4e482c13cf555ecb50f876909324e34c.pdf

Media

Part of Lud, 1914-1918, t. 20

extracted text
w

"-

KWARTALNIK
ETNOGRAFICZNY
© LUD ©
ORGAN TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO
ZAŁOŻONY PRZEZ ANTONIEGO KALINĘ,
POD REDAKCYĄ DR. ADAMA FISCHERA.

TOM XX. — ROK 1914-1918.

WE LWOWIE MCMXIX. □ NAKŁADEM TOWARZYSTWA LUDOZNAW­
CZEGO. □ SKŁAD GŁÓWNY W WARSZAWIE: E. WENDE I SP., KRA­
KOWSKIE PRZEDMIEŚCIE L. 9. 0. DRUKARNIĄ W. A. SZYJKOWSKIEGO.

io
Ofi.c0°f

7

KOMITET REDAKCYJNY „LUDU“ W R. 1918 STANOWILI:
PROF. DR. WILHELM BRUCHNALSKI, PROF. DR. J AN CZE­
KANO WSKI, DR. ADAM FISCHER, PROF. DR. KAZIMIERZ
.................
NITSCH.
-----------

WYDAWNICTWEM

KIEROWAŁ: DR. ADAM FISCHER.

DWUDZIESTY TOM „LUDU" ZAWDZIĘCZA SWE WYJŚCIE
SUBWENCYI KASY POMOCY NAUKOWEJ IMIENIA JÓZEFA
MIANOWSKIEGO, PRZYZNANEJ CZŁONKOWI KOMITETU
REDAKCYJNEGO PROF. JANOWI CZEKANOWSKIEMU.

SKŁADANO I DRUKOWANO W CZASIE BOMBARDOWANIA
LWOWA OD STYCZNIA DO MARCA 1919. DRUKUKOŃCZO- - NO DNIA 1. KWIETNIA 1919 R.

-

SPIS RZECZY.
Str.

Rozprawy.

Gonet Szymon. Gadki z Inwałdu w okolicy Andrychowa . 246
Lem pic ki Zygmunt. Podania o bohaterach
.
.215
Nartowski Wacław. Stan włościański w utworach poety­
ckich pisarzy polskich doby renesansowej ...
1
Sochaniewicz Kazimierz. Stosunki narodowościowowyznaniowe w dyecezyi podlaskiej w roku 1863. .
.271
Szyszkowski Władysław. Pierwiastek ludowy w poezyi
polskiej XV i XVI wieku
.
.
...
.161

Notatki etnologiczne.
f Franciszek Krček. Notatki etnologiczne .
Józef Rafacz. Podejrzenie o czary w Krościenku

Z dziejów zbójców podtatrzańskich

.
.
.

. 293
. 302
. 303

Recenzye i sprawozdania.
Adam Szelągówski. Wici i topory (Aleksander Brückner) 157
Sprawozdanie z czynności Wydziału Towarzystwa ludo­
znawczego we Lwowie za lata 1911—1918.
.
. 311

SOMMAIRE
du volume XX (Année 1914—1918) de la revue ethnogra­
phique „Lud“ („Le Peuple“).
Pag.
I. Études.
Gonet Simon. Contes populaires de Inwałd (Les environs
ď Andrychów)
....... 246
Lem pi c k i Sigismond. Les légendes épiques. Problèmes et
méthodes .
.
.
.
.
.215
Nartowski Ven ce s las. Les paysans dans les oeuvres poéti­
ques des écrivains polonais à 1’ époque dé Renaissance
1
Sochániewicz Casimir. Rapports des nations et des
confessions de la diocèse podlachique en 1863 .
.271
Szyszkowski Ladislas. Élément populaire dans la poésie
polonaise au XV et XVI siècle.
.
.
.
.161
II. Notices ethnologiques.
f François Krček. Fragments éthnologiques .
.
. 293
Joseph Rafacz. Soupçon de la sorcellerie à Krościenko . 302

Sur I’ histoire des brigands montagnards
de Tatra
..... 303

Pag.

III. Comptes rendus et critique.
Adam Szelągowski, Wici i topory (Les bans et les emblèmes
héraldiques). (A.1 Brückner)
.
.
.157
IV. Chronique ď ethnographie.
Revue de 1’ activité de la société de Folklore à Lemberg
(1911-1918)............................................................... 311

CONTENTS
OF THE XX VOLUME.
Pag.

I. Studies.
Gonet Simeon. Popular taies of Inwałd (Environs of An­
drychów)
........ 246
■Lempicki Sigismond.
Heroic epic.
Problems and
methods
.
.
.
.
.
.
.215
Nartowski Venceslas. Peasant stand in the poetical
Works of polish authors in Regeneration epoch
.
1
Sochán i ewicz Casimir. Rapports of nations and confes­
sions in the diocese of Podlasie in 1863 .
.
.271
Szyszkowski Ladisias. Popular element in polish poetry
of XV and XVI Century
.
.161
II. Etnological notes.
f Francis Krček. Etnological fragments .
. 293
Joseph Rafacz. Suspicion of witchery in Krościenko . 302

Something of the Tatra mountain
freehounters history
.
. 303
III. Critics and reviews.
Adam Szelągowski, Wici i topory. (Bans and heraldical emblems)
(A. Brückner)
.
.
.
.157
IV. Scientific Chronicie.
Folklore-Society review for 1911—1918 .
.

.311

WACŁAW NARTOWSKI.

Stan włościański w utworach 4721
.
‘ ' pisarzy
polskich doby renesansowej (XVI wieku).
Zarys studyum historyczno-literackiego.

III.

Lud Jako temat w poezyi renesansowej.
1. Społeczna dola ludu wiejskiego.
Zanim zaczniemy czytać z kart naszych poetów, musimy
najpierw roztworzyć odpowiedni rozdział „Historyi chłopów
w Polsce“, by wniknąć w panujące podówczas stosunki społe­
czno-ekonomiczne. Niestety, historyi takiej do dziś brak1) a bada­
nia, przez Maciejowskiego, Czackiego i Lelewela rozpoczęte, nie
wydały jeszcze dla stworzenia syntezy wystarczających rezulta­
tów; mamy zaledwie okruchy badań monograficznych, niejedno­
krotnie świetnych, ale do całości jeszcze daleko, ponieważ
jednak bez zapoznania się z historyą chłopa w XVI w. nie
możemy należycie zrozumieć naszej literatury pięknej, należy
więc sięgnąć do opracowań szczegółowych i podać przynajmniej
najbardziej podstawowe wiadomości.*2)
*
*
*
ł) Broszura Gorzyckiego p. t. „Historyą chłopów...“ jest tylko
szkicem nie odpowiadającym tytułowi.
2) Rozdział ten oparty na pracach wymienionych na wstępie histo­
ryków, szczególnie O. Balzera, M. Bobrzyńskiego i. St. Kutrzeby.


1

1

Wacław Nartowski.

Stan włościański, jak słusznie podkreślił prof. Balzer,
musiał wszędzie w Europie czekać XIX stulecia, zanim prawa
jego obywatelskie w pełni zostały uznane. Ale ekonomiczne
i prawne położenie włościan polskich jest przecież w porówna­
niu ze stosunkami zagranicznymi niewątpliwie pomyślniejsze.
Jakież było to położenie i jakie czynniki na nie się złożyły?
Kiedy przez powolny, ale ciągle naprzód idący rozwój
dziejowy wyodrębniła się szlachta jako stan przodujący, uprzewilejowany, ludność nierycerska, woini czy niewolni zlewają się
w ciągu XIII wieku w jedną masę ludności, której położenie
było nieraz przykre. Nim jednak te ewolucye dobiegły końca,
zjawił się nowy czynnik : kolonizacya wsi na prawie niemieckiem ; ona zmieniła stosunek osadnictwa do pana. Osadzony
na kawałku gruntu wieśniak stawał się wieczystym czynszownikiem; zobowiązany był do opłaty pewnego stałego, niezbyt
zresztą wysokiego czynszu na rzecz pana; w zamian za to po
spłaceniu czynszu, drobnych danin in natura i wypełnieniu
ewentualnej pańszczyzny1) nie mógł być przez pana, wbrew
swej woli, z gruntu rugowany. Miał więc możność, pracując na
swój własny rachunek, przy zwiększonej intenzywności pracy
gospodarczej (pług żelazny, trój połówka), dorobić się względnego
dostatku i zapewnić byt sobie i swej rodzinie.
Przeniesienie z miejsca na miejsce a nawet opuszczenie
gruntu, acz określone przepisami osobnymi, było rzeczą dopusz
czalną. Osadnicy tworzyli osobną gminę z dziedzicznym na czele,
niezależnym od pana sołtysem, który wraz z dobranymi przez
się ławnikami sprawował władzę sądową. Przeważna jednak
ilość wsi, skolonizowana na prawie polskiem, polskimi osadni­
kami, miała mniej swobodne stanowisko, większe ciężary w robociźnie, zależność od patryarchalnej jurysdykcyi pana, brak samo­
rządu,
stanowisko to było przecież korzystniejsze, aniżeli da­
wniej, bo wskutek podniesienia uprawy, przy określonych cię­
żarach, byt chłopa był znośny.
Ustrój społeczeństwa, wytworzony w drugiej połowie wieków
średnich, to nie równouprawnienie wszystkich wobec prawa,
zasady tej wówczas nie znano, ale stan równowagi, pojętej w tern

’) Robocizna, o ile była zastrzeżona w umowie, wynosiła ledwie
2—4 dni na rok z łanu.

__ 2 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

znaczeniu, że każdy stan miał pewną samodzielność, miał zape­
wnioną potrzebną ochronę, prawne i dane warunki rozwoju
indywidualnego, według maksymy: jeden obok drugiego, ale bez
uszczerbku drugich.
" Pod koniec wieków średnich, w XV wieku zarysuje się
ten misterny gmach organizacyi społecznej, opartej na równo­
wadze i wzajemności świadczeń, a poczyna się okres przewagi
szlachty. Czynnikiem, który dokonywa zmiany istniejącego po­
rządku społecznego, to zmiana warunków bytu. W ciągu XV
wieku pokazują się ślady dążeń nowych, występujących silnie
przy końcu tegoż stulecia i w ciągu wieku XVI.
Dotąd siła majątkowa posiadłości ziemskiej była zależna
od sumy uiszczanych czynszów i danin. Gospodarstwo rolne,
przez samych panów na własną rękę prowadzone t. z. gospo­
darstwo folwarczne, było źródłem podrzędnem dochodów szlach­
cica, zajętego przeważnie rzemiosłem rycerskiem. Teraz zaczyna
się nowy okres. Szlachta przekuwa oręż na lemiesz, gdyż służba
wojskowa traci na uroku i znaczeniu wobec pojawienia się wojsk
zaciężnych (wynalazek prochu). Wojny nie przynoszą korzyści
materyalnych a główny dochód szlachcica w postaci czynszu,
wobec powszechnej redukcyi pieniądza, zmniejsza się w odwrot­
nym stosunku do stopy życia, która podnosi się wskutek roz­
woju handlu i oświaty (podróże do Włoch). Równocześnie
rośnie zapotrzebowanie produktów rolnych ; potrzebuje ich wieś,
której ludność wzrasta, potrzebują jeszcze bardziej wzrastające,
dzięki rozwojowi handlu, miasta.
Dodajmy uzyskanie przez Polskę drogi wodnej, łączącej
ziemie polskie z Zachodem (rezultat pokoju toruńskiego z r.
1466), któremu własna produkcya zaczyna nie wystarczać,
i widok złotych żniw, jakie dawała gospodarka folwarczna, pro­
wadzona na pustkowiach Rusi Czerwonej, a uzyskamy szereg
czynników, które skłoniły szlachtę do podniesienia produkcyi
zboża, zapewniającej znaczne dochody.
Okazuje się potrzeba rozszerzenia gospodarstwa folwar­
cznego, aby jak największą ilość zboża na eksport uzyskać.
O wartości wsi stanowi już obecnie nie ilość opłacanych czyn­
szów, ale ilość skupionych łanów, nadających się do uprawy
zboża. Szlachta nie tylko podnosi czynsze, ale stara się rozsze­
rzyć folwark. Budzi się tendencya do uzyskania jak największych
obszarów rolnych, a także taniego na nich robotnika, bo cze­

Wacław Nartowski.

ladź dawna nie wystarcza. 1 wówczas zauważyła szlachta, że
chłop ma się nie najgorzej dzięki pracy usilnej, którą wytrze­
bione lasy zamienia na niwy urodzajne. Dawnemu szlachcicowi
wystarczały złote ostrogi chwały wojennej, a złote kłosy pozo­
stawiał chętnie trwającemu w ciągłym znoju chłopu. Obecnie
zapragnął szlachcic wczasów i sięgnął po krwawy pot wieśniaka,
co złote wydawał plony. Teraz spostrzegła szlachta zazdrosneni
okiem, że „niektórzy kmiecie, jakby żadnem prawem nie byli
związani, rosną w pychę, w kosztowności i wydatki zbytkowne
i inne rzeczy czynią, które stanowi ich nie przystają“ — jak
głoszą słowa konstytucyi sejmowej z r. 1496. To zrodziło
pańszczyznę.
Istniała wprawdzie już dawniej lekka robocizna, wykony­
wana stosownie do umowy, zawartej przez osiadających kmieci,
ale była nieznaczną, bo panowie jej nie potrzebowali wobec
szczupłych rozmiarów gospodarki folwarcznej. Teraz ze zmianą
gospodarki rozpowszechnia się pod koniec XV wieku system
pańszczyźniany. Dni robocizny rosną, poczyna się ograniczanie
wolności opuszczania wsi, co prawnie zatwierdzają konstytucye
sejmowe w r. 1493, następnie w r. 1496 (Konstytucya Olbrachtowskal, a później szereg innych (1501, 1505, 1510, 1511),
któremi przykuto chłopa do roli (glebae adscriptus)Z motywami tych ustaw drakońskich szlachta się nie kryje,
jak świadczą wyraźnie ustępy w aktach ustawodawczych, w któ­
rych szczerze przyznawano, że „szlachta nie może powiększyć
swego majątku inaczej, jak tylko przez pracę kmieci“, albo, że
„szlachta w braku pracujących kmieci nie znajdzie zaspokojenia
swoich potrzeb“.
Przywiązanego tak do roli chłopa obciąża szlachta corazto cięższą robocizną, wreszcie statuty toruński i bydgoski z r.
1520 postanawiają ogólnie, co niektóre ziemie już wcześniej
u siebie wprowadziły, że chłop z każdego łanu obowiązany jest
odbyć co najmniej jeden dzień pańszczyzny w tygodniu, gdzie
zaś wytworzył się zwyczaj, dalej pod tym względem idący, a więc
dwa lub więcej dni pańszczyzny, zwyczaj ten i nadal ma być
przestrzegany.
Jak ustawa powyższa sankcyonuje zasadę przymusowej,
bezpłatnej robocizny dla pana, tak ustawa z r. 1532, postana­
wiająca, że żadnemu chłopu nie wolno się ruszyć ze wsi bez
zezwolenia pańskiego, niszczy doszczętnie osłabioną już poprze— 4 —

Stan wtościafiski w utworach poetyckich doby renesansowej.

dniemi konstytucyami, zwłaszcza Olbrachtowską z r. 1496, swo­
bodę chłopa.
Mocą statutu wareckiego z r. 1423 wolno było panu sku­
pić lub zmusić do sprzedaży sołtysowstwa sołtysów „nieużyte­
cznych i opornych“. Ustawa ta, dozwalająca swobodną interpretacyę, sprawiła, że wnet zniknęli sołtysowie „buntownicy“,
a funkcye ich sądownicze objęli panowie, dzięki czemu arogowali sobie następnie via facti prawo sądzenia swoich poddanych.
Tak pogrzebana została w gruzach zasady równowagi
społecznej wolność chłopa; został on glebae adscriptus i zdany
na pańską wolę i niewolę, z której mogła go wyzwolić chyba
ucieczka lub łaska pańska.
Odpowiedź na pytanie, czemu przypisać należy, że tak
wielka zmiana obyła się bez poważniejszych rozruchów i nie
wywołała walk, analogicznych do niemieckich wojen chłopskich,
znajdziemy w fakcie, że przewrót ten-dokonał się drogą ewolucyi powolnej. Od r. 1421, w którym jeden ze statutów mazo­
wieckich wprowadza obowiązkową pańszczyznę, do r. 1520
(statuty toruński i bydgoski), tożto całe stulecie; od r. 1423,
w którym statut warecki dał prawną podstawę wywłaszczania
sołtysów, do r. 1563, w którym stwierdzono, że wszystkie
sołtysostwa są na skupie, to 140 lat; od lat 1496 i 1501,
w których usunięto możność pozywania chłopa przed sąd
miejski i grodzki — po przez r. 1518, kiedy król Zygmunt 1.
zrzekł się rozpatrywania skarg chłopskich przeciw panom —
do r. 1573 t. j. stwierdzenia, iż pan jest jedynym i ostatecznym
sędzią dla chłopa a wola pańska we wszystkich sprawach spor­
nych wyłącznie rozstrzygającą, gdyż pan dzierży jurysdykcyę
patryarchalną nad chłopem, a tern samem immanentnie w niej
tkwiące ius vitae ac necis ■— to przeszło pół wieku ; stopniowo
więc, nie gwałtownie odbywał się proces zawarcia chłopa
w kluby poddaństwa, które nie było jednakowe : inne w królewszczyznach, inne w dobrach duchownych, inne we wsiach
szlacheckich.
Mimo wszystko, mimo ciężary nakładane, chłop w wieku
XVI nie był naogół w zupełnie beznadziejnem położeniu, gdyż
fakt, że przeważa wówczas typ gospodarstw półłanowych,
a nawet łanowe nie są rzadkie, powodował, że kmieć mógł
przy intenzywnej pracy wyżyć jako tako. Nadto gromadne zbiegostwo kmieci, przeciw któremu szlachta daremnie drogą pra­
- 5 —

Wacław Nartowski.

wodawczą zabezpieczyć się chciała, zmuszało pana do ograni­
czania wymagań, by nie wywoływać utraty rąk roboczych.
W większości wypadków nie cierpiał wówczas chłop nędzy,
a ciężary pańszczyźniane nie przekraczały jeszcze jego sił, co
nastąpiło w stuleciach następnych.
Już jednak w wieku XVI wieśniak polski jest przykuty do
roli, wyjęty z pod wszelkiej opieki prawa (tylko w dobrach
kościelnych i w królewskich można było wnosić skargi w razie
pokrzywdzenia) tak, że „nie było dla niego żadnego właściwie
prawa“ — iak pisze prof. Balzer *) — „chyba niem nazwiemy
wolę pana. Oddano w ręce pana nieograniczoną dyspozycyę
osobą, majątkiem, życiem chłopa, cóż więc było mu (panu)
jeszcze oddać? Zyskali panowie wszystko, czego pragnąć mogli,...
kwitł handel zbożowy Polski w stuleciu XV, XVI, XVII, ale
ten sukces ekonomiczny trzeba było okupić niewolą całego,
miliony głów liczącego stanu. Nad strasznem zjawiskiem nie­
wiele bolała szlachta polska. „Szlachcic szczycić się może, iż
wiosek i poddanych swoich niejako udzielnym jest monarchą“
pisał z lekkiem sercem moralista XVII wieku, Fredro. Był wię­
cej jak monarchą, był właścicielem“.
Ostatnie słowa prof. Balzera, zawierające stwierdzenie
faktu, że szlachta niewiele bolała nad niewolą ludu, wydaje się
nam przesadną generalizacyą opinii, bądź co bądź niejednolitej,
wszakże prócz Fredry wydał wiek XVII i Starowolskiego
i autora satyry o „opresyi chłopskiej“ Opalińskiego i autora
„Lamentu chłopskiego“ i tylu innych, którzy bynajmniej nie
przechodzili „z lekkiem sercem“ obok niedoli kmiecej.
Jakie były poglądy poetów w tej. sprawie, to w obrębie
XVI wieku wyjaśni studyum niniejsze.

Na wstępie możemy stwierdzić, że większość poetów wieku
złotego znajdzie się wobec dokonanego, a raczej wobec dobie­
gającego końca procesu tworzenia się poddaństwa ludu wiej­
skiego. Okres przejściowy nie znalazł w literaturze odgłosu;
pisarze tej doby, o ile z zachowanych pism wnioskować można,
przemilczeli zupełnie ten przewrót społeczny, czego przyczyny
*) O Balzer, Konstytucya 3 maja. Studya nad historyą prawa pol­
skiego, t. II, str. 318.

6

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

szukać należy w tem, że piśmiennictwo polskie, zwłaszcza świec­
kie, było jeszcze w pieluchach, a nadto, że proces ten, jak
wspomnieliśmy, odbył się drogą ewolucyi powolnej.
Poza konstytucyami sejmowemi jedyny wiersz, satyra na
leniwych chłopów (w. XV) daje świadectwo, że kmiecie „chy­
trze bydlili z pany“, że „wiele się w ich sercu plotło“, gdy
przymuszono ich do daremszczyzny na pańskim łanie, że jak­
byśmy dziś określili, stawiali bierny opór „robiąc silno obłu­
dnie“, gdyż wychodzili późno i pracowali najmniej pod różnymi
pozorami, „chcąc zlichmanić ten dzień wszystek“.
Niezadowolenie szlachty z takiego obrotu sprawy znajduje
wyraz w tej właśnie satyrze, tchnącej niechęcią do opornych
chłopów, a musiało być powszechne, skoro inny, późniejszy
autor rozszerzył znacznie tę skargę na lenistwo chłopskie
i wstawił ustępy, na które niewątpliwie pisałby się autor pier­
wowzoru, uważający pewnie także kmieci za „dziwne stworze­
nie“, w których „żadnego statku nie“, bo prostota ich pozorna,
ale właściwa im raczej chytrość, gdyż „chodzi jako prawy wo­
łek, ale jest chytry pachołek“.
Inne uzupełnienia podadzą jakby komentarz do wyjątko­
wych ustaw, przywiązujących chłopa do ziemi, skoro ten
„chytrszy niźli człowiek iny, nosi rad chybné nowiny“ i żąda
„mieć pana nowego“ a nawet czeladź od pana odwabia, „do
innego ją przywabia“. Nadto skarży się autor, że podarki jak
kury, chłop chce „zapić“ potrójnie, — co wskazuje, że istniał
zwyczaj częstowania chłopów za „pocztę“, — a owies przynosi
zmieszany z plewami. Tyle o kmieciach, a zagrodnicy, to jest
chłopi osadzeni na ogrodach, „też łotrowie“ okradają szlachcica.
Te dwie satyry, zachowane w rękopisach, to jedyne świa­
dectwa „chytrości“, „łotrowstwa“ i „przechernej a sztucznej“
natury chłopskiej wrogo dla pana usposobionego kmiecia, je­
dyne świadectwa zmagania się kmiecia z panem, którego siła
polityczna zgniecie opornych. I zniknie z kart literatury „chytry
kmieć“ a miejsce jego zastąpi kmiotek, kmiotaszek, chłopek,
który będzie budził tylko politowanie i współczucie. Ta małoznaczna napozór zmiana nazw, to świadectwo dokonania się
zupełnej przemiany stosunków społecznych wsi polskiej. Sto­
pnie rozwojowe tego epizodu historycznego zakryła przeszłość,
zostawiając sam łakt. Suche tylko świadectwa konstytucyi sej­
mowych lub inwentarze poszczególnych wsi wskażą etapy
7

Wacław Nartowski.

i kierunek ewolucyi społecznej, — w literaturze pięknej, w poezyi
zabraknie świadectw lub nie zachowają się dla potomności.
Milczenie to trwa do r. 1543, w którym Rej obdarzy pi­
śmiennictwo polskie swą świetną „Rozprawą“. W niej kwestya
włościańska znajduje wyraz dobitny. Wójt, głowa wsi, skarży
się na kmiecą niewolę, zachęcony łaskawemi słowy pana, który
przejąwszy się nowinkami, spiera się z plebanem. Narzekania
na nadużycia duchowieństwa, którym pan przytakuje, ośmielają
chłopa do wypowiedzenia żalów nad niedolą kmiecą. 1 żali się
wójt, że każdy „ubogiego kmiecia ćwiczy“ a „prostym zewsząd
nędza...“ „nam chudym prostaczkom zewsząd cirpieć niebora­
kom“; poczem wylicza ciężary na chłopów nałożone1):
„— — jako Marcin2) nastanie.
Snadnie wnet szczkawka ustanie,
Dajże czynsz, dajże kokoszy
Dajże sep, sery, gęś, jajca
Mniema, żem ten rok panem był,
To w niwecz, com się narobił“.

W dalszym ciągu narzeka wójt, że musi dać i owies, że
„wina“ (t. ]. kara) spotyka go o byle co :
„Bo tam snadnie o niezgodę,
Często baran mąci wodę.
Bo jako się tego ustrzedz
A co sobie ma prostak rzec?
Azać on w prawie ćwiczy?“
a każdy pan nad chłopem:
„urzędnik, wójt, sołtys, pleban,...
Temu daj gęś, temu kokosz“.

Jak widzimy, wójt nie przepomni swojej osoby, lecz siebie
także wymieni pośród tych, co nad chłopem starszują i ciągną
zeń zyski. Pana obwini, że trapi poddanych nadzwyczajnemi
robociznami t. z. tłokami, na które chłop rzekomo z własnej
woli miał iść, spodziewając się poczęstunku s).* 2 3
') L. c. str. 27-9.
2) W dzień św. Marcina składano czynsze. (Wizerunek, IV., 513).
3) Przy tłokach przyjmował pan chlebem i piwem. (Pawiński, Pol­
ska XVI. w.).

8

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.
„A przedsię na tłokę robić
Czasem proszą, czasem chcą bić“.

Widocznie jednak tłoki nie zawsze były wypływem dobrej
woli chłopów, bo lubujący się w kalamburach poeta doda:
„Sprawnie ją nazwali tłoką,
Bo tam czasem i grzbiet sztuką“ [raczej stłuką].

Następnie skarży się wójt na podatki t. z. pobory, wierdunki, które bezwzględnie egzekwują od chłopów:
„A nie daszli, wezmą ciążą, Ł)
Abo cię samego zwiążą,
By więc i dzieci zastawić,
Musisz się dusznie 2) wyprawić“.

Podejrzliwy wójt przypuszcza, że nie wszystkie pieniądze
dochodzą do kas, gdyż poborca, co miał domek odarty, ma
wnet i komin murowany, ale to nie jego sprawa, więc, choć
go doszły rozmaite wieści, po chłopsku powiada:
„Ale snadź co nam do tego,
Niechaj patrzy każdy swego,
Niechaj oni co chcą czynią,
Kiedy ja mam kwitacyją!“ 3)

Wreszcie jakby uprzedzając zarzut, że chłopi nie ponoszą
ciężaru służby wojskowej, wywodzi, że i „nasi“ płużą (oddają
usługi), bo spiżują wozy: dają rydle, siekiery, powrozy, sery,
krupy, składają podatek na żołnierze, co potem, zamiast zabez­
pieczyć pokój, łupią tychże kmiotków :
„Niedługo panował chłopek;
Wrzeszczy baran, leci snopek,
A jestli nie pomoże Bóg,
I jałochnie wziąć pewno w róg“ *4).2 3

Nie darują i kokoszy — czego świadectwem trwałem na­
zwa wojny kokoszej ; wobec wszystkiego zachowuje wójt pra­
wdziwie chłopską wyrozumiałość i rezygnacyę :
„Zaż to nowina na świecie
Iż kto kogo może, gniecie“ 5).
') ciążą = karą.
2) dusznie = duchem, szybko.
3) I. c. str. 29.
*) Tamże str. 30, w. 865 8.
") Tamże str- 30, w. 869—70.

9

Wacław Nartowski.

Stan prawny włościan określają wiersze 957—960J).
„Wszystko nájmem dzierżemy“ opowiada wójt, stąd i bez po­
zwu można chłopa usunąć: „Wnet wypadaj, kiedyć każą“. Więc
kiedy chcą, to chłopa wywłaszczą i z „dzierżenia wybiją“.
Nic dziwnego, że drugi „rozmówca“, pan, zgani wójta, iż
za głęboko zabrnął i „barzo na szrot puścił mowę“ i radzi
mu, by się „nie ochynął“ (narażał na niebezpieczeństwo"!,
sam jednak uznaje zło, wynikłe ze zbytku w ubiorach, który
powoduje ucisk kmiotków:
— — Owy stradyotki *2)
Toć dziś barzo gnębią kmiotki.
Drugi więc się z wioską mija,
Rozwiodła go z nią delija“.

Streściliśmy tu obszernie wywody wójta,' które są pierwszą
znaną nam skargą na ucisk kmiecy, przybraną w formę wier­
sza. Rejestr żalów chłopa jest tak zupełny, że późniejsze nie­
wiele dodadzą. Różne skargi na niedolę kmiecą przekaże lite­
ratura, inni autorowie wnikną może głębiej w ocenę faktu,
żaden jednak nie przedstawi losu kmiecego z takim naturali­
zmem, z taką prawdą, wykluczającą niedowierzanie, jak Rej;
czytelnik doznaje wrażenia bezpośredniości, może dzięki formie
dyalogowej a jeszcze bardziej wskutek tonu i języka, tak mało
odbiegającego od mowy chłopskiej, z której poeta, osłuchany
z mową ludu, przejął wiele zwrotów i wyrażeń.
W „Wizerunku“ napomknie Rej także o kmiotkach, po­
wtarzając ogólne skargi, a nadto poda nowy przykład, jak nizko
ceniono chłopa, skoro urazy sąsiedzkie na jego skórze wyró­
wnywano.
„Więc jedno nędzne kmiotki między sobą męczą;
Chociaj naszy wygrali, owi przedsię jęczą.
Bo kiedy pan wojuje, już daj, chłopie, kury,
Byś już je wierę miał wyłupić i skóry ;
’) Tamże str. 33, w. 957—60.
„Bo wszytko nájmem dzierżemy
Jedno, iż tak nie baczymy;
Wnet wypadaj, kiedyć każą,
Bo wnet bez pozwu wszytko sskażą“.
2) L. c., str. 57, w. 1757—60 — stradyotka = krótka szata

— 10 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej
Dajże owies, daj siano a biegaj po piwo,
Bo już więc tam szynkuje, by w karczmie, co żywo,
Aleć mu ich ja stłukę aż do dziesiątego.
A cóż ci krzyw nędzniczek, przecz nie bijesz pana ?
Otóż masz sprawiedliwość“...1)

Na innetn miejscu „Wizerunku“ oskarża Rej szlachtę o roz­
rzutność i marnotrawienie dorobku pracy chłopa:12)
„Owo co przez cały rok wyrobią chłopi,
To on za jeden tydzień wszystko w brzuch zatopi“.

Refleks stosunków pańszczyźnianych znajdziemy również
w dyalogach Wita Korczewskiego. Pleban w drugiej rozmowie
wymienia, gdy zakwestyonowano jego prawo do dziesięcin, cię­
żary i daniny, które składali chłopi na rzecz panów. Ustęp ten
charakterystyczny przytoczymy w całości :
„Ale jako miły panie!
Zaż wy też to ominiecie,
Co wam winni dawać kmiecie :
Kury, jajca, rolne czynsze
I k’temu podatki insze?
A kiedy czynicie wiece.
A przyniosą pocztę kmiecie,

Zaż nie mówicie do sługi,
Który popisuje długi :
„Odbierz to, bracie, od kmieci
A pisz, którzy nie przynieśli,
Nauczeć ja pany chłopy
Chodzić na wiece bez poczty !“ 3)

Chłopi także musieli przygotowywać siana i owsy na uży­
tek pana, gdy zjeżdżał do wsi na chwilowy pobyt, o czem
świadczy inny ustęp4).
Wystawny i zbytkowny tryb życia szlachty, którego koszta
pokrywał rad nie rad chłop, karcił nie tylko Rej, ale także
Stanisław ze Szczodrkowic, który w swym dyalogu występował
przeciw przepychowi — pompie, a jako przykład wytykał uro­
czyste pogrzeby, podczas których prowadzą konie, kruszą kopie
1) L. c., XI., w. 891 -902. Prot. Briickner zestawia ten ustęp z ana­
logicznym z „Zwierciadła“ k. 72).
z) Tamże, III., w. 675—6.
3) L. c., str. 54 — wiece = roki sądowe; poczta — podarek.
4) Tamże, str 59.

— 11

Wacław Nartowski

przy zwłokach zmarłego a nadto przybierają kmiotki w kapy,
które im następnie zabierają, albo zà które zapłacić każą. Po­
dobne zaś pogrzeby urządzają nie jakiemuś wybitnemu ryce­
rzowi, ale często takiemu, co
„Nie bił się nigdy z Turczynem.
Jedno z kmiotki łamał koły,
Drąc im z gumna, z obór woły“ 1).

Szczodrkowic wyraźnie zaznacza swą sympatyę dla ludu
a ucisk chłopski wzbudza w nim gniew płomienny; poeta, sam
głęboko wierzący, grozi karami pośmiertnemi temu, co „złupił,
zlichwił, wymordował, z kmiotka człeka ubogiego“, dowodząc,
że „psałterze, trycezymy ni żałomsze“ nie pomogą zdziercom*2).
Sędziwy Bielski (ur. w r. 1495), dla którego żywą była
jeszcze tradycya kmiecia swobodnego, przedstawi ucisk kmiecy
w satyrze p. t. „Rozmowa baranów“ w osobnym ustępie (Roz­
dzielenie IX obejmujące dwadzieścia wierszy3) :
„Kmiecy lud, pospolicie chłop przezywamy,
Choda wszyscy z ich prącej dobrze używamy“.

Więc chłop to przezwisko „kmiecego ludu“, co żyje jako
niewolnicy mimo, że jest podstawą dobrobytu ekonomicznego
narodu :
„Co żywo imi żywię, nakoniec i wilcy,
Pan zje wołu, wilk konia, pleban dziesięcinę,
Jeszcze wsadzą, ubiją i założą winę“.

Następnie wspomni Bielski o urzędniku, „co kijem chłopu
dopierze" i lada z jakiej przyczyny winę (grzywnę) z niego bie­
rze; wspomni, że na nadużycia „urzędników“ głusi są pan i król,
ostatni — jak wiemy — od r. 1518 zawarł ucho na skargi kmiece.
Wtórząc Frycza wywodom o karze za mężobójstwo, napiętnuje
poeta nieludzki statut, co chłopa-człowieka niżej zwierzęcia
szacuje, bo „człowiek za dziesięć grzywien, szkapa za sto
złotych".
Nieiitościwym panom grozi Bielski, podobnie jak Szczodr­
kowic a potem i inni, karą boską. Ironicznym zwrotem, że
chłopi dlatego zwierzęta pociągowe chowają, by panowie ich
’) Tamże, str. 66—7.
2) L. c., str. 62.
3) L. c., str. 50—1.

-

n

-

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

samych nie zaprzęgali do pługów, poeta kończy ustęp, opisu­
jący dolę chłopską.
Także w „Sejmie niewieścim“ nie zapomina Bielski o kmie­
ciach ; już pierwsza niewiasta, wydrwiwająca męskie rządy,
wytknie, że panowie na sejmach tylko o wyzyskaniu chłopa
myślą :
„Ta ich rada na sejmie, chłopka na wsi złupić“1).

Zarzut ten, acz przesadnie zgeneralizowany, nie był jednak
bezpodstawny, jak świadczą liczne konstytucye o chłopach,
w szczególności długa litania uchwał w sprawie zbiegostwa. —
„W artykułach, od białych głów podanych“, wypowiada się
autor w kwestyi włościańskiej następująco:
„Naszy kmiecie dawali nieznośne pobory
A musiał nań drugi zbyć i woła z obory;
Chcąc my kmiotkom folgować i swojemu stanu,
Po dwa groszy matce swej złożym na rok z łanu“2).

Ta chęć ulżenia kmiotkom i swojemu stanu znalazła wyraz
także w poprzedniej satyrze, w której poeta zaleca :
„Abyśmy im też na czas w czem pofolgowali,
Przez kilka lat dziesięcin i ospów nie brali“J).
Czy autor ma tu na myśli dziesięciny, składane ducho­
wieństwu, których już Rej radził na wojsko zużyć, — czy pragnął,
by też i szlachta coś niecoś pofolgowała, — trudno na pewne
twierdzić. Doraźny jednak sposób załatwienia kwestyi włościań­
skiej świadczy o braku zasadniczego traktowania sprawy. Kmiot­
kom chciano pomagać, lecz nie chciano ani grosza uronić
z swych dochodów, nie dziw więc, że w sferze realnych inte­
resów pryskały mydlane bańki projektów ulżenia poddanym.
Podobnie jak Rej, narzekał Bielski na gwałty żołnierskie
na chłopach. W „Sejmie niewieścim“ upomina „Matka ziemi
polskiej“ białogłowy-żołnierze, by nikt nie płakał na ich gwałty,
lepiej zapłacić kokosz łub woła, niżby kto miał łzy ronić z ich
winy, wszak wolą Bożą jest: „aby prosty lud miał swoje ży­
wienie“.
Ucisk kmiecy tern bardziej raził poetę, że pamiętał dawne
lata prostoty szlacheckiej, kiedy stosunek do chłopa nie przy-* 2 3
') L. c., w. 15, str. 59.
2) Tamże, w. 645—8, artykuł 18, str. 82.
3) L. c., w. 831—2, str. 51.

— 13 —

Wacław Nartowski.

brał jeszcze formy tak jaskrawej, jak obecnie w okresie roz­
kwitu kultury szlacheckiej:
„Czytajcie jedno dzieje stare swoich przodków,
Jakie rady miewali, nie łupiący kmiotków.
Choć my je dziś zowiemy prostaki,

Gdyby też zmartwychwstali, zwaliby nas żaki“1)
I wspomni o tych przodkach obszerniej, „co te wielkie
gospodarstwa mieli sobie za nic“, co „woleli wszyscy społu
przyczyniać królestwa, niźli patrzeć własnego kmiotka łupiestwa“, co staczali boje z Rusią, Wołochy i Prusy*2) i przesta­
wali na małem; lecz obyczaje się zmieniają „inaksze obyczaje,
inaksze dziś sprawy“, dawna „pobożna taniość“ zgasła a nastały
niebywałe dawniej łupiestwa. Kupcy i rzemieślnicy „łupią“ na
targach, a zmianę tę chłop odczuwa najboleśniej:
„A przez kmiotka idzie pot, robiąc na to, krwawy“8).

Wspomina poeta, że mieszczanie narzekają na drożyznę,
lecz to tylko wymówka, bo żyją wystawnie, popijając dobre
wina, gdy tymczasem :
„Kmiotek tylko w niedzielę piwa trochę skusi,

Już na to cały tydzień ciężko robić musi“3);
lub na innem miejscu :
„Hojniej żywię kożusznik na swój mały notek,
Niźli na wsi nieborak, orząc pługiem kmiotek:
Bo nie umie folować, wszywać uszu, nóżek,
Jedno prosto do pługa wziąć wołu za rożek“4).

Satyry Bielskiego to cenny komentarz do nagich faktów,
podanych przez historyę; ich autor, starzec około 70 letni,
umysł trzeźwy, co przeciw prawdzie rozumu nie umiał grze­
szyć, da nam w swych wierszach ilustracyę przełomu ekono­
micznego wówczas, kiedyto szlachta już się zadomowiła, wielkie
gospodarstwa zaczęła wprowadzać, a zbytek, wyższa stopa ży­
cia i drożyzna spowodowały odchylenie się od tradycyi przod­
ków „nie łupiących kmiotków“. Bielski powtórzy za Rejem,
choć od niego niezależnie, szereg grawaminów chłopskich,
wprawdzie w mniej barwnych słowach, zato z prawdziwie oj­
cowską troską o dobro społeczne, która nie pozwalała mu je­
') L. c., str. 86, w. 753—4.
2) Tamże, str. 27. w. 136—50.
3) Rozmowa baranów, str. 30, w. 215—232.
4) Tamże, str. 37, w. 423 - 6. notek = stan.

— 14

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

dynie zło stwierdzić, ale kazała szukać leku dla uzdrowienia
organizmu, szukać środków zaradczych, choć niedostatecznych
może, lecz mających źródło w szlachetnej chęci poprawy Rzeczy­
pospolitej.
Jan Kochanowski nie wypowie się w „kwestyi
chłopskiej“. Wie, że wszystko myśliwcy na tym święcie a „mo­
żniejszy podlejszego gniecie,“1) lecz z panującymi stosunkami
nie zechce kruszyć kopii w obronie kmieci. Ucisku ludu poeta
nie dojrzał, czy też nie uważał za odpowiednie napiętnować,
jak wskazuje poemat „Satyr“. Autor, idący tu w ślad myśli
podkanclerzego Myszkowskiego, milczy zupełnie o nie­
doli kmiecej, choć w mowie dygnitarza koronnego nie brak
skargi na ucisk chłopów. Wymowne to milczenie uwypukli
odpowiedni ustęp propozycyi sejmowej podkanclerzego. Oto
w dyaryuszu sejmu z r. 1563 czytamy: „kmiecie, rzemieśl­
nicy niewolą śc i śni en i, kupcy, mieszczanie znędzeni
a prawie zniszczeni i inni wszystkie członki R. P., które acz
podlejsze niż stan rycerski a tak potrzebne, że bez nich R. P.
żadną miarą stać nie może, prawie zemdleli a upadli...“2). Poeta
z wyżyn Kaliiopy nie dojrzał jednak, czy też nie chciał widzieć
położenia tych „podlejszych członków R. P.“, co stanowili
podstawę bogatej kolumnady ówczesnych polskich wielmoży,
śpiewał wjęc dla tych i o tych, co pieśni byli godni i pieśń
zrozumieć mogli, nie zważając na bezimienny tłum kmieci
i mieszczan, na których pracy spoczywał śmiałemi wieżycami
indywidualizmu wystrzelający gmach szlacheckiej organizacyi
społecznej. Ucisk społeczny widział poeta także za granicą
i uznał go może za powszechny a zarazem konieczny.
Podobnie zbliżony do Kochanowskiego poglądami i aspiracyami, towarzysz po piórze, wykształcony dworak, iegista
Piotr Royzyusz będzie, dalekim od krytyki ówczesnego
ustroju socyalnego; obruszy się wprawdzie uczony Hiszpan na
bezkarne mężobójstwo, przyklaskując jakby planom Frycza,
lecz surowy sąd o chłopach, szczególnie litewskich i żmudzkich,
których niechlujstwo razi wytwornego humanistę, tłumaczy
') Na XII tablic ludzkiego żywota. Pieśni, t. II, str. 492, wyd. jubi­
leuszowe.
a) oziałyński: Źródłopisma do dziejów Unii Korony Polskiej
str. 195.

— 15 -

Wacław Nartowski.

powód przemilczania ucisku chłopskiego, który uczony prawnik
usprawiedliwiał brakiem kultury chłopa.
Co ominął, lub nad czem przeszedł do porządku autor
„Satyra“, tego dopełni inny autor, zachęcony do pisania tymże
właśnie poematem. „Wołają satyrowie i leśni faunowie“, czemużby także autor „Proteusa abo Odmieńca“ nie miał
swego głosu dołączyć do chóru pisarzy, których celem była
„res publica emendata“ a bodźcem „ingens morům depravatio“,
tem bardziej, że frazes ten powtórzony początkowo dla efektu
literackiego, za panią matką literaturą klasyczną, coraz bardziej
przestawał być czczym frazesem i nabierał wagi i waloru miana
istotnego stanu rzeczy.
Wobec tego wyda autor . Proteusa“ gorący apel do szlachty,
do tych bogów ziemskich, który zawrze w słowach : „Chciwościom swym nierozumnym każcie mówić ciszej!“1). Reforma
jest konieczna, bo państwo to okręt, co „bez mała tonie“, nę­
dzny „stan niewolniczy“, nędzny i swobodny a przyczyna tego
tkwi w „zdradnych pożytkach“, dla których wszędzie dość pła­
czu i ucisku. „Chciwościoni swym nierozumnym każcie mówić
ciszej“ — więc i poddanych nie należy uciskać „podatkiem nie­
słusznym", bo przez to można postradać zbawienie duszy*2).
Prawo nie zabezpiecza słuszności „chudzinie“3), możni uchodzą
bezkarnie, podobnie żydzi4)5— a lud szemrze, (baby na targo­
wisku, chłopi przy „pełnej“), choć szlachta tych głosów nie
słyszy i słyszeć nie chces).
Z autorem „Proteusa“ zamykamy szereg poetów doby Zygmuntowskiej, następni poeci wystąpią wśród zmienionych sto­
sunków społeczno-politycznych. Wygaśnięcie Jagiellonów po
mieczu i następująca z kolei doba królów elekcyjnych nie mi­
nie bez widocznego przeobrażenia się czynników decydujących
w państwie. Szlachta, która za Jagiellonów utożsami pojęcie
narodu z swym stanem, wzrośnie podczas bezkrólewi w siłę,
starając się uczynić królów powolnem narzędziem swoich
aspiracyi.
*) L. c. w. 95.
2) Tamże, w. 957—8
s) Tamże, w. 699—700.
4) „Aza żydowie nie są złodzieje domowi... Ale który z nich wisi...“
Tamże, w. 694—5.
5) L. c., w. 76-80.

— 16

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Proces zniszczenia wolności kmiecej i nałożenia pęt pań­
szczyźnianych zamknął się na drodze ustawowej jeszcze za
ostatnich Jagiellonów, w dobie królów elekcyjnych egzekwuje
szlachta już nabyte przywileje i zacieśnia więzy poddaństwa.
Niezdrowy, bo zbudowany na barkach jednej warstwy, pań­
stwowy ustrój społeczny, zaczyna się zwolna wyradzać, prze­
chodząc w stadyum pasorzytnictwa : szlachta poczyna przekra­
czać granice nacisku, wywieranego na warstwy ludowe, i przy­
gotowuje tern samem przyszłą zawieruchę społeczną; jedynie
dzielne rządy Batorego, wzmacniając państwo, odsuwają kata­
strofę, która nastąpi w następnem stuleciu1).
Zwłaszcza na ziemiach ruskich, do których zbiega się tłum
szlachty, żądnej szybkiego zbogacenia się, zaczyna wzrastać
ucisk chłopski, — tu też zapłonie krwawo żagiew buntu, ma­
jąca ogniem i mieczem spustoszyć państwo polskie. Rosnące
naprężenie stosunków społecznych znajdzie wyraz jaskrawy
w poezyi lubelskiego mieszczanina, który, znając położenie ludu,
podniesie głos, aby wypowiedzieć ostrzegawcze memento.
Sebastyan Fabian Klonowicz nie poskąpi lu­
dowi wiejskiemu miejsca w swych pieśniach ; carmina Acerni,
choć doda, mają jednak niejednokrotnie vulgarem materiam.
Lecz w „Roxolanii“ nie będzie miejsca na kwestyę społe­
czną; poeta, olśniony bujną przyrodą małopolską, zdumiony
ekscentrycznością życia halickich włościan, nie poruszy nuty
społecznej. W poemacie lśnią barwne plamy krajobrazu, zary­
sowuje się sylwetka chłopa i jego ëpya Kai íjpépai, lecz w głę­
bię stosunków społecznych poeta nie wnika. Prócz apostrofy
przeciw żydom, w której autor-mieszczanin daje upust rasowej
niechęci do innowierców, brak momentów społecznych. Zmylićby mogły wprawdzie wzmianki o „czarnej doli ludu“, o „do­
tkliwej nędzy“, o „służebnej niew'oli“ żyjących jak zwierzęta
pasterzy, spotykane w przekładzie Syrokomli, lecz tekst orygi­
nału *2) zestawiony z przekładem wykaże, że wzmianki te są
*) Pierwsze początki buntów kozaków przypadają już na koniec
wieku XVI, są to rozruchy pod wodzą Mazura Krzysztofa Kosińskiego,
następnie pod wodzą Nalewajki (r. 1592—6).
2) Zestawienie tekstów:
„Nie myśl, że dola pasterzów we- ] „Quid si pastorům répétas ab
[soła,
[origine vitam,

— 17 —

2

Wacław Nartowski.

wtrętami autora przekładu, niezbyt ścisłego na ogół, zupełnie
swobodnego w tym właśnie ustępie.
To jakby beztroskie pomijanie zaogniającej się kwestyi
społecznej, jakie spotykamy w „Roxolanii“, odbija jaskrawo od
następnego poematu, którego jakby główną oś stanowić będzie
wzajemny stosunek stanów, od „Victoria Deorum“.
Nie wiemy, kiedy powstał wierszowany traktat o prawdziwem szlachectwie, prócz daty (r. 1587) na końcu pierwszej dedykacyi, ofiarującej utwór Firlejowi, brak świadectw pewnych
i nie podlegających zakwestyonowaniu. Wprawdzie rok wydania
ustalony przez Mierzyńskiego1) (mianowicie r. 1595 lub począ­
tek 1596) i Garlickiego2) określa czas wydania poematu, to' je­
dnak geneza, kwestya redakcyi zostaje nadal niejasną. Poza hi­
potezami Mierzyńskiego, który na r. 1585 naznacza początek
pisania utworu, i Garlickiego, który dość dowolnie przypuszcza,
że Klonowicz rozpoczął pisać „Victorię“ w r. 1581—2, nie
mamy żadnych wiadomości. W r. 1587, w którym wydrukowana
została pierwsza przedmowa musiał być poemat w całości lub
znacznej części wykończony, ale redakcya ostateczna, jak słu­
sznie Mierzyński i Garlicki przypuszczają, mogła odbiegać od
pierwotnej; zmian tych jednak wskazać nie możemy2), choć
długi czas opracowywania dzieła, owocu „complurium annorum“, wskazuje to, że utwór przebywał różne fazy. Nie jest
więc wykluczonem, że ustępy, określające społeczne stanowisko
Czarna ich dola i dotkliwa
Quae mireris, erunt lector arnice
[n ędza,
[tibi.
Non datur ad doctos pubes cicuTu małe dziecię nie wie, co to
[randa magistros.
[szkoła,
Sed datur ad pastus erudienda
Błąka się w lesie i trzodę zapę[dza,
'
[gregum. '
Żyjąc z bydlęty, staje się jak
Victitat in silva cum brutis bruta
[iuvencus,
[zwierzę,
Servans perpétua sedulitate peW służebnej nędzy rodzi się
[cus“.
[i roście“.
(Poxolania edidit Mierzyński,
(Przekład Syrokomli w „Bi­
Berlin, 1857, w. 605-10).
bliotece powszechnej“, str. 29,
w. 605 n.).
') Mierzyński: De vita Acerni. Berlin, 1857, str. 74—80.
2) Garlicki: Uwagi nad Klonowicza Vict. Deorum. Spraw. gimn.
Brzeżany, 1884, str. 17—27.
3) Prócz małoznaczących wzmianek o Akademii Zamojskiej, o Wła­
dysławie IV i T. Zamojskim, które musiały być później dodane.

— 18 -

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

autora, są rezultatem redakcyi późniejszej, wszak trudno przy­
puścić, by w kilka lat po powstaniu „Roxolanii“ mógł poeta
napisać poemat, który rozsnuje tak ciemny obraz.. Ani ewolucya pojęć i poglądów autora ani rozwój stosunków społecznych
nie mogły biedź w tak szybkiem tempie.
Stosunki społeczne pogorszyły się w Polsce szczególnie
po śmierci Batorego; wówczas też mogły powstać lub uledz
zasadniczej zmianie ustępy, przedstawiające ucisk społeczny ludu
wiejskiego. Lecz kwestyę tę, pozostającą ciągle w sferze domy­
słów, zostawmy na uboczu, a przejdźmy do szczegółowego
omówienia utworu, który pomimo niefortunnej konstrukcyi
i wielu wcale nie poetycznych wtrętów, stanowić będzie pod­
stawę nie tylko dla charakterystyki społecznych poglądów autora,
ale także całej epoki. Wszak po „Victoria Deorum“ spodziewał
się Klonowicz nieśmiertelnej sławy, w niej traktował „regiam
materiam“, pracując nad głównem swem dziełem szereg lat, by
po latach zapomnienia znowu zabłysnąć chwałą zasłużoną.
Rozpatrzyć ten prawie 20.000 wierszy liczący traktat wierszo­
wany godzi się tern bardziej, że prócz J. I. Kraszewskiego, który
podał pierwszy obszerniejszą wiadomość o poemacie i świetne
streszczenie utworu, nie wielu historyków literatury chciało prze­
czytać do końca tę t. z „sturamienną satyrę“, a niektórzy, jak
Ehrenberg, woleli wydawać sądy, opierając się tylko na stre­
szczeniu Kraszewskiego, aniżeli zapoznać się z samym utworem.
Nie dziw więc, że około nieznanego utworu powstało wiele le­
gend, przez tradycyę przekazanych, około których nagromadziły
się nowe pseudonaukowe legendy, bo zaznajomienie się z sa­
mym poematem dopiero niedawno zastąpiło snucie fantasty­
cznych bajek, rosnących bujnie na podłożu rudymentarnej ignorancyi tekstu.
1 tak błąkają się dziś jeszcze wzmianki o rzadkości pisma,
choć zostało do dziś 13 znanych egzemplarzy tego pono ni­
szczonego poematu, gdy tymczasem inne dzieła, bynajmniej
nikogo nie urażające, zaginęły zupełnie, bądź też zachowały się
w unikatach Liczba 13 egzemplarzy wobec tego, że dzie'o mo­
gło być wytłoczone w nie więcej jak kilkuset egzemplarzach,
jest wcale pokaźną, że zaś poznanie pisma tak obszernego jest
utrudnione, to wina potomności, która nie pomyślała o prze­
druku. Czas niszczy bezwzględnie; pochodzące z XIX w. prze­
druki „Roxolanii“ i wzorowe wydanie „Flisa“ przez Węclew-

Wacław Nartowski

skiego, wnet zrównają się liczbą zachowanych egzemplarzów
z „Victoria Deorum“.
W znanych nam indeksach „librorum prohibitonirn“, jeźli
pominiemy autora „Akcyi przeciw Jezuitom“ — o Klonowiczu
brak wzmianki, mimo że stale wymienia się autora „Victoriae“
jako pisarza, przez kościół zakazanego.
Inna legenda o „sturamiennej satyrze“, powtarzana bez­
myślnie przez szereg historyków, powinna zniknąć po wykaza­
niu łączności poematu z ówczesną literaturą parenetyczną
przez Lewickiego 1J, który oparł swe wywody na rozprawie
prof. Bruchnalskiego o Reju*2),3 gdzie Rejowski „Żywot czło­
wieka poczciwego“ otrzymał wyczerpujący indeks protoplastów,
wśród powszechnej literatury parenetycznej.
Pomińmy inne legendy, jak kwestyę tytułu, którą oma­
wiam osobno, a rozpatrzmy dzieło Acerna ze względu na sto­
sunek autora do ludu wiejskiego.
Już w przedmowie do „Victoria Deorum“, dedykowanej
z kolei Gorayskiemus), znajdujemy wśród wyznań, wyjaśnia­
jących cel utworu, napisanego, jak sam autor uznaje, z większą
starannością aniżeli powodzeniem (maiori fartasse cura quam
felicitate), zwrot, wskazujący, że troska o los uciskanego gminu4)*
skłoniła go do napisania dzieła.
W dalszym ciągu oświadcza poeta, że zepsucie zuchwałe
obyczajów powoduje go do ujęcia za pióro, i dlatego utwór
w wielu miejscach zbliża się do satyrycznej uszczypliwości tak,
że może do siebie zastosować zdanie: Si natura negat, facit
indignatio versum-'). Wyznanie to cenne, gdyż następnie zoba­
czymy, które ustępy wywołały u poety ową indignatio, że zbli­
żał się do „satyrycznej uszczypliwości“ (satirica petulantia);
czego nie mógł Klonowicz opisywać bez słusznego gniewu,
„sine iusta bile“ 6). Poeta zamierzał bowiem pisać stylem pro­
') Lewicki K., Klonowicza V. D na tle literatury renesansowej.
Spraw. gimn. I. Stanisławów, 1911.
2) Bruchnalski W., Twórczość pisarska Reja. Rozprawy Ak. Um.
w. filol., t. 44.
3) Victoria Deorum. Epistula dedicatoria, str. 10.
4) „pauperis plebeculae humilitas conculcetur“ Vict Deor., Epi­
stula dedict. str. 10.
6) Epistula dedicat. do Gorayskiego, str. 11.
c) Tamże, str. 16.

— 20

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

stym i unikać jaskrawości (puro et non affectato stylo), gdyż
chciał być „monitor" nie „derisor“, uważając, że „christiano
viroa nie przystoi ostrość i uszczypliwość Persyuszów, Hora­
cych, Juwenalów; „Nobis certe Musa cordi, non Erinnys
więc „gdy gryzę, sercem gryzę“ — mógł powtórzyć za później­
szym poetą autor dzieła „Victoria“.
1 rozpocznie poważnie lubelski vates swe „doctae lucubrationes“, analizując istotę szlachectwa zgodnie z zapowiedzią
w tonie, zbliżonym do dysputy a niejednokrotnie blizkim nawet
gawędzie. Satirica petulantia przejawia się dopiero, gdy poeta
zacznie opisywać morum depravatio (R. XXI); ostrzej wypowie
poeta swój sąd o księżach (R. XXIV str 171—82), ale dopiero
rozdział XXV111 wytłumaczy, dlaczego Klonowicz uważał za po­
trzebne w przedmowie się usprawiedliwiać, uprzedzając zarzuty
zbyt satyrycznego naświetlenia. Tu poeta „reprehendit ipsos
etiam dynastas et magnates et eos, qui ex oppressione hominum
opes impias congerunť, a nadto „addita est rusticorum et
agricolarum... deploratio“. W ustępach tych nie poskąpi autor
jaskrawych słów i całą ich siłą, jakby taranem, uderzy w twier­
dzę gwałtów i nadużyć. Oceniał to Klonowicz i dlatego zastrze­
gał się w dedykacyi i w pierwszym rozdziale i tłumaczył przed
czytelnikiem, by — gdy go porwie vehementia maior — nie
dopatrywał się przyczyny tego w „animi vitium“ autora, ale
w naturze rzeczy przedstawianych, które budzą gniew słuszny :
„Tu materiam libri culpare memento,
Quae rapit in praeceps, iusti foecunda furoris!“ ')
Chociaż więc Klonowicz „endentulus esse volebat“, ude­
rzył w ustępach, omawiających poddaństwo, w ton skargi na­
miętnej, apelując do starszyzny narodu, której z Bożego do­
pustu poddany lud winien jest trud i doroczne haracze. Wy
obalacie — zawoła — dawne prawa i ustawy, wzmagając nie
zwykłą robociznę, i poddajecie lud w ręce rządców o twardych
sercach, co gorzej pijawek wysysają siły żywotne ludu. Chłop,
równy wygłodzonej owcy, a rządcy-ekonomowie jak Iwy szale­
jące na pustyni nie znają litości ; nie wzruszy ich nikt, choćby
płakał krwawemi łzami ; dręczą oni kmiotka i wyssawszy szpik
z kości, omal że nie obdzierają z skóry umierającego.
’) Rozdział 1, str. 6.

— 21 —

Wacław Nartowski.

I rzuci Klonowicz przed oczy szlachty-ziemian straszne
oskarżenie, że rozmyślnie głusi są na skargi pospólstwa nie­
szczęsnego. — Daremnie skarży się na niedolę miserabile vulgus, — srogiego pana nie wzrusza ani niekłamany obraz bolu,
ani widok głodem trawionych członków, ani widok ludzi, co
wyglądają jak szkielety, gdyż tylko skóra ledwie okrywa ich
kości. Daremnie płyną z oczu nędzarzy potoki gorących łez
gorzkich i jęk ciężki rozrywa pierś, głucha na prośby, bezlitosna
hardość — przemyśliwa tylko nad przepychem1).
Ostre i twarde te słowa, jak miecz, — to chłopska jere­
miada, wypowiedziana wierszami poety-mieszczanina.
Lecz autor, konsekwentnie popierający racyami i przykła­
dami każdą wygłoszoną tezę, także ustępu tego nie pozostawi
bez komentarza, lecz w szeregu wierszów przedstawi ciężary
kmiotków — aerumniae nisticorum*2).
Oto chłop zawsze w biedzie, jęczy pod batem, drży, łaknie,
pragnie, ziębnie, potnieje, znosi trudy, lamentuje i wzdycha,
pracując dzień i noc — a wszystko winien niewdzięcznemu
panu, o którego korzyść dbając zatraca własne jestestwo —
{suum geniům). Praży się w skwarze lata, drży wśród wichrów
zimowych, moknie na rosie i deszczu, trudzi czeladź i sprzężaj,
— ledwie we śnie tylko odrywając oczy od pracy.
Wieśniak (rusticus) przewraca lemieszem tłustą glebę, roz­
cina, rozdrabia motykami, kruszy pługiem, robi zasiewy, doma­
gając się od ziemi żywicielki lichwy: zbioru za siew, spichrzów
pełnych za ziarna. A kiedy przyjdzie przed pana z pozdrowie­
niem, nigdy z próżnemi rękoma. Kornie oddaje podarki: to
w sianie i w plewie schowane jaja, to czyste plastry miodu na
brudnej misie, to kurczęta, wyjęte z pod osieroconej kokoszy,
lub daniny leśne. Zanim sam skosztuje, panu niesie chłop
pierwociny z ogrodu i stajni. A rosła (grandis) małżonka
poczciwego kmiotka (probi coloni) znosi mleko, leśne jagody,
świeże serki i tłuste colostrum-, przynosi zamknione w koszu
z łoziny, pilnie tuczone kurczęta, kapłony i drób inny.
Po tern schematycznem wyliczeniu trudów i kłopotów
chłopa, które zwierają się w nigdy niezamknione koło prac
wieśniaczych, ów agricolonorum immortalis labor, rozwija autor
*) Por., tekst V. D., str. 226-7.
2) Tamże, str. 227—8.

— 22 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

w następnych ustępach zatytułowanych: „Rustici altores prin­
cipům“1) i „Rusticos esse regum et procením nutritores“*2) — za­
warte w tytułach tezy. Stanowisko analogiczne podzielał był
M. Bielski, lecz co autor „Satyr“ przygodnie zaznaczył, to Klonowicz rozprowadził w obszernym wywodzie, jakby dla usu­
nięcia wszelkich wątpliwości co do społecznej roli chłopa. Nie­
stety ustępy, w których autor schodzi na pole teoretycznych
wywodów, nie dorównywują poprzednio streszczonym ani ja­
snością, ani bogactwem rodzimych motywów. Porównania,
z przesadną gorliwością czerpane z literatury klasycznej, a może
i nie jeden wywód przesłaniają tak rodzimą treść, że zapytać
można, czy autor mówi o chłopach polskich czy o niewolni­
kach lub gminie u starożytnych. Chłopstwo (rusticitas) i nie­
okrzesany gmin (plebs incondita) żywi i broni, ubiera i zdobi,
odpokutywuje winy królów i jest igraszką losu,
który trapi wieśniaków i na nich spycha wszelki trud i pracę,
by się dobrze działo magnis heroibus atque tyrannis i ich po­
tomstwu. Poddany wieśniak (villiciis) wystawia setki brogów
zboża, hoduje niezliczone trzody, wypełnia ciężką kiesę dzie­
dzica, który sprawia sobie i rumaka i złoty łańcuch i pstrą
suknię.
Charakterystycznem jest, że Klonowicz stale w stylu hu
manistycznym podnosi do wielokrotnej potęgi znaczenie królów
i ich odpowiedzialność, mimo że król wybieralny nie miał
wcale w Polsce tak wielkiego wpływu na tok spraw, słowem,
że jeźli gdzie, chyba nie w Polsce „reges erant dei mortales“.
Poeta więc odchyla się od prawdy dziejowej i ulega humani­
stycznej stylizacyi władzy królewskej a może i planowo dąży do
podniesienia autorytetu królewskiego, olśniony bohaterską po­
stacią króla, co gromił wrogów i poskramiał butnych magnatów.
Lamentacye nad niedolą kmiotków przedstawia następnie3)
poeta na nowych przykładach i rozwija szczegółowo ogólnie
wypowiedziane sądy. Pot poddanego i troska sprawia, zdaniem
póety, że pan bez troski wonieje w mieście i używa drogich
olejków i pachnideł; z pracy poddanego ma pan na uczty, na
wina „pijane duszkiem". Wielu poddanych, na których pocie
wszystko się opiera, trudzi się na roli, by nasycić żołądek
■) V. D., str. 235 i n.
-) Tamże, str. 236 i n.
3) Vict. Deor., str. 238.

- 23 —

Wacław Nartowski.

jednego ! — Nie wzrusza to serca bogacza, ów nie baczy, że
życie upływa, a szczególnie życie tyranów i kapłanów (!) nie
rzadko szybko przemija i nikną przepych i czcze tytuły. Prze­
ciwnie powodzenie rodzi surowość wobec pozostających w nie­
doli i kogo los wyżej wyniósł, ten tem bardziej uciska i gniecie
okrutnie, niepomny na los ludzki, niebaczny na opatrzność,
gniew bóstwa, bo szczęście nie chodzi w parze z pobożnością1).
Obojętność na skargi ludu widocznie bardzo gorszyła po­
etę, gdyż powtórnie ją opisuje, grożąc karą niebios.
Gdy lud płacze srogą tyranią dręczony, przemykają oczy
biesiadnicy na widok tak smutny, zatykają uszy i zawierają
twarde serce - a wołania i łzy idą przed tron Boga, który,
ulitowawszy się nad ludem, chłoszcze karami wielmożów1). Czę­
sto choroby przykuwają do łoża rozkoszników i próżniaków;
rzadko śmierć gnębicieli jest zwyczajna, a skon dostojny; nieraz
potomstwo ich podleje lub wygasa, nieraz zaś ubożeje i wraca
do lichego gminu *2).
Po opisaniu kar, dotykających nieludzkich i złych panów,
rozpisuje się Klonowicz obszernie nad strasznym losem jeńców
wojennych3). Opis ten może być zarówno kopią nieludzkich
zwyczajów rzymskich, jak i przedstawiać polskie stosunki, że
wspomniemy tylko napady tatarskie, które tysiące porywały
w jasyr. Może poeta, kreśląc jaskrawy obraz niedoli jeńców,
chciał skłonić szlachtę do łagodnego postępowania z podda­
nymi, skoro i ich podobny los w niewoli czekał.
Jak nie szczędzi Klonowicz gróźb i kar doczesnych dręczy­
cielom ludu, tak życzy pobożnej szlachcie, by kwitnęła wieczną
wiosną4) a królów — mortalia mimina — deos montâtes — na­
pomina, że po śmierci czeka ich albo raj (Elizyum) albo srogie
męki i ogień piekielny Tartaru, i polemizując z wyznawcami
Epikura, co świat pozagrobowy uważają za wymysł poetów,
nadmienia, że po śmierci przekona się każdy o prawdzie, stawszy się duchem pośród duchów.
W streszczonym powyżej rozdziale XXVIII wyczerpie Klo­
nowicz wywody i przykłady, mające na celu zniszczyć moralne
') Por., tekst. Vict. Deor., str. 239.
s) Tamże, str. 239—45, Rozdział XXVIII.
3) Tamże, str. 245—7.
4) Tamże, Ibid. str. 247—8, R. XXVIII.

— 24 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

podstawy poddaństwa i odebrać mu sankcyę etyczną a wska­
zując niebo, z którego spadną gromy kar na nieludzkich wyzyski­
waczy chłopa, skłonić panów do umiarkowania i ludzkości.
W rozdziale następnym zejdzie autor z piedestału natchnio­
nego świętym gniewem moralizatora, by racyami ex oeconomia
spowodować u szlachty zmianę postępowania z poddanymi.
Po przedstawieniu per longum et latum zajęć gospodar­
skich, jak hodowli poszczególnych rodzajów inwentarza gospo­
darczego, drobiu, pszczół i t. p. wróci poeta do kwestyi pod­
daństwa1) i podając jako przykład rolnika, który nie wszystko
zboże spożywa, lecz część na zasiew zostawia, podobnie także
pozostawia część mleka dla cieląt a część miodu pszczołom na
zimę, tak również uczciwy pan—vir bonus nie zabierze wszyst­
kiego rolnikowi, lecz tylko pewną część „iusta parte relicta“.
Bo gdy narzekają wsie i ,Justus premetur arator“, pewna
strata czeka chciwego pana; gdyż skoro zbiegną poddani od
pana-zdziercy, od gwałtowników zarządców i zdzierców pobo­
rów i gdy pan zobaczy krecie pagórki, chwasty i las zarasta­
jący na pustém polu, pustki odbieżane, chaty bez dymów,
otwarte piece... wówczas spostrzeże, że zginęła mu kura złoto
dajka, zginęły i jaja złote.
Charakterystyczny ten obraz jest świetną ilustracyą dla
wieku, w którym prawie co drugi sejm uchwalał nowe konstytucye w sprawie zbiegostwa kmiecego, jednakowoż daremnie,
bo jak nie brakło ucisku kmieci, tak i nie brakło chłopu na­
dziei na uzyskanie lepszych warunków bytu, czyto przez ucieczkę
do nowego pana, co właśnie zakładał jakąś Wolę lub Wólkę
(Słobodę-Słobódkę), zabezpieczając wolę-swobodę na określony
szereg lat, czy przez „pójście w kozaki“ na pola Ukrainy lub
przejście w „hultaje“, którym miasta dawały przytułek gościnny.
Klonowicz, jak widzimy, nie proponuje żadnej zasadniczej
zmiany stosunków pańszczyźnianych, lecz nawołuje do umiar­
kowania, łagodności, do „folgowania“ kmiotkom. „Heres igitur
sensim diiescere discat“, wzywa poeta, jakby wtórząc autorowi
„Proteusa“, co przekazywał chciwościom niemądrym ciszej mó­
wić. Szczególnie wskazane jest zdaniem Klonowicza—umiarko­
wanie dla uboższej szlachty. Niech byle kto nie pragnie spro­
') Tamże, str. 272-3, R. XXIX.

Wacław Nartovvski.

stać w przepychu królowi, na którego zbytki, purpurę i orszak
bogaty tłum rąk oddaje zyski. Niech więc nie równa się z kró­
lem szlachcic wioskowy „pauper dominus fabulosi ruris arator“1).
Poeta, jakby pobłażliwy dla przepychu i zbytku królewskiego,
gorszy się tern, że to, co przystoi monarsze, usiłuje naślado­
wać szlachetka, mający pod sobą kilku chłopów
W rozdziale 38, w którym autor zastanawia się nad istotą
wolności, powróci znowu do kwestyi poddaństwa.
Po stwierdzeniu, że czasy naturalis libertatis, kiedy wszyscy
mortales mieli aequa iura i kiedy quisque suus fuit, suoque
arbitrio vixere coloni, — ustąpiły z jednej strony tyraństwu,
z drugiej rozpasanej swawoli (vaesana licentia), oświadcza
poeta, że ani niewola (servitium) nie jest pożądana, bo niszczy —
jakbyśmy dziś powiedzieli — indywidualność (induet ingenium),
tern mniej zgubna swawola, nie nakładająca żadnych obowiąz­
ków. Liberias in medio extremorum, rozumne zrównoważenie
obu czynników może tylko stworzyć idealny ustrój społeczny2).
Wstępując następnie w ślady teoryi Sokratesa, zaświadczy Klonowicz, że vir bonus et dignus, to tylko sapiens, pełen rewerencyi dla prawa.
Wzmianka o prawach przypomina poecie „leges populari
sanguine scriptas“ si — takiem jest piętnowane wymownie przez
Frycza prawo o mężobójstwie. Śmierć „plebejusza“ okupuje
bogaty, tak, że po złożeniu oznaczonej kwoty pieniężnej, wolno
prawie bogaczowi wedle woli zabijać biedaków. Mordy te zło­
tem uprawnione uchodzą bezkarnie, wyzywając bóstwo !
Zachwalana przez Klonowicza wolność prawdziwa nie
niszczy bynajmniej porządku społecznego (ordo), przeto należy
zatrzymać różnice godności; pierwszych z ostatnimi nie chce
równać poeta, przeciwnie żąda przestrzegania różnic dla zacho­
wania harmonii społecznej; co innego boski monarcha, co in­
nego zasłużony senator, a nie biorący udziału w życiu publicznem eques, lecz różniczkować winna cnota i mądrość
W rozdziałach 39 i 40-tym, w których autor dowodzi, że
dzikość i srogie obyczaje nie są cechą charakterystyczną szla-* 2 3
') Victoria Deorum, str. 354, R. XXXIV.
2) Jest to akceptowanie także przez Frycza uznanej t. z. mieszanej
formy rządu yèvos êiKaiap^iKÔv, genus permixtum. Por. rozprawę Dr. Kota,
Wpływ starożytności klasycznej na Frycza z Modrzewia, str. 57.
3) Victoria Deorum, str. 517.

- 26 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

chectwa, atakuje ponownie tyranię, nazywając ją wymysłem
szatańskim. Tyranowie dręczą gmin, pławią się we krwi ludu
i trapią, igrając karami. Lecz to samo i ich w odwet czeka
w piekle (Tartareis flagris) a już tu dokuczają im wyrzuty su­
mienia i widma (larvae), sen niepokojące. Gdyby jednak na­
wet nie było kar w przyszłem życiu, czego nie powie żaden
„vir bonus, Christi pia dogmata secutus“, a my przecież chrze­
ścijanie *), to wzgląd na ludzką godność, na prawa natury i sąd
potomności powinien skłonić ludzi do oszczędzania ludzi, bo
należy okazać swą wyższość nad dzikiemi zwierzętami2). 1 tu
wybuchnie poeta ponownie gorzką skargą :s)
„A my ludzie! czemu ludzkie pożeramy kości
1 wszystkie z pochłoniętych ciał wyciskamy soki?
Lecz powiesz: Nie czynię tego— i wzdrygniesz się, czytając,
A tylekroć pożerasz lud i pozwalasz niszczyć
I wsie i miasta i dziedzictwo ludzkie,
Gdy dręczysz krzyżem (!), rzemieniem, żelazem
I nastajesz okrucieństwem: biczami, pracą bezsenną
Wycieńczasz łzami oczy a krwią ciało.
Zaiste dzikością wilkowicowi *4)3 tyran się równa,
Acz ludzkiej postaci łudzi łagodnością;
Wpija zęby, jak wilk, w niewinne ciało
Słabego ludu i we zbrodniach brodzi.
Szatan tę plagę wniósł na świat
Ucząc pogardzać praw hamulcem,
Podżegacz zbrodni!





—“

Następnie opisuje poeta męczeństwo pierwszych chrze­
ścijan, których męczarnie przypominają mu podobną gehennę
ludu, dręczonego przez możnowładców, tych bogoburczych
Gigantów,
„Którzy wysysają żyły ludu do szpiku kości,
Sądząc, że dla ich żołądków wszystko tu na świecie.
‘) „Nos Christicolae“ patrz Victor. Deor., str. 354, R. XXXIV.
*) Tamże, str. 569—73- R. XL.
3) Tamże, str. 573—4, R. XL, przekład własny.
4) Na marginesie objaśnia sam autor „Lycaones et Lycantropi Polonis Wilkowic“. Linde nie podaje tego wyrazu, tylko inny powszechny
o równem znaczeniu: wilkołek, także wilkołak.

— 27 —

Wacław Nartowski.
Dla nich samych tylko zasiewa się pola, złote chwieją zboża,
Statki prują przestworze, płodzą w wodzie ryby,
Dla nich samych zwierz się poprzez gąszcze błąka,
Dla nich tylko pod niebem lotne trzepoce się ptactwo,
0 nich tylko troszczą się nieba — a reszta wzgardzona.
Zasnął Bóg i przepomniał maluczkich — — —■ —
Lecz śmiertelni, lękajcie się, w wielkiej pokorze,
Pomsty bożej!...
Potopem skarani, dawni zginęli Giganci!“1)

1 słyszy poeta jakby znak archanioła, zwiastującego stra­
szne sądy Boże, co zrównają góry i przepaściste doliny ustroju
społecznego :
„Już grzmi trąba, już powietrzem głos złowrogi wstrząsa,
Wszystko zmieni i zniszczy niezwyczajny ogień,
A Bóg porówna góry i głębokie doły“.

Ustęp ten siłą żywiołową porywa czytelnika ; do wypo­
wiedzenia tych słów z mównicy trzebaby fanatycznego Sawonaroli lub namiętnego trybuna ludu, ale w roli tej poeta utrzy­
mać się nie umiał, to też sam osłabi wrażenie swych słów,
rozpocząwszy w ciągu dalszym gawędzić o potopie i dowo­
dzić, że znalezione kości olbrzymich rozmiarów stwierdzają
istnienie, mitycznych (!) Gigantów.
W rozdziale następnym 41 wróci poeta do kwestyi pod­
daństwa, przedtem jednak poświęci długi szereg mało cennych
kart opowiadaniu o Gigantach i zawile skonstruowanej alegoryi
0 Psyllach, by przy końcu rozdziału ponowić chłopską lamentacyę. „Deploratur nostrorum quoque Christianorum in subditum
vulgiis crudelitas. Quae deploratio concluditur eiusdem migi
seit plebiv encomio“, jak zapowiada treściwe argumentum na
czele rozdziału.
Tu autor ocenia poddaństwo ze stanowiska chrystyanizmu
1 wkłada w usta chłopa następującą rzewną skargę:
„Jeźliś moim bratem wspólnie odkupionym i współucze­
stnikiem sakramentów chrztu i ołtarza ; jeźliś mię nie zagarnął
w wojnie ani kupił na targu ; skoro tu ojciec i ja tu ujrzałem
światło dzienne i powietrze chciwemi zaczerpnąłem płucami :
czemuż mię uciskasz i gniewem ścigasz... lud ojczysty i trapisz
wilczem prawem Bożą czeladkę?... Czemu szalejesz, czemu od') Victoria Deorum, str. 576—7, R. XL.

— 28 —

Stan włościański w utworach poetyckich dobv renesansowej.

wracasz się z pogardą od kmiecia i świętych rolników (sanctos
agricolas) i pogardzasz w zuchwałej dumie ludem nie ginącym?“1).
Następnie wysławia poeta wartość gminu. On trwa, choć
zmieniają się króle i miasta. Lud jest wspólną ojczyzną wszyst­
kich — wszyscy zeń wychodzą i często doń wracają *2).3 Tu przy­
toczy poeta szereg przykładów wartości ludu z stosunków sta­
rożytnych, co wskazuje, że poeta dla propagandy swych idei
posiłkował się chętnie tradycyami republiki rzymskiej, sądząc
może, że wywody, oparte na cenionych podówczas powszechnie
starożytnych tradycyach, zyskają na sile przekonywującej i tra­
fią łatwiej do umysłów nowoczesnych naśladowców republiki
rzymskiej s). Niestety w przedstawianiu stosunków gubi poeta,
jak i inni humaniści, perspektywę dziejową, miesza nieraz ró­
żne pojęcia, tak, że dzisiejszy czytelnik nieraz me może po­
znać, gdzie się zaczyna przedstawienie spraw ojczystych, a gdzie
kończy kopiowanie starożytności klasycznej.
Postawiwszy pytanie, czy człowiek może być własnością
drugiego człowieka zbija Klonowicz argumenty za niewolnic­
twem przemawiające 4). „Jak może ktoś mówić, że drugi czło­
wiek jest jego własnością, skoro sam nie jest swoim, bo włada
nim fatum. Nie władając sobą, czyż godzi się chełpić posiada­
niem prawa poddaństwa, nad innymi ?“ Ten argument, opiera­
jący się na zależności od fatum, poprze autor argumentem
chrześcijańskim. Chrystus nie chce, by lud i gmin słaby był
w pogardzie, „wszystkich wołasz, o Chryste, którzy pracują
i chwieją się obciążeni wielkiem brzemieniem, i zdejmujesz cię­
żar“. Chrystusowa „dobra nowina“ rozluźniła dawne surowe
prawa, — apostołowie, jak Paweł idą w ślady mistrza z Naza­
retu, którym wzgardziło możnowładztwo (nobilitas), gdy tym­
czasem lud prosty poznał bóstwo ukryte. Poeta podkreślał do­
bitnie społeczny charakter nauki Chrystusa i jego apostołów,
by odjąć poddaństwu wszelki autorytet, by je moralnie uni­
cestwić.
Po podcięciu moralnych podstaw niewolnictwa Klonowicz
przedstawi realne stosunki życia, które naprowadzą go do wy­
*) Victoria Deor., str. 616; R. XLI.
2) Tamże, str. 617.
3) Jak żywym był ideał rzymskiej republiki w Polsce, wykazuje
cytowana powyżej rozprawa Dr. Kota4) Victoria Deor., str. 626—7.

— 29 —

Wacław Nartowski.

«

powiedzenia pod adresem szlachty ostrzeżenia: „Non est fas,
non est tutum contemnere plebem“. Gnomę tę poeta powtórzy
trzykrotnie, by tym środkiem retorycznym zwrócić uwagę na
jej znaczenie. Nie potrzeba dodawać, że autor przytem nie po­
skąpi przykładów illustracyjnych. Podkreśli więc żywiołowość
ludu, podobnego w bezwzględności do morza, przytoczy „exem­
pta classica“ z rzymskiej historyk jakto lud urządzał secesye,
walcząc z patrycy uszami, — bądź z greckiej, wygnanie Demostenesa, nie zważając na różnice, zachodzące między polskimi
poddanymi a rzymskim plebsem i greckim obywatelem. Gdyby
lud wiedział — pisze Klonowicz — jak niezwyciężone tkwią
w nim siły, pokonałby swych pogromców' ’) Siły te drzemią,
bo „niewola upadla“ (servitiurn premit virtutem) i człowiek
przyzwyczaja się do bata jak zwierzę, które mogłoby się wy­
zwolić, gdyby rozum dorównywał siłom. Tak jednak nie jest
i boskie to zrządzenie, by słuchano „lepszych“.
Nierycerski i nieporadny lud udziela nieraz pomocy, uspa­
kaja kłótnie, gasi pożary, gwałt gwałtem odpiera. Gdy na ko­
goś napadają lub ktoś jest w potrzebie, na „wołanie na gwałt“,
zbiega się lud i chroni przed rozbójnikiem i wylewami w razie
przerwania grobli.
Gdy bogacze liczą pieniądze, starszyzna knowa a wykształ­
ceni troszczą się o rzeczy, przynoszące sławę, lud stoi na straży
dobra publicznego, żyjąc sam w utrapieniu, z podłych mieszkań
śledzi bieg-wydarzeń i spieszy w potrzebie, gotów na wszystko.
On pasie, orze, walczy, poluje, żegluje, zbroi, buduje, ubiera,
służy berłom i ołtarzom — i dla siebie nic nie żąda, sądząc,
że sam wszystko winien.
W następnym rozdziale, jakby dla przeciwważenia tym
pochwałom i pochlebstwom, na cześć ludu wypisanym, po­
cznie Klonowicz chłostać „rusticitas“ — rubaszność i pro­
stactwo wiejskie, jak też i miejskie, które szczególnie razi poetę.
Prostactwo wieśniaków tłumaczy nawałem pracy, do której chłop
się urodził (operi natus), podobnie jak arkadyjski osieł (?!);
bardziej natomiast razi go brak kultury u butnej szlachty i dorobkiewiczów-mieszczan, którzy stają na przeszkodzie „viro
bono“ a obcą im sapientia zarówno jak virtus.*)
*) Vict. Deor., str. 629.

30 -

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Przytoczone dosłownie lub w dokładnem streszczeniu
ustępy poematu charakteryzują dosadnie społeczne stanowisko
Klonowicza. Dla uzupełnienia całości dodamy ustęp, odpowia­
dający Rejowskim skargom na nadużycia żołnierzy. W ustępie
„admonitio ad milites“ ') wz.ywa poeta żołnierzy do poszano­
wania kmiecego mienia i przedstawia, jak żołnierz pod pozo­
rem wojny pustoszy rodzinne pola, wciska się w łoża małżeń­
skie, do stajni i stodół — tak, że wątpliwem jest, kogo wła­
ściwie broni, gdyż rodacy padają pierwsi ofiarą.
Poddańcze stosunki, przedstawione w „Victoria Deorum“,
noszą na sobie wyraźną cechę satyrycznego opisu, autor też
niewątpliwie nie miał zamiaru dać objektywnego obrazu bytu
chłopa, ale pragnął przez tendencyjne naświetlenie spowodo­
wać złagodzenie stosunków pańszczyźnianych.
Dowiódłszy, że poddaństwo sprzeczne jest z nauką Chry­
stusa, ograniczył się autor do krytyki nadużyć i żądania re­
formy obyczajowej raczej, niźli społecznej. Miłość chrześcijań­
ska, charitas, dobrze zrozumiany interes ekonomiczny nakazuje
nie trapić zbytnio chłopa i nie obciążać go karami. Budowy
społecznej nie naruszał, choć podrywał fundament; pozbawia­
jąc poddaństwo sankcyi moralnej, przyznawał, że chłop jest
operi natusUcisk kmiecy znalazł w poecie obrońcę najwy­
mowniejszego ; ustępy o niewoli chłopskiej należą do najsilniej
i najbarwniej nakreślonych epizodów poematu. Poeta rozróżnia
wyraźnie „złych panów“ od ludzkich i łagodnych, a położenie
ludu przedstawia w ciemniejszych barwach, aniżeli było isto­
tnie, by wzruszyć lub nastraszyć karą boską panów odrzychłopskich, jak ich nazwie późniejszy pisarz.
Nie brak też w „Victoria Deorum“ jaśniejszych epizodów :
kilka ustępów zachwala życie chłopskie, jako wzór pogodnego
zżycia się z przyrodą. Pierwiastek satyryczny spotyka się z sie­
lankowym nastrojem pochwał „wsi szczęśliwej i wesołej", two­
rząc pozorny dysonans.
Rozdwojenie to widzimy także we „Flisie". Polska jest
krajem żyznym, tu pola bogate i żniwa spokojne, „Tu chłopek
wesół, bo pewno ma wszystko, kiedy ma żytko“ “).* 2
’) Victoria Deor., str. 620—2.
2) Flis, wyd. Węclewskiego, str. 12.


31

Wacław Nartowski.

Ma zresztą i „woły tuczne i owce rogate“, skąd odzież
ma gospodarz, mięso i ostatek w mieszek. Bogactwo drobiu,
zwierzyny i ryb „owa Polakom na niczem nie schodzi, wszystko
się rodzi“ *).
Obraz ten pogodny zaciemniają jednak skargi na „drogość“, na zanik dawnej „prostości ojczystej“ 2),2 co nastąpiło,
gdy okręty zjawiły się u Gdańska, wówczas zaczęto palić lasy
na popiół i wyrzynać na wańczosy, na co skarży się również
„Satyr“ Kochanowskiego, a szlachta wzięła się do gospodarki.
1 chociaż pan orze stare pola i nowiny pracą chłopską, który
„jak osieł“ nie osycha z potu, robiąc dzień i noc, wszystko to
szlachcicowi nie wystarcza, choć zabiera także księże dziesię­
ciny i cudzego umyka, bo „co się urodzi na polskim ugorze,
to połknie morze“. Gdańsk — to Chłańsk, zawoła poeta, co
wiedział, gdzie giną poty „cnych kmiotków'“. Wystawne życie
(„pan żyje szumno“) — to przyczyna złego; życie nad stan
sprawia, że co „pilność ugoni“, to „zbytek uroni“ — stwierdza
poeta, znający z autopsyi („ja na to patrząc") ówczesne sto­
sunki :
„Pan nie nasyci morza bezdennego,
Wsi nie nasycą pana choć jednego.
Tak wszystko ginie, co użną poddani,
Jakby w otchłani!“3)

Widząc ten stan rzeczy, poeta zawoła bezradnie: „biada
mi na świecie“, gdyż „oba potrzebni, i pan i kmiecie“, a je­
dnak sprzeczne ich tendencye i interesa gospodarcze, więc z ni­
kąd nadziei poprawy. Chciałby podać radę, wezwać do prostoty,
do zaniechania wyzysku potu kmiecego, poniechania zbytku,
widział jednak bezsilność swego głosu wobec konieczności
dziejowej ; bolało go, że życie tak odbiegało od idei, głoszo­
nych przez Chrystusa, a nic nie wskazywało lepszej przyszłości ;
czuł, że kmiotkom nie wiele pomoże a tylko na siebie ściągnie
nienawiść, więc pożaliwszy się nad swoją bezsilnością, kreślić
będzie dalsze strofy tego wierszowanego „przewodnika“ dla
flisaków.
Ostatni większy utwór Klonowicza „Worek Judaszów“
(1600) o treści wyłącznie satyrycznej spowodował poetę do po­
0 Flis, str. 13.
2) Tamże, str. 21.
3) Tamże, str. 22.

— 32 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

nownego wypowiedzenia się w kwestyi chłopskiej. W „Victoria
Deorum“ poznaliśmy zrąb poglądów Klonowicza, „Worek“ nie
przyniesie w tej sprawie wiele nowego. Podobne naświetlenie
a nawet podobne zwroty nasuwają przypuszczenie, że autor
szereg myśli i porównań przejął z „Victoria Deorum“, przy­
brawszy je w szatę rodzimą.
Szczególnie ustępy, omawiające niedolę kmiecą, są, jak
z zestawienia tekstów widzimy, prawie w połowie refleksem
wynurzeń poety w „Victoria Deorum“.
Porównajmy teksty poematów:
„A lew gwałtem wydziera, co
[ugoni, trzyma,
1 szpik z kości wysysa, krew
[z ciała wyżyma“.
Worek Judaszów (wydanie
Turowskiego str. 51. Wydanie BobrowiczaHßiblioteka kieszonko­
wa klasyków polskich“: Dzieła
Klonowicza t. II str. 11. Lipsk,
1865).

„Niechaj kto chce narzeka, niech
[krwawe izy leje,
Niech szkody swej żałuje, od fra­
sunku mdleje.
Nie ma głodny brzuch uszu, pró[żne to są słowa,
Niema uszu łakoma tajstra Ju[daszowa".
Tur. str. 54; Bobrow. str 16.

et velut 1 eo...
■.. humana medullitus ossa
exhaurire soient.
Victoria Deorum, str. 226.
At nos cur homines hominum de[pascimur ossa,
Extrahimus totos epoto corpore
[succos?“ Str. 573.

„Non flectas illos, etiam si san­
guine p 1 o r e s
str. 226.
„Si plorat populus graviore tyran[nide tortus
Obturant aures et inexorabile
[pectus. Str. 239.
„Non movet immitem dominum
[non ficta doloris
Effigies..
Ex oculis manant lacrimae...
Nonque preces illam, pietas non
[mitigat ulla“. Str. 227.

„Nie dba na ryk bydlęcy, na chłop­
skie biadanie
Łacny wilk, byle swoje odprawił
[śniadanie“.
Tur. str 54; Bobr. str. 15.

„Cur premis...
...populum iure lupino“. Str 616.

„1 y cao n e s — wilkowicy“ Str.574.

— 33 -

3

Wacław Nartowski.
„I tak lichwiarz wypija utrą pio[ne ludzie:
Jak wysysa krew ludzką p i j a w[k a na udzie.
Jak smok afrykański pragnący
[i głodny
Chce krwie Elephantowej...
Tur. str. 130; Bobr. str. 115.

„Qui venis affixi peius hirudi[n e mulgent
Viscera egenorum, et sucto
cum sanguine vitam,
Et velut ungue premit potatque,
[famelicus agnum
Collecta rabie et Libycis leo sae[vit in agris“. Str. 226.

„Jeźli kmiotków nie wyssał,
[chce jeszcze wyżymać“.
Tur. str. 134; Bobr. str. 121.

„Extrahimus totos epoto corpore
[succos . Str. £73.

„Ale rolnik opatrzny, lich[wiarz sprawiedliwy:
Kopa, lezie za pługiem zgar­
biony i krzywy.
Trapi czeladź i bydło: cie[mięży poddane,
Cierpiognie i deszcze,wia[try rozgniewane.
Wiezie gnój, radli, skrodli,
ugorzy, odwraca,
Sieje, plewie, ogania, pieniądz[mi opłaca,
Żnie, wozi, młóci, wieje, miele,
[piecze ; zatym
Karmi czeladź i bydło. Jeszcze
[mało na tym :
Bo kmiolaszek ubogi, ustawnie
[do dwora
Robi sobą i bydłem aże do wie­
czora,
Karmi sią ustawiczną bie-'
[dą i kłopotem,
Cierpi kuny, biskupy, korbacze,
[gąsiory,
Osoczniki, pochlebcę, podatki, po­
bory, —
I pany furyaty, opiłe tyrany,
Pyszne, chciwce, wszeteczne,
[gorsze niż pogany.

„Semper in aerumnis, excar[nificatur, anhelat
Arida rusticitas, horret, sitit, esu[rit, alget,
Sudat, portât onus, queritur, sus[pirat et omnes
Noctes atque dies opera[tur, et omnia debet
Ingrato domino: cuius compendia
[curans,
Decipit ipsa suum Geniům, tor[retur in aestu
Et tremit hybernis Aquilo[nibus atque pruinis,
Imbre madet, famulos si[m u 1 et veterina fatigat
Vix oculos operi furatur...
Str. 227.
„R u st i c u s...
Hic a rat, hic pingues invertit
[vomere glebas,
Proscindit, minuit r a s t r i s, of[fringitaratro

Sementimquefacit. Naturae
[cre d it o r almam
Occulit in terra Cererem, f o e[nusque reposcit.
Str. 227-8.
„... agricola... proscindit in[ertes
Atque rudos agros, invertit
[rura secundo,

— 34 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.
Tertiat, occat, arat, glebas friat
[atque fatigat. Str. 228.
Liczne wzmianki o sudor coloni
[str. 236, 238 n.
„Agricolae sancti, quos nocte
[d i e q u e fatigat
Impius etcrudelis herus,
[q u i sole coquuntur
Assiduo, quos hic emungit avara
[t y r a n n i s,
Quos feritas premit et mon[strosa s u p e r b i a calcat ?
Str. 173.
„Ach biednaż jego lichwa do[brze to zapienia,
Co mu Bóg da z wiecznego swe[go opatrzenia.
ChociaBóg sią rozgniewa
[na pieszczone pany,
Musi ten gniew odnosić na
[sobie poddany.
Przyjmi wszystko za dobre, co
[przyniesie rola;
Mówi z pokorą: Niech się dzieje
[Boża wola,
Chocia grady potłuką, choć susza
[zaszkodzi,
Chocia spasie zły sąsiad, osta­
tek ukradnie ;
Kiedy chybią ogrody, więc do la[sa na gier,
Jeźli pola szwankują, do dąbro[wy na żer.

„Quicquid délirant reges
[p lectuntur Achivi.
Str. 232.
»... plebs incondita
Expiât excessus ignobilis hostia
[regum. Str. 235.

zty sąsiad str. 504.

„Quod si spes longas operam[que fefellerit annus,
Agricolae silva s, antiqua cu[bilia, vi sunt,
Nutrices quercus et vescas undi[que fagos
Concutiunt, dum cara seges,
[Cererisque malignae
Parca manus paleam stramentaque
[inania pascit.
Str 230.
„Glandibus agricolae solantur et
[illice ventres
.. Quercus atque nuces...
.. Fungi boletorumque caterva...
Str. 230.

Wacław Nanowski.
„Nie szemrze, nie swarzy sią z zie[mią i z Bogiem,
Żywi sią nieboraczek barzo niz[kim brogiem.
Wiąc musi czekać lata i słuszne[go żniwa,
Bo zimie nie będzie żął; zamar[zła mu niwa
Z tejże lichwy daje księdzu
|d z iesiącinę
Snopki, meszne i pobór, czyn[s z e, pańską winę,
Stądże suknią konika kupić, krów[kę, wołku,
Stąd jałmużną dziadowi,
[obuwie pachołku".
Tur. wyd. str. 132; Bobr. 118—9.

„Rusticus..
Inde sacerdoti decumas Di[vumque ministris
Laetus decidit: paltem depro[mit egenis,
Inde coactori censům dependet
[avaro“.
Str. 137.

Spotykamy często te same myśli i obrazy a nawet poró­
wnania i wyrażenia. Gdyby poeta, nie lękając się narazić „Ju­
daszom zębatym“, napisał czwartą część „Worka“, znalazłyby
się tu niewątpliwie jeszcze częstsze reminiscencye z łacińskiego
traktatu o wychowaniu prawdziwego herosa, gdyż niezawodnie
poświęciłby poeta sporo miejsca uciskowi „kmiotków“, co wska­
zuje treść zamierzonej ostatniej części poematu. Oto w przed­
mowie wierszem zatytułowanej : „Autor do czytelnika“ opisuje
poeta z kolei lwią skórę;
„Czwarty rodzaj tyraństwem i mocą narabia,

Tak cudzy pot i pracę do siebie przewabia“ ‘J.
Planowana czwarta część „Worka“ nie wyszła jednak
z pod pióra Klonowicza, a poeta ogranicza się do przedstawie­
nia niedoli ludu w jednym obszerniejszym ustępie, zaczynają­
cym się od słów: „Ale rolnik opatrzny, lichwiarz sprawiedli­
wy...“*2) Ustęp ten to jakby rejestr prac chłopskich, rejestr
kłopotów i wydatków. Autor stwierdza fakty bez częstych
w „Victoria Deorum“ apelów i nawoływań do szlachty. Wobec
rosnącej reakcyi i nietolerancyi wolał może poeta nie narażać
się, lub stracił wiarę w dobrą wolę panów-furyatów, tyranów,
opilców, co wskazuje ustęp:
„Nie ma głodny brzuch uszu, próżne są to słowa,
Nie ma uszu łakoma tajstra Judaszowa“ 3).
') Worek Judaszów, wyd. Tur., str. 52; Bobrow str. 12.
2) Tamże, wyd. Tur str. 132; Bobr. str. 118—9.
3) Tamże, wyd. Tur. str. 54; Bobr. str. 16.

— 36 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Ogranicza się więc autor „Worka Judaszowego“ do zszeregowania prac i ciężarów kmiecych, tworząc jakby litanię bied
chłopskich.
Chłop-rolnik, to lichwiarz sprawiedliwy, bo pobiera lichwę
od ziemi nie ludzi, co zabraniało prawo kanoniczne, jako rzecz
niechrześcijańską, oddając pośrednio obrót pieniężny w ręce
„niesprawiedliwego“ lichwiarza : żyda Lecz ciężki los „sprawie­
dliwego' lichwiarza-rolnika ; zgarbiony nad pługiem w pocie
czoła pracuje na chleb, a nadto musi dworowi odrabiać pań­
szczyznę. Opornego lub opieszałego kmiotka czekają kary.
Kuny, korbacze, gąsiorył) itp. przyrządy służyły do karania
poddanych „wedle rozumienia swego“, co gwarantowała konfederacya radomska z r. 1573. A prawo to wykonywali niestety
także panowie-furyaci, opilce, chciwce i nieobyczajni.
O sposobach karania poddanych napomknie także Cie­
kliński, autor przekładu „Potrójnego“ Plauta*2).i W utworze tym
scenicznym występuje pachołek Wójtowie, poddany pana Skarb­
ka, który bawiąc się nieźle przy boku swego pana, marzy
o tern, by stać się wolnym i szlachcicem, a to dla ujścia przed
plagami, które mu grożą z rąk pańskich.
„Bież chutko, Wojtowicu, wracaj się do pana,
By na cię i na grzbiet twój nie spadł pogrom z pukiem
...Patrz, żeby skóra twarda, porzezana,
Wołowa nie doięłać aż do kości, jeśli
’) Korb acz = rzemień do bicia (bykowiec) — ("Linde).
Gąsior — przyrząd do wymierzania kar za mniejsze występki,
składający się z dwóch słupków na kilka łokci od siebie odległych
i dwu desek zasuwających się na podobieństwo płota w te słupki. W de­
skach były wyrżnięte otwory na szyję i ręce, do których zamykano czło­
wieka w postawie, jakby chodził po ziemi na czworakach. Takie gąsiory
znajdowały się przy domach wójtów, sołtysów, na rynkach miejskich
i dziedzińcach dworskich. Zamknięcie do gąsiora było nie tyle na ból
ile na wstyd publiczny obliczoną karą- Nazwa zdaje się pochodzić od
tego, że zamknięty do gąsiora winowajca miał z daleka postać nieco
podobną do gęsi z wyciągniętą szyją.
Tym samym rodzajem kar dawnych była kłoda (przymykanie rąk
lub nóg między dwa bierwiona drzewne) i kuna żelazna. [Wedł. Glo­
gera: Encykl. staropol.].
Kuna — żelazna obręcz do więzienia złoczyńców (Linde).
2) Piotra Cieklińskiego: Potrójny z Plauta. 1897, wydał Czubek.
Bibl pisarzy polskich.

— 37

Wacław Nartowski.
Na ten czas nie przybędziesz, gdy pan o tobie
Będzie pytał; bież prędko, nie postawaj! Zły duch
Te wymyślił z torkmyszów puhy. Tatarski to,
Psi, pogański wynalazek; nastawają na to
Miejsce korbacze, takiż niemal djabeł drugi.
Od Węgrów we trzy kije już się też bić uczą;
Mnie i jeden dębowy smagły barzo przykry“ *).

Bicie we trzy kije wspomina również Rej w „Wizerunku“:
„Chłop (woźnica) też łaje za piecem, czyrwoną maść pije,
Bo mu gędli z wieczora na trzy głosy w kije“. R. VI, 623-4.

Na innem miejscu współczuje Ciekliński z „biednymi chło­
pami“. których konie zabierają na podwody pod „skrzynki,
skrzyneczki, pudła, pudełeczka“ szlachcianek, — tak, że nie
mogą wczas zasiać ani zwieźć plonu, co w kopach gnije z po­
wodu deszczów. *2j
Obszerniej zajmują się stosunkami społecznymi wsi pol­
skiej Andrzej i Piotr Zbylitowscy.
Andrzej, chwalca zalet życia wiejskiego, napomknie, że
„robotny oracz“ to podstawa budowy społecznej 3), bo „na nic
zamki i miasta“ bez pracy oracza, który je żywi. Chłopek rów­
nież stara się, by stół szlachcica-ziemianina opływał w dostatki;
znosi kuropatwy, chwytane w sak, iużto kapłony, koźlęta, gęsi
lub kaczory — „jednak darmo nie przyjdzie on nigdy do dwo­
ru“ 4)* nawykły, że bez „poczty“ nie godzi stawać przed
panem 6).
W nutę społeczną uderzy jeszcze silniej Piotr Zbylitowski
w satyrycznym dyalogu p. t. „Rozmowa szlachcica z cudzo­
ziemcem“ 6). Podobnie jak Bielski, autor gorszy się zbytkiem
szlachty i mieszczan, opłacanym pracą chłopów — „niebora­
czków“, którym „pan chciwy“ wszystko zabiera. Opis roz­
paczliwego położenia chłopstwa przypomina jaskrawy obraz
Klonowiczowej jeremiady chłopskiej w „Victoria Deorum“. Oto
4) Tamże, str. 114—5. (pogrom z pukiem = napaść z razami, bi­
czami; z torkmyszów puhy = bicze z pociętej skóry wołowej.)
2) Ciekliński, 1- c. str. 58.
3) Żywot szlachcica we wsi, str. 16.
4) Tamże, str. 6.
6) Zob. Korczewskiego : Dyalogi, str. 54, w. 510—5.
6i „Niektóre poezye A. i P. Zbylitowskich“ wydał Turowski, Kra­
ków, 1860, paginacya każdego poematu osobna.

— 38 -

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

w usta cudzoziemca wkłada poeta następujący obraz niedoli
ludu:
„Podobno dla takiego waszego rozchodu
Podległo jest ubóstwo tak wielkiemu głodu.
Co to tylko zgłodniałe po polu się błąka,
A już mówić nie może, tylko trochę krząka,
A jeden widzę ze sta, co mu trochę poda
Chleba, zmiłowawszy się, albo warzy doda.
Cóż to jest przebóg żywy, co to za lud u was ?“ *)

Za ucisk i brak miłosierdzia nad „chudziną“ grozi poeta,
jak wielu innych, sądem Chrystusowym. Przyczyną tego, że
„w każdym kącie“ ubóstwo „zdycha, nie jadając chleba“, to
spust do Gdańska, na co autor narzeka podobnie, jak Klonowicz, i radzi przynajmniej w lata nieurodzajne zaniechać żywie­
nia swym chlebem świata, skoro sami mało go mamy. „Fliśnik“
przytacza w swej obronie na usprawiedliwienie „spustu“, że
w zamian przywozi na szkucie śledzie, sukno i cynę, za które
szlachcic ma wtóry zysk; dodajmy znowu przeważnie kosztem
chłopa, któremu np. za śledzie naznaczano dowolną cenę, zmu­
szając nawet czasem do kupna.
Ta litość dla chłopka-nieboraka, któremu i chleba nieraz
brakło, znajdzie wyraz ponowny w drugim poemacie Piotra
Zbylitowskiego, wychodzącym poza ramy XVI w. w „Schadzce
ziemiańskiej.“ *2) Podobnie jak M. Bielski, jak Kochanowski
i Klonowicz, zaświadcza również Zbylitowski pogorszenie sto­
sunków poddańczych. Minęły czasy, w których chłop miał rą­
cze konie do uprawy roli, w których w skrzyni leżało sto grzy­
wien, — czasy to dawne, pradziadowskie. Poeta wzywa zie­
mianina :
„Spytaj nędznej chudziny, ubogich poddanych,
Kiedy się lepiej mieli, jeśli czasów onych,
Czyli teraz za tego mościwego pana?“ 3)

I kreśli następnie rozpaczliwy obraz wsi obecnego szlach­
cica, co otoczywszy się zbytkiem, każe się tytułować; „Waszmością“. „Zinaczyły“ się wioski, nie tylko pochyliły się na dół
’) Rozmowa szlachcica, str. 42.
2) „Niektóre poezye Zbylitowskich1' wyd. Turowskiego (1. wydanie
z roku 1605).
s) Tamże, str. 16.

- 39 —

Wacław Nartowski

chałupy, ale pełno pustek na miejscach dawnych zabudowań;
chłop w biedzie, brak bydła pociągowego, brak krów, owiec, na­
rzędzi rolniczych, słowem: nędza.
„Kmiotek nędzny parę szkap tylko ma zmorzonych,
Parę wołków założnych i to wyrobionych.
Owieczka nie zaryczy, krowiczka nie ryczy,
Gospodyni na wieczór widzę nic nie liczy,
A czasem i dwa chłopi na pług się sprzęgają,
Kółek płużnych i żelaz sobie pożyczają“ Ł).

Ale i we dworze nie lepiej wskutek pijaństwa i rozpusty.
Jakież stanowisko zajmuje wobec tych stosunków autor?
Jak inni satyrycy, podobnie i Piotr Zbylitowski zawezwie
do poniechania zbytku, boć „nie na to nędzni ludzie na nas za­
rabiają“, ufając, że wówczas wystarczy i na poratowanie nędz­
nego i „przystojną“ żywność dla pana. 2) Ciekawszym aniżeli
ta poczciwa a steoretypowa rada jest ustęp „Rozmowy szlachcica
z cudzoziemcem“, przedstawiający sposób myślenia szlachcica,
który wyzyskuje chłopa 3). Poeta, zrosły z sferą ziemiańską,
podchwycił świetnie sposób kalkulacyi szlachcica wioskowego.
Argumentacyi tej przeciwstawia autor argument o wiele silniejszy
za ulżeniem kmiotkom, aniżeli obawę sądu ostatecznego lub na­
woływanie do prostoty przodków — a jest nim groza stracenia
siły roboczej chłopa. Zbylitowski znał ówczesne stosunki i oce­
niał trafnie znaczenie zbiegostwa, przeciw któremu daremnie
przez półtora wieku wydawano ciągle nowe ustawy, nie mo­
gące zatrzymać fali chłopskiej emigracyi i dlatego zapyta:
„Co potem z nami będzie, gdy tak spustoszymy
Swoje wioski, i swoje chłopki rozpłoszymy?
Orać sobie zapewne sami nie będziemy,
Ani ciężką kosą siec siana nie możemy.
A jeśli ani chłopek, ni sam robić będę,
To niedługo o głodzie w swoim kącie siędę,
A moja rodna rola odłogiem mi leży,
Ostatni chłopek ze wsi przed niewolą bieży“ 4).
*) Tamże, str. 16.
2) Tamże, str. 35.
3) Tamże, str. 41.
4) Tamże, str. 41.

40

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Takim obrazem straszy sam szlachcic, Zbylitowski, braci
ziemian, by nie „wyciskali chłopka... prawie z drogiej dusze“
na zbytkowne stroje, konie, wozy. Wprawdzie Klonowicz rów­
nież przedstawiał opłakany stan wsi, opuszczonej przez kmieci,
lecz ustęp Zbylitowskiego, pominąwszy, że w ojczystym skre­
ślony języku, o wiele silniej i dobitniej przemawia do czytelnika
Autor podkreśla stale swą łączność z szlachtą (co z nami bę­
dzie itp.) lub utożsamia swe interesa z interesami ziemian (sam
robić nie będę, ma rola, bo ja muszę obmyślić itp.), przez co
poemat uzyskuje walor bezpośredniości i nie razi moralizator­
stwem ; a nadto potęguje wrażenie kontrast przeciwstawienia
wywodów poety argumentacyi, starającej się usprawiedliwić
i wytłumaczyć konieczność podwyższenia ciężarów chłopskich.
W poezyach Zbylitowskiego poznajemy świetnie sposób
myślenia ówczesnego szlachcica; oto jak określi poeta np.
ius vitae necisque, przysługujące szlachcicowi :
„Sieła wolno, choć nie wszystko godzi,
A nawet swoje wioski wolnoby mu spalić
I poddane pościnać, wszystko z gruntu zwalić“ 1).

Lecz ta swoboda w złem gorszy poetę i dlatego pragnąłby
„korektury“ praw, by znikła nierządna wolność, pogrążająca
w niewolę.
By zilustrować wartość groźby zbiegostwa, rzuconej przez
Piotra Zbylitowskiego szlachcie, lud ciemiężącej, posłużymy
się słowami wytrawnego badacza stosunków poddańczych prof.
Bobrzyńskiego : *2) „Siły roboczej wieśniaka poszukiwał każdy,
nie gardziły nią miasta, nie wyrzekł się jej dzierżawca dóbr
królewskich. Każdy przyjmował kmiecia, który zbiegł od bliż­
szego i dalszego sąsiada, zapewniał mu swobody, których nie
miał u dawnego pana, ukrywał go przed panem, a w danym
razie bronił się przed wydaniem drogą procesu. Zakazy i wy­
roki pozostawały więc bez egzekucyi. Każdy właściciel dóbr
musiał się dobrze namyśleć, czy zwiększając ciężary poddańcze
włościanom, nie popchnie ich tern samem do ucieczki, a ma­
jętności swej nie narazi na pustkę“.
') Tamże, str. 44.
2) Karta z dziejów ludu wiejskiego w Polsce. (Rocznik Ak. Umiej.
Kraków, 1902, str. 176).

— 41 —

*

Wacław Nartowski

Poświadczają to konstytucye sejmowe, jak cytowana1)
przez prof. Bobrzyńskiego z r. 1593, w której czytamy: „swa­
wola wielka w ludziach plebei generis utriiisque sexus bardzo
się rozbieżata, tak, iż kmiecie z ról, zagrodnicy z zagród, sy­
nowie kmiecy i córki ich od rodziców swych, słudzy od pa­
nów na hultajstwo uciekają...“
Zbiegostwo kmieci było więc niewątpliwie czynnikiem ła­
godzącym poddaństwo, lecz wartość tego regulatora ciężarów
kmiecych była ograniczona trudnościami wychodźtwa ; nie mógł
uciekać ten, co miał jaki taki inwentarz gospodarczy, — więc
przeceniać jej nie należy, jak to czyni historyk cytowany2).
Także w pismach Szymonowicza znajdziemy cenne
przyczynki do charakterystyki poddaństwa kmiecego. Są to dwie
sielanki, które mącą jakby pogodny ton reszty „sielanek“ —
jedna to „Pastuszy“ (XVII) druga powszechnie znany poemat:
„Żeńcy“.
W pier wszej3) rozmawia dwóch pasterzy, Soboń i Symich,
0 ucisku, jakiego doznają od urzędników, już „ubóstwu“ i pola
1 łąki odjęli, teraz bronią wstępu do lasów i nie pozwalają
paść w lesie. Lecz Soboń nie kłopoce się zakazem, ufny, że
jakim podarkiem zyska zezwolenie urzędnika, który i tak dba
tylko o swoje dobro. Dawania podarku odradza drugi pasterz
w obawie, by przez to nie wprowadzić nowej daniny, i tak
przedstawia rozwój stosunków pańszczyźnianych 4):
„Dawno tak baba rzekła: co dalej, to gorzej,
Dziś szczyptami odprawisz, jutro nasyp sporzej.
Naciężej nogę wstawić. 1 te dziesięciny
Naprzód nastały barzo z niewielkiej przyczyny.
Przedtem nic nie dawano Darmośmy pasali,
Bryndzę tylko, albo ser na pocztę naszali ;
Potem barana; alić tego zawsze chciano —
Na koniec dziesiątego co rok wytykano.
Teraz na nowe co się da urzędnikowi,
Wciągnie się to w obyczaj ; bo skoro się dowie
Pan tego, będzie kazał sobie za swe płacić.
') Tamże, str. 186.
2) Tamże, str. 184.
3) Szymonowicz S., Sielanki i kilka innych pism polskich. Wyda­
nie Stan. Węclewskiego, Chełmno, 1864, str. 105 i n..
4) Tamże, str 106, w. 19—32.

- 42 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.
I tak musimy na tern dwojako utracić,
Bo i urzędnik będzie macał swojej dziury
Na ostatek nas będą drzeć tylko nie z skóry“.

Soboń nie radzi tak ostro brać się do rzeczy a raczej od­
dać się opiece Boga, który daje dla wilka i dla człeka złego
i dla pana, więc nie godzi wszystkiego odbiedz, a jeźli grozi
jakaś strata, szkodę Bóg nagrodzi.
W sielance „Żeńcy“ jest przedstawiona scena z żniw. Żni­
wiarki, Oluchna i Pietruchna, skarżą się na twarde serce urzędnika-starosty, który, stojąc nad żeńcami z maczugą i biczem
u pasa, nawołuje do roboty : pożynaj, nie postawaj ! Nahajki
swej, zwanej korbaczem, nie nosi daremnie; oto widzimy, jak
katuje jakąś Maruszkę : „ciął ją przez łeb — krwią się obliznęła“. Krwawa ta sylwetka jest jakby dopełnieniem Klonowiczowych skarg na twarde serca „urzędników“.
Po wyczerpaniu głosów, charakteryzujących społeczną
dolę chłopów, rozpatrzmy stosunek pana do ludu wiejskiego.
Zupełna zależność chłopa powoduje lekceważenie ludu, —
„kmiecie swe stroi pan dziwnie k’ swej myśli i zimie i lecie“ ; *)
pan, używający złotej wolności, świadom jest przepaści, która
dzieli szlachcica od chłopowica,2) choć nie braknie panów, co
rozmiłowani w gospodarstwie, zadowoleni z dobrobytu, odno­
sili się do chłopków z patryarchalną łaskawością: „Z kmiot­
kami sprawa, moja zabawa,“3) mógł powtórzyć niejeden zie­
mianin, co nie był twardy dla poddanych.
Kmiecia uznaje szlachcic za swą własność (kmiotki gnąbią nam bez winy), stąd płyną dobre i złe następstwa. Kmiot­
kowi wyrządzoną krzywdę uważał szlachcic za własną i wsta­
wiał się za nim w sądzie, gdzie zresztą chłop nie istniał jako
własnowolną jednostka. Zaznacza to dobitnie Pan w „Rozprawie“
Rejowskiej :4)
„Bo pan musi strzedz twej krzywdy
Aby jej niskąd nie miał nigdy“.
’) Rej, Wizerunk, R. X., w. 65—6.
2) Grotowski: Socrates.
3) Piotr Zbylitowski, Kondycya szlachecka. Wyd. Tur., str. 65.
4) Rozprawa, str. 35, w. 1026—7.

— 43 —

Wacław Nartowski.

Podobnie Pan w „Rozmowach“ Korczewskiego : v
„Wspominasz tu, księże, poczty,
Kury, jajca, czynsz doroczny ;
Toć my od poddanych mamy,
Iż się za nie zastawiamy,
Broniąc ich od wszelkiej krzywdy.
By jej nie zaznali nigdy“.

Identyfikowanie pana z kmieciami zaznacza i ustęp „Wize­
runku",2) w którym Rej gani zwyczaj szlachty wyrównywania
wzajemnych uraz na skórze chłopów. Kmiotkiem rozporządza
pan jak przedmiotem; ciągłe skargi na zbytek szlachty wspo­
minają niejednokrotnie o zastawianiu kmiotka na zakupno ada­
maszku lub kosztownego powozu 3).
Lecz nie wszyscy poddani znajdowali się w jednakowym
stosunku do pana, którego, o ile nie mieszkał we wsi, zastę­
pował prawie przysłowiowo surowy i nieuczciwy urzędnik;4)
oto pośród gminu wieiskiego wybijał się na czoło wójt, nadto
pewne uprzywilejowane stanowisko miał włodarz, młynarz5)
i karczmarz. Wójt stanowisko swe szczególniejsze zawdzięczał
łasce pańskiej, ale pomimo braku praw rzeczywistych miał pe­
wne względy u dworu, które mu jednały znaczenie pośród
chłopów. Na niego spływał drogą tradycyi urok dawnej władzy
sołtysiej, on był teraz także pośrednikiem między dworem
i gromadą, lecz bez dawnej siły i wpływu Rej, ceniąc oddzia­
ływanie wójta na wieś, napisze:6) jaki wójt taka i gromada,
a w „Rozprawie“ przedstawi śmiałka, co nie lęknie się panu
i plebanowi prawdy rzec w oczy. Wójt reprezentuje jakby t. z.
chłopski rozum, czego przykładem świetnym jest t. z. sołtys
w komedyi „Sołtys z klechą“.
Musiało jednak z biegiem czasu pogorszyć się stanowisko
wójta, skoro tenże autor „Krótkiej rozprawy“, gdzie wójt śmie
‘) Rozmowy polskie: Rozmowa wtóra Str. 54, w. 516— 521.
*) R XI, w. 891-902 (Zob. Lud XX s. 11).
3) Bielski, Rozmowa baranów '.VII), w. 741 — 4 str. 4”; Zbylitowski: Wieśniak, w. 69—73; Rej, Wizerunk, R. II., w. 355- 6.
4) „Źli urzędnicy. Ano co więc z nędznika i z skóry wygnębią“. Rej, Wizerunek, R. II., w. 619.
5) „Urzędnik z młynarzem“ Reja Apophtegmata, wyd. Kallenba­
cha, str. 87.
6) „Bo jaki więc wójt bywa, taka i gromada,
A jaki bębennica, taka i biesiada“. Wizerunk, R VII, w. 1115—6.

— 44 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

„przemówić“ pana, przedstawi w „Zwierciadle“ wójta, któremu
się dziwują, że się do dworu ciśnie, gdzie nim jak osiem ro­
bią, łają mu a czasem i we grzbiet dadzą ; — prawda to, mówi
wójt, ale miło rm iż się z panem namówię a iż mnie panem
wójtem zową1). Przystęp do dworu wyzyskuje wójt przeważnie
na swą korzyść, szkodząc nierzadko niemiłym sobie sąsiadom.
Sylwetkę takiego wójta, intryganta widzimy w „Zwierzyńcu“
w epigramie p. t „Wójt“. Wobec chłopów udaje ich obrońcę,
radząc zebrać się dla ochrony przed nowym starostą (ekono­
mem), u dworu zaś zachwala swą wierność, przedstawia nieza­
dowolenie gromady i wskazuje kilku rzekomych sprawców
rozruchu *2).3
Piecza nad gospodarstwem domowem M należała do dwo­
rek, podczas gdy nadzór w gospodarstwie powierzony był wło­
darzowi, którym bywał chłop; zwierzchnikiem jego — sta­
rostą — nie był prosty chlopowic. lecz przeważnie jakiś szlachcic-chudopachołek. Stanowisko i zajęcia włodarza określa Rej
trafnie w poświęconym włodarzowi epigramacie :
„ . ■ sam nic nie robi, jedno rozkazuje,
A pan starosta też rad, iż mu pochlebuje“ 4).

Włodarz, mając podobnie jak wójt, przystęp łatwy do
pana, doznawał niejednokrotnie przejawów łaski lub niełaski
pańskiej. W braku gościa lub innego miłego towarzysza nie
ograniczał się czasem pan do instrukcyi gospodarczych, lecz
w przystępie dobrego humoru uczęstował starego włodarza, by
zasięgnąć wiadomości o czasach dawnych. Przy dzbanie powie­
dział włodarz niejedno, co zresztą ukrywał, bojąc się słów­
kiem wylecieć. Taką rozmowę skreślił dziedzic pól czarnoleskich
w wierszu p. t. „Przymówka chłopska“ 5). Forma dyalogu
i szczery realizm, przebijający z słów chłopa, wspominającego
z żalem czasy ojców, kiedy nie gardził pan kmiotka swojego
osobą i razem pijali, nie bacząc na „postawę“, ale na „wątek“,
]) Cytat wedle Briicknera monografii o Reju str, 305.
a) Rej, Zwierzyniec, j. w., CXXXIV str. 269.
3) „Dwornie z ko! ty się teraz przesypiasz w porudnie
Likorys krowy doi... itd.“ Szymonowicz, Sielanka XIII. Zalo­
tnicy, wydanie Węclewskiego, str. 82, w. 161—4.
4) Rej, Zwierzyniec, j. w. str. 268.
5) J. Kochanowskiego. Pieśni, księgi pierwsze (Bibl. powszechna
Złoczów, Nr. 559—560, str. 34).

45 -

Wacław Nartowski

nadaje krótkiemu, bo zaledwie dziesięć wierszy obejmującemu
wierszowi urok dziwny. Zdaje się czytelnikowi, że widzi poetę,
rozmawiającego z włodarzem i rodzi się mimowolny żal, czemu
poeta poskąpił więcej obrazków z życia chłopa, które jako
ziemianin znać przecie musiał.
Gorszem pod względem ekonomicznym i społecznym od
stanowiska kmieci, było położenie czeladzi. Miał ją zarówno
zamożniejszy kmieć, jak i pan ; lecz gdy u kmiecia nieliczna
czeladź stanowiła jakby rzeczywistą część rodziny, u pana prze­
ciwnie wielka ilość służby zdana była zupełnie na łaskę i nie­
łaskę. Panujące w tej mierze stosunki odkrywa przed czytelni­
kiem wierszowany „noworocznik“ gospodarski, w którym cze­
ladzi sporo poświęcono miejsca, podając jakby instrukcye dla
służbodawców i służących 0.
Autor nakazuje szanować sługę jak brata i wpierw napomnąć słowami, a dopiero, gdy nie posłucha, może pan uka­
rać nieposłusznego wedle woli, ale „nie stłuc, zranić, zabić jako
tyran“, bo to grzech wielki przed Bogiem. Kto dosłuży, winien
otrzymać płacę (myto) ; sług nie należy często odmieniać, po­
dobnie czeladzi nie radzi autor zmieniać często panu. Oto wska­
zówki udzielane czeladzi:
„Służ ty na roki panu dobremu,
Nie tułając sie z domu do domu.
Służ panu wiernie a nie na oko
Dzierż sie jak płota pana pierwszego,
Nie frymarcz sie co rok na inszego“ 2).

Były to jednak pia desideria panów, bo dalsze wiersze po­
dają szereg użaleń na czeladź, o którą musi pan starać się,
choć „służy łotrowsko“ ; gospodarz zmuszony jest folgować
słudze, bo ten „rzeczy : zły pan, u niego nie będę“. Widocznie,
że dawniej były stosunki lepsze, bo autor, narzekając na opie­
szałość służby, pisze:
„Zła teraz czeladź, nie chce nic cierpieć
I pana ledwie nad sobą chce mieć,
Do roboty trudno ją przynękać“ 3).
’) Gospodarstwo dla młodych a nowotnych gospodarzów teraz
znowu na ten nowy rok poprawione i rozszerzone przez M. W., 1596.
J) Tamże, s. Dlt r.
3) Tamże, str. D,, v

— 46 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowe*

Winę złych stosunków przypisuje lekkomyślności i utracyuszostwu czeladzi :
„Co przez rok wysłużył na swym panie,
Do kilku niedziel tego nie ostanie,
A choć się ma dobrze u jednego,
Zda mu się źle; chce zaś do drugiego
A gdy sie dostanie do inszego,
Musi robić, jak i u pirwszego“ ').

Nęciła nadto czeladź swoboda, dlatego ciągną do miast,
wolą — jak narzeka autor ziemianin, mikstatnikami być i robić
na dni ; „ale mistami rzadko grosz zbije, dwa dni robiąc, w trzeci
to przepije“ 2), inni idą w „hultaje“, kradnąc po wsiach, za co
nie raz gardłem płacą, jak to opisuje Klonowicz w „Worku
Judaszowym“.
O czeladzi nie zapomni też Rej. W „Wizerunku“ wzmian­
kuje o służbie dworskiej i gospodarczej3), w „Zwierzyńcu“ zaś
opisuje czeladź w osobnym epigramie 4). Oto służba skarży się
przed panem, że cierpi już pół roku brak obuwia, pan nakłania
w patryarchalnym tonie swoje „dziatki“ do dalszej cierpliwości :
„Trwaliście dłużej, dzieJ, już dotrwacie mało,
Ażby sie na tych targach wżdy co uprzedało,
1 u mnieć silny deiekt, wierę, na kalecie,
1 w mieściechmy potrosze winni, sami wiecie !“

W następnych wierszach znajdujemy wyjaśnienie przyczyny
tych zbyt szerszych wynurzeń pana przed swą czeladką:
„Ale nie dziw, iż słudzy i pan nic nie mają,
Bo jaki pan, taki kram, równo dopijają !“

A może nawet pijali przy jednym stole; co tak gorszyło
zamożniejszą szlachtę, że wydano ustawę zabraniającą pociąga­
nie do odpowiedzialności sądowej chłopa, któryby szlachcica
razem pijącego poturbował.
*

Poznaliśmy utwory poetyckie w. XVI, omawiające społe­
czną dolę ludu wiejskiego Zaprawione przeważnie barwą saty') Tamże, str. D2 r.
2) Tamże, D, r- Mistatnik = drążkarz, posługacz.
3) Wizerunk, R. VI., w. 598—624 o woźnicy; R. VI., w. 522—8
o masztelarzu ; R. VIII., w. 439—40 o pastuchu.
4) Zwierzyniec, str. 267, CXXXI.

— 47 —

Wacław Nartowski.

ryczną, odsłaniają one, pomimo jednostronności, spowodowanej
tendencyą reformatorską, spory rąbek prawdy historycznej
i ukazują, że poezya XVI w. nie przemilczała kwestyi wło­
ściańskiej. Pierwsza z wieku i wartości podniesionych mo­
mentów Rejowska „Krótka rozprawa“ i Klonowicza krytyczne
sądy, zawarte w „Victoria Deorum“, to pierwszorzędnej war­
tości pisma ze względu na poetyckie wyrażenie istniejących
podówczas opinii. Inni poeci i inne pisma dorzucą szereg mniej
lub więcej cennych dopełnień, które uplastycznią całokształt
bytu społecznego chłopa, widzianego w różnych czasach, na
rozmaitych szczeblach socyalnego ustroju, przez autorów ró
żnych stanów, reprezentujących różne poglądy.

2. Prace wieśniacze.
Poeci malarzami zajęć wieśniaczych.

Większość poetów nie uważała za godne trudu opisywania
zajęć codziennych chłopa. Pisarze jak Rej, Korczewski i inni
tylko przygodnie uczynią w tym względzie wzmianki szczupłe;
i tak Korczewski napomknie o zwożeniu drzew do lasu '), au­
tor „Rozprawy krótkiej o niektórych ceremoniach“ wkłada
w usta klechy, wyliczenie kilku prac rolniczych 2) a Rej wspo­
mina jużto o pastuchu, co „jedno z kobiałką nad trzodą stoi
a do łasa pogląda, bo się wilka boi“ 3) ; jużto o pracy „oraczy“
przy świetle księżyca 4), jużto o chłopie, którego zajęciom rol­
niczym stale towarzyszy wrona 5), itp. ®).
Zajęcia rolnicze i gospodarcze uważano za coś zbyt po­
wszechnego, zbyt powszechnie znanego, by je opisywać wier­
szami. Dopiero pierwszy Jan Kochanowski, znający niewątpliwie
starożytne opisy trudów wieśniaczych a może i renesansowe
poematy włoskich autorów, uczyni w tej mierze wyłom, gdy
') L. c., str. 16, w. 257—8.
2) L. c., str. 18.
3) Wizerunek, R. VIII., w. 439 —40.
4) Tamże, R. I., w. 79—82.
r') Tamże, R. VII., w. 1050.
") Figliki. As, V-, Ac r.

48

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

skreślił w VI pieśni „Sobótki“ pory żniw, kiedy żyto w polu
„dostawa“ i czeka żniwa, przyczem wspomni o malowniczej
pracy żniwiarzy :
„Sierpa trzeba oziminie,
Kosa się zejdzie jarzynie,
A wy, młodszy, noście snopy,
Drudzy, układajcie kopy“ 1).
Opis ten skromny nie przedstawi w całej pełni obranego
zajęcia rolniczego ; malowniczy obraz dożynek znajdzie wyraz
zaledwie w kilku wierszach, w których poeta wspomni, że go­
spodarzowi ofiarowany bywa wieniec, gdy wszystko zboże już
zżęte. Po zebraniu zboża i złożeniu w brogi czeka żeńców od­
poczynek miły. Zajęcia rolnicze przedstawia także pieśń XII
„Sobótki“; tu poeta wzmiankuje o orce i innych zajęciach go­
spodarza :
„On łąki, on pola kosi,
A do gumna wszystko nosi.
Skoro ten siew odprawiemy,
Komin w koło obsiędziemy" 2).
Gospodarz też zajmuje się łowami, troska o czeladź i opa­
truje dobytek. Pracę z nim podziela „skrzętna gospodyni“; ona
dba o jadło i dogląda bydła, które pasie pasterz przygrywając
na fujarce. Zajęcia te rblnicze przedstawia poeta tak ogólnie, że
równie odnosić się mogą do życia zasobnego kmiecia, jak
i szlachcica-szaraczka, parającego się pospodarką. Pieśń XII
„Sobótki“ należy do szeregu poematów, przedstawiających wiej­
ską szczęśliwość, których pierwowzoru dostarczyła literatura
klasyczna, i jest pierwszym poematem tego rodzaju w literatu­
rze polskiej, jak cały poemat pierwszem literackiem przedsta­
wieniem zajęć rolniczych, sprawowanych przeważnie przez
chłopa.
Obraz zajęć ludu jest w poemacie Kochanowskiego, mimo
że całość tchnie wsią polską, pozbawiony szczegółów rodzi­
mych, któreby wybiły na nim znamię opisu stosunków ro­
dzimych.
Obszerniej zajmie się życiem wieśniaczem dopiero Klonowicza „Roxolania“, następnie tegoż „Victoria Deorum“ i „Flis“.
') Pieśni, ks. III., str. 106, wyd. Bibl. powszechnej.
2) Tamże, str. 114—5.

— 49 —

4

Wadaw Nartowski.

Chronologicznie pierwsza „Roxolania“ zawiera piękny obraz
życia ludu halickiego; w „Victoria Deorum“ znajduje się sche­
matyczny opis prac rolniczych wedle pór roku ; „Flis“ przed­
stawia zawód i sposób życia flisaków.
„1 szczęsne wioski odwiedzić się godzi“ ') to jakby motto,
które można zamieścić na czele „Roxolanii“, gdyż wieś przed­
stawia poeta, sądząc, że jest carminé digna. Autor kreśli naj­
pierw w efektownych barwach krajobraz wsi halickiej, poświę­
cając szczególną uwagę opisowi krasy lasów, a na tle bujnej
przyrody miejscowej szkicuje sylwetkę chłopa, co, jakby zro­
śnięty z lasem, korzysta z bogactw natury. Rustica turba umie
wszystko odpowiednio zużytkować. Chłop wyrabia pługi, wy­
gina obwody do kolas i wozów, które sporządza umiejętnie,
zastępując żelazo drewnem ;a) on wie, jakiego drzewa użyć na
dyszel, jakiego na osie, jakiego na soszne zęby s). Zrębane dęby
i jawory koci wieśniak do domu, suszy a następnie po zmo­
czeniu wygina dowoli i robi wozy, których koła niesmarowane
skrzypią zdaleka 4).
Szczególnego trudu wymagało zrobienie sochy „z łęgiem
garbatym, z rękojeścią krzywą i z wielkimi zęby“. Wzór sochy
i maź skrzypiących wzięli Haliczanie od sąsiednich Podolan,
którzy z trudem orzą rolę w sześć par wołów, pędzonych biczy­
skiem poganiacza, straszącego je przekleństwamiB).
Lasy nie tylko obfitują w drzewo, ale i wś ód nich znajdują
się bujne pastwiska, na których trawa przerasta grzbiety by­
dląt; tu kwitnie pasterstwo. Poeta opisuje stado kóz, których
broni dzielny kozieł, poczem przedstawia, jak pasterz żyje
z trzodą pod niebem, tworząc z nią niby nierozdzielną całość.
Przebywa on stale z bydlem w lasach i powraca chyba wtedy,
gdy woły mają być wzięte na rzeź lub użyte do pracy. Wół,
jakby przeczuwał utratę swobody, niechętnie rozstaje się z sta­
dem, które żegna rykiem. Zależnie od wyglądu idzie bydło albo
do jarzma lub pod nóż; co w tej sprawie rozstrzyga, opisuje
poeta obszernie, przypominając sobie może wywody doświad„Dicite et fortunati rura beata soli“. Roxolania, w. ł. 2; w. p.
2, str. 9.
2) Tamże, w. ł. 211—8; w. p. 206—216, str. 16.
’) Tamże, w. i. 219-230; w. p. 217-28, str. 16.
4) Tamże, w. ł. 241-251; w. p. 241-254 i 259—68, str. 17—18.
5) Tamże, w. ł. 287 -306; w. p. 285—304, str. 18.

- 50 -

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

czonego chłopa-gospodarza, co objaśniał ciekawemu mieszcza­
ninowi tajniki hodowli ') i napomknął także o zabobonnych
wierzeniach ludowych 2).
Niewyszukane i skromne jest życie pasterza : namiot z chróstu zastępuje mu dom, podobnie jak zamiast stajni służy za­
groda, najeżona kolcami jodeł, które chronią przed wilkami.
W zimie karmi pasterz trzodę zapasami, poczynionymi w lecie,
a czasem wypędza bydło do boru, gdzie skubie zachowaną pod
jodłami trawę. Krowy doi sam pasterz, zastępujący w tej pracy
kobiety. Czasem wyrządza mu znaczne szkody podstępny wąż,
który owinąwszy się koło nogi wysysa mleko krów, za co sro­
dze mści się pasterz, gdy napotka szkodnika. Obszerny barwny
opis przedstawia pasterza, który wśród przekleństw pałką za­
bija płaza. Następnie poeta przedstawia mleczne gospodarstwo
pasterzy, przyczem poświęca wiele miejsca przyrządzaniu bryn­
dzy, którą pasterz oddaje panu 3). [""Zycie pasterskie jest życiem
prostaczem, młodzież nie zna światłych nauczycieli, lecz od
dzieciństwa żyje pośród bydła, zajęta pracą. [Nie brak im jednak
rozrywek. Usiadłszy pod drzewem, przygrywają na fujarce i nucą
jużto „stare baje“, jużto pieśni miłosne, smutne i wesołe. Nie
brak także zabaw. „Hajducy“ uprawiają taniec z żelazem w ręku,
chłopacy pną się odważnie po wierzchołkach drzew i skacząc
z konaru na konar, szukają z narażeniem życia jemioły, uży­
wanej jako lep na ptactwo, na które pasterz, zwyczajnie na­
miętny ptasznik, zastawia pilnie sidła i pułapki 4).
Nie tylko chów bydła i ptasznictwo zajmuje wieśniaka,
wybiera on również miód z pni, które drąży dla pszczół, a starsi
polują na dzikiego zwierza, głównie niedźwiedzia, którego przyu­
czają do tańców przy odgłosie trąbki a następnie oprowadzają
po wsiach i miastach 6). Na polowaniach zyskuje chłop prócz
mięsa rozmaite futia, które obok wełny wozi na targi.
Typ chłopa, występującego w „Roxolanii“, to zapobiegliwy
pasterz lub zręczny kołodziej, postać na wskroś rodzima, choć
przedstawiona za pośrednictwem obcej mowy w poemacie, wzo­
rowanym na autorach starożytnych. Jak chłop w „Roxolanii“
') Roxolania, w ł. 307-383; w. p. 305 380, str. 19-21.
Ł) Tamże, w. p. 382—4 ; 387—8, str. 22.
3) Tamże, w. ł. 571- 604; w. p. 570—600, str. 27.
4) Tamże, w. ł. 605—690; w. P- 603—675, str. 28—31.
■’) Tamże, w. ł. 691—757; w. p. 676—735, str. 31—33.

— 51 —

*

Wacław Nartowski.

jest wiernem odbiciem realistycznem, tak w „Victoria Deorurn“
spotykamy dwa różne sposoby przedstawiania chłopa. Jeden —
to rolnik idyliczny, poprzestający na małem, drugi święty pra­
cownik, uciskany przez pana. Pierwszy typ jest biegunowo od­
mienny od realistycznego ujęcia wieśniaka, które znajdujemy
w „Roxolanii“. Chłop, opisany w „Roxolanii“, jest skory do
bitki i pijatyki, nie wstydzi się nawet kradzieży ; agricola bonus
et prudens, przedstawiony w „Victoria Deorum“, nie pragnie
cudzej własności, zadowolony z posiadanego przy krynicy domu,
nie zazdrości nikomu. Jako uczciwy czynszownik na małym
gruncie skromnie orze własnymi wołami ziemię urodzajną
i zbiera drobne plony, nie pragnąc pałaców i zbytków. Rolę
swą kocha nad majestat i poprzestaje na małem. Pracowicie
uprawia wino (!), oliwkę (!) i inne owoce *)•
Idyliczne ujęcie tematu i obce szczegóły lokalne ujawniają
od razu źródło i literacki wzór, kopiowany przez poetę.
Na kartach dalszych Klonowicz opisuje „rem pecuaricim11,
Bydło ryczy, samce staczają walki, naśladowane pizez młode
cielęta, a pasterz trzody, znający tysiące wołów po imieniu,
używa, po dokonaniu dziennej pracy, wczasu miłego, spiąć
w cieniu na zielonej trawie pod starym dębem lub w jaskini,
gdy tymczasem szum potoku lub jeziora uprzyjemnia mu wy­
poczynek 2).
Podobnie stylizowany następuje przegląd pór roku. Więc
najpierw wiosna urocza, wraca słonko, bujna ziemia wydaje,
zbytkowne kobierce kwiatów, wracają ptaki, odzywa się śpiew
słowika — kwiaty, wreszcie, śpiewy zwiastują odrodzenie przy­
rody.3) Następnie pora zbiorów, foeniscicium. Krzywe kosy
tną siano, składane w wielkie stogi, łąki porastają ponownie,
dając otawę. Wreszcie żniwo- Wystawieni na żar słoneczny żeńcy
(messor apricus) zbierają plony a wreszcie wygotowuje operosus urator ze zboża uwity wieniec, który wiesza się u stropu
na znak zakończenia żniwa; ziarno z tego wieńca rzuca się
następnie jako pierwszy zasiew.4) Z kolei studia auiumnalia,
zbiór rozmaitych płodów i- owoców jak: gruszki, grona (!).
b Victoria Deorum, str. 132 4.
s) Tamże, str. 134—6.
3) Tamże, str. 135—6.
4) Tamże str. 136—7.

— 52 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

orzechy, żołędzie, bukwy. Drzewa obnażają się z liści i puste
są krzewy winne. Pachnie piwnica starymi zapasami a nowy
moszcz pieni się w beczkach. Wieśniak ofiarowuje Bogu słoną
mąkę i kołacze a kapłanowi składa chętnie dziesięcinę, część
daje biednym i wypłaca poborcy chciwemu podatek. Po doko­
naném winobraniu czas na łowy ; w siecie i na lep chwyta wie­
śniak drozdy i inne ptactwo1) Zimą wyprawia się na łowy
i poluje z psami w czasie księżycowych nocy na wilki i inną
zwierzynę. Skrzętna gospodyni zarządza domem, robi zapasy
żywności, pilnuje przędziwa, zbiera ogrodowinę. Gotuje potrawy
jarskie i mleko, okraszając jadło resztką uda lub słoniną, suszy
sery i przygotowuje wino. Tu następuje opis sceny rodzinnej,
dostosowany do stylu idylicznego : matka podaje ojcu do piesz­
czot nakarmione u piersi dziecię. Dostatek jednak nie zawsze
dopisuje, nieraz rolnik zadawala się wodą i solą a nawet na czczo
kładzie się do snu, jednakże bez narzekań. To hiberna studia,
obraz zimowych wieczorów.
Idyiiczne ujęcie życia wieśniaczego odbija jaskrawo od
następnych skarg autora „Victoria Deorum“ na nędzę kmiot­
ków; poeta, pragnąc wykazać zalety życia wiejskiego, nie od­
tworzył współczesnego życia zgodnie z rzeczywistością, ale ra­
czej poszedł w ślady starożytnych chwalców sielskości. Uległość
wzorom klasycznym odbiera ustępom tym charakter rodzimy,
bo znajdujemy tu szczegóły obce wsi polskiej. Zresztą sama
terminologia, tu stosowana, różni się od spotykanej w innych
ustępach „Victorii Deorum", mowa tu o rolniku, wieśniaku
agricola, rusticus, nie zaś o poddanym, zwanym w poemacie
odpowiednio do analogii stosunków rzymskich: colonus. Sie­
lankowemu przedstawieniu życia wieśniaka mógł odpowiadać
żywot ziemianina szlachcica, pana choćby na dwu chłopach,
lub zagrodowego sztachetki, co sam pracował jak chłop na Ma­
zowszu, nie zaś byt chłopa pańszczyźnianego.
Następnie kreśli Klonowicz typowo sielankowy obraz po­
wrotu bydła, kiedy z zachodem słońca ryk napełnia wieś a pył
pokrywa drogi. Lecz poeta nie poprzestaje na samym opisie
epizodu, ale podaje szczegóły gospodarstwa i przedstawia, jak
dziewka wiejska (rustica virgo) śpiewając, doi krowy a nastę­
pnie karmi wieprze i tuczy bydło, zamknięte w przegrodach.
‘) Victoria Deorum, str. 137—8-

- 53 -

Wacław Nartowski.

Z wracającymi wołami, końmi i mułami spieszy do gorącej
strawy czeladź i zdawszy rachunek z dziennej czynności, udaje
się na krótki wypoczynek, by z pianiem kura znowu ruszyć do
pracy1).
Następne karty „Victorii“ zawierają już nie obrazki z ży­
cia wiejskiego, ale szczegółowy na szeregu stron rozprowa­
dzony traktat o rolnictwie; poeta opisuje hodowlę bydła roga­
tego, owiec, koni, nierogacizny, wreszcie drobiu i pszczół, nie
pominie także uprawy wina i sadownictwa2), nie zapomni
i o szkodnikach rolnika, o myszach.3)
Na nutę pochwały zaśpiewa też wolny od tendencyi spo­
łecznej Andrzej Zbylitowski, idąc w ślady autora „Pieśni o so­
bótce“. Laudator sui temporis skreśli wśród opisu wczasów
szlachcica dwie ulubione przez sielankopisarzy sceny z życia
wiejskiego : jedną to powrót bydła, drugą żniwa.
Wieczorem bieży bydło do domu, towarzyszą mu pasterze,
przygrywający na piszczałkach, nie brak i dziewek wiejskich,
pasterek.
„I młode pastereczki w płótnie biało tkaném,
Każda co z łasa niesie w wieńcu przewijanym :
Ta orzechy, ta rydze, ta słodkie maliny,
Ta dojrzałe podziemki, ta czarne jeżyny,
Ta w koszu plecionym wieniec kadzidłowy,
Owa wiązań bukwic, ta kwiat kalinowy“.4)

Z kolei poeta przedstawia scenę sianokosów ; widzimy ko­
siarzy z kosami na ramionach, idących do pracy5). Nie pomi­
nie też poeta żniw, opisanych dwukrotnie, raz w „Żywocie
szlachcica we wsi“, następnie w poemacie p t. „Wieśniak“.
Późniejszy opis, doskonalszy pod względem wykończenia, ma
wiele zwrotów wspólnych z pierwszym. Przytaczamy go w ca­
łości, podkreślając zwroty, powtarzające się w tych epizodach :
„Kiedy letnie przyjdzie żniwo,
To z sierpem w pole co żywo,
Wojsko białe ławą swoją,
Mężczyzny zaś indziej stoją;
‘) Victoria Deorum, str 140.
2) Tamże, str. 249—61, Rozdz. 29.
’) Tamże, str. 504.
4) Żywot szlachcica wyd. Turowskiego, str. 12,.
E) Tamże, s. 12.

— 54 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.
To gadki czynią pokryte,
To śpiewają rozmaite ;
Tam jedni zboże zżynają,
Drudzy flaszki wytrząsają;
Siedzą czasem w leśnym chłodzie,
Przy strumiennej zimnej, wodzie,
Kiedy południe przyśpieje
A gorące słońce grzeje.
Potym jedni noszą snopy,

Drudzy układają w kopy,
Drudzy gęstą trawę koszą
A do gumna wszystko noszą.1)
Kładą jedne zboża w stogi,
A drugie w poszyte brogi,
Albo też sterty stawiają,
Skąd i miasta żywność mają“.

Tu dodać należy, że zwroty o „gadkach pokrytych“ i „śpie­
wach rozmaitych“ są dosłowną reminiscencyą z XII pieśni
„Sobótki“; podobnie wiersze: Potem jedni noszą snopy - Dru­
dzy układają w kopy“ — są dosłownem powtórzeniem analo­
gicznego ustępu w VI pieśni Sobótki. (Porówn. wyżej str. 49).
Inne wiersze A. Zbylitowskiego wzmiankują bądź o młó­
ceniu zboża, które się cepami w stodole „kołacze“, bądź o je­
siennej orce, którą wykonywają wołami, orząc ziemię twardym
lemieszemi)
2).
Od „Sobótki“ Kochanowskiego, a szczególnie pieśni dwu­
nastej, inaugurującej polską sielankę, widzimy, że pierwiastek
sielskości w szeregu pism jak: „Roxolania“, „Victoria D orum“,
sielskie obrazki Zbylitowskiego wzmacnia się i zyskuje na wy­
razistości. Brak jednak talentu inwencyjnego sprawi, że istotnym
sielankopisarzem będzie dopiero Szymonowicz, który stworzy
rodzimą sielankę, zgodną nie tylko z prawdziwem życiem, ale
także tchnącą prawdziwym czarem poezyi. Nie wszystkie je­
dnak sielanki Simonidesa są równomierne co do wartości;
sławę u potomnych zapewniły mu szczególnie t. z. realistyczne
sielanki, między któremi na pierwszy plan wysuwają się „Żeńcy“.
i)Wieśniak, w. 165-185. Wojsko białe = białogłowy ; przyśpiać =
szybko przybiedz.
!) Tamże, w. 181—92, w. 200—3.

— 55 —

Wacław Nartowski.

Tu poeta przedstawia pierwszy typową później postać ekonoma,
zaopatrzonego w nieodłączną nahajkę, który, nie zważając na
zmęczenie żeńców, napędza do pracy i bezwzględnym tonem
rozkazu wydaje polecenia: „Pożynaj, nie postawaj!“ lub
„Kładźcie sierpy, kupami do jadła siadajcie,
W kupach jedzcie, po chróstach się nie rozchadzajcie“.

Praca żeńców czy trudy pasterskie i gospodarskie zajęcia
wszystko to w sielankach odpowiednio jest uwzględnione. Poeta
umie prozaiczne zajęcia, jak dojenie krów lub cięcie sieczki,"
uczynić wdzięcznym momentem poematu.
Odrębny typ chłopa stworzyła potrzeba przewozu zboża
drogą wodną do Gdańska. „Flisowskie abo bosmańskie sprawy“
opisał wyczerpująco Klonowicz, sam uczestnik podróży Wisłą.
Poeta zaczyna ab ovo, bo przedstawia początki żeglugi na Wi­
śle, przyczem uzna promy za chłopski wynalazek, zrodzony
z potrzeby przeprawiania przez rzekę ludzi i wozów. Przewo­
źnik u promu to osobliwy typ chłopa, dumny z swego za­
wodu, pozwala sobie na grube żarty i klnie dla nadania sobie
większego autorytetu 1). - Potrzebę promu uznaje poeta, na­
rzekając na szkuty, komięgi i dubasy, na których wywozi się
zboże z kraju; wie jednak, że wzywania do zaniechania flisu
nie osiągną celu, bo chęć zysku i urok życia flisackiego po­
kona lęk przed niebezpieczeństwem żeglugi. „Kiedy flis zasma­
kuje komu, już się na wiosnę nie zostoji w domu“, lecz pod
wodzą szypra, hetmana wyprawy, płynie do Gdańska, zaopa­
trzony w „flisacką jarzynę“ — głównie groch, — którą ceni
nad wszelkie przysmaki.
Poeta radzi flisakom zwolna zaprawiać się do zawodu
i naprzód wozić drzewo tratwami, następnie płynąć komięgą,
wreszcie dubasem albo małą szkutą. Rozmaity towar przewo­
zili flisacy: wańczosy (klepki) i popiół, jagły i żyto lub pszenicę.
Szkutę budował szkutnik Mazur, „dowcipny gbur“. Na
przodzie umieszczał sztabę, u tyłu rufę, przy obu burtach wio­
sła (t. z. pojazdy), wreszcie osadzał maszt z reją, na której za­
wieszano żagiel ; wszystko to opisuje poeta z nadzwyczajną do­
kładnością, która mu nie pozwala zapomnąć o ścieku (pluga­
wej zęzie). Na drogę zaopatrują się flisacy w potrzebną na 3
‘) Flis, wyd. Węclewskiego, str. 19.

56 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

miesiące żywność; tworzą ją groch i kasza, mięso wieprzowe
i chleb.
Gdy flisacy wysiądą na ląd, zbierają chróst, przy którym
gotują jadło; gęsi lub inny drób, napotkany wówczas, zabie­
rają, bacząc tylko, by właściciel nie schwytał ich na kradzieży.
Statki wyprawy prowadzi szyper, zwany rotmanem; jemu pod­
lega czeladź. Wszyscy używają gwary flisowskiej, przyjętej od
Niemców — „nie dziwuj że nam, że źle wymawiamy, co z Nie­
miec mamy“ •). Poeta podaje dwadzieścia kilka wyrazów, wpla­
tając je zręcznie w tok opowiadania. Nieobeznany z rzemio­
słem flisackiem t. z. frycz, otrzymywał u Nogatu chłostę pła­
zem szabli z rąk „starosty“ dla tern trwalszego zapamiętania
języka i spraw flisowskich.
Poznanie biegu Wisły i licznych przybrzeżnych miejsco­
wości a także wielu miast i wsi o różnorodnej ludności spra­
wiało, że flisak stawał się „gębatym“, bo miał o czem opowia­
dać. Nowy przysiek (siekierka) i sukno lub ubranie gotowe —
to zwyczajne korzyści, które nagradzały flisowi trudy i niebez­
pieczeństwa żeglugi; nieraz przywoził także rodzinie i najbliż­
szym cenne gościńce 2).
O tern wszystkiem informuje wyczerpująco Klonowicz
w utworze, stworzonym na podstawie dorywczych 'dwuniedzielna
praca) wspomnień z podróży, podczas której poeta z ust Stasz­
ków i Prokopów poznał tajniki życia orylskiego.
') Wokabularz flisowski, podany przez poetę, zawiera następujące
wyrażenia: ląd — ziemia lub brzeg główny; brzeg płaski = b. nizki ;
brzeg ostry = b. wysoki; licbtować = wyrzucać balast; mialcza = mie­
lizna; samica = główne koryto Wisły; lacha = odnoga Wiślana, po­
wstała wskutek wylewów ; fryjor — wiosna ; Wiślisko = dawne koryto
Wisły; ostrów = wyspa porosła dębami lub topolą; kępa = wyspa
piaszczysta, lub porosła chróstem; zator = nowe koryto, powstałe wsku­
tek zamulenia dawnego; wart = krzywy, kręty nurt rzeki; prąd, prądowina = drzewa porwane wodą; wanna = nurt między prądem a ostro­
wem; wilk = zanurzony „prąd“ zgniły; rafa - - skała podwodna; hak =
piasek; trel = ścieżka flisowska; bździel - młyn pobrzeżny; mamka =
mgła; stryj = wiatr; ciotuchna = wrona; broda = przód okrętu; ksiądz
Wojciech = bocian.
Ostatnią nazwę wyprowadza Ad. Kleczkowski z niemieckiej nazwy
Adebar, używanej w niektórych częściach Niemiec na oznaczenie bo­
ciana. Słowo Adebar pomieszała etymologia ludowa z Adalbertem - Woj­
ciechem. (Patrz: Poradnik językowy, 1907, t. VII, str. 79—80).
2) Porównaj rozprawę Dra. M. Janika: Flisacy. (Lud, t. X, 1904).

57 —

Wacław Nartowski.

Jeżeli do omówionych pism dodamy opis żniwa, skreślony
w osobnym wierszu przez K. Miaskowskiego *), i szereg wzmia­
nek i napomknień, dotyczących zajęć chłopa, a rozprószonych
po rozmaitych utworach, uzyskamy możność określenia, o ile
prace codzienne gminu wiejskiego zużytkowali literacko poeci
badanego okresu 2), przedtem jednak rozpatrzymy wierzenia
i zwyczaje ludowe, odzwierciedlone w poezyi,

3. Wierzenia Ludowe.
Wiadomą jest rzeczą, jak wielką u ludów pierwotnych a na­
stępnie u ludu wiejskiego — rolę odgrywają wierzenia religijne.
W nich mieści chłop swe życie psychiczne, a religia i jej obrzędy
zaspakajają niemal wszystkie jego potrzeby intelektualne. Ciekawem więc będzie ujrzeć życie religijne chłopa w poezyi XVI
wieku. Chłop polski jest już od dziesięciu stuleci chrześcijani
nem i to wyznawcą przeważnie rzymskiego kościoła; dziewięć
wieków wyrugowało prawie zupełnie dawne wierzenia i obrzędy,
z których pozostały zaledwie refleksy nieznaczne lub ślady
obrzędów przy zmienionej wartości symbolicznej.
W wieku XVI duchowieństwo nie zajmuje się propagandą
„nowej wiary“, lecz jest stróżem utrwalonych już tradycyą wie­
rzeń religijnych, stróżem jednak bardziej dbałym o własne zy­
ski aniżeli o religijną żarliwość wiernych. Stan duchowny za­
pomniał w Polsce już wówczas o erze apostolskiej, a wzmo­
cniony licznymi przywilejami i fundacyami, hojnie od królów
szafowanymi, wzrósł w potęgę, dyktującą podczas w. XV swą
wolę monarsze. Wiek XVI, wiek reformacyi, nie miał także
w Polsce minąć bez przełomu. Straciwszy cel walki i trudów,
syte dostojeństw i bogactw ziemskich duchowieństwo podupa­
dło — a wiew reformacyjny z zachodu wprowadził falę kryty­
cyzmu i reakcyę przeciw średniowiecznej wszechwładzy kleru.
Wzmagająca się w siłę i żądna przewagi nad królem szlachta
dostrzegła w duchowieństwie niebezpiecznego rywala, chętnie
*) Zbiór rytmów, wyd. Turowskiego, str. 281—2.
s) M. W. Gospodarstwo dla nowotnych gospodarzów; Klonowicz:
Worek Jitdaszów.

— 58 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

więc przerzuciła się do obozów różnowierczych, by złamać do­
minujący wpływ kleru, który stracił dawną spoistość i siłę mo­
ralną wskutek wewnętrznych rozterek. Jakże zachował się wo­
bec nowinek lud wiejski?
Historya stwierdza, że lud tylko w małej liczbie, w okoli­
cach poblizkich Prusom zmienił wiarę, zresztą pozostał przy
kościele katolickim. Przyczyny zjawiska tego szukać należy
w obrębie kwestyi społecznej. Jak podkreślanie niedoli ludu
przez niemieckich protestantów zyskało niemieckich chłopów
dla nowej narodowej religii, tak fakt, że ruchem protestanckim
w Polsce kierowała szlachta i wielmoże, co bynajmniej nie
pragnęli zmian stosunków poddańczych na korzyść chłopa,
wpłynął na to, że lud nie widząc korzyści w zmianie religii,
został przy dawnej wierze. Znośniejszy los poddanych w do­
brach kościelnych, zżycie się z obrzędowością katolicką, nieprzy­
stępny dla prostego sposób propagowania nowej religii i wiele
innych ubocznych czynników sprawiło, że lud polski w więk­
szości pozostał głuchym na „nowinki“, chociaż go docho­
dziła wrzawa walk o sumienie". Jedyna sekta, która odnosiła
się szczerze do ludu i współczuwała z jego niedolą, wypłynęła
w Polsce już w początkach reakcyi katolicyzmu. Zresztą Aryanie, mało zgodni co do zasad swej nauki, byli z powodu zby­
tniego podkreślania intelektualnych walorów sektą niezdolną
objąć masy szlacheckiej, a tern mniej mogli przemówić do
chłopa. Choć więc na synodach omawiali kwestyę poddaństwa,
choć społecznie skrajniejsi kwestyonowali prawo posiadania
poddanych, a nawet porzucali ziemiaństwo, jak Niemojewski,
lub uwalniali swych poddanych, jak Jan Przypkowski, właści­
ciel wielu wsi, co „cmethones et subditos suos eorumque progeniem ab omnibus angariis liberos faciť — nie znosząc rozdźwięku między doktryną a życiem, to jednak nie zyskali wielu
naśladowców pośród szlachty ani zrozumienia i oddźwięku
u ludu ‘).
W sferę wierzeń ludu wiejskiego wprowadzają nas dyaIogi o tendencyi reformacyjnej, za którymi pojawią się prze­
ciwne „nowinkom“ — pisma katolickie. W znacznej mierze są
to odgłosy polemiki zażartej, odbywającej się w Niemczech, nie
') T. Grabowski : Literatura aryańska w Polsce, str. 66 i n.

— 59 —

Wacław Nartowski.

brak im jednak rodzimej treści, tern cenniejszej, że dotykającej
wierzeń ludowych.
Już w „Krótkiej rozprawie“ pomieszcza Rej trafną chara­
kterystykę wiary chłopa, wkładając w usta wójta słowa :
„Miły panie, my prostacy
A cóż wiemy nieboracy?
To mamy za wszytko zdrowie,
Co on (ksiądz) nam w kazanie powie“.1)
Podobnie powiada „Kmieć“ w „Rozmowach polskich1,
Korczewskiego :*2)3
„—------------ biblijej nie umiem,
Telko to powiadam śmiele,
Co słyszę od kaznodzieje“ i t. d.,
i nic dziwnego, wszak chłop wyjątkowo nie był analfabetą,
a do większości — jeżeli nie ogółu — odnoszą się słowa
„Studenta“ : „ty a b c d nie znasz“, boć „kmieca rzecz pług,
cepy, radło nie to obiecadło“, co sam Kmieć przyznaje:
„Jać nie cztę pisma, ni piszę,
Ale tak z kazania słyszę“. 8)
Spór między duchowieństwem katolickiem a szlachtą kal­
wińską, czy innego heretyckiego wyznania, nadto nierzadkie
nadużycia duchowieństwa katolickiego musiały jednak skłonić
chłopa do zastanowienia się nad stosunkiem do kleru, lecz tu
żądania chłopów nie przekroczą dążenia do usunięcia nadużyć
i ulżenia w ciężarach t. j. daninach, składanych na rzecz ko­
ścioła ; dogmatów chłop nie zechce zmieniać, bo teologią się
parać nie umiał i nie chciał a do obrzędów nawykł siłą tradycyi.
Nie zapalając się do sporów religijnych, wystąpił jednak,
po zachwianiu autorytetu plebańskiego, chłop przeciw daninom
rozlicznym, a to tern bardziej, że wskutek nacisku ze strony
szlachty zmalały dochody kmiece. Skargi i zatargi na tle pobo­
rów księżych przechowała nam literatura złotego wieku.
W „Krótkiej rozprawie“ narzeka wójt, że księża wybierają
dziesięcinę i kolędę a nadto, gdy ksiądz wejdzie do chaty, to
i kukłę ze stoła zabierze, posypawszy solą i pokropiwszy w za') L. c., str. 5, w. 54—7.
2) L. c-, str. 11, w. 224—6.
3) Tamże, str. 7, w 113—4.


60



Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

mian izbę. Lecz chłop przeciw temu nie protestuje ufny, że się
kiedyś za to „z świętemi pobraci“. Skoro nie da daniny, wyklnie go ksiądz, strasząc piekłem za zaleganie ze świętopie­
trzem, kolędą lub dziesięciną 1).
„Jedno kiedy przydzie święto,
Usłyszysz, iż cię zaklęto ;
Wójt, Bartek, Maciek z Grzegorzem
Nie uleży przed tym gorzem ;
Świętopietrze u jednego,
A kolenda u drugiego.
Trzeci też pokupił winę:
Nie rychło zwiózł dziesięcinę“.
Wspominając o grożących gradach bądź pomorze wprasza
się ksiądz na obiad i narzeka na niedbałość o duszę, czego
świadectwem, iż zapomnieli o księdzu „jak bydło“ i nie dają
już dwie niedziele żadnych ofiar.
To treść kazań, o Bogu ksiądz rzadko prawi ; zaklnie więc
Rejowski wójt po chłopsku:
„Wszystko chce brać, dać mu psią mać,
A o Bogu nic nie słychać“ 2).
Dalsze ustępy „Rozprawy“ przedstawiają szczegółowo spo­
łeczny zatarg między duchowieństwem a chłopem. Najprzykrzejszym ciężarem dla chłopa była dziesięcina, której uciążliwość
chłop odczuł tern silniej, skoro pan podwoił ilość danin i za­
przągł go w jarzmo pracy pańszczyźnianej. Narzeka więc wójt
Rejowski3) na to, że ksiądz przewraca na polu snopki i szuka
lepszej kopy, a gdy ją naznaczy wiechą, powiada: „Nie mnie
to dasz — synku — Bogu“. Dziesięcinę tę muszą nadto sami
chłopi zwozić spiesznie do stodół księdza, więc skrobią się
w łeb, bo nie odpoczęli jeszcze po zwózce dla pana. Są prócz
dziesięciny i inne pobory : ksiądz dzwoni po kolędzie a „nie
') L. c. str. 11.
2) L. c. str. 11, w. 251—2.
3) Tamże, str. 31 :
„Kto umrze, kto się urodzi,
Kto ślubi, kto się rozwodzi,
1 cokolwiek kto chce sprawić.
Musi okrążne postawić.
1 kołaczać nie oświęcą,
Aż dasz łopatkę cielęcą“, str. 32. w. 931—7.


61



Wacław Nartowski.

daszli, kląć będzie“, ale „dać przedsię, gdzie wziąć, tu wziąć?“
— chłop lamentuje. Lęk przed spowiedzią i piekłem, którem
ksiądz grozi, sprawia, że chłop, chcąc nie chcąc, musi dawać
księdzu ciągłe daniny, czy przy chrzcinach czy ślubie, czy roz­
wodzie, i kołacza nie poświęci ksiądz, aż otrzyma łopatkę cie­
lęcą. Prostym zewsząd bieda dla łakomstwa panów i księży.
W niewoli społecznej pogrążony chłop musiał analogi­
cznie, jak Wójt Rejowski, narzekać i dojść do konkluzyi:
Zły,, dzwonek (ksiądz) a gorsza kłoda“ ') (dyby pańskie)

Plebana wiejskiego widzimy także w „Rozprawie“ Rejowskiej ; przymawia on szlachcie, wielkich stanów nie rusza­
jąc, poskramia zapędy oratorskie Wójta, a wreszcie kończy spór
pokojowo. Również w dyalogu p. t. „Rozprawa krótka a pro­
sta o niektórych ceremoniach“ widzimy plebana wiejskiego ;
nierzadki to pewnie typ, choć skreślony ręką nieprzychylnego
protestanta; ksiądz ten biblii nie czytał a pismem świętem się
nie zabawia, „każe“ z sexterników przepisywanych i choć uboga
plebania i nie każdy kolędy da a nawet dziesięcinyby nie dali
ani świętopietrza, gdyby nie strach przed klątwą; to jednak
nie zraża plebana, który obiecuje sobie i konopne wybrać *2).
W tymże dyalogu skarży się gospodarz na stan duchowny, na­
rzekając, że przed Wielkanocą najgorzej „owce“ poddane tra­
pią, odmawiając sakramentu tuż przed otwartemi ustami, jeźli
nie dostaną kolędy i świętopietrza. Daremne skargi biedaka,
który użala się, że chyba dziecię musiałby zastawić na opłaty.
Ksiądz bezwzględnie odpędza ubogiego:
„Rzecze : idź precz, nic ci z tego,
Nie dam ci ciała bożego“.
Idzie biedak, zalewa się łzami, żona nie da mu święco­
nego, sąsiedzi zaś naigrawają się zeń, nazywając kacerzem —
i tak, zamiast ulgi, w większą rozpacz się pogrąża 3).
Dyalog Szczodrkowica i „Komedya o mięsopuście“ za­
rzucają księżom niemoralne życie, jest to tern bardziej chara­
kterystyczne, że Szczodrkowic jest sam katolikiem a „Komedya
o mięsopuście“ ma również tendencyę katolicką.
') Tamże str. 27. w. 779.
2) „Trzy nieznane dyalogi z w. XVI“, wydanie Dr. Celichowskiego.
Str. 25-6.
s) Tamże, str. 27-8.

— 62 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Typ dodatni księdza przedstawia Wit Korczewski. Włada­
jący biegle łaciną — odparowuje pleban argumenty studenta
z Niemiec przeciw obrzędom katolickim i broni prawa klątwy
i dziesięciny; pamiętając dawne czasy prostoduszności kmiecej,
użala się na to, że dziś chłopi „wysadzają się na złości“; by­
wało tak i dawniej, ale nie na wsi, dziś wieś się zrównała
z miastem ’). Rygorystą pleban nie jest, pozwala swój „reż
wiać“ i w niedzielę*2); wobec pana ukłonny skarży się na nie­
dostatek, choć chłopi zazdrosnem okiem spoglądają na zamo­
żność plebańską 3).
Osnowę drugiego dyalogu stanowi spór o dziesięcinę;
a autor ukaże wzajemne stosunki plebanii, dworu i chat chłop­
skich.
Oto chłopi wyklęci za niedawanie dzięsięciny, zbili po pi­
janemu klechę; sprawę tę przedstawia pleban panu a dowiódł­
szy słuszności pretensyi i prawa klątwy, zyskuje aprobatę pana,
który obiecuje kłodą skarać chłopów, odmawiających dziesię­
ciny, natomiast domaga się zaprzestania wyklinań :
„Każę płacić dziesięciny,
Aby te klątwy nie były ;
A będzielić co dłużen kmieć,
Do mnie się w tej rzeczy mieć,
Nie do pozwu, ni do klątwy,
Bo to na kmiecia strach wątły;
Rychlejci się kłody lęknie,
Gdy go w niej posadzą pięknie“ 4).
Jak protestanckie dyalogi starają się przez podkreślanie
nadużyć księży, zwłaszcza wyzysku pod postacią rozmaitych
poborów, wzbudzić reakcyę przeciw duchowieństwu, tak kato­
lickie pisma, jak Korczewskiego, przedstawiają plebana w świe­
tle korzystnem i wkładają mu w usta argumenty, broniące stanu
duchownego i jego działalności. Pośrednie stanowisko zajmuje
Klonowicz, który stwierdza dobitnie swą przynależność do ko­
ścioła katolickiego, lecz chłoszcze nie mniej dotkliwie łakom') L. c. sir. 41.
-) Tamże str. 40, w. 147; reż = żyto (L.)
3) Tamże str. 45, w. 283—5:
„Wszak bogata plebanija
Dobrze plebanowi doi,
Jako mówią kmiecie moi“.
4) L. c„ str. 82, w. 1260—7.

— 63 —

Wacław Nartowski.

stwo bądź też pyszałkostwo duchowieństwa, szczególnie niż­
szego, polecając duchowieństwu wyższemu, biskupom, troskę
o zgodne z nauką Chrystusa życie księży.
Pleban, przedstawiony przez Korczewskiego, zasługuje
jeszcze z jednego względu na uwzględnienie szczególne, że jest
w pewnej acz skromnej mierze szermierzem równości stanów.
Gdy Pan, polemizując w sprawie płacenia księżom dziesięcin,
podnosi, że nie jest to słuszne, by szlachcic dawał daninę księ­
dzu kmiotowicowi albo mieszczaninowi, w każdym razie nie
„ziemianinowi“, odpowiada pleban „apophtegmą“, dowodzącą
„i ż e ś m y wszytko jednacy“1), i przytacza je po ła­
cinie i niemiecku i po polsku w następującem brzmieniu:
„Gdy, prawi, Jadam rąbał drwa,
A Jewa zaś kądziel przędła,
I gdzież tam byli szlachcicy,
Gdyż obadwa robotnicy?“ 2)
Na rajskich praojców powoła się także później Klonowicz
w „Victoria Deorum“ 3). Przytoczona legenda o pierwszych ro­
dzicach rodu ludzkiego była prawdopodobnie często używanym
orężem przez księży nieszlacheckiego pochodzenia, lekceważo­
nych przez ziemian, aczkolwiek wielu wolało ukrywać swe po­
chodzenie, gdy tymczasem księża, pochodzący z szlachty, radzi
popisywali się swymi herbami4).
') Tamże, str. 66, w. 873.
2) L. c., str. 66—7 :
„Jest, panie, przypowieść jedna
A zową ją apophtegma,
Która w sobie tę rzecz znaczy,
lżeśmy wszytko jednacy;
A ma się tak temi słowy
Według tej łacińskiej mowy:
„Quum Adam ligna fingeret,
Eva vero, uxor, neret,
Ecquis, obsecro, nobilis
Erat in diebus illis?“
Cytowany powyżej czterowiersz:
„Niemcy też to wykładają,
Tak swym językiem sprachają:
„Da Adam hackt’ und Eva spann,
Wer was da ein Edelmann?“ w. 870—887.
3) L. c. str. 39, R. V.
4) Tamże, R. 24.

— 64 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Dla uzupełnienia obrazu spraw kościelnych na wsi mu­
simy zapoznać się z dwoma nieodłącznymi famulusami ple­
bana: klechą i wytrykuszem.
Postać klechy zarysowywa się już wyraźnie w „Rozprawie
krótkiej o niektórych ceremoniach“. W dyalogu tym występuje
klecha, zwany także mistrzem, i w obszernym wywodzie określa
swoją podrzędną rolę ‘j. Ze słów klechy wnioskujemy, że był
używany do wszelkich posług, w kościele musiał śpiewać i grać
na organach w gospodarstwie plebańskiem musiał we wszystkiem pomagać, wzamian za to otrzymywał od plebana jadło.
Klecha mógł czasem liczyć na to, że zostanie plebanem, jeźli
zyskał sobie kolatora (podawcę) a plebanowi składnie usługiwał.
W „Rozmowach Korczewskiego“ wylicza wytrykusz obo­
wiązki klechy:
„Twój urząd kościół otwierać,
Zwonić, mszą w niedzielę śpiewać ;
Tyś mistrzem i tyś zwonarzem...“ 2)
4) Klecha:

„Jać zaiste o to nie dbam,
Boć bénéficia nie mam.
Choć też i księdzem nie będę,
Swą się robotą pożywię.
Kto dobrej chce służby dostać,
Musi się przód zasługować :
Trzeba podawcę darować,
Plebanowi nasługiwać;
Takież też kucharce jego,
Chceszli użyć dnia dobrego.
A gdy przyjdzie miłe lato,
Stanieć to wszystko za to,
Mistrzem złą dziorę zasłonić,
Siano grabić, snopie nosić:
Mistrzu, do broga układaj,
Abo z woza w bróg podawaj.
Nie dadząć jeść nic dobrego:
Serwatki, mleka kwaśnego.
W kościele wszyscy fukają,
Stojąc u ołtarza, łają.
By też jedną notą zmylił,
Za grzech ma, byś chłopa zabił.
Na wozie na gody jadą —
Chcęli jeść, muszę piechotą*', str. 17—8.
s) L. c., str. 36, w. 57-70.

— 65 —

5

Wacław Nartowski.

Klecha zobowiązany jest także do usługi plebańskiej, układa
snopy w stodole, grabi siano na polu, rąbie drzewa na opał
i wiele innych prac spoczywa na nim, jak pieczenie opłatków,
czyszczenie statków kościelnych i ubieranie ołtarzy '). Klecha
miał też szczególny udział przy funkcyi wyklinania (za co nie
lubili go chłopi), mianowicie gasił wówczas świecę, dla podnie­
sienia wrażenia aktu klątwy *2)3 To czynił każdy klecha; czy
także malowanie krężelów i wrzecionek „grynszpanem“, darowywanych niewiastom, było tradycyjnym zwyczajem, trudno
orzec, wiemy tylko, że tak zyskiwał względy kmiotówien nie­
szczęśliwy klecha, opisany przez Korczewskiego •’). Nadto za­
rządzał klecha-mistrz szkołą, w której uczył rudymentów łaciny,4)
ograniczając się przeważnie do ministrantury. Znajomość łaciny,
posiadanie kilku książek, w skórę oprawnych i znajomość śpiewu
liturgicznego wywyższała go nad tłum laików tak, że przez lud
uważany był za osobę napół duchowną, tern bardziej, że
zdarzało się, iż klecha zostawał plebanem.
Klechowie rekrutowali się często z wykolejonych uczniów
akademii i dlatego uważali się za najmędrszych we wsi po ple­
banie, choć częsty nałóg pijaństwa obniżał ich powagę wśród
chłopów. Przykładem starcia się uczoności klechy z chłopskim
rozsądkiem i domorosłym dowcipem jest komedya: „Sołtys
z Klechą“.
f Niższym sługą kościelnym był wytrykusz, ecclesiae oeconomus, krzątający się w kościele przy zapalaniu i gaszeniu
świec. Klonowicz wspomina w „Worku Judaszowym“ o wytrykuszu, co potrząsa na kiju zawieszoną puszką z dzwonkiem,
w którą zbierał ofiary. Dzwonkiem, przymocowanym do kutasapod puszką potrząsał wytrykusz, by zwrócić na siebie uwagę
i spowodować datki liczng,.
Jeźli klechę możnaby zestawić z dzisiejszym organistą,
wytrykusza chyba z dziadkiem kościelnym ; wieki wiele zmie­
niły, niedawna jednak przeszłość, kiedy organista był zarazem
nauczycielem wiejskim.
') Korczewski, Rozmowy polskie, str. 39.
2) Tamże, str. 38.
3) Tamże str. 41. w. 185 -7; krężel = wyższa część kądzieli, gdzie
zawiesza się przędziwo; gryszpan (grynszpan) — zielona rdza na miedzi
(Grünspan), zielona farba L.
*) „Sołtys z klechą, komedya'1.

66



Stan włościański W utworach poetyckich doby renesansowej.

Na ziemiach ruskich było inne duchowieństwo. Tu chciwy
na grosz, pop brodaty, zaślubiony z dziewicą, sprawuje obo­
wiązki religijne; takiego popa opisuje w „Roxolanii“ Klonowicz,
nie szczędząc mu przycinków.
Rozpatrzmy w dalszym ciągu, jaki wpływ na życie reli­
gijne wywierało opisane powyżej duchowieństwo wiejskie, wraz
ze zcharakteryzowanymi organami podwładnymi. Z księdzem
stykał się lud przy spełnianiu rozmaitych obrzędów, a niektóre
z nich znajdą wyraz w poezyi XVI wieku.
Obraz chrztu mamy w „Roxolanii“, jest to cnrzest ruski.
Kuma niesie dziecko do cerkwi i prośbę o sakrament popiera
datkiem, kapłan prócz polania głowy namaszcza chryzmem
czoło, pierś i usta i nadaje imię, z którego wróżą dziecku
przyszłość 1).
Inny autor nieznanego nazwiska, Anonim-protestant, opi­
sał chrzciny chłopskie 2).
* Poeta pomija liturgiczny obrzęd a daje
natomiast ciekawy opis uczty na chrzcinach, tern bardziej cie­
kawy, że opowiedziany „grubą chłopską mową“, jak zapowiada
tytuł. Dwóch parobczaków, z których jeden imieniem Stach,
przedstawia szczegółowo ucztę chrzestną W izbie wielka ciżba,
bo ludzi zeszło się wiele, tak, że chociaż stawali na palcach,
mało widzieli. Goście jedli stojąc i podawali sobie nawzajem
jadło ze stoła. Oto jakby opis przysmaków :
„ .. . w jakąś brzeczkę chleba nam nakrzyli,
A my co rychlej z krzynowa grabili.
Staszko potem nasz wyrwie pod pazuchą
Jakąś grzaneczkę ogorzałą, suchą,
Co mu ją któraś Haleńka podała,
A też podomno sama nazbyt miała :
Bo wżdy po prawdzie onackiego grochu
Było zgolemo, ale mniej, niż prochu ;
Placków, moskalów, — tych nie liczemy,
Jedliśmy gębą, bo to wżdy umiemy.
Toć, panie, uczta...“ 3)
') „Roxolania“, wiersz tekstu 1485—1510, w. przekł. 1436—52.
2) Anonima-protestanta: Erotyki, fraszki itd., str. 25—7.
3) L. c., str. 26, w. 11—12. Brzeczka = polewka piwna, — krzynow = misa drewniana,— onacki = powodujący wzdęcie,
zgolemo =
dużo - - moskal = placek z otrębów.


67

X-

Wacław Nartowski.

Opowiadający wspomina o „nieżadnych“ Ł) dziewkach,
które nęciły chłopaków, leniących się iść do pługa, lecz pa­
mięć o kijach, gorszych niźli prosta chłosta, kazały mieć się
na baczności.
Wiersz ten, jak większość fraszek autora,
Ichnie, acz
rubasznem, jednak prawdziwem życiem, a choć może ma ustępy
ultra-realistyczne, oddaje nam wierniej ówczesną obyczajowość,
aniżeli idyliczne wiersze, opisujące chłopa jako sielankowego
pasterza, śpiewającego jak romantyk pochwały na cześć uko­
chanej.
W „Roxolanii“ znajdujemy prócz opisu chrztu na Rusi
także opis osobliwego obyczaju, mającego znamiona obrzędu
kościelnego, to pobratymstwo. U ołtarza zaprzysięgają so­
bie mężowie wieczystą przyjaźń, która rzadko była zrywaną
i łączy zaprzysiężonych silniej niż związki krwi 2). Zwyczaj ten,
rozpowszechniony u Słowian południowych, nie obcy dawniej
na ziemiach polskich, jak stwierdza Klonowicz, nie wygasł dziś
zupełnie, bo oto Franciszek Gawroński odnalazł w wioskach
za Dobromilem ślady tego obrzędu wśród ludu 3),
Klonowicz również, kreśląc żywot hahckiego chłopa od
kolebki do trumny, przekaże potomności obraz pogrzebu wiej­
skiego łl. Na końcu „Roxolanii“ opowiada poeta obszernie, jak
przy zwłokach chłopa zawodzi płatna płaczka i wylicza cnoty
i majętności zmarłego Kto dziś będzie świadkiem pogrzebu
chłopskiego na wschodnich kresach ziem polskich, ten spo­
strzeże, jak — po odrzuceniu klasycznych wtrętów, psujących
całość, np. wzmianki o gęsi kapitolińskiej — Klonowicz świe­
tnie pochwycił ton i uwydatnił ch; rakter żalów, wygłaszanych
za zmarłym, dziś wprawdzie nie przez płatną płaczkę, co może
i nie było zawsze dawniej, lecz przez owdowiałą żonę lub osie­
roconą dziatwę. Wyliczanie majętności zmarłego z dokładnem
podaniem szczegółów jak w „Rcxolanii“ (ogród, siedm par cie-* 2 3 4
') Tamże str. 26—7. Wyrażenia .Nieżadne“ wydawca nie objaśnia,
według Lindego oznacza nieżadne = liebrzydkie (dzisiejsze : niczego) ;
w tern znaczeniu spotykamy ten wvraz w pismach Reja.
2) L. c., w. ł. 1549—58; w. przekł. 1491-1498, s>r. 58.
3) Gawroński Rawita Fr.; Pobratymstwo i posestrie. (Lud, t. III,
J. 1897, str. 137 i n.; tamże podana literatura przedmiotu, więc prace No­
wosielskiego, Sumcowa, T. Grabowskiego i innych.
4) L. c., w. ł. 1707—1804; w. przekł. 1635—1725, str. 62—5.


68



Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

lic, piętnaście wołów, dwadzieścia krów, nierogacizna, kury,
gęsi etc.) stanowi po dziś dzień, obok retorycznych pytań: kto
będzie troskał się o dom? - kto orał rolę? — pasł trzody? itp.
główną osnowę żalów *). Zewnętrzne okazanie żalu w długich
„zawodzeniach“ jest nie tylko psychiczną potrzebą osieroconej,
ale stało się zwyczajem, tradycyą utwierdzonym, od którego
uchylanie się lud g. 'S jeszcze uważa za objaw lekceważenia
zmarłego. Prócz poch .ał zmarłego opłakująca wdowa, matka
lub sierota nie zapomina także dziś o swym stosunku osobi­
stym do zmarłego i żona, podobnie jak w poemacie Klonowicza, załamując ręce, zapyta, kto jej zastąpi zmarłego, a matka
wyliczy podczas pogrzebu dzieci, swoje trudy i zasługi rodzi­
cielskie.
To pierwotne źródło poezyi ludowej, z którego drogą
artystycznej stylizacyi powstały ozdobne żale, nenie i treny, nie
wysycha i dziś, choć artyzm zmienił do niepoznania pierwotną
wspólną osnowę, — lecz płynie dalej i wyjawia uczucia dawne
jak ludzkość, płynie i wylewa nieraz z żywiołową siłą przejawy
bolu, których u natur prostych nie przesypał jeszcze szary
proch konwencyonalizmu.
Obok zawodzeń płaczki, która pada na ziemię przed
otwartą mogiłą, najważniejszą częścią pogrzebu chłopskiego jest
tak zwana dziś, „odprawa" czyli egzekwie żałobne, których
forma zależna jest jak dawniej tak i dziś od zamożności zmar­
łego. Jeźli zmarły był bogatym, przybierał ten obrzęd na Rusi
formę szczególniejszą; mianowicie ksiądz śpiewał lub pisał na
karcie polecenie zmarłego św. Piotrowi. Klonowicz przytacza
podobne pismo, wystosowane do legendarnego klucznika wrót
niebieskich, św. Piotra, w którym „pop" zaświadcza, że zmarły
iu'an był wiernym wyznawcą greckiej wiary, zachowywał ściśle
posty, szczególnie ku czci św. Piotra i prosi o przyjęcie zmar­
łego do niebios, choć był tylko prostaczkiem rolnikiem. Jeźliby
kto, zmylony klasycznymi ornamentami stylu Klonowiczowskiego, wątpił w autentyczność podanego przez poetę pisma do
Świętego i uważał go za wytwór fantazyi poetyckiej, to odkry­
cie fragmentu białoruskiego tekstu listu do św. Piotra położy1
1) Paczowskyj Dr., Narodnyj pochoronnyj obrjad na Rusy. (Zwit
Akadem, gimn., Lwów, 1903).

— 69 —

Wacław Nartowski.

kres wszelkiej niepewności. Znaleziony przez dra F. Krćeka ')
w zbiorze rękopisów z XVI XVII w. list do św. Piotra two"
rzy jakby pendent do ustępu „Roxolanii“. Ciekawy ten fragment
przedstawia osobliwego autoramentu ascetę ruskiego, raba bo­
żego, Jarmoła Ochanciewicza Ciuchaja, który również, jak przez
Klonowicza opiewany Iwan, nie grzeszył wytwornoscią, również
pościł twardo na intencyę św. Piotra; nadto nie gardził go­
rzałką, „a Lachów i wiery ich kak szatana nienawidzieł“.
Liczne uroczystości kościelne, a nawet podobnie jak dziś
uroczyście obchodzone święta Bożego Narodzenia, nie zachęciły
poetów do opisania tych barwnych obrzędów i zwyczajów. Rej
wspomni tylko przygodnie o chodzeniu z wilkiem po kolędzie a),
inni wspominają tylko o „kolędach“, jako poborach księżych.
Nie jesteśmy jednak całkiem pozbawieni wiadomości o obrzę­
dach ludowych, oplatających się około tego wesołego święta
kościelnego; pozostały kolędy z XVI w.
Pieśni te, napisane in vulgari,3) to nie tylko zbiór kolęd,
') List do św. Piotra (Lud, t. 5, r. 1899, str. 79, podług rękopisu
Bibl. Ossol., Nr. 739, k. 13).
Hramata pisana do Swieteho Pietra od wsich blahowiernychChrzescyan Rusiej za propodobnym Rabom
Bożym Jarmo łom Ocbanciewiczom Ciuchaj bratu priatelu zahoworniku. S. Piotru oddwierniemu Carstwa nie­
bie s n o h o.
Oznajmujem tobie, S. Pietre, sto tych proszłych czasów stało sięPerestawił sie z sieho święta na on swiet rab Boży, Jar. Ochanciewicz
Ciuchaj, kotory mieskal podle cerkwi Swiętoho Fudora a Swietoje M...y.
1 był to czołowiek wielmi nabożny, szto wsie około cerkwi worobie
miotłom ohaniał, w dolhom kożuchu baraniom bez pojesa i bez nahawic hodzil, borody i hołowy nikok nie czosał, nosa nikok nie ucierał,
tylko jazykiem lizał, nochty nie obrezywał, czoboty, czerewiki dziohciom
mazywał, czosnak, cybulu, rybu hniłuju, pliuskwy z podliewu, hroch
z niedźwieziem ochonem wielmi rad jedał, horelku kwartoju brahukowscom (?) duchom pijał, w sobotu na złość Lachom woron, sorok
i miaso pożywał, Lachów i wiery ich ocannoje, kak szatana nienawi­
dzieł, howiejno twoje, święty Pietre, szescz niedzieł twierdo pościł. I Ty,
święty Pietre, za takowyje jeho swiętyje dzieła stobiesi jeho, do carstwa
niebiesnoho puscził! Paklissby to nie uczynił, a sieho raba Bożegi do
carstwa niebiesnoho nie puścił, wiedajże ty o tom, sto my twojego po, u
nie budziem puszcie. (1) A czy... (w pisowni zmodernizowanej).
!) „Wizerunek“, II, w. 480.
3) Przedrukowane przez Bobowskiego w dziele : Polskie pie­
śni katolickie od najdawniejszych czasów do końca XVI wieku. (Rozpr.
Ak. Um. wydz. Filol., t. 19, str. 179—264, 264—330).

70



Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej,

ludowi znanych i przez lud śpiewanych, ale też świadectwa, że
w XVI w. wystawiane były w kościołach franciszkańskich ja­
sełka, składające się z wielkiej szopki, figur Maryi, Józefa, dzie­
ciątka i klęczących woła i osła. Kolędy, znalezione w rękopi­
sach z r. 1521 i 1551, rozpatrzył szczegółowo prof. Windakiewicz *) i stwierdził na ich podstawie, że odwiedzanie jasełek na
Boże Narodzenie, Nowy rok, Trzech Króli było zwyczajem
powszechnym, że wobec nich nie tylko klękano i śpiewano, ale
był szereg innych zwyczajów, jak kołysanie kolebki Jezusa, do­
zwolone pannom i dzieciom, podczas gdy starsi pokładali ja­
błuszka „przed obrazek Jezusków“; na Trzech Króli brano i tu­
lono Jezusa, śpiewając pieśni, naśladujące śpiewanie piastunek
przy dzieciach („Ninaj, ninaj“).
Jasełka wprowadzone już w wieku XV, musiały być w wieku
XVI rozpowszechnione a antropomorficzny kult dzieciątka szcze­
gólnie działał na lud wiejski, który z pietyzmem szczególnym
uwielbiał Boga, złożonego w „jasełkach“ i wylewał całe ciepło
uczuć rodzicielskich litując się nad ubóstwem dzieciątka Bo­
żego, które w nim budziło jakieś dziwne roztkliwienie i ta­
jemne uczucia radosne. Śpiewał więc lud z zapałem poddane
mu przez Franciszkanów kolędy w języku ojczystym i napeł­
niał śpiewem polskim kościoły, choć duchowieństwo katolickie
niechętnie to znosiło, popierając śpiew łaciński, wykonywany
przez kantorów - mistrzów. Mimo jednak przeciwdziałanie kleru
katolickiego, lud wiejski wywalczył prawo polskiej pieśni, która
już w w. XVI rozbrzmiewała w dniach Bożego Narodzenia,
Wielkanocy i Zielonych Świątek *2).3
Niestety nie przechowały się ludowe cantiones in vulgari
sermone, które duchowieństwo tępiło, uważając je, jak określa
synod z r. 1602, jako „inconcinnae et minus devotae“, bo lud
wplatał w nie własne pojęcia, często rubaszne i naiwne, jak to
widzimy w kolędzie cytowanej przez Briicknera s), zaczynającej
się od słów: „Mesyasz przyszedł na świat prawdziwy“. Widocznem jednak, że już w XVI w. kiełkował zaród ludowych pie
śni na Boże Narodzenie, skoro w w. XVII powstaną tak liczne
kolędy i pastorałki, w których pasterzy biblijnych lud przed­
stawi jako prostych, rodzimych Bartków.
') Windakiewicz, „Teatr ludowy w Polsce“, str- 43—6.
2) Bobowski, I c., wstęp, str. 11, 15 i n., 17—19.
3) Dzieje literatury polskiej, wydanie I, t. 1, str. 88.

- 71 —

Wacław Nartowski.

Więcej, aniżeli chrzciny, obrzęd pogrzebowy i radosne
święto Bożego Narodzenia, nęcił poetów obraz zbiorowej pra­
ktyki religijnej, jakim był kiermasz, na którym gromadziły się
setki wiernych, żądnych bądź pociechy religijnej, bądź zetknię­
cia z większem zbiorowiskiem dla zabawy i rozrywki.
Kiermasz, odpust odbywał się corocznie w każdej pa­
rafii w dzień patrona miejscowego, szczególne jednak znaczenie
miały kiermasze, urządzane w większych miejscowościach, albo
też słynących cudownymi obrazami, zwyczajnie przy klaszto­
rach. Kiermasze były potrzebą wierzącej masy ludowej, a po­
nieważ przynosiły zyski urządzającym, więc kościoły i klasztory
starały się o jak najwspanialsze urządzanie uroczystości, by wy­
wołać jak najliczniejszy napływ pątników. Te tłumne obchody
raziły protestantów, przeciwnych kultowi obrazów i odpustom,
które stanowiły religijną podstawę kiermaszów, starali się więc
osłabić wartość cudownych miejsc, oskarżali księży o brak re­
ligijnej podniosłości kiermaszów, a wartość ich redukowali do
zyskownych przedsiębiorstw. Nie dziw więc, że kalwin Rej wy­
szydzi w „Krótkiej rozprawie“ kiermasz i naszkicuje karykatu­
ralny obraz uroczystości.
Autor piszący z ironią o wierze w szczególne funkcye
pewnych świętych, jak opiekowanie się przez Lenarta końmi,
wieprzami przez św. Antoniego i t. p., nie pochwali pątniczki,
co z kobiałką na szyi, w której gomółka i powałka (bochenek
chleba), nawiedza odpusty:
„Mniema, że wszystko sprawiła
Że tam z tą kobiałką- była,
Że już siedm dusz wybawiła,
Sama się ósma upiła“ 1).

Odpust przedstawia poeta w drastycznych rysach, uważa­
jąc go za wyzysk ludu. Szczególnie razi Reja - kalwina pomie­
szanie zabaw z funkcyami religijnemi:
1 „Bo się już więc tam łomi chróst,
Kiedy się zejdą na odpust:
Ksiądz w kościele woła, wrzeszczy,
Na cmentarzu beczka trzeszczy,
Jeden potrząsa kobiałką,
’) L. c. str. 9 w. 184—7.

— 72 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowe).

Drugi bębnem i piszczałką,
Trzeci wyciągając szyję,
Woła, do kantora pije ;
Kury wrzeszczą, świnie kwiczą,
Na ołtarzu jajca liczą:
Wierechmy odpust zyskali,
lżechmy się napiskali“ ').

Muzyka na bębnie i piszczałce, śpiew, składanie na ofiarę
kur, jaj, świń, zgiełkliwy tłum ludzi a przytem widok pijaków,
przypijających, bądź wleczonych do chróstu 2), gorszy Reja, wy­
znawcę „czystej wiary“, „niezepsutej“ rzymskiemi przymieszkami.
Uroczysta forma kiermaszów i wystawny ceremoniał ko­
ścielny przemawiał jednak żywo do duszy chłopskiej« uwie­
rzymy więc Korczewskiemu3), gdy kmieciowi, byłemu wytrykuszowi, każe bronić zwyczaju palenia licznych świec w kościele
skoro szynkarka paduchom w karczmie świeci, — jakże nie
świecić Bogu na chwałę -- boć chłop nasz pragnął jak naj­
jaskrawszych wrażeń zewnętrznych a obcym się czuł w skrom­
nym zborze protestanckim, gdzie "kontemplacya zastępywała
miejsce barwnego ceremoniału katolickiego kościoła, i gnie­
wem musiał zapłonąć, gdyby ktoś chciał usunąć zewnętrzny
przepych kościołów, który mu ułatwiał korzenie się przed ma­
jestatem Boga. Było to potrzebą naiwnej psychiki pobożnego
chłopa, by kiermasz uderzał go świetnością, by:
„Gorzało świec barzo wiele
Wszędzie, po wszytkim kościele“.
Podobnie broniłby każdy chłop i innych obrzędów litur­
gicznych kościoła katolickiego, gdyż to, co raziło poetę prote­
stanta, odpowiadało właśnie ludowi, tak że to, co autor „Wi­
zerunku“ napisał dla wyszydzenia księży, katolik Korczewski
mógł włożyć w usta jakiemuś kmieciowi, jako pochwałę szcze­
gólnej gorliwości duchowieństwa 4)
’) „Krótka rozprawa“, w. 188—199, str. 9—10.
5) Tamże, w. 195, 209—10, str. 10.
3) „Rozmowy polskie“, w. 421—45, str. 19.
ł) „Wizerunek“, ks. XII, w. 277—81 :
„Tłuką dzwony, śpiewają, kropidły machają,
Kurzą, piszczą w organy, nizko się kłaniają,
Zioła święcą i świece, chodzą po kolędzie,
Z wodą świętą i z solą też biegają wszędzie,
Ognie palą...“

73 —

Wacław Nartowski.

Na temat kiermaszu osnuł Szymonowicz IX „sielankę“ pod
tymże tytułem „Kiermasz“. Nazwiska interlokutorów obce, ale
treść rodzima. Oto charakterystyczny początek:
,,Tyrsys: To z kiermaszu Menalka?
Menalka:
Z kiermaszu, mój bracie;
Aza nie znać?
Tyrsys:
Znać, aż miło patrzeć na cię.
Menalka: To dlaczego? czy, żem się trochę więcej napił?...“’)
Menalka wyjaśnia następnie, że wrócił szybcej z kiermaszu,
by dom nie był bez opieki, gdyż czeladź została na kiermaszu
dla tańców, a następnie wspomina dawne świetne kiermasze,
na których ucho pieściły śpiew i muzyka:
„Przed laty zewsząd bywał gmin ludu niemały,
A dziś o nabożeństwie więcej coś gadają,
A starożytne święte zwyczaje ustają“ *2).3
Z tych słów poznajemy, że nabożeństwo nie stanowiło
głównej atrakcyi kiermaszów, ale owe „starożytne zwyczaje“.
Po kiermaszach włóczyła się masa wydrwigroszów; włó­
czędzy ci bądź zbierali datki na szpitale i kościoły, nosząc że­
lazne puszki i mos ężny dzwonek, lecz co uzbierali, obracali na
własne potrzeby^); bądź były to rozmaite dziady i kaleki, które,
wskutek rzeczywistej czy udanej ułomności, wyłudzały w naj­
rozmaitsze sposoby pieniądze, nie brzydząc się także kradzieżą.
Zna ich Klonowicz i w części wtórej „Worka Judaszowego“
(O skórze lisiej i naturze lisiej), w której piętnując tych, co
pod płaszczykiem nabożeństwa oszukują, wylicza szczegółowo
tytuły ich oszustw. Więc najpierw tacy, którzy żebrząc „na
Boga, na ubogie“, „na kościół, na jakiego świątka“, przywła­
szczają sobie następnie uzyskane ofiary 4). Czasem oszuści zmy­
ślają widzenie, mówią, że ujrzeli pod borem Matkę Boską, która
kazała w tern miejscu wystawić kościół i pod tym pozorem
wyłudzają od ludu prostego chleby (powałki), sery (gomółki)
i pieniądze. Oszustwo takie popierają nieraz klechy i księża
prości i powodują pielgrzymki, a potem z łatwowiernych pą­
tników „kury, jajca, szelągi, kukle, świeczki łupią“. Klonowicz,
') L. c., wyd. Węclewskiego, w. 1—5, str. 48.
’2) Tamże, w. 25—8, str. 50.
3) „Worek Judaszów“, wyd. Turów., str. 104: wyd. Bobrowicza str.78.
4) Tamże, wyd. Turowskiego, str. 104—5.

— 74 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

sam głęboko wierzący, oburza się na takie nadużywanie świę­
tości i obwinia duchowieństwo : proboszczów i biskupów, że nie
tępią należycie zła, które się rozkrzewia. Gdy biskup daleko a
loci Ordinarius nie wie o niczem, oszuści ciągną zyski i póma:
gają prostakom po staremu błądzić, zowiąc tego, kto gani te
brednie, heretykiem.
Tu Klonowicz1), przywykły każde zjawisko poddawać pod
sprawdzanie ścisłej analizy, przedstawi charakter wiary ludu.
Prostaczkowie są ciemni, błądzą po staremu a ci wyzyski­
wacze, to „ślepi wodzowie ślepych“; — lud jest łatwowierny
i pragnie cudów, których nie bada, lecz ślepo w nie wierzy, na
wieść o niezwykłem wydarzeniu pragnie ujrzeć miejsce cudo
wne i doznać cudu, narażając się lekkomyślnie na straty i wy­
zysk. Jakby podchwytując sceny z codziennego życia, przed­
stawia Klonowicz, jak kobieta opuszcza krosna i kądziel, opu­
szcza dobytek i gospodarstwo i idzie dla tern większego umar­
twienia o żebraczym chlebie, do rzekomo cudownego miejsca —
w nadziei uzyskania zbawienia. Kobiety, jako bardziej wrażliwe,
pierwsze idą na lep wieści o cudzie, lecz i mężczyźni nie są
krytyczniejsi ; poniecha pługu gospodarz i sługa i spieszą bez
pozwolenia starszych, do miejsca „cudownego“. Po drodze
czynią znaki i tak wiążą powrósłami krzyże po polach, rzucają
w jednem miejscu na kupę kije lub kamienie, „wiją kiczki
z brzeziny“ — podobnie jak to i dziś po wiekach lud gdzienie­
gdzie robi przy miejscach odpustowych, uznanych za cudowne.
[ Na miejscu rzekomo cudownem zbiera oszust - wytrykusz datki
rzekomo na nowy kościół, dzwoniąc zwłaszcza długo nad do­
statniej ubranym; ksiądz wzywa z ambony^do ofiar » prosta­
czkowie „mają się do moszen“ i „hojną ręką“ dają na budy­
nek kościelny, tak, że wytrykusz zaledwie zdąży każdemu po
dziękować słowami: „Bóg zapłać!'1 Następnie dzielą się łupem
wydrwigrosze a nawet pan, chociaż heretyk, bierze udział w po­
dziale.
Podobnie oszukują zaopatrzeni w listy z pieczęcią kwestarze, którzy wypróżniają w krzakach pełne puszki ; skutek tego
taki, że kościoły zaniedbane (do „kościoła ciecze“), ale świecą
się nowe szczyty i dachy gontowe u wytrykusza, — dzwonnica
') L. c., wyd. Tur. str. 105 6.

— 75

Wacław Nartowski.

obdarta, pochyla się, ale na córce kościelnego pozłociste pasy,
a cała rodzina używa wczasów. 1)
Nieodstępną plagą wszystkich odpustów i kiermaszów jest
zgraja dziadów i kalek, których Klonowicz tak charakteryzuje: 2)
»- — —
— najdują się mnodzy,
Bogu, ludziom nieprawi, dziwacy ubodzy.
Jedni żebrzą niesłusznie, i duży i zdrowi.
Chytrzy, zakapturani, manią ludzi owi.
Zakrywa się kostyra, złodziej w sprośnych szmatach,
Zakrywa się niecnota młody w starych łatach,
Obwija ręce, nogi, chocia go nie bolą ;
Mogąc rzemięsło robić, mogąc orać rolą.
Czyni się głuchym, niemym, ślepym i kaducznym.
A on łotrem wierutnym i przecherą sztucznym.
Także też baby — —
— • -- —
— —
— — — — — — —
o jałmużnę proszą
Najdziesz wiele opiłych, szalonych żebraków,
Chocia chorych, ułomnych, i rozpustnych żaków,
Zazdrościwych, swarliwych, gnojków i kalików,
Słupków i też piecuchów, szubrawców i smyków,
Którzy za łby o miejsce, o jałmużnę chodzą,
Mocniejszy nad słabszymi częstokroć przewodzą.
Kosturami szermują, czasem się i ranią,
Czasem w robocie bywa groch i piwo z banią.
Nie masz zgody i rządu, ludzi odtrącają
Od jałmużny; kulami, kijmi wykracają«. s)

Środowisko ludzi podobnego typu przedstawia także
„Tragedya.żebracza" w r. 1552; tu żebracy mają nawet swego
starostę, który przewodzi na odbywającem się w karczmie we­
selu dziadowskiem. Późniejszy poemat »Peregrynacya dziadow­
ska« z r. 1614 jest jakby rewią rozmaitego rodzaju dziadów,
oszustów, bab i czarownic.
’ Charakter żebractwa w Polsce to także ciekawy przyczy­
nek dla ocenienia kultury organizmu, na którym podobne pasorzyty mogły grasować.*)
*) „Worek Judasz.“, wyd. Tur., str. 107.
2) Tamże, wyd. Tur. str. 107—8.
3) „Worek Judaszów“, wyd. Turów. str. 107—8; kaduczny = epile­
ptyczny, słupek = oprawca.


76



Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Wiadomości, czerpane z pism Klonowicza, są dla histo­
ryka kultury nader cennem źródłem ; Klonowicz to nie Rejkalwin, niechętny katolicyzmowi, ani ultrakatolik Korczewski, ale
krytyczny, choć nie mniej szczery wyznawca kościoła katolickie­
go. Jest wprawdzie charakterystyczny szczegół przemilczania
kultu Maryi w utworach Klonowicza, bo oprócz zbyt może
swobodnego tonu ustępu o rzekomem zjawieniu się Matki Bo­
skiej, brak innych wzmianek, a nawet przy opisie nieba, przed­
stawionego zgodnie zresztą z pojęciami kościoła, nie mówi
poeta o „diva Maria“ lecz »Diva Virtus«, której przypisuje sze­
reg atrybucyi, zdobiących w literaturze zwyczajnie postać Maryi1).
Fakt ten zestawiony z ustępami, które obszernie rozpa­
trują życie Chrystusa i apostołów, może jednak tylko zakwestyonować gorliwość kultu Maryi, którego nadużywanie zarzu­
cali pokrewni duchowo poecie Aryanie, szczególnie Czechowic,
co drwił z »częstochowskiej deski«, czczonej przez lud tak bez­
względnie, że do Częstochowy przywożono zwyczajnie chorych
umysłowo, spodziewając się tu uzdrowienia, jak świadczą współ­
czesne świadectwa. Ale to nie może zachwiać ortodoksyi ka­
tolickiej poety. Przekonania religijne autora »Victoria« należy
określić jako ściśle katolickie, o charakterze rygorystycznym.
Czary i gusła. Dziady żebrzące a szczególnie baby,
rzekomo lekarki, przyczyniały się do rozpowszechnienia i utrwa­
lenia guseł i zabobonów, przeniesionych z zachodu z kościo­
łem chrześcijańskim, albo też rodzimych, opierających się na
resztkach wierzeń pogańskich.
Wierzenia ludowe, znajdujące wyraz w gusłach i zabobo­
nach, towarzyszyły religii kościoła. Jak z jednego pnia biorą soki
odżywcze szlachetne gałęzie owocowego drzewa i dziczki, wyra­
stające bujnie, jeźli ich nie zetnie ręka starannego ogrodnika, tak
z jednego podłoża naiwnej psychiki ludowej czerpały siłę i moc
religia kościoła i pierwotne bądź pochodne wierzenia ludowe.
Starcy, dziady, którzy byli w pierwotnych czasach strażni­
kami rodzimych wierzeń ludowych, pielęgnowali później jako
żebracy, zabezpieczeni przykazaniem miłosierdzia, nie mniej
gorliwie jużto pierwotne, strącone z piedestału świętości wie­
rzenia pogańskie, jużto roznosili, pielgrzymując po Europie,
świeże nowinki guseł i zabobonów, które rodziły się i pełzały
0 „Victoria Deorum“ R. 44, s. 671.

— 77

Wadaw Nartowski.

na poziomie niekrytycznym średniowiecza, co wydało wpraw­
dzie wyższe umysły, podobne subtelnością i pietyzmem dla
wyższych celów wieżom gotyckich tumów, wystrzelających w górę
tylko rzadko i wyjątkowo ponad tłum nizki. Wiara w zabobony
i czary wybujała szczególnie pośród patologicznych jednostek
płci żeńskiej i stworzyła nierzadki w życiu i literaturze współ­
czesnej typ czarownicy — baby ')•
0 czarownicach i czarach wspomina wśród polskich po­
etów pierwszy Hussovianus w pieśni o żubrze; poeta zżyty
z głębiami puszcz litewskich, w których przechowały się długo
resztki dawnych wiar, podaje szereg cennych rewelacyi z za
kresu ówczesnych wierzeń ludowych.
1 tak w opisie puszczy napomknie poeta, że rosną tu zioła,
które lud w lasach zamieszkały szczególną otacza czcią z), żyją
głuszce, stanowiące pokarm dla ciała i umysłu (!) *3);* przedziwna
jakaś siła zezwala na wspólne użytkowanie dóbr przyrody, jak
łowienie ptactwa, ryb, zrywanie owoców, bo „lex omnibus una",
a kto temu — że tak nazwiemy — komunizmowi się sprze­
ciwi, tego spotyka kara : ginie ptactwo, znikają ryby, rzedną
owoce ł). Poeta stwierdza na podstawie autopsyi podobne wy­
darzenia 5), sam nie wie, czy to wola boska, czy dzieło sztuk'
czarnoksięskich, wierzy jednak w siłę zaklęć (verborum) i pie­
śni złowieszczych (carmina diva), tak, że baśń o Medei wydaje
się mu tu na północy prawdopodobną, zważywszy obecne cuda,
chociaż wszystkiemu przeczą chrześcijanie (!). Ci zwykli ludzi,
podejrzanych o tajne sprawy, rzucać na stos, lub wrzucać do
wody ze związanemi rękami i nogami ; jeźli tonie, niewinny,
przeciwnie: winny! Autor przytacza podobny wypadek, którego
wraz z tysiącznym ludem był świadkiem. Woda nie przyjmuje
głowy obrzydłej, ogień natomiast niszczy te potwory. Wątpią­
cym obiecuje autor, że mogą na Litwie sprawdzić jego słowa,
gdzie często takie sprawy się wydarzają.
Czary, według słów Hussowczyka, zwyczajne u złych ko­
') Zob. rozprawę J. Karłowicza: Czary i czarownice w Polsce.
(Wisła, t. I>.
*) ,.De bysonte carmen“, w. 267—8. (Flores... quos inter silvas rustica turba colit)
3) Tamże, w. 278—9. (corporis et mentis.)
*) Tamże, w. 283—326.
■’’) Tamże, w. 287, 291.

78

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

biet, nierzadko praktykują zniewieściali mężowie, lecz autor to
pomija, nie chcąc przedłużać tych tak ciekawych rewelacyi,
udzielonych per occasionem, dodaje tylko wzmiankę o ocza­
rowanym, pustym gaju, z którego nikt nie ma pożytku.
O czarach i czarownicach dowiemy się obszerniej z komedyi ludowej, w której postać haby - czarownicy występuje
wcale często.
„Tragedya żebracza, nowo uczyniona“ w r. 1552 wyliczy
między „personami“, występującemi w tej t. z. tragedyi, dwie
czarownice: Mitianę i Magorę.
W rozmowie wtórej „Rozmów polskich“ W. Korczewskiego
występuje także czarownica zwana „babą“. '] Baba ta przycho
dzi powitać pana, wracającego po długiej nieobecności; plebana
nie wita, gdyż gniewa się nań z powodu wyklęcia, które za­
brania jej wstępu do kościoła, przez co traci darowywane powałki. Na pytanie pana, co złego zrobiła, że podpadła klątwie,
wylicza ciekawy rejestr grzechów. 1 tak czarowała, dając dziewki
za mąż, by ich mężowie nie bili ani się nie upijali, stryjowi
„skaziła“ oczy, lecz z tego ma korzyść, bo każdy ślepca obda­
rzy, a nadto czyniła i inne czary, co sama wyznaje :
„Wwiliją świętego Jana
Doiłam mleka ze zwona,
Ale telko jeden szkopiec,
Bo mi nie chciało więcej ciec“.

Do reszty nie chce się przyznać z obawy przed plebanem,
lecz to już wystarcza panu do uznania słuszności klątwy ple­
bańskiej, baba nie klątwy winna, woła pan, ale stosa drew
i ognia. Daremnie baba stara się pozyskać pana, przedstawia­
jąc, że w modlitwach prosi Boga o utwierdzenie go w wierze;
pan nie chce jej słuchać i odsyła ją do czarta. Widząc że u pana
nic nie wskóra, zapowiada baba, że wróci do kądzieli, ale przed
plebanem się nie ukorzy :
„Ale wżdy jeszcze nie amen
W tej rzeczy z księdzem plebanem“.
O babskich czarach napomni też Rej w „Wizerunku“ :
„Wicher...
* A czasem więc pomyli szyki przed babami,
’) L. c., str. 69—72, w. 932—991.

- 79 -

Wacław Nartowski.

Które też jakieś czary więc na to miewają
A łotrowie czartowie więc im pochlebiają“. *)

W komedyi „Marancya“ daje wróżka pannom ziela na
siedrzy (może raczej nasięźrzy), które, noszone na szyi, przy­
ciąga miłośników, i grabki nietoperzowe, któremi kochanego
przywabić a obojętnego można odstręczyć. Wróżka, do której
udaje się Marancya, czyni osobliwe zaklęcia i wymawiając nie­
zrozumiałe słowa2), wzywa do zjawienia się dyabła rokitki,
przyczem czyni znaki krzyża i używa grosza i zwierciadła.
Pisma Klonowicza, niewyczerpana skarbnica wiadomości,
odnoszących się do ówczesnego życia, i tutaj nie zawiodą
W „Roksolanii“ czytamy: ')
„Umieją ważyć czarodziejski trunek
Tutejsze wróżki i starzy wróżbici.
Widziałem nieraz o wieczornym mroku
Lecące baby i wróżki złowieszcze;
Widziałem, jako w bezchmurnym obłoku
Swemi zaklęćmi sprowadzały deszcze.
Potrafią wodę zaburzyć wyrazem,
Szkodzić zasiewom, załamywać żyto
1 doić powróz, a za każdym razem
Mleko z powroza wytryska obfito.
Nieraz kochanek posłuszny ich woli.
Choćby z za morza do kochanki przyjdzie".
„Philtra veneficum Russis dominantur in oris,
Est quoque Sagarum Russica terra ferax.
Vidi ego decrepitas maires volitare per umbrarn,
Et vidi volucres tempore noctis anus.
V i d i m u s e sudo pluvias deducere coelo
Incantatrices carminé saepe suo,* 2 3
') L c., R X, w. 472-5.
2) Oto tekst zaklęcia:
„Bzdurum, Badurum f Bożą t i świętych t pomocą,
W tym zwierdedle barani niech się zaraz kocą;
Rokitka przybądź spieszny, proszę, niech objawię,
Co się dzieje — — — — — — — — —
Miglans, figlans, już wynidź
— — — — —
Appas ei korosz, podaj grosz a nań dwakroć dmuchn^
A po trzykroć na jasne to zwierciadło chuchni'.
(Wiszniewski: Histor. liter t. VII, str. 263).
3) Przekład str. 58, w. 1501—12; wiersz tekstu łac. 1561—1572.

— 80 —

t
«

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Flumina cum ventis, et mixta tonitrua nimbis,
Heu segeti grando Carminé iussa nocent.
V i d i m u s et niveum fluxisse funě cruorem,
Ubere non vaccae copia tanta fluit.
Saepe furens iuvenem per carmen arnica .reduxit,
Quamvis caeruleum trans mare vectus erat“.

Ostatniego dzieła sił czarnoksięskich nie wymienia poeta
gołosłownie, lecz jako przykład kreśli romantycznym duchem
owianą balladę o Fedorze, co, nie mogąc ugasić miłości pło­
miennej ku Fedorowi, błaga wróżbiarkę o przywrócenie jej ko­
chanka. Skłoniona darami wróżka obiecuje jej przywołać uko­
chanego, jeźli wieczorem w czasie nowiu dopełni "tajemnych
obrzędów, na które składają się: warzenie prosa na łonie,
użycie ziela czarodziejskiego i zaklęcia. Fedora wykonywa po­
lecenia wróżki i oto zjawia się kozieł z nozdrzami płomie­
niem buchająccmi i posłuszny rozkazowi czarownicy, przynosi
powietrzem ponad wody, góry, miasta Fedora i oddaje go stę­
sknionej kochance 1).
Klonowicz, jakby szczególną uwagę zwracając na ludowe
wierzenia, poda w pismach swych szereg przesądów ludowych.
Z życia pasterzy zanotuje poeta, uważane za tak wielką zbrodnię,
zabijanie ciołka ssącego pierś,2) że równoważono je z mężobójstwem ;3) z życia zwierząt, pisząc o niedźwiedziach, wspomni
o płodzie niedźwiedzim, pono niepodobnym do rodzicieli, jak
powiadają (fertur)*4).2 *
Przy opisie Krasnostawu, wzmiankując o rybołostwie,
oświadcza się Klonowicz, podobnie jak powyżej wymieniony
Hussovianus, za wspólnem używaniem wody, wszak rzeki ani
jeziora nikt nie kopał, więc jako dary Boże winny służyć ogó­
łowi. Jak wolno ptaszki łowić w powietrzu, któż ośmieli się
bronić wolnego połowu! I podobnie jak Hussowczyk, Stwierdzi,
że mnóstwo ryb znajduje się w wolnej dla połowu rzece, gdy
tymczasem z jezior zabronionych ryby giną:
') Roxolania, wiersz tekstu 1575—1706; wiersz przekładu 1515—
1633 str
2) Tamże, w. t. 385—6; w. p, 383—4, str. 22.
:l) Tamże, w. t. 389—90; w. p. 387—8, str. 22.
4) Tamże, w. t. 705—15; w p. 695—702, str. 32.


81

6



i

Wacław Nartowskí.

„Vidi ego multipliées concesso flumine pisces
Et vidi vetito saepe perire lacu“ ’).

Co jednak nie razi u Hussowczyka, wprowadzającego czy­
telnika w tajemną krainę borów litewskich, to dziwi u Klonowicza. Czytelnik dzisiejszy przy powyżej przytoczonym ustępie
mirriowoli doda pytajnik i wykrzyknik; czyżby Klonowicz rze
czywiście wierzył w prawdę słów swoich? Podobne pytanie
jeszcze silniej wystąpi przy również przytoczonym powyżej re­
jestrze sprawek czarownic; że lud wierzył, iż one sprowadzają
deszcze, iż latają w powietrzu, doją mîeko z powroza czy
dzwona, jak podaje Korczewski, — to niewątpliwe, ale świa­
dectwa autopsyi z ust autora „Roxolanii“ są niespodzianką.
Powtarzane uparcie słowa „widziałem“ wydają się wtrętem
swobodnego tłumacza, sięgamy do tekstu łacińskiego, by tu
przeczytać znowu słowa: vidi... vidi... i dziwią czytelnika te
ustępy u poety, ostrożnego w podawaniu wieści fantastycznych.
Klonowicz starał się przecież o prawdziwe przedstawianie wy­
darzeń, jak świadczy ustęp o kamienieniu ścinanej sosny w oko­
licy Krasnostawu, gdzie poeta wyraźnie zastrzega się słowami
„mówią“ („fertur“) i dodaje, że nigdy tego nie widział, choć
często o tern czytywał2).
Znajdujemy jednak również inne ustępy, dowodzące, że
Klonowicz, nie zawsze chciał czy też umiał pewne zjawiska
krytycznie przedstawiać. 1 tak nazywa poeta kilkakrotnie miód
rosą niebieską, używając tego zwrotu niejako przenośnie, ale
w znaczeniu dosłownem,3) podobnie w „Worku Judaszowym“
uznaje kradzież miodu — jako rosy niebieskiej — za święto­
kradztwo 4).
') „Roxolania“, w. t. 1429 -30.
2) „Hac regione ferunt caesas lapidescere pinus,
Quod nunquam potui cernere, saepe lego“. Roxolania, w. t. 1419—
20, w. p. 1366—7, str. 54.
3) Tamże, w. t. 1007 42; w p. 961-95, str. 41-2
4) L. c., wyd. Tur. str. 73. Tu może zmyliło poetę zjawisko t. z.
spadzi, które polega na tern, że w czasie ciepłych wieczorów i nocy
wypacają z siebie liście niektórych drzew, jak leszczyny i olchy, słodkie
kropelki cieczy, zbieranej gorliwie przez pszczoły ; lud dziś jeszcze przy­
puszcza, że słodycz ta spada na liście z rosą, stąd także prawdopodo­
bnie powstała nazwa spadzi.
Srogie kary, stosowane zwłaszcza drogą odwetu, na złodziejach
barci pszczelnych, dają ciekawy przykład wpływu wierzeń ludowych na

- 8? -

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

W późniejszym poemacie p. t. „Worek Judaszów“ przed­
stawi Klonowicz całkiem inaczej baby czarownice. Tu już nie
tylko nie da świadectwa ich czarom, lecz wprost uzna sztuki
czarodziejskie za oszustwo i wyłudzanie grosza, wyszydzając
owe baby, co „czarują, lekują, wróżą, wieści noszą, stadła łą­
czą, a w rzeczy o jałmużnę proszą“'). Podobnie uzna za pełne
fałszu cyganki, wróżbiarki, wyłudzające pieniądze „sztukami“,
jak jednanie młodzieńca dla białogłowy, odbieranie mleka cu­
dzym owcom i krowom, wróżenie z ręki, przywabianie sąsiedz­
kiego żyta na swe pole, podpalania, wyzysk i t. p.*2).3
Że Klonowicz jednak także później był podatny do powta­
rzania bajek, świadczą liczne ustępy. Wzmiankę o gruntach nie­
prawnie posiadanych, na których wskutek gniewu Bożego zie­
mia goreje i schnie roślinność a drzewa rosną krzywe i gar­
bate s), ustępy o sprzedawaniu hostyi Żydom i czarownicom 4)
i sprzedawaniu dzieciątek Żydom, którzy krwi niewiniątek uży­
wają przy święceniu paschy 5), zaliczyć należy niewątpliwie do
wierzeń ludowych.
By wydać stanowczy sąd, czy Klonowicz w ustępie o cza­
rownicach i innych nadprzyrodzonych wydarzeniach nakrywał
się w swych wierzeniach z wierzeniami ludowemi, czy też wa­
lor ich zredukować do zwyczajnej licencyi poetyckiej, mamy
zbyt mało pewnych wiadomości o poecie, — wiemy, że wie­
rzył częściowo w wpływ płanet na zdolności ludzkie u), poza
tern nie mamy wiadomości ścisłych. Wątpliwem jest jednak,
czy Klonowicz był w tym względzie świadomym prekurzorem
wieku, co jak gdyby wskazuje ton omawiania czarów i guseł
na Rusi:
tworzenie norm prawnych, tak surowych w prawie bartnem; jest to rze­
czą zrozumiałą, że skoro miód uważano za rosę niebieską, to święto­
kradców musiano karać surowo
') „Worek Judaszów“, wyd. Turowskiego, str. 103.
2) Tamże, , str. 68—9.
3) Tamże, str. 66:
„... na takie grunty Bóg się gniewa zgoła
I ziemia na nich gore, schną drzewa i zioła,
Sośnie krzywe się rodzą i garbate lasy
Wołają na przysięgę krzywą po wsze czasy“.
4) Tamże, str. 68- -9.
r’) Tamże, str. 88.
°) „Victoria Deorum“. Epistula dědic, ad Goraiscium.

— 83 —

*

Wadaw Nartowski.

„Erroris retinent vestigia multa vetusti,
Multa ex gentili traditione tenent“ ').

Nieco światła na tę wątpliwą kwestyę rzuciłoby zapozna­
nie się z ówczesną literaturą, omawiającą czary, jak pisma Paracelsa, — z dziełami jak np. „Teatrum diabolorum... kurze
Beschreibung allerley Laster“ itp. Klonowicz wierzył wielce
w „zdechłą skórę na pergamin wyprawioną“, że wsporriniemy
tylko, wiele kłopotu sprawiła autorowi „Victoria Deorum“ wy­
czytana w klasycznych autorach legenda o Gigantach, których
istnienia poeta-humanista z takim mozołem udowadniał, nara­
żając na ogniową próbę czytelnika, co ledwie z pobłażaniem
przerzuci te karty. O czarach i czarownicach spisali poważni
autorowie średniowiecza grube foliały, czyżby więc lubelski
mieszczanin, który z takim trudem wdrapywał się na wyżynę
doctorum, odważył się obalać wiarygodność uświęconych tradycyą autorytetów;2) mogło wprawdzie dzieło Palingeniusza


\

-

') Roxolania, w. t. 1503—4:
„Ileż tu gustów zabobonnych tleje
I ludzkich podań zastarzałych zwłaszcza“, w p. 1445 6, str. 56.
2) Dla ilustracyi wiary w czary i czarownice przytoczymy ustępy
z współczesnej broszury, która acz nie rościła sobie prawa do nauko­
wości, była wymownym obrazem zakorzenionych pośród szerokich mas
przesądów, podobnie jak później wydany przekład klasycznego, w swoim
rodzaju, dzieła: „Młota na czarownice"; jest nią wydany przez Dr. Benisa: „Postępek prawa czartowskiego przeciw narodowi ludzkiemu“
(z r. 1570. Biblioteka pisarzów polskich Ak. Urn, Kraków, 1892). W roz­
dzieleniu 21, zatytułowane m : „O czarownicach“ - - pisze autor nieznany:
„Pytałby kto statecznie, skąd to mają czarownicy i czarownice, iż
wiele operują tych rzeczy, które są pospolitym ludziom za i dziw i cuda
a jako k’temu przychodzą, iż mogą przeszkodzić ludzkim robotom,
wieszczby powiadać, latać, grady i niepogody czynić i inne
odmienności.. a to się więeej ku złemu skłania, niż ku dobremu. Św.
Augustyn o tym pisze.. “ tu następuje charakterystyka czarta, który po­
maga czarownicom. — Nauczywszy się przemawiafi czartowskich, ofiar
i posług ufają wiedźmy w moc dyabła i „według wiary ich stanie się im
tak, to jest, gdy chcą mieć deszcz, bierze piasek w ręce, miece przez
się, obróciwszy się tyłem ku wschodowi słońca, a gdy chce mieć gradt
tedy krzemienie, kiedy ludzi zwadzie abo małżeństwo, tedy drwa poprzek
kładzie przeciw onemu domowi, gdzie chce złość wyrządzić, przymawiając czartowskie słowa ; chceli kędy lecieć maścią to sprawi...; aby
świnie zdychały, warzy szczeciny świnie z udzowiskiem, i wiele innych
rzeczy takich, których może czartem sprawić“ (str. 113—4).
W rozdziale „O pokusach przeszkadzających ludziom“ czytamy ;
„Farei, czart., wkradł się między ludzi, w domiech ludzkich się lęże...
A

— 84 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

skłonić poetę do pewnego krytycyzmu, nie wiemy jednak, kiedy
zapoznał się z niem Klonowicz, a wpływ „Zodiaku“ na autora
„Victorii Deorum“ należy do zagadnień jeszcze nie zbadanych.
Więc nie rozstrzygając na tern miejscu kwestyi, czy Klonowicz
wierzył w siłę czarów, możemy jednak stwierdzić, że kilka­
krotne świadectwa autopsyi, owe kilkakrotne „vidi“ są retory­
czną figurą dla spotęgowania wrażenia poematu. Autor „Roxolanii“ starał się o wprowadzenie czytelnika w podziw i zdu­
mienie, stąd wybór egzotycznego jakby tematu, jaki przedsta­
wiał opis ziem ruskich. W „Roxolanii“ spotykamy podkreślanie
niezwykłych szczegółów, jak wierzeń zastarzałych, osobliwości
z życia pasterskiego (wyrób bryndzy, nieużywanie żelaza itp.),
które miały zaciekawić czytelnika, szczególnie cudzoziemca, bo
poemat ten miał autorowi zapewnić sławę nie tylko u roda­
ków, ale i za granicą u tych wszystkich, co używali lingua
doda. Nic więc dziwnego, że w poemacie, w którym autor
położył tak wielką wagę na tormę, użył zwrotów retorycznych,
które u dzisiejszego czytelnika mogłyby spowodować zakwestyonowanie prawdomówności autora. Klonowicz był poetą
i na ten tytuł zasługuje właśnie autorstwem „Roxolanii“ i nie­
których ustępów „Flisa“, nie należy więc w utworach tych zbyt
pedantycznie szukać prawdy objektywnej; w tym względzie
bliższym prawdy, ale dalszym poezyi będzie Klonowicz w „Vic­
toria Deorum“ i „Worku Judaszowym“, w których ulegnie kil­
kakrotnie powszechnym przesądom, pewne ustępy tendencyą
zabarwi, lecz już nie poświęci prawdy dla efektu literackiego,
nie poda płodów fantazyi za fakta realne.
Tematem zbliżoną do fantastycznego epizodu o Fedorze
w „Roxolanii“ jest XV sielanka Szymonowicza, „Czary“, choć
nie oryginalna, bo napisana według analogicznych poematów
Teokryta i Wergilego Ł), ciekawa jednak ze względu na odbie--------------

1

Tego używają czarownice w swoich czarach (jaki wielki Wojciech pisze),
iż baby, które wiedzą jego zioła w których się on kocha, narwą onych
ziół na te czasy, które ony wiedzą, naczynią z nich maści“, któremi po
dokonaniu rozmaitych przepisów tajnych pomazują kij, do tego przywią­
zują z jednego końca nietoperza, z drugiego kreta. Poczem czarownica„leci, kędy chce, nie na dobre... jedno, aby złość wyrządziła... pospolicie
ony dla mleka to czynią, aby do krów latały“ (str. 98—9).
*) Porówn. Teokryta pieśń II, Wergilego eklogę VIII, w. 64- -109,
wyd. Węclewskiego.

— 85 —

Wacław Nartowski.

gające od pierwowzorów ustępy, zwłaszcza dotyczące obrzędu
czarów. Opuszczona żona, zaklinająca czarami męża, praży
proso (gdy u Teokryta kochanka używa «Ac/hto, u Wergilego
mola), podobnie jak w „Roxolanii“; jednym z dziewięciorakich czarów, stosowanych przez małżonkę, jest tu także warze­
nie kaszy, mającej zawrzeć na „podołku“ bez ognia ’) (w „Ro­
xolanii“ używa się w tymże celu prosa). Środek ten czarodziejski
musiał być często stosowany, skoro także późniejszy Potocki
o nim wspomina w „Argenidzie“ 2). Do czarów służył również
facelit (chusteczka), nieprany, którym otarł był małżonek czoło
po ślubie. W tymże wierszu wzmiankuje Szymonowicz także
o czarownicy, co oknem na ożogu wylatywała“ ; 3j przedsta­
wienie czarownicy z ożogiem stanie się niebawem typowem
wyobrażeniem, dostosowanem niewątpliwie do tradycyi ludo­
wej ; w tej formie przejdzie czarownica do komedyi ludowej,
czego przykładem choćby „Baba“ z „komedyi rybałtowskiej“
(1615), której autor każe wystąpić na scenę z ożogiem („Tu
baba wynidzie na izbę z ożogiem i z kurzawą“)4).
W innej sielance p. t. „Żeńcy“ poeta wspomina o „Czar­
nusze“, co w zielu obmywała „domową swachę" starosty, która
pomimo zmarszczek i siwizny szalała za parobkiem s). Koń­
cowy ustęp „Czarów“ maluje — jak trafnie zanotował wydawca
Węclewski — srogość, z jaką odnoszono się wówczas do cza­
rownic, których i w Polsce niemało na stosie spłonęło ; nie
szalał tu wprawdzie powszechny, na zachodzie tak przez nie­
mieckich historyków nazywany „Hexenwahn“,6) padały jednak
także, choć nie tak liczne, ofiary zaślepienia i obskurantyzmu
kierujących czynników.
„Pal te żyły, a mów tak: kurczycie się żyły.
Bodaj się tak tej łotryni członki tak kurczyły,














Niech heclicy

’) Wyd. Węclewskiego, w. 73—4.
2) „Argenida“, w. 690: „Komu miłość praży na podołku jagły, tru­
dno zwłokę cierpi“ (według Lindego).
3) L. c., w. 62 ; ożóg : rodzaj łopaty, służącej do wygartywania wę­
gli z pieca piekarskiego.
4) L. c., str. 21.
s) Wyd. Węclewskiego, str. 116, w. 113—4.
6) Hausen Jos.: Zauberwahn, Inquisition u. Hexenprozess. Leip­
zig, 1900.


86

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej,

Tak zdrajczyną
— — włóczą po ulicy,
Niech w jej piersiach ogniste kleszcze utapiają,
Niech jej plugawe mięso sobakom miotają.
Sowo! ty hukasz w lesie, — —, — —
Niechaj tak za nią wszyscy głosem twym hukają,
Niechaj ją wszetecznicą wszyscy nazywają.
Spluń trzykroć, a przeklinaj : jako ślina pada
Na z>emię, niech na jej twarz krosta tak wysiada,
Niech ją wrzody oblegą, niech z siebie robaki
Zbiera, a w gnojach lega z lichymi żebraki“ l)-

Do przesądów ludowych zaliczyć należy także praktyki
wróżebne, dokonywane w wigilię św. Andrzeja Wspomina o nich
Bielski w „komedyi Justyna i Konstancyi“ 12), w której Panna
służebna radzi Konstancyi lać wosk na wodę w wigilię świę­
tego à ujrzy swego oblubieńca. „Aleć to sprawa niepewna“, do­
daje służąca, która zasłania się autorytetem matki : „słychałam
od swej macierze“.
Bielski, krytyczny umysł, podaje jak widzimy, wzmiankę
o wróżbach Andrzejowych nie bez zastrzeżeń : „Aleć to sprawa
niepewna1'
Prócz wymienionych przesądów ludowych zaliczyć należy
do zabobonów, tkwiących na Rusi, szczególny zwycza] dawania
przez księćlżiń zmarłemu drobnej monety 3) dla łatwiejszej drogi
w zaświaty, lub zwyczaj składania na grobach jadła i napoju,4)
które spożywać mają duchy. Ciekawe to szczegóły dla etno­
logii; ostatni łączy się z bogatą literaturą o obrzędzie dzia­
1) L. c. Wydanie Węclewskiego, str. 94—5, w. 85

116.

2) „Nalejcie wosku na wodę,
Ujrzycie swoją przygodę.
Słychałam od swej macierze,
Ody która mówi pacierze,
W wigilię Andrzeja świętego,
Ujrzy oblubieńca swego,
Aleć to sprawa niepewna...“
L. c. str. 72, w. 1753—69.
3) „Roxolania“, w. 1.1793—6 („exanimi dat vile numisma sacerdos...“)
*) Tamże, w. t 1797—1800.

Wacław Nartuwski.

dów, — pierwszy, mniej zbadany, ciekawi faktem, że różne mo­
tywy powodują ten sam obrzęd, jak wykazuje P. Sartori ).
Powyższe zestawienie czynników i przejawów życia ducho
wego ludu w zakresie wierzeń nadzmysłowych należy uzupeł­
nić relacyami, przedstawiającemi ogólny charakter psychiki re­
ligijnej.
Tu wymienimy przedewszystkiem szereg sądów Klonowicza, odnoszących się przeważnie do ludu ruskiego. Autor „Roxolanii“ stwierdza wielką pobożność chłopa ruskiego, o czem
świadczy choćby niezwykły kult zwłok, przechowywanych w ki­
jowskich pieczarach,*2)3 których powstanie przypisuje lud cudowi
a poeta dziełu przyrody. Z drugiej strony widzimy w bardzo
udatnej bajce chłopa-Rusina, tonącego w dziuple drzewnem,
.wypełnionem miodem, który błaga pomocy boskiej i w strachu
przed śmiercią w miodowej czeluści ślubuje gromnicę woskową
(cerea dona) i zbudowanie kościoła, ale po cudownem ocale­
niu przez niedźwiedzia zapomina o ślubowanych Bogu wotach").
Przesadny kult przeszłości nieznanej, dopatrywanie się cu­
downości w dziele przyrody a z drugiej strony wiarołomność,
graeca fides wobec Boga to — elementy wiary ludowej.
Obok bezmiaru guseł i zabobonów uległa wiara w to,
co przekazali starsi,4) a jako jedyny przykład ortodoksyi ludu
ruskiego ściśle wypełniane posty, które wyprzedzają festos sobrietate dies 5). W dni przedświąteczne używał Rusin tylko po­
karmów roślinnych wstrzymując się od mięsa i mleka. Dla­
tego w post nie odbierze pasterz mleka cielcowi ani nie odłą­
czy jagnięcia od piersi matczynej. Ścisły kult tradycyi religijnej,
') Sartori P., Moneta dla zmarłych (Jahresbericht d. Gymnasium
zu Dortmund, 1899), i tenże, Jadło dla zmarłych (tamże, 1903); Gaidoz,
L’obole du mort, dopełnione przez Karłowicza i Blanchetta (Melusine,
1900, X, str. 56—66, str. 114—55); Stoilov., Novae za převoz; Karadžič
t. III, 1901, str. 153-7.
2) „Roxolania“, w. t. 1343—70, w. p. 1290—1316, str 51—2.
3) Tamże, w. t 1043—1164; przekł rozdz. XXV, str. 42—6.
4) „Russia quin etiam patriis vestigia fixit
Legibus inceptam continuatque viam.
Quos Oriens sedit, observât sine crimine mores
Et semel acceptae religionis iter“. — Tamże, w. t. 1521—4; w.
p. 1463—6, str. 57.
5) Tamże, w. t. 1530.

— 88 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

splecionej z przesądami i zabobonami, powleczonymi również
świętą patyną tradycyi, to podstawy wiary ludu ruskiego.
Charakter wierzeń wyznawców kościoła rzymskiego okre­
śliliśmy przy dyalogach polemicznych, wiara to ślepa, której
przewodzą — że użyjemy słów Klonowicza — nie rzadko ślepi
wodzowie. Że chłop po dziecinnemu naiwnie wierzył i chętnie woli
Bożej się powierzał, nie chcąc przeciwdziałać rzekomym dopu­
stom Bożym, świadczy wiersz Anonima-protestanta, który opi­
suje chłopa, co dzięki indultowi papieskiemu, czuł się tak bez­
piecznym, że nie chciał gasić ognia w kominie, choć już iskry
sypały się po dachu, bo wierzył, że go zło nie spotka 1).
Poszczególne wydarzenia przypisywał chłop bezpośrednio
opatrzności Boskiej, widząc w nich nagrodę lub karę za swe
postępki; jako świetny przykład takiego poglądu posłuży epi­
zod, opowiedziany przez kmiecia w dyalogu Korczewskiego 12).
„Pomaga Bóg“ zwykł mawiać chłop XVI wieku3), podobnie
jak dzisiejszy chwali Chrystusa przy pozdrowieniu, i wierzył
bezgranicznie w pomoc boską i opatrzność, co rządzi każdym
krokiem.
W wierze przodków, okraszanej licznymi zabobonami,
tkwił chłop polski silnie i gdy w kraju zmagała się nowa wiara
z starą a nowatorzy spierali się znowu zawzięcie między sobą,
chłop posłuchał księżej rady i szukając drogi do raju, został
przy dawnych drogowskazach i dawnych przewodnikach, choć
sarkali na to protestanci, jak luteranin Seklucyan, co w przed­
mowie do Catechismusa z r. 1547 ł) wydrwiwał rady księży, co
mówią:
„I ty też, chłopie rataju,
Pytasz się drogi do raju ?
1) L. c, str 102.
2) „Rozmowy polskie“, str. 23, w. 550—6:
„Gdym się raz potkał z niedźwiedziem,
Taki mnie tam był strach nadszedł,
Do trzeciego dnia byłem medł (zemdlony)
I ślubiłem się polepszyć,
Pijaństwem więcej nie grzeszyć,
Bom baczył, iż dla pijaństwa
Przyszła na mię taka pomsta“.
;i) Tamże, str. 13, w. 289
‘) Briirl ner A., Różnowiercy polscy. Serya I, str. 243—4

— 89 —

n

"w



• ■■
Wacław Nartowski.

Byś ty oto na tym przestał,
Tak jak twój ociec trzymał“.

„Słowo Boże“, zatłumióne przez księży — jak pisał zwo­
lennik reformy, nie przyjęło się u ludu, bo prostaczkowie z przy­
czyn już omówionych nie chcieli badać „o Bodze“ i nie ufali
reformatorom.

4. Zwyczaje i obyczaje.
Po przedstawieniu codziennych prac chłopa polskiego
i niedzielnego
że tak nazwiemy, bo wówczas tylko mógł
chłop choć częściowo oderwać się od pracy — życia religij­
nego, przejdziemy do przeglądu zwyczajów i obyczajów ludu,
które pozwolą określić jego psychikę.
Tu pierwszem pytaniem bidzie, jak wyglądała chata chłop­
ska i jej mieszkaniec włościanin.
Opisu domostwa chłopskiego braknie a prócz karykatu­
ralnego szkicu izbyvwiejskiej na Litwie, przedstawionej w makaronicznym wierszu Royzyusza,1) znajdujemy zaledwie kilka
wzmianek drobnych.
Strzecha lub dachy gontowe2) okrywają dom kmiecy;
przed domem Iud obok płoty, otaczające ogród warzywny.
Wewnątrz domu znajdujemy czarną izbę, pełną dymu, bo ko­
mina brak, podobnie jak w wielu dzisiejszych kurnych chatach
chłopskich ; więc i sprzęty domowe tego chłopskiego atrium są
okopciałe, jak okopciała konewka, przy której kufel lub ..plu­
gawy“ dzban zastępuje „szklanicę“. Stół, ławka i deski narzu­
cone słomą, przeznaczone do spania, to reszta sprzętów. W izbie
znajduje także pomieszczenie bydło a to: krowy z cielątkami,
świnie z prosiętami... więc i robactwa nie brak.
Czy podobną izbę można uważać za typ powszechnie pa­
nujący, na to nie mamy świadectw w utworach poetyckich.
Spotykamy tylko drobne wzmianki, jak Kochanowskiego.3) który
') Royzius, Carmina, t. 1, str- 241. „In lituanicam peregrinationem“.
2) Klonowicz, Worek Judaszów, wyd. Tur., str. 107.
3) Pisma, t. II, str. 217, poemat p. t „Marszałek“ (w. 54) „sam roli
nie orał ani siadał w dymie“.
-

90

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej

zaświadcza pośrednio, że chaty były dymne, lub Anonima-protestanta,') który w wierszowanej anegdocie o indulcie wspo­
mina o kominie chaty kmiecej.
Kilka szczegółów urządzenia chłopskiego poda Klonowicz.
W „Worku Judaszowym“ jest mowa o szatach, zawieszonych
na żerdzi t. z. grzędzie, i o domowych szczebrzuchach 2) (na­
czynie domowe). W „Victoria Deorum“ 3) wzmiankuje autor
o brudnej misie (lutea paropsis), na której wieśniak podaje
panu plastry miodu. Rej napomknie o piecu, na którym chłop
się wygrzewa 4) a na innem miejscu daje do zrozumienia, że
wójt-chłop trzymał kura i gąsiora w izbie mieszkalnejr>). An­
drzej Zbylitowskifi) mówi o skrzyni, do której chłop składał
dawniej pieniądze Obok izby mieszkalnej bywała komora i soł,
rodzaj chłopskiej spiżarni, jak stwierdza Klonowicz w „Worku
Judaszowym“ 7).
Jaką była chata polskiego włościanina, trudno osądzić na
podstawie tych wzmianek, może była schludniejszą, aniżeli izba
litewskiego mużyka, nie wiele jednak musiała się różnić od
wyglądu litewskiej, skoro nazywana była przez poetów (Biernat
z Lublina, Bielski) kuczą, a wyraz ten w słownictwie polskiem
miał już wówczas znaczenie pogardliwe -).
Słowa Kochanowskiego „nie siadał w dymie“ mogliby
powtórzyć prawie wszyscy poeci, tak przynajmniej możnaby
wnioskować na podstawie pism naszych pisarzy; widocznie
bądź też nie ciekawił ich wewnętrzny wygląd chat, bądź też
może nie uznawali za godne uwieczniać go w poezyi, chyba
dla wyśmiania w karykaturze, jak to uczynił Royziusz. Niestety*)
*) „O złym kominie, co się w nim zagorzało, a ten chciał konie­
cznie chłop indultem zagasić“ (L- c. str. 102).
*) Worek Judaszów“, wyd. Tur., str. 94.
3) „Victor. Deorum“, str. 228.
4) „Krótka rozprawa“, w. 1024, str. 35.
•’) „Wójt z panem. Apoftegmata poćciwe na osoby różne. („Wspólne
narzekanie na niedbałość naszą“ wydał J. Kallenbach, Bibl- dzieł wybór,
t. 4, str. 84).
e) „Schadzka ziemiańska“, str. 16: „Odzie ono sto grzywien, coć
w skrzyni leżały?“
’) „Worek Jud.“, wyd. Tur., str. 67. O grzędzie wspomina też Korczewski w „Rozmowach polskich...“ str. 13, w. 276.
B) Kucza szałas z chróstu. Bielski, Komedya Justyna, str. 13, w. 96—

91



Wacław Nartowski.

jednak w sarkastycznym tonie utrzymany wiersz wytwornego
cudzoziemca nie odbiegł daleko od rzeczywistości ; obraz izby,
acz o skrzywionych rysach karykatury, jest w znacznej mierze
wiernem odbiciem wyglądu faktycznego. Wątpliwości w tej mie­
rze usuwa przedstawienie wsi polskiej, podane przez współcze­
snego historyka, przychylnego niższym stanom, Marcina Kro­
mera. W dziele jego z r. 1575, tłumaczonem na obce języki,
jak niemiecki, hiszpański, pod napisem „Polonia“ 1), czytamy
w polskim przekładzie : „Wszystkie niemal wioski leżą nad je­
ziorami, rzekami lub strumieniami, pospolicie we dwa rzędy
mając postawione mieszkania wieśniaków; domki w nich
z drzewa lub gliny, nizkie, kryte po większej części słomą, nie
kiedy drzewem i nędzne... W wioskach pruskich wieśniacy
Niemcy żyją daleko schludniej... Przez większą część roku nieci
się ogień w piecach na całej Polsce, wyjąwszy Kaszubię i część
Prus, gdzie wieśniacy podczas zimy nanieciwszy wśród domu
ognisko żyją z trzodami, bydłem i innemi zwierzęty i ptactwem
domowem wśród zaraźliwej woni i dymu ; tenże obyczaj trwa
na Żmudzi i innych prowincyach na północ wysuniętych. Piece
wieśniacze zwykle dymne i bez kominów służą, krom ogrzewa­
nia mieszkań, do warzenia pokarmów i pieczenia chleba, a domy
ich pełne są gęsi, kaczek, kur z pisklęty, owiec, kóz, cieląt
i prosiąt dla ochronienia ich od zimnego mrozu. Polacy lubią
łaźnie itd.“.
Niewiele miejsca poświęcą także poeci opisowi zewnętrz­
nego wyglądu chłopa i strojów ludowych. Grotowski -) w roz­
mowie o szlachectwie podkreśla fizyczną okazałość ludzi :
„Ciało zasie u chłopa będzie ozdobniejsze
Niż u pana i teże daleko mocniejsze“.

Rej w „Przypadkach chłopa plugawego“ 3) przedstawia
chłopa-niechluję, co chodzi na wpół zgniły1. „Szalawary“ i buty
ma zabłocone, nogi brudne, włosy nawet paznokciami nie za­
czesane, suknia owalana błotem, otłuszczona, pełna pierza
i kurzu, takaż koszula, przytem wielkie paznokcie i robactwo
') „Polska czyli o położeniu, obyczajach i urzędach R. P. Kró­
lestwa Polskiego“ tłumaczył Wład Syrokomla. Wilno, IMS, str. 45
-) Grotowski Jan. Sokrates albo o szlachectwie rozmowa, b. r.
i m. w. (Egzempl. Bibl. Ossol., Nr. 5.399).
■•) „Zwierzyniec“, CXL1—IX, str. 271 — 5.

- 92 -

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej

we włosach dopełniają obrazu chłopa, który, nie dbając o czy­
stość, żyje gorzej zwierzęcia.
.Charakterystyczną częścią stroju ludowego jest siermięga,
podana jako znamię stanu chłopskiego przez Kochanowskiego1).
W zimie przywdziewał gospodarz barani kożuch, schowany la­
tem w komorze (Rej i Klonowicz O ; ochronę nóg stanowiły
buty, u biedaka kurpie (Rej) s). We „Flisie“ 4) poeta opisuje
odświętny strój chłopa-flisaka, który można uważać za powsze­
chny wśród Mazurów ; tworzą go : sukmana karazyowa z sze­
roką krajką w białe smugi (przekobiałą), białe szarawary
i czapka t. zw. magierka (węgierka). U dziewcząt stanowił szczyt
marzeń muchalejer (materya) ceglasty i puklasty pas gdański.
Codziennym strojem dziewcząt wiejskich były płótniartki, jak
wzmiankuje Andrzej Zbylitowski ■’). Dla dopełnienia ubioru
chłopskiego wymienić należy jeszcze koszulę, której opisowi
poświęca Rej przy wizerunku chłopa plugawego osobny epi­
gram c).
Kontrastem chłopa plugawego jest flisak, co staje przed
rodzicami „wesoło, szatno, szumno“. Ani pierwszy ani drugi typ
nie da się odnieść do ogółu gminu wiejskiego, który niewiele
wprawdzie dbał o czystość i o stroje, podobnie jak i uboższa
szlachta.7) ale plugawością, przez Reja opisaną, odznaczał się
chyba w nielicznych jednostkach.
Eleganci wiejscy musieli szczególną uwagę zwracać na
obuwie i czapkę, którą zdobiono piórem ; oto jak przedstawia
wiejskiego tancerza Szymonowicz:
') „Odprawa posłów greckich“, w 174—5:
„Jeśli kto chłop, czyli sią grofem poczyta,
W siermiedzeli go widzi, w złotychli głowach“.
2) Rej „Wizerunek“, XI Klonowicz , Worek Judaszów“, wyd. Tur^
str. 94
*) Zwierzyniec „Czeladź“, str. 267; tamże „Nogi“, str. 272, wyd.
Bruchnalskiego. „Wizerunek“, IX, w. 49, „oracz ledwie w kurpiach
chodził“.
4) „Flis“ wyd. Węclewskiego, str. 113; wyd. Mrówki str. 85—6.
' 5) „Żywot szlachcica we wsi“: „Młode pastereczki w płótnie biało
tkaném“.
6) „Zwierzyniec“, str 273.
’) Por. Kromera „Polskę“, wydanie cytow., str. 47.


93

Wacław Nartowski.

„Jabym stał, jako stawam, gdy taniec wywodzę,
Piórko za czapką, gładka skorzenka na nodze“ ‘).

Korczewski informuje, jak chodzili „starsi“ ; za ich wzo­
rem każe kmieć ubrać synowi-studentowi rewerendę zamiast
stradyoty 2).
Jeźli z kolei zapytamy o sposób odżywiania się ludu,
stwierdzimy, że było lepsze, aniżeli przypuszczaćby można.
Swoboda łowienia ryb i ptactwa („Roxolania“, „Carmen
de bisonte“), korzystanie z bogactw lasu *a przedewszystkiem
wielka ilość bydła, dla którego nie brakowało paszy, powodo­
wały, że potrawy mięsne nie były rzadkością u stołu kmiecego.
Wójt skarży się w „Rozprawie“ Rejowej w te słowa na
księży,:
„I kołaczać nie oświęcą.
Aż dasz łopatkę cielęcą“ 3).

Widocznie więc święcone chłopskie opływało w dostatek
mięsa, skoro plebanowi dawano tak hojną daninę.
W „Schadzce ziemiańskiej“ 4) krytykują dworstwem zara­
żeni goście gospodarza, szlachcica starej daty, co przyjął ich
„jałowiczyzną“ pieczoną i gotowaną i szydzą z przyjęcia, które
uważają za odpowiednie dla chłopów młocków. Że młockom
dogadzano, świadczy i ustęp „Albertusa z wojny“, w którym
') „Sielanki“ : IV „Kosarze“, str. 23, w. 51—2, wyd. Węclewskiego.
Jeden z wielu przykładów przekostyumowania przez poetę klasycznych
postaci dla zbliżenia i upodobnienia do znanych typów rzeczywistych,
rodzimych.
2) „Rozmowy polskie...“ str. 13, w. 275—S6:
,<A oblecz się w rewerendę
Poczciwiej ci w rewerendzie,
Niźli w stradijocie będzie;
Zostaw też te szarawary;
Wszak masz jeszcze ubiór stary.
Chodź tak, jako naszy starszy,
A zwłaszcza tu u nas na wsi.
Onym się to zejdzie jeszcze
Przy dworze albo też mieście,
Którzy noszą takie rzeczy,
Chcąc mieć różność od nas kmieci“.
:i) „Krótka rozprawa...“, w. 935—6.
4) Op. cit., str. 26: „...jałowiczyzny napie i nawarzyć
Dla swych młocków to było tak kazać uparzyć“—

94



Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

autor wzmiankuje, że Albertus posilił sie w karczmie „kioska­
mi“, które gospodyni dla młocków nagotowała l).
Przy opisie chłopskiej uczty chrzestnej nadmienia Anonimprotestant o mnogości potraw ■ brzeczka z chlebem, grzanki,
groch, placki i moskale — oto przysmaki, którymi raczyli się
szczodrze goście 2). A Klonowicz, chwaląc w „Flisie“ 7 bogac­
two ziem polskich, pisze :
„Tu chłopek wesół, bo pewnie ma wszytko,
Kiedy ma żytko“.

Nie tylko chlebodajne żyto miewał chłop-rolnik, ale także
nie brakowało mu licznego inwentarza żywego. Tuczne woły,
kosmate owce, tłuste jałówki i kozy pasące się na łąkach za­
pewniały gospodarzowi i sprzężaj do pługa i odzież wełnianą
i nabiał; nie brakło i drobiu, więc gęsi, kaczek, łabędzi(!), ku­
rów i gołębi. Lasy dostarczały zwierzyny, miodu ; jeziora, stawy
i rzeki obfitowały w ryby, nie dziw więc, że w Polsce, kraju
bogatym w.produkta surowe, pożywienie kmiecia, zwłaszcza
osiadłego na całym łanie lub półłanku, było wcale dostatnie.
A przecie powyższą pochwałę dobrobytu wieśniaka należy
raczej odnieść do bytu wieśniaka szlachcica, którego szczęście
i zasobność wysławiać było modą literacką, przejętą od kla­
sycznych chwalców sielskości. Chłop z biegiem lat coraz mniej
miał powodów do pochwały życia wiejskiego, a gdy system
folwarcznej gospodarki zaczął uszczuplać pola, uprawiane przez
włościan na użytek własny, poczęli małorolni lub bezrolni
chłopi uciekać do miast, a nawet jeżeli jeszcze na wsi zostawali,
obciążeni daninami i świadczeniami pańszczyźnianemi, coraz
mniej mieli powodu do zadowolenia, a szlachta zastępywała lud
w wznoszeniu pochwał błogiej sielskości.
Naogół jednak byt chłopa był znośny. Klonowicz, którego
drobiazgowy zmysł obserwacyjny każe odsłonić przed czytel­
nikiem zawartość chłopskiej komory, gdzie przechowuje się
„wiejskie ubóstwo“, wylicza płótno, przędziwo, kożuchy, sery,
gomółki, połcie, sadło na zimę schowane, i warzywa, co po­
zwala wnosić, że i tak skromne wymagania chłopa znajdowały
pełne zaspokojenie. Inaczej było w razie klęski nieurodzaju lub
') Wyd. z r. 1649. B. 2 (recto).
2) „Erotyki, fraszki etc., str. 25—6 (patrz wyżej str 67).
s) „Flis“, wyd. Węclewskiego, str. 12—3; wyd. Mrówki str. 17—fi.

— 95 -

Wacław Nartowbki

%

pomoru na bydło. Jak nieszczęśliwy był los wieśniaka, któremu
grady lub powódź zniszczyły plony, opisuje wymownie Klonowicz w „Victoria Deorum“ ■) i „Worku Judaszowym“ 12).3 Poeta •
przedstawia, jak lasy chronią biedaków przed śmiercią głodową,
tu zbierają oni żołędzie, nasienie buku, gier i grzyby, powodu­
jące nieraz zatrucia Równoznaczną z nieurodzajem jest klęska
pomoru bydła, która niweczy byt chłopa-pasterza. Grozę po­
moru ilustruje sielanka p. t. „Pomarlica“1).
Jak w razie klęski niezwykłej głód zazierał często do chat
włościańskich, a za nim i choroby zaraźliwe i śmierć, tak w nor­
malnych warunkach mógł chłop łatwo wyżyć a gospodarny,
łanowy kmieć nie cierpiał wcale niedostatku artykułów spo­
żywczych. Obok potraw mącznych stanowiły nabiał i mięso głó­
wną część pożywienia; pośród jarzyn nie znano podówczas wcale
ziemn.aków, podstawy późniejszego wyżywienia się chłopa, bo
jeszcze za czasów Sobieskiego pojławano je jako rzadkość na
stołach wielkopańskich. Natomiast korzystano już wówczas
z importu śledzi, które przywozili flisacy, wracając Wisłą
z Gdańska.
O życiu rodzinnem niewiele powiedzą poeci. Wobec po
wszechnego realizmu ówczesnej doby należy przypuszczać, że
uczucie miłości nie odgrywało wielkiej roli w życiu włościan.
Tylko sporadycznie mogła miłość wybujać w tej mierze, jak
to przedstawia Klonowicz w „Roxolanii“ w opisie namiętnej
Fedory, która zapłonęła gorącem uczuciem ku Fedorowi4).
Uczuciowość nie była jednak obcą ludowi, jak świadczą ustępy
„Sobótki“ i „Sielanek“ Szymonowicza. Wiele tu naśladownictwa
klasycznych wzorów i przenoszenia gorących afektów pasterzy
południa na ziemię sub arctu, gdzie uczucia nie przybierają
form tak jaskrawych, wiele jednak także pierwiastków rodzi­
mych, ojczystych.
„Panny“ w „Pieśni świętojańskiej o Sobótce“ to rade do
tańca i śmiechu dziewczęta, którym nie obce są zalecanki chło­
paków, jak „gładkiego“ Szymka, co „za trzewik zastępuje, a po­
wiada, że miłuje“. Szymek ten to przechera: z jedną „sobie
1) „Victoria Deorum“, str. 230.
2) „Worek Judasz.“, wyd. Turów., str. 132.
3) Szymonowicz, Sielanki, wyd. Węclewskiego, str. 84 i nast. (sie­
lanka XIV).
4) „Roxolania“, przekład, str. 58-62.
-

96 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

rzecz znajduje“, a drugiej nogę przystępuje1)- Kontury „panien“
w tym misternym poemaciku są jednak tak niejasne, że wątpić
możną, czy wszystkie przedstawiają kmiotówny; treścią ich
pieśni to uczucie miłosne, albo sentymentalna tęsknota za nie­
obecnym lub utraconym kochankiem, albo przemówka z wy­
rzutem-). Jeźli nie forma wszakże, to treść nie musiała odbie­
gać od pieśni dziewuch wiejskich.
Klonowicz wspomina o czułych i żałosnych pieśniach
dziewczyny wiejskiejJ), choć na innem miejscu odmówi chło­
pom uczuć subtelniejszych, co prawda w ustępie, który jedno­
stronnie wylicza wady wiejskiej rubaszności;4) zresztą sam Klo­
nowicz poda przykład siły uczuć chłopskich w balladzie o Fe­
dorze.
Szczególniejszą uwagę uczuciom miłosnym ludu poświęci
Szymonowicz Poeta, znający dobrze lud halicki, poznał też
tajniki jego serca. Znał on zalecanki młodzieży do Hasiek, Ja­
gienek, Baś, Halek i Paraszek, i choć w sielankach, przez poetę
skreślonych, przeważają klasyczne Amarylidy, Testylidy, Neery
i Likory, jednak, pomimo użycia nazw klasycznych, nie za­
niedbał autor przedstawić postaci rodzimych lub dostosować
konwencyonalnych typów do panujących w Polsce zwyczajów,
stosunków, poglądów. Świetnym przykładem przykrawywania
wzorów klasycznych na modłę rodzimą jest sielanka VIII,
p. t. „Dziewka“. Jeźli weźmiemy do ręki, za wskazówką zasłu­
żonego wydawcy St- Węclewskiego, pierwowzór Teokryta i ze­
stawimy z tekstem polskiej sielanki, dostrzeżemy, że polski
poeta nie tylko zmienił zakończenie, nie chcąc za przykładem
greckiego autora przedstawić sceny uwiedzenia dziewczyny, ale
przydał nadto szereg ustępów, charakterystycznych ze względu
na odbite w nich zwyczaje i charakter ludowy. I Dafnis, co
przyrzeka, że wiele ukochana zapragnie, tyle jej „zapisze“, a na­
stępnie daje dziewce pierścionek, obiecując przysłać „dziewosłęby“,r') i dziewka, która wspomina o skrobaniu się w głowę
przy omawianiu ślubu, jużto obiecuje wprzód wybadać zdanie
rodziców i powiadomić o tern kochanka, albo nie chce zezwo') Panna V. Wyd. Bibl. powszechnej, str. 105.
J) Porównaj pieśni panny IV, V, Vil, VIH, IX, X.
3) „Victoria Deorum“, Rozdz. 21, str. 140.
4 Por. op. cit. R. XL1 i XL11.
') „1 przyjaciele przyszlę i sam w dom przybędę“, w. 82.
-

97



7

Wacław Nartowski.

lié na swawolną pieszczotę, boć „trzeba wszędzie poczciwości“,
a nie wiedzieć, czy ojciec zezwoli na małżeństwo ; - wszystko
to rodzime i oryginalne, choć sielanka stanowi miejscami do­
słowny przekład pierwowzoru greckiego.
Podkreślenie moralności ludu, zawarte w sielance powyż­
szej, spotyka się z wręcz przeciwnemi świadectwami, zawartemi
W innych sielankach, choć te zarzuty skierowane są nie do
ogółu ale jednostek lub pewnej grupy poszczególnej (czeladź) ’).
Çenniejsze od naśladowanych są sielanki oryginalne, jak
„Zalotnicy“, gdzie obok bogatej jedynaczki Neery, która często
nowe szaty sprawiała i w srebrnym pasie chadzała, wiodąc rej
na tańcach, widzimy, jakby kontrast, biedną, krzywooką Likorę,
dzielną robotnicę, co krowy u dojnika doiła, gdy tymczasem
kochanek Licydas sieczkę rzezał. Jeźli można wątpić, by Amintasowe zachwyty nad śpiącą Neerą były odbiciem uczuć wie­
śniaczych, realny Licydas i pracowita Likora, która mu „u ro­
boty do serca przypadła“, wydają się postaciami, skopiowanemi
na wzór panującego powszechnie typu:
„Pomnisz? kiedyśmy byli pospołu na żniwie
Pszenicę_wtenczas żęto na siedzianej niwie —
Zagon twój był wedle mnie; tak ci tam służyło
Szczęście, żeć sierpa w ręku ledwie dojrzeć było,
Jeszcześ nam przyśpiewała. Przyznać ci się muszę,
Chcąc się tobie sprzeciwić, siliłem się z dusze ;
1 mówiłem do siebie: Boże, jeśli zdarzysz,
Niech tak zawsze robi wedla mnie towarzysz“ 2).
Ta zwrotka i następne, w których kochanek wychwala go­
spodarskie cnoty ukochanej, wspomina zakasane ręce piorącej
chusty a wreszcie kończy słowami : „Róbwa już razem na się,
służba nie na wieki“ i ufny w łaskę Boża zapytuje, kiedy na­
dejdzie dzień, w którym staną oboje przed ołtarzem, nie rażą
wcale sztucznością; wszystko to tak prawdziwe i rodzime a przytem piękne i proste, że wierzymy, iż poeta kreśli realny przy’) „Chociaj czeladź trzymają gorzej rui w klasztorze,
Przedsię co rok bywają z bykowem we dworze“. — „K'ermasz“,
w. 10—20, wyd. Węd., str. 4!>. (bykowe stanowiło karę pieniężną za spło­
dzenie dziecka nieślubnego). W sielance „Żeńcy" przedstawia poeta go­
spodynię starosty, która pomimo podeszłego wieku swawoliła z pa­
ro bK am i.
2) Wyd. Węcl w 131—8, str. 76 n.

— 9g —

i

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

kład sielskiei miłości , oparty na obopólnem umiłowaniu chlebodajnej pracy i ufności w łaskawość Bożą. Niewyszukane
uczucia, pogodny nastrój wiersza, prawdziwie sielski, odbija
jaskrawym kontrastem od poprzedniego ustępu, który może
nie mniej piękny, nie mniej artystycznie nakreślony, jednak bez
tej siły i tężyzny życia, która tryska z ustępu o Licydasie.
Odejmijmy klasyczne nazwiska dziarskiej parze, a całość przed­
stawi się jako wdzięczny bez skazy obrazek, w którym wiele
słońca, barw i mocy, a poszczególne postacie codzienne, opa­
lone żarem słonecznym, utrudzone codzienną pracą, lecz
w pracy tej życiodajnej rozkochane i dlatego szczęściem i zdro
wiem promieniejące.
Szymonowicz, piewca uczuć prostaczych, zapozna też czy­
telnika z tonem i barwą pieśni ludowych, gdyż pomimo arty­
stycznej transformacyi przebija ludowy charakter z niektórych
strof „sielanek“.
Cechy ludowe posiadają szczególnie czterowiersze, zamie­
szczone w VI sielance p. t. „Mopsus“, n. p. czterowiersz, za­
czynający się od słów: „Próżnoś mię pod kądzielą, matko, po­
sadziła“ (w. 73—83) lub „Gąsięta mi po trawie matka paść ka­
zała“, albo żale na los sierot u macochy („Kwoczka po brzegu
chodzi, kaczęta pływają“). Znamiona podobne noszą także inne
następne, opiewające Halenkę, Basię, Jagienkę, które przypo­
minają nawet zwrotami analogicznymi późniejsze, znane nam
pieśni ludowe, jak n. p. vhersz:
„A kiedy mię Jagienka piękna pocałuje,

Ani mleko ani jabłko tak smakuje“1),
lub
„...skoro Halenka ukaże swe lice,
Nic nie są jasne strugi, nic są krynice“12).*

Pieśni w „Sielankach“ Szymonowicza i „Sobótce“ Kocha­
nowskiego świadczą, że pieśń w w. XVI przybrała już stałe
formy. Świadectw, że lud wiejski, szczególnie kobiety pielęgno­
wały pieśń, nie braknie w poezyi Już prof Nehring8) zebrał
szereg zapisek, stwierdzających, że lud chętnie śpiewaf czy o Szafrańcu ściętym za rozboje, czy o lipce, a zwłaszcza nie żało1) Wyd. Węclewskiego, w. 125 - 6.
2) Tamże, w 129—láO, podobme w. 121—2.
a) Altpolnische Sprachdenkmäler, Berlin 18*6, str. 219 n.

Wacław Nartowski.

wał gardła przy kuflu. Do zapisków tych, czerpanych przewa­
żnie z pism prozaicznych, można przyłączyć świadectwa, za
warte w poezyi.',Prócz „Pieśni o sobótce“ J. Kochanowskiego,
której budowa sama wskazuje, że śpiewano pieśni dziewczęce
w czasie obchodu sobótkowego, i prócz niejednokrotnie może
konwencyonalnych wzmianek o śpiewających pasterzach i pa­
sterkach, mamy szereg ustępów, które dowodzą niezbicie, że
chłop polski kultywował śpiew gorliwie. Rej wspomina w „Wi­
zerunku“ o oraczu śpiewającym ^.nadobnie“ podczas nocnej
pracy przy świetle księżycowem ‘); Anonim protestant, jakby
dając świadectwo prawdziwości słów wieszcza z Czarnolasu, że
obchody sobótkowe odbywały się „me bez pieśni, nie bez gra­
nia“, zaświadcza, że niewiasty śpiewały podczas palenia so­
bótki stare pieśni2). Klonowicz zanotuje zwyczaj śpiewania
piosnki oraczej przy wyjeżdżaniu pługów na pańszczyznę, po
małych miasteczkach wykonywaną nie tylko przez mieszczan,
ale nawet przez samego burmistrza, który pierwszy pług w pole
prowadził i pierwszy też zaczynał śpiewać nieznaną nam bliżej
„piosnkę oracką“, a pospólstwo „opiewało“ czyli wtórowało3).
W „Roxolanii“ słyszymy kołysankę, śpiewaną jękliwie
w dzień i w nocy nad kolebką dziecka;4) w „Victoria Deo­
rum“ ft) poeta wspomina o wiejskiej dziewczynie, co dojąc kro­
wy, przenikliwie (acuta voce) śpiewa piosnki miłosne (questus
Veneris et carmina blanda). W „Flisie“ nadmienia „pieśń o świę­
tej Barbarce“, ułożoną przez mądrego rotmana a śpiewaną przez
flisaków c) - a nawet cały poemat, poświęcony opisowi spraw
flisowskich a napisany, „ku przestrodze i ucieszeniu szyprów•)
•) „Wizerunk“, I, w. 79 —82.
„Miesiąc też także wszystkim pracującym w nocy,
...jest... na wielkiej pomocy,
Zasz spracowany oracz nie nadobnie śpiewa,
Robiąc w jego jasności prącej swej ulżywa“.
2) Anonim-protestant: Erotyki, Fraszki etc., str. •'>(), w. 3
3) „Worek Judasz.“, wyd. Tur., str. 76.
„...pług jego (burmistrza) przodkiem
Wyjeżdża na pańszczyznę a radzieckie śrzodkiem,
Prostacy na ostatku: Burmistrz naprzód śpiewa
Onę piosnkę oracką, pospólstwo opiewa“.
4) Roxolania, w t. 1458- -1462; w. p. 1409 n., str. 55.
3) „Victoria Deorum“, str. 140, R XXI.
e) „Flis“, wyd. Mrówki, str. 69.
— 100 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

polskich, po Wiśle pływających i ku ulżeniu na wodzie tęskności ich“, ułożył w strofach nadających się do śpiewania ;
widocznie śpiew był gorliwie przez flisaków kultywowany. Inny
poeta, autor „Gęśli różnorymych“, Jan Rybiński,1) wzmiankuje
0 śpiewach podpitych chłopów, wracających z miasta.
Głosy te dowodzą, że gmin wiejski pielęgnował pieśń
świecką z równem zamiłowaniem, jak polską pieśń religijną
która, dzięki ludowi, niechętnemu niezrozumiałej łacinie, zdo­
bywała sobie należne prawa w obrębie kościoła. Donośny
śpiew, płynący z piersi chłopskich, zapełnił nie tylko kościoły
pieśniami religijnemi „in vulgari“, ale także rozlegał się w świec­
kich piosnkach jużto tęsknych jużto swawolnych wśród pól
1 chat, nie brakło go i w stajniach ani w gospodach.
Szczególnie kobiety pielęgnowały pieśń a skłaniał je do
tego, prócz wrodzonej uczuciowości, tryb zajęć kobiecych. Za­
kres prac gospodarczych kobiety wiejskiej przedstawia Szymonowicz w ustępie o Likorze 2). Gospodyni miała w swej ręce
zarząd gospodarstwa domowego, pracę -około nabiału, troskę
o drób, z czego należną daninę (sery, kurczęta itp.) odnosiła
do dworu 3).
Sylwetkę skrzętnej gospodyni wiejskiej kreśli Klonowicz
w „Victoria Deorum“ i). Ona przechowywa mienie, pilnuje do­
bytku, robi zapasy żywności, przędzie nici na tkaniny 5). Pod­
czas nieobecności męża zbiera chróst i gotuje przy ognisku
roznieconem. Następnie zastawia na stole nabiał i mączne po­
trawy, okraszone kawałkiem mięsa lub słoniną. Nadto karmi
przy piersi dziecinę, którą podaje następnie dla pieszczot ojcu.
Czasem też panuje niedostatek i wieśniak zadowolnić się musi
wodą i solą.
Piękny ten obrazek, odsłaniający życie chat, zestawić mo­
żna chyba z analogicznym opisem trosk matczynych w „Roxolanii(i). W poemacie tym przedstawia Klonowicz jednak mniej
’) „Gęśli różnorymych księga I“, gęśl III (1593).
s) Szymonowicz, Sielanki. „Zalotnicy“, str. 81—3, w. 131 n. Do
gospodyni należało doglądanie bydła, pranie chust, praca przy żniwach
3) „Victoria Deorum“, str. 228, R. XXVIII.
Ó Tamże, str. 139, R. XXI.
r’) Por. zakończenie „Zwierzyńca“:
„Bo komu inochody nie stawa, więc grędą,
A baby, gdy lnu nie masz, niech konopie przędą“.
6) „Roxolania“, w. t. 1457—84; w. p. 1409—35, str, 55—6,

101 -

Wacław Nartowski.

pogodną scenę, tu nie dobrobyt, ale nędza towarzyszy dziecku,
co płacze w kolebce. Nie uciszają dziecka kołysanka ani pocą
łunki matki ; płacze, bo głodne a pierś matki zawiędła, pusta.
Dopiero postraszone wrzuceniem do wody i oddaniem wilkowi
ucichnie niemowlę. Twardy jest los chłopskiego dziecka, owi­
nięte w szmaty ma lichy pokarm a matka rzadko go dogląda
Zdane na siebie rośnie bez opieki nauczyciela, jako chłopak
harcuje na kiju łykiem uwiązanym niby na koniu, potem łowi
ptactwo, wspina się po drzewach z narażeniem życia, a gdy
zmężnieje, czeka go ciężka praca *).
Gospodarnej Likorze i skrzętnej gospodyni, przedstawio
nej w „Victoria Deorum“, przeciwstawia wierszowana literatura
ciekawą, ze względu na bezpośredniość narracyi, opowieść
o Maśce, co źle doglądała dobytku Maćkowego, podaną przez
autora „Gospodarstwa dla młodych i nowotnych gospodarzów“ 2). Wit Korczewski napomyka o niezgodnych małżeń­
stwach, w których pijani mężowie bili żony :i).
Zycie sąsiedzkie znalazło wyraz w ujemnej formie przez
podkreślenie plagi sporów granicznych,’ które opisuje Klonor
wicz w „Victoria Deorum“ ; tenże autor wzmiankuje na innem
miejscu o złym sąsiedzie ł).
Jako zbiorowość pojawia się lud rzadko, czasem tylko
dla protestu przeciw nowym ciężarom pańszczyźnianym wy­
stąpi jako „gromada“ wobec „dworu“, zresztą łączą go jedynie
wspólne uroczystości, zwyczaje i wspólna niedola w nieszczę
ściuJ Ludową na wskroś uroczystością była sobótka. Prócz
Kochanowskiego ’) pisze o tej uroczystości tylko Anonim-pro.
testant ). Niestety ani jeden ani drugi nie poświęci opisowi
obrzędu wiele miejsca. Kochanowski opowie krótko, że na dzień
św. Jana zgodnie z zwyczajem, przez matki podanym, palono
sobótkę w czarnym lesie; około ognia.zasiadała na murawie
’) „Roxolania“ w. t. 1513—20; w. p. 1452—62, str. 56—7; w.'t.
631—90, w. p. 628—75, str. 29-31.
2) „Gospodarstwo“ przez M. W., 1596, str. D2 recto.
s) „Rozmowy polskie...“ str. 70. .
4) „Victoria Deorum“, str 503. R. XXXVIII; Worek Judaszow wyd.
Tur, str. 66 i 132.
*
5) „Pieśń świętojańska o sobótce“ Pieśni księgi trzecie, wyd. Bibl
Powszech., str. 99—116.
8) „Erótyki, fraszki“ etc. „O sobótce“ str. 50.
- 102 -

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

„wszytka wieś“ kołem; w pośrodku było zaszczytne miejsce
dla wiejskich honoracyorów. Wiejscy muzykanci z nadobnym
bębennicą zagrali na swych instrumentach a przed zebranych
występy wało sześć par dziewek, jednakowo ubranych, przepa­
sanych bylicą, które z kolei śpiewały pieśni przeważnie miło­
sne. Anonim-protestant przytoczy anegdotę o przygodzie, która
wydarzyła się podczas obchodu sobótki, samemu obrzędowi lu­
dowemu tymczasem poświęci zaledwie kilka wierszy, przypisu­
jąc kobietom palenie ognia sobótkowego, przy którym jedne
„stare piosenki śpiewały“ a drugie skakały przez ogień :
„Niewiasty na wsi sobótkę nieciły,
Więc jedny stare piosneczki śpiewały
A drugie przez ogień skakały“.
\

Obaj przytoczeni poeci akcentują zgodnie, że główną rolę
w obrzędzie odgrywały kobiety, — one przechowują tradycyę
obchodu, śpiewając stare pieśni a nawet skaczą przez ogień.
O bylicy, którą przepasywały się dziewki w czasie sobótki,
wspomni też inny autor, podkreślając jej-skuteczność leczniczą.
Oto w „Rozmowach“ ') Korczewskiego daje wytrykusz zbitemu
przez chłopów klesze następującą radę :
„Zmyj się święconą bylicą,
Bo tak u nas głowy leczą“.

Zbiorowo występował lud także podczas zabaw, które
wypełniały tańce o rozmaitym charakterze i rozmaitej formie.
Klonowicz opisuje w. „Roxolanii“ rodzaj tańca wojennego,
uprawianego przez pasterzy. O współudziale dziewcząt niema
wzmianki, pasterze występują z „żelazem“ w prawicy a spory
wynikłe kończą się często krwi rozlewem, to też poeta określa
je : „Non Veneris ludi, sed sunt praeludia Martis“ 12).
1) „Rozmowy polskie..“ str. 40, w. 144 6; por Reja. „Postyllę", list
201 a; „Czarownica powołana" s. 22 (wyd. w Gdańsku 1714); Fr. Gawełek. Przesądy, zabobony, środki lecznicze i wiara ludu w Radłowie (Materyały antrop. archeol i etnograficzne Ak. Um. t. XI).
2) „Roxolania“, w. t. 621— 6; w. p. 617—23, str. 29. Co było tern
żelazem, czy nóż czy topór góralski, używany podczas „zbójeckiego“
tańca tatrzańskich górali, nie wiemy. Kondratowicz wymienia w przekła­
dzie nóż, w tekście łacińskim znajdujemy tylko ogólne określenie ferrum, następnie arma corusca.


103

Wacław Nartowski.

O sobótkowym tańcu śpiewają panny w „Pieśni święto­
jańskiej...“ Po podaniu rąk pląsały dziewki w koło '), a tańce
były rozmaite ; panna 2 wymienia poszczególne rodzaje :
„Postępujmyż tedy krokiem,
Ale nie masz, jako skokiem.
Skokiem taniec nasnadniejszy,
A tem jeszcze pochodniejszy,
Kiedy w bęben przybijają“.
„Trefne plęsy z ukłony“ i „goniony“ nie były obce dzie­
wuchom wiejskim, skoro wspomina o nich Szymonowicz, przed­
stawiający w „Sielankach“ kilka tancerek wiejskich i to niezgrabną
Likorę, i Neerę, co rej w- tańcach wodziła,2) i gospodynię sta­
rosty, co choć nie młoda :
„A w karczmie albo w tańcu ptak jej nie doleci,

Gdy podołek rozpuści, wymiecie i śmieci“.3)
Tańce były ulubioną zabawą wiejską, na tańcach używała
też czeladź,4) one stanowiły atrakcyę kiermaszów,r>) one także
były obok uczty najważniejszym momentem wesela chłopskiego.
Niestety, poezya nie przekazała nam obrazu najciekaw­
szego i najbarwniejszego ludowego obrzędu. Wszakże wesele
było najgłówniejszą uroczystością w życiu chłopa, bo obrzę­
dem tym inaugurowali parobczak i dziewucha nową fazę życia,
stwarzając odrębne ognisko rodzinne na własnem gospodar­
stwie, na którem już „dla siebie“ pracowali. Znaczenie tego
aktu, który miał nadto inne wartości życia, starał się zillustrować
uroczysty obrzęd weselny, stanowiący koronę zwyczajów i obrzę­
dów .ludowych. Z XVI w. zachował się jedynie fragment „Tragedyi żebraczej“, przedstawiającej weselisko dziadów, odbyte
wśród pijatyki w karczmie. Wprawdzie Szymonowicz napisał
’) Panna 1 : „Czemu sobie rąk nie damy“,
Panna 3: „Za mną, za mną piękne koło“.
2) Sielanka „Zalotnicy“, str. 76—83, wyd- Węclewskiego: „Lubo
cie w plęsy wzięto lub do gonionego (w. 125).
3) Szymonowicz: „Sielanki“, wyd. Węclewskiego. „Żeńcy“ str. 118,
w. 151-2.
4) Tamże, por. sielankę: „iKermasz“, str. 48 n.
'■•) „On [gospodarz] w roczne święta kiermasze sprawuje,
Młódź przy poświacie po trawie tańcuje“.
Szymonowicza wiersz „Wiejska szczęśliwość“, wyd. Węclewskiego,
str. 147, w. 79—80.
— 104 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

sielankę p t. „Wesele“,1) lecz z utworu tego, wybiegającego
zresztą poza XVI w., poznajemy tylko rodzaje instrumentów,
na których grywano, jak: gęśle podgórskie, regały, skrzypice
włoskie, fletnie i piszczałki. To pominąwszy, opis sielankopv
sarza zbyt steoretypowy, wszak zebranie gości, jedzenie, picie,
muzyka, pijanie zdrowia przyszłego małżeństwa bywało na każdem weselu bez względu na stan, kraj i narodowość.
Pozatem poeta nie kreśli żadnych zwyczajów obrzędowych,
a pieśni, śpiewane na weselu, to prawie dosłowne przekłady
miłosnych pieśni Teokryta, Biona, Moschusa. Inna sielanka
Szymonowicza p. t. „Kołacze“ s), choć przedstawia scenę z ży­
cia drobnej szlachty, ma ustępy odpowiadające treścią i tonem
zwyczajom ludowym, jak ustęp o kołaczach:
„Kołacze grunt wszystkiemu, a można rzec śmiele:
Bez kołaczy jakby nie było wesele,
Laską w próg uderzono. Już kołacze dają,
A przed kołaczmi panie nadobnie śpiewają
I taniec prędki wiodą i kleszczą rękami“3).
Również treść śpiewanych pieśni, zawierających aluzye do
młodej pary a dostosowanych do obrzędu z kołaczem, mogła
odpowiadać osnowie ludowego obrzędu, wiemy bowiem, że
życie drobne j szlachty niewiele różniło się od życia kmieci.
Miaskowski wspomina o mazowieckiej szlachcie, która tak schłopiała, że nosiła siermięgę, bo też sama, nie mając poddanych,
musiała uprawiać rolę i wykonywać wszystkie prace rolnicze.
Podobnie jak opisu wesela chłopskiego, braknie też opisu
dziewosłębów4).
Jako zbiorowość występywał lud także w chwilach nie­
szczęścia lub z konieczności wobec wrogiego najezdcy. Szcze­
gólnie wschodnie kresy, po których Tatarzy zapuszczali zagony,
były narażone na ciągłe utarczki z wrogiem. Już Hussowczyk
wysławiał rycerskość wieśniaczą małopolskiego ludu, następnie
wspomni o walkach z Tatarami Klonowicz. Autor „Pożaru“
') L c., sielanka II, wyd. Węclewskiego. str. 8.
2) Sielanka XII., wydanie Węch, str. 71 n.
:!) Tamże, w. 105—9, str 74—5.
4) Obrzęd dziewosłębów spotykamy w znanej przez Wiszniewskiego
komedyi p. t. „Marancya“, lecz Matyaszek i Marancya należą do czeladzi
pańskiej, która już przyjęła miejskie zwyczaje, zresztą pochodzenie ich
ludowe jest wątpliwe.


105

Wacław Nartowski.
-

-

opisuje w wcześniejszej „Roxolanii“ chłopa, który zbrojny sieje,
żnie zboże i nie bez przyczyny obciąża sobie ramię kołczanem,
bo nieraz:
„Krew się rumieni na kłosach ze żniwa.
Nieraz gdy siądą południać żniwiarze,
Wróg uzbrojony obiad im przerywa...“.
Tatarzy niszczą i palą wsie i zabierają w jasyr powiąza­
nych łykiem jeńców; kto nie stanie do obrony z orężem w dłoni
lub nie ma sił do walki z wrogiem, popada w niewolę ])Nie dziw, że taki stan ciągłej niepewności musiał wśród
ludu kresowego wytworzyć potrzebę stałego pogotowia, co
sprawiło, że chłopstwo Ukrainy nabierało cech ludności na
wpół wojskowej, czego wyrazem stał się osobliwy charakter
t. z. kozactwa.
Tok życia, zajęcia rolnicze, położenie społeczne i wierze
nia religijne to czynniki, wytwarzające życie moralne ludu.
Wprawdzie więcej materyału dla scharakteryzowania ludu
w tym względzie dostarczyłaby współczesna literatura homile­
tyczna lub zapiski sądowe, ale także w poezyi najjaskrawsze
momenta moralnego życia chłopa wywołają wzmianki pisarzy,
które ukazują, co najbardziej uderzało współczesnych.
Wzmianki najczęstsze dotyczą przekraczania prawa wła­
sności i opilstwa. Klonowicz, aby zaznaczyć zupełny brak po­
szanowania obcej własności u chłopów ruskich, pisze :
„Kradzież jest jako przemysłu gatunek,
Kto zasię odkradnie, z odwetu się szczyci“2).
Że na innych ziemiach Rzeczypospolitej nie była kradzież
również rzadkością, świadczą liczne ustępy. W „Worku Juda­
szowym“ wymienia poeta leniwca, co „nie rad żnie, nie rad
kosi a w cieniu rad siada i żeńcom i kosiarzom z kobiałki
wyjada“ 3). Autor satyry „O przechernej i sztucznej naturze
chłopskiej“ narzeka na zagrodników, kradnących w pańskiem gumnie i w stodole. Rej wspomina w „Wizerunku“
o chłopie, zakradającym się do kabatów 4). We „Flisie“ opi') „Roxclania“, w. t. 1312—24, w. p. 1265-73. str. óO-l Por. ust.
„Worka Judaszowego“ wyd. Tur., str. 90.
2) „Roxolania“ w. t. 1559—60 (solers industriel), w. p. 1499—500,
str. 58.
:!) L. c., wyd. Turowsk., str 103.
*) L c., ks. U, w. 171—2.


106



\
Stan włościański u utworach poetyckich doby renesansowej.

suje Klonowicz? jak flis, idąc po chróst, kradnie chłopom gęsi,
które chowa do biesag ')• Zły sąsiad, opisany w „Worku Ju­
daszowym“, spasa i kradnie zboże sąsiedzkie Kwestarze wiejscy
zabierają często zebrane na ofiarę pieniądze. Słowem poczucie
obcej własności było wśród ludu słabo utwierdzone.
Nałóg pijaństwa, bądź też chłoną pijącego przedstawi sze­
reg poetów. Rej ■ zaznaczy, że „wszystka roskosz, chłopa plu­
gawego" piwem leb zamusnąć.s) Bielski, przeciwstawiając życie
chłopa zbytkowi mieszczan, podnosi, że gdy mieszczanie uży­
wają win i korzennych napojów, „kmiotek tylko w niedzielę
piwa trochę skusi“ 4) ; na innem miejscu nadmieni poeta, że
chłopi krytykują w karczmie swoich panów5), co także powtó­
rzy, niezależnie od autora „komedyi Justyna i Konstancyi“,
autor „Proteusa“, który pisze, że chłopi, niezadowoleni z ro­
snącego ucisku, szemrzą „przy pełnej“ przeciw panom l!). Korczewski 7) wkłada w usta kmieciowi opowiadanie, jak się ten
wyzbył nałogu pijaństwa. Najsilniej wystąpił przeciw opilstwu
S. Klonowicz. Szereg ustępów „Roxolanii“ i „Worka Judaszo­
wego“ omawia napoje i kreśli skutki nadużywania
Pierwszy polski szerm.erz trzeźwości zwalcza szczególnie
używanie gorzałki, gdy tymczasem piwo uznaje za napój zdrowy
dla żniwiarzy i gani tylko nadmierne picie. Poeta opisuje spoŁ
sób przyrządzania piwa i zwyczaj nadmiernego pijania na Rusi.
Wódkę uzna Klonowicz za wymysł piekielny i jej przypisuje
wiele zła, przedstawiając, jak przez jej nadużycie ludzie upo­
dabniają się do zwierząt, jak wiele powoduje ten napój prze­
kleństw, bitek i jak niszczy siły **). Również w „Worku Judaszo­
wym“ i „Victoria Deorum“ poeta piętnuje pijaństwo ; chociaż
wywody te,J) mają charakter ogólny, nie brak wskazówek, że
także do chłopów się odnoszą, bo „Worek Judaszów“ zawiera
') Op. cit., wyd. Węclewskiego, strofa 300—2, str. 70—1.
2) „Worek Judaszów“, wyd. Turowskiego, str, 132.
3) „Zwierzyniec“, wyd. Bruchnalskiego, str. 272.
4) Satyry: „Rozmowa baranów“, w. 231—2, str. 30.
6) „Komedya Justyna i Konstancyi“, wyd. Wierzbowskiego, str. 33.
6, Op. cit., w. 76 „O was przy pełnej mówią chłopi“.
7) „Rozmowy polskie.. “ w. 550—6, str. 23.
c) „Roxolania“, w. t. 833— 1006, ustęp przekładu XXI, XXII, XX1I1,
str. 36—40.
”) „Worek Judaszów“, wyd. Tur., str 123 -5. „Victoria Deorum“,
R XXXV „Incommoda ebrietatis“.

— 107 —

Wacław Nartowski.

również ustęp, który szczególnie zwraca się do gminu. Oto
w opisie napadu tatarskiego mówi poeta, że prędzej płomienie
ogarną chaty, aniżeli podpici chłopi dostrzegą nieprzyjaciela.
„Gdy się gmin nieostrożny rozpije, rozpieści,
Niż o nieprzyjacielu wieść przyjdzie, płomienie
Pierwej ujrzysz ogniste i krwawe strumienie“ ')•
Autor „Gospodarstwa“ charakteryzuje chłopów mikstatników jako utracyuszy, co „dwa dni robiąc, w trzeci to prze­
piją“ s). Baba w „Rozmowach“ Korczewskiego wyzna, że cza­
rowała, by ochronić za mąż wydane dziewki przed opilstwem
mężów:
„Iżem trochę czarowała,
Gdym dziewkę za mąż dawała
Chcąc, iżeby jej nie bijał,
A iżby się nie upijał,
Bo więc ci pijani chłopi
Radzi stroją dziwne fochy“ 3).
O fatalnych skutkach pijaństwa poda zgodny sąd także
przytaczany już dziejopis: Istnieje „obyczaj pijania po gospo­
dach, do których pospólstwo (gwoli pijania) uczęszcza. A ta
swawola tak jest powszechną u ludu, iz co powszednich dni
zarabia, w dni świąteczne na pijaństwie utrącą“ 4).
Jakby wymownym przykładem słów autora „Proteusa“, że
przy'pełnej rozwiązują się usta trwożliwych wieśniaków, jest świe­
tny wiersz dziedzica pól czarnoleskich p. t.Przymówka chłopska“.
Częstowany przez pana, samego poetę może, odważa się wło­
darz na wspomnienie dawnych czasów, kiedy pan kmiotka nie
gardził osobą i razem pijali, a choć baczny, by „słówkiem nie
' wyleciał“, oceni krytycznie teraźniejszość krótkiemi lecz ważkiemi słowami : „dziś... postawy dosyć, wątku mało“ 5).
') „Worek Judaszów“, wyd. Tur., str. 90.
2) „Gospodarstwo dla młodych a nowotnych gospodarzów..“
str. D! recto.
:5) L. c., w. 950— 5, str. 70.
4) Kromer: Op. cit. str. 53. Tamże podaje historyk jedną z pośre­
dnich przyczyn zła: „Gospody stanowią niemałe źródło dochodów pu­
blicznych i prywatnych“.
s) Kochanowski, Piesiu księgi 1, wiersz XXV11I, wyd. Bihl. po­
wszechnej, str. 34.
— 108

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Rej, co sam kielichem nie gardził i znał życie gamrackie,
jak mało kto, wytknie chłopom przesiadywanie w karczmie '),
co mimo, że było wcale powszechne, uchodziło za rzecz nie­
przystojną dla chłopów a tern bardziej dla szlachty: „Ledwie
się to i chłopom słusznie zejdzie na wsi“ 2) pisze poeta, od­
czuwający żywo przepaść stanową, dzielącą mizernego chłopka
od szlachetnie urodzonego ziemianina. Autor „Apoftegmatów“
poda również, jakby z życia potocznego wziętą rozmowę chłopa
z karczmarką, co oszukiwała chłopów przy rachunku8), a na
innem miejscu zaznaczy, że podczas kiermaszów i na św. Jana
najczęściej przekraczano miarki4).
Również, żalący się na zepsucie ludu wiejskiego, Pleban
w dyalogach Korczewskiego występuje przeciw pijaństwu, lecz
z słów jego łatwo wyczytać można, że zarzuty nie odnoszą
się do ogółu, lecz tylko do poszczególnych osobników; awan­
turników zaś m'jakôw nie brakło na wsi polskiej.
„Najdziesz pijanicę gracza,
Lepszego niźli oracza,
Lepiej umie kozyrować,
Niźli młócić albo orać;
Więc część przepije, część straci,
Potem biciem długi płaci,
Zbije tego, komu dłużen.
I chce być od długu próżen“ ■’).

Oto sylwetka wiejskiego awanturnika.
O podchmielonym chłopku, co jedzie „kwicząc“ z miasta,
napomknął Rybiński'1), a Ciekliński wprowadził na scenę w swym
swobodnym przekładzie
Potrójnego“ 7) pijanego pachołka
') „Krótka rozprawa..." str. 35 w. 1024—5.
„Jako pies na piecu tyjesz,
Siedząc w karczmie gębę myjesz“.
z) „Wizerunk", II. w. 485.
■’) „Apoftegmata“ przy Zwierciadle, wyd. Kallenbacha w Bibl. dzieł
wybór., t. 308, str. 91. Ü dopisujących fałszywie szynkarzach wspomina
także Bielski.
4) „Wizerunk“, XII, w. 991-2.
„...będziesz miał gościa..., więc chłopa oszywaj w... kaftanie,
Choć mu sie ze łba kurzy, by o świętym Janie“.
f‘) „Rozmowy polskie...“ str. 41, w. 172—9.
6) „Gęśli różnorymych“ ks. I, gęśl III.
7) Op. cit., str. 114 5.


109



Wacław Nariows,Ki

Wojtowicza, rozprawiającego o rozmaitych sposobach karania
chłopów, — prototyp to częstego w późniejszej komedyi typu
chłopa-pijaka. Charakterystycznem jest także, że wyraz chłop
w znaczeniu pogardliwem używany jest przeważnie na okresie
nie pijaka ; terminologię tę, spotykaną szczególnie u Reja i Biel­
skiego *), musiała wywołać analogia z życia codziennego,
w którem widok chlopa-pijaka musiał być częsty.
Szereg przygodnych wzmianek o ludzie wiejskim nie za­
stąpi pism, określających charakter chłopa i jego psychikę, po­
zwoli jednak, nanizany na nić krytycznego badania, na fragmen­
taryczne wprawdzie i niezupełne, jednak zawsze ciekawe odsło­
nięcie nieznanej nam psychiki ludowej z przed przeszło lat
trzystu. Świadectwa autorów są nieraz sprzeczne i różniące się,
bo nie brakło już wówczas zróżniczkowania, a pomimo swego
ubóstwa pozwolą przecie na pewne ogólne wnioski.
Jedną z głównych cech chłopa polskiego XVI w. to kon­
serwatyzm; lud żyje chętnie wspomnieniem minionej przeszło­
ści, w której i dola społeczna była lepsza i wyżycie łatwiejsze.
Dlatego odnosi się chłop nieufnie do wszelkich zmian i no­
winek :
„Bo stare ustawy,
Które są dla dobrej sprawy,
Nie mają być odmieniane,
Ale w całej chowane“ 2).

Takie stanowisko zajmuje wobec sporów religijnych i in­
nych zagadnień życia. Konserwatyzm ten widzimy także w po­
szanowaniu dawnego stroju i). Z silnej wiary ludu płynie rezygnacya, cechująca chłopa, którą scharakteryzuje dobitnie Klonowicz4). Mimo klęski, mimo krzywdy ze strony sąsiada znosi
bez szemrania swój los, nie narzeka, lecz cierpi pokornie, zda­
jąc się na zrządzenia Boże. Spotykamy wprawdzie u Bielskiego
wzmiankę o chłopie, co się „obiesił w lesie“, lecz to sprawka
„Pokusy“, jak zgodnie zwierzeniami ludu przedstawia poeta5;.
*) Por. Reja „Figliki“, Bielskiego „Sejm niewieści“, str. 77, i „Komedya Justyna i Konstancyi“, str. 68. s
2) Korczewski, Rozmowy polskie, str. 10.
Tamże, str. 13.
4) „Worek Judaszów', wyd. Tur., str. 132.
r') „Komedya Justyna i Konstancyi“, str. 33, w. 549.

/
— 110 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Rezygnacya chłopa ma źródło obok wierzeń religijnych
w poczuciu bezsilności; więc choć trapi go pan, grabi żołnierz,
a i rzadko szczędzi pleban, chłop pociesza się, że to „nie no­
wina na świecie, iż kto kogo może gniecie“ ’)■ — Filozofia ży­
ciowa ludu znajduje wyraz w przysłowiach ; niektóre z nich są
powszechną własnością narodową, inne są ściśle ludowego po­
chodzenia. Że były one wśród ludu rozpowszechnione, dowo­
dzi fakt, iż osoby stanu włościańskiego, występujące w dyalogach, często przysłowiami się posługują, jak wójt w „Rozpra­
wie“ Rejowskiej, kmieć u Korczewskiego, którzy wplatają
przysłowia dla okraszenia swych przemówień ; szczególnie czę­
ste są przysłowia u Reja, który miał W nich upodobanie nie­
zwykłe.
Ciężka praca na chleb codzienny i nierzadko odczuwany
głód, jak na przednówku lub podczas nieurodzaju, kiedyto
w leśnych płodach szukano pożywienia, wyrobił w wieśniaku
surowy realizm życia, który przejawia się w tern, że ceni tylko
dobra spożywcze. To skłania tak życzliwego przyjaciela ludu,
jakim był Klonowicz 2), do sformułowania zarzutu, że lud jest
niewolnikiem żołądka (mancipium ventris) i lekceważy „rzeczy
niejadalne“ i tych, co nie ^posiadają gumna pełnego zboża.
Chłop rzadko spogląda w niebo, nieczuły jest na pienia poe­
tów, słowem jęst prostakiem (horrida simplicitas), stąd wyraz
chłop jako synonim prostaka 3) zachowany po dziś dzień, po­
dobnie jak słowo gbur, znaczące w XVI wieku tyle, co chłop4).
Klonowicz tłumaczy prostactwo wiejskie przyrodzonem
nieokrzesaniem i wpływem otoczenia, np. ciągłem obcowaniem
z bydłem.
Wyliczając wady gminu, poeta nadmienia także, że lud
nie umie pięknie wyrażać się, nie zna dowcipem zaprawionych
żartów, lecz tylko docinki i krzyki rubaszne, kłótnie i swary.
Wszystko nazywa chłop po imieniu, głupio dogadza miłostkom
niewoląc chytrością kochanki ; przytem cechuje go brak go') Rej, „Krótka rozprawa“, str. 30.
3) „Victoria Deorum“, str. 634—5.
*) Stanisław ze Szczodrkowic, Op cit
„A święte za chłopy mają,
Prostaki je poczytują“.
4) „Lepszy byt lada u gbura
Niźli u mnie, chociam pleban“. Korczewski, Rozmowy.., str. 46.
111

Wacław Nartowski.

i
ścinności i życzliwości dla przybysza. Lecz z pism tegoż autora
i innych poetów możnaby podać przykłady wprost przeciwnych
cnót i zalet. Klonowicz wychwala w „Flisie“ chłopów jako wy­
nalazców promu i sławi zmyślność Mazurów, mistrzów w bu­
dowaniu szkut, dubasów i innych statków1); Rej przedstawia
kilkakrotnie objawy sprytu i humoru chłopskiego, także rubaszność wyrażeń wcale go nie razi, czego dowodzi fakt, że
sam pełną dłonią zaczerpnął z bogatej krynicy ludowego sło­
wnictwa ; a komedya „Sołtysa z klechą“ czyż nie jest świetnym
przykładem dowcipu i zmyślności gminu wiejskiego?
Ostrym sądom o ludzie, zawartym na początku XL11 roz­
działu „Victoria Deorum“2), odpowiadają nieprzychylne o chło­
pach \yzrrtianki w pismach Royziusza. Uczony cudzoziemiec nie
wymienia, czy mówi o polskim ludzie wiejskim, czy wogóle
o wieśniakach, gdy w trzech epigramatach omawia pokolenie
wieśniacze.
Brak umiarkowania (modus), nieporadność poza zajęciami
rolniczemu i skłonność do kłamstwa — to cechy charaktery­
styczne, podkreślone przez Royziusza, szczególnie dobitnie za­
znaczona ostatnia:
„Quam cito sol coelos et terras deseret humor,
Cultor erit veri tam cito editor agri3).
Podobnie w osobnym wierszu o chłopach żmudzkich
(De rusticis Saniagiticis) ') oskarża poeta, iż rusticus „ignarus
veri mendacia fingiť i odmawia wiarygodności tamtejszym
wieśniakom.
Ujemna ocena chłopów przez Royziusza przypomina żywo
podobną ocenę autora „Opisu sztucznej a przechernej natury
chłopskiej“ — tu i tam widocznie analogiczne poglądy społe­
czne podyktowały jednakie sądy.
Różnorodność obserwowanych typów i różnorodność in­
dywidualności pisarzy powoduje, że poezya XVI w. nie prze­
kazała nam jednolitego typu włościanina.
') „Flis“, wyd. Węclewskiego, str. 49.
!) Op. cit., str. 630 -6.
3) Royzii Carmina, t. II, str. 479, w. LIX. Epigram ten swobodnie
przetłumaczony brzmi •
„Gdy zgaśnie słońce, wyschnie woda.
Wówczas wieśniak prawdę poda“.
*) Rękopis Bibl. Ossol. Nr. 159, str. 182.
— 112 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowe).

Lud przedstawiają poeci w różnych naświetleniach z ró­
żnych punktów widzenia, także pod rozmaitemi nazwami. Jużto
piszą poeci o kmieciu, częściej o kmiotku, kmiotaszku bądź
o chłopie, chłopku, chłopisku, częściej o wieśniaku, wieśniaczku
lub oraczu ; ') często służy określenie stanu zamiast zawodu, więc
nazwa : poddany. Na miano chłopa wpłynie często nazwa sąsie­
dniego kraju, więc spotkamy gbura, ’) co powstał z niemie­
ckiego Gebauer lub siodłaka,3) który odpowiada czeskiemu
sedlakowi. Obok kmiecia, osiadłego na łąnie i półłanku, zna
poezya tylko zagrodnika, uprawiającego ogród.
W łacińskich poematach występuje rusticus, agricola, arator, bądź cmeto ; ostatni-wyraz ustępuje później słowu, podkre­
ślającemu poddańczy charakter chłopa, jakiem jest określenie :
colonus.
Kobiety wiejskie nazywają się: kmiotównemi, dziewkami,
babami, po łacinie mutier rustica, villana, uxor coloni.
Różnicę pochodzenia określają słowa, urobione na^wzór
wyrazu szlachcic, a mianowicie : chłopowic,4) kmiotowic.2)
Chłop spotyka się u poetów przeważnie z przychylną oceną,
jak świadczą stałe przydawki : sedulus („Vict. Deor“),l)peratus,
operosus („Roxol.“), non segnisl,,Vict. Deor “), bonus (ib.), probus, iustus (ib.), prudens, patiens láborum (ib.).
Niedolę ludu odzwierciedlają przydawki : miser („Vict.
Deor.“) aridus (ib.) sollicitus (ib.)
Na wygląd zewnętrzny chłopa rzuca światło atrybut:
lacertosus.
Pracujący w skwarze słonecznym chłop zasługuje na epi­
tet apricus ; jako żywiciel ludności, jest rolnik sanctus („Vict.
Deor.“), młódź jest frugalis (ib.).
Poddany, to przeważnie nieboraczek (u P. Zbylit.), nędzna
chudzina (ib.), biedny {ib.), nędzny (ib.), marny (Rej), ubogi („Wo­
rek Jud “), rzadko wesół („Flis“) ; oracz jest robotnym (u A. Zbył.)
pracowitym (ib.); flisek chudy, bywa gębaty („Flis“)
Nie brak też uiemnych epitetów, którymi szafuje Rej, więc
chłop bywa: sprosny, głupi, skowera, prostak, plugawy, obok
') U Andrzeja Zbylitowskiego.
7i U Korczewskiego.
3) U Bielskiego „Komedya Justyna“.
4) Grotowski.

113

1

Wacław Nartowaki

prostaczka ubogiego (Rej), pachołek chytry; zagrodnicy bywają
łotrowie. Autor „Victoria Deorum“ zna także vulgus immAndum,
immemor officii, cerdones tniseri; rusticitas jest horrida ; jako
myśliwy, bywa chłop crudelis
Wartość tych określeń chłopa, wystąpi tern jaskrawiej,
jeźli ją zestawimy z epitetami szlachty-panów, którzy noszą
nazwy: herus, heres, dominus, proceres - - on to jest ingratus
(„Vict. Deor.“), chciwy(u P. Zbył.), mmitis („Vict. Deor.“), a „żyje
szumno“ („Flis“). „Worek Judaszów“ wspomina o panach pie­
szczonych, o furyatach, opitych, tyranach, pysznych, chciwych,
wszetecznych, gorszych, niż pogany ; byli i dobrzy — pia nobilitas („Vict. Deor.“).
Jak różne były sądy o chłopie, tak też różnorodny był
gmin wiejski. Byli poważni kmiecie, co pilnie słuchali księżego
kazania; byli i zuchwali, co znieważali sługi kościelne (Korczewski); sprytni i dowcipni, jak Sołtys, co rozumem, choć nie
nauką, górował nad klechą; naiwni, co doktora uważali za
wszechwiedzącego lub przekręcali zlecenia lekarskie (Rej) ; podej­
rzliwi, jak wójt, co posądzał poborców o korzystanie z grosza
poborowego (Rej); wiarołomni, jak tonący w miodzie chłop
ru§ki (Klonowicz); bitni i bohaterscy, co walczyli z wrogiem
(Hussowczyk) i pijacy zniewiescialL(Klonowicz) ; nieustanni pra
cownicy, uosobienie pracowitości, którzy potem znoju wysłużyli
dla stanu kmiecego szczytny epitet „pracowitych“ (laboriosi ')
u Klonowicza) i pijacy, kostyrowie (Korczewski), a nawet zło
dzieje (Klon.) ; pokorni i uniżeni, jak zajączek (Rej , jak „prawy
wołek“, obok chytrych skowerów (Rej); gospodami, obok plu­
gawych ; litościwi, co nie żałowali wsparcia żebrakowi, i źli, co
spasali i kradli sąsiedzkie plony (Klonowicz); zamożni kmiecie
i biedacy zagrodnicy, czeladź i„,hultaje“, mikstatnicy ; przemyślni
flisacy i nieokrzesani pasterze.
To typy, spotykane w poezyi, spotykane w życiu. Osobnej
charakterystyki ludu, jako zbiorowości, prócz stronniczych wynu­
rzeń autora w „Opisaniu przechernej natury chłopskiej" i prócz
pochwały i zganienia ludu w „Victoria Deorum“, które wcho
dzą na pole ogólnych uwag o gminie i pospólstwie wogóle,
a odbiegają od rodzimego ludu, nie znajdujemy w pismach poe') W terminologii urzędowej, stany były odróżniane tytułami: „uro­
dzony“ dla szlachcica, „szlachetny“ dla mieszczanina, „niewierny“ dla
żyda, „pracowity" dla chłopa.

114 -

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

tów XVI wieku. ') Nie od rzeczy więc będzie zestawić powyższe
sądy o gminie polskim z jedyną współczesną charakterystyką
chłopa polskiego, podaną w rymowanej łacinie, przez niezna­
nego autora. W przekładzie swobodnym charakterystyka ta brzmi
następująco: „Chłop jest dzielny w szynku, bo mocny w piciu,
przy jedzeniu jest zwierzęcy, świnią przy pełnej. Natomiast:
w kościele jest głupi, w sprawach wyznania milczy, surowy
w rzeczach nauki. Do handlu nieskory, skąpy przy kupnie. Bie­
rze szybko, lecz oddaje opieszale. Cnotą jego pracowitość:
pilny przy orce, pilny podczas żniw. Zalet towarzyskich nie ma,
w rozmowie głuptak, w oddawanij czci naśladowca (małpa),
przemawiać się leni, szczodrości nie zna, dla zysku okłamie.
W sądzie obrotny, wobec dworu anioł, na zamku chwalca;
w gniewie dyabelski, w tańcu błazen j, t. d.“ 2)
Ocena powyższa, przeważnie ujemna, nie odmawia jednak
chłopu zupełnie cech dodatnich, przyznając pracowitość i obro­
tność. Niektóre sądy potwierdzają opinię omówionych poe­
tów lub nakrywają się z przedstawionymi typami.
Tyle nam mówi poetycka twórczość poetów złotego wieku
o chłopie, jego roli społecznej i kulturze.

5. Stosunek poezyi do ludu.
Po rozejrzeniu się w poetyckiej twórczości doby renesan­
sowej można stwierdzić, że rola ludu, jako twórcy rodzimej
literatury ludowej, nie jest znana; slaby refleks twórczości ludo') Epigramaty Royziusza pudobny zdają się mieć charakter.
s) Wiersze polityczne, przepowiednie, satyry i paszkwile z XVI w.
wydał Wierzbowski. (Bibl. zapomn poetów i prozaików). Warszawa, 1907.
Rękopis bibl. cesarskiej w Petersburgu. Mss Latin. XVII, Q. 57, f. 40„Bo każdy wiejski chłop jest miles in taberna, stultus in ecclesia,
jardus in vendendo, tenax in emendo, fortis in bibendo, angelus in aula,
Moyses in schola, praeco in praetorio, e'orius in solvendo, celer in accipiendo, tardus in restituendo, in messe sedulus in confessione mutus, in
foro astutus, in irascendo diabolus, in comedendo bestialis, In bibendo
porcus, piger in orando, diligens in arando, in largitione petra, incolloquio
niorio, inter choreas ludio, in honorando simia, in doctrina durus, in
lucro saepe periurus etc.

— 115 —

t

8*

Wacław Nartowskí.

wej u Reja (anegdoty na wsi podsłuchane), Kochanowskiego
„pieśń o sobótce“ i puścizna Klonowicza nie przedstawiają
materyału dostatecznego do wydania sądu o chłopie, jako
współtwórcy literatury warstw wyższych. Jedynie wiemy, że
z chat wiejskich wyszedł Janicki, pozatem nie znamy poetówchłopowiców.
Pism, szczególnie poezyi, nie znał chłop XVI wieku, książki
nie były dlań dostępne; tylko nieliczne wyjątki, umiejące czytać,
mogły się zapoznać z literaturą. Ruch reformacyjny, który oży­
wił intelektualnie chłopstwo niemieckie, nie zapuścił wśród ludu
polskiego głębszych korzeni ; wątpliwem jest, czy do ludu dotarły
„dla kmiotków pisąna“ Krótka Rozprawa Reja lub „Rozmowy“
Korczewskiego, które autor na kiermasze wysyłał. Nie odbie­
gniemy więc wiele od prawdy, jeżli ograniczymy percepcyę lite­
rackich utworów, przez lud poznanych, do pieśni religijnych,
legend, pieśni świeckich, powszechnie śpiewanych, i ogólnie zna­
nych anegdot i bajek. Literatura ta przechodziła do ludu prze­
ważnie z ust do ust, głównie za pośrednictwem plebana lub
klechy-kantora.
Najgłówniejszą jest rola bierna ludu. Chłop jako motyw
literacki, wątek pism, bądź materyał illustracyjny literackich pło­
dów warstw wykształconych, wystąpi w poezyi dość pocześnie,
tak, że możemy ściśle oznaczyć jego rolę i określić na podsta­
wie zebranego materyału. W rozpatrywaniu badanego zagadnie­
nia oddzielić należy chłopa
a) jako przedmiot w ujęciu społecznem, ‘to jest, kiedy
występuje jako objekt kwestyi włościańskiej;
b) jako jednostkę-indywiduum, reprezentujące pewien okre­
ślony typ w obyczajowo-kulturalnej mozaice^społeczeństwa pol­
skiego.
Społeczna dola ludu znalazła wśród poetów oddźwięk
żywy, wielu napomknie o niedoli pańszczyźnianej chłopa, a nie­
którzy omówią kwestyę chłopską w dłuższych ustępach, nawet
uczynią ją jedną z przewodnich myśli utworów. Genezy tycn
wzmianek, dłuższych lub krótszych, szukać należy w szlache­
tnej trosce o lud, który, w coraz gorsze popadając położenie,
budził współczucie poetów. Misereor supra turbam — mógł
zawołać niejeden poeta. Po słabych głosach o .miłosierdzie nad
trapionym kmiotkiem, zawartych w kazaniach katolickich kazno­
dziejów, pierwsza stanowczy głos w kwestyi chłopskiej zabrała

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

poezya reformacyjna, która miała na oku jako cel zjednoczenie
ludu dla nowych wierzeń. Ubogą jest ta literatura, przeważnie zło­
żona z dyalogów, bo chłopa polskiego ledwie musnęła reformacya religijna, a przecież jej zawdzięczamy szereg ważnych
pism, jak kalwińska „Rozprawa“ Reja, również protestancka „Roz­
prawa krótka o niektórych ceremoniach...“ i katolicka replika,
którą tworzą „Rozmowy polskie“ Korczewskiego i dyalog
Szczodrkowica. Widząc zainteresowanie chłopa niemieckiego dla
spraw religijnych, próbowano też chłopa polskiego zainteresować
walką o dogmaty, lecz chłop polski w swej większości nie rea­
gował na polemikę religijną, to też, prócz wymienionych pism,
świetnie inaugurujących tę gałąź piśmiennictwa, braknie utwo­
rów kontynuujących.
Innych autorów skłaniało do wypowiedzenia się w kwestyi
chłopskiej to, że była ona sprawą ekonomiczną ogółu szla­
checkiego, więc, jako sprawa rąk roboczych szlachty, stanowiła
temat interesujący szlaćhcica-ziemianina.
Kwestya ta rozpatrywana była na sejmach, jej poświęcił uwagę
cały szereg pisarzy politycznych, zacząwszy od Frycza z Modrze­
wia,') jak Przyłuski w „Statutach",2) Orzechowski w broszurze
na sejm z r. 1543, w „ Policyi“ i w innych pismach, 3) Anonim
w broszurze „Rozmowa Polaka z Litwinem“ z r. 1564,Ł) Białobrzesk w „Postyli“,6) Jakób Wujek,(l) Grzegorz z Żarnowca/5)
Hieronim Powodowski/) Piotr Skarga/5) Warszewicki,7) Wolan/)

') „O prawie mężobójstwa“ (1543), „O naprawie Rzeczypospoli­
tej“ (1551)
-) Statuta (1588) Liber I. De servis... agricolis.. rozdział XVilI.
3) „Res publica Polona-' (przedruk w Tomicyanach); „Policya Króle­
stwa Polskiego“. Por. Tarnowski, Pisarze polityczni XVI wieku, t I, str.
310 n.
') Wydał Korzeniowski w Bibl. pisarz poi. Ak. Urn., str. 51.
"') Postilla orthodoxa, str. 221.
“) Zob. Chrzanowski 1. Kazania sejmowe ' Skargi. Wstęp, str. 6 n ,
25 nast.
’) ..Dcoptimo statu libertatis“ (1598). Por. Tarnowski, Pisarze polit-,
t. II, str. 215.
8) Zob. Tarnowskiego „Pisarze polityczni“, t 1, str. 382 n. „O wol­
ności“ (1572).


117 —

Wacław Nartowsk'

Górnicki, ') Sebastyan Petrycy,2) Jędrzej Święcicki,3) Śmiglecki4) i inni, sprawa więc ta, jako często omawiana, musiała
być znana poetom,—sposób odnoszenia się do ludu i poglądy,
zawarte w tych pismach, musiały wpływać na naszych poetów
i ich dzieła.
Określiwszy genezę głosów poetów w kwestyi włościań­
skiej, rozpatrzmy stosunek poszczególnych ich autorów do bada­
nego zagadnienia społecznego.
Pierwszym poetą, który zajmie się społeczną dolą ludu,
to protestant Rej, szlachcic-ziemianin, przedsiębiorczy gospodarz.
Sympatya dla ludu, a także nadzieja zjednania chłopów dla
narodowej religii, spowodowała napisanie „Krótkiej Rozprawy“,
świetnego utworu, w którym autor odezwał się do ogółu w te
słowa :
„Szukajcie też czasem drogi,
Aby wżdy wytchnął ubogi.“ *)
W następnych pismach pana na Topoli, Nagłowicach i t d.,
który rozwinął gorliwą działalność kolonizacyjną i zakładał
wsie i miasta,, jak Sawczyn, Okszę, Rejowiec, słabnie chęć bro­
nienia chłopów. Czy obniżenie aktualności sprawy włościań­
skiej, która w r. 1543 znalazła wyraz żywy w szeregu pism
autorów pierwszorzędnych (dzieło Frycza i Orzechowskiego),
czy zawiedzione nadzieje protestantów na pozyskanie chłopów
dla „czystej“ wiary spowodowały zmianę poglądów poetyziemianina, trudno przesądzać. Za włościaństwem ujmie się
poeta jeszcze niejednokrotnie, lecz nigdy w sposób równie sta­
nowczy, jak w „Krótkiej Rozprawie“. ■ Sam niezawodnie pan
dobry i łaskawy, gdyż dobroduszność leżała w jego naturze
sarmackiej, lecz nie zapominający bynajmniej o własnem wzbo­
gaceniu, odezwie się poeta i później o chłopie życzliwie, żąda­
jąc szanowania kmiotków-zajączków, bo są przecież szlachcie
pożyteczni i niezbędni, lecz nutę społeczną zastąpi kreślenie
!) Tarnowski, j. w., t. II, str. 243, 249.
2) „Oekonomiki Aristotelesowej“ przekład (1602),—„Polityki" prze­
kład (1605); Tarnowski, j. w., t. II, str. 350—1.
’) „Opis Mazowsza“, przekład Wł. Smoleńskiego, Pisma history­
czne, t I.
i
4) Śmiglecki „O lichwie“, rozdział XXVI. „O powinnościach kmie­
cych“ .. wyd. V, str. 108 - 18.
■"’) „Krótka Rozprawa“, str. 44, w. 1319—20.
(

118

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej

obrazków z życia codziennego, które poeta zna} dokładnie,
zżywszy się w nierozłączną całość z wsią polską
Rej w utworach doby późniejszej to nie szermierz sprawy
chłopskiej, ale felix possidens, ziemianin, którego raził bez­
względny wyzysk i łamanie patryarchalnych stosunków między
wsią a dworem. Wspólny interes ekonomiczny i podobne uspo­
sobienie sprawiło, że autor „Wizerunku“ i „Zwierzyńca“ zżył
się i zjednoczył z ogółem szlacheckim i stał się jego wyrazem.
Szlachta nie chciała reformy poddaństwa, porzucił ją także
Rej, - szlachta chciała zachować patryarchalny stosunek z kmie­
ciem uległym a pilnym, Rej również poszedł po tej linii wyty­
cznej, tłumacząc, że w własnym, dobrze zrozumiałym interesie
nie należy przekraczać pewnej granicy ciężarów kmiecych.
Innym był Marcin Bielski '), przedstawiciel ówczesnej wiedzy
ścisłej, historyk, co zabrał Polakom Wandalów, czem ściągnął
na siebie nieprzychylność szlachty, szlachcic-ziemianin także,
lecz parający się gospodarstwem z konieczności tylko, a lgnący
raczej ku miastom, których żywsze tętno życia umysłowego
przyciągało uczonego. „Przeciw prawdzie rozumu nie!“ - to
hasło pisarza, któremu pozostał wierny w miarę sił i możno­
ści. Brak temperamentu i żywiołowości Rejowskiej, usposobieijie oschłe, odmienność od ówczesnego ogółu, skazywały
go na osamotnienie. Szlachcic, wyższy jednak nad tłum głów
szlacheckich, — uczony, acz obcy nowomodnym humanistom,
po staremu krzyżową sztuką rąbał prawdę, prawdziwy typ kosty­
cznego weredyka. Widząc zło, chwyci na starość za pióro, by
spisane przy przekreśleniu kart historyi, zaostrzyć do wierszów
satyry, w której każdemu prawdę wypowie:
„Królom, panom, biskupom, wszem nie przepuszczajwa,
Nie dbając nic, chocia nam niejeden nałaje.
Nie umiewa pochlebiać, tylko prawdę szczerą
Mówić każdemu.“ r)
I będzie mówił „prawdę szczerą“, powołując się na dawne
czasy, istotnie lepsze ekonomicznie, choć nie opolerowane
humanistyczną kulturą, — czasy, w których ogół stanowili
prostacy, ale uczciwi, nie łupiący kmiotków, a dzielni w spra’) Urodź, w r. 1495, t w r. 1575. „Satyry", pisane w 1567/9, wydano
w 1586/7.
-) „Satyry“, str. 23.

119



Wacław NarlowsUi.

wach rycerskich. „Tak przed laty bywało" *) — napomknie sta­
rzec i skreśli ustępy satyryczne, utrzymane w tonie' gawędy,
w których podda krytyce bystro obserwowaną teraźniejszość,
„patrząc na wszystki strony, gdzie co się obraca..., kto z czyją
szkodą żywię, a kto z swym pożytkiem ; bacząc uważnie, kto
płacze, kto się z czego śmieje, po tych naszych krainach, co
się kędy dzieje.“ a) I będzie litował się nad „naszym ubogim
kmiotkiem, którego uciska szlachcic, a rzemieślnik wyzyskuje,
biorąc np. półkopek zboża za buty, za które dawniej jeno dwa
skoty płacono“ 8)
Charakterystyczneni jest, że Bielski, który o mieszczanach,
szczególnie rzemieślnikach, zawsze z przekąsem się wyraża,
pisze stale z sympatyą o chłopie. Chłop, według autora „Satyr“,
to typ cichego pracownika, co tylko myśli o żniwach, wysłu­
guje się panom, wożąc np. „tłomoki“ na wesele szlacheckie ),
i trwa ciągle w pracy^ a jedynie w niedzielę może odpocząć
i napić się piwa. Szlachta jednak kmiotka nie ceni: zastawić
wioskę, zastawić kmiotka ’) na zbytki (np. włoski adamaszek),
to rzecz zwyczajna. Tego nie robili jednak ludzie starzy, —
dawniej lepiej bywało, powtórzy poeta na ulubioną nutę. Z chęci
poprawienia zła wypływa projekt poety ulżenia kmiotkom, co
chlubnie świadczy o autorze, mimo, że „folgowanie kmiotkom
i swojemu stanu“ jest kompromisowa formułą bez politycznej
ważności.
Nie, nie tak dawniej bywało, powtórzy i młodszy Kocha­
nowski w „Przymówce chłopskiej"; w niej włodarz wspomina
o czasach, w których przedział między szlachtą a ludem nie
był jeszcze tak znaczny : „pijaliśmy razem“, a pan nie gardził
jeszcze kmiotka osobą. Czasy to, w których szlachta niewiele
różniła się od chłopa, nie posiadając jeszcze wyższej kultury.
Teraz szlachcic już nie bratał się przy kieliszku z chłopem, —
czyniły to chyba wyjątki, pijąc w karczmach, z kim się nada­
rzyło, ogół jednak raziły grubość i prostactwo chłopskie i to
tern bardziej, im bardziej szlachcic, „omazawszy gębę łaciną“,
przesiąkał kulturą włoską, która od dworu królewskiego pro') „Satyry“, str. 27,
2) Tamże, str. 28.
3) Tamże, str. 38.
4) Tamże, str. 45.
*) Tamże, str. 47.

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

mieniowała na kraj cały; i stawał się doctus i politus, a zarazem
podnosił stopę życia i zasmakował w drogich winach i małmazyach, zostawiwszy chłopom proste, rodzime piwo. Prócz
„Przymówki chłopskiej“ nie znajdzie kwestya włościańska
odgłosu w pismach Kochanowskiego. Poeta szlachcic-ziemianin,
sam pan ludzki i wyrozumiały, nie odczuwał może osobiście
potrzeby zmiany stosunków poddańczych, skoro tę sprawę prze­
milczał. Wieś spokojna i wesoła, zdaniem poety, nie potrzebowała
społecznej przebudowy, — zadowolony z pożytków, które uzy
skiwał, poeta pragnął spokoju, pozwalającego mu na beztroską
twórczość. Świadom swej artystycznej misyi, wspinał się na
szczyt Kalliopy, by zapalić na nim znicz narodowej poezyi,
o los zaś bezimiennego tłumu pigmejów nie dbał, rozdzielony
od prostaków — subtelnością wysokiej, zagranicznej kultury.
O innych, podrzędniejszych autorach przed Kochanowskim
niewiele można powiedzieć; nieznany bliżej Korczewski wspo­
mni o ciężarach pańszczyźnianych bez komentarza, natomiast
goręcej ujmie się za chłopem Stanisław ze Szczodrkowic, który,
choć szlachcic, był z domu „barzo zeszłego“ i tylko łasce
Tęczyńskiego zawdzięczał wykształcenie, gdyż wziął go, „jakoby
pastuszę od bydła“.*) Hussowczyk nie wspomina o położeniu
społecznem ludu, ale przy opisywaniu czarów oświadcza się
pośrednio za powszecnnem użytkowaniem dóbr leśnych. Szcze­
rym rzecznikiem niedoli chłopskich jest autor „Proteusa“, który
podnosi skargę na ucisk, natomiast, obok Kochanowskiego,
równie obojętnym dla kwestyi kmiecej jest Royziusz, choć popie­
rał dążenia Frycza do porównania prawa o mężobójstwie.
Położenie włościan przedstawił w pełnem świetle dopiero
Klonowicz w swem obszernem dziele, „Victoria Deorum“. Pisa­
rzowi temu, krytyka historyczno-literacka tak mało poświęciła
uwagi, że brak monografii o nim, a nawet brak rzeczowej oceny jego
pism poszczególnych. Klonowicza uznano największym satyrykiem
XVI wieku i tern określeniem jakby usunięto potrzebę głęb­
szego wniknięcia w istotę charakteru jego twórczości. Czy klasyfikacya ta jest uzasadniona, można kwestyonować właśnie
na podstawie t. zw. pism satyrycznych, w których poeta wystę­
puje raczej w roli tendencyjnego publicysty. Pisać objektywnie
poeta nie mógł, skoro tak wrażliwie reagował na wszelką
’) Epistula dedicatoria do Andrzeja Tęczyńskiego, Grabi na Tęczynie.
— 121

Wacław Nartowski.

krzywdę i wszelkie zło, szczególnie społeczne. Pełen odwagi,
Acernus podnosi głos w obronie chłopów w latach, w których
zaginęło echo Rejowskiej „Krótkiej Rozprawy“ i odważy się
omówić krytycznie szlachectwo O stosunkach poddańczych
zamieści najsilniejsze ustępy w „Victoria Deorum“ i pomimo
zastrzeżeń, że będzie pisał sine ira et studio, nie zdoła dotrzy­
mać przyrzeczenia, gdyż właśnie ira na ówczesne stosunki
i studium, by je zmienić, wkładały mu pióro do ręki.
W okresie, w którym poczęto odsuwać chłopa od praw
człowieka i czyniono zeń paryasa społeczności narodowej, poeta
rzucił w kierunku możnych gorżkie zarzuty, zrodzone z tendencyi usunięcia lub zmniejszenia zła. Ton wymownej skargi
z ustępów poematu „Victoria Deorum“ brzmi, jak potężny głos
dzwonu, ostrzegającego przed grożącem nieszczęściem. Jak
ustępy, mówiące tutaj o ucisku kmiecym ze strony możnych,
są żywym refleksem stosunków polskich, tak ustępy, w których
poeta omawia znaczenie i wartość ludu z teoretycznego punktu
widzenia, odpowiadają przeważnie stosunkom, panującym w pań­
stwach starożytnych.
Poglądy społeczne autora ilustrują rozdziały XLI i XLII.
W pierwszym autor, w todze wymownego trybuna ludo
wego, użala się na niedolę ludu i wynosi pod niebiosa cnoty
i zasługi gminu. W następnym, atakuje brudny gmin (invehitur
in vulgus immundum); tu występuje on przeciw prostactwu
chłopów i brakowi kultury i wylicza wady gminu, nie tylko wiej­
skiego, ale i miejskiego. Nieuczciwy szynkarz, zdzierca poborca,
fałszywy pobożniś i zarozumiały głupiec, przybierający pozy
senatora, i szlachcic wiejski, rubacha... wszyscy oni staną pod
pręgierzem ostrej krytyki, oskarżającej ich o rustidtas, który-to
wyraz równoznaczny słowom: prostactwo, chamstwo, brak
kultury.
Wśród oburzenia na wady gminu Acernus kreśli wiersze,
które zdają się przekreślać argumenta, naprowadzone przeciw
poddaństwu i srogości panów. Oto w rozdziale XL1I, na str
635, pisze on, że „wieśniak nic nie robi z dobrej woli, bez
chłosty i gróźb, nic nie wykonywa porządnie i tylko pod grozą
kary przyspiesza pracę, a gdy razy ustają, ustaje. Co robi
i działa, czyni wszystko obłudnie, nie pomny obowiązku, po
odjęciu strachu przed kijem. Pogardza łagodnymi i pobożnymi
królami, obojętnie znosi chłostę i wyzysk tyranów, ustawicznie
- 122 —

Stan włościański v. utworach poetyckich doby renesansowej.

pragnie nowych władców, przykrzy sobie obecnych dobrych,
opłakuje minionych“.
Ustęp ten, przypominający tonem „Opis przechernej i sztu­
cznej natury chłopskiej", razi po poprzednich pochwałach ludu.
Pozorną tę sprzeczność wyjaśni wskazanie faktu, że Klonowicz,
podobnie jak inni współcześni pisarze, o ile próbowali wznieść
się na poziom wywodów teoretycznych wobec braku materyału
porównawczego, jakim rozporządza wiedza dzisiejsza, stale
posługiwali się podpórką analogii starożytnych. Klonowicz, podo­
bnie jak inni, nie potralił przedstawić sobie społecznej roli
ludu, bez odwołania się do roli plebsu rzymskiego. Stąd prze­
sada i dysharmonia między teoretycznem ujęciem ludu, a real­
nym chłopem XVI wieku, który nie miał wpływu na wybór
króla, króla własnego prawie nie znał, podlegając absolutum
dominium pana, królującego w swojej wsi, a wobec spraw pań­
stwowych był z konieczności bierny.
Autor „Victoria Deorum“, równie jak inni współcześni,.
patrząc na stosunki przez pryzmat pojęć, zaczerpniętych z tradycyi klasycznej, napisał pochwałę i naganę ludu, nie odpo­
wiadającą stosunkom istotnym. Riisticitas gminu wiejskiego, ra­
żąca poetę uczonego (doctus vates), znajdywała usprawiedliwienie
według autora w prostocie (simplicitas) ludu, który jest operi
natus. Argumentacya ta kwestyonuje podkreślany przez kryty­
ków skrajny demokratyzm Klonowicza, to też ostatni autor,
piszący o „Victoria Deorum“,J) nazwie poetę arystokratą ducha.
Określenie to częściowo trafne; Klonowicz pragnął rządów
szlachty, ale szlachty z ducha, która miała bronić przed barba­
rzyństwem tłumu. Jeźli atoli Klonowicz mógł zarówno z innymi
humanistami powtórzyć: „Arceo vulgus profanum“, to przecie
arystokratyczność jego nie równa się poglądom innych huma­
nistów. Acernus nie patrzył na nieuctwo tłumu z pogardą, lecz
przeciwnie żałował, że lud nie może odczuć i zrozumieć jego
pieśni, — ubolewał nad tern, źe chłopak wiejski nie zna „świa­
tłego nauczyciela“, ale przeciążony pracą, żyje w sposób nie­
wiele odmienny od zwierząt. Poecie obcą była wszelka ekskluzywność, znamionująca wszelką arystokracyę,—sam nie tworzył
dla koła wybrańców, ani dla własnego zadowolenia, ale pra­
gnął dla pism swoich znaleźć poczytność w szerokich kręgach,
*

') Lewicki K., j. w., str. 38.

— 123 —

«

Wacław Nartowski.
- --





chciał, by i ludek (popellus) 'czytał te carmina docta, pisane
populari stilo, napisał nawet szyprom ku przestrodze poemat
„Flis“.
Klonowicz nienawidził tyraństwa, lecz raził go brak kul­
tury gminu, nie był jednak ani skrajnym demokratą, ani ary­
stokratą, ale in medio extremonim szczerym szermierzem cnoty
i kultury, które uważał za przewodniczki życia. Ideałem poety
to starożytny vir bonus. Jak wszyscy pisarze XVI w., wierzył
także Klonowicz, że reforma obyczajów zmieni zło panujące;
jeźli muzyka może zmienić ustrój państwa, jak powtarzano czę­
sto za Platonem, dlaczego nie miałaby go przeistoczyć reforma .
obyczajowa. Zreformowanie więc obyczajów, miało także, —
według wiary Klonowicza, usunąć wszelkie zło : znieść ucisk
kmiecy, tyraństwo magnatów, wady kleru i t. d., — słowem,
miało ufundować zwycięstwo cnoty (Victoria virtutis)
W umyśle Klonowicza nie skrystalizował się plan reformy
- społecznej, i nie dziw, skoro nie istniał on w umysłach poli­
tyków, jak u Frycza z Modrzewia, którego myśli znalazły u autora
„Victoria Deorum“ żywy refleks ; tu wymienimy jako przykład
domaganie się sprawiedliwego sądownictwa karnego. Klonowicz
patrzył na jaskrawe nadużycia i gwałty, — więc piętnował ie,
ale w węgły ówczesnego ustroju nie godził ; choc kwestyonował prawo poddaństwa, zniesienia tegoż nie żądał, hołdując
zasadzie, że chłop ma być żywicielem szlachcica z cnoty, nie
z 'urodzenia, który zajmować się winien nauką, sztukami, rze­
miosłem wojennem, a nawet rękodziełem, bo praca fizyczna nie
plami. Sprowadzone na teren realnych stosunków, życzenia poety
nie wychodzą poza obręb ówczesnej struktury społecznej: więcej
łagodności, więcej chrześcijańskiego obchodzenia się z podda­
nymi — to żądania społeczne autora „Victoria“. Równoupra­
wnienia, równości obywatelskiej w dzisiejszem tego słowa zna­
czeniu Klonowicz się nie domaga i domagać nie mógł. Nie
żądajmy od lubelskiego poety, bo chociaż był wybitną postacią
i talentem niepospolitym, pojęć i dążeń, które miała dać poto­
mnym wiekowa ewolucya, mieścił się przecie w ramach stulecia.
Klonowicz
to weredyk, nie szczędząc szlachty, nie chciał schle­
biać jednostronnie ludowi to spowodowało zamieszczenie ustę­
pów omówionych rozdziału XL11; lecz wady ludu tłumaczy
i usprawiedliwia poeta gdy tymczasem dla przywar mieszczan
i szlachty usprawiedliwienia nie znajduie.
— 124 -

Śtan włościański w utworach poetyckich ilobv renesansowej.

Poeta, napojony goryczą życia, patrzał przez ciepine szkła
pesymizmu na otoczenie, które przerastaj swą indywidualnością;
widział zło i umiał je przedstawić. Sancta indignatio, która
wybucha całą pełnią w „Victoria Deorum“, podyktowała nie­
jeden wiersz poecie, niejeden obraz lub porównanie, co zdu­
miewa czytelnika siłą ekspresyi i żywością przedstawienia. Naj­
silniejsze ustępy, to bądź przeżycia własne poety, bądź wyniki
jego lucubrationes. Klonowicz jest poetą tendencyjnym ; nie szu­
kać więc w jego pismach objektywnej prawdy, choć nie brak,
pomimo jednostronności w przedstawieniu, prawdziwych obra­
zów rzeczywistości, zaobserwowanych nie bez subtelność?
i finezyi.
W „Victoria Deorum“ poeta stoi na szczycie swej twór­
czości, w poemacie tym także podkreśla swą misyę jako wie­
szcza narodowego. Klonowicz, niezawodnie umysł wyższy, świa­
domy swej wartości moralnej i intelektualnej, okazuje tu, jakby
niezupełne skrystalizowane dążenie do ujęcia rządu dusz. Siła
ekspresyi ustępów, dotyczących niedoli chłopskiej, natchniony
zapał, z jakim poeta nawołuje do wyprawy przeciw Turkom,
przerastają to, co dać może zręczne użycie środków retory­
cznych i stawiają poetę na wyżynie „Kazan Sejmowych“ Skargi.
Warunki społeczno-polityczne, zgon Bhtorego, który zdawał się
przychylać ku myślom przewodnim, zawartym w „Victoria
Deorum“, usposobienie poety bardziej refleksyjne aniżeli do
czynu prowadzące, brak śmiałości i siły do czynnego wystąpie­
nia w roli nauczyciela narodu, skazywały Acerna na cichego
myśliciela, poetę, co długo i pilnie wygładzał heksametry swego
olbrzymiego poematu, który mu, jak ufał, zapewni nieśmiertel­
ność i uznanie należne.
Świadomość osamotnienia, wzrastająca po odumarciu pro­
tektorów, potęgowała pesymizm poety; czuł, że jest osamo­
tnionym chorążym hufca, co miał wyplenić wszystek chwast
zła z niwy ojczystej ; czuł, że słowa jego ważkie ulatują z wia
trem lub toną w zapomnieniu, gorżkniał więc coraz bardziej,
tern bardziej, że skrzydła jego fantazyi poetyckiej traciły dawną
lotność i siłę. Wyrazem tego stanu psychicznego jest „Worek
Judaszów“, poemat najmniej poetyczny, utwór nieskończony,
gdyż autor nie wierzył już może w skuteczność swych słów
i nie czuł sił do walki z „Judaszami zębatymi“.
Jeźli zapytamy się o genezę szczerego ujęcia się Klonowicza

Wacław Karłowski.

za ludem wiejskim, znajdziemy szereg okoliczności, wyjaśniają­
cych, dlaczego poeta podjął rolę obrońcy ludu przed opresyą
szlachecką i dlaczego przejął się głęboko pracą podjętą..
Stosunki społeczne na wsi mógł poznać lubelski mieszcza­
nin, gospodarując sam czy w Psarach, czy Woli Józefowskiej ;
tu mógł widzieć, jak sąsiedni ziemianie odnosili się do chłopa.
Niechęć poety-mieszczanina do szlachty warcholskiej, oddanej
zbytkom kosztem pracy biednego chłopka, którego los ciągle
się pogarszał,
nadużywającej swej przewagi na niekorzyść
mieszczan i chłopów, wyrobiła u poety szczególną wrażliwość
na nadużycia tej szlachty, którą pragnął widzieć tak wielce
odmienną. Widok zmagań się dzielnego króla z szlachtą swa­
wolną, jego zwycięskie tryumfy, sprawiły, że poeta podjął się
wyśpiewania idei, które
jak sądził, — mogły być wyrazem
pragnień Batorego. Szczególny nadto wpływ na poglądy Acerna
wywarli blizcy mu towarzysko Aryanie, skupieni zarówno w Lubli­
nie, jak w sąsiednim Rakowie.
Wszak Aryanie kwestyonowali poddaństwo; na zjazdach
i synodach była omawiana kwestya, czy godzi się wiernemu
mieć poddanych, jak świadczy podana przez Czechowica dysputa
na synodku (wiejskim 11568), którą autor streszcza w dziele
p. t. „O urzędzie miecza-“. *) Na zebraniu tern dowodził Jakób
z Kalinówki, że uczniom Chrystusowym nie godzi się dzierżyć
urzędu, mieć poddanych i czeladzi, a Grzegorz Paweł przema­
wiał przeciw poddaństwu, „gdyż to jest rzecz pogańska pano­
wać nad swoim bratem, potu jego, abo raczej krwie używać,
ono pismo św. jawnie świadczy, że Bóg z jednej krwie uczynił
rodzaj człowieczy. Wedle tego wszytcy jesteśmy sobie równi,
bo jeśliśmy wszytcy z jednej krwie, tedyśmy wszytcy sobie
bracia. A jeśli bracia a jakoż może brat nad bratem panować?
Jako może jego potu używać?“2)
Czyż nie podobnie argumentuje „Victoria Deorum“ ?
Jeźli przeczytamy ustęp tejże rozmowy: „Czart... tyrany
pobudza, którzy gwałtem pod swoje tyraństwo ludzi podbijają
’) „O urzędzie miecza“, 1583, unikat dzieła, zachowany w bibliotece
Czartoryskich ; na oprawce jego wymieniony, jako autor, Budny.
Dysputę na synodku lwiejskim, streścił A. Biiickner w dziele ..Kóżnowiercy polscy“, serya I, str. 164—181.
2) Zob. Grabowski T- Literatura aryanska w Polsce 1560—1660.
str. 69 Kraków, 1908.


126 —
0

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej,

i nieznośne służby i podatki od poddanych wyciągają i srodze
się z nimi obchodzą,“ ') — czyż nie przypomina się analogiczny
ustęp w „Victoria“ ?
Podobnie, jak rozmówcy synodu, wyprowadza także Klonowicz początek niewoli i poddaństwa od biblijnego króla Nemroda, co pierwszy nad ludźmi panował, wyzyskując ich
pracę.2)
Dysputa na synodku Iwiejskim nie była objawem wyoso­
bnionym, ideami analogicznemu przejęta była aryańska gmina
w Rakowie, a hasło głoszone, stosowano w życiu : Niemojewski rzucił życie ziemiańskie, - Jan Przypkowski, pan na kilku
wsiach, uwolnił swych poddanych od ciężarów pańszczyźnia­
nych. Skrajne poglądy społeczne szerzyły się coraz bardziej
pośród Aryan, hołdowały im najtęższe umysły, jak Niemojewski, Czechowic, a tolerancya, panująca za rządów Batorego,
który miał Aryan w najbliższem otoczeniu, sprzyjała powodze­
niu ruchu, właśnie po r. 1580 będącego u szczytu rozwoju.
Szczególnie w Lublinie potrafili Aryanie utworzyć ognisko swych
myśli, które, dzięki sile atrakcyjnej propagatorów, zyskiwały
sporo zwolenników pośród mieszczan i szlachty okolicznej.
Klonowicz nie był obcy Aryanom, z nimi łączyły go ścisłe sto­
sunki towarzyskie, czego dowodzi szereg pism Aryanom dedy­
kowanych, otoczenie zaś nie pozostało bez wpływu na poetę;
owionęła go „atmosfera, przepojona religijnością, co stwarzała
typy, daleka od życia rzeczywistego, jakiś prąd humanitaryzmu
rozlewał się w zborze, w którym mniej było chciwych nowinek
a wiele przenikniętych istotnie duchem ewangelicznym“.3)
W zestawieniu ze skrajnymi poglądami społecznymi, któ­
rych ogniskiem był Raków, gdzie n. p. Grzegorz Paweł występywal nie tylko przeciw poddaństwu, ale wogóle przeciw urzę­
dowi, karze śmierci, uwięzieniu i innym środkom gwałtownym,
blednie jaskrawość wystąpienia Klonowicza Okazuje się, że
wiele myśli postępowych, zawartych w „Victoria Deorum“, jest
bądź echem pism Frycza, lub idei, krążących w zborach Aryan.
Po poznaniu literatury aryańskiej i działalności lubelskich myśli') „O urzędzie miecza", 1583, f. 104, verso.
-) Por. streszczenie dysputy synodu w dziele Brucknera „Różnowiercy polscy“, str. 166, i „Victoria Deorum“, str 464.
3) Zob. Grabowski T.. j. w., str. 66 n.

cieli. ') przestaje dziwić lubelski poeta jako prekursor stulecia,
ale staje się tem zrozumialszym jako wybitna postać wieku,
jako poeta, odzwierciedlający w sobie poglądy społeczne
tej światłej mniejszości, której idee, zapoznane współcześnie,
zyskują po wiekach uznanie i realizacyę.
Głos Klonowicza w kwestyi włościańskiej jest tem cen­
niejszy, że w okresie reakcyi katolickiej, kiedy, prócz księdza,
nikt bezpiecznie me mógł odezwać się z głosem krytyki, poeta
wypowiadał śmiało swój sąd, stając do walki - jak sam wyka­
zuje, nierównej, w dobie, w której milczą o chłopach
Rybiński, Anonim Protestant, Kmita, Stoka Pudłowski, Szarzyński i inni. Rzadkością jest wówczas nawet wylew osobistych
sympatyi lub antypatyi w stosunku do ludu. Wyjątek w tej mie­
rze stanowi mało oryginalny poeta ks. Grabowiecki; w poezyi
reprezentuje on tych duchownych, którzy odczuwali niedolę „ro­
botnych“. Jeźli jednak pod formą prozy kaznodziejskiej znajdu­
jemy silnie akcentowane upośledzenie ludu w pismach BiaR>
brzeskiego, Powodowskiego, Skargi, to kosmopolityczny asceta,
kajający się przed Panem, wymieni zaledwie także „pot ludzi
robotnych“ jako grzech, za który uderza się w piersi :
„Pot ludzi robotnych nie może mi z ręki,
Za co ja przeklęctwo rychlej, niźh dzięki
Odnoszę...
...Masz to w ręku, Ojcze, byś mi pomógł z tego,
Skrzywdzonym nagrodził z poparcia twojego...
— — — ,—
powiadam o sobie,
lż mnie krzywda ludzka dawno boli, Boże.
Niech, proszę, twa łaska, od niej mi pomoże...
Niech ma, co kto mieć ma..“ 2)

Pod koniec wieku zaznaczą swe stanowisko wobec ludu
dwaj poeci: Andrzej i Piotr Zbylitowscy. Pierwszy ograniczy się
do stwierdzenia, że kmieć jest podstawą dobrobytu społeczeń­
stwa, lecz w sprawie socyalnego położenia chłopa nic nie ma
do powiedzenia.
„Z kmiotkami sprawa
Moja zabawa.“
') Lubowicz, Lublińskije wolnodunuy XVI w. Warszasza, 1902.

’2) Grabowiecki Sebastyan, „Rymy duchowne“, wydaw Biblioteki
pisarzy polskich Ak. Um., str.. 24, wiersz XXI.


ď

128



Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

pisał zadowolony autor „Kondycyi szlacheckiej“ i radował się
nią, której mc „nie zawada“, gdy do pracy na roli nie brak
„chłopów gromady“.])
O kmiotkach autor wie, że bywają nędzni, lecz z stanem
tym się snąć godzi pełen zadowolenia, że „z prace robotnego ora­
cza“, który do szlachcica należy, mają miasta żywność; szcze­
gół ten z lubością podkreśla, jako objaw zależności konsumentamieszczanina od producenta-ziemianina.
Odmienne stanowisko zajmuje Piotr, ujmujący się szczerze
za nędznym kmiotkiem podobnie jak Bielski.
Obok Klonowicza przedstawi niedolę wieśniaczą, piszący
na przełomie wieków, mieszczanin-poeta, autor „Sielanek“, Szymonowicz. Już w wydanem w roku 1588 „Flagellum Tivoris“
wyszydzał on wygodnisia ziemianina, używającego wczasów
kosztem pracy poddanego (poena coloni),2) następnie, poznaw­
szy życie wiejskie, jako gospodarz na Czernęcinie i Putatyńcach, gdy doznał sam zawodów i zgorzkniał życiowo, odczuł
poeta serdecznie niedolę chłopską i przedstawił w sielankach
cenne obrazki stosunków pańszczyźnianych. Z sielanek niektó­
rych wieje współczucie głębokie dla uciskanego ludu wiejskiego,
lecz uczuciu temu nie da poeta tak silnego wyrazu, jak Klonowicz. Będąc raczej artystą, aniżeli społecznikiem i publicystą,
nie zaznaczy swego stanowiska ani nie da wskazań dla społe­
czeństwa, ale, wierny roli objektywnego poety, nie pominie scen
i opisów, przedstawiających chłopską niedolę- Zostawiając czy­
telnikowi wysnuwanie wniosków praktycznych, baczył raczej na
to, aby obraz skreślony był bez skazy i by przepajał go szczery
artyzm, i w tym względzie osiągnął cel pożądany.
Osobisty swój stosunek, do ludu wiejskiego zaznaczy także,
tworzący na przełomie wieku, autor „Walety Włoszczanowskiej“,
Kasper Miaskowski. W wierszu tym, żegnając niwy włoszczanowskie, poeta nie zapomina o włościanach, do których był

') Maciejowski, Piśmiennictwo polskie. Dodatki do piśmiennictwa
t. I, str. 178- 80 Wyd. Turów., str. 65—6.
2) Flagellum livoris. Cracoviae 1588. Ode XIV, str. E. 3. verso.
(Egzempl. Bibl. Ossol. Nr. 4.406), „Tu domi strato recubas cubili, Mersus
in plumis, gemumque mulces, Exigis census inhoasque liicris, Poena
coloni“.

— 1?9 -

9

Wacław Nartowski.

w stosunku, jak wyznaje, łagodnego i dobrego pana i zacho­
wywał się prawdziwie po ojcowsku. ')
Wymieniliśmy szereg poetów, omawiających dolę społe­
czną ludu. Z przeglądu ich dostrzegamy, że kwestya włościań­
ska znalazła żywy odgłos w poezyi. W przedstawianiu sprawy,
są poeci przeważnie oryginalni, począwszy od Reja, który pierw­
szy ujął w formę wiersza sporne punkty zatargu społecznego.
Jeden Klonowicz, używając w „Victoria Deorum“ analogii sto­
sunków rzymskich, zapomina czasem, że pisze przedewszystkiem
0 Polsce i dla Polaków. Sympatya wszystkich poetów, dotyka­
jących sprawy, prócz anonimowego autora „Opisania sztucznej
1 przechernej natury chłopskiej“, jest po stronie chłopa, wszyst­
kie głosy skarżą się na ucisk kmiecy, wielu domaga się ulżenia
niedoli.
Pośród omówionych poetów zasłuży się Rej, jako pierw­
szy autor, wprowadzający świadomie chłopa do literatury, a war­
tość „Krótkiej Rozprawy“ niezależnie od tego, że autor odbie­
gnie od spółczesnych poglądów, nie zniszczeje, gdyż utwór ten
zatrzymuje znaczenie jako pierwsze literackie ujęcie kwestyi
chłopskiej, przedstawionej wśród właściwego sobie milieu w for­
mie, oddającej poglądy poszczególnych stanów przez usta odpo­
wiednich rozmówców.
Nie wiemy, o ile „Krótka Rozprawa“ wpłynęła na szereg
pisarzy późniejszych, to jednak stwierdzić można, że ci nie
dodadzą wiele nowego, co zresztą zrozumiałe wobec faktu, że
„Krótka Rozprawa“ stanowi zwięzłą, lecz trafną syntezę wzaje­
mnych stosunków dworu, plebanii i chat—szlachty, kleru i chłop­
stwa, w połowie XVI wieku.
Największa siła wystąpienia i szczerość prawdziwego przy­
jaciela ludu cechuje Klonowicza, który, znając stosunki na Rusi
i widząc iskry pierwszych buntów kozackich, bystrem okiem
przewidywał katastrofę. Klonowiczowe skargi na ucisk kmiecy,
') Żegnam was pola.
Żegnam aę dworku
Żegnam poddane rzewliwe rzewliwy,
Przeciwko którym, jeślim nie pierzchliwy,
Anim był ciężki ornym wołom w pługu,
Uchodząc długu.
Niech wżdy chowają w pamięci mię wdzięcznej
Zbiór rytmów, wyd. Turów, str. 285.

— 130

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej

zwłaszcza ze strony żołnierzy, znajdą niejednokrotne echo w poezyi XVII wieku; szereg pism, jak „Lament chłopski“, „Satyry“
Opalińskiego, przypominają tonem pisma autora „Victoria Deo­
rum“, a niektóre wprost cytują Klonowicza, jak wierszowana
broszura Stanisława Witkowskiego p. t. „Pobudka“ (zr. 1621).')
W poemacie ostatnim znajdujemy ustępy, które są prawie
dosłownym przekładem „Victoria Deorum" ; autora jej Wit­
kowski ceni wysoko, cytując go obficie (10 razy) obok- pierw­
szorzędnych pisarzy starożytności.
Przepowiednie Klonowicza o karze niebios, czekającej
ojczyznę za ucisk kmiecy, nabierają — mimo, że dziś wiemy,
iż one są podobnie, jak wszelkie prorokowania upadku ojczy­
zny, refleksem literatury klasycznej a w XVI wieku panującą
manierą literacką — uroku wieszczej zapowiedzi. Szczególnie
jest to widocznem, gdy je zestawimy z obrazem czasów, kiedy
ogniem i mieczem niszczała Rzeczpospolita i, potopem najeźdców karani, ginęli Giganci-możnowładcy, do chwili, gdy walka
z wrogami zbratała w świadczonych usługach wszystkie stany,
a król, widząc jaśniejącą po zalewie tęczę miłości kraju, kajał
się i wyznawał, że „dla jęczenia w opresyi ubogiego pospólstwa
oraczów, przez żołnierstwo uciemiężonego, od Boga sprawie­
dliwą karę... ponosi“, i zobowiązał się dołożyć starań na przy­
szłość, „ażeby odtąd utrapione pospólstwo wolne było od wszel­
kiego okrucieństwa“ (Śluby Jana Kazimierza).
Charakterystycznem jest, że pisarze, urodzeni w Małopolsce (Rej, Szymonowiczl lub przebywający tu przez czas dłuższy,
różnią się w przedstawieniu doli ludu, wogóle w ujęciu roli
ludu od reszty pisarzy, tworząc, jakby grupę osobną. Barwność
obrazów, uczucie szczere i gorące w stosunku do przedstawia­
nego tematu, to nie tylko rezultat indywidualnych właściwości
pisarzy, ale wspólna cecha zasadnicza wszystkich autorów mało­
polskich. Większa swoboda ludu, blizkiego kozaczyźnie, organizacyi na pół rycerskiej, na pół zbójeckiej, nie pozbawionej
pewnego uroku poetyckiego, bujna przyroda, oddziaływająca tak
intenzywnie w kilka wieków później na poetów t. zw. szkoły
ukraińskiej, srogi ucisk chłopów w dobrach wielkopańskich,
zawiadywanych przez rządców zwykle nieuczciwych, którzy gro­
madzą materyał palny, co zapłonie pożarem wojen kozackich,
*) Pobudka ludzi rycerskich ku czułości i przestrodze dalszej
'vojny tureckiej. Zamość, str. F 1, verso.

— 131 —

9*

Wacław Nartowsk

odrębna psychika i obyczajowość ludu - - to czynniki, wpływa­
jące niewątpliwie na twórczość małopolskich pisarzy, nadając
jej szczególne cechy charakterystyczne,
Zbierając powyżej zaznaczone konkluzye, twierdzić należy,
że chociaż wielu poetów przemilczy drażliwą sprawę doli kmie­
cej, przecież obok pisarzy, jak: Kochanowski, Sęp Szarzyński,
Grochowski, Zbylitowski Andrzej, Janicki, Royziusz, Hussovianus, Dantyszek i inni, nie braknie poetów tak pośród szlachty,
jak i mieszczan, którzy ujmą się za ludem i wypełnią lukę,
pozostawioną przez poprzednich. Pisarze, jak : Rej, Bielski,
Korczèwski, Szczodrkowic, Stojeński, Klonowicz, Grabowiecki, Piotr Zbylitowski i Szymonowicz, to pokaźny szereg
autorów, co poświęcą przedstawieniu i zwalczaniu uciskukmiecego krótsze lub dłuższe ustępy, a nawet osobne pisma, dając
wyraz, że poezya, zarówno, jak prozą pisana literatura polity­
czna, podały sobie dłonie dla zwalczania zła dostrzeżonego.
Poeci nie pomijają stosunków pańszczyźnianych w swoich
utworach tak, że w poezyi XVI w. znajdziemy wprawdzie nie­
pełny obraz życia ludowego, jednak rozprószone po poszcze­
gólnych pismach wzmianki pozwalają zrekonstruować zarys
społecznego życia chłopa.
Fakt ten dowodzi, że literatura XVI w., jeźli nie powsze­
chnie, to w wieli! przedstawicielach piśmiennictwa nie gardziła
realnym bytem gminu, owszem, los chłopa był poważną troską
wielu pisarzy.
*
*

*

Jeźli zapytamy, dlaczego, pomimo tylu głosów poetów,
publicystów i kaznodziejów, położenie włościańskie nie uległo
korzystnej zmianie, odpowiedź na to pytanie znajdziemy w stwier­
dzeniu faktu, że poddaństwo, ta niewola chłopska, było konie­
cznością dziejową.
Stan społeczny, jakie zostawiło średniowiecze, stan równo­
wagi stanów, musiał runąć, jak świadczą przykłady innych naro­
dów, i musiała wystąpić grupa społeczna, czy byłby nią dwór
królewski, bądź książęcy, czy warstwa magnatów, czy wreszcie
szlachta, któraby, zdobywszy supremacyę nad innemi warstwami
społecznemi, zyskała środki, umożliwiające jej podniesienie
stopy życia, byt bez troski dla pielęgnowania sztuk, nauk i roz­
wijania własnej i narodowej indywidualności.
Warstwą tą, która to uzyskać mogła, musiała być warstwa
— 132

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

silna, i stało się nią rycerstwo, któremu musiały uledz klasy
słabsze lub niezorganizowane i nie posiadające zrozumienia
interesu zbiorowego ; takimi byli przedewszystkiem kmieciechłopi.
Przypomnijmy, że kultura starożytności, tak u Egipcyan,
jak Greków i Rzymian, rozwinęła się i wyrosła na podłożu nie­
wolnictwa. Tysiące helotów, tysiące socii, odpowiadających dzi­
siejszym mieszkańcom zamorskich kolonii, wyzyskiwanych przez
zaborców, musiały składać haracz krwawego potu, by na tern
podglebiu wyrósł bujny kwiat starożytnych organizacyi państwo­
wych i wydał, jako owoc, kulturę starożytną.
Czyż inaczej było w dobie odrodzenia kultury antycznej,
czyż można zaprzeczyć, że praca gminu miejskiego i wiejskiego
stworzyła warunki, potrzebne do przeszczepienia klasycznej
oświaty na grunt dworów i pałaców i umożliwiła rozwój rene­
sansu ?
Odrodzenie starożytności zapanowało nie tylko na gruzach
społecznego ustroju średniowiecza, ale i ewangelicznych zasad
miłości bliźniego ; walkę z dogmatami zostawił humanizm reformacyi, sam de facto obalił chrystyanjzm w życiu, torując miej­
sce do pięknej, ale egoistycznej kultury, która opanowała umy­
sły i serca tych, co nie chcieli, jak średniowieczni anachoreci,
śladami św. Aleksych, św. Elżbiet, dążyć do zatracenia swego
j a na rzecz ogółu, wierząc w życie zaziemskie, lecz przeciwnie
pragnęli rozwinąć wszechstronnie indywidualność, stać się homo
całą pełnią umysłu i zmysłu, choćby kosztem brudnego, ciem­
nego plebsu; i stwarza się nowy ład: Wieki Nowe. Kosztem mas
rozwijają się i bujnie kwitną jednostki.
Stan ten był powszechną koniecznością dziejową i Polska
nie była wyjątkiem. Zgniecenie i ograniczenie samodzielności
ekonomicznej chłopa było ekonomiczną koniecznością, jeźli
szlachta, nie ustępując z stanowiska wyłączności, w stosunku
do innych stanów, miała znaleźć środki, umożliwiające jej
zupełny rozwój sił i władz umysłowych. Jak przez wieki śre­
dnie społeczeństwo łożyło na utrzymanie duchowieństwa świe­
ckiego i klasztornego, dzięki czemu, kler mógł się stać ośrod­
kiem ówczesnej kultury, tak i szlachta, jako uprzywilejowana
cząstka społeczeństwa, musiała kosztem klasy niższej, miano­
wicie chłopów, uzyskać środki życia, któreby pozwoliły jej sta­
nąć na wyższym szczeblu kultury. Słowem, poddaństwo musiało
— 133 —

Wacław Nartowski.

istnieć, jeźli warstwa wyższa narodu miała się wydobyć z bar­
barzyństwa i dzikości średniowiecza, w którem tkwił ogół,
mimo że nieliczne jednostki celowały w naukach i sztukach.
Uboga szlachta mogła być świetnem rycerstwem, ale do zyska­
nia wyższej kultury, przy ówczesnych stosunkach (brak środków
komunikacyjnych, początkowe stadyum rozwoju drukarstwa,
wielkie koszta studyów naukowych, trudności utrzymania wyż­
szej stopy życia u ludzi, osiadłych po wsiach, gdzie nie istnieje
spólność korzystania z pewnych urządzeń, j^k n. p. biblioteki),
mogła się wznieść tylko kosztem innej warstwy słabszej
Wspaniała nasza kultura złotego wieku, rozwinęła się
przeto kosztem pracy chłopa polskiego ; on opłacał swym potem
drogie podróże po światło nauki za granicę, dawał podatek na
króla, dwór i wojsko, bez jego pracy nie mógłby w Polsce
istnieć wiek kultury i dobrobytu. Lecz ustrój ten, oparty na
korzystaniu wysiłków jednej klasy społecznej, nosił w sobie
zarodki zniszczenia dóbr kultury, które zgotował. Z wygaśnię­
ciem Jagiellonów poczyna się w dobie królów elekcyjnych
psuć nowe dzieło społeczne, szlachta przestaje się rozwijać,
choć pojawiają się licznie chlubne wyjątki. Mimo że dola chło­
pów się pogarsza, szlachta nie korzysta z uzyskanych środków,
by wzmocnić gmach narodowej kultury, lecz, straciwszy poczu­
cie swej misyi szczególnej, ogranicza się do dogadzania nizkim
instynktom i chyli się stale ku upadkowi moralnemu, który wre­
szcie jaskrawo objawi się w dobie saskiej.
. Konieczne było niewolnictwo, lecz przesadne nagroma­
dzenie dóbr materyalnych i towarzyszący temu upadek war­
tości moralnych, zniszczyły Greków; potrzebne było niewolni­
ctwo i zyski z prowincyi, by wznieść kulturę Romy, lecz dopro­
wadzone dó kresu, zgotowały upadek kulturalnych Rzymian
i przywróciły barbarzyństwo niewolników. Musiało istnieć następ­
nie w Europie poddaństwo do czasu, w którym zwyrodniały
feudalizm ustąpił po krwawych rewolucyach kapitalizmowi, zdu­
miewającemu dziełami kultury współczesność, lecz również
noszącemu w sobie zarodki skonu. Toczą się koła ewolucyi
w ciągłym pochodzie naprzód, łamią się karki schylonych pod
ciężarem robót pracowników, bo nic nie wyrugowało dotąd
pracy nad zdobyciem środków dla utrzymania bytu. Zmieniają
się ustroje, zmieniają aktorowie społecznego dramatu, którego
ideą przewodnią wyzwolenie sił twórczych człowieka i postępu,
134 —
/

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej

a jednak powtarza się stale zjawisko, że grupy społeczne, ko­
rzystające ekonomicznie z innych, utrzymują się tak długo
u steru, jak długo budują, dźwigają lub pomnażają kulturę naro­
dową i siłę narodową i ponoszą ofiary na rzecz ogółu. Skorp
braknie pierwiastka ofiarnictwa, grupa czy warstwa społeczna
staje się pasorzytniczą, potęguje korzystanie z usług innych
grup do granic wyzysku, czem kopie sobie grób i przygotowuje
miejsce dla elementów lub grup nowych, zdolnych do ofiarnej
pracy dla ogółu, które wynosi na uprzywilejowane stanowiska
fala ewofucyi czy rewolucyi.
Podobnie też w Polsce było. Koniecznością dziejową
powstało i trwało poddaństwo, wobec niej bezsilne były głosy
poetów i polityków; poddaństwo jednak, doprowadzone do
granic wyzysku, przy moralnym upadku szlachty, stało się wnet
przeżytkiem, podtrzymywanym jedynie wskutek rozkładu poli­
tycznego Rzeczypospolitej, — przeżytkiem, którego wspomnienie
razi dzisiaj, jak anachronizm. Wiek XVI, a raczej jego schyłek,
to jednak dopiero początek degeneracyi tej formy społecznej,
która, nieunikniona początkowo, konieczna później, stała się
w dalszym ciągu zgubną i szkodliwą, zależnie od postępującei
ewolucyi dziejowej. Że publicyści i poeci nasi wskazywali zło
w samych prawie początkach, że głosy ich nabierały siły
w miarę, jak cierpieć poczęła wskutek krzywdy społecznej
Rzeczpospolita, jako całość organiczna, to pozostanie trwałą
ich zasługą i chlubą bez względu na to, czy ogół podjął rzu­
cane myśli, czy je podeptał lub pominął, nie zwracając na nie
uwagi. Poezya, jako wyraz sumienia narodowego, spełniła zada­
nie, więc chwałę zapewnioną mają po wieki pieśniarze.
6. Poeci malarzami życia obyczajowego ludu.

Sam objekt kwestyi włościańskiej, chłop, jako jednostka,
żyjąca odrębnem życiem obyczajowem, wzbudził także zaintere­
sowanie poetów, wrażliwych na dolę społeczną ludu.
Tu znowu miejsce pierwsze należy się Rejowi. Chociaż
osłabła w poecie-reformatorze tendencya ulżenia kmiotkom, nie
znikło u nagłowskiego „rymarza“ upodobanie do prostej natury
chłopskiej Rej, typowy ziemianin, co stykał się często z chło­
pami, słuchał w czasie żniw piosenki żniwiarek i nieiaz wdał
się z prostaczkami w rozmowę, cenił zdrowy rozsadek i dowcip
— 135 —

I

Wacław Nartowski.

chłopski, cenił pracowitość. Sam samouk, nie przemęczony
naukami, znajdował upodobanie w sprycie chłopów, których
rubaszność nie raziła go zbytnio, choć opisywał „plugawość“
chłopa. Znajomość wsi, zdolność wczucia się w prostą psy­
chikę ludową, pozwoliła poecie na skreślenie szeregu obrazków
w „Zwierzyńcu“ i „Figlikach“, w których, pomimo ciasnych
ram ośmiowiersza, przedstawia świetnie bądź wójta intryganta,
bądź chłopa plugawego, bądź anegdotę wiejęką Widzimy, że
poeta nie tylko potrafił „materyą dobrą sprawić“, ale i „ośmią
wierszów“ sztucznie ją „wyprawić . Obrazków podobnych, poza
utworami Reja, nie znajdujemy w XVI wieku, jeden Kochanow­
ski sprostać może „Przymówką chłopską" nagłowskiemu poecie.
Rej, to poeta-obserwator; z równą ciekawością przyjrzy
się rozmaitym typom chłopa, czy będzie to wójt, uosobienie
rozumu wsi, czy plugawy chłop rażący niechlujstwem, czy
dowcipna dziewka — wszystko to zajmuje Reja ziemianina. Cie­
szy go rozmaitość poddanej rzeszy ; autor, niewybredny w wybo­
rze przedmiotów obserwacyi, co z zamiłowaniem podpatrywał
wronę, świnię, zajączka, miałżeby pogardzić kmiotkiem-zajączkiem, chłopem skowerą, chłopem podskubioną wroną, chłopem
plugawym, by Świnia?... Straciwszy z czasem odczucie sprawy
chłopskiej, jako bolączki społecznej, autor lubi chłopa niejedno­
krotnie dowcipnego, imponuje pisarzowi chłopska mowa, prostac­
ka, lecz dosadna, pełna plastyki, zdobiona częstemi przysłowiami.
„Krótka Rozprawa“ i „Figliki“, te dwa krańcowe punkty
ujęcia chłopa, wyrażają świetnie linię rozwojową pojęć autora
w stosunku do ludu. Od walki o prawo społeczne do bawienia
się chłopem rubachą, przypominającym prostactwem niedźwiedzia,
idzie droga ewolucyi poety. Chęć wzbogacenia się, chęć spo­
kojnego używania swego staniku, wybiła z głowy Reja kłopota­
nie się o los chłopka, którego oszczędzać radził i później, ale
ze względów użyteczności gospodarczej.
Realizm życia bije z kart pism Reja; życie codzienne, nawet
hypernaturalistyczne jego epizody, znajdują w nim zamiłowa­
nego malarza. Obrazki te proste, nie szukać tu subtelnej gry
światła i cieni, bo Rej, to nie natchniony artysta, ale szczery,
pełen talentu, domorosły rzemieślniczek, który zdumiewa pro­
stotą środków technicznych, ale zarazem bogactwem obserwa­
cyi i osobliwem, indywidualnem, rejowskiem ujęciem tematu.
Obrazki poetyckie Reja przypominają współczesne, proste ryciny,

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

ryte w drzewie, w których brak perspektywy, brak tła, a w kilku
prostych liniach zarysowują się wyraźnie charakterystyczne cechy
przedstawionego objektu.
Odmiennym jest Kochanowski; ten spoglądał na lud
z wyżyn humanistycznego Parnasu, z chłopem stykał się rzadko
i tylko urok sobótkowego obchodu mógł skłonić uczonego
dziedzica do przysłuchania się śpiewom dziewek wiejskich. Lecz
w poemacie, który napisze pod wpływem widzianego obrzędu,
poświęci poeta opisowi uroczystości zaledwie kilka wierszy.
Zadowolenie z życia wiejskiego, powodujące pochwałę wsi, nie
uchybi uczonemu humaniście, bo wsią zachwycali się i staro­
żytni poeci; pochwała Doroty nie różni się wiele od innych
erotyków poety, rozmaite zaś przejawy miłości, podane w pie­
śniach „panien“, są ustylizowaniem, odbiegającem daleko od
pieśni kmiotówien - słowem, całość nie jest obrazem realnej
rzeczywistości, ale pieśnią liryczną, osnutą około obrzędu ludo­
wego, który jest tylko ośrodkiem krystalizacyi uczué, jakie
Kochanowski pragnął opisać. Poeta traktuje w swej pieśni realne
zdarzenie, jak malarz, który szkicuje temat, by w artystycznej
formie wyrazić nastrój subjektywny. Wówczas nie zależy mu
na wiernem oddaniu epizodu, który służy jedynie jako sztafaż
dla przedstawienia własnych myśli i uczuć.
„Pieśń o sobótce“ jest bezsprzecznie cenną perłą poezyi
złotego wieku, lecz ludu ani pierwiastków ludowych nie szukać
w niej, rola ich podobna tu do roli ziarna piasku, co powo­
duje utworzenie cennego klejnotu ; rola ta, choć skromna, jednak
zaszczytna, bo klejnot, podobny formą do ziarnka poezyi ludo­
wej, lśni barwną tęczą przejawów uczuć miłosnych i pociąga
spokojnym czarem wsi polskiej.
Jeszcze bardziej obcym ludowi wiejskiemu jest P. Royziusz,
którego realistyczny opis izby cułopskiej przypomina Rejowskie
„Przypadki chłopa plugawego“, lecz jakże inaczej ujął wykwint­
ny humanista analogiczny temat. Makaroniczny wiersz i ton
ironiczny, zaprawiony humorem, sprawia, że całość czytamy
bez odrazy, bo rzeczy najdrastyczniejsze, bądź pominięte, bądź
podane w formie, która wskazuje, że poeta edentulus esse volebat, jakby określił Vates Sulmircensis. *
Ostatni zajmuje pierwsze miejsce w literaturze, pod wzglę­
dem przedstawienia chłopa i jego bytu. „Roxolania“ jest poe­
matem, który nie ma równego w poezyi złotego wieku. Trzecia
137

Wacław Nartowski.

część poświęcona tu planowo opisowi ludu, zamieszkałego na
Rusi. Autoi opisuje zarówno zajęcia rolnicze, jak i zabawy
i obyczaje, nie pominie guseł i wierzeń religijnych, które notuje
skwapliwie ; wprowadza pierwszy literackie ujęcie legendy i bajki
ludowej. Na szczególne «zjawisko literackie, jakiem jest bezsprze­
cznie omawiany poemat, wpłynął fakt, że poeta, olśniony pię­
knością barwnych ziem Małopolski, doznał szczególnych wrażeń
na Rusi. Na tle bujnego krajobrazu zaciekawił lubelskiego mie­
szczanina widok ludu o odmiennych cechach etnicznych. 'Poeta
zapragnął więc przedstawić ten nowy dla siebie świat, ufając
może, że egzotyczny opis w języku uczonych zjedna mu sławę
nie tylko u rodaków, ale i u obcego czytelnika. Zamieszczenie
opowieści o Fedorze zyskało autorowi nazwę zwiastuna roman­
tyzmu, niezasłużoną jednak, bo chociaż fantastyczna ballada,
podsłuchana niezawodnie z ust ludu, jest — mimo użyce
nieharmonizującej z całością klasycznej mitologii—zdumiewają­
cym fenomenem literatury złotego wieku, to jednak Klonowiczowi nie możemy przypisywać planowego wprowadzenia ele­
mentów ludowych do poezyi ; przygodne zaś stosowanie moty­
wów ludowych znajdowało przykład i sankcyę u autorów
klasycznych, którzy na kilka wieków przed epoką romantyzmu
uwzględniali świat fantazyi ludowej.
Klasyczną poezyę znał Klonowicz świetnie, tak, że jeden
z krytyków zaryzykował zdanie, iż dokładna znajomość litera­
tury antycznej zaszkodziła jego utworom. Jeźli będziemy pamię­
tali o tern, że ówczesny smak artystyczny kazał kopiować kla­
syczne wzory, które nęciły zgrabnymi zwrotami i figurami
retorycznemi, zrozumiemy, że poeta narażony był na wielką
pokusę, gdy bystra pamięć podawała mu barwnem reminiscencyami klasycznych autorów upstrzoną paletę. Rozległe oczytanie
pozwalało na popisywanie się cytatami, plastyczna mitologia
pociągała barwnością postaci, personifikujących siły kosmiczne.
Pokusy były wielkie. Uledz im znaczyło odpowiedzieć wyma­
ganiom czytelników i zyskać chwałę uczonego poety: nie dziw
więc, że poeta o miernej inwencyi popłynął z prądem.
Artystycznym sukcesem służby u starożytnych mistrzów
słowa jest świetna jako utwór poetycki „Roxolama“ ; wady
poddania się w niewolę poetów starożytnych skupiają się
w „Victoria Deorum“.
Dzieło, mające stać się pieśnią na cześć cnoty i przedsta138 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej-

wić wychowanie herosa, stało się summą scientiae auctoris,
istna silva rerum. Troska o doda materies spowodowała noto­
wanie i wcielanie w poemat każdej reminiscencyi klasycznej
czy biblijnej, - wiele ustępów wtrącono per occasionem, wsku­
tek'czego utwór zatracił harmonijną budowę, tak, że obok ustę­
pów, pełnych głębokich myśli lub uczucia, wyrażonego z siłą
w udatnej formie, spotykamy mnóstwo kart, których poetycka
forma osłania zupełny brak poezyi.
Gdy poeta pisze o zajęciach rolniczych wieśniaka, tradycya
literacka tak nad nim zacięży, że kopiuje w zupełności stosunki
rzymskie bez zmiany szczegółów lokalnych, dzięki czemu poe­
mat zawiera epizody o uprawie oliwki, wina, o figach i t. p.,
które wskazują, że autor niejednokrotnie zapominał o wsi pol­
skiej i pisał, jak gdyby żył w kraju twórcy „Georgik“. Szcze­
gólnie powiedzieć to można o ustępach, w których poeta pisze
o ludzie, jako klasie socyalnej; tu powtarza się powszechne
podówczas zjawisko, że autor, piszący o jakiejś sprawie, jako
zagadnieniu teoretycznem, stale opierał się na klasycznej tradycyi, prawie zawsze bez świadomości historycznej perspektywy.
Stąd Klonowicza vulgus. to albo rzymski plebs, lub grecki
(%'l/ios, —a nie gmin rodzimy. To utożsamianie polskiego chłopa
z klasycznym prototypem znajdziemy tylko w „Victoria Daorum“, w „Roxolanii“ jest rusticus postacią ojczystą, podobnie
flisak w poemacie „Flis“ i kmiotek w „Worku Judaszowym“.
W ślady autora „Figlików“ wstąpił Anonim-protestant.
Fraszki jego, na wskroś rodzime, malują w rubasznej, lecz
sympatycznej formie ówczesnych ludzi w życiu codziennem ;
autor przedstawia chłopów naiwnych i przemyślnych, me zawaha
się nawet użyć „grubej, chłopskiej mowy“, by czytelnika ubawić.
Brak fraszkom Anonima Rejowej zwięzłości i dosadności, nie
brak jednak humoru, często tak swawolnego, że „Figliki“ Rejowskie wydają się przy nich skromne, — nie brak werwy i pra­
wdy życia.
Andrzej Zbylitowsk^i wzmiankuje o chłopie w opisie życia
sielskiego, jakby dla wypełnienia całości obrazu, zależny w tym
względzie od Sobótkowej pieśni Kochanowskiego. Dwukrotny
opis żniwa przedstawia scenę gospodarza, znaną każdemu zie­
mianinowi, pozatem lud nie wzbudza uwagi poety. Piotr Zbylitowski podnosi momenta natury społecznej, zresztą nie pisze
o chłopie, Lud, jako temat literacki, wystąpi znowu u Szymo— 139

Wacław Nartowski.

nowicza, który, znając zamiłowanie Polaków do sielskości,
przedstawi pasterzy sycylijskich, skopiowanych wedle pieśni
idylicznych Teokryta, a następnie rodzimych chłopów, czerpiąc
wzory z obserwacyi w dzierżawionych wsiach Putatyńcach i Czernęcinie. Nie tu miejsce na szczegółowy rozbiór, dokonany zresztą
umiejętnie przez autora monografii o Szymonowiczu, K. Hecka,
który podzielił je na konwencyonalne i realistyczne. Tu stwier­
dzimy, że „Sielanki“ Szymonowicza to korona ówczesnych
wysiłków użycia ludu, jako motywu literackiego. Po pierwszych
próbach, spotykanych w „Pieśni o Sobótce“, po łacińskiej
„Roxolanii“ i niejednolitym, pod względem wykończenia „Fli­
sie“, jest to pierwsze, artystyczne opracowanie, opromienione
blaskiem prawdziwej poezyi, świadomego kunsztu i pełnego
talentu autora, który piękną, sobie właściwą polszczyzną maluje
sceny, pełne życia, piękna i prawdy.
Poeci, obierający lud jako temat swej literackiej twórczo­
ści, to albo ziemianie (Rej, Kochanowski, Zbylitowski i inni),
albo mieszczanie, co parali się gospodarką, jak Klonowicz
w Woli Józefowskiej, Szymonowicz w Czernęcinie i Putatyń­
cach. Ziemiańskie zajęcia poetów wpływają niemało na zdolność
przedstawienia społecznego czy obywatelskiego bytu chłopa
i wybijają na wszystkich utworach ziemiański charakter, który
jest szczególną cechą całej literatury Polski niepodległej. ') Żyjąc
wśród ludu, korzystając z pracy chłopa, stykali się pisarze
z ludem, widzieli jego zajęcia, bo nasuwały się im, jako codzienny
objekt obserwacyi, nic więc dziwnego, że poeci, nawet nie
piszący o ludzie, używać będą porównań, wziętych z życia
ludu,2) że niejednokrotnie, jak u Klonowicza, spotykamy wyra­
żenie ludowe, gdy Rej przyjmie wiele słów i język swój upo') Na ziemiański charakter literatury naszej XVI w. zwrócił uwagę
pierwszy Dr. Rostafiński w referacie na zjazd historyczno-literacki, p. t.
„O wpływie życia ziemiańskiego na literaturę XVI w.“ (Pamiętnik zjazdu,
wydany w Archiwum do dziejów liter, i oświaty w Polsce. KrakóV, 1886,
str. 58 n.).
2) Tu podamy szereg porównali, w których chłop jest przedmiotem
porównawczym; szczególnie częste są takie zestawienia u Reja, spotkamy
je także i ü innych poetów Niżej podane zestawienie nie jest zupełnem,
wystarczy jednak dla poparcia wyrażonego sądu. W „Wizerunku“ III, w.
27—8, czytamy :
„Lękł się...
Jako kmiotek, za pługiem, gdy skarb wyorywa“.

— 140 —

5lan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

dobni do mowy chłopskiej, od której przyjmie n. p. używanie
słów zdrobniałych.
Jeźli będziemy śledzili formę, w jakiej występuje lud
w poezyi, dostrzeżemy wielką rozmaitość. Pierwsza wprowadza
chłopa do literatury satyra, z niej przejdzie do dyalogów pole­
micznych, w których zyskawszy znaczne prawa obywatelstwa,
wróci jako stały temat satyry. Gdy mowa o zbytku, o zepsuciu
obyczajów, to niezawodnie nie braknie skargi na ucisk kmiecy.
Charakter, w jakim występuje chłop w satyrze, świadczy dobi­
tnie o jego losach. W r. 1543 mógł jeszcze wójt spierać się
z panem i plebanem i uskarżać się na swą biedę, później już
chłop sam nie staje przed oczy czytelnika, lecz tylko poeci
sami orędują w jego sprawie, by umożliwić byt tym, co się stali
igraszką w rękach szlachty. Rzadziej, aniżeli temat satyry, two­
rzy lud osnowę utworów epicznycli. Hussowczyk opisze rycer­
skość wieśniaczą, ale jako epizod poematu o innej treści, zato
Klonowicz nie poskąpi miejsca ludowi wiejskiemu. W „Roxolanii“ przedstawia zwyczaje i obyczaje i całe prawie życie „ara-

Tamże (III, w. 35Ü):
„Pomorty jako chłopi, gdy się swarzą. jęczą“.
Tamże (VIII, w. 701—2):
„rozum., to umie rządzić
...jako wójt, ty krzywdy miedzy nimi sądzić“.
Tamże (X, w. 65—6):
,
„Jako ten nikczemny świat, ty swe nędzne kmiecie,
Dziwne stroi k’swej myśli i ziemie i lecie“.
Na pytanie: „kto niebo toczy“, znajdujemy w „Wizerunku“ (X, w.
367—8) odpowiedź następującą :
„Bo jeśliby anieli nedzniejszyby byli,
By wszystko, jako chłopi, tak, za dzień robili“.
Inne pórównanie „Wizerunku“ (X, w 875—6) wskazuje przywią­
zane do chłopa pojęcie płacenia podatków :
„Tak, jako nas niektórzy w to pirwszy wprawiali,
Bychmy im (aniołom), jako chłopi, podatki dawali“.
Na innem miejscu tegoż utworu (VII, w. 1405--6) poeta nazywa
świat chytrym chłopem:
„Patrzejże tego chłopa, marnego, sprośnego,
Tego świata chytrego, na wszem obłudnego“.
O chłopie nie zapominano tamże (1, w.-344—5) przy wyliczaniach
przykładów illustracyjnych (enumeratio) :
,
„Gdyż zawżdy gęba plecie, o czym myśli głowa,
Oracz zawżdy o pługu z trzosłem, o lemieszu“.'

— 141

f

Wacław Nartowski

tora“, od kolebki do trumny, znajdując może w egzotyczności
treści usprawiedliwienie wyboru tematu. „Flis“, rodzaj pamię­
tnika wspomnień osobistych, nosi charakter epiczny, podobnie
ustępy „Victoria Deorum“, w których poeta kreśli zajęcia rol­
nicze.
Sielankowy ton, osnuty na tle życia ludowego, wprowadza
pierwszy Jan Kochanowski, który ujęty czarem świętojańskiej
nocy, podejmuje obrzęd ludowy jako ramę lirycznego poematu
o miłości i sielskości. Podobny refleks starożytnej poezyi idylicznej zamieścił mniej oryginalny autor „Victoria Deorum“.
W dziele tern spotykamy obok suchego wyliczania prac rolni­
czych, podany in crudo, nieprzetopionv materyał klasycznych
reminiscencyi, które, nie mając oryginalnej łączności, następują
po sobie w luźnym związku.
Podobną pochwałę sielskości kreślący Andrzej Zbylitowski wtrąca kilka epizodów, przedstawiających chłopa. W ślady
Klonowicza, Zbylitowskiego wstąpi Szymonowicz, któremu po­
wiedzie się stworzyć oryginalną, rodzimą sielankę. Sielanka
Achacègo Kmity: „Spitamegeraiomachia“ zawiera następujące cha­
rakterystyczne porównanie:
„Wódz
Nóg poprawia, do gardła bić sie gotuje,
Właśnie, jako chłop na wsi, kiedy się powadzi,
A w kupie, jako bydło, próbują się radzi.
Tam swego winowajca z dawna upatruje,
Nasiek o ziemię ostrzy, ręce wysmukuje“.
(Bibl. poi. pisarzy Ak. Um. Stoka, Pudłowskiego, A. Kmity: Powie­
ści wierszowane — wydał Adalberg 1897, w. 411—6)
Grabowiecki zestawia życie ludzkie z pracą młocka (Rymy
duchowne, str. 168, II, CLXXV):
„A jako czyni przy pracy młocko w i
Pożądny wiatr czeru'cowy,
W słonecznym ogniu z ziarn precz wieją plewy.
Aby też człowiekowi
Duch jego łaski wiecznej
Troski odwiewał “
W dyalogu „Albertus z wojny“ autor porównywa zmęczenie Albertusa do zmęczenia młocka:
„1 takem się roztrząsł i wszystek ukłócił,
Gorzej, niżbym dwa dni był cepami młócił“.
(Wyd. z r. 1649. B, verso).
W „Victoria Deorum“ przeprowadza Klonowicz paralelę między
nauczycielem a rolnikiem (R XX, str 119—20).

- 142 —

btaii włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Szymonowicza, to szczyt poezyi, apoteozującej sielskość; oparł­
szy się na literackiej tradycyi starożytności, poeta stworzył
nową formę wypowiadania myśli i uczuć, formę pełną wdzięku,
zawierającą treść rodzimą, swoistą, dzięki czemu zdobywa sa­
modzielne życie w narodowej literaturze.
Równie częstym, jak w satyrze, jest chłop w fraszce, apologu, czerpiących z rodzimych motywów. Tu „Figliki“ Reja
i nie mniej drastyczne fraszki Anomma-protestanta podchwy­
tują śmieszne lub okraszone dowcipem^ momenty życia chłop­
skiego. Fraszka przypomni o ucisku pańszczyźnianym, a pod­
kreśli charakterystyczne cechy „gbura" polskiego, wytknie
śmieszność i rubaszność, okaże spryt i dowcip, nieporadność
i głupotę. Prym dzierżą tu fraszki Rejowskie, których geneza
niejednokrotnie w twórczości ludowej, rywalizującej skutecznie
z starożytnymi Likostenesami i Fedrami. Charakterystycznem
jest, że Kochanowski we fraszkach pomija chłopa. Analogiczny
do typu spotykanego we fraszkach, chłop przejdzie do komedyi
pod postacią Albertusów, bądź Sołtysów szermujących z klechą.
Gdy zbierzemy osiągnięte wyniki dokonanej analizy, po­
wiemy, że lud wiejski występuje sporadycznie w poezyi, bądź
jako przedmiot współczucia w chłoszczącej przywary satyrze;
bądź jako przedmiot śmiechu w swawolnej fraszce ; rodzima
obyczajowość nie wzbudziła zainteresowania, raczej mniej znane
rysy życia ruskiego chłopa. Lud polski był zbyt dobrze znany
szlachcie, by pożądała opisów ; zastąpiła je sielanka, przedsta­
wiając chłopa w właściwej sobie artystycznej stylizacyi, która
dostosowywa rzeczywistość do literackich wzorów, przekaza­
nych przez starożytność, W sielance góruje przeważnie artyzm
nad weryzmem, wybujałym swobodnie w hypernaturalistycznej
często fraszce. Życie ludu na ogół niewiele interesowało poe­
tów, co wskazuje brak opisu chaty chłopskiej, opisów strojów
ludowych, zupełny brak opisu wesela i dziewosłębów. Naj­
częstszym obrazem jest przedstawianie żniwa, (podane przez
Kochanowskiego, Klonowicza, Andrzeja Zbylitowskiego (dwu­
krotnie) , Szymonowicza i Miaskowskiego), sceny zbiorowej,
którą mógł widzieć każdy poeta, nie zbliżający się zbytnio do
ludu. Uwagę poetów zajęły pewne prace rolnicze : chłop orzący,
młocek, żeniec to najczęściej spotykane postacie chłopa. Czę­
stym jest także chłop-pasterz Kilku poetów opisuje wracające
pod wieczór bydło.
— 143 —

I

Wacław Nartowski

Jako motyw literacki ujmują pisarze chłopa w trojaki
sposób albo :
1) podkreślają moment społeczny (znaczenie socyalne chłopa, jego niedola społeczna) ;
2) starają się oddać rzeczywistość w ujęciu reali­
sty c z n e m ;
3) przedstawiają chłopa jako idealnego pracowni­
ka, zadowolonego z swego bytu, w stylizacyi
idy licznej.
Wszystkie te rodzaje literackiego naświetlania ludu wiej­
skiego znajdujemy w poezyi XVI w. : i społeczny kąt widzenia
satyry, i idyliczny sielanki, i realistyczny komedyi i epiki, bądź
też realistyczno-humorystyczny, występujący we fraszce i ko­
medyi ; wszystko to spotykamy w poezyi wieku, w której
nierzadko mówi się o ludzie wiejskim, ale życia ludo­
wego w niej braknie. Mówi się o chłopie, jako jednostce
społecznej i gospodarczej, indywidualne jednak życie ludu nie
znalazło wyrazu w poezyi, bo na nie nie zwracano uwagi. Jeźli
życie stanu przewodzącego w Rzeczpospolitej i jego poszcze­
gólne przejawy zarysowują się dobitnie w pismach poetów,
z życia ludowego spotykamy tylko fragmentaryczne strzępki,
które z biedą pozwalają zrekonstruować zarys życia gminu
wiejskiego.
Na odzwierciedlenie psychiki ludowej zdobyła się w części
dopiero poezya XIX w., nie szukać więc obrazu życia ludowego
w poezyi XVI w., ta pozostawi nam jednak cenną spuściznę
ciekawych „szkiców węglem“, które zarysują chociaż tylko
ogólne kontury życia chłopskiego ; chłopa, jako indywidualno­
ści odrębnej, nie przedstawi twórczość poetów złotego wieku,
podobnie bowiem jak w organizmie politycznym wyparty w mej
został chłop przez szlachtę na szary kąt literatury, (analogiczny
to objaw do innych literatur, n. p. niemieckiej i czeskiej).
Zamykając sądy, określające stosunek poezyi do ludu
w XVI w,, niech nam będzie wolno przytoczyć sąd nestora
naszej historyki literackiej, St. Tarnowskiego, który rozważając
potrzeby historyi literatury polskiej, następujące wygłosił zdanie :
„Lubimy nadewszystko zajmować się poetami: niechby
i tak było, byleśmy w nich szukali nie tyle estetycznego lub
uczuciowego, ile historycznego i cywilizacyjnego pierwiastku,
i z tego na nich patrzyli stanowiska... Historya literatury ma
— 144 —

Stau włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

być obrazem nie samej tylko artystycznej produkcyi ani sa­
mego stanu uczuć w narodzie, ale obrazem jego pojęć,
jego myśli, jego rozumu w różnych czasach i na ró­
żnych polach. Ona ma być przygotowaniem materyału dla
historyi oświaty i jej ułatwieniem, ma być pomocnicą i towa­
rzyszką historyi przez to, że szuka w książkach początków,
zwrotów lub śladów tych myśli i dążeń, które tam ukazują się
pod formą zdarzeń, ona ma być sposobem, poznania naro­
dowego charakteru i narury i zastępować choćby w małej
mierze... narodową psychologię“ ’),
Zrealizować życzenia powyższe było staraniem autora tej
pracy, a okoliczność ta, bez względu na ocenę wyników, niech
wytłumaczy układ pracy i sposób odnoszenia się do rozpatry­
wanych płodów Muzy narodowej.

Wyjaśnienie tytułu „Victoria Deorum“.
Różnie tłumaczono tytuł największego pisma Klonowicza,
a dr. Garlicki, uważając tytuł dzieła za rzecz szczególnie ważną,
poświęcił rozpatrywaniu tej kwestyi osobny rozdział w swej
rozprawie. 2) Rezultat swych dociekań Garlicki streszcza nastę­
pująco : „Klonowicz wyrazu Dei, który czytamy w napisie, nie
odnosił ani do samych bóstw pogańskich, jak to przekonany
być się zdaie Kraszewski8) i Wiszniewski,4) ani tylko do samego
Boga chrześcijańskiego, jak usiłuje koniecznie naciągnąć Macie­
jowski,5) lecz tą zbiorową nazwą chciał oznaczyć obu przed­
stawicieli cnoty i Jowisza, zwycięzcę dawnych olbrzymów,
i pogromcę wszelkich błędów, Boga chrześcijańskiego“. Garlicki
przypuszcza nadto, że autor wybrał ten właśnie tytuł dla wzbu­
dzenia ciekawości i zainteresowania czytelników.1
1) Tarnowski St.: O stanie obecnym historyi literatury polskiej
i jej potrzebach. (Archiwum do dziejów oświaty i literatury w Polsce:
t. V. str. 89).
2) Uwagi nad S. F. Klonowicza poematem „Victoria Deorum“.
(Sprawozdanie gimn. Brzeżany, 1884, str. 8—9).
3) Nowe studya literackie, t. I. str. 179 n.
4) Literatura polska, t. VII, sir 296.
r) Piśmiennictwo polskie, t. 1, str. 538.
Î 46 —

10

Wacław Nartoubki.

Wywody Garlickiego obalają hipotezy Wiszniewskiego
i Maciejowskiego, a dają w ich miejsce sumę obu. Argumentem,
mającym przemawiać za tą interpretacyą, ma być okoliczność,
że Klonowicz, jak to zauważył pierwszy Mierzyński, używa stale
mitów za alegorye. Autor rozprawy wyciąga jednak z tego zało­
żenia jednostronny wniosek, bo uważa wprawdzie Gigantów
jako alegoryę możnowładców, ale Jowisza uznaje w dalszym
ciągu za mitycznego pogromcę olbrzymów.
Powyższe tłumaczenie Garlickiego, chcąc pogodzić dotych­
czasową interpretacyę, nadaje tytułowi dualistyczny charakter,
pogańsko-chrześcijański, sprzeczny z chrześcijańskim duchem
poematu (Nos Christicolae). Hipoteza Garlickiego, pomimo
braku naukowego umotywowania, przyjęła się, gdyż była ostałniem słowem w tej kwestyi. Dopiero w 1911 r. piszący o „Victo­
ria Deorum“, Kazimierz Lewicki, stwierdza po streszczeniu wywo­
dów Garlickiego, że tłumaczenie to „nie. bardzo godzi się
z właściwą treścią“. ') Sąd ten jest zbyt ostrożny, bo śmiało
nazwać go można dowolnem przypuszczeniem, które, miasto
sprawę wyjaśnić, gmatwa ją w ciągu daiszym.
Czyżby więc tytuł dzieła miał zostać nadal zagadką?
Spróbujemy poniżej naszkicować inne wyjaśnienie tytułu,
opierając się ściśle na tekście, by uzyskać ieźii nie pewność
wywodu, to przynajmiej uchronić się od snucia fantastycznych
legend, pozbawionych naukowej wartości.
Tytuł dzieła brzmi : Victoria Deorum in qua conti n etn r vcri herois educatio.
.
Kluczem do zrozumienia tego napisu będzie określenie
znaczenia wyrazu Dei\ zbadamy więc najpierw, w jakiem zna­
czeniu poeta używa wyrazu Deus, Dei, ny módz na tej pod­
stawie wnioskować dalej.
Szukając w tekście, ujrzymy zaraz na odwrotnej stronie
karty tytułowej wzmiankę o „diis nianibus Stephani régis“, któ­
rego kilka wierszy dalej nazwie autor „patriae indiges“. W dal­
szym ciągu znajdujemy na str. 39, Rozdz. V, nazwanie Adama
ojcem królów i bogów (Pater r e g u m q u e d e u m q u e). Inny
ustęp na str. 141, Rozdz XXI, wzmiankuje, że rozkoszy unikali
dawni: duces divumque nepotes. Na str. 148, Rozdz. XXII, czy') Sprawozdanie gimnaz. Stanisławów, 1911, str. 13.

146 -

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

tamy: „Verum quid prodest abavus Caesarque Deusque
Degeneri“.
Na innem miejscu wyjaśnia autor, że nie chce lekceważyć
zasług przodków: „propositi mei non est offendere manes semideum“ (str. 143). Gdzieindziej czytamy na marginesie: „Divites
tantum in deos referti“ ; w tekście zaś:
„Crassus, Midas, Caesar...
Nempe Deos fortuna facit“ (str. 173).
Nadto znajdujemy następujące wzmianki:
„Reges esse deos mortales
...moitalia numina reges“ (str. 247).
Poeta przeciwstawia privatos equues — divosque monar
chas (str. 517).
„Nec dedignetur, nec vos fastidiat olim
Magna Deum sériés et continuanda vetusti
Spes generis Jagelloniacae, spes altera gentis
Wladislaus avo pronepos illustris, utroque
Sanguinis egregii... puer...“ (str. 676).
Młodego Zamojskiego nazywa poeta:
„Tu s em i d e i...
Filius Herois...“ (str. 680).
Dlaczego nazywa królów bogami a bohaterów półbogami,
to szczery poeta, który nie ukrywał tajników sztuki poetyckiej
i w przedmowach wyznawał szczerze swe kłopoty autorskie,
bądź wyjaśniał sposób pisania, obszernie wytłumaczy w pierw­
szej przedmowie „Victoria Deorum“, dedykowanej najpierw
Firlejowi. Tu czytamy:
„Her ou m excellentes et illustres animi non vulgari via dece
dunt, sed mortis beneficio consecrantur et recta ad superos proficiscuntur in divosque referuntur“.
Tamże pisze następnie:
„Eius modi decessus nil est aliud quam apotheosis bonoium
virtutum. Ideo quoque semideos et indigetes vocavit antiquitas, quia
divinitatis suo modo efficiuntur participes, dum ad animam humanam
accedit coelestis et immortalis afflatus et agitatiu“.
Autor wstępujący w ślady starożytnych, którzy nazywali
półbogami Achillesów, Ajaksów, Sarpedonów, Herkulesów, pój­
dzie za tradycyą literacką, urobioną przez Homera, Pindara,
— 117 —

10

Wacław Nartowski.

Wergilego, którzy uzyskali nieśmiertelność za opiewanie deorum
heroum, bonorum virorum.1)
Przytoczone przykłady pozwalają na stwierdzenie, że Klonowicz nie używa wyrazu deus, dei, wyłącznie na oznaczenie
Boga chrześcijańskiego, który ma zwykle epitety optimus i maxi
mus, ani też nie ogranićza do świata bogów olimpijskich z Jowi­
szem na czele, ale bogami nazywa także królów (Caesar, Jagellonowie i t. p.). Bpi te t divus towarzyszy stale królom i władcom,
a bohaterowie i mężowie zasłużeni, otrzymują nazwę półbo­
gów: semidei, iipvtieoí. To pozwala na wysnucie wniosku, że
w niektórych wypadkach słowo deus = rex.
Do nazywania bogami królów upoważnił poetę, prócz
tradycyi klasycznej, drugi równie ważny dla mego autorytet
powaga Pisma świętego.
Pośród psalmów Dawida znajdujemy psalm, zaczynający
się od słów: „Bóg stanął w zgromadzeniu bogów a pośrodku
bogi sądzi“ (Deus stetit in synagoga Deum, .» W psalmie tym
(82) wzywa Bóg królów do czynienia sprawiedliwości i opieki
nad ubogim, nędznym, sierotą i tak przemawia : „Jam rzekł :
jesteście bogowie i synowie najwyższego wszyscy...“
Psalm 82, jak wogóle cały psałterz, był znany całej
ówczesnej oświeconej powszechności, powoływano się nań czę­
sto, znał go też Klonowicz, jak to wskazują słowa przedmowy
do Firleja; „Deus opt(imus) max(imus), qui reges ornat., qui
illos deos et facit et vocat statque in coetu et in synagoga
illorum, ut verbis Davidis utar...“ -).
Stwierdzenie, że Klonowicz używał wyrazu deus także
jako synonimu słowa rex, pozwoli w nowy sposób wytłuma­
czyć tytuł poematu „o prawdziwem szlachectwie®
Nie każdy król miał według Kionowicza prawo do tytułu
boga, tylko ten, co odznaczył się bohaterskiemi cnotami ; król
zły to tyran podług nomenklatury Acerna. Stefan Batory, któ­
rego chwałą miał być wypełniony poemat w pierwotnej redakcyi, przedstawiał w oczach poety typ boga ziemskiego. „Divinus ille princeps non mortuus esse, sed apparere desisse videtur,
in concionem Deorum immortalium non tarn admissus quam
adscitus“.
W dalszym ciągu dedykacyi do Firleja nazywa poeta Ba*)■ Epistula dedic. do Firleja, str. A„ verso.
2) L. c., str. A;*, verso.

— 118

Stan włościański w utwoiach poetyckich doby renesansowe].

torego herosem, bóstwem opiekuńczem kraju (tanquam patriae
indigetem), którego czyny są boskie tgestina, divina) i w jego
boskie ręce (manus sanctae) składa swe dziełoJ). Następnie
nadmienia, że Batory : „roís wáXai ŤjfivMeois Kai ripoxri“ Hon tantum
conferendus verum etiam praeferendus esse videtur“.2)
Batorego uwielbiał Klonowicz i ubóstwiał, życząc mu
zwycięstwa nad butną szlachtą, która mu przypominała nie­
sfornych Gigantów, w poemacie więc prócz pochwał króla
chciał podnieść aureolę władzy królewskiej, wszak wyznaje
w przedmowie do Firleja, że skoro „Bóg królów zdobi, im
daje swoją władzę sądzenia i czyni ich bogami... to niemożliwem jest, by nie troszczył się i nie miłował tych, co blask
i chwałę królów opiewają i rozpowszechniają“.
Nie znamy pierwszej redakcyi „Victoria Deorum“, którą
poeta szereg lat po śmierci Batorego przerabiał, lecz znany
nam tekst poematu, choć o zmienionej może tendencyi, nie jest
w niezgodzie z tytułem. „Victoria Deorum“ zawiera istotnie
„regiam materiam“; „educatio herois“ to przedewszystkiem
króla, senatora, szlachcica. Jeźli zdś uwzględnimy, że wierszo­
wany traktat Klonowicza należy, jak to wykazał K. Lewicki, do
bogatego skarbca pism, których tytułem: Educatio principes,
De principe itp., a więc tworzy jedno z ogniw ówczesnej rene­
sansowej literatury paranetetycznej — to zrozumiemy znacze­
nie tytułu.
Ideałem lubelskiego poety był król - heros i heroiczna
półboska szlachta, wspierająca króla, którą „virtus nobilitat“,
bo „virtute metimur bonos animique valoje“, przytem winna
cechować bohaterów „sapientia parta labore“ i dzielność fizy­
czna, by mogli zatryumfować nad złością sług szatana (Gigan­
tów) i nad barbarzyństwem i głupotą tłumu.
Dlatego „Victoria Deorum“ oznaczała w języku poety
Victoria regum, co znowu równało się Victoria heroum et virtutis, bo król musi być herosem, by zasługiwał na nazwę boga,
na herosów zaś namaszcza jedynie cnota, niezależna od uro­
dzenia.
Zwycięstwo królów-bogów chciał wieszczyć skromny poetamieszczanin ; królów, nad którymi włada wszechwładnie Stwórca,
■) Epist. dédie. Nicol. Firlei, str. A:i recto.
-) Ibidem, str. A4 verso


149

-

Wacław Nartowski.

król królów — stąd pozornie zagadkowy tytuł poematu, który,
by zgodnie z walorem treści przetłumaczyć, brzmiałby „Zwy­
cięstwo króla-Ducha“, bądź „króla z Ducha“, choć przyziem­
nego Acerna nie stać było na genialną koncepcyę, jaką dał
w kilka wieków później niepospolity odkrywca nowych „prawd
z ducha“, Juliusz Słowacki.

Literatura przedmiotu.
Źródła poetyckie uwzględnione w pracy.
1. Biernat z Lublina: Ezop. (1522) wydał I. Chrzanowski. (Bibl.
pisarzy poi. Ak. Urn., 1910).
2. Nicolai Hussoviani: Carmina edidit Pelczar, Crac. 1894.
(Corpus antiquissimorum poetaruni Poloniae latinorum, vol. IV).
3. Sąd Parysa królewicza trojańskiego 1542. Najdawniejsza
gra polska, wydał Hieronim fcopaciński. (Prace filologiczne, t. V,
Warszawa, str. 455 —516).
4. Jacobi Philomusi Locher: Judicium Paridis, b. r. (Egz.
Bibl. Ossol. Nr. 8.886).
5. Rej Mikołaj : Krótka rozprawa między panem, wójtem a ple­
banem, 1543, wydanie Zawilińskiego. (Bibl. pisarz poi. Ak. Urn . 1892).
6. Rej Mikołaj : Wizerunek żywota człowieka poczciwego, wydał
St Ptaszycki, Petersburg, Warszawa, 1881—8.
7. Rej Mikołaj: Zwierzyniec, wydał W. Bruchnalski. (Biblioteka
pisarzy poi. Ak. Urn., 1895).
8. Rej Mikołaj: Figliki, przedruk homograficzny, wydal Wiktor
Wittyg, Kraków, 1905.
9. Rej Mikołaj : Zwierciadło (Apophtegmata, Przedmowa do
Polaka stanu rycerskiego), wydał J. Kallenbach. (Biblioteka dzieł wybo­
rowych, Nr. 308).
10. Stanisław ze Szczodrkowic: Rozmowa pielgrzyma z gospo­
darzeni, o niektórych ceremoniach kościelnych, 1549, wyd. Celichowski. (Bibl. pisarzy poi. Ak. Urn., 1900).
11. Korczewski Wit : Rozmowy polskie, łacińskim językiem prze­
platane, 1553, wydał Karłowicz. (Bibl. pisarzy poi. Ak. Urn., 1889).
12. Kochanowski Jan. Pisma, wydanie pomnikowe, 3 t. War150 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

szawa. — Pieśni ksiąg czworo (Bibl. powszechna, Nr. 559-60,
Złoczów).
13. Petrus Royzius Maureus : Carmina. Pars I i II edidit Kruczkiewicz. Crac., 1900.
14. (Piotr Stojeński-Statorius) : Proteus abo Odmieniec, 1564,
wydał Wł. Wisłocki (Bibl. pisarzy poi. Ak. Urn., 1890)
15. Bielski Marcin: Satyry. Sen majowy. Rozmowa baranów.
Sejm niewieści, wydał Wł. Wisłocki. (Bibl. pisarzy poi. Ak. Urn., 1889).
16. Grotowski Jan: Sokrates b. m. d. i r. w.
17. Bielski Marcin: Komedya Justyna i Konstancyi
wydał
Wierzbowski, Warszawa, 1896. (Bibiioîeka zapomnianych poetów i pro­
zaików polskich XVI -XVIII).
18. Joachim i Anna (komedya o niepłodności Anny S. z Joa­
chimem), wydał J. I. Kraszewski. (Ateneum, 1841, t. II, str. 95 n.).
19. Stoka, Pudłowskiego, Kmity; Powieści wierszowane (Kmity:
Spitamegeronomachia) wydał S. Adalberg (Bibl. pisarzy polskich Ak.
Urn., 1897).
20. Grabowiecki Sebastyan : Rymy duchowne, wydał Korze­
niowski. (Bibl. pisarzy poi. Ak. lim., 1893)
21. Anonim-Protestant : Erotyki, fraszki, obrazki, epigramaty,
wydał I. Chrzanowski. (Bibl. pisarzy poi. Akad. Urn., 1903).
22. Ciekliński Piotr: Potrójny z Plauta, 1593, wydał Czubek.
(Bibl. pisarzy poi. Ak. Urn., 1891).
23. Klonowicz Seb. Fabian: Pisma poetyczne polskie, wydanie
Turowskiego, Kraków, 1858.
24. Klonowicz Seb. Fabian: Roxolama, przedruk, wyd. Mierzyń­
ski, Berlin, 1857.
Klonowicz Seb. Fabian : Ziemie Czerwonej Rusi, przekład Kon­
dratowicza. (Bibl powsz., Nr. 17, Złoczów).
25. Klonowicz Seb. Fabian: Victoria Deorum, b. r. i m. w.,
26. Klonowicz Seb. F. Flis, wyd. St. Walewskiego, Chełmno
1862.
Klonowicz Seb. Fabian: Dzieła, wydanie Bobrowicza (Bibl.
kieszonkowa klasyków polskich), 2 tomy, Lipsk, 1836.
27. Rybiński Jan: Gęśli różnorymych, księga 1. 1593. (Egz.
Bibl. Ossol. Nr. 14.689).
28. Zbylitowski Andrzej: Wieśniak, wydał Wierzbowski, 1893.
(Biblioteka zapomnianych poetów i prozaików poi )
29 Andrzeja i Piotra Zbylitowskich : Niektóre poezye wydał
Turowski, Kraków, 1860.
151 —

Wacław Nartowski.

30. Szarzyński Sęp Mikołaj : Poezye, wydał Chrzanowski. (Biblpisarzy pol. Ak. Um., 1903).
31. Grochowski St. : Poezye, 21., wydał Turowski, Kraków, 1859.
32. Miaskowski Kasper: Zbiór rytmów, wydanie Turowskiego,
Kraków, 1861.
33. Szymonowicz Szym. : Sielanki. wyd.WęcIews. Chełmno 1864.
34. M. W. : Gospodarstwo dla młodych a nowotnych gospodarzów, teraz znowu na ten rok poprawione i rozszerzone, 1596. (Egz.
Bibl. Ossol. Nr. 45.637).
35. Sołtys z klechą, z wydania z r. 1616, wydał Wierzbowski.
(Bibl. zapomnianych poetów i prozaików XVI—XVIII w. Warsz , 1902)36. Komedya mięsopustna. (Prace filologiczne, t. II, str. 538 n.).
37. Prostjch ludzi w wierze nauka (Prace filologiczne, t. 111,
str. 313—56).
38. Albertus z wojny, b. r. i m. w. (Egz. Bibl Ossol. Nr. 214).
Toż, inne wydanie, Kraków 1649. (Egz. Bibl. Ossol. Nr. 213).
39. Wyprawa plebańska, Kraków, 1696. (Egz. Bibl. Ossol.
Nr. 66.357).
40. Szymonowicz Sz. : Flagellum livoris, 1588, Cracoviae. offic.
Lazaři (Egz. Bibl. Ossol. Nr. 4.496)
41. Wiersze polityczne, przepowiednie, satyry, paszkwile z XVI
w., wydał Wierzbowski. (Bibl. zapomnianych poetów i prozaików, War­
szawa, 1907).
42. Trzy nieznane dyalogi z w. XVI, wydał Ceiichowski Zyg­
munt, Poznań, 1899 (Rozprawa krótka a prosta o niektórych cere­
moniach a ustawach kościelnych. Pokusy szatańskie, rozmowa szatana
z grzesznikiem. Rozmowa księdza z popem).
43. Petrus Royziusz : Decisiones Lituanicae, Cracoviae, Siebeneicher, 1563. (Egz. Bibl. Ossol. Nr. 14.425, także rękopis, Ossol Nr. 15)
44. Peregrynacya dziadowska (1614), przedruk J. I. Kraszew­
skiego. (Pomniki do historyi obyczajów w Polsce, Warsz., 1843).
45. Witkowski Stanisław : Pobudka ludzi rycerskich ku czuło­
ści i przestrodze dalszej wojny tureckiej, Zamość 1621. (Egz. Bibl
Ossol. Nr. 18.679).
_________

Pisma prozaiczne.
1. Codex e.pistularum XV seculi t. III, edidit Lewicki (Monumenta medii aevi historica, wydaw. Akad. Urn., Kraków, 1894).
2. Działyński : Zrzódłopisma do dziejów Unn Korony Pol
skiej, 1850.
152

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

3. Modrzewski: O poprawie rzeczy pospolitej, wyd. Turow­
skiego i wyd. Bibl. Mrówki.
4. Krasiński : Polska czyli topograficzno - polityczne opisanie
Polski w w. XVI, przekład Budzińskiego, Warszawa, 1852.
5. Kromer Marc.: Polonia, 1575. Polska czyli o położeniu,
obyczajach, urzędach Rp., przetłumaczył Syrokomla, Wilno, 1853.
6. Wolan: O wolności, wyd. Turowskiego. Krak. 1859.
7. Wotum szlachcica polskiego pisane na sejmiki i sejm r. 1606.
(Egz. Bibl. Ossol. Nr 18.108).
8. Rozmowa Polaka z Litwinem, 1564, wydał Korzeniowski.
(Bibl. pisarz, poi. Ak. Urn. Kraków, 1890).
9. Białobrzeski Marcin: Poslilla ortodoxa. Kraków 1581.
10. Gostomski Anzelm: Notáty gospodarskie czyli Guspodaistwo, wydał Radwański, Kraków. 1856.
11. Skarga P. : Kazania sejmowe, wydał 1. Chrzanowski. (Bibl.
dziel chrześcijańskich, Warszawa 1912).
12. Postępek prawa czartowskiego przeciw narodowi ludz­
kiemu 1570, wydał Dr. Benis. (Bibl. pisarz, poi. Ak Urn., Kra­
ków, 1892).
13. Śmiglecki : O lichwie i wyderkach, czynszach, spólnych
zarobkach, najmach, arendach i o samokupstwie krótka nauka,
V wyd., Kraków, 1619.
14. Święcicki Jędrzej Opis Mazowsza, przetłómaczyl i wydał
Władysław Smoleński. (Pisma historyczne, t. I., str. 55 —110).
15- Czechowic (?) : O urzędzie miecza, 1583. (Egzemplarz Bi­
blioteki Czartoryskich w Krakowie).
1
16. Galii Chronicon, edidit Finkel et Kętrzyński, Lwów, 1900-

Opracowania.
1. Maciejowski W. A. : Piśmiennictwo polskie od czasów naj­
dawniejszych do r. 1830, 3 t„ Warszawa, 1851—2.
2. Tegoż, Polska aż do pierwszej połowy XVH wieku pod
względem obyczajów i zwyczajów, 4 t., Petersburg-Warszawa, 1842.
3. Wiszniewski M. : Historya literatury polskiej, 9 t.
4. Briickner A Dzieje literatury polskiej, 2 t., Warszawa, 1903.
5. Tenże, Literatura religijna w Polsce średniowiecznej. War­
szawa, 1902, t. L, Kazania i pieśni. (Bibl. dzieł chrześcijańskich).
6. Briickner A.: Róznowiercy polscy, Warszawa, 1905.
7. Bruchnalski W : Twórczość pisarska M Reja. Rozpr. Ak.
153 —

Wacław Nartowski

Um., wydz. filol., t. 44, 1908. — Tenże, Pojęcie i znaczenie poezyi
u poetów polskich XVI w. (Eos, VI, 1900). — Tenże, Literatura rene
sansowa, wykłady uniwersyteckie.
8. Kawczyński M O początkach poezyi polskiej (Kwartalnik
histor , 1889).
9. Tarnowski St. : Pisarze polityczni XVI w., 2 t„ Kraków, 1886.
10. Dobrzycki Stan. : Pieśni Kochanowskiego. (Rozpr. Ak. Um.
w. filol., t. 43, 1906).
11. Piłat R. : Historya literatury polskiej. Wykłady uniwersy­
teckie, wydane pod redakcyą W. Bruchnalskiego, t. II, część 1 i 2.
Historya poezyi polskiej w XVI i w trzech pierwszych dziesiąt
kach lat w. XVII (1500 — 1632), Lwów, 1909.
12. Kallenbach J. : Historya literatury polskiej za Zygmunta III,
wykład) uniwersyteckie. Lwów, 1907
13. Grabowski T. : Literatura aryańska w Polsce. Kraków, 1908.
14. Biegeleisen H : Dzieje literatury polskiej, 5 t Wiedeń, na­
kład Bondego, 1898—1901.
15. Chrzanowski I. : Marcfti Bielski. Warszawa, 1906. — Tenże:
Historya literatury niepodległej Polski, wyd. II, Warszawa, 1908.
16. Windakiewicz St. : Teatr ludowy w dawnej Polsce. (Roz
prawy Ak. Urn. w. filol., t. 36, str. 1—231, Kraków, 1903).
17. Sinko T. : De Romanorum viro bono (Rozprawy Ak. Urn.
w. filol., t. 36, str. 251—300. Kraków, 1913)
18. Hahn W.: Literatura dramatyczna w Polsce XVI wieku.
(Archiwum naukowe, dział I, t. 3. zesz. 3. Wyd. Tow. dla popie­
rania nauki polskiej. Lwów, 1906).
19. Heck K. : Szymon Szymonowicz, jego żywot i dzielą,
część 1. (Rozpr Ak. Urn. w. filol., t. 33; część II i III, tamże, t. 37.
Kraków, 1903)
20. Bobowski M. : Polskie pieśni katolickie od najdawniejszych
czasów do końca wieku XVI. (Rozpr. Ak. Urn. w. filol., t. 19, str.
I 475. Kraków, 1893).
21. Kot Stan.: Wpływ starożytności klasycznej na teorye po­
lityczne Andrzeja Frycza z Modrzewa. (Odbitka z Rozpraw. Ak.
Urn. Kraków. 1911).
22. Pamiętnik zjazdu historyczno-literackiego im. Kochanow­
skiego. (Archiwum do dziejów literatury i oświaty w Polsce, t. V.
Kraków, 1886).
23. Garlicki T. : Uwagi nad Seb. F. Klonowicza poematem
Victoria Deorum. (Sprawozd. gimn. w Brzeżanach, 1884).
154 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

24. Kantecki A.: Sebastyan Klonowicz i jego poemat o Rusi.
(Przewodnik naukowy i literacki. R. W, str. 918—944, 1044 -53.
Lwów, 1875).
25. Uhma Roman: O życiu i pismach Klonowicza. (Sprawozd.
gimn. IV we Lwowie, 1884).
26. Lewicki Kazimierz: Klonowicza Victoria Deorum. (Sprawozd.
1 gimn. w Stanisławowie, 1911).
27. Lubowicz: Lublińskije wolnodumcy XVI w. Warszawa, 1902.
28. Smoleński Wład.: Szlachta w świetle własnych opinii. (Pisma
historyczne t. I, str. 1—36. Kraków, 1901).
29. Nehring Wł. : Altpolmsche Sprachdenkmäler, Berlin, 1886.
30. Karłowicz J. : Czary i czarownice w Polsce. (Wisła, t. I.).
31. Hausen J : Zauberwahn, Inquisition u. Hexenpiozes, Leip
zig, 1900.
32. .Strimmer H. : Der römische Sclavenstand dargestellt nach
den Gedichten des Horaz. (Program des Gymn. zu Meran. 1883).
33. Piotr Sartori : Moneta dla zmarłych. (Jahresbericht d. Gymn.
zu Dortmund, 1899)..
34. Tenże, Die Speisung der Toten. (Jahresbericht d. Gymn.
zu Dortmund, 1903).
35. Stoilov: Novae za převoz. Karadzic t. III, str. 153—7,1901.
36. GawelekF. : Przesądy, zabobony, środki lecznicze ! wiara ludu
w Radłowie. (Materyały antrop., archeol., etnograf, Akad. Urn , t. XI).
37. Lud
pismo etnograficzne, tomów 17, Lwów.
38. Ateneum — Biblioteka Warszawska.
39 Gargas : Poglądy ekonomiczne w Polsce XVII wieku. II
wydanie, Lwów, 1903.
40. Scherr Joh.: Deutsche Kultur u. Sittengeschichte. XI Auflage,
Leipzig, 1902.
41. Paczowskyj M.: Narodnyj pochoronnyj obrjad na Rusy. (Zwit
Akademicznoj gimnazji, Lwów, 1903).
42. Basiński St. ; Roxolania Klonowicza w stosunku do poezyi
łacińskiej. (Sprawozdanie gimnazyalne w Sanoku, 1896). Rec. Nogaja
podaje Eos t. IV, str. 105.
43. Jankowski W. : Podania we Flisie. (Pamiętnik literacki, 1902).
44. Mierzyński A. : De vita, moribus scriptisque latinis S. F.
Acerni, Berlin, 1857.
45. Möller H. : Die Bauern in der deutschen Literatur des XVI
Jrh. Dissert. Berlin, 1902.



155

Wacław Nartowski

Najważniejsze dzieła, odnoszące się do hisioryi chłopa
polskiego w XVI w.
1. Bobrzyński Michał: Dnieje Polski, 2 t., III wydanie. War­
szawa 1887.
2. Tenże: Karta z dziejów ludu wiejskiego. (Rocznik Ak. Um.
1891/2. Kraków).
3. Gorzycki K. : Zarys społecznej historyi państwa pplskiego.
Lwów, 1901.
4. Kutrzeba St. : Historya ustroju Polski w zarysie, Lwów
1905.
5. Balzer O
Konstytucya 3-go maja. (Studya nad historyą
prawa polskiego, pod redakcyą O. Balzera, t. II, str. 305—84).
6. Bujak Fr. : Studya nad osadnictwem Małopolski, część I.
(Rozprawy Ak. Urn. w histor. filoz., t. 47, 1905).
7. Pntkański K.: O pochodzeniu wsi polskiej. (Ognisko,
r. 1903. Warszawa).
8. Lubomirski T. J. : Rolnicza ludność w Polsce od XVI do
XVIII w. Warszawa, 1862, i Biblioteka Warszaw., 1858—62.
9. Ulanowski B. : Wieś polska pod względem prawnym od
w. XVI—XVIII. (Przegląd polski, 1894, i Rocznik Ak. Urn. 1893/4).
10. Piekosiński Fr.: Zdobycze szlachty polskiej w dziedzinie prawa
publicznego w wieku XV. Kraków, 1900. Rec. Rembowski w Bibl.
Warszawskiej, 1901, t. 1.
11. Guradze Fr. : Der Bauer in Posen. Beiträge zur Geschichte
der rechtlichen u wirtschaftlichen Hebung des Bauernstandes der jet­
zigen Provinz Posen, durch den preussischen Staat im /|. 1772
bis zum 1805. (Zeitschrift der Historischen Gesellschaft f. Provinz
Posen. Poznań, 1898, t. 13).
12. Lubomirski J. T. : Północno Wschodnie wołoskie osady
(Bibi warsz., 1855, t. IV).
13. Greveniz F A : Der Bauer in Polen. Berlin, 1818.
14. Knapp: Bauernbefreiung und der Ursprung der Landarbei
ter in alt. Teilen Preussens, 2 t. Leipzig, 1877 (wstęp).
15. Hüppe S. : Verfassung der Republik Polen. Berlin, 1867.
16. Smoleński Wł.: Pisma historyczne, t. 1 Warszawa, 1901.
17. Rakowski K.: Dzieje rozw. ekon. Polski. Warszawa, 1908.
18. Papée F. : Polska i Litwa na przełomie wieków średnich,
Kraków, 1904.
19. Piekosiński F. : Ludność wieśniacza doby piastowskiej Kra­
ków 1896.
20. Nowicki: Zarys historyi stanu włościańskiego południowozachodniej Rusi w XV—XVIII wieku.
21. Korzon T Wewnętrzne dzieje Polski za St. Augusta, t. I.
Warszawa, 1897.
22 Voiuniiua Legum, t I i II.
23- Pawiński A. i Jabłonowski A. : Polska XVI wieku pod
względem geograficzno-statystycznym, t. I—-XII. Warszawa (t. 1
0

— 156 —

1

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowe-].

Wielkopolska; t. 3 Małopolska: t 5 Mazowsze; t. 7, II, Ruś Czer­
wona; t. 8 Wołyń i Podole ; t 9, 11 Ukraina).
24. Acta Tomiciane, t. VII.
25. Kutrzeba Stanisław : Materyały do dziejów robocizny w Pol­
sce w XVI w. Kraków, 1911
26. Czacki T. ; O litewskich i polskich prawach, wyd. Turów
skiego. Kraków. 1861, t. II

Recenzye i sprawozdania.
A. Szelągowski. Wici i Topory. Studyum nad genezą i zna­
czeniem godeł polskich i zawołań. Kraków, Akad. Urn. naKładem fundu­
szu Osławskiego, 1914. VII i 194 str. 8°.
Referat, przeznaczony do wywołania dyskusyi naukowej, urósł
w treściwą książkę, stosującą metodę folkloryczną do zagadnień heral­
dycznych, stwierdzającą, że godła herbowe i zawołania rodowe mogą
mieć podkład religijny, wierzeniowy, kultowy. Piekosińskiemu do zarchaizowania godła była potrzebna runa tyr, nasz autor sprowadza cechy
wszystkich godeł do laski, rosochy, wici,’a w dalszym ciągu odnachodzi
laskę, rosochę lub wić we wszelkich możliwych zwyczajach i instytucyach, łączy je z kultem drzewnym, kultem kłody, a stąd przechodzi' do
kultu zwierzęcego, chtomcznego i animistycznego. Zakreślił więc olbrzy­
mie swym badaniom koło, rzucił moc myśli i pomysłów nowych, wniósł
poglądy, nieraz całkiem samoistne.
Wszystko to oparł jednak na dwu przesłankach, które z góry mo­
żna i naležv zaczepić. Operuje więc najpierw materyałem, nie badając
wcale tego materyalu tj. me pytając, c/y to materyał autentyczny a da­
wny, czy też iluzoryczny a nowy' Powtóre wtacza ciągle etymologie,
wywody słowne ani pytając czy te etymologie prawdziwe a choćby
tylko możliwe. Zaczepiamy więc metodę jaką zdobywał autor swe wy­
niki i przez to samo usuwamy im wszelkie podstawy a zawieszony w po­
wietrzu nie wytrzymają żadnej krytyki.
Co do zarzutu pierwszego nadmieniamy, że autor korzysta ze
wszelkjch podań, wierzeń, zwyczajów zapisanych u naszych kiońikarzy,
historyków, etnografów bez najmniejszego zastrzeżenia, bez cienia wąt­
pliwości, me pytając o nic Mitologia Diugoszowa, konik zwierzyniecki,
topienie Marzany, dyngus i śmigus itd , wszystko stanowi dla niego pod
kład niewzruszony, prastary, rodzimy, chociaż nie trudno dowieść, że to
wszystko szczera iluzya, jak np. mitologia Długoszowa. 'Xutor wie prze­
cież, że Pomorzanie i Lucicowie nadodrzańscy, to najbliżsi Polakom
sąsiedzi, równi im pierwotnie gwarą i obyczajem. Otóż mitologię po­
morską i luc-cką znamy jako tako ze źródeł wiarygodnych XI i XII wieku,
jakżeż autor ten cud wytłumaczy, że żadna r, tych nazw mitologicznych
nadodrzańskich nie powtarza się w blizkiej Polsce u Długosza, chociaż
powtarza się na dalekiej Rusi (np. Swarożyc)? Wytłumaczenie bardzo
łatwe mitologia lucick czy pomorska jest autentyczna, Długoszowa
jest późnym wymysłem XV wieku i dlatego niema między niemi zgody
najmniejszej i dlatego mitologię Długoszową przy odtwarzaniu naszych
stosunków pierwotnych usuwać należy zupełnie. Konik zwierzyniecki —
to zabawa cechowa najzwyklejsza, przypadkiem zachowatm do cza­
sów najnowszych ; zabawa to cechowa, miejska, więc późna i żadnego
w niei związku z wierzeniami czy kultami słowiańskimi dopatrywać się

— 157 —

Recenzye i sprawozdania

nie godzi Topienie Marzany, Draktykowane w Polsce tylko na połaci
zachodniej (u Wielkopolan i na Śląsku), nieznane w dalszej Polsce,
przybyło z zachodu, do nas jak i do Czechów w w. XIV i z żadnym
kultem drzewnym czy chtonicznym słowiańskim mc niema spólnego.
Dyngus, śmigus, combrzewie tj niemieckie (śmigurst jeszcze w w. XVII),
Dingnus, Schmeckostern, Schanmern, samą terminologią niemiecką wymo« nie niemieckiego dowodzą pochodzenia; zabawy świąteczne, obrzędy,
ofiary ludu polskiego, słowiańskie, miały zakrój całkiem odmienny. Pa­
lił on „grumadki“ duszom zmarłych na Wielkanoc; pląsał i śpiewał „sta­
dem“ na Zielone świątki ; zastawiał „ubożętom“ domowym wieczerze;
obchodzili kobylmcy (z kobyłą, kozą, turem?) zagrody, życząc a później
„kolędując“ gospodarzom obfitości w domu i brogu. A to wszystko oby­
wało się bez kłody, rosochy, wici.
Odmawiamy więc autorowi wszelkiego prawa do posługiwania się
materyałem późnym, naleciałym z obczyzny, wyssanym z palca, stwo­
rzonym przez proste nieporozumienia dla badania czy ustalania pojęć
pierwotnych, mitycznych, kultowych, o których nic albo bardzo, nie wiele
wiemy. Stokroć gorzej jeszcze wypadło etymologizowanie jego. Że istnieje
jakaś nauka, etymologia, rządząca się jako tako jakiemiś jeżeli nie nor­
mami- to choćby metodą czy zasadami, to nie istnieje wcale dla autora,
szafującego dowoli brzmieniami i znaczeniami nie dającego się na tej
drodze pochyłej niczem powstrzymać. Byłoby zupełnie zbytecznem z nim
się spierać : wszelkie jego wywody słowne, a będzie ich razem może
z parę secin, usuwamy z góry jako niemożliwe, niedopuszczalne, nie
zgodne z nauką; nie objaśniają one niczego; Są prostym wymysłem
dowolnym.
Pierwszy lepszy przykład wystarczy dla osądzenia tej metody a ra­
czej tego braku wszelkiej metody prócz dowolności. Str. 15: „Że Strze­
gomia lub Strzegonia pochodzi od nazwy ducha, upiora czyli
strzygi, tego etymologicznie uowodzić nie trzeba, ale w takim razie mię­
dzy nazwą Kościeizy fod śmierci, upiora, marzanny) i nazwą Strzegom
(od ducha, upiora, widma, zmory) nie ma żadnej różnicy“. Ależ Slrzegomia ze strzygą czy strzygo niem żadnego niema związku;
strzyga jest po/yczka łacińska (striga); Strzegonia jest na­
zwa topograficzna (ostatecznie jest to part. praes. pass. od czasownika
strzegę, por. hczne nazwy odosobowo miejscowa jak 5os!ąpim
Potsdam, Kurz im, Oświęcim itp.Jj ma rżana jest Maryą w pieśni
obrzędowej, w nazwie roślinnej zaś jest zupełnie innego początku ; w itesz (marzana) może być wszystkiem innen), oprócz wiciądza, z któ­
rym go autor na str. 19 pomieszał.
Na str. 33 mówi on o „wyobrażeniowym związku między nazwą
Kroku czeskiego lub polskiego K rak a a k r o k i ein, krok wią, tu­
dzież między Zworą (Zuarasici), drągiem (Drago) a swadźbą
lub weseleni“. Ależ żadna z tych nazw osób i bóstw nie pozostaje w naj­
mniejszym związku z pormenionymi rzeczami. Krak jest krukiem ra­
czej niż krokwią czy krokiem. Swa róży ca od swa r u nazwano me
od swory; Drago w dynasty i lucickiej jest Drogim, nie drągiem,
a swaćba od swatania nazwana i całkiem niefortunny domysł Jagicza
o zapożyczeniu nazwy ruskiej Swarożyca z zachodu mc tu nie pomoże.
W równie fantastyczny sposób wciela autor (str. 42i zawołania czy godła
T ad ra, D r y i, Tra c h a, Ś wie budy do jednej i tej samej grupy, ależ
dryja jest potną pożyczką niemiecką przy grze w kostki (tuz, dryja,
cynk iid.), Świeboda znaczy tylko „szczodry“ obok „wolnego“ a Tader i Tra c h również tyle mają związku z swaćbą co i tamte inne nazwv.
Żeśmy nie skrzywdzili autora, odmawiając jego etymologizowaniu
wszelkiej słuszności, jeszcze jednym wykażemy przykładem, przytacza­
jąc dłuższy nieco cytat słowami autorskimi (str. 75 i 7o). „Proklamacya
J e I it a... może brzmieć także i L elit a; ta druga forma znajduje się

158



Receiuye i sprawozdania.

jeszćze i w innem zawołaniu Le li wie a także Jeleniu (Leleń), pow­
tarza się w całym szeregu pojęć folklorycznych kultowych, że już nie
wspomnę mitolôgiczno -literack.ego pojęcia Lela (lelu m-polei urn).
Tutaj narzuca się zestawienie z tą formą nazwy konika zwierzynieckiego
lei konik, lejkonik, ale oprócz tego istnieje cały szereg jeszcze po­
jęć ludowych o lelu z zakresu oSlinnego, i tak dla formy jednej bie­
lona 1 u 1 e k , obok rożnych lelij nazwa 1 j a 1 i s u lub 1 i lja 1 i s u dla
marzanny mniejszej ; z temi wiąże się dobrze nazwa lelek caprimulgus,
z tern się wiążą analogiczne formy przysłow.owe w mowie pospolite],
poszedł po le lek a (po dyabła) i wyrażenie iść do lali czyli um
rżeć: lala est tutaj takim ;amym bogiem jak lelek — dyabeł czyli
jedno i drugie wyrażenie pozostaje w związku z pojęciem zaziemnem,
z czcią duchów. Czy i pojęcia rzeczowe, jeleń jak i jelita w podo
bnyrn zcstają związku, tego nie wiem, zarpwno jak nie umiem odpowie­
dzieć: czy wyraz lei ma swe pojęce wyobrażeniowe w nazwie drzewa
„glilja“. Ale natomiast ten wyraz przechował się w'nazwie kukły, lala
lalka , obrzędowego straszydła, stąd zarówno zawołanie Lei iwa jak
i nazwa I e I k o n i k‘\
Kto pokusi się o rozplątanie tej gmatwaniny, dojdzie do wywodów
następnych. Na czoło wysunięto jakiegoś „mitologiczno- literackiego“
Lela; niestety, Lei niema ani z mitologią ani z literaturą nic do czy
nienia, leli- oleli było sobie wykrzykiem karczemnym („gdy sobie
podleją“) tak iak ł u p u -1 u p u lub d a n a ż moja dana i tyleż
w niem mitologii czy literatury, co i w tamtych okrzykach. L e 1 e ń, lelita są późne formy gwarowe, powstałe upodobnieniem nagłosu do
zgłoski wewnętrznej i nigdy z żadnym fantastycznym leiem nic nie
miały do czynienia, jeleń jest z litewskim e I n i s, greckim e 1 a p h os
itd. a jelita z łacifiskiem ilia w związku nierozerwalnym. Lulek
nie jest nazwą rodzimą, lecz pożyczką z lolium łacińskiego; taksamo
I i I i a I i s Falimirz (który „nie wiedział o czem mówi“ Rostafiński, Symbola 1358) powtórzył z łaciny. Lala albo lela są słowa dziecięce, po­
wtarzające się na całej kuli ziemskiej, lecz nie, w świecie zagrobowym ;
innym Słowianom oznaczają i ciocię, i .należą do grupy (nie wierzenio­
wej naturalnie !) mama, papa. liano, dziadzia. G 41 lja jest
H g I i j a a to z jedli powstało. Lelek nazwa ptaka nocnego, spoina
Słowianom i Litwie. L e i i w- a inoże nazwa topograficzna, por. nazwv
miejscowe Lelów itp. Jakiegokolwiek związku między wszystkiemi temi
nazwami niema więc żadnego a mitologiczno-literacki Lei istniał tylko
na papierze, w życiu go nie było nigdy i nigdzie.
Podobną gmatwaninę najróżnoiodniejszych nazw i rze<zy czy­
tamy na str. 9o i 97, gdzie proklamacye, widocznie z nazw obcych urn
słe Gero i Gerałt (z Gerard wedle znanego trybu polskiego, jak
mularz z murarz, balwierz, Małgorzata itd.), pomieszano zjarowitem
hawelberskim i pomorskim, jerzykiem (ptaszkiem), gierłyga
gieregą, Gierką itd., doszukano się jakiejś słowiańsidei g i e r y —
prawdy (w znaczeniu krążka, w znaczeniu solarnem i płciowem) i tak
utożsamiono Jarowita z Prowem starogardzkim (holsztyńskim); ależ na
tent nie koniec, taż giera =- kiernn czyli świnią powtarza się w proklamie m z u r a, skróconej z ma-giera z mać-giera), powtarza­
jącej się w magier ce i Megierze, w nazwie plemiennej Mazió
rów (jakby ta me była skróceniem z Mazowsza !). Więc nie zadz.wi nas
po tern wszystkiem utożsamienie Łada (z przyśpiewów znanego) i ladąI ę d z i n.ą i Ła g o d ą ani upatrywanie uchrześciamenia Janiny z Jesse —
Jasienia itd. itd.
Lecz zamiast dalszego przytaczania niemożliwych kombinacyi „ety­
mologicznych“ (nazwanych jak lucus a non lucendo) w >lę przepisać dro­
bniutki ustęp, aby czytelnik zrozumiał tytuł książki : Wic: i Topory. Jest
wedle autora związek bezpośredni kultu drzeumego (kłody, wici) i zwm •
rzęcego (tura) z kultem miecza czy topora; odnaleziemy go np w godle

W

Refetizye i sprawozdania.

Wieniawy czy Pomiana (wić — pierścień, miecz-topor i żubrza głowa.)
a wiec wszystkie te pierwiastki wierzeniowe, które składają sie na cnarakter naszych godeł ■ zawołań1’ ; „nietylko proklama, lecz i godło są
nozostałością z doby Polski przeuhistorycznej ; żadne bowiem kombinacye heraldyczno - genealogiczne me stworzyłyby podobnej grupy połą
czonej, gdyby to godło w kształcie pierwotnjm obrazowym nie utrzy­
mało sie ' nie przechodziło z pokolenia w pokolenie“ (str. 164).
Całkiem urojone wyobrażenia o starożytności godeł i zawołań wy­
wołały więc ten najnowszy pokus, d-rrzeć ao ich znaczer a właściwego
nie ód strony imion osobowych (z Piekosińskmi) ani miejscowych (z Ma­
łeckim) lecz od kultu, wierzeń i folkloru. Pokus ten z góry skazany był
na absolutną niemożliwość, dla tej prostej przyczyny, że god>a i zawo­
łania nić starożytnego me zawierają, se daty późnei. z zasuv wzglę­
dnie nowych Wywodv Dr. Wr. Semkowicza, sformułowane ostatecznie
w referacie „Zawołania szlachty polskiej jako hasła bojowe" (np v, tek­
ście f.anr-iskim, Bulletin etc.. 1914, str. 23 -31), :,ą ledynie trafne.
Zawułama są rozmaitego pochodzenia czy rodzą a: .miona oso­
bowe, topograficzne i jakiekolwiek inne hasła czy okrzyki, np. o r z y
or zv co jednak nie od orania, lecz od q rz e n i a tj. oriti
bu­
rzyć ‘(polskie o b o r z y ć = zburzyć), pochodzi, albo Pobodze, co
nie jest półbożęcieni, jak Szelągowski tłumaczy, albo Boże zdhrz
czy Pokora czy S w i e b o d a czy Z e r w i kaptu itd. itd w zawo­
łaniach tvch dopatrywać, się jakichś śladów wierzeń czy kultów pierwo­
tnych potrafi tylko ten, kto pogardzając etymologią wszelką prawidłową
unrawia fantazye etymologiczne, nie liczące się z nauką, bujające swo­
bodnie w krainie złudzeń i marzeń. A z godłami rzecz me inna : są tam
litery krzyże, strzały, podkowy, ptacy itd., ale ani runy am wici i opory'wyłącznie ; i tu nic starożytnego, pierwotnego. Przesadne o dą­
żności zawołań i godeł mniemania wiodą tylko na bezdroża.
Wobec tego uważamy za zbyteczne rozprawiać się z ludoznawczemi kumbinacyarni autora', jako nie wiążącemi się wcale z „wićmi i to
porami“ herbowymi ; żadne zabieganie w dziedziny folkloru naszego
i obcego nie usunie błędu podstawowego, upatrywania w rzeczach po
żnvch i najróżnorodniejszych czegoś pierwotnego i jednolitego. W Do
datkach omowił autor podania o „Piaście i Przemyśle U . ostrzyzynach)
folklorycznie", a więc Piast - Przemysł jest Nowym latkiem-Maikiem,
dla którego korona (słońce ) jest momentem wyboru na króla, jak i WiiwostPopiel jest Pęplem (Pumpd) • - Brodą (zostawianym we żniwa napoili),
przeznaczonym na zjedzenie przez myszy; pojęne krzywdy, niegościn­
ności, mieści się w p:erwotnej kultowej formie Pępla-Popiela, bo tkwi
v i ujęciu zimy, śmierci... razem wszyscy frzej przedstawiają mit solarny ..
pojęcie przyrodnicze zmiany pór roku. . siły generacyjnej życia jak i siły
mszczącej“ itd Ależ to czytaliśmy przed laty, nikt jednak me dał się sku­
sić pozorném owem tłumaczeniem, ignorującem najznam.i nnieisze rysy
podania, przecież nie Piasta obrano „srólem“ a pomieszanie popielą
z Chwościsk err polega nie na Gallu“, lecz na nieporozumieniu. Więc
krytyka tych pomysłów byłaby bezcelową walką z wiatrakami Żałujemy,
że praca autorska zeszła tym razem całkiem na manowce ; żałujemy zas
tern bardziej, że rzecz, sama, napisana żywo, czyta si«* z zajęciem, że
niejeden szczegół ciekawy a spostrzeżenie trafne — cóz z tego, kiedy
całość chyb;ona Heraldyka polska pochłonęła już niejednego badacza,
np. padł jej ofiarą i Piekesifiski z fantastycznymi rodowodami i runami;
piićhłonęła teraz i zakus folkloryczny — miejmyż nadzieję, że kiemnek,
jaki jej badaniu wytknął ostrożny a kiytyczny Wł. Semkowicz, zwycięży
ostatecznie i dalszym fantazyoni na zawsze drogę zagrodzi.
Berlin.
3. Bruckner.

WŁADYSŁAW SZYSZKOWSKI

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
u.
Zwyczaje świąteczne i obrzędowe.
Wobec przesądów poeci polscy zajmują stanowisko subjektywne t. j. podzielają je w zupełności. Natomiast zwyczaje
świąteczne i obrzędowe opisują rzadko i bądź, co zresztą jest
zrozumiałe, nie zdają sobie sprawy z ich pierwotnej myśli i nie
wchodzą głębiej w ich znaczenie, bądź też, uciekając się do
wyobrażeń z mitologii klasycznej, wykładają myśl ich niekonie­
cznie prawdziwie. Szczupłe te jednak wzmianki i dokładniejsze
opisy zasługują na uwagę raz z tego względu, iż dowodzą zajęcia
się poezyi obrazami życia swojskiego, dowodzą wpływu real­
nego życia i otoczenia na poezyę, urabianą na wzór staroży­
tny, a powtóre, iż pozwalają śledzić o kilka set lat wstecz zwy­
czaje, dziś często zagadkowe i trudne do wyjaśnienia. Zbyt
bowiem mało wiadomo o przeszłości pogańskiej naszego narodu
w porównaniu z innymi, zbyt późne są świadectwa i niedokła­
dne o naszych zwyczajach, by jasno wywieść ich genezę z za­
mierzchłej przeszłości, szczegółowo określić fazy i przemiany,
jakim ulegały w ciągu swego rozwoju, — odszukać w nich
— 161 —

11

Władysław Szyszkowski.

ślady pierwotnych kultów i wyobrażeń. Nadto okoliczność, iż
Polska pojawia się na arenie dziejowej później od innych na­
rodów, że przyjmuje chrześcijaństwo w tym czasie, w którym
już Kościół niejeden zwyczaj pogański drogą kompromisu lub
przypadku, z jego dobrą wolą lub wbrew połączony ze świę­
tami i obrzędami chrześcijańskimi, roznosił po całej Europie,
utrudnia jeszcze bardziej rozgraniczenie i ścisłe określenie, który
ze zwyczajów był przedtem miejscowy, a który wszedł wraz
z kulturą zachodnią. W obchodach bowiem ważniejszych świąt
chrześcijańskich złączyły się trojakiego pochodzenia pierwiastki :
starodawne tubylcze pogańskie, starożytne grecko - rzymskie,
przejęte bądź w dobie przedchrześcijańskiej, bądź w chrześci­
jańskiej za pośrednictwem kultury chrześcijańskiej Kościoła lub
innemi drogami, — wreszcie pierwiastki na wskroś kościelne.
Te jednak elementy stopiły się tak w jedną całość, że trudno
je po upływie wieków rozdzielić i ocenić, chociaż zlanie się
taKie nieraz bardzo jest widoczne. Jeżeli się np. zwróci uwagę
na t. zw. dziś gwiazdorów t). chodzących w wigilię parobków,
przebranych w kożuch, obrócony włosem na wierzch, z twarzą
usmarowaną lub w maskach, którzy każą dzieciom odmawiać
pacierz a nie umiejące biją, widoczna jest tu z jednej strony
analogia z „kolędą“ księży tj. obowiązkiem odwiedzania i egza­
minowania parafian w okresie Bożego Narodzenia, z drugiej
zaś strony zwraca uwagę przebranie jako pizeżytek, wyrosły
bądź na rodzimym gruncie, bądź też powstały r.a wzór zwy­
czajów starożytnych, grecko-rzymskich. Mięsopust znów czyli
trzy ostatnie dni karnawałowe, który też cechuje przebieranie
się za zwierzęta i zbieranie datków, odznacza się tak wybujałą
zabawą, iż trudno przypuścić, by został wprowadzony przez
Kościół dopiero, a przecież z lednej strony nazwa łacińska od­
powiada terminowi kościelnemu : carnisprivium, z drugiej zaś
strony dawniejsi kaznodzieje łączą je z rzymskiemi bakchanaliami i luperkaliami. Nawiasem trzeba dodać, że takie łączenie
obrzędów rozmaitych ludów europejskich ze starożytnymi, grec­
kimi i rzymskimi nie zawsze odpowiada faktycznemu' stanowi
rzeczy a przyczyną tej pochopności, zwłaszcza w dawnych cza­
sach i u kościelnych pisarzów, była dokładniejsza znajomość
zwyczajów starożytnych niż analogicznych, dawniejszych, pogań­
skich u innych narodów. Wobec tych pierwiastków pogańskich,
miejscowych lub naniesionych, Kościół zajmował stanowisko
- 162 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w

dwojakie: albo je aprobował i nadawał im piętno chrześcijań­
skie albo zwalczał jako przeżytki pogańskie; w jednym i dru­
gim przypadku łączyły się one jednak przynajmniej co do czasu
ze świętami i uroczystościami chrześcijańskiemu
Jednem ze świąt, w których najsilniej skrystalizowały się
owe różnorodne pierwiastki, był okres Bożego Narodzenia i No­
wego Roku, dzięki temu, że na ten czas przypadało zimowe
przesilenie dnia z nocą, uroczyście obchodzone przez wszyst­
kich pogan. Wiadomo powszechnie, ile to dawnych zwyczajów
weszło z piętnem chrześcijańskiem w obchód tych świąt, — wia­
domo też, jak wiele przeżytków 'zwalczał wówczas Kościół od
początku istnienia. Wyraz „kolęda“ znaczy we wszystkich języ­
kach słowiańskich, który różni różnie wywodzili w rozmaitych
czasach, czyto od bóstwa „kolady“, czy nawet jak Herbest1,
od „kolan dania Bogu“, czy wreszcie najsłuszniej od łacińskich
kolend, miał tak u nas, jak i u innych narodów, bardzo szero­
kie znaczenie, oznaczał i czas i przedmiot i czynność, stoso­
wano go też w licznych przenośniach. Chodził „po kolędzie“
ksiądz,2) biegały kobiety po ulicach,3,) biegały małe dzieci,4) cho­
dzili dworzanie;5) wreszcie chłopi chodzili z wilkiem po kolę
dzie, jak świadczy jedno z najczęstszych porównań Reja G), a że
nie był to tylko zwrot językowy, dowodzi i bliżej zwyczaj wyja­
śnia jeden z „Nagrobków zbieranej drużyny“ Szymonowicza,
a mianowicie wilka:
„Chłopi, co z skórą moją po wsiach się włóczycie,
Tysiąc mej braciej w lesie tern się nie baczycie,
Łacny z martwego tryjumf! Zabity nie kąsa,
Kto jednego zagubi wilka, niech nie pląsa«. 7)
Inną zapewne kolędę miał na myśli statut dyecezyalny
krakowski z 1408 r. Piotra Wysza „de columb:itione per laicos
exercenda“.
„Z pokusy dyabelskiej i wskutek nadużycia złych weszło
w zwyczaj włóczyć się po kolędzie (per columbationem) przed)
’) Nauka prawego chrześcijanina. Kraków, 1566, nr. 100.
■') Rej, Wizerunk, rozdz. V, w. 879, str. 93.
’) Tamże, w. 935, str. 94.
4) Herbest, 1. c., nr. 101.
-’) Pudłowski Melchior i jego pisma przez Wierzbowskiego, str. 32.
r') Wizer., str. 35, w. 480; str. 94, w. 925 i t. d. i t. d.
7) Sielanki Szymonowicza. (Wyd. Węclewskiego), str. 161.
— 163

11

Władysław Szyszkowski.

w czasie i po świętach Bożego Narodzenia i w innych porach
przyczein dzieje się wiele zabójstw, kradzieży i innych występ­
ków...“ *) Podobny zakaz mieszczą też ustawy synodalne poznań­
skie z 1420 r -) Fakt, że statut wyraźnie stwierdza, iż było to
nadużycie tylko złych ludzi i obyczaj świeżo zakorzeniony, że
potępia go tylko dla zbrodni i kradzieży, a nie dla pogańskich
pierwiastków, do których zaliczał Kościół zawsze wszelkie prze­
brania, nasuwa przypuszczenie, że już wówczas obok zwyczaju
chodzenia po kolędzie w przebraniu zwierzęcem, istniał zwyczaj
pochodny, uprawniony w chrześcijaństwie, kolędowania bez
masek, które to dwie formy, pierwotniejsza i późniejsza, po dziś
dzień istnieją.
Ze nie tylko wilka wodzono po kolędzie, ale i inne zwie­
rzęta, a raczej za inne zwierzęta przebranych ludzi, dowodzi
wzmianka w jednem z kazań XV w.: „Napominamy też was
jak najusilniej, byście nie chodzili „per equam,“ po kobyliczy.
A jeźli z kobylicą z innych do was przybędą parafii, nie dawajcie
im kwart pod karą klątwy.“3) W związku z tym zwyczajem pozo­
staje też ustęp Mikołaja z Błonia: „Tractatus sacerdotalis de
Sacramentis“ (1490), zakazujący udzielania komunii św. tym,
którzy wdziewają larwy i udają jelenie lub konie w odpowiedniem
przebraniu, ustęp ważny też z tego względu, iż przypisuje to'
„histrionom“.4)
') Ulanowski, Kilka uwag o statutach dyec. krakowskich z XIV
i XV w. (Arch.kom. hist., t. V, str. 27): „hem e\ instinctu diaboli ct hominum perversorum abusu venir in consuetudinem apud laicos ante, citra
et post festům Nativitatis Domini et quocunque alio tempore ambulare
per columbationem, ubi contingunt multa homicidia, furta et alia plura
crimina. Nos igilur prohibemus, ne de cetero talia fiant et vos rectores
animarum vestros subditos a praedictis curetis prohibere“.
-) Starodawne prawa polskiego pomniki, t V. Supplent., str. XXV.
Statuta synodalia Andreae episc. Posnaniensis XXIX.'De colurnbationi
bus: „Iteni piohibeatis columbationes nocturnas in festo s. Stephani,
cum illa nocte furta, homicidia et pDra mala committantur“.
’) Brückner A., Ältere polnische Texte (Archiv, f. slavische Philolo­
gie, t. X, 18S7, str. 385): „(tem moneinus vos firmissime, ut non ambuletis per equam po kobyiicy. Sz kobyliczą et si de aliis parochiis ad vos
veniunt, nolite eis quartenses dare et hoc sub anathemate iubemus“.
4) Tamże: „Caveat sacerdos, ne det corpus Christi histrionibus...
qui utuntur verbis impudicis vel factis illicitis vel adhibent ludunt negociis. Sicut illi, qui induunt larvas et fingunt se cervos vel equos induentes
saccos et qui hoc faciunt temporibus indebitis sicut diebus festivis“.
— 164 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

Sam fakt przebierania się w Polsce w larwy w okresie
Hożego Narodzenia poświadczony jest o wiele wcześniej, ale
w związku ze średniowiecznemi igrzyskami kościelnemi.ł) Naj­
starsze świadectwo mieści się w liście papieża Innocentego Ill-go
do arcybiskupa gniezieńskiego, Kietlicza, 25 stycznia 1207, który
wszedł w 1234 r. do dekretałów Grzegorza IX, a więc odnosił
się wtedy do całego świata katolickiego. Wskutek tego Nehring
i Kawczynski nie przywiązywali doń wagi, przypisując mu cha­
rakter ogólny, ale ks. Fijałek, stwierdziwszy, że papież stykał
się i porozumiewał z Kietliczem, uważa to breve za pierw­
szorzędne źródło historyczne; „okazuje się z niego —powiada—
że od dawna potępiony przez ustawodawstwo kościoła wscho­
dniego i frankońskiego zwyczaj wyprawiania zabaw maszkarowych około Bożego Narodzenia, gnieździł się podówczas
w Polsce po katedralnych kościołach: Innocenty III wyraźnie
zaznacza, że tych uciech skandalicznych sprawcą i aktorem :
„insolentia filiorum clericorum. Potomstwo to księży rej wiodło
w gorszących rozrywkach“. Następne świadectwa mieszczą się
w konstytucyach synodalnych « 1285 i 1326 r.
Obchody, zwalczane w statutach, pozostawały zawsze
w związku z Kościołem. Aktorami igrzysk wspomnianych byli
'klerycy lub scholarze a po nich dopiero świeccy, miejscem ich
klasztory, kościoły i cmentarze, jak w zachodniej Europie.
Wszedłszy w ścisły, choć niepożądany związek z Kościołem
i klerem, wędrowały wraz z nim od kraju do kraju. Dlatego także
w Polsce owe potępione przez Kościół maskarady w luźnym
tylko związku pozostawały ze zwyczajami ludowymi a były to
właściwe wiekom średnim igrzyska maszkarowe i zabawy, które,
jak dowodzi Kawczynski, były albo parodyą świętych czynno­
ści i osób (zazwyczaj mnichów i dygnitarzy duchownych t. zw.
festa stultorum, episcopi puerorum i t. d.), albo zwyczajami
pogańskimi świata starożytnego i tkwiło w nich niewątpliwie
wiele pierwiastków grecko-rzymskich, które wraz z Kościołem
i klerem wędrowały po EuropieJeźli te uroczystości tłumaczy się wpływem kultury zacho­
dniej, nie wyklucza się przez to bynajmniej istnienia ogólnego
zwyczaju przebierania się za zwierzęta od najdawniejszych cza]) Świadectwa te zebrał ks. prof. Fijałek w rozprawie „Średnio­
wieczne ustawodawstwo synodalne.“ (Rozpr. wydz. hist.-fil. Ak. Um., t.
XXXV, str 220 n.).
— 165 —

Władysław Myszkowski.

sów pogaństwa u różnych narodów europejskich, tak słowiań­
skich jak germańskich i romańskich, ale wpływ ten ogranicza
się tylko do jednej z ferm, jaką przybrał ten zwyczaj w czasach
chrześcijańskich w związku z świątecznym obchodem Bożego
Narodzenia. Nauka bowiem uznaje przebieranie się za zwierzęta
w okresie Bożego Narodzenia za zwyczaj, pochodzący z doby
pogańskiej, za przeżytek starodawnych obrządków pogańskich.
Tern się tylko tłumaczy zacięta walka Kościoła z tymi obrzę­
dami od V w. począwszy, której wybitnemi świadectwami są
peniteneyarze średniowieczne, i ustawy synodalne we wszystkich
średniowiecznych państwach europejskich.
Z tego ogólnego zwyczaju wywodzi się też inna wspo­
mniana już forma : chodzenie po kolędzie z poprzebieranymi
za zwierzęta ludźmi w okresie Bożego Narodzenia i mięsopu­
stu. Zwyczaj to rozpowszechniony u wszystkich narodów euro­
pejskich wogóle a słowiańskich w szczególności. Wiele świa­
dectw podał Zibrt w „Staroczeskich dorocznych obyczajach“ Ł)
a specyalnie, w rozprawie8) poświęconej chodzeniu z koniem, wy­
kazał, że zwyczaj ten odpowiedni też naszemu chodzeniu z kobylicą (o czem przeoczył nasze świadectwo z XV w.) znany
był też Słoweńcom, Łużyczanom, Rusinom i Niemcom a po­
czątkiem swym sięga w czasy pogańskie i łączy się ze zwycza- '
jem przebierania się za zwierzęta, znanym w całej Europie,
w Anglii, Danii, Norwegii itd.
,
Przeciw takiemu kolędowaniu występował Kościół jeszcze
w XVIII w. W Czechach w 1725 r. ksiądz Veselý wplótł do
kazania wzmiankę o ptasznikach i narzekał: „Jacyż to są ptasznikowe. którzy w wielu okolicach w szczodry wieczór w cudzem pierzu latają po miastach. Jacyż to są, powiadam, między
ludem, którzy w tak miłościwy dzień przed Narodzeniem Pana
w maszkary się stroją, w mięsopustnem przebraniu po domach
biegają a za to od chrześcijan pieniądze otrzymują“s).
Podobnie chodzili po kolędzie w XVIII w. Serbowie, dzi­
wnie obleczeni żartowali i śpiewali kolędowe pieśni4). Najsil­
niej zakorzeniony jest ten zwyczaj na Rusi. W Małorusi chłopcy
') Zibrt, Staročeské výroční obyčeje, str. 260 i n.
2) Tenże, Chozeni s klibnou (s koněm). Český Lid, U (1893).
3) Staroč. obyć., str. 264.
4) Arch. f. slavische Phil., t. X (1887), str. 352.
166 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

przebierają się za niedźwiedzia, w Wielkorusi za byka, niedź­
wiedzia, wilka, lisicę, żórawie itd. Kolędowanie z kozą odbywa
się na Białorusi i Małorusi. ') Na Litwie kolędnicy chodzą z ko­
złem, niedźwiedziem i capem 2). W Rumunii, której zwyczaje
kolędowe okazują wielkie pokrewieństwo z rzymskimi, podczas
„ludi in kalendis Januariis“ występują kozy, kozły, wilki,
ptaki itd.3).
W Polsce dziś najpowszechniejsze jest chodzenie z kozą
lub turoniem. W dawnej Polsce wiadomo o chodzeniu z kobylicą, wilkiem i - jak twierdzi Maciejowski — z turoniem 4)
a w mięsopuście także z niedźwiedziem, jeźli tak ma się tłu­
maczyć wzmiankę Miaskowskiego. Mięsopust, przedłużenie ko­
lędy, odznacza się wielu takimi samymi maskami i zwyczajami,
co okres Bożego Narodzenia.
Podobnie jak kolędę, tak i mięsopust wyprowadzano od
najdawniejszych czasów z rzymskich zwyczajów a mianowicie
z Luperkaliów i Bakchanaliów. Takież mniemanie istniało też
w Polsce u pisarzów kościelnych i świeckich. Miaskowski za­
czyna wiersz, opisujący mięsopust polski : 6)
„Głos pański, marmorowe tak skruszywszy słupy,
Że od oriych bałwanów nie najdzie skorupy,
Twojej przecie, o Bache! nie zgładził pamiątki,
Boć zostawił maszkary i wesołe świątki“.

Nazwa „mięsopust“ — jak mówi Knapski, — znaczy to,
co Grecy nowsi nazywają to ùttoKpews, łacinnicy zaś nowsi
„carnisprivium“; „jeźli jednak rozważysz samą rzecz, co się dzieje
przez te trzy dni, nazwiesz to bakchanaliami pogan“. Pocho­
dzenie tej nazwy od terminu kościelnego roku nie uprawnia
jeszcze do przypuszczenia, by mięsopust przybył wraz z chrze­
ścijaństwem, wraz z kościołem. Kościół, co najwięcej, nie mogąc
wykorzenić dawnych zwyczajów, dał im podstawy chrześcijań') Wesołowski A H. ; Razyskaiija w obłasti russkago duchownago
stycha. VII. Rumunskija, sławjanskija i greczeskija koljady. (Sborník,
otdiel. russk. jazyka i slowesnosti. Jmper. Akad. Nauk, XXX11 (1883),
str. 111).
3) Zbiór wiad. do antrop. i etnogr. kraj., t. XV, str. 230.
') Wesełowski, I. c., str. 118.
4) Polska i Ruś, III, str. 235.
") Zbiór rytmów. (Wyd. Turowskiego), str. 292 : „Mięsopust polski“.


167



Władysław Szyszkowski

skie i pozwolił weselić się przed postem nadchodzącym. Pierwiastki
zaś rzymskie Luperkaliów i Bakchanaliów wędrowały odrębnie od
kraju do kraju i zlewały się z tubylczymi przeżytkami domowych
obrzędów pogańskich. Takie stanowisko kompromisowe zajmuje
dziś nauka i uznaje mięsopust i cały karnawał za mieszaninę
obrzędów rzymskich i północnych pogańskich.1) Istotę owych pier­
wiastków tubylczych stanowiły obrzędy, złączone z rozpoczęciem
roku lub prac gospodarskich, z odrodzeniem się wiosny.
Wiadomo, że Rzymianie obchodzili dawniej początek roku
w marcu, dopiero później przeniesiono go na styczniowe ka­
lendy, 2) tak, że pewne zwyczaje powtarzały się w jednym i dru
gim terminie. Podobnie też u Słowian rok prawdopodobnie
zaczynał się wraz z odradzającą się przyrodą. Nadto można
uważać mięsopust za przedłużenie okresu Bożego Narodzenia.
Nie można się też dziwić, że zabawy przybierają w obu razach
podobną postać. Da się bowiem stwierdzić, że w ostatnie dni
karnawału czyli w t. zw. mięsopust powtarza się wiele zwycza­
jów z okresu Bożego Narodzenia, między nimi także zwyczaj
przebierania się w Polsce w czasie mięsopustu i to w obu posta
ciach, znanych już z obchodów Bożego Narodzenia, t. j. jako
igrzyska kościelne i chodzenie z przebranymi za zwierzęta
ludźmi w celu zbierania datków.
Powtarzały się więc w czasie zapust, jako w dalszym ciągu '
Bożego Narodzenia, parodye obrządków i szat kościelnych.
Synod piotrkowski z 1525 r. wyraźnie stwierdza, że w prowincyi gniezieńskiej, a więc na bardzo szerokim obszarze, zakorze­
niły się w czasie „carnisprivium“ igrzyska, na których przed­
stawia się szaty i akty obrzędów kościelnych z hańbą i pogardą
stanu duchownego; że aktorami byli tu klerycy, świadczy umie­
szczenie tego statutu w zbiorze Łaskiego, w rubryce: „De vita
et honestate clericorum“ 5). Igrzyska te nie różniły się od siebie
■) Por. „Carnaval“ w La urande Encyclopédie, t. IX, str. 462.
2) Preller. Römische Mythologie, t. Il, str. 363.
J) Statuta provincie Gneznen. révisa diligenter et emendata. Crac.,
1527, k. EE. III r.: .,In sinodo Petrcoviensi quarla: Quoniam in Gnezneri.
provincia certis, utpote carnisprivii temporibus, ludi quidam inoleverunt,
quibus vestium vel actuum ritus ecclesiastici et religionis sit repraesen
tatio in contumeliam et despectum status clericalis et ecclesiatici ac scandalum plurimorum, quos deinceps districte] prohibemus et ut contrarium
facientes, arbitraria ultra excommunicationis poenam per loci ordinarios
percellantur“.
— 168 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

w różnych miejscowościach i szerzyły się tak w Polsce, jak
w sąsiednich dyecezyach. Opisuje je n. p. biskup sambijski
w edykcie z 20 lutego 1444 r. p. t. „Forma ut laici larvis non
utantur in carnisprivio" : „Niektórzy
powiada — z mitrą,
pastorałem i w szatach pontyfikalnych zwykli wówczas udzielać
publicznie błogosławieństwa, inni przebrani za królów i wodzów,
jeszcze inni urządzają tańce kobiet i mężczyzn i zwołują ludzi na
widowisko“. ') Przebieranie się w szaty kobiece i męskie w cza­
sie zapustnym potępia w Polsce statut poznański z 1420 r. 2)
Wogóle najistotniejszą cechą karnawału są wszelkie maska­
rady bez względu na swe pochodzenie i formy. Istniały one
wśród wszystkich warstw, przebierali się klerycy, szlachta, mie­
szczanie i lud, tak, że słusznie wyraził się Rej: „W niedzielę
mięsopustną kto zasię nie oszaleje, na urząd jako ma być twa­
rzy nie odmieni, maszkar, ubiorów, ku dyabłu podobnych, sobie
nie wymyśli, już jakoby nie uczynił krześcijańskiej powinności
dosyć“.:!)
Zabawy takie przeciągały się do Popielca, do Wstępnej
środy. Miaskowski żali się, że jedni wracają skruszeni z kościoła
i poszczą :
„Ale u drugich (a kto tak wiele policzy!)
Jeszcze skrzypki i dudy słychać na ulicy,
Ci gonią dziewki, co je w kloce zaprzęgają,
A one się niebardzo, widzę, ociągają,
Ci chłopa w grochowiny ubrawszy prowadzą,
A do której gospody wprzód iść mają, radzą." 4)

Ów chłop, przebrany w grochowiny, przedstawiał zapewne
tak powszechnego dziś zapustnego „niedźwiedzia“; grochowiny
bowiem są dziś jego powszechnym atrybutem tak w Polsce jak
u innych narodów obok drugiego materyału przebrania: kożu­
cha, wywróconego wierzchem do góry, lub kombinacyi oby­
dwóch środków. Że ten drugi rodzaj istniał w Polsce, świadczy
opis Kitowicza : „Po miastach we Wstępną środę czeladź jakiego
cechu, poubierawszy się w dziadów i cyganów a jednego prze') Fijałek, I. c., str. 225, przyp. 1.
!) Starod. prawa pol. pomn. Supplem., XXVI. Tit. XXXII. De incantationibus et abusionibus carnisprivii.
3) Postyla. Brückner, Mikołaj Rej).
*) Zbiór rytmów, 1. c., str. 296.

169 —

Władysław Szyszkowski.

brawszy za niedźwiedzia w czarny kożuch włosem na wierzch
i około nóg poobwiązywanego (zapewne powrósłami grocho
wemi , wodzili go od domu do domu, różne figle z nim doka­
zując, grosze i trunki od pospólstwa chciwego na takie widoki
otrzymując“. ')
Dawny zwyczaj zachował się w tych okolicach, w którychmógł go oglądać Miaskowski. Jak wiadomo, spędził on życie
częścią w Smogorzewie, w Wielkopolsce, niedaleko granicy ślą­
skiej, w południowej części dzisiejszego W. Ks. Poznańskiego,
częścią zaś we Włoszczonowie, w ziemi Gostyńskiej, na Mazo­
wszu. Na obu terytoryach dawny zwyczaj odbywa się tak, jak
za czasów Miaskowskiego.
W południowej części W. Ks. Poznańskiego, w Sierosze­
wicach (pow. Odolanowski), przebierają chłopcy w ostatni wto­
rek jednego za niedźwiedzia ; owinąwszy go w grochowiny, na
twarz włożywszy maskę z płótna, w pas przewiązawszy po­
wrozem, prowadzą go do dworu, drugi zaś mniejszy przebiera
się za małpę i obaj przy odgłosie skrzypek wyprawiają figle
i tańczą. Po powrocie do karczmy odbywa się t. zw. „podkoziołek“ t). We wsi Parczewie (pow. Ostrowski) chodzi w ostatki
„niedźwiedź“ tj. chłop, słomą owiązany, a z nim inni w różnych
przebraniach. W Wysocku pojawia się on na Trzech króli :!)
Znany też jest i drugi sposób przebrania. W Pakosławiu, Go
lejewku (pow. krobski, 1875 r.) chłopak przebiera się w tłusty
czwartek za „niedźwiedzia“ w ten sposób, iż wdziewa kożuch
futrem na wierzch, uszy i maskę, na nim siedzi drugi przebrany
za małpę i stroi figle ; tak obchodzą wieś i pokazują inne
sztuki, za co otrzymują datki. Podobnie i w Jargoszycach pod
Kobylinem (1872) przebierał się niedźwiedź w kożuch, do góry
wełną obrócony 4).
W okolicach zachodnich W. Ks. Poznańskiego istnieje ten
sam zwyczaj. W Morownicy (1870) owijają niedźwiedzia gro­
chowinami i, trzymając go na powrozie, każą mu tańczyć i mruczyć, za co otrzymują od gospodarzy jadło, od dziewcząt pie­
niądze. Ponieważ jeden w orszaku niesie rożen, na który skła­
dają datki, zowie się to chodzenie z „rożnem“ a trwa od nie') Kitowicz, Pamiętniki, t. IV, str 41.
s) Kolbetg, Lud, S. X, str. 192.
“) Materyały antropol.-archeol. i etnogr., t- VIII, dz. 11, str. 41, 42.
4) Kolberg. Lud, S. X, str. 190.

— 170 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

dzieli do ostatniego wtorku ’)• W ten sam sposób odbywa się
to w Chalinie (pow. Międzychod/ki, 1876) 2).
Nie obcy też ten zwyczaj okolicom północnym. W Mystkach przebierają w ostatni wtorek chłopcy ,edni drugich w słomę,
grochowiny itd. jako „niedźwiedzie“, które wiodą czasem na
sznurkach s). W Nietrzanowie chodzą w Popielec baby z chło­
pem, przebranym za „niedźwiedzia“4).
Zwyczaj ten nie ogranicza się w Wielkopolsce do jednego
terminu, ale powtarza się też w poniedziałek i wtorek wielka­
nocny, ponieważ wówczas odbywa się również zbieranie po­
darków. W Michorzewie i Pakosławiu (pow. Bukowski, 1870)
stroją „niedźwiedzia“ w drugie święto wielkanocne w słomę
i grochowiny i prowadząc na sznurze, kijem zmuszają do fi­
glów. W towarzystwie niedźwiedzia występuje też wówczas
mięsopustny jeździec na koniku. Młodzież obchodzi domy,
w których mieszkają skąpane w tym dniu dziewczęta, i dostaje
przysmaki5). W Konojadzie (pow. Kościan) prowadzą niedźwie­
dzia na lejcy i okładają batem B). W Ujaździe dzieje się to
w trzeci dzień Wielkanocy 7). Najpowszechniejszą jest ta zabawa
w północnych okolicach pod nazwą „chodzenia po dyngu“
w połączeniu ze spiewaniam odpowiedniej pieśnis). Przebra­
niem są przeważnie grochowiny, rzadziej wywrócony kożuch,
terminem poniedziałek wielkanocny; prowadzą niedźwiedzia na
łańcuchu lub powrozie; nadto w okolicach Poznania topią go
tak, iż grochowiny odpadają.
„Niedźwiedziem“ wreszcie nazywają też w Machcinie i Morownicy owiniętego w zielone gałązki i liście chłopca, którego
oprowadzają w Zielone świątki po domach i zbierają datki ;a)
lecz jest to zdaje się tłumaczenie ludowe dawnego zwyczaju, dziś
już niezrozumiałego dla ludu. W Sieradzkiem „niedźwiedź“

') Kolberg. Lud, str. 60.
3) Tamże, str. 350.
:i) Tamże, S. IX, str. 123.
4) Tamże, str. 130.
5) Tamże, S.- X, str. 351.
.6) Tamże, str. 66.
’) Tamże, str. 69.
8) Tamże, S. IX, str. 134—9.
'■') Tamże, S. X, str. 69.

171 —

Władysław Szyszkowski.

w czarnym kożuchu występuje wśród kolędników noworocz­
nych obok tura, kozy itd. Ł).
Na drugiem terytoryum, znaném Miaskowskiemu, t. j na
Mazowszu, występuje „Niedźwiedź“ w okresie mięsopustu i Bo­
żego Narodzenia. Pod Mszczonowem i Białą, w pobliżu opiewanej
przez poetę Włoszczonowej, przebierają chłopcy jednego za nie­
dźwiedzia, drugi chodzi z tyczką, na którą wtyka otrzymaną po
chałupach słoninę i szperkę, trzeci bije słomianą pytlą wszyst­
kie dziewczęta, które me wyszły za mąż ; w innych okolicach
chodzą z turem i tego smagają słomianą pytlą a) Nadto w powie­
cie Włoszczonowskim, w Białej i Błotnej istnieje odosobniony
a ciekawy zwyczaj weselny, w którym występuje niedźwiedź.
Jeden z gości przebiera się za kupca żyda, przerzuca przez
ramię worek, pełen niby pieniędzy a właściwie odłamków potłu
czonej miski, na linie prowadzi drugiego, przebranego za nie­
dźwiedzia, i pokazuje z nim różne sztuki. Kupiec tańczy z młodą,
ale panna przytem kuleje, natomiast ze starościną taniec idzie
gładko. Wreszcie kupiec przelicza pieniądze i wręcza je staro­
ścinie, ale młoduchna kryje się. kupiec więc lamentuje, kłótnia
kończy się ucieczką kupca i niedźwiedzia.3)
W innych okolicach Mazowsza odgrywa prowadzenie nie­
dźwiedzia ważną rolę w zwyczajach kolędowych i zapustnych.
W Mysłakowie (gub. warszawska) jeden ze śpiewających w osta­
tni wtorek przebiera się w kożuch wywrócony albo okręca się
grochowinami i jest „taki niedźwiedź“4). W samej Warszawie
jeszcze w pierwszej połowie XIX w. gromadki chłopców obcho
dziły „po kolędzie“ wszystkie domy od Bożego Narodzenia do
Nowego Roku. Najzręczniejszy przebierał się za niedźwiedzia
lub żórawia i wyprawiał odpowiednie figle.5) W Łukowskiem
chodzą w czasie zapustnym z niedźwiedziem, kozą i jeźdźcem
na koniu.,:) Kurpie przebierają się za żydów, niedźwiedzie i ko­
niki. 7) W Siedleckiem drobna zagonowa szlachta, obejmowana

') Kolberg, Lud, S. XXIII, str. 66.
2) Kolberg, Mazowsze, t I, str. 121.
:;) Wisła, t. Vll. str. 740.
*) Materyały antropol.-archeol. i etnogr., t. X. dz II, str. 231.
5) Gloger, Rok polski, str. 60.
°) Kolberg, Mazowsze, t. III, str. 73, 74.
’) Tamże, t. IV, str. 122.


172

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

nazwą Koziarów, zachowała też dawny zwyczaj prowadzenia
niedźwiedzia w grochowinach na słomianym powrozie.*)
Na Podlasiu, zamieszkanem też przeważnie przez drobną
szlachtę, mianowicie w ziemi Bielskiej, chodzą w wigilię Nowego
Roku dziewczęta, przebrane za cyganki, od chaty do chaty
i zbierają datki. W ślad za nimi idą chłopcy a jeden z nich,
przebrany za cygana, prowadzi niedźwiedzia w grochowinach na
grochowinowem lub Słomianem powróśle i popędzając kijem,
zmusza go do wyprawiania figlów przy odgłosie skrzypek. Obie
grupy zebrawszy datki, już bez przebrania zjawiają się
w karczmie i hulają do rana. Nakoniec zapalają na niedźwie­
dziu grochowiny i zaraz gaszą oblewając wodą. Tak kończą
rok stary a zaczynają nowy. Zwyczaj chodzenia z niedźwiedziem,
kozą lub konikiem był tam powszechny także w czasie mięso­
pustu, przyczem niedźwiedzia oprowadzał „Niemiec“ a nie
cygan.2)
Zupełnie zgodny co do terminu i sposobu przebrania z relacyą Miaskowskiego jest obchód w ziemi Dobrzyńskiej. Za nie­
dźwiedzia przebierają się tam parobcy w Popielec wieczorem
w ten sposób, iż okręcają się grochowinami, i tak chodzą po
chałupach, gospodarze zaś częstują ich wódką i piwem. 3)
Zwyczaje zapustne ludu kujawskiego nie różnią się wiele
od mazowieckich. Na Kujawach przebierają się chłopcy za żydów,
cyganów, niedźwiedzie, kozły i bociany. W niektórych wsiach
kujawskich widoczne jest nadto połączenie dwóch gdzieindziej
odrębnych zwyczajów. Człowiek, okręcony powrósłami z gro­
chowin, który ma wyobrażać niedźwiedzia, ciągnie tu taczki do
wożenia młodych mężatek, które wkupują się do grona gospo­
dyń we wstępną środę.1!
W Małopolsce niedźwiedź występuje rzadko. W Krakowskiem cygan z niedźwiedziem pokazuje się w szopce; w ostatki
zaś najczęściej występuje „koza“ t. j. chłopak, pokryty kocem
lub kożuchem i kłapiący pyskiem, lub też „zapust“ w kożuchu,
kudłami na wierzch obróconym, opasany powrósłem a na głowie
w tekturowej czapce z wstążkami.ň) W Lubelskiem przebierają się
') Wisła, t. VII, str. 732.
'-) Gloger, Rok polski, str. 109—11.
3) Zbiór wiadomości do antropol. i etnogr. kraj. T. II, dz. II, str. 16.
4) Gloger, Rok polski, str. U>9.
') Kolberg, Lud, S. V, str. 198, 263 4, 266.
— 173 -

Władysław Szyszkowski

w ostatki za niedźwiedzia, byka, kozła,x kozę i jeźdźca na ośle1)Wogóle jednak w Małopolsce tak w okresie Bożego Narodze­
nia jak w zapusty najpowszechniejsze jest chodzenie „z turo­
niem“, o którym już Fredro mówi iż „mięsopustnego tura
dzieci się strachają“.
Możnaby przytoczyć jeszcze szereg zapisków ludoznaw­
czych, świadczących, jak rozpowszechnione jest chodzenie z nie­
dźwiedziem w różnych okolicach i krajach. Wodzą go też na
Ślązku w ostatki w niektórych miejscowościach12). U Łotyszów
wędrują na Sw. Szczepana cygani z niedźwiedziem w obróco­
nym kożuchu i z żórawiem 3).4 Znany też jest niedźwiedź, okrę­
cony grochowiną w Łużycarh, co się tam zowie „mjedweża,
bara woryś“, i to od Bożego Narodzenia do postu *). W Cze­
chach „niedźwiedź występuje w każdej niemal grupie, przebra­
nej za cyganów, żydów itd. Jest to zazwyczaj chłopak, owinięty
w grochowiny i słomę, czasem też w kożuch obrócony kudłami
na wierzch; prowadzą go na powrozie i każą wyprawiać różne
figle ; gospodyni zaś usiłuje zerwać zeń garść grochowin kurom
i gęsiom na podściółkę, by się dobrze niosły ; dzieje się to
zwykle w ostatni wtorek 5)6 Dawniej przebierano się w Czechach,
jak świadczy Rvačovský, w czasie mięsopustu w różne skóry
zwierzęce kosmate, wilcze, niedźwiedzie, cielęce, baranie, ko­
zie itd. W tej samej postaci występuje „niedźwiedź“ także
u Niemców w Czechach °). Nie jest to jednak wpływ czeski,
gdyż Niemcy znają też od dawna niedźwiedzia zapustnego „Fast­
nachtsbär“.
Na podstawie niniejszych świadectw dadzą się określić
pewne wspólne właściwości obchodu z „niedźwiedziem“, głó­
wnie co do trzech okoliczności. Co się tyczy terminu, zasadni­
czo „chodzenie z niedźwiedziem“ odbywa się w ostatnie dni za­
pust, często też w okresie Bożego Narodzenia i Nowego Roku,
1) Kolberg, Lud, S. XVI, str, l W
2) Österreich.-ungarische Monarchie. Mähren u Schlesien. Slavisches Volksleben v. Slama.
3) Zbiór wiad-, t. XV, dz. lll, str. 230.
4) Schulenburg, Wendisches Volksthum, 1882, str. 137.
s) Por. Hanuš, Bájeslovný Kalendar, str. 80 i n. — Český Lid, 11
(1893), str. 73. — Reinsberg-Düringsfeld, Fest-kalender aus Böhmen,
str. 49 i n. — Oesterr.-ungar. Monarchie. Böhmen I, Feste und Bräuche
d. Slaven v Sobotka, str. 440 itd.
6) Böhmen, 1, str. 535.

174 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

wyjątkowo w drugi dzień Wielkiejnocy, zawsze w połączeniu
ze zbieraniem datków czyli kolędowaniem. Co się tyczy materyału przebrania zasadniczym są grochowiny obok wywróco­
nego kożucha. Forma wreszcie całego obchodu ma charakter
wesołej zabawy : niedźwiedzia prowadzą na słomianym powro­
zie, łańcuchu lub sznurku a ten skacze i stroi psoty, przypo
minając żywo oswojonego niedźwiadka.
Wychodząc z terminu obchodu, wyjaśniano „niedźwiedzia“
jako symbol zimy, ustępującej przed wiosennem odrodzeniem
przyrody. Tak sądził w Czechach Hanuś *), w Polsce Grabow­
ski 2); zdaniem Hanusa niedźwiedź jest symbolem zimy a chłopcy
i dziewczęta, które go prowadzą, symbolem odradzającej się
wiosny; zdaniem Grabowskiego wilk i niedźwiadek były to
symbole ciemności. Usiłowano przytem tłumaczyć te obrzędy
mitologią poszczególnych narodów. Hanuś uważał niedźwiedzia
za Peruna zimowego czy Czernoboga, wychodząc z fantasty­
cznej hypotézy, jakoby groch był mu poświęcony; Niemcy zaś
uważali to za szczątek obrzędów na cześć Perchty albo Hołdy
i Donara, w czasie których przedstawiano obrazowo upaaek
zimy 3). Dziś mitologiczne te hypotézy są zupełnie przestarzałe.
Opierając się znów na materyale przebrania tj. grochowi­
nach a także na czasie, wyjaśnia Mannhardt 4) niedźwiedzia za­
pustnego jako demona urodzaju „Korndämon, Vegetationsdä­
mon“. Zdanie jego ma niezawodnie większe prawdopodobień­
stwo, niż dawne tłumaczenia mitologiczne, ale grochowiny me
są wyłącznem i powszechnem przebraniem niedźwiedzia, gdyż
pojawia się także kożuch, wywrócony wierzchem do góry, a więc
naśladowanie skóry zwierzęcej, która, jak można wnosić ze
starszych świadectw, była pierwotniejszą formą wszelkiego prze­
brania się za zwierzęta. Słusznem wydaje się zapatrywanie
Zibrta, który uważa grochowiny za późniejsze usiłowanie nada­
nia kosmatości przebraniu, a to w braku skór zwierzęcych 3).
Nadto owo zrywanie grochowin na podściółkę dla drobiu w celu
zapewnienia większej płodności, tak powszechne w Czechach,
J) Bájeslovný Kalendar, 1860, str. 80.
2) Zwyczaje doroczne ze stanowiska mitologii słowiańskiej. (Ty­
godnik powszechny, 1879, str. 102).
■f) Reinsberg-Düringsfeld, Fest-kalender aus Böhmen, Praga, 1862.
4) Antike Wald u. Feldculte, Berlin, 1«77, str. 184.
*J Staroć obyć., str. 20.



175



Władysław Szyszkowski.

któreby wskazywało tę cechę demona urodzaju w niedźwiedziu
zapustnym, nie pojawia się prawie zupełnie w Polsce, wobec
czego można przypuszczać, iż było to późniejsze nadanie istnie­
jącemu zwyczajowi znaczenia agrarnego a to pod wpływem tej
okoliczności, iż niedźwiedź pojawiał się w ostatki lub popieleć,
które skądinąd były spokrewnione z dawnem wiosennem świę­
tem i wiele jego przeżytków pielęgnowały. Wreszcie sam ter­
min niestały zwyczaju, pojawienie się jego tak w okresie mię­
sopustu jak Bożego Narodzenia nie pozwala niedźwiedziowi
wśród innych zwierząt, wówczas wyobrażanych, nadawać pe­
wnych cech odrębnych, pewnego odrębnego znaczenia, ale każe
traktować go w związku z ogólnym zwyczajem przebierania się
za zwierzęta w okresie Bożego Narodzenia i mięsopustu, zwła­
szcza jeźli się zważy, że te same zwierzęta oprowadza się tak
w okresie Nowego Roku jak ostatków, że jest tur kolędowy
i mięsopustny, że z kozą chodzi się w Boże narodzenie
i w ostatki, tak samo z żórawiem itd. Przyczyna tej częstotli­
wości była zapewne dość prosta i stosunkowo późna. Zwyczaj
chodzenia z przebranymi ża zwierzęta ludźmi w obydwóch ter­
minach (a także w poniedziałek wielkanocny) łączy się ściśle,
ma za cel zbieranie datków, kolędowanie. Przebieranie się za
zwierzęta w charakterze poważnym właściwe było pierwotnie
zapewne tylko uroczystości zimowego przesilenia, spadającego
się co do terminu z Bożem Narodzeniem, w tym bowiem cza­
sie potępia je Kościół od lat najdawniejszych w całej Europie.
Chodzenie .po kolędzie z życzeniami pociągało za sobą zbiera­
nie datków, z którem połączyło się też współczesne przebiera­
nie się za zwierzęta, ale już raczej w charakterze zabawy, za
którą, jak za życzenia zbierano datki, i stało się urozmaiceniem
obchodu. Ponieważ w ostatki zbieranie datków wymagało też
konsekwentnie jakiejś zabawy, powtarzano rzecz znaną już z ko­
lędowania w czasie noworocznym. Życzenia, które łączyły się
ze zbieraniem datków, były jego przyczyną, miały uprawnienie
tak w jednej, jak w drugiej porze : w pierwszym przypadku
ze względu na początek roku astronomicznego i kościelnego,
w drugim ze względu na początek roku agrarnego.
Cały charakter wesoły zwyczaju i jego forma nasuwa je­
szcze inne przypuszczenia. Gloger sądzi
że tak chodzenie
'j Gloger, Roi, polski, str. 59, 74, 103—4.

— 176 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

niedźwiedziem, jak turem, wilkiem czy konikiem jest pamiątką
oprowadzania niegdyś tych samych zwierząt ale żywych, dziko
schwytanych lub oswojonych, i uważa to za zwyczaj, sięgający
czasów pogańskich. Przyjmuje nadto równoczesność obu form
mówiąc, iż w Nowy Rok pachołkowie i słudzy, złapawszy mło­
dego wilka, niedźwiadka lub coś podobnego, po domach go
oprowadzali a częściej sami przebierali się w wilczą, baranią
lub niedźwiedzią skórę, skąd powstało przysłowie „by z wilczą
skórą po kolędzie“. Zgodność taka zwłaszcza co do niedźwie­
dzia jest rzeczywiście uderzająca. Oprowadzanie na łańcuchu
człowieka, przebranego za niedźwiedzia, jego figle przy dźwięku
muzyki a wreszcie datek za widowisko przypomina owych pol­
skich niedźwiedników, sławnych i poza granicami Polski, o któ­
rych wspomina Klonowicz, Rej, Potocki i in. 1). Gloger wyraża
dalej przypuszczenie, że te wszystkie przebierania się za zwie­
rzęta oraz wodzenie zwierząt ze śpiewaniem odpowiednich pie
śni i powinszowaniami były to zwyczaje, sięgające czasów po­
gańskich Na innem miejscu jednak uważa przebieranie się
w czasie zapust za zwyczaj znacznie późniejszy: „T. zw. masz­
kary zapustne czyli karnawałowe i przebieranie się w różne
kostyumy, już od czasów średniowiecznych w zachodniej Euro­
pie, dało początek w Polsce zwyczajowi ludowemu przebierania
się w zapusty za żydów, cyganów, dziadów, niedźwiedzi, ko­
nie itd.“ ). Stanowisko więc na ogół niejasne trzeba chyba tak
rozumieć, iż przykład warstw wyższych uważał Gloger za przy­
czynę tylko powtarzania się przebierania za zwierzęta w czasie
zapust, samo zjawisko zaś uważał za rozwinięte samodzielnie
7 wodzenia żywych zwierząt w czasie kolęd i to jeszcze w cza­
sach pogańskich.
7.

Ze zwyczaj przebierania się za zwierzęta w okresie zimo­
wego przesilenia pochodzi z czasów pogańskich, na to dziś
przeważnie godzą się badacze. Nasuwa się tylko pytanie, czy
zwyczaj ten rozwinął się u poszczególnych narodów europej­
skich odrębnie od Greków i Rzymian, czy też pod ich wpły­
wem, od ruch został przyjęty. W ślad za etymologią słowiań-1 2
1) Por. Linde Słownik, III, 326. — Zbylitowski Piotr, Rozmowa
szlachcica polskiego z Cudzoziemcem. (Pisma. Wyd. Turowskiego, str. 27).
O niedźwiednikach ruskich por. Klonowicz, Roxolania, str 33—4.
2) Encyklopedya staropolska, t. IV, str. 488.

— 177 —

12

Władysław Szyszkowski

skiej kolędy od rzymskich kalend, za porównaniami mięsopustu
z rzymskiemi bakchanaliami, w czem upatrywano widoczny
ślad zetknięcia się Rzymian ze Słowianami w Danii, poczęto
też szukać wpływu zwyczajów klasycznych na zwyczaje innych
ludów Europy. Wpływ taki mógł istnieć bądź w czasach przed­
historycznych, bądź nawet i później w każdym narodzie osobno
za pośrednictwem rozmaitych czynników. Wybitny wpływ rzym­
skich obrzędów Kolend, Brumaliów i Saturnaliow, na zwyczaje
innych ludów Europy przyjmuje Wesołowski i odnosi to przedewszystkiem do zwyczaju przebierania się: „Jeźli w obchodzie
Bożego Narodzenia wogóle słuszna jest hypotéza przeniesie­
nia, — - mówi — odnosi się to mianowicie do tak wybitnych
zjawisk, jak maski i przebrania, które najłatwiej mogły oddzielić
się od kultu, wyodrębnić i przenosić z jednego miejsca na dru­
gie“ J). Idzie on nawet tak daleko, iż przypuszcza, że ruskie,
bułgarskie i polskie przebieranie się za kozy pozostaje może
w związku z koźlim, satyrowym strojem Brumaliów, przetrwa­
łym też w Norwegii i Danii (Yolebukk ; Yole-geit), Anglii i Ger­
manii (Klapperbock, Habergais). Przebieranie się za zwierzęta
w Polsce byłoby więc wpływem kultury bizantyńskiej, której
tak widoczne ślady dadzą się odnaleść, zdaniem badaczy rosyj­
skich, w folklorze Słowian południowych i wschodnich.
Za czynniki, które sprzyjały rozpowszechnieniu się masek
po całej Europie, przyjmuje Wesołowski grecko-rzymskich mi­
mów, późniejszych „histryonów“, niemieckich szpilmanów, ru­
skich pocieszników, skomorochów, któremito nazwami obda­
rzano spadkobierców owych starożytnych mimów. Istnieją
rzeczywiście świadectwa, iż „histryonowie“ ci przebierali się
w larwy. „Summa de poenitentia“ mówi o trzech rodzajach
„histryonów“: o tych, którzy wykonywają skoki i giesty kary­
godne (kuglarze), powtóre o takich, którzy obnażają ciała swe,
a wreszcie trzecia kategorya to ci, którzy wdziewają „horribiles
larvas“ 2). Do tego można dodać przytoczone już świadectwo
z traktatu Mikołaja z Błonia, iż histryonowie p:zebierali się za
jelenie i konie. Nadto zajmowali się ci średniowieczni mimowie
pokazywaniem tresowanych zwierząt, zwłaszcza niedźwiedzi,
tak w innych krajach, jak w Polsce, w której źródła średnio’) L. c„ str. 129.
Ł) L. c., str. 175.

— 178 —

Pierwiastek ludowy w poczyi polskiej XV i XVI w.

wieczne często wspominają „histrionów“. Oprócz tego jednak
istnieli też domorośli niedźwiednicy.
Nie można też zaprzeczyć, że w Rzymie istniał obok gro­
madnego biegania w skórach wilczych i koźlich, także zwyczaj
chodzenia po kolędzie w orszaku, w którym byli też maskowani.
Pewien ustęp z manuskryptu, przytoczony przez Du Cange’a,
opisuje „ludi Romani communes in Kalendis Januariis“. W wi­
gilię Kolend chłopcy noszą tarczę. Jeden z nich jest zamasko­
wany: „cum maza in collo", uderzają w bęben i tak chodzą
od domu do domu a larwa „sibilat“. Po ukończeniu zabawy
otrzymują od pana domu podarek *).
Histryonowie nie byli jedynym czynnikiem wpływu staro­
żytności klasycznej. Niejeden zwyczaj przyszedł stamtąd jeszcze
w czasach przedhistorycznych drogą obcowania narodów, nie­
jeden dopiero z Kościołem i kulturą zachodnią, lecz musiały
one znachodzić grunt odpowiedni, skoro się tak rozpowszech­
niły po wszystkich zakątkach Europy. Wpływ ten mógł nada­
wać odpowiednie formy zwyczajom domorosłym, przetwarzać
je i inne nadawać im znaczenie. Samo zjawisko przebierania
się w innym celu, w innym charakterze mogło istnieć już przed­
tem wśród rozmaitych ludów Europy, zwłaszcza, że jak wyka­
zali Andree 2). Bastian 3) i in., maski a przedewszystkiem skóry
zwierzęce jako materyał i sposób przebrania nie są wynalaz­
kiem Greków, ale w formie pierwotniejszej i nieudoskonalonej
maskowanie głównie za zwierzęta istnieje też u ludów pierwo­
tnych. Fakt, że zwyczaj przebierania się w skóry zwierzęce spo­
tyka się od najdawniejszych czasów u wszystkich ludów euro­
pejskich, każe przypuszczać, że początkiem swym sięga wspól­
ności aryjskiej. Powstanie zaś tego zjawiska da się wyjaśnić
z uwzględnieniem stopniów kultury od ludów pierwotnych do
cywilizowanych. Pewne fakty z życia ludów dzikich pozwalają
na określenie faz poszczególnych i celów, w jakich to przebra­
nie się odbywa i odbywało. Pierwsze fazy dadzą się też, jak tę
rzecz przedstawia rozprawa Karoliny Stewart wyżej przytoczona,
zastosować do wyjaśnienia powstania wiary w wilkołaki, która
właśnie wywodzi się z izeczywistego faktu przebierania się
') Du Cange, Glossarium med. laťmitatis, F. 4, str. 485.
2 Etnographische Parallelen u. Vergleiche. Lipsk. 1889,12. Masken.
•’) Masken u. Maskereien. (Zeitschr. f. Völkerpsychologie u. Sprach­
wissenschaft t. XIV, str. 335—358).

- 179

12

Władysław Szyszkowski.

w skóry zwierzęce. Człowiek pierwotny, nie mając skutecznej
broni przeciw zwierzętom, usiłował zbliżyć się do nich zapomocą przynęty, by je zbliska skutecznie zwyciężyć. Przynętą tą
było albo pożywienie albo też podobizna zwierzęcia tego sa­
mego gatunku. Podobizna taka mogła być skonstruowana bądź
jako rzecz osobna, bądź też sam myśliwy ubierał jakąś część
zewnętrznej postaci zwierzęcia albo całą jego skórę. Na uży­
wanie takich środków istnieją liczne dowody, które pozwalają
przyjąć tę okoliczność za najpierwotniejszą przyczynę i cel prze­
bierania się w skóry zwierzęce. Kadyacy wabią psy morskie
w ten sposób, iż wkładają hełm, podobny do głowy zwierzęcia,
resztę zaś ciała chowają i naśladują przytem głos zwierzęcia.
Eskimosi niosą na polowanie na bawoły całą bawolą skórę na
sobie, psy morskie chwytają przebrani w ich skórę. Gdziein­
dziej odbywa się w ten sam sposób polowanie na jelenie, an­
tylopy itd. Zaraz następną fazą będzie używanie najrozmaitszych
skór zwierzęcych w tańcu i śpiewie, przyczem nie bez udziału
jest naśladowanie ruchów i głosów zwierzęcych. Ta druga faza
opiera się również na faktach, znanych z -życia ludów pierwo­
tnych. Dopiero za wzrostem kultury powstaje wiara w nad­
przyrodzone działanie tańców i śpiewu i wytwarza się cały sze­
reg dalszych konsekwencyi, które nadają znaczenie kultowe tak
tańcom jak i przebraniu w skóry zwierzęce. I z takichto kul­
tów pochodzi zapewne zwyczaj, zakorzeniony w całej Europie,
przebierania się za zwierzęta w okresie zimowego przesilenia,
który zatracając charakter poważny a przyjmując charakter ra
dosnej zabawy, odrywa się od właściwego sobie czasu i uro­
czystości i występuje też w czasie późniejszym, jako jeden
z objawów zabawy ludowej.
Jednym z takich objawów jest też niedźwiedź zapustny,
który zapewne należał też do ogólnego cyklu przebierania się
w skóry zwierzęce, a dopiero potem otrzymał pewne cechy
obchodu agrarnego u niektórych ludów, ponieważ występował
w odpowiednim czasie. Natomiast innym zwyczajom popielcowym trzeba przyznać charakter wiosennych obchodów rolniczych
Takim przeżytkiem jest taniec na konopie, tak powszechny
w Polsce i w innych krajach, tudzież kłoda popiele owa,
o której wspomniał ogólnie Miaskowski:
„Ci gonią dziewki, co je w kloce zaprzęgają,
A one się niebardzo — widzę — ociągają“.
180 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

Bliższe szczegóły o tym zwyczaju podaje jedna z pieśni
popularnych z początku XVII w. :
„U której panny w tym roku
Mąż nie będzie podle boku,
Taka musi już kloc ciągnąć
Albo kury z kwoką lągnąć“.1)

Jeszcze szerzej opowiada o tem Kitowicz w XVIII wieku.
„Inni znów, spory kloc do łańcucha przyczepiwszy, chwytali
dziewki, przymuszając do ciągnienia kloca od domu do domu,
póki nowych nie złapali dla uwolnienia pierwszych. Początek
tej swawoli miał powstać od zalotnika wzgardzonego i stał się
powszechną karą na dziewki, które za mąż nie poszły. Podobne
swawole praktykowały się i po wsiach między parobkami i dziew­
kami... We wstępną środę po miasteczkach żaki i chłopcy cza­
towali na wchodzącą do kościoła płeć nadobną i przypinali jej
znienacka na plecach kurze nogi, indycze szyje, skotupy od jaj
i kości związane na sznurku lub nici i zakrzywioną szpilką.“ J)
Klocki i inne przedmioty, przypinane kobietom na plecach
w warstwach wyższych, są zreformowaniem dawnego zwyczaju
ludowego ciągnienia prawdziwego kloca, któryto zwyczaj dziś,
rzec można, znajduje się w okresie zaniku.
W Krakowskiem było jeszcze w XIX w. powszechnym
zwyczajem, iż po miastach swawolnicy nieznacznie zawieszali
w popieleć kawalerom i pannom z tyłu u sukni klocki (patyki,
kosteczki, kurze łapki) za karę, iż nie weszli w związek mał­
żeński. W niektórych zaś wsiach odbywał się zwyczaj w pier­
wotniejszej formie, ze szczególną uroczystością: „Jeden, prze­
brany za dziada, ze śledziem- na kiju, przewodniczył chłopcom,
którzy ciągnęli duży kloc, na łańcuchu uwiązany, łapali po dro­
dze parobków lub dziewki i zaprzągłszy do kloca prowadzili do
karczmy na okup, a to za karę, iż się nie pobrali. W innych
wsiach czynią tak baby z chłopami i dziewkami a ci muszą im
fundować. W samym Krakowie w tłusty czwartek lub w popie­
leć baby chwytały młodego chłopca i mszcząc się, iż w bezżeństwie' kończył zapusty, stroiły go w grochowy wieniec i przy­
muszały ciągnąć kloc po rynku, krzycząc „comber“, aż się
') Pieśni, tańce padwany XVII w. wyd. Wierzbowski (Bibl. zapomn.
poetów i prozaików, zesz. XIX, 1903 r., str. 18).
2) Kitowicz,. Pamiętniki, t. IV, str. 41.
— 181 -

Władysław Szyszkowski.

okupił. ') Podobnie czyniono i w Sieradzkiem w ostatnie dni
karnawału,2) a nadto pojawiały się także i tam klocki, kości,
kurze nogi na plecach młodzieży.J)
"W Rzeszowskiem był dawniej zwyczaj w Bziance, iż po
powrocie z kościoła przywiązywano kobiety do kloców od
rąbania drzewa, obecnie niema już tego zwyczaju w owej miej­
scowości. 4) W Tarnobrzeskiem istniało to niedawno jeszcze
w całym powiecie, ale powoli zanika. W Justkowicach jeszcze
przed kilkunastu laty chodziło po pięciu, sześciu chłopaków
z klocem i dziewką, która nie miała się czem okupić i pędzili
z klocem na strych. W Nadbrzeziu robiono tak z kawalerem,
który się nie wykupił, albo też przywiązywano wraz z nim
dziewczynę, z którą się miał żenić, a rodzice wykupywali.ft)
W wierszu wieśniaka w Stolach, Tomasza Wolskiego, śpiewają
kumoszki wedle dawnego zwyczaju:
„Niezapusty przesły,
dziewki za moz nie sły,
juz mogły sie wydać,
bedo kloce dźwigać“.6)
„Kuryer codzienny warszawski“ 11 lutego 1869 r. donosi:
„Wczoraj, jako w środę popielcową, dawnym zwyczajem tak
pannom, jak kawalerom, co po upływie zapust nie połączyli
się w stadła, przypinano z tyłu klocki z drzewa. Oprócz klo­
cków tu i ówdzie przypięto kurze lub indycze nogi albo z jaj
skorupy“.7) Podobnie w okolicach Zamościa dziewkom i cliło
pakom, którzy się nie pobrali w czasie zapust, przypinają
żonaci i zamężne kobiety klocki lub skorupy z jaj. 8) Na Pod­
lasiu klocki, lalki i skorupy. Tu i ówdzie jednak wciągają duży
kloc do mieszkań panien i kawalerów i zabierają go po wyku­
pie. Kloc ten wciągają też do karczmy i poty leją nań wodę,
aż się karczmarz gorzałką wykupi. Przez ten kloc skaczą baby
na len, gospodarze na owies.9;
’) Kolberg, Lud, S. V, str. 269.
2) Wisła, t. III, str. 4S7.
11 Biblioteka warszawska, 1851, t. 111, str. 176.
J) Materyały antropol.-etnogr., t. X, (1908) Dz. II, 118.
s) Lud, t. I (1895), str. 83—4.
*) Tamże, str. 49.
7) Kolberg, Mazowsze, t. I, str. 123.
") Tamże, Lud, S. XVI, str. 115.
9) Gloger, Rok polski, str. 112.

182 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

W okolicach Pińczowa przywiązują kloce starsze baby
młodym mężatkom i popędzają je słomianym batem do karczmy,
Ładzie ich mężowie muszą babom płacić, co się nazywa wkupnem
do bab. ') Jest to już niezwykła forma innego popielcowego
zwyczaju t. j. wkupna do bab. Wkupno młodych mężatek odbywa
się we wstępną środę także w innych okolicach, ale zazwyczaj
wiozą je baby na rozmaitych wózkach, półwoziach, taczkach,
bronach, saniach i t. d., często pięknie przystrojonych rodzajem
baldachimu.2)
Na ogół jednak dawny zwyczaj zaprzęgania dziewcząt do
Popielcowej kłody zamiera tak, jak zamarł już u Słowian połu­
dniowych, u których ciągnienie kłody zwało się „ploh vléci“.3)
Ta nazwa prowadzi do szeregu podobnych zwyczajów, w któ­
rych rolę kłody pług odgrywa. Auban-Mirotický w swem dziele
0 obyczajach wszystkich narodów (XVI w.) zapisał osobliwy
zwyczaj popielcowy, którego jednak Zibrt nie poczytuje za staroczeski: „W dzień popielca dziwno, co się po wielu miejscach
dzieje: panny, które przez cały rok chodziły w tańcu, gromadzą
młodzieńcy i zaprzęgają do pługa miasto koni, pług ten z graj­
kiem, na nim siedzącym, ciągną do rzeki lub jeziora“.4) Zgodny
w szczegóły zwyczaj w okolicach nadreńskich, Frankonii i innych
miejscowościach opisuje Seb. Frank w swym „Weltbuchu“.5)
Inne świadectwa niemieckie wspominają tylko o zaprzęganiu
dziewcząt do pługa i oprowadzaniu go dokoła, ale bez grajka
1 jazdy do rzeki, i widzą w tern karę za to, iż dziewczęta nie
zostały poślubione do popielca. Kronika Wiedemanna donosi :
„w popieleć źli chłopcy ciągnęli dokoła pług i zaprzęgali dziewki,
które nie okupiły się złotem, inni szli z tyłu i siali“. Kronika
Pfeifera opowiada, że oddawna był w Lipsku zwyczaj, iż w święto
Bakchusa (w ostatni wtorek) chłopcy ciągnęli pług i napotkane
dziewice zmuszali do zbliżenia się do jarzma, karając je za to,
iż pozostały wolne aż do tego dnia.e) Wspomina też o tym
zwyczaju jeden z „Fastnachtsspielow“, H. Sachs i inni.7)
’) ZDiór wiadomości do antropol., t. IX, dz. 111, str. 23.
2) Kolberg, Lud, S. XX111, str. 74; S. III, str 213; S. IX, str. 126-7:
S. X, str. 62, 194. — Gloger, I. c., str. 109 i t. d.
3) Kämthen u. Krain (Oesterreich.-ungar. Monarchie, 1891) str. 376.
4) Zibrt, Staroć, obyć, str. 40, przyp. 71.
) Grinun, Deutsche Mythologie, 1854, t. I, str. 242.
“) Tamże, sir. 242 - 3.
’) Schultz Alvin, Deutsches Leben im XIV u. XV. Jahrh., 1892, str. 415.
— 183 -

Władysław Szyszkowski

Takie jednak znaczenie pługa jako przypomnienia jarzma
małżeńskiego nie jest pierwotne, jest to tylko późniejsze prze­
obrażenie dawnego zwyczaju oprowadzania pługa w uroczystość
religijną, jako hasła do rozpoczęcia pracy rolnej i środka do
zapewnienia sobie urodzajności roli. E. Meyer wykazał, jak
ważną rolę odgrywa pług w kulcie i micie ludów aryjskich. ')
Pierwszą orkę, pierwsze wyjście z pługiem na rolę, które odbywa
się wśród czynności religijnych i symbolicznych, jak skrapianie
wodą i t. d. poprzedza często w znacznem oddaleniu czasowem,
uroczyste oprowadzanie pługa, święto przedoracze. Wśród uro­
czystych ceremonii oprowadzano pług na cześć bóstwa, aby zape­
wnić urodzaj, pomoc boską w nowem przedsięwzięciu. Taki obchód
odbywał się w Grecyi na drodze z Aten do Eleusis z udziałem ka­
płanów, taki charakter miały rzymskie „paganalia“, germańskie
oprowadzanie pługa z początkiem roku. Oprowadzenie pługa
musi się uznać koniecznie za uroczystość, rozpoczynającą iok
rolniczy, za najważniejszą część składową święta wiosennego.
Równorzędne znaczenie i rolę ma tu oprowadzanie
statku jako uroczystość rozpoczęcia żeglugi na wiosnę. Cudo­
wny statek Dionyzosa stawiano w Atenach, Smyrnie i t. d. na
kołach i obwożono po mieście jako „carrus navalis“ w święto
wiosenne Antesteryów. Później obchodzono rozpoczęcie żeglugi
wielkim świętem na cześć Izydy, przez opisane u Apulejusza
7vXouupéma lub „Isidos navigium“ rzymskich kalendarzy (5 marca),
przyczem uroczyście poświęcony statek puszczano na fale
W procesyi panatenajskiej niesiono też statek na kołach a peplos
bogini zawieszano na jego maszcie; obrzęd ten znajduje wyja­
śnienie w przysłowiu : eTc IIava8r]vaíwv ó irXovs. 2)
Już Tacyt porównywał germański wóz bogini Nertus z okrę­
tem Izydy. O oprowadzaniu statku na kołach w Germanii istnieje
świadectwo z 1033 r., a jeszcze w 1530 r. rada w Ulmie zaka­
zywała: „item es sol sich nieman mer weder tags noch nachts
verbuzen, verkleiden, noch einig fassnachtskleider anziehen, ouch
sich des herumfahrens des pflugs und mit den schiffen enthal­
ten, bei straf 1 gülden“.a)*)
*) Indogermanische Pflügebräuche (Zeitschrift d. Vereins f. Volks­
kunde, XIV, (1904), str. 1-18, 129—51).
2) Nilssön, Dionysos im Schiff. (Archiv . Religionswissenschaft, XI,
(1908), str. 339-402).
3) Grimm, D. Myth., I, str, 242.

— 184 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

Związek późniejszego mięsopustu z dawnem świętem wiosennem, obchodzonem tego rodzaju obrzędami, wskazuje też
nazwa karnawał, którą w nowszych czasach poczęto wyprowa­
dzać właśnie od nazwy statku wiosennego na kołach: „carrus
navalis“. Obwożenie statku i pługa polega na wspólnej idei uwi­
docznienia dwóch najradośniejszych zjawisk wiosennych : otwar­
cia roli na posiew, morza do żeglugi. Rzecz naturalna, że zwy­
czaj pierwszy musiał s;ę rozwinąć tylko u ludów nadmorskich,
drugi silniej u ludów śródlądowych.
Przeobrażanie się dawnych poważnych zwyczajów w pospo­
litą zabawę jest faktem znanym i częstym w ich rozwoju. Tak
też stało się z oprowadzaniem pługa, który z symbolu rolni­
czego stał się symbolem jarzma małżeńskiego. Słusznie zauwa­
żył Tobler, ') że „przemiana pierwotnego poważnego zwyczaju
uroczystego w późniejszą wesołą zabawę zapustną i ogranicze­
nie pierwotnie do całego życia natury odnoszącego się święta
wiosennego do zakresu stosunku płci nie wyklucza wzajemnego
związku i kolejnego rozwoju, zwłaszcza, że zapusty, przypada­
jące na czas przed wiosną, uchodzą równocześnie za porę
związków małżeńskich, a w licznych zwyczajach świątecznych
wiosennych istotną częścią składową jest łączenie chłopców
i dziewcząt w pary. Że wreszcie wolny stan, jako wyjątek od
reguły, nadawał się do traktowania humorystycznego zwłaszcza
w popieleć jako w końcu określonej pory, to rzecz zrozumiała“.
Przejście ułatwiał też zapewne udział młodzieży w obchodzie,
bo udział taki konieczny do przyjęcia, gdy chodzi o odmłodze­
nie natury, bez względu na to, czy obchód ten łączył się z kul­
tem jakiego boga czy bogini.
Porównanie świadectw niemieckich o zaprząganiu dziewcząt
do pługa i polskiego świadectwa o zaprząganiu do kłody, una­
ocznia analogiczną czynność i analogiczną myśl zwyczaju a raczej
jego przeobrażenia, ale nie dowodzi jeszcze przyczynowego
związku między obu przedmiotami, pługiem a kłodą, drugi nie
jest zastępcą i spadkobiercą pierwszego, ale zajmuje stanowisko
równorzędne jako przedmiot odrębny, który z czasem przybrał
taką samą formę zwyczaju i znaczenia, jak pług w Niemczech.
Jeden i drugi jest symbolem jarzma małżeńskiego, takie otrzy') Die Alten Jungfern im Glauben u. Brauch d. deutschen Volkes
(Zeitschr. f. Völkerpsychologie, t. XIV, str. 64—90).

— 185 --

Władysław Szyszkowski.

mał znaczenie i wyjaśnienie, kiedy pierwotna myśl się zatarła,
niegdyś jednak oprowadzanie pługa a ciągnienia kloca byłyto
zwyczaje odrębne, równorzędne, aczkolwiek blizko z sobą spo­
krewnione. Naprowadza na to zwyczaj, istniejący w XIII wieku
u -Łotyszów w Kurłandyi, którzy wówczas byli jeszcze sumien­
nymi przestrzegaczami zwyczajów pogańskich.
Paweł Einhorn w swej „Reformatio Gentis Letticae in
Ducatu Curlandie. Em christlicher Unterricht wie man die Letten
oder Unteutschen im Fürstenthumb Churland und Semgallen
von ihrer alten heydnischer Abgötterei... zum rechten Gotten­
dienst bringen müge“ (Riga, 16H6) pisze: „Und halten sie noch in
unser Christ-nacht und des Abends ein schandloss Fest mit Fres­
sen, Sauffen, Tantzen, Springen und Schreyen, in dem sie von ei­
nem Hause zum andern mit solchem ungeheyren Geschrey herumb
gehen, daher sie den Christabend unter sich nicht anders alss
den Tantz-Abend heissen, weil sie den Abend und die gantze
Nacht mit Tantzen, Singen und Springen zubringen. Derselbe
Abend wird auch Bluckwacker i. des Blocksabend genandt,
wie sie alssdenn auch einnen Block mit grossem Geschrey
herumb ziehen, denselben hernach zerbrennen und also ihre
Freude daran haben. Das ist gar gemein und thun sie dasselbe
noch unverholen“. l)
Nie jest to bynajmniej zwyczaj specyalnie litewski ani nawet
bałtycko-słowiański, ale istnieje u innych narodów europejskich.
Najsilniej co prawda, najwybitniej występuje u Słowian poludnio
wych pod nazwą „badnjak“, owa kłoda Bożego Narodzenia, od
której też dzień wigilijny zowią „badnji dan“. U Serbów spro­
wadza ją z lasu ojciec rodziny, a skoro ją zapalą, gospodyni
rzuca słomę dokoła ogniska, naśladując gdakanie kaczek, a dzieci
głos kur. Tą słomą nazajutrz podścielają bydło. Badnjak ów
nie może podczas nocy zgasnąć, gdy bowiem wchodzi w Boże
Narodzenie gość z pozdrowieniem „Chrystus się narodził“, odpo­
wiadają „Zaprawdę urodził się“ i obsypują pszenicą płonącą
kłodę, on zaś uderza w płonące drzewo i woła: „ile iskier, tyle
owiec, kóz i t. d. tyle szczęścia i błogosławieństwa dla tego
domu“, poczem sypie popiół na ścianę albo kładzie kilka sztuk
pieniędzy na płonące drzewo. Gdy badnjak dogasa, obnoszą go
dokoła ułów i po gospodarstwie, resztki składają wśród drzew
1) Scriptores rerum livonicorum. Ryga i Lipsk, 1848, t. II, str 623
186 -

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

owocowych. ') U Bułgarów przy kłodzie czuwa dziecko przez
całą noc aż do piania koguta. Zwyczaj ten, jak inne wigilijne,
zmierza i tam do zapewnienia urodzajności, a służą do tego
te same praktyki, co u Serbów.2) O paleniu kloca w wigilię
Bożego Narodzenia w Raguzie istnieje świadectwo z XIII w.3)
Najstarszą wiadomość o niemieckim „Weinachtsblocku“
podaje Meyer'1) z Pri(ir)niusa Scarapsusa, który zwalcza nie­
miecki zwyczaj „effundere super truncum frugem et vinum“.
Do tego rodzaju należy też skandynawski Julblock, angielski
Yuleelog. francuski „la souche de Noël“ i t. d.5) Kloc ten był
obsypywany zbożem, skrapiany winem, oliwą czy wodą (w Pol­
sce kłoda popielcowa też gdzieniegdzie) i palony, a szczątki
rozdzielano i sypano bądź na wodę, bądź gdzieindziej, zawsze
w celu zapewnienia urodzajów.
Z drugiej strony znów także i pług pojawia się nie tylko
w popieleć, jak u Niemców, ale także w obchodach Bożego
Narodzenia. U Polaków kładziono gdzieniegdzie trzosło pługowe
na stół wigilijny. Na Rusi Czerwonej chodzą w wigilię po cha­
tach z pługiem i udając oranie, sypią owies i kukurudzę. U Buł­
garów natomiast chodzi w ostatni w poniedziałek cała gromada
masek, wśród których ludzie w gałganach prowadzą psy, prze­
brane za niedźwiedzie, a główną rolę odgrywa t. zw. kuker
(błazen), zwykle w koziej skórze ; ten wieczorem zaprzągłszy
do pługa dwóch mężczyzn ze swego otoczenia, orze kilka skib
roli i sieje pszenicę. e)
Tak więc terminy, jakoteż oba zwyczaje a raczej ich przed­
mioty ustawicznie się mieniają i stoją, jak się zdaje, równorzę
dnie obok siebie. Potebnja 7) zestawia niemiecki zwyczaj zaprzę­
gania dziewcząt do pługa i przypinanie klocków w Polsce i Rusi
jako od siebie zawisłe, ale to pokrewieństwo dotyczy tylko
późniejszego przeobrażenia, później nadanego im znaczenia.
Pierwotnie jednak byłyto zwyczaje odrębne, jakkolwiek ten sam
') Kanitz, Serbien u. die Serben, str. 545.
2) Strausz, Die Bulgaren. Etnographische Studien. Lipsk, 1898, str.
355, 361.
3) Jireček w Archiv, f. slavische Philol., XV, (1893), str. 456—7.
4) L. c., str. 16.
6) Potebnja, O miticzeskom znaczenii niekotorych obrjadow i powierij. Moskwa, 1865, str. 3—4.
6) Strausz, 1. c., str. 381.
’) L c., str. 11.

187 -

Władysław Szyszkowski.

cel ich tak w dawniejszem jak i późniejszem znaczeniu: spro­
wadzenie urodzajności ziemi a w późniejszem przeobrażeniu
małżeństwa jako symbolu płodności. Takie też odrębne znacze­
nie nadaje kłodzie E. Meyer. Zwyczaje, z kłodą związane, zwła­
szcza w okresie Bożego Narodzenia, zostają z związku z kultem
bóstw pogody i urodzaju. Miejsce kłody drewnianej zastępuje
dlatego często „Donnerstein“. Obchód kłody u Łotyszów ma,
zdaniem jego, za cel sprowadzenie urodzaju na przyszły rok
przez boga pogody Peruna i odpowiada rzymskiemu zaklinaniu
deszczu „aquilicium“, kiedyto kapłani w czasie wielkiej posu­
chy ciągnęli przez miasto kamień „lapis manalis“. Czy zwyczaj
palenia kłody w okresie Bożego Narodzenia był pierwotny
u różnych narodów europejskich, czy też przyszedł z Rzymu
z klocem kolędowym, pozostawia nierozstrzygnięte. W każdym
razie jest rzeczą pewną, że ciągnienie kłody jest jednym ze
zwyczajów agrarnych, składających się na święto wiosenne,
przypadających na początek rolnego roku, i odpowiada opro­
wadzaniu pługa lub statku. Rozwoju całego aż do dzisiejszej,
dziwnej postaci nie można określić dokładnie z braku świadectw,
bo najstarsze Miaskowskiego podaje już późne przeobrażenie,
szczątek dawnego, poważnego zwyczaju agrarnego, Wahanie się
obu terminów jeszcze raz świadczy o ustawicznem wikłaniu się
roku rolniczego z astronomicznym i kościelnym.
Charakter rolniczego święta wiosennego nadaje popielcowi
jeszcze inny zwyczaj, a mianowicie skakanie na len konopie
i owies, po dziś dzień tak powszechne. Pewien związek z dzi­
siejszym tańcem konopnym wykazuje przesąd wspomniany
w „Figliku“ Reja p. t. „Szwiec co grad czynił z kamienia",
w którym mąż przyniósłszy żyto, radzi : „Pani sukniej podnie­
sie, by sie tak zrodziło“.*)
Oprócz zwyczajów popielcowych opisał jeszcze Miaskowski barwnie mięsopust polski, głównie uczty i tańce ; ale opis
ten w tonie moralizatorskim nie podaje żadnych zwyczajów,
któreby zasługiwały na głębszą uwagę, i ma znaczenie bardziej
obyczajowe. Zwyczaje jednak, zachowywane przy jedzeniu i piciu
opisane dokładniej przez innych poetów, są również doniosłej
wagi dla badań etnologicznych i zawierają wiele ciekawych prze­
żytków. Jednym z nich jest mycie rąk przed lub po je­
dzeniu.
*) Rej, Figliki, wyd. Wittyg, str. Cc. 5 v.
188 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

Złoty wiersz o zachowaniu się przy stole ‘) świadczy o tym
zwyczaju w Polsce:
„V wody szę poczina czescz,
drzewey nisz gdi sządą geszcz,
tedy ąna ręczę dayą,
tu szę więcz starsy posznayą
przytem szę k stołu szadzayą“.

Zwyczaj ten istniał w całem społeczeństwie. Rej mówi:
„Radeś, gdy ich przed tobą z wodą kilko stanie,
Ręcznik dzierżąc a mówiąc: miłościwy panie“.-)

Beauplan, zamieszkały na Ukrainie w XVII w., opisując
wogóle uczty panów polskich, opowiada, że goście skoro wnijdą
do sali, znajdują dwóch dworzan w pośrodku z miednicą i pozła­
caną nalewką, którzy kolejno nalewają każdemu wody na ręce
a dwaj inni podają ręcznik. O podobnej ceremonii na dworze
królewskim opowiada Royziusz. Współcześnie istniał taki sam
zwyczaj u innych narodów europejskich, Niemców i Francuzów3).
Nie jest to jednak wynik postępu i kultury, jakby się mogło
zdawać. Zwyczaj mycia rąk przed i po jedzeniu istnieje też
u ludów pierwotnych i ma pierwotne źródło w zabobonach lub
przepisach religijnych, trudno bowiem szukać hygieny u ludów
dzikich w tym przypadku, skoro brak jej w innych okoliczno­
ściach życia. !) Dziki po dotykaniu trupa myje się nie tyle dla
tego, żeby mu to było przyjemnie i sprawiało wewnętrzne zado­
wolenie, ale raczej dlatego, że duch zmarłego szkodliwieby
nań działał, lndyanie zachęcają dzieci do mycia twarzy i rąk
nie dla czystości, ale by nie gniewać wielkiego ducha. Mycie
się przed jedzeniem jest też przepisem, surowo przestrzeganym
w religiach wschodnich. Za głębszy tedy przeżytek trzeba uznać
i nasz zwyczaj, rozpowszechniony w całym narodzie. Poczucie
pierwotnego pochodzenia zatarło się już niewątpliwie o wiele
') Brückner w Archiv f. slavische Philologie, XIV, (1892), str. 496 502.
2) Rej Zwierzyniec, rozdz. IX, epigr. CLXI, wyd. prof Bruchnalski
(Bibl. pis. poi., str. 279); podobnie w „Apoftegmatach“ „O Bogaczu
a o mniejszym stanie“. Grabowski, str. 58.
3) Lacroix, Moeurs, usages et costume au moye'n âge et a l’epoque
de la renaissance, Paris, 1871, str- 188.
4) Haberland, Über Gebräuche u. Aberglauben beim Essen. (Zeitschr.
f. Völkerpsychologie u. Sprachwissenschaft, t. XVIII, str. 160 i n.).

— 189 —

Władysław Szyszkowski.

wcześniej niż w XV i XVI w, a przyczyną, która utrzymywała
ten zwyczaj tak u- nas, jak gdzieindziej, było to, iż widelce wcho­
dzą w użycie dopiero z końcem XVI w.
Inny zwyczaj z tej dziedziny: picie za czyje zdrowie
ma pochodzenie nie zupełnie jasne. Według Tylora M jest rzeczą
nader prawdopodobną, iż zwyczaj picia zdrowia żywych jest
w związku z obrzędem religijnym picia do bogów i nieboszczy­
ków, znanym u różnych narodów. Skandynawi starożytni speł­
niali zdrowia bóstw oraz królów na ich pogrzebach. Helmold
w XII w. mówi o dziwnym zwyczaju Słowian : obnoszą na
swych ucztach czarę, w którą nie tyle błogosławieństw, ile prze­
kleństw pod imieniem bogów dobrego i złego wmawiają. -)
Uczty uchodzą w Polsce jeszcze w XII w. za zbiór przeżytków
pogańskich według życiorysu św. Stanisława.
Zwyczaj przypijania do żywych sięga czasów dalekich. Już
u Greków były przypijania (epidexia), które postępowały kolejno
dokoła stołu, od nich przyjęli ten zwyczaj Rzymianie (greckie
■Kpoiriveiv, propinare — Graeco more bibere). 3j Podobnie czy­
nili dawni chrześcijanie : „vivas“, wzywali też czasem Chrystusa
przy napoju. W Niemczech wychylano w świątyniach dwa pierw­
sze kielichy na cześć bogów, trzeci ku pamięci bohaterów,
czwarty za zdrowie nieobecnych przyjaciół. Już w VI w. dawny
zwyczaj religijny przeobraził się w ludowy i stał się ogólnym
a ściśle określone przepisy podawały w średniowieczu ro­
zmaite sposoby picia: Zutrinken, Vortrinken, Wett- i Gesund­
heitstrinken.
W Polsce podanie głosi, że już Popiel przy pijał do swych
stryjów a w średnich wiekach spełniano zdrowie króla, przy­
jaciół i na własną pomyślność 4). Najdokładniejszy jednak opis
zwyczajów, z kielichem związanych, dał Rojzyusz w„Bakcheidzie“J)
i wyraźnie zaznaczył, iż są to zwyczaje prastare, sięgające cza­
sów niepamiętnych- Opisuje najpierw t zw. przypijanie. Zapra­
szający do picia, stosownie do starodawnego zwyczaju, pozdra0 Cywilizacya pierwotna, t. 1, str. 91.
2) Por. Harnisch, Slavische Mythologie, str. 151. - Gloger, Encykl.
staropolska, t. IV, str. 248.
3) Tylor, 1. c, t. I, str. 92.
4) Maciejowski, Polska i Ruś, t. I, str. 160.
5) Petri Royzii Hispani Carmina ed. Kruczkiewicz (Corp. antiq.
poet. Pol lat, t. 1, str. 233—9).

190



Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

wia grzecznie zapraszanego i ofiaruje mu swe usługi, następnie
wychyla kielich i pokazuje go zaproszonemu, poczem św:eżo
napełniony bierze prawą ręką i powstawszy z odkrytą głową,
podaje go drugiemu. Ten zaś również z odkrytą głową przyj­
muje kielich i wypowiedziawszy stosowne pozdrowienie i po­
dziękowawszy za życzenia, wychyla go do dna. Jeżeli coś ujmie
z tego zwyczaju, jest to poczytane za wielką obrazę i może
wywołać rozlew krwi. Zwyczaj ojczysty i ceremoniał uczty każe
tylko przypijać a pić samemu zakazuje. Dopiero po skończeniu
uczty następuje uroczyste picie zdrowia. Gospodarz każe przy­
nieść ogromną czarę i wypełnić po brzegi, następnie zwraca
się do biesiadników z wezwaniem, by, jeźli miłe im życie
i zdrowie królewskie, poszli za jego przykładem, i wychyla
duszkiem do dna puhar, gdyż ani kropla nie może pozostać,
wreszcie obróciwszy puhar ku ziemi, wstrząsa nim tak silnie,
iż ten zupełnie wysycha. Potem rozkazuje przynieść coprędzej
wszystkim takie roztruhany a każdy stojąc wychyla swój kie­
lich, poczem wstrząsa nim trzykrotnie, tak, że zaledwie lekki
ślad zostawia na obrusie. W ten sam sposób piją zdrowie ro­
dziny królewskiej, gospodarza itd., tak, iż jak żartował Kocha­
nowski trzeba było stać przez całą ucztę ')•
Jak widoczne z tego, Polacy mieli rzeczywiście, jak twier­
dził Długosz „varios modos bibendi“. Opis Rojzyusza odznacza
się wielką dokładnością w szczegółach, co oczywiście podnosi
znaczenie jego, jako świadectwa historycznego, ale odbiera
utworowi nastrój poetycki. Kochanowski, jako prawdziwy arty­
sta. postąpiłby w tym przypadku inaczej, nie poświęciłby wyo
braźni poetyckiej na rzecz dokładności historycznej, jak tego
zresztą dowodzi jego „Sobótka“.
Omówionej już uroczystości zimowego przesilenia dnia
z nocą, której cechy istotne pokryte są dziś jeszcze w wielu
szczegółach tajemnicą wskutek zlania ich z pierwiastkami ko­
ścielnymi i grecko-rzymskimi, odpowiada letnie przesilenie, któ­
rego najistotniejszą cechą były obrzędy, związane obecnie z wi­
gilią św. Jana. Ze starych świadectw i dzisiejszych przeżytków
wynika jasno, że są to obrzędy prastare, sięgające czasów po­
gańskich, wspólne wszystkim narodom europejskim a związane
') „Pełna przez zdrowie“. Dzieła, II, str. 299.

— 191 —

Władysław Śzyszkowski.

z kultem słonecznym. Różnice tu zachodzące nie dotyczą cech
istotnych. Termin obrzędów, zasadnicze rysy uroczystości jak :
palenie ognia, skoki przez pień, kąpanie się, wieńczenie zielem,
są powszechnie zgodne. Na podstawie tych wspólnych cech
nauka uznaje owe obrzędy świętojańskie, jakkolwiek różnych
nazw, za przeżytek kultu słonecznego a początek odnosi do
wspólności aryjskiej. Zresztą kwestya obrzędów świętojańskich
była i będzie jeszcze w szczegółach przedmiotem niejednokrot­
nych badań i wymagałaby osobnego studyum.
Kochanowski był pierwszym poetą polskim, który na owe
obrzędy zwrócił uwagę i uznał za przedmiot godny poetyckiego
obrobienia. „Pieśń świętojańska o Sobótce“ dowodzi przedewszystkiem, iż obchód Sobótki istniał w XVI w. wraz z poczu­
ciem starodawnej tradycyi, że głównemi częściami składowemi
obchodu było palenie ognia, muzyka, tańce i śpiewy. Nadto
w porównaniu z innemi świadectwami można przyjąć, iż śpie­
wały kobiety i to przeważnie pieśni miłosne, tudzież, że były
przepasane bylicą. Jak brzmiały pieśni, śpiewane podczas tej
uroczystości przez lud, nie można dokładnie i pewnie określić,
gdyż, jak to już wskazano, wpływ poezyi ludowej na pieśni So­
bótki ogranicza się prawdopodobnie tylko do wyboru tematu,
przewagi pieśni miłosnych, śpiewanych przez kobiety, a może
także do formy wierszowej Zresztą wskutek braku pisanych pie­
śni ludowych z XVI w. stosunku poezyi ludowej do artystycznej
bliżej oznaczyć nie można.
Dziś w samym Czarnolesie niema już obchodu Sobótki.
Nie zastał go już Zorjan Chodakowski, jak donosi w liście
z 16 listopada 1816 r., na krótko bowiem przedtem zakazała
go właścicielka, Magdalena z Raczyńskich księżna Lubomirska.
Natomiast trwa po dziś dzień w okolicznych wsiach. Świetli­
kowej Woli, Wilczowoli. W Policznie biorą w nim udział tylko
parobcy i dorosłe dziewczęta. Po zachodzie słońca umyślnie
wysłane dzieci zapalają stos i wracają do domu. Dziewczęta
ze śpiewem chóralnym zbliżają się do zapalonego stosu ; mu­
zyka postępuje naprzód i co czas pewien wtóruje śpiewom.
Przybywszy do stosu chłopcy ustawiają się ż jednej strony
a dziewczęta z drugiej, muzyka siada na boku i wszyscy śpie­
wają pieśń do św. Jana a potem pieśni swackie. Żadnych je­
dnak pląsów dokoła stosu ni skakania przez ogień już nie
urządzają, bylicą zaś opasują się w dzień św. Jana, dawniej
— 192 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

podobno i przy Sobótce. Opasywanie to ma chronić od bolu
krzyżów w czasie żniw i od opalenia ‘).
„Pieśń świętojańska o Sobótce“ przynosi pozatern jeszcze
ubocznie kilka szczegółów innych zwyczajów. Z pieśni panny
szóstej wynika jeden szczegół dożynek:
„Gospodarzu nasz wybrany,
Ty masz mieć wieniec kłosiany,
Gdy w ostatek zboża zatnie
Krzywa kosa już ostatnie“,
Pieśń panny trzeciej wspomina o ciągnieniu kota:
„Wystąp ty, coś ciągnął kota,
A puść sie na chwilę płota :
Uchowa cię dziś Bóg szkody,
Bo tu opodal do wody“.
Mimo że wzmianka Kochanowskiego nie jest odosobnio­
na, bo wspomina on jeszcze dwukrotnie o ciągnieniu kota we
„Fraszkach“ (1, 15, III, 8), mimo że wspomina o tern Rej („Figliki“, Bb 8 v), Górnicki i i., zwyczaj to dotychczas ciemny. Jedni
uważają owego kota za zwierzę, inni za kotwicę żelazną. Miał to
być pierwotnie rodzaj kary za drobne przewinienia a polegał na
ciągnieniu kota przez wodę na powrozie, czy kotwicy żelaznej
po ziemi, jak przyjmują inni ; następnie stało się to zwyczajem
ośmieszającym, wreszcie wyrażeniem przenośnem na oznacze­
nie śmieszności, jak świadczy Knapski w „Adagiach“. Zdaje się,
że pierwsze tłumaczenie jest podobniejsze do prawdy, bo ma
swe odpowiedniki u innych narodów w wiekach średnich.
W XVI w. istniało już obok zwyczaju także wyrażenie przeno­
śne, jak można wnosić ze wzmianek Kochanowskiego (Fragm.
pieśń. VII), Bielskiego (Rozmowa baranów, w. 720) i ze zape­
wnienia Kochanowskiego (Fr., 1, 15) :
„Nie za wżdy szuka wody ta robota,
Ciągnie go drugi nadobnie na suszy,
Sukniej nie zmacza, ale wżdy mdło na duszy“.
Podobnie nieznane bliżej a raczej wprost niezrozumiałe
z braku bliższych szczegółów i innych świadectw, któreby słu­
żyły do porównania, są zwyczaje mieszczańskie wspomniane1
1) Jastrzębowski, Czarnolas i Policzna, (Wisła, t. X, str. 233—4).

— 193 —

13

Władysław Szyszkowskí.

przez Bielskiego w „Rozmowie baranów“ (w. 401 i n.), jak
ścinanie i topienie świec wśród tańców z chorągwiami.
Inne, jak strzelanie do kurka, przybyły z Niemiec i na­
leżą do historyi kultury.
Oprócz wspomnianych już zwyczajów świątecznych zasłu­
gują na uwagę zwyczaje onrzędowe, związane bezpośrednio
z życiem człowieka od urodzenia aż do śmierci, z których do­
kładniej znane są z poezyi XVI w. i wzmianek wcześniejszych
obrzędy weselne i pogrzebowe.
O obrzędach weselnych wiadomości są stosunkowo szczu­
płe. Jeżeli bowiem gdzie istnieje słuszny powód do narzekania
na brak rodzimości i tchnienia rzeczywistości w literaturze, to
przedewszystkiem w dziedzinie epitalamiów, które jako utwory
okolicznościowe tak ściśle łączą się z życiem, z faktami rze­
czywistymi, a przecież tak mało przynoszą przyczynków do
poznania ówczesnych obrzędów weselnych, gdy tymczasem
w dzisiejszych zbiorach ludowych te właśnie obrzędy okazują
ogromną rozmaitość szczegółów, obfitość przeżytków nieraz
bardzo zamierzchłej przeszłości. Wśród kilkudziesięciu utworów
tego rodzaju zaledwie kilka opisuje sam obrzęd weselny, reszta
to panegiryki i hymeny na wzór poetów starożytnych Roizyusz
opisał dokładnie momenty przed weselem i samo wesele króla
Zygmunta Augusta z Elżbietą w 1543 r. *). Plastyczny obraz we­
sela szlacheckiego dał Miaskowski2) i Szymonowicz w „Koła­
czach“. Z życia ludu wiadomo tylko cośkolwiek o zalotach
wiejskich z Sobótki i 17 tej sielanki Szymonowicza.
Rojzyusz jako człowiek obcy z zamiłowaniem a zarazem
z ogromną dokładnością opisywał zwyczaje polskie, zdając so­
bie sprawę z ich dawności i doniosłości. To też, gdy opisuje
spotkanie Zygmunta Augusta z Elżbietą poza můrami miasta,
') »De apparatu nuptiarum optimorum maximorum Sigismundi Secundi Augusti Poloniae Regis etc. Atque Reginae Elisabes, Ferdinandi Romanorum Regis etc. filiąe, de adventuque ipsius Reginae ad nuptias, s lendidissimoque Regis occursu carmen properatuni“ i „Epithalamiiim optimo­
rum maximorum Sigismundi Secundi Augusti et Elisabes, Ferdinandi
regis filiae Petri Roysii Hispani Carmina ed. Kruczkiewicz, str. 29—41,
i str. 43 i n.
2) „Epithalaniium na wesele jego Mości Pana Macieja Pogorzel­
skiego z Jej Mością Panną Jadwigą P, orkową Gostyńską“. (Zbiór rytmów.
Wyd. Turowskiego, str. 235—42).

— 194 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

wyraźnie nazywa cały ten ceremoniał „prisais maiorum mos
ritusque“, a że ceremoniał ten nie był prostym wymysłem, ale
miał głębsze znaczenie, dowodzi przestrzegany przez Żydów
rytualnych zwyczaj odbywania obrzędu ślubnego w połowie
drogi obojga młodych. Według opisu Rojzyusza spotkanie oblu­
bieńców królewskich odbywało się według stałych przepisów.
Za miastem zbudowano trzy obozy „more vetusto“. Przybyw­
szy tam król, wysyła mówcę z pozdrowieniem dla królowej,
sam jednak pomimo palącego żaru miłości nie chce łamać da­
wnego zwyczaju i pozostaje na miejscu. Królowa udaje się też
do drugiego obozu, skąd może widzieć króla, i odbywa się
defilada polskich rycerzy. Dopiero po zachodzie słońca król
i królowa zbliżają się do środkowego obozu i w samym środku
na ograniczonem polu podają sobie ręce, poczem już razem
wjeżdżają do miasta.
Równie plastycznym i dokładnym w szczegółach jest opis
ślubu i uczty weselnej w drugim utworze Rojzyusza. Co się
tyczy stroju panny młodej, trzeba zauważyć, iż Elżbieta ma na
głowie nie wianek, ale złotą przepaskę, wysadzaną brylantami,
co zresztą nie stanowi różnicy, gdyż i dziś w niektórych oko­
licach używają zamiast roślinnych wianków opasek z rozmai­
tych świecidełek. Uczta weselna poczyna się i kończy myciem
rąk. Potrawy są bardzo rozmaite, ale nie spotyka się szczegól­
nych jakichś, obrzędowych. Po .uczcie- następują tańce, które
znów bardzo plastycznie opisuje. Podczas całej uroczystości
goście mają głowy nakryte, bo powiada wyraźnie Rojzyusz, iż
zbliżając się w tańcu do dam, obnażają głowę. Z nastaniem
nocy kończą się tańce, a małżonkowie udają się do swych ko­
mnat. Przedtem jeszcze biskup wrocławski przemawia ze strony
panny młodej, chwaląc jej ród, a biskup płocki ze strony króla,
wyrażając jego radość z powodu pojęcia takiej małżonki, po­
czem podają jeszcze słodycze. Te przemowy pochwalne przy
oddawaniu panny młodej małżonkowi, które spotyka się też
u szlachty, były również stałym zwyczajem weselnym. Tak sa­
mo, gdy Stefan Batory miał się oddalić z małżonką do łoża,
biskup kujawski wprowadził ich tam i w dłuższei mowie oddał
mu królewnę, podkanclerzy zaś odpowiedział w imieniu króla.
Byl to więc zwyczaj wstępny do pokładzin, o których Rojzyusz
już nie wspomina w opisie godów królewskich. Natomiast
w opisie wesela Mikołaja Trzebuchowskiego i Boguszy prze195 —

*

Władysław Szyszkowski.

mowy takie odbywają się dopiero koło łoża: „ad thalamos
cum ventum et fulcra cubilis“ l).
Nie obojętnym też szczegółem jest zachowanie się ludu
wobec godów królewskich. Wyjątkowo tylko wkradła się o tern
wzmianka do epitalamium Zygmunta i Barbary Pawła z Kro­
sna, które zresztą na wskroś jest przesiąkłe mitologią klasy­
czną. W zakończeniu zwraca się poeta do matek, a więc mie­
szczanek zapewne, by zabiegły' królowej drogę i sypały jej pod
nogi proso (milium) i mak (cereale papaver "). Rośliny te nie
były używane w obrzędach weselnych starożytnych, nie jest
to więc jak np. u Krzyckiego sypanie orzechów i mazanie
progu słonecznikiem ’)- reminiscencya literacka, ale żywy zape­
wne zwyczaj współczesny 4). Obsypywanie bowiem ziarnem no­
wożeńców znane jest u różnych narodów. W Polsce obsypują
owsem, pszenicą lub grochem 6). Mak spotyka się w rytuale
zachodnio-słowiańskim tj. na Śląsku, w Czechach itd/').
O swatach i zaręczynach szlacheckich podał skąpą
ale wartościową wzmiankę Rej i Bielski. Rej pisze w ,,Wize­
runku“ : „panny wieńce pieścienie panicom dawają“ 7), Podo­
bnie w „Komedyi Justyna i Konstancyej“ Bielskiego charitasmąż prosi :
„Awo ja twój, panno, oblubieniec,
Chciej mi popłać swój małżeński wieniec“
i określa bliżej czas, w którym się to dzieje, a mianowicie po
bytności dziewosłęba, bo dalej mówi :
!) „Epithalamium viri magnifici Nicolai Trebuchovii castellani Gneznensis et sacri regii cubiculi praefecti clarissimaeque feminae Tlieodorae Bogussiae“. v. 255 Roysii Carmina ed. Kruczkiewicz. T- I, str. S8.
s) „Epithalamion illustrissimi et invictissimi ducis et domini domini
Sigismundi regis Poloniae etc. nobilissimaeque ac pudicissimae Barbarae, filiae incluti et magnifici domini Stephani palatini Pannoniae Cepusiique comitis perpetui a magistro Paulo Crosnensi Rutheno conditum“.
v. 312. Pauli Crosnensis Rutheni atque Joannis Vislicicnsis Carmina ed.
Kruczkiewicz, str. 115.
3) Andreae Cricii Carmina ed. Morawski, I, str. 75.
4) Por. Pauli Crosnensis... Carmina... str. 115, uw. 6.
r) Pruski (Gloger), Obrzędy weselne, str. 286.
c) Żmigrodzki, Lud Polski i Rusi wśród Słowian i Aiyów. Księga I.
Obrzędy weselne, str. 210.
’) Wyd. Ptaszyckiego, sir. 17.

— 196 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

„Pan Bóg nam jest małżeństwo sprawił,
Sam się nawa dziewosłębem stawił“ x)
Że wymiana pierścionka i wianka była ogólnym i dawnym
zwyczajem, poświadczają też protokoły sądów duchownych
w sprawach małżeńskich 12).3 4Dziś
5 u ludu na znak przyjęcia propozycyi stawia się na stole miskę z chustką, białą wstążką
i wiankiem, a jeźli młody jest nieobecny, wtedy przez swatów
posyła się mu pierścionek i chustkę !) Niekiedy wianek wystę­
puje dopiero w zrękowinach. W Krakowskiem starosta czyli
swach ze stosowną przemową przewiązuje ręce czerwoną
chustką na bochenku chleba a po zrękowinach następuje targ,
który przeciąga się niekiedy parę godzin *). Nad Dniestrem po
zaręczynach przypina młoda wieniec do czapki odchodzącego
młodzieńca ■'). Wszystkie te zwyczaje wychodzą z pojęcia, iż
wianek jest symbolem niewinności panieńskiej. Pierwotne to
znaczenie zachował wianek po dziś dzień, zwłaszcza u Słowian.
Szereg momentów samego obrzędu weselnego w dawnej
Polsce daje zestawienie opisu Szymonowicza Miaskowskiego
a poniekąd i Rojzyusza, bo obrzędy na dworze królewskim
w zasadniczych rysach zgodne były z ogólnymi.
Opisy obu poetów poczynają się od przybycia pana mło­
dego i przygotowań do wesela, wśród których ważnym obrzę­
dem są rozplcciny. Szymonowicz woła:
„Panno! czas już rozpuścić warkocze rozwite,
Czas oblec szaty takiej sprawie przyzwoite.
Strójcie pannę do ślubu, sąsiady życzliwe!
Ślub święty jest i wasze prace świątobliwe.
Wszak tez wam tę posługę przedtem oddawano,
Toż i za matek waszych w obyczaju miano“.
Dziś odbywają się u ludu rozpleciny albo rano przed ślu
bem albo wieczorem w przeddzień. Jeźli odbywają się rano już
po przybyciu młodego, poprzedza je uroczyste ubieranie mło1) Wyd. Wierzbowskiego, str. 74, w. 1837—40.
2) Ulanowski, Praktyka w sprawach małżeńskich w sądach ducho­
wnych dyecezyi krakowskiej w XV w. (Arch. kom. hist., t. V, str. 99:
„... et fecerunt iuxta modům et consuetudinem inter se dantes anulum
et crinale...“).
3) Żmigrodzki, 1. c str. 30.
4) Pruski, 1. c., str. 92.
5) Tamże, str. 91.

— 197 —

Władysław Szyszkows^'j

dej do ślubu przy wtórze pieśni, której żałosna nuta pobudza
często młodą do rzewnego płaczu, ale jest to poczytane za do­
brą wróżbę. Widoczne więc, jak zwyczaj, który był niegdyś
ogólno-polski, (na wystawie archeologicznej w Krakowie
w 1856 r. znajdował się starożytny grzebień po królowej Ja­
dwidze, którym miano jej włosy rozczesywać, gdy szła za Ja­
giełłę), dziś zachował się tylko u ludu.
Po powrocie z kościoła odbywa się uczta weselna.
Miaskowski w swem epitalamium nie mógł się pozbyć tak po­
wszechnej we wszystkich hymenach maniery panegirycznej
i włożył pochwały panny młodej i pana młodego tudzież ich
rodów w usta dwóch bliżej nieokreślonych osób tuż po po­
wrocie z kościoła. Kryje się zapewne w tern zwyczaj rzeczy­
wisty, zwłaszcza, że podobne przedmowy istniały też na dwo­
rze królewskim i magnackim według opisów Rojzyusza, ale
w innym momencie przed udaniem się na spoczynek. Analo­
giczny moment dałby się także dziś wynaleźć w zwyczajach
ludu, w przemowie starosty tuż po powrocie z kościoła. Wój
cieki twierdzi, że przemowy te zajęły w drugiej połowie XVI w.
u szlachty miejsce pieśni obrzędowych.
Uczta weselna rozpoczynała się, jak każda inna biesiada
w Polsce, od umycia rąk. (Miaskowski : „Zaraz i srebro stru­
mień kryształowy na ręce leje“ . Porządek siedzenia przy ucz­
cie weselnej był zapewne też zwyczajem określony, bo tak
w epitalamium Miaskowskiego, jak w opisie Szymonowicza
młodzi siedzą w pośrodku swych gości.
Kołacz albo korowaj, bo taką nazwę nosi nie tylko
na Rusi, ale i w Lubelskiem lub na Mazowszu, jest chlebem
obrzędowym, uświęconym tradycyą wieków, z czego zresztą
i Szymonowicz wyraźnie zdawał sobie sprawę. Wnoszą go po
dziś dzień z uroczystym śpiewem i obdzielają gości, resztki zaś
rozdają dzieciom, które udziału w uczcie nie biorą i tak jak
w „kołaczach“, „za łeb oń chodzą“ '). Już samo pieczenie ko­
łacza jest połączone z wielu tradycyjnymi obrzędami i wróżba­
mi, które potwierdzają doniosłe znaczenie tego obrzędowego
chleba. Według Żmigrodzkiego 2) korowaj w czasie wesela jest
przedstawicielem samych młodych, jak zaś wnosić można z pie’) Pruski, 1. c., str. 310, 328.
’) L. c., str. 46 i n.


198



Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

śni Szymonowicza, przedewszystkiem panny młodej, jego zaś
spożycie symbolem oddania młodej pod władzą młodego.
Zgodnie z pieśnią Szymonowicza wniesienie kołacza jest zna­
kiem oddania młodej młodemu, skoro np. na Podlasiu daje
hasło do oczepin M.
Po uczcie weselnej następowały tańce, które według
zwyczaju rozpoczyna powinowaty młodego z panną młodą,
podobnie jak dziś drużba, potem dopiero tańczą młodzi ze
sobą i inni goście. Zakończenie epitalamium Miaskowskiego :
„I trwał tak długo on skok dobrej myśli,
Aż z białych wosków pochodniami przyśli
(Które sam Hirnen zapalił) po pannę“
jest oddźwiękiem rzeczywistego zwyczaju i stanowi przejście
do końcowego obrzędu pokładź in, którego wprawdzie
poeta nie opisuje, ale skądinąd wiadomo, że był on również
istotną częścią całego obchodu 2) i odbywał się tak na dworze
królewskim, magnackim, szlacheckim, jak po dziś dzień u ludu.
Był on nawet konieczny wtedy, gdy ślub odbywał się przez
zastępstwo. Górnicki opowiada o obrzędzie pokładzin na dwor/e wiedeńskim, przyczem Radziwiłł zastępował króla polskiego
wobec Katarzyny, córki Ferdynanda, i twierdzi, że nasze cere­
monie różniły się tylko obfitością oracyi 3) o czem zresztą
świadczy jego własny opis ślubu córki Zygmunta z księciem
finlandzkim.
Zestawienie znanych szczegółów obrzędów weselnych kró­
lewskich i szlacheckich z XVI w. wyraźnie dowodzi, że nie było
jeszcze wówczas tego zróżniczkowania, co dziś, że zasadnicze
momenty obchodu weseinego były takie same wśród wszystkich
warstw narodu a tylko forma była bądź pierwotniejsza, bądź
bardziej złagodzona wpływami kulturalnymi.
Druga najważniejsza grupa zwyczajów obrzędowych,
obrzędy pogrzebowe są zbiorem nieraz wprost do mepoznania zmienionych przeżytków kultury pierwotnej. Zgo­
dność nawet w szczegółach tych obrzędów u ludów pierwo') Gołębiowski, Lud polski, str. 104.
2) Ulanowski, 1. c.: „po ślubie posuerunt eos insimul alias pocladanij“.
3) Dzieje w Koronie. Górnickiego Dzieła wszystkie. (Wyd. Chmie­
lowskiego, t. III, str. 176).

— 199 —

Władysław Szyszkowski.

tnych i cywilizowanych świadczy, że one są wynikiem wyobra­
żeń, powstałych na jednakiem podłożu psychicznem. Przewija
sie wśród nich jedna idea : iż śmierć nie jest bynajmniej kre­
sem życia, ale tylko przejściem do dalszego żywota w podo­
bnej lub zmienionej postaci. Jak obfite w szczegóły najro­
zmaitsze są te wyobrażenia o życiu pośmiertnem, jest rzeczą
powszechnie znaną, niema bowiem na świecie ludu, któryby
nie opowiedział czegoś o zmarłych’i o pośmiertnem życiu lub
nie wyrażał tego w obrzędzie odpowiednim.
Według powszechnego mniemania dusza, opuściwszy ciało
w chwili śmierci a raczej, jak najnowsze badania pozwalają
przypuszczać, przeważnie dopiero w chwili grzebania, przebywa
w pobliżu grobów, unosi się w powietrzu lub udaje się do
krainy duchów. Lud nasz zachował pierwotne pojęcia o losach
duszy po śmierci ‘), a pieśni ludu opowiadają dokładnie o tych
wędrówkach. Najpowszechniejszą w różnych okolicach jest pieśń
o błąkaniu się po zielonej łące duszy, którą anioł lub inny
święty zabiera do nieba, pieśń znana już w XV w. Odpis wro­
cławski „Skarg umierającego“ dodaje do tegoż utworu nową
pieśń :
!
„Dusza z ciała wyleciała,
Na zielonej łące stała,
Stawszy silno zapłakała.
K’ niej przyszedł święty Piotr, arzkąc:
Czemu, dusze, rzewno płaczesz ? —
Niewola mi rzewno płakać
A ja nie wiem kam się podzieć.
Pojdzi, dusze moja miła,
Powiodę cię do rajskiego,
Do królestwa niebieskiego“ 2),
Wymienioną w tym wierszu zieloną łąkę uważa prof. Bruck­
ner za „grüne wiese“, na którą według wierzeń niemieckich
udawała się po śmierci pewna kategorya dusz, i twierdzi, że
wyrażenie to przeszło do owego wiersza ze źródeł czeskich lub
niemieckich ; jest to jednak kwestya wątpliwa, czy trzeba tej
„zielonej łące“ nadawać specyalne znaczenie, skoro lud bierze*)
*) Karłowicz, O pierwotnym człowieku, str. 87.
2) Brückner, Drobne zabytki języka polskiego. 1. (Kozpr. wydz.
filol. Ak. Um., T. 25).
— 200 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

ją zapewne dosłownie. Wzór łaciński czy niemiecki dotychczas
nieznany, Czesi znają także tę pieśń ]). ale nie posiada ;ej przy­
toczony przez Dobrzyckiego tekst czeski z XVII w. „A muj
smutku“, który to utwór ma być wzorem „Skarg umierającego“.
Bez względu na pochodzenie naszej pieśni sama tradycya lu­
dowa 2) świadczy, że odpowiada ona w zupełności wyobraże­
niom ludowym. Jest to w każdym razie najdawniejszy ślad tak
zakorzenionej wśród naszego ludu wiary w błąkanie się dusz
przez jakiś czas po śmierci.
Równie silna i szeroko rozpowszechniona jest wiara w po­
wracanie zmarłych w złym lub dobrym celu. Tak powracają
młode matki co noc, by nakarmić nowonarodzone a osiero­
cone dzieci, a więc w dobrym celu 8), ci zaś zmarli, co mają
grzech lub tajemnicę na sercu, nie mogą spoczywać spokojnie
w grobie i wypełniają kategoryę t zw. dusz pokutujących, tak
powszechnych dziś w wierzeniach ludu, a które niegdyś błą­
dziły po domach szlacheckich, straszyły i dręczyły potomków
i otaczają po dziś dzień mgłą tajemniczości zwaliska zamków,
kościołów itd., przyczem widoczne jest w wyobrażeniach z tej
dziedziny mieszanie osób zmarłych z ich duszami. O istnieniu
wierzenia, że duchy złych ludzi mogą wychodzić z grobów
i w nowej postaci straszyć potomków, wierzenia tak powsze
chnego zwłaszcza w XVIII w. wśród wszelkich warstw narodu,
świadczy wyraźnie Klonowicz, sam je bowiem podziela :
„Nonnunquam perhibent istis prodire sepulcris
Inter inortalesque nefaria spectra videri
Atque nova łacie seros terrere nepotes.
Scilicet haud satis est vivos nocuisse sed umbrae
Post cineres etiam mortalia pectora vexant“ *)■
W ślad za wyobrażeniami pierwotnemi szły też odpowie­
dnie czynności pogrzebowe. Wszelkie obrzędy pogrzebowe wy­
chodzą z dwóch punktów widzenia, dwa mają cele główne:
zapewnienie dobrobytu zmarłemu w przyszłem życ:u i zabez’) Máchal, Nákres slovansk. bajesl., str. 18.
2) Odmianki jej w dzisiejszej ludowej tradycyi wskazuje Karłowicz
w przypiskach do Tylora. T. 11, str. 384, a przytacza Brückner 1. c.
3) Bartels, Was können die Toten? (Zeitschr. d. Vereins f. Volks­
kunde, T. X (1900), str. 121).
4) Victoria deorum, rozdz. IV, str. 124.

201

Władysław Szyszkowski.

pieczenie się przed jego niepożądanym powrotem, oba zaś wy­
pływają z jednej zasady : wiary' w życie pozagrobowe. Istnienie
zabobonnych praktyk pogrzebowych pogańskich w Polsce
w XIII w. stwierdza mistrz Wincenty a specyalnie wymienia
okrutne objawy żalu i stypy pogrzebowe ')■ Synod poznański
ok, 1420 r. zakazuje przesądnych zwyczajów, jakie się łączą
z pogrzebami2). Szczegółów jednak z wieków średnich niewiele
znamy, w XVI w. istnieją dwie grupy świadectw, jedne dotyczą
zwyczaju ludowego, i to głównie na Rusi, który łączy się z po­
czuciem jego znaczenia, drugie pogrzebów królewskich i mo­
żnej szlachty, które mają charakter przeżytków bez poczucia
pierwotnej myśli. Z pierwszych tylko szczupła ilość ma cha­
rakter ogólniejszy, nie ograniczony terytoryalnie, między nimi
wyrażenia Reja a z wieków średnich relacya Kadłubka o obja­
wach żałoby.
Wyrażenia Reja w „Wizerunku“ : „Człowiek gdy się nie
nadziewa, wpadnie w wieczór na deszczkę, choć poraniu śpię
wa“f „Po małej chwili na deszce już leży: Już co się mu kła
nialo precz od niego bieży“, te wyrażenia trzeba brać dosło­
wnie, gdyż odnoszą się one, jak dowiódł Karłowicz *1. do
zwyczaju kładzenia nieboszczyka zaraz po śmierci na desce lub
ławie, który to zwyczaj, powszechny u nas i gdzieindziej np.
w Niemczech i na Kaukazie, zachował się w niektórych okoli­
cach kraju do dzisiejszego dnia a dał początek licznym wyra­
żeniom przenośnym jak np. „do grobowej deski“, tłumaczonym
często opacznie.
Pierwszym zwyczajem po śmierci było i jest narzeka­
nie i okrutniejsze objawy żalu. Mistrz Wincenty opowiada,
że przy śmierci Popiela, dziewice rwały włosy, kobiety kale­
czyły twarz, a staruszki darły szaty (lacérant crinem virgules,
matronae vultum, habitům annosae), co świadczy, że takie
objawy żalu istniały za czasów Wincentego w XIII w. Późniejsi
kronikarze wspominają o głośnym płaczu i zawodzeniu na po­
grzebach królewskich. •
') Mag. Vincentii (Kadlubkonis) Cronica Polonorum ed. Pr/eździecki. 1862, str. 27—31.
2) Starod. prawa poi. pomn., T. 5, dod., str. XXVÍI1 : „De abusionibus cucą funera“, „Item superstitiosas consuetudines, quae consueverunt fieri circa funera, prohibeatis“.
3) Lud, T. I, str, 16—19.

— 202 —

Pierwiastek ludowy w poezvi polskiej XV i XVI w.

Według Klonowicza istniały w XVI w. na Rusi Czerwonej
zawodowe płaczki, zastępujące narzekania rodziny zaraz po
śmierci zmarłego ’); ta instytucya utrzymuje się do dni naszych2).
Zastępstwo jednak takie było, jak się zdaje, wówczas objawem
sporadycznym i ograniczonym terytoryalnie, nie powszechnym.
Jan Menecius przynajmniej, opisując w liście do Jerzego Sabina
zwyczaje staropruskie, litewskie i ruskie, nic o tern nie wspo­
mina ; według jego opisu narzekania wychodzą z ust krewnych
i żony. Po uczcie, przy której sadzają również zmarłego w ubra­
niu, zwracają się do niego z narzekaniem, iż ich opuścił, a py­
tając, czego mu brakło, wyliczają cały jego dobytek od żony
począwszy a na zwierzętach domowych i drobiu skończywszy,
przyczem odpowiadają na wszystko refrenem : „czemuż więc
zmarłeś, skoroś to wszystko posiadał“. Żona zaś lamentuje je­
szcze przez 30 dni o wschodzie i zachodzie słońca, siedząc lub
leżąc na grobie“), li południowych Słowian wyprzedzały w XV w',
pochód pogrzebowy najęte płaczki, świadome pewnego rodzaju
zawodzenia, podobnego do śpiewu, obok tych jednak lamen­
towały żony i inne kobiety 4).
Instytucya najemnych płaczek, świadomych właściwego
sposobu zawodzenia i narzekania, jest może najbardziej cha­
rakterystycznym dowodem, iż tego rodzaju objawy były nie
tylko wynikiem wewnętrznego żalu, ale opierały się na głęboko
zakorzenionej tradycyi, uważane były za niezbędną częśc rytuału
pogrzebowego, sięgającego w przeszłość zamierzchłą. Okrutne
objawy żalu, wspomniane przez Kadłubka, poświadczone już
u Słowian w IX i X w. 5), znane też u narodów klasycznych
i u Żydów, Kościół poczytywał za przeżytek pogaństwa a pcnitencyały średniowieczne zakazywały surowo rwania włosów,
darcia twarzy i odzieży. Za takiż sam przeżytek uważał Kościół
także owe łagodniejsze objawy żalu, polegającego na głośnem
narzekaniu. Koncylium Toledańskie z 589 r. zakazuje krzyków
i głośnych jęków podczas wynoszenia nieboszczyka („quando
') Roxolania, 1584, str. 76.
2) Lud, T. Il, str. 212.
ï) De sacrificiis et idolatria veterum Borussorum, Livonum aliaruni
viciiiarum gentium. (Scriptores rerum Livonicarum, T. Il, str. 391- 2).
4) Zibrt, Seznam pověr. (Rozpr. Ak. České, lil, Třida I, (1894),
str. 27).
5) Tamże, str. 24.

— 203 —

Władysław Szyszkowski.

eum ad sepulturam portaverint, ilium uliilatum excelsum non
faciant“). Powtarzają ten zakaz inne synody średniowieczne ').
Ta łagodniejsza forma utrzymuje się wśród ludu do dzisiaj.
Nielogiczny i niedorzeczny jest zdaniem Klonowicza inny
zwyczaj pogrzebowy na Czerwonej Rusi (do dziś trwający) a mia­
nowicie składanie na grobach ciepłych pokarmów dla zmarłych,
nielogiczny z dwóch względów, raz dlatego, iż opiera się na
wierzeniu, że lotne duchy, cienie pozbawione ciała żywią się,
i to pokarmem cielesnym, a powtóre, iż jakkolwiek wierzą, że
św. Piotr zabiera dusze do nieba, mimo to tu na ziemi zasta­
wiają ucztę tym, których siedzibą mienią gród niebieski2).
Zwyczaj żywienia zmarłych zbyt jest znany i rozpowsze­
chniony, by go oświetlać tradycyą ludów cywilizowanych i pier­
wotnych. U ludów pierwotnych często spotyka się pogląd, iż
zmarły ustawicznie potrzebuje jadła i napoju, czemu odpowia­
dają pewne urządzenia grobów, ułatwiające z zewnątrz dostęp
wprost do zmarłych. Podobne otwory w pewnych prehisto­
rycznych grobach nasuwają przypuszczenie, iż służyły tym sa­
mym celom.. W Chinach istniał według księgi ,.Wen-gun-isja-li“
zwyczaj, iż obok trumny grzebano koszyki z mięsem, naczynu
z winem itd- a potem je zmieniano. Powstawanie analogicznych
zwyczajów u ludów pierwotnych i cywilizowanych poza Europą
dowodzi, że rozwiązania tej sprawy nie można opierać na historyi szczepów i narodów, ale analogię tych zjawisk można
objaśniać jedynie identycznością podłoża psychicznego; dalej
świadczy ono, że w Europie sięgały one głębiej w przeszłość,
niż to świadectwa historyczne wskazują. Nic dziumego tedy, że
Kościół uważał je za przeżytki pogaństwa i od początku swego
starał się usilnie wykorzenić je, jak świadczą już wywody Oj­
ców Kościoła. Z drugiej strony jako przykład zlewania się
‘) Zibrt, j. w., str. 12—13.
2) Roxolania 1584, str. 76:
„Quin etiam mos est morientum pasccre manfes,
Portari tepidos ad monumenta cibos.
Creduntur volucres vesci nidoribus umbrae
Ridiculaque fide carne putantur ali.
Scilicet oblitus modo se petiisse Rutenum,
Ut cassas animas Petrus in astra vehàt,
His tarnen in terris convivia fera sepultis
Vivere quos coeli rentur in arce, parunf.

204 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

pierwotnych zwyczajów i wyobrażeń z tej dziedziny z kultem
chrześcijańskim posłużyć mogą średniowieczne vota świętym
chrześcijańskim. Żywot św. Stanisława np. opowiada, jak ro­
dzice modlili się do Boga za syna, ślubując go św. Stanisła­
wowi i przyrzekając, w razie oswobodzenia syna od śmierci,
złożyć na grobie świętego trzy chleby i jednego koguta. Inny
wierny przyrzekał w razie uwolnienia syna od choroby dawać
corocznie jednego barana kościołowi, w którym spoczywają
relikwie świętego'). Takie przeobrażenie i zastosowanie da­
wnych zwyczajów do nowych kultów widoczne/też, jak się
okaże, w innych obrzędach pogrzebowych.
Co się tyczy wogóle stosunku zmarłego do pożywienia —
jak można wykazać u różnych narodów, -- ofiarowania tego
pożywienia dokonywają w rozmaitej formie i terminie. Miano­
wicie albo zaraz po śmierci, gdy zmarły spocznie na marach,
jak jeszcze dziś, i to nie tylko u ludu, oglądać można, składa­
ją obok katafalku chleb i sól, albo wkładają pożywienie do
trumny lub grobu zmarłego, jak świadczą otwory w grobach
ludów pierwotnych i wykopaliska, m. i. także słowiańskie2),
liczne świadectwa historyczne wcześniejsze i późniejsze, jak m. i.
Meneciusa i Stryjkowskiego ; bądźteż składają na zewnątrz
na grobie, bądź wreszcie wśród uroczystych biesiad zaraz po
śmierci i pogrzebie lub jakiś czas później odbywanych zosta­
wiają resztki jadła dla zmarłego, bez względu na to, czy uczta
odbywa się na cmentarzu, na grobach, czy też w domu zmar­
łego. O tym ostatnim rodzaju nie wspomina Klonowicz zwłaszcza,
że nie opisuje dokładnie składania ofiar co do sposobu i ter
minu, ale można świadectwo Klonowicza uzupełnić wcześniejszem Meneciusa, który opowiada dokładnie o biesiadach
w trzeci, szósty, dziewiąty i czterdziesty dzień po pogrzebie
(pominąwszy pijatykę zaraz pó śmierci, w której udział bierze
i zmarły). Z każdej potrawy rzucają wówczas część ze stołu na
ziemię i leją napój w przekonaniu, że dusza zmarłego tern się
żywi ®). Z czasem ów szczegół biesiad pogrzebowych się zatra­
cił. Stypy szlacheckie w XVI w. były też przeżytkiem dawnych
biesiad na cześć zmarłych, ale bez pierwotnych szczegółów
') Monunienta Poloniae historka, T. IV, str. 403, 405.
•) Krek, Einleitung in siavische Literaturgeschichte, str. 408.
■') Script, rerum livon., II. 391- 2.

- 205 —

Władysław SzySzkowski.

i poczucia pierwotnej myśli. Z terminu składania pożywienia,
z peryodycznego powtarzania się uczt na cześć zmarłych w pe­
wnym ograniczonym okresie, po ich śmierci można, jak to
uczynił Negelein ł), wnioskować o czasie związku duszy zmarłego
z ciałem także po śmierci lub przebywania jej w pobliżu ciała,
ze sposobu ofiarowania i przechowania pokarmów o pewnych
wyobrażeniach o losach i wędrówce dusz po śmierci ; pod tym
względem jest n. p. godne uwagi, iż w słowiańskich grobach
spotyka się przedmioty, służące niegdyś do przechowywania
jedzenia w czasie podróży i t. d.
Oprócz pożywienia a raczej naczyń z niego pozostałych
archeologia znajduje w grobach jeszcze inne przedmioty. Jednym
z nich jest pieniądz, o którego wkładaniu do trumny na Rusi
Czerwonej wspomina Klonowicz, przyczem tłumaczy ten zwyczaj
z pomocą mitologii klasycznej :
„Ut melius longum perficiatur iter,
Ut possit Stygium Russus persolvere naulum,
Tränet ut ad superos Elysiumque nemus“2). .
Wspomniany już Menecius opowiada, iż biorący udział
w obrzędzie pogrzebowym rzucają do grobu pieniądze, jakoby
zmarłego opatrywali na drogęs). Kronikarz czeski Hajek pisze,
że Przemyśl kazał włożyć Lubuszy do ręki lewej mieszek z pię­
ciu złotymi pieniądzmi dla nieznanego boga, do ręki prawej
zaś dał jej dwa grosze srebrne : „jeden vuodci, druhý plavci, aby
bez meškáni dala“ 4) Zresztą zwyczaj dawania pieniędzy do ręki
lub ust zmarłego czy wogóle do trumny rozpowszechniony jest
po całej Europie: w Grecyi, Rzymie, Niemczech, Francyi, Anglii
i t. d. Wpływ zwyczaju klasycznego nie jest bynajmniej konie­
czny, skoro, jak stwierdził Andree5), istnieje on także poza Eu
ropą u ludów, które nigdy nie były w zetknięciu z narodem
greckim lub rzymskim.
Trudniejsza sprawa z wyobrażeniem, z którem ów zwyczaj
się łączy i z którego wypływa. Zazwyczaj uważa się w tym
’) Die Reise d. Seele ins Jenseits. (Zeitschr. d. Vereins f. Volks
kundě, XI. (1901), str. 16-28).
2) Roxolania, 1584, str. 76.
*) Script rerum livon., 391 ; por. też Stryjkowski, str. 148.
4) Zibrt, 1. c., str. 20.
■'■) Ethnographische Parallelen u. Vergleiche. Neue Folge. Leipzig,
1889, str. 24-9.

— 206 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

przypadku za niezbędne wyobrażenie, jeźli już nie o Charonie,
to przynajmniej o mitycznej wodzie i przeprawie pośmiertnej.
Rohde'), Lippert2), i i. wystąpili jednak, przynajmniej co się
tyczy Germanów, przeciw twierdzeniu Grimma, jakoby moneta
owa zawsze oznaczała przewoźne, i uważali ją za resztkę sym­
boliczną składanych dawniej skarbów i mienia, przyczem naj­
lepiej zachowane pierwotne znaczenie upatrywał Lippert w wie­
rzeniu Mazurów pruskich, którzy ów pieniądz poczytują za pra­
wne odkupienie własności od zmarłego, nadto stwierdzał, że
już w XV w. dawny przeżytek, straciwszy pierwotne znaczenie,
upodobnił się do pojęć chrześcijańskich o św. Piotrze, kluczni­
ku niebieskim, o czem świadczą specyalnie wybijane monety na
„tributum Petri“. Bruchmann 3) wystąpił przeciwko twierdzeniu,
by pieniądze były zastępstwem innych przedmiotów, skoro bo­
wiem broń, żywność i inne dary znajdują się jeszcze obok pie­
niędzy, to dawano pieniądze bez ubocznej myśli, tylko dlatego,
że należały do mienia. Wreszcie Sartori4) w krótkiej, ale na
bogatym materyale porównawczym opartej rozprawie, wykazał,
z jak różnemi wyobrażeniami łączy się ów zwyczaj. Najpierwo­
tniejsze jest przekonanie, że własność człowieka za życia należy
też doń po śmierci i albo musi być z nim razem pogrzebana,
albo też dla jego użytku zastrzeżona a zabroniona bliźnim. „Po
nieważ jednak - mówi Sartori - - dosłowne wypełnienie ty.ch
warunków zbyt się sprzeciwiało ekonomii i interesowi pozosta­
łych, wcześnie musiano wprowadzić tu pewnego rodzaju okup“.
Tę rolę spełniają olbrzymie skarby, grzebane wraz ze zmarłymi.
Tak królom meksykańskim, grzebanym w świątyniach, przyda­
wano masy metalu. Trupy Hannibalów w Borneo mają ręce
napełnione złotem. U Chińczyków obliczają spadkobiercy pełną
wartość pozostałych posiadłości i składają odpowiednią sumę
zmarłemu do trumny. Jeszcze w grobie Karola W. złożono
skarb wielki. Takie skarby składano oczywiście tylko ludziom
bogatszym i potężnym. U innych był to okup skromny, który
z czasem ograniczył się do jednej lub kilku monet bezwartoJ) Psyche, str. 281, u w. 3.
2) Christentum, Volksglaube u. Volksbrauch. Berlin 1882, str. 400 i n.
) Zeitschr. f. Völkerpsychologie u. Sprachwissenschaft, t. XIV.
(1883), str. 231.
4) Dir Totemniirize (Arch. F. Religionswissenschaft, 11. (1889),
str. 205 — 225).
— 207 —

Władysław Szyszkowski.

ściowych. W Polsce — wspomina Sartori — przytacza się
jeszcze po dziś dzień jako powód, że zmarły mógłby zabrać ze
sobą majątek domu i dlatego daje mu się do trumny niejako
wykup, pieniądz. Podobnie u Mazurów uchodzi ów grosz za
prawny wykup i t. d. Jałmużna jednak taka bez względu na
wartość była potrzebna, by się zabezpieczyć przed powrotem
zmarłych, swych praw dochodzących. Wreszcie po zatarciu się
pierwotnej przyczyny i pochodzenia tego datku poczęto poda­
wać rozmaite przyczyny, by wyjaśnić ów zwyczaj.
Wyjaśnień tych dostarczają zazwyczaj wyobrażenia, odno­
szące się do podróży pośmiertnej. Za cel tedy owego składania
pieniądza podają pokonanie wszelkich trudności tej drogi,
bądźto, — jak Litwini (według świadectwa z 1573 r.)1) uła­
twienie nabycia w podróży posiłku, bądź przewozu przez mi­
tyczną wodę i t. d. Dlatego można z całą pewnością przyjąć
pierwszą część zdania Klonowicza: „ut melius longum proficiatur
iter“. Druga część, pominąwszy oczywiście obraz przejęty wprost
z mitologii klasycznej, jest również bardzo prawdopodobna.
Huculi bowiem dają i dziś grosze „na przewóz za morze“, bo
przez nie prowadzi droga do Boga, a przechodząc z ciałem
przez potok, wrzucają do wody monetę jako „przewoźne, przyczem wierzą, że im więcej wrzucą, tern prędzej i pewniej prze­
wiezie się zmarły na tamten świat“2). Zwyczaj więc składania
pieniądza łączy się u Rusinów z wyobrażeniem pośmiertnej
przeprawy przez wodę, które to wyobrażenie może być pocho­
dzenia klasycznego, zwłaszcza że i w pośredniej Rumunii świat
pozagrobowy leży poza morzem na zachodzie. Badacze wielkoi małoruscy przyjmują wpływ bizantyński, grecko-rzymski, nie
tylko co do wyobrażenia wody i przeprawy, ale i co do sa­
mego zwyczaju składania pieniądza zmarłemu ; opierając się
jednak na materyale i wnioskach Sartorego, należałoby raczej
ów wpływ ograniczyć tylko do genezy wyobrażenia „przewozu“,
które stało s ę późniejszem wyjaśnieniem zwyczaju składania
pieniędzy, zakorzenionego przedtem niezawiśle u różnych na­
rodów europejskich.
Wcześnie też zwyczaj kładzenia pieniędzy zmarłemu złą>) Globus, t. 69, str. 375.
2) Szuchiewicz, Huculszczyzna II., 269, 271.; Paczowskij, Narodnvj
pochoronnyj obriad na Rusi IZwit dyrekcji c. k. akgdemiczuoj gymnaz.
u Lwowi, 1903, str. 25).

— 208 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

czyi się z wyobrażeniami chrześcijańskimi, jak świadczą monety
z napisem „Tributum Petri“, wybijane już w XVI w. w Euro­
pie. U Lapończyków nad morzem Białem miał trup w jednej
ręce kiesę z pieniądzmi, w drugiej zapieczętowany list do św.
Piotra z poleceniem, iż jest godny niebax). Ponieważ — wedle
relacyi Klonowicza i Cieklińskiego2) — ksiądz dawał zmarłemu
także list do św. Piotra, więc widocznie wówczas pieniądz ów
godził się też z wyobrażeniami chrześcijańskiemu Jeźli w wę­
drówce pośmiertnej istniała mityczna woda, poza nią stał św.
Piotr jako klucznik niebieski, w wyobraźni ludowej bowiem go­
dzą się i zlewają pierwiastki różnego pochodzenia
Jak już wiadomo, najpierwotniejszą ideą wszelkich ofiar
pogrzebowych jest przekonanie, że zmarłemu należą się wszel­
kie przedmioty, jakie posiadał za życia, a przekonanie to współ
ne jest ludom pierwotnym i cywilizowanym w pewnej epoce
(u tych ostatnich pozostały tylko przeżytki). Z tej idei wycho­
dzą też przedhistoryczne obrzędy słowiańskie. Wszystkie opisy
pogrzebów u Słowian pogańskich świadczą o paleniu ciała
zmarłego wraz z odzieżą, bronią, końmi, psami, wiernymi słu­
gami, a przedewszystkiem z żonami. Według świadectwa nao­
cznego świadka, Araba Ibn Fadhlana, który w 921-2 r. śledził
obyczaje pogańskich Rusów, do statku, w którym palono zmar­
łego, składano mu pożywienie i broń, zabijano dlań dwa konie
a wreszcie i kobieta musiała z nim umierać s). Litwa miała też
podobne ofiary pogrzebowe. Długosz opowiada4), że Litwini
dołączali do ciała mającego spłonąć, co tylko było znaczniej­
szego: konia, woła, krowę, krzesło, broń, odzież,. pierścienie,
naczynia i wszystkie rzeczy, które uważali za miłe zmarłemu.
Zwyczaj ten uważa Długosz za wspólny nie tylko Litwinom,
Italom i Latynom, ale także pozostałym narodom, co obecnie
potwierdzają wyniki etnologii.
Jak w innych krajach, tak i w Polsce, wskutek przyjęcia
') Monę, Geschichte d. Heidenthums im nördlichen Europa, I, 29.
2) Potrójny z Plauta, wyd. Czubek. (Bibl. pis. poi.), str. 30: „Ty też
sama Orszulko byś co rychlej z listem Jachała od władyki do świętego
Piotra“. — List taki do św. Piotra z Białorusi zachował się w rkps. 739,
Bibl. Ossol. z XVI - XVII w. (Por. Lud, V, 80).
3) Krek, 1. c, str. 428.
4) Długosz, Hist- Pol., ks. X. (Opera c. Przeździecki, t. XII,
471-2, 474-5).

209

14

Władysław Szyszkowski.

chrześcijaństwa, zwyczaje pogrzebowe musiały uledz zmianie.
Ofiary ludzkie musiały odpaść zupełnie, ofiary zwierzęce, jak
zabijanie konia na pogrzebie wojownika, powtarzały się spora­
dycznie w Europie jeszcze do końca XVIII w.; naogół jednak
ofiary zwierząt jako też przedmiotów, z którymi zmarły miał
styczność, przybrały jako przeżytki w zmienionej szacie piętno
chrześcijańskie lub symboliczne znaczenie zwyczajów rycerskich.
Przeżytków tych należy oczywiście szukać w pogrzebach nie
przeciętnych, ale jednostek potężnych, przedewszystkiem w po­
grzebach królewskich. Dwa dokładne opisy pogrzebowe z wie­
ków średnich i późniejsze z XVI w. ukazują te nowe formy
dawnych obrzędów, przeżytki zwyczajów pogańskich w nowej
szacie chrześcijańskiej.
Pierwszy szczegółowy opis pogrzebu w Polsce, mianowicie
Kazimierza Wielkiego w 1370 r-, pozostawił w swej kronice
Janko z Czarnkowa, archidyakon gniezieńskił). Pomijając znany
już szczegół o głośnem narzekaniu przyjaciół zmarłego króla :
»planctum et ululatum maximum«, - warto wspomnieć, że
występuje tu już żołnierz, ubrany w królewską szatę, na najlep­
szym królewskim koniu, purpurą krytym, przedstawiający osobę
króla. Przez całą drogę odbywa się nadto hojne rozdawanie
pieniędzy między lud a to, jak się wyraża autor, by droga była
wolniejsza, tudzież, by się gorliwiej modlono za duszę zmarłego
Na uwagę jednak zasługują zwłaszcza szczegółowe ofiary, wy­
liczone przez kronikarza. W czasie pochodu po różnych kościo­
łach składają na ofiarę: purpurę i sukno, pieniądze i światło.
Główny obrzęd odbywa się dopiero w kościele katedralnym ;
przedewszystkiem każdemu z księży, którzy odprawiali nabo­
żeństwo przy ołtarzach dokoła kościoła, oharuje mistrz cere­
monii garściami pieniądze, następnie na wielkim ołtarzu składa
purpurę i sukno po dwie sztuki, wreszcie każdy z dworzan
ofiarując składa na ołtarzu naczynia, któremi służył zmarłemu:
komornik i podskarbi miednice srebrne z ręcznikami i obrusami, — stolnik z podstolim cztery wielkie srebrne misy, — cześnik z podczaszym naczyn a do picia, — podkomornik zaś
czyli marszałek ofiaruje najlepszego konia królewskiego. -- podkoniuszy uzbrojonego rycerza, w szaty królewskie odzianego.
b Kronika 11. De exequiis domino regi Kazimiro celebratis. 12. De
oblationibus factis in exequiis regis praedicti. Mon. Pol..Hist. Il, str. 616—9.

2U)

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVl W.

Gdy wkońcu poczęto według starego zwyczaju łamać drzewca
włóczni (warto zaznaczyć, że w popielnicach pogańskich na
Mazowszu znachodzą się już pokruszone i pogięte groty), roz­
począł się lament głośny.
Z opisu tego jest widoczne, że przedmioty ofiarowywane
na ołtarzu, pozostawały w ścisłym stosunku ze zmarłym ; były
"to naczynia, których zmarły używał, koń, którego dosiadał.
Wobec tego można przypuszczać, że ofiarowanie tych przedmio­
tów kościołowi, jest jedynie, przeżytkiem dawnego przydawania
zmarłym rzeczy, które służyły mu za życia, których on używał,
a które według powszechnego przekonania były dlań zastrze­
żone także po śmierci. Kościół uważał też składanie w trumnie
kosztowności za przeżytek pogaństwa i był temu niechętny.
Długosz podaje, że gdy w r. 1426 pochowano księcia mazo­
wieckiego, ustroiwszy go bogato zwyczajem pogańskim a nie
chrześcijańskim, biskup płocki, Stanisław Pawłowski, kazał wyjąć
z grobu kosztowności i rozdać je ubogim. Można więc także
tak hojne rozdawanie jałmużny w czasie pogrzebów uważać za
zastępstwo, w myśl zasad chrześcijańskich, dawnego zwyczaju
składania zmarłym skarbów. Że wszelkie te ofiary przypadły
kościołowi, jest rzeczą naturalną, nie tylko ze względu na samą
wiarę chrześcijańską i naukę kościoła, ale także wobec okoli­
czności ubocznej, że kościół był też siedzibą zmarłego w cza­
sach chrześcijańskich.
Według drugiego opisu zwyczajów pogrzebowych z wie­
ków średnich, *) na pogrzebie Jagiełły wyprowadzono „in oblationum morem“ większą ilość kom różnej wielkości, pokrytych
purpurą, a na ołtarzu składano misy i czary srebrne, „które
były najmilsze królowi za życia“, i pozostawiono ]e tam wraz
z wielką ilością pieniędzy. Myśl więc pierwotna jeszcze jaśniej
tu się objawia, bo składano te przedn.ioty na ofiarę, które
zmarłemu za życia były najdroższe. Na innem miejscu2) stwier­
dza Długosz, że te zwyczaje pogrzebowe, zwłaszcza owe konie
purpurą kryte, poprzedzające ciało i wprowadzane do kościoła,
nie były w zupełności uprawnione w religii chrześcijańskiej.
Opowiada, że gdy właśnie taki żołnierski pogrzeb sprawiono
biskupowi krakowskiemu, Zawiszy, w 1382 r., następnej nocy dał
*) Długosz, Hist. Pol., ks. XI. Opera, t. XIII, 530.
'-) Hist. Pol, ks. X. Opera, t. XII, 398.

- 211

Władysław Szyszkowskí.

się słyszeć tętent kopyt końskich w kościele i krzyki demonów:
„ut monstraret Dominus, pompám funebralem mundano more
introductam, in corporibus militum exosam, in pontificum detestandain fore“.
Z XVI w. istnieje szczegółowy opis pogrzebu Zygmunta I
w formie wierszowanej, którego autorem jest znów wspomniany
już niejednokrotnie Royziusz. >) Dokładnością szczegółów nie
ustępuje ów wiersz historycznym opisom Górnickiego i Biel
skiego, oddany do druku w pięć dni po pogrzebie, jest znów
dowodem żywego zajęcia się cudzoziemca naszymi zwyczajami
i trafnej obserwacyi.
Opisany przez Royziusza obchód pogrzebowy trwa trzy
dni. W orszaku jedzie Tarło w ciężkiej zbroi, z mieczem, zwró­
conym ostrzem ku ziemi ; za nim młodzieniec z tarczą i włó
cznią, również ku dołowi zwróconą, a dalej postępują dostojnicy
z insygniami, które składają na trumnie zmarłego. Spuszczanie
trumny odbywa się pierwszego dnia, drugiego wprawdzie też
pochód, ale z pustemi marami, uroczyste, zwyczaje następują
dopiero trzeciego dnia po nabożeństwie. Wówczas ów rycerz,
padłszy na ziemię, przedstawia upadek króla ; król Zygmunt
August rzuca ojcowski hełm przed ołtarz, narzekając na zgon
ojca, inni rzucają tarczę, miecz i łamią włócznię królewską,
dostojnicy zaś buławy, tudzież kruszą pieczęcie królewskie.
Wkońcu król, jakoby na nowo wszystko przywracając, pod­
nosi z ziemi insygnia królewskie, a dostojnikom oddaje
buławy.
Zwyczaje pogrzenowe udęc w porównaniu ze średniowie­
cznymi uległy znacznym zmianom, znikły dawne, znane w wie­
kach średnich ofiary naczyń królewskich, tak bli/.kie jeszcze
pierwotnej myśli, inne zaś zatraciły znaczenie ofiar a przybrały
znaczenie symbolów zakończenia władzy dawnego króla. Pomi­
nął zapewne Royziusz w swym opisie udział koni w pogrzebo­
wym pochodzie, który długo się jeszcze utrzymuje. Na pogrzebie
Zygmunta Augusta prowadzono 30 koni pod czarnym aksami­
tem a w każdym kościele stały misj z pieniądzmi, które svpano1
1) ,,Historia funebris in obitu Divi Sigismundi, Sarmatiarum régis,
et ad Sigismundum Augustum filium admomtio“. Crac., 1548 (Carmina
Roysii, ed. Kruczkiewicz, I. 99-117).

— 212 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

na ołtarz lub rozdawano ubogim. Na pogrzebie Stefana Bato­
rego prowadzono też mnóstwo koni.1)
Pogrzeby dostojników świeckich odbywały się z podobnym
ceremoniałem, z udziałem koni, rycerza ze zwróconym mieczem
ku ziemi i łamaniem włóczni.2) Stanisław ze Szczodrkowic
wyraźnie opisuje dawny zwyczaj wśród szlachty: „Na ofiarę
konie wodzą, A zaś z nimi w dworzec godzą... Niektórzy ten
zwyczaj mają : konia w zbroję przybierają. Swoje miecze pomia­
tając, A drzewca czarne druzgając, Wzdłuż we zbroi upadają,
Stary obyczaj działają.:<)
Zwyczaj ofiarowania koni istniał też u narodów romańskich
i germańskich. Takiego konia prowadzono na pogrzebie Ka­
rola IV, w roku 1329 ofiarowano konie w czasie Offertorium
w Paryżu, Edward III ofiarował konie na pogrzebie króla Jana
w Londynie.4) Na pogrzebie Günthera ze Szwarcburga w 1349 r.
ofiarowano pięć koni i inne przedmioty zmarłego na ołtarzu,
a potem wykupili je przyjaciele zmarłego za 400 guldenów. Na
pogrzebie cesarza Karola IV w 1378 r. ofiarowano najpierw
chorągwie i 26 wielkich rumaków, potem hełm zmarłego, na
ostatnim zaś koniu jechał zupełnie uzbrojony rycerz i ofiarował
zbroję wraz z rumakiem, poczem składali ofiary członkowie
rodu i dostojnicy.5)
Jedna i ta sama forma, jaką przybrały dawne przeżytki
w różnych krajach, wypłynęła stąd, że dawne obrzędy przetwa­
rzały się pod jednym i tym samym wpływem kościoła chrze­
ścijańskiego, w tej tylko formie i znaczeniu mogły być upra­
wnione w myśl zasad chrześcijańskich. Dawne znaczenie zacie­
rało się szybko, rycerz w zbroi ofiarował się tak samo, jak
inne przedmioty, należące do zmarłego, pierwotnie więc nie był
zapewne przedstawicielem zmarłego, ale tych, co niegdyś wraz
z nim ginęli ; rzucanie oznak króla a pierwotnie ich ofiarowanie
na ołtarzu nie oznaką skończenia jego władzy, ale pamiątką
') Schoneus Andreas, Daphnis seu de funere magni Stephani regis
Polonorum. Crac., 1588 (A IV r.) k 4
3) Pur. n p. Janicki, Elegia IV na śmierć Stanisława Kmity.
■!) „Rozmowa pielgrzyma z gospodarzem o niektórych ceremoniach
kościelnych“. iWyd. Celichowski. Bibl. pis. poi., str. 66—7).
4) Tylor, 1. c. I. 389.
5) Schultz Alvin, Deutsches Leben im XIV w. XV Jahrh. Lipsk.
1891, sir. 619-25.
— 213

Władysław šzyszkowski.

przedmiotów, które przydano niegdyś zmarłemu. Jest to zresztą
fakt często się powtarzający, że przeżytek niezrozumiały otrzy
muje z czasem inne znaczenie, niż miał pierwotnie.
Na pierwsze miejsce obrzędów pogrzebowycii wszystkich
narodów wysuwa się koń. Zabijanie i grzebanie konia wraz ze
zmarłym przetrwało w poszczególnych przypadkach do XVIII
wieku, —prowadzenie koni przed lub za trumną zmarłego prze­
trwało po dziś dzień, -- wprowadzenie ich do kościoła i ofia­
rowanie na ołtarzu, konieczny jednem słowem udział konia
w obrzędzie pogrzebowym, bez względu na formę, zastosowaną
do czasu i okoliczności, każe się domyślać, że przyczyna tego
była głębsza, niż przyjaźń, stosunek, jaki łączy konia z ryce­
rzem, koń mianowicie, jak wykazał Negelein, ') dzięki swym
naturalnym przymiotom, szybkości, instynktowi i t. d. uchodzi
od najdawniejszych czasów za istotę, przenoszącą dusze i zna­
jącą drogę do szczęśliwego kraju pozagrobowego. Już staroindyjski przepis każe chwytać kapłanom za ogon rumaka ofiar­
nego, gdyż „ludzie nie znają drogi do niebiańskiego świata, ale
zna ją koń“. W Grecyi i Syamie n. p. przywiązywano zbrodnia­
rzy do koni lub ogonów końskich, by je zabrały do lepszego
kraju. Cudowne własności przypisywane koniom, liczne wierze­
nia ludowe jak n. p. tak znane powszechnie o pojawianiu się
duchów i zmarłych na koniu, przesądy takie jak n. p., że jeź­
dziec, napotkawszy kondukt pogrzebowy, może zabrać duszę
zmarłego napowrót do wsi, i cały szereg innych wyobrażeń
różnych ludów i epok potwierdza tylko zasadniczą ideę, która
wpłynęła na przyznanie koniowi tak wybitnej roli w obrzędach
pogrzebowych.
') Das Pferd im Seelenglauben u. ťotenkult (Zeitschr d Vereins
f. Volkskunde, XI, (1901), str 406- 420; XII (1902), 14- 25, 577 -90).

— 214 —

ZYGMUNT UEMPICKI.

Podania o bohaterach.
PROBLEMY I METODY.

I. Uwagi wstępne.
1. Wyraz „podanie“ może mieć dwa znaczenia. Może ozna­
czać po pierwsze przekazane w tradycyi ludowej czasów pó­
źniejszych a nawet najnowszych, fantastyczne opowiadania w pro­
stym bezpretensyonalnym tonie n. p. o karłach, olbrzymach, wil­
kołakach albo też o przedziwnych zdarzeniach z życia zwykłych
śmiertelników. Może oznaczać po wtóre dawną — przeważnie
wygasłą — ustną tradycyę o zdarzeniach dziejowych, zwłaszcza
kraju własnego. Podania pierwszego rodzaju są to t. zw. poda­
nia ludowe w ścisłem słowa znaczeniu; podania zaś dru­
giego rodzaju to podania historyczne. Ale i tu czyni się
pewne odróżnienie; podania o prastarych bohaterach, często­
kroć z epoki przedhistorycznej nazywa się podaniami o bo­
haterach (Heldensagen) więc n. p. podanie o Mojżeszu, Zyg­
frydzie, Beowulfie, Krakusie, podania zaś o postaciach history­
cznych n. p. Bolesławie Chrobrym, Karolu Wielkim, Twardowskim,
Fauście, Kościuszce określa się jako podania historyczne — wściślejszem słowa znaczeniu.


215



Zygmunt Łeinpicki.

Przedmiotem niniejszych rozważań będą podania history­
czne, przedewszystkiem zaś podania o bohaterach. Nauka, która
się niemi zajmuje, zwie się heroologią — przedmiotem rozwa­
żań niniejszych będą więc problemy heroologii1). Współ­
czesny stan badań nad tymi problemami wykazuje dziś znaczną
rozbieżność poglądów, metody badania rozchodzą się w naj­
różnorodniejszych kierunkach, kwestye sporne się mnożą i kom­
plikują. Różnice poglądów panują zarówno wśród filologów
nowożytnych jak i starożytnych, a nawet i badacze biblii kwestyom tym dziś poświęcają baczną uwagę. *)
2. Ostatnią próbę syntezy, systematycznego ujęcia i rozwią­
zania zagadnień, dotyczących podań podjął Wilhelm Wundt
w swojej „Völkerpsychologie“ twydanie drugie, tom V, 2 na
str. 371 nast.)8) O tych wywodach Wundta da się powiedzieć
to samo, co o innych częściach wielkiego dzieła, że zasługa ich
polega głównie na zebraniu i przejrzystem ugrupowaniu materyału. Samo jednak meritum wywodów Wundta musi wywołać
sprzeciw. Po pierwsze: dlatego, że Wundt traktuje o podaniach
w tomie „Mythus und Religion“—z góry niejako uznaje ścisły
związek między podaniem a mitem. Powtóre: odnośny rozdział
dzieła Wundta ma tytuł ..Heldensage“ -t. zw. podań ludowych
Wundt de facto nie uwzględnia. Potrzecie: na podstawach rze­
komo empirycznych układa Wundt całą genealogię mitycznych
wytworów, przyczem zupełnie dogmatycznie (str. 374) przyj­
muje, że baśń jest w stosunku do podania bezwarunkowo pier­
wotniejszą formą mitu; „mityczna baśń podlega przemianom,
prowadząc najpierw do mitycznego a następnie do histo­
rycznego podania o bohaterach“ (385). Wundt a priori przyj’) Zagadnienie heroologii opracował w osobném dziele H. Munro
Chadwick „The heroic age“ Cambridge, 1912.
2) Por. Erich Bethe Homer und die Heldensage w Neue Jahr­
bücher f. d. klass Altert. T. VII (1901); W, Kroll Sage und Dichtung,
ibid. t. XXIX; Theodor Kappstein „Bibel und Sage“ oraz Her­
mann G u n c k e 1 „Mythus und Märchen“ w zbiorze „Religionswissenschaft­
liche Volksbibliothek“.
3) Z poprzednich systematycznych przedstawień wystarczy wymie­
nić: Karl R eu sehe 1 Volkskundliche Streifzüge Dresden und Leipzig
1903 str. 197 i nast. oraz Karl Wehrhan „Die Sage“ (w zbiorze „Hand­
bücher für Volkskunde t. 1.) Leipzig 1908; wartość tej ostatniej książe­
czki polega głównie na zebranym obficie materyale bibliograficznym.


216

Podania o bohaterach

muje pewne stanowisko w kwestyi, która właśnie jest sporną
t. j. w kwestyi stosunku podania z jednej strony do mitu, z dru­
giej do baśni.
Słusznie zauważa Wundt (str 3851, że właściwym proble­
mem heroologicznym jest struktura danego, konkretnego poda­
nia, słusznie podnosi, że przedewszystkiem germańskie podania
0 bohaterach zawierają szereg nierozwiązanych a niezmiernie
dla historyi jak etnografii i psychologii ciekawych problemów.
Na tych przedewszystkiem podaniach germańskich i badaniach
ich dotyczących, opierają się i niniejsze wywody. Przegląd prób
1 usiłowań, podjętych celem rozświetlenia i rozwikłania tych
właśnie problemów pozwoli najlepiej rozwinąć problematykę
tych badań przed ich systematycznem omówieniem ; przegląd
taki pokaże drogi i bezdroża badań, a te ostatnie są czasem
bardziej pouczające od pierwszych.

II. Historyczno-krytyczny przegląd głównych kierunków
badań nad podaniami.
3. Wprawdzie już Herder zdawał sobie sprawę z pojęcia
podania i stosował je do swych badań nad poezyą Starego
Testamentu, jednak naukowe badanie podań rozpoczęli dopiero
romantycy niemieccy. Pochop do tych badań dało, pod­
niecenie uczuć patryotycznych, obudzone wypadkami z r. 1805
i 1806 i żywe zainteresowanie się przeszłością narodową niemi
wywołane. W naukach humanistycznych a w szczególności histo­
rycznych dokonał się wówczas w Niemczech niezmiernie chara­
kterystyczny zwrot od indywidualistycznego do kolektywistycznego
pojmowania. Indywidualnej i świadomej twórczości jednostki,
odmawiano znaczenia. Schelling twierdził, że punktem wyjścia
poezyi jest twórczość nieświadoma, znacznie później dopiero
staje się poezya dziełem twórczości świadomej. Również Hegel —
i jego szkoła — twierdził, że najstarsze utwory poetyckie jak
mit, baśń i podanie nie są wytworem jednostki lecz ducha
narodu. ') Romantycy przypisywali podaniom pewną samodziel­
ność, mówili o życiu, panowaniu podań.
') O rozwoju tej nauki o „duchu“ por. Herm. U. Kanto iowicz
w Hist. Zeitschr. t. 108, gdzie podana jest literatura problemu, oraz
H. Dreyer „Der Begriff Geist von Kant bis Hegel“ w „Kantstudien1
Ergänzungsheft 7.

— 217 -

Zygmunt Łempicki.

Na tern stanowisku stoi Jakób Grimm W pierwszej
swej rozprawce o podaniach „Von Übereinstimmun}» der alten
^agen“ z r. 1807 t„Kleine Schotten“ IV, str. 9) akcentuje on sil­
nie historyczny pierwiastek w podaniach. Gdy Brentano i Arnim
wzięli się do zbierania pieśni ludowych pomyślał Grimm o zbie­
raniu podań i rozwija tę myśl w rozprawce z r. 1808 „Gedanken,
wie sich die Sagen zur Poesie und Geschichte verhalten“
(„Kleine Schriften“ I, 399) i w niej podkreśla moment historyczny
w podaniach, ale zarazem podnosi moment inny, pisze bowiem:
„In ihnen hat das Volk seinen Glauben niedergelegt, den es
von der Natur aller Dinge hegend ist und wie es ihn mit sei­
ner Religion verficht...“ Myśl zbierania podań urzeczywistnił
Grimm wraz ze swym bratem Wilhelmem, wydając w r. 1816
tom pierwszy „Deutsche Sagen“, w r. 1818 drugi. W przedmo­
wie („Kieme Schriften“ Vlil, 10) analizuje pojęcie podania i zasta­
nawia się nad sposobem zbierania podań i dokonanego w wyda­
niu doboru.
Pod wpływem badan Józefa Görresa zawartych w roz­
prawie „Der gehörnte Siegfried und die Nibelungen“. ') dokonał,
się ważny zwrot w poglądach Grimma. Görres odróżniał w poda­
niach o bohaterach trzy stopnie i trzy pierwiastki zarazem. Naj­
starszy, pochodzący ze wschodu — to mit, następnie połączenie
go z dziejami narodu — historya, wreszcie przetworzenie pra­
wdy historycznej pod wpływem praw estetycznych. Grimm, który
obok pierwiastka historycznego przyjmował już pewien religijny
moment, w podaniach, zaczyna akcentować całkiem już dobitnie
pierwiastek mityczny obok historycznego. Czym to w rozprawie
„Gedanken über Mythos, Epos und Geschichte“ z r. 1813 (Kl.
Sehr. IV, 74). Mitologiczny pogląd podnosi zdaniem jego boha­
terów pod niebiosa, ale pozbawia rozkoszy i dumy z rozpatry­
wania narodowej przeszłości — odrywa bowiem bohaterów od
podłoża ziemi ojczystej. „Nur dadurch wird der Widerspruch
versöhnt und gehoben, dass man beide Meinungen vereinbart
d. h. dem Volksepos weder eine reinmythische (göttliche) noch
rcinhistorische (faktische) Wahrheit zuschreibt, sondern ganz
eigentlich sein Wesen in die Durchdringung beider setzt“. Przez
') Rozprawa ta ukazała się w czasopiśmie „Trösteinsamkeil“ wyda­
wanym przez Arnima i Brentana. Przedruk tego czasopisma wydał Fr.
Pfaff (Freiburg i B. und Tübingen 1883), gdzie na str. 43 jest ro/.prawa
Görresa.
— 218 —

Podania o bohaterach.

ten pogląd staje się J. Grimm twórcą t. zw. teoryi dwu źró­
deł, „Zweiquellentheorie“, uważającej, że podanie płynie z dwu
źródeł, z mitycznego i z historycznego.
4. Zarówno pogląd uznający automatyczne powstawanie
podań jak i teoryá dwu źródeł spotkały się rychło z opozycyą
i odprawą. August Wilhelm Schlegel w czasopiśmie „Hei­
delberger Jahrbücher“ poddał poglądy braci Grimmów na poezyę ludową jako wytwór ducha narodowego ostrej krytyce. W.
Schlegel zwalcza kolektywistyczny pogląd Grimmów i akcen­
tuje rolę twórczej jednostki także w tein, co się zwykło nazywać
poezyą ludową.1) W. Schlegel podaje własną bardzo jasną i tra­
fną definicyę podania: „Unter der Sage verstehen wir das Anden­
ken merkwürdiger Begebenheiten, wie es sich durch mündliche
Überlieferuug von einem Geschlecht und zuweilen von einem
Volk zum anderen fortpflanzt... Vorliebe oder Abneigung, dann
der dem menschlichen Geist besonders in der ersten Frische
der Einbildungskraft innewohnende Hang zum Wunderbaren,
brachten Übertreibungen hervor und die Ruhmbegierde fasste sie
willig auf“. „Aus obigen Umständen erhellet, wie die Sage noch
ehe sie dichterisch behandelt wurde schon in gewissem Grade
den Anforderungen der Poesie entsprach, so dass der Dichter
nur kühnlich in derselben Richtung fortzugehen brauchte“.
Gdy tak Wilhelm Schlegel zwalczał pogląd na automaty­
czne powstawanie podań i starał się uwydatnić istotę ich poe­
tycznej formy również Wilhelm Grimm (w recenzyi z książki
Moriego „Einleitung in das Nibelungenlied“) pomieścił trafne
uwagi o istocie podań. Wychodząc poza pierwotne własne histo­
ryczne pojmowanie Nibelungów i mitologiczne, zainaugurowane
przez Kannego i Görresa, nie zadawala się Wilhelm Grimm teoryą dwu źródeł swojego brata, stwierdza, że podania nie należy
uważać za jakiś petrefakt, lecz za coś, co żyje i znajduje się
') Z interesujących, niezwykle trzeźwych wywodów W. Schlebia
warto przytoczyć niektóre zdania (A. W. Schlegel Werke hrsg v.
Bocking. T. XII, str. 387 i nast.) „Es ist wahr, der Ursprung vieler Hel­
dendichtungen verliert sich in das Dunkel der Zeiten, soll inan daraus
schliessen, das, was unsere Bewunderung verdient, sei von selbst gleich­
sam zufällig entstanden“. „Wenn wir einen hohen Turm in wohlgeor­
dneten Verhältnissen über die Wohnungen der Menschen hervorragen
sehen, so erfahren wir freilich leicht, dass viele Bauleute die Steine
herzutragen haben. Aber die Steine sind nicht der Turm: diesen schuf
der Entwurf des Baumeisters“.

— 219 —

Zygmunt Łempicki

w toku ciągłego ruchu i rozwoju. ’) W toku tego właśnie roz­
woju znaczenie mitologii i historyi maleje a człowiek szuka
coraz bardziej w podaniach zaspokojenia swych potrzeb este­
tycznych. Pierwiastek czysto epicki bierze górę.
W r. 1829 wydaje Wilhelm Grimm dzieło p. t. „Deutche
Heldensage“, które do dziś dnia jeszcze jako zbiór materyału
swą wartość zachowało i stwarza podwaliny pod naukowe, filo­
logiczne badanie podań. W tym samym czasie zaś Karol
Lachmann inauguruje przez swoją rozprawę „Kritik der Sage
von den Nibelungen“ (wyszła w r. 1831) naukowe badania nad
podaniami. Zostawał on jeszcze pod silnym wpływem roman­
tycznego poglądu na poezyę i podania. Postawił on sobie za
zadanie ścisłe odgraniczenie roli pierwiastka mitycznego i histo­
rycznego w podaniu o Nibelungach ; postępował dość radykal­
nie, albowiem o ile dla jakiejś postaci nie znalazł pierwowzoru
historycznego, uważał ją za mityczną.
Ścisły krytycyzm Lachmanna wydawał się Grimmon pedan­
tycznym. to też przychodziło między nimi a Lachmannern do
ostrej polemiki. Sprzymierzeńcem Grimmów w tej walce był Lu­
dwik Uhl a nd *) Pogląd jego na podanie zbliżony jest do Wilhel­
ma Grimma, ale akcentuje on w podaniach pierwiastek „etyczny“.
Określa to w ten sposób . „nur in dem Ganzen des Volkslebens
und der Volkssitte, des Volkscharakters... kann auch das Gesamt­
bild, welches die Poesie gibt, seine volle Erklärung gewinnen“.
Żąda więc Uhland uwzględnienia przy badaniu podań punktu
widzenia ludoznawczego. Mityczną intepretacyę podań Lach­
manna podobnie jak J. Grimm s) odrzuca, uznaje samotworzenie się podań: „Die Sage ist Poesie des Volkes im Gegensatz
zur dichterischen Persönlichkeit“.
') Podobnie zapatruje się na istotę podań Wilamowitz „Audi
für die Sage ist die Ruhe der Tod. Sie ist ein Strom geschmolzenen
Metalls. Hs rinnt dahin, versehrend und einschmelzend was in seinen
Weg kommt, Schlacken abstossend, Blasen werfend, bis die Hitze ver­
flogen ist; dann liegt es starr und kalt: aber es bewahrt nur in dieser
Starrheit seine Form. So können wir die Sage nur in dem erstarrten
Zustande erfassen, der ihr ermöglichte, zu dauern, während sie, so lange
sie lebte, dem Wechsel unterworfen war“ („Herakles“ Berlin 189b 1, 100).
2) Poglądy Uh lau da zawarte są w jego „Schriften zur Geschichte
der Dichtung und Sage“ w tomie 1 i VU zwłaszcza w tomie 1, 13t -137
i 211 i nasi.
3) Por „Briefwechsel Grimm Meusebach“ str. 3Ó6 i nast.

220 —

Podania o bohaterach.

5. Trwałe naukowe podstawy dał badaniom podań Ka­
rol Müllen hoff,') który stworzył w zakresie tych badań
szkolę. Byl on uczniem Lachmanna, to co Łachmanu uczyni!
dla podania o Nibelungach to zastosował Müllenhoff do innych
podań. To go właśnie interesowało, w jakim stosunku pozo
stają w danym podaniu do siebie pierwiastki mityczne .i histo­
ryczne. Dążył w swych badaniach do przywrócenia stosunku
między heroologią a mitologią. Od podań zwracał się ku mitom;
poszczególne mity przechodziły zdaniem jego do podań, tak
ii. p. przeszedł Zygfryd z religii szczepu Istweonów do podania
o Nibelungach. Dzięki genialnemu darowi wczuwania się i kom binacyi dochodził Müllenhoff do tak wspaniałych odkryć jai<
n. p. wyjaśnienie Alces (Tacyt Germ, 43) i wykazanie śladów
mitu tego w starogermańskich podaniach.
Główne znaczenie Müllenhoffa polega na tern, że wydosko­
nalił on metody badania podań. Kładł przedewszystkiem nacisk
na poznanie źródeł podań, prz^czem wielką a nawet zbytnią wagę
przypisywał imionnictwu a mianowicie etymologii imion. Roz­
począł też studyować drogi przekazywania podań, oraz poró­
wnawcze badanie podań i mitów podług głównych motywów
akcyi epickiej. Swój pogląd na cele i zadania badań nad poda
niami wypowiedział w przedmowie do Mannhardta „Mytholo­
gische Forschungen“ str. IX: „ich meinte jede Sage sei ein be­
stimmtes historisches Produkt nicht nur von der Seite ihres
Ursprungs sondern auch ihres Inhalts betrachtet und die Anschauuug, die sie enthalte und wiedergebe sei nicht von der
Stelle, an die die Überlieferung sie setzte zu verrücken, ohne
diese ’'on ihrem Standpunkte und damit auch die historische
Aufgabe und den Zweck der Forschung zu verrücken“.
Wprost przeciwną drogą niż Müllenhoff poszedł W i lhelm
Müller, którego oryginalne poglądy zasługują na wzmiankę.'-)
Podczas gdy Müllenhoff zmierzał od podań ku mitom, akccn') Müllenhoff nie wydał żadnego większego dzieła z zakresu
heroologii lecz szereg drobnych rozpraw, z których najważniejsze zebrał
jako „Zeugnisse und bxkurse zur deutschen Heldensage“ w Zeitschr.
f. deutsch. Altertum T. 12
ż) Główne dzieła W. Mullera są „Mythologie der deutschen Hel­
densage“ 1886 oraz „Zur Mythologie der griechischen und deutschen
Heldensage“ 1889. Krótki rys swych heroologicznych poglądów dał
W. Müller w „Göttinger Gelehrten Anzeigen“ z r. 1886 str- 463 i nast.
- 221 —

Zygmunt Łempicki.

tował Müller wyłącznie historyczny pierwiastek w podaniach
a religijni» - mityczny odrzucał. Przyjmował on t. zw. mity
historyczne ‘Diese Analogie gibt sich nun bald darin kund,
dass der geschichtliche Mythus die Erinnerung an die Schicksale
eines Volkes zu dem Lebensbilde einer menschlichen Persön­
lichkeit umformt, welche mag auch ihr Name oder Einzelnes,
was von ihm erzählt wird, wirklich historisch sein, dadurch zu
einer ideellen Gestalt wird, dass unter Umständen zu verschie­
denen Zeiten eingetretene Ereignisse als ihre pesönlichen Etlebnisse dargestellt werden... Hernach sind die Helden der Sage
zunächst und vorzugsweise als die Repräsentanten der Völker
anzusehen, denen sie angehören“... To jest najważniejsza teza
W. Müllera; bohaterowie podań są niejako symbolami narodów.
W podaniu o Dietrichu są w szeregu przeżyć i przygód boha­
tera usymbolizowane dzieje wschodnio-gotyckiego narodu
Obok historycznych podstaw przyjmował W Muller „mityczne“
przekształcanie treści historycznej, które się dokonywało w po­
dobnych formach jak symbolika religijna. Niebawem jednak od
symbolu przeszedł Müller do schematycznego alegoryzowania
wszystkich faktów historycznych. Walczył z ogólnie wówczas
uznanymi poglądami Müllenhoffa, ale pozostał ze swojemi teoryami zupełnie odosobnionym. Müllenhoff zyskał licznych zwo­
lenników i ma ich do dziś dnia.
Metodę Müllenhoffa starał się udoskonalić E. M o g k
który w r 1895 wystąpił ze słuszną zresztą zupełnie tezą
Sagengeschichte ist Literaturgeschichte1). Domaga on się ścNłej
krytyki źródeł. „Nur zu oft verstehen wir einzelne Züge allein
aus dem Ideenkreise des Dichters oder aus den Strömungen
der Zeit, in der das betreffende Denkmal entstanden ist. Zu
jeder Zeit ist aber ein bestimmter poetischer Apparat vorhanden
gewesen, mit dem die Dichter gearbeitet haben, mit dem älterer
geschichtlicher oder sagengeschichtlicher Stoff aufgeputzt worden
ist“. Ten aparat poetycki należy zdaniem Mogka dokładnie
poznać, by go potem jako taki odrzucić, chcąc dojść do jądra
podania. Mogk więc uważa za zadanie badacza podań, by eli­
minował czynnik poetyczny, będący czysto zewnętrzną ozdobą,
a w ten sposób dobierał się do czystej rudy podania.
') Eugen Mogk „Die germanische Heldendichtung mit beson­
derer Rücksicht auf die Sage von Siegfried und Brunhild' w „Neue
Jahrbücher f. d. klass- Altertum" T- I (1895) str. 68.
— 222 -

Podania o bohaterach.

6. Tego rodzaju metodyczne postępowanie ignoruje niemal
zupełnie poetycki czynnik w podaniach, względnie uważa go za
obcą przymieszkę. Müllenhoff i Mogk nie liczyli się prawie z tern,
że postacie podań, w tej formie, w jakiej nam je przekazują
podania są wytworami wyobraźni twórczej i że przy analizie
konkretnego podania należy uwzględnić w szerokiej mierze ów
właśnie poetycki czynnik, na który już Görres i Wilhelm Grimm
zwracali uwagę. Uczynił to dopiero uczony duński Svend
Grundtvig w swej rozprawie, „Udsigt over den nordiske
heroiske digtning“ (1867 r.). Traktował on podania jako utwory
poezyi i jako wyraz etycznych wyobrażeń narodu. Występował
przeciw ugruntowanej przez Müllenhoffa teoryi dwu źródeł.
Poglądy Grundlviga rozwinął jednak dopiero w genialny
sposób uczeń jego, również duński uczony, Axel Olrik.1)
Zarówno przez bystrość swej krytyki jak i geiralny dar intuicyi
przeszedł Olrik w swych studyach wszystko, co na polu bada­
nia podań zdołano zdziałać. W pierwszym zeszycie wydawa­
nego wraz z M. Kristiansenem czasopisma „Danske Studier“
(1904) rozwinął Olrik program badania baśni i żąda, by badać
codziennie życie baśni, jej biologię. Ten sam postulat skierował
Olrik do badania podań — i tu dążył do zbadania ich biologii.
Olrik rozpoczął od krytyki źródeł podań i dał klasyczną
analizę historyi Saxona Gramatyka, wykazał, że są w nich obok
party i duńskich partye oparte na tradycyi staroislandzkiej.
Dzięki zestawieniu źródeł i ich pochodzenia zyskujemy wgląd
w warsztat naukowy Saxona. Główne zaś dzieło Olrika ma nie') Axel Olrik zmarł w roku 1917. Obszerny nekrolog, zawie­
rający ocenę prac jego napisał Andreas Heusler w Archiv für
das Studium der neueren Sprachen t. 136 (1917) str. 1—15. Heusler po­
mieścił w „Anzeiger für deutsches Altertum t. 30 str. 26 nast. i t. 35
str. 169 nast. obszerne oceny prac Olrika, z których o ich znaczeniu
i wartości niewładający językiem duńskim czytelnik nabrać może wyo­
brażenia. Z prac Olrika tłómaczone jest na język niemiecki „Nordisk
Aandsliv i Vihingetid og tidlig Middelalder“ jako „Nordisches Geistes­
leben“ przez W. Ranischa. Heidelberg 1908. Główne dzieła Olrika są:
„Kilderne til Sakses oldhistorie“ 1892; „Norróne Sagaer og danske
sagn“ 1894. Przedmiotem tych dzieł jest Saxo Grammaticus. Najważniej
sze dzieło Olrika jest „Danmark Heltedigtning“. Förste Del:
Rolf Krake og den oeldre Skjoldungraekke (1903), Anden Del:
Starkad den gamie og den yngre Skjoldungraekke (1910). Część pierwsza
wyszła w tłomacz.eniu angielskim jako 16. tom „Grimm library“.

223 —

Zygmunt Łcmpicki.

tylko wartość jako pierwsza próba przedstawienia dziejów roz­
woju pewnego kompleksu podań, ale dla Duńczyków miała też
wartość narodową, albowiem z pod rumowiska euhemeryzmu
Saxona odkrył w niem Olrik i wydobył duńskie podania na­
rodowe.
Olrik bada każdego z bohaterów podań osobno, każdy
motyw bierze osobno pod lupę, zawsze jednak w związku z tym
poematem, w którym jest przekazanym i na danem poetyckiem
tle. Punktem wyjścia jest dla niego konkretne zdarzenie histo­
ryczne i w niem doszukuje się jądra danego podania. Do tego
jądra przyłączają się różnorodne motywy powieściowe i nowe
listyczne; podanie przyobleka się niekiedy w szatę baśni a nawet
mitu — bo i Odyn kładzie swą dłoń na losie bohatera. Po­
danie wędruje. Tak n. p. wędruje podanie o Skjoldungach (jest
to gromada junaków z tarczami, (Schildleute), stanowiących
orszak króla), w Anglii łączy się z podaniem o Beowulfie,
w Danii z podaniem o złotym wieku, w Norwegii przyczepia
się do niego cały szereg rysów nadprzyrodzonych. Wszystko
łączy się w pewną artystyczną całość, do której dobierają się
slandzcy uczeni, „fródir menn“; im służy ono jako cegiełka do
wznoszenia wielkiego gmachu historyi.
Słusznie podnieśli krytycy Olrika, że metoda jego uwalnia
nas od patrzenia na rozwój podań jako na „history of the de­
chne and fall of myth“ — jak to było u Miillenhoffa i jego
szkoły. Raczej przeciwnie pokazuje się, że to co badacze do­
szukujący się koniecznie w badaniach mitu, uważali za najstar­
szą, po części wyblakłą warstwę, jest całkiem młodym przyro­
stem. Te przemiany, jakim podanie podlega to konieczny objaw
jego życia. Dla takiego pojmowania podań niema podań wła­
ściwych i niewłaściwych („echte“ — „unechte“ Sagen)
jak to rozróżniają niektórzy romaniści, wszystko ma swoją
wartość a niekoniecznie tylko owa pierwotna „praforma“. Mit
nie musiał od początku wchodzić w skład podania; często póź­
niej dopiero pod wpływem literackich tradycyi wszedł z niemi
w kontakt. Tak n. p. podanie o junaku Starkadzie dostaje się
do Norwegii i Islandyi i tam dopiero Starkad zostaje wyposa­
żony w nadzwyczajne własności ducha a bogowie Thor i Odyn
biorą jego losy w swe ręce
Prace Olrika stanowią epokę w heroologii. Cechuje je nad­
zwyczajna subtelność i sztuka analizy, świetne odczucie tonu
22-1 -

Podania o bohaterach.

i nastroju każdego podania, głębokie zrozumienie całej tej bujności nordyjskiej a zwłaszcza zachodnio-nordyjskiej poezyi,
zmysł ujęcia wewnętrznej struktury i praw rozwoju mitu. Olrik
otworzył w swych badaniach oczy na zupełnie nowe problemy
zwłaszcza dzięki szerokiemu uwzględnieniu czynnika folklory­
stycznego. Jeśli słusznym jest postulat, żeby wielki uczony był
artystą, to Axel Olrik urzeczywistnił w zupełności ten ideał.
7. Główną zdobyczą badań A. Olrika było, że patrzył on
na podania jako na utwory poetyckie. Wszelako inni badacze,
którzy, idąc w ślady Grundtviga i Olrika, z tego punktu widze­
nia badali podania, nie zdolali się znowu uchronić od pewnej
jednostronności i zeszli na bezdroża. Tak przedewszystkiem
holenderski uczony R. C. Boer. *) Jeśli prace Olrika zawierają
biologię podań, to prace Boera chyba ich anatomię. Punktem
wyjścia jego badań stanowi czysto abstrakcyjna formuła n. p.
„podanie o wyzwoleniu“ (Erlösungssage), poszczególne zaś
motywy badania, schodzą do roli obojętnych, rozmaicie skombinowanych dodatków. Celem badania jest sprowadzić właśnie
poszczególne fabuły do owej zasadniczej formuły i wykazać tą
drogą, że reprezentuje ona pierwotne i jednolite podanie. Tym
pomysłom i konstrukcyom niekiedy bardzo bystrym, tym sche­
matom Boera brak odczucia dla życia poezyi i organizmu poda­
nia. Doszukiwanie się w podaniach i ich kontaminacyach logi­
cznych związków („Die Logik der Hagensage“ w Nibelungen­
sage T. 1. § 5) wykazuje najlepiej jak czysto racyonalistycznie
Boer traktuje podania. Koroną usiłowań Boera jest schematy­
czne zestawienie wzajemnego stosunku mofywów. Takie sche­
maty ładnie przedstawiają się na papierze, ale ra metoda „ana­
lityczna“, jak ją Boer nazywa, jest często parodyą idei rozwoju
i stoi w sprzeczności z zasadą, że każde źródło podania musi
być ocenione na tle jego własnego horyzontu.
Pewną jednostronność okazują również badania Fr. Pan­
zer a z tą wszelako różnicą, że Panzer ma o wiele więcej
odczucia dla poezyi, niż Boer, który traktuje motywy jak alge') Z licznych jego heroologicznych prac najważniejsze są „Unter­
suchungen über Ursprung und Entwicklung der Nibelungensage“ Halle
1906—09, „Die Sage von Ermanarich und Dietrich“ Halle 1910, oraz bro­
szura polemiczna „Methodologische Bemerkungen über die Untersuchung
der Heldensage“ Amsterdam 1911. Trafny sąd o jego pracach wydał G.
Neckel w Anzeiger f. deutsches Altertum, t. XXXIV, str. 135.

— 225 —

15

Zygmunt Łempicki.

braiczne wyrazy równania.1) Założenie Panzera jest takie Name
jak Grundtviga i Olrika. „Heldensage (ist) von der Poesie nicht
nur überliefert sondern erst geschaffen“ (Märchen, str. 37)
„Es ist eine geläufige Behauptung, dass Ausgangspunkt und
Grundlage der Heldensage stets die Geschichte sei ; diese Auf­
fassung wird aber den Tatsachen nicht gerecht Denn es lässt
sich meiner Überzeugung nach an mehr als einem Punkte nachweisen, dass Heldensage auch aus Märchen entwickelt ist“ (ibid.)
To przeświadczenie jest zasadniczą tezą Panzera a jej udowod­
nieniu poświęcone są jego dzieła. „Griff ein epischer Sänger
der Völkerwanderungszeit, ein „scop“ ein Märchen auf, so behan­
delt er es natürlich mit den technischen Mitteln seiner Kunst
und im Geiste seiner Zeit und so ward aus dem Märchen unter
seinen Händen ganz von selbst, was wir Heldensage nennen".
Baśń jest zatem prakomórką podania.
Panzer zanalizował poemat i podanie o Kutrunie i starał
się udowodnić, że jądrem tego podania jest baśń o Goldcnerze
(„Goldenermärchen“). Główna osnowa tej baśni jest: młody
królewicz pełni służbę dworską na obcym dworze królewskim.
Opiekuńczy demon użycza mu złotych włosów, tein zwraca
uwagę królewnej i zyskuje jej rękę. W osnowę tej baśni jest
nadto, zdaniem Panzera, w podaniu o Kutrunie wpleciony sze­
reg motywów z innych baśni ludowych. Ale takie sprowadzenie
podania o Hildzie i Kutrunie do motywów wspomnianej baśni
nie da się przeprowadzić bez gwałtownych naciągań. Przedewszystkiem zasadniczy ton podania o uprowadzeniu przemocą
narzeczonej - - objaw dla czasów bohaterskich charakterysty­
czny— różny jest od spokojnego toku baśni. Panzer
w ana­
lizie przewyższający Boera—popada w ten sam błąd co Boer;
goniąc za jakąś pra-baśnią czy pra-podaniem, uważa wszystkie
treścią podobne opowiadania za waryanty tej zasadniczej for­
muły. Jest przecież raczej rzeczą naturalną, że opowiadanie
zawdzięcza swe powstanie i rozszerzenie temu, co nowe i inte­
resujące, a nie temu co przekazane, stare i do innego, co znane
Friedrich Panzer ogłosił z zakresu heroologii następujące
prace: „Hilde-Gudrun“, Halle, 1901 ; „Das altdeutsche Volksepos“, Halle,
1903; „Märchen, Sage und Dichtung“, München, 1905; „Studien zur ger­
manischen Sagengeschichte“, t. 1, Beowulf, München 1910, t. II, Siegfried,
München 1913.


226

Podania o bohaterach,

podobne. Podobieństwa nadto, na które Panzer zwraca uwagę,
są to mało ważne szczegóły a nie istotne motywy.
To samo odnosi się do anglosaskiego podania o Beowulfie. Podczas gdy Miillenhoff interpretował to podanie jako mit,
a nowsi badacze skłonni byli widzieć w Beowulfie postać histo­
ryczną. twierdzi Panzer, że jest to „das durch die Kunst des
skop zur Heldensage gewandelte Märchen vom Bärensohn“
(Beowulf, str. 254). Druga zaś część podania — Beowulfs Dra
ctienkampf — jest „eine verbreitete, stets örtlich gebundene
Volkssage“ ; „Märchen und Volkssage wurden dadurch zar Hel­
densage, dass sie von einem skop zum Gegenstand seiner Dich­
tung gemacht wurden...“ 1 tu stwierdzić wypada, że podobień­
stwo między baśnią a podaniem jest bardzo powierzchowne,
w baśni niema mowy o walce ze smokiem i tragicznym końcu
bohatera. Panzer wykazał, że tylko niektóre motywy baśni zja­
wiające się w baśni są bardzo stare, może nawet indo-europejskiego pochodzenia ; Panzer stara się dalej dotrzeć do tego,
jaką formę miała ta baśń w tym kraju który może uchodzić
za ojczyznę podania. To nie wystarcza ; należy badać nietylko
pierwotne formy, ale i drogi wędrówki baśni. Panzer wreszcie
nie kładzie dostatecznego nacisku na to, czy zgodność baśni
z podaniem jest istotną, czy polega rzeczywiście na wzajemnym
związku, czy też idzie tylko o niezawisły rozwój dwu odrębnych
szeregów. Studya Pantera mają raczej znaczenie dla badania
baśni, przyczem olbrzymi balast materyału porównawczego przy­
pomina metodę filologu niederlandzkiej „cum notis variorum“.
Na polu badań heroologicznych badania Panzera istotnego
postępu nie oznaczają.
8. Z innego punktu widzenia rozpatrują podania psycho­
analitycy.Ł) Zdaniem Freuda znaczna ilość zachorzeń ner') Mianem psychoanalizy określa się pewien kierunek w patopsychologii i psychologii; którego twórcą jest Zygmunt Freud. Skrót
jego poglądów znaleźć można w książeczce Freuda „O psychoanalizie.
Pięć odczytów -.Przełożył Dr. Ludwik Jekels“ Lwów, 1911, oraz w ksią­
żeczce Jekelsa „Szkic psychoanalizy Freuda“ Lwów, 1912. Główne dzieło
Freuda: „Traumdeutung“ Lipsk, 1900. W związku z omawianymi tu pro­
blemami pozostaje: Dr. Otto Rank i Dr. Hans Sachs. Die Bedeutang der Psychoanalyse für die Geisteswissenschaften“ Wiesbaden, 1913
(zwłaszcza rozdział drugi „Mythen und Märchenforschung“); Otto Rank
„Der Mythus von der Geburt des Helden“ Leipzig, 1909 ; „Die Lohengrinsage“, Leipzig, 1911; „Das Inzest-Motiv in Dichtung und Sage“, Leipzig 1912.

— 227

*-

Zygmunt Łempicki.

wowych i duchowych ma swe źródło w tein, że pewne afekty,
wytrącone ze świadomości istnieją dalej w podświadomości
i oddziałują na naszą świadomość, wywołując cały szereg uchy­
leń, zapór i tamując normalny bieg życia psychicznego. Freud
liczy się głównie z afektem płciowym. W marzeniach chorego
zwłaszcza sennych afekty te wydobywają się na powierzchnię.
Nasze marzenia są wyrazem naszych pragnień a te dadzą się
zredukować do dwu typów: erotycznych i ambicyjnych. Marzenia
poety tern tylko różnią się od marzeń innego człowieka, że
poeta potrafi im nadać formę dla innych interesującą - są one
jednak zawsze dziełem wyobraźni. Dla poznania jej działania
badanie snów oddaje szczególne usługi. Sny dzieci mają cha­
rakter przeważnie egoistyczny, częste są w nich marzenia
o śmierci rodzeństwa ; miewają też podkład seksualny a ujaw­
nia się to w marzeniach sennych odnoszących się do rodziców.
W marzeniach tych występuje ten afekt seksualny, który zwraca
się do rodziców, z pewnem wrogiem zabarwieniem wobec
rodzica odmiennej płci. Zdaniem Freuda podanie o Edypie jest
typowym objawem tego dziecinnego marzenia. Los Edypa budzi
w nas dlatego właśnie pewne uczucie wstrętu, bo i my może
kierowaliśmy nasze pożądanie płciowe ku matce, a pierwszy
objaw naszej nienawiści skierowany był ku ojcu („Traumdeu­
tung“ str- 190).
Jeden ze zwolenników teoryi Freuda, Rank poświęcił
motywowi kazirodztwa w poezyi osobne dzieło, a w rozprawie
p t. „Der Mythus von der Geburt des Helden“ (należałoby
użyć wyrazu „podanie“) analizuje podania tego typu jak o Moj­
żeszu, Cyrusie i Romulusie. Motyw prześladowania syna przez
ojca, ma wedle Ranka swe źródło w nienawistnych uczuciach
dziecka wobec ojca, wyratowanie zaś dziecka jest wyrazem
życzeń, snującego fantazye czy też marzącego dziecka. Dwie
pary rodziców w podaniu symbolizują rzeczywistą i wymarzoną
parę rodziców. Wedle tej samej metody analizował Rank i poda­
nie o Lohengrinie, wyprowadzając jego motywy z dziedziny
podobnych marzeń jak te, które występują w podaniu o Edy
pie. Idzie i tu o stosunek dziecka do ojca i matki a raczej
o pewne rodzaje nastawienia się do otoczenia i ich projekcye
na zewnątrz, a dzieje się to w gruncie rzeczy „zur Befriedigung
der diesen Einstellungen zu Grunde liegenden erotisch-ehrengeizigen Wünsche und Triebe des heranreifenden Individuums“.
— 228

Podania o bohaterach.

Teorye Ranka są uogólnieniem pewnych słusznych obserwacyi, próbą zastosowania metody, która do wyjaśnienia pew­
nych zjawisk niewątpliwie się przyczyniła, do całych kom­
pleksów, niemal do ogółu zjawisk duchowych. Ta jednostron­
ność jest ciemną stroną tej metody ale nie należy zapominać
o jasnej. Rzuca ona światło na źródła pewnych motywów
podań, wykazuje, że są one bardzo głęboko ukryte w psychice
ludzkiej. Źródłami temi są najsilniejsze popędy i afekty ludzkie,
które u pierwotniejszego człowieka z tern większą występują
siłą. A że podania o bohaterach z tej fazy rozwoju ludzkości
pochodzą, więc do zrozumienia pewnych motywów, stale się
w nich powtarzających, studya metodą psychoanalityczną prze­
prowadzane mogą się przyczynić, o ile ta metoda nie jest sto­
sowaną przez dyletantów na polu filologii i historyi.

III. O pierwiastkach i istocie podań.
9. Z zestawionego tu przeglądu głównych typów badań
heroologicznych, dokonanego głównie na materyale dotyczącym
podań germańskich, widać całą mnogość problemów i rozmai­
tość w pojmowaniu istoty i rozwoju podań. Główne problemy
heroologiczne dadzą się zredukować do zasadniczej kwe­
sty i: jaką rolę wyznaczyć wypada przy tworzeniu podania ka­
żdemu z tych trzech pierwiastków: tj. mitycznemu, historycz­
nemu i poetyckiemu 1).
Stwierdzić przedewszystkiem wypada w odniesieniu
do pierwiastka mitycznego, że między mitem a poda­
niem istnieją zasadnicze różnice. Podanie jest związane z pe­
wną określoną epoką, choćby to nawet była „heroiczna“ ra­
chuba czasu, mit jest bezczasowy. Podanie przywiązane jest do
określonego miejsca, w mitach brak przeważnie wszelkich okre­
ślonych lokalnych wskaźników. Podanie wprowadza więcej osób,
w micie występuje zwykle bardzo mało postaci. Różnice więc
są tak zasadnicze, że trudno uznać, by jedno mogło przecho-*)
*) Inna kwestya jest naturalnie, czy wogóle wystarczy przyjąć te
trzy pierwiastki. Tej kwestyi poświęcił zasadnicze rozważania Andreas
He us 1er w rozprawie pt. „Geschichtliches und Mythisches in der ger­
manischen Heldensage“ w Sitzungsberichte der preussischen Akademie
der Wissenschaften in Berlin 1909 11. Halbband str. 920. Por. też jego
artykuł „Heldensage“ w wydawanym przez J. Hoopsa Keallexicon der
germanischen Altertumswissenschaft II str. 488.


229 —

Zygmunt Łempicki.

dzić w drugie, z drugiego powstawać i raczej niż o historyzacyi
mitu, jak tego chciał Miillenhoff, mówić można o „mityzacyi“
historycznego podania - - „die Steigerung des Geschichtlichen
zum Mythischen“ jak to określa Panzer.
W literaturze podań znane są wypadki, że ten element
mityczny zjawia się znacznie później na podłożu historycznem. 'I
W każdem podaniu tkwi moment etiologiczny. W skład wielu
podań, zwłaszcza rzymskich, wchodzą „mity etiologiczne“ tj.
rzekomo historyczne opowiadan.a , mające wyjaśnić powstanie
pewnych historycznych zjawisk. Ten moment etiologiczny gra
ważną rolę w podaniach lokalnych o miejscowościach zwłaszcza
cudownych. Lud — t. zn. tworzący dla niego poeci — starają
się wytłomaczyć wszelkie niezwykłe fizyczne czy też psychiczne
siły w człowieku jako działanie demoniczne. Kto nie jest zwy
kłym zjadaczem chleba, ten albo stoi w jakimś związku z bo­
gami lub też jest ich potomkiejn. Tłum albo odrzuca z szyder­
stwem to, co jest nadzwyczajriem, albo też zaprzecza mu po­
chodzenia ludzkiego i widzi w tern nadziemskie siły. Tak prze­
chodzi historya w mit2)To co się w podaniach zwykło zwać pierwiastkiem mi­
tycznym obejmuje sferę nadzmysłową3). Są to wytwory wyo
braźni poety, w życiu reálnem niemożliwe, które symbolizują
albo zjawiska przyrody albo zdarzenia historyczne. Należy tu
więc wkraczanie w akcyę podań bogów, walkiryi, nimf, olbrzy') Por. Wol ln er „Untersuchungen über die Volksepik der Gross­
russen“ str. 3t. Liczne przykłady w Olrika Heltedigtnmg.
’) Nie odnosi się to bynajmniej tylko do czasów dawnych. Bo oto
co pisze Oerhart Hauptmann o Strindbergu. „Wer in einer solchen
Natur keine Grösse sieht, der wird sie auch nicht in der Sage von Pro­
metheus finden... oder in dem Mythus vom Wieland dem Schmied“.
(Beri. Tagbl. z 23. stycznia 1912J. Erick Mareks pisze o Fryderyku
Wielkim „Er gehört zur Mythologie unserer Welt... wie es in früheren
Tagen nur die biblischen Gestalten und Helden des griechisch-römi­
schen Altertums, auch er vom Hauche der Sage umweht, wirklich und
symbolisch zugleich, unwahischeinlich und selbstverständlich“ (Neue
Rundschau 1912 str. 161). To samo da się powiedzieć o Kościuszce.
3) Por. Nutt „Problems of heroic legend“: „This is the characteristic of myth, its contents are not only invented, they are as a rule
invented outside any possible limit of human expérience“. (The second
International Folk-lore Congress 1891. Papers and Transactions Londo
1892 str. 113 nast). Por. też VI i Vil rozdział cytowanego dzieła Chad­
wick a. Tytuł rozdziału VI jest „Supernatural Elements“.

— 230 —

Podania o bohaterach.

mów. Mityczne rysy wszelako w podaniach nigdzie nie okazują
się konstytutywnymi, raczej służą tylko do przyozdobiania lub
idealizowania wypadków. Podania starogermańskie — z pośród
nich niektóre wolne są zupełnie od wszelkiego pierwiastka cu­
downości — zajmują pod tym względem miejsce pośrednie po­
między greckiemi a starofrancuskiemi, które są wolne od pier­
wiastka mitycznego. Wedle trafnej uwagi Usenera *) nakrył
w podaniach greckich ideał mityczny prawie zupełnie postacie
ze wspomnień historycznych, w podaniach starogermańskich zo­
stały one tylko wyidealizowane i oświecone mitycznym blaskiem.
10. I co do roli pierwiastka historycznego nie
brak uczonych, którzy przeciągają strunę i we wszystkich posta­
ciach i rysach dopatrują się podstaw historycznych. Jest wiele
postaci w podaniach, których imion nie przekazuje żadna kro­
nika i którym tylko na podstawie pewnego prawdopodobieństwa
przypisuje się historyczną egzystencyę. Co do innych postaci
istnieje znowu niezgodność, jakie historyczne postacie imionom
w podaniach występującym odpowiadają. Czasem te imiona są
niejasne lub nawet sfingowane.2) Gdy mowa o roli history­
cznego pierwiastka w podaniach idzie jednak przedewszystkiem
0 samo ujęcie substancyi historycznej w podaniach. Lud nie in­
teresuje się zjawiskami historycznemi, zachowuje w pamięci to, co
głównie uwagi godne, ale pac/y i przekręca. O ile idzie o zda­
rzenia i wypadki mało znaczące, giną one szybko i bledną. To
') Hermann Use ner Der Stoff des griechischen Epos w Sitzungs­
berichte der kais. Akad. d. Wiss. in Wien t. 137 str. 14.
s) Kwest y a imion jest dla badań heroologicznych niezmiernie
ważną. Co do imion sfingowanych por. Mülle nhoffa klasyczną
interpretacyę rozdz. 56 wyciągu Jordanesa z Cassiodora w Mon. Germ.
Hist. Scriptores antią/ii V, 2 str. 147. Co do budowy imion wymienić
wypada świetne odkrycia Edwarda Sehr öd era (Die deutschen Perso­
nennamen Göttingen 1907, mowa uniwersytecka). Co do problemów,
jakie się nasuwają przy historycznej interpretacyi imion,
wypada wskazać na polemikę między Vxjretz schein (Epische Studien
ï" I, Halle, 1900) a Müllenhoffem co do znaczenia imion Hugdietrich
1 Wolfdietrich w podaniach austrazyjskich. W związku z tern stoją wywody
H. Sch n e i d ra „Die Gedichte und die Sage vom Wolfdietrich“, München,
1913. Te same imiona występują w różnych formach, por. E. S ievers
w Art f. nordisk fil. V, 195 oraz A. Heusler. Heldennamen in mehr­
facher Gestalt w Zeitschrift f. deutsches AUertum t. LH, str. 97. Osobno
traktuje Chadwick na str. 64 swego dzieła o „the use of heroic liâ­
mes in England“.

231 —

Zygmunt Łempicki.

też podania wytwarzają się naturalnie około osób i zdarzeń,
które wywarły głębokie wrażenie na duszę narodu. *) W samym
procesie powstawania podań wypada odróżnić dwa stadya:
jedno poniekąd nieświadome, które tłumaczy się psychicznym
ustrojem człowieka, drugie świadome lub półświadome, będące
wyrazem estetycznych potrzeb człowieka.
Najgłębszem i najważniejszem źródłem owych przemian,
jakim ulega substancya historyczna w psychicznym organizmie
człowieka, są ogólne prawa jego funkcyonowania, samoczynna
działalność umysłu, który przy pomocy twórczej syntezy (Wundta
pojęcie „schöpferische Synthese“) i operacyi przetwarza wraże­
nia rzeczywistości, w tym wypadku historycznej.2) Odpowiednio
do tego automatycznego niemal i spontanicznego przetwarzania
rzeczywistości wydaje nasz umysł sądy o faktach i zdarzeniach,
wypowiada się o nich i przekazuje swoje sądy innym, późnie]
szym pokoleniom. W owem pierwszem stadyum redukuje się
kwestya powstawania podań do twórczej syntezy i wypowiada­
nia („Aussage“).3) Sam sposób ujmowania i przetwarzania
w naszym umyśle rzeczywistości historycznej dokonywa się coprawda przy pomocy funkcyi intelektualnych, ale podlega także
czynnikom irracyonalnym — dogmaty, przesądy, wierzenia,
uczucia i pragnienia odgrywają tu ważną rolę.4) Na podstawie
danych poszczególnych faktów staramy się wytworzyć obraz
•) „Wir finden überall, wo Sage und Geschichte sich zu verschmel­
zen scheinen, die Erscheinung, dass die Sage jede Verbindung mit der
Geschichte zurückstösst und sie von dem Felde, auf welches sie sich
ansiedeln will, vertreibt, um es gänzlich mit ihren Erzeugnissen zu fül­
len“ v. Hahn Sagenwissenschaffliche Studien“,Jena. 1876, str. 68. „Je tiefer
diese Eindrücke sind, desto mehr macht sich unwillkürlich die Neigung
geltend, die geschichtlichen Tatsachen ins Wunderbare oder Übernatür­
liche zu erheben. Auch durch gesteigerte Bildung wird der Trieb niemals
gänzlich unterdrückt“ Usener str. 2.
2) Nie każda rzeczywistość jest historyczną. O „historyczności“
zjawiska stanowi jego stosunek do pewnych ogólnych wartości. Por. co
do pojęcia historyczności wywody W. Windelbanda w jego Einlei­
tung in die Philosophie str. 240.
?) W swej książce „Beiträge zur Psychologie dei Aussage“ definiuje
Wiliam Stern „Aussage“ jako „Funktion, welche gegenwärtige oder
vergangene Wirklichkeit durch menschliche Bewusstseinstätigkeit zur Wie­
dergabe zu bringen sucht“.
4) Co do roli tego czynnika należy porównać : Heinrich Maier
Psychologie des emotionalen Denkens, Tübingen 1908.

— 232 —

Podania o bohaterach.

przebiegu danego historycznego zjawiska, czy też obraz pewnej
postaci historycznej. W naszych wyobrażeniach i spostrzeżeniach
natrafiamy na liczne luki i staje się poprostu naszą potrzebą
duchową uzupełniać je. Chcemy mieć pełne obrazy. Ta potrzeba
wpływa już ujemnie na zeznania naocznych świadków a cóż
dopiero gdy relacya przechodzi z ust do ust; głównie przez to
podawanie sobie powstaje z historyi podanie. U jedno­
stek psychicznie wybitniejszych — więc n p. poetów
wcho­
dzi tu w grę ów drugi moment, świadomy, pewna potrzeba
estetyczna. Formowanie substancyi historycznej odpowiada wyma­
ganiom estetycznym uwarunkowanym etnicznie i indywidualnie.
Zależy to naturalnie także od t. zw. poczucia historycznego.
Podaniom starogermańskim brak tego poczucia, nie łączą one
faktów na tle jakiejś ogólnej idei jak: państwo, religia. W poda­
niach starofrancuskich jest żywo rozwinięte poczucie narodowe
i wszelkie dziejowe przeciwieństwa n. p. Francuzi — Maurowie,
chrześcijaństwo — islam wyraźnie się zarysowują.
Proces powstawania podań w tern pierwszem stadyum
opisał świetnie duński uczony Valdemar Vedel w dziele
p. t. „Heltetiv“, będącem prawdziwą biologią poezyi bohater­
skiej.
Podług rozmaitych praw psychicznych, praw pamięci
i wyobraźni, kojarzenia i wyboru, przetwarzają się fakty histo­
ryczne w podania. Niema tu mowy o perspektywie i chrono­
logii. Podanie wszędzie dopatruje się związku, łączy, kom­
binuje. Znakomity bohater musi mieć znakomitego ojca ;
tak powstają genealogie rodów. 2» Zagmatwane zdarzenia upra­
szcza poeta ludowy, zgęszcza, skraca ; z różnych francuskich
Wilhelmów robi jednego, Wilhelma z Oranii. Wielkie ruchy
narodowe występują jako prywatne sprawy bohaterów, jedno­
stek. Tradycya stwarza specyalne ujęcie osób i faktów, rysy
występują wyraźniej, barwy występują jaśniej niż w rzeczywi
stości historycznej. Tradycya ta operuje pewną ilością stałych
typów : potężny władca, pobożna lub zła królowa, sługa wierny
lub zdradliwy, „ln der Sagentradition spitzt sich Alles zu, poten­
ziert sich, wird typisch. Aristokratisch ist die Sage, sie hält sich*)
*) Używałem niemieckiego wydania „Heldenleben“ w zbiorze „Aus
Natur und Geisteswelt“ t. 292 (zwłaszcza str. 22 i nast.).
2) Rola interesu rodowego przy powstawaniu podań nie
została jeszcze należycie uwzględnioną: należałoby tu nawiązać do badań
Bédier’a i odpowiednio je rozszerzyć.

— 233 —

Zygmunt Łentpicki.

nur an die Höhepunkte des Lebens... Alles wird in seiner typi­
schen Gestalt gesehen... Nur die konstanten allgemeingültigen
Züge des Lebens stellt die Sage dar; allein die ideale Wahrheit
befestigt sie und idealisiert durch Vergrösserung. In der Welt
der Phantasie wächst Alles mit der zeitlichen Entfernung“,
(str. 23).
Odnośnie zaś do tego drugiego stadyum, świadomej este­
tycznej stylizacyi opisał Axel Olrik główne prawa, podług
których ona się dokonuje.1) Są to prawa tego rodzaju jak n. p.
„prawo wstępu i zakończenia“. Podanie nie wchodzi odrazu in
médias res ani też nie urywa się gwałtownie ; postępuje powoli,
wznosi się ku temu, co wzrusza i porusza, nie kończy się kata­
strofą, lecz stara się uspokoić słuchacza. Albo „prawo trójliczebności“ : liczba trzy ma specyalne znaczenie w podaniach. Albo
„prawo dwoistości scenicznej“ : zwykle występują naraz dwie tylko
osoby. Specyalną właściwością poezyi ludowej jest jej „Einsträngigkeit“ — poezya ludowa trzyma się w toku opowiadania
jednej linii, nie cofa się wstecz, by uzupełnić brakujące założe­
nia. Szczyt swój osiąga opowiadanie zwykle w jednej lub dwu
syiuacyach natury plastycznej n. p. Perseusz z głową Meduzy.
Podanie ma swoją specyalną logikę, której podstawy metafizy­
czne stanowi ogólne uduchowienie zjawisk, prawa magii i t. zwsympatyi. Logika ta opiera się naturalnie tylko na prawdopo­
dobieństwie wewnętrznem a o zewnętrzne się nie troszczy.
11. Z przytoczonych wywodów widać jak przetwarza się
i ulega stylizacyi w twórczej fantazyi substancya historyczna.
Podanie nie da się „wyjaśnić“ przy pomocy historyi. Historya
daje tylko zewnętrzną podnietę, asumpt do powstania podań,
niekiedy daje tło, ale jądro podań stanowi poezya. Każde
podanie historyczne lub o bohaterze ma dwa oblicza : prawda
historyczna i poetyczna spływa się tu w jedność zarówno dla
opowiadającego jak i dla słuchacza. Przeważa wszelako moment
artystyczny i estetyczny. A przecież odróżnia się a nawet prze­
ciwstawia podanie poezyi, zwłaszcza od czasów Müllenhoffa.
Rola pierwiastka poetyckiego w podaniach wymaga
wyświetlenia. Kwestya stosunku podania do utworów poetyckich,

') „Epische Gesetze der Volksdichtung“ w Zeitschrift für deutsches
Altertum“ t. LI, str. 1 i nast.

234 —

Podania o bohaterach.

zwłaszcza poematów epickich, była w ostatnich czasach żywo
dyskutowaną przez romanistów. ')
Wśród romanistów nie brakło takich, którzy wręcz odma­
wiali podaniom istnienia. Itak twierdził Gautier „La plupart
de ces déformations de la vérité ont du certainement se pro­
duire tout d’abord dans les chants lyrico-épiques, dans les
cantilénes, dans les complaintes, dans les rondes, et c’est de la,
presque toujours qu’elles ont passé dans l’épopée“. Teorya
kantylen - mająca swe źródło w poglądach Fr. A. Wolffa
i Lachmanna -— której to zdanie Gautier’a jest wyrazem,
neguje istnienie podań („tradition orale“) a sądzi, że rzeczy­
wistość historyczna przetwarza się od razu w pieśni, z któ­
rych powstały wielkie poematy epickie. Również Gaston
Paris — choć nie zupełnie konsekwentnie— uważał „cantilenae, chants lyrico-épiques, chants contemporains“ za podstawę
poematów epickich. Z romanistów francuskich pierwszy Paul
Meyer zwrócił uwagę na rolę i znaczenie podania -), lecz
dopiero Voretzsch uznał je za konieczne i istotne ogniwo mię­
dzy historycznymi faktami a eposem. Voretzsch tak określa
„Heldensage“: „Sie bereitet den dürren historischen Stoff
für die Dichtung. Sie ist die kürzere, einfachere, kunstlo­
sere Form, aus welcher der Dichter mit individueller Kunst
erweiternd und detaillirend, das Epos gestaltet“ (Ep. St. 47). Ale
z tego widać, że i Voretzsch przeciwstawia „Heldensage“ i „Dich­
ter“, podobne odróżnienie czyni także John Meier8). Czyimże
wytworem byłoby podanie? „Ludu“ — odzywa się w zmodyfi­
kowanej formie romantyczny pogląd. Badania nad powstaniem
podań germańskich, (przedewszystkiem Olrika) wykazały, że nie
można oddzielać poematów bohaterskich (Heldendichtung) od
podań o bohaterach (Heldensage), a ponieważ podania są poezyą, muszą być także dziełem poetów a nie jakiegoś mitycz­
nego „ludu“.4)
') Voretzsch „Die französische Heldensage“, Heidelberg, 1894,
oraz jego „Kritische Bemerkungen über Begriff und Bedeutung der Sage“
w Epische Studien, t. 1 (por. Wechssler w Zeitschrift für romanische
Philologie, t. XXV, str. 450 i nast.).
s) W „Recherches sur l’épopée française“ 1867.
3) „Wesen und Werden des Volksepos“ Halle 1909.
*) Por. świetne wywody Heuslera o książce J- Meiera w An­
zeiger für deutsches Altertum t. 33, str. 135 i nast.

- 235 —

Zygmunt Łempicki,

Dwie były przyczyny dlaczego nie uznawano podań
jako odrębnej formy, w której historyczna rzeczywistość prze­
twarzała się w poetyczną, względnie dla których między poda­
niem (Sage) a poezyą (Dichtung) czyniono zasadniczą różnicę.
Pierwszy powód to zbyt ograniczone pojęcie formy poetyckiej.
Kładziono nacisk wyłącznie na formę zewnętrzną (język, rym,
rytm), nie liczono się z formą wewnętrzną tj. ujęciem materyału
historycznego przez psychikę poety, a to jest właśnie, owa
forma wewnętrzna, nadająca podaniu specyficzny charakter
poetyczny, który trafnie opisał Vedel. Wszak i Voretzsch (Ep.
St. 1, 29) pyta się, czy epos różni się od podania tylko formą
zewnętrzną, t. zn. że poecie przypadłoby w udziale tylko zada­
nie rymowania poezyi podania. Pod tym względem Heusler
w innym kierunku idzie znowu zbyt jednostronnie i liczy się
prawie wyłącznie z przekazywaniem treści podań w formie wią­
zanej. Jego teorya powstawania kompleksów epickich ') nie
drogą zbioru pieśni, lecz drogą wzdęcia się poszczególnej pie­
śni („Anschwellungstheorie“) da się jednak pogodzić i z prozaiczną
tradycyą ustną. Podobnie bowiem jak w pieśniach istnieje i w po­
daniach dążność dośrodkowa i podobnie jak pieśni przyciągają
się też i podania wzajemnie i łączą się w kompleksy. W postaci
Fausta zespala się szereg podań o czarnoksiężnikach.
Diugi powód, dla którego odmawiano podaniom w for­
mie prozaicznej bytu, formułuje Panzer („Märchen...“ str. 31).
Zwraca on uwagę, że epopeje przytaczają nieraz tak dokładnie
najdrobniejsze szczegóły historyczne, że przy prozaicznej tradycyi ustnej nie można by sobie tego wytłomaczyć. „In mün­
dlicher Überlieferung aber gibt nur künstlerische Form den ewi­
gen Odem, der das Leben über seine natüi liehen Grenzen hi­
naus durch Jahrhunderte weiterträgt“ (str. 32). Panzer ma tu
oczywiście na myśli tylko formę zewnętrzną. Ale i ten argument
nie wytrzymuje krytyki. Mamy dowody, że w formie prozaicz­
nej zachowały się podania mnicha ze St. Gallen lub podania
u kronikarzy frankońskich -).
’) Rozwinął ją w swej broszurze „Lied und Epos in germanischer
Heldendichtung“. Na teoryę jego wpłynął W P. Ker „Epic and Ro­
mance“, London 1906. O problemie tym informuje K. Trybowski
w „Bibliotece warszawskiej“ 1913, str. 648 i nast.
2) Por. V o re t z sch „Das Merovingerepos und die fränkiche Hel­
densage“ w „Philologische Studien für Sievers“ Halle 1396, str 55 i nast.
— 236 —

Podania o bohaterach.

Nasuwa się tu więc zasadniczy problem podawania
podań. Teorya kantylen, twierdziła, że jest to możliwe tylko
w formie pieśni. Ostateczny cios teoryi kantylen zadały bada­
nia Ph. Augusta Beckera1) i J. Bédiera. Postawiono
pytanie, dlaczego w w. XII zaczęto opiewać w epopejach fran­
cuskich Karola Wielkiego, jego bohaterów i ich walki — zatem
wypadki z przed 300 do 350 lat, tak jakby dziś zaczęto opie­
wać raptem wypadki z czasów wojny trzydziestoletniej. Na
kwestyę tę dal odpowiedź Ph. Aug. Becker w odniesieniu do
podań o Wilhelmie z Tuluzy. Przeczy Becker, jakoby o boha­
terze tym zaraz za życia śpiewano pieśni — pozostały tylko
niejasne wspomnienia przywiązane do miejsca, w którem
życia dokonał (założony przez niego klasztor Gellone w połu­
dniowej Francyi). Mnisi tego klasztoru, chcąc podnieść chwałę
założyciela, sfingowali i sfałszowali „vita S. Guilhelini“, bając
0 jego rzekomych walkach z Teobaldem i Saracenami o mia­
sto Orange. Podobnie .źródłem podań o Rolandzie był grób
jego w Blaye, a ważnym momentem w rozszerzeniu podań
okoliczność, że Roncevaux leżało na drodze pielgrzymek do
St. Jago de Compostella- „So stuft sich das Verhältnis der epi­
schen Erzählung zur Geschichte Ln reicher Skala ab; von der
aus Lo kalin te r ess en erwachsenden historisch fundierten
Sage bis zu den verschwommensten allgemeinen Geschichts­
erinnerungen, von der ausführlichen wahren Erzählung bis zu
einzelnen versprengten Namen, von der echten Überlieferung...
bis zur anekdotischen Wand er sa ge“ (Grundriss str. 35).
Rozpoczęte przez Beckera badania poprowadził w wielkim
stylu Joseph Bédi er2). Zdaniem jego do opactw, klasztorów
1 kościołów są. przywiązane wspomnienia o bohaterach. Wyka­
zał on istnienie 29. kościołów, w których przechowywane są
szczątki bohaterów w .relikwiarzach i grobach, z 20 innymi
kościołami i okolicznymi lasami, górami, jaskiniami, związane
są podania o tych bohaterach. Miejscowości te znajdują się
przeważnie na drodze pielgrzymek do miejsc cudownych. Te
’) Ph. Aug. Becker „Die altfranzösische Wilhelmssage“ Halle
1896; „Der südfranzösische Sagenkreis und seine Probleme“ Halle 1898;
„Grundriss der altfranzösischen Literatur“ 1. Teil. Heidelberg 1907.
2) „Les légendes épiques“ Paris 1908 i nast., cztery tomy. Skrót po­
glądów swoich podał B é d i e r p. t. „De la formation des chansons de
gestes" w czasopiśmie „Romania", t. 41, str. 1 i nast.

- 237 —

Zygmunt Łempicki.

drogi pielgrzymek odgrywają w chansons de gestes ważną rolę.
Mnisi klasztorni utrzymywali ścisłe związki z wędrownymi poe­
tami („jongleurs“), ci zaś ów lokalny materyał podaniowy
przyoblekali w popularną poetycką formę i rozszerzali po kraju.
Między mnichami a owymi wędrownymi poetami były ciągłe lite­
rackie stosunki, jedni czerpali od drugich, bo i mnisi, pisząc
życiorysy bohaterów (vitae) czerpali z materyał u owych wę­
drownych poetów. Ci poeci wabili swemi piosnkami lud do
klasztorów, wielbiąc czyny pogrzebanych tam bohaterów. Ale
i inne miejscowości, leżące na drodze ku tym sławnym miej­
scom były połączone węzłem podaniowym z głównerni cen­
trami. 1 tak we wszystkich miejscowościach, położonych na
„via Tolosana“ opowiadają coś o Wilhelmie. Podania się łą­
czyły, sława bohatera rosła. Zdaniem więc Bédiera rycerskie
epopeje francuskie nie powstały bynajmniej z okolicznościo­
wych pieśni, śpiewanych rzekomo wśród zgiełku i szczęku
oręża lecz z opowiadań, mających swe źródło u grobów i re­
likwiarzy w dusznej atmosferze klasztornej lub w zapylonych
bibliotekach. Badania Bédier’a są poniekąd restytucyą podań.
Przywiązane do tego lub owego miejsca podania żyją w pa­
mięci ludzi, którzy tarn mieszkają i przechodzą z ust do ust.
12. Badania Beckera i Bédiera dotyczą przedewszystkiem
przekazywania, podawania podań. Wskazują one na miejsce
oparcia się podań, które jak bluszcz potrzebują podpórek. Kwestyi powstawania podań badania te nie dotyczą; ale jasno
z nich wynika, że o jakiejś epice ludowej, którąby stwarzał
„fud“, nie może być mowy. Bo czas już zerwać z romantycznemi
mrzonkami, z któremi tak trafnie rozprawił się A. W. Schlegel
a w nowszych czasach Koegel ]) polemizując z Voretzschem
Zbyt może radykalnie pisze on : „Ich erkläre dem gegenüber,
dass es für mich weder das dichtende Volk noch „Volkspoe­
sie“ überhaupt gibt und dass ich jede Folgerung ablehne, die
sich auf diese romantischen Begriffe stützt. Wo ich künstlerische
Eigenschaften wahrnehme.. so ist für mich auch der Künstler
gegeben“. Główmy udział w' powystawianiu podań ma nie lud,
tłum, lecz indywiduum twórcze, ci, co mają dar przetwarzania
i przyozdabiania historyi. Pewmie, że te podania przez nich
z substancyi historycznej przetworzone nie mają wyższej war’) w Grundriss der germanischen Philologie, 2 wyd., t. 11, str. 56.

— 23«

Podania o bonaterach.

tości estetycznej, ale są one prymitywami. Tę większą wartość
uzyskują dopiero, gdy prawdziwy, wielki poeta przetopi je
w epos. Niektórzy uczeni dlatego negują istnienie podania jako
specyalnego rodzaju poetyckiego, bo stawiają doń właśnie zbyt
wysokie wymagania estetyczne i nie liczą się zupełnie z formą
wewnętrzną. Odnosi się to do dalszej części przytoczonych tu
wywodów Koegla.
Koegel polemizował przeciw Voretzschowi i uważał za
niemożliwe, by germański „scop“ miał tworzyć w prozie, w cza­
sach gdy o późniejszym świetnym rozwoju prozy artystycznej
nie było mowy. Nikt nie twierdzi, jakoby te podania miały być
jakąś prozą artystyczną — Kunstprosa — były to zwykłe
opowiadania, bez wyższych tendencyi artystycznych. „Was Voretzsch „Sage“ nennet, ist überhaupt ein Phantom, ein Nichts ;
das Wort hat ja an sich einen guten Klang und darf nicht in
Miskredit gebracht werden, aber nur dann, wen wir es wie Lach­
mann, Müllenhoff und andere, lediglich von der stofflichen Be­
schaffenheit eines poetischen Stückes gebrauchen, ohne über
die Form und Traditionsweise damit irgend etwas zu präjudizieren. Vollends irrig ist, wenn Voretzsch S. 56 Heldensage als
„mündliche Überlieferung in ungebundener Rede" definiert. Mit
viel grösserem Rechte könnte man sagen, dass die Heldensage
bei den germanischen Stämmen etwa bis zum Jahre 1000 aus­
schliesslich in Versen überliefert worden ist W. Grimm und
die übrigen Altmeister gebrauchten auch diesen Ausdruck nur
vom Inhalt und wollten damit über die formelle Gestaltung an
und für sich nichts aussagen“ (loco cit) Cała ta arguinentacya
opiera się na bardzo ciasnem pojmowaniu poezyi, formy poe­
tyckiej i ignorowaniu formy wewnętrznej. „Stoffliche Beschaffen­
heit“, „Inhalt“ to właśnie ta przez ujęcie ow'ego germańskiego
scopa lub innego poety przetworzona, substaneya historyczna,
ona już ma formę wewmętrzną „formelle Gestaltung“, choć
niema może rytmu i rymu. Koegel powołuje się na zdanie Müllenhoffa: „Die Poesie mit ihrer Kunst vermag allein einer Sage
erst ihre volle und nachhaltige Wirkung zu sichern, sie allein
vermag auch der werdenden noch unfertigen und schwanken­
den eine feste für Jahrhunderte dauernde Gestalt zu geben“
Ale to co otrzymuje ową feste Gestalt“ przestaje być eo ipso
podaniem, przyczem pojęcie poezyi jest tu znowu zbyt ciasne —
o „poezyi“ rozstrzyga tu znowm forma zewnętrzna. Być może, że
— 239 —

Żygmunt Łempicki.

0 ile mowa o dostępnych dla rekonstrukcyi stadyach podań
germańskich, tak rzeczywiście było, że treść podań ujętą
była w formę poematów. Ale czy te poematy reprezentują nam
właśnie najstarsze stadyum ? Badania Bédier’a wykazały wła
śnie możliwość przekazywania w prozie ; pewnie, odnoszą się
one do stosunków francuskich, odnośnie do podań germańskich
stosunki te były inne *), a co do greckich i kirgizkich znowu
inne. Ale przecież wypadki nowsze i najnowsze pokazują nam
naocznie, jak podania powstają i rozszerzają się, nie należy
tylko sądzić, żeby to miały być odrazu utwory o większej war­
tości poetyckiej. Słusznie żąda H e u sl er :2) „endlich kann man
noch fragen, wieviel die ausserkünstlerische Fama, das simple
Wiedererzählen und Umformen der Ereignisse, den Dichtern
vorgearbeitet hat“.
Niema więc powodu odrzucać sformułowania Voretzscha,
1 co do artystycznej wartości między „Volkssage“ a „Helden
sage“ czynić zasadniczą różnicę, bo różnica tkwi w osnowie
a nie w formie. Heusler twierdzi (loc. cit.) „Die Heldensage ist
nun eben einmal Dichtung, Kunstschöpfung; mit der Volkssage
teilt sie den Anspruch auf Glaubhaftigkeit, daneben aber erhebt
sie den Anspruch auf Kunst“. Naturalnie! Tylko nie należytych
pretensyi uważać za zbyt wygórowane. Natomiast nie do przy­
jęcia jest pogląd Voretzscha na podanie, jako na wytwór t. zw.
poezyi ludowei. Pogląd ten tylko o tyle ma racyę i tylko o tyle
jest sens mówić o poezyi ludowej, ponieważ te przekonania
i zapatrywania, w duchu których dokonuje się — w tym wy­
padku — przemiana substancyi historycznej, są wspólną wła­
snością pewnych sfer, kół, narodów. Możemy mówiąc obra­
zowo nazywać lud, czy „ducha ludu“ twórcą tych utworów
poetyckich, których ogół stanowi t. zw. poezyę ludową. Ta
przemiana odpowiada dalej pewnym tendencyom ujęcia wła­
ściwym szerszym warstwom, tendencyom, które objawiają się
’) Próbę zastosowania tych metod do germafiskego podania
o Nibelungach podjął Hermann Fischer w Sitzungsberichte der kgl.
bayr. Akad. d. Wissenschaften Jahrgang 1914, 7. Abhandlung „Über die
Entstehung des Nibelungenliedes“. O wartości Swych wywodów mówi
autor (sir. 32) „Die lückenhafte Kenntnis der alten Zeit mag da zu Kom­
binationen führen, die man bei vollständigerer Kenntmss vielleicht
unterlassen hätte“.
2) Anz. f- deutsch. Altert. T. 33, 135.
— 240 —

Podania o bohaterach.

jako typizacya 1). Samo jednak ukształtowanie podań jest dzie­
łem jednostek i tylko jednostek. W nieliterackich czasach je­
dnak jednostka bardziej ulega wpływom ludu, otoczenia — pu­
bliczności. Gdzie brakło znajomości nazwisk zapomniano
wogóle pytać o osoby i tak się wytworzyła romantyczna
idea poezyi ludowej. Poezya zaś ludowa jest w gruncie
rzeczy poezyą anonimową.
Zbytecznem dodawać, że i łączenie podań w kompleksy
i cykle było dziełem świadomej i twórczej pracy jednostek.
Redaktorzy starali się wyrównywać, niwelować i kombinować
różnorodne rozbieżne tradycye, jako kitem posługiwali się zaś
głównie genealogią i etiologią. Przy tej robocie ważną rolę
odgrywało charakterystyczne dla poezyt ludowej wogóle zja­
wisko przemiany i wymiany motywów 2).
Podanie jest poezyą. Ta poezya, jak każda jest dziełem
twórczego indywiduum. Jego rola polegała na przetwarzaniu
i stylizowaniu rzeczywistości historycznej. Ta jednostka twórcza
dźwigała na sobie — jak każdy człowiek — ciężar puścizny
literackiej. W modelowaniu materyału historycznego rola tej
puścizny jest wcale znaczną. Słusznie też H e u s 1 e r3) odróżnia
obok „Geschichte“ i „eigene Erfindung“ także „vorhandenes
Erzählergut“. Owa puścizna literacka obejmuje materyał z ró­
żnych czasów i bardzo różnoraki : baśnie, mity, podania lu­
dowe, anegdoty, nowele — a także i inne podania o bohate­
rach. Czerpano też wiele ze starożytności — na zapożyczenia
te zwrócił uwagę Konrad Hofmann oraz uczeń jego Wil
hełm Hertz’). Ten literacki materyał osadza się niejako na
podłożu historycznem i tylko ten osad chroni pierwiastek hi­
storyczny od zupełnego zwietrzenia — przyczem naturalnie
właściwa „historyczność“ jego powoli zanika. Przetwarzanie
materyału historycznego dokonuje się pod silnym wpływem
środków poetyckiego wyrazu znanych i rozpowszechnionych
w danym czasie. Poeta, zwykle domorosły, nie stwarza ich so>) W odniesieniu do staroniemieckiego eposu ludowego Panzer
w wymienionym wyżej ,,Das altdeutsche Volksepos“.
-') O niem por. John Meier „Kunstlieder im Volksmunde“ str.
XV1I1 i XC.
:i) Na str. 943 rozprawy wyżej cytowanej.
4) Por. jego „Gesammelte Abhandlungen“, Berlin 1905.

- 241

10

Zygmunt -cempicki.

bie lecz rzecz przedstawia w formach znanych, utartych, odzie­
dziczonych.
Z pośród tego dziedzictwa literackiego, wpływającego na
ukształtowanie podań, przyznawali niektórzy baśniom specyalne znaczenie. Podnieść należy, że badacze pokroju Panzera
za punkt wyjścia swoich zestawień brali przeważnie tylko baśnie
niemieckie — opierali się zatem na iridukcyl niezupełnej, tembardziej, że w zbiorze Grimmów znajdowali materyal nierówny.
Różnicę między baśnią a podaniem bardzo pięknie scharakte­
ryzował Jakób Grimm „Looser und ungebundener als die
Sage entbehrt das Märchen jenes örtlichen Halts, der die Sage
begrenzt aber desto vertraulicher macht. Das Märchen fliegt,
die Sage geht, das Märchen kann frei aus der Fülle der Poesie
schöpfen, die Sage hat eine halb historische Beglaubigung“ ').
Słusznie też powiada B. Symons:2) „baśń jest wielką skar­
bnicą, z której podanie czerpie swe ozdoby, by zdobić niemi
swoje postacie, które wyrastają z historycznego korzenia“. Albo
wreszcie Erich Bethe3). „Den ursprünglichen Sinn der Sage
kann der Nachweis von Märchenmotiven in ihr nicht erschliessen, weil sie nur als Aufputz verwandt sind, selbst von frem­
der Herkunft“.
Gdy mowa o stosunku podania do baśni to jest on ra­
czej odwrotnym niż ten, który przyjmuje Panzer. Raczej zda­
rza się, że podanie przechodzi w baśń, niż baśń miałaby być
prakomórką podania. Nietylko bowiem, że motywy baśni osa­
dzają się na podłożu historycznem, ale im bardziej z bohatera
podania robi się postać idealna (może to być naturalnie i ideał
złego człowieka) — a na tern głównie polega przetwarzanie
historycznego bohatera w podaniu
tern bardziej zaciemniają się
rysy historyczne a i moment osobisty, tak ważny w podaniu za­
czyna się zacierać. Z czasem zmienia się kierunek głównego
interesu podania, nie zwraca się już ku postaci bohatera, lecz
opowiadanie samo, które się rozwinęło na tle losów tego bo') „Deutsche Mythologie“, str. XIV. O stosunku baśni do podania
por. Friedrich von der Le y en „Das Märchen“, Le:pzig i91l (w zbio­
rze „Wissenschaft und Bildung“ nr. 96) str. 75 i nast. oraz Fr. Ranke
w „Deutsches Sagenbuch“ hrsg von v. d. Leyen t. IV str. XI i nast.
2) „Heldensage en spro'okje“ odbitka z „Koniglijke vlamsche Aca­
demie voor ïaal en letterkunde“ Gent 1910 str. 21.
:!) „Mythus, Sage, Märchen“ Leipzig 1905, str. 45.


242



Podania o bohaterach.

hatera, jako takie, staje się celem. Tak przeradza się w tym
procesie idealizacyi podanie w pewien specyalny typ baśni t. zw.
.„Häufungsmärchen“, która około jednej postaci gromadzi całą
mnogość czynów sławnych i znamienitych. W ten sposób przez
stopniowanie i mnożenie motywów podanie osobiste („Perso­
nalsage“) przechodzi w baśń.
Podania zajmują tedy miejsce pośrednie między mitem
a baśnią. Od obu różnią się swern reálnem podłożem : akcya
ich odbywa się w czasie i w miejscu okreśjonem (zachowane
są często owe lokalne ślady w formie kamieni, skał, pagórków,
kopców, kurhanów), to też występują z pretensyą. by im wie­
rzono — baśń tego nie wymaga. Są one poetyckiem przetwo­
rzeniem rzeczywistości historycznej. Podania o bohaterach obej­
mują ogół tych tradycyi o czynach i losach sławnych przodków,
które każdy prawie naród z pośród całego szeregu innych tra­
dycyi podnosi i w poetyckiej formie potomności przekazuje.
Są więc podania, a podania o bohaterach szczególnie stylizacyą substancyi historycznej bardzo prymitywną, zrazu ustnie,
w formie niewiązanej przekazywaną. Między podaniami ludo
wem i a podaniami o bohaterach niema zasadniczej różnicy,
tylko ta, że podania o bohaterach ujmują wypadki, gdzie ta
historyezność jest w wyższej potędze, po prostu wypadki wa­
żniejsze. Problem badania p o d a ń jest problemem stylistycz­
nym. Przez styl rozumie się w odniesieniu do podań to przetwo­
rzenie substancyi historycznej dokonane przy jej przejściu przez
indywidualny temperament poety, oraz środki jego poetyckiego
wyrazu zarówno własne, oryginalne jak i odziedziczone, typowe.
Takie badanie stylistyczne pozwoli odkryć poszczególne war­
stwy złożone na podłożu historycznem, w najrzadszych jednak
wypadkach odsłoni nam warstwy spodnie zwykle wgniecione
i zniekształcone. Studya A- Olrika pozostaną badań takich kla­
sycznym wzorem.
*

-X-

-X-

Heldensagenprobleme.
Ausgehend von der Bedeutung des Wortes „Sage“ (Volks­
sage, historische Sage, Heldensage) und anknüpfend an Wundts
Versuch-, (Völkerps. 2 Aufl. V, 2, 371 ff.) das Wesen der Sage zu
erklären, sucht der Verfasser die Problematik der Heldensagen­
forschung herauszuarbeiten. Er gibt eine historisch - kritische
243 -

*

Zygmunt Łempicki.

Übersicht der Haupttypen und Methoden der Heldensagenfor­
schung, erörtert dann die Rolle der einzelnen Elemente der
Sage : des mythischen, historischen und poetischen, um zusam­
menfassend über Entstehung und Wesen der Heldensage zu
handeln. Heldensage ist Dichtung. Der Verfasser glaubt aber,
dass man trotz der gewichtigen Ein wände von Koegel (Paul
Grundriss 2 Aufl. II, 56) und Heus 1er (Anz. 33, 134) an
Voretzschens Auffasung der Heldensage („mündliche Über­
lieferung in ungebundener Rede“) auch für germanische Sagen
wird festhalten können. Gegen diese Auffassung sträubte man
sich vornehmlich aus zwei Gründen 1. Man glaubte, dass durch
sie der Charakter der Sage als „Dichtung“ gefährdet ist. Mit Un­
recht, denn man muss neben der äusseren Form (der Darstellung)
doch — und vor allem der inneren (der Auffasung) Rechnung
tragen und den Anspruch der Sage auf Kunst nicht allzu hoch stel­
len — handelt es sich doch bei der Heldensage um eine, zunächst
recht primitive, Stilisierung der historischen Substanz, wodurch
erst der eigentlichen grossen Dichtung vorgearbeitet wird. 2. Man
wusste sich nicht die Überlieferung einer solchen Sage zu er­
klären. Darüber haben uns nun die Forschungen Bédiers eines
Besseren belehrt. Ob und inwiefern sie auch auf die deutschen
und germanischen Verhältnisse anwendbar sind, muss erst unter­
sucht werden; H. Fischers Forschungen über das Nibelun­
genlied machten bereits den Anfang Als Dichtung ist die Sage
(mit A. W. Schlegel und Koegel gegen J. u. W. Grimm und
Voretzsch) als das Werk eines Dichters zu betrachten, das dich­
tende „Volk“, ein romantisches Phantom, ist abzulehnen. Bei
dem Dichter muss man (mit Heusler) neben der „eigenen Er­
findung“ auch vorhandenes — ererbtes — Erzählergut berück­
sichtigen. Es liegt aber kein zwingender Grund vor, unter die­
sem Ererbten dem Märchen, das von der Sage wesensverschie­
den ist, auf die Gestaltung der Sage einen besonders grossen
Einfluss zuzuschreiben. Das Problem der Heldensagenforschung
ist vornehmlich ein stilistisches bezw. stilgeschichtliches und
A. Olriks Arbeiten sind das unerreichbare Muster einer solchen
Forschung.

— 244

Podania o bohaterach.

PRZEGLĄD TREŚCI.
1. Uwagi wstępne.
1. Wyraz „podanie“ i jego znaczenia.
2. Poglądy Wundta i problem podań.

II. Historyczno - krytyczny przegląd głównych kierunków
badań nad podaniami.
3. Poglądy romantyków niemieckich.
4. W. Schlegel, W. Grimm, Lachmann, Uhland.
5. Miillenhoff, W. Müller, E. Mogk.
6. S. Grundtvig i A. Olrik.
7. Boer, Panzer.
8. Studya psychoanalityczne nad istotą podań.

III. O pierwiastkach i istocie podań.
9. Pierwiastek mityczny w podaniach.
10. Pierwiastek historyczny w podaniach.
11. Pierwiastek poetycki w podaniach. Problem przekazy­
wania podań.
12. Powstanie i istota podań. Problem badania podań.



245



„G á d k i“
z Inwałdu, w okolicy Andrychowa.
Zebrał: SZYMON GONET ze Suchej.

W tomie IV, dziale II Materyałów antrop., archeol. i etnogr.
Akademii Umiejętności w Krakowie (str. 226— 282) mieszczą się
spisane przezemnie „Opowiadania ludowe z okolicy Andrycho­
wa". Opowiadania te pochodzą z grupy wsi, pod miasteczkiem
Andrychowem leżącej, do której należą: Rzyki, Targanice, Sul
kowice, Roczyny, Brzezinka, Bulowice, Wieprz, Zagórnik i Inwałd.
Obecnie podaję opowiadania ludowe ze wsi Inwałdu, które
tamże podczas dziewięcioletniego pobytu zebrałem. Opowiada
nia te nazywa lud „gadkami“, a są one tak ze. względu na
treść, jak i na gwarę dość ciekawe. Gadki te są uporządko­
wane i napisane gwarą ludu tej wsi. Właściwością tej gwary
jest to, że 1) samogłoski nosowe ę, ą, brzmią jak o ; 2) samo­
głoska e przed nosowem m, n, w środku wyrazu brzmi ró­
wnież jak o. Obie te właściwości są oddane przez o i o, dla od­
różnienia od zwykłego o. Wspólne z innemi gwarami ma ta
gwara np. nagłos u przed o początkowem wyrazu, wymawia­
nie / jak u, ścieśnienie o przed n i wiele innych.

I. Bajki.
1. Spotkanie śpika z muchom.
Jednego casu spotkał sie śpik z muchom. — Kaz ty, ko­
chaná mucho idzies? — „Ido z miasta na wieś“. — A pocóź
— 246 —

Gáilki z Inwałdu, w okolicy Andrychowa.

ty tam idzies?
„W mieście nié mám co robić, przychodzi
z guodu umrzeć, bo nié mam tam co jeś. W mieście jak wpa­
dną panu do rosołu, to pan mie weźmie za nogi, każdo mojo
koś i nogi uoblize i rzuci na zfomio. A talerz to tak pieknie
zléze, ze sie nie mám c«m pożywić. Jeszce'im mało tego, to
mie zatruwajom. Na wsi wpadnó gospodynie do śmietany, to
mie weźnie na łyżko i rzuci na ziomi« razem ze śmietanom,
tak mám co jeś i já i moje towarzyski. W gárkak poostawiá
gospodyni różne rzecy i jedzenia na miskak niepomytyk, a na
samyk dzieckak, co to tam jes jeś! A kaz ty, śpiku idzies?“
— Já zaś id; do miasta, bo na wsi nié mám co robić.
Chuop mie wysmarká, rznie mnom o ziemio ze wszyćkik sił
tak, że sie uozlec- na wszyćkie strony i jeszce mie nogom
podepta, a nosa se utrze do grubego troka. Pań w mieście
weźnie mie do biały, wyprasowany, wykrochmalony ustki,
przeźry sie we mnie jak w zwierciadle, zawinie pieknie i sowa
do kieśnie.
lnwałd, 1897.
Franciszek Polak z Rynku. (Frańcisek Polák z Ronku).

II. Legendy.
2. uO grzybak.
Kiedy jeszce Pánjezus chodziuł po niskości tego świata,
napotkał raź ze świotym Piotrem kosmrza, któremu przy­
nieśli z chałpy na śniadanie k«s ’) chleba ze serom. Kosiarz
położuł se koso, lég se na zimni i jád. Tak sie śwmty Pietr
pytá Pánjezusa: - Cy tez ton cuowiek nié má za to grzechu,
ze lezy i jé?
Pánjezus nic mu nie pedział, jono kázat mu
kosić za tego kosiarza, podwil oń nie pośniada. Światy Pietr
pocon kosić, ale nie kosiut jak kwandrac i tak sie zmocuł2),
zesapał i spociul, az i Pán jezu sowi sie go żal zrobiło i mówi
mu : — Piętrzę, juz bédzie doś.
Jak Pietr koso połozuł,
mówi mu Pánjezus: — Ton, co kosiut, to nie na to se zarobiuł, aby leziit i jád, ale na to, coby mu do goby jedzonie po­
dawali.
1 pośli dali. Przechodzili kole pola, na ktorom rós
jocmioń. Świotomu Piętrowi kciało sie jeś, bo sie kosiarkom
zmocuł, tak urwał kłysko3), co Pánjezus nie widział, aostar
na roce *) zíárka, usuł do goby ’) A tu sie Pánjezus pytá: —
’) Kęs, kawałek, 2) zmęczył,

’•) kłósko, kłos,

- 247 —

4) ręce, *) gęby

Szymon Gonet.

Co más w gobie? — Pietr wypluł ziárka na ziomie i mówi:
„Miátek ziarka, ale wyplułek“. — No, to sie nie straci — obzywásie Pánjezus - z tego bédom grzyby.
I od tego casu som grzyby.
Sułkowice, 1888.
Antoni Drąg, (Antoni Dryng).
3. « O wychowaniu świętego Grzegorza.
Świsty Grzegorz jak sie urodziul, wziona go matka do kosyka, dała mu táblicki, piéniodzy na życie, a śrebra na nauko
i pouozyła przy morzu. Gdy rybák posed ryb łowić, náláz tego
Grzegorza i wzion go do siebie. Chuopiec miał pa miąć, był
chytry do nauki, á chodziuł ś nim rybaków chuopák do skoły.
Ráz, gdy sie oba pokłócili, chuopak zawołał na Grzegorza: —
Ty znajduchu ! — Gdy Grzegorz przysed do domu, spytał sie :
Mamo, znajduk já jes ? ! — „Tak jes, znajdukześ jes'“ — Kiedyk znajduk, to já pódo. „To idź, bździna tu po tobie!“ No
i Grzegorz posed. Sed bez las, spotkał zbóji, spytali go, ka
idzie ? — Tam, ka i wy. — „Co bédzies robiuł?“ — To, co
i wy. — „No, pódź z nami!“ Pośli na smontarz l), na którym
była pochowana pani bardzo bogata. «Otworzyli grób i kázali
Grzegorzowi wejś, zebrać kosztowne rzecy z te pani. Grzegorz
właz do grobu i zebrał pieszczenie złote, mentale srébne, uodziénie wyzłacane. Grzegorz to z pani zebrał, podał zbójom
i wysed. Zbóje znowu mu kázali wleź do grobu po kosulo.
Grzegorz właz, zbóje go zawarli i pośli. — Grzegorz wrescał
i gwałtu wołał całom noc. Gdy gróbarka wysła w nocy i posłysała krzyk, wesła do izby i opedziała gróbarzowi : — Wies
ty, co pani sie na sm«ntárzu dzieje?
Gróbárz posed, «otworzuł grób i chuopiec wysed. Ton chuopiec był u gróbarza,
«opedział wszyćko i znouj posed dali. — Juz Grzegorz urós
i była «ogłosona wojna, ze kto je wygrá, bédzie sie zoniuł
z królowom. Grzegorz posed i «ogłosiuł, ze ón wygra t-> woj­
no. I wygrał i z królowom sie «ozoniuł2), ale me wiedział z ja­
kom. Te táblicki, co mu matka dała do kosyka, miał zawdy ze
sobom, a teraz miał je w szafce skowane. Ile razy przysed ku
ty szafce, zawdy płakał. Królowy dziwno było, co ón tak przy
ty száfco płace i ráz jak Grzegorza nie było, posłała po ślu­
sarza. Ślusarz przysed, «oderwał zámek i «otworzuł. Gdy kró') cmentarz, 2) ożenił.

— 248

Gádk' z Inwałdu, w okolicy Andrychowa

łowa użrała táblicki, zemglała '), bo to óna dała te tablicki
swemu sanowi do kosyka, a ton son był teraz jeji .możem 2).
Jak Grzegorz uwidział zemglałom królowe, «$krzesił je,
a óna mu «opedziała o wszyćkiem. Grzegorz porzuciuł króle­
stwo i posed do tego samego rybaka, co sie u niego od maleńkości chował i spytał sie go, cy tu nié ma ka jakie jaskinie,
i zroncuł;>) rybakowi, coby go zanknuł4), a kłuć rzuciuł do
morza. Rybak tak zrobiuł, a Grzegorz w jaskini pokutował.
A jak wybierali na «Ojca świ«tygo, «obeśniło sie bisku­
powi, ze jes kasik taki, zęby był na «Ojca świ«tygo. 1 śli, sukàli, sukali po cały okolicy takiego. Weśli do tego rybaka i py­
tali: Cy nié ma tu ka takiego w jaąjdni ? Rvbák «opowiedział,
ze jes, a juz sied om roków temu, jak takiego zanknuł i kluc
rzuciuł do morza. A było to pod wiecérz; rybacka stroiła ryby
na wiecerzo i nalazła kluc w rybie. Rybak poznał, ze to ton
kluc od jaskinie. Wzioni kluc, pośli, «odOmkli5), a ś wio ty Grze­
gorz klocałfi) w jaskini cały blady ; siedom roków nic nie jád
i nie piuł, a żywy był. Wzioni Grzegorza i kazał sie zaprowa­
dzić do królowy. Jak tam przysed Grzegorz, wysuchał7) kró­
lowo, «ozgrzysuł *) je, a potom tyiknul !l) je palcem w gbwn
i «ozesuła 10) sie w prok lł).
I świoty Grzegorz «ostał «Ojcem świotym.
Inwałd, 1897.

Franciszek Stuglik (Swaciák).

III. Klechdy.
4. Chuop i świoty P i e t r.
Ráz chodziuł chuop ze świotym Pietrem po kolodzie l2)
w niebie. Juz «obeśli po całom niebie i przyśli na koniec nie­
ba Naśli l3) tam chuopów móconcyk u) zboze. Chuopu, który
chodziuł po kolodzie, zecnyło sie15), ale mé móg nijak śleź1®)
bo był koniec nieba. Tak prosiuł tyk chuopów. aby mu pora­
dzili, jak má śleź z nieba. Óni mu poradzili, coby ukrociuł17)
dugie porwósło18) z plew i spuściuł sie na dół. Ale to porwósło sie zerwało i chuop wpád na pół do ziomie. Myśli se, jak
sie wyrwać śni. Wyblescuł1<J) ślepie i ujźrał lisa, który sie krd') zemdlała, s) mężem, ■■) polecił, 4) zamknął, 5) odemkli, c) klęczał,
7) wyspowiadał, 8) rozgrzeszył, s) uderzył, a właściwie : trącił, in) rozsy­
pała się *') w proch, la) kolędzie, 13) spotkali, '") młócących,16) sprzykrzyło
się, l6) zleźć, ri) ukręcił, 1B) powTÓsło, 19) wytrzeszczył oczy.
— 249 —

Szymon Gonet.

ciuł J) wele niego. Lis sie wele niego kroci, az go cliuop za
»ogon chyciuł i krzyknuł : Hej ta rata ! — Lis sie zerwał, az
se »ogon urwał, ale i chuopa wyciognol ze ziemie.
Inwałd, 1895 r.
Jan Smaza.
5. Trzy c o ty.
Jedoń parobek był na suzbie i za cały rok dostał wysugi ') w Nowy rok tylko trzy cötys). Posed gościńcem i miał
sukać kaińdzi suzby. Spotkał dziadka, który go prosiuł, by go
com »opatrzył- Ón powiada: Mám jono trzy coty, macie jedón.
— Idzie dali, spotkał znouj dziadka, który go prosiuł o jałmu­
żno i dał mu drugiego cota. Idzie dali i zesed sie z trzecim
dziadkiem i dał mu tego »pstatniego cota. Jak juz był bez grejcara, spotkał sie z Panjezusem i świotym Pietrem Pánjezus sie
go spytał, co kce za te trzy cr>ty. Pietr wystawiuł palec do góry
na znak, aby kciał niebo, ale parobek przyskocuł i ubiuł mu
palec. Parobek tak powiedział : „kce tako lásko, gdy kto przyńdzie po mio, to go ta láska wsadzi do wienziéniá. To za jedon
cót. A za drugi kcfi takie buty, ze jak je »obuje, coby nie ucićk.
Za trzeci grejcár kc<> taká torbo, ze jak kto przyńdzie po nimo,
coby skocył do ty torby, i nie wysed, podwilJ) mu sám nie
porocO ń śni wyléž“. 1 dostał se wszyćko, co kciał.
1 posed
z tom i znaláz se suzbo. Gospodarze na ty suzbie byli bardzo
skirniB) i dopalowali7) mu na ni. Parobek wition laskę, jak
»ozwinol do koła siebie, tak w jedny kwili byli wszyscy we
wienziéniu. Posed na inne mieśces). Miał buty pod stołom,
a wnik se chował pienibdze. Gospodarz sie na te pienibd/e
ulakomiuł i kciał je zebrać, ale skocył do buta i nié móg ni­
jako wyjś. Parobek idzie i mówi tak : — Tamzeście pośli ? Pocakájcie, já wám tam dám piéniňdze! — Zbmł gospodarza
kfest{l) i posed na trzecie mieśce. Tam przysed po niego djebał i kciał go wzionś. Parobek »otworzuł torbo, a djebał sko­
cył do nié. Przysła śmierć djebła ratować, ale tez wpadła do
torby. Parobek zył bardzo dugo, az cie mu zecnyło i wypuściuł śmierć z torby. Ta uciekła i była szcośliwa, ze je wypuściuł. Djebła nie wypuściuł i djebał zdek 7) w torbie z guodu.
Parobek jak pomar, był zbawiony.
Inwałd, 1897.
Jan Kolber z Korczy. (Ján Kojber z Korce).
‘) kręcił, -) zasługi, :!) centy. 4) dopóki, ') rozkażę, “) sprzeczni,
7) dokuczali, *) miejsce, 9 fest mocno, l0) zdechł.
-

250

Gádki z InuaJdu, w okolicy Andrychowa.

6. Marysia i Kasia.
Miała matka dwie córki : Marysio i Kasio. Kasin lubiła
a Marysi nie lubiła. Kasin ubierała, a Marysi tylko jedno kosulko sprawiła na zimo i na lato. Ráz w zimie kázala Marysi,
aby sła na drzewo do lasu w bosu '). Biedna dziéwcOna sła
i płakała, bo jé zimno było. W tom spotkał je Pánjezus i spy­
tał się jé, cego place. Óna wszyćko «opedziała. Pánjezus spy­
tał sie jé, cyby sła do niego na suzbo. Dziewcnna töm sie bar­
dzo uradowała. Pánjezus wzion je za rocko i posed śniom do
dymu “). Gdy przyśli, dał jë ma łom łyzeckb kasy i kazał jé
gotować w bardzo duzom gárku. Jak nagotowała i pojadła,
kazał jé Pánjezus pomyć pieska i kotka i dać im jeś. Gdy Ma­
rysia to zrobiła, posła spać. Pánjezus posed kaś w nocy, a Ma­
rysia, «ostała z pieskiem i kotkiem sama. Wtom przysło coś
ku dźwiom i woła tak : — Marysiu, kotku, piesku, puśtam ! —
Kotek i piesek /„/odpowiedzieli : — Nie puszcymy, pokil nám
nie przyniesiecie pełno //oboro krów ! — Przynieśli krowy
i znouj przysło i wołało, by puścić. — Nie puszcymy, pokil
nie przyniesiecie pełno skrzynio złotyk trzewików! — I przy­
nieśli i znouj sie burzom. -- Nie puszcymy, pokil nie przynie­
siecie pełno skrzynio złotego odzienia ! — Wreszcie przysła
dwonástá godzina i /„/odesło. Pánjezus przysed do dymu i opo­
wiedział Marysi, że to byli szatani. Pánjezus kazał jé dojić
krowy. A na górze był świoty Józef i dzióbał krowo śpilkom,
lá przekonania, co Marysia zrobi. Krowa nie kciała stać, ale
Marysia mówiła do nié : — Stoj, ciciusiu ; stój, ciciusiu ! —
Jak podojiła krowo, kazał jé Pánjezus, zęby sła na góro i po­
brała se jakom kce skrzynio. Marysia /„/obrała nábrzydso, zaprzogła pieska i kotka i jechała do matk.i- Bez dróge piesek
i kotek mówili : — Zadnia zbyrk, 'przednio zbyrk. dobrze sie
jedzie ! — Gdy Marysia przyjechała do dymu, matka /„/otwarła
skrzynio, w który było pełno złota. Matce było żal, ze Mary­
sia ma tyle złota, a Kasia nié má. Kazała Kasi, aby i óna sła
na suzbo. Kasia sła drogom i płakała. Spotkał ci je Pánjezus
i spytał sie, cy kce iś do niego na suzbo. Óna pedziała, ze pódzie. Jak przyśli, kazał jé Pánjezus ugotować małom łyżko
kasy, dać jeś pieskowi i kotkowi i pomyć ik. Kasia nic nie
zrobiła. Pánjezus zgniewał sie na nie i kciał je //odprawić, ale
kazał jé jeszce, aby sła dojić krowy. Świoty Józef był na góJ) w bosu - boso, 2) do domu.


251



Szymon Gonet

rze i dzióbał krowo śpilkom. Kasia klopa ł) na krowo, ze nie
kce stać i nie podojiła je. Pánjezus kazał jé se wybrać skrzy­
nio, jako kce. Wybrała se nápiekniéjsň, zapr/ugła pieska i kotka
i jechała do matki. Drogom kotek i piesek mówili: — Zadnia
zbyrk, przednia zbyrk, źle sie wiezie1 — Gdy przyjechali do
matki, uciesyła sie matka, ze Kasia bédzie miała téla złota, co
i Marysia. Matka »otwiera skrzynie : a tu pełno gadów. Te
gady wyskocyły i zjadły matko i Kasio, a Marysia deptała po
gadak, a nic sie jé nie stało. Marysia żyła pobożnie i miała
sie dobrze.
Inwałd, 1897.
Marysia Stuglicánka od Walcáka.
7. a. Wybawiony za „B ó g zapłać“.
Miała baba sona, a ze była biédná i nie miała mu co dać
jeś, zawiedła go do lasu i tam kazała mu siedzieć. Gdy »odesła, przysed ku chuopcu jakiś pán i z kóńskiemi kopytami
i mówi: — Nie sedbyś ty, chuopce do mnie na suzbo? —
Chuopiec powiedział, ze pódzie. Ale pán mu mówi, żeby jeszce
»ostał w lesie, że mu przyniesie »odziënie. Gdy ton pán »od
sed, przysed ku nifimu anioł i mówi : „Oi, chuopce, coś ty
zrobiuł, tyś djebłu »obiecał iś na suzbo, a ón ci przyniesie zieleźne 2) »odzienie i potyl musis suzyć, pokil »odzienia nie zedrzes. Ale dajo ci to krédo i wodo, cingiem to ubranie tom
kredom pis, a wodom ścieraj, to prondko zedrzes“. I »odosed.
Djebał przysed, »oblek chuopáka w zieleźne ubranie i przywiód do piekła. Chuopák cingiem kredom pisał, wodom ście­
rał, choć go djebli widzieli. I za rok ubranie zdar. Gdy był
w piekle wyrobił se lasko z dziurom we środku. Gdy »odchodziuł wbił laśkó na kocieł, w ktorom były duszycki i nabrał ik
do laśki. Gdy wysed z piekła i przysed na pieknom dolinę,
zbocuł se, ze má w laśce duse. Zacon tupać laskom, a z ni
wyskakowały duse, przemienione w ziárka, a kázde ziarko prze­
mieniło się w »owco. Chuop tej łoki2), jak uźrół téla »owiec,
porwał drónga i kciał bić. Ale gdy był ohzko, uwidzińł, że
»owiecki, co ráz przejdom, to wióksá tráwa, wróciół się do
chałpy.
Gdy ton chuopiec pás, przysed ku nifimu świoty Pietr
i prosiuł chuopáka, aby mu » owce przedał, a ze co tylko kce,
to mu dá za nie. ‘'huopák powiedział, że kce takie skrzypce,*)
*) klęła, 2) żelazne, 3) łąki.


252



Gádki z Inwałdu, w okolicy Andrychowa.

co jakby na nik zagrał, to kto tylko usłysy to muzyko, coby
musiał hulać. Świonty Pietr dał mu takie skrzypce, wzion
(/owce i »odešed.
Chuopak sie uciesył bardzo i sukńł suzby. Nareście przysed do ksiodza ') i gádá mu, jeźliby mu nie podzwoluł paś
krów. Ksiodz povviedzál, coby .został. Na drugi dzień pás kro­
wy i uwidziiił. ze mu dziewka niesie śniadanie. Zacon wtedy
grać. Dziewka tak sie shulała, jaze chorowała. Gdy przysła na
plewanije, »opedziała gospodyni, ze sie straśnie shulała. Na
trzeci dzień niesie pasterzowi śniadanie sama gospodyni. Chuo­
pak, jak gospodynio uwidział, jeszce ładni grał. Gospodyni tak
sie shulała, jaze zemglała. Chuopák »okrzysiuł je i zawiód na
plewanije. Gospodyni »opedziała to ksiodzu. Tak znouj naza­
jutrz niesie mu sám ksiodz śniadanie. Chuopák sie bardzi ucie­
sył i jeszce ładni grał, a ksiodz tak sie shulał, jaze sie »oscyrwininł 3J i prosiuł chuopáka, aby ustał grać. Chuopák ustał
grać.1 Ksiodz przysed do dymu i wypodziuł chuopáka. Chuopák
sed, jaz przysed na takie pole, co nie było chałup i tam gádá :
Niek mi sie tu stanie kuźnia i siedmi celadników! — I zaráz
stała sie mu kuźnia, a w ni dużo zielaza. Kto tyiko przysed
co kupować, to kupował za „Bóg zapłać!“, bo ton chuopák,
co juz był kowalem, ani grejcara nie wzion od nikogo. A te
„Bóg zapłać“ chował do worka i juz naskładał pó:i) worka.
Nareście przysła po niego śmierć. Ón kazał jé siadnoć na tom
worku, w którym było „Bóg zapłać“. Jak se śmierć siadła, tak
sie nie rusyła z worka, jaz za jedon rok. Jak śmierć »odesła,
przysed po niego anioł. Kowal kazał mu siadnoć na worku
i znouj anioł nie rusył sie az za rok. Gdy wysiedział rok
i miał iś, kowal go »odprowadziuł. Jak śli, ujrzał kowal jabko
i kazał go aniołowi urwać. Anioł siognoł po jabko, ale mu­
siał rok wisieć za jabkiem na gałozce. a kowal wróciuł do
chałpy. 1 zasioj ’f) przysed po niego djebał i musiał siedzieć na
worku rok. Gdy rok wysiedział, kowál mu tak gádá: „Cóbyś
mie ty sám nioś, tybyś mie nie unioś, niek wszyjścy w piekle,
kiela ') wás jes, przemiéniom sie w kruki i przydom“. Djebał
posed, a kowál tomcasom przewiozał worek, nastrojuł gnat zie- %
leźny i młot, a worek położył na gnacie. Gdy djebli przylecieli,
kazał sie im przemienić w mrówce i wchodzić do worka. Jak
') księdza, 2) rozczerwienił, :l)pół, 4) zaś, B) ile.


253



Szymon Gonet.

wszyjścy wleźli, zawiozńł worek i pocon mocno bić młotom.
Djebli kwiceli we worku i prosili, zęby ik juz nie bił. Wtedy
kowal kciał sie naj/ostatek uciesyć. ř/ozpálul zielazo i pocon
ik tom bić, a wtedy sie worek przetlił, a djebli pouciekali Ko­
wal zył bardzo dugo, az mu sie ucnyło. Idzie do śmierci i prosi
je, coby go udusiła. Śmierć’ mu na to : „Tyś to ptaśku, co já
rok musiała siedzieć na worku; nie udusocie!“ Wtedy idzie do
nieba, a anioł tak mu mówi': „Tyś to nieboraćku, co já mu­
siał rok na worku siedzieć, a rok na galozcè za jabkiem wi­
sieć ; nie weznocie !“ Idzie do piekła. Jedoń djebał uwidziil go,
ucieká i gádá djebłom: „Hań Ł) ton idzie, co nás we worku
biuł i niesie na plecak młot!“ Djebli sie zlokli i zamknyli pie­
kło. Kowál sobie siad za piekłem i do dziś dnia siedzi, a dje­
bli po świecie nie chodzom, bo sie kowala bojom.
Inwałd. 1897.
Marya Kaczmarczykówna.
Waryant. 7 b. Wybawiony za „Bóg zapłać".
Był kowal, a wszyćko robiuł za „Bóg zapłać". Żona mu
mówiła, na co to tak robi za „Bóg zapłać“, c->m bédom żyli;
a ón je powiedział: — Nás ta Pán Bóg nie //opuści. — Tak
robiuł, że przerobiuł wszyćko. PoDm nie było ani co jeś, ani
cam palić. Posed do łasa, spotkał się z djebł-un. Djebał mu
pedział: — Sprzedej mi swoj > dus« 'T, to ci dám worek pini«dzy. — Kowal podpisał sie na kartce, a djebał miał przyjś po
niego za trzy lata. Nadchodzi trzeci rok, a ón siedzi smutny
przed kuźniom. Przychodzi do niego dziadek i pytá sie go:
Cego sie tak smucicie gospodarzu?— „Ja, pytajcie sie mie ta;
byłek w lesie, podpisałek sie djebłu i juz má po innie przyjś!"
— E, co sie ta trapicie, já wám ta doradź«.
- Dał mu ma­
ści i powiedział: - Jak bédzies wiedział, ze juz má przyjś po
cio', nasmaruj krzasło i kaz mu siadtftć a ty, ze sie bédzies
zbierał, pot«m mu powieś : — „No, pódźmy juz“, a on nie bę­
dzie móg wstać. Weź wtedy kija, a bij dobrze, podwil sie nie
uodrzece, ze po ci') nie przyńdzie.
I tak tez kowal zrobiuł. Djebał uciekał, co sie ani nie
//obejrzał. Na drugie dzień przysed drugi, ale t«n mu zaráz
powiedział, ze mu nie bédzie siadał Przysed i stał, a t«mcas«m
sed ta ktosik ku kuźnie, tak zły gádá: — Sowáj 3) mi« ka!
') Tam, *) duszę, s) Schowaj.

Gádki z lnwałdu, w okolicy Andrychowa.

a kowal mówi: „Wleź do worka!“ Zawiozał worek, wzion kija
i bił tela, az sie «odrzék, ze po niego nie przyńdzie Potom
przysed trzeci; juz «ostro ś nim poconał i biédny kowál juz
sie ś nim zabierał. Śli, a kowal poźrńł na grusko i prosiuł
djebła, coby mu utr/.'s paro grusek, ze bédoin mieć na dróg».
Djeb'ł jak wyl.iz na grusko, a zatr/os, to wszyćkie liście i gruski
«obleciały. Kowal Wmcosoni posmarował gruske, djebńł kcińł
zćjś, ale nić móg Kowal bierze kija, a djebńł sie ubńł, a zćjś
nić móg i wyrzuciuł kowalowi pismo, co sie mu zapisał. Kowal
zył szcóśliwie do śmierci i był zbawiony.
Inwałd, 1896.
Lachendro Jan.

IV. Wierzenia.
8. «O u c n i u i majszcze.
Ráz przysed do majstra kowala uceń i kcińł sie ucyć na
kowala. Ton majster mińł książko '), do który jak się przypatrzuł, to wiedział, cy sie wyucy. Majster przypatrzuł sie do ty
ksiözki i podziedział : — No, chuopce, stoji ci sie naucyć, ale
stoji ci sie objesić. No, «ostań do nauki, ale który sie tyko
roboty chytá! bédzies, przeżegnaj sie; cy bćdzies «oblekał sie,
cy «opasowńł, cy młotem bćdzies biuł, cy pódzies wolaśka,
przy nńmnijsy robocie zawdy przeżegnaj sie! — Chuopiec, co
ino robił, zawdy sie zegnał, a jak sie zabocuł’2), to mu majster
zbocuł:!). 1 tak sio bez trzy lata. Jak sie kowalki naucuł, naucuł
sie i zegnać przy każdy robocie. Jak sie już wydzwoluł, zebrał
swój sprzat i posed do «ojców. Sed bez las i spotkał sie z wiel­
kim panem, który wołał: „«objeś sie, «objeś sie!“ Celadnik na
to : „Na tom ci sie «objese?'1 — Uskubáj trawy ukróć porwó
sło, na tom powróślie «objesis sie. — Uceń uskubńł trawy,
a jak miał ukrócić porwósło, przeżegnał sie. W tom go djebńł
szczelił w pysk i ucićk. Celadnik wróciuł sie do majstra i po­
dziękował mu za «ocalenie zyciń. Jak potom przysed do swyk
«ojców, tak sie go pytali, od cego mń twdrz cantom; Ón
wszystko «opowiedział i pot<>m zył se spokojnie, bo przetrzy­
mał «objesénie.
Inwałd, 1897.
Skowron Jan (Skorwón Jńn).
9. «O k u p c a k, co śli na j e r m a k.
Dwa, kupcy śli na jerntak. Gdy uśli kawał drogi, zasla ik
noc w lesie. Pošli do jedny karćmy, która była w lesie, aby*)
*) książkę -) zapomniał :1) przypomniał.

— 285 —

Szymon Gonet-

przenocować. Kacmárz wzion ik do swego pokoja. Kázali mu
sobie dać jeś i za to mu zapłacili. A te pieni ądze, co ze sobom mieli, dali mu je schować. Kacmńrza łakomoś wziona
na te pieniądze i kazał kupcom iś spać do pobocny stancyje
i tam ik zamknył. Oni mieli przy sobie świecku i «oświecili je,
a gdy mieli widno w stancyji, sposzczegli w podłodze haki ;
uwchycili za te haki i «otworzyli. Przyświecili świeckom, przy­
patrzyli sie pod podłoga, a tam było pełno trupów, ktoryk
kacmárz nazabijńł, poodbićrał im pieniądze i tam ik powchybował. Kupcy «báli sie, że mu pieniądze dali skować i myśleli
se, jak sie złakomi na te pieniądze, taksamo nás pozabija.
No i byli bardzo zalokniimi i zaconi se śpiewać: — Kto sie
w opieke poddá Panu swemu — aby ik Pán Bóg wyratował.
Jak odśpiewali pieś, pośli spać. O pónocy przysed kacmárz
z toporem, ze ik pozabija. Gdy wsed do stancyje, były dwa
kamienie : buchnył te kamienie, ale sie nie rusyły. Gdy przysło
rano, stało sie znów z tych kamieni dwok ludzi. Mieli iś na
jermak, ale kacmńrza nie było widać, coby ich puściuł. Było
jedno w ty komorze «okienko małe ze štábami i bez to «okiénko widzieli, jak znajomi kupcy idom na jermak. Wołali na
nik, aby śli do kacmárza, coby ik puściuł. Kacmarz pedzińł, że
im sie przyzdało, ze tam nikogo niema i me kcińł nikogo pu­
ścić do ty komory Posłali kupcy po wójta i ziandarów, ale
kacmárz i ziandarowi nie kciał dać kluca od ty komory. Tak go
wchycili, zrabowali go i wzioni mu kluc. Uodemkli izbo i tamtyk dwok wyleciało i dziękowali za «ocalenie zyciń. Potom po­
kazali ziandarom i wójtowi, co tam jest pod podłogom. Ka­
cmárz mósińł oddać pieniądze kupcom, a ziandary skuli go
i wzioni do kreminńłu na całe życie, a chałpt? «ozwalili
z gminy.
Inwałd, 1897.
Stuglik Jan (Swata).
10. Widzenie matki umarły.
Jedna córka miała matko, która umarła. Córka zaosiała
sama, i bardzo je wcioz płakała. Prosiła ksiodza, zęby uźrała
matko umarło. Ksiodz jé podpowiedział: — „Przydź do mnio
w Dzień zńdusny, pódzies do kościoła, siadnies se w ławie,
a jak duse pódom na ochłodo, to uwidzis swojom matkę“.
Córka sie uradowała. Przysła w Dzień zadusny do kościoła
i siedzi na ławie. Przysła pónoc, duszycki sły na ochłodo
— 256

Gádki z Inwałdu, w okolicy Andrychowa.

a matka jé idzie na samom końcu. Była mokrá, zbabraná. Jak
uwidziała swojo córko w ławie, wziona ') matka kij i zacona
je bić, i byłaby je zabiła, gdyby je inne duszycki nie «obroniły.
Matka tak do nié mówiła: „Patrz, zawse rycys na mnio, a patrz
jaká jezdem mokrá, bo łzy twoje mnie oblały“-”— i pocona je
na nowo bić, tak, ze córka ledw ie ze życiem usła. Postanowiła
se jom juz nie płakać wiocy. Była lá matki dobrá i modliła sie
za nie, aby matka była zbawiona. Wreście i jom Pán Bóg po­
wołał i córka zmarła. Matka była juz w niebie, bo sie za niom
córka modliła, orzysła tez do nieba, bo matka prosiła o nie
Pana Boga. Gdy córka wstompowała do nieba, uwidziała je
matka, uściskała i przeprosiła za to bicie.
łnwałd, 1897.
Kolber Jan z Korczy.
11. vO biedzie.
Było dwok braci ; jedon bogaty, a drugi biédák, który wyrábiál u bogáca. Raz tak mówi ton bogác do biédáka: — „Wy­
bierz nálepse pole z mego, ka ci sie jeno wzda, posadź i posiéj, a jń ci dám jeszce zboża i ziomniáków“. — Biedak zrobiuł, jak mu brat poroncuł i posiał se żyta. Jak juz było doś
spore żyto, posed do pola «oglondać go i uźrał małe dziecko,
jak mu żyto wyruwało i rzucało na pole brata. Chłop woła
na co mu tak robi, a dziecko mówi: — Przenieście sie do le­
śny karćmy, bo tam wase szcoście, a mnio skowájcie do becki
i puście do stawku brata.
A to była bieda. Gdy wróciół do dymu, «opedział to żo­
nie, biéda skował do becki i puściuł do stawku brata, a potom
sebrał, co jono miał i posed do leśny karćmy. Tam ponaprawiał dziury i za niedługi cas zbogaciuł sie bardzo. Bogác,
jak uźrał na stawie becko, wzion, wybiuł dno; a tu widzi dzie­
cka, które mu sie rzuciło na syjo i rzekło: — Juz cio teráz nie
wopuszco az do śmierci ! — I tak sie tomu bogatomu bratu zgorsyło, ze co jono ä.) zrobiuł, wszyćko sie mu niszcyło, a poza
niedługi cas spaluł sie i z ty biedy pomar.
łnwałd, 1896.
Smaza Jan.
12. yO strašáku.
Jedoń «ociec miał dwok sonów: jednego modrego, a dru­
giego gupiégo. Jak im «ociec pomar, dał modry gupiomu pie­
niędzy, aby sed po gorzało, ze se wypijom na pogrzebowo. Gdy
‘) wzięła, s) tylko.
257

1/

Szymon Gonet.

gupi posed, m^dry «odział sie w płakt* i pobiég raźno, aby
bratu zastompić drogo i postrasyć go. Jak sie ześli, gupi chyciuł
brata i zbiuł go «okropnie. Gdy przysed do chałpy, brat juz
tez był i pytał sie go, cy go ta co nie postrasyto. Ón mu do­
powiedział, jak zbiuł strašáka Wypili se gorzałkę, ale mu sie
brat nie przywznał, ze to ón był za Strašáka. Niedaleko od jejik
chałpy była góra, na który strasowało. Jak se to modry brat
zbocył, gádá do gupiego: — Kie sie tak nic nie bojis, to idź
na to góro, ka y strasy. — I gupi posed i zastał na ty górze
pałac «oświetlony. Wsed do niégo, wláz do jednego pokoja
i naláz na stole «ozmajte potrawy, ale niegotowane. Wzion ron­
del i jáj, złozył «ogień w piecu i zacon jaja smażyć, bo nabardzi lubiał jajeśnic«. W t«m woła, na niego: — Gif sie, bo
lec«! — i spadły nogi. Wzion nogi, cisnął do k«ta i smaży jaja
dali. A tu znouj woła: — Cáf sie, bo lec«! — i spád tułów
i r«ce. Cisnął ni-mii do k«ta ku nogom i znouj zacon smażyć.
A tu woła: — Cáf sie, bo leco! — „To leć, jak más lecieć,
bo jak nagotujo, to ci ani spróbować nie dám“. I spadła guowa.
Cisnoł to do k«ta, nasmażył jáj i zacon jeś A tu wstał z k«ta
i idzie ku stołu i prosi, zęby mu dał «odróbko l) Gupi łaps
rest« i zjád wszyćko. 1 t m z k«ta kciał zbić gupca, ale gupi był
mocny, bo se pojád i zbiuł tego szczygonia. Od tego casu już
tam nigdy nie strasowało.
Inwałd, 1897.
Smaza Jan.
13. Bez rok w kopalni.
Ráz śtyrek chuopów wybrało sie po złoto, dyjamont, po
srebro do babi góry. Wykopali wielg« dziur« w górze, dali kol
bre B) i wiadro na dugi linie i spuścili jednego we wiadrze gł«boko po t«n dyjamont A gdy im juz nakład wiadro dyjamontu
to wyciogn«li; a gdy nawyciogali bardzo dużo, zawołali, ze do­
syć. A mieli tego w dole wyci«gn«ć i śnim sie dzielić. 1 nie
wyciognoli go, ale «ostawili w ziomi i pojechali. Ton w zi«mi
zaostał, «obziérá sie i widzi dźwi. «Otworzuł je a tam widniusińko od dyjamontu. Przypatrzuł sie chuop pod nogi, leżał tam
lew. Posed ku t«mu lwu i leżeli se «oba. Jak sie lwu kciało
jeś, posed, polizał dyjamontowy słup i nie kciało mu sie jeś,
Chuop tez tak robiuł i zył tam rok. Ciepło miał, widno miał,
*) odrobinę, 2) korbę.


258

Gádki z Inwałdu, w okolicy Andrychowa.

jeś mu sie nie kciało. Na drugi rok znouj ci przyjechali po
złoto, śrebro i dyjamont. Przyjechało ik śtyrek; trzek ciogło
a jednego spuścili do kopalnie. Ten usłysał, ze tam ktosik sie
tuce i posed ku nk>mu. Ten, siedzoncy juz rok w ziomi, poznał
go i jak juz nabrali skarbów dosyć, kázal sie sám náprzodzi
\vyci"gn«ć, a potom tégo nowégo, co zaostál. Tomcasom ton
lew stał sie w ducha zi mnégo i jak go juz ciągli, przecion pal­
cami line, a t«n spad na sám spód kopalnie. Ton duk zawołał
za nim: — Nie bédzies juz wi»cy stál nikomu na zdradzie! —
Ton spadnioty náwiocy namawiał, coby tégo piérségo zaostawili w dole. A ci pojechali ze skarbami. Kto komu stoji na
zdradzie, tak mu sie dzieje.
inwałd, 1897.

Stuglik Jan (Swata).

14. Kto postanowiuł lutersko wiaro.
Miała matka córko, a ta córka nié mogła sie wydać- Ma­
tka już tak powiedziała : — Aby i djebał przysed, tobych mu
je dała. - No i przysed djebał i córka sie wydała za niego.
Ton djebał był dobrym gospodarzem, wszyćko /oskazował, co
majom robić, jak go w domu nie bédzie. No i miał chuopca.
Jak ton son podrós, stary djebał udek i juz sie wiocy nie po­
kazał. Ton son //obstawał za tégo //ojca, chodziuł do skoły, ucuł
sie pilnie, a gdy sie naucuł wszyćkiegó, zacou nawracać na
luterskom wiarę. Ułożył sobie dwie ksiozki, jedno katolickom
a drugo luterskom i posed do /Ojca świontego, aby mu potwierdziuł jedno ksiozko. /Ociec świoty posed do drugiego pokoja po piecotko, ton podłozuł mu ksiozke luterská, /ociec
świonty mu przybiuł, ton, wzion i zawar, skowál, podzionkował
i posed. Pokazał narodowi, ze mu /Ociec świoty stwierdziuł
wiarę lutersko, zącon nawracać i mówiół kazania z te ksiozki.
1 dużo sie podało na luterskom wiarę Kázal potom ze studni
wylác wodo i wybrać i nawieź kamieni, a jednego chuopa zgodziuł tak, co nik nie wiedział. Kázál temu chuopu wykopać
dziuro na boku w ty studni i sować sie do ty dziury. Nasło sie
ludzi, ton miał kazanie z ty ksiozki i rzuciuł je do ty studnie
a tamton chuop porwał ksiozko i wyruciuł na wirch. Ludzie
myśleli, ze to Pán Bóg wyrzuciuł. Potom kazał to studnie zachybać tomi kamieniami. Ludzie zaconi chybać kamienie i za­
bili tego chuopa. A nik o chuopie nie wiedział i nie wydało
— 259 —

Szymon Gonet.

sie, a dużo ludzi podało sie na luterskom wiarę Od tego
casu jest wiara luterská, a postanowiuł je son djebła.
Inwałd, 1897.
Franciszek Stuglik (Swata).
15. «O panu na pokucie.
Była jedna córka, która mieskała przy uojcach, ale w oso­
bny izbie a «ojcowie jé także w osobny. A w piotom dymie
od nik siedział pán, który chodziuł do nié i grywał śniom
w karty. Tégo pana «oddali ku wojsku, a przy wojsku umar.
Choć był umarty, chodziuł zawse do nié. Ta nic o tem nie
wiedziała, ze ón umar, a ino ráz pytała sie go, cemu tak pó­
źno przychodzi? Ón na to nic jé nie «odpowiedział. Ráz sposzczegła, że ten pán był w bosu, wziona kobylico, udzirgała mu
na palcu w prawy nodze i uwiła na wielgi palec kapko bawełny.
Gdy ón sed, to sie snuła bawełna. Tak ón zased do kościoła,
siád pod beckom i tam pokutowáh Óna na drugi dzień sła do
kościoła za tom niteckom z ty bawełny i wiedziała, ka ón jes.
Ton cuł jom i krzyknoł na nio : — Tuś szelmo, a wrócis sie za­
ráz szelmo : — Óná sie wróciła do dymu. Wiecór idzie ten po­
kutnik do nié i woła: — Puś szelmo! — a óna: - Nie puszco! — Tak ón na to! — Pocakáj, jitro rano bedzie twój
«ociec gotowy! — Rano umar uociec, a córka kazała popod
próg wykopać dziuro, ażeby bez nie przesunoć trugno. Na dry­
gom noc przysed ton pokutnik i kciał, coby go puściła, ale
óna nie. Tak ón znouj woła: — Pamiotáj, jitro bédzie twoja
matka gotowá ! — 1 tak sie stało. Córka kazała pogrzeb zro­
bić taki, jaki miał uociec. Pomyślała sobie; — No, dzisiaj
wiecór przydzie po nmio! — Pokutnik idzie, woła: — Puś
szelmo !
a óna : — Nie puszco ! — Pamiotáj, ty bédzies na
jitro gotowá ! — Przysło rano, umarła, pochowali iom przy
kościele. Za kilka dni wyrós na jé grobie piękny kwiátek. Prze­
jeżdżał tanitody bogaty chuop ze synom, któromu zawóniał ton
kwiátek, posed, zerwał go i załozył se za kapelus. Gdy zaje­
chali do dymu, powiecerzali ; uostały próżne gárnecki ; polegali
wszyjścy, a son ciesuł sie bardzo tom kwiatkiem. W te razy
wychodzi z kwiatka piekná panna i tak mówi : — Oj, zjedli
wszyćko, a mnie nic nie «ostawili ! — i znikła. Rano son uopowiedział to i/ojcu, a «ociec kázát na drugi dzień po wiecerzy
uostawić gárnecek kawy i bułko. Gdy juz wszyścy polegali,
przysła piękno panna, siadła na stoiku i zacona jeś. Teraz
— 260 —

Gádki z Inwałdu, w okolicy Andrychowa.

«ociec wstaje i chycił je, a óna go prosi i mówi, ze jom ton
son wybawiał. I pozostała tam bez kilka lát, a son postanowiuł sie śniom żenić. Óna kazała wyrobić w murze dziuro; je­
dno wraziła roce z jedny, a drugie z drugie strony, i chycili
sie za roce ; taki mieli ślub. Za jakiś cas miała chuopca, który
sie dobrze ucuł, ale to jom nie ciesyło.
Ráz sła do tego kościoła, ka był ton pokutnik, a ton
jeszce pokutował pod beckom i wołał na nie: — Idzies ty
ode mnie szelmo ! - ale óna była juz wybawiono, modliła sie
nad nim i został ón wybawiony i jeji rodzice Potom dopiero
żyła se spokojnie.
Inwałd, 1895.
Polak Jan.
16. Ka djebał nie może, tam babo pośle.
Jedno małżeństwo straśnie sie kochało. Djebłu było zázdroś, kciał ik skusić i siedział se pod piecem. Siedom roków
już tam siedział i nic nie wskórał. Ráz przysła tam po ubó­
stwie stará dziadówka ; gospodarz był w polu, a gospodyni
w komorze na drugi stronie. Jak dziadówka użrala djebła, tak
sie go pytá: — Cóz ty tu djebełku robis?------- Bez siedom
roków siedzo tu pod piecem, a nijak gospodarzy skusić nié
mogo!
„A co mi dás, to já poredzo? — — Dám ci
korzec złota i złote trzewiki“.-------To uciekaj stod, a mnie
"ostaw! — Djebał udek' kominem; «otwiérajom sie dźwi
i wysła gospodyni. Widzi dziadówko, ze klocy i modli sie ; tak
jom opatrzyła.
Dziadówka pytá sie: - „Moja gosposiu, cy wás kochá
was? — Gospodyni mówi, że siedom lát żyjoni ze sobom
bardzo szcośliwie. — „Ej, żebyście gosposiu wiedzieli jedon
sposób, toby wás gospodarz jeszce bardzi kochał!“ — Gospo­
dyni, jako to ze gupiá baba, potraktowała dziadówko, a ta jé
tak dorádzo : — Trzeba wzioć brzytwo, a jak gospodarz bédzie
spał, musicie go «ogolić wé śnie, to wás bédzie jeszce bardzi
kochał,
Zaorała sie i posła do pola ká gospodarz ?<orał.
Gospodyni wyjona brzytew z kuferka i wraziła pod poduško,
a u nás sie mówi, pod zágówek.
Dziadówka przysła do gospodarza, pokwaliła Pana Boga
i mówi mu: „Ej, gospodarzycku, byłak ta u wasy i widziałak,
jak se na wás strojiła brzytwo, bo wás kce w nocy zabić!“ —
Gospodarz sie «ozeźluł, nie kciał wierzyć, ale za kwilo położył
261 —

Szymon Gonet.

«oranie i przysed do chałpy. «Otwiera do kuferka, patrzy, a tu
brzytwy nié ma. Suká i naláz je pod zágówkiem. Zacon swojo
kobieto bić, a w ty złości chyciuł za brzytwo i poderznuł je
garło. Gupi chuop posed do kreminału na całe życie. Djebał
tak sie wywdzioncuł dziadówce, ze jak przysła po ton korzec
złota, urwał jé łeb i zawlók do piekła.
lnwałd, 1896.

Pietraszek Stanisław. — (Pietrásek Stásek.i

17. M y n á r z i jégo dukáty.

Był ráz jedou žebrák, który chodziuł do jednego mynarza
i dostajał od niego zawdy śniadanie i wiecerzo. Raz spoźniuł
se na wiecerzo, przysed późno na noc, a we młonie wszyjścy
spali i we młonie nie měli. Posed ton žebrák do stodoły, za
zrób wláz i legnył se w słymie. Za kwilo przysed do stodoły
mynárz ze światłom i łopatom i wybrał na środku gumna dół,
poleciał do młona, przyniós ćwierć dukatów i wsuł je do dołu.
Potom poleciał drugi ráz po dukáty do mona
a bez ton cas
wyskocul žebrák za zrobu, nabrał dukatów do torby i skowńł
sie za zrobom.
Mynárz przyniós drugom i trzeciom ćwierć, zasul je ziomiom, zarównał to mieśce i powiedział: - Oddajo ci, djeble
te dukáty, a kto tu bédzie «orał sześcioma cárnomi psami,
tomu te dukáty «oddáš! — Mynárz posed do dymu, a žebrák
uciék z ty stodoły, co jom mynárz djebłu poroncul. Žebrák
miał se torbo dukatów i pojechał w dalekie kraje i «ostał
kupcem. Dobrze mu sie więdło i po kilkunastu latak zbogaciuł
sie i o ty stodole zabocył. Ráz jechát z towarem bez te wieś,
ale już z mona nie było ani znaku. Ale stała tam mała chálpka,
w który siedział biedny chuop. Kupcowi złymało się koło
u wozu, posed do tej chałpy i prosiuł o pożycanie mu koła,
abo też i sprzedać. Chuop mu koła pożycał, a jak sie «ozgadali, tak sie kupiec dowiedział, ze stary mynárz pomar, ze sie
mon spaluł, a ón se postawiuł chałpWf na ty pogorzeli i tu
siedzi. Kupiec se zbocył, jak stary mynárz stodoło djebłu zroucył. Spytał sie chuopa. cy wié dokumentnie, ka stała stodoła.
Chuop skazał to mieśce. - No, to dobrze; idźcie teraz do
dwora i poproście dziedzica, coby wám pożycał sześ cárnyk*)
*) młyna.
— 20 2

Gádki z Inwałdu, w okolicy Andrychowa.

psów, a sami zróbcie lá nik mały pug i necie je niom orać.
Já jado do miasta i tam bédo hanglił, a wy przydźcie ku mnie,
jak to wszyćko bédzie gotowe, bo tu som duze píéniodze. —
Chuop sie wystarał o wszyćko i posila po kupca. Kupiec przy­
jeżdża i pytá sie: —Skażcie mi, ka było gumno w té stodole! —
Chuop pokazał. Kupiec kazał mu tomi cárnemi psami przeorać
to gumno trzy razy. Za trzecim razem zacony sie suć z gumna
dukáty, a za niomi wyleciał djebał i krzyknył na kupca: Kieby
já był miał wtoncás moc, kies te dukáty brał, byłbyk ci łeb
ukrociuł. — I znik. Chuop sie przestrasuł, ale mu kupiec '/opo­
wiedział o toni, ze té piéniodze były starego mynarza, a dał je
djebłu, coby mu pilnował. Chuop podzielił się dukatami
z kupcom i juz mu bieda nie dopalowała.
Inwałd, 1896.
Legień Józef. (Józof.)

V. Baśnie.
a.) uO djebłak.
18. C h u o p i djebał.
Jeden chuop imał wielgi majotek, a nié miał dzieci, tyko
zon o. Ráz mówiuf do zony, coby sprzedali gospodarztwo, a żyli
se z precentu. Kobieta mu to ukwaliła, przedali majotek. ino
se wymówili jedno izbo, coby mieli ka siedzieć. Ton chuop
mówi babie: — Przedaliśmy majotek, a nic my tez Panu Bogu
nie (iokfiarowali, trzeja mu ta co '/okfiarować ! — Baba mówi: —
Kupze choć świec, to mu choć zaświecis!
Chuop kupiuł świec i przy kázdom óntarzu ’) '/oświeciuł
dwie, a zaostała mu jedna i nié miał jé ka zaświecić. Chodzi
se po kościele i medytuje, kaby tu jom zaświecić i uwidział na
«obrazie sądu '/ostatecnego djebła i '/oświeciuł to świeco djebłu
i posed do dymu. W nocy »/obeśniło mu sie, ze go to kto
woła, słysał guos i u widział djebła. Mówi mu tak djebał: Wstań i podź! - A ton chuop mówi, coby pocakał, jono sie
/obleče w portki, bo jes w gaciak. Ale ton djebał mówi mu,
zęby sed tak jak jes, bo nié má casu cakać. Chuop w^tał
i tylko wzion kapelus i pośli. Djebał go zaprowadziuł do lasu
i pod bukiem kazał mu kopać. Chuop pedział djebłu, com
bédzie kopał. Djebał dał mu kopko, ale chuop nié móg kopać.
Tak djebał wzion pazurami '/ozkopał dół i wyjon kocioł wielgi
') ołtarzu.

— 263 —

Szymon Gonet.

dukátów i kazał wziońć chuopu te dukáty. Chuop sie spytał
djebła:— Do cegóz wezno?—Djebał mu pedział, zęby sewlók
gacie i zwiozał nogawice. Chuop tak zrobiuł. Used kos drogi,
«oztargały sie gacie i dukáty sie «ozkidały. Znouj sie wrócili
i kazał mu djebał, zęby zebrał dukáty do kosule. I chuop tak
zrobił, ale se znouj kosula potargała i wzion do kapelusa, ale
i ton kapelys sie yoztargał. Djebał mu tak mówi: — Wies co
chuopie, zakop dół, a przyjdzies kiejindzi ! — Chuop zakopał
dół, ale mówi: — „Kiej nie bédo wiedział ka!“ — Djebał mu
mówi: — „To se zrób na tom rnieścu znak, to trefis!“ — Chuop
mówi, ze położy potargane gacie, ale djebał mu odęadziuł, bo
jagby kto sed, toby gacie wzion.
— „Zrób se tak, by ci sie kce srać, to, nasraj na znak !
Chuop pedział, ze mu sie kce, «ozkrocuł *) sie, bardzo sie
gniecie i srá na łeb babie. Baba go bije i mówi : — Idzies ty
paskudo srać na pole, nie mnie na guowo! — A chuop mówi :
Dejze babuś spokój, bo robio znak!“
W tom sie obudziuł, a ón myślał, ze mu to baba w lesie
mówi. I tak na śnie wyrygtował djebał chuopa za do, ze mu
i«oświćciuł świecko.
łnwałd, 1896.
Lachendro Jan.
19. Żołnierz, co chrupścokiem2) odścigał djebła.
Była jedna kasarnia, a w tej kasami byli djebli, ze sie nié
mogło wojsko «obstać. Césárz dawał piniodze żołnierzom, aby
wyścigali tyk djebłów, ale nik nie kciał. Dopiero jedon, nástarsy
żołnierz powiedział, ze jak mu césárz dá córko za zono, ze
tego djebła wyściga. Césárz «obiecał mu córko, a ton żołnierz
wzion skrzypce i chrupścok i posed do ty kasarnie. Wtem
djebli sujom sie kominem, przychodzi jedon djebał i pytá sie
żołnierza, cego se tak grá?
Żołnierz mu odpowiedział, ze se siedzi i gra «ozmaite
mazury. A djebał mu gádá: — „To mi pokáz pán tyk skrzypcy! —
— „To mi pokáz pán nogo!“ — «odpowiada żołnierz.
Jak djebał mu nogo pokazał, tak żołnierz przytnoł do
chrupścoka i zakrociuł. Djebał kwicy, wrescy, coby my puściuł
nogo, ale żołnierz nie puszco, ale jeszce barży kroci. Jak juz
*) rozkraczył się.

s) Schraubstock.
— 264 -

Gádki z Inwdłdn, w okolicy Andrychowa.

żołnierz cuł, ze se djebał urwie nogo, dopiero mu je puściuł.
Djebał komin "Dzwaluł, co uciekał i stanył pod gajom w lesie.
I djebli znikli z kasarnie, a ton żołnierz »ozoniuł sie z córkom
cesarza. Jak ton żołnierz jechał ze swom zonom bez ten las,
tak djebał woła na niego: — „Pocakaj, boś to ty, coś mi nogo
chyciuł!
Ale jak mu żołnierz pokazał chrupścok, djebał zakwicał i dopie'ro uciék do piekła.
Inwałd, 1897.
Władysław Cabak
20. Djebał utopiony z kobyłom.
Jedna baba miała taká ksiozko, co jak zacona mówić na
ty ksiozce, zaráz djebał przysed. Ráz przyleciał djebał i kciał je
podusić, ale baba była jeszce mocniéjsa niźli djebał, złapiła
djebła i powiozała go łańcuchami i uwiozała go na polu u supa.1)
A była wtedy »okropna zima, a baba jak miała niepotrzebna
wodo, to : glug! — na djebła. 1 już tam o mało nie zmárz. Jak
go uwidział parobek, zafrasował sie nad nim. Tak ton djebał
zacon go prosić, zęby go spuściuł ze supa, a za to dá mu
dużo piniodzy. Parobek go spuściuł, a djebał mu powiedział: —
Teraz pódo do dwora i tam bédo ludzi strasował, to potom
zájdzies do tego pana, ze mie wygnás. a ino sie dobrze zgódź!
Na drugo noc zacon djebał strasyć. Pán posłśł po ksiodza
jeźliby go nie wygnał. Ksiodz pokropiuł świoconom wodom,
ale nic nie pomogło. Parobek »ogłosiuł sie u pana, ze djebła
wyzonie, ale jeźli mu pán dá śtyry stówki. Pán dał piniodzy,
a parobek pochodziuł po pobudonkak z laskom, wywijał niom
i djebła wygnał. Jak sed ze dwora spotkał sie z djebłom. Dje­
bał mu powiedział, ze ze pódzie strasować w lepse mieśce, ale
tam coby sie lepsi zgodziuł. Djebał posed do bogatego pana,
zęby tam parobek wiocy zarobiuł. Djebał strasuje, a nik nié
może mu dać rady. Gdy sie pán o parobku dowiedział, »obie­
cał mu dać tysioc papierków, bo go było stać. Parobek poobchodziuł po pobudonkak i wyścigał djebła. Spotyka sie
ś nim i powiada mu tak — Jeszce pódo w jedno mieście, ale
mnie juz stamtod nie wyzonies, za to ześ sie z tamtomi za mało
zgodziuł. — I poleciał strasowaś do jednego ksionzyncia, a nié
mogli go nijak wyścigać. Pán dowiedział sie o tom parobku,
co strachy wygania. Ale parobek bał sie godzić bo mu djebał
') słupa.
265 —

Szymon Gonet.

powiedział, ze go z trzeciego mieśca nie wyzonie — ale sie nareście zgodziuł wyścigać djebła za dziesioc tysiocy papierków.
Pozakupował we wsi stare kolca '), posprzogał jedne z drugiemi,
a chudo kobyło zaprzog do nik z babom do tego najotom. Jak
zajechali ku zamkowi, a kolce »okropnie klekotały i kwicały,
tak djebał sie zlok, wyskocuł ku parobkowi i pytá sie go: -—
„Co znacy ta jazda?“ — Parobek mu mówi : — „Baba jedzie
po cio!‘ — Djebał prosiuł parobka, aby mu doradzili! jakie
mieśce do skrycia. Parobek na to: — „Wskoc do ty kobyły ! ‘ —
Djebał go posucha!, skocul do kobyły, bo sie ubił baby. Pán
to »oknom widział i dał parobkowi dziesioć tysiocy, a parobek
zawiód kobyło do stawu głobokićgo i tam utopiuł je z djebłom.
Inwałd, 1897.
Smaza Jan.

b ) » O losie niewtósny córki, (pasierbicy.)
21 Dwie córki.
W jednej wsi była taká chałpa, co w nić strasowalu,
a obok ty chałpy mieskała macocha, a miała dwie coiki, jedna
była po nieboszce, a drugo miała whisnom To niewłasno posićlała przoś do tego dymu, w ktorom strasowało. Ona cho­
dziła Ráz kole pónocka przyśli ku nić diebli i mówiom: —
„Jedna poi tka cyrwóná, druga portka zielona, podź panno
tańcować!“ — Óna odpowiedziała. — „Kiej nić mám spizo
dzione!“ — Djebli posiadali, jak przodom, tak przodom i mi­
giem sprzodli i mówiom: — Jedna portka cyrwóná, drugá
portka zielona, pódź panno tańcować!“ — „Kiej nić mám
zmotane !“ — Djebli zmotali i wołajom je do tańca. — „Kiej
nić mam póbłytków !“3 Przynieśli póblytki .i wołajom je, coby
sła tańcować. — „Kiej nie mám pioty spódnice! — 1 to przy­
nieśli i nic ino: „Podź panno tańcować! — „Kiej nić mám
pioty burki!“ — Przynieśli pińć burek.
„Kiej nić mám
wstozki!“ — Przynieśli. — „Kiej nić mám koráli!1' — „Som
korále, podź panno tańcować!“ —
„Kiej nié mám jedbawny
ustecki!“------ Jes uštecka!“-------„Kiej nić mám pieniodzv!“ —
Przynieśli i wołajom je do tánca. — „Kiej jezdem nie umytá!“
— „Wcom ci wody przynieś?“------ -,Na przetacku !“ - Djebli
‘) brony.
s) półbucików.


266 --

Gadki z Inwałdu, w okolicy Andrychowa.

nosom wodo, ale im niesporo, a tu przyślą jejik godzina
i musieli uciekać.
Córka przysła do chatpy i pokazała macose wszyćko.
Macoše była zawis, ze to nié jeji córka to dostała, tak na drugom noc kázala swoi córce iś przoś do ty chałpy Przyśli ku
nié djebli i mówiom : — „Jedna portka cyrwóná, druga portka
zielona, podź panno tańcować!“ —I posła ku nim, a óni przyskucyli, urwali je guowo i postawili w //oknie Rano idzie matka
i mówi: — „Cegóz sie śmiejes?“ — Idzie do izby patrzy a tu
tułów na ziomi, a guowá urwaná z wyscérzonomi zobami ')
w //oknie. Taki był koniec ty macosyny zawiści
Inwaid, 1896.
Franciszek Kolber z Korczy.

22. i/O ć o r c e i ptáku
Jedna matka miała dwie córki: jedno własno, a drugo
mewłasno. Własno ubierała, do karćmy ś niom chodziła, do
kościoła, a niewlásná musiała być w domu i robić, co jé ká­
zali. Raz kázali jé wybrać kaso z brudu i nagotować //obiad,
a one posty do kościoła. Zacona wybierać to kaso i straśnie
płakała. W tom nadlatuje pták, przynosi jé ubranie i mówi :
„Ubierz sie, idź do kościoła, a já //obiad nagotujo, ale wyjdź
przodzi z kościoła, ażebyś tu pierw przysła niźli matka^ Ubrała
sie i była piekniéjsá niz przodzi i posła do kościoła. JWszyjścy
sie na niom patrzali i śpiewała bardzo przyjemnie, az //organy
głos jej przenikał. Przysła po sumie do dymu, juz było nagotowane //Ozebrała sie, a pták skował ubranie i uciék. //O ty
pannie i/ozesło sie daleko. I królewic kcnił jom uwidzieć
i w niedzielo posed do tego kościoła, do którego chodziła ty
panna. W niedzielo, to samo było z //obiadem i ptakiem. Kró­
lewic, jak u widział takom panne, kciał sie ś niom //ozonie, ale
po sumie juz je nie widział, bo do dymu prendko posła. Na
drugom niedziele nalał królewic smoły przed kościołem, a gdy
panna wracała z kościoła, //ostał jé bucik w smole Z płaceni
wróciła do dymu i powiedziała to ptakowi. Pták skował ubra­
nie i uciék. Królewic puściuł sie koło ty wsi i //ogłosiuł, ze
który pannie trefi sie bucik na nogo, ta bédzie jego zonom.
Gdy przysed do tego dymu, przyzuwá piersy córce, która miała
własnom matko, ale miała nogo za wielgo i przyzuwá drugiej*)
*) zębami.
267

-

Szymon Gonet.

i tf j sie trefił trzewik na nogo. W tom nadlatuje pták z ubra­
niem i kazał sie jé przebrać. Jak sie uobrała, poznał je królewic
.i uozoniuł sie ś niom. A pták codziennie inne jej uobranie
przynosiuł.
Inwałd, 1896.

Jan Smaza.

23- Kobyla g u o w a.
Był uociec i matka i mieli jedno corko Marysio. Ale ta
matka umarła, a Marysia uostala sierotom. A ton uociec sie
uozoniuł. Macocha robiła Marysi wielgo krzywdo. Ráz mówiła
uojcu : „Weź to Marysio, zanieś jom do lasu, niek je wilki zjedzom, bo inacy: to abo já je zabijo, abo sama se co zrobi o.“
uOciec wzion Marysie, zawiód je do łasa, do chałpecki ; uwiozał
kijonko u supa i powiedział Marysi, ze pódzie drzewa rombać
w lesie. Nadesła noc i uociec nie przysed. Marysia była tam
trzy nocy. Na cwarto noc, jak sie Marysia modliła, zawołało
coś: — „Puś mie ta Marysiu!“ - .Marysia uotworzyła dźwi
i sposzczegła kobyla guowa. Marysia bała sie zrazu, ale gdy
kobyla, guowa prosiła Marysi, aby je wziona do chałpki, Mary­
sia posadziła jom na piecu i odziała je ustkom. Na drugi dzień
juz Marysia nié miała co jeś, a kobyla guówka powiedziała:
„Nie trap sie Marusiu, weźnies mie na roce i pódzies, a já ci
bédo skazówała drogo!“
I idom, a zasły ku takiemu dobu '). Kobyla guowka zeskocyła i przemieniła sie w panio cárno ubrano, a dob przemieniuł sie w piękny dwór Pani wyjona kluc, uodomknoła
dwór i wlazły do dworu. Pani kazała Marysi podlewać kwiatki,
ptáski karmić, kurz śmiatać, a kobyla guówka posła. Jak kobyla
guówka wróciła, spytała sie Marysie, co kce za tom robote.
Marysia powiedziała, ze co kce, niek jé dá. Pani zaprowadziła
je na góro i pokazała jé kufry i kazała se wybrać, ale Marysia
nie kciała. Pani dała jé kufer sama Marysia wziona kufer,
a pani dała jé pieska i kotka, coby kufer zawieźli. 1 Marynia
pojechała, a piesek i kotek bez dróge mówili: — „Przed niom
zbyrk, za niom zbyrk, dobrze sie wiezie, jak za jakom paniom !“—
Gdy przyjechali do chałpki, uodprzogła Marysia pieska i kotka,
i kazała im iś do dworu. 1 siedziała se Marysia w tej chałpce
■) d^bu.
— 268

üadki z Inwałdu, w okolicy Andrychowa.

Ráz polowali w tom lesie, i zacono sie strasná wichura, jakby
sie kto uobjesiuł, a po ty wichurze zacono kić straśnie, tak ci
co polowali, vzešli do te chałpki. Marysia ucostowała ik pieconómi ziomniákami z masłom. Leśnicy namówiuł Marysi jednego
parobka, coby sie ś niom zoniuł. Gdy mieli iś na ślub, zapro­
siła Marysia uojców do siebie. Macocha przysła na jé wesele,
to jaze zielona była od zawiści, jak uwidziała, ze Marysia wyj­
muje z tego kufra piekne spódnice, burki, jedbáwne stożki,
korále, ustki, póbłytki i aftowane kosule. Córce własny ty ma­
cochy było Józia. Kazała mozowi, coby je zawiód do lasu,
niek jom ta wilki zezrom. uOciec wzion Józio, zawiód do chałpecki w lesie, uwioztił kijonko u wogła i pedział, ze pódzie
drzewa rombać.' Ale uociec posed se do dymu. Gdy przysło we
wiecór, zawołało coś na nie: — „Puś mie ta Józiu!“ — A to
była kobyla guowa. Józia wysła, ale je na roce wzionś nie
kciała. Kobyla guowa prosiła, coby je posadziła na piecu
i yogrzała. Józia pedziała : — „Tako kobylá guowo, to nogami
wkopać do kota ‘). Kobylá guowa prosiła, coby jé dała co zjeś,
a óna pedziała, ze nic mé má i nic jé nie dá. Kobylá guówka
mówiła : — „Nie tráp sie, weź mie na róce i podź, a bédo ci
drogo skazywała!“ — „Taka kobylá guowo to do płakty wzionś,
a nie na roce.“ Wziona je do płakty i niesła. — Gdy przysła
ku dobowi, kobylá guowa zeskocyła i stała sie pieknom paniom
w cárnom odzieniu. Pani klucem wodomkta dwór i wlazły.
Kazała je kwiatki podlewać, ptáski karmić, kurz śrniatać, a Dani
posła. Gdy przysła pani do dwora, ptáski pozdychały od guodu,
kwiátki poskły, a kurza pełno wszodzie. Józio zastała na górze
przy kufrak. Pani sie spytała: — „Józiu, cy to twoje kufry?*■ —
— „Moje!“ — ,.A no, to se )e weź!“ Dała jé kotka i pieska
i Józia pojechała z kuframi. Piesek i kotek jechali i mówili: —
„Przed niom zbyrk, za niom zbyrk, wszystko sie wiezie, jak
za jakom furyjom ! ‘ — Przyjechali do dymu, matka sie uciesyła, \
ze Józia wiezie jeszce ładnićjsy kufer, niz Marysia. Za kwilo
uslyseli, ze kawalerze jadom. A to byli djebly. Jedoń pedział:
— „uOdenknijmy kufer!“ — Jak uodenkli, wyskocyły same
gady i udusiły matko i córko.
lnwałd, 1897.

jan Stuglik (Swaciaki.

') kąta.
— 269 —

Szymon Gonet.

c.) uO carnoksioźnikak i carównica k
24. C li u o p i c á r n o k s i o ź n i k.
Ráz posed cłiuop do łasa, a gdy tak chodziuł, zaleciało
mu sie wody pić. Zgibál sie i wybuchło Wielgie źródło wody
poprzéd niego i zacon pić. W tom razie chyciuł go ktoś za
brodo i woła: — „Podpis mi sie krwiom swojom, to cio
puszco!“ - 1 chuop sie podpisał. Carnoksiożnik mówi mu:
.Já ta po to przydo za rok i sześ niedziel !“
Chuop przy­
chodzi do chałpy, a tu mu baba śległa i miała chuopca. Za rok
i sześ niedziel przysed carnoksiożnik po to dziecko, a óno było
duze i juz wszyćko mówiło. Wzion go do siebie i kazał mu
we dnie spać, a w nocy robić. Piérso noc kazał mu wymuro­
wać kamienico, w drugo noc, aby nabył do stajen wołów, kuóni
i krów, a trzecio noc kazał mu mebli róznyk ponabywać.
A córka carnoksioźnika wszyćko mu to nabywała i mówiła mu
tak : „W nocy bédzies spał, a rano jak tata pódom, zbudzo cie,
wstanies i bédzies poprawiał.“ Jak carnoksiożnik przysed, pokwaluł go, ze tak umie robić i kazał mu we dnie spać. Ráz
dał mu takie pytanie:
„Mam dwanaście córek, a wszyćkie
som sobie równe, a mas mi zgadnoć, która ś njk jes imstarsa,
a jak tego nie bédzies wiedział, to de zabijo!“ — Córka carno­
ksioźnika powiedziała mu tak: — „Wszyćkie bédziemy w jednom
rzondku, ale uwáz se dobrze; bédzie goniła mucha kole nas,
a który usiadnie na cole, ta bédzie nastarsá!“ — No i dobrze
mu posło. Po tom wszyćkiem carnoksiożnik wzion go spać do
siebie. Jak carnoksiożnik usnył, zebrali sie uoboje z córkom
i uciekli. Ona wziona yojcowo lásko i yobydwa uciekli za morze.
W tom naráz zrobiuł sie wielgi szum. Córka sie uobeźrała
i uwidziała swégo uojca. zaráz rzuciła to lásko za siebie i uozlały
sie wody szeroko, a uociec dali nie pojechał. Nie za długo pozonili sie i koniec.
łnwałd, 1897. Magierówna Felicya. — (Magierzonka Pela)1).
') Z nadesłanego nam zbioru 81 opowiadań i gadek ludowych
przytaczamy z powodu braku miejsca na razie 24 początkowych

270 —

I)K. KAZIMIERZ SOCHANIEWICZ.

Stosunki narodowościowo - wyznaniowe
w dyecezyi podlaskiej w r. 1863.
Szkic niniejszy wygłoszono w formie odczytu na posie­
dzeniu polskiego Towarzystwa ludoznawczego, poświęconem
sprawie ziemi chełmskiej i podlaskiej. Dla wyjaśnienia dodaję,
że opracowane tu zagadnienie nie idzie wyłącznie po linii, wy­
znaczonej tytułem ; usiłuje również wyświetlić genezę układu
mas na pograniczu polsko-ruskiem i postawić pewną hipotezę
w tym kierunku. Forma odczytu uwalnia autora od obciążania
szeregu przesłanek, zwłaszcza historycznej natury, obszerniej­
szym balastem przypisów naukowych i cytatów źródłowych.

Nie potrzebuję wcale uzasadniać konieczności badań sta­
tystycznych tych czasów, które już przeszły do historyi. Nasu­
wają się one nam same przez się, ilekroć stawiamy sobie py­
tanie tyczące ewolucyi narodów i społeczeństw. A nawet sa­
moistnie traktowane mają one specyficzne znaczenie, zwłaszcza
o ile dotyczą momentów szczególnie ważnych pod względem na271

Dr. Kazimierz Soctianiewicz.

rodowym. A do takich niewątpliwie w dziejach wieku XIX na­
leży r. 1863, który uważa się jako akt woli zbiorowej narodu,
mający na celu zerwanie pęt ówczesnego caratu. Dla dziejopisa
XIX stulecia, przy ocenie tego wysiłku mas, zdanie sobie sprawy
ze zasobów sił narodowych jest podstawą sprawiedliwej oceny
wypadków. O ile chce się dokładnie orzec, czy krok ten był
szaleństwem i rozpaczliwem rzuceniem kwiatu młodzieży na
szalę wypadków, sąd swój można oprzeć jedynie na podstawie
cyfr statystycznych. Przypuszczam tedy, że przytoczone argu­
menty usprawiedliwiają dostatecznie wybór daty poniższych
rozważań statystycznych, w formie oderwanej poniekąd trakto­
wanych.
Ale też i względy aktualne pozwalają tę datę wysunąć.
Mogłoby się co prawda pozornie wydawać, że dla utylitaryzmu
polityki współczesnej daty narodowościowo-wyznaniowe z przed
pół wieku nie przedstawiają wartości, wobec cyfr współczesnych.
A jednak doświadczenie dowodzi czegoś innego. Zestawienie
bowiem dat, przedzielonych półwiekowym przeszło okresem
czasu, jest pewnego rodzaju bilansem narodowym, o ile
chodzi o względy ilościowe. Schodzą one jednak na
plan dalszy wobec czynników jakościowych, t. j. wzajemnego
ustosunkowania się mas narodowościowo-wyznaniowych, które
(powierzchownie rzecz biorąc) powinnyby się stale mniej wię­
cej w jednym stosunku przedstawiać, czyli, że tak powiem, po­
zostawać w stanie pewnego rodzaju równowagi.'
A jednak tak nie jest : stosunki narodowościowowyznaniowe na kresach zarówno wschodnich jak i za­
chodnich nie zachowują równowagi (abstrahując od
tendencyi spisowych). Nawet w przeciągu lat niewielu ulegają
masy takim przemianom, że przechodzą najśmielsze przypusz­
czenia, Wystarczy porównać dwa spisy ludności rzymsko-kato­
lickiej w gubernii chełmskiej z lat 1905 i 1909, względne karty
odpowiednie atlasu Romera (Tabl. XII', a zauważyć tu można
naocznie fenomenalne skutki ukazu tolerancyjnego z r. 1905,
kiedy to w przeciągu 5 lat 120.000 grecko-oryentalnych prze­
szło na katolicyzm, a co za tern idzie przyznało się do polsko­
ści ; stosunek narodowościowy zatem uległ zmianie analogicznej
z wyznaniem. Równowaga mas okazała się złudną.
Fakt powyższy rozpatrywaniom naszym i obliczeniom na­
daje wagę jeszcze większą, jeżeli się uwzględni, że cyfry z r. 1863
— 272 —



Stosunki narodowosciowo-wyznaniowe w dyecezyi podlaskiej w r. 1863.

przypadają przed wypadkami tak ważnymi, jak powstanie stycz­
niowe, nowy okres prześladowań i martyryologii podlaskiej,
które się zaczęły od faktu zniesienia w 1867 r. samejże dyece­
zyi podlaskiej. Oba te wypadki dokonały niewątpliwie wstrząsu
stosunków narodowościowo-wyznaniowych i systemem równo­
wagi zachwiały. Nie rozwodząc się już o wypadkach z dziejów
męczeństwa Podlasia, jako powszechnie znanych, przypomnę
nader ważny ukaz z 8. listopada 1864 r., na podstawie którego
ze 197 katolickich klasztorów (w tern 42 żeńskich) w Królestwie
114 zamknięto, przyczem z 2184 mnichów i mniszek 982 musiało
mury klasztorne opuścić. Przeprowadzenie tego ukazu było
dziełem Ilji Seliwanowa, wicedyrektora pierwszego departamentu
administracyjnego, generał-policmajstra Królestwa Polskiego.
Nie wchodząc w przyczyny i analizę faktu tego, zazna­
czymy, że ta i inne jej podobne okoliczności niewątpliwie wpły­
wać musiały na formowanie się stosunków narodowościowych,
bo pozbawiały szerokie masy pieczy duchownej ze strony tak
patryotycznego wówczas kleru zakonnego 1).
Mówiąc o stosunkach narodowościowo-wyznaniowych na
terytoryum dyecezyi Podlaskiej w r. 1863. muszę podkreślić
fakt znamienny : tu właśnie, na tern pograniczu polsko-ruskiem,
powstanie przybrało szersze, niż gdzieindziej rozmiary; było ono
terenem rozlicznych potyczek (linia obronna Bugu !) ; organizacya
spiskowa obejmowała tu 8000 ludzi i najsilniejsze korzenie
zapuściła w powiatach bialskim (nad Bugiem!), siedleckim,
łukowskim i radzyńskim, a w końcu zaznaczył się tu udział
zarówno szlachty i duchowieństwa (ks. Broszek
i ks. Wotwiński), jak i mieszczaństwa i chłopstwa. Oko­
liczności te podnoszą ci z pomiędzy historyków, którzy nawet
nie należą do entuzyastów powstania styczniowego (np. Przyborowski). Fakty te stanowią same dla siebie świadectwo
historyczne polskości tego terytoryum, a w zakresie naszego
problemu mają ogromne znaczenie, bo pozwalają nam nasze
cyfry poprzeć najważniejszym czynnikiem, bo
świadomością narodową, która dla określe­
nia stosunków narodowościowych ma wartość
') Zob. odnośnie tajne memoryały w dziele Anonima „Von Niko­
laus I zu Aleksander 111. St. Petersburger Beiträge zur neuesten russischen
Geschichte. Leipzig, Duncker et Humbolt. 1881.
— 273 —

18

Dr. Kazimierz Sochaniewícz.

największą. Wiadomo bowiem, że pod tym względem ani
wyznanie; ani język nie mogą być decydującemi, choć we wielu
wypadkach mogą być dla nas jedynym wskaźnikiem.
Jednakże tego rodzaju idealna (o poczucie przynależności
narodowej oparta) statystyka zdaje się do tej pory nigdzie nie
została przeprowadzoną na ziemiach naszych 1), a tembardziej
w tych czasach, o których mówimy. Stąd pozostają nam do
wyboru przeważnie urzędowe źródła : albo statystyki językowe
albo wyznaniowe. Dla roku 1863, względnie 1862 mamy do
dyspozycyi urzędową statystykę kościelną, którą zupełnie w su­
rowym materyale posiadamy w t. zw Ordo officii czyli Rubrycelli na r. 1863, wydanej przez księdza Franciszka Jaczewskiego,
profesora Seminaryum biskupiego w Janowie, autora artykułu
o dyecezyi podlaskiej w Encyklopedyi kościelnej. Pierwszem
pytaniem jest kwestya wartości tego źródła- odpowiedź dosyć
trudna, bo mamy tu do czynienia z problemem, który był sto­
sunkowo mało rozważany i do tej pory nie jest należycie zba­
dany. To można wszakże powiedzieć, że wartość spisów ko­
ścielnych, nie wolna od błędów, jest pod wielu względami
prawdopodobnie większa, aniżeli urzędowych rosyjskich, a w ka­
żdym razie wolna od politycznej rosyjskiej tendencyi '). Drugiem
’) Wchodzi tu w grę czynnik tak ważny, jakim jest presya polily
czna, czynnik, którego dotąd nie sposób było uniknąć.
2) Kwestya publikacyi wykazów statystycznych przy rubrycellach
nie jest u nas dostatecznie wyjaśnioną, podobnie zresztą jak i dzieje
względnie rozwój samych rubrycell czyli dyrektoryów. Wydawane przez
każdą z dyecezyi dyrektorya, obejmujące zrazu kalendarz dyecezyalny,
a więc obowiązujące święta, pacierze kapłańskie w brewiarzu i mszale,
nabożeństwa, posty itp. obrzędy w związku z rytuałem i liturgią mają
swe źrodło w tablicy paschalnej. W tej formie przetrwały do w. XVIII.
W tym czasie zaczęto dodawać do nich schematyzm dyecezyalny i wy­
kazy statystyczne. Rozwój tej części pozostaje w związku z kwestyą
uposażenia parafii (dziesięciny) a genetycznie łączy się z t. zw. libri beneficiorum, czyli księgami uposażeń. Sposób statystyk dyecezyalnych
ulegał pewnej ewolucyi, jednakże na podstawie wiadomości bibliografii
Estreichera nie da się odpowiedni obraz rozwoju przedstawić. Odnośnie
do dyecezyi podlaskiej dysponujemy t. zw. Ordo officii tyiko za lata
1861, 1862, 1863, 1864, 1865 (Estreicher. Bibliografia XIX stulecia t. II
p. 183 i t. III p. 309). Opracowanie układu i zakresu tej typowej kategoryi druków jest z wielu względów jednym z ważnych postulatów nau­
kowych, czekających na pracowników. (Ważne dla etnografii szczegól­
nie kalendarze dyecezyalne, bo grupujące kulty miejscowe).
— 274 —

Stosunki narodowościowo-WyziianioWe w dyecezyi podlaskiej w r. 1863.

pytaniem, to kwestya terytoryalnego zakresu tego obszaru, który
w obrębie 10 dekanatów liczył ogółem 398 330 mieszkańców.
Pytanie to łączy się ściśle z szeregiem zaszłych tu zmian terytoryalnych i dlatego na tle tych przemian wyodrębnione terytoryum o ludności mięszanej wystąpi w świetle właściwem,
a tern samem pozwoli nam w formie hipotezy stosunki tu pa­
nujące odpowiednio wyświetlić. W wywodach przeto naszych
wyjdziemy z cyfr danych nam przez statystykę kościelną, a na­
stępnie przedstawimy ewolucyę samego terytoryum, kładąc
główny nacisk na obszar o ludności mięszanej, i nakoniec spró
bujemy dać wyjaśnienie układu stosunków narodowościowowyznaniowych na terytoryum mięszanem.
*
*
*
*
Rozpatrując się w cyfrach, otrzymanych z obliczenia zesta­
wień kościelnych (Tabl. 1), stwierdzamy fakt znamienny : z ogól­
nej liczby 398.330 mieszkańców, rzymsko-katolickich jest 244.328
czyli 61'32°/o. grecko-katolickich 93.415 czyli 23'46°0, żydów
55.037 czyli 13'82°/0, niekatolików i mahometan razem 5-532
czyli l'40°/0, (w czem samych mahometan — dodajemy nawia­
sowo — jest tylko 0'07°/o). Da się tu odrazu wyodrębnić ele­
ment czysto słowiański, który wynosi 84'78% od elementu nie­
słowiańskiego, a więc napewno napływowego, który wynosi
1522°/0. Co do elementu rdzennie słowiańskiego, widzimy bez­
względną przewagę żywiołu polskiego, reprezentowanego tu
przez rzymsko-katolickich. Żywioł polski w szeregu de­
kanatów występuje w formie czystej, zupełnie bez przymieszki
żywiołu grecko-katolickiego. Ten czysto polski obszar tworzy
zwarty kompleks, układający się dekanatami równolegle do Wi­
sły: bardziej ku zachodowi wysuniętą linią Garwolin, Łaska­
rzew, Stężyca, a następnie wysuniętą bardziej na wschód war­
stwą Siedlce, Łuków. Do tej drugiej warstwy możnaby ewen­
tualnie zaliczyć leżący na północ od Siedlec, na linii osadniczej
rzeki Liwca leżący, dekanat Węgrowski, który wykazuje tylko
3'75% grecko-katolickich. W czterech dekanatach o ludności
mięszanej tj. Bialskim, Janowskim, Międzyrzeckim i Parczewskim,
w dwu dekanatach występuje żywioł łacinników w bezwzględnej
większości : a mianowicie w Janowskim i Międzyrzeckim, które
otaczają łukiem od północnego zachodu dekanat Bialski w do­
rzeczu osadniczem Krzny leżący. W dekanacie janowskim ele- 275 -

ków i ma­

Tablica I
Ogół lu­
dności
oprócz
gr.- kat.

0-

408 0-69

9314 15-69

59528

20489

34-42



768 3-46

2642

11-92

22177

22177 100--

11801

27-31

376 0-87

4355

10-08

43208

31407





239 1-04

1342

5 82

23040

23040 100-—



47 012

5661

13-98

40479

40479 100-—

6565

14-81

117 0-27

10198 23-01

44309

37744

85-19

28-25

34477

58-17

211 0-36

7832

13*22

59260

24783

41-83

37727

83-98





112 0-23

7092

15-79

44931

44931 100 —

9. Stężycki

17646

85-86





88 U-42

2820

13-72

20554

20554 100-—

10. Węgrowski

32376

79-27

1533

3-75 3184

7-80

3751

918

40844

39311

96-25

244328

61-32

93415

23-46 5540 1-40

55037

13-82

398330

304915

76-54

010/

1. Bialski

10737

1804

39039

65-58

2. Garwoliński

18767

84-62



3. Janowski

26676

61-74

•4. Łaskarzewski

21459

9314

5. Łukowski

34771

85 90

6. Międzyrzecki

27429

61-91

7. Parczewski

16740

8. Siedlecki

Dziekanaty

Razem

.

O/

/o

Żydów

/O

72-69

Ďr. Kazimierz Socliaiiiewicz.

Katolików
obrz gr.

hometan

Razem
ludności

Ol
10

Niekatoli­

0// o

Katolików
obrz. łać.

Stosunki narodowościowo-wyznaniowe w dyecezyi podlaskiej w r. 1863.

ment rzymsko-katolicki wynosi 61'74%, w międzyrzeckim zaś
61'91%. Dwa dekanaty o mniejszości rzymsko-katolickiej tj.
Biała (1804°,o) i Parczew (28 25%) układają się warstwą ró­
wnoległą do Bugu. Widzimy ponadto, że dekanat Parczewski,
leżący w dorzeczu Piwonii, w którym element rzymsko-kato­
licki jest wyższy, niż w dekanacie Bialskim, tworzy pod pewnym
względem półwysep przy zwartej masie żywiołu rzymsko-kato­
lickiego nad dolnym Wieprzem, Żywioł grecko kato­
licki układa się w stosunku wprost odwrotnym. W świetle
przytoczonych cyfr wynika, że stanowi on największą masę
(65'58°/o) w dekanacie Bialskim (dorzecze Krzny), z którą się
łączy mniejsze już skupienie (58‘17°/u) w dekanacie Parczewskim
(dział wodny Wieprza i Bugu) ; dalej tworzą większe półwyspy,
lecz z absolutną mniejszością (27'31%) na północ od Białej de­
kanat Janowski, ze znikomem odgałęzieniem w kierunku za­
chodnim (3'75%) w dekanacie Węgrowskim, i przedłużenie masy
Bialskipj (dorzecze Krzny) w dekanacie Międzyrzeckim, o po­
łowę mniejsze niż półwysep etnograficzny w dekanacie Janow­
skim, bo tylko 14'81°/0 wynoszące. Tak się przedstawia układ
elementu słowiańskiego, co do którego autochtonizmu, można
się spierać. Aby uprzytomnić znaczenie tych cyfr porównajmy
fakty te z tern, co nam mówi traktat brzeski. Gdyby w tych wa­
runkach etnograficznych z czasów przed pół wiekiem zastoso­
wano linię demarkacyjną traktatu brzeskiego na tym obszarze:
Radzyń-Międzyrzec-Sarnaki, to okazałaby się, że linia ta w po­
łudniowej części biegnie wzdłuż najdalszego zasięgu grecko-katolickiego, w części środkowej przecina obszar większości rzym­
sko-katolickiej (Międzyrzecz ól‘91%). podobnie jak w części
północnej (dek. Janów 61'74%). Odcina zatem od zwartego
kompleksu polskiego ów łuk, który otaczał od zachodu dorze­
cze Krzny. Gdyby zatem wówczas w czasie powstania stycznio­
wego wysunięto tę linię demarkacyjną, naruszałaby ona nie tylko
granicę żywiołu polskiego, lecz także stan posiadania rzymsko­
katolickiego, na korzyść elementu unickiego.
Z żywiołu napływowego najliczniejszymi są Żyd z i. Najwyżej procentowo występują w dekanacie między­
rzeckim (23 01). Dokoła tego ogniska na łukowato ku pół­
nocy wygiętej linii mamy dwa mniejsze : Siedleckie na zacho­
dzie (15'79°/0), Bialskie na wschodzie (15 69%). Równolegle do
Wisły, dokoła tych trzech ognisk ciągną się pasmem ku wscho­
— 277 —

Dr. Kazimierz Soehanievvicz.

dowi grupki napływowe: Garwolin (t 1'92), Stężyca (1372%),
Łuków (1398%), Parczew (13'22%,1. Na linii Garwolin-Stężyca
mamy mniejsze odgałęzienie, wykazujące najniższy procent ży­
dów w dekanacie łaskarzewskim (582%). Na połnoc od cen­
tralnego łuku Siedlce, Międzyrzecz, Biała mamy analogi­
czne pasmo: Węgrów i9'l8°/0), Janów (1008°/u), które jest
procentowo niższem od pasma południowego. Ten układ jest
zupełnie naturalnym, bo - jak z tego widać — procentowo
największe masy żydów trzymają się głównego szlaku komu­
nikacyjnego na- linii Brześć litewski-Warszawa: Biała (1569%,),
Międzyrzecz (23'01°0), Łuków (13'98°/0), Siedlce (15'79%)
i to w osadach przeważnie miejskich. Inne skupienia utworzyły
się analogicznie. Charakterystycznem jest opanowanie głównych
szlaków komunikacyjnych i oto tych właśnie, któremi przepro­
wadzono koleje żelazne. Zjawisko to posiada na innych obsza­
rach ziem Polski rozliczne analogie. Uderza nas w tern wysoka
cyfra dla Międzyrzecza, przy jego charakterystycznem położeniu
na szlauu granicznym Mazowieckim. Jest to zapewne skutkiem
tego, żet u właśnie zbiegły się linie pochodu żydów ze wschodu
i zachodu, względnie z południowego wschodu i południowego
zachodu i tu się zapewne owe masy zeszły razem. Dla antro­
pologii pole otwarte; o ile istotnie da się tu dostrzedz zlew
elementu wschodnio-żydowskiego i zachodnio-żydowskiego jest
problemem, czekającym badaczy. Charakterystycznym jest też
ten układ ze względu na położenie koło jednego z najstarszych
w tych okolicach centrów osadniczych żydowskich, na pogra­
niczu rusko-litewskiego państwa a mianowicie w pobliżu tak
przez Witołda W. Ks. Lit. uprzywilejowanego Brześcia litews­
kiego. Drugi element napływowy, reprezentowany ogólnie przez
innowierców nie da się szczegółowo sprecyzować. Jest to je­
dnak element znikomo mały, bo tylko 1'40% ogółu ludności
wynoszący. Z tego elementu da się wszakże wyodrębnić ele­
ment tatarski, który figuruje w statystyce jako element mahometański. Jest on tu znikomo mały, bo wynosi zaledwo
O'07°/o ogółu mieszkańców dyecezyi. Występuje jedynie w de­
kanacie Bialskim, gdzie wynosi 0’440/0 ludności całego deka­
natu. Osadnictwo to jest jedyne w swoim rodzaju w Europie,
a poczęło się ono od czasu, kiedy wielka horda kipczacka roz­
dzieliła sie na kilka drobnych, nawzajem się zwalczających hord
podrzędnych, a nawet rozpoczęła emigracyę. Korzystał z tego
— 278 —

Stosunki naiodowościowo-wyznaniowe w dyecezyi podlaskiej w r. 1863.

wychodźtwa Witołd W. Ks. L. i osadzał przybyszów na Litwie,
na Polesiu, na Zadnieprzu (np. na Sule usadowił cały „ułus“
protoplasty książąt Glińskich). Element ten'pod wpływem pol­
skim zupełnie się spolonizował lub zrutenizował, gdy się wśród
zupełnie ruskich elementów znalazł, choć zachował wiarę mu­
zułmańską. Osadnictwo to z lewego brzegu Bugu w dekanacie
bialskim jest najdalszym zasięgiem tegoż osadnictwa na zachód,
przez które częściowo odbywał się przypływ krwi turańskiej do
plemion letosłowiańskich. Na obszarach polsko-litewskich wsią­
kła ona w element polski, na ruskich lub litewsko-ruskich w ruski.
Ze względu na oryginalność tego osadnictwa i to właśnie z le­
wego brzegu Bugu podaję cyfry dokładne: W r. 1863. zatem cał­
kowita liczba ich dusz wynosiła w dekanacie bialskim 264. z czego
na Białę miasto przypadało 45, Kodeń 2, Łomazy 160, Pisz­
czac 25, Pratulin 14, Terespol 18. Jak widzimy cyfrę najwyższą
wykazały tu Łomazy, osada, która właściwie leżała na terytoryum pierwotnie polskiem Inne osady drobne wchodziły już
na teren bliżej ku wschodowi leżący. Uderza nas tu ponadto
okoliczność, że występują one w dekanacie, który wykazuje
procentowo najniższą cyfrę rzymsko-katolickich (18‘04) a więc
wśród większości ruskiej. Podkreślając ten fakt, zaznaczymy, że
wyjaśnimy go w naszych wywodach końcowych.
Rozpatrzywszy w ten sposób składniki narodowościowe
tego obszaru, spróbujmy teraz ocenić ustosunkowanie się tych
mas nie na całym obszarze tych dyecezyi, lecz tylko na obsza­
rze mięszanym (zob. Tablica II). Na tym (mięszanym) obszarze
tj. dekanatów bialskiego, parczewskiego, janowskiego, między­
rzeckiego i węgrowskiego rzymsko-katoliccy wynoszą 4612°/0
w stosunku do 37'79n/0 grecko-katolickich. Widzimy zatem i tu
większość elementu rzymsko-katolickiego. Jeśli natomiast wye­
liminujemy dekanat węgrowski, gdzie ilość grecko-katolic­
kich wynosi 3'75°/0. otrzymamy na obszarze czterech wscho­
dnich dekanatów tj. Białej, Parczewa, Janowa i Międzyrzecza
39‘56°/0 rzymsko-katolickich i 44‘54°/0 grecko-katolickich. Wi­
dzimy zatem, że na tym już ścieśnionym obszarze element
grecko-katolicki o niespełna 5c/0 przewyższa element rzymsko­
katolicki. Lecz ani element rzymsko-katolicki, ani grecko-katolicki nie ma bezwzględnej przewagi, bo nie przenosi na tym
obszarze 50°/0 ; element polski (rzymsko-katolicki) w połączeniu
z resztą ludności tj. niekatolików i żydów stanowi już większość
— 279 -

. Tablica II.
!o

Razem
ludności

Ogół lu­
dności
oprócz
gr.- kat.

0/o

408

0-69

9344

15-69

59528

20489

34-42

211

0-36

7832

13-22

59260

24783

41-83

27-31

376

0-87

4355 10-08

43208

31407

72-69

6565

14-81

117

0-27

10198 23-01

44309

37744

85-19

79-27

1533

3-75 3184

7-80

3751

9-18

40844

39311

96-25

113958

4612

93415

37-79 4296

1-73

35480 14-36

247149

153734

62-21

81582

39-56

91882

44-54 1112

0-54

31729

206305

114423

55-46

Katolików
obrz. gr.

ot10

1. Biała 14 *)

10737

18-04

39039

65-58

2. Parczew 10

16740

28-25

34477

58-17

3. Janów 14

26676

61-74

11801

4. Międzyrzecz 9

27429

61 91

5. Węgrów 16

32376

Razem
Razem 1—4
(tj. oprócz Wę­
growa gdzie 4
mięszane para­
fie wykazują ab­
solutną mniej­
szość grecko-katolickich).

h o m e ta n

0/

0/
/O

N ie k a to li-

Żydów

Katolików
obrz. łać.

') Uwaga: Cyfry przy dziekanatach podają ilość parafii.

0

15-36

Sochaniewicz

0

Dziekanaty

L)r. Kazimierz

köw i ma­

Dziekanaty w których są katolicy obu obrządków.

Stosunki narodowościowo-wyznaniowe w dyecezyi podlaskiej w r. 1863.

absolutną (55*46%). Jeżeli uwzględnimy fakt, że tacinnicy nie
pokrywają się wyłącznie z Polakami, bo dużo elementu unic­
kiego reprezentuje też żywioł polski, to możemy całkiem śmiało
przypuścić, że oba żywioły tj. polski i ruski znajdują się co
najmniej w stanie równowagi liczbowej. W każdym razie wy­
soka cyfra elementu rzymsko-katolickiego (40% okrągło) jest
nader znamienną a stanowczo za wielką jak na żywioł wy­
łącznie napływowy, a również zbyt potężną, żeby miała być
tylko tolerowaną tak zwaną mniejszością. Ojej wysokości mo­
żna mieć wyobrażenie należyte, gdy wyeliminujemy z ogółu
ludności, elementy napewno napływowe tj. niekatolickie i ży­
dowskie: wówczas to z ogólnej liczby katolików wypadnie
przeszło 47% na łacinników, a więc da cyfrę niemal równo­
ważną z unitami, którzy w ten sposób zaledwie niespełna 6%
łacinników przewyższają. W roku zaś 1863 te 47% rz.-katol.
z ogółu katolików reprezentowały istotnie żywioł kulturalny,
nadający ton myśli narodowej i charakter polski terytoryum.
Tego rodzaju układ stosunków musiał mieć pewien podkład
głębszy, niewątpliwie od ukształtowania się stosunków zarówno
osadniczych jak i administracyjnych zależny. Może właśnie dzięki
zmianom terytoryalnym, które może nie liczyły się z wa­
runkami narodowościowo-wyznaniowymi i interesami rzymsko­
katolickich, nastąpił tu fakt, że żywioł polski, względnie rzym­
sko-katolicki, uległ częściowo wpływom mas idących z za Buga.
Na ten problem tylko rozpatrzenie warunków terytoryalnych
może rzucić odpowiednie światło.
*
*

*

W dotychczasowych rozpatrywaniach nie omówiliśmy do­
kładnie kwestyi ukształtowania się dyecezyi podlaskiej. Przedewszystkiem dla uniknięcia wszelkiego nieporozumienia należy
wyraźnie stwierdzić, że pojęcie dyecezyi podlaskiej nie pokrywa
się z pojęciem dawnego województwa podlaskiego. Jest to twór
zupełnie sztuczny, który się oparł o stosunki terytoryalne, wytwo­
rzone kongresem wiedeńskim w r. 1815. Najważniejszym momen­
tem, który tu zaszedł, to fakt przyjęcia na przestrzeni od Hołubieża (północno-wschodni cypel Galicyi) aż po Wojtkowice jako
wschodniej granicy rzeki Bugu. Gdy sobie wobec
tego faktu rozgraniczenia Kongresówki od t. zw. Ziem Zabra­
nych, uprzytomnimy podział administracyjny ziem polskich
— 281

l)r. Kazimierz Sochaniewicz

z r. 1771., okaże się, że na obszarze, który tu wchodzi w grę,
t. j. zakreślonym obszerniejszymi ramami od zachodu Sanem
1 Wisłą, a od wschodu potężnym łukiem Bugu, widzimy nastę­
pujące jednostki administracyjne dawnej Polski : północną część
województwa Bełzkiego, zachodnią część ziemi Chełmskiej (bo
wschodnia leżała za Bugiem), całe województwo Lubelskie,
2 skrawki województwa Sandomierskiego (północny ze Stę­
życą i), wschodnią część województwa Mazowieckiego, połu­
dniową (z lewego brzegu Bugu) Podlaskiego; (te wszystkie
ziemie wchodziły w skład Korony); ponadto część zachodnią
województwa Brzesko-litewskiego (dorzecze Krzny i obszar się­
gający na południe po Włodawę). Ze względu na to, że ten
właśnie na ostatku wymieniony obszar, wysunięty najbardziej
na wschód, pokrywa się w przeważnej części z pasem dyecezyi
podlaskiej o ludności mięszanej, musimy mu poświęcić więcej
uwagi. Nie mogę wchodzić w szczegóły genezy uformowania
się tego województwa; to tylko zaznaczę, że składało się ono
z trzech krain geograficznych : brzeskiej, pińskiej i turowskiej.
Kiedy w r. 1569. ustalono granicę tego województwa, połą­
czono odtąd trwale obszar dorzecza Krzny,
Leśnej i Muchawca z obszarem Polesia i w ten admi­
nistracyjny sposób wystawiono go na oddziaływanie mas wscho­
dnich poleskich, a zarazem przerwano naturalny szlak osadniczy
Polski idący od prawieków z północnego zachodu po obu
brzegach Bugu od Wisły. Stan ten (t. j. to odcięcie dorzecza
Krzny), który usankcyonowano w r. 1569, przetrwał do końca
istnienia Rzeczypospolitej, a nawet poza jej istnienie, bo ostatni
podział w r. 1795 obszar ten również przydzielił do utworzo­
nej zachodniej Rosyi („zapadno-russkij“ kraj), gdy tymczasem
południowa i Krznę łukiem okalająca reszta tego obszaru stała
się częścią Zachodniej czyli Nowej Galicyi (zabór austryacki).
Na fakt ten, o ile mi wiadomo, nie zwrócono uwagi należytej
w nauce przy ocenie stosunków narodowościowych. W ten
sposób obszar ten był również bezpośrednio po rozbiorach wy­
stawiony na oddziaływanie ze strony wschodu do r. 1807, kiedy
ostatecznie wszedł w skład Księstwa Warszawskiego, a z kolei
Królestwa Kongresowego. Dorzecze Krzny czyli zachodnia część
województwa brzeskiego weszła podówczas w skład jednego
z ówczesnych 8-miu nowokreowanych województw, a miano­
wicie Podlaskiego, które obejmowało lewobrzeżne Podlasie,


282

Stosunki narocluwościowo-wyznaniowe w dyecezyi podlaskiej w r. 1863.

części województwa mazowieckiego, lubelskiego i wzmianko­
waną część województwa brzeskiego. Nazwa zatem nowego wo­
jewództwa nie była właściwą, bo 2/3 właściwego województwa
podlaskiego odpadło. To też gdy w r. 1837 ogłoszono w statu­
cie organicznym podział na gubernie, utworzono na tym całym
obszarze gubernię i już nazwano ją siedlecką. Rok 1905 przy­
niósł 'znów zmianę, kiedy powzięto myśl utworzenia gubernii
chełmskiej i wtedy to znów objęto projektem wyłączenia owo
dorzecze Krzny,- jako północną część gubernii.
Zmiany polityczne po rozbiorach na tern terytoryum po­
ciągnęły za sobą zmiany w stosunkach kościelnych. Abstrahując
od tego, że zerwano z jednością kościelną reprezentowaną przez
arcybiskupa gnieźnieńskiego, mamy tu do zanotowania szereg
nowych kreacyi : a więc utworzenie metropolii warszawskiej,
tudzież dwu zupełnie nowych biskupstw : sandomierskiego i pod­
laskiego. Pozostawało to w związku z ważną przemianą, jaka
się u schyłku Rzeczypospolitej dokonała. Na sejmie wielkim
w r. 1790. utworzono z województwa lubelskiego wraz z ziemią
łukowską i stężycką, tudzież z ziemią chełmską biskupstwo
lubelskie. Od r. 1805. (23. września, bulla Piusa VII „Quem
admodum“) dołączono tu jeszcze województwo podlaskie,
które przedtem pod względem kościelnym podlegało dyecezyi
łuckiej (względnie od r. 1798 łucko-żytomierskiej), a częściowo
lubelskiej, poznańskiej i płockiej.
W r. 1818. (2. lipca 1818 Bulla Piusa VII „Ex imposita
nobis“) obszar województwa podlaskiego wyeliminowano pod
względem kościelnym i utworzono dyecezyę podlaską,
która przetrwała swem istnieniem do r 1867. Objęła ona ogó­
łem 118 parafii a powstała przez wydzielenie szeregu parafii
dawnych dyecezyi, a mianowicie : 55 dyecezyi łuckiej (łuckozytomierskiej), 21 poznańskiej, 3 płockiej, 36 krakowskiej (po
r. 1790 chełmskiej, następnie lubelskiej) i 3 parafii chełmskiej
(później lubelskiej).
Główny zrąb, jak widzimy, utworzyły zatem parafie nale­
żące pierwotnie do dyecezyi łuckiej, które w pierwotnych cza­
sach były zależne od biskupa łuckiego na Wołyniu (biskupstwo
utworzone w r. 1375), podległe zrazu arcybiskupstwu lwow­
skiemu, następnie arcybiskupstwu gnieźnieńskiemu, a po drugim
rozbiorze mohilewskiemu. Charakterystycznem znamieniem tej
dyecezyi było to, że obejmowała ona obszar olbrzymi, pas sto
283 —

Dr. Kazimierz Sochatiiewicz.

mil długi od Rajgrodu i Augustowa az do stepów Pobereża
sięgający. Można sobie zatem wyobrazić, jak trudném było funkcyonowanie aparatu kościelnego na tym obszarze, który obej­
mował województwa: Wołyńskie, Brzesko-litewskie, Podlaskie
i Bracławskie i na jaki szwank był wystawiony osiadły tu ży­
wioł polski. Z łuckiej dyecezyi przyłączono następujące parafie
do biskupstwa podlaskiego l).
1. Janów, Knychówek, Kożuchówek, Łosice, Hady­
nów, Niemojki, Paprotna, Przesmyki, Rusków, Sarnaki,
Skrzeszew, Sokołów, Wirów, Wyrozęby. (Dekanat Ja­
nowski).
2. Biała, Bordziłówka, Górki, Horbów, Huszlew,
Huszcza, Kodeń, Leśna, Łomazy, Malowa Góra,
Piszczac, Pratulin, Rossosz, Terespol (Dekanat
Bialski).
3. Opole, Orcliówek, Sławatycze, Wisz­
nice, Włodawa (północno-wschodnia część dekanatu par­
czewskiego).
4. Komarówka, Międzyrzecz, Ostrówki, Wohiń (pół­
nocno-wschodnia część dekanatu nnędzvrzeckiego).
5) Mokobody, Mordy, Rozbity kamień, Suchożebry, Wysz­
ków (północno-wschodnia część dekanatu siedleckiego).
6) Ceranów, Czerwonka, Jabłonna, Kossów, Miedzna.
N i e c i e c z, Prostyń, Skibniew, Stara Wieś, Sterdyń, Wę­
grów, Z e m b r ó w <wschodnia część dekanatu węgrowskiego).
Z dyecezyi chełmskiej (założonej w XIV wieku) przyłączono
następujące parafie : Sosnowica, Uhrusk, Wereszc z y n (południowa część dekanatu parczewskiego).
Z dyecezyi krakowskiej :
1. Bobrowniki, Brzeziny, Drążgow, Kłoczów, Nowydwór,
Okrzeja, Pawłowice, Ryki, Stężyca, Żabianka (dekanat stężycki).
2. Adamów, Łuków, Radoryż, Stanin, Trzebieszów, Tuchowicz, Ulan, Wojcieszków, Żelechów (dekanat łukowski cały
z wyjątkiem Stoczka).
3. Kock, Konkolownice, Łysobyki, Radzyń, Serokomla (po
łudniowo - zachodnia część dekanatu Międzyrzeckiego).
') Miejscowości „rozstrzelonym drukiem“ z ludnością grecko-katolicką.

— 284 —

Stosunki .íarodowosciowo-wyznaniowe w dyecezyi podlaskiej w r. 1863

4. Gończyce, Górzno, Korytnica, Maciejowice, Samogoszcz,
Wargocin, Wilczyska (południowo-zachodnia część dekanatu
Łaskarzewskiego).
5. Ostrów, Parczew (południowo-zachodnia część deka­
natu Parczewskiego).
6) Domanice, Pruszyn, Siedlce, Zbuczyn (południowo-za­
chodnia część dekanatu Siedleckiego).
Z dyecezyi poznańskiej (część mazowiecka):
1. Borowie, Garwolin, Goźlin, Jeziory, Osieck, Ostrówek,
Paryssów, Warszawice, Wilga (dekanat Garwoliński).
2. Stoczek (w dekanacie Łukowskim).
3. Łaskarzew, Miastków, Zwoła (północno-zachodnia część
dekanatu Łaskarzewskiego).
4. Grębków, Kopcie, Niwiska, Skurzec, Seroczyn, Wody­
nie, Żeliszew (północno-zachodnia część dekanatu Siedleckiego).
5. Liw (dekanat Węgrowski).
Z dyecezyi płockiej (południowo-wschodni cypel),
Korytnica, Sadowne, Stoczek (północno-zachodnia część
dekanatu węgrowskiego).1)*)
*) Ze względu na to, że granic dyecezyi podlaskiej nie mamy opra­
cowanych w literaturze, podaję tu ich opis, sporządzony na podstawie
urzędowego wykazu w ordo officii według mapy Chrzanowskiego:
Północno-wschodnią i wschodnią granicę dyecezyi stanowiła rzeka
Bug i to począwszy od wsi Razdny (idąc wzdłuż Bugu ku źródłom) parafie :
Prostyń, Kossów, Sterdyń, Jabłonne, Skrzeszew, Knychówek (ale z Dro­
hiczynem na drugim brzegu), Sarnaki, Janów (Konstantynów), Terespol,
Kodeń, Sławatycze, Włodawa, Sobibór, Uhrusk aż po ujście rzeki Uher do
Bugu (t. j. nieco na północ od Opalina, leżącego na prawym brzegu
Bugu). Na mapie Chrzanowskiego karty 16 (XIX), 17 (XX), 22 (XXVII).
Granica południowa niema oparcia naturalnego ; idąc tu
częściowo wzdłuż i na przedłużeniu rzeki Uhry mamy granicę wyznaczoną
przezwsi Rudi, Rudnica, Iłowa, Łukówek, Mszana mała, Mszana wielka,
Mały i Wielki Macoszyn, Ossowa, Irkuck, Luta, Sucha Wola, Bruś, Piesza
Wola, Dominiczyn, Tarnów, Urszulin, Wereszczyn, Tarnów, Wólka Tarnow­
ska, Świerszczów, Garbatówka, Rozkopaczew. Stąd przybiera granica kie­
runek równoległy do Wieprza (mniej więcej jakby przedłużenie Tyśmienicy), wyznaczony przez miejscowości: Kijańska Wola, Zawieprzycka
Wólka, Brzostówka, Kassów, Berejew, Brzeźnica Bychawska, Gródek.
Buradów, Siemień (par. Parczewska), Radzyń i t. d. stąd biegnie Tyśmienicą i Wieprzem aż ku Wiśle pod Dęblinem (Iwangrodem) ; raz tylko koło
Kocka przekracza lewy brzeg Wieprza (Skromowska Wola, Rozwadówek),
[Chrzanowskiego mapa 22 (XXVII) i 21 (XXVI)].


285

-

Dr. Kazimierz Sochaiiiewicz.

Z powyższego zestawienia okazuje się, że element mięszany
polsko-ruski występuje na obszarach, które pierwotnie należały
do dyecezyi łuckiej i chełmskiej. Obszar ten obejmuje zatem
południową część Podlasia z lewego brzegu Bugu, część ziemi
łukowskiej i całą część województwa brzeskiego z lewego brzegu
Bugu. Okoliczność ta nader ważna, bo wskazuje nam, że owo
dorzecze Krzny (zwłaszcza zaś dziekanaty Bialski i Parczew­
ski, o najwyższym procencie grecko katolickich) nie tylko
pod względem administracyjno-pol i tycznym, lecz
także pod względem administracyjno-kościelnym
przez cały szereg wieków było skazane na oddzia­
ływanie wschodu. Ponadto okazuje się, że na tym też
obszarze na to oddziaływanie wschodu pod względem kościel­
nym były skazane również skrawki terytoryów o elemencie
rdzennic polskim (północno-wschodnia część dziekanatu siedle­
ckiego). Czyż wobec tego nie można przypuścić, że w ten spo­
sób Oddano na oddziaływanie wschodu i inne części obszaru,
po upływie wieków mniejszość rzymsko-katolicką wynoszącego.
Dla tein silniejszego podchwycenia tej kwestyi, zrobiliśmy zesta­
wienie stanu ludności na obszarze dawnej dyecezyi łuckiej
Granica zachodnia biegnie częściowo wzdłuż Wisły, a nastę­
pnie wygiąwszy się lekko łukiem, okrąża Warszawę i zdąża ku Bugowi.
[Chrzanowskiego mapa 16 (XIX)]. W szczególności zaś wyznaczają zacho­
dnią granicę następujące miejscowości: od Dęblina (Iwangrodu) biegnie
jakąś przestrzeń wzdłuż Wisły, mniej więcej po Karczew; wyznaczają ją
parafie Stężyca, Pawłowice, Wargocin, Maciejowice. Samogoszcz, Wilga,
Goźlin, Warszawice, Ostrówek, Osieck, który leży w kącie między Świ­
drem a Wisłą. Tu się rozpoczyna częściowo sucha granica: Glinki, Tabor,
Zabrzeszka, Gocław (częściowo Świdrem), Grzebowilk, Stodzew i Kozłów
(nad Świdrem), Gózd (ostatnie miejscowości należące do parafii Paryssów);
Chomice i Łopacianka (dopływem Świdra) (parafia Borowie); parafia
Stoczek dziekanatu łukowskiego wchodzi w kontakt z dziekanatem Sie­
dleckim przez wsi Jamielna i Okufi; następnie wytycza granicę od Łopacianki linia prosta do wsi Borki poprzez Świder, następnie poprzez
Bródki, Kamienice do rzeki Kostrzynia, wzdłuż Kostrzynia poprzez miej
scowości Łąki, Łęczna, Koczewnica, Kępa, dopływem Kostrzynia, przez
Broszków; stąd ku północnemu zachodowi przez Kostrzyn miejscowościa­
mi Trzcianka, Stawiska, Leśna góra, Cierpięta, Polków, Suchodów (dzieka­
nat Siedlce) Grodzisk, Korczewice, Rombież, Żelazów, Wielątki, Wola
Korytnica, Rabiany, Kąty jugi, Rowiski, Bednarze, Sekłok (Szakłak), Kaleta,
Majdan, Zgrzebichy. Drgicz, Wieliczna, Wielgie, Księzyzna, Grabiny, Razdny
(dziekanat węgrowski) ; ostatnia miejscowość zaczyna granicę półno­
cną Bugu.


286

Stosunki narodowościowo-wyznaniowe w dyecczyi podlaskiej w r. 1863.

z lewego brzegu Bugu i okazał się wynik nadspodziewany : ele­
ment rzymsko-katolicki i grecko katolicki jest na tym obszarze
w całości jednakowo silnym, bo wynosi po 41% (zob. Tablica
III). Okazuje się ponadto, że terytoryum podlaskie (Janów,
Siedlce, Węgrów) wykazuje element rzymsko-katolicki w sile
61—89%, natomiast dorzecze Krzny (dawna część województwa
brzeskiego, wschodnia połać ziemi łukowskiej), przewagę ele­
mentu grecko katolickiego, lecz już nie w takiej sile, 32—70%.
Wynik ten musi każdego uderzyć; ta równowaga obu elemen­
tów na pewnej części obszarów, obok ciekawego układu lokal­
nych większości, musi mieć jakiś podkład głębszy, sięgający
może w pradzieje osadnictwa tych obszarów. Studyum topografi­
czne rozmieszczenia parafii mięszanych, nie wykazuje na tej prze­
strzeni nigdzie zwartych kompleksów, ale ma pewne charakte­
rystyczne cechy : w północnej części (podlaskiej) element grecko­
katolicki w żadnej parafii nie przenosi 75%, na ogół jednak
trzyma się nawet poniżej 25%. Dorzecze Krzny wykazuje sto­
sunek odwrotny. - Tu naogół element polski jest zmajoryzowany po obu brzegach Krzny, z wyjątkiem Huszczy, która sta­
nowi wyspę rzymsko-katolicką, wzniesioną na dziale wodnym
Krzny i Włodawki. Obszar południowy jest pod względem roz­
mieszczenia procentowego parafii wprawdzie podobny do obszaru
Krzny, jednakże tworzy osobny kompleks dla siebie dorzeczem
Włodawki. Oba dorzecza t. j. Krzny i Włodawki rozszczepia
od zachodu masowy klin polski (rzymsko-katolicki), idący w linii
Lublin, Parczew, obejmujący dorzecze Piwonii. (Tablica IV).
Dotychczasowe rozważania wykazały, że największą masę
elementu grecko-katolickiego posiada dorzecze Krzny, które
w ten sposób utworzyło klin wbijający się w obszary rdzennie
rzymsko-katolickie. Klin ten nawet oddzielił od pnia macierzy­
stego wyspę rzymsko-katolicką w Huszczy i jak z wyżej przy­
toczonych faktów wynika, był ciągle zarówno pod względem
administracyjnym (województwo brzeskie) jak i kościelnym (dyecezya łucka) związany z masą etnograficzną Polesia i Wołynia,
a zatem miał o tę masę oparcie etniczne i kulturalno-wyznaniowe. Możliwem zatem jest, że w parze z aneksyą polityczną
nastąpiła tu aneksya osadnicza, zaznaczająca się owem wdar­
ciem w elememt rzymsko-katolicki. Pytaniem jest, co umożli­
wiało tego rodzaju aneksyę osadniczą, tak w skutki brzemienną.
Przedewszystkiem topografia: rzut oka na mapę przekonywa
— 287 -

Tablica 111.

»1

Parczew­
ski *

Ilość

gr.-kat.

376

0-87

408

0-69

0//o

Razem

Uwagi

4355

10-08

13208

Cały deka­
nat
(Podlasie)

9344

15-69

59528

Cały deka­
nat

1

0/
i0

Żydów

Górki
Leśna

io

Niekat.

Bialski

0f

Janów
26676 61-74 11801 27-31
Łosice
Hadynów
Niemojki
Rusków
Sarnaki
Skrzeszew
Sokołów
Wyroząby
Biała
10737 18-04 30039 65-58
Bordziłówka
H.irbów
Huszlew
Huszcza
Kodeń
Łomazy
iHalowa Góra
Piszczeć
Pratulin
Rossosz
Terespol
3484 10-36 23678 70-37
Opole
Orchówek
Sławatycze
Wisznice
Włodawa

(woj. brze­
skie)

114

0-33

6374

18-94

33650 Płn -wscho­
dnia część
dekanatu
(woj. brze­
skie)

Dr. Kazimierz Sochaniewicz



Janowski Knychówek
Kożucliówek
Paprotna
Przesmyki
Wirów

1

,

Łucka

°//o
i

Parafie
mięszane



Parafie
rz.-kat.

~

Pierwo­
tne dye- Dekanat
cezye

Ilość
rz.-kat.

i

Stan ludności na obszarach dyecezyi Podlaskiej wydzielonych z dyecezyi -Łuckiej i Chełmskiej.

«

*
Między­
rzecki
*
Siedlecki

Komarówka
Ostrówki
Wohiń
Mokobody
Mordy
Rozbity ka­
mień
Suchożebry
Wyszków
* Ceranów
Węgrów Czerwonka
Rossów
Miedzna
Prostyń
Skibniew
Stara wieś
Węgrów

Chełm­ Parczew­
ska
ski

Między­
rzecz

6673

32-43

11427

88-99

6565 31-91

95

0-46

7242 35 20

20575 j. w. (z. łu­
kowska)

20

001

1385 11-00

12832
j. w. (Pod­
lasie)

Jabłonna
Nieciecz
Sterdyń
Zembrów

22837

Sosnowica
Uhrusk
Wereszczyn

3456 28-29

7T09

1533

517

1242

4011

13-55

29623
wschodnia
część deka­
natu (Pod­
lasie)

471

3-76

12256

2352

111 33182

15-69

211672

2255

113 32661

16-41

199416

8232 67-16

97

Razem 85290 40-29 90848 42-91
Razem (bez części chełmskiej)

419

81834 41-03 82616 41-43

0-79

poł. część
dekanatu
(z. chełmska)

tj. wyłącz­
nie część
dyecezyi
łuckiej z le­
wego brze­
gu Bugu

Stosunki narodowościowo-wyznaniowe w dyecezyi podlaskiej w r. 1863.

M

Tablica IV.
Rozmieszczenie parafii mięszanych.
Obszary osa­
dnicze

Rz.-kat.
Jabłonne
Sterdyń
Skrzeszew
Zembrów
Wyrozęby
Rusków

3. Obszar Bugu
między Krzną
a Włodawką

Rz.-kat.

Gr.-kat.

Rz.-kat.

Sarnaki Niemojki
Nieciecz Hadynów

Sokołów
Łosice

Huszcza

Gr.-kat.



- 25%
Rz.-kat.





Pratulin

2. Dorzecze
Krzny a) (brzeg
lewy)
b) (Brzeg prawy)

Gr.-kat.

25—50%

Huszlew
Bordziłówka
Biała
Janów

Piszczac
Opole
Rossosz
Malowa
góra
Horbów

Łomazy

Piszczac
Opole
Rosso rz
Malowa
góra
Horbów
Kodeń
Sosnowica
Orchówek

Między­ Pratulin
rzecz

Ostrów

Włodawa
Sławatycze
Wisznice
Wereszczyn

Terespol


Kodeń
Sosnowica
Orchówek

Uwaga

Gr.-kat.
Jabłonna (Podlasie)
Sterdyń
Skrzeszew
Zembrów
Wyrozęby
Rusków


Huszcza



(woj. brze­
sko-litew­
skie)

Dr. Kazimierz Sochaniewicz

1. Obszar Bugu
między Liwcem
a Krzną (dorze­
cze Toczny)

50--75%

+ 75%

Stosunki narodowościowo-wyznaniowe w dyecezyi podlaskiej w r. 1863.

nas, że dorzecze Krzny jest ze względu na Bug biegunowem
do Muchawca i razem z Muchawcem tworzy lekko opadającą
bagnistą kotlinę, która pod względem wzniesienia i ogółu warun­
ków fizycznych, jest kontynuacyą właściwego Polesia. Następnie,
dzięki nieznacznym działom wodnym, leży na linii komunikacyjnej:
Pińsk, Kobryń, Brześć, Biała, Międzyrzecz, Łuków, która to linia
pokrywa się z równoleżnikowym biegiem arteryi wodnych i tern
samem pochód osadniczy wytycza. Znamiennem jest też, że
element napływowy żydowski również się wzdłuż tej linii usa­
dowił i doszedł do maximum w Międzyrzeczu, które stanowi
zarazem kres zachodni Polesia brzeskiego. Świadectwa history­
czne wskazują, że osadnictwo tu trwało jeszcze w średniowieczu
(do późnych czasów obszary te wykazywały przestrzenie niezasiedlone). Świadczą o tern rozległe latyfundya (Jabłonowskich,
Sapiehów i ich dzieje, tudzież fakt osadzenia Tatarów, którzy
tu wieki przetrwali i zachowali się). Osadnictwo tatarskie w tych
okolicach, może być w tym względzie bardzo pewną wskazówką,
zwłaszcza gdy się zważy, że osadzano nimi szczególnie pustki,
a w każdym razie obszary trudne do skolonizowania. Przyczyna
tego późnego osadnictwa mogła leżeć w tern, że te zabagnione
obszary, dobre jako teren obronny, nie mogły nęcić osadnikówrolników, którzy woleli swą ekspanzyę skierować na północny
zachód (Podlasie) i południowy wschód (Ruś czerwona i Wołyń),
zostawiając nieproduktywne obszary wyjątkowym ochotnikom.
Prowadzić pracę osadniczą mogli ci tylko, którzy byli wycho­
wani w tych samych warunkach topograficznych — a więc ele­
ment poleski, który tu wszedł jakby na swą własną dziedzinę.
Przypływ większy tego elementu z tych właśnie okolic, a zatem
przybór grecko-katolickich, mogła spowodować i prawdopodo­
bnie spowodowała praca kolonizacyjna posiadaczy latyfundyów,
którym nie zależało na stwarzaniu istotnych wartości stanu naro­
dowego. posiadania, lecz na zyskaniu sił roboczych, by najwię­
cej wydobyć zysku z ziemi. Wrota w tym kierunku otwarła ku
wschodowi polityka wewnętrzna, która pozwalała układać granice
między Koroną i Litwą w sposób na niekorzyść żywiołu pol­
skiego.
Te okoliczności, jak przypuszczam, są jedynem wytłuma­
czeniem stosunków wyznaniowo-narodowościowych w północnej
części nadbużańskiego pogranicza polskiego, one też tłumaczą,
dlaczego osadnictwo rdzennie polskie nie opanowało w czasach
— 291

Dr. Kazimierz Sochaniewicz.

pierwotnych całego obszaru Bugu, zdążając doń od północy,
wytworzywszy naturalną na tym obszarze tamę osadniczą.
Postawiona przezemnie hipoteza, wysnuta na podstawie
stosunków narodowościowo-wyznaniowych oczekuje na popar­
cie w pogłębionych badaniach historycznych, etnograficznych
i antropologicznych. Niezależną od tego rzeczą jest kwestya obe­
cnej świadomości narodowej tych mas i poczucie wewnętrzne
przynależności narodowej, które ranty wyznaczone językiem,
cechami antropologicznemi i wyznaniem przełamują.

292 —

Notatki etnologiczne.
1. Do ofiar ludzkich przy nowej budowie.
Z powodu niedawnego odkrycia na zamku wawelskim,
w którem niektórzy pragną widzieć potwierdzenie przesądu
o konieczności złożenia ofiary ludzkiej, jeśli budowa ma być
trwałą, pozwolę sobie wskazać kilka szczegółów z różnych
stron świata i czasów, należących do tego koła wierzeń. Oto
np. Shway Yoe w dziele „Burma, his life and notions* (s. 476 7)
donosi: „Przy zakładaniu nowej stolicy zawsze się tu grzebie
żywcem pewną liczbę ludzi. Czyni się w tern przekonaniu, że
tak pogrzebani stają się nat-thehn (duchami opiekuńczymi),
a ich duchy krążą po miejscu śmierci tych ludzi i napadają
każdego, kto się zbliża do niego ze złymi zamiarami“ (prw.
„The Journal of the Royal Asiatic Society“ 1897, s. 424—5).
W czasopiśmie „Revue des traditions populaires“ (t. XII,
s. 333) przytoczono przysłowie luksemburskie: „Aus engem
neien haus musz éen heraus“ (z nowego domu ktoś musi wyjść),
którego znaczenie jest takie, że jeden z członków rodziny, zaj­
mującej dom nowozbudowany, musi umrzeć w ciągu roku ;
jestto naturalnie przeżytek owego przesądu. U nas na Podhalu
jeszcze za czasów Pola pamiętano zwyczaj zagrzebywania czło­
wieka żywcem dla zaznaczenia kopców granicznych. Jan Grze­
gorzewski , przypominając go w swojej najnowszej książce
0 „Albanii i Albańczykach“ (odb. z „Przewodnika naukowego
1 literackiego“ Lw. 1914, s. 2-3is. 143) przytacza odpowie­
dnie legendy bałkańskie, jedną albańską o obrzędowem zamu­
— 293 —

Notatki etnologiczne.

rowaniu kobiety przy budowie mostu „lisiego“ w Dibrze i drugą
serbską o zakopaniu kobiety przy budowie zamku w Skodrze
(Skutari).

2. Przesądy, dotyczące wisielca.
Właśnie czytam w „Słowie polskiem“ (1914, nr. 178, s. 11)
w artykuliku o „Afrykańskich znachorach“ następujące donie­
sienie: „Sąd okręgowy w Lydenburgu sądził znachora murzyń­
skiego, któremu udowodniono morderstwo... Podczas przesłu­
chania wyszły na jaw straszne rzeczy i zwyczaje kra­
jowców... Według zeznań drugiego (świadka) znachorzy
używają w tamtych stronach ciała ludzkiego do ce­
lów leczniczych. Zaklinacze pogody używają pewnych czę­
ści ciała, które ucinają trupom“. Tymczasem takie same „stra­
szne rzeczy i zwyczaje“ praktykują się i w cywilizowanej Europie.
Oto z rozprawy H. Prenna „Einiges über Bauernaberglauben
im Bezirk Braunau am Inn“ (w czasopiśmie „Zeitschrift für
österreichische Volkskunde“ R. 1897, t. III, s. 280; dowiadujemy
się, że tam trupowi wisielca wycinają z pewnego, „nienazwalnego“ miejsca kawał ciała, palą go i zacierają na proszek,
którego dają do zażycia choremu na febrę. Zapewne też podo­
bne praktyki leczniczo-znachorskie mieli na oku owczarze, któ­
rzy pod Zawierciem (w Królestwie Polskiem) w lesie porębskim
w maju 1897 roku ucięli do połowy język i trzy palce u pra­
wej ręki, a dwa u lewej wisielcowi Andrzejowi Plucie, włościa­
ninowi z Niwek pod Siewierzem. Donoszący o tern „Tygodnik
piotrkowski“ (R. 1897, nr. 22, s. 3-4) dodaje, że nadto „drzewo,
na którem Pluta wisiał, było obłamane z gałęzi i obłupane
z kory“, co znowu było dziełem znachorek.
3. Do wierzeń o bazyliszku.
A. Harou w artykule p. n. „De Haan en de Hen in het
Volksgeloof“ (Kogut i kura w wierzeniach ludowych), druko­
wanym w czasopiśmie „Ons Volksleven“ (t. X, r. 1898, s. 230)
przypomina przekonanie, które „panowało w średniowieczu, że
bazyliszek wylęga się z jaja koguciego“. Jakoż znajduję tę wiarę
skodyfikowaną w wierszu łacińskim alegorycznego poematu śre­
dniowiecznego o kogucie, ogłoszonego przez E, du Mérila
294



Notatki etnologiczne.

w książce „Poésies populaires latines do moyen âge“. (W Pa­
ryżu 1847, str. 14):
Basiliscus nascitur ovis de gallorum.

Jak tenże wydawca zaznacza, dziś jeszcze lud w Normandyi wierzy, że w jajach, zniesionych przez koguty, kryje
się wąż, a Theophilus w swej „Diversarum artium schedula“
(s. 180j przypisywał jego krwi, odpowiednio przyrządzonej,
siłę przemienienia kruszców. Inny badacz francuski, dr. Pommerol, w rozprawie swej p. n. „Folklore de l’Auvergne“
(w czp. Revue des traditions populaires, r. 1897, t. XII, s. 550)
podaje, co słyszał od Owerniaków, jako niekiedy w kurnikach
znachodzą małe jajka bez żółtka, które są zniesione przez
koguta, a z których wylęga się wąż, jeśli się je włoży do
gnoju. Podobne wierzenia nie są i naszemu ludowi obce. Tak
np. dr. J. Karłowicz, omawiając ks. G. Pobłockiego „Słownik
kaszubski“ (w „Pracach filologicznych“ Warsz. t. II, s. 317),
do wyrazu troszczérz dodaje uwagę, którą tu powtórzę, bo
niema jej pod tymże wyrazem w „Słowniku gwar polskich“:
„jajko małe, zniosek, znosek, mizynka na Podolu; z tego ja­
jeczka, według podań naszych, rodzi się zły duch, ba­
zyliszek, latawiec itd. Słoworód Karłowicza tego wyrazu
(od troch = kroch), jako chybiony, pomijam. O zn(i)osku pro­
szę porównać „Słownik gwar polskich“ pod tymże wyrazem
i uwagi moje z powodu użycia jego przez Słowackiego w tragedyi, zwanej „Horsztyńskim“ („Pamiętnik literacki“ Lwów,
r. 1913, t. XII, s, 66).
W niewątpliwym, choć nieco dalszym związku z temi wie­
rzeniami jest podanie anamickie, które opowiedział G. Dumoutier w wymienionem wyżej piśmie franc. „Revue des trąd. popul.“
t. XII, s. 418—9: „Królowa kraju Tu’, zniósłszy jaje, wstydziła
się tego i kazała je porzucić na brzegu rzeki. Pewien mieszka­
niec Ko Do-ka, polując w tej okolicy, zobaczył, że jego pies
wraca do niego z jajem w pysku, które znalazł. Myśliwy za­
brał jaje do domu, podłożył je swym kwokom, a gdy jaje na­
reszcie pękło, zamiast pisklęcia wyłoniło się z niego dziecko
cudownie pięknej budowy. Pies zaś ów zdechł nagle i zoba­
czono z czoła jego wyrastające rogi. Podczas gdy dziwowano
się temu cudowi, ogon jego zmienił swój kształt, wydłużył się,
pies ostatecznie przemienił się w smoka i uleciał w po­
wietrze“.
— 295 —

Notatki etnologiczne.

4. Wymuszanie urodzaju na drzewach owocowych.
J. St. Bystroń w t. XVIII „Ludu“ (s. 92—111) zebrał dość
obficie przykłady bicia drzew owocowych celem spotęgowania
ich płodności. Ale pomieszał je z najrozmaitszymi innymi ob­
rzędami, które wprawdzie mają na celu urodzaj owoców, je­
dnak wypływają najwidoczniej z innych źródeł i pobudek. Tym­
czasem należałoby zdaniem mojem oddzielić ofiary, drzewom
składane, od bicia, zwłaszcza, że lud bije w tym samym celu
nietylko drzewa, lecz i samice i — kobiety.
Bystroń skończył żmudne zestawienia swoje nieuzasadnionem zwątpieniem. Tymczasem, gdyby był przeprowadził swe
badania w kierunku, wskazanym przezemnie wyżej, byłby się
znalazł na tej samej drodze, co J. Scheftelowitz, który — dla
zupełnie innych celów badając pochodzenie nazw indoeuropejskich członka męskiego — doszedł do poznania, że nazwy to
często identyczne z nazwą kija, prętu, a stąd do wyjaśnienia
źródła zwyczaju bicia kobiet, samic i — drzew. Oto jego wy­
wody ostateczne, które pozwolę sobie przytoczyć (Indogerma­
nische Forschungen r. 1914, t. 33, s. 143—4). „Ponieważ pręt
i kij były prastarymi symbolami członka męskiego, więc stąd
pochodzi pierwotny zwyczaj ćwiczenia kobiet i samic zwierząt
domowych w pewnych porach roku rózgą lub biczem w tern
przekonaniu, że przez to staną się szczególnie płodnymi. Zwy­
czaj ten jest poświadczony już w VIII wieku po Chr. i można
go wykazać w całych Niemczech, Szwecyi, Austryi, Polsce, Rosyi, Anglii, Francyi i Belgii (J. A. Dulaure, Die Zeugung in
Glauben, Sitten und Gebräuchen der Völker, Leipzig 1909,
s. 19U i 192: W. Mannhardt, Wald- u. Feldkulte I2, 251 nn.; de
Nore, Coutumes, mythes et traditions s. 270; A. Kuhn, Märki­
sche Sagen s. 307). Tak samo bito niegdyś w Tyrolu
włoskim drzewa w ostatni dzień zapust w mnie­
maniu, że przez to staną się szczególnie pło­
dne m i (Ch. Schmeller, Märchen und Sagen in Wälschtirol
1867, s. 234.“).

5. Kołtun lekiem.
W „Rozmaitościach“, piśmie dodatkowem do „Gazety lwow­
skiej“ (r. 1828, str. 393 — 5 i 405—7), niejaki B. T.... ki po—

296



Notatki etnologiczne.

mieścił rozprawę — zresztą pełną dziwactw na temat pocho­
dzenia Polaków od Hindusów (czyli, jak ich nazywa, Indyan) —
p. n. „O potrzebie zachowania nazwisk słowiańskiego języka
tak na mapach, jak w pismach, z włączoną uwagą nad począt­
kiem naturalnego i sztucznego kołtuna“ *). Wyjmuję z niej nastę­
pującą wiadomość, godną uwagi: „po dziś dzień w krajach da­
wnej Polszczy trwa wkorzeniony zwyczaj zlepiania włosów
paschałem przy lada bolu głowy“ (s. 407). Widoczny tu zwią­
zek ze zwyczajem zapuszczania kołtuna w tym samym celu,
opisanym w notatce, którą pod takim samym, jak niniejsza,
napisem ogłosiłem w tomie V „Ludu“ na s. 377. Przy tej spo­
sobności dodam szczegół ze słownika- niemiecko-litewskiego
(„Deutsch-litauisches Wörterbuch“ t. II, s. 40 pod wyrazem Maar)
Kurschata, jako Litwini wierzą, że zmora, zwana przez nich
áitwars — co mojem zdaniem jest identyczne z naszą polską
oćwiarą — lub laumc, zbija ludziom włosy w kołtun.

6. W sprawie rokity cz. iwy.
Notatkę M. Rybowskiego o rokicie („Lud“ t. VI, s. 197)
mogę uzupełnić analogicznymi szczegółami, podanymi przez
W. Matlakowskiego w „Słowniku wyrazów ludowych, zebranych
w Czerskiem i na Kujawach“ (Sprawozdania komisyi językowej
Akademii umiej. Kraków t. V, s. 136) pod hasłem Liwina -. „ten
gatunek wierzby wcześnie z wiosną dostaje kotek czyli basiek
[tak !], pięknych, kanarkowo kwitnących, których lud używa na
palmy na Kwietnią niedzielę ; po poświęceniu kotki, nie roz­
gryzając, trzeba połknąć, co ma chronić cały rok od bolu gar­
dła“. Prw. też moje „Podobieństwa z dziedziny lecznictwa lu­
dowego“ („Lud“ t. V, s. 180 i 377).
Inne przeznaczenie mają bazie z palm poświęconych u ka­
tolików niemieckich, osiadłych na Węgrzech a zwanych Hiencami (Hienzen). Oto, gdy nadciągnie burza, kobiety wrzucają
je do ognia — widocznie jako środek ochronny (prw. Ethno­
logische Mitteilungen aus Ungarn t. V, s. 16).
') Przytaczam napis, autora i miejsce dlatego tak dokładnie, bo
„Bibliografia Rozmaitości“, ułożona przez W. Staniszewskiego („Stulecie
Gazety Lwowskiej“ t. Hl cz. I we Lwowie 1913) opuściła to wszystko,
jakkolwiek prof. W. Bruchnalski w swojej „Historyi Rozmaitości“ („Stu­
lecie" j. w. t. 11 cz. 1, s. 128) zapisał ten kryptonim na karb pisarza Galicyanina, widocznie tę rozprawę mając na oku.
— 297

Notatki etnolugiczne.

7. Dlaczego cygan nie je fasoli?
W streszczeniu pracy K. Zielińskiego p. n. „Baśnie cyga­
nów polskich“ („Wisła“ X, 1896), podaném przez S. Udzielę na
s. 411 t. VI „Ludu“, czytam, że gdy cygan nie mógł unieść
worka złota, dyabeł przyrzekł mu pomoc pod warunkiem, że
cygan zje miskę fasoli. Jednakże ten wolał odrzec się złota, niż
jeść fasolę. Skąd taki brak chciwości u cygana? Dlaczego nie
chciał jeść fasoli? Sądzę, że należy szukać przyczyny w prze­
sądzie, który szkoła pitagorejska miała szerzyć śród Greków,
iż dusza człowieka przechodzi w bób, a więc nie wolno jeść
tego owocu strączkowego. Ta okoliczność pozwala też przy­
puszczać, że cygańską baśń ta pierwotnie nie była — cyganie
przejęli ją widocznie stamtąd, gdzie wierzenie podobne pano­
wało, a więc np. Grecyi.

8. Wróżenie z kichania.
Ze Lwowa znam szczegół, że kichanie w niedzielę na czczo
oznacza podobanie się komuś. Zwykle jednak kichanie jest złą
wróżbą i to nie od dzisiaj i nie tylko i u nas. Oto np. już w in­
dyjskiej Atharwawedzie (X 3, 6) czytamy: „Przed kichaniem
złowróżbnem, przed złowrogim głosem ptaka ś a k u n i ustrzeże
cię amulet z drzewa powałki (Crataeva Roxburghii, po sanskrycku warana)“.

9. Do czarów miłosnych.
Podczas pewnej rozprawy sądowej we Lwowie jedna ze
świadczących kobiet wyznała, że oskarżonej osobie (znachorce
czy znachorowi) dała kawałek swej koszuli ze śladami mie­
siączki w celu pozyskania tymi czarami osoby kochanej. Po­
dobna myśl tkwi w w. 28. pieśni 85 ks. X Rygwedy (o mał­
żeństwie Surji), który odmawia się „bei Ablegung des befleckten
Brauthemdes nach der Brautnacht“: „Dunkelroth ist es: ein
Zauber, Ansteckung ist drin eingesalbt. Ihre Sippe gedeihet nun:
in Bande aber fällt ihr Mann“. Weber dodaje do tego
przekładu (Ind. Studien V, 187)'uwagę . „Mit den Wahrzeichen
der Defloration wird im ganzen Orient noch jetzt viel Hocuspocus getrieben, hauptsächlich freilich bei den semit. Völkern.
Besonders bekannt ist dergl. von den Drusen u. den Aegyptern“.
— 298 -

Notatki etnologiczne.

10. Ołów materyałem amuletowym.
Warto podkreślić fakt dziwnej zgodności : Ołów (po sanskrycku sisa —), nie wspomniany jeszcze nigdzie w Rygwedzie,
w późniejszej Atharwawedzie, klasycznej księdze zabobonnych
praktyk hinduskich, wymieniany jest jako używany na amulety
(prw. cytaty w dziele H. Zimmera „Altindisches Leben“ s. 53),
to samo przeznaczenie miał też ołów w starożytnym Rzymie,
jak dowodzą np. „Sethianische Verfluchungstafeln aus Rom“,
wydawnictwo R. Wunscha z r. 1898.

11. Do liczb świętych
W „Gazecie Lwowskiej“ 1886 (nr. 7, notatka w kronice
p. n. Przykład ciemnoty ludu) czytam, co następuje : „Niejaka
Wychowalska, żona rolnika z Wykot w pow. Samborskim za
poradą przyjaciółek i sąsiadek użyła na wyleczenie swego dziecka,
które zasłabło na oczy, wody zebranej z trzech wiejskich
studni, zmieszanej z wodą, zaczerpniętą z za dziewiątej
miedzy, a następnie podczas zamówionej u miejscowego pro­
boszcza poświęconej przez księdza w cerkwi“.1

1

Do gry w pisanki.

W swych „Pisankach w Galicyi“ (I 1893, s. 19—20; II 1894,
s. 18—19 i III 1898, s. 40—1) zestawiłem przykłady polskie i małoruskie gry, uprawianej w święta wielkanocne, a polegającej
na biciu pisanką w pisankę aż do stłuczenia jednej, która się
staje własnością zwycięzcy. Tam też podałem różne nazwy tej
gry, z których najcharakterystycziiiejszą jest mr. c(z)okanie wzgl.
kocanie. Warto zaznaczyć, że gra ta znaną jest i w Niemczech
i we Francyi i na Bałkanie. Mianowicie L. Siitterlin w czo. „In­
dogermanische Forschungen“ t. XXIX, s. 123 aż z sanskryckim
czasownikiem tudż — „bić, uderzać“ łączy alzacki czasownik
tocken „ bić (o tętnie), pukać (końcem jednej pisanki
uderzać o koniec drugiej“). M. Grammont zaś z oko­
licy Damprichardu we Francyi przytacza gwarowy czasownik
cócii (— choquer, uderzać o co) i zwroty: „coca déz ii „bić
jaja (podczas świąt wielkanocnych) — t è coca „tu es foutu“ (jak
ten, którego jaje stłuczono i który je wskutek
- 299 —

Notatki etnologiczne.

tego traci“). Gustaw Meyer wreszcie w swej książce »Ety­
mologisches Wörterbuch der albanischen Sprache“ (s. 32 pod
wyr. bel’ek) przytacza nazwę „jaja twardego i nie ulegającego
stłuczeniu“, używanego przez dzieci albańskie podczas zabawy
tłuczenia pisanki o pisankę na Wielkanoc; brzmi oná bel'eke.
Naturalnie chodzi tu — czego Meyer nie wie — o znany i śród
ludu polskiego i ruskiego podstęp, polegający na użyciu jaja
sztucznego lub pantarczego do tłuczenia jaj kurzych spółtowarzyszy zabawy.

13. Maik.
Że Niemcom nie obcy zwyczaj maiku, dowodzi nazwa
brzozy, z której go robią zwykle : Die Maie (prw. Kurschata
„Deutsch-litauisches Wörterbuch“ II, s. 42). Z Francyi zaś znam
świadectwo Grammonta, który w rozprawie swej „Le patois
de la Franche-Montagne et en particulier de Damprichard, Fran­
che-Comté“ (Mémoires de la Société de linguistique 1900 t. XI,
s. 287).z tamtejszej gwary podaje jako nazwę miesiąca maja
i maiku-drzewa (arbre de mai) wyraz ma.
14. Do sobótki.
Leopold Schroeder w czasopiśmie „Wiener Zeitschrift für
die Kunde des Morgenlandes“ (r. 1895, t. IX, s. 238) łączy roz­
palanie wielkich ognisk, przechodzenie przez ogień i trzymanie
lamp płonących na głowie przez noc całą, praktykowane w Indyach podczas orgii na cześć Siwy — z płonącymi pochodniami
greckich majnad, oraz z rozmaitymi orgiastycznymi zwyczajami,
dotyczącymi roślinności, krajów germańskich i romańskich, jak
Perchtenlaufen, jour des brandons itp. Zdaniem tego uczonego
te uroczystości orgiastyczne Indów bez wątpienia to samo mają
na celu, co odpowiednie zwyczaje greckie, niemieckie i romań­
skie, mianowicie wzmożenie płodności w przyrodzie, względnie
też w życiu człowieka. Schroeder nie wspomniał jednak nic
o należącym do tego koła zwyczaju rzymskim, który opisał Festus. To też przypomnę go za O. Kellerem (prw. jego dzieło
„Thiere des classischen Alterthums“ s. 192). Oto lud rzymski
corocznie 15. kwietnia tuż po uroczystości bogini Ziemi (Tellus), bawił się lisami w sposób następujący : Obwiązywano li­
som, poprzednio złowionym, ogony sianem, podpalano je i pę— 300

Notatki etnologiczne.

dzono przestraszone zwierzęta, żywe pochodnie, przez pola —
a to w tej wierze, że tym sposobem oczyszcza się rolę od rdzy,
chroni od pożaru i zniszczenia ze strony wrogich płanet. W braku
lisów ich rolę spełniały psy rude. Dzisiejsze zwyczaje sobót­
kowe francuskie i belgijskie opisują liczne notatki czasopisma
„Revue des traditions populaires“ (t. I, s. 171 ; II, 26, 336 i 538;
III, 328 i 440; V, 382 itd.) pod rubryką „Les feux de la St.
Jean“. Znaną też jest sobótka Albańczykom greckim, którzy ją
zowią zjozete te sen-jannit, t. zn. ogniem świętojańskim (prw.
G. Meyera „Etymologisches Wörterbuch der albanesischen Spra­
che“ s. 71 pod wyrazem dolofange).

15. Do pierwotnego oświetlania chałup.
Do swych notatek, pod tym napisem wydrukowanych
w „Ludzie“ t. V, s. 178 i 378, dodaję, że w Głębowicach na­
zywają kawałeczek drzewa smolnego do świecenia ślajsą (prw.
dra W. Kosińskiego „Niektóre właściwości mowy pisarzowickiej“ w Sprawozdaniach komisyi językowej Akad. Umiej, w Kra­
kowie t. IV, s. 30i. Charakterystyczne dwa stojaki drewniane na
łuczywo, używane u Finów, a zwane w ich języku pihti, podają
rysunki 12 i 13 w t. II wydania helsyngforskiego „Kalewali“
z r. 1894—5.
16. Młocka z użyciem bydła.
Do szczegółów, w tej sprawie zapisanych przezemnie
w „Ludzie“ V, 378—9 i VII, 220, mogę z lektury dorzucić dal­
sze. Oto E. Windisch przytacza w czasopiśmie „Beiträge zur
Kunde der indogermanischen Sprachen“ t. II, s. 81 z pewnego
zabytku staroiryjskiego zdanie: „ar is bésleo som in daim do
thùarcuin“ t. zn. „bo jest u nich zwyczaj, że woły młócą“. Z 70
przysłowia zaś szczepu Badagów w Indyach, podanego obok
innych w „Zeitschrift der deutschen morgenländischen Gesell­
schaft“ t. VII, s. 38o, widać, że i tam używają wołów do młócki.

17. Białe raki.
Do cytatów Karłowiczowskiego „Słownika gwar polskich“
(t. V, s. 8) mogę dodać, że „białe raki = jajka“ zapisał też
H. Łopaciński (R. Lubicz) z Lubelskiego i Sandomierskiego
(Prace filologiczne t. IV, s. 183), a Gloger z Tykociń— 301

Notatki etnologiczne.

skiego (tamże s. 799). Pierwszy z nich powoływa też W. Pola
artykuł „Z pamiętników sioła“ z pod Bieskidu (w książce „Kłosy
i kwiaty" 1869, s. 8), gdzie też ta nazwa zachodzi. Ciekawą
rzecz znalazłem w warszawskiej „Gazecie polskiej“ (nr. 65 z 6.
marca 1827, s. 262); mianowicie twierdzą tam, że ze wzglę­
dów przyzwoitości „nasze wieśniaczki sprzedają w War­
szawie białe raki“.

18. „Polski most“.
W uzupełnieniu notatki p. St. Ciszewskiego, pod tym na­
pisem ogłoszonej w „Ludzie“ (t. XVII, s. 135—7), przypominam
łacińskie przysłowie, nieco odmienne od podanego w niej, za­
pisane w dziele nauczyciela Natana Chytraeusa „Variorum in
Europa itinerum deliciae seu ex variis manuscriptis selectiora
antum inscriptionum maxime recentium monumenta“ etc. (Herbornae Nassoviorum 1594, na s. 819) *), a przedrukowane wraz
z innymi „Polonikami“ przez p. Józefa Zagrodzkiego w czaso­
piśmie „Muzeum" (we Lwowie, rocznik XVIII 1902, zesz. 11,
s. 741). Oto tekst :
Pons polonicus
Monachus Boëmicus
Miles Australis
'Suevica Monialis
Italia [!] devotio
Prutenorum religio
Teutonicum [!] ieiunia
Gallorum constantia
Nihil valent omnia.
Naturalnie należy czytać : Italica, Teutonorum. Chytraeus
też na s. 817 zapisał niepochlebne zdanie o Polakach : „Sarmatae edaces, superbi, furaces“ (Zagrodzki i w.). Co do przy­
słowia polskiego, podanego w zbiorze przysłów chorwackich
Daniczića, nadmienię nawiasem, że zwróciłem na nie uwagę już
w swoich „Przyczynkach“ do Księgi przysłów S. Adalberga
przed laty.
f Dr. Franciszek Krtek.

Podejrzenie o czary w Krościenku *2).
Procesy o czary, a więcej jeszcze posądzenia o zmowę
z nieczystemi siłami, zdarzały się nietylko zagranicą, ale czę0 Dzieło to musiało być swego czasu bardzo potzytnem, skoro
drugie wydanie wyszło już w r. 1599, jak się dowiaduję z katalogu antykwarskiego Nr. 2 R. Hönischa w Lipsku, świeżo otrzymanego.
2) Mowa ta o miasteczku Krościenku nad Dunajcem.

~ 302 —

Notatki etnologiczne.

stemi były i w Polsce. Tutaj to, jak i gdzieindziej, niejednokro­
tnie wyzyskiwano te posądzenia dla celów prywatnych, używając
ich jako środków do osiągnięcia swych osobistych zamiarów.
O takiem to właśnie posądzeniu o czary, które ściśle łączy się
z walką prowadzoną między starostą czorsztyńskim Janem Ba­
ranowskim a miasteczkiem Krościenkiem, mówią nam akta
grodzkie krakowskie (Castr. Crac. Rei. t. 47 p. 1955—56). W nich
to bowiem w dniu 23. lipca 1622 r. podstarości Czorsztyński
Jakób Zaleski, zanosi imieniem swego pana Jana Baranow­
skiego protest przeciwko urzędowi i mieszczanom krościeńskim,
iż nie chcieli sądzić mieszczanki podejrzanej o czary. Podejrze­
nie takie padło na Dorotę żonę Wojciecha sługi miejskiego
w Krościenku, którą rzekomo słudzy starosty pojmali na fol­
warku starościńskim „między bydłem na gusłach“ i oddali do
więzienia miejskiego, żądając osądzenia jej według istniejących
praw. Wprawdzie „urząd zupełny tameczny“ (krościeński) ze­
brał się na żądanie starosty dla sądzenia tej sprawy, ale ci to
właśnie sędziowie — jak zeznaje podstarości — potajemnie się
namówiwszy, nie wiedzieć dlaczego a „snacz obawiającz się, aby
też i inszych mieszczek albo i żon samychże nie powołała,
(sprawa o czary) sządzić nie chcieli i zaraz z ratusza do do­
mów swych rozeszli się“. Tego rodzaju postąpienie oburzyło
już i tak zagniewanego starostę, oburzyło go zaś tembardziej,
że w jego rozumieniu mieszczka Dorota przyprawiła go o wiel­
kie szkody, „tak w nabiałach, jako i inszych pożytkach“, które
obliczał sobie na 1000 grzywien polskich. Jak zeznaje Jakób
Zaleski, starosta nie omieszka dochodzić swej szkody na urzę­
dzie krościeńskim, czy jednak dochodził, i czy chociaż w pe­
wnej mierze doprowadził do zrealizowania swoje pretensye,
akta nie podają nam wiadomości.
Dr. Józef Rafacz.

Z dziejów zbójców podtatrzańskich.
Słusznem wydaje się porównanie zasłużonego badacza
wieku XVII, wypowiedziane przy sposobności buntu Kostki-Napierskiego, iż Podhale nosiło podobny charakter na poł.-zachodnich granicach Polski, co Sicz zaporoska ze swą niesforną lu­
dnością kozacką na kresach wschodnich J). Jak ci bowiem cel
’) Kubala, Szkice hist. t. 1. str. 320.


303

Notatki etnologiczne.

swój widzieli w ustawicznych walkach z Tatarami i Turkami,
nie zapominając równocześnie o łupieniu dworów i folwarków
na terytoryum polskiem, tak i energia mieszkańców skalnego
i nieurodzajnego Podhala, nie wysilała się tylko na uprawianiu
jałowego gruntu i wypasaniu stad bydła na halach tatrzańskich,
czy wzgórzach okolicznych. Niejednokrotnie czując, że środki
zdobyte pracą nie wystarczą na wyżywienie się do nowych
zbiorów, lub jedynie chcąc dać upust swej energii, zbierała się
młodzież odważniejsza z poszczególnych wsi, organizowała się
w t. zw. „bursy“ zbójeckie, a mając na swem czele wytrawnego
przywódcę, ruszała w doliny tak polskie, jak częściej jeszcze
w węgierskie — szczególnie w Liptów i Orawę — ażeby tam
łupić dwory szlacheckie,, czy plądrować po domach miejskich.
Praktykowali to zaś nie tylko górale podtatrzańscy. System zbójectwa rozwinięty był od wczesnych bardzo czasów na całem
Podkarpaciu, czemu dopomagała ta okoliczność, iż stosunki
z Węgrami nie zawsze były przyjazne i niejednokrotnie wyprawa
łupieska idąca ze stron polskich, była tylko odwetem za nie­
dawną węgierską. Rzadko gościł spokój na tej granicy polskowęgierskiej. Nie pomagało ćwiartowanie, nie pomagało wyry­
wanie kleszczami rozpalonemi ciała schwytanych zbójców —
ci bowiem zawsze znajdowali chętnych następców i naśladowców,
znajdywali zaś tembardziej, że odważniejsi i bardziej wsławieni,
wyrastali w oczach ludu na bohaterów, że niejedna udana wy­
prawa znalazła swój wyraz w pieśni ludowej. Czyż trzeba przy­
pominać Janosika, lub na Wschodzie Dobosza? Zaznaczyć zaś
trzeba, że w oczach ludu „zbójnicy“ nie byli zjawiskiem nienormalnem, że nie rozsiewali oni postrachu po wsiach, owszem
ludność ochraniała ich w razie niebezpieczeństwa, zwłaszcza, że
niejedna rodzina miała swego członka w bursie zbójeckiej. Był
to objaw zrozumiały dla ludu i nie uważano w tern zajęciu nic
zdrożnego — zbójnicy bowiem byli wypływem drzemiącej ener­
gii, która me mogła się w inny sposób wyładować, skoro lu­
dność -=- z małymi wyjątkami — miała zamknięte szeregi
wojskowe.
W źródłach historycznych już dosyć wcześnie spotykamy
się z wzmiankami — może urywkowemi — o zbójnikach, a im
dalej w czasy nowsze, tern fakty bardziej się mnożą. Już klasztor
Cystersów założony w Ludzimierzu miał ucierpieć „od synów
Beliala łupiestwem zajętych rozmaite... przeszkody i krzy—

304



Notatki etnologiczne.

wdy“ ') a w końcu nie mogąc w tych warunkach egzystować, prze­
niósł swą siedzibę — gdzieś po r. 1241 —do Szczyrzyca2). Niema
wątpliwości, iż pod „synami Beliala“ należy rozumieć rozbój­
ników, którzy rekrutowali się zarówno ze strony polskiej, jak
i węgierskiej, stanowiąc walną przeszkodę w normalnem osad­
nictwie tych okolic. Uznawano tę przeszkodę nawet w doku­
mentach lokacyjnych wSi zakładanych na tych terytoryach. Kiedy
w r. 1335 Urbanowi z Grywałdu dano pozwolenie na założenie
Dębna, to dziedzice wsi uwolnili go od wszelkich służb „quia
in métis Hungarie multas occupaciones sustinuit“. 3) Co więcej,
podobnie jak Cystersi i Klaryski musiały zmienić swą stałą sie­
dzibę, ponieważ ciągle zagrażały im bandy zbójców. 4)
Takich wypadków możnaby wyliczyć więcej — dużoby
nam mogły powiedzieć w tej kwestyi akta sądowe miast wojew.
krakowskiego 6), a i w aktach grodzkich znajdzie się wiele wzmia­
nek w tej sprawie. Charakterystycznym zwłaszcza jest proces,
jaki prowadzi się w dniu 26. kwietnia 1628 r. w sądzie wójtow­
skim nowosądeckim, przeciwko 4 zbójcom obwinionym o dwu­
krotny napad na dwór Tobiasza Jakhńskiego w Siekierczynie ®).
Według twierdzenia wspomnianego Jaklińskiego pierwszy napad
miał miejsce w nocy z soboty na niedzielę dnia 1. sierpnia
1626 r„ brało zaś w nim udział do 40 zbójców, którzy umieli
się dobrze obłowić, przyszedłszy w tak poważnej sile. W rok
później dnia 4. września 1627 r. zdarzył się drugi napad, w któ­
rym zbójcy nie zadowolili się złupieniem dworu, ale chcąc żyw­
cem dostać w swe ręce właściciela „ogień założyli i dwór...
spalili“. Na szczęście Jakliński zdołał się wymknąć, musiał je­
dnak pozostawić w rękach zbójców swą małżonkę, którą oni
świeczkami przypiekali, aby się dowiedzieć o schowanych pie­
niądzach i klejnotach. Przy tym drugim napadzie musieli dobrze
zabudowania dworskie spustoszyć, skoro wymusili zeznanie na
Jaklińskiej i zabrali ze sobą „pieniądze, złoto, srebro i klej­
noty“. Było tak rzeczywiście, skoro później jeden ze zbójców
‘) Długosz. Dzieła wszystkie (wyd. Przeździeckiego) t. 111 str. 233.
’1) Zakrzewski St. Dzieje klasztoru Cystersów w Szczyrzycu. str. 30.
s) Kod dypl. Małop. T. I. str. 235.
4) Ks. Al. Popławski. S. Kunegunda i siostry jej... str. 241.
s) Ciekawemi zwłaszcza są zapiski sądu kresowego muszyńskiego.
°) Castr Sand. T. 117 z. 1360—1369.
305 —

20

Notatki etnologiczne.

zeznał, „że Walkosz z Białego Dunajca wziął skrzyneczkę i skrzy­
nię z czerwonemi złotemi“.
Oczywiście nie odrazu udało się wyśledzić sprawców na­
padu — dopiero bowiem 19. kwietnia 1628 r. poszkodowany
Jakliński mógł prezentować w grodzie sądeckim kilku podda­
nych podejrzanych o napad — Stefana Kowalczyka z Drozdowa,
Marka z Cichego, który służył u karczmarza Urbana Obrochty
z tejże wsi, Łukasza Satanika z Cichego, Jana Papiesczyka z Bia­
łego Dunajca i Jana Buczka z Waksmundu (gdzieindziej wywo­
dzą go z Raby Wyżnej), których sąd grodzki oddał do więzie­
nia wójtowskiego sądeckiego, obawiając się ucieczki obwinio
nych ’)• Nie koniec na tern — w parę dni później obwiniono
0 współudział jeszcze Bartłomieja Dziergasza z Sieniawy, Grze­
gorza Knapczyka z Cichego i Urbana Rusnaka alias Obrochtę
z Cichego *2). Razem więc uwięziono 8 poddanych, ścisłe jednak
dochodzenia połączone z torturami przeprowadzono odnośnie
do czterech poddanych — Jana Buczka, Stefana Kowalczyka,
Marka i Jana Papiesczyka, z których ostatniego później pra­
wdopodobnie uwolniono.
Tortury, których użyto celem wymuszenia zeznań z tych
4 zbójców, odkrywają nam niezmiernie charakterystyczne fakta.
Tak odnośnie do napadów na Siekierczynę, jak i do całego
szeregu innych wypraw zbójeckich. Męczeni bowiem zbójcy wy­
mienili z górą 40 nazwisk poddanych, którzy trudnili się roz­
bojem i to nietylko po dworach polskich, ale i węgierskich. Co
ciekawsze z osób, które do bursy należały, dowiadujemy się,
jak daleko rozprzestrzenione były tradycye znójnictwa, jak wielki
szmat kraju był niemi objęty. Znajdujemy tu bowiem podda­
nych z Białego Dunajca, Rogoźnika i Odrowąża, Klikuszowej,
Czarnego Dunajca, Działu i Cichego, wsi należących do staro­
stwa nowotarskiego — znajdujemy poddanych z Sieniawy, Rdza­
wy, Rdzawki, Spytkowicz, Skomielnej, Pieniążkowic, Skawy
1 Skawic. Są tu poddani ze starostwa czorsztyńskiego, a mia­
nowicie ze wsi Ochotnicy, a co więcej nawet węgierscy, jak
bracia Wilchowie, Romaniacy z Orawki 3j. Ni mniej ni więcej
tylko 23 wsi wymienili zbójcy na torturach, oskarżając poje­
4) Tamże p. 1347—1348
2) Castr. Sand. T. 117 p. 1352—1353.
3) Tamże p. 1368—1369 wsi wymienione leżą przeważnie w da­
wnym powiecie sądeckim.
-

306



Notatki etnologiczne.

dynczych poddanych z tych wsi o współudział w napadzie na
Siekierczynę. Ta znaczna ilość wsi w połączeniu ze znaczną
ilością członków jednej bandy, świadczy wymownie, że zbójnictwo było rozpowszechnione w okolicach podtatrzańskich.
Ponadto należy podnieść jeden charakterystyczny fakt. Oto
wśród poddanych, w bursie zbójeckiej znajdziemy i szlachcica,
którego nazwiska torturowani nie umieli powiedzieć, określając
go tylko „polak jeden z żółtem wąszem wysoki a brodę golił
i ten brał chusty i insze rzeczy na konia“. Szlachcic ten przy­
był do nich od Sącza, w powrocie zaś z wyprawy na Siekier­
czynę, dojechał z towarzyszami do Poręby i stąd na „Trubacza“ się udał, oddzielając się od zbójców ze swoim udziałem
w łupie.
Nie on jednak był naczelnikiem bursy zbójeckiej, ponie­
waż ten wywodził się z łona poddanych. Jak wynika z zeznań
zbójców, kierownictwo to nie zawsze spoczywało w jednych
rękach, wymieniają oni bowiem jako naczelnika dawnych wy­
praw, nie żyjącego już w tym czasie Babulaka, nowszych zaś
a między niemi napadów na Siekierczynę, Kaspra Szarka, Czarnotę, sołtysa z Działu Grzegorza Dzielskiego i syna jego Krzy­
sztofa. Prawdopodobnem jest jednak, iż mimo tych kilku kie­
rowników, właściwa władza spoczywała w rękach Kaspra Szarka.
On to bowiem męczył Jaklińską, mając do pomocy Jaśka Samalaka z Rdzawki i Marka z Cichego, on podpalał dwór, on
to w końcu dzielił zdobyczą towarzyszy. Rozumieli to zresztą
sędziowie i dlatego to pilnie wypytują zbójców o miejsce jego
zamieszkania, dowiadując się, że najczęściej przebywa „u Jagule
karczmarki na Odrowążu“, to znowu, że „zimował tej zimy
u Smarza na Odrowążu“.
Ciekawą teraz jest rzeczą, czy zdobycz zbójecka, tak z Sie­
kierczyny, jak i z innych miejscowości opłacała sowicie ponie­
sione trudy. Oto z Siekierczyny zabrano czerwone złote w nie­
wiadomej bliżej ilości, szaty Tobiasza Jaklińskiego, karabiny
i jakąś ilość chust wyszywanych. Widzimy więc, że zdobycz ta
mniejszą jest, niż to podawał Jakliński w swem zeznaniu. Nic
też dziwnego, że i udziały poszczególnych zbójców nie mu­
siały być wielkie. Oto Buczek miał otrzymać z pierwszej
wyprawy 3 złp., Kowalczyk zaś 10 złp., skądinąd zaś dowia­
dujemy się, że za pierwszą wyprawę na Siekierczynę każdy
z uczestników otrzymał po 3 złp., co jest zresztą zrozumiałe
— 307 —

*

Notatki etnologiczne

wobec wielu uczestników wyprawy. N'e wiele jednak zabraw­
szy u Jaklińskiego, potrafili się dobrze zaopatrzyć gdzie­
indziej — w drodze bowiem powrotnej z Siekierczyny napadli
na miasteczko Tymbark, zabiwszy tam 2 czy 3 mieszczan i po­
męczywszy 4 innych, zabrali 1000 złp. „i szat niemało“ '). Jest
rzeczą zrozumiałą, że te dwie wyprawy na Siekierczynę, łącznie
z napadem wykonanym na ziemianina Wierzbiętę i na miasto
Tymbark, nie były jedynemi dla wspomnianych zbójców. Nie
mogły być jedynemi, skoro Buczek na torturach zeznał, iż zbójnictwem zajmował się od lat trzech, inny zaś zbójca Marek
z Cichego należał do bursy od lat czterech, wciągnięty do niej
przez herszta Babulaka, który życiem przepłacił swój proceder.
Z tym to właśnie Babulakiem, z Lubtaczykiem i Jaśkiem Dzielczykiem wspomniany zbójca Marek „chodził na rozbój na Wę­
gry, ale ich śnieg zapadł“, przyczem nawiasowo należy zazna­
czyć, że i pomysł napadu na dwór w Siekierczynie wyszedł od
Babulaka. Nie była to jedyna wyprawa w strony węgierskie —
dowiadujemy się bowiem, że Stefan Kowalczyk z Jaśkiem Szaflarem był najpierw w Biało® na wyprawie zbójeckiej, a później
na Bukowinie w państwie orawskiem. Co więcej — Bartek Galiczak z Białego Dunajca z towarzyszem plądrował przez.pe­
wien czas po Liptawie.
Chodząc na te wyprawy zbójeckie, nic dziwnego że mu­
sieli zbójcy mieć wiele ludzi zabitych przez siebie na sumieniu.
Charakterystyczną jednak jest rzeczą, iż w rzędzie ofiar figurują
także poddani, co tern smutniejsze światło rzuca na nich, że
przyzwyczailiśmy się uważać ich chwilami — mimo zdrożnych
postępków — za obrońców uciśnionej ludności chłopskiej. Kiedy
bowiem po spaleniu dworu w Siekierczynie szli zbójcy na Bar­
cice, chłopa spotkanego w lesia zabił Kasper Szarek obawiając
się z jego strony zdrady. Kiedyindziej Bartosz Knapczyk zabija
chłopa „pdniżej sołtysa Piekielnickiego“, a Galiczak karczmarza
Guta z Białego Dunajca. Co więcej — Stefan Kowalczyk zabił
kobietę zwaną „Gibaczką“ z przenajęcia szwagra swego Gibasiczka, ale mu za to nic nie dał“.
Zeznania zbójców wymuszone na torturach, okazały się
co do pewnych osób i ich udziału w bandzie zbójeckiej myl,

') Wszystkie te szczegóły czerpię z aktu zawartego w Castr Sandt. 117 p. 1360- 1369.


308



Notatki etnologiczne.

nemi, co zresztą sami zbójcy przed wykonaniem wyroku śmierć
stwierdzili, odwołując niektóre z swych zeznań. Tak przedewszystkiem stało się z oskarżeniem sołtysów Miętusów — Kle­
mensa z Czarnego Dunajca, Tomasza i Pawła z Cichego —
0 zamiar zamordowania starosty nowotarskiego Mikołaja Ko:
morowskiego. Wprawdzie — opierając się na zeznaniach —
uwięziono Tomasza Miętusa *), było to jednak chwilowym tylko
epizodem w sprawie, z powodu bezpodstawności podejrzenia.
Zresztą więziono, porywając z domostw i ludzi ze starostwa
nowotarskiego, których zbójcy na torturach wcale nie wymie­
nili. Tak np. osadzono we więzieniu Mikołaja i Łukasza No­
waczyków *2), jak również Jana Swajnosza z Cichego. Najtrudniejszem jednak było położenie Grzegorza Dzielskiego sołtysa
ze wsi Dział i dwóch jego synów Krzysztofa i Jana, których
zbójcy w zeznaniach swych bardzo obciążyli, stawiając ich na­
wet na czele bandy. Nic też dziwnego, że ujęto najpierw Krzy­
sztofa i Jana Dzielskich, a później po ich wyręczeniu z więzie­
nia, samego sołtysa osadzono w więzieniu miejskiem sądeckiem,
z którego się ostatecznie wyłamał Sprawa Dzielskich ciągnie
się dłużej, zanitują się nią także sądy królewskie, ostatecznie
jednak i ona ucicha, ucicha jednak wtedy, kiedy już dawno
stracono najbardziej obwinionych zbrodniami zbójców 3).4
Po wyciągnięciu bowiem na torturach tych zeznań, któ­
reśmy przedstawili, kiedy przekonano się dowodnie o wielkich
winach zbójców, zawyrokowano dla trzech karę śmierci, zapro­
wadzając w niej tylko pewne stopniowanie, odpowiednio do
ogromu zbrodni popełnionych. Najsroższa kara spotkała Marka
z Cichego, którego skazano na trzykrotne wyrywanie mu ciała
kleszczami rozpalonemi : 1) przed ratuszem ; 2) na skrzydle mia­
sta ; 31 przed bramą miasta, później zaś na spalenie na stosie
1 rozrzucenie jego popiołów. Drugi zbójca Stefan Kowalczyk
otrzymał karę lżejszą - ■ miano go rozrywać kleszczami rozpa­
lonemi, a później uśmiercić przez rozerwanie hakiem żelaznym.
Ostatni Jan Buczek został skazany na ćwiartowanie, wszystkich
zaś natychmiast oddano katowi dla wykonania wyroku \. Cha*) Castr. Sand. t. 117 p, 1412-1413.
2) Tamże p. 1397—1399.
*) Dr. E. Długopolski. Rządy Mikołaja Komorowskiego na Podolu
Omówiono tam dokładnie sprawę Dzielskich.
4) Castr. Sand. t. 117 p. 1368-1369— 309 —

Notatki etnologiczne.

rakterystycznem jest jednak, iż czwartego zbójcę, branego na
tortury Jana Papiesczyka z Białego Dunajca prawdopodobnie
uwolniono — uwolniono zaś widocznie dlatego, iż nie udowo­
dniono mu winy, co stwierdzili zresztą w zeznaniach i inni
zbójcy nie podając jego nazwiska. Podobnie musiano postąpić
i z innymi, uwięzionymi pod zarzutem napadu, Obrochtą, Dziergaszem, Satanikiem, Grzegorzem Knapem, skoro nie słyszymy
o zadawaniu im tortur, ani tern mniej o jakimkolwiek na nich
wyroku.
Dr. Józef Rafacz.

310



Sprawozdanie
z czynności Wydziału Towarzystwa Ludoznawczego we Lwowie
za lata 1911-1918.
Towarzystwo Ludoznawcze walczyło w całym okresie lat 1911—1918
z tak licznemi trudnościami zewnętrznemi i wewnętrznemi, że tylko usi­
łowaniom poszczególnych jednostek zawdzięcza swe dalsze istnienie.
Niech udowodni to niżej zestawiona kronika najważniejszych wypadków
w tych latach.

1. Walne Zgromadzenia.
XVI. Walne Zgromadzenie Towarzystwa Ludoznawczego odbyło
się w czerwcu 1911 r. w sali I. Uniwersytetu, na którem dokonano wy
borów następującego wydziału. Prezesem został Prof. Adam Antoni
Kryński, zastępcami : Prof. Wilhelm Bruchnalski i Dyr. Stanisław Bal.
Sekretarzem: Dr. Adam Fischer, skarbnikiem: Juliusz Zaleski. Do za­
rządu weszli: Boi. Ad. Baranowski, Prof. St. Ciszewski, Dr. Michał Ja­
nik, Prof. Józef Kallenbach, Szymon Matusiak, M. Rybowski, Dr. M. Tre­
ter, Michał Wałach, Jadwiga Warchałowska, Stanisław Wasylewskl. Do
komisyi kontrolującej wybrano : Bolesława Lewickiego, Dra Karola Badeckiego i Józefa Pelczarskiego.
Wydział ten z biegiem lat mocno przerzedzony sprawował swe
obowiązki wskutek wypadków wojennych aż do r. 1917. Dnia 30. czerwca
1917
odbyło się XVII zwyczajne Walne Zgromadzenie Towarzystwa
Ludoznawczego we Lwowie w sali Instytutu antropologicznego.
Po zagajeniu przez zast. przew. Prof. W. Bruchnalskiego wygłosił
Dr. Adam Fischer referat o folklorze wojennym. Prelegent sta­
rał się wykazać konieczność badania ciekawych objawów twórczości Im
dowej, jak zapowiedzi i oznaki wojny, fantastyczne opowiadania o jej
przebiegu i końcu, niezmiernie charakterystyczne przepowiednie i prze­
czucia śmierci czy nieszczęśliwych wypadków, zwyczaje przy poborach
etc. Szczególnie godne uwagi objawy przesądów można zauważyć u żoł­
nierzy na froncie, a więc cudowne środki ochronne, jak amulety, me­
daliki, listy z nieba, specyalne modlitwy, środki nadzwyczajne na zacza­
rowanie kuli, lub zgojenie rany czy usunięcie chęroby (bardzo znamienne
praktyki celem zatrzymania krwi). Wpływom wojennym uległa także cała
poezya ludowa, stąd całe cykle opowiadań wojennych, anekdot i piose­
nek na tle współczesnem osnutych lub do chwili dostosowanych.


311



Sprawozdanie z czynności Wydziału Tow. Ludoznawczego we Lwowie.

Do zakresu badań nad folklorem wojennym ludowym należą także
napisy na wozach kolejowych, automobilach, okopach, różnych budyn­
kach wojskowych, także na krzyżach poległych. Trzebaby też przy­
patrzyć się językowi żołnierskiemu, różnym hasłom i sygnałom, żarto­
bliwym przypiskom, satyrycznym ucinkom na rozmaite rodzaje broni
i urządzenia wojskowe.
Ze względu na określenie psychologii ludowej nie byłoby bez
znaczenia podanie różnic między nastrojem miasta i wsi w chwili wy­
buchu wojny : jakie krążą plotki wojenne, jak się zachowuje lud wobec
tragicznych wydarzeń w rodzinie, czy dzwonią specyalnie za poległych.
Wojna wywarła atoli również wpływ na moralność ludową i dokonała
wiele zmian pod względem ustroju społecznego. W licznych wypadkach
odżyły dawne zespoły społeczne i pewna kooperatywa sąsiedzka przy
robotach gospodarskich. Zmiany dokonały się nie tyiko na polu kultury
duchowej, lecz także materyalnej. Przekształca się budownictwo, zdob­
nictwo, przenoszą różne gatunki zwierząt i roślin itd. A że obowiązkiem
etnografów zebrać ten cały materyał, więc Towarzystwo Ludoznawcze
we Lwowie również postanowiło w tym kierunku badania i zwrócenie
się do społeczeństwa z prośbą o czynne poparcie tej pracy.
W dyskusyi nad powyższym referatem zabierali głos pp. prof.
Bruchnalski, prof. Gubrynowicz, dr. St. Pawłowski, prof. Czekanowski
i prof. Nitsch.
Poczem sekretarz Towarzystwa Adam Fischer odczytał następu­
jące sprawozdanie za lata 1911—1916.
. Dnia 9. lutego b. r. upłynęły dwadzieścia dwa lata istnienia To­
warzystwa Ludoznawczego we Lwowie. Okres długi, przez który w in­
nych warunkach możnaby dojść do wysokiego stopnia rozwoju i zdobyć
trwałe podstawy istnienia. Towarzystwo Ludoznawcze lwowskie praco­
wało i nadal pracuje w warunkach jak najcięższych, mimo że jedyne na
nasz kraj, mimo że zadania ma tak doniosłe i nie cierpiące zwłoki Mo­
żnaby wiele uwag wypowiadać na. temat naszej działalności i trudnych
jej warunków, wystarczy zaznaczyć, że cały ten okres sześcioletni, z któ­
rego przychodzi dziś zdać sprawę, była to istotnie tylko ciągła walka
o byt, o utrzymanie Towarzystwa i jego organu Kwartalnika Etnograicznego „Lud“.
Praca była tern trudniejsza, że po pewnym okresie czasu poczęły
się przerzedzać nawet szeregi członków wydziału; ustąpił skarbnik
p. Juliusz Zaleski, a odtąd wbrew formalnościom, ale z konieczności
obowiązki skarbnika i sekretarza pełnił Dr. Adam Fischer. W czerwcu
1914 r miało się przystąpić do nowych wyborów, a w tym celu przygo­
towano sprawozdanie zarządu i kasowe dla Walnego Zebrania, gdy wtem
nadeszła wojna i inwazya rosyjska,' a w tych warunkach wobec zupeł­
nego rozproszenia się współpracowników nie można było myśleć o ża­
dnej akcyi. Mimo tak trudnych warunków pracowało się wedle możności,
a „Lud“ nadal wychodził. Pismo nasze wychodziło wprawdzie bardzo
nieregularnie, ale tak wychodzić musiało, o ile wogóle nie miało upaść.
Rocznik wydawało się wtedy dopiero, gdy zebrano dość pieniędzy na
pokrycie kosztów wydawnictwa. Obok tego drukowały się liczne roz­
prawy w odbitkach, aby tern intenzywniej szerzyć umiłowanie wiedzy
etnograficznej.
Główną pozycyą naszych wydatków były koszta wydawnictwa
„Lud“. Obok tego trzeba było pieniędzy na utrzymanie lokalu, który
kosztował kilkaset koron rocznie. Trzeba było więc szukać lokalu bez­
płatnego na pomieszczenie Biblioteki Towarzystwa i zbiorów. Dlatego
już w r. 1913 przeniesiono lokal Towarzystwa z ul. Sw. Michała 5 do
lokalu „Bojkotu“, pisma mającego na celu bojkot towarów pruskich,
a gdy i suma 12 koron miesięcznie zbyt obciążała budżet Towarzystwa,
pomieszczono zbiory chwilowo w mieszkaniu Dia Fischera, aż wreszcie
z końcem 1913 r. dzięki prof. Czekanowskiemu Towarzystwo uzyskało

312

Sprawozdanie z czynności Wydziału Tow. Ludoznawczego we Lwowie.

lokal w Instytucie antropologicznym, gdzie złożono w depozyt biblio­
tekę, wydawnictwa i zbiory.
Nie zapomniano też o tern, by Towarzystwo reprezentować na
zewnątrz. W czasie 250 lecia wszechnicy Kazimierzowskiej ofiarowaliśmy
-specyalny adres, a w chwilach śmierci wybitnych mężów w narodzie łą­
czyliśmy się zawsze z ogólną żałobą i wysyłaliśmy listy czy telegramy.
Obok tego sekretaryat pozostawał zawsze w ścisłej łączności
z nauką zagraniczną i odpowiadał na liczne zapytania, jakie przychodziły
w różnych kwestyach etnograficznych. Zarząd Towarzystwa utrzymywał
też wiele stosunków z podobnymi Związkami, jak nasz, a w zamian
dostawaliśmy 61 czasopism, w tern 4 francuskie, 15 niemieckich, 3 wło­
skie, 16 czeskich, 1 łużyckie, 1 japońskie, 1 rumuńskie, 10 rosyjskich,
2 małoruskie, 1 bułgarskie i 2 węgierskie.
W r. 1917 wznowiono również miesięczne posiedzenia naukowe
Towarzystwa, k+óre rozpoczęto 9 czerwca odczytem prof. K. Nitscha
pt. Dyalektologia a materyalna kultura ludowa w świetle konkretnych
przykładów. Dnia 23. czerwca wygłosił prof J. Czekanowski „Uwagi
o domu słowiańskim“.
Liczba członków wahała się między ?80 a 270, a w okresie tym
ponieśliśmy bardzo wiele bolesnych strat. Zmarli następujący nasi człon­
kowie: Hr. Stanisław Badeni, Dyr. Stanisław Bal, Bolesław Adam Bara­
nowski, Prof. Gustaw Blatt, Władysław Gubrynowicz, Bronisław Gustawicz,
ks. Jan Jaworski, Prof. Henryk Kadyi, Zygmunt Kolasiński, Władysław
Kosiński, Franciszek Krček, X. Michał Kuryś, Dr. Edmund Kołodziejczyk,
Władysław Łoziński, Michał Miodoński, Zygmunt Poznański, Stefan Ramułt, Dr. Władysław Rebczyński, Antoni Rebmann, Mikołaj Rybowski,
Aleksander Sawicki, Józef Stępień, Aleksander Tchórznicki i Ludwik
Wierzbicki.
Łatwo zauważyć, ile wśród tych nazwisk stałych współpracowni­
ków „Ludu“, członków Wydziału naszego Towarzystwa i zasłużonych
działaczy na polu etnografii polskiej, a szczególnych przyjaciół i orędo­
wników Towarzystwa ludoznawczego. Cześć ich pamięci!
Trudne warunki pracy Towarzystwa naszego wynikały zawsze
z zupełnego braku środków materyalnych. Dlatego „Lud“ musiał się stale
spaźniać;
Tom
XVI (1910) wyszedł w r. 1911

XVII (1911)

w r. 1912

XVI11 (1912)

w r. 1913

XIX (1913!

w r. 1915
Obecnie drukuje się właśnie Tom XX za lata 1914—1917.
Gdyby nie takie spóźnienie roczników, trzebaby było już dawno
pismo zawiesić, ale mimoto stosunki finansowe Towarzystwa są jak
najbardziej fatalne. Z dniem 30. VI. 1917 r, mieliśmy resztę kasową
1657 K 22 hal. ale jeżeli się zważy, że winniśmy drukarni kwotę 1332 K
48 hal., a do tego dodamy potrzebę wydania zaległych roczników 1914—
1917 wyniesie niedobór 6000 K. Musimy więc wszystkie siły wytężyć, by
stosunki poprawić. Pewne wstępne kroki Wydział już podjął, ale trzeba
dalej w tym kierunku pracować. Szczególnie z gorącym apeiem zwracamy
się do członków, którzy nieraz po kilka lat zalegają z wkładkami, aby
je zechcieli wyrównać i ułatwić nam tak trudną sytuacyę.
Wielkie znaczenie i pożytek badań ludoznawczych zrozumiało
chyba społeczeństwo polskie w czasie obecnej wojny, gdy na podsta­
wach etnograficznych sądzi się o racyi istnienia danego ustroju państwo­
wego. To też w przekonaniu, że oświecony ogół naszego społeczeństwa
doniosłość pracy naukowej na polu etnografii należycie ocenia, a tylko
chyba wskutek przypadkowej nieświadomości w usiłowaniach naszych
udziału nie bierze, zwracamy się z gorącym apelem do społeczeństwa,
aby zechciało przez zapisywanie się w poczet członków Towarzystwa
poprzeć cele nasze, które są nie tylko naukowe, ale i narodowe“.
-

313



Sprawozdanie z czynności Wydziału Tow. Ludoznawczego we Lwowie.

Po dyskusyi nad tem sprawozdaniem wybrano przez aklamacyę
następujący Zarząd:
, ,.
Przewodniczący: Prof. Dr. Wilhelm Bruchnalski, zast. przewodni­
czącego prof. J. Czekanowski i prof. K. Nitsch, sekretarz Dr. Adam Fi­
scher, skarbnik: dr. Witold Bełza; członkowie wydziału: prof. Br. Gubrynowicz, prof. J. Kallenbach, dr. J. Koller, Sz. Matusiak, prof. A. Maurizio dr. St. Pawłowski, dr. Stefan Vrtěl, prof. St. Zakrzewski. Komisya
kontrolująca: dr. K. Badecki, dr. J. Piepes Poratyński, dr. W. Kolny.
Komitet redakcyjny „Ludu“: prof. W. Bruchnalski, prof. J. Czekanowski,
dr. Adam Fischer, prof. K. Nitsch.

II. Wydawnictwa Towarzystwa.
W latach 1911—1918 wydaliśmy tomy XVI—XX (1910—1917 r.)
Kwartalnika Etnograficznego „Lud“. Opóźnienie wydawnictwa pochodziło
wskutek braku środków materyalnych i wypadków wojennych.
Obecnie, jakkolwiek Zarząd ma niezłomne postanowienie wydawaC
pismo nadal, i były nawet przygotowane plany zupełnego przekształcenia
pisma w organ ogólno-informacyjny, we wszystkich dziedzinach etnologii
i nauk pokrewnych, niestety zupełny brak papieru i niezwykłe podroże­
nie kosztów druku uniemożliwiają i nadal na razie normalne podjęcie
wydawnictwa.
Obok „Ludu“ wydano wiele prac drukowanych w tem piśmie
w osobnych odbitkach.

III. Biblioteka.
Biblioteka Towarzystwa i zbiory po licznych przygodach znalazły
wreszcie pomieszczenie w Instytucie antropologicznym uniwersytetu lwow­
skiego, a przez to będą prawdopodobnie niedługo udostępnione szerszym
kołom badaczy.

IV. Posiedzenia naukowe.
Po długiej przerwie wznowiło Towarzystwo ludoznawcze swą dzia­
łalność naukową i urządziło cały szereg naukowych posiedzeń, aby w jak
najszerszych kołach wzbudzić zajęcie dla badań etnograficznych.
Pierwsze posiedzenie Towarzystwa odbyło się w r. 1917, dnia 9
czerwca w sali Instytutu antropologicznego, a odczyt wygłosił prof d?.
Kazimierz Nitsch pt. Dyalektologia a materyalna kultura ludowa
w świetle konkretnych przykładów.
Prelegent wskazał we wstępie, że między językiem a kulturą
ścisły — choć mezawsze jasny — zachodzi związek ; język, san tej kul­
tury produkt, towarzyszy ściśle wszystkim jej objawom, tak materyalnym,
jak i duchowym. Toteż i język ludowy związany jest z kulturą ludową,
co się zwłaszcza wyraźnie uwydatnia przy kulturze materyalnej, a to ob­
cymi dla nas wyrazami odpowiadającymi niezauważanym u nas przed­
miotom. Stąd konieczność uwzględniania równocześnie obu stron: rze­
cz y i ich nazw, wszystko jedno, czy idzie o badania etnograficzne czy
też o dyalektologiczne.
W obu tych naukach nadzwyczaj ważne jest rozmieszczenie danego
zjawiska, jego geografia ; prowadzi ono do wyodrębnienia prowincyi etno­
graficznych czy językowych, ich zaś wzajemny stosunek, zgoda czy roz­
bieżność granic, (druga zwykle pozorna) pozwala na głębsze wejrzenie
w przeszłość ludową, która zwykle niezapisana w bistoryi państwowopolitycznej, niemniej jednak na podstawie wskazanych wyżej danych da
się nieraz odtworzyć.

— 314 —

Sprawozdanie 7 czynności Wydziału Tow. Ludoznawczego we Lwowie.

Badania systemu gramatycznego gwar polskich, doprowadziły pre­
legenta do wniosku, że język ludowy Małopolski, Śląska i Wielkopolski
razem wziętych mimo wszelkich między niemi różnic, przeciwstawia się
dość wyraźnie językowi nietylko Pomorza, ale także Mazowsza. Obecnie
może on uwydatnić to przeciwstawienie na kilku przykładach wyrazów
ludowych z zakresu kultury materyalnej, gdzie więc przeciwstawianie
odnosić się będzie nie tylko do języka, ale i do tej właśnie kultury. Wi­
doczne to zwłaszcza na wyrazach budowniczych. 1 tak, najniższa wiązana
w węgieł belka drewnianego budynku zwie się w całej Wielkopolsce
z Kujawami, na Śląsku i w Małopolsce przycieś, na Mazowszu pod­
walina, w Prusiech królewskich i książęcych, a także w zachodniej
części Mazowsza i w Suwalszczyźnie, z niemiecka szwela. Najwyższa
linia grzbietu dachu — to na Śląsku, w Wielkiej i Małej Polsce kale­
nica lub kalonka, na Mazowszu strop, w Prusiech warst. Beleczka łącząca krokwie zwie się w całej południowej Polsce z niemiecka
bant, na Mazowszu jętka, na Pomorzu kokoszka, (tj. grzęda dla
kur.) We wszystkich tych wypadkach występuje Mazowsze jako prowincya odrębna językowo, ale w jednym z nich można też wykazać odrę­
bność techniczną: oto kalenica — to grzbiet dachu słomianego, umo­
cniony przeciw wiatrom zapomocą snopków maczanych w glinie (k a 1 onych, od wyrazu kał, tj. błoto); zwyczaj to powszechny w całej Wiel­
kopolsce, na Śląsku i w Małopolsce, nie znany zaś na Mazowszu, gdzie
do umocnienia innego używa się sposobu, mianowicie przybija się górną
warstwę słomy kołkami, sterczącemi nad grzbietem na krzyż, t. zw.
koźlinami. Z innej dziedziny gospodarczej uderza wielkopolsko-małopolska wspólność boiska, bojowiska, bojewicy w przeciwień­
stwie do mazowieckiego klepiska, które jednak pod wpływem okolic
Warszawy szerzy się dziś i na niemazowieckie części królestwa, a po
dworach jest,tam chyba powszechne; Śląsk stoi tu osobno, ma bowiem
w tym znaczeniu gumno. Nazwy na s ą s i e k w znaczeniu na części
stodoły przeznaczonej na snopy zbyt są rozmaite, a geografia ich zbyt
skomplikowana, by można sobie jasno uzmysłowić stosunki pierwotne,
ale i tu nasuwa się przypuszczenie, że małopolsko-wielkopolsko-pomorskim wyrazem było zápole, mazowieckim zaś zasiek, (gdy s ą s i e k
służyło pierwotnie do przechowywania ziarna). Wszystko to wskazuje wy­
raźnie na różnice gospodarcze, które oczywiście muszą pochodzić z epoki
szczepowej odrębności Mazowsza od Polski południowej i zachodniej.
Innym ciekawym szczegółem, a zarazem dowodem konserwatywnoSci nazw na pewnych obszarach, jest istnienie małopolskich przyciesi
i kalenicy także po obu stronach Ostrowicy, tj. na samym zachodzie
Śląska Cieszyńskiego i na wschodnim pasku Moraw, a więc w okolicach
dziś czeskich, brak zaś tych nazw między Wisłokiem i Sanem, w kraju
dziś czysto polskim, ale w przeciwieństwie do całej Małopolski mającym
dyalekt ludowy niemazurzący, a niegdyś należącym już do województwa
ruskiego- Widoczne tu pewne cofnięcie się pierwotnej południowej Pol--*
ski z kresów zachodnich, a przesunięcie się ku wschodowi.
Obok tych dawnych stosunków uwidoczniają się w świetle wyra­
zów gospodarczych także nowe. Oto zachodnie Mazowsze, Płockie, prze­
jęło z Prus nadbałtyckich nietylko niemiecką szwely, ale też fal gę
(dzwono koła), draszowanie (młócenie) i t. p., gdy tymczasem nie
ma ich Wielkopolska, pozornie na silniejszy wpływ niemiecki wysta­
wiona; widocznie trzeba brać w rachubę także siłę odporu Dla wpły­
wów niemieckich jest ten ich kierunek: raczej północną Polską ku wscho­
dowi, niż zachodnią ku południu, bardzo charakterystyczny. W szczegól­
ności, istnienie wymienionych nazw w Płockiem pochodzić może z epoki
pruskiej po trzecim rozbiorze, epoki wprawdzie niedługiej, ale związa­
nej z silnemi zmianami ekonomiczno-gospodarczemi.
Każdy z wymienionych wyrazów przedstawił prelegent na podsta­
wie materyału, znanego mu z jakich 300 punktów ze wszystkich stron

— 315 —

Sprawozdanie z czynności Wydziału Tow. Ludoznawczego we Lwowie.

Polski, a zebranego jużto osobiście na wędrówkach dyalektologicznych
jużto w czasie wojny w obozie jeńców polskich w Planie, wreszcie za
pomocą ogłoszonych w pismach kwestyonaryuszy.
Wywody swe ilustrował prelegent berdzo sumiennie opracowanemi
mapami. W dyskusyi nad odczytem powyższym wskazał prof. Czekanowski na analogie, jakie zachodzą między mapą dyalektologiczną prof.
Nitscha, a wynikami badań antropologicznych.
Drugie posiedzenie odbyło się dnia 23. czerwca . poświęcono je
kwestyi domu słowiańskiego, a odczyt na ten temat wypowiedział prof.
Jan Czekanowski. Zadaniem tej prelekcyi było daćwstęp do kwestyonaryusza dla opisujących dom polski. Uwagi swe rozpoczął prelegent od
ogólnych uwag o domu słowiańskim, który mimo swej prostoty jest juz
bardzo złożonym wytworem życia z osadzonymi na nim różnorodnymi
wpływami kulturalnymi. Rozklasyfikowanie tych zapożyczeń jest dotąd
jeszcze przedmiotem dyskusyi naukowej. Mimo to obecnie już zarysowują
się przeciwstawne grupy, łączące się nie tylko z historycznymi wpływami
niemieckiego niżu i dużo wcześniejszem oddziaływaniem świata starogermańskiego, lecz też o wiele starsze, wskazujące bądź na południowe
ongi celtyckie N'emcy, bądź też na stare ośrodki życia na helleńskim
i tracko-illyryjskim Bałkanie.
Po kilku ogólnych uwagach o nazwach domu i jego części u Sło­
wian, wskazujących na krzyżowanie się różnorodnych wpływów, prze­
szedł prelegent do omawiania głównych cech domu słowiańskiego. Izba
słowiańska ma w swej pierwotnej postaci kształt niemal kwadratowy
i posiada drzwi w swej nieco krótszej ścianie; do tej ściany jest zawsze
przybudowana sień. Tylko w domu Słowian południowych mamy drzwi
w ścianie dłuższej, sienią nie osłonionej.
Drugą cechą domu słowiańskiego jest budowa jego ścian z bierwion
poziomo jedne na drugich i spojonych na węgieł. Obecnie Wobec braku
drzewa budowa ta ustępuje miejsce innym, bardziej ekonomicznym spo­
sobom, lecz dawniej panowała ona wszędzie bodaj z wyjątkiem kresów
stepowych. Z lepianką na Rusi południowej idzie w parze słowo „chata ,
starowiące razem ślady wpływów irańskich. Budowanie na węgieł spo­
tykamy jednak i poza granicami ziem słowiańskich u Finnów, szcze­
pów litewskich, w Skandynawii i krajach alpejskich.
Trzecią niezmiernie charakterystyczną właściwością domu słowiań­
skiego jest posiadanie pieca piekarskiego, ustawionego w izbie. Ani zacho­
dni, ani wschodni sąsiedzi pieca piekarskiego nie posiadali. Piec spoty­
kamy na zachodzie dopiero w dawnym świecie celtycko-romańskim. Do
niedawna piec ten służył też i do gotowania; tylko Polacy i Słowacy go­
towali na ogniu otwartym przed piecem. Ustawienie pieca było pierwotnie
bez wątpienia równoległe do ściany podłużnej, achowało się ono też
wszędzie z wyjątkiem Rusi, Białorusi i Polski, gdzie piec przeważnie stoi
równolegle do ściany z drzwiami. Na większej części Słowiańszczyzny
zachodniej, a także na kresach Rusi zastał piec przekręcony o tyle, że
jest teraz palony z zewnątrz izby, a mianowicie z sieni.
Słowianie gotują zrazu wyłącznie w garnkach glinianych, które
przystawia się bądź wprost do ognia, bądź też ustawia nad ogniem.
Pod tym względem zachodzi między Słowianami zupełna zgodność.
Pierwotnie obcy natomiast jest zupełnie Słowianom kocioł, zawieszany
nad otwartem ogniskiem a jeśli się trafia u górali polskich i słowackich,
to należy to przypisać wpływom bałkańskim, gdzie kościół jest powszech­
nie w użyciu.
Pewne trudności nastręcza odpowiedź na pytanie, czy izba sło­
wiańska była pierwotnie przyziemna czy też wzniesiona nad poziom.
Porównanie różnych typów domów słowiańskich pozwala przypuszczać,
że piwnica przynajmniej pod częścią izby należy do starego domu sło­
wiańskiego. A zatem zarówno izba wzniesiona ponad poziom, jaką spo-

— 316 —

Sprawozdanie z czynności Wydziału Tow. Ludoznawczego we Lwowie.
tykamy na północy, jak też dom nadpiwniczny na zachodzie, a może
nawet dom piętrowy na Bałkanie są tylko lokalnemi rozwinięciami sta­
rej izby słowiańskiej. Piętrowy dom wielko-rosyjski ze skandynawskim
nie ma nic wspólnego. Finnowie mają chatę przyziemną bez piwnicy,
podobnie jak było pierwotnie na niżu niemieckim. Rzecz znamienna
natomiast, że znamy ją w bardziej południowych niegdyś celtyckich
częściach niemieckiego obszaru. Wreszcie podkreślił prelegent charakterystycze cechy domu polskiego, a mianowicie brak okna w ścianie
szczytowej, oraz dach z belką stropową, co znowu pozostaje w związku
z terytoryum południowo-niemieckiem, niegdyś celtyckiem.
Nad odczytem prof. Czekanowskiego rozwinęła się bardzo oży­
wiona dyskusya, w której zabierali głos dr. St. Pawłowski, prof. Sajdak,
prof. Nitsch, dr. Jurkowski, prof. Bruchnalski i prelegent.
Trzecie posiedzenie naukowe Towarzystwa ludoznawczego odbyło
się 30. czerwca z odczytem dra Adama Fischera o przesądach wo­
jennych. Posiedzenie było zarazem Walnem Zgromadzeniem, z którego
wyżej zdano sprawę.
Po przerwie wakacyjnej Towarzystwo Ludoznawcze wznowiło swe
posiedzenia naukowe. Nową seryę odczytów rozpoczął we środę 5. gru­
dnia o godz. 6 w sali Instytutu antropologicznego odczyt prof. dr. W i 1helma Bruch italskiego p. t. „Żywoty Świętych Polskich pod wzglę­
dem osnowy cudowności".
Po ogólnym wstępie, w którym prelegent omówił wielkie znacze­
nie „Żywotów Świętych“ nietylko dla dziejopisarstwa, ale i dla historyi
kultury, dla rozwoju literatury, a szczególnie dla powstania twórczości
ludowej przeszedł do omówienia „Żywotów Świętych Polskich“. Cały
uoczątek piśmiennictwa polsko-łacińskiego od XI- XIII wieku, ujawnił
się przez literaturę poświęconą czci Świętych. Z literatury tej wybrał
prelegent żywoty pięciu świętych a mianowicie św. Stanisława, Wojcie­
cha, Kingi, Salomei, Jadwigi, najbardziej znamienne, i rozważał je ze
względu na motywy w nich zawarte. Z zestawienia wynika jak pewne
rysy zawarte w żywocie wcześniejszego świętego przechodzą na żywoty
późniejszych świętych. Tak żywoty św. Wojciecha i św. Stanisława, mają
trzy motywy wspólne, a mianowicie: 1) posiekanie ciała na części i złą­
czenie tłomaczone przez późniejszych żywotopisarzy symbolicznie jako
zjednoczenie się rozprószonych dzielnic Polski. 2) Ucięcie palca, który
potem znajduje się w rybie. 3) Strzeżenie ciała przez orły.
Druga grupa „Żywotów Świętych“, żywoty św. Jadwigi, Salomei
i Kingi, z którycn szczególnie .Vita St. Hedwigis Siles. wywarła znaczny
wpływ na późniejsze żywoty. Żywoty te również mają cały szereg wąt­
ków wspólnych, a mianowicie: 1) Cudowna zmiana smaku w pokarmach.
2) Jasność bijąca z ciał Świętych. 3) Ukazywanie się Świętych w chwili
śmierci Świętych. 4) Wonienie ciał po śmierci i cudowne ich wypięknie­
nie. 5) Uzdrawianie, a nawet wskrzeszanie za pomocą przedmiotów, na­
leżących do nich za życia.
Ta ścisła łączność zachodzi nawet między żywotami bardzo od
siebie odległymi w czasie, jak żywoty św. Wojciecha i św. Salomei, która
to łączność wyraża się w podobieństwie dwóch motywów, a mianowi­
cie: 1) Przeniesienie cudownego do nieba. 2) Ukaranie grzeszącego
prz.ez wykrzywienie ust. Szczególnie charakterystyczne są podobieństwa
w Żywotach św. Stanisława i św. Kingi, napisanych przez Długosza, który
wprowadza cztery takie same motywy w obu żywotach, a mianowicie: 1)
Ukazywanie się ludziom. 2) Pielgrzymki do grobów świętych. 3) Ślub i cu­
downe jego skutki. 4) Kara za nieposzanowanie dnia poświęconego
ku czci świętego. Tak więc zestawienia Żywotów Świętych Polskich
dowodzą, że różne cechy z jednych świętych przenoszą się na drugich,
a dla wydania o tern ostatecznego sądu trzebaby je porównać jeszcze

— 3F/ —

Sprawozdanie z czynności Wydziału Tow. Ludoznawczego we Lwowie.
z Pismem św. i żywotami innych Świętych. Po odczycie rozwinęła się
bardzo ożywiona dyskusya, w której zabierali głos: prof. Czekanowski,
prof. Nitsch, p. Nitschowa, dr. Fischer, dr. Zarewicz i prelegent.
Piąte posiedzenie naukowe Towarzystwa ludoznawczego w dniu
7. marca 1918 r. poświęcono aktualnej sprawie Ziemi Chełmskiej i Pod­
lasia. Zagaił wiceprezes Towarzystwa prof. Nitsch, wskazując na po­
trzebę naukowego uzasadnienia naszych postulatów odnośnie do ziem
zabranych nam przez traktat brzeski. Następnie prof. C z ek an o wski
omówił stosunki antropologiczne na Podlasiu i na Ziemi Chełmskiej.
Wobec braku dostatecznych materyałów można sądzić o kwestyi tej
na podstawie analogicznych stosunków ościennych. Z analizy tej w ka­
żdym razie wynika, że terytoryum ruskie nie jest pod względem antro­
pologicznym jednolite i rozpada się na szereg prowincyi. Kraje za Bu
giem pod względem antropologicznym są zupełnie różne od reszty Rusi,
przyczyn tego jednak stan dotyczasowych badań nie odkrył, ani nie obja­
śnia tego dostatecznie archeologia przedhistoryczna.
Prof. Nitsch na wstępie swych uwag o stosunkach językowych
zaznacza, że na omawianym terenie język nie jest czemś rozstrzygającem
o narodowości, ale była tern raczej religia. Unici uważali się za Polaków,
prawosławni za „russkich“, Ukraińców nie znano, Między Podlasiem
a Ziemią Chełmską jest jednak pewna różnica. Język małoruski czyli
„chachłacki“ sięga na Podlasiu istotnie po linię Sarnaki — Międzyrzecz
ale Radzyń jest już zupełnie polski. Inaczej natomiast w guberni chełm­
skiej. Już linia wycięta przez rząd rosyjski szła za daleko na zachód,
ale traktat brzeski poszedł jeszcze dalej. Zarówno na podstawie mapy
Wiercieńskiego, jak rosyjskiej Francewa widać, że jedynie wzdłuż sa­
mego Bugu przeważa język małoruski, ale z tendencyą na całym rym
obszarze do zastąpienia go językiem polskim. Wogóle w ciągu wieków
nastąpiło przesunięcie języka polskiego dalej na wschód, wcześniejsze
w Małopolsce po San, późniejsze z nad Wieprza po Bug, ale oczywiście
pretensye ruskie do Lublina to zwykłe brednie. Na Podlasiu przesunię­
cie takie nie nastąpiło. Tak przedstawiają się bezstronnie stosunki języ­
kowe, natomiast o ile idzie o świadomość narodową, wszystko przeważa
na naszą korzyść.
Dr. K. S o c h a ii i e w i c z przedstawił obraz cyfrowy dyecezyi pod­
laskiej w okresie powstania styczniowego. Z ogółu ludności 400 000 przy­
pada na rz. kat. 61 '/* prc., gr. kat. 23»'2 prc., żydów 133/4 prc. Dyecezya
podlaska była tworem sztucznym, gdyż powstała głównie z części przy­
należnej niegdyś do dyecezyi łuckiej i innych zachodnich obszarów. Na
obszarze pięciu dekanatów wschounich nad Bugiem łacinnicy wynosili
46 prc. Charakterystyczne jest osiedlenie się unitów nad Bugiem, wdzie­
rające się w dorzecza Krzny w głąb Podlasia. Powstanie tego klina na
obszarach stosunkowo późno kolonizowanych, tłómaczy się jako pochód
* kolonizacyjny z Polesia przez Bug. W dyskusyi prof. Czekanowski wska­
zał, że przypuszczenie powyższe pokrywa się z wynikami antropologii,
które wykazują u ludności nad rzeką Krzną wybitną cechę krótkogłowości.
Dnia 6. czerwca 1918 r. wygłosił prof. Adam Maurizio odczyt
p. t. Zboże, chleb a ludoznawstwo Prelegent rozpoczął swe
ciekawe wywody od uwag ogólnych o dawności rolnictwa. Przypusz­
czano do niedawna, iż.ludzkość przechodziła okresy myśliwstwa, paster­
stwa i rolnictwa. Teorya 3-okresowa pełna sprzeczności nie utrzymała
się. Nowsze zapatrywania nadają roślinom w pożywieniu większe zna­
czenie. Odróżniamy dzisiaj okresy: pierwotnego nabywania czyli zbie­
raczy, gospodarstwa okopowego i gospodarstwa pługowego. Gospodar­
stwo okopowe posługuje się kopaczką, z niej się rozwinął pług. Każde
z tych gospodarstw cechują rośliny i przyrządzenie potrawy. Cały zastęp
polskich pisarzy wymienia rośliny zbieraczy: orzechy, żołędzie, jagody,
3 gatunki szczawiu, 2 lebiody, powoje, liście pokrzywy, łodygi barszczu,


318



Sprawozdanie z czynności Wydziału Tow. Ludoznawczego we Lwowie.
wyki, groch i wiele innych. Najważniejszemi były w oczach zbieraczy
jednakże owoce traw: trzcina, trawa kanarkowa, perz; na wybrzeżach
morskich zaś Carex arenaria, Psauma maritima i P. villosa, Elemus arenarius i E. giganteus. Rozłogi, kłącze, owoce, nasiona, liście i pączki
lecz i kora drzewna służyły do sporządzania polewki i bryji ; całkowity
spis byłby znacznie większym. Do traw tu przynależnych rosnących na
wielkich przestrzeniach, zbieranych w wielkich ilościach zalicza się na­
sza kasza czyli manna i północno amerykański dziki ryż. Niestety dziki
ryż jest znacznie lepiej opracowany naukowo, niźli dla Polski tak cha­
rakterystyczna manna. Gospodarstwo pierwotnego nabywania było powszechnem na całej kuli ziemskiej.
Odpadki roślin około pierwotnych siedzib pozostałe, rozwijają się
w rośliny uprawy okopowej. Nawiązuje się tu pierwotna hodowla prosa
w szerszem znaczeniu, różne gatunki Bromus, Teff, Dogussa, trawa ka­
narowa, wreszcie owies, kukurydza, ryż oraz strączkowe. Bardzo już
wcześnie i nasze zboża tu występują. Zupełnie podobnie jak w czasach
wyłącznego użytku polewki i bryji czyli kaszy używał w tym okresie
człowiek wiele owoców i nasion do sporządzania placków i bryji.
Ten proces i dalej się odbywa. Coraz więcej roślin człowiek wy­
klucza, jako niezdatnych do wyrobu placków i chleba i dotarliśmy do
dzisiejszego gospodarstwa pługowego. Panuj0 teraz zboże chlebowe
a od 2000 lat jest ono pożywieniem nie ogólnem, lecz noczątkowo po­
żywieniem zamożnych i najzamożniejszych. Walka dzisiejsza między
pszenicą a żytem, chlebem białym a czarnym skończy się zwycięstwem
chleba białego.
Z temi zmianami pożywienia są ściśle związane postępy obróbki
ziarna i wypieku, które prof. Maunzio szczegółowo wyjaśniał. Okresy
gospodarcze, o których tu mowa, powinny należeć do szkolnego wy­
kształcenia. Lecz sami rolnicy mało o nie dbają. Nawet w wyższych
studyach rolniczych przeważają, jeśli nie panują praktyczne zastosowa­
nie i recepta nad wszelką teoryą.
Odczyt opracowany bardzo wyczerpująco illustrował prelegent licznemi demonstracyami, a mianowicie okazaniem próbek różnych chlebów
głodowych, wielu gatunków kasz, oraz typów wypiekanych placków od
przedhistorycznych do współczesnych. Obok tego przedstawił prof. Maurizio reprodukcye narzędzi rolniczych, służących do obrabiania ziarna.
Nad odczytem rozwinęła się bardzo ożywiona dyskusya, w której za­
bierali głos prof. Nitsch, prof. Czekanowski, dr. Fischer, p. Nitschowa,
prof. Bruchnalski i prelegent.
Siódme posiedzenie naukowe Towarzystwa ludoznawczego we
Lwowie, odbyło się 13. czerwca 1918 r., w sali Instytutu antropologi­
cznego. Odczyt wygłosił dr. Adam Fischer, pt. Wyobrażenia
ludowe o zapowiedziach śmierci- Prelegent zaznaczywszy we
wstępie, że śmierć, jako następstwo działania sił zaziemskich, zapowia­
dają wedle wyobrażeń ludowych niezwykłe oznaki, przeszedł do analizy
tych różnych przesądów. Wśród przepowiedni tych najczęstsze jest dzi­
wne zachowanie się zwierząt.
Szczególnie powszechnie uważa się za niezawodną wróżbę śmierci —
wycie psa i kopanie jam koło domu. Śmierć zapowiada również, gdy koń
grzebie nogą, lub kret ryje w kierunku od domu, a nie ku domowi, bo
wtedy oznacza to urodziny. We wszystkich tych przesądach możemy
zauważyć ponownie, znaczenie momentów symbolicznych. Kret, pies
i koń stają się zwiastunem śmierci nie tylko ze względu na swe dziwne
cechy zewnętrzne, ale szczególnie przez swe kopanie w ziemi, grzebanie
lub rycie, które w umyśle ludzkim kojarzy się z zagrzebaniem, a więc
śmiercią. Także wiele ptaków uważa się za zwiastunów śmierci, zwła­
szcza wtedy, gdy mają dziwny charakterystyczny wygląd zewnętrzny
i zachowanie się, jak np. : cała rodzina sów i puszczyków, kruków, wron
i kawek, a obok nich pewną rolę odgrywają kukułka, sroka, dzięcioł,

— 319 —

Sprawozdanie z czynności Wydziału Tow Ludoznawczego we Lwowie.
sojka i jaskółka. Kura, gdy pieje, wróży niezawodnie nieszczęście
i śmierć, dlatego trzeba czynić specyalne zabiegi przeciw temu, nawet
przez ewentualne jej zabicie. Rzadziej spotyka się analogiczne przesądy
0 wężu, łasicy, świerszczu, żabie i ćmie zwanej „trupią główką“. Obok
zwierząt zapowiadają śmierć wszelkie dziwne, niewyjaśnione odgłosy,
hałasy i stukania w domu, spadanie obrazu ze ściany, przyćmiony blask
świecy lub dym unoszący się k i drzwiom ze świecy zgaszonej po osta­
tniej komunii, wreszcie wiele wydarzeń niezwykłych w codziennych za­
jęciach rolnych i gospodarskich, gdy komuś cienia braknie, gdy się na
ręce pokaże żółta plama, gdy ciało zmarłego nie sztywnieje, a wogóle
gdy się ma sny złowróżbne. Trafia się też wiele lokalnych wyobrażeń,
bardzo różnorodnych.
,
, ,.
Na podstawie dokładnej analizy całego materyału polskiego, jak
też ościennego i pokrewnego stwierdził prelegent różnicę między folk­
lorem Polski wielkopolskiej, małopolskiej, śląskiej, kaszubskiej i ku­
jawskiej z jednej strony, a mazowieckiej, litewskiej, białoruskiej i małoruskiej z drugiej. Wskazał też na charakterystyczne analogie folkloru
polskiego z oldenburskim i bretońskim, które po przeprowadzeniu do­
kładniejszych poszukiwań pozwolą ustalić stąd pewne wnioski.
Nad odczytem przeprowadzono ożywioną, pełną ciekawych uwag
1 wskazówek dyskusyę, w której zabierali głos prof Jurkowski prof.
Gubrynow.cz, dr. Koller, prof. Nitsch, p. Nitschowa, prof. Czekanowski i prelegent.

V. Zmarli członkowie.
W ostatnich latach poniosło Towarzystwo Ludoznawcze istotnie
bardzo wielkie straty. Wspomniano już o nich częściowo w sprawozda­
niu odczytanem na Walnem Zebraniu w r. 1917. Niektóre z tych zgonów
dotykają nas szczególnie bezpośrednio i boleśnie, jak śmierć dra Fran­
ciszka Krče ka, zmarłego dnia 12. marca 1916 r. w Nowogrodzie
w Rosyi, gdzie przebywał zmuszony wskutek wypadków wojennych.
„Lud“ i Towarzystwo ludoznawcze miało w nim od pierwszych chwil
swego istnienia wiernego przyjaciela i dzielnego współpracownika Jesz­
cze tom XX „Ludu“ zawiera cały szereg cennych jego notatek i uwag,
wydanych z teki pośmiertnej. Równie dotkliwie odczuliśmy tragiczny
zgon Ełmunda Kołodziejczyka, który w r. 1915 poległ w ^wal­
kach nad Sanem. Autor „Bibliografii słowianoznawstwa polskiego“ za­
miłowany szczególnie w kreśleniu dziejów polskiego słowianoznjtwstwa
i polonofilstwa słowiańskiego, ma dla etnografii bardzo wielkie zasługi,
jako badacz stosunków narodowych, gospodarczych, oświatowych i po­
litycznych na polskich kresach południowych. Na podstawie tych samo­
dzielnych badań powstały tec doskonałe studya o ludności polskiej na
Węgrzech. Tragizm chwili dziejowej chciał, że wielki apostoł wspólności
słowiańskiej poległ od kuli bratniej. Wskutek zgonu Bolesława
Adama Baranowskiego zmarłego w październiku 1916 r. straci­
liśmy nietylko dzielnego członka Wydziału Towarzystwa, ale szczerze
miłującego nauki etnograficzne, który w swych sferach nauczycielskich
szerzył zawsze zainteresowanie dla folkloru i etnologii i starał się pozy­
skiwać nam jak najliczniejsze rzesze członków i współpracowników. Był
on jednym z pierwszych założycieli Towarzystwa, podobnie jak i p. Mi­
kołaj Rybowski, dyrektor szkoły kolejowej, autor doskonale oprą
cowanych „Baśni ludu polskiego“ i licznych innych studyów etnogra­
ficznych. Wśród tych pierwszych organizatorów naszego zrzeszenia ubył
nam nadto dyr. Stanisław Rai, który w pierwszych latach rozwoju
Towarzystwa bardzo się zasłużył przez umiejętną i sprężystą akcyę finan­
sową. Z grona dawnych przyjaciół naszych ubyli nadto dyr. Bronisław
Gustawicz i dyr. Stanisław Schneider. W wydanych dotąd to­
mach „Ludu“ znajdujemy cały szereg cennych ich prac. Szczególnie Gu— 320 —

Sprawozdanie z czynności Wydziału Tow. Ludoznawczego we Lwowie.
stawicz, jako zbieracz materyałów etnograficznych ścisły i dokładny, a posłu­
gujący się zawsze właściwą metodą etnograficzną, madla badań polskich na
polu etnologii bardzo dużą zasługę. Nie sposób pominąć wreszcie je­
szcze jednego pracownika, który wprawdzie w zupełnie innej dziedzi.iie
tak wybitnie się odznaczył, ale i dla etnografii pracował, a był nim dyr.
Wojcjech Kętrzyński, który zebrał wiele ciekawych materyałów
w swej książeczce o pruskich Mazurach, etnografią zawsze bardzo żywo
się zajmował, a w swych wydawnictwach dawnych pomników dziejowych
polskich dał nam tak wiele materyałów także dla polskich badań etno­
logicznych. W ostatnich wreszcie miesiącach, już w r. 1918, poniosła nietylko Polska, ale wogóle etnologia niepowetowaną stratę wskutek tra­
gicznego zgonu Bronisława Piłsudskiego, który utonął w Se­
kwanie. Znany z licznych swych prac o folklorze Ajnów i Gilaków zaj­
mował się w ostatnich latach także etnografią polską i rozwinął bardzo
ożywioną działalność jako sekretarz sekcyi etnograficznej w komisyi
antropologicznej Akademii Umiejętności. Pomieszczał także liczne prace
w „Ludzie“, a był jednym z tych nielicznych szczerych naszych przyja­
ciół, którzy starają się zjednać Towarzystwu Ludoznawczemu jak naj­
więcej członków i współpracowników. W latach podeszłych już nieco,
duchem i energią był tak zawsze młody, że stratę jego odczuwa się tern
boleśniej i tern żywiej. Nadto straciliśmy w powyższym okresie wielu
jeszcze członków naszego Towarzystwa, o których wspomniano w spra­
wozdaniu na Walnem Zgromadzeniu w r. 1917. Dodatkowo trzeba za­
znaczyć ubytek z naszego grona tak zasłużonych pracowników, jak śp.
Bronisław Czarnik, Bolesław Eulenfeld, Mieczysław Kiersz, Juliusz Starkel i Józef Uleniecki. Cześć ich pamięci 1

VI. Stan majątkowy.
Fundusze Towarzystwa pozostawały w całym tym okresie w sta­
nie bardzo opłakanym, a każdy budżet kończył się bardzo znacznym
deficytem wobec licznych długów w drukarni. W tych warunkach byłoby
trzeba już dawno zawiesić organ Towarzystwa, gdyby nie udzielane subwencye. Wśród nich na pierwszem miejscu należy wymienić subwencyę
Kasy im. Józefa Mianowskiego w kwocie 2.000 mk. przyznaną
członkowi Komitetu redakcyjnego, prof. J. Czekanowskiemu.
Obok tego dostawaliśmy w latach 1911—1913subwencye z Wydziału Krajo­
wego, Rady m. Lwowa i Ministeryum wyznań i oświaty. Od r. 1914Ministeryum
subwencye swe wstrzymało, nie dostaliśmyteż subwencyi z Rady m. Lwo­
wa, aż w r. 1916 w kwocie skromnego zasiłku 200 koron. W obec tego,
że wskutek wypadków wojennych członkowie rozprószyli się, a Galicya
przez długie miesiące odcięta była dla normalnego ruchu pocztowego —
nie wpływały też prawie zupełnie wkładki do Towarzystwa. W tych wa­
runkach subwencya Kasy im. Mianowskiego ratuje nas od upadku i dla­
tego imieniem Zarządu Towarzystwa Ludoznawczego wyrażamy jej jak
najgorętsze podziękowanie.
Poniżej przytoczone zestawienia kasowe niech dopełnią obrazu
naszego stanu finansowego :

- 3Ź1 —

21

CL
J
I.
II.
III.

IV.
V.
OJ
tSJ

Bilans kasowy za rok 1911.

TYTUŁ

Szczeg.
K

Reszta kasowa z r. 1910...............
Wpisowe i wkładki członków . . .
Subwencye:
1) Rady kr. stół. m. Lwowa . .
2) Sejmu Krajowego
...............
3) Ministerstwa Oświaty ....
Dochód z wydawnictw Towarz. .
Przebieżne.........................................
'—--' ---- ----

Razem
h

K

cL

Szczeg.

TYTUŁ

K

h

114 37
431 56
500 —
500 —
400 —

Rozchód.

1.400
292,57
183 89

i.

u.

ni.
IV.

Wydatki administracyjne :
1) koszta lokalu i obsługi . . .
2) portorya i drobne wydatki . .
3) podatek.....................................
Wydatki na czasop. »Lud“:
Ï) druk, paoier,’broszur., klisze .
2) honorarya autorskie...............
3) ekspedycya......................
Przebieżne.........................................
Reszta kasowa z 31/XII 1911

h

Lwów, 25. czerwca 1914.

Boi. Lewicki.
Józef Pelczarski.
Dr. Karol Badecki.

K

h


378 —
149 85
1 85
903 57
230 —
112 72

2.422 39

Komisya rewizyjna po sprawdzeniu rachunków stawia
następujące wnioski:
Walne Zgromadzenie uchwala:
1) zatwierdzić przedłożone zamknięcia rachunkowe,
2) udzielić zarządowi absolutoryum.

Razem

Lwów, w czerwcu 1914

Adam Fischer
skarbnik.

529 70

1.246 29
246 52
399 88
2.422 39

Sprawozdanie z czynności Wydziału Tow. Ludoznawczego we Lwowie.

Przychód.

Bilans kasowy za rok 1912.

TYTUŁ

Szczeg.
K

I.
Iiiii.

IV.
V.
VI.

Reszta kasowa z r. 1911...............
Wpisowe i wkładki członków Subwencye:
1) Rady miejsk. stół. m Lwowa
2) Sejmu Krajowego ....
3) Ministerstwa Oświaty
Dochód z wydawnictw Towarz.
Odsetki od lokacyi...................
Przebieżne..................................

OJ
l\J
OJ

Razem
h

K

d.

i.

1.400 —
46 88
3 72 ni.
431 86 IV.
2.667 15

Komisya rewizyjna po sprawdzeniu rachunków stawia
następujące wnioski:
Walne Zgromadzenie uchwala:
1) zatwierdzić przedłożone zamknięcia rachunkowe,
2) udzielić zarządowi absolutoryum.

Boi. Lewicki.
Józef Pelczarski.
Dr. Karol Badecki.

Wydatki administracyjne:
1) koszta lokalu
.....
2) portorya i drobne wydatki. .
Wydatki na czasop. „Lud“:
1) Druk i klisze......................
2) Ekspedycya ......
Przebieżne .
..............................
Reszta kasowa z 31/XII. 1912 . .

Razem

Szczeg.
K

ii.

Lwów, 25. czerwca 1914.

TYTUŁ

h

399 88
384 81
500
500 —
400 —

Rozchód.
h

413 60
269 27
605 52
95 38

K

682 87
700 90
210 85
1.072 53
2.667 15

Lwów, w czerwcu 1914.

Adam Fischer
skarbnik.

h

Sprawozdanie z czynności Wydziału Tow. Ludoznawczego we Lwowie.

Przychód.

CL
J
I.
11.
111.

IV
V.
VI.

Bilans kasowy za rok 1913.

TYTUŁ

Sicze*.
K

Reszta kasowa z r. 1912...............
Wkładki członków...............
Subwencye:
1) Rady Miejsk. stół. m. Lwowa
2) Ministerstwa Oświaty ....
3) jWP. Prof. A. Kryńskiego . •
Dochód z wydawnictw...................
Odsetki od íokacyi..........................
Przebieżne.........................................

Razem
h

K

d.

500 —
400 —
100 — 1.000 —
45 62
4 35
344 75
2.957 31

Komisya rewizyjna po sprawdzeniu rachunków stawia
następujące wnioski :
Walne Zgromadzenie uchwala:
1) zatwierdzić przedłożone zamknięcia rachunkowe,
2) udzielić zarządowi absolutoryum.

Boi. Lewicki.
Józef Pelczarski.
Dr. Karol Badecki.

TYTUŁ

h

1.072 53
490 06

Lwów, 25. czerwca 1914.

Rozchód.

Wydatki administracyjne:
1) Lokal i przeprowadzenie . .
2) Portorya i drobne wydatki .
u. Wydatki na czasop. „Lud“ :
1) Drukarnia..................................
2) Honoraryum autorskie ....
3) Ekspedycya..............................
ni. Przebieżne......................................... '
IV. Reszta kasowa z 31/XI1. 1913 . .
i.

Szczeg.

Razem

K

K

h

167
400,49

h

567 49

950 —
59
Ö.Ö 74 1.058 74
350 35
980 73
2.957 31

Lwów, w czerwcu 1914.

Adam Fischer
skarbnik

Sprawozdanie z czynności Wydziału Tow. Ludoznawczego we Lwowie.

Przychód.

d.
j

Zestawienie kasowe za rok 1914.

T Y T U Ł

Pozostałość kasowa z 31/XI1. 1913
Subwencya Wydz. Kraj. za r. 1913
Wkładki członków...............
• Sprzedaż Wydawnictw............... ...
Odsetki od gotówki ulokowanej
w Pko i bankach..........................
VI. Lokaty w bankach:
a) Pko Wiedeń:
Saldo z 31/X1I. 1913 K 109’57
Podjęto z Pko • • „ 30-—
b) Bank zaliczkowy Lwów L.
3338 Saldo z 31/XII. 1913
c) Saldo z 31/XI1. 1913, Tow.
wzaj. kred. Lwów L. 10104 .

Szereg.

Razem

K 1h

K |h
980 73 i.
500
u.
141
ni.
152 50 IV.

i.
u.
ni.
IV.
V.

15 34

139 57

TYTUŁ

K
Zapłacono drukarni za „Lud“ . .
Ulokowano w Pko Wiedeń ....
Portorya, urgensy i drobne wydatki
Saldo majątkowe z 31/XII 1914: .
a) W kasie gotówką...................
b) W Pko Wiedeń.......................
c) Bank zaliczkowy Lwów L.
3338 .........................................
d) Tow. wz. kred. Lwów L. 10104

Razem

Szczeg.
h

K

h

800
30
133 61
181 85
181 99
45 34
606 14 1.015 32

45 34
4 45

189 36
1.978 93

Komisya skontrująca po sprawdzeniu rachunków i stwier­
dzeniu ich zgodności z księgami kasowemi stawia nastę­
pujące' wnioski:
Walne Zgromadzenie uchwala
1) Zatwierdzić przedłożone zamknięcia rachunkowe.
2) Udzielić zarządowi absolutoryum.

Dr. W. Rolny.

d-

Wydatki.

Dr. K- Badecki.

1.978 93
Lwów, 23. czerwca 1917.

Adam Fischer
skarbnik.

Sprawozdanie z czynności Wydziału Tow. Ludoznawczego we Lwowie

Dochody.

cL
-J
i.

u.
HI.
IV.

Zestawienie kasowe za rok 1915.
K

Pozostałość kasowa z 31/XII. 1914
a) W kasie gotówką..................
b) w PKO Wiedeń......................
c) Bank zaliczkowy Lwów . . .
d) Tow. wzaj. kred. Lwów . . .
Wkładki członków...................
Sprzedaż Wydawnictw
Odsetki od gotówki ulokowanej
w PKO i bankach .

Oj

Razem

Szczeg.

TYTUŁ

h

K

h

(X
J
i.

181 85
181 99
45 34
606 14

1015 32 ii.
160 33 hi.
20 24
31 23

Wydatki.
Szczeg.

TYTUŁ

K
Koszta Wydawnictwa „Lud“ .
. .
a) Drukarnia..................................
b) Ekspedycya......................
c) Honorarya..............................
Wydatki administracyjne...............
Saldo majątkowe z 31/XII. 1915. .
a) W kasie gotówką...................
b) w PKO Wiedeń...................
c) Tow. wzaj. kred. Lwów .
d) Bank zaliczkowy, Lwów

h

258 52
45 78
100 —
100 99
298 85
284 51
45 34

1227 12

řsj

Razem
K

h

404 30
93 13

I
729 69
1227 12

O

Komisya skontrująca po sprawdzeniu rachun ków i stwierdzeniu ich zgodności z księgami kasowemi stawia nastę­
pujące wnioski:
Walne Zgromadzenie uchwala:
1) Zatwierdzić przedłożone zamknięcia rachunkowe.
2) Udzielić zarządowi absolutoryum

Dr. W. Rolny.

Dr. K- Badecki.

i

Lwów, 23. czerwca 1917.

Adam Fischer
skarbnik.

I

Sprawozdanie z czynności Wydziału Tow. Ludoznawczego we Lwowie.

Dochody.

CL
Ji

T Y T

U Ł

Pozostałość kasowa z 31/X11. 1915
a) W kasie gotówką...................
b) W PKO Wiedeń......................
c) Tow. wzaj. kredytu Lwów . .
d) Bank zaliczkowy Lwów . . .
u. Subwencye :
a) Wydziału krajowego .
b) Rady m. Lwowa
ni. Wkładki członków.......................
IV. Dochód ze sprzedaży wydawnictw
V. Pobrano z PKO w ciągu roku 1916
VI. Odsetki od lokat w Pko i bankach
i.

Szczeg

Razem

K !h

K !h

100 99
298 85
284 51
45 34
1000 —
200

729 69
1200
56 —
136 50
20012lj90
2344 09

ci
Ü
1.
11.
111.
IV.

Wydatki.
K

Druk Wydawn. „Lud“
Ulokowano w PKO ....
Portorya, urgensy i drobne wydatki
Saldo majątkowe z 31/X1I. 1916
a) W kasie gotówką...................
b) W PKO Wiedeń...............
c) Tow. wzaj. kred. Lwów
d) Bank zaliczkowy Lwów

, Dr. W. Rolny_

Dr. K Badecki.

h

K

h

487 22
200
115 28
1263 35
130 23
102 67
45 34

1541 59

2344 09

I
Komisy a skontrująca po sprawdzeniu rachunków i stwier­
dzeniu ich zgodności z księgami kasowemi stawia nastę­
pujące wnioski:
Walne Zgromadzenie uchwala:
1) Zatwierdzić przedłożone zamknięcia rachunkowe.
2) Udzielić zarządowi absolutoryum.

Razem

Szczeg

TYTUŁ

Lwów, w czerwcu 1917.

Adam Fischer
skarbnik.

Sprawozdanie z czynności Wydziału Tow. Ludoznawczego we Lwowie.

Zestawienie kasowe za rok 1916.

Dochody.

Spis członków
w latach 1911—1918.
A). Członkowie honortayi.
Włodzimierz hr. Dzieduszycki.
Antoni Kalina,
t Jan Karłowicz.

17. Bizoń Franciszek, Lwów.
18. Blatt Gustaw, Lwów.
19. Blinkiewicz J. B. Rytwiany, San­
domierskie
20. Borowiecka Tekla. Chrzanów.
B). Członkowie założyciele.
21. Bruchnalski Ktrzimierz, Lwów.
22. Bruchnalski Wilhelm, Lwów.
Biblioteka Kórnicka.
23. Brziga Woje.ech, Zakopane.
Adam Ks. Czartoryski, Kraków.
24. Bugiel Włodzimierz, Paryż.
Michał Rygier, Kraków.
25. Bystroń Jan Stanisław, Kraków.
C). Członkowie korespondenci. 26. Chybifiski Adolf, Lwów.
27. Ciastoniówna Zofia, Kraków.
Baudouin de Courtenay J., Peters­ 28. Cieplik Józef, Kraków.
burg.
29. Cisek Marceli, Brzesko.
Bartosz Franciszek, Berno.
30. Ciszewski Stanisław, Warszawa.
Bołsunowski Karol, Kijów.
31. Czapczyński Tadeusz, Stani­
Bruckner Aleksander, Berlin.
sławów.
Cerny Adolf, Praga.
32 Czarnik Bronisław, Lwów.
Haberlandt Michał, Wiedeń.
33. Czartoryski Jerzy, Wiązownica.
Niederle Lubor, Praga.
34. Czechowski Antoni, Biały Ka­
Polívka Jerzy, Praga.
mień.
Čenek Zibrt, Praga.
35. Czekanowski Jan, Lwów.
36. Czołowski Aleksander, Lwów.
D). Członkowie zwyczajni.
37. Czytelnia polska akademików
1 Adwentowska Helena, Dębniki.
górniczych w Leoben.
2. Allerhand Maurycy, Lwów.
38 Czytelnia uczniów gimn. św.
3. Andruszewski Józef, Lwów.
Anny, Kraków.
4. Antoniewicz Włodzimierz, Kra­ 39. Dąbrowski Tadeusz, Kraków
ków.
40. Dąbski Jan, Warszawa.
5. Badecki Karol, Lwów.
41. Depowski Józef, Zakrzówek, p.
6. Badeni Stanisław Henryk, Lwów.
Dębniki.
7. Bal’ Stanisław, Lwów42. Dobrzycka Eleonora, Polanka
8. Baranowska Cecylia, Kraków.
Hallerowska, p. Skawina.
9. Baranowski Bolesław Adam,
43. Dobrzycki Stanisław, Fribourg.
Lwów.
44. Domagalska Karolina, Cieszyn.
10. Bayger Jan Aleksander, Lwów. 45. Drewko Józef, Suchodół, p.
11. Beck Józef, Limanowa.
Krosno.
12. Bełza Witold, Lwów.
46. Dybowski Benedykt, Lwów.
13. Biechoński Wojciech, Lwów.
47. Dyrekcya Akademii sztuk pięk­
14. Biedrzycki Stefan, Warszawa.
nych, Kraków.
15. Bieleś Jan, Podgórze.
48. Ekert Józef, Jarosław.
16. Ks. Biłko Leopold, Dziedzice.
49. Estreicher Stanisław , Kraków.

Î

328 —

Sprawozdanie z czynności Wydziału Tow. Ludoznawczego we Lwowie.

50. Eulenfeld Bolesław, Lwów.
51. Faliński Jan, Brzezinka.
52. Finkel Ludwik, Lwów.
53. Fischer Adam, Lwów.
54. Flach Marya, Podgórze.
55. Froń Adam, Humniska p. Brzo­
zów.
56. Garbaczyńska Celina, Podgórze.
57. Gąsiorowski Kazimierz, Lwów.
58 Gawełek Franciszek, Kraków.
59. Gimnazyum w Buczaczu.
60. Gimnazyum II we Lwowie.
61 Gimnazyum VIII we Lwowie.
62. Gimnazyum w Sanoku.
63. Gimnazyum w Rawie ruskiej.
64. Giżycka B. Zakopane.
65. Gluziński Tadeusz, Lwów.
66. Głąbiński Stanisław, Lwów.
67. Gonet Szymon, Przeworsk.
68. Görtz Jan, Lwów,
69. Goyski Maryan, Kraków.
70. Gubrynowicz Bronisław, Lwów.
71. Gubrynowicz Kazimierz, Lwów.
72. Gustawicz Bronisław, Podgórze.
73. Gworek Jan, Gołkowice p. Swo­
szowice.
74. Hahn Wiktor, Lwów.
75. Haupt Ludwik, Ułaszkowce.
76. Heczko Bogusław, Cieszyn.
77. Heczko Jan, Koszarzyska p. Ja­
błonków78. Jakubowski Kazimierz, Lwów.
79. Janiewicz Orest, Starodub.
80. Janik Michał, Kraków.
81. Janowski Zygmunt, Czernichów.
82. Janusz Bohdan, Lwów.
83. odłowski Kazimierz, Podgórze.
84. Jurkowski Błażej, Lwów.
85. Kaczmarczyk Kazimierz, Kraków.
86. Kalityfiski Mieczysław, Kamionka
Strumiłowa.
87. Kallenbach Józef, Kraków.
88. Karpiński Izydor, Wadowice.
89. Kasyno narodowe, Lwów.
90. Kętrzyński Wojciech, Lwów.
91. Kiełbusiewicz Bronisław, Lwów.
92. Kiersz Mieczysław, Lwów.
93. Klinger Witold, Kijów.
94. Kolbuszowski Edmund, Lwów.
95. Kółko Historyczne słuchaczy
Uniw. Jagiellońskiego. Kra­
ków.
96. Koło Polonistów uczniów Uniw.
Jagiellońskiego, Kraków.
97. Korytowski Mora Witold, Wie­
deń.
98. Kossowski Stanisław, Opatów.
99. Kostkiewicz Kazimierz, Szczerzec.

100. Kotiers Zdzisław, Lwów.
101. Krček Franciszek, Lwów.
102. Ks. Krechowicz Józef, Lwów.
103. Krogulski Władysław, Lwów.
104. Kryński Stefan, Warszawa.
105. Kryński Włodzimierz, Mińsk.
106. Kryński Adam Antoni, War­
szawa.
107. Krzanowska Marya, Podgórze.
108. Krzywicki Ludwik, Warszawa.
109. Kulczycki Roman, Sambor
110. Kunzek Roman, Lwów.
111. Ks. Kuryś Michał, Lwów.
112. Langier Antoni, Bruksela.
113. Leciejewski Jan, Lwów.
114. Leszczyński Jan, Lwów.
115. Lewicki Bolesław, Lwów.
116. Łempicki Stanisław, Lwów.
U7. Londzin ks. Józef, Cieszyn.
118. Łoś Jan, Kraków.
119. Lubomirski ks. Andrzej, Lwów.
120. Łyskowski Ignacy, Warszawa.
121. Machniewicz Stanisław, Lwów.
122. Mączewski Przemysław, War­
szawa.
123. Madeyski Kar., Wola Justowska.
124. Malinowski Bronisław, Londyn.
125. Mallik Włodzimierz, Lwów.
126. Marcinowski Antoni, Pistyń.
127. Matejowski Michał, Buczacz.
128. Matkowski Wład. Mołotków.
129. Matoga Jan ks. Marcy poręba
p. Brzeźnica.
130. Matusiak Szymon, Lwów.
131. Maurizio Adam, Lwów.
132. Mazur Józef, Buczacz.
133. Mazur Wawrzyniec, Żernica
Wyżna.
134. Mierzwiński Kazimierz, Maszkienice p. Biadoliny.
135. Mleczko ks. Jan, Przecław.
136. Mleczko Teofil, Kraków.
137. Morozowicz Teofil, Jagielnica.
138. Muzeum ks. Czartoryskich, Kraków.
_
139. Muzeum hr. Dzieduszyckich,
Lwów.
140. Nartowski Wacław, Brzozów.
141. Nawalany Julian, Kraków.
142. Niemiec Jan, Lwów.
143. Nitsch Kazimierz, Lwów.
144. Nowak Paulina, Podgórze.
145. Owczarski Jakób, Lwów.
146. Pająk Jan, Kraków.
147. Palczewski Tadeusz, Szaflary.
148. Pawlikowski Jan Gwalbert,
Lwów.
H9. Pawłowski Stefan, Lwów.
150. Pawłowski Stanisław, Lwów.

- 329 —



Sprawozdanie z czynności-Wydziału Tow Ludoznawczego we Lwowie.

151. Pazdro Zbigniew, Lwów.
152. Pelczar Józef ks. Biskup, Prze­
myśl.
153. Pelczarski Józef, Lwów.
154. Petri Wilhelm, Lwów.
155. Petro w A., Orsk.
156. Piepes-Poratyfiski Jan, Lwów.
157. Pietrzykowski Józef, Bochnia.
158. Piłsudski Bronisław, Paryż.
159. Pini Tadeusz, Lwów.
160. Podgórski Jan, Szczakowa.
161. Polaczek Stanisław, Krzeszo­
wice.
162. Połoszynowicz Włodzimierz,
Lwów.
163. Postel Paweł, Lwów.
164. Potocki hr. Emil, Lwów.
165. Poznański Zygmunt, Lwów.
166. Pracki Witold, Międzyrzecz, gu­
bernia siedlecka.
167. Pruchnik Józef, L,\ów.
168. Przybyła Jan, Lwów.
[69. Pyrek Jan, Jasło.
170. Rehman Antoni, Lwów.
171. Reiman Henryk, Jaworzno.
172. Rembacz Marcin, Wieliczka.
173. Rolny Wilhelm, Lwów.
174. Romer Eugeniusz, Lwów.
175. Rozwadowski Jan, Kraków.
176. Rydel Antoni, Wieliczka.
177. Rzepecki Stanisław, Lubomierz
p. Niedźwiedź.
178. Saloni Aleksander, Stanisławów.
179. Sapieha Władysław, Krasiczyn.
180..Sawicka Stanisława, Warszawa.
181. Seminaryum nauczycielskie
w Krośnie.
182. Seminaryum i gimnazyum
T. S. L. w Białej.
183. Semkowicz Aleksander, Lwów.
184. Serwatowska Janina, Podgórze.
185. Siemieński-Lewicki hr. Stani­
sław, Lwów.
186. Siemiradzki Józef, Lwów.
187. Siewiński Antoni, Rzeszów.
188. Siwek Michał, Lwów.
189. laski Bolesław, Warszawa.
190. Śniegowska Cecylia, Warszawa.
191. Sochaniewicz Kazimierz, Lwów.
192. Sokalski Bronisław, Lwów.
193. Sokolnická Marya, Lwów.
194. Solańska Kazimiera, Lwów.
195. Soleski Jan, Lwów.
196. Solski Tadeusz, Lwów.
197. Sołtys Mieczysław, Lwów.
198. Sołtys Tadeusz, Lwów.
199. Schnaider Józef, Dziewin p. Mikluszowice.
200. Stączek Stanisław, Kraków.

201. Starkel Juliusz, Lwów.
202. Staszel Walenty, Zakopane.

203. Stęm'eń Józef, Podgórze.
204. Stępień Marya, Podgórze.
205. Stokłosa Józef, Glichów koło
Dobczyc
206. Stopa Andrzej, Tarnopol.
207. Stopa Franciszek, Kraków.
208. Świderska Teresa, Zakopane.
209. Świętek Jan, Kraków.
210. Szarga Stanisław, Kamionka
Strumiłowa.
211. Szczepanowski Witold, Londyn.
212. Szelągowski Adam, Lwów.
213. II. Szkoła realna we Lwowie214. Szmańda J., Ostrów.
215. Tow. Bratniej Pomocy słucha­
czy Politechniki, Lwów.
216. Towarz. naukowe w Płocku.
217. Towarzystwo uniwers. ludo­
wego im. Adama Mickiewi­
cza, Kraków.
218. Towarzystwo „Wiedza", Łódź.
219. Towarzystwo wzaj. pomocy
U. U. J., Kraków.
220. Treter Mieczysław, Lwów.
221. Trojnar Józef, Lwów.
222. Trzciński ks, Gniezno.
223. Udziela Seweryn, Podgórze.
224. Ułaszyn Henryk, Lipsk.
225. Uleniecki Józef, Lwów.
226. Vrtěl Stefan, Lwów.
227. Wałach Michał, Lwów.
228. Warchałowska Jadwiga, Lwów.
229. Wasilewski Zygmunt, Warszawa.
230. Wasylewski Stanisław, Lwów.
231. Wilkiewicz ks. Jan, Kobylanka.
232. Witanowski Michał Rawicz,
Piotrków.
233. Włodzimirski Walery, Lwów.
234. Wojnarówna Monika, Dynów.
235. Wyczyńska Marya, Lwów.
236. Wydz. Rady pow. w Białej.


„ w Borszczowie.
237.


„ w Brzeżanach.
238.


„ w Buczaczu.
239.


„ w Dąbrowie.
240.


„w Dobromilu.
241.


„ w Gorlicach.
242.


„w Kossowie.
243.


„w Krakowie.
244.


„w Lisku.
245.
246.


„ w Pilznie.
247.


„w Rohatynie.


„w Sanoku.
248.
249.


„ w Sokalu.
250.


„ w Turce.


„ w Wadowicach251.
252.


„w Złoczowie

— 330 —

Sprawozdanie z czynności Wydziału Tow. Ludoznawczego we Lwowie.

253. Wysłouch Bolesław, Lwów.
254. Zahorski B., Kraków.
255. Zakrzewski Stanisław, Lwów.
256. Zaleski Juliusz, Lwów.
257. Załęcki Artur, Lwów.
258. Załuski Jan, Tylmanowa.
259. Zarewicz Stanisław, Lwów.

260. Zawilifiski Roman, Kraków.
261. Żelazny Stanisław, Kraków.
262. Żmigrodzki Michał, Sucha.
263. 7ubrzycki Jan Sas, Lwów.
264. Żurawski Kazimierz, Lwów.
265. Zych Franciszek, Buczacz.
266. Żywiec Tomasz, Lwów.

— 331 —

OMYŁKI
„Lud” T. XIX.
str. 76 wiersz 1 z góry
«
U

11
»
90 »
i^
»
W
97 »
*7 »
»
6 z dołu
98 „
» 102 w przypiskach

DRUKU:

zamiast:

ma być:

1437
1447
w krwi i pocie
o krwi i pocie
zwowieniu
zwonieniu
pana przemówi
panu przemówi
czuć
szczuć
w oznaczeniu cytatów B) i >) zamienić następstwo

„Lud“ T. XX.
1 w przypiskach
na wstępie
na końcu
10 w przyp. w. 2 z d. sskażą
skażą
12 wiersz 17 z góry chłop
chłopy
11
18 ”
jakby
prawie
V
5
.
36 „
16 z dołu opisuje
tak opisuje
11
Darmośmy
42 „
darmośmy
7 „
11
20 z góry panu
46 „
pana


6 z dołu rzeczy
rzeczeć
11
łł
47 „ ■ 11 z góry mikstatni
mikstatnik
ll

9 z dołu szerszych
szczerych
11
ł>
48 »»
uczyni
uczynił
»
1
łł
powszedniego

4 „
powszechnego
11
li
49 „
1 z góry pory
porę
11
51
8 „
gdzie skubie
gdzie ono skubie
11
58 w. 4—6 z góry okresu 2)
znak 2) posłowie: utworach
11
„ wiersz 14

dziesięciu
sześciu
11
dziewięć
pięć
i,
15
,,
11
li
59 łł
po słowie: zresztą dodać: jeśli pominiemy dzieln. śląską
5
,,
11
82 „
3 z dołu
niejako przenośnie
nie jako przenośnię
11
84 „ 4 z d. w przyp. z udzowiskiem
z mrowiskiem
11
86 „
16 z góry z „komedyi rybałtowskiej” z „Komedyi rybałtowskiej”
11
„ 2 z d- w przyp.
Hausen
Hansen
11
11
91 „
6 z dołu
niesiadał
nie siadał(em)
11
93 „ 2 z góry w prz. sią grofem
sie grofem
11
96 „
9 z góry
nieurodzaju
niezwykłej
11
11 •102

10 „
go
je
„ 5 z dołu w prz.
kiermasz
i kermasz
11 104
113

10 z góry
tylko zagrodnika
także zagrodnika
11
mmitis
»
8 „
immitis
>1 114
zjednoczenie
» 117
zjednanie
1


17 „
zupełne skrystalizowane zupełnie skrystalizowane
11 125

20 z dołu
kilka wieków
kilkanaście wieków
11 138
gospodarza
łł
4 ,,
gospodarstwa
»1 139

15 z góry
ale życia
11 144
choć życia

13 z dołu

chłopskiego; chłopa
11
chłopskiego. Chłopa

13 z góry
Hausen
H 155
Hansen.

str.
»

S. 157: W literaturze przedmiotu opuszczono tytuł dzieła:
Krasiński Adam: Geschichtliche Darstellung der Bauernverhältnisse
in Polen und der wirtschaftlichen Reformen im ersten Decenium der
Regierung Stanislaus August (1764—1774), 2 tomy, Kraków. Nakład
autora 1898.
Wydawnictwa poza r. 1911. nie zostały w pracy uwzględnione.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.