0df80b4d6f33ce5dac0b697994f1d3e1.pdf
Media
Part of Lud, 1900, t. 6
- extracted text
-
Biblioteka §!ąska
•v \ y
■ \'Г
.
^
K- r
к
-Í -І
f" .
: :
Vr..: : f e - ”
r
jľ V -^ '^ í^ S i/K 'S
ч ' ' ‘ '- - . к й ч
,
m
Й Й ’yw-°t
s® s
-
v*'1trv' Чй';:-/' '
й Ш ш Ш Ш й
'
й; -
\v’vv; .:, ^ ::_0VT -:,д
л - , . г
і
.:,^
.
й;Й : , йй'..
:,.й й
; :.:v-,.
. : •"••;•• '-Й
. : . ; ^ - ;:,ЙЙ..::й ЙЙЧ^;УЙЙ
Й ■ ••. Й / ; ,- •;.
•• ^
- ' ' й г - ^ 'Й л ; й й й /- :'-'
Ш
'
'
й и .й ' . ' -й;ЙЙ''':Й.йЙ:;й;:: ,й.;. л;-:йй-й,й:; :; ■ÿ:-■ /;. ■^
'■
■ ■
■ ^
-
• й-:-й
■
«
'
шштт
Й ^й'
'
й/ # й ■'Мщ.ш ш ш ш
Г
йй:йМЇ-Й'Йй
ІІв Ш в й Ш
Ї Й ® : Й ; й :;:й ;Й^Ч:Й й : й : й й Й > ^
"À
■й1 -ž
-
Й « : ; ; й й й л й - й й : ; й й 'й ^ ^ ^ ^
^
. 1
.
v
-
^
,
і
„' <' *
ЩйййїС;
•
ІІІЯйііі!
^ И 8» Ш
...
ІвІіЯЯві|1ІІ*<
,г У .Ш
-
■
р
, і'
S'
ill
L
U
D
ORGAN
TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO we LWOWIE
POD REDAKCYĄ
Dra ANTONIEGO KALINY
z współudziałem
Dra FRANCISZKA KRCEKA i Dra JANA LECIEJEWSKIEGO.
I R -o c z m -ils :
s z ó s t y .
(Z tablicam i i ilustm cyam i w tekście.)
:
■ť ’R
■-І-’-- SA-
íj A y :
WE LWOWIE 190Ó.
NAKŁADEM
T O W A R Z Y ST W A
LUDOZNAW CZEÖO.
Z „Drukarni Polskiej“ Sykstuska 6. (Pasaż Hausmana 5.).
A dres R ed a k cy i:
L ew ów , u l. Z im o r o w ic x a
z.
> C -/W Ê b S
^ S 2 '7
,f
4<?g O
Spis rzeczy
■s. í i vv л r* t y <* I i
w
V I.
r o c z n i k
їж,
poświęconym Uniwersytetowi Jagiellońskiemu.
Adres wystosowany
odnowienia
do Wszechnicy
.
.
.
I.
Jagiellońskiej w 500. rocznicę Jej
.
.
.
. str. VII.
Eozprawy.
str.
Dr. A. Kalina: Pierwsze pięciolecie
.
.
.
.
.
.
1
J. W itort: Filozofia pierwotna (Aninizm)
.
.
.
7, 113, 225, 321
Dr. Fr. Krček : Przyczynki do drugiego wydania »Księgi przysłów« S. Adalberga I.
27
Bron. Gustawjcz; O ludzie podduklańskim w ogólności, a Iwoniczanach
w szczególności .
.
.
.
.
.
36, 126, 245, 340
Stef. Ramułt: Kiłka słów o Słowieńcach pomorskich .
.
.
. 8 1
Józef Schnaider: Z kraju Hucułów
.
.
- .
.
. 1 5 7 , 257, 351
Dr. St. Eljasz-Radzikowski : Styl zakopiański (z 8 ryc. i 5 tabi.)
.
172
Zbigniew Pazdro : Proces o »perepiczkę«
.
.
.
.
.
268
Maksymilian Gumplowicz: Polacy na Węgrzech I. —II.
,
.
277, 361
Dr. A Kalina : Ludoznawstwo na III. zjeździe historyków polskich w Kra
kowie
.
.
.
.
.
.
.
. 3 7 2
Wł. Semkowicz: Dwa przyczynki do historyi wierzeń ludowych
.
.
385
II.
Zbiory materyałów etnograficznych.
Bron. Kryczyński: Śpiewy haiłkowe z Podhorzec
Jan Magiera: Początek kowalstwa w Sułkowicach
S. Udziela: W zory haftu białego ludu krakowskiego
III.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
161
.
290
. tabi. V—VIII.
Rozmaitości.
D r. F r. K r č e k : Kwestyonaryusz w sprawie gwiazd, str. 95; J ó z e f M a z u r :
Krutyło czyli kołowrot, zabawa ludowa, str. 95; d r. St. E l j a s z - R a d z i k o w s k i :
»Wilcze zęby« czy smocze zęby, str. 96; Odezwa Komisyi antropologicznej Akademii
urn. w Krakowie, str. 193; d r. F r. K č e k : W sprawie piosnek i zabaw dziecięcych,
str. 194; T e n ż e : Do dziejów zabaw i gier dziecięcych, str. 195; T e n ż e : Pisanki
z IV. w. po Chr., str. 196; M. R y b o w s k i : Sopleńce, str. 196; T e n ż e : O latawcu,
— TV.
—
str. 196; T e n ż e : Rokita czyli iwa, str. 197; dr. St. E lj a s z - R a d z i k o w s k i :
Źródła lecznicze w folklorze, str. 197; T e n ż e : Fonograf na usługach ludoznawstwa, str. 198; J ó z e f z n a d W i s z e n k i : Uroki, str. 198; M i c h a ł R a w i c z
W i l a n o w s k i : Kwestyonaryusz o Kazimierzu, królu .»chłopków«, str. 198;,
Br. G u s t a w i c z : Kwestyonaryusz w sprawie ludowych nazw miejscowych w po
wiecie chrzanowskim, str. 293; T e n ż e : Prima Aprilis, str. 297; dr. F r. K r č e k :
Kpiny z Mazurów, str. 299; d r. S t a n i s ł a w El j a s z - R a d z i k o w s k i : Lachy
w Polsce i na Słowaczyźnie, str. 301; M. R y b p w s k i : Gościec, str. 303; T e n ż e :
Robaki w zębach, str. 304; St. Z d z i a r s k i : Cyganie w Galicyi, str. 304; dr. F r.
K r č e k : Mowa zwierząt, str. 305; T e n ż e : Nawoływanie zwierząt, str. 305 ; W o j
c i e c h S z u к i e w i cz : Muzeum W. Fiedorowicza w Mińsku, str. 305; St. Z d z i a r s k i :
List niebieski, str. 307; D r. F r. K r č e k : Odezwa ludoznawców do fotografów,
str. 392; W óz wiejski i nazwy jego części, str. 395; »Polonia« w misteryach w łos
kich, str. 395; B r o n . Ś w i d n i c k i : Kartki korespondencyjne z widokami a ludoznawstwo, str. 396; Z o f i a S t r z e t e l s k a G r y n b e r g ó w a: Jeszcze jedna zwrotka
do pieśni ruskiej »Zażuryw sia czołowik«, str. 397.
IV. Rozbiory i sprawozdania.
str.
L. K r z y w i c k i : Historya rozwoju społecznego (dr. К. I. Gorzycki)
.
198
Z o f i a S t r z e t el s к a - G r y n b e r g o w a : Staromiejskie, ziemia i ludność
(St. Zdziarski)
.
.
.
.
.
.
.
. 1 9 9
J a n Al. B a y g e r : Powiat trembowelski (St. Zdziarski)
.
.
.
200
Jó z e f K a l l e n b a ch : Tło obrzędowe »Dziadów« (L. Młynek)
.
.
201
A t e n e u m z r. 1898 —99 (J. Witort) .
.
.
.
.
206, 405
Dr. K. B ü c h e r : Arbeit und Rhytmus (dr. Z. Gargas)
.
.
.
213
W y d a w n i c t w a Smithsonian Institution w W ashingtonie (W. Szukiewicz)
215
č a s o p i s Macicy Serbskeje 1848— 1897 (dr. Fr Krček)
.
.
.
309
Stef. R a m u ł t : Statystyka ludności kaszubskiej (St. Zdziarski)
.
.
310
I gn . M a t u s z e w s k i : Dyabeł w poezyi (St. Zdziarski)
.
.
.
311
Dr. S t a n i s ł a w C i s z e w s k i : Bajka o Midasowych uszach (St. Zdziarski)
397
Jó z e f K o r z en io w s k i : O Hucułach (J. R—r.)
.
.
.
.
398
St. P r z y b y s z e w s k i : Przyczynek do psychologii czarownicy (J. Lukasiewicz)
399
Z z i e m i pagórków leśnych, z ziemi łąk zielonych (St. Zdziarski)
.
.
400
Z a p y s k y naukowoho Towarystw a imeny Szewczenka (F. R. G.)
.
.
401
M a t e r j a ł y ukraińsko-ruskoi etnologii (F. R. G.)
.
.
.
.
402
» Wi s ł a « miesięcznik geogr.-etnograficzny 1896. (Seweryn Udziela) .
.
410
D r. P a z d r o Z. : Statut czeladzi kupieckiej krakowskiej z XVII. wieku (r. 1675)
413
L o p a c i ń s k i Ii.: Z dziejów cechu mularskiego i kamieniarskiego w L ubli
nie (dr. Fr. Krček)
.
.
.
.
.
.
.
413
V. Sprawy Towarzystwa.
Sprawozdanie z VI. W alnego Zgromadzenia
Bilans kasowy
.
.
.
.
.
Bilans majątkowy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
97
100
102
-
V.
-
Preliminarz na rok 1900
.
.
.
.
Posiedzenia Zarządu głównego .
.
Zgromadzenia miesięczne naukowe
.
.
.
Sprawozdania Oddziałów:
w Buczaczu .
.
.
.
.
w Chrzanowie
.
.
.
.
w Krakowie .
.
.
.
.
w Tarnowie .
.
.
.
.
w Wieliczce .
.
.
.
.
Dary
.
.
.
.
.
.
.
Stosunki z innemi Towarzystwami i redakcyami pism
Spis członków .
,
.
.
.
.
.
str.
104
97, 218, 313, 413
9 ', 219, 314
99
. 106, 219, 315
. 107, 315, 414
110, 316
. 111, 221, 318
. 222, 319, 415
221, 319
. 224, 320, 416
Spis współpracowników,
k tó r y c h
prace
um ieszczono
Dr. Z. Gargas (Berlin).
Fr. Rawita-Gawroński (Lwów).
Dr. K. I. Gorzyeki (Lwów).
S. p. Maksymilian Gumplowicz (Grac).
Prof. Bron. Gustawicz (Kraków).
Dr, A. Kalina (Lwów).
Dr. Fr. Krček (Lwów).
Bron. Kryczyński (Czerniowce).
Jan Lukasiewicz (Lwów).
Jan Magiera (Kraków).
Prof. Józef Mazur (Buczacz).
Prof. L. Młynek (Tarnów).
w
ro czn iku VI. :
Dr. Z. Pazdro (Lwów).
Dr. St. EljasZ-Radzikowśki (Lwów).
Stef. Ramułt (Lwów).
J. R—r. (Lwów).
Mik. Rybowski (Lwów).
Józef Schnaider (Peczeniżyn).
W. Semkowicz (Lwów).
W. Szukiewicz (Warszawa).
S. Udziela (Wieliczka).
Mich. Rawicz Witanowski (Król. Polskie).
Jan Witort (Poniewież, gub. kowieńska).
St. Zdziarski (Lwów).
'
.
w y s to s o w a n y do W s z e c h n ic y J a g ie llo ń sk ie j
w pięćsetną rocznicę J e j odnow ienia.
Vszechnico Jagiellońska!
Z hołdem i miłością staje przed Tobą przedstawiciel naj
młodszej, ale świeżej i pełnej życia wiedzy : ludoznawstwa
polskiego. Hojnością, i szczodrobliwością Kazimierza, Jadwigi,
Jagiellonów, do życia potoołana, byłaś pierwszą zorzą światła
dla Wschodu i JPółnocy, pierwszem źródłem uprawy ducha
polskiego, — pierwszem polem, na którem rozwinął się najwon
niejszy kwiat dziejowej narodowej roboty : kultura, wykształcenie,
nauka. O uczciwej pracy Twojej wśród minionej potęgi
i chwały, wśród burz i niepowodzeń, wśród nieszczęść i smutku,
świadczą stare Twych dziejów roczniki i bijąca z nich wiara
w żywotność i siłę narodowa,. Z krynicy Twej czerpała zacna
Bzeczpospolita w wszystkich stanach bytu swego użytek wszelaki :
Twoja powaga otaczała Jej imię blaskiem u narodów pobra
tymczych i postronnych, Twoja troskliwość macierzyńska wycho
wała Jej pobożne biskupy, waleczne męże, mądre dyplomaty,
wielkie przedstawiciele nauki i literatury, Twoja ręka wskazy
wała narodowi w upadku i pogromie pierwszą drogę do lepszej
doli i przyszłości — w odrodzeniu ducha. Wszak Twój to
w owych czasach przedstawiciel, Hugo KoUontaj, najpierwszy
etnograf polski, zwrócił uwagę, że jeśli history a ma być narodu
naticzycielką, to zejść trzeba z wysokich jego wyżyn do zawsze
zdrowej podstawy: do ludu, i tam szukać przędzy i kwiatów
—
V lil
narodowych myśli i uczuć. Jakim odgłosem odbiło się w później
szych latach owo hasło, jaki owoc wydał ten pierwszy posiew
ołomuniechiego więźnia, głośno mówi i wieczyście mówić będzie
z pośród wielkich i dobrych duchów odradzającej się Polski
największy Jej duch — Adam !
Z dumą patrzy Towarzystwo ludoznawcze na pięciowiekową
Twą sławę, Matko Jagiellońska, i z dumą nazwać się może
Twojem dzieckiem Tuchowem, bo to, co przed wiekiem wyszło
od Twego wielkiego reformatora, dziś podejmuje i uważa za
cel stvej pracy rzetelnej, swych usiłowań i trudów.
Niechaj więc do wspaniałych hołdów, które Ci dzisiaj
składa kultura i cywilizacya świata, і nam гиоіпо będzie
w znak uwielbienia dla Ciebie dołączyć swój głos, a w , znak
wdzięczności ofiarować skromny dorobek naszej pracy, rocznik
„Ludu“, na którego czele świecą głoski Twego wielkiego
imienia.
We Lwowie, dnia 7. czerwca, li. P. 1900.
to w a rz y stw o ludoznawcze we £w ow ie
Z O ddziałam i: buczackim , Ghrzanowskim, krakow skim ,
(Sarnowskim, (Laiarowskim, Wielickim.
w K ra k o w ie
-letnią rocznicę Jego pow tórnej fundacyi
ROCZNIK VI. „LUDU“
poświęca
T o w a rzy stw o lu doznaw cze.
'
'
;r;:fÍ|
SS;
:Ä
V"'-
шшшшш
-
JÍSKÍŠ
.'■5
\ .j
'
ш
P ierw sze pięciolecie.
Dnia 9 lutego b. r. minęło 5 lat od zawiązania się T ow a r z y s t w a l u d o z n a w c z e g o z siedzibą we Lwowie —
które postawiło sobie za zadanie umiejętne badanie ludu
polskiego i sąsiednich, oraz rozpowszechnianie drukiem ze
branych o nim wiadomości. Okres pięcioletni nie wystarcza
wprawdzie, żeby ludzkość „nowymi pchnąć to ry “, zwłaszcza
w zakresie umiejętności, która dotychczas bardzo nieznaczne
zapuściła korzenie na niwie naszej ojczystej, — dostatecznym
wszakże jest zupełnie, żeby dać poznać, czy praca, podjęta
w tym celu, może wrydać owoc pożyteczny, dla którego
w arto uprawiać rolę leżącą dotychczas odłogiem. W interesie
więc samej sprawy kreślę obraz działalności Tow-a za
czas ten ubiegły, zadawalniając się przytoczeniem samych
faktów, a ocenę ich pozostawić muszę czytelnikowi, który
też stosownie do tego wyda sąd o Tow-ie — dodatni lub
ujemny.
Zrozumiałem było dla Zarządu, wybranego przez pier
wsze W alne zgromadzenie, źe Tow-o tylko wtenczas może
liczyć na powodzenie, jeżeli wydawać będzie własny organ,
który służyć będzie tym celom, jakie Tow-o sobie wytknęło.
Dla tego też na posiedzeniu d. 16 m arca 1895 r. zapadła
jednom yślna uchwała, ażeby wydawać miesięcznik w objętości
najm niej dwóch arkuszy, p. t. „L ud“, którego 1-szy zeszyt
wyszedł niebawem na początku kwietnia. Trzeba było silnej
wiary w żywotność podjętej myśli, ażeby przy 64-ech człon
kach (tylu liczyło ich na początku Tow-o) i j e d n e j rozprawie,
znajdującej się w tece redakcyi, rozpocząć wydawnictwo mie.
i
_
2
—
sieczne, które pomiędzy członkami nie mogło liczyć na wielu
współpracowników, a podobnie także pomiędzy nie-członkami,
zato zaś wyłącznie skazane było na w łasną pomoc materyalną, która ograniczona na wkładki nieznacznej liczby człon
k ó w — ludzi niezamożnych, nie mogła być w\ datną. Mimo to
pismo wychodziło regularnie każdego miesiąca a 'od roku
następnego zamienione zostało na kwartalnik.
Żeby uczcić 25-Jetn:ą pracę na polu ludozoaw stw a za
służonego pracownika, J a n a K a r ł o w i c z a , uchwalił Zarząd
poświęcić II. rocznik swojemu pierwszemu członkowi h o n o
rowemu. W tym celu udała się Redakcya do całego szeregu
uczonych polskich i zagranicznych z proźbą o artykuły dla
tego rocznika, w tem błogiem przekonaniu, źe myśl ta dozna
jak najlepszego przyjęcia u tych, którzy umieją cenić pracę
niezm ordowaną a tak w ydatną naszego Nestora na polu ludoznawstwa. Skutek tych zabiegów był taki, że z Czechów
przysłało t r z e c h rozpraw y na ten ceł (ś. p. Edward Jelinek,
dr. Jerzy Polivka, ś. p. Fr. Rzechorz), z Niemców j e d e n ,
(dr. R. Fr. Kaindl) z Polaków — n i k t !
Zrozum iałem więc było dla Redakcyi, źe sam opom oc,
jak w innym zakresie pracy tak też i tu, najpew niejszą je st
podstaw ą, na której trzeba oprzeć byt i rozwój czasopism a.
Na kartach „ L u d u “ pojawiają się więc nazw iska autorów do
tychczas całkiem nieznanych, lub pracujących n a innem polu
naukowem, których w I. roczniku było 16, w II. 84, w III. 21,
w IV. 26, w V. 33. W ten sposób wyrobił sobie „L ud“
spory zastęp współpracowników, którzy, dzięki jego istnieniu,
wystąpili na widownię naukow ą i tem sam em wzbogacili
skarbnicę duchowego dorobku narodowego. A jeżeli dodam ,
źe praca łych pionierów na polu ludoznaw stw a połączona
je st z trudnym i obowiązkami pracy zawodowej, nie mającej
nic wspólnego z ludoznawstwem a często naw et z sam ą
nauką, to należy im się szczere uznanie — tem bardziej, że
za pracę swą żadnego nie otrzym ują wynagrodzenia.
Stan i rozwój czasopism a przedstaw ia się co do treści
cyfrowo w sposób następujący: W I. roczniku było rozpraw
syntetycznych, naukow ych 16, zbiorów materyałów ludoznaw
czych 1, recenzyi 6, w II. rozpraw 23, m ateryałów ludoz.
27, recenzyi 23, w III. rozpraw 14, materyałów ludoz. 22,
recenzyi 19, w IV. rozpraw 9 (długich kilkuarkuszowych),
m ateryałów ludozn. 11, recenzyi 14; oprócz tego zaprow a-
— з —
dzono rubrykę rozm aitości z zakresu ludoznawstwa, która
wynosiła 15, w Y. rozpraw 19, materyałów ludozn. 13, recenzyi 21, rozm aitości 62.
Następujące prace wyszły w osobnych odbitkach : 1) dr.
Karol Mátyás: Zapust — Popielec — Wielkanoc, 1898;
2) dr. St. Eljasz-Radzikowski : Polscy górale tatrzańscy, 1897;
3) Ludwik Młynek: Uwagi nad pieśniam i ludu wielickiego,
1897; 4) dr. Fr. Krezek: Pisanki w Galicyi, 1898; 5) Tenże
Sobótka w Galicyi, 1898; 6) L. Młynek: Sierscy pasterze
przed 20 laty, 1898; 7) Jan W itort: Zarysy praw a zwycza
jowego ludu litewskiego, 1898; 8) St. Zdziarski: Pierwiastek
ludowy w poezyi A. Mickiewicza, 1898: 9) Fr. Piawita-Gaw roński: Szczedrówki z powiatu dobromilskiego, 1899; 10) dr
Eljasz-Radzikowski: Z folklorystyki słowackiej 1899.
Ocena wartości naukowej prac pomieszczonych w „Lu
dzie“ , oraz jego stanow iska naukowego, należy do czytenilków i pism fachowych. Mógłbym przytoczyć cały szereg
recenzyi w pism ach krajowych i zagranicznych, pochodzących
od ludzi naukowych, fachowych, z których Rudakcya m oże
być zupełnie zadowoloną. Z pewnością Redakcya świadoma
jest najlepiej braków pisma i dąży, jeżeli już nie do ich
całkowitego usunięcia, to przynajm niej do tego, żeby jak
najm niej ich było. O ile jej się to udaje, niech inni sądzą
a z rady uczciwej i rozum nej skorzystam y z wdzięcznością.
Brak funduszów nie pozwala zaopatrywać pismo w ilustracye
tak, jakby tego życzyć sobie wypadało. Jednak i w tym
względzie podawano ilustracye, gdzie tego nieodzowna oka
zała się potrzeba.
Żeby działalność Tow-a w pewnym, system atycznym
rozwijała się kierunku, utworzono w Zarządzie sekeye p o
szczególne, z których dwie: językowa i muzyczna wypraco
wały i wydały program pracy w odnośnym zakresie. P o n ie
waż jednak działalność zbiorowa przeważnie zależną je st od
energii i działalności jednostek, przeto rozwój sekcyi tych za
wisł od takich jednostek, z których dzięki niestrudzonym zabie
gom prof. Mieczysława Sołtysa sekeya muzyczna rozpoczęła
wydawnictwo p. t. P i e ś n i n a b o ż n e n a c a ł y r o k k o ś
c i e l n y . Zeszytów 4, 1897-8. Oprócz tego postanowił Zarząd
wydawać wzory ornam entyki ludowej, która szczególnie dla
przemysłu krajowego nieocenioną m a wartość. Dotychczas
wyszły 4 tablice p. t. W z o ry h a f t u b i a ł e g o l u d u k r a -
—
4
k o w s k i e g e w o p r a c o w a n i u S e w e r y n a U d z i e l i i na
dal wychodzić będą jako dodatek do każdego zeszytu „L udu“ .
Chcąc zebrać m ateryał ludoznawczy jak najobfitszy, wy
daje Tow-o kw estyonaryusze, których dotychczas rozesłało
dwa. Pierwszy odnosi się do zwyczaju m alowania jaj n a
W ielkanoc (pisanki), w języku polskim 1410 egzemplarzy^
w języku ruskim 1310 egz. do 1200 miejscowości, na k tó re
nadeszło 289 odpowiedzi. Nadesłany m ateryał opracow ał
dr. Fr. Krezek system atycznie w pracy : P i s a n k i w G a l i e y i r
1898. Drugi kwestyoiTaryusz, odnoszący się do zwyczaju
palenia Sobótki na uroczystość św. Jana, rozesłało Tow-o
w Ю39 egzem plarzach do zachodniej Galicyi, a nadeszły
m ateryał w odpowiedziach w liczbie 83, opracował ten że
sam autor w pracy: Sobótka w Galicyi, 1898.
Obecnie ma Zarząd przygotowany kwestyonaryusz o ży
wieniu się ludu w Galicyi, który niebawem w wielkiej ilości
roześle po wszystkich powiatach, jakoteż gotowy do druku
p o d r ę c z n i k e n o g r a f i c z n y opracowany według a n
gielskiego.
Oprócz tego stara się Tow-o badać Ind nasz także pod
względem antropologicznym i w tym celu jeden z członków
Zarządu (prof. dr. Dybowski) urządza peryodycznie odczyty
w zakresie antropologii, ucząc praktycznie słuchaczów p o
miarów kraniologicznych. Żeby zebrać typy ludowe z w szyst
kich zakątków kraju, nie mniej okazy ras zwierząt dom o
wych, udał się Zarząd do Tow-a miłośników^ sztuki fotografii
i ułożył pod tym względem odpowiednie wskazówki, według
których zdjęcia fotograficzne winne być wykonywane.
Dla członków we Lwowie urządza Zarząd naukowe ze
brania miesięczne, na których bywają odczyty z zakresu
ludoznaw stw a z dyskusyą. Takie odczyty odbywają sie także
w Oddziałach a za ich staraniem przenoszą się już n a
prowincyę.
Od samego początku swego isntienia starało się Tow-o
wnijść w stosunki naukowe z rozmai temi tow arzystw am i
i instytucyam i nakuowemi tak w kraju jako też za granicą.
Dotychczas utrzym uje stosunki z akademiami i towarzystwam i
naukow em i: polskiemi 4, czeskiemi 12, słowackiemi 2, łu życkiemi 1, serbskiemi 2, chorwackiemi 3, słowińskiemi 1T
ruskiem i 1, rosyjskiem i 2, niemieckiemi 14, węgierskiemi 2,
francuskiemi 2, angiełskiemi (także w Ameryce i Australii) 9,.
—
5
—
włoskiemi 2, japońskiem i 1. W skutek tych stosunków za
w iązanych z temi instytucyam i i rozm aitem i redakcyam i
pism fachowych, otrzymuje Tow-o czasopism naukowych,
z zakresu ludoznastwa, lub zostających w ścisłym z niem
zw iązku: polskich 20, czeskich 19, słowackich B, łużyckich 2,
serbskich 2, chorwackich B, słowińskich 3, ruskich 3, r o
syjskich 3, niemieckich 18, węgierskich 4, rum uńskich 1,
francuskich 3, włoskich 2, angielskich 9, holenderskich 2,
jap o ńskich 1 — o g ó ł e m 98 c z a s o p i s m .
W ścisłym związku z tą działalnością stoi b i b l i o t e k a ,
którą zakłada Tow. z dzieł odnoszących się do ludoznawstwa,
łub mających ścisłą z niem łączność. Na bibliotekę tę skła
d ają się dary tak członków, jak i autorów, którzy w rozu
m ieniu ważności takiej biblioteki fachowej przysyłają swoje
dzieła i prace Tow-u. W ciągu niespełna p i ę c i u lat zebrało
Tow . około 1000 tomów, które razem z czasopism am i
przedstaw iają zbiór, jakiego nie posiada niejedna wielka
biblioteka publiczna.
Oprócz tego gromadzi Tow-o okazy muzealne, wchodzące
w zakres przem ysłu domowego i wyrobów, mających zwią
zek z życiem ludu, żywiąc nadzieję, że położy w ten sposób
podwalinę do Krajowego muzeum etnograficznego. Takich
przedm iotów posiada Tow. przeszło 1000, których pewna
część mieści się w Muzem przemysłowem miejskiem. Brak
odpowiedniego lokalu stoji na przeszkodzie, że działalność
Tow -a w tym kierunku nie rozwija się n a szerszą skalę.
W zrost Tow-a liczebny przedstaw ia się w cyfrach w spo
sób następujący: W 1-ym roku zapisało się członków 194,
w 2-im 56, w 3-im 47, w 4 ym 77, w 5-ym 136 — ogółem
5 1 0 członków. Po odciągnięciu tych, którzy wystąpili z Tow-a,
¡umarli, lub których Zarząd z powodu zaległości wkładek wy
kreślił, pozostaje obecnie sum a członków 400 , z których
blisko połowa przypada na sam Lwów. Od pewnego czasu
atoli można skonstatow ać większe zainteresowanie się Towem na prowincyi, gdzie właściwie punkt ciężkości jego
spoczywać powinien. O tem można wnosić z tego, że pow
stało już 5 oddziałów Tow-a i to w Buczaczu, w Wieliczce,
w Krakowie, Tarnowie i Tatarowie, a jako szósty można
uw ażać w Krzeszowicach na powiat Chrzanowski założony
w ostatniej chwili,
6
Działalność Tow-a zjednała sobie uznanie nie tylko
w kraju ale w wyższym jeszcze stopniu za granicą. Wiele
z tow arzystw i pierw szorzędnych instytucyi naukowych zgło
siło zię do nas celem zawiązania stosunków naukowych:
Akademie um iejętności w Krakowie, Pradze, Peszcie, Zagrze
biu, Petersburgu; Towarzystwo przyjaciół nauk w P o zn an iu ,
król. Muzeum w Pradze, Tow-o naukowe w Budzieszynie, B ubla
nie, Guben, Zurychu, franc, antropologiczne w Paryżu, belgijskie
w Brukseli, król. saskie w Lipsku, bawarskie w W ürzburgu,
król. Tow-o w.. Getyndze, król. Akademia w Neapolu, R zy
mie i Padwie, angiel. w Londynie, sławny zakład Sm ithso
nian Institution w W aszyngtonie itd. itd. są w stosunkach
wymiany pism z Tow-em i wzbogacają swemi cennemi wy
dawnictwami jego bibliotekę.
W roku bieżącym urządza Tow-o wspólnie z Tow-em
historycznem Zjazd w Krakowie, na którym tworzyć będzie
osobną sekcyę. Referatów zgłosili sami członkowie Tow-a 24,
który to fakt m ożna uważać za najpiękniejszy rezultat 5letniej jego pracy.
T en szkic działalności Tow-a podaję do oceny publi
czności w tym celu, ażeby ci, którzy uznając ważność jego
celów, poparli nasze usiłowania czynem, pam iętając o tem ř
źe „Łongum iter per praecepta, brevis via per exempta“.
Ľ r . Antoni Kalina.
F ilo z o f ia
p ie rw o tn a .
(Animizm.)
1.
Coś niecoś w iem y o wierzeniach lu d ó w p ierw otn ych, ale
o d tw o rz y ć ze w szelką ścisłością n a u k o w ą całokształtu ich p o
g lą d u na świat,, je g o sto su n k ó w i w a ru n k ó w istnienia, ich filo
zofii pierw otn ej, nie m ożemy, alb ow iem ' nie m ożem y o dtw orzyć,
zrozum ieć i w y tłó m a c z y ć sobie np. ch oćb y tej przew ażnej roli,
j a k ą w um ysłow ości i życiu lu dów p ie rw o tn y c h o d g ry w a ją zwie
rzęta. K u l t zw ierząt i roślin — to tajem nica, d o tą d niew y jaśn ion a.
U c z o n y angielski, M. L en n a n , nie p ró b o w a ł w y jaśnić ani k u ltu
zw ierząt, ani t. z. totem izm u. Inni uczeni w y tw o rz y li h y p o té z y
n au k o w e , m ające w yjaśnić to zjawisko powszechne, k tó re g o p rz e
ż y tk i s p o t y k a m y w wierzeniach i p o d an iac h naszego ludu. H e r
b e r t S p e n c e r i L i p p e r t tłóm aczą je te o ry ą so b o w tó ró w ; ta te o ry a
poch odzi od S p e n c e r’a. S o b o tw ó r, d ru g ie »ja«, p o w sta ł w u m y
słach ludzkości pierw otn ej, dzięki tłóm aczeniu zjaw isk p rz y ro d y .
T y l o r też m ów i coś niecoś o tem, ale pozostawfia bez ścisłej
od pow ied zi p y ta n ie : w jak i sposób lu d y pierw o tn e w y ro b iły
sobie pojęcie o duszy ludzkiej, ożyw iającej czło w ie k a? T y lo r
w swej »Cywilizacyi pierw otnej« nie p o sta w ił w tej k w e s ty i
h y p o t é z y żadnej, alb o w iem w y s n u w a swe wnioski, p o słu g u jąc się
p rzew ażn ie in d u k cy ą. W p r a w d z ie m ówi o niej dużo i H e r b e r t
S p encer, ale je g o in d u k c y ą jest n ie k ied y z b y t d o w o ln a, zby t
o sn u ta n a p rz esłan k ac h logicznych, nie zaś — f a k ta c h e t n o g r a
ficznych, ściśle stw ierdzon ych , np. tłó m aczy on k u lt zw ierząt
tem , że lu d y p ie rw o tn e wierzą, że duch ich p rz o d k a wcielił się
w jakieś zwierzę, k tó re m u oddaje się cześć boską, o czem wsza
k że p o m ó w i się w u stę p a c h d alszych tej pracy.
W s p o m n ia łe m , że m ożna o dtw o rz y ć w za ry sach o g ó ln y c h
filozofię p ierw o tną, ale ty lk o p odk re śla m , że m o w a tu będzie w y
łącznie o za ry sac h o g ó ln y ch , pon iew aż p rz eży tk i tej p ra s ta re j
filozofii, k tó re znam y, po zw alają nam ty lk o n a to. N iem a p o
trz e b y u d o w o dn iać . b y m o gło b y ć inaczej, albo w iem p ra -p ra s ta re
w ierzenia i p o d a n ia lu d ó w p ie rw o tn y c h za g in ę ły w raz z nimi,
pozostałe zaś lu d y pierw otn e, ja k m y ich n az y w am y , w cale nie
należą do najpierw otniejszych. W o g ó l e w ierzenia i s ta n um ysłowości lud ów n ajp ierw o tn iejszych i n ajp ierw szych p o z o s ta n ą na
zawsze n am nieznane. B ardzo jest p ra w d o p o d o b n e m , że pierw si
ludzie n a te r y to r y u m F r a n c y i dzisiejszej zjawili się p rz ed 230 240 ty siąca m i lat, j a k tw ierdzi G a b ry e l M o rtille t w swej
książce p. t. »F o rm atio n de la n a tio n fran çaise« ; b y ł a to rasa,
zw a n a ra są N e an d erth a lu . W ty m okresie czasu, t. z. ciepły
cz w a rto rz ę d n y p e ry o d , fa u n a i flora w y g l ą d a ły zu p ełn ie inaczej
niż dziś: żyły jeszcze tak ie zw ierzęta j a k słoń p o łu d n io w y , p r z e
k ształc ający się w słonia s ta ro ż y tn e g o , h ip o p o ta m o wiele w ię
k s z y od dzisiejszego, nosorożec le p to rh in u s i nosorożec M e r c k ’a,
lew jask in io w y , potężniejszy niż dzisiejszy, m a łp a m ag o t, dziś
niep rzek raczająca s k a ł G ib ra lta ru , jelenie, k o nie i t. d. K l i m a t
b y ł bardzo ciepły, ró w n y i bardzo w ilg o tn y . W ta k ic h to w a
r u n k a c h znalazł się człowiek p ie rw o tn y E u ro p y , k t ó r y p r a w d o
p o d o b n ie p r z y w ę d ro w a ł z Ind yi.
R a s a N e a n d e rth a lu po siad ała r y s y n a s t ę p n e : ludzie ówcześni
p osiad ali jeszcze dużo cech przejściow ych, mieli w z ro st średni,
raczej m ały, p o s ta w ę p o c h y lo n ą naprzód , g ło w ę d łu gą, s p ła
szczoną u szczytu, z ty łu szeroko rozw iniętą, czoło m ocno w t y ł
p o c h y lo n e, łuk i b rw io w e w y d a tn e , oczy o k rą g łe , m iędzy czołem
i szerokim nosem silne w g łęb ien ie i lek k i p ro g n a ty z m . Mieli oni
p ierś szeroką i w y d a tn ą , no g i k ró tk ie, g r u b e i n iezg rab n e, ręce
i sto p y duże, ciało zaś p o k r y t e włosem. W o g ó l e ra s a ta silna
i k rz e p k a p o s ia d a ła dużo w a ru n k ó w p rz y ja z n y c h do w a lk i z o t o
czeniem, w szakże b y ł a zupełnie dziką. W ą tp l i w e m jest czy
p o słu g iw a ła się jakiem i b ąd ź narzędziam i, u ż y tk u o g n ia nie znała.
N a s ta ły p ow oln e, acz n ie u s ta n n e zm ian y k lim a ty c z n e ; k l i
m at coraz bardziej oziębiał się, aż nie doszedł do e p o k i lodowej.
T a okoliczność zmieniła całą faunę i florę ; w zam ian zw ierząt
uprz ed n ich zjaw iły się nowe, p rz y s p o so b io n e do życia w s u ro
w y c h w a ru n k a c h k lim a ty c z n y c h np. ren. T akiej samej zm ianie
u le g ła flora. W a r u n k i życiow e p o g o rs z y ły się o g ro m n ie ; b ardzo
tru d n o b y ło o pożywienie... W s z a k ż e ra s a N e a n d e rth a lu p rz eży ła
te czasy, ale u le g ła o g ro m n y m zmianom. W zaciętej w a lc e
o b y t, w y d o s k o n a liła o na narzędzia k am ienne , zasto so w ała je do
w y ra b ia n ia s k ó r i ich krajania, w y na le zio n o u m iejętn ość szycia,
a p ra w d o p o d o b n ie i rozniecan ia o gnia. E p o k a p rzejściow a t r w a ła
b ard zo dłu g o ; w cią g u teg o czasu ra s a N e a n d e rth a lu w y c z e r
—
9
-
p a ł a się i pow oli p rz eo braziła się w ra sę t. zw. L au g e rie . P o k r e
w ień stw o bliższe ty ch dw óch ras zostało niejed n o k ro tn ie stw ierdzonem. Obie te ra s y b y ł y d ługo gio w e. P o ostatniej p o z o s ta ły
p e w n e pam iątki, m ianow icie ry s u n k i n a narzędziach i ścian a ch
jask iń . T e ostatnie p ozw alają n am o d tw o rz y ć ry s y c h a r a k t e
ry s ty c z n e przedstaw icieli i przedstaw icielek tej ra s y : g ło w a d łu g a ,
jej ty ł mocno rozw inięty, łuki b rw io w e ła g o d n ie w y d a tn e , b ro d a
w y ra źn a, w ysunięta naprzód, w zrost średni, raczej m ały, tu łó w
szeroki, prz y sad zisty i mocny. Ciało m ężczyzn i k o b ie t b y ło
p o k r y t e włosem. Ś la d ó w w ierzeń re lig ijn y ch nie od szu kano ani
najm niejszych.
T y le o n ajpierw otniejszych m ieszkańcach E u ro p y . O czy
wiście znajdow ali się oni na szczeblu ro zw o jo w y m o w iele n iż
szym , niż lu d y pierw otne, s p o ty k a n e i o b s e rw o w a n e później, ale
niem a ani najm niejszego sp o so b u o d tw o rz y ć ich p o g l ą d y n a
ś w ia t i życie, pon iew a ż nie pozostało po nich najm niejszych
ś la d ó w ich życia u m ysłow ego .
N ato m iast coś niecoś w iem y o lu d ach p ie rw o tn y c h o b s e r
w o w a n y c h w czasach późniejszych. S tosuje się to do dzikich
c z e rw o n o sk ó rcó w A m e r y k i północnej, Esk im o só w ,
tu b y lc ó w
A fr y k i i A ustra lii w raz z jej w yspam i. T a o s ta tn ia jest p ra w d z i
w ie k o p a ln ą częścią lądu, a i jej Indność tu b y lc z a może b y ć t a k
n a z w a n ą ; p. S. K rz y w ic k i n a z y w a ją t a k często. Z pisarzy, k t ó
rz y p o dali c h a r a k te r y s ty k ę człow ieka p ie rw o tn e g o , je d n a b o daj
z najlepszych, j a k m niem am , n ależy do H e r b e r t a S p e n c e r ’a, k t ó r y
p o d a ł ją w swej socyologii. O to j a k S p e n c e r c h a ra k te r y z u je
s tro n ę fizyczną człow ieka p ie rw o tn e g o : »Jeżeli człow iek p ie r
w o t n y b y ł przeciętnie m niejszy niż człow iek dzisiejszy, to w cią
g u w czesny ch s ta d y ó w rozwoju, k ie d y rów n ież i s k u p ie n ia ludzi
b y ły m ałe i uzbrojenie ich n iezb y t skuteczne, m u siały istnieć
d a le k o w iększe niż później tru dno ści w sp ra w ie ra d zen ia so bie
ze zw ierzętam i większem i — zarów n o w ro g ie m i, j a k i tem i, co
s t a n o w i ł y zdobycz. Niższość k o ń c z y n do lny ch, t a k p o d w z g lę d em
-objętości, j a k i b u d o w y , m usiała ró w n ie ż uczynić cz ło w ie k a
p ie rw o tn e g o mniej zdo lny m do o d p o w ied n ieg o za c h o w a n ia się
w z g lę d em isto t siln y ch lub chyżych, k ie d y chciał ich u n ik n ą ć
l u b o w ład n ą ć niemi. J e g o w iększy u k ła d odży w czy — p rz y s to
s o w a n y do n ie re g u la rn e g o p rz y jm o w a n ia p o k a rm ó w , najczęściej
lichych, g ru b y c h , n iew arzon ych, n ie ty lk o b y ł dlań p rz y c z y n ą
s t r a t m echanicznych, ale n ie re g u la rn ie z a o p a tr y w a ł g o w zasób
s iły nerw o w ej — o m niejszem natęż en iu p rzeciętnem , niż to,
-
10
—
ja k ie w y n i k a z d o b re g o o dży w ia n ia się. K o n s ty tu c y a ln e znieczu
lenie jeg o, sam o przez się b ęd ą ce już z a w ad ą dla p o stępu , w p o
łą cz en iu z o w y m b rakiem statecznej energii, jeszcze bardziej
p o w s trz y m y w a ło g o od wszelkiej zm ian y na lepsze. T a k więc,
aż trz e m a d ro g a m i p rz eszk o d y w y n ik a ją c e z je g o u stroju cie
le sn eg o , k rę p o w a ły go rów n ie ż w sto p n iu w iększy m niż później.
D z ię k i b u d o w ie swej, nie b y ł człow iek t a k uzdolnio nym do w alki
z trud nościam i. E n e r g ia niezb ęd na do p o k o n a n ia ich b y ł a m niej
szą, j a k rów n ie ż n ie re g u la rn y m b y ł jej d op ływ , nak o n iec b y ł
człow iek mniej w ra ż liw y m n a zło, jak ie m iał znosić. W czasie,
g d y otoczenie je g o najm niej m u p o d leg ało , b y ł on najm niej
zd o ln y m do p o d b icia g o i najmniej o to tro skliw ym . P o d cza s
g d y opór, s ta w io n y p o s tę p o w i b y ł najwdększy — zdolność i bodźce
do p o k o n a n ia g o b y ł y najmniejszemi.« (»Zasady Socyologii«
p r z e k ła d polski tom I. str. 55. W a r s z a w a 1889 r.)
M ó w iąc o stronie uczuciowej, S p e n c e r p o d k re ś la jej g łó w n e
r y s y ; w edle n iego są niem i: k o n s e rw a ty z m u p a r ty , nieprzebłag a n y , p o pęd liw ość, w y k lu c z a ją c a w szelką roz w agę, b r a k p rz e
zorności, usuw ającej pojęcie o wszelkiej przyszłości, a każącej
cieszyć się lub sm ucić rzeczywistością, oraz żądza n iep rz ep arta .
K o ń c z ą c tę c h a ra k te r y s ty k ę , S p e n c e r t a k m ó w i: »Powyższe ce
c h y em o c y o n a ln e zgadzają się z temi, ja k ic h spo dziew aliśm y się
z g ó r y — z mniej ro z ciąg łą i urozm aicon ą odpowdedniością
w z g lę d e m otoczenia, z mniejszą w y o brażenn ością, z m niejszem
o d d alen ie m się od działalności odruchowej. Zasadnicza ich cecha,
po p ęd liw o ść, k aże przyp uszczać n a g łe czyli p ra w ie o d ru c h o w e
p rzejścia od danej n am iętno ści do w y m a g a n e g o przez nią p o s tę
p k u , a w b r a k u uczuć p rz eciw n y c h k aże przypuszczać, iż św ia
dom ość u tw o rz o n ą ' tu b y w a z mniejszej liczby w y o b r a ż e ń ,
w k o ń c u przyp uszczać każe, iż dop aso w a n ie się działań w ęw n ętrz n y c h nie bierze w ra c h u b ę n a stęp stw z b y t o d le g ły c h w czasie
i w p rz estrzen i. T a k sam o m a się rzecz z to w arzy szą cą ta m te m u
ry s o w i nieprz ezo rn o ścią : po żą d an ie dąży odrazu do zaspokojenia ;
istnieje za le d w ie słabe w y o b ra ż e n ie n a stę p s tw w tó rn y c h ; n ie m a
m o w y o z a p o b ie g a n iu p o trze b o m dalszym . Z am iłow anie w p o
ch w ałach , w zrastając w m iarę w z m a g a n ia się g rom adzkości, k aż e
tu p rz y p u s z c z a ć w zm ożoną zdolność w y o b ra ż a n ia : zam iast w y n i
k ó w b e z p o śred n ich ro z p a tru je się już tutaj w y n ik i o jedno w ię
cej s ta d y u m o d d a lo n e ; zam iast p o stęp k ó w , w y w o ła n y c h przez
p o ż ą d a n ie proste, u k az u ją się już tutaj p o stęp k i p o w ś c ią g a n e
i k o n tro lo w a n e dzięki p ożą d an io m w tó rn y m . J a k k o lw ie k w szak że
-
11
—
p r z y r o d a wzruszeń, cechujących się p rz e w a g ą te g o uczucia egoa ltru is ty c z n e g o , staje się dzięki jem u mniej odruchow ą, bardziej
w y o b r a ż o n ą oraz p rz y s to s o w a n ą do w y m a g a ń szerszych i b a r
dziej urozm aiconych, to je d n a k p o d w szystkim i tym i w zględam i,
je s t o n a niższą od p r z y r o d y w zruszeń człow ieka cy w ilizow anego,
cechującej się działaniem uczuć altruistycznych, W b r a k u ty ch
ostatnich, człow iek p i e rw o tn y nie p o siad a uczuć przyja zn y ch
(benevolence), p rz y sto so w u ją cy ch jeg o p o stę p o w a n ie k u p o ż y tk o w i
in n ych , p o ż y tk o w i o d leg łem u w czasie i przestrzeni ; nie p osiad a
on poczucia spraw iedliw ości, k ażące g o przypuszczać zdolność
w y o b ra ż a n ia w yso ce złożonych i o d e rw a n y c h stosunk ów p o m i ę
dzy ludzkim i p ostęp k am i, nie p o siad a poczucia obow iązku, k tó r e b y p o w ś c ią g a ło sobkowstw^o w ted y, g d y żaden p o k lask niem a
zachęcać g o do dobrego.« (Tamże str. 73 — 74).
C h a ra k te ry s ty c e um ysłow ości człow ieka p ie rw o tn e g o p o
św ięc a H e r b e r t S p e n c e r w »Zarysach Socyologii« stronice od
75 --91 , co stan o w i rozdział, z a ty tu ło w a n y »Człowiek p ie rw o n ty —
s tro n a um ysłow a«. S p e n c e r p od kreśla w nim p rzedew szystkiem ,
że rozwój u m y sło w y n a d e r ry c h ło ustaje u ludó w p ie rw o tn y c h
lu b znajdujących, się w stanie barb arz y ń sk im . Ju ż od d a w n a za
uw ażono, że dzieci ludów p ie rw o tn y c h prześcigają europejskie
w n a b y w a n iu pojęć p ro sty ch , g d y zaś ostatnie w w iek u później
szym z łatw ością prz y sw ajają sobie pojęcia złożone, w ów czas
pierw sze okazu ją się zupełnie bezsilnenii. Mówią, że 20-letni
A u s tra lc z y k m a już m ó zg niezdolny do przyjęcia myśli nowej...
W o g ó l e um ysłow ość ludzi p ierw otnjm h zaczyna zam ierać w ty m
w iek u, w k t ó r y m u przedstaw icieli ras cy w ilizow any ch zaczyna
do p iero rozw ijać się bujnie. S p e n c e r p o d k re ś la w spólność w ielu
ry s ó w u m y s ło w y c h p o m iędzy um ysłow ością ludów p ie rw o tn y c h
a dziecięcą; lu d y p ie rw o tn e i dzieci okazują wiele zdolności do
o b se rw a c y i i p rz y s w a ja n ia pojęć p ro sty ch , ale też posiad ają b a r
dzo mało pojęć o d erw an y ch i złożonych. J a k dziecko poszcze
g ó ln e zna dobrze konia, psa, ko ta, kozę, owcę, k ro w ę i t. d.,
ale nie p o s ia d a w s w y m m ó zg u pojęcia o d e rw a n e g o »zwierzę«,
t a k i człow iek p i e rw o tn y n iek ied y posiad a n a z w y poszczególne
do oznaczania ro z m a ity c h g a t u n k ó w drzew, nie ma je d n a k w y
ra zu na oznaczenie pojęcia »drzewo«. Jeżeli n a w e t dzieci zaczy
n a ją ro z u m o w ać i w n ioskow ać, to ich rozum o w anie i wnioski
w y ró ż n iają się b ra k ie m wszelkich p o d staw logicznych, n ie p ra w d o
p o d o b ień stw em , łatw ow iern ością, a często sprzecznościam i z za
ło żen ie m ; t a k sam o lu d y p ie rw o tn e stojące już na nieco w yższych
—
J2
—
szczeblach uspołecznienia np. M alajczycy. N a le ży zawsze p a m i ę
tać, że um ysło w ość człow ieka p ie rw o tn e g o a u m y sło w o ść dziecka
są sobie blisko p o k re w n e , to też za le ty i w a d y są w s p ó ln e .
C złowiek p ierw o tn y , ja k dziecko, jest w ra ż liw y i ła tw o w ie r n y ,
z a d a w a ln ia ją c y się n iek ied y b y le jak iem tłóm aczeniem , czasami
zaś g o p r a w d a n a u k o w a i o czyw ista p rz e k o n a ć nie może. Słusz
nie S p e n c e r za u w aż y ł o p ó łc y w iliz o w a ^ r m a półdzikim w y r o s t k u :
»Ale n a w e t w ów czas niezm ierna je g o łatw ow iern ość, p o d o b n a
do łatw o w iern o ści dzikiego, zdradza p rzed nam i s k u tk i niezupeł
n e g o rozw oju idei p rz yczy no w ości i p ra w a . W s z e lk im b o d a j b y
najp o tw o rn ie jsz y m o p o w iad a n io m w ierzy ono, wszelkie n a jb a r
dziej niedorzeczne tłóm aczenie przyjm uje« (Zasady S ocyologii,
tom I. str. 90).
W o g ó l e u m y sło w o ść lu d ó w p ie rw o tn y c h — to t a k a u m y
słowość, k tó r a nie w y k lu cz a n ajw ięk szych n ie p ra w d o p o d o b ie ń s tw ,
owszem, godzi się z niemi, usu w ają c zasadę p rzy czyn ow ości
lu b rozum iejąc ją ja k o n as tę p s tw o fa k tó w w czasie. P rz e ż y tk i
te g o ro z u m o w an ia p ie rw o tn e g o s p o t y k a m y n a k a ż d y m k r o k u ;
b ardzo często m ożem y słyszeć, że osoby, n a w e t p ó łin te lig e n tn e
zn ajdują zw iązek p rz y c z y n o w y po m ięd zy d w o m a faktam i, z k t ó
ry c h p ie rw s z y w y przedził w czasie drugi. J e s tto zw y k łe ro z u m o
w anie : post hoc, ergo propter hoc.
T u nie od rzeczy będzie skreślić k ilk an aśc ie w ierszy o t. z.
te o ry i s o b o w tó ró w , k tórej tw ó rc ą jest H e r b e r t S p e n c e r
W e d l e n ieg o człow iek p ie rw o tn y , k tó r e g o c h a r a k t e r y s ty k ę p o
dałem pow yżej, w y ró ż n ia ł się sw oją ciekaw ością, j a k i k a ż d e
dziecko, k tó r e łam ie swoje zabaw ki, b y je zb adać d o k ła d n ie ;
t a k też człow iek p ie rw o tn y staw ia sobie c a ły sze reg p y ta ń , k tó re
potystają w je g o u m y śle z p o w o d u zjawisk życia oso b iste g o oraz
p rz y ro d y . W życiu osobistem zdarzają się w y p a d k i om dlenia,
k a t a l e p s y i i in n ych p rz y p ad ło ści n e r w o w y c h ; człow iek b y ł ja k
m a rtw y , nie ruszał się, a p o te m o p rz y to m n ia ł i znow u zaczął
sp ełn iać sw e czynności zw y kłe. W ja k i sp osó b to w y tłó m a c z y ć ?
Człowiek p ie rtv o tn y m iew ał sny, odtw arzając e rzeczyw istość t. j.
sce n y w a lk i z w ro g a m i, p o lo w an ia, r y b o ło s tw a i t. d. ; w id y w a ł
on w e śnie okolice obce, nieznane... J a k ż e to w y tłó m a c z y ć ?
W s z a k ciało pozo staw ało n a m iejscu spokojnie, a tym czasem
p rz e b u d z o n y ze snu o p o w ia d a sw e w rażen ie sen ne. C złow iek
p ie rw o tn y widzi swój w ła s n y cień w ja s n y dzień słoneczny,
widzi też swe odbicie w w odzie spokojnej ; widzi też, źe w szy st
k ie p rz ed m io ty m ają cienie i odbicie w w odzie spokojnej. D la
—
là
—
n ie g o g ra n ic a p o m ięd zy ciałem ży w em a m a rtw e m nie jest ścisłą ;
co rusza się, jest żywem.
O taczająca p rz y ro d a dostarcza człow iekow i p ie rw o tn e m u
dużo p rz y k ła d ó w rzeczy na pozór m artw yc h, ale z n ie n a c k a p o
ru szających się. N a S um a trze żyje m otyl K a llim a p a r a la k ta , k t ó
r e g o sk rz y d ła są łudząco p o d o b n e do liści zeschłych, g d y je
p odn iesie do g ó r y ; p on iew aż może też schow ać p o m iędzy nie
tu łó w i nogi, przeto najw praw niejsze oko nie jest w stanie o d
różnić g o od liścia. I n n y c ie k a w y p rz y k ła d n a ś lad o w n ic tw a
p rz ed staw ia t. z. liściec, posiad ają cy g ó rn ą p arę sk rz y d eł b a r w y
brudno-zielonej, a po stać ty ch sk rzyd eł oraz u k ła d ży łek łudząco
p rz y p o m in a liść ; prócz te g o n ogi są rów nież rozszerzone liściasto
i zielonawe. »Słowem g d y ow a d spo czyw a p o śró d su chy ch liści,
najw praw niejsze oko nie zdoła go odrazu odróżnić od otoczenia«
m ów i prof. N u ssb au m w swej zoologii. I ta k ich p rz y k ła d ó w
n aś la d o w n ic tw a m ożna przytoczyć bardzo dużo. Człowiek p ie r
w o tn y widzi g ałą z k ę suchą, k tó r a nag le zaczy na ruszać się ; b y ł
to owad. Powoli, ale to bardzo powoli, przychodzi on do w niosku,
że w szystko, co żyje, p osiad a d ru g ie swoje w łasne »ja«, sw eg o
so b ow tóra. N iew ątpliw ie —• rozciągnięto ten w niosek n a p rz ó d
do ludzi ty lk o , potem zaś — do zw ierząt i roślin, a nareszcie
do całej p rz y rody , do w szystkich rzeczy istniejących. S o b o w tó ry ,
z p o cz ątk u m ate ry a ln e , pow oli s ta w a ły sie coraz eteryczniejszym i,
coraz bardziej odcieleśniały się, nareszcie przekształciły się w d u
sze, a dusze z bieg iem czasu — w d u c h y ; te zaś ostatnie p o d zie
liły się n a do bre i złe, zróżniczkow ały się, w y tw a rz a ją c is to ty
du cho w e bard zo potężne oraz bardziej podrzędne. Jedn ocześn ie
też o d b y w a ł się proces c a łk o w a n ia : d u c h y pom niejsze zlew ały
się z sobą, w y tw a rz a ją c pow oli jed en w ielki p o tę ż n y duch.
II.
Zam ierzam tu skreślić te o ry ę animizmu, trzy m a ją c się g łó
w n y c h po d staw , w y tk n ię ty c h przez E d w a r d a B. T y l o r ’a
w p r a c y p. n. »C yw ilizacya p ierw o tna «, k tó rej p ię k n y , d o b ry
a zu p e łn y p rz e k ła d polski opuścił w r. z. p ra sę d u k a r s k ą w W a r
szawie*). T y l o r ro z p o czy n a swe b a d a n ia w ierzeń lu d o w y ch od
*) Jestto zasługa redakcyi »Głosu«, tem większa, że przekładu dokonano pod
kierunkiem J. Karłowicza, który zaopatrzył go w bardzo cenne a wartościowe przy
czynki, dotyczące ludoznawstwa polskiego w szczególności, a wogóle słowiańskiego.
—
14
—
anim izm u, p o d k re ś la ją c jednak , że anim izm nie jest tą filozofią
najpierw otniejszą, o której m y nic nie wiemy, zatem m ożna u w a ż a ć
anim izm za filozofię p ie rw o tn ą , k tó r ą m ożna do p e w n e g o sto p n ia
odtw orzyć, p o s łu g u ją c się m eto d ą re tro s p e k ty w n o -p o ró w n a w c z ą .
W e d l e T y l o r ’a filozofia p ie rw o tn a s p ro w a d z a się do istnienia
w ierzeń re lig ijn ych . T u n ależy p o staw ić p y t a n i e : czy istn ia ły
i czy istnieją lu d y pierw o tn e , niep o siad a ją ce ż a d n y ch w ierzeń
re lig ijn y c h ? B ardzo tru d n o dać odpo w ied ź na to p y tan ie, a lb o
w iem w szy stk o zależy od ścisłego o k re śle n ia znaczenia w y ra z ó w
»wierzenia religijne«. Jeżeli przez nie b ęd z ie m y rozum ieli c a ły
s ystem w ierzeń re ligijn ych , sy stem aty cz n ie uło żon y i u p o rz ą d k o
w a n y , to o d pow ied ź musi b y ć p o tw ie rd z a ją c ą ; lecz jeżeli przez
w y r a z y »wierzenia religijne« b ęd z ie m y rozumieli w iarę w jakiebądź duchy , to od po w ied ź w y p a d n ie b ardzo w ą tp liw a, alb o w ie m
w a h a się p o m ięd zy t a k i nie, a nie p o sia d a m y ty le fa k tó w , b y
stan ow czo p o p rz e ć ow e »tak« lu b »nie«. H e r b e r t S p e n c e r p r z y
tacza z n a k o m ity d y a l o g p o m ięd zy sir S am u elem B a k e r ’em a Comm oro, w odzem p lem ienia nilsk ie g o L a tu k ó w :
»Czy nie m acie żadnej w ia ry w istnienie przyszłe, po
śmierci?«
C om m o ro : Is tn ie n ia po śm ierci? J a k ż e b y to b y ć m o g ło !
Czyż zm arły może w y d o s ta ć się z te g o g ro b u , jeśli g o nie w y
d obęd z ie m y ?
»Czyż sądzicie, że człow iek jest ja k o b y d lę, k t ó r e u m ie ra
i koniec?«
C om m oro : Z pew n ością, w ół je s t silniejszy od człow ieka,
u m iera jed n ak , a kości je g o trw a ją dłużej — są one mocniejsze.
C złow ieka kości k ru sz ą się rychło, jest on słaby .
»Czyliż człow iek rozsąd k iem nie p rzew yższa w o łu ? Czyż n ie
m a rozumu, k t ó r y b y k ie ro w a ł je g o p o stęp k am i?«
C om m oro : N ie k tó rz y ludzie nie są t a k m ą d rz y j a k wół.
L udzie m uszą siać zboże, a b y o trzy m a ć żyw ność, ale w ół i dzikie
zw ierzęta um ieją z d o b y w a ć ją, nie siejąc.
»Czy nie wiecie, że oprócz ciała znajduje się w n as d u c h ?
Czy nie m iew acie snów , że się j a k g d y b y p o d ró ż u je p o od le
g ły c h m iejscow ościach w czasie s p a n ia ? P om im o to je d ń a k , ciało
naszte p ozostaje n a miejscu. J a k sobie tłóm aczy cie to ?«
Com moro, śm iejąc się : D obrze, jak że w y to tłóm aczycie ?
J e s t t o rzecz, k tó rej nie m o g ę zrozumieć, zdarza się mi to,
co noc.
—
15
—
»Czy nie macie żad n eg o w y o b ra ż e n ia o istnieniu d u c h ó w
w yższy ch n a d człowieka i zw ierzęta? Czy nie boicie się ż a d n eg o
złego oprócz n a s tę p s tw p rz y c z y n cielesnych?«
Commoro : O baw iam się słoniów oraz in n y c h zw ierząt, g d y
jestem w zaroślach nocą, ale niczego więcej.
»W ięc nie w ierzycie w nie, ani w d ob reg o, ani w złego
ducha. M niem acie też, że k ie d y pomrzecie, będzie już k oniec
duszy waszej i ciału, że jesteście p o d o b n i do in n y ch zwierząt,
oraz, że niem a ró żn icy pom iędzy człow iekiem a zwierzęciem,
oboje znikają i g in ą po śmierci ?«
C om m o ro : N atu raln ie, że tak (In sty tu cy e K o ścieln e, p r z e k t
polski. W a r s z a w a 1891 r. str. 2— 3).
P r a w d o p o d o b n ie jed n ak , że p rz y bliższem a d okładn iejszem
b a d a n iu o k a z a ło b y się, iż to plem ię po siad a w iarę w d u c h y ;
ta k ie p rz y k ła d y zd a rzały się przy najm niej. T y l o r m ó w i: »Nie
rz ad k o się zdarza, że pisarz, k t ó r y o g ó ln ik o w o ośw iadcza, i i
u p e w n e g o dzikiego lu d u nie znaleziono ż a d n y ch śladó w jak iej
k o lw ie k religii, sam p o tem do starcza dow odów , że sp ra w o z d a n ie
je g o b y ło błędnem . T a k np. dr. L a n g zapew nia, że p ie rw o tn i
m ieszk a ń cy A u stralii nie ty lk o nie m ają pojęcia o b ó s tw ie najwyższem, o stwórcy, o sędzi, że n ie ty lk o nie p o siadają ż a d n eg o
przedm iotu , k t ó r y b y czcili, niczego c o b y miało c h a ra k te r religii,
lu b zw yczaju re lig ijn eg o , przez k t ó r y b y od zw ierząt się o d
różniali«. D alej tenże a u to r p rz y ta c z a j e d n a k fakt, że k r a jo w c y
p rz y c z y n ę ch o ro b y , pod o b n ej do ospy, n a k t ó r ą czasem za padają,
p rz y p isu ją złemu d uch ow i B u d ja h a ; jem u też k ra jo w c y , p o d b ie
rając pszczoły leśne, p o zostaw iają tro ch ę miodu. Dalej — p le
m io na Q u e e n s la n d u co dw a la ta s k ła d a ły w ofierze d uch o w i
złemu m łod e dziewczęta, a b y g o prz ejed n ać (C yw ilizacya p i e r
w o tn a, to m I. str. 344). D alej mówi T y l o r : »dziwnem je st z a
p e w n ie n ie M offata, piszącego o B e c z u an ac h a fry k a ń s k ic h , że
nie słyszy się n i g d y u lu du te g o o nieśm iertelności człow iek a,
k ie d y w y rz ek ł p oprzed nio , że w y ra z »liriti« oznacza cienie lu b
dusze zm arłych« (tom I. str. 345). W o g ó l e z fa k ta m i p o d o b n y m i
m ożn a s p o ty k a ć się w z g lę d n ie często, w szakże b r a k m a te r y a łó w
o d p o w ied n ich nie pozw ala dać stanowczej odp ow ied zi n a p y t a n i e
p o s ta w io n e powyżej.
T y l o r m ów i w p ro s t o duszach, ale je g o dusze są n iem al
te m samem, czem s o b o w tó ry H. S p e n c e r’a ; a u to r »Су w ilizacyi
pierw otnej« nie p ró b u je w y tłó m a c z y ć i w y jaśnić p o w s ta n ia w i a r y
w dusze,' przyjm u je te n f a k t za u d o w o d n io n y i snuje dalej s w e
—
16
—
w nioski. D u sze z p o c z ą tk u b y ły m atery aln em i, zupełnie podob n e m i do osob n ik ó w , do k tó r y c h n ależ ały ; dopiero b ardzo p o
w o li dusze te tra c ą c e c h y m ate ry a lh e , odcieleśniając się coraz
bardziej, a nareszcie stają się istotam i nadzm ysłow em i. L u d y
p i e r w o tn e d łu g o u to żsam iały je z cien ie m : w ję z y k u T asm ań c zy k ó w je d e n a ten sam' w y ra z oznacza duszę i cień ; u A l g o n k i
nó w zw ą duszę człow ieka je g o cieniem. P le m ię K w ic z ę ozn acza
cień i duszę w y ra z e m »natub« ; u A r a w a k ó w w y ra z »nedźa«
oznacza cień, duszę i obraz. B a s u to w ie n az y w ają d u ch a p o
śm ierci »cieniem« ; w S ta r y m K a la b a r z e znajdujem y p o d o b n e
uto żsam ien ie duszy z cieniem ; tam wierzą, iż cień m ożna s trac ić .
P o w y ż e j w s p o m n ia n i B a su to w ie mniemają, że k r o k o d y l m oże
u c h w y c ić cień człow ieka, chod ząceg o n a d brz eg iem rzeki, co m u
n ie w ą tp liw ie szkodzi. W a r t o zanotow ać, że w ierzenie p o d o b n e
istnieje jeszcze w ś ró d lu d ó w słowiańskich. B iałorusini wierzą, iż
cz arow nica może u k ra ś ć cień, a -wówczas o k ra d z io n y z a p a d a
w cho rob ę, z w a n ą ścienieni, k t ó r ą leczą w sposób czarodziejski
w y le w a n ie m i w ym ierzaniem . C zarow nice m o g ą mieć dużo cie
n ió w lu d zk ich ; cho rem u zabierają cień jeg o w łasny, a p o s y ł a j ą
m u o b c y (»Lud« ro czn ik II. str. 237). P rz e ż y tk i teg o u to żsam ia
n ia d u szy z cieniem, d o tą d jeszcze s p o ty k a ją się w form ie p rz e
nośni w naszej m o w ie ; m ów i się n a p r z y k ła d »cienie zm arłych« .
N ie mniej licznym i są p rz eżytk i uto żsam ian ia duszy z o d
dechem . P o m ija ją c p rz eży tk i ję z y k o w e s a n s k ry c k ie np. »ätm an«
i »präna«, g re c k ie »psyche« i »pneum a«, łacińskie »animus«,
»anim a«, »spiritus«, niem ieckie »Geist», an gielsk ie »ghost« i n a
sze »dusza«, »duch«, »oddech«, s p o t y k a m y je w ję z y k a ch w szyst
kich. A u s tra lc z y c y zachodni je d n y m w y ra zem oznaczali po jęcie
od dechu , d u c h a i d u sz y ; w ję z y k u p lem ienia in d y jsk ie g o N e te la
w K a lifo r n ii też je d n y m w y ra zem oznacza się oddech, dusza i ż y
cie. W G re n la n d y i E skim osi p rz y p isu ją człow iekow i 2 dusze :
cień i oddech. M alajow ie m ów ią, że dusza u m ierająceg o w y c h o
dzi przez nos, n a J a w i e zaś jed en a teń sam w y ra z oznacza
oddech, życie i duszę. Sem inolow ie, plem ię in dyjskie w e Б'іогуdzie, g d y p oło żnica um ierała, m-ieli zwyczaj trzy m a ć n o w o r o d k a
n a d jej ustam i, b y dziecko przyjęło duszę m atk i w raz z jej tc h n ie
n ie m ostatniem . S p o ty k a m y też utożsam ienie duszy z sercem
i k r w ią ; p ierw sze je st b a rd zo blizko s p o k re w n io n e z utożsam ie
n iem d u szy przez oddech ; g d y o d d ec h ustaje, serce bić przestaje.
T a okoliczność tłó m a czy w iele; tu nie od rzeczy będzie p r z y to
cz y ć u s tę p n a s t ę p n y z T y l o r ’a : » P y ta n ie : — Czy ci, co odchodzą,
—
17
—
zach o w u ją to sam o ciało, tę sam ą tw arz i te sam e członki, j a k
za życ ia ? — O d p o w ie d ź : — Nie, ty lk o serce. P y t a n i e : — A le
jeżeli m ają w y d a rte serce (t. j. g d y n iew olnik zostaje o d d a n y n a
ofiarę), cóż się w te d y stanie ? O dpow iedź : — W ła śc iw ie nie
serce, ty lk o to, co ożyw ia i co opuszcza ciało p rz y śmierci. In n a
o dpo w iedź b rz m ia ła : T o nie serce odchodzi, ty lk o to co s p ra w ia
życie, czyli oddech, k t ó r y w ychodzi z u st i n a z y w a się julio«
(str. 355 — 356).
W zw iązku z. tem utożsam ieniem pozostaje niew ą tpliw ie
utożsam ienie duszy z k rw ią ; dow odem służyć może ch o ć b y za
k az u ż y w a n ia krw i, ty le ra zy p o w ta rz a n y przez M ojżesza: »Bo
dusza k a ż d e g o ciała jest k re w jego, k tó ra jest m iasto duszy
j e g o ; przetożem p ow iedział sy n o m Iz raelskim : K r w i w szelkiego
ciała jeść nie będziecie; bo dusza w szelkiego ciała jest k re w
j e g o ; k t o b y ją k o lw ie k jadł, w y tra c o n y będzie« (3, Mojżeszowe,
X V I I), T e n zakaz u trzy m a ł się d o tąd w ry tu a le rzeźniczym ż y
d ow skim wraz z zakazam i sp o ż y w a n ia m ięsa zw ierząt n ieczysty ch ;
jestto p rz eży tek k u ltu ra ln y , rzu cający ja s k ra w e św iatło n a stan
u m ysłow ości ludu ży d o w sk ie g o w ty c h czasach, g d y powstał.
T e te o ry e k aż ą m niem ać, że długie w ieki duszę u w a ż a n o
za istność m ate ry a ln ą , k tó r ą m ożna n ie ty lk o zabić, zniszczyć,
ale n a w e t zjeść. »N o w ozelandczycy np, sądzą, źe m ożna t a k
d obrz e zniszczyć duszę, ja k i ciało człowieka, zjadając g o po
śmierci« (Tylor). »P ew ien B uszm an chcąc się zabezpieczyć od
zem sty k o b ie ty , k tó rą zabił — rozniecił o gnisko i spalił jej ciało ;
d op iero w ted y , j a k mówił, m ożna b y ć p ew n ym , że i dusza zo
s ta ła zabitą« (Lichtenstein). »K alifo rnijczy cy w ierzą w nieśm ier
teln ość b iały ch ludzi, p o niew aż ci zak opu ją sw oich zm arłych, nie
m n iem ają te g o je d n a k o sobie, poniew aż p a lą sw y c h tru p ó w «
(Schoolkraft*).
N iew ątpliw ie — zjadanie dusz s p ro w a d z a n a ich zjadacze
te p rz y m io ty , k tó re p o siad ał zjedzony ; pon iew a ż um ysłow ość
p ie rw o tn a nie w y ró ż n ia w niczem człow ieka od zw ierząt, roślin
i rzeczy m a rtw y c h , bo w szystko to żyje i p o s ia d a sw oje własne
dusze, p rzeto człow iek p ie rw o tn y zjadał czy ciało sw eg o prze
ciw nika, czy też część jego , b y posiąść jeg o o d w a g ę, waleczność
i przebiegłość, j a k zjadał serce baw o łu , b y n a b r a ć siły te g o
zwierzęcia. W tem w ierzeniu ludow em , k t ó r e g o słabe p rz e ż y tk i
*) Cytaty te wzięte są z pracy dr. Juliana Ochorowicza p. n. »Bezwiedne
tradycye ludzkości«, W arszawa 1898 r., str. 163.
2
_
is
z a ch o w a ły się aż do naszych czasów, bodaj k ry je się je d n a
z p rz y czy n ludożerstw a, k tó re później p rz y b ra ło c h a r a k te r obrzędow o-religijny, za chow ując się aż d o tąd .
T u trze b a podkreślić, że lu d y p ierw o tn e b a rd zo często tłóm aczą zjaw iska życiow e wielością dusz; p rz y p u szcz a się, że
człow iek p o siad a ich dwie, trzy, n a w e t cztery. K r a j o w c y F id ż y
rozróżniają dw ie dusze: czarn ą — cień, k t ó r a idzie do piekieł,
oraz b iałą — odbicie w wodzie lub zw ierciadle, pozostającą prz y
m ogile zm arłego. »Plem ię M a la g a s y twierdzi, że »saina« czyli
um ysł, n ik nie p rz y śmierci, »aina« czyli życie, staje sie p o w i e
trzem, a »m atoatoa« czyli duch, p rz e b y w a n a grobie« — m ów i
T y lo r. C zerw ono skó rzy A lg o n k in o w ie w ierzą w p o d w ó jn o ść d u
szy ; je d n a z nich m oże opuszczać czasowo ciało (tłóm aczenie
snów), g d y d r u g a n i g d y nie może z niem roz sta ć się; w razie
zgo n u — je d n a zostaje z ciałem i dla niej s k ła d a ją ofiary z p o
żyw ienia, d r u g a zaś idzie do k ra ju um arłych. Istn ie ją też ludy,
w ierzące w trz y dusze, a D a k o ta n ie , p lem ię in dyjskie, — aż
w cztery, z k tó r y c h je d n a zostaje z ciałem, d r u g a w e wsi, trzecia
w po w ietrzu , a c z w arta idzie do k ra ju duchów . W e d l e C h o n d ó w
istnieją c z te ry dusze: p ierw sza może d o stąp ić w iecznego szczęścia
zlania się z d o b ry m b o g ie m B u r y ; d r u g a jest j a k b y duszą p l e
m ienną, alb o w iem od ra d za się w p o k o len iu następnem *) ; trzecia
m oże u trz y m y w a ć stosunki, z ducham i, opuszczając ciało i p o z o
s taw iają c je w odrętw ieniu, m oże n a w e t wcielić się w t y g r y s a ,
b y w te n sp o só b o d b y ć k a r ę za g rz e c h y ; c z w arta u m iera w ra z
z ciałem.
F a k t y te, zaczerpnięte z T y l o r a (tom I, str. 357), tłó m a c z ą
lu dom p ie rw o tn y m wiele zjaw isk życiow ych , b io lo g ic zn y ch , np.
f a k t om dlenia tłó m a czy się czasow ą n ieobecnością duszy trzeciej,
j a k m ów ią K a re n o w ie . W p o d o b n y sp osó b też tłó m aczą l u d y
p ie rw o tn e sny, w idzenia sen ne i złudzenia zm ysłów ; . g d y czło
w ie k widzi sny, to je d n a z je g o dusz opuściła czasowo ciało,
a to, co widzi, śni się śpiącem u. W ie r z e n ie to n ależy do b a rd z o
ro z p o w szec h n io n y ch i u p orc zyw ie trw a ją c y c h dotąd. W ś r ó d lu d u
b ia ło ru s k ie g o zw y k łe m tłóm aczeniem snów jest czasow a w ę d r ó
w k a duszy śpiącego. R o z a lia O śn iak o w a , zn ach ork a, j a k tw ie r
dzi p. B o h d an o w icz w swej p r a c y » P rzeżytki s ta ro ż y tn e g o ś w i a
to p o g lą d u u B iałorusinów « (po rosyjsku) dow odziła, że w czasie
sn u dusza w y ch odziła przez u s ta z ciała n a p o d o b ie ń s tw o długiej
*) Gdy dziecko się urodzi, kapłan pyta, kto powrócił.
—
19
—
wstęgi*). W o g ó l e — w edle niej — dusza w in n a zawsze znajdo
w ać się w pobliżu ciała lub w k a ż d y m razie za ch o w y w a ć z niem
stosunki. D usza — w edle w ierzeń lu d u b ia ło ru s k ie g o — może
opuścić swe ciało czasowo lub na zaw sze; g d y je opuszcza na
zawsze, wówczas następ u je zgon. D u sza za p o k u tę , j a k lu d w ie
rzy, może wcielić się w d ru g ie g o człowieka, k t ó r y w t e d y m a
d w ie dusze i jest zawsze nieszczęśliw y; może też o na wcielić
się w drzewo, k tó re w ów czas piszczy, ale w o g ó le dusza po z g o
nie jeszcze 40 dni pozostaje w swej w si: 6 dni tuła się po s w o
jej chacie, 3 dni po og rod ach , a resztę czasu po p olach, łąk ac h
i lasach rodzinnych. T o ostatnie w ierzenie jest b a rd zo rozpow szechnionem . D usze m ogą w ałęsać się po świecie, strasząc lu
dzi, bo m ają istność m a te r y a ln ą (strachy), n ie k ie d y n a w e t od w ie
dzają sw’e dom y, w cielają się w swe zw łoki i d o m a g a ją się p o
żyw ienia, odzieży i opału. L u d po lski zna po d an ia, w k tó ry c h
nieboszczycy p o w stają z m o g ił; jed n o z ty c h p o d a ń a rty s ty c z n ie
zu ż y tk o w a ł a u to r »K rólow ej Niebios«. M a tk a u sły szała w g r o
bie płacz sw y c h dzieci, z k tó re m i m aco c h a źle się o b ch o d z iła ;
po d n io sła w g ó r ę o b ra z e k M atk i B oskiej, k t ó r y trz y m a ła w rę
k a c h złożonych n a krzyż, ziemia ro z w a rła się, w stała, po szła do
wsi... P s y ją p oznały, p o zn a ła ją też s ta ra grusza, w r o t a i drzwi
sam e się otworzyły... W e s z ła do izby, starsze dzieci p rzeraziły
się, ty lk o najm łodsze p oznało ją i k rz y k n ę ło : »mamo«.! K o b ie ta
u m y ła i uczesała dzieci, u w a rz y ła stra w ę dla nich, bo b y ł y głodne,
n akarm iła, odm ów iła razem z niem i pacierz i u ło ży ła je spać,
a sam a u d a ła się do m acochy, b y przestrzedz ją i zagrozić k arą
B ożą za ta k ie po stęp o w a n ie , po tem w róciła n azad do m o giły .
U a u to ra K ró lo w a N iebio s p o tw ierd z a jej słowa, ale legen d a
l u d o w a nic nie wie o tern. U B iało ru só w istnieje w ierzenie p o
wszechne, że m a tk a zm arła p rzych odzi i k a r m i sw e dziecko
w łasną piersią, ale te n p o k a r m — »m iertw ieckoje m leko« —
szkodzi dziecku, k tó re zw y k le um iera. D usze z m arły ch n a le ż y też
z a o p a trz y ć w pożyw ienie, d la te g o też u w ielu lu d ó w sk ład ają
ofiary zm arłym . »Do n ie d a w n a — m ó w i p. B o h d a n o w ic z — do
tru m n y , s k ład an o noże i grzebienie, m ajstro m zaś n ie k tó re ich
in s tru m e n ty ; t y m zaś, k t ó r z y lubili w y p ić, sta w ia n o -wódkę
w b u te lk a c h lub k am ionk ach . N a cm etarzach k o p ią c m o g iły ,
znajdują czasam i te rzeczy« (str. 53).
*) »Wisła« 1897 r. str. 587.
O zw y czajach p o g rz e b o w y c h ludu p o lsk ieg o pisali P- K a r
łowicz i inni*) ; w o g ó le stw ierdzają one w ierzenie p o w szecb n e
w m a te ry a ln o ś ć duszy.
III.
"Wierzenia anim istyczne —■ to ożyw ienie całej p r z y ro d y ,
o b d a rz e n ie każdej istoty i każdej rzeczy duszą n a w zór i p o d o
b ie ń s tw o duszy ludzkiej w edle w ierzeń p ierw otn yc h. L u d y p ie r
w o tn e sw e sto s u n k i rozciąg ają i n a zjaw iska przy rodzone, tłóm acząc je w sp o só b zupełn ie ludzki. D o w o d e m może służyć p r a
s t a r y m it o s to su n k u nieb a do ziemi, ja k o m ęża do żony. T y l o r
m ó w i : s O d d a w n a i nieraz przy chod ziło ludziom n a myśl, że
s k lep ien ie niebieskie i w szy stk o — w y d a ją c a ziemia, są j a k b y
ro dzicam i ś w iata a p o to m k a m i ich są ludzie, zw ierzęta i rośliny«
(str. 268— 269). T y l o r też p rz y ta c z a sporo fak tów , rzucając ych
ja s k r a w e św iatło na p o g lą d y lu d ó w p ie rw o tn y c h . M ieszk a ń cy
po łu d n io w ej A u stra lii tłóm aczą om dlenie opuszczeniem ciała
przez duszę, m ó w ią c : »on bez d u szy «; A lg o n k in o w ie powiadają,,
źe c h o ro b a — to s k u te k oddzielenia się cienia (duszy) od c i a ł a ;
trzeba, b y w ra c a ją c y do zdrow ia z a c h o w y w a ł się uw ażnie, nim
cień nie osiądzie w nim spokojnie. L e t a r g tłóm aczą t a k : dusza,
w y w ędro w m ła n a b rz e g rzeki śmierci, ale o d p ę d z o n a w ró ciła
nazad. F id ż y jc z y c y wierzą, iż m ożna w ołaniem skłonić duszę do
pow ro tu . M urzyni G w inei północnej tłóm aczą c h o r o b y u m y s ło w e
opuszczeniem p rzedw czesnem ciała przez duszę, sen zaś — ty lk o
czasowem . In d y a n ie z n a d O re g o n u odróżniają duszę od p ie r
w ia s tk u życiowmgo ; może ona d ow oln ie opuścić ciało, ale w t a
k im razie trze b a ją co najrychlej p rzyw ołać, co czyni znachor.
W A z y i plem io n a tu ra ń s k ie i ta ta rsk ie g łę b o k o są p rz e k o n a n e ,
że p rz y c z y n ą chorób wszelkich — to opuszczenie ciała przez
duszę, k t ó r ą la m a b u d d y js k i s ta ra się p rz y w o ła ć do ciała, czy
n iąc zawiłe cerem onie. G d y leczenie nie skutkuje, to dusza albo'
nie chce, albo nie może w rócić; w te d y c h o reg o u b ra n e g o w n a j
lepsze sz a ty otaczają p rzyjaciele i zapraszają pieszczotliwie, d u
szę, ob cho dząc . w ok oło m ieszkanie, a tym czasem lam a c z y t a
z k s ię g i świętej opis m ą k p iekieln ych, b y p rz estraszyć d uszęy
*) Biblioteka »W isty«: »Jagodne« Z. Wasilewskiego, str. 112— 114. »Powieści
i Opowiadania ludowe z okolic Przasnysza« St. Chełchowski 52—54 i 78—81. »Lud
okolic Żarek, Siewierza i Pilicy« Michała Federowskiego, 131 — 145.
—
2.
—
poczem zebrani oświadczają, że dusza w róciła i c h o ry w y z d r o
wieje. K a r e n i b irm ań scy w ierzą w istnienie osobnej duszy r o z u
m nej — là, k tó r a w czasie ch o ro b y opuszcza ciało, zatem ło w ią
j ą i rzucają n a głow ę. P rzyjaciele chorego sk ładają ofiarę duszy,
o d b y w a ją obrzęd z jeg o szatą, k u r ą i ryżem , b ła g a ją c , b y
pow róciła.
Co do E u ro p y , to n a d e r c h a ra k te ry s ty c z n e m jest p ra s ta re
p o d a n ie s k a n d y n a w s k ie o w odzu N o rm a n d ó w In g im m u n n d zie,
k t ó r y za m k ną ł w chacie 3 F in ó w na 3 noce i k a z a ł ich duszom
zwiedzić Island yę. Ciała ich zdrętw iały, a dusze po 3 dn iach
wróciły, spełniw szy polecenie dane, alb ow iem wódz N o rm a n d ó w
chciał przesiedlić się na tę w yspę. C h a ra k te ry sty c z n e m je s t też
p o d a n ie o H erm otim osie, k tó re g o dusza o d d alała się, b y zb a d ać
o k o lice dalsze. R a z w czasie takiej nieobecności żon a s p a liła
ciało, a dusza, g d y wróciła, nie m iała w co wcielić się. P rz e ż y tk i
te g o w ierzenia istnieją d o tąd n a w e t w A nglii, L u d w ierzy, iż ci,
k t ó r z y poszczą w wigilię św. Jan a , m o g ą widzieć cienie ludzi,
m a ją c y c h um rzeć w ty m ro k u ; cienie te p u k a ją do drzwi k o ściel
n y c h z księdzem n a czele, k t ó r y w ów czas m iew a s n y b a r d z o
niepokojące. Ś la d y ty c h w ierzeń zach o w a ły się w naszej m o w ie ;
d ość tu p rz y p o m n ie ć tak ie z w ro ty ja k »bez ducha«, »wyjść
z siebie«, »być w ekstazie«, »być p o rw a n y m « i t. d. W o g ó l e
z ja w ia n ia się w e śnie osób ż y w y c h lub zm arły ch b y ł y p rz e d m io
t e m n ader licznych ro zpraw , k tó re n am p rz ech o w a ły l i te r a t u r y
sta ro ż y tn a , średniow ieczna i n a w o ży tn a. J u ż u H o m e r a s p o t y
k a m y opis widzenia Achillesa, k tó re g o odwiedziła dusza je g o
p rzyjaciela, P a t r o k l a ; obraz b y ł zupełnie p o d o b n y do n ie b o
szczyka. A chilles p rzem ów ił doń, chciał g o n a w e t ująć, ale o braz
ro z p ły n ą ł, w siąk ając z syczeniem w ziemię. Z n an ą też jest opo
wieść C ycerona o dw óch A rk a d y jc z y k a c h w M egarze. W lite ra
tu rz e kościelnej s p o t y k a m y dużo p r z y k ła d ó w p o d o b n y c h , np. j e
d e n z w ielkich ojców kościoła, św. A u g u s ty n , o p o w ia d a ze słów
s w e g o ucznia E ulo giu sa, k tó re m u on zjawił się w e śnie, b y w y tłó m a c z y ć zaw iły u stęp r e to r y k i C ycerona, ale ten ojciec kościoła
p o d k re ś la , iż to nie b y ł a je g o dusza, bo on b y ł d a le k o i o tem
n ic nie wiedział, zatem nie uznaje już p ierw otn ej te o ry i snów.
D o t ą d wszakże w śród niższych w a rs tw ludności, zwłaszcza w k r a
ja c h katolickich, g d y p rzy śni się nieboszczyk, to spieszą d ać n a
m sze za spokój je g o duszy lub, co najmniej, p o m o d lą się zań.
Złudzenia zm ysłowe, zwłaszcza h a lu c y n a c y e w z ro k u i słuchu,
l u d y p ierw o tn e uznają za f a k ty rzeczywiste. C hory, k t ó r y w cza-
—
22
—
sie swej n iem o cy u le g a ł h a lu c y n a c y o m , stanow czo w ierzy w ich
p rzed m io to w o ść i rz eczyw istość; ztąd to p o c h o d z ą p o d a n ia o p o
t w o ra c h różn y ch , tra p ią c y c h ludzi. T łó m acz y się to b ra k ie m
o d ró ż n ie n ia p o d m io to w o ści od przedm iotow ości, co stan o w i zdo
b y c z w ied z y nowoczesnej. »Dziki lub b a rb a rz y ń c a , czuw ający
i z d ró w n a um yśle, nie umie n i g d y znaleźć g ra n ic y m iędzy
p rz ed m io to w o śc ią a p rzedm iotem , m iędzy w y o b ra ź n ią a rzeczy
wistością. Ścisłe określenie tej g ra n ic y jest je d n ą z g łó w n y c h
z d o b y c z y n auki. Człowiek, k t ó r y w s k u te k zaburzeń cielesny ch
lub u m y s ło w y c h d o s trz e g a w k oło siebie widziadła, w ierzy tem
ła tw ie j św iad e ctw o m zm ysłów swoich. Z te g o p o w o d u ludzie
n ieucy w ilizo w an i w ierzą niezachw ianie w rzeczyw iste istnienie
w idziadeł, k t ó r e o g lą d a li w chorobie, w y c z e rp a n iu albo p o d n ie
ceniu« — m ó w i T y l o r n a str. 366. N a tem tle p o w stają i rozw i
ja ją się w ierzenia w ro z m a ite p o tw o ry , tudzież is to ty n ajro z
m aitsze, n ie k ie d y z a b a rw io n e w ierzeniam i starem i, zamarłemi, np.
n ie w ą tp liw e m jest, że d y a b e ł p rz y ją ł p o stać s a ty r a d a w n e g o .
D o d a m tu i u m y sł czło w ieka p ie rw o tn e g o jest zawsze w rp w n ow a d z e niestałej, k t ó r ą n arusza p rz y c z y n a najbłahsza, rów n ież j a k
u m y s ł m isty k a , j a k to słusznie za u w aż y ł T y lo r. P rz y ta c z a m tu
nieco fa k tó w . W A fr y c e zachodniej m niem ają, że dusza z m arłeg o
»kla«, po zg on ie staje się duchem »sisa«, k tó re g o j e d n a k widzieć
m oże ty lk o w o n g czyli zaklinacz. K ra jo w c y A n ty ls c y sądzą, że
zm arli u k az u ją się ty lk o je d n o s tk o m p o jed yńczym , n ig d y zaś
g ro m a d k o m , chociaż z h is to ry i w iem y o h a lu c y n a c y a c h zb ioro
w y c h . W i e m y dobrze, że w ś ró d ludów , w y z n a ją c y c h szamanizm,
k a p ł a n i tej w ia r y czyli szam ani widzą, obcują i m o g ą w y w o ł y
w a ć d uch y , g d y zw yk li śm iertelnicy w idzą je ty lk o w e śnie*).
M a m y też o d n o ś n ą o p o w ieść w Biblii. S a u l b ę d ą c u czaro w n ic y
z E n d o ru , nie w idział d u c h a p r o r o k a Sam uela, k t ó r y m u p rz e p o
w ied z ia ł z g o n w b itw ie jutrzejszej. (P ierw sze k sięg i S am u elo w e,
k t ó r e też zow ią P ie rw s z e królew skie, rozdz. X X V I I L , 8— 25.)
W ie r z e n i a te są b a rd z o rozpow szechnione ; p rz eży tk i ich
liczne z a c h o w a ły się w ś ró d ludów, n a w e t w E u ro p ie zachodniej,
nie m ó w iąc już o wschodniej. M o w a tu o jasnow idzących. T y l o r
m ó w i o ja sn o w id z e n iu w'áród c z e rw o n o sk ó ry ch A m e r y k i p ó łn o
cnej : » K a p ita n J o n a t a n C arve r otrzy m a ł od z n a ch o ra z p lem ien ia
K r y p rz e p o w ie d n ię o p rz y b y c iu czółna z n ow inam i w p o łu d n ie
d nia n a s tę p n e g o i p rz e p o w ie d n ia ta spra w d ziła się. J. M aso n
*) Sieroszewski »Jakuci«, str. 614—675.
-
23
—
B ro w n , p o d ró ż u ją cy z d w o m a tow arzy szam i n ad b rzeg iem rzeki
M iedzianej, s p o tk a ł I n d y a n z tej samej g ro m a d y , której poszuk i
wał. P o w ied zieli mu oni, że zostali w y słan i przez znachora. P o
k az ało się, że ten w idział ich idących i słyszał ich g ło s y z o d
dali« (str. 367). Dalej tenże a u to r o p o w ia d a o wierze powszechnej
w jasn o w id z e n ie w cyw ilizowanej, p u ry tań sk iej Szkocyi. P e w ie n
p a n n a w y s p a c h H e b r y d a c h p rz e w id y w a ł p rz y b y c ie go ści; dr.
J o h n s o n słyszał, że jeg o ro b o tn ik p rzepo w ied ział przyjazd p a n a
i opisał n o w ą liberyę, k tó rą po pow rocie sp ra w ił swej służbie.
P r z e p o w ie d n ie jasno w id zą cy ch cieszą się uznaniem szerokiem ,
n a w e t w p ó łk u l tu r n y c h w a rs tw a c h E u r o p y zachodniej ; m ają one
p o w o d z e n ie i u nas w śród ludu i w a rstw niższych.
B ard z o ch a ra k te ry s ty c z n e m i dla pojęcia anim izm u są w ie
rz en ia w duch y, zwłaszcza w duchy przodków . Muszę tu wszakże
nadm ienić, że w ierzenia te zaczynają w y stęp ow ać, g d y rozwój
u spo łecz n ien ia d o p ro w a d ził do p o cz ątk ó w przynajm niej ustroju
r o d o w e g o , m acierzysteg o lu b ojcow skiego. P r a w d o p o d o b n ie —
p ierw szy w y p rz ed ził znacznie w czasie drugi, bo niew ą tp liw e m
je st bodaj, że p ierw szy m związkiem społecznym b y ł związek
m a tk i i dziecka, k tó ra je u ro d z iła ; z tej to k o m ó rk i pierw otnej,
społecznej, ro z w in ę ły się ustroje rodo w e, n a p rzó d m acierzyński,
p o te m zaś — ojcowski. W s p o m in a m o tem, b y powiedzieć, że
czczono zw y k le dusze założycielek czy też założycieli rodów , s to
sow n ie do s y s te m u p an u jącego . G d y dusze s ta ły się czemś mało
znanem , czemś tra d y c y jn em , czemś o czem g łu c h a wieść p o d a
n io w a niosła, a to w szy stk o stosuje się do dusz d aw n o zm arłych
n ac zelników i p r o to p la s tó w lub p ro to p lastek , w ów czas pow oli
zaczęły się one zam ieniać w duchy. W tej czci n ależy widzieć
p o c z ą te k k u ltu p rz o d k ó w , k t ó r y rozw inął się znacznie, o g a r n ą ł
w ielk ie obszary, n a w e t całe rasy, prz eo b ra żał się w ielokrotnie,
aż nie d o p ro w a d ził do n ajw yższych form wderzeń religijnych.
K u l t p rz o d k ó w p osiad ał o g ro m n e znaczenie k u ltu raln e, p osiada
je n a w e t i dziś, n ie ty lk o w. Chinach, ale n a w e t p o n ie k ą d
i w E uropie.
J e d n y m z p rz e ż y tk ó w te g o k u ltu p rz o d k ó w są ofiary.
W e d l e wierzeń lu d ó w p ie rw o tn y c h d u c h y ich p rz o d k ó w p r o w a
d zą życie w świecie p o z a g ro b o w y m , b ęd ą ce k o p ią ścisłą życia
ziem skiego. Zatem p o trz e b u ją one żon, sług, niew olników , zw ie
r z ą t d om ow ych, sprz ętó w ró ż n y ch i t. d., w o g ó le te g o w s z y s t
k ieg o , co im b y ło n iezbędn em w życiu ziemskiem. W i e m y też
b a rd z o dobrze, że lu d y p ie rw o tn e o bdarzają życiem ca łą przy-
—
24
—
ro d e ; n ie ty lk o ludzie, zw ierzęta i rośliny, ale n a w e t prz ed m io ty
m artw e, p o siad ają swe dusze czy d u ch y , bo na ty m szczeblu
rozw oju animizmu, to w szystko jedno. U m ie ra w ódz ; m iał on za
życia żonę lub żony, służbę dom ow ą, broń, odzież, s p rz ę ty i t. d.,
musi w ięc to w szy stk o mieć w świecie p o z a g ro b o w y m , ale ta m
b ęd ą m u służy ły ty lk o ich duchy. W ty c h w ierzeniach k ry je się
g łó w n a p rz y c z y n a ofiar z ludzi, s k ła d a n y c h n a cześć d u chó w
p rz o d k ó w b o g ó w , wszakże z zastrzeżeniem, źe te o b rz ęd y rozw i
n ęły się ńie w stanie dzikości, ale n a niższych szczeblach b a r b a
rz y ń stw a. T y l o r p rz y ta c z a opis ta k ich ofiar złożonych na p o g rz e
bie m ożnego p a n a w śród K a ja n ó w , plem ienia b a r b a rz y ń s k ie g o ,
n a w y s p ie B o rn e o : »Zabijają n iew olników , a b y to w a rzy szy li
i służyli um arły m , p rzed sp ełnieniem ofiary, k r e w n i o tacz ając y
sk az an y ch , zalecają im, a b y służyli p a n u w iernie, a b y g o p i e
lę g n o w a li i namaszczali, a b y b y li zawsze p rz y nim w razie cho
r o b y i b y li posłuszni rozk azo m jego. Poczem k r e w n a n ie b o
szczyka bierze miecz i ra n i z lek k a s k azany ch, a n a s tę p n ie k re w n i
zabijają ich mieczem« (str. 376).
T y lo r nie c y tu je źródła, zkąd za czerp nął ten opis ; nie p o
dając też źródła, twierdzi, że do czasów r a d ż y B r o o k ’a ofiary
z ludzi zawsze o d b y w a ły się n a p o g rz e b a c h m ożnych. K a r y b o wie zabijali w szystkich niew o ln ik ó w na g ro b ie ich właściciela.
N a w e t w b a rb a rz y ń sk o -c y w iliz o w a n y c h p a ń s tw a c h A m e r y k i ś r o
dkowej, M ek sy k u , B o g o cie i P e ru w ii na p o g rz e b a c h ofiary z lu
dzi, n a w e t liczne, b y ł y rzeczą zw ykłą. W ś r ó d I n d y a n A m e r y k i
północnej k r e w n ia k nie może o ddać lepszej u s łu g i zm arłem u,
j a k zabić w r o g a i d uch a je g o posłać w św iat p o z a g ro b o w y , b y
służył m u tam za niew olnika, co robion o zaw ieszając s k a lp
w r o g a n a d m o g iłą (T y lor cytuje ten fa k t z W a i t z ’a, III. 290.
J. M. Coy, Hist, of B a p tis t I n d ia n Missions, 360). U OsadżówT
n a d g ro b e m u k ła d a się stos kam ien i, w t y k a się w nie słup,
a na nim zawiesza się skalp. W A fry c e w śró d p le m io n m u r z y ń
skich s p o t y k a m y też ofiary z ludzi: wódz z p lem ienia W a d a e
b y w a g r z e b a n y w ra z z niewolnicą, na k tó rej k o la n a c h o p ie ra ją
g ło w ę zm arłego, i n iew olnikiem z to p o rk ie m w ręk u. W ó d z
p lem ien ia U njam w ezi grzebie się w g ro b ie s k le p io n y m w raz
z trze m a niew olnicam i żyw em i i g a r n k ie m p iw a k ra jo w e g o .
W A fr y c e skład an o też w ofierze ludzi, b y z m a rły m przesłać
wieści z te g o ś w iata ; ten zwyczaj p r a k t y k o w a ł się n a szercfką
sk alę u D a h o m e jc z y k ó w i Aszantjów . K a p i t a n B u r to n m ów i
o n im : »Od czasu do czasu z a o p a tru ją z m a r łe g o m o n a rc h ę w no
— 25
—
w ą służbę. R zez ie te są, niestety, w y ra zem oparteg-o na fa łs z u ,
lecz serdecznego p rz y w iąza n ia sy now skiego ... O każdej n a j z w y
klejszej czynności króla, trze b a z obow iązku donieść ojcu j e g o
w k ra in ie śmierci. W y b i e r a j ą z w y k le w tý m celu je ń c a w o je n
n e g o . M ów ią m u treść je g o p o słann ictw a, dają napój o d u rz a ją c y
i w y p ra w ia ją do H a d e s u w n ajlepszym hum orze« (B urton C en
t r a l Afr. I. 8 24; II. 25. D a h o m e II. 18 i t. d. í'r. Etłi. Soc. I I I .
4 0 3 ; J. L W ils o n W. Africa 203, 219, 394; H. R o w l e y M ission
to C en tral A frica, 229).
Z w yczaje p o d o b n e s p o ty k a m y też w Azyi. D w ó c h m ah o m e
t a n o w, p o d różu jący ch po A zyi południow ej w I X . w ieku, o p o
w iad a , że p rz y w stąpien iu n a tron n o w e g o m o n a rc h y w n i e
k t ó r y c h p a ń s tw a c h p r z y g o to w y w a n o o g ro m n e z a p a s y ry ż u do
zjedzenia 300 —400 ludziom, k tó rz y d o b ro w o ln ie zgodzili się p o
nieść śm ierć w płom ieniach p rz y p o g rz e b ie m o n a rc h y zm arłego.
M a rk o P o lo w sw y m opisie I n d y i p o łu d n io w y c h z X I I I . w.
p o tw ie rd z a ten fa k t ; g w a r d y a k o n n a k ró la M a la b a ru rzucała się
w o g ień stosu, n a k tó ry m p a lo n o zwłoki m o n a rc h y , b y m u słu
ż y ć w świecie p o z a g ro b o w y m . W J a p o n ii do n ie d a w n y c h cza
s ó w po zgonie m ożnego dajm josa 10 — 30 jeg o służebników ,
p o z b a w ia ło siebie życia za p o m o cą »hara kari« t. j. ro z p ru w a n ia
sobie b rz u ch a stosow nie do u g o d y , zaw ieranej z w y k le p rz y lib ac y a ch . A le najdłużej w d o w a zm arłego m usiała w raz z nim u m ie
ra ć ; ten zwyczaj b y ł bardzo szeroko ro z p o w szch n io n y , z n a ły g o
n a w e t lu d y słowiańskie. D o n ied aw n a p r a k ty k o w a ł się on w In d y a c h ; wszelkie usiło w ania władz an g ie lsk ic h b y ł y bezow o cne,
nim nie udało się p rz e k o n a ć bram in ów , że te g o p rz e p is u n ie m a
w św ięty ch k się g a c h W e d . Jeszcze w E u ro p ie w g ó r a c h K a u
k a z u , w śró d b a rb a rz y ń sk ie g o ludu O setów trz y ra z y o p ro w a
d z a ją w oko ło m o g iły w d o w ę i k o n ia zm arłego, k t ó r e g o o d tą d
n ik t niem a p ra w a dosiąść; jestto już p rz eży tek , p o d o b n y c h s p o
t y k a m y dużo. D o nich n ależ y np. o bcinanie w a rk o c z y w d o w y ,
t. j. sk ład an ie części, zam iast całości; w a rk o cze obcięte w k ła d a n o
do tru m n y . Zdarza się, że wdow-a k alec zy się, g d y g rz e b ią jej
m ę ż a ; ofiarując zam iast całego ciała jeg o cząstk ę lub nieco krw i.
O prócz ofiar z ludzi, sk ła d a n y c h duch o m p rz od ków , s k ła
d a n o im też w ofierze zw ierzęta dom ow e po ich udom ow ieniu,
odzież, sprzęty, narzędzia, p oży w ie n ie i n apo je. P rz e ż y tk i ty ch
zw y cza jó w są n ad e r liczne; s p o ty k a ć je m ożna n a k a ż d y m k r o k u
nie ty lk o u ludów p i e rw o tn y c h lub b a r b a rz y ń sk ic h , ale n a w e t
w ś ró d cy w ilizow an ych. W czasach zam ierzchłych w o k resie b a r -
—
26
—
b a r z y ń s t w a k o n ia n ad g ro b e m w odza zabijano z w y k le ; dziś już
się te g o nie robi, ale zawsze k o ń m usi to w a rz y s z y ć tru m n ie
wyższego, w o js k o w e g o , uczestniczy w ięc do p e w n e g o sto p n ia
w o b rz ęd ac h p o g rz e b o w y c h . Dziś to p rz e ż y te k już, ale daw niej
m ia ł zw yczaj z a b ija n ia k o n ia znaczenie b a rd zo rzeczyw iste, re a ln e :
du c h w o d z a w św iecie p o z a g ro b o w y m p o słu g iw a ł się duchem
ko n ia . D a w n ie j K irg iz i sk ład ali w ofierze du cho m zm a rły c h k o
nie ; dziś to ro b i się sym bolicznie : upuszczają k o n io m tro c h ę
k r w i i n a n ic h w c ią g u 3 la t n ik t nie jeździ. Czuwasi i Czere
misi, p le m io n a fińskie z n a d W o ł g i środk ow ej, dziś już nie z a b i
j a ją k o n i w ofierze zm arłym , ale w zamian te g o rz u c a ją do g r o
b ó w figu rki k o n i z ciasta. U J a k u t ó w ofiary z b y d ł a są k o
niecznością, b y d u ch zm arłeg o znalazł spokój w św iecie p o z a
g r o b o w y m i nie b y ł p ę d z a n y m i d rę czony m przez d u c h y złe
d o m a g a ją c e się »chajłyga« t. j. o k upu . P. S ieroszew ski w swej
znakom itej p r a c y p. n. »Jakuci« (po rosyjsku), m ów i o tem b a r
dzo d o k ła d n ie i szczegółow o ; w d o p isk u p rzy ta cza m to o p o w ia
d a n ie charaktery styczne*).
W s p o m n i a ł e m p o p rz ed n io , że n a Białej R u s i — w edle słów
B o h d a n o w ic z a — jeszcze b a rd zo n ied aw n o, a p o n ie k ą d i dziś
n a w e t do tru m ie n zm arły ch w k ła d a n o noże, nożyce, grz eb ien ie,
m ajstro m in s tru m e n ty , m ężczyznom siekiery, ty to ń , fajkę, a n a
w e t w ó d k ę w b u te lk a c h lub k am io n k a c h t y m zm arłym , k tó rz y
lubili w yp ić. S t y p a je s t n ieo dzo w n ą konieczn ością k a ż d e g o p o
g r z e b u w ś ró d S ło w ia n w y z n a n ia w s c h o d n ie g o ; u R o s y a n n a
k a t a f a l k u w czasie n a b o ż e ń s tw a stoi n a c zy n ie z k aszą ry ż o w ą ,
a u lu d u — z k a sz ą inną, wszakże zaw sze z a p ra w io n ą s y tą (roszcz y n m io du lub c u k ru w wodzie); k asza ta po ro sy js k u n a z y w a
się »kutja«. N a sty pie, a n ie k ie d y n a w e t w cerkw i, s p o ż y w a ją
j ą ; n a s ty p ie m uszą b y ć koniecznie blin y, jedzą je, zapijając
w ó d k ą , śpiew a ją c »So ś w iaty m i upokoj« i bijąc p o k ło n y ! S c e n a
to w s trę tn a , k t ó r ą w idziałem k ilk a ra z y n a p ó łn o c y i na S yb e ry i. S t y p y do n ie d a w n a n ależ ały do k o n iecz n y ch o b rzędó w
p o g r z e b o w y c h , n a w e t w śró d w a rs tw w yższych, co do dziś d n ia
je s t ko n iecz n o ścią w R o s y i. (C. d. n.)
Jan Witort.
*) »Jeżeli umrze gospodarz zamożny, a wieśniacy urządzą po nim złe »chajłyga«, to na tamtym świecie dyabli będą pędzali i męczyli jego duszę, pow tarzając:
Czy to twoje bydto? Mate... Czy to twoja śmierć? Chajłyga«-(str. 617).
—
27
Pľzyczyli úi i i i yiyúia „Kiji przysft“
S. Adalberga,
Setka
pierwsza.
P o k siążkach i ro z p raw a ch , k tó re zresztą pośw ięcon e są
sp ra w o m b ardzo o d d alo n y m od lu d o znaw stw a, czyta się nieraz
p rz y sło w ia i w y ra ż e n ia p rzy słow iow e, k tó r y c h b y n ik t tam się
nie spodziew ał. W y d a w c a » K sięg i przysłów « (w W a rsz. 1894.)
nie m ó g ł — rozum ie się — p rz e g lą d a ć w szystkich druków , za p i
sa n y c h przez E strejchera. A le może i p o w in ie n znaleść w sp ó ł
p ra c o w n ik ó w chętn y c h w ludziach, czy tających czasopisma, dzien
niki i w o g ó le cok olw iek tło c zo n e g o sztu k ą g u te n b erg o w sk ą* ) ;
ich rzeczą b y ło b y zap isy w an ie przysłów , b ra k u ją c y c h w w y d a n iu
p. A d a lb e rg a , ich od m ian ek ch oćby najdrobniejszych, p ró b w ytłóm aczenia itd., a tem sam em ułatw ien ie zasłużonem u p arem jog ra fo w i naszem u p ra c y n a d w y d a n ie m d ru g iem , k tó re g o p o trze b a
stała się n ieodzow ną już chociażby ze w z g lę d u n a to, że pierw sze
je s t o d d a w n a w y c z e rp a n e w h a n d lu księgarskim . W z y w a ją c in n y ch
do ta k ie g o w sp ó łp ra c o w n ic tw a , a niechcąc b y ć dzw onem , co
»choć w szystkich woła, sam nie idzie do kościoła«, p rz ed k ład am
se tk ę u w a g i u zupełnień do »Księgi« A d a lb e rg a , po której dal
sze p ó jd ą z czasem. A b y zaś oszczędzić in n y m p o n o w n e g o tru d u
p r z e g lą d a n ia ty c h s a m y c h d ru ków , a sobie częstego w y p is y w a n ia
c a ły c h n a p isó w ro z p ra w i dzieł, z k tó ry ch czerpię, w y su w a m
n a czoło p rz y c z y n k ó w sw y ch spis i sk rócenia arty k u łó w , częściej
w s p o m in a n y c h poniżej :
Б — Berka A., słownik kaszubski P. F. III. ;
G — Gloger Z.. Słownik gwary ludowej P. F. IV.;
Gr — Grudziński St., Półpanek, powieść ukraińska (Biblioteka dzieł wyborowych,
W arszaw a t. 84);
L = Lubicz R., Przyczynki do słownika języka polskiego P. F. IV. ;
M = Malinowski L., Studja nad etymologją ludową P. F. III.;
P- B. = P. B., Wju-azy gwarowe z okolic Tarnowa, P. F. IV. 310;
P . F. = Prace filologiczne t. I. — IV. przejrzane szczegółowo;
T = Tydzień (piotrkowski) r. XXV. 1897 ;
W = W iarus Polski. Bochum, r. VII. 1897. ;
Z — Ziemba S. J., Słownik prowincjonalizmów pow. będzińskiego P. F. III. ;
Ź = Zwierciadło, dod. do W iarusa pol. r. V. 1897. nr. 11, str. 44 „Przysłow ia“.
P o d a ję u w a g i sw e p o d w y razam i, k tó re służą A d a lb e rg o w i
za hasła, lub p o w in n y b y ć h a s ła m i; liczba po haśle o d p o w ia d a
*) Pomijam sprawę spisywania przysłów z ust ludu, bo w tem nie wszyscy
mogą brać udział.
%
—
28
—
liczbie » K sięg i przysłó w « , odm. — o d m iank a, skrócenia, po ty m
w y r a ’zie oznaczają, sk ąd A. za czerpnął odm iankę.
1. B a b a 12. odm. Czel. m a też Gr. z wyr. koniom. N r. 68.
z K ra k o w a , 69. z W a r s z a w y i K r ó l e s tw a zna M. 780, gdzie m ów i
o ich s to s u n k u wzajem nym .
2. B alab a n 2. odm. P a u le g o ze zm ianą bałabąs n a barabańdci
p o d a je i¥. 781 jak o zna n ą w L ubelskiem , n a P o d la s iu i n a P o d o lu
g alicy jsk iem wraz z g e n e z ą te g o w y ra żen ia .
3. Bąki i. P. B. 310 p o d aje z okolic T a r n o w a przysl. to
w p o s ta c i: »zbijać kąki« (czy to może b łąd druku?). N a to m iast
tam że c z y ta m : »rznąć bąki«, obce p a n u A., a = roz m a w iać o
rzeczach bez znaczenia, także g a d a ć bajki. Źródło niem ieckie
w y ra ż e n ia »bąka strzelić« i »bąki zbijać« w sk az ał M. 779.
4. B ied a 57. odm. Now. po d aje też Gr. s. 24.
5. Bojaźń. B r a k przysł. : »Bojaźń P a ń s k a jest pocz ątk iem
mądrości«., p r z y ję te g o co p r a w d a z P is m a św. Z.
6. Bóg 50. D o te k s tu g łó w n e g o d od aj: Z. Do 208. odm.
Gr. s. 35.: » K o g o B ó g stw orzył, te g o nie um orzył«. Nr. 305. odm.
» P a n a B o g a chwalić, a djabła nie obrażać«, s tan o w i n ap is p e
w n e g o a r ty k u ł u ж Mieszczaninie, N o w y Sącz 1897 n r - 20., str. 61,
w y ra źn ie n a z w a n a tam przysłow iem . Nr. 369. w pełniejszej r e d a k
cji p o d a ł D e m b o w sk i w »S łow niku g w a r y podhalskiej« ( S p r a w o z d . k o m i s y i j ę z y k . t. V. str. 354): » W Boga. wierz,
d o b rz e mierz, a będzie dźw ierz (— Zwierz)«,
7. B rać M. 781. dorzuca »brać k o g o n a łapę« (Sewer M aciejo w
ski pisze : n a k lapę) i odnosi jego po w stan ie do szulerki ta k
samo, ja k w y ra żen ia »wziąć k o g o na fis«. J a znam z w ro t: w z ią ć
k o g o n a bas,, widocznie p o k re w n e.
8. Chcący 5. O d m ian k ę P o to c k ie g o znajduję też W Z.
9. Chytro. L 247. zapisał z C hełm sk ie go: »Siudro m u d ro
z niew ielkim kosztem «. J a k z tej o dm ian ki i te k stu L in d e g o
(u A.) w idać, nie je s t to po lsk ie przysłow ie. J a k o ż znam z l w o w
s k ie g o b r u k u o r y g i n a ł ru s k i: »C hytro m udro n e w e ły k y m ko szto m «.
10. C iągnąć k la m k ę — nie zn an e A - o w i — po d aje z L i t w y
U k r a i n y , W o ł y n i a i P o d o la M. 781 i w yjaśnia.
11. Cieluch. P rz e d ew szy stk iem n ależ y p o p ra w ić sam o hasło,
k tó re w y p is a n o b łę d n ie : Cielucha. N a stę p n ie n a le ż y dodać, że
—
29
—
przysłow ie, tu po d an e , pochodzi z Z. 304., gdzie c z y ta m y je pod
w y r. cieluch = wół.
12. Ciućka. Z upełnie odm ien ne przysł., choć zaczyn ające się
po dob nie, p od aje L . 189. z L u b e ls k ie g o : »Nie weźm ie ciućka,
k ied y nie d a suczka«.
13. Czynić 9. W nr. 114. s. 2. i nr. 136. s. 3.: »Co tobie nie
miło, d ru g ie m u nie czyń«. N a to m ia s t w Ż- cz y ta m y tosam o p rz y
słowie w odm iance R y s iń s k ie g o . Źródło łacińskie s tan o w i zdanie:
»Quod tibi fieri non vis, alteri ne feceris«, k tó re znajduję пр.
w p is a n e przez c z y te ln ik a jakiego ś, — b ie g łeg o zresztą w dziełach
k la s y k ó w , ja k dow odzą inne dopiski jeg o — na s tro n icy naczel
nej dzieła B. G ieo rg ie w ic’a »De T u rc a ru m moribus«, wyd. 1558.
(egz. Bibl. Ossol. nr. 46521, 1Ö'1).
14. Djabeł. P rz y s ł.: »K to za kim ręczy, te g o d ja b e ł męczy«
nie p o d a n o p o d djabłem , jeno p o d Bęczyć, 4. choć w odm iennych
nieco postaciach. O dm ianki, po danej przezem nie, u żył W e r y t u s
w art.. »Muchy« w Roli (1897. s - 479)15. Dobrze i. D o odm ian ki K o s iń sk ie g o zbliża się n a jb a r
dziej te k s t Z.: »Będzie dobre, j a k złe przeminie«.
16. D om i. (prw. Krowa 1.). Obecnie m am y s ta rs z y
te k s t
te g o przysł., choć b r a k li w y : »B y ad a tem u dom ow i gdze k r o v
[a] . . . « w raz z a n e g d o tą łać., k tó ra objaśnia p o w sta n ie jeg o
hu m ory sty czn ie , a zarazem dowodzi cudzoziem skiego pochodzenia,
gd yż pochodzi z A rn o ld a »narraciones«. P o chod zi z czasu ok.
1530. (p. Ł op ac iń sk i P. F. IV . 757).
17. D ziew anna. T e k s t K o l b e r g a zna też G. 815.
18. F a r a 3. P rz y s ło w ie to po w o łan o zw rotem n a s tę p u ją c y m ;
»K o śció łek bardzo ubo gi, d aleko uboższy n á d on, o k t ó ry m je s t
sta ra p rz y p o w ie ś ć : c h u d a fara, sam ksiąd z p le b a n dzwoni«
w dziełku ks. G a b riela L w o w c z y k a p. n. P a łasz d u c h o w n y albo
k a z a n ia n a św ięta i niedziele ca łeg o roku. W e L w o w ie 1619,
4 0 n a str. 99 wT k azaniu n a śro dę krzyżow ą. D od am , że sam n ie
raz słyszałem to przysłow ie, ale z d o d atk iem w yr. zębam i (dzwoni).
19. F e te ć (u A. niema). L . 195 zapisał z W ilk o ła z a (pow.
janov/ski w K ró l. Pol.) przysł. : »S tará dziewko, k u p se feteć
( = wstążkę)«, k tó re g o m yśl m a b y ć t a k ą sam ą, j a k : »N ierychło,
M ary c h n o po śmierci w ędrow ać«, (por. A. p. w. Marja 3.); por.
K o p e rn ic k i, P ieśni g ó ra li b e s k id o w y c h 1888, s. 24 nr. 295.
20. Firleje. P rz y sło w ie tu p o d a n e przez p a n a A. »Stroi b a b a
firleje, k ie d y sobie podleje«, a jed no brzm iące t a k w w o k a b u la -
— зо —
rz y k u z poł. X V I . w. (P. F. II. 277), ja k u R y s łń s k i e g o , je s t
w o ln y m p rz ek ład em ła c iń s k ie g o : »Anus cum ludit, m o r t i deli
cias facit«, j a k w idać z w o k a b u la rz y k a w s p o m n ia n e g o ; p o d noszę
to dlatego, że w y d a w c a Księgi z a o p a trz y ł p rz y s ło w ie o firlejach
o b sze rn y m w y w o d e m , p rzeoczył zaś okoliczność tę, w cale n ie m ałow ażną.
21. Galić. D o te k s tó w p o d 1. n ależy d o d ać w. 648 » K o m edji
o m ięsopuście z pocz. X V I . w iek u« , w y d a n e j przez prof. A. K a
lin ę : »Jako galisz, t a k cię biją«. (P. F. II. 558). Może też w. 599
(str. 557): »Jaki k to sam, sądzi insze« jest o d głosem p rz y s ło w io weg'o w yrażenia. T a k ż e w. 1140 d ja lo g u » P ro sty ch ludzi w wierze
nauka«, z a w a rte g o w ty m s a m y m rę k o p is ie : »Sami biją, sam i galą«
zdaje się b y ć o d m ia n k ą te g o p rz y s ło w ia (p. P. F. III. 345).
22. G ęba 45. u G. 900 b rz m i: » O tw orzył ziapę (== gębę)
ja k o w ro ta « .
23. G łow a 3. »B rak uje m u jednej k ro k iew k i« (P. B. 310).
— Nr. 8. R y ś . też ź.
24 Głupi (31. i 36.) D o daj z B. 663 p o d w yr. w e p r a c :
»G łepca n a w e t w k u escele po p e sk u wepierzóm « (tzn. g łu p c a n a
w e t w kościele p o p y s k u w ypiorą).
25. Gościniec i. odm. R y ś . p. Ź.
26. I w a n 8 — 10. I n n ą o d m ian k ę po d aje Gr. s. 32. »Niem a
p a n a z Iw a n a« . — D o n ru 6. o d m ian k ę p o d a n o tam że n a str. 42 ;
różni się od K re m . ty m ty lko , że jest pierw szą je g o po ło w ą.
27. Jaje. D o tekstów , p o d a n y c h :— niew iedzieć dlaczego n a
3 ró ż n y ch miejscach, choć sta n o w ią jedn o prz ysłow ie — m ia n o
wicie p o d Jajem 4. i 16., oraz K urą 28. n ależ y d o d ać z d ja lo g u
» P ro sty c h ludzi w w ierze nauki« w. 101 :
(Ta dziś p łu ży posłowica)
Niżli k u r y m ędrsze jajca. (P. F. III. 316).
28. Jałm u żna. » Jałm użn a to chleb o dd any « tzn. d o b r y u cz y
nek, k t ó r y musi o trzy m a ć n a g ro d ę , G. 849.
29. Jęz y k i. odm. K n a p . p. Ż.
30. K asza 8. Nie »jadłem«, ale »jąłem« b y ć p o w in n o (prw.
L . 211 p. w. krzyzowa kasza-, z te g o m iejsca w y n i k a jasno , że i
w in n y c h m iejscach np. L u t y i td. L . jest źródłem p. A., choć nie
w ym ienionem ).
31. K obieta 5. P rz y s ło w ie to świeżej d a ty , bo je s tto n ie d o
k ła d n e p o w tó rz e n ie w ierszy z K ra s ic k ie g o b a jk i I . :
wszystko to odmienne :
Łaska pańska, gust kobiet, pogody jesienne.
—
31
—
D o d a ć n ależ y p o d hasłem ty m p o w ied z enie »kaliciarzy«,.
tz. w łościan p ow . jano w . i b iłgoraj.: »Człowiek p rz y s ię g a k o b ie
cie i kalecie« (L. 203).
32.
Koń 17. odm., najbliższa Cinciały i Ł y sk . w Ż.-. » D a ro
w a n e m u k oniow i nie za g ląd ają w zęby«.
34. Koszula i. odm. Darnh. Kaz. ze zm ian k ą n a tu ra ln ą celow n.
ciała, n a dop. ciała (prw. B o g a rodzica — pierw. B o g u rodzica),
znajduje się w ź.
35. Koty 43. (prw. Drzeć Г) Ж 781 — 2 w ykazuje, że w yr.
»k o ty drzeć z kim« w w. X V I I . brzm iało jeszcze »(w) k u t y d. z
k.« i w y jaśn ia je z w y r. »w k u t y grać«, gdzie hut oznacza k o ść
p ierw szą najw yższą w przedniej części nogi,
36. Kręcić 34. G. 893 zna to przysł. bez w y r. »przy kądzieli«.
37. L a k T e k s t g łó w n y p od aje też T. nr. 26 s. 4 w art.
»W ianki«.
38. L e g a t i. D o odm. te g o przysł., p odanej ró w n ie , j a k
te k s t gł. bez źródła, prw . L . s. 214 p. w. l i g a t : »Dzieś św ieteg o
le g a ta , co po p iecu lata«, z Ł o m ży ń sk ieg o i z pow . łu k o w s k ie g o .
39. Licho. B ra k przysło w ia, k tó re B . 412 p o d w y r. lachy,
lechy p rz y ta cza jak o sta ro p o ls k ie : » K o m u p a d n ie cetno, k o m u
licho «.
40. L u ty 13. B r a k cy tatu, t a k tu, ja k i w u zu p e łn ie n ia ch
(s. 687). Może przejęte od L . 197, k t ó r y zna to przysł. z L u b e l
sk ie g o i Podlasia.
41. Maciej 14. »Maciek zaorał, M aciek zasiał i M aciek zjadł«
(T. nr. 25. odć. s. 2).
42. M anto (u A. niema). »S praw ić m anto« = d ać w s k ó rę
w K a lis k im (L. 216, gdzie też o d sy ła po o d p o w ie d n ik do K o l
b e r g a IV . 273.). J a łączę to z franc.
= płaszcz i u w a ż a m
za ta k i sam obraz, j a k »kurtę skroić« ; w y ra żen ie widocznie p r z y
ję te od inteligiencyi.
43. M aślanka (u A. niema). » W ozić m aślankę« — w k lę
czącej po staw ie żąć zboże (P. B.).
44. Mięso 20. M. 782 odm. : »Za tan ie pieniądze psi m ięso
jedzą« i p rz ekręcenie jej przez Boi. P r u s a w yr. psi (mian. 1. mn.)
n a psie (przyd. do mięsa).
45. M ichał św. 20. O sta tn ia odm. niem a źródła p o d a n e g o ;
z a p e w n e T yk o ciń sk ie, bo znajduję ją u G. 850 p. w. o gorzelina.
46. M uzykant 4. L . 219. p o d a je dw ie odm .: »Z m u zy k i a
z m a la rz a to niebędzie g o s po darza« z B iałk i pow . ra d z y ń s k ie g o
—
32
—
i : »Z m u z y k i i z m ły n a rz a niebędzie g osp od arza« z L u b e l s k i e g o
i o d s y ła do Zb ioru wiad. antr. I. 87.
47. N iepeć (u A. niema). » Jak jed no wziąść, to d r u g i e g o
niep eć« ( = niem ożna); p. L. 221 — 2.
48. Ochota i. i Praca. 1. O b a p rz y sło w ia łączy Ż.: »Bez
o c h o ty nie sp o re r o b o t y ; bez p ra c e nie b ę d ą kołacze«.
49. Ojciec. D od. z G. 816 : »Ojciec siwy, dzieci dziwy«.
50. Oko 13. odm. R y ś . p. Ź.
51. P a n 108. odm. M. 782: n a .bystrym k o n iu itd.
52. P a r y ż i. odm. Now. brzm i n iera z: »I w P a ry ż u nie zro
b i ą z osła ryżu« (Ж. 780). M oże tu n astąp iło pom ieszanie z nr-em
3,, gd zie m o w a jest rzeczywiście o ośle ?
53. P a trz y ć (u A. Patrzeć!). P o d 24— 5, 32, 42, (i może 49)
p o ro z rzu c an o p rz y sło w ia n a te m a t o p t a k u i kości. A j e d n a k
nigd zie niem a p o z n a ń s k ie g o : »Błyszczy ( = patrz y ) ja k s r o k a
w gnot« ( = g n a t, kość); p o d a ł je B. 363 p o d w yr. bleszcz.
P r z y nrze 24. nie p o d a n o ź ró d ła ; m ożna w skazać lud k o n iń s k i
{p. M a tla k o w s k i w S p r. k o m . j e z . Y. 131. p. w. g apa).
54. Pień. Dod. »mieć z k im na p ieńku«, w K r a k o w i e » n a
p iw k u « , w W p o l s c e »na pinku«. Źródło w sk az ał i odm. p o d a ł
M. 780.
55. Piętka. O u m y śle zniędołężniałym m ó w ią : »goni w p i ę t
kę« ; jestto zw rot, p rz e ję ty ze sło w n ik a m y śliw sk ieg o, g d z ie g o
u ż y w a ją o psie goń czy m , k t ó r y »na starość, n a p o tk a w s z y t r o p
zw ierza, g o n i nie za nim, ale wstecz« (6r. 819). P rw . też p o d W it.
56. Piłat 6. odm. Lip. brzm i w u stach wielu osób : »wlazł
j a k P ił a t w kredę« lub te ż : »jak piła w kredę« (Ж 779).
57. P iotr 6. G. 856 p o d a je od m .: »napędzić m u p ie trk a « ,
(cz. strachu).
58. Podolanka (u A. niema). »Bo te p o d o la n k i sam e osukanki (tzn. oszustki)« zapisał L . 227 z P o n ig w o d y p o d L u blin em .
59. Przyjaciel 9. odm. R y ś . p. ź.
60. P rz y w a ra . P o d ty m hasłem złączono trzy ró żne znacze
nia, w łaściw e tem u w y ra z o w i : 1) to, co prz y wrzało do g a r n k a ,
p o d 2.; 2) p rz en o śn ie = w ad a, p o d 1., 3., 5.; 3) n ie o b ja ś n io n e
w c a le przez p. A. znaczenie p o d n re m 4. » P rz y w a ra p o d
wieczór«. D o p ie r o k a s z u b s k a przyw ara (— piwo, z a g o to w a n e
z d o d a tk ie m c u k ru i żółtka) n ada je m y śl tem u prz y sło w iu R y siń s k ie g o (prw. B. 604).
61. Pszenica. Przysł., p o d a n e p o d 2. z R y s iń s k ie g o , ze s w y m
d z iw n y m »-wróble piją« w y ja ś n ia się d opiero, g d y się zw aży k a -
—
33
—
szubskie »opic«s = objeść zupełnie (p. B. 437, gdzie przytacza
owo przysł.), ty k o ciń sk ie »opić wiśnie«, u ży w an e o w róblach,
g d y objadają wiśnie (ćr. 851.), czerskie »pić« o w róblach n a psze
n icy (M atlakowski w S p ra w . kom. jęz. V. 129 p. w. chmara).
62. P ta k 59. Wiarus polski (Bochum 1897 n r - 66 s. 3.): »Znają
p t a k a po piórach«.
63. Ręka 10. D o te k s tu głów n. dodaj c y ta t z Ź.
64. R ękaw 1. odm. krak. p o d staw ia zam. wytrząść słow o w y
trząsnąć (ii/. 780).
65. Robić 45 ( = Rąbać 3). D o R y ś . zbliża się odm. G. 269 :
» R o b iący zziąbł, jedzący spocił się«.
66. Robota 28 i 29. P och odzą z L ubelskiego.
p. w. kobićcki.)
(Prw. L. 206
67. Sadno. M. 782 po daje odm. : »Trafić k o g o w sedno«,
w yjaśn ia to w y ra żen ie i w skazuje dziw ną przem ianę jeg o na
zw rot : »w cetno trafić«.
68. Sito 3. »Nowe sitko na kołek, stare w kąt« — pisze
p esy m istyczn ie n astro jo n y Janek w odcinku o »Tern i owem«
w T. nr. 23 s. 2. J e s tto te k s t najbliższy odm. K olb. V III. 263.
69. Skorupka 2. odm. K n a p s k ie g o p. Ż.
70. Stać 24. (prw. Głupi 65) w y jaśnia się należycie jed y n ie
w takim razie, g d y przyjm iem y u w a g ę M. 780, że tu chodzi
o »trzop« tzn. g arn ek , a nie o »czop« do beczki.
71. Stać się 2. odm. T ro tz a p. ź.
72. S y n o w a (brak u A.) »A kto w inien? to niew iestka
( = synowa)« z B iałki ptu radzyń. u L. 222. p. w. niewiasta.
73. Szczupak 6 ( = Karp 2). W s z y s tk ie te k s ty A. — a są brakliwe. P e łn y podaje G. jak o stare przysł.: »Szczupak od g ło w y ,
k a r p ’ od ogona, a p a n n a od śre dn iego dzwona«.
74. Ślepy się mu zaleca = drzemie (P. B ). Znajdujem y to
przysłow ie już w »Jasełkach krośn ieńskich z r. 1661« (w y d a n e
przezemnie w zesz. g rudn. Przeglądu powsz. 1899.) w w. 91. a k tu
II., gdzie pasterz P a m u ła p o w ia d a : »I m nieć sie też zaleca ślepy,
j a k mówicie«.
75. Ś piew ak 7. odm. Ś p ie w a ja k kołp, t. j. pięknie, z P o
b ło ckiego p ow tó rz o n a przez P . 403, zrozum iana m y ln ie ; b o ć w ia
domo, że łabędź [kołp po kasz u b sk u = łabędź morski) nie śpiew a
w cale pięknie. P rz y sło w ie to zatem tak samo szydercze, j a k np.
śpiew a ja k sroka, w ilk itp.
3
-
34
—
уб. T anecznica. Odm. »Złej ta ń co w n ic y zaw adza i obręb
spódnicy« pochodzi z pow . łu k o w sk ieg o (p. L . 257 prw . tańcownica).
77. Tanio. K u p i ć coś b ard zo tanio w y ra ż a się w Tyk ociń skim zw rotem : »taniej g rzy b a« ((?. s. 836 p. w. kupać).
78. T e r e - f e r e (u A. niema). U Gr. s. 18.
p o w ia d a pew na
o s o b a : » T e r e - f e r e tatu leń k u , gad a j z d r o wi N ib y to ja nie wiem,
co się święci«. .Sam znam zw rot »tere-fere« w znaczeniu p o w ą tp ie
w a n ia . P rw . T u rk i - mazurki.
79. T r z y 2. (== Prawić 12.) znane ż okolic
T a r n o w a »gadać
trz y po
trzy« albo »ni w pięć, ni w dziewięć« (P. B.).
80. T urk i m azurki (brak u A.). W gazecie
g d ańskiej (r. V II.
1897. nr. 29. str. 3. w kron.) c z y ta m : »Przed sądem o p o w iad a ł
tu rk i mazurki« — w znaczeniu : p ló tł sm alone duby.
81. Ubogi. D odaj z (?. 812 (p. w. drwi): »U bo giem u drzwi
tw a rd o się otwierajo«.
82. Ubogo. O d m ia n k a ż. znów najbliższa K o ś m iń sk ie g o
(p.w ) : Choć u b o g o , ale chędogo.
83. Ukraina. D od aję z P. B. : »iść w U k ra in ę , p rzychodzić
z U k ra in y , b y ć w U krainie« = daleko, z daleka, gdzieś n a koń cu
świata. P rw . też G. s. 810 pod wyr. d alecy ; G rzegorow icz
zP r z a s n y s k ie g o
( S p r a w . k o m . j ę z. V. 123 pod wyr. U kraina).
84. U roda.
W T y k o ciń sk im przysł. :
»U ro da ja k malon
( = dynia) z R a jg ro d a « ((?. 841).
85. U rw a ć 2. Odm. u G. 888: »Tu urwij, tu
daj«,
gdy k
ma k ło p o ty pieniężne i tu pożycza, tam płaci.
86. U rw a ń s k a ulica zn ana też w T y k o c iń sk im (G. 888), gdzie
oznacza dom, pełen zgiełku, nieładu, gdzie k a ż d y rwie, co może.
87. W a w rz y n ie c 8. u A. bez ź r ó d ła ; G. s. 853 p.
w. oz
miec p o daje t e k s t : »Na Święty W a w rz e n ie c cas o rać w oziemiec«.
Nieg-odzę się n a objaśnienie G., żeb y oziemiec = zagon, bo myśl
zdan ia dowodzi, że tu chodzi o oziminę.
88. Wilk. W czasopiśmie Syon (w K ra k o w ie r. 1868 nr. 9,
s. 66) czytam o Słow ian ach p o g ań sk ich , jak o 24. g ru d n ia »obno
sili w ilczątko lub niedźw iadka, alb o te ż przebierali się w wilczą,
niedźw iedzią skórę, sk ąd p o tem wzrosło 'przijsłowie: bieg a, b y
z wilczą sk ó rą po kolędzie!« W zbiorze p. A. niem a teg o w y
rażenia wcale Nry. 82 i 107. M yślow o to sam o w y ra ż a przysł.
P. B. »wilkiem pędzić« = próżnow ać.
89. W in c e n ty św. P o d nram i 1., 7. i 10. c z y ta m y w p r z y
słow iach »na W i c k a i P aw ła« (względnie »w św. W i n c e n t y
—
85
—
i P aw ła« !). Z d aw ało b y się, że tu m ow a o dw u św iętych, a więc
i dw u dniach kalend arzo w ych , co n a d a w a ło b y ty m przysłow iom ,
rów nież k a le n d a rz o w y m błędne znaczenie; n a w e t w nrze g. jakiś
m ę d rk u ją c y osobnik rozszerzył go n a »w dzień św. W in c e n te g o
i w N a w ró ce n ie św. P a w ła « z w idocznym celem p o p ra w ie n ia
i w yjaśnienia teg o zw rotu choć w b re w rytm ice. T ym czasem dość
zajrzeć do k a len d a rza p o d d atę 19. sierpnia, b y się przekonać,
że lud zrobił 2 św iętych z jed n eg o » W in c e n te g o à P aulo «. Może
też nie bez w p ły w u ta p rzem ian a b y ła na przysłow ie, om ów ione
p o d Witem ?
90. W isieć 6. odm. K n a p s k ie g o w ż.
91. W i t św. 18. (i 11) oraz. dopełń. D o m n óstw a odm ianek
na tem at legiendow ej rozm ow y P. B o g a ze św. W ite m p r z y b y w a
dzięki L. 231 p. w. p ią tk a n o w a : »Piotrze, P aw le, W icie, су je
p iu n tk a w życie? — Nie słyse, panie, az poło w a p ta s tw a śpie
w ać ustanie« z P o n ig w o d y p o d L u blinem (odsyła też do K o lb .
V III. 316 — A. ty lk o do 283 i 286). O dm ian k a to le g ie n d y k a
lendarzowej, ciek a w a z p o w o d u d o d a tk u imion śś. P io tr a i P a w ł a ;
w arto przypom nieć, że św. W i t a to 15 - ty, a śś. P io tr a i P a w ł a
2 9 - t y czerwca. P a n A. u w a ża wyr. piątka u W ó jc ic k ie g o za
om yłkę, bez p o trz e b y i w b re w g ło s o w y m i o dm ien n io w y m zasa
dom (p ią tk a i piętce — piątro i piętrze) ; obecnie L. potw ierdza
postać tę w yrazu, k tó rem u n ad to A. nadaje odm ienne znaczenie :
»zarodek ziarna zbożowego«, znów m ylnie, bo w yr. ten pochodzi
od pięty, od której łatw e przejście do »kolanka (w zbożu)«, ja k
L . wyr. ten objaśnia.
92. W ł a d y s ł a w (u A. niema). N a k. 146 v. rpsu. Bibl. Ossol.
nr. 1125 z w ieku X V I I ., o k t ó ry m szerzej piszę w J a s e łk a c h k r o
śnieńskich z r. 1661, cz y ta m y w a r ty k u le o W ła d y s ła w ie IV .
pełno pochw ał, jako o królu, zesłanym przez O patrzność, bo za
jeg o rządów pokój p a n o w a ł »unde pro v e rb iu m fu e rat : Za k ró la
W ła d y s ła w a nie bolała P o la k ó w głowa«. N a tu ra ln ie n ależy czy tać
W ła d y s ła w a z apo c h y lo n e m dla rym u.
93. W o d a 3. w odm. K o s iń s k ie g o połączono z Chodzić 23
K n a p s k i e g o w ż. D o odm. Feder, zbliża się p o dhalsk ie »cichá
w o d a n áb a rz y brzyzki po d m y w a« (p. D em bow sk i w S p r a w ,
k o m j e z . V. 342 p. w. bar-z.).
94. W o l a i. T e k st R y s iń s k ie g o też w Ż.
95. W y g l ą d a 37. odm. G. 900: » w y gląd a ja k j a k a zjawa
(tzn. widmo)«.
96 W z n ie c a ć się (!). D o te k stu główn. dodaj : ź.
—
36
—
97- Ziemia. G d y latem zobaczą w lesie d ro b n ą białą pleśń
n a ziemi, m ów ią w T y ko ciń sk im : »Ziemia kw itnie, b ę d ą g rz y b y «
{G. 837).
98. Złodziej
i i .
odm. Ł ysk. p. Ź.
99. Z naleść (prw. Swój 47. i Trafić 9.) Gr, s. 47 :
o nich ludzie, że znalazł swój swego«.
»Mówili
100. Ż yd 13. pochodzi ze S kierbieszow a p tu zamoj. (p. L . 263).
Nr. 53. (bez cyt.) P o p ra w n ie j p o d a ł to przysi. (»żydówkę«, nie
»z żydów ką«) L igg — 200 z T w o ry czo w a , pow. z a m o jsk ieg o ;
o n to z a p e w n e jest źródłem p. A. (p. w. Luty).
Dr. Franciszek Krcek.
0 lufcie P eJM aisk i i uuiości, а І и и г і w
W stęp.
B aw iąc w r. 1871 w czasie w a k a c y i po ukończeniu n a u k
g im n azy a ln y c h w Iw oniczu i najbliższej je g o okolicy, zach ęco ny
przez śp. Dra, E. Janotę, ów czesnego pro feso ra gdmnazyiim św.
A n n y w K r a k o w i e 1), do zbierania zw yczajów ludo w y ch, zająłem
się b ad a n ie m tutejszego lu d u p o d w zg lę d em fo lk lo ry sty cz n y m .
Dość obfitą w iązan kę etnograficzną, w z b o g a c o n ą ce n n y m zbior
kiem m ego k o leg i F ra n c is z k a K s a w e re g o K a n d e fe r a , Iw on iczanina,
oddałem prof. Dr. Janocie, k t ó r y p osiadając b o g a t e m a t e r y a ł y
do etnografii naszego P o d g ó rz a i G óralszczyzny, część ich, przedew szystkiem „Zwyczaje świąteczne“ zestawił w cennej swojej p ra c y
„Lud i jego zwyczaje“, dru k o w a n ej n asam p rzód w Przewodniku nau
kowym i literackim w t. VI. z r. 1878, a p o te m p rz e d ru k o w a n e j
z znacznemi p o p ra w k a m i p o d ty m s a m y m ty tu łe m (Lwów, 1878).
P rz e d w cze sn a atoli śmierć nie dozw oliła tem u nieodżałow anej
pam ięci mężowi d o k o ńczyć u p o rz ą d k o w a n ia i zestaw ien ia reszty
m a te ry a łu , za w ierającego g łó w n ie śpiew ki, za g ad k i, podania,
o b c h o d y w eselne i p o g rz e b o w e i t. d. W s k u te k ostatniej woli
') Od 1871 - 1878 profesor jgzyka niemieckiego i jego piśmiennictwa w uni
wersytecie we Lwowie. Umart w październiku 1878.
„
37
—
jeg o m a te r y a ły te przeszły w posiadanie m o je 1). W nich znalaz
łem ta k moje, ja k i k o le g i m ego n o t a t y etnograficzne z Iwonicza,
do tej p o r y w przew ażnej części nie zużyte i nie w y d a n e. P o
stanow iłem je te d y upo rz ąd k o w ać , a dla uzupełnienia te g o mate ry a łu udałem się w r. 1894 w jesieni w czasie u rlo p u do
Iw onicza, s k ąd atoli po d w u ty g o d n ia c h dla b ard zo nieprzyjaznej
p o g o d y m usiałem po w ró cić do domu. W sz elak o ten k r ó tk i p o b y t
w pięknej ok olicy Iw onicza nie b y ł bezow oco w ny m ; zebrałem
bow iem niem ałą liczbę śp iew e k i g a d e k ludow ych. Otóż t a k
u z y s k a n y m a te r y a ł etno graficzny p rz e d k ład am w niniejszem
sk ro m n ém o p raco w an iu, k tó re wcale nie rości sobie p re te n s y i,
b y b y ło p o d k a ż d y m w zględ em zupełnie w yczerpujące. S ądzę
jed n ak , że m oże i ono w tej szacie, ja k je podaję, p rz y d a się
k o m u do p r a c y obszerniejszej, dokładniejszej i więcej um iejętnej.
Część pierwsza.
i.
Położenie. N a północnej pochyłości p asm a k a r p a c k ie g o
od D u k li (K la sztor 351 m npm.) k u R y m a n o w u (352 m npm.)
na w schód się ciągnącej, a od zdrojów m in era ln y c h Iw on icza
(4.10 m npm.) aż po K ro s n o (278 m n p m ) w k ie ru n k u półn o cn y m
się rozpościerającej, l e g ł y o s a d y : I w o n i c z 3), K l i m k ó w k a ,
W r ó b l i k K r ó l e w s k i , M i e j s c e P i a s t o w e (311 от npm.),
G ł o w i e n k a (267 m npm.), S u c h o d ó ł , R o g i (315 m npm.),
R ó w n e (303 от npm.), J a s i o n k a (355 m npm.), L u b a t o w a
(438 от npm.) i L u b a t ó w k a (335 от n p m .3). W ło ści te zamieszkuje
l u d p o d d u k l a ń s k i czyli P o d d u k l a n i e .
W io s k i te zajmują razem przestrzeń 208 fere3. Ł ań c u ch nizkich w zgó rzy w y b ie g łsz y od głośnej w pow ieściach lu d b w y c h
*) G ustaw icz B r. Podania, przesądy, gadki i nazwy ludowe ' w dziedzinie
przyrody. Cześć I. Zwierzęta Osobne odbicie z V. t. Zbioru wiad. do antropologii
kraj Akad. Umiej, w Krakowie. Kraków, 1881. Str. 1 - 85. — Tenże. Podania,
przesądy, gadki i nazwy ludowe w dziedzinie przyrody. Część II . rośliny. Osobne
odbicie z VI. t. Zbioru wiad. do antropologii kraj. Akad. Umiej, w Krakowie.
Kraków, 1882. Str. 1 -1 1 7 . — Tenże Z agadki i łam igłówki ludowe. Osobne odbicie
z XVII. t. .Zbioru wiad. do antrop. kraj. Akad. Urn. w Krakowie. Kraków, 1893.
Str. 1 - 6 0 .
2) Wieś 304 m npm., zakład kąpielowy 410 m npm.
3) W szystkie te osady należą do powiatu Krośnieńskiego z wyjątkiem Klim
kówki, leżącej w powiecie sanockim.
- 3 8
—
g ó r y C e r g o w y (718 m npm.), w o b ręb ie g m in y Jasionki, c ią g
nie się p ó łk o lem n a p ó łn o c n y w schód z jednej, a w k ie ru n k u
zach od n io -p ó łn o cn y m z dru giej stro n y , a ok alając j a k b y d w om a
ram ion am i tę kotlinę, g u b i się p o d K ro s n e m u stóp zw alisk zam ku
o d rz y k o ń sk ie g o . N iziuchne p a g ó rk i p o dłużn e oddzielają te wsi
od siebie, a je d n a k m ają one, mimo t a k blizkie sąsiedztw o, w y
b itn e w łaśc iw o ści; in d y w id u aln e, o d rę b n e ich ce chy już n a p i e r w
sze wejrzenie w p a d a ją w oko, a n a d to fizyognom ia ich o g ó ln a ,
0 ile to m im ochodem zauw ażyłem , nieco in na jest, aniżeli wsi
ob w o d u rzeszow skiego. J e stto bezsprzecznie sk u tk iem p o n ie k ą d
g ó rs k ie g o k lim atu, a więcej jeszcze p ie rw o tn e g o pochodzenia
tutejszego ludu. N a zw isk a bow iem rodzin, u b ió r włościan, a n a w e t
1 zatru d n ien ia jeszcze dziś dostarczają d o w o d ó w histo ry czn e m u
w spom nieniu, że lud tutejszy jest p ochodzenia g e rm a ń s k ie g o .
N a z w y w łościan Iw onicza, la k K e n a r , K i n e l , F r u g a r , P y t e r , B o c z ą r, P e l c z a r i t . d. w skazują, że ich ojczyzna za
B a łty k ie m , n a z w y zaś K lim k o w c z a n , j a k W a j s , S c h m y d , Z a j
d e l , R a j c h e l i t. p. są pochodzenia niem ieck ieg o. W Iw o n i
czu i K lim k ó w c e ty lk o tu i owdzie m ożna s p o tk a ć ja k ie g o
T u ro w sk ie g o , Nycza, Jakubow icza, Tomkiewicza,
K ę d z i e r s k i e g o , S z a f r a ń s k i e g o , W n ę k a l ub D r o z d a .
W in n y ch w siach przeciw nie p rzew ażają znacznie n a z w y czysto
p o lsk ieg o pochodzenia.
2.
Język jest tak że c h a ra k te r y s ty c z n y . J ę z y k Iw oniczan,
K lim k o w cza n , m ieszkańców Miejsca, R o g ó w , z w y ją tk ie m A p o
ch y lo n eg o , jest zup ełn ie taki, ja k i sły szy m y u ta k zwanej intelig e n c y i; przeciw nie m ow a L u b ato w c zan , m ieszkańców J a sio n k i
i R ó w n e g o trąci staropolszczyzną. A to li w każdej z ty ch włości
są p e w n e sp o so b y w y ra żen ia stałe, k tó ry c h indziej znaleźć nie
można. T a k w Iw oniczu, K lim k ó w c e i Miejscu jest w u ży w an iu
wiele słów niem ieckich a spolszczonych m ianow icie u rzem ieślników .
D o ta k ich należ ą: r a j b o w a ć o b o k poi. t r z e ć , w e c o w a ć
o b o k poi. t o c z y ć ( = o s t r z y ć ) , d r e k s l o w a ć , s z l i c h t o
wać, d r y l o w a ć ,
r y c h t y k, s z t y l o b o k t o p o r z y s k a ,
rańtuch, zwędzić (= entwenden,
u k r a ś ć ) i t. p.
U K lim k o w c z a n p an u je o d d a w n a rodzaj pano szenia się, k tó re
Iw o niczanie osobliw ie przez w y ra z »z p a ń s k a «
n az y w ają.
K lim k o w c z a n ie bo w iem u n ik ają p o c h y lo n e g o á i k ła d ą czyste
a n a w e t tam , gdzie o s t a ć p o w in n o , np. » p o c h w a l a n y « , n adto
pzzeciągają zbytn ie g ło s k ę a, szczególnie aj ; zam iast w y k rz y k n ik a
-
39
—
podziw u oj, joj, gdzieindziej używ aneg o, m ó w ią : aj, jaj, jaaj ;
d la te g o też Iw oniczanie dali im p rz y d o m e k ja jc z a k ó w ; liczne im
z teg o p o w o d u rob ią przycinki, czyli j a k oni się w y ra żają » i d ą
z n i e m i n a u d r y « i w ielką k u nim czują ap a ty ę . do teg o
stopnia, że żeniący się w K lim k ó w c e dostaje tak że p rz y d o m e k
ja j czaka i w pow szechną p o p a d a po gard ę.
W Iw oniczu w y k rz y k n ik ie m podziw u je s t: wej, w ejno,
p o ta k u ją c y m p rzy słó w k ie m jest s p ó jn ik a le ; spójn ika albo n ig d y
nie używ ają, lecz staro p o ls k ie g o abo, sp ó jn ik a zaś a ty lk o
w znaczeniu rozłącznem. G d y je d n a k m ów ią z jakim » p a n e m « ,
to u n ik ają wejno, w ej i m ów ią dziwiąc się ej ; k ła d ą albo zam iast
po to cznego abo, u ży w ają więcej spolszczonych słów niem ieckich
i unik ają p o c h y lo n e g o á. T osam o m o g ę pow iedzieć o m ieszk ań
cach M i e j s c a P i a s t o w e g o , lubo tu w y s tę p u je te n objaw
w m niejszym stopniu.
W L u batów ce, L u b ato w ie , R ó w n e m i w Jasionce, m ów ią
•— ja k się Iw o niczanie w y ra żają — rozlazło ; szczególniejszą inklin a c y ę m ają do b rzm ienia ej, i te w y ra z y , gdzie e przychodzi,
po do b n ie j a k w K lim k ó w c e aj, z b y t p rz e c ią g a ją ; głoskę, è w y
m aw iają j a k N iem cy ä i po a i o w trą c a ją j a k b y jakiś p o g ło s
te g o niem ieckiego ä, co w w y m a w ia n iu np. s łó w : z ł o t y , d o
rn i e w y raźnie słyszeć m ożna. P rzy m io tn ik i i zaim ki nijakiego
rodzaju ko ńczą na o, np. n a ś z o p o l e , S t a n i s ł a w o w o
c i e l e , z d r o w o d z i e c k o . P r z y w łaściw ych p rz y m io tn ik ach
atoli to o chw ieje się m iędzy o tw a rte m o a e lub á ; g d y zaś
o b o k rzeczow n ika r. n. z p rz y m io tn ik iem zejdzie się p rz y m io tn ik
z rzeczow nikiem r. ż., w te d y sły chać o tw a rte e w p rzy m io tn ik u
r. n. N a d to m ów ią o ni: pedziál zam iast p ow iedział; pedał, pad a ł
zam iast pow iadał. S tą d osobliwie L u b a to w c z a n ie i R ó w n ia n ie m ają
u Iw oniczan n azw ę pedaków , a n a w e t m ianują ich P o l a k a m i ,
chociaż sami uw ażają się za Polaków^; także zow ią ich »z poza
w od y«, chociaż ich g ó r a oddziela i w po b liżu nie m a większej
rzeki, ani też osobliw szego zbiornika w ody. P rz y p u ś c ić należy,
że owi » P o l a c y « p rz y b y li tu od W is ły , i tem tłóm aczę sobie
nazw ę »z p o z a w o d y « i » P o l a k ó w « ; b y ć też może, że
nazw a » P o l a k ó w « się g a d aw n ie jsz y ch czasów, k ie d y osada n ie
m iecka Iw onicza jeszcze m iała n ie z a ta rtą cechę niem iecką.
W e wsi W r ó b lik u k ró lew sk im i szlacheckim m ieszkają
przew ażnie R u s in i ') ; różnią się oni od sp ółm ieszkań có w o b rz ą d
•) W Wróbliku królewskim było w r. 1880 Polaków 163, R usinów 636,
w Wróbliku szlacheckim Polaków 49, Rusinów 462
_ 40 kiem i mięszaniem w y ra zó w ruskich z polskimi, co i w in n y c h
włościach u P o la k ó w spostrzedz można, a m ian o w icie w tych,
k tó re z ru skiem i wsiami g ra niczą bezpośrednio, ja k p o łu d n io w y
k ran ie c Iw onicza z W ó l k ą , zam ieszkałą przez sam y ch R u s i n ó w ’).
U nich w g a d k a c h przew ażają o p o w ia d a n ia o zbójach, m iędzy
k tó r y c h w chodzą zawsze k o w a le w to w a rz y s tw ie d y a b łó w czyli
d i d k ó w.
W szędzie tu plącze się wiele k o n s tru k c y i niem ieckich, jak
np.
dziecko
zostało płakać,
został
gadać,
nie
z o r a ł j e m t o s t a j e (ak. za gen.) i t. p.
W y r a z u »kiepski« uży w ają n a w y ra żen ie n ie d o s ta tk u jakości
i ilości rzeczy, np. k i e p s k i e ż y t o , k i e p s k o n a m i e r z a n e ,
k i e p s k i snop, k i e p s k o t y c h p ien ięd z y .
O tw orzeniu czasu przeszłego z im iesłowu i czasu tera źn iej
szego słow a »być« p rz e k o n a ć się m ożna z n as tę p u ją c y c h zw rotów ;
m ó w ią b o w ie m : » b y ł - j e m , b y ł - ż e ś , b y l i m y , b y l i e ś c i e
i b y l i ż e ś c i e « ; R u ś in i zaś m ów iąc z P o la k am i, czaso w n ik
»być« zupełnie po sta ro p o ls k u o dm ien iają: » b y ł - j e ś m , b y ł j e ś , b y l i - j e ś m y , b y l i j e ś c i e « . M ów ią ta k ż e : » m y o r a l i ,
m y są chłopi«.
W y r a z »chłop« m a znaczenie tak że m ężczyzny ; »baba« czy
»dziewka« = »białogłowa« oznacza » k o b i e t ę « w dzisiejszem
zn aczen iu; »kobietą« zaś n a z y w a ją » m ę ż a t k ę « ; »baba« oznacza
» ż o n ę « , chociaż i w y ra zu »żona« u żyw ają, ty lk o w m owie
»z p a ń s k a « więcej i g d y m o w a o o b cych żonach M ąż m ó w iąc
o swej żonie, u ż y w a zawsze w y ra zu «baba«, zwłaszcza g d y m ówi
z p e w n ą poufałością i szczerością. G d y chcą w yrazić się z p e w n ą
skrom nością, tudzież g d y m o w a o osobach różnej płci, u ż y w ają
p rz y czasow niku rodzaju żeńskiego, np. » j a i b a b a m y
były.
N a w y rażenie g o to w an e j p o tra w y uży w ają tu wszędzie
p ię k n e g o w y ra zu » w a rza« 2).
G ło sk ę u na koń cu w y ra z u zam ieniają na p o ch y lo n e «; np
r o z u m brzm i rozám . W y r a z ten jest w y ra żen ie m nieskrom nem ,
hard em , «z p a ń s k a « , — lecz to ty lk o u zag orzalszych k o n s e r
b Wieś W ólka (błędnie Wulka) leży w powiecie sanockim; w r. 1880 było
Polaków 62, Rusinów 104.
2) Jest to w yraz staropolski podaje go L i n d e w swoim słow niku: »Warza,
= warzyste, warzywo gotowane, warzonego lub gotowanego co«. — Uwarzył so
bie Jakób potrawkę; rzekł Ezau: daj mi tej warzy żółtej. I.
Leop.
Genez.
25,
Gdy onej warzy skosztowali, zawołali : śmierć w garncu. I.
Leop.
4. Reg. 4,
_
41
-
w a ty stó w zauw ażyć można, co to mówią, że żyją, ja k ich P.
B ó g stw orzył i ja k ich ojcowie żyli.
P o c h y lo n e o, tj. ó brzmi p rzaciąg le i zajmuje śro d e k między
p o chylon em á a otw artem o ; g ło sk ę tę ó oznaczyłem w o p o w ia
daniach i śpiew k ach przez ô. R ó w n ie ż w n ie k tó ry c h w y razach
w y m aw ia ją u, j a k 6 ; np. m ówią form an zam iast furm an, kôra
zamiast kura.
P rzy czasow nikach g r o m a d y IV . (gram. M ałeckiego) w t r ą
cają
w im iesłowie po i o tw a rte o, np. b i o ł , p i o ł , a g d y
m ów ią n ib y »z p a ń s k a « , w trą cają á, tj. b i a ł , p i a ł i t. d.
P e d a k i nie w y m a w ia ją ł czysto, lecz ja k R u sin i, tj. więcej
zap om ocą w a rg niż języka.
P o ch y lo n e e brzmi z a w s z e j ak г l ub y, np. m l i k o (mléko),
c h l i b (chléb), s y r (sér), i t. d. Z ak ończenie p rz y m io tn ik o w e
i zaim kowe, tudzież p rz y słó w k o w e ej (éj) w y m aw ia ją w o g ó le ja k
i lub г/, np. lepi zam iast lepiej, dali zam iast daléj, dobry zam iast
dobrej, swoji zam iast swojej, ji zam iast jéj i t. d.
P rze d sam o g ło s k ą i na p o cz ątk u w y ra z u dodają p ra w ie
zawsze g ło s k ę j ; m ów ią np. jidę zam iast idę, jidź zam iast idź,
jinteres zamiast interes.
S am o g ło sk ę nosow ą ę na k o ń c u w y r a z u w y m a w ia ją zawsze
jak e, np. słyszę zam iast .słyszę, ciele zam iast cielę, k ro w ę zamiast
k ro w ę i t. d. W ś ro d k u zaś w y ra zu w y m aw ia ją ę p rzew ażnie
ja k en. yn i ern, np. rynka, rę nka zam iast ręka, gyn s i gęńś za
miast gęś; czyńść i częnść zamiast część i t. d. ; g em b a i g ęm ba
zamiast gęba, z e m b y i zę m b y zam ia st zęby i t. d.
G łoskę ) opuszczają często ; mówią zatem ociec zam iast ojciec,
ale mówią ojcowizna. P rzed ew szy stk iem w try b ie ro zk azu jąc y m
tej głoski nie w y m a w ia ją ; m ówią t e d y : brzm i zam. brzm ij;
w sp om n i zam. w spom nij ; niekiedy w y ra z bezokoliczny z a k o ń
czają na j, np. m ó w ią: oddaj zamiast oddać.
G ło sk a к ma n ie k ied y brzm ienie cli, ja k np. chto = kto;
ch tó ry = który, dochtór = doktór.
R ó w n ie ż w y m aw ia ja tę głoskę ja k g, np. wielgi zam. wielki.
C h a ra k te ry s ty c z n e jest u Iw onic zan sk racanie trzeciej o so b y
1. poj. czasow n ikó w przez odrzucanie końcówdd i; m ó w ią te d y
jidź zam. idzie, proś zam. prosi, krzycz zam. krzyczy. Zam iast
pójdźm y m ów ią pow szechnie : m y pódź ; zamiast chodźm y m ów ią ;
m y chodź.
— 42
—
G łoskę ł opuszczają w czasie przeszłym , tudzież w im iesło
wie czasu p rz eszłeg o ; np. sp á d zam iast spadł, sp ádszy zam iast
spadłszy. M ów ią pow szechn ie szal zam iast szedł.
T u d odać w inienem , że w szy stk ie g a d k i i śpiew ki poniżej
p o d an e spisyw ałem za o po w iada ją cy m i mi g o sp o d arzam i ; sp o só b
opo w iadan ia, w y ra ż a n ia się, słow em sty l lu d o w y zachow ałem
w nich niezm ieniony, jakoteż, że opis zabaw , zbiór śp iew e k ,
g a d e k i p o d a ń odnoszą się w yłącznie do m ieszkańców Iw onicza.
3.
Słowniczek w y ra z ó w
okolicy).
abo = albo.
aj, jaj = oj, joj.
a jéno, a jino, a-ino = tak.
ale — tak.
lu d o w y ch
(z Iw o nicza i najbliższej
b a b a = żona.
b abk a = aku szerka.
baczka np. lnu = g a rs tk a , w iązk a lnu.
bagnięć, nom. plur. b ag n ięta — różdżka, p a lm a w ielk ano cna,
ba-jino, ba-ino = tak.
bajoro = błoto.
b a ła m u ty =
szopka, p rz ed staw iając a narodzenie J ez u sa
C hrystusa.
bandurki, bandórki = ziemniaki,
barz, bars, barzo, barzok = bardzo,
beśnia == bezina, ró z g a z g a łą z e k brzozow ych.
bęnkart, bęnś == dziecię nieślubne.
bić sie, np. kobyła sie bije == (na oznaczenie p o p ę d u
płciowego).
bluja = m ó w iący n ieprz y zw o ite rzeczy,
bolaki, bolączka — w rzody,
b re w id e r = bez w ątp ienia, pewnie,
bu rdel = stara, w a lą ca się chałupa.
chom ółka = rodzaj czepca, strój k obiecy n a gło w ę
cho r ość == ciężka choroba.
ch ry storyja, chrysto ry jk a = h istory a, opowieść, g ad k a ,
chto = kto.
ch tóry = k tó ry .
chudas, chudák, chudok = biedny, biedak,
c h u do ba = bydło,
ch u d o b n ý — biedny.
—
43
-
ciuczki = k a w a łk i; np. drzewo p orznąć na
n a k a w ałk i ; kam ień rozbiał sie n a drobne ciuczki.
coć =• choć
cyćkać = ssać ; np. ciele cycka,
cytolić sie = kłócić się.
czerwialki == owoce niedojrzałe i zepsute
czucha = czarny płaszcz u R u s in ó w ,
czurys = ch łop iątko, m ały chłopiec,
czwanić sie = sprzeczać się.
ciuczki,
tj.
derdać, d y rd ać = biedź,
dernik = w y ra b ia ją c y derki,
d e stam e n t == testam ent,
didko = dyabeł.
dlaby — ła p y , nogi.
dom ysł — pom ysł, np. z w łasnego dom ysłu coś zrobić.
drekslow ać — toczyć.
dry lo w a ć = kręcić, m ą te w k ą o bracać.
drzewi == dawniej.
durkać = uderzać czemś tw'ardém np. kijem w drzwi,
dzie == gdzie.
dziecinny = m ający wiele dzieci,
dźwierki, dźwirze — drzwi.
fikutek = nożyk, kozik.
form an = woźnica.
frybra, fréb ra = febra, zimnica.
gandziara = kij g ru b y , laska, laga.
gaść = garść.
gim ajny = żołnierz prosty.
glán = k ro m k a np. chleba.
gorliw y — zły, zagn iew any .
gruba = piw nica, tj. dół w y k o p a n y w ziemi, m ający p o w ałę
z desek.
grule = ziemniaki.
grzegorzów ka = rozsada siana na św. G rzego rza (i 2. marca).
gubić sie = p rz ep ad a ć za kim.
gunia, guńka = cz arn y płaszcz u R u sin ó w .
g w a ra — mowa, rozmowa.
gw a rę jim odjeno, (odjęło) = przestali mówić,
hajnok == tam.
h a ń = tam, tam tęd y .
h an d ry c z y ć sie = kłócić się, sprzecz ać się.
h an iem u sz n y == pyszny,
haw , h a w o k = tu, tutaj.
h u k ać sie, np. Świnia huka sie (na oznaczenie
płciowego).
hurboszcze, h u b o rz e = b o g in k i duszące ludzi.
istyg ow ać n a kogo =
popędu
k rzyczeć na k o g o , w y m y ś la ć na kogo .
ja d w ie n t — a d w e n t. .
jajczak = przezw isko K lim k o w cza n , n a d a n e im przez Iwoniczan.
jech a ć p o d gòre = jechać z g ó ry .
je rm á k — jarm ark.
jęczmyk, jęnczm y k = k ro sta na ję z y k u u świń.
jo dka = jodła.
ju ży n a = podw ieczorek.
kapa = część p ieca kuchenneg'O, znajdującego się w izbie,
katedra — k onfesyonał.
kazanica = kazalnica.
kiepski, kiepsko = lichy, mały, mało, skąpo. np. kiepskie
żyto = liche żyto ; kiepski snop = m ały snop ; kiepsko ty ch pićnięndzy == mało ty c h pieniędzy,
kiwon ■== do niczego, nicpoń,
klępa = p o g a r d liw a nazw a k r o w y
klopie sie = k ło p o ta ć się.
kobieta = m ężatka,
kołacz — cz ap k a w ełn ian a zimowa,
kołmirz = kołnierz,
kopciuszek = dziecię nieślubne,
kôra = kura.
kraw acz = nóż, o p r a w n y w trzo n e k d re w n ia n y u ż y w a n y
przez pasieczników.
kruczek == tu rk u ć p o d jad ek , Gryllotalpa, vulgaris.
k rw a w ić = p rzek linać m ian em : psia krew.
k rzypopa = p rz y k o p a , ró w przydrożny.
kula = drążek z uszkiem do spuszczania i w y c ią g a n ia k o
n e w e k lub p u tn i ze studni,
k u m o ra = ko m ar.
kurdziel = w rzód na języku, p o w stając y z ostrej karm i
(u bydła).
45 T —
kurz — g lin ia n y g a r n e k z próchniałem , k urzącem się drze
w em zapalonem do o k u rz a n ia pszczół.
k w a só w k a — zupa z b u r a k ó w lub k w a su k ap u śc ia n e g o
i m ąki żytniej.
la m e n ta rz = elem entarz,
lany = lniany.
laski = m a ty uw ite z cienkich gałąz ek w ierzbow ych, na
b rz e g a c h niskiemi deszczułeczkami otoczone, służące do suszenia
owoców.
lasówki = owoce niedojrzałe.
łachy, łaszki = chusty, u b ra n ie kobiece, bielizna,
łeż, = k łam stw o ; n a łeż w ziąść — k łam zadać,
łońskiego roku = zeszłego roku.
łyczak — po w ró z z ły k a lipow ego,
łyżkarz = w y ra b ia ją c y łyżki, w arzęchy.
m aciejów ka = rozsad a siana na św. M acieja (24. lutego).
m ajkut — ro b iąc y lew ą ręką.
m a n ty = d a w n e białe płaszcze w ęgierskie.
m aśnicą == m aślnica.
m ątaczka, m ą te w k a = r o g a lk a do m ącenia, kłócenia,
melisonka — długa, poza k o la n a s ięgają cy k a f ta n s u k ienny ,
zim owy dla k o b ie t lub dziewczyn, p o d b ity kożuszkiem siw ym ,
k r y t y czarnem lub g ra n a to w e m suknem , alb o też w a to w a n y ,
m iąć = dusić,
mierziączka = obrzydzenie,
m łóck a = om łócenie zboża,
m łódka = m łoda kura.
mulić = zwilżać nici śliną (przy przędzeniu),
muszczki = loki z w łosów za uszami u dziewcząt,
m yjoki = bajki, plotki.
m y jo k ó w narobić = narobić (napleść) bajek, plotek.
n ajd úch = dziecię nieślubne,
n ako nićrow ać — n aw ym yślać.
n a przekory j
, . . ; = pod stęp n ie,
n a przescigi )
1
r
n aślad o w ać = prześladow ać.
n a sy p a ć = np. w ody, h a r a k u = n alać w ody, arak u ,
n a tu rn y = gniew liw y.
n a u d ry iść — k o m u n a złość robić, udzierać się z kim
—
46
—
obaczyć sie = p rzyjść do siebie,
obierzka == bolączka, w rzó d obierający,
ob szew y = m an s z e ty u koszul k ob iecy ch,
ociepka, ocipka = snopek, w iązka słomy,
odkażać = przek az ać w spadku.
odlew , np. dać komu odlew w pysk
uderzyć k o g o
w twarz.
odziomek = d olna część d rzew a w znosząca się n ad ziemią,
ograszka = febra.
ojczako, ojczynek = pop, proboszcz ruski,
ornaty == p o o m ack u , pociem ku.
onucza, onuca = onóżka.
opowiedzi = zapowiedzi,
ostać = zostać.
paciara = m ą k a ży tn ia lub jęczm ienna, w s y p a n a n a wrzącą
wodę, m ą te w k ą dobrze roz b ita i m lekiem słodkiem zalana,
pakośnik = bolenie w k rz yżac h u b ydła.
paska = chleb pszeniczny, na św ięta w ielk an o c n e pośw ięcan y,
paskudnik . = c h o ro b a żołąd k a u bydła,
p czoła = pszczoła.
pedak = przezw isko L u b a to w c z a n i R ó w n i a n , n a d a n e im
przez Iwoniczan.
penerya = bieda,
piechota = groch,
pogonicz = p o gan iacz bydła,
pokil = dopóki,
polewka = z u p a z serw atki.
= d w a stra g a rz e wolne poniżej p o w a ły lub sk le
pienia, w pobliżu o g n isk a, służące do s k ła d a n ia n a nich drzew a
do suszenia.
p oltyka = sp rzączka m etalo w a do za p in a n ia koszuli p o d szyją,
po pąd zać = np. b y d ło p o p ą d z a (na oznaczenie p o p ę d u
płciowego).
potyl = do p ó ty .
pozór dać = uważać, mieć się n a baczności,
praw ow ać sie = sk arży ć się s ąd o w n ie i praw o w ać.
przemiać sie — przem ienić się.
przepasie np. konia, = o k ład ać biczyskiem konia,
przyjaciel = k re w n y ,
przykidać sie = p rz y w lec się.
_
47
—
przy k o rzy zn a = p rzykrość,
p rzy o d ziéw a == u b ra n ie , okrycie,
psiarki = ow oce niedojrzałe.
p u ścił się n a b esz te fra n ty = zaczął p ro w ad zić życie h u lasz
cze, lek k o m y śln e.
ra jb o w a ć = trzeć.
ra ń tu c h = b iała, w ielk a chusta.
ro k o w ać = w yruszać (o u rlo p n ik u
cym do słu żb y w ojskow ej).
ro sta lo w a ć = rozćw iartow ać.
ry c h ty k , ry c h ty g = słusznie, tak.
rządnie = w iele, dużo, obficie.
lu b p a ro b k u w yruszają
sadzek = w ięzienie, koza, areszt.
siara = m leko k ro w y zaraz po ocieleniu w ydojone.
sklep = p iw nica.
skum osić = n ib y to .
sporo, n p . iść = szybko, pospiesznie.
su m ity g o w ać sie = u sp ra w ied liw ia ć się.
suszki = suszone ow oce (jabłka, g ru szk i i śliwki).
su sznia = p rz y p ie cek , m iejsce n ad piecem p iek arsk im .
szalo n e dni — za p u sty , o statk i.
sza n d era — żandarm .
szczeć — p rz y rzą d do czesania lnu.
szelto w ać = łajać, besztać,
szkapa == klacz.
szkudłacz = w y ra b ia ją c y g o n ty ,
szlakow ać = prześlad o w ać, dokuczać,
szlich to w ać = gładzić, rów nać,
szo n tać sie = chodzić tu i tam .
szp ry n ce stroić — figle płatać,
szryź — szron.
sztu d ero w ać — uczyć, w yuczać, przem yśliw ać.
sztu rać = u derzać kijem w dziurze, norze,
sztyl = to p o rzy sk o .
śk a rtn y = w y b re d n y w jedzeniu, g ry m aśn y .
śtu rm ak , śtu rp ak = do niczego, n ie z g ra b n y , n iezdara.
tłuc sie, np. gady się tłuką == w rony siadają grom adnie na
polach i kraczą.
tłuczenie np. wron = krakanie wron.
—
48
—
tlu k a = żniw o przy b la sk u księżyca,
to k ark a = m ały n o ży k sk ład an y ,
trz ę sa w ic a — feb ra, zim nica,
tu to ń = ty to ń .
u g in ać =
zginąć, paść, np. b ydle sam o w n e t uginie.
w a ln y = ła d n y , tęg i.
w a rs z ta t = izba m ieszkalna.
w a rz a = g o to w a n a p o traw a.
w e c o w a ć = ostrzyć.
w ej ! w ejno ! = w y k rz y k n ik podziw u.
w iz y te ro w a ć = rew id o w ać, przetrząsać.
w ierzki = w ierzchołki drzew .
w łaśn ie = p raw ie.
w ró ż = ch ło p , co. leczy i radzi.
w sze == zawsze.
w y rk o , w y rtk o = łóżko.
w y ry c h to w a ć = w yuczyć.
w y w ija ć sie = uw ijać sie.
zaczątek = początek .
za d = t y ł ; np. iść n a zadzie = iść w tyle.
zadzić sie = b rz y d zić się.
zakląkać sie = za p ad ać się.
zaokólkiem = w około, w kółko, pokolei.
za w iła sie = stra c iła w ianek, niew in n o ść i p o ro d z iła dziecię
n ie p ra w e g o zw iązku.
zaw itk a = dziew czyna, k tó ra m iała dziecię nieślu b n e, wog ó le m o raln ie u p a d ła ko b ieta,
zaw o j = p o ło w a bram y ,
zaw ziątek = nienaw iść,
z n a jo m y = przyjaciel.
z w a rk a = ce b rzy k o trzech w y so k ich no g ach
zw ózka = zw iezienie zboża do sto d o ły
żolm irz = żołnierz.
żółw , np. k ro w a dostaje żółw ia, tj. ż y ły p ro w ad zące do w y
m ion n a p u c h ly .
4.
U biór w każdej z w y m ien io n y ch wsi zupełnie lu b czę
ściowo jest ró żny. W K lim k ó w ce u b iera ją się z p a ń s k a , z m i e j s к a, co p o le g a m ianow icie n a noszeniu dłu g ich su rd u tó w i za-
— 49
—
k ła d a n y c h k am izelek su k ien n y ch z k o ścian y m i guzikam i. Z ak ła
d a n a k am ize lk a m a k s z ta łt su rd u ta lu b fra k a z odciętym i ogo n am i,
b o ć w rzeczy w isto ści ubożsi k u p u ją n a tan d ecie sta re frak i i su r
d u ty i przez o k ro jen ie ich p rz e ra b ia ją je n a k am izelk i k ro ju
klim k o w ie ck ieg o . N oszą koszule- z cieńszego p łó tn a, z szerokim
ko łn ierz em w y w i j a n y m , zap ięte guzikam i u szyi i r ą k ; indziej
zaś sp in a ją k o szu le p o d szyją sp in k am i, a u rą k zw ięzują rę k a w y
tasiem k am i. S p o d n ie k o lo ro w e, zw łaszcza d o k o ś c i o ł a , k a ż d y
m usi m ieć. P łó tn ia n e k m ało u ży w ają ; idąc do kościoła, zaw dziew a ją n a się ty lk o płaszcze. K a p e lu sz e noszą ta k zw ane » s i we «
z o k rąg łem d en k iem i w ązk ą k rezą. S łom iane k ap e lu sz e służą
ty lk o do p ra c y w polu.
Za p rz y k ła d em K lim k o w ia n tak że w Iw oniczu,. M iejscu
i R o g a c h o so b liw ie zarzucają » s t a r o d a w n e « k ap elu sze »z c z a r
n e j w e ł n y « , k s z ta łtu c y lin d ró w z a k sa m itn ą i p o z ła c a n ą obw iąz k ą i sp ra w ia ją sobie » o k r ą g ł e , s i w e , m o d n e « k a p e lu
siki. P łó tn ia n k i ln ian e czyli l a n e w dziew ają, g d y id ą do » k o
ś c i o ł a « a z g r z e b n y c h u ży w ają » n a p o w s z e d n i e « . K o
szule z szerokim k o łnierzem , z guzikam i, cienkie, ty lk o do k o
ścio ła w św ięta w dziew ają, zresztą ln ian e (lane) ze sp in k am i
i tasiem k am i.
N a zim ę w dziew ają czap k i w ełn ian e zw yczajne, k s z ta łtu
w o rk a lu b w ę g ie rsk ie z o b rą czk ą d re w n ian ą w ew nątrz. C zap k i
te zow ią k o ł a c z a m i .
S p o d n ie n ieb iesk ieg o k o lo ru »z k i e s z e n i a m i z w i e r z с hn i e m i « z czerw o n ego su k n a, k am ize lk a » o d w i j a n a « , k o szu la
z g u zik am i, b u ty z w ysokiem i cholew am i, sp o d n ie zaw sze za
ch o lew am i, płaszcz lu b » b u r n u s « z su k n a siw ego i k ap e lu sz
o k rą g ły » s i w y « , — ot o » p a r a d n y s t r ó j «
iw o n ick ieg o
kawalera.
P e d a k i noszą się więcej p o s t a r o ś w i e c k u .
P łó t
n ia n k i m ają k ró j czam arek bez taśm , — taśm y za stę p u ją h a ftk i, —
z w y p u s tk a m i nieb ieskiem i zam iast lam ó w ek i » z a w i j a n y m i
s i w y m i o b s z ł e g a m i « u k o łn ie rz a i m anszetów . C zapki ich
są od m ien n e od iw onickich ; są one z czarn eg o su k n a, p o d b ite
» k ł a k a m i « , m ają k l a p y n a uszy i o c z y ; zresztą p o d o b n e są
do k o n fe d e ra te k , zw an y ch ta k ż e ro g a ty w k a m i.
R ę k a w ic e u ży w an e są ty lk o z je d n y m p a l u c h e m , lecz
d o k o ś c i o ł a iść w rę k aw icz k ach b y ło daw niej » w s t y d e m « .
W ę g ie rs k ie płaszcze białe, zw ane » m a n t y « i ru sk ie czarne
»guńki«,
» c z u h y « z fręzlam i z ty łu w y szły dziś p ra w ie
4
-
50
z u życia. P rz e d d w u d z ie stu przeszło la ty m ożna je b y ło często
w idzieć. K o ż u ch y w K lim k ó w ce m ają m a ły » k o ł m i r z« (kołnierz),
zresztą w szędzie noszą k o żu c h y z długim , p o s t a n ko łn ierzem ,
b ez l i s i c h d o d atk ó w , ja k u M azurów , i nie ta k b ez k ształtn e,
lecz do fig u ry o so b y za sto so w an e czyli w cięte.
K o b ie ty zm ieniają b ard zo często stro je. Ic h . » c h u s t y « , tj.
b ielizn a, co do m a te ry i i k ro ju osobliw ie licznym u le g a m odyfikacyom . K o szu le z d łu g im i nadzw yczaj k o łn ierzam i . » l a n e «
(lniane), i z a w i j a n y m i o b s z e w a m i (m anszety), z a p in a n e n a
g u z ik i; ch u stk i k o lo ro w e lub białe, ale p r z e ź r o c z y s t e , s i e r a c z k o w e ; p rz e śc ie ra d ła l a n e do odziew an ia się, zw ane
ta k ż e p ł a c h t a m i , m ało już są u ży w an e. Ic h m iejsce zajęły k o lo
ro w e w ełn ian e m i e j s k i e ch u stk i. S p ó d n ic e d ł u g i e, z b y t o bszerne, f a ł d z i s t e , ta k ż e kolojrowe; sp ó d n ice białe, ta k zw an e f a r t u
c h y , zarzucono już zupełnie. G o r s e t y , n a p iersiac h zu p e łn ie
w y c ię te , zap in an o daw niej n a g u zik i m osiężne, te ra z są w u ży ciu
ty lk o s z n u r o w a n e . K a f t a n i k i p o d b ite futrem , z c z arn e g o
su k n a, daw niej n ieb iesk ieg o , z licznym i g u zik am i, ta k zw ane
»m elisonki«, dziś noszą b ard zo m ało ; ich m iejsce z a stę p u ją
m iejskie k a t a n k i
z w atą.
D a w n iejszy strój g ło w y m ężatek w c z e p i e c , c h o m ó ł k i ,
je s t dzisiaj w ielk ą rz ad k o ścią ; obecnie w iążą sobie g ło w ę n a w zór
m ieszczanek, a g d zien ie g d zie p o ja w ia ją się i g rz eb ien ie n a g ło
w a ch k o b iet. T ak ż e r a ń t u c h y , tj. d łu g ie ja k p rześcierad ło a
szero k ie n a i 1^ ło k c ia c h u stk i l a n e (lniane) m ężatek, d aw niej
w po w szech n em użyciu, z n ik ły już zupełnie.
U c in a n ie n ad czołem , w łosów przez m ężatk i także u s tą p iło ;
»kobiety« i »dziewki« noszą » m u s z c z к i« '). D ziew częta n a d to
stro ją g ło w ę k w ia ta m i; c h u ste k zw łaszcza do k o ścio ła rzad k o n a
g ł o w ę u ży w ają. U P e d a к ó w zaś g r z y w k i noszą k o b ie ty ,
tj. o b cin ają w ło sy n ad czołem ; u ż y w a ją strojów , b ia ły c h dom o
w e g o w y ro b u , ró w n ież m ężczyźni sp o rz ąd za ją całe u b ra n ie w dom u,
ch o ciaż i tu ta j już coraz w ięcej p o jaw iają się k o lo ro w e sp o d n ie,
w e łn ia n e c h u stk i i » m u s z c z k i « .
M iędzy P o d d u k la n k a m i К l i m k ó w cz a n k i p r z e s a d z a j ą
się w stro ju ta k p o d w zg lęd em k ro ju coraz w ięcej z p a ń s k a ,
ja k o te ż i co do m atery i, w czem n aw et p a n i o m zrów nać usiłują.
5.
P rz e m y sł i rzem io sła sto ją o b ecn ie znacznie w yżej niż
p rz ed la ty . C oraz b ard ziej w z rastając e p o trz e b y k o b ie t, dążn o ść i
*) W tosy za uszami spuszczają, w dwu lokach, które m u s z c z k a m i zow ią.
—
51
-
u siło w an ia ich, a b y piękniej, m odniej i b o g ac ie j się u b rać, w y
m a g a ją coraz w ięcej p ien ię d z y ; zm uszają je te d y do szu k an ia
śro d k ó w n a b y c ia ich i znajdują źródło d o ch o d u w p rzem y śle i
rzem iosłach. Za k o b ietam i poszli i m niej p o ch o p n i m ężczyźni. T y m
sp o so b em ro zszerza się w tutejszej o k o licy p rzem y sł, a rzem iosła,
k tó ry m o d d aw n a się pośw ięcano, u d o sk o n a la ją się z ro k u n a ro k .
K lim k ó w k a celuje z d aw ien d a w n a d o b ry m i c i e ś l a m i , a
h a n d e l k o b ie c y w inien K lim k ó w cza n k o m swój w zrost. S ły n n e
w o k o licy zdolności bu d o w n icze i ciesielskie K lim k o w c z a n zje
d n a ły im p o w szech n ą w ziętość. B o g a tsz y bow iem go sp o d arz, chcąc
p o rząd n iejsze p o siad ać m ieszkanie, zap rasza cieśli do b u d o w a n ia ,
ch o ciaż im w ięcej m usi zapłacić, aniżeli m a j s t r o m m iejscow ym .
W każdej w si zn ajd u ją się szew cy, k ra w c y , k o w a le , ślu sarze,
b ed n arze, k ołodzieje, tk acze i cieśle, k tó rz y są zarazem i b u d o w n i
czym i, i oni to jed n i m ają nazw ę » m a j s t r ó w « . N azw ę » c i e ś l a «
m o żn a rzad k o słyszeć!
N iek tó re je d n a k rzem iosła są przew ażn ie u p ra w ia n e w p e w
n y c h w łościach. T a k w I w o n i c z u p ra w ie k a ż d y g o sp o d a rz zna
się n a tk actw ie . D w ie trzecie części m ieszkańców Iw o n ic za zaj
m u ją się tk a c tw e m o b o k ro ln ictw a. P ra c e ro ln icze p o d ejm u ją k o
b ie ty i ty lk o zasiew , zw iezienie (z w ô z к a) i om łócenie (m ł ô c k a )
zboża p rz y p a d a n a m ężczyzn, przyczem je d n a k k o b ie ty im p o m a g a
ją, ile im sił n a to starc zy ; plew ien ie zaś, żniw o, czyszczenie w ym łóc o n e g o zboża i dalsze je g o zu ż y tk o w an ie n a u trz y m a n ie dom u
n a le ż y do k o b ie t, g d y ż m ężczyźni n a b ra w sz y u R u s in ó w p rzęd zy
zajm ują się zim ą i la te m k ro sn a m i
O prócz tk aczó w p o sia d a I w o n i c z znaczną liczbę d o b ry c h
k o w a li i ślusarzy. Ci tak że coraz w ięcej są m ieszkańcom p o trz e b n i,
b o now o zb u d o w an e do m y nie m ają już d re w n ia n y c h k o łk ó w w e
d rz w ia c h i w iązan iu ; drzw i i o k n a o tw ie ra ją się n a żela zn y ch
zaw iasach ; s tą d co raz w iększa p o trz e b a k o w a l: i ślu sarzy , k tó rz y
jeszcze p rz ed trzy d z ie stu la ty b y li u ży w an i ty lk o do p łu g ó w i
w ozów , ło p a t i k łó d e k ( k ł o t e k ) . S am o k u cie sk rz y ń , k tó re k a ż d y
p a ro b c z a k i k a ż d a d ziew k a n a w y d a n i u p o sia d a ć m usi, n iem ało
d a je im p ra c y . S k rz y n ie bow iem , k tó re daw niej jeszcze n a d re
w n ian e zam y k a n o zam ki, m uszą b y ć o k u te n a k s z ta łt k u fró w , z
zam k iem fran cu sk im . In n e n arzęd zia g o sp o d a rsk ie , k u ch e n n e, s to
łow e, i t. d. k tó re daw niej z sam eg o b y ły drzew a, o b ecn ie m ają
d o d a tk i u p ięk sze n ia i w zm ocnienia z żelaza. T a k n p . n a c z y n k
p rzez b e d n a rz y sp o rząd zo n e p o p ra w ia k o w a l i obręczam i ż e la z n e m i
w zm acnia. K o w a le i ślu sarze iw oniccy, b ard zo p rzem y śln i, c ią g le
—
52
—
w y m y śla ją n o w e sp o so b y kucia, n o w y rodzaj zam ków , s z tu
czne k lucze, co n a w e t m iejskich m ajstró w , k tó rz y w w ię k
szy ch m iastach p r a k t y k o w a l i , w zadziw ienie w p ra w ia. Ś lu
sarze iw o n iccy d o w o d zą sw ej zdolności i p rzem y śln o ści p rz y z d r o
ja c h , g d zie cz ęsto k ro ć niezn an e im p rz y rz ą d y i narzęd zia z zado
w oleniem g o ści n a p ra w ia ją i z pow szechnem zdziw ieniem n o w e
w e d łu g d a n e g o n a p a p ie rz e p lan u , zręcznie i e le g a n c k o w y k o n y w u ją.
P o d o b n ą zręczność i m istrzostw o, sam odzielną p ra c ą i z a s ta
n aw ia n ie m się zd o b y te, p o siad ają ta k ż e sto larze i kołodzieje Iw o
n ic z a ; ko ło d ziej je s t zarazem stelm achem ; oni to z a o p a tru ją o k o
liczn e w ioski w w ozy, sk rz y n ie , szafy, ra m y do ok ien i obrazów ,
sto ły , sto łk i, ła w y , w o g ó le w e w szy stk ie p o t r z e b y z d r z e w a ;
a n a w e t k o m o d y »z w ł a s n e g o d o m y s ł u « — ja k m ów ią —
s p o rz ą d z a ją i n a ta rg a c h sprzedają. K o ło d zieje w R o g a c h -wyra
b ia ją n a w e t ły żk i, a w Głowdence szufle, niecki, k o ry ta , i tem p o
d o b n e sp rz ę ty dom ow e.
O b o k nich b e d n a rze w ynoszą n a ta r g n aczy n ia kuchenne,.,
a b y m ieć n a t u t o ń (tytoń) i n a s ó l , zresztą ro b o ty ich są za
zw yczaj do w si z a m ó w i o n e . W n ajn o w sz y ch czasach beczki i.
k a d z ie n ä n a ftę w w ielkiej w y ra b ia ją m asie ju żto n a z a m ó w ie n ia ,
ju ż też b ez zam ów ień.
G o sp o d arze p rz ed żniw em , g d y koło u p ra w y roli nie p r a
cu ją w d n i sło tne, w y ra b ia ją znaczną ilość o b ręczy różnej w ie l
k o ści, k tó re n a ta rg a c h w, p o b lisk ic h m iasteczk ach sp rzed ają.
S zew cy i k ra w c y , k tó ry c h znajdziesz w każdej w si, robią,
ty lk o do s w e j ws i .
W ie ś L u b a t o w a sły n n a je s t z b e d n a rz y i s ą s ie k a rz y ,
tu d zież k o sz y k a rz y i s z k u d ł a r z y czyli g o n ciarzy . L u b a to w c z a n ie
w y w o ż ą sw e p ro d u k ty n a ta rg i w znaczej ilości. G o n ty zaś m a ją
n a s k ł a d z i e , ca ła bow iem okolica, osobliw ie d w o ry , po g o n ty
u d a ją s:ę do n ic h ; w ieśn iac y a to li p o k ry w a ją sw e d o m y sło m ą i
ty lk o n a p rzy d asze, dranice, n a p o k ry c ie szk o ły i k o ścio ła u ż y
w a ją g o n tó w .
R u s in i tru d n ią się przędzeniem lnu, k o n o p i i w e łn y ; p rz ę d z ę
sp rz e d a ją n a ta rg a c h lu b d ają w y ra b ia ć n a p łótno, najw ięcej Iw o
n iczan o m , i w y b ielo n e p łó tn a sprzedają.
W e wsi R o g a c h m ieszkają k a p e lu sz n ic y , k tó rz y całej o k o
lic y d o sta rc z a ją k ap e lu sz y . W in n y ch w siach, o k tó ry c h m ow á,.
n ie m a k ap elu szn ik ó w .
—
53
-
N ad m ien ić w y p a d a , że od czasu, ja k ro z w in ął się w tu te js z e j
o k o lic y p rzem y sł n afto w y , m ieszkańcy ty c h w si, w k tó ry c h są
k o p a ln ie n a fty ( I w o n i c z , R ó w n e , W r ó b l i k k r ó l e w s k i .
S u c h o d ó ł ) , p o św ięcili się p rzew ażnie p ra c y k o p a ln ia n e j i w y
r o b ili się n a d zieln ych ro b o tn ik ó w i w ie rta c z y 1). W o g ó le p rz e m y s ł
n a f to w y niem ało p rz y c z y n ił się do p o d n iesien ia d o b ro b y tu tu te j
szy ch m ieszkańców .
6.
H an d el. Zboże w yw ożą do p o b lisk ic h m iasteczek, ja k
K ro s n a , R y m a n o w a , D u k li, Ż m igrodu, O sieka i K o rc z y n y . C e
b u lę zaś, k tó ra je s t g łó w n y m p rzed m io tem h an d lo w y m k o b ie t,
w y w o ż ą ju żto do ow ych m iast w m ałej ilości, jużteż w w iększej
m asie do W ę g ie r, ja k do K o m o rn ik a, S tro p k o w a i in n y c h m ia st
60 do 80 K m o d leg ły ch . P o cebulę p rz y b y w a ją n ie k ie d y ży d zi
w ę g ie rsc y do P o d d u k la n i z a k u p u ją jej w ielk ą ilość.
P łó tn o , n ab iał i w a rz y w a tw o rzą dalsze a r ty k u ły h a n d lu
k o b ie c e g o . O sobliw ie n a b ia ł um ieją g o sp o d y n ie oszczędzać, d la
te g o też p o st je s t d la nich p o żą d an y , a b y sobie złożyć p ien iąd ze
n a ch u stk ę lu b sp ó dniczkę, ja k ą u sąsiad k i w id ziały lu b ja k ą im
ż y d ó w k a w sk lep ie pokazj^w ała, g d y jej ja ja sp rz ed aw a ły . W a
rz y w a ta k ż e s ta ra ją się coraz w ięcej sadzić i h o d o w a ć d ró b n a j
lep sze g o g a tu n k u , a b y ja k najw ięcej p ien ięd z y w ziąć. K lim k ó w cz a n k i h a n d lu ją w ciąż m lekiem , Iw o n ic zan k i zaś' ty lk o podczas
la ta sp rzed ają m leko i śm ietan k ę w ł a z i e n k a c h tj. w za k ła d zie
k ą p ie lo w y m , ta k ż e żęty cę w w ielkiej ilości, chociaż sam e poszczą,
ty lk o w czasie zap u stó w m asła w ięcej u ży w ają do p o tra w , a z r e
sz tą sp rzed ają je, zostaw iając dla siebie ty lk o m aślan k ę i s e r
w a tk ę ; K lim k ó w czan k i ato li i tę p o śled n ią część n a b ia łu sp ie n ię
żają, w y n o sząc ją w w ielkich m a ś n i c a c h (m aślnicach) do R y
m a n o w a ; d la te g o też Iw o n ic zan k i ro b ią im p rz y cin k i, że z k a n o
n a m i (arm atam i) do m iasta chodzą, C zęste ob co w an ie z żydam i
p o u cz a je sp ien iężan ia rzeczy, k tó re w g o sp o d a rstw ie u w a żają
z a nieznaczące, bezw artościow e, g d y ż za u w aż y ły ja k żydzi się
w z b o g a c a ją z h a n d lo w a n ia lichym i nieraz a rty k u ła m i.
D o zn an eg o po d n iesien ia ru c h u h a n d lo w e g o p rz y czy n iają
się g łó w n e ja rm a rk i w K ro śn ie , w R o g a c h i w D ukli.
‘) Przem ysł naftowy w powiecie krpśniańskim obejmuje oprócz powyżej w y
mienionych miejscowości następujące gminy : Bóbrkę, Chorkówkę, Duklę, Jaszczew
Krosno, Kobylany, Krościenko, Łęki, Potok, Ropiankę, Turaszówkę, Odrzykoń,
Wietrzno i Węglówkę.
do
W K ro ś n ie o d b y w a ją się ja rm a rk i 5 ra z y do ro k u , a zw ła-.
szc za; w n o w y R o k (1. sty czn ia, w p o n ied zia łe k po N iedzieli
B iałej, tj. p iątej w ielk ieg o p o stu , w p o n ied zia łe k po u ro c z y sto śc i
św. T ró jc y (Z ielonych Ś w iątek), n a św. Ig n a c e g o L o jo lę (31. lipca) i n a św . S zy m o n a i Ju d ę (28. października). Co ty d z ie ń zaś
w p o n ie d z ia łe k je s t ta rg . T a k ta rg i, ja k i ja rm a rk i k ro ś n ie ń s k ie
są zaw sze n a d e r ożyw ione.
D u k la m a 7 ja rm a rk ó w ro czn y ch , trw a ją c y c h przez c a ły ty
d zień ; m ia n o w ic ie : w p o n ied zia łe k po N iedzieli Ś ro d o p o s tn e j
czy li czw artej w ie lk ie g o p o stu , w p o n ied zia łe k po św ięcie W n ie
b o w s tą p ie n ia P a ń sk ie g o , po Z ielo n y ch Ś w ią tk a c h , n a św. J a n a
C hrzciciela (24. czerw ca), n a św. M ichała (29. w rześnia), n a W s z y
stk ic h Ś w ięty ch (1. listopada), i n a św. T om asza (21. grudnia)T a r g i o d b y w a ją się w k a ż d y poniedziałek.
W reszc ie w R o g a c h o d b y w a ją się w ielkie ja rm a rk i n a śwA n n ę (26. lipca), n a św. B a rtło m ie ja (24. sierpnia), i n a św. M i
k o ła ja (6. g ru d n ia).
7.
G ospodarstw o d om ow e i ogrodow e b y w a obecnie p rz e d
m io tem w ięk szy ch sta ra ń ' g o s p o d y ń niż p rz ed la ty , a to w celu
p o z y sk a n ia w ięcej a r ty k u łó w h an d lo w y c h , a b y za u z y s k a n y g ro sz
m o g ły się p ięk n iej u b rać, w y g o d n iej m ieszkać i ładniejsze m ieć
n a c z y n ia k u ch e n n e. P o ln e ato li g o sp o d a rstw o , u p ra w a roli, od
b y w a się d aw n y m try b e m , z ty m ty lk o w y jątk iem , że p rz y ro z
poczęciu ro b ó t około ro li i p rz y uk o ń czen iu żniw a za n ie d b an o
całk iem lu b częściow o re lig ijn e cerem o n ie i daw n e o b rz ęd o w e
zw yczaje. T y lk o tu i ow dzie ja k i ro zsąd n y , w y słu żo n y żołnierz
ob jąw szy g o sp o d a rstw o , p ró b u je w niem ta k ie zap ro w ad zić zm ian y ,
ja k ie w id ział indziej, n a Ś lą sk u , M o raw ach lub C zechach ; znaj
d u ją się i ta c y , k tó rz y c z y ta ją pism a rolnicze i n a b y w a ją k siążk i,
tra k tu ją c e o ro ln ictw ie, a b y — ja k m ów ią — przecież robić ja k
lu d zie uczeńsi i n ie czynić w szy stk ieg o n ao ślep , id ąc za zw y cza
jem p rz ek az an y m im od p ra d ziad ó w , gdzie w iele znajduje się » b a ł a m u c t w « i n ie p o trz e b n y c h , śm iesznych rzeczy, tj. za b o b o n ó w ..
S a d y zn a jd u ją się w o g ó le w dość lich y m stan ie, lecz p rzecież
o b ec n ie i n a nie w ięcej zw racają u w a g i i sta ra n n ie j p ie lę g n u ją .
D z ic zk i w y k o p u ją zazw yczaj z p ó l i lasów i sadzą w sw oich sa
d ach. G d zien ieg d zie w y p ro w a d z a ją dziczki ze ziarn ek . S zczepią
je n a w io sn ę, i to zaw sze w W ie lk ą S o b o tę. O w oce, z e b ran e w j e
sieni, p iz e c h o w u ją w słom ie, w sian ie lu b zbożu, a suszą je n a
» l a s k a c h 11, tj. n a m a ta c h u w ity ch z cienkich g a łą z e k w ierzb o
w y c h i o to czo n y ch n a b rz e g a c h niskiem i deszczułeczkam i.
—
55 —
O koło k aż d eg o dom u, alb o też w sadzie znajduje się z w y
c z a jn ie m ały o g ró d e k k w ia to w y , w k tó ry m dziew częta i k o b ie ty
p ie lę g n u ją u lu b io n e zioła, ja k ru tę, boże drzew ko, m iętę p iep rzo w ą,
p io łu n , tudzież k w ia ty , ja k o to : róże, n a g ie tk i, g eo rg in ie , piw onie, b alsam in y , n a stu rc y e i astry .
P ra c e w p o lu n a w iosnę zaczy n ają od p o k ro p ie n ia z a p rzę g u
św ięco n ą w o d ą i od zro b ien ia b a to g ie m k rz y ż a przed nim , co
zresztą o d b y w a się p rz ed k a ż d ą p o d ró ż ą dalszą. W o g ó le k ro p ie
n ie w odą św ięco n ą u sta je i ty lk o g o sp o d y n ie k ro p ią by d ło , p ie r
w szy raz z w io sn ą n a paszę w ychodzące, przyczem i okad zan ia
k ró w w ian k am i, n a B oże Ciało św ięconym i nie zaniedbują. O so
b liw ie zaś p rz y w yw ożeniu n aw ozu k ro p ie n ie i żeg n an ie w szędzie
się p ra k ty k u je . P rz y siejbie o p ró c z ż e g n a n ia i k ró tk ie j m o d litw y
0 szczęśliw ą g o d zin ę ta jeszcze o d b y w a się cerem onia, że m ie
szają do zboża ziarn a św ięcone n a M atk ę B o sk ą Z ielną (15. sie r
p n ia), lecz i te n zw yczaj w ychodzi c o raz bardziej z użycia. P rz y
żniw ach i m łocce już nie m a żadnych corem onii.
S ieją ow ies, jęczm ień, żyto i pszen icę, a z ja rz y n sadzą k a
p u stę , ziem niaki, bób, g ro c h i fasolę. G o sp o d arstw a m ają p rze
w ażn ie trzy p o lo w e , chociaż zd arzają się p ło dozm iany cz tero letn ie
1 sześcioletnie. R o lę odjarzają, skrudzą, orzą, sieją i w łóczą, alb o
p o k ła d a ją , h a k u ją czyli o dw racają, skrudzą, orzą, sieją i w łóczą.
D o ż y n k i p rzed 30 la ty jeszcze zach o w y w an e u zam ożniej
szych g o sp o d a rz y dziś i po d w orach zu p ełn ie ustają. Za mej p a
m ięci do ży n k i, k tó re tu zow ią » o b ż y n k a m i « , w ten sposób się
o d b y w ały . Ż n iw iarki najlepsze, « p r z o d o w n i c a r n i » zw ane, p rz y
p o m o cy in n y c h w iją w i e n i e c z zboża, stro ją go k w iatam i, r u
t ą p rzed ew szy stk iem , w ieszają na nim p a r ę k u rc z ą t ży w y ch i ta k
sp o rząd zo n y niosą do dw oru. W p o b liżu m ieszkania p a n a in to
n u ją p io sen k ę n a m elodyę u ż y w a n ą p rz y w eselach , p a n zaś czę
stu je je ; w te d y g ro m ad z ą się p a ro b c y i dziew ki, sp raszają g ra jk a
i tań czą. P io sn k a , k tó rą n u cą p o d czas niesien ia w ieńca, brzm i
o b ecn ie w Iw oniczu, ja k n a s tę p u je :
Oj dobrzy to żeńcy byli,
Oj dobrzy to żeńcy byli,
Co pożenni, pokopiéli
I do gumna pozwoziéli.
Od Klimkówki idzie burzá,
Nasz gospodarz kieby róża,
Gospodyni (naszá pani) jak lilijá.
Przy nalepie (po pokoju) sié wywüá
—
56
—
P s z c z e l n i c t w e m tu i ow dzie się zajm ują, a le wedługd aw n eg o sp o sobu, tj. w p ro sty c h ulach . U łó w D zierżo n ó w m ało
uży w ają. U le p rz y k ry w a ją z w ierzchu słom ą, tw o rz ą c ą d asz ek
w p o sta c i stożka. N a w ierzchu te g o .daszku um ieszczają c z ę sto
k ro ć m iseczkę, a b y deszcz nie w sią k a ł w słom ę. N a zim ę o w ijają
u le słom ą. N arzędziam i, ja k ic h p asieczn icy u ży w ają, są: a) k r a w a c z , w ielk i nóż z d re w n ia n ą rękojeścią, b) k u r z , d z b a n e k lu b
g a r n e k g lin ia n y z drzew em sp ró c h n ia łe m do o k u rz a n ia pszczół,
c) w a r z ę c h a , do zb ieran ia pszczół podczas ró jk i i d ) s i t k o ,
k tó re m zasłan iają sobie tw arz. M iód sp rz ed ają żydom , a w o sk
ży d o m i k a to lik o m n a św iatło do kościoła.
8.
D om g o sp o d arza, km iecia, sk ła d a się z trze ch z a b u d o w a ń .
J e d n o z a b u d o w a n ie tw o rz y dom m ieszk aln y , k u c h n ia i k o m o r a ,.
k tó ra , g d y w ejście do niej p ro w a d zi z k u ch n i, c h a ł u p ą zw anej,
n o si m iano w a r s z t a t u , bo tam sto ją p o sp o licie k ro sn a i ła w k a
b ed n a rsk a . C h ału p ę oddziela sień od stajn i i chlew ów . D ru g ie
z a b u d o w an ie tw o rz y sto d o ła czyli « b o i s k o » z w ozow nią, zw an ą
zw y czajn ie s z o p ą , k tó ra często do sta jn i je s t p rz y b u d o w a n a .
T rzecie za b u d o w an ie tw o rz y p iw n ica, zw an a s k l e p e m , z k o
mórką.
S ta rsze k o b ie ty n ig d y nie z a m ia ta ją śm ieci z p o d ław ch a
łu p y , b o b y s z c z ę ś c i e w y m i o t ł y z d o m u . M łodsze a to li
w te n za b o b o n nie w ierzą i s ta ra ją się dom b ard zo czy sto u trz y
m yw ać. M ycie n aczyń, sto łu i ław co so b o tę u nich zaw sze się
odbyw a.
K o n s e rw a ty w n ie jsi d ają c h a łu p ie p ierw szeń stw a p rz ed k o
m orą, — to atriu m sta ro ż y tn e . S toi tam stó ł d ę b o w y n a ta k ie j
p o d sta w ie , jak iej się u ży w a do rżn ięcia d rzew a o p a ło w e g o . S tó ł
um ieszczony je st w k ąc ie n a p ro st o g n isk a, tj. n a l e p y ; p o o b u
s tro n a c h sto łu id ą ła w y . N a d ław a m i zn ajd u ją się p o ł o n i e , tj.
d w a d rą g i czyli tra g a rz e ró w n o le g łe do siebie, poniżej p o w a ły ,
słu żące do su szenia d rzew a « p o l a n » .
B o g a ts i je d n a k a m łodzi d o sp o d arze m ają k o m o rę. C zysto
w y b ielo n a, o zd o b io n a o brazam i, nieo d y m io n a, je s t m iejscem d la
sk rz y ń z ub io rem , tudzież s y p ia ln ią g o s p o d a r s t w a , ja k o te ż
ja k b y p o k o jem b a w ia ln y m ; tu bow iem p rz y jm u ją z n a k o m i t y c h ,
ja k m ów ią, l u d z i . J e s t tam ta k ż e i d ru g i stó ł s t o l a r s k i o c z te
re c h n o g ac h , p o m a lo w a n y z g ła d k o w y h e b lo w an em i ław eczk am i,
a czasem i z krzesłam i.
—
Ы
—
ь
9 . Ja d ło sp o rząd zają z dom ow ych zasobów , z zboża i j a r z y n y .
J a r z y n y u ży w an e w dom u są : ziem niaki, k a p u s ta i m a r chew ,
c e b u la , b u ra k i i rz e p a ; p ietru szk ę i inne ja rz y n y , ja k ie h o d u ją ,
sp rz ed ają ty lk o i bardzo rzad k o d l a s p r ó b o w a n i a u ż y w a ją ,
b o im nie sm akują, zw łaszcza że nie um ieją należycie ich u g o to
w ać. Żur (barszcz ow siany), p o lew k a (zupa z serw atki), к wTa s ó w k a (zupa z b u ra k ó w lub k w a su k a p u śc ia n e g o i m ąki ży tn ie j),
p a c i a r a, k lu sk i, k a p u sta , kasza, k ru p y , bób, p i e c h o t a (gro ch),
fa so la , b a n d u r y (ziem niaki) •— to zw y czajnych p o tra w n a z w y .
P a c i a r a , o k tó rej tu w zm ianka, je s t to m ąk a ż y tn ia lu b ję c z
m ien n a, w sy p a n a n a w rzącą w odę i dobrze m ątew k ą (ro g al ką)
ro z b ita , a n astęp n ie słodkiem m lekiem zalana. T a k sp o rz ą d z a ją
so b ie p ac ia rę b o g a ts i; ubożsi zaś jedzą ją z so lą lu b o k ra s z ą
m asłem .
P i e r o g i , ja g la n a kasza, m ączana na m leku (m am ałyga), za
c ie rk a czyli zcieran k a z m ąki pszenicznej n a m leku i jajeczn ica
— to znów w y ją tk o w e jadło, k tó re g o co św ięta, p rz y w o ż en iu
naw ozu, a g o sp o d arze m łodzi a b o g a c i codziennie u ż y w a ją . C ze
lad ź ja d a u nich osobno i d ostaje podlejsze straw y . M ięsa ty lk o
w w ielk ie św ięta u ży w ają w ieśniacy. W niedzielę lu b św ięto n a
o b ia d zab ijają czasem k ró lik a, a ro só ł z n ieg o jed zą z b a n d u ra m i »
P rz y s m a k stanow i »s z p e r к a« czyli slo n in a i k ie łb a sa u g o to w a n a ,
co jed zą w za p u sty i n a chrzcinach, p o p ijając h e rb a tą z h a r a k i e m. W z a p u sty p iek ą b o g a tsi kołacze, k tó ry m i częstują gości
ja k o n a p rz e k ą sk ę po w ódce lub piw ie. K o łac ze te jed zą ta k ż e
z m asłem lub serem u ro b io n y m ze śm ietan ą lub jajam i. P r z y
sm a k stan o w i s i a r a , tj. m leko k ro w y zaraz po ocieleniu w y d o
jo n e, k tó re g o tu ją i z a p e ty te m p iją.
Z n ap o jo w u ży w ają najczęściej w ódki » p r o ś c i u c h y « czyli
p ro ste j, p iw a, w in a, m iodu, a na więcej h e rb a ty , do k tó rej » s y p i ą
dość obficie haraku«.
10. C hów b y d la. B y d ło , zw łaszcza k ro w y d o zn ają u k o b ie t
osobliw szej pieczy i p ew n eg o p o szan o w an ia. W o ły i k o n ie s z a
n u j ą p a ro b c y i g o sp o d arze.
W a ła c h y zow ią » k o n i a m i « , a k lacze » s z k a p a m i « , w o у zaś ro b o cze » w o ł k a m i « , l ub » b y c i a m i « . K ro w y zow ią
p o g a rd liw ie » k l e p a m i « .
N a k o n ie w o łają » ś c i e « , pieszczotliw ie zaś » c i o s i a « l ub
» c i e c i a « . Z atrzy m u jąc konie, m ó w ią, »p t r r r r . . . », chcąc zaś
je co fn ąć: p t r r r
n a z a d « : p o p ęd z ając w reszcie do szybsze j
ja z d y w ołają: » wi o « l ub » w i ś t a « (na lew o) i » h e t t a « (na p ra w o ).
—
58
—
N a k ro w y w o łają : » n e g n i a d u l a , ł y s u l a , s r o k u l a ,
w i ś n i a c ł i a , b i e l a w a , ł y s a « , n a c ie lę : n e c i e l i ś , n e c i e
l i ś , n e —n e — n e ! « .
C h u d o b a — ta k b o w iem n a z y w a ją b y d ło — je s t n ajw aż
n iejszą g ałęz ią g o sp o d a rstw a i p o n ie k ą d najw dększem b o g a c tw e m
tu tejszeg o w ieśn iak a ; on bow iem w ięcej m a s ta ra ń o nią niż o ro lę
i g o s p o d a rstw o w o g ó le. U w a ża ch u d o b ę sw ą za m ądre stw orzenia*
m ajęce p a r e zam iast duszy. G d y b y d lę sprzedaje, to n ieraz z p ła
czem ż e g n a się z niem , b ło g o sław i je, p ersw ad u je mu, g d y zaryc z y n a pow rozie, co osobliw ie ro b ią k o b ie ty za u k o ch an em i k ró w
k a m i i to n ie ty lk o w te d y , g d y p o trz e b a zm usi g o sp o d arza s p rz e
d ać b y d le , ale g d y n a w e t c h o ro b liw y sta n jeg o , staro ść , zn ie w a la
g o do sp ien ięż en ia tegoż. W o g ó le obchodzenie się z b y d łe m je s t
b a rd z o ła g o d n e , p o u fa łe n a w e t w p ew n y m stopniu.
D la b y d ła św ięcą w ia n k i służące do o k u rz an ia g o p rz y p ierw szem w y g a n ia n iu n a w iosnę na paszę, tu d zież w ch o ro b ie i p o
o cielen iu k ró w . D la b y d ła św ięcą b a g n i ę t a , tj. palm ę, ja ło w ie c ,
k ło k o c in ę '(k ło k o c z k ę Staphylea pinnata) i w ierzb ę iw ę, a d la k o n i
cisinę (krzew).
W sz e lk ie b y d lę sp rz ed ają z pow rozem dla szczęścia. P o w ró z
te n , n a jle p sz y z ły k a lip o w eg o , t. zw. ł y c z a k , p o d aje się przez
łe b b y d lę c ia po trz y k ro tn e m zrobieniu k o ła z b y d lęciem przez
sp rz e d a ją c e g o z życzeniem : » ż e b y w a r n P a n B ó g d a ł , M a t k a j e g o N a ś w i e n t s z a « . K u p u ją c y sp lu w a trz y razy, w y rz u
ca p a rę g ro sz y n a szczęście, przyczem uw aża, a b y o r z e ł c e n ta
n ie p a d ł n a w ierzch, b o b y b y ło nieszczęście ; d la te g o rz u c a n ie
d o tą d się p o w ta rz a , d o p ó k i g r e j c á r (napis w a rto ść m o n e ty oz
n aczający ) n a w ierzch nie p adnie.
P rz e d sta jn ią służąca (g d y k ro w a lub Świnia) lub służący (g d y
w ó ł lu b koń) o b lew a k u p io n e b y d lę w o d ą przez łeb do trz e c ie g o
razu , p rzy czem g o sp o d arz sp lu w a trz y razy, m ó w iąc: n a p s a
u r o k i , i za p ro w ad z a do stajni, sam m u p ie rw sz y raz z a k ła d a ją c
s ia n a ; św ini zaś sam a g o sp o d y n i daje p ierw szą stra w ę , w p ro w a
d ziw szy ją do chlew a. Ś w in ie ży w ią zw y k le w ch lew k aćh i b a r
d zo rz a d k o p ęd zą n a pole.
D o ra s ta ją c y sy n o w ie km iecy, służący czasem p a stu c h y , t r z y
m ają so b ie k ilk a b a ra n ó w d la zarobku.
L e c z n ic tw o lu d o w e. P o d w zględem leczn ictw a n a jw ię c
je sz c z e p a n u je m iędzy ludem p rzesąd ó w i zab o b o n ó w , lu b o ju ż
i te ra z w z m a g a sią zau fan ie do le k a rz y i w e te ry n a rz y . N a jo g rai i .
—
59 —
n icze ń si z lu d u p o zn ają nikczem ne oszustw o »wróżów« (wróżów)
i p o d łą p rz eb ieg ło ść ty ch , c o r a d z ą , — bo ta k n az y w ają w ty c h
o k o lic a c h ch ło p ó w leczących. L ek a rza z m iasta ato li niech ętn ie
sp ro w a d z a ją , bo m ó w ią: » t r z a m u d u ż o d a ć , a c h t o w i(é ),
c z y to co p o m o ż e ; l e p i p ô d e d o c h ł o p a c o r a d z i ; t a
c h o ć n i c n i e p o m o ż e , t o c h o ć t y l e n i e w e ż n i e , co
d o c h t ó r , a chł op tyż czasem j ak k ómu p omoże, d z i e
k o m u nic, j a k i d o c h t ó r . «
R o ś lin w o k o licy ro sn ący ch , ta k dzikich ziół ja k i o g ro d o
w y c h k w ia tó w i w arzyw , ja k o te ż i liści drzew ow ocow ych, uży w a
lu d p o sp o licie n a le k a rstw a i to n a w szelkie zew nętrzne ch o ro b y ,
a po części i w ew nętrzne. Z i e l e , to sn o p ek sp o ry ró żn eg o g a
tu n k u ziół i traw , te ty lk o w yjąw szy, k tó re n a każdej m uraw ie
z n a le ść m o ż n a ; św ięci się je 15 sierp n ia co ro k w tym celu,
a b y lek i lepiej s k u tk o w a ły ; św ięcenie m usi się corocznie p o w ta
rzać i to w szy stk ich ziół, bo przeszłoroczne nie m ają już żadnej
m o cy ; w s z e la k o zioła nie u ży te, a św ięcone n ależ y spalić, a nie
w y rz u c a ć n a śm ietn ik, » b o t o g r z y c h « . J e s t to zresztą pow szech n em m niem aniem , że nie ta k lek arstw o , ja k szczęśliw a g o d zin a
lecz y ch o ro b ę, d la te g o też niew iele zw racają u w a g i n a d o b ó r
le k a rs tw ; k ró tk a m o d litew k a o d o b rą go d zin ę i żegnanie ra n są
g łó w n ą p rz y leczeniu rzeczą.
N a sk aleczen ie i w szelkie ra n y u ży w ają liści m i ę k k i c h
drzew , tudzież ziół i tra w ; g łó w n ą tu ro lę o d g ry w a ją liście olszy
i ślazu. K ła d ą je św ieżo zerw ane i co chw ila odm ieniają.
Św ieże ło p u ch y , tudzież zebrane n a św. J a n a C hrzciciela i za
s trz e c h ą u sch n ięte, przez cały ro k d o b re są n a ból brzucha.
W in n y m celu, n a in n ą chorobę, nie u ży w ają ich.
N a b ó l żo łąd k a p iją w ó d k ę z pieprzem , m iętą p iep rz o w ą,
a n ie k ie d y z cen tu ry ą, albo też sm aru ją brzu ch tłu sto ścią, tj. sadłem .
N a przeczyszczenie żo łąd k a
łu b senesu.
u ży w ają
olejku
ry c y n o w e g o
N a p u ch lin ę w sk u te k przebicia, najczęściej nogi, u
p o k rz y w y żg aw k i, k tó rą n ależ y n asam p rzó d utłuc na m iazgę,
n a s tę p n ie o k ład ać ran ę. R ó w n ie ż p o m a g a n a to sm oła z m asłem
zm ieszana, ziem n iaki ta rte , liście śluzow e, olszow e i o rz ech o w e
(orzech u w łoskiego).
N a b o lączki, k tó re zow ią » o b i e r z k a m i * (obierać), p rz y
k ła d a ją najczęściej sta re sadło.
-
60
—
N a b ó l zębów o k ad zają się ziołam i, n ie k ie d y k ad zid łem k o ścielnem , k u rz ą fajk ę z km inkiem , trz y m a ją w ó d k ę lub » h a r a k «
w u stach , k ła d ą n a ząb suchą śliw kę z pieprzem .
N a fluksyę, o puchnięcie dziąseł lu b ich k rw a w ien ie u ży w ają
o d w a ru z szałw ii, zm ieszanego z octem i m iodem , lu b szałw ii
u g o to w a n e j w m leku. O d u rzają się ta k ż e p a r ą z o d w a ru lu lk a.
W tym. celu g o tu ją lulek, ro z p a la ją do żaru ce g łę , w y le w a ją
n a ń m o cn y o d w a r lulka, a n ad p a r ą w y w ięzu jącą się z ce g ły ,
trzy m a ją o tw a rte u sta.
N a g ł o w ę , tj. n a bó l g ło w y najpow szechniejszem le k a r
stw em je st u lu d u tu tejszeg o w o d a zim na ; oprócz te g o u ży w ają
często k ro c h m a lu rozpuszczonego, ch rzan o w y ch liści, ch rzan u ta r
te g o z octem ; p rz y k ła d a ją m acie rza n k ę m oczoną w occie lu b
w ódce, s p iry tu s k am fo ro w y , sam ą w ódkę, a n ad to dobrze je s t
też n a g ło w ę o k u rz y ć się różą, 15. sie rp n ia św ięconą i sp alić
g o ś c i e c , k tó ry je st w głow ie.
S p a le n ie g o śćca o d b y w a się n a w szy stk ich bez w y ją tk u czę
ściach ciała, n a k tó re się dłuższy czas cierpi. S p a le n ie n a s i w y m
p a p ie rz e zapo m ocą p ro c h u strzeln iczeg o n a k rz y ż lu b w e d łu g
sztu k i sp alają ceg o ułożoneg'o ln u (przędziw a), n ad c h o rą częścią
ciała trzy m a n y m , — tw o rz y całą tę sztu k ę, k tó rej nie k a ż d y m oże
p ró b o w a ć ; nie um iejąc bow iem zak ląć, m oże się stać n iezręcz n y m
i c h o reg o w ięk szy ch n ab a w ić cierpień.
Jeż eli b ó l g ło w y , m dłości i nu d n o ści pochodzą z u ro k u ,
trz e b a u ro k i spędzić. W ty m celu rzu cają do szk lan k i pełnej
zim nej w o d y trz y ra z y po trz y żarzące w ę g ie lk i d rew n ian e. J e
żeli te w ę g ie lk i do b rze sy cz ały i o p a d ły n a dno szk lan k i, jest
to dow odem , że k to ś rzucił n a ch o reg o uroki. W te d y n a c ie ra ją
tą w o d ą ch o rem u czoło, sk ro n ie i p iersi i d ają m u nieco n a p ić
się tej w o d y , a re sztę w o d y w y le w a ją za drzw i tam , g d z ie się
o b ra cają n a zaw iasach.
N a p o ro st w łosów u ży w ają w ody, w k tó rej g o tu ją p ałec zk i
(głów ki) chm ielu.
W ielk ą niem oc o d p ęd zają w te n sposób, że sta w ia ją m ałe
d ziecko p rz y drzw iach i zacinają s ie k ie rą w p o w ietrz u p o n a d je g o
g łó w k ą, alb o też ow ijają najbliższy k rz y ż p rz y d ro ż n y k o sz u lk ą
ta k ie g o dziecka.
N a za p alen ie p łu c s ta w ia ją p ijaw k i lu b b ań k i, tudzież
puszczają k rew .
N a k aszel i b ó l w piersiach, tudzież n a c h ry p k ę p iją w ó d k ę
ze sto p io n ą sło n in ą lu b ro z to p io n e m m asłem , albo też m leko z tąż
o m astą.
—
61
—
N a b ó l g a rd ła p łuczą je m ocnym kw asem buraczan y m .
N a oczy u ży w ają w o d y źródlanej, n ie k ie d y ap teczn ej w o d y
n ik so w ej, częściej sad ła bo rsu czeg o , lisiego, stro ju b o b ro w e g o ;
p rz y k ła d a ją b a rw in e k m oczony w w odzie przez 9 dni n a głow ę,
a b y zp ro w ad zić k o łtu n , k tó ry ścięty przez k a p u c y n a i do jam y
o b o k k o ścio ła się znajdującej w rzu co n y p rz y w ra c a o czom zdrow ie.
R ó ż ę w oczach sp a la ją chorem u Inianem i kulkam i.
» Ł u s z c z k ę n a o c z a c h « zapuszczają sadłem m iętusow em
lu b m iodem trzm ieli.
■Na f r y b r ę czyli z i m ę , czyli o g r a s z к ę , t r z ę s ą w i c e
l ub z i m n i c ę — ta k bow iem n az y w ają fe b rę — n ależ y trz y
śliw k i suszone, lecz n a w iosnę zerw ane, n a p ro c h s ta rte , z w o d ą
w ypić, alb o też n a p ić się w ódki z pieprzem lub z prochem strzel
niczym , i o d b y ć p ó łm ilo w ą przechadzkę, nie stając n ig d zie w d ro
dze, lecz ciąg le k ro k iem s p o r o iść, a o z i m i e nie m yśleć.
T ak ż e trz y m u chy z w odą w ypić, dobrze je s t n a f r y b r e
(frćbrę) ; rów nież pom ag'a picie w ody, w k tó rej m oczył się k o rzeń
g ło g u (róży dzikiej) przez 9 dni; suszona m acierzanka, n a p ro c h
s ta rta , zalan a w ó d k ą, od p ęd za tak że zim nicę. W jak iej zaś ilości
za ży w a ć n ależ y ty c h lekarstw", to już zależy od g u s tu sła b e g o ;
zw y k le sta rsi chcąc b y ć ja k najprędzej zdrow ym i, u ży w ają o w ych
lek ó w w znacznych d aw k ach . O g r a s z к ę g u b ią tak że » p r z e z
o d n o s z e n i e « ; g o tu ją b a rw in e k z m lek iem ; ch o ry b ie rz e g a r
nu szek z ty m odw arem , w ychodzi z dom u, a odszedłszy k a w a łe k
d ro g i od dom u, w y p ija te n odw ar, rzuca g arn u szek po przez g ło w ę
p o za siebie, nie o g ląd ają c się w ra ca do dom u, ale inną d ro g ą
i w chodzi do dom u innem i drzw iam i, a g d y d ru g ich drzw i nie
m a, to oknem .
N a bezsen n o ść p iją św ięco n ą w odę i je d z ą m ak.
N a g listy d ają dzieciom kw aśnicę, tj. k w as k a p u ś c ia n y .
S tru p y n a g ło w ie u dzieci sm aru ją stare m sadłem , słoniną,
ta k ż e śm ietan k ą,
12.
Z ab o b o ny. C huchnąć w zam ek k o ścieln y p rz ed w scho
dem słońca, to się w e śnie mocz z pew n o ścią za trzy m a.
G d y się ch o rem u ch uchnie do u ch a i m ówi podczas te g o
pacierz, w n e t w y zd ro w ieje chory, ch y b a że c h o r o ś ć jest
śm iertelna.
K o szu lę z ch o reg o należy zaw iesić ra n o p rz ed w schodem
słoń ca n a figurze, a b y się c h o r o ś ć do k o g o in n eg o p rz e ję ła .
—
62
—
M iodu od pszczół nie trz e b a d aw ać chorem u, b o g d y b y
u m arł, p o g in ę ły b y pszczoły.
Ząb w y rw a n y rzucić n a piec lu b w łożyć w e w ę g ie ł lu b
w ścian ę k o ścioła, — to już n ig d y nie uczuje się b o lu z ę b ó w .
P o zachodzie sło ń ca nie m ożna już niczego pożyczać, b o b y
b y ło nieszczęście, tudzież w ted y , g d y k ro w a się ocieli.
U m arłe g o nie trze b a w ieźć na cm en tarz k o b y łą , b o b y p o rz u ciła .
G d y w yjeżdżającem u lu b idącem u n a ta r g alb o w dalszą
jak o w ą ż p o d róż przejdzie d ro g ę k o b ie ta , to w y sy ła się chłopca,
w o g ó le m ężczyznę, ale n ajlepiej m łodego, a b y on o d s z e d ł tę
d ro g ę, żeb y nie by ło ja k ie g o w y p a d k u nieszczęśliw ego.
G d y zając p rz e b ie g n ie drog'e, będzie n ieszczęście; trz e b a do
dom u pow rócić.
K o t p rz e b ie g a ją c y d ro g ę zw iastuje szczęście.
G d y w y c h o d ząc y z dom u p o tk n ie się tuż p rz y p ro g u , to
m oże się w rócić, bo m u się nic nie u d a :
A b y b y ć zaw sze m ocnym , trze b a się tarzać, g d y się p ie r
w szy raz n a w iosnę u sły szy g rz m o t i nosić p rz y sobie k a m i e ń
p i o r u n o w y P)
G d y k u k a ją c ą k u k u łk ę po p ierw szy raz w ro k u się sły szy ,
p y ta ją się jej o d łu g o ść życia i ra ch u ją, ile ra z y za k u k a, co oz
nacza liczbę la t ż y w o ta od tej chw ili począw szy.
G d y k to sły szy po raz p ierw szy w ro k u k u k u ją c ą k u k u łk ę ,
a m a p rz y sobie pieniądze, b ędzie je m iał c a ły ro k , a g d y ich
w te d y nie m a, nie będzie ich m iał przez c a ły ro k .
A b y przez ro k k rzy że nie b o lały , n ależ y o p asa ć się b y l i c ą
n a św. J a n a C hrzciciela.
A b y sło ńce nie opaliło, n ależ y się m yć śn ieg iem m arcow ym .
W ło sy n ależ y strzy d z ty lk o po d czas now iu, tj. g d y k sięży c a
p rz y b y w a.
O strzyżone w łosy n ależ y palić,
nie zb ie ra ły n a gn iazd a.
a to d la te g o , a b y ich p ta k i
D z ie ck a nie n ależ y odłączać od p iersi w k w ie tn iu , b o b y się
p rę d k o z e sta rz a ło ; ró w n ież nie n ależ y g o o d łączać w po rze j e
siennej, g d y liście z drzew o p ad a ją , b o b y » p r z y o d z i e w a«
z n ieg o szy b k o sp ad a ła .
*) K a m i e n i e p i o r u n o w e , k a m y c z k i p i o r u n o w e , indziej s t r z a ł k i
p i o r u n o w e , p a l c e i p a z u r k i d y a b e l s k i e są to belemnity. Lud używ a ich
w celach leczniczych i dla zabobonu.
— 63
—
A b y dziecię dobrze spało, kropią p ościel jeg o św ięcon ą
w od ą; w lew ają ją także do k ąpieli; rów nież dają ją pić star
szym dzieciom.
G d y dziecię m iew a boleści, po w iad ają, że j e p e w n i e m i e
siączek przeszedł.
D la te g o uw ażają n a to b ard zo , a b y
św iatło k sięży c a nie p a d a ło n a śp iące dziecię. A jeżeli c ierp i z p o
w o d u n ieg o , to staw iają n a ok n ie szk lan k ę p e łn ą w ody, a b y
k sięży c w niej u to n ął, alb o też w y rz u cają z a fajd an ą p ielu ch ę
n a dach.
P ró żn ej k o ły sk i nie n ależ y k o ły sać, b o b y dziecko um arło.
W ie rz ą w i n к 1 u z a , tj. w p ien iąd z w p ro w a d z a ją c y inne
p ie n ią d z e za so b ą, ale te g o sam eg o rodzaju, tj. inkluz g u ld e n
sp ro w a d za g u ld e n y , inkluz p ią tk a p ią tk i, inkluz se tk a se tk i itd.
K to zap łaci za to w a r i n k l u z a m i , to p o sch o w an iu p ie
n ię d z y u c ie k n ą m u w szy stk ie pieniądze.
G d y się śn ią w szy, to pew n e je s t b o g a c tw o lu b ja k i zaszczyt.
G d y się śni k rzyż, o gień, w oda, to p ew n e je st nieszczęście
lu b ch o ro b a w ty m dom u.
A b y złodzieja p rz y c ią g n ą ć , p rz y le p ia się k a r tk i do k o ła
m ły ń sk ie g o .
G d y d w u k sięży ró w nocześnie w ko ściele p o d n iesie P rze n ajśw .
H o s ty ę , b ęd zie nieszczęście.
G d y k siąd z p rzy jed zie z N ajśw . S a k ra m e n te m do ch o reg o ,
a k o ń g rz eb ie n o g ą, to c h o ry um rze,
G d y so w a w ieczorem d a się słyszeć, to w n e t k to ś um rze
w sąsiedztw ie.
W p o n ied ziałek nie n ależ y zaczy n ać ro b o ty , b o to dzień
fe ra ln y , n iep o m y śln y .
G d y dziew czyna d o stan ie coś w p o d a rk u nie do p a ry , to
n ie w y jd zie za m ąż.
A b y dziew czyna się p o d o b ała, m yje się w m leku, se rw a tc e
lu b w p o p łu czy n a ch m lecznych.
A b y złodziej d rż ał ja k liście osiczyny,
w św ięto osik ę p o d czas dzw onienia.
zacina się n a czczo
A b y p ijak o w i w ó d k ę obrzydzić, trz e b a m u się d ać n a p ić
w o d y , w k tó re j m oczył się przez 9 dni sze lą g zn alezio n y n a
cm en tarzu .
G d y się d ziew częta nie m o g ą w y d ać, niech z łap ią n ie to p e
rz a czy li g a c k a , o d łam ią m u szponki i k łu ją nim i te g o , za k o g o
—
64
—
ch c ą pójść, n ajlep iej je s t o d b y ć tę czynność w d n i s z a l o n e 1)
p o d cz as tań ca .
S ie k ie rę ch o w a się p o d łóżko, g d y ż ona w z b ra n ia p rz y s tę p u
złem u d u ch o w i
P o c h w a le n ie lu b p o dziw ianie czegoś z in w e n ta rz a w ró ż y
n ie c h y b n e nieszczęście, d la te g o nie p o k az u je się nikom u, g d y co
je s t p ię k n e g o w oborze, lu b przy n ajm n iej w in ien o g lą d a ją c y sp o g lą d n ą ć so b ie n a p az n o g ie ć w ielk ieg o p alca , a b y nie u rz e k ł
b y d lęcia .
K a ż d e b y d lę m a sw oją ła sk ę (łasicę) n ib y a n io ła stró ż a ;
g d y się ją zabije, b y d lę sam o w n e t u g i n i e .
K ie d y d y m w k u ch n i, to nie m ożna m otać, an i g o rę k ą
k łó cić, b o b y się b y d ło bodło.
G d y z a k ła d a ją c y g o sp o d a rstw o k u p i b y d lę , nie m oże ju ż
n ic a nic w ięcej rów n o cześn ie k u p ić, b o b y m u się
źle w iodło.
G d y k u r y ja ja bez ł u p y (łupiny) puszczają, p rz erz u cają je
p rzez w ierzch dom u.
G d y p ierw sze jaje, k tó re m łódka, tj. k u ra m ło d a, zniesie, d a
się u b o g iem u , to ja strz ą b nie zrobi szk o d y w drobiu.
G d y k u ra p ieje ja k k o g u t, w ró ż y nieszczęście. T a k ą k u rę
rz e b a zabić lu b sp rz ed ać n aty ch m iast.
K to zab ije ja sk ó łk ę , lu b zniszczy jej g n iazd k o , tem u k ro w y
k rw ią doić się b ędą.
G d y k ro w a m leko ro n i, trz e b a zaw iązać ko n iec fa rtu c h a .
G d y k ro w a k ilk a ra z y la tu je bez sk u tk u , n ależ y ją z a p ro
w ad zić n a g ra n ic ę w si do w ołu, a zo stan ie n aty c h m ia st cielną.
G d y się k ro w ę la tu ją e ą p rz e p ro w a d z a przez w odę, n a le ż y
ą w o d ą p o k ro p ić , co chroni ją od uro k ó w .
K ro w ie po ocieleniu n ależ y dać w ody, w k tó re j g o to w a ły
się zioła p o św ięc an e n a M atk ę B o sk ą Zielną.
Jeż eli n asadzi się k u rę n a jajach, g d y ludzie idą tłu m n ie
z k o ścio ła, w te d y w y c isk a ć się b ę d ą spiesznie k u rc zęta z jaj.
W o g ó rk i n ależ y po ło ży ć pęto, aż eb y się w iązały.
W len n a le ż y w e tk n ą ć m iotłę, a b y g o ludzie nie urzekli.
A b y się k a p u s ta w g ło w y ro zro sła i b y ła b iałą, sta w ia się
w n ią k o ń s k ą czaszkę, w rz ep ę g a rn e k , tożsam o w rozsadę, a b y
b y ła ład n a.
P a ję c z y n y nie n ależ y om iatać, b o b y się g ro c h nie u d ał.
*) tj. w Zapusty.
-
65
—
P rze d w schodem słońca obiedz n ag o zboże,
an i żad n a g ad z in a się g o nie c h у с i (chwyci).
to ani w ró b el,
G d y się m asło nie chce zrobić, to się w k ład a nóż do kieszeni.
A b y k o t dom u p ilnow ał,
p ró g dom u.
u cina m u się o g o n i k ład zie
pod
G d y w ro n a k racze, będzie nieszczęście.
G d y g ra d p ad a, m ożna go odw rócić w y rzuceniem
p o ciask u lub g ry zien iem go.
ło p a ty ,
A b y g ra d zboża nie popsuł, zak o p u je się cz te ry e w a n ie lie
n a polu.
A b y ch m u ry odw rócić, p rz ew ra ca się bronę.
O lch a je s t czerw ona, bo ja k św. M ichał sk alec zy ł d y ab ła,
to d a y b e ł u ciek a jąc do piekła, z bo lu m usiał odpocząć i s ta n ą ł
n a olszy, k tó rą zak rw aw ił.
13.
W y o b ra ż e n ia religijne. K a ż d y człow iek m a sw oją g w ia
zdę o p iekuńczą. D o b rem u człow iekow i g w iaz d a o p iek u ń cza św ie
ci jasno.
G d y b y człow iek chciał się dow iedzieć, k tó ra je g o g w ia z d a ,
i z g a d y w a łb y , to g d y b y tra fił n a sw oją g w iazd ę o p iekuńczą,
u m a rłb y w k ró tce.
G w iazd a sp a d a ją c a zw iastuje śm ierć tem u, co ją w idział.
K o m e ta zw iastuje zarazę, pom ór, g łó d lub w ojnę.
D usze dzieci nieżyw o u ro d zo n y ch lu b zm arłych bez ch rztu
nie id ą do n ieb a, lecz d o stają się do m iejsca, gdzie w p ra w d zie nie
cierp ią ża d n y ch m ąk, lecz nie d o znają też żad n y ch radości i nie
o g lą d a ją P a n a B o ga.
T o p ielec je s t to człow iek chudy, całkiem obro sły czarn y m i,
d łu g im i w łosam i ; on w c ią g a k ą p ią c y c h się w bezdeń w o d n ą ,
g d zie ich dusi.
D y a b ła (d y e b ł a ) w y o b ra ż a ją sobie w p o staci m u rzy n a
z ro g am i i z ogonem , ziejącego o g n iem z g ę b y , albo też w p o
staci c z arn e g o k o ta, p sa lub b aran a.
G d y n a dro d ze w ia tr zakręci k u rz aw ą, p ow iadają, że to d y a b e ł tań cz y ; n a odpędzenie je g o ro b ią n a drodze k rz y ż y k la sk ą
lu b kijem .
Ś m ierć w y o b ra żają sobie ,w p o staci w ysokiej, chudej, k o śc i
stej k o b ie ty w bieli.
5
— 66
—
C złow iek po śm ierci p o ja w ia się w p o staci d a c h a , stra s z y ,
n a p o m in a i n a d o b rą d ro g ę n a p ro w a d z a .
O g ień czczą i szan u ją i zow ią g o : » ś w i ę t y m o g i e n i a s z k i e m « . D la te g o grzechem je s t p lu ć w ogień.
K to idzie w ty ł, ojca, m atk ę p c h a do p iek ła.
B ić ziem ię, kij p rzed so b ą p ch a ć i chodzić w stecz, je st
grzechem .
14.
W y o b ra ż e n ia kosm ologiczne i m etereo lo g iczn e. S łońce,
k sięży c, g w ia z d y są to św iatła, k tó re P. B ó g d la ludzi u m ieścił
n a s k le p ie n iu niebios.
M leczna d ro g a — to g o ściniec p ro w a d z ą c y do R z y m u . D r o
g ą tą szedł P . Jezus, w stęp u jąc w niebo, a an io ło w ie p ro w a d z ili
M atk ę B o sk ą do nieba.
G ra d w y ra b ia ją p ła n e tn ic y tj. m ali ch ło p i, w la sa c h z lodu,
w y n o szą g o w p o w ietrze i rz u cają n a ziem ię.
C zterech p ła n e tn ik ó w trz y m a ch m u rę ; jeżeli ją u trz y m a ją , je s t
p o g o d a ; jeżeli nie m o g ą jej u trzy m a ć i p uszczają ją, to je s t deszcz.
D y m id ą c y z k o m in a w p ro s t do g ó ry oznacza p o g o d ę , a je
żeli d y m idzie n a b o k i czy li rozłazi się, będzie deszcz.
J a s k ó łk i w y so k o la ta ją c e p rz e p o w ia d a ją p o g o d ę , a n isk o
la ta ją c e i b ijące sk rz y d ła m i o w o d ę zw iastu ją słotę.
G d y k o m a ry lu b p c h ły k ą s a ją p o d w ieczó r a lb o m u ch y
d o k u czają, b ędzie n az aju trz deszcz.
G d y w ró b le b ard zo św ierg o cą, będzie deszcz.
G d y k u ry id ą w cześnie siedzieć, będzie
ch o d zą do p ó źn e g o w ieczora, będzie słota.
pogoda,
a gdy
G d y słońce zachodzi czysto lu b g d y k sięży c św ieci ja sn o ,
b ędzie p o g o d a ; g d y zaś śło ń ce zachodzi za ch m u rę a lb o k sięży c
zn ajduje się w kole, będzie sło ta. G d y zaś śłońce za ch o d zi k r w a
w o (czerw ono), b ę d ą w ich ry .
S u ch a sól, sło n in a lu b sad ło , tudzież su ch e k a m ie n ie s ą
zw ia stu n a m i p o g o d y , a jeżeli są m okre, w ilg o tn e , to b ęd zie s ło ta .
G d y w ro n y siad ają g ro m a d n ie po p o lach ,
g a d y s i ę t ł u k ą , b ęd zie n a z a ju trz słota.
czyli ja k m ó w ią,
G dy
deszcz,
sk rzeczy,
w ilg a
k rz y c z y
lu b
żabka
zielona
b ę d z ie
G d y w ro n y w zim ie sia d a ją n a w y so k ich d rz ew ac h ,
g d y g w ia z d y w n o c y b a rd z o się iskrzą, będzie m róz,
lu b
G dy
zaw ieja.
w ró b le siad ają
—
67
—
po
drodze i są
n iesp o k o jn e,
będzie
15. Zwyczaje przy obchodzeniu świąt, a) A dw ent. Z p ierw szą
nied zielą ad w en tu , jużcić nie z zw yczaju lu d o w eg o , lecz z za rzą
d z e n ia kościoła, g łu ch n ie m u zy k a w k arczm ie, śp iew k i w esołe
i żarto b liw e u stają, dzieciom n a w e t s k a k a ć sta rsi w z b ra n ia ją , bo
» św K a t a r z y n a (25. listo p a d a) k l u c z e p o g u b i e ł a , a ś w .
J ę d r z e j znaláz, z a m k n ą ł s k r z y p c e zaráz«.
b) D zień św . Ł ucyi. W dzień te n (13. g ru d n ia ) ja d ą czaro
w n ice n a p o ciask ach i oźo g ach n a g ra n ic ę wsi. P o ciask i, p o s m a
ro w a n e m aścią czarodziejską, zam ieniają się w k o n ie. N a g ra n ic y
m ają czarow nice s p r a w y z c z a r n y m i , tj. z czartam i.
O d św. Ł u c y i aż do B ożego N a ro d zen ia o d k ła d a ją n a n a le
p ie po jed n y m d re w ien k u k aż d e g o dnia, a w d zień B o żeg o N a
ro d z e n ia zo stający w dom u d la u g o to w a n ia ja d ła , g d y w szy scy
in n i d o m o w n icy u d ają się do ko ścio ła, ro z n ie ca z n ic h o g ie ń ,
w arząc p rz y nim w odę w je d n y m g a rn k u , poczem w k ła d a do
niej szp ilk am i n a b itą pow ązkę, p rz y k ry w sz y g a rn e k szczelnie
n o w ą p o k ry w k ą . W te d y czarow nica, k tó rą te szp ilk i k o lą, p rz y
ch odzi i p ro si o co śk o lw iek b ard zo n a trę tn ie . Jeż eli się jej nie da
ż ą d a n e g o p rzed m io tu , to się już od niej ra z n a zaw sze dom ow nicy
u w o ln ią.
O d św. Ł u cy i p o cz y n ając uw ażają ludzie n a 12 dni n a stę
p u jący c h aż do B o żeg o N a ro d zen ia i z p o g o d y lu b n ie p o g o d y
ty c h 12 d n i w ró żą n a p o g o d ę lu b n ie p o g o d ę d w u n a stu m iesięcy
n a stę p u ją c e g o roku.
U lu d u istn ieje p rz y sło w ie ; »ś w. Ł u c a d n i a p r z y
rzuca«.
K ie d y n a św . Ł u c y ą m róz, to sm aruj wóz, tj. s a n n y już
n ie będzie.
c) W ig ilija B ożego N arodzenia. (24. g ru d n ia). D zieci nie bije
się w te n dzień, ch o ciażb y zasłużyły, b o b y je już c a ły ro k bić
trzeb a.
J e ś li k to je st w e so ły w w ilią, to c a ły ro k b ęd zie ta k im ,
d la te g o d o b rze je s t n a p ić się n a k u r a ś .
—
68
—
W o g ó le w o w y m dniu w y strz e g a ją się w szy stk ieg o , co je s t
n a g a n n e , ja k sw arów , b itek , sm u tk u , płaczu, bo ja k ie g o u sp o so
b ie n ia k to je s t w w ilią, ta k ie g o będzie przez ca ły rok.
W w ilią p o ry w a ją jed n i d ru g im p ew n e rzeczy d la szczęścia»
rz eteln iejsi o d d ają je po św iętach w śród śm iechów i w esołości.
P o ż y c z a ć w dzień te n nic nik o m u nie lu b ią, o so b liw ie k o
b ieto m , g d y ż b y pożyczającem u przez c a ły ro k się nieszczęściło.
N a w e t o g n ia d ać nie m ożna, b o b y słonko k w ia ty opaliło, a cza
ro w n ic a z o g n iem d o b re p ow odzenie dom ow i zab rała.
S tó ł, p rz y k tó ry m m a b y ć sp o ż y ta w ieczerza w ilijna, o b i a
d e m zw an a, zaścielają pow szechnie sianem , a koło sto łu k ła d ą
sło m ę, k tó re j niew oliło za m iatać aż po św iętach , k tó re zow ią g o
d a r n i , m oże d la radości, ja k a pow szechnie w ty m czasie p a n u je
a m oże d la te g o , że w ty m czasie godzą n o w ą służbę. Oprócz,
t e g o o p a su ją stó ł pow rósłem , a b y k re ty nie ry ły , na co ta k ż e
d o b rz e k łaść k ap e lu sz n a denku.
Iz b ę zam ia ta ją czysto, a w szy scy d o m o w n icy m yją się w łu
g u . M a tk i m y ją dzieciom g ło w y i czeszą je.
W iec zerzają zaw sze p rz y św iecy. M isę, k tó rą z p o tra w ą p o
d a ją n a stół, s ta w ia ją n a opłatk u ,, a b y się zboże rodziło.
U trz y m u ją tu, że g d y b y trzy n a ście osób b y ło u sto łu , m u
s ia łb y k o n ieczn ie k to ś z nich w ro k u n astę p n y m um rzeć.
W ie c z e rz ę ro z p o czy n a ją m o d litw ą i łam an iem się o p ła tk ie m .
Ż y czeń ża d n y ch nie sk ład ają. Ł am a n iu się o p ła tk ie m s z c z e g ó ln y
s k u te k p rz y p isu je tu tejszy lud. G d y b y k to zbłądził w lesie, n ie
ch aj p rzezu w szy b u ty i w iecheć z lew ej n o g i rzuciw szy precz,,
p rz y p o m n i sobie, z kim się łam ał o p ła tk ie m w w ilią, a w n e t
zn ajd zie d ro g ę .
O b iad czyli w ieczerzę ro z p o czy n a ją barszczem , a indziej j e
d zą n a p ierw sze ceb u lę i czosnek z chlebem ( R o g i ) . Jedzą,
w o g ó le n a stę p u ją c e p o tra w y : barszcz, k a p u stę , k aszę ja g la n ą ,
k lu sk i z m akiem , ry ż z cukrem , kaszę h re cza n ą z g r z y b a m i;
w R o g a c h zaś : ceb u lę i czosnek z chlebem , k a p u s tę z g ro c h e m ,
ziem niaki, k aszę z śliw kam i, k w a só w k ę z g rzy b am i, k lu sk i, g ro c h
i p ie ro g i. N a o s ta tk u jed zą orzechy, ja b łk a św ieże lu b śliw k i g o
to w a n e w w odzie.
P o w sz e c h n y je s t tu zw yczaj o g lą d a n ia się podczas w iec ze
r z y za cien ia m i n a ścianach. K to b y m iał podczas w ieczerzy dw a.
—
cie n ie na ścianie,
um rze.
69
—
nie doczeka się przyszłej wilii,
w n e t bow iem
P o w ieczerzy w ychodzą dziew częta z ły żk am i n a d z ie d z i
n iec i trza sk ają n ie m i; w której stro n ie na to trza sk an ie o d ez w ie
się p ies, tam je s t p rz y sz ły narzeczony.
N a stę p n ie d ziew częta w y c ią g a ją źdźbła. Jeż eli w y c ią g n ie ich
d o p a ry , to w y jd zie w ro k u za mąż, a jeżeli nie do p a ry , to m usi
jeszcze ro k czek ać (R o g i).
C h łopcy rzu cają źdźbła do g ó ry k u tra g a rz o m ; ile źd ź b eł
u tk w i n a nich, ty le k ó p zboża będzie w p rz y szły m ro k u
(R o g i).
Z resztą w Iw oniczu nie ro b ią z słom ą ża d n y ch ' w ieszczb ;
u trz y m u ją ty lk o , że dobrze sp ać n a tej słom ie i leżeć n a n iej
p rzez św ięta.
O statk i w ieczerzy dają b y d łu , tj. k ro w o m i w o ło m ; k aż d em u
b y d lę c iu trz e b a d ać po o p ła tk u . K o n io m nic nie d aw ają.
W R o g a c h dziew częta idąc n a » p a s t e r k ę « , ra c h u ją p o
d ro d z e k o łk i w p ło cie; jeżeli k tó ra z nich n arach u je ich do p a ry ,
to się w y d a
w k ro tc e zamąż.
P o d czas m szy p asterskiej, w n o cy z w ilii n a B oże N a ro
d zen ie, w szelk a w o d a w stu d n iach , staw ach , rz ek ac h z a m ie n ia
się w w ino, jen o nie w iedzieć, o k tó re j godzinie cud te n się
odbyw a.
O d w ilii do T rzech K ró li nie przędą, bo P a n Jez u s w ty m
czasie nauczał.
J e ż e li n a w ilię jasn o , to w sto d o le ciasno.
d)
Dzień B ożego Narodzenia (25. grudnia). K to b y w dzień
B ożego N arodzenia pierw szy spotkał człow ieka w kożuchu, d o
stan ie wrzodow.
W te n
dzień nie n ależ y ro b ić odw iedzin,
w n ice s z u k a ją w ty m dniu szczęścia.
G dy ubogi
trafi tę chatę.
przyjdzie
w ten
dzień
bo ty lk o c z a ro
do chaty,
nieszczęście
G d y b y B oże N aro d zen ie w y p a d ło w p ią te k ,
m ięso, b o b y inaczej nie m iało się zdrow ia.
trz e b a jeść
W ieczo rem zaczy n ają chodzić k o lę d n ic y i s z o p k a rz e . O zn a
n y m M azurom t u r o n i u nic P o d d u k la ń ie nie w ie d z ą . S zo p k i
—
70
—
n a z y w a ją iw o n iccy g o sp o d a rz e « b a ł a m u t a m i « . W Iw oniczu
za czy n a ją k o lęd o w a n ie od pieśni, k tó ra je st n a d e r c h a ra k te r y s ty
czna, b o zaw iera spis n az w isk w szy stk ich rodzin, w Iw o n iczu
z a m ie s z k a ły c h , prócz je d n e g o zm y ślo n eg o nazw iska (tj. R a j c h l i c k i ) . P ie śń tę, k tó rą śp iew a ją n a n u tę : » P a s t e r z e b i e ż e l i « ,
u ło ż y ł p rz ed 75 la ty o rg a n ista m iejscow y S t a n i s ł a w s k i ,
o czem ju ż dziś m ało k to w ie. Z rodzin, w tej kolędzie w y m ie
n io n y ch , nie m a o b ecnie ty lk o S t o j a k ó w , M a r m u r ó w i J a
r o n i ó w. N ie k tó re n azw isk a p o w ta rz a ją się w tej p ieśni, g d y ż
n ie je d n a ro d z in a rozdzieliła się n a k ilk a g ałęzi, np. K a n d e fe ró w
je s t k ilk u n a s tu . P ie śń ta je s t n a s tę p u ją c a 1) :
- -
Gospodarze mili, dzisiaj w nocny chwili,
Pán Bóg z nieba zesłany,
Z Panny narodzony, w żłóbku położony,
Ach, cud to niesłychany!
Pódźmy mu oddaj2) wszytcy chwałę,
W itajmy to dzieciątko małe,
Boć to jest Pán nad Pany.
Najprzód my z Iwończa8), od dolnego końca,
Pospieszajmy z darami:
Rajchel zpod kościoła, niech drugich zawoła.
Co z dobrymi garłami4).
A potym jak z góry, tak z dołu,
Niech jidą wszytcy wraz pospołu,
Nie z próżnymi torbami.
Jaroń, Jakubowicz, Kenn ar, Józefowicz,
Telesz, Rygiel z Prugarem,
Barud, Maternowski, Smarecki, Turowski,
Gładysz, Pyter z Kielarem,
Kandefer, Marmur z Grzegorczykiem,
Kinel i Płaza, Pyter z Ćwikiem,
Szafrański, Wnęk z Krukarem.
Młynarz i Kaszycki, Szajna i Rajcblicki5).
Gierlach i Nycz z Nowakiem,
Kandefer, Kowalski, Szopa i Szatkowski,
Kędzierski ze Stojakiem,
Bręndza6), Such, Szuster i z Boczarem,
Niziołek, Gazda i z Kielarem,
Tomkiewicz ze Switakiem.
*) Podaje ją także Dr. E. Janota, L u d i jego zwyczaje, Lwów,, 1878. Str. 44.
sj Zamiast: oddać. — s) Zamiast: Iwonicza. — 4) Zamiast: gardłami.
6) Nazwisko zmyślone. — e) Bryndza.
_
71
—
T rygar zaś z Gładyszem, Szmyd i Litwin z Ryszem,
Nycz, Krukar i Markowski,
T rzeba i Baruda, Olbrycht, Boczar, Buda,
Józelczyk, Wyżykowski,
Frydrych, Bołd, Krupa, Mikosz z Klarą,
Aszlar, Drozd dostaną gandziarą’),
Tak powiedział Huczowski.
Jeszcze tu brakuje, niech kto porachuje,
Ze Zająca niestaje,
A Michny drugiego, takie Brzezińskiego,
A cóż to za hultaje !
Bystrzycki, Sip z Dyręngiem i Laś,
Rodzinka także z nimi dzieś wláz,
Zygmùnt ich powydaje.
Gazda i Rajchlicki, dla tej dziecineczki,
Niech jidą ze skrzypcami.
Matusz Józefowicz, Szubrowi też pow iedz,.
Niech jidą z cymbałami.
Zagrajcie Panu wszytcy wdzięcznie,
A on w as za to w niebie wiecznie
Umieści z aniołami.
O d B o żeg o N a ro d zen ia do T rz ech K ró li nie o d b y w ają się
w esela, b o w te d y P a n Jez u s po w eselach chodził, a ze św . S zcze
p an e m k o lę d y w znosił ; d la te g o też lu d m ów i :
»Szczepan z Jánem po kolędzie chodział,
A Pan Jezus tyż do niego sié nagodżiał«.
J e ż e li B oże N a ro d zen ie po lodzie, to W ielk a n o c po w odzie,
a jeżeli B oże N aro d zen ie po w odzie, to W ie lk a n o c p o lodzie.
N a B oże N a ro d zen ie p rz y b ęd zie d n ia n a w ołow e w yleżenie.
e)
D zień św . S zczepana (26. grudnia). R a n o w dzień
S zcz ep an a id zie p a ro b c z a k boso ze słom ą, k tó ra przez Ś w ięto
B o żeg o N a ro d zen ia k o ło sto łu leżała, do sad u i w iąże nią drzew a
o w o co w e, a b y dobrze i obficie rodziły.
W o b a te św ię ta o p ó łn o cy g a d a ją do siebie w szy stk ie
zw ie rzę ta , » b o t a k w k a n t y c z k a c h s t o i « . B ardzo ro z p o
w sz e c h n io n e je s t p o d an ie o g o sp o d arzu , k tó ry chcąc się p rzek o n ać,
’) laską, drągiem.
św.
-
72
—
o czem w o ły rozm aw iają, po szed ł do stajn i i słyszał, ja k je d e n
w ó ł rz ek ł do d ru g ie g o : » J e d z m y , j e d z m y ! b o p o w i e z i e m y
g o s p o d a r z a n a c m e n t a r z « . G o sp o d arz te n u m a rł rzeczyw iście
tejsam ej no cy , a w o ły p o w io zły g o do kościoła. U trz y m u ją ró w
nież, że k ro w y ch w alą lu b g a n ią g o sp o d a rz y w e d łu g teg o , ja k ą
im dan o wilią.
P o sum ie w dzień św . S zcz ep an a św ięci się ow ies, k tó ry
m iesza się w k oszu z innem ziarnem , przeznaczonem do siew u n a
w iosnę, a b y się dobrze udało.
Jeż eli w dniu ty m podczas św ięcenia ow sa śn ie g sy p ie, to
ow ies się urodzi.
T y m ow sem św ięconym ob rzu cają księdza, g d y w y c h o d zi z
k o ś c io ła ; zw yczaj ten ato li ustaje, lecz za to b iją nim s w a w o ln i
p a ro b c z a k i silnie dziew częta, lecz ta k ż e i su ch ą rz ep ą, c e b u lą ,
g ro c h e m , bobem , a n ie k ie d y i d ro b n y m i k a m y cz k am i i piask iem .
W ieczo rem id ą g o sp o d a rz e i p a ro b c y z p o g an iac zam i do
k a rc z m y n a » ł a p i g u z « i tu ta j zam aw iają g o sp o d a rz e p a ro b k ó w
n a ro k n a stę p u ją c y , d ając im k o lę d ę w p ien iąd zach . G o sp o d y n ie
zaś dziew kom , k tó re chcą m ieć n a s ł u ż b i e , zanoszą k o lę d ę do
dom ów . O d d anie w k ilk a dni k o lę d y g o sp o d arzo w i w ie lk ą cz y n i
m u zn iew ag ę,
f) Dzień św . Jana E w anielisty (27. grudnia). W ty m d n iu
u d a ją się ludzie do ko ścio ła n a św ięcone w ino i p iją je ja k o l e
k a rs tw o n a b ó l zębów i g a rd ła .
g) D zień M łodzianków (28. g ru d n ia) uw ażają za n ieszc zęśliw y .
W d niu ty m nie n ależ y w ychodzić z dom u, a n i też w y b ie ra ć się
w d ro g ę.
li) N o w y rok. W dzień te n wczas ra n o , b o już o godź. 7.,
b ie d n e p o d ro stk i, c h ło p cy i dziew częta, a lb o p o je d y n k ie m , a lb o
też g ro m a d n ie chodzą z to rb a m i od dom u do dom u po s z c z od r á k a c h . S ą to m ałe, p o d łu żn e b o cheneczki ch leb a, p o d s k ró b k i
alb o p o sk ro b k i, um y śln ie dzień p rz ed tem z re sz te k c ia sta w y
s k ro b a n y c h z dzieży pieczone. D zieci te w szedłszy do dom u i po
•chw aliw szy P a n a B o g a ,
—
73
—
»Na szczyńście, na zdiwvie, na ten Nowjr Rok!
Piekliście boclmáczki, szczodráczki, dawajcie nám w skok!
A ják ni màcie szczodráczkôw, bochnaczkôw, dejcie chleba glán1)
Zapíáci wám sám Pán Jezus i ten święnty Ján«.
A lb o też ta k śp iew a ją :
»Piekliście tu- szczodráki, bochnáki, powiadali nám,
Daliście ich innym, dejcież tyż i nám ;
Jak nie dácie szczodrákôw, bochnákôw, dejcie chleba krom
Zapláči wám Pan Bôg z nieba i ten święnty Ján«.
W te d y g o sp o d arz albo g o sp o d y n i rozd aje im te szczodráczki»
a k re w n y m w p y c h a jeszcze do rę k i k ilk a centów .
O dch o d ząc śp iew a ją :
»Dziękujemy, dziękujemy za kolędę panie,
Niech tu Boskie miłosierdzie w tym domu zostanie!
Niech tu Jezus i Maryja w tym domu przebywa,
Niech tu temu gospodarstwu wszystkiego przybyw3-!“
M iejscam i m ażą so b ie p a ro b c y tw arz w ęg lam i i u b ra w sz y
się w sp ó d n ice i o k ry w sz y się p łach tą, chodzą ta k ż e ra n iu tk o p o
szczo d rak ach » d l a ś m i e c h u « .
G d y im szczodraków odm ów ią w yszedłszy za p ró g , w o ł a j ą :
»Żeby .warn sie rodzić? kąkol i stokłosa,
Babie do półnosa!«
a lb o :
»Rośnij kąkol, stokłosa,
Urwij babie półnosa,
Dziadowi półgłowy,
Aby nigdy nie był zdrowy!«
A lb o też zam iast d w u o statn ich w ierszy m ów ią :
»Dziadowi p ó łd ..y ,
By wyleciał na wirzch chałupy!«
W ieczo rem zm ieniają słu g i p a n ó w sw oich. O d p ra w ian ie przez
s t a r e g o g o s p o d a r z a n aw et z ł e g o s ł u g i o d b y w a się z a w
sz e czule. O d ch o d zący d o staje ćw ierć kołacza, a p rz y p o ż e g n a niu
śc isk a n o g i g o sp o d a rstw u , przyczem nie obejdzie się z obu stro n
b ez łez i szczerych życzeń. P o p a ro b k a g o sp o d arz, a p o d ziew k ę
â) Albo : hrám tj. krom,
kromka.
-
74
—
g-ospodyni n a d a w n ą s ł u ż b ę (m iejsce p o p rzed zającej służby)
iś ć m usi. S p ro w a d z o n e g o słu g ę goszczą i zaraz w sk az u ją m u p o
ściel.
Jeż eli k tó ry słu g a lu b służąca odchodzi ze słu ż b y z g n ie w e m ,
to w y c h o d ząc z dom u, nie z a w iera drzw i rę k ą , lecz ty lk o p rz y
p ie ra je zadkiem , a b y g o sp o d y n i nie d o sta ła sługi.
i) Ś w ięto T rz e c h Króli (6. stycznia). Ś w ięco n eg o w te n dzień
k a d z id ła tj. ja ło w c a i m iry (żyw icy) u ży w a lud do o k a d z a n ia
k ró w , g d y są chore. Ś w ięcą tak że m o n e ty sre b rn e i k redę. P o
św ię c a n ą k re d ą p iszą n a drzw iach sw eg o dom u znane zn ak i :
K . -f- M.
B. -f- i rok. O prócz te g o św ięconej k re d y u ż y w a ją
p rz eciw k o czarom i bolączkom , k tó re n ią n ao k o ło opisują, a b y
z g in ę ły . G d y b y człow iek s ta n ą ł w ta k ie m k o le, d y a b e ł nie m a
d o ń p rz y s tę p u i nic złego nie m oże m u zrobić.
W o d ą św ięco n ą w w ilią T rz ech K ró li k ro p ią
w szy sc y z niej tro c h ę piją, a b y d o b rze spali.
dom , p o tem
j) Św ięto M atki Boskiej G rom nicznej (2. lutego). W dzień te n
p o św ię c a ją św iece, g r o m n i c a m i z wa n e ; św iece te ro b ią g o s
p o d a rz e m a ją c y w o sk lub cechm istrze w iejscy. G ro m n ice te
u b ie ra ją w w stąż k i lub ow ijają w b ia ły p ap ier. P o św ięca n em i
g ro m n ica m i w y p a la ją k rz y że n a tra g a rz a c h . G rom nice z a p a la ją
w czasie b u rz y i piorunów .
D łu g ie so p le u d achu do b rze św iadczą n a m archew , a jeżeli
s z r y z 1) p o k ry w a drzew a, będzie urodzaj n a ow oce. Jeż eli n a M a tk ę
B o s k ę G ro m n iczn ą m róz, niedźw iedź b u rz y sw oją budę, a jeże li
ła g o d n ie n a dw orze, to ją p o p ra w ia . D la te g o też lu d p o w ia d a :
»Jak na Gromniczną mróz,
Ładuj chłopie wóz!
A gdy na Gromniczną z dachu ciecze,
To sie długo zima przewlecze.«
k) D zień św . B łażeja (3. lutego). W ty m dniu św ięcą k się ż a
ja b łk a i g ru szk i, k tó ry c h lu d u ży w a ja k o le k a rs tw a n a b ó l
g a rd ła .
') szron.
—
75
—
1) .Dzień św . A g aty (5. lutego). W ty m dniu św ięcą chleb,
só l i w odę. C hleb te n jed zą p rz ed in n ą straw ą, a sól i w odę
p rz ech o w u ją, b y niem i zasuć o g ień d la u g aszen ia po żaru .
ł) Z a p u s t y . D n i za p u stn e lu d tu tejszy słusznie zow ie s z a
l o n y m i . W dni te m u zy k a g ra w karczm ie, w niedzielę z a p u stn ą
d o p ie ro po n ieszp orach. G o sp o d arze n aw et idą do k arczm y ,
a g o s p o d y n ie k rz ą ta ją się koło sutej w ieczerzy. W zap u st o statn i
za k a ż d ą p a rą tań cz y p a ra d y ab łó w , k tó ry c h m ożna w idzieć
przez d esk ę z tru m n y , m ianow icie dziurą, przez w y b icie sęk a
p o w stałą. L ecz trz e b a b y ć p rz y te m b ard zo ostro żn y m i nie p a
trz e ć d łu g o , a b y się n iestało ta k , ja k jednem u p aro b k o w i, k tó ry
p a trz ą c ty m ż e sposobem , w idział w p ra w d zie w szy stk ich dy ab łó w ,
a n a w e t te g o , k tó ry n a p iecu za p isy w ał tań cz ący c h n a byczej
sk ó rze, lecz sk o ro d y a b e ł sp o strzeg ł, iż m u się p rz y p a tru je daro b e k , sk o cz y ł do n ieg o z p azu ram i i ta k go zadarł, że trzecieg o
d n ia z b o lu i stra c h u um arł.
P rz e d trzy d z iestu la ty g o sp o d arze i g o sp o d y n ie częściej
i liczniej uczęszczali do k arczm y n a o statn i za p u st, gdzie su te
w y p ra w ia li u czty. Z o w y ch daw niejszych czasów u trz y m a ła się
n a s tę p u ją c a pieśń ,
śp iew a n a d o tąd przez g o sp o d a rz y iw on ic k ic h 1) :
Ni-mász ci nic ńamilszego nad zapust kochany,
Rozweseli on każdego, choćby był stroskany.
Hoc zapusty! hoc wesoło, nuże dali, nuże wkoło,
Hoc w kloc, szturk purk, szczęnk brzęnk, brzm i2) wesoło!
Gospodarze mówią sobie : Chodźmy do karczmiska,
Już my długi popłacićli, da nám górzałczyska.
Hoc zapusty ! i t. d.
Parobcy sié tyż zmówili : Pódźmy razem w kupie,
Bedzie dosyć wesołości, a mało co w d .........
Hoc zapusty! i t. d.
Poganiacze mówią sobie : Razem my robićli,
Pódźmy i m y tyż do karczmy, choć nás nie prosićli.
Hoc zapusty! i t. d.
*) Pieśń tę podaje Dr. E. Janota, L ud i jego zwyczaje. Lwów, 1878. Str. 60.
Również podał ją za Drem Janotą, X. Wł. Sarna, Opis pow iatu Krośnieńskiego.
Przemyśl, 1898. Str. 111, — ale z opuszczeniem zwrotki ósmej, a z pewną prze
mianą zwrotki trzeciej.
2) Zamiast : brzmij.
—
76
—
Gospodynie stary zu^czaj w karczmie odprawiają,
Suche syrki i gomółki w kieszynie pakują.
Hoc zapusty ! i t. p.
Panna tyż jaká taká, pociągnąwszy se smyka,
N a gorzałkę gęmbą krzywi a dobrze ją łyka.
Hoc zapusty! i t. d.
Organista na zapustach, pochwaliwszy Boga,
Napije sié dobry wódki i przeje pieroga.
Hoc zapusty ! i t., d.
Ksiądz zakonny abo świecki żyje z Bogiem spoinie,
Choć ostrożnie i uważnie, przecie i on golnie.
Hoc zapusty ! i t. d.
Szlachta w domu abo w mieśeie odprawia reduty,
Jedzą, piją i tańcują, to zam iast pokuty.
Hoc zapusty! i t. d.
I dziád z babą pilno spieszą zapomniawszy nęndzy,
Rozwiązują swe węzełki z jałm użnych pieniędzy.
Hoc zapusty ! i t. d.
Szewcy tyż na ucho sobie pochyliwszy czapki,
Spieszą pilno do karczmiska na ludzkie okápki.
Hoc zapusty ! i t. d.
W z a p u sty nie p rzędą, a b y ser niero b aczn iał.
m) D zień św . M acieja (24. luteg-o). N a św. M acieja sieją ro z
sadę, k tó rą n a z y w a ją » m a c i e j ó w k ą « .
n) D zień św . G rzegorza (12. m arca).
ro z sad a zow ie się »g r z e g-o r z ó w ką « .
S ad zo n a
w tym
dniu
o) N iedziela K w ietnia. W ty m dn iu św ięcą b a g n i e t a 1),
tj. p alm ę czyli ró żdżkę ; je s t to w iązk a g ałęz i jało w ca , k ło k o sin y
czy li k ło k o czk i (Staphylea pinnata), iw y i cisiny. P o ośw ieceniu
p o g o n i e z (poganiacz) w ró ciw szy z k o ścio ła do dom u, o b c h o
dzi z b a g n ię ta m i trz y ra z y dom naokoło, uderzając po trz y ra z y
’) Nom. sing, b a gn i e ć .
—
77
—
0 k a ż d y w ę g ie ł i o m iatając niem i k ą ty i w ę g ły , a b y w dom u nie
b y ło p ch eł, m uch i in n eg o ro b a c tw a . P o te m b ieży do stajn i
1 ch lew a i o m iata k ro w y i św inie, a b y się ich zaraza nie c h w y
ciła i zo staw ia je w sta jn i d la lep sze g o zabezpieczenia b y d ła o d
zarazy . B a g n ię ta m i k ad z ą podczas grzm otów , b ły sk a w ic i g ra d u .
T o sam o czy n ią dziew częta z zielem i w iankam i, k tó re w k ła d a ją
do ro sn ącej k a p u s ty , cebuli, ż y ta i t. p.. a b y je P a n B ó g
o ch ro n ił p rzed nieszczęściem .
p ) W ielk i Piątek. W dzień ten m y ją się i k ą p ią p rz e d
św item d la zdrow ia, g d y ż w ty m czasie P a n Jezu s p ł y n ą ł
przez C edron. D zieci zaś b a w ią się Judaszem , k tó ry m je s t k o t
w g a r n k u z w ieży k ościelnej na dó ł spuszczony.
W d n iu ty m
dzierzy ć do ran.
nie p rzędą, a b y
P a n u Jezusow i nie n ap aź-
q) W ielk a S obota. W ty m dniu św ięcą ta rn in ę i w ty k a ją
ją do g rz ą d e k z ce b u lą p rzeciw k o k r u c z k o m , tj. tu rk u c io m
p o d jad k o m .
W o d ą w ty m dn iu
n ią p o la i b u d y n k i.
św ięconą
ż e g n ają się, p iją ją i k ro p ią
T łuszcz ze b ra n y z rosołu, w k tó ry m g o tu ją k ie łb a s y i sło
n in ę n a W ie lk a n o c , po św ięcają w W ie lk ą S o b o tę i sm aru ją nim
p o tem dojki k ro w o m dla le p sz e g o dojenia.
r) W ielk a N iedziela czyli W ielk an o cn a. K o b ie ta , k tó ra
w czasie re z u re k c y i nie obejdzie trz y ra z y nao k o ło k o ścio ła, je st
czaro w n icą.
Ś w ięco n e s k ła d a się z jaj, ch leb a pszenicznego czyli t. zw.
p ask i, ch le b a ży tn ieg o , g o to w an e j sło n in y i k ie łb a sy , n astęp n ie
z sera. m asła, chrzanu, soli, octu i w ina.
S k o ru p k i z jaj św ięco n y ch w y n o szą n a g rząd k i zasiane ro z
sad ą , a b y k re ty jej nie r y ły i żeby gąsien ice się nie w iązały.
s) W ilia św . W o jcie ch a (21. k w ietnia). W e w ilią św. W o j
ciech a w lo k ą czarow nice pow ązki, tj. szm atki u ży w an e do cedze-
—
78
—
n ia m leka, p o o g ro d zie tej g o s p o d y n i, k tó re j chcą m leko,
popsuć.
Jeż eli n a św. W o jcie ch a deszcz p a d a , będzie w iele m leka.
t) D ni K rzyżow e. W te dni nie p rzędą, a b y g ra d y nie biły.
u) Z ielone Św iątki. J a k w N o w y R o k po szczodrakach, ta k
w Z ielone Ś w ią tk i p a stu c h y ch odzą po ja ja c h i k o n ieczn ie ich
d o stać m uszą, c h o ć b y w y p a d ło je zw ędzić czyli u k raść, g d y b y
im g o sp o d y n ie nie d a ły do b ro w o ln ie. J a ja te b io rą z so b ą w p ole
i jajeczn icę sobie z n ich sm ażą.
v) B oże Ciało. W o k ta w ę B o żeg o C iała św ię c ą w ia n k i
a ch ró st (gałęzie), k tó ry m p rz y o z d a b ia ją o łtarze, z a b ie rają do dom u,
w ty k a ją c g o w k a p u s tę i len d la o c h ro n y od w szelakiej szkody.
W czasie całej o k ta w y Bożeg-o ciała nie p io rą bielizny, nie
tłu k ą w stęp ie p ęcak ó w , a b y g ra d ó w nie b y ło .
w) D zień św . J a n a (24. czerw ca). W w ilią św. J a n a o p a
sują się b y licą, a b y k rzy że nie b o la ły przez c a ły ro k a p a
stu c h y p a lą so b ó tk i. M ianow icie z a p a la ją stos jało w ca lu b k u p ę
sło m y i obnoszą n a ż e rd k ac h p a lą c e się sn o p k i lub s ta re m aźnice
po m iedzach n a około zboża, a b y się u d ało . N ie k ie d y są i g o s
p o d arze o b ecn i p rz y tem p a le n iu so b ó te k i obch o d zen iu zboża.
K o ło S a n o k a d ziew częta w b ia łe su k n ie u b ra n e i p rz y stro jo n e
w w ieńce, śp iew a ją p ieśni (jakie ?) i ta ń c z ą k o ło o g n ia, ja k mi
o p o w iad a n o w Iw oniczu, ale u P o d d u k la n n ig d zie ju ż ża d n y ch
nie śp iew a ją p ieśni, a n a w e t p a le n ie o g n ia idzie zw o ln a w za
p o m n ien ie i p o n iew ierk ę.
O p a p ro c i u trzy m u ją, że k w itn ie o p ó łn o c y i że k w ia t jej
ze rw an y w ielkie p rz y n o si szczęście człow iekow i.
Ś w ieże ło p u ch y , w ty m dn iu z e b ran e i za strze ch ę w łożone,
są d o b re m le k a rstw e m n a b ó l brzucha.
x) Suchedni jesienne. O w oców nie n ależy zryw ać przed suchedniam i, ani w suchedni jesienne, b o b y » d r z e w a u s c h ł y *
przez zimę.
—
79
-
y) D zień św . M ichała (29. w rześnia). P o św. M ichale w o ln o
p a ść b y d ło i po otaw ie. P o św. M ichale rą b ią k a p u stę .
16. U sposobienie m o raln e i religijne. Szkoła. W ia r a w p rz e
znaczenie, p re d e sty n a c y ę , silnie p o d trz y m y w a n ą b y w a przez ży d ó w ,
k tó rz y w ierząc w fatalizm , w p a ja ją sw oje p rz e są d y w lu d w iejski.
P ija ń stw o nie je s t u n ieg o h a n ie b n ą rzeczą; ow szem czasem się
u p ić, to n a w e t zdrow o w e d łu g pojęcia ludu.
K rad zież, a osobliw ie nierząd k o b ie t1) je s t b ez w zg lęd n ie
p o tę p ia n y , p rz eślad o w a n y , n ien aw id zo n y i surow o przez u rz ą d
g m in n y k a ra n y . N ied aw n y m i czasy p rz ed 40 la ty , u cin a n o jesz
cze n ie rz ą d n ic y w karczm ie w łosy n a k lo cu siekierą, a sp ó ln ik
z b ro d n i m usiał trzy m a ć p rz y ty m akcie św iecę i w raz z nią p o d
d a ć się n ad to chłostom i złożyć p e w n ą k w o tę p ien iężn ą n a
kościół. D ziś ty lk o k a ra p ien iężn a i trzy m a n ie św iecy p rz y ocze
p in a c h n ierząd n icy , o d b y ty c h w karczm ie, w obec u r z ę d u (także
p r a w a ) u trz y m a ły się ; w szelako o p in ia p u b liczn a je st dzisiaj
d o tk liw ą k a rą . L u d n ad aje im ro z m a ite przezw iska, a dzieci n ie
ślu b n e zow ie b ę k a r t a m i , b ę s i a m i , n aj d u c h a m i , k o p
c i u s z k a m i . D o ta k ic h dzieci przem aw ia lu d ż a rto b liw ie :
»Twój t a t u ś z g ł ą b i ą s p á d i w m a ś l a n c e sié u t o
p i é ł «.
R e lig ijn e p ra k ty k i to w arzy szą w szelkim czynnościom w ieś
n ia k a , lecz zab o b o n ó w p rz y te m p ełn o ; ale nie w id ać już te ra z
p rz y w ią z a n ia do » w i a r y o j c ó w « i często usłyszeć m ożna w ie
ś n ia k a m ó w iąceg o o schyzm ie, g d y m u się w spom ni o p rz e ś la d o
w a n ia c h k o ścio ła k a to lic k ie g o : » M o ż e t o i t a m t a w i a r a
dobra,
kiedy
wierzą w B o ga i Jezusa,
i dobrze
jim
sié powodzi.
Któż tam
zresztą
może
wie
dzieć, c z y j a w i a r a l e p s z a ; może j i c h l e p s z a j a k
n a s z a , k i e d y j i m P a n B ó g l e p i d a j e j a k nám, b o
j i m (M oskalom lu b Ż ydom ) t y ż m u s i P a n
Bóg błogo
sławić, k i e d y j i ch sié t a k bo j ą i t a k i e b o g a c t w a
m a j ą (żydzi). — O to św iad e ctw o re lig ijn o ści za n ie d b a n e g o
lu du.
S zk o łę u w a żają ty lk o za narzędzie do o sią g n ię c ia m a ją tk u .
»Chłopcy mogą
się
u c z y ć , — m ów ią — p i s a ć i r a
*) Moralnie upadłe niewiasty żowią zaw itkam i,
80
c h o w a ć , co jim sié prz y d a ,
g d y j i c h w ę z n ą do
wojska; m o g ą zostać starszymi i więcy jim będą
p ł a c i ć , a l e d z i e w c z y n i e co p o
p i ś m i e ? D o ś ć ji,
g d y umié czytać i na książce P a n a B o g a c h w a
l i ć « . M im o to nie chcą p o sy ła ć dzieci do szkoły, g d y im w dom u
do p a sie n ia b y d ła lub do innej ro b o ty są p o trze b n e, cho ciaż
dzieci sam e z płaczem p ro sz ą o p o zw o le n ie ch odzenia do szk o ły .
R o z tro p n ie js i w ieśn iac y czują p o trz e b ę szk o ły coraz w ięcej i przez
ła g o d n e p rz ed staw ien ie rzeczy ła tw o d ają się p rz ek o n ać o jej
p o ży tec zn o ści i p o sy łają dzieci do szkoły, chociaż do b y d ła m u
szą n ająć o so b n eg o sługę.
D ziś lu d ch ętn ie już c z y ta k siążki, a p rzed ew szy stk iem ta k ie ,
k tó ry c h tre ść zbliża się najw ięcej do g a d e k , poniżej z e b ra n y c h .
L e k k ie o p isy k ra jó w o b cy ch , p rz y p o w ieścio w o p rz e d s ta w io n e
n a u k i, h u m o ry sty czn e , dziw ne i a w a n tu rn ic z e w y p a d k i, ż y w o ty
ś w ię ty c h , n ie za p ełn io n e lita n ia m i cudów , ż y c io ry sy z n a k o m ity c h
o só b a lu d m iłujących, — oto osnow a k siążek, k tó re lud tu te jsz y
c h c iw ie c z y ta i poszukuje.
C h a ra k te ry sty c z n y m p rzy m io tem tu tejszeg o lu d u je s t ty le
s ła w io n a g o ścin n o ść p o lsk a. N iejedzenie p o staw io n ej p o tr a w y
p rzez go ścia, — o b ra ża g o sp o d a rz a w w y so k im stopniu. N ie za
p ro sz en ie n a ucztę, odm ów ienie częstującem u lub p ro szącem u n a
g o ś c i n ę w y w o łu je z a p a m ię ta ły gniew , często k ilk a la t trw a ją c y .
C hleb s p o ż y w a n y n a z y w a się » d a r e m b o ż y m « . G d y
o k ru s z y n a sp a d n ie na ziem ię, p o d ejm u ją ją sk w ap liw ie i c a łu ją
d la p rz e p ro sz e n ia d a ru b o żeg o za o brazę.
S w a ry , k łó tn ie i g n iew p ro w a d z ą lu d tu tejszy do c z ę sty c h
b ite k , ja k i indziej.
Prof. Bron. Gusta,wicz.
— 81
—
Kilka słów o Słowie licach pomorskich.
Zanim ogłoszę obszerniejszą pracę o Słowieńcach, ty m najdalej
dzisiaj na zachód w ysuniętym odłamie szczepu pomorskiego, widzę
się zniewolonym powiedzieć o nich tu taj słów kilka, a to celem spro
stow ania niektórych błędnych tw ierdzeń, zaw artych w a rty k u le dra
Nadm orskiego p, t. „Słowińcy i szczątki ich ję z y k a “ (Lud, 1899 ,
zesz. 4 , str. 320 —336 ). U w ażam to za obowiązek tern większy, że
dr. N. zakw estyonow ał, i to bardzo silnie, wiarygodność d at s ta ty
stycznych o ludności słowieńskiej, zaw artych w mojej „S taty sty ce
ludności kaszubskiej'1, czego nie ty le już w interesie własnym , ile ce
lem w yśw ietlenia praw dy, nie mogę pozostawić bez odpowiedzi, rzecz
to bowiem za blisko nas dotycząca, iżby mogło być obojętnern, czy
ktoś o niej napisze biało, czy — czarno.
Rozpoczynam, od nazw y, k tó ra w tej postaci, w jakiej podaje
ją dr. N adm orski, nie je st ani polską, ani słowieńską. D r. N. pisze
s ta le : „ S ł o w i n i e c “, a przym iotnik „ s ł o w i ń s k i “. Tymczasem
w mowie Słowieńców w y razy te brzmią :„S 1o v i n c “, „s 1 o v i n s t j i “,
w polskiej zaś mowie książkowej nie mogą brzmieć inaczej, ja k ty lk o
„ S ł o w i e n i e c “, „ s ł o w i e ń s k i “, podobnie ja k słowieńskim i k a
szubskim formom „ v i n e “, „ k ô r v i n c “, i t. p. odpowiadają polskie :
„ w i e n i e c “, „ k r o w i e n i e c “, i t. d. N azw a ludku pomorskiego
je s t zresztą ta sama, k tó rą nosi inny, pokrew ny lud na południu
S łow iańszczyzny: w K rainie, S ty ry i, K a ry n ty i i Przym orzu.
Ci tedy S ł o w i e ń c y m ają swoje siedziby w pobliżu m orza
B ałtyckiego, pomiędzy jeziorem G ardzieńskiem a Łebskiem w p o
wiecie słupskim (Stolpe) w dzisiejszej prow incyi pomorskiej. J e s t to
ludność w yłącznie ew angielicka, należąca do trzech parafii : smołdzińskiej (Schmolsin), gardzieńskiej (Gross Garde) i główczyckiej (Glo
witz), w k tórych jednak stanow i zaledwie m ałą cząstkę mieszkańców.
Poszczególne rodziny i jednostki znajdują się nadto prawdopodobnie
i dziś jeszcze w niektórych parafiach, n. p. w rowskiej (Königl. Rowe).
Z najdow ały się tam przynajm niej do niedawna.
Ludność słow ieńską je st nieliczną pozostałością jednego z ludów
pomorskich, najbliższego Kaszubom i za jeden lud z tym i ostatnim i
powszechnie je st uw ażaną. Sami Słowieńcy zdają sobie bardzo dobrze
spraw ę z blizkości pokrew ieństw a swego z Kaszubam i, z których
niew ielkim odłamem graniczą zresztą nad jeziorem Łebskiem bezpo
średnio. Część ty ch Kaszubów nadłebskich nazywano dawniej od
charakterystycznego ich ubioru „K ab atk am i“ . Dziś już praw ie nie
m a tam kogo ta k nazyw ać, bo i ubiór sta ry w yszedł z użycia i
znaczna część K ab atków w yw ędrow ała do A m eryki, reszta zaś, jak a
pozostała w ojczyźnie, uleg ła niem al zupełnem u zniemczeniu, O koli
czność t a nie przeszkadza jednak tem u, że nazw a K abatków p rz y
ję ła się u K aszubów zachodniopruskich na oznaczenie zarówno
—
82
—
K aszubów nadłebskioh, ja k i Słowieńców. T ak samo też n azyw ają
w Prusiech zachodnicb i kraj ten między rzeką Ł ebą a jeziorem
Gardzieńskiem , mówi się ted y : rna Kabôtkach“, ta k ja k „na Bébôkach“ (tj. na półw yspie H elskim ).
Mowa słow ieńska należy do jednej g ru p y narzeczowej z g w a
ram i kaszubskiem i, mianowicie do g ru p y pomorskiej. Od g w a -y
K aszubów nadłebskich różni się ona ty lk o nieznacznie, w każdym
razie nie więcej, niż np. g w a ra żarnow ska od rybackiej albo k tó ra
kolw iek z g w a r bylackich od żukow skiej n a obszarze m owy k a
szubskiej w Prusiech zachodnich. G łów ną cechą g w ar słow ieńskich
je s t zębowo-wargo we v n a początku w yrazów , rozpoczynających się
w języ k u polskim od sam ogłoski o lub u, np. voje (ojciec), vot (od),
vuorac (orać), vuogord (ogród), vuovel (orzeł), vuoho (oko), vu nevo
(u niego), vud (udo), vucho (ucho), шігйп (uzda). Tem u słow ieńskiem u
v odpowiada we w szystkich gw arach kaszubskich w = fi; woet
(ivuet (tet), woerac, (wüerac, terac), luoekoe (wukue, telete), wu mwo
(tu nene), wud, wuchoe, (buchte), wuzda i t. d.
D robniejszych różnic, naw et na tym m ałym obszarze pomor
skim, t. j. pomiędzy gw aram i słowieńskiem i z jednej a gw aram i K a
szubów nadłebskich z drugiej strony, jest oczywiście więcej. Z pomię
dzy ty c h różnic w p a d a ‘w ucho przedew szystkiem odmienne tr a k to
w anie pierw otnego i, które Słowieńcy, podobnie ja k B ylacy i R y
bacy helscy, zam ienili na l, podczas gdy K aszubi w ym aw iają je,
ja k obuwargowe w = ii. T ak np. Słow ieńcy m ówią: lava (ław a),
laska (łaska), vulamic (ułam ać), Leba (Łeba), chalepa (chałupa), lako
(łyko), K aszubi zaś w Izbicach, Zarnowskiej i t . d. : tava, tu ta m ic,
chahepa, teba, tako.
Siedziby Słowieńców ro zciąg ały się niegdyś n a znacznie w ię
kszym obszarze i zajm ow ały cały kraj, znany w h isto ry i Pom orza
pod nazw ą ziemi Słupskiej i Słowieńskiej, na k tó rą sk ła d a ły się
mniej więcej dzisiejsze p o w iaty : słupski (Stolpe) i słow ieński (Schlawe).
Podobnie atoli, ja k inne ziemie pomorskie, z w yjątkiem znacznej
części Pom orza gdańskiego, u leg ła i k ra in a Słowieńców zupełnem u
niem al zniemczeniu, zw łaszcza gdy mowę kaszubską, w yrugow aną
ju ż ze w szystkich innych agend życia publicznego, poczęto usuw ać
gw ałtow nie n aw et z kościołów a w prow adzać na jej miejsce ję z y k
w yłącznie niemiecki. Jeszcze n a początku bieżącego stulecia mowa
słow ieńska u trzy m y w a ła się w przeszło stu miejscowościach pow iatu
słupskiego; w r. 185 & , w którym uczony rosyjski, A. H ilfe rd in g 1),
b aw ił w tam ty ch stronach, ju ż ty lk o w trzydziestu ; wreszcie w r.
1889 , w k tó ry m ja grom adziłem moje wiadomości o liczbie ludności
słow ieńskiej, zaledw ie w dw udziestu k ilk u wioskach.
Nie trzeba przytem mniemać, żeby niedobitki słowieńskie,
znajdujące się w ty ch dw udziestu k ilk u osadach w słabej, częstokroć
znikomej mniejszości, b y li to ludzie,
pod względem narodow ym
uświadomieni. N ie należy n aw et przypuszczać, żeby m ową rodzinną
1)
A. Hilferding. Ostatki Staw jan na juanom bjeregu Bałtijskaw o morja, Peters
burg, 1862. str. 7 —8.
-
83
—
posługiw ali się stale, żeby bodaj, modląc się, pacierz codzienny od^
m aw iali w swym ojczystym języku. Przeciwnie, w ielu z nich ju ż
przed dziesięciu la ty , acz pochodzenia swego świadomi i mową słow ieńską w ładający wcale jeszcze biegle, rozm awiało naw et z n aj
bliższym i, zw łaszcza z pokoleniem młodszem, przew ażnie po niemiecku,
w ielu mowę ojczystą przez nieużyw anie jej znacznie zapomniało,
w ielu wręcz taiło się z jej znajomością, a wszyscy, z w yjątkiem
nielicznej g a rs tk i starców , m odlili się ju ż ty lk o po niemiecku.
W każdym razie z dochodzeń moich w ynikło, że liczba Słowieńców, t j, osób, nietylko pochodzenia słowieńskięgo, bo ty ch są
d ziesiątki tysięcy, ale w ładających jeszcze mową słowieńską, w ynosiła
w r. 1889 około 1700 dusz, z której to liczby w ypadało na Smołdzin
około 100 , na Stojęcin około 200 dusz.
Dwie cy fry ostatnie, nie m ogąc wdaw ać się tu ta j w dalsze
szczegółowe w yliczanie, przytoczyłem um yślnie dlatego, że o nich
to w łaśnie w y raził się p. N., iż są, „bez w a rto ści“. O ile to surowe
orzeczenie uważać należy za „w artościow e“, zobaczym y niżej, ponieważ
jed n ak p. N.. na innem znowu miejscu swego a rty k u łu , oznajm ia z całą
pewnością siebie, nie próbując zresztą wcale uzasadnić swego
tw ierdzenia, że „ R am u łt podaje w swej S ta ty sty c e ludności k a
szubskiej p raw ie wszędzie za w ielkie liczb y “, a za rzu t ten do ty
czy ju ż nie dwu, ale ty siąca k ilk u set miejscowości, w ypada nam
koniecznie zastanow ić się w pierw nad tem, czy i o ile dr. N ad
m orski je st kom petentnym do w ydaw ania jakichkolw iek, з zwłaszcza
t a k ogólnikowych sądów w tym przedmiocie.
Co do mnie, nad zebraniem d a t staty sty czn y ch o ludności k a
szubskiej pracowałem intenzyw nie siedem la t, przewędrowałem zie
mię kaszubską w ielokrotnie w najrozm aitszych kierunkach i p r z y
pomocy około dwustu współpracowników, zamieszka
ł y c h na. K a s z u b a c h , zgrom adziłem m atery ał staty sty czn y , od
noszący się do ty siąca k ilk u set miejscowości, a obejmujący k ilk a n a
ście ty sięcy cyfr szczegółowych. Uwzględniłem przytem nie ty [k o
to w szystko, co było dotychczas o K aszubach drukowanem , ale
n ad to cały niedrukow auy m a te ry a ł staty sty czn y , zebrany w spisie
urzędowym w r. 1890 . a udzielony mi w odpisie przez król. В uro
staty sty czn e w B erlinie. N iezadaw alając się inform acjam i, udzdelanemi mi przez osoby pryw atne, postarałem się o urzędowe w y k a zy
parafialne ze w szystkich niem al parafii kaszubskich, a te, których
mi brakło, otrzym ałem w odpisie z K onsystorza biskupiego w Pelplinie.
Rozesłałem w interesie p ra cy mojej po całych K aszubach tysiące
listów , kw esty o n arzy i blankietów konskrypcyjnych, a każdą po
szczególną cyfrę, dostarczoną przez jednego w spółpracow nika, kon
tro lo w ał w spółpracow nik drugi, często i trzeci. Zrobiłem tym
spo
sobem w szystko, co ty lk o zrobić się dało, w każdym razie bez po
rów nania więcej, aniżeli dotychczas wogóle robiono na tem polu, bo
nie mówiąc ju ż o K aszubach, niwie, od k ilk u la t dosyć w praw dzie
modnej, ale do niedaw na zgoła praw ie nieznanej, niem a dotąd ani
jednej okolicy P olski, której ludność zostałaby obliczoną w sposób
ta k szczegółowy, p rz y udziale tak iej liczby pracow ników , p rz y za-
—
84
-
stosow anra wreszcie takiej kontroli wzajemnej, ja k to w łaśnie d zięk i
pomocy szerokiego grona przyjaciół moich i znajomych, powiodło m i
się uczynić z K aszubam i w „S taty sty ce ludności kaszubskiej“ .
Opowiedzałem w krótkości, w ja k i sposób w ykonałem moją
pracę, — osądzenie jej nie do mnie należy. Zaznaczam ty lk o tyle*
że sąd, ja k i w ygłosił w Ludzie p. N adm orski, jest najzupełniej od
osobnionym. Licznych ocen mojej książki nie mogę oczywiście p rz y
taczać tu ta j n aw et w w y jątk ac h ; w ystarczy, g d y podam u ry w e k
z recenzyi ks. Pobłockiego, a u to ra „Słow nika kaszubskiego“. Ze zaá
przytaczam zdanie t e g o w ł a ś n i e a u t o r a , to czynię to nie ty lk o
z tego powodu, że ks. P. je st sam K aszuba z pochodzenia, m ieszka
n a K aszubach i zna dobrze znaczną część ziemi kaszubskiej, a le
tak że dlatego, że pisarz ten je s t w prost fanatycznym przeciw nikiem
poglądu mego na odrębność kaszubszczyzny od polszczyzny. K to
zn a choćby jeden z niezliczonej już dziś m asy nam iętnych a r ty k u łó w
ks. Pobłockiego, wym ierzonych przeciwko mojej osobie, ten ch y b a
nie posądzi go o szczególniejsze w zględy dla a u to ra „ S ta ty s ty k i“ ,
0 której to książce pisze on m iędzy innem i oto ta k :
„...Jednem słowem, jestto dzieło bardzo sumiennie opracow ane
1 pod rozm aitym względem cenne, a przy tern ciekawe, że czyta s ię
jednym tchem, ja k b y ja k ą ponętną opowieść.
„ L a t wiele pracow ał p. R am u łt nad tą książką, a mimo to
dziw ić się trzeba, ja k jeden człowiek m ógł podołać ta k ogrom nej
pracy. Po części dokonał autor spisu na w łasną rękę, chodząc od
wsi do wsi, od parafii do parafii, po części zasięgał inform acyi od
pow ażnych osób, osobliwie u księży.
„Z piszących o K aszubach nieznam nikogo, coby z w ięk szą
przychylnością i m iłością pisał o K aszubach, nad p. R am u łta. T a
życzliwość ciągnie się przez w szystkie pism a jego, ja k nić czerw ona
i w y czytać ją można praw ie na każdej karcie jego dzieła. M ówi
jed n ak przysłow ie, że miłość je st ślepą, i ta to miłość w ie lk a
spraw ia, że przyćm iew a niekiedy sąd p. R a m u łta o K aszubach i ich
narzeczu. Pomimo zarzekania się bowiem, iż zupełnie pominie sp ra w ę
narodowmści Kaszubów, gorszy się widocznie, że jedni w s p is ie
urzędow ym zapisali się jako K aszubi, drudzy jako Polacy.
„Co powiedziawszy, oświadczam z naciskiem, że dzieło p. R a
m u łta nie na k ry ty k ę, ale na ja k najw iększą pochwałę za słu g u je
i życzyć należy, aby się znalazło w ręku w szytkich w ykształceńszych
Polaków , zw łaszcza na K aszubach” (Gazeta gdańska z d. 2 . m a ja
1899 , nr. 52).
Do powyższych słów ks. Pobłockiego winienem dodać od sie
bie, że jeżeli moje przedsięwzięcie, mające na celu zliczenie ludności
kaszubskiej, uwieńczone zostało nienajgorszym rezultatem i wo góle
przyszło do skutku, to zawdzięczam to przedew szystkiem mo i m
w spółpracownikom , k tó rzy dostarczyli mi przeważnej części c y f r
szczegóiowych. To też jeżeli p. N. tw ierdzi, że w „S ta ty sty c e ” m o
jej podane zo stały „ p r a w i e w s z ę d z i e za w ielkie liczby”, taza rzu t ten d o ty k a p r a w i e w s z y s t k i c h moich to w arzy szó w
—
85
—
p ra c y , k tó ry ch głów ny zastęp stanow ią duszpasterze kaszubscy,
w ym ienieni w przedmowie do „ S ta ty s ty k i“ po im ieniu i nazwisku.
P. dr. Nad. w pracy swojej p. t. „Ludność polska w P rusach
zachodnich“ (W arszaw a, 1889 , odbitka z Pamiętnika fi гу ograficzne;/o)
p o dał liczbę K aszubów w powiecie chojnickim i starogardzkim na
:2'000 dusz, podczas gdy w r z e c z y w i s t o ś c i j e s t i c h w s a
m y m c h o j n i c k i m p r z e s z ł o d z i e s i ę ć r a z y t y l 'e . W k ilk a
la t później, w a rty k u le p. t. „Die Sprache der baltischen S la v e n “
(Blätter, f ü r pommersche Volkskunde, 1896), dr. N adm orski, nie od
w ołując zresztą niedawnego swego tw ierdzenia, utrzym uje znowu,
że w r. 1890 było Kaszubów w sam ym powiecie chojnickim
2 7 .000 , podczas gd y rok przedtem m iało ich być w edług niego i w
chojnickim i w starogardzkim ty lk o 2000 ... T a nowa cy fra je s t
a to li również fałszyw a, jest bowiem — za w ysoką. W dodatku p. N.
pow iada, że opiera się na w yniku spisu urzędowego z r. 1890 ,
w rzeczywistości jednak spis ten nie w ykazał niczego podobnego
a n i naw et w przybliżeniu Podobnie rażącą nieznajomością stosunków
kaszubskich odznaczają się w m niejszym lub większym stopniu
cy fry , dotyczące innych powiatów. Nie mogąc zapuszczać się tu ta j
w rozbiór ich szczegółowy, wspomnę ty lk o , źe w r. 1 8 8 9 n i c
jeszcze p N a d m o r s k i e m u nie było wia do me m o i s t
n i e n i u K a s z u b ó w w p o w i e c i e с z ł u c h o w s к i m, jakkolw iek
ludność kaszubska m ieszka tam zw a rtą masą i dochodzi do 12’000
dusz.
Czy wobec tego dr. Nadm orski, k tó ry nie zad ał sobie tru d u
obliczenia ludności bodaj w jednym przysiółku, a w kom binacyacb
swoich, opartych na cudzym m ateryale, nieuw zględniąjącyeh zresztą
osad poszczególnych, ale ty lk o całe okręgi, m y l i ł s i ę o c a ł e
powiaty
i o c a ł e d z i e s i ą t k i t y s i ę c y d u s z , co p rz y
liczbie 20 Э.ООЭ K aszubów stanow i sum y niesłychane, — na pod
staw ie takiej oto znajomości stosunków kaszubskich m iał praw o
w y razić w yż przytoczony sąd o rezultacie żm udnych i drobiazgo
w ych dochodzeń p aru setek osób, zam ieszkałych na K aszubach?
T yle w odpowiedzi n a ogólnikow ą uw agę d ra N adm orskiego,
ja k o b y -w „S taty sty ce ludności kaszubskiej“ podane zostały .„praw ie
wszędzie za wielkie lic z b y '. Przechodzę tera z do Słowieńców, o
nich bowiem głównie chodzi w a rty k u le niniejszym . J a k ju ż n ad
mieniłem, dr. N. odm awia datom moim, odnoszącym się do ludności
. słow ieńskiej, wszelkiej w artości, tw ierdzi natom iast, że ogólna
liczba Słowieńców nie wynosi już naw et 109 osób. A ponieważ l u
dność ta zamieszkuję jednak jeszcze w edług tw ierdzenia samego p.
Nadm orskiego „kilkanaście w iosek“ (choć nawiasem mówiąc, w g r a
nicach przez niego podanych, nie mieści się ich tyle), średnio w y
padałoby ich na jedne wieś, z których nie jedna liczy przeszło
1000 mieszkańców, zaledwie... k ilk u Słowieńców !
P o staram się zaraz udowodnić, że obraz stosunków tam tejszych,
ja k i nam przedstaw ia d r. N., nie odpowiada zgoła rzeczyw istości,
chociażby jednak i b y ł praw dziw ym , nie ujm ow ałoby to jeszcze
wcale w artości moim cyfrom Oto bowiem p. N. nie w spom niał a n i
—
86
—
jednem słowem o tem, że m o j e d a t y s t a t y s t y c z n e o d n o s z ą ,
s i ę d o s t a n u r z e c z y z r. 1 8 8 9 , są zatem starsze od d a ty
bytności jego w Smołdzinie o całych la t dziesięć, a w pracy s t a t y
stycznej d a t a d o k o n a n e g o s p i s u je st rzeczą najw ażniejszą,
tem więcej w sta ty sty c e ludności słowieńskiej, dla której k ażde
dziesięciolecie rów na się całej epoce u innego, szczęśliwszego narodu.
Że bowiem -od r. 1889 sm utne nad w y raz stosunki tam tejsze
znacznie jeszcze się pogorszyły, że poczucie odrębności narodowej u
Słowieńców jeszcze więcej zanikło, różnice etniczne m iędzy nim i a
Niemcami jeszcze więcej się z a ta rły , a liczba osób, w ładających
mową słow ieńską, jeszcze bardziej się zm niejszyła, tego n ik t, z n a
ją c y tam te strony, nie inoże zaprzeczyć, a ja sam zaznaczyłem t o
k ilk ak ro tn ie w mojej sta ty sty c e
W przeciągu ty ch dziesięciu l a t
legło przedew szystkiem w grobie całe n ajstarsze pokolenie, k tó re
mówiło w yłącznie albo przynajm niej przew ażnie po słow ieńsku i
niejako zm uszało młodszych od siebie do posługiw ania się m ow ą
ojców i dziadów. Szczerby zaś, pow stałe przez u b y tek ty ch starców ,
mogło zastąpić ty lk o w małej mierze pokolenie najmłodsze, nad
k tórego zniemczeniem pracują od kolebki, bo od udzielenia chrztu,
rozm aite in sty tu c y e publiczne, ja k kościół, szkoła, później wojsko
i t . d , a przedew szystkiem samo w s p ó ł ż y c i e z N i e m c a m i
i b r a k j a k i c h k o l w i e k u siłow ań, m a j ą c y c h na celu
p o d trz y m a n ie odrębności narodowej.
Jak k o lw ie k jednak wśród najnieprzychylniejszych w arunków
liczba Słowieńców, zam iast w zrastać, zm niejsza się gw ałtow nie z
k ażdym rokiem, nie u lega najm niejszej w ątpliw ości, że cyfry, po
dane przez d ra N adm orskiego, nie odpow iadają wcale rzeczyw istości,
bardzo sm utnej i w prost rozpaczliwej, ale jeszcze nie w ty m stopniu
ja k to przedstaw ia dr. N., k tó ry p rz y jrzał się stosunkom ta m te j
szym bardzo ty lk o powierzchownie. „N ależy bowiem wiedzieć, że
gdzie, ja k gdzie — piszę w „ S ta ty s ty c e “ na str. 215—216 — ale
w łaśnie w ty m zapadłym kącie k ra in y pom orskiej poszukiw ania,
m ające n a celu zebrania d a t staty sty czn y ch o narodowości m ieszkań
ców, n atrafiają n a ja k największe trudności. Wobec częściowo ju ż z a
ta rty c h , częścią z nieubłaganą siłą zacierających się znamion odrę
bności narodowej, w ypadałoby chyba zajrzeć tu ta j do każdej nie
m al c h a ty i p y tać się, a p y t a ć d o b r z e , kto je st K aszuba czy
Słowieńcem albo raczej kto mówi po słow ieńsku lub po kaszubsku.
P odkreśliłem słow a „pytać dobrze“ nie bez racyi, spotkać
się bowiem można w tych stronach bardzo często ze sm utnym o b
jaw em , że l u d z i e w s t y d z ą
się czy boją p r z y z n a ć
d o s w e g o p o c h o d z e n i a . O ryentow anie się w stosunkach
m iejscowych je s t jeszcze o ty le trudniejszem , że k ażdy Słow ieniee
czy K aszuba nadłebski, niem al bez w y jątk u , mówi rów nie dobrze
po niemiecku, jak po kaszubsku. A ponieważ tą obcą mową posłu
guje się poza domem, zw łaszcza w miejscach publicznych lub wobec
ludzi obcych, niełatw o go odróżnisz od „P o m rą“ t. j. od N iem ca
pomorskiego. P rzed Niemcem, jeżeli ten w dodatku je s t urzędnikiem ,
nie przy zn a się ta k i nasz Pom orczyk za żadną cenę, że mówi także
—
87
-
po baszubsku. To samo może rów nież spotkać Polaka, jeżeli nie
zręcznie weźmie się do rzeczy i niezna ani g w a ry ani obyczajów
kaszubskich.
Zobaczmyż teraz, w ja k i sposób za b rał się dr. N. do grom a
dzenia d a t staty sty czn y ch o Słowieńcach. On sam o tem opowiada
nam ta k : „W lecie b. r. baw iłem k i l k a n a ś c i e d n i pomiędzy
S ło w i n c a r n i , w
pierwszym
rzędzie dla zbadania
z a b y t k ó w s ł o w i ń s k i c h w a r c h i w u m kościoła smołdzyńskiego, a w dalszym , żeby poznać gw arę słow ińską z u st ludności
sam ej“. A gdzież poszukiw ania staty sty czn e ? — za p y ta każdy.
N iem a o nich słowa. D r. N. sam tedy przyznaje, że badanie sto
sunków narodowościowych nie było celem jego wycieczki. Nie było
i b y ć n a w e t n i e m o g ł o , bo „kilkanaście dni”, choćby je
w yłącznie na ten cel poświęcono, to trochę za k rótki przeciąg czasu
n a stw ierdzenie stan u rzeczy w kilkudziesięciu, choćby ty lk o już
w k ilk u n astu w iększych i m niejszych wioskach, w których niedobitki
słow iańskie, tonące form alnie w zalew ającem je morzu niemieckiem,
k ry ją się ju ż nie ty lk o ze sw ą narodowością, jeżeli wogóle może
być o niej tu ta j mowa, ale n a w e t ze znajomością języka ojczystego.
T u istotnie „trzebaby chyba iść od chaty do ch aty i p y tać a p y tać
dobrze.,.“
D r. N. u trzym uje np., że w Smołdzinie, w k tó ry m przed
dziesięciu la ty było jeszcze około sto osób, w ładających mową sło^ if ń s k ą niema już obecnie ani jednego Słowieńca. Być może..,
N ie byłem tam w r. 1899 , nie mogę zatem tw ierdzić ani ta k ani
ow ak, niemniej jednak orzeczenie p Nadmorskiego pomimo całej
stanowczości nie przekony'wa mnie wcale. Toć na tak ie poznanie
stosunków choćby
ty lk o w7 jednym Smołdzinie, r o z ł o ż o n y m
na
o b s z a r z e t r z e c h m i l k w a d r a t o w y c h , na samo
choćby objechanie licznych jego przysiółków , z których np. B,owek
(Eieine E(.v:e) oddalony je st od B ąbkn (lìvmhke) c a ł e c z t e r y
m i l e . potrzebaby k ilk u dni czasu. A gdzież kilkanaście innych
w si? Cóż dopiero mówić, jeżeli tych „kilkanaście d n i“, spędzonych
w tam ty ch stronach, poświęcił p. Nadm. „w pierw szym rzędzie“
badaniem archiw alnym , k tó re p rz y k u ły go do jednej i tejsamej
miejscowości i zm uszały przesiadyw ać w domu nad odczytywaniem
i ] rzepisyw aniem starych rękopisów, m iasto obracać się między
ludźm i i v chodzić z nimi w jaknajszersze i jaknajbliższe stosunki.
C zyż wobec teg o było możliwem zapoznać się bliżej z mieszkańcami
choćby jednego t yl ko Fm ełdzina, l i c z ą c e g o , o k o ł o 2 0 0 0
d u s z i r o z r z u c o r e. g o. ja k ju ż powiedzieliśmy, n a o b s z a r z e
paru
mi l
kwadratowych?
J e s t tedy? rzeczą całkiem jasną, że p. N adm orski nie robił
sam, bo i nie m ógł robić, żadnych specy alnych poszukiwań s ta ty
sty czn y ch i że wradcmości, jak ie nam kom unikuje o Słowieńcach,
opierają się na tem jedynie, co gdzie zasłyszał lub w yczytał.
D obrze przynajm niej, z e wy m ienił nam swoich inform atorów i źródła,
z k tórych czerpał, gefyż możemy je skontrolować. Z miejscowych
inform ow ali go ks. N eum eister, p asto r smołdziński, i p. Stadtm eister,
-
88
—
nauczyciel w K lubach, obaj n atu raln ie Niemcy, nieum iejąoy ani po
słow ieńsku ani po polsku, co zaś najważniejsza, a co sami stw ier
dzają w leżących przedem ną ich listach, — o b a j n i e z n a j a c y
d o s t a t e c z n i e s t o s u n k ó w m i e j s c o w y c h . P ragnąc bo
wiem, już w ciągu druku „ S ta ty s ty k i“, mieć o Słowieńcach dane
świeższe od moich z r. 1889 , zwróciłem się do obu w ym ienionych
panów z prośbą o zakom unikow anie mi bodaj okrągłych cyfr, od
noszących się do ludności słowieńskiej w parafii smołdzińskiej, obaj
jednak odpowiedzieli mi zgodnie, że w ykonanie
tego zadania
byłoby dla nich za trudném , oświadczyli n atom iast gotowość u ży
czenia mi pomocy i ułatw ień, gdybym sam zjechał na miejsce i p o d
ją ł się poszukiw ań na w łasną rę k ę 1).
To są źródła ustne, miejscowe d ra Nadmorskiego, — zajrzyj ■
m y teraz do drukow anych. J e s t niem w y ł ą c z n i e a r ty k u ł d ra
T etznera : „Die K aschubén am Lebasee“ (Globus, 1896 , tom 70 ,
nr. 1 5 —18). Owóż przedew szystkiem dr. T., k tó ry baw ił m iędzy
Słowieńcami w lecie r 1895, spisał spostrzeżenia swoje nie ty lk o
w jednym , znanym dr Nadm orskiem u, ale w k i l k u i n n y c h
j e s z c z e a r t y k u ł a c h , r o z r z u c o n y c h po rozm aitych czaso
pism ach niem ieckich2). I szkoda, że p, N. nie zapoznał się z nimi,
by łb y bowiem niew ątpliw ie zaraz z dr. Tetznerem zm odyfikował
znacznie swoje tw ierdzenia, mianowicie co do K luk, głównej siedzi
by Słowieńców.
Rzecz szczególna, że z nazw ą Słowieńców nie spotykam y się
u d ra T etznera wcale. W e wspom nianym a rty k u le w Globusie,
k tó ry słu ży ł za źródło dr. Nadmorskiemu, mowa jest zarówno o
Słowieńcach. jak i o K aszubach nadłebsaich, zarówno jed n ak je d
nych, ja k i drugich dr. T. obejmuje wspólną nazw ą „K aschabea“,
dla odróżnienia zaś od Kaszubów zachodniopruskich — „L ebakaschuben“. Podobnie w dwóch następnych arty k u ła c h Dopiero w
ostatnim z nich („Die letzte Sia re n -Insel in Pom m ern“) znajdujem y
m ałą w zm iankę o Słowieńcach. podaną zresztą z pewnym niedow ie
rzaniem . „W enn a u f die alte D reitheilung in Slowinzen, K ab atk en
und Kasçhuben W e rth gelegt werden könnte, so wohnen die ersteren in den K lu ck en “.
Jeszcze więcej zastanaw ia, że we w szystkich ty ch a rty k u ła c h d r.
T etzner utrzym uje stale, iż „K aszubi nadłebscy“ (t, j. Słow ieńcy i
K aszubi tam tejsi) 'zam ieszkują jedynie następujące osady : 1) K lu k i
(smołdzińskie, ze leskie i ciemińskie), 2 ) Izbice i 3) Żarno wską, po
nieważ zaś w tych dwu ostatnich m ieszkają K aszubi, zatem n a
‘) Nie mogąc na razie korzystać z uprzejmości tych panów, pozostałem przy
cyfrach „moich z r. 1889, co wyraźnie zaznaczyłem w »Statystyce«. Nie. rozumiem
tedy, jak p. N. mógł -sprawę przedstawić tak, jakobym ja pow oływ ał się na ks.
Neumeistra i p. Stadtmeistra, kiedy ja im dziękuję jedynie za samo ofiarowanie mi
pomocy, z której ja jednak nie korzystałem wcale.
2) ln der Kaschubei (A us allen Weltteilen, 1897, nr. 10— 11).
Die Klucken (Beilage m r Allgem. Zeitung, München, 1897. nr. 188 — 190).
Die letzte Slaven-Insel in Pommern (Wissenscliaftl. Beilage der Leipziger
Zeitung, 1897, nr. 127).
obszar językow y słowieński p rz y p ad ały b y t y l k o o w e t r o j a k i e
K l u k i . O istnieniu ludności słowieńskiej w innych w ioskach dr.
T etzn er nie wspomina w żadnym ze swoich a rty k u łó w . Pozw alam
sobie zapytać wobec tego, na jakiej podstaw ie dr. K adm . p;' , jfbwsta w ia moim danym relacyę Tetznera, jako pew niejszą i d o k ła d
niejszą, skoro sam w trz y la ta po Tetznerze stw ierdził iV,o i n e
Słowieńców nie ty lk o w sam ych K lukach, ale nadto w „ki l kunaofca“
in n y ch wioskach ?
Z nazw ą Słowieńców spotykam y się u d ra T etznera po ra z
p ierw szy napraw dę dopiero w pracy p t „Die Slowinzen und L eb ak aschuben“ (Berlin, 1899), k tó ra właśnie opuściła prasę d ru k irs k ą .
J a k widzimy, au to r odróżnia tu już w sam ym ty tu le Słowieńców
od Kaszubów, a przytem , ja k się zaraz przekonam y, rozszerza z n a
cznie te ry to ry u m pierwszych. Nie czyni jednak tego w praw dzie odrażu,
bo np. na str. 27 . czytam y, że „m it eigenen A u g e n “ skonstato
w ał, „dass geg en w ärtig das Kaschubische a u f Czarnowske,' (Jieseb itz und die K l u c k e n beschränkt ist, letztere aber noch als siow inzisches D o rf gelten können“, a więc to samo, co już czytaliśm y
w daw niejszych jego arty k u łach . W m iarę atoli, jak k siążk a się
d ru k o w a ła (druk trw a ł dwa lata), pogłębiały się też i rozszerzały
wiadomości d ra T etznera o obszarze mowy słowieńskiej. J u ż bowiem
n a str. 100. c z y ta m y : „K reis Stolp. Yon Stolp gehören der S p ra
che
nach
G- a r d e, S c h m o 1s i n u u d e i n T e i l
des
Gr lo w i t z e r K i r c h s p i e l s d e n S l o w i n z e n “. N adm ieniam ,
że W ielk ą Grame, o której dr. N adm orski nam powiada, że liczy
już ty lk o „ k ilk u “ Słowieńców, dr. T etzner nazyw a w yraźnie „s 1 ow i n z i s c h e s D o r f Grross Giarde“, a ponieważ wieś ta liczy
przeszło P 2 0 0 mieszkańców, chyba ted y dla k ilk u niedobitków
słowieńskich nie nazw ałby jej par. excellence — słowieńską...
Z urzędowej relacyi p asto ra miejscowego z r. l o 92 , powołanej
u d ra T etznera n a s tr 108, dowiadujem y sie nadto, że naw et w
R o w i e (Königl, und Adlig Rowe), dw u wsiach, położonych jeszcze
bardziej na zachód, bo już p o z a j e z i o r e m Gla r d z i e ń s к i e m,
ludzie wyżej 60 la t rozum ieją jeszcze po słowieńsku. Lepiej i c h ę t
n i e j poszukawszy, aniżeli to uczynił szanow ny p asto r row ski,
k tó ry w urzędowem spraw ozdaniu do rejencyi usiłow ał n a jw id m niej zatrzeć wszelki ślad istnienia mowy słowieńskiej w swej parafii,
znalazłoby się niew ątpliw ie i więcej Słowieńców i nie. ty lk o pomię
dzy starcam i 60 -le tn im i.. A ta k samo i w w ielu jeszcze innych
wioskach,
N ajw iększą i najprzyjem niejszą niespodziankę zachow ał nam
dr. Tetzner n a koniec książki. Oto bowiem na str. 2dó. przytacza
on ustęp z listu prof. L orentza, znanego slaw isty, zajmującego się
w łaśnie w ty ch czasach badaniem g w ar słowieńskich. D r. L orentz
stw ierd z a mianowicie, że p o z a o w e m i k i l k u n a s t u w i o s k a m i ,
w k tó ry ch naw et dr. N. nie m ógł zaprzeczyć istnienia Słowieńców,
ludność
słowieńską
z n a j d u j e się dziś j e s z c z e
—
90
—
p in (Scliolpin), 3 . W y so k a (W ittstock), 4 . R to al. Rotowo (Botten)
z przysiółkiem B ło tk a (Blotken) i 5 . C zysta (Wittbeck). N adto do
niedaw na ( 1898. r ) ludność słow ieńska ż y ła także w W itkow ie
( Vietkow).
T ak więc n a podstaw ie ty lk o tego, co k o n statu ją dr. T etzner
i prof. Lorentz, przekonyw am y się dowodnie, że o b s z a r m o w y
s ł o w i e ń s k i e j j e s t n i e m a l d w a r a z y w i ę k s z y od
t e g o , j a k i p o d a j e dr.
N a d m o r s k i . A przecież ani dr.
T etzner, an i prof. L orentz, nie badali stosunków narodow ościow ych
we w s z y s t k i e li wioskach tam tejszych, a le jedynie ten w tych,
a tam ten w owych, o ezem św iadczy np. spis L orentza (z r. 1898 ),
w k tó ry m b ra k Człochowa (Schlochow), wym ienionego jednak u d ra
N adm orskiego, jak o m ającego ludność słow ieńska jeszcze i w r. 1899 .
D alsze, sk iupulatniejsze b adania w y k ry ją nam niew ątpliw ie istnienieresztek ludności słowieńskiej i w innych jeszcze osadach, o ile oczy
w iście nieu b łagany los nie przerobi ich tym czasem n a zupełnych
Niem ców W każdym razie Mykaz wiosek z ludnością słowieńska,
zestaw im y7 na podstaw ie najśw ieższych relacyi, odpowiada, pomimo
upły w u całych a ciężkich la t dziesięciu, niem al w zupełności w y
każe wd mojemu z r. 1889 .
T yle o o b s z a r z e językow ym słowdeńskim. W inienem jeszcze
nadm ienić, że ani ja, ani dr. T etzner, ani prof. Lorentz, tem mniej
dr. N adm orski, nie możemy powdedzieć tego z całą pewnością, iżby
w innych, niew y m ienionych przez nas osadach nie by ło ju ż wcale
Słow ieńców ; jest bowiem niew ątpliw em , że przedew szystkiem , po
dobnie ja k we wsiach „gburskich“, wiele jeszcze jednostek i rodzin
słow iańskich k iy je się między ludźm i szaiw arcznym i, żyjącym i „pod
p an e m “, t. j . w osadach folw arcznych, w7 których badanie stosunków
naicdcw ościow ych je s t jeszcze wdeyej z losm aityeb względów u tru dnionem, aniżeli w osadach włościańskich.
Przechodzę tera z do l i c z b y ludności słowieńskiej. Ile głów
może ona liczyć w roku bieżącym, tego niewiem, gdyż w roku
bieżącym tam nie byłem, obstaję jed n ak z całą stanowczością p rz y
obliczeniu mojem, zamieszczonem w „S taty sty ce ludności k aszubskiej“,
z którego w ynika, że liczba Słowdeńców w ynosiła w r. 1889 , około
1700 dusz. Obecnie dr. T etzner i prof. L orentz, nie w7dając się zre
sz tą w szczegóły, podają cyfrę 200, jako łączną liczbę ludności
słowieńskiej w ostatnich latach. Że cy fra ta je s t za nizką, przeko
n am y się zaraz niżej.
A to li dr. N adm orskiem u n aw et cy fra 200 w y d a ła się za -wy
soką. k tó ry pisze, że „ n i e m a S ł o w L ń c ó w , m o g ą c y c h s i ę
j e s z c z e p o r o z u m i e ć w s w 7y m j ę z y k u , n a w e t s t u ! “ To
jest, licząc po 6 osób na fam ilię, rodzin zaledwde kilkanaście. Obni
żyw szy w ten sposób przesadnie skrom ną cyfrę Niemca T etznera
o całe jeszcze ñOü/0, dr. N adm orski oznajmia nam, że w K lukach
je s t już ty lk o k ilk ad ziesiąt osób. mówiących po słowieńsku, drugie
zaś k ilk ad ziesiąt w ypada na kilkanaście innych wsi.
A b y w ykazać całą bezpodstawność tw ierdzeń p. N adm orskiego
o liczbie ludności słow ieńskiej nie ty lk o w r. 1889 , ale n a w e t
—
91
—
w chw ili obecnej, t. j. r. 1899, nie potrzebuję na szczęście, w y ta
czać tu ta j moich w łasnych danych, które dr. N. m ógłby znowu
ogłosić gołosłownie za „fałszyw e“ i „bez w arto ści“. W y starczy mi
najzupełniej powołać się w ty m względzie na relacye dr. T etznera
i prof. M ikkoli, z których w yniknie całkiem jasno, że już nie ty lk o
c y fra 100, ale n aw et 200, jako łączna liczba ludności słowieńskiej,
je s t bez najmniejszej kw estyi za nizką i że w sam ych ty lk o K lukach
żyje, dzisiaj jeszcze, przynajm niej drugie ty le osób w ładających
mową słowieńską. I ta k dr. T etzner pow iada w praw dzie w powo
łan y m przez d ra Nadm orskiego a r ty k u le 1), że w K lukach, liczących
około (300 mieszkańców, „leben noch einige, die kaschubisch spre
chen“, z czego zdaw ałoby się w ynikać i co zapewne dało p. N ad
m orskiem u powód do jego tw ierdzenia, że liczba Kaszubów (t. j.
Słowieńców) m usi tam być znikomo m ałą. Ju ż jednak w roku n a
stępnym dr. T etzner uznał za stosowne zmodyfikować i to bardzo
znacznie owo swoje tw ierdzenie, oparte widocznie na pierwszem
w rażeniu, którego zresztą doświadcza tam każdy, zw łaszcza Niemiec,
nieznający mowy kaszubskiej. Oto bowiem z innego, chronologicznie
późniejszego, dr. Nadm orskiem u widocznie nieznanego a specyalnie
K lukom poświęconego a r ty k u łu 2), dowiadujem y się, że „von diesen
90 (K luckener) F am ilien, u n ter denen sich ein H a u s s t a n d Z i g e u n e r befindet, s i n d n u r d i e d e s L e h r e r s u n d d e s G a s t
w i r t s r e i n d e u t s c h , eine andere (Hermann) is t halb kasch u
bisch gew orden“. To brzm i całkiem inaczej i ty lk o zdumiewać się
trzeb a nad tern, ja k to się stało, że w tak ich zniemczonych K lukach,
gdzie w edług p. N adm orskiego narodowość słów ieńska w ydaje ju ¿
ja k o b y ostatnie tchnienie, m ógł całkiem niemiecki ród Keimannów
złożony z 8 fam ilii, z osób zatem kilkudziesięciu, zostać „halbkauschubisch“. M uszą tam zatem być chyba i „echtkaschubische’
F a m ilie n “, k tó re mówią po kaszubska (t. j. słowieńsku). skoro zdo
ła ły zesłowieńczyć kilkudziesięciu rodow itych Niemców. Ze zaś
n aw et rve fam ilii Keiinanów, k tó rą dr. T etzner — z uw agi na jej
pochodzenie — nazyw a ty lk o „półkaszubską“, mowa słow ieńską jest
dobrze znaną, najlepszy dowód w tem, iż głów nym inform atorem
prof. M ikkoli p rzy studyow aniu słow ieńszczyzny w K lukach by ł
w łaśnie jeden z ty ch „pół-kaszubów “ — J a n R eim ann3).
Ja k o uzupełnienie relacyi d ra Tetznera, przytaczam teraz
słow a prof. M ikkoli, na którego dr. N adm orski powołuje się w praw dzie
w a rty k u le swoim kilkakrotnie, ale ważne jego oświadczenie w tym
w łaśnie względzie - przem ilcza. O wóz dr. M ikkola, F in . profesor
języków słow iańskich na uniw ersytecie helsingforskim , k tó ry spę
d ził pare miesięcy między Słow ieńcam i w lecie r. 1896 , baw ił tam
zatem znacznie dłużej, aniżeli dr. N adm orski i nie dla studyów a r
chiw alnych, ale dla badania żywej mowy ludności, z k tó rą w tym
celu m usiał wchodzić w jaknajbliższe stosunki, powiada o K lukach,
*) Die Kaschüben am Lebasee, str. 231.
2) Die Klucken, nr. 188, str. 2.
s) Mikkola J. J. К izuczeniju kaszubskich gaworow (Petersburg. 1897), str. 2-3_
-
92
—
że „w szyscy tam tejsi starz y ludzie mówią po baszubsku, młodzi
z a ś n ie mówią, choć rozum ieją, gdyż n i e c h c ą m ó w i ć swym oj
czystym języ k iem “. A więc naw et m łodzi um ieją po słowieńsku,
a ty lk o „nie chcą m ówić“ sw ą rodzinną mową, nie chcą zaś dla
tego, bo niem a nikogo, coby ich do tego zachęcił i wszczepił
w ich serca miłość swojszczyzny, bo niem ają żadnej lite ra tu ry ,
żadnej książki, żadnego przew odnika duchowego, bo słowa kaszub
skiego nie słyszą nigdy już nie ty lk o w7 urzędzie i szkole, ale naw et
w kościele od la t kilkudziesięciu, bo mowa ich je s t mową paryasów
w yszydzaną i pogardzaną na każdym kroku. Ale z tego, że się
w sty d zą swej mowy i że się k ry ją ze swojem pochodzeniem, nie
w y p ły w a jeszcze, iż byśm y ich zaliczyć mieli do Niemców, bo są
oni w praw dzie dzisiaj tabula rasa, na której los nienaw istny może
w ypisać lite ry niemieckie, ale może też jeszcze być inaczej. Na
„narodu niwie dziedzicznej“ działy się już nieraz form alne cuda.
Posłuchajm y wreszcie, co mówi o K lukach dr. T etzner w n a j
ś w i e ż s z e j s w o j e j p r a c y o Słowieńcach : „Zu den 550 Be
w ohnern g ehört eine, m eist abwesende, Zigeunerfam ilie, die deutsche
F am ilie des L ehrers und G a stw irts u n d ,s o n s t n u r K a s c h u b e n,
fern er die kaschubisierten, nun wieder deutsch werdenden R eim anns
u n d l a u t e r e c h t e K a s e h u be n “ 1). T ak pow iada dr. T etzner
w książce, k tó ra w yszła z d ruku w roku pańskim 1899 , już po
u kazan iu się a rty k u łu d ra N adm orskiego. a p o u p ł y w i e c a ł y c h
d z i e s i ę c i u l a t o d c z a s u m o i c h p o s z u k i w a ń ! Pisze to
Niemiec, nie u k ry w a jący uczucia radości n a widok postępów, jak ie
czyni proces germ anizacyjny między ludnością słowieńśko-kaszubską,
którego zatem o stronniczość na korzyść tej ludności absolutnie po
sądzić nie, można. P opełnia on w praw dzie niedokładność, p o w tarza
ją c i teraz, na mniej dokładnych daw niejszych spostrzeżeniach o p artą
cyfrę 200 , jak o ogólną liczbę Słowieńców, co w prost kłóci się z tem,
co czytam y u niego o K lukach, ale jasnem , zgodnem z praw dą
przedstaw ieniem stan u rzeczy w jednej, najlepiej sobie znanej wiosce
złożył nam świadectwo, nieulegąjące najmniejszej wątpliw ości, że w t ej
j e d n e j wsi j e s t p i ę ć r a z y t y l e S ł o w i e ń c ó w , a n i
ż e l i i c h n a l i c z y ł dr . N a d m o r s k i n a c a ł y m o b s z a
rze s ł o w i e ń s k i m !
Skoro bowiem ludność K lu k wynosi 550
dusz, tw orzących 90 fam ilii, ta k iż na jedną fam ilię w ypada śred
nio 6 głów, to jeżeli oprócz 2 rodzin niemieckich (nauczyciela
i karczm arza) tudzież jednej fam ilii cygańskiej potrącim y nadto
w szystkich Reim annów, jako niby ty lk o „pół-kaszubów “, w łącznej
liczbie 8 rodzin, czyli razem rodzin 11 po 6 głów t. j. 66 osób,
pozostanie nam przecież jeszcze cy fra 4 8 4 , j a k o l i c z b a S ł o
w i e ń c ó w w K l u k a c h , podczas gdy dr. N adm orski usiłuje
w n as wmówić, że jest ich tam zaledwie -kilkudziesięciu czyli
a k u ra t 10°/,, liczby rzeczyw istej.
A gdzież „ s l o w i n z i s c h e s D o r f G r o s s G a r d e “, ja k
T etzner nazyw a W ielką G arnę, liczącą przeszło 1200 m ieszkańców ?
9 F. Tetzner. Die Síowinzen und Lebakaschuben, str. 170.
-
93
-
Grdzie innych kilkanaście wsi i wiosek, w któ ry ch żyw ioł słowieński je st
w praw dzie słabiej reprezentow anym , aniżeli w głównej swojej ostoi,
K lukach, niemniej je d n a k istnieje i posługuje się swym ojczystym
językiem , skoro dr. L orentz stw ierdził na obszarze tej m owy i to
ju ż poza K lukam i, aż sześć dyalektów ? D ając w iarę relacyom
d ra N adm orskiego, m usielibyśm y chyba przypuścić, że każdym
z ty ch dyalektów mówi 7 do 8 osób.
*
vr
G dyby mi w a rty k u le niniejszym chodziło jedynie o odparcie
atak ó w p N adm orskiego na moją pracę, mógłbym był rozpraw ić
się z nim bardzo krótko. W odpowiedzi bowiem na ogólnikowy za
rzu t, jakoby w S ta ty sty c e mojej podane zostały „praw ie wszędzie
za w ielkie liczb y “, byłoby w ystarczyło najzupełniej wskazać na nie
znajomość stosunków kaszubskich, ja k ą p N. ta k jaskraw o zadoku
m entow ał w swoich w łasnych pracach. Podobnie, aby odeprzeć z a
rz u t, że cy fry moje, odnoszące się specyalnie do ludności słowieńskiej,
są „fałszyw e“ i „bez w arto ści“, mogłem był poprzestać na stw ier
dzeniu fak tu , iż surow y mój k ry ty k przem ilczał tendencyjnie datę
moich poszukiwań.
Chodziło mi jednak o rzecz bez porów nania ważniejszą, aniżeli
obrona mojej pracy, i dlatego nad tw ierdzeniani d ra Nadm orskiego
rozwiodłem się znacznie szerzej. Od la t bowiem kilkudziesięciu, t. j.
od czasu, g dy Ili Herding baw ił pomiędzy Sło wieńcami i w ybił ku
nim pierwsze okno od stro n y Słow iańszczyzny, ile ra z y (a bardzo
rzadko!) je s t mowa o Sło wieńcach i K aszubach uadłcbskich, ty le
ra z y łam ie się nad nim i kij i oświadcza z rezygnacyą. że to jest
posterunek, stracony ra z na zawsze. Jed n i czynią to z nieznajomości
rzeczy, drudzy z nagannego pessymizmu, inni wreszcie ze złej woli.
I ta k się to mówi od lat... k i l k u d z i e s i ę c i u ! Jed n i prze
pow iadali zgon ostateczny niedobitkom pomorskim za la t pięćdzie
siąt, drudzy za la t trzydzieści, a dr. N adm orski, nie przyjrzaw szy
się jeszcze zresztą wówczas, n aw et przelotnie, stosunkom tam tejszym ,
uspokoił przed dziesięciu już la ty (r. 1889), li na podstaw ie
s ta ty s ty k i urzędowej, opinię publiczną zapewnieniem, że „nad jezio
rem łabskiem “ (t. j. Łebskiem) „rok zgonu albo już m inął albo
w krótce nadejdzie...“ 1) W ten sposób zagłuszano sumienie ogółu,
usypiano energię i dobrą wolę tych, dla których kw estya istnienia
lub nieistnienia kilku tj'siecy Pom orzan nie b y łab y może obojętną.
T ak minęło la t kilkadziesiąt, całe pół wieku, czas dostateczny
do rozbudzenia i odrodzenia — w najcięższym le ta rg u pogrążonego
narodu. Przez te pół wieku jednak nie robiło się n a „straconym
p o steru n k u 4 nic, n ik t nie, podał ginącym pobratym com ręki pomoc
nej, nie p o w stał najm niejszy projekt zaradzenia ich biedzie ducho
wej. Odłamowi bratniego ludu, zam ieszkującem u do niedaw na t r z y
dzieści jeszcze wiosek, pozostawiono zupełną swobodę-... konania!
9 Ludność polska w Prusach zachodnich, str. 21.
—
94
—
J e s tto isto tn ie ciężkim grzechem i winą nie do darow ania ze
stro n y społeczeństwa polskiego, że tę garść ew angielików pom orskich
pozostaw iło jej w łasnem u losowi, nie troszcząc się zgoła o to, co się
z nią stanie. Â przecież bez wielkiego w ysiłku, bez jak ich ś n a d
zw yczajnych trudów i zachodów, b e z s p i s k ó w i b u d z e n i a
n i e u f n o ś c i , a t y l k o p r a c ą n a j z u p e ł n i e j l e g a l n ą można
było uchronić znaczną część tych niedobitków o l zagłady. D la pod
trzy m a n ia żywotności języka byłoby w ystarczyło w ydać k ilk a n a j
potrzebniejszych książek religijnych, ale oczywiście n a p i s a n y c h
w g wa r z e miejscowej.
F ak tem jest, że jeszcze w 16. w ieku duchow ieństw o ta m tej
sze, z pobudek zresztą czysto w j'znaniow ych, odczuwało potrzebę
takiej lite ra tu ry lokalnej, w języ k u dla ludności słow ieńsko-kaszubskiej więcej od polskiego zrozum iałym . N iejednokrotnie też słysza
łem, a i inni to stw ierdzają, że lud z wdzięcznością w spom inał zawsze
ty ch pastorów , k tó rzy k azali i nauczali po kaszubsku, bo choć język
polski b y ł ludow i tem u bliższym i zrozum ialszym , aniżeli niemiecki,
nie b y ł jed n ak do ty ła zrozum iałym , aby głoszone w nim p raw d y
w iary m ogły być należycie zrozum iane. Dopóki tedy język polski
b y ł jeszcze jako tako w szkołach w y k ład an y i lud um iał p r z y n a j
m n i e j c z y t a ć p o p o l s k u , dopóty dla f o r m a l n e g o zaspoko
jen ia potrzeb religijnych, t. j. bez należytego zrozum ienia czytanych
tekstów , m ogły od biedy starczyć m odlitew niki i śpiew niki polskie.
Grdy jed n ak n au k a języ k a polskiego w yrugow aną zo stała ze szkół
zupełnie a w ślad zatem z a n i k a ł a n a w e t u m i e j ę t n o ś ć c z y
t a n i a p o p o l s k u , i g d y równocześnie znajomość języka niem iec
kiego szerzyła się z coraz w iększą chyżością, lud sam porzucił nie
zrozum iałe ju ż dla siebie księgi polskie a natom iast ją ł-s ię modlić
na książkach niemieckich. W tedy to zaczęto sta re biblie i postylle
polskie kłaść zm arłym do tru m n y , w tedy to nadeszła ostatn ia chw ila
d ania do rą k pozostałym przy życiu książek kaszubskich, choćby
szw abachą drukow anych, ta k ja k to się czyni obecnie na M azurach
pruskich dla tam tejszej ludności ew angielicko-polskiej.
B yło to rzeczą konieczną. Jed n a k n ik t o konieczności tej nie
pom yślał, a choćby i pom yślał, okrzyczanoby go niew ątpliw ie za
burzyciela i zdrajcę ojczyzny, m ającego na.celu oderwanie K aszubów
od Polaków . Niech raczej w ym rą te resztki „dzikich Pom orców “,
niż żeby się m iały modlić do B oga w mowie, dla siebie zrozu
m iałej !
M rą też one dalej zwolna, a ci, co mówią jeszcze po słowieńsku, czy po kaszubsku, zatraca ją coraz bardziej cechy swej odręb
ności narodowej. J e d n a k ż y j ą j e s z c z e i żadna z przepowiedni,
w yznaczających im term in zgonu, dotąd się na szczęście nie spełniła.
„V ölker sterben sehr langsam und auch bei den kleinen N ationen
w ä h rt der Todeskam pf geraum e Zeit,,, pow iada pew ien Niemiec, od
pierając tw ierdzenie, jak o b y Słow ieńcy i K aszubi pom orscy b y li
ju ż na w y m arciu 1).
') T. H. Lange. Die pommerschen Kassuben (Beilage zu r Berliner GerìchtsZeitung z d. 2. Hstop. 1897.),
—
95
—
S ta n narodowości kaszubskiej w powiecie słupskim je s t niew ąt
pliw ie bardzo op łak any i każdy rok przynosi ub y tek w jej szeregach.
Z tego ato li nie w y nika jeszcze, iżby dla ty ch niedobitków nie było
ju ż żadnego ra tu n k u , żadnej ra d y , iżby się ju ż „zaledwie ty lk o po
rozum ieć mogli w swym ję z y k u “, ja k to przedstaw ia te n i ów, a zw ła
szcza p. N adm orski. A ponieważ odm alowywanie stosunków tam tej
szych, w barw ach, od rzeczyw istości jeszcze ciemniejszych, nie ty lk o
nie przynosi żadnego pożytku, ale owszem szkodę, usypia bowiem
w dalszym ciągu do re s z ty uw agę ogółu i czyni ją bezradną wobec
rzekomo „nieubłaganego“ losu, postanow iłem przeprow adzić dowód
p raw d y , że ta k źle, ja k usiłuje nas przekonać p. N adm orski, doty czas nie jest.
Stefan Bamutt.
- —
—
—
ROZMAiTOŚCI.
K w e s ty o S y O B Z W sp raw ie g w ia z d . Dr. W. Tille ogíosií na str. 120 tomu VI.
czasopism a „ C z e s k y l i d “ kw estyonaiyusz w tej sprawie i nas obchodzącej.
Dlatego pow tarzany go na tem miejscu z prozbą o nadsyłanie odpowiedzi choćby
na którekolwiek z pytań zadanych, byle czyniły zadość warunkom dokładności,
0 których mowa na .końcu. Oto pytania:
1. Jak lud nazyw a poszczególne gromady gwiazd i gwiazdy?
2. Jak tłómaczy sobie te nazwy ?
3. Jak tłómaczy sobie prawidłowe, powszednie zjawiska kosmiczne; a) zachód
1 wischód słońca, księżyca, gw iazd; b) zmniejszanie się i w zrost księżyca; <•■) koła
na księżycu; d) zbliżanie się poszczególnych gwiazd do księżyca; ej pojawienie
się jutrzenki i gwiazdy wieczornej; f j zorzę, błyskawicę, grzmot, piorun itp. ?
4. Jak tłómaczy sobie zaćmienie słońca względnie księżyca, przejście Wenery
przez słońce ?
5. Jak tłómaczy sobie komety i jaki wpływ na człowieka i jego los}' p rzy
pisuje im?
6. Jak tłómaczy sobie meteory, zw łaszcza w dni, w kórych spadają
grom adam i ?
7. Co opowiada o człowieku na księżycu ?
8. Jaki wpływ na człowieka, roślinność, gusła
iczary przypisuje
św iatłu
księżycowemu?
9. Jak tłómaczy sobie związek gwiazd z życiem ludzkiem i wpływ ich,
zw łaszcza w ważne dni narodzin, śmierci, podczas wojny itd. ?
10. Czy opowiada co o złej. istocie, która prześladuje księżyc lub słońce
n a niebie ?
11. Co lud opowiada o pow staniu gwiazd wogóle, względnie poszczególnych?
12. Czy znane są opowiadania o gwiazdach, któreby zstępowały na ziemię
i obcowały z ludźmi ?
13. Jak lud przedstaw ia sobie sklepienie niebios i gwiazdy, przytw ierdzone
doń, niebo po nad niemi i jego mieszkańców ?
14. Co opowiada o drodze mlecznej, jej powstaniu i celu?
15. Czy znane są opowiadania, z których wynikałoby, źe człowiek może
dostać się na gwiazdy sklepienia niebieskiego ?
—
96
—
Przy odpowiedziach pożądanym jest a d r e s o s o b y , k t ó r a p o d a f a s z c z e g ó i y z a w a r t e w o d p o w i e d z i , a przynajmniej konieczną jest rzeczą podanie
możliwie dokładne okolicznością czasu i miejsca usłyszanego opowiadania. O strożność
ta jest niezbędną z tego powodu, że — niestety — często spotykają się ludzie, którzy
ludoznawcom na ich pytania szczere dają odpowiedzi kłamliwe, zmyślając fałsze.
Należy nadsyłać odpowiedzi do redakcyi Ludu.
Dr. Franciszek Kraek.
Kołowrot czyli Krutyło, zabaw a ludowa, We wsi
Pyszkowcacb, 2 km. od
Buczacza oddalonej, znajduje się wielki staw, niegłęboki a rozlany szeroko, więc
w zimie cały zamarzający. Olbrzymia szm ata lodu, gładka jak szyba, zapraszająca do
ślizgawki a wystarczyć mogąca dla całej wsi, pobudziła zm ysł wynalazczy tutej
szego ludu do obmyślenia bardzo osobliwej zabawy, zwanej Kołowrot inaczej Krutyło,.
Kierat (wymawiają: kirat) a także Młyn, która odbywa się w "zimie w czasie św iąt
Boż. Nar., N. Roku i w niedziele po nabożeństwie. Zabawa ta urządza się w edług
opisu Jana Zaleskiego, ucznia gimnaz., w sposób następujący:
»W kłada się nasam przód drąg równy i gładki w dziurę w yrobioną w lodzie
a na ten drąg nadziewa się koło od wozu. Do sprych koła przywięzuje się 2 lub 3
krótsze drągi i jeden drąg jak najdłuższy. Na końcu drugiego drąga przyczepia się sanki
tak, że drąg jest poziomo prostopadły do boku sanek. Następnie dwóch lub trzech
parobczaków staje przy krótkich drążkach i poruszają koło a zarazem i sanki przy
czepione do długiego drąga jako do promienia ogromnego koťa. Na sanki siadają
chłopcy, dzieci, dziewki i w7ożą się, dopóki czas na to pozwala. Nieraz jednak zda
rza się, że źle przymocowane sanki odrywają się wskutek w ielkiego'wiru i lecą
z ogromną szybkością a nawet w ywracają się do góry. .T o oderwanie pobudza
licznie nad brzegiem stawu zgromadzonych widzów do śmiechu i oklasków; siedzących
zaś na sankach bardzo rzadko naraża na uszkodzenie«.
Obracanie, kołowrotu z początku dosyć trudno idzie, poczem, gdy san k i
kilka razy obeszły w koło, pędzą już w łasnym ciężarem a do obracania w ystarczy
jeden silniejszy parobek, drugi odskakuje w bok. Ze szybkość sanek ogromna, w idać
z budow y krutyła.
W razie spadnięcia z sanek (wskutek siły odśrodkowej) uszkodzenie możliwe
tylko przy wpadnięciu na jakiś twardy przedmiot np. większą bryłę lodu, płot, pal
w bity przy brzegu.
Juzef Mazur.
„Wilcze 2еЪу“ czy Smecze zety ? Nasz w spaniały Stefan Batory, co to nie był"
»królem malowanym«, w niósł do heraldyki polskiej herb swój rodzinny zwany po
wszechnie „wilcze zęby «..W czasach największej naszej potęgi powiewały chorągwie,
na których obok powtórzonych na krzyż orłów i pogoni widniały w środku trzy
zębjo Z tymi zębami łączy się stare podanie o początku Batorych — w Polsce nie
znane. Zapisały je dawne książki obce, z których rzecz wyjmuję.
Są to zęby smocze, nie wilcze podług podania. W Siedmiogrodzie, w okolicy
Etsched, ż}7ł przed laty w jeziorze bagnistem smok, który sprawiał mieszkańcom
wielkie szkody. Aż się znalazł wreszcie odważny człowiek, niejaki Yidus, co zgła
dził potw ora i od tej zmory uwolnił lud. Nazwali go z wdzięczności ś m i a ł y m = » b á t o r « (po węgiersku), od czego ród jego w ziął nazwisko Batory, a za herb trzy
zęby smocze. ( K ö l e s e r u s : A u r a r i a R o ma no - D асі ca, C i b i n i i 17 17; —
Schmeizęl: G o l d - u n d S i l b e r m ü n z e n v o n S ie be nb ür ge n) . —
Podanie ludowe dziwnie się zeszło z głównym rysem naszego w ielkiego
króla, któregoby można w samej rzeczy nazwać „śmiałym".
Dr. Stanisław Eljasz-Radzikou’shi.
—
97
—
SPRAWY TOWARZYSTWA.
I. Posiedzenia Zarządu.
III. P o s i e d z e n i e Zarządu odbyło się 28. października 1899. Obecni pp. Bal,
dr. Dybowski, Gawroński, dr. Krček, Soleski, Welichowski i Zdziarski. Przewodniczył
prezes Tow. prof. Kalina.
1) Z powodu choroby dr. Gorzyckiego obrano zastępcą sekretarza St. Zdziarskiego.
2) Przyjęto 35 nowych członków.
3) Zamianowano delegatami : na powiat brzeski ks. M. Zagorzańskiego w Zakli
czynie, na powiat chrzanowski prof. Gustawicza.
4) Na zaproszenie komitetu III. Zjazdu historyków w Krakowie w r. 1900
uchwalono wziąść udział w orgahizacyi sekcyi etnograficznej.
5) Cenę »Pieśni Nabożnych« zniżono do połowy.
IV. P o s i e d z e n i e Zarządu odbyło się 25. listopada 1899. Obecni pp. Bal,
dr. Dybowski, dr. Eljasz-Radzikowski, dr. Krček, dr. Leciejewski i Zdziarski. Prze
w odniczył prezes Tow. prof. Kalina.
1). Przyjęto 3 nowych członków.
2) Delegatem Tow. na Zjazd folklorystów w Paryżu w r. 1900 zamiano
wano dr. Krčka.
3) Uchwalono, ażeby ściąganie wkładek członków oddziałowych od nowego
roku odbywało się przez skarbnika centralnego Zarządu we Lwowie, który odeśle
5°/0 od wkładek Zarządom oddziałowym.
4) Uchwalono zmienić drukarnię «Ludu« i z przedłożonych ofert, przyjęto ofertę
»Drukarni Polskiej«.
5). Prezes zdał sprawę z czynności około sekcyi etnograficznej Zjazdu histo
rycznego, poczem obradowano nad referatami tejże sekcyi.
V. P o s i e d z e n i e Zarządu odbyło się 9. stycznia 1900. Obecni pp. Bal, Ihnatowicz, dr. Kolessa, dr. Krček, dr. Leciejewski, Soleski i Zdziarski. Przewodniczył
prof. Kalina.
1). Przyjęto 18 nowych członków.
2). Przewodniczący zdał sprawę z prac przygotowawczych około sekcyi etno
graficznej Zjazdu hist. Przysłano 23 referatów, wszystkie, z wyjątkiem jednego,
z grona członków naszego Tow. Komitet przygotowawczy zatwierdził referaty.
3). W myśl statutu Tow. ustąpiło czterech członków Zarządu na r. 1900
a to pp. Bal, Stef. Ramułt, J. Soleski, M. Sołtys i Gawroński, który zrezygnował,
w których miejsce ułożono na tajnem posiedzeniu listę 7 członków, którzy mieli
być zaproponow ani Walnemu Zgromadzeniu do w yboru do Zarządu.
4). Termin W alnego Zgromadzenia naznaczono na 20. stycznia i uchwalono
porządek dzienny.
5). Uchwalono w ysłać petycyę do Ministerstwa wyzn. i ośw. i do Rady mia
sta Lwowa o zapomogę.
II. Sprawozdanie z VI. Walnego Zgromadzenia.
Szóste zwyczajne W alne Zgromadzenie członków Towarzystw a ludoznawczego
odbyło się dnia 20. stycznia b. r. w sali ratuszowej we Lwowie.
Przewodniczył prezes Tow. prof. Kalina, protokół prow adził St. Zdziarski.
I.
Dr. Kalina w swem zagajeniu przedstaw ił obraz pięcioletniego rozwoju
Tow., którego streszczenie znajdą czytelnicy na początku niniejszego zeszytu »Ludu«.
7
—
98
—
II.' St. Zdziarski odczytał sprawozdanie z czynności Zarządu za r. ub. O nie
ustannym rozwoju naszego Tow. świadczy najwymowniej cyfra jego członków, która
przewyższa liczbę członków któregokolwiek innego Tow. naukowego polskiego —
i to jest w iarą, że zaufanie społeczeństwa dla naszego Tow. rośnie statecznie, zw a
żyć zaś należy, że rok ub. przyniósł 136 nowych członków. Ze jest w Tow. siła
żywotna, która rokuje wiele na przyszłość, dowodem tego niechaj będzie nasz stan
finansowy, bo przy zamknięciu r. adm. było w kasie z górą 300 zł., kiedy w łaści
wie powinien był być niedobór o 300 zł., gdyż Sejm kraj. i Kasa oszczędności we
Lwowie nie udzieliły nam subwencyi, dawniej udzielanych. Ze do Kasy oszczędności
nie wnosiliśmy petycyi — to dla każdego jasne j zrozumiałe wobec tych strat materyalnych, jakie ona poniosła. Niewytłómaczoną atoli pozostaje dla nas odmowa,
jaka spotkała nas ze strony Sejmu kraj. — bo przecież trudno wierzyć w to, iż
owe 200 zł. byłyby znacznie budżet krajowy obciążyły. Podczas gdy w innych
krajach wszystkie etnograficzne Tow. stoją subwencyami sejmów, — nasze jedyne
w świacie polskie Tow. Indoznawcze jest skazane na w łasną samopomoc, bez
interesowną pracę współpracowników i ofiarność swych członków. Jedna tylko Reprezentacya m. Lwowa nie odmówiła nam subwencyi 200 zł., co z wdzięcznością
podnosimy, nie wątpiąc, że i nadal na przyszłość doznamy od niej poparcia.
Mimo to, że fundusze zmalały o 300 zł. — wydawnictwo »Ludu« nie pom
niejszyło się wcale. Ponadto przystąpiliśmy do cynkograficznego wydawnictw a w zo
rów haftu i dotąd wydaliśmy 6 tablic. W ydawnictwo »Pieśni nabożnych« kontynuowaliśmy w dalszym ciągu i wydaliśmy jeden zeszyt znowu. Doprowadziliśmy wre
szcie do skutku przekład podręcznika angielskiego etnograficznego, zastosowanego
do naszych potrzeb, tak, ze niebawem ukaże się w druku.
Co się tyczy działania Tow. na prowincjo, to pozyskaliśm y w r. ub. 3 now e
oddziały, które z 2-ma dawniej założonymi dobrze się rozwijają, bo ilość członków
i ilość odczytów była wielka. Działalność tedy Tow. była wydatną, skoro pochw alny
ton brzmi . w ocenach. »Ludu« zamieszczonych w tak poważnych pismach ja k
w »Kraju«, »Przeglądzie tygodniowym«', »Kwartalniku hist.«, »Muzeum«, »Zeitschrift
f. Ethnol«, »Globus«, »Allgem. Litteraturblatt« і »Jahresber. f. Geschichtswissenschaft«.
Ona też była powodem, że Ministerjum ośw. w Paryżu zaprosiło nas do wzięcia udziału
w Zjeździe folklorystów w r. 1900 i że Komitet Zjazdu historyków polskich poruczył
nam organizacyę sekcyi etnograficznej, dla której pozyskaliśmy 24 referentów z grona
członków naszego Tow. Na zakończenie nadmieniamy, że Zarząd odbył 5 posiedzeń,
zgromadzeń zaś naukowych mieliśmy 3. Sprawozdanie to W alne Zgromadzenie przy
jęło do wiadomości.
III. Na wniosek p. Boi. Lewickiego, referenta komisyi kontrolującej, W alne
Zgrom, udzieliło Zarządowi absolutoryum i wyraziło uznanie skarbnikow i p. Balowi
za sumienne i dokładne, prowadzenie książek rachunkowych.
IV. W zastępstwie nieobecnego bibliotekarza dr. Kalina prz.edstawił stan bi
blioteki i w zrost jej w r. ub.
V. Po 10-cio minutowej przerwie przystąpiono do w yboru prezydyum i 7 .
członków Zarządu. Prezesem obrano ponownie przez aklamacyę dr. A. Kalinę, wice
prezesami: dr. Jana Leciejewskiego i Jana Ihnatowicza. Do Zarządu weszli pp. Stan.
Bal, dr. Wilhelm Bruchalski, dr. Jan Niemiec, Mieczysław Sołtys, Jan Soleski,
dr. Kazimierz Twardowski i Stanisław Zdziarski.
VI. Do komisyi kontrolującej w ybrano: ks. Józefa Krechowicza, Bolesława
Lewickiego i Mikołaja Rybowskiego. .
VII. W nieobecności skarbnika referował dr. Antoni Kalina preliminarz na. .
r. 1900, który obok załączamy razem z bilansem kasowym i majątkowym z r. 1899
-
99
—
VIH. Na wniosek p. St. Zdziarskiego W alne Zgromadzenie uchwaliîo rocznik
bieżący »Ludu« poświęcić Uniwersytetowi Jagiellońskiemu na jubileusz, Na tem
obrady ukończono.
III. Zgromadzenia naukowe Towarzystwa.
T r z e c i e zgromadzenie naukowe odbyło się dn. 28. paźdz. 1899 r., na którem
p .-Jan G r z e g o r z e w s k i w ygłosił odczyt p. t. » 0 narodowości polskiej na Spiżu«
W odczycie tym podał prelegent granice terytoryalne ludności polskiej, naszkicował
obraz jej charakteru, wpływ ludności słowackiej na polską zw łaszcza pod względem
językow ym , wreszcie ze wszystkich miejscowości przytoczył próbld języ k a , z całą
ścisłością i w iernością, jakim przedstawia się w pieśniach ludowych.
IV. Sprawozdania Oddziałów.
I. Oddział w Buczaczu.
Szóste posiedzenie Zarządu odbyło się 31. grudnia 1899.
1. Po odczytaniu ważniejszych pism Centraln. W ydziału, przewodniczący
zd ał sprawę z książek: »Z podań ziemi bieckiej« S. Udzieli (dar autora) i »Słowacy«
Zawilińskiego, które przybyły do biblioteki Oddziału (dziś 14 dzieł w 18 tomach).
2. Uchwalono: a) zająć się monografią powiatu a w tym celu zebrane a roz
rzucone materyały zgromadzić w jedno miejsce i postarać się o zdobjmie npwychą
b) ogolne zebranie odbyć 14 stycznia 1900.
3. Omówiono sprawy bieżące.
W Buczaczu 7 .’stycżnia 1900.
Aleksander Janicki.
J ó ze f Mazur.
zast. przewodn.
przew.
Trzecie Ogólne zelcranie członków Oddziału odbyło się 21. stycznia b. r.
Obecnych panów i pań 20, z tych członków Oddziału 14. Przewodniczył
Jó zef Mazur.
1. Przewodniczący pow itaw szy zebranych i zachęciwszy do zajmowania się
sprawam i Tow., ogłosił pisma Centr. -W ydziału o korzystaniu z biblioteki Tow arzy
stwa, o zjeździe etnograficznym w Krakowie w rb. i o sposobie płacenia wkładek
od i. stycznia 1900.
2. a) Zarząd odbył w r. 1899 6 posiedzeń, b) w ypracow ał i w ydał drukiem
blizko 800 egzempl. odezwy i rozesłał przeszło połowę do inteligencyi miejscowej
i okolicznej i do Oddziałów Tow., c) założył bibliotekę, dziś liczącą 18 tomów,
z. której dotąd korzystało 6 członków, d) spraw ił stampilię z tytułem Oddziału,
e) przysporzył Tow. 21 nowych członków ; zapisanych do Oddziału jest 44, po
zostało do dziś 4L , f ) zbiory ludoznawcze pom nożył o 6 pieśni, 2 podania, 3 opisy
zabaw i zwyczajową 1 powinszowanie, 1 powiastkę, nadto 25 pisanek przesłał do
Muzeum Tow. we Lwowie.
3. Zebranie uchwaliło jednogłośnie wybrać ponownie 5 członków przeszłorocznego Zarządu i 2 nowych: Paw ła Banacha i Dr. Edwarda Krzyżanowskiego.
4. Odczyt pt. : »0 miłości u ludu w ż y c iu i pieśni«, opracowany na podstawie
zbioru pieśni ze wsi Trzęsówki w pow. Kolbuszowskim w ygłosił przewodniczący,
który słuchacze nagrodzili szczerymi oklaskami. Na życzenie obecnego starosty dr.
Niewiadomskiego, członka Tow., odczyt ten powtórzy prelegent na dochód Tow.
dobroczynności. (Ponieważ rzecz ta ukaże się w następnym zeszycie »Ludu«, przeto
100
—
—
I.
za
czas
od
B i l a n s
k a s o w y
1. s t y c z n i a
do
31.
grudnia
101
—
1899.
Przychód,
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
T y t u ł
Reszta kasow a z roku 1898:
1. gotówką .
.
.
.
.
.
2. w pocztowej kasie oszczędności
W pisowe i wkładki członków :
1. zamiejscowych:
a) zaległe 53'711 gotówką 378'29
b) bieżące 416 58/ p. k. oszcz. 92‘—
2. miejscowych:
a) zaległe 13-501
,,
b) bieżące 413-25 i
w gotowce
Subwencye:
1. Rady król. stoł. miasta Lwowa
2. Dar pryw atny .
.
Prenumerata wydawnictwa „L u d “ .
Prenumerata i sprzedaż wydawnictwa
„Pieśni nabożne“
Odsetki .
.
.
.
.
.
.
Przebieżne
.
.
.
.
.
.
Szczegółow o
R azem
zł.
ct.
zł.
ct
52
105
52
39
157
91
470
29
426
200
50
75
67
L .p .
НІ
Pozchód.
i.
897
04
250
40
67
19
2
98
25
38
45
.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
1465
We Lwowie dnia 31. grudnia 1899.
50
T y t u ł
Wydatki administracyjne :
1. kancelaryjne .
.
.
......
2. druk odezw, zaproszeń i t. d.
3. portorya .
.
.
.
.
.
4. wydatki biblioteczne (oprawa ksią
żek i t. d.)
.
5. kursor
.
.
.
.
.
.
6. r ó ż n e ................................................
Wydatki na wydawnictwo „Lud“ :
1. druk i papier „L udu“ i odbitek
z „Ludu“
.
.
.
.
.
2. broszurowanie „Ludu“ i odbitek
z „Ludu“
. . . . . .
3. ekspedycya i drobne wydatki redakcyi
.
.
.
.
.
.
4. rabat księgarni
.
.
.
.
5. klisze do wzorów z ornamentyki
ludowej .
.
.
.
.
.
W ydatki na wydawnictwo „Pieśni na
bożne“ :
1. druk i papier (zaległe)
2. portorya .
.
.
.
.
.
Wydatki na „Podręcznik ludoznaw stw a“ :
honoraryum tłumacza .
.
.
.
Wydatki na kwestyonaryusze z ludo
znaw stw a
.......................................
Przebieżne
.
.
.
.
.
.
Reszta kasow a na rok 1900:
1. w pocztowej kasie oszczędności
2. gotówka w kasie
.
.
.
.
Szczegółow o
ct.
zł.
R azem
zł.
ct. ■
161
86
12
13
44
78
80
48
38
35
17
42
06
32
660
97
19
15
70
1
21
25
18
86
770
44
9
—
—
15 .
9
15
100
—
9
98
10
45
316
1465
50
50_
100
216
05
45
—
102
103
—
—
II.
—
m a j ą t k o w y ,
B i l a n s
zá
ro k
1899.
Stan bierny.
Stan czynny.
Рч
i.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
T y t u ł
Reszta kasow a z dniem 31. grudnia 1899
Zalegle
odsetki w pocztowej
kasie
oszczędności za r. 1899 .
Zalegle należytości czynne:
1. Wkładki zalegle:
a) 36 członków miejscowych 5 6 '—
Ъ) 78
„
zamiejscowych 239 50
2. Zaległa prenum erata „Ludu“ w
księgarni .
.
.
.
.
.
Biblioteka (około 700 tomów) w ar
tości około
.
.
.
.
.
Zapas roczników wydawnictwa „L ud“
(po zł. 2'50) :
1. rocznika I. (1895) 146 kompletnych
egzemplarzy
.
.
.
.
.
2. rocznika II. (1896) 150 kompletnych
egzemplarzy
.
.
.
.
3. rocznika III. (1897) 72 kompletnych
egzemplarzy
.
.
.
.
.
4. rocznika IV. (1898) 50 kompletnych
egzemplarzy
.
.
.
.
5. rocznika V. (1899) 80 kompletnych
egzemplarzy
.
Zapas wydawnictwa „Pieśni nabożne“
(po 25 ct.):
1. zeszyt I 1170 egzemplarzy .
2.
„
II. 1570
„
.
.
3.
„
III. 1800
4.
„
¡V. 478
. ■ .
Zapas innych wydawnictw Towarzystw a
W artość przedmiotów muzeum ludo
znawczego około
.
.
.
.
Szczegół owo
zł.
ct.
R azem
¡¿H
zł.
ct.
316
50
2
26
i.
2.
295 -
50
50
—
3.
365
—
375
—
180
—
125
—
200
—
345
50
450
—
1245
4.
5.
R azem
Szczegółow o
T y t u ł
zł.
Zaległa należytość za druk :
a) „Pieśni nabożnych“
b) odbitek z „Ludu“ .
.
.
.
c) odezw i t. p. .
d) kw estyonarza .
.
.
•
•
Zaległy rabat dla księgarni od prenu
meraty „L udu“
.
.
.
.
Pobrane naprzód za rok 1900 wkładki
i prenum erata „Ludu“
Zaległa należytość 5°/0 od wkładek od
działom Towarzystw a
Nadwyżka stanu czynnego jako czysty
majątek Towarzystw a:
1. w pieniądzach:
a) zaległa należytość
.
347'76
b) gotówka :
aa) w poczt. k. osz. 100'05 1
ЪЪ) w kasie Towarz. 88’12J 188’17
2. w bibliotece, zapasach wydawnictw
i przedmiotach muzealnych
U
68
6
10
j ct.
zł.
1 ct.
90
65
70
83
98
08
12
50
9
535
93
3518
10
8
75
4054
03
4182
36
—
-
292
392
450
119
50
50
—
50
1254
518
50
60
50
4182
—
36
\
1
We Lwowie dnia 31. grudnia 1899.
D r. A n to n i K a lin a
prezes.
Komisya kontrolująca zbadała na dniu dzisiejszym przedłożone sobie pow yższe rachunki i potwierdza, że znajdują się w scisłej zgodności pod każdym
względem z księgami Towarzystwa.
We Lîvowie dnia 17. stycznia 1900.
K s . J ó z e f K rech ow icz.
d r. J a n N iem iec.
B oi. L e w ic k i.
S ta n isła w B a l
skarbnik.
—
104
—
—
Preliminarz
na
rok
105
—
1900.
koronow a.
Waluta
Wymogi.
h4
Pokrycie.
T y t u ł
W y n ik ło ść
z r. 1899
К
i.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
Wydatki administracyjne :
1. kancelaryjne .
.
.
.
.
2. druk odezw, zaproszeń i t. d. :
a) zaległe
.
.
.
.
.
b) bieżące
.
.
.
.
.
3. portorya .
.
.
.
.
.
4. wydatki biblioteczne :
a) opraw a książek i t. p.
b) zakupno drugiej szafy
c) pieczęć biblioteczna
d) zakupno dzieł niezbędnych
5. kursor
.
.
.
.
.
6. różne
.
.
.
.
.
.
Wydatki na wydawnictwo „Lud“ :
1. druk i papier „L udu“ i odbitek:
a) zaległe
.
.
.
.
b) bieżące
.
.
.
.
2. broszurowanie „L udu“ i odbitek
3. ekspedycya i drobne wydatki redakcyi
.
.
.
.
.
.
4. rabat księgarni
.
.
. . .
5. klisze do wzorów z ornamentyki
ludowej : .
.
Wydatki na wydawnictwo „Pieśni n a
bożne“ :
1. druk i papier:
a) zaległe
.
.
.
.
.
b) bieżące
.
.
.
.
2. portorya .
.
.
.
.
.
Wydatki na „Podręcznik ludoznaw stw a“
Wydatki na kw estyonaryusze z ludo
znaw stw a :
a) zaległe
.
.
.
.
.
b) bieżące
H onorarya autorskie
.
.
.
Bilansowa różnica zapasów kasowych
z r. 1898 i 1899
.
.
.
.
P relim in u je się
na r. 1900
h.
K.
56
30
_
40
27
88
60
96
13
30
100
76
84
100
30
10
50
80
35
_
_
_
25
70
34
12
64
ii
i h.
t.
_
_
—
_
2.
3.
4
5.
6.
94
30
137
1500
40
30
1321
38
140
2
42
50
160
15
_
_
37
72
75
_
_
30
23
160
8
700
80
18
20
21
60
100
66
18
317
2418
18
28
3479
16
_
200
T y t u ł
_
7.
Wpisowe i wkładki członków :
1. zaległe:
a) członków miejscowych
.
(
b)
„
zamiejscowych . g j
2. bieżące:
4r 4
ą) członków miejscowych
. r- |
b)
„
zamiejscowych .
'■
Subwencye :
1. Rady król. stoł. miasta Lwowa
2. dar p r y w a tn y .......................................
Prenumerata wydawnictwa „Lud“ .
Prenumerata i sprzedaż wydawnictwa
„Pieśni nabożne“
.
.
.
.
Odsetki .
.
.
.
.
.
.
Zapas kasow y z roku 1899:
1. fundusz żelazny
.
.
214‘32
2. fundusz zapasow y .
.
418'68
Preliminowany niedobór z końcem r. 1900
P relim in u je się 1
na r. 1900
W y n ik ło ść
z r. 1899
K.
i h.
K.
h.
27
107
—
42
826
833
50
16
400
101
80
—
34
—
400
—
80
—
—
—
38
4
50
36
50
5
—
—
418
725
68
48
> 1800
’\
_
2418
28
3479
D r . A n to n i K a lin a
S ta n is ła w B a l
prezes.
skarbnik.
16
—
106
—
opuściliśm y streszczenie odczytu, przedstawiającego bodaj czy nie najciekawszą stronę
duszy wieśniaka — jego mrfości. Red.)
5. Krótką dyskusyą nad sprawam i Oddziału zamknięto posiedzenie.
W Buczaczu 21. stycznia 1900.
Aleksander Janicki
J ó zef M azur
zast. przewodniczącego.
przewodniczący.
Pierw sze posiedzenie Barzadu odbyło się 21. stycznia 1900.
1. Zarząd ukonstytuow ał się jak następuje: Przewodniczący Józef Mazur,
zast. przewodn. Aleksander Janicki, sekretarz Paw eł Banach, członkowie: Józef Kef
fermüller, Dr. Edward Krzyżanowski, Joachim Langer, dyr. Franciszek Zych.
2. Uchwalono: a) spraw ą monografii powiatu zająć się na najbliższych po
siedzeniach, Ъ) prosić Centr. W ydział o zaprowadzenie czeków poczt. Kasy oszcz.
jak o ułatwiających i przypominających płacenie. (Te są zaprowadzone. Red.) c) po
lecić Centr. W ydziałowi do przyjęcia dwóch nowych członków.
W Buczaczu 24. stycznia 1900.
J ó ze f M azur
P aw eł Banach.
przew odniczący.
sekretarz.
II. O ddział w C hrzanow ie.
odbytego dnia 13. stycznia 1900 w sali
szkoły 5 - klasowej męskiej w Chrzanowie.
Posiedzenie zagaił Jan Bieroński, c. k. inspektor szkolny, jako członek Komi
tetu mającego się zawiązać Oddziału, w zastępstw ie prof. Bronisława Gustawicza,
delegata tegoż Tow arzystw a i członka Komisyi antropologicznej Akademii Umiej,
w Krakowie, który z pow odu nieprzewidzianych zajęć urzędowych niemożebność
przybycia telegraficzną depeszą usprawiedliwił.
W zagajeniu tem przedstaw ił mówca w dłuższej przemowie w zniosły cel To
w arzystw a. Wiele prac i pism podają nam w tym kierunku pewne wiadomości, ale
są one jeszcze za szczupłe, dlatego powinniśmy i my sw ą pracą również do tego
się przyłożyć, aby stosunki ludu naszego o ile możnści jak nąjgruntowniej zbadać
i poznać, aby nam nikt nie mógł zarzucić:
»Cudze chwalicie, swego nie znacie,
Sami nie wiecie, co posiadacie«.
Dla bliższego zapoznania obecnych z celem Tow arzystw a i obowiązkami
członków rozdano każdemu po jadnym egzemplarzu statutu tegoż Tow arzystw a;
odczytano z niego, tudzież z regulaminu ważniejsze paragrafy, a następnie zgroma
dzenie oświadczyło się jednom yślnie za założeniem Oddziału tego Towarzystw a
w Chrzanowie.
Z kolei wybrano Jana Bierońskiego przewodniczącym a p. Józefa Szabłow
skiego sekretarzem W alnego Zgromadzenia.
Przewodniczący na wstępie zachęca obecnych, aby jak najliczniej do tego
Tow arzystw a przystąpili, do którego w szyscy się zapisali.
Z porządku dziennego przystąpił Przewodniczący do w yboru Prezydyum, tj.
przewodniczącego i zastępcy przewodniczącego Oddziału. Na wniosek p. W ładysław a
Dygulskiego ażeby wybrać p. Jana Bierońskiego prezesem Oddziału, p. Bieroński
podziękow ał za zaufanie, ale zarazem ośwńadczyl, że z powodu wielkiego zajęcia
nie może przyjąć tej zaszczytnej godności, natom iast zaproponow ał prof. Br. Gu
stawicza na przewodniczącego, który podał właśnie wniosek zawiązania tego Od
działu i który powiat ten zna doskonale, bo w celach naukowych przeszedUgo praProtokół W alnego Zgromadzenia
—
107
—
le pieszo wszerz i wzdłuż. Zgromadzenie przychyla się do wniosku tego i obrało
jednogłośnie prof. Bronisława Gustawicza przewodniczącym Oddziału, a zastępcą na
w niosek p. Dygulskiego p. Jana Bierońskiego.
Dalej uchwalono, aby do Zarządu weszło 5 członków, którymi wybrano pp„
Stanisława Polaczka, kierownika szkoły czteroklasowej im Adama Mickiewicza
w Krzeszowicach, W ładysław a Dygulskiego, urzędnika Rady powiatowej w Chrza
nowie, Makucha Michała, kierownika pięcioklasowej szkoły męskiej w Chrzanowie,
Miodońskiego Michała, nauczyciela kier. w Gromcu i Ludwikę Topolecką, nauczy
cielkę starszą przy pięcioklasowej szkole żeńskiej w Chrzanowie.
Ponieważ prof. Br. Gustawicz na posiedzenie przybyć nie mógł, przeto z po
rządku dziennego odpadł odczyt na temat: „Lis m ikita w bajce i wierzeniu ludowem
u wschodnich A zyatów “. Przewodniczący zapew nił jednak, że odczyt ten wypowie p.
Gustawicz na najbliższem posiedzeniu miesięcznem Oddziału.
Przystąpiono więc do dalszego punktu porządku dziennego, tj. do wniosków.
P. Dygulski podnosi myśl, aby Towarzystwo w celu uzyskania jak najliczniejszych
korespondentów i członków, odniosło się do nauczycieli szkół ludowych i inteligentniej
szych wieśniaków z zachętą do pracy w tym kierunku. W podobnym duchu przem ówił
p. Antoni Jaku bas, nauczyciel w Chrzanowie, na co odpowiada przewodniczący, iż
Zarząd Oddziału bez wątpienia nie do kogo innego, jak tylko do nauczycieli i innych
inteligentniejszych jednostek we wsi się uda, bo ci najwięcej i najlepiej mogą
przyjść z pomocą temu Towarzystwu. Ponieważ nikt więcej głosu nie zabrał,
przeto Przewodniczący w końcowem przemówieniu zachęcił jeszcze r a z . obecnych do
w spółudziału i pracy około podniesienia i urzeczywistnienia idei tego Towarzystwa,
prz/czem zaznaczjď, iż nauczyciele, którzy przeszłą swe prace piśmienne Tow arzy
stwu w takiej ilości, że uczynią one dwa arkusze druku, wolni będą od wkładek.
Na tem zgromadzenie zakończono, a Przewodniczący zaprosił członków Za
rządu na posiedzenie w celu ukonstytuow ania się Zarządu. Sekretarzem w ybrano p.
Stanisław a Polaczka, a Michała Makucha skarbnikiem.
III. O ddział w K rakow ie.
Piąte posiedzenie Zarządu Oddziału odbyło się 22. paźdzj 1899. o godz. 3.
po połud. w sali chemii wyższej Szkoły przemysłowej w obecności pp. J. Magiery,
prof. Matusiaka, Swiętka i Stopki.
1. Przewodniczący p. Swiętek uwiadamia, że w myśl uchwały poprzedniego
posiedzenia p. Jan Magiera objął funkcye sekretarza po p. Jakóbcu.
2. Sekretarz odczytuje protokół z ostatniego posiedzenia Zarządu.
3. Przewodniczący oświadcza, że wydanie uchwalonej odezwy do skutku dojść
nie może z braku funduszów.
4. Przewodniczący stwierdza, że do komisyi odczytów popularnych zgłosili
się dotychczas pp. J. Magiera i Stopka.
5 Skarbnik Stopka zawiadamia o poleceniu głównego skarbnika Towarzystwa
co do zbierania wkładek od członków Oddziału tutejszego.
Szóste posiedzenie Zarządu Oddziału odbyło się dnia 19 listopada 1899. o go
dzinie 3. po prił. w sali chemii wyższej Szkoły przemysłowej.
Obecni: przewodniczący p. Świętęk, pp. Jan Magiera, prof. Matusiak, Pola
czek, Stopka..
1.
Sekretarz odczytuje protokół z posiedzenia poprzedniego, następnie odezwę
Zarządu centralnego w celu uczestniczenia w zjeździe historyczno-etnograficznym.
—
108
—
2. Jako tematy do referatów zalecają.: p. Świętek >'0 wierzeniach ludowych«,
prof. Matusiak »0 strojach narodowych«, p. Magiera »Nazwiska i przezwiska w śród
ludu«, p. Stopka »0 ornamentyce ludowej« szczegółowo »o stylu zakopiańskim«.
3. Przewodniczący podnosi potrzebę zwiększenia liczby członków w Zarządzie
ponad określoną paragrafem 23 regulaminu. W niosek ten jako wniosek Zarządu ma
być przedstawiony ogólnemu Zgromadzeniu, które ma być zwołane na 7 grudnia br.
Siódme posiedzenie Zarządu Oddziału odbyło się dn. 3. grudnia 1899. o godz.
3. po południu w sali Wyższej Szkoły przemysłowej.
Obecni pp.: Prof. Dr. A. Kalina, prezes Tow., Swiętek, Magiera, Stopka, prof.
Matusiak i Wałach, jako członkowie Zarządu, nadto pp. Prof. Dr. Baudouin de Cour
tenay, prof. Gustawicz, prof. Zawiliński, insp. Udziela, Polkański, Łosik, W olny i Fr.
Nowicki jako członkowie Tow., Przewodniczył p. Swiętek.
Po odczytaniu protokołu z ostatniego posiedzenia, zabiera głos prezes Tow.,
prof. Dr. Kalina i wskazuje na w ażność zjazdu etnograficznego. Skreśliwszy po
krótce zawiązek Komitetu zjazdu i porozumienie się wzajemne z Towarzystwem
historyków, omawia następnie referaty zgłoszone z zakresu ludoznawstwa i zaprasza
n a referentów członków Oddziału krakowskiego. Oświadczyli gotowość wzięcia
udziału w Zjeździe : Prof. Dr. B a u d o u i n de C o u r t e n a y z referatem : »0 sto
sunku kaszubszczyzny do jęz. polskiego«, prof. Z a w i l i ń s k i : »0 potrzebie w y
dania mapy etnograficznej polsk-iej«, p. P o t k a ń s k i : »0 w ażności etnografii dla
historyi w czasach przedhistor.«, p. S w i ę t e k : »0 obecnym stanie badań nad wie
rzeniami ludowemi i postulatach co do nich na przyszłość«, p. Se w. U d z i e l a :
»0 ornamentyce ludowej i jej znaczeniu dla sztuki i przem ysłu krajowego«, p. A n d .
S t o p k a : » 0 stylu zakopiańskim«, prof. G u s t a w i c z : »W jaki sposób należy
układać kwestyonąryusze dla celów ludoznawczych?«.
P. W ałach podnosi w dalszym ciągu sprawę korzystania z biblioteki Towa
rzystwa. Prezes Tow. Dr. Kalina sądzi, że najlepiej będzie, do Oddziału sprowadzać
po kilkanaście dzieł, potrzebnych członkom. Koszta przesyłki w jedną stronę opła
ciłby Zarząd centralny, w drugą zaś dotyczącjr członkowie. Do tej rady uznanej za
bardzo dobrą, postanowiono się stosować.
W sprawie finansowej, poruszonej przez skarbnika Oddziału p. Stopkę, oświad
cza p. prezes Tow., że stosownie do uchwały centr. Zarządu od Nowego Roku
skarbnik główny będzie ściągał wkładki od członków oddziałowych, co obecni
przyjęli z zadowoleniem do wiadomości. .
W końcu przewodniczący Oddz. stawia wniosek o powiększenie liczby człon
ków zarządu Oddziału do 10, który ma być przedstawiony jako wniosek Zarządu
na ogólnem Zebraniu wraz z wnioskiem skarbnika, aby każdy z członków płacił
rocznie 5 zł. taksy listowej do kasy Oddziału. Oba te wnioski uchwalono.
Ósme posiedzenie Zarządu Oddziału odbyło się dn. 7. grudnia 1899. o godz.
71/j wieczorem bezpośrednio po Ogólnem Zebraniu.
Obecni pp. : Prof. Dr. Wł. Kosiński, Romuald Kulikowski, Szym. Dąbrowski,
Jan Magiera, St. Polaczek, Henryk Ułaszyn i Wł. Wolny. Przewodniczy p. Swiętek.
Na porządku dziennj'm wybór sekretarza i skarbnika.
Na wniosek przewodniczącego zostali jednogłośnie wybrani : sekretarzem p.
Andrzej Stopka, skarbnikiem Szymon Dąbrowski.
Na tern posiedzenie zakończono.
Jem Magiera
Ja n Swiętek
za sekretarza.
przewodniczący.
-
109
—
Posiedzenia naukowe.
odbyło się 22. paźdz. o godz. З1/*
w sali wyższej Szkoły przemysłowej.
Obecni pp.: prof. Kosiński, Jan Magiera, prof. Matnsiak, Nowicki, Łosik, Stopka,
Swiętek, Sikora, Wałach, Wolny. Jako goście pp. : Dr. Daszyńska, Kossowski, prof.
Krzyżanowski, Majocha.
Po odczytaniu protokółu z ostatniego posiedzenia naukowego Oddziału za
biera głos p. Jan Magiera i cz3ńa rzecz swą »0 kowalach sułkowickich«.
Charakterystyka kowala, życie jego w domu i praca w kuźni, opis mieszkania
i kuźni, lo część pierwsza odczytu. Dłużej zatrzymuje się nad gwoździarzami jako naj
liczniejszymi i najuboższymi pracownikami. Od kowala jako jednostki przechodzi do
stowarzyszenia kowali, podając jego rozwój i upadek; wreszcie słów parę poświęca
szkole zawodowej kowalskiej. W zakończeniu przytacza legendę o powstaniu ko
walstwa w Sułkowicach.
W dyskusyi, w której prócz prelegenta biorą udział pp. Matusiak, Stopka
i Wałach, z których pierwszy zwrócił uwagę pomiędzy innemi na w ażność zbierania
starych pieczęci gminnych.
Piąte posiedzenie naukowe Oddziału odbyło się 19. listopada 1899. o godz. 3s/4
po południu.
Z członków obecni pp.: Jan Magiera, prof. Matusiak, Polaczek, Stopka, Swiętek, Wałach, W olny. Jako goście: p. Antoniewicz i dwie panie.
Na porządku dziennym :
1. odczytanie protokołu z ostatniego posiedzenia naukowego Oddziału.
2, prof. Matusiak w ygłasza odczyt swój » 0 Piaście«, w którym dowodzi, że
Piast, Piaston, Piastun i Piestko — to skrócenia imienia P i e ś c i s ł a w , podobnie jak
Stach, Mirosz, Bartun i Bolko, pochodzące od dłuższych imion. Zestawiając odnośne
miejsca z »żywota św. Metodego« i naszych kronikarzy dowodzi, że z ręki Świętopełka
otrzymał Piast ziemię W iślan po strąceniu z tronu Popiela.
W ożywionej dyskusyi biorą udział pp. Jan Magiera, Stopka, Świętek i W ałach.
Czwarte posiedzenie naukowe Oddziału
W yciąg z protokołu drugiego ogólnego zebrania dnia 7. grudnia 1899.
Zapowiedziane na godź. 5 1/, wieczorem zebranie nie przyszło do skutku dla
braku wymaganej przez regulamin oddziałowy 2/s ogólnej liczby członków Oddziału.
Ponowne Ogólne Zebranie rozpoczęło się więc o godź. б1/^ wieczorem sto
sownie do zastrzeżenia Zarządu w piśmiennych zaproszeniach.
Obecnych kilkunastu członków. Przewodniczy p. Świętek.
Zebranie zagaja przewodniczący stwierdzając rozwój Oddziału w pierwszym
roku jego istnienia i zachęcając członków do więcej ożywionej działalności, aby rok
przyszły zaznaczył się wydatniejszymi rezultatami.
Po odczytaniu protokołu z pierwszego ogólnego Zgromadzenia, przyjętego bez
zarzutu przez obecnych, sekretarz p. Magiera odczytał sprawozdanie ustępującego
Zarządu z rocznych czynności Oddziału. Na drogę racyonalnej pracy wstąpił Zarząd
dopiero w kwietniu po usunięciu trudności, jakie Dyrekcya policyi czyniła Oddzia
łowi bezpośrednio po zawiązaniu. Od tego czasu w ciągu roku odbyło się w O d
dziale 7 posiedzeń Zarządu, a 5 zebrań naukowych. Na pierwszych prócz załatw ie
nia spraw bieżących, Zarząd nie spuszczał z oka kwestyi podniesienia Oddziału
do poziomu, odpowiadającego jego naukowemu charakterowi, drugie zaś po części
miały cechę informacyjną. Zebrano także acz niewielki zasób surowego materyału ludo
znawczego. Wogóle czynności Oddziału w pierwszym roku jego istnienia zaznaczają
się głównie jako przygotowawcze. Oddział, który w swem zawiązaniu się liczył
—
11 0
—
członków 20, obecnie ma ich 51. W tej liczbie jest 5 członków z Podgórza, a 1
z powiatu chrzanowskiego.
Sprawozdanie to Zarządu przyjęło Ogólne Zebranie jednom yślnie do zatwier
dzającej wiadomości.
W dalszym ciągu zgłosił Zarząd Oddziału swój wniosek o powiększenie
liczby członków Zarządu oddziałowego do 10 ze względu, że oddział krakowski
rozciąga swe czynności nie tylko na Kraków i powiat krakowski, ale także i na
powiaty podgórski i chrzanowski a nadto ze względu na nieprzewidziane na razie
wypadki, jakie w ciągu roku mogą zajść w łonie Zarządu oddz. W niosek zo stał
uchwalony przez ogólne Zebranie. Votum separatum oddał przeciw niemu p. Jan
Magiera.
Przystąpiono do w yboru naprzód - przewodniczącego a następnie członków
Zarządu oddziałowego. Na wniosek p. Polaczka przewodniczącym Oddziału jedno
myślnie zo stał ponownie w ybrany przez aklamacyę p. Jan Swiętek.
W skład Zarządu weszli, również jednom yślnie przez aklamacyę wybrani ppr
Prof. Dr. Wł. Kosiński, prof. R. Zawiliński, Andrzej Stopka, Romuald Kulikowski,
Jan Magiera, Szym. Dąbrowski, St. Polaczek, Henryk Ułaszyn, Michał W ałach,
i Wł. Wolny.
Wobec wyczerpanego porządku dziennego, przewodniczący zamknął Zgroma
dzenie o godź.7]/3.
Ja n Magiera
Ja n Swiętak
sekretarz.
przewodniczący.
IV. Oddział w T arnow ie.
(Za czas od 9. kwietnia do 31. grudnia 1899.)
Oddział liczy 25: członków. Czynność jego ogranicza się narazie do: 1) jed
nania nowych członków, 2) urządzenia kancelaryi i biblioteki oddziałowej, 4) zało
żenia ludoznawczego muzeum powiatowego w Tarnowie, 4) zbierania materyałów
ludoznawczych w powiecie tarnowskim i jego okolicy, 5) wzajemnego pouczania
się o polskiem ludoznawstwie, a to celem poznania naszego ludu i wszystkich jego
właściwości.
Celem jednania nowych członków rozesłał Zarząd Oddziału kilkadziesiąt
zaproszeń do rozmaitych osób w powiecie i okolicy, tłómacząc im zarazem cel
i zadanie Towarzystw a ludoznawczego. Nadto każdy członek Oddziału zobow iązał
się przjmajmniej 1 członka dla Tow arzystw a pozyskać.
■ Kancelaryę i bibliotekę urządzono na razie w mieszkaniu sekretarza prof.
L. Młynka. Dotąd w bibliotece jest dopiero kilka czasopism etnograficznych i kilka
naście dziełek. Na zakupno nowych jeszcze nie ma funduszu.
Do 'm uzeum ludoznawczego w powiecie tarnowskim Oddział czyni dopiero
przygotowania : zbiera potrzebne okazy, stara się o fundusze i o pomieszczenie go
w miejscu odpowiedniem. Dotąd nadesłano do muzeum przeszło 50 wyrobów ze
soli wielickiej wraz z opisem tej gałęzi przemysłu kwitnącego pomiędzy górnikam
wielickimi i bocheńskimi; model drabiniastego wozu i sani ze Zdżar (pow. brzeski)
w raz z opisem wszystkich części składowych; igliczkę do robienia siatek na ryby;
3 -piszczałki drewniane w yrobu tarnow skiego; duży obraz ścienny nieoprawiony
przedstawiający stary zamek hr. Tarnowskich na Marcina górze; kilka rysunków
i fotografij przedstawiających typy i chaty wieśniacze z-okolic Tarnow a i Dąbrowy.
Zbieraniem materyałów ludoznawczych] zajmuje się prof. Młynek i p. N. Si
korski. Dotąd zebrano 200 sztuk podań ludowych, pieśni, zagadek, opisów i rysim -
— Ill —
ków głównie z Tarnowskiego i okolicy. Dla ułatwienia zbierania dalszych materyałów prof. L. Młynek w ydaje: »Klucz do zbierania materyałów ludoznawczych dla
młodzieży«.
Wzajemne pouczanie się członków o naszem ludoznawstwie odbywa się dotąd
tylko na familijnych zebraniach, które na razie okazały sig praktyczniejszemi od
zwykłych posiedzeń miesięcznych. Zazwyczaj takie zebrania kończą się śpiewami
ludowymi z towarzystwem jakiegoś instrumentu muzycznego. Takich zebrań familij
nych ludoznawczych w Oddziale tarnowskim odbyło się dotąd kilkanaście, a poga
danka na nich ludoznawcza toczyła się na przeróżne tematy z dziedziny krajowej
folklorystyki^
Dotychczasowa działalność Oddziału w Tarnowskiem wydaje już swoje owoce,
a dowodem tego coraz częstsze przedstawienia i zabawy ludowe w rozmaitych
stowarzyszeniach miejscowych urządzane. »Kochajmy lud i wszystko, co swojskie
i nasze!« oto najnowsze hasło, które sobie teraz Tarnowianie z ust do u st podają.>
W Tarnowie 1. Stycznia 1900.
L udw ik Młynek
sekretarz.
Sprawozdanie „Prowincyonalnej К зтізу і odczytowej“ r. 1899.
W ywięzując się z poruczonego mi zadania przez centr. Zarząd uchw ałą
z d. 9. lutego 1899, miałem 3 odczyty na prowincyi z zakresu ludoznaw stwa
a mianowicie :
I. W marcu na wahrem zgromadzeniu członków »Oddziału Tow arzystw a
ludoznawczego« w Wieliczce p. t. »W zajączki« i »W krycie«. Dwie zabaw y pa
sterskie. Na 2 tych przykładach wykazałem zebranym, że zabawy pasterskie jak
wogóle zabaw y wieku dziecinnego, są pierwszym zawiązkiem dramatu ludowego,
którego ślady już na najniższym stopniu cywilizacyi ludów można napotykać. Tak
»W zajączki« jak i »W krycie« są teatralnem przedstawieniem zwykłego »polowania
na zajączki«, odegranem przez wiejskich pasterzy: pierwsze na otwartem polu
niedaleko gaju, drugie w obrębie gospodarskich zabudowań w miejscu zamkniętem.
II. W kwietniu na posiedzeniu »Koła nauczycieli szkół wyższych« w 'T a rn o
wie p. t. »0 narzeczu wilamowickiem«. Dokładna treść tego odczytu została ogło
szona w majowym zeszycie »Muzeum« z. r. 1899.
III. W lipcu na zgromadzeniu członków »Czytelni ludowej« w Sierczy p. t.
»Co to jest ludoznawstwo i jakie są jego cele?«.
Oprócz tych 3 odczytów urządziłem w Sierczy obchód »Sobótek«, którego
dokładny opis znajduje sig w »Słowie Polskiem« z r. 1899 w jednym z nume
rów czerwca.
Nadto korzystając z uroczystości weselnej mego szw agra na Rożnowy, sta
rałem się zebranym uczestnikom naukowo wytłum aczyć każdą część »wesela« ■
—
a w końcu ich zachęcić, aby szlachetnych i pięknych zwyczajów wiejskich się nigdy
nie wyrzekali, ale owszem jako drogą spuściznę po przodkach starannie je między
sobą pielęgnowali.
W Tarnowie d. 1. stycznia 1900.
L udw ik Młynek.
czł. Prow. kom. odcz.
V. Oddział w W ieliczce.
T rzecie posiedzenie Zarządu O ddziału Towarzystw a ludoznawczego
się dnia 1. lipca 1899 pod przewodnictwem Seweryna Udzieli.
odbyło
—
112
—
Obecni pp. : Stanisław Czerski, W ładysław Koch, Marcin Rembacz, A ntoni
Rychel, Jan Smółka, Wojciech Sosiński i Roman Zieliński.
Odczytano i przyjęto protokół z posiedzenia członków Zarząduj T ow arzy
stw a z dnia 16 maja b. r.
Do Towarzystw a przystąpili pp. : Antoni Rychel i Wojciech Sosiński
P. Stanisław Czerski złożył sprawozdanie kasow e z dochodów pochodzących
tylko z wkładek członków, co przyjęto do wiadomości.
P. Przewodniczący zawiadomił Zarząd o piśmie Oddziału Towarzystw a lużnawczego w Tarnowie, w którem w yraża ono szczere życzenie dla rozw oju tu
tejszego Towarzystwa.
Jan Smółka odczytał rzecz na temat: » 0 zabaw ach Indyan boliwijskich w Aim ara i porównanie tychże z konikiem zwierzynieckim«.
Następnie przewodniczący Seweryn Udziela odczytał pracę o »Kijakach«
mieszkających w Piaskach Wielkieh t. j. w si położonej pod Krakowem, dow odząc
na podstawie przywilejów nadanych im, że nazw a ta oznacza wieśniaków, trudnią
cych się rzeźnictwem jako ubocznem zajęciem domowem, nie zaś grupę etnogra
ficzną, jak to Kolberg w swoich zbiorach wspomina.
C zw arte posiedzenie odbyło się w dniu 18. listopada 1899 r. pod przew o
dnictwem Seweryna Udzieli.
Obecni pp. : Stanisław Czerski, Barbara Katrówna, Marcin Rembacz, A nna
Studnička i Roman Zieliński.
Odczytano i przyjęto protokół z posiedzenia z dnia 1. lipca b. r.
P. Przewodniczący odczytał odezwę Zarządu głównego Towarzystw a ludo
znawczego we Lwowie donoszącą o Zjeździe historyczno-etnograficznym, jaki się
odbędzie w Krakowie 1900 r. Uczestnictwo w tym zjeździe zgłosili pp. Seweryn
Udziela i Marcin Rembacz.
Stanisław Czerski odczytał drobną notatkę o nazwach, używanych pomiędzy
górnikami w kopalni tutejszej przy pracy zawodowej i zawiadomił, że zajmuje się
tą spraw ą i na przyszłość materyał gromadzić będzie.
P. Przewodniczący odczytał program zjazdu etnografów, jaki się ma odbyć
w Paryżu w czasie w ystaw y światowej w . 1900.
Uchwalono odnieść się do Zarządu głównego z przedstawieniem, iż pożąda«
nąby było rzeczą, ażeby i Towarzystw o ludoznawacze galicyjskie wzięło udział
w tym kongresie, i aby Zarząd główny obmyślił sposób, w jaki się to ma urze
czywistnić.
Ponieważ Oddział tutejszy biblioteki nie posiada, a Zarząd główny nie od
powiedział na proźbę tutejszą w sprawie w ypożyczenia książek z biblioteki To
w arzystw a ludoznawczego we Lwowie (Sprawa ta została załatw iona uchwałą.
Centr. Zarządu z d. 9. stycznia 1899. zob. »Lud« V., 90. która widocznie u sz ła
uwagi Zarządu Oddziału wielick. — Red.), przeto aby zaradzić brakowi i stw orzyć
jakąś biblioteczkę dla członkow oddziału — p. przewodniczący przeznaczył 1S
dziełek, które obecni zaraz wypożyczyli.
P. Przewodniczący rozdał między członków kw estyonaryusz p. t. »Świat
zmarłych« z proźbą o odpowiedzi na niego.
W końcu uchwalono zawiadomić Zarząd główny Towarzystwa, że członko
wie J ó z e f Ś l i w i ń s k i i A d o l f F l a s i ń s k i wkładek nie uiszczają i w razie
gdyby Zarząd główny nie mógł od nich tej należytości ściągnąć, w ykreślił ich
z liczby członków, aby Tow arzystw a nie narażać na stratę materyalną.
Marcin Rembacz
Seweryn Udziela
sekretarz.
przewodniczący.
Z „Drukarni Polskiej“ we Lwowie (Pasaż Hausm ana 5.)
WZORY HAFTU BIAŁEGO
ludu krakow skiego.
T A B . V.
А Щ? Щ
'■
.у
■■
• . ■. ..
. 4 ■.■-,4
'
■ 3>Щ # í
;
■
- .■r'/i'V'.'ir:;''
1
.
1
>' 1' V . ï ' r ‘ X : ' : ^ r У
S zyjka do koszuli.
n
-О
ш
,Оо
Оо
о о.С
о°
Lubocza.
•
■' ■i- ’ •’
v
,
,
,
~
:
' :-
r.-íl;v
a.
.
'
5,-,w
■ ; '
.- -.M .-O
-
¿'i )
,:
v ;■’7
Jí. ^V-^
- ¿к
Filozofia
pierwotna.
(Animizm.*)
IV .
C złow iek p ie rw o tn y nie przen o si siebie n a d zw ierzęta ;
ow szem u znaje je n ie ty lk o za ró w n o u p ra w n io n e z sobą, ale często
n a w e t za p rzew y ższające go. I nie dziw ! W o b e c p o tężn y c h d ra p ie
żn ik ó w i g ru b o sk ó rc ó w tak ich , ja k np. m am ut i słoń, człow iek p ie r
w o tn y , licho u zb ro jo n y , czuł się bardzo słabym i b ez b ro n n y m ;
n ie p ró b o w a ł on w alczyć z drap ieżn ik am i, lecz zw ykle rz u c a ł im
u p o lo w a n ą zd o b y cz ja k o ofiarę, b y w te n sposób ocalić sw oje
życie. S iła, zręczność, o d w a g a i zm yślność w ielu zw ierząt w p ro st
n a k a z y w a ła dla n ich s z a c u n e k ; lu d y p ie rw o tn e uznają n iek tó re
zw ierzęta za rozum niejsze od siebie : d o tąd pies w w ierzeniach
n asz eg o lu d u w idzi i w ie to, czego człow iek z w y k ły nie w ie
i nie w idzi. C zary, uro k i, złe oczy i t. d. a w ogóle is to ty nadzm y sło w e psu szkodzić nie m o g ą ; p sy w idzą śm ierć, w idzą u oso
b ie n ie ch o ró b i t. d. L u d lite w sk i stan o w czo tw ierdził, że p sy w i
d ziały ch o lerę, k tó ra w r. 1894 ta k sro ż y ła się w Z agorach,
i o k ro p n ie w y ły z te g o pow odu. T y lo r m ów i: » R a sy niższe nie
p o sia d a ją p ra w ie p oczucia stanow czej ró ż n ic y psychicznej m ię
d zy czło w iek iem a zw ierzęciem , k tó re ro zp o w szech n io n e je s t
w św iecie cy w ilizo w anym . L udzie, d la k tó ry c h g ło sy zw ierząt
i p ta k ó w p o d o b n e są do m ow y lu d zk iej, a czynności ich w y d a ją
się k ie ro w a n e m yślą, p o d o b n ą do ludzkiej, p rz y p isu ją im zu p ełn ie
lo g iczn ie duszę, p o d o b n ą do ludzkiej. P s y c h o lo g ia niższa uznaje
w zw ierzętach tę sam ą n atu rę , ja k ą w idzi w duszy lu d zk iej, m ia
n o w icie zjaw isk a ży cia i śm ierci, w olę i sąd, oraz w idm o o g lą
d a n e w sn ach i m arzeniach« (str. 385). D alej ten że a u to r m ów i,
że w szy stk ie lu d y , n a w e t nieco cyw ilizow ane, uznające w ie lk ą
d o k try n ę w ę d ró w k i dusz i ich p rz e k sz ta łc a n ia się, czyli te o ry ę
m etem p sy ch o z y , u zn a w ały , iż w zw ierzę m ó g ł się w cielić d u c h
ich p ra -p rzo d k a . N iew ątp liw ie — ta k , ale ta okoliczność nie
*) Zob. »Lud«, VI., str. 1.
8
-
114
—
je s t w stan ie w sto p n iu d o sta te c z n y m w y tłó m acz y ć p o w s ta n ia
k u ltu zw ierząt ; ale o tern — później.
T u n ależ y podnieść, że w ierzenie w istn ie n ie d u szy u zw ie
rz ą t je s t pow szecłm em w śró d lu d ó w p ie rw o tn y c h . In d y a n ie
p ółn o cn ej części A m e ry k i sądzą, że k aż d e zw ierzę m a sw o ją
duszę, a ta dusza m a życie p rzy szłe ; dusze p só w I n d y a n k a n a
d y jsk ich słu żą sw ym p a n o m n a ta m ty m św iecie. P le m ię Sju
p rz y p isu je człow iekow i i niedźw iedziow i cz te ry dusze. G re n la n d czy cy sądzą, że cz aro w n ik m oże za stąp ić c h o rą duszę lu d z k ą
d u szą zająca lub rena. M ao ry so w ie w iedzą o drodze, p ro w a d z ą
cej dusze psie do R e in g i, H a d e su zm arłych. H o w a so w ie n a M a
d a g a s k a rz e tw ierd zą, że dusze lu d zk ie i zw ierzęce zam ieszkują
w y so k ą g ó rę n a p o łu d n iu , zw an ą A m b o n d ro m b o ; w e d le n ich m o
g ą one czasow o ją opuszczać. W A zy i K a m c z a d a le m niem ają,
ża n a w e t dusza m u ch y b ędzie ż y ła w św iecie p o z a g ro b o w y m .
P le m ię K u k i z A ssam u sądzi, że dusze z a b ity c h zw ie rzą t b ę d ą
słu ż y ły m u za g ro b e m , a d u ch y w ro g ó w zam o rd o w an y c h b ę d ą
n iew o ln ik am i. K a re n o w ie b irm ań scy sto su ją sw e p o jęcia o d u
szach lu d zk ich ta k ż e do zw ierząt. R z e ź n ik sjam ski, z a b ija ją c w o łu
w b re w zakazom b u d d y jsk im , p ro si je g o duszę, b y p o sz u k a ła so b ie
m ieszk an ia w św iecie p o z a g ro b o w y m .
W ie rz e n ia p o d o b n e istn ia ły też w za ran iu dziejów E u r o p y :
filozofow ie g re ccy , P ita g o ra s i P la to n tw ierd zą, że zw ie rzę ta
p o sia d a ją duszę. In n i p isarz e k lasy cz n i m niem ają, że du sza zw ie
rzęca je s t p o śled n iejszą od ludzkiej, n az y w ają ją »anim a«, o d ró
żniając od »anim us«, duszy ludzkiej. Ju w e n a lis p o w ia d a :
» P rin cip io in d u isit com m unis co n d ito r illis,
T a n tu m an im as; nobis anim um quoque«.
S p ó r o duszę zw ierzęcą trw a ł b ard zo dłu g o , n a w e t w czasach
n o w o ż y tn y c h . D e sc arte s, k tó ry uznał zw ierzęta za m achiny, zna
lazł p rz eciw n ik ó w zaciętych. T y lo r p rz y ta c z a tu k ilk a p o g lą d ó w
m etafizy k ó w i m isty k ó w : W e s le y m niem a, że w życiu p rz y szłem
zw ierzęta w y n io są się n a w y ższy poziom ro z w o jo w y i odzyszczą
sw ą p ięk n o ść p ie rw o tn ą ; C lark e w im ię sp raw ied liw o ści tw ierd zi,
że zw ierzęta, acz nie g rzeszą ja k człow iek, cierp ią je d n a k , p rz e to
m uszą b y ć w y n a g ro d z o n e zato w życiu przyszłem (T y lo r tom L ,
str. 386). T ę k w e s ty ę d o p iero o stateczn ie ro z strz y g ła w sp ó łcz esn a
p s y c h o lo g ia ściśle n au k o w a.
D alej T y lo r m ów i o ofiarach p o g rz eb o w y ch , s k ła d a ją c y c h
się ze zw ierząt, o k tó ry c h w spom niałem już, m ów iąc o o b rz ę d a c h
p o g rz eb o w y ch , p rz e to przytoczę' tu ty lk o p a rę p rz y k ła d ó w ja s
k ra w y c h . » P lem iona P a ta g o ń sk ie , m ów i D ’O rb ig n y , w ierzą w ż y c ie
—
115
—
p rzy szłe, w k tó rem o sią g a ją zu p e łn ą szczęśliw ość. Z te g o p o w o d u
g rz e b ią w raz z ciałem zm arłeg o w szy stk ie ozd o b y i b ro ń jeg o ,
o ra z zab ijają w szy stk ie zw ierzęta, k tó re p o siad ał, a b y m u to w a
rz y sz y ły do k ra in y szczęśliw ości«. E skim osi, p o w iad a C ranz, do
• g ro b u dzieck a k ła d ą g ło w ę psa, b y je g o duch z a p ro w a d z ił duch
d zieck a do k ra in y zm arłych (T y lo r I., str. 387 —88). R o ś lin a , ja k
zw ierzę i człow iek, rośnie, rozm naża się, ch o ru je też, żyje i o b u
m iera ; ta a n a lo g ia ofaz inne n a k a z a ły lu d o m p ie rw o tn y m w ie
rzyć, iż ro ślin y m ają też dusze, uto żsam ian e z p o cz ątk u z duszam i
zw ierzęcem i i ludzkiem i. W p ra w d z ie o b rzęd y p o g rz e b o w e w tej
k w e sty i nie d o starc zają ta k ja s n y c h i n iezb ity ch d o w o d ó w , ja k
w k w e sty i istn ien ia w ia ry w dusze zw ierzęce i ludzkie, ale do
w o dów p o śre d n ic h nie b ra k : m am y je w znaczeniu n ie k tó ry c h
w y ra zó w języ k ó w ludów p ie rw o tn y c h oraz w w ierzeniach, że
dusze m o g ą przechodzić i zam ieszkiw ać w ro ślin ach ; te o sta tn ie
w ierzen ia są b ard zo rozpow szechnione. N a w y sp ac h T o w a rz y s k ic h
k ra jo w c y m niem ali, że nie ty lk o ludzie i zw ierzęta, ale
naw et
i ro ślin y m ają duszę czy d u ch a »w arno«. K a re n o w ie b irm a ń sc y
zn ają d u ch a czy duszę ry żu . T y lo r p rz y ta c z a zam aw ianie, k tó re g o
u ży w a się w ów czas, g d y ów duch opuszcza p o la ry żo w e. Oto
je s t o n o : »O p rz y b ąd ź, d u ch u ry żu , p rz y b ą d ź ! P ó jd ź n a pole,
pó jdź do ry żu .... P rz y b ą d ź z zachodu, p rz y b ą d ź ze w sch o d u ,
z g a rd ła p ta k a , z żo łąd k a m ałp y , z k rta n i słonia,.. Ze w szy stk ich
spichrzów , p rz y b ąd ź! O k e la h u ry ż u , pójdź do ryżu« (T y lo r I.,
str. 390). D a ja k o w ie n a B o rn eo m niem ają, iż ry ż m a sw o ją duszę
czy ducha, zw an eg o » sam an g a t padi«, k tó re g o w razie n ieo b ec
ności p rz y w o łu ją w te n sam sposób n a p o la ryżow e, w ja k i
p rz y w o łu ją n ieo b ecne dusze ludzkie. M arko P o lo tw ie rd z i, że
n iek tó rz y In d u si nie jedzą su ro w y ch ow oców i roślin.
F a k ty p rzy to czo n e zaczerpnąłem z T y lo r’a, k tó ry dalej
m ów i o pow szechnej w ierze w e w c ie la n ia się dusz czy du ch ó w
w ro ślin y , czem tłó m a czy ich k u lt. W sp o m n ia łe m p o p rz e d n io , że
w ierzen ie to je st b ard zo
rozpow szechnione. J e g o p rz eży tk i
s p o ty k a m y .w śród lu d u p o lsk ieg o oraz lu d ó w s ło w ia ń s k ic h ;
p rz y ta cza m tu p a rę p rz y k ła d ó w . W p o d a n ia c h lu d u w ielk o p o l
sk ieg o w y stę p u je »brzoza g ry ż y ń sk a « , k tó ra b y ła o to czo n a w ie lk ą
czcią (W isła II. str. 317—-321). W L idzie n a gó rze zam kow ej
ro śn ie sosna, o taczan a przez lu d o k oliczny w ielk ą czcią ; sie k ie ra
n ig d y jej nie d o ty k a , bo z g ałęzi o d rą b an ej try s n ę ła b y k r e w .
L u d b iało ru sk i to p o szan o w an ie tłó m aczy w ierzeniem , ja k o b y so
sn a w y ro sła n a g ro b ie 9 m ęczenników (W isła II I. str. 645).
116
—
T en że lu d w ierzy , że dusza p o k u tu ją c a m oże zam ieszkać w
drzew ie, k tó re sw oim sk rz y p em u p ra sza o m o d litw ę p rz e c h o d z ą
cy ch W ierzen ia p o d o b n e w y stę p u ją b ard zo w y ra ź n ie w p o e z y i
i w ierzen iac h lu d o w y ch z ró ż n y ch za k ą tk ó w ś w ia ta ; te n te m a t
słu źy l n ie k ie d y za p rzed m io t d la u tw o ró w lite ra tu ry pięknej.
L u d y p ie rw o tn e te u o g ó ln ien ia o duszach czy d u c h a c h
lu d zk ich , zw ierzęcych i ro ślin n y c h ro z c ią g n ę ły jeszcze dalej, a l
bo w iem p rz y p isa ły życie i duszę czy d u ch y p rzed m io to m m a r
tw y m . T y lo r b ard zo słusznie m ów i: »N iektóre w ysoko s to s u n
k o w o sto jące dzikie p lem io n a, a ta k ż e znaczna ilość in n y ch p l e
m ion dzikich lu b b a rb a rz y ń sk ic h , b ę d ą c y c h ż pierw szem i w m niej
lu b w ięcej ścisłym zw iązku, ży w ią p rz ek o n an ie, że istn ieje d u sza ,
o d d z ie la ją c a się od ciała i ży jąca po je g o zniszczeniu, a p rz e b y
w a ją c a w kijach, kam ien iach , bro n i, poży w ien iu , u b ra n iu , o z d o
b a c h i t. p. p rzed m io tach , k tó re m y u w ażam y za p o z b a w io n e
d u szy i życia (T y lo r I., str. 391). J e s t to jed en z n a jc h a ra k te ry sty czn iejszy ch ry só w anim izm u ; słow em anim izm —- to u d u c h o
w ien ie i o ży w ienie całej p rz y ro d y n a w zór i m odłę isto ty lu d z
kiej.
A nim izm p ro w a d zi w drodze sw eg o rozw oju w p ro st do te o r y i
ży c ia p rzy szłeg o . N im je d n a k je skreślę, trz e b a tu w k ilk u sło
w a ch om ów ić jeg o dw ie te o ry e : te o ry ę w ę d ró w k i dusz i ich
p rzech o d zen ia i p rz eo b ra żan ia się, oraz te o ry ę niezależnego istn ie
n ia duszy. P ie rw sz a z nich p o sia d a b ard zo pow ażne zn aczen ie
w dziejach ludzkości ; o w ład n ę ła o n a spo łeczeń stw am i m ilio n o w em i lu d ó w A zyi, k tó re m iały o k re sy św ietn eg o rozw oju k u l
tu ra ln e g o , ale w przeszłości już zam ierzchłej, dziś zaś lu d y t e
sto ją n a niższych szczeblach k u ltu ry , są nieruchom e, m a rtw e
p ra w ie . D ru g a te o ry a —• te o ry a niezależn eg o istn ie n ia d u szy —
p o d łu g ich , b ard zo d ługich, a b ard zo złożonych p rz e o b ra ż e n ia c h
i p rz e k sz ta łc e n ia c h się d o p ro w a d ziła w sw ym o statec zn y m ro z
w o ju do teo ry i duszy, uznaw anej przez w ierzen ia re lig ijn e lu d ó w
n o w o ż y tn y c h . D łu g o b y m ów ić należało o ty c h p rz e o b ra ż e n ia c h
się i p rzek ształcen iach , pom ijam jed n ak , g d y ż nie w ch o d zi to
w za k res p ra c y niniejszej.
T e o ry a p rzech o d zen ia dusz ro z p a d a się n a k ilk a d z ia łó w
z u p e łn ie o d rę b n y c h lubo z so b ą ściśle sp o k re w n io n y ch . P rz e d e w sz y stk ie m n ależ y om ów ić te w ierzenia, iż dusze p rz o d k ó w
p rz e c h o d z ą w ich p o to m k ó w . P rzy tac zam tu z T y lo r’a k il k a
p rz y k ła d ó w lu d ó w p ierw o tn y c h , p o d ziela ją cy ch to w ierzen ie. A l
g o n k in o w ie, p lem ię in d y jsk ie p ó łn o cn o -a m ery k ań sk ie , g rz e b ią
—
117
—
m a łe dzieci p rz y d ro g ach , a b y po zb aw io n e c ia ła , m o g ły się
.w cielić w m atk i i odrodzić się znow u. P le m ię T a k u lli z A m e
ry k i p o łu d n io w o -zachodniej w ierzy w b ezp o śred n ie przenoszenie
d u sz z ciała do c ia ła ; ro lę p o śre d n ik a o d g ry w a tu zn a ch o r, k tó ry
k ła d z ie rę k ę n a piersiach czy n a g ło w ie u m ierająceg o czy z m a r
łe g o , p o tem zaś n a g ło w ę k re w n ia k a i dm ucha n ań ; pierw sze
dzieck o te g o k re w n ia k a m a w sobie duszę zm arłego i nosi je g o
im ię. In d y a n ie plem ienia N u tk a b ard zo d o w cip n ie w y tłó m aczy li
is tn ie n ie szczepu im obcego, acz m ó w iąceg o ich języ k iem , w ten
sp o s ó b , że są to o d rodzone dusze ich p rz o d k ó w . N a w y sp ie
V a n c o u v e r In d y a n ie m niem ali, iż n o w o ro d e k ze znakiem , p o d o
b n y m do b lizn y , b y ł duszą w odza, k tó ry m iał blizn ę p o d o b n ą
w s k u te k ra n y odniesionej. W sta ry m K a la b a rz e g d y um rze m atce
d zieck o , a w k ró tc e urodzi się d ru g ie, to je s t ona p rz e k o n a n a , że
p ierw sze p ow róciło. W plem ieniu W a n ik a w ierzą, iż dusza zm ar
łe g o p rz o d k a o d rad za się w no w o ro d k u , i w te n sp o só b - tłóm aczą sobie p o d o b ień stw o rodzinne. W G w inei też m ó w ią, że dusza
p rz o d k a w cieliła się w niem ow lę, jeśli ono p o d o b n e je s t do
zm arłeg o .
W ia r a w o d rad zan ie się dusz p rz o d k ó w w ich p o to m k a c h
d o p ro w a d z iła n ie k tó re plem io n a m u rzy ń sk ie i a u s tra ls k ie do
w n io sk ó w d ziw n y c h : p o w sta ła o ry g in a ln a te o ry a z m a rtw y c h
w sta n ia , a m ianow icie w ierzą oni, że ludzie b iali to są ich p rz o
d k o w ie zm arli. W te n sposób plem io n a te tłó m a c z y ły p o jaw ien ie
s ię ludzi b iały ch , k tó ry c h b a rw a s k ó ry nieco p rz y p o m in a ła im
śm ie rte ln ą b lad o ść ich p rzo d k ó w , g d y um ierali. T u b y lc y A u
s tra lii w y ra z ili swój p o g lą d w sposób b ard zo p ro s ty : »U m rzyj
cz arn y , p o w sta ń b ia ły !« K ra jo w c y m niem ali, że A n g lic y są d u
szam i ich p rzo d k ó w , k tó ry c h p rzy w iązan ie do o jczy zn y zm usiło
d o p o w ro tu ; w te n sposób tłó m aczy li ich p rz y b y c ie (T y lo r I I .
s tr . 4).
P rze ch o d zą c do -wderzenia w przech o d zen ie czy w cielan ie
s ię dusz lu d zk ich w zw ierzęta i ro ślin y , m uszę zazn aczy ć, że d u
szę zw ierzęcą, o k tó rej p o p rz ed n io b y ła m ow a, n ależ y od ró żn iać
o.d w cielonej w zw ierzę duszy ludzkiej. B o g a ty c h m a te ry a łó w do
te j k w e sty i d o starc zy li tu b y lc y am ery k ań scy , w śró d k tó iy c h
w ierzen ia p o d o b n e są b ard zo rozpow szechnione. A h to w ie z w y sp
V a n c o u v e ra m niem ają, że dusza lu d zk a m oże w cielić się w czło
w ie k a innego*) lub ja k ie b ą d ź zw ierzę, m oże je d n a k o n a opusz'*) Przypominam tu odpowiednie wierzenie Białorusinów.
—
118
—
czać d o b ro w o ln ie m iejsce sw eg o p o b y tu . » W d aw n y c h czasach,
p o w iad ają, ludzie m ieli p o sta ć p ta k ó w , zw ierząt i ry b , alb o r a
czej stw o rz en ia te m iały w sobie dusze In d y a n . N ie k tó rz y w ierzą
n aw et, że p o w ró c ą po śm ierci do ciał, k tó re zam ieszkiw ali p o p rz e d
nio — m ów i T y lo r (tom II., str. 5). W A m ery ce p o łu d niow o-zacho
dniej istn ieje w ierzenie pow szechne, że dusze zm arły ch w cielają,
się w zw ierzęta ; p ew n e p lem ię in d y jsk ie prosiło p o d ró ż u ją c y c h
E u ro p e jc z y k ó w , b y nie zabijali zg rzy b iałej niedźw iedzicy, w k tó
rej ciele m ieszk ała dusza b a b k i p lem ien ia W A m ery ce p o łu
d niow ej w ierzen ia p o d o b n e są b ard zo rozpow szechnione, nie m niej
i w A fry c e . W e d le M araw jan ó w dusze zły ch ludzi w c ie la ją się
w szakale, d o b ry c h zaś — w węże. Z u lu an ie św ięcie w ierzą, że
dusze ich p rz o d k ó w w cielają się w w ęże; w ęże zielone lu b b r u
n atn e, n ie szkodliw e, ła tw o o sw ajające się, u w a żan e są za »am ato n g o « tj. d u c h y przodków . W G w in e i m ałp y , m ieszkające
o k o ło c m e n ta rz y , u w ażan e są za isto ty , w k tó re w c ieliły się
dusze p rz o d k ó w , a w n ie k tó ry c h okolicach m ałp y , k ro k o d y le ,
i w ęże są czczone i u w ażan e za św ięte, ja k o u cieleśnione d u ch y
p rz o d k ó w . U A ry ó w , k tó rz y z p o c z ą tk u p ra w d o p o d o b n ie nie
z r a li d o k try n y w c ie la n ia się dusz w zw ierzęta i ro ślin y , a póź
niej p rz y ję li ją od p ra tu b y lc ó w In d y i, ro zw in ęła się o n a w s p a
n ia le i w b ram an izm ie i w po ch o d zący m od eń buddyzm ie. W e d le
w ierzeń b u d d y stó w w szy stk ie isto ty żyw e są b lisk o sp o k re w n io n e
p o m ięd zy so bą. T y lo r m ów i : » W księdze M anu p o d a n e są p rz e
p isy , w e d łu g k tó ry c h boskim i p rz y m io tam i o b d arzo n e dusze
m o g ą zd o b y w ać n a tu rę b o sk ą, podczas g d y dusze, o p a n o w a n e
n am iętn o ściam i, p rzechodzą w ciała ludzkie, a duszè, k tó re p o
ch ło n ęła ciem ność, są po n iżo n e do rzęd u zw ierząt. T a k w ięc
sto p n ie tej w ę d ró w k i dusz ro z p o czy n a ją się od b o g ó w i św ięty ch
i sch o d z ą k u dołow i przez ascetów , b ram in ó w , nim fy, k ró ló w ,
d o ra d có w , ak to ró w , pijak ó w , p ta k i, skoczków , oszustów , słonie,
k o n ie, su drów , b a rb a rz y ń c ó w , zw ierzęta d rapieżne, węże, ro b a k i,
o w a d y i ciała m artw e« (tom II. str. 8). P rz e ż y tk i te g o w ierzen ia
m o żn a jeszcze o b serw o w ać śró d lu d ó w słow iańskich. Ś ró d lu d u
p o lsk ie g o istn ie ją p o d a n ia o zw ierzętach, p o stę p u ją c y c h b a rd z o
rozum nie i celow o, np. znane p o d an ie o p sie i w ilku, k tó r y
p ierw szem u d a w a ł b ard zo życzliw e i d o b re rady*), zach o w u jąc
się w zg lęd em n ieg o p o ludzku.
*) »Lud« rocznik IV. str. 417; Biblioteka »Wisły« powieści i opow iadania
ludowe z okolic »Przasnysza« str. 38 —39
—
119
—
D u sze m o g ą też w cielać się w ro ślin y , k tó re p o siad ają dusze
w łasn e. B ard zo tru d n o , p ra w ie niem ożliw em je st w w y p a d k a c h
p o szc zeg ó ln y ch odróżnić duszę lu d z k ą w c ie lo n ą od duszy rośliny.
T o też fa k ty k u ltu lu b szczególnej czci, o d d aw an ej p ew n y m ro
ślinom , ty lk o w rzad k ich w y p a d k a c h m o żn a w y tłó m aczy ć w cie
len iem się w tę ro ślin ę duszy ludzkiej ; n p zn a n y je st dobrze
k u lt jem ioły, k tó r y o d g ry w a ł ta k w ażną ro lę w druidyzm ie, ale
w y tłó m a c z y ć go nie um iem y, bo oczyw iście tłóm aczenie a stro
nom iczne, k tó re p o d aje prof. R o sta fiń sk i w sw ej p ra c y o tej ro
ślinie, nie je s t p o w ażn ie uzasadnione. Jem io ła p o siad a też
p e w n e zn aczen ie . szczeg ó ln e w w ierzen iac h naszego i ru sk ie g o
lu d u , ale w czem tk w i p rz y c z y n a ty c h w ierzeń, nie w iadom o
(» W isła« II.. 85 — 95). W wfierzeniąch lu d u b ia ło ru sk ie g o są też
liczn e p rz e ż y tk i k u ltu roślin, ale czem u je p rz y p isa ć ? Czy w cie
le n iu w nie d u szy ludzkiej, czy też o so b n y m w łaściw ościom d u
szy ro ślin n ej •— n ie w iadom o? T o sam o da się pow iedzieć o ty c h
sa m y c h p rz e ż y tk a c h śród lu d u polskiego. W k się g a c h b u d d y jsk ich
cz y ta m y , że B u d d a w cielił się raz w d rz ew o ; b y ło to jedno z jego
550 w cieleń, przez k tó re przeszedł, d o p ó k i nie o sią g n ą ł szczytu
n ajw yższej dosk o nałości. W ie rz e n ia p o d o b n e istn ia ły ta k ż e u ludów
in n y c h ; p rz e ż y tk i ich s p o ty k a m y w śró d naszego ludu. W p o
d a n ia c h lu d ó w jm h z ziem i S ierad zk iej sie ro ta w zyw a ducha
m a tk i, b o nie m a gdzie się p rz y tu lić : »D ąb to nie ojciec, b rzoza
n ie m atk a, so sna nie siostra« — m ów i p. P ią tk o w s k a (»Lud« V I.?
str. 411).
T e o ry a n iezależn eg o istn ie n ia dusz przechodziła najrozm aitsze
k o le je d z ie jo w e ; w czasach zam ierzchłych b y ła ona p o czątk iem
ro z m a ity c h w ierzeń w d o b re i złe du ch y , zw łaszcza w te o statn ie,
a le o n ich m o w a b ędzie potem . T u n ad m ien ię ty lk o , że te o ry a
n ieza leżn e g o istn ie n ia dusz w sw oim rozw oju dziejow ym sto p n io w o
p o z b a w ia ła je ry só w m a te ry a ln y c h , coraz bardziej e te ry z o w a ła je,
je śli ta k rz ec m ożna, a nareszcie n a w yższych sto p n ia c h u sp o
łecz n ien ia
u d u ch o w n iła zupełnie. W w ierzeniach lu d ó w p ie r
w o tn y c h i ich p rz e ż y tk a c h śród najniższych w a rstw ludów u c y
w iliz o w a n y c h s p o ty k a m y liczne śla d y m atery aln o ści duszy. D o
w o d y te g o p rz y ta cza łem uprzednio, tu w spom nę, że s tra c h y
i zm o ry są isto ta m i w idzialnem i d la znachorów i czarow ników ,
z resztą i lu d zie zw ykli m o g ą w idzieć n iek ied y strac h y . T rz e b a tu
te ż p o d k re ślić, że h a lu c y n a c y e zm ysłów w a rstw y ludow e uznają
z a rzeczy w isto ść, to też o p o w ia d a n ia ludow e i w ierzen ia ro ją się
fa n ta s ty c z n e m i isto ta m i nadzm ysłow em i. W S y b e ry i o p o w iad a ł
—
120
—
m i lek arz o k rę g o w y , że zgłosiła się d o ń có rk a k u p c a m iejsco
w eg o , 2 0 -le tn ia dziew czyna, zd en erw o w an a, u sp o so b io n a c h o ro
b liw ie, z p ro śb ą , b y zb a d ał ją, czy je st dziew icą, czy też nie.
Z d ziw io n y lek arz p rzep ro w ad ził b a d a n ie ścisłe, z k tó r e g o o k a
zało się, że w czasie ty fu su w y sy p k o w ę g o dziew czyna w idziała
k ilk a ra z y d y a b ła , k tó ry z nią o b co w ał cieleśnie. W jej o p o w ia
d a n ia w ierzy li rodzice i sp ro w ad zili du ch o w n eg o , k tó ry o d p ra w ił
n a d ch o rą m o dły, p o k ro p ił w odą św ięconą i p o sta w ił krzy ż.
D y a b e ł, p rz eląk łszy się św ięteg o k rzyża, za p rze sta ł się zjaw iać.
W y m o w n y to dow ód, że ludzie, n a w e t nieco cyw ilizow ani, h a lu c y n a c y e b io rą za rzeczyw istość. B a d a n ie le k a rs k ie o k azało , że
d ziew czy n a je s t zd e n erw o w an a i b ard zo osłabiona, a le p łcio w o
p o d b u d zo n a . D ziało się to w gub. T om skiej n a p o g ra n ic z u S y b e ry i w schodniej. S łyszałem o p o w iad a n ie starej szlach cian k i lau dańsk iej, k tó ra tw ierd ziła, że n aw ied ziła ją w ch o ro b ie M a tk a
B o sk a O s tro b ra m sk a ; u siłow ano p rz ek o n ać staru sz k ę, że to b y ło
złu dzenie w zro k o w e, ale nie u dało się.
O te o ry i z m a rtw y c h w sta n ia czyli ożyw ienia ciała zm arłeg o
p rzez duszę, p o w rą cają cą doń, m ów i T y lo r co n a s tę p u je : »M u
sim y tu jeszcze w spom nieć o przedm iocie, k tó re g o pom ijać nie
n ależ y , albow iem zostaje on w zw iązku z dw iem a g łó w n em i g a
łęziam i n au k i o przyszłem istn ien iu , lecz k tó ry z tru d n o śc ią d a
się o k re ślić; trz e b a g o raczej śledzić ze stro n y czysto, h isto ry czn e j,
p o ró w n y w a ją c po jęcia ras w yższych i niższych. J e s t to m ianow icie
te o ry a o d n o w ien ia się cielesnego, czyli z m artw y ch w stan ia. F ilo
zofia ra s niższych nie w y m ag a , iż b y dusza p rz y b ie ra ła now e ciało,
g d y ż zdaje się jej, że p o siad a o n a sam a przez się ja k ą ś p o w ło k ę
i m a ciało m g liste, k tó re m oże istn ieć sam o istn ie zupełnie, ja k
in n e ciała zw ierzęce. W o p o w iad a n ia ch dzikich życie p rzy szłe je st
w iernem odbiciem teraźniejszego, ta k że p ra w ie nie p o d o b n a dojść,
czy p rz y p isu ją oni u m arły m ta k ie sam e ciała, ja k ie żyw i p o s ia
dają, czy też inne ; n ie k tó re ty lk o , b ijące w oczy p rz y k ła d y
m o g ą b y ć d o stateczn y m dow odem , że ra s y niższe p o siad ają p ie r
w o tn ą i w y ra źn ie ro zw in iętą n a u k ę o z m a rtw y c h w sta n iu ciał«
(tom II., str. 16). D alej T y lo r zw raca u w a g ę n a b ard zo ro z p o
w szech n io n y z-wyczaj śród ras niższych i w yższych p rz e c h o w y
w a n ia szczątków ciała zm arłego b ąd ź w form ie je g o kości, p rz e
w ażn ie czaszki, b ąd ź w form ie m um ii. D zieje E g ip tu d o sta rc z a ją
dużo do w o d ó w o te o ry i m um ii. Z m alow ideł eg ip sk ich , d o ty c z ą
cy c h ob rzęd ó w p o g rz e b o w y c h m ożna się p rz e k o n a ć , iż w ie rz y li
oni w p o w ró t dusz do sw oich ciał. W iem y też, że dusza o d ra d z a
—
121
—
się n ie k ie d y w ciele po to m k ó w . T u niech m ów i za m nie T y l o r .
» R o zb iera jąc b ard zo p o k re w n ą n a u k ę o w ę d ró w ce dusz, n a d m ie
niłem o te o ry i p rzech o d zen ia dusz w now e ciała lu d zk ie czy li
w ia rę w zm artw y ch w stan ie ziem skie. Z te g o sta n o w isk a z m a rtw y c h
w sta n ie cielesne w niebie lu b w p iek le je s t p o p ro stu w ę d ró w k ą
dusz. W y s tę p u je to m ianow icie u ra s w yższych, w k tó ry c h relig ii n a u k a ta p rz y b ra ła k s z ta łty w yraźniejsze i w yższe, p r a k ty
czne znaczenie. W R ig -W e d z ie znajdujem y w y ra ź n y w y k ła d
o z m artw y ch w stan iu cielesnem : u m a rły uchodzi za b ło g o s ła w io
n eg o , w d ziew ającego ciało sw o je ; obiecanem je st n aw et, że s p ra w ied iw y odrodzi się n a d ru g im św iecie z całem sw ojem ciałem
(sarvatanû). W bram inizm ie i b u d d y zm ie o d rodzenie się dusz
w ciałach , zam ieszk ujących niebo lu b piekło, je st p o p ro stu szcze
g ó ln ą fo rm ą w ę d ró w k i dusz. N a u k a o z m a rtw y c h w sta n iu u k az u je
się u P e rsó w s ta ro ż y tn y c h ; przypuszczają, że Ż ydzi zap o ży czy li
ją od nich*). P ie rw si chrześcianie rozw inęli ideę z m a rtw y c h w s ta
n ia ciała. D la d o k ład n eg o zrozum ienia tej n au k i, ta k ie j, ja k ą się
o n a p rz e d sta w iła um ysłom późniejszych teo lo g ó w , b ard zo p o
u czający m jest u stę p z O rig in esa, w k tó ry m m ów i o » m atery i
cielesnej, k tó ra ja k ą k o lw ie k jest, p o słu g u je duszy, a chociaż je s t
zrazu ciałem , lecz p otem staje się coraz czyściejszą i su b teln iejszą,
ta k iż ją n az y w ają duchow ą«**) (T y lo r tom II., str. 16 — 17).
D alej T y lo r p rz y ta c z a k ilk a p rz y k ła d ó w , ja k lu d y p ie r
w o tn e ro zu m ieją życie przyszłe, o czem m ow a będzie p o n iżej.
W o g ó le k w e sty a życia p rz y szłeg o u lu d ó w p ie rw o tn y c h tiie je s t
ściśle zb ad an a, w k aż d y m razie nieścisłość m ow y i w y ra ż e ń
jeszcze nie dow odzi niczego. U Z uluanów U n k u lu n k u lu , bó stw o ,
w y rzek ł, że ludzie »m uszą u m ierać i nie p o w sta ją już n ig d y « ,
a le w iem y, że d u ch y p rz o d k ó w żyją i sam U n k u lu n k u lu je s t d u
chem n aczeln ik a p lem ienia, trz e b a zatem b y ć b ard zo ostrożnym ,
w y ro k u ją c w tej k w e sty i. T y lo r p rz y ta c z a p o em acik , szczepu
D iu k a , k tó ry tu p o d aję :
»Onego czasu, gdy Dendid stw orzył w szystko,
Stworzył też słońce ;
Słońce idzie, zachodzi i znów wschodzi:
I stw orzył księżyc;
Księżyc idzie, zachodzi i znów W’schodzi :
*) Przykłady aryjskie w Rig-Wedzie X , 14., S; XL, 1 , 8; Manu X II, 16 —22;
Maks. Müller Todtenbęstattung str. X1L, XIV. ; Chips I. 47.; Muir w Journ. As. Soc.
Bengal I., 1865, str. 306; Spiegel, Avesta; Haug, Essays on the Parsis. .
**) Origin. De Princip. П., З, 2, »maieriae corporalis, cujus materiae anima
usum semper habet, in qualibet qualitate positae nunc quidem carnali, postmodum
vero subtiliori et puriori, quae spiritalis appellalur«.
—
122
-
I stw orzył gwiazdy:
Gwiazdy chodzą, zachodzą i znów w schodzą:
Stworzył człowieka;
Człowiek chodzi, schodzi do ziemi i nie wraca«.
(T y lo r II., str. 17—18).
S ąsied zi D iu k ó w , B arjo w ie, w ierzą, źe u m arli w ra cają p o
śm ierci n a ziem ię i p ro w a d z ą życie now e, zatem m ożliw em je st
p rz y p u sz c z e n ie tak ich ż e sam y ch w ierzeń u szczepu D iu k a. T y lo r
p rz y ta c z a s p ó r 2 m isy o n arzy , z k tó ry c h je d e n K a u fm a n n tw ierd ził,
że D iu k o w ie nie w ierzy li w n ieśm ierteln o ść duszy, g d y n a to m ia st
in n y , B ru n -R o lle t, tw ierd z ił przeciw nie, że lu d te n w ie rz y ł
w ży cie p rz y szłe (T y lo r II., str. 18). N ie trz e b a je d n a k w n io sk o
w ać, b y w ia ra w ży cie p rz y szłe p ro w a d z iła k o n ieczn ie do p o ję
c ia n ie śm ie rte ln o śc i duszy. T o p o jęcie je s t w p ro st obcem u m y
sło w i p ie rw o tn e m u ; m ożna m ów ić c h y b a ty lk o o trw a n iu duszy.
Z re sztą w e d le w ia ry lu d ó w p ie rw o tn y c h dusza je st śm ierteln ą.
N a w y s p a c h T o n g a ń s k ic h ty lk o dusze p rz ed staw icieli w y ższych
k la s k o rz y s ta ły z szczęśliw ego p o b y tu w k ra in ie B o lo tu , dusze
zaś g m in u u m ie ra ły w raz z ciałem . F id ż y jc z y c y m niem ają, źe
d u sz e w o jo w n ik ó w w in n e w św iecie p o z a g ro b o w y m staczać
w a lk i z d u szobójcą S am u i b ra ćm i jeg o ; w ty m celu k ła d ą m u
do g ro b u m aczu g ę bojow ą. Jeż eli dusza w o jo w n ik a zw ycięży, to
o tw ie ra się p rzed n ią d ro g a do sto lic y sędziow skiej N d e n g ejeg o ,
ja ż e li zaś o trzy m a ra n ę, sk az an y m je st n a b łą k a n ie się m iędzy
g ó ra m i ; g d y p o leg n ie, to w ów czas S am u i b ra c ia je g o ją g o tu ją
i z ja d a ją . D u sze n ieżo n a ty ch F id ż y jcży k ó w n a w e t n ie do ży ją tej
w a lk i. N iszczyciel dusz bezżennych, N a n g a n a n g o , siedzi n a sk a le
p r z y b rz e g u m orza i śm ieje się z dusz, k tó re p ró b u ją p rz e d o
s ta ć się m im o n ie g o ; jeżeli p rz y p ły w m o rsk i p rz y p ę d z i je do
b rz e g u , N a n g a n a n g o p o tłu cze je n a czarn y m k am ien iu (T y lo r
II ., str. 19). W G w inei m u rzy n i m iejscow i m niem ają, że p o
śm ierci b ę d ą ich dusze sąd z o n e przez w ielk ieg o k a p ła n a , k tó ry
d o b re o d s y ła do k ra ju szczęśliw ości, a złe za b ija m aczu g ą, s to
ją c ą p rz y je g o dom u. U m a rli są też sądzeni przez sw eg o b o g a
n a d rz e k ą śm ierci, k tó r y w y n a g ra d z a sp ra w ie d liw y c h tj. niejed z ą c y c h m ięsa zak azan eg o , o b ch o d z ący c h św ięta i św ięcie sp e ł
n ia ją c y c h p rz y się g i, złe zaś dusze to p i w rzece i g rz e b ie w za
p o m n ie n iu w iècznem . Je ż e li m am y w ierzy ć m isy o n arzo w i C avazzio,
to d u sza m u rz y ń sk a m oże u to n ą ć n a w e t w w odzie zw ykłej:
w d o w y k ą p ią się, a p o tem w y c h o d zą za mąż. K ą p ie l je s t ja k b y
o b rz ąd k iem w eselnym , k tó re g o celem je s t od p ęd zen ie d u szy niebo szc z y k a lu b jej u to p ien ie. W o g ó le nie obcem bodaj je s t ludom
—
123
—
p ie rw o tn y m w ierzenie, że dusze n ie k tó re m o g ą zanikać; w y o b ra
ż a ją o ne je ja k o isto ty etery czn e, m a te ry a ln e , k tó re m ożna w i
dzieć. I rzeczyw iście: w ró g nie żyje, ale zjaw ia się w e śnie, m oże
n a w e t zjaw ić się w w idzeniu (h a lu c y n acy a w zroku), a człow iek
p ie rw o tn y p rz e k o n a n y je s t o realn o ści ty c h zjaw isk i ich
p rzed m io to w o ści.
W a rto ro zejrzeć się w d o k try n ie o d uszy etery czn ej, ja k
ją w y o b ra ż a ją lu d y p ie rw o tn e ; d o p iero n a w yższych szczeblach
u sp o łecz n ien ia zjaw iło się pojęcie o bezcielesności i n ieśm iertel
n o ści duszy, a le te p o jęcia nie w chodzą w zak res etn o lo g ii.
Ż y cie p o z a g ro b o w e u ludów p ie rw o tn y c h nosi cechy n astęp u ją ce :
w e d le w ierzeń dusze m o g ą się b łąk ać , p o w ra c a ć w m iejsca sw ego
zam ieszk an ia lu b m ieszkać w k ra ju nieznanym , pro w ad ząc ży
cie, b ęd ą ce k o p ią życia ziem skiego ; n iek ied y , p rz y łą cza ją się
ju ż p o jęcia o k ra in ie szczęśliw ości, naznaczonej d la d o b ry c h
i o k ra in ie ciem ności i niedoli — ella złych. T e o statn ie w yróżn iczk o w an ia się św ia ta p o za g ro b o w eg o , p o w stały w zg lęd n ie późno.
D u sze, w e d le m n iem an ia lu d ó w p ierw o tn y c h , p rz e b y w a ją n a ziemi
śró d ży w y ch i w okolicach zn an y ch sobie. W e d le czerw onosk ó rc ó w — C zy k asaw ó w -— dusze z zad o w o len iem p rz e b y w a ją
n a ziem i p o m ięd zy żyjącym i, a A leuci w y o b ra ż a li, że dusze czer
w o n y ch to w arzy szą im w po d ró żach , ja k m orskich, ta k lądow ych.
M u rzyni a fry k a ń sc y w ierzą, iż dusze p rz e b y w a ją razem z nim i
i n ależ ą do u c z t; w C hinach o k azuje się cześć duszom k re w n y c h
o b ec n y m w sali przo d k ó w . W o g ó le dusze m o g ą zn a jd y w ać się
p o ś ró d ży w y ch i n iepokoić, p rzeto sta ra n o się od d aw n a
o z a sp o k o je n ie ich przez o b rz ęd y po g rzeb o w e.
W ierzen ie
to je s t n iem al pow szechnem . N a niższych szczeblach u sp o
łeczn ien ia p o zo staw ia ją zm arłym te rzeczy, z k tó ry c h oni k o rz y
sta li za życia. W S ta ry m K a la b a rz e istn ia ł zw yczaj, że sy n p o
zw alał dom ow i ojca zru jn o w ać się i do p iero po 2 la ta c h m ó g ł
g o o d b u d o w ać, m y ślan o bow iem , iż duch już z nieg o w yw ędrow ał. H o te n to c i opuszczali dom i nie p rz ek ra cza li p ro g u , d o p ó k i
d u ch nie p rz e n ió sł się w inne stro n y . U J a k u tó w w czasach
d a w n y c h pozostaw dano zw łoki zm arłeg o w raz z całem je g o m ie
niem w ju rc ie ; p. S ieroszew ski p rz y ta c z a o p o w iad a n ie p ew n eg o
k u p c a śred n io - k o ły m sk ie g o , k tó ry zb łąk a w szy się trafił do ju rty ,
n am ac ał w niej ciało człow ieka leżą ceg o n a posłaniu, i do p iero
p rz y św ietle z a p a łk i p rz e k o n a ł się, że są to zw łoki ja k ie g o ś J a
k u ta b ard zo zam ożnego. G re n la n d c z y c y w y p ro w a d z a ją zw łoki
u m a rłe g o p rzez o tw ó r osobny, a zatem rzucają g łó w n ie ro zpaloną,
m ów iąc : » p ik lerru k p o k « t. j. »niem a tu już nic d la ciebie« ! N ie
—
124
—
k ie d y po w y p ro w ad ze n iu zw łok w y lew ają k ilk a w ia d e r w ody,
n ie k ie d y też g ra b a rz e — pom orze B a łty c k ie — rz u cają słom ę
p ro sia n ą , b y dusza m o g ła 'o d p o c z ą ć . N a p ó łn o c y R o s y i n a d m o
g iłą w d o w a lu b in n a b lisk a k re w n a zaw odzi, w y liczając c n o ty
i z a le ty n ieb o szczyka. T e n ob rzęd zach o w ał się jeszcze w n ie k tó
ry c h częściach P o ls k i ; w oko licach S iew ierza k o b ie ta po stra c ie
m ęża, p rz e b ie g a ją c przez w ieś, ta k zaw odzi, łk a ją c g ło śn o :
»0 rety, rety Matko Boska Częstochowska,
Hu ! hu, hu.
0 wszechmocny Jezusie najsłodszy,
Hu ! hu, hu.
0 ja nieszczęśliwa siroteczka bidna,
Hu! hu, hu.
O mój Boże ! kaj poleciałeś ptaku mój miły,
Hu ! hu, hu.
O mój Boże ! co ja tera pocznę, do kogo sie przytulę,
Hu! hu, hu.
O mój gospodarzu drogi, kochaný,
Hu! hu, hu.
O czegożeś ty mnie nieszczęśliwą sirote opuścił,
Hu 1 hu, hu.
O mój gospodarzu. - mój ty jedyny, o już eie więcy nie ujźre,
Hu ! hu, hu.
O co ja bidna pocznę z tymi sirotami, kto na nich pracow ał będzie,
Hu! hu, hu.
O mój ty sokole' najmilejszy, o nie wrócisz ty już nie wrócisz,
Hu! hu, hu.«
Żal ten g łęb o k i, w y p o w ia d a n y m o n o to n n o -sm ętn y m głosem ,
czyni n a słu chaczu b ard zo sm u tn e w rażenie. T enże sam a u to r
p rz y ta c z a m ow ę, k tó rą m iano p rz y w y p ro w a d z e n iu zw łok. M ów
tak ich p rzy to czo n o k ilk a (B ib lio tek a »W isły« torn I. str. 132-133,
1 3 6 - I 45 )'-
C ały sze reg fa k tó w , p rz y to c z o n y c h przez T y lo r’a n a str.
33-24 tom u II. stanow czo stw ierd za, że d la p o k o ju dusz osób, p o
le g ły c h w b o ju lub zm arły ch śm iercią n a d z w y cz ajn ą, n iezbędnem
je s t ja k najściślejsze sp ełn ien ie w szy stk ich o b rzęd ó w p o g rz e b o
w y ch . T o zastrzeżenie sto su je się do ludów , zn a jd u ją cy ch się n a
ro zm aity ch szczeblach u sp o łecz n ien ia i k u ltu ry . Z n an y do b rze
je s t w y p a d e k z czasów w o jn y P elo p o n ezk ie j, g d y zw ycięzki
w ódz m a ry n a rk i ateń sk ie j w b itw ie p o d A rg in u sa m i n a m o cy
w y ro k u sąd o w e g o zo stał stra c o n y za to, że nie p o g rz e b a ł zw ło k
p o leg ły ch . D o p e łn ien ie n ie m o b rzędów p o g rzeb o w jm h są ofiary,
sk ła d a n e duszom zm arły ch ; p o d sta w a te g o w ierzenia — to w ia ra
w m a te ry a ln o ś ć duszy. »U plem ion K o l go ścin n o ść d la dusz
—
125
—
p rz o d k ó w u tw o rz y ła w iarę i o b rz ęd y zupełnej czci d la u m arły c h .
» S tarzy ludzie« o trzy m u ją d a ry w ofierze, g d y ich p o to m e k w y
chodzi w p o d ró ż i ich to pierw szy ch w z y w ają n a pom oc, g d y
c h o ro b a w y b u c h n ie w rodzinie« — m ów i T y lo r n a str. 28 t. II.
Z te g o też źró d ła p rz y ta cza m ca ły szereg fa k tó w odp o w ied n ich .
C zuw aszow ie staw ią n a g ro b ie o brus i p o ży w ien ie : » W sta ń
w n o cy , n ajed z się do sy ta i o b etrz y j sobie u sta obrusem « ! Cze
rem isi m ów ią po p ro stu : »To. d la ciebie, m asz tu jad ło i napój«.
C zerem isi corocznie sk ła d a ją ofiary zm arłym , a n a w e t w y sy łają
p o słó w , b y ci złożyli je zm arłym , p o g rz e b a n y m w okolicach
in n y ch .
T e n zw yczaj dobrze je st zn an y ta k ż e w całej A zyi p o łu d n io
w ej i w sch o d n iej, zw łaszcza w C hinach ; C hińczycy n ie k ie d y przechowmją z a b alsam o w an e zw łoki sw oich zm arłych b ard zo dłu g o ,
a w k aż d y m dom u je st o so b n y pokój, w k tó ry m przechow uje
się tab liczk i, w y o b ra żają ce d u c h y zm arłych. C hińczycy bardzo
tro sk liw ie k a rm ią i troszczą się o d u ch y osób zm arłych, u ła
tw iając im to w szelkim i sp osobam i m ożliw ym i. E g ip c y a n ie sta ro
ży tn i b ard zo często trz y m a li m um ie p rzo d k ó w sw ych w dom ach,
p rz y n o sząc je n a uczty. In d o w ie tro sk liw ie p rzestrzeg ają, b y
zm arli p rz o d k o w ie o trzy m y w a li ofiary o d p o w ie d n ie ; staw ia się
n a w e t m iseczka z w odą, b y m ogli um yć się. W czasie pełni
i n o w iu sk ła d a ją o fiary obrzędow e z ciasta, ry żu i m asła, oraz
m leka, alb o w iem u ła tw ia ją one dw u n asto m iesięczn y p o b y t z Ja m ą
w p iek le, tudzież d o p o m a g a ją do p rzejścia do n ieb a P ita
rów , ojców.
N a stę p n ie T y lo r m ów i o p rz e ż y tk a c h te g o zw yczaju
w chrześciań stw ie, p rz y ta c z a ją c słow a F a u s tu s a : »Ś w ięta ofiarne
p o g a n zam ieniliście n a u cz ty m iłosne, bożków ich zam ieniliście
n a m ęczenników , k tó ry c h czcicie p o d o b n em i ofiaram i ; jed n ac ie
cienie zm arły ch w inem i p o tra w a m i; obchodzicie w raz z p o g a
n am i ich św ięta, ja k »calendae« i »solsticia« i nie odm ieniliście
ży cia w aszego« (II., str. 29). Z b io g rafii św. M oniki, m atk i św.
A u g u s ty n a , w ielk ieg o ojca kościoła, w iem y, iż zw yczaj p o g a ń sk i
k a rm ie n ia zm arły ch s ta ł się zw yczajem sta w ia n ia p o tra w p rz y
g ro b a c h m ęczenników , b y je uśw ięcić. T y lo r podaje, że S a in t F o ix p rz y ta c z a opis ob rzęd ó w p o g rz eb o w y ch , w y k o n y w a n y c h po
zg o n ie k ró la fran cu sk ieg o .
O s ty p a c h p o g rz eb o w y ch , p ra k ty k o w a n y c h przez w yznaw ców
k o ścio ła w sch o d n ieg o , w spom inaiem uprzednio ; tu dodam ty lk o ,
że po zg o n ie cesarza A le k sa n d ra III. w całem p ań stw ie R o sy j-
-
126
—
skiem o d b y w a ły się s tv p y p o g rz e b o w e , n ie k ie d y n a k o szt ziem stw ,
m iast, szlac h ty , a n ie k ie d y — n a w e t w p ro s t n a k o szt sk a rb u .
W s z y s tk ie te w ierzen ia lu d ó w p ie rw o tn y c h ko śció ł zachodni
p rz y ją ł i u św ięcił p o n ie k ą d : w k o ń c u X . w. o p a t K lu n ja c k i,
O dilo, u sta n o w ił w d n iu 2. listo p a d a św ięto u m arły c h , dzień z a
d u szn y , k tó r y d o tą d o b chodzi się w św iecie k a to lic k im (T y lo r
t. II. str. 31— 32). T en że sam o b ch ó d zn a ją i w y z n a w c y k o ścio ła
w sch o d n ieg o , ty lk o w innej p o rze ro k u — n a w iosnę — a w fo r
m ie jeszcze b ard ziej p ierw o tn ej.
Jan Witort.
0 M zie P o É k la islÈ w о р іи й і, а І ш ш а с ії w szczegiości.
Gzęśó wtóra.
Zabawy, pieśni i gadki.
i.
C hrzciny. A k u sz e rk a zow ie się b a b k ą . O n a sp ra w u je
n ie ty lk o fu n k c y e ak u sz erk i, ale p o śre d n ic zy ta k ż e m iędzy k u
m am i, m usi b y ć o b ecn ą p rz y chrzcinach i p o ucza m atk ę, ja k m a
so b ie p o stę p o w a ć z dzieckiem , a b y je rodzice l u b i e l i i a b y
się zdro w o ch ow ało.
C hrzest w Iw oniczu o d b y w a się ran o , a b y dziecię m o g ło
b y ć n a m szy św. R o d z ic e n o w o n a ro d z o n e g o o b iera ją po k r ó t
kiej n arad zie ojców ch rzestn y ch , a b a b k a za p rasz a ich s te re o ty
p o w ą o ra cy jk ą. P o ch w a liw sz y P a n a B o g a m ó w i: » P o z d r a w i a
w a s k u m i k u m e c z к a ‘). D a ł j i m P a n B ó g s y n a ( c ó r k ę ) ,
a b y ś c i e ji m nie od mó w i e l i i t o d z i e c i e do w i a r y
ch rześcijański p rzy p ro wudzieli«.
O dm ó w ienie trz y
m an ia do ch rztu je st w ielk ą o b razą p ro sz ący c h i h a ń b ą dla o d
m aw iająceg o . P rz y sz ły k u m o b d arza b a b k ę p ieniądzm i lu b p sze
n icą » z a d r o g ę « . Z w y k le ty lk o je d n a p a r a trz y m a dziecię do
chrztu. K u m e c z k a p rz y szed łszy ra n o po dziecię, b y w a n a ty
ch m iast często w an a tru n k am i. K u m czeka ją p o d kościołem . Ż ony
k u m a i m ęża k um eczki je st obow iązkiem b y ć w k ościele i zd a la
p rz y p a try w a ć się o brzędow i kościelnem u. G d y dziecię w rzeszczy
w kościele, to d o b ry znak, bo się będzie dobrze chow ało.
‘) Choć zaproszony nie ma jeszcze kumów.
—
127
—
G d y d ro g a z k o ścio ła do dom u p ro w ad zi o b o k k a rc z m y ,
k u m o w ie n ig d y jej nie om iną. G d y zaś d alek o z d ro g i do k a r
czm y, u d a ją się do o rg a n is ty , o b o k k o ścio ła m ieszk ająceg o i w y
sy ła ją b a b k ę do k arczm y po w ódkę. P o czę sto w aw szy się (w e
czw oro), d ają n o w o n a ro d zo n em u na w iązanie p a rę g u ld e n ó w ,
w ręce b ab k i, k tó ra zaw ija je w dom u w p ieluszki dziecięcia.
P o w ró ciw sz y do dom u, k u m eczk a o ddaje dziecię m atce z tem i
s ło w y : » W z i e n á m o d w a s ż y d o w i n a ( p o g a n i n a ) , a
o d d a j e wám c h r z ś c i a n i n a ; n ie c h sié c h o w á wám
na p o c i e c h e a P a n u B o g u na c z e ś ć i chwałę.«
Z ap roszeni n a ch rzcin y sąsiedzi ściskają m atce ręce i z g r a
b n ie jej p rz y te m w c isk a ją pien iąd ze. G d y dziecię je st płci m ę
skiej, k u m n iesie je p o chrzcie p o za ołtarz, a w dom u siad a n a
p ierw szem m iejscu za stołem , a po je g o lew icy k um eczka. G d y
zaś dziecię je s t p łci żeńskiej, k u m eczk a m a to p ra w o i p ierw sza
p ije do k u m eczk i-m atk i i d aje za k a ż d y k ieliszek p ien iąd z e m a tc e
przez b ab k ę , co i inni czynią, d o p ó k i ch leb a nie położą n a stole.
W te d y k u m eczk a (lub kum ) k ra je ch leb i ć w ia rtk ę je g o z serem
i p e łn y m kieliszkiem , n a dnie k tó re g o znajduje się pieniądz, o d
sy ła m atce dziecięcia. G d y k u m o w i zdaje się, że za w iele d a ł
p ien ięd zy , a ch leb a niem a jeszcze n a stole, p ije w te d y do o jca
dziecka, co całe zg ro m ad zen ie k o lejn o p o w ta rz a i nie daje nic
m atce. C h u d y k u m p o zw ala sobie często te g o w y b ieg u , n ib y
z litości, że ojciec nic nie pije.
» G o s z c z e n i e « k u m ó w trw a najdłużej do r a n a d n ia n a
stę p n e g o . D aw niej ro b io n o p o p r a w i n y przez dw ie lub trz y
n iedziele po nieszporach.
B a b k a sp o rz ąd za k ą p ie l dziecięciu z w o d y n a p rą d z ie n a
b ra n ej, d aje do niej liści przez nią u z b ie ra n y c h i o g rz e w a ; po
w y k ą p a n iu dziecięcia w y le w a k ą p i e l p o d s ł o d k ą g ru sz ę
o w schodzie słońca, a b y dziecię b y ło zdrow e. G d y dziecię je s t
słabe, zanosi b a b k a p ie lu c h y p o d fig u rę o w schodzie słońca, k ła
dzie dziecię n a stole, p rz y k ry w a je nieckam i, w k tó ry c h n a W ie l
k a n o c b y ło ś w i ę c o n e , i k o p ie p o d stołem , szukając w ę g la ,
k tó r y k ład zie do w o d y , że g n a g o , sp lu w a trz y ra z y i m ów iąc
p acierz, w y le w a w odę p o d k rz ew brzozy.
K u m ec zk i p rz y sy ła ją sobie n astę p n ie d a r y przez b a b k ę .
K o b ie ta , k tó ra trz y m a ła dziecię do chrztu, czyli k tó ra k u m o w a ła ,
p rz y s y ła m atce dziecięcia n ajdalej za d w a ty g o d n ie s p o ry w ę
zełek k ru p , m ąk i, pszenicy, lnu, k o n o p i, su szo n y ch ow oców , itprzeczy. M a tk a zaś dziecięcia w in n a odesłać jej d w a b o c h e n k i
—
128
—
c h le b a z m ąk i pszenicznej, m łyńskiej, k tó re zow ią się » p y t l o
w a n e k o ł a c z e » . Z an ied b an ie d a ró w w y ra ż a g n iew i n ien aw iść
m ięd zy k u m eczkam i, a h a ń b ę u sąsiad ek .
2.
W e se le . P a ro b c z a k , u p o d o b a w sz y sobie dziew czynę, w y
s y ła » r o z u m n e g o « są sia d a do jej rodziców z w ódką, — ja k
m ó w ią — » n a p o s ł a « . Г еп d łu g ą p ro w a d ząc rozm ow ę o p o
b o żn y ch rzeczach, m ów i w k o ń c u : »E j, m i a ł-j e m c o s i k z w a m i
p o m ó w i ć , a l e t u n i m á j á к, c h o d ź c i e d o k o m o r y . « G o
sp o d a rstw o id ą do k o m o ry , a o n : » N i e w i e c i e , p o c o j á t u
p r z y s z e d ? « — »T a, j à k p o w i e c i e , t o b ę d z i e m y w i e
dzieli. « — » P r z y s ł a ł mie tu B a r t e k P i ę t r z к a z P o
t o k a (N. N) , c z y b y ś c i e n i e d a l i K a ś k i z a n i e g o ? « —
» J a k b e d z i e t a k á w o 1á P a n a B o g a i j a k z e c h c e . « —
»Trza ją zawoTać, a d e j c i e no miare czki.« —
G o sp o d y n i w o ła có rk ę a g o sp o d a rz p rz y n o si k ieliszek. P o
s e ł p ije do dziew czyny, k tó ra » g d y r a d a « , p ije p ó ł k ielisz k a
i » c h r z t u s i s i e « 1), c h o ć b y chciała ca ły k ieliszek w ypić. N a stę
p n ie u c ie k a d ziew czy n a ze w sty d u , a ro d zice nazn aczają d zień
n a » z a l o t y « i p rz e d k ła d a ją » w i a n o « .
Z alo ty o d b y w a ją się zazw yczaj w e czw artek , rzad k o w n ie
dzielę, i tó w ieczorem . » Z a l o t n i k « w to w a rz y stw ie » d r u ż b y «
i » s w a t ó w « (2, najw ięcej 3) p rzy ch o d zi z w ó d k ą późno w ieczó r
do dom u o b lu b ien icy . D rzw i zastaje zam knięte, a św iatło p o g a
szone. D ru ż b a p u k a do trze cieg o razu. Za trzecim razem w y c h o
dzi g o sp o d a rz i p y ta się:
— K to tam?
— Podróżni.
— Ej , m o ż e t o j á c y ź l i l u d z i e ?
— Ej , n i e , i d z i e m y z f a b r y k i , p o m e n c z e n i ; t a k i e b y ś c i e nás tyż p r z e n o c o w a li.
— No, k i e d y t a c y ś c i e , to c h o d ź c i e .
M ło d y zastaje w » c h a ł u p i e » , g dzie się go ści p rzy jm u je,
ty lk o g o s p o d y n ię i g o s p o d a rz a ; słu d zy w y g lą d a ją ze sieni p rz ez
drzw i. W te d y m ów i m ło d y , »że m u z g in ęła p ięk n a, b o g a ta c ó rk a
ojca, k tó ry m iał m u ją w y d a ć ; szuka jej w szędzie i prosi, a b y
m u p rz y p ro w a d z ili d ziew częta w ty m dom u się znajdujące.«
P rz y p ro w a d z a ją ja k ą słu g ę. M ło d y — b o ta k już n a z y w a się z a
l o t n i k — m ów i, że nie ta. Za trzecim razem p rz y p ro w a d z a ją
i) Krztuszenie sig m ężczyzn przy piciu wódki jest naganne.
-
129
—
o b lu b ie n ic ę i z w eselem sa d o w ią ją za stołem o b o k m ł o d e g o .
D ru ż b a p ro si o m iarkę. G o sp o d arz p o d aje m u w łasnoręcznie k ie
liszek, lecz w p rz ó d y p rzy n o szą słu d zy » d l a ś m i e c h u « m iark ę
do m ierzen ia zboża.
D ru ż b a n alaw szy kieliszek, zw raca się do go sp o d arza, m ów iąc :
— Niech bedzie p o c h w a lo n y Jezus C h ry stu s;
w i n s z u j e p r z e z e m n i e N. i p r o s i d l a N. o c ó r k ę , j e ź l i
bedzie wolá P ana B o g a i wasze zezwolenie.
— J e ź l i b e d z i e w o l á P a n a B o g a i N. z e c h c e .
W te d y p y ta ją się d ziew czyny. A o n a n a to :
— J e ź l i b e d z i e t a k á w o l á P a n a Bog a, to chce.
P o tem w szy stkim n a stę p u je zabaw a. W so b o tę idą » m ł o
d z i « n a pacierze. N arzeczona niesie księdzu w darze k u rę, a n a
rzeczo n y p łaci od o p o w i e d z i (zapow iedzi).
D aw niej po trzeciej zapow iedzi jeździli po wsi ta k zw ani
d rużbow ie. N arzeczo n y z d ru ż b ą i trzem a sw atam i w stro ju w es e l n y m jeździli k o n n o po k re w n y ch , k tó ry c h tu p r z y j a c i ó ł m i
zow ią. D ru żb a, stan ąw szy na przodzie to w arzy szą cy ch p rz ed
d rzw iam i, m ów ił w te sło w a :
— Hej! P a n i e ojcze, p r o s z ę w a s z e c i na s ł ó w k o !
G o sp o d arz w ita p rz y b y ły c h ściśnieniem ręki przez c h u stk ę,
a d ru ż b a m ów i dalej :
— J e s t e m p r z y s ł a n y od p a n a ojca, p a n i m a t k i
i pana młodego, który przy boku moim stoi i prosi
n a j p r z ó d o b ł o g o s ł a w i e ń s t w o , a p o t e m j a k o p á n ociec pro si na w e se le w dom swój w szytkich wás
r a z e m , j a k o p r z y g o t o w a n y j e s t , b o z a b i e ł w o ł u , j.e s t
w s t a n i e p o s t a w i ć b e c z k e wina, g a r n i e c w ó d k i, d r u
gi i trzeci, a b y wszytkich, j a k przystoi, uczenstować. P r z e p r a s z a m wás, p à n i e o j c z e , że n i e d o ł o ż ę
s ł ó w k i e m a b o d w o m a ; — no j e d ź m y dali.«
P o ż e g n a w sz y się, odjeżdżają. U ro c zy ste to o bjeżdżanie przedw e se ln e dziś już u stało ; w y d a rz a się w y jątk o w o u b o g a tsz y c h
g o sp o d arzy .
G ro n o w eseln e sk ła d a ją : p ań stw o m łodzi, drużba, sw acia,
sw aszk a, dru żk i. D ru żb a, śre d n ie g o w ieku go sp o d arz, rozum ny,
d la te g o , że um ie przem ów ić, gdzie trzeb a, i zna p o r z ą d e k
w e s e l n y , od całej wsi n a w esela b y w a proszony. — S w acia,
to p aro b cza k i, sy n o w ie km iecy. — S w aszka, ja k dru żb a, śre d n ie g o
w iek u k o b ieta, znająca o b rz ęd y w eselne k o b ie t i zach o w an ie się
p rz y z w o ite i zw yczajem uśw ięcone m łodej. — D rużki, to dzie9
-
130
—
w częta zap ro szo n e p rzez m łodą i m łodego do śp iew ó w w e se ln y ch
i ta ń c ó w ze sw atam i.
S tró j w e se ln y tern się różni od św iątec zn eg o , źe sw acia
m ają u k am izelek u w iązan e ch u stk i, a m ło d a rozpuszczone w ło sy .
W e c z w a rte k p o d ru g ie j zapow iedzi idzie sw asz k a z m ło d ą
po w si, p ro sząc n a w esele. S tró j ich w e se ln y ; sw asz k a niesie
d z b a n e k n a m asło, a m ło d a w o ry n a zboże. S w aszk a id ąc zaw sze
p rz e d m łodą, w stę p u je do k re w n y c h m ło d y ch i p ro si ich o za
siłek n a w esele tem i sło w y :
— Niech bedzie po ch w alo n y Jezus Chrystus.
W inszuje przeze m nie pán ociec i pani matka, pán
m łody i p an n a młoda dzień dobry, w szytko dobre,
a ż e b y ś c i e n á s w s p o m o g l i n a to u c z c i w e w e s e l e ,
czym łask a wasza.
D o s ta ją zboża. O dchodząc m ó w ią :
— D ziękujem y, a na w esele prosiémy.
W iec zo re m w niedzielę za czy n a się w esele. M ło d y ja k o s y n
k m iecy sp ro w a d z a do siebie dziesięciu sw ató w i p a re d ru żek ,
a ró w n o cześn ie to sam o czyni m łoda u siebie. D ru ż b a z m u z y k ą
w chodzi do m ło d eg o :
— Niech bedzie pochw alony Jezus Chrystus.
W itejcie panowie swatkowie.
A zw racając się do ojca m łodego, m ów i :
— Niech bedzie pochw alony Jezus Chrystus.
P a n ie ojcze weselny, winszuje wám dobry wieczór,
życzę wám szczynścia, zdrow ia i b ł o g o s ł a w i e ń s t w a
w w e s e l n y m a k c i e , a b y w á m sié d o b r z e z a p o c z e n ł o ,
a w spokoju skończyło.
M u z y k a g ra n a d o b ran o c. P o chw ili d ru ż b a ucisza m u zy k ę
i u sad o w iw sz y sw ató w za stołem i k az aw szy ro zn ieść ch leb m ię
d zy nich, b ierze flaszkę z w ódką, m ó w ią c :
— Niech bedzie p o c h w a lo n y Jezus Chrystus.
Moi p a n o w i e sw ac iá! Z a p r o s i a ł w á s tu p á n ociec,
na p o sied zen ie i trunek, a teráz wás prosi, abyście
k o ła c z jedli, w ó d k ę pili, p a n a ojca nie żałow ali,
kiedy wesele zaczyna.
P o tej » p i e r w s z y n a g r y z c e « p o w staje d ru ż b a i m ó w i:
— Niech bedzie poch w alo n y Jezus Chrystus.
Zap rosiał wás pán ociec i p ro si o p rz e b a c z e n ie ,
jeźli n i e z r o b i a ł dogodności, bo m u s i é m y p o sp ie
szać dali.
-
131
—
D ru ż b a i s w a ty o tacz ają ojca m łodego, d rużki zaś u ciek ają
n a po d w ó rze, nie chcąc b y ć św iad k am i czułej sce n y , k tó ra n a
stę p u je . D ru ż b a bow iem m ów i do o jc a :
— Niech bedzie pochw alony Jezus Chrystus.
O jc z e uczciwy, j a k o na d n i u d z i s i e j s z y m s yn wász
w y s t e m p u j e sobie o dszukać m a łż o n k i i prosi wás
0 pierwsze błogosławieństwo.
M ło d y ścisk a za n o g i rodziców ze łzam i. D ru ż k i zaś przy
o d g ło sie sk rzy p có w , cy m b ałó w , b asó w i k la rn e tu , n u cą :
W ychodź Jasiu z domku do Kasi,
Bo eie już szuka po cały wsi (bis).
I strasznie płacze i bardzok narzyká
I wszytkich ludzi o ciebie sié p 3rtá. (bis)
W ychodź-że Jasiu z domku do Kasi,
Bo eie już szuka po cały wsi. (bis)
U m łodej jed zą w arzą, podczas g d y m u zy k a g ra m łodej na
d o b ra n o c, i id ą w reszcie do karczm y. K o ło jed en a stej w nocy
d ru ż b a za b ie ra sw ató w m łodego i d ru żk i do dom u m łodego.
W sam dzień ślubu. P rze d w schodem sło ń ca id ą s w a ty s p r a
szać k re w n y c h i pro szą tem i sło w y :
— Niech bedzie p o ch w alo n y Jezu s Chrystus.
W i n s z u j e p r z e z e m n i e p á n ociec, p a n i m a t k a , p á n
młody, pani młoda, ab y ście n a t o uczciwe wesele
sié sta w ié li i nám i nie gardzieli.
W y m a w ia ją c y c h się od b ra n ia u d ziału w w eselu je st o b o
w iązk iem s w a ta n am aw iać usilnie.
S p ro szo n y ch gości sad o w i d ru ż b a za długim i, z tarc ic zro
b io n y m i stołam i, każe p rz y n ie ść kołacze (chleb), w ó d k ę i w arzę.
1 ta k się o d zy w a do nich :
—- N i e c h b e d z i e p o c h w a l o n y J e z u s C h r y s t u s .
Z a p r o s i a ł w á s p á n ociec, p a n i m a t k a na t r u n e k i na
d á r b o ż y , a b y ś c i e k o ł a c z m a s ł e m s m a r o w a li, w ó d k ę
pieli i pana ojca nie ża łow ali.
P rze d m o w ę tę p rz ed każd o razo w em uczęsto w an iem p o w ta
rz a, a p o sk o ń czonym cz ęstu n k u p rzep rasza, ja k w yżej p o d an o .
N a stę p n ie znów d rużki w y p ra sz a ją śpiew em m ło d eg o , p o d
czas g d y on znów p ro si rodziców o b ło g o sław ień stw o .
P o te m udają się do m łodej z sp ro szo n y m i k re w n y m i. K r e
w n i m łodzi czek ają ich n a podw órzu. D ru ż b a w y sy ła dw óch
sw a tó w do s ta ro sty , — je s t nim s ta ry g o sp o d arz, u trzy m u jąc }
p o rz ą d e k w ese ln y w dom u m łodej — i p ro si o p o z w o le n ie wej
ścia. S ta ro s ta w a h a się z o b aw y , b y m u dom u nie z ra b o w a li itp ..
-
132
—
d o p iero za zaręczeniem d ru ż b y p rz y sta je . T ym czasem k o b ie ty ,
idące od m ło dego, śp iew a ją n a p o d w ó rzu p rz y p rz y g ry w c e ,
m uzyki :
Rano Kasia1) w stała2),
Podwórzec zamiatała,
Rutką sié ustrajała,
Gości sié spodziewała,
A nabardziéj jednego
Jasieńka8) kochanego.
Oj, grzebie liszka, grzebie,
T a w jaworowym drzewie;
Oj, w ygrzebała lisa,
Jasieńka towarzysza.
S w a ty zaś śp iew ają, jak m ów ią, » n a d e s p e t « .
Oj, jak przyjadą po mnie, za piecem sié siende,
Skumosik1) bede płakała, a tu rada bede.
Zatrę sobie, zatrę sobie cebuleńką oczy,
Bedą ludzie powiadali, płacze we dnie, w nocy.
A przy łące, przy zielony, przy nizki dolinie,
Zakochał sié nasz pán młody w nadobny dziewczynie.
Potyl szukał, polť nie znaláz kwiatu różowego,
Nie chce już dłuży pendzić życia samotnego.
Dzisiaj my sié, jego krewni, na to spľowadziéli,
Ażebyśmy go w dom boży na ślub wprowadziéli.
N a stę p n ie przem aw ia d ru ż b a do s ta ro s ty :
— Niech b ed z ie p o c h w a l o n y Jez u s Chrystus..
D z i e n k u j e ci , ż e ś m i t y c h l u d z i u m i e ś c i á ł — (a j e
s z c z e są za d r z w i a m i ) , — t e r a z e i e proszę, j a k o g o
d n e g o p a n a s t a r o s t ę d l a t y c h osób, co b e d ą p r z y j
m o w a ć dziś s z ó s t y s a k r a m e n t m a ł ż e ń s t w a , a b y ś d a ł
plac.
S ta ro s ta p rz y sta je n a w szy stk o a d ru ż b a sad o w i za s to ły
o d ścian y m ężczyzn, po d ru g iej stro n ie sto łu k o b ie ty , — m ło d ą
n ap rzec iw m łodego. ”W te d y znów do sta ro sty m ów i ;
—' N i e c h b e d z i e p o c h w a l o n y J e z u s C h r y s t u s . .
D z i e n k u j e ci , ż e ś l u d z i u m i e ś c i a ł , a t e r á z p r o s z ę
e i e , p o w i e d z mi , c z y t e o s o b y , c o d z i ś b e d ą p r z y j
m o w a ć s z ó s t y s a k r a m e n t m a ł ż e ń s t w a , n ie są na-
J) Imię panny młodej.
2) Każdy wiersz się powtarza.
s) Imię pana młodego.
•) = nibyto.
—
133
—
m ó w io n e , c z y nie z.łakom ione na majątki, c z y t y ż
z sw ego upodobania i woli Pana Boga?
T a k p y ta się d ru żb a sta ro stę p o trzy k ro ć, a n astę p n ie zw raca
się do m ło d y ch i z o sobna po trz y k ro ć o tożsam o się p y ta . P o
o trz y m a n iu zadow olającej odpow iedzi każe d ru żb a p o ło ży ć p rz ed
sied zący ch chleb, ser i w ódkę. M łodzi n a rozkaz d ru ż b y p o d ają
-sobie przez ch u stk i ręce n ad p o ło żo n y m chlebem , a rodzice ich
1 za nimi w szy scy obecni d o ty k a ją , się ic h .r ą k . i życzą im :
— Ż e b y ś c i e s i e m i e l i j a k z i e m i a k o ł o ś w. J a n a ,
ja k ty ziemi na n iczy m nie schodzi, żeby i wám tak
n a n ic z y m .n ie schodziło.
D ru ż b a żąda m iark i, a b y pić litk u p , bo m ó w i; » T u t a k
jest, jak p rz y kupnie«.
G d y go ście w eselni piją a m łodzi ty lk o » z d r ó w k a j ą « ,
b o p ó jd ą do spow iedzi, m u zy k a g r a : W i w a t ! N a stę p n ie ch leb
z p rzed m ło d y ch k ra je się n a m ałe k a w a łk i i rozdaje o b ec n y m
n a św iad ectw o a dla dziadów k o śc ie ln y c h część zostaw ują. P o -tem sta ro s ta d o b y w a ró ż d ż k i1) i o g lą d a ją c ją, m ó w i:
—- U b r a l i ś c i e m i r ó ż e c z k e , p a n i m a t k o , b a r d z o k
ła d n i e . — G d z ie pód zie ta różeczka, tám p ô d z i e
i w a s z a c ó r e c z k a . — J a k b y ł a m ł o d a (tu u d a j e g ł o s
m a t k i młodej), t o m ją p i ó r k a m i u t u l a ł a , a g d y p o d
r o s ł a , r u t k ą u s t r a j a ł a . P r z y c h o d z i s z e s n a s t a w ie s n a , c ó r e c z k a d o r a s t a . P r z y b y ł do nij m ł o d z i e n i e c
i z a b i e r a ji w i e n i e c .
T u daje roźeczkę m atce p a n n y m łodej, k tó ra m u ją oddaje.
S ta r o s ta m ów i dalej :
— D a j e p a n i m a t k a te r ó ż e c z k e m ł o d z i a n o w i ,
a b y ją p r o w a d z i ł g ó r ą a za t y m ś l a d e m , a b y p á n
m ł o d y i p a n i m ł o d a s zl i do s t a n u m a ł ż e ń s k i e g o
i połączę nia kapłańskiego.
D ru ż b a o d eb raw szy różdżkę od sta ro sty , m ów i doń :
— Z a s m u c o n y bardzo pán młody, jak zob a czy ł
t e r ó ż d ż k ę t a k u b r a n ą , b o i s ié , c z y n i e b e d z i e m u
siał jechać na je rm á k i po k arm e lik i dla swej ko
c h a n e j , a l e p r z y j á c i e l e p o w i a d a j ą, ż e o n a u c h o w a n a
ń a c h l e b i e p o w s z e d n i m , d l á t e g o o d d a j e (ę) j ą m ł o
’) Jest to wierzch mtodej jodełki, ubrany przez swatów pana młodego w pióra,
jabtka, obwarzanki i wstążki.
—
134
—
d z i e ń c o w i , a b y ją do k o ś c i o ł a zaniós, a p o t y m d o
ksiendza proboszcza.
P o tej p rzem o w ie d ają ją sw a tu przedniem u, a in n y m d w a
c h le b y u b ra n e, ja k ró żd żk a, d la o d d an ia w ręce p a n u dziedzi
cow i i k siędzu. N a stę p n ie d ru ż b a p ro si sta ro s tę o p o zw o len ie,
ab y m łodzi u p a d li do n ó g rodzicom i p ro sili o b ło g o sław ień stw o .
S ta ro s ta n a ty c h m ia st zezw ala, a m łodzi o trz y m u ją b ło g o sław ień
stw o od rod ziców i o b ec n y ch gości. P o d czas te g o m u z y k a g r a
a d ru żk i śp ie w a ją :
Zstąp Boże Ojcze z nieba1),
Bo Cíe tu teráz trzeba,
Błogosław domowi temu,
Jak młody, tak młodemu.
M u zy k a g r a » i n s z e g o « , a d rużki n u c ą :
Grejcie skrzypeczki rzćźko2),
Kłaniej sie Jasiu nizko,
A grejcie jeszcze rzeżej,
Kłaniej sié jeszcze niżej !
D ru ż b a o ddaje sw ato m p a n n ę m ło d ą do p ro w a d zen ia , zale
cając im, a b y ją d o b rą d ro g ą p ro w ad zili, a sam i k o lejam i szli.
M u zy k a g r a m arsza, a g ro n o w eseln e śp ie w a :
Jedźcie8) już, wyjeżdżejcie,
Długo nie zabáwiejcie !
Do kościoła pojedziemy,
Piekne stadło prowadziémy.
D ru ż b a w ra ca się jeszcze i p rz ep ra sz a o b ec n y ch , k tó rz y
zostali, bo ty lk o s w a ty i dru żk i id ą do kościoła, —- w im ien iu
m łodych, » b o j i d ą d o ś w. S a k r a m e n t ó w « .
P o p raw ej s tro n ie k o ścio ła k lę k a ją m ężczyźni, po lew ej k o
b iety . S w aszk a k ła d z ie n a ro g u w ielk ie g o o łta rz a d w a w ień c e
z r u ty i b a rw in k u , a s w a ty n a p o b o cz n y ch o łta rz a c h ró ż d ż k ę
i k o łacze. P o ślu b ie id ą w szy scy » w e s e l n i « za o łtarz.
P o w ró ciw sz y do dom u, jed zą i sp ieszą do k arczm y , g d zie
zap ro szen i k re w n i już tańczą. D ru ż b a częstuje sw ató w i o d d aje
im p a n n ę m łodą i sw aszk ę do ta ń c a . T ań czą do szóstej g o d z in y
w ieczór. N a stę p n ie za b ie ra d ru ż b a sw a tó w i d ru ż k i do dom u
sw aszk i n a »s w a s z c z y n y « .
U b o g a sw aszk a nie sp ra w ia
sw aszczyn, lecz p a n m ło d y za to częstuje i g o ści w e s e l n y c h .
P o sw aszczy n ach w ra c a ją do k arczm y , g dzie tańczą do p ó łn o c y .
‘j Każdy wiersz powtarza się.
2) Każdy wiersz powtarza się.
*) Choć idą.
—
135 —
a p o te m w y b ie ra ją się n a »p o k ł a d z i n y « do p a n a m łodego.
T u g o tu ją m ięso z śliw am i, co » k o g u t e m « zow ią. G d y sw a ty
jed zą, m ło d y s ta ra się za b rać m łodą do k o m o ry . G d y sw a ty to
sp o s trz e g ą , m usi m ło d y w ó d k ą o k u p ić m łodą.
D rugi dzień wesela. N azaju trz ra n o o d b y w a ją się »o c z e p in y« . S w aszk a czepi m łodą w kom orze. O b o k nich sto i n a
b iałej ch u stce talerz, do k tó re g o sp ro szen i znow u k re w n i i sw a ty
d a ją m łodej n a c z e p i e c .
W do m u rodziców m łodej nieco później sp ra sz ają gości.
Z o czepin id ą do k arczm y . K o ło p o łu d n ia w ra cają k re w n i m ło
d e g o do dom u je g o ojca. K re w n i zaś m łodej, ugoszczeni w dom u
jej ro d zicó w , id ą do dom u m łodego.
M a tk a m łodej s ta ra się tajn ie p o słać p i e r z y n ę i k o ł a c z
do dom u m ło d eg o . S w a ty czatują, a b y niosącem u o d ebrać, a p o
tem o k u p w ziąć.
M łodzi w y c h o d zą z ca łą k o m p a n ią i m u zy k ą n ap rzeciw r o
dziców m łodej, k tó rz y id ą z sw eg o dom u tak że z k o m p a n ią .
S p o tk a w sz y ich, b ierz e m ło d y m a tk ę m łodej za ręk ę, a m łoda
ojca sw eg o i p ro w a d z i do dom u m łodego. D ru ż b a u sad o w iw szy
k o m p a n ię za stołem , o d zy w a się do s ta ro s ty :
-—’ O d d a ł e ś mi , p a n i e s t a r o s t o , m ł o d ą r o z c z u ch ran ą, całą noc ją głaskałe m , te rá z jest w złotej
k o r o n i e 1), a c h c e b y ć p r z y f o r t u n i e , a b y ś c i e p o p a r e
ś r y b ł a n i e ż a ł o w a l i a ji o f i a r o w a l i .
P o tej p rzem ow ie p rz y b y li g oście z dom u rodziców młodej:
ro b ią sk ład k ę, p o czem d ru ż b a o d b iera tera z p rz y n ie sio n y kołacz:
i m ó w i:
— W i e l e b n i moi, u c z c i w i p r z y j a c i e l e !
Pani
m atka z a tu rb o w a n á z a swoją córeczką, jako pastyrz,
co w p o l u o w c e p as i e, a j e d n a m u z ni ch zg i n i e, j e s t
za nią z a t u r b o w a n y ,
a l e s i é d o w i a d u j e , że j e s t
znajdzioná. Z a b r a ł a sié i p rz y ja c ie li z g r o m a d z i e ł a
do o d s z u k a n i a jak o swej có re c z k i i w ziena dár b o ż y
i ty m d a r e m ją terá z obdarza, a b y ją ten dár boży
w s p i e r a ł od p o c z ą t k u ž y c iá do k o ń c a , —
i o d d aje k o łacz m atce m łodego. P o ugoszczeniu się id ą znow u
do k arczm y . D ru ż b a zasadza go ści za stó ł i częstuje w ó d k ą m ło
d e g o i m łodą. N a stę p n ie w y p ra sz a sw ató w i d ru żk i do dom u.
*) w czepcu.
—
136
-
»bo o j c o w i e w a s i c h c i e l i b y s e t y ż n a t y m u c z c i w y m
weseluzatańcować«.
S w a ty częstują jeszcze dru żk i i idą do dom u, a s t a r z y
tańczą. D ru ż b a bierze za rę k ę m a tk ę m łodej lub m łodego, staje
p rzed m u zy k ą i śpie\ya :
Oj jidzie woda z pola do ogroda,
Ta nie mogę ji zabronić.
Spodobała mi sie nadobna dziewczyna,
Nie mogłem ji namówić
i, chodzi w o k o ło i z b y z m a tk ą m łodej. D alej bierze za rę k ę
m atk ę m ło d e g o ,. a m a tk ę m łodej od d aje ojcu m ło d eg o . i ta k
k o lejn o u sta w ia p a r y do ta ń c a . W reszc ie d ru ż b a staje n a czele
p a r p rz ed m u zy k ą i śp iew a :
Oj, żebyś ty chmielu, ta po tyczkach nie láz,
Tobyś ty nie robiał, ta z panienek niewiast.
Ale ty to chmielu, ta po tyczkach leziesz,
Nie jedną to panne, ta z wianeczka zwiedziesz.
M u zy k a g ra » l e k k i e g o « czyli » m a l e ń k i e g o « , , ta k ż e
» w o l n y m « zw an eg o . D ru ż b a śp iew a z g o sp o d arzam i in n y m i
do ta k tu ; dalej n a stę p u ją często w an ia w zajem ne, o św iad czen ia
m iłości m iędzy n o w y m i k re w n y m i1), w reszcie d ru ż b a w znosi
to a s t n a zdrow ie p a ń s tw a m łodych, zg ro m a d zo n y ch g o ś c i w e
s e l n y c h w k arczm ie i zak o ń cza ty m sposobem w esele.
D aw n iejszy m i czasy w esele s y n a k m ieceg o trw a ło p ó łto ra
ty g o d n ia , dziś zaś n ajw iększe p rz e c ią g a się do 3 dni.
3 M uzyka i tań ce. J a k indziej ta k i w o p isy w an ej o k o licy
lu d m a w ielk ie zam iłow anie do m uzyki. M łodzież uczy się g ra ć
ty lk o ze słuchu, co dow odzi w ielk ieg o u zd o ln ien ia lu d u w iej
sk ieg o , że ja k ą k o lw ie k p o sły szy p io sen k ę, zaraz ją w y g ry w a n a
fu jarce lu b n a sk rzy p cach .
M u zy k a w iejsk a czyli t. zw. k a p e la sk ła d a się z trzech,
n ie k ie d y z czterech g ra jk ó w , t. j. sk rz y p ic ie la, k la rn e c is ty i b a
sisty lu b c y m b alisty , lu b też z d w u sk rz y p ic ie li, b a sisty i k l a r
n ecisty . D la te g o też o nich k rą ż y śp ie w k a :
Graj, muzyku, bedziesz w niebie,
A basista obok ciebie,
Cymbalista troche dali,
Bo w cymbały kiepsko, wali.
G ra ją p rz ed ew sz y stk ie m
ż y n k a ch .
’) Krewnych
znajomym.
zowią
na
w eselach, p o p ra w in a c h i d o
przyjaciółmi,
a przyjaciel
w łaściw y
zwie
się
-
137
—
. Co nied ziela zg ro m ad za się g ro n o p a ro b k ó w i dziew cząt,
s p ro w a d z a g ra jk a i u rząd za m uzykę. S k rz y p k o w i p łaci ten , k tó r y
n a czele ta ń c z y ; te n p rz o d o w n ik m a p rz ed in n y m i i to p ie rw
szeństw o, źe sto so w nie do je g o śp iew u m usi m u zy k a g ra ć . P ó ł
g o d z in y tań cz en ia n az y w a się » t a ń c e m « . T a n ie c k o sztu je
o b ec n ie io c e n tó w ; b o g a ts i p a ro b c y p ła c ą wdęcej za tan iec,
k t ó r y w te d y trw a dłużej. D ziew czynę za to, że ta ń c z y ła , częstuje
tan ec zn ik . O d ró żn iają tu ta ń c e : s z t a j e r (niby walc), p o l k a
(p ro sta p o lk a) i m a l u ś k i czyli l e k k i , w o l n i u s i , » s t a r y « .
U rlo p n ic y w p ro w ad za ją p o lk ę » t r e m b l a n t e « ;
dziew czętom
ta n ie c te n b ard zo się p o d o b a i n a w e t go się w y u c zają ; p a ro b c y
a to li nie lu b ią po w iększej części te g o ro d zaju ta ń c a i w o lą к oł o m y j k i , k tó ry c h się w y u czają od sąsied n ich R u sin ó w .
P rz e d k aż d y m tań cem m a m iejsce ta k zw ane » p r z o d o w a
nie«. J e s t to rodzaj m arsza. T en , k tó r y z a p ła c ił tan iec , idzie
n ap rzó d , in n i za nim i uw ażają, k tó rą d ziew czy n ę ze sto ją c y c h
w ziąć do tań ca. N a stę p n ie g d y w iększa część m a tan eczn icę,
p rz o d u ją c y zaczy n a tań czy ć, za śp ie w aw sz y p o p rz ed n io p rzed m u
z y k ą , co sobie ta ń c z y ć życzy.
4.
Śpiew ki do p rzodow ania.
d a n e odnoszą się ty lk o do Iw onicza.
W s z y s tk ie śp iew k i poniżej p o
1.
Leciał ptaszek pod zielony lásek,
Piórka za nim padały, (bis)
Było se rozmyślać, dziewczyno nadobna,
Miałaś ty czas niemały, (bis)
2.
Leciał ptaszek pod zielony lásek,
Piórka za nim padały, (bis)
Szukał-jem eie, moja miła Kasiu,
Szukał-jem czas niemały, (bis)
3.
Oj, ptaszku, ptaszku, bedzie mróz,
Ta dzie ty bedziesz jájka niós ?
Ej, w lesie, w lesie, w kalinie,
Ta przy nadobny dziewczynie.
4.
Oj, popod las, pastuszeczka mała
Bydełko se pasała.
Przysed do nij zając, chciał ji wołki zająć,
Ona se mu nie dała.
5.
Oj, świeci, świeci słońce jarzące,
Ta pasła dziewczyna wołki na łące;
Przyjechał do nij na siwyj szkapie,
Chustka u pasa, z nosa mu kapie
—
6.
Pytaïa sie Kasia nadobnego Jasia,
Wiele Jasio portek mász? (bis)
Ni-mám jeno dwoje i to złe oboje,
Przecie já se gospodarz, (bis)
7.
W gęstym lásku dyszczyk leje,
Z czym-że já sié zaodzieje?
Ja portkami, a ty burką,
Sięndziemy se za tą górką.
9.
138
—
8.
W gęstym lasku sojka śpiewa.
Tam dziewczyna tráwke zbiéra.
Zbiera, zbiera, nazbierała,
Na Jasieńka zaw ołała:
Pódź-że Jasio, tráwke podej,
Tylko do mnie nic nie gádej.
Bo mi matka zakazała,
Bym do ciebie nie gadała.
Jeszcze trawka nie podaná,
Już Kasieńka obgádaná,
Obgádaná, obmówiona,
I do Jasia przyłączona.
Kiedy já odchodział od swoji dziewczyny,
Swieciał miesiąc wysoko, (bis)
Ona pozierała, za mną poglądała.
Czy ja zaszał daleko ? (bis)
Zaszedł ci já od nij o cztyry stajania,
Ona za mną w ołała : (bis)
Nawróć-że sié, nawróć, moje pocieszenie,
Czyż já eie rozgniewała? (bis)
Już sié nie nawrócę, moje pocieszenie,
Bo já już nié mám do czego, (bis)
Bo kiedy já stałem pod twojem okienkiem,
Toś ty miała inszego, (bis)
O, mój Jasio drogi, nie smuć serce moje,
To sié tobie przyśniło, (bis)
Nie kochám żadnego, tylko czekam ciebie,
Bo mi z tobą żyć miło. (bis)
Odezwij sié do mnie, moje pocieszenie,
W szak ty bedziesz żałow ał; (bis)
W spomni(j) sobie na to, jak my społem byli,
Jakżeś ty mi ślubował, (bis)
Ze mie nie opuścisz, póldl życia twego,
I já także tyż ciebie, (bis)
Podej-że mi ręnke, rozwesel me serce,
Przytul-że mie do siebie, (bis)
Zwiążmy no se ręce jedw abną chusteczką,
Niechaj na tém sié skończy, (bis)
Kochejmy sié wspólnie, pok’ życia naszego,.
Aż nás Pan Bóg rozłączy, (bis)
—
189
—
10. Jedzie Jaś, jedzie, sám nié wié dzie,
Szuká swoji kochaneczki,
W zielonym sadzie, (bis)
Kasieńko moja, napój mi konia!
Nie napoje, bo sié boje,
deszczem nie twoja, (bis)
W zielonym lesie Kasieńka pasie,
W yziera swego Jasieńka,
W ieczór zbliża sié. (bis)
Gdy bede twoja, napoje i dwa,
Przyniosę wody z dunaja,
Z nowego wiadra, (bis)
Jedzie Jaś, jedzie, Kasie zdybuje,
Serce radością napełnia,
Z konia zlazuje. (bis)
W ojna sie toczy, musze rokować,
Zagonią nas w cudze kraje.
Trzeba wojować, (bis)
Podej mi renke, podej mi obie,
Niech já z tobą, Kasio moja,
Pogádám sobie, (bis)
Proś za mną Boga, Stwórcę i Paná,
Żebyśmy sié zobaczyli,
Kasio kochaná! (bis)
11.
0 kapeluszu góralskim.
Góralski kapeluch w karczmie przy Dawidzie,
Nie bedą wiedzieli górále o biedzie.
Chociaż jich nieszczęście i biéda pogoni,
Przydą pod kapelusz i każdy sié schroni.
Górále sié śmieją, Polaków pytają,
Czy takie, jak oni, kapelusze mają?
Oj, bo to kapeluch, nie kapeluszyna,
Bo pod nim stawają furmani z wozami.
Sľowiácy, drôciárze, jak chcecie, myślicie,
A górále będą mieli dobre życie:
Pod tym kapeluszem i jeść ogotuje,
I góral z góralką sobie potańcuje.
Są i we Francyi sztudery i zuchy,
A przecie nie mają takie kapeluchy.
A Francuz i Turek, Angielczyk i z Rusem,
Szukają gorala, on pod kapeluszem.
Siedzi jakby w twierdzy, nikt go nie dostanie,
Ma spodnie dębowe, z buka but jak sanie,
Nikt go nie dostanie, ni cała kraina,
Bo też to kapeluch, nie kapeluszyna.
Przy tym kapeluszu z harmatami stoją,
Nie mając odwagi, wystrzelić sié boją.
Ten kapelusz taki, o nim dobrze wierny,
Jak sié w górę zniesie, w szyscy zaginiemy.
_
140
—
Zaspiéwéjmy w szyscy o tym kapeluszu,
W ártá on pochwařy, wszák prawda W iiuszu? '
Nie trzá ci namiotu, jak wlejziesz do niego,
To Sié nié obáwiej ulewu wielgiego.
Síowiáld chodzicie garki podrotować,
A swego naczynia nié màcie dzie chować.
Poproście górali, oni w âs z nogami
W rażą pod kapelusz, z drótem i kleszczami.
0 tym kapeluszu śpiewałbym niemało,
1 na długo by mi konceptu wystało, '
Ale że sié boje tego kapelusza,
By mie nie przywaliał, patrzcie, już sié rusza.-
5. Śpiew ki do ta ń c a i inne okolicznościow e. R ó w n ie ż i te
śp iew k i p o ch o d z ą ty lk o z Iw o n icza ; m iędzy niem i je s t k ilk a
ta k ż e ru sk ich śp iew ek .
1.
Ach, mój Boże wszechmogący!
Zajedli mi ojca bący;
Jeszcze mi tak powiedzieli,
Zjémy matke po niedzieli.
6.
A ja sobié na dół jade,
Trzaski zbieram na wóz kładę.
Czyli kładę, czy nie kładę,
Zawsze żwawo z góry jade.
2.
A ch/m oja dziewczyno,
Naucz konia pływać,
Abym móg u ciebie
W każdą nockę bywać.
7.
A ją sobié parobeczek,
Ni-mám szczyńścia do dzieweczek.
8.
A já sobie siano smykám,
Nie cielęntom, jino bykom, '
A nie bykom, jino wołom,
Daj mi spokój, bo zawołam.
9.
A ja tobi powidała,
Tobi howoryła,
Ne wykrucaj sia do mene.
Bo mater smotryła.
3.
Ach, umre já, umrę,
Któż mi zrobi trumnę?
Przydzie Wałek ślepy,
Zrobi mi ze rzepy.
4.
A gdzieżeś ty Maćku zaláz?
Nie wylejziesz stamtąd zaráz.
5.
A jak ci já powęndruje,
Matce, ojcu podzięnkuje.
Grajcie mi! trąbcie mi!
A já sobié jáde w kraj ! -
10. A moja kumusiu.
Napijmy sié obie,
Bo nam ta nie dadzą
' Gorzałeczki w grobie.
11. A moja dziewczyno, ty mój koraliku,
W olałbym já ciebie, niż pare koników,
Bo pare koników za talary sprzedam,
A ciebie, dziewczyno, za tysiące nie dám ;
A já te talary za tydzień przepije,
A z tobą, dziewczyno,- cały wiek przeżyje.
—
141
—
12. A lala gąseczki. z wysokij gorączki;
Zbieraj panno piórka, bedą poduszeczki.
Nie bede zbierala, bo mi mama dała
Cztyry poduszeczki, piątą obiecała.
13. A moje słoneczko, czegóż sié oglądasz?
Czy ci żal połednia, czy wieczora żądasz ?
Połednia mi nie żal, wieczora nie żądam,
Jino sié na ciebie, dziewczyno, oglądam.
14. A moja matusiu,
Weźcie na mnie kija,
Bo já z parobkami
Całą nockę piła.
17. A pod moją klaczą
Podkowy kołaczą:
Nie chciały mie panny,
A teráz mie płaczą.
15. A moje koniki
Parskają a jedzą,
Aż sié budzą ptaszki,
Co po łąkach siedzą.
18.
A pôde já, pôde,
Dzie sie woda sieje,
Dadzą mi dziewczynę,
Co sié rada śmieje.
16. A mój panie, atamanie,
Chodź-że ze mną na piwo,
Nie bijcież mi moji córki,
Jak se pôdzie na żniwo.
19
Aj waj, żydku, aj waj, żydku,
Mâsz pieniądze w lesie ; ■
Kijem żyda, kijem żyda,
To nám je przyniesie
20.
A poznać ci, poznać słowika po głosie.
Złodzieja po oczach, pijaka po nosie. .
21.
A u nas w Iwończu te sié stały dzifoy:
Siedmdziesiąt żydów na коЬз'їе siwyj.
Jak kobyła fikła, ż}rdzi pospadali,
Ledwie sié na Moszku słow a dopytali.
22.
Barzo mi wygodnie, że mám nosek duży,
Natychmiast poczuje, dzie sié pieczeń kurzy.
23.
Ażebyk já wiedział,
Kto przy moji siedział,
Tobyk go w pysk liznął,
Ażby siś obliznął.
26.
Bodej ci, Jasieńku,
Żaden plon nie rodził ;
Kiedyś mie nie kochał,
Pocóżeś mie zwodził.
24.
Biczem konia, biczem,
Niech sie kółka toczą,
Nie dojedziesz we dnie,
To dojedziesz nocą.
27.
Bożeż-ci, mój jedyny,
Nie dali mi jużyny,
Ani wczora, ani dziś,
Ale jutro musi być.
25.
Bieży konik, bieży,
Traw ka pod nim leży,
Szczęnśliwa dziewczyna,
Co chłopcu nie wierzy.
A jak jutro nie bedzie,
Gospodyni paść bedzie.
Gospodyni wygnała,
Krowie ogon urwała.
-
142
—
Położyła na żarnach,
Przyszła suka zeżarła;
Gospodarz sie dowiedział.
Gospodyni żryć nie d ał.
31.
Chłopiec ci já, chłopiec,
Uchował mie ociec,
Uchowała matka,
Ludzie do ostatka.1)
Gospodyni siś zlęnkła,
Kukiałeczke upiekła,
Kukiałeczke owsianą,
Gumółeczke spleśniałą.
Położyła na stole,
Masz, pastuchu, goń w pole!
32.
Bieży kaczka po olszynie,
Kaczor za nią w kożuszynie
Poczkáj kaczko,
Dám ci cacko.
Nie poczekam, bo sie boje,
Byk nie w lazła w torbe twoje.
33.
Chłopiec ci já, chłopiec,
W ychow ał mie ociec,
Dawał ci mi mlika,
W ychow ał jak byka.
Miał studzienkę za piecem,
Czerpał wode przetakiem,
A ptaszęnta, niebożęnta,
W ystrzylał je makiem.
34.
Chłopcy moi, chłopcy,
Já w âsza dziewczyna,
Jak mi sié co stanie,
To w ásza przyczyna.
Leciał komár bez komin.
T oczył śie po dachu,
Kto obaczył takie dziwo.
Uciekał ze strachu.
15.
Ciele moje, ciele,
Ogone.czkiem miele, .
Ogoneczkiem wierci,
Bo sié boi śmierci.
36.
Cisawy koniczek
Siodełeczko niesie,
Czekáj mié, dziewczyno,
W kalinowym lesie.
28. Był tu kusy Jonek,
. Co chodział z toporkiem,
Kijonką sié opasywał,
Podpierał sié workiem;
Leciał zając bez pole,
Rozwaliał dzwonice,
Kupiał za to księndzu
M armurową świece.
-,
29.
Chłopiec ci já chłopiec,
Lepszy niż mój ociec,
Nie było to chłopca
Nad mojego ojca.
37.
Cisawy koniczek
Uderzył we w rota,
Puść-że mie, dziewczyno,
Bo mie bije słota.
30.
Chłopiee ci já, chłopiec,
Kogutek mi ociec,
K okoszeczka matką,
Stara kura babką.
38.
Co komu do tego
I co komu na tern,
Jak se potańcuje
Rodna siostra z bratem.
!) Tç sam ą śpiewkę tak nucą jeszcze w Iwoniczu :
Oj, chłopiec ci já, chłopiec,
T a w ychow ál mie ociec,
Ta w ychowała matica,
A Pan Bóg do ostatka.
—
143
-
39.
Co gdowcowi robić,
Jak sié nie chce żenić?
Złapać za czuprynę,
W sadzić pod pierzyne !
43.
Czerwone jabłuszka,
Przepasane na krzyż,
Czegóż ty, dziewczyno,
Krzywo na mnie patrzysz ?
40.
Co mi po ty wodzie,
Co wokoło idzie,
Co mi po dziewczynie,
Kie do mnie nie przydzie.
44.
Cztyry woły, jak sokoły,
Rohamy sia czesuť,
Wydaj maty doczku za muż,
Bo wsi lude breszuť.
41.
Co mi po ty wodzie,
Co wokoło páda,
Co mi po dziewczynie,
Kie do mnie nie gada.
Nechaj breszuť, nechaj breszuť,
Ja ich ne boju sia,
Koho lublu, pociłuju,
Szcze taj prytulu sia.
Czekałem eie, czekał,
Piesek na mnie szczekał ;
Czekałem eie w sieni,
Pieski dyebli wzieni.
Oj, mamońku, bude złe.
Jak win mene ne -woźme,
Całko lito obejmał,
A na zymu odehnał.
42. Czerwona jak wstążka,
Ładna jak laleczka,
Słodziutka jak cukier,
Moja kochaneczka!
45.
Czj'ja to dziewczyna.
Czyja to jedyna,
Co tak pielenie tańcuje ?
W szak já sam a widzę,
Jak se pielenie jide.
Każdy mi sie dziwuje.
46.
Daliście mie, dáli, za leogoście chcieli,
Bedziecie mie płakać, po drugij niedzieli.
Daliście mie, dáli, za takie straszydło,
Jak wyjdzie do pola, boi sié go bydło.
47.
Daliście mie, dáli, za lasy, za góry,
Abym nie chodziła do w aszy komory.
Daliście mie, dáli, za lás, za laszczyne,
Abym nie chodziła do wás na gościnę.
Daliście mie, dáli, za leogoście chcieli,
Teráz se bedziecie sami z nim siedzieli.
Dana jino, dana,
Służyłam u pana,
Służyłam trzy roki
Za fartuch szyrolei.
50. Dana moja, dana,
Nie pôde za pana,
Jino za dworaczka,
Bo já jedynaczka.
49. Dana moja, dana,
Nie pôde za pana,
Jeno za takiego,
Jaká jestem sama.
51. Dana moja, dana.
Pod kopeczką siana,
Siedmiu kawalirów
A ja jedna sama.
48.
—
144
—
52. Dawno mi matusia syna obiecuje,
Musze sié ji spytać, czyli nie żartuje?
Jeśli ci żartuje, to já ji pomogę,
Niech se go uwiąże u łóżka za noge.
53. Dawnobym b y ł w niebie,
Gdyby nie skrós ciebie;
Tyś mie, szelmo, zwlekła,
Musze iść do piekła.
58. Dopiérom se zaczon
Ku Maryši włóczyć,
Zdybałem sie z kijem1),
Musiałem sié wrócić.
54. Dejcie mi jużyne,
Bo już bydło żene,
Dejcie chleba, masła,
Żebym dobrze pasła.
59. Dopiérom se zaczon
Swoją łąkę kosić,
Kiedy przyszli do mnie,
Na wojaka prosić.
55. Do gór, chłopcy, do gór,
Tam dziéwczgnta tanie,
Dwadzieścia i cztyry
Za grejcar dostanie.
60. Do ty, chłopcy, do ty.
Co má nutki złote,
Nie do ty smarkule,
Co nie-má koszule.
56. Do komórki drzwiczki,
Do stajenki dwoje,
Gdzie sié podziejemy,
Jasieńku, oboje?
61. Do ty, chłopcy, do ty.
Co ma pierścień złoty,
Korale na szyi,
Pieniążki w kieszyni.
57. Do mnie, chłopcy, do mnie,
Porządek jest u mnie,
Świnie w piecu ryją,
Koty łyżki myją.
62.
63.
Dudni woda, dudni,
W cembröwany studni.
Jakże ni-má dudnieć,
Kiedy woda w studni.
Dyć-em sié ożenił, wzionem se głuptaka,
Poszła krowę doić, siadła pod bujaka.
Jak doi, tak doi, cisáwego byka,
Cóż to za cisula, co nie daje mlika?
64. Dudni woda, dudni,
W cembrowąny studni,
Zakochać sié łatwo,
Lecz odkochać trudnij.
65. Dzieci moje, dzieci,
Mám w ás jako śmieci;
Obsułem sié wami,
Jak księnżyc gwiazdami.
66. Dzieci moje, dzieci,
Mám wás jako śmieci;
t) dostałem bicia.
Przy potoczku siedzą,
Drobny piasek jedzą.
67. Dzieci moje, dzieci,
Coście mie obsiadły,
Já grochu nie nasiał,
Cóż bedziecie jadły?
Dziewczyna konała,
Jeszcze sié pytała,
Czy na tamtym świecie.
Kochają sié przecie?
-
145
-
69. Ej, myśleliście chłopi,
Ze bedziecie panami,
W y musicie chodzić
Na pańskie z cepami.
76. Hola moja, hola,
Jeszcze já nie twoja,
Jeno matusina
Poczciwa dziewczyna.
70. Ej, za cóż mie, za co
Na wojenke wżięnto ?
Żem kochał dzićwczęnta,
W uroczyste święnta.
77. Hola moja, hola,
Idzie bydło z pola,
Idzie i cielusia,
Goni ją Marysia.
71. Fôrmánie, fôrmánie,
Cóż po eie zostanie ?
Po drogach koleje,
Po karczmach pisanie.
78. I cóż mi zrobicie,
Choć mie ożenicie,
Bede sobie sypiał
Z żoną wyśmienicie.
72. Haj, popod haj zełeneńkij,
Chodyt dobosz mołodeńkij,
Taj na niżku nałehaje,
Topircem sia podpíraje.
79.
73. Hajże jino, hąjże, haj,
Obiecała kope jaj ;
Obiecała, przyniesie,
Jino kôra naniesie.
80: Jidzie woda, jidzie,
Po kamieniach huczy,
Kto robić nie umie,
Bieda go nauczy.
74. Hejże, hejże, koło Jasła,
Nie bede já bydta. pasła,
Ani bydła, ani świni,
Bo sié wydám ty jesieni.
81. Jidzie woda, jidzie,
Po kamieniach tyrczy,
Ta moja gosposia
Zawsże na mnie wyrczy.
75. Hola gąski, hola,
Na młynarską wode,
Bedziecie tam miały
Wszelaką wygodę.
82. Jidzie woda, jidzie,
Od końca do końca.
Czarne boty do roboty,
A czyrwone do tańca.
Idzie dziadek po dolinie,
Ruszá brodą ku dziewczynie;
A ty dziadku, nie rusz brodą,
Bo nie bede sypiać z tobą.
■
'
83. Jak cebule przedàm, musze zanieść żydom,
Jak nie zaspokoję, to z cyrkułu przydą;
Bo to sié napiło, niemało, niemało,
Nieraz sie z karczmy po nocy wracało.
84. Jak-ci já pojadę z góry do przywozu,
Polecą szjmale z kowanego wozu,
Polecą szynale, polecą i szyny,
Jak ci já pojadę do moji dziewczyny.
85. Iwończanie chłopcy1)
Piją wódk§ w nocy,
Biedni Rogowicy
W ytrzyszczają oczy.
J) Także: Jarończanie М орсу.
86. Jak ci já pojadę,
Plamował nie bede,
U ciebie dziewczyno,
Nocował nie bede.
10
-
146
—
87. Jakem jechàJ z W arszawy,
Dziewki na mnie warczały,
I w arczały: wyrr, w yrr, wyrr,
W yżarły mi z torby syr.
Czyś ty, durniu, widział.
Żeby kamień pływał,
Kiedyś .mie nie kochał,
Czegoś u mnie bywał.
Jakem jechał z góry,
Miałem w portkach dziory,
Alem ich nie łatał,
Inom se w nich latał.
95. Kąpała sié Kasia w morzu,
A koniki w pańskim zbożu;
A jak sié Kasia wykąpała,
O konikach zapomniała.
89. Jakem pasał w polu,
Zobaczj'Iem sarnę,
Nóżki miała kieby já,
Oczka miała czárne.
Kiedy jesteś leśny,
To se patrzáj lasu,
Nie chodź do dziewczyny,
Kiedy ni-mász czasu.
90. Jak na wojnę brali,
Já se leżał w sieni,
Nakryłem sié derką,
Żeby mnie nie wzieni.
97. Kiedyś jest polowjr,
Pilnuj sobié pola,
Nie chodź do dziewczyny,
Jak jeszcze nie twoja.
91. Já koniki pojął,
Ona wode brała,
Jak já se zaśpiewał,
Ona zapłakała.
Kochaj-że mie Jasiu,
Jakoś mie zapocząn,
Nie dej sié napłakać
Moim siwym oczom.
92. Jedna baba oszalała,
A druga sié wściekła;
Jedna drugą osiodłała,
Nuże z nią do piekła.
Kogutku, kogutku,
Nie siádáj w ogródku,
Połamiesz leliją,
Panny eie zabiją,
93. Jedzie pán, jedzie pán,
Kasia chusty pierze,
Cisnął książki na gałązki,
Do Kasi sié bierze.
O jak mie zabiją,
To mie pochowają,
Przed św. Wojciechem,
Gdzie organy grają.
94. Kamień na kamieniu,
Na kamieniu kamień,
A na tym kamieniu
Jeszcze jeden kamień.
Kamień na kamieniu,
Na kamieniu kamień,
Napisz se Kasiuniu
Moje jimie na nim.
Pamięntaj dziewczyno
Ten kamień nad wodą,
Jak ten kamień spłynie,
Ożenie sié z tobą.
100. Koło wody chadzał,
Na piszczałce piskał.
W szy mu portki zjadły,
Bo jich nie wyiskał.
101. Kaśka za piec, Maciek za nią.
Czekaj Kaśka, bedziesz panią.
Maciek winien, Kaśka winna.
Bo uciekać nie powinna.
Kaśka winna, Maciek winien,
Bo ją ścigać nie powinien.
—
147
—
102. Kołomyja, Kołomyja, Kołomyja, Kuty,
Zapłakała moja myła, jak brały w rekruty,
103. Kotyły sia wozy z hory, na dołyni stały,
Lublyły sia siwe oezi, teper perestały.
104. Leć głosie po rosie, do kochanka mego,
Pozdrów go ode mnie, bo tęnsknie do niego.
105. Leć głosie po rosie, dej dziewczynie zwiade,
Niech sié nie turbuje, bo já do nij jáde;
A moje koniki skracajcie mi droge,
Bo já bez dziewczyny wytrzymać nić moge.
106. Leci ptaszek górą i porusza skrzydła,.
Pojąn já se, pojąn, dziewczynę od bydła.
Pojąn já se, pojąn, dziewczynę od sarni,
Bede-ci já miał z nij dobrą gospodyni.
107. Ladnaś pani, ładna, kieby malowana.
Ale przyznać musisz, żeś 'pofarbowaná,
108.
Konfederák
Za półtorak
A moskal za szeląg;
Konfederák do szabelki,
Moskal go sié przeląk.
109. Kukułeczka kuká,
Ojca, matki szuka,
Ociec, matka w ziemi,
Kukejże nad niemi.
110.
Miała já se sojke w lesie,
Malowane jájká niesie,
Malowane, cyfrowane,
W Suchodole dziewki stare,
A w Iwończu młodziusieńkie,
Mają buzie słodziusieńkie ;
Kto z nich jedne pocałuje,
Trzy dni słodycz w gęmbie czuje.
111. Mijałem eie, mijał,
Górami, lasami,
Nie mogłem eie minąć
Żadnymi czasami.
112. M iłyi, mocny Boże,
Na moją niedolą,
Mnie robić kazują,
A mnie ręnce bolą.
113. Miłyż, mocny Boże,
Samá z karczmy jide,
Jak mie chłopcy chycą,
Bede miała bićde.
114. Moja matko, dejże mi ją,
Bo ci okna powybijam.
Powybijam, powytłukam,
Nazywając ślepą suką.
115. Młynarzu, młynarzu,
W oda na eie robi;
Kieby nie ta woda,
W yciągnąłbyś nogi.
116. M łynarzu młynarzu.
Puść wode na koło,
Bedzie ci sié mełło,
Aż bedzie wesoło.
—
148 —
117. Moja malusieńko, chowajcie mie gładko,
Od niedzieli do niedzieli, jak czyrwone jabko.
Jak mie wychowacie,
Za mąż mie wydacie,
Za takiego paná,
Jaka já se sama.
118. Moje bydełeczko dobrego nasienia,
Bedziesz żałow ała mojego pasienia.
119. M yślałaś dziewczyno,
Żem za tobą szalał,
A já za konikiem,
Co mi okulawiał.
127. Na zielonyj łące,
Kwiáteczki pachniące,
Dej ci, Boże, zdrowie,
Dziewczę kochające.
120. Na Gładysza polu,
Rośnie tatareczka,
Marysia z Wojtusiem,
To piękna pareczka.
128. Nie bede sié żenił
Tego roku jeszcze,
Mądry panny ni-ma,
A głupij já nie chce.
121. Na Korczyńskiem bagnie
Rybka wody pragnie,
Ożen sié Marysiu,
Bo ci tak nieładnie.
129. .Nie bede ja pasła,
Ani nawracała,
Bo mi gospodyni
Jużyny nie dała.
122. Na Korczyńskiem bagnie
Zjadła kaczka węnża,
Kochajcie mie chłopcy,
Póki ni-mám męnża.
130. Nie chciała mie jedna,
Nie chciała mie druga,
Ta mie bedzie chciała,
Co oczkami mruga.
123. Naśpiawała já sié
W kalinowym lesie,
Teráz moją nute
W oda rzyką niesie.
131. Nie kochaj sié we mnie,
Bo to nadaremnie,
Kochaj sié w ziemniaku,
Iwońcki chłopaku.
124. Nawaryła, napekła.
Dla Hawryła, dla Petra,
Ne ma Petra, Resin Hryć,
Szkoda meni warynić.
132. Nie kochaj sié we mnie,
Ty iwońcki bęmbnie,
Jak eie kopne nogą,
Odlecisz ode mnie.
125. Na wojenke brali,
Já siedział pod lásem,
Uźrał-jem dziewczynę,
Rozśmiał-jem sié czasem.
133. Ni-má mego, ni-ma,
Pojechał do roli,
A já sié uciesze
Z innymi do woli.
126. Na wysokij jedli
Ptaszkowie osiedli,
Pieknie se śpiewają,
Że wczora nie jedli.
134. Ni-maści to ni-mâ,
Jako chłopcu na wsi.
Utnie psu ogona.
Kapuste omaści.
—
135 . Nie moja to wina,
Ale matusina,
Czemu mnie nie biía,
Robić nie uczyła.
136. Nie pij, koniu, wody,
Bo woda niedobra,
Bo ją pomąciła
Dziewczyna nadobna.
137. Nie pôde já za eie.
Nie pôde, nie pôde, .
Bo ty masz chułupe
Jako zając bude.
138. Nie pôde ku tobie,
Zielony jaworze,
Jino ku dziewczynie,
Co stoi w oborze.
Nie pôde ku tobie,
Zielony gaiku,
Jino ku dziewczynie,
Na onym chodniku.
139. Nie pôde ,já za eie.
Stary wyrobiony,
Twoja broda siwa,
Mój wianek zielony.
140. Nie pôde 'já za eie,
Kulawyś i stary,
Choćby sié za tobą
Tułały talary.
141. Nie pôde já za eie,
Ni-mász jino gácie,
Ni-mász tylko jedne,
Jeszcze dziôra w jedne.
150.
149
—
142. Nie pôde já za cié,
Choćbym sto lat żyła,
Bobyś mi powiedział:
Lepsza pićrsza była.
143. Nie po tom tu przyszła.
Żebym jadła, piła,
Inom po to przyszła.
Żebym sie cieszyła.
144. Nie.pytćj sie o nazwisko.
Kiedyś żwawy, siádej blizko.
145. Nie siádej, nie gádáj,
Nie umizgaj mi sie,
Ja twoją nie bede,
Nie. spodziewaj mi sié.
Ja twoją nie bede,
Choć sié za mną gubisz,
Ty jesteś zalotnik,
W szytkie panny lubisz.
146. Nieszczęnsliwe życie,
Kto sié kochá skrycie,
Wejżrią dyebli tego,
Co siedzi ńa mycie.
5.
.
147. Nie uważaj na to,
Że ja piegowata,
Jino przydą śniegi,
Zejdą ze mnie piegi.
148. Nie zalicaj mi sié,
Lada odartusie.
Bo já jedynaczka,
Nie podobasz mi sié.
149. Ni ja św iata nie użyła,
Chłopcum droge zagrodziła.
Odna hora wysokaja, a druhaja nizka,
Odna myła dałekaja, a druhaja błyska,
A ja toju dałekoju ludiom podaruju,
A do toji błyzenkoji sam se powandruju.
151. Oj, Boże, mój Boże,
Nic to nie pomoże,
T a było nie zamykać
Jasieńka w komorze.
152. Oj, Boże, mój Boże,
Skowroneczek orze
A pogania kôrá,
Zasiewa sikora.
—
153.
150
—
O jak budu odchodil, na dwerach napiszu.
Komuž ja te, moja myla, komu ja te lyszuż
154. Oj na hory na wysokij zełenoje prutia,
Ne wierz dziewczę kozakowi, choť każe : lublu tia.
Bo jak stoji kolo tebe, ostrohami kresze,
A hdy pryjde do druhoji, to to wszytko bresze.
155.
Oj, fajka mi zginęła.
Cybuch mi ukradli;
Oj trzysta dyebłów zjedli.
T a na bogacza padli.
163. Ożeń sié chłopaku,
Kie ci trzeba baby,
Bedzie ci zbierała
Po potoku żaby.
156.
Oj, já mine, já mine
T a w roceńską dęmbine,
Iwanieckiej nie mine,
T a bo tam mám dziewczynę.
164. Ożeń-że sie ze mną,
Mám majątek drogi,
Mam stodole pokrzyw
I ostu dwa brogi.
W yzdychały ż y d y
Od czego takiego
Od żuru kwaśnego.
165. Pani moja, pani,
Pożycz-że mi sani,
A já tobie dyszla,
Jade do Przemyśla.
Oj, pochodziál, podeptał,
T a koło moji kuczy,
Oj podár se chodáki,
Pogubiál onuczy.
166. Pase já se, pase,
Bydelko za lásem,
Przydzie môj kochany.
Nawróci mi czasem.
157. Oj dydy, oj dydy,
158.
159. Oj, W arszaw a i Kraków,
T a Sándomirz, Tombaków,
Oj dostane dziewczynę.
T a za łyżeczke flaków.
160. Oj, zagrej mi muzyka,
T a dám ci kwartę żyta,
A jak já ci nie dám,
T a to ci dá kobieta.
161. Oj záwsze nás, záwsze nás,
Po kupie chodzićło,
Chodzie! Stefan, chodzie! i já,
Chodzie! i Hawrylo.
162. Orali, skrudlili,
Já na piecu leża!,
Skoro do obiadu,
Ja napirwszy bieżał.
167. Pasłabym já owce,
Ale mi sié nie chce,
Pasłabym barany,
Jasiuniu kochany.
168. Paście sié mi krowy,
W zielonym potoku,
Bo w as już nie pase
Tylko tego roku;
Jino tego roku,
Jino tyj jesieni,
Niech-że se tyż pasie
Sama gospodyni.
169. Pijaku, pijaku,
Nie pôdziesz do nieba.
Bo tam Panu Bogu
Pijaków nie trzeba.
—
170.
151
-
Poczuł dziaduś u babusi zapleśniałe grosze,
Przybliża sié do babusi zdaleka po trosze.
A babusia sié uwijá, jak wróbel na nici,
Dziaduś chciwy na pleśniaki i oczami świeci.
Przybliżył sié môweczkami, babusie przycisnął,
Babusia sié zapomniała, on pleśniaki świsnął.
171. Pojáde, pojadę,
Trzy mile za Kraków,
Dostane dziewczynę
Za trąbeczke kłaków.
176. Popod las, popod las
Siwe wołki gnała,
Sama nie wiedziała.
Komu gęmby dała.
172. Póki żyje, to pije,
Jak umrę, to zgnije,
Dusza moja na sąd stanie,
Śmiało powie : Piłam Panie !
177. Popod las, popod las,
Siwe wołki gnała,
Sama była bielusieńka,
Czarne oczka miśła.
173. Pokochali my sié
Jak gołęmbie w párze,
A kto nas rozłączy,
Tego Pán Bóg skárze.
%
178. Porąbali Jasia,
174. Po lesie chodziła,
Boróweczki jadła,
Chciała być rumianą,
A ona jeszcze zbladła.
179. "Poszedł já se, poszedł
Za dziewczyną w oset,
Oset mie pokolił,
Dziéwczynym nie doszed.
175. Polowy bez głowy,
Karbowy nie widzi,
Ukarał jich Pán Bóg
Za ubogich ludzi.
180. Poszła Kaśka krowy doić,
A Maciek czatował;
Kaśka d . . . wystawieła,
A Maciek całował.
181.
Porąbany leży,
Urwał mu sié konik,
Do dziewczyny bieży.
Poszedłem na jermák, nie szczynściło mi sié,
Miałem dzieżke masła, roztopieła mi sié;
Choć sié roztopieła, nie bede żałow ał,
Mám tu Kaśkę chorą, bede ją smarował.
182.
Powiadają ludzie,
Ze Jásiék ubogi,
A Jásiék m á sto dukatów 1)
I pełne dwa brogi.
184. Powiadają na mnie,
Ze nie umiém robić;
Ja umiem poganiać
I za pługiem chodzić.
183.
Powiadają ludzie,
Ze nie umiém robić;
Czyto nie robota,
Za krowami chodzić?
185. Powiedziały stare baby,
Ze já nieładny, nieładny,
A já ładny jak wrzeciono,,
Ino mie tak oczerniono.
•) T akże: chodák
—
152¿
—
186. Przyszło nám pisanie
Od Wiédnia do Koszyc,
Ze bedą panowie
Sami łąki kosić.
187.
Radabym ja, rada,
Na koniczka siadła,
Ale sié go boje*
Bym z niego nie spadła.
Panowie z kosami,
A panie z grabiami,
Zjedzcie trzysta dyebłów,
Róbcie sobie sami.
188.
Ścieni dąbek, ścieni,
Już sié nie zieleni,
Dał mi chłopiec słowo,
Już sié .nie odmieni.
189.
Ryczy krowa, ryczy, mało mlika daje,
Płacze ta dziewczyna, że sié nie wydaje.
Ryczy wołek ryczy, że sié nie wylenił,
Płacze ten chłopczyna, że siś nie ożenił.
190. Ścieni bucka, ścieni,
Już sié nie zieleni,
Dałam chłopcu słowo,
Już sié nie odmieni.
197. Siostro moja, siostro,
Postaw-że sié ostro,
Nie dej sié powoli
Swemu hultajowi.
191. Ścieni bucka, ścieni,
Już sié nie zieleni,
Mojego braciszka
Na wojenke wzieni.
198. Siwe oczka mámy,
Oboje sie známy,
Siwe kieby niebo,
Ej, cóż komu do tego.
192. Siadła muszka na konopiu,
Otrzepała kwiát,
Czemużeś mi, moja miła,
Zawiązała św iat ?
199. Siwe oczka mámy,
Oboje sié známy,
Cóż komu zaszkodzi,
Ze sié pokochamy.
193.
200. Siwy konik, siwy,
Siodełeczko niesie,
Czekaj mie, dziewczyno,
W kalinowym lesie.
Siedziała nad wodą,
Cieszyła sié urodą,
Ej, cóż to za uroda była?
W czystym polu wiáneczek zgubiła.
194. Sikoreczka orze,
Skowronek pogania,
Pożałujesz, dziewczę,
Twojego kochania.
201. Siwy konik, siwy,
Siwe siodełeczko,
A siádejze, siádej,
Moja kochaneczko.
195. Siodłaj konia, siodłaj,
Pojedziemy pod gaj,
Pod gaj, pod. gajine,
Po ładną dziewczynę.
202. Siwy konik, siwy,
Czerwone popręngi,
Kochaj mie, dziewczyno,
Bo ja chłopiec tęngi.
196. Siostro moja, siostro,
Okuj konia ostro,
Na cztyry podkowy,
Bo jade do gdowy.
203. Siwy konik, siwy,
Siodełeczko szare,
Jakże eie mám pojąć,
Kiedyś babsko stare.
—
153
2 0 4 . Siwy konik, siwy,
206.
Uzdeczka czyrwona,
Która ładna panna,
Bedzie moja żona.
205.
210 .
211.
212.
—
Siwy konik, siwy,
Zielonář kulbaka;
Zajechałem do nij,
Nie chce mie sobaka.
Skąd jedziesz? — Z łąk.
Co wieziesz? — Drąg.
A jaki ? — Grabowy,
Na dziewki, na gdowy.
207. Stała na ogrodzie,
Po kolana w wodzie;
Poglądała, wyglądała,
Kiedy Jaś przyjedzie.
208.
Skrypluť, skrypluť worotéňka, ne mohu zaperty.
Koho lublu, ne zabudu do samoji smerty.
209.
Sowa na gaju, matusiu, sow a na gaju,
A sowięnta — niebożęnta,
Siedzą po kraju, matusiu, siedzą po kraju.
Śpiewa zięmba n a topoli,
Aż ją z tego gardziel boli,
Bo dziś wcześnie rano wstała,
Aby nám dyszcz wyśpiewała.
Plejże jino, hejże jeszcze,
Niechaj sobie leją dyszcze,
Nie czas w pole, ni do lasa,
Żwawo, chłopcy, obertasa!
Staniała cebula,
Staniała, staniała,
A czymże já bede
Córki wianowała.
214. Stoi dąb nad wodą,
Gałązki sié chwieją,
Do ciebie, Jasieńku,
Oczka mi sié śmieją.
215. Świeci miesiąc, świeci,
Gwiazdy koło niego,
Tańcuje kochanek
I ja koło niego.
„
Starosta sié nie zuboży,
Choć dwa ryńskie w basy włoży,
Basista sié nie zbogaci,
Bo ma żone, ośm dzieci.
213. Stáry já se, stáry,
Moja broda siwá;
Która pódzie za mnie,
Bedzie nieszczynsliwá.
216. Świeci miesiąc, świeci,
Gwiazdy pomagają,
Jeszcze moje oczka
Kochania nie znają.
217. Szczyńście ludzie mają,
Bo szczyńście dla ludzi,
A mie' szczyńście ominęło,
Nadzieja mie łudzi.
218. Szelma, szelma, szelma żyd.
Chciał żydówkę oszukać;
Żydówka sié nie dała,
Za brode go targała.
, 219¿ Szewczyku, krawczyku, dobry rzemieślniku !
Zrób-że mi trzewiki z wołowego ryku.
Zróbie ci trzewiki z wołowego ryku,
Ukręnć mi dratewkę z drobnego dyszczyku.
2 2 0 . Szumi gáj, szumi gáj,
Szumi gałązeczka,
Tu mi gráj, tu mi gráj,
U mego łóżeczka.
221. Tak mie matka uczyła,
Abym pielenie tańczyła,
Po malutku a z lekka,
Nie stąpała z daleka.
222.
T ańcow ała liszka,
Po końcu pastwiska,
Cóż to za bestyjá,
Co sié tak wywija.
223. Tańcow ała ryba z rakiem,
A pietruszka z. pasternakiem,
Cebula się. dziwowała,
Że pietruszka tańcow ała,
A czosnek sie opijał,
Cebule se obłupińł.
224. Tańcow ałby drużba,
Ale ciasna izba;
Kieby piec wyjeni,
Byłoby przestrzeni.
225. Tereś moja, Tereś,
Komu łóżko ścielesz?
Tobie Jasiu, tobie,
Pódź, se n a nim przeleż.
230.
154
226. Ujńd-jeś mie piesku w nóżkę,
Bez trzewiczek, bez pończoszkę;
Ujńd-jeś mie piesku,
ujńd,
Nie było mi siedmi lát.
227. U susida chata biła,
U susida żinka myła, .
A u mene ni chatyńld,
Ani szczasťia, ani żinki.
228. Tobie świeci miesiąc,
A mnie świecą gwiazdy.
Ciebie kocha jeden,
A mnie kocha każdy.
229. W ara chłopcy, wara,
Od mego wianeczka,
Bo to po tysiączku
Każda gałązeczka.
Trzebaby sié spytać młodego dochtora,
Kiedy lepij kochać, z rana, czy z wieczora.
Z w ieczora pokochać, by sié dobrze spało,
A z rana poniechać, by sié zapomniało.
231. Wesele, wesele,
Małe weselątko,
W ydaje matusia,
Ostatnie dziewczątko.
235. W iśta koniu, wiśta,
Żebyś nie zawadził,
Żebyś mi dziewczyny
Ze św iata nie zgładził.
232. Wgndruje, węndruje
Gwiazdeczka po niebie,
A já powęndruje
Jasieńku do ciebie.
236. W Krakowie, we Lwowie.
We Wiedniu i w Pradze,
W zieni mi dziewczynę,
Cóż já ji poradzę?
233. W idełeczki strugał,
Na dziewczynę mrugał,
W idełeczki cisnął,
Dziewczynę przycisnął.
237. W polu na ugorze,
Parobeczek orze,
Sikorka pogania,
Nie jad ła śniadania.
234. Wisi jabko, wisi,
Na słodkij jabłonie,
Urwij go, Jasieńku.
Nikt ci nie zabroni.
238. W talijańskij ziemi,
Koniczka mi wzieni,
Jeszcze mi za niego
Dwaścia pięnć wycieni.
—
239.
155
—
Wybrali sie sokół z koniem na wybiegi,
Sokół miał dwa skrzydła, koń miał cztyry nogi.
Leciał sokół lásem,
Krzyknął sobie czasem,
Konik leciał drogą,
T upnął sobie nogą.
240. Zagraj-że mi, zagraj,
Mój chudoczku ładnie,
Dy já ci zapłacę,
Jaż ci czapka spadnie,
Zagrąj-że mi zagraj
A nie żałuj smyczka,
Dy já ci zapłacę,
Jino sprzedam byczka.
241. Zagraj mi sztajera,
Ta drobnego walca,
Przebieraj po stronach.
T a nie żałuj palca.
242. Zalicali mi sié,
Já sié z tego śmieje.
Takich kawalirów
Bez przetak przesieje.
243
Za mną chłopcy, za mną,
Pokiél jeszczem panną,
Bo jak sié okobiéce.
W tenczas dyebła zjście.
244, Zawitej koniu łysy,
Z niemiecką kulbaką,
Pieniądze w sakiewce,
I rożek z tabaką.
245, Zielona rutka, jałowiec,
Lepszy kawalir, niż gdowiec.
246, Z tamty strony rzyki
Pasie Jaś koniki,
Pôde já do niego,
Dá mi na trzewiki.
247.
Z kamienia na kamień przeskoczyła sroczka,
Ta dziewczyna ładna, co ma siwe oczka.
248.
Z kamienia n a kamień przeskakuje sroczka,
Tego Jasia kochám, co ma siwe oczka.
Co ma siwe oczka, na gęmbie bieluśki,
Jużem go kochała, jak on był maluśki.
249.
Z tam ty strony wody stoi chłopiec młody,
Żeby mi go dali, pościłabym środy,
Pościłabym środy, suszyłabym piątki,
Żeby mi sié dostał na Zielone Świątki.
250. Żeby nie já, żeby nie ty,
Nie byłoby ty nalepy.
Aleśmy se dopomogli,
Zrobilimy, jak my mogli.
252. Żeniłby sié Wojtek,
Ale ni-ma portek;
Złóżcie sié dziewczęnta,
Kupcie mu porczęnta.
251. Żebyś była uciekała,
Uciekłabyś była,
Aleś mie ty poczekała.
Boś mi rada była.
253. Żydoski Pán Jezus
Chłopu marchew wyjád,
Chłop wyleciał z kołem,
Utrącił mu ryják.
—
156
254. Żydoski Pán Jezus
Nie wielgi, nie duży,
Siedzi na kominie,
Fajeczke se kurzy.
W yłytiła mucha z cha ,
Komariszcza ratowaty ;
Oj komore, komorojku,
Taż mi tia żyl, mi myłojkij.
255. Żydoski Pán Jezus
Na bandórki orář,
Płużek mu sie urwáľ,
Ta aż gwałtu w ołał,
Moje panny nežertujte,
Teper mene poratujte.
Z lisa miodu prynosiały,
Na hołow u prykładały.
256. Żydoski Pán Jezus
Za stodołą orał,
Portki go opadły,
Aże gw ałtu wołał.
Oj szczoż mene jest takoho,
Ne wyjdu ja pewno z toho.
Taż ja pewne taper umru,
Zrobteż mene muchi trumnu.
257.
Sprawteż mene pohrebiszcze.
Jako mene komoriszcze.
Ja budu Boha prošity,
By wam Boh dau douho żyty,
Widział-jem z daleka,
Żydoskiego boga,
W czyrwonych porteczkach,
Na wysokich nogach.
Pochowajte mene w lisie,
Pry zełenojkim orisie,
Budut lude ziła rwały,
Komorojka wspominały.
0 icömoriszczu.
258.
Hrimnyło, dubnyło w lisie,
Dub na duba pohyływ sia;.
A zwaływ sia komoriszcze,
Rozwaływ komorowi hołowiszcze.
Deś tu łeżyt komoriszcze,
Taj wełykij pijaczyszcze,
Deś. tu leżyt jeho żyła,
Ne jednoho sia napyła.
Łeżyt komor zadumany,
Łeb na dwoje rozłupany,
Jeszcze hołowu podnosit,
Ratujte me muchi, prosit.
Deś tu łeżu t jeho kosti,
Szczo robyły mnoho złosti,
Zlitujte sia ptacy z lisa.
W spominaj te toho bisa.
W iernosť.
259.
Kukała Zazula od kalmdczki,
Jechały żołnire iz krainoczki,
To w sywych, to w biłych, to w czerwonejkich,
A to wsio na koniach woronejkich.
W nedyle rano stało swytaty,
W ziały sia żołnire kwaterowaty.
Hospodar z chaty, żołnir do chaty,
Nuż sobe hosposiu wypytowaty.
— Czom tebe, hosposiu, oczka czernojki?
— T a od nyczońki, myj tyj myłojki.
— Czom tebe, hosposiu, usta sołodkie ?
— T a wid miodeczka, myj żołnirojku.
Dywit sia hospodar ta' szczyłynoju,
Szczo robyt żotnirok z hospddynoju.
Dywit sia, dywit sia, a w że 'k a rb u je ,.
Na swoju żeneńku driozek hotuje.
Mużu mij, mużu, newerniczojku,
Czom-że tyj ne wierysz memu serdojku?
Czyże to ne można pożartowaty,
Cudzoho łycieńka pocałow ały ?
Kupysz, mij mużu, kłodku, kłodeczku,
Ta zamknesz mene i w komoreczku.
A jak ja choczu chłopci lubyty,
Budut sia twoji zamki łomyty.
Ach jak ja choczu, wiknem wyskoczu,
Ta jak ja zaważu, dwery wyważu,
Namaszczu ja sia sołonynoju,
Taj w ytysnu sia ja szczyłynoju.
К u pysz, mij mużu, sry’o rny dzwinoczek,
Powesyj mene za pojasoczek;
Ta hde sia ruszu, dzwonyty muszu,
Bom, bom, bom, dyn, dyn, dyn, za twoju duszu.
Bronisław Gustawicz.
(Ciąg dalszy.)
У.
M edycyna ludowa.
M edycyna ludow a —■ podobnie ja k gusła, wróżby, zażegnyw aш а i zam aw iania — stanow i jedną z najw iększych tajem nic ludu
huculskiego, przeto na niem ałe w badaniu natrafia trudności. Środka
leczniczego nie da, nie w yjaw i naw et H ucuł nikomu ; mówi on bo
wiem, że żądasz „na wowedenie“, tzn. że g dyby go dał, pokazał, lub
ty lk o w y jaw ił sposób jego użycia, nazwę itp., jużby to ziele w jego
ręk u straciło sw ą moc, swoją skuteczność, — ja k powiada — „ne
foło sy ło b y “, a natom iast proszącemu odtąd z niem by się wiodło.
Leczeniem zajm ują się nietylko wróżki i wróżbici, ale je s t też
wielu ludzi zw ykłych, k tó rzy znają zioła rozm aite i inne środki le
cznicze, lecz wiedzą tą ta k jedni, ja k i drudzy dzielą się chyba
z jednym ze swych potomków i to z tym , k tó ry po śm ierci tak ieg o
—
158
—
znachora jego miejsce m a zająć. B ezdzietni biorą ową wiedzę tajem ną
ze sobą do grobu.
T rudno mi przeto podać nazw y botaniczne w szystkich ziół,
m ających zastosow anie w lecznictw ie wśród lu d u huculskiego, ja k
kolw iek nie m ałą ich ilość, li ty lk o z nazw ludow ych, sposobu i celu
użycia poznałem, gdyż n iek tó ry m n aw et p rz y p atrze ć się nie miałem
sposobności. O graniczając się ted y n a wiadom ościach zebranych,
podam n azw y botaniczne ty lk o ty c h roślin, k tóre w idziałem lub
zebrałem , inne zaś mogę oznaczyć jedynie ich ludowem i nazw am i.
Oprócz ziół m ają też H uculi środki lecznicze ze św iata zwierzęcego,
a bardzo często też za m a w iają choroby. Lecz w szystkie te leki
są po najw iększej części ty lk o oparte bądź n a em piryi, bądź też
d ziała ją na im aginacyę chorego.
Ze św iata roślinnego u ży w ają środków następujących:
N a ból głow y m y ją głow ę w odw arze z korzonków roślin
zw anych „odylon z ile “ (V aleriana officinalis) i „samiw ie“ (Sisym
brium strictissim um ).
N a kaszel piją odw ar z liści i korzeni ziół: „m uraszcziew nyk“ (A chillea m illefolium ), „czybryk polow yj“ (T hym us montan u s) i „su n iecznyk“ (F ra g a ria yesca) tudzież „ sły z iw n y k “ (M alva
rotu n d ifo lia) ; „m uraszcziew nyk“ piją też n a choroby nerkow e
i pęchyrzow e.
N a czerwonkę gotują „czerwoni h ry b y “ (A garicus), lub moczą
w wódce i p iją „iw anow i a fy n y “ (Vaccinium M y rtiilu s) t j . borów ki
zbierane n a św. Iw ana.
N a odpędzenie nim fy od siebie — tw ierdzą bowiem, że nim fa
(„ lis n a “) uchw ycić się może każdego, k tó ry zatęskni za sw ą n arze
czoną — p iją h erbatę z „biżderew a“ (A rtem isia A brotonum ), tudzież
tłu k ą święcony „łuk czesnyk“ i ty m się nacierają. N a św. J u r a
ucinają żm iji głowę, w k ład a ją w nią ząbek czosnku i zasadzają
następnie na grządce. G łów ka, ło d y g a i k w ia t po zejściu tegoż
czosnka m ają być czerwone — a ząbki z głów ki rozsadzają rok
rocznie, zowiąc ta k i czosnek „łuk czesnyk“.
N a choroby piersiowe („zaducha“) piją odw ar z „omeły h ru szew ej“ (Yiscum album ) tj. jem ioły rosnącej na g ru szy , lub z „hran y c i“ (C etraria islándica).
N a gorączkę („ sk u sa“) moczą w wódce korzonki „ g in d zu ry “ (?),
„sk u siw n y k a“ (A stra n tia vulgaris) i „strachopudiw “ (Cirsium p a lu
stre) i dają ją pić choremu, odwarem zaś z korzonków w spom nia
nych ziół m y ją go, a następnie odw ar ten w ylew ają w „ su ty cz“ (tj.
miejsce, gdzie p ło ty się schodzą).
Przeciw niemocy p iją odw ar z roślin „pidojna“ (Geum montanum ) i „polowyj d erew y j“ (Betonica officinalis).
N a „sonci serdeczni“ (sła b isf serdeczna, k o tra jis ty ne daje)
g o tu ją w m leku korzonki „ z g a jb y “ (T orm entilla erecta).
N a „sonci poczerew ni“ (ď ista ju t z jid y abo n a p y tk u ; hołow a
b ołyt, w orkotyt, maje rozwolninie) tłu k ą barw inek (V inca minor), „py-
—
159
—
sfeawec“ (Succisa pratensis) i czosnek, p alą sól i surow e (niebiełone)
p łó tn o , następnie g otują łu g z „bukowoi sp u zy “ (popiołu bukowego)
i zm ieszaw szy w szystko razem , w yw racają konewkę do g ó ry dnem,
w lew ają na dno lek arstw o i piją, siedząc na progu.
N a „bil sercie“ piją rosół z grzybów zw anych „hupka d y
m na" (?) i „zemlene serce“ (Tuber cibarium ).
N a „k o lk i“ p rz y k ła d a ją namaszczone święconym miodem liście
tytoniow e (bakun abo skrutli).
N a puchliznę podkurzają próchnem wierzbowem.
N a „słab ist’ ru k i n ih “ m yją odwarem z liści lub k o ry brzozowej a liście i korę p rz y k ła d a ją do rą k i nóg, lub też k ąp ią cho
rego w odw arze z „haw iezu“ (S yphytum officinale), którego liście
rów nież p rz y k ła d ają. K ąpieli z „haw iezu“ u ży w ają wreszcie n a
w yw ichnięcie nogi lub ręki.
N a białe opław y piją kobiety herbatę z liści poziom kowych
„ siłn y k a “ (Ju n cu s effusus) i kredy, tudzież odw ar z „m uraszciew nyka“
(A chillea millefolium ) — zaś n a opław y czerwone odw ar z łod y g i
liści i korzonków rośliny, zwanej „sp ław n y k “ (F u m aria ro stellata).
N a skaleczenia p rz y k ła d a ją liście „podorożnyka“ (P lan tag o
maior), „zw oriw nyka“ (P renanthes purpurea) i „busiekora“ (Senecio
Fuchsii), i „masne zile" (Sedum Telephium ), tedzież „ a rn ik “ (A rnica
montana?) moczony w wódce.
Przeciw poceniu się nóg, k ąp ią takow e w odwarze „biżderew a“
(A rtem isia A b ro to n um ).
N a „beszegę® (wrzód n a dziąsłach, lub n a ręce) p rz y k ła d a ją
liście „beszieżnyka“ (P aris quadrifolia).
Przeciw żółtaczce służy odw ar z ziół zbieranych w dniu św.
Iw a n a (bulbuk, krokis, morchow), do tego naskrobują ślubny pierś
cień, m iotłę, korale i dodają 9 w szy — o k tó ry ch jed n ak nie śmie
chory wiedzieć. Zm ieszawszy to razem , dają pić choremu.
W d’iw eni (Yerbascum nigrum ) k ąp ią chorych, tw ierdzą bo
wiem. że chory po kąpieli —■ jeżeli m a umrzeć — um iera zaraz,
g d y zaś m a wyzdrowieć, to też zaraz czuje sie zdrow szym . D ziew an
n a je s t d w ojaka: „D ’iw ena czołowicza i żinocza“, w pierw szej k ą
p ią mężczyzn, w drugiej kobiety, a różnica pomiędzy jedną i d ru g ą
je s t ta , źe pierw sza m a ciemniejszą łodygę i k w ia t bardziej czerwo
ny, d ru g a zaś łodygę jasn ą i k w ia t żółty.
Dziewczęta ab y b y ły czerwone, m yją się w odwarze z „k ro k isu “
(C alendula officinalis), aby m iały długie w łosy, m yją takow e od
w arem z rośliny „kosateń® zwanej (Iris pseudacorus), aby b y ły
czyste (wid m erzy), m yją się odwarem z ziela „pilskij łe n “ (L in aria
vu lg aris), zaś by m iały płeć piękną, m yją się w zielu „czystec“
(S tach y s annua).
Chłopcy dziewczętom, lub odwrotnie, dają, by się kochali
„ lu b y sto k “ (Levisticum officinale) lub „lubyziíe“ (B otrychium L u
n aria), — zaś „m erzyzile“ (?), g d y kość niezgody chcą jedni rzucić
pom iędzy drugich.
—
160
D la dzieci m ają też H uculi swe leki. G dy się dziecię narodzi,
p
je w „Iw anow ym z ilu “ (w zielu zbieranem na św .Iw an a )
t j .: „k ro k isie“ (C alendula officinalis), „a rn ik u “ (A rnica m o n tan a)
i „m aruńce" (C hrysanthem um B alsam ita), —■ na spanie w „drim luch ach “ (L am ium purpureum ), — by było tłu ste , w „ tu c z n y k u “
(Sedum carpathicum B.euss); tucznyk jest dwojaki: „chłopieczyj
i ď iw oczyj“, — by prędko rosło, w „m atery ń ci“, aby było z d ro w e
w „zyw okoście“, — ab y prędko chodziło, w „słabonohach“ (Im p a tie n s
noli tangere), — ab y było białe, sm arują je śm ietanką lub p ia n k ą
z m leka. Dziewczynkę, by była tłu s ta i w ielka, k ąp ią w dzie
w annie,
I dla krów m ają rozm aite zioła, których liście lub korzonki
suszą, t r ą na proch i dają bydłu w raz ze solą. I ta k , g d y k ro w a
daje m ało m leka, dają lis tk i i korzonki ziół ro sto p aśt’“ (Cheiidonium
m aius) i „p e rełeta“ (Chenopodium Bonus H enricus), aby masło byłor
ładne, dają korzonki „ ju ry k iw “ (L ath rea Squam aria) i „m aślenkiett
(M onotropa H ypopitys), aby masło było tw arde, liście leszczyny, —
g d y zaś krow a kaszle, dają „ tu riji ja z y k i11 (Scolopendrium officinarum).
Z m ineralnych leków, oprócz soli kuchennej, u ży w ają czerwo
nej g lin y z k retow in do p rz y k ła d a n ia na puchliznę, sądzą bowiem,
że glin a z kretow in je st najczystszą.
Z ciała zwierzęcego ma zastosow anie mięso niedźwiedzie,,
z którego rosół piją na kaszel, astm ę i wogóle choroby piersiow e.
Sadło niedźwiedze, jelenie i borsucze piją również n a choroby p ie r
siowe, a sad ła jeleniego u ży w ają też jako środka zewnętrznego do
n acierania nóg, gdy bolą, przy k ład an ia do ra n u ludzi i bydła..
Borsuczem i wilczem sadłem nam aszczają pobitych, chorych n a
k rzyże i reum atycznych, a w braku sadła w ygotow ują tłuszcz,
z mięsa. Sm alcu lisiego używ ają do zalew ania ra n u bydła.
N a ru p tu ry jedzą ślim aki leśne i to albo w y p ija chory ze*
sk o ru p y żywego ślim aka, podobnie jak ostrygę, albo posiekaw szy
i usm arzyw szy na maśle i jajach 9 ślimaków, dają jeść rano choremu,,
przyczem m a zachować przez cały dzień najściślejszą dyetę, ani też.
nie śmie wiedzieć, iż ja d ł ślim aki.
H uculi, k tó rzy zajm ują się zawodowo leczeniem, m ają zbierać
swe zioła n a Czarnohorze. W dniu św. Iw a n a wychodzić tam m ają
ko b iety o podbródkach aż do piersi sięgających, które kopią n ajro z
m aitsze zioła i za kw aterk ę wódki, bochenek chleba i dow olną
ilość pieniędzy rozdają p rzy b y ły m w ty m dniu n a C zarnohorę
wróżbitom .
Józef Sclmaider.
—
161
—
Śpiew y haiłkow e z Podhorzec.
(Powiat złoczowski.)
W ielkie święto Pańskiego zm artw ychw stania rozw esela serca
w szystkich. I lud nasz bierze udział w ogólnej radości, cieszy się
tak że a w yrazem tej uciechy są jego okolicznościowe zabaw y. Do
ta k ic h zabaw ludow ych w czasie św iąt w ielkanocnych należą znane
n a całej R u si „ h a iłk i“. Grłówną w nich rolę g ra ją pieśni, śpiewane
przez same ty lk o dziewczęta a co do treści objaśniane przez nich
mimicznie — czyli śpiew y haiłkow e są to ta k zw ane w lite ra tu rz e
ludowej poezyi „k a n ty le n y “.
L u d polski w Podhorcach zna ta k ie „ h a iłk i“ i po skończonem
nabożeństw ie do nieszporów a po nieszporach do późnego zm ierzchu
zalega w pierw szy, d ru g i a naw et zazwyczaj i w trzeci dzień
W ielkiejnocy obszerne błonie m iędzy kościołem a zamkiem — tuż
p rz y gościńcu .— celem wspólnej zabaw y.
Śpiewy, ja k widać poniżej, są polskie i ruskie a n aw et więcej
je s t ru sk ic h 1), ale R usinki nie biorą udziału w haił.kach w czasie
św iąt polskich a ty lk o na swoje św ięta śpiew ają te same pieśni,
prócz n a tu ra ln ie polskich.
P olskie więc dziew częta zbierają się razem w grom adę i śp ie
w ają następujące p ieśni2) :
1.
„Zajeńku ! za hoiowońku !
Ani tobi zajeńku wyskoczyły,
Ani tobi zajeńku wyhlanuty.
Zajeńku! za piatoczky,
Chody, chody, zajeńku ! do korszmoczky.
Zajeńku ! ruczky, płeczky,
Zajeńku ! sińcia, kolińcia,
Zajeńku! za pidboczeńky,
T a pokazy swoji skoczeńky.
W oźmy sia za pidwyżky,
Szukaj sy towarzyszky.
Wyberaj sobi druhu
Z kałynowoho ïu h u .“
Śpiew ają p rz y odpowiednich giestach : biorą się za głowę,
skaczą, w y g ląd ają i t. d.
‘) Podaję w szystkie pieśni polskie i ruskie, śpiewane w Podhorcach. Innych
nie słyszaiem.
2) Następstwo pieśni byw a rozmaite, a tem samem porządek, w jakim je p o
daję, nie jest stały.
11
—
1ь2
—
2.
„W erbowa doszczeczka teżaia, tężała.,
Po nij dwi panny chodyły, choclyły,
Na obydwa boczeńki hladyły, hladyły,
Z widkyż toj w itrońku powinę, powinę?
Zwidty mij myiyj pryjide, pryjide!
Szczoż meni mij myłyj pryweze, pryweze ?
Pryweze szubońku, abo dwi, abo dwi,
Rużowu w stążeczko do zemli, do zemli,
Czerwoni czoboty z nosamy, z nosamy,
Szczob dobri hafflcy hasaíy, hasaťy !
W yberaj sobi druhu
Z kałynowoho M m ! “
J a k wyżej.
3.
„Płynę kaczor, płynę kaczor w horochjannim winku,
Wyberaj sy, Iwaseńku, szczo najkrasszu diwku.
I ta ładna, i ta ładna i ta nepohana:
Urbanczyna1) Marynunia, tak jak m alowana !
A na tobi Iwasuniu w yszyta soroczka,
A chtoż jeju w yszywaw ?
Urbanczyna doczka,
A na tobi M arynuniu zełenyj winoczok,
A chtoż jeho kupowaw?
Kuny1) paruboczok!“
J a k wyżej.
4.
„Oj Dańczyku ! Iwańczyku!
W ypłyń, w ypłyń z D unajczyku,
Rozczeszy rusi kosy
Po zołoti pojasy —
Woźmy sia pidboky,
Pokaży swoji skoky —
W oźmy sia zâ pidwyżky,
Szukaj sy tow aryszky,
Wyberaj sobi druhu
Z kałynowoho łu h u !“
J a k w śpiewie pierw szym .
« Urbanczyna = córka żony Urbana. Urban - nazwisko Polskiego podboreckiego w łościanina i tak samo Kuna. Przy powtórzeniu powyższej piesm zmieniają nazwiska w edług upodobania.
—
163
5.
„Oj tam w miśti na rynoczku,
Szczoś tam za huk ;
Wyjdy, wyjdy stara maty,
Szczoś prodajut.
Oj wyweía Urbanka doczku swoju,
A Kunycha wybihaje: „Kupit m oju“.
— „Ja ne choczu twoji doczky, bo linywa,
Sztyry noczy horszky moczyt, piatoji myía. “
6.
„Oj krywoho tańciu, tańciu,
I ne wywedy kińciu, kińciu,
Tam Roman ziła kopaje
I sam jeho ne znaje.
Ponis jeho do rady,
Do chłopskoji hrom ady;
A cMopskaja hromada ne znała
I w ruczeńki ne brała.
Ponis jeho do rady,
Do panieńskoji hromady :
Panieńskaja rada piznała
I w ruczeńky zabrała.
De ty zazułeńku buwała, buwała,
Jak ta dibriwońka pałała, pałała,
Jak reszetom wodu nosyły, nosyły,
Tuju dibriwońku hasyły, hasyły.
Kilko na reszeti wodyci, wodyci,
Tilko u kawaliriw prawdyci, prawdyci.
Kilko w konowci wodyci, wodyci,
Tilko u diwczat prawdyci, prawdyci.
Jidut mużi na koniach, jidut mużi na koniach,
A parobky na swyniach, a parobky na swyniach.
Chtiw sia oden żenyty, (powtarza się)
Z miachkyn pywo robyty, „
„
A szcze pywo ne wkysło, „
„
W że sia didiw natysło,
„
„
A szcze pyw a ne pyły,
„
„
Wże sia didy pobyły
„
„
W ezut mużi pszenyciu, w ezut mużi pszenyciu,
A parobky mitłyciu, a parobky mitłyciu,
Lipsza rola raniaja,
(powtarza, się)
Niż taja piznaja,
„
„
Bo na ranij pszenycia,
„
„
A na piznij mitłycia,
„
„
A pszenyciu żeńci żnut,
„
„
A mitłyciu koni tnu t.“
„
„
—
164
—
P rz y tej pieśni tańczą dziewczęta t. zw. „krzyw ego tańca® .
W z ią w sz y się za ręce robią koło, k tóre następnie ścieśniają zupeł
nie i ckodzą gzygzakiem
7.
1. Chtiřa mene maty perszomu daty,
A toj perszyj duże skorszyj,
Ne pidu za neho.
Ne daj mene maty,
Ne daj mene wziaty.
2. Chtiła mene maty druhomu daty,
A toj druhyj duże hrubyj, W. ,3. 4. 5. jak wyżej.
3. Chtifa mene maty tretomu daty,
A toj tretyj duże upertyj, W . 3. 4. 5. j. w.
4. Chtiía mene maty czetwertomu daty,
A toj czetwertyj krutowertyj, W. 3. 4. 5. j. w.
5. Chtiía mene maty piatomu daty,
A toj piatyj krywopiatyj, W. 3. 4. 5. j. w.
6. Chtiła mene maty szestomu daty,
A toj szestyj z kińskoji szersty, W. 3. 4. 5. j. w.
7. Chtiła mene maty semomu daty,
A toj semyj smutnyj, ne wesełyj, W. 3. 4. 5. j. w .
8. Chtiła mene maty ośmomu daty,
A toj ośmyj kucyj, nedorosłyj, W . 3. 4. 5. j. w.
■9. Chtiła mene maty dewiatomu daty,
A toj dewiatjrj bude pokydaty i td. 3. 4. 5. j. w .
10.
Chtiła mene maty desiatemu daty,
A toj desiatyj czornowusatyj :
T a wże daj mene maty.
T a wże daj mene wziaty,
Bo u neho hroszyj pownaja skrynia,
Budu gospodynią,
Bo u neho hroszyj,
Bo win sam choroszyj.
T a wże daj mene maty,
T a wże daj mene w ziaty.“
P ieśń tę tak że śpiew ają p rz y odpowiednich gestach i rncbaaŁ .
—
165
—
— Maju, maju, maju dwi.
Atłasowi obydwi.
W iersz 8. 9. j. w.
8.
3 . „Gzom, czom myfeńki
Czarnobryweńki,
Czom ty w mene
Ne buw ajesz?
Z naty — soroczky ne majesz!
— Maju, maju, maju dwi,
Zonesowi obydwi,
T a do tebe syrotońky
J a ne maju ochotońky.
4. W iersz 1. 2. 3. 4. j. w.
Znaty — surduta ne majesz Î
— Maju, maju, maju dwa,
Suknianiji obydwa,
W iersz 8. 9. j. w.
5. W iersz 1. 2. 3. 4. j. w.
Znaty — kapelusza ne m ajeszf
— Maju, maju, maju dwa,
Filcowij obydwa,
W iersz 8. 9. j. w.
2 . W iersz 1. 2. 3. 4. j. w.
Znaty —■ sztaniw ne majesz!
— Maju, maju, maju dwi,
Suknianiji obydwi,
W iersz 8. 9. j. w.
6. W iersz 1. 2. 3. 4. j. w.
Znaty — czobit ne majesz!
— Maju paru, maju dwi.
Fałdowani obydwi,
W iersz 8. 9. j. w.
3 . W iersz 1. 2. 3. 4. j. w.
Znaty — kamizelky ne majesz!
Z a chłopca odpowiada w ty m śpiewie jedna z dziew cząt.
9.
„Czomże ty ne tańciujesz? Halu! H alu!“
— „Kołyż bo ja soroczeczky taj ne maju.“
„A ja tobi soroczeńku, Halu, spraw lu!“
— „A ja tobi kawaliru, podiakuju.“
„Czomże ty ne tańciujesz? Fialu! H alu!“
— „Kołyź bo ja spidnyci taj ne m aju.“
„Ą ja tobi spidnyczeńku, Halu, spraw lu!“
— „A ja tobi, kawaliru, podiakuju!“
D alej sk arży się ona, że niem a : fa rtu szk a, k afta n ik a, chusteczki,
pończoch, trzew ików , k o rali i d ukata. On obiecuje jej spraw ić
w szy stko . W ostatniej zw rotce :
„Czomże ty ne tańciujesz! Halu! H alu!“
— „Kołyż bo ja kaw alira taj ne maju !“
„A ja tobi kawalira w yswataju.“
— „A ja tobi, kawaliru, podiakuju.“
T u także odpowiada za chłopca dziewczyna.
—
166
—
10 .
1. „Sołowijeńku spadku, spadku!
Czy buw aw źe ty w sadku, w sadku?
Czy w ydaw ty, jak kopajut na mak ?
Oj tak, tak kopajut na m ak!“ (Pokazują, ja k kopie
[sie na mak).
2. „Sołowijeńku spadku, spadku!
Czy buwaw że ty w sadku, w sadku ?
Czy w ydaw ty, jak skorodiat na mak?
Oj, to tak skorodiat na m ak !“ (Pokazują).
"W dalszych zw rotkach p y ta ja się, czy w id ział, ja k m ak
„ s iju t“ •— „schodyt“ — „ p o la t“, ja k m ak „ro ste“, — „cw yte“ —
„ ż n u t“ — „m o ło tia t“ — „ t r u t “ i „ jid ia t“.
ü.
1. „Chto wydaw ? 'ohto ozuwaw
Moju żonu na torzi, na torzi?“
— „A my jeji wydymo, wydymo,
Tobi jeji ne damo, ne dam o.“ —
„Ja soroczku naberu, naberu,
Swoju żonu widberu, w idberu.“
— „My soroczku woźmemo, schodymo,
Tobi jeji ne damo, ne damo.“ —
2, W iersz 1. 2. 3. 4. j. w.
„Ja spidnyciu naberu, naberu,
Swoju żonu widberu, w idberu.“
— „My spidnyciu woźmemo, sehodymo,
Tobi jeji ne damo, ne damo.“ —
W następnych zw rotkach on p rzy rzek a spraw ić fartuszek*
chusteczkę, pończochy, trzew iki, korale i d ukat, n a w szy stk o jed n ak
otrzym uje odpowiedź odmowną. Również w szystko śp iew ają sam e
dziewczęta.
12.
„Oj ziele, ziele, rumianek,
Śliczna koszulka na mnie |
Oj okaż, ta pokaż,
Czy taka, jak u mnie ?
Oj ziele, ziele, rumianek,
Śliczna spódniczka na mnie !
W iersz 3. 4. j. w.
-
167
—
W dalszym ciągu chw ali się fartuszkiem , kaftanikiem , chu
steczką, pończochami, trzew ikam i, koralam i, dukatem . W reszcie :
Oj ziele, ziele, rumianek,
Śliczny kawaler u mnie !
W iersz 3. 4. j. w.
13.
„Oj Sieniu! Sieniu! masz ty córek wiele,
Oj czy nie dasz, czy nie puścisz na nasze wesele?“
— „Oj tożto wam dziwno, że mam córek wiele,
Nie dam i nie puszczę na w asze w esele.“
„A widzisz ty, Sieniu !
Twoja córa z nami,
Lepszy nasz pan rycerz,
Niśli ty z córkami.“
14.
„Tam na hori lon,
Na dołyni mak,
Moji myli pahienoczky,
Prosyíy was sokoíoczky,
Posidajte w raz!“ (Siadają).
1. 2. 3. 4. jak wyżej.
„Powstawajte w raz!“ (W stają).
1. 2. 3. 4. jak w yżej“.
„Poschodit sia wraz !“ (Więcej ściskają się).
1. 2. 3. 4. jak wyżej.
„Rozijdit sia wraz !“ (Ustawiają się, ja k stały pierwotnie).
1, 2. 3. 4. jak wyżej.
„Zapfeskajte w raz!“ (Klaszczą w dłonie).
1. 2. 3. 4. jak wyżej.
„Pocilujte sia w ra z !“ (Sąsiadki całują się).
1. 2. 3. 4. jak wyżej.
„Obernit sia w raz!“ (Sąsiadki obracają się).
1. 2. 3. 4. jak wyżej.
„Obejmit sia w raz !“ (Sąsiadki obejmują się).
-
168
-
15.
„Stoi różyczka w mirtowym wieńcu,
Jej się kłaniają, gdyby książęciu.
Ty różyczko dobrze wiesz,
Kogo kochasz, tego bierz,
Ty różyczko dobrze wiesz,
Kogo kochasz, tego bierz,
T w orzą koło, w którego środku staje jedna z dziew cząt. P rz y
słowach „Jej się k ła n ia ją “ k ła n ia ją się dziew częta z koła tej, k tó ra stoji
w środku, a ta znów po skończonej pieśni w ybiera jedną z koła,
a t a w ybrana idzie w środek na miejsce tam tej i t. d. N ieraz
chce być w y b ranym k tó ry ś z dorosłych chłopców, p rz y p atru jący c h
się tej zabawie, a stąd pow stają ż a rty , śmiech, uciecha.
16.
„Latała sroczka po zielonej trawce,
A za nią sroczęta po dużej murawce,
Hej, hej mało nas,
Grzeczna panno chodź do nas.
Latała sroczka po zielonej trawce,
A za nią sroczęta po dużej murawce.
Hej, hej dużo nas,
Grzeczna panno idź od n as“.
W środku k oła staje dziewczyna, k tó rą po pierw szej zw rotce
dziew częta, tw orzące koło, biorą do siebie a po drugiej oddalają inną
do środka i t. d.
17.
„Oj sam że ja, sam ja chodżu, sam ja chôdzu!“
— „Deż ty swoji dity podiw, dity podiw ?“ —
„Potonuły w bystrij rici po wołoci, po wołoci !“
— „Bodaj że ty sam utonu w, sam utonuw “ ! —
„A ja sobi najfajnijszu, najkraśnijszu szcze wyberu,
[szcze w yberu.“
Dziewczęta k upią się do siebie tw orząc zw arte koło, z którego
w y łączają się dwie i w małej odległości od re szty przechadzają się
śpiew ając w iersz pierw szy. T am te odpow iadają wierszem drugim
i t. d. a p rz y w ierszu ostatnim odłączają się od k oła dw ie inne
i znów po w tarza się to samo.
18.
Oj ! w stań didu,
Ja do lisa jidu !
Och ! mij did rozstohnaw sia,
Och! mij did rozpłakaw sia.
Oj ! w stań didu,
Ja wże z lisa jidu !
Och! mij did rozskakaw sia,
Och ! mij did rozhulaw sia.
Oj ! w stań didu,
Idy husy pasty !
Och ! mij did rozstohnaw sia,
Och ! mij did rozpłakaw sia.
—
169
—
Och! mij did rozstohnaw sia,
Och! mij did rozpłakaw sia.
Oj ! w stań didu,
H usiatynu isty!
Och ! mij did rozskakaw sia,
Och! mij did rozhulaw sia.
Oj ! wstań didu,
Z muzykamy jidu!
Och! mij did rozskakaw sia.
Och ! mij did rozhulaw sia.
Oj ! w stań didu,
Na zaloty jidu !
Ochl mij did rozstohnaw sia,
Och! mij did rozpłakaw sia.
Oj ! w stań didu,
Ja do ślubu jidu!
Och! mij did rozstohnaw sia.
Och! mij did rozpłakaw sia.
Oj w stań didu,
W że z zalotiw jidu!
Och! mij did rozskakaw sia,
Och! mij did rozhulaw sia.
Oj ! w stań didu,
Wże wid ślubu jidu !
Och! mij did rozskakaw sia.
Och! mij did rozhulaw sia.
Oj ! w stań didu,
Po muzyky jidu !
P rz y stosownych ruchach i gestach.
19.
1. Najechali stronne ludzie, matko n asza!
Najechali stronne ludzie, duszko nasza!
— Czegóż oni najechali? dzieci moje!
Czegóż oni najechali? duszki moje! —
Gzy nie pójdziesz za którego? matko nasza!
Czy nie pójdziesz za którego ? duszko nasza !
— W czemże oni najechali? dzieci moje !
W czemże oni najechali? duszki moje! —
W chodaczyskach, w szłapaczyskach, matko nasza !
W chodaczyskach, w szłapaczyskach, duszko nasza!
— Czemże oni przyjechali? dzieci moje!
Czemże oni przyjechali? duszki moje! —
Ślepym koniem i bez chwosta, matko nasza!
Ślepym koniem i bez chwosta, duszko nasza!
— Ja nie mogę wstać na nogi, dzieci moje !
Ja nie mogę wstać na nogi, duszki moje. —
2. W iersz 1. 2. 3. 4. 5. 6. j. w.
— W czemże oni przyjechali? dzieci moje!
W czemże oni przyjechali? duszki moje! —
W sierakach i w płótniankach, matko nasza !
W sierakach i w płótniankach, duszko nasza ’
— Ja nie mogę wstać na nogi, dzieci mojel
Ja niemogę wstać na nogi, duszki moje! —
3. Wiersz 1. 2. 3. 4. 5. 6. j. w.
— W czemże oni przyjechali ? dzieci moje!
W czemże oni przyjechali? duszki moje! —
—
170
—
W surdutach, w czarnych butach, matko nasza!
W surdutach, w czarnych butach, duszko nasza!
— Czemże oni przyjechali, dzieci moje!
Czemże oni przyjechali, duszki moje!
Powozem, parm a końmi, matko n a sz a ’
Powozem, parma końmi, duszko nasza!
— Ja już mogę w stać na nogi, dzieci moje!
Ja już mogę w stać na nogi, duszki moje! —
T u jed n a część dziew cząt śpiew a słow a m atki,
sło w a dzieci.
•
część d ru g a
20.
Pieśń o „Žehnanie“.
1. Jedzie, jedzie Zelman !
Jedzie, jedzie jego brat !
— Czego chce Zelman?
Czego chce jego brat ? —
Panny chce Zelman !
Panny chce jego brat !
— Jeszcze panna nie gotowa,
Jeszcze koszulka nie sprawiona.
Jedź dalej, Zelman!
Jedź dalej jego brat ! —
W szystko to, wszystko to Zelmanowa rodzina.
2. W iersz 1. 2. 3. 4. 5. 6. j. w.
— Jeszcze panna nie gotowa,
Jeszcze spódnica nie sprawiona.
Jedź, dalej, Zelman !
Jedź dalej jego brat !
W szystko to, wszystko to Zelmanowa rodzina.
W trzeciej zwrotce" i w następnych śpiew ają, że jeszcze p an n a
nie gotow a, bo niem a spódnicy, fa rtu szk a, k a fta n ik a , pończoch, trz e
wików , chusteczki, k o rali i d u k ata. W jedenastej :
11.
W iersz 1. 2. 3. 4. 5. 6. j. w.
— Na jaki chléb, Zelman ?
Na jaki chléb jego brat? —
Na owsiany Zelman !
Na owsiany jego brat!
— A my panny nie mamy,
Na taki chléb nie damy.
Jedź dalej Zelman !
Jedź dalej jego brat! —
W szystko to, wszystko to Zelmanowa rodzina.
—
171
—
In n e zw ro tk i brzm ią ja k poprzednie, w za p y ta n iu ty lk o : „N a
ja k i chleb“ zachodzi ta różnica, że Zelm an i jego b ra t odpow iadają:
n a jęczm ienny, hreczany. kukurudziany i n a żytni.
W ostatniej 16 -tej zw rotce śp iew ają:
16. Jedzie, Jedzie Zelman!
Jedzie, jedzie jego brat!
— Czego chce Zelman?
Czego chce jego brat? —
Panny chce Zelman !
Panny chce jego brat!
Na jaki chleb Zelman?
Na jaki chleb jego brat?
Na pszeniczny Zelman !
Na pszeniczny jego brat!
A my pannę mamy,
Na taki chleb damy.
Chodź do nas Zelman !
Chodź do nas jego brat!
Dziewczęta w ybierają z pośród siebie dwie, k tó re m ają przed
staw iać Z elm ana i jego b rata. N astępnie u sta w ia ją się w 2 rzędy
a te dwie w ybrane chodzą środkiem i śp iew ają: „Jedzie, jedzie
Zelm an, jedzie, jedzie jego b r a t ! “ D ziew częta w rzędach p y ta ją
śpiew ając: „Czego chce Z elm an? Czego chce jego b r a t ? “ N a to od
pow iadają Zelm an i jego b ra t i t. d.
21.
Kostrub.
1. Pomahaj Bih kumciu!
— Buwaj zdorow, lubciu !
Ne wydilyśte moho Kostruba?
— Piszów na zaloty! —
Bidnaż moja holowońko !
Neszczasływa hodynońko !
Szczoż ja bidna uczynyľa,
Szczom Kostruba ne zlubyła?
Pryjid, pryjid Kostrubońku!
Stanu rano do ślubońku !
A w nedilu raneseńko,
T a na biłim kaminenku !
2. W iersz 1— 3 j. w.
—■ Ponis na zapowidy I —
Bidnaż moja holowońko... i t. d. j. w.
3. W iersz 1—3 j. w.
— W ie zapowidy jd u t” —
Bidnaż moja i t. d.
4. W iersz 1—3 j. w.
— W źe do ślubu jde! —
Bidnaż moja i t. d.
5. W iersz 1—3 j. w.
— Wże ślub wziaw !
Bidnaż moja i t. d,
6. W iersz 1—3 j. w.
— Síabyj leżyt ! —
Bidnaż moja i t. d.
7. W iersz 1—3 j. w.
— Wże po ksiondza pojichały!
Bidnaż moja i t d:
—
8.
Wiersz 1—3 j. w.
— Wże umer ! —
Leży, leży, szczobyś ne wstaw,
Szczob do mene inszyj prystaw!
172
—
Leży, leży jak' koíoda,
Ja moíoda jak jahoda;
Leży, leży jak hnyfyj peń,
Ja niołoda, jak jasnyj deń !
Pieśń tę, przy której, jak mówią, chowają „Kostruba“, śpie
wają w przewodnią niedzielę, t. j. w tydzień po W ielkiejnocy.
W ową niedzielę powtrzają także w szystkie powyższe pieśni.
Bronisław Kryczyński.
Styl zakopiański.
(Odczyt miany na miesięcznem zebraniu naukowem Tow arzystw a ludoznawczego
d. 15. lutego b. r.).
K ie d y p rz ed k ilk o m a d ziesią tk a m i la t — około ro k u m niej
w ięcej sied em d ziesiąteg o •— rzucono się w P o lsc e tłu m n ie k u
T atro m , p rą d te n o b jął n asa m p rzó d s a m e g ó r } / . P o ty lu w ie
k a c h o d k ry to w P o lsc e T a t r y ! D o tą d sy n o n im em P o lsk i b y ły
ró w n in y p łask ie, od nich to w y w o d zili się P o la n ie = P o la c y . A tu
n araz g ó r y , i to nie la d a g ó ry , g ó ry w ysokie, A lp y polskie.
W ięk sz o ść szczytów w T a tra c h b y ła jeszcze n ie d o stę p n a ,
g łę b ia T a tr zu p ełn ie nieznana.
Hej za mną na szczyty T a tr!
na strome ich krawędzie!
okiem rozbije n dal obszarów,
czołami sięgniem c h m u r!!!
ro zbrzm iew ało haslo po ró w n in a c h P o lsk i, a k to czuł w so b ie
isk rę d aw n eg o ry c e rstw a , szedł w z a p a sy z tu rn iam i.
Z d o b y w an o szczyt za szczytem , przełęcz za p rzełęczą —
z a ty k a n o c h o rąg w ie p o lsk ie n a G a rłu ch u , Ł o m n icy , L o d o w y m ,
W y so k ie j. Z astęp p rz y ro d n ik ó w b a d a ł, m ierzył, obliczał, za
p is y w a ł.....
W p ra c a c h ty c h i za d a n ia c h b ra n o do p o m o cy lu d m iejscow y,
je g o się ra d zo n o , z nim o d b y w a n o w ycieczki, ale^ n a lu d te n
jeszcze nie zw racan o bacznej uw agi, N ap rzó d trz e b a b y ło d o trze ć
tam , g d zie d o tąd ty lk o w z ro k sięg ał, czołam i d o tk n ą ć chm ur,
T a tro m w y d rz eć tajem nicę.
Z n ad p rzepaści, z p ia rg ó w , z gąszczów lim b i k o so d rzew in y ,
z k ra in y orlej, schodziły g ro m a d k i n a sy c o n y c h b a d a c z y — i p o
częły się ro z g lą d a ć po dziedzinach g ó ra lsk ich .
-
173
—
O dkryto chatę góralską.
W c h a c i e t e j w p ra w d zie w y p o c zy w an o od la t w ielu po
tru d a c h w ycieczki —• n a ty p o w e m łó żk u g ó ra lsk iem o w y so k ich
n o g ac h , n a k tó re m z a sy p ia jąc w idziało się jeszcze p rz ed so b ą n a
ścian ie ja sk ra w e o b ra zy zbójników z Jan o sik iem n a czele, —
w c h a c i e t e j —■ siad y w a ło się n a w y n io sły c h ła w a c h b ie g n ą
cy ch w zdłuż izb y p o p o d ścianam i, ja d a ło n a k w iec isty c h ta le rz a c h
g ó ra lsk ic h w y jm o w an y c h z za rzeźbionej listw y — ale n a zw ró
cen ie u w a g i n a to w szy stk o jeszcze b y ło zaw cześnie. B y ły p il
niejsze sp ra w y dla idei tatrz ań sk iej, k tó ra p rzechodząc różne
fazy rozw oju w k ro c zy ła w reszcie po za sp o k o jen iu n ajp ierw szy ch
celó w n a p o le d o tą d o dłogiem leżące.
Zaw sze jed n a k o św ieciło słonko w Z ak o p an em w dzierając
się przez szczerbę G iew o n tu — zaw sze w te n sam c u d n y sposób
rzucało cienie od m ister
nie rzeźbionych k o łk ó w
na p ó ło k rą g ły c h p o d w o
jach
odrzw i g ó ralsk iej
W. ^
ch a ty , — czasu nie było,
K
- r - v - V /-1.
-żeby to spostrzedz ; G arL-WP-V«’ i
¡
.• W
łuchy, Łom nice, W y s o
kie, M nichy w o ła ły do
siebie. K ró tk i czas le
tn ich m iesięcy p rz e p ę
dzali p rz y b y sz e z dolin,
co się nie m ogli d o tąd
ocknąć, że P o la c y m ają
sw oje A lp y , po k o li
b ach , n ad M orskiem i
O kam i, p rz y d ym ie w a try , w śró d tu rn i i siklaw .
A ż n ad szed ł czas : c ie k a w y lu d g ó rsk i, P o d h a la n ie — s ta
n ęli n a w idow ni.
N a lu d te n p a trz a n o d o tą d d o sy ć dziw nie. G łęb o k o zakorze
n io n e b ajk i d ru k o w a n e n a w e t w k siążk a ch szk o ln y ch n a u c z y ły
w id zieć w ludzie ta trz a ń s k im : ....T ataró w !....
Z całą pew n o ścią m iały to b y ć n ie d o b itk i h o rd y N o g a ja .
N ie troszczono się o to, że in n a znów b a jk a k a z a ła w ierzyć, że
w T a tra c h do n o g i w y b ito ty c h w łaśn ie T a ta ró w , że m iały się
tam aż w alać k u p y ich kości p o dolinach, że stą d p o w s ta ły
K o ście lisk a. — B y ły to czasy d o sy ć naiw ne.
—
174
—
O n ie d o b itk a c h h o rd y N o g a ja p is a ły p ierw sze g e o g ra fie
n o w o o d k ry ty c h »połączonych k ró le stw G a lic y i i L od o m ery i«
w k o ń cu w ie k u 18.
B a jk a o ko ścielisk ach , o p o g ro m ie T a ta ró w i o tem m n ó st
w ie k o ści ta ta rsk ic h p o w sta ła p o ro k u 1830. ro z g ło sz o n a przez
p o czciw eg o S e w e ry n a G oszczy ń sk ieg o . L ite ra tu r a p ię k n a p o m a
g a ła . S o b ó tk a G o szczy ń sk ieg o , K o n fe d e ra c i B a rsc y M ickiew icza,
w k tó ry c h je s t w y ra źn ie m ow a o d o l i n i e k o ś c i t a t a r s k i c h —
w p a ja ły w n a ró d to p rz ek o n an ie. T o te ż ci, co się z lu d em t a
trza ń sk im ju ż b ez p o śred n io ze tk n ę li, m im o w oli u le g a ją c w s p o m n ie
niom św ieżym z lite ra tu ry n aro d o w ej —- p a trz a li n a g ó ra li, j a k
n a lu d d ziw ny, n a tw ó r b ąd ź co b ąd ź nie sw ojski.
W ry sa c h g ó ra li w idziano t y p y ta ta rsk ie , w n a z w isk a c h
ro d o w y c h p o zo stało ści im ion w odzów h o rd ta ta rsk ic h . N a d o w ó d
te g o p o d w o iw szy ł w n az w isk ach n ie k tó ry c h g ó ra lsk ic h w id zian o
u łłó w i ałłó w ta ta rsk ic h np. M a rd u ła — M ard — U łła, S a b a ła —
S ab — A łła, b a M urzów n aw et, ja k w y k ła d a n o n azw ę w si M u r
— za — S ich łą = M u rza S ichła.
P o g lą d ta k i p rz e trw a ł do n ied aw n a, w sp o m n ia n y w y k ła d
n azw i n azw isk znachodzi się jeszcze w k siążce w y d a n ej około
r. 1880., w p raw d zie nie p rzez zaw o d o w eg o ję z y k o z n a w c ę p o d a n y
— w k a ż d y m razie zn a m ie n n y — bo d aje m iarę, z ja k ą odnosiło
się sp o łeczeń stw o p o lsk ie do P o d h a la n .
B liższe b a d a n ia , b ez p o śred n ie sto su n k i z ludem ta trz a ń sk im ,
w ejrzen ie w szczegóły, p o zn a n ie narzecza, zw yczajów , ty p u a n
tro p o lo g ic z n e g o — w szy stk o to w k o ń c u rozw iało b e z p o w ro tn ie
rzek o m ą » tatarskość« g ó ra li.
S ta n ą ł lu d n a w sk ro ś nasz, k o ść z kości, k r e w z k rw i n a
szej, p rz ech o w u ją cy ję z y k p ra d ziad ó w , u trz y m u ją c y w żyw ej tra d y c y i w sp o m n ien ia daw no u b ie g ły c h la t —• o d g ro d z o n y lasam i
i g ó ra m i, mikrokosmos d aw n eg o lu d u p o lsk ieg o , k tó re g o n ied o sięg ła w tem u stro n iu p ra c a n iw e la c y jn a k u ltu ry i cy w iliza cy i b u
rzącej d aw n e tej ziem i p o rządki.
A cy w iliza cy a i tu ta j choć późno w k ra d a ć się zaczęła.
P rz y n ió s ł ją n a p ły w go ści i p o d ró ż n ik ó w tatrz a ń sk ic h . I b y ła
ch w ila, zdało się, że cy w iliz a c y a ta zaleje i zg n iec ie w szy stk ie
o d rę b n o ści m iejscow e. M o g ło się sta ć to, co się dzieje dzisiaj
codziennie w g łę b ia c h A fry k i, w s te p a c h A m ery k i, n a w y b rz e
żach o d le g ły c h w y s p : w a lk a dw u k u ltu r, z k tó ry c h m niej p o s u
n ię ta u p a d a b e z p o w ro tn ie z o g ro m n ą szk o d ą d la w iedzy i n a u k i.
—
175
—
P ro c e s te n sam m ó g ł się o d b y ć n a naszej skórze, w n aszy m
d o ro b k u cy w ilizacy jn y m m o g ła p o w sta ć n ie p o w e to w a n a s tr a ta .
L ecz, co n a ch lu b ę naszej ra s y w y ch o d zi — t a k s i ę n i e s t a ł o .
S ta ł się n a to m ia st fa k t b ard zo rz ad k i, nie po wiem w y ją tk o w y ,
a m oże n aw et je s t tak im , jeżeli się bliżej rzeczy p rz y jrzy m y . K u l
tu ra p rzy b y szó w , u sza n o w ała k u ltu rę tu b y lc ó w .
F a k t niezm iernie w a żn y dla n aszeg o d o ro b k u cy w iliz a c y jn e g o
— k u ltu ra d aw n a, p rz ech o w a n a w sk a rb n ic y za m k n iętej n a
sied em cu d o w n y ch kluczów , za g ó ra m i za lasam i — s ta ła się d o
ro b k iem n a ro d u całego, k tó ry p rz e k sz ta łc o n y n a m odłę o b c ą o
p ie rw o tn y m sw ym stan ie rodzim ym d aw no zap o m n iał.
Że się ta k stało, m am y do zaw dzięczenia k ilk u ludziom ,
k tó rz y tle ją c ą isk ierk ę rozd m u ch ali z p o m ocą d u ch a ra s y naszej.
P rz y p a d e k w tern, ja k w w ielu rzeczach n a św iecie, k ie ro w a ł
s p ra w ą .
T u ta j zaczy n a się a n e g d o ty c z n a h isto ry a .
B y ło ta k . D o ty ch c zas przy jeżd żali g o ście do Z a k o p a n e g o
n a k ró tk o , sied zieli 6 — 8 ty g o d n i w lecie, je d n o stk i, w łaśc iw i
działacze chodzili, o ile p o g o d a pozw oliła, p o szczy tach — z b li
żała się jesień — w szy stk o to u ciek ało w ró w n ie do zajęć, do
p ra c y zw ykłej. P o w o li je d n a k stało się Z ak o p a n e m iejscem leczniczem . P o b y t zaczęto przedłużać d la zdrow ia, b a ! w y stra sz a ją c e
d o tą d p rz y b y szó w z ró w n in m iesiące zim ow e zm ieniły się w g ł ó
w n ą p o rę leczniczą. P rz y b y li ludzie d la zdrow ia, już nie n a la to
ty lk o , ale n a ca ły ro k . A p rz y p a d e k znów zrządził, że w g ro n ie
ty c h p rz esied lo n y ch tu ta j ludzi z d a rz y ły się u m y sły n ie p o ś le d
nie, je d n o s tk i nad zw yczajne.
B y li to m ian o w icie: S ta n isła w W itk iew icz , W ła d y s ła w
M atlak o w sk i, B ro n isław i M a ry a D em bow scy.
S ta n isła w W itk ie w ic z u m y sł nadzw yczaj o ry g in a ln y , n a
w sk ro ś a rty sty c z n y , — odczuł o d razu w ażność m o ty w ó w lu d o w y c h
n a p o tk a n y c h n a P o d h alu . D a ł o tem znać w a r ty k u le um iesz
czo n y m w W iś le r. 1888., p. n. D r z w i c h a t y g ó r a l s k i e j
w Z a k o p a n e m . W y p o w ie d z ia ł ta m ta k i p o g lą d :
»Żadna ze zn a n y ch m i c h a t w P o lsc e nie może iść w p o r ó
w n a n ie z c h a tą g ó ra la za k o p ia ń sk ieg o . N ie je st to ju ż b y le ja k ie
ze sta w ien ie b e le k i sło m y w celu o c h ro n y p rz ed zim nem , d e
szczem, w iatrem , złym człow iekiem lu b zw ierzęciem . C h ata g ó
ra ls k a nie p rz estając b y ć w y g o d n ą i u ży teczn ą, p rz e d sta w ia się
ja k o w y ższy i ro z w in ię ty ty p b u d o w n ic tw a d rzew n eg o , w k tó r y m
—
176
—
c a ły szk iele t p ra k ty c z n y o zd o b io n y je s t w sp o só b o ry g in a ln y
i sam o d zieln y .
C h ata ta p rz e d sta w ia ró w n ie w ielk i in tere s d la e tn o g ra fa ,
j a k i d la b u d o w n icz eg o i za słu g u je n a g ru n to w n e i su m ien n e
p rz e s tu d y o w a n ie « .
N ieb aw em ro zw ió d ł się o tem szerzej w p rzep ięk n ej sw ojej
książce, b ęd ącej p ra w d z iw ą ozdobą lite ra tu ry polskiej : »Na
P rz e łę c z y « : »C hata g ó ra ls k a — są je g o słow a — od p ierw szeg o
s p o jrz e n ia w y d a je się czem ś p ełn em c h a ra k te ru — te g o p ie rw ia
s t k u osobow ości, k tó ry w y ró ż n ia z tłum u, ludzi szc zeg ó ln y ch
i rz ecz y niezw ykłe. S am szk ielet b u d o w y to p u d ło , w k tó re m
się ch o w a człow iek ; to część każdej rzeczy, k tó ra słu ży do celó w
p ra k ty c z n y c h je st ró w n ie p ra w ie p ro sta i niezłożona ja k w k a
żdej innej chacie. C ztery ścian y , d w a szczyty, d w ie p o c h y łe
p ła sz c z y z n y dachu, z m ałem zboczeniem od sy m e try i n a je d n ą
stro n ę, p o d k tó rą m ieszczą się d o d a tk o w e izb y — oto ca ła c h a
łu p a.
L ecz n a w szy stk ich jej częściach leży p ię tn o p ew n eg o s ty lu ,
p e w n e g o m o ty w u linij. O d zacięcia b e lk i do o streg o szczytu, od
p a z d u ra do ornam entów ’ rż n ię ty c h w e w n ątrz, w szy stk o p ra w ie m a
te n sam c h a ra k te r linij p rz ecin ają cy ch się p o d dość o stry m
k ą te m .
T y lk o łu k o w a to w ygdęte drzw i w chodow e w y ry w a ją się z.
o g ó ln e g o c h a ra k te ru i stan o w ią całość o d rę b n ą niezależn ą —
o ry g in a ln ą i p e łn ą
. .. D rz w i tak ie, ru d e od staro ści ozdobione dziw nym o rn a
m en tem , z p ra co w icie o s tru g a n y c h k ołków , w y g lą d a ją c y c h jakb}?
ja k ie ś zn ak i sy m b o liczn e n a tle szero k ich i g ła d k ic h b aló w ,
złączo n y ch w rą b an em i w nie i w ygdętem i w k sz ta łt ro g ó w w ią
zad łam i ; z leżącym i u p ro g u g łazam i, ze sterczący m i d o k o ła
k o ń ca m i b e le k — drzw i ta k ie w y d a ją się w ejściem do ja k ie jś t a
jem niczej św ią ty n i.
W e w n ą trz w tej chacie w szy stk o nosi p ię tn o u p o d o b a ń
a rty s ty c z n y c h , tuż p rz y drzw iach p rz y b ity ł y ż n i k , rż n ię ty
w jaw o ro w em drzew ie, n a k tó ry m sk u p ia się całe b o g a c tw o
g ó ra lsk ie j o rn a m e n ty k i ; obok, p ó łk i ze św iecący m i się m isam i
p o lew a n em i, w ielk ie k re d e n sy , sto ły i stołki, k a ż d y sta te k , każda,
rzecz p o w sze d n ieg o u ż y tk u je st upiększona.
T a k i np. c z e r p a k do m leka m a ta k w y k w in tn e form y,,
źe nic do n ieg o nie dodając, m ożna zeń m ieć ozdobę n a jw y b re d
n iejszeg o k re d en su . T u w iszą obonieczki do w ó d k i z d ę b o w e g o
Srzw i clis,ty góralskiej.
Rysunek St. Witkiewicza w Wiśle.
drzew a, k u te żelaznem i obręczam i, o b o k m ag iel ręczny, =a w s z y
stk o p o k ry te s ta ra n n y m i b o g a ty m ry su n k iem .
O rn a m e n ty k a g ó ra ls k a m a p ew n e zasadnicze form y, słu ż ą c e
za p u n k t w y jścia dla fa n ta z y i p rz y p a d k o w e g o a rty s ty , k tó r y
w ła d a kozikiem ze zręcznością tech n iczn ą n a jw p ra w n ie jsż e g o
i w y k w in tn e g o rzem ieślnika, m ająceg o do p o m o cy ró ż n o ro d n e
sk o m p lik o w an e narzędzia.
T e k s z ta łty zasadnicze m ają sw oje nazw y, św iadczące, iż są
o n e rz eczy w isty m w y razem este ty c z n y c h p o trze b tego lu d u .
G w i a z d y , p a r z e n i c e , p a z d u r y , g a d z i k,
mir w a
o z d a b ia ją ścian y c h a łu p y , drzew ne sta tk i, m iski, k u b k i i u b ra n ie
g ó ra la . J e s t on ta k za m iło w an y w ty c h ozdobach, że n a w e t sw o je
ch u d e ow cze se rk i w y c isk a w r y z o w a n y c h form ach k a c z e k ,
p a rzen ic i oszczypków ...
Z ew n ątrz c h a ta zb u d o w an a z olbrzym ich b aló w , k tó ry c h
sześć w y sta rc z a n a znaczną sto su n k o w o w y so k o ść ś c ia n y , z d a
chem o stry m zak o ń czo n y m n a k aż d y m końcu sterczący m p a
z d u r e m , często u szczytu ozdobionym w y c ię ty m z g o n tó w ażu12
— 178 —
ro w y m o rn a m e n tem b ie g n ą c y m od k o ń c a do k o ń c a — m a je
szcze w szczycie w y rż n ię te słońce, k siężyc, g w iaz d y , d a ty i r e li
g ijn e g o d ła . S łow em g 'ó ralsk a c h a ta je st w yższym ty p e m d rz ew
n eg o b u d o w n ic tw a — je s t s a m o d z i e l n y m , o r y g i n a l n y m
s t y l e m , w y ra żają cy m się w e w łaściw y m c h a ra k te rz e linij. W n ie
k tó ry c h zaś częściach w e w n ę trz n y c h je st zu p e łn ie ro z w in ię tą
i skoń czo n ą form ą, m o g ą c ą zadow olnić b ard zo n a w e t w y b re d n e
u p o d o b a n ia arty sty cz n e.«
Zagroda góralska.
Rysunek St. Witkiewicza w dziele Matlakowskiego : »Budownictwo ludowe
n a Podhalu«.
W chw ili, g d y w y p o w ie d z ia n y zo stał te n p o g lą d , c h a ta g ó
ra ls k a zn a jd o w ała się w p o w ażn em n ieb ez p iecz eń stw ie. Z a k o p a n e
ju ż się zab u d o w y w ało dom am i p a n ó w z ró w n in , a z a b u d o w y w a ło
b u d y n k a m i o k o sm o p o lity cz n ej b ezb arw n o ści z p rz y m ie sz k ą
ta n d e tn e j szw ajcarszczy zn y . Z daw ało się, że dn i c h a ty g ó ra lsk ie j
są policzone, bo i n ie k tó rz y g ó ra le b u d u jąc szy b k o i n a s p e k u la c y ę zaczęli w znosić p o d o b n e n a w zorach p a ń sk ic h o p a rte b u d y n k i.
N a d o m iar nieszczęścia istn ia ła już w Z a k o p a n em szkoła p rz e m y
słu d rzew n eg o p ro w a d zo n a przez N iem ca N eužila i p ro d u k u ją c a
w y ro b y w sty lu n iem ieck ieg o ren esan su , b ę d ą c e g o zab ó jstw em d la
tw ó rczo ści lu d u g ó ra lsk ie g o . O szkole tej pistił jeszcze n a k ilk a
la t p rz ed tem p o d ró ż n ik cudzoziem iec p. B uls z B ru k se li te sło w a
po p o w ro c ie z T a tr : o b aw ia m się, b y w y b ó r m odeli nie z a g ła
dził o ry g in a ln o śc i sztuki, k tó r a je s t w ro d z o n ą g ó ra lo w i. N a le ża
ło b y b y ło w ziąć . za p u n k t w yjścia sztu k ę w y d a n ą przez g ó ra li
w ozd o b ach ich sp rzętó w dom ow ych, narzędzi, ich u b io ró w ,
-
179 -
a ro zw in ąw szy ty m sp o so b em ży w io ły , m o żn ab y dojść do u tw o
rz e n ia sty lu o zd o b n eg o , k tó ry b y m iał w a rto ść już przez sam ą
sw ą o ry g in aln o ść. O to raczej są lepsze w zo ry d la m ło d y ch g ó
ra li, aniżeli o d le w y g ip so w e, sp ro w a d zo n e z W ie d n ia lub
S tu ttg a rd u « .
B y ło w ięc p o w ażn e nieb ezp ieczeń stw o d la c h a ty g ó ra ls k ie j
i d la m o ty w ó w lu dow ych. Jałow ość, b ezbarw ność, u b ó stw o
a r ty s ty c z n e dom ó w staw ian y c h przez gości i niem iecki re n e sa n s
w p ro w a d z a n y przez szkołę p rz em y słu d rzew n eg o z ry w a ły tr a d y c y ę n aiw n y c h , szczerych, n a ro d o w y c h u p o d o b a ń i p o zb a w ia ły
m ło d y ch p ra co w n ik ó w łączności z p o trze b am i najbliższej im
s fe ry .
U d a n ie się do k iero w n ik ó w szk o ły n a nic się zdało. K ie d y
s ię zw ró cił W itkiew dcz do d y re k to ra szk o ły i w skazał n a p o trz e b ę
i o b o w iąz ek szk o ły sto so w an ia i ro zw ijan ia g ó ra lsk iej o rn a m e n
ty k i i b u d o w n ictw a, o d p o w ied ział d y re k to r, że to je s t ch ło p sk i
m o ty w i z u b y s a n t i n i s c h , iżby go m ożna w p ro w ad zić do
szk o ły i zasto so w ać w o zdobnym drzew nym przem y śle. P o
ja w iła się n a w e t a p o lo g ia szk o ły zak o p ia ń sk iej p isa n a przez p a n a
M éy e ta , (w W iś le 1891), w y n o sząca tech n ic zn ą stro n ę p ra c ze
sz k o ły w y szły ch , k tó re j zresztą n ik t nie zaczepiał. A p o lo g ia ta
b y ła o ty le d o b ra , że w y w o ła ła o d p o w ied ź w św ietn y m a r ty
k u le W itk iew icza : S ty l za k o p ia ń sk i.
R ó w n o cześn ie wzięli się do ra to w a n ia okazów sztu k i lu d o
wej p ań stw o D em b o w scy w Z ak o p an em . Z b io ry ich o b jęły m nó
stw o p rzed m io tó w po w iększej części w y k o n a n y c h w czasach
o d le g ły c h , k ie d y jeszcze żyw o s ta ra ł się g ó ra l o p rzy o zd ab ian ie
w szelk ich sp rzętó w , narzędzi, naczyń. Z b io ry te sk u p iły w sobie
rzeczy w iste m uzeum etn o g raficzn e lu d u g ó ra lsk ie g o , a zarazem
s ta ły się k ry n ic ą m o ty w ó w i w zo ró w lu d o w y ch w szelkiego r o
dzaju, m o g ący c h p o słu ży ć do d alszeg o sn u cia p ierw o cin tw ó r
czości g ó ra lsk iej.
Jeszcze p o p rz ed n io p e w n ą część ok azó w z e b rała p a n n a
M a g d a le n a B u to w t A n d rz ey k o w icz ó w n a, m alark a, k tó ra b a
w iąc w dom u R ó ż y hr. K ra siń sk ie j, dzisiejszej E d w a rd o w ej hr.
R a c z y ń sk ie j, przem ieszkującej zim ą 1 la te m w Z ak o p an em od la t
k ilk u dla zd ro w ia w ą tły c h dzieci, zw róciła u w a g ę n a o rn a m e n ty k ę
g ó ra lsk ą . Za czem poszło, że i R ó ż a hr. K ra s iń s k a z synem
sw y m A dam em , dzisiejszem o rd y n a te m o p in o g ó rsk im , w zięli się
d o zb ieran ia okazów sztu k i g ó ra lsk iej. Z biór te n z a le cają cy się
n ie ty le obfitością ja k p ię k n o śc ią ok azó w rz a d k ic h d a ro w a ł
— 180 —
w o statn ich czasach hr. A dam K ra siń sk i M uzeum
im. C h ału b iń sk ie g o w Z akopanem .
tatrzańskiem u!
N a p o d staw ie ty c h zbiorów p p . D em b o w sk ich i hr. K r a
siń sk ich p o w s ta ły pierw sze w y tw o ry sp rz ętó w i m ebli w s ty lu
zak o p iań sk im .
P ie rw sz y g a rn itu r ty c h m ebli sty lo w y c h p o sia d a h is to ry k
i z a p a lo n y ta te r n ik p. K a ro l P o tk a ń s k i w K ra k o w ie . J e s t to
stó ł, k rzesła, p ó łk a i szafa n a k siążki, zro b io n e w r. 1886. D ru g i
g a rn itu r, w k tó ry m już b y ło łóżko, p a ra w a n , k az ała dla sieb ie
zro b ić p o d łu g w zorów ry so w a n y c h przez p a n n ę A n d rz ey k o w icz ó w n ę w r. 1887 hr. R ó ż a R a c z y ń sk a .
N ied łu g o p o tem zd arzy ło się, że hr. A r tu r P o to c k i z a p ro s ił
a rc y k się c ia R u d o lfa do d ó b r sw oich n a g ra n ic y B u k o w in y , a
d la o zd o b ien ia do m k u m y śliw sk ieg o w puszczy u d a ł się do s io s try
swej hr. R a c z y ń sk ie j z p ro śb ą o m eble za k o p ia ń sk ie i w te d y t o
p o d łu g ry su n k ó w h r. R acz y ń sk ie j i po m y słó w p a n n y A n d rz e y k o w iczó w n y w y k o n a n o w szkole rzeźbiarskiej m eble, k tó re się ta k a r cy k sięciu sp o d o b ały , że za p o w ro tem do W ie d n ia zw rócił n a n ie
u w a g ę m in isterstw u. M in isterstw o też nie om ieszkało d ać w ó w
czas zarząd o w i szk o ły w Z ak o p a n em od p o w ied n iej in stru k c y i„
a zatem poszło, że sty l za k o p ia ń sk i z o sta ł przecież ra z w s z k o le
u rz ęd o w n ie u zn an y .
W ś ró d te g o sp ra w a sam a p o su n ęła się b a rd zo n ap rzó d , b o
oto w r. 1892. w yszło dzieło W ł a d y s ł a w a M a t l a k o w s k i e g o :
B u d o w n i c t w o l u d o w e n a P o d h a l u , dzieło w y d a n e n a k ła
d em A k a d em ii um iejętności, ozdobione m nóstw em ry su n k ó w r
i ta b lic w o so b n y m atlasie.
T o co b y ło, u ra to w a ł M atlak o w sk i. S ta ra c h a ta z c h a r a k te
ry sty c z n y m u k ład em b elek , sosrąbem , ta k o ry g in a ln e m i o d rz w ia
m i — z m n ó stw em sobie w łaściw y ch a ta k o d rę b n y c h sz c z e g ó łó w
zn a la zła w M atlak o w sk im g o rą c e g o , p rz e ję te g o z a p ałem m o n o -
Sosral) w starej chacie góralskiej
przerysowany przez Matlakowskiego.
—
181
—
Sosrąb w starej chacie góralskiej
przerysowany przez Matlakowskiego.
g ra fa . C h ata g ó ra lsk a w opisie M atlak o w sk ieg o n ie ty lk o o d d a n a
j e s t z d ro b iaz g o w ą dokładnością, n iep o zo sta w iającą żadnej w ą tp li
w ości dla b ad a cza czy szu k ająceg o ra d y b u d ow niczego, ale c h a ta
t a w opisie je g o żyje.
»Co je s t w zruszające w ty c h ch atach , m ów i M atlak o w sk i,
t o ży w a tra d y c y a , p rz y w iąza n a do k aż d eg o przedm iotu. T a sk rz y n ia
m a lo w a n a to po b abce, g o rse t w y tła c z a n y je d w a b n y po p ra b a b c e ,
p ó łk ę zro b ił dziadek, dom w y b u d o w a ł ojciec, stó ł sp o rząd ził
s t r y k l ub u j e k . I nie je st to stó ł zw y cza jn y : n a o k az ały ch
rż n ię ty c h n o g ac h ro z k ra c z o n y , stoi okazale w po czesn y m ro g u
iz b y i n ie tk n ą ł g o h eb e l ani p iła ; w y k rz esan o g o siek ierą, w y
ło żo n o drzew em ozdobném , a m im o to g ła d k i ja k lu stro , ty lk o
p o ciężarze poznać, że łu p a n o drzew o n a n iego. P o sia d a on sw o
j e sk ry tec zk i, k tó ry c h tajem n icę o tw ie ra n ia p o siad ają sam i g a z
d o stw o . W n ie la d a je s t on poszan o w an iu , nie ty lk o szan u ją g o
» w n ę k i« , ale i sam się s z a n u je ; niech no k to odezw ie się o nim
e ! co to za stół, w yrzućcie ta k i stó ł do p o la ! to ja k łu p n ie, ja k
n ie strzeli, i ta k łu p k a do trzecieg o razu, a jeśli k to k a p e lu sz
n a nim poło ży , to o ziem p raśn ie ! — T o też g o szan u ją w dom u,
n a w ielk an o c k siąd z n a nim święci... J a k m a k to um rzeć, ta k ż e
w n im łu p k a . D la ty c h ce n n y ch p rz y m io tó w nie sp rz ed ali go
i n ig d y g o nie p rzedadzą. I ta k w szy stk o i ca ły dom. zw iązan y
je s t z życiem g ó ra la , k tó ry s ta ry i o słab io n y n asłu ch u je — ry c h ło -li
w p o w a le zacznie strze la ć n a znak, że i je g o g o d z in a w y b iła.
T y m cz asem k o ch a go, zna je g o szm ery i g a d a n ie ; bo dom d re
w n ian y , to nie m a rtw y tw ór, ja k m uro w an iec : schnie on, p a c z y
się, w y k ręca, zap ad a, trzeszczy od n a p a d ó w w ich ru h aln eg o , d rż y
p rz y sp a d a n iu n a w a ły śnieżnej z d achu, lecz, a b y to w szy stk o
p o zn ać, odczuć i opisać, trz e b a b y by ło w żyć się w życie lu d u ,
w życie ciek aw e i p ełn e ślad ó w z zam ierzchłych czasów , k tó re
d z iś m ąci się i zaciem nia n a zaw sze, ja k oko k o n a ją c e g o « .
-
182 -
M łynek Stopki w Zakopanem.
Z dzieła Matlakowskiego,
D zieło M atlak o w sk ieg o p rz y te m m a w ie lk ą zaletę, j e s t
p ra k ty c z n e , a w arto ści je g o dow iedli sam i cieśle g ó ra lsc y ,
b u d a r z e , k tó rz y go się nieraz ra d z ą i p rz y b u d o w ie używ ają.
N ieb aw em po w yjściu dzieła te g o s ta ła się rzecz p rz eło m o
w a, że ta k się m ożna w yrazić, — w h isto ry i sty lu z a k o p ia ń s k ie
go. M i a n o w i c i e w r. 1892 s t a n ą ł p i e r w s z y
dom,,
zbudow any w stylu daw nych chat góralskich.
D om ten , k o le b k a sty lu , to też n a z w a n y k o l i b ą , w zniósł U k r a
iniec p. Z y g m u n t G n a to w sk i p o d łu g p lan ó w S ta n isła w a W itk ie
w icza. P rzez to p . G n a to w sk i o d d ał w ie lk ą u słu g ę now ej id e i,
P. G n a to w s k i
k tó ra się w cieliła w rzeczy w isto ść w k o l i b i e .
s ta ł się dalej za p alo n y m krzew icielem sty lu , k tó r y w w ie lu
szczeg ó łach i w sp rz ę ta c h d o m o w y ch u siebie zasto so w ał i dalej,
w ty m k ie ru n k u pracu je.
N ajlep szą o d p o w ied zią n a p y ta n ie , czy m ożliw e je s t w w y
k o n a n iu u życie sty lu za k o p ia ń sk ieg o do b u d o w a n ia dom ów , za
sto so w an y c h do p o trz e b cz ło w iek a w y k sz ta łc o n e g o —■ b y ło
po
staw ien ie k o lib y , k tó ra dziś je st p ra w d ziw ą ozdobą Z a k o p a n e g o ,,
istn em cackiem — w y tw o rn o śc i i piękności. O niem to m ó w i
K a rło w icz w W iśle :
— 183 —
J a k ż e b y b y ło pom y śln em , g d y b y w szędzie u nas poczęto
n a śla d o w a ć n o w y a p rz e p ię k n y te n s ty l a rc h ite k to n ic z n y ! J e s t
o n n aw sk ró ś sw ojskim : nie m a w nim ani je d n e g o szczegółu
w y m y ślo n e g o lu b zapożyczonego ; je st on ja k nasz m azu r lub
k ra k o w ia k , naszy m niep o d zieln ie i całk o w icie, a p rz y te m ta k
w dzięcznym , ta k bez zarzu tu h arm o n ijn y m i o ry g in a ln y m , że
d o p ra w d y m ożna g odzinam i n a p a w a ć się w id o k iem cudnej w illi
p o d G u b a łó w k ą i odejść z p o sta n o w ie n ie m w ró cen ia ju tro
i pojutrze...«
Z ag ad n ien ie, k tó re się m ogło w y d a ć za śm iałem , ro z strzy
g n ię to w p ra k ty c e . S ta n ą ł dom nadzw’yczaj o ry g in a ln y , za sto so
w a n y z całą d ro b iaz g o w o ścią do sty lu s ta ry c h c h a t g ó ra lsk ich ,
a m im o to w y g o d ny,, w y k w in tn y , pałac.
P o dom u ty m p o szły inne. S ta n ą ł ry ch ło dom D ra C hrosto w sk ie g o z W a rsz a w y , do m y p p . D olińskich, K o ssak o w sk ic h ,
P aw lik o w sk ich , D ra H a w ra n k a w Z akopanem .
P ró cz te g o d o ty ch czas istn ie ją w sty lu z a k o p ia ń sk im w y k o
n a n e licznie ro zm aite inne do m y rozrzucone po ró żn y ch częściach
P o lsk i i L itw y . B a, co jak iś czas zgłasza się c o ra z n o w y zw o len n ik
s ty lu z a k o p ia ń sk ie g o do. W itk ie w ic z a z p ro ś b ą o p lan . P o w sta ją
d w o ry p ań sk ie, p a ła c y k i letn ie w P o lsc e i nie-P olsce, bo oto
n ied aw n o zg ło sił się- p ew ien D u ń c zy k p. C laussen K a a s z p ro śb ą
o w sk azó w k i, p o n iew aż m a zam iar w y sta w ić sobie dom w sty lu
zak o p ia ń sk im w górach. S askiej S zw ajcarjd w V o g e lg e sa n g . P o
śre d n ic z y ł w tern N iem iec re d a k to r P ir n a e r A n z eig er D r. E b erlein. N ied łu g o w ięc, a tu ry s ta zw ied zający S a sk ą S zw a jc ary ę
sp o tk a się. tam ze sty lo w y m i dom am i zak o p iań sk im i.
W dom ach ty c h w szy stk ich sta w ia n y c h p o d łu g p lan ó w
W itk ie w ic z a p rz eb ija nadzw y czajn a o d ręb n o ść, o ry g in a ln o ść ,
a p rz y te m p ięk n o ść. Z dom ów ty c h w ieje duch sw ojski, nie m a
w n ich nic w y m u szonego, za p o ży czo n eg o , d osyć spojrzeć, a b y
dostrzed z, że do m ów ta k ic h nie m a nigdzie, że są to u tw o ry
n ajzu p ełn iej o ry g in a ln e , sam oistne.
W d o m ach ty c h w szy stk ich w y b ija się n ap rzó d w ielki
s tro m y d ach w dole o d c h y lo n y — ja k o w y ra z w a ru n k ó w
k lim a ty c z n y c h n asz eg o o b fitu jące g o w o p a d y podniebia. C h a ra k
te ry s ty c z n e n ad zw yczaj śm iałe i lo tn e szczy ty z p ru jąc y m i nieb o
p a z d u ra m i n a d a ją dachom w y b itn ą cechę i ro z ry w a ją jed n o stajn o ść linij.
N ajd alej p o su n ię ty m w rozw oju, n ajo b szern iejszy m i n ajw ię
cej złożonym je s t p rz e p ię k n y dom p p . P a w lik o w sk ic h n a K o z iń c u
— 184 —
■МЩЩ
’.П ІД
Z akopanem . D om te n śm iało m ożna n azw ać sied zib ą
książęcą W y g lą d ze w n ętrz n y idzie w p arze z o zd o b ie
niem w ew n ętrzn em . N a z e w n ątrz oprócz w sp a n ia ły c h
szczytów , o zd o b n y ch odrzw i i o b ram ień okien, u d e
rz a oko p rz e p y sz n y p r z y ł a p , rodzaj w e ra n d y
um ieszczonej W w g łę b ie n iu ścian n a naro żn ik u dom u.
S k ło n d ach u p rz e ry w a ją o tw o ry w y g l ą d ó w , p a
trzą cy ch n ib y ro z w a rte sk rz e la ry b ie .
D om pp. P a w lik o w sk ic h n a K o z iń c u ja k o o s ta tn i
w y ra z sty lu za k o p ia ń sk ie g o w w iern y m m o d elu
b ędzie w y sta w io n y w P a ry ż u . W y s ta w ia g o k o m i
te t działu sztuki polskiej, k tó re g o p rezes p ro f. M a
ry a n S o k o ło w sk i w y je d n a ł su b w e n c y ę rz ą d o w ą n a
częściow e k o szta m odelu p rz e d sta w iw sz y fo to g ra fie
w m in isterstw ie M odel ten, k tó r y n ied aw n o w y s ta
w iono w K ra k o w ie n a w y sta w ie sz tu k p ię k n y c h ,
w y k o n a n y je s t z n ad zw y czajn ą w iern o ścią i d o
k ład n o ścią tak, że m oże d ać rz e te ln e pojęcie o r z e
czyw istości. Z astosow ano w nim sk alę, w k tó re j
i m e te r rz ecz y w iste g o b u d y n k u ró w n a się 6 cm .
m odelu. Z resztą p o w tó rzo n o dom te n z ta k ą d o k ła
d nością i p re c y z y ą , że nie je s t to za b aw k a , n a ja k ą
n ie k ie d y p o d o b n e m odele z a k raw a ją, a le zu p e łn ie
w y sta rc z a ją c y p rz y k ła d s ty lu za k o p ia ń sk ie g o .
P o z a tem w szy stk iem ro b i się m eble, n ajro z
m aitsze sp rz ęty , n ac zy n ia w sty lu za k o p ia ń sk im .
Św ieżo w sły n n ej fa b ry c e p o rc e la n y w S èv re zasto
sow ano za po zw o len iem m in istra fra n c u sk ie g o , p o
niew aż fa b ry k a ta je s t w łasn o ścią rzecz y p o sp o litej
fran cu sk iej, m odele n a c z y ń rz e źb io n y ch g ó ra lsk ic h
do w y ro b u serw isu filiżanek, k tó r y m a b y ć w y s ta
w io n y n a w y sta w ie p a ry sk ie j ja k o sty lo w a p o rc e
la n a z n ap isem » S t y l p o l o n a i s « . W k o ściele
zak o p ia ń sk im k ilk a d z ie s ią t w itra ż y w s ty lu z a k o
p iańskim p rzesiew a przez ró ż n o b a rw n e sz y b y p ro
m ienie sło n eczn eg o w n ę trza, g d zie sto i ju ż je d e n
o łtarz w ty m sty lu , a inne są zam ierzone lu b n a
u kończeniu.
Rzeźba z ołtarza M. B. Różańcowej w kościele Zakopiańskim.
— 185 —
li
m
.
і
Т о co dzisiaj p rz ed staw iam w ilu stra c y a c h
je s t zaledw ie cz ąstk ą już istn ie ją cy ch p rz ed m io tó w
sty lu za k o p ia ń sk ieg o . Ju ż b y m ożna złożyć b o g a te
alb u m z w id o k ó w dom ów , w n ętrz p o k o jó w i m n ó
stw a sp rzętó w , oraz ro z m a ity c h zastó so w ań sty lu .
A le to, co p rzed staw iam , daje w y o b ra żen ie , z czem
m am y do czynienia, że p rz ed ew sz y stk ie m je s t
pewien ciąg w ty c h okazach, jest nad
zwyczajna o ry g in aln o śći b ezw zg lęd n a
s a m o i s t n o ś ć . D ość pow iedzieć, że ta k i św ieżo
zm arły J o h n R u s k i n , k tó r y o trz y m a ł od có rk i
S ienkiew icza obfity zb ió r zdjęć fo to g ra fic z n y c h
ok azów s ty lu za k o p ia ń sk ieg o , z k tó ry c h w szy stk ie
głó w niejsze tu ta j p rz ed staw iam , u d e rz o n y z o sta ł
n ad z w y cz ajn ą o ry g in a ln o śc ią te g o s t y l u p o l
s k i e g o ja k g o n az w ał i w liście (z p rz ed k ilk u
m iesięcy) pisze, że z po w o d u złego sta n u zd ro w ia,
m usi sobie odm ów ić p rzy jem n o ści n ao c zn eg o z o
b aczen ia ty c h okazów , k tó re g o b ard zo in te re su ją .
A s ty l ro zw ija się b a rd zo szybko. T rz e b a
zw ażyć, że od p o sta w ie n ia p ierw szeg o d o m u
s ty lo w e g o , owej K o lib y p. G n a to w sk ie g o w r.
1892 u p ły n ę ło za led w ie la t siedem i w ty m cza
sie ju ż ty le zdziałano. O b ecn ie z a sy p u ją W itk ie
w icza p ro śb a m i o p la n y , szkice, ry su n k i ze w szech
stro n P o lsk i ta k , że ro b o c ie tej p o p ro s tu je d e n
czło w iek p o d o ła ć nie m oże.
Istn ie ją już ró w n ie ż p ró b y z a sto so w an ia
sty lu z a k o p ia ń sk ie g o do b u d o w l i m u r o w a
n y c h , b o w zasadzie nic tem u nie sto i n a p rz e
szkodzie, ja k ty lk o ju ż są »pew ne s ta łe fo rm y
i p ra w id ła , p e w n e sto su n k i w y m iaró w i k sz ta ł
tó w , p ew n e w a ru n k i w iązan ia i szczególne p ie r
w ia stk i w zdobieniu«. C hodzi ty lk o o zm ianę
m a te ry a łu , a w ce ch ach sty lu za k o p ia ń sk ie g o n ie
m a p rz eszk ó d do z a stą p ie n ia d rzew a k am ieniem .
P rze ciw n ie
n a w e t o to k i p ó ło k rą g ły c h o d rzw i
w p ro st się pro szą o p rzen iesien ie w k am ień . P r ó b y
E zeżta z ołtarza M. B. Różańcowej w kościele Zakopiańskim.
—
186
-
ju ż są, b o o to n a d jeziorem G m u n d en p rz e b u d o w a n o m u ro w a n ą
w illę hr. R e y ó w w du ch u s ty lu z a k o p ia ń sk ieg o . S ą rów nież p o
m y s ły n a b u d y n k i m u ro w a n e, n a k re ślo n e przez zd o ln eg o arc h i
t e k ta p a n a M ą c z y ń s k i e g o , te g o sam ego, k tó ry w ziął n a g ro d ę
p ie rw sz ą w k o n k u rsie n a b u d y n e k T o w a rz y stw a p rz y ja ció ł
s z tu k p ię k n y c h w K ra k o w ie . R ó w n ie ż zm arły a rc h ite k t Z a c h a r y e w i c z , z a p a la ł się do m y śli w cielen ia sty lu z a k o p ia ń
sk ie g o w m u r i kam ień.
S ą zresztą o d d aw n a u s iło w a n ia o p a rc ia naszej tw órczości
w k ie ru n k u b u d o w n icz y m o w łasne n aro d o w e p o d sta w y . U m y sły
. w y ższe p o m ięd zy a rc h ite k ta m i dążą do w y sz u k a n ia jak ich ś nam
ty lk o w łaśc iw y ch p o d sta w sty lo w y ch . O to św ieżo arch itek t, p.
Z u b r z y c k i w K ra k o w ie o g ło sił ro z p ra w ę o pew nej w łaści
w o ści g o ty k u p o lsk ie g o , k tó rą to w łaściw ość s ta ra się dzisiaj
z a c h o w y w a ć i p o d a je d o w o d y , ja k to dzisiaj w p la n a c h kościołów
g o ty c k ic h m ożna zastosow ać. Z n an e są rów nież u siło w an ia arch i
t e k ta k ra k o w sk ie g o p. T a l o w s k i e g o , k tó ry b u d y n k a m i sw ym i
w a lc z y p rzeciw ru ty n o w a n y m , a sp o s p o lito w an y m stylom i chce
n a to m ia s t w p ro w ad zić po m y sło w o ść i o ry g in aln o ść.
D zieje się to zresztą n ie ty lk o u nas, dzieje się to w szędzie
n a św iecie, — ta g o n itw a za o ry g in a ln o śc ią , za o p arciem k u ltu ry
o p o d s ta w y sw ojskie, o d ręb n e, n aro d o w e. C zasy obecne, to
c zasy , w k tó ry c h w y ła n ia ją się w szy stk ie o d ręb n o ści i o b le k a ją
w k s z ta łty rzeczy w iste n aro d o w e w łaściw ości. W S zw a jc ary i d ą
ż ą ju ż nie jed n o stk i, ale sp o łecz eń stw o do za ch o w a n ia sław n y c h
sza le tó w , z k tó ry c h w y s z e d ł pó źn iejszy s ty l szw ajcarski. G dzie
indziej w y sila ją się u m y sły a r ty s tó w n a stw o rzen ie n o w y c h o ry
g in a ln y c h w zo ró w d la za sp o k o je n ia p o trz e b estety c zn y ch . C zynią
t o n a dro d ze m ozolnych w y siłk ó w , a często n ieu d ały c h , je d n y m
za ś ze szk o p u łó w tej p ra c y je s t b ra k o ry g in a ln o śc i, k tó rą m y
ju ż g o to w ą w sztuce naszej ludow ej znajdujem y. S z k o p u ł je s t
te m w ięk szy , że a rc h ite k t, g d y tw o rz y , m a do w alczenia z r u t y
n ą, z p rzy zw y czajen iem , z ju ż g o to w em i form am i, sty lam i, od
k tó ry c h to m y śli w y z b y ć się n a chw ilę, a b y stw o rz y ć coś o ry g i
n a ln e g o , •— b a rd zo tru d n o . P ie rw ia stk i zresztą o ry g in a ln y c h m o ty
w ó w n ie są dziełem chw ili, po w iększej części to oddziedziczone
n a b y tk i z czasów p ra s ta ry c h , p a trz a jm y ty lk o n a to b o g actw o ,
o rn a m e n ty k i, k tó rą ju ż o d n aleść m ożem y w e p o k a c h człow ieka.
k o p a ln e g o . J u ż w ięc w z a ra n iu czło w ieczeń stw a istn ieje dążność,,
a zarazem zd o lność do zdobienia, do w y szu k iw a n ia ujść d la
w e w n ę trz n e g o p o p ę d u duszy, do za sp o k o je n ia p o trz e b este-
— 187 —
ty czn y c h . T o, co p o te m w idzim y, te ro zm aite u k ła d y Hnij, te
k o m b in a c y e o rn am en tu , m u siały m ieć p ew n e p ra w a, p ew n e drogi,
k tó re m i się w cielały . T o już in n a s tro n a sztu k i ludow ej, ow a
f i l o z o f i a l i n i i i k s z t a ł t u , dlaczego on te, a nie inne p rz y
ją ł k ie ru n k i, d laczeg o te, a nie inne m o ty w y zdobienia. J e s t to
p ra c a dalsza, o w a filozofia sty lu . J a k n a tera z rozw ijając sztu k ę
lu d o w ą trz e b a zo stać n a jej stan o w isk u , b ro ń B oże ! nie zry w ać
z w ią z k u z jej p u n k te m w y jścia i nie w olno nam lek k o m y śln ie
zm ieniać u sta lo n y c h zasad, te g o co stan o w i p o d sta w ę sty lu , pod
g ro z ą sam o b ó jstw a.
T o co gdzieindziej, ja k rzekłem , ty lk o z trudem , a często
z w ą tp liw y m w y n ik iem się zd o b y w a, m y już m am y, m am y nie
dzięk i w a rstw o m w yższym , k tó re daw no za p o m n iały o sty lu n a
ro d o w y m , k tó ry b y ć przed w iekam i m usiał w naszych b u d y n k a c h
— a le dzięki lu d o w i i to najw ięcej k o n se rw a ty w n e j części te g o
lu d u , to je s t g ó ra lo m tatrz ań sk im . Id ą c dalej w ty m k ie ru n k u
m u sim y się trzy m a ć w zorów lu d o w y ch , a te zebrać, ocalić od
z a g u b y — to zad anie, k tó re już w części spełniono.
W z o ró w d o starc zają zb io ry p a n i D em bow skiej, p a n a G nato w sk ie g o i h r. K ra s iń sk ie g o , złożone przezeń w M uzeum tatrz a ń sk ie m im ien ia C hałubińskiego.
C h ata z a k o p ia ń sk a, ja k m ów iłem , w y d a n a z całą d okładnością
p rzez ś. p. M atla k o w sk ie g o już zaspokojona.
D ru g a część tw órczości g ó ra lsk iej, t. j. zdobienie, m o ty w y
o rn a m e n ta c y jn e , — zupełnie p rz y g o to w a n e przez teg o ż M a tla
k o w sk ie g o , w ry s u n k a c h n ajd o k ład n iejszy c h i z opisem , czekają
n a w y d a n ie , k tó re je st zresztą zup ełn ie p rzy sp o so b io n e.
J a k zaś M atlak o w sk i b ra ł się do p ra c y , z jak im zapałem ,
z ja k ie m zap arciem , — b y ł to człow iek m ocno ch o ry , — z za
p ałem , k tó ry w cale nie n a ru sz y ł w y trw a ło ści, niech po słu żą na
d o w ó d w y im k i z listu do p rz y ja ciela. Z nich p o k az u je się te n
w y ją tk o w y człow iek w św ietle dążeń i p ra g n ie ń , ja k ie ży w ił d la
n a ro d u , d la społeczeństw a.
» Ja n iem ło d y z rę k o m a zgrab iałem i, ch o ry lu b słab y , o d
w y k ły , z biciem serca — m usiałem n au czy ć się piórkow m go r y
su n k u . Z asiadłem do ro b o ty 27. stycz. 1892 i ślęcząc po 4— 6
g o d z in n a dzień, jedząc i p ijąc o b iad lu b p o d w ieczo rek n a rajsb re cie, o b ło żo n y g ra ta m i, o d p ęd z ając go ści i znajom ych, p rz e ję ty
je d n ą ideą, p a lo n y g o rą c z k ą : a b y prędzej, ż a rty w ą tp liw o ścią :
czy dok o ń czy sz ? z om dlew aniem ro z p acz y : to n ap ró żn o ! — po
k aż d em za p ad n ięciu n a zdrow iu m y ślący w dzień, m arzący o tern
-
188 —
w no cy , słow em , n a sią k ły tem , —• p ra co w ałe m ta k 4 m iesiące
i zro b iłem 20 k ilk a tablic, z c y rk le m w rę k u , zm niejszając ze
ścisłością g eo m etry czn ą . W ięk szo ści g ra tó w d o sta rc z y ły zb io ry ,
ale m niejszość! jak że ją trz e b a b y ło zd o b y w ać! Ż onisko m oje
zziajane, za p a d a ją c po u d a w śnieg, ściąg a ło g r a ty z G u b a łó w k i
1 K o ścielisk . N ieraz p o je d n ą i tę sam ą rzecz trze b a b y ło jeździć
zim ą po 3 ra zy , bo żo n a c h a tę z a sta ła zam k n iętą, zabitą, a g a z d y
n a innej dzierżaw ie, czasam i p o d záp o rem n am iętn o ści trz e b a
b y ło okno o d ry w a ć po złodziejsku, a b y sw eg o do p iąć ! A do
p iero m ycie i czyszczenie g ra tó w ! A tłóm aczenie g ó ra lo m celu,
a k a p to w a n ie b e n e v o le n tia e !
I to m iesiące, m iesiące z p e ry p e ty a m i ; ty d z ie ń k rw o to k u ,
2 ty g o d n ie g o rączk i, z oczym a z łó żk a u tk w io n em i w sto lik r y
su n k o w y . N a lato 92 w y jec h ałem z Z ak o p ., p rz e rw a ła się ro b o ta
N a jesień 93 w róciłem . N a w ał ro b o ty z H a m lete m n a g lił m nie,
p rz e rw a trw a ła , и / X I I . 93 p rzy szed ł stra sz n y k rw o to k , a p o
nina co 2 ty g o d n ie 4 p o tężn e k rw o to k i — zostałem bez duszy.
I u m ierając p atrz ałem n a te 20 k ilk a ta b lic : n a n ic ! n a m arn e!
bez te k stu ! P o d ru g im k rw o to k u , w łóżku, ołów kiem , siedząc,
k p ią c z r a d y : trz e b a sp okoju, zacząłem pisać, co n ajpilniejsze.
R o b o ta ja k w h a lu c y n a c y i ro sła codzień, choć p rzezn aczy łem
so b ie n a p isać n a dzień ty lk o p ó ł ark u sza. I ta k p isząc z duszą
n a ram ien iu, z u p io rem k rw o to k u w g a rd le , ły k a ją c p lw o cin ę,
b y nie w idzieć p rzy p u szczaln ej k rw i, ze zd rew n iały m i m ięśniam i
k rzy ża, o ślep ły codzień k u w ieczorow i — skończyłem rę k o p is n a d
sp o d ziew an ie n a św. M aciej! A le co z ry su n k a m i, re sz tą ? S k ry c ie
p rz ed żoną ry so w a łe m zrazu ze stra c h u po niew iele, p o tem . po
g o d zin ie, po 2. B y ły też ry su n k i p e rsp e k ty w ic z n e , a b so lu tn ie
p o za o b ręb em m ojej m ożności. S p ro w ad z iłe m p o d rę czn ik geom etry i w y k reśln ej — zdjąłem sp o d n ie i ja k s tu d e n t za b rałem się do
nauki... "W szystko to je d n a k fu rd a !... Ż elazna w ola, w o la nies ta rta , b ru k o w c a z G nojnej lu b G rz y b o w a, w o la i w y trz y m a ło ść
p o d eszw y bosej, w o la lo d o w ca p o le ru ją c e g o g ra n ity , p o k o n y
w a ła i tru d n o ści i k o sz ty i g n ie w y i w strę ty ... N ie m y śl! iżbym
b y ł ta k m arn y , żebym m niem ał, iż k siążk a m oja je st coś e x t r a ,
to nie!... an i to arcy d zieło ry su n k u , an i ow oc g łęb o k iej m y śli
je st to n ie d o g a r, p o p ió ł serca, k tó re p aliło się d la k ra ju i d o b ra
p o sp o lite g o , lecz b ra k ta le n tu , zd ro w ia i czasu nie do zw o lił
zro b ić czegoś lepszego....«
W p ra c y tej M atlak o w sk i o p isał i p o p a rł opis ry su n k a m i,
— o rn a m e n ty k ę za k o p ia ń sk ą z a w artą n a w szy stk ich p rz ed m io ta ch
— 189 —
i sp rzętach , n a ja k ic h ty lk o się pojaw ia. A sam o już w yliczenie
ty c h p rzed m io tó w poucza, ja k a to b o g a ta dusza a rty sty c z n a te g o
g ó ra la , k tó ry odczuw a p o p ęd o w ą siłę zdobienia w szelkich p rz e d
m io tó w codzien n eg o u ży tk u . J a k się p a trz y n a te p rz ed m io ty
w y rzeźb io n e ja k p ieścid e łk a z n ad zw y czajn ą p re c y z y ą i p ię k n o
ścią, to p o p ro stu o w ład a człow iekiem , już nie podziw , ale jak ie ś
w zruszenie w e w n ętrzn e n ad w rażliw ością górala, n ad ty m duchem
jeg o , k tó ry m u k aż e w k aż d en g ra c ik w k ład a ć cząstk ę sw ych
a rty s ty c z n y c h p o p ęd ó w .
G ó ra l zdobi ob ońki, n ac zy n ia do zw ożenia m lek a z h al do
dom u, m ag le, k ijan k i, gęśle, g ajd y , fu jary , piszczałki, b a siek iery ,
c y rk le b u d arsk ie , h eble, kó zk i tj. n aczy n ia n a osełki do o strzenia
k o sy , fo rm y n a séry , cz erp a k i do żęty cy , w arzęchy, noże, łyżki,
ły żn ik i, p ółki, sk rzy nie, sk rzyneczki m ałe n a ziele św ięcone.
N a w e t san ie m a zu p ełnie od ręb n e, p rz ep ięk n y ch k ształtó w , zb li
żające się do jak iejś fan ta sty c zn ej k o ły sk i n a w łó k ach . P a li fa
jeczk ę ró w n ież rzeźbioną, koszulę o zd ab ia n a p iersiach sp in k ą
czyli k la m rą rzeźb io ną w m etalu. U b ra n ie o k ry w a w yszyciem
b o g atem , k tó re g o szczegóły ściśle zach o w u ją k ra w c y g ó ra lsc y .
Z astó so w u ją oni w k s z ta łta c h w y szy cia tra d y c y jn e , zrosłe z g ó
ra le m o zd oby, m ające osobne n az w y u stalo n e.
W tem w szy stk iem : w b u d o w lach , w sp rzętach , w u b ra n ia ch ,
w id ać jed en c ią g k o n se k w e n tn ie p o w iązan y ch m o ty w ó w , n a d
zw yczaj o ry g in a ln y c h , dla k tó ry c h trz e b a znaleść w ytłom aczenie.
M o ty w y te , ta k ja k dzisiaj w iem y, d a d z ą się o dszukać tu
i ów dzie p o z a P o d h a l e m n a ziem iach polskich. W m iarę
je d n a k o d d a la n ia się od T a tr p o lsk ich k u rów ninom , m o ty w y
te rzed n ą, w reszcie g in ą. M ożna pow iedzieć od w ro tn ie, że j ąd r e m , o ś r o d k i e m d la ty c h m o ty w ó w je s t P o d h a le , tu taj
schodzą się zbieżnie pro m ien ie z ty c h m iejsc w P o lsce, gdzie
m o ty w y te d ad zą się odnaleść. N ajgłów niejszym p ro b ierzem w ty m
k ie ru n k u są o d r z w i a g ó r a l s k i e o z d o b i o n e k o ł k a m i .
N igdzie, ale to b ezw zg lęd n ie nigdzie po za P o lsk ą drzw i tak ich
nie n a p o ty k a m y . W P o lsc e zaś n a P o d h a lu są
p raw idłem , ale
i gdzieindziej d adzą się odszukać. D o ty ch c zas m iejsc ta k ic h je s t
już k ilk a , w szy stk ie d osyć o d leg łe od T a tr. I ta k odrzw ia te
zn ajd u ją się, o ile p o zw alają na to doty ch czaso w e w iadom ości,
w S ł a w k o w i e , m iasteczku w K ró le stw ie P o lsk iem n a p ó łn o co-zachód od K ra k o w a , a jeszcze dalej n a Ś lą sk u w B y t o m i u .
W d ru g im k ie ru n k u k u w schodow i znalazłem o d rzw ia
ta k ie
w |N a w o j o w e j za N o w y m S ączem n a ta k zw an y ch so b ó tk a c h
-
190 —
około sta re g o d re w n ia n e g o k o ścio ła. T o są n ajd alsze g ra n ic e n a
p o d staw ie d o ty ch cz aso w y c h zd o b y c zy .
A n a lo g ie id ą znacznie dalej, odrzw ia z za ry so w a n y m łu k ie m
schodzą d a le k o w M azow sze i K u ja w y .
Z te g o sądząc, zdaje się, w iele zresztą za tem p rzem aw ia,
że dzisiejsza c h a ta g ó ra ls k a n a P o d h a lu je s t d a w n ą p r a s t a r ą
c h a t ą p o l s k ą , k tó ra ta m się s k ry ła zasło n ię ta lasam i i g ó ram i,
w sp ie ra n a o bfitością d rz ew a i d aw n ą ży w ą tra d y c y ą b u d o w a n ia
i zdobienia. O b e cn y ru ch , k tó ry tę c h a tę w ziął za p u n k t w y jścia
i z niej usiłuje stw o rzy ć o d rę b n y sty l, o p ie ra się p rz eto n a p o d
staw a ch n a ro d o w y ch , a m y śl stw o rz en ia s ty lu n a ro d o w e g o je s t
p ierw szo rzę d n y m o b jaw em w um ysłow ości naszej w o b ec n y m
ok resie czasu. M yśl ta do p ew n e g o sto p n ia już się w cieliła, już
nie je s t u to p ią, ale ż y w y m u d o k u m e n to w a n y m fak tem , k tó re g o
p o d sta w y , b o d aj n a jtru d n ie jsz e początki,, już istn ieją. M yśl ta,
k tó re j lo tn o ści m o g ą nam p ozazdrościć n aja rty sty c z n ie jsz e n a ro d y ,
je s t dzisiaj je d n ą z p ierw szy ch , jeżeli nie n ajp ie rw sz ą w naszy m
n aro d o w y m p ro g ra m ie c y w iliz a c y jn o -k u ltu rn y m ,
W i n t e r e s i e s p o ł e c z e ń s t w a p o l s k i e g o l e ż y poparcie jaknajżyw sze
tej
myśli i tych usiłowań,
w y c h o d z ą c y c h z Tatr, a z a d a n i e m
prasy
n i e negac ya, na k t ó r ą n i e s t e t y p r z e w a ż n i e d o t ą d ją sta ć
ty lk o było, ale r z e t e l n e in f o r m o w a n ie s p o ł e c z e ń
s t w a o s t a n i e i r o z w o j u tej p i e r w s z o r z ę d n e j
na
szej m y ś l i n a r o d o w e j .
. . . T u ta j n asu w a się jeszcze in n a rzecz, k tó rą p o ru sz y ć m uszę,
a po ru szam nie z przyjem ności, ale z konieczności. J e s t to m ia
n o w icie to w szystko, co w o statn ich czasach n ap isan o u nas,
a sp e c y a ln ie n a g ru n c ie lw ow skim , o »sposobie zak o p ań sk im « .
Ż eby to zrozum ieć, m uszę się co fn ąć do teg o , co już p o
przed n io p o w iedziałem . M ów iłem tam m ianow icie, źe szk o ła za
w o d o w a p rzem y słu d rz e w n e g o w Z ak o p an em ta k , ja k nic d la
m o ty w ó w lu d o w y ch nie zrobiła, ta k od n o siła się n astę p n ie do
n ich z w ielk ą p o g a rd ą . A ż d o p iero in stru k c y a rząd o w a, —-szkoła
ta n ależ ała jeszcze w ów czas pod zarząd b ez p o śred n i w ład z w ie
d eń sk ich — zm usiła ją do zajęcia się sztu k ą ludow ą. S zk o ła w zięła
się do p ra c y tej ta k , ja k się w ziąć m oże cudzoziem iec bez in te
re su n aro d o w e g o zm uszony in stru k c y ą . W ó w cza s d y re k to r szk o ły
—
191. —
N eužil zaczął rzeczyw iście k o m p o n o w ać sp rz ę ty i m eble, a le
b io rąc się do te g o w ziął już g o to w e w zory, ja k ie znalazł w w y
d aw n ic tw ach p rz em y słu a rty s ty c z n e g o W ę g ie r. W p rzem y śle
ty m p rzew aża p o lich ro m ia, a g łó w n y m m o ty w em są p s tre k w ia tk i
n a p strem tle, po w iększej części róże, tu lip a n y , w o g ó le k s z ta łty
zb liżające się do b a ro k o w y c h . G dzieś ty lk o ja k d la d o p e łn ie n ia
w su n ięto m o ty w y nasze, g ó ra lsk ie , u szlach etn io n e, tj. p rz e p u sz
czone przez a lem b ik re n e sa n su n iem ieck ieg o i Altdeutschu. M eb le
te i p rz ed m io ty w y sła n e n a w y sta w ę p rzem y słu a rty s ty c z n e g o
do W ie d n ia w r. 1889, w y ro b iły też u znaw ców p rz e k o n a n ie ,
ja k ie g o się z g ó ry sp o d ziew ać należało. A w ięc, po o d d an iu p o c h
w a ł sam ej ro b o cie, to je s t s tro n ie technicznej, k tó ra leżąc już
w n atu rz e g ó ra la , do te g o jeszcze ro z w in ię ta przez n a u k ę za w o
d o w ą w szk o le i za pom ocą o d p o w ied n ich u rząd zeń i m a te ry a łu
d o p ro w a d z o n a do d osk o n ało ści nie m o g ła b y ć in n ą — zn a w c y
ci w y p o w ie d z ie li zdanie, że m o ty w y sztuki zak o p iań sk iej nie są
O ry g in aln e, b o o d n aleść je m ożna n a obszarze ziem k ró le s tw a
w ę g ie rsk ie g o , najw yżej m oże m ieć p re te n s y ą do o ry g in a ln o śc i
p o łączen ie m o ty w ó w p o słu g u ją c y c h się p ełn y m i k sz ta łta m i k w ia
tó w i p o lich ro m ią z m o ty w am i o o stry c h lin iach i p ew n em sty ło w em zacięciu. W y ra z ił się ta k m iędzy in n y m i p a n F a l k e d y r e
k to r m uzeum p rz em y sło w eg o w W ie d n iu i zd an iu tem u nie m ożna
odm ów ić trafn o ści, bo w łaśn ie w w y tw o ra c h szk o ły zak o p iań sk iej
g ó ro w a ły te zap o ży czo n e już g o to w e p o m y sły w ę g ie rsk ie, a to
co b y ło o ry g in a ln e i co zw róciło u w a g ę zn aw ców , b y ło tam d o
d an e ta k dla o zd o b y ty lk o . I zdanie to u g ru n to w a n e n a zasadzie
s f a ł s z o w a n y c h d o k u m e n t ó w sztuki ludow ej rozszerzyło
się i u nas, choć ta k ła tw o stw ierd zić i p rz ek o n ać się, że z u p e łn ie
o d b ie g a od p ra w d y . N a zdaniu też tem o p a rły się g d zien ie g d zie
p u b lik o w a n e p o g lą d y n aszy ch znaw ców o zap o ży czen iu m o ty w ó w
z W ę g ie r czy n aw et od Czechów , po n iew aż w y ro b y sło w ac k ie ,
zw an e w ty c h w y d a w n ic tw a c h w ęg iersk im i, są p o k re w n e sztuce
lu d o w ej czeskiej.
R a z zro b io n e m odele m ebli p rz e trw a ły w szkole i za zm ie
nionej d y re k cy i. C zasy się zm ien iły ; szk o ła z a k o p ia ń sk a z p o d
w ła d z y b ezp o śred n iej m in isterstw a w W ie d n iu , d o sta ła się p o d
k ie ru n e k naszej R a d y szkolnej, k tó ra — t r z e b a t o u z n a ć , p o
le c iła szkole w osobnej in stru k c y i rozw ijać m o ty w y sztu k i
ludow ej.
T u ta j zn o w u zw yciężyła ru ty n a . W z o ry już w y k o n a n y c h
m eb li, sp rzętó w , p rzed m io tó w o zd o b n y ch w tej m ięszaninie w ę-
— 192 —
g ie rs k o s ło w a c k ie j b y ły g o to w e, w ięc dalej n a nich w z o ro w an o
w y ro b y . N o w y d y re k to r szk o ły p a n K o v á ts, k tó ry stra w ił c a łe
ży c ie n a p rz e b u d o w y w a n iu i o d n a w ia n iu b a ro k o w y c h b u d y n k ó w
d w o rsk ic h w W ie d n iu , d o staw sz y się do Z ak o p a n e g o nie m ó g ł
się o trzą sn ąć z d a w n y c h p o g lą d ó w i n a w y k n ie ń a rc h ite k to n ic z
n y ch . U ż y w a ją c już istn ie ją cy ch sfa łsz o w an y ch m odeli p o sz e d ł
jeszcze d alej, a k w ia te m ty c h u siło w a ń je s t d o p ie ro co o k a
za n y w e L w o w ie p a w ilo n p rz em y słu k ra jo w e g o p rz y g o to w a n y
n a w y s ta w ę p a ry s k ą . P a w ilo n te n o d b ie g ł ta k d alek o od zasad
m o ty w ó w lu d o w y c h g ó ra lsk ic h , że k to k o lw ie k co k o lw iek o b z n a jo m io n y z w y tw ó rc zo ścią sztu k i zak o p ia ń sk iej znalazł się w ty m
p a w ilo n ie , ro z g lą d a ł się ciek a w ie i p y ta ł z n ied o w ierzan ie m ,
a ż ali nie je s t to cerk iew m o sk iew sk a alb o m eczet m a u ry ta ń sk i,
t a k niczem a niczem n ie p rz y p o m in a ł te g o , co w idzim y w m o
ty w a c h s ty lu za k o p ia ń sk ieg o .
P o lic h ro m ia , k tó re j używ a lu d z a k o p ia ń sk i w y ją tk o w o i z a w
sze w sk ro m n ej m ierze, o d g ry w a tam p ierw szo rzęd n ą, g łó w n ą
ro lę. Ś m ig łe k sz ta łty , o stro ść linij, zacięcie sty lo w e, u s tą p iło
p rz e d jak im ś nieszczerym , zap o ży czo n y m , w s p a rty m n a szczudłach
o b c y c h sty ló w zakrojem . M o ty w y zu p ełn ie obce, zupełnie, a le
to zu p e łn ie n ieznane, ja k ie ś g ło w y k o g u cie, k tó ry c h nigdzie n ie
zn ajd zie w sztuce z a k o p ia ń sk iej, w p o łącz en iu z b aro k o w em i w y
g ięcia m i b rzuszastem i, sch e m a ty zo w an e b ław a tk i, w k s z ta łc ie
k ilk u e k ie re k zam azan y ch lazu rem z w ie lk ą d o m ieszk ą z ło ce ń ,
n ap u sz cza ń b a rw n y c h , zło ży ły się ra zem n a całość z g o ła a z g o ła
n ie o ry g in a ln ą , i nie trz y m a ją c ą się k u p y . M ożna tam k a ż d e n
szc zeg ó ł w y jąć, n az w ać p o im ieniu, zdeterm in o w ać.
T o sam o też z a w iera ta k zw an e d z i e ł o p a n a K o v á ts a
0 »sposobie za k o p ań sk im « , w y d a n e dzięki »hojnej« s u b w e n c y i
W y d z ia łu k ra jo w eg o . P a n K o v á ts z ig n o ro w a ł w niem w sz y stk o
1 w szy stk ich . Z ig n o ro w a ł p rz ed ew sz y stk ie m sw eg o p o p rz e d n ik a
w d y re k c y i szk o ły N eużila, k tó r y to już a n ie p a n K o v á ts » p ró
b o w a ł tw o rzy ć elem e n ta m i u p ięk sze ń g ó ra lsk ic h w k ie ru n k u
d e k o ra ty w n y m « (!) (jak się w y ra ż a p. K o v á ts). Z ig n o ro w a ł dalej
c a łą ta k o b szern ą, a ta k p o u cz ającą h is to ry ę s ty lu z a k o p ia ń
sk ie g o , z ig n o ro w a ł dalej sam s ty l ro b ią c zeń jak isiś s p o s ó b z a к о p a ń s k i ! ! ! P o d ziw iać n a le ż y dziw ną a p a ty ę p ra sy , k tó r a
p o d d a ła się c h o ć b y już im p u to w an iu te g o te rm in u : »sposób zak o p a ń sk i« , w y ra z u z g o ła nam obceg o , p rz etłó m a czo n e g o w p ro st
z n ie m ie c k ie g o : >bte Ш і bon Закфапб«, ja k n azw ał p a n K o v á ts
sw ą k siążk ę w części niem ieckiej.
— 193 —
Z aiste w y ją tk o w e je st sp ołeczeństw o, w k tó re m może p rz y jść
do ta k ie g o s ta n u rzeczy.
Z jed n ej s tro n y p ra c a tw órcza, a b y oprzeć sztukę, to je st
część jej a rch itek to n ic zn ą o p o d sta w y n aro d o w e, p ra c a n a d z w y
czajn a, p ra cą, k tó rą się n aró d p o ch lu b ić m oże, p ra c a p o p a r ta
ow ocam i, — z d rugiej ig n o ra n c y a i lekkom yślność. R zecz,
w k tó rą je d n i ludzie w k ła d a ją ca łą sw oją isto tę, dla tej id ei
ży ją, d la tej m y śli p ra c u ją — z d ru g iej stro n y ob n iżan a i z o h y
d zo n a ta k im term in em ja k n a p rz y k ła d »sposób zach o d n io -g alicyjski« — i to się d o staje do p ra s y , a p ra sa staje w sze reg u
o b ro ń c ó w ig n o ra n c v i i n eg a cy i, zam iast zag rzew ać p ra co w n ik ó w ,
p o d a w a ć sp o łeczeń stw u isto tn e in fo rm acy e. O to b o lesn a u w a g a ,
ja k a się zrodzić m usiała p o d w p ły w em te g o , cośm y w szyscy
w o sta tn ic h czasach czytali. A p o zn an ie p ra w d y ta k ła tw e , rzecz
ta k p ro sta , że k to chce, m oże bez w y siłk u dojść do n a le ż y ty c h
i zg o d n y c h z rzeczy w isto ścią in fo rm acy j.
D r. Stanisław Eljasz-Radzikowski.
Odezwa Komisyi antropologicznej Akadem ii umiej, w Krakowie w spraw ie ubio
rów ludu polskiego. Na całym obszarze ziem polskich zachował lud nasz jeszcze
wiele przeżytków -dawnej przeszłości, a między nimi barwne, często typowe, a dla
nauki niezmiernie ciekawe stroje. Smutna to jednak prawda, ie nietjdko nie posiadamy
publikacyi, obejmującej w dobrych reprodukcyach całej rozmaitości kroju, barw, wy
szyć i ozdób, ale nie mamy naw et świadomości tego, co i w jakiej mierze zachowuje
się dotąd powszechnie, a co tylko podczas uroczystości, dlaczego dawne ubiory
giną i od jak dawna. A tymczasem niwelujący wszystko prąd cywilizacyjny posuw a
się zwycięsko naprzód i, poczynając od nakrycia głowy, sięga obuwia, zmienia po
w ażną sukmanę lub płótniankę i gunię na kusy bawełniany kubrak, odziewa nawet
wieśniaka zamiast w lniane, domowe i trwałe płótno we fabryczną i lichą, ale bielszą
tkaninę. Słowem — giną barwne ubiory ludowe, a poczyna panow ać szara tandeta.
Co ginie w życiu, mamy obowiązek zachować przynajmniej w dziełach i zbio
rach muzealnych.
Komisya antropologiczna Akademii Umiejętności w Krakowie, nie mając środ
ków do założenia muzeum etnograficznego, posiada jednak z darów osób łaskawych
piękny zbiór fotografij ubiorów ludowych, bądź zwykłych, bądź kolorowanych. F oto
grafie te jednak przedstawiają przeważnie lud podolski, pokucki lub huculski,
w małej tylko liczbie krakowski, z innych zaś stron Polski nie ma ani jednego
wizerunku. Celem dopełnienia tego zbioru i zgromadzenia materyału do nau
kowej publikacyi zw raca się niniejszem Komisya do wszystkich jej życzliwych,
13
—
194
-
a ludem zajmujących się ziomków, szczególniej do a m a t o r ó w fo to g ra fii* ) z uprzej
mą prośbą, aby jej nadesłać raczyli ze wsi lub miasteczka, przez nich zamieszkanego
lub im znanego :
1) fotografie ubiorów ludu (grupy lub jednostki, męskie i żeńskie), albo n a
wet części ubioru o ile możności stosownie i wiernie kolorowane, w formacie gabi
netowym (12X 16 cm.)-,
2) w razie nieumiejętności kolorowania o dołączenie do zwykłej fotografii
dokładnego opisu co do barw;
3) w obu razach na osobnej karcie o nazwy ubioru i jego części, materyał,
sposób wyrobu, 1ub miejsce zakupna i o wyszczególnienie różnic między ubiorem
codziennym a świątecznym, lub obrzędowym, między letnim a zimowym, ewentual
nie różnic stanowych;
4) o wymienienie tych wsi okolicznych, w których ten ubiór noszą.
Łaskawe dary jak najliczniejsze, których przesyłkę Komisya chętnie opłaci,
należy nadsyłać pod adresem K o m i s y i a n t r o p o l o g i c z n e j A k a d e m i i U m i e
j ę t n o ś c i w K r a k o w i e na ręce p r o f . R o m a n a Z a w i l i ń s k i e g o .
W sprawie piosnek i zakaw dziecięcych. Juljusz Fejfalik przedwcześnie zmar
ły filolog czeski, zajmując się przed 40 laty zbieraniem rymowanek, piosnek, oraz
zabaw i gier dzieci czeskich i morawskich, tak jasno i dokładnie wyszczególnił
w liście do głośnego ludoznaw cy rosyjskiego, A. N. Afanasjewa, w szystkie punkty,
na które należy zwracać uwagę przy pracy podobnej, że powtórzę je za nim z do
datkiem uw ag swoich w' naw iasach dla użytku tych, którzyby zechcieli dokonać ta
kiego dzieła u nas. List ten z dnia 14. w rześnia 1858. r., a ogłoszony w przekładzie
rosyjskim z niemieckiego (dziwaczną metodą wydawców rosyjskich) przez A. Gru
zińskiego na str. 141— 3. zeszytu 2. (og. zb. 33.) roczn. IX. wybornego kw artalnika
ludoznawczego p. n. Etnograficzeslcoje Obozrienije. Program zaś sam takiego zbioru
opiewa :
1) Mętowania (Abzählreime, rytmowanyj sczet), t. z. takie wierszyki, które są
w użyciu u dzieci, gdy się szykują przed zabaw ą (np. Ekite pekite cukite me itd.)
Takie rymowanki proszę zapisywać nawet w razie, gdy pozornie — jak to często
bywa. — nie oddają żadnej myśli;
2) Istnieją też u dzieci rozliczne rymowanki, które dotyczą zwierząt lub ro
ślin. Tak np. u zachodnich S ło w jan ... przemowa do bożej krówki (Coccinella septenipunctata, po ros. koziawka), żeby podleciała z palca, — do ślimaka, żeby w ysta
wił rogi, — do kukułki, gdy kuka wiosną, — do wrony, kruka, sokoła, byka,
krowy i stada krów, dzikiego gołębia, motyla ltd. Podobnie dotyczą rymowanki ro
ślin. — Jaki ptak lub jakie inne zwierzę według wiary l u d u . . . przynosi dzieci? U
zachodnich Słowjan czyni to — w rona lub kania (Falco m üvus), u Niemców bocian;
podobnie też u obu szczepów znajdują dzieci w źródłach stworzonemi — z wody. —
Jaki przesąd łączy się z kukaniem kukułki?
3) Zwykle nadają pewne znaczenie głosom i krzykom zwierząt. Tak np. Rusini mówią o pewnym gatunku sikory, że w oła na wiosnę: »Pokyń sani, wiźmy wiz
(rzuć sanie, weź wó z ) ! « . . .
*) Szczegółowe wskazówki dla miłośników sztuki fotograf., którzyby chcieli
przyjść z pomocą ludoznaw stwu w swym zakresie, podamy w zesz. 3-cim L u d u .
(Red.)
—
195
-
4) Dzieci Słowjan zachodnich, robiąc sobie na wiosnę piszczałki z wierzby
lub z gałązek innych drzew (np. bzu czarnego), używają przytem pewnych ry m o
wanek (B astlösereim e)...
5) Podobnież istnieją rymowanki i pieśni, dotyczące deszczu i słońca, a w w yż
szym stopniu zajmujące z punktu widzenia mitologicznego. Niemniej ważne pieśni
podczas żniw, przy modlitwie (bei der Bitte?) itp. Istnieją też rymowanki i pieśni, w y
głaszane przez dzieci bez żadnej widocznej przyczyny^
6) Póki dzieci są małe, rodzice biorą chętnie udział w ich zabawach;
huśtają je na kolanach, pieszczą je wszelkimi sposobami, łaskoczą je, przeliczają
im paluszki itd. Na to wszystko istnieją rozmaite rymowanki i pieśni (np. Jedzie, jedzie
pan na koniku sam itd.).
7) Także uczą zwykle dzieci połączeń wyrazów, trudnych do w ym ów ienia,
zw łaszcza w szybkiej mowie (ros. skorogoworki), a zawierających często a l i t e r a c y ę
i dzieci pow tarzają je potem (np. Nie pieprz Piętrzę, Kobyła ma mały bok itd )
8) Dzieci i lud znajdują upodobanie w zagadkach, które często przechodzą
w grę wyrazów. Proszę zwrócić szczególną uwagę na zagadki o j aj к u .. .
9) U dzieci, a stosownie do zwyczajów i u dojrzałych ludzi istnieją ro z m a ite .
rymowanki i pieśni na pewne święta. Tak np. na Boże Narodzenie i N. Rok, na ko
lędę, na Wielkanoc. U Słowjan z ach o d n ich ... na 2 tygodnie Sprzed świętem Z m ar
tw ychw stania, w niedzieię Laetare, wypędzają śmierć, Marenę (M"arzannę). T akże
w dzień sw. Grzegorza, 12. marca (prw. dra Karłowicza : Gregorjanki Luci II. str.
198) i w dzień św. Błażeja uczniowie miewmją święto wolne od nauki szkolnej.
W te wszystkie święta chodzą dzieci od domu do domu, śpiewając i p ro sząc
0 podarki (że u Rosyan odbywa się to przy kolędowaniu, wie Fejfalik z History!
Karamzyna).
10) Wreszcie gry i zabawy dziecięce. Proszę zwrócić uwagę szczególnie
takie zabawy, przy których dzieci pląsają w kółku, śpiewając przytem. Należy
podać opis dokładny sposobu, w jaki się odbywają takie zabawy.
na
te ż
Jeżeliby mi wreszcie było wolno dołączyć do wskazówek pow yższych proś
bę osobistą, to o ś m i el a m s i ę u p r a s z a ć g o rą с o w s z y s t k i c h c z y t e 1n i k ó w
n o t a t k i n i n i e j s z e j o ł a s k a w e n a d s y ł a n i e mi m a t e r y a ł ó w w z a k r e s i e
punktów 1. i 10., g d y ż z o b o w i ą z a ł e m s i ę d o n a p i s a n i a s t u d y u m o g r a c h
1 z a b a w a c h dzieci polskich, k t ó r e b y p o m o g ł o d o w y p a r c ia p i e r w ia s t ków obcych, p rzejm o w an y ch bezm yślnie z zagranicy w r a z z kup
nem i z a b a w k a m i , i do r o z p o w s z e c h n i e n i a n a s z y c h gier l u d o w yc h , a
w i ę c s w o j s k i c h , p o l s k i c h . Rozumie się samo przez się, że przy nadsyłaniu materjalu należy przestrzegać warunków, które umożliwiają krytyczne badanie, a więc nie
okraszać prawdy frazesami, nie poetyzować, natom iast ile możności podawać miej
scowość, w której odbywają się lub odbywano (do ja k dawna) zabawy i gry pewne,
sposób, w jaki się odbywa każda zabawa, czyli jednem słowem regulamin zabawy,
załączyć śpiewki i mętowania i ich mslodye; można też posługiwać się dla objaśnie
nia rysunkiem lub fotografią ważnych chwil zabawy.
Proszę zaś o nadsyłanie materyałów do redakcyi L u d u (ul. Zimorowicza 1. 7).
D r. Franciszek Krcek.
Do dziejów zabaw І gier dziecinnych ważne są dzieła dawnych
pisarzy
W artoby je przerobić z tego punktu widzenia. Oto próbka z »Wojny chocimskiej*
W acław a Potockiego, gdzie opisano zabawę w »kota« :
-
196
—
Potym basza, który stał podle Sobieskiego,
W ziął z rąk jego do cara list Lubomirskiego
I podał go drugiemu, dał trzeciemu drugi,
Aż się w szyscy obeszli, j ako rząd był długi.
Tak więc k o t a grawają małe dzieci właśnie
I tego karzą, w czyich ręku słom ka zgaśnie.
(Wojn. choć. wyd. warsz. cz. X. s. 346)..
W jednym z a ś 'z wierszy Elżbiety Drużbackiej, znajdujemy wzmiankę o ciu
ciubabce :
»Igramy w b a b k ę pomiędzy jedliny«.(E. D. Poezye .wyd. Bobrowiczà, s. 57)..
Dr. Fr. Krček.
Pisanki Z IV. Vf. po Chr. W edług doniesienia dra tCöhla w Wormser Z eitu n g
z r. 1897 br. Heyl znalazł w trumnie kamiennej w Herrnsheimie pod W orm acyą
obok zwłok dziewczęcia i monet, wskazujących na czas około 320. roku po C hr.,
też dwie malowane pisanki. Widocznie dziewczę zmarło około Wielkiejnocy. Odkry
cie to bezsprzecznie bardzo ciekawe. (Prw. notatkę w Internat. Archiv, f ü r Ethno
graphie t. X. 1897, s. 213).
Dr. Fr. Krček.
a
Sopleńoe. Dr. St. Eljasz-Radzikowski w swej rozprawie: »Z folklorystyki sło
wackiej« tak pisze: »Lud dzisiejszy zna sopleńce i nazyw a je s t r z a ł a m i (strela).
Może być więc, że sopleńce były używane na zakończenie strzał, albo mogły to być
też amulety, jak u ludów starożytnych bywało z krzemieniem«. (Lud V, str. 313).
Nietylko lud słowacki, ale i polski w Galicyi zachodniej nazywa so p leń ce
strzałami — ale s t r z a ł a m i p i o r u n u . Jedni wierzą, że piorun bije takiemi strza
łami, bo pruje korę na drzewie, odtrąca i łamie konary. Drudzy mówią, gdy piorun
uderzy w grunt piaszczysty: to ogień piorunu topi piasek w postaci kończastego
kołka, który zowią strzałą piorunu.
W styczniu t. r. mówiłem z.rolnikiem z Ryglic od Tamowa. Zadziwił golwowski tramwaj elektryczny. Starałem się dać mu pojęcie elektryczności, która je st
także w powietrzu niewidzialna. Piorun, błyskawica — to zjawiska elektryczne. Na
to odrzekł ów rolnik: »Jeżeli elektryczność jest niewidzialna, to jakże piorun bije
strzałami, które można odnaleść po uderzeniu. Tymi twardymi kamykami kończ astymi.
pruje piorun korę na drzewie, łamie konary«.
Te sopleńce czyli strzały uchodziły u ludu polskiego za amulety. Przed 40
laty sam o tem słyszałem, ale teraz nie pamiętam, jakie nadprzyrodzone w ła sn o śc i
przypisywano strzałom piorunu.
Proszę szanownych czytelników o zbadanie tej sprawy.
M. Rybo wski.
0 lataw cu. Lud z okolicy Biecza opowiada sobie o nim co następuje :
Ma to być ptak czarny, podobny do kosa — ale trochę większy od niego..
L a t a w i e c to dusza dziecięcia, które wyrodna matka zaraz po narodzeniu pozba
w iła życia i zakopała pod figurą. Pod postacią czarnego ptaka tuła się dusza
niemowlęcia po świecie, nie znajdując nigdzie spokoju. Pioruny strzelają w niego,
jednak zabić go nie mogą. Skoro się niebo zachmurzy i burza nadchodzi, w tedy
zaniepokojony l a t a w i e c piszczy jak-zgłodniały jastrząb i chroni się, gdzie może,
naw et pod strzechę wiejską. Takiego ptaka od domu odganiać radzą, aby piorun
—
197
—
‘Obejścia nie spalił. Co siedm lat przybywa latawiec na tę samą figurę, gdzie go
m atka pochowała, i w oła do trzeciego razu: »Chrztu! chrztu! chrztu!« Ktoby go
u sły szał i ochrzcił, ten wybawi duszę, a sam będzie szćzęśliwym.
O l a t a w c u opowiada lud następujące zdarzenie. Pewien myśliwy poszedł do
lasu na łowy- W tein niezadługo niebo pokryło się czarnemi chmurami, deszcz
gruby zaczął padać, błyskało się i grzmiało straszliwie. Biedny łowiec nie miał co
robić w lesie, więc' się rozglądał za jakiem schronieniem. Na szczęście spostrzegł
niedaleko starą d u in iaw ą1) jodłę i kryje się w niej przed deszczem. Wtem przyla
tuje ptak czarny, ukryw a się między gałązkami, tylko tył wystawia. Myśliwiec miał
■strzelbę nabitą; niewiele się namyślając, wymierzył, strzelił i zabił ptaka. W tej
■chwili staje przed nim pan jakiś i pyta, czem zdołał zabić latawca. Myśliwy odpo
wiedział, źe miał nabitą strzelbę śrutem i święconą pszenicą. W tedy rzekł ów
p a n : »Za tego ptaka przyjm odemnie ten śrut, którym zabijesz każdą zwierzynę na
świecie, a nigdy ci go nie ubędzie. Od lat dwudziestu strzelałem do tego ptaka
i nie z takiego narzędzia, a jednak zabić go nie mogłem«. Potem pan ów zniknął,
bo to był posłaniec z nieba.
M ikołaj Rybowski.
Eokita c z y li iw a jest krzewem; należy do rodziny wierzb. W cześnie na w io
snę jej pąpie pękają i okazują małe bazie, popielato omszone. W okolicy Biecza,
■a osobliwie w Klęczanach i Strzeszynie, używają gałązek rokity na palmy w kwietnią niedzielę. Gdy z poświęconą palmą czyli bagniętami wróci lud z kościoła do
domu, wtedy kaid}^ z domowników stara się połknąć jedną bazię, aby się uchronić
n a przyszłość od bolu gardła.
M ikołaj Rtjbowski.
Źródła leczn icze W folklorze. Podania, związane z wodą, ze źródłami, rzekami,
jezioram i są nadzwyczaj w ażną gałęzią folkloru. Mało dotychczas zwracano u nas
uwagi na nie. Zwłaszcza należy zająć się zebraniem podań, odnoszących się do
źródeł leczniczych, w ód mineralnych, których tyle posiadamy. Kto, w jaki sposób
odkrył źródło? wśród jakich1okoliczności ? czy nie bronił przystępu doń dawniej
sm ok ? czy ten smok, wąż lub inna poczwara, jaszczur, jaszczurka, nie kąpał się
sam w źródle a przez to nabierał siły? czy tego nie podpatrzyli ludzie? itd. — to
są bardzo ważne zagadnienia, które się nasuw ają co do naszych źródeł mineralnych
przez, podobieństwo do podań, związanych z obcemi źródłami leczniczemu W ogóle
w każdem zdrojowisku należy szukać podań u ludu okolicznego. Znam podania
takie, że na pamiątkę zgładzenia smoka, który strzegł źródła, odbywa lud co roku
w pewien dzień (np. św. Jana, Zielone świątki) wycieczki do źródła, pije wodę, lub
kąpie się, przyczem niekiedy modli się lub zachowuje w zwyczajach inne ślady, że
pielgrzym ka ta dawniej miała cechę religijną. Rzucanie darów do źródeł, pieniędzy
lub w podaniach kosztownych wyrobów złotych lub srebrnych (np. ryby ze złota,
srebra) zasługuje też na bliższe zbadanie. W naszych zdrojowiskach gromadzi się
tyle ludzi, często nudzących się i niemających czem czasu wypełnić poza piciem
w ody i deptaniem po deptaku, że może się ktoś znajdzie, kto się zajmie tą spraw ą.
W szelkie przyczynki przyjmie z .wdzięcznością redakcya »Ludu«.
Dr. Stanisław Eljasz-Radzikowski.
■) Dudniawa — wypróchniałe, dziurawe drzewo.
—
198
Fonograf na usłu gach luüoznawstwa, o czem wzmiankuje dr. Fr. Krcek
(por. L u d V. str. 177), używ any i na Węgrzech. Pan Béla Vikár zbiera zapomocą.
fonografu pieśni ludowe z melodyami w rozmaitych okolicach Węgier. (Ethnologische.
.Vtittheilungen aus Ungarn, 1898, str. 40).
D r. St. E.-B.
Uroki. W Glinianach (miasteczko niedaleko Lwowa), gdy matka odłączy dzie
cię od piersi raz, a potem mimo to w zruszona płaczem dziecka da mu ssać,
dziecię to, gdy wyrośnie, rzuca uroki, na kogo się tylko popatrzy. — Gdy chłop
jedzie w pole, a spotka takiego, który rzuca uroki, powinien się wrócić, inaczej napewne nieszczęście go czeka: wóz połamie, przewróci się itp.
Takiego, który rzuca uroki, można uleczyć. Idzie się do studni i czerpie
do naczynia 3 razy wody. Przynosi się ją do domu, nalew a np. do szklanki z na
czynia tego wodę trzy razy, trzymając naczynie ręką, ale na w ywrót tj. ręką wykrę
coną, w ięc przeciwnie, nie jak się zwykle trzyma. Po tej szklanki rzuca się dziewięć
jarzących węgli. Jeźli istotnie ten, którjr miał siłę rzucania uroków, był takim, tedy
węgle idą na dół, woda ogromnie się burzy i pryska w górę, a człowiek byw a
uleczony. Jeźli zaś nie był takim, iżby uroki rzucał, wtedy węgle spokojnie spłyną,
i zostaną na wierzchu wody.
J ó ze f znad Wiszenhi.
K w estyonaryusz o Kazimierzu — królu „chłopków“.
1) Nazwy miejscowości, biorących swój początek od imienia Kazimierza W iel
kiego, lub czynów jego tak domowych, jakoteż publicznych.
2) Podania ludowe o jego urodzeniu i zgonie.
3) Religijność Kazimierza W. i jego pobożne fundacye.
4) Miłość jego dla Esterki i stąd płynące łaski na Żydów.
5) Myśliwskie króla zabawy.
6) Zamiłowanie budownictwa.
7) Działalność prawodawcza.
8) Opieka nad biednymi i uciśnionymi.
9) Miłość stąd ludu i nazwy, jakiemi go obdarzano.
10) Przysłowia, legendy i pieśni, związane z osobą Kazimierza W.
M ichał Rawicz Witanowski.
Podając pow yższy kwestyonarjusz, upraszam y Szan. Czytelników Ludw
o łaskawe nadsyłanie odpowiedzi, czyto na wszystkie pytania, w nim się mieszczące,
czyteż na poszczególne tylko. Samo się przez się rozumie, że odpowiedzi te w inny
się obracać w ramach opowiadań ludowych, które wiernie z oznaczeniem miejsca
należy podać. (Bedakcya).
ROZBIORY i SPRAWOZDANIA
L udw ik K rzyw icki: Historya rozwoju społecznego (historya ku ltu ry). W W ar
szawie ■w yszedł niedawno II. tom »Poradnika dla samouków« pod redakcyą Piotra
Chmielowskiego, Ludwika Krzywickiego i Adama Malerburga. Ten tom obejmuje na
uki filologiczne i historyczne, a p. Ludwik Krzywicki opracow ał wstęp do nauk hi
storycznych (str. 188 —204) i historyę t. zw. społeczną czyli historyę rozwoju społeczne-
—
199
—
go (str. 486 do 565). Historya rozwoju społecznego nie wyklucza historyi politycznej,
ale ponadto ma zadanie szersze, określone najpierw przez Jezuitę Lafitana (1670 — 1740),
a później przez Klemma (r. 1843). Klemm mianowicie pisał: »Jak nauki przyrodnicze
b adają szczegółowo i rozważają ogólnie ziemię i zjawiska, zachodzące na niej,
p rzy niej, w niej i koło niej etc... podobnież i dziejopis powinien badać ludzkość,
jako całość we wszystkich jej częściach, jej powstanie, rozwój, istotę, byt i przemiany
w e w szystkich względach i kierunkach i starać się je zrozumieć i przedstawić«.
W skład tak pojmowanej nauki dziejów wchodzi obok niezbędnych wiadomości
z dziedziny ekonomii społecznej — także etno- i soeyologia; to też w artykule p.
Krzywickiego znajdujemy obszerny spis książek z zakresu obu wspomnianych gałęzi
w iedzy, a przeznaczony dla użytku samouków. Spis ten — tak samo jak w innych
dziełach »Poradnika dla samouków«, ułożony jest w edług metody pedagogicznej, t. j.
podzielony na t. zw. »stopnie«, mające odpowiadać kolejnym »stopniom« sam o
kształcenia. Oprócz części ogólnej spisu — mamy w »stopniu« III - cim działy specyalne, a mianowicie bibliografię, obejmującą: archelogię przedhistoryczną, technologię,
etnologię, rozwój języka i pisma, rozwój strony duchowej, rozwój kultur religijnych
i wreszcie t. zw. socyologię szczegółową. We wszystkich dziełach mamy książki
wyliczone, które stoją w bliższym lub dalszym stosunku z ludoznawstwem, pojmowanem jako umiejętność, a nie tylko jako gromadzenie mechaniczne materyałów etno
graficznych. W ten sposób dał nam p. Ludwik Krzywicki w ram ach: »Poradnika dla
sam ouków« cenne wskazówki, w edług których można oryentować się w nabywaniu
w iadomości ludoznawczych i w ten sposób nabywać stopniowo — iż się tak w y
rażę — specyalnego wykształcenia w etnologii. Naturalnie — wskazówki p. Krzywic
kiego nie są zawsze wyczerpujące, a to nie z winy autora, lecz dlatego, że wiele'
książek m usiał p. Krzywicki pominąć lub tylko wspomnieć o nich pokrótce ze wzglę
dów czysto wydawniczych — cenzuralnych. Luki w ten sposób powstałe łatw o je
dnak uzupełnić dla »samouka«, któryby w myśl wskazówek p. Krzywickiego i na
podstawie książek przez niego poleconych chciał nabywać stopniowo wiadomości
z zakresu całej »historyi rozwoju społecznego« lub w tych ramach — specyalnie
z zakresu ludoznawstwa.
Dr. K. J. Gorzycki.
Zofja Strzetelska-Grynbergowa. Staromiejskie, ziemia i ludność, opracow ała.
Praca nagrodzona na konkursie ogłoszonym przez Zarząd Muzeum imienia Dzieduszyckich. Lwów. Nakładem Muzeum imienia Dzieduszyckich, 1899, in 8° str.
4 ni. 4“ V ili -{- 676 -j- 2 ni. Z drukarni E. Winiarza.
Praca ta, stosownie do wymogów konkursu, podzielona została na dwie części :
historyczną i etnograficzną. Części pierwszej na tem miejscu oceniać nie możemy —
zająć się tedy w ypada drugą, która mieści się w rozdziale 2 i 8— 14 książki p. Grynbergowej. Rozdział 2-gi właściwie o tyle tyczy się etnografii, o ile. mowa jest w nim
•o glebie, będącej w posiadaniu chłopów, a więc o ile może być przyczynkiem do
ekonomicznego położenia włościan. Autorka wyczerpująco opowiada o wartości roli
na podstawie zapisków komisyi szacunkowej i o płodach kopalnianych a więc
o nafcie, węglu i pokładach solnych, jako też o płodach roślinnych. Dalszy ciąg
tej materyi napotykam y dopiero w rozdziale VIII-ym, w którym przedstawiwszy
ogólny stan powiatu staromiejskiego pod względem statystycznym, zajmuje się autorka
stosunkam i ekonomiczno-gospodarczymi chłopów, a nakoniec przemysłem powiatu.
Rozdział dopiero IX-ty rozpoczyna właściwy dział etnograficzny, treścią zaś jego
je s t opis stroju ludu tutejszego, jakoteż typu ludności. Dawny strój swój w obecnych
—
200
—
czasach lud zatraca z dniem każdym coraz więcej, zw łaszcza ubiór niewieści ulega
ciągle przemianom; mężczyźni za to są w tym względzie bardzo konserwatywni.
Lud tutejszy przeważnie ruski — wierzy w całe mnóstwo uroków, zamawiań i t. dTo też niech nam wolno będzie zwrócić uwagę na charakterystyczniejsze zabobony
i na wspólne z wierzeniami ludu polskiego. Co się tedy tyczy leczenia chorób dzie
cięcych — to przeciwko konwulsyom używa lud następującego środka, iż kładzie
dziecię na progu od izby i przykrywa nieckami od chleba. Tegoż samego środka
używ ają i na febrę. Przeciw szkodliwości ukąszenia węża odmawiają tajemną mo
dlitwę, a jeźli kto by się natarł lubyskiem — do tego żaden wąż nie będzie miał
przystępu. Naturalnie lud w powiecie staromiejskim, jak wogóle lud ruski, ma ogro
mne zaufanie do wróżek i wróżbitów i do nich garnie się po poradę chętnie w każdem
nieszczęściu i wogólności wiara w nadnaturalne zjawiska i W3idarzenia jest ogromna.
Co się tyczy upiorów, to tak samo jak u naszego ludu — sypią tam mak w usta
umarłemu, ażeby nie w staw ał po śmierci. Z wierzeń dalej analogicznych z naszem i
należy wymienić to, że upiór może przemienić się w zwierzę, lub też to, iż jeśli
zm arły mąż prz 3rchodzi do żony — to ona powinna mu powiedzieć, że idzie za
innęgoj a z pewnością upiór nie powróci. Do najbardziej charakterystycznych wierzeń
należy następujące, że jeźli żona lub kochanka chce ukarać swego męża lub ulu
bionego za niewierność — może za pomocą czarów sprawić, iż on będzie latał w po
wietrzu aż do śmierci bez wytchnienia.
Od czarów przechodzimy do czarownic, szczegóły jednakowoż ich tyczące się
są zupełnie analogiczne z powszechnie znanymi u nas. Szkoda tylko, że dział ten
cały wierzeń nie został ułożony "podług pewnego szematu, bo w nim nadzw ycza
trudno się znaleść, tak wierzenia wszystkie są ze sobą pomięszane i nieuporządkowane. Dalsze rozdziały nie nadają się do szczegółowego omówienia — ani 11-ty,
zawierający obrzędy weselne, ani 12-ty, traktujący o pieśniach ludowych, ani 13-ty,
którego treścią rozbiór mowy ludowej, bo jak z jednej strony streszczenie zajęłoby
wiele miejsca, tak znowu z drugiej nie przyniosłoby wielu nowych wiadomościRozdział 14-ty, którego treścią są szkoły w powiecie staromiejskim, kończy dział
etnograficzny.
Stanisław Zdziarski.
Jan Aleksander Bayger, Powiat trembowelski. Szkic geograficzno-historyczny
i etnograficzny zebrał (sic ¡J. Rzecz odznaczona na konkursie Muzeum im. Dzieduszyckich we Lwowie nagrodą Wys. c. k. Ministerstwa wyznań i oświaty. Lwów.
Nakładem autora. 1899. in 8°. str. VIH
319.
Z prawdziwą radością należy powitać monografię powiatu trembowelskiego,
gd 37ż szan. autor w łożył w nią spory zapas wiadomości, większy żmudnej pracy
i chyba największej sumienności, jakiej na każdym kroku daje liczne dowody. Co
się tyczy części historycznej — to o niej zdania — jako niefachowi — wypowie
dzieć nie możemy, częścią za to etnograficzną tem lepiej zająć się możemy, z tem
większą łatwością skontrolować pracę i sumienność autora jeśteśm y w stanie, gdyż
pow iat to graniczący bezpośrednio z ziemią naszą rodzinną, w którym wiele chwil
przeżyliśmy w najpierwszej młodości, w którym na wędrówkach i poszukiwaniach
etnograficznych spędziliśmy parę lat temu czas dłuższy. Zaczyna się tedy dział
etnograficzny charakteryst37ką ludu — niewielkiej inteligencyi, stąd też niskiego po
ziomu moralnego. To też dziwi nas, iż szan. autor, który tak znakomicie oddał
pobożność ludu tego, nie zechciał zająć się moralnością ludu, której brak wielki tw orzy
dziwny dyssonans mimo pracy księży z pobożnością nieudaną. Stosunki miłosne
—
201
—
zdarzają się często — mimo, że skutki ich są niemal żadne, dzięki środkom tajemnym
używ anym przez dziewczęta do spędzenia płodu, który, gdyby przyszedł na św iat
— stałby się niemałym ciężarem dla matki. A jeźli już do tego przyjdzie — to
zazw yczaj ojciec dziecięcia musi się żenić z dziewczyną czy to pod wpływem
nauk księdza, czy też pod wpływem namów krewnych dziewczyny. Skąd się bierze
ta łatwość nawiązywania stosunków miłosnych i dla czego kościół im nie jest
w stanie zapobiedz, dlaczego gęsto niemoralność w tym względzie się w ydarza
mimo żywej wiary, jaką odznacza się chłop tutejszy — o tern nie miejsce tutaj
mówić. Lud wogóle jest bardzo ciemny.
Opisawszy ubiór chłopów i niewiast, który nie jest tak malowniczy i piękny
jak na Ukrainie, przechodzi autor do opisu chaty, gęsto illustrowanego planam i
i rysunkami — typ ten zresztą domu jest powszechny na całem Podolu, podobnie jak
powszechnym i jednakim jest typ karczmy. Następnie mówi autor szeroko o obrząd
kach dorocznych i weselu — a to w szystko zostało nadzwyczaj wiernie zebrane
z ust ludu — szkoda tylko, że zapomniano tu dodać melodye pieśni, z których
niejedna jest bardzo charakterystyczna, a zarazem piękna, Dalsza część działu etno
graficznego wypełniona jest podaniami i wierzeniami ludowemi. I ten punkt je st
najsłabszym w całej książce — autor bowiem podał tylko parę legend, zresztą mniej
ciekawych o zaklętych skarbach, zapadłych dzwonach, upiorach i wilkołakach.
Z własnego zaś doświadczenia wiemy, iż w jednem tylko Nałużu spisaliśmy 300
podań, między któremi były tak interesujące jak w arjant baśni lenorowej, lub bajki
o piszczałce, która jęczała
»Pomalu, pomalu
Krauczyku hraj,
A memu serdeńku
Żal ne wrywaj.
Brat mene wbyw,
Na łani skryw, —
Za toho wepryka,
Szczo w sadi ryw.«
Co się tyczy tedy podań, to musimy autorowi zrobić zarzut, że o ich zebra
niu należytem nie pomyślał, co jest prawdziwą szkodą niepowetowaną dla cało
kształtu surowego materyału folklorystjmznego, jaki został w pracy p. Baygera su
miennie zebràùÿ. Również zauważyliśmy pewne luki w wierzeniach, jakie autor
podaje, one jednak nie wyrządzają szkody większej, gdyż ogólne pojęcie o mniema
niach ludowych w powiecie trembowelskim można sobie dobrze na podstawie tych
■szczegółów, które przyniosła omawiana przez nas książka, wyrobić. Krótka notatka
o mowie ludowej kończy zarys etnograficzny pow. trembowelskiego. Na pochw ałę
pracowitości i skrzętności p. Baygera należy dodać, że postarał się on o fotografie
typów ludowych z różnych okolic powiatu i podał je w swojej książce w doskonałem
■odbiciu nie zważając, że przez to podnosi o paręset złr. koszta wydania.
Stanisław Z dziarski.
Kallenbach Józef : Tło obrzędowe „Dziadów“.
Studyum porów nawcze
w »Roku Mickiewiczowskim, Księdze pamiątkowej wydanej staraniem Kółka Mickie
wiczowskiego we Lwowie«. Str: 35 —56. włącz. Lwów ІЗІУЗ, Nakład księgarni
Altenberga.
I.
Autor przytacza we wstępie »określenie znaczenia tego obrzędu ludowego«
podane przez samego Mickiewicza w jego przedmowie do »Dziadów« w ydanych
—
202
—
w Wilnie 1823, i w yraża żal, że poeta tylko tak skąpą pod tym względem zostaw ił
nam wzmiankę. Mickiewicz bowiem »był jeszcze naocznym świadkiem tych obrzę
dów« ; m ógł więc wiele ciekawego o nich napisać i w ten sposób naszemu ludoznaw .
stw u wielką wyświadczyć przysługę, tem bardziej, że z czasem te »Dziady«, wsku
tek nieżyczliwego dla nich usposobienia na plebanii i we dworze«, zaczęły się stawać
coraz rzadszymi. Narbutt n. p. »pilnie zajmujący się kw estyą obchodu ludowego:
Dziadów«, trafia już w r. 1835. tylko na szczątki tej uroczystości. Za czasów Mi
ckiewicza odbyw ała się ona jeszcze powszechnie na Białej Rusi, chociaż po najwię
kszej części potajemnie zdala ode dworu i plebanii.
Zapytuje dalej autor, co mogło lud nakłonić do pielęgnowania tak starannego
uroczystości poświęconej zmarłym przodkom, iż mimo wyraźnej niechęci księży
i dworu potrafiła ona przetrwać aż do naszych czasów, boć i »dziś jeszcze obcho
dzą Dziady na Białej Rusi, jakkolwiek nie tak świetnie jak za młodych lat Mickie
w icza«. Odpowiedzi na to pytanie szuka autor w kulcie 2 marłych przodków ludu
białoruskiego, który to kult »korzeniami swymi sięga do prastarych pokładów
w spólności indo-europejskiej«. W tym celu rozbiera »cześć oddawaną zmarłym
przodkom« u najważniejszych plemion szczepu indo-europejskiego, zaczynając od
ludów »odległej starożytności t. j. od Indów i Greków.«
II.
»Cześć dla zmarłych« u Indyan omawia bardzo pobieżnie, głównie
dług ksiąg praw Manu. Księgi te «nie dają nam wielu szczegółów o tym obchodzie
zmarłych, dlatego że w epoce, kiedy księgi te były spisane, już wiara w metampsychózę w zięła była górę nad starszemi wierzeniami indyjskiemi. Ale już to sam o,
że praw odawca m usiał przejąć do ksiąg swych także stare wierzenia dowodzi, że
zakorzenione były silnie w powszechnej trądy су і«. I dziś jeszcze »Indowie składają
sw ym dziadom ofiary« : z ryżu mleka i owoców. »Jeżeli się zaniecha ofiar, dusza
zm arłego opuszcza swój grób i staje się duszą błędną, dręczącą ludzi żyjących
(upiorem)». »Uczta żałobna ma« zatem »na celu zapewnienie życzliwości dla pozo
stałej rodziny«.
Podobne objawy uczucia oddawania czci rodzicom nie tylko za życia ale i po
śmierci widzi autor »u wszystkich niemal ludów na kuli ziemskiej : u Chińczyków,
w śród dzikich w Afryce i w Australii«, jednakow oż ich nie wylicza ani nie opisuje.
Dłużej znacznie zastanaw ia się autor nad kultem nieboszczyków u staroży
tnych Greków i przytacza wzmianki o tym kulcie zachowane w pismach Homera,
Plutarcha, Aischylosa, Sofoklesa, Demostenesa, Luciana, Epikura i innych, n. p. »na
grobie Patrokla składa Achilles dzbany miodu i oliwy«. Grecy oddają cześć »herosom«
jako ojcom i protoplastom miast, krajów i rodów. Ateńczycy wyznaczają »karę śmier
ci na w odzów swoich za to, że pozostawili ciała zmarłych żołnierzy bez pogrzebu«
»Po bitwie pod Plateami pogrzebano żołnierzy na polu bitwy«. »Platejczycy zobo
wiązali się corocznie urządzać ucztę pogrzebow ą dla zmarłych. W rocznicę bitwy
udaw ali się w wielkiej procesyi na mogiłę, kryjącą zwłoki dzielnych wojowników
i składali im mleko, wino, oliwę, tudzież zabijano ofiarę. Złożywszy pokarmy na
mogile, wzywali osobną formułką zmarłych, aby przyszli i spożywali ucztę«. Klitemnestra posyła na grób Agamemnona »pokarmy i napoje». Elektra składa ojcu libacyę
na grobie i modli się do niego. Epikur »zastrzega sobie cześć i ofiary dla swojej
duszy« w pozostawionym testamencie. W Atenach obchodzono 5-go Boëdromion
Genćsia »jako wspólne święto zmarłych«. W trzeci dzień św iąt kwietnych Anthestëria
obchodzono na cześć Hermesa jako tow arzysza dusz zmarłych uroczystość po domach
zw aną h ý t r o i lub h ý t r a i (hýtra), na której ugaszczano dusze zmarłe« w garnkach
gotow anem i jarzynam i i nasionami«, a w końcu w ypraszano je za drzwi formułką
po
—
203
—
»tbýraze këres, uk eť Anthestěria«. Ta formułka w zakończeniu »Dziadów« greckich
pow tarza się u Rzymian — a nawet słyszymy ją na Białej Rusi.
Podobnie w ykazuje autor cześć oddawaną zmarłym u Rzymian. I oni mimo
swojej trzeźwości i praktyczności wierzyli w duchy i upiory. W edług Plauta dusza
błąka się po śmierci, ponieważ przy grzebaniu zwłok nie zachowano wszystkich
obrzędów. „W ergiliusz na wielu miejscach mówi o składaniu pokarmów i napojów
dla zmarłych«. Z miajsc tych zaś widać, że przy oddawaniu czci zmarłym kierowali
się Rzymianie względem »zabezpieczenia się od szkód, które mógłby wyrządzić za
niepokojony duch zmarłego«: »placantur sacn'ficiis, ne noceant«. Owidiusz w F a
stach mówi o duszach zmarłych i o tem, że żywią się pokarmami, złożonymi dla
nich« — a następnie w sposób malowniczy opisuje nam rzymską uroczystość za
dusze zmarłe zw aną »Lemuriami«. Uroczystość ta kończy się, formułką: »Manes
exite paterni!« Cicero wspomina o uczcie na cześć zmarłych zwanej »parentatio«
czyli »dziadami«.
Omawiając wszystkie powyżej przytoczone przykłady kultu nieboszczyków
u starożytnych ludów, stara się autor równocześnie wykazać prawdziwość wypowie
dzianego na początku twierdzenia, że cześć oddawana zmarłym jest źródłem w szy
stkich kultów na Swiecie. »Bez wątpienia natrafiamy tu na samo źródło wszelkiej
wiary w dusze i jesteśm y skłonni uznać jako poczucie trafne to mniemanie, które
w owym najstarszym familijnym kulcie dusz widzi zapowiedź wszelkiego kultu dal
szych w spólnot obrzędowych«.
III.
Przechodząc w nasze strony i do naszych czasów, omawia autor mimo
chodem wzmianki o czci nieboszczyków zawarte w pismach Tertuliana, św. Augu
styna i Focyusza. Pisarze ci zajęli »nieprzychylne stanowisko wobec dorocznych
uczt dla zmarłych« i »wywodzą obrządek ten z odległej starożytności, kiedy to
krew miała bym dla dusz zmarłych niezbędnym pokarmem«. Ciekawym jest np. opis
tego tradycyjnego obrzędu w słowniku Focyusza pod wyrazem k a t h ć d r a według
którego Grecy mieli się 4 razy do roku zgromadzać na grobie nieboszczyka i tam
w śród wspólnej uczty cześć mu pośmiertną oddawać. Autor jest zdania, że zwyczaj
ten w formie powyższej rozszerzył się z Grecyi przez Bułgaryę i Ruś południową
na północ i jako dowód przytacza podobny opis »Dziadów«, wyjęty z »Ludu« Go
łębiowskiego. Uroczystość, ta jest pomieszana ze zwyczajami miejscowymi i kończy
się podobnie jak u Greków formułką: »Jadłyście, piłyście, teraz idźcie precz!«
W Wielkopolsce, Małopolsce, na Mazowszu i tp. spotyka autor tylko małe
ślady »Dziadów«, co przypisuje wpływom duchowieństwa katolickiego i powiada, że
zwyczaj ten w tych stronach zanikł »bezpowrotnie«, w co nam się wierzyć bynajmiej
nie chce. Inaczej przedstawia się według niego rzecz nad Dniestrem, na Białej Rusi
i na Litwie. Tu przytacza opisy zaduszek przez Czerwińskiego, Maryi Czarnowskiej,
Narbutta, Federowskiego i stwierdza »z zadowoleniem folklorysty,cznem, że na Białej
Rusi w miejscowościach niedalekich od stron rodzinnych Mickiewicza przechowało
się pojącie o znaczeniu i istocie »Dziadów« względnie czyste i dokładne«. »Dziady
bowiem — jak z dotychczasowego przedstawienia wynika — są prastarym obrząd
kiem czci 'dla zmarłych oddawanej przez głowę rodziny żyjącej głowom zmarłym
tejże rodziny, zatem obrządkiem kať cxohén rodzinnym. Celem zaś było pozyskanie
sobie życzliwości zmarłych przez spełnienie niezbędnej dla owych zmarłych ofiary«.
Zdaniem ludu uroczystość »Dziadów« obchodzoną jest na to, »żeby dusze z tamtego
świata żyjącym sprzyjały, bo skoro im lżej, to i one proszą Boga, aby w gospo
darstwie się szczęściło«,
— . 204
-
Oprócz Rusi i Litwy znają ten zwyczaj starodawny pod koniec XIX wieku,
w Bretanii. Autor opisuje go na podstawie- badań bretońskiego poety Anatola le Graz.
Ma on dużo cech wspólnych z »Dziadami białoruskimi i nazyw a się »Nocą zmarłych.
Składa się z modlitw w kostnicy za dusze zmarłe, procesyi po cm entarzu i uczty
familijnej przy palącym się ognisku na cześć zmarłych. Pośród uczty toczą się roz
mowy o zmarłych aż.do północy. Koło północy ustępują żywi ciepłego miejsca przy
kominku umarłym, bo »zmarłym zimno«. Gospodyni nadto nakryw a stół dla nich
a na stole staw ia: kawałki słoniny, placki hreczane i ogromny dzban mleka. Daje
się także niebawem słyszeć za oknami śpiew żałobnego chóru starców, przedstawia
jących dusze zmarłe, które przybyły na ucztę.
»Oto szczątki Dziadów bretońskich« — kończy autor swoje wywody — »Są
one nadzwyczaj ważne, przechowały bowiem szczegóły takie, jakich napróżno szu
kaliśmy w opisach Dziadów litewsko-ruskich a które, i to jest celem naszych wy wo
dory: odnajdziemy u Mickiewicza.
IV.
Autor przeszedłszy w ten sposób znane mu resztki »Dziadów«, przechowy
wanych dotąd w piśmiennej i ustnej tradycyi starożytnych i. późniejszych ludów,
w raca napow rót do »Dziadów« Mickiewicza i oświadcza, -że »Dziady« Mickiewicza
»nietylko jako prześliczna fantazya poetycka zajmują jedno z pierwszych miejsc
w piśmiennictwie naszem, ale, że utwór ten ma bezwzględną w artość dla ludoznawstwa, a to w przedmiocie, sięgającym samego brzasku cywilizacyi ludzkiej«. »Do
słowniej, niż się n a m . dotychczas wydawać mogło, należy brać oświadczenie poety:
śpiewy obrzędowe, gusła i inkantacye są po większej części wiernie, a niekiedy do
słownie z gminnej poezyi wzięte«. Tu autor przechodzi punkt za punktem uroczys
tość »Dziadów« w edług opisu Mickiewicza i stwderdza, że nietjdko wiernie zgadzają
się z najlepszym typem do dziś przechowanych »Dziadów« u Greków, Rzymian,
na Białej Rusi i w Bretanii, ale, że nawet wiele nieznanych tam rzeczy wyprowa
dzają i wyjaśniają. Najważniejsze momenty tych »Dziadów« są: nocna wędrówka
wieśniaków z jadłem i napojami na groby, pieśni i płacze starców ; gromadzenie
się duszyczek, zaklęcia; ugoszczenie ich; ojców dzieje (wypominki); koniec i ro
zejście się po dwónastej.
Na zakończenie objaśnia autor, jak pow stała i rozwinęła się główna idea
»Dziadów« w umyśle Mickiewicza — i wkońcu jaki przybrała kształt. » W i a r a
w w p ł y w św iata n i e w i d z i a ln e g o , duchowego, na sferę myśli i dzia
łań l u d z k i c h — oto idea — m a t k a p o ls k ie go p o e m a t u ; idea ta ro
zwija się p o s t ę p o w o w różnych częściach dramatu, prz y b ie ra ją c
r ó ż n e k s z t a ł t y s t o s o w n i e do r ó ż n i c y m i e j s c i epok. «
Jak z powyższego przedstaw ienia rzeczy w ynika, autorowi rozchodzi się
głównie o odszukanie głównej idei — »tła», na jakiem Mickiewicz osnuł czynność
dram atyczną swoich »Dziadów«, i po krótkich w'ywodach dochodzi do stanowczego
wniosku, że jest niem (zdaniem jego najstarszy) kult religijny na świecie, wspólny
wszystkim aryoeuropejskim ludom, t. j. w iara w ciągłe obcowanie ludzi żyjących
z nieboszczykami i we wzajemny ich wpływ na siebie.
Praca p. Kallenbacha jako »studyum porównawcze«, mimo swej zaokrąglonej
całości i literackiego wygładzenia, robi przecież wrażenie pobieżnego — elaboratu.
Wszędzie daje się uczuć brak fachowego pogłębienia przedmiotu, a przedewszystkiem przy omawianiu kultu nieboszczyków u Słowian. O kulcie nieboszczyków
u Germanów zupełnie autor zapomniał. W szakże już sam Mickiewicz powiedział, że
zwyczaj częstowania umarłych zdaje .się być w spólny wszystkim pogańskim ludom
■w dawnej Grecyi... w S k a n d y n a w i i . . . Należało więc pójść w kierunku przez niego
—
2o5
wskazanym — a praca zyskałaby na gruntowności. Wiadomo przecież, że do dziś
dnia u Niemców, Duńczyków, Norwegów, Szwedów i im pokrewnych ludów, odby
w ają się uczty pogrzebowe, w których i umarli niewidzialnie biorą udział. Umar
łym Germanom dawano jadło i napój do grobu. Na grobach znajdowały się w tym
celu umieszczone kamienie ofiarne »Opfersteine«. Skandynawskie »sogur« opowiadają
nam, ie jeszcze w chrześcijańskich czasach na stypach pogrzebowych zjawiały się
dusze umarłych i spożyw ały przeznaczone im jadło i napój »erfiol«. Także u Sach
sów znane były uczty żałobne odprawiane na grobach nieboszczyków : »oblationes,
quae in quibusdam locis ad sepulchra mortuorum fiunt«. Dalej powiada autor, że
u nas w Polsce (»w Wielkopolsce, Małopolsce i na Mazowszu«) kult nieboszczyków
pod postacią »Dziadów« »zanikł bezpowrotnie«. Tak źle znowu nie jest. W szakżeż
znane są u nas »Dziady« wiosenne pod nazw ą »Rękawek«, »Emausów«, »Małsów«, »Malajsów«, »Smigusztu«, Święconego«, »Hajiłek«, »Gajówek«, »Majówek«
i t. p. a »Dziady« jesienne w formie »oświecania i zdobienia grobów na Zaduszki«,
»dawania na wypominki«, dawanie jałm użny ubogim »za dusze zmarłe« i t, p.
»Dziady« zimowe znane są pod nazwą »Godów« przygotowane dla »Comyg Dziw«,
do których się i »Dusze pokutujące« zaliczają. Niebrak »Dziadów« letnich w postaci
»świencynio wionków«, »świencynio zielo i łowoców polnyg«, które się chowa
pod strzechę, w iesza ponad oknami i drzwiami lub stawia koło drogi. W szystko to
czyni się dla polnych »Dziw«,, a są niemi pokutujące dusze zmarłe. Komuż nie są
znane nasze stypy pogrzebowe, kto nie słyszał o biesiadach dusz zmarłych w »Noc
zaduszną«, o ich zgromadzeniach, nabożeństwach, procesyach i t. р.?! To wszystko
nasze »Dziady« polskie: lachowskie, mazurskie, śląskie, ruskie i litewskie. One istnieją,
one się odbywają po dziś dzień w rozmaitych formach — tylko trzeba wiedzieć
0 nich i umieć je rozpoznać. Tego autor nie uczynił, przez co praca jego pod tym
wzglądem bardzo a bardzo szwankuje.
Co do niektórych zdań wypowiedzianych przez autora, to stanowczo nie wie
rzym y temu, aby kult umarłych był źródłem i początkiem wszystkich kultów religijnych
na świecie. W szak kult przodków po śmierci nastał dopiero wtedy, odkąd w yrobił się
kult tych przodków za życia — a więc odkąd wytworzyło się pojęcie rodziny,
pojęcie wspólności — a to przecież niezaraz nastąpiło. Człowiek, zanim nauczył się
sznanow ać swoich rodziców — swoich przełożonych w gromadzie, z pewnością
umiał już szanować i czcić istoty, których się m usiał bać, a temi były zwierzęta
dzikie i siły przyrody. Kult zwierząt i zjawisk przyrody : oto pierwsze uczucia' reli
gijne. Po nich idzie kult ludzi żyjących — na ostatku dopiero kult nieboszczyków
1 ich .duchów,- które zapełniają całą przyrodę i tw orzą otoczenie »Dziw« rządzących.
Te fazy swego rozwoju wykazują nam wszystkie religie świata. Pamiętajmy, że
każde religijne uczucie człowieka jest miarą jego inteligencyi. N ie r e l i g i a d a j e
c z ł o w i e k o w i i n t e 1i g e n с у ę, a l e i n t e l i g e n c y a d a j e c z ł o w i e k o w i
r e l i g i ę . Człowiek żyjący dziko, który się nigdy nad życiem swojem nie zastanawia,
nie ma pragnienia, aby to życie trwało i po śmierci. On żyje dla chwili a nie dla
wieczności. Umysł jego nigdy po za grób nie sięga. Zatem i religia jego jest tylko
religią chwili. Przedmiot jego czci i uwielbienia — jego bóstwo: to chwilowy strach
i niebezpieczeństwo. To dziki zw ierz: niedźwiedź, w ilk; lew, tygrys; to straszne
zjawisko przyrody: mróz, piorun, ogień, światło, woda i t. p. Również nie mogę
się zgodzić z autorem, aby śmierć miała zwrócić uwagę człowieka na życie poza
grobowe. Sen, który jest niejako obrazem tego życia pozagrobowego, pierwszy pod
sunął przecież ludziom myśl, że obok życia zwykłego jest jeszcze życie inne — a
obaczyć go można, kiedy się oczy zamknie i przestanie brać udział w tem życiu —
—
206
—
t. j. we śnie lub po śmierci. Mniemanie to potwierdza ta okoliczność, że we śnie
widzi się ukochane osoby, które przecież nie żyją — a z nami mówią, jedzą, piją
i t. p. Ba nawet ci nieboszczykowie, którzy się nam we śnie pokazują, opowiadają
o wszystkiem, co robią na tamtym świecie; dodają żyjącym rady i nimi się opie
kują. Zanim więc człowiek ma czas zastanawiać się nad śm iercią i dalszemi jej
następstwam i: o n to w s z y s t k o w e ś n i e w i d z i g o t o w e . Tego rodzaju za
stanawianie się nad śmiercią, jak to autor rozumuje i na przykładzie usiłuje w ykazać,
jest już szczytem inteligencyi człowieka — jest najwyższym szczeblem w rozwoju
jego pierwotnej religii naturalnej, zaczynającej się od kultu zwierzęcego, a kończącej
się kultem duszy. To początki filozofii i wszystkich religij mających swe źródło
w kontemplacyi.
Mimo tych wszystkich braków i usterek praca p. Kallenbacha je s t ważnym
przyczynkiem do naszego ludoznawstwa i nie należy jej lekceważyć. Toteż pozw o
liliśmy sobie napisać o niej dokładne sprawozdonie.
L . Młynek.
„Ateneum“ Z roku 1898. W roczniku »Ateneum« za rok 1898, niema ani je
dnego artykułu, dotyczącego bezpośrednio ludoznawstwa, ale znajdujemy kilka prac
odnoszących się do dziejów kultury; 2 z nich dotyczą przeważnie dziejów umysłowości u nas mianowicie: »Jan Kochanowski w świetle ostatnich wyników kry
tyki historycznej« p. Ferdynanda Hoesicka, oraz »z dziejów różnowierców polskich«
prof. A. Brücknera. Profesor slawistyki na wszechnicy w Berlinie podaje dwie bar
wne obrazowe, a ściśle historycznie skreślone, biografie znakomitych reformatorów
religijnych: Marcina Czechowica, aryanina i Jana Łaskiego, niegdyś księdza katolickiego,
potem gorliwego apostoła reformy kościelnej w duchu kalwinizmu.
Prof. Brücner, od lat kilku stale umieszcza w Ateneum, pod nazw ą »z dziejów
różnowierców polskich« biografie znakomitych reformatorów, niegdyś tak głośnych,
a sławnych, dziś zaś zapomnianych jak n. p. Andrzej W olan. Autor nie przypisuje
wielkiego znaczenia reformacyi w Polsce, z czem nie zupełnie mogę się zgodzić,
choćby n. p. tylko dlatego, że reformacya ogromnie się przyczyniła do rozwoju
i podniesienia języka polskiego. Na Litwie kalwinizm, popierany bardzo gorliwie
a szczodrze ręką takiego potentata jak ks. Mikołaj Czarny Radziwiłł, w ojewoda W i
leński, niósł kulturę zachodnią w szacie polskiej, najbardziej przyczyniając się do
polonizowania kraju ; w szak niemal wszystkie potężne rody białoruskie, wyznania
wschodniego, przechodzą na kalwinizm, a potem w epoce reakcyi — na katolicyzm .
Taki los spotkał kniaziów Czartoryjskich, Czetwertyńskich i Pruńskich, dospot Zenowiczów, Naruszewiczów i wielu wielu innych. W szak poraz pierwszy na Litwie
w szkołach kalwińskich, zaczęto uczyć po polsku, a wkrótce- i wszystkie przedmioty
wykładać w tym języku. W szak też wielki a niespożyty pomnik języka polskiego,
przekład biblii Radziwiłłowskiej, to też rezultat protenstantyzmu, w szczególności
kalwinizmu. Kalwinizm na Litwie położył pierwsze podstaw y oświaty ludowej.
Kiedyś pisałem : »Wiadomo dobrze, jak reforma religijna ciężko zaw ażyła na losach
Litwy i Żmudzi, przyspieszając głównie proces polonizowania się, co zadało cios
śmiertelny wszechwładnej dotąd białoruszczyźnie. Mimo to, język litewski pozostał
i nadal tylko mową gminu, chociaż znaleźli się ludzie, pragnący go podnieść do go
dności języka literackiego i w yzyskać w celach propagandy religijnej...
Czem była u nas reformacya, opisuje Jaroszew icz: »plebani albo byli rugo
wani z kościołów i posiadłości, albo ożeniwszy się sami zamieniali je^na kalwińskie
zbory. Pustoszały klasztorne mury. W ywracano ołtarze, niszczono obrazy, zniew a
—
207
-
żano miejsca święte i groby przodków ; krew naw et zbryzgała niektóre kościoły
Siedemset parafij rzymsko - katolickich liczono na Litwie przed reformą, a około roku
1566 zaledwie sześć księży zostało na Żmudzi, w innych zaś powiatach tylko może
tysiączny uniknął reformy«. (Obrazy Litwy II., 36).
Obok kalwinizmu bujnie krzewił się aryanizm.... Nim jednak to się stało (nim
nastąpiła reakcya katolicka), w parze z tym ruchem religijnym — a poniekąd za jego
podnietą — szedł silny ruch umysłowy, którego narzędziem był język polski. W ów
czas to z fundacyi książąt Radziwiłłów pow stały szkoły protestanckie, które długo
utrzym ały się na poziomie ówczesnej pedagogii; w nich to po raz pierwszy w bjrłem W. Ks. Litewskiem zaczęto uczyć języka polskiego, rugując cerkiewno-słowiański. Mikołaj Czarny ks. Radziwiłł prawdziwy apostoł kalwinizmu, hojnie w spierał
uczonych i uczących się; w celu przygotowania zdolnych nauczycieli, ustanow ił
przy wszechnicach : w Królewcu i Oksfordzie stypehdya : w swych dobrach zakładał
zbory, a przy każdym parafialnym powstawała szkoła. W obrębie dzisiejszej gub.
kowieńskiej, z Łukaszewiczem w ręku naliczyłem przeszło 50 zborów, z których
około 40 było parafialnych ; istniało prawdopodobnie tyleż i szkół. W nich uczono
dziatwę obojga płci czytać, pisać i rachować, tudzież zasad wiary niezbędnych do
konfirmacyi; język liturgiczny zboru, przy którym istniała szkoła, b y ł językiem wy
kładowym, przeto większa część była litewska. Tu dodam kilka słów tylko : jeżeli
dziś jeszcze, większa połowa ludności litewskiej umie czytać, przynajmniej modlite
wnik, to niewątpliwie jest skutek dawnego rozpowszechnienia kalwinizmu i walk
z nim katolicyzmu, który potem posługiw ał się tą samą bronią. W czasie ustano
wienia Komisyi edukacyjnej jej reformy tylko w bardzo słabym stopniu dotknęły
szkoły ludowe ; poruczyła je ona pieczy duchownych katolickich, wszakże rozcią
gając nad niemi w zasadzie swój dozór zwierzchni. Jej starania natrafiły jednak n a
grunt dobry: światły człowiek a gorliwy obywatel, ks. Jan Lopaciński, biskup żmudzki, nakazał, żeby z funduszów kościelnych w każdem miasteczku parafialnem była
założona szkoła, w której księża po litewsku winni byli uczyć dziatwę nauki religii,
czytania, pisania, rachunków i śpiewu kościelnego, oraz w niektórych ważniejszych
—' języka polskiego i łaciny. Uchwałę tę wykonano tern łacniej, że ruchliwy biskup
corocznie, wizytując kościoły, zwiedzał szkoły, 'egzaminował dzieci, zachęcał do na
uki, a i sam uczył je w szkole w W irżuwianach, swej zwykłej rezydencyi. W ogóle
dzieje protenstantyzm u są u nas bardzo, mało znane; nawet Kornel Ujejski — ch lu
ba naszego narodu, dopuścił się w pewnym wierszu błędu ogromnego :
»Mój pradziad, sól w oku całemu aryaństwu,
Bo błędy, na starość, odprzysiągł kacerskie«.
Pradziad Kornela Ujejskiego mógł żyć w połowie w. XVIII a już konstytucya
sejmowa z roku 1658 nakazuje wywołanie z kraju aryanów.
W swej pracy prof. Brückner mówi : Lecz straszna nędza materyalna — to
jeszcze nie najsłabsza strona polskiej reformacyi. Co ważniejsza, w głowach pol
skich korzeniła się ta reforma niesłychanie płytko, wyskakiw ała też z nich, za byle
jakim powodem, bez śladu. Wiecznie chwiejny Zygmunt August może uchodzić za
typ większości polskich protestantów : starczy że ks. biskup uchwyci za cugle
Woźniki królewskie, aby króla do katolickiego kościoła naw rócić; wobec byle ener
giczniejszego ruchu, protestantyzm polski zaraz mięknie. Albo taki stary Tarnow ski :
protestanci liczą go już z tryumfem do sw oich; on uwierzył już, że papież to.
»antykryst« i ma jeszcze tylko dwa szkropuły (co do znaczenia słów Pańskich przy
wieczerzy świętej i co do zużytkowania dóbr kościelnych) — w istocie umiera ka
tolikiem. A cóż tacy Uchański, Orzechowski i tylu innych? Uskarżamy się słu szn ie,
-
208
—
■ze za granicą o naszych znakomitościach zbyt malo i więdzą i piszą: leoz cóż od
powiemy sami na zarzut, że zagranica ceni wysoko Polaka i zbiera skrzętnie każdy,
choćby najdrobniejszy ślad jego życia lub pisma, a dostrzega z boleścią »w jak
przekrzywionych rysach whasna ojczyzna postać jednego z największych i najszla
chetniejszych swych synów podziśdzień przechowuje«. I rzeczywiście, o Janie’
Łaskim u nas dosyć ghucho. Bo i któżby się spodziewał znaleść np. w zbiorze 300
listów sławnych mężów, jakie Holender Gabbema w r. 1663 i 1668 wydał, sporą
w iązankę listów (od i) do Łaskiego pisanyeh; albo n. p. w zbiorze listów oryginal
nych co do reformacyi angielskiej wydanym przez Parker’s Society, znaleść sprawo
zdania piw ow ara angielskiego Burchera, albo Utenhora z Krakowa i indziej z lat
1557 i 1558 tyczących znowu Polaka? Sława imienia polskiego sięgała wtedy rze
czywiście daleko. Inny uczony, Holender, dr. Abraham Knyper, w yszedłszy zestudyów nad Łaskim (w stosunku do Kalwina), przystąpił do zebrania wszystkiego, co
po Łaskim w druku, rękopismach i listach pozostało i w ydał w dwóch sporych to
mach (r. 1866) co po latach pracy z bibliotek i archiwów europejskich, od Dublina
do Petersburga rozjeżdżając, uzbierał. On zamierzał w tomie osobnym dodać i nowy
życiorys Polaka, lecz zamiar ten spełnił później zamiast niego znany H. Dalton
w obszernej, gruntownej i pięknie napisanej pracy »Johannes a Lasco« (Gotha ISSI,
str. 577), przetłómaczonej późiiiej na język holenderski i angielski; z pracy tej ko
rzystał głównie i J. Pascal, »Jean de- Lasco, son temps, sa vie, ses oeuvres«, 1894 r.
Praca Daltona nie zamierzała bynajmniej powiększyć tylko szereg dzieł o w sp ó ł
pracownikach Lutra i Zwinglego, Melanchtona i Kalwina; jego panegiryk czy apoteoza
uśw ietnia i opromienia poważną postać pclską, śledzi z ciepłem zajęciem i widocznem
wzruszeniem za każdym krokiem życia i myśli, a czerpie z ich skarbów, aby zbu
dow ać i posilić dzisiejsze pokolenia w ich walce sumień i przekonań, aby stwierdzić
radośnie, jak głęboko w przyszłość wpatrywał się Laski, jak trafnie oceniał grożące
reformacyi niebezpieczeństwa, jak dopiero nasz wiek urzeczywistnił, do czego się
on przed trzema wiekami z takiem poświęceniem przykładał. (Ateneum t. II. str. 424).
W innem miejscu, autor mówi, że o Łaskich — awanturnikach pisano u nas
ale o Janie Łaskim, najlepszym pezedstawicielu całej tej rodziny, prawie nic ; wedle
mnie, prof. Brückner wmale dobrze w ywiązał się z tego zadania.
W zeszycie lutowym umieszczono artykuł, »Anglia społeczna«, p. N. T., ści
śle, acz pośrednio związany z ludoznawstwem. Jest to sprawozdanie z pracy zbiorow'ej p. n. »Social England« jasno, a ściśle naukowo wykazującej, w jaki sposób
pow stała i rozwinęła się Anglia spółczesna. We wstępie, autor omawia znaczenie dzi
siejsze dawniejszych historyków angielskich; znaczenie to upadło, a w stuleciu bieżącem, Anglia posiadała świetny zastęp historyków: H. T. Buckie, Jerzy Grotę, To
m asz Carlyle, Lord Macaulay, E. A. Freman, J. A. Fronde, J. R. Green, a pomiędzy'
żyjącymi W. E. Lecky i Jam R. Gardiner. Z tych nazwisk do potomności przejdą
nazw iska H. T. Bouckla, Grota i Leckiego, za jego Historyę racyonalizmu w Europie.
Tomasz Carlyle okazał się reakcyjnym pamflecistą, ponieważ jego »Historya
Fryderyka Wielkiego«, jest niczem innem jeno pamfletem reakcyjnym, apoteozą za
sady, »siła stoi wyżej prawa«. Macaulay, uznaje się dziś za essayistę świetnego.......
I oczywiście, wymagania wzrosły. Dziś od historyka wymagamy, by on dokładnie
w yjaśnił powstanie i rozwój ustroju współczesnego. Oczywiście — zadanie to,
może w ykonać tylko' praca zbiorowa.
Taką właśnie pracą zbiorową jest »Social England«, na którą złożyło się
dużo autorów i autorek; kwiat umysłowości i inteligencyi angielskiej. Nie jest to
zw ykła historya królów, wojen, walk przegranych lub wygranych, wypadków ze
— 209
—
wnętrznych woale nie; jestto bistorya rozwoju społeczności angielskiej, od pierwszych
jej brzasków, aż do - ostatniego dziesięciolecia, w dziedzinie religii, prawa, nauki,
sztuki, przemysłu, handlu, literatury i obyczajów, do których włączono historyę
rozwoju i przeobrażania się stosunków rodzinnych. W ydawnictwo to rozpoczął,
w roku 1894. p. H. D. Traill, zakończono je. niedawno szczęśliwie, wydaniem tomu
VI. i ostatniego.
Wydawnictwo to odpowiada w zupełności programowi
zakreślonemu
a przynosi chlubę nietylko wydawcy, ale i wszystkim jego w spółpracownikom
i współpracowniczkom, stanowiącym kwiat umjmłowości angielskiej.
Na coś podobnego nie zdobyły się ani Francya ani Niemcy, ani Włochy, ani
wogóle nikt; ten przykład może podziała dodatnio.
W ydawca tej pracy H. D. Traill, jest bardzo dobrze znany jako krytyk, bio
graf, historyk, essayista, oraz cieszy się szerokiem, głębokiem a szczerem uzna
niem śród kół inteligencyi angielskiej, za swoją działalność w szechstronną. Otóż
wydawca we wstępie, podał program następny, wedle którego miał prowadzić ba
dania. Podzielono je na VII. działów : organizacyi cywilnej społeczeństwa, czyli
jego ustroju, religii, oświaty i wiedzy, literatury, sztuki, handlu i przemysłu, obycza
jów. Ten program jest bardzo dokładny, a ścisły, ponieważ obejmuje całe życie
społeczne. Może on służyć dowodem wysokiego stopnia inteligencyi H. D. Trailla;
to też nie dziw,- że’ około niego zgrupowało się kółko wybitnych przedstawicieli
i przedstawicielek umysłowości angielskiej.
Teraz z powodu trudności streszczenia dokładnego planu, najlepiej będzie
bodaj przytoczyć w całości ustęp odpowiedni z artykułu p. N. T. : »Uprzedza atoli
(H. D. Traill) we wstępie, że dział pierwszy, poświęcony organizacyi cywilnej spo
łeczeństwa, będzie obejmował, obok głównych wypadków politycznych, rozwój
instytucyi administracyjnych, w których się w yraża życje jego. Co do drugiego, po
święconego religii, okazało się niezbędnem nie tracić- nigdy z oczu potrójnego za
patryw ania się na nią, jako na wiarę, na obrządki kościelne i na dyscyplinę. Dopóki
trw ała jedność Kościoła, nie było potrzeby traktować każdego z tych poddziałów
odrębnie, ale stało się to niezbędnem od epoki reformacyi, a następnie rozpadnięcia
się protestantyzmu na rozmaite sekty. W dziale trzecim, poświęconym oświacie
i wiedzy, we wcześniejszych epokach rozwoju narodowego, są to pojęcia nieledwie
identyczne; oczywista, że im bardziej zbliżamy się ku naszym czasom, tem większa
staje się konieczność traktowania każdego z tych czynników odpowiednio do w pływ u,
jaki wywierał na organizacyę społeczną. To samo da się powiedzieć o dziale
czwartym, poświęconym piśmiennictwu. Są oddalone epoki, w których jest ono
jednoznaczne z ośw iatą i wiedzą ścisłą, ale niebawem rozgraniczenie ich i sam o
dzielne istnienie literatury nie ulega ju ż wątpliwości. W piątym dziale, traktującym
o sztuce, długo będzie mowa prawie wyłącznie o architekturze, i to o architekturze
religijnej; malarstwo, rzeźba w ystępują dopiero na scenę znacznie później. Gdy
w szóstym autorowie biorą pod uwagę handel i przemysł, to są uprawnieni z po
czątku do traktowania pod jędną rubryką rolnictwa i przemysłu, ale następnie nie
tylko, że rozdzielone być muszą, ale nawet sam handel roztrząsnąć wypada odrębnie
wewnętrzny, a odrębnie zagraniczny. Najoryginalniej w tym programie zapowiada
się dział ostatni, poświęcony zwyczajom i obyczajom. Mamy tu do czynienia z pier
wiastkami pozbawionymi ścisłości, lekceważonymi dotąd przez historyków i trudnymi
istotnie do ujęcia. Znajdują się one w bezpośredniej zależności od religii, od oświaty,
od stanu przem ysłu; ale są, rzec można, ostatnim rezultatem życia społecznego,
14
—
210
—
wykładnikiem cyw ilizacji w danej chwili dziejowej. Rozdziały tu sig odnoszące wy
w ołały najw yższy interes u publiczności i najwięcej się przyczyniły do powodzenia
«Historyi« społecznej.
We wstępie p. H. D. Traill, podał też ogólną charakterystykę działów po
szczególnych, podkreślając rysy najcharakterystyczniejsze Do takich ciekawych cha
rakterystyk, należy charakterystyka pow stania i rozwoju języka angielskiego, na
który złożyło się tyle języków i pierwiastków językowych, to też nie dziw, że
trzeba było aż VI. wiek, żeby go można było użyć, w utworach literatury nadobnej,
które zjawiają się dopiero pod koniec wieku XIII. (Chauser). Niemniej charakterystycznym
jest ustęp o obyczajowości. H. D. Traill podkreśla, że poziom obyczajowości
znacznie podniósł się, że obyczaje domowe, społeczne i moralne, uszlachetniły,
oczyściły się.... Wogole p. H. D. Traill sądzi słusznie, że obyczaje dawne wydają
się Anglikom spółczesnym grubymi, wstrętnymi, a nawet często niemoralnymi, ale
dodaje, że nasi potomkowie to samo powiedzą o naszych obyczajach i zwyczajach.
Tom pierwszy zaczyna się od opisu ustroju społecznego Anglii, przed wylą
dowaniem legionów Cezara w 55 roku przed Narodź. Chrystusa. Dawniejsi historycy
zwracali bardzo mało uwagi na ten peryod, ale współcześni poprawili ten błąd,
ponieważ ustrój społeczny ludów zamieszkujących Anglię ówczesną, w yw arł w pływ
potężny na dalszy rozwój społeczny. Ustęp ów, o Anglii przed najściem Rzymian,
należy do pióra p. Edwarda Owen’a, a najście Rzymian, ich panowanie prawie 5.
wiekowe, opisał F. T. Richards ; oba te opisy stanowią część osobną tomu I. za
tytułow aną »Anglia przed Anglikami«. Panowanie rzymskie nie wywarło wpływu
głębszego, albowiem po ustąpieniu legionów w 441 roku naszej ery, jego ślady
znikły zaraz doszczętnie; ludność miejscowa w raz z najezdcami Sasami w ytw orzyła
zaraz ustrój miejscowy bardzo oryginalny, który przetrw ał długie wieki.
Dalsze rozdziały tomu pierwszego obejmują dzieje prawie sześciu stuleci, ale
na tle dziejów ogólnych, autor szczegółowo rozw aża i bada powstanie i rozwój
organizacyi cywilnej, czyli ustroju społecznego, jak się należy wyrazić ściśle po
polsku. Tenże tom zawiera jeszcze dwa rozdziały; opisujące przeobrażenie się spo
łeczne, któremu uległa Anglia po zaprowadzeniu feudalizmu; jeden od Wilhelma
Zdobywcy do wydania »Magna Charta«, drugi
zaś obejmujący panowanie
Henryka III., zaznaczony powstaniem parlamentu. Tom drugi obejmuje cały
przeciąg czasu od wstąpienia na tron Edwarda I. do śmierci Henryka VII-go, t. j.
prawie całe wieki średnie, albowiem w początku XVI. stulecia z chwilą w stąpienia
n a tron Henryka VIII., znajdujemy się już u progu Anglii nowożytnej. Z powodu
wzrastającej złożoności życia społecznego pan FI. D. Traill zaprosił kilku uczonych,
mianowicie wzięli udział w tej pracy profesorowie wszechnicy w Cambridge’u, co
je st w ażnem : wiadomo, że dwie stare wszechnice angielskie bardzo różnią się p o
między sobą kierunkiem swych poglądów ; o ile Oksfordska hołduje tradycyjności
i prawowierności o tyle Cambridgska — liberalizmowi i humanizmowi. W tomie drugim
spotykam y rozdział pod tytułem »Rozwój procedury sądowej«; p. Maitland, prof.
z Cambridge’a, omawia i bada powstanie i rozwój prawa zwyczajowego, — tej obrony
tradycyjnej swobód obywatelskich. Dobry humor, z którym profesor opisuje usiło
w ania sędziów, by pogodzić nakazy religijne z surowością prawa, bynajmniej nie ubliża
powadze pracy. Charakterystycznym jest też opis ówczesnej medycyny i terapeutyki ;
leki, tradycyjnie otrzymane od lekarzy bizantyjskich, dawane były chorym pośród
uroczystych obrzędów; n. p. pośród odmawiania pacierzy, śpiewania hymnów i t. d.
Medycyna oddawała się pod opiekę kościoła. Wszechnice i kościół — były ; to in
sty tucje, przez które jednostki z w arstw niższych dostawały się na stanowiska wyższe.
—
211
—
W wieku XIII., do Oksfordu wprowadzono Dominikanów i Franciszkanów ;
stanowisko, zajęte przez władze uniwersyteckie względem tych zakonów, posiada
interes dramatyczny, albowiem często pow staw ały zatargi wzajemne, nawet walki
nietylko na pióra i na języki (dysputy), ale niekiedy nawet na pięście pomiędzy
studentami wszechnicy a braciszkami zakonu.
Tom trzeci obejmuje czas od w stąpienia na tron Henryka VIII., aż do zgonu
Elżbiety 1003 r. Jest to okres, w którym w Anglii utwierdza się reforma religijna,
połączona z prześladowaniami krwawemi za opinie religijne, a jednocześnie w ustroju
społecznym zachodzą zmiany bardzo głębokie i Anglia zaczyna stawać się Wielką
B rytanią; w tym też czasie zaczyna się wyładowywanie energii na zewnątrz, zaczyna
się kolonizacya. Z powodu wielkiej obfitości wypadków, tom trzeci jest bardzo
bogaty; mimo jednak obfitości źródeł i monografii, do tej najciekawszej epoki
w dziejach Anglii, »Social England« daje jednak dużo nowego. Autor omawianego
artykułu w Ateneum ubolewa, że dzieje literatary ówczesnej skreślił Jerzy lainsburg,
nie zaś sam p. Traili. Znajdujemy tu też pełno szczegółów o trybie życia ówczesnym,
a rozdział, który p. Fletcher poświęca obrazowi życia po miastach w epoce Tudorów, a panna M. Bateson zwyczajom i obyczajom towarzyskim za Elżbiety, po
siadają nadzwyczajny interes i rzucają jaskraw e światło na w ewnętrzny ustrój
i zewnętrzny wygląd Anglii w epoce odrodzenia« mówi p. N. T., autor artykułu
w Ateneum. W tymże tomie J. E. Syms podaje opis przeobrażenia się ekonomicz
nego, któremu uległa wówczas Anglia; to przeobrażenie się ekonomiczne, ogromnie
pogorszyło położenie ekonomiczne warstw ludowych. W krótce okazało się koniecz
nem ustanowienie prawa o biednych ; państwo zobowiązało się, dostarczać biednym
robotę, albo dawać środki utrzymania. W trzecim tomie mówi o tem dokładnie,
a szczegółowo p. Hewius, »Mamy tu i cenę artykułów żywności, i w ysokość za
robku klas robotniczych, i sposoby zaspakajania wszelkich potrzeb materyalnyci
masy społecznej odpowiednio do zajmowanego przez nie miejsca w powszechnym
organizmie; cały ustrój ekonomiczny społeczeńsw a daje nam klucz i do reforma
torskich jego usiłowań na wewnątrz i do potężnego prądu, co je parł ku zewnętrz
nym wyprawom. W tym dziale «Historya« ta odpowiada coraz wybitniej swemi
zadaniu w miarę, jak posuw a się dalej«, pisze p. N. T. Cytuję te słow a dlatego,
że one są tak jasne, zwięzłe i krótkie, że streszczać ich nie warto.
Rozdział ostatni tomu trzeciego, zatytułow any »Expansion of England«, lubo
osnuty na sławnej książce prof. Secley’a, zawiera jednak dużo poglądów oryginal
nych, a samodzielnych.
Tom czwarty zajmuje przeciąg czasu od zgonu królowej Elżbiety w roku
1603, aż do zgonu królowej Anny w roku 1714, w ciągu tego czasu zaszły wypadki
doniosłości olbrzymich; rewolucya angielska, stracenie króla Karola I. na zasadzk
wyroku sądu najwyższego, rzeczpospolita czyli raczej protektorat Kromwelowski.
restauracya, rewolucya 1688 roku, usunięcie dynastyi Stuartów, powołanie dynasty.
Hanowerskiej, wojny wewnętrzne i zewnętrzne. Bogactwo materyałów odpowiednich
zm usza autorów do szkicowania ich w zarysach ogólnych, tak że z całego tomu
p. N. T. zwraca uwagę na pracę p. Huttona o walce religijnej reakcyi angielskiej,
purytanizmie i sekciarstwie.
Rewolucya 1688 roku, była raczej spraw ą religijną niźli polityczną ; była to
reakcya protestancka przeciwko wdzierającemu się katolicyzmowi, protegowanemu
přzsz króla Jakóba II.
—
212
-
P. Jerzy lainsburg kreśli dzieje literatury tego okresu, podkreślając jej:
zasadniczą sprzeczność z literaturą okresu minionego: o ile w uprzednim przem agała
poezya, o tyle w tym, który ciągnie się do końca wieku XVIII, — proza, w szakże
z bardzo dodatnim wpływem na podniesienie stopnia umysłowości angielskiej. P. ML
Bateson, kreśląc historyę życia społecznego, podnosi rolę i znaczenie kobiety, na
przód w sferze filantropii, a potem w sferach innych. Tom piąty zawiera dziejedynastyi hanowerskiej t. j. Historyę wieku XVIII, zwykle uważanego, przez wielu,
historyków angielskich, za wiek obniżenia się poziomu społecznego, upadku moral
ności publicznej i prywatnej, oraz wyuzdania egoistycznego. Ten sąd sprawiedliw y
jest dla pierwszej połow y wieku XVIII, ale już w początku drugiej zaczynają dzia
łać prądy humanistyczne, a z Francyi zaczyna wiać ostry wiatr fizoloficzno-racyonalistyczny. Pp. Prothere i Tomasz Warner, podkreślają w tym czasie postępy rolni
ctwa, przem ysłu i handlu; handel angielski zaczyna być już wszechświatowym. P.
Smith ocenia sprawiedliwie zasługi W alpole’a, które ten minister oddał przem ysłow i
angielskiemu. Ta okoliczność każe mniemać, że o czarnych stronach działalności tegomęża stanu, o jego przekupstwach i zdzierstwach — już zapomniano w Anglii. Pod
niesienie się stopnia dobrobytu materyalnego, podniosło też niezależność osobistą,,
która w yrażała się n. p. w ustawicznych odmowach izby- gmin na podniesienie
stopy podatkowej. Ale to podniesienie się dobrobytu wraz z upodleniem się i wyco
faniem kościoła ze społecznej służby, odbiło się na obyczajach i moralności
publicznej. Przykład szedł z góry; królowie Jerzy I. i II., dawali chyba przykładynajgorsze.
P. M. Bateson maluje dwór królowej Karoliny w barw ach bardzo ciemnych,,
ale też rzucających się w oczy. Pojęcie dziś, warażane wyrazem »schocking«, n ie
istniało wówczas, jak nie istniał rów nież i ten wyraz.
P. H. D. Traill kreśli obraz stopniowego oddziaływania humanizmu, którego
dreszcze w strząsają społeczeństwem angielskiem, zmuszając je myśleć o polepszeniu
losu klasy robotniczej — a wogóle ludzi upośledzonych i nieszczęśliwych. W ielka
rewolucya francuska wywiera swój w pływ na Anglię; jej idee odbijają się w mowach
parlamentarnych głośnego Burke’a. Prądy demokratyczne zaczynają przebiegać Anglię,,
ale rychło parlament pozw ala rządowi w ystąpić przeciw nim. Rozdział ostatni tom u
piątego, zatytułow any: walka o .byt Anglii, opisuje krwawe walki z rew olucyą
francuską i cesarstwem — system kontynentalny, wypadki późniejsze, a nareszcie koń
czy się zwycięzką bitwą pod Waterloo, w dniu 1, 8, 16. czerwca 1815 r. Tom szó sty
i ostatni, obejmuje przebieg czasu od roku 1815 do wyborów z roku 1895; p. H..
D. Traill chciał ukończyć swoje wydawnictwo rokiem 1815, ale powodzenie ogrom ne
tego wydawnictwa, liczne nalegania i prośby czytelników, oraz głosy prasy pow ażnej,
skłoniły go do wydania tomu szóstego, dodatkowego. Ten tom składa się z czterech
rozdziałów, obejmujących epoki pokoju i reform, postępu i reakcyi, władzy klasy
średniej i wyniesienia się do niej demokracyi w ostatnich dwudziestu latach.
Na uwagę szczególną w tym tomie, wedle sprawozdawcy Ateneum zasługują,
prace: p. Hutton’a, o ruchu religijnym w uniwersytecie Oksfordzkim, który dopro
wadził do agnostycyzmu dzisiejszego i odrodzenia się moralnego; studyum p. H. D.
Trailla o poezyi romantycznej Byrona i Ihelley’a, stanowi przyczynek w artości nie
pospolitej do historyi literatury angielskiej. W tym tomie omówiono znacznie obszer
niej niż w uprzednich, postępy wiedzy ścisłej i jej zastosow ania praktycznego.
Sądzę, że ani w literaturach : niemieckiej, francuzkiej i włoskiej nie m a pracy
podobnej; o naszej nie ma i co mówić, a tembardziej o innych słowiańskich.
—
213
—
W szakże nie mogg nie postawić tu pytania: 'ozy z powodu obchodu 500 letniego
jubileuszu wszechnicy Jagiellońskiej, który przypada w roku bieżącym, niektórzy
z jej profesorów nie obdarzyliby nas monografiami poszczególnemi z dziedzin
niektórych naszego życia społecznego, n. p. ustrój rodowy w Polsce i jego znacze
nie, historyg kobiety w Polsce, osnutą na wynikach wiedzy współczesnej i t. d.
W szák mjr nie mamy ani historyi włościan, (historya w łościan w Polsce, p. Go
rem ykina nie jest historyą w ścisłem znaczeniu; jest pamfletem politycznym, bar
dzo rozumnjrm i odpowiednim), żydów, miast, rolnictwa, przem ysłu i handlu,
wogóle nie mamy ani jednej poważnej pracy z szerszego zakresu życia społecznego.
Prace, w rodzaju historyi górnictwa w Polsce Łabgdzkiego, lub historyi
m edycyny, już nie odpowiadają wymaganiom spółczesnym; wyjątek tylko stanowi,
praca dr. Karbowiaka »Szkolnictwo w wiekach średnich w Polsce«, oraz prace Ł u
kaszewicza.
Ja n Witort.
Dr. Karl Bücher ord. Professor der Nationalökonomie an der U niversität
L eip zig. Arbeit und Rhythmus. Zweite, stark vermehrte Auflage, Leipzig, Teuhner
1899, w 8-ce str. 412.
K a r o l B ü c h e r jest Znany powszechnie jako badacz gruntowny i głęboki.
Każda rzecz, choćby najdrobniejsza, wychodząca z pod jego pióra, ma prawie zawsze
wielki zasób oryginalności, a ta świeżość wywodów, jaka się przebija na każdej
stronnicy, mimowoli podbija czytelnika, mieszcząc w sobie jakby jakiś urok
czarowny.
Książkę, której tytuł u góry podałem, wydano po bardzo krótkim upływie
czasu w długiem bardzo powiększonem wj^daniu*) tak, że można by ją śmiało
nazw ać now ą zupełnie książką.
Autor jest jednym z najwybitniejszych ekonomistów. Ale »Praca i rytm«, to
książka tylko w
części ekonomiczna. Sięga ona do1 głębin, do pierwocin życia spo
łecznego, stara się odgadnąć duszę ludów pierwotnych i na tem rządkiem tle p s y
chologii społecznej zbadać początek i powstanie pracy, początek lytmu, muzyki
pieéiv
Ma ta książka zarazem dla ludoznawstwa wielkie znaczenie,
ponieważ
autoi wszystkie swoje wywody opiera na niezliczonym szeregu pieśni ludowych,
opisów podróży w śród ludów pierwotnych, pamiętników i t. p., słowem na materjmle
folklorystycznym, umiejętnie używając tego materyału dla swych przesłanek socyologicznych.
Mimo, że
praca — mówi autor — stanowi punkt wyjścia dla ocenienia
wszelkich zjawisk życia gospodarczego, mimo to, jej istota nie została dotychczas
należycie zbadaną. Zazwyczaj u w a ż a ją się za jakąś kategoryę ekonomiczną, a jej
istotą ma być ruch, skierowany do wywołania skutków, leżących po za bezpo
średnim pożytecznym tego ruchu rezultatem. W szystkie inne ruchy, których cel leży
w nich samych, nie są pracą. Zdaniem autora, pogląd taki dałby się może utrzymać
co do pojęcia pracy, odbywającej się w wyższych stadyach rozwoju cywilizacjjnego, mylnym jest wszakże stanowczo, o ile by chciano ten pogląd zastosow ać
do wszelkich stadyów gospodarczego rozwoju, w szczególności do- pracy ludów
pierwotnych. U ludów pierwotnych bowiem granica między pracą a zabawą jest
vaczej ilościową niż jakościową. W tem pierwotnem stadyum istnieje tylko jedna
*) Dość zaznaczyć w tym względzie,
130 str., gdy obecne ma ich aż 412.
że pierwsze wydanie miało zaledwie
—
214
-
kategorya działalności ludzkiej, gdzie praca, zabaw a i sztuka tw orzą jednolitą i nierozłączoną całość.
Zazwyczaj podróżnicy uważają ludy pierwotne za leniwe. Tymczasem one
pracują i to pracują bardzo gorliwie — tylko na swój sposób. Jeśli się bowiem
uwzględni, z jednej strony zadziwiające niejednokrotnie rezultaty ich działal
ności, z drugiej strony bardzo proste środki pomocnicze, których używ ają dla w y
w ołania tych skutków, to musimy stanowczo dojść do wniosku, że nakład pracy
tych ludów jest w prost ogromny. Tylko że ta praca je st raczej obliczoną na zaspo
kojenie bezpośrednich, chwilowych potrzeb i ma charakter dorywczy, nie stały^
Zresztą potrzeby te nie mają prawie charakteru gospodarczego, owszem ' mieszczą'
one często w sobie dużo pierwiastku idealnego. Motywem, który popycha ludy
pierwotne do pracy, jest bowiem, bardzo często, radość i zadowolenie, połączone
i wynikające z samego pracowania, radość i honor, połączony z posiadaniem i uży
waniem wytw orów własnej pracy. Człowiek pierwotny rzeczywiście od innych
się o d r ó ż n i a , jeśli ozdabia swe ciało.
Już F e r r e r a zaznaczył, że nie fizyczne zmęczenie sprawia, iż ludy pierwotne
nie znoszą prawidłowej pracy. Różnica między pracą ludów pierwotnych a pracą lu
dów cywilizowanych polega na tem, że ta ostatnia wymaga od robotnika, dla u su
nięcia przeszkód, w ysiłku woli, gdy pierwsza popuszcza cugli siłom nerwowym,
nagromadzonym w centrach psychicznych. Ludy pierwotne namiętnie np. upra
wiają taniec. Zdaniem B û c h e r a ten właśnie punkt, na który zwrócił uw agę
F e r r e r a , jest bardzo ważny. Obu czynnościom jest wspólnym ich charakter autom a
tyczny. Tak samo, jak w tańcu, tak i w pracy, objawia się widoczna dążność do
rytmicznych odruchów. Zwłaszcza ujawnia się to najbardziej stanowczo w tych ro
dzajach pracy, które się prawidłowo powtarzają. Te kategorye pracy zarazem naj
więcej męczą, ponieważ warunkiem ich spełniania jest jednolite zachowanie się
ciała, ciągłe i równomierne używanie jednych i tych samych muszkułów, podczas
gdy czynności o różnym charakterze powodują różne położenie ciała, w ymagają
przeto użycia różnych muszkułów , umożliwiając każdemu z nich krótszy lub dłuższy
wypoczynek. Otóż równomierność w odruchach ciała, reguluje jak najbardziej
osczędnie wydatek sił. Ten jednolity rodzaj czynności przeważa stanowczo u lu
dów pierwotnych, z tego też pow odu i rytm w pracy objawia się tu na każdym
prawie kroku.
Z ruchem rytmicznym łączą się też wkrótce rytmiczne objawy głosowe. Tam,
gdzie sama praca takich rytmicznych odgłosów nie wywołuje, (np. teraz jeszcze
przy praniu bielizny), tam wstępuje w miejsce tych automatycznych odgłosów głos
ludzki, dźwięki rytmiczne wydający. Głosy te, początkowo pozbawione wszelkiej
treści — z czasem przekształcają się w formalne śpiewy, których treść jest dostosq-uraną do rodzaju pracy. Śpiew przy pracy działa najprzód jako rodzaj dyscypliny ro
boczej, używanej przez samychże robotników dla wywołania wspólnej i trwałej pracy
większej masy robotników. To się objawia też w treści śpiewów. I tak jedne śpiewy
wzywają tow arzyszy pracy do wspólnego, równoczesnego użycia sił, inne działają
na nich ironją i naganą, inne wreszcie w yrażają radość z rezultatów dokonanej
pracy, skargi na złą płacę i t. p. Gdy tak pierwotnie śpiewu roboczego używ ano
jako środka dyscypliny, stał się on później narzędziem papowania. Śpiewu używ a
w tym celu zarówno chiński mandaryn, jak i pan nadbałtycki.
Praca wywiera też wielki wpływ na ukształtowanie się śpiewu, poezyi i mu
zyki. Rytm w śpiewie jest skutkiem nie zaś przyczyną rytmu w pracy. Poezya,
-
215
—
w pierwotnem stadyum swego rozwoju, dostosowuje swoje w yrazy do wymogów
rytmu, przekształca język prozaiczny w język poetyczny. I na muzykę praca w y
w iera w pływ znaczny i jest źródłem jej powstania. Cały szereg kategoryi pracy
w ywołuje z natury rzeczy pewne dźwięki. Muzyka była tylko spotęgowaniem
i uszlachetnieniem tych dźwięków, często przy pomocy osobnych do tego skonstruo
wanych narzędzi. Z poezyą, muzyką i śpiewem łączy się też taniec. W szystkie te
cztery kategorye ruchów ciała ludzkiego, mają właśnie na równi z pracą tę jedną
w spólną cechę, że Są'rytmicznymi odruchami. Z czasem dopiero w tych poszcze
gólnych kategoryach sztuki — następuje większe zróżniczkowanie a element rytmu
usuw a się na drugi plan, bo obok rytmu trzeba obecnie jeszcze całego szeregu
innych czynników, by mogła być mowa o poezyi czy muzyce
Praca, sztuka i gra tworzyły przeto pierwotnie jednolitą, nierozłączną całość.
W tej pierwotnej jednolitości duchowo-fizycznej działalności człowieka, można odnaleść pierwiastki późniejszej pracy techniczno-gospodarczej, główne formy gry
i wszystkie sztuki, więc tak sztuki — ruchu, jak i sztuki — spokoju. Sztuki —
ruchu (muzyka, taniec, poezya) ujawniają się przy wykonywaniu pracy, sztuki —
spokoju (malarstwo, rzeźbiarstwo) pojawiają się w rezultatach pracy. W szędzie
brak tu jednak momentu gospodarczego. Jest to tylko wyłącznie instyktowny odruch
życiowy. Węzeł, łączący wszystkie te, tak różnorodne żywioły — to rytm, tj. upo
rządkowane ułożenie ruchów wedle czasowego ich przebiegu. Rytm w ypływ a z or
ganicznej natury człowieka. Rytm jest czynnikiem, jak najoszczędniej regulującym
użycie sił w naturalnem ujawnieniu się ciała zwierzęcego. Koń i wielbłąd poruszają
się rytmicznie, w podobny sposób jak żeglarz lub kowal. Rytm budzi jakieś uczucie
radości i zadowolenia. Jest on przeto, ' nietylko ułatwieniem pracy, ale też źródłem
sm aku estetycznego i tym żywiołem sztuki, który budzi uczucie we "wszystkich
ludziach. Przy pomocy rytmu znalazła swój w yraz odpowiedni ta zasada ekono
miczna, która wymaga, by uzyskać jak największą siłę i ochotę życiową bez
większych ofiar.
Jeśli rytm dziś utracił swe dawne znaczenie, przypisać to należy użyciu
sztucznych narzędzi pracy, które powodują inne zupełnie ruchy i zachowanie się
ciała. W tem też polega to wielkie natężenie, jakie wywołuje np. dzisiejsza praca
labryczna. Człowiek stał się niewolnikiem swego narzędzia, częścią mechanizmu
niejako. Dziś już śpiew, w śród hałasu fabrycznego, nie dał się oczywiście utrzymać.
Ale i dzisiaj jeszcze zachowały się tu i ówdzie te dawne formy jednolitości ruchów
rytmicznych i to nietylko na wsi, ale po części, przynajmniej wszędzie tam, gdzie
praca nie przestała być ręczną. Tu wszędzie człowiek dąży do rytmicznych
odruchów.
Tak się przedstawia w głównych zarysach dzieło Bûchera, które porusza
wiele kwestyi w sposób oryginalny i pobudza do głębszego zastanawiania się
nad niemi.
D r Zygm unt Gargas.
W ydaw nictw a Smithsonian Institution w W ashingtonie*). Z przesłanych
»Towarzystwu ludoznawczemu« kilkudziesięciu wydawnictw tej Instytucyi, przedsta
w iają niektóre interes ogólniejszej natury i dla tego też należy im poświęcić kilka
słów w naszem piśmie. Odsyłając ciekawych do publikacyi samych, tutaj pozwo-
*) O instytucyi tej wielkiej, z którą Towarzystwo nasze jest w stosunku za
miany pism, zob. L. Krzywicki, W isła III., 94.
-
216
—
imy sobie dać jedynie pobieżną wiadomość o tem, co każda z prac zawiera. I tak
D a n i e l G. B r i n t o n pisze o »Narodzie jako elemencie w_antropologii«. (The Nation
as an element in anthropology.) Autor przedewszystkiem wychodzi z zatożenia, że
naród nie jest jedynie wytworem historycznym, a przeciwnie więcej przyrodniczym,
że więc antropologię z tego stanowiska traktować należy. Naród, w nowoczesnem
rozumieniu tego wyrazu, jest względnie ważniejszem stadyum rozwojowem, które
poprzedziha rodzina jako jednostka społeczna, składająca klan, plemię, czy szczep.
Pierwotne Związki społeczne były oparte jedynie na krwi, więc na pokrewieństwie
i rodzina to a potem klan i plemię służyły do zcchowania cech fizycznych i psy
chologicznych danych grup ludzkich. Czystość pochodzenia była wtedy wysoko
cenioną, a ponieważ ojciec częstokroć był nieznany, pow stał system matryarchalny,
który pozw alał na przeprowadzenie genealogii. I tu oczywiście weszły w grę czyn
niki mocno - komplikujące a mianowicie sposób zawierania małżeństw, z których
jedne były endogamiczne, drugie exogamiczne. Innym czynnikiem komplikującym
było włączanie wszystkich lub pewnej części mężczyzn podbitego plemienia. Pomimo
to wszystko atoli, dobór sztuczny, działający obok naturalnego, dążył do zachowa
nia pewnych cech rodziny, klanu, plemienia lub szczepu, a na tle tej ekskluzywności
w ytw orzyła się też ciasna etyka, mająca dwa kodeksy: jeden pro foro interno,
drugi pro foro externo. W tych w arunkach nie było mowy o rozwoju indyw idua
lizmu — jednostka miała jedynie znaczenie jako część grupy, część większej
całości.
Stosunki zmieniają się z chwilą, gd}' w miejsce idei plemiennej, pojawia się
na widowni dziejowej idea geograficzno-terytoryalna. W tem nowem stadyum dąży
się świadomie do zacierania typu rodzinnego lub klasowego z jednej, a do wytw o
rzenia nowego, obszerniejszego typu narodowego z drugiej strony. Środkami do
tego są obok organizacyi militarnej, przesiedlanie i kolonizacya, to znaczy przemie
szanie różnych pierwiastków w obrębie jednego terytoryum i wytworzenie w spól
nego języka. Jednostka traci w znacznym stopniu poczucie solidarności rodzinnej
lub rodowej, a poczuwa się do solidarności narodowej. Przy tem indywiduum
zyskuje prawa osobiste i poczucie osobistej odpowiedzialności moralnej. W tem
stadyum narodowość w pływ a silniej na modyfikacyę cech fizycznych i psychicznych,
aniżeli rasa, klimat, religia lub kultura. Moralność nie przestała być dwulicową:
różną dla siebie i przyjaciela od tej, która obowiązuje względem wroga.
Niesłychanie zajmującą kwestyę starożytności rodu ludzkiego porusza J o h n
E y a n s w rozprawie p. t. »Starożytność człowieka« (Antiquity of Man). — W krótkiej
tej rozprawce zastanaw ia się autor nad dwoma pytaniami, odnośnie do staroŻ 3'tności
rodu ludzkiego i pierwotnej kolebki rasy aryjskiej. Co do pierwszej kwestyi, to
radzi z wielkiem zastrzeżeniem przyjmować twierdzenia, jakoby . człowiek pochodził
z epoki trzeciorzędnej. Autor poddaje krytyce odkryte czaszki, kości, rzekomo ręką
ludzką obrobione, jakoteż krzemienne narzędzia i przychodzi do przekonania, że
dopóki nie będzie się miało zupełnie rozstrzygających dowodów, to nie naieży
przesuwać wieku człowieka po za ostatni peryod geogoliczny, choćby i dla tego,
że trudno przypuścić, aby w razie pochodzenia z peryodu trzeciorzędnego zdołał
zachować się całkiem niezmieniony pod względem budowy oraz innych fizycznych
własności.
Tak samo jak staroŻ 3rtność rodzaju ludzkiego, tak i kwestya kolebki rasy
aryjskiej jest jeszcze nie rozstrzygnięta. Metody ściśle filologiczne dały ostatecznie
rezultat ujemny i dzisiaj jest kwestją otwartą, czy rasa aryjska w yszła ze środkowej
Azyi, czy z północnej Europy, jak chcą Niemcy, lub z południowej, jak chcą Fran-
—
217
си//:. Zarówno jak dowody filologiczne, tak i archeologiczne nie dały wyników
rozstrzygających i kolebka obecnej ludności Europy czeka jeszcze na odkrywcę.
Za to autor z zadowoleniem zaznacza, -że w ostatnich dwudziestu kilku latach
wiele zrobiono w celu powiększenia i uporządkowania materyału antropologicznego,
dziś tak w Anglii jak na kontynencie, i więcej jest muzeów i bogatsze są. one
i wreszcie lepiej i systematyczniej ułożone, tak że badacz ma zadanie swoje, zaiste
trudne, w znacznym stopniu ułatwione. Rozprawka kończy się zwróceniem uwagi
na fakt, że ludy Afryki szybko tracą swoje specyalne właściwości i że należy je
starannie zbadać, póki jeszcze przedstawiają wartość żywych dokumentów antropo
logicznych.
Do chronologii peryodu ludzkiego powraca J. W o o d b r i d g e W a v i s
w rozprawce p. t. »Chronology of the human period«. Najwcześniejsza znana data,
to 21. Lipca 776 roku przed Chr. (zwycięstwo Coroebusa, biegacza, na igrzyskach
olimpijskich). Wstecz po za tą datą niepewność rośnie w miarę posuw ania : się coraz
dalej w tył, a jedną z wielkcih trudności porozumienia się jest fakt, że różni badacze
różnych używ ają skali. I tak np. starożytność odkrycia ocenia się w stosunku do
w spółczesnego wypadku geologicznego, albo na podstawie stopniow ego zanika
nia dzikich zwierząt w danym dystrykcie; inne skale opierają się na rozwoju sztuki
i zwyczajów, na udomowieniu zwierząt i t. d. Ponieważ używ anie różnych skal
w prow adza zamieszanie, przeto autor podaje ułożoną przez siebte, a obejmującą je
dynie Europę, skalę porównawczą, zrobioną na podstawie najznakomitszych prac
geologicznych i antropologicznych.
A r m a n d d e Q u a t r e f a g e s zajmuje się ciekawą kwestyą przybycia czło
w ieka do Ameryki w rozprawie, zatytułowanej »The advent of Man in America«.
Uczony francuski rozpoczyna od oświadczenia, że w badaniach swoich trzym ał się
zaw sze takiej zasady : po pierwsze, wykluczał wszelkie względy, płynące z dogmatu
i filozofii, a po drugie stosow ał do człowieka te same prawa, które obowiązują
resztę świata zwierzęcego i roślinnego. Pozbywszy się wszelkich przesądów, zapy
tuje autor, kto ma racyę: Monogeniści czy Polygenisoci i przychodzi do przekona
nia, że pierwsi. Geografia rozmieszczenia poucza nas, że nie ma, ani w świecie
roślinnym, ani w zwierzęcym takiego gatunku, któryby można bez zastrzeżeń nazwać
kosmopolitycznym. Twierdzenie takie, odnośnie do gatunku wielorybów (cetacea),
zostało przez wielu uczonych zaprzeczone, ale gdyby się naw et i pokazało, że
twierdzenie to jest uzasadnione i gdyby dostarczono niezbitych dowodów, jeszczeby
ono nie miało znaczenia w kwestÿi , rozmieszczenia człowieka, a to mianowicie
wskutek niezawodnego prawa opiewającego, że wielkość przestrzeni zajmowanej
przez dany gatunek, zostaje w odwrotnym stosunku do doskonałości organizacyi.
Ponieważ cetacea stoją na najniższym a człowiek na najw yższym szczeblu drabiny
ustrojowej, przeto jedno i to samo prawo biologiczne do obydwóch gatunków od
nosić się nie może. Ostatecznie dochodzi autor do wniosku, że człowiek nie był
kosmopolitą od razu, lecz stał się nim zwolna — stopniowo za pomocą ustawicznych
wędrówek, które mogły z Azyi ku Ameryce iść na dalekiej północy, w zimie ścina
jącej w lód wodę na cieśninie, jakoteż przy pomocy Alaszki i wysp Aleuckich. Ze
śm ielsze jednostki i grupy posługiw ały się i żeglugą, tego dowodzi zaludnienie
wysp Oceanu Spokojnego, cała Polynezya mogła się ostatecznie zaludnić przy p o
mocy żeglugi, a kierunek wędrówek został dokładnie określony. Autor radzi Amerykanistom badać wędrówki ludzi z Azyi ku Ameryce i przepowiada zarówno bardzo
■owocne badania, jak zdumiewające odkrycia i wnioski, które ustalą kwestyę zaludnie
n ia kontynentu amerykańskiego dziś nierozstrzygniętą.
—
218
—
P r o f . A. H. S a y o e rostrząsa kwestyę pierwotnej siedziby Aryjczyków w roz
prawie p. t. »The Primitive Home of The Aryans«. Nie możemy wdawać się w przy
taczanie dowodów i wywodów, gdyż są one czysto filologicznej a w części histo
rycznej natury, zanadto więc specyalne na to, aby nie filologa obchodzić mogty. Roz
praw ka dąży do wykazania, że kolebką rodzaju ludzkiego a przynajmniej pierwotną
siedzibą byľa nie środkow a Azya, lecz póľnocno-wschodnia Europa.
Szczególniejszy interes dla historyków przedstawia praca p r o f . J a m e s ’a
B r y c e ’a p. t. »Wędrówki ras ludzkich ze stanowiska historjmznego« (The Migrations
o f The Races of Men Considered Historicatty). Nie podobna pow tarzać tu w yw o
dów autora, ale w ystarczy może przytoczyć tytuľy pojedynczych rozdziałów, a mia
now icie: Form y wędrówek, przyczyny wędrówek, kanały, szlaki wędrówek, znaczniej
sze serye wędrówek, w spółrzędność wędrówek, wpływy wynikające z wędrówek.
Rozdział pierwszy roztrząsa trzy znane w historyi formy, jakie przybierały
w ędrów ki: przeniesienie, rozproszenie i przenikanie. Cechą typu pierwszego je st
opuszczenie przez plemię lub rasę całego terytoryum siedziby pierwotnej i przenie
sienie się do nowej okolicy. W drugim wypadku plemię lub rasa zachowuje sw e
dotychczasowe siedziby, ale w części przenosi się do nowych okolic, pustych lub
zajętych. Bardziej skomplikowana jest trzecia forma, która właściwie zasługuje n a
nazw ę kulturalnej assymilacyi. W śród przyczyn wędrówek, które dziś tak samo działają
jak działały przed wiekami, mamy trzy typow e: brak pożywienia, w ojna czyli
podbój połączony z łupiestwem i zapotrzebowanie pracy. Praca zastanawia się też
nad rolą, jaką w wędrówkach ludów odegrały warunki klimatyczne i kończy pyta
niem, co czeka ludzkość z niedaleką już chwilą, kiedy .wszystkie puste miejsca na
ziemi zostaną zajęte i dalsze wędrówki bez wzajemnego zjadania się, staną sią nie
możliwe. Oczywiście pytanie to zostaje bez odpowiedzi.
Wojciech Szukiewicz.
SPRAWY TOWARZYSTWA.
I. Posiedzenia Zarządu.
I. P o s i e d z e n i e Z a r z ą d u odbyło się 30. stycznia 1900 r. Obecni pp. Bal,
Bruchnalski, Kolessa, Krček, Niemiec, Eljasz-Radzikowski, Sokalski, Soleski, Twardow
ski i Zdziarski. Przew odniczył prezes Tow. dr. A. Kalina.
1. Zarząd ukonstytutow ał się następująco: sekretarzem obrano p. St. Zdziar
skiego, skarbnikiem p. St. Bala, bibliotekarzem p. F. Kręeka, redaktorem »Ludu« dr.
A. Kalinę, dodając mu do, pomocy pp. Krčeka i Leciejewskiego.
2. Przyjęto 23 nowych członków.
3. Zatwierdzono Oddział w Chrzanowie, przyczem uchwalono podziękowanie
dla p. Gustawicza za staranie około założenia Oddziału. Załatwiono sprarvy admi
nistracyjne.
4. Uchwalono, ażeby Oddziały przedkładały Centr. Zarządowi sprawozdanie
ze swoich zbiorów raz w rok, ażeby zaprow adziły inwentarz zbiorów muzealnych
i bibliotecznych i by do końca marca b. r. złożyły wykaz przedmiotów, które dotąd
otrzym ały.
5. Uchwalono sporządzić inwentarz i katalog kartkowy biblioteki Tow. i starać,
się o debit na »Lud« w Rosyi.
II.
P o s i e d z e n i e Z a r z ą d u odbyło się 10. marca b, r. Obecni
Bruchnalski, Krček, Leciejewaki, Eljasz-Radzikowski i Zdziarski. Przewodniczył prezes
T ow . dr. A. Kalina.
pp.
f
.
—
219
-
1. Załatwiono kwestyę sprawozdań z posiedzeń Oddziałów, przeznaczonych
do druku w »Ludzie«, w ten sposób, że odtąd samo tylko uchwały, zapadłe na
rzeczonych posiedzeniach będą opublikowane. Ponadto uchwalono nie zawiadamiać
Zarządów Oddziału o uchwałach Centr. Zarządu, tyczących się spraw Oddziału,
uchw ały te bowiem są drukowane w »Ludzie«, o nich więc winny informować się
Oddziały z organu Tow.
2. Przyjęto nowych członków w liczbie 9.
3. Uchwalono w najbliższym czasie wydać kw estyonaryusz o żywieniu się
ludu wiejskiego, jakoteż kw estyonaryusz Oddziału Chrzanowskiego o nazwach
miejscowych.
4. Uchwalono wnieść petycyę do Sejmu kraj. o subwencyę dla »Ludu« i dla
wydawnictwa wzorów ornamentyki ludowej.
5. Termin zgromadzenia miesięcznego naznaczono na 15. marca.
II. Zgromadzenie naukowe Towarzystwa.
I. Z g r o m a d z e n i e n a u k o w e odbyło się dnia 16. lutego, na którem dr.
St. E lj a s z - R a d z i k o w s k i odczytał rzecz O stylu zakopiańskim. Treści odczytu,
nad którem rozwinęła się gorąca dyskusya, nie podajemy, gdyż umieszczony on
je st w niniejszym zeszycie »Ludu«.
II. P o s i e d z e n i e n a u k o w e odbyło się 15. marca 1900. Na niem dr. Ka
zimierz T w a r d o w s k i zdał sprawę z pracy, zamieszczonej w publikacyach Insty
tutu Smithsoniańskiego, traktującej o kwestyi, Czy człowiek pierwotny b ył podobny
do współczesnych nam dzikich? Dzisiejsza nauka bada człowieka pierwotnego na
podstawie tradycyi, antropologii; badania, zw łaszcza przedsiębrane w tym ostatnim
kierunku, zostały przecenione. Trudno bowiem zgodzić się na to, ażeby człowiek
pierwotny stał niżej pod względem kultury od najdzikszych współczesnych nam
dzikich. Wiemy dalej, jakie czynniki działają na dzisiejszych dzikich, których to czyn
ników wpływ sprowadza deprawacyę. Koniecznem jest tedy przyjąć, że gdyby
człowiek pierwotny był żył w takich samych warunkach, gdyby staczał ciągłe
walki z najeźdźcami, gdyby musiał z trudem zdobywać pożywienie i t. d., nie byłby
w yrobił sobie cywilizacyi; takie bowiem czynniki nie przyczyniają się do rozwoju
kultury. Marny nadto pewne wskazówki w mitologii (n. p. bóg' wojny był młodszy
od boga pokoju), w podaniach o złotym wieku, że człowiek pierwotny żył
w w arunkach odmiennych niż w spółcześni nam dzicy. Skutkiem tego teorya, że
człowiek pierwotny był podobny do dzikich, wymaga zmodyfikowania. — W dyskusyi
nad odczytem zabierali głos pp. dr. Jan Karłowicz, ks. Krechowicz i St. EljaszRadzikowski.
Z kolei nastąpił referat dr. Franciszka K r c e k a O trepanacyi czaszek w dobie
przedhistorycznej w Peru. Trepanacya ta odbyw ała się przez nacięcie, podważenie
i spiłowanie odpowiedniej części czaszki, o ile można wnioskować za pomocą na
rzędzi kamiennych. Operacye te, które dokonywano w epoce przedhistorycznej b ar
dzo nieostrożnie i lekkomyślnie, budzą podziw dla tych, którzy mogli je przetrwać.
III. Sprawozdanie
Oddziałów.
i. Oddział w Chrzanowie.
P i e r w s z e p o s i e d z e n i e Zarządu Oddziału odbyło się dnia 3. marca 1900.
pod przewodnictwem prof. Bronisława Gustawicza.
Obecnii pp. Topolecka Ludwika, Borowiecka Tekla, Bieroński Jan, Makuch
Michał i Polaczek Stanisław.
— 220
—
Przewodniczący zagaił posiedzenie krótką przemową, podziękowawszy obec
nym za w ybór na przewodniczącego Oddziału, a pracą sw ą około dobra i rozwoju
Oddziału starać się będzie zasłużyć na to zaufanie, jakie W alne Zgromadzenie,
w którem uczestniczyć nie mógł dla urzędowych zajęć, w nim położyło. Następnie
odczytał pismo głównego Zarządu Towarzystw a ludoznawczego z 31. stycznia 1900.
1. 224, zatwiardzające Oddział Chrzanowski, jako też polecające zakładanie bibliotek
i muzeów ludoznawczych z ścisłem prowadzeniem inwentarza.
Zawiadomiono c. k. Starostwo w Chrzanowie o zawiązaniu się Oddziału
i wyborze Zarządu. — Podano sprawozdanie z Walnego Zgromadzenia do Nowej
Reformy, zob. kronikę w Nr. 22. z dnia 28. stycznia b. r. i do Głosu Narodu, który nie
umieścił jego. — Wniesiono za pośrednictwem miejscowej Rady Szkolnej Okręgowej
podanie do Rady Szkolnej Krajowej o pozwolenie używania sal w budynkach szkol
nych w pow. Chrzanowskim na odbywanie posiedzeń, odczytów, wykładów i po
gadanek z zakresu ludoznawstwa.
Do Oddziału przystąpili: pp. Biechoński Wojciech, burm istrz Gorlic, Boro
wiecka Tekla, nauczycielka w Chrzanowie, Ks. Majchrowicz Wojciech, wikary
w Chrzanowie, Rybacki Edward, aptekarz w Krzeszowicach.
Z Oddziału w ystąpiła p. Chodorowska Leokadya, nauczycielka w Chrzanowie.
Z listy członków wykreślono p. Jakubasa Antoniego, nauczyciela w Chrzanowie.
Oddział liczy tedy członków 22.
W sprawie muzeów bibliotecznych i ludoznawczjmh Zarząd nie pow ziął na
razie żadnej uchwały.
Ponieważ zadaniem Oddziału jest umiejętne badanie ludu, zamieszkującego
pow iat chrzanowski, a przedewszystkiem poznanie jego wyobrażeń, wierzeń, pieśni,
podań, powieści, klechd, zagadek, łamigłówek, przysłów, jego zwyczajów i oby
czajów, przesądów, zabobonów i czarów, czy to w życiu rodzinnem, czy też w za
trudnieniach gospodarczo - rolniczych, wogóle poznanie wszelkich wytworów jego
pracy umysłowej i fizycznej, tudzież dokładne poznanie gwary ludowej, która jest
wielkiej wagi dla naszego językoznawstwa, przeto Zarząd mając przed sobą ogrom
pracy na polu ludoznaw stwa i wiedząc dobrze o tern, źe praca jego będzie tem
skuteczniejsza, im systematyczniej będzie prowadzona, postanowił rozpocząć ją ze
braniem i wyjaśnieniem wszelkich nazw topograficznych w powiecie chrzanowskim,
które tw orzą bardzo ciekawy przedmiot badań ludoznawczych.
Aby zbieranie tego materyału ułatwić, przedłożył przewodniczący prof. Gustawicz dokładnie opracowanjr kw estyonaryusz topograficzny, (który w następnym
zeszycie »Ludu« będzie wydrukowany do użytku wszystkich czytelników i Od
działów. Red.).
Aby zaś ułatwić spisywanie podań w gwarze ludowej, przedłożył przewodni
czący drugi kw estyonaryusz w sprawie językowej, w którym w ykazał najważniejsze
różnice i odcienia między językiem literackim a ludowym, tudzież podał
sposoby przedstawienia odmiennej Wymowy ludowej w piśmie. Po przeprowadzonej
dyskusyi uchwalił Zarząd oba kwestyonaryusze w ydrukować i rozesłać je w naj
bliższym czasie nauczycielom wszystkich szkół ludowych w pow. chrzanowskim za
pośrednictwem Rady Szkolnej Okręgowej w Chrzanowie, z prośbą, by nauczyciele
jako najwięcej z ludem obcujący, a więc mający najlepszą sposobność poznania
Wszelkich jego właściwości, przystąpili ochoczo do wspólnej i szlachetnej pracy na
niwie ojczystej tak bardzo u nas zaniedbanej.
Aby wreszcie ogół zaznajomić z celami Tow arzystw a ludoznawczego, posta
nowił Zarząd w myśl uchwały Głównego Zarządu z 28. stycznia 1899. urządzać
—
221
—
jak najczęściej odczyty, wykłady i pogadanki z zakresu ludoznaw stwa w różnych
miejscowościach powiatu chrzanowskiego. Pierwszy tej treści odczyt odbędzie się
w Krzeszowicach dnia 24. marca b. r.
Stanisław Polaczek
B ronisław Gustawicz
sekretarz
przewodniczący.
2. Oddział w W ieliczce.
Posiedzenie W ydziału odbyło się dnia 27. lutego 1900 r. o. godzinie З1^ po
południu pod przewodnictwem p. Seweryna Udzieli.
Obecni : Stanisław Czerski, W ładysław Koch i Marcin Rembacz.
Odczytano i przyjęto protokół z ostatniego posiedzenia członków W ydziału
z dnia 18. listopada 1899 r.
Przyjęto do wiadomości okólnik Zarządu głównego w sprawie utrzymywania
biblioteki i muzem oddziałowego.
Przewodniczący odczytał rzecz na temat »Poczucie piękna u ludu« ¡Ilustrując
odczyt rysunkami gorsetów i skrzyń krakowskich.
W pracy tej dowiódł prelegent, że lud nasz mimo braku wykształcenia
w kierunku estetycznym, objawia niezwykły smak w rozmaitych wyrobach i ozdobach
przedmiotów potrzebnych do jego użytku. Dla tego też praca autora ma na celu
zwrócić uwagę na stronę estetyczną wyrobów ludowych w tym właśnie celu, aby
na swojskich; rodzimych motywach stworzyć styl polski narodowy.
Odczyt ten barwnie skreślony, z prawdziwą przyjemnością członkowie wy
słuchali i oklaskami prelegenta, nagrodzili.
Dalej odczytał Marcin Rembacz dwadzieścia sześć przykładów »0 przepo
wiedniach rychłej śmierci«, które zebrał od osób różnych sfer a przeważnie od
górników z Wieliczki.
W odczycie tym zaznaczył prelegent, że lud nasz Wierzy w znaki przed
śmiertne, objawiające się w edług jego przekonania bądź silnem uderzeniem w jakąś
część mieszkania, bądź też łoskotem mniemanego spadnięcia jakiegoś przedmiotu
a najczęściej pokazaniem się chwilowem osoby, przedstawiającej się w bieli jako śmierć.
W końcu uchwalono zaprosić p. profesora Bronisława Gustawicza z Krakowa
z odczytem na walne zgromadzenie Oddziału, które się ma odbyć w Wieliczce
w pierwszych dniach kwietnia b. r.
Na tem posiedzenie zakończono.
Marcin Rembacz
Seweryn Udziela
sekretarz.
przewodniczący.
IV. Stosunki Towarzystwa z innemi Towarzystwami
i Eedakcyami pism.
1. Ces. Akademia nauk w Petersburgu, która posyła swoje wydawnictwo Bulletin.
2. Biblioteka ces. Akademii nauk w Petersburgu, która posyła wydawnictwo : Izvêstija
otdêlenija russk. jazyka i słowiesnosti imp. Akadiemii n au k , Petersburg.
3. Redakcya czasopisma: Kavkaz i Sriedniaja Azija w Baku red. Miszon.
4. Redakcya Przewodnika Bibliograficznego, wyd. dr. Wł. Wisłocki, Kraków.
5 Redakcya Swiatowita, red. E. Majewski,' Warszawa.
222
-
V.
I.
—
D a r y.
D o biblioteki ofiarowali :
1. Smithsonian Institution, W ashington: Report of the U. S. National Museum za
r. 1896. W ashington 1898.
2. American Academy of Arts and Sciences swe publikacye : Procedings. Vol.
XXXIV. nr. 6 —23.
3. J. Jaworski sw ą pracę : Iz narodnoj literatury. Lwów 1899.
4. Tenże sw ą rozprawę : Notitzen zur Geschichte der Märchen und Schwänke.
5. Redakcya »Hlidky« : Fr. Šilhavý Výbor ze spisu Václ. Kosmáka II. 2. Brno 1899.
6. T aż: Václ. Kosmáka Sebrané spisy. Zesz. 9 — 17. Brno 1899.
7. Ogończyk sw ą rozpraw ę: W kolibie 1899.
8. Zbigniew Pazdro sw ą pracę: Statut czeladzi kupieckiej krakowskiej z 17.wieku.
Lwów 1899.
9. Towarzystwo im. Szewczenki swe w ydawnictw o: Etnograficznyj Zbirnyk. T.
VI. 1899.
10. Zofia Strzetelska - Grynbergowa dzieło sw oje: Staromiejskie, ziemia i ludność
Lwów 1899.
11. Walery Eljasz swoje dzieło: Ubiory w Polsce i u sąsiadów od IX. wieku do XIV.
Tom I. część 1—3. Kraków 1879— 1899.
12. Jan Aleks. Bayger dzieło swoje : Powiat Trembowelski. Lwów 1899.
13. Ks. St. Koziarz: Cech garncarski w Sokołowie. Lwów 1899.
14. Smithsonian Institution, W ashington: A study of the Omaha T ribe: The import
of the totem. W ashington 1898.
15. Bron. Sokalski dzieło swoje ; Powiat Sokalski. Lwów 1899.
16. Akademia Um. w Krakowie rozprawę Józ. Rostafińskiego: O maku i jego ho
dowli w Polsce. Kraków 1899.
17. K. W. Bołsunowski swoje dzieło: Drohiczinskija płomby. Czasť I. Kijew 1894.
18. Tenże sw ą rozprawę: Sfragisticzeskije i heraldiczeskije pamiatniki jugo-zapadnago
kraja. Kijew 1899.
19. Tenże sw ą rozpraw ę: Swincowyja plastinki s usłownymi znakami cerkownych
prazdnikow. Moskwa 1899.
20. Tenże sw ą pracę: Katalog predmetow wystawlennych w uniwersitetie Sw: W ładi
mira wo wremja XI. russk. archeol. sjezda w Kiewie 1899.
21. T enże: Trzy stare dokumenty.
22. Towarzystwo gieograf. w Manchester swe wydawnictw o: The Journal T. XV.
nr. 1—9.
23. Dr. Michał Żmigrodzki dzieła swoje : die Mutter bei den Völkern des arischen
Stammes. München 1886.
24. Tenże: La question de la fem m e'c’est la question de la mère. Paris 1890.
25. Tenże : Jeremiasz prorok, dramat historyczny. Kraków 1892.
26. Tenże: Kongres katolicki i kongres wszech religij w Chicago 1893 r.
27. Tenże: Auxiliary czyli stokilkadziesiąt kongresów odbytych w Chicago 1893 r.
Kraków 1895.
28. Tenże : W dniach rocznicy Mickiewicza. Odczyt. Kraków 1898.
29. Tenże : Geschichte der Baukunst der Araber und der Bauweise der Mauren in
Spanien. Krakau 1899.
30. Tenże: Krótki zarys historyi sztuki. Kraków 1900.
31. Leon Magierowski sw ą pracę : W zrost ludności w powiecie sanockim. Kraków 1900.
32. Dr. KI. Koehler sw ą pracę : Dwie daniny żydowskie : Kozubał i opłata z cmen
tarza. Poznań 1900.
— 223
—
33. Dr. Al. Hirschberg dzieło swoje: Pamiętniki St. Niemojewskiego. Lwów 1899.
34. Ignacy Matuszewski dzieło swe : Dyabeł w poezyi. 2. wyd. W arszaw a 1900.
35. Dr. O. Balzer pracę sw ą: O zadrudze słowiańskiej. Lwów 1899.
36. Anna Neumannowa swoją pracę: Obrazy z życia na wschodzie. T. 1. 2. W ar
szaw a 1899.
37. Taż sw ą pracę: Legendy i baśnie wschodu. Kraków 1899.
38. Taż : Bulletin de la société Khédiviale de géograpie. Le Caire. Ser. III., nr. 5., 6.,
8 ., 12 .
39. Dr. Br. Czarnik pracę sw ą: J. Korzeniowski, O Hucułach. Z języka rosyjskiego
przełożył i wstępem opatrzył... Lwów 1899.
40. B. Koskowski swoje dzieło : Finlandja. W arszaw a 1900.
41. Czesł. Jankowski swoje dzieło: Powiat oszmiański. Petersburg 1896. T. 1—3.
42. L. Gumplowicz dzieło sw e: Soziologische Essays. Innsbruck 1899.
43. Kowerska swoje dzieło: Tylor’a: Cywilizacya pierwotna. W arszaw a 1896. T. 1—2.
44. Biblioteka Kórnicka swoje wydawnictwa : Kodeks dyplomatyczny wielkopolski
T. 1 - 4 .
45. Taż: Reja Apocalypsis, przedruk homograf. 1565.
46. T a ż : M archołt, przedruk hom ograf. P oznań 1876.
47. Taż : Statut wiślicki w polskiem przekładzie. Przedruk homograf. 1876.
48. T aż: Prawa polskie Kazimierza W. i W ładysław a Jagiełły. Przedr. hom. 1877.
49. Taż : Jana Tarnowskiego Consilium rationis bellicae. Przedr. hom. 1879.
50. T aż: Psałterz Puławski. Przedr. hom. 1880.
51. T aż: Reja: Przęsło ze Zwierzyńca. Poznań 1884.
52. T a ż : Akieiewicz: Gramatyka języka litewskiego. Poznań 1880.
53. A. I. Gliński dzieło sw oje: Bajarz polski. Wilno 1899.
54. Akademia um. w Krakowie: Sprawozdanie Komisyi fizyograficznej. T. 34.
Kraków 1899,
55. Zakład Ossolińskich Słownik Lindego 6 tomów.
56. A. Černý swoje dzieło : Mythiske bytosće łuźiskich Serbów. Budyśin 1898.
57. E. Majewski swoje rozprawy: Roślina i w yraz »Chmiel«. W arszaw a 1893.
58. Tenże: Przegląd literatury przed i protohistorycznej z ostatniego dziesięciolecia
W arszawa 1898.
59. I. Th. Sumcow 40 prac swoich i rozpraw
60. R. Zawiliński dzieło swoje : Słowacy. W arszaw a 1899.
61. Fr. Rawita-Gawroński swoje dzieło: Historya ruchów Hajdamackich w. XVIII.
Lwów 1899. 2 t.
62. Dr. Jan Karłowicz : Katalog ilustrowany Oddziału zakopiańskiego W ystaw y
umeblowań stylowych. W arszaw a 1896,
63. Dr. Zygm. Celichowski: Pieśni ludu nadniemeńskiego z okolic Aleksoty zebrał
i przełożył Karol M. Br... i Poznań 1844.
64. Anna Neumannowa: Th. Neumann: Das moderne Aegypten. Leipzig 1893.
65. Prof. I. Sozonowicz swoje dzieło : К woprosu o Zapadnom wlijanii na sław janskuju i russkuju poeziju. W arszaw a 1898.
66. Tenże sw ą rozprawę : A. S. Puszkin i jego otnoszenije к jewropejskim liťeraturam. W arszawa 1900.
67. Dr. J. Polivka sw ą pracę: O zlatém ptáčku a dvou chudých chlapcích. Praha 1900
2.
1.
Do m uzeum ofiarowali:
К. Bołsunowski, Kijów: cztery stare monety służące jako ozdoba na szyi (mordówki) w Południowej Rosyi. inwent. nr. 132.
—
224
—
2. Fr. Rawita-Gawroński : Zabawki dziecinne, jak świstunie w-rozm aitych formach
i Ł p. z pow. Dobromilskiego, inwent. nr. 133— 136, nr. 141.
3. Józef Schneider, Peczeniżyn: Zbiór roślin używanych w lecznictwie przez lud
w okolicy Tatarowa, inwent. nr. 137.
4. T enże: Cztery w zory przyrządów łowieckich używanych do łowienia niedźwiedzi
przez Hucułów, iwent. nr. 138.
5. Antoni Siewiński naucz, z Bełza: 106 starych monet, polskich, austryackich,
francuskich, angielskich, inwent. nr. 139.
6. T enże: 3 nożyki kamienne, znalezione w Sołokii w Bełzkiem, 11 paciorków z na
szyjnika, wypalone z wapienia, używane przez lud jako amulety i lekarstwo
przeciwko gorączce, 1 kolczyk metalowy znaleziony w grobie w Gródku
nad Dniestrem, inwent. nr. 140.
7. Prof. Ludwik Młynek, T arnów : model wozu do siana wraz z nazwami poszczę^
gólnych jego części z Tarnowskiego, inwent. nr. 142.
VI. Spis członków :
505. Antoniewicz W., stud, med., Kraków.
506. Bardel F., ad. arch. akt. gr., Podgórze.
507. Bayger Jan Aleks., naucz., Lwów.
508. Biechoński W., burmistrz, Gorlice.
509. Bieroński J., ins. szk. okr., Chrzanów.
510. Biliński F., naucz., Podzameczek p.
Buczacz.
511. Borowiecka T., naucz., Chrzanów.
512. Bryk Jan, słuch, fil., Lwów.
513. Cisło Bron., sł. p r, Lwów.
514. Dr. Daszyńska-Golińska, Kraków.
515. Dąbrowski Tom., naucz., Chrzanów.
516. Dudek A., naucz., Jeleń p. Jaworzno.
517. Dygulski W., urz. Pady p., Chrzanów
518. Ks. Fitak Franc., wikary, Chrzanów.
519. Frączkiewicz K., naucz., Chrzanów.
520. Gadomski K., naucz,, Grójec p.
Alwernia.
521. Gruszecki A., st. kom. str. skarbowej
Radomyśl koło Tam ow a.
522. Hałuszczyński M., sł. fil., Lwów.
523. Hodoly Czesław, naucz., Buczacz.
524. »Kółko slawistów«, uczniów uniw.
Jagiell., Kraków.
525. Kossowski Jan, Kraków.
526. Kossowski Stan., sł. fil., Lwów.
527. Kostkiewicz Kaz . c. k. st. komisarz
górniczy, Drohobycz.
528. Kotiers F., likw. Banku Kr., Lwów.
529. Kowalczykówna J., naucz., Wieliczka.
530. Ks. Kowalski J., prob, w Zgórsku
p. Radomyśl n. Tarnów.
531. Krzysiek Józef, naucz., Krzeszowice..
532. Dr. Krzyżanowski Adam, Kraków.
533. Krzyżanowski W., inżynier-geometra,
Krzeszowice.
534. Kulikowski Romuald, urz. Dyrekcyi
kolei państw., Kraków.
535. Kunzek Roman, koncypient prokuratoryi skarbu, Lwów.
536. Łoziński E., wł. dóbr ziem,, Lwów.
537. Ks. Majchrowicz W., wik., Chrzanów.
538. Makuch Mich., naticz., Chrzanów.
539. Medyński Aleks., sł. fil., Lwów.
540. Menkes Berthold, sł. pr., Lwów.
541. Miodoński M., naucz., Gromiec p..
Bobrek.
542. Mleczko Teof,, naucz., Wieliczka.
543. Modliński J., Zakopane.
544. Pazdro Zbigniew, sł. pr., Lwów.
545. Psarska Modesta, naucz., Przewóz.
p. Podgórze.
546. Radwańska Lud., naucz.. Chrzanów..
547. Rybacki Edward, a p t, Krzeszowice.
548. Rzeszódko St., naucz., Oświęcjm.
549. Sadowski B., sł. szk. roln., Dublany.
550. Sarnecka Zofia, naucz., Wieliczka..
551. Szabłowski J., naucz., Chrzanów.
552. Topolecka L., naucz., Chrzanów.
553. Trampler Woje., sł. p r , Lwów.
554. Urbańczyk Fr., inżynier Rady pow.,
Chrzanów.
555. Dunin-W ąsowicz W., sł. fil, L w ó w ,
556. Wolniewicz, właśc. dóbr, Lwów.
Z „Drukarni Polskiej< we Lwowie (Pasaż Hausmana 5.).
Filozofia
pierwotna.
(Animizm.*)
V.
L u d y p ie rw o tn e znają dobrze k ra je zm arłych ; dużo m y tó w
o p isu je p o d ró ż do k ra jó w , w k tó ry c h m ieszkają dusze zm arłych.
S ą n a w e t m iejsca, ściśle oznaczone, od k tó ry c h ro z p o czy n a się
d ro g a do k ra jó w p o za g ro b o w y ch . N a p rz y lą d k u , w y su n ięty m
n a jd a le j n a zachód, w śró d skalistej i lesistej m iejscow ości, dusze
F id ż ja n zm arły ch zg ro m a d zały się, b y sta n ą ć p rz ed sądem N deng e je g o . » B ap ero w ie A fry k i południow ej są n a w e t w sta n ie w pełznąć
n a ch w ilk ę do jask in i M arim atlé, sk ąd ludzie i zw ierzęta w yszli n a
ś w ia t i d o k ąd dusze w ra cają po śm ierci« — m ów i T y lo r n a str. 38
to m u II. U s ta ro ż y tn y c h M ek sy k a n ó w ja sk in ia C zalczatongo
p ro w a d z iła do ra jsk ich p rz estw o ró w ; w nazw ie azteckiej M ik tla n
» K raj um arły ch « , obecnie M itla, p rzech o w u je się. pam ięć o św ią
ty n i podziem nej, k tó ra o tw iera ła d ro g ę do k ró le stw a b ło g o s ła
w io n y ch (T y lo r II., 38).
T y lo r p rz y ta cza p o d an ie now o - zelandzkie, k tó re sły szał
S h o rtla n d od słu g i sw eg o T e W h a re w e ra : »C iotka te g o czło
w ie k a u m arła w sam otnej chacie n a b rz e g u jezio ra R o to ru a .
J a k o p a n ią w y ższego stanu, zostaw iono ją w e w łasnej chacie ;
zam k n ięto szczelnie o k n a i drzw i i opuszczono m ieszkanie, g d y ż
śm ierć u czy n iła je »tapu«. A le w dzień, czy w e d w a dn i potem ,
w czesn y m ran k iem , T e W h a re w e ra , w iosłując z k ilk u innym i,
zb liży ł się do te g o m iejsca i u jrza ł p o stać, siedzącą n a b rz eg u ,
k tó ra n a n ie g o skinęła. B y ła to c io tk a ; w ró ciła o n a do życia,
a le b y ła słab a, d rżąca i zg ło d n iała. Z pom ocą w czas jeszcze
p rz y b y w a ją c e g o ra tu n k u p rz y szła do siebie i o p o w ied ziała sw oje
p rz y g o d y . D usza jej, opuściw szy ciało, u d a ła się n a p rz y lą d e k
p ó łn o c n y i sta n ę ła u w ejścia do R e ig n a . T a m z a trz y m a ła się
p rz y p n iu p n ącej się ro ślin y ak ik a, sp u ściła się w p rz ep aść
i zn alazła się n a p iascz y sty m b rz e g u jakiejś rzeki. O b ejrzała się
*) Zob. »Lud«, str. 113.
15
—
226
—
i sp o strz e g ła zbliżająceg o się do niej o g ro m n e g o ptaka**), w ięk
szego od człow ieka. W id o k je g o ta k ją p rz era ził, że p ierw szą
m y ślą jej b y ło co fn ąć się. w g ó rę po spadzistej g ra n i, a le w tejże
ch w ili u jrzała staru sz k a, zdążająceg o k u niej w m ałem czółenku,
p o b ie g ła śpiesznie n a je g o s p o tk a n ie i ty m sp o so b em o c a la ła o d
p ta k a . D o staw sz y się szczęśliw ie n a d ru g ą stro n ę, o p o w ie d z ia ła
stare m u C haronow i, ja k się nazy w a, p y ta ją c , gdzie m ieszk ają
d u c h y jej k re w n y c h . P o szła ścieżką, k tó rą jej w sk azał, i d ziw iła
się, że d ro g a ta b y ła ta k ą , ja k n a ziemi. W y g lą d o k o licy , d rz e w a ,
k rz ew y i zioła, w szy stk o b y ło jej znane. D o szła do w si i m ięd zy
zg ro m ad zo n y m tam tłum em o d n alazła o jca i w iele b lizk ich k r e w
ny ch . P o w ita li ją p łaczliw y m śpiew em , k tó ry m M a.orow ie w i
ta ją ludzi, d aw no n iew idzianych. Ojciec, w y p y ta w sz y ją o ż y ją
cy ch k re w n y c h , a szczególnie o jej dziecko, o ś w ia d c z y ł,. że p o
w in n a w rócić n a ziem ię, bo niem a tam n ik o g o , k to b y się zajął
je g o w nukiem . S to su jąc się do rozkazów ojca, nie tk n ę ła p o k a r
m ów , k tó re jej zm arli p o d su w ali, i pom im o, że u siłow ali ją z a trz y
m ać, ojciec o d p ro w a d ził ją szczęśliw ie aż do czółna, p rzew ió zł n a
d ru g i b rz e g i żeg n ając się d ał d w a olb rzy m ie sło d k ie ziem niaki,
k tó re m iała zasadzić p rz y dom ie u m y śln ie d la w n u k a. Z aczęła
w ięc w sp in ać się w g ó rę po ścian ie przep aści, a le p rz eszk a d zały
jej dusze d w o jg a dzieci, k tó re po częły ją ścigać. O b ro n iła się,
rzu ciw szy im zie m n ia k i; dzieci z a trz y m a ły się, a b y je spożyć,
a o n a u ciek ła tym czasem n a ziem ię, cz ep iając się ło d y g i akiki.
P o te m du sza jej w ró c iła do ciała. W chw ili p o w ro tu do ży cia
zn a la zła się w ciem ności i zdaw ało się jej, że w szy stk o , co p rz e
ży ła, b y ło snem ; ale p rz ek o n aw sz y się, że je st sa m o tn ą i że
drzw i c h a ty są zam knięte, u w ierzy ła, iż b y ła rzeczyw iście n a
ta m ty m św iecie i że w ra c a do życia. O św icie tro c h ę s k ą p e g o
św ia tła w d arło się przez sz p a ry do w n ę trz a opuszczonego d o m u ;
u jrzała p rz y sobie n a ziem i ty k w ę , n a p e łn io n ą w odą z o ch rą
czerw oną. W y p iła to chciw ie co do k ro p li i p o czu ła się nieco
w zm ocnioną. U d a ło się jej o tw o rzy ć drzw i i dow lec się aż do
b rz eg u , g d zie p rz y ja ciele znaleźli ją w k ró tc e. Ci, k tó rz y słu ch ali
jej o p o w iad ania, b y li g łęb o k o p rz ek o n an i, iż p rz y g o d y te o d b y ły
się n a p ra w d ę , ty lk o żałow ano o g ó ln ie, że nie p rz y n io sła p rz y
najm niej je d n e g o z ty c h ziem n iak ó w n a d o w ó d b y tn o ś c i w k r a i
nie duchów «. (II., str. 4 2 —44).
**) Moa, którego wysokość przenosiła 2 metry; jeszcze Cook widział go
w Nowej Zelandyi, dziś znikł zupełnie.
— 227
—
W lite ra tu rz e klasy czn ej np. u L u k ja n a i P lu ta rc h a s p o ty
k a m y o p o w ia d a n ia osób, k tó re b y ły w św iecie p o z a g ro b o w y m ,
lecz p o tem w ró c iły znow u do życia. Je d n o z nich p rz y ta c z a m :
K deodem os po 7 d n iach g o rą czk i ciężkiej zo stał opuszczony p rzez
w s z y s tk ic h ; w ów czas zjaw ił się m łodzieniec b ard zo u rodziw y,
w b ieli cały , k tó ry przez o tc h ła ń za p ro w ad ził g o do H adesu,
a lb o w ie m tam u jrzał on T a n ta la , T itjo sa i S y zy fa. S ta n ę li p rz ed
P lu to n e m , czy ta jący m im iona osób, zm arły ch te g o dnia, ale w ich
liczb ie n ie b y ło im ienia m łodzieńca, p rz eto k azan o g o o d p ro
w ad zić n a św iat, a n a to m ia st zaw ołać k o tla rz a D em ilosa, k tó ry
ż y ł za d łu g o . O p o w ia d an ia p o d o b n e s p o ty k a się tak że u In d ó w .
D u sza p ew n eg o człow ieka przez p o m y łk ę w im ieniu zn a la zła się
w p ań stw ie J a m y ; o desłano ją sta m tą d czem prędzej, b y nie zo
s ta ła sp alo n ą, ale w przelocie w idziała o k ro p n e m ęki p o tę p io n y c h
i szczęśliw y sta n b ło g o sław io n y ch , w idziała w 'dow y, k tó re spło
n ę ły w raz ze zw łokam i m ęża n a stosie, szczęśliw ie siedzące około
sw y c h m ężów .
O p o w ia d an ia p o d o b n e d o sta ły s ię d o chrześcijań stw a. G rzegorz
W ie lk i o p o w iad a, że p ew ien szlachcic, S te fa n , zm arł i d o stał się
d o H a d esu ; u jrza ł tam ta k ie rzeczy, o k tó ry c h słyszał, ale
w k tó re n ie w ierzył. G d y p o staw io n o g o p rz e d najw yższym
w ład cą, w ów czas w y k a z a ła się o m y łk a ; w z y w an o S te fa n a k o w ala,
jeg'0 sąsiad a. I ta k szlachcic ożył, a k o w a l u m a rł (T y lo r II., 45).
W ie rz e n ie , że b y li ludzie, k tó rz y zw iedzili św iat pozag-rob o w y i w ró cili n a p o w ró t, znalazło u zn an ie w chrześcijaństw ie.
P rz e k o n a n ie to w w. IV . stało się pow szechnem , ta k że św.
A u g u s ty n p y ta ł: »Quis nisi infidelis n e g a v e rit fuisse a p u d in
fe ro s C hristum ?« » W c ią g n ięto d o g m a t te n do S k ła d u A p o s to l
s k ie g o : »D escen dit ad inferos«, »D escendit a d in fern a« , »zstąpił
do p iekieł« — m ów i T y lo r n a str. 45, t. I I .
Z nane je s t p o d an ie o sy n ac h S y m e o n a, C h ary n o sie i L eu k jo sie, k tó rz y p o w stali z g ro b u w chw ili Z m a rtw y c h w sta n ia i p o
szli m iędzy ludzi cisi i za to p ie n i w m odlitw ie, p ó k i A n n asz
i K a ifa sz n ie w ezw ali ich do s y n a g o g i i n ie k a z a li im o p o w iad a ć
o sw ojem zm artw y ch w stan iu . W te d y w ezw an i zro b ili zn a k k rz y ż a
n a języ k u , zażądali p e rg a m in u i n a p isa li zeznanie. W sz y sc y
zm arli sp ra w ie d liw i b y li w o tch łan i, g d y n a g le ich o g a rn ę ła
św iatło ść n ieo p isan a, n iep o ró w n an a, jaśn iejsza od słonecznej —
to Jez u s C h ry stu s w stą p ił do o tch łan i i w y z w o lił w szy stk ich
(T y lo r II., 46).
—
228
—
W ierzen ie , że ludzie m o g ą zw iedzać k ra in y p o z a g ro b o w e ,
d o p ro w ad ziło do p o w sta n ia m y tó w , do o d d an ia ich n a piśm ie ;
w ielk i p o e m a t D a n te g o nie je st niczem innem , ja k ty lk o w ierze
niem ludow em . W A n g lii w iek ó w śred n ich s p o ty k a się t e ż
p o e m a ty p o d o b n e, o k tó ry c h m ów i T y lo r. C zyściec św . P a tr y c e g a
p o d k o n iec w. X V . stra c ił sw e znaczenie u p rzed n ie, zw łaszcza
g d y w r. 1479 zburzono dom , k tó ry s ta ł n a tem m iejscu ; w r. 1693
w czasie ro z k o p y w a n ia ru in n atra fio n o n a o k ien k o z a k ra to w a n e ;
za w o łan o o w odę św ięconą, b y uniem ożliw ić w yjście du ch o m
z ły m . . . K sią d z czuł za p ach s i a r k i . . . O kazało się, że jest to _p i
w n ica zap o m n iana. T y lo r d o d aje: »Jeżeli w szakże m oże b y ć m ow a
0 jak iem p o łączen iu za je g o pom ocą, to nie ziem i z H a d e s e m ,
lecz raczej w ierzeń N o w o z elan d c zy k a z w y o b ra ż e n ia m i c h ło p a
irlan d zk ieg o « (II., 49). »P ocząw szy od w ielkich a ry jsk ic h s y s te
m ów re lig ijn y c h , brah m an izm u , z a ra tu stry z m u i budyzm u, a k o ń
cząc n a islam ie i chrześciaństw ie, w szędzie s p o ty k a m y p o d z ie m n e
p iek ło k a ry , lu b oczyszczenie w sm utném p rzeciw ień stw ie do
n ieba, p ełn e g o św ia tła i szczęśliw ości« — m ów i T y lo r (II., 57).
D o tą d jeszcze u trzy m u ją się w ierzen ia śró d lu d ó w p ie r
w o tn y ch , p rz ed staw iając e ziem ię ja k o ró w n in ę p ła sk ą , n a d k tó r ą
w zn o si się sk le p ie n ie niebieskie, firm am ent ze słońcem , k się ż y c e m
1 g w iazd am i ; ta k m niem ają In d y a n ie pó łn o cn o - a m e ry k a ń s c y ,
w y sp iarze O ceanii i w iele w iele in n y ch ludów p ie rw o tn y c h . R a j
b y ł z p o cz ątk u n a ziem i; d łu g o szu k an o go. P o te m po jęcia te
p rz e o b ra z iły się, a z n ich w y o d rę b n iło się nareszcie p o ję c ie
n ieb a, k ra in y w iecznej szczęśliw ości du ch ó w w y b ra n y c h . P o ję c ia
te są b ard zo różne. W e d le L a p o ń c z y k ó w niebo — to k ra in a
p e łn a ren ó w , d rzew a, p rz y n ie sio n e g o przez m orze, w o ln a od w ilk ó w ,
często w y rz u ca m orze n a b rz e g i sw e w ie lo ry b y , m o rsy i p ta k i.
D u c h y zm arły ch ucztują, ro z p alając o g n isk a w ie lk ie ; o d b la sk
ty c h o g n isk — to zorze pó łn o cn e. D la m y śliw có w czerw o n o s k ó ry c h A m e ry k i północnej nieb o — to k ra in a p e łn a z w ie rz y n y
i ry b . P le m io n a a ra b sk ie w y o b ra ż a ją sobie niebo ja k o o g ró d
ro zk o szn y , p e łe n drzew , ow oców , cien ia i w o d y i t. d. W o g ó le
d la lu d ó w p ie rw o tn y c h niebo —■ to u rz eczy w istn ien ie id e a łó w
ży cio w y ch , id eałó w d o b ra i szczęścia — rozum ie się — w e d le
m o d ły w łasnej.
Co do u m iejscow ienia k ra in p o za g ro b o w y ch — to nic s ta
n o w czeg o p o w iedzieć n iem o żn a ; w k aż d y m razie p iek ło m ieszczą
lu d y p o d ziem ią, n ie k ie d y w k ra in a c h d a le k ie g o Z achodu. N ieb o
ściśle zw iązanem je st z m ytem sło n eczn y m ; je stto zaw sze k r a i n a
—
229
-
ś w iatło ści. T u w a rto p rz y to c zy ć z T y lo r’a k ilk a fa k tó w o p o ję
c iac h lu d ó w p ie rw o tn y c h o niebie. N ajciekaw szym je st je d n a k
h y m n R ig -W e d y , k tó ry T y lo r cytuje, p o w o łu jąc się n a M aks.
M ü lle r’a :
Tam, skąd światło się rozchodzi, tam, gdzie słońce wiecznie świeci
W -wiecznym blasku swej jasności, — Somo ! tam niech duch mój leci !
’dech tam w państwo nieśmiertelnych,, gdzie panuje W aiwaswata,
Gdzie olbrzymie głębie wodne, nieśmiertelny duch mój wzlata !
Gdzie niebiosa trzecie leżą, gdzie w wolności życie spływa,
.Duch mój szczęścia nieśmiertelnych niech w jasności tam zażywa!
Tam, gdzie życzeń cel i marzeń, gdzie w spaniały płomień słońca,
Gdzie sw oboda i szczęśliwość, pozwól żyć mi tam bez końca!
Gdzie i szczęście i rozkosze, wciąż uciechy i radości,
Gdzie życzenia życzeń dążą, udziel mi nieśmiertelności!
(II. 61 ).
O nieśm iertelności duszy, w w spólczesnem znaczeniu teologiczn e m te g o w y razu , n a tu ra ln ie u ludów p ie rw o tn y c h m ow y b y ć
n ie może, ale m ożna m ów ić o trw a n iu w iecznem , pośm iertnem .
P o w o li ta d o k try n a d o p ro w a d za do po jęcia n a g ro d y i k a r y za
ż y c ie ziem sk ie: do szczęśliw ego k ra ju T o rn g a rs u k a w e d le C ran z’a
id ą G re n lan d cz y cy , p ra c o w n ic y dzielni, t. z. tacy , k tó rz y złow ili
d u żo w ie lo ry b ó w i psó w m orskich, oraz k o b ie ty , zm arłe w p o ło g u .
W e d le C h arlev o ix d u ch y In d y a n , d z i e l n y c h w o j o w n i k ó w
i m y ś l i w c ó w , b ę d ą p o lo w a ły n a p re rjach , w iecznie zielonych
i p e łn y c h zw ierzy n y . L e sc a rb o t m ów i o In d y a n a c h w irg iń sk ich ,
że po śm ierci b ę d ą spoczyw ać, a źli p ó jd ą n a m ęki ; d o b ry m i
zaś są ci, k tó rz y b y li b o jo w n ik am i b o h a te rsk im i i zabili dużo
w ro g ó w , złym i zaś — tchórze nikczem niki. »C h arak tery sty czn iejszą i zap ew n e p ierw o tn ie jsz ą i bardziej p rz y ro d z o n ą je s t w ia ra
K a ry b ó w , że dzielni z ich p lem ien ia idą po śm ierci n a w y sp y
szczęśliw ości, g d zie dziko ro sn ą w szy stk ie do sk o n ałe ow oce,
p rz ep ęd z ają tam czas n a ucztach i ta ń c a c h i m ają w ro g ó w sw y ch
A ra w a k ó w za n iew o ln ik ó w , a tch ó rze, co nie śm ieli w y ru sz y ć
n a w ojnę, m ają służyć A ra w a k o m i m ieszkać za g ó ra m i w k ra ju
p u s ty m i n ieurodzajnym « (T y lo r II. str. 72).
W o g ó le trz e b a b y ć b ard zo o strożnym , w n io sk u jąc o w ie
rz en iach lu d ó w p ie rw o tn y c h w n a g ro d y w życiu przyszłem ; b a r
dzo m ożliw em jest, że po jęcia p o d o b n e są zapożyczone od lu
dów , sto jący ch n a w yższych szczeblach uspołecznienia. Jeśli D aja c y n a B o rn eo tw ierd zą, że d u c h y zm arły ch ży ją w d ż u n g la c h
lu b n a w ierzch o łk u d alek iej g ó ry , — to te w ierzenia są ta k d zi
k ie i ta k p ierw o tn e , że o ich niesw ojskości m o w y b y ć nie m oże.
A le p ew n e p lem ię D a ja k ó w p a li zw łoki sw y ch w sp ó łp lem ień có w ,
—
230
—
m ó w ią p rz y te m , że dusze s p ra w ie d liw y c h w raz z d ym em un o szą
się w n ieb o , złych zaś — o p a d a ją n a ziem ię; w tem tw ie rd z e
niu m ożna p rz y p u szcz ać już w p ły w H in d u só w .
W w ierzen iac h lu d ó w p ie rw o tn y c h często m ożna s p o tk a ć
ko n ieczn o ść p rz e p ra w ie n ia się p rzez ja k ą ś rzek ę lu b zatokę, b y d o
trzeć do k ra ju b ło g o sław io n y ch . N a jc h a ra k te ry s ty c z n ie js z e p o d a
nie je s t to, k tó re p rz y ta c z a C a tlin : dusze C zoktaw ów muszą,
p rz eb y ć rz ek ę sz e ro k ą p o belce, o p arte j n a w zg ó rzach , leżący ch
po ob u b rz e g a c h ; b e lk a ta je s t b a rd zo ślizką. D usze d o b ry c h
p rzech o d zą te n m o st szczęśliw ie, złych zaś — w p a d a ją do rzeki,
id ą n a dno, a sta m tą d id ą do ciem nego, g ło d n e g o k ra ju , m iejsca
ich p o b y tu sta łe g o (T y lo r II. 78— 79). N iew ątp liw e m jest, że p o
w oli, b ard zo p o w o li a sto p n io w o , po jęcie d u szy p rz ek ształca się
w pojęcie d u c h a ; n a tle te g o o s ta tn ie g o p o jęcia w y ła n ia się n ie
zm iernie p o w o li k u lt p rz o d k ó w , k tó r y p o sia d a ł ta k ie o lb rz y m ie
znaczenie c y liw iz a c y jn o -k u ltu ra ln e , oraz o g ó ln a te o ry a d u ch ó w ,
k tó ra p o te m ta k ro z w in ęła się i o g a rn ę ła ca łe ob szary ż y c ia
lu d zk ieg o i w iedzy, służąc przez d łu g ie w iek i p o trzeb o m um ysło w o -sp o łeczn ym .
T e d u ch y sta ją się b ąd ź d o b ry m i d ucham i dom ow ym i, b ą d ź
też w o g ó le d u cham i d o b ry m i, jasn y m i, b iały m i, ja k ich zw ali
S ło w ian ie s ta ro ż y tn i ; in n e n a to m ia st s ta ły się ducham i złym i, uoso b iający m i różne ch o ro b y , k lęsk i i nieszczęścia, tra p ią c e ludzkość.
W o g ó le k u lt p rz o d k ó w o g a rn ia o g ro m n e p rz estrze n ie k u li ziem
sk ie j: część p rz o d k ó w czy też m a r zn a n ą b y ła dobrze dzikim
K a m a k a n o m b ra z y lijsk im oraz tu b y lc o m A m e ry k i p ó łn o c n e j,
b ła g a ją c y m ich o p o g o d ę , p o lo w an ie p o m y śln e i tłu m a czą cy m
o p alen ie się n ieo stro żn e k a r ą za niezło żen ie o fiary . T a sm ań c zy cy
i w o g ó le P o lin e z y jc z y c y b a rw y cie m n e j w ierzą w p o w ró t d u ch ó w ,
k tó re p rz y n o szą albo szczęście i p o m y śln o ść , albo też nieszczęście
sto so w n ie do okoliczności. T a sm a ń c z y c y k ła d li ciężko c h o re g o
o b o k zw ło k zm arłeg o , w ierząc, iż je g o duch w y p ę d zi d y a b łó w ,
w y łąc zn ą p rz y czy n ę c h o ro b y . Ś ró d P o lin e zy jczy k ó w jaśniejszej
b a rw y s k ó ry d u c h y w odzów sta n o w ią b ó stw a po d rzęd n e, a le
b ard zo en e rg iczn ie i czynnie o p iek u jąc e się sw ym i ziom kam i.
W T a n n a d u ch o w ie w odzów s ta ją się b ó stw am i, k ie ru ją w zros
tem jam ó w i drzew o w o co w y ch , oraz o trzy m u ją ofiary z p ło d ó w
p ierw szy ch .
W C h in ach k u lt p rz o d k ó w je st d o tą d re lig ią panującą,
i p a ń stw o w ą . Cześć, o d d a w a n a zm arły m , pochodzi n ie ty lk o w y
łączn ie z p rz y w iąza n ia , ale też z o b a w y k ar, oraz chęci u zy
—
231
—
s k a n ia n a g ró d , albow iem d u c h y p rz o d k ó w k a rz ą lu b n ag rad za ją .
» Ż y jący p o trz e b u ją po m o cy du ch ó w p rz o d k ó w , k tó rz y k a rz ą za
p rz ew in ien ie, a n a g ra d z a ją cn o tę : » O b y w ie lk i tw ój p rz o d e k d a ł
ci, o k siążę, dużo d o b re g o !« » P rzo d k o w ie i ojcow ie opuszczą
cię, nie b ę d ą cię w sp ierać i um rzesz«. Jeż eli pom oc nie n ad c h o
dzi w ch w ilach p o trz e b y , to C hińczyk czyni p rzo d k o m w y m ó w k i,
a n a w e t w ą tp i o ich istnieniu« (T y lo r II, 97). P rz e ż y tk i k u ltu
p rz o d k ó w s p o ty k a m y też śró d ra s y a ry jsk iej ; są one n a d e r liczne
w T y ro lu , B a w a ry i, W irte m b e rg u i w o g ó le w N iem czech p o
łu d n io w y c h . N iem niej ro zp o w szech n io n y m b y ł śró d S ło w ian ,
zw łaszcza liczne je g o p rz e ż y tk i s p o ty k a m y n a B iałej R u si, co
p o św iad c zają pp. B ohdanow icz, D o w n a r-Z a p o lsk i i inni. W B ib lii
z n a jd u je m y liczne d o w o d y k u ltu p rz o d k ó w . Z nanym dobrze je s t
k u lt ten u R z y m ia n i G rek ó w , oraz u H in d u só w .
C h rześcijań stw o nig'dy fo rm a ln ie nie uznało k u ltu p rz o d k ó w ,
a le je g o p o ło żen ie b y ło b ard zo tru d n é m w obec sta ry c h , d a w n y c h
d o b ry c h d u ch ó w p o g a ń sk ic h , k tó re o p ie k o w a ły się tro sk liw ie
ro zm aitem i czy n n ościam i ży cia lu dzkiego. G rz eg o rz W ie lk i w y
m a g a ł, b y m isy o n arze ch rześcijańscy, nie o b ra żając uczuć re lig ij
n y c h m ieszk ań có w m iejscow ych, s ta ra li się o ile m ożna uśw ięcać
ich o b y czaje i zw yczaje, św ią ty n ie p o g a ń s k ie za stę p o w ać chrześcijań sk iem i i t. d. T y lo r m ów i : »B óstw a m iejscow e, p a tro n o w ie
ró ż n e g o s ta n u i ró ż n eg o w p ły w u , do k tó ry c h p o m o cy ludzie
u ciek a li się w szczeg ó ln y ch p o trze b ach , b y li z b y t blizkim i i d ro
g im i sercu E u ro p y p rzed ch rześcijań sk iej, a b y ich m ożna b y ło
u su n ąć, nie w y n a la złszy zastępców . Ł a tw o b y ło za stą p ić ich
p rzez św ięty ch , k tó rz y odziedziczyli ich p rz y m io ty i zajęli ich
św ięte p rz y b y tk i. R o z d z ia ł p ra c y duchow nej został z czasem u sk u
te c z n io n y z n ad zw y czajn ą d o k ład n o ścią , tak , iż k a ż d y św ię ty m a
sw o je p o w o łan ie« (II., 99).
D u c h y złe m o g ą ludziom dużo sp ra w ić nieszczęść... N a w ie
d zen ie przez d u ch a złego w y w o łu je ch o ro b ę ciężką: »O pisy złych
d u ch ó w , k tó re, u le g a ją c rozkazom czarow nika, zbliżają się c h y ł
k iem do o fiary i u d erzają ją z n ie n a c k a m aczu g ą po k a rk u , oraz
o p o w ia d a n ia o d u ch u nieb o szczy k a, ro z g n ie w an e g o za w ym ów ie
n ie im ien ia je g o , k tó ry z a k ra d a się do w nętrzności w in o w a jc y
i p o ż e ra m u w ą tro b ę , są n a p ra w d ę zn am ien n y m i ry sa m i a n im i
zm u p ierw o tn e g o « (T y lo r II., 103). D alej T y lo r c y tu je ca ły sze
r e g fa k tó w , stw ie rd z a ją c y c h istn ie n ie duchów , w y w o łu jąc y ch n a j
ro zm aitsze c h o ro b y u lu d ó w p ie rw o tn y c h . N ajbardziej rozw inie^
te m je s t to w ierzen ie u dzikich M in tiró w , p lem ien ia z p ó łw y s p u
—
232
-
m alajslriego : d u ch y ich, zw ane »hantu«, w y w o łu ją c h o ro b y w szel
kie. D o ja k ie g o sto p n ia lu d y p ie rw o tn e u o sab iają c h o ro b y w p o
staci d u ch ó w złych, stw ierd z ają p rz y k ła d y n a stę p n e : O ra n g L au to w ie z ty c h sa m y c h okolic k ła d ą n a ścieżce, p ro w ad zącej
do wsi, w k tó rej p an u je ospa, ciern ie i c h ró sty dla p o w strz y m a
n ia du ch ó w złych, a C hondow ie w O ry sie zab ezp ieczają się c ie r
niam i, ro w am i i w y la n ą n a ziem ię o liw ą cuch n ącą od n aw iedzin
b o g in i o sp y , J u g a h P e n n u . Ś ró d D a ja k ó w n a B o rn eo du ch zły
u d erza m ieczem n iew id zialn y m i to w y w o łu je ch o ro b ę ; m oże też
o n w cielić się w człow ieka, co p ro w a d zi do szaleń stw a. N a a r
ch ip e la g u in d y jsk im w y ra ź n ie w y stę p u je u o so b ien ie d u ch a c h o
ro b y , k tó re g o sta ra ją się p rz e b ła g a ć tań ca m i i o b iatam i, n ie k ie d y
zaś p uszczają n a m orze łódeczkę, by du ch o d p ły n ął. W P o lin e z y i
c h o ro b y w szelkie — to sp ra w a d u chów złych ; n a N ow ej Z éla n
d y i c h o ro b a — to sk u te k n aw ie d zen ia c iała przez d u ch a dzieck a
lu b przez ro zw in iętą duszę lu d zk ą, k tó ra w ciela się w e w n ę trz n o
ści i szarp ie je.
D u ch zły m oże się w cielić w ciało lu d z k ie ; w o g ó le ja k
d o b re, ta k i złe d u ch y m o g ą w cielać się w ciało k o b ie ty , k tó ra
w ów czas zachodzi w ciążę i rodzi dziecko. T e p o d a n ia są liczne:
sp o ty k a m y je w E u ro p ie, w A zyi, A fry c e i A m eryce. D o n a jb a r
dziej zn a n y ch z ty c h p o d a ń n ależ ą : p o d a n ie g re c k ie o P la to n ie ,
k tó re g o ojcem b y ł A p o llo , a m a tk ą dziew ica n iesk ala n a, h in d u
skie o G o tam ie czyli B uddzie, p ó łn o cn o a m e ry k a ń sk ie — o H ijaw acie i t. d P la to nosił z te g o p o w o d u p rz y d o m e k : B oski.
W o g ó le w ierzenia te d o tąd cieszą się uznaniem szerokiem , c h o
ciaż p o zo stają w sprzeczności rażącej z n ajelem en tarn iejszem i po-,
jęciam i b io lo g ii, głoszącej z a sa d ę : »om ne vivum e x ovo«.
O p ę ta n ie może b y ć proroczem ; dzieje się to w ów czas, g d y
w ciało o so b n ik a w ciela się duch, zm uszający do p rz e p o w ia d a n ia
przyszłości. W ie rz e n ie to je s t b ard zo ro zp o w szech n io n em ; je g o
p rz e ż y tk i sp o ty k a m y n a w e t w k ra ja c h E u ro p y zachodniej, sto ją
cy ch n a szczycie k u ltu ry . O to k ilk a p rz y k ła d ó w z T y lo r’a :
B ack h o u se m ów i o p ew n y m T asm ań c zy k u , iż p o d le g a ł sp az m a
ty czn em u k u rczo w i ścięg ie n jed n ej s tro n y piersi, co b y ło
s p ra w k ą d y ab ła, źró d ła ch o ró b -wszelkich, oraz też n atch n ie n ia .
G d y dr. M ason k a z a ł w pob liżu wsi, zam ieszkiw nej przez p o g a n
z p lem ien ia P w o , p e w ie n m ieszkaniec d o sta l a ta k u e p ile p sy i ;
d u ch d o m o w y n aw ied ził go, a ch o ry w y p o w ie d ział p rz ek o n an ie,
że nie n ależ y słu ch ać m isyonarza. P o n aw ró cen iu człow iek te n
m ów ił dr. M ason’owi, że nie rozum ie sw e g o p o stę p o w a n ia , a le
— 233 —
je s t p rz e k o n a n y , że duch d o m o w y k a z a ł m u to m ó w ić. K a re n o w ie m ają p ro ro k a »wi«, k tó ry m oże dojść do ta k ie g o s to p n ia
e k sta z y , że w idzi d u c h y zm arłych i odw iedza ich d a le k ą ojczyznę,
a n a w e t zm usza je do p o w ro tu do ciała d la w skrzeszen ia zm ar
łe g o . »W i« je s t człow iekiem , łatw o p o d n ieca jący m się, b ard zo
n erw o w y m ; g d y zaś m a w ró ży ć, d o staje konw-ulsyj p ra w d z iw y c h ,
»Na w y sp a c h O ceanu S p o k o jn e g o dusze zm arły ch n aw ie d zają n a
p e w ie n czas ciało ży w eg o człow ieka, p o zw alając m u oznajm ić
rz ecz y przyszłe, alb o sk ła n ia ją c g o do w y k o n y w a n ia zleceń b ó stw
w y ższy ch . O b ja w y p ro ro cze g o o p ę ta n ia u dzikich tej o k o licy
ś w ia ta p o siad am y w w y ją tk o w o d o b ry c h opisach. K a p ła n fidżyjs k i siedzi ze zw rokiem , u tk w io n y m w ozdobę z zębów w ie lo ry b a ,
p o g rą ż o n y w zu p ełn em m ilczeniu. P o k ilk u m in u ta ch p o c z y n a
d rżeć n a całem ciele; n astę p u ją le k k ie k u rcze tw a rz y i członków ,
p rz ech o d z ące w silne k o n w u lsy e, z nab rzm ien iem żył, sz e p ta n ie m
i w zd ychaniem . J e s t to oznaką, że du ch g o n aw ied ził ; p rz e w ra
ca ją c w ytrzeszczonem i oczym a, b la d y , ze zm ienionym g ło sem ,
o b la n y potem , słow em m ając w y g lą d w ściek łeg o szaleń ca, k a
p ła n ów daje b o sk ą odpow iedź, poczem u sp a k a ja się, s p o g lą d a
w zro k iem szk lan y m , a duch odchodzi do sw ojej ojczyzny« —
m ów i T y lo r t. I I , str. 109. T ech n iczn e o k re śle n ia »dem oniczny«,
»egzorcyzm « — zap o ży czy liśm y od G re k ó w sta ro ż y tn y c h , ja k
to słusznie zau w aży ł T y lo r.
T eraz p o zo staje mi om ów ić o p ę ta n ie w ch rześc ijań stw ie .
N iem a tu p o trz e b y w sp o m in an ia o stare j żydow skiej te o ry i o p ę ta
n ia ; nie p o trz e b a też p rz y ta c z a ć aż n a d to dobrze zn a n y ch u s t ę
p ó w z E w a n g ie lii, g dzie w jed n y m duch zły w cielił się w stad o
św iń. W
p ierw szy ch w iek a ch ch rześcijań stw a n a o p ę ta n ie
z w raca n o u w a g ę p iln ą, albow iem w sk u te k p o d n iesien ia n a stro ju
re lig ijn e g o anim izm n a b ra ł sił n ow ych. » S ta ro ży tn e opow ieści
d u ch o w n y ch ro zu m ieją p o d nazw am i »dem onjaków «, »op ętan y ch «
i » en ergum enów « tę k la sę ludzi, k tó ry c h ciało je s t »pochw ycone«
lu b p o sia d a n e przez złego d u ch a ; n a p a d y te g o ro d zaju b y w a ją
często p o łącz o n e z rozstrojem , zaburzeniam i i cierp ien iam i ca łe g o
•organizm u, w y w o łu jącem i czasem o b łęd i szaleństw o, czasem
a ta k i e p ile p ty c z n e lu b inne g w a łto w n e k u rc ze i d rg a n ia . E n e r
g u m en i n ależeli do sto w arzy szen ia p ierw szy ch chrześcijan i m ieli
o so b n e m iejsce, w y zn aczo n e w k ościele. K o śc ió ł b y ł, ja k się zdaje,
g łó w n em sied lisk iem ty c h isto t u p o śled zo n y c h , k tó ry c h p o n a b o
żeń stw ie u ży w an o do z a m ia ta n ia i t. p. p o słu g . D o starcza n o im
ż y w n o ści; baczen ie n a d nim i m iał o so b n y za k o n eg z o rc y stó w ,
— 23é —
k tó ry c h zad an iem b y ło w y p ę d zać d y a b łó w m odłam i, zaklęciam i
i p rz y k ła d a n ie m rą k . Co się ty c z y z w y k ły c h o b jaw ó w o p ę ta n ia ,
to śś. J u s ty n , T e rtu lja n , C hryzostom , C y ry l, M in u cy u s, C y p ry a n
i in n i O jcow ie p ierw szy ch -wieków ch rześc ijań stw a dostarczają,
n a m liczn y ch o p isó w d y ab łó w , n aw ie d zając y ch ciało człow ieka,,
p su ją c y c h m u zdrow ie, zm uszających g o do b łą k a n ia w śró d g r o
b ó w , do m io ta n ia się i ta rz a n ia , do sza le ń stw a i to cze n ia piany,,
w y ją c y c h i w y w o łu ją c y c h sw oje d y a b e lsk ie im iona przez usta.
o p ę ta n e g o . A le g d y złe d u c h y p o k o n a n e zo stan ą zaklęciam i, lu b
razam i, w y m ierz o n y m i ofierze, w te d y opuszczają nieszczęśliw ych
i u zn ają, że b ó stw a p o g a ń sk ie są p o p ro stu dyabłam i« — m ów i
T y l or t. II , 114.
N a le ży tu p o m in ą ć c a ły sz e re g fa k tó w , alb o w iem są o n e
aż n a d to d o b rze zn an e, w szakże trz e b a p rz y to c zy ć z re c e p ty
b a rd z o o ry g in a ln e : »ciasco z m ąk i i k a łu b ia łe g o p sa jeść od
n a p a d ó w k a rłó w (tj. od k o n w u łsy i); p rz y g o to w a ć n apój z cz y ste g o
p iw a , czosnku i w o d y św ięconej, zro b ić g o po d czas m szy śpiew a n ej i w la w sz y w d zw o n ek k o ścieln y , d ać w y p ić o p ętanem u«
(T y lo r, II, 115). » H isto ry a o p o w ia d a nam ró w n ież o k o n w u lsy jn y m , jasn o w id zą cy m d y a b le , k tó ry o p ę ta ł M ik o łaja A u b re g o
i p o eg z o rcy z m a ch b is k u p a z L ao n u zeznał w sposób b u d u ją c y ,
że n a u k a K a lw in a je s t b łęd n ą, i o K a ro lu V I., k ró lu fra n c u s k im ,
k tó r y b y ł o p ę ta n y m
P e w n a N iem k a z E lb in g e ro d u cierp iąc
n a b ó l zębów , w y p o w ie d z ia ła życzenie, iżb y t d y a b e ł w szedł
w jej zęby, to te ż o p ę ta ło ją sześciu d y ab łó w , k tó rz y p o d a li
im io n a sw o je ; S c h a lk d e r W a rh e it, W irk , W id e rk ra u t, M y rrh a ,
K n ip , S tü p ; a J e r z y L u k in s z J a tto n u , k tó re g o siedm iu d y a b łó w
d ręczy ło , m ów iąc, śp iew a ją c i b lu źn iąc przez niego, u w o ln io n y m
o d n ic h z o sta ł przez u ro c z y ste eg zorcyzm y, o d m aw ian e p rzez sie
d m iu k się ż y w k o śc ie le (T em ple C hurch) w B ry sto lu , co się
d ziało w ro k u 1788« (T ylor, II, x 15). » W M orsine, n a p o łu d n iu
je z io ra G e n ew sk ieg o , p a n o w a ła w r. 1861 epidem ia o p ę ta n ia
p rzez cz arta, g o d n a ja k ie jś o sad y In d y a n czerw o n o sk ó r y c h ,
a lb o k ró le s tw a m u rzy ń sk ieg o A fry k i zachodniej, k tó rą zak lęcia
p rz e s ą d n e g o k a p ła n a ta k ro zszerzy ły , że w tej jednej w iosce
zn a la zło się n a g le stu dziesięciu o p ę tan y c h « . A oto list, p isa n y
w r. 1862 przez w ie le b n e g o A n o u illh , b isk u p a m isy o n arza w Chi
n a c h : »Le croiriez — vous? d ix v illa g e s se so n t co n v ertis. L e
d ia b le e s t fu rie u x et fa it les c e n t coups. Il y a eu, p e n d a n t les quinze
jo u rs que je viens de p rê ch er, cinq ou six possessions. N os
c a té ch u m èn e s av ec l’eau b é n ite ch a ssen t les diables, g u é risse n t
—
235
—
les m alad es. J ’ai v u des choses m erveilleuses. L e d iab le m ’est d ’un
g ra n d seco u rs p o u r c o n v e rtir les païens. Com m e a u te m p s de
N o tre S e ig n e u r, q u o iq u e p è re du m ensonge, il n e p e u t s’e m p êc h er
d e d ire la v érité . V o y e z ce p a u v re p o sséd é fa isa n t m ille c o n to r
sions e t d isan t à g ra n d s c ris: » P o u rq u o i p rê ch es-tu la v ra ie re
lig io n ? J e ne p u is souffrir que tu m ’enlèves m es disciples«. —
»C om m ent t ’a p p e le s-tu ?« lui d em an d e le catéchiste. A p rè s q u e l
q u es refu s : »Je suis l’en v o y é de L ucifer«. — »C om bien êtes-vous?«
—■ »Nous som m es v in g t-d eu x « . L ’eau b é n ite et le sig n e de la
c ro ix o n t d éliv ré ce possédé« (T y lo r II , 115— 116).
K o ś c io ły p ro te sta n c k ie stan o w czo o drzuciły i p o tę p iły tę
d o k try n ę , lecz za ich p rz y k ła d e m nie poszły zachodni i w schodni.
W E n c y k lo p e d y i k ościelnej, w y d a n ej przez ks. M ichała N o w o
d w o rsk ie g o , a a p ro b o w a n e j przez ks. a rc y b is k u p a w arszaw sk ieg o ,
c z y ta m y ; »T rzeci n ak o n iec rodzaj i k sz ta łt m ocy d y a bełskiej
je s tto w łaściw e o p ętan ie , czyli n ad zw yczajna, z d o p u szczen ia
B o żeg o , w ład z a c z a rta n a d fizyczną s tro n ą człow ieka, s k u tk ie m
k tó re j o b jaw ia się w tym człow ieku, b ąd ź h ab itu a ln ie , b ąd ź a k tu
aln ie, g w a łto w n e i dręczące d ziałan ie c z arta n a czynności, w ła
dze i o rg a n a jeg o . T e g o g w a łto w n e g o d ziałan ia m ocy ciem ności
d w o jak i ro z ró żn ia się rodzaj czyli sto p ień : o p ętan ie — possessio
i o b siad an ie ■— obsessio. N azw y te dopiero w now szych cz asac h
n a b r a ły ściśle o k reślo n eg o " żnaczenia, daw niej stale b y ły u ży w a n e
zaró w n o je d n e za d ru g ie, co zresztą i dziś jeszcze nieraz się zd a
rza. W o b siad an iu czyli w obsesSio — k tó ra się ta k ż e zow ie
circum sessio — m oc sz a ta n a w słab y m sto p n iu się objaw ia ;
w y w ie ra tu w p ły w sw ój ja k o b y ty lk o zew nętrznie i w p ew n y ch
ty lk o czy n n o ściach i chw ilach, bez w e w n ętrzn e g o p o siad an ia .
W e w łaściw em zaś o p ę ta n iu — possessio, insessio — zły d u ch
h a b itu a ln ie m a m ieszkanie sw oje w fizycznej sferze is to ty lu d zk iej,
o p an o w u je, o ile B ó g dopuści, o rg a n y zm ysłow e i niższe w ład ze
d u szy i w ró ż n y , n ie ra z o k ro p n y sposób, znęca się n ad ofiarą sw oją.
M ieszk an ie to zaró w n o , ja k i ona przem oc n a d w ładzam i człow ieka,
śc ią g a się b e z p o śre d n io ty lk o do fizycznej -strony je g o ; do istn o ści d u szy, do w e w n ę trz n y c h i w yższych w ładz jej, sza ta n nie m a
p rz y stę p u , ja k go nie m a i a n io ł; m ieszkanie w istności d u szy
i b ezp o śred n ie p o ru sz an ie w e w n ętrzn y c h w ładz jej je st w yłącznem
p ra w e m B o g a, ja k to, zacząw szy od św. A u g u s ty n a uczą i d o
w o d zą w szy scy teologow ie-- (str. 347). P ie rw sz y sto p ień o p ę ta n ia
— to sk u tk i g rz ech u p ierw o ro d n eg o , od k tó re g o —■ w e d le n au k i
k o ścio ła k a to lic k ie g o , n iepodzielanej przez inne o d łam y chrześcijań
236
—
stw a, — w o ln ą b y ła ty lk o N. P . M ary a, m a tk a J e z u s a ; ch rzest
znosi sk u tk i g rz ech u p ierw o ro d n eg o . Z ły duch m a je d n a k p ew ien
w p ły w n a k a ż d ą osobę ; te n w p ły w — to d ru g i sto p ień .
V I.
P o rtu g a lc z y c y , k tó rz y już od d ru g iej p o ło w y X V . w. zaczęli
b a d a ć b rz e g i A fry k i zachodniej, zostali niem ało zdziw ieni czcią
re lig ijn ą , o d d a w a n ą przez m iejscow ą lu d n o ść czarn ą ro zm aity m
p rzed m io to m np. drzew om , kam ieniom , sp rzęto m i t. d. W ję z y k u
p o rtu g a ls k im znalazł się w y ra z »feitico« — c z a r; w y raz te n p o
chodzi z ła c in y od w y ra zu f a c t i t i u s t. j. „m ający siłę m agiczną«.
N o w o ż y tn i F ra n c u z i i A n g lic y p rz y sw o ili so b ie te n w yraz, p rz e
k ształc ając g o n a w y ra z »fétiche«, »fetish«, w szakże oba te języ k i
p o sia d a ły w y ra z y o dpow iednie, ja k św iad czy T y lo r. T e n w y ra z
»fétiche« u z y sk a ł p ra w o o b y w a te lstw a p o w sze ch n eg o . P o raz
p ierw szy u ży ł g o de B rosses, p re z y d e n t, o ry g in a ln y m yśliciel,
w znaczeniu o g ó ln e g o ok reślen ia. W y ra z te n jeszcze b ard ziej
ro zp o w szech n ił się, g d y A u g u s t Com te, tw ó rc a p o z y ty w iz m u ,
u ż y ł g o d la o k re śle n ia tej te o ry i, k tó ra p rz e d m io ty św ia ta z e
w n ę trz n e g o ożyw ia, n ad a ją c im cech y życia lu d zk ieg o . T y lo r ta k
w y ra ż a się t u : »Zdaniem m ojem je d n a k stosow niej u ży ć w y ra z u
»anim izm « do o k re śle n ia n a u k i o du ch ach w o g ó ln o ści, a w y razem
»fetyszyzm « oznaczać ty lk o w iarę w du ch y , w coś w cielone, do
czegoś p rzy w iązan e, alb o n a coś w p ły w a ją ce. F e ty szy zm n az y w ać
te d y b ęd ziem y cześć »kłód i kam ieni«, k tó ra przech o d zi n ie p o
strzeżen ie w b ałw ochw alstw o« (II., 118).
T y lo r p rz y ta c z a b a rd zo liczne p rz y k ła d y fety szy zm u , zw ra
ca ją c u w a g ę szczególną n a sp o so b y leczen ia, albow iem duch
c h o ro b y m oże w cielić się w jak iś k am y czek , cie rń i t. d. » W śró d
k rajo w có w A u stra lii znajdują się p o d o b n o czarow nicy, k tó rz y
g ło szą, iż zap om ocą p o cisk ań i in n y c h m a n ip u la c y i m o g ą w y d o b y ć
z .siebie ja k ą ś esencyę, zw an ą »bojlja« ; tę n astę p n ie w k ła d a ją w ciało
c h o reg o p o d p o sta c ią k am y cz k a, w y w o łu jąc eg o b ó l i p o c h ła n ia ją
cego m ięso, k tó ry m ożna znow u w y d o b y ć za p o m o cą czarów , ja k o
k am y czk i, alb o ja k o coś n iew id zialn eg o . N a w e t d u ch a w o d n e g o
» n g u k -w o n g a«, k tó ry w y w o ła ł różę w nodze ch ło p ca (ten zaś,
b ęd ą c ro zg rzan y m , k ą p a ł się. zadługo), c z aro w n ic y w y jm o w ali
—
2J7
—
ż chorej części ciała w p o staci o stre g o k a m ie n ia « . (T ylor,
II , 119 — 120).
K a ry b o w ie w o g ó le u zn a ją c h o ro b y za sp ra w ę w ro g ic h
b ó stw czyteż ciuchów ; znachorow ie w y c ią g ają je w form ie c ie r
ni lu b drzazg. N a w y sp a c h A n ty lsk ich k o b ie ty n ie g d y ś chow ały
ta k ie p rz ed m io ty ja k o fetysze, u łatw iające p o ro d y . U M agalazyjcz y k ó w c h o ro b y —■ to w p ły w y duchów złych; zn ach o r s ta ra się
je w y p ę d zić zap o m o cą »faditry«; b y w a n ią szczy p ta tra w y , popiołu,
a lb o ow ca, d y n ia, w oda, k tó rą ch o ry p łu k a ł u sta, lu b coś p o d o
b n eg o . U D a ja k ó w k a p ła n w y d o b y w a d u ch y ch o ro b o tw ó rcze
w p o sta c i k am ien i, w ió re k a lb o strzę p k ó w tk a n in y ; za w y p ę
dzenie k a ż d e g o d u ch a o trzy m u je d w a g a lo n y ryżu, p rz eto sta ra
się w y p ę d zić m ożliw ie najw ięcej. U Z ulusów zn ach o r p an u je
n ad n ieb o szczy k iem ; g d y je g o m ara tra p i w dow ę, zn ach o r za
m y k a g o w dziurce, w yw ierconej w cebuli ro ślin y in k o m fy , p o
czerń z a ty k a czo p k iem i zasadza ją w ziemi. Jeż eli d u c h y p rz o d
k ó w w y w o ła ły ch o ro b ę, to n ależ y nieco k rw i w lać do m row iska,
z a k ry ć k am ieniem i w rócić, nie o g lą d a ją c się; m ożna też nieco
k rw i w lać w py szczek ża b y i odnieść j ą n a m iejsce. W S jam ie
u p lem ien ia L ao cz aro w n ik m oże p o słać sw eg o d y a b ła »fi fob«
w ciało w ro g a , w k tó ry m on zam ienia się w b ry łę m ięsną lub
sk ó rzan ą, d o p ro w a d z a ją c ą do śm ierci.
N a w et w E u ro p ie w spółczesnej p rz e ż y tk i fety szy zm u m o
żem y s p o ty k a ć n a k a ż d y m k ro k u ; w idzim y je w w ierzeniach ludo w y ch , o k tó ry c h T y lo r m ów i: » E tn o g ra f m oże się n auczyć
z »białej m agii« c h ło p ó w eu ro p ejsk ich , że m ożna w y lec zy ć c h o reg o
n a febrę, n a ból g ło w y , przenosząc ciero ien ie n a ra k a lu b p ta k a ,
i p o zb y ć się g o rączk i, gośćca, albo b ro d a w ek , p rzek azu jąc je
k rz ak o w i brzozow em u, w ierzbie, sośnie lu b osice, w y m aw iając
o d p o w ied n ie zak lęcia: »D zień d o b ry , stara , o ddaję ci zim ną« ;
» D o b ry w ieczór, p an ie bez, oto fe b ra m oja, p rz y w iązu ję ci .ją
i odchodzę«; »O siko, osik o w a drzew ino, proszę k u p tę b ro d a w k ę
ode m nie« i t. d. (II., 122).
In d y a n ie b ra z y lijsc y u ż y w a ją g rz ech o tk i, zw anej »m äraka«;
je stto d y n ia z trzo n k ie m i otw o rem n a u sta, n a p e łn io n a k am ie
niam i... ale d la
nas, d la tu b y lc ó w zaś — p o w ło k a d u ch a ,
m ó w iąceg o p rzez nią, g d y ją poruszano.
W s z y s tk ie te fa k ty czerp ię z T.ylor’a dodając, że n a k aż d y m
k ro k u w śró d ludów , zw łaszcza należący ch do kościołów w s c h o
d n ieg o i za ch o d n ieg o , s p o ty k a ją się p rz eży tk i fetyszyzm u.
— 238 —
F e ty sz y z m s p o ty k a się w e w szy stk ich z a k ą tk a c h k u li ziem
skiej, nie zaś w y łączn ie w A fry ce zachodniej, ja k to m niem ano do
n ied aw n a. T u T y lo r p rz y ta c z a słow a W a itz a , szeroko zn a n eg o
e tn o g ra fa : » W e d łu g je g o p o g lą d ó w du ch m ieszka, lu b m oże
m ieszkać w każdej rzeczy zm ysłow ej ; często duch w ielk i i p o tę
żn y m ieszk a w n iep o zo rn y m przedm iocie. D u c h te n nie je s t
p rz y w ią z a n y sta le i niezm iennie do ciała, w k tó re m m ieszka ;
ciało to je s t ty lk o zw ykłem , albo g łó w n em siedliskiem je g o .
W y o b ra ź n ia M u rz y n a oddziela często d u ch a od ciała zm y sło w eg o ,
w k tó rem m ieszka, p rz eciw staw ia je n a w e t czasem duchow i, ale
najczęściej je d n o c z y o b a te po jęcia, a całość, czyli fe ty sz (jak g o
n a z y w a ją E u ro p e jc z y c y } je st p rzed m io tem czci je g o re lig ijn ej«
(II., 129).
W a rto tu zanotow ać, że p o jęcia czysto fe ty sz y sty c z n e , acz
w fo rm ie b a rd zo o d erw an ej, m ożna s p o ty k a ć u m etafizy k ó w niety lk o czasów daw n iejszy ch , ale i obecnych. Czem np. b y ły p ły n y
elek try czn e , k tó ry m i jeszcze p rz ed ro k iem 1870. tłó m a czo n o
w śred n ich szk o łach ro sy jsk ich zjaw isk a e le k try c z n e ? — N iczem
innem , jeno ty lk o czy sty m i d u ch am i fe ty sz y sty c zn y m i. T y lo r
m ów i, że w czasie je g o dzieciń stw a w szk o łach an g ie lsk ic h p a n o
w ało też coś p o d o b n eg o . W m etafizyce ta k ie p o jęcia zaw sze są
m ożliw e, p o n iew a ż o n a »c’est l’art de s ’é g a re r av ec la 'm é th o d e « ,
ja k się w y ra ził A u g u s t C om te.
W ty m że rozdziale T y lo r m ów i o k u lcie k lo có w i k am ien i,
w y o d rę b n ia ją c go. T u n ależ y p o staw ić p rz ed ew sz y stk ie m p y ta n ie ,
czy ó w k lo c lub k am ień je st fetyszem rzeczyw istym , czyteż ty l
k o je g o sym bolem ? N ie k ie d y n a te p y ta n ia m ożna d ać o d p o
w iedzi jasn e, n ie k ie d y zaś — je st to niem ożebnem . D a k o ta n ie
zn ajd u ją g łaz o k rą g ły , m alują go, s k ła d a ją m u ofiary i m o d lą
się doń, b y ich w y b a w ił od niebezpieczeństw a. P o d ró ż n ic y w spom i
n ają o trze ch k am ien iach n a w y sp ac h Z ac h o d n io -In d y jsk ich : je d e n
o p ie k o w a ł się żniw am i, d ru g i k o b ietam i, u ła tw ia ją c im p o ro d y ,
trzeci zaś m iał w p ły w n a deszcz i słońce, sto so w n ie do p o trz e b y .
P le m io n a b ra z y lijsk ie w b ijają w ziem ię k o łk i i s k ła d a ją p rz ed
nim i ofiary, a b y u ła g o d z ić b o g ó w alb o d yabłów .
W P e ru w ii, k ra ju sto su n k o w o cyw ilizow anym , czczono
g ła z y p o sta c i szczególnej, u sta w ia n o k am ien ie, k tó re m iały w y o
b ra żać p rz o d k ó w , a k a m ie ń oso b n y , bó stw o o ch ro n n e w ioski.
W A fry c e p ołudniow ej p lem ię D a m a ra n w czasie u ro c zy sto ści
—
239
—
w b ija w ziem ię k o łk i, w y o b ra ż a ją c e d u ch y p rz o d k ó w ; im i k rz a
k o w i, p o św ięco n em u zm arłym , p o d a ją n a jp ie rw p o tra w y . K o b ie ta
z p lem ien ia D in k a n a d B iałym N ilem m iała w sw ej chacie g r u b y
k ró tk i kij, u tk w io n y w ziem i, k tó re m u sk ła d a ła w ofierze p ie rw sz y
ły k n a p o ju i p ierw szy k ęs stra w y , b y du ch jej nie sk rzy w d ził, ja k
to stw ierd zili m isy o narze. A b isy ń sk ie p lem ię G alla, p o sia d a ją c e
k u lt re lig ijn y o k re ślo n y , czci k am ien ie i k ło d y , nie zaś b a łw a n y .
N a w y sp ie S u m b a w ie O ra n g -D o n g o w ie w szy stk ie n iezrozum iałe
zjaw isk a p rz y ro d y p rz y p isu ją słońcu, księżycow i, drzew om i t. d.,
a szczeg ó ln ie k am ieniom . G d y d o tk n ie ich c h o ro b a łu b nieszczę
ście, s k ła d a ją o fiary p ew n y m k am ieniom , prosząc o ła sk ę ich d u
c h a czy g eniusza. N a w y sp a c h O ceanu S p o k o jn e g o istn ieje k u lt
k lo c ó w i kam ien i. N a w y sp a c h T o w a rz y sk ic h sk ład an o ofiary
k lo co m n ieo cio sa n y m i szczątkom k o lu m n b a z a lto w y c h ; te o s ta
tn ie, ja k o p e łn e »atna« czyli b ó stw a, b y ły nam aszczane o liw ą
i u b ie ra n e w stro je k rajow ców . N a N o w y c h H e b ry d a c h czczono
o ta rte w o d ą k am y cz k i ; b ó stw a F id ż y jczy k ó w m ieszk ały w o k r ą
g ły c h b ia ły c h k am ien iach , k tó ry m d aw an o pożyw ienie. »D ziw ny
a n tro p o m o rfic z n y pom ysł, że k am ien ie b y w a ją m ężem i żoną,
a n a w e t m iew ają dzieci, ro z p o w szec h n io n y je st u P ddżyjczyk ó w , ja k ró w n ież u P e ru w ia n i L ap o ń c zy k ó w « — m ów i T y lo r
П ., 133.
P le m io n a tu ra ń sk ie A z y i i E u ro p y p ó łn o cn y ch ro z w in ę ły
k u lt k lo có w i k am ien i do g ra n ic o sta te c z n y c h ; S am ojed, w o żący
z so b ą w san k a ch dw u b o g ó w , je d n e g o z g ło w ą k a m ie n n ą ,
a d ru g ie g o w p o sta c i p ro s te g o k a m ie n ia czarn eg o , u s tro jo n y c h
w k a w a łk i su k n a zielonego, u p strzo n e g o naszyciem czerw onem ,
a p o sm a ro w a n y c h k rw ią ofiarną, to o b raz ty p o w y . N a w y sp ie
W a jg a c z u b y ła sk ała, p rz e d sta w ia ją c a w profilu tw arz cz ło w ie k a ;
S am o jed zi czcili ją ja k o b ó stw o , ale w r. 1877 P o m o ro w ie w y
sadzili. tę sk ałę d y n am item , p rz y w iezio n y m z N orw egii, ja k m i
o p o w iad a n o w ro k p o tem w A rc h a n g ie łsk u . W In d y a c h w śró d
p lem io n n ie a ry jsk ic h ro z p o w szec h n io n y je st k u lt kloców i k a
m ien i, n p. u C hondów k am ień p o d drzew em b aw ełn ian em ozna
cza b ó stw o w si całej, k tó re m u sk ła d a ją się ofiary. T y lo r d o d aje,
że n a w e t w śró d p lem io n a ry jsk ic h ów k u lt s p o ty k a się i p rz y ta
cza p rz y k ła d y o d p o w ie d n ie ; S zaszti, o p ie k u n k a dzieci, cieszy się
w z g lę d am i szczeg ó ln y m i k o b iet, nie sta w ia ją jej je d n a k an i p o
są g ó w an i św iąty ń , ale uosobieniem b o g in i je st k a m ie ń o k rą g ły
w ielk o ści g ło w y ludzkiej, p o m a lo w a n y n a czerw ono i p o ło żo n y
— 240 —
u stó p św ięteg o d rz ew a w ato w eg o . N a w e t S iw a, zw łaszcza p o s y
ła ją c y n a dzieci ep ilep sję, b y w a czczony ja k o kam ień . W e d le
G r o te ’a, zn a k o m iteg o h is to ry k a G recy i, p ierw szem i p o stacia m i
b o g ó w b y ły kloce i k am ien ie, ja k św iadczy T y lo r, c y tu ją c je g o
s ło w a na str. 135 t. II. »D aw ny, a c h a ra k te ry s ty c z n y u s tę p
z k się g i Iz a ja sz a o k re śla b ard zo do b rze cześć k am ien i u p lem io n
sem ick ich : » W stro n a c h p o to k u dział tw ój, te n je s i los tw ó j :
i o n y m la ła ś m o k rą ofiarę, ofiarow ałaś o b ia tę : w ięc się o to g n ie
w a ć n ie będę« (Iz. L V II, 6; T y lo r II., 135 — 136). W islam iźm ie
d o t ą d istn ieje cześć k am ien ia czarnego, p ra w d o p o d o b n ie a e ro lito ,
u m ieszczo n ego w św ią ty n i K a a b y ; je st to n iew ą tp liw ie p rz e ż y te k ,
k tó r y M ah o m et w p ro w ad ził do w ia ry now ej. Ś ró d s ta ro ż y tn y c h
F e n ic y a n B a a la czczono p o d p o sta c ią s łu p a czarnego, k a m ie n
n eg o , A sze rę zaś — p o d p o sta c ią d re w n ian eg o , ale n iew iad o m o ,
c z y to b y ły fetysze, czy o łtarze, czy sym bole. » P o sia d am y też się
g a ją c e p o cz ątk ó w w iek ó w śre d n ic h fo rm a ln e za k azy czczenia k a
m ien i, w y d a w a n e w e F ra n e y i i A n g lii przez k o śció ł ch rześcijań sk i.
B a rb a rz y ń s k a cześć ta p rz e trw a ła p rzeto oczyw iście w w ierzen iac h
lu d o w y ch « (T ylor, II., 136).
B ard zo nieznacznem je st przejście od fety szy zm u do n a jn iż
szy c h form b a łw o c h w a lstw a ; m iędzy niem i n ie k ie d y n iem o żn a
w y k re ś lić g ra n ic y ścisłej. B ałw o ch w alstw a nie s p o ty k a m y n a
n ajn iższ y ch szczeblach ro z w o jo w y ch ; zjaw ia się ono d o p ie ro
w o k re sie dzikości w yższej. T y lo r m ów i : »Nie s p o ty k a się g o
n a n ajniższym szczeblu dzikości, k tó ra p ra w d o p o d o b n ie nie b y ła
w sta n ie w znieść się do tej w ysokości, an i też n a poziom ie w y ż
szej cyw ilizacyi, k tó ra je odrzuciła. Z ajm uje ono m iejsce p o śre
d n ie, p o cz y n ając od w yższej dzikości, g d zie się w yraźniej z a ry s o
w uje, a k o ń cząc n a średniej cyw ilizacyi, gdzie d o się g a n a jw ię k
sze g o rozw oju, poczem w idzim y je ty lk o ja k o zam ie rając y p rz e
ż y te k alb o ja k o w y b u c h a ją c y n a now o odżytek« (T y lo r II ,
137— 138). D alej d o d a je : »P ierw si chrześcijanie nie o d rz u cili
b y n ajm n iej ży d o w sk ieg o zakazu czczenia p o sąg ó w , a je d n a k cześć
t a ro zp o w szech n iła się i za k o rze n iła w chrześcijaństw ie« (II, 138*).
T ru d n o b y w a n ie k ie d y odpow iedzieć n a p y ta n ie , czy p ew ie n p o
s ą g u w ażają je g o czciciele ty lk o za sym bol, czyteż za w c ie le n ie
*) Kościoły protestanckie stanowczo odrzucają cześć relikwij, posągów i obrazów .
K ościół wschodni nie uznaje ani czci posągów, ani czci medalików.
— 241 —
b ó s tw a lu b je g o narzędzi. B ałw o ch w alstw o b y w a b ard zo różnem
n a w e t śró d ludów , sp o k re w n io n y c h z sobą, np. p o ró w n a jm y
F e n ic y a n sta ro ż y tn y c h z Izraelitam i, b rzy d zący m i się b a łw o c h w a l
stw em ; z w ro ty ch w ilo w e k u niem u są w sp o m in an e zaw sze ze
w sty d em g łęb o k im . R ig - W e d a nie zna b ałw o c h w alstw a, a B ra h
m an i w sp ó łcześn i są je g o zw olennikam i g o rliw y m i. P arso w ie ,
ta k b lisk o sp o k re w n ie n i z H indusam i, b ałw o ch w alcam i, b rz y d zą
się b ałw o ch w alstw em .
T w ó rc a p ierw szeg o p o są g u nie u w ażał g o ch y b a za w cielele n ie b ó stw a, ty lk o za je g o w y o b rażen ie, sy m b o l; d o p iero n a
d ru g im s to p n iu rozw oju zg o d n ie ze sk ło n n o śc ią , sp o ty k a n ą
u dzieci i u lu d ó w n a niższych szczeblach rozw ojow ych, zaczyna,
ro zw ijać się u to żsam ienie sy m b o lu z jego treścią. K ra jo w c y w y sp
K u ry ls k ic h rzu cają p o s ą g i sw y ch b o g ó w do m orza, b y u sp o k o ić
b u rzę. M u rzy n i k a rm ią p o sąg i, w y o b ra żają ce duchów ich p rz o d
k ó w , n a w e t d ają im część zy sk ó w h an d lo w y c h , ale w razie n ie
p o w o d z en ia lu b nieszczęścia b iją je lu b rz u c a ją w ogień. O stja c y m ają lalk i, k arm io n e rosołem , w razie je d n a k b ra k u k o rzy ści
b iją je ; p o tem zaś p o stę p u ją p o starem u. E sto ń czy c y dziw ili się ,
że ich b a łw a n y nie b ro c z y ły k rw ią , g d y je rą b a ł D y try c h , misy o n arz. In d o w ie n o w o ż y tn i są b ałw o ch w alcam i zu p ełn y m i.
W C hinach zd a rza ły się w y p a d k i k a ra n ia bo żk ó w ; g d y bożek
n ie sp e łn ia ł m odłów , m ów iono m u : » Jak to — ty psi d u c h u ! d a
liśm y ci sch ro n ie n ie w e w spaniałej św iąty n i, stro im y cię, żyw im y,
o k ad zam y , a ty jesteś ta k niew dzięczny, że nie słuchasz m odłów
n aszy ch ?« P o tej p rzem o w ie rzucają go w b ło to i trzy m a ją g o ta k
dłu g o , p ó k i nie o trz y m a ją te g o , o co pro szą ; w ted y czyszczą go,
sta w ia ją n a m iejscu daw nem , m ów ią p o c h le b stw a , o b iecu ją c
szatę złocistą. P ew ien C hińczyk o p łacił k a p ła n a ja k ie g o ś bożka,
b y m u w y lec zy ł có rk ę ; c ó rk a zm arła. Z aw iedziony ojciec w y to
czy ł p ro ces i u zy sk a ł w y ro k , sk azu jący b o żk a n a w y g n a n ie
z p ro w in c ý i.
S ta ro ż y tn o ś ć k la sy c z n a też obfituje w p rz y k ła d y p o d o b n e ;
w iem y dobrze, że p o są g i nam aszczano, karm iono', zabaw iano...
T y ry jc z y c y o k u li p o s ą g b o g a słońca, w k a jd a n y , b y nie u c ie k ł
z m iasta. A u g u s t k az ał u k a ra ć p o s ą g N e p tu n a za s p ra w o w a n ie się
złe. P rz y p o m in a mi to zw yczaj, p ra k ty k o w a n y n a P o m o rzu B iałom orsk iem , k a ra n ia ob razu św. M ikołaja, jeżeli dopuścił ro zb icia
się ja k ie jb ą d ź szk u n y (statk u m orskiego osobnej k o n stru k cy i). G d y
16
— 242'
b u rz a ro z b iła szk u n ę b r a ta m ojej g o sp o d y n i, k o b ie ta z w y m y śla ła
św. M ik o łaja i w c ią g u p ó ł ro k u nie p a liła la m p k i p rz e d je g o
o brazem . B y łem św iad k iem , g d y s ta ry w ilk m orski, k tó r y k ilk a
ra z y o p ły n ą ł k u lę ziem ską, p a trz ą c n a w sp a n ia łe ko ło , z a k re śla n e
p rzez p aro w iec ro b o ty a n g ielsk iej, o d ezw ał się g ło śn o : »G rdybym
m iał p aro w iec ro b o ty an g ie lsk ie j, n a p lu łb y m n a św . M ikołaja,
a n a lichej szkunce, m odlę się do n iego, p a lę m u św ieczkę,
a n a w e t zam aw iam n ab o żeń stw a« .
W ie m y dobrze, że w G recy i sta ro ż y tn e j P a la s-A te n e p o ru
szała k o p ią , k tó rą trz y m a ła w rę k u , p o s ą g A p o lo n a p o ru sz a ł się,
p o są g i in n y c h b o g ó w ru m ie n iły się, k iw a ły g ło w a m i i t. d.
»C hrześcjiaństw o nie w y k o rz en iło p o d o b n y c h pojęć, co w y n ik ło
z n a tu ry rz ecz y : p o są g , lu b o b ra z św ię te g o zajął m iejsce b o ż k a
dom o w eg o , a lb o p o tężn iejszeg o jeszcze b a łw a n a w św ią ty n i. P r o
s ta k ro sy jsk i p rz y k ry w a ob raz św ięteg o , a b y nie p a trz y ł n a je g o
zły p o stę p e k ; M in g relijczy k p o ży c za p o ży tec zn eg o św ię te g o od
sąsiad a, k ie d y żniw o m u się nie udało, a g d y chce p o p e łn ić
k rz y w o p rz y się stw o , w z y w a n a św iad k a św ię te g o , k tó ry u chodzi
za ła g o d n e g o i m iłosiernego. C hłop E u ro p y p o łu d n io w ej pieści
i bezcześci k o lejn o sw eg o św ięteg o fe ty sz a, alb o z a n u rza w w odę
p o są g M atk i B oskiej lu b św. P io tra , a b y deszcz o trzy m ać. W s z a k
dziś jeszcze s p o ty k a m y o b ra z y p łacz ące lu b m ru g ają ce sztucznie
o czy m a! W s z y stk o to są ty lk o k ra ń c o w e p rz y k ła d y , ja k czciciel
o b d a rz a bożyszcze sw oje życiem i osobow ością, w z o ro w an ą n a
w łasn ej osobie« (T y lo r I I ., 180).
W P e ru w ii b y ły p o s ą g i b ó stw , a le n ajw yższe, słońce i k s ię
życ, p rz e d sta w ia n o w fo rm ie kół, w k tó ry c h w ś ro d k u ry so w a n o
oczy, nos i u sta. W M ek sy k u b a łw o c h w a lstw o d o sięg ło szczy tu
sw ojej o rg a n iz a c y i i b a rb a rz y ń stw a . J e g o o rg a n iz a c y a do ta k ie g o
s to p n ia .zb liżała się do o rg a n iz a c y i k o ścio ła k a to lic k ie g o , że p ie r
w si m isy o n arze h iszp ań sc y sądzili, że je s tto w y m y sł d y a b ła ,
k tó r y zm ałp o w ał K o śc ió ł k ato lic k i. W sta ro ż y tn o śc i św ia t ro ił
się od b o g ó w i duchów ; p o są g i ich sp o ty k a n o n iem al n a k a
żdym k ro k u ; sk ład an o im ofiary d ro b n e ; w iększym zaś b o g o m
w ś w ią ty n ia c h sk ła d a n o ofiary n ie ty łk o ze zw ierząt, a le i z ludzi.
O fiary z lu d zi w E u ro p ie u s ta ły w zg lęd n ie późno : jeszcze w r.
1386 Źm udzini p o jm an eg o k o m tu ra R a g n e ty w p ełn ej zb ro i n a
k o n iu sp alili n a ofiarę b o g a p iek ła, P o k lu s owi.
— 243 —
S k o k to d alek i, z p o b rz eża B a łty k u aż do P o íin e zy i, ale
zro b ić g o n ależy . E llis tw iérdzi, że b ałw o c h w alstw o u P o lin e z y j
cz y k ó w sp ro w a d zało się do czci k ijów , k am ien i a lb o rz eźb io n y ch
z d rzew a boży szcz; jed n e z nich p rz e d sta w ia ją d u c h y zm arłych,
d ru g ie zaś —• b ó stw a w yższego rzęd u i potężniejsze. W p ew n y ch
c h w ilac h d u c h y w stę p o w a ły w te b a łw a n y , a w te d y s ta w a ły się
o n e b ard zo p o tężn y m i, po opuszczeniu zaś ich przez d u c h y p o
zo sta w a ły ty lk o p rzed m io tam i św iętym i. B ó g n aw ie d zał i o p u
szczał b a łw a n a p o d p o sta c ią p ta k a ; w p ły w d u ch a m ożna b y ło
p rz e n o sić n a n o w y c h b o żk ó w zap o m o cą niezm iernie ce n n eg o
p ió ra , p o zo stają ceg o w stan ie n aw iedzenia. D ow odzi to w ierzenie
lu d u , że ja k dusza, ta k i duch, m o g ły w cielać się w ludzi. F e t y
sze : pió ro , k am ień lu b drzew o, zestaw iają się tu z p o są g a m i
b ó stw n a zasadzie w c ielan ia się duchów . U D a ja k ó w n a B orneo
po m im o zak azu b ałw o c h w alstw a, w y d a n e g o przez m ah o m etan ó w ,
za sad a w cielan ia się duchów k w itn ie. K a p ła n k i w S a ra w a k u w y
ra b ia ją p ro ste p o d o b izn y p ta k ó w , k tó ry c h nie w olno ru szać n i
ko m u , albow dem w nie w cielają się duchy. W czasie uroczystości
d o ży n k o w ej zw iązują je w pęczk i p o ю lu b 20 i w ieszają w ko m
n ac ie dłu g iej, w sp ó ln ej, o słan iając sta ra n n ie c h u stk a m i kolorowem i. N iek tó re szczepy D a ja k ó w s ta w ia ją n a p rzec iw k o siebie
n a g ie fig u rk i m ężczyzny i k o b ie ty n a d ro g a c h do za g ró d . F i
g u rk i m ają n a g ło w ie strój z k o ry , u b o k u k o sz y k z orzecha
b etelo w e g o , a w rę k u m iecz d re w n ian y . F ig u r k i te staw iają
w celu o c h ro n y z a g ró d od w p ły w ó w złych ; k to ich się d o tk n ie
lu b o b ali je, te n niezaw odnie za p ad n ie n a g o rą c z k ę silną.
W A fry c e zachodniej lu d n o ść m iejscow a najszczerzej bodaj
i n ajg łęb iej zasto so w ała zasad ę w c ie la n ia się duchów , zasad ę fety szy zm u M ieszk ańcy K a la b a ru z tra w y i szm at ro b ią p o d o b iz n y
lu d zi i źw ierząt, »a w te w stę p u ją d u ch y , w y p ę d zan e co trz y la ta
w dzień w ielk ieg o św ięta oczyszczenia i w y w o ż o n e w raz z nim i
za g ra n ic e k raju « . N a Z łotem W y b rz e ż u zn ane są b a łw a n y d re
w n ian e , zw an e »am agai«; p ieczę o n ich m ają o so b n i k ap łan i,
zw an i »ludźm i w ongów « i o b cu jąc y z tem i w o n g a m i' czyli b ó
stw am i. »D uch i p o są g zostają w ta k w ielkiej jed n o ści, że i sam
b a łw a n n az y w a się w ongiem «. W k ra in ie E w e du ch »edro«
m oże n atch n ą ć k a p ła n a , a sam o b ec n y m je s t w b a łw a n ie , n a z y w a
ją c y m się tak sam o , ja k i duch. Z n ak o m ity e tn o g ra f W a itz z g ro
m adził ty le fa k tó w o b ałw o c h w alstw ie lu d ó w A fry k i zachodniej,
że n a ich p o d staw ie stw o rz y ł n a stę p u ją c ą te o ry ę w c ie la n ia sie :
— 244 —
» B ó g sam je s t niew idzialnym , ale uczucie p o b o żn o śc i, a szc zeg ó l
n ie ży w a w y o b ra ź n ia M u rzy n a w y m a g a w idocznego p rz ed m io tu ,
do k tó re g o b y m ó g ł cześć sw ą zw rócić. C hce odczuw ać b o g a
isto tn ie i d o ty k a ln ie i usiłuje u p o stacio w a ć w g lin ie , lu b d rz ew ie
pojęcie, k tó re so b ie w y ro b ił. K ie d y k a p ła n , k tó re g o b ó g sam
często n aw ied za, pośw ięci posążek, to w y z n aw ca dochodzi p ro s tą
d ro g ą do w n io sk u , że b ó g z chęcią obierze za m ieszkanie ów
p o sążek , do czego został zachęconym przez ob rzęd p o św ięcen ia.
O czyw iście b ałw o c h w alstw o ta k ie je s t b ard zo zrozum iałe. W s z a k
D e n h a m d o strz e g ł już, iż ro b ie n ie p o d o b izn y człow ieka u ch o d ziło
tam za n ieb ezp ieczn e i w zbudzało nieufność, p o n iew aż w ierzo n o ,
iż cz ąstk a d uszy człow ieka m o g ła przejść w p o rtre t m ag icz n y m
sposobem . B a łw a n y nie są, ja k sądzi B osm an, p rz e d sta w ic ie la m i
b o g ó w , ale ty lk o przedm iotam i, w k tó ry c h b ó stw o lu b i p rz e b y w a ć
i w k tó ry c h u k azu je się oczom w yznaw ców . B óstw o nie je s t
n iero złączn ie zw iązane z m ieszkaniem sw em w b a łw a n ie ; p rz eci
w nie, m oże ono opuszczać je d o b ro w o ln ie i b y w a obecne cz asem
z m niejszą, czasem z w iększą siłą« (T ylor, II., 144).
C astren , g ło śn y bad acz lu d ó w tu ra ń sk ic h , po d ługich, a s ta
ra n n y c h b a d a n ia c h doszedł do w n io sk u p o d o b n e g o , co i W a itz .
L u d y te u znają za b a łw a n y p rz ed m io ty b ard zo ro zm aite, n ie k ie d y
p ro s te g łazy , n ie k ie d y p rz y p o m in a ją ce nieco p o stacie lu d zk ie lu b
zw ierzęce, n ie k ie d y n a w e t p o s ą g i lub po sążk i m ałe. B a łw a n y te
b ą d ź sto ją w lasach, b ąd ź w stepach, n ie k ie d y zaś w m iejscach,
d o b rze n a d a ją c y c h się do p o lo w a n ia lu b ry b o łó w stw a , n ie k ie d y
n a w e t m ają św ią ty n ie w łasne. N ależą b ąd ź do rodzin p o szcze
g ó ln y c h ro d ó w , lu b n a w e t szczepów . N ie k tó re p o są g i sto ją
n a g ie , n iek tó re , znajdujące się p o d dachem , są u stro jo n e z c a ły m
p rz ep y ch e m , n a ja k i sta ć S am o jed a lu b O stjak a : w sz a ty
szk a rłatn e, fu tra k o szto w n e i t. d. B ożki o trzy m u ją b o g a te d a r y
w fu tra ch , k o cio łk ac h , fajk ach , p o ży w ie n iu i t. d,, t. j. w o g ó le
w ty c h p rzed m io tach , n a ja k ie stać zam ożnego k o cz o w n ik a s y
b ery jsk ieg o , B a łw a n y te, w ed le w ia ry ludów w sp o m n ian y ch , są
rz ecz y w isty m i bożkam i, albow iem w nich m ieszkają d u ch y p o tężn e.
J e ż e li o b ia ty są sk ąp e, to duch opuszcza sw e stan o w isk o , w ra zie
p rz e c iw n y m —; nie s k ą p i sw y m czcicielom pom ocy. Z darza się,
że b o żek p ew ie n m oże w sw oim p o są g u p o siad ać znaczną ilość
d u ch ó w , k tó re u ciek a ją po zg o n ie je g o w łaściciela, szam an a.
W T y b ecie, ja k i w A fry c e zachodniej, zak lin ają du ch y , n ie p o k o
ją c e ludzi, — w lalki, w S jam ie zaś ro b ią fig u rk i g lin ia n e, staw iają.
— 245 n a d rzew ach p rz y d ro ż n y c h lu b w ko szy czk ach z za p asem ży
w n o ści p uszczają n a w odę, uznając to za n ajlep szy sp o só b w y p ę
d z a n ia d u ch a ch o ro b y . N a stro n icac h n a s tę p n y c h T y lo r w s p o só b
b a rd zo jasn y , a p ięk n y , opisuje te w szy stk ie p rz em ian y ro zw o jo w e,
k tó r e d o p ro w a d z iły do p o w sta n ia w spółczesnej filozofii n a u k o w ej,
p o d k re śla ją c, że w y rażen io m języ k o w y m , po ch o d zący m z czasów
d aw n y ch , n ad a je m y już znaczenie odm ienne : g d y A n g lik m ów i
»geniusz S h a k e sp e a re ’a«, to w y ra żen ie to nie oznacza już d u ch a
o p iek u ń cz eg o , ale ty lk o zdolności u m y sło w e te g o w ielk ie g o
p isarz a.
Jan Witort.
0 ludzie PoddÉlaúslii w ogólności, a Imiczanacli w szczególności.
Część wtóra.*)
Zabawy, pieśni i gadki.
6 . P rząd k i n ieznane w tej o kolicy p o d tą nazw ą. O d b y w a ją
s ię w p ra w d zie licznie schadzki, u p rz y je m n ia ją ce ro b o tę , co n a z y
w a ją » p o ś ć z k ą d z i e l ą « .
P o g a d a n k i p rz y k ąd zieli m ają
o b e c n ie za p rz ed m io t rozm ow y rzeczy g o sp o d arsk ie , w y p a d k i
św ieże m iejscow e, tudzież obce, p rz y w iezio n e przez f ó r m a n ó w
z W ę g ie r, ja k o te ż przez u rlo p n ik ó w , z ró ż n y ch p ro w in cy j
a u s try a c k ic h p o w ra cają cy ch . D aw niej najw ięcej je d n a k zajm ow ali
w y słu że n i żołnierze, k tó rz y b ra li ud ział w w ojnie w łoskiej, sw em i
o p o w ia d a n ia m i o I n t á l i i l ub o L i n t á l i i T a l i j a ń s k i e j
z i e m i . D ziś o pow ieści te z a g in ę ły po w iększej części. N a jw ię
cej ro zm aw iają k o b ie ty , a to o stro jach , m odzie p an u jącej w p o
s tro n n y c h w siach. N ie k ie d y je d n a k m ożna g d zien ie g d zie u s ły
szeć g a d k i i śp iew ki, coś n a k sz ta łt w ieczornic ru sk ich . S ta rsi
g o sp o d a rz e często w spom inają, ja k to daw niej licznie chodzono
.»z к ą d z i e l ą « , co tam ro b io n o , ja k to p i e k n i e b y ło , ró w n ież
o p is u ją w ieczornice p o d o lsk ie, n a k tó ry c h często b y w a li, id ąc
» n a w o ł y « l ub » n a r o b o t ę « .
a)
Pieśń p r zy kądzieli. Z w yczaj, za c h o w y w a n y n a w ieczo r
n icac h iw o n ick ich, d o k ła d n ie je s t sk re ślo n y w n astęp u ją cej pieśni.
*) Zob. »Lud« VI., str. 126.
-
246
—
k tó rą n ie k ie d y m ło d a dzieyrczyna, a częściej s ta ry w o l a r z nuci,
p rz y sz e d łsz y z k ą d z i e l ą .
Gospodarzu tego domu, dozwól nám sié bawić,
Zeszlimy sié z kądzielami, będziemy coś baić.
W y dziéwczgnta z jedny strony koło stołu siądźcie,
A my z drugi z bajeczkami, tylko rade bądźcie!
Tyiko złóżm y sié na wódkę, bedzie troche w głowie,
W ypijemy po kieliszku, to sié lepi powie.
Dziéwczçnta jedna do drugi cosi pogadały,
Po- dwa, p o trzy i po cztyry piéknie uciułały.
Jidź ty, Kuba, po te wódkę, mász czyrwone slipie,
Przynieś samy okowity, niech żyd pieprzu wsypie !
Przyniós. Boże, wám dej zdrowie! Jak sié wódka zowie?
Zowie sié ona Marysia, trzeba ji dać pysia.
T ak my sobie zaokółkiem po kieliszku trzepli,
Praw da Jaśku ? no ? w szák ci to teráz ciepli ?
A przęnde já, przęnde, a mule já, mule,
Swému Jasieńkowi na laną koszule.
A moje konopie, kiedy já w ás brała,
Nieraz-że já, nieráz, nad wámi płakała.
Przez jakie wy męnki przechodzić musicie!
Já wás bede mgnczyć, wy tego nie wiecie.
Najprzód wás wytargam rázem z korzeniami,
Zniosę na boisko, bede bić cepami.
Cisne dp gnojówki, kamieniem przyłożę.
Dopiero zaczątek, p mój mocny Boże !
Dobęnde z gnojówki i dobrze osuszę,
Stane do mięndlnicy, kości w w ás pokruszę.
A po ty mgnczárm na garście ułożę,
I zapale w piecu, do pieca w ás włożę.
Dobęijde wás z pieca, gdy sié dobrze spieką,
Lece do cierlicy i siekam i siekam.
Jeszcze trzeba czesać. Ułożę pa kluby,
Jeżeli nieprawda, to spytać sié Kuby.
Sięnde do czesania, tam to mgnka, — cha! cha!
Szarpie, nie żartuje, jak dziecko macocha.
Dopiéro teráz cj o ¡ir%zß\ okrącam,
Lewą ręnką szarpie, praw ą nici skracam.
A jak już naprzęnde dosyć wielgą baczke,
Z wrzecionka rozwijam, zwijam na motaczke ;
A jak porachuje, jest kilkanaście sztuk,
Zawiąże do płachty i do tkacza z nią fuk !
Tkácz porachowawszy, do kąta położy.
Coś odemnie nie dostało, — to ci tkácz dołoży.
Tkácz pirwsze odszpulá, po drugie odsnuje,
Nawinie, przykręnci, lendruje, szlichtuje.
W ątek do osnowy z cały siły bije,
—
247 —
Pastwié sié nad wámi, a sám ledwie żyje.
Ręnkami, nogami, ladą silnie wali,
Spuszcza kołek za kołkiem i dali i dali.
Gdy płótno wyrobi, zbierze, uczesuje,
A já już na niego zwárke, łu g gotuje.
W łożę já go w zwárke, rozpále kamienie,
Płótno moje, płótno, moje przyodzienie !
Po tému na rzyce we czworo staniemy,
Każda w ręnce kilof, co siły bijemy.
Po tému na blechu leżysz, jak szalone1)
Patrzy gospodyni, czyś już wybielone ?
Jeżeliś już białe, w kawałki eie kroi.
Pierwsze eie porani, drugie igłą goi.
Słyszeliście, chłopcy, konopi męncżynie,
Wypijcie se jeszcze, choć po kieliszczynie !
Bądźcie nám wdzięcznymi za wasze koszule.
A przęnde já, przęnde, a mule já mule3).
Ъ)
Zagadki. G d y d ziew częta p rz e s ta n ą śp iew ać,
n a to je d e n z p aro b cza k ó w :
—- A já w ám dziew częnta za to p o w iem z a g a d k ę :
1. Zgadnijcie, co to je : W ysuł pies serwátke.
Jak baba postawieła, on wyláz na klatkę.
Miesiąc wiedział, nie powiedział,
Słońce stało, pozbierało.
Rosa.
2. Czarneńkie, maleńkie, — całą kłodę ruszy.
Pchła.
3. Zamek z wody — klucz drewniany,
Zwiérz uciék — myśliwiec złapany.
Mojzesz i Faraon na M órzu Czerwonem.
4. Dzie ty idziesz, krzywa, nie prostá?
Co ci do tego, często golona ?
Potok i łąka.
5. Wisi, wisi wisiałek,
Bieży, bieży bieżałek;
Wisiałek spád,
Bieżałek zjád.
Dziecię i jabłko.
6. Jak we dnie, tak w nocy,
W sze wytrzyszczone oczy.
Okno.
J) bo zbite. — 3) zwilżanie nici śliną.
o d zy w a się
— 248 —
7. Leci, leci, skrzydeł ni-má,
Siadá, siadá, tyłka ni-má,
Kąsa, kąsa, zębów ni-má.
Śnieg.
8. Czarneńkie, maleńkie, całe pole zejdzie.
Sierp.
9. Prosieło dwóch godnych jednego niegodnego,
By dał pochować ze wszech nadroższego.
Nikodem i J ó ze f z A rym atei przed Piłatem.
10. Na cmentarzu umarli, na kościele gonty zjedli.
Jodłowe gonty.
11. Widział-jeś księdza bez głow y?
W idziałem p rzez głowy (ponad tłu m ludzi).
12. Co po psie w kościele?
K udły.
13. Czyje mięńso nálepsze ?
A pchły, bo sié naprzód palce oblizuje, nim sie ją chyci.
14. Stoi na podwórzu barán,
A má na sobie tysiąc rán.
Pniák do rąbania drzewa.
15. Kto nigdy sié nie rodził, a umár ?
Adám.
16. Który święnty miał nawięnksze zęmby?
Sw. Józef, bo jako majster (cieśla) m ia ł piłę.
17. Który koń widzi tyle z przodu, co i z tyłu?
Ślepy.
18. Co po święntych w kościele?
Proch, kurz.
19. Który święnty ni-ma pięnty?
Św. K rzyz.
20. Jaki ogon zajęnczy ?
Koński.
21. Jakich drzew nawięncy w lesie?
Okrągłych.
—
249
—
22. Pod jakim drzewem zając spi (siedzi), jak dyszcz leje ?
Pod moicrym.
23. Kiedy nawięncy dziòrek dó nieba?
Po żniwach — ściernisko.
24. Na co pies kość gryzie ?
Bo twarda.
c)
Gadki p rzy kądzieli. G d y ze b ran i u b aw ili się w z a g a d k i
i d o sy ć naśm iali, w te d y d ru g i p a ro b c z a k p o w iad a :
— A já w ám teráz pow iem c h ry sto ry jk e .
1. Jak cyganie umią zamamić.
J e d e n p á n chciał w iedzieć, ja k to c y g a n i m am ią. R á z je
c h a ł w pojeździe n a ś ty r y k o n ie i s p o tk a ł cy g a n a . —- »H ou !
stó j-n o !« — m ów i do form ana. C y g án ty ż stan ął. P á n p y tá sié
c y g a n a : »S łyszał jem , że ty um iesz zam ącić; p ra w d a to ?« —
»O, um ie, pan o czku, um ie!« •— »No, a zam ąć-no m ie!« ■
— »Ej,
k ie d y nie m ám m ątaczki, bom zo staw ia ł w dom a.« — »To jid ź
p o nią!« — »Ej, k ie d y ż b y to b y ło ? ■
— to daleko. Ż eb y m i p a
n o czek d ali k o n ia, to b y m sié w n e t w rôciáb« — P á n d ał m u
n a le p sz e g o k o n ia, a c y g á n siád, téj p o jech ał. P á n czeká ze ś ty r y
g o d zin y , a c y g a n a ja k ni-m á, ta k ni-m á. —• »Ej, to on m ie ju ż
zam ąciał.« — »P ew nie, że ták«, — m ów i fo rm an , — »to c h y b a
b y g łu p i b y ł c y g á n , żeb y k o n ia oddał.« — P a n isk o p o sk ro b a ł
sié po g ło w ie i k az ał p o jech a ć do dw ora. I już w iedział w te d y ,
ja k c y g a n ie um ią zam am ić.
2. Kapucyn z capią brodą.
B y ł ráz o d p ust. J a k iś ksiądz, p ew n ie k a p u c y n , bo z b ro d ą ,
m iał k ázan ie. A nie b a rs p ie k n ie k á z a n ia g ad ał. N a ty m od
p u ście p atrz y , jaż tu ja k a ś b a b a , co p o p a trz y n a n ieg o , to
w płacz. O k ro p n ie ty ż płacze. K siąd z z b ro d ą m yślał, że to o n
coś ta k p o w ied ział, że b a b a aż zm ięnkła. P o k áz an iu k a z a ł
k o ścieln em u p o w ied zieć t y b ab ie, a b y p rz y szła już p o w szy tk iem u
n a p le b a n iją , żeb y sié ji sp y ta ł, k tó re to słow o ją ta k o b ra ziśło ,
że jaż p ła k a ła . B a b a p rzy szła, a k siąd z te n p y tá sié ji: »M oja
k o b ie to , czem uście ta k p łak ali, ja k já m iał k ázan ie?« — A b a b a
zaś w płacz. W s z y s c y k sięn ża p y ta ją sié ji, co to ta k ie g o ? J a ż
o n a p o ty m p o w ia d a : »Oj, Je g o m o śc ie n k u ! ja k p o p a trz ę n a w ás,
to mi sié i teraz n a p łacz zbiérá. M iałam ja c a p a i w ilcy m i g o
—
250
—
zjedli. T a k u s ie ń k ą b ro d e m iał, já k w éj J e g o m o ść . J a k p o jźre n a
Je g o m o śc i, to m i zaráz môj ca p staje w oczach.«
3. Biedny ksiądz a mądry organista.
J e d e n k siąd z b y ł b a rs b ied n y . T u ta k ja k ju tro m iał b y ć
o d p u s t u n ieg o , trz e b a k się n ż y u g o ścić, a on nić m iał an i m ięnsa.
E j, co tu ro b ić ? P rz y s z a ł o rg a n is ta po coś do n ieg o i on m u
0 sw ej bied zie p o w iad a. — »Ej, co tam Jeg o m o ść bedzie s ić
tu rb o w a ł, m á tu p á n nász śliczne w o ły , p ô d e p o no cy , u k ra d n e
1 b ed z ie m ięnso.« — »Ej, a ja k eie złap ią?« — »O h o ! ho!« —
O rg a n is ta u k rá d w o łu i p o d zielili sić, sam i zabieli, bo o rg a n is ta
zn ał rzeźn iczy ć i n ich t o ty m nie w iedział. — P á n n a ra n o za
ra z sić dow iedział, bo to w o ły b y ły d ro g ie i k az ał k sięn d zu
o g ło sić z k ázánicy, żeb y lu d szukał, a k to znajdzie, to w ie lg ą
n a g ro d ę d o stan ie. T a k k siąd z m ów i o ty m p o kázan iu , czy k to
n ie w ić o złodzieju a o rg a n is ta z ch o ru p o w ia d a n a g ło s : »A já
w iém .« — K siąd z stru ch lał. P á n b y ł ty ż w k o ściele i k az ał o r
g a n is te n a p le b a n iją zaw ołać. O rg a n is ta przyszał, a p án sić g o
p y t á : » T y p o n o wiesz, k to m i w ołu ukrád.« — »A w iém , J a ś n ie
p a n ie ! T o ta k b yło. K sią d z wéj nász nić m iał m ięnsa n a o d
p u st.« — A k siąd z słu c h a ją c y nie w ić, dzie sić podzieć. — »Ja
m u d o radział, ż e b y d w o rsk ie g o w o łu u k raść. T ej p o szlim y
i u k ra d li. Z arzn ęlim y i dzielim y sić. Z m ięnsem jak o śm y sić
p o d zielili, je n o z tą g ru b ą k iszk ą, z p rz ep ro sze n im ja śn ie p a n a ,
n ie m o g lim y sić n ijak podzielić. Ja ż já d o ra d z ia ł księndzu, żeb y
m y do zęm bów w zien i i ciąg li, k o m u sić w ię n c y udrze. A le
k siąd z m á o stre zęm by, zaráz u g ry ź k aw ałeczek , ja k p alec , o,
te n m ały , a re szte k iszki, p ra w ie cała, já k sić o d erw ie, ja k mi
d á w tw árz, tak -je m sić u ciął o ścianę, żem ja ż sić obudział.« —
»A to ci sić śniło ta k ? « m ów i pán. — »A śniło, jaśn ie p an ie!«
— »O, t y d u rn iu ! ruszaj« — i w y trą c ia ł go za drzw i. A k s ią d z ?
O t ta k já k b y sić na now o uro d ział. Oho ! d y a b e lsk o sić bał, ja k
o rg a n is ta o p o w iad a ł, a p o w szy tk iem u , ja k sić k sięn ża rozje
ch a li, za w o łał o rg a n iste i d a ł m u k o rz ec p szen icy za te sztukę.
4. Żołmirz i dwa dziady.
S zái żołm irz n a ó rlo p i sp o tk a ł ciem n eg o dziada p rz y d ro
dze. D ziád p ro si g o o jałm u żn ę. A le żołm irz : »D ziadku, já sám ni
m ám nic, já żołm irz, ide n a ôrlop.« — »A to w y ście żołm irz,
o já b y m w ám d ał zaro b ić d u k áta. W y b y w a ły w św iecie, um i-
—
251
—
ej,e gáclai:, jidźcie do k sięn d za i pow inszujcie m u, bo on, ja k m u
ęh to ła d n ie p o w in szu je, to дій d.á d u k á ta . Jin o já k pôdziecie
n azad , to sié ozw ijcie, żebym w ied ział, czyście dostáli.« — Żołm irz p o szał do k sięn d za, p o w in szo w a ł m u ła d n ie i d o stał d u k áta.
A já k d ziadow i o ty m m ów iał, p ro siał g o dziąd, żeb y m u p o k a
zał te g o d u k á ta : »T a niech g o choć pom acam , b o já jeszcze
w życiu nie m iał d u k á ta , dejcie no, dejcie!« — Żołm irz m u dał
a dziád św ist z d u k á te m za pazuche. Żołm irz w idzi to i p y tá sié
g o : »T a dzież w yście schow ali m eg o d u k áta? « — »Jako żyw o,
anim nié m iał nic w aszego.« — Żołm irz do niego, dziád k rzy czy .
L u d zie sié zlecieli, bo to b y ło p rz y w si, m yśleli, że dziada chcą
o b ed rzy ć, w y b ili żołm irza, a dziád poszał do sw eg o dom u, ch tó ry
m iał tám dzieś p o d lasem . Żołm irz tuj za nim , za nim , aż przyszli
do dom . T ám b y ł d ru g i dziád ty ż ciem ny, ta k po rozum ie i po
k iju ja k o ś se tám rad zili. Ż ołm irz s ta n ą ł w k ącie i p a trz y , co oni
b ę d ą robić. J a ż tu dziád, te n , co mu d u k á ta p o rw ał, p o w ia d a
d ru g ie m u dziadow i, ja k on żołm irza oszukał i że m á już sto d u
k a tó w , bo m iał 99, a teráz żołm irzow i w ziąn jed en , to razem 100.
— »Ej, p o k aż no mi, czy to wielgd g u z sto d u k ató w ? « — m ów i
ten d ru g i ślep y . T e n d o b y ł w ęn zełek zza p a z u c h y i daje m u, —
a żołm irz n a p a lc a c h po d sząt i w ziąn te n w ęnzełek, ą dziád m y ś
lał, że to te n d ru g i w ziąn, bo o b a b y li ślepi. P o ty m poszli dzia
d o w ie n a p ó łk ę, m ieli tám w ódkę w e flaszce i z flaszki p ili, k i e
liszk a n ie m ieli, b o b y rozlali. Żołm irz ty ż poszał n a p ił sié i w yszał z izby. J a ż tu já k on w yszál, słyszy, ja k d ziad y sié dom áw iają. J e d e n w o ła n a d ru g ie g o o d u k áty , co m u dał pom acać,
czy w ie lg i g uz, d ru g i sié su m ity g u je, że nie brál. T a k od słow a
do słow a p rzy szło do p a lie i o k ro p n ie sié p ierą . Żołm irz poszał
p o d okno i p rz y p a tru je sié, w idzi, że sié dziadziska m o g ą zabić,
ta z a p u k a ł do o k n a i w o ła : »Nie bicie sié, bo to já m ám d u
k á ty , já, żołm irz, coś mi u k rá d d u k áta, com od k sięn d za d o sta ł,
w idzisz, ż a ło w a łje ś mi je d n e g o , a teráz m ám sto« — i p o szał
z d u k a ta m i do dom u.
5. Lala né!
A je d e n zaś ch ło p p rz e d a ł w oły. Złodziej w idział, ja k sc h o
w a ł pien iąd ze, ale m u nie m ó g ukraść. Jid ź on za n im jaż do
je g o dom u. C hłop p rz y szał do k o m o ry , zaśw ieciał se i rachuje.
O k n o b y ło o tw a rte , bo to b y ło w lecie, a dzieciska w o łają :
» T atu sio , m ie p ien ięn d z y , tatu sio , m ie!« C hłop p o ra ch o w ał, z w ią
zał w o rek , ja k w suł do n ieg o p ie n ią d z e i chciał dzieciom pow ie-
—
252
—
dzieć, że ni m a już p ien ięn d zy , że k o m u ś dał, i p o w iad a ja k
d ziecio m : »L ala né!« — i w y sta w ia ł w o re k z pien iąd zm i n a
d w ó r bez okno. A złodziej, co tám czato w ał ła p za w o rek . Ł a p ,
téj w n o g i, chłop sié p a trz y , leci z k rz y k ie m , ale dzież tam ,
w szy tk o darm o, — k to wié, dzie już złodziej.
6. Głupi organista.
B y ł je d e n o rg a n ista a b y ł gdow iec. D ziew k a p o szła n a ro b o te
a on sám m u siał k ro w ę doić. B y ło g o rą c o i k ro w a sié o g a n ia ła
z b ą k ó w i b ie ła o rg a n iste po głow ie. Co tu ro b ić ? N ié m oże
już w y trz y m a ć. A le czekéj. W z ią n p rz y w iąza ł og'on do k a rk u .
K ro w a sto i n a chw ile sp o k o jn ie, a le já k ji zaczeny b ą k i d o k u
czać, ja k sié szarp n ie, u rw a ła p ow róz, téj dalej ze stajn i w p o le.
A ch o d zieła ta k ro w a n a k sięn że pole. T éj leci w pole, o rg a
n ista za nią, bo o g o n se p rz y w iąza ł do k a rk u . K o ło p le b a n ii
k siąd z b y ł n a g á n k u i w idzi to i o k ro p n ie sié śm ieje. — »A dzie
to ta k g o n icie o rg a n isto ?« — »A czy tám d y e b li w iedzą, dzie m ie
tám p o c ią g n ie ta p rz e k lę n ta k lęm pa.« — I dobrze m ów iał, b o
sám n ie w iedział, dzie z k ro w ą zaleci.
P o ty c h op o w ieściach od zy w a się p o d esz ły g o sp o d arz :
—• »Ej, co tám ta k ie g á d k i i c h ry s to ry je ! J a k já w ám p o
w iem , to d o p iero bedziecie słu c h a ć ; h o ! h o ! k a ż d a mi pow ié,
że ład n e. N o, słuchejcie, pow iém w ám n ajp rz ó d o żołm irzu, co
m u P á n Jezu s dał torbeczke. A z ty c h g á d e k , co w ám pow iém ,
to sié i u śm iejecie i n au czy cie rozum u. N o, słuchejcie ! N iech
ju ż b ed zie n ajp rz ó d o ty m żołm irzu, choć w iém już piękniejszą.«
7. 0 żołmirzu, co mu Pán Jezus torbeczke dał.
S zał żołm irz n a ôrlop. D a li m u n a d ro g e p ó łto ra b o c h e n k a
c h le b a i k ilk a g re jc aró w . D ro g a p ro w a d zieła bez lás. W te d y
szał tam ty ż P á n Jez u s z św. P ie tre m i P aw łem . T y m św ięty m
ch ciało sié jeść. Św . P ie te r zobaczył przed so b ą n ied ale k o żołm irza, co nió s tę n g i w o re k n a p le c a c h i m ów i do P a n a J e z u s a :
»P anie, jidzie jak iś żołm irz, niesie w orek, m oże m á co c h le b a
w nim ? J á p o b ie g n e n ap rzó d , za stą p ię m u, m oże m i dá?« —
P á n Je z u s: » Ják ci sié ta k b arzo chce jeść, to sp ró b u j, m oże ci
tám i dá.« — Św . P ie te r poleciał, za b ie g m u d ro g e lásem i siád
p rz y drodze. N ad ch o d zi żołm irz. Św. P ie te r złożył rę c e : » P an ie
w o jáczk u ! o b d aru j m ie ty ż czym u b o g ie g o dziadka.« — »Mój
— 253
—
d ziad u n iu ! a cóż já ci dám ? J id e — ta k m ów i żołm irz — jid e
n a ô rlo p , m ám d alek o do do m u ; d o stał-jem n a d ro g e p ó łto ra
b o c h e n k a ch le b a í k ie la g rejcarô w . A le já ci dám p ó ł b o c h e n k a
chleb a, m oże mi to B ó g zapłaci z nieba.« — I dał mu. Św. P ie
te r p o d zięn k o w ał i został, a żołm irz sié z nim p o ż e g n a ł i poszał
d ali. N adchodzi P á n Jez u s z św P aw łem . P y tá sié P á n J e z u s:
»A cóż d o s ta łje ś co?« — »P anie, to b a rs d o b ry żołm irz. N i-m a
ty lk o p ó łto ra b o c h e n k a chleba, a d alek o do dom u, a pom im o to
d ał mi p ó ł « — Zaráz sié p odzielił ze św. P aw łem i zjedli. B ars
jim to zasm ak o w ało, a jeszcze g łodni. Św . P ie te r m ów i do P a w ła :
»Jidź jin o ty i zrób zaś ta k , ja k já, bo m ie b y m oże poznał.« —
Św . P a w e ł p o b ié g i znow u za stą p ieł żołm irzow i d ro g e i p ro ś o ja ł
m użnę. Żołm irz m ó w i: »Dzie w ás sié ty le dziad k ó w n ab ra ło
w lesie? D o p iero jed n eg o m o b d a rz y ł a d ru g i tu zaś siedzi i prosi.
M ám jeszcze b o ch en ek , ta sié z to b ą, dziadku, podzielę.« — W y
d o b y ł fik u tek z to rbeczki, p rz erż n ął n a pó ł i dał mu. Św. P a w e ł
p o d zięn k o w ał, żołm irz sié z nim p o że g n ał i poszał d ro g ą dali.
W ty m nadeszli P á n Jez u s i ze św. P ie trem . Św . P a w e ł trzy m a
p ó ł b o c h e n k a ch leba. — »P anie, ty ć on mi dał pół chleba,
a jem u zostało ty ż jeno pół.« — P á n Jezu s m ów i: »B ars dobrze,
a ty ć to b a rs d o b ry człow iek, k ie d y sié z w am i p odzielił ch le
bem . T eráz m y chodź za nim , trz a m u coś za to ofiarow ać «—
N ie b ars g o pęndzili, bo on se siád n a p n ia k u spoczyw ać. I d e
g n a li go. — »To w y dziad k o w ie, com w ám dał chleba?« — ta k
m ów ił żołm irz, bo ich poznał. — »My, p an ie w ojáczku, m y !
b a rs je d o b ry chlib.« — A P á n Jezu s m ów i: »O dpocznij
m y tu«. I p o siad ali p o d jo d k ą . — »W ojáczku, o b d arzy łjeś m oje słu g i, a m y eie ta k ż e o b d arzy m y . M ász tu to rb eczke, g d y przy dziesz w ja k ie nieszczynście, ch o ćb y i z d y eb łam i, o tw órz torbeczke, w ym ów te sło w a : »do to rb e c z k i« ;
w szy tk o sié tám w nij um ieści.« — A św. P ie te r dał m u la s k ę :
»Neści te laskę, a co w ty torbeczce bedzie, tą la sk ą pierz, co
sié zm ieści, a w szy tk o n a m iazg e w ytluczesz.« •— Św . P ie te r
m ów i do P a w ła : »A i ty , P a w le , chlib-żeś já d i ty co daruj !« —
Św . P a w e ł rá d nie rád d o b y ł z k ieszy n i k a r ty i d aro w ał m u :
»Naże te k a rty , siądź z n alep szy m i graczam i, a zaw sze ich
ograsz, ty lk o sié strzeż, a b y ci k to ich nie ukrád.« — A to b y ły
k a r ty b a rs śliczne. Żołm irz to w szy tk o zabrał, n ajprzód im p o
d zięn k o w ał pielenie i p o szał w sw oje stronę. P rzy c h o d zi n ad w ie
czorem do je d n y w ioski, a już sié h e t zm ierzchło. T a w stą p ił do
dom u je d n e g o k o w a la i p ro ś sié n a noc. P rz y ję li g o chętnie,
—
2щ
—
k o w a lo w a żona d a ła m u w ieczerzą, k o w a l za p ro w ad z iał g o do
k u źni n a n oc i za m k n ą ł g o W kuźni. Żołm irz ro z e b ra ł sié, zm ó
w ił p acierz, p o ło ży ł sié ń a łóżku, a łóżko tám stało w k ąc ie ,
to rb ec zk e zaw iesił n a d gło w am i, la sk ę p o sta w ił w g ło w ac h ,
a k a r ty sch o w ał za g o łą p az u ch ę i zasnął. A te n k o w a l n a ra b ia ł z d y eb łam i. Z ap isał jim sw oje dusze, a óńi m u m ieli d o p o
m a g a ć w ro b o cie, ty lk o g d y sié n o clik trafi, a b y g o do k u źn i
przyprO w adział, a oni m u g ło w ę u rw ią i b a rs w iele ta k im sp o
sobem s p rz ą ta li ludzi. K o ło p ó łn o c y zro b ia ł sié w ku źn i w ie lg i
szum , aż sié żołm irz o b u d ział i siád se n a pościeli, p a trz y , p e łn o
k o w ali. R o z ja rz y li o g ie ń i m ają coś ro b ić. W ty m p rz y ch o d zi
n a sta rsż y k o w a l do żołm irza i p y ta g o : »Po c o ś - ty tu p rz y szał?
W ié sz ty , że m y ci łeb u k rąciem y « — i za czy n a ją sié ko ło n ieg o
szastać. Ż ołm irz p o d e rw a w sz y sié, zdjąn z k o łk a to rb ec zk e, o tw o
rz y ł i zaw o łał: »Do torbeczki.« — I już tám w szy tc y są
Z apár
to rb ec zk e z nim i, w ziąn lask ę, p o ło ży ł n a k o w a d ło i co siły tą
lask ą b ije . D źw ięk, p isk w to rb eczce, — aż n a k o n ie c u stało .
M yśli s o b ie : Ju żem w ám dał, coście chcieli« — i to rb e c z k e zaw iesiał znów n ad sobą, p o ło ży ł sié i usnął. G d y zaczeno św itać,
k o w a l staje, a b y nieb o szczy k a dzie pochow ać. O d m y k a do kuźni,
a żołm irz śpi. O budział go, p y tá sié g o : »To ty jeszcze żyjesz?«
—; »A żyje, żyje, ty huncw ocie! G d y b y m nie u w a żał n a tw o je
b a b e i dzieci, to sam o b y m zro b iał z to b ą, co i z tw y m i d y e
błam i, k tó re m ám w torbeczce. « — K o w a l zląk sié i uciék. —
Ż ołm irz w ziąw szy to rb ec zk e i sw oje m an atk i, p rz y szał do chału p y , p o d z ię n k o w a ł k o w a lc e za noclik i za w ieczerzą, p o szał
za k u źn ie i w y trz e p á l p o b ity c h d y eb łó w , a to b y ły sam e p ro
chy. A d y e b li siedem ła t leżeli w p ie k le i nie m ogli sié a n i
ruszyć.
Ż ołm irz szał d ali i p rz y b y ł do m iasta. A w ty m m ieście
b y ł cesarz. P rzy sz ał do je d n y tra k ty e rn i. K a z a ł so b ie w ódki za
d w a g re jc á ry , d o b y ł chlib z w o rk a , siád p rz y sto lik u i jé.
A p rz y nim zaráz n a w ielg im sto le oficery g ra ją w k a r ty w p ie
niądze. Ż ołm irz d o b y ł sw oje k a r ty i p rzerzuca. Oficer je d e n
o b ejźry sié, aż mu sié w oczach zm ieniło do ty c h k a rt, o p u ściał
sw o ich to w arzy szy , b ie g n ie do żołm irza i m ów i: » W o ja k u ! p rzedáj mi te k a rty !« — »O, k a p ita n ie ! żebyś mi cały św iat d aw ał,
to ci ty c h k á r t nie p rzed ám ; jeżeli chcecie to b e d e z w am i g ra ł;
já k p rz eg ra m , to b e d ą w asze, b o já p ién ien d z y nié m ám .« —P o šad ziéli k o ło siebie, żołm irz nié m ia ł ty lk o dw a g re jc á ry i to
p o staw iał. Co p rz e g ra ją , to żołm irz w y g ra ; — ej, biéda. O ficery
-
255 -
p a trz ą po sobie, ale g ra ją dali,, p o ży czają a g ra ją . W s z y tk o
o d nich w y g ra ł. W te d y ro z g n ie w a n i chcą m u to, co w y g ra ł,
o d e b ra ć i k á rty . Żołm irz ro z g n ie w aw sz y sié p o w ia d a : »A, w y
b e sty je , d o sy ćeście sié m ie n ak o n iéro w ali, ja k e m b y ł p rz y w oj
sk u , a te ra z nié m àcie do m nie nic, bo já jid e n a órlop.« —
W z ią n to rb ec zk e, o tw o rz y ł ją i za w o łał: »Do to rb eczk i* —
i w sz y tc y tám w p ad li. Z apár, p o ło ż y ł n a śro d k u izb y i já k
w eźn ie lask i, ja k w eźnie p rać, k rz y k , pisk, g w a łt w to rb ec zce .
T ra k ty je rn ik p o lecia ł n a od w ach zam eldow ać, w ojsko w y ru sz y ło
z c a łe g o m iasta, n ao k o ło dom o b to czy li i w zieni żołm irza do
sąd u . N ie ch ciał ich w szy tk ich w sadzieć do to rb eczk i, bo tám
b y li i je g o k am raci. P o d d a ł sié i s ta n ą ł p rz ed sąd. P rz y sz a ł
i sám césarz do. k a n c e la ry i, usądzieli g o n a śm ierć. A w ty m
m ieście b y ł ta k i loch p o d ziem ią, w k tó ry m to lo ch u m ieszk a ł
d y e b e ł. — »Tużeś ty n ie b o ra k u ! n iejed n eg o já tu zg ład zieł,
i z to b ą tá k zrobię.« — Żołm irz o tw o rz y ł to rb ec zk e i z a w o ła ł:
»Do to rb e c z k i!« — P o ło ż y ł na. ziem ie, d a ł m u k ilk a palie, d y e
b e ł prosi, a b y g o w y p u ściał, że m u p ien ięn d z y dużo d á. —
P u śc ia ł g o z to rb eczk i. P oszło d y eb lisk o dzieś w zád i p rz y w ló k
b eczk e d u k ató w . ■
—- »To m asz, to tw oje, a já uciekam , bo ci sié
boje,« — i u ciek. Żołm irz sié p o ło ży ł i u sn ą ł n a p ien iąd z ach .
N a ra n o d o zo rca od m y k a, a b y tru p a p ochow ać, jaż sié p rz e s tra
szał. Żołm irz n a d u k a ta c h d rzym ie i w y c ią g a sié. P o le c ia ł i za
m eld o w ał cesarzow i. W o jsk o w y ro k o w ało . Ż ołm irza zbudziéli
i p y ta ją sié go, k to m u te p ien iąd ze d ał? A on p o w ia d a : »dye
beł«. — Césárz mó w i : . » K ied y to b ie i d y é b li posłuszni, to m y
to b ie nic nie zro b iém y. W e jź se te p ien iąd ze i jidź z B ogiem «. •—Co m óg, to zab rał, a re sz te w ojakom d aro w ał i p rz y szał d o
sw oji ro d zin n ej w ioski. N ié m iał ani ojca, an i m atk i, an i żadnej
ro d zin y , k u p ia ł se p la c p o d ch ału p ę, naw ióz drzew a, w y s ta w ia ł
dom i n ie z a d łu g o ożenił sié. Za p a re la t dał jim P á n B ó g sy n k a .
L u d zie m ieli g o za czaro w n ik a, n ic h t m u nie chciał trz y m a ć do
k rztu ,. W y s z a ł on w pole z a tó rb o w a n y , p a trz y , — idzie ja k a ś
k o b ie ta . G d y sié do n ieg o p rz y b liż y ła , p rz y w ita ła g o : » W itéjcie,
W o jcie ch u !« — Z adum ał sié: -» Já k o n a m oże w iedzieć, já k m ie
n a im ie?« — P y tá s ié : »W ojciechu, dlaczegoście tá k zatô rb o w a n i ?« — » D latego, d ał m i P á n B ó g s y n a a n ich t nie chce g o
trzy m a ć do krztu .« — »Já g o po trzy m am , w y bedziecie m oim
kum em , já w aszą kum eczk ą, ale w ám n ajp rzó d pow iem , że já
jeśm śm ierć!« — U cieszał sié W o jciech , w ziąn do sw oji ch a łu p y ,
u g o ścił, z a p ro sił k o ścieln e g o d ziad k a i prosi, a b y z tą k o b ie tą
-
256 —
d n ia ju trz e js z e g o dziécie do k rz tu potrzym ał. D z ia d ek p rz y s ta ł
n a to. P o k rz cie sp ra w ia ł gościnę, n a ja k ą g o sta ć b y ło , k u m ecz k a sié sp ieszy ła, bo dzieś d alek o pość m iała, k o g o si zad u
sić. P o ż e g n a ła sié z w szy tk im i i p oszła w sw oje dro g e.
K ilk a n a ś c ie lá t p o tém u , k u m eczk a p rzy ch o d zi do W o jtk a ,
d o sw e g o k um a. W o jte k sié ucieszał, sp ra w ił g o ścin ę i p ro si ją,
a b y za n o co w a ła . A o n a b a rs sm u tn a zaw sze cienżko o d d y ch á .
W o jte k sié p y tá : »K um eczko, co w ám to tak ieg o ? « — »Ej, m ie
nic, ale w ám bedzie gorzej «— »A cóż ta k ie g o ? « — J á p rz y sz ła
p o w ás, bo m ám ta k i roskáz.« — »H a! w szy tk o jedno«, — b ie
rz e to rb ec zk e, o tw ie ra i m ów i: »Do torbeezki.« — Z aw iązał
to rb e c z k e i zaw iesiał ją p o d p o w a łą w dym ie. B ez siedem lá t
tám w isiała, bez siedem la t n a cały m św iecie n ich t a n ich t nie
um ár, bo śm ierć sied ziała w hareszcie.
N a ósm y ro k W o jte k zbliżał sié k u to rb eczce i p y tá sié:
» K u m eczk o , żyjecie w y jeszcze ?« - — O zw ała sié ja k k u m o ra
(kom ar) b a rs p isk liw ie : »Ż yje: P u ście m ie tyż, kum ie, puście,
ju ż n ig d y p o w ás nie przyde.« — W z ią n on to rb eczk e i poszał
z n ią w p o le, o tw o rz y ł i w y trz e p a ł. A jeszcze b y ła n ęn d zn iejsza
i straszn iejsza, ja k w k o ściele n a ch o rąg w i. J a k sié p o d e rw a ła ,
ja k w eźnie uciek ać! A ku m k rz y c z y : »K um eczko, jidźcie tám
zd ro w i!« — A o n a m u, an i nie d w o iła : »Już m ie ty tu w ięn c y
n ie ujźrysz!« —■ T a k sié stało, w szy tk ich ludzi p o zab ierała, a o n
sám został. A jem u już niem iło b yło, że ta k d łu g o żyje.
J e d n e g o razu w y łaz n a tosam o m iejsce, dzie te k u m eczk e
w y trz e p a ł z torbeezki. P o ziérá , jidzie ja k a ś b a b in a p ła c h tą zaodziana. On w láz p o d k rzák, a b y go nie w idziała. J a k sié zbli
żyła, zaw o łał w d u c h u : »O mój Boże, ty ć to m oja k u m eczka!«
i k rz y k n ą ł: »K um eczko!« — O na sié obejźry, p o znaje k u m a,
téj w n o g i. On ją p ro ś : »K um eczko, w róćcie sié.« — »A ha!
żeb y ście m nie do to rb eezk i zam kli?« — W o jte k złap ał i cisn ął
ją od siebie. — »W idzicie, kum eczko, że já nié m ám to rb ee zk i
p rz y sobie, już w ám te g o nie uczynię.« — P rz y sz ła do n ieg o ,
p rz y w ita li sié. W o jte k p ro ś ją, a b y g o z te g o św ia ta w ziena,
a le że b y g o nie dusieła, ale żeby g o z ciałem i z duszą w z ie n a
i do n ie b a zan iesła i d ał ji to rb eczk e, a b y ji lżej b y ło nieść, b o
w to rb ec zce to ca ły p ó łk w ojska nic a nic nie w ażył. O n ji d ał
i k a z a ł m ów ić te sło w a : »Do torbeezki!« i sk o czy ł do nij. —
»K u m eczk o , jino m ie do n ie b a zanieście!« — I niesie go. P y tá
s ié : »D aleko jeszcze?« — »Już w idać tro ch e niebo.« — J a k
p rz y sz ła do b rá m y i zap u k ała. W y c h o d z i św. P ie te r, u c h y lił
—
257
—
d żw irze: »I cóż nám tu niesiesz?« A o n a : » W o jtk a, sw eg o k u
m a.« — »Jem u sié tu nic nie należy , do p ie k ła g o odnieś.« —
W o jte k w szy tk o słyszy. J u ż odeszła k a w a łe k : »Słyszeliście,
k um ie, ja k nám tám pow iedzieli?« -—• »Ej, słyszał, słyszał.« —•
»C hoćbym ch ciała w ás w niebie zostaw ić, to nic z teg o , do
p ie k ła w ás m uszp zanieść.« —
P rzy c h o d zi do p iek ła, d y eb li pobijają, bo sié im lało bez.
d ách, g o n ty ja k o ś zbótw iały. Z ajźreli te to rb eczk e, zrobiéli k rzy k ,
z d ach u p o sk ák a li, w p ad li do p iek ła i p o za m y k a li sié. Ś m ierć
p rz y ch o d zi do d źw irzy i p u k á : »P uście tám , puście!« — »A k o g o
nám ty tu niesiesz?« — » W o jtk a, kum a.« — »M y g o tu nie
p o trze b u jem y , do brze on nás w y p ra ł w tej to rb eczce u k o w á la ,
aż m y sied em lá t chorow ali.« — W z ie n a sié i odeszła. — » K u
m ie, cóż já z w ám i, nieszczęnśna, bede ro b ieła ? A n i w ás w niebie
nie chcą, an i w piekle.« — »Jidźcie no jeszcze ráz do nieba,
a to rb ec zk e ze m n ą schow éjcie p o d p lach te, zapukéjcie i ja k sié
w ás b e d ą p y ta ć , p o co jidziecie, to pow iedźcie, że ták , jid e sié
zag rzać, b om zm arzła ; ja k w ám otw o rzą, ciście to rb eczk e ze m ną
do k ą ta i jidźcie h e t ! — przecie m ie tám n a dw ór nie w y
rzucą.« — T á k zro b ieła, pow iedziała, że zm arzła, ta św. P ie te r
ją puściał, a o n a cisła p rę n d k o , do k ą ta te torbeczke. z W o jtk iem ,
sw oim ku m em i poszła. P rzy c h o d zi św. P ie te r i rusza te to r
b eczk e n o g ą. A W o jte k sié o d zy w a: »No, cóż m ie kopiesz i tu
ci w k ą c ie zaw adzam ? a d o b ry b y ł chlib w lesie ? h a ? p am ięntasz, coś dziada udaw ał?« — I św. P ie te r dał m u spokój
i W o jte k ta k został w niebie.
Bronisław Gustawicz.
Z k raju H u c u łó w .
(Ciąg dalszy.*)
V I.
W ierzenia, gusła, przesądy.
W ia ra tutejszego ludu w isto ty nadprzyrodzone je s t silną
i niewzruszoną. G dy mu dowodzić zechcesz m ylności jego prze
konań, w strząśnie niedowierzająco głow ą i z m iną tajem niczą w ie
rzenia swe fak tam i popierać zacznie. D arem ny przeto tw ój tru d !
*) Zob. »Lud« VI., str. 157.
17
—
258
—
W ia ra jego sięga czasam i dalekiej przeszłości, bo czasów p o g ań sk ich
ja k n. p. w iara w istnienie boginek, wiďm i Czarownic, w sku
teczność zaklęć, zażegnyw ań i tp . To szczątki, to pom niki m itologii
starosłow iańskiej.
L e ś n e (lisni) m ają to być — zdaniem ludu — kobiety pięknej
urody, w lasach żyjące. L eśna w y g ląd a zupełnie ja k dziewczę •—
w zdłuż k rz y ży ty lk o m a otwór, przez k tó ry widać w nętrzności, —
nóżkę zaś m alutką, w łosam i porosłą. N ęcą one sw ą urodą chłopców
k u sobie i zm uszają do stosunków m iłosnych, czasami p o ry w a ją
też dzieci ludzkie. P rzebyw ać m ają w Rebrow aczu, Jahodynie, n a
Leśniowcach^ w Żeńcu, Borsucznej, pokazując się t u i ówdzie w roz
m aitych postaciach,, ra z jako w ia tr, to znowu w postaci pięknej
dziewicy. W Rebrow aczu m iała leśna strącić pewnego H u cu ła
z m ostu do P ru tu , w innem znów m iejscu oniemić chłopa, im ieniem
T eriban, k tó ry w krótce um arł.
Dawniejszem i laty*) strzelec niejaki, Jarem a, polując na jele
nie w Żeńcu, usłyszał w lesie płacz dziecięcia. Z bliżyw szy się
i spostrzegłszy kołyskę, uw iązaną pom iędzy dwoma bukam i, zakoły s a ł dziecię w idełkam i, jakich dawniej używ ano do podpierania
strzelb y p rzy strzelaniu (t. zw. „bylci“), bojąc się dotknąć ręk am i.
L eśna nadszedłszy n a to, odezwać się m ia ła : „Szczęście masz, że
się rękom a dziecka nie dotknąłeś, gdyż b yłbyś stąd ju ż nie uszedł,
a za tw ój dobry uczynek idź i ubij sobie jelenia, którego sam
chcesz na tej a tej polance".(?)
P rzyszedłszy Jerem a na w skazaną polanę, na której dwoje
ślicznych dziew cząt pasło 20 jeleni, u b ił jednego i w rócił do domu.
N iek tó rzy tw ierdzą, że leśne m ają też mężów i dzieci. Mężowie
p asą niedźwiedzie, chłopcy dziki, dziew częta jelenie.
J a k w ielką je st w iara w boginki, św iadczy święcenie św ięta
„ R o z y h ry “ (patrz „ L u d “ Y, 218 ).
„ S t r a t c z i e “ je s t dziecko k tó re m atka, topiąc lub zakopując
w ziemi, zatraciła. G dyby w miejscu tem, w którem je zakopano,
postaw iono chatę lub stajnię, ukazując się,niepokoji ono ludzi
i szkodzi bydłu. T a k i upiór ma się pokazyw ać na now iu w Podleśniowie, przechodząc mostem na P rucie w różnych postaciach, ja k :
konia, wołu, psa, kota, koguta, p łó tn a itp.
„ P o t o p ł e n y k “ (topielec) je s t to duch człow ieka utopionego,
u k azu jący się zw ykle w tem miejscu, w którem tenże utonął. P luskanie
pływ ających po wodzie topielców, nieraz w noce pogodne słyszeć się
*) Wedle opowiadania Onufrego Sauczuka.
—
259
-
d aje ва głębi. U ujścia potoku P ru tc a do P ru tu widzieć miano w nocy
dziew czynę, siedzącą n a kładce, k tó ra przed la ty przechodząc tą
k ład k ą, u p ad ła w wodę i utonęła. Topielec, widząc zbliżających się
ludzi, rozłożyw szy ręce, wskoczył do wody. W oda try sn ęła, oble
w ając kładkę, zaszum iała i topielec s k ry ł się pod wodę ; znów się
u k a z a ł i znów zato n ął w falach.
„ W o w k u n “ (w ilkołak) — to człowiek, przem ieniający się
czasam i w w ilk a — to nieczysty duch.
Opowiadają, że w Repegow i, n a g ran icy węgierskiej, pewien
podróżny w stą p ił ra z n a noc do pobliskiej chaty, w której b y ła
ty lk o baba. W nocy przyszedł mąż jej, kazał sobie obmyć i nam aścić
ra n y , k tó re m iał na ciele, mówiąc „to sej w orih mene ta k pokaliczyw liworwerom , ałe naj ne p ro sy t Boha, a b y sie w paw w moji
r u k i szcze raz, bo ho zjim “. B aba um yw szy mu ra n y ciepłą wodą,
nam aściła je i położyła go do łóżka. — „Sej gazda maw podwojenyj
d u c h “ — mówią — i przem ieniał się w w ilka, zw ykle na now iu
księżyca. R az poszedł on z żoną zbijać siano w kopiaki. W ciągu
ro b o ty idzie w k rz ak i po ko ły do siana, tam przem ienia się
w w ilk a, a przy biegłszy do baby, gryzie n a niej całą spódnicę
i znowu w k rzak i ucieka. Po chwili, niosąc, koły, w raca już czło
wiekiem. B ab a opowiada mu o w ypadku z wilkiem , lecz tenże nie
zw ażając niby, nic nie odpowiada. Dopiero, g d y ojcu swemu rzecz
e a łą opowiedziała, rzecze jej ojciec: „Ano popatrzno swemu mężowi
w zę b y “. I rzeczywiście •—■ baba p a trz y i znachodzi strzępki ze
swej spódnicy pomiędzy zębami.
W ia tr w irow y ma być złym duchem, poryw ającym zw ykle
ludzi, k tó rzy p racują w „hromowi* św ięta“ (p a trz „L u d “ Y, 207).
Duch ten przesiaduje na ostrowach, k tóre po zebraniu siana
w polu pozostawiono. G dyby w w ia tr ta k i rzucono nożem, ma
z noża spływ ać krew kroplam i. K rą ż y pogłoska w śród ludu, iż
niedaw no tem u w Żeńcu (4 kim . od T atarow a) przechodziło przez
m ost na Prucie dwoje ludzi, k tó ry ch ta k i duch — w ia tr porwać
usiłow ał. W zniósł ich nieco ponad most, g d y w tem pojaw iw szy
się in n y przechodzień uchw ycił ich za nogi i nie d ał unieść w górę.
W iunem znów miejscu m iał w ia tr ta k i porwać dw u ludzi i nieść
n a odległość 1 km.
Tw ierdzą też, iż są ludzie tacy, k tó rzy w w ia tr się przem ie
niają. P rzytoczę n a poparcie tego w ierzenia opowiadanie jednego
z tu tejszy ch H ucułów .
Pewien człowiek rozrzucał ra z siano n a pokosie, którem u
w iatr, dmąc silnie, ta k dokuczył, iż w y jął nóż z zapasa i rzucił
— 260 —
nim do w iatru . Nóż przepadł bez śladu. Dopiero g d y w trz y la ta
w y b ra ł się ów kosiarz za chlebem w drogę, w stąp ił do pew nego
„g azd y “ n a nocleg. T u pod półkam i spostrzegł swój nóż i z a g a d n ą ł
gospodarza, skąd ten przychodzi do niego? N a to gospodarz m ia ł
odpowiedzieć: „Czy pam iętasz, bracie, ja k rozrzucając siano, rzuciłeś
nim do mnie i skaleczyłeś mi r ę k ę ? “ a pokazaw szy mu blizno
rzekł, iż n a rozkaz Boga, m usi iść w iać po świecie.
„ M i s i e c z n y k “ jest to człowiek, przem ieniający się co m ie
siąca ; przez jeden miesiąc je st kobietą — przez drugi znowu męż
czyzną.
„ U p y r “ (upiór) ma być duchem zm arłego czarow nika lu b
w iď m y, k tó ry niepokoi ludzi i sprow adza burze. In n i zwą czarow
ników, czarownice i w id’m y też upioram i i tw ierdzą, że gdy ta k i
umrze, a duch jego strasz y ludzi lub powoduje klęski elem entarne,,
ksiądz m usi zaklinać go n a grobie. Jeżeli ludzie wiedzą, że ten
lub ów za życia by ł czarownikiem , g d y umrze, proszą księdza, by
chow ając ciało zarazem z a k lą ł ducha. W ieść gm inna niesie, iż przed
20 la ty istnieć m iał zw yczaj, że zm arłego czarow nika lub w iď m e
odkopywano, ucinano mu głowę, kładziono u nóg i zakopyw ano
napow rót. Czarow nik, k tó ry za życia d ał się zakląć, tra c ił moc
czarow ania, lecz w iedział o ty ch zawsze, k tó rzy byli czarow nikam i
lub w id’mami. On to zw ykle odkopyw ał i ucinał upiorom głow y.
Po zaklęciu ducha, lub ucięciu trupow i głow y, m iały burze u staw ać.
Podobny w ypadek, wedle krążącej wieści, m iał zdarzyć sio
przed la ty 20 w M ikuliczynie. Ż ył tam najw iększy czarow nik n a
świecie, imieniem Iw an Sawczuk, którem u, ja k sam m aw iał, dw u
ty lk o było rów nych, a m iędzy ty m i tak że ksiądz jeden. M iał on
opowiadać, że g dyby po śmierci ksiądz go nie zak lął, spow odow ałby
ta k ą ulewę, że św iat by cały zalała. U m arł w ty m czasie in n y
czarow nik, nazwiskiem H undziek, także C aryniuk zw àny, a w ich ry
i burze szalejące po tegoż śmierci straszn ie b y ły ludziom ju ż do
kuczyły. Ówczesny wójt, niejaki Zieleński, k tó ry w ierzyć m i a ł
'w czary Saw czuka, posłał po niego, i prosił, by poradził co n a to,
a Saw czuk przyobiecał, że burza n az aju trz ucichnie. O dkopał nocą.
up io ra a widząc, że tenże leży w trum nie w sp arty na ram ien iu
i p ali fajkę, przem ów ił do niego jakieś tajem nicze słow a, i g d y
po tych C aryniuk zam arł powtórnie, uciął m u głowę i położył
w nogach, zagrzebując ciało napow rót. Żona C aryniuka, do której,
m ąż po pogrzebie co nocý przychodził, widząc, iż ju ż nie przychodzi,
przeczuła, że coś się z nim stać musiało, i wniosła prośbę do sądu
o w ydelegow anie kom isyi. Zawiadom ienie o odbyć się m ających
—
261
—
-oględzinach zw łok przysłano do urzędu gminnego, a Zieleński, p rz y
w o ław szy Saw czuka, ostrzegł go o tem. Saw czuk m iał odkopać
w nocy tru p a, wbić kół drew niany w tułów , na to zatknąć głowę
i zeszyw szy skórę zaw iązać chustką n a szyi. Kom isya,. nic nie za
uw aży w szy p rzy oględzinach, powróciła, a Saw czuk następnej nocy
odjąw szy C aryniukow i głowę, znów w nogach położył i ziemią
.grób n a k ry ł.
M iędzy czarownicam i i w id’mami nie można też dopatrzyć
ró żn icy w łaściw ej. Jedni tw ierdzą, że czarow nikam i i czarownicam i
s ą ci, k tó rzy um ieją sprowadzać słabość lub nieszczęście, zażegnyw ać je, w różyć, wogóle działają dodatnio lub ujemnie ty lk o
n a ludzi, podczas g d y widhny, wedle ich pojęcia, m ają odbierać
m leko, szkodzić bydłu, i czary ich ty lk o bydła dotyczą. In n i zaś
tw ierdzą, że upiór, czarownik, w id’ma i czarownica je st zupełnie
jedno i to samo, ty lk o tego ta k , owego znów inaczej ludzie n azy
w ają. W edle pojęcia ludu, każda z ty ch is to t m a mieć dwa serca,
pochodzenie zaś ich tłóm aczą tem , że gdy m atk a m iała siedm sy
nów lub siedm córek, jedną po drugiej, to siódmy lub siódm a rodzi
się upiorem lub w id’ma (czarownikiem lub czarow nicą). T akże ci
m ają być czarow nikam i, k tó rz y życie swe zaw dzięczają miłości
m ałżeńskiej podczas Ś w iąt w ielkanocnych, Zielonych Ś w iątek i Bo
żego N arodzenia.
H uculi tw ierdzą, że w id’ma, wbiw szy nóż w tarlicę, potrafi
m lek a z niego udoić, a czarownik, w yszedłszy na połoninę, g d y się
chce napić, w ykopie jam kę w ziemi, wbije w nią nóż, spojrzy na
owce, na sąsiedniej pasące się połoninie, i gdy owce dojne, na
p ły n ie m leka, g dy zaś jałow e, k rw ią jam k a się napełni. Jeden
z tu tejszy ch Hucułów*) opow iadał mi, iż będąc raz na połoninie,
w id ział na w łasne oczy, ja k pewien czarow nik z Jasien ia (K örösmezö) spostrzegłszy owce na drugiej połoninie, w bił nóż w smerekę,
a z noża mleko ciec m iało do kapelusza. B y ły to owce dojne. Póź
niej spostrzegł in n ą trzodę, w bił znowu nóż w smerekę, lecz ty m
razem krew ciec poczęła — gdyż owce te b y ły jałow e. Innym
razem , będąc na m szy św. w Körösmezö, w idział on, ja k pewien
z a życia z a k lę ty czarow nik w bił nóż w ścianę u drzw i wchodowych
J o cerkwi, i g d y po nabożeństwie w szyscy ludzie wychodzili, w id’m y
nie m ogły trafić do drzw i, ty lk o kręciły się po cerkw i ; w yszły
dopiero, gd y czarow nik nóż w yjął.
*) Jura Dziemiuk'
—
262
—
P r e m i w n y c i (przemównice) są to kobiety lub mężczyźni,
k tó rzy za k lin a ją czary, zażegnują choroby, w różą, zam aw iają itp .
Grdy k ro w a np. daje mleko z k rw ią, zażegnują w ten sposób, iż
w yprow adzają ją ze stajn i w miejsce takie, w którem niem a podłogi,
a gdzie pierw szy ra z stanie, tam pod racicam i w ykopują jam k i
i n ak ry w a ją je w y b ran ą d arn ią ta k , iż d arń tra w ą do jam ki, zie
m ia zaś na wierzch przychodzi. N astępnie szukają na rzece ,,pław n y k u '1 t. j. gałęzi naniesionych przez wodę, a w ziąw szy z 9 -u t a
kich kup po 9 prętów , czerpią naczyniem 9 ra z y po 9 wodę, w le
w ając „na w id liw “ t. j. przez rękę do konew ki. W chacie rozniecają
ży w y ogień, w rzucają przyniesione p rę ty , tudzież s ta ry sierp, le
miesz i s ta rą kosę. W rzuciw szy do dojnicy igłę i krzem ień, w k ła
d ają rozpalone narzędzie rolnicze i na to dopiero doją krowę. U do
jone mleko w ylew ają w sutycz*'). P ozostały ogień w ygrzebują do
reszty w raz z popiołem z pieca do nabranej w konewkę wody, myją.
n ią krow ę i pić jej dają takow ej. N astępnie doją krow ę drugi ra z na.
tem samem miejscu, co poprzednio, a tam , gdzie s ta ła dojnica, w ykopują,
jam kę, w ylew ają udojone mleko i n ak ry w ając w yw róconą darnią,,
odm aw iają odpowiednie zaklęcia. Z a zam aw ianie ta k ie płacą w różbitow i lub przem ównicy od 2 do 10 zł.
P rzytoczę tu k ilk a zaklęć, k tó re mi się zebrać udało.
L
Prymowa wid beszygi**).
„Z w ysokoi hory zijszła czorna chm ara. Z za to ji chm ary idufc
dew iať diwoczok spiw ajuczy, hulajuczy, czerw oneńkym y jabłoczkam y
ih raju czy sia, zełene wyno popyw ajuczy. S p u sty ły sia z w yżnycb
nebesiw na šeredni z šeredných n a nyżni, z nyżnych na seru św iatu
zemłeńku. Striczieje ich preczysta Diwa, B oźaja M aty. A kudy wy~
idete dew iať diwoczok spiw ajuczy, hulajuczy ? Idemo do naszohoseła, do zołotoji eerkw y, sw iczky p a ły ty , sw iczky h a sy ty , paw uty n u obm itaty, w cerkw y zam itaty. I d it w y dew ieť diwoczok do
moho irszczenoho, porożenoho ra b a bożoho (imię chorego) M ykiety,
w ozm it sobi dew ieť diwoczok bołu, żuru, beszygu ; czy ona je hołuba, czerwona, biła, zełena ; czy win distaw z roboty, czy w in
distaw z najidku, czy win distaw z nap y tk u , czy z żury, czy
z bołu, czy z studený, czy z wody. P ry jsz ły to ty dew iet diwoczok.
*) Miejsce w którem trzy płoty się schodzą.
**) Beszyga — wrzód na dziąsłach podczas holu zębów, także w rzód na ręce-
-
263
—
p y ła m y w y rizu ju t, toporam y w itesujut, sokieram y w irubujut, nożiemy
w istru h n ju t, w ylm y w ykiedajnt, kosam y w ikoszujnt, krablem y
•wihrebajut, serpam y w y ży n ajut, cipam y w ibyw ajut, ryskalem y w ykopujut, sapam y w isapajut, nożyciemy w y stry k u ju t, y h łam y w yszy w aju t, wsiow sarsam ow w y b y raju t, w a tram y w yp alu ju t, horszkam y
w iw a riu ju t, ły szk am y w yjidajut. —■ U krutysie, utychom yrysie,
uspokijsie, ubJabijsie, ne w ieły, ne boły, szczeząj, prepadaj, irszczenomu, porożenomu M ykieti pokij daj. Chu, tfu, chu, tfu, obu, tfu.
N aj Bich d aśt’ na wik, na lik, skaczy zdorow .“
II.
P rymowa wid bilma.
„Bilme, bilm e! ja tebe zakłynaju, na dew ietu boru w yklykaju,
z dewietoi h o ry n a ośmirko, z ośmirko na semirko, z semirko na
szestirko, z szestirko na pietirko, z pietirko na czetwirko, z czetw irko n a tre tirk o , z tre tirk o na dwoje, z dwóch na odno, z odnoho
n a nic. Chu, tfu , chu, tfu, chu, tfu. Naj B ib d aśt’ n a wik, na lik ,
skaczy zdorow .“
II I.
Prymowa na hostec (gościec).
„Iszow czołowik iz za hośtiow atoi hory. H istiow ate na nim
wołosie, czoło, oczy, nis, ucha, huby, zuby, jazy k , boroda, ru k y ,
noha, k ist, soroczka. H istio w aty j uwes pryjszow czołowik ses. do
irszczenoho porożenoho ra b a bożoho Iw a n a (imię chorego). Z a k ły
naju, zam ow laju, w idsyłaju za histiow atu boru, za czerwone more,
de b y k y n edorykajut, psy nedohaw kujut, ko h u ty nedopiw ajut,
chłopci p erw ak y nedow iw kujut, tam tebe w idsyłaju, zamowaju,
zak ły n aju . W y b y raju z oczej, z pid oczej, nosa, pid nosa, zubiw,
p id zubiw, szyi, z pid szyi, hrudej, z pid hrudej, z ruk, pid ru k ,
szk iry , pid szkiry, kolin, pid kolin, nih, pid nih, paleiw, pid palciw, nihtiw , pid nihtiw . Ne w jeły, ne boły, ne skipaj, biłu k is t’
ne łu p aj, czerwonu krow ne rozływ aj, uspokij sie, uhłahij sie, abyś
ne m aw mocy, ja k zajęć chw osta, a h ły sta oczyj. Zczezaj, p ropadaj,
ja k dym z chatiw , a rosa wid sońcia. Chu, tfu , chu, tfu, chu, tfu .
N aj B ib d a s t’ n a lik , na w ik, skaczit zdorow i.“
Podozas przem owy w yw ija nożem wokoło chorego.
—
264
—
IV .
Prymowa do korow.
Obsypuje m akiem trz y ra z y krow ę wkoło m ówiąc: „ J a k ne
m aje mocy p ry łe tity ko h u t czerwonyj iz za czerwonoho m oria ses
m ak w izbyraty, w idziubaty, ta k ne m aju t mocy łychodiłnyci, czierodiłnyci wid moich korowok, świetuszok w id o b raty mnobe mołoko,
to u stu sm ytanu, żowte m asło.“
O innych przemowach i wróżbach wspom niałem p rz y opisie
zw yczajów dorocznych w kalendarzyku. E u c u li w ierzą silnie w sk u
teczność zaklęć. Jeden z mieszkańców opow iadał mi, iż pam ięta
doskonale następujące zdarzenie w domu swego ojca, kiedy b y ł
jeszcze m ałym chłopakiem.
Ojciec jego m iał wiele bydła, k tóre daw ało w praw dzie dosyć
m leka, lecz śm ietany kropli zebrać nie było można. M ieszkał wów
czas w Jab ło n icy pewien M oskal, starzec 115 letni, k tó ry po wojnie
francusko-rosyjskiej t u osiadł i znał różne przeciw czarom środki.
U d ał się więc do niego ojciec owego H u cu ła i przyw iódł do siebie,
prosząc, by mu co pomógł. Ten k az ał rozpalić w piecu, przynieść
w dojnicę wody, a biorąc węgle z pieca, w rzucał do dojnicy. W odą
tą k azał przez rzeszoto bydło pokropić, z resztą zaś pójść m atce
n a rozdroże, w ykopać pośrodku kw adratow ą jam kę, w ylać w nią
wodę z dojnicy i jam kę n ak ry ć w ykrojoną ziemią, ale ta k , by
częścią w ierzchnią na dół ją położono, a w tedy przyjdzie do niej ta ,
k tó ra jej odebrała śm ietanę.
W rzeczy samej ta k się stało. K iedy m atk a w y la ła wodę
i n a k ry ła darnią, p rzy szła do niej jej sąsiadka i zapytaw szy, co to
tak ieg o czyni, prosiła, by dała pokój. M atk a jednak odpowiedziała,
że co to jej szkodzić może, że robi ta k , aby jej było dobrze,
a k tó ra się do czarów poczuwa, musi za to odpokutow ać.
G dy m atk a w róciła, z a p y ta ł ją M oskal, czy się spodziew ała,
ab y jej sąsiadka odebrała śm ietanę, i czy chce, aby jej bydło w y
ginęło, czy aby jej oczy w ylazły, (czy aby nic m asła ne m ała,
Czy aby jeji lizło oczyma). M atka jednak odrzekła, że chciałaby
ty lk o mieć śm ietanę. M oskal w ziął te d y topkę soli, odmówił nad
n ią niezrozum iałe jakieś słow a i k az ał przez trz y la ta po szczypcie
daw ać do soli dla bydła.
Przez trz y la ta daw ało bydło tak ie mleko, iż śm ietany ta k
gęstej, ja k masło, więcej było, niż m leka samego. G dy się naczynie
z mlekiem przechyliło, oddzieliła się sam a śm ietana od m leka.
W istnienie szatanów na ziemi też w ierzą (zob. kalen d arzy k
18/1 i 13/ 7). W fa n ta zy i ludu zw ykle czart z zakopanym i skarbam i
—
265
—
w jednej w ystępuje roli. Oto co wieść gm inna niesie : „N a Y lkiw skim
koło Leśniow a W ielkiego stoi chata pusta. M ieszkał w niej daw niej
gospodarz H ry ć M ychajłyszyn, którego dyabeł stam tąd w ypędził.
P ozw olił m u zabrać cały swój dobytek, ty lk o stare żarna pozosta
wić kazał, na k tórych m ełł w niedziele i św ięta.
Opodal ch aty pod bukiem , co ma trz y w ierzchołki, siedzi
dyablica na dw u m iedzianych kotłach pieniędzy, łańcuchem ze sobą
zw iązanych. P a s ł tam dawno bydło p asterz J a k iw Ł y sy j, k tó ry
przez ła t k ilk a próbow ał przem ieszkiwać w tej chacie. Co nocy p rz y
chodziły dyabły, w yrzucały m u ogień z pieca, przew racały stół,
św istały , k rzyczały, w ypuszczały bydło z koszary i goniły po la
sach, a s ta ra dyablica przychodziła nocą do niego, obiecując, że m u
da dw a k o tły pieniędzy, g d y z nią ślub weźmie. Chłopiec nie chciał
i uciekł w końcu stam tąd.
D usza — zdaniem ludu wiejskiego — błądzi przez l a t 7 tam ,
gdzie człowiek ży ł i grzeszył. , Po siedmiu latach dopiero sądzi ją
Bóg, czy m a pójść do nieba, czy też do piekła.
O ciałach niebieskich słabe m ają pojęcie — w iedzą bowiem
ty lk o , źe Bóg to w szystko stw orzył, a o stw orzeniu św iata ta k
opow iadają :
Bóg z szatanem wznieśli się byli raz z m orza w niebiosa.
W te d y P an Bóg napow rót posłał d y ab ła w morze, by biorąc na
Jeg o imię, przyniósł garść nam ułu.
D yabeł jednak, mówiąc „na imię m oje“, niczego nie dostał,
i z próżnem i rękom a powrócił. P osłał go P an Bóg pow tórnie do
morza, mówiąc, bierz na imię moje, nie na swoje, a w tedy p rz y
niesiesz. A le dyabeł znowu, ja k poprzednio, chciał wziąć n a swe
imię i znowu z niczem powrócił. Dopiero za trzecim razem , przyszedł
szy na dno morza, rzek ł „ ta naj bude n a Jeho im ie“, a w ziąw szy
odrobinę nam ułu, w rócił w niebiosa. W ted y P an Bóg p lu n ął w garść,
i ulepiw szy placek z tego nam ułu, położył się na nim i zasnął.
D y ab eł jednak chciał Go z placka w morze strącić i taczał plackiem
w różne strony. P lacek się rozszerzał, aż wreszcie pow stała ziemia.
Z przesądów opisałem część w kalendarzyku pod dniem, k tó
rego dotyczą, a tu wymienię ich parę. Nie m a ich w praw dzie wiele.
K iedy ry b acy zazdroszczą sobie połowu ryb, biorą przejechaną
n a drodze żabę, suszą, tr ą następnie na proszek i posypują nim
sieć lub wędkę tego, k tó ry ma większe szczęście; odtąd ów nic
więcej nie złowi.
M yśliw i tw ierdzą, że g d y b y ktoś mierząc długość strzelby pię
dzią, w ostatniej piędzi, zam iast palca wielkiego i średniego, u ż y ł
—
266
—
w ielkiego i małego, albo g d y b y kto na muszce u strze lb y z a b ił
wesz, z strzelb y tak iej trafić ju ż nie można. K to b y na „Czestnoho
C h resta" z a strzelił żmiję a z strzelb y tej jeden śró t d ostał się zwie
rzynie, zw ierzyna paść musi.
Itó w n ą siłę m a strzelb a, w której łożu zadłubano żądło żmiiżyw eem złapanej, a po w yjęciu żąd ła n a wolność puszczonej.
Jeż eli jeleń ry c zy na „H ław o sik ę“, to wiosna przypadnie o po
rz e w łaściw ej, g d y wcześniej lub później, to wiosna wcześniejszą
lu b późniejszą będzie.
G dy rzek a lub stru m y k w ezbrany u tw o rzy odnogę o głębo
kim korycie i brzegach przepaścistych, mówią, że b y ły tam , przez
opryszków daw nym i czasy zakopane pieniądze ; „a ja k m y cisarew y,
t a k w oda moriu opłaczuje s ia “ , zabiera pieniądze i unosi w morze.
T w ierdzą,
iż pieniądze płoną. Jeżeli płoną od północy
do rana, w ted y są czyste i m ożna je kopać, jeżeli zaś od wieczora
do północy, to z ły duch siedzi n a nich, a g d y b y kto chciał je od
kopać, zginąć musi.
P rz y zak ładaniu podw alin pod now y budynek w ycinają n a
czterech rogach w podw alinach krzyże, rozrębują szóstkę n a cztery
części, w kładając każdą w k rzyż w ycięty , a w łożyw szy też tro ch ę
w ełny, pszenicy i n alaw szy święconej wody, n ak ry w ają trzask am i
w yjętem i poprzednio z w yciętego k rzy ża. C zynią to na to, ażeby
z ły duch nie m iał przystępu. P rz y w yrębyw aniu krzyża, cieśla za
cinając pierw szy ra z siekierą, może coś zakląć. Jeż eli pom yśli w tej
chw ili o czemś, to to nig d y nie będzie się chowało. T ak n. p. g d y
p om yśli kota, będą g in ęły k oty, gdy kurę, w yginą k u ry , — kiedy
pom yśli człowieka, w ym ierać będą tam ludzie.
K om u w drodze przejdzie baba z próżnemi konew kam i, tem u
in teres się nie powiedzie.
G dy kto um iera, a ż a łu ją go, ten prędko nie skona, lecz m ę
czyć się będzie.
T a k samo kiedy rż n ą k u rę (drób), a kto żałuje, to po z a
rżnięciu k u ra żyć jeszcze będzie.
G dy kosiarze koszą, a kosa poczarnieje od soków tra w y (kosa
sie zachm aryt), mówią, że będzie słota ; kiedy kosa się błyszczy,
będzie pogoda.
G dy dym się ściele po ziemi, w różą sło tę, a gdy m gła opada
na dół, pogodę.
K ied y w zarżniętym w ieprzu śledziona gru b szą jest n a przedzie
t. j. od głow y, zim a ostrzejszą będzie z początku, gdy grubszą je s t
w ty le, to p rz y końcu zim a będzie ostrą.
— 2ö7 —
W miejscu, w którem b y ły grząd k i i bruzdy jeszcze są widoczne,
lub k tó ręd y prow adziła dawniej droga, H ucuł chaty nie postawi.
J e s t to bowiem miejsce nie czyste.
Jeżeli drzewo ma w ilk a (narośl), nie użyje go H ucuł do bu
dow li, gdyż potem w chacie coś ciągle trzask a. Grdyby zaś takiego
drzew a użyto przypadkiem na ścianę, w yw ierca w tej narośli św id
rem dziurę, lub zabija gwoźdź, k tó ry znajdzie w zgubionej pod
kowie końskiej.
Hozpiec w ogniu znalezioną przypadkiem podkowę końską
i w ypiec nią znak psu na czole, to pies ta k i nig d y się nie wścieknie.
Spotkanie się z księdzem w drodze, przynosi nieszczęście;
dobrze jest rzucić za nim kamieniem, śniegiem, lub ziemią trz y razy .
P rz y sprzedaży bydła sprzedający, w ziąw szy zapłatę, w yjm uje
ze swych pieniędzy parę centów i położyw szy na rękaw , rzuca na
ziemię. Grdy pieniądz padnie orłem do góry, to szczęśliwa je s t ręk a
sprzedającego, g d y odw rotną stroną, to nieszczęśliwa. Pieniądze te
bierze potem k u p ujący i daje „na Boże do ce rk w y “.
N ietoperz je st tow arzyszem dyabła. Grdyby na „ J u r a “ n a p łó t
nie surowem (niebielonem) uciął kto nietoperzowi srebrnym pier
ścieniem głowę i zaw inąw szy ją w to płótno, położył pod próg, to bę
dzie m iał dobre in teresa ; gdyby zaś położył do skrzyni, w której leżą
pieniądze, to przybyw ać będzie pieniędzy nie wiedzieć skąd. N ietoperz
pow staje z m yszy, k tó ra na wielkanoc zje coś święconego.
Z łapaw szy nietoperza, kupić now y garnek, nie targ u ją c się
o niego, a w yw ierciw szy w nim 9 dziurek, osadzić nietoperza i za
w iązać surowem płótnem ; rozebraw szy się następnie do naga, zanieść
za dziesiąty p ło t i włożyć w mrówcze gniazdo za miedzą, a potem
uciekać prędko, by nie posłyszeć pisku nietoperza, gdyż możnaby
ogłuchnąć. Po 9 ‘dobach przyniósłszy chleb i sól, włożyć je w m rów
cze gniazdo, dziękując im za robotę (to ma znaczyć : za ogryzienie
kości) i w yjąć garnek, w k tó ry m pom iędzy kostkam i znajdą się
g rabie i w idełka kościane. Grdyby kto, chcąc sprzedać bydle, d o t
k n ą ł się go tem i grabelkam i, a m ów iąc: idź za ta k ą a ta k ą cenę,
w idełkam i następnie odepchnął, m usi za nie kwotę, ja k ą w ypow ie
dział, otrzym ać.
T ak samo można zdobyć sobie kochankę, tem i grabiam i jej
dotykając.
G dy w ia tr kogo podwieje, uleczy się, gdy pochwyci liście
lub traw ę, k tó re w ia tr w irow y wznosi w górę, i tern się
podkurza.
Jó zef Sclmaider,
-
268
—
P ro ces o „perepiczkę“.
W śród luźnych aktów miejskich trem bow elskich, przecho
w anych w krajow em A rchiw um aktów grodzkich i ziem skich we
Lwowie, pod rokiem 1763 . znajduje się proces o „bałw ochw alską
perepiczkę“, jeden z bardzo licznych procesów o czary, z których
wiele doczekało się ju ż w ydania, ale więcej bez porów nania k ry je
się jeszcze w pyle archiw alnym , choć w szystkie zaw ierają m a te ry a ł
bardzo ciekaw y ta k dla folklorysty, ja k niemniej dla badacza s to
sunków praw nych i obyczajowych wieków minionych.
Proces w spom niany drukuję jako m a te ry a ł dla badaczy w ierzeń
ludowych, pozostaw iając im bliższe zbadanie, co było w nim
quaestio facti. Ograniczam się więc ty lk o do podania niew ielu uwag,
potrzebnych do zrozum ienia spraw y przez czytelnika, nie zam ierza
jącego zapuszczać się w badania szczegółowe.
„P erepiczka“ je s t w yrazem ruskim i oznacza m ały kołacz czy
bułkę, pieczoną na W ielkanoc z tego samego ciasta, co paski
i byw a w raz z niemi poświęcaną. S łuży dziś jeszcze do ro zm aity ch
celów stosownie do zwyczajów, panujących w różnych okolicach.
Najczęściej rozdają perepiczki ubogim. To nam tłum aczy np.
podaną u K olberga, „P okucie“ (t. II I . s. 55 ) piosnkę śpiew aną
na nutę kołom yjki:
Ta ja chiopec moîodenkij
za moíodyczkamy,
A mij tato na W eiykdeń
za perepiczkamy.
Oznacza to, że jego „ ta to “ b y ł żebrakiem .
W B ru stu rach dzieci chodzą w w ielki czw artek po chałupach
za kukucam i t. j. podarunkam i za dusze zm arłych i otrzym ują p e
repiczki (chleb m ały) lub pisanki (prw. Kr. K rček, P isa n k i w Glalioyi II. 1894 , s. 15 .)
Gdzieindziej na Pokuciu k ład ą perepiczki na grobach p rz y
odpraw ianiu „pom inek“ w poniedziałek w ielkanocny. Z abiera je
potem po odśpiewaniu ew angelii przy grobie diak jako własność
księdza i sam otrzym uje swoją cząstkę z tego (p. K olberg j. w. t.
I , s. 149 i 153). 0
W Trembowelskiem znowuż — ja k to widać z naszego procesu
— dawano perepiczki księdzu w W ielką Sobotę po poświęceniu
pasek. K to ich nie miał, m usiał dać w zam ian k ilk a groszy.
>) Na wiadomości o perepicżkach, podane przez Kolberga, zwrócił
moją uwagę. p. Włodz. Hnatiuk.
łaskawie
—
269
—
J a k ą ż jed n ak łączność ma perepiczka z czaram i? N a to nie
um iem y dać odpowiedzi. Z aktów w ynika ty lk o ty le, że w tajem ni
czeni daw ali do perepiczki różnorakie zboże lub nasiona i ta k p rz y
rządzoną poświęcali. Co jednak dalej z nią robiono i do j akiego
celu m iała służyć, a k ta nie w yjaśniają ; dość, że b y ł to proceder
z zakresu czarów, za k tó ry sąd ścigał winowajcę.
Przebieg naszej sp raw y by ł następujący :
W sobotę w ielkanocną znaleziono na cm entarzu pod cerkw ią
w Trem bow li perepiczkę z rożnem zbożem, a więc „nieczystą“
czyli „bałw ochw alską“.
Podejrzenie zwróciło się przeciw rodzinie H irczaków , poniew aż
szukali na cm entarzu perepiczki, k tó rą zgubili. Sąd miejski trem bowelski w dał się w spraw ę, zaraz w najbliższy piątek rozpoczął
śledztwo i badał świadków, aby się dowiedzieć, czyją w łasnością
b y ła znaleziona perepiczka. Obwinionymi b y li: W asy l H irczak, jego
żona A n astazy a, jego syn Leśko i żona tego ostatniego K seńka,
k ró rzy razem m ieszkali i razem przygotow yw ali paski św iąteczne.
Ci w y p ierali się wszelkiej w iny, badanie św iadków również nie
doprowadziło do re z u lta tu i nie można było dociec, kto zgubił pe
repiczkę. W ówczas sąd w ydał w yrok, polecając obwinionym dostawić
dw unastu mężów, k tó rzy by ich „odprzysięgli“ t. zn. stw ierdzili przy
sięgą, iż znają H irczaków jako ludzi porządnych, k tó rzy się nigdy
żadnem i gusłam i „nie b a w ili“. N a tem byłaby się cała spraw a skoń
czyła korzystnie dla H irczaków . W ostatniej jednak chw ili, g d y już
ułożono rotę przysięgi, powołani mężowie cofnęli się z nieznanych
nam powodów i nie chcieli składać przysięgi.
To pogorszyło n a tu ra ln ie spraw ę H irczaków , wypuszczono ich
jednak na w olną stopę za poręką siedmiu mieszczan. Jak im b y ł
ostateczny w y ro k sądu, nie wiadomo, gdyż a k ta nie zaw ierają ża
dnej więcej w zm ianki a n i.w tym , ani w następnym r o k u ; należy
jed n ak zauważyć, że a k ta nie są w porządku i komplecie.
M am y ty lk o jeszcze zapiskę z dnia 10 . maja, że „aprobowano
sposobam i“ A n astazyę H irczaczkę, k tó rą widocznie miano najbardziej
w podejrzeniu, gdyż — ja k zw ykle — stare baby najlepiej zn ają
się na czarach, a H irczaczka m iała około 70 la t. A le i na to rtu
rach badana, nie p rzyznała się do niczego.
Ja k ie to b y ły owe „sposoby“, którym i wym uszano zeznania,
o tem możemy się dowiedzieć z innych procesów m iejskich. D elik
w enta oddawano do rą k „m istrzow i spraw iedliw ości“, t. j. katow i,
a sposoby, najczęściej stosowane, b y ły : „pociąganie“ (zw ykle tr z y
krotne), przypiekanie świecami i przypiekanie szynam i rozpalonemi,
— 270 —
Stosowano je ty lk o względem najgorszych przestępców , ja k złodziei,
rozbójników, morderców, a także obwinionych o czary.
P ro to k o ły procesu poniżej podanego pisało pióro n iezb y t
w praw ne, modernizuję przeto pisownię zachow ując jed n ak w iernie
brzmienie w yrazów .
INK W IZYCYJA
słu c h a n a z ś w ia d k ó w s tro n y b a łw o c h w a lsk ie j p erep icżk i z r ó ż
n y m zbożem n a W ie lk a n o c zn ajd zio n ej.
Działo się w Trembowli w p iątek po św iętach W ielkanocnych
dnia 8. kw ietnia, 1763 . roku.
P ierw szy św iadek H asz R adek po w ykonanym cielesnym j uram encie1) to zeznał: P rzyjechał Lesko H irczak wozem swoim na n a
bożeństwo i poświęcenie, przyw ióz paskę, potym i ja przyjechałem
tak że i stałem sooie niedaleko woza Leskowego, więc w ziąw szy
Lesko swoje niecki niósł n a cmencarz, z k tó ry ch niecek widziałem ,
że perepiczka w y p a d ła ; nie widziałem , ktoby ją podnioł, a że n a
cm entarzu Lesko całego zgrom adzenia ludzi p y ta ł się, na co ja od
powiedziałem, aboś nie słyszał, że cię w ołali, żeś paskę zgubił, a
kto by ją podnioł, tego nie wiem.
D ru g i świadek, Andrzej Strzelecki pod juram entem zeznał:
Szedem ja także na cm entarz ze swoją paska i znalazłem perepiczkę,
nie wiem, czyja była, k tó re j a zdjąw szy położyłem n a wozie K o stia
H reczki, tyłkom to słyszał, że go ktoś w o łał: Lesku, perepiczkę
zgubiłeś, k tó ra perepiczka z woza na ziemię leciała, aże F edor,
pasierb K ostiow one popraw ił i dalej nie wiem, gdzie się podziała.
Trzeci świadek, Fedor, K ostia H reczki pasierb : Przyjechałem
j a tak że k u cerkw i wozem; nie widziałem czyją perepiczka zd jął
A ndruch Strzelecki i na mój wóz porzucił, k tó rą ja wziąłem lecącą
z woza poprawiłem . W ty m p rzy szła P ara sk a C itulskiego, p y tając
się, czy nie moją w y perepiczkę znaleźli, alem pow iedział: pozna
wajcie sy i w ty m poszedem do cerkwi, nie wiem, gdzie j ą podziała.
Tom słyszał, że Ilk o R ad y k mówił, to Leskow a perepiczka, k tó ren
p y ta ł się o nie po cm entarzu i żonę B azylego Skomoroskiego za
nie napastow ał, k tó ra się przeżegnała mówiąc : daj mi pokój, ja nie
wiem ni o czym, a że ja powiedziałem : i m y to znaleźli, ale ją
J) Jurament cielesny, iuramentum corporale, przysięga w ł a s n a w odróżnieniu
od przysięgi t. zw. spoiem przysięgających czyli pomocników przysięgi.
—
271
—
w zięła P arask a C itulskiego, tego nie wiem gdzie j ą podziała, i ta k
Lesko Hirczak poszedł szukając swojej perepiczki. Nie wiem czy j ą
odszukał czy też nie.
C zw arty św iadek Paw ło, B yczykow syn, to pow iedział: P rzy szedem ja na cm entarz przody, niżeli wozem przyw ieźli paskę ;
potym w yszedszy w yglądać swego woza i szliśm y z K siążykiem ,
aże prosię skądeś perepiczkę z między wozow w yniesło, k tó rą
K siąży k podniosł i na woz W asyleckiego położył już z w irzchu
zjedzoną. Nie w idziałem w niej żadnego zboża. P otym p y ta ła się
P a ra s k a mnie : nie wiem, co mam czynić, mam perepiczkę, ty lk o że
zw alana, nie śmiem ją daw ać duchownemu, chyba trzeba pieniądzm i
zapłacić. P otym parobek C itulskiego poszedł słom y podsun(ąć) pod
paskę, tę perepiczkę leżącą na swoim wozie całe, a tej nie wiem,
gdzie się podziała, co od prosięcia b y ła odjęta.
P ią ty św iadek A ntoni K siążyk to pow iedział: Będąc ja na
cm entarzu jako i insi ludzie potym wyszedem w yglądać swego woza,
onę perepiczkę orljąłem u prosięcia, k tóre ju ż było prosię z w irzchu
nadjadło, położyłem na wozie czyimeś, zboża żadnego nie uw ażałem
w niej, gdzieby się podziała nie wiem, i czyjaby b y ła nie wiem,
d ru g iej zaś perepiczki nie widziałem, anim słyszał, żeby się kto o nie
p y ta ł, bo to było tu m u lt ludu.
Szósty, świadek B azy li Skom orow ski: P rzyjechałem ja sobie
tak że n a nabożeństwo, zobaczyłem, że Fedko, K ostia H reczki pasierb,
ręce sobie ocierał z błota, a perepiczkę n a wozie położył. W ty m
P ara szk a C itulskiego p y ta ła się o tę perepiczkę, które by ł zdjął A n
dru ck Strzelecki. W ziąw szy onę, nie wiem, gdzie się podziała. Zboża
żadnego nie wiem, aby w niej było, ty lk o niecki pow ydaw szy A ndruchow i Strzeleckiem u i Pedkowi, Hreczkow em u pasierbow i i swoje
wziąłem, przychodząc bliżej woza C itulskiego widziałem, że perepi
czkę podświuek jadł, nie wiem, k tó ra to była, czy ta, co ją zdjęli
z ziemi, czy insza, tego nie wiem.
Siódm y św iadek J a k im D roździk to pow iedział pod sumieniem :
Że j a żadnej perepiczki z domu nie brałem anim ją m iał na cmen
tarz u , bom nie m iał sposobnej do oddania duchownemu i za to od
dałem parę groszy tym , co w ybierali. N a to spraw iedliw ie przysięgam .
P edor C itu lski w ykonał cielesny ju ram e n t w tę rotę : J a F edor
przysięgam P an u B ogu w T rójcy Świętej jedynem u, jako ja sw oją
perepiczkę zgubiłem na górze koło W olicy, k tó re znalazł Jó z e f
Boyko, co się znajduje w m agistracie, czysta, ale nie ta z różnym
nasieniem, jako spraw iedliw ie przysięgam , ta k mi P anie Boże pom ą ~
g a j i niew inna m ęka Syna Twego.
—
272
—
R elacy a zeznań od uczciwej M arunki Fedorowej Bieniowej :
P ro sił mię Lesko H irczak abym onemu paskę spiekła, którego żona
w połogu na ten czas leżała. W ięc ja przyszedłszy, dał mi Lesko
H irczak m ąki, a żona jego z za prześcieradła podała mi korzenia dc
paski, k tó re ja porobiwszy, w piec posadzała i poszłam do swego
demu. W domu zaś porobiwszy swoje paski, przyszłam zasię do
H irczaka, już paski b y ły z pieca pow ybierane, gdzie ja znowu
ro zpaliw szy w piecu na drugie kołacze, tam zrobiła i H irczaczka
s ta ra swoje paskę, robiła też i perepiczki, w ałkiem roztaczała, ma
słem stary m polew ała, mnie n a łopatę daw ała, ja w piec sadzała.
S tefan H a rh a ra w ykonał cielesny ju ram en t i ta k zeznał : J a
stałem trzeci w szaragu miedzy ludźm i na cm entarzu z swoją p a sk a
od starego H irczaka, k tó ry s ta ł z swoją paska i w kobiałce ją m iał.
W idziałem i słyszałem , jako przyszedł Lesko, syn Hirczaków , do
ojca swego i p y ta ł się ojca : a niema naszej perepiczki, — nie m asz
— a syn odpowiedział : otożeśmy zagubili, trzeba dać dru g i grosz,
a ojciec zaś pow iedział: ot pow iadają, że W a sy l Skomorowski zn a
lazł, pójdź ta pytaj. 1 Lesko tu rb u jąc się, że trzeba dać grosz, po
szedł, alem go więcej nie w idział i więcej nie wiem i nie słyszałem .
(W tem miejscu znajduje się w akcie znak czy odsyłacz, a obok
niego u w a g a: „te inkw izycye należą n a tam ten bok“. Jak o ż i na
drugiej stronie znajdujem y podobny znak i dalszy ■ciąg naszego
procesu, w środku zaś znajdują się zapiski odnoszące się do innych
sp ra w pod d a tą 12. maja.)
In d y g a cy a ze stro n y zapozwanej przed sądem słuchaną aprobu
jąc paski różnemi sposobami przez różne osoby, ale nie można się
sk u tk u dowiedzieć, jakoż i przez same zapozwaną.
Lesko H irczak by ł dobrowolnie aprobow any, k tó ren z niew iadomośei n a aprobatę od niego wziętej paski sam uk azał n a należą
(? stc1) P o ty m by ł p y tan y , jeżeli nie było jakiej nam ow y z żoną,
z m atk ą lub teszczą o jakow ych gusłach. N a to odpowiedział, że ja
n ie byłem i w chałupie n a ten czas, kiedy oni paski sadzali w piec
za drugim pieczywem, ja k sadzali i nie byłem jak wyjm owali.
A n a sta z y a s ta ra H irczaczka b y ła p y tan a, to powiedziała, że
p iek ła paskę Bieniowa Leskowi, posadzaw szy one w piec poszła do
siebie, k tó re j a pow ybiraw szy z pieca, zapaliłam w piecu i porobi
w szy swoje paskę i perepiczki, w ty m przyszedłszy B ieniow a po
m ogła mi sadzać do pieca, j a podaw ała na łopatę, a B ieniow a sa
dzała, ale żadnych czarów nie wiem, ani się do nich nie znam, jako
*) Prawdopodobnie ma b yć: na leżącą.
—
273
—
też i zboża w paskę nie sypała, anim na to rad ziła i nie z mego
domu ta perepiczka w yniknęła.
B azy li H irczak b y ł p y ta n y : Źe swoją paskę woziłem do poświę
cenia, miałem dla duchownego perepiczkę za pazuchą, k tó rą i odda
łem, a że syn mój Lesko zgubił gdzieś perepiczkę i mnie się o nią
p y ta ł. K to b y ją znalazł, nie wiem. G usłam i żadnem i się nie baw iałem , ani moja żona, a lubo Lesko sprow adził Bieniowę dla piecze
n ia paski, bieda ich znaje, co tam sobie robili, bom w chałupie nie
b y ł w ten czas.
M aruńka R aczniczka była aprobow ana i p y tan a, to powie
d ziała : źe nie wiem za co i z jakiej racy i H irczaczka w sadziła
swoją paskę i zaraz podle onej paski m aleńką perepiczkę najbliżej
w sadziła i drugich dwie większych, potym m aleńką czw arte i z tem i
słow y: to ta bude dla hospodyna. A żeby m iała zboże czyli też n a
sienia różnego sypać, anim go sam a m ie s z a ła ... (sic)
Po wyprow adzonej inkw izycyi ze św iadków jakoteż i słucha
ny ch indygacyach od sam ych powołanych, urząd nak azał onych
w mocniejszy sekwest z stra ż (sic), w której pomieszane (sicx)
zostali z podobnemi do złego uczynku początkam i. N aprzód sam
W a sy l H irczak te słow a m ów ił: Tadże (sic) ja k ilk ara zy posyłałem
L esk a do landw ójta, aby się poradził, cobyśmy mieli z ty m robić,
co ludzie o nas gadają. Ja k o i Lesko pow iedział : Tadże byłem
u p ana lan d w ó jta: P. landwojcie poradzie (sic) w y mnie, c o j a mam
te ra z robić o tym , co ludzie gadają, a pan landw ojt mi pow iedział :
niechajno, niechaj, może to być i dobrze. W tym sta ry odpowiedział :
otóż tera z masz : niechajno, niechaj, bo żeby ja b y ł w idział to nie
szczęście, to bym b y ł za p rzą g ł konie w wóz, ta z babą między l u
dzie, a terazem w nieszczęście w padł.
Zaś H irczaczka zrozum iawszy, co się koło niej ma dziać,
w zięła p ro tek cy i szukać. Potym pow iedziała: niechaj s ta ry siedzi
w sekweście, a mnie same puśćcie z Leśkiem , bo ja k syn sam pój
dzie, to on niczoho ne znaje, a meni sam yj tre b a tam buty.
Sąd zatrzym aw szy one osoby w sekweście przez całą noc, aże
pierw sza p rotekcya P etro T okarz z Podzam cza w ziął kożuch przyt a r t y u księża R y m b a ły 2), jako sam prezentow ał płótna różnego
g atu n k u sztuk cztery, dw a zwoje sukna białego gospodarskiego,
*) Prawdopodobnie : pomieszczone.
2) Rymbała pop tremboweiski. Jest to Mikołaj Rymbała, który w r. 1752‘
otrzymał od Augusta III. przywilej na popostwo trembowelskie. Zob. Castr. Halic.
T. 262. p. 1273 — 1277. (w Archiwum Bernardyńskiem).
18
—
274
—
w atow iny zwój jeden, źupan g ranatow y, pas krem pow y z biafych
chust nie w iem y co (sic), dzieżka ze słoniną i z sadłem całym , wo
sk u k rążek trocha z boku w yłupany.
L ibera K o n fessata1) z powołanej w czarodziejstw ie A n a sta zy i
ffirczaczki.
Pierwsze pytanie, b y ła p y ta n a : Od młodości la t jej — to p o
w iedziała — mieszkam z mężem moim la t pięćdziesiąt, żadnem i g u
słam i nie baw iałam się. N a B,akowicy m ieszkałam la t więcej dw a
dzieścia, między sąsiadam i w S adach2) mieszkam la t tak że dw adzieścia
m iędzy sąsiadam i, niczemem się nie baw iła.
D rugie p y tan ie: Pod ju ry d y k ą żadną, jako to księżu R ym bale
nicem swojej p racy nie w ydaw ała, gotow am przysiąc, ani P etrow i
T okarzow i.
Pierw sze p y tan ie W asy la H irczak a dobrowolne : J a k m ieszkam y
z sobą la t 50 , m ieszkałem m iędzy sąsiadam i, dziecim spłodził, ale
żadnych gusłow nie wiem y, z p ra cy rą k moich k aw ałk a chleba do
rabiałem się, do krów nic moja żona nie wie.
D rugie p y tan ie: Pod ju ry d y k ą żadnych rzeczy nie w ydaw ałem .
P etro T okarz kożuch w ziął i to dla zimna, w księża (sic) R y m b ały
pożyczyłem talerów bitych 4 . N a to w szystko gotowem poprzysiąe.
Pierw sze py tan ie L eska H irczaka : O perepiczce nie wiem, skądby
w yniknęła t a z różnym nasieniem ; ja chociaż zgubiłem perepiczkę
ale bez żadnego zboża. M atki mojej nie w idziałem na żadnym złym
uczynku.
Pod ju ry d y k ę żadne nic m y nie w'ywozili i o tym nie wiem.
Petro T okarz kożucha nie b ra ł an i najmniejszej rzeczy. W księża
R y m b ały pożyczyłem na ekspens talero w bitych 10 .
In d y g acy a prowadzona z K sięki, żony L eska H irczaka. To
pow iedziała : N a moją swiekrochę nic nie powiem, bom po niej złego
niczego nigdy nie w idziała. Zaś perepiczki ani paski nie piekłam ,
bom na ten czas w słabości leżała, to je s t w połogu.
■Drugie p y ta n ie : Rzeczy swoje sta ra pow ydaw ała’księżu R ym
bale, sam a z niemi przyjechała. Coby w ydaw ała, tego nie wiem,
bom i z chałupy nie wychodziła.
O »Libera Konfessata« oznacza zeznania poczynione bez stosow ania tortur;
gdyż tego rodzaju zeznania nazywano ; »Konfessata Korporalna«.
2) Sady -- dzielnica w Trembowli zamieszkała głównie przez rzemieślników
: sadowników, odznacza się wielką ilością sadów.
—
275
—
D E K R ET.
Działo się w sobotę po niedzieli Przewodnej, dnia 17 k w ie tn ia 1)
E . P. 1763 .
A ponieważ sąd landw ojtow ski burm istrzow ski radzieek i,
m iejski trem bow elski nie mogąc się zinform ow ad z poprzysiężonych
św iadków stro n y perepiczki ze zbożem naleziojiej, jakoteż i słucha
nych dobrowolnych kontessat W a sy la H irczaka, żony jego A n a sta
zy ! i L eska H irczaka, syna ich, o powołanie i zadanie tak ich gusłow ,
n a k a z a ł ludzi dw unastu mężów, ab y H irczaki staw ili i onycb odprzysięgli po tą rotą, jak ą się niżej opisze. A że stro n a powołana
w edług n ak azan ia sądowego ludzi do przysięgi staw iła osób sześci,
to je s t sław etnego A ndrzeja M ikołajenka, M atyasza B łotnego, Irzego
H am ałę, Tym osza Szpakow skiego mieszczan trębow elskich, sław etnego
Ł u k asz a Drobnickiego, W ojciecha Szyszkiewicza, ju ry sd y k u n to w W .
In. K sięża Proborszcza (sic) trębow elskiego. Sąd na takow ych sumienię ufając, term in przysięgi na dzień poniedziałkow y blizko p rz y
padający zran ia natszczo odłożył a pod t ą kondycyą, aże stro n a
drugich sześci podług nakazania nie sta w iła przynajm niej tychże
sam ych do w indykacyi takiego nieszczęścia nieodwłocznie.
W iedzenie św iadków lepszego dokum entu stro n y perepiczki
znalezionej.
Działo się w Trem bow li, w poniedziałek przed świętem S. W oj
ciecha B isk u p a i M ęczennika E . P. 1763 (18 kw ietnia).
K o n d ra t P ro ro k w ykonał cielesny juram ent, to powiedział p r z y
obecności w szystkich świadków, które byli staw ione od stro n y pow o
łanej do p rzy sięg i: W ozili n a cm entarz paski do święcenia na wo
zie P ed k a C itulskiego, czterech gospodarzow P ed o ra C itulskiego,
starego P ro ro k a i H ry ń k a , b ra ta mego i moją. J a sam nie był
z niemi, alem b y ł na W olicy w służbie Bożej, więc ja k przyjechali
z paskam i z m iasta i za sta li mię w domu, potym każdy w ziął swoje
niecki z paska, do chałupy poszli, a j a szle pochowałem, potym
włazem na wóz swoje paskę zdejmować, nam acałem nogam i pod
słom ą perepiczkę w błocie zw alaną i ta ż same w chałupie ju ż po
obiedzie przespaw szy się z błota nożem ostrugałem i onem zjadł,
perepiczka biała, rozsypczyła, m ierna, m niejsza, ja k za dw a grosze
na mieście chleb.
Tandem na dniu dzisiejszym poniedziałkow ym stro n a pow ołana
czyniąc zadość nakazanej se n tsy i2) (sic) dekretem , ludzi w iarygodnych
1) Data błędna, ma być: 16. kwietnia.
2) = sentencyi.
—
276
—
sąsiadów a nie krew nych do odprzysiężenia takow ego zarzu tu s ta
w iła, k tó ry m sąd po jednem u każdem u z osobna n ak azał cielesny
ju ram e n t w tę ro tę : J a N. przysięgam P. B. wszechmogącemu^
w T rójcy Świętej jedynem u, iże to wiemy, jako W asyl H irc z a k
z żoną swoją z m łodych la t w Trem bow li m ieszkając, potściw ie się
obchodził, z p ra cy rą k swoich k a w a łk a chleba się dorabiał, żadnem i
gusłam i się nie zabaw iał, ani też nic złego na niego się nigdy nie
pokazało, ani się z H irczakow ego domu nie w yniesło i od nich n ie
w yniknęło.
A że te ludzie odstąpili od przysięgi i przysięgać nie
chcieli, stro n a jednak pow ołana za poradą W . Im ci P an a w ó jta
sądów w ójtow skich ludzi do poręki w iary godnych i fo rtu n a t nych
z a sobą staw iła, do czego i sąd schyliw szy się onym pozwolił.
P o r ę k a H irc z a k ó w .
D ziało się w piątek po święcie Ś. M arka E w a n g ie listy
B,. P .
1763 . (29 . kw ietnia).
M y niżej n a podpisach w yrażeni znam y to teraźniejszą porękę
naszą, k tó rą stw ardzam y (sic) i chcemy mieć za aw tentyezno, . iżm y
w idząc przez niedziel cz ty ry w niewoli A nastazyę Hirczaczkę sie
dzącą, uprosiliśm y urzędu m iejskiego trębow elskiego, ażeby onaż.
b y ła z tego sekw estu uwolniona, k tóre m y n a porękę bierzem y do
dalszego rozsądku, też sam ą pow inni będziemy do tegoż sądu
p rzy staw ić, tak ę jak ę teraz odbieram y; a nie m ielibyśm y onej p rz y
staw ić, te d y powinni będziemy za to sam i odpowiedzieć, chyba, żeby
p rzody śmierć onę pościgła, to w tenczas od tej poręki w olnem i się
być poczniemy. N a co dla lepszej w iary rękam i naszem i podpisujem y
się. M ichał Tyszow iecki + Oleksa C itulski - ( - J a n Picun -j- J r z y
H a m a ła + P etro T okarz -j- G-abryel M ilkiewicz -}- M a ty a s z
B ło tn y + .
Tandem n a dniu w torkow ym przed W niebow stąpieniem
C h ry stu sa P an a (10 . maja) będąc aprobow ana H irczaczka sposobam i
n i do czego się przyznała.—
N a tem u ry w a się proces o perepiczkę.
Zbigniew Pazdro.
—
277
—
Polacy na
Studyum etnografìczno-statystyczno-historyczne.
Praca ta pochodzi z teki pozgonnej Maksymiliana Gumplowicza. Przepisał ją
z zapisków stenograficznych i złożył w całość ojciec autora dr. Ludwik Gumplowicz, profesor uniwersytetu w Gradcu. Wydaniem zajął się podpisany. Nie
naruszając osnowy tej pracy pośmiertnej i szanując ją jako nietykalną pozosta
ło ść po przedwcześnie zmarłym, a tak pracowitym dziejopisarzu, porobiwszy
jedynie niezbędne poprawki co do nazw, imion własnych i niektórych szczegó
łów , zastrzegam sobie wypowiedzenie uw ag i własnych poglądów w zakończeniu
rozprawy.
D r. Stanisław Eljasz-Radsikowski.
WSTĘP.
Podczas kiedy stosunki etnograficzne krajów alpejskich są już
oddaw na dokładnie zbadane, bardzo mało znam y stosunki te w k rajach
k arp ack ich , zw łaszcza pod względem językow ym panuje jeszcze
dużo m ylnych zdań. W obec mnogości pokrew nych narzeczy sło
w iańskich w k rajach karpackich, nieraz ty lk o re lig ia stanow i główne
k ry te ry u m narodowości,; a o przynależności narzeczy przejściowych
do jednej lub drugiej narodowości, w ydaw any byw a sąd często
w edług znamion przypadkow ych, zw łaszcza jeżeli w ydający sąd
nie są Słow ianam i. T ym sposobem jedynie w ytłóm aczyć sobie
m ożna, że p rzy jaźn i nam zw ykle M adjarowie koło 100.000 górnow ęgierskich Polaków zaliczają konsekw entnie do Słow aków , j a k
kolw iek ci o statn i o tem nic słyszeć nie chcą, a naw et Itosyanom
n a m yśl nie przychodzi ogłosić języ k polski za narzecze sło
wackie.
Co p raw d a najbliżsi w ęgierskich Polaków sąsiedzi Gralicyanie
t a k mało się o nich troszczą, że wiadomość dziennikarska o od
k ry c iu przez prof. Poliykę w roku 1885 „P olaków “ w górnej
Orawie*) w y w o łała w praw dzie w Gralicyi pewne zdziwienie, nikom u
jed n ak z uczonych galicyjskich nie przyszło n a m yśl, żeby te sto
su n k i bliżej zbadał staty sty czn ie lub historycznie.
A jed n ak ciekawe odkrycie prof. P olivki nie je s t nowem.
Polskie osady n a W ęgrzech zo stały ju ż stw ierdzone konskrypcyam i
*) „Polština w horní stolici Oravské“ p rz e z J. Poliykę, w czasopiśmie Cześ
kiem „Listy filologické« 1885, str. 463.
—
278
—
urzędowemi z l a t 1772 1) i 1787 2) a n aw et k o n sk ry p ey ą z r. 1853 3),
k tó ra co p ra w d a nie zo stała drukiem ogłoszoną.
O P olakach na W ęgrzech w spom inają zresztą geografow ie
w ęgierscy B èl4), S zaszk y 5), C saplovics6), K o ra b in sk y 7) i Jľényes8),
m ówią o nich S z a fa rz y k 9) i B iderm ann10).
N iezaw iśle od ty ch badań ogłoszonem zostało w „D odatku
tygodniow ym do G azety L w ow skiej“ (1851 n r. 41 . i 1852 nr. 3 .)
k ró tk ie spraw ozdanie o sm utnym stanie P olaków w ęgierskich
(„O osadach polskich n a W ęgrzech“ przez J . Z .11). W lecie 1851
p rzyrodnik prof. L udw ik Z e j s z n e r zw iedzając w celu badań p rz y ro d
niczych T a try , za jrz a ł także do O raw y i na Spisz i ogłosił n iektóre
uw agi o ludności ta m te jsz e j12). Są to dotąd ( 1893) jedyne prace
polskie o P o lakach n a W ęgrzech ; przeszły one jednak dosyć niepo
strzeżenie i w net o nich zapomniano.
Jed y n ie znakom ity slaw ista Š e m b e r a w ziął z ty ch p ra e
pohop do ścisłego odróżniania w ęgierskich Polaków od Słowaków^
zw łaszcza w w ybornej swej czesko-słowackiej D y a le k to lo g ii13), ja koteż w nadzw yczaj bezstronnie napisanym szkicu: „Mnoho-li je s t
Cechů, M oravanů a : S lo v ák ů ?“ 14).
A b y osiągnąć ile możności ja k najdokładniejszą wiadomość
o poszczególnych narzeczach czesko-słowackich, Šembera ro zesłał
do licznych nauczycieli, księży i do różnych innych osób narodo
P Bidermann : „Die ungarischen Ruthenen“ IL 82. uwaga 3.
2) Tamże naliczono w tedy 28 miejscowości z ludnością „polską“.
s) Ludwik Zejszner: Or-awa w Bibl. W arsz. 1853, T. III.; Spiż, ibidem. 1854T. III.; Spiż Słowacki, ibidem. 1855. T. III.
4) Mathias Bel: „Compendium Hungariae geographicum 1753 і Hungariae antiquae et novae Prodrom us“ 1723.
5) Szaszky: „Conspectus introductionis in notitiam regni Hungariae, і Introductio.
in geographiam Hungariae antiqui et medii aevi“ 1781.
6) Csaplovics: „Gemälde von U ngarn“, 1829.
!) K orabinsky: „Geographisch-historisches Producten-Lexicon von U ngarn“ 1786.
8) Fenyes j „Statistik des Königreichs U ngarn“ Pest 1843, I. 76, 77.
e) Safarik: „Slovanski národopis“, str. 77.
,0) Op. cit. I. 9 — 11, 95 і II. 82 et passim.
]1) Autorem tych sprawozdań zdaje się był jakiś urzędnik Polak, w ysłany
z Galicyi do W ęgier; może J(ózef) Z(aleski)?
la) W rozprawach powyżej wspomnianych.
ls) Aloizy W ojciech Šembera: „Základové dialektologie česko-slovenské“
Wiedeń 1864, w której on pierwszy (przed Polivką) zwrócił uwagę na osady
polskie w Słowaczyźnie i ze stanowiska lingwistyki podnosi znamiona tamtejszej:
polszczyzny (str. 79 i 80).
u ) „Časopis Musea kralostvi českého“, Praga 1876.
-
279
—
wości czesko - słowackiej in terro g a to ry a, jak o też k iik a pow iastek
i pieśni, celem przetłóm aczenia tychże n a narzecze miejscowe. To
te ż odnośne poszukiw ania Šembery, jako odpowiadające wszelkim
w ym ogom naukow ym i prowadzone w obrębie dotyczących n arze
czy, ro z strz y g a ją w ty ch kw estyach językow ych.
Otóż Šembera po pierw szy ra z odróżnia W yraźnie m oraw skich
C horw atów i w ęgierskich Polaków od M oraw ian i Słowaków, ja k
kolw iek m ożnaby się było obawiać, że osoby na świadectwach
k tó ry ch polegał, bądź to M oraw ianie bądź Słow acy, skłonni będą
do w liczania owej niem orawskiej i niesłowackiej ludności albo do
jednej albo do drugiej z ty c h narodowości. Że tego nie uczynili,
je s t to dowodem ich bezstronności i trafn eg o w yboru sprawozdawców
przez Šembere.
N a podstaw ie tak ich badań stw ierdził Šembera, że w stolicy
T renczyńskiej, na Oraw ie i n a Spiszu znajduje się 83.000 Polaków ;
ty lk o co do S zary szu i Zem plinu b ra k mu inform acyj, albowiem
nie zn alazł tam dostatecznej liczby sprawozdaw ców.
0 ty c h stolicach czyli żupaństw ach znajdujem y k ilk a cieka
w ych d a t w gruntow nej i uczonej p racy J. H . B iderm ana : „ O R u
sinach w ęgierskich“. A u to r zw iedzał osobiście siedziby R usinów
w ęgierskich, zbadał tam tejsze archiw a i wszędzie ze tk n ą ł się sam
z ludnością ta m te js z ą 1).
1 te bad an ia przem inęły niespostrzeżenie, ty lk o H u n f a l v y 2)
z prac B iderm ana w ziął pohop do dziwnego tw ierdzenia, że podczas
k ontrreform acyi w ielu Polaków napłynęło do W ęgier, jednakowoż
„dzisiaj s ta ty s ty k a nie odróżnia więcej wśród szczepów słow iańskich,
katolickiego P o lak a od katolickiego S łow aka, gdyż między lu d
nością słow iańską w yznanie stanow i daleko w ażniejszą różnicę
aniżeli narzecze. P olak k ato lik czuje się daleko bliższym Słow aka
k a to lik a , aniżeli np. S łow ak kato lik , S łow aka l u t r a “(!).
Dziw ić się trzeba, że ta k znakom ity skądinąd s ta ty s ty k m ógł
coś podobnego tw ierdzić, podczas kiedy n aw et w R osyi, B u łg a ry i
i Bośni, gdzie ludność pod względem politycznym grupuje się w y
łączn ie w edług w yznania, tam tejsi sta ty s ty c y ile możności s ta ra ją
*) Zanotować tutaj jeszcze należy publikacyę dr. W iktora Ungra w „Przeglą
dzie emigracyjnym“ (Lwów 1893) pod tytułem : „Polacy na W ęgrzech“. Są to prelekcye miane przez autora w r. 1882 w Kółku krajoznawczem Iwowskiem.
2) Hunfalvy: „Die Ethnographie von Ungarn deutsch von Schwicker“ 1877,
str. 305.
—
280
—
się stw ierdzić w każdym szczególnym w ypadku, etniczną p rz y n a r
leźność ludności w edług używ anego narzecza.
W praw dzie chłopi polscy na W ęgrzech należą politycznie do
stro n n ictw a słowackiego i dla braku poczucia narodowego, ty lk o
z powodów lingw istycznych, mogą być zaliczani do P olaków ; nie
mniej jednak naw et narodow cy słowaccy, k tó rz y zawsze się skarżą,
że w ęgierscy s ta ty sty c y z b y t nizko podają liczbę Słowaków, od
różniają zawsze dokładnie Polaków od Słowaków.
C zynią to nietylko daw ni autorow ie M. B e l , J a n C s a p l o ý i c s , ale tak że i nowsi ja k H o d ż a 1) i S y t n i a n s k y 2), k tó rz y
w szystkie narzecza słowackie dzielą n a 1) czesko-słowackie w po
łudniowo-zachodnich M orawach i w stolicach P reszburskiej, N itrzań skiej i Trenczyńskiej ; 2) środkowo-słow ackie w stolicach T urczańskiej, L iptow skiej, Zwoleńskiej, Tiekowskiej, N ow ogradzkiej, H ontiańskiej i Griemerskiej ; 3 ) polsko-słow ackie w stolicach Oraw skiej
dolnej, Szaryskiej, Spiskiej, Zem plińskiej i A baujskiej.
Z w yraźnego odróżnienia dolnej O raw y, a zatem w yłączenia
górnej O raw y, pokazuje się najlepiej, że n aw et ci narodow cy sło
waccy, nie uw ażają narzecsa górnej O raw y za polsko-słowackie, ale
za czystą polszczyznę.
Co do pochodzenia, osady polskie na W ęgrzech dzielą się na
dwie g ru p y :
A . Osady polskie w górno-w ęgierskich stolicach : T renczyn,
Orawa, L iptów , Spisz, Szarysz, Zem plin, Giem er i A bauj, w k tó
ry ch P olacy stanow ią ludność zbitą i poczęści tubylczą.
B. Polacy w rozsypce po różnych stolicach ; są to osady
mniej znaczne a poczęści świeższej d aty .
A. Polacy na górnych W ęgrzech.
W szystkie górno - w ęgierskie stolice, o ile zam ieszkałe są
przez Słowaków, należały pierw otnie do białokarantańskich księstw
krakow skich i do czerw onokarantańskich księstw Przem yskich*),
k tó re najprzód przez Św iętopełka połączone zo stały z państw em
0 M. M. Hodża : „Der Slovak“. Praga 1848.
2) Porównaj także: Jaroslav Vlček: „Dejiny Literatúry slovenskej“. V Turč
Sv. Martine. 1890.
*) U w agi sw oje o tych i in nych zapatryw aniach autora um ieszczę w za
kończeniu pracy, gdyż nie chcę m nożyć i tak ju ż licznych przypisów .
D r. Stanisław Eljasz-Radzikowski
—
281
W ielkom oraw skiem (w w ieku IX .), następnie przez B olesław a I I .
Pobożnego, księcia czeskiego (967 — 999 ) z Czechami, n areszcie przez
B olesław a Chrobrego (992 — 1025 ) z P o lsk ą 1). Po u p ad k u zaś P a ń
stw a Chrobrego, K a ra n ta n ia t. j. dzisiejsza S łow aczyzna, d o stała
się do W ęg ier w latach 1048 — 1193 , podczas kiedy R uś za k arp a ck a
t. j. stolice: Szarysz, Zem plin i A bauj, które jeszcze w 12 . w ieku
n ależały do księstw a Przem yskiego i H alickiego, dopiero w la ta c h
1188 — 1228 połączone zo stały z W ęgram i.
To też R usini węgierscy, ta k samo ja k i Łemkowie, są
resztk am i W ielkom oraw skiego państw a IX . w ., a pierw otnie n a z y
w ali się K a ran tan a m i (Nestor) ; przyjęcie zaś nazw y R usinów , w sk a
zuje n a dłuższe panow anie nad nim i R u ry k ó w przed podbiciem ty c h
ziem przez W ęgrów , co w praw dzie nie w yklucza niektórych póź
niejszych im m igracyj ruskich.
Bo g d y b y nie dłuższe panow anie R urykow iczów , ludność t a
zachow ałaby nazwę, pod k tó rą ją N estor znał, a nie n azw ałab y się
R usinam i. T akże z Ponsa, n o tary u sza k róla B eli widać, że W ę g rz y
w dzisiejszej Słow aczyznie prow adzili wojnę głów nie z P olakam i
(t. j. B iałokarantanam i), a nie z Czechami.
Nie podlega też w ątpliw ości, że języ k starosłow acki, o ile
o nim sądzić można z nazw miejscowości, k tó re się w dokum entach
u trz y m a ły , bardzo b y ł zbliżony do polskiego, a zw łaszcza w y k a
zuje wiele podobieństw z dzisiejszem narzeczem P odhalan i śląskich
W ołochów.
Z biegiem czasu jednak ta daw na przynależność słow ackich
„ K a ra n ta n ó w “ do P olski u sta ła w skutek zaborów w ęgierskich.
N astępnie w skutek długoletnich sojuszów z W ęgram i poszła z u
pełnie w zapomnienie. Zw łaszcza kiedy później, w 16 . wieku, możnowładcom polskim przez Unię z L itw ą , otw orzyły się nowe pola
działania, ta k dla czynności wojowniczej jakoteż dla kolonizacyi,
zrezygnow ano łatw o z daw nych posiadłości zakarpackich. To też
możne niegdyś na kresach karpackich ro d y Kom orowskich, L ubo
m irskich, W ielopolskich, Odrowążów, Zborowskich zw róciły dzia
łaln o ść n a wschód, zostaw iając W ęgrom nieurodzajne daw ne p o
siadłości swe zakarpackie.
1)
O piet'wszem zderzeniu się Polaków z Węgrami podaje wiadomość
Thietmar Merseburski pod r. 1018. W edług niego Procui (Gylas), któremu Bolesław
Chrobry powierzył miasto graniczne na granicy Węgier, oddał takowe królowi wę
gierskiemu Szczepanowi. „Habuit hic (Boleslaus) quandam urbem in confinio regni
suimet et Ungariorum sitam cujus erat custos Procui senior avunculus regis P annoniae a suis sedibus ab eodem, ut modo, antea expulsus.“ Mon. Pol. I. 312:
—
282
—
K ied y ta k P o lsk a z jednej stro n y całą Słow aezyznę poli
ty czn ie w y d ała n a łu p obcym, Gzechy z drugiej stro n y p rz y
najm niej m oralnie zachow ały ze Słow aczyzną pew ną łączność.
Ożywcze bowiem p rą d y H usytyzm u, na dnie któ ry ch tę tn iła
s tru n a narodow a, pobudziły Słow aezyznę do nowego życia. W a
leczni przyw ódzcy H usytów popierali energicznie chłopów sło
w ackich przeciw ich m adjarskim lub zm adjaryzow anym „Panom
przez co zarazem język czeski n a Słow aczyznie w ziął przew agę
n ad polskim i n ad a ł językow i słowackiem u piętno czeskie, które,
w nim p rzetrw ało do dziś dnia.
C ała lite ra tu ra słow acka w skutek tego o p arła się więcej,
o czeską, a języ k polski u trz y m a ł się ty lk o w tak ich wsiach
górskich, k tó re dłużej p rz y Polsce zostały, a w skutek położe
n ia swego b y ły więcej przystępne od północy, od południa zaśprzez pasm a g ó r odcięte, nie b y ły ta k w ystaw ione na działanie
prądów czeskich.
I. Stolica Trenczyńska.
I. Kozwój historyczny,
Północna część tej stolicy (cały okrąg sądow y Czacański),.
n ależała pierw otnie do P o lsk i1), a następnie do księstw a cie
szyńskiego.
*) Granice Polski rozciągały się za Bolesława Chrobrego aż do Preszburga
i obejm owały całą Słowaezyznę. Dopiero król Szczepan św. korzystając ze zamie
szek po śmierci Mieszka II., zdobył Preszburg i całą Słowaezyznę (1034— 1040).
Bolesław II., jak się zdaje, odzyskał ją napowrót, ale wskutek nieszczęśliwych
w ojen Bolesława III. z Belą II., cała Słowaczyzna przeszła bezpowrotnie pod p an o
w anie węgierskie. Jeszcze w bulli papieża Adryana IV. dla biskupstw a W rocław
skiego z roku 1155. widzimy wymieniony arcydyakonat Trenczyński jako część
biskupstw a W rocławskiego (Kętrzyński: „Granice Polski“ str. 23). Dopiero pokój
w Starejwsi na Spiszu zaw arty r. 1192 między Kazimierzem Sprawiedliwym
a Belą III., usankeyonow ał podbój Słowaczyzny przez Arpadów. Pomimo to rozcią
gały się granice Polski jeszcze z początkiem XIII. w. znacznie dalej ku połud
niowi, aniżeli obecne granice Galicyi i Księstwa Cieszyńskiego. W szczególności
należał cały obwód Czacański, północna Orawa i obwód Podoliniecki na Spiszu
oraz zam ek Pławiec w Szaryszu aż do czasów M atusza Czaka do Polski. Ze cały
obwód Czacański należał w XIII. w. do Polski, okazuje dokument Beli IV. z r. 1244,
z którego widać, że cały górny bieg rzeki Kisucy zaliczał się wówczas do Polski.
Potwierdza to linia obronna granicznych zameczków węgierskich t. zw. Straży (Ör)
ciągnąca się w zdłuż W agu, ja k : S t r a ż ó w nad Wagiem, S t r a ż b a przy ujściu
Petrowki do W agu, S t r a ż a nad W arynką. Na północ od W agu nie znacho-
—
283
-
Że jeszcze w X II I. w. granica polsko-w ęgierska ciągnęła się
n a południe od górnego biegu K isucy, w idać z nadania Beli ІУ .
z r. 1244 1), w którem kró l ten hrabiem u i przewódzcy Szeklerów
(comes et ductor S iculorum ) Bogomirowi synowi Sobiesława za w a
leczność i w ierne u słu g i nadaje dziedzicznie „p u sty kraj na g ra dzimy ani jednej miejscowości, której nazw a wskazywałaby na linię obronną granic
węgierskich od Polski.
Pierwszy napad W ęgrów na obwód Czacański zdarzył się, jak wspomiałem,
za Matusza Czaka hr. Trenczynu. Potężny ten magnat, dążący do zawładnięcia
koroną węgierską, napadał kilkakrotnie na ziemię Cieszyńską, mszcząc się na księciu
Kazimierzu za jego sojusz z królem węgierskim Karolem Robertem. Ze właśnie
w tenczas Matusz Czak oderwał znaczne pasm a graniczne od Księstwa Cieszyń
skiego, widać z założenia osobnego nowego probostwa w Żylinie przez Tomasza
arcybiskupa ostrzyhomskiego w r. 1311., o którym wiemy dokładnie, że właśnie
on oderwał dziekanat podoliniecki na Spiszu od biskupstwa krakowskiego. Ponieważ
zamek w Żylinie już r. 1267 znachodzi się w dokumentach węgierskich, więc takie
nagłe utworzenie osobnego, od przynależnego archidyakonatu wyjętego, li tylko
od arcybiskupa bezpośrednio zależnego probostwa, wskazuje na nagłe rozszerzenie
obwodu Żylińskiego na północ. Jednocześnie powstaje obok węgierskiego zamku
w Żylinie niemiecka gmina miejska Żylińska, którą król Karol Robert obdarza wiel
kimi przywilejami. Ale pomimo to w ybuchły niezadługo zajadłe kłótnie między
Niemcami w Żylinie, a królem Ludwikiem synem Karola Roberta, Mieszczanie nie
mieccy w Żylinie trzymali się praw a Cieszyńskiego, czego im król Ludwik stanowczo
zakazał. Dwanaście lat bronili się mieszczanie Niemcy Żylińscy przeciw temu zaka
zowi królewskiemu, aż dopiero w r. 1382 za czasów królowej Maryi przyszło do
ugody, na podstawie której królowa Marya obdarzyła mieszczan Żylińskich nowymi
przywilejami pod warunkiem, żeby się nadal trzymali praw a miejskiego miasta
Krupiny, ponieważ w wiekach średnich koloniści niemieccy na Węgrzech mieli
zawsze prawo posługiw ania się swem rodzinnem prawem t. j. prawem tego miasta,
z którego przyszli.
Taki surowy zakaz używania praw a Cieszyńskiego dowodzi najlepiej wielkiej
niepewności co do przynależności obwodów granicznych do Węgier i obawy, żeby
Niemcy Żylińscy nie grawitowali nazbyt do Cieszyna. Jakoż niezadługo słyszym y
o nowych kłótniach granicznych między Księstwem Cieszyńskiem a Hrabstwem
Trenczyńskiem. Jako granicę między niemi uważano oddawna granicę między po
siadłościami Kamery Książęcej w Cieszynie awęgierskiemi dominiami: Budiatyn pod
Żyliną i Streczno. Te dwa dominia rozciągały się coraz bardziej na północ i wdzie
rały się w lasy kamery książęcej, po czem Węgrzy znowu nowe granice tych
dominiów ogłaszali za granice państwa, przez co pow stał sław ny 400-letni spór
graniczny między Hrabstwem Trenczyńskiem a Księstwem Cieszyńskiem, który się
skończył przesunięciem dawnej średniowiecznej granicy od W agu aż do obecnej
granicy. Wprawdzie spór ten został już w r. 1417 załagodzony tak zwanym aktem
reambulacyjriym, na mocy którego uznano potok P r e d mi r za granicę między
Księstwem Cieszyńskiem a dominium T u r z ó w k ą należącem do zamku Streczno.
Ale wbrew temu aktowi reambulacyjnemu widzimy, że cały obwód na północ i na
zachód od potoku Predmir należy obecnie do Węgier.
*) Fejer „Codex diplomaticus Regni Hungariae“ IV. 1. p. 22 і 343.
—
284
—
niey polskiej“ (terram quidem in confinio Poloniae existentem desertam et h ab itato rib u s omnino carentem ) w następujących g ra n i
cach : „P rim a m eta K is-Z udcze1) v ad it inferius versus orientem ad
locum ubi v ad it acqua V a rin 2) ad fluvium Kis-Zudcze (influit?)
ibique est m eta te rre a ; inde ascendit per illam acquam usque ad
caput ejusdem acquae; inde v ad it p er B erez3) ad arborem fa g i4)
sub qua est m eta te rre a ; inde v ad it versus m eridiem et descendit
ad B rodoscha-loka5) ubi sunt duae m etae terrene sub arbore abietis ; inde descendit per m agnam viam in fluvium D iv in a6) usque
ad caput ibique est m eta sub arbore fa g i7) ; inde descendit in fluvium
S zvedernik8) et inde te n d it versus orientem per fluvium Szvedernik
superius, ubi cadit acqua P olom nya9) in fluvium Szvedernik ibique
cad it ubi est m eta te rre a ; inde ascendit Polomnam superius et est
m eta sub arbore N y e rfa 10) ; inde descendit ad fluvium K ruzicze
ibique conterm inales su n t ca stri lobbagiones Vize, S e it11), L ad islau s
et Ip o lth ; et inde reflectitu r versus S eptentrionem et v ad it per
fluvium K ru zic usque ad confinia Polonorum et ibi m etis term in a t u r 12).“
W praw dzie nie sposób w szystkie te w zm iankow ane powyżej
miejscowości dokładnie oznaczyć, w szczególności ów stru m y k „K ruzicz“ nie da się dziś odnaleść, zdaje się, że to jak iś dopływ W ag u
albo K isu cy w dolnym jej biegu ; ponieważ jednak granica P olski
ciągnęła się z tam tej stro n y tego stru m y k a, a do tej gran icy do
ty k a ła posiadłość Bogom ira, k tó ra z drugiej stro n y d o ty k ała Swedernika i D iw iny i okazuje się z tego, że polsko-w ęgierska granica
leżała m iędzy źródłam i wspom nianych strum yków , a górnym bie
giem K isucy, bo inaczej posiadłość Bogom ira rozciągałaby się po
za g ó rn y bieg K isucy, o czem tu ta j m owy nie ma, a k tó ra oko
liczność m usiałaby być w spom nianą w ta k dokładnym opisie granic,
ja k i nam podaje powyższe nadanie.
Tego dowodzi tak że położenie trzech posterunków granicz
nych (Or), ja k S trażow a nad W agiem , S tra ż y p rz y KolarowCach
b Kisuca — Ujhely (?) = Górne Nowe Miasto. 2) Vranje (?). s) Na Vršek (?).
4) Zabuka. 6) Luky. 6) Dziwina w pada do Kisucy. ’) Bukovo, Buchowo 8) Swedernik. 9) Poíomna. 1о) Znaczy brzoza, ale może Topolowo (?). 11) Może Sedalowo na
południe od Topolowego?
12) W innem nadaniu Beli IV. z r. 1254 czytamy: intra terram de Varna
cpnstitutam quam Bogomerius filius Zuluslai usque ad montis suo tempore possedebat (Cod. diplom, arpadianus continuatus Arpadkori Uj Okmanytar ed. Wence
II. p. 246).
-
n ad P etro w sk ą
W a ry n k ą.
wodą
285
niedaleko
—
ujścia
do
W agu i S traży
nad
N a zachód od S tra ż y (t. j. tej przy Kolarowcach) nad s tr u
m ykiem Popradnim leży miejscowość Broniszcze czyli Bronisztie,
a nad W a ry n k ą pasmo W ojenne H ory. Równocześnie broniły
przejścia W ag u zam ki S ta ry H rad, Streczno, B udietyn, Żylina,
L ie ta w a 1), k tó re bardzo wcześnie wspominane są w dyplom atach.
N a północ zaś od ty ch zam ków nie spotykam y żadnej nazw y
miejscowości, k tó ra b y w skazyw ała na granicę lub linię obronną;
jeno k ilk a nazw odnoszących sie do późniejszej kolonizacyi, z tej
stro n y W ag u ja k np. B udietyńska Lehota (przy Grórnem Nowem
Mieście) t. j. dzierżaw a państw a B udietyn nad W agiem .
Podobnie tak że Nowe K rasno czyli K isuckie K rasno (UjK raszno) nad K isucą w skazuje na państw o K ra śn ian y (K rasznyan)
p rz y Strecznie, do którego Nowe K rasno należy. Przedm ir, p ier
w otna nazw a dóbr T urzów ka, w skazuje na mieścinę tego samego
nazw iska nad W agiem ; Streżenice odnosi się do Streczna.
N ajazd w ęgierski na północ dokonany został w tej okolicy
po raz pierw szy przez hrabiego C zaka z Trenczyna, k tó ry w la
tach 1312—1315 mszcząc się za to, że K azim ierz II. książę cie
szyński córkę swoją M aryę w y d ał za k róla K aro la R oberta i za
w a rł z nim sojusz, k ilk ak ro tn ie napadł na K sięstw o Cieszyńskie,
p rz y ozem prawdopodobnie k ilk a wsi (czy okręgów?) granicznych
oderw ał od K sięstw a Cieszyńskiego.
P otw ierdza ten dom ysł założenie probostw a w Żylinie w łaśnie
w r. 1311 przez arcybiskupa Ostrzyhom skiego Tomasza II., k tó ry
tak że oderw ał ok rąg Podoliniecki n a Spiszu od dyecezyi k ra
kowskiej.
Poniew aż probostwo w Żylinie wspomniane już byw a w dy
plom atach węgierskich w r 1267 , to ta k a n ag ła fundacya probostw a
w yjętego z pod ju ry sd y k cy i archidyakona i poddanego w prost
arcybiskupow i O strzyhom skiem u, w czasach ta k niespokojnych,
w skazuje na rozszerzenie te ry to ry u m państw a Żylińskiego kosztem
K sięstw a Cieszyńskiego. Również miejscowość M a t u s z ó w k a
(nad R oztoką), U s t r z y g i e l M a t i a s z ó w nad strum ykiem
*) Fejer XI. 533. Ideo omnibus nostris castellanis tributariis
de castro Strechin, Lytwa, de Siiina et de Ovar, de W udethin
króla Ludwika 1325 — 1382).
et officialibus
(z dyplomata
286
—
Popradnim i M a t i a s z ó w (w dolinie Oselnickiej) w skazują n a za
bory M atusza . C zaka. W krótce potem następuje fu n d a c ja nie
mieckiego m iasta Ż y lin y 1), którem u w r. 1321 kró l K a ro l R o b ert
nadaje wolność ceł i podatków i praw o miejskie. W n e t potem
następuje fu n d a c ja Górnego Nowego M iasta przez H e n r y k a . „Judex
de H o rn ics2) “, którem u kasztelan B y strzy cy nad W agiem hr. A le
ksander w r. 1325 oddaje w dziedzictwo miejscowość L eteszyn z po
leceniem, ab y tam założył m iasto „C angesbergu“, któ rem u z ¿ ó ry
ju ż nadaje w szystkie te same praw a i wolności, ja k ie przyznane
zo stały Niemcom w Żylinie. M iasto to jed n ak później ogólnie nazw anem zostało poprostu Nova civitas (K isucza U jheli, H orne Nove
Miesto, Górne Nowe M iasto czyli K isnckie Nowe M iasto).
Dziw nęm jest. że niemieccy mieszczanie w Ż ylinie u żyw ali
w yłącznie p raw a Cieszyńskiego, czego im zak azał dopiero k ró l
L u d w ik i r 1370 . Jed n a k opierali się stanowczo tem u zakazow i ta k
długo, póki k ró l nie cofnął takow ego w r. 1382 . Ostatecznie Żylinianie obrali sobie praw o m iasta K ru p m y , poczóm królow a M arya
pom nożyła im ich praw a i w olności3).
Poniew aż n a W ęgrzech w szystkim kolonistom niemieckim
wolno było zawsze używ ać swojego ojczystego praw a, król L udw ik,
k tó ry zawsze sp rzy jał ta k bardzo mieszczanom, m ógł zakaz po
w yższy w ydać ty lk o z obawy, aby Żylinianie nie sk łan iali się zbyt
ku Cieszynowi, co w skazuje n a niepewność posiadania owego pasu
granicznego.
W istocie słyszym y o ciągłych sporach granicznych między
Cieszyńskiem a W ęgram i. Od wieków g ran ica ta ciągnęła się m iędzy
posiadłościam i kam eralnem i Cieszyńskiem i a w ęgierskiem i dom iniami
w B udietynie pod Ż yliną i w Strèeznie. A le te „dom inia“ w ęgier
skie bezustannie starały7 się rozciągnąć k u północy kosztem k sią
żęcej „k a m e ry “, a W ęgrzy każdym razem tak ie północne n ab y tk i
ogłaszali za posiadłość w ęgierską, posuw ając g ra n ic ę swoją coraz
więcej na północ. T ym sposobem pow stały te wiekowe spory g r a
niczne, w skutek któ ry ch ostatecznie granica w ęgierska' w ysuniętą
<) Schwicker: „Die Ansiedlungen der Deutschen in U ngarn“ str. 258. Fejer
XI. 531. (Carolus Hospitum de civitate . Sylna (Solna) libertates ahtiquas confirmât
novasque tribuit a, 1321.)
>
2) Fejer XI. 510.
s) Fejer XI. 5 2 8 -5 3 3 .
—
287
—
zo sta ła od linii W ag u (od S tarego H radu, Streczna i Ż yliny) aż
■do dzisiejszej g ra n ic y 1).
Po ra z pierw szy spory te graniczne załagodzone zo stały
r. 1417 . przez t. z. „In stru m en t K eam bulacyjny“ w edług którego
stru m y k P redm ir p rz y ję ty został za granicę m iędzy K sięstw em
Cieszyńskiem a dobrami T u rzó w k ą2) należącemi do Streczna.
W edług tejże „R eam bulacyi“ ciągnęła się dalsza g ran ica od
P red m iru (przy Turzówce) przez stru m y k B allan a (t. j. B ahana),
dalej na wschód przez stru m y k T rzum a (T rstina), po za k tó ry m
rzeka M iloszowa (MiloSow p.) oznaczoną została jak o lin ia g ra
niczna, k tó ra w dalszym ciągu szła. w zdłuż stru m y k a Szurosz
(Sorosz) i Czaca (Czadecka) przez K ralow ą L ukę aż do W ielkiej
M ag u ry n a g ran icy polskiej (dziś galicyjskiej).
Dzisiaj jednakow o te ry to ry u m na zachód od stru m y k a P red
m iru i n a północ od wspom nianych wyżej strum yków należy tak że
do W ęgier.
W r. 1462 zam ki B itcza (Bitse) i L ietaw a są w posiadaniu
w ypędzonych z Oświęcimskiej ziemi „ R a u b ritte r’ów “ polskich B u
rz y woja Skrzyńskiego i siostrzeńca jego W łodka z B arw ałd u ,
k tó rzy stąd podejmują wycieczki i napady na województwo K r a
kowskie, aż w końcu odparci cofają się w g łąb W ęgier.
P as ziemi nad „szańcami Jabłonkow skiem i“ wzdłuż i n ao k o ło
B eskidów d o stał sie W ęgrom dopiero w skutek w alk króla M aty asa
K o rw in a przeciw księciu Przem ysław ow i II . Cieszyńskiemu, k tó ry
z tru d em uszedł uw ięzieniu przez króla, straciw szy m iasto Oleśnicę ;
k ró l w ęgierski nadto jeszcze żądał od księcia odstąpienia m iasta
Cieszyna, do czego jednak nie przyszło. K siąże P rzem ysław II.
u m arł zam artw iony tem i upokorzeniam i 1477 r . 3) N astępca jego
książę K azim ierz II . (1477 — 1528) znowu „w adził się“ z Turzon am i4) od dłuższego czasu i dopiero przed swoją śmiercią, z a ła tw ił
się z nimi.
Podczas m ałoletności księcia Cieszyńskiego A dam a W acław a
( 1579 — 1617) m atk a jego Sidonia na zjeździe k sią ż ą t śląskich we
>) Porówn. H e i n r i c h : „Historische Beiträge zur Berichtigung und Lösung
des Grenzstreites zwischen den Königen von Ungarn und den Herzogen von
Te.schen“ •— ogłoszone
„Archiv für Geschichte, Literatur etc.“ von Hormayr
1828. II. N. 108.
2) Heinrich loc. cit.
s) Biermann „Geschichte des Herzogtums Teschen“ wyd. 2-gie 1894. str. 95.
4) „Acta Tomiciana“ Tom IX. N. 85 і 86, porówn. także Romualda Wseteckí :
„Zabiegi o W ęgry“ w Roczniku Filareckim. 1876.
—
288
—
W ro cław iu ( 1580 ) w niosła zażalenie z powodu napadów poczynio
n y ch przez niektórych panów w ęgierskich w g ó ry Jabłonkow
skie i n ad w erężenia tam tejszej g ran icy śląskiej. W skutek tego
k siążę ta i sta n y śląskie w nieśli skargę przed cesarza R udolfa I L
przeciw ko dziedzicow i B udietyna Jan o w i de S unyeg (Sunyog, Szunyogh) i jego poddanym . Obwiniali go w tej skardze, jak o b y on
podczas napadów tureckich i wojen w ew nętrznych n a W ęgrzech
osadził b y ł n a g ra n ic y śląskiej i w górach Jabłonkow skich ło tró w
i rabusiów , takow ych w spierał i pozw alał im czynić ra b u n k i
w ziem i C ieszyńskiej, do której częste robili wycieczki, przyczem
p o w y cin ali tam tejsze la sy uw ażane w tedy za ochronę przeciw m ożli
w ym napadom tureckim .
W ydeleg ow ana w skutek tego kom isya graniczna stw ierdziła,
że dom inium K rasno (należące do Streczna) na północ od Czadeczki nie ma żadnych posiadłości i że lin ia graniczna ciągnie się
w zdłuż C zadeczki poprzez „K rólow ą Ł ą k ę “ aż do osady M akitjka
u stóp M ag ury W ielkiej, poczem w ładze w ęgierskie Jan o w i
de S u n y eg h n ak a zały zachować się spokojnie i nie naruszać.
g ra n ic y 1).
N ie mniej ju ż znowu w r. 1598 książę Cieszyński A dam
W a cław wnosi skargę na Mojżesza barona de Sunyeg . o n a
ruszenie granicy.
W celu rozsądzenia tej spraw y k ró l Maty a s II . znow u w y sła ł kom isyę graniczną, k tó ra na zasadzie z a
przysiężonych zeznań 82 św iadków stw ierdziła, że dominium Streczno,
do którego dobra K rasno należały, od północy graniczyło zaw sze
z k am erą książęcą i że granica tego dominium stanow iła zarazem
granicę krajow ą.
K ilk a d z ie sią t la t zaledwie potem, w r. 1636 , o statn ia z rodu
P ia stó w n a Ś ląsku, księżna E lżb ieta L u krecya ( 1625 — 1653) znow u
zm uszona je s t udać się do k siążą t i stanów śląskich z prośbą o po
moc przeciw ko bezprawiom baronów de Sunyegh.
A le dopiero w r. 1661 na wniosek stanów w ęgierskich w y
delegow aną zo stała now a kom isya delim itacyjna. W ynikiem p rac
tej kom isyi było, że „in artic u lis D iäetalibus per sententiam
anno 1662 “ in stru m en t R eam bulacyjny z r. 1417 uznany został za
p raw d ziw y i w ażny, co też w szystkie następne kom isye graniczne
z la t 1666 , 1688 , 1732 , 1754 , 1770 , 1793 każdym razem stw ierd z iły 2).
1) Gottlieb Biermann: „Geschichte des Herzogthums Teschen“ 1863., str. 237,.
w yd. 2-gie 1894, str. 156.
2) Akta prow incjonalne Archiwum wrocławskiego.
—
289
—
Za cesarza Leopolda I. te ry to ry u m sporne użytem zostało za
kordon kontum acyjny z powodu zarazy morowej, k tó ra w ybuchła
b y ła n a W ęgrzech, a której rozszerzeniu się na północ chciano
zapobiedz. W r. 1770 stwierdzono jed n ak znowu, że na północ
od owego kordonu W ę g rzy w ycięli w lasach książęcych śląskich
przeszło 6000 drzew.
Spór te n graniczny, k tó ry trw a ł przeszło 400 la t, dopiero na
początku X IX . w. za F ran c isz k a I. został zakończony, przy ozem
ówczesna fak ty czn a granica p rz y ję tą zo stała za stanowczą.
T ery to ry u m to m iędzy Jabłonkow em a W agiem tw orzyło
z początku osobne żupaństw o m ianowicie Ż ylińskie (com itatus
Solnensis albo Streczensis), które dopiero w X V . w. wcielone zo
stało do żupaństw a Trenczyńskiego.
Z resztą cała stolica T renczyńska w latac h 1389— 1434 b y ła
w posiadanm szlachcica polskiego Ścibora Sciborzyca, herbu Ostoja,
sy n a wojewody kaliskiego S u liw o ja1).
W iern y poplecznik k róla Z ygm unta w Polsce i na W ęgrzech
Ścibor ocalił Z y g m untow i życie w bitw ie pod N ikopolis w r. 1395
i uw olnił go w r. 1403 z więzienia, do którego w trą ciła go zbun
to w an a szlachta w ęg iersk a2). W nagrodę za to cesarz Z ygm unt
m ianow ał Ścibora W ojewodą Siedm iogrodzkim i N adżupanem (K o
mesem) Preszburga, Pożegi i T renczyna i d ał m u całą ziemię nad
W agiem w raz z 36 zam kam i i należącem i do tychże w łościam i3)
skonfiskowanemi po większej części Stefanow i Sym ontornya i S te
fanow i Laszkowiczow i, k tó rz y chcieli k ró la Z ygm unta strącić
z tronu, a k tó ry ch Ścibor zabił na sejmie w K rz y żu (K reuz) 1398 r . 4)
9 Mailath: „Geschichte der M agyaren“ П.. 115.
2) Fejer X., 3, str. 1 4 0 -1 5 9 .
3) Fejer VII. 3, str. 129; X.2, 395.
4) Chrarakterystycznęm jest, że о ile Słowacy czczą Matusza Czaka i Iskrę
z Brandysowa i jego Husytów jako ostatnich obrońców odrębności Słowaczyzny,
0 tyle lud Słowacki w swych podaniach dziś jeszcze przeklina okrutnego wojewodę
Ścibora jako nielitościwego mordercę i wyrafinowanego zbója. A przecież Matusz
Czak i Jiskra byli dzikimi żołdakami, którzy paląc kościoły i niszcząc włości
arcybiskupa Ostrzyhomskiego i biskupa Nitrzańskiego, zabili przy tem nie jednego
chłopa i nie jedną spalili słowacką wioskę. Ale oni rabowali głównie Niemców
1Madjarów, a więc ciemiężycieli Słowaków. A zatem chociaż biskup i księża
wyklęli tych husyckich rabusiów, lud słowacki uciskany widział w nich zesłanych
przez Boga mścicieli swych krzywd, podczas gdy pobożnemu krzyżakowi polskiemu
Ściborowi biskupi i mnisi odpuścili wszystkie grzechy.za parę wiosek, gnębiony zaś
i mordowany przezeń lud słowacki dziś jeszcze .nienawidzi i przeklina tego po
bożnego rozbójnika.
O Ściborze porówn. Mailath : „Geschichte d, Magyaren“ Ц. p. 16 cap. 20.
19
—
290
—
Soibor rezydow ał aż do śmierci swojej (w r. 1431) na zam ku
Beckowskim czyli Bolondocz (Bolondvar) pod Beckowem nad W a
giem 1). Po bezpotomnem zejściu syna jed y n ak a Ściborowego („Ścibora I I . na Ściborzycach i Bolondoczu“) posiadłości Ścibora m iały
przejść na córkę jego K a ta rz y n ę , k tó ra jeszcze za życia ojca zarę
czoną b y ła z księciem Cieszyńskim P rzem ysław em 2).
Tym czasem jednak kró l A lbrecht II. ściągnął w szystkie dobra
Ścibora jak o opróżnione lenno a zostaw ił K a ta rz y n ie ty lk o zam ek
Beckow ski (Bolondvar) i dobra Becków, po czem K a ta rz y n a poślu
biła P aw ła B anify z Górnej L inda w y (de A lsó L in d v a)3).
Pod względem etnograficznym panow anie Ścibora nie pociągnęło
za sobą żadnych zmian.
(Ciąg dalszy nastąpi.)
Maksymilian Gumiilowicz.
P o czątek k o w alstw a w Sułkow icach
i term inologia kow alska.
K iedy szły cygany w ęgierskie przez nasz k raj, ja k to zw y
czajnie do dzisiaj jeżdżą i przechodzą, ta k się sprow adzili i do
Sułkow ic i tu byli najdłużej, bo roboty mieli dużo, jakże kiedy kow ala
w pobliskości nie było nigdzie. C hłopaki ta k ie młode goniły tam
do nich ku „zielonej“ (karczm a) na tę równinę, a cy g an y pobierały
ich k u pomocy, do bijacki albo dym ania. Chłopaki, k tó ry b y ł
sprytniejszy, pod p atry w ali, ja k się to robi i sami zaczęli potem
próbować. Z początku nie robili nic inszego, ty lk o gwoździe dachowe
i do pow ały. J a k się potem w zięli ćwiczyć z u m y słu ze swojej
ciekawości, ta k się ta kow alka rozszerzyła po całej wsi. J a k się
potem cygany o tem dow iedziały i roboty im ubyw ać zaczęło, to
pono ty le p rzeklinali Sułkow ianów co niem iara i dla tego tera z
zawsze bieda w tej wsi.
1) Porówn. W agner Carolus: „Collectanea genealogico-historiea“ Decas L
Budae 1778, str. 100.
2) Córka Przemysława Cieszyńskiego Jadwiga poszła za Zapolyę. Przez tę
koligacyę książęcą udało się jej wyswatać syna swego Jana z Izabellą siostrą
Zygmunta a córką Kazimierza Jagiellończyka, podczas kiedy córka jej Jadwiga
poszła za króla Zygmunta. Porówn. Scibor: „W spomnienia historyczne z podróży
po W ęgrzech“ przez Stan. Słotwińskiego. Bibl. słow. wyd. przez Fr. Mildosicha
Wiedeń 1852. Tom I.
8) W agner loc. cit. str. 14.
— 291
-
Zelaziwa to z początku nabyw ali po chałupach, tak ieg o s ta
rego. a jeszcze nie dawno s ta ry P ielesik przyw oził z T arnow a,
a ja k przyw iózł, to mu w ystało na dw a tyźnie. In si to zaś n a b y
w ali ta k , że chodzili z w orkam i albo z krosienkam i koło chałup
po rozm aitych wsiach i skupyw ali, ja k to ży d y dzisiaj starzyznę
w K rakow ie, aż s ta ry W łoch się puścił do B iałej i sta m tą d p rz y
w oził „fajne" żelazo. Potem ja k mu ra z w drodze u k ra d li worek
z żelazem, zaczęły się próżniaki z niego n a trz ą sa ć (naśmiewać) i n a
despet się go p y ta li: W łochu, u k ra d li wam żelazo, a „śm elc“ te ż ?
T a k on się p rz estał tern trudnić zw łaszcza, że żydy d ały się do
teg o i zaczęły dostarczać żelaza ze św iata. Od tego czasu jeszcze
w Sułkow icach nie brakło żelaza kowalom , choć ich będzie z pół
ty s ią c a we wsi.
C hyba w żadnej profesyi nie m a ty le g a tu n k ó w wyrobów , co
w kow alskiej, a w szystko je s t konieczne, bo i ta k ie drobne rzeczy
ja k s k o b e l k i , p o c i ą g a c k i ,
prze.wyrtacki i werbliki
(ogniw a w ielkie p rz y łańcuchach i końcówki łańcucha, posuwające
się przez końcowe ogniwo Lub pierścień, żeby się łańcuch nie
w ym knął), w każdej są praw ie chałupie. Z a w i a s y n. p. są p r o s t e ,
e s o w e na końcu rozczepione, k r z y ż o w e do pańskich drzw i, p o
tem okucie do okien, t o s a z á w i a s i á k i i h á k i, dalej są jeszcze
z a w i a s y d o s k r z y ń , zw ane także s a r n i n y , w r z e c i ą z k i , po
żydow sku przezyw ane g a j t l e , i s k o b l e też do tego należące.
K ow al, co robi rzeczy z żelaza dla konia, to m usi umieć
zrobić p o d k o w y n a ś t u l a c h , g r y f o w a n e i b e z g r y f ó w ,
b o r o w a n e , co m ają dwie dziurki, do których się w kręca lodowce
p rz y podkowach na „ śto la k “. Z gwoździ to są b r o m n i á k i , záw ó c k y do chom ąt, ś p y r n a l e do „ tre tn i“ (tra tw y ) na wodach na
ro zm aitą ilość cali, b a n b a j z e ważkie do obrazów, szerokie i proste.
D awniej b y ły jeszcze g w o ź d z i e d a c h o w e . W iele jeszcze innycli
w yrobów j a k : d ę n a r k i , h á c k i do okien ta k ie m ałe, h á k i do
ry n n y , nazyw ane tu k ą n a m i , l u ś n i e do wozów, w i t k i do
sp rzęg an iaro zw o ry , ł a z ó w k i podobne do kopaczki i do siekiery na
„obuchu przyplascone“, o s ę k i strażackie, s p u s c á k i dla drożnych,
n a końcu w jed n ą stronę kopaczka, w d ru g ą kilof, ś p i c á k i dla.
kam ieniarzy, na obu końcach zaciągane gran iasto , w r z e c i ą z e ze
z á p o r a m i , czasem byw ają zapory z wrzeciądzam i okrągłe i z przynitow anym i s u f r y g l a m i , k l a m k i do drzw i izbow ych i sienianych z obłąkiem do ręki, p rz y sienianych byw a jeszcze z á t y l n i k
od śro d k a; a n t a p b i do kuferków i do chom ąt, ty lk o trochę od
mienne, bo p rzy tych je st d ru t o k rą g ły na końcu zw inięty ja k
—
292
—
skobel i to się zarzuca do chom ąt, p o g r z y b a c e i u o p a t k i do
popiołu, m ł o t e c k i do klep an ia kosy.
Z „bijacem “ (pomocnik) robi się s k r o b a c k i do ocierania bu
tów z błota, s t o l n i c e ze stali, płaskie do sieczkarni ; ta k a stolnica,
m usi być koniecznie ze stali, bo o nią się ociera kosa, ś w i e d r z y k i
różne b e z k o ń c ó w n. p. l ub c y r k l o w e do beczek. Z innych s a
w i y s á k i , takie, co się „w dzianie“ (odzież) n a tem wiesza, to j e s t
pasek żelazny z dziurkam i, do których się wpuszcza h aczy k i.
Gwoździe też są różne: u h n á l e p ł a s k i e z rozszerzoną głow ą
i nizkim „płozem “ (szyja i dolna część głow y gwoździa zw ykleczw orogranna) i zw yczajne d o p o d k ó w , podobne do m aszynow ych,
g a l a r á k i , g ł o w a c e do drzw i tak ie w ielkie z gw iazdkam i. P ró c z
ty c h m am y tu ż a b k i , to d ru tu kaw ałek „pogrzany“ za k rzy w io n y
w środku i o stry na obu końcach spłaszczonych; robi się je p rę d k a
i lekko, to też m ałe chłopaki robią ich po k ilk a kóp dziennie ;
p r z e w y r t a c k i do łańcuszków , p o c i ą g a c k i w bite do drzwi,,
żeby było za co pociągnąć p rz y otw ieraniu, gwoździe s u f i t y , in a
czej sufitowe z głow am i kłapciastem i do przy b ijan ia sosyny, (trzcina)
do pow ały, k l i ń c e fasowane, podobne do uhnali, ty lk o się cz te ry
ra z y z boków uderza. D awniej jeszcze b y ły w ę g i e r s k i e uhnale^
ale ju ż dziś przem inęły, bo dużo było z nim i roboty. Jeszcze w y
m ienić trzeb a e s a do spajania ogniw rozerw anego łańcucha i s k o b
le gal ar owe .
T ak zw ane „ n a c z y n i e “ kow ala zw yczajnego obejmuje : k l o e
w ziemię w bity, w nim tk w iącą b a b k ę , m ałe kow adło da
m niejszych wyrobów lub położone na. klocu k o w a d ł o , k l y s c e ,
o b c ą z k i , m ł o t e k m ały i p y r l i k , w ielki m łot dla pom ocnika,
g w o ź d z i o w n i ę do „fasow ania“ (kształtow ania) gwoździ lub
s y n o l i c e , do fasow ania śpyrnali, w b itą do kloca. Obok bab k i
byw a u c i u k a ostra, w b ita , do drzewa, do odcinania gw oździa od
reszty żelaza. Do form ow ania ćwieków służy gw oździow nia m ała,
zw ana ć w i ę n c k o w n i ą . Z mniej koniecznych narzędzi są c z ę s te :
ś r u b e l do przebijania otworów w żelazie, m y s e l do cięcia żelaza,
p r z e w ó j do śrubla podobny tylko, że tam ten g ra n ia sty , a te n
o k rąg ły .
Pow yższe objaśnienia zebrałem z opowiadań. W iele się jeszcze
znajdzie szczegółów i rzeczy ważnych, odnośnych do kow ali i k o
w alstw a sułkowickiego, co jeszcze będę m iał sposobność niejedno
k ro tn ie na innem miejscu objaśnić.
Jan Fr. Magiera.
- — &
S&
— -
-
293
—
ROZMAITOŚCI.
_ Kwestyonaryusz w sprawie Indowych nazw miejscowych w po
wiecie chrzanowskim. B ardzo ciekaw y przedm iot badań ludoznaw czych
tw o rz ą nazw y miejscowe, ja k m i a s t i m i a s t e c z e k , w s i i o s a d ,
p r z y s i ó ł k ó w i wólek, f o l w a r k ó w i k a r c z e m , pól i ł a
n ó w , ł ą k i p a s t w i s k , l a s ó w i g a j ó w , p o l a n i p o r ą b (zrę
bów), d o l i n i w ą w o z ó w , j a r ó w i p r z e p a ś c i , g ó r i w z g órzy, b ł ó t i b a g i e n , r z e k i p o t o k ó w , s t r u m y k ó w i ź r ó
d e ł i t. p. Są to nazw y, po większej części przez lud stw o
rzone i miejscowościom nadane. O dpow iadają niejednokrotnie n a d e r
tra fn ie fizyognomii miejscowości, a częstokroć odbija się w nich
bardzo w yraźnie ja k a ś do miejsca przyw iązana baśń, legenda lub
podanie. Ń a tle ty ch legend i podań ju ż niejeden pisarz, bujniejszą
fa n ta z y ą obdarzony, w ysnuł piękne opowieści legendowe. Nie o nie
nam chodzi. Sum iennny badacz i zbieracz ludowych rzeczy zw róci
się bezsprzecznie do tra d y c y i ludu i zadowoli w każdym ra z ie
n aw et najszczuplej sza, ale z u st ludu pochodzącą w iadom ostką. T ra ■dycyę, od swych ojców odziedziczoną, przechow ują, ba n aw et p ie
lęg n u ją i to bardzo staran n ie jedynie sta rz y ludzie i chętnieby j ą
przek azali młodszemu pokoleniu w spuściźnie, ale — n iestety —
pokolenie to młodsze z dnia na dzień obojętnieje n a ta k ie rzeczy,
n iety lk o nie słucha opowiadań stary ch ludzi, a jeżeli co od sw ych
dziadów zasłyszy, w krótce zapomina, nie przyw iązując do tego
najm niejszej w agi. Te ted y dla ludoznaw cy bardzo ciekawe t a
jem nice staro d aw n y ch nazw miejscowych g iną powoli i w krótce
za g in ą doszczętnie, bo je zabiorą sta rz y z sobą do grobu. D latego
te ż je s t dla ludoznaw cy bardzo pożądanem skrzętne zbieranie i do
k ład n e spisyw anie ludow ych nazw miejscowych, w raz z tra d y c y jnem ich wyjaśnieniem.
Oprócz w yjaśnienia, ja k lud tłu m aczy sobie pow stanie nazw
m iejscowych, pożądane są w s z e l k i e d o t y c h m i e j s c o w o ś c i
p r z y w i ą z a n e p o d a n i a , l e g e n d y , g a d k i i b a j k i , spisane
w i e r n i e w g w a r z e l u d o w e j . S tarać się należy, ab y m a te ry a ł
grom adzić bezpośrednio z u st ludu, najlepiej k o b i e t , nie posłu
g u jąc się źródłem, z drugiej ręk i pochodzącem, ani też zadaw alając
się spostrzeżeniam i osób trzecich.
W zakres tego opracow ania wchodzą tak że podania : o) o m i as t a c h lub w s i a c h z a p a d ł y c h , b) k o ś c i o ł a c h z a p a d ł y c h ,
c) d z w o n a c h z a p a d ł y c h lub z a t o p i o n y c h i d) k a r c z
mach zapadłych.
Pytania :
1.
Dzisiejsza nazw a m iasta, m iasteczka lub w si,
i ludowa, jeżeli ta k a istnieje. — J a k dawniej nazyw ano ?
urzędow a
N p. A l w e r n i a (urz.), L u b e r n i a (lud.), dawniej K o l o n i a A l w e r n i a
(w pow. chrzanowskim).
—
294
—
2 . J a k tłu m a czy lud nazw ę wsi, m iasteczka, m iasta?
N p. C i ę ż k o w i c e (pow. chrzanowski): „Nazwa pochodzi od ciężkiego
czyli trudnego przystępu do tej miejscowości, bo od strony północnej są Jeziorki
(dawniej wielkie jeziora) i W ilkoszyn, las, w którym żyły wilki, a od północnego
zachodu Szczakowa (czcze piaski).“
3 . Ja k ie podanie przyw iązuje lud do pow stania wsi,
m iasteczka?
m iasta,
Np. Jankowice (pow. chrzanowski) : „Początek tej osady sięga dardzo da
wnych, bo jeszcze pogańskich czasów, czego dowodzą znajdujące się na tam tejszych
gruntach cmentarzyska pogańskie i miejsca, gdzie wyrabiano wówczas urny, popiel
nice i łzawnice. W edług utrzymującej się tradycyi osada ta istniała jeszcze przed
założeniem Krakowa, ale pod jak ą nazwą, niewiadomo. Bardzo dawno temu — opo
wiada ludność miejscowa — jeszcze za panowania króla Pudyka, była tu wielka,
bitwa. Jednych mieszkańców wymordował nieprzyjaciel, inni rozbiegli się po świecie
i nie wrócili więcej ; wszelako w ukryciu pozostali trzej mężczyźni, a każdemu
z nich było na imię Jan (Janko). Ci trzej dali początek nowej osadzie, która od
nich dostała nazwę „Jankowice“.
4 . Położenie topograficzne wsi m iasta i m iasteczka.
5. N azw y dzielnic m iasta, m iasteczka i części wsi.
6. N azw y osad, przysiółków i wólek wsi.
N p. В a l i n (pow. chrzanowski). Przysiółki: Cezarówka, Koźmin, Bieda,
Okradziejówka, Ratki, Kacze-Krze, Korzenice.
B i e l c z a (pow. brzeski). Przysiółki: 1) W aryś, bo tam pierwszy gospodarz
był, co się zw ał W aryś; — E) Biedacz, bo tam są grunta najnędzniejsze, a mie
szkańcy bardzo biedni; i t. d.
7 . N azw y g ru p y zabudowań.
Np). L i p o w a (pow. żywiecki) : Bór, Brzeziny Jaśków, Młyny, Na K osarżyskach, Niżnia i W yżnia Piła, Pod Ukośne, Za drogą.
8. N azw y poszczególnych domów, budynków, chat i zagród.
Np. B o r o w a (pow. brzeski): Rakówka, „bo należała dawniej do gospodarza
nazwiskiem: Rak“ ; — W ilczuszówka, zagroda blizko lasu. „Na polach, należących
do tej zagrody, także tak zwanych, miały się kiedyś dawno schodzić gromadami
wilki, a ludzie wykopywali wielkie jamy, do których wilki wpadały i tam ginęły
z głodu, albo je ludzie zabijali.“
9 . J a k ą nazwę nadaje sobie lu d zam ieszkujący tę wieś (m iasto,
miasteczko) ?
10. J a k n azyw ają m ieszkańców innej części tej samej w si
(m iasta, m iasteczka)?
11. J a k ie lud tej wsi osobliwe lub żartobliw e nazw y nadaje
m ieszkańcom sąsiednich wsi lub osad i jak ie mu oni naw zajem
n ad ają?
N p. Mieszkańców Chrzanowa zowią Cabanami, Byczyny Karpielarzami, Nowejgóry Kiszkami, Paczołtowic Ciołkami, Czatkowic Czapkami, Rudna Szwedami i t. d.
(pow. chrzanowski).
12 . Czy we wsi je st kościół? m urow any, d rew n ian y ? — Pod
jakiem w ezw aniem ? — J a k ie podanie przyw iązuje lud do jego
założenia ?
—
295
—
13 . N azw y kaplic, figur, krzyżów przydrożnych.
14 . N azw y młynów.
Np. Miyn koło gorzelni, koło młocarni, na Błoniu, na Grobli, na Kretówce,
Łęgach, Olszynie, po Maślonce, Dyabelski i t. p.
15. N azw y karczem znajdujących się na obszarze gmin.
Np. Zbójnik (przy Zagórzu), Zielona (Górka Trzebionka), Poczekana (Koście
lec) w pow. chrzanow skim ; indziej: Biała karczma, Pod wierzbą, Pod wiechą, W y
goda, W esoła, Pociecha, Pocieszka, Pod Byczkiem, Na Konopówce i t. d.
16 . N azw y ról, pól, gruntów .
N p. B a b i c e (pow. chrzanowski): Na Trzopkach, na Brzezinach, pod Słodownią, Laz nowy. — R u d a w a : Łany, Gaj, Słotwiny, Borek, Ogród, Przedchlewie,
Chlewy, Suszki, Przyługi, Podtonie i t. d.
17 . N azw y łąk.
N p. B a b i c e (pow. chrzanowski) : Pod chrością, w Łęgu.
T y n i e c (pow. podgórski) : „Na południe od Tyńca przy sąsiedniej wsi,
Samborku, jest łąka „Pusty Staw“ ; w miejscu tem był niegdyś staw wielki, ale
z czasem zalazł błotem i w ysechł“.
18 . N azw y ogrodów.
Np. В a b ic e (pow. chrzanowski): Pasternik, Zielnik, Za stodołami.
B o r o w a (pow. brzeski)- Ogród „pod Potockiem“, „bo tám miéská chuop
Potocek“.
19. N azw y pasiek.
20 . N azw y pastw isk.
N p. R u d a w a (pow. chrzanow ski): Kałuża, Obrytki, Bielówki, Podborze.
21 . N azw y gajów i lasów.
N p, В a 1 i n
w Lichowie.
(pow.
chrzanowski) :
Sołtys,
Podlesie,
Okrąglik,
Kubica,
22 . N azw y krzaków i zarośli.
N p. B i e s i a d к i (pow. brzeski): Kozłowice, „látego, ze tám som różne
ciernie i zarosty i dáwni tám kozy p aśli;“ — Wichrowiec, „bo rosną na urwisku
i wicher niemi trzęsie“.
23 . N azw y nieużytków .
Np. B i e l c z a (pow. brzeski): Piaski gminne, „po tem się nazywają, bo
w dawnych czasach piaski przydęły grunta tak, że teraz sam piasek i nic na tem
się nie sieje ani sadzi, tylko leży odłogiem“.
24. N azw y gór, w zgórzy, pagórków .
Np. B i e s . i a d k i (pow. brzeski): Przechybie, „látego, ze sie przechyla na
różne strony“. — W Chrzanowskiem : Wianek, Biskupia góra, Chełmek, Laczkowa,
Gródek, Przygon, Molowa, Buczyna, Orlej, Belweder, Prochownia i t. d.
25 . N azw y dolin i wąwozów.
Np. D o ł y (pow. brzeski): Dół cygański, dolina, w której przebywają bandy
cyganów. — W Chrzanowskiem: Dolina Czernki, Żarska, Nekluza al. Rózin, Stradlina,
Ł ątczany doł, Rokiczany dół, Zbrza i t. d.
26 . N azw y przepaści i urw isk.
Np. B i e s i a d k i (pow. brzeski): Racka (oberwisko), „látego, ze jes przy gra
nicy záwacki (Zawada uszeWska)
potrza г а с к o w a ć “.
taká w ielgá skarpa, ze ják kce stamtąd w ylyś,
—
296
27 . N azw y skał, jask iń i grot.
N p. Ż a r y (pow. chrzanowski) nad Racłąwką : Nowakowa Skałka.
28 . N azw y dróg i ulic.
N p. R u d a w a
Dębieńcem.
(pow.
chrzanowski):
Krakowska,
Droga
Średnia,
Pod
29 . N azw y wód, źródeł, potoków, strum yków , rzek, staw ów .
N p. W Chrzanowskiem : Racławka, Szklarka, Rudawka, Rudawa, Czernka,
Eliaszówka, Krzeszówka, Migkinka, Dulówka, Filipówka, Psarka, Łękawiec, Kozibród i t. d
80 . N azw y kanałów i przekopów.
31 . N azw y błót, moczarów, torfow isk.
32 . N azw y stary ch zam czysk i grodzisk.
Np. Tęczyn, Lipowiec, Grodzisko w Chrzanowskiem.
33 . N azw y daw nych kopalni, dziś zaniechanych.
34 . N azw y kopalni, dziś istniejących i będących w ruchu.
35 . N azw y uroczysk, t. j. kopców granicznych.
36 . N azw y rodzin.
Np. B a b i c e (pow. chrzanowski) : Augustynek, Bębenek, Kościelniak, Pie
karczyk, Taborski, Stokłosa, Wyrobiec, Szczurek, Szarek, Pierzchała, Pająk, Głus(z)ek,
Kania, Kendziora, Duda, Bieniek, Kruk, Grzybek, Urbańczyk, Deruz, Sroka, Cygan,
Jarczyk, W archoł i t. d. B a l i n (pow. chrzanowski): Fudała, Gębała, Buła, Szymała, Sowa, Liszka, Szyguła, Duraj, Bigaj, Sołtysik, Niemczyk, Krawczyk, Gładys,
Głowacz, Bogacz, Bayer, Helbin, Kiro, Gałecki, Bałucki, Zawadzki, W acławowicz,
Oleksiewicz, Jurkowicz i t. d.
U w a g a : W końcu upraszam y «) o c z y t e l n e p i s m o ,
b) o w y r a ż e n i e m i e j s c a , do którego odnoszą się zebrane szcze
g óły i c z a s u podanych zdarzeń, jeżeli je s t wiadom y, с) o o b j a ś n i e
n i e w naw iasie w yrazów mniej znanych miejscowych, d) o podanie
w łasnego im ienia i nazw iska, tudzież m iejsca pobytu. P rz y o p ra
cowaniu bowiem nagrom adzonego m atery ału miło nam będzie w y
m ienić z podziękowaniem w szystkich, k tó rzy przyczynili się do
wzbogacenia naszej pracy.
B r. Gustawiez.
W obec wielkiego znaczenia nazw miejscowych, ja k ie m ają
n iety lk o dla ludoznaw stw a, ale także dla językoznaw stw a, p o d a
jem y kw estyonaryusz ten, któ ry m Oddział C hrzanow ski rozpoczął
ta k skutecznie swoją działalność na polu ludoznaw stw a polskiego,
w tern przekonaniu, że niejeden z czytelników „L udu" zwróci n a
tę spraw ę swoją uw agę i zechce uratow ać — z niew ielkim n a k ł a
dem p racy — drogocenną pam iątkę żywego słow a od za g ła d y .
D opraw dy serce się k ra je za tę obojętność sfer in telig en tn y ch na
te drogie p am iątk i naszej rodzimości, na te sk arb y tw órczości
praw dziw ie narodowej, gdyż pochodzącej z czystego źródła, niezamąconego jeszcze w pływ am i k u ltu ry kosm opolitycznej. K iedyż
zrozumie ta inteligencya wreszcie, że jeżeli chcemy zachować swoją
odrębność narodową, u w y d atn iającą się w dziełach nauki, sztuki,
lite ra tu ry i przem ysłu —- to możemy to uczynić ty lk o w ten sp o
sób, jeżeli jej szukać będziemy w pierw iastkach swojskich, rodzi
mych, k tóre są w ytw orem p ra cy duchowej całych generacyi, k tó re
—
297
-
s ą w yrazem żyw ym naszego charakteru, naszego ducha! To nie
je s t m a n i a k ilk u zapaleńców, •—• to je st zrozumienie znaczenia
ty c h rzeczy d la całego narodu, to je st obowiązek całego narodu,
ażeby przedew szystkiem s i e b i e s ta ra ł się poznać, w s o b i e szu k ał
środków do życia, ze s i e b i e w ydobyw ał m otyw y do pracy ducho
wej i technicznej. Z asada: „swój dla swego, sami dla siebie“ w yrobi
poczucie swojej siły, swojej godności, a n a poczuciu sił opiera się
praw dziw y postęp na drodze pracy narodowej. To nie je st ekskluzyw ność, opasyw anie się chińskim murem przed obcą k u ltu rą , ale
chęć i niezłom na wola, by k u ltu rę tę przedew szystkiem oprzeć n a
podstaw ach narodow ych, przystosow ać do ch a rak teru i potrzeb
swojego narodu. W tem zrozum ieniu pracow ały i pracują narody
zdrowe, jak A nglicy, F ran cu zi i N iem cy; uczmy się od nich przede
w szystkiem rozumu.
M atery ały zebrane uprasza się nadsyłać do R edakcyi „ L u d u “,
L w ów ul. Zim orowicza 7 .
Redakcya.
Prima Aprilis. Mało dotychczas zw racano u nas uw agi na
znaczenie i pow stanie bardzo rozpowszechnionego i prawdopodobnie
zam ierzchłych czasów sięgającego zw yczaju zwodzenia w pierw szy
dzień kw ietnia. J e s t to zwyczaj w E uropie środkowej pow szechny ;
zn an y przedew szystkiem nietylko u nas w Polsce, ale tak że w Niem
czech, F ran cy i, H olandyi. wreszcie A nglii i Szkocyi. Czy k ra je
południowe, ja k G recya, W łochy, H iszpania, znają go, niewiadomo
mi. W e w szystkich powyżej wym ienionych k rajach zwodzeniem
zajm uje się przew ażnie młodzież, ale i sta rsi nie pogardzają gru b y m i
n ieraz ż a rtam i na 1. kw ietnia.
G dy młodzież nasza zwiedzie kogo, pow iada :
„P rim a A prilis,
N ie p atrz, bo się om ylisz.“
albo :
„P rim a A prilis,
Nie bierz, bo się om ylisz.“
albo też:
„Prim a A prilis,
Nie rusz, bo się om ylisz.“
W Niemczech pow iadają: „ e i n e n i n d e n A p r i l s c h i c k e n “
i na pierwszego k w ietnia śpiew ają :
„A pril, A p ril, A pril,
h eu ť kann m an den N a rren schicken,
wohin m an w ill.“
W A n g lii zaś nucą :
„On th e first d ay of ap rii
h u n t she gaw k another m ile“,
t. zn.
„W pierw szy dzień k w ietnia
W y g n a j kpa z m ilę daleko !“
—
298
—
W Niemczech, H olam lyi i A n g li posyłają na 1. k w ietnia
dzieci i słu g i do ap tek i po sadło kom ara, krew raczą i inne
w fa n ta z y i istniejące lek arstw a, a dla większego pośm iewiska p rz y
p in ają z ty łu osobom, na dudka w ystrychniętym , w arkocze p a p ie
row e i t. p. rzeczy. Przedew szystkiem w A n g lii k w itn ą te ż a rty
n a w iększą skalę i są bardzo łubianą zabaw ą. D latego też dzień
ten w A n g lii zowie się „ a l l f o o l s d a v “, t. j. „dzień w szystkich
błaznów (głupców)
W powyżej podanym dw uw ierszu angielskim zachodzący
w y ra z „ g a w k “ oznacza w łaściw ie „ k u k u ł k ę “, k tó ra się pojaw ia
w pierw szych dniach kw ietnia, a n a k tó rą w tedy w A n g lii i Szkocy i zawzięcie polują, ścigając ją z drzew a n a drzewo, niekiedy aż
z milę daleko. W Szkocyi ściganie k u k u łk i utrzym ało się do dnia
dzisiejszego, ale częstokroć w b ra k u jej. zam iast praw dziw ej k u k u łk i,
w y b ie ra ją do tej zabaw y g łu p tasa, którego w yśm iew ając i szydząc
ścig ają od ch aty do chaty, z jednego końca wsi na drugi.
W e łfra n cy i zw odzą również na 1 . kw ietnia, m ówiąc: „ d o n
n e r u n p o i s s o n d ’a v r i l “ tj. „dać ry b ę kw ietniow ą“ czyli po
polsku m ów iąc: „w ystrychnąć kogo n a d u tk a “. Otóż t ą „ry b ą
k w ietn io w ą“ je s t prawdopodobnie s a r d e l a , albo też a l o z a (Alausa
vulgaris, Maifisch), k tó ra żyje obficie w K an ale A ngielskim (C anal
L a M anche). W iadomo, że ry b y b y ły poświęcone bogini miłości
W en erze; ona zaś b y ła zarazem boginią m iesiąca kw ietnia, w k tó
ry m w szystko w przyrodzie do nowego życia się budzi, no wem
tch n ie życiem.
J a k i je s t początek tego zw yczaju, tru d n o dziś określić. L i n d e
w Słow niku swoim pow iada: „Pierw szego kw ietnia powszechnie
w zw yczaju je st sposób żartow ania z drugich, p r i m a A p r i l i s
z w a n y .“ Ż a rt ten m a pochodzić od żydów, przeszydzających tym
sposobem Z m artw ychw stania uroczystość, p rzypadającą podług k a
len d arza n a 1. kw ietpia, bo Jezu s ukrzyżow an b y ł 30 . m arca;
zatem żydzi pierw szego kw ietnia spotykając się pozdraw iają: „ I s u s
w o s k r e s “, n a co drugi śmiejąc się odpow iada: „ P e r w o j e
a p r i i j a “, przedrw iw ając z praw ow iernych, odpow iadających:
„ W o j s t i n n u w o s k r e s e “ na słow a: „ C h r i s t o s w o s k r e s e “.
(Z cerkiewnego słow nika.) Inne z czasów chrześcijańskich pocho
dzące tłómaczenie je st rów nież niedopuszczalne, w zięte z h isto ry i
m ęki P ańskiej, gdy C hrystusa wodzono od A nnasa do K ajfasa,
a od K a jfasa do P iła ta . Bńw nież nie ma podstaw y tłóm aczenie
tego zw yczaju z niestałej pogody kwietniowej.
P od łu g Jak ó b a G rim m a starodaw ni Germ anie nie znali tego
zw yczaju. Przypuszcza tedy ten badacz, że zwyczaj ten przyw ędro
w a ł prawdopodobnie z F ra n c y i do Niemiec w nowszych w iekach.
Zdaje się, że zwyczaj ten je st początku k eltyckiego ; może je st prze
ży tk iem keltyckiej uroczystości w iośnianej, któ ra, ja k w szystkie
uroczystości wiosenne pogańskie, b y ła w yrazem w ybujałej, szalonej
radości i wesołości. Praw dopodobniej do isto ty rzeczy dojdziemy,
g d y zw rócim y uw agę naszą na jeden ch a rak tery sty c zn y ry s w szy st
kich uroczystości wiosennych, tj. n a symbolizowanie zim y pod
—
299
—
postacią jak iejś figury, k tó ra w walce z nadchodzącą w iosną zo
staje zwyciężoną, w yszydzoną, zniszczoną, albo przynajm niej ode
p chniętą, w ypędzoną. Zdaje się więc, że ów w ypędzany, ścigany
„ b ł a z e n “ ( f ool , g a w k , G e c k , N a r r ) , którego n a 1. kw ietnia
m ożna w ysłać, gdzie się komu podoba, stoi w ścisłym zw iązku
z zimą. W końcu wspomnę, że niemiecki zw rot: „ j e m a n d e n z u m
K u k u k s c h i c k e r “ przypom ina szkocki zwyczaj odpędzania zimy
i że w y raz „ g a w k “ w a rt głębszego zastanow ienia się ze względu
n a swoje pochodzenie i znaczenie.
C iekaw ą rzeczą byłoby zbadanie, czy to zwodzenie n a l.
k w ietn ia je s t u nas zwyczajem m iastow ym , czyteż także wiejskim,
ludow ym ? Czy istnieje ten zwyczaj u ludu naszego? W jakiej
postaci ? J a k ie zw ro ty lub śpiew ki k rą żą w ustach ludu naszego
o tern P rim a A p rilis? Czy lud opowiada jak ie podania lub gadki
0 tem zwodzeniu i jego pochodzeniu?
Dodam jeszcze, że w Krzeszow icach (pow. chrzanow ski) dzień
ten zwie lud „zwodzijásem “ (zwodzijaszem) n a pam iątkę wodzenia
Je z u sa C h ry stu sa od A nnasza do K ajfasza.
W szelkie w yjaśnienia i wiadom ostki, dotyczące tego zw yczaju,
upraszam przesyłać w prost do R edakcyi L udu.
(Br. Gustawicz)
Dop. Red. I u nas, przynajm niej we Lwowie, znanym je s t
zw yczaj posyłania do ap tek i po „kom arowe sa d ło “ w dn. i. k w ie t
nia. Pochodzenie w yr. g a w k nie potrzebuje zbadania, bo je st
jasnem ; prw . W . S k e a t ’a „E tym ological D ictio n ary of the E n g lish
L a n g u a g e “ (ІУ . ed. Oxford 1897 s. 172) : G a w k , głupiec, pierw ,
k u k u łk a, średnioang. g o w k e , anglosask. g e á c , island, g a u k r,
duń. g i ö g , szwed. g ö k = kukułka.
Kpiny z Mazurów, z rękopisu, zapisanego w inw entarzu Z ak ład u
narodowego im. Ossolińskich pod 1. 1075 , a pochodzącego z połow y
X V III. wieku, ogłaszam poniżej 4 przyczynki folklorystyczne, do
tyczące M azurów. W yskoki te dobrego hum oru, którego ostrze
zwrócone przeciw Mazurom, tłum aczą się aż nadto jasno, ażeby je
op atry w ać kom entarzam i; poprzestaję na uwadze, że podaję rzeczy
te w przepisie dosłownym, ze zm ianą pisowni, bałam utnej zresztą,
1 przecinkow ania. W naw iasach g ran iasty ch załączam popraw ne
brzmienie w yrazów , przekręconych dla
dowcipu nieraz nie do
poznania.
1.
(Rodowód M azura) Jednego czasu z niewyczasow ania
ptaszków w yleciaw szy Sowa z lasa, zniosła jaje w brozdzie i siadła
n a nim. P rzy leciała S roka i spędziła z tego ja ja Sowę, a sam a
w siadła n a nim. Id ąc W oł brozdą spędził z tego ja ja srokę, a sam
siad ł na jaju . Id ąc W ilk głodny, napadł na tego W ołu i zjadł go,
a sam u siad ł n a tym że ja ju . P rzyleciaw szy djabeł, spędził z tego
ja ja W ilk a, a sam siadł n a nim i w y ląg ł M azura.
Z ty ch ted y pięciu Ojców zrodzony iest M azur; dowodów
żadnych na to niepotrzeba. Sam rozum pokazuje, ze to je st praw d a,
ho każdy M azur szpetny je s t ja k Sowa, szczebietliw y albo p ietliw y
ja k Sroka, leniw y ja k W oł, obżarty ja k W ilk, a zły ja k djabeł.
U tego M azura M am ką b y ł gąsior i Św inia ; dla tego M azurowie,
od
-
300
—
g d y mówią, ja k gęsi kszykaią, a uparci, ja k Świnie (na odwrocie
k a r ty 46 . rpsu.).
2 . (llezydencya Mazura.) N osił ra z D jabeł po swiecie m a n ty k ę 1)
M azurów, chcąc ich zbyć. Z a lad a bisa [za byle co] przedaw ał,
ludzie ty lk o dla oglądania w orek po różnych miejscach pruli, ze
owemi dziurkam i po troche w ypadali M azurowie — czasem jeden,
czasem dwa, — to na W ołyniu, to na Podolu, to na U krainie, to
w Podlasiu, to w L itw ie. Lecz D iabeł swej szkody nie postrzegł,
aż pod Ciechanowem, a tam rozgniew aw szy się, uderzył wor o zie
mię, z którego M azurowie w yskoczyw szy ju ż tam wcale osiedli
(tu ż po nrze 1. n a tej samej karcie).
3 . (L ist pisany od Mazurów do Ojca Świętego.) Mnie W ielce
Mosci Ojee! — nie pisem y do W as: i Bracie, bo niew ierny, czyście
Słachcic, cyli nie, boscie nie z nasej ziemi. A le oraz w ykładam y
náse rzecy przed wascią W a sp a n y 2), ze nas B racisek po uju [wuju]
S tryjecny, po S try ju ujecny [wujeczny] * i nasa S iestrzycka po s try ju
ujecna, po u ju stry je c n a 3) * bardzo się k u sobie onacą [m ają się
ku sobie].
W ty m nam N ią. [P leban]4) W iokary [w ikary] radzie nie chciał.
N ią. W io k ary odesłał nas do Nie. Klobona [plebana]. N ią. K loban
do N iędza O picygała [oficjała], N ią. O picygał do N iędza L o p ata
[opata], a N ią. Ł o p at do N iędza W y skupa [biskupa], a N ią. W yskup do samego W aspana po jak iś In g u lt [induit] czyli po fakulta s a [facultas], Zaeym prosiem y, muj Sum ny [summus] Ojce Ś w ięty,
w ydajcie nam tego fa k u ltasa, a pozwólcie tej to nasej Bodzinie się
oswinic [ożenić], bo się bojemy, zeby w nasem pokrew ięstw ie C art
C a rta nie skusił ; a m y za tę ucynosc [uczynność] deklarujem
W asmosciom pare prosniaków [prosiaków] p u ł karm nych i Sadełko
czw artoletnie. S traw i to w asa Celadka. D la Samego W asmości
zd ały b y się Cerwunce [czerwuńce, czerwieńce], ale poprzysięgam y,
ze ich i nie znamy. Więcej się nam nam nożyło bzdęków ode skarbu
C ara Moskiewskiego, ale i tę pow ybierali Sasi, Swędzi, M oskw icini5),
ta k ze i nasi, Oyce Ś w ięty, bardzo siebie (!) się drą. Bog to ra c e j6)
wiedzie i M atk a P iaskow a7), jeżeli się ostoi i nasa chudzina p rz y
swojej 'k onstypacyi. A przed ocy W asmosci to w szystko po stawiwsy,
piszem y się W asmosci, Ojce Ś w ięty,
Psyjacielam i ale nie bratem .
(na odwrocie k a r ty 50 ).
') — sakw ę, torbę, w orek.
3) Błąd zam . W aspanem
3) W yrazy objęte gw iazdkam i, dopisane później nad w ierszem ; opuszczenie to
p o z w ala w nosić, że list ten p rzepisyw ano skądsiśinąd.
4) W yraz, przekreślony w rpsie.
6) W olnoż w nosić z tego ustępu, że »List« p o w sta ł w czasie tzw . w ojny
północnej, gdy A ugust II. w alczył z L eszczyńskim o koronę polską, a Piotr W .
z Karolem XII. ?
,6) Głoskę e popraw iono z s
- 7) Czy krakow ska ?
—
ЗОЇ
-
4.
List, pisany do Damy od wdowca Mazura. Mnie wielce ser
decznie kochana D am ulenku! Dojszło mię słyszeć, ze mię W P an n a
bajczysz, aleby to niebyło od rzeczy, bo gdybyśm y swoje rzeczy
do k u p y stu lili, byłoby na co pojrzec. Grospodarstwo moje, k tó re
się zostało po pierwszej nieboszce, jako to : p o ta c k a 1). w której
N ieboska odzoliw szy2) chusty, sam a slacheckie piwo ro b iła; krosna,
za którem i siedząc, rą k i nog nie sły sała ; p u łto ra jarz m a wolikow,
jak o ogorkow ; św inka n a omnozeniu —• inszych rzeczy nie w yrażam ,
ja k i mam swoj włosny porządek, z którego W P anna — wiem, z e — bę
dziesz kontenta. W olno się spytać, ja k wodziłem pierw szą Nieboskę.
A le niezal tego było cłeku, bo Jej w garści (rosło)3) w szystko
rosło : jaii się wedle cłeka, byw ało, położy z grosem, to z dwoma
w stanie. W ięc ja z m iłosnym moim przedsięwzięciem biorę się ku
W P annie. T ylko mię prosę uwiadomić, abym się wcesnie w ygotow ał,
ja k i do pierw sy Nieboszczki. Czekam tedy z w ielką drączką
[drżączką] od W panny delikatnego słowecka, a teraz jezdem scerze
zycliw y i najn isy słuzecka4) (na k. 51).
Dr. Franciszek Krček.
Lachy w Polsce i na Slowaczyźnie. W głośnej o statnim i czasy
spraw ie Lachów -Lechitów potrącono i o lud. P rzypom niano, że L a
chów zna dotąd plemię górali bieskidowych i tatrz ań sk ich , że lud
polski, m ieszkający na dołach, n azyw ają górale w przeciwieństwie,
do siebie Lacham i.
K iedy la ty dawniejszemi, pokąd nie było kolei, znalazł się
często gdzieś na ulicach K rakow a Podhalanin, w ydrzeźniali mu się
— pam iętam — ulicznicy w ołając : oj ty górolu ! a on im oddaw ał
w et za w et : a ty lllachu !
D aw na piosnka g órala w szopce krakow skiej dobrze objaśnia,
co są lachy, a co górale. P iosnka ta pochodzi z roku 1656 , to je s t
z czasów najazdu Szwedów na Polskę, kiedy górale ta trz a ń sc y ta k
dzielnie się spraw iali. Pisałem o tem szerzej gdzieindziej (p atrz :
„H istoryczny k alendarz ta trz a ń s k i“ w P rzeglądzie Z akopiańskim ,
1900 . Ň r. L).
Śpiewa g ó ral w szopce w te słow a :
H ále, hále niozem pole,
ja tu sobie pośród gór,
kieby orzeł pośród chm ur,
a kiej sunę się n a hale,
w net pod skałą, w net na skale!
H ále, hále, niczem pole,
bo ja żyję pośród gór,
kieby orzeł pośród chmur.
1) W łaściw ie : potaczka,- narzecz. naczynie do prania chust (Słow nik wil.).
3) = w ym oczyw szy, w ygotow aw szy w ługu.
3) Przekreślono.
4) P opraw iono z w y razu sługa.
—
302
—
Niech tam L a c h y m ają łan y ,
dla nas dobre są polany ;
chciał wychodzić na nie Szwed, .
ale k a rk i skręcił w net !
W piosnce tej silnie przeciw staw iono lachom górali.
Po tej stronie, gdzie siedzą lachy, umieszczono pole, ła n y po
drugiej, gdzie g ó rale: hale polany. M ieszkaniec pól, łanów dla g ó
ra la je s t łachem. Rzecz ta zresztą je st powszechnie znana i d o sta
tecznie uw zględniona w pracach mających za przedm iot L ac h ó w Lechitów , ja k w książce prof. A ntoniego M ałeckiego. („Lechici
w św ietle historycznej k r y ty k i“ Lwów, 1897 ) a zw łaszcza w ro z
praw ie K aro la Potkańskiego, k tó ry p rzy tacza dosłownie z u st s ta
rych g órali tatrz ań sk ich określenie nazw y : lachy. (K arol P otkański. Lachowie i Lechici. R ozpraw y A kad. Umiej, w ydział filologi
czny, S erya II . Tom X II. 1898 , na str. 255 ).
Rozchodzi się jeszcze o jeden szczegół. Czy z pojęciem łachów
łączy się narodowość polska? Czy góral, krótko mówiąc, nie nazyw a
przypadkiem każdego rów niaka, każdego mieszkańca dołów łachem,
bez względu n a to, czy to chłop polski, czy nie ? Isto tn ie g ó ral łą
czy z tem pojęciem i narodowość, bo nazyw a łachem ty lk o w ieśniaka
polskiego z równin.
Profesor M ałecki w książce swojej w ypow iedział jednakow oż
zdanie, że nie ty lk o górale nasi. ale również Słow acy znają nazwę
Lachów. Nie wiem, na ozem osnuł to tw ierdzenie, bo bliżej tego po
d an ia nie udow adnia, ani nie popiera. P. K aro l P otkański w omó
wieniu dzieła prof. M ałeckiego przeciwnie tw ierdzi, że nazw y L a
chów nie znają Słow acy, że nie sp o tk ał się z nią przynajm niej na
O raw ie i na Spiszu (patrz w K w a rta ln ik u historycznym , Rocznik
X II. 1898 na stronie 295 . T ak samo w p racy Lachowie i Lechici
n a str. 196 ).
Poniew aż znam dobrze Orawę, L iptów i Spisz, mogę zdanie to
poprzeć, o co mnie zresztą z a p y ty w a ł p. P otkański.
Tem też rzecz ciekawsza, że pomimo to, iż w okolicy T a tr
Słow acy nie znają nazw y Lachów, używ ają jej głębiej w Słow aczyżnie, ja k się o tem dowiedziałem niedawno.
M ianowicie w żupaństw ie trenczyńskiem niedaleko od W a g u
we w si R ó w n e m używ a lud słow acki nazw y lach. W narzeczu
miejscowem praw ie nie w ym aw iają Słow acy miękkiego Г, lecz w y ją
te k tw o rzy wła.śnie lach, podług pisowni słowackiej 1'ach. L ach
oznacza tam człow ieka obcego, Pow aźanina czyli m ieszkańca rów nin
nad W agiem , oracza, a więc zupełnie to samo, co u nas w piosnce
g ó rala ten lach z łanów i pól, k tó ry m a gdzie orać. N a wiosnę
mówią w R ów nem : ju ż przyszli łasi = м2 ргіШі Vasi, to znaczy
oracze. (Slovenské Pohľady 1900, sošit 2 . str. 150).
S praw a t a je s t w ażna, bo to pierw sza pew na wiadomość, że
i Słow acy znają Lachów. W ik ła ją jeszcze okoliczność, czy to nie
w pływ polski? Obecnie Równe je s t wsią słowacką, dowodzi tego
ustęp w narzeczu miejscowem, k tó ry p rzy taczam : „My, R ov n an á
—
303
—
sme jak o včely, len sa no svece rozlecíme, penáze zarábam e, domvo
nosíme a posielame a t í židzá a páni to sú ta k í včelára, t í nás len
podriezajú ; nu čože by bolo ze žida, alebo z pána bez nás : Seckich
placím e od Rowného až do B udzína....“ T ak mówią o sobie Rów nianie,
k tó rz y są druciarzam i i za zarobkiem chodzą po całym świecie.
Dzisiaj więc B ńw ne je st w sią etnograficznie słowacką, ja k w i
dać z p rz y k ła d u narzecza. Nie trzeba jednak zapominać, że niezbyt
daleko, bo w tej samej górnej części żupaństw a trenczyńskiego m ie
szka w łącznej całości ludność polska, k tó ra dawniej m ogła sięgać
jeszcze głębiej w kraj Słowaków.
P otrzeba więc jeszcze sprawdzić, czy. gdzieindziej na Słow aczyźnie zna lud słowacki Lachów, czy zna też Lachów lud polski w
górnej części żupaństw a trenczyńskiego. P. D. Z aw iliński w dw u
„przyczynkach do etnografii górali polskich na W ęg rzech “ nie
wspom ina nic o nazwie Lachów, a w łaśnie opisuje polskie osady
górnotrenczyńskie.
S praw a to je s t w ażna, bo może i gdzieindziej na Słow aczyźnie
znajdzie się .nazwa Lachów. Równocześnie ogłaszam w czasopismach
słow ackich zap y tan ie o Lachów u ludu słowackiego, na tern zaś
m iejscu udaję się do czytelników „L u d u “, gorliw ych członków
i pracowników T o w arzystw a ludoznawczego, żeby nadsyłali p rz y
czy n k i do nazw y Lachów z u st ludu. Chodzi o dzisiejsze granice
tej nazw y, ważne są zw łaszcza w szystkie pogranicza, gdzie się s ty k a
ludność polska ze Słow akam i, Czechami, Morawcami, R usinam i, a
następnie g ran ica między góralam i a niegóralam i. N ależy mieć na
w zględzie tę okoliczność, że L a c h y , t o n a z w a n a d a w a n a
p r z e z s ą s i a d ó w , że s a m l u d L a c h a m i s i ę n i e n a z y w a ,
t y l k o p r z e z y w a go t a k l u d s ą s i e d n i .
W czasie ostatniego pow stania w roku 1863 , kiedy szły po
chody „na S y b ir“, prow adzący powstańców, Moskale, gniewni, że ich
ta k , a nie R osyanam i w rozmowach P olacy nazyw ali, sądzili, że
im ta k samo dokuczą m ów iąc: a w y L ach y !
K ro n ik a N estora nazyw a L acham i zachodnich Słow ian, a m ię
dzy nim i i Polaków. Później Lachowie i złączeni z tą nazw ą Lechici, Lęchici, już byli zawsze synonimem Polaków. To jednak n a
leży do histo ry i. Zadaniem ludoznawców je st oznaczyć, g d z i e
i k o g o l u d n a s z n a z y w a L a c h e m . W y p y ty w a ć należy z w iel
k ą oględnością i w ystrzegać się poddaw ania myśli — p rzestro g a,
n a k tó rą w ty m razie trzeba baczyć jeszcze bardziej, niż w jak iej
innej spraw ie, zw ażm y bowiem, ja k są rozpowszechnione p io sn k i
o Lachach, Lechitach, a m ogły też dotrzeć do ludu.
Ľ r. Stanisław Eljasz-Badzihowski.
GrOŚciec. W okolicy Biecza lud nazyw a reum atyzm gośćcem.
M a on spraw iać okropne boleści w kościach i mięśniach. A by się
przekonać, czy to gościec jest przyczyną boleści, p rz y k ła d ają choxemu n a piersi trochę ln u czesanego. G dy się ten len w 24 godzi
nach zm ierzwi czyli zwije, to je s t dowodem, że w ciele je s t gościec.
—
304
—
L u d tam tejszy w ierzy, że gościec przestanie łam ać i spraw iać
boleści, gd y się m u dozwoli osiąść n a pow ierzchni ciała, n. p. n a
głow ie we włosach.
G dy się tam usadowi, w tedy w łosy pow ikła, zm ierzwi i utw o
rz y zb itą plikę tw a rd ą — zw aną kołtunem .
Takiego k o łtu n a nosi naw iedzony ta k długo, aż odstanie od
g łow y n a parę cali. W ted y przed nowiem, w dzień pogodny pod
wieczór odcinają k o łtu n a ; dają mu p arę centów, zaw ijają w szm atę
i chow ają pokryjom u w suchem miejscu u dalszych sąsiadów, a nie
kiedy w lesie.
N im k o łtu n dojrzeje, zlew ają go okow itą z wym oczonym
barw inkiem , a naczczo piją łyżkę w y w aru z drew na cisowego.
C i s uchodzi u ludu za bardzo skuteczne lekarstw o, dlateg o
łam ią i w ycinają go, gdzie się ty lk o okaże. Cis je st z tego pow odu
rzadkością w G alicyi. Może dr. Ciesielski p o stara łb y się o jeg o
ochronę i rozpowszechnienie.
M. Bybowski.
Bobaki w zębach. L u d w okolicy Biecza wierzy, że p rz y c z y n ą
próchnienia i bolu zębów są robaki. Jeden chłop z Klęczan opo
w iad ał mi, że go okropnie zęby bolały. W tedy w yszukał ro ślin ę
b i e l u ń , zap arzy ł ją w rzącą wodą i trz y m a ł u sta nad p arą. Z oba
czy ł ku ździwienu, ja k mu m alutkie czarniaw e robaczki w y p a d a ły
z zębów — a potem nieczuł żadnego bolu.
M ikołaj Bybowski.
Cyganie w Galicyi. W
rękopisie B iblioteki Jagiellońskiej
nr.
5368 . tom I. um ieścił na nieliczbowanej karcie ś. p. Żegota P au li
niżej przez nas podaną notatkę. W tym że rękopisie znajduje się
n adto obszerniejsza rozm iaram i rozpraw a p. n. H u c u ł y . Otóż czu
jem y się w obowiązku zaznaczyć, że nie je st to ory g in aln a p ra ca
ś. p. Paulego, ty lk o streszczenie rozpraw y J a n a W agilew icza p. t.
Huculové, obyvatele východního pohoři karpatského,
drukow anej w Č a s o p i s i e M u z e a k r á l . č e s k é h o . P ra h a 1838 .
zeszyt IV . str. 475 '— 499 . і 1839 . zesz. I. str. 4 5 - 69 . Z azna
czam y to z tego powodu, by ktoś nie przedrukow ał rzeczy już dawno
ogłoszonej.
„Strój ich najczęściej p łach ta w kształcie w orka, w której s ą
d ziu ry na ręce, pod szyją są końce tej p łach ty związane, a biodra
przepasane k orą wierzbową. W ło sy ich krucze zlatu ją w kędziorach.
M yją się w dzień pełni księżyca, w dzień ślubu i przed pogrzebem.
P rzesiad u ją hordam i o czterech rodzinach. G dyby b y ła przypadkow o
horda o siedmiu rodzinach, w tedy w ykluczają jedną rodzinę,
albo żenią now ą parę, bo liczba siedem je st dla nich fa taln ą. Żeni
się chłopiec w czternastym , a dziewczyna w dw unastym roku
(nigdy w kościele) ty lk o w hordzie, przyczem najprzód kobietę
nago w szyscy oglądają. Dzieci krzczą i to dla poczesnego od
—
305
—
kum ów ze wsi uproszonych czasem i k ilk a razy. Żonie w połogu
pom aga mąż, a córce niezamężnej ojciec. Podczas porodu pieką nad
ogniem k aw ał mięsa, przynoszą do położnicy i potem z uroczystoś
cią grzebią w kadłubie drzewa, zalepiając szparę. Urodzone dziecię
zakopują po szyję w ziemię świeżą, zaw ijają i ta k zostaw iają do
drugiej pełni księżyca. W tedy to m atk a myje, oddaje starszem u
z hordy, a ten opasuje dziecko i przyw ięzuje do żerdzi i siedem
ra z y ponad płomieniem dzieckiem za pomocą owej żerdzi m acha (co
oznacza przyjęcie w cygaństw o), potem krzczą dziecko w kościele.
Żona posłuszna mężowi, k tó ry ją czasem zabija, rozwodzą się i po
rzucają. U m arłego k ra ją w k aw ałki i grzebią kaw ałkam i w lesie,
przyczem tańczą, a nieboszczykowi na ustroniu osobne ognisko za
palają. M ieszkają w lasach, a podczas zimy w boiskach chłopskich,
gdzie palą, a chłopi sądzą, iż za ty k a ją ziele, które broni od po żaru .
T ru d n ią się kradzieżą, konowalstwem, kowalstwem , wróżbą. S ta r
szyzna obdziela k ary , zawsze płeć płci swojej.
Stanisław Zdziarski.
Mowa zwierząt. (Prw . t. Y s. 377) W w yobrażeniu ludu ty k o c iń ■
skiego w róble w o łają: „dziw — d z iw !“ (G loger Pr. fil. IV , 816 ). —
Głos dudka naśladują tam że w yrazam i: „łub, łub, łu b “, stąd nazw a
p ta k a tego łubek (Gloger j. w. 840 ). — W Czerskim i na K ujaw ach
nazy w ają perlicę kochajką „przez naśladow anie jej m onotonnego
głosu, coś w rodzaju : kochaj ! — kochaj ! “ (p. M atlakow ski w Spr.
kom. jęz. Y . 134 .). — Tamże mówią o jaskółkach, źe „śpiew ają l i r y “
(j. w. 136), a o indyku, że pioka, tzn. monotonnie pow tarza : piopio-pio (j. w. 140). Puszczyk w m niem aniu ludu tam tejszego w oła :
„Pójdź, pójdź w dołek pod kościółek“ i dlatego zw ą go pójdźką (j.
w. 140). — W Płockim i M ławskim lud słyszy w śpiewie w ilgi
(Oriolus) w ołanie: Zofijo, pójdź na piw o“ . T ak przynajm niej podaje
M atlakow ski (j. w. 146 .). Mnie zdaje się, że M. zapoznał g ru b y
dwuznacznik, z a w a rty w tej rym owance, k tó rą czytam : „Zofijo,
pójdź na p ijo “ (o = á, pijá biernik od w yr. pij tzn. pije, w y ja
śnione przezemnie w Arch. f . slav. Phil, t X Y I. n a podstaw ie f r a
szki W. Potockiego).
Dr. Fr. Krcek.
Nawoływanie zwierząt. J a k wołano u nas na psa w X Y II. w.,
poucza „W ojna chocim ska“ , poem at W acław a Potockiego, w któ ry m
czytam y :
Nie wskok pójdzie b ity pies, nie zaraz usłucha,
K iedy mu rżeką ciu-ciu, aż albo zapomni,
A lbo zgłodnie i to już postępuje skromniej.
(W . choć. wyd. w arsz. cz. IY . s. 195 .)
D r. Hr. K r.
Muzenrn W. Fiedorowicza. W śród Polaków niew ielu znajduje
się ludzi, k tó rzy by odznaczali się specyalnem zamiłowaniem do
czynienia zbiorów bez względu n a to, jakiejkolw iek b y ły b y one
n a tu ry . Objaw ten tłum aczy się nie tem, jak o b y u nas nie
20
—
306
—
było co zbierać, lecz brakiem funduszów i naszą zdum iew ającą obo
jętnością, tą o statn ią przedew szystkiem . Ze bowiem p rz y dobrych
chęciach n aw et środkam i jednego człowieka wiele zdziałać można,
dowodni muzeum p ry w atn e p. W acław a Fiedorow icza, adw okata
w W itebsku, k tóre zasługuje na bliższą uw agę naszego św iata
uczonego.
Z najduje się ono w pryw atnem m ieszkaniu zbieracza i w łaści
ciela, p. Fiedorowicza, i obejmuje około 2000 egzem plarzy, zebranych
w części dawnej B iałorusi, bo w gub. W itebskiej i M ohylewshiej.
N ie ograniczając się do żadnej specyalnej epoki, muzeum to ma
więc cechę miejscową w obszernem tego słow a znaczeniu.
W śród w ielu przedm iotów szczególniejszą uw agę zw racają
dw a okazy sw astyki, k tóre tern bardziej zasługują na opisanie
i podanie do wiadomości zagranicy, że w książce Tom asza W ilsona
p. n. „The S w a stik a “, w ydanej przez „Sm ithsonian In s titu tio n “, (W a
shington 1896 ), a będącej obszerną m onografią sw astyki, niem a
w zm ianki o niej na ziemiach polskich, pomimo pow oływ ania się na
prace p. Żmigrodzkiego. W szakże w edług K. Bołsunowskiego
(W iadomości num izm atyczno-archeologiczne) znak sw asty k i nosiły
na sobie znaki pieczętne na ołowiu (plomby), znajdow ane w B ugu
p rz y mieście Drohiczynie. O 'istnieniu sw astyki św iadczy tak że
herb Borejko (Niesiecki, L ipsk 1839 . str. 212 ) i K la m ry nr. 1 .
(Piekosiński : „H erold P o lsk i“ 1897 , str. 88.).
Najciekawszym z okazów je s t przęsło gliniane noszące n ap is:
БАБЙИОПРАСЛЪНЕ. Z nak sw asty k i nie je s t w yraźny, ta k że
z różnych stron oglądany naw et przez lupę różnie się przed
staw ia.
Jak kolw iekbądź ato li nie może ulegać w ątpliw ości, że jestto
sw a sty k a ; dwu zdań pod ty m względem być nie może. K to wie,
czy nie bardziej jeszcze ciekaw ym je s t d ru g i okaz ; jestto frag m en t
pierścienia bronzowego, w ydobytego z W idźby (dopływ u D źw iny).
S w asty k a na nim nie je st w klęsła, lecz w ypukła, nie m ogła więc
służyć za pieczęć, lesz m usiała służyć w yraźnie za ozdobę.
Z innych przedm iotów, w ydobytych p rz y kopaniu fundam en
tów pod m otor kolei elektrycznej w W itebsku, a czekających na
bliższe zbadanie, na wzm iankę zasługują dobrze zachowane w yroby
szklane, zupełnie czyste frag m en ty branzoletek, kieł dzika, n a
branzoletkę obcięty, frag m en t pierścienia szklanego i t , d.
W szy stkie te przedm ioty m usiały być w ykonane z różnych materyałów , o ozem świadczą ciężary gatunkow e; jedne przedm ioty
są całkiem lekkie, inne ja k m etal ciężkie; w szystkie w ydobyte
w 1897 r., pochodzą prawdopodobnie z X II. i X I I I . w.
Wobec rzadkości sw astyki w Polsce muzeum p. Fiedorow icza
ju ż b y z tego powodu zasługiw ało na bliższą uw agę. Rościć może
sobie ono tę pretensyę i z innych powodów a mianowicie z części
zbioru, odnoszącego się do dziejów k u ltu ry w Polsce. Pan F ie d o ro
wicz posiada bardzo ciekawe za b y tk i w olnom ularstw a, które m iał
nadzieję znacznie pomnożyć. Jeżeli usiłow ania jego pom yślnym
zo stały uwieńczone skutkiem , to w arto b y historykow i k u ltu ry
307
potrudzić się do W itebska i skorzystać ze zbiorów p. Fiedorow icza,
k tó ry obok serdecznej gościnności i uprzejm ości gospodarza po
siad a jeszcze w swym charakterze wielkoduszność zbieracza, bo nie
zam y k a swych skarbów przed okiem badaczy, lecz przeciw nie
p ra g n ąłb y bardzo, aby nasi uczeni w stąpili w jego skrom ne progi
i zechcieli z p racy jego skorzystać dla dobra nauki polskiej.
W nadziei, źe prędzej lub później ta k się istotnie stanie,
napisałem ty ch słów parę.
Wojciech Szukiewicz.
L ist niebieski. W ubiegłych latach pomieszczono w „Ludzie"
dw a podobne „listy niebieskie". Jeden z nich został ogłoszony przez
p. Szym ona G oneta w roczniku II . str. 232 i nast., drugi przez
p. F r. R aw itę-G aw rońskiego w roczniku I I I . str. 61 i nast. L ist,
k tó ry niżej podaję, je st o wiele starszego pochodzenia, niżeli oba,
poprzednio ogłoszone, znajduje się bowiem w kronice z X V II. w.,
której ty tu ł dokładny b rzm i: Joachim a J e r l i c z a „Latopisiec
albo K ro n icżk a“, Z ostała ona w ydana z rękopisu przez K. W ł.
W ójcickiego w r. 1853 . w W arszaw ie. L ist, niżej przez nas podany,
znajduje się w tomie drugim tej kroniki na str. 4 L— 45 .
List Pana Jezusa Nazarańskiego, Króla Juckiego.
Te słowa Boże, święte, na ten św iat zesłane od samego P ana
B oga Lwowi. Papieżow i, a Lew Papież posłał b ra tu swemu K ró
low i naprzeciw ko nieprzyjaciołom onego, i ten lis t ta k ą moc ma.
g d y onego kto czy ta albo onego słucha, tedy ten człowiek na dzień
1000 grzechów odpustu ma. i na każdy dzień żadna zła rzecz nie
zaszkodzi ; tak że jeśli będzie brzem ienna niew iasta a ten p rz y sobie
lis t będzie mieć, dziecię lekko porodzi ; i ktokolw iek p rz y sobie
mieć będzie, nieprzyjaciół, swoich zw ycięży ; ani ogień, ani strzała,
ani k u la i żadne oręże onemu nie zaszkodzą. Jezus C hrystus J e ro
zolim ski bądź ze m ną i nadem ną obrońcą moim najmocniejszym,
m nie strzeż we dnie i w nocy i na każdą godzinę od wszego złego
i od szatan a szkaradnego, jako objaw ił Pan Bóg te słow a swe
św ięte i mnie słudze swemu raczy ł oświecić od grzechu i w szela
kiej nieczystości, ty mnie dopomóż Ojcze, S ynu i Duchu św ięty.
L is t ten je s t znaleziony w ziemi B ry tań sk iej na górze Oliwnej,
przed obrazem Świętego A rchanioła M ichała zawieszony był, i n ik t
go nie w idział na czem b y ł zaw ieszon; a ktoby onego chciał
przeczytać, tedy sam się onemu zaraz spuścił i zbliżył się; a b y ł
napisan złotem pismem, tem i słow y m ówiąc:
„ J a Jezus C h rystus przykazuję wam i objawiam wam. mocą
B óstw a swego, abyście dni niedzielne święcili, robót żadnych nie
robili, ani ogrodnych rzeczy na pokarm y nie kopali, — bo
g a c tw a zbytecznego nie zbierali, ubogim daw ali tu na tym świecie.
D ałem wam sześć dni do roboty, a siódmy odpocząć i święcić p rz y
kazałem onego, i p rzykazuję też wam i objawiam wam, iż was
będę k a ra ł głodem i poszlę na was miecz ostry, w tenczas w stanie
K ró l na K róla, P an na Pana, m iasto na m iasto i ta k wielkie prze
lanie k rw i n a ziemi między ludźm i będzie i w ty m strach u skończy
-
80S
—
się św iat. Jeszcze będę was k a ra ł gromem, błyskaw icą o g n istą ,
dla tego żebyście poznali gniew mój na sobie, iż przykazania m ego
nie pełnicie. Upom inam też w as w dnie niedzielne do kościołów
i cerkw i chodzić, złych uczynków nie czynić, a jeżeli tego nie
spełnicie, ted y przypuszczę na w as ptastw o srogie i dziwne, tęcze*)
i proch, z którego prochu przypuszczę pow ietrze m iędzy wam i.
P rzy k azu ję wam, abyście w soboty po nieszporach w robotach
p rzestaw ali, dla przeczystej M atki mojej miłej, Boga Rodzice ; bo
g dyby M atka moja za w as nie prosiła P a n a Boga, ted y daw nobyście poginęli za bezzakoństwo wasze ; a niedziele potw ierdzajcie,
młodzieńce i dziewice do cerkw i i kościoła chodźcie, ojców, matek,
i bliźnich swoich szanujcie ; — św iadectw a kłam liw ego w y strz e
gajcie się, jałm użnę ubogim daw ajcie, za co ja sam wam K ró le stw o
niebieskie, pokój wieczny i odpuszczenie grzechów przykazuję wam'
przez p roroki i apostoły, cherubiny i serafiny, iż J a p ra w d ziw y
C hrystus, syn Boży, mocą B óstw a swego ten list pisał, a k tó ry b y
człow iek tem u listow i nie w ierzył, ted y tak o w y będzie p rz e k lę ty
i potępiony -z niew iernym i, i um rze n a g łą śmiercią. P rzykazuję też,
wam, k tó ry człowiek z was ten lis t przy sobie będzie mieć i nosić,
daw ajże on i innym czytać, w tedy będzie zbawienie duszne m ia ł
i m ęki wiecznej ujdzie ; ani grom, ani błyskaw ica onemu n ie
zaszkodzi. J a Jezus C hrystus syn B oga żywego i z czystej M ary i
P an n y D ziewicy narodzony.“
R acz mi oświadczenie podać tego listu w roku od N aro d zen ia
Jez u sa C h ry stusa 1599 miesiąca M aja 1 dnia. Ś w ięty Jan ie, C hrzci
cielu P an a naszego Jezusa C hrystusa w Jordańskich strum ieniach,
i mnie racz też grzesznego ochrzcić, ab y mnie szkaradni d y a b li
nie zaszkodzili ; św ięty Ojcze M ikołaju dopomóż mnie, gdyż t y
pręd k i pomocnik, w każdem utrapieniu, ubłagaj, um ódl J e z u s a
C h ry stu sa za mnie grzesznego, Amen.
Sen Przenajświętszej Panny.
Z asnęła b y ła przenajśw iętsza P an n a B oga Rodzica w B ry
ta n ii na górze Oliwnej i przyszedł do niej P an Jezus C h ry stu s,
syn onej najm ilszy i mówi : m atk a moja najm ilsza spisz-li
albo-li słyszysz. I mówi : spałam , alem się ocknęła i śnił mi
się dziw ny sen o Tobie; w idziałam cię w Ogrojcu pojm anego
i związanego przed A nnasza, K ajfasza, P iła ta , H eroda p rz y
wiedzionego, u słupa przyw iązanego, z tw ej świętej głow y k re w
strum ieniam i płynęła, a tw oje przenajśw iętsze ciało ja k skorupa
się padało. M atko moja, praw dziw y ten sen: kto ten lis t będzie
m iał abo p rzy sobie onego nosić będzie, ten łaskę moją i p rz y ja źń
od w szystkich ludzi będzie m iał, i duszy odpuszczenie, grzechów ;
a p rzy onego śmierci sam będę, i t y m atko m oja najm ilsza ze
w szystkiem i anioły i duszę onego weźmiesz do K rólestw a Nie-
^ Należy popraw ić: tucze t. za. ulew y. (P. E.J
—
309
—
bieskiego ; a kto tego listu żąda, ten zbawienie wieczne otrzym a.
P a n u i Bogu Naszem u cześć i chw ała na w ieki wieków, Amen. —
Pisano ten sen albo list pod rokiem 1546 , miesiąca A u g u sta,
25 dnia. 1 '
Stanisław Zdziarski.
časopis Maóioy Serbskeje 1848—1897. Registrile abo n adrobny zapis w o b sah a
letników I —L. (Zešiw kow 1—97.) Budyšin. b. r. str. 47 w 8-ce.
»W iosna narodów « oznacza dla Ł u ży czan (Serbów łużyckich) — ja k dla nieje
d n eg o drobnego ludu — punkt zw rotny. W roku 1848. bowiem zdobyli się ci n a j
b liżsi bracia nasi n a pierw sze sam oistne czasopism o naukow e, które też p rzetrw ało
d o tą d i św ięciło przed niedaw nym czasem jubileusz półw iekow y. Chwilę tę uro czy stą
re d ak to r jeg o dzisiejszy, zaszczytnie zn an y prof. dr. E rnest M uka, uczcił b ro szu rą
p . n. »Zapiski M acicy Serbskeje w B udyšinje (1847— 1897.)«, p odającą dzieje M acie
r z y serbskiej, w zorow anej n a słynnej »Maticy« czeskiej, oraz w ydaniem spisu treści
50 roczników ( = 97 zesz.) »C zasopism a«, w ydaw anego przez ow o tow arzystw o.
P ra c a dru g a z w łaszc za b ardzo potrzebna, a poniew aż w »C zasopiśm ie M acierzy
serbskiej« m ieści się najcenniejszy m aterjał do p o zn an ia dziejów i ludu łużyckiego,
zy sk u jem y w niej w yborne ułatw ienie p oszukiw ań szczegółow ych. W y starczy w ięc
zw ró cić n a n ią uw agę naszych ludoznaw ców i filologów tzw . słow iańskich ; w obec
sto p n ia k rew ieństw a Ł u ży czan z Polakam i — i licznych arty k u łó w o Słow ianach
połabskich — pow inni przy sw ych w yw odach słow orodow ych, etnologicznych itd.
oglądać się więcej n a »C zasopism o M. S.«, niż to czynili dotychczas — w obec w ska
ź n ik a dra Muki naw et w ym ów ki w szelkie o nieprzystępności, trudnościach itp. m uszą
u sta ć. T oteż niem yślę popierać lenistw a przedrukow yw aniem napisów z onych dzia
łó w ro z p ra w . Ale w skażę parę rzeczy, które pow inny obchodzić nas najbardziej, jako
Polaków . Przedew szystkiem w arto przypom nieć, że do rzędu członków honorow ych
M acierzy serbskiej należy z P olaków ks. Adam Sapieha, który nie p o sk ąp ił n a nią
z asiłk u (prw . w yjątek z jego listu w t. IXL, s. 142 — 3), a w spisie spółpracow ników
»C zasopism a« je s t m ecenas Parczew ski z K alisza. P. Parczew ski pom ieścił w »C zasopi
śm ie« 2 rozpraw ki : »Pfinoški к serbskej bibliografiji z m eśćanskeje knihow nje w e
W rótsław ju« (t. XXXV. s. 7 3 —77. i 165.) i »W o času w um reća M ecklenburskich
Serbów « (t. XLII. s. 3 7 —42. i 96.) O ile to św iadczy chlubnie o obu mężach, jak o
jed n o stk a ch , o tyle sm utne, jeśli się zw aży, że liczym y się do »wielkich« naro d ó w !
Jed y n ą pociechę m oże stanow ić chyba ta okoliczność, że i u Ł użyczan niew id a ć w iększego zajęcia się spraw am i polskiem i — przynajm niej w »C zasopiśm ie«.
N atknąłem się bow iem w spisie rzeczy z 50-lecia całego jedynie n a następ u jące
drobiazgi, które nas d o ty c z ą : »Serbski spew z 1. 1779. w polskim pfełozku« (w »Literarisk e drobnostki« w ot K. A. Jenča t. XIX. 394 — 8.) i »Polski list K arola XII.,
b ra ta św edskeho. Z Abrah. Frenclow ych rukopisow p o d a ł dr. E. Muka« (XXXV. 4 3 —4.)
A le sła b a to pociecha, bo »C zasopism o M. S.« je s t przeznaczone n a rodzaj archiw um
rzeczy sw ojskich, a nie przegląd m iędzynarodow y liib choćby ogólnosłow iański.
Z resztą w y starczy przejrzeć byle który rocznik m iesięcznika »Łużicy«, ażeby się
przekonać, że Serbow ie łu ży c cy znają rzeczy polskie w ybornie, tłu m a c z ą naszych
p isarzy , czytają. A m y? Et, szkoda żółci — byliśm y i jesteśm y »kogutam i«
północy.
D r. Franciszek Krcek.
— 310 —
Stefan Ram ułt. Statystyk a ludności kaszubskiej zeb ra i i opracow ał.... Z mapą.
etnograficzną K aszub. K raków . Nakładem Akadem ii Um iejętności. 1899. str. 290 + 6nl. — 8-ka wielka.
Jeśli kto chce się przekonać, ja k wiele m rów czej pracow itości i mozolnychtrudów trzeba nieraz podjąć o p racow ując przedm iot ściśle naukow y, n ajlep szy
przykład znajdzie w pracy, której ty tu ł w yżej podaliśm y. D otąd bow iem w szystkie
dane, jakie posiadaliśm y o sile liczebnej i obszarze etnograficznym K aszubów , b y ły
błędne, co więcej — dalekie od praw dy, skoro czerpano je ze spisów urzędow ych
ludności, dokonyw anych przez w ładze pruskie! O grom ną tedy zasługę około nauki po
ło ż y ł p. Stefan Ram ułt, znan y ju ż z kilku cennych prac o K aszubach, kiedy doko
n a ł spisu ludności n a w ła sn ą rękę, puściw szy się w podróż po tej dla n a s terraincognita. W ędrując od parafii do parafii potrafił zebrać sp o rą liczbę danych d o
p racy przedsięw ziętej, będąc z aś z z aw odu urzędnikiem bankow ym , nie m ógł dłużej
pozostać w tych stronach, ażeby dokończyć żm udnego sp isy w an ia ludności k a sz u b
skiej. T oteż dalej pro w ad ził pracę zapom ocą korespondencyi z ludźm i, których
na K aszubach poznał, każdy zaś wie, ile trudu i czasu trzeba stracić, ażeby n a d ro
dze listow nej zasięgnąć potrzebnych w iadom ości, kiedy jedni nie odpow iadają w cale
n a zapytanie, inni z a ś długo z odpow iedzią zw lekają. K oniec końców po w ielu u s i
łow aniach udało się szan. autorow i zebrać cały p otrzebny m ateryał, który obejm uje
spis ludności kaszubskiej po rok 1893. w yłącznie. T rzy tedy lata zajęło zgrom adze
nie dat statystycznych, pięć n astępnych p raca n a d uporządkow aniem i opanowaniemolbrzym iego m ateryału, składającego się' z suchych cyfr.
R ozdział pierw szy tej gruntow nej i sum iennej pracy traktuje o granicach geo
graficznych, w których m ieszkają dzisiejsi K aszubi. N ajbardziej jednak z ty ch w iado
m ości ogólnych o K aszubach interesującym je st w stęp, w którym szan. autor m ów i
o stosunkach w yznaniow ych. P rzew ażna tedy część K aszubów należy do k o śc io ła
rzy m sko-katolickiego, 6°/0 jedynie ogółu ludności zalicza się do w yznania' ew'angielickiego. T a z aś nieznaczna liczba znajduje się głów nie n a P om orzu i w m yśl z a
sady »co luter, to Niemiec« by w a u w a ża n a za Niemców, do której zresztą n a ro d o
w ości oficyalnie się przyznaje pod w pływ em stosunków z w ładzam i, pastorem ew angielickim, a co n ajw ażniejsza rodzinnych. Ż enią się bowiem, niestety, K aszubi
z Niemkami- luteránkam i lub n a odw rót w ydają sw oje córki za Niemców. W kółku
rodzinnem i lutrzy -K aszu b i u żyw ają stale gw ary rodzinnej kaszubskiej.
Przechodząc za autorem do rozdziału, om aw iającego zakres używ ania m ow y
kaszubskiej, m usim y zaznaczyć, iż z b y t m ało dow odów p rzy taczał p. R am ułt w da
w niejszych sw oich pracach n a poparcie tw ierdzenia, jak o b y języ k kaszubski nie b y ł
narzeczem polskiego — toteż dopóki nie będziem y mieli w tej mierze więcej pe
w ników , dopóty nie m ożem y się zgodzić z teoryą szan. autora. Stądteż pochodzi, że
na pierw szej karcie niniejszej pracy um ieścił w y d ział filologiczny Akademii Um iejęt
ności zastrzeżenie, że bynajm niej nie zg ad za się z teoryą p. -Ramułta, który od lat
kilku stanow czo p rzy odrębności kaszubskiej m ow y od polskiego jęz y k a się u p ie ra .
G w arą tedy k asz u b sk ą p o słu g u ją się po w siach najuboższe w arstw y ludności, a nad to
w łaściciele drobnych m ajątków ziem skich i szlachta. Z darzają się też dość częste
w ypadki, że gw ary tej u ży w a rękodzielnik, kupiec, a naw et urzędnik lub k sią d z
W stosunku z Niemcami po w siach, gdzie K aszubi stanow ią przew agę, p o słu g u ją
się gw arą kaszubską, jeśli stosunek ten m a się odw rotnie, natenczas i gw ara ludow a
schodzi n a drugi plan. W k ościołach katolickich nierzadko daje k ap łan o b jaśnienia
w narzeczu kaszubskiem , w ew angielickich n atom iast stanow czo i bezw zględnie ru
gują m ow ę ojczystą. N arzecza tego jak o języka książkow ego użyło dotąd dw u lu
dzi tylko: C enová i Hieronim Derdow ski.
—
311
—
D alsza część p ra cy
p. R am ułta obejm uje sta ty sty k ę
ludności kaszubskiej,
w której szan. autor przechodzi pow iat za powiatem , dając najprzód ogólne w iado
m ości, następnie zaś um ieszcza w ykaz szczegółow y : ile głów kaszubskich p rz y
p a d a n a tę lub ow ą w ieś czy gm inę. W ten w ięc sposób przechodzi P ru sy zacho
dnie, Pom orze, inne kraje cesarstw a niem ieckiego, inne kraje E uropy i w reszcie Ame
rykę. N iepodobieństw em je st pow tarzać n a tern m iejscu w szystkie nadzw yczaj cie
kaw e szczegóły, m usielibyśm y bow iem przejść chyba do przedrukow ania całej tej czę
ści pracy p. Ram ułta. W y p ad a tedy ograniczyć się jedynie do p odania ogólnych
w yników ; , liczba zatem ludności kaszubskiej obejm uje w E uropie 200217 głów ,
z czego 13442 ew angielików , w Am eryce zaś 130700, z czego 8714 w y zn an ia ew angielickiego, ogółem w ięc 330917, czyli więc niem al jed n a trzecia część m iliona.
K ończy sw o ją pracę p. R am ułt ustępem z Pieśni o Gdańsku W iktora Gom ulickiego, który w róży ziemi kaszubskiej: ...» jed n ak nie zm arła pod pokostem i nie
w yzionie d u c h a « ... T ru d u tedy i m ozołu m iał szan. a u to r wiele przy opracow yw aniu
statysty ki, która św iadczy nadzw yczaj dodatnio o sum ienności, a niemniej w y trw a
ło śc i p rzy pracy naukow ej, kiedy w śród całej pow odzi błędnych dat i faktów z d o łał
dać nauce szczegółow y kom unikat o ludności, tak m ało dotychczas badanej, z u
pełnie niemal zapom nianej przez nas. Jaką w arto ść m a niniejsza p raca p. R am ułta,
nie potrzebujem y dodaw ać, każdy sam się o niej najlepiej przekona, jeśli ją p rz e
czy ta i będzie chciał ocenić trud i m ozoły, w nią w łożone. W arto ść tę p o w ięk sza
znacznie dodany przy końcu alfabetyczny spis nazw m iejscow ości polskich, k asz u b
skich i niemieckich, który pozw ala doskonale oryentow ać się
w każdej chwili. Na
n ie m niejszą pochw ałę zasługuje i m apa etnograficzna K aszubów , którą p. Ram ułt
sp o rz ąd z ił i do tej pracy dołączył.
Stanisław Zdziarski.
Ignacy M atuszewski. D yabeł w poezyi. H istorya i psychologia postaci u o sa
biających zło w literaturze pięknej w szystkich narodów i w ieków . Studyum literacko-porów naw cze przez.... W ydanie 2-gie znacznie pow iększone i przerobione.
W arszaw a. Br. N atanson. 1900. 8° m n str. 4 nl.
280 -(- IV.
Jeżeli w piśm ie, pośw ięconem etnografii, zajm ujem y się pracą, należącą do
zakresu historyi literatury, — czynim y to z dw u w zględów : raz dlatego, że książka,
m ająca za przedm iot przedstaw ienie historyi szatana w literaturze pięknej, zaw iera
w sobie wiele m ateryału m itologicznego, po drugie znow u z tego w zględu, że nie
je s t m ało interesującą dla etnografii rzeczą, ja k
sobie poeci różnych narodów w y
obrażali uosobienie zła, którego początki leżą przecież nie gdzieindziej, ja k tylko
w dziedzinie religijnych w ierzeń rozm aitych plem ion i szczepów . C złow iek bowiem,
zastan aw iając się nad zagadką stw orzenia, zauw ażyć m u siał bezw ątpienia kontrast,
zachodzący pom iędzy złem a dobrem , p raw dą a fałszem , św iatłem i ciem nością.
Poniew aż zaś nie m ógł przyjąć, ażeby dw a w ręcz przeciw ne sobie żyw ioły
z jednego w y p ły w ały źródła, — p rz e to -stw o rz y ł sobie dw a bóstw a, bóstw o dobra
i drugie bóstw o zła. Dualizm zaś taki w idoczny je s t w e w szystkich m itologiach,
co więcej trw a i dziś u plem ion dzikich, które niekiedy naw et czczą więcej boga
złego, aniżeli dobrego — w iedząc, że dobry nie zaszkodzi.
S ftro ż y tn e ludy m iały w sw oich religiach ten dualizm . Ot np. u Akadów
w szystkie niem al ułam ki ich piśm iennictw a były pośw ięcone opisom złych dem onów ,
którychto złych duchów było kilka katego yi. Jednakow oż zarów no złe, ja k i dobre
duchy m iały charakter fizyczny, nie m oralny — dobre b y ły pożyteczne, złe zaś
szkodliw e. Nie m iały natom iast owe ludy pojęcia dobra, do którego trzeba było
—
312
—
dążyć sam em u, ja k nie m iaíy pojęcia z ła bezw zględnego. W net B abilończycy, k tórzy
zaw ładnęli ziem ią Akadów, przyjęli od nich tę w iarę, którą uw ażali za jakiś c z a
rodziejski rytuał. Mieli bow iem Babilończycy inną religię, o p artą n a uw ielbianiu sił
przyrody, gdzie dualizm fizyologiczny, płciow y, przew aża nad dualizm em etycznym .
0 wiele b o g a tszą b y ła m itologia i literatura H indusów . Jak w iadom o z W ed,
na czele sta ł Indra, a pod jego w ła d zą całe m nóstw o bogów , będących uosobieniem
dobroczynnych sił przyrody, w alczyło z dem onam i szkodliw ym i, Indra nadto raził
grom am i potw ory pow ietrzne i duchy nocne, które k ry ły się pod postaciam i p u
szczyków , sępów i w ilków . Znacznym przem ianom uległa religia H indusów w czasie,
kiedy zdobyli półw ysep indyjski, przyjęli bow iem od ludów zaw ojow anych turańskosem ickiego pochodzenia now e bóstw a. W ieczne potępienie nie szło u H indusów
w ślad za upadkiem , u nich bow iem każd y duch w ę d ro w ał przez szeregi isto t, aż
w reszcie o czy szczał się zupełnie z grzechu. T oteż życie obecne, je g o dola lub
niedola, nie było niczem innem , ja k tylko z ap łatą z a życie daw niejsze, a nadto za
rodkiem przyszłego. — Z upełne przeciw ieństw o doktryn indyjskich w idzim y w religii P ersów starożytnych, u .których zło stan o w iło ż y w io ł zasadniczo różny od
dobra. Bo podczas gdy u H indusów »W isznu i Śiw a, życie i śm ierć, to dw a oblicza
tej sam ej potęgi tw órczej«, — u Persów tym czasem A rym an i O rm uzd — to dwaj
rywale, w alczący od szeregu w ieków o w ładzę nad św iatem . T oteż ludzie w inni
byli popierać O rm uzda w tej w alce, pracą w zm acniać w ładzę jego. W szystkie z aś
te cechy m itologii — odbijały się ja k najw yraźniej n a poezyi ow ych narodów .
Z kolei przechodzim y do Grecyi i R zym u. Poniew aż atoli sądzim y, że czy
telnicy nasi m ają choć ogólne w yobrażenie o św iecie ich nadzm ysłow ym — przeto
ze w zględu n a sz c zu p ły zakres m iejsca, p rzeznaczony dla oceny pracy p. Ma
tuszew skiego, pom ijam y ro z d ział ten zupełnie.
U starożytnych Ż ydów g rał szatan w księgach Starego Z akonu p o drzędną rolę,
bo nigdy jak o indyw idyum nie w ystępuje naw et. W K siędze Jo b a n. p. jedynym
rysem dem onicznym charakteru sz a ta n a je s t n iesłuszność oskarżenia człow ieka
przed Panem Bogiem i chęć szkodzenia ludziom dobrym . W Apokryficznej znow u
A pokalipsie H enocha, której autor nie p o sia d ał w iary w to, że B óg najm ędrszy
i najlepszy nie m ógł być rów nocześnie p rzyczyną dobra i zła, w ystępują aniołow ie,
co p o łączy w szy się z córkam i ziemi, nauczyli ludzi czarów i zaklęć, robienia tarcz
i m ieczów, używ ania bielidła i upiększania brwi. Ze zw iązków zaś tych aniołów
z ziem iankam i rodziły się olbrzym y, z którym i później a rchanioł M ichał stacza
w alkę śm iertelną. Trzecim w reszcie rodzajem dem onów byli »aniołow ie sądu i kary,
czyli szatani właściwu«.
W księgach dopiero Nowego T estam entu w idzim y ju ż nie w alkę m iędzy
św iatłem a ciem nością, lecz m iędzy instynktam i nizkim i a idealnem i aspiracyam i,
teraz ju ż sam o tylko słow o i w ola niepokalanego egzorcysty odpędza dem ony.
T aki zaś pogląd n a dem ony p rz etrw a ł przez całe średnie wieki.
Na w yobrażenie zła u m uzułm anów z ło ż y ły się poglądy ju d aisty czn e
i chrześcijańskie. O prócz w łaściw ego sz a ta n a napotykam y u nich cały szereg ge
niu szów , które m ogą p ostępow ać dobrą lub z łą drogą, a którym i rządzić m ożna zapom ocą czarów , talizm anów i t. p.
W m itologii germ ańskiej zło reprezentow ane było przez ród głupow atych
olbrzym ów . Dopiero z przyjęciem chrześcijaństw a pom nożył się szereg dem onów
w obec tego, że K ościół u z n a ł bogi daw ne, bogi pogańskie, z a uosobienie zła. Stąd
poszło, że bóg O dyn zm ienia się w dzikiego m yśliw ca, H ołda zaś zam ieszkuje
w n ętrze góry i nęci ido siebie pięknych m łodzieńców , d y ab eł znow u o trzy m ał
—
313
—
g łu p o tę olbrzym ów , złośliw e w reszcie k arły w cieliły się w postacie k o b o ld ó w
i chochlików .
Inaczej rzecz się m iała w poezyi i m itologii Keltów, gdzie św iatem kiero w ały
■duchy elem entarne, zastęp zaś istot nadnaturalnych sk ła d a ł się z dobrych w różek,
g e n iu sz ó w i czarow ników , których prototypem b y ł sław n y bohater średniow ieczny
epiki rycerskiej Merlin, syn d yabła i zakonnicy.
C ała literatura średniow ieczna kpiła sobie z szatana, przedstaw iając go w w y
krzyw ionej b łazeńsko m asce. Pom ijam y tutaj przegląd postaci dem onicznych, które
przedstaw iają się niekiedy naw et interesująco, a zatrzym am y się jedynie n a tych
p u n k tac h , jakie w ykazują zm ianę poglądów n a d y ab ła w społeczeństw ie. W średnich
w ie k a c h potęga d y ab ła ro sła nieustannie tak, że nie w ierzyć w dyabła, u w ażano z a
daleko w iększy grzech, niż nie u znaw ać istnienia Stwórcy. D yabeł nadto reprezento
w a ł w tedy obok z ła także w rodzone naturze ludzkiej popędy, które p ra g n ą ł zgnębić
su ro w y duch czasu, nie zw ażając, że zn ajdow ały się po śró d nich także instykty
dobre. Każdego, kto się w ybijał ponad ogół, p osądzano o zm ow ę z szatanem . T o ż
nie dziw , że tysiące histeryczek skończyło n a stosie jak o czarow nice, że m ędrcy
i filozofowie byli obw iniani o spółkę z piekielną m ocą. N iew szyscy atoli w tej
epoce nienaw idzili dyabła. B yła w arstw a ludzi, która oddaw ała szatanow i bluźnierczą
cześć, która oddaw ała się w opiekę w roga C hrystusow ej nauki. L u d zresz tą p o z o sta ł
w głębi serca pogańskim , nie dziw tedy, że poniew aż rów ność ew angieliczna istn ia ła
ty lk o w teoryi, lud więcej sk ła n ia ł się ku szatanow i, bo przenosił szczęśliw o ść
d o c ze sn ą nad szczęście po zgonie.
Z rodził się w reszcie ry tu ał
p onurych obrzędów , z pom iędzy których »czarna
m sza« b y ła p arodyą m szy zw ykłej, tylko śpiew aną n a cześć dyabła. Sabat zn o w u
b y ł uro czy sto ścią nocną, podczas której k rępow ana karnością n atu ra ludzka w y b u
c h a ła w sposób w ulkaniczny, popędy płciow e znajd o w ały szeroki w ylew , słow em
o rg ia w czasie sa b a tu działa się najokropniejsza. Po m odłach i ofiarach n a cześć
króla piekieł ro zp o czy n ały się bakchanalia — szeregi p ó ł nagich m ężczyzn i kobiet
zaw o d ziły taniec szalony w śród śpiew ów , poczem w szystko, podniecone w inem ,
k o ń czy ło u roczystość w yu zd an ą rozpustą.
O drodzenie i reform acya nie w p ły n ę ły na charakter pojęć o szatanie, p o e zy a
dopiero czasów now szych od końca XVIII. stulecia poczy n iła w nich zm iany. Stąd
też ta część książki om aw ianej stanow i połow ę całości. T rudno nam z tego m iejsca
streszczać dalsze u stęp y pracy p. M atuszew skiego, gdyż i tak ju ż one w książce
je g o są aż nadto zw ięźle przedstaw ione. T oteż ten jeden tylko m ożna uczynić za
rz u t pracy szan. autora, że rzecz sw o ją zanadto treściw ie przeprow adził, że nie
w sze d ł tu i ów dzie w szczegóły. Z resztą praca p. M atuszew skiego przynosi cały
sz e re g znakom icie u łożonych w iadom ości, które i etnografa zainteresow ać potrafią,
b ą d ź co bądź bow iem stoją w zw iązku z ludoznaw stw em . Zebrać zaś tak ą przestrzeń
c zasu , tyle dzieł n a tych Ł00 kilku stronach — to tru d niem ały i niem ała zasługa.
T ern w iększą zaś je st ona, że om ów iona p raca je s t jed y n ą u nas w sw oim rodzaju.
Stanisław Zdziarski.
SPRAWY TOWARZYSTWA.
I. Posiedzenia Zarządu.
T r z e c i e p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u odbyło się 26. IV. Obecni pp. Bal,
d r. Bruchnalski, dr. Krček, Ihnatow icz, dr. Leciejewski, dr. T w ardow ski i Z dziarski.
—
314
—
Dr. St. Eljasz-K adzikow ski uspraw iedliw ił sw oją nieobecność. Przew odniczył pre
z es T ow . dr. A. Kalina.
1. Przyjęto 9 now ych członków .
2. U chw alono w ziąść u d z ia ł w ju b ile u sz u Uniwei sytetu Jagiellońskiego p rz ez
w y sła n ie adresu i delegatów , podobnie w K ongresie ośw iaty ludowej w K rakow ie
p rz ez delegatów — dra T w ardow skiego i B. G ustaw icza, a nadto w Zjeździe lek arzy
i przyrodników polskich w K rakow ie pzez w ysłanie delegatów pp. Ih natow icza
i T w ardow skiego, jak o też w y sła ć n a w ystaw ę Z jazdu w ydaw nictw a T ow . i okazy
m uzealne z dziedziny m edycyny i p rz y ro d o zn aw stw a ludow ego.
3. Z ałatw iono sp raw y adm inistracyjne, poczem prezes z d a ł spraw ę z p o
m yślnego w yniku sta rań o debit n a »Lud« w Rosyi i z rozsyłki k w e sty o n a ry u sza
pisankow ego.
4. T erm in najbliższego zgrom adzenia naznaczono n a 10. maja.
C z w a r t e p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u odbyło się 10. V. Obecni pp. B ruchnalski,
dr. Krček, dr. T w ardow ski i Z dziarski. P rzew odniczył prezes T ow . A. Kalina.
1. Przyjęto 3 now ych członków .
2. W y brano koreferentów referatów sekcyi etnograficznej n a III. Zjeździ©
historyków polskich w Krakow ie.
3. Delegatem n a ju b ileu sz U niw ersytetu Jagiellońskiego w ybrano dr. K rceka.
4. Delegatem na K ongres ośw iaty ludow ej obrano w m iejsce p. G ustaw icza
p . A. Stopkę.
5. Na w niosek p. Z dziarskiego uchw alono, iż każdy członek Z arządu, któ ry
z p ow odu przeszk o d y m e m oże przybyć n a posiedzenie, w inien w przód o tern za
w iadom ić p rezesa T ow ., a w razie dłuższej niem ożebności b ra n ia u działu w pracach
T o w , ażeby w n ió sł do Z arządu rezygnacyę.
II. Zgromadzenie naukowe.
T r z e c i e Z g r o m a d z e n i e n a u k o w e odbyło się 10. V., na którem p. Jan
G r z e g o r z e w s k i w y g ło sił odczyt » O stosunku pokrewieństwa mitologii greckiej
z polską«. T reści odczytu, która znajdzie pom ieszczenie w »Ludzie«, nie podajem y.
III. Sprawozdanie Oddziałów.
i. O ddział w C hrzanow ie.
P i e r w s z e p o s i e d z e n i e n a u k o w e odbyło się 24. m arca b. r. w K rze
szow icach przy licznem udziale członków i gości. Po zagajeniu przez zastępcę'
przew odniczącego p. J a n a B i e r o ń s k i e g o o d czytał prezes O ddziału próf. B r .
G u s t a w i c z sw ą p ra cę : «.Lis m ikita w bajce i wierzeniu ludo wem u wschodnich
Azyatów«. O dczyt p. G ustaw icza, który zebrani nagrodzili oklaskam i, nie w y w o ła ł
żadnej szczegółow ej dyskusyi. T reści nie podajem y, gdyż p raca ta będzie um iesz
czo n ą w najbliższym zeszycie »Ludu«.
D r u g i e p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u O d d z i a ł u odbyło się dnia 21. kw iet
n ia 1900 pod przew odnictw em prof. Br. G ustaw icza.
Obecni : Ks. F itak Fr., pp. Borow iecka, Radw ańska, T opolecka, B ierońslr,
M akuch, Polaczek i Szabłow ski.
1. Do O ddziału przy stąp ili: pp. B ąkow a Julia, nauczycielka w Chrzanow ie,.
Janicki B ronisław , dyrektor K asy Zaliczkow ej w K rzeszow icach. O ddział liczy tedy
członków 24.
2. U chw alono udać się do Rady Szkolnej Krajowej o pozw olenie u ż y w an ia
s a l w budynkach szkolnych w pow . C hrzanow skim n a odbyw anie posiedzeń, o d
—
315
-
czytów , w y k ła d ó w i pogadanek z zakresu lu d o zn a w stw a, a to w m iejscow ościach:
K rzeszow ice, C hrzanów , Jaw orzno, Szczakow a i Alwernia.
3. U chw alono podziękow anie . dla p. S ew eryna Udzieli, Okr. inspektora sz k ó ł
i prezesa O ddziału w W ieliczce, za dar 50 egz. b ro sz u ry : » Tyniec«.
4. U chw alono zaw iadom ić sąsiednie O ddziały ludoznaw cze w K rakow ie
i W ieliczce o posiedzeniach naukow ych w celu w zajem nego łączen ia się i popiera
nia w w spólnej pracy.
5. W końcu toczyła się po g ad an k a etnograficzna nad w yrażeniam i: » z b l a d ł
j a k c h u s t a « , »da j m i ś w i ę t y p o k ó j « , » u w a ż a ć k o g o z a c z t e r y l i t e r y « ,
» p i j a n y j a k P o l a k « , » p r z e c z y t a ć o d d e s k i d o d e s k i « , a w szczególności
n a d w yrażeniem » d e s k a g r o b o w a « i » d o g r o b o w e j d e s k i « , przeprow adzona
p rzez prezesa na podstaw ie w yjątków z daw niejszych p isa rzy polskich, tudzież n a
podstaw ie pieśni ludow ych i zw yczajów zachow yw anych przez lud p rzy pogrzebach
u nas i indziej.
Stanisłaiv Polaczek
,
Bronisław Gustawicz
sekretarz
przew odniczący.
2. O ddział w K rakow ie.
1.
p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u odbyło się d. 4. m arca b. r. w W yższej Szkole
Przem ysłow ej.
Obecni pp. : prof. dr. W ł. K osiński, Ja n Fr. M agiera i W ł. W olny. Prze
w o d n ic zy ł p. Świętek.
Po przeczytaniu protokółu z ostatniego posiedzenia, tudzież pism , nadeszłych
do Z arządu Odddz., uchw alono:
1. Przyjąć do w iadom ości z g ło szo n ą listow nie rezygnacyę prof. Z aw ilińskiego
z w y boru członka Z arządu, a w skutek poruszonej z tej strony kw estyi dać w yraz
zapatryw aniu, że w szy scy członkow ie T ow . ludoznaw czego, którzy m ieszkają stale
w Krakow ie i w pow iecie krakow skim , ju ż przez to sam o są członkam i O ddziału
krakow skiego, choćby form alnie nie zgłosili doń sw ego przystąpienia.
2. Z łożyć imieniem tutejszego O ddziału now o zaw iązanem u O ddziałow i Tow .
ludozn. w Chrzanow ie życzenia pom yślnego rozw oju.
3. W skutek z aszłego nieporozum ienia zw rócić uw agę C entralnego Z arządu
z p ro śb ą o um ieszczenie odnośnego sp rostow ania w »Ludzie« : a) że sp ra w a p o d
w yższenia w kładki członkom sp ad ła z porządku dziennego Ogólnego Z ebrania Oddz.
i nie b y ła w cale n a nim p o ru sz an a ; b) że w niosek skarbnika O działu, p. Stopki,
om aw iany n a VII. posiedzeniu Z arządu Oddz. r. z., nie zm ierzał w cale do podw yż
szenia w kładki rocznej do 5 zł. (10 kor.), ale li o 5 c e n t ó w (10 halerzy) i to ty
tułem »taksy listow ej« n a opłatę pieniężnych przesyłek w kładkow ych do Centralnej
k a sy T ow arzystw a.
2.
posiedzenie
Szkole Przem ysłow ej.
Zarządu,
odbyło
się
dnia
18. m arca b. r. w W yższej
Obecni p p .: M agiera, Stopka, W ałach, W olny. Przew odniczył p. Świętek.
Po odczytaniu p rotokołu z ostatniego posiedzenia i przyjęciu do w iadom ości
pism , n adesłanych do Z arządu O ddziałow ego, pow zięto uchw ałę, by w strzym ać się
ze w zględów finansow ych z urządzeniem odczytu » 0 Rękawce« n a w ła sn ą rękę
w Podgórzu, który w edług w yrażonego życzenia m iał w ygłosić p. M ichał W ałach
je s z c z e przed tegoroczną Rękawką.
1.
p o s i e d z e n i e n a u k o w e odbyło się dn. 4. m arca w sali W yższej Szkoły
Przem ysłow ej.
—
316
—
Obecni pp. : prof. dr. Wf. Kosiński, Łosik, Magiera Fr., Stopka, Świętek, WŁ
Tetmajer, W atach, W olny; jako goście pp.: Jedlicz, Langier, Stopa. Przewodniczyt
p. Swiętek.
Po odczytaniu protokołu z ostatniego posiedzenia, w ygłosił p. Michał W ałach
pierwszą część swego odczytu »0 Rękawce«. Prelegent przedstawił historyę tego
obchodu narodowego aż po dzień dzisiejszy i omówił krytycznie obecne p rzekształ
cenie Rękawki. Dyskusję odroczono do dalszej części odczytu.
2.
p o s i e d z e n i e n a u k o w e odbyło się dn. 18. marca w temże samem
miejscu. Na niem przedstawił p. M. W ałach drugą część swej pracy »0 Rękawce«.
Po odczycie wywiązała się nader ożywiona dyskusya nad formą i treścią odczytu
p. W ałacha.
A ndrzej StojA a
Ja n Swiętek
sekretarz
przewodniczący.
3. O ddział w T arn o w ie.
2.
o g ó l n e z e b r a n i e członków Oddziału odbyło się 11. kwńetnia 1900 roku.
Obecnych było około 20 osób. Zebranie zagaił zast. przewodniczącego p. prof. F.
H ab u ra i w przemówieniu swojem zaznaczył, że praca ludoznawcza »jest obo
wiązkiem tak wysoko jak i nizko w społeczeństwie postawionych«, że »przekazał
nam ją J. Słowacki w testamencie« i Mickiewicz. Podniósł w końcu i to, że »praca
ta jest przedewszystkiem obowiązkiem dzieci tego ludu, których wielka ilość zaj
muje dziś w yższe stanowiska społeczne, których i tu w Tarnowie dużo — a niestety
w naszem Towarzystwie tak mało«.
Po zagajeniu, które na zebranych zrobiło nader miłe i korzystne wrażenie,
nastąpiły sprawozdania sekretarza i skarbnika Oddziału pp.: prof. L. M ł y n k a
i wet. p. N. S i k o r s k i e g o . Z obydwu sprawozdań widać, że Oddział rozwija się
bardzo pomyślnie. Ma bowiem przeszło 30 członków, jednego prenum eratora i dosyć
sporo przyjaciół — a więc liczba ich od założenia Oddziału prawie się potroiła.
Oprócz tego posiada Oddział w łasną kancelaryę, bibliotekę i muzeum ludoznawcze,
które narazie mieszczą się w mieszkaniu sekretarza p. Młynka. Muzeum jak na
początek składa się z wcale pokaźnej liczby zbiorów ludoznaw czych: figurek ze
soli, modeli narzędzi rolniczych, sprzętów domowych, przyrządów do robienia siatek
rybackich, instrumentów muzycznych, obrazów, rysunków, map, materyałów, zapisków
i t. p. — razem około 400 okazów, które się z każdym dniem pomnażają. Także
i biblioteka powiększa się pomału — obecnie liczy 20 większych i mniejszych
dziełek. Nawet kasa Oddziałowa przedstaw ia się wmale nieźle, dzięki ofiarności se
kretarza Oddziału, który wszelkie dotychczasowe koszta Oddziałowe pokrywa
z własnej Kieszeni. Toteż zebrani wyrazili z tego powodu p. Młynkowi szczere po
dziękowanie, że się tak gorliwie Oddziałem zajmuje. Komisya zaś kontrolująca zło
żona z pp. prof. Beerà i prof. Jędrzejowskiego udzieliła p. Sikorskiemu i reszcie
członkom ustępującego Zarządu Oddziału absolutoryum, co też zebranie jednogłośnie
przyjęło do zatwierdzającej -wiadomości.
Przy wyborach członków do nowego Zarządu Oddziału wybrano na wniosek
p. L. Mfynka na rok 1900 przez aklamacyę : przewodniczącym Oddziału i jego Za
rządu: p. Franciszka H a b u r ę prof, gim n.; zast. przewód.: p. Jana J ę d r z e j o w
s k i e g o prof, gimn.; sekr.: p. Ludwika M ł y n k a prof. szk. real.; skarb.: p. Narcyza
S i k o r s k i e g o weter. pow. ; członkami Zarządu: p. Alfreda B e e r à prof. szk. real.,
p. Edwarda K o z ł o w s k i e g o urzęd. kol, państw .; zast. czł. Zarządu: p. Michała
B o g u c k i e g o prof, gimn.; p. W ładysława S t u d n i c k i e g o prof. c. k. seminnaucz. W szyscy wybór przyjęli.
—
317
—
Z kolei przyszły wnioski członków :
1. p. Ludwik M ł y n e k : »Zarząd Oddziału uda się do miejscowych zakładów
naukowych z prośbą o zainteresowanie młodzieży szkolnej sprawą ludoznawstwa«
W niosek ten upadł większością głosów zebranych.
2. p. Ludwik M ł y n e k (z poprawkami pp. Jana Jędrzejowskiego i Alfreda
Beerà): »Zarząd tutejszego Oddziału uda się do głównego Zarządu Towarzystwa
ludoznawczego we Lwowie z żądaniem wyjednania przez posłów sej mffWych więk
szego zaopiekowania się nauką geografii ojczystej i znajomością rzeczy swojskich
we wszystkich szkołach krajowych, a zw łaszcza w średnich — nadto z wnioskiem,
aby Towarzystwo ludoznawcze w porozumieniu z Towarzystwem nauczycieli szkół
wyższych zaznaczyło ze swej strony w kraju potrzebę zaprowadzenia nauki geografii
i historyi ojczystej w szkołach średnich jako o s o b n e g o p r z e d m i o t u o b o
w i ą z k o w e g o « . Uchwalono jednogłośnie.
3. p. Franciszek H a b u r a : »Zarząd Oddziału zażąda bd głównego Zarządu
Tow. lud. we Lwowie, aby członkom Towarzystw a płacącym większe wkładki
roczne posyłał nie 'po jednym, ale po kilką n.araz czeków«. Przyjęto jednogłośnie.
.4. p. Jana J ę d r z e j o w s k i e g o : Zarząd Oddziału zażąda od głównego Za
rządu Tow. lud. we Lwowie, aby tenże Zarząd w ystarał się w c. k. Radzie szkolnej
Krajowej, iżby wszystkie szkoły średnie i ludowe naszego kraju prenumerowały
»Lud«, jako jedno z najpożyteczniejszych czasopism naukowych polskich«. Uchwa
lono jednogłośnie.
5.
p. Alfreda B e e r à : »Zarząd Oddziału zażąda od głównego Zarządu Tow.
lud. we Lwowie, aby tenże Oddziałowi tutejszemu ofiarował na wewnętrzne urzą
dzenie się nie 50/0, jak dotąd, ale 10°/0, i to nietylko od wkładek rocznych ale
i od wpisowego przez członków' Oddziału do głóumej kasy Tow arzystw a zapłaeonych. Za członków Oddziału tarnowskiego należy nważać tych członków Tow a
rzystwa, którzy w powiecie tarnowskim są stale zamieszkali«. Przyjęto większoś
cią głosów.
Po tern wszystldem nastąpił}' odczyty z dem onstracjam i :
1. p. L. M ł y n k a : »Przegląd zbiorów i materyałów' ludoznawczych znajdu
jących się dotąd w Ludpznawczem muzeum powiatowem w Tarnowie« ;
2. p. N. S i k o r s k i e g o : »Przykłady do pisowni ludowej«.
Pierwszy objaśnił na okazach muzealnych ludowe motywa na rzeźbach ze
soli i drzewa. W ykazał, że są one niemal identyczne .z motywami malowideł
wiejskich na sprzętach domowych i obrazach. Tak tu jak tam przeważają motywa
roślinne n. p. kształty gałązek jodłowych, mniej dębowych i innych drzew liścias
tych, a nawet naci ze ziemniaków i kłosów zbożowych. Po motywach roślinnych
najwięcej jest m.otywów »karbowych« w najróżnorodniejszych kombinacyach n. p.
w postaci jakiegoś tajemniczego pisma, linij, łuków, kółek, przecinków, kropek i t. p.
Bardzo częstjrmi są wreszcie motywa zwierzęce i ludzkie. Na zakończenie objaśnił
prelegent części składowe narzędzi rolniczych, ' sprzętów domowych, konstrukcyę
piszczałek wiejskich, przyczem zaprodukow ał na jednej z nich kilka »sirzkich
śpiwek do tońca«.
Pan Sikorski przedstawił szereg wzorów pisowni ludowej. W ykazał, że w tej
nieuczonej »ortografii« ludow ej przebijają fonetyczne właściwości gwary różnych
okolic, — że byłoby rzeczą pożądaną właściwości gwar ludowych poznać także
w rodzinnej ich pisowni, — że im mniej w szkole uczony jest pisarz, tem wierniej
oddaje właściwości gwary, — że w ^tym kierunku zwłaszcza redakcye pism ludo
wych oddałyby ludoznawstwu znaczną usługę. Odczyt swój zakończył następującym
—
31.8
—
wnioskiem: »Zarząd Oddziału zażąda od głów. Zarządu Tow. lud., aby tenże udał
sig do wszystkich redakcyj pism ludowych z prośbą o nadsyłanie, jeżeli nie orygi
nalnych listów nadsyłanych przez lud do redakcyj, to przynajmniej w y c i ą g ó w z takich
listów, o ile zawierają przykłady odrębnej (fonetycznej) pisowni ludowej«. Przyjęto
jednogłośnie.
Również przyjęto jednogłośnie w niosek p. M ł y n k a »aby Zarząd Oddziału,
odczyt ten p. Sikorskiego przesłał głów. Zarządowi Tow. lud. we Lwowie z wez
waniem wydrukowania go w »Ludzie« między materyałami ludoznawczymi«.
W Tarnowie d. 15. kwietnia 1900.
F. H aburn
przewodniczący
L . Mynek
sekretarz.
O ddział w W ieliczce.
W a l n e t r z e c i e p o s i e d z e n i e Oddziału odbyło się w dniu 11. kwietnia
1900 r. o godzinie 4. po południu pod przewodnictwem p. Sewerjma Udzieli.
I. Po zagajeniu przez Przewodniczącego posiedzenia, odczytano i przyjęto
protokół z ostatniego Walnego zgromadzenia.
II. Przyjęto do wiadomości sprawozdanie o stanie Towarzystw a w r. 1899,
w którem zaznaczono, że Oddział liezjr 23 członków, a W ydział odbył cztery po
siedzenia, z których sprawozdanie umieszczono w »Ludzie«.
III. Do W ydziału wybrano pp. : Seweryna Udzielę przewodniczącym, Romana
Zielińskiego zastępcą, Marcina Rembacza sekretarzem; — wydziałowymi zaś pp. :
Stanisława Czerskiego, W ładysław a K ocha i Bolesława Tyńca.
IV. Prof. Bronisław Gustawicz odczytał obszerną pracę p. t. »Lis mikita
w bajce i wierzeniu ludowem u wschodnich Azyatów«. Odczyt ten nader zajmujący
i barwnie skreślony w yw ołał burzę oklasków-.
V. Uchwalono zaprosić całą inteligencyę powiatu wielickiego i podgórskiego
do przystąpienia do Towarzystwa ludoznawczego.
VI. Prosić Oddział chrzanowski i krakowski, abjr o mających się odbyć po
siedzeniach zawiadamiały Oddział tutejszy w celu umożliwienia członkom brania
udziału w tych zgromadzeniach.
Na tem posiedzenie zakończono.
P o s i e d z e n i e W ydziału odbyło się w Wieliczce w dniu 19. maja 1900 r.
o godzinie 5. po południu pod przewodnictwem pana Seweryna Udzieli.
Obecni: Stanisław Czerski, Marcin Rembacz, Bolesław Tync i Roman Zieliński.
Odczytano i przyjęto protokół z ostatniego posiedzenia W ydziału z dnia
27. lutego b. r.
Zastanawiano się nad sposobami, jakimi możnaby zachęcić członków Tow a
rzystw a do czynniejszago brania udziału w pracach etnograficznych.
Następnie uchwalono potrzebę ustanowienia bibliotekarza dla tutejszego O d
działu Towarzystwa lud.
W końcu omawiano artykuł p. Ludwika Młynka umieszczony w XIII. t.
»Wisły« p. t. »Wanioły i djobły«. »Zabawa dzieci wielickich« i stwierdzono, że
dzieci wielickie nie bawią się po niemiecku.
Na tem posiedzenie zakończono.
M arcin Rembacz
sekretarz
Seweryn Udziela
przewodniczący.
—
319
—
IV. Stosunki z innemi Towarzystwami i Rodakcyami pism.
ł. Redakcya czasopisma »Żiwaja Starina« red. W. J. Łamanskij, Petersburg,
przysłała wszystkie swoje roczniki I—IX.
2. Redakcya czasopism a: Uniwersitetskija Izwêstija. Kijów 1900.
która
V. Dary.
Do biblioteki :
€8. Dr. A. Kalina: Die Blutbeschuldigung gegen die Juden. Documente zur Auf
klärung. Nr. 2.
69. Bron. Chlebowski: Słownik gieograficzny Królestwa Polskiego, 14 tomów.
70. Król. czesk. Towarzystwo nauk rocznik sprawozdań za r. 1899.
71. T oż: Sprawozdanie z swej czynności za r. 1899.
72. Smithsonian Institution, W ashington: Report of the U. S. National Museum
za r. 1897. W ashington 1899.
73. American Academy of Arts and Science, Boston swe publikacye Procedings,
vol. 35, nr. 4 —7.
74. B. Marczewski swoje dzieło : Powiat wadowicki. Kraków 1898.
75. Dr. E. Kałużniacki sw ą pracę: Zur älteren Paraskevalitteratur der Griechen,
Slaven und Rumänen, Wien 1899.
76. S. Udziela swoją rozprawę : Die Krakauer Gürtel. W ien 1900.
77. A. N. Pypin swoje dzieło: Istorijá russkoj etnografii Petersburg 1890—
1892, t. 4.
78. St. Zdziarski: Gustaw Manteuffel: Cywilizacya, literatura i sztuka w dawnej
kolonii zachodniej nad Bałtykiem. Lwów 1896.
79. Dr. KI. Bąkowski swoje dzieło: Podania i legendy Krakowskie. Kraków 1899.
80. Slovenska Matice w Ljubljani swoje wydawnictwa :
M. Kračmanov Valjavec, Poezije uredil Fr. Leyec.
81. T aż: Zborník ur. L. Pintar T. I.
82. T aż: Letopis za 1899.
83. T aż: Dr. Karol Glaser: Zgodovina slovenskego slovstva IV. 2.
84. Taż : Knězova Knjižnica, ured. Fr. Levee. VI. sv.
85. Taż: Beneška Slovenija spisal. S. Rutar. Ljubljana 1899.
86. Redakcya' »Hlidky« : Václava Kosmáka Sebrané spisy, seiit 18.
■87. Seweryn Udziela swoją pracę : Świat nadzmysłowy ludu krakowskiego.
W arszawa 1900.
88. Museum »Matice česká w Pradze: Časopis Musea Král. česk.“ rocznik 1899.
89. Z. Gloger swoje wydawnictwo: Pieśni ludu. Kraków 1892.
90. St. Ciszewski sw ą pracę: W różda i pojednanie. W arszaw a 1900.
91. Redakcya »Hlidky«: Výbor ze spisu Václ. Kosmáka. T. III. nr. 1.
92. Dr. Leciejewski: Ks. J. Londzin: Kilka druków śląsko-polskich z zeszłego
i pierw szej
sz y n 1898.
poło w y
bieżącego
stulecia
w
K sięstw ie
C ieszyńskiem .
Cie
93. Tenże: Vuk Stef. Karadžič:
Srpske národne pjesme iz Hercegovine.
Becz. 1866.
94. Kasa im. Mianowskiego: Iliada Homera tłóm. Aug. Szmurło. W arszaw a 1887.
95. Taż : Prace filologiczne, Tom I —V.
96. St. Witkiewicz dzieło swoje: Na przełęczy. Kraków 1891.
97. St. Ciszewski dzieło swoje : Krakowiacy. T. I. Kraków 1894.
—
320
-
98. Dr. J. Weigel dzieła sw oje: Historya medycyny w wiekach średnichLwów 1895.
99. Tenże : Żywot i prace naukowe i społeczne Jędrzeja Śniadeckiego. Kra
ków 1898.
100. T enże: Jan Śniadecki. Lwów 1899.
101. Akademia umiejętności w Krakowie swe w ydaw nictw a: W. Matlakowskiego:.
Budownictwo ludowe na Podhalu. Kraków 1892.
102. T aż: Tablice do powyższego dzieła.
103. T aż: Sprawozdania Komisyi językowej, T. I —V. Kraków 1880 —94.
104. T aż: Jan Świętek : Lud nadrabski. Kraków 1893.
105. M. W roński sw ą pracę: Słówko o kwestyi sam orządu gminnego w Galicyi.
Lwów 1898.
106. Nar. Muzeum w Ołomuńcu: Zpráva o valné hromadě d. 16. ledna 1900.
107. Towarzystwo im. Szewczenki: Хроніка naukowoho Towarystwa, Cz. 1.
Lwów 1900.
108. Sz. Gonet sw ą pracę: Opowiadania ludowe z okolic Andrychowa. Krak. 1900.
109. J. Rostafiński dzieło sw oje: Słownik polskich imion, rodzajów oraz w yższych
skupień roślin. Kraków 1900.
110. Akademia umiejętności w Krakowie: Materyały antropologiczne. T. 4.
111. Redakcya »Slovanský Přechled« : Slovanské hymny. Praha 1900.
112. Dr. J. Polivka swą rozprawę: Odin russkij anekdot i jego zapadnyj istoSnik.
Praga 1899.
113. Karol Kadlec swoje prace: Rodinný nedíl čili zádruha w právu slovanském.
Praha 1898.
114. —■ К slovu o zádruze. P raha 1900.
115. Kuratorjum průmyslového Musea pro východní Cechy v Chrudimi Z práva
z a r. 1899.
116. T oż: Památky východočeské. Chrudim 1900.
Do m uzeum :
1. Lichter z Birczy: 6 sztuk pisanek, inwent. nr. 143.
2. Zygm. Klemensiewicz, ucz. z 4. kl. gimnaz. we Lwowie : 4 sztuk pisanek
z Bobrki i Kołomyi, inwent. nr. 144.
3. L. Pierzchała, Lw ów : 2 sztuk pisanek z Żółkwi, inwent. nr. 145.
4. Leoś Kalina, Lw ów : 2 pisanki-z Urycza, inwent. nr. 146.
V Ï. Spis członków :
557. Bąkawa Julia, naucz. Chrzanów.
562. Kozłowski Edward, urz. kol. Tarnów..
558. H ochberg Paulina, naucz. 'Tarnów.
563. K rupińska Klem. naucz. K ołom yja.
559. Janicki Bron., dyrektor Kasy zaliczk.
564. Morelowska Zofia, naucz. Kołomyja.
Krzeszowice.
565. Piętka Jan, prof. szk. real. Kraków.
560. Jasiński Józ. Tad. naucz, prywatny,
566. Stadnicki Wład. prof, semin. naucz.
Kraków.
Tarnów.
561. Konopkówna W anda, naucz. Grójec
567. Tabeau Wiktor, naucz. szk. ogrodn.
p. Alwernia.
Tarnów.
568. Kownacki Mieczysław, naucz. Brzegi, p. Wieliczka,
Z „Drukarni Polskiej« we Lwowie (Pasaż H ausmana 5.).
Filozofia
pierwotna.
(Animizm.*)
V IL
N a najniższych szczeblach u społecznienia ludów p ie rw o tn y c h
św ia t ca ły ro i się ducham i : w szy stk ie zjaw iska p rz y ro d y lub ży
cia oso b isteg o , w szycy ludzie, w szy stk ie zw ierzęta i ro ślin y , w og ó le w szy stk ie p rz ed m io ty m ają sw oje duchy, są ożyw ione. T e
d u c h y p o sia d a ją siłę n ie je d n a k o w ą ; są m ałe i słabe, są też b ard zo
p o tężn e i w p ły w o w e, są d o b re i złe. P rze p ro w ad z ić g ra n ic e m ię
d zy nim i b ard zo tru d n o , zw łaszcza ścisłe, ale ta k lu b o w a k zory e n to w a ć się m ożna, jeśli u w zg lęd n im y d w a pojęcia zasadnicze.
»Pom im o nieskończonej ró żn o ro d n o ści szczegółów , ogólne, zasad y
p o szu k iw a ń n aszy ch w y d a ją się sto sunkow o p rz y stę p n e m i dla
b ad acza, jeżeli w eźm ie do po m o cy d w a pew n ik i, k tó ry c h d o s ta r
c z y ły n am s tu d y a p o p rz ed n ie, a m ian o w icie: że d u ch y są to isto ty ,
u tw o rz o n e przez człow ieka n a w zór p ie rw o tn e g o p o ję c ia je g o
o d u szy ludzkiej, i p o w tó re , że przeznaczeniem ich je s t p rz e d s ta
w ien ie p rz y ro d y w św ietle p ie rw o tn e g o , iście dziecinnego p o g lą d u ,
że n a tu ra je s t rzeczyw iście i n a w sk ro ś używ otnioną« — m ów i
T y lo r, II., 151.
J a k e m p o w ied ział p o p rzed n io — w oczach lu d ó w p ie rw o t
n y c h ca ły św iat ro i się ducham i ; je d n e z nich ta k lub o w ak
o d d ziały w a ją n a lo sy człow ieka, inne n a to m ia st w y w o ły w u ją z ja
w isk a p rz y ro d y . G ran ic ścisły ch m iędzy nim i p rz ep ro w a d zić nie
m ożna, ale p rzed ew szy stk iem n a jp ie rw m uszę om ów ić pierw szą
sfe rę du ch ó w t. j. o d d ziały w a jący c h d o d atn io lu b ujem nie n a
czło w iek a ; ta k też p o s tą p ił i T y lo r. K ilk a p rz y k ła d ó w ja s k ra w y c h
w y s ta rc z y do zo b razo w an ia sta n u um ysłow ości lu d ó w p ie rw o t
n y ch . M illig an pisze o T asm ań c zy k ac h : »B yli on i p o lite ista m i,
to je s t w ierzy li w an io łó w stróżów , czyli w duchy, i w liczne,
*) Zob. »Lud« VI., str. 225.
21
—
322
—
ale p rzew ażnie źle u sp o so b io n e isto ty , zam ieszkujące ro z p a d lin y
i ja sk in ie g ó r, oraz czasow o p rz eb y w ają ce w w y p m c tm ia ły c li
d rzew ach i sa m o tn y c h dolinach. N ie k tó re z tych du ch ó w m ia ły
p o siad ać w ielk ą w ładzę, ale w iększość b y ła z u sp o so b ie n ia i w ła
sności p o d o b n a do k ra sn o lu d k ó w i chochlików n aszeg o kraju «
(T ylor, II., 152 — 153). O ldfield pisze o k ra jo w cac h a u s tra ls k ic h :
»Ilość isto t n ad p rzy ro d z o n y ch , w k tó re w ierzą, a k tó ry c h się
b oją, jeżeli nie k o ch a ją , je s t niezm ierna, g d y ż nie ty lk o nieb o je s t
niem i n ap ełn io n e, ale ca ły k raj roi się od nich. K a ż d y gąszcz,
w iększa część w ód i s k a ły obfitują w zie du ch y . P o d o b n ie ż
k ażd e zjaw isko n a tu ry uchodzi za dzieło duchów , z k tó ry c h ż a
d en nie je s t ła g o d n e g o u sp o so b ien ia, ale w szy stk ie u siłu ją w i
docznie ro b ić n a złość b ie d n y m czarnym « (T y lo r, I I , 153).
S ch o o lera ft utrzym uje, że »cały św ia t w id zialn y i niewidzialn}*o ży w io n y je s t ró żn eg o ro d zaju złym i lu b d o b ry m i d u ch am i,
k tó re rząd zą codziennem i sp ra w am i i końcem człow ieka« ( T y
lor, II. 153).
.
W e d le T y lo r’a, p o w o łu jące g o się n a M acp h erso n a, C hondow ie z O ry ssy w ierzą w w iększych b o g ó w i d u c h y o p iek u ń cze
p lem ienia, oraz w b ó stw a niższe i m iejscow e. »Są one b ó stw am i
op iek u ń czem i k aż d eg o m iejsca n a ziemi, m ają m oc n a d k a ż d ą
o d b y w a ją c ą się tam fu n k c y ą p rz y ro d y i n ad w szystkiem , co się
o dnosi do życia lu d zk ieg o n a danem m iejscu. Ilo ść ich je st n ie
o g ran iczo n a. N a p ełn ia ją ca ły św iat, i ż a d n a siła, an i przedm iot,
p o cząw szy od m orza, aż do g ru d k i ziem i n a polu, nie je s t b ez
b ó stw a sw ego. S ą one stróżam i w zgórz, lasów , rzek, źródeł, ś c ie
żek i ch at, w iedzą o k aż d y m ru c h u człow ieka, o p o trz e b a c h je g o
i sp ra w ach w okolicy, gdzie panują« (II., 153). C astren m ó w i
o p lem io n ach tu ra ń sk ic h pó łn o cn y ch E u ro p y i A_zyi, iż k a ż d a
rzecz m a m ieszkającego w sobie ducha, a d u c h y drzew , k a m ien i
jezio r i stru m y k ó w słu ch ają z p rzy jem n o ścią pobożnej m o d litw y
d zik ieg o , p rzy jm u jąc od nieg o ofiary, (T ylor, II., 153).
»T akie w y o b ra żen ia m ają też M urzyni g w in ejscy ; w idzą
oni p rz y b y tk i d o b ry c h i złych du ch ó w w w ielkich sk ałac h , d rz e
w ach w y p ru c h n ia ły c h , g ó rach , g łę b o k ic h rzekach, g ę s ty c h la sa c h ,
jask in iach , m ający ch odgłos. P rzech o d ząc w m ilczeniu m im o ty c h
św ięty ch miejsc, M urzyn zo staw ia ofiarę, ch o ciażb y n a w e t liste k ,
lu b znalezioną n a w y b rzeżu m uszlę« — m ów i T y lo r, II., 153 — 154.
W ię k sz a część duchów w y w ie ra w p ły w y ujem ne, alb o w iem
z n a tu ry swej są one złe. »D em on K o in czycha n a śp ią c y c h
A u stra lc zy k ó w i pragm ie ich u d u sić; zły »na« p rzesiad u je n a żo
—
323
—
łą d k u K a ren a« (T y lor, П ., 155). P o p rze d n io T y lo r m ó w i: » K siąż
k a G au m e’a o »W odzie Ś w ięconej«, k tó ra zd o b y ła so b ie a p r o
b a tę P iu s a IX ,, u k azała się » w czasach , g d y ty siące o tacz ając y ch
n as złych an io łó w są bardziej przedsiębiorczy, niż k ie d y k o lw ie k « ;
w iadom ości O lafa M ag n u sa o dem onach, n a p e łn ia ją c y c h E u ro p ę
p ó łn o cn ą, w k siążce tej są nie ty lk o p rz y ta c z a n e , ale p o tw ie r
dzane.... M isy o n arz E llis, opisując pojęcia m ie sz k a ń c ó w w y sp
o ce an u P o łu d n io w e g o , odznaczające się w ia rą w niezliczo n ą ilość
du ch ó w , zw raca u w a g ę n a dziw ne p o d o b ień stw o p o g lą d ó w d z i
k ic h i cy w ilizo w an y ch anim istów , k tó re zaw iera ją się w znanym
w ierszu M ilto n a :
M ilio n y n iew id zialn y ch d u chów chodzą po ziem i, g d y czu
w a m y i śp im y (II., 1 5 4 -1 5 5 ).
D u c h y b y w a ją m ęzkie i żeńskie. W w iek a ch ś re d n ic h b y ła
ro zp o w szech n io n a w iara w »incubi« i w »succubi« tj, d u ch y m ę
sk ie i żeńskie. » W N ow ej Z elan d y i b o sk ie d u c h y przo d k ó w
u trzy m u ją sto su n k i z k o b ietam i i odw ied zają je często« a na
w y sp ac h S am o ań sk ich sto su n e k ze złośliw em i b ó stw a m i niższemi
je s t p o w o d em » n iejednego n ad p rz y ro d z o n e g o u ro d zen ia« (T ylor.
I I , 156). »P ojęcia te, ro zp o w szechnione n a n iższy ch szczeblach
k u ltu ry , m ożna o d n aleść i n a w yższych. W s z a k w T a n trz e Indów
zn ajd u ją się o so b n e ob rzęd y , za pom ocą k tó ry c h m ęszczyzna
m oże p o siąść nim fę to w arzy szk ę, o d d ając jej cześć i p o w ta rz a ją c
im ię jej w n o cy n a cm entarzu«.
» A m gustyn p rz y ta c z a w y o b ra żen ie o g ó łu o odw iedzinach
in k u b ó w , stw ierd zo n e ta k w ielo k ro tn ie, że b y ło b y n ieo stro żn o ś
cią przeczyć te m u ; on sam je d n a k nie p rz y zn aje się do silne
w ia ry w ta k ie d u ch y
P óźniejsi te o lo g o w ie byli m niej o g lęd n i,
a p o w ażne ro z p ra w y o no cn y m sto su n k u z in k u b a m i is u k k u b a m i
to c z y ły się aż do śred n ich w ieków i cieszy ły się uzn an iem du
c h o w ie ń stw a i p ra w n ik ó w , W ia r y tej nie m ożna u w a żać za b rz y
d k i, acz n ieszk o d liw y przesąd , sk o ro p ap ież In o c e n ty V II I
w b u lli swej z 1484 r. przy jm u je ją ja k o u z n a w a n y zarzu t prze
ciw k o »w ielu osobom płci obojej, k tó re , za p o m in ając o zbaw ię
n iu sw ojem , od łączają się od w ia ry k ato lick iej« . » P ra k ty c z n y
w y n ik w ierzenia te g o zn a n y je s t badaczom , k tó rz y śledzili n a s t ę
p stw a b u lli p ap iezk iej w p ra w n y m p o d rę czn ik u try b u n a łó w , s ą
dzących czary, w ta k zw anym »M alleus M aleficarum « (M łot na
czarow nice), u ło żo n y m przez trze ch w y zn aczo n y ch w ty m celu
in k w izy to ró w . Z n an e są też dalsze sk u tk i tej w ia ry z o k ro p n y c h
sp ra w o z d a ń o p rz e b ie g u sp ra w y , z a w a rte w k ró tk ic h , u ry w k o
-
324
—
w y ch fraze sa ch ste re o ty p o w y c h , b ęd ą cy ch spow iedzią z g rzesz
n eg o sto su n k u z d y ab łem , spow iedzią, do k tó re j zm uszano n ie
szczęśliw e ofiary nam o w ą lu b g ro ź b ą w p rz erw a ch m ięd zy je d n ą
m ęk ą a d ru g ą , d o p ó k i nie n ag ro m a d zo n o d ostatecznej lic z b y d o
w odów , u p o w a żn iający c h do w y d a n ia w y ro k u śm ierci« (T ylor,,
II,
1 5 6 — 157)-
P ra c a J . K a rło w ic z a »C zary i czarow nice w P olsce« z a w ie ra
o p o w iad an ie d o k ła d n e o p rz e b ie g u p ro c esó w p o d o b n y c h ; w a rto
p o d k reślić, że w k aż d y m z n ich uw ażan o za u d o w o d n io n e cielesneo b co w an ie o sk arżonej z dy ab łem , np. A g n ie sz k a P o d g o la n k a w r.
1667 zo stała sp a lo n a za to, że »u d ała się do złych sp ra w i czarto w sk ich k o n w e rsa c y i z innem i to w arzy szk a m i sw em i, że n a
m iejscu niezw yczajnem , z ducham i, m ajestato w i b o sk iem u p rz eci
w nym i, z a ż y w a ł a b i e s i a d y i ludziom szkodziła n a zdrow iu«
(W isła, 1887 r., str. 99).*)
W w ierzeniach naszeg o lu d u sp o ty k a m y d u c h y n ie w ą tp liw ie
p łci żeńskiej np. b o g in k i — m am u n y (W isła, 1891 r. str. 572),
to p ielice. O jed n ej z nich p. S e w e ry n U d ziela p rz y ta c z a o p o w ia
d an ie n a s tę p n e : »O p ó łn o c y za p u k o ł jak iś ch ło p o b cy do a k u
szerk i i żądoł, żeb y zaroz p oszła do je g o żony. B a b a sie z e b ra ła
i poszła. C hłop za p ro w ad ził ją n a d R a b e i chcioł, żeb y z nim
dalej szła w e w ode. A le b a b a nie ch c ia ła iść, bo w iedziała, że
w tem m iejscu je st w oda g łę b o k a . C hłop zaś nie chcioł szu k a ć
in szeg o m iejsca i pow iedzioł, że sk o ro sie boi, to ją p rz en iesie
n a plecach . B a b a zg o d ziła się w reszcie, ch ło p w ziął ją n a p le c y
i sk o czy ł z n ią w e w ode. W tej chw ili, sk o ro ty lk o w o d a chlup ła, o tw a rły sie drzw i od m ieszkania to p ielca i w eszli do iz b y .
B a b a d o m y śliła się zaroz, dzie jest, zrobiła sw oje koło ch o rej
i ch ciała odejść. W te d y to p ie le c z a p y to ł sie jej : co żąd a za
sw oją u słu g ę ? O na zaś nie m y śla ła o żodnej zapłacie, bo sie b o ła ,
żeb y jej to p ielec nie utopił, a m y ślała ty lk o o tem , żeb y s tą d
w y jść ja k n ajp ręd zej, w ięc rz ek ła : — A co b y ście mi tam d aw ali !
to sobie w ezm e c h y b a g a rs tk ę śm ieci. T o p ielec k az o ł se jej w ziąć
p a re g a rśc i ty c h śm ieci do fa rtu c h a i w y p ro w a d z ił ją z w o d y .
*) W r. 1878 w gub. Nowogrodzkiej, w odległości około 180 kim. od Peters
burga, włościanie zaparli w chacie, którą obłożyli słomą, chróstem, oblali dziegciem
i smołą, a potem zapalili wraz z 70-letnią staruszką zgryźliwą, pijaczką tudzież
zdradzającą objawy choroby umysłowej. Winnych sądzili w Nowogrodzie: przysięgli
uniewinnili, »bo nie wiedzieli, co czynią«.
—
325
—
G d y b a b a p rzy szła do dom u, zobaczyła, że m iała w e fa rtu c h u
sam e zło te pieniądze«. (W isła, 1898 r. str., 174).
D o duchów p łci żeńskiej u lu d ó w słow iańskich n ależą dziw o ż o n y czeskie, w ille S ło w ia n p o łu d n io w y ch , ru sa łk i ru sk ie i t. d.
U lu d u lite w sk ie g o J u ra ta , k ró lo w a B a łty k u , i E g le , p a n i w ód
sło d k ich .
» W zw iązku z m a rą i in k u b em zostaje in n a o d m ian a d y ab łó w n o cn y ch , m ian ow icie w am p ir. G d y człow iek w ięd n ie bez
w y raźn ej p rz y czy n y , staje się sła b y m i b e z k rw isty m , w te d y
dzik i anim izm szu k a zad aw a la ją ceg o w y tłu m acz en ia i znajduje je
w teo ry i, że istn ieją p e w n e dem ony, k tó re zjad a ją duszę,
c z y serce nieszczęśliw ego, lub w y sy sa ją k re w z niego« — m ówi
T y lo r, II, 157. T o w ierzenie je s t b a rd zo ro z p o w szec h n io n e; sp o
ty k a się ono naw ec n a najn iższy ch szczeblach u sp o łeczn ien ia
i rozw oju. P o lin e z y jc z y c y tw ierdzą, że są to dusze zm arły ch ,
k tó re o p u ściły g ro b y i p o sąż k i g ro b o w e , z a k rad a ją c się w n o cy
d o d o m ó w i p o żerając serce i w nętrzności śp iący ch , p rz y p ra w ia
ją c ich o śm ierć.
N a w et w E u ro p ie w spółczesnej to w ierzenie nie znikło d o
szc zętn ie; lu d y sło w iań sk ie m niem ają, że zm arli w y ch o d zą ze
sw y ch g ro b ó w , chodzą po św iecie i szk o d zą ludziom , w y sy sają c
im k re w . Ś ró d lu d u p o lsk ieg o te is to ty noszą nazw ę strz y g o n ió w ;
to w ierzanie .tłu m aczy się p rz eży tk iem w ia ry w istn ie n ie w czło
w ie k u d w óch dusz, z k tó ry c h p ierw szą chrzczą, d ru g ą zaś b ierz
m ują. »Za d aw n y ch czasów zd a rza ły się p o d o b n e w y p a d k i p ro
fa n o w a n ia g ro b ó w w celu za żeg n a n ia u p io ra . W y d o b y w a n o p rz y
a s y s te n c y i k sięd za nieboszczyków z g ro b u , n a k tó ry c h p ad ło p o
d ejrzenie, że są strzy g o n iam i, z pow odu, że nie bierzm ow ali się
za życia, a Zatem m ieli jed n e g o d u ch a nieochrzczonego (strzyg o n ia), w k ład a n o im do u st k a r tk ę z n ap isem : »Im ię Jezus«,
o b ra can o n astę p n ie w tru m n ie n a dó ł tw a rz ą i c h o w an o p o n o w
n ie do g ro b u , w śró d w szysckich zw y k ły c h cerem o n ii p o g rz e b o
w y ch . M iano ta k ż e dom niem anym strzy g o n io m , po w y d o b y c iu
ich z g ro b u , odcin ać głow ę, w k ład a ć im ją p o d p a c h ę lub m ię
d z y n o gi, a w y w ró ciw szy ich n a dół tw a rz ą w tru m n ie, chow ać
d o g ro b u , ja k św ieżo zm arłych«, —- ta k m ó w i p. Ś w ię te k w
»Z w yczajach i p o jęciach p ra w n y c h lu d u n a d ra b sk ie g o « (M ater y a ły A n tro p o lo g iczn o -A rch eo lo g iczn e i E tn o g ra fic z n e , w y d a n e
sta ra n ie m k o m isy i an tro p o lo g icz n ej A k ad em ii U m iejętn o ści w
K ra k o w ie , to m II, str. 273 — 274).
—
326
—
T u w łaśnie n ależ y p rz y to c z y ć u stęp z p ra c y p. U dzieli,
stanow czo stw ierd z ający p rz e ż y te k w ia ry w istn ien ie dw óch dusz
czy dw óch d u ch ó w w jed n ej o so b ie: »B ierzm ow anie to je s t d ru g i
k rzest ; b o są casem ludzie, co m ają d w a du ch y , to jed en duch
do staje im ie n a p irsy m krzcie, a d ru g i nie b y û b y k rzco n y .
To znow u ja k b isk u p birzm uje, daje człow iekow i d ru g ie im ie i ta
d ru g a d u sa je s t w te d y u0krzcona« (W isła, 1889 str. 594)’.
U S ło w ian p o łu d n io w y ch w ia ra w u p io ry i w o g ó le w p o
w ró t zm arły ch je st ro zp o w szech n io n a b ard zo szeroko, zarów no ja k
u C h o rw a tó w k a to lik ó w , ta k i u p ra w o sław n y ch S erb ó w i B uł
g a ró w ; m iejsco w a ludność sło w iań sk a w y zn an ia m a h o m e ta ń sk ie g o
w zu p ełn o ści p o d ziela w ierzen ia sw oich w sp ó łb ra ci k a to lic k ic h
i p ra w o s ła w n y c h . » W e w si B o k a p o d S iskiem z a stę p o w a łe m
z a k ry stja n a n a p o g rz e b ie starej k o b ie ty . W y ru szy liśm y w ła śn ie
z p o d w ó rc a, g d y n a g le ludzie z po śp iech em o dskoczyli n a b o k .
J e d e n z d o m o w n ik ó w s ta n ą ł n a p ro g u i rzucił za nam i w ielki
kam ień, k t ó r y p rz y c isk a ł p rz ed tem beczkę z k a p u s tą . C złow iek
ten m n iem ał, że nieboszczka, k tó rą p o c z y ty w a ł za czarow nicę, t e
raz ju ż nie p o w ró ci i nikom u w dom u szkody nie w yrządzi«
(W isła, 1890 r., str. 660).
Ś ró d lu d u lite w sk ie g o w ia ra w; u p io ry , k tó ry c h lu d nie o d
ró ż n ia od w am p iró w , je s t b ard zo ro z p o w szec h n io n ą; u p io re m
staje się sa m o b ó jc a lu b człow iek b ard zo zły za życia, k tó ry cięż
k o k rz y w d z ił w szy stk ich . D ziś jeszcze pom im o teg o , że już m i
nęło k ilk a d z ie s ią t la t od śm ierci, lu d lite w sk i w pow . P o n ie w iezkim o b rz u ca k am ien iam i m o g iły R u szcz y ca z P o le p ia , S ta sz e w
skiej i k ilk u in n y c h , s ły n n y c h z n ielu d zk ieg o p o stę p o w a n ia z p o d
d an y m i. P rz e d k ilk u jeszcze la ty w m o g iłę S taszew skiej w b ito
k ó ł d ęb o w y . P rze d k ilk u też la ty w pow . P oniew iezkim , ok o ło
m iasteczk a R o z a lin a , obw iesiła się 70-letniä sta ru sz k a G a jg a lis o w a
n iezu p ełn ie p rz y to m n a , a p o c z y ty w a n a przez lud za cz aro w n icę.
P o m im o n ie w ą tp liw y c h d an y c h , stw ierd zający ch jej c h o ro b ę u m y
słow ą, p roboszcz ro zaliń sk i nie pozw olił p o g rz e b a ć jej n a cm en
tarz u . W ła śc ic ie l g ru n tu , n a k tó ry m obw iesiła się, też nie d ał p o
zw o len ia ; n ie pozw olili też p o g rz e b a ć m atk i jej dw aj sy n o w ie za
m ożni g o sp o d arze. R a d a w ra d ę : p o stan o w io n o p o g rz e b a ć ją n a p a
stw isk u w spólnem *), ale że b y uniem ożliw ić p rz e k sz ta łc e n ie się
jej w u p io ra , n ależało o d rą b ać głow ę, p o ło ży ć m iędzy n o g am i.
*) Wieś była niegdyś skarbową, przeto miała swe pastwisko własne
— 327
—
a ciało p rzy g w o źd zić do ziem i kołkiem d ę b o w y m (u L itw in ó w
d ąb b y ł drzew em św iętem ). Za 96 litró w ziem n iak ó w i ru b la p o d
ją ł się te g o d o k o n ać sta ry , d y m isy o n o w an y żołnierz M ikołajew ski
i d o k o n ał te g o w obecności m ieszkańców całej wTsi, nie w y łą
czając n aw et dzieci. P o te m poszedł do k arczm y i u p ił się, a tam
sp o tk a w sz y żan d arm a z P o n iew ieża, w y g a d a ł się p rz ed nim.
Ż an d arm z a ra p o rto w a ł o tern sw ojem u oficerow i, te n u rz ęd o w n ie
zaw iad o m ił o tern p o d p ro k u ra to ra , k tó ry zaw sze m ieszka w P oniew ieżu. N a k aza n o dochodzenie są d o w e ; sp ra w a w y to c z y ła się
p rz ed sąd, ale z p o w o d u b ra k ó w k o d ek su k a rn e g o w szy stk ich
w ło ścian uniew in niono. .P o d p ro k u ra to r p rzeniósł sp ra w ę do Iz b y
sąd o w ej w W iln ie, ale i sąd w y ższy p o tw ierd z ił w y ro k S ąd u
o k ręg o w eg o * ). W ło ścia n ie try u m fo w a li ; »I S ą d w ierzy w
u p io ry !«
Istn ie je te ż o so b n y g a tu n e k u p io ra, zw an y zm orą : je s t on
m niej szk o d liw y niż u p ió r w łaściw y, poniew aż rzad k o odw aża się
w y sy sać k re w , lecz ty lk o dusi śp iącego. Ś ró d ludu p o lsk ieg o
istn ie ją b ard zo liczne o p o w iad a n ia o zm orze; są one znane p o
w szechnie. d la te g o też nie p rz y ta c z a m ich. Czy inne lu d y sło
w iań sk ie zn ają też zm ory, nie w iem , lu d lite w sk i u zn aje też
zm ory. N ie k ie d y u to żsam iają sło w iań sk ieg o w ilk o ła k a z u p io re m ;
w edle T y lo r’a o p isy ty c h dw óch isto t n ad zm y sło w y ch są ta k do
.sie b ie p o d o b n e, że je tru d n o rozróżnić. T y lo r m ów i, że człow ieka
z b rw iam i zro śn iętem i, k tó re g o dusza m oże fruw ać, ja k m o ty l,
m ożna u w ażać albo za u p io ra , albo za w ilk o łak a. Z tem zdaniem
zg o d zić się nie m ożna : w e d le w ierzeń ludów sło w iań sk ich i li
te w sk ie g o u p ió r — to zm arły, p o w sta ją c y z g ro b u i szkodzący
lu dziom ta k lub ow ak. N ajjaskraw iej ta sprzeczność w y stę p u je
w w ierzen iac h lu d u b iało ru sk ieg o . P isa łem w »W iśle« za r.
1897 n a s t r - 5 9 L p o d ając sp ra w o zd an ie z p ra c y p. B o h d a n o
w icza pn. » P rzeży tk i sta ro ż y tn e g o ś w ia to p o g lą d u B iałorusinów « :
» W o u k o ła k — to człow iek, k tó ry zm ienił się w w ilk a b ard zo
n ieb ez p iecz n eg o ; b y nim zostać, n ależ y trz y ra z y p rz ew ró c ić k o
zła przez nóż, w e tk n ię ty trzonkiem do ziemi, w y m aw iając osobne za
k lęcia , k tó re g o n ik t a u to ro w i nie m ó g ł zakom unikow ać. Z resztą
m o żn a d ro g ą czarów zw y k łe g o czło w iek a zam ienić w w ilka. W il
k o ła k m oże d o w o ln ie też p rz y b ie ra ć p o sta ć lu d zk ą; żyw i się on
*) Kodeks karny nie przewiduje zniewagi trupa, a ten czyn w ykonano przed
pogrzebaniem.
—
328
-
w y łączn ie ludźm i, m a 4 o c z y ,. 2 z p rz o d u i 2 z ty łu ; g d y g o ch cą
zabić, p łacze ja k człow iek«.
W e d le T y lo r’a ty p e m w idm ow idzca je s t G re n la n d c z y k ,
g o tu ją c y się zo stać cz aro w n ik iem : sam o tn y , w ycieńczony d łu g im
p o stem , zd e n erw o w an y b ra k ie m św ia tła i ru c h u w szelk ieg o ,
m iew a w id zen ia ok ro p n e, w k tó ry c h rzeczy w isto ść w ierzy. T a k
sam o Z ulus, p o s ta w io n y w w a ru n k a c h p o d o b n y c h , widzi o g ro m
n e g o w ęża ze ślep iam i dużem i, strasz n eg o la m p a rta , sk ra d a ją c e g o
się po zdobycz, w ro g a o lb rzy m a z o g ro m n y m asa g ajem w ręku...
W rzeczy w isto ść ty c h w idzeń w ierzy on św ięcie. » P o k u sy , p rz y
trafiające się w w idzeniach ascetom in d y jsk im zd arzają się i za
dni naszych, ale najw łaściw szem m iejscem d la nich b y łb y p o d
ręczn ik m ed y czny, n ie zaś w y k a z cudów . P o d o b n ie , ja k d u c h y
ch o robow e i w różące, d u ch y te m ają p o cz ątek nie w w y o b ra źn i
lecz w rzeczy w isty ch zjaw iskach, do k tó ry c h w y tłu m acz en ia
u ży to z a sad y anim istycznej« (II, str. 159 — 160).
D u c h y złe ro ją się zw y k le w ciem pości; lu b ią one n a m ię
tn ie ciem ność, n ien aw id zą św iatła. Je rz y G re y w idział m ałe r u
chom e p ło m y k i po k rz a k a c h ; b y ły to łu czy w a, p ło n ą c e w rę k u
k o b ie t stary c h , p o sła n y c h n a poszu k iw an ie m łodych. N ie w o ln o
b y ło n ik o m u odejść od o g n isk a bez g ło w n i żarzącej się lu b łu
czy w a p ło n ące g o . M ow a tu o A u stra lc z y k a c h . In d y a n ie p o łu
d n io w o -a m e ry k ań sc y nie puszczą się n ig d y w ciem ność inaczej
ja k z g ło w n ią lub łuczyw em , pło n ącem w ręku. (T y lo rlL , 160)
U J a k u tó w o g ie ń b y w a k ilk u g a tu n k ó w : p o ż y te c z n y ,
św ięty i o k ro p n y ; p o n iew a ż nie w iadom o, ja k i o g ie ń p a li się
n a ko m in k u , p rzeto od czasu do czasu J a k u c i sk ła d a ją m u
ofiary, rzu cając w eń k a w a łk i tłuszczu, m asła lub lejąc nieco
śm ietan k i, p o n iew aż »ogień lu b i w szy stk o , co je s t tłustem « (S ie
ro szew sk i »Jakuci«, 665).
U H u c u łó w »ogień żyw y« p o siad a znaczenie b ard zo w ażne,
P o d a ję tu sp o só b je g o o trz y m a n ia : w w ig ilię B ożego N a ro d z e
nia (Ś w iaty j w eczer) ro z n ie cają ży w y o gień, b io rąc k ó ł d re w n ia n y ,
k tó ry za o k rąg lają , ro z k łu w ają n a k rz y ż o b a je g o k o ń ce i w szcze
lin y z a k ła d ają h u b k ę. P o te m u sta w ia ją pionow o dw ie d esk i suche
z o tw o ram i tak im i, b y k o ń ce w a łk a w nie zaszły w olno, z a k ła d a ją
w ałek , a n aw in ą w szy szn u rek , p o c ią g a ją to jed en , to d ru g i je g o
k o n iec k u sobie. T a rc ie w a łk a o deski w y w o łu je ogień. T e n
o statn i w k ła d a ją do pieca, a ludzie »m ądrzejsi« s ta ra ją się przez
c a ły ro k nie w y g a sić g o (L ud 1899 r. str. 207).
— 329
—
W iem y dobrze, ja k ie znaczenie m a o g ień w o b rz ę d a c h re
lig ijn y ch : w iem y, ja k ie znaczenie m ają św iece w o sk o w e czy li
g ro m n ic e w obrzęd ach p o g rz eb o w y ch . L u d y z a c h o d n io -sło w ia ń sk ie, nie w y łączając ludów ru sk ie g o i b ia ło ru s k ie g o , u w a żają za
ko nieczne, b y p rz y um ierający m p a liła się g ro m n ic a ; w ierzenie
to p o d ziela też lu d litew ski. K o śc ió ł k a to lic k i zn a o so b n y ce re
m o n iał św ięcen ia g ro m n ic ; o b ch ó d te n o d b y w a się w d n iu 2 lu
teg o . K o śció ł k a to lic k i zna też o g ień św ięty , k tó re g o p o św ię c e
nie d o k o n y w a się w w ie lk ą sobotę. Istn ie ją le g e n d y , że lam p y ,
zn ajd u jące się w K o ście le Z m artw y c h w stan ia w Jero zo lim ie za
p a la ją się sam e w noc z w ielkiej so b o ty n a n iedzielę. W a lte r
V in s a n f op o w iad a, że su łta n S a la d y n ze św itą zjawdł się do
św ią ty n i, b y zobaczyć to zjaw isko niezw ykłe. W n e t po p rz y b y b y c iu m o n arc h y o g ień sp a d ł z n ie b a i z a p a lił la m p ę ; chrześcijąnie u cieszy li się tern i zaśp iew ali h y m n dzięk czy n n y , S a ra c e n i
zaś tw ierd z ili, że to oszustw o. S u łta n trz y ra z y k a z a ł g asić lam p ę,
ale k a ż d y raz z a p a la ła się n a now o. W te d y z a w sty d z o n y S a la
d y n z a w o ła ł: »T ak, w k ró tc e um rę, lu b u tra c ę Jero zo lim ę!« I
p rz ep o w ied n ia ziściła się (E n c y k lo p e d y a k o ścieln a, tom , X V I I .,
s tr., 177).
N a niższych szczeblach anim izm u d u c h y są do ta k ie g o sto
p n ia zm ate ry alizo w a n e, że m o g ą zo staw ić sw e śla d y n a p o p ie le
p rz esian y m a ro z sy p an y m . N a w y sp a c h F ilip iń sk ic h tu b y lc y w ie
rzą, że 3-go d n ia po p o g rz e b a n iu zw łok d u ch zm arłeg o o d w ied za
sw ój dom , p rzeto staw iają n a p ro g u n ac zy n ie z w odą, b y du ch
m ó g ł u m y ć się i p o sy p u ją p o d ło g ę popiołem , a ż e b y n a niej p o
z o stały je g o ślad y . W IToau w In d y a c h półn o cn o -w sch o d n ich
k re w n i b lizcy zm arłego w dzień z g o n u sp ełn iają w ieczorem o b
rz ą d e k p rz y w o ły w a n ia je g o d u c h a ; sta w ia się naczy n ia, jed n o
z ryżem , d ru g ie z w odą, p o sy p u je się p o p io łem p o d ło g ę aż do
p ro g u . D w aj k re w n ia c y id ą n a m iejsce s p a le n ia zw łok, u d erzając
w lem iesze i zaw odząc żałośnie, w z y w ają du ch a do dom u ; in n i
p iln u ją ry ż u i w o d y , szu k ając ślad ó w w p o p iele. Jeż eli ślad się
znajdzie, to ta okoliczność przejm uje zg ro zą nie ty lk o obecn y ch ,
a le i ty ch , co b y li n a dw orze. O b rz ąd ek te n trw a p ó ty , p ó k i ro
d zin a o siero co n a się nie u sp o k o i.
W J u k a ta n ie dziecko zo staw iają n a noc n a m iejscu u sy p anem p o p io łem ; jeżeli o k ażą się śla d y ła p ja k ie g o zw ierzęcia, to
zw ierzę uznaje się za b ó stw o o p iekuńcze. W M ek sy k u s ta ro ż y t
n ym , w czasie d ru g ie g o św ię ta b o g a sło n eczn eg o , k a p ła n p o sy
p y w a ł m ąk ą k u k u ru d z ia n ą p rzed je g o św ią ty n ią ; g d y n a niej
—
330
—
z a u w a ż y ł ślad y , w te d y w o ła ł: » W ielk i b ó g nasz p rzy szed ł!«
W T alm u d zie m ów i się, że d u ch ó w je st m nóstw o ; p o sy p a w sz y
p o p io łem p rz esian y m około łóżka, n azaju trz zobaczy się śla d y ła p
k o g u ta . J e s t to p rz e ż y te k b a rd zo s ta ro ż y tn y , l e n p rz e ż y te k d o trw a ł
aż do n aszy ch czasów . L u d niem iecki w ierzy, że m ali podziom k o w ie zo staw iają śla d y ła p kaczk i lu b gęsi, w idoczne n a popiele.
F a k t y te czerpię z T y lo r’a, tom II. 162— 163.
P o ję cia o du ch ach u le g ły też ro z w o jo w i; w y raził się on
z jed n ej s tro n y w ró ż n ic zk o w a n iu się duchów , z d ru g iej s tro n y
— w ich c a łk o w a n iu się. »P ojęcia T e rtu lia n a i O ry g in e sa , że
s u b s ta n c y a an io łó w i d y a b ió w je st su b te ln a , ale nie b ezcielesn a,
są p ra w d o p o d o b n ie w ierniejszym obrazem anim izm u p ie rw o tn e g o
niż n a u k a C alm eta, k tó ry w y g ła sz a jako d o g m a t teo lo g iczn y ,
że an io ły , d em o n y i dusze są czystym i, bezcielesnym i ducham i,
k tó r a je d n a k w chw ili, g d y się uk azu ją, działają, chodzą, jed zą,
m uszą m ieć ciała d o ty k a ln e i w te d y zgęszczają p ow ietrze, a lb o
w cie la ją się w ta k ie ciała stałe, k tó re m ogą w y k o n a ć to, czego
p ra g n ą « (T y lo r IL str., 163).
N ic w ięc dziw n eg o , że ludzie p ró b o w a li nie raz i nie d w a
p o ro zu m ieć się, a n a w e t obco w ać z ducham i. A u stra lc z y c y ra z
w r o k w y p ę d zają d u c h y z m a rły c h w ty m r o k u ; to sam o ro b ią
M u rzy n i n a Z łotem W y b rz e ż u , k tó rz y raz do ro k u z p o c h o d n ia
m i i m aczu g am i, w y jąc p rzeraźliw ie, m ach ając m acz u g am i i b ie
g a ją c ja k o p ę ta n i, w y p ę d z a ją d u ch y z sw y ch m iast i wsi. U
K a łm u k ó w p o u ro d z en iu się dziecka sąsiedzi k rzy czą p rz e ra ź li
w ie, w y m y śla ją , m ach a ją h a ra p a m i, b y o d pędzić od nam iotu,
w k tó ry m znajduje się p o ło żn ica, d u ch y złe, m o g ące zaszkodzić,
jej i n o w o ro d k o w i. » P o d o b n y m p rz ek o n an io m h o łd u ją d o tą d
Czesi w Z ielone Ś w ią tk i i T y ro lc z y c y w noc, zw an ą » W a lp u rg is
n ac h t« , w y p ę d z a ją c n iew id zialn e czaro w n ice z dom ów i stajen«.
(T y lo r, II., 164).
W ścisłym zw iązk u z w y o b ra żen ie m o duszach je s t w iara,
w d u c h y opiekuńcze, k tó ra w sp ó łza w o d n iczy ży w o tn o śc ią z w y
o b rażen iam i o duszach i s p o ty k a się n a w sz y stk ic h szczeb lach
k u ltu ry « (T y lor, II. 164).
W lecznictw ie lu d o w em n a k aż d y m k ro k u s p o ty k a m y
p rz e ż y tk i anim izm u ; do n ich n a le ż y u o so b ien ie ch o ró b w is to ty
nad zm y sło w e, d u c h y złe, szk odzące ludziom , k tó re w d ro d ze za
k lę ć , zam ó w ień, w y sy sa ń i p r a k ty k in n y ch m ożna w y p ę d zać ,
u su w ać, a n a w e t zg ład zić zu p ełn ie. W ty c h p ra k ty k a c h o g ie ń
a p rzew ażn ie w ęgle żarzące się g ra ją ro lę b ard zo p o w a ż n ą ; od
czy n ian ie u ro k ó w zaw sze o d b y w a się p rz y pom ocy w ę g li żarzą
cy ch się i w ody. W ia ra w zam aw ian ie oraz leczenie chorób najroz
m aitszy ch p rz y p o m ocy zn ak ó w k a b a listy c z n y c h je st bardzo ro z p o
w szech n io n a nie ty lk o śró d m as lu d o w y ch , ale n a w e t śród ludno
ści m iejskiej i p ew n y ch w a rstw , m ających p re te n sy ę do intelig e n c y i. T a k w pow . P o n iew iezk im w łaśc ic ielk a ziem ska, n ie g d y ś
n a u c zy cielk a z p ro fe sy i i w y ch o w an ica szkół niem ieckich w R y
dze, leczy lu d od zim nicy, pisząc n a sk ó rce ch le b a zaklęcia k a
b alisty czn e . W ierzen ie , że róża pochodzi z p rz elęk n ien ia i że j e
d y n y m śro d k iem n a nią je st zam aw ian ie, cieszy się uznaniem
p o w sze ch n em ; n a w e t p ew n a k o b ie ta in te lig e n tn a o b u rz y ła się,
g d y jej p o w ied zian o , że róża je s t c h o ro b ą za k aźn ą i nie m a nic
w sp ó ln e g o z p rz elęk n ien iem : co lepsze — zdarza się, że n aw et
la k a rz e p a te n to w a n i chorych na różę o d sy łają do znachorek.
P . S iero szew ski w swej p ra c y znakom itej — »Jakuci« —
p o w ia d a w y raźn ie, iż w szy stk ie c h o ro b y są s p ra w k ą duchów
zły ch ; p o n iew aż zaś one o b aw ia ją się o g n ia, przeto o g ie ń g ra
b ard zo p o w a żn ą ro lę w jak u ck ie m lecznictw ie ludow em . A u to r
w sp o m n ian y b y ł św iad k iem sce n y n astęp n e j ; »u m łodego J a k u ta
n a rw a ł p alec, u d e rz o n y p rz y p a d k o w o ; w szy scy a i on sam w y
w n io sk o w ali, że w p alcu zam ieszkał »jor« tj. duch zły. Ż eby go
w y p ęd zić, p a c y e n t w ziął z k o m in k a w ę g ie l żarzący się i p o ło ży ł
n a p a lc u ch o ry m : g d y w rzód pękł, w szyscy odskoczyli, a w y ro
ste k zaw o łał try u m fu ją c o : »w idzieliście, ja k w y sk o czy ł! « D ziało
się to w o k rę g u kołym skim . D alej S ieroszew ski m ów i, że w W ie r
ch o jań sk u zn ał sta re g o J a k u ta , k tó ry c ie rp ia ł n a re u m a ty zm la
ta ją c y ; c h o ry leczył siebie tem , że n a cie rp ią c y c h częściach cia
ła p a lił tr u t (g ą b k ę drew ną). A u to r dodaje, że żadne nam ow y
nie m o g ły p o sk u tk o w a ć i p rz ek o n ać , iż je s t to sposób m ylny.
T e n śro d e k n az y w ają Ja k u c i złośliw ie w iz y k a to ry ą ja k u c k ą (str.
6 3 6 “ 637).
E g zo rcy zm am i p o słu g u ją się k o ścio ły ch rześcijańskie, zw ła
szcza zachodni i w sch o d n i p rz y chrzcie n ie m o w lą t i w y p ęd zan iu
złeg o d u ch a z ciała ludzi o p ę ta n y c h . E n c y k lo p e d y a k o ścieln a
p o d aje; »Z asady dziś obow iązu jące w p o stę p o w a n iu z o p ętan y m i
k ró tk o i treściw ie o k re śla R y tu a ł rz y m sk i (De ex o rcisan d is obsessis a daem onibus)« (t. X V II., str. 355). P rz y ta c z a m tu egzorcyzm sz a ta n a i an io łó w o d p ad ły ch , w y d a n y n a rozkaz P a p ie ż a
L e o n a X II I.
-
332
—
Exorcism us.
E x o rc iz am u s te, om nis im m undus sp iritu s, om nis sa ta n ic a
p o te sta s, om nis incursio in fern alis ad v e rsa rii, om nis leg-io, om nis
c o n g re g a tio et sec ta d iab o lica, in nom ine et v irtu te D om ini n o
s tri le s u -f- C hristi, e ra d ic a re e t effu g are a D e i E cclesia, ab anim ab u s a d im ag in em D ei conditis ac p re tio so divini A g n i sa n g u in e
re d em p tis +■ N on u ltra audeas, se rp e n s callidissim e, d ecip ere
h u m an u m g en u s, D e i E cclesiam p erseg u i, ac D ei electos e x c u te re
e t c rib ra re sicu t tritic u m -j-. Im p e r a i tib i D eu s altissim us -(- cui
in m a g n a tu a s u p e rb ia te sim ilem h a b e ri ad h u c p ra esu m is ; qui
omnes homines vult salvos fieri, _et ad agnitionem veritatis venire (I. Tim .
II). Im p e ra i tib i D e u s' P a te r -f-; im p e ra t tib i D e u s F iliu s + ;
im p e ra i tib i D eu s S p iritu s S a n c tu s + . Im p e ra i tib i m aiestas C hri
sti, a e te rn u m D ei V erb u m , caro fa ctu m -{-, qui p ro sa lu te g e
n eris n o stri tu a in v id ia p e rd iti, Immiliavit semetipsum factus obediens
usque ad mortem (P h ilip 11.); qui E cclesiam suam aedificavit su p ra
firm ám p e tra m , et p o rta s in feri ad v e rsu s eam n u n q u am esse p ra e v a litu ra s ed ix it, cum ea ipse p e rm a n su ru s omnibus diebus usque
ad consumationem saeculi (M atth. X X V I I I ., 20). Im p e ra i tib i sacram en tu m crucis -p, om nium que c h ristian a e fidei m y sterio ru m v irtu s +
Im p e ra i tib i excelsa D ei G e n itrix V irg o M aria + , q u ae su p erb issim um c a p u t tu u m a prim o in s ta n ti im m acu latae su ae co n c ep tio nis in su a h u m ilita te co n triv it. Im p e ra i tib i fides san c to ru m A posto lo ru m P e tri et P a u li, e t ce te ro ru m A p o sto lo ru m ~p. Im p e ra i
tib i M arty rů m san g u is, ac p ia S an cto ru m e t S a n c ta ru m om nium
intercessio.
E rg o , d raco m aled icte et om nis leg io diabolica, ad iu ra m u s
te p e r D eum -p vivum , p e r D eu m -p veruni, p e r D eum -p s a n c
tum , p e r D eum qui sic... dilexit mundum, ut Filium suurn unigenìtum
darei, ut omnis qui credit in eurn non pereat, sed habeat vitam aeternam
(lo an . III.): cessa decip ere h u m an as c re a tu ra s eisq u e a e te rn a e p erd itio n is ven en u m p ro p in a re : desine E cclesiae nocere, e t eius li
ti e rte ti la q u e o s iniicere. V ad e, sa ta n a , in v e n to r et m a g iste r om nis
fallaciae, hostis h u m an ae salutis. D a locum C hristo, in quo n ih il
in v en isti de o p e rib u s tu is ; d a locum E cclesiae uni, sanctae, cath o licae, e t A p o sto licae , qu am C hristus ip se ac q u isiv it san g u in e
suo. P lum iliare sub p o te n ti m anu D e i; contrem isce e t effuge, in
v o ca to a nobis sancto e t te rrib ili nom ine lesu , quem in feri trem u n t,
cui V irtu te s co elorum e t P o te s ta te s et D o m in atio n es su b iecta e
—
333
—
s u n t ; quem C herubim et S e ra p h im indefessis v ocibus la u d a n i,
d ic e n te s: S an ctu s, S an ctu s, S a n c tu s D o m inus D eus S ab ao th .
P rzy tac zam tu k ilk a zam aw iań, sp o ty k a n y c h u B iało ru sin ó w :
«C iem naja noczka nacznie p arad ziła — m ałom u dziciaci m uki n a
ro b iła ; jasn o je so nnijko dzień naczinajeć, nacznie p ra h a n ia je ć ;
d ziau n ic nasy łajeć, b o i sunim ajeć. S zuch u piecz! S zuch u piecz !«
(od nocnic, m ały ch złych duchów , tra p ią c y c h dzieci ; m a tk a od
m aw ia to zaklęcie p rz ed piecem p ło n ący m , u d ając p rz y w y ra zac h
»Szuch u piecz!«, że rzuca dziecko).
Z am ów ienie od u k ąszenia żm ii: »Na siniem m ori d w a n a u c y ť
d u b o u ; p o d ty m i dubam i d w a n a u c y ť p a p o u czy taju ć, p o h a n y je
z u b y zam oulajué«.
Z am ów ienie n a d o b rą d ro g ę : »P ierszim razom , d o b ry m cz a
som H o sp o d u B o h u pom olim sia, c h ra stu pokłonim sia. U czo ra z
w iaczo ra so n nijko ihrało, d o b ru ju d o ro h u prow ieszczało ; siah o d n ia
z ra n k u zara zan iałasia, u n ieb i n a p aro zi z soncem s p o tk a ła sia ;
za ła ty je kluczi u ru czk i b ra ła , d u b o w u ju dzw ierk u o d m y k ała,
szoukow yj p o ło h p o d y m ała, sonnijko n a niebo w ypuszczała, d o b
ru ju d o ro h u p ro w ieszczała. U sta u ja ra n o -— p o d w y jd u к w akoncu;
szcziro ja szcziro w zd y ch n u do B o h a : dajże m nie B oże szczaśliw u
d o ro h u ! A ż św iatoj Ju rij k a n ia za p řah a je , św iatoj A n ła s pom abaje, od b ia d y ,
n ap a ści zbierehaje« (»Lud« 1896 r., str.
2 11— 212).
W o g ó le d u ch y o b aw ia ją się m etalów , a n aw et dźw ięków ,
w y d a w a n y c h przez nie p rz y ud erzen iu : c a ły sz e re g p rz y k ła d ó w
stan o w czo p o tw ierd z a to w ierzenie lu d ó w p ie rw o tn y c h . W czasie
zaćm ienia k sięży ca G re n la n d c z y c y b iją w k o tły , b y o d strasz y ć
złego ducha, k tó ry chce g o zjeść. W E u ro p ie je st b ard zo p o p u larn e m w ierzenie, że żelazo ro z p ęd za d u c h y złe ; n ależ y u o g ó ln ić
to po jęcie i zam iast w y ra zu żelazo u ży ć w y ra zu m etale. W ie m y ,
że d zw o n y d o s ta ły się do k o ścio łó w n a p o cz ątk u Y . w ., t. j.
w chw ili, g d y w sk ład k o ścio ła Jez u so w eg o w eszły tłu m y A ry ó w
łaciń sk ich , celty c k ic h a p o n ie k ą d i germ ań sk ich . D zw o n y — to
p ra k ty c z n e zasto so w an ie w ierzeń ty c h dw óch o statn ich ras. D u
c h y złe m o g ą m ieszkać ty lk o w tak ich okolicach, w k tó ry c h n i
g d y dzw onów nie słychać. W c ią g u k ilk u w ieków , n a w e t jesz
cze w X V I II. w całej E u ro p ie dzw oniono w ów czas, g d y zanosiło
się n a burzę, p o n iew aż m niem ano, że o d g ło s dzw onów ro z p ró sz y
złe du ch y , k tó re w y w o łu ją burzę. W e d le w ierzenia lu d u lite w
sk ieg o p io ru n b ił zaw sze w to m iejsce, gdzie zn a jd o w ał się d y a b e ł; p o n iew aż o d g ło sy dzw onów p rz ep ęd z ają d y a b ły , p rz e to
jeszcze p rzed kilk u d ziesięciu la ty dzw oniono w k o ścio łach w czasie
b u rzy . P . S w ię te k m ów i, że w e w siach n ad R a b ą lu d u trzy m u je
dzw o n n ik a, do k tó re g o obo w iązk ó w należy trz y k ro tn e dzw onienie
n a p acierze oraz w czasie b u rz y i przed nadejściem c h m u ry g r a
dow ej (»Lud n ad rab sk i« , str., 522).
G d y Ja k u to w i p rzy śn i się sen b rz y d k i, w y sk ak u je z łóżka
i zaczy n a bić m ło tk iem w kociołek, p o n iew aż te dźw ięki o d p ę
dzą d u ch a złego, k tó ry w y w o ła ł, w idziadło senne, a w je g o rz e
czy w isto ść J a k u t wierz3r, ja k m ów i p. S ieroszew ski.
Pom iędzy isto tam i n ad zm y sło w em i sp o ty k a m y d u ch y o p ie
k u ńcze, d o b re ; są to przew ażnie' d u ch y d aw no zm arły ch przodków .
T y p o w y m p rzed staw icielem ich je st ro sy jsk i »dom ow oj«, b iało ru sk i
»dziadek« i t. d. D u c h y o p iek u ń cze m ieszkają z w y k le albo koło
pieca, albo za p ie c e m ; w tern też częściow o k ry je się to z n a cze
nie, ja k ie p o siad a o g n isk o dom ow e, a zw łaszcza p o siad ało u starożj^tnych G erm an ó w i S łow ian. P o ję cie o du ch ach o p iek u ń cz y ch
sp o ty k a m y już n a najniższych szczeblach u sp o łeczn ien ia i rozw oju.
W aczam d o w ie a u stra lsc y tw ierd zą, że duch p ierw szeg o za b ite g o
w ro g a w ciela się w zabójcę i o strz e g a g o b ąd ź łask o tan iem ,
b ąd ź ściskaniem w nętrzności. D r. M illig an sły szał od T a sm ań c zy k a
p ew n eg o , że sw oje o calen ie zaw dzięcza on duchow i ojca, sw em u
aniołow i stróżow i. U czerw o n o sk ó rcó w A m ery k i północnej n aj
w ażniejszym o b rządkiem re lig ijn y m je s t zd o b y cie sobie d u ch a
o p iek u ń czeg o , cz aro w n ik E skim osów m usi m ieć k o n ieczn ie sw eg o
» to d u g ak a« , k tó ry k ie ru je nim i nau cza g o m ądrości niezw ykłej.
A ra n k a ń c z y c y w C hili m ają sw oich duchów o b ro ń c ó w ; g d y się
coś u d a, w ów czaś m ów ią: »M am jeszcze m ego am czy-m algena«.
K a ry b o w ie ro zw inęli d o k ła d n ie tę te o ry ę : k a ż d y z n ich m a sw e
b ó stw o opiek u ńcze, to w arzy szą ce m u w życiu przyszłem . K a ż d y
c z aro w n ik m a sw ego d u cha, k tó re g o w y w o łu je w ciem ności
śp iew em i dym em z ty tu n iu ; jeżeli k ilk a czaro w n ik ó w w y w o ła
sw oje du ch y , to m oże p o w sta ć m iędzy nim i n ie ty lk o k łó tn ia ale
i b itk a . M u rzy n i m ają też sw oje d u ch y opiekuńcze, ale tru d n o
o k reślić ich zn aczenie ścisłe ; w k aż d y m razie s ta ra ją się zjednać
ich, b u d u jąc im ch a tk i p rz y d ro ż n e i sk ład ają c ofiary z tru n k ó w
i p o ży w ien ia. M o n g o ło w ie m ają też sw e d u ch y obrończe (T y lo r,
II, 164 — 165). T u n ależ y p o d k re ślić to znaczenie, k tó re m a śró d
lu d ó w E u ro p y w ierzenie w an io łó w stró żó w ; im niższy je st sto
—
335
-
p ień u sp o łeczn ien ia, tem w ierzenie to je st głębsze. W ia rę tę p o
d ziela li G re cy i R rz y m ia n ie ; zn an y m je s t dobrze dem on S o k r a
te s a . R z y m ia n ie m niem ali, że k a ż d y człow iek m a sw eg o g e n iu sz a
to w arzy szą ceg o m u od u ro d zen ia aż do zgonu.
f y l o r ro b i b ard zo słuszną u w a g ę, że tru d n o o d ró żn ić d u ch y ,
m ające b lizk ą sty czn o ść z człow iekiem od duchów p rz y ro d y , b ę
d ą c y c h p rz y c z y n ą i k iero w n ik a m i jej zjaw isk ro z m a ity c h . O ile
te d w a p o jęcia m ieszają się z sobą n a najniższych szczeblach
u sp o łeczn ien ia i rozw oju, w skazuje p rz y k ła d M u rzy n ó w A fry k i
zach o d n iej. D u c h y te n az y w ają się w ongam i. » Isto ty te n a d p o w ietrz n e m ieszkają w ch a ta c h — św ią ty n ia c h , o trzy m u ją ofiary,
n a p e łn ia ją k a p ła n ó w , d ając im n atch n ie n ia , są p rz y c z y n ą zdrow ia,
lu b ch o ró b u ludzi i sp ełn iają ro z k a z y p o tężn e g o b ó stw a z n ieb a.
C zęść ty c h d u ch ó w zostaje w zw iązku z przed m io tam i, ta k iż
M u rzy n m oże p o w ie d z ie ć . »W tej rzece (drzew ie, am ulecie), je s t
w o n g « . W o n g a m i k rajo w em i b y w a ją rzeki, jeziora, źródła, p e w n e
o k o lice, k o p ce term itó w , drzew a, k ro k o d y le , m ałp y , w ęże, słonie,
p tak i« (T y lo r, II. 169). P rz y k ła d ten je s t w ażn y , n a w e t b a rd z o ,
p o n iew a ż w sk azu je sto p n io w e przejście od duchów ściśle zw ią
z a n y c h z człow iekiem do duchów p rz y ro d y , k ieru ją cy ch jej zja
w iskam i. W ie m y o w ierzen iach plem ion tu ra ń sk ic h w d u c h y ;
te w ierzen ia zn ajd u ją sw ój w y ra z w re lig ii pań stw o w ej C hińczy
k ó w — d w ie g łó w n e zasad y : k u lt p rz o d k ó w oraz k u lt du ch ó w
p rz y ro d y . » T rzeb a sk ła d a ć ofiary duchom ta k , ja k g d y b y b y ły
o b ec n e ofierze« uczy K o n fu cju sz (T ylor, II. 169).
D u c h y p rz y ro d y dzielą się n a g ru p y ró ż n e : różność zjaw isk
p rz y ro d y , k tó re w b ard zo ró ż n y sp o só b o d d z ia ły w a ły n a um y sło w o ść lu d ó w p ierw o tn y c h , sp rz y ja ły ich w y o d rę b n ien iu . P o tę ż n e
zjaw isk a w u lk an iczn e już bard zo , b ard zo w cześnie, n iem al w za
ra n iu lu d zk o ści w y o d rę b n iły się i w y tw o rz y ły pojęcie o w ielkim
a p o tężn y m d uchu, k ieru jący m niem i. T a k ie zjaw isko, ja k k r a te r
M au re-L o a n a w y sp a c h S an d w ich , p o ra ż a naszą w y o b raźn ię, a l
bow iem tru d n o w y o b ra zić sobie kociołok, m ając y przeszło 20 k m
w obw odzie a p e łn y la w y ro zto p io n ej! N ie m ożem y o d tw o rz y ć
ju ż ty c h w rażeń, k tó re zjaw isko p o d o b n e w y w a rło n a ludzi
p ie rw o tn y c h .
J a k p o w stają w u lk a n y ? A .ustralczycy objaśnili to ta k : p o d
ziem ią zn ajd u ją się d u ch y złe »ingne«, k tó re p a lą w ielkie o g n ie
i w y rzu cają k am ien ie rozżarzone. K a m c z a d a le tw ierd z ą, że ta k
ja k oni c h a ty sw oje o g rzew ają, ta k sam o d u c h y g ó r »k am u li’owie*
—
336
—
o g rz e w a ją c g ó ry , w k tó ry c h m ieszkają, w y rz u cają g ło w n ie przez
ko m in . » N ik a ra g u a ń c z y c y s k ła d a ją ofiary lu d zk ie M asajom czyli
P o p o g a te p e k o m (górom dym iącym ), w rzucając ciała do k ra te ró w .
Z d aje się jed n ak , że czczą oni ja k ie ś rządzące g ó rą b ó stw o , a le
n ie g ó rę , g d y ż d o w iad u jem y się, że w odzow ie schodzą do k ra te ru
a z n ieg o w y c h o d zi do n ich b rz y d k a n a g a b ab a , u d zielająca im
r a d i p rz ep o w ied n i. K ra jo w c y sta w ia ją też n a b rz e g u o tw o ru
n a c z y n ie ze straw ą, a b y się p rz y p o d o b a ć owej k o b iecie i a b y j ą
p rz e je d n a ć w czasie b u rz y , lu b trzę sie n ia
ziemi«
(T y lo r,
II., 171).
A n im izm też tłó m aczy p o w sta n ie du ch ó w w iró w i skał. W
A fry c e zachodniej, w p a ń stw ie W e i znajduje się w rzece M afa
sk a ła , k tó ra je st p rz y c z y n ą w iru b a rd zo n ieb ezp ieczn eg o ; otóż
m ieszk a ń cy m iejscow i uoso b ili sobie to zjaw isko w form ie d u ch a
w iru , k tó re m u s k ła d a ją ofiary. In d y a n ie z n ad jezio ra H u ro n
czczą du ch a, k tó ry m ieszka w pew nej sk ale, w ystającej z ło n a
w ó d . T y lo r p rz y ta c z a m o d litw ę, k tó rą o dm aw iają w k ła d a ją c ty tu ń w szczelinę, : »D uchu, k tó ry m ieszkasz w tern m iejscu, p rz y j
m ij ty tu ń , k tó r y ci d a ję ; pom ož nam , ch ro ń nas od u to n ię c ia ,
b ro ń od n iep rz y jació ł i sp ra w , a b y śm y załatw iw szy po m y śln ie
s p ra w y , w ró cili zdrow o i szczęśliw ie do w si naszej!« D u ch te n
n a z y w a się »oki«. K sią d z M a rq u e tte , p o d różując po A m e ry c e
p ó łn o cn ej, u sły szał od In d y a n to w a rz y sz ą c y c h mu, że zbliżają
się do m iejsca zam ieszkania b ard zo nieb ezp ieczn eg o d y a b ła , czy
h a ją c e g o n a w k ra cza jący c h w je g o dziedzictw o ; o kazało się, że
ty m p rz era żając y m m a n itu ’em b y ły sk ały , o k tó re w o d a b iła
g w a łto w n ie z p o w o d u sk rę tu rz ek i (T y lo r, II., 170 — 171).
W o d y też nie są w o ln e od duchów . U k ra jo w có w A u s tra lii
istn ie je w ierzenie w »w odnika«, d u ch a b ard zo p o tężn e g o ; »w odnik«
w y w o łu je c h o ro b y ciężkie, k arze ludzi, k ą p ią c y c h się w cu d z y ch
s ta w a c h lu b w czasie za k aza n y m ; on to sp ra w ia, że k o b ie ty u m ie
ra ją . K to g o zobaczy, te n m usi um rzeć ; w y ją te k sta n o w i zn a ch o r
m o g ą c y g o n a w e t odw iedzać w je g o p rz ep y szn y m p a ła c u p o d
w o d n y m , sk ą d w ra c a w odzieży m okrej i oczam i k a p ra w e m i
(T y lo r. II, 172).
D u c h y w o d n e cieszą się w ielk iem u znaniem u S ło w ian .
Ś ró d P o la k ó w istn ieje p o d a n ie o w o d n ik u ; p. S. U d z ie la p r z y ta
cza dużo o p o w ia d a ń lu d o w y ch o to p ielcac h i to p ie lic a c h ; jed n o
z ty c h o p o w ia d a ń p rz y to c z y łe m uprzed n io . T o p ielce i to p ie lic e
TAB. VII.
B uków .
Ť/ %Ы
/
'-Чч‘;'.
•ÍV'í/
^<;V
■■Шш
í-íf :v r / ; ;
Szlaczek do fartuszka.
T y n iec.
л-
—
337
—
szkodzą ludziom ; p ierw si usiłują to p ić ludzi, w p ro w ad zać ich n a
n ied o stę p n e b a g n a i m oczary, a to p ielice, ja k i b o g in k i k ra d n ą
dzieci położnicom , p o d rzu cając im w łasne, zw y k le p o tw o rn e, ale
n ajm n iejszy p rzed m io t żelazny, n a w e t nóż z w y k ły , czy n i już
czło w iek a d la nich nietykalnym *). Ś ró d B iało ru sin ó w istn ie ją
n a d e r liczne w ierzenia o »w odzianniku« i »rusałkach« ; p ierw szy
b ard zo często szkodzi m łynarzom , d la te g o ci sk ład ają m u ofiary**);
d ru g ie też szkodzą ludziom , alb o w iem sw oim śpiew em u ro czy m
śc ią g a ją n a b rzeg i, a p o tem do w ody. L u d ro sy jsk i zna d ziad k a
w o d n ik a (dieduszka w odiahoj) ; on n ależ y do duchów złych.
W p ły w w ielk i m a n a nieg o św ięcenie w o d y w dzień T rzech
K ró li, ta okoliczność odejm uje m u w ładzę szkodzenia ludziom , aż
do W ie lk ie jn o c y ; nie m oże on też szkodzić ludziom w czasie
św iąt w ielk ich np. Zw iastow ania***). Z nane są też dobrze ru sa łk i
ru sk ie, zw łaszcza D n iep ro w e, d u ch y w odne, »m uży vodni« S erb ó w
łu ży ck ich i t. d. L u d litew sk i m a śliczne p o d an ie o Ju ra c ie k ró
low ej B a łty k u , k tó ra m am iła i to p iła m łodzieńców ład n y ch .
D o d am tu jeszcze, że O stjacy czczą rz ek ę O b ; w ra zie b ra k u
ry b lu b n iep o w o d zen ia połow u rzucają w rzek ę ren a, p rz y w ią z a
w szy m u ciężki k am ień do szyi. S ą dane, że daw niejsi E sto w ie
za d aw n y c h czasów p o g ań sk ic h sk ła d a li ofiary źró d łu św iętem u
W ö h b a n d o ; ro b ią to n a w e t dziś L ap ończycy. M ieszkańcy w si
P o d p o ro ż ja o 15 km. od m iasta O negi, g d zie rz e k a tw o rz y p o
ro h y , n ie k ie d y rzu cają do w o d y b a ra n k a , p sa lu b k ilk u k o tó w
ja k o ofiarę, g d y p o łów siem gi się nie udaje.
B rzety sław , k siążę czeski, za k azy w ał sw ym p o d d an y m ,
jeszcze ty lk o n o m in aln ie chrześcianom , sk ła d a ć ofiary źródłom ,
ale to w ierzenie p rz e trw a ło do n aszy ch czasów . D o tą d w C ze
c h a ch lu d chodzi n a to m iejsce n a d rzek ą, g dzie k to ś u to n ął,
m odli się, rzu cając do w o d y w ofierze b o ch e n ek ch le b a św ieżego
i 2 św iece w oskow e. W w ig ilję B ożego N aro d zen ia z k aż d eg o
d a n ia ły żk ę s tra w y sk ła d a się do m iski osobnej, a p o tem rzuca
się ją do w o d y , w y m aw iając fo rm u łk ę n a stę p n ą :
*) By topielica lub boginka odebrała swoje dziecko a zwróciła skradzione,
należy bić pierwsze bez miłosierdzia rózgami brzozowemi na śmietniku lub trzaśniku.
**) Młynarz Grzegorz Porecki składał corocznie ofiarę »wodziannikowi« (Lud
1896 r. str. 216).
***) Jestto tak wielkie święto, że w ten dzień nawet ptaki gniazd nie bu
dują — jak wierzy lud rosyjski.
22
-
338
—
Gospodarz cię pozdrawia,
Przeze mnie cię zaprasza :
»Kryniczko, ucztuj z nami,
A daj obfitość wody ;
Gdy susza zapanuje,
Odpędź ją wody swemi«.
» D aw ne ofiary d la jezio r w e F ra n c y i po łu d n io w ej nie z o sta ły
jeszcze zap o m n ian e w L a L ozère ; B re to ń c z y c y czczą ja k d aw n iej
ź ró d ła św ię te ; S zkoci i Irla n d c z y c y m o g ą w każdej parafii p o
k az ać ślad y , a n a w e t rzeczy w iste p rz e ż y tk i w ia ry w św ięto ść
źró d eł (T y lo r, II, 177). N a tu ra ln ie i lasy m ają sw oich d u ch ó w ,
n ie k ie d y n a w e t k aż d e drzew o, n ie k ie d y las c a ły je d n e g o . L u d y
p ie rw o tn e , stojące n a najniższych szczeblach ro zw o jo w y ch , n ie
z d o b y ły się n a zsum ow anie d u ch ó w d rz e w p o szc zeg ó ln y ch n p .
M in tiran o w ie ; u nich k aż d e drzew o m a sw eg o » h an tu kaju« t. j.
d u ch a drzew nego, ro z d ające g o ludziom c h o ro b y . D a ja k o w ie n a
B o rn eo nie ścinają drzew , p o sia d a ją c y c h d u c h y ; jeśli to zro b i
m isy o n arz, to k a ż d y z g o n p rz y p isu je się tej z b ro d n i (T y lo r,
II , 177)L u d y sło w iań sk ie ro z w in ęły w sp a n ia le sw e p o ję c ie o d u ch a ch
le ś n y c h ; p o siad ają je i S ło w ia n ie
zach o d n i i p o łu d n io w i
i w schodni.
Ś ró d lu d u ro sy jsk ie g o duch leśn y »leszij«
p rz e d sta w ia
w s p a n ia ły o b raz fa n ta z y i ludow ej : sw ym w zrostem przew yższa
on najw yższe d rzew o ; g d y zaśm ieje się (zagogóczet) lu b kich n ie,
d rzew a c h y lą się do ziem i. W w ielkich puszczach m ieszka w ielk i
»leszij«, w m ały ch m niejszy, ale w k aż d y m razie o b a są d u ch a m i
złym i i strasznym i. M ały »leszij« zw odzi ludzi z d ro g i, zm uszając
ich do b łą d z e n ia ; n a le ż y w tak im razie odzienie w ło ży ć n a
w sp ak . L u d ro sy jsk i m ów i o tem , że »leszij« za n ik a po w o li, b o
zn ik ają la s y ; »gdzież m a »leszij« m ieszkać, g d y la su n iem a« ? —p y ta w łościanin ro s y jsk i; »Leszij też lę k a się św istu lo k o
m o ty w y « .
U b o g a fa n ta z y a lu d u b iało ru sk ie g o stw o rz y ła je d n a k w s p a
n ia ły o b raz »lasow ika«, m ieszk ająceg o w m ateczniku. M yśliw i
czują w ielk i sza cu n ek d la la so w ik a ; zw y k le w dzień Z w iasto w a
n ia zam aw iają g o i sk ła d a ją m u ofiarę; daw niej b y d lę zw y k le ,
ow cę lu b św inię. D ziś m y śliw y w y p o w ia d a zam ów ienie n a stę p n e ,
rzu cając lew ą rę k ą k a w a łe k ch le b a z k ilk u sw ym i w łosam i
z szczy p tą soli : »usiu zim u m aro z y treszczali, b u ry w yli, w ie try
-
339
-
szum ieli, so sn y i je li sk ry p ie li ; w a u k i chadzili, h alasili, jeści p ra s ili ;
czy ty daj hoło w u aw ieczczu, czy czaław ieczczu. N a św ietoje B ła ho w ieszczeńnie usi zw iary n a w y ra j p a sz li; w a u k i w y ju ć, św in n i
sto h n n ć, m iadżw iedzi m arm oczuć, jeści choczuć: czy ty daj h o '
ło w u aw ieczczu czy czaław ieczczu«. —- »D osyć m aich w a ła s o u .«
Z am a w iający zw raca się tw arzą do w schodu (»W isła«,
1897
r., 59i)M alajo w ie w ierzą, że w n ie k tó ry c h d rzew ach m ieszk ają
d u c h y le śn e , p rzeto sk ła d a ją im ofiary. N a w y sp a c h T o n g o są
też d rzew a św ięte, zam ieszkałe przez duchy. W A m ery ce p ó łn o c
nej zn ach o r p lem ien ia O d ży b w a sły szał s k a rg ę drzew a, g d y je
ścin an o . K o lu m b ro zk azał b ra ciszk o w i R o m a n o w i o p isać re lig ię
tu b y lc ó w A n ty lló w , a w ty m opisie s p o ty k a m y u stęp n a s t ę p n y :
» N iek tó re d rzew a, czy tam y , sp ro w a d z a ły sobie c z a ro w n ik ó w
i d a w a ły im ro zk azy , ja k zrobić p o są g i z p n i ic h ; »cemi« te
u s ta w ia n o w św iąty n iac h , o d d aw an o im cześć, a k a p ła n i odbie
ra li od nich n aw et natchnienie« (T ylor, II, 178). D rw a l m u rz y ń sk i
o b a w ia się ścinać drzew o, alb o w iem w niem m ieszka duch leśny;
u su w a je d n a k tę o b aw ę b ąd ź złożeniem o fiary sw em u duchow i
d o b rem u , b ąd ź też w y lan iem oleju p alm o w eg o n a ziem ię, k tó ry
d u c h liże g d y d rw a l um y k a.
B o sm an p o w iad a , że w W h id a c h »drzew a są b o g am i d r u
g ie g o rzęd u i o trzy m u ją m o d ły oraz o fiary ty lk o w czasie, g d y
p a n u ją ch o ro b y , a szczególnie g o rą czk i ; dzieje się to w celu
p rz y w ró c e n ia zd ro w ia chorym « (T ylor, II, 178). W A b isy n ii
G allarn e co k w a rta ł o d b y w a ją p ie lg rz y m k i do d rzew a W o d a n a b e ,
ro sn ą c e g o n a b rz e g a c h rzeki H a wasz ; za sy ła ją m u m o d ły o d o b ra
w szelakie. W ¿Vzyi po łu d n io w ej d rzew o ch w aistw o u trzy m a ło się
n a w e t u b u d d y s tó w : d ry a d y są do ta k ie g o sto p n ia zbliżone do
człow ieka, że m ożna je p o ślu b ić lu b zabaw ić, k o ły s z ą g la lk i na
g ałęziach . T ale in o w ie b irm ań scy m odlą się przed ścięciem d rzew a
do »kaluka«, d u ch a zam ieszkającego je. G re c y i R z y m ia n ie znali
też d u ch y d rzew n e ; w H e llad z ie u d ziela ł p rz ep o w ied n i dąb
w D odonie. H e llen o w ie zw ali te d u ch y d ry a d a m i ; one b y ły
b ard zo d łu g o w ieczn e, ale śm iertelne, ja k to w id ać z Ilia d y .
S ta ro ż y tn e lu d y sło w iań sk ie w ie rz y ły w b o g ó w , m ieszk a
ją c y c h w dęb ach ; toż sam o w ierzenie istn iało śró d lu d u lite w
sk ieg o . P rz e ż y tk i ty c h w ierzeń s p o ty k a ją się d o tą d u lu d ó w sło
w iań sk ich , ja k św iad czy o tem np. ta k ie p o d a n ie lu d u p o lsk ie g o
— 340 —
o brzozie g ry ż y ń sk ie j, cześć o d d a w a n a sośnie, rosnącej w L id z ie
n a g ó rze Zam kow ej i t. d. »Lud E u ro p y zn a d o tą d w ierzb y p ła
czące, k rw a w ią c e się i m ów iące p rz y ścięciu ; p ię k n ą d z ie w c z y n ę ,
siedzącą w so śn ie; sta re drzew o w lesie R u g a a r , w k tó re m p r z e
m ieszkuje e lf i k tó re g o ściąć nie w olno ; p ra sta re drzewow H e in z en b erg u , p o d Zeli, k tó re n arzek ało , k ie d y je d rw a l
ścinał, bo p rz e b y w a ła w niem N ajśw . P a n n a ; p o staw io n o k a p lic ę
n a tem miejscu« (T ylor, II, 182). D alej tenże a u to r p isz e : »C ień
je d n e g o drzew a, alb o p ew n a część lasu b y ła p o n ie k ą d p rz y ro
dzoną św iąty n ią, k tó ra stan o w iła je d y n y św ięty p rz y b y te k d la
w ielu plem ion, -a d la in n y ch p ra w d o p o d o b n ie n a jp ie rw o tn ie jsz y .
W reszcie drzew o m ogło też b y ć św ięty m przedm iotem , z n a jd u ją cym się p o d o p iek ą lub w styczności z bó stw em , m o g ło b y ć
sym bolem je g o ; bó stw o zaś nieraz należało do rzęd u t a k i c h , '
k tó re p an u je n a d całym g a tu n k ie m drzew , lu b też in n y ch rz e c z y «
(T y lo r, II , 183).
Jan Witort.
0 lodzie Poddiiklaiiski w ogólności, a Imiiczanacli w szczególności.
Cześć wtóra.*)
Zabawy, pieśni i gadki.
8. 0 św. Jerzym i złotym strzemieniu.
W jed n y w si m ieszkał chłop, b a rz o k u b o g i, a m iał żo n e
1 k ilk o ro dzieci i nie m óg jich w yżyw ić, choć o k ro p n ie p ra c o
w ał, n a p a ń sk ie chodził i po ch ło p ach ro b ieł. J e d n e g o d n ia
w ziąn pow róz i p o k ry jo m u p oszał do lasa, a b y sié obiesić. C ho
dzi on po lesie i szu k á zd a tn e g o drzew a, żeb y m u b y ło d o b rz e
w isieć. O b ejźry sié, jaż tu jedzie ja k iś p án n a k o n iu i p y tá s ié
g o : »C złow iecze! co ty tu robisz?« — » P an ie! szukám se d rze
w a, b ed e sié w ie sz a ł.c -—■ »A to láczego?« — » P an ie! w ie lg á
m i je n ęn d za, nie m o g ę żone i dzieci w y ch o w ać, bez to s ié
zaw iésze, bo cóż m ám już robić?« — »Słuchejno, mój cz ło w ie k u 1
n ie wieszéj sié jeszcze,« -—• ta k m ówi te n p á n do te g o ch ło p a, —
»já je st św. Jé rz y , ja d e do P a n a B o g a po jin te resie, spytam .
*) Zob. „L ud“ VI., str. 245.
—
341
—
sié tám P a n a B o g a i o twój los, k to wiś, m oże ci sié biéda w n e t
p rz erw ie , to b y ś sié d arem n ie zaw ieszał; siądź tu sobie i czekéj
n a m nie, ja k b ed e w racał, to ci pow iém , ja k mi P á n B óg o to b ie
pow ie, czy ci b ed zie lep i czy nie?« —• »P anie, já g ło d n y , a k to
w ié, k ie d y t y pow rócisz, ab o może jin szą d ro g ą pojedziesz, a já
sié tu darm o b ed e p á stw iá l; —- h e ! to nie żart. A le dej mi,
p a n ie , ja k i zastáw , to b ed e p ew n y , że m ie nie om iniesz«. —» Ja k iś ty g łu p i, przecie já św. Jerzy, dzieżby já słow o o d m ie
n ił, ja k co pow iem , to m usi sié stać, ja k am en w pacierzu.
A le k ie d y sié boisz, to m ász n a zastáw złote strzem ie!« —
I odjechał,
Św. Jerzy zro b iał jin te re s w niebie, a o ch ło p ie zap o m n iał
sié p y ta ć . Jed zie n azád tą sam ą drogą. Z d alek a u jźrał chłopa.
■
— »O n! tá cóż já n alep szeg o zrobiał? C hybka. Z apom niałem sié
p y ta ć P a n a B o g a o ty m chłopie, czy m u bedzie lepi, czy nié.
A le ja k o ś já tu zrobię«. — N adjeżdża, chłop sié ucieszał i p y tá
g o : »P anie, ja k i los lá m nie?« — »B arzok d o b ry los mász,
m ôw iál-jém z P a n e m B o g iem o tobie, że ci dobrze bedzie, ty lk o ,
ja k p o ży czy sz co u k o g o , zap rzy sien g n ij sié, żeś nie w idział nic,
u n i żeś nic nié m iał, a b y ś to p rz y to b ie zo staw iał i bedziesz
m iał z te g o d o b re życie«. — A św. Je rz y , ja k to pow iedział,
zląk sié b arzo k , bo dzież to ta k ie sło w a m ów ić, i do te g o
św ię n ty . Z ap o m n iał sié p y ta ć P a n a B o g a o ty m chłopie, czy
m u b ed zie lep i, czy nie, nie w iedział n a razie, co mû m iał p o
w iedzieć, téj tá k т ц pow iedział, choć to g rz y c h , — n a g le g o
ch y ciło i p rzep ad ło . — P o ty m m ówi św. J e r z y : »No, terá z już
wiész, co bedziesz ro b ia ł; oddejże m i teráz strzem ie, bo já już
p o ja d ę dali«. — » Jak ie strzem ie? J a k ie já strzem ie od ciebie,
p a n ie , b ra ł? W im ie O jca i S y n a i D u c h a św. A m en. — N o
p atrzejcieże ! S u m iennie, sp raw ied liw ie, ja k B o g a k o chám , żem
żad n eg o strzem ien ia od ciebie nie brał. A ! żebym ta k oślep,
ż e b y m sk am ien iał, żebym dzieci i żone nie o g ląd ał, żebym w ie
c z o ra nie doczekał, ja k já m ám choć n itk e, choć ja k ą n ad ro b n iejszą rzecz cudzą u siebie ; a bodajże, no jeszcze strzem ie i to
zło te« . —
Św. Jerzy p o m y ślał so b ie : »H a! n au c zał-jém g o tá k n a
sw o je biéde, — już p rzep ad ło « . — Téj pojechał. A ch ło p poclzięnkow ał P a n u B o g u za to uw iadom ienie i jidzie do dom u.
N a jp rzó d stą p ia ł do k a rc z m y : » P an ie M oszku, dejcie no mi
p u k w a te re k !« — »G łupi B a rtk u , g łu p i, z czym b y ś t y m i zapłaciał, ty ledw ie łazisz«. — »Pódźcie no do d ru g i izby«, —■ rzecze
—
342
—
chłop — »cosi w ám pow iém «. — I poszli. W y d o b y w a c h ło p
złote strzem ię i p o k az u je mu. A ży d : » B artłom ieniu, ej ! a dzieżeście to d o stali?« — E j, dziem d o stał, tom dostał. J á w ám
sprzedam , ja k chcecie, jin o późni«. — »No dobrze, a m o żeb y
sié co napięli?« — »T yć jém już m ów ił o p u k w a te re k , jin o m przyszał«. — »No, já jin o żartow ał, com w ám nie chciał dać«. —
P rz y n ió s ży d zisko flaszkę i dał m u ze czty ry . — » B artło m ie n iu !
w yście p o n o i g ło d n i? — »Ej, ty ć n ie sy ty « . — »No, czem uż n ie
m ó w icie? já chlib m ám , ja ch leb em h an d lu je, to w ám dám «. —
P rzy n ió s ch lib za c z ty ry du d k i, ch ło p se p o d jád i m á pość d o
dom . — »Ej, sły szy cie, B artło m ie n iu , m oże se i do dom co w eź
m iecie c h leb a , (d)lá żony, (d)lá dzieci?« — »E, tá k ie d y nié m ám
w oru a n i nie«. — »Ej, tá já w ám dám , já w ám dám i w o ra,
w y ście d o b ry człow iek, já w ás znám «. — I dał m u c h le b a p e łn y
w ór i ch ło p m á odchodzić. Ż y d : »Ej, e! e! B artło m ie n iu , w y p i
cie se jeszcze jed én n a d r o g e « .— »Tá dejcie)« — I w y p ią ł ch ło p
jeszcze k ieliszcz y n e i zabiérà sié. A ży d p ro si g o jeszcze, ż e b y
nik o m u n ie sp rz ed aw a ł te g o strzem ien ia, a chłop p o w ia d a : » W y
piérszy, ale m ám y jeszcze czás«. — P rzy c h o d zi do dom , a ż o n a
i dzieci w ła ś n ie 1) z g ło d u g in ą, d o b y ł chlib z w ora, d ziecisk a
z p ie c a je d n o za d ru g im : »A, tatu sio , dejcie m ie, dejcie m ie,
a dzieście to kupiéli?« •— P o d zielał ich chlebem i żonie dał.
I ch ło p chodzi k aż d y dzień po chlib i w ódki p o p ijá,
a w szy tk o n a to strzem ie ! L u d zie sié dziw ują i g a d a ją m ięn d zy
s o b ą : »Co za szczynście m á B a rte k u te g o ży d a, co m u ty le
c h le b a b o rg u je i w ódki daje n a borg.«
Je d n e g o ra z u p rz y szał B a rte k do k arczm y , zaw ołał g o ż y d
do d ru g i izb y , d ał m u w y p ić d w a ślep e i m ów i: »Ej, B a rtło m ie
niu, p rz y n ie śc ie to strzem ie, zrobiém y zgodę. « — A ch ło p k r z y k
n ie n a ż y d a : » Jak ie strzem ie?« - N o to, nie w iecie ja k ie ? N ab o rg o w a liś c ie n a n ieg o n a k ilk a d z ie się n ć reńskich, m ieliście g o
m i sp rzed ać, a terá z sié zapieracie, n o ? W y żartujecie, B a rtło
m ieniu, w y d o b ry człow iek, já w ás znám , w y p rzy n iesiecie,
w iecie to , coście mi pokazow ali.« — C hłop sié zaklina, że żad
n e g o strze m ie n ia , an i nic nie w idział. — »B artłom ieniu, to já p ô d e
do p a n a sęndzi sk arży ć, i w y m usicie ze m ną pość, coście ty lá
n a b o rg o w a li. « — »Pôde, láczego nie, ale nie g łu p im pość w ta
k ic h ła c h m a n a c h , dej mi tu przyodziéw , to pôde, bo to nie ż a rt
do ta k ie g o pana.« — Ż yd m yślał, że strzem ie dostanie, b a rs m u
*) =
prawie.
—
343
—
sié sp o d o b ało , — ta w ziąn i poszał do kom ory, a m iał tam n a
k u p ie różne k o żu c h y , p łó tn ia n k i, k ap e lu sz e, czapki, koszule, n a
w e t b o ty i różne różności, co p ijak i p o zastaw iali. T a p rz y b ra ł
g o od stó p do g ło w y , n asm aro w ał m u w ło sy m asłem , dał m u
g rz e b ie n ia , żeb y sié p rzy czesał i w oła g o do sęndziego. — »Ta,
dejcie m i jeszcze z jed en n a d ro g e!« — A żyd se p o m y śla ł:
»Czekej, já g o upije, zjé sto d yebłów i strzem ie mi dá i jeszcze
co d o stan ie od sęndziego, ja k zacznie krzyczeć.« — I dał m u
co ś ze c z ty ry , a le ch ło p m iał d o b rą gło w ę, an i nie czuł.
Téj poszli do te g o sęndziego. Ż yd poszał naprzód, zapukał,
n a d s ta w ił u ch o do k lam k i i ja k sęndzia zaw ołał, chciał sám
pość, a le B a rte k ty ż sié w su n ął do k a n c e la ry i. S ęn d zia sié p y tá :
»Cóż m i tám p o w iecie?« — Ż yd m ów i: »Jaśnie w ielm o żn y p an ie
sęn d zio ! B a rtło m ie ń p rzy szli do m nie i p rzy n ieśli złote strzem ie
i m ieli m i g o s p rz e d a ć ; já jém n a b o rg o w a ł chleba, w ó d k i n a
k ilk a d z ie się n ć re ń sk ic h ; terá z sié zapierają, że ani nie m ieli żadne
strzem ien ie, an i nic, no p a n ie sęndzio, jaśn ie w ielm o żn y p a n ie
sęn d z io , w szák on m i m á d ać to strzem ie, niech jaśn ie w ie l
m o żn y p a n sęndzie jim każe, żeb y oni m i to strzem ie sp rz e d a li
i że b y já se p o tro n c iá l to, co to oni u m nie b o rg o w a li ch leb a
i w ó dki. P ro szę ja śn ie w delm ożnego p a n a sęndzie, mój jaśn ie
w ielm o żn y p a n ie sęndzie!« •— A sęn d z ia : » P ra w d a to, B a rtło
m ieju , m ieliście złote strzem ie i b ra liście n a n ieg o co u Moszk a? « — A c h ło p : » P an ie sęndzio! a dzieb y já w ziąn zło te
strz e m ie ? M oże i k ró l zło teg o strzem ien ia nié m a. J a k o żyw o,
a n im nie m iał ża d n eg o strzem ienia, anim nic nie b o rg o w a ł
u M oszka ; to c z y sta n a p a ść n a m nie, ty ć n a co b y on m i b o r
g o w a ł, k ie d y já nic nie m ám , jino je d n e k ro w ę , ta b y m oże se
w ziąn , ja k o n eg d á j nied aw n o u M aćka, czy tam u P a w ła zpoza
d w o ra . A o ty m P a w le to w ám opow iem , czekéjcie, jino to
sk ończę. M o żeb y sié p rz y zn ał, że to i te ła c h y jeg o , co m ám n a
so b ie, bo to ży d se, ch o ć co m ów i do człow ieka, i już ! H m !
a n i nic nie p ije n ig d y , ta bo za cóżbym piał, k ie d y nié m ám
rá z co do g ę m b y w ziąść, a te n żyd m ówi, żem u n ieg o w ódkę
b o rg o w a ł. B o d ajżeś!« •— A ż y d ; »T a m oże n ie? N ie dał jim ci?
a m asła nie d a ł jim ci n a w ło sy ? co ? Bój sié B o g a, B artło m ien iu , no nie dál-jém w ám ? — A c h ło p : »Czekéj, żydzie, p o
w ied zieliśm y o b a sw oje, teráz niech p á n sęndzia to rozw aży
i zro b i koniec.«
P á n sęn d zia rozw aża, o złotym strzem ieniu an i nie sły szał;
w idzi, że ż y d se m usi znaw iać, a k ie d y se znaw ia to, to i to se
—
344
—
znaw ia, że u niego bo rg o w ał. T a złap ał ż y d a za ram ie, w y t r ą ciał za dźw irze, k rz y k n ą ł n a żan d arm ó w i kazál g o w sadzić do
sád z k u i kazał jeszcze zap łacić c h ło p u za m itręn g e.
S ęn d zia p o ty m m yśłi s e : »Ej, to coś m usi b y ć m ięn d zy
nim i«, — zaw ołał B a rtk a i p y tá sié g o , a b y m u pow ied ział p o d
sum ieniem , czy to ta k jest, ja k on m ów ił, że żyd se ty lk o znáw iá o strzem ieniu ; m ówi mu, że on m u nic za to nie zrobi,
jin o żeb y p ra w d ę pow iedział. C hłop p o w iad a , że ta k je, ja k mów iał, A le sęndzia koniecznie n a n iego, żeb y pow iedział, i p r z y
s ią g sié, że ja k m á ja k ie strzem ie, to n iech p rzyniesie, a on m u
do b rze zapłaci, ja k co bedzie w a rtać, i nic m u nie zrobi za to,
że przo d y n iep ra w d ę g ad ał. C hłop m yśli s e : » K ied y ś ty p rz y
siąg , to mi ty nic nie zrobisz, ale czekéj !« — P o sz a ł on do
dom i przy n iós strzem ie do sęn d zieg o . S ęn d zia sié zdziw iał
i p y tá sîé, sk ą d on to wziąn. — »Ej, ty ć já sám do b rze n ie
wiém, bo to m y sp ó ln icy z W o jtk iem , wéj, co to p o szał n a
w o ły , to on lep i powie.« — »A k ied y ż on p rzyjedzie?« — »Ej,
t}rć on już m iał dziś b y ć, to on tu n o cą n ad ciąg n ie.« — »No,
d obrze, — a nie sp rzed alib y ście w y m i te g o strzem ienia?« —
, »Ta, czem u n ie ? nám tám nic z niego, ta zaw sze g o k ie d y ś m u
sim y przedać,« — »No, k ie d y ták , já k p rz y je d z ie W o jc ie c h , to,
m oi k o ch a n i B artłom ieju, przy d źcie w y do m nie oba, to m y sié
tu zgodziém y, a teráz m àcie za d atek , żebyście nikom u jinszem u
nie sp rzedaw ali.« — I d ał m u p u la re s z pieniądzm i, c h ło p w ziąn
i p o szał do dom .
Za p a re dni p o sy ła sęndzia po n ie g o i p y tá sié : »A cóż
nadjech ali W o jciech?« — »Jak i W o jciech ?« — »No ten , co
m àcie spółkę ze strzem ieniem .« — »Z jak im strzem ien iem ?
a b ro ń B oże, anim o żad n y m strzem ien iu nie słyszał, ani spółki
z nikim nie m ám !« — S ęn d zia sié za d u m a ł; biéda ! tu sié zaklął,
że nikom u nic nie pow ie o tym , p ro sią t ch ło p a, żeb y m u choć
pieniądze oddał, ale chłop zaś z a p a r sie- i sę n d z ia n iew iele
m y ślęn cy , w y trą c ia ł g o i chłop p o szał i jino sié śm iał
z n ieg o .
A św. Jerzem u źle b y ło jeździć na jed n y m strze m ie n iu
i h a ń b a g o b y ła, d ru g ie g o nie m óg dostać, ludzie sié śm iali.
-— »Ej, co tu robić?« — m yśli se św. Jérzy —- »trza tu pość
do te g o ch ło p a, trz a m u co dać, a m oże mi dá.« — T éj p o szał
on do ch ło p a. U b ra ł sié za po d ró żn eg o i zaszáh z nim w ro z
m ow ę. C hłop k o n te n t, że ty lá już ludzi oszukał i od sę n d z ie g o
ta k ą sum e zabrał, p rz y z n a ł m u sié, że m á ta k ie strzem ie! Św .
—
345
—
J é rz y p y tá sié go, cz y b y on ty ž nie sp rz ed ał n a p ra w d ę , že o n
b y m u za to w iélgie pieniądze dał, ta k ie , że b y se k ilk a w si m ô g
k u p ić. A chłop se m yśli : »Kdebyś dał, ta b y to d o b rá rzecz
b y ła ; dziś ksiądz m ôw iát z ew anielii, że to g rz y c h ta k o szu k i
w a ć ludzi.« — »No, to dejcie!« — A św. Jé rz y n a t o : »W iecie
w y , k to já jestem ? ty ć já św. Jé rz y , dejcie-że, dejcie to s trz e
mię.« — Chłop u k lą k a p o ty m p rz y n ió s strzem ie i d a ł św . J e
rzem u . A św. Jérzy dał m u szk a tó łk e d u k a tó w i p o w ied z ia ł m u :
»N aści te szkatółke, są tam d u k a ty : ja k d łu g o bedziesz żył, z t y
szk a tó łk i n ig d y nie ubęndzie, ale p o tw oji śm ierci to sié w szy t
k o w proch obróci. R ządź-że sié dobrze, k u p g ru n ta , a b y ś
■dzieci w lepszym stan ie zo staw iał niż ciebie tw ój ociec.« —
I św. Jé rz y p o szał h et. — C hłop sié ucieszał, k u p ia ł zaraz z 5
g ró n tó w , rząd ział sié dobrze, nie z b y tk o w a ł, bo w iedział, co
b ié d a , i jak um ierał, to zo staw iał dzieciom w ielg i m ajątek , a szkató łk a zaráz sié w p ro c h ro zsy p ała.
9. Nie dowierzaj babie!
D w óch ch ło p ów szło z o d p u stu i z g a d a li sié o sw oich
b a b a c h . J e d e n m ó w i: »Já m ám b a b e ta k ą , że nic n ik o m u n ie
p o w ié, ja k já ji co pow iem w sekrecie.« — A d ru g i n a t o :
»Hm , hm, bo d ejś ty ták , ja k to p ra w d a.« — »No, załóż sié ze
m ną.« — »Ano, dobrze, já dám g a rn ie c w ódki.« — »A já ty ż
dám , jak sié dow iem , że m i co w y g á d á p rz e d ludźm i.« — »A le
zró b pró b ę z nią, żeb y śm y nie czekali z ro k , ja ż ty bedziesz
m iał sek ret jak i, a w ódki b y sié zdało i p rę n d z y w y p ić, ty lk o
zry ch tu j p ien iąd ze, bom ta k p e w n y sw eg o , ja k a m en w p á c ié '
rzu.« — »No, no, bedziem y robić.« — I rozeszli sié p otém u.
Ja k ten , co m ôw iál, że je g o żona nic n ik o m u nie p o w ié ,
ja k on ji co s e k re tn e g o pow ié, ja k p rz y szał do dom u, nic żo n ie
nie m ów iw szy, w ziąn jed n o jajo do łóżka. N a ra n o m ów i do sw oji
b a b y : »Ej, w iész ty co, já jajo zniós ; ej, nie w y d ej m ie, b o m ie
bedzie h a ú b a , wiész, że já d ru ż b a n a ca łą w ieś«. — A b a b a :
»Sum iennie, że nié pow iem « — i ucieszona sch o w a ła jajo. N a
d ru g ą noc w ziąn dw ie, ja ja , a n a trzecią trz y i ta k co n o c
0 jedno jajo w ien cy znosiál«. Ż ona sié cieszy i m ów i d o n ie g o •"
»I ty niesiesz i k ô ry n iesą, o! teráz ci nie b e d e ż a ło w a ła já jeán ic y ; m y tu teráz do m a ją tk u p rzydziem y, ja ja d ro g ie.« —
A nie m o g ąc w y trz y m a ć z ty uciechy, p o szła do kum eczki
1 m ów i ji ta k : »Ej, kum eczko, já b y m w ám cosi p o w ie d z ia ła ,
ty lk o n ik o m u nie gádejcie, bo to w ielg i sek ret.« — »O! já n ié
—
346
—
p o w iém , sp ra w ied liw ie , sum iennie, że nic, ty ć w yście m oja k u m eczk a, jin o pow iedzcie, nie bójcie sie.« — »Môj niesie ja ja , co
n o c to w ię n c y ; ju ż dw ie k o p y naniós i coś tam jeszcze.« — »To
w ám d o b rz e, zaś se n o w ą sp ó d n ice kupicie.«
K u m e c z k a zaś p o szła do są s ia d y i po w ied ziała ji, że ku m
zniôs c z ty ry k o p y jáj, ta zaś sw oji kum eczce o tym p o w ied ziała,
d o ło ż y ła jeszcze, i ta k w n e t sié roznieslo po cały w si, że te n
ch ło p zniôs ju ż k ilk a n a śc ie k ô p jáj.
I te n ch ło p sié d ow iedział o ty m , co to sié założył i czekał
ty lk o , k ie b y sié ja k á sp o so b n o ść n a d a rz y ła , żeb y tam teg o p rz e
k o n a ć , że b ab o m nie trz á w ierzyć.
T en , co to n ib y ja ja niós, b y ł d ru ż b ą i n a jed n y m w eselu
s p o tk a li sié oba. A te n chłop nic nie w iedział, że żona ro sp o w ied z iá la o nim ; ludzie nie śm ieli m u te g o pow iedzić w oczy.
T a k te n , co sié z nim założył, k az ał d ać k w a rtę w ódki, zaw o łał
te g o d ru ż b ę i g á d á do n ieg o : »Picie, picie, p a n ie drużbuś, w ódkę,
b o ją b edziecie płacić.« — »A to lácz eg o ? — »Boście przeg rali«
•—■ i sze p n ął m u do u c h a : » W aszá żo n a pow iedziała, żeście
znieśli k ilk a d z ie s ią t k ô p jáj. — »Co? już w iecie?« •— »A ty ć p o
c a ły w si jidzie, ja k zw on.« — A co za b esty já , tam p rz e g ra ł,
d arm o . A le w iecie w y, ja k to je z ty m i jajam i?« — »No ty ć
p rz ecie n a p ra w d ę nie niesiecie?« — J á to zrobiał, żeby sié p rz e
k o n a ć , ja k á o n a jest. M yślał-jem , że to poczciwTa b abina, a tu
m ász! Co to za k iern o zica, ty ć já ji ja ja b ra ł z pow ały, a o n a
n a w e t sié n ie s p o s trz e g ła ; a niechże eie nie znám .« •— I ta k za
c z y n a b a b e p rz e k lin a ć i o d k azo w ać ji, ale te n d ru g i pow iedział
m u : » P an ie dru żb a, dejcie sp o k ó j, nie psoćcie, an i nic, jino dejcie w ó dki, b o d o p iero je d n e k o ń czy m y . A b a b ie n a d ru g i ráz
n ie w ierzcie; to n ie ty lk o w aszá ta k á , ale w szy tk ie, bo przecie
m àcie n a le p sz y p rz y k ła d ; je d n a d ru g i m ów ieła, że nie pow ie n i
k o m u , że ja ja niesiecie, a tu c a ła w ieś już wie.« — »Bäde já
ju ż m iài ro zám n a d ru g i ráz, a i w y ty ż, m oi p ię k n i goście w e
selni, uczcie sié z m oji b ié d y i n ie w ierzcie nic sw oim babom .
A le w iecie już, ja k to ch ło p i ja ja niesią.« — T a k gospodarze
k a ż d y p rz y z n a ł, że p rá w d á, i n a to d ali p o k w a rcie w ódki
i d o b rz e sp o ili te g o , co to z p o c z ą tk u m ów iał, że b a b o m nie tr z á
w ierzy ć. B a b y strasz n ie b y ły n a n ie g o złe, ale cóż, darm o, już
s ié p o k azało .
— .347
-
10. Jak to złodzieje umią sztuderować.
J e d e n g o sp o d arz w y p ra w ia ł do ta rg u sy n a z wołm i. B y ło
to w nied ziele w ieczór, a w p o n ied zia łe k m iał pość z ty m i w ołm i
n a jerm á k . T e n sy n jeszcze b y ł m łody, m ało chodział po ta rg a c h ,
to ociec g o uczał, ja k m a sp rz ed aw a ć, ja k sié m á strzy d z, żeby
m u p ien iąd ze nie u k ra d li. — »Schow éj dobrze, a za m iastem nie
ra ch u j, żeb y ci sié ta k nie stało, ja k tam tem u , co p rz y szlab a n cie
p ićn iąd z e rach o w ał.« — »T atusio, a ja k to b y ło ?« — »No, ja k ?
ta k . P rz e d a ł w o ły w R y m a n o w ie i poszał n a d rzew a p rz y szla
b a n c ie i ra c h o w a ł se, sam e c w a n c ÿ g ie ry . A złodziej czato w ał n a
n ieg o , ja k ty lk o w o ły sprzedał. Co tu robić, żeb y m u to ja k te
p ien iąd ze w ziąść? K u p ia ł on se gw oździ, m ło te k i orzechów lisk o w y ch . S iá d za p lecam i tem u chłopow i i n ib y tłucze orzechy,
a on, co jeden orzech stłucze, to p rz y b ije gw oździem p łó tn ia n k e
tem u chło p u . I ta k m u n ao k o ło p rz y b ił do drzew a. C hłop p o r a
ch o w a ł pieniądze, zesuł do w o rk a i zbiérà sié do dom. A złodziej
ła p pieniądze, tej w n ogi. C hłop za nim , a tu b a u c h w zad,
p łó tn ia n k a g o n ie p u ścieła ; n aró d sié zw alał w ielgi, b o on n a ro
b ia! k rz y k u . — »Co to, co to?« — A le nim on se gw oździe d o b y ł
z p łó tn ian k i, tym czasem złodziej, k to wié dzie? I przepadło.« —
»No już já b e d e w iedział.« —
I poszał w p o n ied ziałek z w ołm i. S p rze d ał, pieniądze zaráz
p rz y k u p c u p o ra c h o w a ł i schow ał za pazuche. A złodziej z b o k u
sié już cz ato w ał, j a k b y m u to w ziąść. Chodzi, chodzi, ale cóż?
w idzi za p a z u c h ą g u z w ielgi, bo to w te d y b y ły jeszcze cw ancyg ie ry ; ale nie m oże w żaden sposób chycić sié te g o ch ło p a.
Z d y b u je sié z d ru g im . T e n g á d á do n ie g o : »B racie, a m ász co?«
— » D y eb ła ta m ám ; wéj te n m a w ielg ie pieniądze za p az u ch ą,
têj cóż? ja k ż e m u tu w ziąść?« —- »W iész co, sprzedej mi go.« —
I jak o si sié tám p ogodziéli i sp rz ed ał m u te g o ch ło p a. T e n
p iérsz y złodziej o dstąpiał. a ten d ru g i w ziąn go se n a oko, te g o
ch ło p a. P rz y c h o d z i on do n ieg o i m ów i: »G ospodarzu, já b y m
w ás p ro siał, k u p u je o rn á t d la n aszeg o k sięndza, a w yście a k u rá t
ta k i, ja k nász ksiądz, żeb y w y ście poszli ze m ną, ja k sié n a w ás
zdá, to i n a n aszeg o k sięn d za sié zdá « — C hłop sié ucieszał, że
b ed z ie m iał o rn á t n a so b ie i poszał ze złodziejem do sk lep u .
Złodziej n a n ieg o o rn á t pró b u je, n a c ią g a i m ówi ; »Tu coś sié
n ie zdaje, ja k iś tu g u z m àcie p o d pachą.« —- C hłop d o b y ł w o re k
i p o ło ży ł n a stole, a złodziej w y k rą c a g o n a w szy tk ie s tro n y ,
i ja k sié ch ło p o brócił p lecam i do w o rk a , złodziej p o w ia d a :
—
348
—
»Stójcie no ta k , já sié p rz y p a trz ę zdaleka.« — A tym czasem ła p
za w o re k i w nogi. C hłop sto i chw ilkę, o b ejźry sié i w idzi g o
ju ż k a w a łe k n a m ieście. Téj dali za nim w ornacie. Ż yd za nim .
L u d sié zw alał, co to znaczy, że te n w o rn a c ie chodzi. Z aráz po
żan d arm ó w i chcieli go jeszcze do sád zk u za p a k o w a ć , jaż św iad
k o w ie s ta n ę n li, ja k o on w o ły przedał, i zaręn czy li za nim , téj
g o puściśli. —
P rz y sz a ł do dom z płaczem . O ciec jeszcze o niczém nie
wiś. — »Ej, tatu sio , tatu sio , zestarzeliście sié, a. ..; g ad aliście
w czo ra o złodziejach, czem uście mi nic o orn acie nie pow iedzieli?«
— »O jak im o rn acie? — Téj sy n e k k o c h a n y o p o w ia d a ojcu, co
m u sié p rzytrafieło. A o ciec: »A ty , d u rn iu , a k tóż k ie d y słyszał,
żeb y tak im osłem b y ć !
No patrzejcie, a ty ż to za ciele, i on
jeszcze chce, żeb y m u o ta k ic h g łu p stw a c h o p o w ia d a ć , co jeszcze
n ik t nie słyszał. A dzieżeś t y k ie d y słyszał, ż e b y k siąd z p a ro b k a
po o rn á t w y sélál? N o i p a trz éjcie lu d zie! ty ć já
ci nie n a to
op o w iad ał, żeby ja k u rá t w szendzie ta c y złodzieje b y li, ja k ta m
ten , co p łó tn ia n k e chłopu p rzy b iał, ale żeb y ś u w ażał, bo złodzieje
m ają różne sp o so b y , a b y zw ęndzić co i ukraść.« —• T a k s k rz y
czał syna, ale cóż ? pieniądze za w o ły ja k kam ień w w ode, p rz e
p a d ły ze w szytkiém .
11. 0 zámku zaklęntym.
Jed e n k ró l m iał trz y córki, śliczne ja k lelije. Ja ż tu je d n e g o
d n ia k ró l sié p y tá o n ich ; idą do jich po k o ju , a tam zam k n ięn te,
id ą do ok n a, a tam p ełn o dym u. D a li czym p rę n d z y w y w aliéli
drzw iérze, a p ry n c y z n nie było. S zu k ają po cały m k raju , a jich
n ig d zie nié m a. J a k nié m á, ta k nié-m á; już ro k i sześć niedziel
ja k dzieś sié p o d ziały . K ró l ogłosiat, że k to jich znajdzie, ja k
jak i k aw alir, to sié ożeni, z k tó rą zechce, i d o stan ie trzecią
częnść k ra ju .
T rzech żołm irzy w y b ra ło sié do k ró la i p ow iedziało, że oni
chcą szukać. A no dobrze, dał jim p in ięn d zy i poszli.
J a k jidź, ta k jidź, i p rzy szli do je d n e g o lasu. L as o g ro m n y ,
ciem no, noc zaszła. P o le g ali, téj śpią, a jed n e g o zaw sze zostaw iéli n a w arcie. A b y ł tam jed en oficer, jeden fe lfe b e r i p ro s ty .
D yszcz lał do te g o i zim no sié zrobiélo. N a p rzó d poszał oficer
n a w arte. O w in ął sié, ale zmárz, i w n et poszał sp ać. T a k sa m o
i te n d ru g i. Ja ż p ro s ty poszał, nie ow ijał sié, chodzi i słucha.
Z asły szał dzieś zw onić i to do k iélkuch razów . N a ra n o p o w ia d a
—
349
—
jim о . ty m i w y b rá li sié w te stro n ę, dzie zw onieło. Jid ą , — jid ą,
p rzy szli do zam ku. Z am ek w ielgi, śliczny, p o b ity zło tą b la c h ą ,
ścia n y ze szk ła i w szytko ko ło niego b a rz o k ład n e. O g ro d y ,
ja b łk a i B ôg wié co.
W c h o d zą do śro d k a, nié m a nikogo. T a zaszli do k u ch n i,
n a d y b a li drzew o, m ięnso, chléb, téj g o to w a ć . Oficér zaś piérszy
g o to w ał, a to ci d ru d z y sp ali tym czasem . J a k już k o ń cz y ł g o to
w ać, p rzy ch o d zi dziad. Z b ro d ą , a kij m a o k ro p n y z p a łk ą że
lazn ą n a k o ń cu i p y tá sié g o : »Co ty tu chcesz?« — Oficér sié
zląk i stoi. A dziád ja k złapie k ija, ja k zacznie bić, zbiał, zbiał,
p o tłu k n aczy n ie z m ięnsem i poszał.
T o ci p rz y c h o d z ą jeść, a te n leży. O krzysili g o i zaś felfeb ë r g o to w ał. T a k sam o m u sié stało. D ziád g o zbiał, zbiał
i poszał.
P o tém u p ro sty .
»Poczekéj, dám já ci«, — ta k se m ów i.
P rzy c h o d zi d ziád i do nieg o . Żołm irz ja k złapie drew n a, ja k zacz
n ie p rać, dziád k rzy cz ; w y rw ał m u sié jak o ś i w n o g i ; żołm irz
za nim , dziád sk o czy ł de stu d n i i p rzep ád .
T o ci p rzy szli i dziw ują sié, że jem u nic. P y ta ją sié go, a on
jim m ów i, co sié z dziadem stało. J a k sié najedli, jidź oni do ty
stu d n i. B y ło tam w iadro. S puszczają w nim oficera, ale ja k g o
troche, spuściśli, te n ruszá łańcuchem , żeb y g o ciągli do g ó ry ,
bo sié boi. F e lfe b e r nie chciał n a w e t siad ać do w iad ra. A g im a jn y : »Já tu m usze sié dow iedzieć, co tam je.« — S p u ściśli go
n a sam o dno. W o d y nie było. Chodzi on po dnie i zujźrał
dźw iśtki. O tw iera a tu śliczny pokój, a w nim trz y córki je g o
k ró la . O n y zaráz do nieg o , dziw ią sié, ja k on sié tu w ziąn, b o
go zaráz p o zn a ły po m ondôrze. O n jém o pow iádá h et, ja k jich
szukają, i p y tá sié ich, co to je te n dziád. O ny m u m ów ią, że
on jich po rw ał, že jich tu trz y m a i że g o dziś k to ś zbiał ta k ,
że sié ru szy ć nié m oże i spi teráz. — »A dzie on je, já go tu
n a śm ierć u tłu k ę !« — »Ej, dej no pokój, on z ducham i n aráb iá,
m á ták i áréb n y zw oneczek, ja k ty m zw oneczkiem zadzw oni, to
p rz y d zie m oc duchów i p y ta ją sié g o : »Co chcesz?« A on co
jém rozkaże, to zrobią. N ie chodź, b o b y eie k azał zabić.« — Źołm irz sié tro ch e boi i dòm a. A nam łodsza pow iada, żeb y m u to
te n zw oneczek śre b n y w ziąść, to b y on nié m iał żą d n y m o cy ,
I p o szła do n ieg o i d o b y ła m u z k ieszy n i ten zw oneczek i d a ła
żołm irzow i. Żołm irz poszał, złap a ł b uezáka, zaczął bić i zab iał
te g o dziada.
—
350
—
P o tém u ru szá łań cu ch em od w iad ra, żeb y ciągli. W sa d z ia ł
n ajp rz ó d n astarszą, p o ty m m łodszą, a n a o s ta tk u nam łodszą,
a to ci jich w y c ią g li.
P o tém u m iał sám siadać, ale' ja k o ś sié zdôm iál. — »M oże oni
m ie puszczą, téj zabije sie.« — W sa d z ia ł n ajp rzó d k a m ień ; —
»czekej,« — m yśli sobie, — »oni b e d ą m yśleć, że to ja k i c u d o w n y
k am ień , to g o w y ciąg n ą.« — A le ja k do pó l stu d n i w y c ią g li,
m yśleli, że to żołm irz i puścieli w iad ro , a kam ień sié ro z b iá l n a
d ro b n e ciuczki. — »W idzisz, ta k b y m i sié stało , ale czekej, já
se poradzę.« — Chodzi jeszcze po ty c h p o k o jach , zabiérá złoto,
p e rły , co tam b y ły ; a tam ci n a ziem i pow ied zieli ty m córkom
trzém , żeb y p rz y się n g ły , że to oni ich w ybaw iéli, nie te n żołm irz
p ro sty , a nie to jich zabiją. Téj o n y p rz y się n g ły . A żołm irz
0 w szy tk im w iedział. Z azw oniał o n w śre b n y zw oneczek, p rz y
leciało m oc duchów i p y ta ją sié g o : »Co chcesz od nás?« —
»A żebyście m ie w ty chw ili z a n ie sły do m ego k ró la !« I w ty
chw ili b y ł u k ró la w pokoju. O pow iedział o w szy tk im i p o k a
zał m u p ierścio n ek , co m u d ała n am ło d sza p ry n c y z n a , b o sié
ucieszy ła i p o w iedziała, że o n a pódzie za niego.
K ró l p o zn a ł p ierścio n ek , zro b iał zaráz żołm irza jed n o rałem
1 czek ają w szy tc y n a ty c h dw óch, n a te g o oficera i felfeb ra.
P rzy c h o d zą i m ów ią, że oni jich w y b aw iéli, że p ro sty te n żoł
m irz, to łajd ak , u p ią ł sié, ro b ia ł b rew ery jé, z a b ra ł jém p ien iąd ze
i zaráz n a p iérszym no cleg u dzieś sié podział. A w ty m w y c h o d zi
on z d ru g ie g u po k o ju . T o ci sié zlęnkli, stru c h le li i p rz y zn ali sié
do w szy tk ieg o . K ró l ich zaraz k a z a ł zaw iesić, a te g o żołm irza
ożeniał z napiekniśjszą córką, ’ z tą nam łodszą, dał m u trz e c ią
część kró lestw a. I te n żołm irz b y ł królem , żyli rázem ze sw oją
żoną, m ieli dużo dzieci.
I ta k żyli, żyli,
A ż jém sié p o rw a ły żyły,
I dziórki w nosié
I sk o ń czy ło sié.
Bronisław Gustawicz.
-
351
—
Z k ra ju H u c u łó w .
(Ciąg dalszy.*)
V II.
Legendy, podania, klechdy i baśnie.
1.
K iedy Bóg z św. P iotrem chodzili po ziemi, p rzyszli do pewnej
baby, k tó ra chieb piekła. W idząc to św. P io tr, prosił, by im p rz y
najm niej d ała wyszkrobek. B aba tem rozgniew ana, w łożyła chleb do
pieca, a uderzyw szy św. P io tra ło p atą w czoło, za drzw i w y trą ciła.
Szli dalej... W drodze św. P io tr rzecze: Boże popatrz no mi
się na czoło. Bóg p a trz y i widzi ranę na czole, a w niej robaki.
W y ją ł ted y nóż z kieszeni, pow ybierał je i dał św. P iotrow i, by
w ło ży ł je w dzinpło. P io tr uczynił, ja k Bóg rozkazał i poszli dalej...
Po ro k u w racali napow rót tą sam ą drogą. W miejscu, gdzie
to się działo, za trzy m ał się P a n Bóg mówiąc : P iotrze p o p atrz no
w to dziupło, co się tam znajduje, a św. P io tr do w n ętrza zajrzaw
szy, widzi, że pszczoły naro b iły ty le wosku i miodu o woni ta k
miłej, że aż się odchodzić nie chce od dziupła. W te d y Bóg rz e k ł :
„w ydysz P etre, ta k sie mało s ta ty ; pochodyt pczoła z Bożoho czoła“.
2.
Chodził raz P an Bóg z, św. P iotrem po żebrach. W stą p ili też
do pewnej wdowy, prosząc, by chleba im dała, ale biedaczka m ając
dzieci kilkoro, sam a praw ie ginęła ju ż z głodu. Bóg te d y m ówi :
rozłóż ogień i upiecz nam jedno swe dziecię. W dow a posłuszna
n a k ład ła ogień, rzuciła dziecię i piec z a tk a ła. Po chw ili rzecze B óg
znow u: spójrz do pieca, gdyż dziecię ju ż się zapewne upiekło.
B iedna m atk a otw orzyw szy piec, widzi, ja k dziecię jej siedzi
uśmiechnięte, przeróżnem pieczywem i pieniądzm i się baw iąc. W y
ję ła je te d y z pieca, n ak arm iła „Bożych starc ó w “ pieczywem,
a spojrzaw szy na dziecię, z zdziwieniem znajduje je piękniejszem,
ja k było przedtem .
3.
B az idąc P an B óg z św. P iotrem , spostrzegli pod gruszą,
w cieniu leżącego parobka. P rosi go ted y P an Bóg, by ich skie
*) Zob. »Lud« VI., str. 257.
— 352 —
ro w a ł n a drogę, a ten nogę do g ó ry podniósłszy, rzecze : a o i tędy
droga.
Poszli dalej... N a polu widzą, że dziewczę jakieś żnie zboie,
zb liżają się więc i proszą, by im drogę w skazała. R zuciła sierp
dziew ka i aż do wsi ich przywiodła.W ted y rzek ł P io tr : Boże! daj tem u dziewczęciu za jej dobroć
męża dobrego, a P a n Bóg n a to : ten będzie jej mężem, k tó re g o
pod g ru sz k ą w idzieliśm y śpiącego.
— Szkoda jej daw ać za tego leniucha, nierobę.
—- N ie P iotrze — odpowiada P an Bóg — nie szkoda, bo on
zg in ąłb y z głodu, a ona pracow ita, będzie go karm ić i u trz y
mywać.
4.
Podanie ludowe niesie, że przed la ty stu, a może i więcej
p asł pewien chłopiec owce n a połoninie. L as dziewiczy połoninę
o k alający mieścił w sobie wiele skał, pod którem i przebyw ał diabeł.
Podczas b u rzy i grzm otów w ybiegał diabeł na połoninę i d rw ił
z błyskaw ic, a g d y k u la grzm otu dosięgnąć go m iała, z m y k a ł
i k r y ł się znowu pod skałą. O pasterzu, k tó ry p rz y p a try w a ł się
zd ala igraszkom jego z grzm otam i, diabeł wcale nie wiedział.
B y być bezpiecznym od zw ierza drapieżnego, uzbrojony b y ł
chłopak w strzelbę. R az, gdy b iły grzm oty i diabeł w ybiegł z pod
skał, by się znowu im przedrzeźniać, chłopak zastanaw iając się
nad tern, ja k może diabeł drw ić z Boga, chw ycił strzelbę, w ym ie
rz y ł i diabła trupem położył.
W te d y to zstąp ił z nieba anioł i zagadnął go, jakiejby ch ciał
za czyn spełniony n agrody od Boga. — B yć ta k silnym i m ądrym ,
ab y n ik t w świecie mnie nie pokonał — odrzekł n a to chłopiec.
A nioł wzniósł się
w niebiosa i opowiedział Bogu żąd an ie
chłopca. W ted y P an Bóg oznajmić mu kazał, że w yrosną trz y złote
w łosy na jego głow ie i ta k długo będzie m ądrym i silnym , dopóki
— zw ierzyw szy się przed kim — nie straci tych włosów, nad ając
m u zarazem imię „Dobosz“.
G dy te tr z y złote w łosy zab ły sły na głowie pasterza, w ied ział
ju ż o swej przyszłości,
a między tem, że ty lk o zginąć m ó głby,
g d y b y mu ulano kulę srebrną, odprawiono nad nią w cerkw i, „ n a
p ry sto li 12 służbiw soborow ych“ i po zerw aniu złotych włosów t ą
k u lą do niego strzelono. W szy stk ie inne kule, którem i strzelano,
nie dochodziły go, bo ch w y tał je ręk ą w pow ietrzu.
— 353 —
W ojując Dobosz po świecie, przyszedł w te stro n y i znalazł
sobie „lu b ask ę“, żonę W a sy la D zw inki w Kosmaczu, a kochał ją
ta k silnie, iż p rz y zn ał się ra z przed nią, ja k ą śm iercią zginąć
ty lk o m ógłby.
B,azu pewnego g d y podpity przyszedł do niej, leg ł na tapczan
i zasnął snem tw ardym . W te d y to kochanka zerw ała mu złote
w łosy z głow y, przez co Dobosz po obudzeniu się stra c ił sw ą m ądrość
i nie spostrzegł n aw et, że włosów mu brakuje.
Kochanka Dobosza opowiedziała swemu mężowi, jakiego użyć
sposobu, by pozbyć się zbójcy, a mąż jej dał ulać kulę srebrną
i odprawić nad nią 12 mszy świętych.
'
Z K osm acza w y b ra ł się Dobosz z 24 sw ym i tow arzyszam i na
Chyżki. W Chyżkach b y ł wówczas pewien gospodarz, imieniem
K ura, ta k m ajętny, iż nie w iedział naw et, ile ma koni w swem
stadzie. Połonina „K o stry cza“, leżąca pod Czarnohorą, b y ła jego
w łasnością i na n ią w łaśnie w y b ra ł się teraz, by zabrać bryndzę
i mleko do domu.
Pod nieobecność K ury, w stąp ił Dobosz do jego domu, a nie
zastaw szy go, w y ru szył dalej ze swoją zgrają.
Grdy K ura pow rócił z K o stry czy, oznajmiono mu, że b y ł tu
Dobosz, lecz tenże odrzekł z zupełnym spokojem i obojętnością, że
go się wcale nie obawia. B y ł przecież zamożnym i służbę
m iał liczną.
Dobosz dowiedziawszy się o tem, przychodzi znowu do Chyżek,
nie zastaje jed n ak K ury, bo tenże z 50 -ćiu końm i w y b ra ł się po
nownie na sw ą połoninę celem przyw ozu b ryndzy i mleka.
Tego opryszkow i było już za wiele. Pędzi pod Czarnohorę,
lecz i tu dowiaduje się od pasterzy, że przed godziną K ura z ba
gażem połoninę opuścił i będzie teraz zapewne n a drugiej połoninie,
„ A rd żełu ża“ zwanej.
K usza więc Dobosz z tow arzyszam i n a A rdżełużę, a tu po
inform ow any, że K ura być może w ty m czasie w W orochcie,
dalej go ściga ; w T atarow ie jednak zmienia kierunek m arsza i g d y
K ura doliną P ru tu przez M ikuliczyn zdąża ku Chyżkom, Dobosz
przez połoninę Leśniów zachodzi go od stro n y przeciwnej.
Po drodze w stąp ił Dobosz do swojej w różki w Jam nej, której
przed k ażdą w y p ra w ą zw y k ł b y ł się radzić, a w yjąw szy z za pasa
g arść dukatów , rzu cił n a stó ł prosząc, by m u w y ło ży ła k a r ty .
W ieszczka rzuciw szy k a rty , przestrzega bandytę, ażeby pow strzym ał
się w sw ych zapędach, gdyż t ą ra żą śmierć niechybna go czeka.
Z iry to w an y t ą w różbą Dobosz, podąża w raz z tow arzyszam i ku
23
-
354 —
Chyżkom do F u ry . F ura, w róciw szy z K o strzycy, spoczyw ał —
paląc fajkę, na kocach w gan k u swego domu i w tej też pozycyi
za sta ł go Dobosz.
— Dzień dobry panie F u ra ! — dzień dobry panie Dobosz ! —
brzm iały pozdrowienia obu przeciw ników . — Czego jesteś ta k pew
nym F u ro , że się odgrażasz, jakobyś mnie się nie b a ł; czy siły
swej, czy też m ajątk u ?, przyszedłem cię w łaśnie o m ylnych, tw y ch
zap atry w an iach przekonać — rzek ł Dobosz.
— W iem, iż z siłą tw oją m ierzyć się nie mogę, ale mam ty le
m ajątku, abym m ógł się w ykupić u ciebie — odpowiedział F u ra .
■
— N ie żądam tw ego m ajątku, gdyż stokroć bogatszy jestem
od ciebie; przyszedłem ty lk o pomścić się za cześć moją, k tó rą nierozważnem i swemi słow y obraziłeś — a chw yciw szy toporek, ugo
dził go Dobosz płazem po czole.
Z achw iał się F u ra i ozw ał w te słow a: D otąd było ty lk o
tw e panow anie, — a Dobosz słow a wróżki przypom niaw szy sobie
w tej chw ili, rzekł do swego zastępcy : zróbcie z nim sam i po
rządek —• i poszedł do pewnej wdowy, do której często — będąc
w C hyżkach — zagaszczać zw y k ł n a śniadanie.
Z astępca Dobosza, mszcząc się za cześć swego wodza, toporem
ściął głowę F urze, a swym podw ładnym z czterech stron obejście
podpalić rozkazał.
W domu ty m ty le było bryndzy, m leka i m asła, że topiąc
się w ogniu, tłuszcz p ły n ą ł strum ieniem , którego n ik t przebrnąćby
nie zdołał.
Z astępca h erszta podążył do wdowy, by donieść wodzowi
o spełnieniu jego rozkazu. Dobosz, zobaczyw szy ręce zbójcy, k rw ią
zbroczone, rz ek ł: zepsułeś mi śniadanie, — a żałując za swój czyn.
dodał : •— szkoda było w ykonyw ać mego rozkazu. R zucił ły ż k ą
0 ziemię i poszedł na Kosmacz do swej „lu b ask i“. — T a jed n ak
zam knęła drzw i przed nim, a m ąż jej srebrną k u lą położył kres
życiu i dalszym czynom zbrodniczym tego potw ora.
5.
U stóp w spaniałej C zarnohory, słynnej w ty lu legendach
1 baśniach, kędy P ru t i Czeremosz w ijąc się, piękną H u cu łó w dzielą
krainę, u ujścia jednego z szum nych tych górskich s tru m y k ó w do
P ru tu , gdzie rozsiane ch a tk i m alowniczą wioskę tw o rzy ły , żyło dw u
sąsiadów, któ rych Bóg skąpo potom stw em obdarzył.
— 355 —
Jeden z nich P etro m iał sy n a Iw ana, d ru g i A ndrij córkę je
dynaczkę M arusię. Ciesząc się niemi rodzice, zawczasu k re ś lili plan y ,
że gd y Bóg im pozwoli dzieci swe wychować, m uszą się one
po b rać ze sobą.
A le i w dzieciach z wiekiem rosła wzajem na m iłość k u sobie,
•—• ta k , źe się jedno bez drugiego obejść nie mogło. L atem baw iły
się razem, la ta ły ja k m otyle po łące, p lu sk ały ja k ry b k i po wodzie,
zim ą tu liły się w chatce przed mrozem, a jakoś i cieplej razem
im było.
T ak błogo i mile la ta im m ijały, a gdy podrosły, n a w e t bydło
w łęgach p asały razem. M arusia w staw ała ran iu tk o , w y p iła mleka
'f i w ziąw szy kaw ałeczek chleba ze sobą, w ypędzała krow y n a łąkę,
a kiédy Iw an z bydłem swem nadchodził, d arzy ła go zawsze jak ąś
niespodzianką. R az pięknych kosyczek1) mu uzbierała, by sw ą k ry s a n ię 2) p rzy stro ił, to znowu poziomek koropkę3), d ru g i ra z w krzaki
skoczyła, by bodaj k ilk a czernic lub m alin urw ać dla swego
k n ia z ia 4).
B yło to w piękny,
pogodny
poranek, kiedy M arusia wcześniej
w staw szy ja k zw ykle, w y g n ała swe krow y, uzbierała poziomek,
a niemogąc się swego Iw a n k a doczekać, położyła się na traw ie i roz
kosznie zasnęła.
Słońce ju ż było wysoko, g d y nadszedł Iw an, a ujrzaw szy M a
ru się śpiącą n a łące, podbiegł, by jej „dzień d o b ry “ powiedzieć.
N a palcach, cichutko zbliżył się do niej, chciał bowiem w uściskach
m arzenia swej luby w rzeczyw istość zmienić. Lecz jak ież było jego
zdumienie i przestrach zarazem , gdy w ustach bogdanki u jrzał
żmiję, której zaledwie ogon na zew nątrz w y staw ał. W yciągnąć ją
było nie sposób. W tem spostrzegł leżącą na ziemi koropkę z po
ziomkami, a podniósłszy, zbliżył ją do u s t M arusi. Żm ija zw ie trzy w
szy woń jagód, obróciła się w ustach i w y staw iła głow ę. Iw an
koropkę oddalił nieco, a żm ija ku poziomkom zbliżać się poczęła.
Brdy do połowy z u st się w ysunęła, chw ycił ją chłopak za głowę
i z całą siłą w yrzucił w pow ietrze. A le ja d gada, zaszczepiony
w ustach biednego dziewczęcia, skutkow ać ju ż począł.
M arusia obudzona, bez zm ysłów praw ie wołać poczęła : T yś
m nie p rzestraszy ł, ty ś mnie przestraszy ł, — a blednąc, ru n ę ła na
kwiatków,
2) kapelusz,
3) torebka z kory świerkowej,
4) narzeczony.
ziemię. Pochw ycił j ą Iw an na ręce i nieść j ą ł do domu, lecz
w strasz n y ch mękach skonała mu w drodze.
Bolesną b y ła śmierć bogdanki dla nieszczęsnego Iw a n a. W y
chodził odtąd codziennie na łąkę, rzucał się na traw ę, a bijąc głow ą
0 pnie i kam ienie, prosił Boga, by za b rał go także. R az tęsk n iąc
tak , usn ął n a traw ie z m yślą, że może — podobnie ja k M arusię —
żm ija go u k ąsi i skutkiem jad u umrzeć będzie m usiał. Innem jed
n ak że było jego przeznaczenie. B udzi się ze snu i widzi przed sobą
stojącą kobietę, piękną ja k żadna może na świecie, a ta mu mówi,,
że jej kochankiem odtąd być musi.
B y ła to nim fa, — bogini leśna.
Co nocy przychodziła do niego, w zbroniła mu jed n ak m ówić
kom u o ich miłości.
Zapom niał rychło Iw a n o swej M arusi, lecz znacznie od tąd
zmieniać się począł. Piękna, rum iana tw a rz jego p rz y b ra ła cerą
żółtą, oczy zap ad ły i w y raz sm ętny, obłąkany praw ie p rz y b ra ły .
S postrzegł to jeden z jego rów ieśników i z a p y ta ł Iw anka, coby m u
dolegało, lecz ten przyczynę swej choroby, li ty lk o tęsknocie p rz y
p isy w ał za M arusią. Nie w ierzył jednak mu k am rat, i gdy n ale
gan ia jego o w yznanie p raw dy nie pom agały, oświadczył, że po
wodem jego boleści niezawodnie być m usi stosunek m iłośny z leśną,,
ato li zna sposób, któ ry m zdołałby go jeszcze ocalić. Podmówił te d y
Iw an a, ażeby pas, któ ry m ksiądz do m szy się przepasyw a, k ła d ą c
się, m iał p rzy sobie i gdy leśna ku niemu się zbliży, uchw ycił ty m
pasem, a on mu przy tem pomocnym będzie.
S tało się, jak umówiono. — Iw a n zabraw szy pas z cerk w i,
leg ł na spoczynek, k a m ra t zaś jego sk ry ł się za łóżkiem . G d y
około północy p rz y b y ła nim fa i ku łożu zbliżać się poczęła, Iw a n
pochw ycił ją pasem, a k a m ra t w yskoczyw szy z kryjów ki, zw iązać
mu ją dopomógł.
K iedy u jętą do cerkw i prowadzić miano, zerw ały się w ic h ry ,
a w w yciu ich płacze i prośby boginek o uwolnienie ofiary sły szeć
się daw ały. Nie zw ażał na to przyjaciel Iw ana, lecz zaw iódł leśn ą
do cerkwi, a porozum iaw szy się z księdzem, k az ał j ą ochrzcić
1 następnie ślubem m ałżeńskim z Iw anem połączyć.
U cichły lam enty i burze, a Iw an szczęśliw pow rócił z m a łżonką do domu.
Powiodło ci się odnieść zw ycięstwo nadem ną —- rz ek ła leśn a,
w racając z cerkwi, — życie tw e pełnem rozkoszy będzie i szczęścia,
czego tw a dusza zapragnie, mieć będziesz, nie poważ się je d n a k
n ig d y p y ta ć mnie, kim byłam .
—
357
-
Błogo m ijały im la ta , o ozem ty lb o pom yślał Iw an, znachodził
n a z a ju trz w swej chacie. I b y d ła m iał dosyć, i pieniędzy mnogo,
chociaż p rz y p racy nigdy go nie widziano. Pobłogosław ił też P an
B ó g m ałżeństw u tem u i obdarzył je synem, piękniejszym jeszcze ja k
m a tk a .
N ieraz zbierała Iw a n a chęć dowiedzenia się o pochodzeniu swej
żony, lecz ta, znając m yśli jego, przestrogam i swemi wiszące nad
g ło w ą Iw a n k a niebezpieczeństwo odeprzeć u m iała.
W czw artym roku pożycia, Iw a n coraz to bardziej ciekawoś
c ią niepokojony, zagadnął m ałżonkę tem i słow y: „proszę cię, powiedz
m i...“ Nie d ała dokończyć mu żona p y tan ia, a chw ytając dziecię za
ręce, z wybuchem gniew u i żalu odrzekła, że g d y ra z jeszcze zap y
t a ć j ą się poważy, w raz z dziecięciem straci j ą n a zawsze, a sp rz y
ja ją c e mu dotąd szczęście klęskom i nędzy m iejsca ustąpi. Nie z waż a l n a to Iw an, lecz pow tórnie o pochodzenie swą żonę zagadnął.
T eraz dopiero ziściły się jej słowa. N im fa w zniósłszy się
w górę, z szumem w ia tru i łomotem z oczu mu zniknęła.
N ie wiodło się odtąd biednemu Iw anow i. B ydło mu w yginęło,
p lo n y w y b iły g rady, piorun dom i dobytek cały m u sp alił.
I znowu biednym został, biedniejszym jeszcze ja k przedtem .
6.
Ż y ła w pewnej wsi wdowa biedna, k tó ra m iała nadzw yczajnej
u ro d y córkę jedynaczkę. Przychodził do niej z tej sam ej w si chłopak
m łody, przystojny, bogaty, podobała mu się dziew czyna i w krotce
się w niej zakochał. N ie było odtąd dnia, w k tó ry m b y nie odw iedzał
sw ej lubej, i czy to rano, czy wieczór, czy gdzie n a drodze, czy też
w domu widzieć się m usieli.
B yło to w grudniu, w w igilię W ow edenia, kiedy spotka w szy
się z południa na drodze, po ra z pierw szy prosiło dziewczę swego
kochanka, by wieczora tego do niej nie przychodził. B ędą u nas
goście — m ów iła bogdanka — a jakoś ładniej by było, g d y b y n ik t
o naszej miłości nie m ówił.
Z godził się „k n iaź“ n a to, lecz zdjęty ciekaw ością, postanow ił
podpatrzeć, ja c y to goście ucztować będą u jego „ k n ia h y n i“.
U w ró t przed domem ro sła w ierzba sta ra , spróchniała, w której
d ziuple bezpiecznie skryć się było można. U ż y ł jej chłopak do
sw ego celu i u k ry w sz y się w niej, w yczekiw ał spodziew anych gości.
M ijała godzina za godziną i dłuższe w yczekiw anie nudzić go ju ż
poczęło, g d y w tern spostrzega, w prost k u drzwiom zdążający hufiec
—
358
pięknych dziewic. W y sz ła przed dom jego „lu b ask a“ i p rz y w ita w szy
dziew częta, do chaty zaprosiła.
C iekaw ością coraz bardziej zaniepokojony młodzieniec, w y laz ł
z w ierzby i ostrożnie podszedł pod okno. Lecz ja k i obraz oczu jego się
przedstaw ił, g d y zajrzał do w nętrza chaty. Dziewczęta o ra ły n a
p rzy p ieck u , siały len, żęły, m łóciły i z ziarn a ro b iły olej, a w szy
stko to działo się w jednej chwili. Z asiany len wschodził zaraz i za
raz go żęto, młócono i robiono olej.
B y ły to w id m y 1) a córka wdowy b y ła kom endantką tego hufcu.
Zrobionym olejem nam iro w ała2) każdej dziewce czoło i rz ek ła :
T eraz pojedziemy.
W idząc, iż w chacie do odchodu się już miano, odskoczył
chłopak od okna i w dziuple sk ry ł się napow rót.
W y szły zaraz dziewczęta, kom endantka ta k samo olejem n a
m aściła w ierzbę, posiadały w szystkie w idm y na niej i w zleciały w
górę, w ra z z w ierzbą i kochankiem w dziuple.
D rogi, k tó rą odbył, nie pam iętał, ta k b y ł przelękły podczas
swej żeg lu g i. U jrz ał się dopiero w sadzie, bogatym w najpiękniejsze
owoce, a w ierzba jego, ja k b y z' ziarn a tam w zrosła, sta ła pom iędzy
śliwam i. To pewna, iż daleko odlecieć m usiał, kiedy owoce i m iłe,
ciepłe pow ietrze letniej b y ły tu pory dowodem, podczas g d y w domu
śniegi i m rozy b y ły zim y oznaką.
W y la z ł ted y z dziupła, nazbierał śliw ek w kieszenie i w rócił
znowu do sw ej k ryjów ki pew ny, że odlatując, zabiorą go w idm y
ze sobą.
P rz e d północą widm y się zleciały i na słow a kom endantki :
Spieszm y się, by k u r nas nie z a p ia ł3), — w siadły na wierzbę,
w zniosły się w górę.
T ą sam ą drogą w racały i kiedy się już rozeszły, nieszczęsny
kochanek, w y rw aw szy się z dziupła, biegł do domu, co sił m u
starczyło.
N a z a ju trz nabraw szy śliwek, poszedł do swej kochanki, a p rz y
w itaw szy ją , zagadnął, co to za gości m iała wczoraj u siebie? —
Dziewczęta, moje rówieśnice — odrzekło dziewczę — zaprosiły się
do mnie.
!) W iďm a — wedle pojęcia tutejszego ludu — to kobieta mająca w sobie
djabła. Wie ona wiele rzeczy których niezna zwykły człowiek i ma dwa serca,
jedno po lewej, drugie po prawej stronie. Çdy umrze, powstają burze i biją pioruny.
2) namaściła.
s) Lud twierdzi, że wid’ma traci sw ą moc, gdy kogut zapieje podczas jej działań.
— 359 —
— T y sądzisz, ze nie -wiem, kto jesteś i kto są tw e rówieśnice
— rzek ł ckłopak — że nie wiem, gdzie byłyście, jechałem z wami,
siedząc w dziupie wierzby, na którejście leciały. I w yjąw szy śliw ki,
j ą ł do nich swoją przypraszać bogdankę.
Zdum iona dziew czyna w te ozw ała się słow a: W iesz co, b y ły
to w iď m y, je s t ich 700 n a świecie, a ja n ajstarszą jestem między
niemi. K iedy wiesz ju ż ty le, nie mów nikomu ; ożeń się ze mną,
a n a niczem ci zbyw ać nie będzie. Pracow ać nie będziesz, najlepsze
dla naszych odbiorę krów mleko, a i dobytek będziesz m iał piękny.
N ie p rz y ją ł tej propozycyi chłopak, lecz uprzedziw szy
czynę, co czynić zamierza, trzem księżom zakląć ją kazał.
dziew
S tr a c iła odtąd moc w iď m a i s ta ła się zw y k łą dziewczyną.
7.
P rz y je c h a ł pewien dziedzic do m iasta i k az ał wybębnić, że
k tó ry słu g a n ająłb y się u niego do służby, a on się na niego nigdy
gniewać nie potrzebow ał, dostanie w ór pieniędzy — w przeciw nym
razie nos m u utnie.
U pewnej baby było trzech synów ; dwu m ądrych, a jeden
g łu p i. N a jstarszy z nich zgłosił się do służby i dziedzic go
p rzy jął.
W y s ła ł go pan zaraz po drzewo do lasu. a że nie wiedział,
k tó ręd y m a jechać, dodał mu psa, k tó ry miejsce, gdzie stało
drzewo, m iał w zkazać, mówiąc : A spiesz się, byś nie u tra c ił
obiadu albo wieczerzy, gdyż osobno jeść nig d y ci nie dam.
Pojechał... Pies w skazał mu miejsce i wrócił do domu, a p a
robek nabraw szy drzewa, przyjechał, lecz po obiedzie już było.
Przez pięć dni on ta k biedo wał. Szóstego dnia przychodzi
dziedzic do stajn i i p y ta go, czy się na niego nie gniew a ?
— „ J a k i d’id’ko by sie ne hniw aw , p ie t’ den ne j i s t y “ —
odpow iedział parobek, a pan odciął mu nos i napędził ze służby.
T ak samo było i z drugim .
P rzy sze dł w końcu trzeci, g łu p i p rz y ją ł tę umowę.
P ojechał z psem do lasu i g d y pies pokazaw szy mu drzewo,
uciekł do domu, on za nim, lecz jednym ty lk o koniem powrócił.
Z a s ta ł w łaśnie p an a p rz y obiedzie.
— „C zy ś przyw iózł ju ż drzewo ľ“ p y ta go pan.
— „ A chtoż tu d y jide, k u d y psy chodiet; ja jichaw tu d y ,
k u d y pes bi h, połom yw wiz, ta j kiń zdoch — rzecze parobek.
-
360
-
N azaju trz rano w stał dziedzic, zjad ł śniadanie a słudze
nic
jeść nie daw szy, za b rał go kosić w pole ze sobą.
K osili do południa. P arobek zgłodniaw szy, u rw a ł kosę i mówi
do p a n a : J a idę po kosę do domu. Poszedł, zjadł obiad, a powie
dziaw szy pani, by mężowi jedzenia nie niosła, powrócił.
Dziedzic ju ż zgłodniał, kosić nie może, a sługa śmiejąc się,
wciąż do roboty pana nagania.
W rócili wreszcie do domu.
D rugiego dnia mówi pan do sługi : Idź z końm i i 200 -tu
owcami na jarm a rk , owce sprzedaj w szystkie, koni zaś nie sprzedaw aj.
Poszedł więc parobek do m iasta, sprzedał i konie i owce, p ie
niądze schował, siadł sobie ta j siedzi. Nadchodzi na to p an i p y ta :
— „T y prodaw wiwci?„
— „P rodaw het u sio “.
— „A koni?"
— „P ro d aw “ — odrzekł parobek.
Dziedzic m iał ju ż chęć sługę oddalić, więc mówi do niego :
— „Idy pasy 100 sw yń do ozerà“.
S łu g a poszedł... sprzedał świnie „na h u r t “ po 10 zł. za sztukę
z w arunkiem , że ogony obetnie i sobie w szystkie zabierze.
K upcy zab rali wieprze, sługa zaś poszedł na bagno, p o w ty k ał
ogony w błoto, usiadł ta j siedzi.
— „A de swyni ?“ p y ta go pan, przyszedłszy.
— „A dy u b o ło ti“ — rzecze parobek.
P an się rozgniew ał, a parobek rzecze :
— „Pane w y z ło sn i?“
— „A deżbym ne bu w złosnyj za ta k ie “ — mówi dziedzic.
W te d y u ciął mu nos sługa, a zabraw szy worek pieniędzy, po
szedł do domu.
Śm iał się potem b ra t g łu p i ze starszych, rozum nych sw ych
braci.
8.
B y ł w pewnej wsi pop bardzo dobry, ale popadia zła, a p rz y tem i cerkiew nym i posługiw ać się lubiała, jeść jed n ak nikom u nie
d aw ała — b y ła skąpą.
D iak z pałam arzem k rad li, co ty lk o im się udało. Zaczęli
kraść mleko popad’i, a ta nie m ając gdzie schować, zaniosła je do
cerkwi. A le i tam cerkiew ni je znaleźli ; w ypili mleko, śm ietaną
pom azali w szystkie obrazy, á św. M ikołaja najbardziej.
—
361
—
G d y przy szła popadia po mleko do cerkw i, zobaczyw szy to ,
zaczęła straszliw ie wym yślać, najbardziej zaś św. M ikołajow i :
— Szobys m aw tych zło d ijiw zak aza ty , a t y sam....,, i n aw et
go... uderzyła.
W idząc to diak z pałam arzem , w y k ra d li i s k ry li w nocy
obrazy. Przychodzą do popa i mówią, że obrazy uciekły z cerkw i,
a pop d ał im 5 zł., aby za nim i szukali.
P rzepiw szy pieniądze, przyszli cerkiewni, mówiąc, że znaleść
nie m ogli. D a ł im pop znowu 10 zł. a ci i te przepiw szy, pow rócili
z wiadomością, że „obrazy doty ne p ry jd u t, doki jim osť ne bude
d a w a ty statk o m kożdomu j i s t y “.
M usiała popadia przysięgać przed obrazam i i odtąd d o b rą ju ż
b y ła.
Józef Sclmaider,
Polacy na Węgrzech.
S tu d y u m etn o g ra fic zn o -sta ty sty czn o -h isto ry czn e.* )
II. Obecna ludność polska w Stolicy Trenczyńskiej.
O P olakach w Trenczyńskiem wspomina ty lk o Šembera
W D ialektologii swojej podaje on k ilk a próbek lingw istycznych
z okolic Czacy i Skalitego, spisanych przez J . L o ttn era w K isuckiem
Nowem Mieście (Kisucza-Ujhely). Z próbek ty ch widać, że pomimo
p en etracy i k ilk u w yrazów słowackich w sk u tek słow ackich szkół
i kościołów, górale polscy koło Czacy zachow ali w szystkie w łaści
wości fonetyczne, którem i języ k polski odróżnia się od słow ac
kiego n p . sam ogłoski nosowe ą i ę, rz zam iast ŕ, g zam iast sło
w ackiego h. T ery to ryum zam ieszkałe przez górali polskich obejmuje
14 gm in. Z ty ch jedenaście tw o rzy ok rąg sądow y Czaca, mianowicie:
C zaca (Czadca) 3523 mieszkańców, (m iędzy ty m i w praw dzie k ilk u
Słow aków ); Czerne 1502 m, ; Horzelice 9 2 9 ; Olesna 1271 ; Oszezadnica 1509 ; Podw ysoka 4 4 8 ; R akow a 2 6 4 8 ; S k alite 1 9 3 0 ;
S taszków 1204 ; Świerczynowiec 1247 i T urzów ka 6377 . D w ie gm i
n y M aków i W ysoka 1358 , k tóre leżą tera z w okręgu sądow ym
W ielko-B itczańskim , należały dawniej rów nież do okręgu Czacańskiego.
*) Zob. „L ud“ VI., str. 277.
—
362
—
N astępnie jeszcze gm ina Zawodzie (Zawodje) w okręgu Ż y liń
skim 633 mieszk. stanow i odosobniona w yspę językow ą polską.
N ad to jeszcze miejscowość Zborów (1323 m.) m iędzy Nowem K rásnem
a g ran icą g alicy jsk ą zdaje się być co najmniej polskiego pochodze
nia, albowiem nazw a je st czysto polska a wieś ta n ależała do
Strećzna, k tórej dziedzice mieli zawsze dążności expansywne.
R azem zatem w kom itacie Trenczyńskim liczym y 24,379 P o
laków w 14 . gm inach. Niechaj w końcu jeszcze znajdzie w zm iankę
i t a okoliczność, że w miejscu kąpielowem C ieplice-Trenczyńskie, co
la ta zbiera się znaczna kolonja Polska.
II. Stolica Orawska.
I. Eozwój historyczny.
„B oldag ta la n A rv a le a n y “ to znaczy „sm utna sie ro ta “ s ta
now i najbardziej górzyste i naj nieurodzaj niejsze żupaństw o w c a ły c h
W ęgrzech: to też je st jedynem żupaństw em , w którem nie m a
praw ie an i jednego M adjara. Z całego dzisiejszego ż u p a ń s tw a
Orawskiego, aż do początku X IY . w. n ależał do W ęgier ty lk o
zam ek O raw ski z przynależnem i dobram i1).
Po ra z pierw szy znajdujem y wzm iankę o zam ku ty m w n a d a
niu B eli IY . z r. 1267 2). B y ł w tedy zamek ten w posiadaniu ro
dziny szlacheckiej B alassa3), jednakow oż kasztelanow ie zam ku
O raw skiego podlegali hrabiom ze Zwolenia. R eszta całego ż u p a ń stw a
górnej i dolnej O raw y (okręgi sądowe N am iestowski i T erszteński),
n ależała pierw otnie do kasztelanii, potem księstw a O św ięcim skiego,
a więc do w ojew ództw a K rakow skiego. Przynależność ta z a sa d z a ła
się wrzekomo na tem, że ta część O raw y leży na północ od T a tr,
k tó re w edług u k ład u m iędzy Św. W ojciechem a Św. Szczepanem
m iały stanow ić granicę m iędzy W ęgram i a P olską.
W latach 1313 —1315 część tę O raw y M atusz Czak z T renczyna za b rał przem ocą księciu Mieszkowi I I I . Cieszyńskiemu i sy
now i jego K azim ierzow i I I . Cieszyńskiem u i W ład y sław o w i Oświę-
*) Porówn. Moritz W ertner: Ungarns Comitatsbeamtenkörper bis 1301 (Unga
rische Revue 1895., str. 368). Pomimo najdokładniejszych wiadomości o wszystkich
líomitatach nie ma tam jeszcze wzmianki o komitacie Orawskim.
2) „Arva videlicet cum castro ibidem existente“. Cod. dipi, arpadianus continuatus ed. Wenzel III. p. 156.
s) Tamże.
—
363
-
cim skienm 1). Zaborem ty m mścił on się za to, że M arya córka księcia
K azim ierza B ytom skiego, o k tó rą się sta ra ł, w ydaną została za
k ró la K aro la K o b erta2). Po bezpotomnem zaś zejściu tego M atusza
C zaka w r. 1321 część ta O raw y p rzy p ad ła w raz z innem i jego
posiadłościam i królow i K arolow i .Robertowi.
Ten znów oddał zamek O raw ski w lenno L am bertow i hrabiem u
n a Czanadzie i N itrze. B y ł to pierw szy „kom es“ n a Orawie (t. j.
nadżupan), k tó ry jed n ak ty lk o raz w y stęp u je jako „Comes Chanadiensis e t A r v e n s i s 3), zresztą zaw sze m ianuje się Comes Chanadiensis et N itren sis4).
Stolica O raw ska d ostała się później, w r. 1.314 hrabiem u DonchZ em plinskiem u4), k tó ry w r. 1321 objął tak że stolice Zwoleńską,
T u rczań sk ą i L iptow ską. Jeszcze w r. 1325 stolica O raw ska znaj
duje się w jego p o siad an iu 6). W ęgierskie nadania jednak z w. X IY .
w spom inają ty lk o o miejscowościach leżących w yłącznie w okręgu
sądow ym Kubińskim .
W r. 1395 O raw a znajduje się w posiadaniu księcia Opolskiego
(f 1401 ), którego kró l L udw ik zam ianow ał wojewodą (palatynem )
W ęg iersk im 7) i k tó ry naw et by ł N adżupanem P resz b u rsk im s)
( 1369—'‘1378). Później žňovou w ystępuje jako wojewoda O raw ski
P io tr K orczak Kom orowski. Ja k o takiego wspom ina go najprzód
przyw ilej dla wolnych osadników P arn icy ( 1434). Ten, po śmierci
k ró la W ład y sław a II I . po W arn ą poddaje się Jisk rze B randysow i
(von B randéis) przyw ódzcy posiłków czeskich k ró la W ład y sław a
Pogrobowca, za k tó ry ch pomocą zostaje h rab ią O rawskim i Liptow 9 Panowanie jego obejmowało południową część okręgu Rajcza (przy Mi
lówce), co wynika z nazwy Ujsoły i Węgierska górka, o których zgoła nie jest
znanem, żeby kiedykolwiek należały do Węgier.
2) Porówn. Grotefand: Stammtafeln der schlesischen Fürsten (1875) str. 9.
s) Fejer VIH., 2 ; 337.
4) Tamże str. 280 і 320 występuje tylko jako Comes Chanadiensis, zaś str.
503 jako comes Nitriensis et Chanadiensis.
5) Fejer VIH., 1 ; 552, nadaje tenże jako Komes Orawski „quondam silvam
desertara... super terrain ipsorum de Kubień (Kubin) in Oravia existentem“ jakim ś
swoim adherentom.
5)
Fejer VIII., 2; str. 486. W r. 1323 tenże hr. Donch de Zolyom, Pan na
Zwoleniu i Liptowie jednemu ze swoich adherentów Mikołajowi oddaje „quandam
s y lv a m nostram incultam et habitatoribus destitutam inter Arva et Dubova existen
tem, Jeszenowa rite vocatam “. Jest tu mowa o wsi Jesieniowa czyli Jasieniowa
(Jaszenowa), liczącej dzisiaj 600 mieszkańców pod Dolnym Kubinem na Orawie,
która tutaj po drugi raz dopiero wspom niana jest w akcie węgierskim.
7) Fejer IX., 4; 48 i 571.
8) Tamże str. 221.
—
364
-
skim i nabyw a zam ki Likaw ę, H rádek, Ružomberok, S w aty Miku łasz L ip to w ski w L iptow ie, S ta ry H rad, Żabiniee w Tren czy l i
skiem í Sklabine w T u rezańskiem .
W r. 1458 pom aga on wojskiem swoim S zylgyem u przep ro
wadzić w ybór M atyasa K orw ina n a k róla — jakkolw iek n a w łasną
zgubę. G dy bowiem r. 1471 opozycya w ęgierska ofiarow ała koronę
polskiem u księciu K azim ierzow i, synow i K azim ierza Jag iello ń czy k a,
K om orow ski zasilał - młodego. K azim ierza żyw nością, ugościł go na
swoich zam kach, k tóre mu oddać obiecał.
W sk u tek tego po zaw arciu pokoju z P olską (1474 r. 21 . lu
tego) M aty as K orw in Kom orowskiem u jako zdrajcy postanow ił
odebrać w szystkie zam ki. Kom orowski ro zk azał zam ki swoje w szy st
kie pootw ierać K orw inow i, jak o swemu praw ow item u królow i, ty lk o
we dwóch t. j. w L ikaw skim i O raw skim spróbow ał staw ić opór;
wreszcie jed n ak i te oddał królow i za wynagrodzeniem 8000 złotych
i wolne cofnięcie się do Polski, gdzie znow u od k ró la K azim ierza
o trzy m a ł jak o w ynagrodzenie zam ki Żywiec, B erw ałd i Szaflary.
A le w krótce potem k ró l M atyas zażądał od K om orowskiego
w ydania ty ch polskich zamków jak o pogranicznych, za co obiecał
mu zwrócić w szystkie dawniejsże posiadłości na W ęgrzech.
G dy więc po śmierci P io tra Kom orowskiego b ra ta n e k jego
M ikołaj pogodził się z królem M atyasem i pow stał przeciwko k ró
lowi K azim ierzow i, ten o statn i k azał zam ki Żywiec i B erw ałd
zburzyć i do szczętu znieść ; S zaflary zaś oddał jakiem uś w ierzycie
low i Komorowskiego. Ten o statn i uciekł do B udy do k ró la M a ty a
sa, od którego jednak ani obiecanych daw nych posiadłości s try ja
an i żadnego odszkodowania nie otrzym ał, ta k że w końcu m usiał
prosić k róla K azim ierza o przebaczenie, po czem od niego otrzym ał
m iasto K rasn y staw na Podlasiu. Potom kow ie jego do dziś dnia t y
tu łu ją się hrabiam i na O rawie i Liptow ie.
W W ęgrzech z in icy aty w y k ró la M a ty asa K orw ina u staw ą
sejmową z r. 1486 (A rty k u t 32 .) w ykluczono na zawsze P olaków
i W enecyanów od nabyw ania w ęgierskiego indygenatu. Co do udzie
lan ia in d y g en atu szlachcie polskiej przestrzegano tej u staw y ściśle,
w skutek czego zabroniono szlachcie polskiej wszelkiego nabyw ania
dóbr ziemskich bądź to przez kupno, czy zastaw , czy też drogą
s p ła ty w ierzytelności, czy darow izny lub nareszcie drogą spadku.
(U staw a ta dopiero A rt. sejmowym 22 . z r . 1827 zmienioną została.)
Z akaz ten jednak nie m ógł zapobiedz nabyw aniu dóbr w stolicach
pogranicznych przez P olaków w ęgierskich, albowiem ci w n ajg o r
szym razie w ystępow ali j a t o Słow acy lub Czesi, nadto ja k o oby
365
w a te le w ęgierscy praw nie nie b y li uw ażani za Polaków. Niemniej
jed n ak zakaz ten przyczynił się nie mało do zata rcia śladów
polskich w Słowaezyźnie a zatem i wszelkich wspomnień o Polsce.
I ta k k ról J a n Z apolya oddał zam ek O raw ski w raz z kilkom a
innym i sąsiednim i zam kam i Ja n o w i K ostce Siedleckiemu ( 1530),
przyw ódcy swoich posiłków polskich, aby od tej strony mieć ł a t
wiejszą kom unikacyę z Polską. Tymczasem M ikołaj K o stk a w raz
z innym i adherentam i Z apolyi przeszedł na stronę k róla F erdynanda,
k tó ry mu w r. 154J zam ki Orawę i L ikaw ę w raz z innem i zam
kam i oddał, za co mu K ostka ważne św iadczył usługi. Grdy mu
jed n ak zabrakło pieniędzy do za p ła ty oddanych znacznych posiad
łości, za zezwoleniem króla, ugodził się z Janem Dubowskim, aby
ten objął Orawę, jem u zaś zostaw ił resztę posiadłości. K ilk a la t
później J a n Dubowski zm arł bezpotomnie, poczem O raw a przeszła
n a skarb królew ski, k tó ry j ą znowu sprzedał . W acław ow i K ostce
Siedleckiemu synow i M ikołaja.
P rzez m ałżeństw o B arb a ry Kostkównej z F ranciszkiem T u rzą,
biskupem N itrzańskim , k tó ry dla tego m ałżeństw a przeszedł na
w iarę ew angielicką ( 1588), O raw a d ostała się znowu do rodziny
patrycyuszów Spiskich, Turzonów, z początku ty lk o jako zastaw ,
aż Cesarz R u d o lf I I . dla uczczenia zasług wojewody Jerzego
( 1606) n ad ał mu d z i e d z i c t w o O raw y w raz z godnością dziedzicz
nego hrabi i nadżupana Orawskiego.
Z wnuczką tego wojewody Jerzego, K a ta rzy n ą , O raw a dostała
się hrabiom Tökölyi, których pro to p lasta Tekeli pochodził z P o lsk i1).
II. Obecna ludność polska Orawy.
O polskiej ludności O raw y wspom ina po raz pierw szy fra n
cuski radzca apelacyjny Y a n e 1 (z M ontpellier) w dziele : H istoire
des troubles de H ongrie (A m sterdam 1686 ) w tomie I. str. 237 ,
czyniąc pod rokiem 1673 następującą u w ag ę: „Les Polonais, qui
estoient établis dans cette Comté (d’A rva) et qui, estan t fo rt zelez
pour la R eligion Catholique, s’estoient jettez dans le P a r ty de
l'E m p ere u r“ etc.
Z tego samego czasu pochodzi dokum ent czesko-słowacki z r.
1663 przechow any dotąd w probostw ie Nowa R abczyca (na O raw ie),
w k tó ry m w ym ienieni są jako ówczesny sołtys K rz y sz to f S łow ak,
jak o w łościanie ta m tejsi: Jó ze f R anica, S tanisław P ła c h ta i M arek
ł) Pod r. 1684 kronika Spiska zapisuje
(Historya Tökölich).
wtargnięcie Polaków na
Orawę
— ,366
—
Smolka. Są to oczyw ista same nazw y polskie, nie pozw alające
w ątp ić o polskiem pochodzeniu ich właścicieli, co też odnośnie do
Słow aka, prof. Poliw ba w szczególności podnosi. Urzędownie
w „Conscriptio R egni H u n g a ria e “ za cesarzowej M aryi T eresy
z r. 1772 w stolicy Orawskiej oznaczono 22 wsi w yraźnie ja k o
„polskie" (w edług języka) m ianowicie: D olna L ipnica, N ow oty,
Półhora, Piekielnik, R aheza, R abczyca, Podwilk, S arna, Sichelne,
Wesele, W itanow a, Zakam ienne, D olna i g ó rn a Źubrzyca, Sucha
G óra i B iały Potok. Rów nież konskrypoya Józefińska z r. 1787
stw ierdza 24 wsi polskich na Orawie.
Równocześnie M a t y a s B è l w dziele „Compendium H ung a ria e “ zauw aża : „Incolae (A rvae) Sciavi sunt, qui tarnen m ultum
Polonici idiom atis ad sciv eru n t“. Podobnież wspom ina o P olakach
na Orawie S z a s z k y w swoim „Opisie W ę g ie r“.
K o r a b i ń s k i w „Słow niku geograficzno-historycznym płodów
w ęgierskich“ ( 1786) oznacza 12 wsi (pod ich nazw iskam i w słow
niku) na O rawie jako „polskie", nadto co do wsi E rd e d k a (str. 161)
pow iada: „zam ieszkana je s t przez nową osadę składającą się po
większej części z Polaków, k tó ry ch zw erbow ał ta k zw any lib e rty n
M utnyansky. Dawniej m ieszkali tam Słow acy, k tó rzy przed k ilk u
la ty dla nieurodzaj ności gleby wy wędrowali do k o m itatu Bekesz
a naw et aż do B anatu, później jednak w ró cili“. N astępnie Caplovics
(Gemälde von U ngarn, 1829 , s tr. 205 ) pisze o „półpolakach w 24
wioskach K o m itatu O raw skiego“ . N areszcie i F e n y e s w swojej
S ta ty sty c e W ęgier (I. 77 .) wspom ina o P olakach w K om itacie
Oraw skim .
W r. 1827 przew ędrow ał K a rp a ty środkowe geolog niem iecki
A lb ert von Sydow. Jak k o lw iek nie um iał on odróżniać drobnych od
cieni między poszczególnemi polskiem i a słowackiem i narzeczam i,
m iał on jed n ak b y stre oko dla ty ch w szystkich antropolo
gicznych różnic szczepowych. O dróżnia on też m ałych i krępych
m ieszkańców rów nin, P olaków od w ysokich i w ysm ukłych m iesz
kańców górskich okolic, G órali, któ ry ch uw aża za szczep od
Polaków wcale odrębny. M ieszkańców O raw y nazyw a Sydow „po
bratym cam i P olaków (H albgeschw ister der Polen) będącym i m iesza
n in ą z Polaków , Słow aków i G órali, a zdradzającym i koło środko
wych K a rp a t więcej pochodzenie słowackie, koło F a t r y i Babiej
G óry więcej góralskie a w rów ninie i nad rzekam i więcej p o lsk ie“.
G dy jed n ak G órale pod względem antropologicznym są szcze
pem od Słow aków i Polaków odrębnym , po względem lin g w isty cz
nym i narodowym jed n ak n aw et od najzajadlej szych P an sla w istów
— 367
-
bezsprzecznie do Polaków zaliczani, b y w a ją : w y n ik a stąd, że 2/з
ludności O raw y je st pochodzenia polskiego. N areszcie i geolog L udw ik
Zejszner, k tó ry w łatach 1851—4 zbadał w skroś K a rp a ty , podnosi,
że na O rawie mówią jakim ś „przestarzałym językiem polskim “.
Równocześnie w spom niany już anonim J . Z. w dodatku do G azety
Lw owskiej ( 1850) zapisuje, że n a O raw ie w 29 wsiach należących
do 16 probostw obok 60.000 Słow aków m ieszka 30.000 Polaków ,
k tó ry ch tam n azyw ają S k rajn iak am i czyli K rajniakam i.
P ierw szy Šembera podał dokładniejsze szczegóły o Orawie
pod względem lingw istycznym i staty sty czn y m , m ianowicie w sw o
jej D ialektologii, w której poczęści k o rz y sta ł z d a t podanych sobie
przez księdza G o c h a proboszcza w Jasieniow ej (w dolnej Orawie).
W edług ty ch d a t ty lk o okręg K ubiński je st czysto słow acki ;
we wschodniej jego części t. j. w daw nym oki-ęgu zam kow ym u ż y
w anym byw a narzecze środkowo-słowackie górnego W agu, podczas
k iedy w zachodniej części t. j. w obszarze dworskim K ubińskim
używ anem byw a narzecze czesko-słowackie górno trenczyńskie.
Tegoż narzecza używ ają w miejscowościach N am iestów, K lin,
Słanica, Bobrów, Ż ubrohław a, W aw reczka, Łokca, H ru stin w okręgu
sądowym N am iestowskim, dalej w miejscowościach T ersztena, Czimhowa, H am ry, Zabidów, Uście (Ustye) w okr. sąd. Tersztena.
W ty m okręgu sądowym Šem bera w ym ienia
jak o polskie m ianowicie :
Z ubrzyca G órna
m ieszkańców
Z ubrzyca D olna
W
L ipnica G órna
J)
L ip n ica D olna
i)
Ja b ło n k a
U
O raw ka
53
Podw ilk
33
S arn ia pod Ł y są G órą
3?
H ark ab u z
33
B ukow ina
33
P iekielnik
33
Chyżne
33
G łodów ka (H ładów ka)
33
Sucha G óra
33
razem więc
m ieszkańców polskich.
.
14 wsi w yraźnie
1433
851
1574
2671
3151
673
1404
469
367
878
1364
1501
631
738
12.055
—
368
—
W okręgu N am iestow skim Šembera oznacza jako polskie 10
wsi, mianowicie :
E rd e d k a
m ieszkańców
K lin-Z akam ienne
„
N ow oty
„
Benedyków
„
M ętne (M ntne pod M agurą)
„
W esele
"
„
Sichelne
r,
P ó łbora (pod B abią Górą)
„
B abcza
„
B abczyca
„
razem
1270
1591
1132
337
1420
1836
697
1390
1347
1121 a więc
12.141
m ieszkań
ców polskich.
N a całej O raw ie zatem Šembera liczy 24.196 Polaków n az w a
nych K ra jn ia k am i a m ieszkających w 24 w siach.
C iekawa t a wiadomość podana przez Šembere a polegająca
n a poważnych poszukiw aniach naukow ych nie zw róciła jednak n a
siebie u w ag i nie ty lk o u nas, ale n aw et ziomek Szem bery, P o liw k a
nie zn ał tego fa k tu w czasie naukow ej podróży swej po S łow aczyźnie w r. 1885 .
Jeszcze ciekawszemi ato li są wiadomości podane przez te g o
czeskiego lingw istę Poliw kę z P rag i, k tó ry w lecie 1885 r. w celu
zbadania słow ackich narzeczy przejściow ych zw iedzał górną O raw ę
w mniemaniu, że tam w łaśnie narzecze tak ie panuje. P rz y b y w sz y
n a miejsce przekonał się, k u wielkiem u swojemu zdziw ieniu, że
m owa tam tejsza je s t stosunkow o bardzo czystą polszczyzną. Z a po
mocą dziekana w B abczycy, zebrał on na m iejscu ciekawe w ia d o
mości o ludności polskiej. P otw ierdza on zdanie Šembery o n a rz e
czu w yźszo-orawskim i podnosi, że narzecze to je st praw ie id en ty cznem z tem, jakiego używ ają G órale w Zakopanem i zachodnich
Beskidach.
Bównocześnie w ynotow ał P oliw ka z m etryk probostw w B ab czy, B abczycy i Dolnej L ipnicy z jak ie 700 nazw chłopskich, k tó re
pomimo pisowni słowackiej na pierw szy rz u t oka okazują się czysto
polskiem i, tak im i samemi ja k ie noszą polscy górale i ja k ie n aw et
m iędzy g ó ralam i polskim i są pospolite.
— 369
Jako
wości :
—
wsie polskie oznacza P oliw ka następujących 26 miejscoR a b c z a ................... . . mieszkańców
Sichelne . . . . .
. .
„
Półhora ................... . .
„
R abczyca . . . .
. .
„
D olna L ipnica . . . .
„
G órna L ipnica . . . .
„
D olna Z ubrzyca . . . .
„
G órna Żubrzyca . . -. ,
„
P o d w i l k ................... . .
„
S arn ia . . . . . .
. .
„
H ark ab u z . . . .
. .
„
D a n i e l k i .................. • •
»
Bukow ina . . . .
. .
„
O raw ka . . . . .
. .
„
J a b ł o n k a ................... . .
„
P iekielnik . . . .
. .
„
P o d s k l e ................... . .
„
. .
Studzienki . . . .
„
Chyżne
................... , .
„
Sucha G óra
. . . . .
. .
„
G łodów ka . . . .
. .
„
Wesele . . . . . .
M ę t n e ....................... . .
„
N o w o t y ................... . .
„
D u l ó w ....................... . .
„
„
E rd ed k a ................... . .
1362
801
1400
1163
2918
321
914
1424
1318
490
371
29
166
712
3374
1400
522
54
1571
760
634
1971
1296
1375
55
1313
27.513
a
zatem
razem
mieszkańców, w k tórych liczbie mieści się ednak nieco Słow aków, k tó rzy
ze sąsiednich w si tam przyw ędrow ali.
Zdaniem Poliw ki polska ludność ty ch w si je s t tub y lczą i o k a
zuje w ielkie przyw iązanie do gleby rodzinnej, jakkolw iek bardzo
nieurodzajnej. Ma ona świadomość odrębności swego pochodzenia
względem sąsiednich Słow aków, od k tó ry ch się różni narzeczem.
N a zap y tan ie : jak im językiem m ówią chłopi górno-oraw scy ? od
pow iadaj ą : „po naszem u “.
K iedy P oliw ka zw rócił ich uw agę n a to, że oni mówią po
polsku, sprzeciw iali się tem u powołując się na to, że oni „z tej
s tro n y “ (t. j. na południu) Babiej G óry m ieszkają, po polsku zaś
m ówi się ty lk o z tam tej stro n y Babiej G óry tj. galicyjskiej granicy.
24
—
370
—
To w ypieranie się narodowości polskiej znachodzi się często u ludu
m ałopolskiego i m azurskiego, k tó ry oznacza się po największej czę
ści nazwam i miejscowemi, a ty lk o panów i surdutow ców nazyw a
„P olakam i“. C h arak tery sty czn y pod ty m względem fa k t podaje
H e l f e r t o t. zw. m azurskich chłopach koło Tarnow a, k tó rz y w r.
1848 od tam tejszego urzędu cyrkułow ego żądali urzędowego pośw iad
czenia, że nie są P o la k a m i1). Zjaw isko to, dziwne dla cudzoziemca,
je s t zresztą bardzo n atu ra ln e, bo w yraz „ P o la k “ oznacza w łaściw ie
m ieszkańca rów nin a służyło pierw otnie do oznaczenia m ie s z k a ń
ców Polski n a całem Powiślu, gdzie w istocie włościanie n a z y
w ali się P olakam i, podczas kiedy Glóralom i M azurom nazw a ta
nadaną .jest ty lk o pod względem lingw istycznym .
Chociaż więc G órale tj. m ieszkańcy O raw y absolutnie przyznać
się nie chcą, że są „P o lak am i“ tj. m ieszkańcam i rów nin, okazali się
oni nie mniej dobrym i P olakam i w r. 1863 , biorąc czynny udział
w raz ze sąsiednim i G óralam i w pow staniu narodowem, pom im o, że
narodowcy Słow acy pow stanie to stanowczo potępiali.
Szczegółu tego udzielił mi m edyk Słow ak K olom an K o sto ln ý
z L iptow a, k tó ry dokładnie znał nazw iska ty c h G órali, k tó rz y b ra li
udział w pow staniu 1863 r. i k tó ry tak że wspom inał, że dzieckiem
będąc jeździł k ilk ak ro tn ie' z ojcem do Jo rd an o w a i Zakopanego,
w którem to ostatniem miejscu chodził do szkoły ludowej przez ro k
jeden ; w tedy jednak, dodaw ał z uśmiechem, zdaw ało m u się, że
mowa polska je st ty lk o zepsutą Słow aczyzną, dopiero później w szkole
dowiedział się, że języ k polski je s t odrębnym językiem . Owo błędne
m niemanie dzieli zapewne w ielu Słowaków, k tó rz y do szkół nie
chodzili.
O kręg językow y polski na O rawie tw o rzy półkole, którego
szerokość wynosi dwie m ile a długość 10 mil. K o n sk ry p cy a Terezyańska z r. 1772, następnie K orabinski, A nonym J . Z., Šem bera
i P o liw k a1) w ym ieniają tam w szystkiego razem 35 wsi polskich,
k tó ry ch ludność Šembera podaje w edług k o n sk ry p cy i z roku 1869
a P oliw ka w edług tejże z r. 1880 . W e w szystkich ty c h pięciu
źródłach figuruje zarówno jako te ry to ry u m polskie następnych
12 w si:
‘) Helfert: O powstaniu polskiem 1846 r. w »Przeglądzie Powszechnymi:,
Kraków 1889.
‘) Listy filologické i paedagogicke 1885 str. 464.
—
371
—
Liczba ludności w edług
Nazw isko :
Šembery :
Poliw ki :
E rd ed k a
. . . . 1270
1313
Jab ło n k a
. . . . 3159
3374
G órna L ipnica . . . . 1574 . . . . . 15 У7
D olna L ipnica . . . . 2671 . . . . . 2918
N ow oty
. . . . 1375 . . . . . 1375
P odw ilk
. . . . 1 4 0 4 ....................... 1318
P ółhora
. . . . 1390 . . . . . 1400
P ab cz a
. . . . 1347 . . . . . 1362
E abczyca
. . . . 1121 . . . . . 1163
W esele
. . . . 1836 . . . . . 1971
D olna Zubrzyca . . . . .
851 . . . . .
914
G órna Z ubrzyca . . . . 1433 . . . .
1424
Prócz tego jeszcze K onskrypcya T erezyańska, Šembera, Poliw k a i J . Z. podają następujących pięć w si z ludnością polską :
B ukow ina
. . . . .
878 . . . . . 167
P iek ieln ik
. . . . . 1364 . . . .
. 1400
S arn ia
. . . . .
469 . . . . . 490
Sichelne
. . . . . 497 . . . . . 801
Sucha G óra
. . . . .
738 . . . . . 760
Dalej jeszcze O raw ka w edług Šembery m a 673 mieszkańców
polskich, w edług P oliw ki 712 .
W kon sk ry p cyi z r. 1772 O raw ka nazw aną je s t K ulich. N adto
jeszcze J . Z., Šembera i P oliw ka w yliczają 4 dalsze wsie polskie :
w edług Šembery :
P oliw ki : ,
C hyżne
. . . . . .
1501 .................. 1571
G łodów ka (Hładowka)
613 . . . .
. 634
M ętne (Mutne)
. . . . . . 1420 .................. 1296
H ark ab u z (H arkabuz) . . . . . .
367 . . . . .
371
Nakoniec jeszcze J . Z., i P oliw ka jako polskie wsie w ym ieniają :
Dołów (Dulów) 55 , Podskle 552 i S tudzienki (Studenky) 35
m ieszkańców polskich.
Sam ty lk o P oliw ka w ym ienia jako polską wieś P u ste D anielki
29 miesz., k tó re jed n ak należą do B ukow iny.
J . Z. zgodnie ze Šembera oznacza jako polskie wsie : Bendzików (Benedyków) 337 mieszkańców i K lin-Z akam ienne 1391 m.,
k tó rą to o statn ią wieś i konskrypcya z r. 1772 nazyw a polską.
Otóż te 28 wsi polskich razem tw o rzą dzisiejszy obszar językow y
polski na Orawie. K o nskrypcya T erezyańska z r. 1772 oznaczyła
jeszcze jako polską wieś H ru stin ( 1221 . m.), B ia ły P o to k (87 2)
—
872
-
i W itanową (765), którą ostatnią jeszcze Korabiński nazywa polską,,
tak samo jak Krusetnicę (741) liczy do polskich. W szystkie jednak
w tym ustępie wymienione wsie dzisiaj są już zesłowaczone. I tak
np. Hrustin Šembera wyraźnie podaje jako wieś słowacką. Tak
samo ma się rzecz z miejscowościami Żuberec z 1007 mieszk. przy
Białym Potoku i Czarną Horą przy Hrnstinie, które J. Z. jeszcze
jako polskie podaje, podczas kiedy Żuberec już przez Zejsznera w y
raźnie podany jest jako zam ieszkały przez Słowaków. Z porównania
więc tych różnych dat wynika, że polsko-słowacka granica językowa,
stale się cofa na północ, z czego znowu bez przesady można w y
prowadzić wniosek, że całe dawniejsze okręgi sądowe T erszteński
i Namiestowski b yły pierwotnie z u p e ł n i e p o l s k i e .
Wniosek ten poparty jest świadectwem Sembery i Gocha, że
we wsiach słowackich tych dwóch okręgów sądowych dzisiaj jeszcze
mówią z akcentem polskim, którego zresztą nigdzie u innych
szczepów słowiańskich nie usłyszy.
Obszar językow y polski na Orawie obejmuje zatem jeszcze 25
wsi z 29441 mieszkańcami, podczas kiedy przynajmniej 5 wsi z.
3608 mieszkańców zostało zesłowaczonych ; co zresztą nie byłoby
wcale nieszczęściem, gdyby tylko miedzy Góralami górnej Orawy
nie panowała tak straszna bieda i wieczny głód.
(Ciąg dalszy nastąpi.)
Maksymilian Gumplowicz
/
Liznawstp i I I.
Ш
ішMoryft pol
w Krakowie.
W
odezw ie K o m ite tu II I. Z jazdu z d n ia 2 7 . p aź d zier
n ik a 1 8 9 9 , ja k o k onieczne p o w o d y , przem aw iające za o d b y c ie m
n o w e g o zjazdu po
u p ły w ie la t dziesięciu (II. zjazd o d b y ł s ię
1890
w e Lw ow ie),
p o d aje się »doniosłe
z a g ad n ien ia, k tó re
h is to ry o g ra fia e u ro p ejsk a o b jęła i p o ru sz y ła d o p iero w o s ta tn ic h
d ziesią tk a ch lat, w p ro w ad za ją c do sw oich b a d a ń w y n ik i n a u k
sp o łeczn y ch , ja k niem niej p o słu g u ją c się zd o b y czam i s tu d y ó w
lin g w isty c z n y c h i etn o graficznych«. D la te g o też »zaprasza K o
m ite t n a zjazd n ie ty lk o h isto ry k ó w w ściślejszem znaczeniu,
te g o w y razu , ja k
ró w n ież arch eo lo g ó w , h isto ry k ó w p r a w a .
—
373
—
■ekonomii i stosunków społecznych, literatury, sztuki i t. d., lecz
ta k że badaczy na polu geografii historycznej, e t n o g r a f i i
i f o l k l o r y s t y k i « . Idąc za tern wezw aniem , ^ c h w a lił Zarząd
T o w arzystw a ludoznaw czego na posiedzeniu d. 2 8 . paźdz. 1 8 9 9 r.
w zią ć udział w zjeździe historyków i zająć się zorganizow aniem
osobnej sek cy i etnograficznej.
W ażn ość zjazdów naukow ych została dawno pow szechnie
u zn an ą a skuteczność ich ocenia się tem bardziej, im częściej
ta k ie zjazdy się odbyw ają i system atyczniej są zorganizow ane.
W takim obrachunku um ysłowej pracy, podejm owanej w pew nym
k ieru nk u , sumują się nie tylk o p l u s y , w ykazujące rzeczyw isty
■dorobek odnośnej nauki, ale także uwidoczniają się m i n u s y ,
które zwracają znów u w agę badaczy na niedostatki i luki
w d otych czasow ych badaniach a tem samem stawiają postulaty
i w skazują kierunki, jakimi nauka na przyszłość kroczyć winna.
J asn em jest, że taki rachunek sumienia nauki jest tylk o tam
m ożeb ny, gdzie nauka ta w o g ó le jest uprawianą przez pew ien
za stęp czy zastęp y ludzi nauk ow ych i fachow ych, g d zie istnieją
d la niej instytu cye, w których się pielęgnuje, gd zie jest pole
d la niej określone, na którem się uprawia. L u d o z n a w s t w o
p o lsk ie tym czasem nie posiada żadnego z tych warunków7, z w y
ją tk iem grom adki ludzi chętnych, z k tórych w iększa część p ra
cu je na »kaw ałek chleba« na całkiem innem polu, n ależy do
in n e g o cechu n auk ow ego, a tylk o w chw ilach, wrolnych od obo
w ią zk o w y ch zajęć, oddaje się z zam iłowaniem ludoznaw stw u.
T ak im i ty p o w y m i pracow nikam i na polu ludoznaw stw a polsk.
b y li K o l b e r g , K o p e r n i c k i i cały szereg starszych i m łod
szy ch ich następców , taką pracą zbiorową w praw dzie ale luźną,
n ie opartą na żadnym pewrnym gruncie, podejm ow aną w ed łu g
p e w n e g o planu, z gó ry u łożonego i system atycznie przeprowa
d zo n eg o , jest »Zbiór w iadom ości do antropologii krajowej« w y
d aw an y od r. 1 8 7 7 przez K om isyę antropologiczną A kadem ii
um iejętności, potem »W isła« od r. 1 8 8 7 a wreszcie i »Lud«
o d r. 1 8 9 5 . Czasopisma te — to zbiory, repertuarze, w których
ch ętni ludzie, przew ażnie uprawiający inne gałęzie um iejętności,
składają rezultaty sw ych prac okolicznościow ych, przypadkiem
sp o w od ow an ych , — ale zarazem d ow od y sw eg o p ośw ięcenia
i zrozum ienia znaczenia i w ażności ludoznaw stw a. Jeżeli np. Za
rząd T ow arzystw a ludoznaw czego p ostan ow ił w yd aw ać czaso
pism o przy 6 5 -ciu członkach T ow arzystw a i j e d n e j j e d y n e j
rozpraw ie w tece redaktorskiej, bez żadnych zap ew n ion ych fun
—
374
.
—
d uszów i naw et w id oków na nie, bez stałych w spółpracow ników ,
których w gronie członków T ow arzystw a nie b yło w ielu, a poza
T ow a rzy stw em jeszcze mniej a i ci odm ów ili sw eg o poparcia —
to fakt ten jest charakterystycznym tak ze w zględu na sta n ,
w jakim ludoznaw stw o nasze się znajduje, jako też na ok olicz
ności, w śró d k tórych się rozwija. Jeżeli jednak mimo w szystk ich
tych n iep o m y śln ych stosunków i trudności, czasopism a te w y
chodzą i m ieszczą w sob ie b ogate m ateryały z zakresu lu d oznaw stw a, nie tylk o p o lsk ieg o ale i p okrew nych nam lud ów
słow iańsk ich , jeżeli uczeni p olscy, zrzadka fachow i, znajdą ty le
czasu, b y p ośw ięcić g o badaniom naukow ym a naw et głęb ok im
w obrębie ludoznaw stw a o szerokich ramach, jeżeli np. n asz
»Lud« dzisiaj za szczupłym jest, b y m ógł pom ieścić nadsyłan e
m ateryały i prace i w dwójnasób p ow ięk szon y jeszcze nie ska
rży łb y się na brak artykułów — to fakt ten znów jest dow o
dem z jednej strony żyw otności samej spraw y, która n ależy do
najaktualniejszych w obecnym czasie w dziedzinie różnych
um iejętności, z drugiej teg o radosnego ogólno-lud zk iego zja
w iska, iż idee w zniosłe, dzieła dobre znajdą zaw sze p om ięd zy
ludźmi ofiarność, obudzą p ośw ięcenie, zgrom adzą zastęp y je d n o
stek chętnych, skorych do pracy rozumnej i pożytecznej.
P ostan ow ien ie Zarządu T -stw a ludoznaw czego, b y w z ią ć
udział w zjeździe historycznym , p od yk tow an e w ięc b yło zrozu
mieniem w ażności tak sam ego zjazdu, jako też znaczenia lud o
znawstw a, które pow inno b y ło w y stą p ić przed forum publiczne,
b y zdać spraw ę z d otych czasow ych usiłow ań sw oich i rezulta
tów , osią g n ięty ch na polu nauki. M yśl, że w ob ec tych n ie p o
m yślnych trudności, wśród których ludoznaw stw o p olsk ie do
tychczas się znajdowało i jeszcze znajduje, obrachunek je g o
publiczny m oże okazać się skrom nym , że więcej będzie p ostu la
tów i luk, aniżeli dorobku — nie m ogła odstraszać i odw odzić
od te g o zamiaru a to z tej prostej p rzyczyn y, że tylk o tam
może b yć m ow a o p ostęp ie w jakim kolw iek zakresie p racy um y
słow ej, gdzie się zna dokładnie d otych czasow y jej stan, że ty lk o
tam spodziew ać się n ależy p ow odzenia lep szego, jeżeli środki,
którym i się dotąd p osłu giw an o, ok azały się albo n ie o d p o w ied
nimi albo niedostatecznym i. R ó w n ież i co się ty c z y udziału
w spółpracow ników w tej p racy publicznej, to p ow tórzył się
znow u ten k orzystn y objaw, że żniwa można się b yło spodzie
w ać obfitego, g d y ż żeńców b yła obfitość dostateczna: zgłoszo
n ych zostało 3 0 referatów a referentów b yło 2 1 , którzy, z w y
—
375
—
jątkiem jedn ego, м /з/узсу są członkam i naszego T -stw a. M ożna
w ięc b y ło urządzić zjazd etnograficzny osobny, gd yż ilość
i jakość zgłoszon ych referatów w y sta rczy ły w zupełności na jego
w yp ełn ien ie. P on iew aż w j e d n e j sek cyi, a w ięc w ramach
ograniczonych tak co do czasu, jako też co do objętości ze
w zględ u na treść przedmiotu, m usiał się pom ieścić cały nasz
zasób n aukow y, stąd poszło, że zaledw o p ołow a referentów
m o g ła w zią ć udział czyn n y i w ystąp ić na zjeżdzie, a mniejsza
p o ło w a referatów dostać się pod obrady jego uczestników .
N astępstw em teg o b y ł drugi n iep om yśln y dla nas skutek, że
n iektóre referaty, bardzo ważne odpadły, inne, na których zale
żeć m ogło w iele, nie m o g ły w o g ó le b y ć brane w rachubę, gd yż
z g ó ry w iedziano dobrze, że ogran iczon y czas stanie tem u na
przeszkodzie.
T reść referatów w skazana b yła naturą i zarazem celem ,
k tóre mają zjazdy naukow e w o g ó le : chodziło w nich o to, b y
sk on statow ać to, co dotychczas zrobiono na polu ludoznaw stw a,
a tern samem w skazać, co następnie robić należy, jakie są luki
w dotychczasow ej naszej pracy, które n ależy przedew szystkiem
w y p ełn ić. T en kierunek regiestrujący, przedstaw iający niejako
h isto ry ę naszej d escyp lin y, ma na celu referat St. Z d z i a r
skiego: D o t y c h c z a s o w y stan badań nad etnografią
p o l s k ą i d a l s z e i c h k i e r u n k i . R eferen t w ogóln ych zary
sach przedstaw ił p oszczególn e fazy ludoznaw stw a polsk., p od
n ió sł m om enta w ybitniejsze tak co do badań sam ych, jak i co
do b adan ego przedm iotu, zaznaczył, w czem osiągnięto rezultaty
w ięk sze, praw ie w yczerpujące, a gd zie pustki niem al św iecą
zupełne. B y praca rów nom iernie objęła w szystkie działy lud o
znaw stw a, a tem samem z w iększą intenzyw nością uprawiano te
stron y, które stosunkow o mniej d otyk ał p łu g naszej pracy, ra
dzi referent zaprzestać zbierania pieśni ludow ych, »których tyle
już zapisano, że trudno chyba o pieśń nieznaną«, a zadow olnić
się »zapisaniem tych u stępów , które różnią się od znanych do
tąd«. N atom iast n ależy usilnie i szybko zająć się ratowaniem
ty ch przejaw ów życia lu d ow ego i jeg o pracy technicznej i u m y
słow ej, które najprędzej ulegną zagładzie, jak stroje, m uzyka,
obrzędy rodzinne, św iąteczne, leg en d y , w ierzenia i zabobony.
Ż eb y sił pracujących nie brakło, radzi skupiać je w yłącznie dla
n au k i nad l u d o z n a w s t w e m p o l s k i e m , a nie rozpraszać
nad etnografią innych narodów jak ruską, białoruską, litew sk ą
i t. p., a jako dalszy środek, skuteczny do podniesienia ludo-
—
376
-
znaw stw a u nas, podaje, a b y Zjazd w yraził życzenie, b y na
uniw ersytetach profesorow ie więcej u w zględ n iali ludoznaw stw o,
szczególnie w ćw iczeniach sem inaryjnych.
S ek cy a w przeprowadzonej d ysku syi godziła się na postu
la ty referenta, środki i życzenia, szczególn ie żeby sp ołeczeństw o,
in sty tu cy e naukow e i autonom iczne w ięcej p opierały lu d o
znaw stw o, aniżeli się to dotychczas dzieje, chociaż z drugiej
strony nie m ogła się zgod zić na to, b y ogran iczyć pracę nauko
w ą w yłącznie tylk o do l u d o z n a w s t w a p o l s k i e g o jako też,
b y zaprzestać zbierania i w yd aw an ia pieśni ludow'ych i ogran i
czyć się ty lk o do p ub likacyi w aryantów i m elodyi. N ie jest b o
wiem rzeczą obojętną w iedzieć, czy pieśń jaka znaną jest na jednem ty lk o miejscu, czy w ięcej, lub na całym obszarze etn o g ra
ficznym, czy jest niezm ieniona lub zm ieniona, jak i o ile, g d y ż
z tego snuć może nauka w nioski daleko sięgające w p sy ch o lo g ię
i historyę narodu. G ieografia ma już sw oje uznanie w zakresie
nauk przyrodniczych szczególn ie roślin, może znajdzie ona też
sw oje zastosow anie n ależyte w ludoznaw stw ie.
P od obn y cel, co p ow yższy, tylk o ściśle ok reślon y, m iał re
ferat J a n a Ś w i ę t k a : O d o t y c h c z a s o w y c h b a d a n i a c h
nad w i e r z e n i a m i lud u p o l s k i e g o i p o s t u l a t y na
przyszłość.
W gru n tow n y i w yczerpujący sposób w y lic z y ł
referent, co dotychczas zrobiono na tem polu, skonstatow ał, że
»najwięcej w yczerpujący m ateryał w tej mierze p osiadam y
z K ra k ow sk iego, z ob ydw u pobrzeży R a b y od G dow a po B och
nię, z P ozn ań skiego, K ieleck ieg o , R o p cz y ck ie g o , M azowsza,
zw łaszcza Czerskiego, od Siew ierza, z T arnobrzeskiego, C hełm
sk iego ; z innych ok olic dotych czasow e zd obycze przedstaw iają
się jako w iększe lub mniejsze fragm enty, zaś »co do ogrom nych
przestrzeni ziem polskich, zwłaszcza oddalonych od o gn isk um y
sło w eg o życia, zachodzi zupełny brak w szelk iego m ateryału
etnograficznego«. A le i w zebranym m ateryale są n iedok ład
ności i luki, które na tem p olegają, że zbieracze nie zwracają
u w a g i należytej na warunki i w p ły w y , pod jakimi powstają w ie
rzenia ludow e i nie czynią różnicy m iędzy pojęciam i i zw ycza
jami n ap ływ ow ym i a rodzim ym i; że nie uw zględniają różnic
w obchodzeniu tych obrzędów przez zam ożniejszych a u b ogich
w ieśniaków , że w ierzenia i zw yczaje opisują zazwyczaj n iedo
kładnie, bez u w zględ n ienia ch arak terystycznych w yrażeń, zw ro
tów i frazesów g w arow ych , co także pow tarza się z w yobrażę-
—
377
—
niam i i zwyczajam i, przybranym i w szaty chrystyanizm u, ale
n iezgod nym i z duchem chrześcijańskim. Bardzo mało uw zględ n ia
się w tych zbiorach w yobrażenia ludow e o w łaściw ościach,
w p ły w a ch i działaniach św iata zaziem skiego, niemniej o ży w io
łach, jak ogniu, w odzie i ziem i; nie w nika się głębiej w ducha
w ierzeń ludu, poniew aż nie liczy się z podstaw ow ą k w estyą
każd ego system u religijn ego, t. j. z p otęgą nadzm ysłow ą, której
działanie szkodliw e lub dobroczynne starał się człow iek poznać
a potem przez prośbę lub ofiarę dla siebie pozyskać, uczynić p o
żyteczną lub nieszkodliw ą.
R ó w n ież nie u w zględnia się pojęć ludow ych o nadprzyro
dzonych w łasnościach zwierząt, roślin i m inerałów ; n aw et sam
człow iek — jego ind yw idualny pierw iastek przedstaw ia się
w d otych czasow ych zbiorach wierzeń niew yraźnie, g d y ż nie
znam y pojęć ludu o w łaściw ościach składników ciała lu d zk iego,
ani jeg o pojęć p sy ch ologiczn ych ; nie w iem y, jaki w p ływ w y
w iera na życie człow ieka doczesne i pozagrobow e jeg o w łasne
p ostęp ow an ie a jaki przeznaczenie i istoty . nadprzyrodzone ; nie
znam y jeg o wierzenia w m etam psychozę, ani w kary i zajęcia
p oza g ro b o w e; nie znam y d em onologicznych w yob rażeń lu d o
w y ch o pochodzeniu chorób, ani sp osobów ich leczenia jak za
m aw iali, zażegn yw ań i innych środków m istyczn ego lecznictw a
lu d o w eg o .
W p rzytoczonych brakach i lukach zaw arte są p ostu laty
co do badań na przyszłość nad wierzeniam i ludow em i. Przedew szystkiem referent w oła o pospiech w zbieraniu tych materyałó w , które ośw iata i postęp czasu zm iotą niepow rotnie z w i
d ow ni św iata ze szkodą w ielk ą dla nauki, w czem nie tylk o
w sz y sc y członkow ie S ek cy i ale każdy, kom u droga jest w iedza
i nauka polska, godzą się z p. referentem . D la zbieraczy podane
są w skazów ki w tym referacie, w jakim kierunku szczególn ie
badania sw oje winni prowadzić, na co zwracać u w agę, b y m atery a ł ich stał się praw dziw ie cennem źródłem do poznania d u
ch o w eg o św iata naszego ludu. Może w łaśn ie w tej grubej nie
znajom ości stanu duszy naszego w ieśniaka, jeg o wierzeń i w y o
brażeń, n ależy szukać tej zagadkow ej przyczyn y, że religia
chrześciańska, mimo ty lo w iek o w eg o sw eg o w p ływ u , stosunkow o
tak słabe zapuściła korzenie w duszy i życiu w ieśniaka, k tóry
co do form y jest gorliw ym chrześcianinem , w duszy swej
i w pojęciach, życiu i czynach w iernym w yznaw cą te g o sy ste
—
378
—
mu lub system ów relig ijn y ch , które tysiące lat p anow ały przed
Chrześcijaństwem wśród ludów słow iańskich.
Szczytem jednak i streszczeniem dotychczasow ej pracy na
p olu ludoznaw stw a polsk. b y ła b y mapa etnograficzna, która
w sposób graficzny p rzedstaw iłab y n ietylk o granice obszaru
etnograficznego polsk., ale wśród tej zbitej m asy p odałaby róż
n ice narzeczow e języka polsk. Spraw ę tę przedstaw ił R o m a n
Z a w i l i ń s k i w referacie: O p o t r z e b i e m a p y e t n o g r a
f i c z n e j p o l s k i e j . R e fere n t p rzytoczył m apy etnograficzne
p olsk ie, jakie dotychczas posiadam y, sw oich i obcych, które nie
czynią zadość w ym agan iom naukow ym raz dla tego, że opierają
się na m ateryale niedokładnym , często naw et św iadom ie fałszo
w anym , pow tóre że są one w yłączn ie mapami językow em i bez
u w zględ n ienia innych cech etnicznych. R eferen t znaczenie takiej
m ap y etnograficznej ch ciałb y rozszerzyć jak najbardziej, ch ciałby
w niej zamknąć rzeczyw iście to, co jest znamieniem charakterystycznem narodu, n ietylk o ze w zględu na język i jeg o narze
cza, ale ta k ie co się ty c zy jeg o ubiorów , różnych ty p ó w chat
lud ow ych, naw'et jego obyczajów i zw yczajów , wierzeń i przesą
dów , — które razem w zięte tw orzą cech y etniczne p oszczególn ych
grup, m ogących b y ć refleksem różnych procesów plem iennych
i przeżytk ów pierwotnej ich kultury.
P ostu lat ten słuszny, w y w o ła n y koniecznością program owej
pracy, świadomej sw eg o celu, do k tórego zmierza się w sposób
m etod yczn y, p ew n y, z g ó r y ob m yślony, i w yrachow any. P o
niew aż nasza praca na polu ludoznaw stw a, jak to już p ow yżej
podniosłem , prowadzi się bez planu, »na ochotnika«, w ięc dzisiaj
nie może b y ć jeszcze m ow y o takiej m apie etnograficznej, bo do
niej jesteśm y jeszcze nie przygotow ani.
A jednak referent nie p ozw ala zrażać się temi trudnościam i
i radzi »na podstaw ie d otych czasow ego m ateryału zestaw ić sze
re g map sp ecyaln ych , które u n aoczn iłyb y nam braki i p op ch n ęły
do ich uzupełnienia. Zadaniem w ięc ludoznaw stw a polsk. b y
ło b y i) utrw alenie graficzne na mapie dotych czasow ych ow o có w
badań i 2 ) w ytk n ięcie drogi badaniom dalszym i zaznaczenie
ich w miarę postępu«.
Praca to mozolna, a jednak konieczna, której podjąć się
pow inni ta k ci, którym ochrona i poznanie narodowrości polsk.
nie są obojętne, jak i ci, k tó rz y pracę swą, jeżeli będzie ty lk o
podjętą w jednym celu i prowadzoną m etodycznie, m ogą przy
czynić się do urzeczyw istnienia te g o postulatu.
—
379
—
Tem u samemu przedm iotowi, tylk o ograniczonem u do jednej
ja k b y przedziałki »mapy etnograficznej« polsk., p ośw ięcon y jest
referat A l f o n s a J. P a r c z e w s k i e g o : O z b a d a n i u g r a n i c
i l i c z b y l u d n o ś c i na k r e s a c h o b s z a r u e t n o g r a f i c z
n e g o p o l s k i e g o . Jest to zestaw ienie gruntow ne w szystkiego,
co dotychczas uczyniono w ogń le dla poznania stosunków sta
tysty czn y ch narodu polsk., w szczególności jeg o granic etnogra
ficznych. A utor idzie granicam i etnograficznem i krok za krokiem
w miarę, jak d otychczasow e badania je nakreśliły, rozbiera je,
popraw ia i uzupełnia.. A można iść śmiało za nim, wierząc słu
pom granicznym przez n iego w ytyczon ym , g d y ż środki, którym i
się posługuje, są pew ne, pochodzące z dokładnej znajomości tak
m ateryału etnograficznego, po większej części opierającego się
na autopsii, jako też gruntow nych w iadom ości sposobu, w jaki
n agrom adzony m ateryał w yzysk ać należy. A cała ta żmudna
praca ma jeden cel — którym jest obow iązek w zględem narodu
i nauki, a każdy »obowiązek pow inien b yć w yp ełn ion y«.
R efera t ten pow inien każdy P olak n ietylk o czytać, ale r o
zum ieć g o tak jak statystyk , ekonom ista, p olityk czytają zesta
w ienia bilansow e, budżety, preliminarze i tym podobne spraw oz
dania piętrzące się od cyfr suchych — a jednak m ających
doniosłe znaczenie, ale n ietylk o czytają je, lecz w ysnuw ają z nich
odpow iednie w nioski, budują na ich podstaw ie różne projekta,
p ociągające za sobą ważne skutki. W tym referacie, zaw ierają
cym jak b y bilans naszej dotychczasow ej pracy publicznej i społeczno-narodow ej, m am y m atem atycznie przeprowadzony dowód
te g o aksyom atu, że alfą i om egą wszelkiej pracy publicznej jest
p o z n a n i e s i e b i e s a m e g o . Jak dalekim i b yliśm y i n iestety
jesteśm y jeszcze od tej zasady, każdy zrozumie to po przeczyta
niu te g o referatu, za k tóry autorow i n ależy się szczere uznanie.
K w e sty ę narzeczy języka polsk., które p. Zawiliński w ciąga
rów nież do m apy etnograficznej,'rozbierał dr. F r. K r č e k w re
feracie : O p o t r z e b i e a t l a s u ż y w e j m o w y p o l s k i e j
i s p o s o b i e j e g o u r z ą d z e n i a . To, co W en k er zrobił dla
narzeczy języka n iem ieckiego, chce referent przenieść na grunt
d y a lek to lo g ii polskiej i oznaczyć w łaściw ości i różnice gw arow e
polskie, na podstaw ie całych zdań i wyrazów , w sposób graficzny.
W ten sposób u zysk alib yśm y rzeczyw isty obraz w łaściw ości g w aro
w y ch , ich cech charakterystycznych i w zajem nego stosunku, który
w przejściow ych formach ma swój w yraz i zarazem podaną b y
ła b y m ożność przekonania się, czy i gdzie dotychczasow e nasze
-
380
—
badania narzeczow e są pew ne i w ystarczą do ułożenia te g o
rodzaju atlasu, a gd zie nasza praca p onow ion ą lub całkiem na
now o podjętą b yć musi.
Znaczenie gw ar w szelkich a w ięc i p olskich leży nie ty lk o
w tem, że badając je, poznajem y przez to różnorodność danego
szczepu lub narodu pod w zględem etnicznym , ale nauka sama
filo lo g ii czerpie z te g o w ielką korzyść, tak dla m etody jako też
środków , którym i się posługuje przy poznaniu język a i je g o
historyi. Od czasu k ied y zrozumiano, że pewniej postępuje ten,
k to sw oje badania zaczyna od rzeczy znanych a następnie prze
chodzi do mniej znanych, tak samo jeżeli w h istoryi w ych od zi
od czasów p ew n ych i w stecz cofa się dalej do czasów o d ległych ,
aniżeli ten, kto na gruncie niepew nym opiera sw oje badania
i z nieznanych przesłanek chce w ysn uw ać w nioski konkretne :
— znaczenie badań narzeczy rosło, tak ze w zględu na sam przed
m iot badany, jako też sposób jeg o badania. Znając gruntow nie
narzecze, można o w iele łatw iej w niknąć w je g o ustrój, zbadać
p rocesy w nim zachodzące, poznać przem iany oraz czynniki
w pływ ające na te przem iany —• co razem w zięte u łatw ia nam
znakom icie badanie język ów w o g ó le i zrozumienie praw w nich
działających w czasach, z których m am y tylk o piśm ienne za
bytki, a to na tej prostej zasadzie, że te same czyn n ik i fizyczne
i psychiczne, które obecnie są czynne w obrębie m ow y, m usiały
b y ć czynne zawsze, od k ied y człow iek zaczął m ówić.
W tem rozumieniu badanie gw ar polskich n ie pow inno p o
przestaw ać na suchem przytoczeniu ich w łaściw ości z zakresu
szczególnie g łosow n i w porównaniu z językiem literackim , ale
musi wniknąć głębiej w przedmiot, zbadać fizyologiczn ą naturę
dźw ięków gw arow ych , poznać czynniki, w p ływ ające na ich prze
m iany, przedew szystkiem pow inno się poddać narzecze jako
organiczną całość ścisłem u badaniu a nie jako część innej całości
t. j. języka literack iego. Z te g o założenia w ychod zi referat niżej
p od p isan ego: O b a d a n i u n a r z e c z y j ę z y k a p o l s k i e g o
i o p i ś m i e n n e m o z n a c z e n i u i c h d ź w i ę k ó w , w którym
po przedstaw ieniu w o g ó ln y ch rysach sposobu d otych czasow ych
badań gw ar polskich staw ia jako k onieczn y postulat, »żeby
oprzeć badanie w szystkich d źw ięków narzeczow ych na p odstaw ie
fizyologicznej, podać dokładną analizę każdego dźw ięku z osobna
jako też w połączeniu z innym i dźwiękam i i w ykazać p rzyczyn y,
w pływ ające na przem iany dźw ięków , czy i o ile takow e mają
—
381
—
źródło wewnętrzne, polegające na naturze fizyologicznej dźwię
k ó w sam ych, lub też na wzajemnem ich połączeniu, czy też
zew nętrzne np. w akcencie. W zakresie deklinacyi i k onjugacyi
w ystarczy podać te w łaściw ości, które w dzisiejszym języku
książkow ym nie są w użyciu; w składni natom iast trzeba z całą
ścisłością zachow ać sposób m ów ienia ludu«.
Co się ty c zy graficznego oznaczenia dźw ięków narzeczow ych,
odm iennych, nie mających w alfabecie polskim odnośnego znaku
piśm iennego, to tak ze w zględ ów na ścisłą łączność narzeczy
z językiem książkow ym , jakoteż ze w zględ ów praktycznych do
m aga się referat, ażeby »oznaczenie piśm ienne d źw ięk ów narze
czy polskich oprzeć na pisow ni, pow szechnie używanej w dru
k ow anych książkach«. P isow n ia ta musi b yć ściśle fonetyczna
i musi opierać się w doborze znaków na tych sam ych zasadach
co alfabet polski. D la dźw ięków fiizyologicznie odm iennych
lepiej jest u żyć znaków prostych, których ułożeniem mają zająć
się fachow i badacze języka polsk.
Żeby działalność nasza w kierunku zbierania i badania materyału ludoznaw czego podejm owana, przyniosła rzeczyw istą
korzyść, konieczną jest rzeczą w yd ać w skazów ki, ułatw iające to
zadanie. T ę czynność pow inno . T ow . nasze jako naglącą przedew szystkiem w ciągnąć w program swej pracy, jeżeli praca ta
ma b y ć system atycznie prow adzoną w ed łu g nakreślonego planu,
g d y ż tylk o w ted y można z niej spodziew ać się dodatnich re
zultatów.
W p ow yższych referatach m ieliśm y streszczoną działalność
na polu ludoznaw stw a polsk. ze w zględu na jego przeszłość ;
podane b y ły w yn iki i usiłow ania tej pracy, czy to dodatnie czy
ujemne, a tem samem nakreślony b y ł kierunek, w którym praca
na przyszłość postęp ow ać winna. Jeżeli w zestaw ieniu o siągn ię
ty ch rezultatów w idzieliśm y w ielk ie i to niejednokrotnie bardzo
w ielk ie luki, to fakt ten, mający sw e źródło w okolicznościach
niekorzystnych dla ludoznaw stw a polsk., nie pow inien w p ły w a ć
ujemnie na przyszłość, lecz przeciwnie niech stanie się bodźcem
silnym do energicznej i system atycznej pracy i nadal.
Oprócz teg o w dziedzinie każdej umiejętności nasuw a
się całe m nóstwo k w estyi w ażnych, w ym agających w yjaśnienia
a w każdym razie zaznaczenia i w ykazania ich ważności. W za
kresie ludoznaw stw a jest pełno takich kw estyj, aktualnych ze
w zględu na ich znaczenie tak dla nauki jako też zastosow anie
w życiu. T o b y ła druga strona czynności zjazdu, która n ie
—
382
—
m ogła b yć pom iniętą m ilczeniem. Do te g o szeregu n ależy referat
dr. J e r z e g o P o l i w k i : O z n a c z e n i u b a d a ń p o w i a s t e k
l u d o w y c h . R eferent, znany na polu lud ozn aw stw a słow iań s
k ieg o a także czytelnikom »Ludu« i »W isły«, zam ierzył na kilku
przykładach w ykazać, w jaki sposób pow iastki powstają, jak
przechodzą z miejsca na miejsce, jak rośnie ich m ateryał i u lega
różnym przemianom odpow iednio do w arunków zew n ętrznych
i w stosunku do oddalenia od p ierw otnego źródła pow stania,
za które w ed łu g jednej teoryi uważają się w y łą c z n ie Indyje.
R eferen t podaje w ięc tem samem k ry ty k ę tej teoryi, w przeci
w ień stw ie do drugiej, która przypuszcza rów noczesne pow stanie
podań na różnych m iejscach a tak samo jednostronnie brana,
może b yć nieprawdziwą. Zatem tak i w tej mierze, jak w o g ó le
w szędy, środkow a droga będzie najlepszą, która łączy ob ydw a
zapatryw ania co do pow stania podań lud ow ych a badaniu w y
tyk a kierunek w szechstronny, nie ograniczając g o ani pod
w zględem miejsca, ani też czasu, Żeby jednak takie studyum
m ogło w sposób porów naw czy b yć n ależycie przeprow adzone,
do tego potrzebna jest dokładna znajom ość zebranego m ateryału
ludoznaw czego u w szystkich narodów indo-europejskich, co w w y
sokim stopniu jest utrudnione a dla niejednego wręcz niem ożebne. Stąd też słusznem jest żądanie, dom agające się kodyfikacy i całego m ateryału podan iow ego w sposób odpow iedni, k tóry
p o zw oliłb y każdemu łatw o zoryentow ać się w tej m asie o g ło sz o
n ego drukiem m ateryału i czerpać z niego dla w ła ściw y ch celów
z korzyścią. To można rozszerzyć także do innych działów lu
doznawstwa, k tórego m ateryałów p ub likacya rośnie niepom iernie
a korzystanie ż nich staje się trudniejszem o tyle, o ile rozrzu
cone są po najrozmaitszych pism ach fachow ych i n iefach ow ych,
nie wyjm ując naw et codziennych.
W lite ra tu rz e naszej h istorycznej ro z b ie ra n a b y ła szeroko,
w o sta tn ic h la ta c h szczególnie, n az w a »Lach«, k tó rą z w y k le oz
naczan i są P o la c y przez n a ro d y ro sy jsk i i ruski od n a jd a w n ie j
szych czasów począw szy. T a k n azw a sam a, ja k o też jej tłó m a czenie, m a ju ż dziś b o g a tą lite ra tu rę , k tó ra i n a zjeździe zn a la zła
sw ój w y ra z w re fera cie L. M ły n k a : O d z i s i e j s z e j n a z w i e
»Lach« i jej z n a c z e n i u d l a b a d a ń e t n o g r a f i c z n y c h .
W e d łu g re fe re n ta n azw a ta »oznacza lu d p o łu d n io w o -p o lsk i,
m ieszk ający ob ecnie w zachodniej G a licy i n a p o d g ó rz u k a rp a c kiem m iędzy B iałą a S an em — m iędzy W is łą a K a rp a ta m i« ,
—
383
—
k tóry różni się od Mazurów i Ślązaków »wzrostem i budow ą
ciała, zdolnościam i i usposobieniem , mową. strojem, poezyą,
a naw et zwyczajam i i sposobem życia«. D on iosłość teg o faktu
b y ła b y w ielką tak dla historyi jako też etnografii ; dla h istoryi
z teg o powodu, że b y ło b y jasnem, iż nazwa ta nie jest o b c e g o
pochodzenia, ale swojska, rodzima, która m ogłab y rzucić snop
św iatła na k w estyę o Lachach i L echitach; etnografia znów m iała
b y jeden dow ód więcej, że w na pozór dziś jednolitych szczepach
polskich kryją się prastare plem iona, które w yp ad ałob y zbadać
gruntow nie, czy i jakie okazują jeszcże cech y odrębne, w sk a
zujące na różne ich pochodzenie etniczne. Ze w zględu zatem na
w ażność poruszonej przez referenta k w estyi, konieczną jest rze
czą, sprawie tej p ośw ięcić baczną u w agę i p rzed ew szystk iem
skonstantow ać, c z y lu d d o t y c z ą c y p o l s k i s a m z n a t ę n a
z w ę i n i ą s i e b i e o z n a c z a , czy też, jak to uczestnicy zjazdu
twierdzili, nazwą tą oznaczają ich tylk o sąsiedzi, szczególn ie
R u sini.
R ó w n ież ważną jest k w estya poruszona przez N a r c y z a S i
k o r s k i e g o w referacie : 0 n a z w a c h r o d o w y c h l u d u T a r
n o w s k i e g o , który n azw y ludow e te g o ż pow iatu, d osięgające
cy fry 1 8 0 0 , bada ze w zględu na ich rozm ieszczenie gieograficzne,
i zestaw ia te, które powtarzają się tylk o w jednej wsi —■»jednogromadne«, lub też zagnieżdżone są w jednej ok o licy — »jednogniazdow e«. Z zestaw ienia tych nazw pokazuje się, że p o m ię
dzy niem i jest p ew ien zw iązek ściślejszy, k tóry w skazuje na kolonizacyę jako w łaściw e źródło teg o zjawiska. R ó w n ież ciek aw ym
jest i ten fakt, że nazw iska etym ologiczn e pokrew ne, z p ew n ym i
przyrostkam i, rozm ieszczone są rów nież gniazdam i, co na m a p
kach przez referenta naszkicow anych szczególn ie w w id oczn y
w ystępu je sposób. Oprócz te g o w nazwach rodow ych m am y za
w arty b o g a ty m ateryał dla dziejów kultury, g d y ż w n ich p o w
tarzają się n azw y starych herbów , zaw ołania szlach eck ie, w nich
można jeszcze odszukać w yrazy i imiona starodaw ne, które w ję
zyku dzisiejszym nie są w użyciu. D la teg o z w dzięcznością tylk o
przyjąć można zamiar referenta, k tóry badania te chce rozszerzyć także na inne p ow iaty, naw et na całą G alicyę przy pom o
c y ludzi chętnych, um iejących łączyć obow iązki narodow e z
obow iązkam i sw eg o zawodu.
K ied y ś poczytanem to będzie naszem u T ow arzystw u za
w ielk ą zasługę, że głośn o w oła przy każdej sposobności, iż prze
m ysł krajow y w tenczas może rozw inąć się prawdziwie, jeżeli
—
384
-
op rze się na gruncie rodzim ym , przetwarzając m ateryał sw ojsk i
w w y ro b y przem ysłow e i stosując je do charakteru naszego, n a
szych potrzeb i przyzw yczajeń. To samo p ow iedzieć można o
sztuce i w o g ó le o w szystk ich w ytw orach pracy u m ysłow ej, do
której szukać w inniśm y przedew szystkiem m otyw ów w skarbnicy
rodzimej naszego ludu. R zecznikiem tej Ważnej spraw y jest
S e w e r y n U d z i e l a , k tórego w zory haftu b iałego ludu krako
w sk ieg o podajem y naszym czytelnikom od dłuższego czasu a k tóry
w referacie : O r n a m e n t y k a l u d o w a i j e j z n a c z e n i e d l a
s z t u k i i p r z e m y s ł u k r a j o w e g o , w sposób św iad czący
0 znajomości i zam iłow aniu tego, co piękne i sw ojskie, podnosi
g ło s w tej tak ważnej dla nas sprawie. P od aw szy charaktety sty k ę ornam entyki ludow ej, dom aga się »zebrania i w yd an ia
w zorów jej w jak najszerszym zakresie«.
Z daw ałoby się b y ć rzeczą, rozum iejącą się samo przez się,
źe życzenie to pow inno b y ć tylk o wyrazem ogóln ie odczuwanej
p otrzeb y przez cały naród, któremu przecie milszem b yć p ow inn o
to, co w y szło z jeg o duszy i m yśli, aniżeli to, co p rzyn iosły mu
zagraniczne szablonow e pism a ilustrowane.
A jednak przykro przyznać, że na tem polu prawie jak b y
nic nie zrobiliśm y, że nie um iem y rozróżnić, co nasze a obce,
1 stąd m ożebnem jest ty lk o u nas, że obce rzeczy, cudzy tow ar,
m ożna nam sprzedaw ać za nasz w łasny, jak to np. przy sp o so
bności poruszonej przez T ow arzystw o nasze sp raw y »paw ilonu
p aryzk iego« można się b y ło przekonać. Żeby przeciwdziałać prze
ciw tej zaw stydzającej nas ignorancyi tego, co nasze, podaje refe
rent środek dobry a p ew ny, jakim jest »p ielęgn ow anie w szk ołach
p rzem ysłow ych w kraju naszym ornamentu lud ow ego, niem niej,
a b y w e w szystkich krajow ych zakładach naukow ych, gdzie m ło
dzież u czy się rysunku a dziew częta haftu i innych robót ozdo
b nych, w zory do nauki u w zględ n iały nasz ornament ludow y«.
Zanim to nastąpi, piekącą rzeczą jest, ażeby 2 -g i tom d zieła
nieodżałow anej pam ięci M a t l a k o w s k i e g o , obejm ujący orna
m en tyk ę na Podhalu, od kilku lat p rzygotow any do druku, jak
najprędzej ujrzał św iatło dzienne. S ek cya dała też w yraz tem u
życzeniu przyjmując jedn ogłośnie rezolucyę, ażeby w yrażając
z te g o pow od u ubolew anie, udać się do kom itetu k asy im. M ia
n o w sk ieg o o przysp ieszenie te g o w ydaw nictw a.
N a szerokiej podstaw ie b y ł oparty referat dr. M i c h a ł a
Żmigrodzkiego: O znaczeniu swastyki w historyi
deizmu,
k tóry zaopatrzył ilustracyam i 1 5 0 0 rysunków swa-
—
385
—
sty k i, obejm ujących kraje i narody »poczynając na H issarliku
przez In d y e i Chiny aż do A m eryki w kierunku w schod
nim, a w zachodnim przez E uropę południow ą ku północnej
a następnie przez Skan d ynaw ię i S zk ocyę aż do A m eryki«.
R eferen t przyjmując »monotheizm pierw szego objawienia« za
najdawniejszy wyraz religii człow ieka pierw otnego,
uważa
»słońce za sym bol B o g a praw dziw ego, a sw astyk ę jako narzędzie
w ręku człow ieka ku dobyciu ogn ia i ciepła na ziemi. K rzyż
przedchrześciański nie jest skrzyżowaniem się dwóch linii lub
płaszczyzn, lecz czterema prom ieniam i w ychodzącem i z jedn ego
punktu tj. B o g a (słońca), z k tórego w e w szystkie cztery strony
św iata tryskają prom ienie życia. Przez zaniedbanie rysunku i jego
urozm aicenie sym bol ten przeistoczył się w ornament«, który
na
rozw ieszonej tab licy referent przedstaw ił w głów n ych
grupach.
T o są g łó w n e rezultacy 5 -letniej naszej działalności na polu
ludoznawscwa, jakie na zjeździe poddaliśm y pod sąd publiczny.
J eżeli ten w y p a d ł pom yślnie, to niech będzie to dla nas bodźcem
do dalszej i w ytrw ałej pracy, pom nąc owej Sokratesow ej zasady:
p o z n a j s i e b i e s a m e g o , która n ietylk o w filozofii, ale i w ży
ciu narodów jest podstaw ą rozumnej i'p ożyteczn ej pracy.
D r. Antoni Kalina.
Dwa przyczynki do historyi wierzeń Indowych.
i.
Pierwszorzędnem źródłem- badania histo ry i wierzeń ludow ych
są daw ne a k ty sądowe. Prócz bowiem licznych wzmianek, mniejszej
w agi, dotyczących tego przedm iotu, znachodzą się w nich —• nie
często w praw dzie — procesy o czary, w ierzenia w duchy i d y ab ły .
K sięg i sądowe m iejskie i wiejskie, zw łaszcza krym inalne, obfitego
dostarczają nam pod ty m względem m atery ału ; mniej szczodre są
a k ta sądów grodzkich i ziemskich, choć i tu znajdą się nieraz nader
w ażne d la etn o g rafa szczegóły.
Pierw szy z niniejszych przyczynków znaleźliśm y w tak iej
w łaśnie księdze sądowej grodzkiej halickiej z la t 1655 i 1656,
(C astr. H al. t. 147, p. 1963 — 1967). Zaw iera on obiatę konfessaty
jednego czarow nika i dwu czarownic z wsi Zabłotow a, k tó rą dzie25
j
—
386
—
dzic tej wsi, Stanisław Karski, torturami w nich w ym ógł i do
aktów sądu halickiego wpisać polecił. Wśród mnóstwa szczegółów ,
jakie zeznania te zawierają, znajdujemy ciekawe wzmianki, odnoszące
się do sposobu czarowania, do przyrządzania środków przeciw s k u
tkom czarów i t. p. A le najciekawszym jest fakt, ze sam ksiądz
pleban w ierzył w skuteczność czarów, polecając jednej z wiedźm
zabłotowskich zaczarować pana Kamienieckiego, z którym się. w ła
śnie procesował, aby spór w ygrał.
A k t przytaczamy w dosłownym odpisie, zmieniając błędną
częstokroć pisownię (pisarz b y ł niewątpliwie Rusinem) na dzisiejszą.
Oblata confessatae de Eabłotow (4 września 1656). Officium
praesens castrense capitanéale Halicieuse confessatam infrascriptam
diversarum personarum per generosum Stanislaum Karski ad actieandum porrectam suscepit, actisque suis inscribi permisit, eiusmodi
seriae verborum.
Actum in Oppidio Zabłotow die 23 Januarii. Confessata cza
rownic zabłotowskich. Kulik 'primus. 1) Przyznał K ulik przed tortu
rami, iże Olexina z Pilipicbą czarowały się i na siebie czary w y
w oływ ały i posyłała mnie Olexina po lekarstwa do lekarki, ja jej
przyniósł z białego Potoka od lekarki cbowanca w zbanku.
2) Przyznał Kulik, iże Olexina, Petrycba i Pilipicha umieją
czarować i czarują.
3) Przyznał się Kulik, iże Jacka urzędnika zabił w białobużnicy o pańszczyznę.
4) Przyznał i to, że Didko po chacie biegał w domuu Olexiny.
5) Przyznał i to, że Olexina z Pilipicbą w yw oływ ały nasiebie,
żeś ty na mnie nasłała i ty także na mnie n asłała.
6)
Pilipicbą na arendarkę w więzieniu płacze, że znią kiedy
czarowała.
7) Doboszka browar zepsowała, że piwo nie lusło aż jej B ilęski
kupił konew piwa i znowu to odczyniła. '
8 ) Olexa kazał browar czarować dla arendy.
9) N a Halkę kazał, iże także o czarach wie w szystkich z Ole
xina nika jej ona jest.
10) Jakubicka W aśkowa nie wstanie nigdy bez czarów.
11) Pilipicha Petrykowskiemu dzieci dwoje w białym Potoku
umorzyliśmy z W asilem leśnym pobereźnikiem.
12) Przyznał i to, że Olexina z Petrycba dawno się na Pana
zawzięły.
—
387
—
13) Panu Ludzickiemu ludzi wszystkich podmuszczyła.
14) Przyznał i to, że dzieciom Pańskim niemasz zguby od ni
kogo tylko od P etrychy, Olexinej, dały im wypić.
15) Olexina, Petrycha, Pilipicha ci Państwo czarowały i ja też
z nimi.
16) Przyznał i to, że Olexina ma chowanca w domu, mnie po
niego posyłała.
17) Przyznał i to, że Olexina Pańskie dzieci Pańskie (sic) po
gu biła dla arędy, że teraz nie panowała mówiąc, gdy mu dzieci
pomrą, to pieniądze z Zabłotowa Pan.
18) Przyznał i to, że w domu, gdy się do kupy poschadzały,
Pilipicha, Petrycha, Olexina mawiały, że ne bude tu t Karski panow aty, tak się często chw aliły na Pana.
19) Werkunienki też z nimi nakładały, sestra z sestrą, kuma
z kumą.
20) Grześko z -Tymkiem zabili Dzwonnika, który nocował w
gumnie u Olexiny. Ciało leży za Turka pod górą przeciwko pasiece,
w zięli złotych ośmdziesiąt u niego.
21) Chlebem tym czarowali, co go w piecu zalewają przez noc.
22) Powołał Hawryszkę z Dymidcza, że widma jest K owalska
stara Tomaszycha Kalina, dziewka ta człowieka zaraz zabija.
Druga Halka. 1) Przyznała, że Pilipicha z Olexina podsypały
dzieci w domu.
2) K azała wziąć siostrę i Pilipichę, ci są worohy Panu.
3) Petrycha na moje dzieci nasyłała.
4) Ponieważ tak siostra czyniła, niechajże cierpi i ja dla niej
muszę cierpieć.
5) Pilipicha z siostrą czyniła dla arędy, że poczarowała dzieci,
żeby pan rychlej poszedł z Zabłotowa, gd y pomrą dzieci.
6 ) Olexina radziła się mnie, jakoby zgładzić ze świata Pana.
7) Siostra po żonkę aż do Wołoch posyłała i w pole po ziele
jeździła.
8) Pilipicha, siostra Petrycha, ja czarowałyśmy państwo
i K ulik.
9) Olexina z Pilipicha czary noszywała do zamku ; takto
Pilipicha panią leczyła a ona natenczas czarowała.
10) Skarżyła się Pilipicha przed Alką, że miała mi dać Pani
krowę, com ją leczyła. Petrycha krowy mi Pani nie dała.
11) Olexina cieszyła się ze śmierci dzieci Pańskich, mówiąc,
chwała Bogu, że pomarli.
12) Przyznała, iże Olexa znał o czarach wszystkich.
—
388
—
13) Sestra na Pana nasłała, podsypowała i podlewała g o
z Petrycną.
14) Czarownice te tu są: siostra, Petrycba, Kulik, ja.
15) Pilipiclia z sestrą mnie namawiały, żebym dzieci Pańskie
czarowała z nimi i niżeli pojachał Pan na Trwogi czarowałyśm y je.
16) Panią czarowała Pilipicha, gdy ją leczyła.
17) Pilipicha czary w chacie u Pana sypała.
18) Chowaniec ma Olexina.
Trzecia Olexina. 1) Przyznała, że jeszcze Pan b ył na Trwogach
a Kulik Pana czarował o kotły, co ich w ydał Kozakom.
2) Przyznała, iże K ulik chw alił się, że nie zdrową do m nie
odeśle Pan.
3) Kulik w ziął Dzwonnika u Olexiny w gumnie ubił go, w z ią ł
złotych trzysta.
4) K ulik Panu winien w dzieciach, ile razy była P ilip ich a
u Paniej, zawsze się z nią czarował Kulik.
5) Przyznała Olexina: iżem kazała czarować Kulikowi, jako
Pan przyjechał z Trwóg za arędę. Pilipicha wie o tym .
6 ) Kulik Panią czarował za złotych dwanaście.
7) K ulik browar czarował.
8 ) K ulik z Pilipicha n asyłał na browar.
9) Przyznała i to, że chowaniec jest w tej chacie, gdzie Pan
mieszka, gdyż go K ulik z Zadniestra przyniósł, puścił go n a dawne
jeszcze dworzysko.
10) Przyznała i to, że Halka, Kulik, Pilipicha i ja dzieci
Pańskie czarowałyśmy.
11) K ulik się nauczył czarować, jako tu przyszedł.
12) Przyznała i to, że z Pilipicha w poniedziałek pow adziła
się a we środę na mnie nasłała, żem z chaty uciekała, aż D ubeyczycha odegnała odemnie ; dałam jej serdak za to.
13) Przyznała i to, że K ulik na Wodokrzcie ....... ') czarów,
gdy na Stasia Pańskiego zawernuło, przyszedł do mnie powiadając
mi, iże u Pana jest żonka, co leczy Stasia — co tym czynić — ja
powiedziałam czyń, co rozumiesz.
14) Na granicy bywałam we czwartek i ze mną H alka, P ili
picha i K ulik.
15) Przyznała co, że K ulik gdy b ył watamanem w Siemakowcach u PanajKomorowskiego, gdy w gurę b ył odjachał, zlecił
mi był wszytko i z tkaczem oni poprzepiali Pańskie dobra. Pan p rzy*) jedno słowo wypuszczone.
— 389 —
jach aw szy , nie za sta ł mie w domu. w ziął u tkacza p łu tn a pułseręk
z a winę, a u K u lik a jałowice. K u lik n asłał złego na cztery P anny
jeg o .
16) K u lik na Hrenichę nasłał, k tó ra k ilk a ra z y chciała się iść
s ta r z y ć do P ana a on z siekierą się puścił za nim.
17) W erk u n k a widm a jest.
1.8) D w a roki ja k ona w idm a została.
19) Jak u b ich a widma. 20) P ilipicha ma chowańca.
21) K u lik mię nauczył być widma. D ał mi się z czerepka po
sm arow ać, posm arow awszy się, poleciałam na granicę.
22 K uliczycha n ak u rzy ła paleniczką na pirsze W oskresenie
zdechło u mnie to w a ru 2) zaraz 12, także u gancarki, tak że i u B i
lińskiej.
23) K u lik Słow otczankę z Popielnik ta k ją b y ł czarow ał, że
je j nogi odjął.
24) P rzyznała, że Słow otczankę zleczy, P an ią i P an a z dziećmi,
g d y K u lik a i K uliczycki nie będzie, bo i ona je st w ielką czarow nicą.
25) K u lik na Hczychę nasłał.
26) P rzy zn ała i to, że K uliczycha przyniosła jej chleb, co nim
k u rz ą na W oskresienie pierw sze a ten chleb ma ta k ą moc, że wie,
k to się liczy przeciwko czarom ich.
27) W idziała p ła t od pieniędzy u H renichy co dzw onnika z a
b ili K u lik z Hreniem .
28) P a n a Kamienieckiego W ołyńskiego i w szystkich Panów ,
•co tu m ieszkali ty lko, z inszemi czarow ała.
29) N a P an a K arskiego te czary nagotow ałyśm y były, ale
■dzieci w to w stąp iły,
30) G niew ałam się na P ana K arskiego, że mi k az ał przysięgać
o rzeczy Gajecki z częścią, dla tego zadałam .
31) G dy się pozyw ał ksiądz pleban z Panem K am ienieckim ,
tedym Czarowała, żeby p rzeg rał spraw ę Pan K am ieniecki, bo mię
o to p ro sił X iadz i po białogłow y posyłałam , gdziem w iedziała
o nich, żeby b y ły czarow ały.
32) P an a K opyczyńskiego czarowałam i złe m ieszkanie m iędzy
P aństw em uczyniłam , bo się mnie P an trzy m ał, P an i się tego do
w iedziała, chciała mię kazać pojmać i k a tu dać w ręce i przyjaciele
2) t. j. by día.
—
390
-
jej na ty m stali, mnie przestrzeżono i uciekła stam tąd od w szy st
kiego i do Zabłotow am przyszła.
Ł a w er Koszko w ójt zabłotow ski, Ruś, osadca. burm istrz..
Wojtek Gancarz. Matwiej Piekarz. Pilip Piekarz. Marko Markowicz?
burm istrz.
II.
A k t, k tó ry poniżej w dosłownym odpisie przytaczam , z a w a rty
jest w księdze rozpraw sądów ław niczych w T arnopolu z la t 1730
— 1745, k tó ra obecnie znajduje się w krajowem A rchiw um a k tó w
grodzkich i ziemskich we Lwowie. J a k się z treści okazuje, je s tto
in d ag acy a sądowa, k tó rą na rozkaz zamku, tarnopolskiego przepro
w adzają dwaj ław nicy n a osobie chorobą złożonego W ojciecha B e
d n arza. Zeznania, jak ie przed ty m i ław nikam i złożył, rzucają pew ne
św i atło n a w ierzenia ludu tarnopolskiego przed 170 la ty m ianowicie
na w iarę w dyabły. Dodane n a końcu a k tu zeznanie św iadka W oj
ciecha K urasza, jakkolw iek nie zaw iera ciekaw szych dla nas szcze
gółów, przyczynia się jednak do rozjaśnienia spraw y, więc p odałem
je tak że dla zw iązku.
A ctu m in civitate Tarnopol, feria secunda post Dom inicani
R em iniscere hoc est die vigésim a secunda F eb ru a rii (sic) 1731.
Z w yraźnej woli zam ku tarnopolskiego, m y będąc deputow ani
z urzędu, to je st sław etni M ichał Sroczyński i B azyli Ja ry c z e w sk i
p raw ni w ierni do w ysłuchania indagaeyj w dom J a n a B arańskiego
do utściwego imieniem W ojciecha Bednarza, chorobo złożonego, k tó ren przed różnem i ludźm i pow iadał, jak o b y pieniądze w y k o p y w a ł
w chlew ku W ojciecha K u rasza na wale. P otym m y krucyfix p o sta
w iw szy m u przed oczy, w yp y ty w aliśm y się różnie, przekładając m u
mękę C h ry stu sa P ana, źeto dla odkupienia nas grzesznych cierpiał,,
a on jednostajnym głosem pow iadał, że do mnie po nocy coś p rz y
szło i jeden m ów ił: Leży tu Jó zef S ta ry w końskim gnoju, a d ru g i
pow iedział, że A ndrzej b y ł tu i m ieszkali, k tó rzy k ra d li i na ty m
miejscu summe składali, a ta summa leży pod trzecim kołem od
miedzy ; potym m ówili do mnie : t y jesteś pobożny człek, to
w ykopaj sobie i daj na Bożą chwałę i powiedzieli mi : p am iętasz,
żeś w zioł p rzy znakę; a to praw da, że je st tem u la t dziesięć, ję k i em
tok s tru g a ł, tom b y ł n alazł zamek od skrzyni i wziołem go, to
mi o ten zam ek spominało, a t o w s z y s t k o d i a b l i b y l i , i k a
zali mi n a ty m miejscu kopać. J a to sobie wziołszy (sic) w głow ę
— 391 —
i poczołem kopać a na ty m miejscu b y ł kam ień, com go położył
pod worek, tenże b y ł przym arz i jam ten kam ień ud erzy ł dow bnią
aż zaraz d i a b l i rz e k li; o ogłuszyłeś nas, a jam im rz e k ł: a ezemużeście nie uciekali, i ja kam ień odwaliwszy, wziołem kopać,
a gdym jam e w yk opał więcej ja k na dwie piędzi aż mię strach
zebrał, drżenie w ielkie napadło mię, żem m usiał uciekać, i ta k ciż
d i a b l i ustaw icznie mnie w uszy szeptali, mnie podmą wiali, abym
im duszę zap isał a ja nie chcę, ale duszę moją Panu B ogu i M atce
przenajśw iętszej oddaję. P otym ja k mię d i a b l i już poczęli trząść,
w niwecz obracać, tedy ja poszedł do Smykowiec do popa. Tedy
gdzie ty lk o b y ła jam a woda (sic), to w szystko mi mówili, że cię tu
zam ordujem y i moja żona ze m ną chodziła a w szystko u mnie się
duszy n ap irali, a jam się im bronił, od siebiem ich odganiał a gdym
przyszedł ze Smykowiec, tedy tak i d i a b l i nie daw ali pokoju,
n a p ira li się u mnie odzieży (sic) i ja różnie chodząc, tom porzucił
b y ł kożuch w Buczniowie, bo oni mię tam m ordowali a to żeby
m i d ali pokój u K rz y sk a a oni ty lk o się dziw ow ali, co ja robię ;
na P etry k o w ie porzuciłem sirak ladaco, a com jam ę by ł w ykopał,
tom ją znowu zasy p ał i więcej tam nie bywałem i niewiem o n i
czym, bo d i a b l i teraz do mnie nie gadają, ja k się m iędzy ludźmi
rozniosło to tyłkom ra z słyszał, że się śmieją, pow iadając żeśm y
ich pokusili. A ja to rozum iał, że pieniędzy dobędę, tom ofiarow ał
n a o łtarz świętej A nny. A ja k ja począł kopać, to już tem u czwa
r t y ty d zień od środy, bom we środę począł kopać, niepam iętam czy
przedpołudniem , czy. popołudniu. A co baba mię porzuciła b yła
pierw ej, to z tej racyi, że miałem nad głow am i za ścianą za deszczką
zł. 14 i ta k mi z tych zginęło zł. 8 a sześć się zostało i ta k my
się za to powadzili.
Do urzędu przyprow adzony będąe utściw y W ojciech K urasz,
będąc różnie p y ta n y i straszony w tej jamie, k tó ra się znajduje
w chlew ku, o której pow iadał Wojciech B ednarz je st jego, że tedy
on poklęknąw szy palce n a w k rz y ż . złożyw szy i pow iedział : Panowie
wolno ze m ną co chcieć czynić, a ja ni o czem nie wiem i o tej
jam ie nie wiem, kiedy się kopała i niewidziałem jej aż dopiero przy
urzędzie, bo ja nig dy do tego chlew ku nie chodził, ty lk o sta ry sam
tam siedział j a k p i e k i e l n i k ; on się ze m ną często kłócił i mnie
nieraz o g łuszył b y ł a więcej ni o czem nie wiem. Niech mię Bóg
sk arze na duszy n a ciele.
W ładysław Semkowicz.
—
392
—
ROZMAITOŚCI.
Odezwa ludoznawców do fotografów*). „K ażda umiejętność posługiw a się dzisiaj sztu k ą fotograficzną. N ietylko nau k i p rz y
rodnicze, lecz także umiejętności, zajm ujące się duchowemi czyn
nościami człowieka i sztukam i, dom agają się od fotografji odbić
przedmiotów, je obchodzących, ponieważ nic innego nie zdoła
ich podać z ta k ą w yrazistością i dokładnością, z ta k ą szybkością
i ta k autentycznie, ja k w łaśnie ona. T akże m łoda um iejęt
ność ludoznaw cza (etnografja, folklor) zw raca się z ufnością ku
piastunom i przyjaciołom tej sztuki. Um iejętności tej widocznie
w oczach i pod rękom a ubyw a m aterjału. Czasy dzisiejsze usuw ają
nieubłaganie i gw ałtow nie pierw otne w y tw o ry ludowego ducha, lu
dowej sztuki. Życie wiejskie przybiera ch a rak ter miejski, a w raz
z niem najcenniejsze św iadectw a rozwoju naszego, przeszłości n aro
dowej, g in ą bezpowrotnie. Trzeba zatem choć w ostatniej godzinie
wdać się w to ; trzeba zachować rzeczy same, a gdzie niemożna
tego uczynić, u trw a lić przynajm niej ich obraz i zachować dla n a u k i“.
T ak zaczyna swą odezwę do fotografów jeden z w ybitnych ludo
znawców austryackich, dr. M i c h a ł H a b e r l a n d t. J e śli byłoby
potrzeba jeszcze pow oływ ać się na jak ą powagę, to przytoczym y
zdanie J a n s s e n a o znaczeniu fotografji dla n au k i wogóle. Oto,
co ten uczony w yrzekł :
„L a photographie joue á l ’égard du monde extérieur, du monde
physique qui nous entoure, un rôle sem blable à celui de l ’écriture.
P a r l ’écriture la pensée est fixée, elle a pris une forme qui lu i
p erm ettra de ren aître dans une au tre intelligence telle qu’elle a v a it
été conçue à son origine. P a r la photographie les im ages des ob
je ts et des phénomènes sont fixées et les générations qui nous sui
v ro n t pourront assister aux mêmes m anifestations visuelles que si
les phénomènes se passaient sous leurs yeux. L a photographie noue
la chaîne de phénomènes à tra v e rs les tem ps, comme l ’écriture noue
la chaîne des pensées et des sentim ents à tra v e rs les âg es“. (Bev.
de géogr. t., 41., s. 275.)
Po słowach czyny: W e F ra n c y i w r. 1894. zaw iązało się to
w arzystw o p. n. Association du Musée des photographies documentaires,
k tóre do m arca 1897. zdołało zebrać około 12.000 nrów fo tografji,
klisz itp. okazów, mogących pod jakim kolw iek względem służyć za
„dokum ent" (prw. notatkę G-. R egelspergera w Revue de géographie
1897. t. 4 L , s. 273—5.) A ngielski zaś miesięcznik The Geographical
■*) W ydziai T o w a rz y stw a ludoznaw czego, które istnieje w e L w ow ie od lat 6
i w ydaje kw artalnik z aw odow y »Lud«, uchw alił niegdyś zw rócić się do pp. fotografów (tak m iłośników tej sztuki, jak i zaw odow ych) z p ro śb ą o spółzaw o d n ictw o
w zbieraniu m aterjału ludoznaw czego. P oniew aż w tej sam ej m yśli o g ło sił dr. M.
H aberlandt ju ż w II. roczniku org an u ludoznaw ców w iedeńskich (Zeitschrift f ü r
österreichische Volkskunde, 1895, str. 183 — 6) odezw ę podobną, sądzę, że przeró b k a
jej, odpow iadająca stosunkom naszym , zastąpi tym czasow o podręcznik o b szern y dla
fotografów -ludoznaw ców , na który trzebaby długo czekać.
—
393
—
Journal podaje na końcu każdego zeszytu spis szczegółowy fo to g rafji i klisz, ważnych dla geografji lub etnografji. nadesłanych do
b iu ra T ow arzystw a geograficznego w Londynie. Facta loquuntur !
Nam więc pozostaje ty lk o polecić uw agi i fa k ty powyższe
św iatłej rozwadze pp. fotografów , aby zaś im ułatw ić pracę, — b ar
dzo wdzięczną i w y ty k ając ą am atorstw u naw et cel szczytny, bo
naukow y, — podajem y niżej parę uw ag o przedm iotach, k tó re dla
celów ludoznawczych należy fotografow ać, i o sposobie, w ja k i
trze b a dokonywać zdjęć, ażeby odpow iadały potrzebom ludoznaw stw a.
1. Zdjęcia antropologiczne postaci typow ych mieszkańców wiosek.
K ażd ą postać należy zdejmować w dwu postaw ach : a) pełną tw a
rz ą ku widzowi (en face), b) bokiem do widza (w profilu). O ile
możności u p rasza się fotografow ać głowę i całą postać i to na tle
jasnem , p rzy sym etrycznym układzie ciała. Niezbędnem je st przy tem
odfotografow anie też obok postaci tej ( n i e p o z a n i ą ! ) jakiegoś
przedm iotu, k tó ry b y m ógł służyć za m iarę postaci, np. sążnia, ty k i,
ju ż zmierzonej itp. W reszcie trzeba zapisać imię, nazwisko, szczep,
miejsce zamieszkania, wiek, stan itp. okoliczności, dotyczące oso
b n ika fotografowanego.
2. Zdjęcia budowli. Rozliczne to w arzy stw a uczone w A u strji,
Niemczech i Szwajcarji, zbierają obecnie m aterja ł do olbrzym iego
dzieła o domie chłopa niemieckiego. Czesi poszli ju ż za przykładem
niemieckim. U nas ledwie początki istnieją prac w tym kierunku
(prw . K a r ł o w i c z a szkic o chałupie polskiej, a przedew szystkiem
znakom itą pracę śp. M atlakow skiego o budownictwie na Podhalu).
Crdyby fotografow ie - am atorow ie wzięli się do fotografow ania
zabudow ań wiejskich naszych, d aliby przez to podstaw ę do pracy,
k tó ra b y m ogła być m onografją chałupy polskiej. A nie je st to rzecz
tru d n a wcale. Nie chodzi bowiem o widoki malownicze, jeno t e c h
n i c z n e (i to w yraźne) budowli stary ch , a raczej wzniesionych n a
s t a r ą m o d ł ę , m ianowicie: dworów i dworków, chałup m ieszkal
nych w raz z przybudów kam i, zabudow ań ubocznych, stodół, śpichrzy , stajni, m łynów i t. d .1) ; pożądane są przytem p lan y po
szczególnych budynków, k sz ta łt podwórza, a n a w e t—■o ile możności
— k s z ta łt i ch a rak tery sty c zn y rozkład wsi. Jeżeli fo to g rafa ude
rz y szczególny k sz ta łt np. szczytu dachu, obłęku nad drzw iam i,
okien, przedsionka, płotu, ogniska, pieca, komina, urządzenia izby,
sprzętów i t. p., zasłuży się ludoznaw stw u bardzo, jeśli szczegół
ta k i zdejmie z osobna. Może nadto, a naw et powinien, zapisać
n azw y poszczególnych części chałup i innych budynków w iejskich
w narzeczu miejscowem.
r) Z aw sze należy p rz y chaíupie i i. d. um ieścić na ścianie jak iś przedm iot,
którego m iara je st zn an ą (np. sążeń), i dopiero potem w y k o n ać zdjęcie. W braku
m iary należy przynajm niej cztow ieka postaw ić obok budynku i odfotografow ać w raz
z nim.
—
394
—
3. Odzież. F o to g rafu jąc ubiór m ieszczański lub w ieśniaczy,
trzeb a bardzo zw ażać na różu icę, ja k a zachodzi między ubraniem
eodziennem a niedzielnem, wz ględnie świątecznem. Zm ienia się też
ubranie stosownie do okoliczności takich, ja k wesele, chrzciny, po
grzeb i t. p. K ażdy kostjum w y m ag a zdjęcia potrójnego: a) z przodu,
b) z ty łu , c) z boku Jeśli poszczególne części ub ran ia na osobie
fotografow anej w ystępują n ie w y ra ź n ie w skutek tego, że je inne
za k ry w ają w całości lub w с zęści, należy osobno je odfotografować.
Szczególną u w agę należy z w racać na h afty , w yszyw ania i inne
ozdoby u b io ru ; zaleca się na w e t osobne zdejmowanie ich wzorów.
4. Przedmioty religijne są ta k ciekaw ym i dla ludoznaw cy, ja k
m alow niczym i dla fo to g ra fa - am atora.
N ależą tu n. p. Boże
męki, wota, deski grobowe, stare drzewa, posążki św iętych („ fig u ry “),
słu p y , kaplice, stacje m ęki P ańskiej i t. d. Znów dw a zdjęcia są
tu pożądanemi : a) zdjęcie szczegółowe samego przedm iotu, b) zdję
cie przedm iotu w raz z całem otoczeniem. D obrzeby było też z a
pisać p rz y tej sposobności w szystko, co napisano na takich przed
m iotach, oraz rok p o w stan ia i t. p., a w każdym razie należy
przynajm niej zapisać, gdzie się przedm iot zdjęty znajduje.
5. Zabawy ludowe. Chodzi tu o zdjęcia grup, k tó re tw o rzą
m ieszkańcy wsi podczas obchodów takich, ja k chodzenia po kolędzie,
z szopką, z turoniem , hahułek, w ynoszenia śmierci, palenia sobótek,
podczas tańców i t. d. Przedm iot to wdzięczny dla m iłośników fotog rafji, a w dalszym rzędzie w ażny dla ludoznaw cy i a rty s ty .
6 . Sceny z życia codziennego. O rka, siejba, sianokos, żniw a, r y
bołówstwo, bacowanie itp. zajęcia wiejskie — rozm aicie się p r a k ty
k u ją u różnych ludów, a z ich różnorodnością w parze idzie od
mienność narzędzi. T ak sceny te, jak narzędzia, pragnęlibyśm y w i
dzieć utrw alonem i zapomocą fotografji.
7. Zwierzęta domowe. B ydło, a więc woły, krow y, baran y ,
kozy, owce itd., trzoda chlewna, konie, psy wiejskie i drób
o ile
są chowu krajow ego — p rzedstaw iają ty p y odmienne od zakrajow ych i przez to ciekawe ta k dla badaczy-przyrodników , ja k i ludo
znawców. Różne zdania w ygłaszają dotychczas o pochodzeniu np.
ra s b y d ła europejskiego, rozstrzygnięcie sp raw y tej będzie mogło
n astąp ić li n a podstaw ie obfitego m a te rja łu w okazach, którego
b ra k dotychczas. Okazów w szystkich in natura niemożna zebrać,
niechże przynajm niej fotografje pozostaną po nich
Dokonyw ać
zdjęć osobników zwierzęcych należy znów podwójnych : a) pełną
tw a rz ą ku widzowi (en face), b) z boku (w profilu) — zawsze zaś
n a tle jasnem i z m iarą obok.
Oto w arunki i cechy zdjęć, potrzebnych ludoznawcom. P oda
jąc je do wiadomości PT. P anów fotografów , przedew szystkiem
m iłośników , k tó rzy w porze letniej setkam i rozbiegają się po k raju ,
—
395
-
śmiem ich upraszać imieniem T ow arzystw a ludoznawczego, by po
p a rli cele jego przez dokonywanie jak najliczniejszych zdjęć w kie
ru nkach, w y tk n ięty ch powyżej. Poza krajem naszym istnieją ju ż
piękne muzea ludoznawcze, założone dzięki ofiarności wszech w arstw
i zawodów, i nasze T ow arzystw o ludoznawcze zajm uje się m yślą
stw orzenia takiego zbioru m aterjałów ludoznaw czych od chw ili
swego pow stania.
Niechże fotografow ie w esprą ze swej stro n y te usiłow ania
i z dokonanych zdjęć odpowiednich prześlą p o j e d n y m e g z e m
p l a r z u o d b i t k i z dokładnem podaniem tego, co przedstaw ia,
i własnego nazw iska p o d a d r e s ą p r z e w o d n i c z ą c e g o „ T o w a
rz y stw a ludoznawczego“ dra A ntoniego Kaliny, pro
f e s o r a w s z e c h n i c y w e L w o w i e , u l . Z i m o r o w i c z a 1. 7.
N azw iska ofiarodawców ogłaszać będzie zawsze, ja k dotąd, zarząd
T o w arzy stw a w swem czasopiśmie Ludzie w raz z wymienieniem
jakości darów, a w przyszłem muzeum ugrupow ane i ustaw ione
odpowiednio nie p rzestaną fotografje te głosić, k tó rzy z naszych
fotografów nie w ahają się pracow ać dla idei, dla n au k i polskiej.
Dr. Franciszek Krček.
Wóz w iejski i nazw y jego części z pow. tarnow skiego stanow ią:
1. k o ł a , koła sk ład ają się: l ) p i o z d y czyli ł b y , 2) s p r y c h y ,
3) d z w o n a . N a obwodzie koła je st b l a c h a czyli r a c h w a . Piozda o k u ta je s t p a s a m i . K aehw a do koła przykręcona ś r u b k a m i ,
a śru b k i m u t e r k a m i . Przód w ozu: 1. w o g a, 2. i 3. o r e y к i.
K ółko, za k tóre się woge wiesza, nazyw a się o b a ż a n e k . 4. d y s e l ,
5. i 6. ś n i ce, 7. n o s od, 8. p r ó g . 9. p o d d y m a, 10. i 11. l u ś n i e ,
12, 13. i 14. razem stanow ią k o ł o w r o t , w in n y c h stronach o b a r t e l .
13. i 14. są to właściwe k u l b o n y . W i c i e albo n o l u s t k i są te,
k tó re łączą kulbon z luśniam i. N a końcu dyśla na górze stoi
p i e s e k , a pod dyślem ż a b k a . H ak, w kręcony w dysel, na którym
w isi woga, nazyw a się d u n o l . Gwóźdź w kołow rocie, je s t to
sworzeń. 15. rozw ora, 16. śnice, kółko, które się wdziewo na rozw ore
i śnice, nazyw o się z w i e r a c k a . Gwóźdź, k tó ry je st w etk n ięty
w rozwore, je s t to zo t y l n i k. 17. n o s o d . 18. p r ó g , 1 9. І 20. k u l e ,
21. i 22. p o d k u l k i . Pod progam i o s ie . N a końcach osi są k a h z l e .
N a końcach podkulków są okucia, k tó re n azyw ają się l u s i e n k i,
ta k samo je st na przodzie. Okucia na przodzie i n a zadzie, k tó re
przechodzą przez progi i nosady, nazyw ają się p a s a m i , są one
przykręcone pod spodem m u t e r k a m i . N a przodzie je st okucie ta k
zw ane k i e r o w n i c e . Przechodzi przez nosod i jest przymocowane
do śnie. D alej są l é t r y . L é try sk ład ają się: 26. ś m i g l e , 27. s c e
b i e, 28. d r ą ż k i ; należą tu jeszcze l i n k i i p a w ą z .
„Polonia“ W misteryach włoskich. A m basador włoski na dworze
wiedeńskim , hr. N igra, n iety lk o dyplom ata, ale uczony i poeta, w y
d a ł w dwu tom ach zbiór daw nych misteryów włoskich, jasełek lu-
—
396
—
dowych, do dziś dnia jeszcze przedstaw ianych przez pobożnych gó
ra li Piem ontu. Z najduje się w owej książce ciekawa k a rta , nas
bliżej obchodząca, echo ubiegłych la t; nie zawadzi na nie zwrócić
uw agi. Oto hr. N ig ra opisuje misteryum, ułożone przez niejakiego
Glalatina, w ykonane w roku 1644. w Rzym ie, w kościele św. P aw ła.
Tematem są, ja k zw ykle, narodziny C hrystusa, akcyę urozm aica balet,
polowanie, strzelanie z łuku... W reszcie zjaw ia się na scenie ..m onar
chia tu re c k a “ i srodze rozpuszcza gębę, urąg ając nowej wierze,
k tó ra w tej godzinie narodziła się w raz z D zieciątkiem Jezus
w betleemskim żłóbku. W ielki chór bisurm anów podnosi okrzyki ra,dosne. Oburzona tem R elig ia spuszcza się z niebieskiego stropu
i gorzko żali się na sw ą niedole, jako poganin szarpie ją bezkarnie,
a z synów żaden nie pośpieszy jej z pomocą. N a ty ch m iast jed n ak
nadbiega „P olonia“ i ofiaruje uściśnionej siłę ry cerstw a polskiego
i orężną praw icę k róla W ładysław a. Zaczem zbliża się i „O patrzność“,
oświadczając z w yroku Bożego, iż Polska z W ładysław em na czele
powetuje s tra ty chrześcijaństw a.
A u to r zaznacza, iż balet je st u k ład u G-erardelliego, k tó ry
dzieło swoje poświęcił „Villustrissimo e reverendissimo Sig. U Sig.
ZUgneo de Tenczgn Ossoliński, conte di Tenczijn, Abbate Coprivnicense“.
(Słowo Polskie.)
Kartki korespondencyjne z widokami a Indoznawstwo. Będące
obecnie w obiegu k a rtk i korospondencyjne z widokam i podają
w szystko, co jest godnem w idzenia i poznania, lub ja k ą ś p rz y
jemność spraw ić może.
W iele osób robi zbiory ty ch k a r t z widokam i, a oglądając t a
kie zbiory, ma się rozm aitość w szechstronną.
Bardzo właściwem i użytecznem byłoby, ażeby k a rtk ę z w i
dokiem spożytkow ano dla ludoznaw stw a.
W ty m celu pow inny w szystkie to w arzy stw a ludoznaw cze,
instytucye, m ające z ludoznaw stw em związek, i osoby, chcące ludoznawstwo popierać, — zająć się w ydaw nictw em k a r t koresp. z wi
dokam i z działu ludoznaw stw a tj. ty p am i ludow ym i mieszkańców,
zabudowań, obrzędów, stroi, tańców i t. p., podając pod tem
objaśnienie w k ilku słowach. Główne sk ład y tak ich k a rte k (z całego
św iata) znajdować się pow inny w tow arzystw ach ludoznaw czych,
a te ostatnie pow inny puszczać w obieg tak ie k a rty , czyteż infor
mować w swoich organach swoich członków, gdzie jak ie k a r ty są
do nabycia. M ogłyby też to w arzy stw a ludoznawcze celem u ła tw ie
nia swoim członkom i w ogóle członkom innych (zagranicznych)
to w arzy stw ludozn. robienia zbiorów ty ch k a r t podaw ać w osobnych
jeduokartkow ych spisach adresy osób, zbierających i w ysyłających
k a rtk i z widokami z działu ludoznaw stw a.
W ta k i sposób z czasem m ożnaby uzyskać cenne i pouczające
zbiory.
—
397
—
Sądzę, że spraw ą tą pow inny się zainteresow ać osoby fachow e
ze św iata przem ysłowego i artystyeznego i, służąc swojemu in te re
sowi, tem samem oddałyby przysługę także iudoznaw stw u.
Bron. Świdnicki.
Doj). red. N a rzecz tę już dawno przed otrzym aniem uw ag
szan. a u to ra zwrócono uw agę w łonie w ydziału naszego Tow a
rz y stw a i jedynie w skutek n aw ału innych prac nie wykonano
dotychczas m yśli, tam poruszonej, założenia odpowiedniego zbioru
k a r t z widokam i. Z czasem jednak i to nastąpi.
Jeszcze jedna zwrotka do pieśni ruskiej „Z ażuryw sia czołow ik“ .
W Ludzie z r, 1898., str. 306. p. Siewiński podaje ru sk ą pieśń,
w której człowiek „zaturbow any“ chcąc, by m a milej było n a
świecie, skupuje sobie różne zw ierzątk a: to kwokę, k tó ra mu gda
cze (tu ru ru !), to kaczkę, k tó ra kwacze (kw akw akw a !), to gąskę
gęgającą (gegege !), a on rozwesolony śpiewa sobie, kończąc każdą
zw rotkę: „A kuroczka tu ru ru ! teper ja sia ne ż u ru “.
Słyszałam jednak jeszcze jedną zw rotkę końcową tej piosenki ;
zw ro tk a ta dodaje jej wiele m yśli i charakteru. Człowiek, rozwese
lony głosam i swych zw ierzątek, poszedł sobie nareszcie kupić żonę,
a kupiw szy ją, ta k śpiewa :
A żinoczka t y r t y r t y r !
A telátk o mumumu !'
A pociatko kw ikw ikw i!
A husoczka gegege!
A kaczoczka kw akw akw a !
A kuroczka tu ru ru !
A ż teper sia zaźuru!
P o d a ję . tę niepochlebną dla kobiet zw rotkę, bo przecież pio
senka t a w daw nych czasach pow stała, więc do dzisiejszych kobiet
się nie odnosi; zresztą zw rotkę tę podaję z u st osoby inteligentnej.
Piosnkę tę słyszałam też z u st ludu, ale nie pam iętam , czy była
śpiewana z tą esencyonalną zw rotką. W arto b y to spraw dzić dla
przekonania się, czy lud ma wyobrażenie, że żona jest kłopotem
tylko, bo mnie się zdaje, że nie.
Zofia Strzetelska Grynbergowa.
ROZBIORY i SPRAWOZDANIA
Dr. Stanisław Ciszewski. Bajka o M idasow ych u sz a c h ,. studyum z literatury
ludow ej. N apisał... W Krakowie. Nakładem Akademii Um iejętności. 1899. 8° str.
2 nl. -f- 26. O sobne odbicie z tom u XXVIII. R ozpraw W ydziału filologicznego
Akadem ii Um iejętności.
Z naną je st chyba pow szechnie bajka o sporze, jaki po w stał pom iędzy A polonem a Panem , który z nich je st w iększym m istrzem tonów . Bożek T m olu p rzy zn ał
398
—
pierw szeństw o A polonow i, na co w szyscy św iadkow ie z w yjątkiem króla M idasa
zgodzili się jednom yślnie. W iadom o dalej, iż M idasowi za karę W3rrosły uszy...
ośle, które nieszczęśliw y król u k ry w a ł pod czapką, w iadom o w reszcie, w jaki sp o só b
św iat dow iedział się o tej tajem nicy. Istnieje kilka teoryi o p o w staniu tej b a jk i; dr.
C iszew ski atoli nie sta ra ł .się w obec chw iejnego dow odow ego m ateryału o ro z strzy
gnięcie kwestyi, postan o w ił tylko w ykazać jej rozpow szechnienie i p rz y pom ocy m e
tody porów naw czej objaw ić parę przeżytków , kulturalnych, które przechow ały się
w niektórych odm iankach bajki o M idasow ych uszach.
A utor dzieli w a iy an ty bajki na dwie grupy, przyjm ując za p odstaw ę takiego
p odziału obecność lub nieobecność w ątku o pokrew ieństw ie m lecznem . P ierw szą
grupę, w której takiego w ątku nie napotykam y, stanow ią w ary an ty : now ogrecki,
dw a bułgarskie, jeden bośniacki, bretónski, perski i tatarski. P onadto zaliczyć trzeb a
do tej grupy w a ry an ty w alijskie, irlandzkie, portugalskie i w łoskie, których autor
nie uw zględnił w niniejszem studyum , gdyż były dlań niedostępne. T reść z aś
ich je s t mniej więcej ta k a : Ż ył raz król, który m iał ośle uszy. A żeby więc nikt
0 nich się nie ■ dow iedział, ucinać k a za ł głow ę każdem u cyrulikow i, który go golił.
K iedy jednak syn biednej w dow y,' jedynak, gn golił, król darow uje m u życie pod
w arunkiem , iż zachow a . milczenie o tern, co w idział. Poniew aż atoli chłopak nie
m ógł zatrzym ać tajem nicy przy sobie, w y g rzeb ał d o łek -i, w ym ów iw szy ją nad nim,
zag rzeb ał dołek napow rót. T ym czasem n a tern m iejscu w yrósł, krzak, kiedy zaś
pastuch z robił z gałęzi uciętej piszczałkę i z ac zą ł grać, piszczałka obw ieściła całem u
św iatu srom otę króla. Chce tedy król zabić chłopca za złam anie tajem nicy, atoli
przekonaw szy się, że chłopak nic nie m ówił, darow uje m u życie.
D ruga gru p a tej bajki obejm uje w ersye : trzy chorw ackie, dwie ukraińskie
1 m ongolską. G rupa ta różni się tem od poprzedniej, że w w aryantach jej napotykam y
szczeg ó ł o pokrewueństwie m lecznem , w staw iony w to m iejsce, że gdy jed y n y sy n
m atki idzie do króla, ażeby go ogolić, m atka chcąc ocalić sy n a od niechybnej
śmierci, piecze placek. Skoro król placek ten zjadł, nie m ógł zg ładzić chłopca, gdyż
z o staw ał z nim teraz w pokrew ieństw ie mlecznem.
W dalszym ciągu sw ojej pracy o b jaśnił dr. Ciszew ski, n a czem poleg ało ow o
pokrew ieństw o fikcyjne, które i dzisiaj jeszc ze zachow ało się n ie 'ja k o przeżytek,
ale jak o in sty tu cy a żyjąca u południow ych Słow ian, T urków i innych narodów ,
poczem określił stosunek tego m otyw u do bajki o M idasow ych uszach. W pierw szej
grupie bajki w ątek ten znikł zupełnie, skutkiem czego m otyw ow ano fakt, że król
nie zabija chłopca, ła sk ą i litością m onarszą. D ruga g ru p a za to w ykazuje, że m otyw
ten je s t o wiele w cześniejszy, a zatem i o n a sam a je s t sta rsz ą i archaiczniejszą od
g rupy pierw szej. Co się tyczy zaś z akopyw ania tajem nicy w ziemi, to zw yczaj taki
istn ia ł do niedaw na w Afryce, gdzie narad y w ojenne odbyw ały się nad w ygrzebanym
d o łem ; ażeby nikt nie śm iał zdradzić tajem nicy, z asypyw ano po skończonych obra
dach jam ę ziem ią. W ątek tedy o zakopyw aniu tajem nicy w ziem ię nie należy do „ogól
noludzkich p o m y słó w “.
Stanisław Zdziarski.
Józef Korzeniowski. O H ucułach. Z ję z y k a rosyjskiego p rz eło ży ł i w stępem
op atrzy ł Dr. B ronisław Czarnik. Lw ów . Seyfarth i Czajkow ski 1899. str. 28.
P rzetłum aczona i z ao p a trz o n a obszernym w stępem przez dra C zarnika ro z
p raw ka Józefa K orzeniow skiego » 0 H ucułach« stanow i ja k b y w stęp do dokonanego
przez sam ego autora p rzekładu »K arpackich Górali« na języ k rosyjski. Celem tego
I
—
399
—
krótkiego, raczej ręką artysty, niż badacza, kreślonego szkicu byľo ogólne zaznajom ie
nie czytelników rosyjskich--, z siedzibą i życiem H ucułów .
O pisaw szy krótko a barw nie kraj, który zam ieszkują Huculi, a m ianow icie
K arpaty, poczynające się n a B ukow inie i ciągnące aż do T atr polskich, p rzystępuje
K orzeniow ski do sam ych m ieszkańców . Nazwę Hucułów w yw odzi »od sło w a koczować,
p oniew aż w czasach n apadów T ataró w i T urków m ieszkańcy kraju, leżącego po
tam tej stronie Dniestru, szukali dlà siebie schronienia w górach i k oczując tam ,
przezw ali siebie Koczułami« (str. 21.) Następnie m ówi o ich narzeczu (południow oruskiem ), o chatach, budow anych z belek jodłow ych, o pożyw ieniu, o ich pogodnem
usposobieniu' i poetycznem często życiu. Dalej o ich zaletach fizycznych, uzbrojeniu,
gospodarstw ie, przem yśle dom ow ym , handlu i t. d. Z sz czerą sy m p aty ą odnosi się
do nich z pow odu stosunków pańszczyźnianych, które w kładały im n a barki do ść
wielkie ciężary. W końcu pośw ięca dłuższy trochę ustęp ich charakterow i, który na
pozór je s t chłodny, dum ny i zuchw ały, ale po p rzełam aniu pierw szych lodów , po
ujęciu ich sobie skrom nym podarkiem , dobrem słow em objaw ia się niekłam aną ż y c z
liwością- i u słu ż n o śc ią — i stara się w ytłum aczyć zd arzające się u nich często
o p ry szk o stw o . Ono, jak mówi, »nie pochodzi z ich skłonności do rozbójnictw a, jak
to niesłusznie im w yrzucają, lecz p o prostu z gorącości ślepych, ale w cale nie nizkich nam iętności«, których niestety nie uw zględniali »niższe urzędniki, ja k ferw altery,
m andataryusze, setnicy, strzelcy i t. d., zaw sze gotow i do nadużyć«.
R ozpraw ka ta dziś dla lu doznaw stw a nie p rzedstaw ia w ybitniejszej w arto ści
aktualnej, lecz nie m ożna jej zaprzeczyć w artości historycznej. T oteż należy się
uznanie dr. Czarnikow i za to, że ją w y d o b y ł z ukrycia.
J. E — r.
St. P rzybyszew ski:
szy t 2-gi 1900.)
Przyczynek
do
psychologii
czarow nicy (»M łodość« ze
W pracy tej u w aża p. P rzybyszew ski — zgodnie z najnow szym i w ynikam i
bad ań naukow ych — czarow nice za oso b y nienorm alne, które podlegały chorobom
um ysłow o-nerw ow ym . C horoby te p rzejaw iały się na zew nątrz głów nie w konw ulsyjnych ruchach i przegięciach ciała, albo też w zupełnej m artw ocie czyli katalepsyi,
pod w zględem psychicznym zaś charakteryzow ały się w ystępow aniem rozlicznych
iluzyi i halucynacyi. Ze stanam i tym i łączy ło się zw ykle intenzyw ne pragnienie
' płciow e. N ew rozy te b y ły najczęściej w rodzone, m ożna było jed n ak siłę ich objaw ów
w zm ocnić zapom ocą środków sztucznych. O soby, w ten sposób cierpiące,, ży w iły
cały szereg niezw ykłych przekonań i uczuć religijnych: w ierzyły, że s ą opętane
p rzez szatana, którego w idyw ały w halucynacyach, że pow inny m u służyć, czynić
to, co złe, i nienaw idzić nauki C hrystusow ej. W celu odpraw iania pew nych obrzędów
religijnych zbierały się w u stronnych m iejscach na t. zw. sa b a t, n a którem odby
w a ły się szalone orgie. W śród ekstazy d o zn aw ały zebrane halucynacyi zbiorow ych,
— Zdaw ało im się, że w idzą d y a b ła , z którym rozm aw iały i od którego odbierały
n a g ro d y lub kary. Gdy w skutek prześladow ań z eb ra n ia takie coraz bardziej b yły
utrudnione, p rzeży w ały czarow nice w szystkie szczeg ó ły sab atu w halucynacyach,
uw ażając następnie utw o ry w łasnej w yobraźni za rzeczyw iste. — F akty te, oraz
ich ośw ietlenie, podane w rozpraw ie p. Przybyszew skiego, nie są rzeczą no w ą
Istnieje w iele dzieł francuskich i niem ieckich (L ittré’go, C harcoťa, Richter’a etc.),
które objaw y ow e w ten w łaśnie sposób tłu m aczą. B ardzo dokładne sp raw o zd an ie
—
400
—
z całego szeregu tych dzieł znajdujem y w pracy
nerw ow y w św ietle krytyki«. W arszaw a. 1896.
dra
A dam a W izla p. n. »W iek
Jan Lukasiewicz.
2 ziem i pagórków leśnych, Z ziem i ła k zielonych... K siążka zbiorow a, po św ię
cona pam ięci A dam a M ickiewicza w stuletnią (sic!) rocznicę jego urodzin. 1798— 1898.
W arsz a w a . G ebethner i W olf. 1899. w 8-ce. str. 6 nl. -j- 406.
K siążka zbiorow a, w y d an a .siłam i w spólnem i m ieszkańców .»ziemi łą k zie
lonych« — L itw y, p rz y n io sła parę prac, tyczących się etnografii bezpośrednio lub
też pośrednio, i to rozpraw pow ażnych, — godzi się w ięc zdać z nich na tem
m iejscu spraw ę, tem bardziej, że to rzeczy, nie w ydane oddzielnie, a w publikacyach
zbiorow ych rzadko kiedy doczekają się oceny.
Z ro zp raw ściśle etnograficznych n a pierw szem należy postaw ić m iejscu
o b szern ą pracę 'p . G ustaw a M a n t e u f f l a , znanego p racow nika n a polu etnografii,
h istoryi i kultu ry Inflant i litew skich ziem, p. n. Łotwa i je j pieśni gminne (str.
166 — 260). Część p ierw sza tej pracy zajm uje się Ł o tw ą i Ł otyszam i w ogóle. N a
p rzó d tedy określa autor granice etnograficzne tego plem ienia ja k najdokładniej,
ja k o te ż oznacza liczbę Ł otyszów na 1,225.823 głów , rozrzuconych w Inflantach,
K urlandyi, n a L itw ie (gub. w itebska, kow ieńska i pskow ska) i w Prusiech w sch o
dnich. L ud łotew ski należy do plem ienia litew sko-łotew skiego, które dzieliło się na
L itw inów , Ł otyszów , Prusów i Jadźw ingów . O statni zostali w jńępieni w w alce
z P olską w w. XIÍT., a Prusow ie w yginęli p o d naciskiem krzyżackich m ieczy pod
koniec XVI. w ieku. Z całego tedy plem ienia litew sko-łotew skiego tylko jedni L itw ini
tw orzyli naród i odegrali pew ną rolę dziejow ą. W ojny z najazdam i książąt w aregskich nie w yw arły wielkiego w pływ u na lo s y 'p le m ie n ia ,, o wiele w iększe odd ziały
w anie w yw arli osadnicy niem ieccy i Z akon kaw alerów m ieczow ych, a jedni i dru d zy
gnębili P ru só w i Ł otyszów całą siłą pod pozorem apostołow ania, póki Z akon krzyżacko-inllancki nie złam ał potęgi pogańskiej Ł otw y w w ieku ХШ. Ł otysze, przyjąw szy
chrześcijaństw o, stracili zupełnie sam oistność, w połow ie zaś XVI. w . w iększa ich
część przyjęła w yznanie augsburskie. W dalszych dziejach Ł otyszów na uw agę
z asłu g u je chyba ich przejście pod berło Polski w 1561. roku w raz ze stanam i zw iąz
kow ego pań stw a infianckiego. C harakter Ł o ty szó w zbliża ich do Słow ian, u sp o so
bienie ich bow iem je s t łagodne, życie spokojne, uczciw e i pobożne. Ubiór ich taki,
ja k kolonistów niem ieckich, dom y drew niane. W gub. inflanckiej żyją osobno, ro d zi
nam i, przy w j'borze zaś m iejsca n a dom zw ażają W pierw szym rzędzie n a piękność
położenia. Z resztą nie różnią się niczem niem al od chłopów litewskich. G ałąź
zn o w u Ł otyszów , zam ieszkała w daw nem księstw ie inllanckiem , odznacza się zie
m istą cerą i rysam i, w yrażającem i pokorę, tem peram entem flegm atycznym , brakiem
energii, lenistw em i obojętnością n a w szy stk o . M ają przecież z n atury więcej dobrych,
niż złych skłonności. W dalszym ciągu zasta n aw ia się autor nad ośw iatą i w cyfrach
statystycznych w ykazuje, iż w 440 szk o łach u czyło Się 13.258 c h ło p c o w i 10.778 dziew
cząt łotew skich (r. 1893/4), poczem m ówi o języku, prasie i literaturze Ł otyszów ,
co z braku m iejsca m usim y pom inąć. Z atrudnieniem tego szczepu je st rolnictw o
(86°/0), l l ° / 0 tylko żyje z przem ysłu, a ledw o 3 % z u słu g osobistych. C haty ich
czyste i porządne, ubiór rów nież schludnie utrzym any. O m ów iw szy obszernie w y
staw ę etnograficzną ło tew sk ą z r. 1896., przechodzi autor do pieśni ludow ych, które
sta n o w ią dru g ą część jego w ybornego szkicu. Pieśń łotew ska, krótka a śpiew na,
to w arzy szy Ł otyszow i od kolebki do m ogiły, bo brzm i podczas zabaw , dom ow yęh
—
401
—
zatrudnień, w esel i pogrzebów , po polach i w lasach. Nastrój w szelako tych pieśni
m elancholijny przew ażnie, gdyż w ielow iekow a praca w p ły n ę ła na degeneracyg rasy.
K iedy atoli p ow staw ały te pieśni, tego z ducha ich sam ych odgadnąć niepodobna.
Co się tyczy pieśni mitologicznych, to »w szystkie głów ne epoki aryjskich w ierzeń
odcisnęły« n a nich swój w izerunek. D ow iadujem y się więc z nich, że »słońce« przy
śp ie sz a sw ój zachód, ażeby stru d zo n y rolnik m ógł udać się w cześniej na spoczynek,
»księżyc« zaś św ieci sierocie przy pilnej robocie, bo niebodze lam py brak, w »gw ia
zdach« znow u odzw ierciedla się całe życie ludzkie. (Pieśni podaje p. Manteuffel
w przekładzie polskim z »M agazin der lettisch-literarischen Geselsch.«) W piosnkach
znow u, opiew ających przyrodę, w szystko czuje z człow iekiem razem , w eseli się
z nim lub sm uci. Nie brak też Ł otyszom pieśni miłosnych lub zaw ierających pew ien
m orał ludowy, którego istnienie w yp ro w ad za au to r z w rodzonego tem u szczepow i
poczucia m oralnego. O byczajność i skrom ność kobieca jest w pieśniach łotew skich
p o su n ię ta do najw yższego stopnia tak, że braknie Ł otyszom zupełnie piosnek por
nograficznych, jakich wiele w yrobiło się n. p. u ludu ruskiego lub u nas, (choć się
ic h z niepow etow aną szkodą dla nauki nie notuje w cale!) Z ciekaw ych szczegółów ,
jak ie m ożna napotkać w pieśniach łotew skich, w ym ienić należy ślady poryw ania
dziew cząt, które niejednokrotnie pow tarzają się. Pieśni bojowych nie znają Ł otysze
w cale, liczne natom iast są śpiew y św iętojańskie, kolędow e i t. p. obrzędowe, ja k nie
m niej pasterskie i dziecięce. Jak tedy w idzim y, praca p. M anteuffla przynosi w raz
z so b ą m nóstw o nader trafnych spostrzeżeń, wiele w niosków now ych i now ych
w iadom ości, mimo, że szan. autor sam ju ż nie raz jeden p isa ł o etnografii ło tew
skiej w Bibliotece warszawskiej czy Przeglądzie powszechnym.
D rugą rozpraw ą, bezpośrednio tyczącą się etnografii, jest rzecz dr. W ł. D y
b o w s k i e g o p. t. Rośliny litewskie w poezyach Adam a Mickiewicza (str. 3 9 6 —406.),
w której autor podaje skrzętnie nazw y roślin w gw arze ludow ej, pośrednio zaś
p raca p. A ntoniego W y s ł o u c h a o cudow nym obrazie M. B. O strobram skiej p. n.
■»Łodziata i Hilaryon«. Interesujące szczegóły znow u przy n o si praca ks. J. Ż y
l i ń s k i e g o p. n. -»Litwini w Ameryce«, która podaje kilka w iadom ości o życiu
w ychodźców z a m orzem . N ieobojętnym w reszcie dla etnografa będzie fakt, o którym
;m ów i niestrudzony autor Powiatu oszmiańskiego, p. C zesław J a n k o w s k i , w artykule
p. n. »Czeczott i Zan w Leplu«. Z niego bowiem dow iadujem y' się, iż Czeczott,
który jeszcze za lat uniw ersyteckich gorliw ie zajm ow ał się zbieraniem pieśni ludo
w ych, podczas sw ego pobytu w L eplu tłum aczył pieśni ludow e białoruskie n a język
polski, które bądź sam zebrał, bądź zebrano dla niego po obyw atelskich dom ach.
»Zwłaszcza panie i panienki gorliw em i były C zeczotta w s p ó ł p r a
c o w n i c z k a m i . « A czy u nas było na M azow szu, czy w M ałopolsce, Poznariskiem
czy na Kujaw ach, kiedy takie zam iłow anie dla pogardzonej piosnki gm innej? Jak
w ykazaliśm y tedy — książka niniejsza p rz y n io sła wiele szczegółów , żyw o intere
sujących etnografa. Nie trzeba dodaw ać, że zasługuje n a jak najw iększe ro zp o
w szechnienie.
Stanisław Zdziarski.
Zapysky naukowoho Towarysfrwa imeny Szewozeaka. Rocznik IX. r. 1900. 1 .1.
W tom ie tym dwić są tylko prace, w chodzące w zakres lud o zn aw stw a
w szerszem znaczeniu tego w yrazu. P ierw sze miejsce zajm uje króciuchna rozpraw ka
niezm ordow anego M ichała K ruszew skiego O branżowych mieczach z pow iatu turczańskiego (w Galicyi), znalezionych n a gruntach w si Kom arnik, nad granicą w ę
26
—
4.02
—
gierską, na górnym Stryju. W yorano tam 12 mieczów, ale 1 0 -niewiadomo gdzie
znikło; dwa tylko zdołano uratować. Otóż opis tych dwu mieczów daje K ru
szewski.
Z porów nania ornamentyki rękojeści owych mieczów z ornamentyką bronzowych mieczów, znalezionych i opisanych na W ęgrzech, wnosić można, że pocho
dzą one z tamtej strony Karpat i tam zapewne były wyrabiane. Z tego względu
wykopalisko w Komamikach dla wyrobńictwa i ornamentyki miejscowej nie posiada
znaczenia. Rysunki mieczów ilustrują znalezione przedmioty lepiej od opisu, chro
pawym językiem dokonanego.
W dalszym ciągu Zapishi zamieszczają początek ciekawej pracy dr. W łodź.
Ochrymowicza O akcencie w mowie rusińskiej. Sądzę, że po ukończeniu jej znajdzie
ona poważną ocenę fachową.
Oprócz okruszyn historycznych różnorodnego znaczenia znajduje się w tym
tomie przegląd bibliograficzny czasopism i artykułów, związek z historyą i ludoznawstwem mających. Między autorami, traktowanymi z wyszczególnieniem, z jakiem
są zawsze traktowani pisarze francuscy, a szczególniej niemieccy, dostało się sporo
— dla równowagi zapewne — polskim pisarzom lekceważenia. Jakiś uczony re
cenzent zawyrokował, że »Polaky nie hidny niczoho dobroho zrobyty« dla ruskiej
etnografii i nauki, zapomniawszy w zapale polemicznym o tem, że dorobek Polaków
dla dziejów i etnografii Rusi jest dotychczas pierwszorzędny, a takich imion jak
Chodakowski, Nowosielski, Kolberg, Kopernicki, Talko - Hryncewicz i w. i. nikt
z historyi rozwoju Rusi wyrugować nie zdoła. Uwagi te nasuw ają się z powodu
słów, wypowiedzianych o Szczedrówkach w Dobromilskiem. {Lud 1898. 1899.)
Uczony recenzent gniewa się o niektóre wyrazy, jakoby nie ruskie, ale nic nie chce
wiedzieć o tem, że zapisane one zostały z u s t l u d u ; zamiast gniewać się, móąłby
być tylko wdzięczny zbieraczowi za to, że je zapisał, a formy nieznane sobie
— badać.
Znaki zapytania nie są niestety dowodami naukowymi, a zacytowanie wyrazów
(zeszpeconych lichą korektą) na dowód, że błędnie zapisane zostały, nie jest do
wodem błędu. Pod każdą s z c z e d r ó w k ą jest imię i nazwisko p r a w d z i w e —
nie zmyślone. Każdy zapisywacz, uczciwie rzecz traktując, może tylko to zapisać,
co słyszy, a wówczas wyraz zapisany, a tembardziej odmienny, jest dokumentem
naukowym, zasługującym na badanie. Zapisywacz, w tym wypadku, pow odowany
był nie chęcią uzyskania pochwały od nieznanego recenzenta, lecz chęcią uratow a
nia od zagłady zabytków literatury ludowej. Materyał został zgromadzony, a su
mienny badacz zdoła go ocenić i wyzyskać, bez względu na alfabet łaciński.
x. r . a.
M aterjały ukraińsko-ruśkoi etnologii.
Za redakcyjeju
Chw.
W owka t. Ł
Lwów. 1899.
Tom powyższy — z szeregu wydawnictwa pierwszy — należy niewątpliwie
zaliczyć do najpoważniejszych publikacyi rusińskich ze stanowiska materyału nau
kowego. Stało się to tylko dzięki temu, że nie znalazło się tu miejsca do wylania
patryotycznej żółci na Polaków.
Na pierwszem miejscu umieszczono pracę T. W ołkow a p. n. W ykopaliska
przedhistoryczne na ul. K iryiow skiej w Kijowie. Uzupełnieniem tego artykułu jest
druga rozprawka tegoż pisarza, w końcu zamieszczona, p. t. Paleolityczne wykopaliska
-
403
—
n a ul. Kiryłowshiej w Kijowie. Jest to bardzo szczegółowy i dokładny opis zarówno
miejscowości, w której wykopaliska znalezione zostały, jak i samych przedmiotów
znalezionych. Z tego względu artykuł pow yższy przyczynia się bardzo do poznania
życia i stanu kulturalnego pierwotnych mieszkańców, rozsiedlonych niegdyś na
w zgórzach kijowskich. Zasługa uratowania tego materyału od zagłady w całości
należy się p. Chwojce, Czechowi, osiadłemu w Kijowie. P. Chwojka dostarczył foto
grafii i rysunków p. Wołkowowi, które posłużyły, łącznie z drugorzędnym materyałem z innej ręki, do odtworzenia tego ciekawego stanowiska. Odkrycie go sięga roku
1893. W błękitnej glinie, jakoteż w szarych piaskach znalezione zostały kły, szczątki
kości czołowej i inne resztki mamuta, a w pobliżu ich okrzoski i skrobaczki krze
mienne w takiej ilości, która za przypadkową uw ażana być nie może, przeciwnie
je s t wskazówką stałej współrzędnej z mamutem siedziby człowieka. Opisawszy w y
kopaliska paleolityczne, autor z równą drobiazgowością przeszedł do opisu neoli
tycznych. Rozpatrując faunę znalezionych śmiecisk, autor robi wnioski o żywie
n iu się ludzi (str. 14, 15), domyśla się, że zapewne trudnili się rolnictwem (str. 16),
-opierając domysł na znalezionym kamieniu z wgłębieniem (ryc. 3). P. Wołków
«w aża, że kamień ów służył do miażdżenia ziarna, chociaż z wszelkiem prawdo
podobieństwem służył on do miażdżenia drobnych kostek dla wydobycia z nich
tłuszczu.
Do szczątków pobytowych zaliczyć wypadnie w yroby z kości, jak siekiery,
a przeważnie rogi niektórych, zwierząt, przysposobione do kopania gliny. Dział
keramiczny wykopalisk kijowskich okazał się bardzo bogatym. Oprócz czerepów
2 gliny znaleziono także naczynia całkowite, pomiędzy któremi znajdują się robione
n a kole garncarskiem. Do nader ciekawych wykopalisk zaliczyć należy piec do
w ypalania garnków, jakoteż formę do wygniatania siekierek glinianych, znajdowa
n ych niekiedy w grobowcach obok kościotrupów, których faktyczne przeznaczenie
nie da się dokładnie określić.
Tenże autor w artykule Ukraińskie rybalstwo na Dobrudzi zastanaw h
się bardzo szczegółowo nad rybackiemi koloniami kozaczyzny dobruckiej przy
ujściu Dunaju, opisuje stanowiska rybackie (zaw idy), rozmaite narzędzia i sposoby
łow ienia i przysposabiania do sprzedaży ryby. Liczne rysunki tak całości osad,
ja k i narzędzi używanych, ogromnie ułatwiają wyrobienie sobie dokładnego pojęcia
o rybactwie nad ujściem Dunaju.
Z równą ciekawością czyta się także artykuł M. Mohylczenki p. n. Garn
carstwo we wsi Olesznie gub. czernihowskiej. Autor rozpatruje całą technikę tegc
w yrobu nader szczegółowo, począw szy od przygotowania gliny, roboty na kole
garncarskiem, a zakończywszy wypaleniem i handlem. I tu rysunek i fotografia przy
sz ły z pomocą nauce, przechowując dla potomnych] narzędzia, używane w garncar
stwie, i metodę pracowania.
Do tej samej kategoryi artykułów, że tak powiem, opisowych należą prace
H natiuka p. t. Kuśnierstwo w Galicyi, jakoteż Mohylczenki Budowle w CzerniJiowszczyżnie. Oprócz fotografii ilustrują ten artykuł rysunki i plany budynków gospo
darskich. Artykulik tegoż autora O pożywieniu ludu i przypraw ie pożywienia w Ga
licyi wschodniej niczem na uwagę nie zasługuje, nowego nic nie przynosi. Wesele
w gub. poltawskiej jest o jedno więcej opisanych wesel, bez żadnych uw ag porów
naw czych — o co się na Polaków tak ostro gniewał w Roczniku Tow. im.
Szewczenki (I. t. 1900.) jeden z uczonych, a skromnych recenzentów, w ygłaszają
cych swoje sądy pod inicyałami znanemi — dla przyjaciół.
—
404
—
Jedną z ciekawszych w całym zbiorze artykułów, w t. I. zawartych, je st praca
M. Korduby o pisankach p. t. Pysariky na hałyćkoj Wołyni. Skory do krytyki autor
każdego skubnął przy sposobności, obwiniając o »niedokładność i pow ierzchow ność«,,
ale sam grzeszył także obficie — śm iałością naukową, że tak oględnie powiem.
Pomimo zbytniej ufności w siebře artykuł jest ciekawą próbą napisania m onografii
pisanek w małej cząstce kraju. W tem zadaniu leżą zalety i wady artykułu p. KorJuby. Zastanowiwszy się dość szczegółowo nad urządzeniami do robienia pi s anek
autor przeszedł do najciekawszej strony — ornamentyki. I w tej części jest artykuł
najsłabszy, chociaż niewątpliwie ciekawy. W idać z próby klasyfikacyi autora, jak
jest niebezpieczną rzeczą bawić się w uogólnienie przy małej ilości materyału. A utor
podzielił całą ornamentykę pisanek na trzy wielkie grupy : ornament geom etryczny,
roślinny i zwierzęcy. Na pozór nicby tej klasyfikacyi zarzucić niemożna, gdyby
wszystkie typy pisankowe można pod te kategorye wsunąć, tymczasem tak nie
jest. Już prof, charkowskiego uniwersytetu, Sumcow, zwrócił na to uwagę, że istnieje
jeszcze ornam ent: solárny,
obyczajowy i religijny. Autor odrzucił te grupy i stąd
powstało naciąganie, ażeby ten lub inny typ do jakiejś kategoryi przecie zaliczyć.
Gdyby, zamiast klasyfikowania, autor był zebrał tylko nazwy ludowe, jak to zresztą
uczynił, i opisał je według dołączonych wzorów, praca jego stałaby się materyałem
naukowym bardzo cennym, a tak jest tylko rozprawą naukową, w najgłówniejszej
swojej części chybioną. Czuł to sam autor, że nie w szystkie formy m ożna
wcisnąć w gotowe ramy, ale wciskał. Stądteż jego wywody i określania pewnych
form są zupełnie dowolne; n. p. kiedy z zakrzywionej cięciwy w yprow adza rożki
1 ślimaki (str. 193, rys. 1., 2., 3.). Tak dobrze możnaby te formuły, przyjmując
sposób tłumaczenia autora, wyprowadzić z linii prostej przez zagięcia stosow ne jak
i z cięciwy — także przez zagięcia. Inne wnioski i uwagi są także nieścisłe.
Klasyfikacya, jak powiedziałem, kuleje mocno. Wezmę parę przykładów. P e ł n ą
r óżę (str. 198) autor zalicza do ornamentu roślinnego. Takby się zdawało. Tym
czasem jest to nomenklatura ludowa, nowożytna, indywidualna, która niebardzo wiąże
się z rysunkiem. W zór ten istotnie nie posiada na różę dostatecznego zaokrąglenia
i staje się podobnym do gwiazdy, dla której niema miejsca w klasyfikacyi autora
(str. 198. Tab I. В.). Tak samo nie znalazł autor miejsca dla róży rozpierzchłej
(zirkata), która podobną jest do słońca, i słońce zaliczono do ornamentu geome
trycznego! Takich nieporozumień wiele! Niech one wszakże natchną zbyt krewkich,
t niezbyt wytrawnych młodych uczonych ruskich większą w yrozum iałością dla
aych, którzy są zdania, że dla klasyfikacyi i uogólnień naukowych małym materyałem
rozporządzać niepodobna.
Bardzo dobrym pomysłem wydawców jest wprowadzenie do objaśnień arty
kułów języka francuskiego, ale z tego powodu wynikają qui pro quo, nieuniknione
przy pisowni grażdanką co do imion własnych i nazwisk. Biorę pierwszy przykład
z brzegu: Chwojka, jak go napisać po francusku? W ydawcy przyjęli pisownię polską,
która brzmi po francusku Szwoka albo Kwoka — niechże kto domyśli się, co to
znaczy? Pan Wolkof, po rusińsku nazw ał się W o w к — tu już zmiana nazw iska
bałam uci, dlaczegóż nie Loup albo Wolff? Z Gruszewskiego zrobione H ruszew śkij.
Posiada to charakter patryotyzmu zaściankowego, szukającego w nazwiskach i »hałuszkach« cech narodowych. Tak samo śmieszne są nomenklatury geograficzne lu
dowe bez stosownych objaśnień, gdyż takich nomenklatur w słownikach geograficz
nych i podręcznikach niema' wcale.
F. R. G.
—
405
-
A teneum za rok 1899. W tomie pierwszym tego rocznika spotykamy dwie
prace, dotyczące ludoznawstwa, oraz jedną historji kultury. Pierwsza z nich — to
streszczenie, przez A d a m a Sz e l ą g o w s k i e g o książki p. Meitzena p. n. »Pogląd
Meitzena na pierwotne osiedlenie i ustrój środkowej Europy«. A. Szelągowski nie
krytykuje, tylko streszcza; p. Meitzen nie zna nowszych prac antropologów fran
cuskich, n. p. pracy pana Mortilleta pod nazw ą: »Formation de la nation française«,
w której autor udowodnił, że przed 230 —240 tysiącami lat we Francyi dzisiejszej już
ż y ł człowiek, należący do rasy, zwanej rasą z Neanderthalu ; okres ten należy do
epoki flory i fauny czwartorzędowej ciepłej, zatem w yprzedza o wiele epokę lo
d o w ą. Wedle zaś pana Meitzena ludność w Europie zjawiła się po przejściu epoki
lodow ej. Zadawalam się tą uwagą, ponieważ streszczać streszczenia — nie warto
Umieszczoną tu jest w tym roczniku moja praca p. n. »W łasność ukazowa
•w gub. kowieńskiej«, w której podkreśliłem pojęcia ludu o w łasności ziemskiej.
W kilku słowach streszczam ją : Lud litewski nie w yrobił nigdy pojęcia o w ła
sności ziemskiej osobistej, kwiryckiej, albowiem znał zawsze tylko w łasność ziem
ską rodową, którą jednak mógł rozporządzać dowolnie zwierzchnik rodu. Zatem
widzimy, że w łasność rodowa zaczynała już przekształcać się w osobistą. Ustawa
miejscowa o zniesieniu poddaństwa i o uwłaszczeniu w łościan z dnia 3. marca
{19. lutego) 1861. roku — uświęciła to pojęcie, stanowiąc w 81. artykule, że grunty
nadane są c a ł y m rodzinom, a nie zwierzchnikom, na których imię zostały zapisane
W ustawie nie znalazło się określenie rodziny; określono je potem w drodze
praktyki sądowej, stanowiąc, że do rodziny należą te wszystkie osoby, które zostały
zapisane na jednej liście rodzinnej (posiemiejnyj spisok).
Lud litewski z określenia rzymskiego : »ius utendi et abutendi«, to jest »prawa
użycia i nadużycia«, zna.tylko połowę pierwszą, albowiem drugą stanowczo odrzucają,
praw o zwyczajowe i sądy ludowe. Wedle ludu tylko praca wytwarza w łasność; to
pojęcie stosuje się też do w łasności ziemskiej; albowiem to wszystko, co istnieje
bez pracy ludzkiej, n. p. zwierzęta i ptastwo leśne, ryby i raki, jagody, zioła poży
wne i lekarskie, owoce dzikie, orzechy leśne i grzyby, stanowią w łasność Bożą.
z której każdy korzystać może dowolnie. Zakazy zbierania orzechów, jagód, grzybów
■i t. d. ogromnie oburzają lud; zwykle nawet dwory patrzą przez palce na to, by
uniknąć zatargów bardzo niemiłych. Zresztą wedle zwyczaju kobiety, zbierające
w lasach dworskich orzechy, jagody, grzyby, obowiązane są moralnie część swej
pracy odnieść do dworu.
Lud zna prawo w łasności prywatnej na lasy, ale mniema, że może zbierać
gałęzi i liście suche oraz mech; wszakże to ostatnie prawo — wedle ludu — nie
stosuje się do tych lasów, w których prowadzi się prawidłowe gospodarstwo leśne.
W olno łowić rybę w rzekach, ale samowolny połów ryb ze stawów, sztucznie za
rybionych, uważa się za jedną z najhaniebniejszych form kradzieży, jak i przy
właszczenie zwierząt zbłąkanych. Każdy ma prawo dowolnego rozporządzania swoją
własnością, ale z zastrzeżeniem, by to nie krzywdziło innych. Zdarza się często,
że gospodarz marnotrawca, lub pijak, bywa usuw any od gospodarstwa, najczęście
n a skargę żony. Przytaczam parę przykładów : żona skarży męża przed sądem
gm innym bernatowskim, oskarżając go o rozpustę i marnotrawstwo. Sąd przychylił
się do tego podania, nakazał rozłączenie małżonków, podzielił gospodarstwo, wy
znaczył kobiecie trzech opiekunów, a męża uprzedził, by siedział cicho i spokojnie,
bo w razie przeciwnym gmina ześle go na Sybir. W gminie puszołackiej mąż pijak
i rozpustnik, marnotrawi mienie, chociaż ma dzieci i żonę ; ta ostatnia oskarża go
—
406
—
Sąd gminny podzielił gospodarstw o i naznaczył żonie opiekunów, ale w dodatku;
kazał ćwiczyć męża wraz z jego w spólniczką (1886 r. wyr. 1X30).
W II. zeszycie »Ateneum«, pan Józef Tretiak podał dotąd nieznaną piosenkę
żołnierską z XVII. wieku ; znalazł ją w rękopisie Biblioteki ks. Czartoryskich
w Krakowie (Nr. katalogu 377.), zatytułowanym Silvae verum z XVII. wieku. Wier
szyk ów nazyw a się : »Duma ukrainna«. Nie jest to utw ór ludowy, albowiem, jak p.
Tretiak mówi, wyraźnie daje się czuć w pływ »Pieśni świętojańskiej o Sobótce«
Jana Kochanowskiego. Piosnka ta powstała, wedle zdania p. Tretiaka, w pierwszej
połowie panow ania Zygmunta ПІ.; jest to piękne studjum folklorystyczne.
W drugim tomie »Ateneum« niema artykułów z zakresu ludoznawstwa, ale je s t
jeden z dziejów naszej kultury, mianowicie praca p. Sobieskiego p. n. »Święty Sta
nisław, a święty Piotr«. Jest to bardzo pięknie, a treściwie skreślony epizod z w alki
oomiędzy reformą gregorjańską a obrządkiem słowiańskim, który wówczas jeszcze
.iczył masę zwolenników w Polsce południowej; epizod walki pomiędzy Gnieznem
i Krakowem. Bolesław Śmiały, król dzielny, a bardzo daleko widzący, uzyskuje od
papieża dla biskupa gnieźnieńskiego tytuł arcybiskupa, godność metropolity i nie
zależność prowincyi polskiej kościelnej, poddając jednocześnie wszystkich biskupów
innych pod jego zwierzchnictwo. Stanisław Szczepanowski był stronnikiem Czechów
. zwolennikiem obrządku słowiańskiego, a zatem wrogiem zaciętym reformy gregorjańskiej, obrządku łacińskiego. Był w zmowie z królem czeskim, jeździł częstodo Pragi i tam czerpał natchnienie do podbudzanie duchownych obrządku słow iań
skiego przeciwko Bolesławowi Śmiałemu. Gdy Bolesław wrócił z Kijowa — prze
konał się o tern dosadnie i w ystąpił ostro przeciwko duchownym obrządku sło
wiańskiego, nakazując kasztelanom sądzić ich i karać śm iercią; dużo wówczas g łó w
księżom spadło z karków. Szczepanowski wystąpił przeciwko opłacaniu św iętopietrza
i zabronił zbierania go w swej dyecezji ; król kazał, by świętopietrze było zebranem.
Stanisław Szczepanowski z rozkazu królewskiego został uwięziony i trzymany b y ł
w więzieniu okropnem podziemnem. Gdy upokorzył się i obiecał zerwać stosunki
z Czechami — król kazał go wypuścić. Stanisław Szepanowski znowu zasiadł na
stolicy biskupiej, ale zaraz naw iązał stosunki tajemne z Czechami. Dotąd jeszcze nie
można wyjaśnić ściśle, czy nad Stanisławem Szczepanowskim został wykonany w yrok
śmierci, czy go sam król zamordował w kościele na Skałce w czasie odprawiania m szy
świętej. P. Sobieski mówi-, że gdy w kilkadziesiąt lat potem Tomasz Beket, arcybiskup,
był zamordowany przez króla angielskiego Henryka, to papież zaraz go kanonizow ał,
a papieże długo wzdragali się z kanonizacją Szczepanowskiego. Tradycja piastow ska
niosła, że Stanisław Szczepanowski był zdrajcą; dopiero w połowie XIII. stulecia
osłabła do takiego stopnia, że książęta piastowscy wystarali się w Rzymie o jegokanonizację i przyjęli udział w obrzędach, odprawionych z tego powodu w Krakowie.
W tym też czasie powstała legenda o wskrzeszeniu przez Stanisława Szczepanow
skiego Piotrowina. Autor mówi o tern jako o legendach, które w owym czasiepowstawały z wielką łatwością. P. -Sobieski broni gorliwie pamięci króla Bolesława
Śmiałego, jak to zresztą już zrobił w 1892. roku Ludwik Gumplowicz, syn głośnego
socjologa Gumplowicza, profesora w Gradcu. Autor podaje też, że w roku 1096., ju ż
za czasów W ładysław a Hermana, legat papiezki usunął z katedry biskupiej w K ra
kowie biskupa Czesława, który był żonatym, a władze świeckie skazały go na w y
gnanie z ziemi krakowskiej. W roku 1098. upada ostatecznie obrządek słow iański
w klasztorze tynieckim, albowiem W ładysław Herman kazał wypędzić kilkunastu
mnichów obrządicu słowiańskiego, a opatem klasztoru naznaczył Rajnholda, mnicha,
Niemca i łacinnika.
—
407
—
W tomie III. tego rocznika spotykamy pracę z zakresu historji naszej kultury
mianowicie »Sądownictwo w dobrach pabianickich« z XVI. wieku. Dobra te należały
do kapituły krakowskiej. W ymiar sprawiedliwości w tych dobrach należał do kilku
magistratów, o których są wzmianki w aktach sądu lustratorskiego z r. 1593. Ten
sąd lustratorów był w yznaczany z ramienia kapituły krakowskiej jako dziedziczki
dóbr pabianickich. Organizacja sądowa, wedle autora, była następna : Ławica czyli
sąd ławników z wójtem na czele. Nie wiadomo, ilu było ław ników , czy 5 -ciu , jak
w miasteczku Pierzgowie z burmistrzem na czele, ale w każdym razie komplet
z dwu ławników i wójta wystarczał. Sądziła ona wedle starego zwyczaju wieco
wego, do niej należały przeważnie sprawy karne, od najniewinniejszych do najcięż
szych. Sąd ławników przeszedł do Polski wraz z kolonistami niemieckimi w ХШ.
w ieku; potem osadzono wsi kilka w tych dobrach na prawie niemieckiem, ale pod
koniec wieku XVI. różnice pomiędzy wsiami, osadzonemi na prawach polskiem i nie
mieckiem, już się zatarły zupełnie.
W aktach spotykamy wyrok gromady w sprawie kradzieży; trudno powiedzieć,
czy gromada a ławica, to jedno i to samo. Spotykamy też sądy wiecowe; zbierały
się one, gdy przyjeżdżał tenutarjusz kapituły, zatem nie często, ale pow aga ich była
yriększa, niż ławicy. W wieku XVI. sądy wiecowe odbywały się co najmniej cztëry
razy do roku i trw ały po dwa tygodnie, ponieważ tyle razy i ma tyje czasu przy
jeżdżał tenutarjusz do Pabianic. Kapituła w r. 1635. w zmowie z notarjuszem tak
się w yraża: »wiece jedne w każdym roku w edług zwyczaju odprawić; wszakże ma
dopuszczać apelacji stronie, któraby się do tego brała wedle dawnego zwyczaju,
bądź to kapituły ich Mciów, bądź to do wizytatorów, którym takowe apelacje posą
dzać zlecają« (w Ateneum 1899 t. III. IV.). Sądy wiecowe — to przeżytek dawnych
czasów, ściśle związany z sądami opolowymi, ale zaczęła w yrastać jurysdykcja
patrym onialna; rozumie się — pomiędzy dawną ludow ą a nową patrymonialną nie
mogło być zgody. Echa tych walk odbijają się w aktach kapitulnych, które zakazują
uszczuplania sądownictwa ludowego. Ale jurysdykcja patrymonialna bierze powoli górę
i zagarnia coraz szersze koła. Sądy starościńskie odbywały się w różnych porach*)
roku na. zamku pabianickim; nazyw ały się roczkami, jeśli odbywały się jednocześnie
z roczkami starostów królewskich lub sądów ziemskich, lub powiatkami. Sądowi
starościńskiemu podlegały sprawy wszelkie, jak cywilne, tak i karne; jego kompeten
cja w zrastała coraz bardziej, w miarę jak upadała kompetencja sądów ławicy
1 wiecowych, ale akty nie dozwalają wykreślić ścisłych granic jego kompetencji.
W miastach Pabianicach i Rzgowie istniały urzędy miejskie i wójtowskie,
które sądziły sprawy m ieszczan; skład osobistych urzędów w Rzgowie wiem
z r. 1584: Burmistrz rządził i sądził z radą miejską, złożoną z 4 »radzkich«, wójt
— z ławicą, składającą się z 5 ławników. Akty nie podają granic ścisłych kompeencji tych sądów. Kapituła niekiedy uwalniała w drodze łaski niektóre osoby od
sądów miejskich i wiecowych, tak w r. 1571. W awrzyniec Lorek, murarz, wraz
z żoną został wyjęty z pod sądów miejskich i wiecowych za wymurowanie domu
we dworze pabianickim.-Kanonicy, bawiąc w swych dobrach pabianickich, niekiedy
sądzili sprawy bądź w instancji ostatecznej, bądź z prawem apelacji do sądu sta
rościńskiego. Z tytułu zwierzchności dominialnej można było zanosić do ks. kano
ników' skargi na starostę, urzędy miejskie i wogóle oficjalistów wszelkich, jak to
widać z aktów.
*) Ateneum 1999, t. III. str. 122
-
408
—
Raz w trzy lata odbywały się lustracje; lustratorowie przyjmowali skargi
wszelkie w miastach i wsiach niektórych, a czynności ich zajm owały sporo czasu :
n. p. w r. 1513. lustracja trw ała od 27. października do 13. listopada. L ustratorow ie
w swych wyrokach sądowych stosowali się bądź' do zasady słuszności, bądź do
prawa pospolitego, ale w sądzie statościńskim zwyczaj prawny posiadał znaczenie
najpoważniejsze. Droga do apelacji do ogólnego zebrania członków kapituły sta ła
otworem dla każdego ukrzywdzonego lub ukrzywdzonej, ale spotykamy ją bardzo,
bardzo rzadko ; natomiast w aktach spotykamy o wiele częściej zbiorowe podania
miast i wsi poszczególnych, zw łaszcza w sprawach ekonomicznych. Istniało w ów czas
coś w rodzaju policji bezpieczeństwa; w razie groźby winny musiał złożyć urzędowi
sądowemu
sumę pewną lub przedstawić poręczycieli,zwykle dwu gospodarzy
lub mieszczan statecznych; w razie jeżeli w inny nie znalazł poręczycieli i nie mógł
złożyć kaucji, to go wtrącono do więzienia. Przestępcę mógł skarżyć każdy p o
krzywdzony ; niekiedy sądy występow ały z inicjatywą w łasną.
Kary za przestępstwa karne były różne : karano śmiercią za kazirodztwo, cu
dzołóstwo, morderstwo i t. d.... a nawet niekiedy za kradzież. Form ą poszczególną
przestępstw , dziś już nie istniejących, były przekroczenia przykazań kościelnych,
a za nie trzeba było płacić »kamienie« (zboża bodaj 100 funtów), »wręby wosku«,
a to za niechodzenie do kościoła i spowiedzi, oraz za nieobeznanie się z pacierzem;
starosta karał za to na powiatkach. Do tejże kategoryi spraw należały sprawy
o rozpustę, nierząd i wogóle wykroczenia obyczajowe; karano za nie wygnaniem
ze wsi lub miasta i zwykle trzema grzyw nanr. Do końca wieku XVI. w pływ y pie
niężne z kar należały do tenutarjusza, potem zaś do kapituły. Ludność miejscowa
obowiązana była żywić lustratorów ; w wnękach XV. i XVI. w prost gotowano dla
nich strawę, potem zaś dawrano strawne, które wynosiło od całej osady 24 lub 12
groszy, a od wójta 12, 6 lub tylko 4 grosze. Wogóle praca ta rzuca
niejakieś
światło na sądownictwo nad ludem w.- wiekach ubiegłych.
W tymże tomie na str. 340. zaczyna się praca p. M a r j a n a G o z d a w y
»Terytorjum dawnej ziemi Brzeskiej«; jest to przyczynek do geografji dawnej Polski.
W czwartym tomie tego rocznika »Ateneum« jest umieszczona praca p. A l e k s a n d r a
B y i i c k n e r a p. n. »Różnowierc}'' polscy; Arjanie, ludzie i losy«. Jest to początek
pracy niewątpliwie bardzo ciekawej, ponieważ dzieje naszych Arjanów są znane
szeroko, nawet bardzo szeroko. Znany pisarz rosyjski, pułkownik Lawrów, profesor
Akademji Generalnego Sztabu, napisał i wydrukował w głośnym miesięczniku rosyj
skim »Zapiskach Ojczystych« (Oteczestwennyi Zapiski, zakazane w 1883 r. w 43 roku
sw-’ego istnienia), w r. 1870. »Pomysły do filozofii dziejów Polski« ; znane były dobrze
w naszej literaturze z tłumaczenia jego »Listy historyczne«. Autor zaczyna od tego,
że gdy czytelnik jego będzie zwiedzał Anglję albo Stany Zjednoczone lub kolonje
angielskie i zahaczy o zbór chrześcjan unitarjan, wyznawających monoteizm
najczystszy, i spyta: »wedle jakiego katechizmu wykładacie religię dzieciom?« to
otrzyma odpowiedź: »wedle Rakowskiego«; pokażą mu książeczkę, na ktorej okładce
wydrukowano czarno na białem, że ten katechizm wydany został po raz pierwszy
w r. 1562. w Rakowie. Jeżeli wasze ucho słowiańskie porazi, czytelniku, ta nazw a
słowiańska, to nie omylicie się : rzeczywiście — Raków, dziś miasteczko liche, leży
w odległości dwu mil od Kielc, miasta gubernjalnego dzisiejszego Królestwa Pol
skiego. Była tu sławna akademja, którą Sejm z roku 1638. kazał znieść, mówi
Lawrów. D odam : w 20 lat potem Sejm w arszaw ski z roku 1658. nakazał wygnanie
z Rzeczypospolitej wszystkich Arjanów bez różnicy płci i wieku; Krzyżanowski
—
409
—
w swej pracy »Dawna Polska« omawia to bardzo szczegółowo, nie szczędząc naj
ostrzejszych zarzutów, oraz wyrazów pogardy i potępienia dla posłów Prześwietnego
Sejmu. O tem w dalszych zeszytach »Ateneum« niemniej jaskraw o a dobitnie będzie
pisał p. Aleksander Brückner. Przytaczam tu ustęp dosłowny z Ateneum ; mówi
w tym artykule p. Brückner o rozgłośnej książce Marcina Krowickiego o pokorze
»Chrystusowej i papiezkiej, o nauce Chrystusowej i papiezkiej i o krzyżu Chry
stusow ym i papiezkim«. Autor mówi, że »książka ta jest bardzo ciekawa, ale nie
z powodu polemiki religijnej, lecz dla silnego i wymownego języka i dla szczegółów
obyczajowych, malujących czasy i ludzi ze strony, o jakiej dziejopisarze i archiwa
milczą«. Ton całości nadzwyczaj ostry; wydawca r. 1584. uniewinnia go, że »takiego
tej pokrzywie (rzymskiej) potrzeba przymrozku tęgiego«; nie możemy się też dziwić
»przyrodzie ogniowej«, na jaką się narażała, szczególniej w r. 1581. w Wilnie, gdy
książki protestanckie palono.
Otóż w pismach naszych starych autorów z w. XVI. lub XVII., zw łaszcza
protestanckich, można znaleść dużo faktów, dotyczących ówczesnej naszej umysłow ości, n. p. wiarę w demonologię, w czary, w opętania, uroki i t. d. Autor pisze:
»w ybieram y tylko kilka zapomnianych ciekawych ustępów dla folkloru i demonologji
dla nauki o przesądach, praktykach i opętanych. I tak czytamy : n. p. na str. 89:
»a iż prości ludkowie nie rozumieją waszym zabobonom i tym wymysłom djabelskim, przeto też ty ognie (święcone w wielkonocną sobotę) i głównie na czary
obracają: jedni za strzechę dla gromu wtykają, drudzy dla gradu między zboże
głów nie zanoszą, drudzy sobie dla bolenia głow y ożegają«. Str. 74. : »toż dopierko
sami naprzód czerpacie (poświęconej wody świątecznej i wielkanocnej), a potym
drugim ludziom-rozdawacie. I jakie tam bywa ciśnienie ludzi do tej wody czarowa
nej, aby każdy co naprzód uchwycił i w domu dla czarowania w kącie postawił,
nie trzeba o tym pisać, bo to każdy na oko widzi«. Str. 121: »ale rzeczesz, izali
djabli nie bywają przez nasze zaklinacze wyrzucani ? jako to jaw nie baczem y
w Częstochowej, w Jarosławiu, na Skałce i na zamku w Krakowie, w Sierpcu,
w Rzymie, w Loretum, w Prostynicy i na inszych miejscach? Temu w szystkiem u
nie wierzę, albowiem tam nie bywa prawdziwe wyrzucenie djabłów, jedno tylko
ludzkie zmamienie, gdzie się duch nieczysty odmienia w postawę anioła światłości
(2 Kr. 11), albo się zatai, aby ich mógł co najwięcej zwieść, a łatwo on to
uczyni w jednym, aby ich tysiące mógł zwieść i opętać, jako to pospolicie słychamy,
kiedy w aszy zaklinacze mówią : »Wynidź djable, Bożą mocą, panny Marji mocą
i wszystkich świętych mocą« A djabeł zasię mówi, naśmiewając się: toć mię Sze
roka piecze. I zasię kiedy kropicie wodą czarowaną, tedy djabeł, aby ich zwiódł
co najwięcej w oła: »0 biadaż mnie. To mię parzysz pleszowaczu (księże, dla tonzury). Jużci wynidę, bo się boję Szerokiej«. A Boże uchowaj w łożyć na opętanego
jaki płatek łaziebny miasto świętości, to dopiero krzyk będzie wielki! A cóż tu tedy
djabeł inszego czyni, jeno się z w as śmieje i szydzi wami, a wrzekomo jakoby
w yszedł, utai się, abyście jemu cześć i chwałę dawali i weń wierzyli !:« K. 114:
»świadczy też to obraz częstochowski, do którego się obiecujecie i z kilkadziesiąt
mil każdego roku biegacie, głowy, ręce, nogi, dzieci srebrne i woskowe, które
przed nim stawiacie, paciorki i facelety oń ocieracie«. K. lO l : »nie wspominam tu,
jako pątniki i ich kije i mantyki czarujecie, gdy je do bałw anów odsyłacie... jako
owce żegnacie i czarujecie, kiedy zdychają, i onę sól, którą im podawacie, także
nowe zboża i Siemiona, chleby, domy, studnie, łaźnie, role, miecze, pierścienie, wieńce,
suknie, stadło, sześciniedziałki, wdowy i ich rąbki, ciasnochy i koszulki, (o tem
»czarowaniu« jajec, szołdr, kołaczy, sera, bagna i t. d. często mowa)... jako pogani
—
410
—
albo żydowie, którzy przypisują moc osobliwą słowu Tetragrammaton i Abraka
dabra, jakoby te słowa, wymówione i na karcie napisane, miały odganiać, albo za
wieszone na szyi, febry, ognie, powietrze, grady, miecze i inne niebezpieczności
i szkody rozmaite. Byście byli mogli jeszcze i w iatr ugonić, i o ten byście się byli
pokusili i święcili« (t. IV. str. 318 —320, 321).
Jan Witort.
»W isła«, miesięcznik geograficzno-etnograficzny. Tomy X., XI., XII. i XIII.
W arszaw a r. 1896, 1897, 1898 i 1899.
W roku 1887. pojawił się pierwszy rocznik »Wisły« i zapowiedział się
odrazu bardzo dobrze. W obec obejmujących coraz szersze koła badań etnogra
ficznych czasopismo takie było nader pożądane; a ponieważ w prowadził je w ży cie,
nadał mu kierunek i redagował je uczony filolog i etnograf, I dr,. J a n K a r ł o w i c z ,
przeto rozwinęło się czasopismo szybko i już od następnego 1888. roku obejmowało
około 1000 stronic druku wielkiej ósemki rocznie. W szyscy nasi badacze ludu
skupili się około nowego czasopisma, które nadto powoływało nowych, młodych
pracowników i rozszerzało wiadomości etnograficzne w kraju. Dzisiaj mamy już
przed sobą trzynaście grubych tomów' »Wisły«, a w nich olbrzymi materyał do
badań ludoznawczych i bardzo pow ażny poczet prac oryginalnych porównawczych.
Ale przypatrzmy się bliżej zawartości kilku ostatnich roczników.
T o m X. r o k 1896.
Rocznik rozpoczyna dokończenie pracy mojej; »Opowiadania ludowe ze
Starego Sącza«, która pojawiła się w t. VIII., a tutaj została ukończona trzema
pow iastkam i: 13. »Pokuta« króla Bolesława Śmiałego za zabójstwo, popełnione na
św. Stanisławie Szczepanowskim, .14. »Złodzieje«, którzy kupili od chłopa krowę
jako kozę, za co znów chłop wywiódł ich w' pole, sprzedając czapkę cudowną
i 15. »Mądra królewna«, która postanow iła wyjść dopiero za tego, czyjej zagadki
nie odgadnie. — Następnie czytamy artykuł J a n a W i t o r t a »Małżeństwo przez
kupno i powstanie posagu«. Nazwisko autora, znanego dobrze czytelnikom »Ludu«,
samo zaleca artykuł, napisany na szerokiej podstawie naukowej, stwierdzający, że
pierwotną formą zawierania związków małżeńskich było porwanie lub kupno dziew
czyny, później część kałymu obracano na wyprawę dla oblubienicy, co znowu było
źródłem wytworzenia, się posagu. — Dr. M a r y a n U d z i e l a w artykule »Nieco
0 narzędziach muzycznych w Bośni«, opisuje 12 różnorodnych, a obecnie używ a
nych tam narzędzi muzycznych. -- H. W i e r c i e ń s k i »Ze starych szpargałów«
miasta Kazimirza Dolnego w ziemi lubelskiej, którego autor podaje dzieje, wymienia
1 streszcza przywileje i charakteryzuje stosunki ludności tamtejszej w wiekach
dawniejszych. — A d o l f C z e r n y »Istoty mityczne Serbów łużyckich« (ciąg dalszy).
W tym roczniku podaje autor wierzenia i baśni ludu łużyckiego o słońcu, miesiącu
i gwiazdach, o chmurach i wietrze, o strzelcu nocnym, błędnych ognikach, mężu ogni
stym, mężu wodnym (topielcu), niewieście лvodnej (bogince) i o czarcie. • Jest to praca
dla nas nader ciekawa, bo stwierdza, że pomimo ośmiowiekowego olbrzymiego
nacisku germanizącyjnego lud ten, tonący w śród Niemców, zachował dotąd bardzo
wiele wspólnych z nami wierzeń słowiańskich. — A d o l f S t r z e l e c k i rozpoczął
drukować nader pożyteczną pracę »Materyały do bibliografii ludoznawstwa polskiego.
Część I. Zestawienie dzieł, rozprav; i artykułów za czas od 1878 do 1894 r.« i do
prow adził ją do litery J pomieściwszy 746 numerów prac. — Z. A. K. »Bajka
o stelmachu, co miał skrzydła.« — A n d r z e j S t o r o ż e n k o podaje »Dwa w y
—
411
-
jątki z dzieł S. F. Klonowicza«, mianowicie z »Roksolanü« jeden o chłopie, którego,
gdy ugrzązł w dziupli, napełnionej miodem, wydobył niedźwiedź, — drugi z »Flisa«
0 nietoperzu, nurku i jeżynie, które do spółki w ypożyczywszy i naborgow awszy
towarów, gdy je stracili przez rozbicie się okrętu, teraz: nietoperz unika sług spra
wiedliwości i chowa się przez dzień, nurek szuka ciągle po dnie wód skarbów
swoich, a jeżyna czepia za odzież każdego przechodnia, pytając, czy nie z jej
sukna jest ona uszyta. — »Tkactwo«, ustęp wyjęty z dzieła J. Ś w i ę t k a »Lud
nadrabski«.
K o r n e l Z i e l i ń s k i »Baśnie cyganów polskich«; podaje cztery: W pierw
szej biedny cygan, błąkając się, napotkał czarnoksiężniczkę, która kazała mu przez
lat 7 wynosić piasek po ziarnku z pałacu kryształowego, za co otrzymał worek
złota, a gdy nie mógł go unieść, djabeł przyrzekł mu pomoc pod warunkiem, że
cygan zje miskę fasoli. Jednakże ten wolał odrzec się złota, niż jeść fasolę.. W dru
giej gra cygan na skrzypcach tak pięknie i rzewnie, że aż wierzba płacze. Djabeł
kupił te skrzypki . za dużo złota, ale cygan wyciągnął z nich pierwej powietrze
(duszę). Oszukany djabeł zwrócił skrzypki cyganowi, powiadając,' że lepiej będzie
mu służył cygan muzyką, niż skrzypkami, bo muzyka będzie napędzać djabłowi
dusz tysiące. W trzeciej dwaj królewicze przechodzą koło płonącego domu, w któ
rym cyganięta błagają o ratunek. Starszy przeszedł mimo, młodszy z narażeniem
życia w ydobył dzieci cygańskie z ognia, ża co ojciec oddał mu królestwo, jako
kochającemu ubogich i nieszczęśliwych. W czwartej biedny szlachcic Marcinkowski
w ysłał dwu synów do księcia Karola w Nieświeżu. Po drodze jeden zatrzym ał
się w chacie biedaka chłopa, który wraz z żoną i dziećmi chorował. Młody Marcin
kowski pielęgnował ich i pracował na nich. Za to książę Karol zrobił go kró
lem cyganów.
S z c z ę s n y J a s t r z ę b o w s k i »Czarnolas i Policzna«. Autor zebrał materyał
etnograficzny z miejsca, gdzie Jan Kochanowski żył i śpiewał. Podał tu p. Jastrzę
bowski historyę wsi, opis jej, nazwy miejscowe, liczbę ludności, opis chałupy, cha
rakterystykę ludności, ich strój, wreszcie obrzęd sobótki, kolędy, pieśni okrężne,
weselne i treści rozmaitej, potem wyciągi z metryk parafii Policzna od r. 1639,
imienia chrzestne i nazwiska. Jest to praca bardzo zajmująca.
Kazimierz Strzelbicki
»Materyały do bibliografii antropologicznej
polskiej«, w których autor rozbiera wszystkie prace Polaków, dotyczące antropometrýi polskiej i dochodzi do wniosku, że w tym kierunku bardzo mało jeszcze
u nas zdziałano. •— Bajka S a b a ł y z Zakopanego o zaśnionem wojsku w Ornaku
1 w Babigórze. — H. L o p a c i ń s k i »Najdawniej zapisana zagadka polska« w ręko
pisie z r. 1406. przez Gotarda syna Adama z Krzepic, brzm iąca: Przyszedł dobry
do złego, a prosił u niego lepszego niźli królestwa niebieskiego, a dał mu — toj
znaczy: Nikodem prosił Piłata o ciało Chrystusa. — I g n a c y W o ł a n o w s k
»Szopki i Herody w Lubelskiem«. — Ks. A d o l f P l e s z c z y ń s k i »Gody małżeńskie
w parafii żeliszewskiej«. — S t a n i s ł a w K o z i o r o w s k i »0 utopcu i skarbniku«
6 ciekawych opowiadań z Dąbrowy Górniczej. — M. R. W it a n o w s k i »Pokuta
kościelna w Wielkopolsce«. Autor podaje dwa wypisy wyroków z ksiąg miejskich
z r. 1583. i 1661, skazujących na karę pieniężną i pokutę kościelną za zabójstwo
i obelgę. — Z. A. K o w e r s k a opowiada »Dwie bajki z opatowskiego« 1. O kiełbasce
i kokoszce, 2. O pani, co jeździła na kurzej stopce; ta ostatnia jest odmianką zna
nej powszechnie bajki o sierocie i jej siostrze przyrodniej, które służyły naprzemian
u Matki Boskiej do usług pieskowi i kotkowi.
— 412
-
K o n r a d Z a l e s k i »Zabytek widowisk średniowiecznych«. Jest to grywany
w Hrubieszowie w czasie świąt Bożego Narodzenia dyalog, obejmujący pięć scen ■
w pierwszej z nich występuje Adam, Ewa i djabeł — w drugiej Abraham i Izaak —
w trzeciej Herod, marszałek, rabin, śmierć i djabeł — w czwartej pasterze i anieli
— a w piątej w stajence w Betlejem znowu pasterze. — Dr. K a r o l Ma t y a s
podał dalszy ciąg ciekawej pracy swojej »Przezwiska ludowe w powiatach tarno
brzeskim, niskim i brzeskim w Galicyi«. — J. K i b o r t »Kilka szczegółów o Zmujdzinach podług ich własnych podań«. — Z. A. K. »Bajka o dwu braciach« jednym
bogatym, a drugim biednym, spisana w Józwowie. — Dr. J e r z y P o l i w k a »Tatku,
ach tylko taką gąskę mi daj«. Autor porównywa facecyę M. Reja »Chytry jad nie
wiasta«, w której jednemu, wychowanemu w puszczy, gdy zobaczył pierwszy raz
kobiety, powiedziano, że to djabły — z podobnemi anegdotami innych narodów
słowiańskich, z włoskiemi, niemieckiemi i francuskiemi.
W a c ł a w N a ł k o w s k i »Kronika geograficzna za rok 1895«, w której autor
zaznajamia czytelnika z najnowszemi badaniami naukowemi, wchodzącemi w zakres
geografii. I tak czytamy tu wyniki studyów o gęstości ziemi i pomiarach siły
ciężkości, o geologii porównawczej, o petrogenezie, o metodzie geogenetycznej,
0 czasie geologicznym, o denudacyi i akumulacyi, o obszarze, rozkładzie, lądów
1 wód, o mierzeniu obszarów i linii z map, o wybrzeżach i portach, wyspach,
jaskiniach, stepach i pustyniach, zawalaniu się gór, powstawaniu gór, dolin i zagłę
bień, o wulkanach, temperaturze skorupy ziemskiej, o jeziorach — wogóle o tem
wszystkiem, co najświeższe dzieła geografów i geologów w swoim czasie przynoszą.
W ażny .dział w »Wiśle« tworzą tak zwane »poszukiwania«. W nich porusza
redakcya pewne, tematy z zakresu ludoznawstwa i prosi współpracowników swoich
i czytelników, aby nadsyłali odpowiedzi na temat naukowy. Gromadzi się w ten
sposób w »poszukiwaniach« wiele nader ciekawych szczegółów, zebranych bądź to
w prost z ust ludu, bądź też z rękopisów, kronik, archiwów, wreszcie książek
i dzienników i to począwszy od drobnych nieraz zapisków aż do obszerniejszych
i poważnych artykułów. W tym tomie »poszukiwania« obejmują : 1. lecznictwo lu
dowe, 2. obszar etnograficzny, 3. kulę, 4. chatę, 5 przysłowia, 6. a pochylone,
7. zwyczaje prawne, 8. pismo obrazowe, 9. poglądy ludu na przyrodę, 10. nazwy
topograficzne, 11. niecenie ognia zapomocą tarcia, 12. pamięć o zmarłych, 13. pi
sanki, 14. mak, 15. sobótkę, 16. istoty nadprzyrodzone, 17. Szwedów, Tatarów
i Turków, 18. kołysankę. Ale nietylko redakcya gromadzi w »poszukiwaniach«
rozprószony materjał etnograficzny, lecz ma jeszcze tę wielką zasługę, że przez
»poszukiwania« utrzymuje ścisłą łączność z czytelnikami, zachęca ich do w spółpracownictwa i nieraz nowe a pożyteczne siły powołuje do pracy ludoznawczej.
Również bardzo bogaty dział tworzy w »Wiśle« »Bibliografia i krytyka«,
w którym spotykamy się ze-sprawozdaniami i oceną dzieł i czasopism, wchodzących
w zakres ludoznawstwa, i to nietylko polskich, ale rosyjskich, czeskich, ruskich,
niemieckich, francuskich, włoskich, angielskich. — Nadto pomieszczona jest tu n e
krologia, sprawozdania z wystaw, stowarzyszeń i muzeów etnograficznych. —
W tekście znajdują się dobrze wykonane lyciny, a oprócz tego zdobią tom X.
cztery rysunki na osobnych kartonach, wyobrażające ubiór weselny na Kujawach,
włościan z powiatu lepelskiego gubernii witebskiej, kolebę w Zakopanem i chłopaka
wiejskiego ze Swięciańskiego.
(Ciąg dalszy nastąpi.)
Seweryn Udziela.
—
413
—
1. Pazdro 2. Statut czeladzi kupieckiej krakowskiej z XVII. wieku (r. 1675).
(Odb. z »Przeglądu praw a i administr.«) We Lwowie 1899. w 8-ce str. nl. 2 1. 20.
2. Łopaciński H. Z dziejów cechu mularskiego i kamieniarskiego w Lublinie.
Z 8 cynkotypiami w tekście i tablicą. (Osobne odb. ze Spraw. kom. do badania
hist. szt. w Polsce, t. VI.) W Krakowie 1899. w 4-ce str. 11.
Dzieje mieszczaństwa polskiego czekają jeszcze na swego historyka. Próby
dotychczasowe Maciejowskiego i innych są dowodem dobrych chęci, — niczym
więcej być nie mogły, bo brakło źródeł. Tych wydawnictwem trzeba się zająć
przedewszystkiem. Zanim instytucya jaka publiczna chwyci ster takiego przedsię
wzięcia w swe ręce i poprowadzi je systematycznie, mogłaby rosa oczy wyjeść.
Dobrze więc robią ci, którzy nie oglądając się na żadne plany, wydobywają z fali
zapomnienia materyał zachowany. W ich szeregu staje obecnie młody prawnik,
przygotowany w tym kierunku wyśmienicie studyami archiwalnymi i zawodowymi,
i podaje nam z rpsu księgozbioru Baworowskich we Lwowie brzmienie statutu
czeladzi kupieckiej krak. z r. 1675. z odpowiednimi objaśnieniami. Niepodobna
w krótkiej notatce przechodzić szczegółowo 36 artykułów statutu tego, ani podpisa
nych na nim sławetnych handlowców, ani elukubracyi krasomorvczych i poetycz■nych (sit venia, verbo), wplecionych w jego tenor. Zadowalam się zwróceniem
uwagi na broszurę, godną uwagi badaczy naszej kultury.
Innego charakteru jest praca druga. Autor, znany i szczęśliwy szperacz,
streścił 4 najważniejsze dokumenty do dziejów cechu mularzy i kamieniarzy lubel
skich (z r. 1588, 1634., 1605. i 1713), dodał: 1) opisanie dezolacyi bramy, Grodzką
zwanej, w Lublinie z r. 1778. i 2) patent mularski z r. 1690. i objaśnił rzecz swą
rysunkami p. J. Smolińskiego, oraz tablicą patentu owego. Sprawa tu traktowana
więcej z punktu dziejopisa sztuki, bo też wyszła w »Sprawozdaniach komisyi dla
. badania hist. szt. w Polsce« ; ale dziejopisowi mieszczaństwa przyda się, bo w ska
zuje, gdzie szukać źródeł. Godne też uwagi szczegóły o c e s z e i p r z e m i a n k u
towarzysza i o obsyłaniu cechy, przypominającem chodzenie z kulą.
D r. Franciszek K rtek.
SPRAWY TOWARZYSTWA.
I. Posiedzenia Zarządn.
P i ą t e p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u odbyło się 21. czerwca. Obecni pp. dr.
Eljasz-Radzikowski, dr. Krček, dr. Niemiec, Soleski i Zdziarski. Nieobecność uspra
wiedliwili pp. Bal, Bruchnalski, Ihnatowicz, Twardowski. Przewodniczył prezes Tow.
dr. Kalina.
1. Przyjęto 9 nowych członków.
2. Gelem rozpatrzenia się nad wykonaniem uchwał, powziętych w sekcyi
etnograficznej III. Zjazdu historyków polskich w Krakowie, wybrano komisyę, złożoną
z pp. dr. Eljasza-Radzikowskiego, dr. Kaliny, dr. Krčeka, dr. Leciejewskiego
i Zdziarskiego, która ma poczynić odpowiednie wnioski co do ich załatwienia.
3. Rezygnacyi p. Bala z godności skarbnika nie przyjęto jednogłośnie.
4. Prezes uwiadomił zebranych, iż wskutek wniesionej petycyi Sejm kra
jow y przyznał Towarzystwu subwencyę w kwocie 200 koron.
5. Postanowiono zwrócić się do Komitetu III. Zjazdu histor. poi. z prośbą
o odstąpienie 25 egzemplarzy referatów i pamiętnika bezpłatnie dla członków Za-
—
4 і4
—
rządu і Oddziałów і о zniżenie ceny referatów sekcyi etnograficznej dla członków
Tow arzystw a ludoznawczego.
6. Kooptowano do Zarządu pp. J. A. Baygera, Z. Pazdrę i M. W rońskiego.
7. Na Walne Zgr. Tow. Pedagogicznego wybrano delegatem p. J. Soleskiego.
Stanisław Z d zia rski
Dr. A. Kalina
sekretarz.
prezes.
III. Sprawozdania
Oddziałów,
i. O ddział w K rakow ie.
T r z e c i e p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u odbyło się dn. 6. maja b. r. w Wyższej
Szkole Przemysłowej. Obecni pp. Swigtek, Stopka, Wolny, Kulikowski. Przewodni
czył p; Swiętek.
Po odczytaniu protokołu z ostatniego posiedzenia przez sekretarza prze
wodniczący zachęca gorąco do jednania ja k największej liczby członków dla T o
warzystwa, poczem p. Stopka stawia wniosek przeniesienia posiedzeń Zarządu
i naukowych na którykolwiek dzień w tygodniu. W niosek uchwalono.
Po omówieniu jeszcze niektórych spraw bieżących posiedzenie zamknięto.
C z w a r t e p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u odbyło się dn. 26. maja b. r. Obecni
pp. Swiętek, Kulikowski, Magiera, Ułaszyn, Wolny. Przewodniczył p. Swiętek, który
w miejsce nieobecnego p. Stopki pow ołał na sekretarza p. Wolnego.
Po omówieniu bieżących spraw administracyjnych p. W olny interpelował
przewodniczącego co do programu Zjazdu historyków i etnografów polskich,
a następnie w yraził życzenie wezwania centralnej kasy Tow, o przysłanie pieniędzy,
przypadających w udziale krakowskiemu Oddziałowi
P i ą t e p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u odbyło się dn. 17. czerwca b. r. Obecni
pp. prof. dr. Kosiński, Jan Magiera i Wł. Wolny. Przewodniczył w zastępstwie
prezesa prof. dr. Wł. Kosiński.
Po przeczytaniu protokołów z ostatnich posiedzeń przyjęto do wiadomości
usprawiedliwienie pp. Swiętka i Stopki z ich nieobecności. Następnie zastanawiano
się nad niewygodnością sali posiedzeń i uchwalono na wniosek p. W olnego uprosić
prof. dr. Kosińskiego o wyjednanie sali w uniwersytecie na posiedzenia Oddziału
u prof. dr. Cyfrowicza.
Na wniosek p. Magiery uchwalono w ystosować pismo do Centralnego Za
rządu, aby raczył odpowiadać na korespondencye Członków Towarzystwa. (Korespondencye członków oddziałowych w sprawach Tow. należy za pośrednictwem
Oddziału wnosić, gdyż Centralny W ydział nie może zajmować się sprawami prywatnemi pojedyńczychz cłonków. А. К )
T r z e c i e p o s i e d z e n i e n a u k o w e odbyło się 6. maja w W yższej Szkole
Przemysłowej.
Obecni pp. Kulikowski, Łosik, prof. Piętka, Stopka, Swiętek, Wolny.
Po odczytaniu protokołu z ostatniego posiedzenia mówił p. Stopka: » 0 stylu
zakopiańskim«. Prelegent przedstawił cechy, po których każdy, zajmujący się etno
grafią, mógłby snadnie poznać zabytek ludoznaw stwa w tym stylu także w innych
częściach ziem polskich. W yraził bowiem zd an ie ,. że mamy prawdopopobnie do
czynienia nie ze stylem zakopiańskim, ale ogólnopolskim, który jednak przez usta
wiczne ćwiczenie i kształcenie się doszedł do takiej doskonałości na Podhalu,
w jakiej go dziś oglądamy. Prelegent prosi obecnych, aby się tą spraw ą bliżej
zajęli. Następnie nakreślił p. Stopka na tablicy plan góralskiego osiedla, zwracając
uwagę zgromadzenia na niektóre szczegóły.
Na tern posiedzenie zakończono.
—
415
—
C z w a r t e p o s i e d z e n i e n a u k o w e odbyło się da. 26. maja. Obecni
pp. Kulikowski, Magiera, Swiętek, TOaszyn, Wolny, Jaworek i prof. Piętka. Prze
w odniczył p. Swiętek.
P. Swiętek przedstaw ił swój referat: »0 dotychczasowych badaniach nad
wierzeniami ludu polskiego i dotyczące postulaty na przyszłość«.
P i ą t e p o s i e d z e n i e n a u k o w e odbyło się dn. 17. czerwca. Obecni: prof,
dr. Wł. Kosiński, Fr. Magiera i W ł. Wolny. Przewodniczył w zastępstwie nieobe
cnego p. Swiętka prof. dr. Kosiński.
Po odczytaniu protokołów z ostatnich posiedzeń naukowych przedstaw ił
p. Jan Fr. Magiera sw ą rzecz: »0 wyrazach przyswojonych w gwarach naszych«.
Na podstawie materyałów gwarowych przedstawił prelegent stosunek w yrazów
obcych do ich przeróbek w gwarach zachodnio-galicyjskich, zaznaczając szczegółowo
zmian}^ fonetyczne, morfologiczne i znaczeniowe w yrazów przyswojonych.
W Ł Wolny
za sekretarza.
Dr. W ł. K osiński
za przewodniczącego.
V. Dary.
D o biblioteki :
117. Księgarnia Dubowskiego: Klechdy czyli, baśnie ludu polskiego na Slązku.
W arszawa 1900.
118. A. L. swoją pracę: Andrew Lang: Mitologia (wierzenie pierwotne) z encyklopedyi brytańskiej, przełożył... Kraków 1899.
119. Dr. J. Baudouin de Courtenay swoje wydawnictw o: Melodje ludowe litewskie.
Kraków 1900.
120. Redakcya »Hlidky« : Václ. Kosmáka Sebrané spisy. T. II. zesz. 19.
121. Szym. Gonet swoją pracę: Opowiadania ludowe z okolic Andrychowa.
Kraków 1900.
122. E. Wolter sw oją rozpraw ę: Valdemar С.
123. Tenże: Andreas Sjörgen: lieber die W ohnsitze und die Verhältnisse der
Jatwägen. Petersburg 1888.
124. Tenże dzieło swoje: Materjały dla etnografii łatyśskavo plemeni Vitebskoj
gubernii. Petersb. 1890.
125. T enże: Godićnjtj akt imp. St. Petersb. uniwersiteta 8-go Fevrala 1900 g.
126. I. Peisker swoje prace: Zur Socialgeschichte Böhmens I. II. W eim ar
1896., .897.
127. Tenże: Východisko Meitzenova líčení agrárních dějin germánských a slo
vanských. Praha 1898.
128. Tenże: Slovo o zadruze. Praha 1899.
129. Tenże: Die Knechtschaft in Böhmen. Prag 1890.
130. Tenże: Forschungen zur Social- und W irthschaftsgeschichte der Sloven.
Berlin 1900.
131. E. W olter sw ą rozpraw ę: Zur litauischen Dialektkunde.
132. Ks. Marcin Czermiński T. J. swoje dzieła: Szkice cywilizacyi Afryki p o łu
dniowej. Kraków 1890.
133. T enże: Szkice z Indyj. Kraków 1891.
134. Tenże: Albania. Kraków 1893.
135. Tenże: W Dalmacyi i Czarnogórze. Kraków 1896.
136. Tenże: W Norwegii i Laponii. Kraków 1897.
137. Tenże: Z podróży po Bośni i Hercegowinie. Kraków 1899.
—
416
—
138. T en ż e: Ks. J. H ołubow icz : W yspy Sandw ickie i Gam bier w Oceanii. K raków 1892.
139. T en ż e: Ks. W ład. Z aborski: W północnej Ameryce, A tabaska, M ackenzi.
K raków 1890.
140. Dr. A. K olessa pracę sw oją: U kraińska rytm ika ludow a w poezyach B ohdana
Z aleskiego. L w ów 1900.
141. A. M. L o b o d a sw oje p ra c e : Ruskij bohatýrský' epos. Kijów 1896.
142. T en ż e:
Pam jati A.
Th.
Hilferdinga. z E tnograf. O bozrěn. T. 35.
143. T en ż e :
К bylinám
o svatovstvě, z E tnograf. O bozrên. T. 29.
144. T en ż e : B ělorusskaja naro d n aja poezija і russkij bylevoj epos, z Etnograf. Ob. t. 25.
145. T en ż e :
Byliny pro
Ilju
M urom ca. Kijów 1897.
146. T en ż e:
Russkij jaz y k i
jego ju ż n a ja w č tw ’. Kijów 1898.
147. T en ż e: N árodnosť w russkoj m uzykalnej dram e sto let nazad. Kijów 1899.
148. Am erican A cadem y of A rts and Sciences: Proceedings. Vol. 35. nr. 1. 2. 3. 8. 9.
149. M. Reiter dzieło : R. Zienkiewicz, Piosenki gm inne ludu pińskiego. K ow no 1851.
VI. Spis członków :
569. Górski Stanisław , sta rsz y strażnik skarbow y. Zakliczyn.
570. Jarnuszkiew icz Stan., inżynier-chem ik. Z akopane.
571. Jaw orek Piotr, słuch, filoz. Kraków.
572. K lonow ski S tanisław T om asz, adw okat przysięgły. W arszaw á.
573. K uczborski W ład., obyw atel ziem ski. Sm ardzew .
574. O lszew ski Michał, w łaściciel realności w Faściszow ej p. Z akliczyn.
575: Parczew ski Alfons, adw okat. Kalisz.
576. Dr. R ozw adow ski Jan, prof. uniw . Kraków.
577. Szrom ba Józef, naczelnik urzędu kolejow ego. W ielkie Drogi.
W odpowiedzi Oddziałowi Towarzystwa Indoznawczep w Wieliczce.
N a posiedzeniu 19. m aja b. r., którem u przew odniczył p. S.
U d z i e l a (zob. „ L u d “ V I. 318.) om aw iał Szanow ny O ddział moją
rozpraw kę p. t. „W anioły i djobły“ pomieszczoną w X I I I . t.
„ W is ły “ — i „stw ierdził, źe dzieci wielickie nie baw ią się p o
n i e m i e c k u “, mimo, że m ają (jak w łaśnie we wspomnianej ro z
praw ce w ykazałem ) do tego nieprzepartą pokusę.
N ie ty lk o, źe się nie baw ią „po niem iecku“ , ale naw et, ja k to
Szanow ny O ddział m ógł z opisanej przeze mnie zabaw y dzieci w ie
lickich wyrozumieć, w y r a z y c z y s t o n i e m i e c k i e , k tó re razem
z zabaw ą do W ieliczki się dostały, g w a ł t e m
na p o l s k i e
ł a m i ą i do s w o j e j w y m o w y o j c z y s t e j o d p o w i e d n i o
z a s t o s d w u j ą . Ten objaw bynajm niej nie je st odosobiony, bo to
samo m am y i przy innych zabawach dziecinnych ja k n. p. „W za
ją c z k i“, „W k ry c ie “ i t. p. I tam ta k samo dzieci baw ią się p o
p o l s k u , mimo, że co chw ila deklam ują tak ie form ułki n i e m i e c k i e
albo ł a c i ń s k i e ja k : „Ańc, pańć, k u śty g la ń c i t. d .“, „A ngel, bangel,
fussi, leer i t. d.*, „Ene, due, rex, i t. d .“, „Inki, pinki, legum inki
i t. d .“, „E n, ten, tina, S aw eraki bina i t. d .“ .
Jestem zatem niepom iernie wdzięczny Oddziałowi w ielickiem u,
że się za ją ł omówieniem mojej rozpraw ki i m y ś l t a m z a w a r t ą
w łasnem p otw ierdzeniem uzupełnił.
ijgSQX_____________ L - Щ п ек.
Z „Drukarni Pollljaej« w e Lwowie (Pasaż H ausmana 5.).
J ñ
V'C*- -''
r-r’A - ■
•
■
i
.
,
,'
,
....
-
'
!
■'
мйШй!
,. 4 ? v :
pš
p.
‘ ‘
Pp
v
,
.-
P:. ,'.p p ; . Pp-
".
p .p .
, ',
p.
;
" .
. . ; ^ ' '. - • / • \ ■'.
. . ■ " ’-ppp-r'pppp
л
•> f. • < • > ¡ - 4 - ' , . - C:- , VV
>'
- :
p''.p? ;p-""
.-.tJ
Biblioteka Śląska w Katowicach
ID :0030002027466
II 4521/6/1900
