wierzenie powstało na Malcie i stąd rozszerzało się po
całej Europie. Dla mieszkańców tej wyspy był to ważny towar handlowy: do
każdego egzemplarza dodawali karteczkę z legendą o powstaniu tych kamieni
(z powodu obecności św. Pawła na wyspie, Act. apost. XXVIII, zob. do tego
miejsca Korneliusa a Lapide) i z opisem cudownych ich sił w języku włoskim
1 francuskim. To są owe schedulae italicae, na które się tak często powołują
ówcześni uczeni a których przykład wydrukował Niederstet, Alt- und neues Malta. —
Do w. XIX sławne są „kamienie żmijowe“ saksońskie, zob. C. Seyfarth, Aber­
glaube und Zauberei in der Volksmedizin Sacnsens, Leipzig 1913, 260 f. który
wylicza także nowsze rozprawy. Obrazy takich kamieni podał S. Seligmann,
Der böse Blick und Verwandtes, Berlin 1910, ryc. 37 (tekst II 25).

Lud. T. XXI.

16

230

treści i ducha, powstała koło r. 1260 w Montpellier, i rozprawa
przypisana Mikołajowi z Polski koło r. 1280 tamże : rozprawki o si­
łach leczniczych węża należą więc stosunkowo do najstarszej lite­
ratury specjalizowanej.
Ein schön Experimentům von dem Khröndl einer waissen Nattern,
so unter der Hasselstaaüen Bekhommen worden, sambt deroselben
Khrafft vnd Operation.
Erstlichen solltu wissen, dass Zweyerley Genus oder Ahrt der
Nattern sein, so Khröndl auff ihren Hauptt tragen. Dass erste Khröndl,
so uon der Nattern Bekommen wirdt, die in den Stain-Khlupen oder
in haissern whonen, sicht schier wie ein Zhan, ist ablong Vnnd hartt,
hatt wenige Tugendt, wirdt aber, waile sy seltten gefunden, oder Zu
wegen gebrachtt, hoch gehaltten.
Dass ander Khröndl aber ist von der schlosswaissen Nattern, welliche allain vnter der Haselstauden Bekhomen wirdt, darauf mistein
zu waxen Pflegen; die wextt niht von ihr selbst, sondern wird ihr von
willen vnzalbarn andern Nattern vnter dem Blossen Himell alss spirirt
oder auf den Khopff geblassen ; vnndt solches Khirandlein oder Khröndl
erst am 7. ihar von ihr selbst oben auf der Misteln (gleich wie der Hirsch
sein gezwaig wirfft) von sich selbst herabfallen. Daher auch grosser fiais
vnnt mhie gehatt, Neben auf merkhung der Zait, der solliches Khröndl
wil thailhaftig werden : vnnd ist grosser Operation. Vnndt der des Khröndl
Effect spirn oder aber uir Zu umzmachen will, der ihut uir also.
Nimb oder lass dir an einem freitag Vor auffgang der Son ain
Jungfrau Pergamen Zuriehtten, darauff mach alssdan dass pentaculum
Salomonis mit einer Khollschwarzen Hennen Pluet ohn (1. vnnd) den
nach Volgenden namen. Vndt über 8. Tag in der 12 Stundt hernach
am rreitag erst (1. raiss) den aller hailligsien Namen, Tetragramathon
darain, in dissem Zugerichtten Jungfrau Pergamen, darauf dass Penta­
culum Salomonis gemachtt werden muss, alss den das Khröndl alle
Zait am Halls getragen werden vnnd ist zu gebrauchen alss volgdt.
Erstlichen machtt es alle daine faindt vndt Widersacher zaghaft:
vnd so ainer ain Böss Stukh gegen dir zu üben vor hatt, der wirdt
alspaldt vor dir veblaichen vnd solliches nit inns werkh stellen khönnen.
Vnndt wan du wass zu wissen begherst, es sey uon dainem
fraindt oder faindt oder wass du nur sunsten uir sie zuthun hast vnd
ghern wissen woist, wass dain Vorhaben uir ain aussgang glonigen
machtt, so lege dass Khröndl also ein gemachter vnter dain Hauptt,
wan du schlaffen wildt ghen, so würdt dir alles - im schlaff schainbarlichen vorkhommen. Den es alle jerům nodos eröffnet, vnndt wass in
der Natur verborgen ist, offenbar machtt et cuilibet homini ain solliche
artificiali memoria gheben thuet, darob sich zum höchsten zuverwundern.
Zudem gibt es seinem Beitrage r ain givaltiges scharpffes gesichtt, vnndt
ist ain wharhafftes praeseruatiu wider die Pestilenz, vnndt allem gifft.

231

Ładne experimentům o koronie białej żmii, którą uzyskuje się pod
leszczyną, z opisem siły i sposobu używania tejże.
Po pierwsze powinieneś wiedzieć, iż istnieje dwojakie genus czyli
rodzaj żmij, które mają koronkę na głowie. Pierwsza koronka, którą
otrzymujemy ze żmii żyjącej pod kamieniami albo w domach, wygląda
prawie jak ząb, jest długawa i twarda, i posiada małą siłę; ale po­
nieważ ją rzadko się znajduje i rzadko na nią natrafia, bywa w wiel­
kiej cenie.
Druga koronka pochodzi od białej żmii, która się znachodzi tylko
pod leszczyną, na której rośnie jemioła. Koronka ta sama nie rośnie,
ale przez niezliczone inne żmije bywa jej wydmuchiwana na głowie
pod gołem niebem, i dopiero w siódmym roku koronkę tę odkłada na
''emiole, zupełnie tak samo jak jeleń odkłada swoje rogi. Dlatego, kto
chce posiadać taką koronkę, musi być pilnym i dużo pracować, i oprócz
tego długo obserwować : koronka ta posiada wielką praktyczną wartość.
Kto chce odczuwać skutki koronki albo używać jej do jakiegoś celu,
powinien tak postępować.
Weźmij albo każ sobie przygotować w piątek przed wschodem
słońca pergamin dziewiczy, na którym rysuj pentaculum Salomona krwią
kury czarnej jak węgiel z imieniem następującem. I za 8 dni w piątek
o godz. 12-ej napisz najświętsze imię Tetragrammaton na tym przygo­
towanym dziewiczym pergaminie, na którym pentaculum Salomona musi
być wyrysowane i potem koronkę musi się nosić bezustannie na szyi,
a ma ona następujące skutki.
Po pierwsze robi wszystkich twoich nieprzyjaciół i przeciwników
tchórzliwymi i jeżeli ktoś zamierza wyrządzać ci złośliwości, wkrótce
przed tobą ustąpi i nie będzie mógł tegc wykonać.
I jeśli pragniesz wiedzieć coś bądź o przyjacielu bądź o nieprzy­
jacielu i jak wogóle masz postępować z nimi i chciałbyś chętnie wie­
dzieć, jaki wynik będzie miał twój zamiar, połóż koronkę pod głowę,
kiedy kładziesz się spać, a zobaczysz wszystko we śnie. Otwiera ona
bowiem wszystkie rerum nodos i objawia, co w naturze ukryte i udziela
cuilibet homini taką artificialem memoriam, iż w najwyższym stopniu może
budzić podziw. Przytem noszącemu daje wygląd wielkiego pana i jest
prawdziwe praeservativum przeciwko zarazie i wszelkiemu jadowi.
Czem w rzeczywistości były takie koronki, wyjaśniają nam
1) obrazy stare takich koron i 2) koronki, jakie jeszcze teraz po­
kazują. Ze starych rycin bazyliszka wynika, że był on przedstawiany
prawie tak jak kogut: np. w rzadkiej editio princeps „Dialogus
creaturarum“ (Gouda 1480). Fakt ten wyjaśnia nam zjawiskox)*)
*) P. Cassel, Schamir. Bericht der Erfurter Akademie 1856. Z owych
źródeł wiemy, że bazyliszkowi przypisano koronkę; czub koguci mógł tedy
uchodzić za koronkę żmijową. Dokładny opis jego podaje ks. Ben. Chmielowski,
Nowe Ateny, 1743, s. 596.
16

232

ciekawe dla literatury, mianowicie dlaczego duch szamir jest przed­
stawiony jako kogut i dlaczego w ludowym dramacie d-ra Fausta
djabeł występuje jako kogut: ma to być właściwie król wężów.
W niektórych rodzinach jeszcze teraz przechowują koronki
żmijowe. Są to zwykle rogi innych zwierząt. Bardzo ciekawa jest
wiadomość z Grecji, gdzie rogi żuka uważano za koronkę żmi­
jową i to, zdaje się, nietylko w Grecji bywało1).
W dawnych stuleciach również nie było lepiej pod tym
względem, jak to wynika z wywodów WOLFFA*2);
3 podobne do tych
opisuje Zedler, Universal-Lexikon, Lipsk 1733, VI 1335s).
*) Zeitschrift d. Vereins für Volkskunde XV 1905, 394 = N. T. üoXixrjj,
napaSóoetg w Atenach r. 1904, II 989. Taki wąż nazywa się Xioxópvo = włoskie
licorno = łac. unicornis. Już nazwa ta najlepiej dowodzi, iż zabobon nowogrecki pochodzi z Włoch.
2) Scrutin, amul. medicum 406 : Porro de corona serpentum a veneno
quovis peste etc. praeservante agit Conr. Kunrath. medull. deštili, tr. 27 p. 309.
Incidimus non iinme.iio porro in suspiciones vel haesitationes de eiusmodi
lapilli s et coronis, quod saepe factitiae sint, cum vulgus cereum et credulum
admodum venetur atque veneretur huiusmodi res, alioquin inermes aut inefficaces ;
cui negotio prompte assurgunt et respondent fraudulenti et philargyri. Sic arte
factas communiter illas coronas esse, pluribus innotescit ex Miscell. Acad. CaesareoLeopold. Curios. dec. 2. Ann. 5. obs. 107 p. 211 etc. De corona serpentina
ficta et ex Smaltho facta agit etiam Andr. Libavius tract, chym. de igné naturae
c. 42 p. 88. Similiter de draconite sive opheostephanisco fictitio, eoque ex
maxilla aprorum facile parabili consulatur Velschius Hecatostea I obs. 27 p. 42.
Dehinc etiam de draconite illo vel lapide seu corona draconum, aspidum vel
serpentum, quod c;: clem vis iuxta quorundam sententiam illis tribuatur, ąc de
anulo Gygis dccai tata ilia prostat et quod istac corona e chelis squillae
marinae affabre efformari possint, scribit Frid. Hoffmannus claue Schroederi
p. 185. De fraudulentia hominum circa emsmodi res dictas occupata loquuntur
etiam iam adducenda verba Ans. Eoëtii de Boot in gemm. histor. 1. II c. 173.
p. 346. Dicit quippe quod anguiuni lapis apud Bohemos celebris, Duchanek
dictus, existimetur ab omni veneno, aëre pestilenti et incantationibus gestantem
immunem reddere; verum non lapidem, sed vitrum in illam formám conflatum
esse, dicit autor.
3) Coronae serpentum oder coronae viperarum werden also von denen
Land - Streichern die Scheeren der grossen Indianischen Garnelen genennet,
und sind weisse und zackigte Beinlein, wie Palmzweige, ueberaus glatt und
wie das schoenste Helffenbein anzusehen, haben aber ganz keine Gleichheit mit
einigen Cronen; es werden auch solche falschen Schlangen - Cronen von denen
ausgetrockneten Milch - Zaehnen derer Span - Ferkel gemacht.

Lwów, 1922.

PROF. DR. RYSZARD GANSZYNIEC.

POSZUKIWANIA.
I Przemysł domowy.
W całej Polsce przemysł domowy stał na bardzo wysokim
stopniu. Tkactwem zajmował się lud wiejski i małomiejski od
Karpat aż po Bałtyk, całe osady zajmowały się garncarstwemgarbarstwem, szewstwem, kuśnierstwem, stolarstwem, kołodziej,
stwem, koszykarstwem, hafciarstwem, zabawkarstwem itd. Przemysł
ten nietylkc zaspakajał domowe potrzeby mieszkańców, ale był
przedmiotem rozległegd handlu, a niektóre wyroby nasze, jak
sukno, płótno, naczynia gliniane i w. i. poszukiwane bywały da­
leko poza granicami państwa.
W ostatnim wieku przemysł domowy upadał coraz bardziej,,
a dzisiaj w większej części kraju zamarł prawie zupełnie, pamięć
zaś owych lepszych czasów przechowuje się tylko w tradycji.
Różne były przyczyny upadku tego przemysłu. Były niemi
i stosunki polityczne, brak poparcia przez władze nasze i obce,
rozwój fabryk sukna i płótna, (wyrób naczyń żelaznych i blasza­
nych zabił garncarstwo nasze), a także ciemnota ludu, wreszcie
tu i ówdzie próżniactwo i zbytek.
A przez upadek przemysłu domowego poniósł i ponosi kraj
olbrzymie straty. Za przedmioty, któreśmy dawniej wyrabiali
u siebie, płacimy wielkie sumy zagranicy, przez co kraj ubożeje,
a nadto zalewany bywa towarem lichym i nietrwałym.
W ostatnich dziesiątkach lat w niektórych miejscowościach
Jednostki rozumiejące wartość przemysłu domowego, a w byłej
Galicji sejm i wydział krajowy zwracały uwagę na znaczenie prze­
mysłu tego i zaczęły się nim opiekować. Zdawało się, że, aczkol­
wiek powoli i z trudnością, przemysł domowy dźwignie się znowu,

231

znów da zajęcie i zarobek tysiącom ludzi i przyczyni się do wzmo­
żenia dobrobytu ludności i do podniesienia bogactwa kraju.
Przerwała te usiłowania wojna, której skutki na ziemiach
naszych przeżywamy obecnie. Ażeby się dźwignąć, potrzeba nam
pracy na wszystkich polach, pracy wszechstronnej, wytrwałej
i cierpliwej. Między innemi potrzeba dźwignąć, wskrzesić prze­
mysł domowy, aby znowu, jak za dawnych dobrych czasów dać
tysiącom ludzi uczciwy zarobek i wstrzymać zalew kraju obcemi
towarami.
Przemysł domowy należy wskrzesić najpierw tam, gdzie się
rozwijał dawniej, gdzie już zapuścił korzenie, gdzie ma tradycję
wiekową. Należy nam przeto zebrać drobiazgowo dokładne dane,
dokładne wiadomości o tym przemyśle, abyśmy mogli rozpocząć
systematyczną i celową pracę w tym kierunku, aby usiłowania
nasze nie poszły na marne, bo dzisiaj nie możemy sobie pozwalać
na bezpłodne eksperymenta.
Zwracamy się do wszystkich z gorącą prośbą, aby dopo­
mogli do zebrania w kraju potrzebnego materjału i znając sto­
sunki miejscowe, odpowiedzieli na pytania w kwestionariuszu po­
niżej zamieszczonym. Należy zebrać dane z czasu przedwojennego,
a więc z roku 1914, 1913, lub wcześniejszego, dodając wszakże
wyjaśnienie, jak się ten przemysł domowy przedstawia dzisiaj.
Każda wiadomość w tej doniosłej sprawie będzie mieć rzetelną
wartość i jest nader pożądana. Mamy nadzieję, że nikt — do
kogo dojdzie ten apel — nie odmówi nam pomocy i dorzuci ce­
giełkę do budowy ekonomicznej potęgi naszej Ojczyzny.
KWESTJONARJUSZ
W SPRAWIE PRZEMYSŁU DOMOWEGO.
Gmina, wieś, osada:
Powiat :
Województwo :
I. Robotnicy.
1. Kto zajmuje się wyrobem........................................................ ?
Czy tylko pewna warstwa ludności (rzemieślnicy), czy cała ludność?
2. Czy tylko mężczyźni, czy też kobiety i dzieci, i jaki udział
w-robocie bierze każdy?
3. Ile mniej więcej rodzin bierze udział w tej pracy — a ile osób ? '

235

II. Materjal używany do wyrobu.
4. Z jakiego materjału wyrabiają przedmioty?
5. Skąd biorą materjal do wyrobu ? (czy go sami produkują, czy
kupują i sprowadzają, po jakich cenach, kto pośredniczy w dostawianiu
materjału robotnikom, pod jakiemi warunkami ?)
6. Jakie własności powinien mieć dobry materjal do roboty ? (jaki
mateijał bywa. poszukiwany ?)
7. Jakiego przygotowania potrzebuje materjał, zanim będzie zdatny
do roboty?
8. Ile w przybliżeniu spotrzebuje robotnik materjału do pracy
w ciągu roku ?
9. Czy praca trwa przez cały rok, czyli też tylko w pewnych
porach roku — miesiącach?
III. Narzędzia pracy.
10. Jakich narzędzi i do jakich czynności używają przy robocie?
Każde z tych narzędzi należy jak najszczegółowiej opisać, podając
na całość i na każdą jej część te nazwy, jakich w miejscu używają.
Dla lepszego objaśnienia opisu byłoby bardzo pożąoane narysować,
chociaż szkicowo każde narzędzie.
11. Jeżeli do malowania wyrobów używają farb, to jakich, skąd
je biorą i jak przyrządzają do użycia?
12. Gdzie nabywają narzędzia potrzebne do pracy, czy też wy­
rabiają je sami i które?
IV. Przedmioty wyrobu.
13. Wymienić, opisać, a możliwie podać rysunek każdego prze­
dmiotu, jakie w miejscu wyrabiają. Przy opisie używać nazw miejsco­
wych, używanych przez robotników.
14. Ile i jakich przedmiotów wyrobi robotnik dziennie, lub tygc-.
dniowo — ile rocznie?
V. Sposób wyrobu.
15. Opisać, w jaki sposób wyrabiają każdy przedmiot od pierwszej
chwili, gdy wezmą w rękę materjał, aż do zupełnego wykończenia
- przedmiotu.
VI. Zbyt wyrobów.
-5. Czy sami robotnicy rozwożą wyroby swoje po jarmarkach,
odpustach i t. p.
17. Czy są w miejscu kupcy, którzy zakupują towar od robo­
tników, a potem handlują nim i jak?
18. Czy robotnicy robią na zamówienie i czyje ?
19. Jakie mają zarobki robotnicy? dzienne — ile? Czy od
sztuki ? Co zarabia starszy robotnik, co kobieta, co dziecko ? Jaki
wpływ wywiera to zarobkowanie na dobrobyt mieszkańców?

236

VÍI. Tradycja.
20. Czy wiadome jest, odkąd mieszkańcy zajmują się przemysłem
domowym ?
21. Czy dawniej nie wyrabiano innych przedmiotów, niż dzisiaj?
22. Jakie wyroby nowsza wprowadzono do przemysłu ?
23. Jak zmieniła się technika wyrobów od dawnych czasów?
24. Jaka różnica między handlem wyrobionemi przedmiotami dawniejszemi i teraźniejszemi ?
VIII. Uwagi.
Przy opisywaniu wszelkich czynności związanych z wyrobem przed­
miotów, z ich opisem, opisem narzędzi i t. d. używać wyrazów miejsco­
wych, gwarowych, które można objaśnić, gdyby nie były zrozumiale.
Pożądane są rysunki, chociażby najprymitywniejsze opisywanych
narzędzi, wyrobów i t. p. — a gdyby można mieć fotografje tych
przedmiotów, fotografje robotników przy pracy, samych robotników
zdolniejszych, wybitniejszych, to prosimy dołączyć je do odpowiedzi
na powyżej postawione pytania.
SEWERYN UDZIELA.

II. Opowieści o istotach nadprzyrodzonych.
Podobnie jak starożytni Grecy i Rzymianie mieli i dawni
•Słowianie różne bóstwa złe i dobre. Wiara ludowa zapełniała
niemi lasy i pola, góry i doliny, rzeki i jeziora — żyły one
w domach, w powietrzu i pod ziemią. Dobre bogi pomagały lu­
dziom w pracy, mnożyły ich mienie, strzegły od przygód — złe
starały się szkodzić.
R esztic wiary dawnych Słowian przechowały się w tysiącz­
nych baśniach o djabłach i czarownicach, o boginkach i topiel­
cach, o błędnych ognikach, wietrze, słońcu, księżycu i gwiazdach....
Przez skrzętne zebranie tych baśni, które w miarę postępu
oświaty, nader szybko nikną, można odtworzyć przynajmniej
w przybliżeniu demonologję i mitologję dawnych Słowian, a praw­
dopodobieństwo będzie tem większe, im większą przestrzeń kraju
obejmą te zapiski i im więcej da się ich jeszcze wyłowić z ust
starych ludzi w każdej miejscowości.
W imię nauki proszę gorąco o zbieranie i wierne spisywanie
takich opowiadań ludu o istotach nadziemskich. Pożądane są
nawet najdrobniejsze zapiski. Najlepiej spisywać je tak, jak opo­
wiada ten, który sam rzekomo widział lub słyszał, opowiadanie

237

ojca, dziada lub znajomego, co to mieli widzieć czy to śmierć,
czy djabła, topielca lub boginkę i t. p. Opowiadanie trzeba spisać
z wszelkiemi szczegółami i podać imię i nazwisko osoby opowia­
dającej, oraz miejscowość, gdzie zdarzenie opowiadane miało
mieć miejsce.
Potrzebne są baśnie : 1) o djabłach, 2) o czarownicach,
3) o topielcach, 4) o zmorach (gnieciuchach), 5) o boginkach,
6) o błędnych ognikach, 7) o śmierci, 8) o strzygoniu, 9) o du­
szach pokutujących, 10) o strachach, 11) o słońcu, 12) o księ­
życu, 13) o gwiazdach, 14) o wietrze, 15) o ogniu, 16) o płanetnikach, 17) o królach węży, 18) o zaklętych skarbach, 19) o za­
padniętych kościołach i dzwonach, 20) o zaczarowanych królew­
nach, 21) wreszcie o wszelkich duchach i -stotach nadprzyrodzonych.
Każdy zapisek powinien być umieszczony na osobnej kartce.
SEWERYN JDZIELA.

III. Nazwy topograficzne.
W celu zebrania materjału potrzebnego do dokładnego opisu
etnograficznego Polski proszę uprzejmie o możliwie najdokładniejsze
i wyczerpujące odpowiedzi na pytania poniżej umieszczone. O ile
odpowiedzi te mają zawierać objaśnienia ludowe, pożądanem jest,
aby były spisane wiernie tak, jak lud mówi, a najlepiej w ludo­
wej gwarze.
Wiadomości zasłyszane należy spisywać, chociażby się zda­
wały niedorzeczne lub błahe. Odpowiedzi na każde pytanie proszę
spisywać na osobnych kartkach.
PYTANIA.
1. Nazwa a) ludowa, b) urzędowa, jeżeli istnieje niezależnie jedna
od drugiej (nazwa wioski).
2. Jak lud przypadkuje tę nazwę?
3. Nazwa mieszkańca i mieszkanki utworzona od nazwy wioski.
4. Przymiotnik utworzony od nazwy wsi.
5. Sloworód ludowy (etymologja), a względnie podar'e objaśnia­
jące słoworód nazwy wsi, jeżeli istnieje niezależnie od podania histo­
rycznego.
6. Notatki topograficzne (położenie wsi i t. p.).
7. Podanie historyczne.

238

8. Czy na terytorjum wioski nie znajdywano zabytków archeolo­
gicznych świadczących o pobycie na tem miejscu człowieka przed­
historycznego ?
9. Czy znajduje się na wsie, inaczej zwane nawsisko lub
nawieś, t. j. przestrzeń ziemi będąca wspólną własnością a obejmująca
prócz drogi jeszcze pastwisko.
10. Nazwy części miasta (wsi), nazwy ulic z objaśnieniem ludowem
0 pochodzeniu tych nazw i przywiązanemi do nich legendami i po­
daniami.
11. Nazwy pól ornych z objaśnieniem ludowem pochodzenia tych
nazw i przywiązanemi do nich legendami i podaniami.
12. Nazwy łąk, błot, pastwisk, polan, nieużytków wraz z obja­
śnieniami ludowemi pochodzenia tych nazw i przywiązanemi do nich
legendami i podaniami.
13. Nazwy lasów, części lasów, zarośli, krzaków wraz z objaśnie­
niem ludowem pochodzenia tych nazw i przywiązanemi do nich legen­
dami i podaniami.
14. Nazwy wszelkich wyniesień (gór, pagórków i t. p.), obja­
śnienia ludowe nazw i legendy lub podania.
15. Nazwy wszelkich wydrążeń i zagłębień (dolin, jam, jaskiń
1 t. p ), objaśnienia ludowe nazw i legendy, podania.
16. Nazwy wód bieżących i stojących: źródeł, stawów i t. p. —
objaśnienia ludowe nazw i legendy, podania.
17. Nazwy dróg i ścieżek, bram i furtek, — objaśnienia ludowe
nazw i legendy, podania.
18. Nazwy drobnych przysiółków i pustkowi, — objaśnienia ludowe
nazw i legendy, podania.
19. Nazwy karczem, — objaśnienia ludowe nazw i legendy,
podania.
Kraków 1922.

SEWERYN UDZIELA.

RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
REGINA LILIENTALOWa. Kult ciał niebieskich u starożytnych Hebraj­
czyków i szczątki tego kultu u współczesnego ludu żydow­
skiego. [Archiwum Nauk Antropologicznych. Tom I Nr. 6] I.wów —
Warszawa 1S21. str. 16.
Z prawdziwą radością stwierdzam, że Sekcja Antropologiczna
Towarzystwa Naukowego w Warszawie daje przytułek także historji
religij. Pierwszym przykładem tej gościnności jest powyższa praca p.
LILIENTALOWEJ, znanej z całego szeregu studjów bardzo ciekawych
z dziedziny współczesnego życia żydowskiego. Także w tej pracy łączy
ona szeroką znajomość literatury naukowej z licznemi cennemi spostrze­
żeniami z folkloru żydowskiego. Autorka postępuje tu monograficznie —
zupełnie trafnie, bo jest to jedyny prawie sposób, rokujący metodyczne
wyniki. Jednak nie można temu zaprzeczyć, że przedstawiono nam tu
raczej teoremy i postulaty, niż spostrzeżenia i rezultaty, a sam sposób
zostawienia kwestji i rozbierania materjału zdaje się należeć do generacyj
minionych. Jest to przypuszczenie dowolne, że wszystkie dzisiejsze zapa­
trywania i obrządki są zabytkami jakiejś pierwotnej religji. Germanistyka,
na której gruncie myśl ta została wprowadzona przez Jakóba GRIMMA,
sama już dawno w to nie wierzy. Ponieważ to jest punktem wyjścia autorki,,
a spieranie się o pojedyncze interpretacje nie doprowadziłoby do niczego,
podaję krótko własny pogląd na ten ciekawy temat.
Zgadzam się z tern, że na wschodzie panował kiedyś kult np.
księżyca. Przytem trzebaby atoli podać granice narodowościowe i geo­
graficzne tego kultu i rozróżniać dokładnie jego rozmaite formy; także
góra Sin-ai (nazwa co do formy podobna do adon-ai, ioo-ai i t. d.)
zasługiwała w tym związku na wzmiankę. Konieczne byłoby też słowo
o pochodzeniu, o źródłach tego kultu. Oczywista nie można odłączyć
kultu księżycowego od podziału roku na miesiące księżycowe, samego
miesiąca na tygodnie. Powitanie nowiu ma dlatego charakter świeckopraktyczny (kalendarzowy) w formie kultowej. A czy to nie kult księ­
życowy? Bynajmniej — tak to możnaby nazywać tylko w tym wypadku^
jeżeli każdą manifestację grupy chcemy nazywać aktem religijnym.
Albowiem to jest charakterystyczne u narodów starożytnych — co zresztą

240

mamy także w średniowieczu, i nawet do dziś dnia — że każda manifestacja
zbiorowa, dotycząca żywotnych interesów całego pospólstwa, odbywa się
w najściślejszym związku z formami religijnemi, chociaż pobudka i treść
tej manifestacji wcale nie są religijne, lecz raczej świecko praktyczne:
tak np. uroczystość z powodu zwycięstwa łączy się ściśle z religją ;
króla, posłów, wojska wita się przy zastosowaniu ceremonjału religijnego.
Dlaczego ? Zapewne nie z powodu pobudek religijnych, jak to mówili
starsi badacze, wyprowadzający wszystko z religji lub magji, lecz dlatego,
że ceremonjał religijny jest ceremonjałem grupowym najstarszym i także
najwięcej rozporządzalnym, który dla swej niewymierności wszędzie się
nadaje; przez swą ideologję zaś stojącą ponad codzienną powszedniością
otacza wszystko nimbem wyższej świętości. Dopierc sam fakt połączenia
ceremonjału religijnego z celami i pobudkami świeckiemi dawał tym
ostatnim ideologję religijną; autorami tego duchowego połączenia kierunków
w zasadzie rozbieżnych są kapłani, którzy uroczystościom tym przewodniczą
i zarazem są naturalnymi tłumaczami uczuć i myśli tłumu: nie dziwne,
że je kierowali na tory ich zawodu, na tory religijne. Zatem ideologja
uroczystości dla nas badaczy przedstawia bardzo ograniczoną wartość,
t. zw. wartość wyjaśnień : praktycznie żadną, oprócz wartości czysto
historycznej, mianowicie jak w dawnej epoce ujęto i wyjaśniono stosunek
żywiołu świeckiego do formy religijnej. Wartość posiadają dla nas same
tylko fakty i obrzędy, które należy wytłumaczyć bez względu na ideologję
z nimi połączoną.
To są główne powody, dlaczego nie mogę się zgodzić na zapa­
trywania wyłożone przez p. LILIENTALOWĄ: albowiem ona wychodzi
nie z materjału, lecz raczej ze starych interpretacyj, w których świetle
rozpatrywa także materjał nowoczesny. Trzeźwa krytyka mogłaby tu
dotrzeć o wiele głębiej i podać więcej, niż nam dała pilna i sumienna
praca autorki.
PROF. DR. R. GANSZYN1EC.
DR NIKO ŻUPANIĆ. XpßdTH koa íIthké. IlpiM03H dHTpoiioąoriijii
H HCTOpHjcKOj

ÉTHOAOrHjH

flTHKf. („GTdpHHdp“ rOAHNa l i.

Belgrad 1914).

Praca niniejsza choć wyszła przed kilku laty, bo w roku wybuchu
wielkiej wojny, jednak dopiero co o niej dowiedzieliśmy się; więc nie
mogła być dotąd omówiona, jak na to z wielu względów zasługuje. Autor
jej znany z całego szeregu prac należy do młodego grona uczonych
serbskich podtrzymujących ruch naukowy w kraju rodzinnym na polu
antropologji i pokrewnych jej, etnologji i archeoJogji.
O niektórych pracach autora referowałem w czasach ostatnich;
w omawianej książce zwraca się on do ulubionego tematu odszukiwania
związków i odwiecznych wpływów Słowian na skład antropologiczny ludno­
ści bałkańskiej. Autor chce widzieć nici pokrewieństwa, łączące dzisiej­
szych mieszkańców Grecji i Ilirji, a wytworzone w VII w. po nar. Chr.
po przyjściu Słowian, którzy przynieśli na półwysep bałkański brachicefalję
zacierającą ślady helleńskie. Plemiona słowiańskie, o ile nie rozprzestrzeniły
się po całej Helladzie, to można przypuścić, że przenikły do ję< części

241

środkowej i do Peloponezu, Tesalji i Tracji. Do czasów prawdopodobnie
późniejszych należą 3 wsie noszące nazwę Chorwaty, a znajdujące się
blisko centrów starej helleńskiej kultury pod Atenami i niedaleko Miken.
Badał je ZUPAN1C ' pod względem antropologicznym i etnograficznym
w r. 1912 i z radością przekonał się, że znalazł w mieszkańcach tych
okolic cechy antropologiczne właściwe Chorwatom współczesnym ; przytem
zaznacza, że po starożytnym świecie helleńskim dzisiejsi Nowo-grecy odzie­
dziczyli znaczną mieszaninę krwi, w której krew jugosłowiańska odegrała
niepoślednią rolę.
Autor podaje najpierw opis tych trzech wsi, typ ich budowy,
socjalny "str ój mieszkańców, uprawę roli, gdzie obok pszenicy, żyta,
jęczmienia, głównie zajmują się uprawą winogron i zbóż oleistych. Lud­
ność tych wsi nieliczna, mało wie o swych rodakach zamieszkałyc h na
północnych krańcach półwyspu bałkańskiego, mówi po arbenasku, i za­
tarło się u nich podanie o czasach przesiedlenia do Attyki. Są oni dobrymi
patPotami greckimi, stopniowo porzucają język arbanaski i dobrowolnie
się hellenizują, szczególnie młodsze pokolenie. Strój swój ludowy zatracili
i noszą kosmopolityczną odzież środkowej Europy ; u kobiet niekiedy
na koszulach można spotkać wyszycie czerwone ze złotem, lub wisiorki
metalowe zdradzające pochodzenie północno bałkańskie. To samo można
powiedzieć o noszonych przez nich pasach skórzanych-zdobnych w orna­
mentację metalową. Wiele zresztą przeżytków wspólnej kultury bizan­
tyńskiej, można spotkać u plemion 'na całym półwyspie. Do takich
przeżytków należy np. u Arbanasów, Greków i Serbów torba z owczej
lub koziej skóry z ornamentyką, lub zwyczaj noszenia na głowie wiader
z wodą.
O czasie przyjścia Chorwatów do Attyki, w której znajdują się
trzy wymienione wsie, jedni przypuszczają, że mogło to nastąpić nie tak
dawno, a mianowicie po zawojowaniu jej przez Turków w r. 1458
i spustoszeniu i ponownej kolonizacji ludnością sprowadzoną z północy.
Wówczas to miano osiedlić 160 Serbów i 100 Muślimów arbasuńskich,
którzy pierwszym narzucili swój język. Według innych miano ich prze­
siedlić jeszcze w XIV w.
Badania antropometryczne autor mógł zrobić zaledwie na 29 osob­
nikach ( cf 11 9 18). Wszyscy badani nosili nazwiska o brzmieniu greckiem.
Odrzuciwszy z liczby badanych 7 osób wieku dziecinnego, przytaczamy
tylko niektóre pomiary 22 dorosłych ( $ 9 9 13). Wzrost wysoki u $
wahał się od 1625 do 1781 mm, przy średnim = 1695 mm, u 9 od
1520-—1601 mm, przy ś ed. = 1559 mm. Długość czaszki u ď od
175 — 195 mm = 185,8 mm, u 9 od 172—183 mm = 177,8 mm.
Szerokość czaszki u $ 143—156 mm = 151 mm, u 9 137—150 mm =
144 mm. Szerokość czoła u ď 102 — 112 mm = 107,2 mm, u 9
ICI—104 mm = 102,2 mm. Szerokość jarzmowa u ď 125—150 mm =
138,4 mm, u 9 125—-133 mm = 129 mm. Wysokość twarzy u S
od 171 — 200 mm = 188 mm, u 9 od 169—186 mm = 174 mm.
Barwa włosów przeważnie ciemna, rzadziej jasna, skóra ciemna
częściej, niż biała. Na oczy piwne przypada 37,9%, siwe 41,8%, i siwo

242

błękitne 20,3%. Połączenie 3 barw skóry oczu i włosów wykazuje, że
najczęstszym jest typ o włosach ciemnych (czarnych i szatyn), oczach
ciemno-siwych, przyczem na typ ciemny przypada 27,7%, na jasny
17,2%, a na mieszany 55,0%. Stosunek czystych do mieszanych jest
jak 41,4:58,5%.
Autor na zasadzie 29 spostrzeżeń indywiduów obydwóch płci
i różnego wieku określa wskaźnik czaszkowy wahający się od 76,0 + 88,9,
przy średnim = 81,46 ( ď 81,27 9 80,90). Oddzielne liczby wskaźników
przypadają na następujące kranjologiczne grupy :
Dolichoceph. (do 75,0—)—0
mesoceph. (75,0 — 79,0) — 7 (24,1 %)
subbrachiceph. (80,0 — 81,0) — 7 (24,1 %)
brachiceph. (82,0 — 84,0) 14 (48,3%)
hyperbrachiceph. (85,0 — 90,0) 1 (3,4%)
Przy innym układzie kranjologicznym czaszek chorwackich różnych
autorów obliczonych przez IWANOWSKIEGO ‘) słabiej występuje typ
brachicefaliczny (20,6%), przy najczęstszym subbrachicefalicznym (48,3%),
rzadkim mesocefalicznym (17,2%) a dolichocefalicznym jeszcze rzadszym
(10,3%).
Autor zestawiając swe badania nad Chorwatami z Attyki z innemi
pobratymczemi rodami innych autorów i zredukowawszy je do 3 głów­
nych typów otrzymał :
Chorwaci
Attyki
(Zupanić)
Dolichoceh.
Mesoceph.
Brachiceph.

0
24,1%
75,9%

Chorwaci
Serbowie
z Chorwacji z Chorwacji Kosowscy
Arnauci
i Słowenji i Słowenji
(Glück)
(Weisbach) (W eisbach)
3%
29,9%
6%
9%
23,3%
8%
85%
89%
46,6%

Gęgi
z .Arbanji
(Zupanić)
0
0
100%

Z przytoczonego wynika, że Chorwaci Attyki najbliżsi są kosow­
skim Arnautom, wyróżniając się znacznie od Chorwatów i Serbów w Słowenji, a szczególnie od Gęgów w Arbanji, chociaż mówią ich językiem.
Na zasadzie wskaźnika czaszkowego autor wnioskuje o pokrewieństwie
antropologicznem połud. mieszkańców Arbanji (Toski) z Chorwatami
Attyki, co stwierdziły też badania V7EISBACHA.
Wskaźnik twarzy wynosił średnio u <? przy— 68,0 + 79,5 = 73,6,
przyczem przypada na leptoprosop. 3,7%, mesoprosop. 96,3% i chamaepr. 0. GLÜCK przy charakterystyce fizycznej Arbanasów znalazł dolichoprosop. (wsk. do 75‘) 62,3%, mesoprosop. 37,0%, brachiprosop. 0;
u 9 = 75,9. Z tego wypada, że najczęstsze^' twarzami są wydłużone
i że u mężczyzn twarze są węższe i dłuższe niż u kobiet.I
I) IWANCWSKIJ. Nasielerie ziemn. szara. Moskwa 1911.

243

Zestawiając korelację wskaźników czaszkowych z typami powłok,
okazuje się, że na typ ciemny krótkogłowy przypada 17,2%, jasny
krótkogłowy 6,9% i mieszany krótkogłovry 27,6%, na ciemny długo
i pośredniogłowy (po 3.4%) jasny długo i pośredniogłowy (po 6,9%)
i mieszany długo i pośredniogłowy (po 13,8%).
'Dla porównania autor przytacza jeszcze pomiary 57 indywiduów
Hellenów sąsiadujących z Chorwatami Attyki, którzy się różnią od nich
wzrostem niższym (1650 mm) czaszką nieco krótszą (184,6 mm) i szerszą
(152,8 mm), czołem węższem (106,5 mm), jak i szerokością twarzy
(136,8 mm) wysokością twarzy podobną (187,7 mm). Włosy przeważnie
czarne (51,85%), rzadziej szatyn (45,45%) i wyjątkowo blondyn (3,7%),
kiedy u Chorwatów Attyki włosy przeważnie szatyn, rzadziej czarne,
przy częstszych blond, skóra ciemna na połowę występuje z jasną,
u Chorwatów jasna jest częstszą. Barwa oczu przeważnie ciemna. W po­
łączonych barwach u Chorwatów częściej występują typy jasne, a u Greków
ciemne. Pod względem wskaźnika czaszkowego są bardziej krótkogłowi
(82,6), twarz mają krótszą i szerszą (73,1).
Porównywując Chorwatów z Chorwacji i Słowenji z Chorwatami
z Attyki i z innymi mieszkańcami tej prowincji widzimy widoczne
różnice. Chorwaci z Chorwacji i Słowenji mają czaszki zaokrąglone (hyperbrachiceph.) Inni mieszkańcy Attyki mają wskaźnik bliżej stojący do
Chorwatów Chorwacji, niżeli do Chorwacji z Attyki, natomiast wzrostem
i innemi cechami znaczniej się od nich różnią. Według autora przesie­
dlający się na południe przed wiekami Chorwaci podlegli pewnym
zmianom, do czego przyczyniło się mieszanie z iliryjsko - romańskiemi
i celto-romańskiemi plemionami w Panonji i inne wpływy. W końcu
pracy autor przytacza krótki opis okolicy, w której rozsiadła się ludność
chorwacka w Attyce, a mianowicie Maratońskiego pola i Dafni. Zdobią
pracę widoki miejscowości, typy badanych, ich ubiory i chaty.
KRAKÓW.
PRQF. J. TALKO-HRYNCEWICZ.
BAUR-FISCHER-LENZ. Grundriss der menschlichen Erblichkeitslehre
und Rassenhygiene. Monachjum 1921. T. I str. 305, T. II str. 251.
Przytoczone dzieło jest właściwie obszernym 2-tomowym podręcz­
nikiem traktującym naukowo kwestję dziedziczności tak bardzo żywotną,
w szczególności dla przyrodoznawstwa, medycyny i antropologji; rezultaty
tych badań znalazły jednak też szerokie praktyczne zastosowanie w ho­
dowli roślin, zwierząt domowych, wkraczając poniekąd w życie i stosunki
i społeczne człowieka. Na napisanie tego dzieła wyczerpującego wszystkie
nasze dotychczasowe wiadomości o badaniu dziedziczności złożyło
się trzech wybitnych fachowców, a każdy oświeca zagadnienie to
z właściwego punktu widzenia jako przyrodnik-hodowca, antropolog
i higjenista. Niestety szczupłe ramy niniejszego czasopisma pozwolą mi
zaledwie w kilkunastu słowach streścić zawartość tegc interesującego
dzieła. W tomie I-szym jakby we wstępie prof. Dr BAUR dyrektor
instytutu dla badań dziedziczności w Poczdamie omawia i zaznajamia

244

czytelnika ze zjawiskami dziedziczności w świecie roślinnym i zwierzęcym
i osiągniętemi wynikami.
Skromny mnich augustjański Grzegorz MENDEL w Bernie morawskiem, ów Kopernik świata biologicznego, podobnie jak wielki astro­
nom dla ciał niebieskich, nakreślił dla wszystkiego, co żyje na świecie
osobne prawa odziedziczania cech fizycznych i duchowych w ścisłym
matematycznym porządku i przez całe szeregi pokoleń. Są tu przykłady
i szematyczne drzewa rodowe krzyżowania całych pokoleń roślin, kwiatów,
zboża, zwierząt domowych i morskich świnek. PROF. FISCHER z Fry­
burga w Br. wykazuje cechy rasowe u ludzi, rozpatrując budowę czaszki,
szkieletu, układu mięśniowego, nerwowego, organów wewnętrznych i zmy­
słów, wreszcie barw ciała, skóry, włosów i oczu, przedstawia różne rasy
na kuli ziemskiej, ich krzyżowanie, wpływ mieszania się na cechy fizyczne
i duchowe w związku z dziedzicznością. Dr. LENZ docent prywatny
z Monachjum rozpatrywa u pewnych ras a następnie u rodzin skłonności
dziedziczne do tych, lub innych chorób, jak ocznych, krótko lub dalekowzroczność, astygmatyzm, bielactwo (albinizm), choroby dna ocznego,
glaukomy, dalej nierozpoznawanie barw, głuchotę wrodzoną i t. p.
Osobny dział poświęca autor chorobom skórnym, owłosieniu, paznokciom,
wadom rozwojowym, jak wielo, lub krótkopalcowość, lub stopa plaska ;
upośledzenia w rozwoju organów moczopłciowych, rozszczepienia warg,
wielko- lub małogłowość. Szeroko omawia kompleksje i usposobienie
do tych lub innych chorób, wyjaśniając znaczenie wydzielniczych gru­
czołów i dziedziczenia chorób przemiany mate_'ji po rodzicach i dziadach;
dzieci odziedziczają skłonność do moczówki, choroby cukrowej, lub
otłuszczenia, wreszcie białkomoczu, lub niedok.-ewności złośliwej, oraz
wady organiczne serca. Najwięcej w tym dziale autor poświęca dzie­
dziczności chorób nerwowych, w związku z chorobami rdzenia kręgowego
oraz zanikowi układu mięśniowego; rozpatrywa padaczkę, rozmaite drgawki,
drżenie gałek ocznych, nocne moczenie, lewactwo, różne choroby umy­
słowe i w końcu t. z. psychopatje, słabość umysłową, idjotyzm, skłonność
do migreny, melancholji, lub manji, histerji, neurastenji i t. d. Przy
każdej prawie chorobie autor stwierdza dziedziczność, wykazując to na
drzewie rodowem. Jednem słowem dziedziczność jak nitka czerwona wije
się przez szereg pokoleń, jako fatum ciążące nad ludzkością a w postaci
praw MENDLA dotyka pewi lą część członków obarczonych niemocą
dziedziczną, wiodąc ich do śmierci. Przedłużyć istnienie w potomstwie
może tylko krzyżowanie z osobnikami pochodzącemi ze zdrowych rodzin.
Wkońcu omawia autor pewne rasowe zdolności w związku z duchową
i materjalną kulturą.
Cały tom II zawiera pracę Dra LENZA zatytułowaną „Dobór
u człowieka i higjena rasowa“. Po artykule tego autora w tomie I
przedstawiającym w ciemnych bardzo barwach przyszłość człowieka i jego
kultury, stara się tu złagodzić te smutne horoskopy. W pierwszej części
przedstawia wymieranie człowieka z powodu najrozmaitszych chorób
zakaźnych, szczególnie z gruźlicy, śmiertelność dzieci, śmierć z alkoholizmu

245

i inne zatrucia, ubytek ludności przez wojny, w drugiej zaś części swej
pracy rozpatrywa kwestje społeczne w związku z eugeniką czyli wycho­
waniem ras, kwestję małżeństw i doboru płciowego, wpływu sposobu
życia osiadłego i wędrówek i podaje rady dla uzdrowienia ras czy to
przez krzyżowanie, wychowanie, lub higjeniczne życie. Krótka sprawo­
zdawcza notatka nie pozwala szerzej rozprawiać nad wielu ważnemi
kwestjami poruszonemi przez autora. Szkoda, że autor idąc w ślady
pewnych antropologów niemieckich (AMMON, KLAATSCH) nie mógł po­
zostać na gruncie bardziej objektywnym, a od czasu do czasu wkracza na
drogę nacjonalistyczną, ściśle naukowo niestwierdzoną, i zaznacza, że tylko
rasa długogłowa południowo-germańska dała światu kulturę i wyższe
ideały a wymieranie tego typu z rozmnożeniem krótkogłowego pogrążyć
ma świat w ciemności i w mateijaliźmie. Pomimo tych nieuzasadnionych
twierdzeń praca Dra LENZA i jego towarzyszy stanowi jako dzieło
0 dziedziczności, odpowiadające dzisiejszemu stanowi wiedzy, cenny na­
bytek dla literatury antropologicznej.
Kraków.

PROF. J. TALKO-HRYNCEWICZ.

S. SELIGMANN, Ananisapta und Sator. [Hessische Blätter f. Volkskunde.
XX 1921, 1—14],
Znany autor książki „Der böse Blick und Verwandtes“ zestawia
w tej rozprawie bogaty materjał, odnoszący się do słowa Ananisapta,
podobnie jak w r. 1914, w temże czasopiśmie omówił Sator. Oba
słowa przychodzą w czworokątach magicznych, o których krótko mówiłem
w swej rozprawie Pas Magiczny, Lwów 1922, 12 nast. SELIGMANN
podaje ich wyjaśnienie — jedno nowe przypuszczenie do wielu dawnych
1 innych ; trzeba jednak przyznać, że przypuszczenie jego jest prawdopo­
dobniejsze od innych. Wyjaśnia on Ananisapta z hebrajskiego aneni sabdjh
t. zn. usłuchaj mnie, Sabdja [nazwa anioła, wykombinowana z liter po-,
czątkowych Gen. XXIV 1], Str. 7 też mówi c formułce : Ananisapta
ferit mortem quae laedere quaerit itd. SELIGMANN widocznie nie zna
najstarszych przykładów. Znam szereg wierszy znajdujących się w rkp.
Anaplon. (Erfurt) z r. 1349 w cod. quart. 377 jako obsecratio mortis
metrica : Est mała mors etc----- Agla, clyseptra, ebreon, o et alfa,
Messias. Zupełnie to samo czytamy w rkp. berlińskim w. XV.
W dodatku mówi jeszcze raz o formułce Sator. Chciałbym wskazać
na to, że ona zachodzi także w przypisku z w. XVII w rkp. B 8. 5 fol.
255a Trinity College, Cambridge, zawierającym kazania św. Grzegorza
z Nazianzu z w. XVI: w kole jest pisane:
aatioQ
OQETCíú
%eve%

wnsQa
Qcozag

PROF. DR. R. GANSZYNIEC.
Lud. T. XXI.

17

246

„Orli lot“, miesięcznik krajoznawczy dlâ młodzieży pod redakcją
Leopolda WĘGRZYNOWICZA. Kraków 1921.

Wybornie redagowany miesięcznik, zasilany pracami profesorów
uniwersytetu i innych fachowców, zawiera także cztery artykuły, mogące
zainteresować czytelników „Ludu“.
1. Aleksander BORAWSKI: „Dz-esięciolecie Muzeum etnograficz­
nego na Wawelu“, s. 130—131 i 147—148.

Autor kreśli znaczenie muzeów etnogr., wykazuje, co zrobiono na
-e--i polu zagranicą, opowiada o powstaniu Muzeum etnograficznego
w Krakowie, przebiega w krótkości jego zbiory i przedstawia rozwój
Muzeum w ciągu lat dziesięciu.
2. JulJAN TALKO-HRYNCEWICZ: „Zygmunt' Gloger“, s. 3 — 5
z fotografją.
Charakterystyka Glogera, jego życie i prace.
3. Leopold WĘGRZYNOWICZ: „Śmigustne dziady. Kwestjonarjusz“,
s. 44—45, z ryciną, przedstawiającą „śmigustne dziady“ z Dobry pod
Limanową.

W poniedziałek wielkanocny chodzą chłopcy po domach „po śmiguście , prosząc o datki,
a wtedy w niektórych okolicach przebie­
rają się, okręcając powrósłami słomy. Autor prosi w 10 pytaniac,:
o szczegóły tego zwyczaju w kraju.
4. Seweryn UDZIELA: „Święcenie ziela“, s. 83—84.

Kwestjonarjusz w 9 pytaniach w sprawce zebrania materjału do
tego zwyczaju, zachowywanego w dniu 15 sierpnia u nas w całym kraju.
Oprócz tych artykułów umieścił „Orli lot“ na s. 91 podobiznę
Sabały z Zakopanego, a na s. 145 szopkę krakowską z przed pół wieku.
SEWERYN UDZIELA.

Příspěvky k anthropologii podkarpatských Huculü. Národo­
pisný Věstník Cesko-slovanský. Rocznik XV, Zeszyt 2, s. 32—43.
Przyczynek ten mimo drobnych swych rozmiarów, przynosi nam
kilka cennych wiadomości co do stosunków pod względem antropolo­
gicznym tak mało znanego Zakarpacia. Niestety dotyczy on bardzo nie­
licznych cech i nie uwzględnia tak ważnej pod względem rasowym cechy
jak nos, uwzględniając mniej wartościowe jak obwód głowy.
Terytorjum Hucułów Zakarpackich ogranicza autor doli­
nami. Czarnej i Białej Cisy, Kossowskiej Rzeki (Riki) bez miasteczka
Małej .Łąki (Kis Lonky), gdyż ta miejscowość u ujścia Kossowskiej Rzeki
do Cisy jest już zaludniona przez „Rusnaków“. Dalej należy tu cala
dolina Sopurki bez miasteczek M. Boczkow i N. Boczkow u jej ujścia
do Cisy, zamieszkałych również przez „Rusnaków“. Jako osady hucul­
skie, nie licząc przynależnych do nich połonin i samot, podaje autor:
w dolinach obydwu Cis: Mohelki, Stebna, Łazieszczyna, Jasina,
Swidowiec, Surdok, Kwasy, Bilin, Roztoki, Rahowo, Boczków, Łazy,
Krasnaples, Wilchowaty, Berlebasz, Biały Potok (Fejćrpatak), Trebusza,
Lul i, Bogdan i Woncza,
V. SUK:

247

w dolinie Kossowskiej Rzeki : Kossowska Polana, Bańskie i Rosuczka,
w dolinie Sopurki: Kabola Polana i Handal.
Spostrzeżenia swe wykonał autor w Jasinie, niedaleko więc od
punktów badanych przez KOPERNICKIEGO i WOLKOWA. Tem się tłu­
maczy zgodność wszystkich tych wyników w ogólnych zarysach potwier­
dzających wyniki KOPERNICKIEGO. Zestawiam wjmiki p. SUKA w po­
niższej tablicy:
CECHY

Średnia
arytm.

Wzrost.................................
Obwód głowy .....................
Wskaźnik główny.................
Wskaźnik morfolog, twarzy
Wskaźnik fronto-parjetalny . .
Wskaźnik jugo-frontalny . . .

1672
552
85
87
69
78

Odchylenie Wskaźnik
zmienności
średnie
6-51

3-1




3-9

3‘6




Co do cech pigmentacyjnych p. SUK otrzymał:
Nr. skali Martina
(oczy)

7

1 — 6 (hnědé).................
7—12 (sivé).................
13—16 (modré) ....

25-2
42-8
31-9

°

Nr. skali Fischera
(włosy)

7

4—8 (hnědý vlas) . . .
9 — 26 (světlý vlas) . . .
rusý vlas .........................

86-9
12-5
0-6

°

Bez wątpienia pobieżna ta notatka poprzedza bardziej gruntowne
opracowanie, jakkolwiek autor zastrzega się przeciwko przeciążaniu publikacyj materjałem liczbowym. Nie przypuszczam, by autor chciał nas
pozbawić bardziej dokładnych średnich wskaźników, koniecznych dla
konstruowania map izarytmowych. Dla wskt znika głównego mogłem
określić średnią 84'65 tylko nieznacznie różniącą się od średniej
KOPERNICKIEGO 84'5. W zestawieniu autora średnia KOPERNICKIEGO
figuruje jako 84, a jego własna jako 85, gdy istotna różnica wynosi
zaledwie 0,15. Trudno o lepszą ilustrację skutków niedoceniania potrzeby
ścisłości w obliczeniach antropologicznych i ich publikacji.
Dzięki podanemu przez autora szeregowi liczebności wskaźnika
głównego, można tu stwierdzić dwa wyraźne maksima, główne w klasie 85,
poboczne w klasie 81 i drugorzędne w klasie 78. Co do głównego
niema wątpliwości, że zostało ono spowodowane przez typ dynarski,
a ostatnie przez typ północno-europejski, tutaj bodaj że mocniej nawet
zaznaczony niż u KOPERNICKIEGO. Nasuwa się pytanie, jaki typ powo­
duje maksimum w klasie 81. Są tu dwie możliwości, bądź typ preslowiański, bądź też śródziemno-morski jako przejaw wpływów wschodniorumuńskich. Na pytanie to dałyby bez wątpienia wyraźną odpowiedź
17*

248

korelacje cech, których autor nie badał poza niezbyt ciekawemi korela­
cjami oczu i włosów i wielkości głowy w stosunku do wzrostu. Wobec
tego jednak, że wskaźnik twarzowy wynosi u niego 87, gdy KOPERNICKI otrzymał 90 4, to na.eży tu oczekiwać typu presłowiańskiego. Na
korzyść tego przemawia również i wielka stosunkowo ilość oczu jaśniej­
szych odcieni. Skład tej mieszaniny antropologicznej, należałoby zatem ująć
wzorem äßccf idąc od typów liczniejszych ku mniej licznym w mieszaninie.
Wyniki powyższe znajdują się w zgodności z wypowiedzianem już
przezemnie przypuszczeniem, że w konsekwencji ruchów etnicznych, odbywających się na północ od Karpat, część ludności zamieszkującej ziemie
nasze na wschód od Sanu, została wyparta za Karpaty. Z procesem tym
łączą się bez wątpienia pewne zjawiska językowe (akcent) nawiązujące
wschodnią S»owaczyznę do terytorjum językowego polskiego.
Nc tatka p. SUKA jest zapowiedzią, że wyzyskanie jego materjałów
w sposób odpowiadający wymaganiom metod współczesnych, da nam
duże nowego.
PROF. DR. JAN CZEKANOWSKI.
Wiadomości Archeologiczne, tom VII, 1922 r. 4-to s. 182.
Przy końcu roku 1922 ukazał się pod redakcją prof. WŁ. ANTO­
NIEWICZA trzeci z kolei tom Wiad. Arch., będący nowym pozytywnym
dowodem ruchu naukowego u nas na polu prehistorji, której rozwój
niemało ma do zawdzięczenia organizacyjnym zabiegom wiceprzewodni­
czącego grona konserwatorów i redaktora „Wiadomości“ prof. Dra
Wł. ANTONIEWICZA.
Tom rozpoczyna artykuł Miecz. TRETERA „Organizacja zbiorów
państwowych Rzeczypospolitej polskiej“, w którym autor przedstawia
rozwój naszego muzealnictwa i jego stan obecny, wskazując na ważną
rolę muzeów w życiu narodu. Auror omawia istniejące możliwości,
związane zwłaszcza z rekonstrukcją zamku królewskiego w Warszawie
i wskazuje na rolę rządu przy tworzeniu muzeów państwowych. W dal­
szym ciągu autor przechodzi do omówienia obecnego stanu organizacji
muzealnej w Polsce i porównywa ją z analogicznemi organizacjami innych
państw. Wreszcie przedstawia własny program tej organizacji oraz naj­
pilniejsze postulaty umożliwiające jego realizację.
Następną pracą jest część druga studjum p. St. KRUKOWSKIEGO
„Pierwociny krzemieniarskie górnictwa, transportu i handlu w holocenie
Polski 1). W tej części swej pracy autor rozważa, jakich surowców
użyv ano w różnych okresach i kulturach mezolitycznych i neolitycznych
na ob szarze Polski. Studjum tego rodzaju napotyka na znaczne trudności,
gdyż musi uwzględniać trzy różne momenty. Moment relatywnego wieku,
czyli stosunki chronologiczne poszczególnych przemysłów; stosunki kultu­
ralne t. j. facjalne, w jednym czasie współcześnie istniejące, a po trzecie
stosunki regjonalne, to jest rozmieszczenie danej kultury. Dopiero pc
ustaleniu tych momentów można przystąpić do rozważań o zależności
’) Część piel wszo drukowana w V tomie Wiad. Arch.

249

danej kultury od tych czy innych złóż surowca. Ustalenie tej ostatniej
zależność: jest właśnie przedmiotem rozważań p. KRUKOWSKIEGO.
Jest ono możliwe oczywiście dopiero wówczas, gdy pierwsze trzy sprawy
są ustalone. To jednak dotychczas wykonano tylko częściowo. Ow stan
faktyczny zmusza autora dó wprowadzenia do swej pracy roz' rażań
chronologicznych, kulturalnych i geograficznych. Autor bowiem, nie
ogranicza się do przemysłów i grup już ustalonych, lecz wprowadza
nowe lub zmienia, znaczenie dawnych. Przy tego ro.dzaju innowacjach
obowiązuje jednak autora scharakteryzowanie dane grupy i uzasadnie­
nie swych twierdzeń. Przy powoływaniu się zaś na stanowiska, jeszcze nie
publikowane, obowiązuje choćby podanie ich inwentarza, z określeniami
zrozumiałemi dla fachowców, albo muzeum czy zbioru, gdzieby znalezisko
można było zobaczyć. Tego wszystkiego darmo szukalibyśmy w pracy
p. KRUKOWSKIEGO. Stąd cały szereg twierdzeń autora wymyka się
z pod wszelkiej kontroli i ma charakter gołosłowny. Dotyczy to : prze­
mysłów magdaleńskich, przemysłu azylskiego, przemysłu pfakampińskiego,
podziału tardenuaskiego na dolny, środkowy i górny, oraz paru innych.
Szereg twierdzeń jest możliwych teoretycznie, nawet prawdopodobnych
ale całkowicie nie udowodnionych. Z tego powodu ograniczę się tylko
do tych przemysłów krzemiennych, które są choćby częściowo znane.
Pierwszym takim jest przemysł świderski. W tem miejscu autor uznał
za właściwe przeprowadzić ze mną polemikę, mimo że jedynie ubocznie
dwukrotnie o tym zespole wspomniałem, używając dlań terminu : przemysł
chwalibogowicki. Sądzę, że kres tej dyskusji położy charakterystyka tego
przemysłu dana przezemnie w pracy: „Epoka kamienia na wydmach
wschodniej części wyżyny Małopolskiej“ oddana do druku jeszcze 1918
roku, a która ukazać się mogła dopiero obecnie w Archiwum Nauk
Antropologicznych t. II, Nr 3, 1923 r.
Autor przytacza szereg nowych stanowisk tego przemysłu i zwraca
uwagę na ważny fakt, że nad środkową Wisłą przemysł ten używa
prawie wyłącznie surowca woskowo-czekoladowego, pochodzącego z jury
okalającej Góry Świętokrzyskie. Po wskazaniu na ważność tego surowca,
który był przedmiotem ożywionego handlu, co znajduje potwierdzenie
w odkrytym skarbie na stanowisku Świdry Wielkie, p. K. zastanawia
się dalej nad rozpowszechnieniem się tego surowca i wskazuje na rzeki,
:ako główne drogi transportowe.
Ważnem zadaniem przyszłych badań będzie zrobienie mapy roz­
mieszczenia stanowisk przemysłu świderskiego w zależności od złóż
surowca woskowo-czekoladowego oraz spożytkowania tego surowca,
jako materjału w stanowiskach tego przemysłu jak i innych, które również
tym surowcem się posiłkowały. Taka mapa niejedno może nam wyjaśnić
i posunąć naprzód zagadnienie bardzo ciekawie zarysowane przez p.
KRUKOWSKIEGO. Jako przemysł scharakteryzowany morfologicznie
uważać możemy również przemysł tardenuaski.
Przemysł ten nazwałem i opisałem jako mezolit mikrolityczny.
Terminu użytego przez p. KRUKOWSKIEGO nie użyłem z tego powodu,

250

że nie znam klasycznych znalezisk francuskich z autopsji i przeto nie
wiem, czy można hasz mikrolit mezolityczny utożsamiać z przemysłem
tardenuaskim. Literatura, jaka rozporządzałem do zidentyfikowania obu
przemysłów, była również niewystarczająca. Zaliczyłem gc> więc tylko do
tej samej grupy przemysłów, to jest do grupy śródziemnomorskiej, do
której również obok tardenuaskiego należy przemysł kapski górny.
P. KRUKOWSKI zadowala się użyciem terminu: „przemysłtardenuaski“
i uwagą „przez nieporozumienie zwany dotąd w naszej literaturze
mikrolitem“.
Przemysł ten na Mazowszu posługuje się obok surowca bałtyckiego
i szarego, biało nakrapianego, jeszcze surowcem woskowo-czekoladowym,
a obecność tego ostatniego wykazuje, że związki z południem są przez
ten przemysł podtrzymywane. Zależność jednak od importowanego surowca
staje się teraz mnieją^a, mieszkańcy bowiem wydm mazowieckich, zwłaszcza
na stanowiskach odleglejszych od dróg wodnych, posługiwać się zaczynają
coraz iczniej narzutowcem bałtyckim. Autor zwraca też uwagę na pierwsze
pojawienie się w tym przemyśle obsydjanu.
Z kolei autor przechodzi do przemysłów prakampińskich. Dlaczego
używa jednak takiego terminu i jaki posiada na to dowód, tego zupełnie
nie wyjaśnia. Odnośnie do surowców zrznacza że przemysł ten posiłkował
się łatwo dostępnemi 'ozsypiskami ki zemiennemi i rozwijał się w ich pobliżu
zarówno na obszarze pasma krakowsko-wieluńskiego jak również w paśmie
gór Świętokrzyskich.
Przemysł iwanowicki, autor uważa „w części jako świeży odpadek
kampiński“, lecz nie daje na to żadnego dowodu. Zagadnienie to nie
wydaje mi się tak proste i genezy tego przemysłu dotychczas nie znam.
Cc do surowców to mieszkańcy Iwanowic, jak to mogłem stwierdzić,
posiadali surowiec na miejscu w obfitych w krzemień pokładach i rozsypiskach jurajskich oraz w skałach kredowych senońskich występujących
na terenie Iwanowic.
Przechodząc do przemysłów neolitycznych i eneolitycznych autor
okazuje niedostateczne opanowanie mateijału i zna tylko bardzo skąpy
zakres form krzemiennych towarzyszących poszczególnym grupom cera­
micznym. Uwagi zaś odnoszące się do tych grup, mogą być tylko
uważane za nieobowiązujące szkice. Cenna jest wiadomość, że ludność
starszej ceramiki wstęgowej z Chocenia (pow. włocławski) używała
surowca południowego, używanego również przez przemysł iwanowicki,
oraz wzmianka o odkrytych przez autora kilku nowych stanowiskach
ceramiki wstęgowej w środkowem i dolnem Powiślu.
Pracę swą autor kończy krótkiem podaniem wyników swych po­
szukiwań w odniesieniu do polskiego niżu. Pracą tą zwrócił p. KRU­
KOWSKI uwagę na ważną, a dotychczas prawie nieporuszaną u nas
sprawę surowców używanych na obszarze Polski w mezolicie i neolicie,
a pozytywnym rezultatem jej jest nietylko wskazanie na zależność po­
szczególnych kultur od pewnych surowców oraz używanie często obok
siebie kilku różnyc.i surowców, lecz także ważnemi są dane odnoszące

251

się do używania surowca woskowo-czekoladowego przez różne przemysły
krzemienne i wiadomości o jego pierwotnych złożach.
L. SAWICKI w pracy p. t. „Przyczynek do znajomości techniki
obróbki krzemienia“ rozpatrywa technikę łupania wiórów i obróbkę
surowca, rozpoczynając od przeglądu trzech technik: amorficznej, odłupkowej i wiórowej. Przy omawianiu surowca wskazuje na różne jego
rodzaje, jego złoża pierwotne i handel, wreszcie na sposoby jego prze­
chowywania, by nie utracił swych właściwości. Przechodząc do techniki
wiórowej, autor omawia kolejne fazy przystosowania buły krzemiennej
do odłupywania z niej wiórów właściwych. Autor wysuwa tu nowe własne
przypuszczenie o narzędziach pośrednich używanych przy łupaniu wiórów.
Za takie uważa p. SAWICKI łuszczki (termin wprowadzony przez autora
w miejsce dawnego, posiadającego już prawo obywatelstwa, tabliczki
rdzenioksztaltnej *). Próbowałem przerobić doświadczenia autora, czyniąc
próby odłupania wióra zapomocą pośredniego uderzenia w łuszczkę.
Wynik otrzymałem negatywny. Biorąc kawałek wióra krzemiennego lub
odłupka otrzymywałem po paru uderzeniach typową tabliczkę rdzeniokształtną, nigdy zaś nie odpadał wiór, gdy zaś uderzałem silniej, tabliczka
w końcu rozpryskiwała się a efekt był żaden. Całe też to doświadczenie
uważam za sposób robienia tabliczek rdzeniokształtnych, a nie odłupy­
wania wiórów. W pracy autora też nie znalazłem danych, aby on sam
wióry otrzymał. Cała ta teorja robi też wrażenie nieskontrolowanych
fantazyj autora. W dalszym ciągu pracy autor rozpatrywa rdzenie.
W zaszczerbieniach i stępieniach występujących stale na ich krawędziach
widzi autor ślady celowej obróbki i wysnuwa wniosek, że owe celowe
wtórne obrobienie nadaje im cechę narzędzi. Jest to znów całkowicie
błędne. Autor mógł był bowiem łatwo zauważyć, że wióry u podstawy,
to jest u sęczka, noszą ślady załuskania po stronie górnej, które to
załuskania odpowiadają ściśle tym, jakie widzimy na krawędzi płaszczyzn
uderzeń u rdzeni. Wskazuje to wyraźnie, że po odbiciu pewnej serji
wiórów, krawędź rdzenia wyrównywano szeregiem drobnych odłupań,
przypominających nieraz żywo retusz powierzchniowy, a potem dopiero
przystępowano do odłupania nowej serji wiórćw i tak aż do zużycia
rdzenia. Dopiero rdzeń zużyty przerabiano niekiedy na celowe narzędzie,
naprzykład na skrobacz rdzeniowaty. Z tych przyczyn wywody autora
na temat rdzenia uważam za bezpodstawne.
Trudno mi nadto pominąć milczeniem odnośnik 1) na str. 64.
Autor omawia w nim w bardzo niepochlebny sposób pracę E. MAJEW­
SKIEGO: „Powiat stopnicki pod względem przedhistorycznym“ (Swiatowit
*) W czasach ostatnich niektórzy autorowie z zamiłowaniem zastępują już
utarte terminy nowotworami. Wydaje mi się to niewłaściwością, wprowadza bo­
wiem zamęt do tak nieustalonej naszej terminologji i utrudnia bardzo korzy
stanie z prac. Termin raz wprowadzony nie powinien być zmieniany, a nowy
termin jest tylko w tym wypadku uzasadniony, gdy wnosi z sobą nowe pojęcie.
Przykładem powstających nieporozumień jest właśnie termin łuszczka. Jak bowiem
z opisu p.. SAWICKIEGO wynika, miesza on ze sobą w tym terminie dwa pojęcia,
mianowicie tabliczkę rdzeniokształtną i naciskacz.

252

t. III, IV, V i VII), przypisuje jej „bardzo względną wartość naukową“,
niski poziom i t. d. Na dowód zaś przytacza szereg nieścisłości w niej
zawartych. Praca ś. p. E. MAJEWSKIEGO ma tak niezaprzeczalną wartość
dla rozwoju naszej prehistorji i zajmuje tak wyjątkowe stanowisko
w literaturze europejskiej, że nie potrzebuje mej obrony. Jeżeli jednak
o treści tego odnośnika mówię, to z innych powodów. Oto w swoim
czasie treść tej notatki była przedmiotem referatu p. St. KRUKOWSKIEGO
na posiedzeniu sekcji antropologicznej T. N. W., a następnie, gdy aktu­
alna była sprawa nominacji E. MAJEWSKIEGO na stanowisko profesora
prehistorji na uniwersytecie warszawskim, znalazła się jako anonim
przesłany do ministerstwa W. R. i O. P. Swój finał posiada w pracy
p. L. SAWICKIEGO, który dziękuje pp. St. KRUKOWSKIEMU i K. STOŁYHWIE za dostarczone odbitki zdjęć dowodowych i t. d. Jest ona
jednocześnie rodzajem nekrologu dla ś. p. prof. E. MAJEWSKIEGO,
gdyż ukazanie się jej zbiegło się ze śmiercią tego wybitnego i zasłużo­
nego badacza, o czem komunikują też „Wiadomości“ na str. 154.
Ogłoszenie dziejów tego odnośnika uważałem za swój obowiązek. Cha­
rakteryzuje on bowiem dosadnie atmosferę moralną, stwarzaną przez
niektórych „uczonych" warszawskich, atmosferę, dla której światło dzienne
jest najskuteczniejszym środkiem zaradczym.
Następną pracą w omawianym tomie jest studjum J. ŻUROWSKIEGO
p. t. „Skarb bronzowy z Zydowa“, które zawiera dokładny i poprawny
opis skarbu oraz analizę typologiczną i chronologiczną znalezionych
w nim wyrobów. Między innemi zawiera zestawienie naramienników
ze zwojami spiralnemi z 25 miejscowości w Polsce. Autor zalicza skarb
do Hl-go okresu epoki bronzu — według podziału MONTELIUSA. Praca
ta jest nowym ważnym przyczynkiem do poznania naszych skarbów
epoki bronzu.
Praca p. St. KRUKOWSKIEGO p. t. „Znaczenie stref recesywnych
ostatniego zlodowacenia Polski dla znajomości najstarszych pionierów
cywilizacji na obszarze tegoż zlodowacenia“, wychodzi z mojej tezy
współczesności maksymum środkowo-polskiego zlodowacenia z okresem
wczesnomagdaleńskim. Autor wysnuwa na tej podstawie racjonalne przy­
puszczenie, że możemy oczekiwać w poszczególnych strefach cofającego
się lodowca coraz młodszych kultur kamiennych, co może być pomocne
przy rozważaniu stosunku chronologicznego naszych kultur epipaleolitycznych, oraz roli, jaką posiadały dla powstania naszych kultur neoli­
tycznych. P. KRUKOWSKI daje tu przykład ' rozmieszczenia kultur prakampińskich oraz charakteru kultury Maglemose. Dziwne są niektóre
zwroty użyte przez autora w tym krótkim zresztą szkicu jak np.
„z punktu widzenia agresywnej, hałaśliwej i zadufałej w sobie, askalońskiej efemerydy J. Bayera“, lub zwrot ,sam skromny Johansen“. Tego
rodzaju określenia są przecież w naukowych stosunkach niedopuszczalne,
nadają się chyba do „Rzeczypospolitej“ albo „Robotnika“ i nie świadczą
o tak pożądanej w naukowych stosunkach wytworności. Załączone
streszczenie francuskie treści polskiej nie odpowiada, iecz w znacznej
części zajmuje się zagadnieniami w treści polskiej nie omówionemi.

253

Praca Ireny SAWICKIEJ p. t. „Groby kloszowe we wsi Śladków
Górny“ (pow. garwoMński) daje nam cenną i ważną wiadowość o nowych
systematycznie zbadanych grobach podkloszowych, pomnażając nasze
dość skąpe w tej dziedzinie wiadomości. Donosi ona o ważnym fakcie
odkrycia klosza z celowo wykonanym otworem poniżej dna. Autorka
przeprowadza nadto porównanie materjału odkrytego z materjałem znanym
już z dawniej zbadanych cmentarzysk tego Łypu.
Zygmunt SZMIT w pracy: „Sprawozdania z poszukiwań archeolo­
gicznych w Hryniewicach Wielkich koło Bielska Podlaskiego“ podaje
nam opis znalezisk, pochodzących z wydmy pod wsią Hryniewice Wielkie.
Autor odkrył tu ślady osad epoki kamiennej, z których wyróżnia osadę
neolityczną z ceramiką bałtycką, oraz wyodrębnia chronologicznie zagad­
kową ceramikę, zdobną ornamentem bruzd równoległych i falistych
z rozpłaszczoną i odwiniętą nazewnątrz krawędzią. Poza śladami osad
znalazły się jeszcze na wschodnim krańcu wydmy, przy folwarku Sobótka,
groby jamowe z okresu poźno rzymskiego, odkryte w liczbie 41. Autor
podaje opis poszczególnych grobów, ilustrując pracę starannemi i dobremi
rysunkami, zastanawia się nad urządzeniem grobów i dzieli je na cztery
odmiany, w zależności od wyposażenia oraz sposobu złożenia kości
(przemytych lub nieprzemytych). W końcu rozpatrywa ceramikę i odna­
lezione w grobach fibule. Praca dostarcza «nowego i cennego materjału
skrupulatnie zebranego i opisanego.
Wł. ANTONIEWICZ w studjum p. t. : „Zbiór wykopalisk w mu­
zeum starożytności im. Władysława Tarczyńskiego w Łowiczu“ publikuje
nowy mało znany zbiór prowincjonalny, zawierający wiele cennego ma­
teriału. Autor dzieli zabytki według epok i grup kulturalnych, a materjał
zestawia według miejscowość:'. Zabytki są dokładnie opisane, a częściowo
ilustrowane, w odniesieniu zaś do niektórych podano materjał porównawczy.
Praca ta udostępnia dla nauki nowe muzeum prowincjonalne, a dzięki
swej poprawnej formie jest trwałym dorobkiem dla naszej nauki.
W następnym dziale VII-go tomu obok drobnych wiadomości
znajdujemy wspomnienie pośmiertne o Tadeuszu Dowgirdzie i za­
wiadomienie o śmierci Erazma Majewskiego.
Dział urzędowy zawiera sprawozdania z cdbytych konferencyj
konserwatorskich i wyciągi z preliminarza budżetowego Grona konser­
watorów.
W sprawozdaniach z literatury znajdujemy recenzję J. KOSTRZEWSKIEGO mojej pracy „Groby megalityczne na wschód od Odry“ z mapą
i 10 tablicami. (Pi ace i materjały antr. arch. i etnogr. t. II str. 1—63).
Autor starannie streszcza moje wywody, nie czyniąc mi w tej części
swej recenzji zarzutów. Kwestjonuje tylko pogląd na naczynie należące
do kultury ceramiki wstęgowej, odkryte przezemnie w nasypie grobu
megalitycznego II w Borucinie, które uważam za współczesne z grobem.
Mój recenzent to kwestjonuje i przypuszcza, że pochodzić ono może je­
dynie z osady starszej, która na tern miejscu istniała. Takie przypuszczenie
jest zupełnie wykluczone i dlatego nie brałem go nawet pod rozwagę

254

w swej pracy. Wystarcza bowiem, że podałem metodę i opis prowadzenia
wykopalisk, gdzie zaznaczyłem wyraźnie, że na całej przestrzeni zajętej
przez nasyp grobowy zbierałem ten nasyp aż do calca. Temsamem, gdyby
istniała w tem miejscu osada, jej pozostałości musiałyby się były zaznaczyć
w warstwie między nasypem grobu, a calcem, oraz na caicu, zwłaszcza,
że przy rozległości grobu możnaby było oczekiwać śladów jam i innych
dowodów istnienia osady. Tego wszystkiego nie było i tem samem hipo­
teza taka sama przez się odpaća. Naczynie dostało się więc do nasypu
grobowego razem z jego budową lub później. A teraz pytanie : czy
przyszło razem z ziemią, którą brano z pobliża dla usypania nasypu gro­
bowego ? czy też porzucone zostało w czasie styp pogrzebowych ? jak ja
to przypuszcza*11. I znów pierwsze pytanie uważać możemy za wyłączone,
gdyż nietyiko na obszarze tego grobu, ale i na obszarze drugiego po­
bliskiego żadnych śladów osady nie było, wreszcie nie zauważyłem ich
również na polach pobliskich mimo, że na terenie byłem czas dłuższy,
a miałem już wówczas dość wprawy, by zauważyć, że znajduję gię na
terenie osady przedhistorycznej, których do r. i913 odkryłem kilkadzie­
siąt. Całe to zresztą dowodzenie jest zbyteczne. Wspomniane naczynie
znalazło się wewnątrz nasypu w ziemi ciemniejszej w towarzystwie kości
zwierzęcych i ułamKÓw naczyń, a tego rodzaju zgrupowania stwierdziłem
we wszystkich rozkopanych grobach poza obrębem właściwej skrzyni
grobowej. Tłumaczę je jako miejsca styp pogrzebowych, czego mi zresztą
J. KGSTRZEWSKI poza tym jednym wypadkiem nie kwestjonuje. Cho­
dzi więc jedynie o fakt, że naczynie ceramiki wstęgowej znalazło się
w tak dla siebie dziwnych warunkach, przedewszystkiem z względów chro­
nologicznych, co szczególnie podkreśla mój recenzent. Jest to rzeczywiście
pierwszy tego rodzaju fakt. Niemniej już w mej pracy podniosłem analcgję
naczynia z Iwna, wprawdzie niezupełną, gdyż naczynie to jest ozdobione
ornamentem wstęgowym kłutym, a ze względu na tło wykopaliskowe
oraz na formę mieszaną z amforą kulistą musi być co najmniej uznane za
współczesne z grobem borucińskim, jeżeli nie jest nawet nieco późniejsze.
Ten fakt czyni możliwem, że w Borucinie znalazło się naczynie ozdobione
ornamentem wstęgowym rytym, o którem sam KOSTRZEWSKI powiada
że „prawdopodobnie reprezentuje nieco młodszą fazę starszej ceramiki
wstęgowej“. Z wyżej wskazanych względów należałoby może uznać za
słuszny pogląd, że ceramika wstęgowa północnej Polski odbita daleko
od swego właściwego centrum, przetrwała tu aż do młodszej fazy grobów
megalitycznych. Pogląd taki nie jest zresztą nowy, wypowiedział go już
H. SCHUMANN: „Die Steinzeitgräber der Uckermark“ 1904, który
w grobach ze szkieletami skurczonemi z czasów ceramiki sznurowej nadodrzańskiej w swoim okresie III b, wskazuje na wpływy kultury ceramiki
wstęgowej. Jeżeli więc mój pogląd na naczynie ceramiki wstęgowej z grobu
w Borucinie nie jest znów „fantazją na niczem nie opartą“, tc wówczas
może i hipoteza moja o niższej warstwie, podległej ludności grobów me­
galitycznych, przestanie być „zupełnie dowolną" zwłaszcza, gdy weźmie
się pod uwagę inne przytoczone przezemnie w pracy argumenty, których

255

nie starał się obalać mój recenzent. Nie kwcstjonując zresztą innych
moich wywodów J. KOSTRZEWSKI uzupełnia mój wykaz 149 miej­
scowości z pomnikami megalitycznemi czterema nowemi, a dla trzech
uzupełnia groby podane przezemnie nowemi, nadto prostuje cztery miej­
scowości mylnie przezemnie podane, oraz prostuje, że w Padniewie i Rze­
czycy stwierdzono kurhany okrągłe, a nie groby kujawskie. Reszta recenzji
(najobszerniejsza) zajmuje się licznemi błędami literowemi, które zmusiły
mnie nawet do wydania erratów. Przyznać się tu muszę, że jako krótko­
widz słaby na oczy, błędów w korekcie nie widzę i skazany jestem na
obcą pomoc, dziś przeważnie na mych uczniów, w innych wypadkach
na redaktorów, w czem ma już J. KOSTRZEWSKI jako redaktor mo­
ich prac doświadczenie. Jestem mu też wdzięczny, że w stosunku do
„Megalitów“ zadał sobie trud zrobienia tak szczegółowej i drobiazgowej
dodatkowej korekty. Wysnuwa on jednak na podstawie dostrzeżonych
licznych błędów literowych, sąd o wartości pracy, a także o jej wnioskach.
Wydaje ml się, że byłoby znacznie prostszem atakować wyniki pracy
wprost, a nie przez dodatkową korektę, mimo, że tego rodzaju metoda
bywa stosowaną zwłaszcza w nauce niemieckiej. Tom zamykają dwie
recenzje p. St. KRUKOWSKIEGO o dwu drobnych i mało znacznych
pracach K. STOŁYHWY. Obie prowadzone w tonie napastliwym z nie­
uzasadnioną niczem wyższością tonu, a chwilami wprost aroganckie, jako
napaść osobista czy porachunek czynią jak np’bardziej przykre wrażenie.
Zwłaszcza dziwnie brzmią zwroty, któremi p. KRUKOWSKI „poucza“
STOŁYHWĘ. Sam bowiem uczył się i pracował (nie licząc Tyflisu) je­
dynie w zakładzie kierowanym przez STOŁYHWĘ i jest asystentem tego
zakładu.
Lwów, 30 stycznia 1923 r.

pROF. DR. LEON KOZŁOWSKI.

KRONIKA.
t Prof. Erazm Majewski.
Warunki życia dla nauk. polskiej w Warszawie w drugiej
połowie zeszłego stulecia były niezwykle trudne. Po zaniknięciu
Szkoły Głównej, nauka polska w Warszawie i całym zaborze ro­
syjskim utraciła giówny swój ośrodek i cała praca oprzeć się mu­
siała o inicjatywę jednostek. Uniwersytet rosyjski nie dawał żadnego
oparcia dla polskiej nauki i musiała ona tworzyć prywatne, niemal
konspiracyjne, zrzeszenia, których szykany narodowościowe i poli­
tyczne nie oszczędzały. Ludzie nauki nie mogąc się jej poświęcić
całkowicie pracowali zwykle w praktycznych zawodach, a czas
dopiero wolny jako wytchnienie od pracy zawodowej poświęcać
mogli swemu umiłowaniu naukowemu. W tych warunkach rwać się
także musiała polska tradycja naukowa i stawało się niemożliwe
zbiorowe działanie. Każdy uczony sam musiał zaczynać pracę od
nowa, sam sobie tworzyć aparat naukowy i zdobywać środki ba­
dania. Warunki te ciężko zaważyły na nauce warszawskiej i skutki
ich do dziś są widoczne ; zaważyły one również na pracy i życiu
ś. p. Erazma MAJEWSKIEGO.
S. p. Erazm MAJEWSKI (ur. w r. 1858) musiał pracować w tych
właśnie warunkach, dochodząc z rodziny przemysłowców warszaw­
skich wyrastał w atmosferze pracy pozytywistycznej, która nakazy­
wała mu -wieść życie praktyczne i pracę organiczną na niwie go­
spodarczej, nad rozwojem rodzimego przemysłu. Jej się też poświęcił,
kształcąc się w chemji i rozpoczął życie jako przedstawiciel prze­
mysłu chemicznego. Praca przemysłowo-fabryczna jednak mu nie
wystarczała. Już we wczesnej młodości zwraca się ku nauce, a po­
tem, gdy rozpoczął pracę zawodową, tak jak wielu innych, jemu
współczesnych, cały czas wolny przeznacza na pracę naukową. Po
godzinach zajęć w fabryce rozpoczyna swój drugi dzień, dzień

257

swych umiłowań naukowych. Z lat młodzieńczych wynosi zamiło­
wania przyrodnicze, temu się też poświęca. W gabinecie jego gro­
madzić się poczyna rozległa bibljoteka z różnych dziedzin nauk
przyrodniczych, a z pod pióra wychodzą coraz liczniejsze prace
i artykuły przyrodnicze. W ich liczbie dwie książki napisane dla
młodzieży dają mu rozgłos znakomitego popularyzatora, są niemi;
„Doktór Muchołapski“ (Warszawa 1890) i „Profesor Przedpotopowicz“ (Warszawa 1898) dziś w wielu wydaniach powtórzone i tłu­
maczone na szereg obcych języków. W tym też czasie rozpo­
czyna ś. p. Erazm MAJEWSKI wielkie swe dzieło: Słownik nazw
zoologicznych, botanicznych i mineralogicznych. Przegląda całą
polską i słowiańską literaturę przyrodniczą, ustalając polskie nazwy
świata przyrody. W r. 1891 ukazuje się tom I, a w r. 1898 koń­
czy wychodzić tom II tego wielkiego dzieła, zamykającego
żmudną, blisko piętnastoletnią, pracę autora i olbrzymią jego
erudycję, zdobytą w tym zakresie.
Praca nad słownikiem zbliża ś. p. Erazma MAJEWSKIEGO do
lingwistyki i etnografji, z której czerpie bogaty materjał do swego
dzieła. Na tej drodze nawiązują się bliskie stosunki Erazma MAJEW­
SKIEGO z KARŁOWICZEM i zwolna z przyrodnika staje się on etno­
logiem, a studjom nad człowiekiem i jego kulturą me poświęcić
swe życie. Jeszcze w czasie redakcji KARŁOWICZA „Wisła“ coraz
częściej pomieszcza artykuły i prace jego pióra. Ukazują się studja
0 chmielu, rodzinie-kruków, bocianie, sowie, kukułce, pszczole
1 wiele innych rozpraw o stosunku naszego ludu do przyrody.
Studja nad etnografją prowadzą ś. p. Erazma MAJEWSKIEGO
do dziedziny całkowicie prawie zaniedbanej u nas w tym czasie,
do badań nad przeddziejową przeszłością naszego kraju. Są to łata
największego upadku prehistorji w Polsce. OSSOWSKI, twórca na­
szej prenistorji wówczas już nie żyje, brak także KOPERNICKIEGO
i KIRKORA, na terenie zaś Królestwa Polskiego, grono badaczy gru­
pujących się wokół „Wiadomości Archeologicznych“, wydawanych
przez hr. J. ZAWISZĘ w latach 1873—1882 rozpierzchło się, a śmierć
poczyniła również i w ich szeregach dotkliwe szczerby. S. p. Erazm
MAJEWSKI pierwszy na gruncie Królestwa przystępuje do prehi­
storji jako do nauki. Gromadzi bogatą bibljotekę w tej dziedzinie
i prowadzi poważne studja, w których przedewszystkiem śledzi
wyniki wiedzy francuskiej. Równocześnie stale co rok odbywa po­
dróże za granicę i tu pogłębia swą wiedzę przez studja po muzeach..

258

Rozległa jego wiedza przyrodnicza i studja etnologiczne są mu teraz
znakomicie pomocne i pozwalają zdobyć szerszy horyzont w za­
kresie tej nowej, a od teraz głównej jego specjalności. Jako czło­
wiek ś. p. Erazm MAJEWSKI był zawsze naturą czynną i zawsze
twórczą, zawsze szukającą nowych dróg, a wykonywującą swe za­
mierzenia z uporem i mrówczą pracowitością; tak było przy słow­
niku, tak w badaniach etnograficznych, tak też stać. się miało
w prehistorji. Poszedł on w tej dziedzinie nową nieutartą dotąd
drogą badań nad piaskami lotnemi, w której to dziedzinie jedynie
prace PRZYBOROWSKIEGO i GLOGERA były jego poprzednikami.
Postawił sobie zadanie proste, lecz wielkie: zbadanie terenu stopnickiego pod względem prehistorycznym. Odtąd letnie miesiące
spędza, objeżdżając małym wózeczkiem ten powiat i prowadzi
eksploatacje setek odkrytych przez siebie osad przeddziejowych.
Badania te gromadzą coraz większy materjał naukowy, który po­
rządkuje i systematycznie układa, a mieszkanie jego prywatne
przy ul. Złotej przeradza się zwolna na muzeum przedhistoryczne.
Ukazują się też pierwsze jego prace przedhistoryczne, w ich liczbie
piękne albumowe wydawnictwo „Przedhistoryczne narzędzia, ze­
brane pod wsią Ossówką w powiecie stopnickiem“, tekst polski
i francuski z 22 tablicami wyd. 1892 r. Praca ta jest pierwszą i je­
dyną, jak dotychczas, w tym zakresie monografją osady wydmowei,
uwzględniającą nowy, nieznany dotychczas w swej różnorodności
materjał drobnych narzędzi krzemiennych, nie tylko w polskiej, ale
i w obcej literaturze prehistorycznej.
Śmierć Jana KARŁOWICZA pozostawia „Wisłę“ bez redaktora
i wydawcy. Redakcję przyjmuje Erazm MAJEWSKI, wydaje roczniki
XIII—XIX tego tak niezwykle ważnego dla polskiej etnografji czaso­
pisma, które zarówno za życia KARŁOWICZA, jak i za czasów swojej re­
dakcji, stale zasila cennemi swemi artykułami i studjami. Rozpo­
częte badania prehistoryczne absorbują jednak coraz bardziej czas
i umysł ś. p. Erazma MAJEWSKIEGO, praca się rozrasta, a zaintere­
sowanie przedmiotem zaczyna się udzielać innym, powstaje grono
współpracowników w tej, zaniedbanej dotychczas dziedzinie. Koło
nowego redaktora „Wisły“ ogniskuje się praca etnologiczna War­
szawy i b. zaboru rosyjskiego, zostaje w ten sposób podtrzy­
maną świetna tradycja KARŁOWICZA i rozpoczyna jedna z najświet­
niejszych kart, zapisana przez Erazma MAJEWSKIEGO na polu pol­
skiej nauki. Zycie naukowe domaga się zawsze i wszędzie skupienia

2S9

pracowników, wymiany myśli i organizacyjnego ośrodka. Tego
wszystkiego nie było w Warszawie, bo być nie mogło. Pojedynczy
człowiek musiał zastąpić to, co tworzy wszędzie praca zbiorowa.
Erazm MAJEWSKI staje się teraz ośrodkiem skupiającym życie na­
ukowe Warszawy w dziedzinie etnologji. Obok „Wisły“ postanawia
wydawać drugie czasopismo, któreby wypełniło wielką lukę, a mia­
nowicie brak w Królestwie czasopisma dla prehistorji i oto w r.
1899 ukazuje się pierwszy tom „Swiatowita“, rocznika poświęco­
nego wyłącznie prehistorji. Wydawnictwo to skupia odrazu wszystkich
pracujących nad prehistorją w Królestwie Polskiem. Rocznik obok
prac i sprawozdań z badań, zawiera dzieł korespondencyj i recenzyj z literatury, nawiązując w ten sposób do analogicznych poszu­
kiwań prehistorycznych na Zachodzie. Sam redaktor i wydawca
pomieszcza tu liczne swe prace i wyniki badań, oraz mnóstwo
sprawozdań z ruchu naukowego zagranicą, z którym pozostaje
w ścisłym i żywym kontakcie.
Gdy się spojrzy na ogrom wykonanej pracy, niepodobna
wprost uwierzyć, że ten sam człowiek, który tyle pracował dla
nauki, jednocześnie kieruje fabryką i to, co robił w nauce, było
dopiero wynikiem godzin po zajęciach zawodowych. Było to jednak
zbyt wiele na jednego człowieka, nawet tej pracowitości i talentu,
jak ś. p. Erazm MAJEWSKI. Coś trzeba było poświęcić, ofiarował
„Wisię“, która przestaje wychodzić, a całe swe si*y poświęca „Swiatowitowi“ i pomnażanym ciągle zbiorom prehistorycznym. Wyniki
badań w powiecie stopnickim stają się coraz obfitsze i rosną w ty­
siące okazów, które trzeba było segregować, układać i naszywać
na tablice. Jednocześnie od współpracowników „Swiatowita“ i ko­
respondentów napływają do redakcji coraz liczniejsze dary, które
katalogował i ustawiał w szafach, na razie w swem prywatnem
mieszkaniu. Wyniki badań pojawiają się stale w „Swiatowicie“,
ukazują się monografje poszczególnych stanowisk przedhistorycz­
nych z Jastrzębca, Grabowej, Janiny, Zernik dolnych, Dziesławic, Góry, i i. Obok prac sprawozdawczych, stućja: o grod­
kach dłutowatych, ornamencie falistym i i. Wreszcie niestrudzony
pracownik postanawia dać nauce wyniki swych długoletnich badań
w powiecie stopnickim w postaci monografji tego powiatu pod
względem archeologicznym. Dzieło to, które zamknąć miało w sobie
cały dorobek wieloletnich żmudnych poszukiwań, ukazuje się czę­
ściami w kolejnych tomach „Swiatowita“. (Powiat Stopnicki pod

260

względem przedhistorycznym, „Swiatowit“, T. Ili, IV, V, VII, praca
nieukończona z 740 rysunkami i 6 tablicami).
raca ta, obok monografji Gssówki, pozostała jedyną w swym
rodzaju nietylko w literaturze polskiej, ale również w literaturze
europejskiej. W studjach swoich nad prehistorią poszedł ś. p. re­
daktor „Swiatowita“ drogą własną i zwrócił uwagę na pewien ro­
dzaj zabytków w innych krajach, prawie nie badanych, a mianowicie
na osady epoki kamiennej na wydmach, przedewszystkiem zaś na
drobne narzędzia krzemienne, znajdowane u nas masowo na sta­
nowiskach wydmowych. Monografja powiatu stopnickiego nietylko
zwraca uwagę na te znaleziska, lecz daje pierwszą szczegółową
analizę i drobiazgową typologję, stwarzając nową dziedzinę bada
nia naukowego i kładąc pod nią trwały fundament. Praca ta znaj­
duje wielu naśladowców, którzy w badaniach swoich opierają się
na jej rezultatach i wynikach. Powstaje szkoła prehistoryczna,
której ojcem jest MAJEWSKI, a „Swiatowit“ organem. Dzięki ba­
daniom tym polska prehistorja zdobywa sobie w zakresie badań
stanowisk otwartych odrębne i przodujące stanowisko w nauce
europejskiej.
Jeden jednak dział nauki, nawet tak trudny i skomplikowany,
jak ten, który sobie obrał ś. p. Erazm MAJEWSKI nie mógł mu
wystarczyć. Całe swe życie szedł ku syntezie i ku ogarnianiu nie
części, lecz zawsze całości zagadnienia. Rozrastające się zbiory,
które przeradzać się zaczynają w muzeum, zawierają głównie za­
bytki z powiatu stopnickiego i pocrodzą przeważnie z epoki ka­
miennej. Należało je uzupełnić, aby dały obraz całości czasów
przeddz:e:cwych Polski. Rozpoczyna więc zamiłowany badacz prace
na innych terenach i nad różuemi epokami czasów przeddziejowych.
Rozległe stosunki z zagranicą wyzyskuje w tym kierunku, by po­
zyskać typowe porównawcze okazy obce drogą wymiany, „Swia­
towit“, starannie i bogato wydawany rocznik, skupiając coraz no­
wych współpracowników i korespondentów, staje się ogniskiem,
do którego napływają różnorodne, nieraz cenne i bogate zbiory
i luźne znaleziska. Z prywatnego orzedsięwzięcia „Swiatowit“ staje
się instytucją i organem polskiej prehistorji w byłym zaborze ro­
syjskim, uwzględniającym wszystkie dzielnice Polski i skupiającym
wszystkich polskich prehisioryków. Zbiory Erazma MAJEWSKIEGO
stają się zaś ośrodkiem, w którym skupiają się rezultaty tych prac.
Wszystkim tym wysiłkom przoduje sam redaktor, nadaje im kie­

261

runek, zbiory zaś, dzięki niemu uzyskują charakter usystematyzo­
wany i muzealny. Ta wytężona praca doznaje przeszkody w okresie
-ewolucji 1905 r. Ciężkie przejścia moralne i nadmierny wysiłek,
trwający przez lata bez wytchnienia, zużywają siły ś. p. MAJEW­
SKIEGO, który zapada wówczas po raz pierwszy na serce tak po­
ważnie, że lekarze nakazują mu zmienić tryb podwójnego dotych­
czas życia. Uczony musi opuścić fabrykę i cddaje się już odtąd
całkowicie i wyłącznie nauce i swym zbiorom.
Obszerne mieszkanie na Złotej nie może już wystarczyć na
gromadzące się coraz więcej skarby. Pomieszczenia użycza gmach
Zachęty Sztuk Pięknych i tam w wielkiej sali parterowej zbiory
te, naukowo usystematyzowane, po raz pierwszy wystawiono na
widok publiczny. W tej pierwszej publicznej wystawie przedsta­
wiono już całokształt czasów przeddziejowych Polski, od czasów
najdawniejszych aż do początku czasów historycznych. W ten
sposób Polska zyskuje pierwsze muzeum przedhistoryczne, które
s'^ym układem daje przegląd całości naszej prehistorji, będąc nie­
wyczerpaną skarbnicą studjów dla uczonego, dla laika zaś źródłem,
z którego może zapoznać się z rodzimą przeddziejową przeszłością,
dotąd dla polskiego ogółu całkowicie nieznaną i obcą. Staranna
wystawa stwarza nadto całość miłą pod względem estetycznym,
budzącą w zwiedzającym podziw i szacunek dla rodzimej przed­
historycznej przeszłości. Tylko ten, kto zna pracę muzealną, wie,
ile trudu włożyć trzeba w zbiór, liczący wówczas około dwadzieścia
tysięcy okazów, by stworzyć zeń muzealną całość; jakich wreszcie
potrzeba środków materjalnych na odpowiednie pomieszczenie w wi­
trynach i szafach. Przypomnieć zaś należy, że olbrzymia większość
zabytków, tc wynik własnych poszukiwań i badań- E. MAJEWSKIEGO;
stąd stworzone dzieło, jako twór jednego człowieka, swym ogromem
musi budzić najgłębszy podziw. Rozpoczęta praca jednak nie spo­
czywa i muzeum, będąc publicznem, wchodzi w howy, bujny okres
swego rozwoju.
Postępująca choroba serca utrudnia jednak coraz bardziej
znakomitemu prehistorykowi osobiste prowadzenie badań w terenie.
Więc zgrupowanym koło „Swiatowita“ młodym współpracownikom,
redaktor daje wskazówki, uczy pracy naukowej i umożliwia pro­
wadzenie badań.
Tu niech mi będzie wolno przejść do wspomnień osobistych
Ś. p. E. MAJEWSKIEMU zawdzięczam bowiem skierowani mnie na
Lud. T. XXI.

18

262

drogę naukową w dziedzinie, prehistorji. On pierwszy wprowadził
mnie w tę naukę i pierwszy dał możność pracy. Za jego wska­
zówkami i pod jego dyrektywą prowadziłem pierwsze swe badania
i pisałem pierwsze sprawozdania z tych prac w „Swiatowicie“.
Podobnie jak mnie i innych początkujących młodych adeptów
prehistorji przygarniał do siebie E. MAJEWSKI, tworząc w ten spo­
sób znowu sam, bez uniwersytetu i bez katedry pierwszą w Polsce
szkołę prehistoiyczną. Rok rocznie wyjeżdżało z ramienia muzeum
paru młodych pracowników na badania w terena ucząc się tam
praktycznie, a po powrocie pod kierunkiem Erazma MAJEWSKIEGO
opracowywało zdobyty materjał w formie sprawozdań „Światowita“.
Muzeum zyskuje przez to teraz stały przypływ nowych materjałów,
a sam redaktor zwraca się bardziej ku pracom syntetycznym. Uka­
zują się studja o ornamencie falistym w ceramice przeddziejowej,
0 kurhanach barwionych świata nadczarnomorskiego, o hipotezie
Kossinny i w. i. Żywy i niestrudzony umysł idzie jednak dalej
1 szuka syntezy szerszej jak ta, którą mu dac mogła jedna tylko
nauka. Zaczyna wmyślać się w istotę cywilizacji i człowieka jako
jej dzieła. W tej dziedzinie ś. p. Erazm MAJEWSKI otwiera nową
kartę swojego życia, kartę filozofa i socjologa.
Ale przejdźmy do końca dzieje tego niezwykłego człowieka
w zakresie najbliższej jego specjalności, t. j. w prehistorji. Od r.
1908—1916 muzeum jego znajduje się w gmachu Sztuk pięknych.
Nieustanne badania gromadzą coraz to nowy materjał, który zwolna
przepełnia dotychczasowy lokal. Twórca zbiorów podejmuje więc
myśl zbudowania własnego gmachu, któryby dał muzeum trwałe
pomieszczenie. Wojna światowa kładzie jednak tamę temu przed­
sięwzięciu. Również wydawnictwo „Światowita“, który wychodził
stale od 1899 do 1914 r., zostaje przerwane na tomie XI, a wa­
runki wydawnicze nie pozwoliły już na ukazanie się dalszych tomów.
Wojna przerywa też na czas pewien pracę w muzeum i dopiero
w r. 1916 odżywa ona na nowo. W Warszawie tworzyć się zaczyna
w tym czasie miejskie Muzeum narodowe, a na ten cel przezna­
czono gmach na ul. Podwale nr. 14. Ś. p. Erazm MAJEWSKI
wchodzi w porozumienie z miastem i otrzymuje dla swego mu­
zeum pomieszczenie w pięciu parterowych salach tego gmachu.
Tu przechodzi także jego bibljoteka prehistoryczaa. Na nowera
miejscu muzeum zostaje pohownie przegrupowane według grup
chronologicznych i kulturalnych, liczba zaś skatalogowanych oka­

263

zów osiąga liczbę 30.000. W tej nowej formie muzeum daje całkowity
obraz polskiej prehistorji. Dla publiczności nie stoi jednak otworem,
a uniemożliwiają to najróżnorodniejsze przeszkody zatruwające
niemało życie jego kierownikowi. Wypadki wojenne, przekreślając
projekty budowy własnego gmachu, wyłoniły sprawę oddania
muzeum na własność jednej z polskich instytucyj. S. p. Erazm
MAJEWSKI okazuje tu uzasadnioną ostrożność, strzegąc, by cha­
rakter dzieła jego 'rycia nie został zmieniony, a sama praca za­
przepaszczona. Nieustalone stosunki polityczne wpływają ujemnie
na powzięcie ostatecznej decyzji. O losie swego muzeum decy­
dował też dopiero na dwa lata przed śmiercią, oddając je Towa­
rzystwu Naukowemu w Warszawie, którego był długoletnim człon­
kiem oraz wiceprezesem. Muzeum z Podwala przeniesiono do
pałacu Staszyca, nie doczekało się ono jednak dotychczas po­
nownego ustawienia i ciągle jeszcze trwa w stanie prowizorjum.
Wskrzeszenie państwa polskiego, otwierając dla wszystkich
dziedzin życia nowe horyzonty, otworzyło również dla prehistorji
możliwości, jakich dotąd nie było i być nie mogło. Uniwersytet
w arszawski powołuje E. MAJEWSKIEGO na zwyczajnego profesora
prehistorji, dając mu w ten sposób pierwsze w życiu zadość­
uczynienie za jego zasługi naukowe. Organizujące się zaś grono
konserwatorów zabytków przedhistorycznych przy ministerstwie
W. R. i O. P. wybiera go na pierwszego swego prezesa. Nie
było jednak dane strudzonemu już wówczas badaczowi rozwinąć
swej działalności w tych nowych warunkach i spożytkować swą
wiedzę i doświadczenie. Ciężka choroba przykuła go do fotelu
i nie pozwoliła już stanąć na katedrze. Niemniej do ostatniej
chwili życia prowadził swą pracę naukową, która w ostatnich
piętnastu latach jego życia szła w kierunku rozjaśnienia problemu
cywilizacji; wynikiem tej pracy było dzieło p. t. „Nauka o cywi­
lizacji“, którego trzy tomy ukazały się między r. 1908—1914,
czwarty zaś tom, będący pewnego rodzaju zamknięciem tych studjów, wielokrotnie przerabiany i udoskonalany był przedmiotem
pracy ś. p. Erazma MAJEWSKIEGO do ostatniej chwili jego życia.
Różne dziedziny wiedzy, nad któremi pracował, oraz rozległe
doświadczenie życiowe, postanawia zamknąć w dziele poświęconem problemowi cywilizacji. Dzieło to rozpoczyna książka p. t.
„Nauka o cywilizacji. Prolegomena“ 1908. Myśli tu zapoczątkowane rozwija dalej w drugim tomie tegoż dzieła p. t. „Teorja
18*

264

człowieka i cywilizacji“ 1911. Całemu dziełu przyświeca myśl, że
jest w strukturze całego świata jedność prowadząca od zjawisk
przyrody nieorganicznej do zjawisk społecznych poprzez te, którých widownią jest organizm zwierzęcy. S. p. E. MAJEWSKI staje
też przez „Naukę o cywilizacji“ w szeregu filozofów monistycznych, a jego dzieło, jak pisze L. GUMPLOWICZ, jest „jedną z naj­
świetniejszych prób takich i przyniesie socjologji monistycznej
wielkie korzyści“. Już w pierwszym tomie przeprowadza orygi­
nalny myśliciel szczegółowo dowód analogji, jaka zachodzi mię­
dzy społeczeństwem i organizmem i wskazuje na mowę ludzką*
jako na czynnik łączący ludzi w społeczeństwo, które jest ca­
łością indywidualną i żyjącą oraz jednojęzyczną czyli narodową.
Uzasadnia nadto, dzięki jakim szczęśliwym warunkom z całegc
świata zwierzęcego jeden człowiek stał się właśnie istotą mówiącą
a więc społeczną. W drugim tomie następuje dalszy rozwój tez
wyłożonych lub naszkicowanych w „Prolegomenach“. Człowiek,
według wywodów MAJEWSKIEGO nie leży na przedłużeniu linji
rozwojowej zwierząt. Na linji tej leży tylko praczłowiek, w sto­
sunku do niego człowiek posiada pewne plus, nie będące już
zwykłym dodatkiem ewolucyjnym. Owego plus nie należy szukać
w ukształtowaniu specjalnem aparatu psychicznego, aparat ten
bowiem był równie doskonały u zwierząt wyższych jak u pra­
człowieka. A nawę1 psychika człowieka dzisiejszego nie posiada
ani więcej składników ani innych niż zwierzęca. Jest tylko więcej
skomplikowana. Wedle dalszych wywodów owem plus, które
uczyniło człowieka jakościowo nie do porównania ze zwierzęciem,
jest jedynie te, że praczłowiek rozwinął sygnalizację dźwiękową
czyli mowę jako znakomite narzędzie wzajemnego oddziaływania.
Mówię, więc jestem człowiekiem — tak można stwierdzić teorję
MAJEWSKIEGO. Mowa nie jest wynikiem rozwoju nadzwierzęcego,
lecz jego przyczyną. Cała niezaprzeczona ludzka wyższość psy­
chiczna płynie stąd, że dzięki mowie dopiero rozwinął się tak
nieporównanie mózg człowieka. A więc nie rozwój mózgu spra­
wił, że człowiek mówi, lecz dlatego, że ludzie mówią, mózgi ich
się rozwinęły.
Konsekwencje socjologiczne tego stanowiska są bardzo
ważne. Mewa jest bowiem pomiędzy ludźmi łącznikiem, dzięki
któremu wytwarza się to, co nazywamy cywilizacją, będącą sumą
zebranych i dzięki mowie przechowanych doświadczeń długich

265

pokoleń. Noworodek nie wstępuje w życie ściśle jako indywi­
duum, lecz jako część społeczności jednojęzycznej czyli narodo­
wej, która nietylko swą teraźniejszością ale i całą u ^uronioną
przeszłość ą ciąży nad jego rozwojem. Ostatecznie więc człowie­
czeństwo płynie z uspołecznienia. Nie można przeto badać społe­
czeństwa poprzez człowieka, lecz wręcz przeciwnie należy badać
człowieka poprzez społeczeństwa. Zwierzę może być traktowane
jednostkowo, jako całość skończona w sobie; człowiek jest tylko
fragmentem i dopiero całość społeczna, do której należy, nadaje
mu jakość, to też jedynie w związku z tą całością można go roz­
patrywać ,
Tezy ś. p. E. MAJEWSKIEGO znalazły szeroki odgłos w ko­
łach socjologów i filozofów, a książka jego w wydaniu francuskiem
znalazła szerokie uznanie zagranicą. Wniósł on bowiem do badań
socjologicznych i do baaań nad kulturą i cywilizacją nowy spo­
sób ujmowania tych zjawisk, który , wydać jeszcze może wielkie
rezultaty, staw ając już dziś autora „Nauki o cywilizacji“ w rzę­
dzie najwybitniejszych umysłów współczesnych. On sam też za­
stosował ten nowy sposób ujmowania zjawisk socjologicznych do
zagadnień ekonomicznych i dał nam w swem ostatniem dziele
p. t. „Kapitał“ nowe ujęcie wartości oraz nową ocenę źródła
kapitału, które widzi w dobrach nagromadzonych w cywilizacji,
dając przez to w rozwinięciu nowe ujęcie zjawisk ekonomicznych.
W ś. p. Erazmie. MAJEWSKIM śmierć zabrała uczonego nie­
pospolitego umysłu, który zawsze patrzał na zjawiska, starając się
je uogólnić, widział zawsze dalekie horyzonty, a w swej pracy
szedł drogą najczęściej zupełnie nową a w każdym razie nieutartą, będąc zwłaszcza w swych pracach socjologicznych nawskróś narodowym myślicielem. Straciliśmy człowieka, który
w. niepomiernie ciężkich warunkach życia naukowego Warszawy,
w czasach niewoli, umiał swą pracą przeorywać najbardziej od­
łogiem leżące niwy polskiej nauki i tam wszędzie, gdzie dostrze­
gał największe brak', pozostawiał nam trwały a często olbrzymi
dorobek swego wysiłku.
Musimy stanąć onieśmieleni Wobec ogromu trudu, dokona­
nego przez tego badacza. Praca była tak wielka i tak wszech­
stronna, że wprost niepodobna jej w całości ogarnąć. Przeto
szkicu niniejszego nie należy uważać za charakterystykę całej tej

266

tak potężnej działalności, lecz jedynie za wyraz podziwu dla czło­
wieka, który umiał tego wszystkiego dokonać.
Lwów, 1923.
LEON KOZŁOWSKI.

t Szymon Matusiak.
Z prawdziwym żalem żegnamy szczególnie swych najbliż­
szych; zarówno związanych z numi węzłami rodzinnemi, jak też
spokrewnionych duchowo przez wspólne ukochanie pewnej idei.
Zal tern większy , gdy nieubłagana śmierć oddziela nas od takiego
zapaleńca w urzeczywistnianiu swych naukowych umiłowań, jakim
był ś. p. Szymon MATUSIAK.
Prace ś. p. MATUSIAKA wypełniły wiele ważnych kart w dzie­
jach etnografji polskiej, których znaczenie zdołamy ocenić dopiero
po latach, gdy ktoś przedstawi całość rozwoju badań etnologicz­
nych w Polsce. Już dziś jednak możemy dokładnie zauważyć, jak
bardzo wszechstronna była ta działalność i jak uwzględniała różne
sfery kultury duchowej ludu polskiego.
Ś. p. Szymon MATUSIAK, ur. 26 października w r. 1854 we
wsi Stalach wśród Lasowiaków, w puszczy sandomierskiej, po
studiach w Uniwersytecie jagiellońskim poświęcił się pracy peda­
gogicznej. W r. 1884 został nauczycielem w gimnazjum św, Anny
w Krakowie, a następnie w r. 1888 w Bochni, gdzie później pełnił też
obowiązki inspektora szkół ludowych. W r. 1893 wrócił do Kra­
kowa, jako profesor seminarjum nauczycielskiego żeńskiego, w r.
1899 został dyrektorem seminarjum w Krośnie, a wreszcie w r.
1905 uzyskał mianowanie na inspektora szkół miejskich we Lwo­
wie i w tem mieście jako emerytowany radca szkolny przeżył
ostatnie dni swego niestrudzonego żywota. Zmarł nagle 31 pa­
ździernika 1922 r. w drodze ze Lwowa do Dzikowa, na stacji
Rozwadów, a spoczął na cmentarzu łyczakowskim we Lwowie.
Nie poprzestawał na swych zajęciach zawodowych, lecz od
wczesnej młodości rozpoczął żywą działalność na polu lingwi­
styki, historj1’ literatur]' i etnografji. Spuścizna naukowa ś. p.
zmarłego jest zbyt obfita, by w krótkiem wspomnieniu można ją
dokładniej omówić, a choćby nawet tytuły dzieł wymienić. Z naj­
ważniejszych zasługuje np. na podkreślenie niezmiernie cenne stu-

267

djum djaiektologiczne wydane w r. 1880 p. t. „Gwara iasowska
w okolicy Tarnobrzega“. Obok nie; rnaią też znaczenie prace ję­
zykoznawcze jak: „O niektórych zjawiskach języka polskiego“
(Sprawozdanie gimn. 1 w Krakowie z r. 1885); „Rozbiory z za­
kresu języka polskiego“ (w „Muzeum“ lwowskiem 1886), szkice
p. t. „Olsza czy Olza" (Lud. T. 14) i „Wieliczka i Bochnia“
(Lud. T. 15j, oraz studjum typu więcej pedagogicznego p. t. „Wy­
kaz form gramatycznych języka staropolskiego“, wreszcie ostatnia
praca p. t. „Z dziejów naszego języka i naszej kultury“ (1922).
Ze szczególnym jednak zapałem zwrócił się Sz. MATUSIAK do
prac z dziedziny etnografji polskiej, oraz tak ważnych dla niej ba­
dań nad mitologją i mitycznem zaraniem dziejów Polski. Wiele
oryginalnych pomysłów w tym kierunku przedstawił w pracach:
„Jakie ludy mieszkały przy ujściu Wisły ?“ (Wisła 1883); „O Pia­
ście" (Lud 1902); „Lech czy Lęch“ (Lud 1904); „Co myśleć
0 Kraku“ (Lud 1908); „Olimp polski podług Długosza“ (Lud
1908); „Święty i przeklęty“ (Lud 1908); „Tria Idola na Łysej gó­
rze“ (Lud 1908); „Piorun i Perkun“ (Lud 1908). Badaniom nad
ludem polskim poświęcił specjalnie prace jak: „Nasze kwiaty
polne“ (Przegląd Akademicki 1881); „Aus dem Munde der Sandomirer Waldbewohner“ (Archiv f. slav. Philol. 1881, T. IV);
„Historia polska w opowiadaniach ludu“ (Przegląd polski. Kraków
1881); „Wesele stalowskie“ (Ateneum 1881); „Das Volksleben in
Polen“(wwyd. „Die oesterreichische-ungarische Monarchie in Wort
und Bild“); „Sobótka“ (Lud 1907); „Dlaczego zajmujemy się
ludoznawstwem“ (Lud 1908), „Gdzie niegdyś były u nas cisy
1 modrzewie“ (Ziemia 1910), „Soboty i sobótki“ (Ziemia 1911),
„Wiano i posag“ (Ziemia 1912), „Wieszczba i źreb“ (Lud 1912),
„Nasza drużyna weselna“ (Ziemia 1913), i t. d.
Wśród prac z zakresu historji literatury zasługuje na pod­
kreślenie dzieło „O Dziadach Mickiewicza“ (Lwów 1903). Prócz
tego rozrzucił też wiele innych artykułów i sprawozdań z różnych
dzieł w „Przeglądzie polskim“, „Przeglądzie powszechnym“, „Mu­
zeum“ i „Ludzie“. Redagował też liczne czasopisma; jeszcze za
czasów studenckich w latach 1880—1881 kierował „Przeglądem
akademickim“, następnie wydawał „Krakusa, ilustrowany ty­
godnik ludowy“, w którym pomieścił bardzo wiele utworów pi­
sanych z wielką umiejętnością dla ludu, a wreszcie w r. 1908
został redaktorem „Ludu“ i starał się włożyć możliwie wiele

268

energji w kierownictwo tem pismem, aż mu słabnące zdrowie nie
dozwoliło dalsze; intensywnej pracy.
Prócz tych prac nauczycielskich i naukowych działał też
wiele w kierunku społecznym na polu oświaty ludowej, organi­
zował towarzystwa nauczycielskie, zakładał bursy i internaty
szkolne i t. d.
Działalność naukowa ś. p. Szymona MATUSIAKA dała etno­
grafii polskiej wiele cennych wskazań, które długo zachowają
trwałą wartość. Oczywiście szybki rozwój badań w tej dziedzinie
wiele wyników sprostuje, może nawet obali, ale to zasługi wiel­
kiego pracownika w niczem nie umniejsza. Czemże bowiem jest
wiedza, jak nie owem ciągiem prostowaniem omyłek, tem nieustannem dążeniem przez manowce ku prawdzie. A zwłaszcza
jego wielką zasługą zostanie ten zupełnie nowoczesny sposób
pojmowania swych umiłowań. W odczycie wygłoszonym na WaJnem Zebraniu Towarzystwa Ludoznawczego dnia 30 marca 1908 r.
bardzo trafnie uzasadnił konieczność zajmowania się ludoznawstwem. Pojął z tak przenikliwą bystrością, że lud wciela w sobie
najistotniejsze cechy narodowe i zachowuje najdłużej czystość
plemienną narodu, przeto lud jako tę ważną podstawę narodu
musi poznać cały naród. Wyjaśnił zupełnie właściwie zadanie ludoznawstwa, które przez opracowywanie twórczości ludowej ma
znajomość narodowych pamiątek rozszerzyć, pogłębić, uprzy­
stępnić i uczynić źródłem życia narodowego. Ten szlachetny
i tak z życiem związany sposób pojmowania zadań ludoznawstwa
starał się też wpoić w społeczeństwo, swój ogień w drugich chciał
przelać ; przy schyłku dni swych mógł mieć tę pociechę, że prze­
konania te poczęły się utrwalać, nie wątpiono już o wielkiej wa­
dze baaań etnograficznych w Polsce, i wierzono, że przez pozna­
nie kultury ludowej uwypuklają się w całej pełni rysy kultury
narodowej.
Więc nietylko Towarzystwo Ludoznawcze we Lwowie, ale
wogóle etnologja polska poniosła przez śmierć ś. p. MATUSIAKA
niepowetowaną szkodę. Ubył jeden z bardzo poważnych pracowni­
ków na tej niwie, który posiadał nietylko umiejętność naukowego
opracowywania umiłowanych przez się zagadnień, ale też umiał
wskazać w tej pracy naukowej wartości ogólne dla całego narodu.
Lwów, 1923.

ADAM FISCHER.

269
Tydzień Etnologji Religijnej 1922 (Semaine ď Ethnologie reli­
gieuse). W r. 1912 zorganizowali w Lowanjun (w Belgji) przedstawiciele
wszystkich niemal zakonów i kongregacyj oraz liczni uczeni katoliccy
calegc świata „Tydzień Etnologji religijnej“ (Semaine ď Ethno­
logie religieuse), którego protektorat obiął Jego Eminencja Ks. Kardynał
Mercier. Przed wojna odbyły się dwa kursy T. E. R., wojna wszech­
światowa przeszkodziła dalszej pracy.
W roku 1922 wznowiono T. E. R. urządzając kurs od 6 do 14
września b. r. w Tilburgu (w Holandji).
Cel tych zjazdów katolickich uczonych jest trojaki :
1. Wprowadzenie uczestników w naukowo-techniczną stronę badań
nad religjami niechrześcijańskiemi, stanowiącemi bardzo ważny przedmiot
ogólnej nauki porównawczej o religjach i jej nauk pomocniczych.
Kurs w r. 1922 zajął się w części ogólnej zasadniczemi za­
gadnieniami historji i metodyki tej nauki oraz etnologji, socjologji,
lingwistyki, psychologji i prehistorji; w części specjalnej omówił
w 12 wykładach, wygłoszonych przez znaKomitych uczonych-specjalistów
różnych krajów, ważne zagadnienie ofiary w religji, a w 14 wykładach
o równym poziomie naukowym kwestję misterjów u narodów staro­
żytnych oraz obrządków inicjalnych i związków tajnych u narodów nie­
kulturalnych.
2. Inicjatywa i wskazówki do badań nad religjami niechrześci­
jańskiemi u odnośnyeh narodów i do naukowego opracowania zebranego
już materjału.
Ten cel aktywny na zjeździe 1922 r. przedewszystkiem uwzględniono
przez wskazanie zadań najwięcej naglących i wydajnych.
3. Wszystkim uczonym katolikom, interesującym się temi kwestjami,
chciał T. E. Ř. dać okazję do wymiany zdań i do łączenia się ze sobą,
ponieważ długi okres wojny wszechświatowej pozrywał nici łączące
uczonych świata :
T. E. R. urządził w r. 1922 podczas kursu 5 wy kładów codziennie,
prócz tego wykład wieczorny dla szerszych kół.
Wykłady wygłaszano przeważnie po francusku, pozatem po nie­
miecku, angielsku, holendersku.
Szczegół] ile ciekawy był program części ogólnej, w której wygło­
szono następujące wykłady :
1. P. W. Schmidt S. V. D. — Tâches anciennes et nouvelles
de la Semaine. 2. P. H. Pinard S. J. — La "méthode historico-cultu­
relle. 3. P. Ko p p er s S. V. D. — Economie et sociologie des cycles
culturels. 4. P. W. Schmidt S. V. D. — Die sozial. Formen der
Kulturkreise. 5. P. Pinard S. J. — La méthode philologique. 6. P.
Brou S. J. — Ce que les missionnaires ont fait pour T histoire des
religions. 7. Prof. Carnoy. — Langues et cultures des peuples indoeuropéens. 8. Dr. A. Drexel. — Afrika, Vorderasien und die früheste
Vorgeschichte. 9. Prof, de Barandiarán. — La religion des anciens
Basques. 10. Chanoine Bros. — Doctrines sociologiques évolutio"n:stes.

270

11. Prof. Schrijnen. — Gezinsleven en Chrâtendom. 12. P. Lû'Jworsky S. J. — Psycholog. Orientierung der Kultin-historik. 13. P.
Gemelli O. F. M. — Etudes psychologiques sur la prière. 14. Tenże,
Délibération sur les travaux scientifiques à entreprendre. — 15. Prof.
M e n g h i n. — Prähistorische Archäologie und kulturhistorische Methode.
16. Tenże. Délibération sur les recherches et les expéditions à faire.
17. P. Charles S. J. — Fouilles préhistoriques et leur technirue.
(Avec projections).
Na „Tydzień“ przybyło 181 uczestników ze wszystkich stron świata,
a po raz pierwszy wcale liczne było grono Słowian, a mianowicie Polacy,
Czesi, Słoweńcy i Chorwaci. Prof. Sanda z Pragi miał odczyt o ofierze
u Żydów, a prof. Ehrlich z Lubiany o obrzędach inicjacji i związkach
tajnych w Australji. Polskę repiezentowali : Ks. Prof. dr. Wasilkowski
z Włocławka, ks. prof. S. Kowalski z Poznania i ks. dr. Ign. Antonowicz.
Następny „Tydzień“ ma się odbyć w r. 1924.
Wykłady etnograficzne S. Udzieli. W r. 1922 (w okresie wio­
sennym) w sali wykładowej Muzeum przemysłowego w Krakowie przy
ulicy Smoleńskiej miał Seweryn Udziela cykl wykładów publicznych
0 ludzie polskim na témata:
1. Pojęcie, zakres naukowy i znaczenie etnologji, etnografji i folk­
loru. 2. Źródła badań. 3. Granice etnograficzne Polski : rozsiedlenie
się i liczba ludności. 4. Budownictwo ludowe. 5. Odzież i strój ludowy.
6. Sztuka ludowa. 7. Wiedza i wiara ludowa. 8. Zwyczaje ludowe.
9, Pieśń i muzyka ludowa. 10. Baśń i powieść ludowa. 11. ,Etnogra.:pWie polscy.
Oprócz tego w cyklu wykładów „O książce“ wygłosił tenże pre­
legent wykład: „Drzeworyty ludowe“, — a w cyklu wykładów o Shsku
górnym wykład: „Lud polski na Śląsku Górnym“.
Wykład etnograficzny dla instruktorów harcerskich. Dnia 25
lutego 1922 r. w sali wykładowej wyższej Szkoły Lasowej we Lwowie,
wygłosił Dr. Adam bischer dla instruktorów harcerskich wykład p. t.
„Znać: » nie etnologji dla wychowania narodowego“.
Wykłady o sztuce ludowej. W cyklu Powszechnych wykładów
uniwersyteckich w dniach 26, 27 i 28 marca 1923 r. wypowiedział
Dr. Adam Fischer wykłady na temat: „Polska sztuka ludowa“ (z obra­
zami świetlnemi).
Ý Jan Grzegorzewski zmarł dnia 16 listopada 1922 r. we Lwowie
w 77 roku życia. Od wczesnej młodości poświęcał się badaniu Wschodu
1 ludów wschodnich, ich języków i zwyczajów. Pieszo zszedł cały Bałkan,
nadto Arabię, Persję i w. innych krajów. Ogłosił wiele prac naukowych,
przedewszystkiem orjentalistycznych, ale zajmował się też krajoznaw­
stwem i etnografją ; skreślił wiele zajmujących opisów podróży. W ostat­
nich latach mieszkał stale w Haliczu, prowadząc badania nad polskimi
Karaitami. Cześć jego pamięci!

SPRAWOZDANIE KASOWE TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE ZAŁATA 1913-19ZZ.
Zestawienie kasowe za rok 1917.

Dochody
à
_3

Tytuł

i. Pozostałość kasowa z 31. XII.
1916 r.:
a) W kasie gotówką . . .
b) W P. K. O. Wiedeń .
c) Na książeczce Tow. wzaj.
kredytu . ■..................
d) Na książeczce Banku za­
liczkowego ....
Wkładki
członków ....
2.
3. Odsetki od kapitału w P. K. O.

Szczegółowo
kor.

h.

Razem
kor.

h.

1.263 35
130 23
102 67
45 34

1.541 59
1.254 —
4 32

--- ^

ć.
J

Tytuł

Wydatki,
Szczegółowo
kor.

1. Druk wydawnictwa .Lud“
2. Koszta manipul. w P. K. O.
3. Portorja, urgensy i drobne
wydatki,..................
Ł Saldo majątkowe z 31. XII.
1917 r.:
a) W kasie gotówką.
b) W P. K. O. Wiedeń .
c) Na książeczce Tow. wzaj.
kredytu .......................
d) Na książeczce Banku za*
liczkowego ....

h.

Razem
kor.

h.

624 50
12 62
143 67
. 1.305 08
566 03
102 67
45 34

2.799 91

2.019 12
2.799 91


Sprawdzono dnia 23 lutego 1923 r.
Dr. Jan Poratyński.

Dr. W. Rolny.

Dr. Witold Bełza

skarbnik.

271

Dr. K. Badecki.

Lwów, w lutym 1918 r.

Zestawienie kasowe za rok 1918

Dochody.
d

Wy.-łatki.

Tytuł

Szczegółowo
kor.

h.

Razem
kor.

h.

1. Pozostałość kasowa z 31. XII.
1917 r.:
1.305
566

08
03

102

67

45

34

2.019

12

2. Subwencje :
a) Z kasy im. Dra Mianowskiego .
.
b) Minist, oświaty.
3. Wkładki członków ....
4. Dochód ze sprzedaży wydawnictw......................
5. Odsetki od lokaty kapitału .

1.161
500





Sprawdzono dnia 23 lutego 19S13 r
Dr. J. Poratgński.

Tytuł

kor.

h.

Razem
kor.

h.

1. Druk i

-

a) W kasie gotówką
. .
b) W P. K. O. Wiedeń .
c) Na książeczce T,ow. wzaj.
kredytu...........................
d) Na książeczce banku zaliczkowego
....

d
J

Szczeg-ółowo

1.661
805


80

106
5

10
31

4.597

33

broszurowanie wydawnktwa „Lud" .
2. Portorja, urgensy i drobne
wydatki...........................
3. Saldo majątkowe z dniem
31. XII. 1918 r.:
a) W kasie gotówką. . .
b) W P. iC. O. Wiedeń .
c) Na książeczce Tow. wzaj.
kredytu
......................
d) Na książeczce Banku zaliczkoweg-o
e) Na książ. Kasy oszczęd.
1) Na książeczce Książnicy
Polskiej...........................

530
348



102

67

45
2.450

34

50



988

58

81

76

3.526

99

4.597

33

98

~

Lwów, w lutym li119 r.

Dr. W. Rolny.
Dr. Witold Bełza

CN
CN

Dr. K. Badecki,

skarbnik

Zestawienie kasowe za rok 1919.
Dochody.
d

Wydatki.

Tytuł

Szczegółowo
kor.

i. Pozostałość kasowa z 31. XII.
1918 r.:
a) W kasie gotówką. . .
b) W P. K. O. Wiedeń
c) Na książ. wkł. Tow. wzaj.
kredytu ...........................
d) Na książ. wkł. Banku zaliczkowego
....
e) Na książ- wkład. Kasy
oszczędności ....
t) Na książeczce Książnicy
Polskiej......................
2. Subwencje:
a) Gminy miasta Lwowa .
b) Z kasy im. Dra Mianowskiego ...
3. Wkładki członków ....
4. Ze sprzedaży wydawnictw
5. Odsetki od lokaty kapitału .

h.

530
348


98

102

67

45

34

2.450



50



200



898

20

Sprawdzono dnia 23 utego 192!i r.
Dr. J. Poratyński.

Dr. W. Rolny.

Dr, K, Badecki

Razem
kor.

3.526

h.

99

20

1.098
372
336
7


29

5.340

48

d
J

Tytuł

Szczegółowo
kor.

h.

Razem
kor.

h.

1. Druk wydawnictwa „Lud“ .
2. Portorjä, urgensy i drobne

3.130

wydatki...........................
3. Saldo majątkowe z dn. 31. Xłl.
1919 r. : .....
a) W kasie gotówką .
b) W. P. K. O......................
c) Na książ. wkł. Tow. wzaj.
kredytu ...........................
d) Na książ. wkł. Banku zaliczkowego
....
e) Na książ. wkład. Kasy
oszczędności ....
f) Na książ. udział. Książnicy Polskiej
N.

22

74

2.187

74

5.340

48

1.520
355

44
83

102

67

45

34

113

46

50





N.

Lwów, w lutym 1!J20 r.
Dr. Witold Bełza

skarbnik.

'

Zestawienie kasowe za rok 1920,
Dochody.
cL.
J

Wydatki.

Tytuł

Szczegółowo
Mk.

f.

Razem
Mk.

d

i. Pozostałość kasowa z 31. XII.
1919 r.:
a) W kasie ■gotówką
. .
b) W P. K. O.......................
c) Na książ. wkł. Tow. wzaj.
krerîyfu...........................
d) Na książ. wkł. banku zaliczkowego
....
e) Na książ. wkład. Kasy
oszczędności ....
i) Na książ. udział. Książnicy Polskiej ....

1.064
249

29
08

71

85

31

73

79

41

35



2. Subwencje ministerjalne .

.
3. Wkładki członków ....
4. Zć sprzedaży wydawnictw .
5. Odsetki od lokaty kapitału .

Sprawdzono dnia 23 lutego 195 3 r.

274

Dr. Jan Porałyński.

Dr.

Dr. K. Badeclr

W. Rolny.

Tytuł

f.

1.531

36

18.725



21



170



6

60

20.453

96

Szczegółowo
Mk.

f.

Razem
Mk.

f.

1. Druk wydawnictwa „Liid“ .
2. Portorja, urgensy i drobne

5.000

wydatki
....
3. Saldo majątkowe z dn. 31. XII.
1920 r.:
a) W kasie gotówką .
b) W P. K- O.......................
c) Na książ. wkł. Tow. wzaj.
kredytu......................
d) Na książ. wid. Banku
zaliczkowego ....
e)' Na książ. wkład. Kasy
oszczędności ....
f) Na książ. wkł. Banku krajowego
g) Na książ. udział. Książnicy Polskiej ...
'
--------------

254

13

15.199

83

20.453

96

13.786
164

09
95

71

85

31

73

79

41

1.030

80

35



Lwów, w lutym 1S 21 r.
Dr. Adam Fischer.

skarbnik.

Zestawienie kasowe za rok 1921.
Dochody.
d
J

Wydatki.
Szczegółowo

Tytuł

f.

Mk

i. Pozostałość kasowa z dnia
31. XII. 1920 r.:
ja) W kasie gotówką
. .
b) W F. K. O. Warszäwa.
c) Na książ. wkł. 'Iow. wzaj.
kredytu
......................
d) Na książ. wkł. Banku
zaliczkoweg-o ....
e) Na książ. wkład. Kasy
oszczędności................
f) Na książ. udział. Książnicy Polskiej ....
g) Na książ. wkład. Banku
krajowego......................
2. Wkładki członków ....
3. Ze sprzedaży wydawnictw .
4. Odsetki od lokaty kapitału .

13.786
164

09
95

71

85

31

73

79

41

35



1.030

80

Razem
Mk.

d

Szczegółowo

Tytuł

f.

15.199
435
7.330

83


1


78

22.966

61

Mk.
i. Za dublety haftów lud. z Podola
2. Portorja, urgensy i drobne
wydatki......................
3. Saldo majątkowe z dn. 31. XII.
1921 r.:
a) W kasie gotówką
. .
b) W P. K. O. Warszawa
Nr. 143.945 .
c) Na książ. Tow. wzaj.
kred. Nr. 10.104 . .
d) Na książ. Banku zalicz.
Nr. 3.338 ......................
e) Na książ. Kasy oszczęd.
Nr. 139.144, 139.151
i 203.293 ......................
f) Na książ. Książnicy Polskiej Nr. 122 ....
g) Na książ. Banku krajowego Nr. 56.448 . .

f.

Razem
Mk.

f.

2.000

•15.954

09

262

33

71

85

31

73

79

41

35



1.030

80

3.501

40

17.465
22.966

21
61

Lwów, w lutym 1922 r.
Dr. Adam Fischer, skarbnik.
Komisja skootruiąca stwierdza najzupełniejszą zgodność powyższego zestawienia z przedłożonemu alegatami i przedstawia Walnemu Zgromadzeniu
wniosek wyrażenia skarbnikowi absolutorium i wyrażenia mu podziękowania za wzorowe prowadzenie książek kasowych.

We Lwowie, dnia 23 lutego 1923 r.
Dr. J. Poratyński.

Dr. W. Rolny.

Dr. K. Badecki.

Zestawienie kasowe za rok 1922,

Wydatki.

Dochody.
d
J

Szczegółowo

Tytuł

Mk.

i. Pozostałość kasowa z dnia
31. XII. 1921 r.:
a) W kasie gotówką
. .
b) W P. K. O. Warszawa
Nr. 143.945 ....
c) Tow. wzaj. kred. Lwów
Nr. 10.104
....
d) Bank zaliczkowy Lwów
Nr. 3.338 ......................
e) Kasa oszczęd. Nr. 139.144,
139.151 i 203.293 . .
f) Książnica Polska Nr. 122
g) Bank krajowy Lwów
Nr. 56.448
....
2. Wkładki członków ....
3. Subwencje Min. W. R. i O. P.
4. Dochód ze sprzedaży wydawnictw......................
5. Odsetki od lokaty kapitału .

f.

Razem
f.

Mk.

d
J

Szczegółowo
Tytuł

Razem

Mk. ■ 1 f.

1. Druk i ekspedycja wydawnictw
2. Honorarja................................
15.954

09

262

33

71

85

31

73

79
35

41


1.030

80

17.465
67.421
1,350.000

21

15.139
18.293
1,468.318


71
92




3. Portorja, urgensy i drobne wy­
datki
...........................
4. Koszta manipulacji w P. K. O.
5. Saldo majątkowe z dn. 31. XII.
1922 r.:......................
a) W kasie gotówką
. .
b) W P. K. O. Warszawa
Nr. 143.945 . . . .
c) Tow. wzaj. kredytu Lwów
Nr. 10.104
:
d) Bank zaliczkowy Lwów
Nr. 3.338 ......................
e) Kasa oszczęd. Nr. 139.144,
139.151 i 203.293 . .
, f) Książnica Polska Nr. 122
g) Bank krajowy Lwów
Nr. 56.448
...

Mk.

f.

869.683
34.000

36

23.752
152
89.503

55

444.649

91

87

40

48

56

91
15.267

17

1.083

97

!

550.731

56

1,468.318

92

Lwów, w lutym 1923 r.
Dr. Adam Fischer,

vo

rCN

skarbnik.

Komisja skontrująca stwierdza najzupełniejszą zgodność powyższego zestawienia z przedłożonemi alegatami. Saldo majątkowe z dnia 31. Kil.
1922 r. wynosi Mkp. 550.731*56, t. j. pięćset pięćdziesiąt tysięcy siedmset trzydzieści jeden 50/ioo Mkp. Księgi znaleziono we wzorowym porządku.
We Lwowie, dnia 6 kwietnia 1923 r.
Dr. Jan Poratyński.

Dr. Wilhelm Rolny.

Dr. Karol Badecki.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.