d6070844df95a4a4aab0304a040a6a46.pdf

Media

Part of Lud, 19-- , t. 19

extracted text
KWARTALNIK
ETNOGRAFICZNY
©■ LUD ©
ORGAN TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO
ZAŁOŻONY PRZEZ ANTONIEGO KALINĘ,
POD REDAKCYĄ DR. ADAMA FISCHERA.

TOM XIX. — ROK 1913.

WE
VOWIE MCMXV. 0 NAKŁADEM TOWARZYSTWA LUDOZNAW­
CZEGO. 0 SKŁAD GŁÓWNY W WARSZAWIE: E. WENDE I SP., KRA­
KOWSKIE PRZEDMIEŚCWL. 9. 0 DRUKARNIĄ W. A. SZYJKOWSKIEGO.

h

KOMITET REDAKCYJNY „LUDU“ W ROKU 1915 STANOWILI:

DR.

ADAM FISCHER, PROF. ADAM ANTONI KRYŃSKI,
SZYMON MATUSIAK, DR. MIECZYSŁAW TREÎER.

WYDAWNICTWEM KIEROWAŁ: DR. ADAM FISCHER.

SPIS RZECZY.
Drzażdżyński Stanisław.
1

Słowiańskie nazwy miejscowości na Śląsku pruskim

Fischer Adam.
Polskie widowiska ludowe

.

.

31

.

.

153

Malinowski Bronisław.
Totemizm i Egzogamia

.

Nartowski Wacław.
Stan włościański w utworach poetyckich pisarzy polskich
doby renesansowej (XVI wieku) .
.71

Szyszkowski Władysław.
'Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w,

1 < >4

STANISŁAW DRZAŻDŻYŃSKI.

Słowiańskie nazwy miejscowości
na Śląsku pruskim
*).
III. Powiat Kozielski.

Źródła.
Bueschings Magazin, XIII. Teil. Topographie von Schle­
sien 1779.
Codex diplomaticus et epistolaris Moraviae, wyd. Boczka.
Codex diplomaticus Silesiae, szczególnie zaś tomu VII.
część pierwsza i druga p. t. Regesten zur schlesischen Geschichte,
wyd. Gruenhagena.
Damroth, Die aelteren Ortsnamen Schlesiens, Bytom 1896.
Foerstemann, Altdeutsches Namenbuch, Bonn 1900.
Knie i Melcher, Geographische Beschreibung von Schle­
sien und der Grafschaft Glatz, Wrocław 1825—1831.
Miklosich, Die Bildung der slavischen Personennamen,
Wiedeń 1866.
Miklosich, Die Bildung der Ortsnamen aus Personennamen
im Slavischen, Wiedeń 1864.
Miklosich, Die slavischen Ortsnamen aus Appellativen,
1. Wiedeń 1872; II. Wiedeń 1874.
*) Ob. I Powiat Głubczycki, Wisła, X. str 630 -642 i XI. str.
119—133; II. Powiat Raciborski, Wisła, XIX. str. 337—364 i 497—523.

1

Stanisław Drzażdżyński

Miklosich, Etymologisches Woerterbuch der slavischen
Sprachen. Wiedeń 1886.
Nehring) Schlesische Ortsnamen auf -witz (-itz). Wro­
cław 1885.
Pott, Die Personen- und Familiennamen, Lipsk 1833.
Regesta Bohemiae et Moraviae, wyd. Erbena.
Triest, Topographisches Handbuch von Oberschlesien,
Wrocław 1865.
Weinhold, Zur Entwickelungsgeschichte der Ortsnamen im
deutschen Schlesien, Wrocław 1887.
Weitzel, Geschichte der Stadt, Herrschaft und Festung Co­
sel, Berlin 1866.
Wojciechowski, Chrobacya, Kraków 1873.

1. Alt-Cosel, 1335 Antiqua Cosla (ecclesia de A. C.),
1400, 1418 Antiqua Cossla, 1441 in dem Dorfe und Gute Alden
Kozil im Slaventischen Gebiet, 1447 Antiquum Cosią, po polsku
Stare Koźle. Objaśnienie drugiego wyrazu ob. niżej pod
nazwą miasta Cosel. Przymiotnik „Stare" w późniejszych
czasach dodano dla odróżnienia tej miejscowości od później
powstałej osady Koźla.
2. Altvorwerk, polska nazwa Stary Folwark jest dosłownem tłumaczeniem niemieckiej nazwy miejscowości.
3. Amalienhof, po polsku Malchow, przyswojone w uściech
ludu z niemieckiego brzmienia miejscowości.
4. Autischkau, 1223 Cescovo, Cescouo, 1228 Usecowiz, 1295 Vcescou, Ucescov, 1339 Vczeschcow, Vcescow, 1358
Vczescav, Vcescav, Wcescav, Wescav, 1400 Uczeskaw, Vczeskaw,
1418 Utzeskaw, 1447 Uczeschkaw, 1532 Utiescowy, 1679 Ucziskow, 1775 Aulischkau, 1782 Ucziskowiz, Ucziskowa, po polsku
Ucieszków, Uciszków, także Ucieszki, Uciszki, utworzone jest
jako przymiotnik dzierżawczy od imienia osobowego Uciech, po
czesku Utjeh, i to w formie zdrobniałej, które odnieść należy
do słowiańskiej osnowy tjeha, consolatio, Trost, Freude, skąd
także pochodzą nasze rzeczowniki pociecha, uciecha. Por. imiona
osobowe: serbsk. Utjeh, Tiesza, Utjeszen, Utjeszenovicz; czesk.
Tjeh, Utjeh, Uteh, Vteh (Reg.), Utjeszny, Tjesz, Tjeha (imię żeń­
skie), Tjesza, (imię żeńskie), Tjeszek, Tjeszik-, polsk. Ciechan,
Ciechosław, Cechoslaus, Zechoslaus, Teslavus (Reg.), Czesław ;
2

Słowiańskie nazwy miejscowość! na Śląsku pruskim

nazwy miejscowości: czesk. Tjeszin, Tjeszice, Utjeszice, Tjeszov,
Tjeszovice, Utjehov, Utjeszov, Tjeszkovice, Utjehovice, Utjehoviczky, Utjeszenice, Utjeszovice, Utjeszenovice ; polsk. Ciechów,
Ciechowice, Cieszyn, po niemiecku Teschen, Cieszanów, Cieszanowice, Cieszecin, Cieszkowa, Cieszkowski (imię rodzinne). Ob.
także objaśnienia, podane do nazwy miejscowości Auchwitz
(po polsku Uciechowice, po czesku Utjehovice) w powiecie
Głubczyckim, Wisła, X str. 637, i do Schichowitz (po polsku
Czechowice, Ciechowice) w powiecie Raciborskim, Wisła, XIX.
str. 511.
5. Banatky, po polsku Banatki, wolę, mimo wielkiej po­
wagi slawisty Miklosicha, nie wywodzić od zaginionego zre­
sztą w językach słowiańskich pierwiastku ben, zabić, occidere,
toeten, lecz nazwę tę raczej uważać jako formę zdrobniałą,
w gwarze ludowej bardzo ulubioną, utworzoną od męzkiego
imienia osobowego Benedi'tus, a może też i od imienia Fa­
bianas. Por nazwy na ziemiach słowiańskich często spotykane,
a mianowicie imiona osobowe: czesk. Benata, Bonata, Benada,
Boneda, Bonec ; polsk. Benanta (Reg. Brandenb. 1268), Beneda,
Bienieda, Bianasz, Bieniasz; Bienicki, Bleniecki (imiona rodzin­
ne); miana miejscowości: czesk. Benetice, Benátky, Bonatice,
Bonietice, Benecko ; na Śląsku : polsk. Banatki w powiecie
Wielkostrzeleckim. Ob. także objaśnienia, podane do nazw miej­
scowości Beneschau i Binkowitz w powiecie Raciborskim, Wi­
sła, XIX. str. 339 i 340.
6. Belk, po polsku Bełk, imię własne, pochodzi od imie­
nia pospolitego bełk, bełch, w formie zdrobniałej be}ko, bełcak,
bełczak, w polskich narzeczach według rozmaitych okolic przy­
biera także odmienne, chociaż zawsze pokrewne znaczenie Mto­
piel, głębia, wir wodny, odmęt, bagno, bagnisty stawek“. Por.
nazwy miejscowości na Śląsku : Nieder-Æe/Z:, Ober-Tfe/Æ, w po­
wiecie Rybnickim. 1480 aput Beleonem (pomylone oczywiście
zamiast Belconem), 1775 nieder Belek, ober Belek, Belkau w po­
wiecie Średzkim, Belkau w powiecie Wołowskim. Stosownie do
tego wywodu me upieram się też przy objaśnieniu nazwy miej­
scowości Zabelkau w powiecie Raciborskim (ob. Wisła. XIX.
str. 520 i nast), którą na podstawie form przechowanych
w młodszych dokumentach (1486 Zabikow, 1492 Ząbków), wy­
wodziłem od słowiańskiego imienia pospolitego żaba, rana,
Frosch, w formie jego zdrobniałej żabka, ranula, ranunculus,
3

Stanisław Drzażdżyński

kleiner Frosch. A zatem miano Zabelkau, 1373 Sabulkow in polonico et in vulgo heuschurgersdorf, 1428 Zabilkow, Zabilkuow,
1482 Zabylkuow, 1521 Zawelkow, po polsku Zabełków, obja­
śniam teraz jako wyraz złożony, z przyimka za, post, trans,
hinter, jenseits, i z wymienionego powyżej gwarowego imienia
pospolitego, w znaczeniu „za głębią, za bagnem leżąca miejsco­
wość“. Taki właśnie sposób tworzenia nazw miejscowości za
pomocą przyimka za znachodzimy w językach słowiańskich
bardzo często. Por. objaśnienia,- podane do nazwy wsi Zabrzeh
w powiecie Raciborskim (Wisła, XIX. str. 521 i nast.), do któ­
rych dołączam jeszcze jako dalsze twory analogiczne : Zabo­
rowe, Zaborze, (bór, Wald), Zabród, Zabrodzie, (bród, Furt),
Zarzecze (rzeka, Fluss), Zawodzie (woda, Wasser), Zajezierze
(przedmieście Gnieźnieńskie; jezioro, See), Zabłocie (błoto,
Bruch, Sumpf); Zablacz na Śląsku austryackim, po polsku Za­
błocie; Sablath w powiecie Średzkim, po polsku Zabłoto : Sabagne w powiecie Kluczborskim, po polsku Zabagnie (bagno,
Sumpf, Moor).
7. Biadatz, 1782 Biadatsch, po polsku Biadacz, Biadaczów, wywieść należy od imienia osobowego Biadak, Biadacz,
utworzonego z osnowy słowiańskiej bidje, do której należą :
serbsk. bijeda, oszczerstwo, Verleumdung; bułgarsk. bjeda, nie­
szczęście, Unglück ; czesk. bida, bjeda, nędza, bieda, Elend, obida,
niesprawiedliwość, krzywda, Unrecht; małorusk. bida, obyda,
nędza, bieda, Elend ; rosyjsk. obida, zabida, bieda, nędza, bieda,
Elend; polsk. bieda, Elend, biada! wehe! biedny, biedak, arm,
biadać, jammern ; górno- i dolnołużyck. bjeda ! wehe ! ; litewsk.
bjeda, nędza, Not, abida, krzywda, Unrecht; łotewsk. bjeda,
niedola, utrapienie, Ungemach. Por. nazwy miejscowości na
Śląsku : Biadacz w powiecie Lublinieckim i Opolskim, Biadasch w powiecie Kluczborskim, Biadaczow w powiecie Ryb­
nickim, Biadauschke, Peadauschke w powiecie Milickim, GrossKlem-Biadauschke w powiecie Trzebnickim, Biadoszek w po
wiecie Rybnickim, po niemiecku Beatenhof.
8. Birawa, 1308 Berawa, 1416, 1445 Beraw, 1825 Bierawa,
po polsku również Birawa, wzięła swą nazwę od rzeki Birawa,
w formie zdrobniałej także Birawka zwanej, nad którą też leży.
Nazwa ta jest złożona, a mianowicie z pnia słowiańskiego ber,
legere, rapere, sammeln, nehmen, rauben, porów, starósłowiańsk.
berą, brati, w formie częstotliwej przedłużonej, słowieńsk.
4

Słowiańskie nazwy miejscowości na Śląsku pruskim

bierati, birati, bułgarsk. bera, serbsk. berem, brati, czesk. beru,
brati, polsk. brać, biorę, zbiór, Sammlung, ubiór, Anzug, biernia,
Steuer, górnołużyck. bjeru, brać, dolnołużyck. bjeru, bras, ma­
łorusk. beru, braty, białorusk. beru, berci, — i z przyrostku
awa, nadającego pierwotnie takim tworom, jak się zdaje, zna­
czenie przymiotnikowe. Por. nazwy miejscowości : serbsk. Beranje Berkovci, Berkasovo, Berszici, Berisava-, kroack. Beretinec; czesk. Berzice, Berzovice, Bernov, po niemiecku Bernau,
Beranov, Beroun, Berky, Berzkovice; polsk. Bierzyno, Beryno
(Reg.), Bernów, Bierzanów, Berawa, Brasław ; miana osobowe:
serbsk. Beroje, Berilo, Beriko, Berko, Berosz, Berivoj, Berislav;
czesk. Beran, Berka, Berzisz, Pobraslav; polsk. Brazlavo dux
Pannoniae (Monum. Germ.), Brasław, Zbrozlauus (Reg.), Zbrosław. Pod względem przyrostku awa por. następujące nazwy
miejscowości: Czrnzzve, Kraszzvzz, Resava, Trnava, Vrtava; małorusk, Mchara, Tamara, Żyrara; rosyjsk. Bobrava; czesk.
Bjelava, Bobrava (strumyk), Dobrava, Chrastavá, Jitrara,
Ostrava, Svatava, Trnava, Vlkava, Zelenává; słoweńsk. Trnava;
kroack. Joszara; słowack. llava, Kalava, Jelszava; polsk.
Brzezaiva, Kurzawa, Łąkawa, Motława, Rudawa, Stobrawa,
(strumyk), Żuławy.
9. Bitschinitz, 1531 Bitzinitza, 1775 Bytschinitz, 1782
Bytschiniz, Byczinica, 1825 Biczinic, po polsku Byczynica, ob­
jaśnić należy jako wyraz złożony z osnowy rzeczownika byczyna, miejsce rozpłodowe dla buhai, stado wołów, Station für
Zuchtstiere, Rinderherde, i z przyrostka ica. Imię pospolite (byczyna) p îrwotnie przymiotnik rodzaju żeńskiego, pochodzi od
rzeczownika byk, taurus, Stier, znanego we wszystkich językach
słowiańskich. Por. nazwy miejscowości: małorusk. Bykov, Bykovci ; na Śląsku: Beikau w powiecie Głogowskim i Milickim,
po polsku Bykowo -, Beigwitz w powiecie Niskim, 1480 Bycowicz, po polsku Bykowice; Bykowine w powiecie Katowickim,
po polsku Bykowina-, Baitzen w powiecie Zębowickim, 1293
Bycen, po polsku Byczyn; Pitschen w powiecie Strzegowskim,
1213 Pyshyn, po polsku Byczyn ', Bitschin w powiecie Gliwick'm. po polsku Byczyna-, Pitschen w powiecie Kluczborskim,
1283 Bitzina, 1380 Bicina, po polsku Byczyna. Nadto por. na­
zwy miejscowości: słoweńsk. Bistriczzca, Dobravzca, Goriczzca;
chorwac. Drażzca, Hruszvzca, Jelszzca, Topliczzca ; serbsk. Ban\ica, Czervinz'cß, Ribiczzca (strumyk); małorusk. Korovycza, Vo5

Stanisław Drzażdżyński

tycza-, czesk. Doubrav/«, Hlohovczice, Jablkyníce, Rzeczice ;
polsk. Cerekwrca, Cirkw/ca, Dąbrowzca, Kruszwica ; dolnołużyck. Cerkwzca.
10. Blazeowitz, także Blaschowitz, 1305 (?) Blasegowitz,
1433 Blassowicz, Plaschowicz, 1437 Blaziewicz-, 1447, 1487
z Blazeowicz <2 przyp.), 1492 Blazejowitz, z Biazowicz (przyp.
2-gi), 1775 Blaziesowitz, 1782 Blazeowiz, Blazewiz, 1825 Błażeowice, po polsku Błażejowice, utworzone od imienia oso­
bowego Błażej, Blazius, z przyrostkiem rodowym odojcowskim
owice, oznacza: rodzinę, potomków, posiadłość Błażeja. Por.
takie same lub podobne nazwy na Śląsku : Blaschwitz w po­
wiecie Gliwickim i Blaśchewitz w powiecie Prudnickim, po
polsku Błażejowice, Blasewey w powiecie Kłodzkim.
11. Blechhammer, w r. 1719 założona przez Adolfa Magnusa
hr. Hoyma ; polsk. Blachownia jest przetłumaczeniem nazwy
niemieckiej. Wyraz sam, właściwie imię pospolite, powstał
z polskiego rzeczownika blacha, brzmiącego także po małorusku i białorusku blacha, po rosyjsku bljacha, po czesku i sło­
wacku plech, po górnołuż. blach, a zapożyczonego przez Sło­
wian zachodnich z języka niemieckiego. Por. nazwy miejsco­
wości na Śląsku: Blachow w powiecie Lublinieckim, Blachotta
w powiecie Tarnowogórskim.
12. Borek jest formą zdrobniałą nazwy miejscowości Bór
oznaczającej jako imię pospolite w ięzyku starosłowiańskim
bon (borije imię zbiorowe) i w słoweńskim bor — sosnę po­
spolitą, pinus Silvestris, Fichte, w bułgarskim jodłę, Tanne,
w chorw. modrzew, larix, Laerche, w serbskim sosnę, świerk,
Foehre, Kiefer, w czeskim i polskim las świerkowy, sosnowy,
w małorus. las iglasty, albo ogólnie las, w rosyjs. las iglasty,
znaczy zatem dosłownie: lasek świerkowy, sosnowy, albo
wogóle lasek. Por. nazwy miejscowości, które, od tegoż pier­
wiastku utworzone, bardzo licznie na ziemiach polskich się po­
jawiają: słoweńsk. Borje, Borovak, Borovnica, po niemiecku
Braun,tzen, w Karyntyi, Franzdorf w Styryi, Borovlje, po nie­
miecku Feriach, Foerlach, Farchern, w Kaiyntyi, Borcze, po nie­
miecku Foerk, Zucco di Bor, na pograniczu Karyntyi ; chorwac­
kie Borje, Borovo, Borovik, Borik, Borki, Borczec, Borkovec,
serbsk. Bor, Borovo, Borovci, Bork, Borci, Bore, Borak, Bo­
rnez, Bořkovo, Boikovac ; małorusk. Borové, Borovka, Bořky,
Podborje, Podborci, Zaborje, Borová Hora: rosyjsk. Bor Bore,
o

Słowiańskie nazwy miejscowości na Śląsku pruskim

Borovikova, Borovici, Borek, Borki, Borec, Zanore; czesk. Bor,
po niemiecku Haide, Bory, Borové, Borová, Borovka, Borovno,
Borovna, Borovnik, Borovsko, Borek, po niemiecku Burg,
Wurken, Franzdorf, Borczice, Borczany, Meziborzi, Podbor’
Podborzi, Podborzany, po niemiecku Podersam, Podborzanky,
Zaboř, Zaborna, Zaborov, Zaborzi, Borohradek; polsk. Bór,
Borek, Borki, Borków, Boreczek, Borów, Borowiec, Borowe, Bo­
rowa, Borowica, Borowice, Borowna, Borowno, Borownica,
Borój, Międzybórz, Nadbory, Podborze, Podbórz, Przedbo­
rze, Zaborów, Zaborze, Białobór; górnołużyck. Borek, po
niemiecku Burk, Burg; dolnołużyck Bory, po niemiecku Bohre,
Bork, po niemiecku Borka, Boryń, po niemiecku Bahren ; na
Śląsku Kleinburg w powiecie Wrocławskim, 1316 Borek bei
Gaywitz, 1326 Borgk, polsk. Borek, Borkowitz w powiecie Nie­
modlińskim, polsk. Borkowice, Borek, Burkau w powiecie Gło­
gowskim, polsk. Borek, Bork w powiecie Zielonogórskim,
polsk. Borek, w powiatach Kluczborskim, Oleskim, Prudnickim^
Borken w powiecie Oleśnickim, polsk. Borek, Borrek, w powie­
cie Opolskim, polsk. Borek, Grossburg w powiecie Strzelińskim,
1480 Bork, polsk. Borek, Waeldchen w powiecie Strzelińskim,
1321 Bork, polsk. Borek, Borkwitz w powiecie Oleskim, polsk.
Borkowice, Bohren w powiecie Lubieńskim, 1454 Borrka, 1492
Borau, 1503 Boren, polsk. Borów, Borin w powiecie Pszczyń­
skim, polsk. Borów, Bohrau w powiecie Strzelińskim, 1202 Bornov, 1376 Borov, polsk. Borów, Krumpach w powiecie Trzeb­
nickim, 1480 Borov sive Grünbach, polsk. Borów.
13. Borislawitz, 1267 (?) villa Borizlai, 1305 Borislavitz,
1480 z Borzeslavicz (przyp. 2-gi), 1501, 1513, z Borzislawicz
(przyp. 2-gi), 1506 Boszyslawicz, 1531 Borzeslawice, 1659, 1775
Borzislawitz, 1782 Borzislawiz, 1832 Borzesławice, po polsk.
Borzysławice, jest tworem rodowym, odojcowskim, powstałym
z imienia osobowego Borzislav, Borzysław, oznaczającym ro­
dzinę, potomków, posiadłość Borzysława. Imię to składa się
z dwóch osnów słowiańskich: bor, walka, pugna, Kampf,
i sław, imię, sława, nomen, gloria, Name, Ruhm, i oznacza
„a pugnando nomen habens“, odpowiada więc dosłownie grec­
kiemu imieniu osobowemu KKeópayos. Por. imiona osobowe:
serbsk. Borislav; czesk. Borzislav, Borizlau (Reg.), Borzislava
(imię żeńskie), Borizlaua (imię żeńskie, Reg.) ; polsk. Borislaus
(Reg.); nazwy miejscowości: czesk. Borzislav, Borzislavice-

7

Stanisław Drzażdżyńsid

polsk. Borzysławiec, Borzysławice. Zwyczajne objaśnienie tej
nazwy, jakoby powstała z imienia osobowego Bohuslav, Bogu­
sław, Bożysław, jest mylne, już choćby ze względu na pisownię
starodawnych autentyków, wykazującą stale charakterystyczną
spółgłoskę r (rz).
14. Bródek, 1775 Brodeck, jest formą zdrobniałą rzeczo­
wnika słowiańskiego brod, vadum, Furt, który rozwinął się
z osnowy bred, vado, transire, waten ; por. starosłowiańskie
bredą, bresti ; słoweńskie bredem, bresti ; serbskie brod, broditi;
czeskie brzedu, brzisti, brzednouti, w narzeczach brydnuć; sło­
wackie brdnuti; polskie bród, brodzić, brnąć; małoruskie brid,
bresty; rosyjskie brod, bred, bresti; górnołużyckie brod; ru­
muńskie brod, brudine ; litewskie bredu, bristi ; brada, braditi.
Por. też nazwy miejscowości: słoweńskie Brod, Brodi-. chorwack. Brod, Brodac; serbsk. Brodar, Brodarevo, Brodnici, Tri
Brodi; małorusk. Brody, Bridok, Bezbrody, Meżybrid, Meżybrodz, Zabrid ; czesk. Brod, Brody, Bródek, Brudek, Brodec,
Bródce, Brodeczno, Brozany, Brodany (po madziarsku Brogyan);
polsk. Bród, Brody, Bródek, Bródki, Zabrodź, Międzybrodź;
po górnołuźycku Zabrod, po niemiecku Sabrodt; dolnołużyck.
Brody, po niemiecku Foerden, Furten, Pfoerten ; Schabroda
(Cod. Pomer.), po niem. Schaprode ; Dolgenbrod (Cod. Bram
denb.) ; na Śląsku : Bródek w powiecie Rybnickim, tierrnprotsch
w powiecie Wrocławskim, dawniej Protsch nad Odrą, po poi
sku Brodź-, Protsch nad rzeczką Wejdą w powiecie Wrocław­
skim i Milickim, po polsku Brodź; Brody w powiecie
Opolskim.
15. Brzezetz, 1416 Brzeście, Brzesczin, 1534 Brzeste, 1604
Brzeczez, po polsku Brześć, Brzeście, wywodzi się od prasło­
wiańskiego berstu, brzmiącego po starosłowiańsku, słoweńsku,
bułgarsku brjest, ulmus, brzost, wiąz, Ulme, Ruester, po serbsku brijest, po polsku brzost, po małorusku berest, ulmus
effusa, po rosyjsku berest, ulmus campestris, a w złożeniu
z przyrostkiem ije, tworzącym imiona zbiorowe, oznacza „miej­
sce brzostami porosłe“. Często i z zbyt wielką pewnością gło­
szone objaśnienia tej nazwy miejscowości, jakoby powstała
z imion pospolitych brzoza, baetula alba, Birke, albo brzeg,
ripa, Ufer, mijają się zupełnie z prawdą. Por. nazwy miejsco­
wości: słoweńsk. Brjest w Krainie i w Karyntyi, po niemiecku
Wrest, Wrist; Brstovec, Podbrest ; chorwack. Brest, Bresóe,

8

Słowiańskie nazwy miejscowości na Śląsku pruskim

BrestoÝec, Brestik, Bresztane; serbsk. Brjest, Bres, Brist, Brjestije, Brestje, Breszće, Brestovo, Brjestovi, Bristivica, Brestovik,
Bresna, Brjestmca, Brjesnica, Bresnik, Bresno Polje ; małorusk.
Berest, Berestek, Berestje, Bereste, Berestjany, Berestov, Berestovoje, Berestovec, Berestovka, ßeresiovenka, Beresteczko-, rosyjsk.
Berestic, Berestovo; czesk. Brzest, Brzestek, Brzistje, Brzesztany,
Brzisztany ; polsk. Brześć, Brzeście, Brześciany, Brzostek,
Brzostowa Góra; nowogreck. Bpearov, Beptpri«, w Tessalji,
BpeaOéviT^a, ilpecrriavii w Epirze, Bpeaftevá w Lakonii. Por.
nazwy miejscowości na Śląsku: Finkenstein w powiecie Opol­
skim, po polsku Brzeście, Brzest w powiecie pszczyńskim, po
polsku Brześć.
16. Brzozowa jest prawidłowym tworem przymiotnikowym
rodzaju żeńskiego od imienia pospolitego brzoza, baetula alba,
Birke, i oznacza z uzupełnieniem bliżej go określającego rzeczo­
wnika odpowiedniego, jako to rola, włość, góra, który według
ogólnego prawidła plemion słowiańskich zwyczajnie opuszczano,
„rolę, włość, górę brzeziną porosłą“. Por. nazwy miejscowości
na Śląsku: Bresowie w powiecie Kłodzkim, Brzozow w powie­
cie Pszczyńskim, Proschau w powiecie Namysłowskim, 1315
Broszow, Proszow, po polsku Brzezowo ; na Śląsku austryackim : Brzezówka; ob. także objaśnienia, podane do nazw miej­
scowości Brzesnitz i Brzezie w powiecie Raciborskim, Wisła,
XIX. str. 343 i nast.
17. Buda, jest pierwotnie imieniem pospolitém buda, Bude,
które Słowianie zachodni już wcześnie przyjęli z niemieckiego
języka. Pokrewieństwo tego rzeczownika z starosłowiańskim
pierwiastkiem bud, czuwać, w znaczeniu przechodniem budzić,
vigilare, wachen, jak to jeszcze w nowszych czasach twierdzono,
należy jako nieprawdziwe odrzucić. Por. nazwy miejscowości
na Śląsku : Bud, Bude w powiecie Prudnickim, Budi w powie­
cie Pszczyńskim, po polsku Budy, Budzisk w powiecie Racibor
skim, po polsku Budziska, Schloss-Ottitz w powiecie Racibor­
skim, po polsku Budy. Ob. także objaśnienia, podane do osta­
tnich dwóch nazw w powiecie Raciborskim, Wisła, XIX. str.
444 i 512.
18. Buttermilchhof, 1782 B., także Zerwotkow, po polsku
Serwatków, w ustach ludu Serwotków, jest właściwie jako do­
słowne tłumaczenie nazwy niemieckiej tworem przymiotniko­
wym rodzaju męskiego od polskiego imienia pospolitego ser­

9

Stanisław Drzażdżyfiski

watka, także syrowatka, Molke, Buttermilch, którego postaci
w innych językach są; w słoweńskim sirotka, sirotev, w Dul­
gars. surovatka, w serbsk. surutka, w czeskim, małorusk. i górnołużyck. syrovátka, w słowackim servatka, w dolnołużyc. srovatka, białorusk. syrovodka, w rosyjs. syvorodka. Wszystkie te
rzeczowniki, a między nimi i znacznie przekręcone, odnieść
trzeba do przymiotnika, który w znaczeniu „serny, serowy, serzysty“ brzmią! kiedyś niezawodnie syrovat, polsk. serowaty.
Por. nazwy miejscowości Mlekówka, Mlecewo, Mleczewo, Melkewnia, Mlekarnia w Prusach książęcych, utworzone od pol­
skiego rzeczownika mleko, Milch.
19. Chrost, 1775 Chrost, 1782 Chrust, 1865 Chruste, po
polsku Chrost, Chrósty, jest właściwie imieniem pospolitém,
w drugiej formie w liczbie mnogiej, pochodzi od prasłowiań­
skiego chvorsth, w innych językach słowiańskich brzmi : w sta­
rosłowiańskim chvrastt, sarmentum, Gebüsch, Eiche, w słoweń­
skim chrast, quercus, dąb, Eiche, w bułgarsk. chrast, chraste
i fräste (Zweige), w serbskim chrast, w czesk. chrast, chvrast,
w kaszubskim chłost, w górnołużyck. khrost, w małorus- forost, chvorostyna, w białorus. chvorost, chrust, w rosyjsk.
chvorost. po polsku chrost, Gesträuch, Gestrüpp, Dürres Rei­
sig: por. także madziarsk. haraszt, lasek dębowy, rumuńsk.
hrjest, krzaki, chrost, zarośla, jako też starogórnoniemieck.
hurst, horst, gęstwina, chrost, lasek, rubus, silva, hris, gałąź,
odrośl, Zweig, Reis. Por. nazwy miejscowości : słoweńsk. Hrast,
Chrazt, Hrastek w Krainie, Hrastje w Krainie i Styryi, Hraszcze, po niemiecku Kratschach w Karyntyi, Hrastno, Hrastnik,
Hrastov Doi w Krainie; chorwack. Hrastje, Hraszća, Hrastina,
Hraszcina, Hrastoki, Hrastovec, Hraszćani ; serbsk. Hrasno,
Hrasztani, Raszćane, Hrastno Brdo ; małorusk. Chorosteć, Chorostkiw, Chorosno ; rosyjsk. Chvoroszczovka ; czesk. Chrast,
Chrastné, Chrastna, Chrastevo, Chrastava, Chrastavec, Chrastavice, Chrasztany, po niemiecku Kyoschair, Hurasten (dicit
Cosmas urbem Vyszegrad olim ab arbustis traxísse nomen H.)f
polsk. Chrosna, Chorośnica, Chrostowiec-, górnołużyc. Kn-róst,
po niemiecku Krostau, Khróstava, po niem. Krostau-, dolnołu­
życ. K.rost, po n-em. Krosta-, nowogreck. (ppaaravâ, (fipeaarava
w Epirze; na Śląsku: Weissdorf w powiecie Niemodlińskim, po
polsku Chróścina, 1239 Chroschine vulgariter Wiganddorf, 1337
Croscina ; Kroschen w powiecie Grotkowskim, po polsku
— 10 -

Słowiańskie nazwy miejscowości na Śląsku pruskim

Chróścina, 1480 Croscina, Crestina; Kraschen w powiecie Gór­
skim, po polsku Chróścina, 1375 Croscina; Kroitsch w powie­
cie Lignickim, po polsku Chróścice, 1414 Crotschicz; Chroustau
w powiecie Opolskim, po polsku Chróścina-, Chrosczuetz w po­
wiecie Opolskim, po polsku Chróścice-, Gross- i Kleinkrutschen
w pow. Trzebnickim, po polsku Chróścina,
Croscyna,
1321 Kroschczma, 1480 Crosczina.
20. Chudoba jest pierwotnie także imieniem pospolitém,
które, utworzone od pierwiastku słowiańskiego chůd, parvus,
vilis, klein, aermlicli, schlecht, brzmi po staroslowiańsku chuda.,
po słoweńsku serbsku chud, po czesku chudy, malus miser,
macer, po białorusku chud, vilis, po małorusku chudy], rze­
czownik chudoba, po rosyjsku chudoj, po litewsku kudas, ma­
ger, po łotewsku kuds, kods, po polsku chudy, staropol. chud,
mizer, macer, mager, elend, rzeczownik zaś chudoba znaczy :
„b'eda, nędzota, marna posiadłość“, a także „rogacizna, bydlo
rogate“. Por. nazwy miejscowości: słoweńsk. Hudo w Kramie,
po niemiecku Boesendorf, Hudi kraj w Karyntyi, po niemiecku
Boesenort, Hudi Vrh w Krainie, po niemiecKu Boesenberg ;
chorw. Hudovo, Hudovljani, Hudi Bitek; dolnołużyck. Chudovina, po niem Mittenwalde; na Śląsku: Cudowa w powiecie
Kłodzkim, po czesku i polsku Chudoba-, Chudoba w powiatach
Kluczborskim, Oleskim i Prudnickim; Chudow w powiecie Za­
brzeskim, 1447 Chuaoba, po polsku Chudów. Ob. także objaś­
nienia, podane do nazwy miejscowości Nendza w powiecie Ra­
ciborskim, Wisła, XIX. str. 362 i nast.
21. Comorno, 1202 (?) Comorno, 1337 Comorov, Kumnerow (na pieczęci), 1411 Cumernaw, 1775 Komorno, 1782 Comorrn, po polsku Komorno, powstało z osnowy tej samej co
i rzeczownik komora i z przyrostku n, nadającego nowemu
tworowi znaczenie przymiotnika. Wyraz komora zapożyczyliśmy
z niemieckiego, gdzie Kammer, w średniowiecznej łacinie ca­
mera, oznacza izdebkę przyboczną, kameraryę albo kamelaryę,
własność kameralną, skarbową. W języku serbskim i słoweń­
skim ma on to samo brzmienie i znaczenie, jak w polskim.
Por. nazwy miejscowości: chorwack. Komor, Komorica; czesk.
Komorzice, Komorno-, polsk. Komorów, Komorowo, Komorowice, Komorniki-, dolnołuż. Komorów, po niem. Senftenberg;
na Śląsku : Gross-klein-Commerowe w powiecie Trzebnickim,
1360 Comorow, Kumniernik w powiecie Głogowskim, Kominom
— 11

Stanisław Drzażdżyński

niken w powiecie Wielkostrzeleckim, Ober- Nieder- Kutntnernick
w powiecie Lignickim, 1245 Comornice, Kommornik w powie­
ce Prudnickim, po polsku Komorniki, Kummernick w powiecie
Trzebnickim, po polsku również Komorniki. W analogiczny
sposób, jak Komorna, utworzone są nazwy miejscowości: słoweńsk. Cirk/zo; chorwack. Brezzzo, Dub/zo; serbsk. Brocz/zo;
czesk. Borov/zo, Brzezzzo, Brodeczzzo, Broc/zo, Bukovno, Debr/zo;
polsk. Dębno, Gniez/zo, Iwzzo, Strzelno, Trzemeszno.
22. Cosel, po polsku Koźle. Chociaż objaśnienie tej pra­
starej osady nazwy polskiej nie ulega żadnej wątpliwości, wydaje się wszakże stosowną na tern miejsću rzeczą, zestawienie
wszystkich waryantów jej pisowni, zaczerpniętych po większej
części z śląskich Regestów, aby także mniej wtajemniczonym
pokazać, na jakie to zmiany albo też dziwne oszpecenia miano
dla skryby dokumentu niezrozumiałe, w tym zaś razie nawet
łatwe, z biegiem wieków było wystawione. Długi ten szereg,
rozwijający się w kalejdoskopowej przemianie, brzmi jak nastę­
puje: 1104 Kosie, 1155, 1223 Cozli, 1229, 1303, 1376, Kozie
*
1234 Cosli, 1234, 1235, 1258, 1313, 1339 Cozle, 1239 Quosle,
1243 Koli, 1253 Cozela, 1258 Kozelska (przymiotnik rodź, żeń­
skiego), illustrium ducum Koslensium, 1264 castellatura Coslensis, 1283 Kazimirus dux Opoliensis et dominus Cosle (przypa­
dek drugi), 1283, 1292 Chosle, 1283, 1295, 1304 (na pieczęci),
1310, 1311, 1313 (na pieczęci), 1339 Cosle, 1305, 1337 circa
Coslam (przypadek 4-ty), 1316 apud Cozlam (przyp. 4-ty), 1316,
1339 (dux, districtus), 1376 (dominus), 1418 (ecclesia), 1425
(dux), 1447 (sedes) Coslensis, także Cozlensis, 1341, 1379, 1679
Kosla, 1306, 1408, 1442, 1443, 1471 Kozel, 1369, 1401, 1402,
1408, 1411, 1412, 1435, 1443, 1446, 1450, 1453, 1457, 1471 Kozil, 1385 Cosi), Koslania. 1390, 1431 de Cosla (ablatívus), 1392
Cosiliensis (przymiotnik), 1400 Cossla, Cossla civitas, 1405 Kosyl, 1443 in vnserem Kozilischen Weichbilde, 1447 Cosla, 1450,
1453, 1457 in deme Kozlischen Gebite, 1457, 1488 Kosel, 1475
na Kozlym (miejscownik), Kozelske (przymiotnik), 1478 Kozelsky (przymiotnik), 1478, 1493 w Kozli (miejscownik). 1488 Cozel, 1492 na miasteczku Kozlowczi (miejscownik), 1495 w Ko­
zly (miejscownik), pan na Kozli] (miejscownik), 1496 przed ze
many a miesztiany Kozelskymi (narzędnik przymiotnika w licz,
mnogiej rodź, męskiego), 1497 na Koslij (miejscownik), 1616
Kohsell. Polska nazwa Koźle utworzona jest jako prawidłowy
— 12 —

Słowiańskie nazwy miejscowości na Śląsku pruskim

przymiotnik rodzaju nijakiego od osnowy Kozi, od której rze­
czownik starostów, ma postać Kozułm hircus, Ziegenbock,
w języku słoweńskim i czeskim brzmi kozel, w polskim Kozieł,
Kozioł, w górnołuż. kozoł, w małoruskim kozeł, a w rosyj­
skim kozieł. Oznaczenie nazwy owej miejscowości, zapewne
pola, campus, Feld, było przymiotnikowe: Koźle, którego forma
dopełniacza deklinacyi rzeczownikowej, brzmi Koźla. Staroda­
wny herb miasta Koźla, przedstawiający trzy łby koźle w równem polu, ilustruje trafną etymologię nazwy miejscowości
i przyczynił się też niezawodnie do powstania legendy ludowej
o trzech braciach, nazwiskiem Kozieł, którzy około połowy
wieku XII. jako rycerze rozbójniczy z warownego zamku Koźle
napastowali sąsiednich mieszkańców i przejezdnych. Z pomię­
dzy niezliczonych nazw miejscowości, po wszystkich ziemiach
słowiańskich z tego samego pierwiastku utworzonych, przy­
taczam tylko następujące : słoweńsk. Koźljek, Kozlov-\Ar\b
w Krainie; chorwack. Kozlíkovo, Kozljak, Kozłek (strumyk),
Kozalj Vrh; serbsk. Kozł, Kozelj, Kozlovac; małorusk. Kozeł,
Kozły, Kozelec, Koztov, Koztovek, Kozelsk, Kozelszczyna ; rosyjsk. Koziovo, Koztov, Koztova, Koztovka ; czesk. Kozly,
Kozle, Kozli, Kozlov, Kozlovice, Kozlovky, Kozlany; polsk. Ko­
zły, Kozłowo, Kozłówko; Kozielski, Kozłowski (imiona rodo­
we); górnołużyck. Kozły, po niemiecku Kosel-, dolnołużyc. Ko­
zie (przyp. drugi Koziego), po niem. Kasel, Koztov, po niemiec.
Kasel ; Koslau, Koslowo, Koslowitz, Koslinka, Koslitz, Koeslitz,
Cosele (Reg. Sax.), po niemiec. Koessuln; na Śląsku: Kosel
w powiecie Wrocławskim (1255 Cosanovo, 1381 Cosnow),
w powiecie Bolesławskim (1600 Koselitz), w powiecie Głogow­
skim (Cosel), w powiecie Niskim (1480 Koselno), Żegańskim
(1376 Cozia), Gross-, Klein-ÄoseZ w powiecie Sycowskim,
1328, 1457 Koza, 1376 Kozlov, 1480 Choza, Ober-, Nieder-,
Neu-CoseZ w powiecie Rotenburskim, po wendyjsku Koźla, Ko­
slitz w powiecie Lubieńskim, Kozlow w powiecie Opolskim
i Tosko-Gliwickim, Koslau w powiecie Średzkim, 1389 Czoslowe,
Koselwitz w powiecie Oleskim, Gniefgau w powiecie Średzkim,
1480 Koschwitz, Koslowagora w powiecie Tarnowogórskim, po
polsku Kozłowa Góra, Kozilskemuehle w powiecie Głogow­
skim, po polsku Kozielsko. Por. objaśnienia, niżej podane do
nazwy miejscowości Koskę w powiecie Kozielskim.
23. Czienskowitz, 1402 Czeschkowitz, 1488, 1492 z Cze­

- 13 —

Stanisław Drzażclżyński

chowicz (przyp. drugi), 1532 Tieskowitz, 1775 Czinckowitz,
1782 Czieskowice, Czenskowiz, Czienskowiz, Tienskowiz, po
polsku Ciężkowice, zwało się, według najstarszej tradycyi auten­
tycznej, pierwotnie zapewne Cieszkowice, a zatem objaśnić je
wypada jako prawidłowe imię odojcowskie, utworzone z pol­
skiego imienia osobowego Cieszek, po czesku Tjeszek, przyna­
leżnego do osnowy słowiańskiej tich, od której pochodzi przy­
miotnik starosłowi iński tich'^, słoweński, bułgarsk., serbsk. tich,
czeski tichý, polsk. cichy, stpol. eich, tranquillus, ruhig, still, na­
stępnie przez postąpienie i na je starosłowiańsk. tjeha, consolatio, gaudium, Trost, Freude, polsk. po-ciecha, u-ciecha,
i z przyrostka owice. Por. objaśnienia, wyżej podane do nazwy
miejscowości Autischkau. Nazwa miejscowości dzisiaj przyjęta
Ciężkowice, która, według dokumentów dopiero pod koniec
wieku XV1I1 się pojawiła, polega oczywiście na błędnej etymo­
logii ludowej, która, jak zawsze chybiając celu, utożsamiła
pierwszą niezupełnie jej jasną cześć nazwy z powszechnie zna­
nym przymiotnikiem ciężki, gravis, schwer, i w takiem właśnie
brzmieniu miano miejscowości sobie przyswoiła.
24. Czissek, 1239 Chischi, 1241 Ciska, 1532 Cziszky, Ci­
sek, 1775 Czisseck, 1782 Czyssek, po polsku Cisek, Ciski,
Czyżki, jest w pierwszem brzmieniu zdrobnieniem rzeczownika
słowiańskiego tis, taxus, Eibe; słoweńsk., bułgarsk., serbsk. (pinus larix, modrzew, Laerche), czesk-, rosyjsk. również tis,
polsk. cis, rumuńsk. tisę, madziarsk. tisza, i to w liczbie poje­
dynczej, w drugiem zaś brzmieniu Ciski — w liczbie jego mno­
giej, podczas gdy trzecia forma Czyżki powstała drogą upo­
dobnienia do więcej znanego rzeczownika czyż, czyżyk, fringilla
caelebs, słoweńsk. ciżek, czesk. čiž, górnołużyck. cižiks. Nawia­
sowo dodać warto, że plemiona germańskie zapożyczyły na­
zwę tego ptaka od Słowian ; zowie się on bowiem po średniowiecznogórnoniemiecku zisec, zwyczajnie ztse, po nowogórnoniemiecku Zeisig, po dohioniemiecku zisece, sieske, po holen
dersku sijsje, po angielsku siskin, po duńsku sisgen, po szwedzku
siska. Por. nazwy miejscowości : słoweńsk. Tisovec, Tisav, Tisov, po niemiecku Eiben; chorwack. Tisovac; serbsk. Tisovica;
małorusk. Tysov, Tysova, Tysovec, Tysovica; czesk. Tis, Tisek,
Tisá, Tisov, Tisová, Tisovka; polsk. Cisiec, Cisną, Cisowiec, Ci­
sów Las; kaszubsk. Cisine, po niemiecku Eibenhorst; górno­
łużyck. Cisów; Tizou, Tyzove (Reg. Sax.); na Śląsku: Gross-

14 —

Słowiańskie nazwy miejscowości na Śląsku pruskim

Zeissig, po łużycku Cisk Wielki, Klein-Zeissig, po łużycku Cisk
Mały, Zeisholz, po łużycku Cisowa, w powiecie Wojezierskim ;
Czischowa w powiecie Lublinieckim, 1305 Cessowa, po polsku
Cieszowa, Cisowa-, Czissowka w powiecie Rybnickim, 1416
Tysschowffka, po polsku Cisówka; por, następującą nazwę miej­
scowości Czissowa.
25. Czissowa, Czischowa, 1775 Czissowa, 1782 Czyschowa,
Czissewa, po polsku Cieszowa, właściwie zapewne Cisowa, jest
tworem przymiotnikowym rodzaju żeńskiego od imienia pospo­
litego cis, taxus, wymienionego przy poprzedzającej nazwie miej­
scowości, i z uzupełnieniem bliżej określonego rzeczownika
wieś, vicus, Dorf, włość, dominium, possessio, Besitz, który ję­
zyki słowiańskie zwyczajnie opuszczają, oznacza „między cisami
położoną wieś, włość“, po niemiecku „Eibendorf“. Brzmienie
nazwy nieprawidłowe „Cieszowa“ powstało z pewnością w uściech ludu, oswojonego więcej z często zachodzącem słowem
cieszyć, delectare, erfreuen, należącem do osnowy tich, tjecha
(por. wyżej nazwy miejscowości Autischkau, Czienskowitz). Ob.
powyżej podane objaśnienia nazwy wsi Czissek.
26. Damnik, po polsku Dębnik, tłumaczyć należy jako na­
zwę, powstałą z osnowy przymiotnikowej dębn — (utworzonej
od pnia słowiańskiego dąb, — po polsku dąb, w dopełniaczu
dębu) i z przyrostka -ik, nadającego całemu wyrazowi znaczę
nie rzeczownika zbiorowego, collectivum. Por nazwy miejsco­
wości, utworzone w ten sam sposób, szczególnie zaś od nazw
drzew i wogóle roślin: słoweńsk. Blat/zZ/t; ůvehvovnik, Trstenik; chorwack. BruzzzzA, CerovzzzÄ, llovz’Ä, LedezzzA; serbsk. Bresnik, Drvnik, KlenovzzzÆ, Topolivzzz'Â:; małorusk. Zuravzzyßy, Zaiiszczj/zy, obok Dubno, Dubenko, Dubnaki; rosyjsk. Dubna,
Dubenka; czesk. Blatzzz'Æ, BorovzzzÆ, BukovzzzÆ, BezzzzA, Javornik, po niemiecku Jauernig, LipzzzÄ, MjelzzzÆ, również Okrouhlík,
obok Dubno, Dubne, Dubna, Dubina, Diibenky, Dubenec, Dubeczno, Dubecko, Dubany, Dubiczany, Dubczany, Dubnjany,
Dabovaný, polsk. Chmielnik, Jarzębnik, Paprotnik, Jastrzębnik,
obok Dębnik, Dębno, Dębnica, Dębnica, Dębiany, Dubienka,
Dębsko; nowogreck. kovßtavd, kovßtavr), w Epirze; na Śląsku;
Damnig w powiecie Namysłowskim, po polsku Dębnik; Dahme
w powiecie Lignickim, 1245 Dambe, 1480 Damb; Dammitsch
w powiecie Ścinawskim, 1287 Tampz, po polsku Dębcz; Dahme
w powiecie Wołowskim, 1480 Dambe, po polsku Dęby; Dempe

— 15 —

Stanisław Drzażdżyński

w powiecie Wrocławskim, po polsku Dęby; Damb w powiecie
Bytomskim, 1299 Krasny Dąb, po polsku dzisiaj Dąb; Damb
w powiecie Lublinieckim, po polsku Dąb; Daubitz w powiecie
Rotenburskim, po wendyjsku Dubc; Dubensko w powiecie
Rybnickim, 1335 Dambin, po polsku Dubieńsko, Dębińska;
Potsdam, w najstarszej formie autentycznej Pozdupini (dosłow­
nie = Pod dębami), dzisiaj po polsku Poczdam.
27. Dembowa, 1305 Dambowa, 1532 Dubowa, 1775 Dembowa, 1775 Dembrowa, Tewnpowa, po polsku Dębowa, jest
przymiotnikiem rodzaju żeńskiego, prawidłowo utworzonym od
wspomnianego dopiero co słowiańskiego imienia pospolitego
domb, czesk. dub, polsk dąb, quercus, Eiche, i z uzupełnieniem
bliżej określającego rzeczownika, jako to wieś, vicus, Dorf, góra,
collis, mons, Berg, oznacza wieś pomiędzy dębami położoną,
górę porosłą dębiną, po niemiecku Eichendorf, Eichenberg. Por.
nazwy miejscowości : słoweńsk. Dôbovo, Dobovica, Dobavica,
Dôbja Meja, po niemiecku Aichleiten, Dôbja Vas, po niemiecku
Aichdorf, w Korątanach; chorwack. Dubovac, Dubovec, Dubovica, Dubovik; serbsk. Dubica, Dubnica, Dubovo, Dubovica,
Dubljane; małorusk. Dubovyča, Dubówka, Dubno, DubawyHaj,
Dubovyja Hrjady; rosyjsk. Dubovoe, Dubna; czesk Doubek,
Doubi, po niemiecku Aicha, Dubi, po niemiecku Aichwald, Doubice, po niemiecku Daubitz, Dubovo, Dubové, Dubová, Duhov­
ka ; górnołużyck. Duby, po niemiecku Dauben, Dubo, po nie­
miecku Tauban ; dolnołużyck. Dubě, po niemiecku Duben, Dubojce, po niemiecku Daubendorf; polsk. Dęby i Dębe (w do
pełniaczu Dębego), Dęba, Dąbowa, Dębowa, Dębówka, Dębowica, Dębowiec, Dębica, Dąbki, Dębno, Dąbnica, Dębina, Debiany; na Śląsku -. Dembowagora, w powiecie Lublinieckim, po
polsku Dębowa Góra, Nieder-Pomsdorf w powiecie Niskim,
1261 villa- Pomansdorf que Dambovez vulgariter nuncupatur.,
Gross-Duppine w powiecie Oławskim, po polsku Dębina, KleinDuppin w powiecie Oławskim, po polsku Dębinka, Dembina
w powiatach Pszczyńskim i Rybnickim, po polsku Dębina; Ei­
chau w powiecie Kłodzkim, 1268 Dubenina; Dembine w po­
wiecie Pszczyńskim, po polsku Dębina; Dembio w powiecie
Opolskim, 1376, 1447 Dobre Dembie, 1390 Dobre Danibe, po
polsku Dębio, Dębie; Baumgarten na Śląsku austryackim po pol­
sku Dębowiec.
28. Dobroslawitz, 1204 Dobroslavici Villa, 1264 Dobrosla— 16 —

Słowiańskie nazwy miejscowości na Ślązku pruskim

uici, 1272, 1292 Dobroslauiz, 1292, 1303 Dobroslavicz, 1303 Dobroslauicz, 1316, 1339 Dobroslawitz in districtu Coslensi, 1456
Dobroslawicz, 1772 Dobroslawitz, 1782 Dobroslowiz, po pol­
sku Dobrosławice, jest nazwą rodową; odojcowską od imienia
osobowego Dobrosław i oznacza „rodzinę, potomstwo, włas­
ność Dobrosława“. Imię osobowe składa się z dwóch wyrazów
słowiańskich : dobr, bonus, dobry, gut, i slava, nomen, gloria,
Name, Ruhm, imię, sława, i oznacza „boni viri nomen habens“,
odpowiada zatem dosłownie greckiemu imieniu osobowemu
AyaôoKÀrçs, Agathocles. Por. słowiańskie imiona osobowe: serb­
skie : Dobroslav, Dobroslauus (w dokumentach Raguzańskich
z r. 1243, 1256, 1265), Dobrosav ; czesk. Dobroslav, Dobrazlav
(Monum. Germ. 11, 53), Dobroslava, Dobrozlaua (imiona żeń­
skie, Reg.); polsk. Dobrosław, Dobrosława (imię żeńskie), Dobroslaua (imię żeńskie, Reg. Pomer.) ; nazwy miejscowości:
serbsk. Dobrosz, Dobraszevci, Dobroljubci ; czesk. Dobrovice,
Dobroszovice, Dobrohostov ; polsk. Dobrosław, Dobroslavici
(Reg.), Dobrosołowo, Dobrzeszów, Dobrogosty, Dobrogostowo,
Dobrogoszcz, Dobrociesz; Dobroslawitz, na Śląsku austryackim,
po polsku Dobrosławice, Dobrosławski (nazwisko rodowe).
29. Dobischau, 1305 Debeszowa, 1441 Dobieschowicz, 1445
Dobieschowsky (imię rodowe), 1453, 1457 Dobeschaw, 1457 Dobeschow (imię osobowe męskie), Dobeschowsky (nazwis. rodo­
we), Dobeschowska (nazwis. osobowe żeńskie), Dobeschowskeu
(nazwis. osobowe żeńskie w trzecim przypad. i osobowe męskie
w przypad. czwartym licz, pojed.), 1496 Dobiessowicz, 1775, 1782
Dobischau, po polsku Dobieszowe, Dobieszowo, jest właściwie
przymiotnikiem dzierżawczym rodzaju nijakiego, utworzonym od
imienia osobowego Dobiesz, z uzupełnieniem zas rzeczownika
jako to pole, campus, Feld, który to języki słowiańskie zwy­
czajnie opuszczają, oznacza „pole, własność Dobiesza“., Samo
imię osobowe wywodzi się zaś od osnowy dob, bonus, dobry,
gut. Por. imiona osobowe: czesk. Dobek, Dobka (imię żeńskie),
Dobesz, Dobes (Reg.), Dobesta, Dobislav, Dobislava, (imię żeń­
skie); polsk. Dobek, Dobko (Reg.), Dobiesz, Dobesius (Reg.),
Dobosz, Doboszius (Reg.), Dobiegniew, Dobiemiar, Dobemarus,
Dobimarus, Dobemerus (Reg. Meklemb ), Dobiesław, Dobizlaus,
Dobezleu, Dubislavus, (Reg. Meklemb.); nazwy miejscowości:
czesk. Dobev, Dobeszov, Dobszin, Dobeszice, Dobeszovice-, małorusk. Debesłavci ; polsk. Dobieszów, Dobieszowice, Dobieszyn,
— 17 —

Stanisław Drzażdżyński

Dobieszewo, Dobiesławice ; imiona rodzinne: Dobiejowski, Dob­
kowski, Dobiesz, Dobieszewski, Dobiesławski, Dubisławski;
nazwy miejscowości na Śląsku : Dobersdorf w powiecie Prud­
nickim, po polsku Dob leszowa, Dobieszewo; Dobersdorf w po­
wiecie Głubczyckim, 1283 Dobešovy, (ob oujaśnienia, podane
do nazwy tej miejscowości, Wisła X. str. 641), Duckwitz, w po­
wiecie Wrocławskim, 1315, 1353 Dobchowicz, 1360 Dobkowicz;
na Śląsku austryackim : Dobischwald, po polsku Dobieszów.
30. Dollendzin, 1305 Dolanzin, 1775, 1782 Dolenzin, po
polsku Dołężyn, Dolędzin, objaśniają zwyczajnie jako wyraz zło­
żony z przyimka polskiego do i z imienia pospolitego łęg, loca
uliginosa, palustria, Moorland, Bruchland, przyczem wszakże
funkcyę przyimka, rządzącego drugim przypadkiem, całkiem mil­
czeniem zbywają. Nazwę owej miejscowości uważać raczej na
leży jako imię odojcowskie, które powstało z imienia osobo­
wego Dołęga i przyrostka dzierżawczego in, yn, i przybrało
znaczenie „włość, dwór Dołęgi“. Imię zaś to odnieść wypada
do osnowy słowiańskiej dolè-, z którego powstały: starosłowiańsk. doltti, parem esse, być zdolnym, sposobnym, gewach­
sen sein, udoleti, predolêti, udolêti i odeHi ; słoweńsk. nadloga,
nadlega, ucisk, dolegliwość, Drangsal; czesk. odol, Widerstand,
opór, odolati, nedoluha, choroba, Krankheit; małorusk. odolity
nedola, Ungemach, przykrość (niedola), nedołuha, ułomność,
kalectwo, Gebrechlichkeit, nadołuha, Ersatz, zastąpienie, odwet;
białorusk. zdołać, vzdoléč, uzdolić, gesund sein, być zdrowym,
nedola, niepowodzenie (niedola); rosyjsk. odoléť, odoliť, razdolét wzmóc się, nevzdoliť, być niezdolnym (uiezdołać);polsk.
dołać, gewachsen sein, być sposobnym (zdolnym), zdołać, zdoływać, zdolić co, zdolny, udolny, faehig, niezdołać, niezdolny, nie­
udolny, unfaehig, dołęga, dołęka, Gewalt, siła, przemoc, niedo­
łęga, niedołęka, Schwaeche, Unfaehigkeit, słabość, niedołężny,
niedołęstwo, unfaehig, Unfaehigkeit, gebrechlich, Gebrechlichkeit.
Por. polski herb i imię rodowe Dołęga.
31. Dombrowa, po polsku Dąbrowa, jest właściwie imie­
niem pospolitém, które utworzone z rzeczownika słowiańskiego
dąb, pierwotnie dąbr, quercus, Eiche, i z przyrostka ava, oznacza
„lasek dębowy“ lub ogólnie „lasek, gaj“, quercetum, ilicetum,
arbores, nemus, Eichenhain, Hain, Waeldchen. Z pomię­
dzy licznych nazw miejscowości na ziemiach słowiańskich
por. tylko następujące: słoweńsk Dobrava, Dobrave, w Krainie;

18 -

Słowiańskie nazwy miejscowości na kląsku pruskim

chorwack. Dubrava, Dumbrava, Dubravec, Dubravci, serosk.
Dubrava, Dubravica; małorusk. Dubrava, Dubrovoje, Dubróvka,
Dubravka; rosyjsk. Dubrava, Dubrova, Dubrovo, Dubrovna, Dubrovka, Dubrovki, Zadubrove ; czesk. Doubrava, Dubrava, Doubravka, Doubravnik, Doubravany, Doubravska Hora; górnołużyck. Dubrava, po niemiecku Dubrau; dolnołużyck. Dubrava,
po niemiecku Dubrau, Tratendorf, Dubravka; polsk. Dąbrawa,
po niemiecku Dombrau, Dammer, Dąbrowa, Dąbrowica, Dąbrów­
ka, Zadąbrowie; Dąbrowski (imię rodowe); na Śląsku: Dombrowa w powiatach Bytomskim, Kluczborskim, Lublinieckim,
Opolskim, Tosko - Gliwickim, Wielkostrzeleckim, Zabrzeskim;
Dombrowe w powiecie Kożuchowskim, Sycowskim, Trzebnickim;
Dombrowitz w powiecie Opolskim, Dombrowitze w powiecie Lu­
blinieckim, Gross-Dombrowka w powiecie Bytomskim, KleinDombrowka w powiecie Katowickim, Dombrowke w powiecie
Tosko-Gliwickim, Wielkostrzeleckim, Opolskim, Pszczyńskim;
Dombrowkamuehle w powiecie Bytomskim, Kluczborskim, Dubrauke w powiecie Rotenburskim, po wendyjsku Dubravka, Dubring w powiecie Wojezierskim, po wendyjsku Dubrjenk, Dambrau w powiecie Niemodlińskim, 1305 Dambrowa, Dammer
w powiecie Milickim, 1245 Dombrova, 1288 Dambrov, 1290,
1480 Dambrowa, Dammer w powiecie Głogowskim, Namysłow­
skim, Oleśnickim, Opolskim, Ober-, Mittel-, Nieder-Dazzzzzzezw powiecie Ścinawskim, Dazzzzzzez'-Hammer, Dammer-Woh w po­
wiecie Namysłowskim, Eichberg w powiecie Bolesławskim, 1480
Dambrowa, Dammerau w powiecie Zielonogórskim, po polsku
Dąbrowa; Dombrau na Śląsku austryackim, po polsku Dąbrowa.
Ob. objaśnienia, podane do nazw miejscowości Taumlitz w po­
wiecie Głubczyckim, Wisła, X. str. 130, i Piania w powiecie Ra­
ciborskim, Wisła, XIX. str. 501 i nast.
32. Dzielau, 1228 (?) Dzelco, 1493 z Dielaw (dopełniacz),
1531 Dielau, 1775, 1782 Dzielawy, 1782 Dzieła, 1825 Dzielow,
po polsku Dzielow, Dzielow, prawdopodobnie wywieść należy
od osnowy słowiańskiej dél-, dividere, teilen, od której utwo­
rzone są rzeczowniki: starosłowiański dełrt, słoweński del, buł­
garski deh>, pars, część, Teil, i słowa : déliti, dividere, teilen,
w serbskim dijeł, w czeskim dii, deliti, w polskim dział, pars,
Teil, część, dzielić, dividere, teilen, w górnołużyckim dżeł, w dolnołużyckim żeł, w małoruskim dilyty, w białoruskim dzjeł, w ro­
syjskim deł, dělit’ ; z osnową tą pokrewne są także gockie dails,
— 19 -

Stanisław Drzażdżyński

staro- i nowogórnoniemieckie Teil część, dział. Ob. również
następujące objaśnienia do nazwy wsi Dzielnitz. ,
33. Dzielnitz, 1228 Dzelnicza, 1234 Delnica, Delnicam
(przypadek 4-ty), 1336 Dilnicza, 1364 Delnicia, 1775 Dziel­
nitz, 1782 Dzielniz, Dzielnica, po polsku Dzielnica, jest imieniem
pospolitém, po polsku część w sensie ogólnym, lecz szczególnie
część miasta, krainy, wyniesionem do rzędu imion własnych,
i przynależy do tej samej osnowy, jak poprzedzająca nazwa
miejscowości. Miano strumienia Dzielnitzka, po polsku Dzielniczka, nad którym w tym samym powiecie leżą wsie Łony
i Błażejowice, jest nazwą zdrobniałą z Dzielnicy. Por. nazwy
miejscowości na Śląsku : Dzielinitz, Dzielunke, w powiecie Ole­
śnickim, Dzielna w powiecie Lublinieckim.
34. Dziergowitz, 1380 Dirgowicz, 1679 Dziergowic, 1775
Dziergowitz, 1782 Dziergowiz, po polsku Dziergowice, jest oczy­
wiście, jak to przyrostek -owice stanowczo dowodzi, imieniem
rodowem, odojcowskiem. Osnową miana tego jest derg-, teuere,
possidere, halten, besitzen, starosłowiansk. sdrgnąti, retinere, zurueckhalten, rosyjsk. dergať, dergnuť, dernuť, zerren, polsk.
dziergać, knoten, schuerzen, dzierg, zadzierzg, knoten, geknuepfter knoten, zadziergnąć, zadzierzgnąć, zuknuepfen, kaszubsk.
zadzerzgnaue, zadzerzga. W źródłach wprawdzie odpowiedniego
imienia osobowego słowiańskiego z stałą, różniczkującą spół­
głoską g, oprócz serbskiego Drg i może jeszcze czeskiego Drhan,
nie znalazłem, chociaż na ziemiach słowiańskich, powstał długi
szereg imion osobowych i nazw miejscowości, rozwiniętych z tej
samej głównej osnowy, w pokrewnem, lecz co prawda, ogólniejszem znaczeniu. Por. imiona osobowe serbsk. Drzimir, Drzichna
(imię żeńskie) ; rosyjsk. Derżikraj ; czesk. Držena, Drżało, Drżek,
Drsek, Drisek, Drischo (Reg.), Držikraj, Drisicray, Drsikray, Dirsicray (Reg.), Drisikray (Monum. Germ.), Drżkray, Drżimir, Drisimir, (Monum. Germ.), Držislav, Drslav; polsk. Dzierżek (w do­
pełniaczu Dzierżka), Dirzek (Reg.), Dirsco, Dirsek, (Monum.
Germ.T, Dirsiko (Reg.), Drosoco rex Obodritorum (Monum.
Germ.), Dzierżka (imię żeńskie), Dirska (imię żeńskie, Reg.),
Dzierżykraj, Dyrsykrayus (Reg.1, Dirsicray (Reg.), Dirsicragius
(Reg.), Dzierżysław, Dziersław, Dirslaus, Derslavus, Derslaus
(Reg.), Dersław, Dziersława (imię żeńskie); nazwy miejscowo­
ści : chorwack. Držimovec, Drszkovci; czesk. Drhovice, Drhovec,
D.'żow, Držovice, Drhonice, Drhotin, Drzkov, Drzkrajov, Drżkra— 20 —

Słowiańskie nazwy miejscowości na Śląsku pruskim

jovici, Drslavice ; polsk. Dzierżanów, Dzierżęcin, Dzierżków,
Dzierzkowice, Dzierżybądz, Darseband (Reg.), Dzierżysławice ;
Dzierżkowski (imię rodowe). Ob. także objaśnienia podane do
nazwy wsi Dirschel w powiecie Głubczyckim, Wisła, X. str. 641.
35. Ellguth, po polsku Ligota, jest właściwie imieniem po­
spolitém słowiańskiem lhota, oznaczającem levatio, ulżenie, zwol­
nienie, Erleichterung, Befreiung, wyniesionem do godności imie­
nia własnego. Nazwa ta miejscowości często na zachodnich zie­
miach słowiańskich zachodząca, w wielu razach, co prawda,
niemiłosiernie pokaleczona, czesk. Lhota, polsk. Ligota, którą
w Czechach przeszło 300, a na Śląsku około 50 razy napoty­
kamy, oznacza pierwotnie osadę, z woli książęcej na czas ogra­
niczony od pewnych ciężarów podatkowych zwolnioną. Por.
objaśnienia podane do nazwy miejscowości Ellguth-Herzoglich.
w powiecie Raciborskim, Wisła, XIX. str. 347.
36. Fischerei, 1782 Rybarzi, po polsku Rybarze, wioska
bezpośrednio nad lewym brzegiem Odry położona, zawdzięcza
nazwę mieszkańcom swym, którzy rybołówstwem się trudnili,
albowiem rzeczownik starosłowiański rybarh, serbski ribar, które
pochodzą od słowiańskiego imienia pospolitego ryba, piscis,
Fisch, znaczy tyle, co w dzisiejszej polszczyżnie „rybak", piscator,
Fischer, Por. nazwy miejscowości : chorwack. Ribari, Ribarica,
Ribarsko-. serbsk. Ribar, Rybari, Ribari, Ribare, Ribarica-,
czesk. Rybar, Rybary, na Śląsku Fischerei, ongi wieś, dzisiaj
przedmieście Opola, po polsku Rybaki, Rybnik, miasto powia­
towe po polsku częścią Rybniki (imię pospolite rybnik = sa­
dzawka rybna, sadz^ Riebnig w powiecie Brzeskim, po polsku
Rybniki i Rybno.
37. Franzdorf, po polsku Głogowiec. Nazwa ta powstała
z słowiańskiego imienia pospolitego głogi, crataegus, oxyacantha, Hagedorn, Weissdorn, mającego brzmienie głóg, również
w jęz. bułgarskim, serbskim i dolnołużyckim, w słoweń. glog,
w czeskim hloh, w polskim głóg, w górnołużyckim hłohonc,
htovonc, w małoruskim hłoh, w rosyjskim głóg (głoch); od tej
osnowy zapomocą przyrostka -ow utworzony został przymiotnik
głogow, a z tego końcowy przyrostek c, nadający pierwotnej
formie przymiotnikowej funkcyę rzeczownikową, wytworzył po­
stać głogowiec, która zatem oznacza „miejsce głogiem pospo­
litym zarosłe“. Por. nazwy miejscowości: nowosłoweńsk. Glogovica w Krainie, Glogov Brod w Styryi ; kroack. Glog, Glogovo,
— 21 —

Stanisław Drzażdżynski

Glogovec, Glogovac, Glogovica, Glogovnica ; serbsk. Glogovac,
Glogovica, Qložane, Glogova Greda; czesk. Htohov, Hlohova,
Hlohovice, Hlohoviczky, Hlohovczice ; polsk. Głogów, w Kró­
lestwie i w Galicyi, Głogowiec w Galicyi ; nowogreck. r^fyoßa
w Arkadji, rXo^iavy, starosłowiańsk. Glożane, w Epirze; na
Śląsku-. Gross-Glogau, miasto powiatowe, po polsku Głogów,
Głogowa, Glogisch w powiecie Głogowskim, po polsku Gło­
gów, Ober-Glogau, w powiecie Prudnickim, po polsku Głogó­
wek, zdrobnienie nazwy »Głogów«, 1217 Glogow, Gloecklichen
w powiecie Prudnickim, po polsku Głogowice, Glockschuetz
w powiecie Trzebnickim, po polsku Głogczyce, 1200 Glokszicz,
1354 Glogszycz, 13öl Klocschicz. Co do przyrostka c urabiają­
cego rzeczowniki, por. nazwy miejscowości : słóweńsk. Bezgorcc,
Brjeżcc, Czrncc, Krivoglarce, Liporec, Žeravincc ; chorwack. Bobopcc, Borczec, Borkorcc, Brezoiw, Dolec, Drenczec, Krizevczcc,
serbsk. Boborc, Borkoiw, Loznac, Zverinac; małorusk, Berezec,
Berestopeć, Chorostecz, Łoboreć, Łyporec, Vołoveć; w formie
liczby mnogiej : MeżyhorcY, Podborcz, Podberezćz, Pohorćz, Tarnarci, Zabołotc'z, Zabołotorćz; czesk. Borovcc, Brodée, Bystrzec,
Dubec, Dubenec, Dvorzec, Hvozdec, Kostelec, Lipec, Lipenec,
Mlýnec, Modrzeć, Mokrzec, Podolec, Rohatec, Sokolorec, Trzesznorec, Zelence, Zvjerzinec; polsk. Bukowiec, Cisiec, Dębowiec,
Łysieć, Mielec, Węgrzec, Zwierzyniec; górnołużyck. Bukopc, Dubc;
dolnołużyck. Bagen^ (od bagno, Sumpf), Bukojc.
38. Gaschiniok, po polsku Gaszyniak, Gaszyniok, jest
nazwą utworzoną z pomocą przyrostka jak. nadającego całemu
wyrazowi funkcyę rzeczownikową, od imienia rodzinnego Gaschin, po polsku Gaszyn, na Górnym Śląsku w dawniejszych
czasach bardzo głośnego, oznaczając „osobę, zostającą na służ­
bie, poddanego Gaszyna“, albo też może „miejscowość należą­
cą do Gaszyna, posiadłość, własność Gaszyna“. Forma Gaszy­
niok polega na wymowie Indowej tej nazwy z przedkońcowem
á pochylonem (=o). Por. kilka nazw miejscowości, utworzo­
nych z przyrostkiem jak-, słóweńsk. KozIovszczüä, TrnovczzzÆ,
chorwack. Bukovszczak, DubravszczzzÆ, Jelenszczak, Kamen/afc,
Korenjak, Lipovjak, Lipovszczak, Slivnjak; serbsk. Debel/fl/t,
Meljak, Zmijn/aÆ; małorusk. DubmaÆy; polsk. G^oczak, także
imię rodzinne, DębnzzzŁ
39. Gieraltowitz, 1400 Geraeltowicz, 1418 Gierałtowice,
1418, 1447, 1457 Geraltowicz, 1457 Geraltowitcz 1531 Geralto- 22

Słowiańskie nazwy miejscowości na Śląsku pruskim

witze, 1679 Geroltowic, 1775 Gieraltowitz, 1782 Gieraltowiz,
1825 Gierotowice, po polsku Gierałtowice, jest imieniem rodowem, odojcowskiein, powstałem z imienia osobowego starogórnoniemieckiego Gairard, Gaerhart, Gerhard, Gerhart, Girard,
Girart, Gerard, Gerald, i z przyrostka słowiańskiego owice.
Por. na Śląsku tę samą nazwę miejscowości Gieraltowitz w po­
wiecie Tosko - Gliwickim, 1295 Gerartowitz, po polsku Gierał­
towice.
40. Gnadenfeld, kupione w r. 1766 przez Ernesta Juliusza
von Seidlitza, dziedzica majętności, Pawlowitzki zwanej, dla syna
Fryderyka, ażeby na przyległej nowej włości założyć osadę,
mającą tworzyć punkt zborny dla sekty Braci Czeskich albo Mo­
rawskich, zwanych po niemiecku Herrnhuter, żyjących dotąd
w rozsypce po całym Górnym Śląsku; dzisiejszą nazwę nie­
miecką dostało na mocy reskryptu królewskiego z dnia 12-go
kwietnia 1780, podczas gdy okoliczny lud polski zowie ową
nową osadę po dziś dzień Pawłowiczki. Polska nazwa, wspomi­
nana w r. 1775 jako Pawlowitzke, 1832 Pawlowizny, jest formą
zdrobniałą nazwy miejscowości Pawłowice, która jako imię odojcowskie wywodzi się od osnowy imienia osobowego Paweł,
Paulus, Paul, 'i przyrostka owice. Por. nazwy miejscowości na
Śląsku -. Pawlowitz w powiecie Pszczyńskim i Tosko-Gliwickim,
Pawelwitz w powiecie Trzebnickim, 1350 Paulów, 1380 Paulowicz, po polsku Pawłowice ; Paulau w powiecie Raciborskim,
po polsku Pawłowo-, Pawelschowe w powiecie Wołowskim,
1480 Podlischewo, po polsku Pawłoszewo ; Pawelau w powiecie
Sycowskim, po polsku Pawłowo ; Pawelau w powiecie Trzeb­
nickim, po polsku Pawłów. Ob. także niżej nazwę miejscowości
Pawlowitzke, jako i objaśnienia podane do nazwy wsi Pawlau
w powiecie Raciborskim, Wisła, XIX. str. 501.
41. Gniewów, 1775, 1782 Gniewof, 1782 Gniwow, po pol­
sku Gniewów, wytłumaczyć należy jako przymiotnik dzier­
żawczy, utworzony od imienia osobowego Gniew i przyrostka
-ów. Odpowiednie imię pospolite, oznaczające ira, Zorn, brzmi
w starosłowiańskim gnevu, słoweńskim, bułgarskim, serbskim
i rosyjskim języku gnev, w czeskim hněv, po polsku gniew, po
górnołużycku hniev, po dolnołużycku gniv, po małorusku hniv.
Por. imiona osobowe: serbsk. Gnevota ; rosyjsk. Gnévosz, Gněvoszev, Gnevasz ; czesk. Hnvva, Gneua (imiona żeńskie, Reg.),
Hnievonj, Gneuon (Reg.), Hněvata, Gnueata (Reg.), Hněvek, Gnu— 23 —

f

Stanisław Drzażdżyński

evec (Reg.), Hnšvka (imię żeńskie), Gneuca (Reg.), Hněvisa,
Hnèvsza, Gnevsa (imiona żeńskie, Reg.), Hnêvomir, Qnevomir
(Reg.); polsk. Gniew, Gneuo (Reg.), Gniewan, Qnevan (Reg.),
Gniewiesz, Gniewosz, Gniewomir, Gnevemarus (Reg.), Mścigniew,
Stojgniew, Zbigniew, Jarogniew, Naszegnevus (Reg.) ; Gniewosz,
Gniewoszewski, Nasięgniewski (imiona rodowe); nazwy miej­
scowości.- serbsk. Gnivljani; czesk. Hnévin, Hnèvice, Hnavanice,
Hn&vanovice, HrNvnice, Hy&votin, Hnotice, Hnèvkov, Hnèvczice, Hnkvkovice, Hnèvczeves, Hnèvsin ; polsk. Gniewy, Gniewięcin, Gniewków, Gniewkowo, po niemiecku Argenau; na
Śląsku: Gniefgau w powiecie Średzkim, 1480 Koselwitz, po
polsku Gniewków.
42. Golaschka, 1782 Galaschka, po polsku Gołaszka,Gołażka, jest tworem zdrobniałym z pierwiastku słowiańskiego
gol-, od którego i przymiotnik gołi>, nudus, nackt, bloss,
brzmiący po bułgarsku, serbsku gol, po słoweńsk. gol, po czesku
koly ; hole, góra bez drzew, goła, łysa; po polsku goły; gola,
otwarte, odkryte miejsce, ogoł, miejsce bez drzew, łyse, puste ;
po górnołużycku hoły, po dolnołuż. goły, po małorusk. hołyj,
po rosyjsku gołyj i rzeczownik gol’, golizna, — oznacza zatem
„miejsce gołe, drzew pozbawione, wykarczowane“. Por. nazwy
miejscowości: słoweńsk. Golo, Na Goleni, po niemiecku Golhof, Gullhof; Gołek, Golica, Golisze, Golszev, po niemiecku
Goeltschach; chorwack. Gola, Goląc, Goleszi, Golo Brdo (Goła
Góra); serbsk. Gola, Golija (góra), Golja (góra), Golicz, Golusz, Gohszte, Golesznica, Golaszenica ; małorusk. Hołyń,
Hołynka, Holiske, Hołycia (pagórek) ; rosyjsk. Golino ; czesk.
Holy, Hola, Hole, Holice, Holisz, Holany ; polsk. Gola, Golec,
Golce; górnołużyc. Hola, po niemiecku Heide, Holca, Holica,
po niem. Golenz; dolnołuż. Gola, Golin, po niem. Gahlen, Golink, po niem. Galinchen, Goliszyn, po niem. Golssen ; Golis,
(Reg. Sax.). po niem. Gohlis; nowogreck. róKa na półwyspie
Peloponeskim, FoNawi w Akarnanii; na Śląsku: Gohle w po­
wiecie Oleskim i Sycowskim, po polsku Gola; Goile, Goyhl
w powiecie Kożuchowskim, po polsku Gola; Gohlau w powie­
cie Średzkim, 1202 desertům Gola, 1376 Golow ; Guhlau w po­
wiecie Głogowskim, Górskim (1335 Gola), Grotkowskim, Lu­
bieńskim, Milickim (1288 Gola, 1480 Golo), Rychenbachskim,
Świdnickim (1247, 1376 Gola)-, Guehleken w powiecie Namy­
słowskim, Gollendorf w powiecie Ziębickim, Golschwitz w po-

- 24 -

Słowiańskie nazwy miejscowości na Śląsku pruskim

wiecie Głogowskim, 1480 Gola, Goloviczi, olim Gola Suatonis,
po polsku Gola, Kreuzendorf w powiecie Głubczyckim, 1131
Golesovizi, 1237 Holaspiz, 1301 Holospitz, po czesku Holasoviczky, po polsku Gołaszowiczki, Małe Gołaszowice, podczas
gdy Kreuzendorf na Śląsku austryackim zowie się po czesku
Holasovice, po polsku Gołaszowice; Guhlow w powiecie Kro­
śnieńskim, 1480 Gola-, Golisch, Goleschau na Śląsku austry­
ackim.
43. Goschuetz, 1534 Goschtitz, 1604 Göschitz, Goschietz,
po polsku Goszyce, Goszczyce jest pierwotnie imieniem odojcowskiem, utworzonem od imienia osobowego, brzmiącego po
polsku Gość, Gostek, po czesku Host, Hostek, którego osnowa
ta sama co w starosłowiańskim gost^. Rzeczownik gost^, hospes,
oznacza według twierdzenia Miklosicha nie tylko tę osobę,
która z obczyzny do nas w gościnę przychodzi, a zatem gościa,
lecz i taką, która od nas na obczyznę wyrusza, sama niby jako
gość w obce strony się wybiera, podobnie jak i w niemieckim
wojaka, który w pole wyruszył, rodacy jego „Gast“ zowią. Sło­
wiański wyraz ma nadto znaczenie „gospodarz", Wirt, równie
jak w greckim &vos. Por. imiona osobowe : serbsk. Gost-, czesk.
Hostak, Hostek, Gostek (Reg.), Hostik, Gostik (Reg.), Gostic
(Reg.), Hostisa (imię męskie i żeńskie) ; polsk. Gościna, Goszczina (Reg.), Gostek, Gościcz, Gosticius (Reg.), Gościsław ;
imiona pospolite : gość, Gast, gościna, Bewirtung, gościniec,
Wirtshaus; Reisegeschenk; Kunststrasse; greek. Eevías, Eévios,
Eevídiv; nazwy miejscowości: serbsk. Gostilje, Gostil; czesk.
Hostin, Hostinov, Hostinici, Hostjenice, Hostynj, Hostynje, Hostivice, Hostakovici, Hostikovice, Hostkovice, Hostaczev, Hosteszev, Hostiszov, Hostiszova, Hostviz, Zahost, Hostiszovice ;
polsk. Gošciejów, Gościejewo, Goszczewo, Gostolin, Gostyń,
Goszczanów, Gostom, Gostków, Gostkowo, Gościeszyn, Zagość,
ŁJgoszcz, Gosław, Gosławice, Goszcza, Bydgoszcz, Małogoszcz,
Samogoszcz-, na Śląsku: Kostenthal, w powiecie Kozielskim,
po polsku Gościęcin, Goslawitz w powiecie Lublinieckim i Opol­
skim, Goslau w powiecie Kluczborskim, Gustau w powiecie
Głogowskim, 1315 Gostym, 1360 Gustinze, Kuschdorf w powie­
cie Niskim, 1315 Coschowitz, 1371 Goschwicz, Gostitz w po­
wiecie Niskim, 1300 Gostiz, 1480 Gostzeczna, Goschuetz w po­
wiecie Sycowskim, 1155 Gostech, 1226 Gosc, 1304 Gosch, Goschez, 1358 Kostitz, Milogoschowicz, po polsku Gościec, Miło-

- 25 -

Stanisław Drzażdźyński

goszowice, Muehlgast w powiecie Ścinawskim, 1480 Mylogoszcz,
po polsku Miłogoszcz, Simsdorf w powiecie Prudnickim, po
polsku Qostomia, Gosczinietz w powiecie Pszczyńskim, po pol­
sku Gościniec. Ob. także niżej podane objaśnienia pod nazwą
miejscowości Kostenthal, jako i uwagi do nazwy miejscowości
Gross-Hoschuetz w powiecie Raciborskim, Wista, XIX. str. 350
i nast.
44. Groetsch, 1155 Gradice Golensieczke (?), 1234 Grodische, 1292 Grodisce, 1411 Grecz, 1469 Grodziecz, 1472 z Grodcza (dopełniacz), Groditz, 1495 Grodissczy, Gradiersstij (imiona
rodzinne właścicieli w liczbie mnogiej), 149ó Grodiczssky (imię
rodzinne), 1497 Grodiczsky (imię rodzinne), 1775 Groetsch, 1782
Grodzisków, po polsku Grodzisko, wywieść należy jako imionisko, formę zgrubiałą od prasłowiańskiego gord,
*
któremu
w starosłowieńskim odpowiada grad, murus, hortus, urbs, Mau­
er, Garten, Feste, w słoweńskim grad, castellum, zamek, Schloss;
gradiszę, miejsce, gdzie dawnymi czasy stał zamek, w bułgar­
skim grad, warownia, miasto, gradina, hortus, ogród, Garten,
w serbskim grad, arx, zamek warowny, Burg, w czeskim hrad,
arx, zamek, Burg, w polskim gród (dopełń, grodu), arx, zamek
warowny, Burg, zagroda, oparkanienie, gospodarstwo chłopskie,
Verzaeunung, Bauernwirtschaft, ogród, hortus, Garten, w ka­
szubskim ogard, wągarda, wągard, Garten, w jęz. połabskim
gord, zamek, ogrodzenie, ogród, w górnołużyckim hrod, w dolnołuż. gród, w małorus. horod, Garten, hórod, miasto obwaro­
wane, w rosyjsk. gorod, arx, Burg, ogorod, ogród warzywny;
wyraz ten z przyrostkiem -sko, oznacza zatem : wielki, groźny,
szpetny gród, zamek, zamczysko, grosse, haessliche Burg. Z dłu­
giego szeregu rozsianych po całej Słowianszczyźnie nazw miej­
scowości, jakie z osnowy tej wywodzą swój ród, ograniczam
się jedynie na przytoczeniu najznamienniejszych i z nazwą miej­
scowości, o której właśnie mowa, najbardziej pokrewnych : słoweńsk. Grad, Gradac, Gradicz, Gradée, w Krainie, po nie­
miecku Grades, Gradcze, po niemiecku Gratschach, Gradiszcze
w Krainie, Gradiszę, po niemiecku Gradisch, Graditschach,
Radsberg w Karyntyi, Gradiszko, Gradeż, Bielsgrad na granicy
Karyntyi ; chorwack. Gradée, Gradczac, Gradiszcze, Gradiszcie,
Gradiszte, Gradiszka, Gradiszczak; serbsk. Gradac, Gradiszte,
Bjelgrad, po polsku Białogród, po niemiecku Belgrad, małorusk. Horod, Horodec, Horodyszcze, Horodyska, Horożany ; ro

— 26 —

Słowiańskie nazwy miejscowości na Śląsku pruskim

syjsk. Gorodec, Gorodnja, Novgorod, po polsku Nowogród;
czesk. Hrad, Hradec, po niemiecku Graetz, Hrádek, Hradce,
Hradci, Hradíce, Hradkov, Hradecko, Hradeczno, Hradeczna,
Hradisko, Hradisztje, po niemiecku Ratsch., Hradisztko, Hrazsko, Hradczany, Velehrad, Nowe Hrady, po niemiecku Gratzen ;
polsk. Grodków, Grodziec, po niemiecku Graetz, Groeditzberg, Grodzisk, Grodzisko, po niemiecku Graetz, Grodziszcze,
Zagrodzie; górnołużyck. Hrodziszcio, po niemiecku Groeditz,
dolnołuż. Grodk, po niemiecku Spremberg (w dokumentach
Sprevenberc), Grożiszcio, po niem. Sonnenwalde ; Altenburg
(Oldenburg w Holsztynie), quae slavica lingua Starigard hoc
est antiqua civitas dicitur (Helmolda Kronika), Grodice (Reg.
Sax.), po niem. Roitzsch, Belgard (Belegard, Reg. Pomer.). Star­
gard (Stargrod, Reg. Pomer.); nowogreck. EpavrÉT^i, out lar a
(słowiańsk. Gradiszte) w Epirze, EapcÍKa w Arkadyi i Messend,
rápotTTa w Messend, EapSevá w Achai, Eapoevíraa w Focydzie;
na Śląsku : Grodzisko w powiecie Wielkostrzeleckim, Alt-Loslau
albo Schlossgemeinde Loslau w powiecie Rybnickim, po pol­
sku Grodzisko, Kritschen w powiecie Oleśnickim, 1391 Grodzisch,
po polsku Grodzisk, Graeditz w powiecie Grodkowskim, 1370
Grodisz, 1490 Gradiscza, Grosziste, po polsku Grodziszcze, Grottkau, miasto powiatowe, 1268 Grotchov, po polsku Grodków,
Grodofke w powiecie Milickim, po polsku Grodówko, Groditz
w powiecie Namysłowskim i Niemodlińskim, po polsku Gro­
dziec; w obrębie czeszczyzny: Hratschein w powiecie Głubczyckim, po czesku Hradczany, Ratsch w powiecie Raciborskim,
po czesku Hradczany, Raczany, Hradczanky, Raczanky, Wuenschelburg w powiecie Kłodzkim, po czesku Hrádek, Ratschin
w powiecie Bystrzyckim i Szenawskim, po czesku Hradczyn ;
Graetz na Śląsku austryackim, po czesku Hradec, po polsku
Grodziec. Ob. także ol aśnienia, podane pod nazwą miejsco­
wości Hratschein w powiecie Głubczyckim, Wisła, XI. str. 120,
i pod nazwą wsi Ratsch w powiecie Raciborskim, Wisła, XIX.
str. 507.
45. Gross - Ellguth, 1488 ze Lhoty (przypadek 2 gi), 1496
Eilgut, 1513 Ellguth, 1532 Ellgott, 1775 Ellgoth, 1782 Wielka
Ligotta, po polsku Wielka Ligota. Objaśnienie nazwy Ligota
ob. wyżej pod nazwą miejscowości Ellguth, „Wielką“ zaś zowie
się dla odróżnienia od swej skromniejszej imienniczki.
46. Gross-Grauden, 1223 Brudina, 1223, 1228, 1234, 1447
— 27 —

Stanisław Drzażdżyński

Grudina, 1335 ecclesia de Qrudin, 1381 Qrudyn, 1400, 1418
Qrawdin, 1416 Magna Grudina, 1437 Grawtten, 1532 GrossGrudny, 1679 Grudnia, 1775 gross Grauden, 1782 Wielka Grudeni, po polsku Wielka Grudynia. Z osnowy słowiańskiej grud,
gleba, skiba, bryła ziemi, grunt zmarzły, kamienisty, Scholle,
Erdscholle, gefrorener, steiniger Boden, mamy w starosłowiań­
skim, słoweńskim, chorwacko - serbskim i polskim rzeczownik
gruda, w czeskim, małorusk. i białorusk. hruda, po rosyjsku
gruda, kupa, Haufe, w narzeczach zmarzłe błoto, gefrorener
Strassenkot ; z tej samej osnowy i z przyrostku -ynja, nadają­
cego nowemu tworowi funkcyę przymiotnikową, powstała na­
zwa Grudynia, która według ogólnego prawidła języków sło­
wiańskich oznaczenie bliżej ją określające, jako to wieś, vicus,
Dorf, włość, dominium, possessio, Besitz, odrzuciła. „Wielką“
zaś nazwano tę starą osadę dopiero w późniejszych czasach,
dla odróżnienia od Małej Grudyni, wioski w tym samym po­
wiecie leżącej ; ob. niżej Klein - Grauden. Por. nazwy miejsco­
wości : słoweńsk. Rjepzz/e, Svibezz/; chorwack. Brotzz/a ; serbsk.
Dobri/z/a, Jagodzzje: Gruda, Grude, Zagruda ; małorusk. Bołotnia, Boryzzza, Czeremoszzzza, Javor/zzTz, Jemelzzza, Krapyvzzza,
Medynz’iz, Ostryzzza, Uhryzź; Berezyna, Bucz^zza, Liszczyzza; rosyjsk. \vnja; czesk Huszzza; Blatzzza, Borovzzza, Buczzzza, Bukovzzza, Dubzzza, Dubiczzzza, Habrzzzza, Lesztzzza, Hliniezza ;
polsk. Brzezina, Męcina; Bukowzzza (kraina i miejscowość);
Grudek, Grudza, Grudna, Grudynia; górnołuż. Buko/zza zamiast
Bukowzzza; dolnołuż. Gribovzzza; nazwę miejscowości na Ślą­
sku : Grudschuetz w powiecie Opolskim, po polsku Grudzice.
Warto przytem zwrócić także uwagę na słowiańskie nazwy
miesiąca grudnia, powstałe z tej samej osnowy ; brzmi zaś on
po słoweńsku gruden, po chorwacku grudan, po czesk. hruden,
po małorusku hrudeń, po polsku grudzień (w dopełń, grudnia);
po litewsku grodinis.
47. Gross-Nimsdorf, 1223 villa Nazhlai, villa Nacezchlai,
1234 Nacesslavichi, 1305 Naceslavicze, 1306 Naculchsicz, 1400
Nymmsdorff, 1400, 1418 Nymsdortf, 1447 Nymandsdorff, 1479
z Neczeslawicz (przypadek 2-gi), 1488 Naczeslowska (nazwisko
posiedzicielki włości), 1488, 1497, 1513 z Naczeslawicz (drugi
przypadek), 1511 Naczeslawicz, 1679 Nacislowic, 1775 gross
Nimbsdorf, 1782 Gros-Niemsdorf, Gros-Niembsdorff, Wielki Naczislawice, 1825 Naczisławice, po polsku Naczesławiće, Nacisła-

- 28 —

Słowiańskie nazwy miejscowości na Śląsku pruskim

wice, utworzone jest od imienia osobowego słowiańskiego Na­
czesław, w Regestach śląskich mającego postaci: 1222 Nace
slaus, Nachazlaw, 1223 Nacezchlaus, Nazchlaus, 1224 Machezlaw,
1228 Nachezlaw, Nachezlawus, 1267 Nacesslaus z przyrostkiem
odojcowskim ice i oznacza: potomków, poddanych, własność
Naczesława. Naceslaus, Nachazlaw, którego źródła pod r. 1222
wymieniają jako kasztelana kozielskiego, był prawdopodobnie
założycielem starodawnej tej osady. Imię osobowe Naczesław
objaśnić wypada jako złożone z osnowy słowiańskiej naczę,
(por. stsłow. cę-ti, naćęti), incipere, anfangen, i rzeczownika slav,
sława, nomen, gloria, imię, sława, Name, Ruhm, i znaczy „ab
incipiendo nomen habens“, odpowiada zatem dosłownie gre­
ckim imionom osobowym ApyiKNjs, Apyias. Por. imiona oso­
bowe: czesk. Naczek, Naczas, Naczesza (imię żeńskie), Naczehost, Naczepluk, Naczerad, polsk. Naczesław, Naceslaus (Reg.) ;
nazwy miejscowości na Śląsku: Netsche w powiecie Oleśnickim,
1288 Necischov, po polsku Naczysław, Naselwitz w powiecie
Niemieckim, 1335 Naslowicz, po polsku Nasławice. Ob. obja­
śnienia podane niżej do nazwy miejscowości Klein-Nimsdorf.
48. Grzendzin, 1264 Grezen, 1316 Grenzyn, 1384 Grensen,
1400 Grenssen, 1418 Grenssen, Grenszin, 1447 Grenzen, 1532
Grzetzyn, 1679, 1775 Grzenzin, 1782 Grzendzin, Grzensin,
Grssenzin, po polsku Grzędzin, powstało z osnowy słowiań­
skiej grend, trabs, Balken, ou które1’ pochodzi w jęz. starosło­
wiańskim gręda, w słoweńskim greda, bierwiono, zagon, Balken,
Beet; gred, Huehnersteig, kurza grzęda; w bułgarskim i serb­
skim greda, w czeskim hrzad, bierwiono, zagon, Balken, Beet,
w polskim grzęda, pręt, grzęda kokoszą, Stange, Huehnerstange ;
zagon, Beet; w małoruskim hrjada, zagon ; hrydy, hrjady, zrąb,
rusztowanie, Geruest; w rosyjskim grjadd; w rumuńskim grindę;
w madziarskim gerenda; w nowogreckim ypěvTcr, w staropruskim grandico; w litewskim grindis, greda; gristi, grindżu, ba­
lami obłożyć; w łotewskim gride, tarcica, podłoga, Diele;
gr«da, zagon, Beet, — i z przyrostka in, nadającego wyrazowi
całemu funkcyę przymiotnikową. Wywodzenia nazwy tej miej­
scowości od słowiańskiego Grad^, po polsku gród, po czesku
hrad, po rosyjsku gorod, jak to niezbyt jeszcze dawno stanow­
czo twierdzono, nie można zatem uważać za słuszne; por. ob­
jaśnienia wyżej podane pod nazwą wsi Groetsch. Por. nazwy
miejscowości : chorw. Greda, Pod Gredom, Gredice, Gredjani,
— 29 —

Stanisław Drzażdżyńsk»

Babina Greda; czesk. Hrádky; małorusk. Hrjada; madziarsk.
Gerenda; Grindiz (Reg. Pomer.) ; z przyrostkiem zaś in-. czesk.
Banż/z, Holubz/z, Kozz«, Zajeczż/z ; polsk. Go\eJ>ino, Gąsino, Gąsocin, Łączyzz, Żabino; małorusk. Horoszyzz, Kozy«, Łebedyzz,
Łoszaty/z, Łypy/z, Rohatyzz, Smoły/z, Żurayy/z, na Śląsku-.
Gogolz/z.
49. Habicht, 1775 Jastrzemb, 1782 Jastrzomb, Jastrzromb,
1825 Jastrząb, po polsku Jastrząb, w dopełniaczu Jastrzębia.
Nazwa niemiecka jest tylko dosłownem tłumaczeniem polskiej,
albowiem w językach słowiańskich, mamy : po starosłowiańsku
jastręb-b, po słoweńsku jastreb, jastrob, jastran, po serbsku
jastreb, jastrijeb, po czesku jestrab, po polsku jastrząb, (ja­
strzębia), w górnołużyc. jatszob, w dolnołużyc. jaszczeb’, jaczeb’,
w małoruskim jastrjab, jestrub, w rosyjskim jastreb, accipiter,
Habicht. Por. nazwy miejscowości : słoweńsk. Jastroble, Jastroblek; chorwack. Jastrebica (strumień), Jastrebarsko ; serbsk.
Jastrebac, Jastrebnica; czesk. Je. sirab, Jestrab, Jestiibec, Jestrebi, po niemiecku Habstein, Jestrzebice ; polsk. Jastrzębie,
Jastrzębia, Jastrzębiec, Jastrzębica, Jastrząbka, Jastrzębniki-,
małorusk. Jastrjabyk, Jastrubec, Jastrubkov, Jastrubyczy ; rosyjsk. Jastrebino ; górnołużyck. Jatszob’, po niemiecku Jetscheba-,
Wiztrop, Wistrop (Reg. Sax.), po niemiecku Weisstropp ; Jastriuba, Jastroue, Jastrove, (Reg. Pomer.); na Śląsku: Jaestersheim w powiecie Górowskim, 1306 Jestremba, po polsku Ja­
strzębie-, Nassadel w powiecie Namysłowskim, po polsku Ja­
strzębie; Jastrzemb w powiecie Rybnickim, po polsku Jastrzę­
bie. Por. także imione osobowe: polsk. Jastrzębiec (herb), Ja­
strzębski (imię rodzinne).
(Ciąg dalszy nastąpi).

— 30 —

ADAM FISCHER.

Polskie widowiska ludowe.
i.
Szopki i Herody.

Ponurą jednostajność długich zimowych wieczorów roz­
jaśnia starodawne święcenie Bożego Narodzenia. Grudniowy
wiatr oknami sennie podzwania, gdy radosny śpiew kolendy,
a wśród tego śpiewu ucieszne podrygi jasełkowych figurek
wyrywają nas z odrętwienia wieczornego zacisza.
»Jaskrawa gwiazda na żerdzi wybłyska
Ścieląc snop światła krwawego po ziemi, —
Kometa drżąca, dziwna bez nazwiska,
Co raz do roku zjawia się i świeci,
Ponad głowami bosych chłopskich dzieci...«

Ciekawe te zwyczaje obchodzi lud nasz na całej przestrzeni
ziem polskich ; forma zasadnicza prawie wszędzie jednakowa,
ale barwność i bogactwo szczegółów wielce różne. Usiłowano
więc już nieraz zbadać pochodzenie tych świątecznych widowisk;
próby w tym kierunku podjęte były jednak dotąd przeważnie
nieudałe, jużto z powodu małego znawstwa materyału, jużto
ze zasadniczo mylnych przesłanek.
Powstanie szopki polskiej zrozumieć będzie można do­
piero wtedy, gdy się zbada jej stosunek do wzorów obcych
a więc przedewszystkiem do średniowiecznych tekstów łaciń­

— 31

Adam Fischer

skiego misteryum. Przekonamy się naonczas, jak ciekawym
przekształceniom uległa pierwotna forma, jak twórczość ludowa
niejako naklejała na starem tle coraz to nowe obrazki, brane
czyto ze współczesnego mu życia, czyto nawet ze sceny dra­
matycznej.
Polska szopka z biegiem swego rozwoju przeszła nieje­
dną ważną zmianę; działały oczywiście różne przyczyny, wpływy
miejsca i czasu, wpływy literackie i kulturalne, a przedewszystkiem zmiana warstw społecznych, które ujmowały w swe ręce
wystawianie tych widowisk. Rzecz ciekawa, że mimoto pewne
formy po dziś dzień przetrwały, tak, że to, co jest w tym dra­
macie typowe, wybija się na plan pierwszy, przed zmianami
indywidualnemu A ten fakt stwarza możliwość naukowego ich
zbadania. Poszukiwanie więc pójdzie głównie w tym kierunku,
który pozwoli odtworzyć pierwotną formę widowisk polskich
na Boże Narodzenie, zbadać ich kolejne przemiany, wykryć
istniejące wpływy. A że typ zasadniczy nie jest pochodzenia
rodzimego, więc wynika stąd nowe zagadnienie: jaki był typ
misteryum, do którego twórczość dramatyczna polska nawią­
zała.
W Polsce, podobnie jak w innych krajach, kościół wpro­
wadził widowiska około świąt Bożego Narodzenia. Zrazu urzą­
dzano je w murach kościelnych, później jednakowoż, wskutek
zbytniego rozrostu widowisk i przybrania charakteru więcej
świeckiego, musiały się one przenieść na kościelne dziedzińce,
a z czasem jeszcze dalej, na ulice i rynki.
Szopka polska wzorowała się na tekstach obcych. A misterya o Bożem Narodzeniu powstały na Zachodzie w XI w.,
o ile możemy sądzić, na podstawie tropów z Limoges i Oks­
fordu. Treścią tego tropu był śpiew anioła i pastuszków, szu­
kających żłóbka Chrystusowego. Jakie były pierwsze stopnie
rozwoju misteryum, trudno właściwie dokładnie określić z po­
wodu braku odnośnych tekstów. Tekst z wieku XIII, prawdo­
podobnie z Rouen, ma już cechy wybitne iiramatu religijnego.
Występuje Marya z dzieciątkiem i babami —- aniołowie i pa­
sterze — rozgrywa się akcya już wcale dobrze spojona i logi­
cznie umotywowana. Misteryum w tej postaci rozwija się też
bardzo pomyślnie w swej ojczyźnie t. j. we Francyi, zataczając
przytem coraz szersze kręgi po wszystkich okolicznych krajach.
Przyjmują nowy rodzaj dość szybko Niemcy, i już Gerhoh
— 32 —

Polskie widowiska ludowe

z Reichersbergu (fi 169) wspomina o „herodach“, jakie miano
wystawiać w Augsburgu. Rozpowszechniły się też misterya we
Włoszech, gdzie nieraz urządzano je z olbrzymim przepychem.
Tak czytamy n. p. w „Pamiątkach medyólańskich“ Giuliniego
opis wspaniałej uroczystości, jaką urządzili Dominikanie medyolańscy w dzień 6. stycznia 1336 r. Ulicą S. Maria delle Gra­
zie ku kościołowi św. Wawrzyńca posuwał się wspaniały or­
szak jeźdźców. Byli to Trzej Królowie, z olbrzymim dworem
i służbą. Przy dźwięku trąb zajeżdżali przed kościół, gdzie
u stóp kolumn siedział na bogatym tronie król Herod — w oto­
czeniu uczonej żydowskiej rzeszy. I odgrywała się przepyszna
scena, stosownie do tekstu Pisma św. Wszyscy zwracają się
następnie ku Betleem, które urządzono w kościele św. EustorgiLSza. Trzej Królowie składali w szopce, urządzonej w głó­
wnym ołtarzu, ofiarne dary, poczem zapadali w sen, a budził
ich anioł, każąc wracać „Bramą rzymską“. — W Hiszpanii
znajdujemy już przy końcu XII. w. teksty podobnych religijnych
dramatów, nie obce też są one literaturze niderlandzkiej.
Badacze polskiego teatru twierdzili, że o polskich misteryach można mówić dopiero od wieku XV. A jednak zdaje się,
że trzeba będzie z wielu względów datę wstecz jeszcze przesu­
nąć. Dowodem na to będą najpierw zakazy przedstawień reli­
gijnych, gdy się z czasem charakter ich wyrodził i nie umiano
w nich uszanować ani świętości miejsca, ani przedmiotu. Wła­
dze kościelne występują z zakazami już od XIll-go wieku. Mamy
np. list papieża Innocentego III. do Henryka Kietlicza, arcybi­
skupa gnieźnieńskiego, z dnia 5. stycznia 1207 roku, tyczący
się przedstawień scenicznych po kościołach 1). Dnia 7 maja
1230 r. wydaje Grzegorz IX b řeve do opata brzeskiego i prze­
orów klasztoru zwierzynieckiego i dominikańskiego w Krako­
wie, w którym zakazuje widowisk urządzanych przez krakow­
skich scholarów 2). Ślady pierwotnych jasełek przetrwały po’) Ks. prof. Fiiałek, Średniowieczne ustawodawstwo synodalne
biskupów polskich. (Rozpr. wydz. hist. filoz. Akad. Um. w Krakowie
t. XXX), s 221; Szujski, Dzieła, ser. 11. t. VIII, s. 316; Dr. W. Nehring,
Początki poezyi dramatycznej w Polsce. (Roczn. Tow. przyjaciół nauk
Pozn. t. XV. s. 193); L. Lepszy, Lud wesołków w dawnej Polsce, Krak.
1899, s. 27; Kraszewski, Gawędy o literaturze i sztuce, Lwów 1866,
s. 130, 144.
2) Kodeks dypl- tyniecki, Lw. 1871. s. 20. Lepszy L. Lud wesołków
j. w. s. 27 - 8.

— 33 —

Adam Bischer

nadto w rzeźbionych figurkach, sięgających jeszcze XIV wieku,
jak n p. w klasztorze św. Andrzeja w Krakowie, sprawionych
prawdopodobnie przez królowę węgierską Elżbietę, siostrę Ka­
zimierza W. 1). Opierając się na powyższych danych, należałoby
więc może wcześniej oznaczyć początek polskich jasełek.
Zachowane teksty polskich widowisk na Boże Narodzenie
należą przeważnie do wieku XVII. Zasadnicze sceny wzorują
się na tekstach obcych, łacińskich, jak n. p. scena proroków,
zwiastowania anielskiego, szukania noclegu, pasterzy z aniołem,
pokłonu pasterzy i Trzech Króli. Oryginalność polskich przerabiaczy zaznaczyła się przeważnie we wtrącaniu komicznych
epizodów, pomnażaniu ilości figur ewangelicznych, dodawaniu
niekiedy zupełnie nowych piosenek i kolend. Należy jednak
podkreślić, że w XVII wieku jest to jeszcze dramat szkolny,
nie ludowy.
Dopiero po długim okresie lat, gdy widowiska, usunięte
z kościołów i miejsc publicznych, przeniosły się do domów
tak stolicy, miast i miasteczek, jak i chat wieśniaczych, zdane
na ręce klechów, bursarzy, żaków i wiejskiej gawiedzi, straciły
dawne znaczenie kościelnego obrzędu i zmieniły swą pierwotną
formę.
Nikłe okruchy starodawnych, dramatycznych przedstawień
religijnych przechowały sie do dziś w postaci pieśni kolędo­
wych, szopki, t. zw. „Herodów“, lub „Maryjki“, „Gwiazdy“
trzechkrólewskiej i „pastuszków“.
Wiele kolend — to przecież jakby resztki dawnego dra­
matu, a więc n p. kolęda: „Ach bieda, bieda mnie Herodowi,
utrapionemu wielce królowi“, lub inne, jak: „A śpis Bartek?
Symek? Wojtek?“
Wtórym pomnikiem dawnego teatru nazwałem szopkę,
przez którą rozumiemy mały obnośny teatrzyk ze sceną Bo­
żego Narodzenia i ruchomemi figurkami. Zapewne niegdyś
przed tego rodzaju urządzeniem (większych jednakże rozmiarów)
odbywały się religijne przedstawienia, później atoli z ich upad­
kiem teatrzyki one przybrały ten kształt, jaki dziś noszą —
niemal dziecinnej zabawki.
Miejsce osób działających w dawnym religijnym dramacie*
V.
’) Pagaczewski Julian, Jasełka krakowskie. Rocznik krakowski, t.
V. s. 04-137.

— 34 —

Polskie widowiska ludowe

zajęty obecnie pospolite lalki, przesuwające się po scenie, urzą­
dzonej w samej szopce, które ożywia „udawany“ głos pokazu­
jącego. Małemu temu teatrzykowi ludowemu towarzyszy często­
kroć muzyka, złożona ze skrzypków i basów ; czas przedsta­
wień: od św. Szczepana do Matki Boskiej Gromnicznej.
Na podłużnej czworobocznej podstawce z deski wznoszą
się z trzech jej stron wieże z różnokolorowego papieru, pod
wydatniejszą, środkową, umieszczona prawdziwa szopka, czyli
stajenka, w której w żłóbku udane Dzieciątko Jezus, a obok
niego Matka Najświętsza ze św. Józefem i nieodstępni wół
i osieł. Z narożnych wieżyczek występują z jednej strony mę­
skie, z przeciwnej żeńskie osóbki na scenę, zamkniętą z trzech
stron, wolną od strony widzów; i przesuwają się w szparze,
przecinającej podłużnie scenę, podtrzymywane na patykach
i kierowane zręczną ręką pokazującego.
Różne występują w tej szopce figurki — zależnie od oko­
licy. W Krakowski em1) wychod zi naprzód szlachcic pol­
ski z zardzewiałą karabelą, ku niemu kroczy poważna towa­
rzyszka w czepku, a po ukłonie wzajemnym, przetańczywszy
poloneza, ustępują miejsca kozakowi, który prysiudami swymi
ubawia widzów, poczem wyskakuje ze swą sudarynią. Pokazują
się następnie kusy Niemczyk w opiętych pluderkach i tłusta
Niemka; wypada dalej mały, lecz krępy Krakowiak — kierezya
granatowa obszyta kółkami, pas długi kowany, buty wysokie
i czapka czerwona z pawiem piórkiem, na prawe ucho zbakierowana, w ręku kij sękaty, oto jego ubiór i obrona. Tańczy
gracko ze swą Kasią. A gdy i wysmukły góral z niedźwiedziem
i wędrujący robotnik, poskakawszy, odchodzą, wtaczają się
wtedy wolno na scenę napuszysty Herod z przewrotnym zau­
sznikiem Żydem i Feldmarszałkiem; Herod grozi berłem całemu
światu, w końcu hardy łeb oddaje kościstej śmierci, która go
kosą ścina. Tegoż losu doznaje i Żydek, a gdy płaczliwa Re­
beka głośno rozwodzić poczyna swe żale, porywa ją dyabeł
z mężem do piekła. Po czarownicy, robiącej masło, po dyable,
co jej wypija śmietanę, zjawia się wreszcie dziadek stary z to­
rebką na pieniądze, zamykając ten orszak jasełkowy.
Pod wielu względami odmienną jest szopka siedlecka
wydana przez Z. Wasilewskiego 2). Obok zwykłych epizodów
’) Konopka, Pieśni ludu krakowskiego, str. 85 i n.
2) Z. Wasilewski, Szopka i Herody, Wisła, t. VI (1892) s. 564—586.

— 35 —

Adam Fischer

z szlachcicem, żydem, kozakiem, pastuszkami, Węgrem, Krako­
wiaczkiem z Krakowianką, występuje kowal z niedźwiedziem,
druciarz, Cygan z niedźwiedziem, kominiarz, lekkomyślna Małgorzatka i rozgrywa się bardzo ciekawa anekdotka o majtku
i jego żonie.
Szopka kaliska1) nie odznacza się już takiem boga­
ctwem szczegółów, wyjąwszy ciekawą figurę miejskiego poi cyanta, w której przebija się zawsze aktualny dowcip ludowy.
Uzupełnienia M. Parczewskiej *2*) nie dodały czegoś niezwykłego.
Kurpie w Myszyńcu znali też zwyczaj szopki. A jeśli tekst
jej był równie oryginalny, jak zachowane jeszcze figurki jaseł­
kowe z pasterzami w narodowym stroju kurpiowskim, wielką
ponosimy stratę w ogólnym obrazie tych widowisk na ziemiach
polskich •).
Wcale znaczna ilość figurek przesuwa się przez szopkę
lubelską4). A jakiś ludowy „pan dyrektor“ wprowadził tu
cały szereg motywów teatralnych, jak damę chętną zamążpójścia, „grubego pana“, żarłoka i sybarytę, dwóch Turków etc.
Tekst podhorecki 5) z pow. złoczowskiego wprowadza
oczywiście typy lokalne, jak Rusinów, rozbójnika, a szczególnie
szeroko traktuje dowcipy żydka garbatego.
W Rabce 6) przedstawiono wszystkie zawody i narodo­
wości ; pilarz, dwóch młocków, pajac, stolarz, szewc, krawiec,
bednarz i żołnierz. W szopce wielickiej 7) np. pojawiają się fli­
sak z dziewczyną, Madziar i osławionych obyczajów Wieliczanka, Cygan z Cyganką, kominiarz wielicki, górnik miejscowy,
żalący się na niegodziwą żonę, Żyd ze skórkami na plecach.
’) Dr. J. Peszke, Urywki dawnej szopki kaliskiej. Wisła, T. XI
(1897) s. 1-8.
2) Melanja Parczewska, Szopka w Kaliszu. Wisła, t. XVII (1903)
s. 476-483.
. /) K. B. Sk. Szopka w Myszyńcu. Wisła t. IX, s. 112—113.
4) Ignacy Wolanowski, Szopki w Lubelskiem, Wisła t. X. s.
465—489 Tenże, O szopce lubelskiej z przed lat trzydziestu, Wisła t. XVI,
s. 283—290.
5) Bronisław Kryczyński, Szopka w Podhorcach. Lud V. (1899)
s. 154-164.
c) J. Cieplik, Boże Narodzenie w Rabce i w okolicy (w powiecie
myślenickim). Lud X. s. 291—298.
’) Czas 1867, nr 86 i n. X. R. F. Nasze zwyczaje, zabobony i za­
bawy czasu świąt Bożego Narodzenia.

— 3Ó —

Polskie widowiska ludowe

A w innych tekstach występują: ułan, huzar, kozak, żaczek,
Tęga dziewa i parobek, Turcy, pani Kogucina, gruby pan, pan
Jabłoński z żoną, dwie żniwiarki i caiy szereg jeszcze figurek
zupełnie już lokalnych, których nfë sposób tu wyliczać.
Rozmowy i piosenki tej szopki mają charakter wybitnie
miejscowo-satyryczny. Swego czasu ułożono podobną szopkę
w Makowie, gdzie wprowadzono wiele znakomitości miejsco­
wych z wszystkiemi ich wadami i zaletami.
W publikacyach etnograficznych spotykamy bardzo liczne
wzmianki o zwyczaju chodzenia z szopką 1). Poważnie zainte­
resował się tym rodzajem twórczości ludowej u nas pierwszy
Anczyc2), choć już przed nim liczne były wzmianki.
Rozwój naszej szopki mogą nam zilustrować dobrze nastę­
pujące cytaty. Tak pisze np. w swych pamiętnikach Kitowicz:
„Franciszkanie to (widząc z jaką uciechą ogląda lud jasełka
w czasie świąt Bożego Narodzenia po kościołach kapucyńskich
ustawiane) dla większego powabu ludu do swoich kościołów,
') Kolberg, Lud V, IX, s. 119, X, s. 60, XVI, s. 104, XXIII,
s. 60. Dr. Jan Krupski, Szopka krakowska, Krak. l°04 (Bibliot. Krak.
T. 24). Chociszewski, Gwiazda i gwiazdor. Gniezno 1902. I. Piątkowska,
Zwyczaje świąteczne ludowe. Kaliszanin, 1886, nr. 37, 39. Władysław
Semkowicz, Boże Narodzenie w Radłowie. Lud X, s. 167. Fr. Gawełek,
Boże Narodzenie w Radłowie, Lud T. XIV, s. 154, Mikołaj Janczuk, Szopka
w Kornicy, Wisła t. II. s. 729. B. J., Jasełka w kościele w Ostrołęce, Ga­
zeta Świąteczna, 1895, nr. 733. Czaja Stanisław, Szopka krakowska, Lud
XI, s. 17—50, 130—163, Z. D. Jasełka, Tyg. illustrowany 1909, II, s. 1095.
Dienstl M. Średniowieczna scena a szopka krakowska. Czas 1909, nr.
135, 136, 137. Fr. Gawełek, Jasełka, Głos narodu 1913, nr. 9. Jastrzębo­
wski S„ Szopka radomska, Materyały do dziejów teatru ludowego, Wi­
sła VIII, s. 281. Tenże, Jasełka, Gaz. Naród. 1892, nr. 309. K. P., Szopki,
Zorza 1844, t. V. s. 54-57. Mellerowa Z., Jasełka, Kur. Warsz., 1894 nr.
355. Skrzynecki Antom, Szopka warszawska, Wędrowiec 1891, II, 208.
Szczepański Alfred, Szopka, Kur. warsz. 1883, nr. 1. Wacławski, Szopka,
Czytelnia niedzielna 1861, s. 23, 33, 41, 49, 57, 65, 74. Wójcicki K. Wł.,
Misterya polskie, Kron. wiad. kraj. 1856 nr. 91 i nast. Tenże, Szopka,
Kłosy II, 351. Oczykowski R., Szopka w Łowiczu, Wisła, VII, s. 518,
Piątkowska I., O szopce w sieradzkich stronach, Gaz. Kaliska, 1897, nr.
52. S. M., O pasterzu, szopkach i jasełkach, Gazeta świąteczna, 1899,
nr. 941- 946, Zbiór wiadomości do antr. kraj. XIII, s. 59, XIV, s. 49—52,
Bruchnalski W. Prof. Z dziejów teatru ludowego. Por. teatr, i chórów
włość. 1912—3, Fischer A. Polskie widowiska ludowe, Por. teatr, i chórów
włość. 1913 s. 9, 37, 49. 80, 114, 154, 181, Por. zresztą Fr. Gawełek, Bi­
bliografia ludozn. pols. Krak. 1914, s. 88, 105 i passim.
!) Anczyc Wł. L Szopka, Tygodnik illustr. 18o2, V, s. 166.

- 37 -

Adam Fischer

przydali tym jasełkom ruchawości, między osoby stojące umie­
szczając chwilami ruchome, które przez szpary w rusztowaniu
na ten koniec zrobione, wytykając na widok, braciszkowie
zakonni rozmaite figle niemi wyrabiali.
Tam żyd wytrząsał futrem, pokazując go z obu stron, ja­
koby do sprzedania, drugi żyd mu je ukradł, stąd kłótnia wielka,
aż żyd skrzywdzony pokazał się z żołnierzami i instygatorem,
biorącym pod wartę złodzieja. Gdy taka scena zniknęła, poka­
zała się druga, naprzykład : chłopów pijących, bijących się, albo
szynkarka, tańcująca z kawalerem, albo śmierć z dyabłem, na­
przód tańcujące, a potem się bijące z sobą i w bitwie znika­
jące. To znów musztrujący się żołnierze, tracze drzewo trący
i inne t. p. akcye ludzkie, do wyrażenia łatwiejsze, które to
fraszki dziecinne tak się ludowi prostemu i młodzieży podo­
bały, że kościoły napełnione bywały spektatorem, podnoszącym
się na ławki i na ołtarze włażącym; a gdy ta zgraja tłocząc się
i przemykając jedna przed drugą zbliżyła się na metę, założoną
do jasełek, wypadał wtenczas z pod rusztowania, na którem
stały jasełka, jaki sługa kościelny z prętem i kropiąc nim żywo
bliżej nawinionych, nową czynił reprezentacyę dalszemu spektatorowi, daleko śmieszniejszą od akcyi jasełkowych“.
J. Łukaszewicz (Obraz miasta Poznania, 1838, t. 1. s. 129)
mówi: „Uczniowie jezuiccy i szkoły L.ubrańskiego, od Trzech
Króli począwszy, przebierali się jako trzej królowie i chodzili
z jasełkami po domach, bawiąc mieszkańców śpiewaniem i ora
cyami. W tej samej porze proboszczowie kilku parafij w Po­
znaniu, otoczeni liczną kalwakatą, z kościelnych, organistów
i żaków złożoną, odwiedzali swoich parafian z kolendą, którą
zabawne piosnki kantyczkowe rozpoczynały, a kielich kończył.
Kolęda więc, acz w pewnym względzie obrządek religijny, na­
leżała istotnie do zabaw karnawałowych“.
Wreszcie S. Z. Sierpiński (Historyczny obraz miasta Lu­
blina. Warsz. 1843, s. 142) powiada: „Od tych świąt aż do popielcu, chłopcy noszą po mieście Lublinie szopki, znajome
wszystkim. Inni chodzą z gwiazdami z papieru klejonemi, na
wysokim kiju; w środku tej gwiazdy pali się świeca i śpiewają
przytem piosneczki, jak wszędzie w Polsce“.
W trzech tych cytatach można zauważyć jakby trzy stadya
rozwoju tego widowiska świątecznego. Za czasów Kitowicza
szopka odgrywa się jeszcze w murach kościelnych, wedle Łu­
- 38 —

Polskie widowiska ludowe

kaszewicza w Poznaniu opiekują się jeszcze jasełkami księża,
ale już przeniesiono je na ulicę i do domów, a wreszcie w Lu­
blinie zdano ją na łaskę chłopaków kolędników.
Zrazu skaczące te osóbki prowadzą dyalog, przeplatany
śpiewkami. Nie wszędzie już atoli pojawiają się osóbki oży­
wione, w niektórych miejscowościach podrygują już tylko
nieme 1).
*

*

*

Podobnie jak z szopką chodzą u nas wieczorami przez
cały czas „kolendowy“ z Maryjką, czyli t. zw. „Herodem“.
Chłopiec, białą chustką okryty, w koronie na głowie, przed­
stawiający N. P. Maryę, Herod w złotym pancerzu, z ogrom­
nym pałaszem, Biskup w infule, z pastorałem, dwaj służący
Heroda z wyciągniętemi szablami, feldmarszałek i żyd — sta­
nowią całą trupę aktorską. Wszedłszy w dom, ustawiają na
środku izby stołek ; na nim siada Maryjka, a inni, wyjąwszy
żyda, obchodzą ją do koła, kończąc kolędę, z którą weszli. Po
ukończonym śpiewie ustępuje Maryjka miejsca Herodowi, który
rozkazującym i doniosłym głosem prowadzi dyalog z jednym
ze służalców, przyczem opowiada, że on jest Herod, król, pan
świata, słońca i księżyca i t. p. plecie niedorzeczności. Każę
wreszcie przywołać Żyda; Żyd, ukryty w kącie, ociąga się,
wreszcie zbliża się do Heroda, a ten zapytuje go o rozmaite
rzeczy, bardzo często o wojnę z Turkiem. Żyd, w odpowiedzi,
wyczytuje niby z książki cały szereg nieraz wcale rubasznych
zdań. Herod każę mu tańczyć. Żyd zrazu wymawia się szaba­
sem i błotem, wreszcie jednak tańczy, śpiewając: „Hocki ino
hocki! Przed panem Potocki“. I znów siada na stołku Maryjka,
i znów ją wszyscy dokoła z kolędą obchodzą. Żyd tymczasem
zbiera pieniądze dla siebie na brodę, poczem kolędnicy, otrzy­
mawszy podarek, oddalają się, śpiewając: „Za kolendę dzięku­
jemy, zdrowia, szczęścia winszujemy“.
Przytoczyłem tekst „Herodów“ wielicki, widowisko to je­
dnak jako takie, podobnie zresztą jak szopka, znane jest w ró­
żnych formach2). W niektórych stronach występują też Trzej
*) J. Świętek, Lud nadrabski. Od Gdowa po Bochnię. Kraków
1893. s. 99.
') Wisla VI, s. 564, X s. 709. XV s. 401, XIX s. 145, Lud X s. 280,
XIV s. 131, IX s. 19. Zbiór wiadomości do antrop. kraj. X s. 177, 216,

- 39

Ädam Fischer

Królowie, których Herod pyta o dzieciątko, występuje i śmierć
i dyabe,, odnosząc się jednakże nieco łagodniej do Heroda,
niż to mamy w szopce. Zwyczaj ludowy „Herodów“ jest o tyle
ważny dla odtworzenia dawnego teatru religijnego, że mamy tu
bądź co bądź do czynienia z trupą aktorską, która przebrana
z pewną pretensyą do ścisłości historycznej odgrywa niby tea­
tralną manierą „skrawki11 dawnego misteryum. Rzecz ciekawa,
że i forma „Herodów“ bardziej zbliżona do dawnego dramatu
i mniej przeładowana późniejszemi wstawkami, aniżeli forma
szopki.
Lud nasz zna jeszcze inne gry świąteczne (stosunkowo
nieco rzadsze), a mianowicie t. zw. „Staszki“ i „Pastuszki“.
„Staszki“, — właściwość ludu makowskiego; występuje
w nich góral Staszek i huzary. „Pastuszki“, bardziej od poprze­
dnich rozpowszechnione, polegają na tern, że trzech chłopców,
ubranych w czapki z kolorowego papieru i takież pasy, a z la­
skami w ręce, odgrywają role betlejemskich pastuszków, poczem
wyśpiewują kolendy.
Wreszcie „Gwiazda“; trzej chłopcy, przebrani w białe ko­
szule, ornaty z czarnego papieru, odpowiednio ozdobione
i w tekturowe korony, obchodzą domy przy wtórze kolędy,
obracając w ręku papierową gwiazdą.
Gdy weźmiemy pod uwagę całokształt tych ludowych wi­
dowisk, widzimy już na podstawie powyższych zestawień, że
główną postacią repertuaru jasełkowego jest król Herod. Dla­
czego Heroda właśnie tak upodobała sobie twórczość ludowa
wykażę przy końcu niniejszego studyum, Obecnie zaś zajmę się
omówieniem scen z Herodem, w stosunku do dawnego miste­
ryum — czy to polskiego, czy obcego.
Wiadomości o Herodzie czerpały ludy zachodu z dwoja­
kich źródeł:
1) Drogą kościelnej tradycyi, która przedstawiała go jako
wroga chrześcijaństwa, małego Chrystusa, i mordercę betlejem­
skich dziatek. Głownem źródłem była tu Ewangelia św. Mate­
usza.
2) Drogą dzieł naukowych, przedewszystkiem na podsta­
wie łacińskich opracowań dzieł żydowskiego historyka — JóXIV s. 52. Materyały antropologiczno-archeologiczne i etnograficzne,
VI s. 194.

— 40 —

Polskie widowiska ludowe

zefa Flawiusza. Przyłączyły się do tych dwu źródeł ludowe le­
gendy, oraz komentarze, jakimi opatrzyli Ewangelię Mateuszową
zarówno pisarze kościoła, jak średniowieczni historycy, i na
podstawie tych tak różnorodnych materyałów powstało śre­
dniowieczne misteryum łacińskie, które niebawem ujęło cały
epizod Heroda w pewną stałą nieodmienną formę.
Akcya Heroda w łacińskim liturgicznym dramacie składa
się odtąd zawsze z następujących 7 scen :
1. Przesłuchanie Mędrców ze wschodu. Herod wzywa ich,
by w powrotnej drodze doń wstąpili.
2. Należąca do pierwszej sceny, scena z posłem.
3. Scena z uczonymi w Piśmie św.
4. Druga scena z posłem.
5. Wiadomość o zniknięciu Magów. Gniew Heroda. Na­
rada. Rozkaz rzezi niewiniątek.
6. Wykonanie rozkazu.
7. Śmierć Heroda.
I zasadniczy ten schemat przechował się nietylko w całem
średniowiecznem misteryum, ale przetrwał prawie w całości
w naszym ludowym dramacie. Wystarczy wziąć przecież któ­
rykolwiek tekst szopki, czy Heroda, by znaleźć tam scenę Trzech
Króli z Herodem i rozmowę z adjutantem, czy feldmarszał­
kiem, dawnym posłem i scenę z uczonym w Piśmie św. Żydem
(dziś komicznie już przekształconą), scenę gniewu Heroda na
wiadomość o zniknięciu Trzech Króli, rozkaz rzezi niewiniątek,
scenę z własnym synem, a wreszcie haniebną śmierć Heroda.
Gdy się oddzieli zasadniczą scenę Heroda od innych pó­
źniejszych dodatków, przekonać się można łatwo, że tańce
i śpiewki występujących w szopce figurek, to nic innego jak
refleks dawnych operetek i melodramatów. Scena, przedstawiająca
dziewczynę wiejską, chłopa i ekonoma, okaże się wyjątkiem
popularnej sztuki: „Ekonom w zalotach“, dyalog dwóch wę­
drowców jest urywkiem z głośnego w swoim czasie melodra­
matu: „Młyn dyabelski“, scena chłopka z dziewczyną — wyją­
tkiem z „Czartowskiej Ławy“ Galasiewicza. 1 tak przechodząc
po kolei każdą z par figurek, możnaby prawie wszystkich ich
źródła powykrywać.
Dziś Szopka polska już się prawie zupełnie nie rozwija
i z dniem każdym staje się rzadsza. Niekiedy jednak ponownie
przekształca się i występuje w odmiennej formie. Naoczny tego

— 41

Adam Fischer

przykład udało mi się spotkać w czasie świąt Bożego Naro­
dzenia w Olejowie, wiosce, leżącej obok Zborowa. Grupa chło­
paków chodziła z „Herodem“, ale skład szopki tej, zarówno
jak i jej tekst, był zupełnie różny od tych, jaki się spotyka
w innych polskich okolicach. Trupę składa 9 osób, a miano­
wicie król Herod, 3 Królowie, Ułan, Kozak, Żyd, Firszt i Koza1).
(Wchodzą, rozpoczynając przedstawienie odśpiewaniem nastę­
pującej kolędy):
CHOR: Ze wschodu słońca
Trzej króle jadą
Naszemu Panu narodzonemu
Korony kładą.
Jeden da mirę
Drugi da kadzidło
Trzeci złoto,
Trzymali oni
W moc Korony
Wszystkie trzy za to.
A Herodowi, a złośnikowi
Znać niedawali,
Gdy się król Herod o tern dowiedział
O tej powieści,
Kazał wyrębać maluśkie dzieci
Po całym świecie.
A Matka Boska z Panem Jezusem
Gdy usłyszała
Aż do Jegiptu z Nim uciekała.
Biegła przez pole,
Biegła przez rolę,
Chłop pszeniczkę siał.
*Daj-że ci Boże
Szczęście i zdrowie.
Jutro będziesz żął«.
Oj leci, leci
Król Herod z mieczem
W polu po łące,

’) Tekst podyktował mi w r. 1912 po przedstawieniu jeden z ucze­
stników tej szopki, 13-letni Mikołaj Luciów.

— 42 —

Polskie widowiska ludowe
Zdybuje chłopka
W polu robiący.
»Oj czyś nie widział
Jakiej niewiasty
Z dzieckiem bieżący?«
h J Widziałem królu,
Widziałem panie,
Jak pszeniczkę siął.«
»Bodajże-ż tobie
Kat głowę zeciął,
Czemuś znać nie dał«.
Winszujemy !
HEROD: Winszujecie?
JEDEN Z CHÓRU: Po kolendzie
Tu Maryja z dzieckiem przybędz' :.
1 my tu przybyli ze swojej ochoty,
Abyście podawali choć po dwa, trzy złote.
Nie jest to rzecz przymuszona, ale z łaskawości
A Pan Bóg wynagrodzi z wysokości.
Dobry wieczór.
3 KRÓLOWIE: Dobry wieczór, dobry wieczór.
HEROD: Moi mili panowie, skąd pochodzicie?
3 KRÓLOWIE : Ze wschodu słońca.
HEROD: Kogo szukacie?
3 KRÓLOWIE: Jezusa narodzonego,
Przez pańskie pieśni chwalonego.
Chwalmy Boga naszego,
Dziś nam narodzonego.
łlEROD: Który król Boga szuka niech mi się tu ukaże.
I KRÓL: Jestem sobie Król Alper z zachodniego kraju. Słyszałem
albowiem, że się Pan Jezus w Betlejem narodził. Ptaszki
w powietrzu, a ryby w wodzie chwaliły go i ja go też
chwalę i z uszanowaniem pokłon oddaję.
HEROD (zwracając się drugiego króla): Chciałbym się dowiedzieć,
co tyś jest za król ?
II KRÓL: Jestem sobie król Melcher z zachodniego kraju. Albowiem
słyszałem, że się w Betleem mieście nowy król narodził.
Ptaszki w powietrzu latają, a ryby w wodzie Boga wy­
chwalają i ja go też chwalę i z uszanowaniem pokłon
oddaję.

— 43 —

Adam Fischer
HEROD: Chciałbym się dowiedzieć, co tyś jest za król?
III KRÓL: Jestem sobie król Baltezer... (i t. d. jak drugi). A chciał­
bym się dowiedzieć, co tyś jest za król.
HEROD: Jak ty się śmiesz pytać, co ja jestem zakroi. Jestem król
Herod. Jakem jechał na pańskim koniu i przez pański
las, to się podemną ziemia i niebo trzęsła. Bójcie się
mnie.
KOZAK I UŁAN: Jak my się ciebie mamy bać. Cośmy widzieli,
cośmy słyszeli, tośmy do świętej biblii zapisali.
KOZAK : Jestem sobie kozak rodowity. Mam na sobie srebrny,
złoty czak wybity. Na to potrzebuję żyda arendarza.
UŁAN : Kozak ! Czapka !
KOZAK : Słucham pana !
UŁAN : Zawołaj żyda arendarza.
KOZAK: Żydzie, idź do pana, Żydzie, idź do pana, Żydzie, idź do pana.
Ja ci mówię wyraźnie, idź do pana. Psia cię babka zatelepana.
ŻYD : Ty moji babki nie tełypaj,
Moje babki byli z pańskiego rodu,
Nie chcieli robić, taj zdechli z głodu.
Słucham pana.
UŁAN: Zakolędowałbym sobie moi panowie, kiedy wódki nie ma.
do kolędy tłustów nie ma. Już po kolendzie. Żydzie!
Jakiś miał majątek?
ŻYD: Miałem kamienice,
Pod kamienicami piwnice,
Pana Bebelisa (?) świnie powaliły.
UŁAN : Jaki był mocny ?
ŻYD : Z oczeretu słupy,
Ze słomy łaty,
Nitkami poszyty.
Spodobało się panu ?
UŁAN : Potańcuj sobie żydzie.

(Muzyka gra a Żyd śpiewa i tańczy):
ŻYD: Jak dziń, tak dziń, tak bim, barn,
Jak pan mówi — tak ja gram,
Jak pan smyczkiem, tak ja nogę —
Łupu, cupu, po podłogę.
Wid koły toj świt nastaw,
Szcze żyd w szabas ne hulaw.

— 44

Polskie widowiska ludowe

(Koza zdechá)
KOZAK : Żydzie, koza zdechła ! Żydzie, koza zdechła !
ŻYD: Moja koza żyje. Ach, Boże mój! Ani kawałka duchu! Ktoby
mi obratował kozę ?
UŁAN : Idź do pana firszta.
ŻYD: Gdzie jest pan firszt?
F1RSZT : Ja jestem pan firszt. Zapłać mnie.
ŻYD : Nie mam pieniędzy.
FIRSZT : Idź sobie pożyczyć, albo wyprosić.

(Żyd zbiera teraz ze skarbonką na odratowanie kozy. — Koza
wstaje i ponownie straszy widzów)
UŁAN: Już koza odżyła. Teraz sobie żydzie potańcuj z kozą.

(Żyd tańczy z kozą, poczerń śpiewają chórem ciekawą piosenkę
żołnierską) :
Jak ułana zawerbują,
Złote góry obiecują.
Uczą jego zecerować,
Jeszcze lepiej jak tańcować.
Uczą jego ezecyrki,
Jeszcze lepiej jak spacerki.
A gdy ułan z konia spadnie,
Oni jego nie żałują,
No nogami potratują.
Widzą jego nieżywego,
Wołają doktora do niego.
Doktor każę trumnę zrobić,
Jego ciało w trumnę złożyć.
A za jego marne lata
Zagrają mu tromtatata.

(Poczem śpiewają) -.
Tamburije, Tamburije
Nasz sam cisar, win maszeruje.
Wiwat, wiwat już idziemy,
Za kolędę dziękujemy
A na drugi rok w ten czas przyjdziemy.

W powyższym sposobie przedstawienia nastąpiła kompilacya motywów szopki z typem przedstawienia „Heroda“, a na­
wet z „turoniem" — odbywa się bowiem nie tylko scena He­
roda i Trzech Króli, ale i Żyd kłóci się z Kozakiem i Ułanem,
jak w szopce. Weszła też do tego widowiska koza, z którą po
— 45 —

Adam Fischer

innych wsiach chłopcy chodzą oddzielnie, tu zaś włączona zo­
stała do akcyi. Grę przeplatają chłopcy śpiewem kolend i pio­
senek, a z tych wstępna śpiewka o ucieczce Najśw. Rodziny do
Egiptu kryje znaną legendę o tym cudzie Matki Bożej, wskutek
którego chłopu wyrasta pszenica tuż po zasianiu. Podobny wy­
padek, bardzo zresztą rzadki, spotykamy w szopce lubelskiej
podanej przez I. Wolanowskiego ').
Tekst powyższy — to jeden z licznych dowodów na to,
że twórczość ludowa do dziś jeszcze przekształca dawniejsze
formy, a tworzy nawet rzeczy nowe. Tern bardziej, że
nieraz trafi się dłoń ofiarna nauczyciela na wsi, czy akademika
na guwernerce, który na podstawie ustalonych już tekstów etno­
graficznych odradza formę dawno zapomnianej szopki. Tak zwy­
czaj, zamarły prawie, odżywa z nową siłą.
A teraz na zakończenie godzi się może zapytać, skąd to
pochodzi, że między postaciami jasełkowemi a ludem, który je
tworzy, istnieje taki węzeł idealnej sympatyi, dlaczego wieśnia­
czy zastęp widzów radował się zawsze sromotnym końcem ku­
kiełki Herodowej, która istotnie wywierała największe wrażenie.
Oto patrząc na zabawne podskoki i słuchając drwin — lud nie­
jako sam przemawiał przez te ruchome karykaturki. Za­
graniczne maryonetki nie darmo cieszyły się tak wielkiem po­
wodzeniem u ludu, którego przygniatały różne ciężary, wynikłe
ze społecznego ustroju; radował się więc kmiotek, gdy figurka,
drwiąc ze wszystkiego i wszystkich, tłukła kijem tyrańskich
przedstawicieli władzy i społeczeństwa. Radował się nędzarz,
gdy patrzył na zręcznego poliszynela, umiejącego zawsze zdo­
być pieniądze i zawsze pokonać dyabła. W Polsce — lud, mniej
oświecony, nie śmiał dotknąć satyrycznie ustroju społecznego,
nie śmiał oponować przeciw ustalonemu porządkowi rzeczy.
Polska szopka w zasadzie pozostała w przejściowem, świeckoreligijnem stadyum, lecz i tu pod jednym względem zaznaczyło
się usposobienie ludu, choć może nie tak wyraziście, jak za
granicą. Lud, radując się ze śmierci Heroda, cieszył się nietylko
dlatego, że ginął wróg Chrystusa i wielki grzesznik, ale i z tego
powodu, że spotykała kara możnego bogacza. Iw niektó­
rych szopkach lud wyraźnie podkreślał ten rys jako zasadniczą
’) Wisła X, s. 478 Por. Pastorałki i kolędy częstochowskie Kohna
i Oberfelda z r. 1893, s. 293. Zresztą Dähnhardt, Natursagen, t. U, s. 61
i nast.

— 46 —

Polskie widowiska ludowe

winę Heroda, a nawet, jak twierdzi Wójcicki, występował
w nich osobny typ nadętego bogacza, chcącego się okupić
śmierci, która nie daje się jednak przebłagać i ścina mu głowę.
Ta niechęć do możnych przejawiała się w naszej szopce jednak
dość rzadko, przeważnie poprzestawał ten ludowy teatr na
przedrzeźnianiu żydowskiego żargonu, wyśmiewaniu głupoty
mężczyzn i kłótliwości niewiast1).
II.

Intermedya.

Na tle poważnego, teatru religijnego spotykamy cały sze­
reg pierwiastków komicznych, nieraz nawet dość rubasznych.
Odbijają one tak silnie od widowiska samego, że fakt ten oddawna już zwrócił uwagę wielu badaczy w kierunku pocho­
dzenia, zdawałoby się napływowych pierwiastków.
A że pozornie obce wtręty spotykamy już we wzorach ła­
cińskich i ich dalszych odblaskach, we Francyi, Niemczech,
Włoszech etc., więc na tern tle ogólno-europejskiem musimy
przedewszystkiem szukać wyjaśnienia.
Zagadnienie powyższe starano się rozwiązać n. p. zrazu
w ten sposób, że źródeł owych motywów doszukiwano się poza
kościołem i poza samym dramatem. Twierdzono n. p. w od­
niesieniu do teatru starofrancuskiego, że pierwiastki komiczne
miały napłynąć z zewnątrz, ze źródła średniowiecznych francu­
skich „fabliaux“. A skoro motywy komiczne zostały zupełnie
dowolnie doczepione, więc też i pod pseudoewangelicznemi po­
staciami dopatrywano się wspomnień dawnych uciesznych facecyi.
Pogląd ten utrzymywał się przez dłuższy czas prawie po­
wszechnie. Mimo to trudno mu przyznać słuszność, bo gdy się
zestawi i porówna wszystkie dane, wyjdą naonczas na jaw
wcale zasadnicze sprzeczności. Przypuściwszy bowiem, że w pe­
wnym okresie dokonał się przyrost elementu komicznego, na­
leżałoby chyba przyjąć, że wszelkie źródła i ślady przeobra­
żenia zaginęły. W rzeczywistości nie mamy żadnych dowo­
dów na to, że pierwiastki komiczne, zawarte w misteryach śre’) Matuszewski Ign. Bohaterowie jasełek, Tygodnik ilustr. 1897, 1,
s. 12, 32, 48, 89, 109, 135, 153. Tenże, Filozofja jasełek. Upominek na
cześć E. Orzeszkowej. Krak. 1893 s. 412.

— 47 —

Adam Fischer

dniowiecznych, istniały oddzielnie w XII i XIII wieku. W przeci­
wnym razie byłyby się nam dochowały może najbardziej ty­
powe komiczne dyalogi z misteryów, a więc tak częste sceny
lekarza ze służącym, albo handlarza wonnościami z żoną
i synem.
Tymczasam dokładniejsze przyjrzenie się wewnętrznej bu­
dowie średniowiecznego misteryum, pozwala nam ustalić fakt,
że pierwiastki owe wynikły z samych utworów, nie były zaś
ich zewnętrznym przyrostem. I możemy rzeczywiście stwierdzić,
że z „czterech wierszy“ tekstu apokryficznego powstał na sce­
nie średniowiecznej cały orszak magów, pasterzy, żydów, żoł­
nierzy, wykładaczy snów, akuszerek. Około żłóbka zrobiło się
nagle gwarno i rojno. Nie dziw więc, że i swoboda większa
wnet się rozigrała, a z nią wraz i śmiech bardziej pusty.
Rozwój scen komicznych od drobnych zawiązków aż do
wielkiej bufonady, ilustruje nam doskonale tekst misteryum na
Boże Narodzenie (z XII w.) przechowany wśród rękopisów Bi­
blioteki monachijskiej. W misteryum tern toczą zawzięty spór
chrześcijanie i żydzi, jedni pod wodzą św. Augustyna, drudzy
pod kierunkiem Archisynagoga. Przeciwnicy prawdziwej wiary,
przedstawieni w świetle arcykomicznem, wchodzą na scenę
z wielkim gwarem, sam Archisynagogus wyprawia ciągłe hałasy,
bije o ziemię nogą i laską, dyskusya zaś jego z św. Augusty­
nem jest nader ucieszna.
Z biegiem czasu liczba tych komicznych postaci coraz się
powiększa. Więc przedewszystkiem postać Heroda; nadawała
się ona doskonale do wywoływania wesołych momentów. Czę­
sto spotyka się też typ syna Herodowego.
W innych utworach jest takim typem wesołym poseł,
uskarżający się ustawicznie na dolegliwe kurcze żołądkowe.
Postaciami w misteryum niewątpliwie najważniejszemi są atoli
magowie i pasterze.
Mogłoby się pozornie zdawać, że magowie mają odtwa­
rzać typy poważne, zwiastujące jedynie dobrą nowinę. 1 oni je­
dnak w niektórych misteryach, jak n. p. w rękopisie z Mont­
pellier, występują w korriicznem świetle, gdy mówią niezrozu­
miałym bełkotem, mającym naśladować mowę wschodnich
ludów.
Pasterze przedstawiają zrazu charaktery poważne. Niedługo
atoli typ ich przekształca się i już w utworach Herrady de
— 48 —

Polskie widowiska ludowe

Landsberg, a szcze bardziej w przeróbkach XIV i XV w., rola
pasterzy jest wybitnie komiczna. Odtąd prawie zawsze w misteryach o Bożem Narodzeniu, przed ukazaniem się aniołów,
zabawiają pastuchy widzów wyprawianiem różnych uciesznych
figlów. W jednej ze sztuk n. p. dowcipny pastuszek umazał
śpiącemu towarzyszowi dłonie bfotem, zbudził go następnie
a publiczność średniowieczna niepomiernie się radowała, gdy
zaspany pasterz przecierał tak usmarowaną ręką oczy, oszpe­
cając sobie tern samem całą twarz.
Sceny z pasterzami doznają z czasem ciekawej przemiany.
Doszedłszy do pewnego stopnia rozwoju, wyodrębniają się
z dramatu liturgicznego, a ostatecznem odgałęzieniem religij­
nego repertuaru staje się dramat pasterski, o zabarwieniu po­
niekąd świeckiem. Pasterze rozprawiają w wyszukanych sło­
wach o przeróżnych rzeczach, które odbiegają zupełnie od
Ewangelii, misteryów o Bożem Narodzeniu, a zapowiadają już
artyzm Guariniego, czy Racana. To jednak, gdy się ten już
przekształcony dyalog pasterski zestawi z motywami dawnych
misteryów, stwierdzić będzie można mimo wszystko ciągłość
tradycyi literackiej w misteryum średniowiecznem od XI wieku
aż po XV.
Tak więc dyalog pasterski jużto szlachetnieje i udoskonala
się, jużto zmienia w rubaszne, pełne rozgłośnego śmiechu intermedyum ; oba typy możemy spotkać w naszym teatrze ludo­
wym, do typu pierwszego zbliża się widowisko „pastuszków“
czy „Staszków“, do typu drugiego zaś ucieszne dramaty, które
pozostają w ścisłym związku z teatrem staropolskim.
W jasełkach krośnieńskich z r. 1661 ogłoszonych przez
dr. Krćeka i») występują postacie pasterzy Kuba, Dameta, Matys
i in. obok Maryi, Józefa i Aniołów. A tych samych prawie bo­
haterów spotykamy w gminnym dramacie polskim wydanym
przez Karola Matyása *2) z Sosnowic pod sławną Kalwaryą ze­
brzydowską. Górale w widowisku tern zowią się również Kuba,
Dameta, Matys. Także zaś i teksty oba wykazują dość wiele
pokrewieństw, by pewną wzajemną zależność przypuścić.
W niezbadanym dotąd rękopisie petersburskim z początku
XVIII wieku znajduje się Drama de nativitate Jesu Christi, złożone
’) Dr. Franciszek Krček, Jasełka krośnieńskie. Przegląd powsze­
chny. 1899 t. IV. S. 389-418.
2) Karol Matyas, Dramat gminny polski. Wisła I. (1887) s. 20, 62.

— 49 —

Adäm Fischer

z siedmiu aktów i zaczynające się sceną pasterską z satyry­
cznie przezwanymi pasterzami Maścibrzuch, Nierobot i Drze­
mała 1). Przypuszczam, że tekst ten musi pozostawać w pe-wnym związku z intermedyami ludowemi, jakie znamy z Ra­
dłowa ć), gdzie występują podobnie przezwani pasterze, Siwykuba, Maścibrzuch, Furgoł, Cędzimlik, Sufla.
Prof. Windakiewicz8) podał w swem dziele cały szereg
karnawałowych moralitetów, których liczne ślady pozostały
w twórczości ludowej. Szczególnie ulubione sztuki bachiczne,
grywane w t. zw. ostatki ze stałymi typami, jak Łapikufel, Gryzidzban, Moczygęba, Liziczop, Skoczylas, przechowały się w nie­
których naszych „betlejkach“, n. p. w powiecie lidzkim guber­
nii wileńskiej*
2345).
Występują trzej pasterze, Matys, Moczymorda i Koliban6),
a dyalog ich przypomina zupełnie dawne karnawałowe igraszki.
Resztki tych uciech mięsopustnych przetrwały zresztą u lu­
du, jak na to wskazał już prof. Windakiewicz 6). W Krakowskiem i Lubelskiem pojawiają się jak w XVI w. kompanie
chłopców, nazywających się bachusami lub bekusami. W Krakowskiem urządzają tylko krzykliwą maskaradę, w Lubelskiem
zaś ubierają jeszcze Bachusa, dając mu do ręki kwartę na kiju
i sadzając go na beczce, którą ciągną na sankach i zajeżdżają
z nią do bogatszych gospodarzy 7).
A czasami przechowało się nawet intermedyum w całości8),
jak historya chorego chłopa na gardło, -któremu doktor ząb
wyrywa, by go z urojonej słabości wyleczyć. W Grybowie i Ra­
domiu jednak zmienia się lekarz w bardziej popularnego cy­
rulika.
*) Morozow, Istoria russkago teatra s. 90, por. Windakiewicz,
Teatr ludowy w dawnej Polsce s. 41.
2) Dr. Władysław Semkowicz, Boże Narodzenie w Radłowie. (Po­
wiat brzeski). Lud X, s. 157, Franciszek Gawełek, Boże Narodzenie
w Radłowie. Lud XIV s. 136.
3) Windakiewicz, Teatr ludowy s. 145—168.
4) Jerzy Iwanowski, Betlejki w powiecie lidzkim gubernii wileń­
skiej. Wisła XV. S. 403—406.
5) W Grybowie przedstawiają intermedyum Pana ze sługą, które­
mu na nazwisko również tak częste dawno „Piwolubski“.
6) Windakiewicz Teatr ludowy. S. 167.
’) Kolberg, Lud. V, 263, XVI, 113, Zbiór wiadomości, XIV, 3,
s. 63—7.
s) Windakiewicz. S. 175, Zbiór wiad. X, 179, Wisła VIII, 285.

— 50 —

Polskie widowiska ludowe

Intermedyum z komiczną figurą pielgrzyma 1), który nosi
przy sobie relikwie tak drogocenne jak
pas od Adamowego kożucha,
którym popasywał swojego brzucha,
Oto gałka z laski Kaina,
który zabił swego brata.
A oto czapka Noego,
A oto okulary Abrahama starego etc.,

również musi mieć źródła swe w dawnym repertuarze. Piel­
grzym pojawiał się na scenie staropolskiej dość często, a więc
n. p. w Rozmowie podróżnych z Jeruzalem do Emaus Kaspra
Miaskowskiego *
2) czy wreszcie w nieznanem bliżej intermedyum,
o którem czytamy w „Memoryale Kościołów Parochiey Milowskiey y Rayczańskiey“ 3) : „Roku 1713 d. miesiąca sierpnia,
nowe bractwo św. Barbary do kościoła milowskiego introdukowano... przeciwko był theatrum we środku prawie kompaniey, na tym intermedium do materyey służące było, to jest
były persony: Pielgrzym i Angieli dwa“.
Wreszcie kobyłka radłowska 4) kończy się sceną, również
o charakterze podobnym. Występują: ojciec z synem i szlach­
cic. Treść obraca się w stereotypowem kole bijatyki i kłótni.
Z powyższych przykładów wynika, że dzisiejsze widowi­
ska ludowe pochodzą w prostej linii od dawnego szkolnego
teatru polskiego. Zależność tę trudno niestety dziś jeszcze do­
kładniej zaznaczyć, bo brak dotąd wydania kompletnego zaró­
wno źródeł jak pozostałych fragmentarycznych resztek.
Na zakończenie wspomnę jeszcze w tym rozdziale o na­
szych gregoryankach 5), które pierwej były prawie widowiskiem
dramatycznem i w tej postaci po ostatnie czasy nieraz się
przechowały. Więc np. w Jedlni6) „z odwiecznych czasów stu­
denci tutejsi do niedawna zachowywali zwyczaj chodzenia po
gregorkach“. Jeden ubierał się za biskupa, dwaj za księży,
a czwarty za sługę kościelnego. Ubiory mieli klejone z papieru.
') Jerzy Iwanowski, Betlejki. Wisła XV, s. 406.
2) Windakiewicz, Teatr ludowy. S. 67.
3) Roman Zawiliński, Intermedya wiejskie w Polsce na początku
XVIII. wieku. Świat. 1891 s. 561.
4) Fr. Gawełek. Zwyczaje Świąteczne w Radłowie. Lud t. XIII,
s. 135 i n.
6) Jan Karłowicz, Gregoryanki, Lud. II s. 198.
c) Kolberg, Lud, Radomskie I, s. 99.

— 51 —

Adam Fischer

W dzień św. Grzegorza, w marcu obchodzili przy dzwonku
wszystkie domy i w każdym śpiewali :
»Ojcowie, matki
Swoje miłe dziatki
Do szkoły dajcie...
Dajcież nam miód i na obwarzanki,
Sprawimy sobie gregoryanki.. «

Ubranemu za sługę kościelnego dawano do koszyka jaja
i suszone gruszki polne. Drobna dziatwa ze wsi całej biegła za
gregórkami, a wróciwszy do rodziców, napierała się, aby ją
zaprowadzili do szkoły.
Podobnie w pow. przemyskim *) chłopcy przebrani za bi­
skupa, księdza i Grzegorza chodzą po domach od nowego roku
do 12. marca i zbierają do kosza chleb, jaja itp., oraz śpie­
wają.
»Gre gre gregoły,
Dejcie chłopca do szkoły...«

Potem przemawia biskup: „A a sobie żaczek, wyłazem
na krzaczek...“, po nim ksiądz wychwala cnotę, wreszcie Grze­
gorz opowiada, jak „pun profesor napisał na tablicy abecadło :
a, ą, b, c, d, k i ko“ ; poczem śpiewają razem o Najśw. Pan­
nie, biskup mówi o śniadaniu, a Grzegorz kończy tak :
»Szanowne państwo.
Powiadam wam racyjo :
Mum na brzuchu wielgo turbacyjo ;
Powiedziałbym jeszcze,
Ale mi się jeść chce«.

W innych stronach Polski*
2) zwyczaj ten jużto zaginął jużto
ogranicza się do zwykłego śpiewania, kiedyś musiało to być
intermedyum dłuższe i wcale ucieszne. Boć w onych minionych
czasach mile widziano zawsze śmiech wesoły, choćby czasem
rubaszny i wszelki żart krotochwilny, choćby nieraz zbyt swo­
bodny a nawet i sprośny. Śmiech miał być jakimś ogólnym
środkiem na wszelki ból i całe złe tego świata, miał nawet
występki smagać i „czyścić obyczaje". Nieznany był jeszcze
') Zbiór wiadom. do antrop. kraj. XIII s. 64.
2) Konopka, Pieśni ludu krakowskiego s. 141, Pauli, Pieśni ludu
polskiego s. 26. Kolberg, Mazowsze 1.1, s. 127. Bieleś, Zwyczaj chodzenia
„po Grzegorzu“ w Jordanowie i okolicy. Lud X s. 93, Kucz M., Grego­
ryanki. Wisła XIV, s. 73. Gustawicz Br. Gregoryanki. Lud. VII. s. 324.

— 52 —

Polskie widowiska ludowe

modernistyczny dostojny pesymizm, a hasłem była Rabelaisowska zasada: „Śmiejmy się, bo śmiech to najistotniejsza właści­
wość ludzka“.
III.

Pobożne misterya o Męce Pańskiej.
Już bardzo wcześnie pojawia się w Kościele katolickim
dążenie, aby najbardziej zasadnicze prawdy i tajemnice wiary
chrześcijańskiej unaocznić nieuczonemu pospólstwu możliwie
plastycznie. Powstaje pantomina jako część kościelnego nabo­
żeństwa i w związku z tern wytwarza się około X wieku, w święto
wielkanocne, obrzęd liturgiczny, polegający na ustawieniu krzyża
w Wielki Piątek przed ołtarzem i symbolicznem pochowaniu
w grobie. Pantomina zaś przekształca się w mLteryum wielka­
nocne z chwilą, gdy złączono z nią śpiew celebrujących ducho­
wnych, utworzony na podstawie słów ewangelii o przybyciu
3 Maryi do grobu Chrystusowego. W wieku XIII dramat ten prze­
kształca się pod wpływem kultu Maryi ; misteryum o Zmart­
wychwstaniu poprzedzają żale Matki Bożej u stóp Krzyża, około
tej skargi grupuje się cała historya męki Chrystusowej i miste­
ryum wielkanocne przemienia się na misteryum pasyjne.
Widowiska pasyjne rozszerzyły się wnet po całej Europie
i budziły niezwykłe zajęcie, robiąc na patrzących silne wrażenie.
Widok Zbawiciela uginającego się pod ciężarem krzyża,
wywoływał okrzyki boleści i zgrozy, zarówno jak widok Boga­
rodzicy, opłakującej śmierć Najdroższego Syna, pobudzał do
serdecznego żalu i rzewnych łez.
Zachwycony scenicznem przedstawieniem widz przenosił
się myślą na wschód, gdzie przed kilkunastu wiekami odgrywał
się w rzeczywistości krwawy dramat odkupienia. A gdy Zbawi­
ciel, po przedstawionych cierpieniach i męce na górze Gol­
goty, zawisł wreszcie na krzyżu, prawdziwa rozpacz ogarniała
wszystkich, rozjaśniały się zaś czoła dopiero wtedy, gdy Chry­
stus, zmartwychwstawszy, ukazywał się ze zwycięską chorągwią
jako pogromca szatana.
Kościół przyczyniał się zrazu do uświetniania tych wido­
wisk, oceniając ich doniosły moralny wpływ na widzów. Przy­
jął je też z całym repertuarem ówczesnym i polski teatr szkolny.
Do historyi misteryum pasyjnego w Polsce mamy bardzo
szczupłe wiadomości. Misterya znano z pewnością już w wieku

- 53 -

Adam Fischer

XVI, skoro wspomina o nich Rej w jednej ze swych fraszek.
Różnorodnie przedstawia się charakter tych widowisk w Pol­
sce. Najczęstsze były dewocye postne o charakterze ściśle asce­
tycznym i officya wielkotygodniowe. Właściwe misterya wielka­
nocne były znacznie rzadsze u nas. Prof. Windakiewicz l) w swem
studyum o teatrze ludowym zdołał zaledwie cztery wymienić.
Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa przyczyna tego leży
w ogólnem ubóstwie właściwej twórczości dramatycznej ludo­
wej polskiej, w braku umiłowania tej sztuki.
Na podstawie przeróżnych świadectw pośrednich i bezpo­
średnio zachowanych materyałów można przypuszczać istnienie
widowisk pasyjnych w Polsce już w wieku XIV, o ile będziemy
polegać na wzmiance mistrza Mikołaja w jego łacińskim poe­
macie. Ogólny rzut oka na cały zachowany dotąd materyał po­
zwala sądzić, że w XVI w. znano już prawdopodobnie sześć
scen odrębnych z misteryum pasyjnego i rezurekcyjnego, mia­
nowicie procesyi kwietnej, lamentów Maryi, scenę z Judaszem,
w otchłani, rezurekcyjną i zjawienia się w Emaus.
Widowiska te rozpowszechniły się do tego stopnia, że
grano je nietylko po miastach, ale i po wsiach. Różna była
ićh objętość, były niektóre krótkie, jednodniowe, bywały też
i długie, cykliczne, kilkudniowe. Sławny był np. dyalog domi­
nikański rzekomo około r. 1533 *
2), którego przedstawienie
trwało cztery dni — poczynało się w Niedzielę Kwietną prolo­
giem, przedstawiającym wjazd do Jeruzalem Chrystusa, a koń­
czyło się pogrzebem Zbawiciela. Sto ośm scen składało się na
całość, a w przedstawieniu brała udział ogromna ilość osób.
Nieraz jednak i po wsiach klecono szopę, a żaki szkolne da­
wały uroczyste przedstawienia. Przyjmowano ich bardzo chę­
tnie, ludność zaś wiejska dopomagała nawet często w tych arcypobożnych imprezach.
Z czasem pierwotny charakter onych pobożnych misteryów począł się zniekształcać przez zbytnią wybujałość pier­
wiastków komicznych, nieraz dość grubych i rubasznych. Nie
dziw więc, że już w r. 1603 zakazał odgrywania misteryów bi­
skup Maciejowski, a wreszcie zapadła uchwała Kongregacyi
rzymskiej w r. 1685, zabraniająca przedstawiań dyalogów i mi­
steryów po kościołach. Pozbawione opieki Kościoła poczęły
*) Teatr ludowy. S. 74 i nast.
2) Windakiewicz, Teatr ludowy s. 105.

— 54 —

Polskie widowiska ludowe

widowiska zwolna upadać, cios jednakże ostateczny zadały im
Gorzkie Żale, które dla uczuć nabożnych zupełnie wystarczały.
Lud zadowalał się odtąd grobem i strażą przy nim, oraz śpie­
wami, wyrzekł się natomiast akcyi, mimiki, dekoracyi.
Z początkiem XVIII wieku misterya zupełnie zniknęły, na­
wet pamięć o nich zatarła się. Tradycya ludowa przechowała
z całego dawnego repertuaru bardzo niewiele śladów. Jako da­
leki ślad pierwotnej sceny z Judaszem można uważać zwyczaj
włóczenia bałwana Judaszowego po ulicach w Wielki Czwartek,
znany powszechnie po wsiach naszego Powiśla, a zwłaszcza
w dawnej Sandomierszczyźnie Ł). W Warszawskiem *
2) robiono
w Wielki Piątek bałwana na podobieństwo człowieka, przybie­
rano go w stare łachmany, kładziono mu w zanadrze worek
z 30 kawałkami szkła, jakoby tyluż srebrnikami, a powtarzając
imię Judasz! Judasz! wodzono po ulicach miasta czy wioski
wśród bicia i obelg, poczem palono na stosie albo też topiono,
W Brzezinach np. robią Judasza, małego jak dziecko, w ko­
szulkę go ubierają i trzymają w kościele przez Wielką Środę
i Wielki Czwartek. Podczas nabożeństwa siadają z tym Juda­
szem na ławce, w Wielki Piątek przywożą go na taczkach do
kościoła i umieszczają pod chórem, a po jutrzni obwożą trzy
razy za wielkim ołtarzem, wreszcie zawieszają na drzewie cmentarnem, albo, wracając do domu, wrzucają żydom do sieni3).
Zabawa ta znana już była za Stanisława Augusta — wspomina
o tern Zabłocki: „o Judaszu w miechu, co go żaki z kościoła
pędzą w Wielki Czwartek“ 4). Cały ten obrzęd przypomina nie­
jednokrotnie odbywający się mniej więcej w tym samym czasie
prastary zwyczaj topienia Marzanny: w wielu wypadkach musiało zajść pewne wzajemne oddziałanie.
Tak też refleksem dawnej sceny złożenia do grobu jest zwy­
czaj stawiania rzeczywistej straży przy grobach, przechowany
do dziś w niektórych okolicach5). „Rycerze“ występują tam
w strojach stylowych, pancerzach i hełmach, z grzebieniami
*) Windakiewicz, Teatr ludowy. S. 111.
2) K. Wł. Wójcicki, Wielkanoc, Tygodnik illustr. I s. 246. Tenże.
Judasz, Tygodnik illustr. 1864 t. IX, s. 59.
3) Zbiór wiad. do antr. kraj. X, 3, 68.
ł) Sarmatyzm II, 1.
5) K. Hoffmann, Rycerze przy grobie Chrystusa. Wisła XI, s. 224,
Wł. Flaczyński, Rycerze przy grobie Chrystusa. Wisła. XI s. 416.

- 55 -

Adam Fischer

z piór, uzbrojeni w halabardy. Jest ich 12-tu. Dowódca wyró­
żnia się purpurowym płaszczem, złotym hełmem z długim
czarnym pióropuszem, oraz szerokim mieczem. Prócz strzeżenia
grobu asystuje straż w komplecie przy mszy w pierwszy i drugi
dzień Wielkiej Nocy, oraz po dwóch z dowódcą na czele prze­
prowadzają księdza do kazalnicy i z powrotem. Cała ceremo­
nia jest niezawodnie pozostałością po grze rezurekcyjnej. Da­
wne te pierwiastki przebijają się jeszcze wyraźniej w zwyczaju
przedwielkanocnym w Krakowskiem, gdzie w przedostatni ty­
dzień Wielkiego Postu chodzą po domach chłopcy, nieraz na­
wet z odległych wsi, przybrani na głowie we wstęgi różnoko­
lorowego papieru, z takiemiż szarfami i pasami, i wstępując
w dom śpiewają lub deklamują rozmaite piosenki czy wiersze,
które są wyraźnie refleksem dawnych żakowskich oracyi. Lud
sam nazywa ich żaczkami i utrzymuje, że to tradycye po ża­
kach krakowskich.
Oracye żaków wogóle przetrwały znacznie dłużej od dyalogów. Czytamy o nich jeszcze u ks. Kitowicza:
„W Kwietnią Niedzielę po nabożeństwie, młodzież szkolna,
uszykowawszy się we dwa rzędy w kościele, miała oracyę wier­
szem, następnie prawili perory o śledziu, o poście, biedzie szkol­
nej, kołaczach i plackach poświęconych. Po nich wysuwały się
chłopaki dorosłe miejskie, lub ze wsi przybyłe ; poprzebierali
się za pastuchów, pielgrzymów, huzarów, olejkarzy : jedni strój
mieli ozdobiony pętlicami, z papieru złotego wysokie kołpaki,
za oręż młotek na długim osadzony kiju ; inni wąsy przyprawne i brody z konopi, infuły z papieru, obuchy i szable dre­
wniane. Oni także zdobywali się na różne oracye, lecz gdy ta­
kowe wiersze i mowy, przez lichych częstych poetów i orato­
rów napisane, śmiech tylko wzniecały, zabronił ich wizytator
misyonarzy, ks. Śliwicki. Potem tylko po domach prywatnych
bywały oracye chłopców, którzy co trzeci wyraz uderzali młot­
kiem o podłogę, włóczyli się i po domach warszawskich po
kilkunastu razem“ 1).
Istniał też gdzieniegdzie w Polsce zwyczaj odbywania procesyi. Na czele pochodu kroczył żak, przebrany za Chrystusa,
w koronie cierniowej, z łańcuchami i dźwigał wielki krzyż, Cy-

9 Kolberg, Mazowsze. I s. 130.

— 56 —

Polskie widowiska ludowe

reneusz dopomagał mu, a kołnierze judzcy płazowali szablami
Zbawiciela, wołając: „Postępuj Jezu!“ 1).
W Kaliskiem *2) znajdujemy ślady dawnych dewocyi w pie­
śniach wielkopostnych, jak np. Rozmowa Matki Boskiej pod
krzyżem, lub śpiewy wielkotygodniowe w Radomskiem 3). Takiem też echem wypada nazwać opis obrzędu zwanego „Po­
grzebem pana Jezusa“ z Miechowa45
). Równie starożytną pieśń
śpiewają przy wiosennym obchodzie „kogutka“ w drugie święto
Wielkiej Nocy B).
Tyle można zanotować śladów dawnych widowisk, jakie
towarzyszyły radosnej dla świata chrześcijańskiego rocznicy
Pańskiego Zmartwychwstania. Niektóre z nich przechowują się
jeszcze dziś po wsiach, większa jednak część żyje tylko we
wspomnieniach : opowiadają o nich dawne raptularze i pyłem
oprószone kroniki.
IV.

„Zmiatanie łotra“ w czasie Wniebowstąpienia i Zielonych
Świątek. Procesye Bożego Ciała.

Widzieliśmy już w poprzednich rozdziałach, że średnio­
wieczne widowiska teatralne rozwijały się przeważnie na religijnem podłożu. W tern tkwi zarazem tajemnica ich powodze­
nia. Osnute na tle kościelnej tradycyi, cieszyły się ogólnem
zrozumieniem i co za tern idzie — powszechnem uznaniem,
A lud mógł przechować tern łatwiej w swej pamięci te wido­
wiska, które bardziej popularnego dotyczyły tematu, dlatego
też przetrwały w większej liczbie opracowania motywów biblij­
nych, aniżeli Żywotów Świętych.
Widowiska nawiązywano oczywiście zawsze do świąt, a za
leżoie od stopnia „uroczystości“ świątecznego dnia, rozmaita
była ilość i wystawa onych przedstawień.
W okresie powielkanocnym przedewszystkiem Wniebowstą­
pienie dawało sposobność do okolicznościowych misteryów. Li­
’) K. Wójcicki, Wielkanoc. Tygodnik illustr. t V, s. 171. Kolberg,
Lud. IX s. 131. Kolberg, Mazowsze, t. I s. 135.
2) Kolberg, Lud. XXIII s. 76.
3) Kolberg, Lud. XX s. 97.
4) Oazeta Świąteczna 1894, nr. 692.
5) Kolberg, Mazowsze, t. 1 s. 143.

- 57 —

Adam Fischer

teratura. zagraniczna posiada też cały szereg podobnych utwo­
rów od XV. wieku począwszy i tak, we Francyi znachodzimy
je od r. 1416, we Włoszech od r. 1439, później także i w Niem­
czech. W Polsce święto to nie wywołało, zdaje się, żadnych
dramatycznych opracowań, dotąd przynajmniej nie udało się
ich istnienia wykazać, mimo że znajdowały się pewne rodzime
pierwiastki w postaci ciekawych zabaw ludowych, t. zw. „zmia­
tania łotra“, które mogły być zawiązkiem teatralnych widowisk.
Tern bardziej, że w tych właśnie ludowych igraszkach mamy tak
znaczną dozę pierwiastku dramatycznego, że nieraz chciałoby
się mimowoli dopatrywać w onym zwyczaju resztek dawnych
zaginionych widowisk. Wobec braku jednak jakichś bliższych
pozytywnych szczegółów, trudno kwestyę stanowczo rozstrzy­
gnąć.
Tradycya polska stosunkowo dość dawno o tej zabawie
ludowej wspomina. Już Sarnicki w swych rocznikach nadmie­
nia, iż w r. 1402 na uroczystości Wniebowstąpienia, w farze po­
znańskiej, chłopacy podnosili w górę figurę Zbawiciela, a ze
szczytu świątyni strącali dyabła w postaci smoka. Opowiada
też o tym zwyczaju Rej w Postylli, że za jego czasów uważano
sobie za religijną zasługę, „jeśli w dzień Wniebowstąpienia kto
Jezusa lipowego powrozem, jako złodzieja do nieba wciągnął,
a dyabła z góry zrzucił, a potem z nim po ulicach biegał“.
Trzeci przykład włóczenia bałwana, wyobrażającego dyabła, po
rynku krakowskim, podaje nam Skarga w r. 1592 w „Upomi­
naniu do ewangelików“.
Ta ludowa uciecha przechowała się w wielu okolicach po
dziś dzień; przypomina n. p. Kolberg1), że lud mazowiecki,
zwykle po nabożeństwie, zwłaszcza chłopcy i parobczaki,
„dyabła ze słomy, obszytego w chusty, włócząc po ulicy,
nawoływali, a kijmi go tłukli i w rzece potem topili“. Może
dlatego, dodaje dowcipnie Kolberg, aby nie wstąpił w babę,
według znanej powiastki: „W piwo kwas, robak w mięso,
a w babę dyabeł“.
Gołębiowski opisał podobny zwyczaj z okolicy Siedlec,
praktykowany w drugi dzień Zielonych Świąt. Gromada chło­
pców pędzi wołu, na którym przywiązany bałwan, wypchany
słomą, w siermiędze, czapce i butach.
‘) Mazowsze t. I, s. 158, Kolberg, Lud V, s. 273, XV, s. 11.

— 58 —

Polskie widowiska ludowe

O ile Wniebowstąpienie nie przyniosło żadnego realnego
„zysku" polskiemu repertuarowi teatralnemu, o tyle święto Bo­
żego Ciała zdołało wywołać szereg opracowań, z których trzy
teksty znajdują się w znanym kodeksie Bibl. Krasińskich, opi
sanym wyczerpująco przez prof. Windakiewicza x). U ludu jednak
misterya te nie przyjęły się zupełnie; wystarczyły im uroczyste
przepyszne procesye, które należy na tern miejscu, choć ogól­
nikowo, omówić, ponieważ zawierają w sobie liczne pierwiastki
dramatyczne, a zagranicą, w wielu wypadkach, wpłynęły nawet
na rozwój misteryów.
„Boże Ciało“ ustanowiono w r. 1264, a że święcenie jego
przypadłe w najpiękniejszej porze roku, więc nadarzała się tu
dla kościoła doskonała sposobność oddziałania na szerokie
masy, przez wyposażenie uroczystości w całą świetność i prze­
pych. Jednocześnie mógł lud urządzać podczas samej procesyi
wspaniałe pochody w kostyumach i z posągami, obwożonymi
na kosztownych rydwanach, powszechnie ulubionych, bo sięga­
jących niejednokrotnie jeszcze pogańskich tradycyi.
Podobnie jak w widowiskach zapustnych, tak i w procesyi
Bożego Ciała zrazu jadą na wozach ukostyumowane grupy,
jako pewnego rodzaju żywe obrazy, alegorye z odpowiednimi
napisami, mające wyobrażać różne historye biblijne. Z biegiem
czasu grupy te zatrzymują się, przedstawiając w krótko­
ści zaznaczone sceny. Później, na głównych miejscach, któremi
procesya przechodziła, ustawiano nawet specyalne rusztowanie
i odtwarzano na nich religijne widowiska, przez to ukształto­
wały się ostatecznie widowiska teatralne Bożego Ciała, które
odtąd, podobnie jak misterya pasyjne, wyodrębniają się od ca­
łego procesyjnego nabożeństwa. Przeróżne cechy brały udział
w tych uroczystościach, a każdy cech występował ze swym specyalnym repertuarem, więc jedni popisywali się „Adamem i Ewą“,
inni „Kainem i Ablem“ i t. d. Ze średniowiecznych widowisk
tego rodzaju najbardziej charakterystyczne są t. zw. „Zerbster
Processionen“ z r. 1507 i „Künzelsauer Frohnleichnamsspiele“
z r. 1479. Na podstawie obu tych tekstów możemy naocznie
stwierdzić rozwój powyższych przedstawień. Zrazu były to bo­
wiem zwykłe tylko objaśnienia żywych obrazów, później —już
wyraźniejsze „dramaciki“, odprawiane na kilku stacyach, przy
’) Teatr ludowy, s. 114.

— 59 —

Adam Fischer

których zatrzymywała się procesya, a wreszcie z czasem — wy­
odrębnione, samoistne widowisko sceniczne.
I w Polsce również urządzano wspaniałe procesye. Du­
chowieństwo, zwłaszcza Jezuici, z wielką występowali paradą.
Na ołtarzu ustawiano nieraz grupy młodzieńców, poprzebiera­
nych za aniołów, a w procesyi brały udział wszystkie stany,
urzędy i cechy, z żakami w komeżkach i dziećmi przystrojonemi za aniołków. Odgrywano też przy tej sposobności misterya, które zawierały przeważnie alegorye ze Starego Testa­
mentu, historye Patryarchów i Proroków.
O ile jednak uroczystość urządzania procesyi przechowała
się w ogólnych rysach po dzień dzisiejszy, o tyle widowiska zagi­
nęły bez śladu. Już XVIII wiek prawdopodobnie nic o nich nie
wiedział. Kitowicz opisuje Boże Ciało jedynie w tych słowach:
„W Warszawie, za Augusta 111., konfraternie kupieckie z ce­
chami, to w niemieckim, to w polskim stroju, jaki oddziałowi
któremu był właściwy, asystowały tej uroczystości. Dowódcy
pierwszych mieli szpontony, szarfy, kapelusze, piórami strusiem!
obłożone, polscy — buławy i kołpaki sobole. Każda kompania
dawała ognia, za każdym razem salutowano chorągwiami. Ce­
lowali Niemcy zręcznem wywijaniem proporcami, Polacy — regularnem strzelaniem“.
W miejsce dawnego podniosłego nastroju — rozmodlo­
nych gorąco tłumów, wciska się tu już pewien bezduszny chłód
wojskowej „Kirchparady“. Prastary „sentyment“ ostał się do
dziś dnia jedynie po wsiach, gdzie obrzędy uroczyste Bożego
Ciała, pełne prostoty a pobożnego namaszczenia, przemawiają
rzewnie do duszy każdego, kto im może towarzyszyć. Spraco­
wane dłonie włościan niosą chorągwie, przystrojone, dziewoje
— kościelne ołtarze, dziatwa wioskowa sypie polne kwiaty pod
stopy kapłana, postępującego pod skromnym baldachimem,
a pieśń święta kłóci się ze śpiewem skowronka — zda się,
jakby w tę uroczystą chwilę cała przyroda składała hołd swemu
Stwórcy Przedwiecznemu...

V.

Misteryum rajskie.
W dzień Bożego Ciała przedstawiano niejednokrotnie utwór,
który, ze względu na wielkie rozpowszechnienie, wymaga od­

— 60 —

Polskie widowiska ludowe

dzielnego omówienia, tern bardziej, że nie był on specyalnie
przywiązany do jakiegokolwiek święta, lecz grywano go w okre­
sie od Narodzenia Pańskiego do Bożego Ciała, zwykle w po­
łączeniu z cyklem innych podobnych widowisk. Utworem tym
było dramatyczne opracowanie dziejów upadku pierwszych ro­
dziców Adama i Ewy, zwane w Niemczech: „Paradiesspiel“.
Wprowadzenie tego motywu do całokształtu dramatycznych
opracowań średniowiecznych można zrozumieć dość łatwo,
gdy sobie uprzytomnimy, że wszystkie średniowieczne misterya
są właściwie niejako pojedyńczymi aktami wielkiego wszechludzkiego dramatu, w którym strącenie aniołów jest prologiem,
upadek pierwszych rodziców zawiązaniem intrygi, a zjawienie
się Odkupiciela — punktem kulminacyjnym tej akcyi.
Tak zaś ściśle spojony utwór z całym repertuarem śre­
dniowiecznych widowisk, mógł być dowolnie grany nie tylko
na czele widowisk Bożego Narodzenia, ale zarówno pasyjnych,
jak wielkanocnych, czy też Bożego Ciała.
Dramat ten powstaje w XII. wieku, na wzorach łacińskich
oparty, niebawem rozwija się jednak również i w językach na­
rodowych. Tak mamy n. p. napisany po francusku przez Normandczyka w Anglii, utwór, przeznaczony do recytacyi, a opa­
trzony w obszerne wskazówki łacińskie co do sceny i akto­
rów. Scena jest podzielona na raj, ziemię i piekło, w którem
ciągle się dymi i uwijają się dyabły z wrzaskiem. Akcya po­
stępuje dość wiernie śladem biblii, mimo to znacznie jest roz­
szerzona. Adam statecznie odpiera wszelkie pokusy; dyabeł od­
chodzi smutny, nic nie zdziaławszy i dopiero po naradzie z in­
nymi zwycięża... przez Ewę. Następują żale Adama i wygnanie
z raju — poczem związanych Adama i Ewę odprowadzają dyabli do piekła1).
Widowisko doznało oczywiście z czasem przekształceń
i rozszerzyło się w całej Europie. W Polsce również je odgry­
wano *2). We wspomnianym już wyżej rękopisie Biblioteki Kra­
sińskich, zachowały się fragmenty takiego dawnego misteryum
o Adamie, p. n. : „De passione ob amorem exilii parentum Jesu
Christi.“. Tekst omawia upadek Adama i wypędzenie jego
z raju. Wąż (serpens) kusi Adama do grzechu. Po skosztowa­
') Klimke C., Paradiesspiel u s. Grundlagen. Bresl. 1902.
2) Windakiewicz, Teatr ludowy, s. 46.

— 61

Adam Fischer

niu owocu słyszy Adam straszny wyrok Boga — wypędzony,
chciałby do raju wrócić, ale broni mu doń przystępu Cherubin
i dopiero Amor divinus (Miłość boska) lituje się nad jego roz­
paczą i obiecuje zesłać Odkupiciela. Głośna więc w obcych misteryach: „litigatio sororum“ (t. j. spór sióstr alegorycznych,
wyobrażających miłosierdzie, pokój, sprawiedliwość i prawdę),
dotycząca losów biednego grzesznika, przechowała się już tylko
w drobnych resztkach. Zjawia się natomiast nowy obraz, a mia­
nowicie bunt siedmiu grzechów głównych przeciw miłosierdziu
Bożemu.
Podobnej treści musiało być misteryum Wojciecha Sztychowskiego, dotąd znane jedynie z tytułu : „Śmiertelny upadek
natury ludzkiej przez zerwanie jabłka“, wystawione w farze tar­
nowskiej, w r. 1709.
„Widowisko rajskie“ musiało wywierać na lud wielkie
wrażenie, bo przechowało się w jego tradycyi do chwili dzisiej­
szej, oczywiście nie w swej formie pierwotnej, ale odpowiednio
zmienione i przekształcone. Wiele scen wypadło, wiele innych
dodano, wtrącono też liczne pieśni pobożne.
Pisma etnograficzne podają bardzo podobne do siebie
teksty z różnych stron Europy, których analogia okazuje się
zupełnie zrozumiała wobec tego faktu, że wyrosły one ze wspól­
nego pnia — średniowieczno-łacińskiego, i ulegały następnie
przemianom w podobnych zupełnie warunkach. Szczególnie
w wielkiej ilości przechowywały się owe teksty w austryackich
okolicach alpejskich, zanotowano też niektóre teksty polskie 1).
Najbardziej charakterystycznym można nazwać dyalog, wysta­
wiony w Tomaszowie lubelskim, podczas świąt Bożego Naro­
dzenia *i2).
Na scenie stoi zwyczajna choinka z jabłkiem, mająca przed­
stawiać drzewo wiadomości dobrego i złego. Występuje naj­
pierw Adam i Ewa, potem dyabeł. Dyabeł kusi Ewę, by zjadła
jabłko, ta ulega namowom, daje je też Adamowi. Nagle z prze­
“) Sz. Oonet, Widowiska w czasie świąt Bożego Narodzenia (Su­
cha), Lud X, s. 27 i n. A. Saloni, Lud Łańcucki, Mater, antrop. archeol.
i etnogr. t. VI, s. 200 i n. Kolberg—Udziela, Tarnów—Rzeszów, Mater,
antrop., t. X, s. 146.
2) K. Zaleski, Zabytek widowisk średniowiecznych, Wisła X,
s. 711 i n.

— 62 —

Polskie widowiska ludowe

rażeniem dostrzegają Adam i Ewa, że opadają im szaty. Wcho­
dzi anioł i wypędza ich z raju, a chór śpiewa :
»Fora, Adamie, fora —
Z tak rozkosznego dwora!
Dla jabłka skruszonego,
Przez węża podanego,
Pustą krainę orał
»Niestety!« — z płaczem wołał«.

VI.

Misteryum o Abrahamie.
Misteryum Bożego Narodzenia, zawierające w sobie wiele
pierwiastków świeckich, jak pochód królów,mord dzieciątek i i.,
tak się rozrasta i rozwija, że ujmuje niebawem w dramaty­
cznej formie prawie całe dzieje Starego Testamentu. Powstają
też utwory, obliczone na kilkudniowe przedstawienia, — o upad­
ku pierwszych rodziców, Kainowem bratobójstwie, wystąpieniu
proroków itp.
Z początku łączą się wszystkie te sceny w jedną organi­
czną całość, z czasem jednakowoż występują z niej pojedyncze
motywy i fragmenty, stając się tłem nowych niemalże rodzajów
widowisk. Tak wyodrębniło się też misteryum o Abrahamie,
a z początkowych, drobnych zarysów, wykształcił się wspa­
niały dramat — i to w okresie reformacyi, która, w przeciwień­
stwie do dotychczasowych średniowiecznych tradycyi, zwróciła
się do motywów Starego Testamentu. Nowy utwór cieszył się
wielkiem powodzeniem w XVI wieku, zarówno we Francyi, jak
w Niemczech i Włoszech. Nie pozostała też obcą ta sztuka
i polskiemu repertuarowi, na co piękne dowody zebrał prof.
Windakiewicz, za którym poniższe szczegóły podajemy.
Oto w rękopisie horodeckim z XVI wieku, znaleziono
trzyaktowe opracowanie historyi Abrahamowej, która była bez
wątpienia odtwarzaną, lub, w każdym razie, obliczoną na wy­
stawienie, skoro zawiera w przedmowie prośbę o „pilne słu­
chanie“. A oto jakie obrazy rozsnuwała sztuka ta przed oczy­
ma pilnie słuchających.
Abraham udziela napomnień Izaakowi, który, z całem pod­
daniem się przyjmuje uwagi. Tymczasem we śnie objawia pro­
rokowi Bóg swą wolę, i domaga się ofiary z dziecka. Naza­

— 63 —

Adam Fischer

jutrz też wyprawia się ojciec z synem, by wypełnić wolę Bożą.
Następuje bardzo piękna, pisana jędrną polszczyzną Kochanow­
skiego, scena pożegnania syna z matką :
»Pani matko ucieszona, drogie me kochanie,
Już idę w drogę z ojcem. Niechże tu zostanie
Pamięć moja przy Tobie. Jedno narzekania
Nie czyń żadnego przez mie, wszak przez mieszkanie
Wrócę się z panem ojcem — na pociechę twoję;
Radzę w tym, proszę przyjąć słuszną prośbę moję« Ł).

Rozpoczyna się ofiara na górze, przerwana zjawieniem się
Anioła.
Widowisko to, przeznaczone na uroczystość Bożego Ciała,
nie było z pewnością faktem odosobnionym, czego dowodem,
że w jednym z rękopisów petersburskich znajdujemy również
przechowane misteryum ludowe (bliżej nieznane I) w 5 spra­
wach, p. n. : Abraham i Sara.
Podobnie jak wiele innych literackich motywów — i dra­
mat Izaaka zbłądził z czasem pod strzechy i przekształcił się
zewnętrznie, zachowując jednakowoż swą zasadniczą osnowę
tak, — że bez trudności da się pierwotne jego źródło wykryć.
W istocie stwierdzić można, że przeskok rozwojowy od dra­
matu XVI wieku do dzisiejszych widowisk ludowych — stosun­
kowo niewielki.
W Tomaszowie lubelskim spotykamy nasze sacrificium *
2) —
w dyalogowych scenach, wystawianych corocznie przez tamtej­
szą młodzież mieszczańską, w czasie świąt Bożego Narodzenia.
Z dawnego dramatu zachował się tylko fragment, urywek zale­
dwie z trzeciego aktu, przedstawiający samą scenę ofiarowania.
W utworze całym wiele pierwotnej naiwności, ale przez to też
i — nastrojowej siły sentymentu i pewnego fatalistycznego za­
modlenia, właściwego starym misteryom. Oświadcza Anioł
Abrahamowi .
»Nie wymawiaj się Abrahamie,
Wola Boga taka,
Abyś z szczerą wolą
Ściął i na drewkach spalił —

’) Windakiewicz, Teatr ludowy, s. 119.
2) Wisła X, s. 714.

— 64

Polskie widowiska ludowe
Aby się jego ciało
Panu Bogu za ofiarę stało«.

Izaak pociesza w rozpaczy Abrahama i z calem bohater­
stwem pragnie się poświęcić. Abraham podnosi już miecz, —
gotów wypełnić boskie rozkazy, gdy wtem wstrzymuje go Anioł
»Stój, proszę, Abrahamie,
Zahamuj swe ręcel
Bóg widzi ofiarę
Na wysokim niebie —
Przyjął jak najniższą
Ofiarę od ciebie ;
Już ci oczy, ręce, rozwiązuje,
Abyście Bożą wolę głosili, —
Ojciec z synem na wieki się cieszyli«.

Zasadniczo — tekst mało różni się od dawnych wersyi,
atoli zewnętrzna inscenizacya doznała już pewnych zmian, do­
rzuciła liczne wtręty, które, z biegiem czasu, rosną i w dają
pierwotną prostolinijną budowę. Tak np. w Tomaszowie — dla
urozmaicenia widowiska — wpleciono niepożądane humorysty­
czne wkładki, a wynikiem ich była transformacya poważnej bi­
blijnej postaci Abrahama na zwykłego, komicznego „chałaciarza“, który, po spełnieniu ofiary Izaaka, śpiewa kuplety z „Po­
dróży po Warszawie“, tańczy „majufes“ itd.
Bardziej kompletny i jednolity w swym ogólnym nastroju
poważnym był dyalog grywany przed pół wiekiem przez mie­
szczan przeworskich x). Tekst przeworski i lubelski zupełnie się
zresztą zgadzają, i mają z pewnością jedno źródło — staropol­
skie misteryum.
Wogóle zaś sacrificium Abrahamowe przetrwało w dzisiej­
szych widowiskach ludowych w bardzo wyjątkowych wypad­
kach — i właściwie zanikło prawie zupełnie, jak wiele innych
świadectw dawnej ludowej twórczości i zwyczajów.

VII.
„Doroty“.
W dramatycznych utworach ludowych, w których możemy
wskazać "dawne źródła łacińskie, spotykamy też przykład innych
>) Aleks. Saloni, Lud łańcucki. Materyały antropol. t VI, s. 203.

— 65 —

Adam Fischer

wpływów, a mianowicie czeskich. Piśmiennictwo czeskie od­
działało w bardzo znacznym stopniu na literaturę staropolską,
a w twórczości ludowej dadzą się zauważyć dość liczne nawet
ślady bliskiego pokrewieństwa. Jednym z takich objawów wza­
jemnego oddziaływania, mogą być ludowe widowiska — zwane
„chodzeniem z Dorotą“. Warto się przyjrzeć bliżej temu obrzę­
dowi, który na polskich ziemiach jest dość powszechny.
Widowisko przedstawia historyę męczeństwa św. Doroty
w czasach Dyoklecyana, osnutą na tle tradycyi Baroniusza
i Bollandusa. Męczennica pochodziła z Cezarei kappadockiej,
a miała odznaczać się niezwykłą pięknością i pobożnością
i kiedy wzbraniała się złożyć ofiary pogańskim bogom, powie­
dziono ją na tortury, a wreszcie ścięto. W czasie prowadzenia
św. Doroty na plac kaźni, sekretarz rządcy, Teofil, zaciekły
prześladowca chrześcijan, szydząc, prosił ją o kwiaty i owoce
z niebieskich ogrodów. Święta przyrzekła. I już na miejscu ścię­
cia zwróciła się do kata o chwilę modlitwy. A zaledwie ją skoń­
czyła, ujrzała nagle obok siebie cudne pacholę z koszykiem,
w którym leżały trzy piękne jabłka i trzy przepyszne róże. Do­
rota odesłała je Teofilowi, a ponieważ było to w czasie śnie­
żnej zimy, ten, widząc w owym fakcie wyraźny dowód boskiego
cudu, nawrócił się i poniósł również śmierć męczeńską.
Cudowny żywot św. Doroty cieszył się w średniowieczu
wielką popularnością, szczególnie, odkąd legenda ta znalazła
się także w znanym zbiorze Jakóba a Voragine p. n. : Legenda
aurea (Złota legenda). Odtąd też wzrasta kult świętej — w dzień
jej imienia, 6. lutego, zaczęto poświęcać róże i jabłka, i oto
z tych drobnych zaczątków obrzędowych wytwarza się nieba­
wem cały dramat.
Szczególną czcią otoczono bohaterską męczennicę w Cze­
chach, osnuwając na tle jej żywota wcale bogatą literaturę. Już
w starym czeskim Passionalu. wydanym w Pradze r. 1495.,
znajdujemy opracowanie p. n, : O svate Dorotě.
Inne opracowania ogłosił Patera '), a prof. Brückner*2)
odnalazł też polski tekst legendy o św. Dorocie spisany około
r. 1420.
0 Svatovítský rukopis s. 304—311.
2) Brückner, Neue Quellen z. Geschichte d. polnischen Sprache
und Literatur. Archiv f. slavische Philologie. XIV s. 507 i n.

— 66 —

Polskie widowiska ludowe

Z tych to prozaicznych wersyi wykształciły się pomy­
sły dramatyczne. Nie jest rzeczą jednak pewną, czy odrazu wy­
tworzyły się teksty rodzime, czeskie, czy też były one począt­
kowo ujęte w formie łacińskiej, dotąd nieznanej, (może nieodszukanej, czy wogóle zaginionej). O formie tych widowisk i ich
treści możemy wnioskować jedynie na podstawie ludowego
zwyczaju, istniejącego do dziś jeszcze, a zwanego „chodzeniem
z Dorotą“. Polega on na tern, że kilka osób, przeważnie wiej­
skich chłopaków, odpowiednio przebranych, jako król, św. Do­
rota, Teofil, anioł, i dyabeł, obchodzi wieś, dając dramatyczne
przedstawienie, którego treść stanowią cudowne dzieje męczeń­
stwa świętej.
Cały szereg tekstów czeskich tych ludowych widowisk
wydał swego czasu Juliusz Feifalik *) w pracy o ludowych
przedstawieniach na Morawach. Teksty polskie z okolic Mako­
wa, Kalwaryi i Zebrzydowic, ogłosił niedawno Dr. Władysław
Kosiński 2). Zestawienie obu tekstów dowodzi wcale wyraźnie,
że widowisko to zawdzięczamy naszym czeskim sąsiadom, a to
— jużto bezpośrednio, jużto za pośrednictwem słowackiem, jak
to łatwo wykazać na podstawie obcych naleciałości językowych
i używania w tekście zarówno słowackich jak czeskich wyra­
zów — zupełnie bez sensu. U nas uległ sam zwyczaj o tyle
pewnej zmianie, że odgrywa się „Dorotę“ w okresie świąt Bo­
żego Narodzenia, a nie w lutym, jak w Czechach. Wcale cie­
kawa też cała inscenizacya. Dorota ma na głowie koronę ze
złotego papieru, rozpuszczone włosy, na szyi chusteczkę, lub
szalik — koszulę białą, długą, kaftanik, a na nim pas złocisty.
Król Fabrycyusz — z wąsami i brodą, w koronie, białej koszuli
i spódnicy; na piersiach krzyżują mu się dwa złociste pasy,
idące przez ramiona ku plecom, w ręce trzyma berło, a okryty
jest płaszczem, rodzajem kapy, ozdobionej gwiazdami itd. Ry
cerz — z wąsem, w hełmie, u góry spiętym i ozdobionym spadającemi na dół piórami ; ma pas z kolorowego papieru, tu­
dzież przepaskę, przechodzącą ukośnie przez piersi i jedno ra­
mię — u boku zaś długą „sabel“. Mistrz (kat) występuje w takiem samem ubraniu jak rycerz.
*) J. Feifalik, Volksschauspiele, aus Mähren. Olmüz. 1864. s. 81—166
a) Dr. Wł. Kosiński, Widowiska świąteczne w Makowie, Kalwaťvi
i Zebrzydowicach. Lud. XVI s. 374.

— 67 —

Adam Fischer

Anioł ma również wązką koronę, białą koszulę i spódni­
cę, pas srebrny ze złotym napisem, oraz dwa inne złote pasy,
jakby szelki, na ramiona założone i łączące się z tym, który
opasuje ciało — poniżej piersi ; w ręce trzyma kwiaty. Teofil
— bez wąsów, wysoka czapka żołnierska i szabla. Dyabeł —
w czapce baraniej z rogami ; twarz i ręce ma uczernione sa­
dzą — na sobie kożuch, z kudłami na wierzch odwróconymi,
u pasa łańcuch, w ręce widły, a na nich mały łańcuszek. —
Tak różnobarwnie przystrojona trupa aktorska daje przedsta­
wienie, mniej lub więcej rozwlekłe, zawsze jednak trzymające
się ściśle schematu legendy. Widowisko rozpoczyna się bardzo
często chóralną pieśnią ludową o św. Dorocie, znaną powsze­
chnie polskiemu folklorowi. Piosnka stanowi dla samego utworu
doskonały prolog i krótkie zarazem argumentum, wyjaśniające
akcyę. Oto zasadnicze jej zwrotki :
»Idzie święta Dorota,
Z pobożnego żywota ;
Szła ona przez pański dwór,
Napotkał ją sam pan król. —
Chcesz Doroto moją być,
Chce ci cały dwór służyć,
A jeżeli nie będziesz,
Życie swoje pozbędziesz.
...Ja już mam malińkiego,
Jezusa najmilszego.
Król się na nią rozgniewał,
Do więzienia wsadzić dał —
I na wojnę odjechał,
Za siedem lat przyjechał.
Otwórzcie, więźnie, wrota,
Czy tu żyje Dorota?
»Oj żyje, królu, żyje,
Choć nie je i nie pije«.

Poczerń rozgrywa się „krwawy dramat", pełen istotnie
pięknych momentów, ujętych w tak doskonałą formę — w nie­
których wersyach tego widowiska — że dla naiwnego pro­
staczka może ono stanowić przedmiot wcale podniosłych i pra­
wdziwie estetycznych wzruszeń.

— 68 —

Polskie widowiska ludowe

VIII.

Zakończenie.1)
Tyle oto śladów dawnej twórczości dramatycznej przecho­
wało się w skarbnicy zwyczajów ludowych. Resztę wykorzeniła
snąć kultura i postęp, lub tak zniekształcił czas, że i najby­
strzejszemu badaczowi trudnoby je rozpoznać. Mam nn. prze­
konanie, że śpiewane do dziś pieśni odpustowe o św. Łazarzu
i bogaczu, nie są niczern innem, w wielu wypadkach, jak frag­
mentem dawnych misteryów; udowodnić to trudniej —
z powodu zaginionych pośrednich ogniw rozwoju. Choć prze­
mawia za tern z jednej strony podobny przykład kantyczek,
wyrosłych na gruncie dawnych sztuk o narodzeniu Chrystusowem, a wreszcie analogia z literatury francuskiej, w której ró­
wnież przerobiono niejednokrotnie misterya na pieśni, t. zw.
„cantiques spirituels“, aż się zmieniły w zwykłe dziadowskie
śpiewania pod kościołem, czy też na jarmarkach *i2). Może czas
’) Omawiając polskie widowiska ludowe, musiałem niejednokrotnie
wspominać o ich źródłach zachodnio-europejskich. Do skreślenia tego
ogólnego tła służyły mi następujące dzieła:
D’Ancona, Origini del teatro italiano. Anz H. D. lateinischen Ma­
gierspiele. Lpz. 1905. Beneke A., Das Repertoir u d. Quellen d. franz
Farsę. 1910. Bürger P. D. mittelalterliche Theater. 1901. Chambers E. K.
The mediaeval stage. Oxford. 1903. Coussemaker, Drames liturgiques
Rennes. 1860. Creizenach, Geschichte des neueren Dramas. Halle. 1893
Hager G. D. Weihnachtskrippe. Münch. 1901. Hartmann A. dr. Volks­
schauspiele. Leipzig. 1880. Lintilhac, Histoire générale du théâtre en
France. Paris. 1904. Mey, Volksschauspiele in Bayern. Erf. 1892. Mone,
Schauspiele d. Mittelalters. Karlsruhe. 1846. Monmerqué-Michel, Le théâtre
français au moyen âge. Paris. 1839. Mortensen J., Medeltids dramat
i Frankrike. Paris G., Miracles de Notre Dame. Paris 1873—93. t. 1—VIII.
Petit de Julleville, Les mystères. Paris. 1880, Repertoire du théâtre co­
mique en France au moyen âge, 1885, La comédie et les moeurs en.
France au moyen âge. Paris. 1886, Le théâtre en France. Paris. 1893.
Schreiber M., Ze studyów nad dawnym dramatem. Pamiętnik liter. IV, s.
129, V. s 1; 145, Sepet M., Le drame chrétien au moyen âge. Paris.
1878. Sondheimer I., die Herodespartien im lateinischen liturgischen Dra­
ma und in d. französischen Mysterien. Halle. 1912. Vogt, D. schlesischen
Weihnachtsspiele. Wagner, D. Volksschauspiel. Salzb. 1882. Weydig, Bei­
träge z. Geschichte d. Mirakelspiels. 1910. Wilken E., Geschichte d. gei­
stlichen Spiele in Deutschland. Gött. 1872. Wilmotte M., Etudes critiques
sur la tradition littéraire en France. Paris. 1909.
2) Nisard Ch. Histoire des livres populaires. T. Il, s. 124 i nast.

- 69 -

Polskie widowiska ludowe

nagromadziwszy więcej materyałów, pozwoli wyjaśnić kiedyś
genezę całą bliżej.
Na razie atoli zachował się repertuar dość szczupły. Utrzy­
mały się jedynie widowiska, które uświetniają główne święta,
jak Boże Narodzenie i Wielkanoc, pozatem dość nieliczne dra­
matyzowane historye Świętych, a i te nawet — również przy­
wiązane do tych dwu uroczystości, nie zaś do dnia odnośnego
świętego ; zresztą tylko drobne, małoznaczne zwyczaje, które
pozwalają zaledwie hypotetycznie wywieść swe pochodzenie od
dawnych świetnych widowisk. I ten właśnie związek dzisiejszych
widowisk ludowych z dawnym naszym „teatrem“, miała una­
ocznić niniejsza praca ; to jedyne nowe, które ona przynieść
chciała, opierając się na materyale już wyświetlonym przez in­
nych badaczy, a więc przedewszystkiem przez prof. Windakiewicza, jeśli idzie o dawny teatr polski, i przez licznych etno­
grafów, drukujących swe zapiski w „Wiśle“, „Ludzie“ i innych
tego rodzaju wydawnictwach. Zestawienie nie bez celu, bo
i objaśnia folklor dzisiejszy i jest zarazem dowodem wielkiego
znaczenia i wpływu minionego repertuaru.
Więc godziło się może wspomnieć o tej przeszłej epoce,
szczególnie wtedy, gdy ils sont passés ces jours de fête.

— 70 —

WACŁAW ÍÍART0WSK1.

Stan włościański w utworach 41
pisarzy
polskich doby renesansowej (XVI wieku).
Zarys studyum historyczno-literackiego.

I.

Wstęp i najdawniejsze wzmianki o ludzie wiejskim.
„Dla poznania zupełnej przeszłości nie dość... mniej wię­
cej dokładnego pochlebnego obrazu obyczajów, dworu, magna­
tów, nie dość opisów sejmikowych intryg, szlacheckich waśni
i bajecznych uczt i biesiad. Wprawdzie szlachta stanowiła w Pol­
sce sam naród, ale prócz niej byli jeszcze ludzie przecie, i tych
najniższych klas społeczeństwa obyczaje, sposób życia,
przynajmniej jako tło, jeśli nie historyi, to do romansu posłu­
żyć mogą“...
„Życie na zewnątrz narodu, byt jego polityczny, stosunek
z ościennemi nie składają jeszcze całości obrazu przeszłości...
Historya bowiem jest jak wielki smentarz, na którym spoczy­
wają i wielcy i nędzarze obok siebie, a każdy ma tu miejsce...
Przecie i ten lud, co nie wpływał do niczego, nie mieszał
się do spraw ważniejszych a był tylko posłusznym, cierpliwym
widzem, powinienby może mieć miejsce jakieś w dziejach oby­
czajów“. x)
') J. I. Kraszewski: Pomniki do historyi obyczajów w Polsce
XVI i XVII w. Warszawa, 1843. Wstęp, str. 3 i n.

— 71

Wacław Nartowski.

Tak pisał w czwartem dziesięcioleciu XIX w. sam historyk
i skrzętny badacz narodowej przeszłości, nestor powieściopisarstwa polskiego, J. I. Kraszewski.
A dziś czyż nie można powtórzyć słów autora „Starej
baśni“ i „Studyów literackich“? Ewolucya poglądów na istotę
historyi w ogólności i historyki literackiej w szczególności spra­
wiła, że obecnie zbyteczne są może usprawiedliwiania się, że
także „najniższe stany“ wcielone zostały do dziejów narodo­
wych, że wartość i ważność badań nie bywa kwestyonowana;
czy jednak słabe zainteresowanie badaniem roli ludu tak w historyi politycznej jak w historyce literackiej nie każę przypuszczać,
że poglądy, zwalczane przez Kraszewskiego, zginęły jako zasada,
lecz nie przestały de facto ciążyć na naszem piśmiennictwie
naukowem ?
Ocena ludu w literaturze naukowej przechodziła fazy
różne; obok walk zażartych o prawa społeczne ludu, zupełne
zapomnienie — obok sielankowego roztkliwienia i romantycznej
idealizacyi, stawiającej lud na piedestale świętości narodowej,
lekceważenie rzekomych potomków Chama, — faktem jest
jednak, że jak brak nam ciągle ustalenia dziejów politycznospołecznych ludu i dziejów kultury ludowej, tak brak objektywnego ocenienia roli ludu w literaturze, a zwłaszcza w histo­
ryce literackiej.
Rozpatrzenie stosunku literatury pięknej, a raczej tej czę­
ści, która wyróżnia się wiązaną mową — do chłopa, na zie­
miach Polski zamieszkałego, w obrębie jednej bardzo ważnej
epoki, mianowicie w okresie t. zw. złotego wieku, będzie zada­
niem pracy niniejszej. *) W tym celu będziemy śledzili, jak
w utworach poetyckich szeregu autorów odbijały się poglądy
i dążności społeczeństwa, by z tej czasem pięknej, czasem chro­
powatej łuski formy wydobyć na jaw jądro prawdy, oświetlonej
przez pryzmat umysłowości współczesnych.
Zanim przejdziemy do analizy utworów naszej literatury,
musimy sformułować ściśle odpowiedź na pytanie, co rozu­
miemy przez wyraz chłop, — jako synonim słowa lud wiejski.
Chłopami nazywamy tę część ludu zjednoczonego w jakiemś
państwie lub narodzie, która tworzy wskutek odrębności pod
') W „literaturze przedmiotu“ podany jest poczet uwzględnionych
autorów.

— 72 -

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

względem praw i kultury stan osobny, osiadły na wsi i oddany
zajęciom rolniczym.
Sam wyraz chłop używany był i jest w rozmaitych zna­
czeniach. Leksykograf nasz, Linde, podaje cztery odmiany,
mianowicie :
1) chłop = mężczyzna wogóle w przeciwstawieniu do
pojęcia: kobieta;
2) chłop, wyraz używany na oznaczenie mężczyzny, odzna­
czającego się siłą i dzielnością, przeważnie fizyczną, np. tęgi
chłop ;
3) chłop — wieśniak, rolnik, przedstawiciel ludu wiej­
skiego ;
4) chłop = wyrażenie pogardliwe, synonim wyrazów: czło­
wiek ordynarny, nieokrzesany, głupi, nikczemny i t. p.
Na genezę znaczenia wyrazu chłop rzuca światło w swych
wykładach prof. Balzer *) przez stwierdzenie, że wyraz chłop
znaczył początkowo tyle, co człowiek — homo. Przyjąwszy to
założenie, łatwo zrozumieć, dlaczego znaczył także tyle, co
mężczyzna, gdy uprzytomnimy sobie, że niedawne wieki równo­
uprawniły w tej mierze kobietę z mężczyzną, a w średniowie­
czu kwestya ta była jeszcze przedmiotem sporów, a nawet
kościół obalający niewolnictwo kobiet, kazał kobiecie „milczeć
w kościele“. Nie dziw więc, że wówczas człowiek znaczył tyle,
co mężczyzna. Znaczenie to, oparte na tradycyi, wyjaśni pocho­
dne, drugie z kolei, mężczyzna = chłop na określenie tężyzny
fizycznej, przypisywanej wyłącznie mężczyźnie, jak świadczy
rodowód słowa męskość.
Skoro wiemy, że chłop znaczył tyle, co człowiek, źródła
łacińskie wyjaśnią nam genezę trzeciego znaczenia. W nich stale
nazwę illiber albo homo tłumaczono wyrazem chłop, lecz po­
nieważ nazwy tej nie używano w odniesieniu do wolnych, na­
brała ona znaczenia synonimu słowa : niewolnik.
Wniosek z tego płynący jest, że nazwa chłop musiała
wejść w użycie w znaczeniu: wieśniak — rolnik wówczas, gdy
ten przestał być wolnym; przypuszczenie to potwierdza okoli­
czność, że gdy wyraz chłop był w Polsce nazwą pierwotną na
oznaczenie ogółu ludności niewolnej, wieśniak, rolnik wolny
*) O. Balzer. Historya ustroju Polski, wykłady z r. 1905/6, strona
153-4.

— 73 -

Wacław Nartowski.

nazywał się pierwotnie „dziedzicem“, *) — następnie kmieciem,
a nazwę chłop dopiero później przyjęto na oznaczenie ogółu
ludu wiejskiego.a)
Poezya XVI w. dostarczy nam obficie przykładów, świad­
czących, że wówczas wyraz chłop występuje we wszystkich
wyżej podanych znaczeniach, czyli, że walor słowa tego był
już identyczny z tym, jaki ten wyraz posiada obecnie.
Określiwszy, co rozumiemy przez wyraz chłop i naszki­
cowawszy jego genezę, zbadamy z kolei stosunek ludu wiej­
skiego czyli chłopa do literatury czyli piśmiennictwa pięknego.
Tu różnorodną rolą ludu zróżniczkowany będzie wzajemny
stosunek. A mianowicie:
1) lud, produkując proste rodzime dzieła literackie, wystę­
puje jako twórca literatury ludowej, np. pieśni ;
2) lud jest współtwórcą literatury warstw wykształconych
przez jednostki, które nie tracąc łączności z kulturą ludową,
przyswajają sobie kulturę warstw, stojących na wyższym szcze­
blu oświaty;
3) lud przyswaja sobie literaturę warstw „wyższych“;
4) lud występuje jako objekt — temat (motyw) literatury
rodzimej ludowej, bądź literatury warstw wykształconych.
Kwestya roli ludu w literaturze, przejawiająca się rozmai­
cie, jak to widzimy z rozklasyfikowania powyższego, nie została
dotychczas wyczerpująco zbadana. Mimo zapału badaczy, roman­
tycznym duchem owianych, jak Zoryan Chodakowski i inni,
choć zebrano sporo materyałów, brakło umiejętnych opraco­
wań; nadto wniosła szkoła romantyczna zbyt wiele pierwiastku
fantastycznego, nie kontrolowanego ścisłością naukową. W historyi literatury pierwsi zwrócili uwagę na lud Maciejowski
i Wiszniewski, a także Kraszewski, lecz pierwszym brak badań
przedwstępnych i chaos, panujący w historyce literackiej, powieściopisarzowi zaś nawał prac literackich nie pozwoliły zająć
się naukowo ludem; Kraszewski wytknął więc tylko braki,
nie zdołając ich zapełnić. Po przerwie w pracach, wśród któ­
rych spotykamy małowartościowe próby (Dembowski), widnieje
*) O. Balzer, j. w., str. 154.
2) Prof. Smolka przypuszcza, że już w wieku XIII albo wcześniej
używano wyrazu chłop w dzisiejszem znaczeniu. Słowo kmieć oznacza
w dokumentach z X111 w. włoScian swobodnych, lokowanych na pra ie
niemieckiem. (yide Encyklopedya staropolska, t. 4, słowo Kmieć).

— 74 -

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

praca St. Tarnowskiego, który przy omawianiu „pisarzy polity­
cznych“, dotknął kwestyi włościańskiej. Szereg opracowań poświę­
cono badaniu motywów ludowych (np. ludowość pieśni o so­
bótce), lecz ludem samym nie zajęli się historycy literatury,
dopiero młodsi, jak prof. Brückner, prof. Kallenbach, Chrza­
nowski a za ich przykładem i inni poczęli podkreślać w swych
publikacyach chłopa jako motyw literacki. Doraźne jednak
wzmianki i napomknienia, rozprószone wśród innych szczegó­
łów, nie zastąpią potrzeby ani uszeregowania uzyskanych rezul­
tatów, ani podjęcia analizy źródłowej, by módz ogarnąć cało­
kształt twórczości zakreślonego okresu ze względu na pytanie
postawione. Zadanie to niełatwe, — ustawić tedy choć szereg
cegiełek — w formie materyału — dla przyszłego architekty
tej przyszłej budowy — to skromne życzenie autora
*
*
*
Jeszcze przed XVI wiekiem znachodzą się wzmianki
o ludzie wiejskim. Najwcześniejszą wiadomość poda autor
pierwszej kroniki dziejów Polski (wieku XII) Anonim, zwany
Gallusem. Kronikarz opisuje przybycie nieznanych gości do
chaty ubogiego kmiecia, Piasta, który wraz z żoną, Rzepką,
przyjmuje gościnnie obcych, racząc ich piwem (cerevisia fermentata), przygotowanem na postrzyżyny syna; nadto zabijają
prosię, którego mięsem, pomnożonem w cudowny sposób, na­
pełniają dziesięć cebrów ’)• Przy Bolesławie Chrobrym napom­
knie autor także o łaskawości dla chłopów,*
2) co wyda się dziejopisowi rzeczą szczególną; król ten nie gardził wieśniakiem
i „rusticus pauper“ mógł łatwo u tronu szukać wymiaru spra­
wiedliwości. 3)
Z r. 1414 mamy pierwszą wierszowaną wzmiankę, dopi­
saną na rękopisie przez kopistę Lutosława z Chrościelowa :
„Kapłanie, chcesz polepszyć dusze swej,
Nie mów często: piwa nalej!
Boć piwo jest dziwny olej...
Więce z nich kłamają chłopi,
...... Arzkąc: szaleni są popi“ i t. d. 4)
') Galli Chronicon edidit Finkel et Kętrzyński, str. 7.
2) Tamże str. 20 „Suos quoque rusticos non ut dominus in
angariam co^rcebat, sed ut pius pater quiete eis vivere permittebat“.
3) Tamże, str. 16.
łj Brückner: Dzieje literatury polskiej w zarysie, t. I, str. 56,

- 75 -

Wacław Nartowski.

Także w pierwszej połowie XV w., bo w r. 1437, usły­
szymy w ozdobnej formie, cyceroniańskiej łaciny pierwszy od­
głos walki społecznej. Oto w roku tym napisana przez rektora
Akademii krakowskiej mowa powitalna na cześć króla Kazi­
mierza Jagiellończyka użala się na ucisk „miserorum agricolonorum“, którzy w sroższym pozostają ucisku, aniżeli żydzi
w niewoli faraonów. Wymowne, acz krótkie słowa ówczesnego
rektora, Jana z Ludziska, to wczesne memento, skierowane do
tronu, nie znajdzie echa w piśmiennictwie XV. w., chyba jaki
ostry kaznodzieja, jak Maciej z Raciąża, napomknie przy piętno­
waniu zbytku w krwi i pocie ludzi uciśnionych. Nie rychło je­
dnak usłyszymy poza ogólnikOwemi wzmiankami kaznodziei, na­
rzekania na „servitutem... agricolonorum, quae est omnium
postrema poena, quae liberis omni supplicio gravior“... skoro
z przyrodzenia wszyscy ludzie są równi *) — nigdy z ust rektora
Akademii krakowskiej.
W tymże wieku spotykamy głos zgoła inny, wychodzący
z przeciwnego obozu, głos tych, których drażniła zbytnia swo­
boda chłopów, to satyra, jedna z najpierwszych satyr w Polsce,
znaleziona przez J. Szujskiego w rękopisie z drugiej połowy
XV wieku.2) Satyrą więc rozpoczyna się szereg utworów, tra­
ktujących w narodowym języku o chłopie, który występuje w tej
formie poezyi po raz pierwszy, by uzyskać w niej następme
trwałe prawa obywatelskie:
„Chytrze bydlą z pany kmiecie,
Wiele sie w jich siercu plecie.
Gdy dzień panu robić mają,
Częstokroć odpoczywają...“

Pierwsza obszerniejsza wierszem podana wiadomość o chło­
*) Codex epistularis sec. XV, tomus III, na stronach 13—16. „Ve­
rum agricoloni in ea servitute gravissime sunt oppressi, plusquam
olim filii Israel in Egipto a Pharaone, plus quam empticii vel in proelio capti et in servitium abducti.“ (str. 14).
W dalszym ciągu: ...agricolonorum servitutem, quae est malorum
omnium postrema poena, quae liberis omni supplicio gravior est, deleret,
et libertatem incolis christianis regni induceret ; liquet enim, quod o mnes homines natura genuit aequales.“ (str. 15).
„Mowa na zgromadzeniu uniwersytetu przez J. z Ludziska jakoby
na przyjęcie Kazimierza elekta ... zawiera pochwałę Litwy, Polski Jagiel­
lonów i elekta; wyraża nadzieję, że Kazimierz zniesie niewolę ludu
wiejskiego“.
2) Rozprawy Ak. Urn. wydz. filol., t. 1, str. 47.

- 76 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

pie odznacza się silném zabarwieniem społecznem; autor, nie­
zawodnie ziemianin, daje folgę niechęci ku leniwym i obłudnym
kmieciom. Także inny autor, Mikołaj z Poznania, co po łacinie
smagał wady wszelkich stanów, nie oszczędzi chłopów, ale da
przykład, obłudy kmiecej, zarzucając, że przy sprzedaży wełny
odwilżają ią dla powiększenia wagi a zboże fałszują przymie­
szkami. *)
Satyra na leniwych chłopów, skreślona przez anonimo­
wego autora, musiała odpowiadać gustowi i aspiracyom polity­
cznym szlachty, skoro prof. Bruckner znalazł w rękopisie młod­
szym, bo z końca XVI w. wiersz, w którym ta sama treść
występuje w zmienionej i rozszerzonej formie, to wiersz p. t.
„Opisanie przecbernej natury chłopskiej...“ 2)
Znowu więc skargi na lenistwo chłopów: „często na roli
postawa“, „lichmani“ po swej woli, gdy nie czuwa nad nim oko
pana, jużto, że „czeladź od pana odwabia, do innego ją przy­
wabia“. Późniejszy autor już różniczkuje chłopów i tak mówi
osobno o „zagrodnikach", którzy też łotrowie kradną w gumnie
i stodole.
Ekonomska ta poezya, jak ją nazywa Brückner, daje nam
świadectwo zaniku przychylności (charitatis), na której opierał
się patryarchalny stosunek między chłopem a panem. Oto pan
nie ufa chłopu, a ten „nie przyjaje wiernie“, bo choć „przed
oczyma rzekomo przyjaje", to jednak w nim „nie (tj. nie ma)
przyjaźni za jaje". Wątpliwe, czy pierwszy to odgłos walki socyalnej, jak określa prof. Brückner, bezsprzecznie jednak głos
dobitny i świadczący o rozgoryczeniu obustronnem, głos z cza­
su, w którym kmieć zmagał się z szlachcicem, nienawykły
jeszcze do dźwigania jarzma pańszczyzny.
Dla uzupełnienia pierwszych wierszy o chłopie podamy
nadto zawarte w innych wzmianki, zwłaszcza że niektóre
dały pewnym historykom powód do ryzykownych wniosków,
(Lelewel).
W części „Bogarodzicy“, zaczynającej się od słów: „Dla
nas wstał z martwych Syn Boży“, nieznany autor nazywa Ada­
ma kmieciem, siedzącym u Boga na wiecu,
„Adamie! Ty Boży kmieciu,
Ty siedzisz u Boga na wiecu...“
*) Brückner: Dzieje liter, polskiej t. I, str. 39.
’) Brückner : Biblioteka Warszawska, 1893, t. 1, str. 260.

— 77 —

Wacław Nartowski.

dalsze strofy nazywają Lucypera piekielnym starostą. (Na pod­
stawie tego ustępu można wnioskować o żywotności tradycyi
wieców kmiecych w wieku XIV, pozatem inne wnioski co do
układu społecznego są tylko bezpodstawną fantazyą).
W „Pieśni o zamordowaniu Tęczyńskiego“ *) (XV w.)
spotykamy kilkakrotne nazwanie mieszczan „chłopami“; jest to
przykład używania tego wyrazu w znaczeniu ujemnem, pogardliwem. Inny wiersz dowodzi, że słowa tego używano także na
oznaczenie mężczyzny wogóle. 2)
Zresztą prócz kodeksów prawnych, rot przysiąg i innych
dokumentów sądowych, prócz rzadko zamieszczonych wzmianek
o kmieciach w „Historyi“ Długosza, głucho o chłopie w śre­
dniowieczu.
Odbywający się podówczas proces kurczenia samodziel­
ności ludu na rzecz szlachty, prócz rezolucyi sejmowych i uchwał
ziemskich, nie zostawi wyraźniejszego śladu, choć czasy to za­
kucia w niewolę ludu wiejskiego, choć wówczas tworzy i utrwala
się ustrój pańszczyźniany i następuje przywiązanie chłopa do
roli. Rąbek wiadomości o kulturalnym stanie ludu odkryją tylko
kazania średniowieczne; autorowie ich niechętnie omawiali przy­
wary, cechujące stany wyższe, więc nie zapomnieli o chłopach.
Maciej z Raciąża np. karci, że już nie tylko panowie ale mie­
szczanie i chłopi zarzucili dawną niewymyślność i prostotę. 3)
Inni oskarżają chłopów o podstępność, choć na pozór
wydają się niewinnymi, gdyż zwodzą księży przy wytykaniu
dziesięciny;4) powie np. chłop: ,,i ja człowiek mam duszę,
sam ci, księże pokażę, gdzie lepsze zboże, tu nie, tu wypasł
mi sąsiad, zatratowali mi kołami przejeżdżający, nie wyty­
kajcie więc tu, ale tam; a tam wypasły się na zbożu świnie
i bydło.“
Inny kaznodzieja użyje chłopa jako temat anegdot, któremi często ubarwiano kazania, i opowie o chłopie, omdlałym
od zapachu aromatów, rozcieranych w aptece, którego otrze­

') Nehring: Altpolnische Sprachdenkmäler, str. 267—8.
’) Briickner: Bibl. Warsz., 1893. t. I, str. 260.
„Ach miły Bożel Toć boli, kiedy chłop kijem goli,
Ale barziej boli, kiedy miła inszego woli“.
8) Tenże: Literatura średniowieczna, t. 1, str. 74.
*) Tamże, str. 77.

78 —

Śtan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

źwił odór gnoju. Ł) Często wystąpią kaznodzieje przeciw prze­
sądom, które krzewiły się szczególnie u ludu wiejskiego; ustępy
te ciekawe dla folklorysty zebrał skrzętnie prof. Brückner, ze­
stawiając bogaty materyał wedle świąt, więc najpierw zwyczaje
i wierzenia łączące się z uroczystością Bożego Narodzenia, na­
stępnie Nowego Roku, M. B. Gromnicznej, Popielca i Wielka­
nocy (dyngus).2)
II.
Wzmianki o ludzie wiejskim w pismach poetów XVI w.
(doby renesansowej).

Po podaniu wiadomości o ludzie wiejskim, zachowanych
u pisarzy średniowiecznych, przechodzimy do pism XVI w.,
by w poetyckich utworach złotej doby literatury narodowej
śledzić polityczny i kulturalny byt chłopa i stosunek poetów do
ludu jako tematu.
Nadzieja, że lud sam, w zwierciadle własnej twórczości
przedstawi swe oblicze i opowie swą dolę, nie ziści się, bo
brak nam literatury ludowej z XVI wieku. Brak gawęd, pieśni,
przysłów i śpiewek ludowych, lecz nie dlatego, by lud nie
zdorał ich stworzyć, owszem chłop polski w pierwszej połowie
XVI w. był w pełnym rozkwicie kultury rodzimej, czego do­
wodzą i skargi średniowiecznych kaznodziejów, którzy gorszyli
się, że chłop się panoszy, zarzuca „dawną prostotę“ i niewymyślność, innemi słowy, podnosi kulturę. Niestety skarb twór­
czości ludowej przysypały prawie bez śladu następne wieki, tak
iż zostały tylko wzmianki dowodzące, że przypuszczenia o istnie­
niu literatury ludowej, w szczególności pieśni ludowej, nie są
urojeniem.
W aktach podskarbiego nadwornego, Stanisława Włoszka,
znajdziemy pod dniem 19 lipca r. 1546, kiedy królewicz Zyg­
munt August przybywał w Trokach, następującą zapiskę: „An­
dreo citharedo domini palatini Trocensis, rusticam lamen­
ta t i o n e m cantanti ex gratia dedi florenum unum Lithuanicum“; w tydzień potem także w Trokach „Macziek, servitori
*) Tamże str. 107.
a) Tamże, str. 46—70.

— 79 —

Wacław Nartowski.

domini palatinidis Podolie, morionem rusticum agenti
ex gratia florenos 5.“ *)
Znamy jeszcze inne wzmianki, świadczące, że rodzima
pieśń ludowa istniała w XVI w., są to jednak tylko wieści
o tern, co zaginęło. Niespisana literatura ludowa przepadła,
ocalając tylko częściowo w przeróbkach poetów warstwy wy­
kształconej lub tworząc podścielisko dla literatury ludowej na­
stępnych wieków, które z niej soki ożywcze zaczerpnęły, lecz
zmieniły często formę i nierzadko osnowę.
Ani za pośrednictwem wykształconego przedstawiciela
swego stanu nie ozwie się lud, gdyż genialny chłop wielkopol­
ski, Klemens Janicki (1516—1543), zbytnio przesiąkł kulturą
klasyczną, by utrzymać kontakt z domem rodzinnym, ze wsią
polską; tylko jego smutek rzewny, szczerość i ukochanie ro­
dzinnej ziemicy stwierdzają, że to kość z kości tych, co wła­
snym potem użyźniali ukochane, życiodajne pola.
W chwili przedzgonnej stanie przed oczyma chłopa poety
wspomnienie „ojca, mieszkańca wioski“, co „orał poczciwie
grunt pradziadowski“, i wówczas w łacińskiej elegii — której
nie zrozumiałby jego ojciec, prostaczek — z wdzięcznością
przypomni :
„Ubogi ojciec swoje ostatki
Wywlókł je dla mnie z rolniczej chatki." *
2)

Prócz tego jednak nic. Inny także z pod strzechy chłop­
skiej wychodzący pisarz, Marcin Wadowita (1567—1641), który
uciekłszy Od pasania trzody, zdobył w ojczyźnie i za granicą
rozgłos znakomitego uczonego, zagłębił się w studyach teolo­
gicznych i zasłynął, ale tylko jako teolog-asceta. Czy warto
wspominać innych, nie dorównywujących zdolnościami ani za­
sługami wymienionym ?
Gdy wieńczony przez papieża chłop-poeta odbiegnie na­
zbyt kulturą od rodzinnej chaty, gdy chłop-teolog, zajęty zaga­
dnieniami ascezy, zobojętnieje na to, co się działo pod chłop­
ską strzechą, przypadnie w udziele piórom pisarzy z pośród
szlachty i mieszczan skreślić dolę i niedolę wieśniaka. W ich
utworach znajdziemy to, co przemilczał lub czego nie uznał za
‘) Windakiewicz : Teatr ludowy w dawnej Polsce. (Rozp. Ak. Urn.
filol, t. 36, str. 2).
2) „O sobie samym“ („Ad se ipsum“), przekład Syrokomli.

— 80 —

Stan włościański w utworach poetyckich dony renesansowej.

godne swego pióra wykształcony staraniem możnych protekto­
rów, Janicki, — co się wydawało może zbyt przyziemnem i znikomem zapatrzonemu w zaświaty ducha wadowickiemu ascecie,
a z drobnych wzmianek i obszerniejszych ustępów, odnoszących
się do ludu, zebrany materyał pozwoli może choć w fragmenta­
rycznym zarysie przedstawić rolę chłopa w dobie renesansowej.
Z kolei rozpatrzymy autorów, których dzieła poetyckie
pojawiły się drukiem w ciągu XVI w., bądź też później zostały
wydane, ale do wieku XVI czasem powstania lub charakterem
należą, starając się znaleźć odpowiedź na pytanie, czy i o ile
poeci piszą o ludzie wiejskim. — słowem określić, o ile chłop
jest tematem poezyi wieku złotego.
Pierwsza znana nam dzisiaj książka polska, wydana w roku
1521 w Krakowie w oficynie drukarskiej Wietora, nie udzieli nam
prawie wcale wiadomości o chłopie polskim, choć treścią jej : „Ro­
zmowy, które miał król Salamon mądry z Marchołtem grubym
a sprośnym“. Marchołt zaś ów „gruby i sprośny“ widoczny na
charakterystycznym drzeworycie — to wieśniak, reprezentant
chłopskiego rozsądku i dowcipu; jednak treść, ujęta w formę
zwyczajnej rozmowy prozą, nie jest rodzima, a Marchołt to
ciekawy wprawdzie ale konwencyonalny typ wieśniaka-mądrali.
Podobnie pierwszy nasz poeta świecki, piszący po polsku,
mieszczanin lubelski, Biernat, autor przekładu bajek t. z. Ezopa
Fryga 1) poda tylko cenny zbiór przysłów, zastępujących tytuły
bajek, a bajki osnuje przeważnie nie na tle stosunków polskich,
co zresztą z istoty przekładu, choć swobodnego, wypływa. Nie
dziw więc, że „kmiotek“ i chłop, tu spotykany, to konwencyo­
nalny agricola, rusti us, ytiwpyós. Lecz samo słownictwo pol­
skie zaciekawia: tak drwala nazwie Biernat drwoszczepem,
a chatę — kuczą, zresztą mowa to gruba i nie rzadko sprośna,
lecz tak mało stylizowana, tak mało odmienna od tej, którą
posługiwał się gmin miejski czy wiejski. Charakterystyczną
będzie nadto nienawiść do panów, zrozumiała u lubelskiego
mieszczanina. Ustępy j«Ik „Wielce złodzieje małe wieszą“ *2)
lub „O niewdzięcznych panoch“ :
*) Biernata z Lublina: Ezop. wydał l. Chrzanowski. (Bibl. pisarz,
polsk. Ak. Um., Kraków, 1910).
2) Tamże str. 226.
„A gdyby sprawnie [wedle słuszności] wiesieli,
Wlałoby panów osławili.“

— 81 —

Wacław Nartowski.

,,Ciężkać niewola każdemu
Służyć panu niewdzięcznemu,
Bo nikogo nie folguje,
Gdzie pożytku nie poczuje“. 1)

i inne;2) czy narzekania na tzw. urzędników, jak powszechnie
nazywano dzisiejszych oficyalistów i rządców, w wierszu p. t.
„Części urzędnicy szkodzą wszyscy“ 3) — to jakby zapowiedź
tego, co wypowie wymowniej późniejszy, także lubelski miesz­
czanin, S. Klonowicz. Wielce jednak różnią się obaj poeci tern,
że Biernat milczy o chłopie w przeciwieństwie do swego „ro­
daka“, co wynikło może z tego powodu, iż położenie włościaństwa nie było początkowo tak przykre, by wzbudzało współczu­
cie mieszczan. Dlatego nie,szukać nam wiadomości o ludzie
wiejskim w pięknie zapowiadającej się, przeważnie mieszczań­
skiej narodowej poezyi pierwszej ćwierci XVI w. ; czy zastąpią
ich może w tym względzie po łacinie piszący poeci polscy?
Bynajmniej, skoro sam, wieśniak pochodzeniem, Janicki był
obojętny dla ludu, czyż dziwić może brak zainteresowania się
chłopem u Krzyckich, Pawłów z Krosna i innych humanistów?
Przecież samo pojmowanie poezyi jako „ars docta" w prze­
ciwstawieniu do prostackich „carmina agrestia“, „cantilenae vul­
gares“ wyciska na nich piętno arystokratyczności. Wymownym
przykładem tego jest Paweł z Krosna. Jego hasłem bezwzglę­
dna pogarda motłochu, „który odciąga ducha od wspaniałych
zamiarów i nauk pięknych“. „Kapłan Apollina zgoła nie powi­
nien zwracać uwagi na to, co zasługuje na krótką nazwę „ceteri mortales“, ale na królów, na książęta, na wielkich wodzów
lub wogóle wielkich jużto przez czyny, jużto przez naukę, bo
w ich wspaniałomyślności może znaleźć łaskę, tylko w ich po­
wadze znaczenie i sławę dla siebie“. To jasne i dobitne okre­
ślenie przez Krośnianina stosunku poety do społeczeństwa...
staje się „credem" wszystkich niemal poetów XVI. w. — stwier­
dza prof. Bruchnalski.*) „Credo“ to szczególnie jak gdyby ka­
non obowiązuje pierwszych naszych humanistów.
Niespodzianką jest więc, gdy u Hussowczyka znajdzie
*) Tamże, str. 216.
2) Tamże str. 233, 252, 305.
3) Tamże str. 233.
4) W. Bruchnalski: Pojęcie i znaczenie poezyi u poetów polskich
XVI. w. (Eos r. VI, str. 222).

— 82 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej

miejsce „rustica turba“ a nawet „plebis rumores“, gdy prawie
50 wierszy poświęci autor opisowi męstwa wieśniaków, napa­
dniętych przez Turków, w poemacie epicznym p. t. „De Victoria
Serenissimi Principis et D. Domini Sigismundi régis Poloniae
adversus Turcos parta carmen“ (1524) Ł), bądź gdy w poemacie
o żubrze obszernie rozwiedzie się o czarach i czarownicach *
23).
Przyjrzyjmy się bliżej tej wieśniaczej rycerskości i jej tłu
historycznemu. W r. 1524 napadly watahy turecko-tatarskie na
Małopolską, docierając bez oporu pod Lwów, skąd cofnęły się,
gdy przybyło przez króla wysłane rycerstwo. Za ustępującym
nieprzyjacielem, który niszczył dalej okoliczną ziemię, ruszyło
rycerstwo polskie i pomimo szczupłych sił odniosło nad Sere­
tem (2 lipca t. r.) świetne zwycięstwo, przy pomocy dzielnych,
chłopskich ochotników. Wiersz 80 poematu opisuje chwilę,
w której garstka chłopów, co w-lasach schronili się przed nie­
przyjacielem, przyłącza się do rycerstwa; garstka ta to zapa­
leńcy, żądni pomsty krwawej. Widzą płonące chaty i krew ro­
zlaną i boli ich doznana krzywda: ten opłakuje zgon synów,
inny oskarża śmierć, która mu wyrwała małżonkę. Bezczeszcze­
nie dziewic, przebijanie brzemiennych matek i inne dzikie zbro­
dnie, dokonane przez pohańców, przyprowadzają lud do roz­
paczy. Gdy od ołtarzy, przed które daremnie słali modły, r ie
nadchodzi pomoc, jeden szaleniec wznosi modlitwę do Maho­
meta, widząc, że Chrystus bezsilny; — oto wstrząsający obraz
rozpaczy, rzezią spowodowanej. Wódz napomina rycerstwo, by
dzielnie stawiało czoło wrogom, chce przemówić do chłopów,
ale ci nie pragną zachęty lecz natychmiastowej walki:
„...gdy do prostych zwraca się wieśniaków, s)
Powstaje hałas i głośne szemranie :
„Nie trzeba, krzyczą, w bitwie poznasz,
Panie, jak ból kieruje orężem.
Związane dzieci do serc naszych wołają !...
Niech słyszym znak bitwy,
Bo gdy nie rychło trąby uderzą,
W środek skoczymy pierwsi !“

*) Nicolai Hussoviani Carmina, edidit Pelczar. Crac. 1894, strona
52-3.
2) Tamże „De bisonte carmen“.
3) Tamże, str. 120—37. Ponieważ nie mam polskiego przekładu
tego poematu, podaję własny.

- 83

Wacław Nartowski.

„Wódz chce przemówić, nie dają —
Więc bez oracyi w kotły bić każę.
Wrząsnęły surmy — powietrze zadrgało
Dążą na pola, co wnet krwią opłyną...

Nie inaczej srogi lew na kozę wpada,
Gdy mu głód wściekły żołądek naciska ;
Nie inaczej wściekły wilków szał
Rwie zębem i szarpie pierś słabą...“

Żałować trzeba, że pieśń ta napisana jest w mowie obcej
ludowi polskiemu, bo żywe tętno poezyi i dramatyczne napię­
cie w niej zawarte przemówiłoby niezawodnie silnie do serc
czytelników siermiężnych.
Pierwszy to i może jedyny przed Lenartowicza : „Bitwą
racławicką“ godny głos uznania męstwa i waleczności chłopa
polskiego. Milczą o tern zdarzeniu kroniki, jak milczą o wielu
podobnych, bo opisana przez Długosza bitwa pod Nakłem,
bohaterstwo chłopów w rosyjskiej wojnie Batorego, chłop­
skie powstanie przeciw najazdowi Szwedów, wreszcie Racławice
i szereg epizodów w dziejach porozbiorowych, to nie wszystko,
gdyż wiele utonęło w niepamięci, czego historycy nie zapisali.
Zwłaszcza utarczki z Tatarami były niemal codzienne na kre­
sach wschodnich, tam, gdzie rolnik dzierżył często w jednej ręce
pług a w drugiej miecz, gdzie nierzadko panowała trwoga, gdzie
częstem zjawiskiem była „rozerwana myśl, twarze pobladłe,
narzekania białych głów, płacz dziecięcy, porywcze zaprzęganie
albo siodłanie koni, toczenie skrzyń, nadziewanie tłomoków,
noszenie worków pod pachą, ryk bydlęcy ; gdy się... pospólstwo
mieszy jako pszczoły podkurzone, jako mrówki, gdy im kto Sie­
dliszcze podpali, kiedy więc potomstwo swe niecześne i brze­
miona więtsze niźli samy na sobie noszą, samy nie wiedzą
dokąd...“
Przytoczone przerażenie przed nadciągającymi szeregami
Mahometan skreślił wiernie Klonowicz w liście dedykacyjnym, ’)
poprzedzającym poemat, w którym woła ciągle do rycerstwa
polskiego, wzywając do wojny z pohańcami:
„Upaść już, upaść tureckiej stolicy!“

*) „Pożar“ — Pisma poetyczne Klonowicza, wyd. Turowskiego,
str. 166—7.

— 84 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej

Jak w pismach naszych „starszych humanistów“ wiado­
mość o ludzie tylko przygodnie się zabłąka i będzie, jak po­
dany powyżej epizod Hussowczyka, rzadkim wyjątkiem, to
w twórczości, która nie miała w sobie charakteru wyłączności
arystokratycznej, należy szukać tego, co było zbyt wulgarnem
dla wieszcza (vates), śpiewającego dla wybrańców, więc w lite­
raturze, która z góry liczyć musiała na masę, na szersze koła;
łatwo zgadnąć, że mamy tu na myśli literaturę dramatyczną;
ta związana z sceną musiała mieć charakter bardziej popularny,
szczególnie misterya religijno moralne, okraszane wesołemi intermedyami. Lecz tu niestety prawie zupełny brak materyału,
misterya polskie t. z. dyalogi zaginęły, ocalało zaledwie kilka :
„Dyalog dominikański“, „Dyalog częstochowski“, a ubóstwo to
odbija jaskrawo od bogactwa tekstów np. niemieckich.
Ç Przykładem świadczącym, że zwłaszcza intermedya, pomie­
szczone w „dyalogach“, mogły były stać się ważnym przyczyn­
kiem do historyi obyczajowości polskiej, jest choćby zachowa­
ne intermedyum w „grze“ p. t. ,,Sąd Parysa“, ’) która jest swo­
bodnym przekładem łacińskiego utworu Lochera. s) Po trzecim
akcie występują: trzy mulieres rusticae i pasterze. Nieznany
autor przekładu „ze znajdujących się w tekście łacińskim : rustica mulier, altera rustica, tertia villana, zrobił baby swojskie
i nadał im nazwy polskie: baby piszczokowej, tj. żony piszczka
(grajka), Gordanki i Czuczyny, którym włożył w usta wyraże­
nia nie tylko płaskie, ale wprost nawet nieprzyzwoite i nie
wiele sensu mające“. *3) dieronim Łopaciński, wydawca prze­
druku, przypuszcza, iż ten ton gminny przeniósł autor przekła­
du z istniejących u nas intermedyów w dyalogach treści reli­
gijnej, a hipotezę tę popiera chaiakter podobnych intermedyów
niemieckich i włoskich nie mniej swawolnych.
Zbyt trywialne ustępy (jak w. 645, 654—5) są — jak zau­
ważył wydawca — dodatkiem tłumacza polskiego, lecz dzięki
temu, że autor przekładu nie trzymał się niewolniczo łacińskie­
go tekstu, zastąpione przez niego zostały konwencyonalne
*) „Sąd Parysa królewicza trojańskiego 1542“. wydał H. Łopaciński
(„Prace filol.“ t. V, str. 455—545).
!) Jacobi Philomusi Locher: Judicium Paridis b. r. Bibl. Ossol.
Nr. 8. 886.
3) Wstęp Łopacińskiego. Prace filol. t. V, str. 466.

— 85 -

Wacław Nartowski.

figury — żywemi, acz zbyt rubasznemi sylwetkami polskiego
gminu.
Baba piszczkowa, porywająca się do tańca pomimo staro­
ści, bo „miło skakać wedlia młodzieńca“, — Gordanka, łaciczka (?), rycerka, co nie gardzi również młodzieńcami i rada
pójdzie „z wiśniaczkiem tańcować“, — a wreszcie trzecia Czuczyna wskazują, iż dbałość o piękną powierzchowność, opie­
szałość w praktykach religijnych i hołdowanie zasadzie życia
dla użycia nie były obce kobietom z gminu. Oto jak przedsta­
wia się „pani“ Czuczyna:
„Jestem ci barzo godna,
W wieńcu barzo cudna ;
Piżmo ode mnie pachnie
Aż (!) mych oczu balsam tahnie.
Będę tańcować dzisia śmiele,
Bom nie była w niedzielę w kościele“.

Zaproszeni do tańca „pastyrze spółek odpowiedają“ :
„Nuż wy, baby stare,
Niechaj będzie dziś żniwo jare !
Będzim z wami ten raz tańcować,
A potym twarogu pojadać.
Niechajże baźany nadymają
_A_W skrzypice niech głośno grają“, *)

Opuściliśmy miejsca, nie nadające się do powtórzenia,
lecz przytoczone ustępy wystarczą do stwierdzenia, że postacie
te mimo karykaturalne rysy wzięte są z życia.
Jakkolwiek dziś razi nas rubaszność sceny powyższej,
jednak jest cenną jako pierwsze nam znane wystąpienie pol­
skiego ludu wiejskiego w utworze scenicznym. Porównanie
tekstu polskiego z łacińskim oryginałem stwierdziłoby tylko, jak
oryginalną jest ta scena. 2) „Rusticae mulieres“ Lochera mówią
Tamże str. 492; bażany = puzany.
2) Dla przykładu zestawimy teksty przemówienia pasterzy, kończą­
cego intermedyum.
Pastyrze spółek odpowiedają:
Pastores simul respondent;
Nuż wy, baby stare,
Non erit ingratum nobis paNiechaj będzie dziś żniwo
[storibus aptos
[jare !
Cum vetulis saltare choroš,
[gyroque reflexo,

— 86 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowe!.

stale o Wenerze, wyrażają się językiem literackim (parère man­
dats Veneris, ductare choreám itp.), gdy tymczasem postacie
intermedyum polskiego, acz rubaszne, są jednak naturalne a ję­
zyk prostacki, wcale nie stylizowany, nadaje życia tej scenie, co
miała wyszydzić może rozwiązłe życie bab podmiejskich — wszak
nazwane są stale paniami, które pójdą z „wiśniaczkami“ w ta­
ny, licząc może na ich niewybredność.
Rok więc 1542, rok wydania polskiego tekstu „Sądu Pary­
sa“, będzie tak długo, póki nowe odkrycie nie przyniesie zmiany,
terminem a q u o lud wiejski wstępuje na scenę, jako osoba
działająca. Z czasem jego rola urośnie i lud wiejski nie kątem
w intermedyach, ale w osobnych sztukach „dyalogach“ zajmie
miejsce poczesne.
Już rok następny da nam nie przestylizowany przekład
ale oryginalny utwór, w którym chłop wystąpi jako jedna
z trzech osób, prowadzących dyalog, i zabierze głos w obronie
swego stanu — to Rejowa przeszło 2000 wierszy licząca satyra :
„Krótka rozprawa między trzema osobami- panem, wójtem
a plebanem"1), która przedstawia wzajemne stosunki między
szlachtą, ludem i klerem. Utwór ten, może wskutek zatracenia
szeregu pism, które go poprzedziły, zdumiewa formą, świeżym
barwnym językiem i śmiałą, bogatą treścią.
Rok 1543, inaugurujący rozkwit literatury wieku złotego,
odznaczy się także pojawieniem pism, zajmujących się głównie
lub przygodnie ludem wiejskim. W roku tym prócz „Krótkiej
rozprawy“ Reja napisze Orzechowski na sejm broszurę p. t.
„Res publica Polona“, w której wypowie się w kwestyi wło­
ściańskiej; Frycz z Modrzewa wyda rozprawę, „O prawie mężobójstwa“, piętnującą nieludzką ustawę, co życie chłopskie

Będzim z wami ten raz tań[cować
A potym twarogu po­
gadać.
Niechaiże bażany nadymają
A w skrzypice głośno
[grają!
Przekład 1. c. str. 492,

Ad sonitum citharae varios
[intende mofus
Nil nos cunctamur, fundat
[mox fistula cantum.

Tekst łaciński 1. c., str. D2 verso.

’) Przedruk z unikatu wydał R. Zawiliński. Bibl. pisarz, poi. Ak.
Urn., Kraków. 1892.

87 —

Wacław Nartowski.

wydawała na łup swawoli szlachty. Odtąd nie braknie ludu
w literaturze.
Rozwijający się dramat wyda szereg dyalogów biblijnych
i religijno - polemicznych. Pierwsze jak „Żywot Józefa“ M.
Reja obracają się wyłącznie w sferze mitów biblijnych, opie­
rając się na księgach Nowego i Starego Zakonu; drugie z po­
wodu tendencyi religijnej, wywołanej ruchem reformacyjnym,
by oddziałać na szerokie koła społeczeńswa, wprowadzają także
jako ,,rozmówców“ osoby z życia codziennego, więc księdza,
chłopa, klechę, pana, studenta i t. p.
Z pośród pierwszych wymienić należy wydany przez Kra­
szewskiego „hierodramat“ p. t. Joachim i Anna1), w którym
obok osób biblijnych Joachima, Anny i szeregu postaci drugo­
rzędnych, występują osobno oznaczeni trzej żydzi (Gizęra,
Hotzer, Smol) i trzej pasterze, których imiona również odbie­
gają od nazw biblijnych, to domorośli ; Bardej, Digutry (Digudej) i Mizgoła. Prócz nazw nie mają jednak ci pasterze żadnych
szczególnych cech charakterystycznych ; widzimy ich w V akcie
czuwających przy stadzie, słyszymy ich rozmowy o wilku, lecz
scena ta mdła i bezbarwna. Czy w dramacie tym były intermedya, nie wiemy; Kraszewski ich nie podaje, może jednak
opuścił dla treści zbyt swawolnej, co wskazują słowa dołączo­
nego objaśnienia: „chociaż mamy pod ręką kilka intermedyów,
dość ciekawych, dla rozpasanej ich wszakże i swawolnej, a dziś
nieznośnej swobody, z jaką się wyrażają (bo były dla gminu
przeznaczone, który żąda dosadności we wszystkiem i potową
się nie kontentuje), niepodobna ich wydrukować.“*2)
Z dyalogów, mających genezę w walce „o wiarę“, wymie­
nić należy przedewszystkiem „Rozprawę“ Rejowską, następnie
„Rozprawę krótką a prostą o niektórych ceremoniach a usta­
wach kościelnych,“ w której występują prócz Studenta, Ojca,
Matki, Kacermistrza także Pleban, Altarzyści, Prebendarze, Gwardyan, Klecha i Gospodarz. Znaleziony przez Celichowskiego
fragment tego dyalogu3) zawiera ciekawe ustępy, jak skargę
chłopa-gospodarza na zdzierstwo księży, opis zajęć klechy przez
*) Komedia o niepłodności św. Anny z Joachimem, wydał J. 1.
Kraszewski. Ateneum 1841. t II. str. 95 i n.
2) Tamże, str. 124-5.
3) Trzy nieznane dyalogi z w. XVI. wydał Celichowski. Poznań. 1899.

88 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

tegoż opowiedziany i wyznania plebana; wszystko cenne szcze­
góły do wiadomości o klerze i jego stosunku do ludu wiej­
skiego, choć stronniczo naświetlone, co wypływa z protestanc­
kiej tendencyi utworu.
Jakby odpowiedzią na ten protestancki dyalog jest Stani­
sława ze Szczodrkowic „Rozmowa niektórego pielgrzyma o nie­
których ceremoniach kościelnych“ (1549)1). Tematem jest spór:
„O kondukty, obsekwije, O kościelne relikwije, O wigilie, o kan­
tyki, O Salve, wodę, krzyżyki, O msze, o świece, ofiary, O nasz
zwyczaj, dawny stary“... Autor broni katolickich obrzędów
i spiera się z protestantami o poszczególne kwestye, prócz wy­
mienionych także o kult świętych :
„A święte za chłopy mają
Prostaki je poczytują—“

podkreśla ucisk ludu, chcąc może zyskać lud dla obrony gło­
szonych poglądów, przytem nie oszczędza plebanów i wikarych,
których niemoralne życie smaga podobnie, jak autor „Komedyi
o mięsopuście,“*2) wprowadzający na scenę prostaka Hanusza,
niemieckiego chłopa, co polemizuje z księdzem. Inne dyalogi
jak „Prostych ludzi w wierze nauka“3) „Pokusy szatańskie“4)
i „Rozmowa księdza z popem“5) nie wprowadzają przedsta­
wicieli ludu a także milczą o jego zwyczajach i położeniu.
W sferę gminu wkracza znowu „Tragedya żebracza6) (1552),
przedstawiająca galeryę typów żebrackich ; utwór znany jest
tylko z czeskiej przeróbki, gdyż z pierwotnej redakcyi pol­
skiej ocalał zaledwie ułamek, zawierający „argument“ sztuki
i 10 wierszy z pierwszego aktu.7) Prócz Gospodarza (karcz-

*) Przedruk wydał Celichowski w Bibl. pisarz, poi. Ak. Urn. Kr., 1900
2) Przedruk wyd. A. Kalina w „Pracach filologicznych“ T. 11, 1898,
str. 538 i n. Powstanie tego utworu, uważanego przez Kalinę za naj­
starszy dyalog, przesuwa Chmielowski na początek drugiej połowy XVI
w. (Nasza lit. dram. t. I. 40).
3) Prace filologiczne t. 111, str. 313 — 56.
4—5) Zob. uw. *).
6) Fragment zachowany wydał Wł. Siarkowski. (Bibl. Warsz., 1875,
III, str. 291—4).
’) Utwór czeski streścił Grabowski (Ateneum 1884,111, str. 289—292).
Rekonstrukcyę zaginionego pisma podaje Brückner w rozpr. „Źródła do
dziejów literatury“ (Bibl. Warsz., 1895, t. 1, str. 19 i n.)

— 89 -

Wacław Nartowski

marża), Kupca i Pisarza występują w sztuce sami żebracy: Wójt
(naczelnik dziadów), Szczudło, Parzychost, Tobola, Golba, Wy­
grywani, Pędziwiatr,1) Dygudej,*23) Zyszka, Kłysz, Wilkolek, trzy
baby : Mitiana czarow(nica), Magora czarow(nica), Sambura,
pani młoda i Panna8).
Natomiast zachowały się, choć w jednym tylko egzem­
plarzu, w dziesięć lat po Rejowej „Rozprawie“ wydane Wita
Korczewskiego ; „Rozmowy polskie łacińskim językiem prze­
platane“ (1553)4*) które w> pełnią lukę, spowodowaną pomi­
janiem ludu wiejskiego. Autor, katolik, broni kościoła kato­
lickiego i jego obrzędów. Treścią pierwszej rozmowy jest dy­
skurs a poście, popielcu, święconej wodzie, paleniu świec,
„umarłym zwowieniu,“ „na ostatku“ wzmianka o czyścu i „Lu­
trze nieboszczyku“. W rozmowie tej zabierają głos następujące
„persony“: Jan, kmieć; Kilian, syn Jana, student niemiecki,
i Pleban i wypowiadają opinie, cenne jako przyczynki, do cha­
rakterystyki wierzeń religijnych ludu. Szczególnie ciekawe są
ustępy w. 70 80; 93—8; 109 — 30; 135— 143; 195 — 8;
223 — 34; 239 — 48; 258 — 62; 271 —94; 351 — 2; 421 — 45;
547 — 556 ; 754 — 7 ; 760 — 67.
W rozmowie wtórej „osoby ty są, które z sobą rozma­
wiają“: Wytrykusz, Klecha, Pleban, Pan, jego Chłopiec, Syn
i Pedagog, a nadto Baba, — słowem cała wieś, bo i o chło­
pach mowa, choć na scenę nie wychodzą. Fabułę tworzy, jakby

’) W „Peregrynacyi dziadowskiej“ z r. 1616 występują także Pędzi­
wiatr i Trzy baby
2) W komedyi „Joachim i Anna“ występuje pasterz o takiej samej
nazwie.
3) Dr. Hahn podaje w spisie osób: „Trzy baby“ jako osobne
osoby sztuki, ponieważ jednak w przedruku Siarkowskiego słowa te
znajdują się z boku dopisane przy spisie osób, więc nie jest wykluczone,
że służą jako określenie następujących osób: Mitiana czarownica, Ma­
gora czarownica, Sambura, pani młoda, — w przeciwstawieniu do nastę­
pnej osoby: Panna. Dla rozstrzygnięcia nasuwającej się wątpliwości nale­
żałoby porównać spis osób „Tragedyi żebraczej“ z analogicznym utwo­
rem czeskim. Niestety dzieła czeskiego autora nie mam pod ręką, więc
ograniczam się do zanotowania powstałej wątpliwości. (Dr. W. Hahn.
Literatura dramatyczna w Polsce XVI wieku. Lwów, 190o, str. 77 i n.)
ł) Przedruk wydał J. Karłowicz, w Bibl. pisarzy poi. Ak. Urn. Kra­
ków, 1889.

90 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

skopiowany z realnego życia obrazęk sporu o dziesięcinę.
Przedmowa daje nam zwięzłe streszczenie zdarzenia, „summę“:
„W jednej wsi klechę ubito, (raczej pobito),
Iż kmiecie klął o swe myto,
Co gdy wytrykusz usłyszał,
Klechę w przygodzie pocieszał.
Przyszła rzecz przed plebana ;
Pleban szedł skarżyć do pana ;
Pan uczynił sprawiedliwość,
Bo widział swych kmieci winność,...1)

Sceny zmieniają się szybko, teologiczne wywody na temat
dziesięcin i klątwy nie przytłaczają bynajmniej materyału boga­
tego, świetnie illustrującego stosunek między plebanem i jego
sługami, klechą i witrykusem z jednej strony a wsią z drugiej
strony, dalej stosunki pańszczyźniane i stanowisko pana. Wi­
dzimy tu całą wieś ówczesną, nie brak nawet wiejskiej „baby“,
która czarami ściąga na się klątwę księżą. Poszczególne po­
stacie — to nie drewniane manekiny, służące do prowadzenia
dyskursu na temat z góry założonej kwestyi spornej, ale osoby
żywe, o właściwym sobie charakterze indywidualnym,żyjące ży­
ciem własnem.
Sąd powyższy ograniczyć należy do poziomu ówczesnych
wymagań literackich ; uzasadnia go zestawienie z innemi pi­
smami n. p. z „Rozprawą o niektórych ceremoniach“, która
wykazuje znaczny postęp techniki pisarskiej.
Po świetnej satyrze z r- 1543, którą Brückner*2) słusznie
mieni najlepszym i najciekawszym płodem muzy Rejowej, po­
rzuci poeta nagłowski światek zamknięty trzema rozmówcami ;
myśl Reja wybuja daleko poza opłotki wiejskie, ponad skromną
wieś polską i jużto wątki biblijne (dramat o Józefie), jużto
kwestye moralne (Zatargnienie Fortuny z Cnotą), jużto wreszcie
kwestye ściśle religijne zaprzątną jego umysł.
Po dokonaniu przekładu „Psałterza“ Rej stanie się apo­
stołem nowej wiary; napisze pieśni religijne, dramat „Kupiec“
a wreszcie przejdzie do prozy religijnej (przekład Hozeasza,
„ Postylla“).
’) J. w. str. 34
2) Brückner: Rej — monografia. Kraków, 1905, str. 21.

— 91

Wacła\y Nartowski.

Dopiero obszerny poemat, 20.000 wierszy obejmujący
„Wizerunek“, stanie się obok prozą skreślonego „Zwierciadła“
odbiciem ówczesnego życia polskiego. Lecz „żywot poczciwy",
przedstawiony w „Wizerunku“, to żywot szlachcica, dla chłopa
czy mieszczanina nie było miejsca w poemacie, mającym przed­
stawić typ doskonałości ludzkiej w pojęciu renesansu1); — przy­
kład tego dał Włoch Manzolli,— używający zgodnie z tradycyą
literatów humanistycznych pseudonimu Palingeniusza — Odrodziciela, — nic więc dziwnego, że także autor „Wizerunku“, który
prawie sparafrazował „Zodiak“, ograniczył się do szlachty.
Wzmianki o chłopie weszły do poematu tylko jako dopełnienie
obrazków z życia szlachty, którymi Polak bogato upstrzył po­
emat, czerpiąc hojnie z zasobu spostrzeżeń z życia codziennego
przyrody, czem zmienił prawie nie do poznania pierwowzór
włoski.
Z bogatego materyału obserwacyi, która była niewyczer­
paną skarbnicą „pierwszego naszego poety“, spotykamy rzucony
czasem, jak od niechcenia, obrazek z życia wsi, czy anegdotę
chłopską. Nocą jasno świecący księżyc każę dostrzedz pisarzowi
„spracowanego oracza“ (ks. I, str. 79—82); podpatrywanie spo­
sobu życia wrony spowoduje wzmiankę o chłopie, którego pra­
com towarzyszy :
„Niech chłop idzie za pługiem, ona już u niego
„Młóci, albo układa, alić ona siedzi“2).

Przy kreśleniu szkiców z życia szlachty Rej niejednokro­
tnie zawadzi o chłopa czy rolnika, czy sługę. Jużto napomknie
o wójcie przy obrazku wiejskiego bankruta (ks. II, w. 401—5);
jużto wspomni o woźnicy w opisie podróży szlacheckiej :
„Szkapy drżą a chłop płacze, za szyję mu kapie,
Pan pociąga wędzonki a po łbie się drapie“ s).

Na innem miejscu przedstawia poeta szlachcica, jeżdżącego
dla jadła i napitku po sąsiadach, którego zbyt gościnny gospo­
darz nie tylko samego uraczył, ale spoił także sługę. Przykra
przygoda z tego wynikła kończy się obiciem woźnicy. Następnie
pan wychwala szczodrość sąsiada, ale sługa narzeka :
*) Bruchnalski, Twórczość pisarska Reja- (Rozpr. Ak. Um., t. 44,
str. 157 i n.)
’) M. Rej : Wizerunek człowieka poczciwego, wyd. Ptaszyckiego,
ks. VII, w. 1051-2.
s) Tamże, ks. II, w. 246—7.

— 92 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.
„Chłop też łaje za piecem, czyrwoną maść pije,
Bo mu gędli z wieczora na trzy głosy w kije“ x).

Pisarz, nie lubiący lekarzy, wplecie w poemat anegdotę
o lekarzu i rozumie się... chłopie naiwnym, co przypuszczał, że
doktor ze szklanicy wszystko pozna 2).
Dzięki temu, choć „Wizerunek“ był napisany dla szlachty
i o szlachcie, dostarczy jednak długiego szeregu wzmianek
o chłopie, których wartość jest rozmaita.
Kilka ustępów zillustruje dolę ludu;3) w wielu wierszach
wypowie poeta swe poglądy społeczne, 45
) szereg porównań za­
czerpnie z życia ludu wiejskiego, *) a nadto rozsypie liczne
wzmianki, charakteryzujące obyczaje ludu, zajęcia, wierzenia
i t. p. 6).
Z większem zaciekawieniem przeglądamy karty napisanego
w pierwszych latach szóstego dziesięciolecia złotego wieku
„Zwierzyńca“ ; wszak to zbiór fraszek, a ten dział piśmiennictwa
nie zwykł pogardzać chłopem. Wieśniak będzie tu niezbędną
postacią ; któż inny bowiem może być wdzięczniejszym tematem
dla karykatury, chłostającej rubaszność czy głupotę? Nie brak
go we fraszkach starożytności, że przypomnimy tylko znanych
wieśniaków licyjskich, zarówno w bajkach Ezopa jak i Likostenesa. Gdzie nobilis lub eques, nie mówiąc już o wyższych : rex,
dominus, flaaîKevs nie mógł stanowić osnowy fraszki, tam wy­
ręczał go kornie rusticus, agricola, yr/wpyóq. Podobnie z szczególnem upodobaniem zajmowały się chłopem „Schwänke“ nie­
mieckich Beblów, Walterów v. der Vogelweide i innych, by
naśmiać się do woli z „gbura“, któremu niejednokrotnie przy­
pisywano wady i cechy, nie jemu tylko właściwe, Gbur-Bauer
stał się symbolem głupoty, nieporadności, wdzięcznym tematem
Ł) „Wizerunk“ ks. VI. w. 598—624.
а) Tamże, ks. V, w. 981—996.
3) Tamże, ks. II, w. 619; VIII, 945-50; XI, 891—902.
4) Tamże, ks. 11, w. 129-30 ; 11, 560-1 ; 11, 603: II, 355-6 ; V, 1023-4;
VIII, 945—50; Vlil, 1020-1; V111, 975-1045; Vlil, 1031; XI, 229-32;
XII, 673-7.
5) Tamże, ks. 111, 27-8; 111, 350; VII, 1405—15; VII], 701-2: X. 65-6;
X, 367-8, X, 875-6.
б) Tamże ks. 1, 237-8; 1,344-5; 11,171-2; 11,437; 11,480: 11,485:
111,675-6; IV, 513; VI, 522-8 ; VII, 147-8; VII, 1115-6: VI11, 439—40
V111, 475; IX, 13-4 ; IX, 49; X, 472—5; XI, 297-9; XII, 277—81 : XII,
847-50 ; XII, 991—2.
— 93 —

Wacław Nartowski.

do naigrawań ; nie czytał przecież pism o sobie, nie protestował,
i tak urosła tradycya literacka, która stworzyła w dramacie ty­
powe postacie Hans-Wurstów, Hans-Karstów i t. p., przedsta­
wiające często nie tylko chłopskie śmieszności i wady, lecz
także wspólne mieszczaństwu i rycerstwu, z których sami chłopi
śmiali się do rozpuku
i
I Rej we fraszkach „Zwierzyńca“ nie pójdzie nowemi dro­
gami, lecz wydeptanym gościńcem, stawiając kroki w ślady
Erazma z „Czerwonej Grobli“, Fulgozy, Abstemiusa... i wspom­
nianego już rodaka Biernata Lubelczyka*2). Pierwszy rozdział
„Zwierzyńca“ obejmuje „sprawy i postępki królów i innych sta­
nów sławnych, tak pogańskich jak chrześcijańskich“ — lecz tu
nawet królów polskich brak, nie szukać więc chudopachołków.
Drugi rozdział—to album sylwetek współczesnych dostojników
i znanych Rejowi „dobrych towarzyszy“ z pośród grona braciszlachty.
W pierwszym rozdziale napomknie tylko Rej przy Trajanie,
który nie wahał się stracić własnego syna, skoro stał się win­
nym zabójstwa, że „takiego statutu“ potrzebaby w Polsce a wów­
czas: „Nie takby nędzni ludzie w uciskoch płakali.“ Niestety
tu inaczej:
„nie o syna, lecz snadź i o kozę
Znajdziesz wnet wilczy dekret a zajęczą grozę“ 3)

Dopiero trzeci rozdział, oryginalnie opracowany, stanie się
kopalnią wiadomości dla badacza kultury XVI wieku. Tu za­
ciekawi epigram 18 o żołnierzach, w którym Rej pyta, czy nie
lepiejby dawać dziesięciny na wojsko, niźli owym, co „kmiotki
gnąbią nam bez winy“4). Jak wiele mówi o stosunkach poddańczych wsi polskiej to jedno słowo gnąbią nam! Epigram
38 p. t. „Co niewinne dręczą“ 5) podaje bajkę o chłopie i jastrzę­
biu; epigram 466) przedstawia zemstę królika nad orłem dla
poparcia morału, że nie należy lekceważyć „małych“.
Jeszcze ciekawszy jest rozdział lV-ty. Tu znajdujemy wy­
*) H. Möller, Die Bauern in der deutschen dramatischen Literatur
des XVI Jrh. Dissert., Berlin, 1902.
2) Piłat: Historya literatury polskiej, t. 11, cz. 1, str. 181.
3) Zwierzyniec, wydanie W. Bruchnalskiego, str. 14.
ł) Tamże, str. 191.
6) Tamże, str. 229.
6) Tamże, str. 232.

— 94 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

raźne aluzye do stosunków społecznych, jak w wierszu „Chart
na podszczuwacze“?). Czytelnika zadziwi może braterstwo charta
z zającem i przesadna litość poety — myśliwego wobec... za­
jączka?! Lecz inny ośmiowiersz p. t. „Zając na ubogiego kmio­
tka“ 2) wyjaśni wątpliwości i okaże, jaką aluzyę stanowi poprzed o cytowany epigram. Tu Rej już wyraźnie pisze „zajączek
jako kmiotek, iż ma kąsek mięsa, więc go goni kto potka...
także ubogi kmiotek, drapie go co żywo: daj panu czynsz,
paniej gęś, staroście na piwo“ ; łatwo zgadnąć, że starosta jest
identyczny z poprzednim „chartem na smyczy“, dybiącym na
nędznego brata, na — kmiotka. Zajączków - kmiotków nie radzi
poeta „często gonić“, „każdyby (rozumie się brat szlachcic) ich
więcej miał, by sie rozmnożyli“. Chłop jednak, to nie tylko „za­
jączek poczciwy“, znajdzie się bowiem także franta, o czem infor­
muje wiersz p. t.: „Chłop“3). Już sam tytuł wskazuje, że autor
nie odczuwa sympatyi do przedstawianego typu, gdy tymczasem
chłopa uciskanego, wzbudzającego współczucie, nazywa Rej zdro­
bniale kmiotkiem, kmiotaszkiem, chłopkiem — tu tylko chłopem.
Nie ma zaś autor na myśli mężczyzny wogóle, którego chłopem
także nieraz nazwie, bo to wskazuje zaraz pierwszy wiersz: „ta
skowera, choć tak nurkiem chodzi“; epitet ten, bądź następny,
„ponskubiona wrona“, — choćby więc brakło skowerze nastę­
pnie przeciwstawionego pana, oszukanego przy kupnie konia,
wskazuje wyraźnie, że mowa tu o chłopie — wieśniaku ; boć
przecież skowera oznacza starego psa — a tak brata szlachcica
nazywać się nie godziło. Frantem więc musiał być chłop lub
mieszczanin, i był nim chłop, bo nie brakło niezawodnie i chłopów-oszustów, co „swego pocichu ugodzą“, co sprzedawszy
panu-dubielowi konia kulawego jako zdrowego, wracali za­
dowoleni do domu, „białki ukęsując“.
Szereg innych wierszy opisuje bądź czeladź, bądź włodarza,
*) „Zwierzyniec“, str. 248—49.
2) Tamże, str. 250.
„Takżeć naszy myśliwcy po dzisiejsze lata
Wodzą charty na smyczy na nędznego brata,
Co im, jako zającem, kierują na grudzie,—
Bodaj się nie rodzili nigdy tacy ludzie!
Acz je kijem biją, jedno iż tłucz *) znają
Chociaj wrzeszczy zajączek, przedsię go drapają
*,
3) Tamże, epigr. XCV1I, str. 253.
*) Tłucz = osypka, karma dla psów.

— 95 —

Wacław Nartowski.

bądź wójta, jak mówią tytuły 1), a cały szereg epigramatów peł­
nych drastycznych szczegółów przedstawiają „przypadki plugawego
chłopa“, którego niechlujstwo i brud opisuje autor z przedzi­
wną ścisłością*
2).
Również drastyczne, lecz pełne zdrowego humoru są „Figliki“,3) wydane razem z „Zwierzyńcem“. Tu chłop, baba, wójt,
są często osobami, około których osnuta jest anegdota prosta­
cka zwykle, lecz często rodzima, nieraz podsłuchana na wsi,
z ust ludu wiejskiego. Figliki zanalizował w osobnej rozprawie
prof. Chrzanowski4), szukając obcych wpływów i analogii, dla
wielu jednak nie znalazł i nie dziw, bo noszą na sobie piętno
iście rejowskiego dowcipu i humoru.
Chłop jako temat jest tu częsty, bo prawie co szósty figlik
o nim prawi, jak to wynika z zestawienia około 40 figlików,
dotykających chłopa, na 235 facecyi. Charakterystycznem jest
tu stałe używanie słowa „chłop“ zamiast poprzednio u Reja
spotykanych km i o tkó w, kmiotaszków i chłopków; tylko
jeden raz wzmiankuje poeta o kmieciach — ale inny figlik
używa znowu wyrażenia pogardliwego: chłopisko. Wyraz
chłop oznacza w „Figlikach“ zresztą także mężczyznę wogóle,
przeważnie jednak o przymiotach ujemnych, jak chłop pijany,
szalony, warcholny i t. p. Dlatego niejednokrotnie powstaje wąt­
pliwość, czy wiersz pewien odnosi się do reprezentanta stanu
włościańskiego, jeźli treść lub wyraźne przeciwstawienie pana
lub dodana przydawka „wiejski“ nie upewnia co do znaczenia
wyrazu.
Obok chłopa spotykamy w figlikach Rejowskich księdza,
szewca, kowala — a także pana, ziemianina.
Lud wiejski reprezentują obie płcie. Kilka fraszek przed­
stawia zalecanki do „dziewek", co dowcipną odpowiedzią odpa­
lają natrętów 56), inne przedstawiają chytre i niezgodliwe „baby“
jedna zdradza podstępnie małżonka, inna w prostacki sposób la­
mentuje za zmarłym, następna występuje jako prostacka kuma, inna
’) „Zwierzyniec“, epigr. CXXX1, CXXXli, CXXX1V, str.267,268, 269.
2) J. w. epigr. CXL1 - CXL1X, str. 271-5.
3) Przedruk homograficzny wydał Wiktor Wittyg. Kraków, 1905.
ł) Facecye M. Reja. (Rozprawy Ak. lim. wydz. filol. t. 23, str
320-76).
6) „Dziewce uwiązła koszula“... A3 verso ; „Dziewka, co czerwone
nogi miała“. A0 recto; „Dziewka muchy w oku patrzyła“. A8 r. „Machna,
co w... nie chciała całować“. B, r.; „Dziewka kożuszka szanowała“, C, r.

— 96 —

Stan włosc ański w utworach poetyckich doby renesansowej.

znowu płacze, „w pasyą“, bo śpiew księdza przypomina jej ry­
czenie zdechłego u niej osła1).
Typ chłopa jest różnorodny; albo to głupiec, co nie rozu­
miejąc zasad religii, popada wskutek głupoty w rozliczne kon­
flikty*2), lub naraża się na liczne przykrości przez przekręcanie
zlecenia lekarza i zażywa np. mydła zamiast migdała3); bądź
chłop mądrala, dowcipniś, co pana przemówi, nazywając barana,
ułatwiającego przystęp do pana, odźwiernym 4), czy wójta przed
gromadą ośmieszy56).
Szereg fraszek dotyka rubaszności chłopskiej0) w wysło­
wieniu się, którą także Klonowicz w „Victoria Deorum“ pod­
kreśla, inne wyszydzają złe żony7),:-r
Zwięzłość fraszek pozwala tylko na krótkie, pełne jowial­
nego humoru wzmianki o Machnach, Maruszkach, Marcinach,
Klimkach, Bartkach i Bartoszach.
„Figlikom“, wydanym razem ze „Zwierzyńcem“, odpowia­
dają wierszowane „Apophtegmata“, dołączone do „Zwierciadła“,
napisanego prozą 8). Ton tych późniejszych figlików poważniej­
szy, treść mniej rubaszna a przytem odpowiedniejsza forma,
między rozmówce rozdzielonego, dwunastowiersza, nadaje im
lekkość pożądaną. Znajdujemy tu ciekawe rozmowy „Wójta
z panem“ 9), „Pachołka i pana“ 10*
), „Urzędnika i młynarza“ *?),
„Chłopa z karczmarką“ 12).
*) „Żona męża na sernik wsadziła“, A0 v. ; „Jako żona męża żało
wała“ B0 r.; Baba co... u chrzcin Ds v.; Baba co w pasyą płakała C2 v. ;
Pies u Bożej męki... B 7 v.
2) „Chłopi, co Bożą mękę kupowali“ A, v.; „Chłopa ksiądz o Sw.
Trójcy wierzyć uczył“, Da r.; „Księdza co wrobi c
B, v. ; „Kazanie na
W. Piątek“. B7 r.
3) „Chłop, o się mydłem leczył“ Ce v.; „Co osła stracił“ B4 r.
4) „Chłopa do pana nie puszczono“, D 3 v. ; „Chłop co s... za de­
betu“ D4 v.
5) „Co kazał babę wójtowi w ... całować“ E9 v.
6) „Chłop wiejski z doktorem“ Es r.; „Pani, co pytała co konie dzia­
łają“ A 8 r.; „Woźnica, co się uraził na kofi wsiadając“ Cs v.
’) „O chłopiech a wilku“ Es r.; „Co żonę kazał dać wilkowi za
pokutę“ L) s v.
8) „Spólne narzekanie na niedbaiość naszą“ 4. Bibl. dzieł wybo­
rowych, Nr. 308, str. 58 i n.
'•') Tamże, str. 84.
10) Tamże, str. 86.
u) Tamże, str. 87.
, ł2) Tamże, str. 90.

— 97 —

Wacław Nartowski.

W dołączonej do „Zwierciadła“ „Przemowie krótkiej do
poćciwego Polaka stanu rycerskiego“ spotykamy jedną lecz cie­
kawą wzmiankę „o panoszeniu się chłopów“; notatka ta od­
bija jaskrawo pośród licznych skarg i narzekań na niedolę
ludu, przechowanych w literaturze współczesnej. Oto przy cnarakterystyce Węgrzyna nadmienia poeta, źe Węgrzy:
„są prawie jako kmiecie, co ten zwyczaj mają,
Iże się często-w pany radzi odmieniają1).

Pozatem spotykamy w tych figlikach często słowo chłop,
lecz tylko na oznaczenie mężczyzny w ogólności, przeważnie
w znaczeniu ujemnem, jak „Turczyn, to chłop nikczemny“,
„Wołoszyn, to chłop sprośny“ i t. p.
Po wyczerpaniu wzmianek o chłopie w poetyckich pismach
Nagłowskiego poety przejdźmy do pism autora „Kroniki świata“
i „Kroniki Polskiej“. Marcin Bielski, zasłużony jako historyk,
blednie jako poeta w zestawieniu z Rejem; nieliczne îgo wier­
sze, przeważnie po zgonie wydane, wyrażają jednak dobitnie
ciekawą indywidualność autora. W „Komedyi Justyna i Kon­
stancy! ‘*
2*) spotykamy w przedmowie mistrza „ku swoim książ­
kom“ ciekawe skargi na własne kłopoty gospodarskie s), poza­
tem nie braknie w moralitecie Bielskiego wzmianek o chłopie.
„Pokusa“ napomknie o kmieciach, występujących w karczmie
przeciw swemu panu, to o chłopie wisielcu, co „sie obiesi
w lesie“, to o dziewce, którą „uniesie“ baba4). „Postawa“ wy­
szydzać będzie „Pokorę“, iż każę jej chodzić „równo z chło­
pem“, a chłopa jak psa szczuć; także gruby rzemieślnik „pachnie
łykiem“5). Porównanie chłopa do psa nie było rzadkością,
świadczy o tern także inny ustęp6). Jeźli dodamy wzmiankę
o praktykach w wigilię św. Andrzeja 7) i inne drobne wzmianki 8),
wymienimy wszystko, co dotyczy ludu wiejskiego.
Miejsce pocześniejsze znajdzie chłop w „Satyrach" Biel­

’) „Spólne Narzekanie“, j. w., str. 100.
2) Wydał Wierzbowski. Bibl. zapomnianych poetów.. Warszawa, 1896.
’) Tamże, w. 75—9; 92—8; 174—80.
>
4) Tamże, w. 548—50.
6) Tamże, w. 1441—2.
°) Tamże, str. 68.
’) Tamże, w. 1753-69.
8) Tamże, w. 709—10; 735—6, 863 — 4.

— 98 —

Stan włościański w utworach poetyckich aoby renesansowej.

skiego 1). Stosunki społeczne dostarczały obfitego materyału do
satyry a ten, który głosił, że „przeciw prawdzie rozumu nie“,
stwierdził również czynem, że przeciw prawdzie faktów „nie" ;
dowodem tego IX. rozdzielenie „Rozmowy baranów“ i inne
ustępy satyr, do których później wrócimy
Pierwszy prawdziwy poeta polski, „kochanie wieku" : Jan
Kochanowski, jak gdyby nie widział społecznej doli chłopa,
o którym tylko mimochodem napomknie i to rzadko. Poeta
jest zdania, że „kmieca rzecz patrzeć >rolej", a gdy gorszy się
rotmistrzem, „co fuka na chłopy u pługa“ i stoi nad nimi z ma­
czugą, to dlatego, że chce, by szlachta się bawiła „rycerskim
rzemięsłem“. Wieszcz z Czarnolasu pisze wyłącznie o szlachcie,
chlubny wyjątek stanowi jedynie „Pieśń o sobótce“ i „Przymówka chłopska“. Drobne wzmianki zawiera „Satyr“, „Od­
prawa posłów“ i „Marszałek“*2) — pozatem głuche milczenie
o ludzie wiejskim.
Przy Kochanowskim godzi się zapytać o chłopów do­
brego towarzysza polskiego wieszcza : Hiszpana Royziusza Może
obcego uwagi nie uszło to, co wydawało się zwyczajnem pol­
skiemu szlachcicowi?
Możliwemby to było, gdyby Royziusz nie był z krwi i kości
humanistą. Dlatego choć pozna chłopów (rustici) a nawet zao­
patrzy polecającym wierszem pismc Frycza o męźobójstwie,
sam nie przejmie sie zasadami broszury zachwalanej, lekcewa­
żąc stan kmiecy, co nie umiał ani uznać jego wiedzy i talentu,
ani wynagrodzić za względy złotem. Sąd o ludzie wyda poeta
w trzech dwuwierszowych epigramach: „In rusticos“ 3), obszer­
niej osobno napisze o chłopie żmudzkim („De rusticis Samogiticis“),4) nędzę mużyków litewskich i brudne wnętrze izby
wykpi w makaronicznym wierszu p. t. „In Lithuanicam peregrinationem“5).
Inny poeta, także obcego pochodzenia, lecz bardziej z nową
*) Satyry: Sen majowy, Rozmowa baranów, Sejm niewieści wydał
Wisłocki.
2) „Satyr“, w- 131—4; „Odprawa posłów“, w. 174—5; „Marszałek“,
w, 54. (Wydanie pomnikowe).
8) Petri Royzii Alcagnicensi Carmina edidit B. KrucZkiewicz. Crac.
1900, t. II, str. 479.
4) Rękopis Biblioteki Ossol. Nr. 159, str. 182.
B) P. Royzii Carmina, t. I, str. 241.

— 99 -

Wacław Nartowski.

ojczyzną zżyty, Piotr Stator i us-Stojeński — jego bo­
wiem uważamy za autora „Proteusa“ 1) — odczuł goręcej nie­
dolę ludu wiejskiego, co zaświadcza szereg wierszy wymienio­
nego poematu, które dotykają tej przykrej bolączki polskiego
organizmu społecznego*2).
Zanim przejdziemy do innych autorów, których pisma
wytłoczyły oficyny drukarskie XVI wieku, zajmiemy się jeszcze
nieznanym autorem Anonimem — protestantem, którego
„Erotyki, fraszki, obrazki, epigramaty“ dostały się pod tłocznie
drukarskie dopiero w niedawnych latach a we wieku XVI mo­
gły być znane tylko szczupłej garstce przyjaciół z odpisu ręko­
piśmiennego. Mało staranna forma i swawolna treść były nie­
zawodnie przyczyną niewydawania tych wierszy drukiem, autor
zaś zachował je tylko „dla własnej rozrywki i najbliższych do­
brych towarzyszów“ 3).
O ludzie wiejskim mówi szereg wierszy jak : ,,O krzcinach
grubą chłopską mową“45), „O złem kominie, co się w niem za­
gorzało, a ten chciał chłop indultem zagasić“.6), „O serze i o
tern, co go jadł po niewoli“ 6), „O kmiotównie“ 7), „O so­
bótce“ 8), „O wójcie...“ 9) i inne10).
Nie braknie ednak utworów, wydanych w XVI w.„ któ­
rych treść nie odtworzyłaby bytu chłopa. W czasie panowania Ba­
torego występuje poeta, który acz nie dorówna talentem Ko­
chanowskiemu, pójdzie — obżałowawszy zgon pieśniarza Czar­
nolasu w „Żalach nagrobnych“ — śladami autora „Sobótki“.
Mieszczański to syn, zamieszkały w Lublinie — podobnie jak
Biernat, tłumacz Ezopa — Sebast. Fabian Kionowicz. Wię­
kszość jego pism — to pierwszorzędnej miary i wagi źródła dla
’) Zob. Czubek: „Pamiętnik literacki“, 1904, str. 272—3; T. Gra­
bowski: „Literatura aryańska“ str. 32.
2) „Proteus“, przedruk Wisłockiego, wiersze 76—80, 95, 395—6,
417-9, 957.“
3) Anonima — protestanta „Erotyki, fraszki i t. p.“ wydał 1. Chrzanowski. (Bibl. pisarz poi-)4) Tamże, sti 25.
5) Tamże, str. 102.
Bj Tamże, str. 80.
’) Tamże, str. 41.
’) Tamże) str. 50.”'
9) Tamże, str. 59.
'") Tamże, str. 120, w. 300.'

— 100 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej

poznán.a wieśniaka współczesnego. „Roxolania“, łaciński poemat
o Rusi, prawie trzecią część poświęca opisowi ludu Halicza;
„Victoria Deorum“, wielki traktat wierszowany o prawdziwem
szlachectwie, przedstawia wyczerpująco społeczne poglądy autora
i podaje opis zajęć rolniczych ; także „Flis“ i „Worek Judaszów“
obfitują w ciekawe szczegóły z życia gminu polskiego. Z boga­
tego materyału czerpać będziemy pełną ręką, tu więc ograni­
czymy się do podkreślenia wielkiej wartości wymienionych
dzieł syna Klonowego.
Szereg pisarzy jak Giabowiecki, Rybiński, Grotowski, A.
Kmita, Ciekliński, autorowie przeważnie mało oryginalni lub
o szczupłym zakresie twórczości, niewiele dodadzą wiado­
mości o ludzie wiejskim. Zaledwie tylko zaznaczą swe spo­
łeczne credo, jak Grabowiecki1), bądź napomkną o chłopie
przygodnie w porównaniu, jak Ach. Kmita*2); jeden upstrzy prze­
kład klasycznej sztuki rodzimymi dodatkami (Ciekliński 3),
drugi zaledwie poda wzmiankę o chłopie (Rybiński4); inny
wspomni o kmiotowicach, przy rozpatrywaniu istoty szlache­
ctwa (Grotowski5)Więcej stycznych z ludem wiejskim wykaże komedya i li­
teratura humorystyczna. W „Wyprawie plebańskiej“6), „Albercie
z wojny“ 7) nie braknie tonu gminnego i częstych wzmianek
o chłopie ; tak znajdziemy n. p. wziętą z targu scenę sprzedaży
konia, którego od chłopa kupuje Pleban. Wśród utworów sce­
nicznych komedya „Sołtys z klechą'1 8) przedstawia chłopa mą­
dralę, „Marancya"9) babę, czarodziejkę.
’) Sebastyan Grabowiecki Rymy duchowne (Bibl. pisarz, poi. Ak.
Urn., str. 24, 168).
2) A. Kmita, Spitamegeranomachia, w. 411—5. Stoka, Pudłow­
skiego, Kmity: Powieści wierszowane.
3) Potrójny z Plauta, Piotra Cieklińskiego, wydał Czubek, str. 58,
63, 114-5.
4) Gęśli różnorymych księga I, geśl. III, 1593. Bibl. Ossol. Nr.
14, 689.
5) Grotowski Jan Sokrates, czyli o szlachectwie rozmowa, b. r.
i m. w. Bibl. Ossol. Nr. 5, 399.
6; Wyprawa plebańska. Kraków, 1696. Bibl. Ossol. Nr. 66.357,
str. 9, 11, 14-6.
7) Albertus z wojny (159o). Kraków, lo49. Bibl. Ossol. Nr. 213.
str. B r. B 2, B2 r. i v.
6) Sołtys z Klechą (1598). (Biblioteka zapomnian. poetów... wydał
Wierzbowski. Warszawa, 1902). Jan Czubek znalazł wydanie z r. 1598 (Kra-

— 101 -

Wacław Nartowski.

Wierszowane podręczniki gospodarstwa, z natury rzeczy
mówiące o oraczu, chłopie, napisane w wieku XVII przez Zawackiego, Słupskiego, zastąpi w XVI wieku interesująca bro­
szura nieznanego autora (M. W.) p. t. „Gospodarstwo dla mło­
dych a nowotnych gospodarzów“. 4) Po ogólnem przedstawie­
niu gospodarstwa, opisuje poeta »dorn“, „sprzęt domowy“,
„szaty“, „żywność“, „ogród“, „krówki“, .sadzawkę“, „żonę“,
„dzieci“ a wreszcie najciekawsze dla nas: „czeladź“ i „doby­
tek“.*
i2) Ogólne uwagi o „roli“ — „summa gospodarstwa“ i za­
kończenie „do tego co czedł“, tak nieodzowne w utworach
ówczesnej doby, jak przedmowa do tego co czytać będzie“, do­
pełniają całości broszury, zgodnie z panującą tradycyą literacką
przybranej w formę wiersza.
Autorowie ostatnich pism są nam przeważnie nieznani,
choć dzieła ich cieszyły się wielką popularnością, a drobne
książeczki, jeżeli nie zostały zupełnie zniszczone przez czytanie,
ocalały w unikatach lub wydaniach późniejszych.
Ponad tych anonimowych, pseudoludowych pisarzy wyra­
sta talentem i charakterystyczną indywidualnością para poetów,
których pominąć nie można: to Zbylitowscy. Pierwszy An­
drzej, poeta opisowy, rozkochany w ziemiaństwie szlachcic, da
wyraz zadowolenia z życia wiejskiego w dwóch pismach: „Ży­
wocie szlachcica we wsi“345) i „Wieśniaku“,4) nie szczędząc cie­
kawych przyczynków do życia ludu.
Piotr Zbylitowski zamacza pióro w satyrze. „Rozmowa
szlachcica z cudzoziemcem“ (1600) i „Schadzka ziemiańska“
(1605) 5) przedstawią niedolę włościaństwa oraz poglądy szlachty
w kwestyi włościańskiej na przełomie wieku.
ków u Łazarza), porówn. Pamiętnik literacki, 1904, str. 275—6. Do niedawna
znano tylko wydania z r. 1616 i 1646, które zawierają nadto interme­
dium.
) „Gospodarstwo... teraz znowu na ten nowy rok poprawione
i rozszyrzone przez M. W. (1596). (Na karcie tytułowej rycina). Bibl.
Ossol. Nr. 45, 637.
*) Wiszniewski, Historya literatury polskiej, (t. VII., str. 262—4).
2) L. c., str. C4 v., D2 r. i v.
3) Niektóre poezye Andrzeja i Piotra Zbylitowskich wyd. Tu­
rowski, Kraków 1860, str. 5, 6, 10, 12—13, 16.
4) Wieśniak, 1600, wydał Wierzbowski, Warszawa 1893 w 69—74
165-185, 189—92, 200-3.
5) Niektóre poezye A. i P. Zbylitowskich: „Rozmowa“, str. 31,
40—42, 43—44. — „Schadzka“, str. 16, 26, 35.

— 102 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Tu miejsce na wyjaśnienie, dlaczego uwzględniamy jedne
pisma, wybiegające poza XVI w., inne pomijamy. Kryteryum
w tym względzie stanowi to, czy autor rozpoczął swą działal­
ność w XVI w., nadto czy łączy go kulturalna jedność z ubie­
głem stuleciem. Dlatego mimo że r. 1614 przekracza granicę
wieku XVI, włączymy do pism rozpatrywanych ,,Sielanki“ Szymonowicza1), którego całej twórczości nie można inaczej oce­
niać, jak tylko w łączności z humanizmem wieku złotego.
Jeżeli dołączymy jeszcze do wymienionych autorów: SępaSzarzyńskiego,*
2*) Grochowskiego8) i M'askowskiego4), zakoń­
czymy listę autorów, pośród których nie braknie ważniejszych
poetów i tych drugorzędnych, których pisma czynią dostępnemi
lwowskie księgozbiory. Możnaby wprawdzie jeszcze uzupełnić
poczet autorów i wzmianek, zebrany jednak materyał wystarczy
do znalezienia odpowiedzi na postawione we wstępie pytanie :
jak przedstawiają lud wiejski polscy poeci doby renensansowej.
*

Najczęściej dotykają pisma poetyckie złotego wieku spo­
łecznego stanowiska wiejskiego ludu. „Kwestya chłopska“ w poezyi wybije się na czoło; rozpatrzmy więc najpierw głosy na­
szych poetów ze wzlędu na socyalną rolę chłopa w narodowej
społeczności5*
).
(Ciąg dalszy nastąpi.)

’) Wydanie Węclewskiego. Chełmno, 1864, str. 6, 23—4, 29, 31—4,
45-7, 49-50, 69, 77, 79-83, 87—95, 105-11, 112—9, 123.
2) Poezye wydał Chrzanowski (Bibl. pisarz, poi. Ak. Urn., Kra­
ków, 1903).
s) Poezye, 2 tomy, wyd. Turowskiego, Kraków, 1859.
ł) Kasper Miaskowski: Zbiór rytmów, wyd. Turowskiego, str.
281—2, 285, 288, 291.
5) Rozprawę niniejszą wykonałem w seminaryum JW. P. Prof. Bruchnalskiego, któremu zawdzięczam pomysł pracy, rozkład materyału, sze­
reg wskazówek i szczerą zachętę do jej podjęcia. Za to wszystko jak i za
przeprowadzenie korekty niech mi będzie wolno złożyć Mu wyrazy głę­
bokiej wdzięczności.

103 —

WŁADYSŁAW SZYS/.KOWSKI.

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej
XV i XVI w.
Z chwilą, z którą minął u nas okres romantycznego pojmo­
wania folkloru i przekonano się, że nie wszystkie pieśni i wie­
rzenia z zamierzchłej, pogańskiej pochodzą epoki, wyłoniła się
potrzeba chronologicznego oznaczenia tradycyi ludowej, oparcia
badań na podstawach historyczno-porównawczych: poczęto
skrzętnie wydobywać materyały z pomników piśmiennych prze­
szłości. Badania tego rodzaju mają wybitne znaczenie z jednej
strony dla folkloru dzisiejszego, z drugiej dla charakterystyki
życia domowego naszych przodków, ich umysłowości, oparte
zaś na szerszem tle stają się ważnym przyczynkiem do historyi
kultury.
Badania te stwierdziły przedewszystkiem, że t. z. literatura
ludowa, istniejąca u nas od czasów najdawniejszych, zasilała
się niejednokrotnie literaturą artystyczną, książkową, żeby przy­
pomnieć tylko znany wpływ baśni średniowiecznych, które ze
zbiorów ogólnoeuropejskich przechodziły do ludu za pośre­
dnictwem kazań. „Skargi umierającego“ wraz z dodatkiem rę­
kopisu wrocławskiego o błąkaniu się duszy po zielonej łące, może
przekład z czeskiego1), utwór w formie, jak na ówczesny stan
*) Dobrzycki, Studya nad średniowiecznem piśmiennictwem polskiem. I. O źródłach kilku polskich wierszy średniowiecznych. Rozpr,
Ak. Urn, wydz. filol, t. 33, str. 107—114.

— 104 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

poezyi polskiej, wielce artystycznej, żyje po dziś dzień w tradycyi ludowej, śpiewany w różnych okolicach nie tylko Polski,
ale na Morawach i dalej. 4) Jest to rzadki i ciekawy fakt wy­
śledzenia genealogii pieśni ludowej w czasach tak odległych.
Inne rodowody sięgają czasów późniejszych, głównie XVII w.
I tak prof. Dobrzycki dostrzegł przeróbkę „Zwrócenia Matyasza
z Podola“, dyalogu z pierwszej ćwierci XVII w., w zanotowa
nem przez Kolberga na Ślązku w okolicy Opola opowiadaniu
humorystycznem „Matyja“ s) Okazało się dalej z badań Windakiewicza3), iż niektóre z pieśni i zwrotów w wydanych przez
Wierzbowskiego zbiorkach: „Kiermasz wieśniacki“ i „Pieśni,
tańce, padwany XVII w.“ zachowały się w poezyi ludowej na­
wet wśród pieśni obrzędowych, że na 100 erotyków XVII w.
16 pozostało w pamięci ludu, z badań zaś Heleny Windakiewiczowej4), że wiersze Olbrychta Strumieńskiego, Jerzego Schlichtinga i inne w „Wirydarzu poetyckim“ z r. 1675, popularne
zrazu wśród szlachty, przeszły do ludu i dadzą się odnaleźć
w zbiorach Kolberga.
Podobnie było też z religijną poezyą popularną. Nasze
kolędy tak dziś swojskie, tak rodzime, miały początek w teraturze łacińskiej. Przyszły drogą książkową i rozszerzyły się
wraz z jasełkami. Tłumaczyli je Franciszkanie, od których po­
chodzą dwa obfite zbiory z XVI w., puławski i kórnicki. Obce
więc było pochodzenie popularnych dziś kolęd : „Anioł paste­
rzom mówił“ czy „Chrystus się nam narodził“ ; tradycyę swą za­
wdzięczają kolędy jasełkom, które z czasem z kościoła przeniosły
się do domów szlacheckich i chat wieśniaczych pod postacią
szopek.a) Trudno wobec tego za prof. Windakiewiczem 6) do­
bywać z nich wiadomości o zwyczajach rzeczywistych w Polsce,
dotyczących jasełek, jak kołysanie kolebki Jezusa, składar e
jabłek przed obrazem Jezusa, mogą to bowiem być tylko reminiscencye literackie.
’) Brückner, Drobne zabytki języka polskiego XV. w. Rozpr. Ak.
Urn. wydz. filol., t. 25, str. 244—5.
2) Pam. lit. 1907. str. 64.
3) Lud, X, S. 193.
4) Lud XIII, str. 299 i n.
5) Por. Bobowski, Polskie pieśni katolickie i Dobrzycki, Najdaw­
niejsze kolędy polskie. Przegl. powsz., 1903, t. IV., i 1904, t. V.
°) Teatr ludowy w dawnej Polsce. Kraków 1902 str. 42 i n.

- 105

Władysław Szyszkowski.

Śledzenie genealogii pieśni ludowej w staropolskiej litera­
turze, niedawno poczęte, przekonywa że wiele nowych wątków
zasila ustawicznie poezyę ludową, że, pozostaje ona pod ciągłym
wpływem puezyi artystycznej. Ta okoliczność właśnie, że litera­
tura ludowa jest w stanie ciągłego tworzenia się, ciągłej płyn­
ności treści i formy, stanowi jedną z przyczyn, iż materyałem ludo­
znawczym z XIX w. nie można operować na kilka wieków
wstecz, nie można z całą pewnością posługiwać się nim do
określenia odwrotnego wpływu - wpływu poezyi ludowej na
poezyę artystyczną.
Istnienie poezyi ludowej w Polsce od najdawniejszych
czasów jest oczywiście rzeczą niewątpliwą. Poucza o tern ana­
logia innych narodów i liczne świadectwa historyczne ‘) Naj­
dawniejsze były pieśni obrzędowe pogańskie, za czasów chrześ­
cijańskich przybywały nowe. Śpiewała szlachta, mieszczanie
i lud w rozmaitych okolicznościach; przy ucztach i zabawach,
w domu przy kominie i w polu przy pracy. Znana jest nawet
do pewnego stopnia treść tych pieśni ; wiadomo że były albo
historyczne, epiczne, albo miłosne liryczne, albo też biesiadnicze, towarzyskie, żartobliwe; znane są nadto początkowe wier­
sze niektórych, lecz same pieśni zaginęły, pozostały nieznane.
Skoro się zważy, że chronologia jest zasadą historycznego
badania, że pieśni i inne utwory literatury ludowej, zapisane
w XIX w., nie mają oznaczonej daty powstania i w tym cha­
rakterze nie mogą służyć do objaśnienia faktów literackich XV
i XVI w.,*
2) zwłaszcza iż łatwo mógł tu być wpływ odwrotny,
kiedy nawet utwory artystyczne przemieniły się w ludowe pieśni
obrzędowe, dalej, że jak ze świadectw historycznych można
wnosić — charakter poezyi ludowej średniowiecznej był bardzie,
epiczny, dzisiejszej zaś liryczny, a więc uległ przemianie wybi­
tnej, że wogóle panuje w poezyi ludowej ustawiczna płynność
treści i formy, a wreszcie, że cechy formalne i treściowe poezyi
ludowej musiałyby ulec zasadniczej zmianie w utworach, prze­

*) Zebrał je Nehring w „Altpolnische Sprachdenkmäler“. Wrocław
1887, str. 209 i n., i Dobrzycki w rozpr.: „Pieśni Kochanowskiego“ (Rozpr.
Ak. Jtn., wydz. filol., t. 43) i „Polska poezya średniowieczna“. (Przegl.
powsz. 1900) t. 68 str. 75 i 372.
2) Chyba, że istniałoby dokładne świadectwo o istnieniu dawniejszem pewnego motywu w poezyi ludowej.

106 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

siąkniętych duchem odrodzenia, i wobec tego przykładanie teo­
retycznych kryteryów poezyi ludowej byłoby bezskuteczne, trzeba
stwierdzić, że jeden z najzawilszych problemów historyi litera­
tury polskiej, wpływ poezyi ludowej na artystyczną w XVI w.,
pozostanie bliżej nieznanym, jakkolwiek z drugiej strony jest
rzeczą niemal konieczną przyjąć, że w chwili przyoblekania się
iteratury piśmienniczej w szaty rodzime, musiał istnieć pewien
wzór i przykład w ówczesnej poezyi ludowej.
Trzeba przyznać, że wiele prób bliższego określenia tego
stosunku w poszczególnych wypadkach, wiele przypuszczeń
w tym względzie zawiodło. Twierdzenia, jakoby Kochanowski
czerpał całkowicie z poezyi ludowej w „Sobótkach“, podtrzy­
mywane przez Cegielskiego, Kraszewskiego a popierane przez
Rymarkiewicza, który porównał je z dzisiejszęmi pieśniami sobótkowemi, miało gorących przeciwników, jak np. Chmielow­
ski, a ostatecznie Dobrzycki zajął stanowisko kompromisowe,
twierdząc, że „wpływ poezyi ludowej objawia się tu w wyborze
tematu, w przewadze pieśni miłosnych, śpiewanych przez panny,
wreszcie może w wyborze formy wiersza ośmiozgłoskowego“.1)
Bajka o nurku, nietoperzu i krzaku jeżynowym we „Fli­
sie LKlonowicza, której poezyę Kraszewski przypisywał „pro­
stemu a niewymuszonemu obrobieniu słyszanego z ust prostych
ludzi podania“ *
2), okazała się również wynikiem lektury, wpły­
wem literackim. Jankowski3) szukał jej źródła w literaturze
niemieckiej, ale Łopaciński4) wykazał, że jest to bajka Ezopowa,
którą Klonowicz, jako wyborny znawca języków klasycznych,
zaczerpnął wprost z literatury greckiej lub też za pośrednictwem
łacińskiej albo polskiej, gdyż znajduje się ona w „Fabułach
Ezopowych“ z r. 1740 i 1754, zbiorze często i przedtem wyda­
wanym. Opracowaniu drugiej bajki Klonowicza, zamieszczonej
w „Roxolanii“, przeszkodziła śmierć znakomitego uczonego,
z zapowiedzi jednak Łopacińskiego można już wnosić, że także
owa bajka o Rusinie, który, cudownie wyratowany przez niedź­
wiedzia z wnętrza dębu, nie spełnił ślubu, jest tylko zręcznem

’) „Pieśni Kochanowskiego“, 1. c., str. 126.
2) „Nowe studya literackie“, t. I., str. 119.
3) „Pamiętnik literacki“, 1902, str. 623 i n.
4) „Wisla“, XIX, str. 375 i n.

— 107 —

Władysław Szyszkowski.

zlokalizowaniem bajki, zaczerpniętej z lektury obcej lub poiskiej,
bajki w każdym razie artystycznej, literackiej.
Mimo to Klonowiczowi przypada zasługa zajęcia się w sta­
ropolskiej literaturze nie tylko życiem ludu ale także jego twór­
czością, jak to wskazuje podanie we „Flisie“ o powstaniu Nogatu, wyjęte z ust flisaków, jakoteż znana powszechnie baśń
o Fiedorze i jej kochanku, wcielona z ust ludu ruskiego w utwór
literacki i to, jak się zdaje, nie jako kontaminacya indywidualna
ówczesnych motywów ludowych, ale jako całość w zmienionej
tylko na artystyczną formie. — Dwa to dotychczas niezaprze­
czone ślady wpływu literatury ludowej na artystyczną w XVI w.’)
Skoro jednak naogół wpływ literatury rodzimej musiał
ustąpić silniejszemu wpływowi literatury obcej w XVI w., nie
wolno zapominać, że obok wpływów literackich drugim i to
daleko wybitniejszym czynnikiem twórczości poetyckiej jest in­
dywidualność pisarza i jego zmysł obserwacyjny, który obej
muje całe społeczeństwo i czyni literaturę (przynajmniej w pe­
wnej jakiejś mierze) zwierciadłem epoki — tworzy z niej ważne
źródło historyczne do poznania ludzi i czasu. Wśród wiado­
mości, służących do poznania życia duchowego, politycznego
i domowego mieszczą się też materyały obyczajowe i ściśle
folklorystyczne nieraz bardzo ważne dla czasów i odległych, dla
mitologii słowiańskiej, jak świadczą materyały wydobyte z ka­
zań średniowiecznych przez Brucknera, ze starych książek
i aktów przez Bron. Grabowskiego i innych. Zebrać je (i to
ściśle do folkloru należące) z poezyi XV i XVI w. jest zada­
niem pracy niniejszej 2).

!) Legendy małopolskie o Wandzie, Kraku i smoku, spotykane
zwłaszcza w utworach literackich uczniów Akademii krakowskiej, które
dawniej też uważano za zaczerpnięte z podań ludowych (n. p. Mecherzyński „Wawrzyniec Korwin“), przeszły z kronik do poezyi. Twierdzenie
zaś Schroetera w „Salinarum vieliciensium descriptio“, 1553, o podaniu
o pierścieniu Kingi, włożonem w usta gospodarza, który autora przyj­
mował w Wieliczce: „quod loquor, historiae non liber istud habet“
(D I r.), jest niesłuszne, bo mogło być zaczerpnięte choćby z Decyusza.
i* ", Pracę niniejszą wykończono w seminaryum J WP. prof. dr. Wilhelma
Bruchnalskiego, któremu też za pierwszą zachętę i cenne wskazówki
składa autor wyrazy serdecznego podziękowania.

— 108 —

Pierwiastek luuowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

I.
Przesądne wierzenia i czynności.
Przedmiotem rozdziału niniejszego będą t. zw. przesądy
w najszerszem tego słowa znaczeniu.
Jak wiadomo, pojęcie przesądu jest ściśle relatywne, za­
leżne od jednostek i czasów. Nie tylko bowiem poszczególne
epoki różnią się pod tym względem, ale nawet w jednym i tym
samym czasie pewne jednostki uważają za przesąd to, co u innych
uchodzi za prawdę szczerą. Zależy to od rozmaitych warunków :
indywidualnego usposobienia, religii, stopnia wykształcenia, oto­
czenia i t. d. Dlatego też określenia tego pojęcia ustawicznie
się wahają, zależnie od warunków wyżej wspomnianych. Słusznie
przyjmując tę względność, nazwał Lehmann’) przesądem albo
zabobonem „każde mniemanie, które nie ma uprawnienia w pe­
wnej religii lub stoi w sprzeczności z umiejętnem pojęciem na­
tury w pewnym czasie“. Popierają taką definicyę losy alchemii
i astrologii. Astrologia, uznana za umiejętność od tysięcy lat,
zeszła z chwilą odkrycia praw Kepplera do rzędu zabobonówW dziejach religii zaś jest faktem powszechnie znanym, że da­
wni bogowie kończą żywot jako demony czy dyabły. Wybitnym
przykładem są choćby koleje słowa „demon“. Greckie Saí/iwv
pierwotnie oznaczało bóstwo, w późniejszej starożytności pół­
bogów, pod wpływem zaś kościoła przemieniły się demony
w dyabły.
Wychodząc z przytoczonego określenia przesądu a raczej
odwracając je, można znaleźć ciekawy a konieczny punkt pa­
trzenia na pewne wyobrażenia w duchu epoki, ze stanowiska
ówczesnych poglądów religijnych i umiejętnych, gdyż nawet
w jednej i tej samej religii widoczny rozwój i zmiana poszcze­
gólnych wyobrażeń.
Jednym z wyraźnych przykładów takiej ewolucyi poglą­
dów jest rola demona, chrześcijańskiego dyabła a w szczegól­
ności wpływ jego na zjawiska przyrody, które, jak wiadomo,
są genezą najelementarniejszych wyobrażeń człowieka pierwo­
tnego i na tern baczniejszą zasługują uwagę.
’) „Aberglaube u. Zauberei von den ältesten Zeiten bis. zur Ge­
genwart. Deutsche autorisirte Ausgabe von Petersen“. Stuttgart, 1898,
str. 6.

— 109

Władysław Sżyszkowski

W „Wizerunku“ Reja poucza o szkodliwych wiatrach i innych
zaburzeniach w przyrodzie Xenokrates, iż pochodzą one wprost
od czartów :
,,Ale owy szkodliwe, co szkody działają,
Ci od duchów powietrznych, wierz mi, tę moć mają,
Kiedy z gniewu Pańskiego pędzą je przed sobą,
Z wielkim strachem na ludzi i z niemałą szkodą. — — —
Owy chmury, pioruny, owy szpetne grady,
Z tychci to panów sprawy padają tu rady.
Bychmy też nie wierzyli, tedy pisma mamy,
Gdy Jopowe przygody żałosne czytamy,
Iż czart wiatry i ognie srodze nań przywodził,
Domy łamał i w inszych rzeczach wiele szkodził.
Wierz mi, że ten mistrz umie, kiedy Pan dozwoli,
Gdy sobie po powietrzu tak buja po woli,
I czarnoksiężnicy to często powiedają,
Którzy, w kolech siadając wizyje miewają,
Iż gdy sie im duchowie ukazować mają,
Tedy szumy wiatrowe naprzód przychadzają'1, i t d.j)

Nadto mają też moc zarażania powietrza :
„A widzisz, u samego jaka para z gęby
Leci, jako gęsta mgła, aż ma czarne zęby.
Ten powietrze zaraża, kiedy Pan dopuści,
Gdy ty swoje hetmany swowolnie rozpuści,
Iż wzburzą nawałności, wzburzą wielkie strachy,
Że się czasem padają bardzo mocne dachy“.2)

Wkładając takie poglądy w usta mędrca i sam je podzie­
lając, był Rej w zgodzie z religijnymi poglądami średniowie­
cznymi, które nie sprzeciwiały się też ówczesnej umiejętności
natury. Powoływał się na księgi Joba tak w „Wizerunku“ jak
w „Apokalipsie“ (List 23), powracając do tej samej sprawy:
„Toć jest nieomylna prawda, iż sam nie może nic (czart), ale
z dopuszczenia Pańskiego wzburza instrumenta a złe naczynie
tego świata, tak jako wzburzał na Jopa świętego, aby była po­
kuszona ona święta a nieodmienna stateczność jego“. Ustęp ten
z ksiąg Joba (I, 19) był też oparciem dla Ojców kościoła
i scholastyków.
*) Rozdz. X, w. 443 i n., 451 i n., wyd. Ptaszyckiego, str. 216—7.
’) Rozdz. XI, w. 715 i n., str. 243.

110 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

Demony, wywierające wpływ na pogodę znane były już
w demonologii chaldejskiej J), a judaizm, jak stwierdzono, zasilał
się demonologią wschodnią. Stamtąd przeszła ta własność demo­
nów wschodnich do religii chrześcijańskiej. Św. Augustyn przy­
znawał im moc wywoływania chorób, zarazy, spuszczania ognia
z nieba i t. d. Budziły się wszakże pewne wątpliwości w tym
względzie, czego dowodem książka biskupa lyońskiego Agobarda „Liber contra insulsam vulgi opinionem de grandine et
tonitruis" ok. 820 r. Ostatecznie rozstrzygnął sprawę św. To­
masz z Akwinu : „Konieczną jest rzeczą wyznawać, iż za po­
zwoleniem Boga demony mogą sprowadzać zaburzenia powie­
trza, wzbudzać wiatry i sprawiać, że ogień pada z nieba“.*
23) Na
odpowiedni ustęp z ksiąg Joba tudzież powagę św. Tomasza
z Akwinu powoływała się też t. zw. literatura czarownicza
z ,,Maliens maleficarum“ na czeles), dowodząc zarazem, że
i czarownice, wiążąc się z dyabłami, mogą z ich pomocą wy­
woływać zaburzenia w przyrodzie lub je łagodzić.
Reformacya w poglądach na zakres działania dyabła nie
różniła się od scholastyki średniowiecznej. Oparte bowiem
na świadectwach Pisma św. poglądy nie mogły różnić się od
dawniejszych, płynących z tego samego źródła. Dzieło zbiorowe
z XVI w. głośnych pisarzy protestanckich „Theatrum diabolorum“ pozwala poznać poglądy w tym względzie zwolenników
i następców Lutra. W rozdz. 14-tym wśród działań dyabła jest
też wymienione zarażanie powietrza. Rozdz. 46-ty stwierdza, że
za pozwoleniem Boga mogą dyabły sprowadzać niepogodę 4)
ł) Lehmann, I. c., str. 26.
s) „Necesse est confiteri, quod Deo permittente daemones possunt
turbationes aëris inducere, ventes concitare et facere, ut ignis de coelo
cadat. Quamvis enim materia corporalis non oboediat ad nutum angelis,
neque bonis, neque malis ad susceptionem formarum. sed soli creatori
Deo, tarnen ad motum localem natura corporea nata est spirituali naturae oboedire,.... (Comment, in Job cap. I).
3) Por. Poklatecki, „Pogrom czarnoksięskie błędy... jako roz­
prasza“, Kraków, 1595, E 11. r. ; „Młot na czarownice“, 1614, str. 156, 320,
395 Wszystkie trzy dzieła zawarte w „Młocie na czarownice“ Ząbkowica tj. „Malleus maleficarum“ Institorisa i Sprengera, dalej „Liber insigniis do maleficiis et eorum deceptionibus“ Jana Nidera, wreszcie „Tractatus de lamiis et pythoniciis mulieribus“ znane były w Polsce w ory­
ginale łacińskim jeszcze w XV w.
4) Roskoff, „Geschichte des Teufels“, Lipsk. 1869, t. II, str. 381.

111

Władysław Szyszkowski.

W dziedzinie zaś umiejętności przyrodniczej dzieło Melanchtona
„Initia doctrinae physicae“ przyznaje dyabłowi wpływ na po­
wietrze, pogodę, tudzież znajomość gwiazd 1).
W polskiej literaturze nie zapomniał też o tej własności
czarta owiany duchem średniowiecznym „Postępek prawa czartowskiego“, spóźniony oddźwięk średniowiecznych „procesów
szatańskich“, popularnych podręczników prawnych. W hordzie
czartów, którą tam Lucyper wysyła do Polski, znajduje się tak­
że „Wicher“,*2) który w „Sejmie piekielnym“ zwany Litonem (nazwa powtarzająca się w łotewskim języku tak dla dyabła, jakoteż niepogody)3) zdaje sprawę ze swej działalności :
„Jam też, panie Luciferze, ludziom czynił szkody,
Wiatrem kręcąc, przywodziłem wielkie niepogody.
Będąc już na to sposobny, mając swoje czasy,
Wywracałem domy z gruntu i wysokie lasy.
Podnosiłem na powietrzu rozmaite burze,
Musieli się ludzie lękać i w najtęższym murze,
Ziemia drżała, kiedym strzaskał strasznymi pioruny,
Padały się wielkie dęby i wysokie domy.
Drugichem też paraliżem na członkach zarażał,
A powietrza między ludźmi częstokroć rozmnażał,
Wmiatałem na zdrowia ludzkie szkodliwe choroby :
Moja rozkosz, kiedym widział napełnione groby“.4*)

Nie ulega wątpliwości, że jak inne zjawiska przyrody, tak
wichry i burze, od najdawniejszych czasów, zarówno u ludów
pierwotnych jak cywilizowanych, uosobiano albo przypisywano
działaniu potężnych bóstw lub demonów. Uosobienia wichrów
po dziś dzień znane są narodom słowiańskim, jak świadczy
rys Machala.6) Ślady takie widoczne są też w Polsce. Do Po­
gody Długoszowej można dodać Pogwizda Miechowity: „Po­
lacy czcili — mówi on — powiew delikatnego powietrza, po kłosach
zboża i liściach drzew przechodzącego z sykiem, nazywa­
') Tamże, str. 323.
s) „Postępek prawa czartowskiego“ wyd. Benis. (Bibl. pis. poi. Ak.
Urn.), str. 97.
Ó „Sejm piekielny“ 1622, wyd. Briickner (Bibl. pis. poi. Ak Urn ),
str. 11.
4) Tamże, str. 45, w. 808 i n.
6) „Nákres slovansk. bajesl“, 1891, str. 70 i n.

— 112 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

jąc bóstwo jego Pogwizdem“.Kromer utożsamia Pochwista
z bogiem burzy, niepogody, stwierdzając, że za jego czasów
Mazurowie zwali niepogodę Pochwiścielem.1
2) Tłumacz zaś Kro­
mera Błażowski idzie dalej jeszcze i nieco inaczej wykłada
owege Pochwiściela niż Kromer: „Jabym zasię rzekł, że Pochwiściel wiatrem albo wichrem świszczącym jest, który więc
z wielkim pochopem przypadszy, na cokolwiek trafi, nagłem
obrotem kręci : gdyż i samo nazwisko toż poświadcza, gdy
od własności pobiegu (swiszcze abowiem lecąc) Poświścielem
abo od pochwytywania Pochwiścielem rzeczony zda się być,
a to niech przy rozsądku czytelnika zostanie. Mniemam jednak,
że i Ruś, a nie tylko Mazurowie, Pochwiściela tego, jeśliż wi­
chrem jest, chwaliła, stąd dochodząc, że i po dziś dzień znaj­
duje się tak gruba Ruś ukrainna, która, ile razów ten wicher
przed oczyma jej przypada, zawsze głowy swe nachylając po­
kłon mu rozmaicie wyrządza“.3) Obydwie relacye Błażowskiego
stwierdzają dzisiejsze wierzenia ludowe. Mazury i dziś wiatr
gwałtowny Pochwiścielem zowią; na Podlasiu w ruskich osa­
dach sielanie, gdy wiatr gwałtowny zawieje, z nizkim pokło­
nem się żegnają.4) W innych okolicach jednak zajął przeważnie
dyabeł chrześcijański rolę dawnego bóstwa czy demona, tak że
dziś powszechnie niemal uznane są takie zaburzenia, jak wichry
burze i grady, za sprawy czartowskie.5) Wystarczy kilka przy­
kładów.
W Krakowskiem, Sandomierskiem, Augustowskiem, Podlaskiem i na Mazowszu lud polski podobnie, jak na Ukrainie,
sądzi, gdy wiatr wirowy zawieje, że dyabeł się tak kręci, i na­
zywa go dyablim tańcem.^) W powiecie zwiahelskim lud uważa
1) „Adorabant Pogoda, quod sonat temperies; adorabant spiraculum, sivé fiatům tenuis aurae, per spicas frugum et folia arborum sibilantem, atque transientem, vocantes numen eius Pogwizd“. (Chronica Polonorum, Crac. 1521, str. XXIII).
s) Martini Cromeri „De origine et rebus gestis Polonorum libri
XXX“, Basil, (1555), str. 45—„Pochuist quam Miechoviensis auram, nos
ntemperiem interpretamur (indeque Pochuiscel a Masouiis adhuc coeli
intempéries dicitur), Polonis dii fuere“.
:i) Marcina Kromera ,.O sprawach, dziejach... ksiąg XXX“ przez
Marcina Błażowskiego z Błażowa — Kraków, 1611, str. 42.
ł) Kolberg, „Lud“ XV. Poznańskie, VII, str. 184.
5) Rybowski „Dyabeł w wierzeniach ludu polskiego“, Lud, XII, 218.
c) Gołębiowski, „Lud polski“ str. 159.

— 113 —

Władysław SzyszKowski

cyklony za harce dyabłów i ciska nożem w wir, wierząc, iż nóż
się zakrwawi. Nadto drzewa zwalonego takim wichrem na bu­
dynek brać nie można, bo w niem została część siły nieczystej,
która może sprowadzać pioruny i chorobę.1) W Sanockiem,
gdy powstanie tuman kurzu, mówią, że z nim dyabeł tańcuje
a, gdy co cisnąć, porwie. Wierzą tam również, że są wiatry złe,
które mogą sprowadzić chorobę:*2)
Na Ukrainie wiatr, to dyabeł przykuty do skały, który cza­
sem zdobywa wolność i wtedy ściąga obłoki. Mówią wówczas,
że to jego wesele. Burza jest skutkiem pijatyki czartów; grad,
śnieżyca to też jego sprawki, tylko deszcz roznosi po świecie
anioł. Grad zaś powstaje w ten sposób, że dyabeł zamrozi je­
zioro lub morze, lód posieka a wziąwszy z sobą w powietrze
narobi chmur i spuszcza grad.3)
Zabobon, że czart działa w wichrze, jest też powszechny
u innych ludów słowiańskich i obcych. Mazurowie pruscy mó­
wią, że dyabeł jedzie na wesele, •— w Czechach, że czarci się
żenią. Słowianie południowi jakoteż Niemcy uważają wicher za
sprawę złej czarownicy a więc też szatana.4*) W Sycylii również
wichry są uważane za sprawę czartowską.6)
Świadectwa te dowodzą, jak powszechnie dyabeł biblijny
pod wpływem kościoła przyjął cechy pierwotnych istot mity­
cznych. T. zw. „Herabdrückungsmethode“ Kościoła, polegająca
na strącaniu bóstw pogańskich do rzędu dyabłów, przyczyniała
się do ujednostajnienia wierzeń pierwotnych w nowej, zmienio­
nej szacie w całym świecie chrześcijańskim. Nic dziwnego tedy,
że podobnie jak Rej, także we Francyi Ronsard uważał zja­
wiska przyrody za skutek działania duchów i dyabłów6). Wpływ
ten Kościoła był zwłaszcza silny w tych razach, w których
istoty mityczne miały charakter szkodliwy dla ludzi, jak to się
ma właśnie w tym wypadku. Przemiana pod tym względem
była zapewne już w czasach Reja faktem dokonanym w prze­
ważnej części Polski. Że w siedzibie Reja wiara w moc dyabelską silnie była zakorzeniona, dowodzi ciekawy opis sprawy
ł) „Wisła“, XIV, 774.
2) „Lud“, III, 143-4.
3) „Lud“, 11, 328—0; por. też „Lud“, U, 161.
4) „Wisla“, IX, 62.
') „Wisła“, III, 821.
6) „Wisła“, XVI. 120.

— 114 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

dyabelskiei w Okszy „Memorabilis et stupenda historia, quae in
districtu Cracoviensi a. 1649 contigit“, wydobyty przez prof.
Bruchnalskiego z dzieła „Systema historico-chronologicum Ecclesiarum Slavonicaram per provincias varias -- distinctarum“ 1).
Charakter psotnika, przyznany tam dyabłowi, przypisywał mu
też Rej, opowiadając o figlach, jakie sprawia wicher szalejący.
Wypływem przekonania, że burze i wichry są wynikiem
działania czartów, było oczywiście stosowanie odpowiednich
środków w celu odparcia istot szkodliwych. Środkami czarownymi były tu według świadectwa Reja: kurzenie zielem i bicie
we dzwony*2).
O kurzeniu zielem na burzę wspomina też Kochanowski3).
Zielniki XVI w. polecają kilka gatunków ziół, których
palenie odpędza czarta4). Najskuteczniejsza to bylica, która, jak
zapewnia „Ogród zdrowia“ Spiczyńskiego (1542 r., cap. I.) — od­
dala dyabelstwo, gdy będzie się nią kadziło w domu, a według
zielnika Syreńskiego (1613 r., p. 726) kadząc podczas burzy
święconą bylicą, zabezpiecza się dom od piorunu. Podobnie
dym z liści dębowych napawa obawą czarta i czyści powietrze
zarażone (Crescentinus, Gospodarstwo, 1549, p. 466), a kokornak dyabelstwo z domu wypędza („Ogr.“ Spicz. cap. 13). „Młot
na czarownice“ pozwala używać przeciw czartom ziół nawet
nie poświęconych, byle nie mniemać, iż zgoła przyrodzoną
własnością odpędzają czarta5). Kadzenie tedy ziołami było
w powszechnem użyciu przeciw działaniu czarta, czyto w razie
chorób, czy zaburzeń w przyrodzie, a czarci niejednokrotnie
skarżą się na te szykany 6). Jeszcze w 1800 r. Marcin Krajewski
w książce swej „Nabożeństwo parafialne na codzienne, tygo­
dniowe, roczne i przygodne podzielone“ przestrzega przed pa­
leniem ziół święconych w kominach w czasie grzmotów i na­
wałnic, bo kto to czyni, wystawia się na niebezpieczeństwo pio­
runu — przestrogi te jednak nie zatarły przesądu dawnego.

9 „Lud“ VII, 146.
2) „Wizerunek“, rozdz, X, str. 216; rozdz. XI, w. 724 i n, str. 243,
3) „Fraszki“, II, 97. Dzieła t. II. str. 395.
4) Rostafiński „Zielnik czarodziejski“, (Zbiór wiadomości, t. XV111,
str. 94).
5) str. 235.
°) „Sejm piekielny“ w. 1012, str. 51.

— 115 —

Władysław Szyszkowski.

Drugim środkiem, zwłaszcza przeciw burzy, było bicie we
dzwony J).
Zarówno bicie we dzwony, jak i trąbienie na burzę jest
wynikiem pierwotnego wierzenia, iż wszelki hałas odpędza złe
duchy i powstrzymuje ich szkodliwe działanie. Wzbudzano ha­
łas nie tylko wobec zjawisk przyrody, poczytywanych za sprawę
złych duchów, ale także w razie chorób i śmierci. Wśród środ­
ków hałaśliwych wielką rolę odgrywa dźwięk dzwonu, i to nie­
koniecznie kościelnego i poświęconego, lecz wogóle jakiegokol­
wiek, jak świadczą n. p. dzwonki, zawieszane na szyi bydła
w przekonaniu, że powstrzymają one wszelki szkodliwy wpływ,
tudzież małe dzwonki ręczne, odwracające niepogodę. „Indiculus superstitionum“ z VIII w. miał też m. i. tytuł (XXII.): ,.De
tempestatibus et cornibus et cocleis“. W niektórych okolicach
po dziś dzień róg zastępuje w tym wypadku dzwon, a że uży­
wano rogów do trąbienia na chmury, stwierdza „Homilia de
sacrilegiis“ z VIII. w. W tym samym celu dmuchano w muszle
(cocleae), oczywiście głównie w okolicach nadmorskich. Co się
tyczy bicia we dzwony przeciw burzy, tak lądowej jak morskiej,
Kościół do IX. w. zakazywał dzwonić na burzę, później atoli
przypisywano otwarcie dzwonom moc rozpraszania złego i tłu­
maczono dawny zwyczaj względami religijnymi. Nider mówi:
„To jest przyczyna, dla której pospolicie w kościołach na burzę
dzwonią. Naprzód, żeby przed nimi, jako przed trąbami Bogu
poświęconemi, szatani uciekali i odbiegali swoich czarów. Po
tym też, żeby ludzie do modlitwy byli pobudzeni i Bożej po­
mocy przeciw burzom używali“1
2). Kaznodzieja polski z XV w.
pozwala tedy dzwonić na burzę i ogień po domach palić dla
rozcieńczenia zbyt zgęszczonego powietrza 3). Z piętnem chrześcijańskiem przetrwał zwyczaj bicia we dzwony na burzę do
dnia dzisiejszego. \

1) Por. Sartori, „Glockensagen u. Glockenaberglaube. II. Die Glocke
als Schutz gegen böse Geister“ (Zeitschr. d. Vereins f. Volkskunde, t.
VII, 1897), str. 358 i n.( Otte „Glockenkunde“ Lipsk, 1855. Zibrt, „Sesnam
pověr a zwyklosti pohanských z Vlil. veku“. (Rozpravy ceske Akademie
Rocn. lib Trida I. cisło 2. 1894, str. 119 — 124).
2) Ząbkowic, „Młot na czarownice“, 1614, str. 235.
R Brückner; „Kazania średniowieczne 11“. Rozprawy Ak. Urn.,
wydz. fil., t. 24, str. 329).

— 116 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

Wpływ dyabła na przyrodę i jej zaburzenia to jedna tylko
cząstka działalności wszechstronnej, jaką mu zakreśliło średnio­
wiecze, a czego reformacya bynajmniej nie zwalczała. Dotyczy
on przedewszystkiem samego człowieka, i to zarówno jego du­
chowej jak fizycznej strony. Pod tym względem dyabeł również
był dziedzicem dawnych istot mitycznych. Człowiek pierwotny,
pragnąc a nie mogąc wyjaśnić przyczyny tak szkodliwych zja­
wisk, jak wszelkie choroby i dolegliwości fizyczne, przypisywał
je wpływowi złych demonów. Istnienie demonów, jako przyczyn
wszelkich chorób, w wierzeniach jednostek i szczepów jest fa­
ktem stwierdzonym wśród ludów pierwotnych i cywilizowanych1).
Konsekwencyą takich wyobrażeń jest istnienie wszelkiego ro­
dzaju zaklinaczy, zażegnaczy i znachorów, tudzież wiara
w uroki.
W religii chrześcijańskiej rolę owych demonów objął sza­
tan, jako pierwiastek zła wszelkiego. Moc wywoływania chorób
przypisywali szatanowi Ojcowie Kościoła i średniowieczna
scholastyka, a że wyobrażenie takie przyjęło się powszechnie
w wiekach średnich, nie potrzeba dowodzić, lecz wystarczy
wspomnieć owe egzorcyzmy i leczenie wszelkich chorób przez
mnichów średniowiecznych zapomocą wywoływania dyabła, lub
używania jako środków lekarskich: relikwii świętych i ustępów
Pisma św.
Jedną z chorób, którą najłacniej było przypisywać dzia­
łaniu złych demonów a chrześcijańskiego dyabła, było szaleń­
stwo, które też od pierwszych wieków chrześcijaństwa uważano
za opętanie przez dyabła, świętym zaś i kapłanom przypadło
w udziale wypędzanie demonów. Nasze legendy średniowieczne
o św. Kindze*
2) i o św. Jacku 3) opowiadają też o takich wy­
padkach. Nadto uciekano się też do innych środków czarownych.
Wśród „Figlików^1 Reja znajduje się jeden o „Pani, co jej
kokosz kładli na głowę“ 4), zgodny w treści z przepisem w „Zwier') Por. Höfer, „Krankheits-Dämonen“ (Archiv f. Religionswissen­
schaft, t 11, (1899), str. 86—164).
2) „Vita S. Kynguae“ Monumenta Poloniae Historica, IV. str. 711—2.
3) „De vita et miraculis s. lacchonis“, Tamże str. IV., str. 870. Fi­
zyczny wpływ wywierają też demony, biczując złych ludzi dla ukarania
a świętych z zemsty. Tamże 11. str. 843. IV. str. 574.
*) „Figliki“, wyd, Wittyga (Bb 3. Por. też objaśn. str. 16).

— 117 —

Władysław Szyszkowski.

c idle“ : „Na duszną chorobę jedno co rychlej łapać trzeba
czarnej kokoszy“, i z przepisem Haura w „Skarbcu“ (1689, str.
399). „Na szaleństwo czarną kokosz na dwoje rozdarszy, co
prędzej na głowę przyłożyć; stąd poszło przysłowie „wart
czarnej kokoszy“ t. j. oszalał.
Geneza takiego środka na szaleństwo staje się jaśniejszą
skoro się wie, że kogut czarny był ofiarą, składaną dyabłu
przez czarowników dla zyskania łaski. Jan Nider przytacza wy­
znanie pewnego czarownika o czynieniu gradów : „Naprzód
słowy pewnemi książęcia szatańskiego w polu wzywamy, żeby
którego z szatanów, od nas naznaczonego posłał; który szatan
gdy przyjdzie, kurczę czarne na rozejściu dróg ofiarujemy, ci­
skając je wzgórę na powietrze. To gdy szatan weźmie, czyni
dosyć żądaniu naszemu, powietrze porusza, wszakże nie zawsze
na miejsca od nas naznaczone, ale według dopuszczenia Boga
żywiącego, gradarm i piorunami szkodzi“ ]). Wiadomo, że ko­
guty czarne ofiarowywano dyabłom w Anglii i Francyi w XIV.
w.*2), a przynajmniej takie było wierzenie. Lelek nocny zaś, je­
den z szatanów, w „Sejmie piekielnym“ opowiada, jak zosta­
wiają im we czwartek po wieczerzy resztki jadła — co w XV.
w. było przeznaczone dla „uboży“, demonów domowych 3), ale
autor uznawał je za dyabły i im przypisywał te ofiary — a po­
tem „chodzą, nas wzywając na rozstajne drogi. Czarne kury,
ofiarują, chwalą nas za bogi“ 4). Ów tedy środek lekarski na sza­
leństwo, wspomniany przez Reja, nie był niczern innem, jak
ofiarą dla dyabła w opętanym człowieku.
Powagą Pisma św. starano się poprzeć inną cechę szatana,
także szeroko rozpowszechnioną w wierze ludowej, a miano­
wicie moc unoszenia ludzi w powietrze. Podłożem były dwa
ustępy z Pisma św.: opowiadanie o locie Habakuka (Daniel,
c. 14), tudzież uprowadzenie Chrystusa przez szatana. (Mat. c. 4;
Łuk. c. 4.). Istniały średniowieczne legendy o unoszeniu w po­
wietrze, jak n. p. o biskupie Antidiuszu z Besançon z IV. w.
który, wsiadłszy na demona, odbywał w kilka godzin drogę do
*) „Młot na czarownice“, str. 325.
2) Hansen, „Zauberwahn, Inquisition u. Hexenprocess im Mittelalter“, Lipsk, 1900, str. 315 i 344.
3) Brückner, „Kazania średniowieczne“ (Rozpr. Ak. Urn. wydz
filol. t. 24, str. 321).
*) wyd. B'ücknera str. 57.

— 118 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

Rzymu i z powrotem; legenda ta, dostawszy się do „Spéculum
historiale“ Wincentego z Beauvais, zyskała wielką popularność.
„Dialogus miraculorum“ Caesariusa z Heisterbachu opowiadał
o babie, hołdującej czarom, iż skakała z beczki ze słowami :
„Skaczę z mocy Boga w moc szatana“, a dyabeł chwytał ją
i unosił w powietrze w oczach ludu 9Polskiej poezyi przyswojono też podobny motyw z łaciń­
skiego „exemplum terribile“ w t. zw. Sandomierzanina „Pieśni
o strasznym wypadku, który się graczowi pewnemu wydarzył
w Budzie na Węgrzech“, opowiadającej, jak pewnego gracza
i bluźniercę unieśli żywcem dyabli przez powietrze do piekła*
2).
Kronikarze zaś lokalizowali podobne powieści, opowiadając n.
p., że w Wąchocku w r. 1461 „czarny jak Etyop dyabeł“ por­
wał grzesznika za kark, a podniósłszy w powietrze, rzucał nim
jakby rękawiczką, póki wielka chmura płomieniem ziejąca nie po­
chłonęła obu 3)- Opowiadania takie świadczą, jak motywy po­
dobne zrosłe były z wyobrażeniami ludowemi.
Problem jednak unoszenia przez dyabła, motywu tak po­
wszechnego w fantastycznych a zarazem dydaktycznych powie­
ściach średniowiecznych, zajmował też niejednokrotnie Ojców
Kościoła i średniowieczną scholastykę, która przeważnie uwa­
żała moc szatana w tym wypadku za niewystarczającą, aż do­
piero egzegetyk Alfons Tostatus (f 1445) rozstrzygnął rzecz na
korzyść szatana. Przyczyną żywego zajęcia się tą sprawą a za­
razem wszelkich wniosków tu wysnutych była ścisła łączność
jej z uznaniem za rzecz realną lotu czarownic, z całą kwestyą
czarowniczą, która wycisnęła wówczas silne a niezatarte piętno
na życiu naukowem, cywilizacyjnem i społecznem Europy, na
całym jej rozwoju duchowym.
W wieku XV i XVI-tym, z których pochodzą świadectwa
o czarach w Polsce, specyalna literatura czarownicza, opierając
się na kanonach prawa kościelnego z różnych epok, na wywo­
dach Ojców Kościoła i teologów średniowiecznych, na materyałach sądów inkwizycyi z różnych krajów, wreszcie na litera­
turze starożytnej i średniowiecznej, ujęła wszelkie wierzenia
9 Hansen, 1. c. str. 194—5.
f Maciejowski, „Dodatki do piśmiennictwa polskiego“ str. 137.
3) Paprzyca, „Poglądy religijne przodków naszych“ (Wisła, XVI,
str, 229).

— 119 -

Władysław Szyszkowski

i czary ludowe w jeden wielki system. Zacierając jednak różno­
rodne pochodzenie czarów, nadała im chrześcijańskie piętno
związku z dyabłem, a stawszy się następnie pierwszorzędnem
źródłem wiadomości o czarach i podręcznikiem w procesach
o czary, przyczyniała się do powstawania nowych wyobrażeń,
pochodnych, złożonych z dawnych pierwiastków, a w nową
całość skontaminowanych, które bądźto stopiły się z dawnymi,
tubylczymi, bądźteż je zastąpiły i stworzyły obraz chaotyczny,
ale jednostajny w rysach głównych. Trudno tedy nieraz orzec,
co w zjawiskach powyższych jest pierwotnem, a co dostało się
do nich drogą wpływów lub inną. W każdym razie w systemie
owym dadzą się wyróżnić trzy główne części składowe różnego
pochodzenia: pojęcie czarów przeważnie szkodliwych, czyli t.
zw. „maleficium“, — pojęcie związku z dyabłem, które przyłą­
czyło się do pierwszego pod wpływem religii chrześcijańskiej —
i pojęcie lotu i schadzek czarownic.
Co się tyczy czarów wogóle, psychologia i przykład ludów
pierwotnych dowodzi, że wiara w nie sięga zamierzchłej prze­
szłości lub też ulega renowacyi w każdym poszczególnym wy
padku, a wynika z psychologii człowieka pierwotnego, który,
doszedłszy do pewnych wniosków o skutecznem działaniu my­
śli, słowa i uczynku na świat go otaczający, usiłował tymi
środkami bronić się od obcych szkodliwych wpływów, tudzież
wywierać taki sam przeważnie szkodliwy wpływ na swe oto­
czenie. Wszystko, co dotykało wrogo człowieka, przypisywano
pierwotnie nie przyczynom i skutkom przyrodzonym, ale złej
woli duchów i ludzi, wywartej zapomocą czarów x). W zakresie
tedy tych wyobrażeń pierwotnych i niezłożonych trzeba ogra­
niczać się przeważnie do pokrewieństwa tylko psychologicznego
a wyjątkowo uciekać się do pokrewieństwa historycznego drogą
obcowania narodów lub literatury.
Jeźli chodzi w szczególności o zakres t. zw. maleficium
czyli czarów szkodliwych, do najpierwotniejszych, do najsilniej
odżywających w każdym narodzie, jednostce, w poszczególnym
wypadku, należą te, które dotyczą samego człowieka, zwłaszcza
jego strony fizycznej, a następnie jego dobytku: bydła i roli.
Szymonowicz, we „Flagellum livoris“ charakteryzując ró­
żne rodzaje zawiści, nie pominął też szkodliwych czarów*2), któ9 Karłowicz, „Czary i czarownice“ Orgelbr. Encykl. XIV. 709.
2) „Flagellum livoris“, Cracoviae, 1588, D 11 v. — 111 r.

— 120 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

rych celem 1) niszczenie zasiewów i płodów, 2) odbieranie
krowom mleka i szkodzenie bydłu, 3) sprowadzanie chorób,
4) niszczenie miłości małżeńskiej i przyjacielskiej, 5) więdnienie roślin.
Ponieważ wszystkie te rodzaje szkodliwych czarów omó­
wiła j' ż w tych czasach i uznała za realne literatura czarowni­
cza, a nadto znane były już w starożytności, nasuwa się py­
tanie, czy poglądy te były wynikiem lektury, czy też zakorze­
niły się silnie w duszy poety pod wpływem otoczenia i w tern
znaczeniu służyć mogą do charakterystyki ówczesnego społe­
czeństwa. Materyał ważny do porównania, a choć w przeważ­
nej części dostępny, dotąd niewyzyskany, zawierają protokoły
sądów duchownych z XV i XVI w. *
1), gdyż — jak wiadomo —
sprawy o czary, jako „causae spirituales“ należały pierwotnie
do sądownictwa kościelnego ; sejm z 1543 r. potwierdził ten
przywileja), ale że występki te były połączone z zamiarem szko­
dzenia drugim, przeto także sądy świeckie zaprzątały się nimi
zwłaszcza w XVII i XVIII w.
W protokołach konsystorskich mieszczące się oskarżenia,
dotyczą bądźto ogólnie czarów, bądźto szczegółowych praktyk,
podejmowanych w celu szkodzenia ludziom i dobytkowi, i dają
dokładny obraz nurtujących wówczas w społeczeństwie wyo­
brażeń tego zakresu, zgodny z relacyą Szymonowicza.
W r. 1476 oskarża w sądzie wieluńskim pleban z Naramic,
Jan, właściciela tamtejszej gospody, Mateusza, i jego żonę, iż
niedość, że narażając go na wstyd, ucinali jego krowom ogony,
ale nadto kobieta owa wyrzynała na wierzejach jego domu za­
klęcia (incantationes), pragnąc sobie przyswoić pożytek z by­
dła 1, Gdy w r. 1501 sąd biskupi płocki badał sprawę plebana
w Wyszkowie, oskarżonego o niemoralne życie, pierwszy ze
świadków, szlachcic Jan z Rybna, uznał konkubinę owego księ­
dza za kobietę, trudniącą się czarami (incantatrix et divinatrix),
a opierał się na twierdzeniach Jakóba Słubyckiego i Marcina
0 „Acta capitulorum nec non iudiciorum ecclesiasticorum selecta
ed. Ulanowski. Vol. II. Acta iudiciorum ecclesiasticorum dioecesum Gnesnensis etPosnaniensis“. (Monumenta medii aevi hist. t. XVI). i „Vol. Ili Pars
1. Acta iudiciorum ecclesiasticorum dioecesum Plocensis Wladislaviensis
et Gnesnensis“. (Tamże, t. XV111).
2) „Volumina legum“, l f. 578. § Differentias.
:l) „Monumenta medii aevi hist., XVI., str. 408, nr. 845.

— 121 —

Władysław Szyszkowski.

Wąsowskiego, którzy ża/ili się często, iż ona swymi czarami
(incantatio) sprowadzała krowy z domu biskupiego na plebanię ;
Piotr z Rybna dodał jeszcze nowe świadectwo, iż po jej odej­
ściu krowy ryczały1). W r. 1483, w Gdańsku Jan Ludeke przyrzekł udowodnić, że niejaka Elżbieta Gronynk usiłowała ocza­
rować jego wraz z żoną i bydło zapomocą jakiejś płynnej i su­
chej materyi, ale ponieważ mu się to nie udało, musiał zapłacić
odszkodowanie stronie obrażonej2).
Nabawiania choroby przez czary dotyczy proces w Po­
znaniu z r. 1532, wytoczony przez kramarza Andrzeja własnej
żonie Bogumile. Świadcząca tam Małgorzata opowiada, jakto
on od półtora roku już chorując, zwłaszcza na ból głowy, za
poradą lekarzy, by się zwrócił do starych kobiet w tej sprawie,
posłał po nią żonę, jak dotknąwszy jego głowy na podstawie
własnego doświadczenia w takich sprawach orzekła, iż małżo­
nek został oczarowany, a żona przyznała się, iż uczyniła to,
według wskazówek pewnej czarownicy, kładąc na ogień trzy
kamienie. Wreszcie Małgorzata, odczyniwszy urok, wyleczyła
biednego małżonka3).
Są też oskarżenia o niszczenie związków małżeńskich cza­
rami. W r. 1501 rzemieślnik z Władysławia, Piotr, oskarża Do­
rotę, kucharkę kanonika Ząbińskiego, iż zapomocą maleficiów
i inkantacyi sprowadziła niezgodę między nim a żoną, a wsku­
tek tego nawet żona od niego uciekła4). Toż samo zarzucał
w 1528 r. w Poznaniu szewc z Obornik, Tomasz Bąk, Jadwidze
Szalonej Piotrowej, twierdząc, iż wskutek jej czarów nie może
utrzymywać stosunków małżeńskich, i podając zarazem środki
tych czarów : zlewanie progu i podstawienie w czasie ślubu
takiegoś garnka z czarami.
Moc czarów małżeńskich, chorobowych i mlecznych po­
siada też wyklęta przez plebana baba-czarownica w „Rozmo­
wach“ Wita Korczewskiego, podająca taką przyczynę klątwy:
„Iźem trochę czarowała,
Odym dziewkę za mąż dawała,

*) Mon. med. aev. hist. XVIII 81 nr. 202.
ř), Tamże, str. 372, nr. 897.
3) Tamże, XVI, str. 867, nr. 1835,
4) Tamże, XV111, str. 277, nr. 637.
5) Tamże, XVI, str. 853,'nr. 1808.

— 122 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

Chcąc i żeby jej nie bijał,
A iżby się nie upijał,
Bo więc ci pijani chłopi
Radzi stroją dziwne fochy...“
,,A drugąm rzecz uczyniła,
Strychowim oczy skaziła.
Ale mu to nic nie wadzi,
Rychlej da mu pieniądz każdy...“
„W wiliją świętego Jana,
Doiłam mleko ze dzwona,
Ale tylko jeden skopiec,
Bo mi nie chciało więcej ciec“ ’).
Podobny zakres działania z pewnymi nowymi rysami przy­
pisywał Klonowicz cygankom a wywodząc je z Tracyi, poró­
wnywał ze starożytnemi Menadami, których czary opisywał
już Platon*
2). Tam się nauczyły zdaniem Klonowicza:
»Jak mołojca omamić k’ woli białym głowom,
Jako owcom i mleko odjąć cudzym krowom,
Jako wróżyć na ręku, jak poznać przygody,
Tak przeszłe jako przyszłe pożytki i szkody.
Tamże się też ćwiczyły w onej swojej szkole,
Jak sąsiedzkie żyto przewabić na swe pole
I jako niecić ogień pod słomianym dachem,
Jako mieszek wyszyplać, jako szalić Lachem«.3)
Nowy rys, związany specyalnie z cygankami, to chiromancya, należąca właściwie do zakresu magii naukowej. Niema
wyraźnych śladów istnienia jej na Wschodzie starożytnym. Na­
tomiast Cicero i Juwenal stwierdzają, że za ich czasów byli
ludzie, którzy zajmowali się wróżeniem z linii rąk, ale marli
z głodu. W średniowieczu niema o nich wzmianki aż do XV w.
*, Wita Korczewskiego „Rozmowy polskie łacińskim językiem prze­
platane“, 1553, wyd. Karłowicz (Bibl. pis. poi. Ak. Urn.), str. 70—1,
w. 50 i n.
2) Neoplatonizm, system-, który wszędzie widział działanie sił nad­
ziemskich a zjawisko bytu przedstawiał jako świat duchów, nie sprzeciwił
się też wcale wierze w czary, ale owszem dostarczał odpowiednich argu­
mentów.Trithemius w „Liber octo quaestionum“ (1518) przywodzi właśnie
z Platona czary bachantek i obraz demonów powietrznych. Por. Bezold.
„Konrad Celtis“. (Historische Zeitschrift, t. 49, str. 207).
3) „Worek Judaszów“. (Pisma poetyczne Klonowicza, wyd. Turo­
wskiego, str. 68).

— 123

Władysław Szyszkowski.

t. j. czasu, w którym wprowadzili ją znowu cyganie do Europy.
W r. 1427 przybyła w okolicę Paryża gromada, złożona z męż­
czyzn, kobiet i dzieci; nazywano ich Czechami, bo stamtąd
przybywali, lecz sami twierdzili, że pochodzą z dolnego Egiptu.
Byli między nimi czarownicy, którzy oglądali ręce ludzi i ka­
żdemu mówili, co go spotkało lub spotka w przyszłości. Że
cyganie uchodzili za mistrzów chiromancyi nie tylko w oczach
ludu francuskiego i polskiego, lecz także w Niemczech, świadczy
Widmanna Faustbuch z 1590 r., opowiadający, że Faust z to­
warzyszami uczył się u nich tej umiejętności. ’)
Oprócz tego jednego rysu, właściwego wyłącznie cygan­
kom, inne zgadzają się z wyżej wspomnianemi świadectwami
i wchodzą w zakres czarów szkodliwych, obejmowanych poję­
ciem maleficium. Nie są to rysy tylko polskich czarownic.
Podobnie też Klonowicz na Rusi widział mleko, tryskające
z powroza, — widział, jak czarownice zaklęciami swemi spro­
wadzały deszcz z nieba, burze i grady szkodzące zbożu, —
stwierdzał wreszcie udział czarownic w czarach miłosnych;
nadto występuje u niego po raz pierwszy rys nowy: latanie
czarownic -). Ograniczając się zaś tylko do dziedziny poezyi, znaj­
duje się podobne wierzenia ludu niemieckiego, wyraźnie zano­
towane u Celtisa*3) jako »fama rusticorum virorum«; są tu
złodziejki mleka, które powstrzymują też poczętą miłość i spro­
wadzają chorobę.
Przyczyną jednostajności i zgodności tych przesądów u
różnych narodów, oddzielonych nawet granicami epok, jest
ścisła ich łączność z życiem fizycznem i duchowem człowieka
i z jego dobytkiem. Wyrastają one lub ulegają kontynuacyi
w każdym czasie i miejscu jako wypływ naturalnych warunków
bytu wskutek nieświadomości właściwego stosunku przyczyny
i skutku. Jednakowa dyspozycya duchowa i warunki bytu wy­
’) Por. Lehmann, 1. c., str. 180 — 1.
) Roxolania Sebastiani Sulmyrcensis Acerni. Cracoviae, 1584, str. 67.
3) Odae. Liber tertius XIX Ad loannem Melberium Bambergensem
philosophum de omnimoda magia. Lv. :
„Maxima accedit tibi rusticorum Fama virorum,
Qui ferunt lactis sibi adesse fures
Quaeque conceptam Venerem retentent
Et ferant morbos resecentque charis
Membra maritis.

— 124 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

dają jednakowe zjawiska. W takiej samej postaci, jak przed
setkami lat, występują one po dzień dzisiejszy.
Jak powszechnym jest dziś przesąd wśród naszego ludu
w różnych okolicach, że czarownice odbierają krowom mleko,
świadczą obfite wyciągi w artykule Majewskiego i Jareckiego
»Bydło w mowie, pojęciach i praktykach ludu polskiego.«1).
Zgodność z przeszłością dotyczy nawet szczegółów : »Kto krowy
własnej niema, to potrafi z powroza udoić mleka« (Ropcz. XI
10). W związku z dojeniem powroza pozostaje też opowiadanie,
znane w innych okolicach o czarownicy i parobku. W pewne
dni czarownice biegają po miedzach polnych, trzepiąc szmatami
do cedzenia mleka, i mówią »Biorę pożytek, ale nie wszystek«
(dawniej wszytek); w ten sposób odbierają krowom mleko
a zostawiają niewiele. Chłop zaś widząc to, z żartów bierze
uzdę a potrząsając nią, powtarza: »A, niestatek, biorę ostatek«.
Powróciwszy zaś do domu, widzi, że z uzdy mleko kapało. Taksamo też, jak w wiekach średnich w Polsce*
2), okadzają po dziś
dzień bydło święconem lub czarownem zielem, by je uchronić
od czarów.
Drugim ważnym czynnikiem gospodarstwa ziemiańskiego
jest rola, której plon często ulega zniszczeniu. Najbardziej pro­
stym wnioskiem, zwłaszcza gdy naturalna przyczyna nie znana
a istnieje odpowiednie podłoże psychologiczne, jest przypisać
tę szkodę czarom, czynionym bądź z nienawiści, bądź dla po­
żytku własnego. Zniszczenie może nastąpić w trojaki sposób:
albo ktoś z nienawiści niszczy zasiewy wprost, albo też przez
grady i burze, albo też dla własnego pożytku sprowadza je
czarownym sposobem z cudzego na swe pole. Oczarowanie
zboża u wszystkich niemal narodów było uznane za możliwe.
Najstarszy ślad historyczny tego wierzenia tkwi w rzymskich
prawach XII tablic, których ułomek .zachowany u Pliniusa
uznaje za karygodną zbrodnię ekskantacyę zboża3). W Polsce
istniał ten zabobon pod technicznem wyrażeniem zawiązywania

’) „Wisła“, XVII, str. 146 i n.
2) Bruckner, „Kazania średniowieczne". iRozpr. Ak. Uni. wydz. fil.
t. 24, str. 328).
3) Plinius, „Historia naturalis“ XXVI11. Il4. Quid non et legum
ipsorum in duodecim tabulis verba sunt: „Qui fruges excantassit“ et
alibi „qui malum carmen incantasset“?

— 125 —

Władysław Szyszkowski.

zboża lub robienia zawitek w zbożu '). Czacki opowiadał, że
za jego czasów lud w południowej Polsce ogromnie sarkał na
zawiązywanie zboża*
2).
Wogóle wpływ czarów na świat roślinny jest bardzo wy­
bitny i szeroki. One powodują wzrost i znikanie roślin, tudzież
nadają im moc cudowną. Nie od rzeczy będzie przypomnieć
tu jedną z legend, krążących w średniowieczu, dokoła sławnego
przyrodnika owych czasów, Alberta Wielkiego, który przyjmo­
wał w 1249 r. Wilhelma z Hollandyi w ogrodzie klasztoru do­
minikanów. Pomimo ostrego zimna ogród stał w szacie wio­
sennej, ale zaledwie zmówiono modlitwę po jedzeniu, znikły
kwiaty i liście34
).
Nie był tedy odosobniony pogląd Hussowskiego na bio­
logię przyrody, iż tak zwięrzęta jak i rośliny giną, jeżeli ich
człowiek nie używa. Tak ryby opuszczają jeziora, plony giną
w ogrodach a zasiewy pożera chciwa rola. Albo tedy Bóg chce,
twierdzi Hussowski, by wszystko stało otworem, albo też giną
i rosną przez czarowne sztuki: »magicis artibus«•). Nadto wierzy
silnie, iż zaklęcia nadają ziołom tak straszną moc, że Medea
bynajmniej na bajkę nie zakrawa.
Czary mleczne i rolne były zakorzenione, jak z samej
natury rzeczy wypływa, przedewszystkiem wśród ludzi żyjących
w odpowiednich warunkach, których troską była rola i dobytek,
wśród sfer ziemiańskich. Natomiast czary miłosne albo mał­
’) Berwiński, „Studia o literaturze ludowej“ t. I str. 94.
2) Czacki, (wyd. Raczyńskiego) t. 11, str. 89, por. Kolberg „Lud“,
XV, 129, przyp.
3) Lehmann, 1. c., str. 155.
4) Nicolai Hussoviani Carmina ed. Pelczar (Corpus poet. Pol. lat.
Vol. IV) str. 20. Carmen de bisonte v. 283 - 294.
„Ut périmât quicumque velit, lex omnibus una est:
Hanc libertatem copia nutrit opum.
Quin etiam pereunt huius volucresque feraeque,
Qui nimis astricte se gerit inter eas.
Sic magnos pisces lacubus decedere vidi,
Si dominus curam, ne capiantur, habet;
Sic etiam clausis fructus rarescit in hortis
Saepius et segetes perdit avarus ager.
Talia mirantes nostra regione videmus.
Aut Deus haec passim cuncta pátere cupit,
Aut pereunt magicis et crescunt artibus: illud
Interdum reputans mens agitare solet.“

— 126 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

żeńskie, tak w celu wzbudzenia miłości jakoteż jej niweczenia
obejmowały wszelkie warstwy, począwszy od dworu królewskie­
go a skończywszy na ludzie prostym.
Długosz dwukrotnie wspomina o czarach, dotykających
osób najwyżej położonych. Opowiadając o śmierci Kazimierza
Sprawiedliwego, stwierdza, że niektórzy uważali za przyczynę
jej chorobę, inni truciznę, którą miała mu zadać pewna nie­
wiasta w celu pobudzenia go do miłości1). Pod 1275 r. zaś
opowiada o Bolesławie Łysym, iż tak go miały urzec czary
i zaklęcia pewnej kobiety, iż choć z natury twardy, zupełnie
jej ulegał*23).
W XVI w. niemiłe narodowi małżeństwo Zygmunta Au­
gusta z Barbarą przypisywano czarom jej matki. Niejednokrotnie
też odbiła się ta renesansowa atmosfera miłosnych czarów
w poezyi XVI w., zwłaszcza, że już poeci klasyczni uznali je
za przedmiot godny opiewania poetyckiego. Dwa epigramaty
Krzyckiego3) odnoszą się do Katarzyny de Telnicz, która na
wzór kobiet włoskich usiłowała czarami wzbudzić miłość ku
sobie, trzeci do żony Jerzego Radziwiłła a matki Barbary, która
tymże samym sposobem starała się ten sam cel osiągnąć 4).
Że nie była to atmosfera dworu wyłącznie, na który nie­
zawodnie działały pod tym względem także renesansowe prądy,
ale że praktyki te istniały też wśród ludzi, zdała od tych prą­
dów stojących, jako nie przejściowe zjawisko ale zakorzeniona
tradycya, dowodzi m. i. sielanka Szymonowicza »Żeńcy« (XVIII,
w. 113—135). Pietrucha mianowicie opowiada, że żona sta­
rosty udawała się do czarownicy Czarnuchy, która ją w zielu
obmywała, by uczynić miłą ukochanemu parobkowi. Oluchna zaś
sama widziała, »kiedy na wschodzie słońca nago coś działała«,
i wróży jej nieszczęście wskutek przymierza z dyabłem. Pietru­
cha uważa to za przyczynę niepowodzenia w gospodarstwie,
ale Oluchna więcej w tym względzie wini zaniedbanie niż gu­
stowanie.
Wyłącznie czarom miłosnym poświęcona jest znana po­
]) Długosz, „Opera“, t. XI, str. 138.
2) ibid. str. 436.
3) Andreae Cricii Carmina: ed. Morawski. (Corpus poet. Pol. lat.)
Lib. V; Epitaphium Stan. Górecki; Lib. VI; XXX111 In vetulam hircissantem.
4) ibid. Lib. VI; XXIV Epostulatio secum amantis.

— 127 —

Władysław Szyszkowski.

wszechnie sielanka 15ta -»Czary«. Z sumiennego komentarza
Węclewskiego ') i badań Hecka*2) wiadomy jest stosunek tej
sielanki do wzorów starożytnych, do analogicznych utworów
Teokryta (Id. II) i Wergilego (Ecl. VIII), tudzież zmiany i różnice
w utworze polskiego poety. Jest tych czarów dziewięć rodza­
jów, każdy z odpowiedniem zaklęciem, a własność ich na tern
się zasadza, ;e to, co się robi z przedmiotami nieżywotnymi
lub zwierzętami, spotyka zaklętą osobę. Symbole te są nastę­
pujące:
1) w. 25 — 30. Sypanie prosa na rynkę nad węglem (u
Teokryta mąka jęczmienna).
2) w. 31— 36. Palenie jesionowych liści (u Teokryta
wawrzyn).
3) w. 37 — 42. Topienie wosku (u Teokryta tożsamo).
4) w. 43 — 48. Kręcenie wrzeciona , u Teokryta krążek
spiżowy).
5) w. 49 — 54. Wiązanie podwijki trojakim węzłem i wią­
zanie warkocza (u Wergilego trzy węzły wstęgi).
6) w. 55 — 60. Pieczenie żywcem nietoperza zalepionego
w garnku (oryg.)
7) w. 61 —66. Palenie ziół, zapomocą których sąsiadka
Baucyda »wiedmą się stawała i oknem na ożogu precz wyla­
tywała«. (U Wergilego też zioła, ale pochodzące od Merysa,
zapomocą których ów w wilka się przemieniał — różnica bar­
dzo znamienna).
8) w. 67 — 72. Facelit, który ocierałtwarz kochanka (u Teo­
kryta strzęp sukni).
9) w. 73 — 75. Warzenie kaszy na podołku.
Druga część czarów także symbolicznych jest zwrócona
przeciw kochance męża; jest tu 1) palenie żył, 2) wleczenie
szmat, 3) hukanie sowy i 4) trzykrotne splunięcie z przekleń­
stwem. Wreszcie dzwonienie w uchu wzięte jest za znak speł­
nienia się kary.
Chociaż pomysł utworu wzięty jest niezawodnie z poezyi
starożytnej, z Teokryta, a niektóre ustępy są wprost parafrazą,
znachodząsię przecież także różnice znamienne. Przedewszystkiem
9 Sielanki i kilka innych pism polskich Szymona Szymonowicza,
wydanie Stanisława Węclewskiego. Chełmno, 1864, str. 90 — 5.
2) Korneli Heck. „Szymon Szymonowicz“. (Rozpr. Ak. Urn. wydz.
filol. t. 37, str. 1 i n.).

— 128 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

Szymonowicz wybrał tylko niektóre z czarów, wspomnianych
w utworach starożytnych, powtóre przyjąwszy niezmienioną
formę czarów, zmienia niektóre przedmioty, wreszcie dodaje
nowe. Nasuwa się tedy pytanie, co było zasadą w wyborze
i zmianie przedmiotów czarów, — co wpłynęło na to, że poeta
właśnie te a nie inne wybrał momenty, że jedne z przedmiotów
przyjął niezmienione, drugie zastąpił innymi. Że przedmioty
takie, jak wawrzyn i krążek spiżowy, zastąpił polskim jesionem
i wrzecionem, to łatwo wytłumaczyć chęcią stworzenia pojęć
zrozumialszych, odpowiadających bardziej czasom nowożytnym
i okolicom północnym; taksamo możnaby wyjaśnić zastąpienie
pojęcia ogólnego szczegółowem : strzępu sukni znanym Polakom
facelitem. Ale nie da się to zastosować do innych zmian, nie
wytłumaczy wprowadzenia rzeczy oryginalnych, nowych, nie­
znanych Teokrytowi, jak nietoperza i warzenia kaszy na podołku. Tu trzeba przyj-ć inną hypotezę, wspomnianą już przez
Hecka, ale nie popartą dowodami, a mianowicie, że poeta wy­
brał z Teokryta tylko te czary, które odpowiadały wierzeniom
polskim a przedmioty zmieniał też odpowiednio do wierzeń
polskich. Celem poparcia tej hypotézy trzebaby wykazać, że za­
równo ów sposób symboliczny, jakoteż owe środki czarów
znane było w Polsce, co niestety, z powodu braku źródeł, na­
potyka wiele trudności.
Co się tyczy sposobu symbolicznego czarów, to we wspo­
mnianym już procesie sądu kościelnego w 1532 r. doświadczo­
na znachorka Małgorzata świadczy, że Bogumiła, żona krama­
rza Andrzeja, według własnego wyznania, z pouczenia pe­
wnej czarownicy włożyła na ogień trzy kamienie, wzięte z pie­
ców trzech łaźni w Poznaniu; to znachorka uznała za przy­
czynę cierpienia jej męża. *)
Dobitniejszy przykład zachował w swych pamiętnikach^)
Orzelski, marszałek sejmowy, który po śmierci Zygmunta Au­
gusta otrzymał polecenie, aby zbadał prawdziwość pogłosek,
przypisujących śmierć króla czarom kobiet niecnych. Gdy zdawał
sprawę z wyników swych badań, mówił m. i.: „Przywodząc
zeznania, powiem co do czarodziejstw, tych znaki, podług ze­
') Mon. med. aev. hist. t. XVI str. 867.
) Niemcewicz, „Zbiór Pamiętników o dawnej Polszczę“, t. I.,
str. 114 i n.

— 129 -

Władysław Szyszkowski.

znania Biskupa krakowskiego, Czarnotulskiego, Wilkockiego
Doktora, Chirurga, i pism różnych kobiet, tych mówię czaro
dziejstw znaki jawnie się na ciele królewskim okazały“. 0 Otóż
ważne jest tu, co mówi Orzelski o zeznaniach owego doktora
Wilkockiego: „Wilkocki przydał, iż trzema dniami przed śmier­
cią królewską wysłany, by przywiózł Zuzannę i żeby, co ona
mówić będzie, doniósł królowi, tudzież strzegł się brać od niej
pokarmu, zapytał jej o żelazną skrzynkę, tę od niej biegającej
naprzód i w tył otrzymał odpowiedź: Nie mogę sama przyje­
chać, będę się jednak zatrudniać zdrowiem królewskim. Taż
Zuzanna, w każdy czwartek zaprosiwszy czartów na wieczerze,
rzucała groch na pałające węgle, te słowa wymawiając, aby
ten, co ją opuści, podobnie jak groch skwarzył się i ni­
szczał“. 8)
Nie chodzi na razie o genezę tego wyobrażenia, o cieka­
we połączenie czwartku (który był dniem, związanym z liczny­
mi rodzimymi przesądami)3) z wierzeniem obcem, bo wpływ
klasyczny jest w tym wypadku przypuszczalny, ale o sam fakt,
że wyobrażenie takich symbolicznych czarów istniało w społe­
czeństwie przed powstaniem sielanki Szymonowicza.
Trudniejsza sprawa z przedmiotami, używanymi do cza­
rów. Zupełnie niema odpowiedników u Teokryta ani u Wer­
gilego pieczenie nietoperza, zalepionego w garnku, i warzenie
kaszy na podołku.
O nietoperzu brak współczesnych wzmianek tak, iż trzeba
się uciekać do dzisiejszych zbiorów ludoznawczych. W miło­
snych czarach jest on dziś powszechnie używany. W garnku
wsadza się go do mrowiska, a trzeciego dnia ze zjedzonego
nietoperza dobywa się grabków, które przyciągają ukochanego.
Ten sposób istnieje w różnych okolicach Polski, Rusi i Ukra­
iny. 4) Na Polesiu np. we wsi Komarowicach „widełki i kru­
czek“, kostki nietoperza ogryzionego przez mrówki, są nieo­
mylnym środkiem do zaczepienia pożądanego lub odepchnięcia
natrętnego człowieka. Według wierzeń litewskich nietoperz
’) Niemcewicz str. 136.
2) Tamże str. 131.
3) Brückner, 1. c. str. 321—2.
*) Zebrał ze zbiorów ludowych wszystko, co wiadomo o nietope­
rzu, Erazm Majewski „Nietoperz w pojęciach i praktykach ludu nasze­
go“. (Wisła, t. XIII.)

— 130 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

powstaje z ciała ludzkiego, pogrzebionego w sklepie kościel­
nym a dusza zmarłego złego człowieka pokutuje w nim przez
lat trzysta, poczem wciela się w któregokolwiek z potomków
nieboszczyka, ale już jako dusza prawego męża. Przyczyną
wielkiej ilości najrozmaitszych przesądów o nietoperzu jest za­
pewne ta okoliczność, iż jest on istotą tajemniczą, lata w po­
wietrzu, choć nie jest ptakiem, i przebywa w tajemniczych oko­
licach. Z tej naturalnej przyczyny jakoteż faktu, że przesądy,
z nietoperzem awiązane, są dziś tak powszechne, można wno­
sić, iż odgrywał on ważną rolę w czarach już w czasach da­
wniejszych.
„Na podołku warzyć kaszę“ jest, jak już zauważył Węclewski, przysłowiowym sposobem mówienia i znaczy tyle, co być
w strachu, truchleć: np. kiedyby tobie to się działo, dawnobyś
kaszę na podołku warzył; komu miłość praży na podołku
jagły, trudno zwłokę cierpi. 0 U Szymonowicza z powodu
przerwania zaklęcia, myśl ciemna. Podobnie jak tu, tak i w „Roxolanii“ w opowieści o Fiedorze zioła warzą się bez ognia.
O warzeniu jednak krup jęczmiennych na czary, wiadomo z pro­
cesu w Krożach na Żmudzi z 1696 r. “) Zresztą wiadomo tylko
tyle, że proso warzono na węglach do celów leczniczych.3)
Używanie do czarów części ubrania osoby interesowanej
jest znane u różnych narodów. W wspomnianym już pamiętniku
Orzelskiego mieści się też wiadomość, iż ciotka owej Zuzanny,
która w tym samym celu, co bohaterka sielanki Szymonowicza,
skwarzyła groch na ogniu, oderwała sznur od szat królewskich,
aby mieć nad królem władzę. 4) Dzisiejsze zbiory ludoznawcze
mieszczą luźne powieści, w których do oczarowania pożądane­
go człowieka konieczny jest kosmyk włosów lub część ubra­
nia. Zamiana strzępu sukni u Teokryta na facelii u Szymono­
wicza była tylko zastąpieniem pojęcia ogólnego szczegółowem.
Wosk również odgrywał ważną rolę w czarach tak w sta­
rożytnych, jak w średnich wiekach. Ok. 1400 r. żywą była zwła­
szcza wiara w czary zapomocą figurek woskowych, sporządza’) Sielanki wyd. Węclewskiego, str. 93, koment.
2) Karłowicz, „Czary i czarownice w Polsce“. (Wisła t. 1, str. 172).
3) Piotra Crescentyna księgi o gospodarstwie Kraków, 1549,
List 183.
4) Niemcewicz, 1. c. 129.

-- 131

Władysław Szyszkowski.

nych z zaklinaniem dyabła, które następnie kłuto lub topiono,
aby w ten sposób sprowadzić chorobę lub śmierć na tego,
kogo figurka miała przedstawiać. Tak np. przedstawiał sobie
w XIV w. papież Jan XXII zamachy na siebie i kardynałów. *)
W nieprzerwanym ciągu od starożytności przez wieki śre­
dnie aż do dni naszych utrzymał się wosk w czarach wróżbiar­
skich a i w tym wypadku przeważnie w charakterze czarów
miłosnych. W Polsce istniało wróżbiarstwo od najdawniejszych
czasów, jak świadczą częste w ustawach synodalnych terminy
„sortilegium“ i ,.divinatio". Bliżej określał praktyki wróżbiar­
skie formularz wizytacyi synodalnej dyecezyi wrocławskiej
z czasu 1326—1360 *
234); wśród nich znajduje się też lanie ołowiu
i wosku. Wspominają też o tern procesy sądowe świeckie, naj­
dawniejszy znany w 1544 r. w Poznaniu i późniejszy z r. 1559
tamże, pierwszy w celu odkrycia w ten sposób złodzieja, drugi
oblubieńca. Najstarszą wzmiankę o wróżbach z lanego wosku
w wigilię św. Andrzeja zachował Bielski w komedyi Justyna
i Konstancy!.31 Wigilia św. Andrzeja, jak tłumaczy ŁopacińskH),
dlatego jest uprzywilejowaną porą dla wszelkich wróżb, bo
dawniej od św. Andrzeja rok się poczynał. Te wróżby bowiem
odbywają też w wigilię Nowego roku. Dopiero potem wskutek
powtarzania się tych praktyk w wigilię św. Andrzeja obrały go
sobie dziewice swym patronem. Obok wróżb z wosku, znanych
także w Czechach i Niemczech, wspomina Bielski jeszcze odma­
wianie pacierzy w wigilię św. Andrzeja a to w celu ujrzenia
oblubieńca — zapewne we śnie, którą to relacyę opatruje Łopaciński późniejszymi odpowiednikami.
To niemal wszystko, co możnaby przytoczyć na dowód,
że jeźli była jaka przyczyna zmian i różnic w utworze Szymonowicza w stosunku do wzorów starożytnych, to był nią wpływ
Hansen, 1. c. str. 252.
2) Exhortatio visitationis synodalis z dyecezyi włocławskiej z XIV w.
wyd. Abraham Arch. kom. hist. V 228; „item si que sunt incantatrices ut
puta herbas fodientes, appendicula ad colla facientes videlicet in wlgari
nawanszij uel manus inspicientes, ceram plumbum lique facta fundentes,
ignem aquam aves inspicientes et ex eis futura predicentes, et si aliqui
pro talibus habeant recursum ad eas et qui sunt qui currunt ad easdem“.
3) Wyd. Wierzbowski w „Bibliotece zapomn. poetów i prozaików“
(zesz. Vil. str. 72—4).
4) Wisła, XI. str. 641—5.

— 132 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

otoczenia rodzimego, chęć zastąpienia praktyk i przedmiotów
starożytnych czarów bliższymi polskim czytelnikom.
Wśród tych zmian jest jeszcze jedna, uboczna wprawdzie
ze względu na akcyę utworu, ale bardzo znamienna. Tak Wergili, jak Szymonowicz mówią o paleniu ziół, tylko że u Wer­
gilego pochodzą one od Merysa, który zapomocą nich prze­
mieniał się w wilka, u Szymonowicza zaś od sąsiadki Baucydy,
która zapomocą nich na ożogu wylatywała w powietrze.
Trudno przypuścić, by Szymonowicz nie słyszał o wierze
w wilkołaki w Polsce. Przesąd, że ludzie mogą się przemieniać
w zwierzęta a zwłaszcza w wilka tam, gdzie on występuje,
istnieje niemal na całym świecie,x) a przedewszystkiem u Sło­
wian jest to przesąd tak powszechny i dawny, iż niektórzy nie
wahali się wywodzić od nich genezy tego przesądu dla całej
Europy, oczywiście bez słuszności, gdyż sięga on zapewne
jeszcze wspólności indo-europejskiej. Baśni o wilkołakach naj­
bardziej są rozpowszechnione u Małorusinów i Słowian połu­
dniowych, gdzie próbowano go wyjaśnić jako przeżytek prasta­
rej kultowej czynności ; 2) zdanie słuszne ale tylko w zastoso­
waniu do jednego narodu lub szczepu, nie tłumaczy jednak
powstania takich samych wyobrażeń u ludów na pierwotnym
stopniu kultury, nie podaje przyczyny najpierwotniejszej. Wyja­
śnienie zaś tak ogólnego przesądu musi być tego rodzaju, by
się dało zastosować do ludów całego świata, tak pierwotnych,
jak cywilizowanych, i uwzględniało ten stopniowy rozwój kul­
tury. Przyjmuje się więc obecnie kilka stopni, prowadzących
do wiary w wilkołaki, godząc dotychczasowe interpretacye z je­
dnego tylko stanowiska. Zasadą est zawsze przebieranie się za
zwierzęta, ale stopniowo w rozmaitych celach, a więc w formie
najpierwotniejszej naśladowanie wyglądu, ruchów i głosów
zwierząt w celu zwabienia ich i łatwiejszego zabicia prymitywną
bronią ; następnie naśladownictwo ruchów zwierzęcych dopro­
wadziło do tańca, w którym też używano przebrania za zwie­
rzęta ; wreszcie przebieranie się za zwierzęta w celach wrogich
i wojowniczych i w chęci nadania sobie nadprzyrodzonej siły
w związku z innymi ubocznymi pomniejszymi wpływami, jak
czarownictwo, sny, przesadne opowieści zrodziły z jednej stro­
ny okrutną obawę i wiarę w nadprzyrodzoność całej sprawy,
0 Andree. „Ethnographische Parallelen u. Vergleiche“, 1, 62 -80.
" Krauss. Slavische Volksforschungen. Lipsk. 1908.

— 133 —

Władysław Szyszkowski.

z drugiej chorobę o podkładzie lubieżno-krwiożerczym. *) Wszy­
stkie wspomniane momenty dadzą się poprzeć faktami z życia
ludów pierwotnych i cywilizowanych z uwzględnieniem ich sto­
pni rozwoju.
Pomijając ludy pierwotne i starożytne, trzeba stwierdzić,
że najdawniejszy ślad historyczny wiary w wilkołaki w Europie
odnosi się do Słowian. Herodot (4, 105) opowiada, iż u Scy­
tów i Greków Neurowie uchodzili za czarowników, ponieważ
raz na rok każdy z nich przemieniał się na kilka dni w wilka;
w tychże okolicach wiara w wilkołaki jest po dziś dzień najsil­
niej zakorzeniona. O podobnych wierzeniach wśród Mazurów
pruskich wspomina w XVI w. Jerzy Sabinus. *2) Za jego czasów
schwytano wilkołaka, który wyznał księciu Albrechtowi, iż dwa
razy do roku a mianowicie koło Bożego Narodzenia i św. Ja­
na przemienia się w wilka i że jakiś popęd zmusza go do
przebywania w lesie pośród wilków. Klonowicz, porównywając
tyrana z wilkołakiem, dodał tylko na marginesie: „Lycaones,
Lycantropi Polonis Wilkowic“. 3) Z tegoż samego roku, co sie­
lanki Szymonowicza, pochodząca „Peregrinacia dziadowska“
stwierdza bardzo powszechną wiarę w wilkołaki w Polsce. Dziad
bowiem stary daje innym żebrakom taką radę:
„Drudzy się Wilkołkami w rzeczy podziałajcie,
Wlazszy gdzie na oborę, bydło pokąsajcie:
A nie trzeba nic mówić, ni o co nie prosić,
Tylko wyć jakoby Wilk, będąc mięso nosić. 4)
Wśród rozsyłanych zaś na wsze strony żebraków jest też
Wilkołek, który udaje się na Ślązk i Morawy, spodziewając się
tam powodzenia, bo wszyscy go będą za wilkołka uważać.
Jest rzeczą niewątpliwą, że w Polsce istniała wiara w wil­
kołaki za czasów Szymonowicza. Chyba więc tylko poeta nie
podzielał tego wierzenia i wołał je zastąpić popularniejszą
jazdą czarownic, które to wyobrażenie nie obce było już 30 lat
przedtem Klonowiczowi. Klonowicz w poemacie o Czerwonej
‘) Caroline T. Stewart. Die Entstehung des Werwolfglaubens. Zeit
Schrift d. Vereins f. Volkskunde, t. 19 (1909) str. 30—51.
2) Metamorphes. 1 w- 232 i n. Por. M. Toeppen. Wierzenia mazur­
skie Wisła, t. VI.
s) Klonowicz, „Victoria deorum“,
4) Kraszewski. „Pomniki do historyi obyczajów w Polsce“ (Warsz.
1843. str. 65—6).
— 131 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

Rusi dał najpełniejsze pojęcie czarownicy w XVI w. Przyznał
jej nie tylko wyobrażenia z zakresu maleficium, ale i moc lata­
nia, tudzież szeroko opowiedział jej rolę w czarach miłosnych
na podstawie ludowej powieści, świadcząc, że czary miłosne
były zarówno rozpowszechnione w sferach, opisanych przez
poetów dworskich, i wśród drobnej szlachty, jakby wskazywała
sielanka Szymonowicza, jak i wśród ludu prostego.
Czy powieść o Fiedorze była rzeczywiście ludową, ruską
powieścią, na to niema dowodów historycznych, gdyż właśnie
Klonowicz służy do objaśnienia powieści ludowej XVI w. a nie
odwrotnie. Pomijając sam ton całej powieści, jej rodzaj i treść,
przypuszczenie takie nasuwa przedewszystkiem cała „Roxolania“,
w której znalazła się owa powieść. Trudno bowiem przypuścić,
by poeta, opisujący tak dokładnie i zgodnie z rzeczywistością
obyczaje i wierzenia Rusinów, tak obeznany z życiem tego
ludu, wplatał w utwór, tchnący wyraźną rzeczywistością, jakąś
powieść, zaczerpniętą z lektury czy utworzoną samodzielnie,
zwłaszcza, że nie wiemy dotychczas, by taka powieść istniała
w literaturze. Wiadomo dalej, choć z późniejszych źródeł, że
Ruś przedewszystkiem była tą okolicą, w której wiara w cza­
rownice głęboko była zakorzeniona. Haur w „Skarbcu ekonomiej ziemiańskiej“ pisze o czarach: „Jest także w tej materiej
wiele niedowiarków, że w Czary i opętanym nie wierzą; trzeba
na dowód i uznanie tej prawdy posłać takich na residencyą
w głębokie Ruskie kraje, nie tylkoby się o tern nasłuchali, ale
by się przypatrzyli strasznym dziejom, co się w takich razach
z ludźmi dzieje, bodajbyś wierzył niżeli przymierzył“... A nieco
dalej przytacza jeden z „dziwów cudownych“, który może po­
służyć za illustracyę jednego motywu powieści o Fiedorze:
„Jeden pan zacny i bogobojny — opowiada Haur — temi cza­
sy mieszkaiąc w tych tam krajach, wstał rano i chodząc po
ogrodzie paciorki odprawował; aliści widział chłopa lecącego
na powietrzu, który leciał bez skrzydeł, bo go źli duchowie
nieśli. Pan ten, przestraszony tym widowiskiem, odjechał stam­
tąd zaraz, aby tam nie mieszkał“. Wreszcie powieści, żyjące do
teraz wśród ludu, tudzież poszczególne wyobrażenia, do dziś
się utrzymujące w całej pełni, pozwalają przypuszczać, że Klo­
nowicz zaczerpnął ową powieść z ust ludu.
Inna rzecz, że Klonowicz opracował ją na podstawie ma­
niery klasycznej, ulegając wzorom i wyobrażeniom starożytnym,

135 —

Władysław Szyszkowski.

co nawet zaciemniło niektóre wyobrażenia ludowe, Nie wiado­
mo np. dokładnie, co to za duchy wzywała owa czarownica,
aby Fiedorze przywrócić kochanka. Raz je określa starożytnym
terminem „maneš“, przyznając im cechę niewidzialności i mowy
tajemnej, drugi raz nazywa poprostu cieniem, „umbra“, wreszcie
demonami i larwami a jako konieczny warunek ich zjawienia
się uważa ciemności. Skądinąd wiadomo, że Klonowicz wierzył
w wędrówkę złych dusz po śmierci, i Rusini zapewne taksamo
wierzyli w to, jak świadczą ich zwyczaje pogrzebowe, opisane
przez Acerna. Powszechnie uznany jednak wówczas przez ko­
ściół i naukę a w ślad za tern także przez lud związek wszel­
kich czarów i czarownic z dyabłem, który tak w tym wypadku
jak powszechnie zajął miejsce demonów pogańskich, tudzież
obraz kozła czarnego z błyszczącemi ślepiami, przemawiałby
raczej za dyabłem.
U Klonowicza pojawia się też po raz pierwszy w poezyi
XVI w. wzmianka o locie czarownic. Relacya Hussowskiego
określa tylko wpływ czarów na przyrodę, na świat zwierzęcy
i roślinny, pomijając osobę, wykonywującą czary. Wit Korczewski wprowadza czarownicę, obdarzoną tylko cechami z zakre­
su maleficium, tj. mocą czarów mlecznych, chorobowych i mi­
łosnych, i piętnuje jej związek z dyabłem. Dopiero Klonowicz
stwierdzając, że Ruś pełna jest czarownic, otwarcie i śmiało
oświadcza, że sam widział „decrepitas maires et anus volucres“,
widział, jak czarownice sprowadzały deszcze z nieba, burze
i grad na zboże, tudzież jak doiły mleko z powroza.
O ile powstanie wierzeń w czary, szkodliwe dla człowieka
i jego dobytku lub mające przynieść mu korzyść pożądaną,
tłumaczy się psychologią i zewnętrznymi warunkami bytu a toż­
samość wyobrażeń w tym względzie w różnym czasie i miejscu
bynajmniej nie dziwi wobec jednakiej dyspozycyi duszy ludzkiej
na pewnym stopniu kultury i jednakich warunków życia, o tyle
dziwniejszą i bardziej zagadkową wydaje się okoliczność, że
z czarami a raczej z osobą, czary uprawiającą, według powsze­
chnego wierzenia, łączy się wyobrażenie tajemniczego lotu czyto
na zwierzęciu, czy na przedmiocie nieżywotnym, miotle, ożogu
itd. Trudno przypuścić, by tak różnorodne wyobrażenia od po­
czątku kojarzyły się w tej samej osobie, raz dlatego, że nie są
nawzajem od siebie zależne, powtóre, że z jednej strony istnieją
osoby, zajmujące się czarami jako indywidua, a nie są czaro­

- 13ó -

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

wnicami w ścisłem i zwykłem tego słowa znaczeniu i nie mają
mocy latania (raczej wierzenie powszechne nie przyznaje im tej
cechy), z drugiej zaś strony istnieją w wyobrażeniach ludowych
istoty latające, które nie wyk onywują czarów i nie posiadają
nazwy czarownic.
Trzeba wobec tego przypuścić, że tu zlały się dwa wyo­
brażenia: jedno, tkwiące na gruncie rzeczywistym a odnoszące
się do istot realnych (kobiet lub mężczyzn), które odziedziczyły
resztki roli znachorów, czarodziejów i kapłanów przedchrześci­
jańskich i rzeczywiście czarami się zajmowały, — i drugie,
na gruncie mitologicznym wyrosłe o istotach mitycznych, nad­
ziemskich, latających. Istota wyobrażenia drugiego polega na
wierze ludowej, iż są kobiety, które latają w nocy, bądźto
w celu miłosnych przygód, bądź na wspólne biesiady, bądź
w celu zabijania i pożerania dzieci i ludzi; te wierzenia na pe­
wnym stopniu kultury zdają się być ogólnoludzkie. Lot wyobraża­
no sobie jużto w postaci ptaków, jak greckie Lamie czy też
rzymskie strzygi, albo w formie jazdy na zwierzęciu, jak w Niem­
czech, lub na drągu jak w Assyryi i sagach północnych.
Kościół traktował oba wyobrażenia składowe czarownicy
odrębnie: maleficia uważał za rzecz realną, jazdy nocne czaro­
wnic za wytwór fantazyi, omamionej przez dyabła. Najstarszą
wiadomość o takiem wierzeniu zawiera w prawodawstwie kościelnem t. zw. „Canon episcopi“, wcielony do zbioru Reginona: „Libri duo de synodalibus causis et disciplinis“, powsta­
łego ok. 906 r. (dawniej odnoszono go do synodu w Ancyrze
w V w., obecnie do zaginionego kapitularza francuskiego zna­
cznie późniejszego). Co ciekawsze, że kanon ów potępia jako
wytwór fantazyi wiarę w nocne jazdy kobiet w orszaku Dyany
i Hęrodyady, coby było wskazówką klasycznego pochodzenia
przesądu: takie też pochodzenie niemieckiego wierzenia w jazdy
czarownic przyjmuje Soldan. Dekret Burcharda (lib. XIX, c. V)
stwierdza już w XI w. istnienie w Niemczech przesądu o jeździe
kobiet z demonami na zwierzętach. Grimm wyprowadza wiarę
w jazdy czarownic z mitologii pogańskiej, Soldan przyjmuje
wpływ starożytności klasycznej, wywarty częściowo drogą obco­
wania narodów, częściowo zaś później głębiej zakorzeniony na
drodze literackiej. W każdym razie liczne świadectwa mogą
stwierdzić, że wyobrażenie lotu kobiet było pierwotnie odrębne
od wyobrażenia o czarach wogóle. Czary mogły wykonywać
— 137 —

— 8£l —
0061
-l3łł!W m! ssaaojduaxajq n uoipsinbuj iiL|BAuaqni22“ ‘uasuBjq (?
‘„assaaojduaxajq p ajqaupsan“ ‘addap - UBpjog (t

LuÄuozsnmz bis jBizpiM uapuBs^ojv zaidsd az jpsi ‘Moduls
-iq OMpiUMopfes pod sjEpsdpod bjo^ ‘öu'zpaizp m iäoäzimj|ui
lÁauajadmoai biubzjbzszoj oj bu ofÁzujEd aiujöqaaiu omjsuoim
-oqonp zBMaiuoa ’^W-id b feÄwaj Äzpbuu wajazjd ÄuzaiMB^sn
9|OoOA\ }BMOUEd — ‘(BZSnO}BW O§ai>]SMO>|BJJ| E.I0JÄ2 IMi|Ul zazjd
1GMBU ÄuBiqBjazjd) J 9L£[ z „amjojismbui LunuopajiQ“ b>]ij
-auiÄg mq -d -u >|bí ‘auiÄaÄziM^ii! Ä)bp|bj; m Ejidn ‘BÄJoaj iajsp
B|Ezjazszoj mouz a.iop| ‘aMoprq eiuazjaiM OMoasiaiui lÄauaiu
-OMOJd fazsiiBiuzojfBu a'os'MÄzoo bis ÄfEMEisopazjd faupfoÄziMJi
-u1 qÄpfEjd MOfo>|O)OJd oçj Biuapapd aiupaiModpo aBMspÄM
q?B>|zpBqas qaÄuiuafs) bu i qasjEza m asgELUod jeilu luj äjqpj
‘njqBÄp asaza feafeisppo ‘äpjas feiiMad m zoiumoj i[bisoz iubz
-biMz ‘iiiiBJBza bis ÄafefniufBz ‘aizpnj ogaj Luap^n^ •luajqEÄp z
spzbiMZ „siuoqBJBdiuoa iunq.ia;“ sz afefniufÁzjd ‘mojez3 az>|Bj
a[B ‘lÄzauaq buizpaizp m o>|[Ý) aiu ‘Modn>|s.'q i Äzaidsd lÄauajut
MajqM iBMBu ‘äÄauajadujo>| feMS BjEgfeiazoj lÄaÄziMiiui E)|Äj>|EJd
äuojjssez (aignjpz iLuajqEÄp z nijzfeiMZ Äaoiu bu oiqÄj aßzazsnd
-op ogai bis i|goiu ‘EjBanzjBz oiubs o; Eimdo suqaazsMod luäj
-pp| ‘aizpri| oj ‘^ajÄqop i ’zpnj bu qpjoqa ‘ÄpoBodatu BiuBzpsM
-OJds aoiii MO|qEÄp ouBMBUzÄzjd ojo)[S ‘az ‘buibjujeu zaazj b
‘B^qBÄp EldBJBZp S0J>|BZ ÁZSJBZSÍBU )]ß[ EfBIUpEMOPU I BfE[SOJ>[0
apza EU 11U.M>(V z iuozsbluoi -ms z EuzaoLMO.jpa.is B>|ÄjSE|oqas
luaiMoq ÄUOJ}S íaupaf z-ai^sjoas^ ÄS8ao.id j i^aÄz'M>|ui BÁarqÁjsui
zaizpnj ‘aaÄjsßioqas fauzaaiMO'upojs m n§o|ououjap [omzoj pÄq
‘(Mosaaojd niuaj ÁjEÍÁzjds ajoj>j ‘Mp^.uuÄza feiung ^BiqsAp
nqn>i ‘np]und o§aMO>|pojs 0|0>|0 feíndnjg i appsÄzsM auo bis
fe[BM8|Z Z38| ‘feqos ÄZpÖJLU OUBZfelMZ 8IU ‘auqäjpO ÄZ30ZJ O 0>|BÍ
‘auzjjaiMOd ÄpzBl ‘ÄpoSodaiu a.uEzpBMOjds ‘Äc qjm ‘aiuazaa|
azaiuujafe} ‘ausopuu ÄJBza o ‘luoizprq i uiojäzjaiMZ ‘nzoqz a'uazp
-o>|zs o
Bp]og azsid 'zní sezpmom ojizpoqa ajM“ : B'uazBjqo
-Am aujoSazazsod a) aBMajz äis Ä^äzaod luäjqj>j m ‘uiosoj>|0 ’i i
G euasuEpi ‘(T Buspiog uiaiuspz |Äq 'M
— my po SBzg
•iiuBJEza ärs ÁJEMOUIÍEZ 8jojj| ‘ipÄp po ouqäjpo Ä;O)S1
qai luaqiu^sazan — ‘paizp aiuBjazod qn[ ÄpogÄzjd ausojiiu 0|e
ÁJBza aiu ÂjÀq qaÄuzajaiMod pznf sbz iua[03 'Uimoify]mu aisaj>j
-BZ M O>Í[Á1 OZSMBZ 0[B EiuBjBizp o[od azsjazs EfBMOL aqo Ä)O)SI
iaupai aoui oq|E ozouÄpdod oq]B o) i ‘BnpiMÄpuj au|p§azazsod
•p|S.«O>|ZSÁZg MBJSÁpBfM

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

ograniczyć tę gorliwość i przyznał inkwizycyi czary, tchnące
wyraźnie herezyą, inkwizytorowie usiłowali udowodnić ten zwią­
zek z herezyą, przedstawiając czarownice jako osobną sektę,
zbierając poszczególne wyobrażenia z zakresu czarów w spójną
całość i łącząc je z dyabłem.
Na wywodach scholastyki średniowiecznej, prawodawstwie
kościelnem i na materyale wierzeniowym, zebranym przez inkwizycyę w procesach o herezyę i o czary, oparła się literatura
czarownicza XV i XVI w. wraz ze sławnym „Malleus maleficarum“, który głosił jako dewizę „Haeresis est maxima opera
maleficarum non credere“ i ta to literatura stwarzała pełne,
kollektywne pojęcie czarownicy. Ogromna popularność rej lite­
ratury, używanie jej za podręcznik w procesach o czary były
przyczyną, że system ten, oparty na wyobrażeniach czarowni­
czych różnych okolic i czasów, a w ogólnych rysach już przed­
tem mniej więcej zgodnych, zatarł pierwotne wyobrażenia, wła­
ściwe każdej epoce i okolicy, oparte na powszechnej dyspozycyi duszy ludzkiej, — ujednostajnił wiarę w czary we wszystkich
krajach zachodnich, tak że dziś tylko na podstawie porównania
z ludami pierwotnymi i uwzględnienia psychologii można wy­
dzielić z całego obrazu to, co jest pierwotne.
Polska w tym procesie zlewania się poszczególnych wyo­
brażeń w okresie XIII — XV w. nie odgrywała żadnej roli, cho­
ciaż są ślady inkwizycyi w Polsce. W 1257 r. papież Aleksander
IV miał powierzyć Franciszkanom w Czechach i w Polsce czuj­
ność nad całością wiary, potem inkwizycya poszła w zapo­
mnienie, aż dopiero w 1316 r. z powodu dylcynistów a potem
begwardów i beguinek wznowiła stolica apostolska inkwizycyę
w Polsce i papież ustanowił w r. 1318 dominikanina z Opola,
Peregryna, inkwizytorem dyecezyi wrocławskiej, a franciszkanina
Mikołaja w dyecezyi krakowskiej. W r. 1325 wyprawił papież
aż sześciu inkwizytorów do Polski. W r. 1327 zaś osobną bullą
upoważnił prowincyała dominikanów w Polsce do nadania
mocy inkwizycyjnej członkom tego zakonu w celu zwalczania
wdzierającego się z Niemiec i innych krajów kacerstwa. Z po­
czątku XV w. pochodzi przeróbka dzieła „Directorium inquisitorum“ przez Piotra, inkwizytora krakowskiego1), która opo’) Wattenbach „lieber das Handbuch eines Inquisitors in der Kir­
chenbibliothek St. Nicolai in Greifenwald“. (Abhandlungen Berliner Aka­
demie d. Wissenschaften, t. 188., IV. phil. - hist. Classe, str. 1—28).

— 139 —

Władysław Szyszkowski.

wiada o różnych rodzajach herezyi i zbija je, nie zawiera jednak
żadnych materyałów, któreby dotyczyły Polski lub Śląska, chyba,
glejty książąt śląskich. Inkwizycya wyraźnie działa w Polsce do­
piero w czasach husyckich. Stanowczo jednak nie rozciągała
w Polsce swej kompetencyi na czarownictwo, zwłaszcza, że
także kościół polski mniej się zajmował czarami, niż w innych
krajach.
Dopiero w zbiorze statutów Mikołaja Trąby z 1420 r. spo­
tyka się najdawniejszy przepis prawa prowincyonalnego o cza­
rach. Okłada on klątwą wszystkich „sortilegów-1, którzy z po­
mocą demonów lub rzeczy świętych wykonywują czary (sorti­
legia), i surowo zabrania rozgrzeszania ich przez kogokolwiek
innego, jak biskupa — wyjąwszy „in articulo mortis“ ; innych
zaś czarowników mogą rozgrzeszać kapłani miejscowi po nało­
żeniu odpowiedniej pokuty1). Następny zbiór ustaw prowincyonalnych Łaskiego z r. 1527 ma tylko w indeksie tytuł „De
sortilegiis“, w tekście zaś samym brak odpowiedniego statutu *
i2).
Zbiór Karnkowskiego z 1579 r. podaje w rubryce „De sorti
legiis s) tylko jeden statut i to ów dawny Mikołaja Trąby, gdy
tymczasem inne rubryki zawierają po kilka przepisów z róż­
0 Statuta synod, episc. Crac. XIV et XV saec. additis statutis Vielunii et Calissii a. 1420 conditis. ed. Heyzmann. Starod. prawa poi. pomn.
t, 4 str. 428: „Excommunicamus et anathematisamus omnes sortilegos,
qui per inuocationem démonům vel res sacras sortilegia exercent, firmiter,
prohibentes, ne ab aliquo, quam a suo episcopo — nisi forte in mortis
articulo — absoluantur. Ceteri vero sortilegi per presbyteros proprios, penitentia condigna imposita, absoluantur et hanc excommunicationis sententiam bis in anno, in prima scilicet dominica aduentus et quadragesime,
per sacerdotes in eorum ecclesiis et capitulis precipimus publicari“. —
Starsza wzmianka w zbiorze statutów, ułożonym w r. 1279 przez legata
papieskiego Filipa na synodzie w Budzie, a przeznaczonym dla Węgier
i Polski, jest bez znaczenia, gdyż pochodzi od obcego legata i odnosi
się tylko do specyalnego rodzaju czarów : „Excommunicamus sortilegia
vel maleficia de sacramentis ecclesie facientes et qui malitiose procreaverint abortivum, et qui ad conjugendum vel distringendum matrimonium
scienter deponunt testimonium falsitatis“. Zresztą w starszej od statutów
Trąby kodyfikacyi arcybiskupa Jarosława Bogorji z 1357 r., która się do­
chowała, niema przepisu, odnoszącego się do czarów.
2) Statuta provincie Gneznen.révisa diligenter et emendata. Crac. 1527.
• -3i) Constitutiones Synodorum Metropolitanae ecclesiae Gnesnensis
provincialium, tarn vetustorum quam recentiorum, usque ad annum Do­
mini 1578 studio et opera Stan. Karnkowski“. Cracoviae, 1579, K. 136 r.

— 140 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

nych czasów. W ślad za statutami Mikołaja Trąby idąca instrukcya dla wizytatorów synodalnych polecała im zbadanie,
czy wśród świeckich są jacy „sacrilegi, incantatores vel divinatores“, posługujący się pomocą demonów, lub innych imion,
albo tacy, którzyby wykonywali i zachowywali jakie przesądy1).
Dopiero synod prowincyonalny łęczycki z 1512 r. stwier­
dzał wyraźnie, że w prowincyi gnieźnieńskiej wzmogły się inkantacye, maleficia, nigromancya i inne zabobony, a ludzie
świeccy bynajmniej nie dbają o poprawę ; nakazywał tedy pil­
nie ich śledzić i karać*
2). Dziwne wobec tego, że późniejsze
kodyfikacye zadawalały się tylko dawnym statutem Mikołaja
Trąby. Statuty zaś dyecezyalne nie zajmowały się specyalnie cza­
rami, ale tylko ubocznie, mówiąc o penitencyi, wymieniały je
jako sprawy zastrzeżone dla biskupa.
Być może, że zapowiedziany całkowity zbiór ustawodawtwa synodalnego w Polsce więcej przyniesie materyału w tej
sprawie. Dotychczas znane ustawodawstwo świadczy, że Kościół
polski naogół czarami zajmował się bardzo mało, — że uzna­
wał pełną różnicę między herezyą a praktyką czarowniczą, że
w ustawach swych szedł raczej za wzorem ogólnego prawo­
dawstwa kościelnego, zamiast stosować s'ę do praktyk i prze­
sądów, rzeczywiście istniejących w Polsce, o czem świadczy
także ta okoliczność, że ustawy wymieniają wciąż osoby męzkie,
gdy tymczasem skądinąd wiadomo, że czarami zajmowały się
w Polsce głównie kobiety.
Szczegółowo uwagę zwracali na czary kaznodzieje średnio­
wieczni i potępiali poszczególne praktyki z zakresu „maleficium“
i lecznictwa ludowego ; nigdzie zaś, tak w ustawodawstwie kościelnem, jak w kazaniach nie słyszy się o istotach, któreby
były wyrazem pełnego wyobrażenia czarownicy, — nie spotyka się
wzmianek o jazdach czarownic, o umowach z dyabłem i t. d.
’) „Modus inquirendi super statu ecclesiae generalis“ z pierwszej
połowy XV. w- wyd. Ulanowski. (Archiwum komisyi hist, t. V.)
2) Ulanowski, „Matervaty do hist. ustawod. synod, w XVI w.“
(Arch. kom. prawn., t. l.str. 364); „Praeterea intelleximus in nostra provincia
incantationes, maleficia nigromantiam aliasve superstitiones invalescere,
saeculares in talibus corrigendis négligentes esse ; ordinarii itaque super
hoc diligentem inquisitionem faciant et cunctos publice in scalis vestitos
in eorum dedecus et pileatos per aliquod tempus stare permittant et
tandem iuxta arbitrium et delicti excessum in carcerem detrudant, puniendos decernimus“.

— 141

Władysław Szyszkowski.

Podobnie ma się rzecz i w sądowniczej praktyce Kościoła.
Księgi sądowe kościelne poczynają się dopiero od XV w.,
wcześniejsze zaginęły; pierwsze procesy o czary pochodzą do­
piero z czwartego dziesiątka XV w. i występują tylko spora­
dycznie. Przedmiotem ich są znów tylko poszczególne praktyki
„maleficium", mające na celu szkodę ludzi i majątku, tudzież
sztuka wróżenia, wchodząca już bardziej w zakres magii sztu­
cznej, a mająca na celu odkrycie złodzieja lub uroku. Osobni­
kami podejrzanymi o wykonywanie tych praktyk, są niemal zu­
pełnie kobiety a wyjątkowo tylko mężczyźni, oskarżani jedynie
o wróżby. Zazwyczaj oskarżenia odnoszą się do jednego, po­
szczególnego wypadku, rzadziej jednej kobiecie przypisuje oskar­
życiel więcej praktyk, co uprawnia do nadania jej miana „incatatrix“. Związek z dyablem jest nawskróś duchowy, określony
co najwyżej pojęciem „ex suasu dyaboli“, t. j. z pokusy dyabła, — ale i takie określenie rzadkie.
W prawodawstwie świeckiem niema wzmianki o czarach
aż do 1543 r., w którym sejm zaliczył je do spraw duchownych,
należących do kompetencyi sądów kościelnych. Dodatek jednak,
że, gdyby z czarów wynikała szkoda, sądy świeckie mają pra­
wo ingerencyi, sprawił, że z czasem sprawy o czary przeszły
całkowicie z pod kompetencyi duchownych do sądów świeckich,
chociaż duchowieństwo często protestowało przeciwko temu,
wykazując, że obostrzenie kar i cały system śledczy powstał
wskutek zaślepienia umysłowego sędziów świeckich. I znów
rzecz dziwna, w tych procesach świeckich, z których najstarszy
dziś znany należy do r. 1544 J), chodzi zrazu tylko o czary
szkodliwe dla ludzi, bydła i roli, o czary miłosne, wróżby itd.
Dopiero u schyłku XVII w. pojawiają się zeznania o biesiadach
z dyabłami na Łysych górach, o umowach wzajemnych i sto­
sunkach, o przemianach w zwierzęta itd. Teraz nie są tu już
poszczególne osoby szkodzące ludziom w pewnych wypadkach
ale czarownice w ścisłem tego słowa znaczeniu, które nie tylko
szkodzą ludziom, ale lecą na wspólne zebrania, znoszą się
z dyabłami itd.
Wobec tak widocznej zmiany wyobrażeń o czarach trudno
nie dopatrywać się tu wpływu literatury czarownicze^ a zwła­
szcza ,.Młota na czarownice“, który wskutek przekładu na ję­
') Zebrał je Karłowicz, „Czary i czarownice“, Wisła, 1. str. 14 i n.

— 142 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

zyk polski stał się dostępny masom szerokim. Wyobrażenie
o sabatach na cześć dyabła nie związało się w Polsce z poję­
ciem czarów pod wpływem procesów kacerskich, bo tych
w Polsce nie było, ale dokładnie sformułowane i związane
z wyobrażeniem o czarach w literaturze czarowniczej, głównie
niemieckiej, stało się podkładem nowych wyobrażeń, pocho­
dnych, które pokryły dawne, pierwotne wyobrażenia o praktykach
czarowniczych, wykonywanych przez poszczególne osoby. I do­
piero te pochodne wyobrażenia stały się podstawą prześladowań
w XVII i XVIII w., przyczem nie bez wpływu była też proce­
dura, przejęta jak stwierdził Smoleński x) żywcem z Niemiec.
Istniały w Polsce niewątpliwie już przedtem kobiety, zajęte
specyalnie praktykami czarowniczemu leczeniem uroków i t. d. ;
istniały zapewne wyobrażenia istot mitycznych latających; wy­
obraźnia ludowa zaludniała zapewne od dawna szczyty gór
demonami szkodliwymi dla człowieka, ale były to tylko wy­
obrażenia odrębne, sprzyjające zakorzenieniu się nowego peł­
nego wyobrażenia czarownicy, w którem, oprócz dawnych
wyobrażeń ludowych, mieściły się wyobrażenia zborów kacer­
skich kultu dyabła. Zresztą już Gloger*2) wykluczał pogańskie
pochodzenie wiary w schadzki i biesiady czarownic na wierz­
chołkach gór, która powstała — zdaniem jego — w pierwszych
wiekach po zaprowadzeniu chrześcijaństwa, gdy duchowieństwo
miało objaśniać rzeczywiste zbieranie się pogan jako sprośne,
pogańskie pochodzenie czarownic. Niema jednak historycznych
śladów takiej praktyki duchowieństwa. Brak zaś wszelkich wia­
domości o takich wierzeniach w ustawodawstwie i praktyce
sądowniczej duchownej, tudzież w procesach świeckich aż do
schyłku XVII w. uprawnia do przypuszczenia, że ustaliły się
one znacznie później.
Wraz z całym systemem wyobrażeń pochodnych przybyło
zapewne także pojęcie lotu jako jedna z cech czarownicy, właściwe
dawniej zdaje się zupełnie odrębnym istotom. Jeżeli wyobrażenie
takie spotyka się w literaturze wcześniej, niż w procesach, —
jeźli Klonowicz wyznaje, że widział na Rusi „decrepitas matres
et anus volucres“ i jeżeli uważa je za identyczne z kobietami,
wykonywującemi czary, bo wyraźnie tej identyczności nie stwier­
') „Czary w dawnej Polsce“. (Encyklop. illustrow., t. XIV, str. 710).
2) Gloger, „Encyklop. staropolska", t. 1, str. 270.

— 143 -

Władysław Szyszkowski.

dza, nie można zapominać, ze jest to schyłek XVI w., kiedy
pełne wyobrażenie czarownicy było już ustalone, że było to już
po wydaniu dzieł Sprengera i Institora, Molitora, Nidera, Weiera,
Bouinusa i i., a dalej, że to nic dziwnego, iż wyobraźnia umie­
szczała te tajemnicze istoty przedewszystkiem w okolicach,
leżących zdała od kulturalnego środowiska, w okolicach, w któ­
rych przesądy i zabobony najgłębiej były zakorzenione, podo­
bnie jak Hussowski, mówiąc o wpływie zaklęć i czarów na
życie roślin i zwierząt tudzież o pławieniu ludzi, zajmujących
się czarami, odsyłał w celu naocznego przekonania się na
Litwę1). „Postępek prawa czartowskiego“ z r. 1570 wprawdzie
też wspomina o Farelu, którym się posługują do czarów cza­
rownice, by czyniąc maści z ziół jego ulubionych, wsiąść na kij
i przywiązawszy z jednej strony nietoperza, z drugiej kreta,
lecieć na wyrządzanie szkódĄ? ale dzieło to jest tylko odrostkiem europejskiej gałęzi kultury, w ustępie zaś tym wyraźnie
powoływa się na „wielkiego Wojciecha“, Alberta Magnusa.
W literaturze XVII w. jest już wyraźne połączenie cech
z zakresu czarów szkodliwych z jazdą na ożogu w jednej osobie.
„Statut“ Dzwonowskiego wspomina tę jazdę w celu sprowa­
dzania szkód na zdrowiu i majętności*23). W „Peregrinacyi dzia­
dowskiej“ „zwonniczka stara“ nie tylko umie leczyć sprowa­
dzać i niszczyć miłość i małżeństwo, czarować bydło, ale i na
ożogu objeżdżać podgórskie granice, znosić się z czartami
w czwartki na rozstajnych drogach4). W „Sejmie piekielnym“
zaś:
/>Maściami się nasmaruje a na ożog wsiędzie,
Śrzednim oknem wyskoczywszy, na granicach będzie.
Tam po polach i po miedzach czary zakopuje,
Sobie pożytki przywodzi, drugim ludziom psuje,
Kiedy się do domu wraca, kotką się przeczyni,
I sam gospodarz nie pozna, by to gospodyni5).
Hussoviani Carmina, 1 c., str. 20. Carmen de bisonte v. 319—20. :
„Omnia Litphana dubitans regione videbit
Saepe pałam fieri meque probata sequi“.
2) Wyd. Benis w Bibl. pis. poi. Ak. Urn., str. 99.
3) „Pisma Jana Dzwonowskiego“, wyd. Badecki (Biblioteka pisarzów
poi., str. 68).
4) Kraszewski, „Pomniki do historyi obyczajów w Polsce“, str. 94—6.
5) Wyd. Briickner w Bibl. pis. poi. str. 47.

— 144

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

Wyobraźnia ludowa dodara czarownicom niejeden rys ro­
dzimy, — cechę, wyrosłą na gruncie swojskim i właściwą innym
wytworom ludowych wierzeń. Trudno jednak iść wzorem Wój­
cickiego, który twierdzi, że „czarownice polskie i ruskie, ukształcone wyobraźnią właściwą rodową, rodzime przybrały postacie
a ta ich rodzimość bardziej się i wydatniej wybija przy wieli!
zwyczajach szczególnych, co żywcem z przedchrześcijańskich
wieków tutaj przeniesione zostały“, *) jak trudno też pisać się
na zdanie Berwińskiego *
2), iż wszystkie niemal wierzenia ludowe,
do dziś dnia zakorzenione, pochodzą z tradycyi literackiej lub
pierwiastków grecko-rzymskich, przyjętych za pośrednictwem
kościoła, lecz trzeba raczej rozróżnić składowe części pojęcia
czarownicy i co do nich dopiero przyjąć zdanie Tylora, że
„nawet w konwencyonalnych szczegółach oskarżeń, wymyśla­
nych przeciwko czarownicom, można odkryć tradycyę, często
prawie niezmienioną od czasów barbarzyństwa i dzikości“ 3).
Podobna tradycya da się też odkryć — zdaniem Tylora —
w dwóch sposobach, najczęściej używanych przeciw czarowni­
com : próbie żelaza i próbie pławienia. Te zwyczaje sądowe,
sięgające przeszłości zamierzchłej, były w wiekach średnich
jedną z najważniejszych form t. zw. sądów bożych, potępianych
przez prawo XI w. a znanych także w Polsce, jak świadczy
nadanie Bolesława Wstydliwego z r. 1254 Klemensowi z Ruszcy,
któremu przyznano : „potestatem judicandi ad omnes sententias
ixta formám curiae nostrae, videlicet ad aquam et ferrum candens ad duellum baculorum et gladiorum homines suos“4).
Wszelkie bowiem sądy boże należały do tych „causae graves“,
które nie przeszły w XIII w. pod jurysdykcyę patrymonialną,
lecz zastrzeżone były dla sądów zadwornych książęcych 5).
Statuty prowincyonalne Filipa, legata z Budy, wydane w 1279 r.,
surowo zakazywały kapłanom udzielać jakichkolwiek błogosła­
wieństw lub konsekracyi oczyszczaniu przez wodę gorącą lub

') „Zarysy domowe“, t. 111, str 155.
2) „Studia o literaturze ludowej“. Poznań, 1854,.
3) „Cywilizacya pierwotna“, t. I, str. 120.
4) K. Milewski, „O czarownicach w Polsce“. (Bibl. warsz., 1847., I.
649).

B) Piekosiński, „Sądownictwo w Polsce wieków średnich“. (Rozpr.
wydz. hist. filoz. Ak. Um„ t. 35,.)

145 —

Władysław Szyśżkowski.

zimno i żelazo rozpalone1). Dawnej bowiem próbie wody,
uznanej w kodeksie Hindów, księgach Matiu za zwykły sposób
postępowania sądowego, a więc pochodzącej może jeszcze ze
wspólności aryjskiej12), usiłowano nadać piętno chrześcijańskie,
święcąc ją poprzednio lub też porównywając z wodą chrztu,
a pisarze kościelni przyznawali wodzie tudzież ogniowi niezwykłą
siłę i moc oczyszczającą. Stąd używano przedewszystkiem wody,
która zresztą uchodziła zawsze za walny środek przeciw demo­
nom 3), przeciw czarownicom i heretykom.
Hussowski opowiada o takiem pławieniu czarownic
w oczach tysiącznego ludu, — ubolewa, że często oskarżenie
wypływa z chwiejnej opinii ludowej i stwierdza ze zdumieniem,
że woda w tym wypadku bywa wprost niemiłosierna i unika
głowy podejrzanych, a za sprawiedliwszy środek uważa już
ogień. Świadczy, że wykonawcami są chrześcijanie a miejscem
tak czarów, których skuteczność uznaje, jakoteż karania ich
jest Litwa45). Wobec tego, że podobne praktyki sądowe istniały
już w XIII w. w Polsce, że z pocz. XVI w. występują na Litwie,
mniej wystawionej na wpływy cywilizacyjne, można o tyle chyba
godzić się z twierdzeniem autora „Czarownicy powołanej“, że
przyszły one z Niemiec wraz z reformacyą6), iż rozszerzyły się
wówczas pod wpływem Niemiec specyalnie w zastosowaniu do
czarownic.
Również i środki, sposoby wykonywania czarów są w ogólnych rysach zgodne u różnych ludów. Zawsze i wszędzie
środkiem jest wzrok, słowo lub czyn w połączeniu z przed­
miotem odpowiednim. Wiara w złe oczy, których urokowi lud
ruski, jak za czasów Klonowicza 6) tak obecnie przypisuje płacz
niemowląt, zakorzeniona jest po dziś dzień nie tylko wśród
ludu prostego7). W jednych okolicach jest to wierzenie żako1) „Starod. prawa poi. pomniki“, t. I, str. 366.
2) Tylor, 1. c., 1. str. 127.
3) Por. Goldziher, „Wasser als Dämonen abwehrendes Mittel“.
(Arch. f. Religionswissenschaft, t. 13. (1910), str. 20 i n.)
4) Hussoviani Carmina. 1. c. str. 20—1. Karaniu heretyków wodą
poświęcił też dwa wierszyki Rojzjusz. Por. Petri Roysii Carmina ed.
Kruczkiewicz (Corp. antiq. poet. Pol. lat.) t. II, str. 354: De Neptuno
hereticum mergente.
5) „Czarownica powołana“, 1639, str. 64.
c) „Roxolania“, str. 64.
’) Witort. „Złe oczy i ciężka ręka“. (Wisła, XII, 518)

— 146 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

rzenione silniej, jak n. p. w południowych Włoszech lub na
Sycylii, w innych słabiej, ale w każdym razie rozpowszechnienie
jego jest niezaprzeczalne u różnych ludów, co do których wy­
klucza się pokrewieństwo historyczne.
Zaklęcie wypływa albo z przekonania w wartość magiczną
pewnych słów albo też pojmowane bywa jako środek porozu­
miewania się czarownika z demonem. Pierwsze wyobrażenie
występuje n. p. we wzmiance o zatamowaniu krwi Odysseusza
przez zaklęcie ’), nadto uchodzi za podstawę magii północnych
ludów Europy. W średniowieczu pewne słowa ewangelii uwa­
żano za najlepszy środek przeciw demonom, a więc dawne to
wyobrażenie z piętnem chrześcijańskiem, — natomiast egzorcyzmy
były poprostu porozumieniem się z demonami, bo kapłani wy­
raźnie do nich się zwracali, jak znów czarownice miały układać
się z demonami i powoływać się na nich w zaklęciu, by osią­
gnąć skutek pożądany.
Inkantacya tak się zrosła z pojęciem czarów, iż nasze
źródła używają wyrazu „incantatio“ w znaczeniu jak najszerszem czarów wogóle a „incantatrix“ w znaczeniu osoby, zaj­
mującej się czarami. Dotyczy to zarówno ustawodawstwa i są­
downictwa kościelnego, jakoteż literatury. „Visus veneficus“
i „incantatio“ to dwa środki nienawiści czarowniczej w „Flagellum
livoris“. Hussowski przyznaje roślinom moc straszną, ale tylko
pod wpływem zaklęć. Zdaje się, że jeźli przedmioty mają moc
jakąś, to przeważnie tylko w połączeniu z zaklęciem lub pra­
ktyką czarowniczą, rośliny jednak, zwłaszcza w zakresie leczni­
ctwa i czarów miłosnych, mają także siłę taką same przez się,
z natur}' swojej. Ze względu na nie też da się, nie co do sa­
mego faktu wprawdzie, ale co do gatunków i sposobów użycia
wykazać wybitniejszy, niż gdzieindziej wpływ historyczny i to
nawet książkowy.
Wielkie znaczenie zielników XVI i XVII w- w używaniu
rozmaitych ziół do czarów miłosnych i w lecznictwie, dawniej
wśród warstw wykształconych, a dziś wśród ludu prostego,
wskazał najpierw Berwiński a po nim umiejętnie to uzasadnił
Rostafiński2). Ponieważ zielniki te nie opierały się na prakty­
kach współczesnych, ale były kompilacyami ze starożytnych
') OdySS. XIX. 457. é-rraoiSfi ê'a'/xa KeXatvóv ecr^edov.
s) „Zielnik czarodziejski“. Zbiór wiadomości, t. XVIII, str. 1 1 n

— 147 —

Władysław Szyszkowski.

źródeł, przedewszystkiem z Pliniusza, stały się głównem ógniwem między przesądami starożytnymi o roślinach a nowoży­
tnymi. To, co od średnich wieków do XVIII w. istniało wśród
społeczeństwa całego a wśród wykształconych zaczęło znikać
pod wpływem oświaty stanisławowskiej, żyje dotąd wśród ludu.
Bardzo wążną w tym względzie jest wiadomość, podana przez
UdzielęJ), zê czarownicy wyczytują lekarstwa na choroby ze
starych książek a co więcej, o ile autor mógł wywnioskować
ze wzmianek wtajemniczonych, z drukowanych w XVI i XVII w.
zielników i poradników lekarskich. Wiadomość ta, o ileby zo­
stała poparta w innych okolicach, tłumaczyłaby doskonale demokratyzacyę wierzeń narodu.
Wogóle w dziedzinie przesądów konieczne jest szerokie
uwzględnienie wpływów starożytności czyto drogą ustną czy
literacką. Dla średniowiecznej literatury teologicznej a jeszcze
bardziej czarowniczej XV i XVI w. źródłem, równorzędnem
z wywodami Ojców Kościoła i wyznaniami osób podejrzanych
o czary, była literatura starożytna i to zarówno poezya jak
proza, zarówno mitologia jak i obrazowość poetycka. Wiadomo,
że encyklopedye wiedzy średniowiecznej w odpowiednich rubry­
kach mieściły materyał czarowniczy, znany z literatury staro­
żytnej, — że poetów, jak Wergilego i i., którzy opisywali czary,
uważano poprostu za czarowników, — że teologia zajmowała
się starożytną mitologią i uznawała bogów starożytnych za
demony rzeczywiste, — że renesans wywarł również wpływ na
rozbudzenie się wierzeń w czary i na wykonywanie praktyk
czarowniczycn starożytnych. Wobec tego nie może dziwić też
podobieństwo wielu środków i praktyk czarowniczych nowo­
żytnych do starożytnych, — nie może dziwić owo zeznanie
doktora Wilkockiego, przypisujące czarownicy polskiej czynność
skwarzenia grochu na ogniu z zaklęciem, co do sposobu i celu
zgodne ze świadectwami poetów klasycznych.
Podobnie jak przesądy o roślinach, tak też odnoszące się
do zwierząt wiele mają wspólnego ze starożytnością klasyczną.
Średniowieczne „fizyologi“ opisywały zwierzęta, znane z Pisma
św., przydając do opisów bajki starożytne. Umiejętność przyro­
dnicza starała się dać jak najwszechstronniejszy obraz przed­
miotu danego. Za wybitny przykład takiej wszechstronności
‘) „Świat nadzmysłowy ludu krakowskiego“. (Wisła, XIV, str. 264.)

— 148 -

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w

opartej na materyale starożytnym, może posłużyć w dobie re­
nesansu „Ornitologia“ Ulyssesa Aldrowanda (1522—1605), który
w 77. roku życia, po 46-letnich wykładach w Bononii, wydał
pierwszą część wielkiego dzieła zoologicznego ’). W przedmowie
wyjaśnia układ i zakres swego dzieła, którego celem było we­
dług autora połączenie pożytku z przyjemnością w myśl Horacyuszowej rady: „Omne tulit punctum, qui miscuit utile dulci“:
„albowiem co z przyjemnością łączy pożytek, to rozwesela
umysł czytelnika, wygodniej wbija się w pamięć i w niej dłużej
tkwi. Wiele zaś zwłaszcza odpowiednich do życia prywatnego
i publicznego, do kształcenia obyczajów mieści się w tern dziele
świadectw etycznych, ekonomicznych, politycznych i wojskowych,
zaczerpniętych ze starożytnych pomników, — wiele znajdziesz
w niem przepisów zdrowotnych i lekarskich do zachowania
i konserwacyi zdrowia, a nawet studyujący różne języki znajdą
rozmaitość synonimów... Wiele też innych pożytków się ujawni,
których na razie nie wspominam, dopiero na właściwem miej­
scu. Wszystko to przywiedzie się jasno i przejrzyście, najpierw
„Synonima, Genus, Differentiae, Locus, Cognominata, Denominata“, następnie, co zwykło sprawiać przyjemność czytelnikom,
jak „Moralia, Usus, Mystica, Hieroglyphica, Historica, Symbola,
Numismata, Icônes, Emblemata, Fabulae et Apologi“.
Pragnął więc Ulysses Aldrovandus, pod którego portretem
mieści się aforyzm: „Nie twój to, Arystotelesie, ale Ulyssesa
wizerunek ; różne oblicza, równy jednak talent“, by dzieło jego
było jak najbardziej obfite i wszechstronne, pożyteczne dla lu­
dzi wszelkich umiejętności. Sam w „Prolegomonach" dowodząc
pożyteczności dzieła, przedstawia korzyści dla wszystkich gałęzi
wiedzy : gramatyki, retoryki, poezyi, etyki, ekonomii (przykład
mrówek), polityki (przykład żórawi jako zręcznych polityków),
rolnictwa (wróżby z lotu ptaków o pogodzie), malarstwa (ptaki
jako insygnia sławnych mężów), medycyny, astronomii, sztuki
kulinarnej i t. d. Ostatecznym wynikiem jego rozważania jest
stwierdzenie ogromnej pożyteczności ornitologii, „niema bowiem
takiej umiejętności i sztuki, któraby u ptaków, choć pozbawio’). Ulyssis Aldrovandi Philosoph! ac Medici Bononiensis, Historiam
naturalem in ûymnasio Bononiensi Profitentis. Ornithologiae hoc est
de avibus historiae Libri XII. Ad elementem V111. Pont. Opt. Max. Bononiae, 1599.

— 149 -

Wladyslaw Szyszkowski.

nych rozumu, nie szukała swych podstaw lub pomocniczych
pierwiastków“.
Wychodząc z takiego założenia, autor poświęca już w „Pro­
legomenach“ osobny rozdział wróżbom naturalnym z ptaków.
,,De praesagiis naturalibus“, rokującym •* — zdaniem jego —
wiele korzyści rolnikom, żeglarzom i lekarzom. Wróżby te
opiera Ulysses na świadectwach starożytnych, Pisma św. i t d.
Poczesne miejsce zajmuje też tu wrona, która według Miaskowskiegowróży wiatr, a według Aldrovanda i starożytnych
wszelką niepogodę, jak i dziś powszechnie wśród ludu *
2).
Oczywista, że podobne poglądy mogły wykłuć się wszę­
dzie i być poprostu wynikiem sumiennej obserwacyi życia pta­
ków. Nie można odmówić słuszności wyjaśnieniu Aldrovanda,
że wrony kąpią się przed deszczem, chcąc się ochłodzić, a obserwacya tego faktu pozwala wysnuć dalszą konsekwencyę, że
ilekroć się kąpią, deszcz będzie padał. Chodzi tylko o stwier
dzenie, że wybrażenia takie zgadzają się z wiedzą przyrody.
Podobnie także pogląd Hussowskiego 3), że głuszcze (tetraones) przynoszą podwójny pożytek: rozdzielają się na po­
karm duszy i ciała, nie sprzeciwiał się umiejętności przyrodni­
czej i średniowiecznej medycynie. Świadczy o tern przepis me­
dycyny o pokrewnym ptaku, jarząbku (attagen): „Cerebrum et
intellectum ac genituram äuget, teste Avicenna, libidinem pro
movet“4). Wobec faktu, że Avicenna miał już taki pogląd, wolno
przypuszczać, że Hussowski znał ten przesąd wprost z literatury
przyrodniczej.
Nie dla wszystkich oczywiście przesądów znajdą się takie
analogie. Nie wie nic Aldrovandus o polskim przesądzie, iż
sroka, skrzecząc na płocie, zapowiada gości, jak to zaznaczył
Szymonowicz w „Kołaczach“, a dziś utrzymuje lud powszech­
nie 5). Nie wiadomo też nic z Pliniusza o wężach, żeby pędzone
’) Zbiór rytmów, wyd. Turowskiego, str. 288 „Na siew późny do
szwagra“.
2) Gustawicz; „Podania, przesądy, gadki i nazwy ludowe w dzie­
dzinie przyrody“. (Zbiór wiadomości... t. V, str. 179).
3) Hussoviani Carmina 1. c. Carmen de bisonte v. 278—80: „Et geminos fructus, qui necat inde refert; Haec caro corpus alens pastum
quoque mentibus affert et dispartiri se per utrumqe solet“.
4) Aldrovandi. Ornithologia 11. 79.
5) Gustawicz, 1. c. (Zbiór wiadomości, V, 165).

— 150 —

Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.

głodem, gdy się dowiedzą o urodzajnym brzegu, splatały z ogo­
nów tratwę, a każdy wąż podniósłszy głowę pilnował porzą­
dku ’). Dziś lud nasz zna też pływające węże. W Tłumaczu
opowiadają, że węże odbywają podróż za morze, a który z nich
wróci, nie doznawszy w drodze przypadku, może zostać kró­
lem. Opowieść Klonowicza mogła krążyć wśród ludu, ale mo­
gła też być baśnią, wymyśloną przez średniowiecznego fizyologa. W każdym razie jest faktem, że umiejętność przyrodnicza
bynajmniej nie gardziła przesądami, ale gorliwie je zbierała
i rozprzestrzeniała. Zgodność przesądów z umiejętnością była
przyczyną utrzymywania się ich wśród wszelkich warstw na­
rodu z głęboką wiarą w prawdziwość tych poglądów.
Jest wogóle rzeczą wątpliwą, czy można mówić w XVI w.
o wpływie wierzeń ludowych na pewnych pisarzów lub inne
warstwy narodu. Ilekroć w poezyi XVI w. spotyka się wyobra­
żenia, które ze stanowiska poglądów dzisiejszych zasługują na
miano przesądu, są one zaznaczone jako wyraźne przekonanie
samego poety. Dość przypomnieć wzmiankę Szymonowicza
o nienawiści, wywieranej za pośrednictwem czarów, albo wy­
znanie Klonowicza o czarownicach. Jeźli poeta wspomina o czyn­
ności, wypływającej z wierzeń przesądnych, bynajmniej nie wą­
tpi w jej skuteczność. Jednem słowem to, co z dzisiejszego
punktu widzenia mieści się w dziedzinie przesądów, nie jest
przesądem w XV w., ale sądem tak słusznym, jak każdy inny
i to zarówno z punktu widzenia samego poety, jakoteż jego
otoczenia, bez względu na to, jakiego : szlacheckiego, mieszczań­
skiego czy ludowego. Jeżeli tedy chodzi o przesądy i praktyki,
na nich oparte, trzeba stwierdzić, że pod tym względem niema
jeszcze w XVI w. tego zróżniczkowania, jak obecnie, między
warstwami wyższemi co do ustosunkowania społecznego, umy­
słowego, kulturalnego, a ludem prostym, który stanowi dziś
niemal wyłączny przedmiot badań folklorystycznych. Nie może
być mowy o wpływie wyobrażeń jednej warstwy społecznej na
drugą, póki wyobrażenia z tej dziedziny nie różnią się, lecz są
wspólne, jeszcze nie rozdzielone.
Do czynników, które sprzyjały zachowaniu się tej wspól­
ności, należała przedewszystkiem zgodność dzisiejszych przesą­
dów z wiedzą w ogólności i z poszczególnymi jej działami
') Klonowicz, „Flis", wyd. Węclewski. Chełmno 1862. zwr. 205—9

— 151 —

Władysław Szyszkowski.

z poglądami religijnymi, jednakowe warunki bytu i t. d. Nie
może dziwić wiara w rzeczywistość czarów u najwykształceńszych poetów XVI w., skoro specyalna nauka, specyalna lite­
ratura czarownicza starała się właśnie to udowodnić i głosiła
za największą herezyę nie wierzyć w dzieła czarownic, skoro
i w XIX w. „jest powszecłmem prawie zdaniem teologów, że
nie można powątpiewać o rzeczywistości czarodziejstwa, opar­
tego na stosunku czy wyraźnym, czy nie wyraźnym ze złym
duchem“ <). Zrozumiałe jest uznanie wielu przesądów ze świata
roślinnego i zwierzęcego za rzecz prawdziwą wówczas, gdy umie­
jętność przyrodnicza uznawała je w całej pełni, — zrozumiałe
używanie czarownych środków leczniczych, skoro takie prze­
pisy wydawała ówczesna medycyna popularna. Na utrzymanie
się zaś wielu przesądów gospodarskich wpłynęła ta okoliczność,
że nie było wówczas drugiego stanu literatów, lecz że ludzie
piszący taksamo byli ziemianami i gospodarzami, jak ci, wśród
których pisali, i że nie krępowani różnicą poglądów naukowych
i wyobrażeń samorodnych, naturalnych, bo tej nie było, tak
samo rozumowali jak ci, co stali zdała od prądów naukowych.
Dopóki nie było rozdźwięku między przesądem a wiedzą,
przesąd utrzymywał się wśród narodu całego, u jednych jako
wniosek wywodów naukowych, zdobycz umiejętności, u drugich
jako tradycya, oparta również na wnioskowaniu, na związku
zjawisk, ale nie istotnym, tylko pozornym. Z chwilą, w której
umiejętność zajęła stanowisko wykluczające wiarygodność prze­
sądów, znikły one, jakkolwiek niezupełnie, wśród warstw, ma­
jących styczność z umiejętnością, — utrzymały się natomiast
wśród ludu usuniętego z pod tego wpływu. Porównanie wie­
rzeń wszystkich warstw w. XVI z dzisiejszemi ludowemi stwier­
dza t. zw. ideę demokratyzacyi wierzeń i przesądów.
(Ciąg dalszy nastąpi).

9 Encykl. kościelna t. 111. 618.

- 152 —

BRONISŁAW MALINOWSKI.

Totemizm i Egzogamia.
(Dokończenie).

W poprzednich dwóch częściach tego artykułu, podałem
krótki przegląd faktów totemicznych. Obecnie przystępuję do
przedstawienia frazerowskiej teoryi totemizmu.
Jak kilkakrotnie zaznaczałem powyżej, przegląd zjawisk
totemicznych podany przez Frazera, jest zestawieniem opisów
czerpanych ze źródeł i powtórzonych in crudo, tak jak je autor
tam znalazł. Jest to poprostu kompilacya, dokonana z nie­
zmierną erudycyą, bardzo wartościowa dla studyującego, ale
nie przetrawiona i nie ujęta w ramy teoretyczne. Niema tam
żadnego opracowania faktów, zebrania ich w jakiś schemat,
wyodrębnienia typowych form i elementów istotnych ; niema
podziału na grupy, ani nawet ogólnej charakterystyki totemi­
zmu w różnych prowincyach etnograficznych. Autor właściwie
niczem nie ułatwia oryentacyi, jasnego i szybkiego rozejrzenia
się w faktach. Jeżeli zadanie nauki widzimy w ścisłym i zwię­
złym opisie i ujęciu faktów, osiągniętym przez dokładną ich
klasyfikacyę, stworzenie uogólnień i podciągnięcie pod tak utwo­
rzone pojęcia ogólne faktów specyalnych, w takim razie, dzieło
Frazera, które nic z tego nie daje, nie jest we właściwem słowa
znaczeniu, dziełem naukowem.
Pisane pięknie i pełne interesujących dygresyi, czyta się
łatwo ; ale ciężko się asymiluje i bynajmniej łatwem nie jest

— 153 —

Bronisław Malinowski

pojęciowe strawienie materyału tam zawartego. Możnaby się
przynajmniej spodziewać, że w teoretycznej części autor wyna­
grodzi te braki, poda retrospektywnie nić, wiążącą fakty i drogę
odbytą wśród chaosu zjawisk luźnie zebranych, spojrzeniem
wstecz pozwoli ujrzeć w zwięzłej i organicznie związanej per­
spektywie. Tak jednak nie jest. Teoretyczna część, zawarta
w IV. tomie jest bardzo krótka — w tem nie byłoby jeszcze
nic złego! — ale, jakościowo, jest zupełnie niedostateczna.
Składa się ona z 3 rozdziałów. W pierwszym, najkrótszym ])
zawarte są uwagi ogólne o niektórych właściwościach totemi­
zmu i egzogamii. W rozdziale drugim*
2) podane są badania
autora i innych nad początkami totemizmu; w trzecim nakoniec 3), mowa jest o początkach egzogamii. W dwu tych osta­
tnich rozdziałach, badane są problemy specyalne, nie mogące
rzucić światła na systematykę zjawisk totemicznych; jedynem
więc miejscem, w którem autor mógłby był poświęcić parę
słów temu ważnemu zadaniu, jest 40 stron rozdziału pierw­
szego ; ale, jak się przekonamy, nawet tam niema tego, czego
by się można spodziewać.
Rozpocznijmy od rozdziału trzeciego — o początkach
egzogamii, ponieważ przedmiot ten nie będzie nas dłużej inte­
resował, trzeba się więc z nim odrazu szybko załatwić 4).
Po krytyce i odrzuceniu teoryi Mc Lermana, Westermarcka
i Durkheima o początkach, egzogamii, Frazer przyjmując mniej
więcej poglądy Morgana, rozwija następnie swoje, pokrewne.
Według Frazera egzogamia powstała jako świadoma reforma,
przeprowadzona w czasach, kiedy ludzkość znajdowała się
w stadyum „promiscuity“, to znaczy ogólnej, niczem nie uregu­
lowanej kohabitacyi 5). Celem tej reformy, dokonanej przez ja­
kichś pierwotnych a mądrych prawodawców, było zapobieżenie
’) Pod tytułem „Totemism & Exogamy“ ; tom IV. str. 1—40.
2) „The Origins of Totemism“ IV. str. 40—71.
3) „The Origins of Exogamy“ IV. str. 71—169.
4) Poglądy Frazera na egzogamię podane zostały w paru słowach
już powyżej, przy omawianiu faktów australskich. W samej rzeczy czy­
tając wywody 3. rozdz. IV. tomu, ma się wrażenie, że autor miał przed
oczyma wyłącznie tamte fakty. Tutaj rozwija on swoje poglądy tylko tro­
chę szerzej i dlatego raz jeszcze trzeba do nich na krótko powrócić.
5) Jak wiadomo taki stan społeczny postulowany był przez Mor­
gana, którego teorye o pierwotnych formach rodziny i ich rozwoju Fra­
zer naogół akceptuje. Teorye te były nieraz poddawane zasadniczej kry -

— 154 —

Totemizm i egzogamia

kazirodztwu. Frazer bowiem przyjmuje, że wstręt do kazirodztwa
wytworzył się i był bardzo wyraźny przed zaprowadzeniem
reformy.
Ale skąd się ten wstręt wziął, i jaką racyę mieli ludzie,
ażeby przeprowadzać tak skomplikowaną i daleko idącą re­
formę? Frazer sam jasno rozumie i przyznaje, że nie mogło
to być uświadomienie sobie przez dzikich jakichś praw biolo­
gicznych, co do których zresztą nawet współcześni uczeni nie
są całkiem w zgodzie; ani, tern mniej, jakieś moralne wyobra­
żenia, które są zawsze skutkiem społecznego stanu rzeczy, ni­
gdy jego przyczyną. Ażeby wywikłać się z tej trudności, Frazer
rot przypuszczenie, że wstręt do kazirodztwa spowodowany
był zabobonną wiarą w jego szkodliwy wpływ na płodność ludzi
i zwierząt.
Przypuszczano, że stosunki blizkich krewnych wywołują
w plemieniu bezpłodność i zagrażają ogólnym źródłom żywno­
ści, przeszkadzając zdolnym zwierzętom rozmnażać się i jadal­
nym roślinom rozrastać się, czyli krótko mówiąc przypuszczano,
że skutkiem kazirodztwa jest bezpłodność kobiet, zwierząt
i roślin“ ł).
Podobne przesądy istnieją obecnie u wielu ludów.
Każda taka teorya, podana w skróceniu, pozbawiona siły
argumentów szczegółowych i materyału faktycznego, przytoczo­
nego na jej poparcie — musi tracić, i wydawać się słabszą niż
jest w istocie. Ale teorya Frazera nie wiele zyskuje przy czy­
taniu jej in extenso. Teorya ta, jest to szereg hipotez — o pier­
wotnej „promiscuity", o świadomie przeprowadzonej wielkiej
reformie społecznej, o wstręcie do kazirodztwa, o zabobonnem
źródle tegoż — hipotez, które odnoszą się wszystkie do „pier­
wotnego“ stanu ludzkości, a są tak bardzo specyalne i konkre­
tne, że nie dadzą sie ani udowodnić ani nawet uczynić prawdopodobnemi przez ogólne rozważania o naturze człowieka pier­
wotnego. Pomimo to mogłyby mieć wartość jako hipotezy
czyste, gdyby roztwierały teoretycznie szersze horyzonty, gdyby
w ich świetle można było ugrupować fakty w jakiś nowy, orga­
tyce, zwłaszcza zaś hipoteza pierwotnej „promiscuity“, w którą już dziś
mało kto wierzy. Najszersza i najbezwzględniejsza krytyka poglądów
Morgana znajduje się w klasycznem dziele Edw. Westermarcka „History
of Human Marriage“. [Istnieją przekłady niemiecki i francuski].
') Frazer, Tot. & egzogamy IV. §. 3.

— 155 —

Bronisław Malinowski

nicznie powiązany sposób. Ale tak nie jest ; teoretycznie nie
dają one nic nowego i nie pozwalają na głębsze ujęcie faktów.
Gorzej, są zupełnie fałszywe z ogólnych względów. Główna pozycya Frazera, wynik świadomej reformy, jest całkowicie prze­
ciwna naukowym zasadom, według których wszelkie zasadni­
cze zmiany społeczne muszą odbywać się powoli, pod działa­
niem różnorodnych sił ; jako wynik zarówno świadomych, roz­
myślnych czynów grup czy jednostek, jakoteż zmian zupełnie
automatycznych i niedostrzeżonych przez społeczeństwo; przyczem ten drugi czynnik odgrywa niewątpliwie znacznie donio­
ślejszą rolę. Wybrać tedy jeden z najmniej ważnych czynników
społecznego zlewania się i powiedzieć: „w tym wypadku świa­
doma reforma była wyłączną przyczyną wszystkiego, co się
stało“ — jest gorzej, niż nic nie powiedzieć. Przyjęcie hipotezy
„primitive promiscuity“ jest conajmniej naukowym anachroni­
zmem. Co się zaś tyczy przypuszczenia, że wstręt do kazirodz­
twa opartym jest na zabobonnych wierzeniach w jego szkodli­
wość — to jest ono niemniej naiwne. Wstręt taki, jeżeli istniał,
musiał być niewątpliwie wskaźnikiem ważnych instynktów, ugrun­
towanych biologicznie, które mogły krystalizować w rozmaite
wyobrażenia zabobonne. Ale istotnym był biologiczny stan rze­
czy, wtórnem zaś zjawiskiem jego wyraz w wyobrażeniach dzi­
kich. Frazer, szukając w tych przesądnych wyobrażeniach osta­
tecznej przyczyny egzogamii odwraca w swej konstrukcyi isto­
tny porządek i dlatego ta teorya, czyli ten szereg hipotez, przez
niego postawiony, jest ze wszech miar do odrzucenia.
Egzogamia jest bez kwestyi problemem biologicznym
i tylko ogólne biologiczne rozważania mogą rzucić światło na
istotę zagadnienia. Opinie biologów, przytoczone przez Fra­
zera 1), wykazują dość duże różnice i rozbieżności w poglądzie
na tę sprawę. Jeżeli jednak, idąc za większością zdań, wolno
przyjąć, że egzogamia przedstawia formę życia płciowego ko­
rzystniejszą dla gatunku, niż endogamia nieograniczona, to isto­
tna część zagadki jest rozwiązana: wiemy bowiem jakiej natury
są siły, które prowadzą ludzkość w tym kierunku. Badanie
dróg, którymi ewolucya postępowała, może dać bardzo ciekawe
rezultaty. W każdym razie trzebaby przedewszystkiem zrzec się
uprzedzenia, że taka droga była jedna, że we wszystkich swych
’) Tom IV. str. 160—169.

— 156 —

Totemizm i egzogarnia

grupach przebiegła ją jednakowo i, że wyobrażenia, które
u dzikich wytworzyły się jako odpowiedniki pewnych instyn­
któw były wszędzie te same.
Nie rozszerzając się bardziej nad problemem egzogam',
przechodzę do streszczenia i krytyki pierwszego rozdziału, w któ­
rym zamieszczone są ogólne uwagi o totemiżmie. Zagadnienie,
które Frazer najpierw stawia, jest to zasadnicze pytanie, czy te
wszystkie fakty, które opisane zostały pod nazwą totemizmu
są odmianami właściwie jednego i tego samego zjawiska? Czy
„totemizm“ posiada u wszystkich ludów, wśród których go spo­
tykamy, dostateczną ilość cech wspólnych, ażeby widzieć w nim
coś zasadniczo jednolitego?
Pytania te Frazer porusza, ale nie docenia bynajmniej ich
doniosłości i formuje je w sposób całkiem niedostateczny; są
one zaś niezmiernie ważne. W samej rzeczy, ponieważ różne
formy totemizmu przedstawiają wielkie różnice, a identycznych
całkiem form nie spotyka się nigdzie; dalej, ponieważ wogóle
spotykamy formy rudymentarne, niedoskonale rozwinięte, a ra­
czej fragmenty totemizmu; w niewielu zaś tylko wypadkach
Frazer konstatował totemizm rozwinięty w pełni i czysto — py­
tanie więc zasadnicze narzuca się samo przez się: czy różnice
są istotne czy powierzchowne; czy zbiór cech, które uwa­
żamy za totemizm pełny i czysty nie jest przez nas skonstruo­
wany dowolnie i sztucznie ?
Otóż Frazer, dotykając się tego pytania, omija je właściwie,
i zbywa cały problem paru powierzchownemi uwagami. Pisze
on poprostu : „Nikt z osób, które uważnie śledziły poprzedza­
jący przegląd faktów, nie omieszka być uderzonym ogólnem
podobieństwem wierzeń i zwyczajów, które odkryliśmy po ko­
lei u różnych plemion, należących do ras rozmaitych i mówią­
cych odmiennymi językami w wielu, bardzo odległych częściach
świata. Co prawda, zachodziły też i różnice, czasem nawet zna­
czne, w szczegółach ; ale wogóle podobieństwa stanowczo prze­
ważają, są tak liczne i blizkie, że zasługują na to, abyśmy je
objęli jedną wspólną nazwą '). Oto wszystko, co Frazer ma do
powiedzenia o tym podstawowym problemie porównawczego
badania!
Zdała od faktów, nie bawiąc się w porównania, nie wy­
') Frazer „Tot. & Exog.“ IV. str. 3.

— 157 —

Bronisław Malinowski

mieniając nawet konkretnie co uważa za te zasadnicze po­
dobieństwa, a co za „różnicę w szczegółach“. — gołosło­
wnie twierdzi, że te zjawiska zasługują na wspólną nazwę.
Kiedy tu chodzi o rzecz zupełnie innej wagi, bo o to, czy zja­
wiska te mogą być podciągnięte pod jedno i to samo pojęcie !
Po tak krótkiem załatwieniu się z tem, coby właściwie wyma­
gało traktatu porównawczego nad zjawiskami totemicznemi we
wszystkich szczegółach, dalsza droga jest łatwa. Pierwszym kro­
kiem jest podanie definicyi, innymi słowy określenie „czystego
totemizmu“. Sposób, którym Frazer do tego dochodzi jest też
w najwyższym stopniu naiwny. Szuka on poprostu „najprymi­
tywniejszego“ z ludów, u których spotykamy totemizm i tam
znalezioną formę uważa za „typową“ i „czystą“.
Ponieważ „najpierwotniejszym“ z ludów totemicznych są
Australczycy, z pośród nich zaś, według Frazera, plemiona Cen­
tralne, zwłaszcza plemię Arunta, tam więc trzeba się zwrócić
celem znalezienia totemizmu czystego par excellence 1). Mając
australski totemizm przed oczyma, autor daje definicyę : „tote­
mizm jest to ścisły związek między grupą ludzi spokrewnionych
z jednej strony i gatunkiem naturalnych lub sztucznych przed­
miotów z drugiej“ *
2). Zdanie takie może być dobre na początku
traktatu naukowego, jako prowizoryczne określenie terminu, ale
nie jako ścisła definicya, jako ostateczny wynik tak mozolnej
pracy !
W dalszym ciągu omawianego rozdziału Frazer powtarza
ulubione swe twierdzenie, że totemizm nie jest religią i że jest
tylko „zbiorem przesądów i praktyk magicznych“34); określa
stosunek człowieka do totemu jako formę przyjaźni i powino­
wactwa i twierdzi, że z wyobrażeń tych (o pokrewieństwie czy
powinowactwie) wypłynął system zakazów zabijania i spożywa-

') Frazer w miejscu, które obecnie streszcza m, nie rozumuje expli­
cite w sposób tu oznaczony, (1-szy rozdz. IV. tomu). Ale rozumowanie
takie zawarte jest implicite w całem ujęciu totemizmu. Por. 1. część obe­
cnego artykułu o totemizmie australskim i 1. tom Frazera, str. 89 — 172.
W rozdziale, o którym mowa (1. rozdz. IV. tomu), gdziekolwiek autor
chce określić jakąś cechę czystego totemizmu, przytacza fakty środ­
kowo australskie — plemię Arunta (por. str. 4. 5, 6 7 i passim).
2) IV. str. 3 i 4.
3) IV. str. 5, 6.
4) IV. str. 4, 5.

158 —

Totemizm i egzogarriia

nia totemu, tanu totemiczne 1). Totemizm jest dawniejszy od
egzogamii i te dwa zjawiska nie są właściwie związane ze sobą,
powstały niezależnie jedno od drugiego*234*). Następnie Frazer
bada wpływ totemizmu na niektóre strony życia społecznego.
Przedewszystkiem na rozwój organizacyi ekonomicznej ; i tu do­
chodzi do rezultatów negatywnych. Wprawdzie niektóre zjawi­
ska totemiczne mają pewne podobieństwo do taktów ekonomi­
cznych w ścisłem znaczeniu tego wyrazu, ale podobieństwo to
jest tylko zewnętrzne. Właściwie wpływ totemizmu na rozwój
gospodarki jest prawie żaden sł. Następnie autor rozwija wpływ
totemizmu na ewolucyę sztuki/ł), na ewolucyę religii, przyczem
znajduje, że z totemizmu prawie nigdzie nie rozwinęła się religia s). Ale cały ten ustęp o religii i magii spaczony jest znowuż
stanowiskiem zajętem przez autora w kwestyi rozróżnienia re­
ligii od magii 6). Największą zasługę totemizmu dla rozwoju
ludzkości znajduje Frazer w wytworzeniu solidarności klanowej,
którą uważać można za podstawę wszelkiej organizacyi społe­
cznej 7). Na tern kończą się ogólne teoretyczne rozważania Frazera o totemizmie jako o zjawisku socyologicznem i psychologicznem ; o jego stosunku do pokrewnych zjawisk społecznych ;
o jego wartości dla rozwoju organizacyi społecznej i kultury —
wogóle wszystko, co autor miał do powiedzenia o tern zjawi­
sku, poza specyalnym problemem jego „początku“. Jak widać,
jest to trochę za mało!
W 2. rozdziale IV tomu Frazer rozpatruje specyalne, ale
nie mniej zasadnicze zagadnienie „początku totemizmu“ (prigins
of totemism). Najprzód podaje on przegląd szeregu teoryi da­
]) IV. str. 6-8.
2) IV. str. 8-11.
3) Frazer w tej dyskusyi mówi wyłącznie prawie o ceremoniach
Intichiuma, o których powyżej była mowa przy opisie totemizmu australskiego. Frazer jednakowoż nie widzi właściwej strony ekonomicznej
w tych ceremoniach. Powyżej w 1. części tego artykułu pokrótce zazna­
czyłem, o ile możnaby mówiu o ekonomicznem znaczeniu tych obrzędów.
Uwagi swoje opracowałem szerzej w artykule ,.The Economie Aspect
of the Intichiuma Ceremonies“ w Festskrift tillägnad Edward Westermarck,
Helsingfors 1912.
4) Str. 24—27.
6) Str. 27—38.
6J Por. powyżej, 2 część tego art.
■) Str. 38-41.

— 159 —

Bronisław Malinowski

wniejszych, (Spencera, Lubbocka, Haddona i paru innych, mniej
znanych etnologów amerykańskich), oraz krytykę tych teoryi.
Potem Frazer przedstawia swoje trzy teorye początków tote­
mizmu, które kolejno był rozwijał i odrzucał. Obecnie uznaje
trzecią z nich tylko.
Pierwsza teorya Frazera ł) podporządkowuje pojęcie tote­
mizmu ogólniejszej koncepcyi „duszy zewnętrznej“ (eXternal
soul). W całym szeregu wierzeń ludów pierwotnych można od­
naleźć wyobrażenie, że dusza człowieka, jego'życie, szczęście
czy zdrowie, są ściśle związane i uzależnione od iakiegoś przed­
miotu zewnętrznego. Istnienie tego wyobrażenia Frazer wraz
z kilku innymi badaczami wykazali w wielkiej ilości przy­
padków *
2).
Totem — zwierzę, roślina, lub przedmiot — są według
pierwszej teoryi Frazera specyalnym przypadkiem takiej „duszy
zewnętrznej“. Według pierwotnych wyobrażeń totemicznych, czło­
wiek „wierzy, iż dusza jego umieszczona jest dla bezpieczeń­
stwa w jakimś zewnętrznym przedmiocie, takim jak zwierzę lub
roślina; nie wiedząc jednak, które indywiduum danego gatunku
jest naczyniem jego duszy, oszczędza cały gatunek, bojąc się
ażeby właśnie nie wyrządzić szkody temu osobnikowi, z którym
los ego jest związany“ 3). Nie wdaję się nawet najogólniej
w krytykę tej niezmiernie naiwnej teoryi, ponieważ sam autor
ją odrzuca.
W drugiej swej teoryi Frazer stara się wyprowadzić istotę
totemizmu z ceremonii Intichiuma4). Totemizm był według niego
systemem kooperatywy magicznej, zaprowadzonej na podstawie
wyobrażeń, że niektórzy ludzie czy grupy ludzi mają władzę
magiczną rozmnażania pewnych zwierząt; w ten sposób tote­
mizm zaprowadził podział pracy pomiędzy pewnemi grupami,
na które plemię zostało podzielone i tak stworzył klany tote­
miczne. 1 tę drugą teoryę Frazer z czasem odrzucił.
Ostatnia teorya Frazera, ta, którą obecnie jedynie uznaje
') Pierwotnie przedstawiona w „Golden Bough“, 2 wydanie, tom
11. str. 322 i nast.
2) Por. T. i E. IV. str 53, a także odnośniki 1 i 2, gdzie Frazer
przytacza opinie Clodda i Wilkena i bibliografię przedmiotu.
3) IV. str. 54.
4j Por. 1. część obecnego artykułu o totemizmie australskim i ar­
tykuł o „Economie Aspect of the Int. Ceremonies“.

— loO —

Totettiiżm i egzogamia

dopatrując początków totemizmu w wyobrażeniach i przesądach
pierwotnych o nadprzyrodzonem wcielaniu się ludzi; innemi
słowy szuka klucza do rozwiązania zagadki totemizmu w wie­
rzeniach plemion Australii środkowej, o których szeroko mówi­
liśmy powyżej. Frazer przyjmuje, że ongi nieświadomość o rze­
czywistym przebiegu prokreacyi była ogólną — hipoteza, którą
ze wszech miar uważać trzeba za uzasadnioną 1). Wyobrażenia
zaś o tern, w jaki sposób człowiek przychodzi na świat były
mniej więcej zbliżone — tak mówi Frazer — do tych, jakie
dziś znajdujemy u niektórych plemion australskich ; skoro ko­
bieta poczuje poraz pierwszy, że zaszła w ciążę, wyobraża so­
bie, że w tej chwili coś weszło, wcieliło się w nią. Według
wierzeń Australczyków wcielają się „spirit children'\ co do któ­
rych zresztą istnieją u różnych plemion różne, a wszędzie bar­
dzo określone i szczegółowe poglądy*2). Otóż Frazer przy­
puszcza, że te wierzenia nie są zupełnie „pierwotne“, ponieważ
jego zdaniem, wyobrażenia o „spirit children“ są już wynikiem
dość długiej ewolucyi. Wśród zupełnie pierwotnych ludów,
u kolebki totemizmu, wyobrażano sobie, powiada Frazer, że
wcielały się wprost zwierzęta, rośliny, względnie inne przed­
mioty — te właśnie, które z biegiem rozwoju musiały stać się
totemami. Dlatego doniosłem jest odkrycie właśnie takich wie­
rzeń u wyspiarzy Banks Islands, dokonane przez Dra Riversa 3).
To odkrycie jest, według Frazera, owem brakującem ogniwem
w łańcuchu faktów totemicznych, na których opiera się jego
teorya. W wierzeniach Banksów odnajdujemy ten stan rzeczy,
który był właściwie pierwotnym i istotnym totemizmem, tak,
jak go kiedyś wyznawała cała ludzkość.
Znając te wierzenia, możemy wszystko zrozumieć, objaśnić
wszystkie cechy totemizmu. Na podstawie tych wierzeń pierwo­
tnych, każdy człowiek uważany był za wcielenie jakiegoś przed­
miotu, zwierzęcia czy rośliny ; stąd wynika ogólna identyfikacya
człowieka z danym gatunkiem; a jako dalsza konsekwencya, zakazy
zabijania, jedzenia, wogóle niszczenia tego gatunku ; czasem znów
odwrotnie nakaz spożywania gatunku totemicznego, ażeby się
z nim identyfikować łatwiej. Ta teorya tłómaczy także według
*) Por. co o tern powiedziałem w 1. części tego artykułu.
2) Por. powyżej 1. część tego artykułu.
3) Por. powyżej 2. część tego artykułu.

— 161 —

Bronisław Malinowski

Frazera

niezwykle

rozległy zakres gatunków totemicznych.

A także, dlaczego czasem spotykamy wyobrażenie o magicznej
władzy członków klanu nad gatunkiem totemicznym i o podo­
bieństwie członków klanu ze zwierzęciem totemicznem. Ten
ostatni punkt prowadzi nas do biologicznej podstawy, którą
Frazer stara się skonstruować dla swojej teoryi. Naiwna wiara
totemicznych ludów w podobieństwo między członkami klanu
a ich totemami jest, według Frazera, całkiem bezpodstawna.
Jest faktem ogólnie znanym, że kobiety podczas ciąży łatwo
podlegają wpływowi silnych wrażeń, które niekiedy w specyfi­
czny sposób odbijają się na płodzie. Jest to tak zwane u nas
„zapatrzenie się“. Otóż te fakty mogły być, według Frazera,
przyczyną wierzeń we ‘wcielanie się zwierząt, roślin lub przedm:otów w kobiety. W samej rzeczy, jeżeli w szeregu wypadków
ludzie prymitywni zauważyli jakiś wyraźny wpływ wywarty
przez daną rzecz na płód, mogli na tern oprzeć pogląd, że ka­
żde dziecko jest związane w jakiś mistyczny sposób z danem
zwierzęciem, rośliną lub przedmiotem.
Ponieważ zaś ludzie dzicy mają tendencye ujmowania po­
jęć abstrakcyjnych w sposób konkretny — ogólny więc związek
pojętym został jako fizyczne wcielenie.
Ta biologiczna strona teoryi Frazera byłaby niezmiernie
interesującą i stawiałaby cały pogląd w zupełnie odmiennem
świetle, gdyby nie okoliczność, że wisi ona zupełnie w powietrzu,
opiera się bowiem na faktach biologicznych, o których po za
domysłami nic pewnego nie wiemy.
Zdaje się też wynikać z przytoczonych przez Frazera przy­
kładów, że wpływ taki konstatowano tylko bardzo rzadko, w od­
osobnionych wypadkach, których interpretacya jest niewyraźna
i że te fakta nie były nigdy dostatecznie naukowo zbadane
W każdym razie, mając nieliczne przykłady takiego przypad­
kowego wpływu, nie możemy mówić o „biologicznej podstawie
totemizmu“ !
Ale ta podstawa biologiczna nie jest niezbędna dla teoryi
Frazera, której istotna część jest czysto psychologiczna i leży
w tern mianowicie, że totemizm powstał na podstawie nieznajo­
mości faktu ojcowstwa a wiary we wcielanie się w kobiety zwie­
rząt, roślin a nawet niektórych rzeczy martwych ; niezależnie od
tego czy wiara taka ma jakąś podstawę w fizyologii „zapatrzenia
się“, czy też jest czystym przesądem.

— 162 —

Totemizm i egzogamia

Przejdźmy obecnie do krytyki tej teoryi, w istotnej jej
części. Głównym zarzutem, jaki zrobić można, jest ten, że się ona
opiera na fałszywem postawieniu pytania, co znów jest
w związku ze sposobem w jaki Frazer pojmuje totemizm ł).
Krytyka zasadnicza musi się więc odnieść do samego posta­
wienia problemu i wykazać, gdzie problem się znajduje. Ale na
razie chciałbym pokazać, że nawet stojąc na gruncie teoryi Frazera i przyjmując jego własne postawienie problemu, nawet wtedy
poglądy jego przedstawią szereg sprzeczności wewnętrznych i nie
wytłomaczą całej masy zjawisk, które według założenia autora
tłomaczyć powinny.
Chodzi mi tu o jasne określenie, jak Frazer stawia zasa­
dniczy problem „początków totemizmu“, jakie są twierdzenia
i hipotezy, zapomocą których stara się ten problem rozwiązać,
jakie zjawiska, jakie zagadki autorwswojem mniemaniu rozwią­
zuje a w końcu chodzi mi o wykazanie, jakie sprzeczności i tru­
dności rozwiązanie jego w całą kwestyę wprowadza.
Ponieważ według Frazera totemizm jest organiczną całością
zjawisk, które spotykamy wszędzie w zasadniczej tej samej po­
staci, które są wszędzie temsamem, więc zjawiska te musiały
mieć też wszędzie „początek“ identyczny *2).
Ten „początek“ należy określić i to jest podstawowy proble­
mat. Ale czem jest dla Frazera pojęcie „początku“? Przyjmując
nawet z autorem, że dana instytucya — jak tu, totemizm — po­
wstała wszędzie w jednakowy sposób, to do objaśnienia tego
zjawiska, do wykrycia początków, można iść różnemi drogami,
można szukać ich w rozmaitych kierunkach. Powstanie instytucyi
tak wielostronnej, tak skomplikowanej jak totemizm, musiało
odbywać się w sposób bynajmniej nie prosty i musiało zależyć
od niezmiernie różnorodnych okoliczności. Frazer nie stara się
przynajmniej w zasadzie o odtworzenie tych warunków, nawet
takich, które uważa za istotne, a to byłoby przecież jedynem
naukowem rozwiązaniem zagadnienia: o początkach totemizmu.
Frazer nie idzie tą drogą, nie zastanawia się całkiem nad ogólną
9 Por. co powyżej mówiono o definicyi totemizmu i o pominięciu
przez Frazera zasadniczego problemu porównawczego. Teorya jego nic
nie tłómaczy, nie rozszerza horyzontu, nie jest ani prawdziwa, ani fał­
szywa, lecz poprostu bezwartościowa.
2) Por. T. IV str. 42. Frazer zastanawia się nad możliwością hipo­
tezy przeciwnej, odmiennego, niejednakowego początku i odrzuca ją.

— 163 —

Bronisław Malinowski

metodą zagadnienia i nie formułuje jej eksplicite ani dla siebie
ani dla czytelnika, co właściwie rozumie przez „początek“. Po­
nieważ zaś w samem opracowaniu problemu zawarte są impli­
cite takie sprzeczności i wady, nie wątpliwem jest, że ten brak
jasno sformułowanej metody, nie jest niechęcią do formalizmu
i zbytecznego schematyzowania myśli, ale że sięga głębiej, do
samej istoty myślenia autora.
Jako na „początek“ totemizmu Frazer wskazuje na pewne
określone wierzenie t. j. na wiarę w inkarnacyę. Ludzie pierwotni
wierzą, iż zwierzęta, rośliny a nawet niekiedy i przedmioty martwe,
mogą się wprost wcielać w kobiety a z wiary tej jako prosta
logiczna konsekwencya wynikają wierzenia totemiczne, identyfikacya człowieka z totemem a jako dalsze następstwa: tabu tote­
miczne, spożywanie totemu, ceremonie na jego cześć, zarówno
jak i w chęci rozmnożenia totemu i wszystkie inne cechy totemicznego pochodzenia. Cała instytucya staje się w ten sposób
zrozumiałą, bo wszystkie jej cechy są logicznemi konsekwencyami podstawowego wierzenia. ') Takie pojęcie „początków
totemizmu“ jest illuzoryczne. Jeżeli je weźmiemy w ścisłem zna­
czeniu, t. j. jeżeli w wierzeniach tych, które Frazer uważa za
najpierwotniejsze, będziemy starali się dojrzeć przyczynę po­
wstania totemizmu ; to widać odrazu, że tłomaczenie Frazera
zawiera w sobie implicite pogląd, iż totemizm — forma organizacyi społecznej, niezmiernie zasadnicza i skomplikowana — po­
wstał jedynie drogą logicznej dedukcyi z danego wierzenia i że
ludzkość wyciągając konsekwencye logiczne z pewnego poglądu
zbudowała wielki gmach totemiczny w stadyach, odpowiadających
poszczególnym wynikom tej dedukcyi. Teorya taka nie zasługuje
na dyskusyę z wielu względów; przedewszystkiem nie czyni za­
dość socyologicznej stronie totemizmu. Wierzenia totemiczne są
ściśle połączone z ustrojem socyalnym a powstanie instytucyi
społecznych wymaga określenia warunKów socyalnych, w których
się te instytucye rozwijają, z teoryi zaś Frazera wynikałoby, że
instytucya społeczna powstała z pewnego wierzenia drogą de­
dukcyi logicznej.
Jeżeli natomiast teorya, którą obecnie analizujemy, ma nam
tylko objaśnić wewnętrzną konstrukcyę wierzeń, nie kusząc się
o genezę tychże, to znaczy nie dając „początków“, to przy
ł) Frazer 1. c. str. 6Q i 61.

— 164 —

Totemizm i egzogamia

bliższem zastanowieniu się widzimy, że jest ona niczem innem jak
tautologią. Każde wierzenie, które zawiera w sobie identyfikacyę
człowieka z totemem, musi mieć za logiczną konsekwencyę
wszystkie właściwości totemiczne, (tabu, wyobrażenie o pokre­
wieństwie ludzi ze zwierzętami i inne) z tego prostego powodu,
że wszystkie te poszczególne wierzenia i akty totemiczne, są
niczem innem jak tylko określeniem stosunku człowieka do to­
temu i wyrażają treść tej identyfikacyi. Gdy drogą indukcyi po­
równamy to, co te poszczególne kanony totemiczne wyrażają,
dojdziemy w przeglądzie faktów totemicznych do wniosku, że
istotą totemizmu jest wiara w niezmiernie blizki stosunek czło­
wieka do totemu ; identyfikacya człowieka z totemem. Teorya
zaś, która na końcu indukcyjnego zbierania faktów odwraca bieg
rozumowania i z ostatniego rezultatu dedukuje na odwrót dane,
z których ten rezultat powstał, nie zasługuje na dalszą dyskusyę.
Cała zasługa teoryi Frazera, polegałaby więc na tern, że wypro­
wadza identyfikacyę człowieka z totemem z wierzeń australskich
o wcieleniu i stawia te wierzenia nie genetycznie na podstawie
totemizmu (takie pojęcie, jak widzieliśmy, nie miałoby sensu) lecz
logicznie jako u podstawy totemizmu. Ale czy to jest rezultat
posiadający wartość czy nie, nad tern nie ma się co zastanawiać,
gdyż Frazer niewątpliwe nie zamierzał dać swej teoryi tego zna­
czenia. Uważa on swe tłomaczenie za genetyczne i jako takie
poddamy je jeszcze poniżej krytyce. Że Frazer nie zdaje sobie
sprawy z tego, co właściwie chce wyjaśnić, że nie wie, co rozumie
jako „początek“ totemizmu, wypływa niezbicie z porównania
jego trzech kolejnych teoryi. W pierwszej stara się on znaleść
„początek totemizmu“ w wierzeniach o „zewnętrznej duszy“. Jak
już powyżej zaznaczyłem, jest to tłomaczenie przez sprowadzenie
do wierzeń ogólniejszych. Ten sposób tłomaczenia nie daje je­
dnak genezy totemicznych wierzeń, ani tembardziej totemiczno
społecznych instytucyi, klasyfikuje tylko te wierzenia i rzuca na
nie pewne światło.
Druga teorya Frazera, ma znów zupełnie inny charakter.
Według niej totemizm był wprowadzony jako instytucya nieracyonalna w swych środkach, ale świadoma swego celu. Tu więc
mamy istotnie podaną genezę totemizmu : ludzie pierwotni
mieli pewien cel ekonomiczny i pewne wyobrażenia jak cel ten
najlepiej osiągnąć, stworzyli więc instytucyę, w której cel i środki
znajdują pełen wyraz. Cokolwiekbądźby można tej teorvi za­
— 165 —

Bronisław Malinowski

rzucić, zwłaszcza co do pojęcia celowego zaprowadzania zasa­
dniczych reform i urządzeń przez ludzi pierwotnych, r) nie da się
zaprzeczyć, że teorya ta podaje genezę totemizmu i to nie jedno­
stronnie, samych wierzeń, ale pełną genezę totemizmu jako instytucyi społecznej. Trzecia teorya znowuż nie podaje pełnej
genezy socyologiczne; i zajmuje się jedynie wierzeniami totemicznemi. Jest ona zresztą, jak widzieliśmy, albo pozbawioną treści
tautologią, albo zupełnie błędną. Tak więc żadna z trzech teoryi
Frazera nie jest zadawalniającą z metodologicznego punktu
widzenia.
Ale nawet jeżeli się zapomni o zasadniczych zarzutach meto­
dycznych czy filozoficznych to i tak ostatnia teorya Frazera, która
jedynie nas tu obchodzi, nic nie wyjaśnia a stwarza natomiast
cały szereg sprzeczności i szereg skomplikowanych zagadnień,
zupełnie przez autora nie poruszonych. Podajemy parę przy­
kładów takich sprzeczności i trudności.
Dla czego te wierzenia, które Frazer uważa za najpierwo­
tniejsze, znajdujemy u wyspiarzy Banks Islands, to znaczy u ludu,
który stoi na znacznie wyższym stopniu kultury niż Australczycy ?
Jeżeli te wierzenia były tak silne i żywotne, że przetrwały na
wyspach Banksa poprzez wszystkie zmiany i przeobrażenia spo­
łeczne, dla czego nie stworzyły totemizmu? Jakeśmy powyżej
z naciskiem zaznaczyli (w poprzednim rozdziale tego artykułu),
odosobnione i społecznie mało ważne zjawiska na wyspie Banksa
nie mogą w żaden sposób być uważane za totemizm. I tu przy­
chodzimy do bardziej uzasadnionej trudności powyżej już za­
znaczonej. Teorya Frazera zupełnie ignoruje stronę społeczną
zagadnienia, skąd się biorąwtych pierwotnych wierzeniach tote­
micznych siły, które stwarzają klan i wogóle całą społeczną
stronę totemizmu? Teorya, którą krytykujemy, zawiera w sobie
pogląd, że wierzenia odnoszące się wyłącznie do indywiduów,
określające stosunek niektórych indywiduów do otaczającej przy­
rody, oyły źródłem skomplikowanego zjawiska społecznego, które
obejmowało grupy społeczne nie zaś indywidua. Pogląd taki,
aby miał wogóle jakiekolwek znaczenie, musiałby być rozwi­
nięty w pełni i szczegółowo, czego u Frazera nie znajdujemy.
Im głębiej wnikamy w naturę faktów socyologicznych, tern jaśniej
widzimy, że pomiędzy zjawiskami indywidualnen aspołecznemi
') Por. co powyżej powiedziałem o frazerowskiej teoryi egzogamii.

— 166 —

Totemizm i egzogamia

nie ma bezpośredniej i oczywistej ciągłości rozwojowej. Grupy
społeczne nie tworzą się przez prostą sumacyę lub uogólnienie
zjawiska indywidualnego. Wierzenia, przepisy, zwyczaje, wyobra­
żenia dotyczące postępowania jednostek a nie mające żadnego
wpływu na życie społeczne, mogą się stać zasadą kształtowania
się grup tylko drogą skomplikowanego procesu integracyi spo­
łecznej.
Budując schemat ewolucyjny, trzeba proces taki określić
szczegółowo, ściśle i konkretnie, nie zaś pozostawiać domyśl­
ności czytelnika. W wypadku, o którym mewa, nie jestem zu­
pełnie w stanie sobie wyobrazić, w jaki sposób totemizm mógł
powstać z „najpierwotniejszych wierzeń“. Przypuśćmy, że w da­
ném społeczeństwie każdy człowiek uważa się za wcielenie ja­
kiegoś przedmiotu, to od takiego stanu rzeczy droga bardzo
daleka do organizacyi totemicznej z określonym stosunk. :m
klanu do plemienia, z szeregiem funkcyi wiążących członków
w jedną grupę i spajających klany w wyższą jedność plemienną.
Droga bardzo daleka i bynajmniej nie prosta, choćby dla tego,
że według wierzeń Banksów nie ma powodu, aby się nie wcie­
lała w kobiety jak największa rozmaitość przedmiotów i w zwią­
zku z tern nie ma powodu, aby się tworzyła ograniczona ilość
totemów a tern samem pewna ilość członków tego samego totemu,
Którzyby byli materyałem na klan. 1 tu napotykamy na nową
trudność: teorya ta nie tłómaczy faktu, że totemami nie są byle
jakie przedmioty, że niektóre klasy przedmiotów, najpierw zwie­
rzęta, a potem rośliny częściej występują niż inne. Czy ten fakt
nic nie znaczy, czy nic nie wyraża ? Frazer nie daje na to py­
tanie zadowalniającej odpowiedzi, bagatelizując je zupełnie. Gdy
mówi o punktach, które jego teorya wyjaśnia, dodaje : „Tłó­
maczy ona niezmiernie szeroki zakres totemów, zaczynając od
zwierząt i roślin aż do najwyższych dzieł przyrody z jednej
strony i najpodrzędniejszych wytworów człowieka z drugiej,
a to dlatego, że od promieni słońca, księżyca i gwiazd, nie ma
nic aż do najdrobniejszych przedmiotów użytku domowego,
coby nie mogło wywrzeć wpływu na wyobraźnię kobiety w kry­
tycznej epoce i zosta. utożsamionem przez nią z dzieckiem
w jei łonie“1). To już jest wprost fałszywe. Wedle tego na pod­
stawie najprostszych rozważań o prawaopodobieństwie, można1) Frazer: Tot. i egz. tom lV-ty, str. 61

— 167 —

Bronisław Malinowski

by sądzić, że różne przedmioty otoczenia bezpośredniego, po­
winny być równomiernie reprezentowane między totemami. Da­
lej, że na pierwszy plan powinny występować przedmioty, z któ­
rymi kobiety mają przedewszystkiem dużo do czynienia. Fakty
najdosadniej zadają kłam obu tym wnioskom. Prosty przegląd
porównawczy zjawisk totemicznych wskazuje, że istnieje wyraźna
przewaga zwierząt, i to takich zwierząt, które wprawdzie odgry­
wają ważną rolę w życiu mężczyzn, ale które tylko niezmiernie
rzadko mogły wywrzeć wrażenie na kobietę ciężarną. Przedmioty
natomiast będące w stałej styczności i użyciu przez kobiety, sta­
nowią wyraźną mniejszość między totemami. Tak np. w totemiźmie australskiem przedmioty codziennego użytku kobiet tak
jak kije do kopania korzeni i robaków ziemnych, naczynia
i inne rzeczy, nie są zupełnie i nigdy totemami, gdy z pośród
zwierząt najliczniejsze i najważniejsze między totemami są zwie­
rzęta, które stanowią przedmiot polowania wyłącznie mężczyzn.
Nie warto mnożyć zarzutów i uzasadniać je, skoro odrzu­
camy zasadniczo stanowisko Frazera. Zaznaczyłem parę sprze­
czności, które jego teorya za sobą pociąga, dla wykazania, że
w żadnym razie teoryi tej nie można uważać za dokładnie prze­
myślaną i czyniącą zadość faktom.
Obecnie przechodzę do zasadniczej krytyki stanowiska
Frazera i jego teoryi. Podstawowym błędem Frazera jest, jak
to już powyżej zostało wykazane, że uważa on totemizm za in­
tegralną całość, za jedność kulturalną jakby z jednego odlewu.
Że Frazer w ten sposób totemizm pojmuje i przedstawia, wi­
dzieliśmy powyżej, zresztą pojęcie to przebija się w całem jego
dziele.
Wszędzie mówi on „o przeżytkach“ właściwego totemizmu
o jego „rudymentach“, o formach totemicznych „niedostatecznie
rozwiniętych“, lub już „przekwitłych“, tak, jakby rzeczywiście
istniał idealny totemizm i różne formy, które się mniej lub wię­
cej do niego zbliżają.
Stanowisko Frazera w tym względzie nie jest odosobione,
w ten sam bowiem sposób pojmuje totemizm większość uczo­
nych, uważając, że jestto zbiór organicznie i stale ze sobą połą­
czonych cech.
Ażeby sobie dać radę z faktycznym stanem rzeczy, w któ­
rym nie spotykamy nic takiego jak „pełny totemizm“, uczeni
na równi z Frazerem muszą się z konieczności uciekać do bar­
— 168 —

Totemizm i egzogamia

dzo wygodnego arsenału pojęć ewolucyjnych, jak „przeżytek“
„początek“, „rudyment“ i t. p. Inni autorowie czując, że tote­
mizmu nie można uważać za sztywny, jednolity zbiór różno­
rodnych zjawisk, biorą za istotę totemizmu jedną z jego cech,
np. tabu, lub totemiczne nazwy klanów lub jeszcze pochodzenie
od przodków zwierzęcych lub roślinnych. I ten pogląd znacznie
upraszcza tak teoretyczną stronę totemizmu, jak i konieczność
ściślejszego opisu, jest jednak niestety zupełnie błędny! W każ­
dym razie większość etnografów, zajmujących się tą kwestyą,
uważa totemizm za normalny szczebel religijnego rozwoju ludz­
kości, przez który każda jej gałąź w pewnych stadyach kultury
przejść musiała. Niektórzy, jak Jevons, Reinach i Durkheim
uważają totemizm za religię pierwotną „par excellence“ i starają
się wyprowadzić cały rozwój religii z totemizmu x).
Takie ujęcie totemizmu i postulowanie go jako fazy orga­
nicznej w rozwoju ludzkości, od razu budzi pewną nieufność,
jako odruch zdrowego rozsądku. Bo cokolwiekby można powie­
dzieć o postulacie jednakowej ewolucyi, przez którą cała ludz­
kość we wszystkich swych odłamach przeszła, jedno jest pewne,
że kultury i instytucye ludów znajdujących się na tym samym
stopniu rozwoju, mogą być do siebie podobne tylko o tyle,
o ile będziemy brali pod uwagę najbardziej ogólne ich cechy.
Jednem słowem, że ludzkość w każdej swej gałęzi przechodziła
stadya do siebie podobne, ale nigdy nie identyczne i że im bar­
dziej byśmy wchodzili w szczegóły instytucyi czy wierzeń, tern
mniej moglibyśmy te szczegóły postulować jako konieczne fazy
9 Do pierwszej kategoryi uczonych należą oprócz Frazera Dr. Ri­
vers: Journal anthropological Institut XXXIX; Dr. Haddon; Reports Bri­
tish Association, Belfast meeting, Presidential Address,’Section ; Jevons
Introduction to the History of Religion; Robertson Smith; Religion of
Semites; Mc'Lennan artykuły w Fortnightly Review 1869 i 1870 r. Grâbner w Reports of British Assoc. 1910; Reinach; Cultes, Mythes, Reli­
gions“ wstęp; Durkheim; Annee sociologique I rozprawa o początkach
zakazów kazirodztwa i świeżo wydana książka p. t. „Formes élémentaires
de la Religion“.
Do drugiej mniej licznej kategoryi uczonych należą: X. W. Schmidt.
Hill Tout i Powell (por- Goldenweiser loc. cit. str. 268 i nast i 276
i nast.).
Na stanowisku podobném jak zajęte przez nas stoją ; Goldenwei­
ser; por. poniżej tekst Journal of A. F. Lore 23. i v. Gennep w Revue de
l’Histoire des Religions tom 58 str. 34 i dalsze i w Folk Lore 1911 r.

— 1Ó9 —

Bronisław Malinowski

rozwoju. Możemy śmiało przyjąć, że przodkowie każdej gałęz1
ludzkości obrabiali niegdyś krzemień surowy, tak jak to czynili
w 19 wieku Tasmańczycy i dziś jeszcze niektóre plemiona australskie. Później zaczęli ten krzemień polerować, jak go pole­
rują niektóre ludy Oceanii, następnie dopiero przeszli do wy­
robów z bronzu i żelaza. Ale czy formy i sposób robienia był
wszędzie taki sam, czy proceder obróbki krzemienia był wszę­
dzie jednakowy i jednakowo się rozwijał i doskonalił, co do
tego można mieć poważne wątpliwości, a w żadnym razie nie
można tego twierdzić i na takim postulacie budować całej teoryi.
Jeżeli teraz od kultury materyalnej przejdziemy do kultury
duchowej, do religii, obyczajów, wierzeń, to musimy być zna­
cznie jeszcze ostrożniejsi. Przy obrabianiu kamienia natura materyału, cel przedmiotów i bardzo ograniczone środki techniki
pierwotnej, stanowią zbiór warunków, które bardzo ściśle okre­
ślają wytwory tej epoki. Im bardziej oddalamy się od czysto
materyalnych czynności, tern bardziej skomplikowane i nieuchwy­
tne stają się warunki przystosowania człowieka do przyrody.
To też religia, niezmiernie zróżniczkowana forma przystosowa­
nia, nie może być we wszystkich swych szczegółach identyczną
dla ludów danego stadyum kultury. Tylko najogólniejsze typy
wyobrażeń religijnych, jak np. to, co Tylor nazwał „animizmem“
mogą być właściwościami całej ludzkości, stojącej na pewnym
szczeblu rozwoju. Ale przechodząc do bardziej szczegółowych
form wierzeń, dodając do ogólnych cech „animizmu“ bardziej
wyspecyalizowane cechy, coraz bardziej konkretne formy, wi­
dzimy odrazu, jak do ogólnych właściwości duszy ludzkiej do­
dają się specyalne warunki : wpływ otoczenia, klimatu, fauny,
flory, stosunków ekonomicznych i t d. Ponieważ zaś te wszyst­
kie warunki były różne dla rozmaitych odłamów ludzkości, by­
łoby więc błędnem przyjmować, że konkretne formy wierzeń
są określone jednoznacznie stadyami ewolucyi. Otóż totemizm
„pełny i czysty“, tak pojęty, jak go pojmuje Frazer i jemu po­
dobni, jest właśnie taką niezmiernie konkretną formą wierze­
nia ; zawiera cały szereg cech szczegółowych, jest zbiorem wła­
ściwości, które na pierwszy rzut oka wydają się możliwe
w tern połączeniu, tylko dziwnym i przypadkowym zbiegiem
warunków.
Trudno uwierzyć, aby w całej ludzkości w pewnej fazie
rozwoju, występował zawsze taki sam zbieg okoliczności, albo
-- 170 —

Totemizm i egzogamia

taki niezmiernie skomplikowany zbiór warunków, któreby je­
dnakowo kształtowały tak wysoce wyspecyalizowany i skom­
plikowany produkt, jakim jest totemizm.
Dla Frazera totemizmem „czystym i pełnym“ jest totemizm
australski. Po najbardziej pobieżnem przyjrzeniu się tej formie,
widać w niej odrazu mnóstwo cech lokalnych, tak iż trudno
przyjąć, aby to było stadyum, przez które niegdyś przeszła
ludzkość cała a z nią i nasi przodkowie.
I w samej rzeczy głębsza analiza potwierdza ten odruch
zdrowego rozsądku i prowadzi do odrzucenia Frazerowskiego
ujęcia totemizmu, zarówno jak i jego sposobu tłómaczenia.
Naukowe ujęcie totemizmu wymaga przedewszystkiem wy­
czerpującej odpowiedzi na zasadnicze pytania: „Czy totemizm
wogóle istnieje“? Odpowiedź musi się oprzeć na analizie fa­
któw, które wykażę, czy istnieją cechy totemiczne, stale wystę­
pujące i jakie są te cechy? Czy totemizm jest kompleksem ta­
kich stale występujących cech, czy też istota jego da się okre­
ślić jedną cechą dominującą i t. p.? Rozwiązanie tych zagadnień
i określenie istoty totemizmu, pozwoli dopiero przejść do sy­
stematycznego badania jego genezy.
Pytania te jednak przekraczają zakres obecnego artykułu Ł).

') Próbę rozwiązania zagadnień odnoszących się do istoty i genezy
totemizmu i religii pierwotnych w ogóle, znajdzie czytelnik w pracy au­
tora o „wierzeniach pierwotnych i zróżniczkowaniu społecznem“, która
zapewne niedługo okaże się w druku.

— 171 —

Od Redakcyi.
Wyjątkowe czasy będą chyba usprawiedliwieniem dostatecznem przed Sz. Czytelnikami za znaczne spóźnienie niniej­
szego tomu „Ludu“ i za jego szczupłe rozmiary. Jeszcze bo­
wiem w czasach pokojowych pismo nie domagało z powodu
braku środków materyalnych i z wielkim trudem utrzymywało
swe dalsze istnienie. A cóż dopiero w czasach obecnych, gdy
siłą faktów ustała przysyłka prenumeraty i wypłata subwencyi.
Mimo tych trudności postanowiliśmy nie dopuścić do upadku
pisma i kontynuować wydawnictwo, choć w skromniejszych może
na razie rozmiarach. Pomieściliśmy więc w tomie niniejszym
tylko rozprawy, a zmuszeni byliśmy z powodu braku miejsca
odłożyć resztę materyału (szczególnie notatek i recenzyi) do na­
stępnego rocznika, który wkrótce wydamy w zwiększonej obję­
tości, o ile nam na to warunki dozwolą i Sz. Prenumeratorowie o uiszczeniu swych zaległości choćby częściowem (pod da­
wnym Dra Fischera adresem) nie zapomną. Zresztą mamy na­
dzieję, że sytuacya chyba się z czasem wyjaśni, a wtedy i dla
naszego wydawnictwa przyjdą feliciora tempora.

Druk ukończono w marcu 1915 roku.

Dozwolone przez cenzurę wojenną.

— 172 —

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.