7ad7f80223cd3314c372d653cf4cd33f.pdf
Media
Part of Lud, 1897, t. 3
- extracted text
-
C .T
--Ч'.
€
Y
POD EEDAKCYĄ
Dra A N T O N I E G O K A L I N Y .
IESo c z n i łc t r z e c i .
(Z tablicą i melodyami w tekście).
WE LWOWIE 1897.
NAKŁADEM
TOW ARZYSTW A LUDOZNAW CZEGO.
Z D r u k a rn i L u d o w ej p o d za rz . S t. B a j lego.
A d re s R e d a k c y i: Lwów, ulica Zimorowicza 7.
M
í
•1.^
P IS
.
j
\
RZECZY %
z a w a r t y c h w III. r o c z n i k u .
I. Rozprawy.
S tr.
Jan W itort: Kucya na Litwie
.
.
.
.
.
.
Z. St. : Znad Buga. Szkic etnograficzny .
.
.
.
.
Ja n W itek: Antisemityzm w powiastkach i farsach ludowych
Segel : Wierzenia i lecznictwo ludowe Żydów
Br. Bawita : Ze zbioru apokryfów .
.
.
.
.
.
Jan W itort: Zarysy prawa zwyczajowego ludu litewskiego
97 193
Zofia Grynbergowa : Melodye niektórych pieśni ludowych
.
.
Jan W itort: Przyczynek do przeżytków kulturalnych (Pism., obra
zowe) .
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Pr. Rawita : „Pobratymstwo i posestrie“
.
.
.
.
.
Ja n W itort: Etnografia i najnowsze studya nad literaturą
.
.
Dr. St. Eljasz-Badzikowski; Polscy Górale tatrzańscy .
.
.
Bron. Koskowski : O mieszkaniach i żywieniu się Żydów małomia
steczkowych w Królestwie polskiem
.
.
.
.
.
Odnośna tablica dołączona przy końcu
Dr. Karol Mátyás: Ludowe nazwy miejscowe w powiecie Brzeskim
w Galicyi
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Ludwik Młynek : Uwagi nad pieśniami ludu wielickiego .
.
.
1
7
46
49
61
293
121
135
137
213
225
314
330
347
II. ZMory materyalów etnograficznych.
Dr. Antoni Kalina : Z puszczy Kurpiowskiej .
.
.
.
.
Włodz. Hnatiuk: Prycówka .
.
.
.
.
.
.'
Ks. Wład. Sarna : Kolęda
.
.
.
.
.
.
.
Włodz Hnatiuk: Pieśni rekruckie
.
.
.
.
.
.
Szymon Gonet: Rękawka i skały Twardowskiego w Podgórzu
.
.
.
.
.
.
.
Tenże : Język polski w wojsku
Tenże: Szczegóły z gwary ludowej
.
.
.
.
.
Tenże: Szczegóły z wierzeń ludu .
.
.
.
.
.
.
L Magierowski: Przyczynek do wierzeń ludowych
.
.
A. Siewiński: Bajka o W ojtku
.
.
.
.
.
.
.
Bron. Świdnicki: Opowiadanie o dyable .
.
.
.
.
.
64
.
70
.7 2
.7 3
.
76
78
.138
140
. 142
146
152
—
Il
—
I
S tr.
Szymon Gonet: Strzygonie
.
.
.
.
.
_
_
.154:
Ks: Wład. Sarna : Pieśń ludowa religijna o odsieczy W iednia przez
Jana III.
.
.
.
.
.
.
.
.
_
.155
L. Pierzchała: Piosenki mazurskie w Krosieńskiem .
.
.
.158
M. Kietlicz : Szczodraki w Krotoszynie .
.
.
.
.
.160
M. Kapuściński: Pieśni dziadowskie o św. Helenie
. . .
161
......................o pustelniku z ptaszkiem
.
.
.
.
.162
Tenże : Niektóre imiona chrzestne .
.
.
.
.
.
.
168
'T enże: Niektóre nazwy miejscowe; nazwy miejscowe zagraniczne . 164
Tenże: Słowniczek języka dziecinnego .
.
.
.
.
.
165
D o d a t k i i u z u p e ł n i e n i a . L. Młynek do wiersza: Pół godziny
szkoły po egzecyrce
.
.
.
.
.
.
.
273 384
K w e s t y o n a r y u s z . L. Młynek: Jagem słuzuł przy dworze.
. 166
III. Rozbiory i sprawozdania.
M. K o n o p n i c k a : pNasz lud“, odczyt miany we Lwowie dnia
27. listop. 1896 r. (Dr. J. Gorzycki)
.
.
.
,
.
81
An t . M a ł e c k i : Lechici w świetle historycznej krytyki (Dr. J.
Gorzycki)
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
83
Dr . B. E r z e p k i : Masovita (A. Kalina)
.
.
.
.
.
84
J a n W i t o r t : Kucya na Litwie (L. Młynek)
.
.
.
.171
W a n d a z D y b o w s k i c h L o n g c h a m p s : Pierwsze polskie usi łowania kolonizacyjne w Stanach Zjedn. (Dr. K. J. Gorzycki) 175
An t . H e m p e l : Polacy w Brazylii (Dr. K. J Gorzycki)
.
. 175
W. A. O l o u s t o n : Narodni kazki ta wyhadki, jich wandriwki ta pereminy z anhil. perełoż. A. Krymskij, (Pr. Rawita)
.
. 176
D r. L u b o r Niederle: O pftvdu Slovanů (A. Kalina)
.
.
.179
Ks . Dr . J. R y c h l a k : Raj i upadek pierwszych ludzi w poda
niach narodów (L. Młynek) .
.
.
.
.
.
.
184
Dr . K o e h l e r : Osady z epoki kamienia w W . X. Poznańskiem
(A. Kalina) .
.
.
.
.
.
.
.
.
187
L M a g i e r o w s k i : Trwanie życia w Jaćmierzu (A. Kalina) .
. 188
W ł o d z . C z e r k a w s k i : Wielkie gospodarstwa, ich istota i zna
czenie (Dr. K. J. Gorzycki) .
.
.
.
.
.
.
273
A t e n e u m za rok 1896 (J. W itort)
.
.
.
.
.
.
368
P r a w d a za rok 1896 (J. Witort)
.
.
.
.
.
.
370
L u ž i c a za léto 1896 (Dr. Krček)
.
.
.
.
.
.
374
P . X a w . M r o c z k o : Sniatyńszczyzna (Dr. K. J. Gorzycki)
. 375
A n t o n . K r á l i č e k : Die sarmatischen Berge, der Berg Peuke und
Karpates des Claudius Ptolemaeus (Dr. St. Eljasz-Radzikowski). 376
K o n s t a n t i n D a m r o t h : Die älteren Ortsnamen Schlesiens (Dr.
St. Eljasz-Radzikowski). .
.
.
.
.
.
.
.
378
G w i a z d k a c i e s z y ń s k a : z r. 1895. Nazwy slow. w cieszyń
skiej ziemi (Dr St. E ljasz-R ad zik o w sk i............................................. 381
— III —
S tr
IV. B ib lio g ra fia ..........................................................................................85 189
V. P o l e m i k a ..................................................................................
280 384
VI. Sprawy Towarzystwa.
88
Sprawozdanie z trzeciego Walnego Zgromadzenia .
.
.
.
91 190 284 385
Sprawozdanie z posiedzeń Zarządu .
.
.
.
92 191 287 388
Miesięczne zgromadzenie naukowe .
.
'
.
Stosunki Towarzystwa z innemi Towarz. i Eedakcyami pism 96 289 386
Dary
.
.
.
.
.
.
.
.
.
95 191 388
96 192 290 388
Spis członków
.
.
.
292 388
Spiostowanie .
.
.
.
.
.
.
.
Wspomnienie pośmiertne (Edw. Jelinek)
.
. 192
Spis współpracowników
których prace w roczniku III. umieszczone zostały s
Szymon Gonet (Inwałd p. Andry
chów).
Dr. K. J. Gorzycki (Lwów).
Zofia Gryntmrgowa (Lwów).
Włodzim. Hnatiuk (Lwów).
Dr. Ant. Kalina (Lwów).
M. Kapuściński (Podgórze)
M. Kiethcz (Lwów).
Bron. Koskowski (Lwów),
L. Magierowski (Jaćnrerz).
Dr. Karol Mátyás (Tarnobrzeg).
Ludwik Młynek (Buczacz)
Ludwik Pierzchała (Lwów).
Dr. St. Eljasz-Kadzikowski (Lwów).
P r. Bawita (Przemyśl).
Ks. W ład. Sarna (Szebnie).
Ant. Siewiński (Ostrów ad Sokal).
Bron, Świdnicki (Dobrohostów).
B. W . Segel (Berlin).
Z. St.
Jan W itek (Kraków).
Ja n W itort (Poniewież gub. Kowien)
K U C Y A N A L IT W IE .
P o tę ż n e zjaw isk a p rz y ro d y w y w ie ra ły n a dziecinny u m y sł
lu d ó w p ie rw o tn y c h w rażen ie olb rzy m ie : u staw icz n a zm ian a p ó r
rok u , d n i i no cy , p o g o d y i b u rz y p rz y znanej w łaściw ości u m y
słów n iem o w lęc y ch do u o s a b ia n ia zjaw isk p rz y ro d y i p o d m io to
wości, w n e t p o d zieliła c a ły św ia t n a dw a obozy, w alczące pom ię
dzy so b ą. P o jed n ej stro n ie s ta n ę ły siły — duchy, p rzy jazn e
czło w iek o w i, po d ru g iej zaś — w rogie mu, d u ch y dobre i z łe ;
p ierw sze u to żsam iły się p o w o li z życiem , ciepłem i św iatłem ,
d ru g ie n a to m ia st — z śm iercią, chłodem i ciem nością. C hw ila
z a sta n o w ie n ia n a d p o d an iam i, k lech d a m i, w ró żb am i i zw yczajam i
ludu, w y sta rc z y , b y się p rz ek o n ać , że ta k je s t rzeczyw iście. W ie
rz e n ia te nie z n ik ły d o szczętn ie ; ja k p rz ed w iek i, ta k i dziś chłop
dzieli, z ja w isk a p rz y ro d y n a dw a o b o z y : po jed nej B ó g i w sz y st
k ie siły ożyw cze n a tu ry , po d ru g ie j. — d u ch y złe, dyabli, zam ie
n ia ją c e św ia tło i tam u jące d o b r e d ziałan ie p rz y ro d y . M iędzy
n im i w re w a lk a w ieczna. W czasie w io sn y i la ta g ó ru ją d u c h y
d o b re , g d y jesień i zim a — to p an o w an ie złych, zw łaszcza zim a :
p o d tch n ien iem siły złow rogiej życie zam iera, ro ślin n o ść zanika,
k o stn ie je w szy stk o , kam ienieje... do czasu jed n ak , nim ożyw cze
p ro m ie n ie sło ń ca nie rozbudzą znow u życia, k tó re g o sym bolem
d aw n y m je s t g a łą z k a zielona.
Z ap ow iedzią d alek ą , ale p e w n ą te g o p rz e b u d z e n ia się życia,
jest p rz esile n ie g ru d n io w e, ch w ila o d ro d zen ia się sło ń ca. D uch
ciem n o ści, k tó ry d o tą d ro z p o ściera ł sw e p an o w an ie, zaczy n a co
fać się, u stęp o w a ć, a św iatło , w ielk i Agmi praojców n aszy ch , p o
c z ą te k b y tu , coraz w idoczniej p o k o n y w a go... Co ra n e k „rodzi
s ię “ sło ń ce, św ieci coraz jaśniej a jaśniej, a g rzeje silniej. P r z y
ro d a p rz eb u d za się, o żyw ia się... Zły d u ch zostaje p o k o n an y m .
N ie w ą tp liw ie — te w ierzenia, b ę d ą c e w g ru n c ie rzeczy k u l
tem sło ń ca, d a ły p o c z ą te k godom grud n io w y m , zn a n y m C eltom ,
G e rm an o m (Julfest) i S ło w ian o m (kolęda), k tó re zaw sze b y ły
w zw iązku ścisły m z zielenią. R o ś lin a zielona — to „drzew o ży1
w o ta i p ło d n o ś c i“, sy m b o l sił.pż-yw czych sło ń c a ; tu się k ry je p rz y
czy n a jej związlcti z g o d am i g'ŕudniow em i, tudzież z ob rzęd am i
w eseln y m i. U n as g ra tę ro lę g a łą ź d rzew a ig la ste g o , g d zie in
dziej zaś jp ' o sto k rz e w u lub jem ioły. W ia d o m o , ja k ie zn aczen ie
w ażne m iała o n a u C eltów sta ro ż y tn y c h , a n a w e t z a ch o w a ła je,
p o n ie k ą d , u ich p o tom ków , acz m ieszanych. W A n g lii w czasie
B o żeg o N a ro d z e n ia m ai się zielenią w n ę trz e dom u : d rzw i, m eble,
zw ie rciad ła , św ieczn ik i i t. d. ; w śró d tej zielen i ja g o d y czerw o n e
o sto k rze w u śliczn ie o d b ijają od ciem n o -zielo n y ch liści te g o k rz ak u ,
ale n ie z b ę d n ą też je s t i g a łą z k a jem io ły . D o n ie d a w n a k to p o d
n ią p o d p ro w a d z ił n iew iastę , m ó g ł ją p o c a ło w a ć i o d w ro tn ie, n ie
w ia s ty m o g ły c a ło w a ć m ężczyznę, sto ją c e g o p o d tą g a łą z k ą je
m ioły. N a tu ra ln ie — dziś zw yczaj te n zan ik a, ale jeszcze p rz ed
k ilk u d ziesięciu la ty b y ł d o b rze zn anym i pow szech n y m , je śli n a
nim D ic k e n s o sn u ł p rz y g o d ę k o m iczn ą n ie śm ie rte ln e g o p. P ic k w ic k ’a. G ody g ru d n io w e z n a n e b y ły i w e F ra n c y i, nim je u ch w a ły
sy n o d ó w z X V і X V I w. zn io sły ; ich p rz eży tk iem z a n ik a jący m
w N iem czech je s t ch o in k a, znana n a L itw ie ja k o „ g w ia z d k a “.
A le n ig d zie bodaj p rz e ż y tk i k u ltu sło ń c a nie w y stę p u ją ta k
w y ra ź n ie ja k u ludów sło w iań sk ich . W P o zn ań sk iem obnoszą g ałąź
je d lin y ja k o n o w e l a t k o ; w lecie m ają się c h a ty n a Z ielone
Ś w ią tk i; w S o b ó tk i b y lic a i taje m n ic z a p a p ro ć g ra ją w ażną ro lę ;
n a d o ży n k i w ień czą się p ło d y sło ń c a ; m a iła się n ie g d y ś c h a ta
i n a k o lęd ę, czego ślad p o z o sta ł w ch o in ce w ig ilijn ej, „ s a d k u “,
ja k m ó w ią w K ra k o w sk ie m .
N iew ątp liw e m je s t te d y , że A ry o w ie s ta ro ż y tn i obchodzili
u ro czy ście ch w ilę „o d ro d zen ia s ię “ sło ń ca, ź ró d ła św ia tła , teg o
A g n i p ra p rz o d k ó w naszych, b ó stw a — w ed le Z end A w e s ty —
w y ższeg o od O rm u zd a i A rim a n a . U ro c z y sto śc i ow e b y ły jeszcze
p e łn e życia, g d y p rz y jm o w a li oni ch rześciań stw o , w nosząc do k o
ścio ła Jezu so w eg o, w g ru n c ie rzeczy sem ick ieg o , sw e p o jęcia o d
w iec zn e o św ia tłe i św iecie, acz już sp aczo n e nieco. R o z p o c z ą ł
się d łu g i p ro c e s p rz e ta p ia n ia i p rz y sw a ja n ia n o w y c h p ie rw ia s t
k ó w k o ścieln y c h , w k tó re g o k o ń c u o k az ało się, że s ta r a m ito lo g ia
a ry jsk a , p o m im o „ p o b ie la n ia “ d o g m aty zm em ch rześciań sk im , w zięła
stan o w c zą p rz e w a g ę : w sw y ch m odłach i o b rz ęd ac h w ięcej stosujem y
się d o R i g W e d y , tej p ra -B ib lii n aszeg o p lem ien ia, i Z en d -A w esty ,
n iźli do w sk az ó w ek E w a n g ie lii ; w iem y n ad to , że dużo bog'ów p o
g a ń s k ic h zajęło m iejsce św ię ty c h ch rz e śc ia ń sk ic h i ta k np. : Św . J a n
C h rzciciel w e d le w sz y s tk ic h zn aw ców m ito lo g ii sło w iań sk iej z a
s tą p ił P e ru n a u S łow ian, a P e rk u n a s a u L itw in ó w ; zd arzy ło się to
i z in n y m i. W czasie n a w ra c a n ia w znoszono p rz y b y tk i P a ń s k ie
n a m iejscach ś w ią ty ń b ó stw p o g a ń sk ic h lub u św ięc o n y ch z ja k ieg o b ąd ź in n eg o p o w o d u ; uroczystościom staro d a w n y m sta ra n o
się n a d a ć c h a ra k te r ch rześc ia ń sk i itd. Źe ta k się działo w istocie,
po u cza n as list G rz eg o rz a W ., papieża, p o lecający t a k i e p o s tę
p o w a n ie . W ty m o k re sie zaczęto obchodzić p a m ią tk ę n a ro d z e n ia
Jezusa, k tó rą w prow adzono do go d ó w g ru d n io w y ch , b y je u św ię
cić w te n sp o só b . W rzeczy sam ej w y z n aw cy Jez u sa nie o b ch o
dzili dzisiejszych Ś w iąt B ożego N a ro d zen ia w p ierw szy ch trzech
w iek a ch naszej e r y ; ty lk o n a W sc h o d zie now e se k ty ch rześciań sk ie około 2 4 G ru d n ia u ro czy ście św ięciły ra d o sn ą p a m ią tk ę u ro
dzin.. M itry , te g o uoso b io n eg o sym bolu słońca. W o g ó le niem a
ż a d n y c h w sk azó w ek w iaro g o d n y ch , b y w cześniej IV w. o b ch o
dzono św ię ta B o żego N a ro d zen ia ; słow em — zaczęto je obchodzić
w ted y , g d y k o śc ió ł Jezu so w y , z p o ch o d zen ia sem icki, p o c h ło n ą ł
ilość sp o rą A ry ó w Ł a c iń sk ic h i C eltyckich. W ów xzas to p o w sta ła
p o trz e b a k o n iecz n a zsu m o w an ia w je d n ą całość, w jed en sy m b o l
re lig ijn y w szy stk ich p o d a ń o u ro d z in a ch b ó stw a niebieskieg-o, co
o stateczn ie osiągm iętem zostało w znanej leg en d z ie o „żłóbku b e
tlejem sk im i zło żeniu d aró w ofiarnych przez 3 m a g ó w “, k a p ła
nów O rm uzda i A rim an a .
O b rzęd o w a s tro n a dzisiejszych św ią t B ożego N aro d zen ia za
ch o w ała, bodaj najw ięcej śladów p ra s ta ry c h u ro czy sto ści g ru d n io
w y c h u S ło w ia n Z achodnich i p o k re w n y c h im L itw in ó w ; d o tą d
w P o lsc e, C zechach i M o ra w ach oraz n a L itw ie i R u s i dzień
2 4 G ru d n ia o b ch odzi się uroczyście... b ą d ź w ed le stare g o ,
bądź
n o w e g o sty lu . D o sta ro d a w n y c h obrzędów te g o dnia należy sp o
życie w ieczerzy u ro c zy stej w g ro n ie ro d zin y i p rz y ja c ió ł i sp o
ży w a się ją n a stole, z a sła n y m sianem , a sk ła d a się ona z p o
tr a w , p rz e p is a n y c h zw yczajem . T ę w ieczerzę zow ią w P o lsc e
w ig ilią lub g w iazd k ą, a n a L itw ie i R u s i —- „ k u c y ą “ po starem u.
P o p rz e d z a ją ła m a n ie się o p łatk iem , p rzy czem sk ła d a ją się ży
czen ia w zajem ne, dzieciom i dom ow nikom ro z d ają się p o d aru n k i.
O b rzęd o w o ść te g o d n ia b y w a zw y k le dość ściśle zach o w y w an ą
n a w e t w śró d k la s in telig e n tn y ch ... p rz y n ajm n iej n a L itw ie, ale
jej zn aczen ie rzeczy w iste m ało ko m u je s t znanem . P o w szec h n ie
tłó m a c z ą te o b rzęd y teologicznie, chociaż ani je d e n teo lo g c h rz e
śc ia ń sk i, a n i je d e n k a n o n nie są w stan ie w y tłó m acz y ć zn a cze n ia
k o lęd y , k u c y i i t. d., g d y K a rło w ic z M alinow ski, B au d o u in de
C o u rte n a y i in n i o b jaśn ią to n au kow o i zrozum iale. P o w s z e
ch n ie p rzy p u szcza się, że ow a w ieczerza w ig ilijn a czyli k u cy a
o d b y w a się w e d le w zorów „ a g a p “ p ierw sz y c h chrześcian, ch o
c ia ż rzecz m a się o d w ro tn ie ; a g a p y w słab y m zaledw ie sto p n iu
«
_
4
-
p rz y p o m in a ją n asze k u cy e . S ia n o z a s ła n e n a sto le b iesiad n y m ,
m a b y ć p a m ią tk ą u b ó stw a Jezu sa, oraz Je g o u ro d z en ia n a s ia
n ie ; o p ła tk i m ają p rz y p o m in a ć daw n e „c h le b y p o św ię c o n e “ —
eu lo g ia, k tó re k a p ła n i p o sy ła li w ie rn y m z w y ra ż e n ie m życzeń,
sto so w n y ch do o koliczności. T a k ie tłó m a cze n ie p o z o r n e zo stało
n. p. zam ieszczonem w dziele B isk u p a N o m in a ta ks. P ą w ła
R z e w u sk ie g o p. t. : W y k ła d obrzędów k o śc ie ln y c h h isto ry c z n y
i d u ch o w n y (w y d a n ie 3 . W a rs z a w a 1 8 5 7 r , str. 3 0 5 1 ; o c z y w i
ście, iż żadnej w a rto ści naukow ej nie p o sia d a ono... z w y ją tk ie m
tłó m a c z e n ia zw yczaju p o sy ła n ia o p ła tk ó w . N iew ątp liw e m w szakże
jest, że p o s y ła n ie z b y w a ją c y c h „chlebów p o św ięc o n y ch " k ry je się
w w sp ó ln y ch a s to ro d a w n y c h u c z ta c h re lig ijn y c h , o k tó ry c h m ów i
już R ig -W e d a .
A le ja k się obchodzi k u c y a ? D o n ie d a w n a n a L itw ie o b ch o
dzono ją t a k ;
P ie rw sz e g w ia z d y p o k a z a ły się n a n ieb ie. G o sp o d arz p rz y
n ió sł sn o p zboża i p o s ta w ił go w ro g u k o m n a ty jad aln ej, s p rz ą
tn ię te j czy sto . O św iecono m ieszk an ie, za m k n ię to okiennice. G o
s p o d y n i o b ru sem czy sty m z a sła ła stół, n a k tó ry m leży w a rstw a
ró w n a s ia n a ; n a o b ru sie ro z sta w ia ją się p rz y b o ry sto ło w e, ale
od św iętn e. P rz e d m iejscem , zajm ow anem p rz y sto le p rz ez g o
sp o d arza d o m u lu b n a jsta rsz ą w iek iem i zn a cze n ie m osobą, staw i
się ta le rz z o p łatk am i. W sz y sc y dom ow nicy, św ią te c z n ie u b ra n i,
zb ie ra ją się do ja d a ln i; daw niej p rz y c h o d z iła czeladź d w o rsk a
i słu żb a, ale dziś zw yczaj te n z o sta ł z a n ie c h a n y 1). G o sp o d arz
dom u b ie rz e o p ła te k i dzieli się nim z o b ecn y m i ; p o tem zaś n a
stęp u je w zajem ne ła m a n ie się o p ła tk ie m i s k ła d a n ie życzeń s to
so w n y ch , czem się w y ra ż a ją id ee b ra te rs tw a i rów ności, rz e c z y
w iście g ło szo n e p rzez Jez u sa. D a w n iej, siad ają c do sto łu , o d m a
w ian o g ło śn o m odlitw ę, dziś już z a n ie c h a n ą ; u p rz ed n io w dzień
w ig ilii poszczono, dziś to z a n ik a zu p ełn ie, ale p o tra w y m ięsne
w y k lu c z a ją się je d n a k . Ż ycząc la t długich, szczęścia i p o m y śln o
ści, siad ają w szy scy do sto łu i sp o ży w a ją d a ry B oże, tra d y c y jn ie
p o d a w a n e w ilości 1 2 -tu dań. D lac zeg o 1 2 -tu ? Czy n ie d lateg o ,
że o d czasów n ie p a m ię tn y c h b y ło 1 2 -cie m iesięcy w ro k u ? Czy
n ie d lateg o , że liczą p o w sze ch n ie 1 2 -tu a p o sto łó w ? T a k lu b nie,
a jed n em z d ań k o n iecz n y ch je s t p ęc ak , czy też p ęsak ... Co to
je s t p ę c a k ? J e s tto sta ra , o d w ieczn a p o tra w a A ry ó w z odgotow an y ch ziarn p szen icy i jęczm ienia, a z a p ra w io n y c h m iodem ,
1)
W s z a k ż e pa n domu zawsze idzie do izby czeladnej,
ła m a ć się o p łatk iem z czeladzią, służbą, o rd yn arc zy kam i i t. d.
by
tam prze
- 5 —
p o tra w a m iła bogom i ludziom ; R i g - W e d a zn a ją i nazy w a
„p a n czu k ".
R o zu m ie się, że w czasie tej b iesiad y obfitej k ie lic h y k rą ż ą
g ę s to ; daw niej k rą ż y ły one — b y ć m oże — za g ęsto , a i to j a
k o b y zaw sze w k ie ru n k u od W sc h o d u n a Zachód, ale bo też
daw niej i n a p e łn ia n o je „stary m lip c e m “, k tó ry bez ujm y za stę p o
w a ł o w iele s ta rs z ą „som ę“ A ry ó w , co n ie k ie d y i dziś się zdarza
w s ta ry c h d w o ra ch i p leb an ia ch . „ S o m a “ — to n a p ite k boski,
p rz y n ie sio n y od b o g ó w siły i m łodości — „ d ra v in a s ta s “ a zw an y
w R ig -W e d z ie „ d ra v id a sta " , t. j. d ając y zdrow ie, pok rzep iający ,
orzeźw iający. N a p ite k te n w y cisk an o z k w ia tó w i ziół A z y i ś r o d
k ow ej. S o m a u A ry ó w o d b ie ra ła cześć n iem al re lig ijn ą, skoro
A g n i często nosi nazw ę „somy zapraw ionej m io d em “ — S usam idd h a “ (R ig -W e d a L, 1 3 , 1 ).
T e ra z m o żn a już sp y tać, co się w łaściw ie n az y w a k u c y ą :
czy sam a w ieczerza, czy p ęc ak , czy snop zboża w ro g u k o m n aty ,
czy też siano p o k ry w a ją c e stó ł?
O d pow iedź n a to p y ta n ie daje nam R ig -W e d a .
W y r a z „ k u c y a “ w k sięd ze pierw szej R ig - W e d y s p o ty k a się
k ilk a ra z y i zaw sze oznacza m uraw ę, traw ę, p o d śció łk ę z sia n a itd.,
ale najczęściej to słow o używ a się d la o zn aczen ia g a tu n k u o s o
b n eg o traw y , niezbędnej p rz y o b iatac h b o g o m ; ta k 3 -ci hy m n
pierw szej k się g i R ig -W e d y w cześć A sw en ó w , b y stro -sk rz y d ły c h
b ó stw m ro k u , m ów i w yraźnie : „B ogow ie, p o m ag ają cy , a orzeźw ia
jący , p rz y b y w a jc ie ! M y w as oczekujem y z o b ia tą n a m uraw ie
z k u c y i ! S p ie szcie o p ry sk a n i rosą, po drodze R u d r y 2). P om im o
tru d n o ś c i tłó m a c z e n ia z S a n s k ry tu i o m yłek m ożliw ych, n iew ątp liw em jest, że k u c y a n a le ż a ła do k ró le stw a ro ślin n eg o i b y ła
tra w ą szc zeg ó ln eg o rodzaju. Z czasem tę nazw ę ro z ciąg n ięto i do
całej b ie sia d y , stan ow iącej część go d ó w g ru d n io w y ch .
T e ra z p o zo staje sp y tać, ja k ie m ian o w icie p o siad a zn a cze n ie
sn o p zboża, sto ją c y w ro g u k o m n a ty ? I znow u R ig -W e d a daje
o d pow iedź n a to p y ta n ie .
J a k o ż ta w iąz k a słom y — to nic in n eg o , jeno ty lk o m a rtw y
s y m b o l odw iecznej „ch o rąg w i sło w a “ A ry ó w , zw anej „ v a n z a “ .
Co to je s t „ v a n z a “ ? O becni n a ku cy i, trz y m a ją c w rę k u k u b k i
k a m ien n e , w zajem nie życzą d n i szczęśliw ych i w śród o b lató w
w znoszą ch w ałę b o g ó w , d ając y ch życie, a S a ra s v a ti — b o g in i
sło w a — p o d n o si ry tm , falę m od litw y . R o z p o śc ie ra ona p rz e p y
2) Radra — bóstwo Záchoda, wiatru, burzy, sloty, chłodu i zimy.
szn ą c h o rą g ie w w ym ow y, p o d k tó re j (w y m o w y ) w p ły w e m w i
d zim y jaśniej, a czujem y lep iej (R ig - W e d a ks. I., h y m n 3 ).
T a św ięta k s ię g a n aszeg o p lem ien ia, p o zw ala nam nieco b li
żej p rz y p a trz e ć się ow ym o b iato m o d w ieczn y m n a cześć A g n i,
k tó ry c h p rz e ż y tk ie m zam ierający m już są n a sz e w ieczerze w ig i
lijne. P rz y ta c z a m tu 1 3 h y m n pierw szej k się g i R ig -W e d y , acz
w p rz e k ła d z ie n ieu d o ln y m :
„O A g n i, p rz e p e łn io n y sło d y c z ą —■ o S u sam id d h o ! Zw róć
swój w z ro k w tę stro n ę, w k tó rej s k ła d a ją T o b ie o b ia ty ! P rz y jm
je ! T y , d ający n am w szy stk o , p rzy jm m iłościw ie nasze ofi ar y!
O, m ąd re dziecię, ro d z ące się z p ro c h u , o T a n a u p a c ie ! S p ra w ,
b y m iłą b o g o m b y ła n asz a d a n in a (ofiara), a sło d k ą ja k m iód!
Z w racam się do cieb ie d ro g ie, g ło sy lu d zk im i w y c h w alan e
b ó stw o , k tó re g o m ow a ta k sp o k o jn ie leje się do duszy !
O, A g n i, o, T y św ię ty nasz! C iebie n a si p rz o d k o w ie zaczęli
u b ó stw ia ć w sw y ch dom ach ! C noty b o g ó w i ich w łasn o śc i p rz y
w ieź n am n a sw y m w ozie b o sk im !
R o zścielc ie k o b ie rc e z tra w ś w ię ty c h ! Zlejcie g o m asłem
ro zto p io n em , bo n ań zejdą b o g i po n a p ite k b o sk i !
P o d ejm cie p łó tn o nam io tu , w k tó ry m odbędzie się o b ia ta !
N iech się p o d ejm ie ono z pow odu św iętej u ro c z y sto śc i !
N a tę u cztę ra d o śn ą za p ra sz a m i C iebie, o noc p rz eślic zn a,
i C iebie, o ju trz e n k o p rz e p ię k n a ! N iec h obie p rz y jd ą i się d ą n a
tej k u c y i!
Z ap rasza m i C iebie, cicha, b o sk a p aro , — C iebie w ieczó r
i C iebie ra n e k ! P rz y jm c ie u d ział w naszej u ro c z y sto śc i!
A trz y b o g in ie — Ila, S a ra s v a ti i M a h i8) — n iech p rz y jd ą
i bez o b aw y p rz y jm ą ud ział w tej uczcie !
W k o ń cu za p rasz am W ie lk ie Ś w iatło , k tó re n am d aje m o
żność w id zieć fo rm ę każdej rzeczy, zap rasz am i m ów ię : O, b o sk i
w ład c o losów V a n o sp a ti! O d n ieś p rz y n ależn e b o g o m o b ia ty !
I n ie c h m ą d ro ść b ędzie u d ziałem ty ch , k tó rz y je sk ła d a ją !
A tera z n a cześć w ła d c y n ieb io s w ty m dom u n asz y ch oj
ców , do k tó re g o za p ra sz a m bo g ó w , zaw o łajm y ra z e m : sv ah a,
sv ah a , s v a h a “ !
T a k p rz ed k ilk o m a ty s ią c ą m i la t n a si p ra -p rz o d k o w ie ary jsc y
o b chodzili w ielkie u ro czy sto ści sweg'o ż y c ia re lig ijn eg o , k tó ry c h
p rz eży tk iem je s t n asza „ k u c y a “.
3)
g-klam асу a,
Ila
— poezya,
S a ra s v a ti —
d a r słowa, mowa,
Malli
Jan Witort.
—
śpiew,
-
7
Z IŇT-Ä-ID B T T O -^ ..
Szkic e t n o g r a f i c z n y
przez Z . S t .
S ły n n e z u ro d zajności H ru b ie szo w sk ie — z p ię k n ą s a n d o
m ie rsk ą ziem ią ró w n a n e — z pow odu o d d a le n ia od k o lei i bardzo
z ły ch dróg-, należy do ty c h z a p a d ły c h zak ątk ó w , k tó re p o d łu g
p rz y s ło w ia : „deskam i od św ia ta z a b ite “. N ie sp o tk asz tu n ig d y
ża d n eg o tu ry s ty , nie natrafisz n a żadnego ciek aw sk ieg o , uczonego,
lub b ad acza, k tó ry b y się zap ęd ził aż poza n asze b ło tn iste g o
ścińce, nie b acząc n a tru d y i nieb ezp ieczeń stw a n a w e t — ja k ie
g o n a ty c h d ro g a c h sp o tk a ć m ogą. — Z tąd też o g ó ł b ard zo m ało
zn a o k o lice tutejsze i lu d m iejscow y, — g d y ty m czasem i jed n o
i d ru g ie je s t m a te ry a łe m b ard zo w w ielu ra zac h ciekaw ym . N a j
p ięk n iejsze w id o k i m am y tuż p o d sam y m B u giem , o liniach s p o
ko jn y ch , a h o ry z o n ta c h w m iarę szero k ich , b y je oko dow olnie
o b jąć m o g ło . N iw y pyszne, czarn e, z le k k a p o g a rb io n e m ałem i
falisto ściam i, b rz eg iem zw ykle o b ra m o w an e szerokim p ase m łą k ,
k tó re już to w ła g o d n y m S padku — już to czasam i w g w a łto
w nym o b ry w ie zb ieg ają aż k u sam ej rzece — leniw o toczącej
sw e sza re fale. T u i ów dzie zdala w idnieje ja k iś szm ate k lasu,
a co staj k ilk a — w ioska, p raw d ziw ie w io sk a po lsk a, sta ra , za
sied zia ła tu od w ieków , zb ita w g ę s ty szereg, w y c h y la się z p o
śró d w ierzb ro s o c h a ty c h i grusz dzikich bujnie ro zro śn ięty ch .
D o n ajb ardziej m alow niczych w iosek w tej stro n ie i n a jc ie
k aw sz y ch ze w zg lęd u etn o g raficzn eg o n ależ y b ezsp rzeczn ie G ró
d ek n ad b u żn y .
G ró d e k w e d łu g tra d y c y i m iał b y ć k ied y ś g ro d e m — a lud
do dziś d n ia op o w iada, że n a p łaszczy źn ie „B ocianow ej g ó r y “
w zn o siło się p rz ed la ty m iasto W o ły ń , od k tó re g o to p o zo stała
n az w a W o ły n ia , p ro w in c y i — c iąg n ą cej się w łaśn ie po drugiej
s tro n ie B u g a . M ia ły tu b y ć w ielkie s k a rb y i b o g a c tw a n ie p rz e
liczone, ale w szy stk o to zginęło w czasie w ojny — w części zaś
za k o p a n e je s t w ziem i — n ik t ty lk o nie w ie gdzie. J a d ą c od
s tro n y H ru b ie szo w a, do k tó re g o niem a w ięcej niż pó ł m ili, w io sk i
n ie w id a ć w cale, g d y ż k ry je się za dość sporem w zgórzem i ro z
s ia n a n a je g o s t o k u , p o d su w a się aż p o d sam b rz e g rzeki,
zo staw ia jąc w olnej p rz estrze n i ledw ie k ilk a se t k ro k ó w . B o k w z g ó
rz a s ta n o w ią c y w łaśn ie w ła śc iw ą w ieś, n a w ierzchołku — „ n a
t ł a j k o w i “, ja k m ów ią zw ykle, — m ieści w zw arty m sze reg u
w sz y stk ie sto d o ły m iejscow ych g o sp o d a rz y — a sto d o ły p ro ste,
— 8 p rz ew aż n ie w czw o ro b o k zb u d o w an e — n iew ielk ie, c h ru śc ia n e ,
o b ło żo n e p ę c z k a m i trzc in y , te zaś p rz y m o c o w an e są do śc ia n
listw am i d re w n ian em i — u g ó ry i u dołu. K o ło c h a t m ają j e d y
n ie ch lew y n a k ro w y i trzo d ę — rów nież ch ru ścian e, ziem ią od
d o łu obsy p an e, a zim ą od m rozów m ierz w ą lub słom ą z a b e z p ie
czone. W całej w si nie m a an i jed n e g o b u d y n k u g o sp o d a rsk ie g o
0 śc ia n a c h z ta rc ic — ty lk o w szędzie c h ra st i chrust. N a lew o
od sto d ó ł — n a d stro m y m u rw isk ie m c e rk ie w k a i p leb an ia ,
w śró d k ę p y d rz e w — ciek a w ie z a g lą d a ją c y c h w ciem ny, k ilk o s ą ż n isty w ąw óz, p o za k tó ry m m am y ów h is to ry c z n y „ B o c i a n “,
w zn o szący się w y n io śle n a d c a łą ró w n in ą i n ie m a l p ro sto p a d le
je d n ą b ia łą ś c ia n ą sp a d a ją c y w p ro st do rz ek i. W ra c a ją c się j e
szcze k u w z g ó rk o w i śro d k o w em u , n a k tó re g o sto k u stoi w ieś,
d ru g i sto k jeg o od s tro n y H ru b ie sz o w a — p rz e d s ta w ia b a rd z o
d o k ła d n ie n ajw y raźn iejszą fossę fo rte c z n ą — n a n ie k tó ry c h k a
w a łk a c h nic a n ic jeszcze nieuszkodzoną.
N a p raw o od w io sk i leży d w ór — o b ec n ie n a w e t sp a lo n y
1 n ieza m ie szk an y — poczem c a łe p ła sk o w z g ó rz e n a g le się u ry w a ,
zn ó w w ąw ó z i n a g le w y ra s ta p rz ed nam i „ h o r o d y s k o “, z jed n ej
s tro n y o b lan e w odą H u c zw y w p a d ające j n ie o p o d a l do B u g a,
z d ru g iej odcięte pow yższym w ąw ozem , k tó ry ja k się zdaje m u
s ia ł b y ć u m y śln ie zro b io n y m p rzek o p em , a z trz e c ie j o b ecn ie
łą c z y się d o sy ć p rz y k rą p o c h y ło śc ią z d ro g ą id ą c ą p rz ez w ieś •—
d aw n iej zas w ty m m iejscu m u siał b y ć m o st zw o dzony, lu b n a
w y so k ie m p o d m u ro w a n iu b ra m a w jazd o w a — d ająca je d y n y do
s tę p dò zam czy sk a n a szczycie. S ta n ą w s z y n a w ierz c h o łk u „horo d y sk a * , m am y p rz ed so b ą d o sy ć dużą, k w a d ra to w ą p łaszczy zn ę
w o k ó ł o b w a ło w a n ą i z niej w id o k d alek i, p rz eślic zn y n a łąk i,
p o la, sam o tn e k u rh a n y , w ioski o koliczne i m ig o tliw ą w stę g ę
B u g a...
D o n ie d a w n y c h la t w ejście n a h o ro d y sk o b y ło p ra w ie niem ożebne, ty m i czasy je d n a k z n a la z ł się ja k iś p rz e d się b io rc z y w y
ro b n ik , k tó ry w y d z ie rż a w ił g ó rę od w łaściciela, ścież k ę b o k iem
ro z k o p ał, a p o w ierzch n ię m iędzy w a ła m i u p ra w ił i dziś n a m iej
scu, g d zie on g i w znosił się ja k iś o b ro n n y zam eczek, zk ą d echa
s y g n a łó w i ogmie w ici sze rzy ły gro zę i a larm w śró d p rz e ra
żo n y ch m ieszk ań ców , zk ąd k u le m ężn y ch o b ro ń c ó w m oże n iera z
o d p ie ra ły zu c h w a ły c h T u rk ó w i T a ta ró w — dziś ro sn ą bu jn e
k arto fle , a w s p a n ia łe p ro so zw ab ia s ta d a szary ch w ró b li — je d y
n y c h te ra z niszczycieli, k tó ry m się w alk ę w y p o w ia d a w p o sta c i
sło m ia n y ch strach ów ...
— 9 U p o d n ó ża h o ro d y sk a w łaściciel zbudow ał p rzed dzie
sięciu la ty m łyn a m e ry k a ń sk i n a H uczw ie i oddał go w dzierżaw ę
ży d o w i; ztąd też żyw ioł sem ick i ro z p an o szy ł się og ro m n ie
w G ró d k u i o d d ziały w a a rc y n ie k o rz y stn ie n a chłopów , k tó rzy nie
d o syć, że sam i z sieb ie m ają sporo w ad, ale jeszcze w b e z u s ta n
n y ch sto su n k a c h z żydam i, doucz iją się w szy stk ie g o złego.
Z w io s n ą , g d y B u g w yleje, część w ioski w oda za ta p ia,
a m ieszk ań cy w ów czas ch ro n ią się do sto d ó ł wyżej p o ło żo n y ch
i n iera z p rzez k ilk a ty g o d n i z dziećm i i d o b y tk iem koczow ać ta k
m uszą, p rz y m ie ra ją c g ło d u i chłodu, n a b a w iając się fe b ry i t y
fusu. — N iec h n o je d n a k w oda spadnie, w n e t w szy stk o w ra c a
do p o rz ąd k u , sta w ia się p o ro z w alan e k o m in y , le p i i b ie li ścian y ,
n a p ra w ia p o p su te p ło ty i ch lew k i i c h a ty znów czyste i w esołe
c z e k a ją ry c h ło , aż je zieleń drzew u stro i. — Z atam ow ane życie
z p o d w ó jn ą siłą s ta ra się po w eto w ać czas stra c o n y — k a ż d y u w ija
się żw aw iej ; m ężczyźni n a g w a łt k o ń cz ą ro b o ty zim ow e, k o
b ie ty b ie lą p rzędzę. D łu g ie p a sy szarego p łó tn a porozw ieszane
n a p ło ta c h w ia tr w ydym a, po ru sza, n ib y n a chlubę i p o k az lu
dziom . — A p łó tn o , to b o g a c tw o i ch w ała g o sp o d y ń tu te j
szy ch i n a w iano daje się córkom i b ielizn y m oc się szyje co
ro k u — i jeszcze „h ro szy “ za nie b ęd zie „ k u p a “.
C ała zim a g łó w n ie schodzi k o b ieto m n a p rzęd zen iu — jestto
zajęcie, w o b ec k tó re g o w szy stk o staje n a d ru g im p lan ie. R a n iu tko, o trzeciej p o p ó łn o cy w stają n a t. zw. „ d o św itk i“ i g d y
g o sp o d y n i g o tu je je d z e n ie , c ó rk i, s y n o w e , w y ro b n ic e p rz ę d ą
aż do św ita n ia , k ied y kro w o m jeść dać trze b a, w ody p r z y
n ieść i sam em u się pożyw ić. W dzień ro zch o d zą się p rz ą d k i
p o sąsiad a ch , a n a „w e c z e rn y c ie “ z b ie ra ją się znów w g ro m a d k i
do jed n ej c h a łu p y i p rz y śp iew k a ch sm ętnych, p rz y o p o w ia d a
n ia c h i b a jk a c h tajem n iczy ch , p rz y „ro zh o w o ra ch “ z co d ziennego
życia, s z a ra n ić ta k szybko, ta k żw aw o się snuje, że n ie sp o j
rzy sz, a już i w rzeciono p ełn iu tk ie .
P o d k o n iec zim y oddają przędziw o, zm otané w różnej w ie l
k o śc i m o t k i , sto so w n ie do sw ego p rzezn aczen ia do tk acz a,
i p o d te n c z a s ta k i b y w a n a w a ł tej ro b o ty , że trzech , czterech ,
a n iera z i w ięcej tk a c z y w io skow ych nie są w stan ie n a d ą ż y ć z a
m ów ieniom . J e s tto dla n ich czas żniw a, g d y ż oprócz z a p ła ty p ie
niędzm i — po d w a gro sze od pasm a, b io rą jeszcze n a „sz lic h tę “
po b o c h e n k u ch leb a, albo coś z leg o m in , co zależy od um ow y.
T k ac zam i b y w a ją zw y k le b ied n iejsi g o sp o d arze — w y ro b n icy ,
k tó rz y w lecie zajm ują się innem i ro b o ta m i, a tk a c tw e m d o
d a tk o w o w zim ie. T k a c z ó w z p ro fe sy i nie m a w cale.
— to —
S k o ro ty lk o ziem ia rozm arznie i sło n eczk o co k o lw iek p rz y g rzeje, g o sp o d a rz e bez zw łoki w y ch o d zą w p o le z p łu g a m i do
zasiew ó w jary c h , a k o b ie ty z a b ie ra ją się do o g ro d ó w w a rzy w n y c h .
O g ro d y te zajm ujące od p ó ł do p ó łto ra m o rg a p rz estrze n i, b e z
p o śre d n io s ty k a ją się zaw sze z ch atą, s ą w szędzie d o k ład n ie
ch ru ścian y m i p ło tam i o g ro d zo n e i u trz y m y w a n e z n ajw y ższą s ta
ra n n o ścią i zam iło w an iem . G rz ęd y — p ro ste ja k strzelił, g ła d z iu tk o po b o k a c h o k lep an e , sp ra w ia ją w ra żen ie zag o n ó w in s p e k to
w y ch . — N ie dojrzysz tu n ig d zie n ajm n iejszeg o c h ru ścik a, ni
zio ła dzikiego, w szy stk o p o sian e, opielone, o b sy p a n e w e w ła
ściw ym czasie, daje też re z u lta ty św ietn e, g'dyż n iejed n a ro d zin a
żyw i się tem p rzez zim ę całą, co zb ierze z jed n e g o ogrodu.
Z w arzy w sad zą g łó w n ie ce b u lę i k ap u stę, dalej b u ra k i ćw ik ło w e,
fasolę, og ó rk i, g n ie n ie g d z ie bób, d y n ie i m arch ew , a p rz ew aż n ie
n ajlep sze k a w a łk i zasiew ają ln em i k o n o p iam i.
W y ro b n ic y , k tó rz y albo m ieszk ają k o m o rn ém , albo m ają
ch a tę bez g ru n tu , b io rą od b o g a ty c h g o s p o d a rz y k a w a łk i o g ro
dów n a o d ro b ek . I ta k : tu u te g o zasieje g rz ą d k ę p ro sa i za
to ty le a ty le dni o d ro b i w żniw a, ta m zasadzi ć w ia rtk ę k arto fli
i w y p ła c a się p o m ocą w czasie sian o k o só w , ów dzie p osieje co
k o lw ie k k o n o p i i za te aż w zim ie g o sp o d y n i odprzędzie, czasem
ca ły o g ró d d o staje p o d Zasiew je d n o ra z o w y to p ła c i zań g o
tó w k ą np. : p ięć ru b li za trz y c z w a rte m o rg a. — J e s tto w y so k a
za p ła ta, zw ażyw szy, że o g ró d sta n o w i zaledw ie ży cie i ch leb , a tu
trz e b a jeszcze i odzieży i k ro w in ę u trz y m a ć i za k o m o rn e z a p ła
cić — w ięc też ci z w y ro b n ik ó w , k tó rz y n ie u m ieją ż a d n e g o rz e
m io sła, lu b o b a rc z e n i są liczn ą rodziną, ż y ją b a rd z o b ie d n ie
i rzad k o k ie d y dochodzą do w łasnej c h a ty , lu b do k a w a łk a
g ru n tu .
G o sp o d arstw a ro ln e p ro w a d zą b ez w y ją tk u trzy -p o lo w e:
w jed n ej rę c e u g ó r, w d ru g iej ozim ina, w trzeciej ja rz y n a —
i zasiew y n a tu ra ln ie c a ła wieś. p ro w ad zi rów n o cześn ie w jednej
i tej sam ej rę c e , g d y ż p astw isk o u trz y m u ją w sp ó ln e. W u g o ra c h
od k ilk u la t n ie k tó rz y s ta ra ją się sadzić ja k o p rz e d p lo n k a r
tofle — sieją w y k ę , oraz g d zien ie g d zie k o n iczy n ę czerw oną,
ale w łaśn ie ze w z g lęd u w sp ó ln eg o p a s tw is k a m ało je s t a m ato ró w
tej in n o w ac y i, g d y ż p a s ą c k ilk a s e t sztu k b y d ła i ow iec w jednej
g ro m ad zie, n ie p o d o b n a ustrzedz, a b y ta k o w e nie zrobiło szkody
n a po jed y n czy m , w ązkim , a d łu g im k a w a łk u . Z w y k le też siew ają
w u g o ra c h c i, k tó rz y m ają p o le s k ra jn e , g d zieś o sta tn ie od
cudzej g ra n ic y , czasem m iędzy dw om a drog'am i --- w ogóle ja k o
ta k o za b ezp iec zo n e od szk o d y .
—и G ru n t ca łk o w ity n a je d n ą osadę stan o w iły p ie rw ia stk o w e
m o rg ó w •— o b ecn ie je d n a k zm ienił się d aw n y stan rzeczy —
je d n i p o tra c ili, d ru d z y p o k u p o w a li, inni p o ro z d aw ali dzieciom
i w łasn o ść g o sp o d arzy w aha się od trzech do trzy d z iestu m orgów ,
nie licząc w to o g ro d ó w p rz y chałupie.
Z narzęd zi u ży w an e p łu g i, często n a w e t w rzesińskie, b ro n y
i ra d ła , u d w óch b o g a tsz y c h m aszy n a rę czn a do m łócenia zboża,
z resztą ce p y — oto i n a tem koniec.
Z ew n ętrzn a fizyognom ia wsi — po bliższem zw łaszcza p rz y j
rzen iu się, je s t n ad zw yczaj jed n o lita , gdyż c h a ty w e w szystkich
szczegó łach , p rócz rozm iarów , są p o d o b n e do sieb ie ja k dw ie
k ro p le w ody. S ta re ch a ty n k i, w ziem ię do p o ło w y zapadłe, z d a
ch am i zielonym i od m chu, o m alu tk ich jed n o -sz y b k o w y ch o k ie n
k ac h , z sio n k ą i izd eb k ą m ieszk aln ą, w ielk o ści sześciu k ro k ó w
w zdłuż, a p ięciu w szerz — ta k ie sta ru sz k i już w G ró d k u p ra w ie
z a g in ę ły — ale i dom kam i z gan eczk iem , z podsieniem , z o k ien
n icam i, z m ały m o g ró d eczk iem n a iro n c ie — G ró d e k tak że się
p o ch w ali. C h aty p rzew ażn ie sto ją szczytem do u licy i tw o rzą
fig u rę, k tó rą poniżej zam ieszczam dla d o k ład n iejszeg o o b jaśn ien ia.
W e jś c ie g łó w n e je s t przez o k ó ln ik z a b u d o w an y n a w y sokość c h a
łu p y — z b ra m ą od d ro g i i dachem w sp a rty m od śro d k a n a słu
p a c h — co sta n o w i poddasze, służące n a sk ła d drzew a, narzędzi
g o sp o d a rsk ic h , wozów, sań i t. p. J e d n a stro n a te g o p o d d asza
je s t za b u d o w a n a zup ełn ie, n a tu ra ln ie śc ia n ą c h ru śc ia n ą i tam
m ieszczą się ch lew y dla b y d ła i trzody. D om dzieli się n a dw ie
p o ło w y z sie n ią p rz ech o d n ią n a p rz estrza ł; Z je d n e g o b o k u jest
k o m o ra, czyli p o p ro stu sp iżarn ia , sch o w an ie n a m ąkę, k ru p y ,
sło n in ę, p sze n ic ę i t. d., z d ru g ieg o izba m ieszk a ln a — i p rib o k ,
s ta n e y a nie o g rz e w a n a , ciem na, za p ełn io n a sk rz y n ia m i, w iesza
d łam i p e łn em i kożuchów , su k m an , k a fta n ó w — i jeżeli w chacie
są now ożeńcy, to n a w e t zim ą służy im za m iejsce noclegu, dopóki
d zieck a n ie m ają. P ó źn iej k o b ie ta śp i w izbie z rodzicam i, a m ąż
jej w stajn i, alb o w stodole. D zieje się to ty lk o w ów czas, g d y
n o w o żeń cy m ieszk ają p rz y rodzicach z ro d z eń stw em ; jeśli zaś
o d razu id ą n a sw oje g o sp o d arstw o , to zam ieszkują izbę głów ną,
chociaż do całeg o g o sp o d a rstw a w y jątk o w o tjd k o n ie k tó rz y d o
ch o d zą — b o daj je d y n ie z teg o w zględu, że p a ra złożona z 1 8
le tn ie g o m ęża i ló letn iej żony nie u m ia ła b y się rządzić, ja k
n ależy.
W c h a ta c h czysto i p o rząd n ie. P o d łó g niem a nigdzie, ty lk o
to k ró w n o u b ity , zam ieciony zaw sze stara n n ie , lek k o sk ro p io n y
w odą, a b y i k u rz u nie b y ło i zb y tn iej w ilgoci rów nież. K o m in y
18
— 12 p rz ed p iecem ch leb o w y m pod dużym o k ap e m — po d a w n e m u
służą do g o to w a n ia , g d y ż b la c h a n g ie lsk ic h zu p e łn ie nie zn ają
i ani jed n ej ta k ie j n iem a w całej wsi. K o m in y codzień po u g o
to w an iu jed ze n ia rano, w m iejscach o k o p co n y c h za b ie lają — p o
tra w y przezn aczone n a o b ia d ch o w ają do p ie c a ch leb o w eg o i za
ty k a ją d re w n ia n ą z a tu łą p o d o b n ież u b ie lo n ą — co s p ra w ia w r a
żenie n a d e r k o rz y s tn e i sch lu d n e. G o tu ją ty lk o dw a ra z y d z ie n
nie, ran o i w ieczór.
U
h '
1
Є
W
y
d ra b in a
na
stry c h
ko
m o ra
i zba
P o d d a
Brams
D
P o tr a w y u tu tejszeg o lu d u są sm aczne, ale n ie w y k w in tn e
i g u ste m m iejskim bynajm niej nie z a raż o n e. B arszcz, k arto fle,
k lu sk i, ró żn e o d m ian y k ru p n ik ó w , ta k zw an e „ ju szk i", zu p a z s u
szonych u lę g a łe k czyli „ h a m u ła“, k asz a jęczm ienna, „ d ę b o w a “,
k a s z a g ry c zan a , „b rzo zo w a“, ja g la n a i chleb ra z o w y zazw yczaj
d o sk o n ały , oto codzienne jed ze n ie u R u s in a . N a jw ię k szy m p r z y
sm ak iem są p ie ro g i pieczone — z k asz ą ja g la n ą lu b z serem
i k a s z ą g ry c z a n ą , a w reszcie z serem , z k arto fla m i — po u p ie
czeniu n a g o rą c o o b sm aro w an e sło n in ą. P ie c z e się ty c h p ie ro g ó w
w n ied zielę — dajm y n a to , n a sześć osób — p ó łto rej k o p y ,
o b jęto ści p ó łk w a rto w e j — sztu k a. P o za p ie ro g a m i n ie m a już nic
lep szeg o , c h y b a m ięso w iep rzo w e i k ie łb a s a , k tó re to je d n a k
s p e c y a ły ja d a ją się nie p rz y b y le jak iej o k az y i — ale je d y n ie na
św ięta, n a w eselu, n a c h rzcin ac h i t. p. w ie lk ic h u ro c zy sto ściach .
Z n a b ia łu : m leko k w a śn e do k a rto fli, jedzą n ajch ę tn ie j i w dużej
ilości, sło d k iem za b ie lają k ru p n ik i i k lu sk i — s e r ja k o w ielki
p rz y sm a k ch o w ają n a swój u ży tek , a m asło z w y k le sp rz e d a ją .
—ІЗ —
W o g ó le m leko je s t je d n y m z najw ażn iejszy ch i n aju żyteczniejszych
a rty k u łó w sp o ży w c zy ch u R u s in a i a b y ta k o w e p o siad ać —
k a ż d y z n ich g o tó w w iele pośw ięcić. Co p ra w d a , że dobre p a s t
w isk a i d o stateczn a ilość zimowej p a sz y dla b y d ła o p ła c a w cale
n ieźle k o szt u trz y m a n ia ta k o w e g o , p o d czas g d y ta n ia trz o d a c h le
w n a n ie z b y t c h ę tn y c h m iew a n ab y w có w — i d la te g o chodow la
jej n a b ard zo n isk im stoi sto p n iu . W H ru b ie szo w ie n. p. m asło
w zim ie b y w a i po 4 0 do 4 5 k o p ie je k fu n t — a ła d n ie u tu czo
n e g o w ie p rz a d o stan iesz i za
3 7 do 4 5 rs. ; ch ło p w ięc w oli trz y
m ać w ięcej k ró w i m ieć z nich c ią g ły d o c h ó d , aniżeli w y cze
k iw a ć chw ili lep szeg o p o k u p u n a św inie. N a b ia ł najdroższy
b y w a w o statk i, g d y ż o sta tn i ty d z ie ń za p u st — zw an y „m a sn y c ią “,
lu d w iejsk i je ty lk o z sam em m lek iem i w ted y chociaż n a jb ie
d niejszy, m u si m ieć i se r i
m asło i „m o ło k o “, w ięc też p o k u p
n a te p ro d u k ta b y w a tak i, że cen y p o d n o szą się
do n ie p ra k ty k o w an ej w y so k o ści.
P o s ty zach o w u ją z c a łą ścisło ścią i je st to u nich je d y n y
g ię b s z y o b jaw g o rliw o ści re lig ijn ej, po za tem b o w iem n ab o żn i
n ie są w cale, i n ie rz a d k o m iędzy nim i s p o tk a ć m o żn a zu pełnych,
sk o ń czo n y ch n ied o w iark ó w szczególniej w m łodszej g e n e ra c y i —
czeg o n ajlep szy m d ow odem jest szeroko ro zp o w sze. h n io n e p i
jań stw o , k o n io k rad ztw o , b r a k sza cu n k u d la rodziców i starsz y ch ,
zw ad y i k łó tn ie m ięd zy ro d zin ą, p ien iac tw o i ró żn eg o rodzaju
p o d ejścia w s to s u n k a c h sąsied zk ich , chciw ość, w obec k tó rej o d o
trz y m a n iu ja k ie jk o lw ie k um ow y — czy d an e g o sło w a — nie m ają
n a w e t p ojęcia, nieufność, ch y tro ść, zu chw alstw o w zględem d w o
ró w — jed n em słow em zu p e łn y b ra k za sad m o ra ln y c h . — M ów ię
tu g łó w n ie o G ró d k u, g d y ż choć całe H ru b ie szo w sk ie d a ło b y się
p o d c ią g n ą ć po d p o w y ższe s c h a ra k te ry z o w a n ie , to je d n a k ż e G ró
d ek pod w ielu w z g lę d am i p ry m trzy m a, żydzi bow iem m iejscow i
s ta n o w ią p o tę ż n y cz y n n ik ro z k ła d o w y —- a b lisk o ść H ru b ieszo w a,
ja k zazw yczaj b lisk o ść m iasta, p o d n o si fe rm e n t złych p ierw ia stk ó w .
W m ieście chłop od p o k ą tn y c h doradzców uczy się ró ż n y ch w y
k rę tó w n a o b ejście p ra w a, od żydów p a se rstw a , u rz ąd za n ia sp ó łek
zło d ziejskich, — b a b a zaś w y n o si z m iasta złe życie — z a tra tę
w sty d u i w szelkiej obyczajow ości. D z ie w k a w iejska, id ąca n a
słu ż b ę do m iasta, z g ó ry zostaje u zn a n ą za „ la d a c o “' i z ta k ą ża
d en p o rz ą d n y ch łop się nie ożeni — a do w si swojej p ew n ie się
ju ż o n a n ig d y n a s ta łe nie pow róci, ch y b a n a starość, jak o
ż e b ra c z k a ; — n ie ty lk o bow iem u w ażają ta k ą „ w ie js k ą “ zą isto tę
u p a d łą , ze p su tą , ale jeszcze za p ró żn iak a, k tó ry nic zrobić nie
p o trafi i do n iczeg o się nie przy d a.
14 ^
Z o g ó ln y c h w ad w sp ó ln y ch m ężczyznom i k o b ieto m , n a jw ię
cej ro z p o w szech n io n e je s t p ijań stw o . N ie m a tu w całej w iosce
lite ra ln ie a n i j e d n e j duszy, k tó ra b y w ódki z u p e łn ie nie p iła.
N a w e t dzieci m a lu tk ie p rz y p ie rsi, m atk i sam e p rz y u c z a ją do
„ h o ry łk i“ i d ziec iak k rz y w i się, ale p ije, później też w y ro stk i
p ię tn a s to le tn ie zale w ają się już n a do b re, a sta rsi przez g o rz a łk ę
tra c ą całe m ienie, zo stają bez d achu i k ę sa chleba, b io rą się n a
stęp n ie do k ra d z ie ż y i w te n sp o só b sy n o w ie zam ożnych g o s p o
d a rz y k o ń cz ą w k ry m in a le . C zasem — siak i ta k i o d rzek n ie się
k ieliszk a, ale p o u p ły w ie k ilk u la t w ra c a z tem w ięk szą z a cie
k ło śc ią do d aw n eg o n a ło g u i nie p o w strz y m a ją go n a tej z g u
b nej d ro d ze n ajd o tk liw sze p o c isk i losu. N ie k tó rz y znów , ci, k tó rz y
z n ie z w y k łą e n e rg ią , z n iezło m n ą w y trw a ło ś c ią i w ie lk ą p ra c ą
d o ch o d zą do m ajątk u , ty c h o g a rn ia is to tn y sz a ł n a b y w a n ia ziem i,
p o cz ę stu n k a m i w k arczm ie pow oli, pow oli w y łu d za ją g ru n ta od
n a ło g o w y c h p ijak ó w i p rz y tej sp o so b n o ści sam i p rz y u c z a ją się
do w ó dki, to p ią c w niej rozum z u p e łn ie lu b z a tra c a ją c p ie rw ia s t
k o w e p rz y m io ty : siłę woli, ro z są d e k i pilność. — G o sp o d arzy
u czciw y ch , sło w n y ch , sza n u ją cy ch sam y ch sieb ie i w zajem b u d z ą
cy ch sza cu n ek , je s t b a rd z o n iew ielu w G ró d k u i z ro k ie m k ażd y m
u b y w a ich jeszcze — n ie s te ty !. K o b ie t, sk o ń cz o n y ch p ijacz ek je s t
n iew iele. N a w eselu, n a ch rzcin ac h , p rz y jak iej zdarzonej okazyi,
c h ę tn ie sobie p o d p iją, n a ro b o c ie w e d w o rze często g o rą c o u p o
m inają się o „ trin k ą l“ , je d n a k ż e n ig d y n ie ro z p ija ją się do
te g o sto p n ia, co m ężczyźni. W o g ó le k o b ie ty g ró d e c k ie stanow czo
w ięcej m ają p rz y m io tó w , niż ich m ężow ie i b ra c ia i g d y b y
n ie u p a d e k o b y cz ajn o ści, k tó ry ja k p ra w d z iw a zg n ilizn a ze z d u
m iew ają cą sz y b k o śc ią szerzy ć się m iędzy n iem i zaczyna, m o g ły b y
p o d w ielo m a w z g lęd am i słu ży ć za w zór in n y m okolicom . P r a
c o w ite są ja k m ró w k i, od trzeciej ra n o do dziew iątej w ieczór,
n ie u s ta ją w robocie, c h y b a p rz y jedzeniu. S am e g o tu ją , p iek ą,
tłu k ą w stę p ie ja g ły i p ę c a k , ro b ią w ża rn ac h k a sz ę g ry c z a n ą ,
p rzęd ą, b ie lą p łó tn o , szyją d o m ow ą bieliznę, sam e chodzą koło
k ró w , ow iec, św iń, k u r i gęsi, o b ra b ia ją o g ro d y w arzy w n e, len,
k o n o p ie i k a rto fle w' polu, p o m a g a ją p rz y sia n o k o sa c h i żniw ie,
ch o d zą n a za ro b k i do d w o ru i do m łyna, in n e jeszcze zręczniejsze
szy ją d ru g im k a fta n y o d św ię tn e i sp ó d n ice, oraz c ien k ie koszule,
a a n i je d n a g o sp o d y n i nie trz y m a słu g i, chociaż n ie je d n a n a
ta k i z b y te k p o zw o lićb y sobie m o g ła. P o rz ą d e k u n ich w zorow y,
zap o b ie g liw o ść o g ro m n a , sk rz ętn o ść d ro b ia z g o w a , u cz y n n o ść
szczera.
— 16 —
L u d m iejscow y przew ażnie d o ro d n y , a k o b ie ty b y w a ją b a r
dzo p rz y sto jn e, sm agde, ciem no-w łose, p raw dziw e k ra saw ice , bo
u ro d a ich nie ty le p o le g a n a re g u la rn o śc i rysów , ile n a p rz e d z i
w nej św ieżości cery, n a b lask u oczu, n a uśm iechu o d słan iając y m
p y szn e b ia łe zęby, n a ty m u ro k u sw ojskości try sk ając ej zdrow iem ,
siłą i w d ziękiem . T a k a np. p a n n a m ło d a u stro jo n a w czerw oną
sp ó d n icę, ja s n y fa rtu szek , w b ia łą ln ian ą koszulę, w m oc k o ra li
i ró ż n o k o lo ro w y ch p a c io re k n a szyi, a w „ c z u b y “ z ponsow ej
tasiem k i, w stą ż e k i k w ia tó w n a ro zp uszczonych w łosach, to ty p
o w iele ciek aw szy od szab lo n o w y ch k ra k o w ia n e k , m azu rek itp.,
bo w ięcej tu b y w a o ry g in a ln o śc i k o lo ry tu lo k aln eg o , n iez a ta rte g o
częstem o b cieran iem się o ludzi o b cy ch i n a lec iało ściam i ze św iata.
U b ió r co d zien ny d la m ężczyzn stan o w i k o szu la z g ru b e g o
ale w y b ielo n eg o b a rd zo s ta ra n n ie p łó tn a, z szerokim k o łn ierz em
w y k ła d a n y m , za p ię ty m n a sz p in k ę m o siężną ze sz k la n n ą g łó w k ą,
lu b zaw iązan y m ró w n ież ja k ob szew k i rę k a w a n a cz erw o n ą w e ł
n ia n ą tasiem k ę, zw an ą „ ż y c z k a “. D alej sp o d n ie z te g o sam eg o
p łó tn a śred n iej szerokości, k o ło k o s te k o bciśle szn u rk iem p rz y
w iązan e. W zim ie n a n o g a c h o k rę co n y ch onucam i, b u ty z c h o
le w a m i, w k tó re dla c ie p ła w k ła d a ją tro ch ę p ro ste j słom y,
a n a w e t w czasie w ielkich m rozów , jeśli w y p a d n ie ja k a ś d alsza
d ro g a, to i n o g i po o n u cz k ach o k rę c a ją sk rę tk a m i słom y raz koło
razu i do p iero n a to b u ty ; n a p łó cien n e sp o d n ie d ru g ie szersze
z su k n a, dom ow ej ro b o ty , tk a n e n a p o d sta w ie p łó cien n e j — t. j.
w je d n ą s tro n ę idzie nić k o n o p n a, w drug-ą zaś przędziw o w e ł
n ian e ; — ta k ie sp o d n ie zow ią „h o łu śn i“, uży w an e ty lk o w zimie,
sta rc z ą n a la ta całe. S p o d n ie zaw sze k ła d ą w b u ty . K a fta n z b a
w e łn ia n e g o siw eg o m a te ry a łu , z m ały m i w yłogam i, o b lam o w an y
n ao k o ło cz arn ą ta s ie m k ą i lek k o p o d w a to w an y , śc iśn ię ty w p asie
„re m ie n ia k o m “, tj. rzem ien n y m pasem , m niej lub więcej szerokim
(od 2 cali do 6 ), ozd o b io n y m m osiężnym i gw oździkam i, d e se
n iam i w y c is k a n y m i, dziu reczk am i, k tó ry m a z jednej stro n y
zap ięcia, a z d ru g iej w e w n ątrz m ałe s k ry tk i n a p ien iąd ze. P rz y
p asie ty m p rz e c ią g n ię ty je s t u g ó ry rzem ien n y sznurek, a n a nim
w isi „ k o z ik “ alb o „ c y g a n e k “, nóż s k ła d a n y w d rew n ian ej okładce.
M łodzi n o szą ta k ie p a s y węższe, n a dw a cale — a n a w e t dziś
zu p e łn ie od m ien n e zaczy n ają w p ro w ad za ć w użycie, b o czarne
la k ie ro w a n e ze św iec ącą k la m rą w śro d k u do zap ięcia. N a w ierzch
n a to k o żu c h b a ra n i z dużym k o łn ierzem , ale n a p ie rsia c h tro ch ę
o tw a rty , i g d y jeszcze p o trzeb a, su k m an ę „su k m á n “ z siw ego su
k n a , lu b z c z arn e g o — ze sw ojej w łasnej w ełn y , d łu g ą do
k o s te k , z ty łu złożoną od p a s a w sześć fa łd , po trz y do
— 16 —
ś ro d k a — z p rz o d u w sam y m p a s ie z a p ię tą n a dw ie duże h aftk i,
bez w y ło g ó w , ale w y c ię tą n a p ie rsia c h . N a g ło w ie siw a, duża
b a ra n k o w a czap ka, a u m ło d y ch m niejsza, o k rą g ła lub s p ic z a s ta
i czarn a. — D aw niej noszono o g ro m n e czap y su k ie n n e z w y ło
giem b aran im , ro z cięty m z p rz o d u n a d czołem , dziś już tru d n o
sp o tk a ć ta k i o k az — c h y b a za B ugiem .
W lecie chodzą b o so — zw łaszcza m łodzi, k o szu lę noszą
n a w ierzch u sp o d n i, d łu g ą do k o la n i k a p e lu sz sło m ia n y o k rą g ły ,
d o sy ć n isk i — u k a w a le ró w o p a sa n y c z erw o n ą |(ż y ć z k ą “, — u żo
n a ty c h Czarną. D o d o p e łn ie n ia stro ju n ależ y ró w n ież k rz y ż y k
m osiężn y , zaw ieszony n a szy i n a tasiem ce i sp a d a ją c y do ś ro d k a
p iersi.
W św ięto b ierz e się w szystko czy ste — sp o d n ie z ciem nej
b a w e łn ia n e j m a te ry i, k u p n e, k a fta n cz a rn y lub p o p ie la ty , rów nież
k u p n y , o b la m o w a n y tasiem k ą, lu b w elw etem cz arn y m z tak iem iż
k la p k a m i u rę k a w ó w i u k ieszo n e k — a n a w ierzch zaw sze s u
k m a n ty lk o n o w y , w lecie. n ie z a p in a n y w cale. K a p e lu sz ta k i
sam ja k n a codzień, ty lk o św ieży — od św iętn y . S ta rz y sp o d n i
k u p n y c h n ie noszą, ale n a koszulę w p ro st su k m a n ę n o w ą i n a
tem k o n iec.
K o b ie ty n a codzień noszą k o szu le z te g o sam eg o p łó tn a
co m ężczyźni, n ie z b y t d łu g ie , bo do k o lan nie sięg ają ce, r_malow a n k i“, t. j. sp ó d n ice p łó cien n e , d ru k o w a n e w ciem no n ieb iesk i
deseń . W ty m celu n io są k o b ie ty p łó tn o już w y b ielo n e do m iasta,
do ży d a, k tó ry się m alo w an iem zajm uje, w y b ie ra ją so b ie u n ieg o
w zór i te n im p o d łu g te g o w zoru m aluje. W z o ry zaś są to b la c h y
o d p o w ied n io p o w y c in a n e, k tó re p rz y k ła d a się do szty w n o w y c ią
g n ię te g o p łó tn a i p o w ierzch u sm aru je się p en d z le m olejną ciem n o -n ieb iesk ą lub ż ó łtą fa rb ą — n a s tę p n ie się b la c h ę odejm uje
i już ro b o ta sk o ńczona. P o w y sc h n ię c iu ry su n k u szyją z te g o
sp ó d n ice, b ard zo m ocne i d o b re do „ c h o d u “, bo się n ie ta k ł a
tw o b ru d z ą ja k gdzieindziej p łó c ie n n e b iałe. D e se n ie b y w a ją n a j
ro zm aitsze, ж każdej w iosce in n e g o rodzaju.
O b ecn ie w G ró d k u już „m a lo w a n k i“ p ra w ie że z a g in ę ły —
g d y ż eg z y stu ją je d y n ie s ta re z a b y tk i — n o w y c h zaś n ik t nie
sp ra w ia, g d y ż b a rc h a n k u p n y z a s tą p ił dom ow e p łó tn o . A szkoda
w ie lk a — bo m alo w an k i b y ły b a rd zo p ra k ty c z n e , sch lu d n ie
w y g lą d a ły , trw a ły d łu g o , czego w szy stk ieg o nie m ożna za
sto so w ać do b a rc h a n e k . T e ra z w ięc noszą b a rc h a n k i b rą zo w e,
p o n so w e z c z arn y m , b ia łe z cz arn y m , d o syć długie, do k o ste k ,
u dołu o b szy te czerw o n ą lu b zieloną n a p ó łto ra c a la sz e ro k ą
ta sie m k ą , dalej „ z a p a s k a “ czyli fa rtu ch z b ia łe g o p łó tn a i k a fta n
— 17 —
m alo w an y , zap in an y p o d szyję. N a g ło w ie czerw o n a w d eseń
c h u stk a p erk alo w a. „O n u czk i“ i b u ty ta k ie ja k u m ężczyzn.
W lecie chodzą boso — w sam y ch ko szu lach — a idąc w pole,
fa rtu sz k a m i p e rk alo w y m i za stę p u ją „ z a p a sk i“.
N a św ię ta czeszą s ta ra n n ie g ło w y , b io rą czystą b ieliznę, now e
b a rc h a n k i, fa rtu szk i zw y k le ponsow e, lub różow e, czasem b iałe,
a n ig d y n ieb iesk ie, k a f ta n czarn y , lu b p o p ie la ty , zaw sze w a to
w an y , n a szyi p a c io rk i szk lan n e czerw one, żółte, zielone, czasem
p a rę szn u rk ó w k o ra li, razem w szy stk ie tuż ko ło szyi i sp ad a ją c
poniżej n a p iersi, zw ią zan e z ty łu czerw oną, zieloną lub fiole
to w ą „ży czk ą“. K rz y ż y k osobno zaw ieszony — a ró żn e m ed ale
p o p rz y c z e p ia n e w śro d k u do p ac io rek . N a g ło w ac h m ężatk i m ają
c h u stk i w iązan e n a „ k im b a łc e “, a d ziew czy n y zup ełn ie ta k sam o,
ty lk o bez „ k im b a łe k “. „ K im b a łk a “ p o trz e b u je ob jaśn ien ia. D z ie w
czy n ie id ącej za m ąż, p rz e d ślu b em ro z p lą tu ją w ło sy — i w ro z
p u szc zo n y ch ch odzi p rzez c a łe w esele aż do oczepin. N a ocze
p in y zaś zd ejm u ją jej k w ia ty , w stążk i i czuby, w ja k ie b y ła p rz y
b ra n a , a n a ow e ro z p u szczo n e w ło sy n a k ła d a ją k ó łk o zro b io n e
z p rz ęd ziw a i o b szy te p łó tn em , dopasow m ne do g ło w y w te n s p o
sób, że p rzech o d zi p rzez śro d e k ciem ienia, ko ło uszów i n a d d o ł
k iem z ty łu g ło w y , g d zie do k ó łk a p rz y cze p io n e są dw a d łu g ie
szn u rk i. S k o ro k ó łk o , czyli w łaśn ie k im b a łk a je s t założona —
sz n u rk a m i w sz y stk ie w ło sy zw ięzuje się n a d k a r k ie m , m ocno
dalej ro zd ziela n a dw ie połow y, p rz e p ro w a d z a w dw ie przeciw ne
s tro n y k o ło k im b a łk i n a przód, znów ty m i sam y m i szn u rk am i się
tu ta j p rzy w ięzu je — p o tem znów do ty łu się b ierze i to ty le
ra zy , ile d łu g o ść w łosów w y m ag a. G d y w ło sy już n a k im b ałce
um o co w an e, n a k ła d a się n a to „czep iec“ tej objętości co k im b a łk a ,
b ia ły p e rk a lo w y , lu b szydełkow ej ro b o ty , śc ią g a n y szn u rk iem —■
i d o p ie ro n a tem w szystkiem w iąże się c h u ste c z k a nieduża czer
w ona, zach o d ząca n a uszy — w iązan ie m ająca w ty le n ad k a r
k iem — i b a rd z o zręczn a w u k ład zie . M ężatki w ięc n ig d y już
w łosów n ie p ie tą i z k im b a łk ą n ie ro z sta ją się n a w e t n a noc do
sp an ia. D z ie w cz y n y rzad k o k ie d y ch odzą z g o łą głow ą, ch y b a
czasam i w św ięto w lecie do c e rk w i — zw y k le zaś w ch u stk ac h
w iąz an y ch ja k u m ężatek , lub k o ń ce p rz e k rę c a ją p o d b ro d ą
i w iążą z ty łu . S u k m a n y ta k ie ja k m ęzkie, ko żu ch y podobnież.
S u k m a n y z ty łu k o ło fałd, n a k o łn ierzu , koło w y k ro ju n a p ie r
siach aż do h afte k , k o ło kieszeni, p rz y b ra n e w ełn ian y m czerw o
nym , g ra n a to w y m lub zielonym sznureczkiem . K iesz en i w łaśc i
w y ch w su k m a n a c h n ie m a, ty lk o o tw o ry w ich m iejscu, w k tó re
2
— 18 w k ła d a się rę ce od zim na, k o b ie ty zaś p rzez nie w y c ią g a ją s p ó
dnice, ch cąc u ch ro n ić je od b ło ta lu b od śn ie g u w zim ie.
U b ra n ie św iąteczn e p odniszczone, p rz ech o d z i zazw yczaj n a
codzienne.
K o b ie ty p o s u k m a n a c h p rz e p a su ją się dla c ie p ła „ k ra jk ą “
tj. w ązkim 2 -cało w y m p ask iem , różnokolorow ym , w ełn ian y m , k tó ry
w y ra b ia ją sam e n a m ały m b ard zo p ro s ty m w arsztacik u . T a k ą
k ra jk ą p rz y p a su je się też w św ięta fa rtu szek , a fre n d z la od niej
w y g lą d a z p rz o d u z p o d k a fta n a . S p ó d n ic e p e rk a lo w e u w ażan e
są ja k o rzecz z b y tk u — i noszone ty lk o n a św ięta, w esela,
n a „ m u z y k i“, tj. n a ta ń c e w k arczm ie, a p o d o b n ie ja k fa rtu sz k i
b y w a ją ty lk o czerw o n e i różow e.
Ż ało b ę n o szą ty lk o k o b ie ty . U m ę ż a te k tem się odznacza,
że n a g ło w ie c h u stk a je s t b ia ła — d ziew czy n y zaś nie no szą p a
ciorek. Ż ało b a je d n a k nie je s t ob o w iązk o w a i zależy od dobrej
w oli jed n o stk i.
K o lo r b ia ły je s t k o lo rem żałobnym . K o b ie ty i d zieci do
tru m n y zaw sze u b ie ra ją k o m p le tn ie biało.
R o zw ó j fizyczny idzie w p a rz e z w ro d zo n em i zdolnościam i
i w ie lk ą p o jętn o ścią. S a m o ro d n y c h m ajstró w : stelm ach ó w , s to
la rz y i in n y c h te g o ro d zaju rz em ieśln ik ó w je s t sporo w e wsi,
a zm y sł a rty s ty c z n y i w y o b ra źn ia, ja k k o lw ie k nie ro zb u d zo n a,
tleje n iew ą tp liw ie u w ięk szo ści te g o ludu, śp iew a ją ceg o śliczne,
tę s k n e dum ki i p ieśn i łzam i b rz m ią ce, a koch ająceg ' 0 się w czy
sto ści i p o rz ą d k u do ch o d zący m już do poczu cia sy m e try i, co b y w a
rz ecz ą n a d e r rz a d k ą m ięd zy w ieśn iak a m i ze stro n in n y ch . P rz y tem lu d to n iezw y k le p rz e b ie g ły , c h y try , u m ie ją c y w szy stk o w y
z y sk a ć n a sw o ją k o rz y ść, a w łaściw o ści te w p o łącz en iu z c h c i
w ością, g ra ją n ie m a łą ro lę w ich życiu — p ra w ie, że rz ą d z ą nim i.
M ałże ń stw a n p ., to je d y n ie m niej lu b w ięcej k o rz y stn y in
te re s, to ś ro d e k do z d o b y c ia k ilk u m o rg ó w ziem i, do p o w ięk szen ia
w ch a cie liczb y p ra c u ją c y c h bez p o trz e b y w y d a n ia g o to w e g o
g ro s z a n a n ajem n ik a, to w zajem n a n ad zieja u ta rg o w a n ia co śk o l
w ie k z jed n ej, a o c y g a n ie n ia z d ru g iej stro n y . U czucie nie w chodzi
w g rę zupełnie, co najw yżej jeszcze uroda, p o w ierzch o w n o ść m a
tro c h ę zn aczen ia, a i to p rz ew aż n ie ty lk o u k o b iet. Z darza się
bo w iem często, że d ziew czy n a m im o p ró śb i p e rsw a z y i uie chce
ja k ie g o ś c h ło p a k a — bo się jej n ie p o d o b a —• g d y ż „ r a b y “ tj. dzió
b a ty n a tw a rz y — albo „ ś le p y “, tj. k ró tk o w id z ■
— a lb o za m a ły ,
alb o „ ś w in d ro w a ty “ czyli k ę d z ie rz a w y ja k żyd — szczególniej
zaś n ie zn o szą u p o śled zo n y c h od n a tu r y : k u law y c h , g a rb a ty c h ,
z e zo w a ty c h i ru d y c h — a ru d y c h za nic!
-
J9 -
M ów iąc o w a d ach , tru d n o przem ilczeć o przy m io tach , zw ła'• szcza, że ten , sam R u s in ch ciw y i w y rach o w an y , dla k ilk u ru b li
p ra w u ją c y się po sąd a ch , ch o ćb y z rodzonym i „b a t’k a m i“ — te n
sam je d n a k je s t g o ścin n y m w dom u, m iło siern y m dla ż e b ra k a
i siero ty , rz eteln y m dla n ajem n ik a i słu g i. J e s t tu n p . w e zw y
czaju, że w ad w en cie b ie d n e ko m o rn ice, w y ro b n ic zk i itp. „chu
d z in y “ ch o d zą po „n a w a ln e m “, tj. idą od c h a ty do chaty, czę
stu ją g o sp o d arzy w ódką, a za to d o sta ją : chleb, słoninę, k aszę,
m ąk ę, zboże, przędziw o, co k to da ; —■ otoż zb ierają zaw sze ty le
ty c h rozm aitości, że i k o szt n a w ó d k ę w y d an y , w ra c a się im
w d w ó jn asó b i w d o d a tk u p o ży w ie n ia m ają jeszcze n a p a rę
m iesięcy .
A lb o znów in n y p o d o b n y s ta ry obyczaj — zw an y „pom yn a ln y c ią “, a m ający n a celu w sp arcie jałm u żn ą że b rak ó w , o d m a
w iając y ch p ac ie rze za dusze zm arłych. — „ P o m y n á ln y c ia “ obchodzi
się doro czn ie w p o n ied zia łe k po przew o d n iej niedzieli. W te n
d zień g ro m ad zi się około ce rk w i ta k a ilość dziadów , k a le k , sieró t
i ró ż n y ch w łóczęgów , że fo rm a ln ie p rz e c isn ą ć się m iędzy nim i
nie m ożna, a jed n ak o w o ż ca ły ten tłum że b rac zy p o d k o n iec
dnia led w ie je s t w sta n ie u n ieść sw oje w o rk i i sak w y , a g d y
dziadów z jed n ej ro d z in y je s t p a rę osób, to n az b ie raw szy p a rę
w o ró w c h leb a — w iep rze nim w y p a sa ją. D aje to pojęcie o ofiar
no ści pow szech n ej.
Z w yczaje sw oje daw ne, o b ch o d y i za b aw y zachow ują w ie r
n ie p o d łu g tra d y c y i z w y jątk iem u b ra n ia , k tó re w o statn im
d z ie s ią tk u la t zaczęło się silnie z w raca ć k u m odom m iejskim ,
R d z e ń ich w ierzeń w ro sły w p rz e k o n a n ia i w p ra k ty k ę codzienną,
nie o d m ien ił się o w iele, chociaż w y d a ć się m oże n a oko, że je st
inaczej. N a tu ra ln ie , że z konieczności s ty k a ją c się z m iastem ,
z ko leją, m ając do w y b o ru m asę n o w y c h a ta n ic h to w aró w , ł a
tw o ść w zbliżeniu się do lu d zi in te lig e n tn y c h w o so b ac h d o k to
rów , ad w o k ató w , k tó ry c h daw niej albo w cale nie b y ło w okolicy,
alb o b ard zo b y li nieliczni, a dziś ta k i H ru b ie szó w p o sia d a ich
do d ziesięciu — n ieo d zo w n ie m u siał się lud te n co k o lw iek w y
p o lero w ać, n a b ra ć n o w y ch g u stó w i p rzy sw o ić so b ie nieco o d
m ien n e pojęcia, w g ru n c ie je d n a k zm iany te są jeszcze bardzo
n iezn aczn e, w ięcej p o w ierzch o w n e i w ła śn ie d la te g o n a razie
u d e rz a ją c e n ie k tó ry c h . D a jm y n a to, chociaż jed en , d ru g i i dzie
s ią ty ch ło p rad zi się już te ra z doktora, zn a n a w e t k ilk a śro d k ó w
ap tec zn y ch , ja k : chininę, olej ry cin o w y , jod y n ę, z p ew n o śc ią d a
le k o silniej w ie rz y w znachorów , zam aw iaczów i leki, przez nich
z a d a w a n e . D o d o k to ra u d a ją się d o p iero w o statec zn o ści i to
*
— 20 —
zaw sze z p o w ą tp iew an iem , czy on co k o lw iek pom oże, k ie d y ten
lu b ów n ic ju ż p o ra d z ić n ie p o trafił. L e k a rs tw a a p tec zn e, w zglę
d n ie n ajp rzy jem n iejsze w użyciu, b u d zą w ch ło p ie w strę t, odrazę,
b ie rz e je n ie c h ę tn ie — je d y n ie z ra c y i w y d a n y c h p ien ięd z y ; p rz e
p is a n e je d n a k p rzez znaC horkę n a jw strę tn ie jsz e m ie sz a n in y ły k a ją
bez sk rzy w ien ia, a n ajb o leśn iejsze o p e ra c y e w y k o n y w u ją w iern ie
co do jo ty .
P rz e d k ilk u la ty c h o ro w ała w G ró d k u k o b ie ta n a tyfus.
P rz e z k ilk a ty g o d n i b y ła m ięd zy życiem a śm iercią, b ez w ład n a,
n iep rz y to m n a , bez żadnej o p ie k i i p o m o cy — cudem p o d n io sła
się n areszcie z łóżka. A le w y c z e rp a n a ch o ro b ą, a n a s tę p n ie b r a
kiem w szelk ich w y g ó d w czasie re k o n w a le sc e n c y i, s tra c iła z u
p e łn ie siły i p a rę m iesięcy u p ły n ę ło już od chw ili p rz e sile n ia ,
a p rzez izbę p rzejść jeszcze n ie m oże o swojej m ocy — n o g i p o d
n ią d rżą, u g in a ją się i bó l d o k u czliw y nie u stę p u je z nich.
R a d z i się b a b y . B a b a ta k p o w ia d a : T rz e b a w ziąć d ro b n y c h
g a łą z e k z ta rn in y w iązeczk ę sp o rą , b y licy , p io łu n u , m acierzan k i,
ro zch o d n ik u , m ięty, p o k rz y w y i ró ż n eg o ziela, w osku n ieto p io n eg o cały p la ste r, k ilk a n a ś c ie trz a s e k żyw icznej sosny, to w szy stk o
u ło ży ć n a ś ro d k u izby, p o k ro p ić św ięco n ą w odą, i d o tąd przez
te n o g ie ń b o sem i n o g a m i przech o d zić, p ó k i się w szy stk o nie
sp ali —: a c a łą niem o c z n ó g „o g ień św ięty w y c ią g n ie ". C hora,
k tó re j c h o ro b a do b rze do k u czy ła, zw łaszcza, że ja k o w dow ie
z d ro b n e m i dziećm i ciężko szła g o s p o d a rk a , c h w y ta się tej rad y ,
ja k o d esk i ra tu n k u , ro z p a la ogfień p o d łu g p rz ep isu i z a czy n a c h o
dzić, n ie bacząc, że n o g i p a rz y , że dym g ry z ą c y tam u je odd ech ,
że ch w ilam i m ro k z a sła n ia jej oczy. S p o ro czasu u p ły n ęło , nim
k to ś p rz y s z e d ł i zob aczy ł, co się dzieje. O k a zało się, że ch o ra
m a stra sz liw ie p o p a rz o n e nogi, p aleó zu p e łn ie zw ęglone, g o rą
czkę i w e w si n ik t n ie podejm uje się jej dozorow ać. O dw ieziono
b ie d a c z k ę do s z p ita la w H ru b ie szo w ie, z k ą d po sześciu ty g o d n ia c h
w y szła bez p alcó w u o b y d w ó ch nóg... ale z n a c h o rk a p o c ie sz a ła
ją, że g d y b y n ie jej o g n io w a k u ra c y a , b y ła b y n ie o d z y sk a ła m ocy
w n o g ac h , a ta k chociaż b ez p alcó w chodzić m oże. T łó m acz en ie
trafiło w idocznie do p rz e k o n a n ia poszk o d o w an ej, g d y ż nie o d zy
w a ła się o b a b ie z żalem lub urazą.
M im o w iary , ja k ą o tacz a lu d m iejscow y sw oich „ z n ający c h “,
m iru oni a n i sza cu n k u n ie m ają, ow szem u w a ż a n i są za coś
zb liżo n eg o do czaro w n ic i s tra c h ty lk o ch ro n i ich p rz e d jaw n e m
lek ce w aż en iem i w zg ard ą.
T a k sam o m a się i z g-usłam i różnem i. W ie rz ą w nie św ię
cie, sto su ją się zaw sze do sw oich zab o b o n ó w , a le czarow nic,
— 21 —
w k tó ry c h ześro d k o w uje się c a ła ow a w ład z a cudotw órcza, boją
się, a w g łęb i duszy u w a żają je za is to ty w strętn e, n ik czem n e,
złe, b rz y d zą się niem i i w y m y ślają ty s ią c e sp osobów ku zniw e
czeniu ich „złej“ m ocy.
B aśn i o „w ied źm ach “ i szczegółów o zd o b y w an iu przez nie
siły nadp rzy ro d zo n ej, je s t m n óstw o w p o d a n ia c h lu d u tu tejszeg o ,
ale o p o w iad ać o tem nie lubią, a b y nie ro zb u d zić „ z łe g o “ i b ied y
nie śc ią g n ą ć n a siebie, lub swój d o b y te k . — C zarow nice lu b u ją
się p rz ed ew sz y stk ie m w po rze nocnej, bezksiężycow ej, w ietrznej
i zim nej ; w ted y b u jają sobie w esoło po św iecie, szukając, k o m u b y
szkodzić m o g ły . N a g ra n ic a c h wsi, n a rozdrożach, zb ieg a ją się
o p ó łn o c y w k ilk a i ze „z ły m “ n a ra d z a ją się n a d sw em i d y a b e lsk iem i sztu k am i. Tu, w jed n em m iejscu trz e b a k ro w o m m leko
o d eb rać, tam d ziecku zad ać „na p ła c z e “, w innem „ p o sw a rz y ć “
z so b ą m ałżeń stw o lu b „ u ro k i“' rzu cić — i ta k dla k a ż d e g o coś
znajdą, do k o g o ty lk o złość czują — a sk o ro k u r p ierw szy za
pieje, w ra c a ją do dom ów i k o m in em W suwają się do izb}-, a b y
n ik t z d o m ow ników nie p o d ejrzy w ał, że ze „z ły m “ m ają „poznaom ienie.
W dzień W n ie b o w stą p ie n ia ra n iu tk o p rz e d w schodem sło ń ca
czaro w n ice zu p ełn ie ro z e b ra n e b ie g n ą do lasu, gdzie ro śn ie j a
rz ęb in a i o b ry w a ją z niej w szy stk ie m łode p ęd y , drzew o trzy
ra z y w k ó łk o o b latu ją i w ra cają co prędzej do siebie, g a łą z k i
chow ają p o d strzech ę, a te za d aw a n e p o tro szk u kro w o m , sp ro w a
dzają ty le m lek a, że go p rz ejeść nie m ożna — k u szalonej z a
zd ro ści sąsiad ek , k tó ry m znów p o d rz u c a ją do o b ó r g a łą z k i z d rze
w iny, użytej n a „ m aje n ie“ św iąty n i w Zielone Ś w ięta, a b y ich
k ro w y c a ły ro k m lek a nie d aw ały .
N a o d b ie ra n ie m lek a p o szk o d o w a n e g o sp o d y n ie s ta ra ją się
so b ie ra d zić i szu k ają ró ż n y ch sposobów , a b y złem u za p o b ie d z;
a w ięc n ajp ierw , żeby się dow iedzieć, k to je s t s p ra w c ą szkody,
ta k się p o stęp u je : trz e b a w ziąć cedziłko płócienne, zw ykle do
c ed zen ia m lek a u ży w an e, trz y ra z y po trz y k o le k z ta rn in y , tyleż
ig ie ł i g o to w ać to razem w g lin ia n y m g a rn u sz k u — k łu jąc ciąg le
w rzecio n em i m ieszając niem w m iejsce łyżki.
P o n ied łu g iej chw ili niezaw o d n ie te n k to „coś p o ro b ił“ k r o
w ie, p rzy jd zie do c h a ty i sta n ie p rz y p ro g u , a ta k się będzie
m ien ił n a tw a rz y , ta k g-о będzie w szędzie k łu ło , że w k o ń cu nie
w y trz y m a i zacznie p ro sić, a b y d ali pokój i p rz e sta li g o to w ać
cedziłko, to on im „odczyni" krow ę, n ig d y m lek a n ik o m u nie da
o d eb rać, i ty le obiecuje a obiecuje, że go i p u śc ić trz e b a — bo
n u żb y jeszcze później przez złość_co g o rszeg o zadał...
22
—
In n y sp o só b n a p o w ró c en ie m lek a je st ró w n ież cie k a w y —
choć rzadziej p r a k ty k o w a n y , g d y ż tru d n iej sk u tk i p o żą d an e
p rz y n o si. — S k o ro k ro w o m „co ś“ m leko o dbierze, zm aw iają s ię
trz y d ziew czy n y z jednej wsi i k aż d a z n ic h osobno do d n ia
idzie po w odę, ale w trz y oddzielne m iejsca. N a c z e rp n ą w sz y
w o d y , p ęd e m w ra c a ją do wsi i p o w in n y się razem zbiedz w je
d n y m p u n k c ie jed n o cz eśn ie, poczem w odę do jed n ej c h a ty za
n oszą i d o b rze chow ają. N a d ru g i dzień te sam e d ziew częta z pod o b n em i o stro żn o ściam i id ą n a trz y g ra n ic e po je d n a k o w e ziele,
na trz e c i d zień n a trz y d ro g i ro z sta jn e po ta rn in ę lu b ja k ik o l
w iek p a ty c z e k — w ra c a ją do w si i w sekrecie, przed w szy stk im i
g o tu ją w owej Wodzie z e rw an e ziele i p a ty c z k i, a o d w a r te n b ę
dzie ta k i żó łty i g ę s ty ja k olej... W te d y ro z b ie g a ją się n a trz y
g ra n ic e — rę k o m a w y k o p u je k aż d a d o łek w ziem i i sw oją część
o d w a ru w lew a. W jed n y m z ty c h d o łk ó w czaro w n ic a m usi się
u to p ić — u ro k zatem m in ie i k ro w o m m leko w róci. D z ie w cz ęta
ty lk o p o w in n y p am iętać, a b y w ra cają c z w y cieczek sw oich po
w o d ę, ziele i ta rn in ę , p o d żad n y m p o zo rem n ie o g lą d a ć się za
sieb ie i nie p o tk n ą ć się n a drodze, bo c a ła w y p ra w a b ęd z ie n a nic.
P o d o b n ie ja k o d b ie ra n ie m lek a krow om , ta k i „ p ła c z e “ n ie
m o w ląt b y w a u w ażan e stale ja k o s p ra w a czarow nic. D zieck o
w te n sp o só b u rzeczone, c a ły dzień zachow uje się sp o k o jn ie, ale
od zm ierzchu do ś w ita n ia p łacz e i p łacz e bez o d p o cz y n k u i niczem u tu lić g o nie m ożna. — P e w n e j k o b ie c ie dziecko p ła k a ło
p rzez d w a n aście ty g o d n i. S tra p io n a , ra d y już so b ie d ać n ie m o
g ąc, p o szła użalić się p rz ed sw em i k re w n ia c z k a m i i ro z p y ta ć się
m ięd zy starsz em i k o b ietam i, co b y n a to ra d zić?
— Id ź cie do starej U sac zy ch y , o n a w am najlepiej sk aż e —
zak o n k lu d o w ały b a b y . A s ta ra U saczy ch a, to są sia d k a strap io n ej
m atk i, „w ied źm a“ o sław io n a n a w iele o k o liczn y c h w iosek.
K o b ie ta o czyw iście u s łu c h a ła ra d y i idzie p ro sto do owej
„ z n ające j“ sąsia d k i ze sw oją p ro śb ą, p o p a rtą k a w a łk ie m sło n in y .
U sa c z y c h a d a r sch o w a ła i p o sz ła zaraz za p ro sz ą c ą do jej ch aty ,
s ta n ę ła n ad k o ły sk ą , p o sz e p ta ła k ilk a n a śc ie słów , trz y razy się
w ko ło ro z ejrza ła po izbie, a w yszedłszy n a dw ór, z n a d drzw i
w ch o d o w y ch ze strz e c h y w yjęła trz y szm atk i : b ia łą , czerw o n ą
i n ieb iesk ą , za „ p a zu ch ę“ w su n ę ła i nie o g lą d a ją c się o d eszła,
dziecko zaś od te g o d n ia p ła k a ć p rz estało .
T e i ty m p o d o b n e p rz y k ła d y , w k tó ry c h p ro s ty p rz y p a d e k ,
traf, z b ieg o d p o w ied n ich okoliczności, u ch o d z ący c h u w ad ze n ie
św iad o m y ch — p rz y c z y n ia ją się do u tw ie rd z e n ia w ia ry w te z a
b o b o n y , chociaż siła ty c h w ierzeń nie je s t ró w n a w całej m asie.
-
23 -
J e d n i p rzy jm u ją ow e f a k ty z uśm iech em w ątp liw o ści, a n a w e t
lek cew ażen ia, lecz ty c h n ie w ie lu , in n i z n ajg ięb szem p rz e k o n a
niem , z p rześw iad czen iem o n iezbitej ich p ra w d ziw o ści i m o cy
i p różno się silić, a b y im te g u sła w y b ić z głow y. O w a U sa czycha n. p. um arła, o ile przypuszczam z op o w iad an ia, n a ra k a
w żo łąd k u , otóż o niej rozpow iadali mi, że jej k iszk i b o k iem w y
szły, bo je k rz y w d a lu d zk a w y p c h n ęła. S ta ra ła m się s p ro s to w a ć
to m y ln e m n iem an ie, p rz y to c zy łam ja k o dow ód k ilk a zn a n y ch im
sam y m id e n ty c z n y c h w y p a d k ó w u osób n a jza cn iejszy c h , ale
w szyscy m ieli je d n ą odpow iedź: „Ej... to co in n eg o , tu b y ł d o
p u s t Boży, n ieszczęście, a tam złe w y p a rło i ju ż “.
W ia r a w u ro k i o g ó ln ie najsilniej je s t zak o rzen io n ą p o m ięd zy
tu tejszy m i m ieszkaricam i. U ro k o m p o d le g a w szy stk o : ludzie, ich
sp raw y , zdrow ie, in tere sa , „ c h u d o b a “, tj. w szelki ży w y d o b y te k ,
u ro d zaje, je d n e m słow em w szystko. — K to ś się ożeni, a po ślubie
zobaczy, że p o d ja k im k o lw ie k w zględem zły w y b ó r zrobił, u trz y
m uje, że go d ru g a stro n a u rz ek ła. Z achoruje n a g le , zaziębi się —
już g o urzeczono ; je d n a b a b a m a len p ięk n y , k a p u s tę w dużych
g ło w ac h , d ru g a o b o k n a za g o n ie jed n o i d ru g ie lich e — to nap ew n o , że jej u ro k i rzucono — i ta k w każdej rzeczy, jeśli je s t
ty lk o g o rsz ą od o g ó ł” , u p a tru ją zaw sze „ u ro k i“.
N iem niej jedna.c n a in n e w ierzen ia i zab o b o n y pozostaje
d o sy ć jeszcze m iejsca w u m y śle R u s in a i oto dla p rz y k ła d u za
m ieszczam tu najro zm aitsze, ja k ie m i się ze b ra ć u d ało :
— P o d k u rę do w y sied zen ia jaj nie liczyć, b o się k u rc z ę ta
źle b ę d ą lę g ły — ty lk o od ra z u z czapki w y sy p ać w siedzenie,
to lę g b ęd zie ró w n y i k u rc z ę ta duże.
— Jaj a n i żad n eg o n a sie n ia nie o dm ieniać, bo się d ró b a lb o
d an y g a tu n e k zboża „zw iedzie“, tj. p rzep ad n ie, zbiednieje.
— P ro s o siać po zachodzie sło ń ca, to w ró b le nie b ę d ą n a
niem siadać.
— G ro ch u n ie siać n a now iu, bo b ęd zie ciągde k w itł zam iast
iść w strączk i, siać g o zaś w dnie, w k tó ry c h n iem a r, to nie
b ędzie ro b a c z n y ■
— a w ięc w p o n ied ziałek , p ią te k i sobotę.
— K o b ie ta — m yszy an i zabić, ani w ziąć do rę k i nie m oże,
bo się jej ch leb n ie u d a.
— K o śc i z m ięsiw a w ie lk a n o c n e g o za k o p ać w p o lu w m ie j
scach , g d zie ro śn ie o set „ b o d ia k i“, to całk iem w y g in ie.
— W B o że N aro d zen ie w sk rz y n i odzienia n ie ruszać, to
k re tó w „ k rę tó w “ i m yszy w p o lu nie będzie.
— P a p ro ć zb ierają d ziew częta w n o cy w w ig ilię św . J a n a
i z a k ła d a ją za strze ch ę n a szczęście, ale „ n ie sp ra w ie d liw a “ dziew ka
—
M
—
(tj. ta k a , k tó re j dziew iczość jest w ątp liw ą), n ig d y ta k ie j p a p ro c i
nie urw ie, bo choć ją znajdzie, to p a p ro ć w ziąć się nie da, g d y ż
co rę k ę po nią w y c ią g n ie , to jej u ch w y cić n ie m oże, a p otem ja k
się rozw idni, to już i u rw a n a n a nic —• już „ m o c y “ n ie m a.
— Za w y c h o d ząc y m i ze sp rz e d a ż ą n a ja rm a rk p o zo stają cy
w dom u — sy p ią śm iecie i trza sk i, żeby się ta r g udał.
— G d y żeń cy przy żniw ie s ta n ą dla odp o czy n k u , lub dla
zw iązan ia snopa, czy dla uło żen ia p ó łk o p k a odejdą n a b o k —
nie m o żn a przechodzić m ięd zy nim i a zbożem stojącem jeszcze n a
p n iu ; — ta k ie „z ach o d zen ie“ szkodzi, sp ro w a d za o k aliczen ie ręk i
sierp e m , alb o n a g łą , ch o ro b ę ; trz e b a w ięc zaw sze p a m ię ta ć , a b y
zboże nie ścięte i żeniec w y p a d ły po jed n ej i tej sam ej s tro n ie
id ąceg o .
—• K a p u stę , a b y ła d n ie ro sła, p o d lew a ć trz e b a w odą, z e
b ra n ą w m arc u i p rz e c h o w a n ą aż do lata.
— W W ie lk ą S o b o tę, c h ło p i m ający p szczo ły , s ta ra ją się
u k ra ś ć w k o ściele w o d y używ anej przez c a ły ro k do św ięcen ia
i k a w a łe k w o sk u z p a sk a łu ... P szcz o ły p o k ro p io n e tą w odą i o k a
dzone w o sk iem — b ę d ą zdrow e i d a d z ą dużo m iodu.
— B a b ie w p o w ażn y m stan ie nie m o żna n ic odm ów ić, sk o ro
p ro si — inaczej z a r a z m ysz d ziurę w y g ry z ie w u b ra n iu , albo
w ja k im sp rz ęcie g o sp o d arsk im , a w ielkość tej d ziu ry zależn a je s t
od o k re su sta n u , w ja k im się znajduje p ro sząca.
— Za ta k ą ż k o b ie tą rzu cić chlebem , to dziecko, k tó re się
urodzi, b ędzie całe życie sy te i zam ożne, a rzucić ziem ią, to tosam o, co sk az ać g o n a g łó d i p o n iew ierk ę.
— G ło s k u ry p o d o b n y do p ia n ia k o g u ta , je s t zapo w ied zią
ch o ro b y lu b śm ierci w d o m u ; a b y zły p ro g n o s ty k unicestw ić,
k u rą o w ą m ie rz y się d łu g o ść c h a ty n a ś ro d k u od o k n a do drzw i
w c h o d o w y ch ; je ś li n a p ro g u w y p a d n ie g ło w a, to się u c in a gło w ę,
je śli ogon, to og'on. P o tej o p e ra c y i, złe już się u w a ża za zaże
g n an e , a „ k u re jk o “ , c h o ć b y się ty lk o sk o ń czy ło n a u cięciu ogona,
zw y k le już więcej nie pieje.
— G ro b y w isielców i to p ielcó w za b iją aż do tru m n y m o
cn y m k o łk iem dębow ym , żeby nie w staw a li w n o cy i ludziom
n ie szkodzili.
— G d y k o m u p ien iąd z e z g in ą — znajom i s k ła d a ją się po
p a rę g ro sz y i u z b ie ra n ą ty m sp o so b em su m k ę je d e n z nich n aj
śm ielszy, alb o sam p o sz k o d o w a n y n iesie w n o cy do c e rk w i i k ła
dzie n a m arach . P o s p e łn ie n iu te g o a k tu — m ają to p rz e k o n a n ie ,
iż złodziej i ca ła je g o ro d z in a zb ied n ieje i pow oli w ym rze. N a
zy w a się te n zw yczaj „noszeniem n a m a ry “ i sto su n k o w o do
- -25 g ľ o z y j ja k ą b u d zi w ludzie — dość często się p ra k ty k u je . — P o
d o b n y m do p o p rz e d n ie g o je s t też zw yczaj zm uszania p o d ejrz y w an y ch o k rad zież do leżen ia k rzy żem w cerk w i p o d czas n ab o ż eń
stw a — p rzy czem w ierzą św ięcie, że jeśli iniędzy leżącym i b y ł
złodziej, to on już nie w stan ie więcej, a zrobi się po śm ierci
cz a rn y ja k ziem ia.
*
#
*
O zb o czen iach um ysłow ych, w a ry a c y i, szaleństw ie nie m ają
n a tu ra ln ie żad n eg o pojęcia i w szystkie te g o rodzaju chorobliw e
o b jaw y , u w a żają jak o do w ó d sto su n k ó w ze zły m duchem , albo
też o p ętan ia . -— O p o w iad an o mi n p . , że w jednej z o k o liczn y ch
w io sek je s t k o b ieta, k tó ra g o n i za ludźm i, ja k k o g o złapie, to
b ije, d ra p ie , dusi, że tru d n o jej ta k ą ofiarę o d e b ra ć z rą k ■
—
a choć zw y k le je s t z a m k n ię ta n a k łó d k ę w chlew ie — jed n ak że
czasam i ta k a siła ją n ap ad a, że w y łam u je drzw i i u c ie k a z za m
knięcia. K o b ie ta ta poprzednio u m ia ła „ z m a w iać“’ u k ąsz en ia p sa
w ściek łeg o , a te ra z sam a je s t g-orzej psa.
W G ró d k u je s t k o b ie ta , k tó ra w s k u te k złeg-o o bejścia się
m ęża z n ią — b ic ia i różnej p o n iew ierk i, d o sta ła u d e rz e n ia p o
k a rm u n a m ózg i te ra z m a n ie k ie d y n a p a d y p o m iesza n ia zm y
słów , zu p ełn ie d la n ik o g o nieszkodliw e. M ąż wyg-ania ją n a noc
z dom u — n ik t p rz y ją ć do siebie nie chce, w ięc z m alutkiem
d zieck iem p rz y p ie rsi nocuje w dołach, zk ąd g lin ę w ybierają...
b ita, g ło d zo n a, p o n ie w ie ra n a , ośm ieszona żyje je d n a k ż e i żyje
n a sw oje nieszczęście. K o b ie ty , są sia d k i jej litu ją się n a w e t n ad
n ią — n ie je d n a dziecko jej w y k ą p ie , n a k a rm i, m lekiem p o czę
stuje, ale s tra c h p araliżu je d o b re p o p ę d y i n a s ta łe n ik t się tą
b ie d o tą zająć nie chce.
Zam aw iania, czyli „z m ó w ia n ia“, ja k zw ykle się w yrażają,
w k ażdej ch o ro b ie są w użyciu — chociaż n ajsk u teczn iejszem i
m ają b y ć : po u k ąsz en iu przez p sa szalonego, od bolu zębów , od
ró ż y i od ła m a n ia po kościach. W ty c h w y p a d k a c h „z m ó w ie n ie“
je s t śro d k iem n iezaw o d n y m — a zam aw iacze zn an i są daleko
w około, lu d się do nich schodzi o k ilk a i k ilk a n a ś c ie mil. C hłop
z sąsied n iej w ioski C zerniczyna — u m iejący zam aw iać w ściekliznę,
d o b re in te re s a ro b ił n a tej sw ej p ra k ty c e — g d y ż za k a ż d ą b u
te lk ę cu d o w n eg o le k a rs tw a i jed n o ra zo w e zam ów ienie b ra ł po
3 0 k o p .,
w o b ec zaś znacznej liczb y p rzy jeżd żający ch do nieg o
po p o ra d ę —• sądzę, że sporo z a ra b ia ł rocznie. L ek a rstw o , k tó re
d a w a ł p o k ą sa n y m ludziom i zw ierzętom ta k do picia, ja k i do
p rz e m y w a n ia ra n — o ile m ożna b y ło dojść n a oko, sta n o w ił
—
26
—
b arszcz d zieżny z ch le b a ra z o w e g o i niew iad o m o ja k s p re p a ro
w a n y M aik p o sp o lity (M eloe p ro sc a ra b a e u s), g d y ż cząsteczki jeg o
btirdzo w y ra źn ie ro zróżnić m o żn a b y ło — s k rz y d e łk a , czasem
g łó w k a źle ro z ta rta ; w jak i jed n a k ż e sposób w szy stk o razem
p rz y rzą d zał, n ie p o d o b n a się b y ło dow iedzieć. F a k ty c z n ie zaś le
k a rstw o to p o m ag ało ; sp ra w d ziliśm y to i u sieb ie n a p o k ą sa n y c h
p sac h i k ro w a c h i p o tw ie rd z iło to w iele zu p e łn ie w ia ro g o d n y c h
osób. F o rm y za m a w ia n ia nie m ożna też w y d o b y ć n ig d y - m im o
w ielu n a jro z m a itsz y c h fo rte li, u ży w an y ch w ty m c e lu ; sło w a zaś
d o ry w czo p o d słu c h a n e są n a p o z ó r słow am i bez zw iązk u i sensu,
i u k aż d e g o zam a w iacz a zd ają się b y ć zu p ełn ie różne.
R u s in tu tejszy, chociaż je st ro zm o w n y i to w a rz y sk i — choć
sam lu b i się w y p y ty w a ć — i z c iek a w o ścią w szędzie w g ląd a ,
0 sobie nie w iele p o d aje szczeg ó łó w i ja k ty lk o sp o strzeże —
a sp o strzeże szy b k o , że je s t b a d a n y , zaraz zacznie u d a w a ć g łu
p ieg o , i nic się od n ieg o n ie dow iesz. W in n y c h stro n ac h , g d zie
lu d u m ie czytać, gdzie p o je d y n c z y am atorow i© trzy m a ją , lu b
p rzy n ajm n iej czy ta ją g a z e tę — m ożna d ziała ją c n a a m b icy ę —
zach ęcić do o p o w iad a n ia , czy z a śp ie w an ia jak iej p ieśni, gd y ż
d la w ielu .je st to w ielk i za szcz y t b y ć p o d p isa n y m w g a z e c ie —
1 ch ę tn i b y w a ją do w sze lk ic h objaśnień; b y le te g o zaszczy tu d o
stą p ić . W G ró d k u ato li an i je d e n chłop nie um ie n a w e t sy la b i
zow ać — a o „g a zec ie“ n ik t d o tą d n ie s ły sz a ł — w ięc o b ietn icą,
iż p ieśn i je g o z o sta n ą w y d ru k o w a n e — a on sam z im ie n ia i n a
z w isk a w y m ien io n y będzie — w y w o łu ją le k ce w aż ący uśm iech,
a n a w e t n iech ęć — i nie n a c ią g n ie się n a o p o w ia d a n ie n ik o g o
n ad zieją owej ch w ały .
N ie k tó re w szakże z a b a w y i zw yczaje m ożna sam em u łatw o
zo b aczy ć, g d y ż zu p e łn ie się z niczem n ie k ry ją — ow szem b a r
dzo ra d zi są k ażd em u g o ścio w i zaw sze, n a w e se la za p rasz ają
i częstu ją aż do znudzenia, ty lk o d etalicz n ie o p o w iad a ć nie lubią,
a n i śp iew a ć n a zaw ołanie, a n i w d ra żać zb y t c ie k a w e g o w sw oje
sp ra w y , o b rz ęd y , g u sła, a tru d n o znów z d ru g iej s tro n y — bez
tej od nich p o m o cy , w n ik n ą ć w n ajd ro b n ie jsz e z codziennego ż y
cia szczegóły, p o zn a ć np. w esela, c ią g n ą c e się po trzy , cz te ry
i p ię ć dni, tru d n o z a p am iętać se tk i p ieśn i, b a je k i k le c h d i ty c h
p rz eró ż n y ch d ro b iaz g ó w m oc n ie p rz e b ra n ą .
C hrzżciny p rócz su ty c h lib acy i, n a g ro m a d z e n ia ja d ła , śp iew ó w
d o sy ć sw o b o d n y ch — nic c iek a w eg o nie p rz ed staw iają. W d ru g i
d zień W ie lk ie jn o c y zato u rząd zają ś m ig u s, ro z m a ite g r y , za
b a w y w spólne, ch u śta w k ę — c h io p a k i w y p ra w ia ją ró żn e figle
i p s o ty dziew czętom , ta k , że te fo rm a ln ie nie m o g ą się p o k az ać
— 27 n a dw orze, a w y k u p u ją się od zbytniej dok u czliw o ści p isan k am i,
k tó ry c h po p ó ł k o p y n a ten cel p rz y g o to w u ją . Z araz po n a b o
żeństw ie, jeśli p o g o d a sprzy ja, zb ierają się n a najo b szern iejszy m
p la c u w e w si, sta rs i o b sia d a ją do koła, a m łódź h u śta się, g ra
w rodzaj „k o tk a i m y szy “ — albo „w p rz e p ió rk ę “, ápiewaj¿^c:
P e re p y ło ń k a , pe repylczyk ide,
T u t buła, t u t nema, perepyłońka. — 2 razy.
P e re p y lc z y k ide, czerew yczki nese,
T u t b u ła .. itd.
P erepy lczy k ide, spidn yczo ńk u nese,
T u t buła... itd.
P e rep ylc zyk ide, fartu szo k nese,
T u t buła... itd.
P e r e p y l c z y k i l e , a k orali nese,
T u t buła... itd.
P erep y lczy k ide, wisiom kouy wede,
T u t buła. . itd.
W is io m kony wede, p e re p y ło ń k u woźme,
O wże je, o wże je, p erep yłoń ka.
N a jch ętn iej zaś śp iew a ją „Z elm an a“, tj. p ie śń o jak im ś Zelm an ie, w y sła w ia ją c ą je g o b o g a c tw a i znaczenie — a k tó ra się
za czy n a od słów :
Jęd zie, je d zie nasz pan Zelraan,
Je d z ie , jed zie jego b rat,
Jed zie, jedzie Zelm anow a cała r o d z in a —■ itd.
N u ta te g o Z elm ana je st b rz y d k a , m on o to n n a, w a ry a n ty
w te k śc ie n ajró żn o ro d n iejsze — ale d la te g o zasługuje n a w s p o
m n ien ie, że ty lk o ona i p ieśń p rz y odjeździe p a n n y m łodej do
dom u m ęża b y w a śp iew a n a po p o lsk u — zresztą zaś w szystkie
in n e bez w y ją tk u po ru siń sk u .
Z in n y c h zab aw u rząd zają jeszcze „o c h o ty “ i k o b ie ty zam ę
żne, „ k o ło d k i“, a g d zien ie g d zie po d w o ra c h dożynki.
„O ch o ty “ lu b inaczej „o c h ó t“, je s t to za b aw a w rodzaju n a
szy ch „jęd rzejk ó w “, do k tó rej należą je d y n ie ch ło p cy i dziew
częta, żąd n i d o w iedzenia się swej przyszłości. D z ie w cz y n y sk ła
dają się razem na słoninę, m ąkę, kaszę, m ięso, ch ło p a k i n a m u
zykę, w ódkę, piw o i w spólnie z e b ra n e p ro w ia n ty zanoszą do
jednej ch aty , g d zie g o sp o d y n i, zn an a z gościnności i „dobrej w o li“ ,
za p ra sz a w szy stk ich do siebie, ob iecu jąc zająć się przy rząd zen iem ,
czego p o trz e b a do zabaw y.
W w ig ilię te d y N ow ego R o k u zg ro m ad za się ca ła m łoda
d ru ż y n a i w śró d śm iechów , a n ib y to w ielk ieg o zażenow ania m iędzy
— 28 —
p łc ią p ię k n ą zaczy n a się „o c h o t“. N a jp ierw te d y w n o szą n ie c k i
p e łn e w ody, a d ziew częta w rzu cają w nie p ie rśc io n k i. K tó r y
c h ło p a k złap ie p ierśc io n e k w w odzie, nim te n do d n a doleci, te n
się z w łaśc ic ielk ą tegoż ożeni w ty m ro k u . W y b u c h a ją zaraz
w esołe śm iech y , ża rty i d ow cipy ; — c h ło p a k jeśli ra d z p rz y s ą
dzonej m u trafem żony, chce ją g w a łte m p o ca ło w ać, — dziew
czy n a się b ro n i, a re sz ta p a trz y z zadow oleniem . N a stę p n ie ch ło p cy
rzu cają do n iece k zło tó w k i, a dziew czyny się o nie dobijają
i to z n iem ały m zapałem . G d y się ta część za b a w y s p rz y k rz y —
sp rz ą ta ją nieck i, a w sta w ia ją n a śro d k u izby ław k ę , n a niej zaś
rzędem „ p a lu c h y “, tj. p o d łu g o w a te k a w a łk i p iecz o n eg o ciasta ,
u ło żo n e ró w n o w jednej lin ii i jed n ak o w ej o d le g ło śc i m iędzy sobą.
G d y już k a ż d a d ziew czy n a m a sw ój „ p a lu c h “ n a ław ce, w p u
szczają do izby p sa i z a ch ęc ają go do sk o szto w a n ia o w y c h eia
stek . P ie s tro c h ę p rz e g ło d z o n y nie o p ie ra się — a g d y w eźm ie
je d n ą sztu k ę — w n et p o w staje k rz y k , zam ęt. Czyj p a lu c h zo sta ł
w zięty, ta n a jp ie rw w te g o ro c z n e z a p u sty za m ąż pójdzie. Lecz
p ies zjad ł je d e n k a w a łe k , w ięc su n ie po d ru g i — zap an o w u je
cisza, oczy w sz y stk ic h n a w y b o rcę zw rócone... bierze p a lu c h M a
ry n y i n iesie g o p o d stó ł — o, to d o b ry z n a k ! M a ry n a n a j e
sien i za sto łem n a sw ojem w eselu zasiąd zie ; dalej idzie p alu ch
K a śk i... o! p ies go n iesie p o d k o m in w p o p ió ł — źle! K a ś k a
z m ężem m ieszk ać nie b ęd zie .. A le p ies się już n a ja d ł i nie chce
w ięcej p alu ch ó w — w ła śc ic ie lk i ich sm u tn ie p a trz ą , bo to znak,
że w ty m ro k u za m ąż nie w y jd ą — w ięc p sa za drzw i — a now a
p ró b a. D zie w cz y n y w ych o d zą do sieni, a. g o sp o d y n i u sta w ia n a
stole dnem do g ó ry ty le m isek, ile je s t d ziew ek i p o d k a ż d ą m i
seczk ę k ła d z ie albo Czepiec, albo p acio rk i, alb o „p o ja s“ (pas w e ł
n ian y ). G d y p o d w sz y stk ie m i podłożone, w pu szcza d ziew czy n y —
n iech w y b ie ra ją . S ta ją b ie d a c z k i do o k o ła stołu, p o g ląd ają , m yślą,
n areszc ie k a ż d a się w k o ń c u d e c y d u je — i cóż? ta m a czepiec,
to ślub, ta m ta pojas, to zaręc zy n y , trz e c ia p acio rk i, to p a n ie ń
stw o ! P ó źn iej p a lą jeszcze k u lk i z p rz ęd ziw a — a g d y się już
p ró b y szczęścia w y c zerp ią , m u zy k a za czy n a g ra ć i ta n ie c daje
zap o m n ien ie o p rz y szło ści — śpie\v z a g łu sz a w szy stk ie tro sk i...
P o p ó łn o cy ro zch o d zą się m łodzi — ale d ziew czy n y jeszcze ra z
p ró b u ją i biegm ąc k u dom ow i, liczą k o łk i w p ło cie i w ołają: „mołodeć, w dow eć, m ołodeć, w d o w e ć “, a co n a o s ta tn i k o łe k w y p a
dnie, m a zn aczyć, czy d o sta n ie n a m ęża k a w a le ra lub w dow ca.
„ K o ło d k a “, to znów z a b aw a k o b ie t m ężatek, n a k tó rą n ig d y
n ie p ó jd zie ża d n a dziew czyna, chociaż nie m a w niej nic n i e
-
29 —
p rzy zw o iteg o —• ale ta k ze zw yczaju nie uchodzi, a b y się m iędzy
m ężatk am i d ziew częta znachodziły.
U R u s in ó w z a p u sty k o ń cz ą się nie ta k ja k u n as w raz
z Ś ro d ą p o p iele ow ą, lecz od N iedzieli środę tę poprzedzającej.
O tóż w p o n ied zia łe k po zapustnej niedzieli — k o b ie ty zb ie ra ją się
u jed n ej z są sia d e k w ieczorem -— śpiew ają, tańczą, p iją w ódkę,
p rz ech w a lając się sw ym i teg o ro c zn y m i zbioram i — p rzy czem z a
k o ń cz ają zaw sze śpiew ając :
„K ołodeczka, k ołodka, w koho hu ba sołodka,
W koho idna, w myni dwi, sołodkije ob yd w i“ .
Z ab a w n y je s t w idok, ja k p o d p ite b a b y w y sk a k u ją w g ó rę
i k laszc ząc w ręce, w o ła ją : „o! nechaj tylij lon u ro s n ę “ — tj. nib y
ta k i w y so k i, ja k w ysoko b a b u la p odskoczyła.
D o ż y n k i m ało już gdzie b y w a ją obchodzone hucznie i z m u
zyką, ta ń c a m i i ja d łe m — je d y n ie przodow nice p rz y n o szą w ian k i
z p sze n ic y i z ż y ta p rz e p la ta n e ow ocam i, jarz ęb in ą i czerw oną
ży czk ą (w ą sk ą w e łn ian ą tasieiriką), przy czem je d n a .m a do p a ń
stw a przem ow ę, w inszującą o b fity ch zbiorów — re s z ta zaś śp iew a
z ro z m a ity m i d o d atk am i i zm ianam i, m niej w ięcej co n astęp u je :
D oży naj kozy, dożynaj, P a n a Je z u s a wspominaj !
Jużeśm y kozy dożęli, P a n a Je z u s a wspomnieli.
Oj krężele, k rężele, ju żeśm y pszenicę dożęli.
Ne chowaj się p anoczku p re d nami,
Bo my tebe baczym hoknamy.
C h o d y ť nasz p an eńk o po sini,
N o sy ť ta la ry w kiszyni,
W si po idnom u wyjmuje,
I żniw aczehkom daruje.
T o wam żniw aczeńki za toje,
Szczośte pszaniczke wyżęli moje.
Z a ry z a j nam p anoczku .hindyka,
T o n am bude d o b ra muzyka.
Z ary z aj nam pane k aczora,
T o bude d o b ra ja weczera.
Z a ry z a j nam p an e ba ran a,
Budem p ra cio w aty do ran a.
A n asz a pan i domu je,
D o bre weczere gotuje.
W ż e nam w eczera ne myla,
Bo nas uyw ońka stumyła, (zmęczyła).
N e ta k ny w o ń k a j a k horońki,
Bośmy zajm ały szyrokii zahonki.
In s z y żniw aczeńki leniwe,
Stoi psz a n y c z e ń k a na niwie.
- зо —
A nasz p an eńk o ra n o wstał,
W y ż ą ł pszanyci całyj łan.
O tw órz nam p an e worota,
Nesem w inoczok ze złota.
Ż ę ł a go n asza diwoczka,
Do ja s n o h o słoneczka.
J e s t tu w iele jeszcze in n y ch d o d atk ó w — przyczem p ie śń
ta zw ra c a u w ag-ę, że te k s t n ie je s t je d n o lity ru siń sk i, lecz sil
nie m ięszan y z p o lsk iem i sło w am i — co p o d łu g m nie je s t do w o
dem , że daw niej d o ży n k i m u siały b y ć śp iew a n e zu p ełn ie p o
p o lsk u , g d y ż ja k o z a b a w a czy sto d w o rsk a — i p o c z ą te k swój
m u sia ła b ra ć ze d w o ru — a w ięc i ję z y k rów nież. T e ra z np.
w w io sk ach g ra n ic z ą c y c h z W o ły n ie m — g d zie ję z y k a p o lsk ie g o
c h ło p i p ra w ie nie ro zu m ieją — d o ży n k i są śp iew a n e z p rz e w a g ą
ru s iń s k ą — dalej zaś od B u g a, do tej p o ry jeszcze śp iew a ją
z u p e łn ie p o p o lsk u.
W ięcej zab aw m iędzy R u sin a m i tutejszym i sąd zę że n iem a
w cale — m ieszk ając tam bow iem przez la t dw adzieścia, m u sia ła
b y m się o nich dow iedzieć. T a n ie c zaś, k tó ry lu b ią n am iętn ie,
je s t w ielce ro z p o w szec h n io n y i z tą d też śp iew a ją m asę k ró tk ic h ,
sk o czn y ch p io sn eczek , zasto so w an y ch do taiica, czasem rz ecz y
w iście w b ard zo w eso łem tem p ie i z d o sk o n a łe m zacięciem . P o
niżej um ieszczam te k s t k ilk u :
Oj! du, du, du, du,
J a k ż e ż j a bu du ?
P r o b y ł a m nu żo ń k u
N a suchoj bru d u .
Ne ta k n a b ru d u
J a k na ta r u y n u ,
Poicbaw mij myłyj
N a U k ra in u .
A tam w polu new ka
S am a m a te re ń k a ,
T a m J u z i u n i a żito żała
S a m a c z a rn o b rew k a.
Ic b a w H iłu n io ,
A,Pomahaj*v ii rzecze,
Ona jo m u o tk aza ła,
Bywaj zdorow serce.
—
ЗІ
—
Oj diwezyno, diwczynońku, szczo s k a ż a j a tobi,
Ne k a z a ła maty braty, ne majesz chudoby.
— M ene m aty ne choduje, ani pry k r y waje,
N echaj mini ch ud ob oń ki ne wypomynaje.
— J a k j a budu B o h a hodeń, ty budesz szczasływa,
D orob ím sia chudobońki, to bude n a m myła.
T y diwezyno, panno panno,
L ubyw j a tebe dawno,
Jeszcze ty nie raczkowała,
J a k tyś mi sia spodobała.
Ozerez recz eń k u , czerez bołota,
P odaj ru c z e ń k u diwezyno złota.
Czerez re c zeń k u , czerez bystroju,
P o daj rucze ń k u , podaj druhoju.
S tepan , Stepan,
P ow o li stupaw,
Od chaty, do chaty,
Nauczyw sia b rech aty. (kłam ać).
H o ry łk u piju, bo ii lublu,
A k tó ż -ż e ii bude pyty, j a k ija wumru.
B u d u t ’ pyty spomynaty,
A k to ż naszu chu do bo ńk u bude zahaniaty.
W o grodoczku r u t a drobnyje kwitie,
Z a ż e n u t’ ti chudo bo ńk u drobnyje ditie.
Sztyry woły, j a k sokoły
E o b a m y sia e z esu ť ,
W y d a j m aty doczku za muź,
Bo wsi lu de b re s z n ť .
Nechaj b r e s z u ť , nechaj b re s z u ť ,
J a ich ne boju sia,
Koho lublu, pociłuju,
Szcze taj p ry tu lu sia .
Oj ! m am uniu bu de złe,
J a k win mene ne woźme,
C ałkom lito obejm ał
A n a zymu odehnal.
A j a ne choczu S yd ora, Sydora,
Bo S y d o r w druliyj buł wczora.
W o ź m u j a sobi Iw a n a ,
Bo win podobnyj na pana.
— A mini lu de k azały , kazały,
Szczoś do ro b o ty nezdała,
Szczo lubysz dołho se spaty,
Ne choczesz świtom wstawaty.
Ne słuchaj ludy Iw ane. Iw a n e ,
W o n e ta k b r e s z u t’ n a m ene ;
J a chutnij od w sich se w stanu,
J a k tw iju żinku ostanu.
P o ś re d n ie m ięd zy w esołem i a tę sk n e m i p io sn k a m i
n a stę p u ją c e :
są znów
Oj ! ty diwezyno z aruczen aja,
Czomu ty chodysz zasm ucze naja ?
Czomu ty płaczesz, czomu ty nudysz,
Czomu ne skażesz, koho ty lubysz ?
Oj ! znajú, znajú, koho kochajú,
T o lk o ne znaju , z kim żyty maju.
Koho k och ajú , to za płeczyma,
Z kim żyty maju, to p r e d oczyma.
Oj ! ty diwezyno zaruczenaja,
Czomu ty chodysz z a s m u czen aja?
J a k ż e ne m aju s m u tn aja buty,
K o h o m kochała, tru d n o zabuty,
Kohom k och ała , kohom lubyla,
T oho p o k ry ła c zo rn a mohyła.
Oj ! ty diwezyno czaro wnyczeńko,
O czarowałaś moje łyczeńko,
O czarowałaś serce i duszu,
T e p e r j a teb e k o c h a ty muszu.
Bodaj ty ne znał ste ż k ie do chaty,
J a k j a ne znaju j a k czarow aty,
U mene cza ry zaw szy hotowy,
Biłoje łyczko, czornyje browy.
R e s z ta p io sn ek , k tó re poniżej p odaję, są to w szy stk ie sm u
tn e d u m k i — p rz e c ią g le śp iew a n e — i z ta k ic h p rzew ażn ie s k ła d a
się c a ła p o e z y a ru siń sk a. C hoć m elodye te są b a rd z o jed n o stajn e,
n u tą w ielce do sieb ie zbliżone, to je d n a k ty le m ieszczą w sobie
jak iejś b ezb rzeżn ej tę s k n o ty — ty le rzew n o ści i sm utku, że za
serce c h w y ta ją i m ają u ro k n iezw y k ły .
P ły n y ły hu soń ki b y s tru ju wodoju,
W y jd ę, wyjdę diwczynońko, rozm ow se ze mnoju.
W yjdę, wyjdę diw czynońko, j a k e ś wychodyła,
Skazy, skaży wsiu p raw d o ń k u , j a k e ś howoryła.
-
33 —
— Ne raz bo j a ne dwa z toboju stojała,
N y hd y j a ti nyhdy praw dy ne skazała.
W to c z ą j a ti wtoczą wsiu p raw d o ń k u skażu,
O! j a k miju biłu ru c z k u i z twojeju zwiaźu.
P id em do cyrkowci, stanem n a koberci,
P i d u ť tyi myśli po naszom u serci.
Myśli moi, myśli, na szczoż wyśte wyszli,
Szczo po d ko zaczo ń k o m sywyj k o n y k bystryj.
Sywyj konyk bystryj z zołotoju zbroju...
— H ejże diw czynońko szczo dum asz ze mnoju ?
— D umaju, du m aju w toj D unaj plynuty,
Nyż w tebe wraży syn u ze myłuju buty.
D u n a j p erep ly n u , siedu, odpoczynu,
A za tebe pidu, to na wiki zhynu.
Czyś ty mene m oja mamo id nuju m ała ?
D ałaś mene za toj za miż newirnyj ludynie.
A ja k ż e j a m o łod aja bydy ne znała,
P is z ła m sobi do korczmońki, ciłkom nycz p y la.
J a (a) p e rs z y i k u ry p ij u t’, j a do ko rcz m y iidu,
J a druh yi k u r y p ij u ť , j a b ory łk u pju,
J a t r e ti i k u ry p ij u t’, to j a tańciuju,
C zetw ertyi k u r y p ij u t’, j a do domu iidu.
Czetw ertyi k u r y p ij u t’, j a do domu iidu,
Z d y b a ła m sia z diw iroń ko m w wysznewym sadu.
— A tyż m oja b rato w aja, deżeś ty b u ła ?
— A bułam j a o w ko rczm ońci, h o ry łk u m pyła.
Ach ! ty m oja bratow aja, budesz bytaja,
W y s y ť , w y syt’ n a h a jo ń k a , d ru to m szytaja.
■
— A mij mylyj d iw irońku, b oro ny mene,
W y sz u ju ti szalko m c h ustk u wmysne d la tebe.
— A j a m oja b rato w aja, j a k m aju ne d aty,
T eb e bude twij muż byty, to j a pidu z chaty.
A mij myłyj za ho ro d o m k o u y k i pase,
A po dn is win hołowońku, wysłuchał win wse.
— A j a tuju szalkom c h ustk u, to j a sam woźmu,
A j a twoje biłe tiło n a p a p e r spyszu...
C horasz to ja, chorasz to ja, ponoś j a wumru,
P o slijte sz mi po k ap łan a , nech ro z p o re d ż u
K ap ła n e w i sztyry woły, a djakew i dwa,
Szczob win czytał su p e ro ń k n z w e czera do dnia.
A ja moim susidońkom k o re ć pszanyci,
Coby mene w spom ynały n a pijatyci.
A j a tom u szy n k arew i ra b u ju swyniu,
Czerez joh o horyłoiiku j a ze św ita idu.
„ Id u “ w potocznej m ow ie w y m a w ia ją ta k ja k
się pisze, ja k o
w y raz d w u zg ło sk o w y — śp iew a ją c zaś, zlew ają „ i“ z „ d u “w je d n ą
z g ło sk ę : „jd u “.
3
-
84 -
K a ż a t lude, szczom szczasływa.
J a z to ho śmiju sia,
Ne ra z bo j a n e dwa,
Ślozam i m yju sia.
N y m a k o m u zapy taty,
Czoho oczy p ła c z u t’,
Ni do pola, ni do chaty,
S e rc ia ne p ry w ia ž u ť .
C hodżu, nudżu, chodżu, nudżu,
J a k m ała detyna,
J a k n e baczu, kohoj lublu,
To ro k o m hodyna.
Chodżu, nudżu, chodżu, nudżu,
J a k sło n ie ń k o w krózi,
J a k ne baczu, kohoj lublu,
To se r d e ń k o w tuzi.
Daw nom , daw nom w swoho ro d u buła,
W ż e t a j a d o ro ż eń k a te r n o m zarosła,
T e rn o m zarosła, łysto m p ry p a ła,
Czerw o nu ju k a ły n o ń k u ponaw yszała
J a k j a schoczu te r e ń wysiczu,
T a k iż bo j a do swojoho ro d u w ho styn u zajdu .
T e re ń wysiczu, ly s ti zh ro m adż u,
T a k iż bo j a do swojoho ro d u w hosty nu zajdu.
E y sti zh ro m a dżu , ric zk u zahaczu,
Czerw onuju k ały n o ń k u w wizoczku zwiażu,
T ak iż
bo j a do swojoho r o d u wh o sty n u zajdu.
Oj ! h u k m am o, hu k, k u d a ehłopci i d u t ’,
W e s o ł a ja ta ja d oroże ńka , h de one i d u t ’.
I d u t ’, i d u t ’, a wsio bez broszy,
Uwaź m oja m a m uń dziu niu, k o try j horoszy.
Bo m o ja u ro da, j a k b y stra ja woda,
Moje łyczeńko rum in eńk oje j a k ćw it — jaho da.
D b a j m am o dbaj, mene za miź daj,
A ne
daj mene za hulaszczoho,
A ne
daj m eue za pijaszczoho,
Bo mi b ud e żel.
M a m a w h adała i ne w hadała,
D a ła mene za ladaszczoho,
T e p e r m ene żel.
P ie śń n ad k o le b k ą , śp ie w a n a ró w n ież w czasie chrzcin.
Oj ! lu, lu, lu, lu, lu, lu, lu,
J e d n u j u doczku m a t in k a m ała,
D ałeczeń ko ii dała,
1 za kaz ała, zapow edała, ne buwaj do niu w mene.
T e r p l u j a roczok, te r p lu wże druhyj, a wże sia t r e t i j toczy,
Oj! mam uńdziuniu, oj! rid n e ń k a ja , wże w yp łak ałam oczy.
ř e r e k i n u sia w sywuju zazulu, do m atin k i połeczu,
P e r e k i n u sia w sywuju zazulu, do m atinki połeczu,
Siedu j a sobi pod okienońkom na suchojij leszczynie,
B udu kowala, ziel zad aw a la swoii własny rodynie.
W y s z ła m atink a, wyszła rid n ę ń k a z konowoczku po wodu,
A sio, a puha, sywaja zuzula, ne łomaj mini ziołeńka.
B udu łom ała, budu suszyła,
Bom ho tu nasadyła.
Ne tyś sadyła, ano d o n ia moja,
T a szczo w dałekij storonie.
W y sz e d ł b ateń ko , wyszedł rid n e ń k ij z konow oczku po wodu,
A sio, a puha, syw aja zuzula, ne łomaj mini ziołeńka.
B u d u kow ala, budu sid a la n a s u c h u ju łeszczynu,
A mij bateń k u , a mij rid n eń k ij, woź m ene n a hostyn u.
H desz sia podiło, hdesz sia podiło, toje biłeńkoje tiło ?
A mij bate ń k u , a mij rid n eń kij, od k ij a obłetiło.
H desz sia podiły, hdesz sia podiły tyi biłeń kii nohy ?
T a k u sw ekruchy, t a k u sw ekruchy poobyjały prohy.
H d esz sia podiły, hdesz sia podiły tyi biłeńkii ru k i ?
W yro b y ły sia, wyrobyły sia u sw ekruchy n a muki.
H d e sz sia podiły, hdesz sia podiły tyi sywyi oczy?
W y p łak a ły sia, w ypłakały sia taj u sw ekruchy w noczy.
M elo d y a tej p ie śn i je s t n iezm iern ie sm u tn a — p rz e c ią g le się
śp iew a — p rzy czem sto so w n ie do słów zm ienia się ta k , że w ła
ściw ie ch cąc ją p o d a ć zu p ełn ie w iernie, trz e b a b y m uzykę p o d
łożyć p o d c a łk o w ity te k st, a i to jeszcze w ątp ię, cz y b y w yszło
ta k , ja k z u st tu tejszy ch śpiew aczek.
A p idu j a p o n a d Buhom,
T a m mij myłyj ore pluhom,
P o n e su j a jo m u isty,
Czy ne skaże mini sisty.
P o n e s u j a jo m u pyty,
Czy ne schocze howorytyI n aiw sia i napywsia,
Kole p łu h a położywsia.
— Czoho leżysz, czem ne horesz,
Gzem ze m noju ne h o w o ry s z ?
— O j a łeżu i dumaju,
Szczo p o h a n u žinku maju.
— P o h an am sia ro d y łam sia,
H o ro sz e m u sudyłam sia.
Zaśw iczy m aty św iczku, nech ja s n e ń k o h o r y ť ,
N ech j a baczu, z kim j a sedżu, bo m ne se rcie bołyt'.
-
86 -
W e s e ln e p ie ś n i n ie k tó re s ą p rześliczn e — a m e lo d y a ich
p rzew ażn ie, ja k zw y k le, sm u tn a i m ało uro zm aico n a. D aw n o , d a
w no, ja k ie ś dziesięć, a m oże i w ięcej la t tem u, sły sz a ła m pieśń,
w k tó re j śp iew a n o coś o K u p a le , te ra z je d n a k n a w e t n a śla d tej
p ie śn i trafić nie m o g łam . N ie dow odzi to je d n a k ż e , a b y p ieśń ta
z a g in ę ła , ty lk o p o d cz as w e se l je s t tu ta k a m asa p rz eró ż n y ch p ie
śni, że p ra w ie k a ż d a je d n o s tk a śp iew a in n e w a ry a n ty , a re sz ta
za n ią w tó ru je -w danej c h w ili; — n a razie zatem m oże b y ć tr u
dno p rz y p o m n ie ć so b ie — i z tąd n ik t m i nie u m iał p ie śn i o K u
p a le za śp ie w ać . N a to m ia st „oj Ł ad o , Ł a d o “, p o w ta rz a s ię w p ie
śn iach w e seln y ch b a rd zo często. R ó w n ież często p o w ta rz a się
c h a ra k te ry s ty c z n e „z te re m a do te re m a “. N ieraz też w y p y ty w a ła m
się, co to m a znaczyć, co on i ro zu m ieją p rzez to w y ra żen ie ?
W s z y s c y zaw sze o d p o w ia d a li: „ a bo znaim o, w si ta k s p y w a ju t’,
to i m y t a k “. T e ra z m ieszkając w p ow iecie jan o w sk im , m iędzy
B y c h a w ą a K ra ś n ik ie m — k ie d y ś słyszę, ja k b a b a w o ła : o będ zies m i łazić „z te re m a do te re m a “' — a b y ło to p o w iedziane
w sen sie — to tu, to tu — ty lk o n a tu ra ln ie po ru siń sk u a k c e n t
leży n a „ m a “, a w m azu rsk iej w y m o w ie n a „ r e “.
C a łk o w ity c h p ieśni, d łu ższy c h , p rz e śp ie w y w a n y c h p rz y p o
szczeg ó ln y ch m o m en tach w esela, je s t b a rd zo n iew iele, p rz e w a ż n ie
k ró tk ie zw ro tk i w ro d z aju n a stę p n y c h :
P r z y p iecz en iu k o ro w a ja :
C zerw onoje raczę,
F o p ry p e c z k u skacze,
A w picz z ahled aje,
Czy sia k o ro w a j do piekaje.
J a k k o ro w a j u p ieczo n y , n io są do sta ro ś c in y już u b ra n y :
Z n a ty K a siu n iu znaty,
Szczo ro d y n o ń k u m aje,
K o ro w a j d arow any,
H o r o s z e ń k o p ryb yran y,
T o w leliju, to w szelwiju,
T o w zelenoju r u t u .
P r z y k ra ja n iu k o ro w a ja :
Z te r e m a do t e r e m a k o ro w a j k r a j te ,
R o d u n e o m yn ajte,
B o w K asieńk i r o d u mnoho,
Żeby obdelity wsioho — (częściej : k a ż d o h o ),
Z te r e m a do t e r e m a nasz d rużb o ń k o k o ro w a j k ra je ,
Z ołotyj no żik maje,
-
37 —
S re b r n u ju to rebońku,
I wysi,ytuju ch ustońku.
Z te r e m a do te re m a , buw korow aj j a k wiko,
A hde jo bo podito,
To w żminie, to w kiszynie,
A d rużoczkara n a wieczere.
P o d ie k u j K a s ie ń k a swojomu bateńkow i za toj wełykij dar.
Z a toj pszanycznyj korowaj.
— Ny m a za szczo diekow aty tylo mojoho d a rà ,
Pszany czno ho korow aju,
Tylo moi wysłużbonki
Od ridnołio bateńki.
G d y p a n n ę m ło d ą u b ra n ą do ślubu w y p ro w ad zą z k o m o ry
do izby, śp iew ają :
S z ła K a s i e ń k a na posażońku,
J a k dwa rożowycb ćwity,
Ne m o źet’ sia n a n e ju n a h la d ity .
Och ! te p e r żeś mi myła,
A żeś moju sw itłońku swoim łyczeńkom oswetyła.
C b o d y t’ paw ońka, rabe p ió ro ń k a ,
P o zełenyj dumbrowie,
R o z p u sty ła p ió r o ń k a po sobie.
Oj n e żel mini pircia,
Szczom joho ro zpu sty ła,
Je n o żel mini dumbrowy,
Szczom je i p obrudyła.
C b o d y t’ K asień k a po noweúkij komore,
R o zpu styła ru s u ju ko su h o ro s zeń k u po sobie ;
Oj ne żel m ini ru su ju kosu, szczom i j a rozp u styła,
Ino żel mi b a te ń k a , szczom jo ho zasm u ty ła.
Oj n a seło K asiu n iu , n a seło,
B ude tw ojom u b a te ń k u weseło,
Oj n a seło K asieńk o, n a seło,
B ude twoii m a tinońci weseło.
K ie d y p a n m ło d y p rz y je d zie w n ied zielę p rz ed
m łodej.
Z te r e m a do te r e m a n ajechały hości
Z czudżyj majętności,
K o neć sto łu posidały,
K a sie ń k u namowlały.
Ne stuj zietiu za dweryma,
N e ćweti hoczyma,
U nas diw ka dorohaja,
U nej ko sa zołotaja.
dom p a n n y
—
38
—
Z te r e m a do t e r e m a oj ! ty zietiu dohadaj sia,
D o k isz en i siehajsia.
M a t y na p eczi, a nohy n a płeczy,
Czerw onych czub it chocze.
P rz e d w y jazdem do ślu b u :
K ła n ia j sia K asiun iu , kłaniaj sia m ołodaja
N ysko, p o k o rn e ń k o , szczob buło horoszeńko,
W o jc u i p a n i m atce, wojcu i p a n i matce,
W o jcu i p ani m atce i wsij swoi rodynońce,
S ta ro m u i m ołodom u, sta ro m u i mołodomu,
S ta r o m u i m ołodom u i każ do m u szczo w ty m domu.
K ażdyj tobi zm o w iť, każdyj tobi zm ow it’,
K ażdyj to bi zm o w iť , n ech to bi B o h bło ho sław it’.
J a d ą c do ślu b u :
Z te r e m a do terem a , n ym a k s io n d za w doma,
P o ich aw do Lwow a,
K luczyków kupow aty,
C erkow ciu odm ykaty,
Mołodym ślu bu daw aty.
Po ślu b ie :
Z t e r e m a do te re m a , p odiekuj ksiondzuńkow i,
J a k rid n o m u ba teńkow i,
Szczo nas zwiazał,
Ne wełyczko wziął,
I n o sztyry zołotyi.
P o sła ła K a s iu n i a p e re d je z d o ń k u
D o swojoho b ateń k a ,
N ech sia spo do baje łuboho z ch ustońku
Swojoho zia teu ka,
N echaj z a s tie ła je sto le tisowyje,
N echaj n a k ła d a je chliby p szan yczn yje,
N echaj n asta w la je k u b k i zołotyje.
G d y w ra cają c od ślubu, za stają drzw i od c h a ty za m k n ię te :
Z t e r e m a do te r e m a , wyjdę m a ty z chaty,
W y jd ę m a ty z chaty, sw o ich d ito k w ytaty.
Z pow nymi z p o w n uń kam i,
Z biłymi rucze ńk am i.
Z te r e m a do terem a, czy wy nas ne lubyte,
C zy wy nas ne lubyte, szczo do nas ne wychodyte.
Z pownymi z pow nuńkam i,
Z biłymi ru c z e ń k a m i ?
Po
39 —
za m k n ię c iu m łodej p a r y w k o m o rz e :
P ry s n y ł mini sia bateńko w rewnyj son,
H ej Hado, Ł a d o ! w rew nyj son.
A że sedił na nebie z mesicom.
Hej Ł a d o , Ł a d o ! z mesicom.
Z o r o ń k a m u j a s n a j a swetyla,
H ej Ł ad o, Ł a d o ! swetyła.
D ajże mini B o że toho tow arysza, k o tr o h o by j a lubyła,
Oj Ł a d o , Ł a d o ! lubyła.
G d y p a n n a m ło d a m a ju ż je c h a ć d o m ę ż a :
Oj wsiadaj, wsiadaj moje kochanie,
J u ż ci nie pomoże twoje p ła k a n i e ;
A ni n ad a, n i pomoże,
Stojo konie, stojo w wozie
P o z a k ła d a n e .
Jeszcz e j a nie bede z wami wsiadała,
deszczem swemu ojcu nie dzieńkowała.
D zień k u ję ci a mój wojcze,
Chował ty m nie w przódy w złocie,
T e ra z nie bedziesz.
W sia d a j i t. d.
J eszcze j a nie bede z wami wsiadała,
Jeszc zem swoi m atce nie dzieńkow ała.
D z ie ń k u je ci moja matko,
Chowałaś mie bard zo gładko,
T e r a z nie bedziesz.
W siad aj i t. d.
Jeszcze j a nie bede z wami wsiadała,
Jeszczem swoim braciom nie dzieńkow ała.
Dzieńkuje ci miły bracie,
B yła j a ci n a zaw adzie,
T e ra z nie bede.
W sia d a j i t. d.
J e s z c z e i t d.
D zień ku je ci m oja siostro,
B yłaś n a m nie b a rd zo hostra,
T e r a z nie bedziesz.
W sia d a j i t. d.
Jeszcze i t. d.
D zień k u je ci m oja rodzino,
Chowałaś mie bardzo uczciwo,
T e ra z n ie bedziesz.
P ie ś ń p o w y ż s z a c o ra z rzad ziej b y w a ś p ie w a n a ,
ju ż m o że z u p e łn ie z a g in ę ła
d u b iec.
—
d o sta ła m
ją
z
a w G ródku
d ru g iej w si
z
Za-
—
Ś p ie w s ta ro ś c in y , g d y
m ęża.
40
~
m a odw ozić p a n n ę m ło d ą do dom u
O j! wyjdę, wyjdę m oło daja sw aneczko,
P o h leń na nebo, czy wysoko soneczko ?
, 0 j a k wysoko, śzcze sia poweselimo,
A j a k nyżeńko, to do domu sia kw apymo.
Oj, oj n yżeń ko , soneczko u chmary,
Oj wsiadaj źe ty K a siu n iu z nami.
Oj r a d a by j a z wami uw siadaty,
A ne chocze mi b a te ń k o wseho p o sa h u daty.
Szczo maju, to tobi daju,
T o lko tobi d ołeńki ne whadaju.
K ow ała zuzula, kow ała syw eńkaja,
l)o sadu p rip a d a la , do sadu wyszniawoho,
P la k a la K asiun ia, do s to la pripad ala,
Do sto la cisawoho.
Oj stołeć, mij stołeć, tyś m oja ro złu czeńk a,
T y mene rozłucz ajesz od mojoho b a teń k a .
„N a z ru k o w in y ", czy li n a z a rę c z y n y m ają też sw oje p ieśn i
o d p o w ie d n ie , n ie ty le je d n a k co n a w esela, a to g łó w n ie z p rz y
czy n y , źe b ied n iejsi h u cz n y ch za ręc zy n n ie w y p ra w iają.
O to d w ie p ró b k i :
W y jd ę Iw an iu m ołodeńki i z n ow eńki komory,
P o h le ń po nebe, czy wsi ja s n y i zori ?
W s i jasny i, ridnyj bateńku,
Tyło id na tem n e ń k a ja w tyj storonońce, hd e m o ja milenka.
J a k budcsz ichaw molodyj Iw aniu diw ońki uam ow laty,
H leń n a ja łe n u i n a czerw o n u kalen u.
T a ja k a le n a z różo ju prekw itaje,
T a m se teb e te s te ú k o spodywaje.
P r y j ď , p r y j ď ziateń k u w h o sty no ńk u,
D aju j a tobi swoju d etynońku.
N e pyjże te p e r perszyho p erepo jk u,
No tyło wylej koniewi na h ry w oń kn ,
Szczoby se koniewi h ry w o ń k a swetyła,
To tobi b ud e tw oja K a s iu n ia myła.
J a k sw aty z p anem m ło d y m p rz y jd ą n a zaręczy n y .
W K a siu n i n a zmowinońki
Med i wyno sp o w n ia ju t’,
A K a siu n iu m oło deń ku ju do rożeczki o d m a w la ju t’.
M y starszy je u naszoho b a te ń k a ,
Szcze budem sedyty,
A ty młoda j a k ja h o d a ,
W że budesz k n ia z ity .
— 41 —
Z n ap re tiw k a c h a ty ste ż k a ide w sad,
Sije K a siu n ia wynohrad.
J a k n a łec zu t’ ra jsk ii p ta s z k i, stały w ynohrad pyty.
T a m K a siu n ia hodyła,
R ajsk ii p ta sz k i zhanieła.
A sio, a sio! ra jsk ii p ta s z k i, ne py jte w y n o h ra d a ;
O, b aczy ť H o sp o d B ih z neba,
Szczo mini medu i wyna treba,
N a perszyj dań na sobotońku,
S w ek o rk a czenstow aty w hostynońku.
W Z ad u b cach , w iosce oddalonej o dw ie m ile od G ró d k a
w stro n ę C hełm a, p o d an o m i d łu ższą p ieśń p o lsk ą, a śp iew a n ą
n a n u tę z u p e łn ie o d rę b n ą niż w szy stk ie m elo d y e tu tejsze. U d e
rz y ło m ię to w ielce, gd y ż Z adubec je stto w ieś rd z e n n ie ru siń sk a ,
n a w e t d w o ru tam nie m a, z k tó re g o od s łu g m o żn ab y w n io sk o
w a ć, że się pieśń o w a p rz e d o s ta ła n a w ieś ; — czyżby w ięc nie
b y ła ja k im d aw n y m za b y tk ie m ?
P I E Ś Ń .
E j ! ty p ta s z k u krężylaszku,
W y s o k o latasz,
Pow iedz ty m nie szczere praw dę,
G dzie sie obracasz ?
Powiem ci j a szczere prawdę,
Smutne, n ie wesołe,
Że ju ż twoje najm ilejsze
Do ślubu strojo
N iechaj strojo, niech prowadzo.
B ó g im szczęście da,
K t ó r y sie ii nie zalicał,
T en jo beńdzie miał.
P rz y j e c h a ł j a na podwórze,
J a jo nie widzę,
Z ap ytałb y sie służońcy,
Ale sie wstydzę.
Id zie wona do kościoła,
D ro bniu śk o stąpa,
A j a za nio n a k onik u,
S e r c e mi p enk a.
P r z y s z ła wona do kościoła,
Ju ż i ślub bierze,
A j a za nio po d ra g u s a c h
Jes z c z e nie wierze.
W y sz ła wona z k ościołeń ka ,
J u ż i ślub wzięła,
A j a młody mlodziusieńki
S tan o ł j a k ziemia.
— 42 I d z i e wona z ko ściołeńka
G dyby lelija,
A j a za nio na k o n ik a
Szablo wywija.
— W yjd źcie, wyjdźcie pach o lik i
Z a zielonyj dw ór,
S tańcie, stańcie, wyglądajc ie,
Czy nie jedzie wun.
— Jed zie, jedzie, p a n i m atko,
W ten zielonyj dwór,
W yśpiew uje, wyświstuje,
P o d nim wronyj k u ń .
— Otw órzcie mu pacboliki
T e nowe wrota,
Ż eby jego wronyj konik,
N ie d e p ta ł błota.
Z a śc ie lc ie m u pacholiki
D ywan zielonyj,
Ż e b y mu by ł n a tym stole
K ap łan pieczony (pow inno b y ć : k ap ło n).
P y ta j c ie sie pacholiki^
Czy on m a nóż swój,
J a k wun nim a no ża swego,
T o m u dajcie mój.
— Czem ty nie isz, czem nie pijesz
K o c h a n e ń k u mój ?
— Ż eby j a j a d , żeby j a pił,
T o ni b ed e twój.
Sięde j a se n a konika,
P o jad ę za nio,
B ede j a sie przyp atryw a ł,
Czy ł a d n a panio.
Siedzi wona za stolikiem
M indzy p an am i.
T a k j a k miesionc n ajjaśniejszy
Miendzy gw iazdam i.
I n a la ła szklan ki wina,
P ije do niego ..
— W ychodź, wychodź Ja s iu serce,
Z k o c h a n ia mego...
— Czy p am ien tas z śliczna K asiu,
J a k e ś była panno,
O tw ierałaś okieneczko,
I p a tr z a ła ś za mno.
T e r a z o k n a n ie otw orzysz,
Z b la d n a licz k u kw iat,
A j a siadam n a k o n ik a,
I p o ja d ę w świat.
—
43
—
Przysłowia.
— Czem dałyj w haj, to w ien c drow p ry n esem .
— O d św iato h o S p asa, tr a ru k a w ic do pasa.
— D o św iatoj P o k ro w y , to d iw k ie hotow y.
— D o św iato h o G m y tra, to d iw ó ń k a ch y tra .
— C hto iść chlib, to druhoho b e re za czib.
— R a z m aty ro d y ła i id n a m ohyła.
— N a d sero to ju B ih z k a łe to ju .
— Szczo in sza wieś, to insza piśnia.
— C zudżu b y d u to i ru k a m i rozw edu, a n a sw uju to i ro
zum u ne m aju.
—- J a k n e b u ło szczo w a ry ty , n a u c z y ła sia w rużyty.
— J a k d w ę ry w do łu ty c h o ch o d iať, to w h o ry s k ry p ia t’.
•— N i z juszki, ni z p ietru szk i.
— Szczo żentoje to w ziatoje, szczo k o szo n e to proszone.
— J a k b r a ty to hotow y, a o d d a ty to n e m aje hłow y.
Wyrazy c z y s to rusińskie, tj. takie które nie są wzięte
ani z polskiego ani z rosyjskiego jązyka i m iejscow e wyrażenia.
C i o t k a , czyli fe b ra .
C z ó b o t y , b u ty .
C z e r e w á c z , o belżyw a nazw a.
D i e ď к o, wuj.
D i e d y n á lub g i e d y n a, w u jen k a ; p rz y te m o gólnie s t a r
szym ludziom , m ło d zi m ó w ią zaw sze: d ie ď k u , died y n o .
H o ŕ o d n ý k , ry d el, w k tó ry m rą c z k a i ło p a tk a są w y ro
b io n e z jedneg ‘0 k a w a łk a drzew a i o k u te na ostro żelazem . D a
w niej ty lk o ta k im i k o p a n o ogTody, dziś k u p u ją ło p a tk i żelazne
i o sad zają rą czk ę w dom u, a h o ŕo d n ý k służy jed y n ie do oklepyw a n ia g rz ą d e k .
H a m u ł a, zupa z u lę g a łe k suszonych.
L u l k a , fajka.
T a c h o m a, chom .
H a b u z i e , ło m aki, ro so c h a te g a łę z ie su ch e.
K a c i e t y , m a g lo w a ć ; po k aciej, zm agluj.
K u r , odra, ch o ro b a dziecinna.
K l u j d u b a , dzięciół.
K a r t o h l a , k arto fel.
K n i e h i n i , k niaź, n arzec zen i od czasu zaręczy n do ś lu b u .
K o r o m e s ł a , nosze do noszenia k o n ew ek . J e s tto p ro s ty
k a w a łe k lip o w eg o drzew'a, o b ro b io n y sta ra n n ie , w śro d k u p łask i,
n a k o ń ca ch o k rą g ły ; do ty c h k o ń có w p rz y c z e p io n e są m o cn y m i
s zn u rk am i d re w n ian e kluczki, t. j. m ocno za k rzy w io n e n a tu ra ln e
h aczy k i. T y m i zacze p ia się o uszy od k o n e w e k , lip o w y p o p rz eczn iak p łask im śro d k iem z a k ła d a się n a k a r k i ta k się n iesie k o
n ew k i z w odą, p rz y trz y m u ją c je z le k k a ręk am i, żeby się nie
k rę c iły .
M a k i t r a , donica, w k tó rej w ie rc ą m ak, sér.
M o t ú z , m otuzók, p o w ró z
N e w i s t k a , sy n o w a .
P i w e ń, k o g u t.
P o ł ń d e ń , o b ia d ; p o lu d n io w áty , sieść do o b ia d u ; ta k sam o
m ów ią : śn id a ty , w e cze raty .
P o ł a t k i , ta p c z a n do sp an ia.
P e c z a , p iec.
P o p e r é k, k rz y ż w czło w iek u , czy w zw ierzęciu, k rz y ż zaś
d re w n ia n y zo w ią: figurą.
P r y s o c h a , słu p w ro g a c h sto d o ły . S to d o ły tu tejsze ch ru ścian e b u d u ją w te n sposób. C ztery p ris o c h y , n a k a ż d y m ro g u
je d n a ; w d w ó ch szc zy to w y ch śc ia n a c h , p o śro d k u p o je d n y m s łu
pie, w śc ia n a c h zaś, w ty ln ej : słu p ó w odpow iednio do d łu g o śc i
2 —3 ) w e fro n to w ej zaś, p o śro d k u w ro ta, założone w m ocne uszak i,
a n a te słu p y n ao k o ło z a k ła d a się p ła te w i n a nich s p ie ra się
d ac h ja k zw y k le. Ś c ia n y zaś m iędzy słu p a m i sta n o w i płot, op o d al
osobno p lecio n y z leszczyny, n a stę p n ie p rz y s ta w ia się g'o do s łu
pów , a przy m o co w uje się do n ic h d re w n ia n e m i „ k n a g a m i“, r o
dzajem z a k rę te k sta le zam o c o w an y c h i od ziem i co k o w ie k się je
zakopuje, a b y lepiej stały . Ż eb y zaś p rzez p ło t, czyli przez ta k ą
p lecio n ą ścianę, śn ieg n ie n a d y m a ł w zboże, w iąże się p ęc zk i
trzcin y , k tó ra je s t tej w y so k o śc i co śc ia n a — i listw ą d re w n ia n ą
jed en p ę c z e k o b o k d ru g ie g o przym ocow uje się n ao k o ło b u d y n k u ,
co zu p e łn ie w y starcza ją co o d p o w iad a sw em u zad an iu . S to d o ły ta k ie
są b ard zo trw a łe , sto ją d łu g ie la ta i w zu p e łn o śc i za stęp u ją t a r
cicow e.
R u b e l , d rą ż e k do p rz y c is k a n ia sia n a n a furze.
P o d á r o k , c h u stk a n a g ło w ę o d „m ło d e g o “ d la „m ło d ej“.
P o s a g , p łó tn o , k tó re p a n n a m ło d a d o staje id ąc za mąż.
P a r a n i n a, u g ó r.
P ł a t , k a w a łe k p łó tn a ln ian eg o , m niej w ięcej dw a ło k cie,
k tó ry p rz ew iesz ają u p a s a : sw at, s ta ro s ta i d ru żb o w ie w czasie
w esela.
-
45 —
S z m a t i e , bielizna.
S o r ó c z k a , koszula.
S m a ż e n y c i a , k a w a łk i m ięsa i sło n in y razem ug'Otowane,
p o tra w a w eseln a.
S z c z e r a , u czynna.
S z u l á k , ja strz ą b .
S t a t k i , n ac zy n ia k u ch e n n e i dom ow e.
T у к ł ó, stożer, sto g aży sk o .
W e r t e ń, w e r t u c h , w a łe k d re w n ia n y do k rę c e n ia m ak u
w donicy.
Z o r i, gw iazd y.
Z a p l u s z c z y ć oczy, za m k n ą ć oczy.
D i w i r, b r a t m ęża.
D ú s z к a, su k ie n k a dla m ały ch dzieci — sp ó d n iczk a razem
ze stan ik iem , z ty łu za p in an a.
Niektóre wyrażenia dziecinne.
K o k i , k arto fle.
C i u c i a , pies.
P a p u , chleb.
H a m u, jeść.
C i u с i u, cu k ier.
P r - p r u , w oda, pić.
L u l u , spać.
T i u t i a, k u ra .
D i a d i a, d ziad ek i b ie d n y że b rak .
B a b a , o b ca sta rsz a k o b ieta.
L a l a , o b ca o so b a ład n iej u b ra n a.
K i c i a , kot.
В a ś - b a ś, owce.
Nazwy dawane zwierzętom.
K o n ie ro b ecze zow ią „kuni", zaś ź re b ię ta „ło sie" w liczbie
p o jedynczej, „ ło sz ć ta “ w -licz b ie m nogiej. W o ła ją n a k o n ie z d a
le k a : ścieś, ścieś, ścieś ! k ie ru ją c n a p ra w o „ h e ťta " , n a lew o
„ w iś ta “, zach ęcając do b ie g u „w io! w iu l“.
K ro w y n az y w ają : k ra su la , szadocha, szm ata ła ch a, ra b ája, r a
bu la, k alin a, żukola, k w ie to c h a , ły sa ja , boczula, m alo w an k a, a w o
ła ją c do sieb ie „na, na, na żukola, na, na, n a ] u
P s y : b u k ie t, k ru c zek , b u re k , k u sy , ra b u ś, ra b y j, ły s e k i t. p.
N a m a łe szczen ięta, odpęd zając, w o łają: „a do k u czy , do k u c z y “!
—
46
—
sZczując p sa m i „huzia, h u zia — a huź, huź !“ W o ła ją c k u so b ie :
tu, tu, tu , tu !
Nazwiska dawno tu osiadłych gospodarzy.
S a w k a C zerniak, H o ry sz k o , W a s y l S te rn ic z u k , H ilk o S ydoru k , M ak sy m R o m a n iu k , S te p a n M atw iejczu k p rz ezw a n y L ipka,
W a s y l L u lk a, S te p a n S o n sia d k a , a żonę je g o zow ią S u sia d czy c h a,
H ilk o P o d h o ro d y ń sk i, M ikołaj D ech , Iw a n F la k , S em en F ra n czuk, M ikołaj P a n a s iu k , H ry ć S obko.
Im io n a m ęzkie najp o sp o litsze s ą : H ry ć , Iw a n i M ikołaj,
Ż eń sk ie z a ś: K a ś k a , H a ń d z ia i M a ry n a — trafia ją się też b ard zo
n iezw y k łe , j a k : D a rk a , H a p k a , P a ła s z k a .
W io s k i o k o liczne n azw am i sw em i zazn aczają ró ż n ic ę w daw nem p o ło żen iu spo łeczn em G ró d k a . Oto n ie k tó re z n ich po tej
i d ru g iej stro n ie B u g a : K o sm ó w , C zum ów , T ep tik ó w , S trzy żó w ,
C iućniów , A m b u k ó w . N a w e t dzisiejsze m ia ste c z k a m ają z a k o ń
czenie n a „ó w “ : H ru b ieszó w , K ry łó w . G ró d e k ta k się n azw ą sw ą
o d szczeg ó ln ia, że p ra w ie m ożna n a p ew n o w ierzy ć o p o w iad a n io m
lu d u o o w ym g ro d z ie w ielk im n a „B ocianow ej g ó rz e “, gdzie
w ielk ie p a n y m ie sz k a ły i o „ h o ro d y sk u o b ro n n e m “, u k tó re g o
stó p k o ści lu d zk ie po dziś d zień w y k o p u ją.
ANTYSEMITYZM
w p o w ia stk a c h i fa rs a c h ludowyct^.
(M ateryały
do
d y a le k t o lo g i i p o ls k iej, z e b r a n e
ko ło T a r n o w a ) .
we
w si
Śmignie
C ichy, d o m o ro sły a n ty se m ity z m , z n ie n a w iśc i rasow ej w k rw i
już p ły n ą c y , tr a d y c y ą p rz e k a z y w a n y z p o k o len ia p o k o len iu , n u r
tu je dziś, b ard ziej niż k ie d y indziej, p o d s y c a n y sto su n k a m i e k o n o
m icznym i, w śró d sz e ro k ic h w a rstw n a sz e g o lu d u w iejskiego. Z a
m ia s t d aw n eg o h asła, sp a d k u po r. 1 8 4 6 ., k tó re dzięki p ro m y k o m
ś w ia tła w ied zy i cy w ilizacy i, za c ie ra się i n a ła g o d n ie jsz e schodzi
to ry , w y stąp iło now e, n a szero k im św iecie od n ie d a w n e g o czasu,
ty lk o w łag o d n iejszej nieco form ie p o p u la rn e : „ b i ć ż y d a ! “
N a p o d sta w ie d łu g o letn ie j o b se rw a c y i doch o d ę do p rz e k o
n an ia, że ta k je s t w isto cie, choć n a p o zó r p a n u je tu i ów dzie
m ięd zy c h a tą a k a rc z m ą n a w e t p e w n a zażyłość, a w ogóle h a r
m o n ijn a zgoda.
N ajlep szy m dow odem — p o m ijając m ilc zen iem d ra sty c z n e
z ży c ia ep izo d y — lite ra tu ra te g o ludu, zw łaszcza pro zaiczn a,
-
47 —
w p rz y sło w ia ch , fa rsach , an e g d o ta c h i p o w iatk ac h , k o m p o n o w a
n y c h przez lu d o w y ch do w cip n isió w k u rozw eseleniu b iesiad n ik ó w
n a ch rzcin ach lub w eselu, a dalej w p o g a d a n k a c h to w arzy sk ich
i p rz y żm udnej p ra c y . P a rę ta k ic h p rz y k ła d ó w , w y ję ty c h z m oich
m a te ry a łó w do d y ale k to lo g ii polskiej, p rz y ta cza m na tem m iejscu,
zachow ując p rz y te m w szy stk ie w łaściw ości tej g w a ry :
Id o ży d y ido, ju p ice sie w ieko,
B ů ed ejze ci b rzu ch p ęk , ży d ew sk o p ü e s e k ü e 1).
P a n e w ie ży d zisk a dużo m in y majo,
R u szajo p lecam y , b ü e ich w szy kąsajo.
N im a ci to nim a, ja k żydew skiem panom ,
W k u c k a c h sie iskajo, bijo w szy za ścianą.
N im a ci to nim a, ja k p archom pejsokom ,
Id o jem p in iądze, k ie b y w ü e d a rzy k ą.
C ałew o leś R y f k e w g eb e , kiej sie chciałe,
P U ecałujze tero z w d . . . , b ü e to jed n o c ia łe J).
D u w y d , D u w y d 3), slu ch ajn o !
p rz y le je, dom psu!
bedzies
k a s z e 4), b ü e m lik a
Ja b ro m 5), J a b ro m ! a k ejsto ta k g ic o la m y 6) zaw ijos, jaz
A)
ci sie ju p ic a p elen c e? (Ż yd nic nie odpow iada).
jB) A nie w is to, ze ja k żyd ch y b k ü e leci, to n o jb ard z i śtud eru je i m a jo n te k zganio.
P rz y s ła li m nie tu n asi de w asi, żeb y ście dali s a d ła za dw a,
ś p y ry za ś ty ry , k o n e w k a sp u c h ła ja k ży d e w sk a b re d a 7).
*) t. zn. posoko, zaklęcie j a k : p sia posoko (p sia krew) i t. p.
J) T r a n s k r y p c j i prz y jętej nie używam, z w yjątkiem o z n acza n ia r e
fleksu ue z ogólpol. o, tudzież w im iesł. p rzeszł. czyn I I , , gdzie i albo
całkiem zanika , albo w ystępuje ja k o słaby p rzyd źw ięk do u zbliżony.
3) D a w id ; — 4) t. j będziesz ja d ł k a s z ę ?
5) A b ra m - A b ra h a m ; — 6) nogi.
7) F a r s y bez sensu, polegające na zestaw ieniu p a r u rów no brz m ią eyc h
wyrazów.
— 48 _
S ru lk a ‘) ćw ierć pirzo n iesła, p rz e rw a ła sie, u m a rła , centojd,
ja g ie ń c o rz a n y (k iern eza m y ) ją zaw ieźli.
Ä ) ü U m a r Ja b ro m ù u m ar,
zrebiù, k iw n o ł, ce n to jd !
zw aluü k ite, ż a rn a ü ed d o l, tojd
В) A le k e jta ! p ie rz y n a m y g ü e z d u s ilia).
N ie w id zieliście tu ścielęcia?
P ü e d p a ń s k ą n e c ą sto d ew a łe ,
M iało sijke n a p ü ew ró zek ,
Z ak ręciu łe lasem ,
P ń e le c ia ło w u e g o n 3).
A j waj m iu ły L ajb u ś ! J a k sie L ajb u ś n ared ziu , za dw adziejśc ia ro k i juz n a n o g i chüedziu. J a k m ioł trzy d ziejści, b aw iu ü sie
z d zieciam y, ja k m ioł śty rd ziejści, chüedziu za p a n n a m y , ja k m io ł
p ięd ziesiąt, ch ü ed ziu z ra b in a m y , chüedziu tam рй е skole, рйе
k iieściele, ta m sie n a u c u k u p e i duzo w iele. — M ioł sześ p a r
s k a rp e te k , g a n c now e, n a g n o ju p u ezb iro w ał, n a k u żd y s a b a s sie
do n i ń u b iro w a ł4).
P rz e ż u ła m ze sw ojem m ężem 2 0 roków , nie w ied ziałam , ja k
m u n a im ie ; a to b y d lą tk o , łag o d n o , tlu sto ja k m ag io w n ica , m ó
w iło : A b h ra h a m ie 5) ! A p rz y se d te n р й е w aszem u wilk, рй е n a
szem u woli, ja k go 6) z ła p a ł w zęby, d ałm u u sam ej g ę b y 1). Sszczęście, ze mój m ąż nie b y ł w dom a. N a d ru g i d zień p rzychodzi,
ja k z la p o ł z m ietlem za d . piem , w ra ziu p is k do ok n a, zw iziw oł,
4) Ż o n a żyda S ru la.
2)
L u d u trz y m u je , że ż ad en żyd n ie u m ie ra naturalną, śm iercią,
p ra g n ą c e g o ch rztu n a ło żu śm ierteln em p ie rz y n a m i duszą. — (To samo u t r z y
muje sig ta k że w P o zna ńskiem uw. Red.).
ъ) D ziw aczne p r z e k r ę c a n ie wyrazów n a s tęp u ją cy ch :
N ie w idzieliście tu c ie lę c ia ?
P o d p a ń s k ą sto do łą nocowało,
Miało p o w ró ze k n a szyjce,
Z a k rę c iło ogonem,
P o leciało w las.
M onologi h um orysty czn e żydów o ś m ie sz a ją c e ; p rz y ta c z a m tu n a jp o
pu larniejsz e.
5) r z p rzy dech em h\ — 6) sc. to m ą d r e b y d l ą t k o ; — ’ ) z ja d ł je .
bo
-
49 —
zw iziw oł, m as ty pśo k re w ! juz n ig d y nie p rz y d zies ! W o lf ü u cik
w la s ; b y ło io w irzb, je d n a s o s n a 1).
J a k g o b u ł n a sw oim g o sp o d arstw ie , m iołgo sk le p ; m ioł m y
dło, m o to w id ło , św icki łojow e, w id ły gnojow e, b atu szk i śm igłe,
w sistk o d la fu rm an ó w .
M ąd ry ch łep , co ży d a ü ek reju . K u p iu se ù ed n ig ù e g ro n t
(od żyda), ù ed św ię ty g u e J o n a de św ię ty g u e M ich ała (na czas
od św. J a n a do św. M ichała) i w y staw iu (chłop) k a p lic k i (św.
J a n a i św. M ich ała) n a tem pùelu, kawToł je d n a ù ed d ru g i. Żyd
skarżu, ale c h łe p w y g ro ł i n a p isa li m u : m ąd ro ch łep ica, g łu p io
ju p ic a .
C hłep m io ł w ù erek, a w e w ù e rk u kam ień, bili sie ze żydem ,
a żyd m io ł p ù e d k u le k . T e n g ù e m acoł p ù ed k u lk iem , a ten w aluù
w ù erk iem . N o i pùeéli n a sk a rg ę , a ży d sk arżu te g ù e c h łep a . P y tajo sie g ù e w sądzie, a żyd g o d o : Jo go b iu ù ko łk iem , a ùun
m ie w ù erk iem .
C h łep je c h o ł z g ó ry i w y rż n o ł ży d a dyślem . P rz y sz łe do
sk a rg i. A d u k a t g ù e (ch ło p a) nau cu ù , zeby n ic nie godoł. Żyd ni
m ó g w y trz y m a ć. J a k to , tero z ni m os p isk a, a p rz e d te m w ołałeś
hooo o p ! ho o o o p !
WiteŁ
W ierzenia i lecznictwo ludowe Żydów.
Z ebrał
ľE3. ЛХГ. S e g - e l.
a) " Wi e r z e n i a I ndowe.
1) N ie n a le ż y k ła ś ć n a noc pończoch p o d głow ę, bo nie m ożna
zasnąć.
2 ) D zieck o , g d y się uczy czy tać, n iech p o d czas n a u k i nie je,
alb o w iem n ig d y się cz y ta ć nie nauczy.
3 ) N a noc n a le ż y k ła ś ć
p o d g ło w ę „ a rb a - k a n f o th “ (rodzaj k a
m izelki, noszonej n ad ko szu lą, do k tó rej p rz y m o c o w a n e są n a
k ra ń c a c h cz te ry św ięte fren d zle „ c y c y s“), że b y sp ać spokojnie.
4)
N iby opow iadanie żydówki o bo ha terstw ie swojego męża. T ak ich
m onologów, ośm ieszających mowę p o ls k ą żydów i tchórzostw o, j e s t najwięcej.
4
—
50 —
4) N ie n a le ż y w y rz u cać śm ieci za w y c h o d ząc y m z pokoju.
5 ) N a n o c nie n ależ y zam ia ta ć pokoju, bo o d p ęd z a się tem sen,
alb o „o d c in a“ się „ p a ra s s ę “ (pożyw ienie, zarobek).
6 ) Ś m ieci n ie n ależ y w y rz u cać w ieczorem , bo m ożna um rzeć.
7) W
bzie siedzą n ie c z y ste duchy, p rz eto nie n a le ż y ła m a ć
g ałązek .
8 ) P a ję c z y n a „ w y ra s ta “ (rodzi się) tam , g d zie p a n u ją tro sk i.
9 ) G dy ogień p ry s k a , znak, że w ro g o w ie k n u ją ja k ie ś złe za
m iary ; n ależ y w ięc n a s y p a ć g a rś ć soli w ogień, co ta k s k u
tk u je, ja k b y się w ro g o m do oczu soli n a sy p a ło .
10) C zkaw ka, znak, że d a le c y znajom i Inb k re w n i o n a s w sp o m i
nają. C h cąc o d g a d n ą ć osobę, k tó ra o n a s w tej chw ili m ów i,
n ależy u jąć się za rz ę sy i w y m ien ić kolejn o n azw isk a, k tó re
się m a n a m yśli ; nazw isk o , p rz y k tó re m w łos z rzęsy się
w y rw ie , je s t praw d ziw e.
1 1 ) P rz y p a tru ją c e m u się, ja k d ziew k a pow ozi, lub jed zie konno,
w ło sy w y p a d ają. Ż eb y tem u zapobiedz, n ależ y p rz y k ry ć w ło sy
d ło ń m i.
1 2 ) G d y się k o t m yje, albo g d y is k ry
z o g n ia p ry s k a ją , albo
g d y g o re ją c e p o lan o z pieca_ w y p a d n ie , należy się g o ści s p o
d ziew ać.
! 3 ) G d y sp rz e d a ją c y k u p u jące m u sp rz e d a w a n e g o p rz ed m io tu nie
życzy, to te n nie b ęd zie m iał szczęścia (z kupna).
1 4 ) N iek tó rz y m ają złą ręk ę, t. j. nie szczęści się, co z ich rę k i
p o ch o d zi. T a k ic h ludzi n ależ y się w y strz e g a ć .
1 5 ) Z estrzy żo n y ch w łosów
z g ło w y nie n ależ y ro zrzu cać, ty lk o
s ta ra n n ie ze b rać i sp alić, bo od te g o d o staje się b o lu g ło w y .
1 6 ) G dy lew e oko św ierzb i, b ęd zie sm u tek , g d y zaś p ra w e św ierzbi,
b ęd z ie rad o ść.
1 7 ) G d y n o s św ierzbi, znak, że b ędzie k łó tn ia .
1 8 ) G d y się ch lęb w p ie c u p rz ew ró c ił, należy się g o ści spodziew ać.
1 9 ) G d y się zachłyśniesz, znak, że będziesz z g o ściem m ów ił.
2 0 ) Ż eby się p o ża r nie zbliżył, w y sta w ia się n a o k n ie ro d a ły .
2 1 ) N ie n ależ y bić nożem o stó ł, g'dyż tem u cin a się
p a rn a s s ę .
2 2 ) S to łu n ie n ależ y o c ie ra ć p a p ie re m , bo z te g o ro d z i się k łó
tn ia i n iezg o d a w dom u.
2 3 ) G d y w jak im ś dom u sól często się ro zsy p u je, m ów i się, że
g o sp o d a rz e nie żyją w zgodzie.
2 4 ) S zu m o w in y z g a rn k ó w
nie n ależ y rzu ać n a ziem ię, g d y ż
k to n a n ie stąpi, d ostaje trąd u , alb o rodzi się n ie z g o d a w dom u.
2 5 ) N o w e g o dom u n ie zam ieszkuje się, d o p ó ty nie
w y c z y ta się
w nim całej „ th o ry “ (p ięc io -k siąg M ojżesza).
— 51 ~
26) D z iew częta ch cące w k ró tc e w yjść za m ąż, s ta ra ją się s k o
sztow ać ze „złotego ro s o łu “ (tłusty, sm acznie sporządzony
ro só ł m ięsny, k tó ry daje się now ożeńcom w w ieczór w eselny),
alb o w ty k a ją sobie do w łosów p a n n y m łodej szpilki.
27) D w a żarzące w ęgle k ład zie się n a piec, żeb y chleb p iek ąc y
się n ie zgorzał.
28) Ż eb y m ieć przez ca ły ty d zień szczęście, zw ilża się kieszenie
re sz tk a m i k ielich a, n a d k tó ry m odm ów iono w so b o tę w ieczór
„ h a w d a lę “, (m odlitw ę p o żeg n aln ą).
29) P o d cza s now iu, n ależ y m ieć zaw sze p ien iąd z p rz y sobie, co
p rz y n o si szczęście.
30) N a p ro g u sk lepów , re s ta u ra c y i i t. p. p rz y b ija się s ta re m o
n ety , co p rz y n o si „szefę“ (b o g a ty targ-), to sam o sp ra w ia
ta k ż e p rz y b ita p o d k o w a. P r z y otw orze sk rz y n k i pieniężnej
p rz y b ija się ró w nież s ta re m onety.
31) G d y k ich n iesz m ó w iąc o u m arły m , p o ciąg n ij się za . ucho,
że b y cię u m a rły nie w ołał.
32) P rz e k le ń stw o , w y m ó w io n e w złą godzinę, m oże się cz asem
ziścić, g d y n a w e t bez złeg'0 zam iaru je w ym ów iono. N ależy
w ięc w y strz e g a ć się p rz e k lin a n ia . W dom ach, gdzie są m ałe
dzieci, n ie m o g ąc sie w strz y m a ć od p rz e k lin a n ia , tro sk liw a
m a tk a zaw iesza n a ścian ie o b łu p io n ą cebulę, k tó ra w szelkie
n iecz y ste sło w a w siebie w sią k a .
33) K lu cz ó w n ig d y nie n ależ y po ło ży ć n a stół, gd y ż to p rzy n o si
niezgodę.
34) W n o cy nie n ależy pożyczać k w a śn e g o c ia s ta n a rozczyn
k o b ieto m n ie b ie g ły m w sp o rz ąd ze n iu ch leb a, gd y ż ch leb p o
życzającej n ig d y się nie uda.
35) K o b ie ta , k tó ra szum ow iny z g a rn k ó w n a ziem ię rzuca, je s t
czaro w n ic ą ; m ąż n iech się z n ią rozw iedzie.
36) G d y się izbę zam iata, n ależ y zacząć od drzw i, żeby nie w y
p ęd z ić „ h a e la c h y “ (szczęście, pom yślność).
37) G d y się za k im ś (k roczącym k u drzw iom ) pokój zam iata,
ten że m oże w k ró tc e um rzeć.
38) K a ż d y czło w iek m a sw oją g w iaz d ę n a niebie, k tó rej ja śn ie j
sze czy ciem niejsze św iatło , ozn acza je g o w iększe lub m niej
sze szczęście. „S p a d a n ie g w ia z d y “ oznacza zaw sze b lizk ą
śm ierć czyjąś. W id z ą c to zjaw isko, n ależ y w y rz ec trz y ra z y :
„nie m o ja! nie m oja! n ie m o ja !“
39) S to łu n ie o m iatać m io tłą, gd y ż to m oże p rz y n ie ść śm ierć
jednej z osób.
-
52 -
40) G d y k to ś w y b ie ra się w podróż, nie n ależ y te g o sam ego
d n ia p rz e d je g o odjazdem p o k o ju zam ia ta ć, inaczej m oże
w d ro d ze „pozostać« (um rzeć).
41) P rz y p o żarze o tw ie ra się p ię c io k s ią g przy 10 p rz y k a z a n ia c h ,
co tam u je ogień.
42) G d y w N a w a ry i raz w y b u c h ł pożar, je d e n ze sta rsz y c h żydów
o k a la ł m iasto, nosząc w rę k u c h le b e k p o d łu żn y , zw any u ż y
dów
„ k o rz “, a n a stę p n ie w y rz u cił go d alek o w pole, co
m iało p o ża r u g asić.
43) G d y p o d czas p o ża ru n a d ja k im ś dom em u n o szą się go łęb ie,
dom te n zo stanie u ch ro n io n y , g d y ż to an io ło w ie w p o sta c i
g o łę b i z a sła n ia ją dom. (W C h o d o ro w ie w y b u c h ł raz po żar,
k tó ry całe m iasteczk o w p e rz y n ę obrócił, ty lk o p ra s ta ra s y
n a g o g a o c a la ła ; d ac h sy n a g o g i fo rm aln ie o b lężo n y b y ł przez
stad o g o łęb i. O p o w ia d a n ie n a o c z n e g o św iadka).
44) G d y o k im ś ro zch o d zi się fa łsz y w a p o g ło s k a że u m arł, te n
d łu g o b ęd zie żył.
45) G d y się k o g o ś m ó w iąceg o p rz ez sen ujm ie za najm niejszy
p alec, w y g a d a w szy stk o , co od
n ieg o ch cą w y w ab ić, a le
ro k u n ie w yżyje.
46) G d y się s ta w ia p rz ed śp iący m lu stro , a w e śro d k u św iecę,
w ten c zas pójdzie w szędzie, g d y się go b ęd zie w ołało po im ie
niu. M oże się je d n a k p rz y d a rz y ć , że śp ią c y p ro w a d ząc em u
w y m ierz y policzek, w tak im ra zie p ro w a d ząc y ro k u n ie do
kończy.
47) P r z y o statn im k ę sie nie n ależ y g o ścio w i m ów ić „ p ro sim y “,
b o od te g o w szelk a siła znika.
48) W y s z e d łs z y z dom u ra n o za in tere se m , nie należy z d ro g i
w ra cać , bo in te re s b y się nie udał.
4 q) „N a p e łn y ty d z ie ń “ (m iesiąc lu b ro k ) t. zn. z p o czątk iem
ta k ie g o o k re su czasu, nie n ależ y d ać nik o m u n a k re d y t, bo
inaczej p rz y jd ą do sklepu ty lk o b ra ć n a k re d y t.
50) G d y ci ły ż k a z u st w y p a d ła , znak, żeś u szed ł nieszczęściu.
51) U k łu w sz y się p rz y p a d k o w o ig łą, zostałeś o strzeżo n y p rz ed
nieszczęściem .
52) G d y św iec a p ło n ą c a p ry s k a isk ram i, znak, że g o ść zaw ita do
domu.
53) K to ra n o u b ra ł su k n ię p rz y p a d k ie m n a lew ą stro n ę, upije
się w ćiąg u dnia.
54) D zieck o ro zb ijające szk lan e n ac zy n ia, b ęd z ie m iało d o b rą
p am ięć.
55) G dy się p o tk n ą łe ś, znak, że. k to ś chce cię zobaczyć.
-
53 -
5Ó) R a n o , o raz n a „ p e łn y “ ty d zień i t. d. nie należy w ypożyczać
ig ły a n i noża, an i p o d o b n y c h narzędzi.
56) W so b o tę w ieczór k o b ie ty nie p o w in n y szyć, g d y ż u m arli
p rzy ch o d zą i k a ż ą sobie n a p ra w ić sw e szatjr.
57) P o d c z a s b u rz y staw ia się stó ł n a śro d e k pokoju, k ład zie n a
je g o czterech ro g a c h tro c h ę soli, a n a śro d k u biblię, roztw a rtą p rz y u stę p ie o stw o rz en iu św iata.
58) F a łs z y w a p rz y się g a spow oduje śm ierć jeszcze w tym sam ym
roku.
59) K lu c z od s y n a g o g i k ład zie się u m ierającem u p o d poduszkę,
żeb y m u u lży ć m ęki o sta tn ic h chw il.
60) P rz e d z iu ra w io n e g o n ac zy n ia n ie należy p rzech o w y w ać w domu,
bo g d y m ysz przejdzie przez dziurę, k to ś w dom u m usi um rzeć.
61) K to w obliczu św iecąceg o księży ca w odę puszcza, staje się
lu n aty k iem .
62) „B liźn iąt", t. j. dw óch zro sły ch orzechów n ie w olno jeść
(talm ud).
63) K to s k ra d n ie jajo, sk az an y m je s t n a 7 la t ubóstw a.
64) K a w a łe k „afik o m an “ (tak n az y w a się połow a jed n e g o z trze ch
p lack ó w w ielk an o c n y ch (m aca), n ad k tó re m i w dw óch p ie r
w szych n o cach św iąt w ielk an o cn y ch o d m aw ia się m o d litw y ,
ta p o ło w a zw an a „a fik o m an “ sp o ży w an ą je s t p rz ed m o d litw ą
po je d z e n iu ), położony m iędzy groszam i, p rz y n o si „ m a sa ł“
(pow odzenie, szczęście) ; b liźn ięta (orzechy) o d d aw ają tę sam ą
u słu g ę.
65) K o b ie ty n ie p o w in n y sk o szto w a ć z k ie lic h a h aw d ali, bo in a
czej b ro d a im w y ro śn ie.
66) K to sy p ia n a p ierz ach od k u r, będzie m iał ciężkie k o n an ie.
67) Ś w ierzb i cię dłoń, będziesz p ien iąd ze liczył.
68) O p u ściw szy pom ieszkanie;, nie należy go p rz ed 7-m iu la ty n a
now o zająć, wyje ;szy, g d y się w niem zostaw iło choć k o łe k
w ścianie.
69) P ie n ią d z e p o ch o d zące z sp ad k u , od złego człow ieka, w y g ra n e
n a lo tery i, w o g ó le le k k o zaro b io n e n ie p rz y n o szą szczęścia.
b) M e d y c y n a I ndowa .
1) S ie d ząc w ty le ja k ie g o człow ieka, nie n a le ż y a n i jeść, ani
śm iać się, g d y ż tem p o zb a w ić go m ożna zdrow ia.
2) G d y p an u je ja k a ś c h o ro b a n a g m in n a , pisze się n a b ra m a c h
d o m ó w : T u już p a n o w a ła ch o lera, ty fu s i t. p., a d o ty cząca
ch o ro b a n ie b ęd z ie m ia ła w stęp u .
-
54 —
3) M ożna tak że zaw iesić n a d rz w iach za m k n ię ty zam ek, a klucz
zarzucić. Z ak reśla się ta k ż e śc ia n y d o k o ła w ęglem .
4) S ły s z a łe m o p ew n y m aren d arzu , że p o d czas p a n o w a n ia c h o
le ry sp o rz ąd ził z liści „lu law iu “, (t. j. g ałęzi palm ow ej, k t ó
rej u ży w a się w św ięto sza ła só w do celów ry tu aln y c h ), p le
cio n e obrączki, k tó re n a k ła d a ł w szy stk im m ieszkańcom sw ej
w si, czem ich od c h o ro b y obro n ił.
5) L iście ró ż czk i „h o sz a-n a“ (t. j. n ad obnej w iązan k i g a łą z e k
w ierzb o w y ch , k tó re się p rz y n o si do sy n a g o g i 7 d n ia św ięta
szałasó w , a p o d czas śp ie w a n ia psalm ó w h o sia n n a o ła w k i
odbija), zm oczone w św ięc o n y m oleju la m p k i po u m arły m ,
p o m a g a n a w iele d olegliw ości.
6) C iężko ch o ry m p rz y n o sz ą s ta re k o b ie ty le k a rs tw o z „g au e d n “ (raj), tj. ch odzą n a cm en tarz, k ła d ą ch u stę n a g ró b j a
k ie g o ś pob o żnego, a później k ła d ą ją p o d p o d u szk ę chorego.
7) K o m u „listek u p a d ł“ (czuje d ła w ie n ie w g a rd le ), ten n iech
trz y ra z y do k o m in a dm uchnie.
8) M ło d ą p o k rz y w ę, g o to w a n ą w e m leku, n iech pije ch o ry n a
p łu c a .
9) N a b ó l oczu p rz y k ła d a się do ócz g o to w a n e b iałk o .
10) N a cz k aw k ę d o b ra zim na w o d a do picia.
11) G d y czujesz k łu cie w boku, kłuj nożem le k k o zb o lałe m iejsce.
12) N a b ó l zębów , d o b rze p a lić ja k b y c y g a ro zwój p a p ie ru n a
p e łn io n y m akiem , alb o zjeść ja b łk o p ieczo n e p rz y o g n iu n a
k o ń c u „ h o sz a -n y “.
! 3) G d y się czuje ła m a n ie w k o ściac h p ac ie rzo w y ch , k ład zie się
n a stó ł w alec z drzew a, n a k tó ry m ch o ry się w y ta c z a trzy
ra zy , leżąc n a w znak.
14) N a szum w uszach d o b rze trzy m a ć uch o n a d p arą, p odno
szącą się z w ody, w k tó re j g o to w an o trzc in y , albo za g rze w a
się w o d ę w b a ń c e od oleju i p a rę puszcza się do ucha.
15) N a z a trz y m a n ie m oczu n ależ y p ić w odę, w k tó re j g o to w a n o
ow ies, łu p in ę z ja ja i p ietru szk ę .
16) G d y k o b ie ta p o d czas p u szc zan ia w o d y czuje p a le n ie w m a
cicy, n iech u ry n u je n a s ta rą m io tłę i tę p o rz u ci d alek o .
17) N a k ro s ty w k ą c ik a c h ust, d o b rze p o sm aro w ać śliną, k tó rą
się ro z ciera ło m iędzy dw om a g a rn k a m i, alb o p o c ie ra się k r o
sty w ark o czem dziew czyny, albo o b ciera się u s ta siedm razy
k ra ń c e m koszuli.
18) O d łu p ia n iu się sk ó ry p o d p az n o k ciam i m ożna zapobiedz, z a
g a rn ia ją c k o ń c a m i palcó w o trą b k i, sy p a n e n a ło p a tę p rz e d
sad zen iem chleba.
_
55 —
16) C zerw o n k ę (rojz-rose) lecz y ła p ew n a m oja znajom a, p r z y
k ła d a ją c do b o lączk i sk ra w e k tw a rd e g o p ap ieru , n a k tó ry m
n a p is a ła b y ła 81 ra z y słow a h ebr. „rosa le a h “ w 9 k o lu m n ach
po 9 razy.
17) M ożna „ o d p a lić “ czerw o n k ę w te n sp o só b : obw ija się d o
tk n ię ty cz ło n e k k aw ałk ie m np. płótna, a n a d zarażonem m iej
scem sp ali się tro c h ę lnu.
x8) Ż eb y za ta m o w ać k re w c ie k ą c ą z nosa, należy do k a rk u p rz y
ło ży ć klucz.
19) N a b ó l serca, p rz y k ła d a się do p ę p k a p ó łcen ta .
20) W o le (d er K ro p f) zan ik a, g d y „ b e c h ô r“ (p ierw o ro d n y syn)
o b m acy w a je g ru b y m i m ałym palcem .
21) B lad ac zk i dostaje się, g d y się n o g ą p o d ep c e wesz.
22) C h o rem u n a żó łtac zk ę po d aje się p o tajem n ie w ja d le lub n a
poju w esz do spożycia, albo daje m u się pić z d ro b n e g o n a
czy n ia u la n e g o z w osku, k tó re g o dno stan o w i d u k at, albo
zew iesza m u się n a szyję czerw one przed m io ty , ja k np. korale.
23) N a fe b rę w szyw a się do c z te rec h ro g ó w to re b k i 7 ziarn
g ro c h u , po d w a do trze ch ro g ó w , a do cz w arte g o ty lk o je
d e n ; to re b k ę tę nosi się u szyi przez 9 dni, n a stę p n ie od
cin a się ją n a d p ły n ą c ą w odą, k tó ra razem z to re b k ą i febrę
zabierze.
24) C h o ry n a feb rę n iech pije mocz, zm ieszany z k w a śn ą w odą.
25) P rz e d w sch o d em sło ń ca n iech c h o ry n a febrę po ło ży p rz y
b rz e g u rzek i centa, a te n k tó ry go po d n iesie, odziedziczy cho
ro b ę.
26) A lb o n iech p lu n ie n a cudzą k lam k ę trz y ra z y ; w ten czas
ch o ro b a się p rz e n ie sie do ta m te g o dom u.
27) N a fe b rę je s t tal .e d o b ry m śro d k iem ta b a k a p ita w w ódce.
28) K w a ś n e ja b łk o pieczo n e i p o sy p a n e solą, je s t ta k ż e s k u te
czn y m śro d k iem n a febrę.
29) A lb o c h o ry nim g o ch o ro b a z w y k ła n ap a d ać, n iech odejdzie
z dom u i n ap isze n a d rzw iach : N. N. n ie m a w dom u.
30) A lb o n iech św iszczę n a ro sta jn y c h d ro g a c h trz y razy , a fe b ra
go opuści.
31) U c h o re g o n ą ty fu s zjaw ia się pot, g d y się g o p rz y k ry je
b ru d n y m ob ru sem .
32) C zary m iło sn e : S p alić obręcz a p opiół p o sy p ać d o k o ła u k o
ch an ej o so b y , g d y ta stoi albo siedzi, a p o z y sk a się jej w za
jem ność.
33) A lbo nosi się przez dziewięć dni kawałek cukru pod pachą,
który się potem podaje ukochanej osobie w napoju, albo jadle.
— 56 —
34) N a p a d a c z k ę : P ó jść p o d o b cą strzechę, alb o do obcej k o
m o ry i u k ra ść tam że 3 słom ki, te zg o to w ać w „m ilczącej“
w odzie, a w odą ob m y ć chorego.
35) G d y c h o ro b a ta p o raz p ierw szy n a p a d n ie czło w iek a, n ależ y
g-о p rz y k ry ć , g'dy leży n a ziem i, c z a rn ą ch u stk ą.
36) P o d n ie ść ta rc ic ę z p o d ło g i, n a k tó rą p a d ł ch o ry ; tam się
zn ajd u je w ęgiel, k tó ry ro z to p io n y w w odzie i p o d a n y c h o
rem u, w y leczy g o stanow czo.
37) A lb o o k rę c a się ch o reg o nao k o ło tak , żeb y nogi leżały n a
m iejscu g ło w y i o d w ro tn ie.
38) W c is n ą ć ch o rem u do zaciśniętej p ięści ja k iś p rz ed m io t ze
stali, n. p. nóż.
c)
Pielęgnowanie dzieci.
1) Z dom u, w k tó ry m je s t niem ow lę, n ie n a le ż y p o ży czać żad n ej
r z e c z y po zachodzie sło ń ca, inaczej p o ży c zając y z a b ie ra ze
so b ą spokój nocny dziecka.
2) D zieck u , n ie m o g ące m u w n o cy sy p iać, kładzie się p o d p o
d u szk ę n ie w y p ra n y m o te k (lnu).
3) N a z a trzy m an ie m oczu u dzieci, d o b rze p rz y ło ż y ć do cz ło n k a
d e lik a tn ą w e w n ę trz n ą b ło n ę od cebuli.
4) C h o rem u d ziecku k ła d z ie się m o d litew n ik p o d poduszkę.
5) P rz e c iw k o n w u łsy o m u dzieci, w y w ra c a się n a d dziecięciem
n ie c k i i rzu ca o nie g a rn e k , aż się ro ztłu cze.
6) A lb o , ująć dziecko za g ło w ę , i u d e rz y ć k ilk a k ro tn ie nóżkam i
0 odrzw ia.
7) P o p rz e b y c iu k o n w u lsy i, rzu cić w sze lk ą odzież d zieck a do
p ły n ące j w ody, tam , g d zie rz e k a n a dw a ra m io n a się ro z
dziela, m ów iąc p rz y te m : m asz tw oje, oddaj m i moje.
8) J a k o śro d e k p rzeciw k o p o w ro to w i ch o ro b y , służy n ieu ży w an y
k lu czy k , zaw ieszo n y n a szyi dziecka.
9) N a b ó l b rz u c h a u dziecka, n iech m a tk a b ierz e w o d ę do u st
1 w y sąc zy do u s t dziecka trz y krople.
10) G d y d zieck o u p a d a n a ziem ię, n ależ y p o la ć w odę n a ziem ię
n a m iejsce, k tó re dziecko d o tk n ęło , a bó l u sta n ie .
11) G d y d ziecko c ierp i n a bezsenność, n a le ż y u c ią ć p u k ie l w ło
sów od osoby, k tó r a często do dom u p rzy ch o d zi, w ło sy te
o b w in ąć w szm atk ę, i tę w łożyć p o d g ło w ę dziecka. (N ie
k tó rz y o k ad zają tem dziecko).
12) G d y d ziecko często p łacze, należy je obić le k k o rózgą, a ró z g ę
w rzu cić n a o b cą furę, k tó ra za b ie rze płacz, alb o n ależ y ró zg ę
w rzucić do p ły n ącej w ody.
— 57 13) P o w ija k ó w nie n ależ y w yw ieszać n a dw orze, b o przez to
d ziecko tra c i sen.
14) W a n n y , w k tó rej dziecko się k ąp ie, nie należy używ ać do
żadnej innej rzeczy, bo dziecko się nie będzie chow ało.
їб) G d y dziecko „o b raca dzień n a noc, i noc n a d zień “, t. j. we
d nie sy p ia, a w n o cy płacze, należy je „o b ró cić“, t. z. k łaść
je n ó żk am i n a m iejsce g łó w k i i odw rotnie.
16) G d y p o ło żn icę odw iedza k o b ie ta , m ając a w łaśn ie m iesiączkę,
dziecko d o staje „k o szu lę“. Ś ro d e k n a to : w łożyć do k ą p ie li
d zieck a sp lam io n ą koszulę, albo s ta w ia się p o d łóżko p o ło
żnicy n aczy n ie z dziegciem , a p ły n o b sypuje się ja g ła m i.
17) G d y się p rz y ch o d zi do p o ło żn icy w odw iedziny, nie w olno
zaraz odejść, b o b y zab ran o ze sobą sen dziecka.
18) N a k o k lu sz daje się dziecku do picia k ilk a k ro p e l w ody,
p o zo stałej n a dnie k o n ew k i, po w y lan iu w szystkiej.
19) D zieck o m a zd ro w y sen, g d y m u się p o d k ła d a pod głow ę
trz y sło m k i z leża m aciory (m iejsce, gdzie k a rm i m łode p ro
sięta).
20) D zieck u , k tó re n o cą w łóżku m ocz puszcza, d ać do sp o ży cia
jajo zg o to w a n e w w ap n ie gaszonem ,
21) W dom u, g-dzie są m ałe dzieci, nie należy zo staw ić ły ż e k
w p ró ż n y m g a rn k u .
22) P ow djaków n ie sp u ścić n a ziem ię, g d y ż przez to po zb aw ia się
d ziecko sp o czy n k u nocnego.
23) M atk a, k tó ra po d łu g iej b ezp ło d n o ści rodziła, albo u której
p o p rz ed n io k ilk o ro dzieci u m arło , n ie sp ra w ia n o w o n a ro d z o
n em u d ziecku żadnej odzieży z now ego su k n a, tylko p rz e
szy w a z u b io ró w sta rs z y c h dzieci, k u p io n y c h od sąsiad ek .
24) J e s t zw yczaj „ o d p rz e d a ć “ n o w o n aro d zo n e dziecko, jeżeli u tej
sam ej m atk i d o ty ch czas się n ie chow ały, ak uszerce, albo in
nej osobie, m ającej dzieci, za cenę k ilk u groszy.
25) Jeż eli po p ierw szy m porodzie, m a tk a chce m ieć chłopca, n a
leży tzw . „łożysko" rzucić n a p o żarcie psu, jeżeli dziew czynę,
to suce. (S k u te c z n y ale b ez b o żn y śro d ek , tłu m a czy ła mi sta ra
ży d ó w k a, k tó rą w y b a d a łe m o tę sp raw ę, g d y ż w e d łu g zw y
czaju ży d o w sk ieg o , nie w olno ta k zbezczeszczać części c iała
lu d z k ie g o ; ow szem „ło ż y sk o “ należy s ta ra n n ie n a o k o p isk u
zakopać).
26) K o b ie ty b ezp łodne, ilek ro ć k ą p ią się w „m ik w eh “ (żyd. ryt.
k ąp iel), n iech się dziew ięć razy zanurzą, a b ę d ą m iały dzieci.
27) A lb o , s ta ra ją się też k ą p a ć razem z p a n n ą m łodą, g d y ta p rz ed
n o cą ślu b n ą o d b y w a p rz e p is a n ą ry tu a łe m k ąp iel.
— 58 —
28) N ie k tó re b ez p ło d n e k o b ie ty k ła d ą sw e koszule, zb ro czo n e
k rw ią m iesięczną, n a ro zstajn e drogi.
29) K o b ie ty b ęd ą ce w ciąży, niech nie d m u ch ają n a o g ień w piecu, bo
dziecko b y m iało k ró tk i oddech, a b y ło b y w y staw io n e n a koklusz.
30) G d y c ięż arn a k o b ie ta s tą p a n a rą b a n e m drzew ie, d ziecko d o
staje ro z p ła ta n e j w a rg i.
31) G d y k o b ie ta c ięż arn a się p rz e lę k n ie ja k ie g o ś p rz ed m io tu ,
d ziecko d o staje n a ciele znam ię n a tern m iejscu, k tó re g o m a
tk a w p rz e ra ż e n iu się d o tk n ę ła . Ś ro d e k n a to : k o b ie ta n iech
z a tk n ie rę k ę za p a s i p rz y p a trz y się sp o k o jn ie przedm iotow i,
k tó re g o się p rz e stra sz y ła , albo n iech w p iąty m , siódm ym
i dziew iąty m m iesiącu zan u rza się po dziew ięć ra zy w kąpieli.
32) In n y śro d e k : k o b ie ta w in n a w dziew iątym m iesiącu zach o w ać
te n sam o b rz ąd ek w strzem ięźliw ości, i b ra ć ta k ą sam ą ilość
ry tu a ln y c h k ąp ieli, ja k g d y b y m iała m iesiączkę.
33) K to ciężarnej k o b ie c ie o d m aw ia p ro śb y , te g o sz a ty p o żrą
m y szy ; żeby się p rz e d tem u c h ro n ić , n ależ y rzucić za o d
ch o d zącą z o dm ow ą k o b ie tą c ię ż a rn ą ja k ą ś rzecz, np. słom ę,
drzazgi, p a p ie r.
34) A le p rzez to w y rz ąd za się d ziec k u n ie m a łą s z k o d ę , g d y ż
będ zie ono później m iało sk ło n n o ść żuć cią g le te n przedm iot,
k tó ry rzucono za m a tk ą .
35) K o b ie ty , ja k o te ż niezam ężne p a n n y , w zb ran iają się ła ta ć
odzież p o ż a rtą przez m yszy, b o b y później n ie m iały m lek a
d o sta tk ie m d la k a rm ie n ia dzieci.
36) G d y k o b ie ta d ostaje b ó ló w p o ro d u , ro z tw ie ra się w szy stk ie
w dom u zn ajd u jące się zam ki, rozw ięzuje się w sz y stk ie w ęzły,
a g d y są dziew częta, ro z p la ta im się w a rk o cze .
37) K to p rzy ch o d zi do p o ło żn icy w o dw iedziny, m ó w i: „Ile g o n t
n a dachu, ty le an io łó w sto i n a w a rc ie “ (w ży d o w sk im
tw o rz y to rym ).
38) W pokoju p o ło ż n ic y zaw iesza się m io tłę i sie k ie rę w k o
m inie.
39) P o d p o d u szk ę p o ło żn icy k ła d z ie się m o d lite w n ik , płaszcz
u ży w an y p rz y m odlitw ie, g łó w k ę czosnku, nóż najchętniej
u ży w a n y do obrzezania.
40) W s ta w s z y z łó ż k a m a tk a , c ią g le n o si p rz y sobie przez cz te ry
ty g o d n ie nóż.
41) Ł ó żk o u ży w an e p rzez położnicę, m a przez c z te ry ty g o d n ie
p o zo stać n iezaścielo n e.
W sz y stk o to je s t dla o c h ro n y p rz ed „n ie c z y sty m “, k tó ry
cz y h a n a życie m atki i dziecięcia, a czasem zjaw ia się w p o -
— 59 -
42)
43)
44)
45)
staci czarnej k o tk i, żeby p o rw a ć niem ow lę. P rzez pierw szy
czas nie w olno d ziec k a zostaw ić sam ego, żeby g o d y ab li nie
zam ienili. W ia r a ta, w idocznie od S ło w ian p rzejęta, je s t b a r
dzo n iejasn ą i zata rtą, g d y ż Żydzi an i nie m ają w y o b rażen ia
0 isto cie o w y ch duchów p o ry w a ją c y c h niem o w lęta i p o d k ła
d a ją c y c h odm ieńców , ani też nie zn a ży d o w sk ie lecznictw o
lu d o w e żad n eg o śro d k a do o d zy sk a n ia p o rw a n y ch dzieci.
P a n u je p o jęcie, że „ n ie c z y sty “ dziecko zadlaw ia. (A m ulety,
k tó re p rz e p isu je k a b b a la h , n a p e łn io n e fo rm u łk am i k a b b a listy czn em i, im io n am i an io łó w i d yabłów , lud pojm uje jak o
ry tu a ł, n ie m ając w s w e j w ierze żadnej d lań p o d staw y .
O m ijam je zu p ełnie).
G d y d zieck o się p rz elęk n ie, ch u chnąć mu trz y ra z y w tw arz,
sp lu w aiąc co raz, albo sp o w odow ać dziecko n a ty c h m ia st do
p u szczan ia m oczu, albo rozedrzeć dziecku koszulę z dołu do
g ó ry .
O d lew an ie w o sk u lub ołow iu : G dy się dziecko p rzelęk n ie,
staw ia m u się n a g ło w ę m iskę n a p e łn io n ą m ilczącą w odą ;
do niej o d le w a się trz y ra z y w o sk lu b ołów ; p o każe się,
coraz w d o skonalszej form ie, p rz ed m io t, k tó re g o dziecko się
u lę k ło ; n a stę p n ie n ależ y w odę w y lać n a ro z sta jn ą drogę,
a p rz e s tra c h razem z n astę p stw a m i zniknie.
O d lew an ie jaj. Jajem o k re ś la się d o k o ła g ło w y złęknionego
trz y ra z y ; później o tw ie ra się je, w y lew a się b iałk o do m isy
z m ilczącą w odą, sto jącą n a głow ie p rz e stra sz o n e g o ; p o k a
zuje się p o d o b izn a p rzedm iotu, k tó ry sp ra w ił przelęk n ien ie.
W s z y s tk o n a le ż y później w y lać za płot.
N a u ro k : G aszen ie w ę g li. G dy k o g o ś bez widocznej p rz y
czy n y n a p a d a ją m dłości, m usi to b y ć z p rz y czy n y uroku.
B ie rz e się szk lan k ę z w odą, w rz u ca się do niej w ęgle w zięte
o strzem n oża z k u ch n i, licząc p rz y tem : raz, dw a itd. aż do
dziew ięciu. N a stę p n ie m ów i s ię : T a k ja k n ad Józefem zły
u ro k n ie m iał w ładzy, ta k niech zły u ro k nie m a w ładzy
n a d N. sy n em (lub córką) N. D alej m ów i się : J a k te oto
w ę g le ro z p ły w a ją się, ta k n iech zły u ro k ro z p ły n ie się od
N. s y n a N. P o te m rzuca się znow u żarżące w ęg le do szk lan k i
1 liczy się : nie jed en , nie d w a itd. aż do nie dziew ięć i p o
w ta rz a się w sp o m n ian ą fo rm u łk ę. N a k o n ie c w rzuca się znow u
d ziew ięć w ęg li i liczy się w s te c z , n ie dziew ięć itd. aż do
nie je d e n i zn o w u o d m aw ia się p rz e p isa n ą fo rm u łk ę. N a z a
k o ń cz en ie w rzu ca się tro ch ę soli do szk lan k i n a k o ń c u noża
i m ów i s ię : ta k ja k sól się ro z p ły w a , ta k n iech się u ro k
—
46)
47)
48)
49)
50)
51)
52)
53)
54)
55)
56)
57)
58)
60
—
ro z p ły n ie i t. d. F o rm u łk ę trz e b a za k aż d y m razem trz y k r o
tn ie p o w tó rzy ć. T e ra z n ależ y zw ażyć, czy w ę g le sp ły w a ją
n a g ó rę , czy sp a d a ją n a d ó ł ; w pierw szy m w y p a d k u u ro k
z a d a ła k o b ieta, w drugdm m ężczyzna. P o d a je się później
ch o rem u w odę ze s z k la n k i do p icia i zw ilża się n ią jego
rę ce i sk ro n ie, a resztę ro z le w a się n a w szy stk ie cz te ry k ą ty
p okoju ; sz k la n k ę n a le ż y p o staw ić u d rzw i p rz e w ró c o n ą dnem
do g ó ry .
A lbo, bierze się ch u stk ę, sk ła d a się ją w dziew ięć fa łd ó w i liczy
się od je d e n do d ziew ięciu w y żw sp o m n ian y m sposobem , od
m aw ia się w sp o m n ian ą fo rm u łk ę, obw ija się n a stę p n ie sfałd o w a n ą c h u stk ę d o k o ła p a lc a i rozpuszcza się fa łd y je d e n
po d ru g im , licząc p rz y te m : nie je d e n itd. P óźniej k ła d z ie się
c h u s tk ę znow u w e fałd y , licząc w stec z: n ie dziew ięć itd.
R o zp u szc zając fałdy, odm aw ia się trz y ra z y : ta k ja k te fa łd y
ro zch o d zą się, ta k i t. d.
K o g o sp o tk a ł u ro k , te n n iech p lu n ie trz y ra z y n a k o ń ce
p a lc ó w i m ach n ie trz y k ro tn ie rę k ą od tw arzy .
Ż eb y się p rz ek o n ać , czy m dłości p o ch o d z ą od uroku, rz u ca się
nóż k u ziem i ; g d y u tk w i, zn a k to, że u ro k m ia ł m iejsce.
S ta rs z a k o b ie ta , nie m ając a w ięcej m iesiączki, n iech p o c ie ra
k o szu lą tw arz d o tk n ię te g o u ro k iem
G d y u ro k sp o tk a ł położnicę, z b ie ra się od k a ż d e g o z o b e
cn y c h p ę k w łosów i strzę p ie z odzieży i o k ad z a się tern chorą.
W d aw n y ch cz asac h p o staw io n o u w e zg ło w ia poło żn icy g ło w ę
k o g u ta , g d y n o w o n a ro d zo n e b y ło chłopcem , k u r y zaś, g d y
b y ło dziew czyną, n a tk n ię tą n a p a ty k , d la o c h ro n y przeciw
uro k o w i.
C hcąc się o ch ro n ić od u ro k u , k tó r y b y m o g ła za d ać o soba
w stę p u ją c a w łaśn ie do p o k o ju , n ależ y po staw ić n a stole
sz k la n k ę o b ró c o n ą dnem do g ó ry .
N ie k tó rz y ro b ią figę, m ów iąc p rz y te m cicho : N iech ci oczy
w y lezą.
C zerw ona n itk a o k o ło rę k i, cz erw o n a ta s ie m k a około szyi,
są sk u te c z n ą o ch ro n ą n a u ro k .
N a s e rc e d o tk n ię te g o m ocnym u ro k ie m ro z etrze ć p ająk a .
M atk i o b m y w ają m oczem sw e dzieci d o tk n ię te u zo k iem ; n ie
k tó re d ają im ta k ż e tro c h ę m oczu do ust.
Z w ilżyć u ry n ą kraj ko szu li i p o c ie ra ć nim tw a rz d o tk n ię te g o
u ro k iem .
D o tk n ię ty uro k iem , niech oblizuje k ra j koszuli sw ojej i zaraz
w y p lu n ie.
—
61
—
D o d a te k .
1) G d y się czyjeś o d p ad k i o b sy p ie żarzącym i w ęg lam i i za rze
w iem , d o ty czą ca o soba d o stan ie trądu.
2) K to ra n o w idzi, ja k g w iaz d a znika (zachodzi), ten ro k u nie
w yżyje.
3) W id z ą c n a w iosnę m łode g ą s k i po raz pierw szy, należy sobie
z a d zierz g n ąć w ęzeł w „ c y c y s “, inaczej d ostaje się fe b ry .
4) N ie n ależ y p rz eb u d o w ać pieców , c h y b a źe się zo staw ia otw ór
w pow ale.
5) C h o rzy n a b lad ac zk ę, n iech puszczą m ocz n a m arch ew .
6) K o ra le b u rsz ty n o w e u szyi, są śro d k iem sk u tecz n y m n a ból
oczu.
7) N ie w olno n o cą w y lew ać k ą p ie li niem ow lęcia, inaczej p o zb a
w ia się je snu.
8) P ie rw s z ą k o sz u lk ę szyje się dziew czynce p rzez 7 dni, żeby ją
o k ra s z a ły „sied m io k ro tn e p o w a b y “.
9) C h ło p czy k ó w u b ie ra się w ko szu lk ę, g d y m ają 5 ty g o d n i,
żeb y w p ię c io k sią g u b y li bieg li, d ziew czy n k i zaś w siódm ym
ty g o d n iu d la w sp o m n ian eg o „sied m io k ro tn eg o p o w ą b u “.
10) Nim się k ła d z ie niem ow lę do k o ły sk i, w rz u cają do niej k a
w ałeczk i p ie rn ik a , k tó re zw o łan e dzieci ro zch w y tają.
Ze zb io ru a p o k ry fó w 1).
(Z
o k o l l o
2VTe«. O l l ï l C b ' Ü P l L i i H
e r c ł y ОЖОЛТЇГЕ»,
do druku podał
w
i
®
L is t ap o k ry ficzn y , niżej załączony, w tek ście ro sy jsk im b y ł
już d ru k o w a n y w p ra c y p ro fe so ra C h ark o w sk ieg o uniw . M. F .
S u m co w a p. t. : Oczerk istorii ju żn o ru sskich apohrificzeskich skazanij
i piesień. Ch. Jasz czu rz y ń sk ij w ydając pow yższy list „ p o p ra w n ie “(w isp ra w lie n n o m widie), p rz y c h y la się do zdania prof. S u m
cow a, że n ależ y on do apokryfów^ „jużno-ruskich“. (K ijew . S ta r.
r. 1891 t. X X X V ). Is to tn ie n a w e t „popraw m ość“ w y d a n ia k ijo w
sk ieg o nie z d o ła ła zatrzeć w nim c h a ra k te ru w łaściw ego — nie
ru sk ie g o w szakże, lecz p o lsk ieg o . D o sta ł się on niezaw o d n ie
w p rz e k ła d z ie ro sy jsk im do b a d a c z y ap o k ry fó w ; w p rz e k ła d z ie n a
') Porówn. „ L u d “ I.I, str. 23 3.
— 62 w e t n ie z a tra c ił je d n a k c h a ra k te ru p o lsk ieg o . (Ś w ięcen ie soboty,
ja k o d n ia M a tk i B oskiej, u ży w an ie w p rz ek ład zie w y ra zu n i ew i e s t a r r n iew iasta, k tó re g o tłu m acz nie ro zu m iał w idocznie).
T e m a t p o lsk i o n eg o listu, je s t p ełn iejszy od p rz e k ła d u , a p o lsk ie
p ochodzenie, ja k się zdaje, jeszcze b ard ziej p o p iera.
O ry g in a ł te g o listu, w tak iej form ie i pisow ni, w jak iej k r ą
żył, załączam :
J E Z U S NAZARAŃSKI KRUL ŻYDOWSKI.
T e n lis t je s t znaleziony w ziem i B ry ta ń sk ie j, k tó re n P a n
Jezu s p is a ł n a g ó rz e T a b o r, p rz ed o b razem św. M ic h a ła z n a le
ziony, co żaden człow iek n iew ied ział n a czym te n lis t w isiał,
a k tó ry b y człow iek c h c ia ł w iedzieć i p rz ecz y ta ć, te n sam się
o tw o rzy ł, a b y ł zło tem i literam i.
Ja , Jezu s C h ry stu s, p rz y k azu ję w am y o p o w iad am m ocą b u stw a sw eg o , a b y śc ie n ied zie ln y dzień św ięcili, k o rz e n ia w o g ro
d ach w aszy ch nie k o p ali, bo ja w am d a ł dni sześć do ro b ó t w a
szych, a sobiem sió d m y p o św ięcił, a b y śc ie się w te n dzień m o
dlili za d o b ro d z ie jstw a o dem nie w zięte, k tó re m w am dał, y a b y
ście d zięk o w ali B o g u Ojcu D u chow i Ś w iętem u. B o g a c tw a k tó re m
w am dał, a b y śc ie u d ziela li ubogim , a p o w in n iście w ierzyć, iż Ja,
Jezu s C h ry stu s S y n B oży, p isa łe m te n list rę k ą m oją w łasn ą ,
a b y śc ie się d o b rze sp ra w o w ali, y p rz y k a z u je w am , bo je śli te g o
czy n ić n ie będziecie, b ęd ę w as k a r a ł g ło d em , o gniem , w ojną
y w o d am i uiezm iernem i ja k się n ie u p a m ię ta c ie , p o te m w as b a r
dzo m oim n iezm iern em k a ra n ie m k a ra ć b ę d ę y d opuszczę n a w as
p a n a n a p an a, k ró la p rz eciw k o k ró lo w i, a będzie m ięd zy w am i
w ielk ie k rw i ro z la n ie y w n ędzy d o k o ń czy cie żyw ot swój, dla
te g o , a b y śc ie p o z n a li g n ie w mój w e d łu g sp ra w ied liw o ści. B ęd ę
w as k a r a ł b ły sk a w ic ą , z b y tn ie g ra d e m y g rz m o te m za g rz e c h y
w asze, a b y śc ie się u p o k o rz y li, n a p o m in am w as z ła s k i mojej,
ab y śc ie się u p am iętali, dn i św ęte św ięcili k tó re są od k o ścio ła
p o stan o w io n e, też w iedzieli od złych u czy n k ó w w y s trz e g a ć się, bo
jeśli źle czy n ić będziecie, zło śm iercią pom rzecie, y o d w ru c ę o b li
cze m oje od was, przy p u szczę n a w as p ta k i czarne, z k tó ry c h
złe p o w ietrz e znosić będziecie, co^ po p o w ie trz u la ta ć będą. Iż
J a Jezu s C h ry stu s p rz y k azu je w am , a b y śc ie w so b o tę od n ieszp o
ró w n iero b ili an i żadnej ro b o ty n iew a ży li się ro b ić d la uczciw ości
M a tk i mojej P rzen ajśw iętszej, b o g d y b y się M a tk a m oja za w a m i
n iep rz y czy n iła, daw no b y śc ie poginęli.
W d z ie ń św ięty , ta k s ta ry ja k o y m łody, do k o ścio ła y p rz y
b y tk u m ojego, a b y szedł y w nim g rz e c h y sw oje ro z p am ięty w ał,
— 63 —
k tó re m i się m aje sta t mój o b ra ził y m nie sam eg o stw ó rc ę sw ego
a b y k a ż d y w y zn ał u cz y n ek swój n a sieb ie sam eg o co uczynił,
a p ro sić p o k o rn ie, ab y m w am z n ich w y b a c z y ł y o d p u ścił z łaski
mojej ; nie p rz y się g ajcie n a im ię m oje i ła sk i, k tó ręm im w as
stw o rz y ł n a w y o b ra żen ie m oje y o d k u p iłem k rw ią sw oją p rz en aj
św iętszą, je d e n d ru g ieg o nauczajcie, fa łsz y w eg o św iad e ctw a w y
strz e g a jc ie się czynić, O jca i M atk ę tczą c y b liźn ich ta k ż e w mi
łości m iejcie y k a p ła n ó w sw oich w uczciw ości, i u b o g ic h nie
w zg ard zajcie, z b y tn ic h b o g a ć tw nie p ra g n ijc ie , a ja w am za to
d aru ję ży w o t w ie c z n y , y p rz y k azu je w am m oco sw oją B oską,
a b y śc ie w ierzy li, iż J a Jezu s C h ry stu s S y n B o g a ży w eg o przez
trz e c h S erafin ó w p isałem te n list, rę k ą sw oją w ła sn ą i k to b y nie
m ia ł w ierzy ć wT ony, będzie p rz e k lę ty , p o tę p io n y ogniem p ie
k ie ln y m k a r a n y b ęd zie, a n a o sta te k p rzy k azu je w am , k tó ry b y
k o lw ie k m iał te n list, a b y g o d a w a ł do p rz e c z y ta n ia y p rz e p i
sa n ia , to ć c h o ć b y m iał ta k w iele g rz ech ó w ja k g w iazd n a niebie
y p ia sk u w m orzu, te d y m u odpuszczone b ęd ą , a k tó nieoznajm i
a n i p o k a rz e te g o listu, ta k i p rz e k lę ty y od k ró le stw a N ieb iesk ieg o
o d w ru c o n y b ęd z ie y p rz y id z ia w iecznie p o tę p ie n ie n a n ieg o , p rz y
kazu je w am p o d w iecznem z a tra c e n ie m zach o w y w ać się, a lb o
w iem k tó re y te g o czynić nie będzie, w ie lk ą m ęką, n ag ło śm iercią
p o m rze cie, a k tó ry b y człow iek te n list m iał w dom u swoim , t a
ko w y ła sk ę u m n ie y p o m norzenie, u ludzi przyjaźń, g ro m y , p io
ru n y , żad n e złe szkodzić m u nie m o g ą y bez spow iedzi y ciała m ego,
k tó ry z te g o św ia ta zejdzie, do ż y w o ta w ieczn eg o dusza je g o
przy id zie, o k tó ry m sam b ę d ę w ied z ia ł i p a trz y ł. T e sło w a św ięte
n a te n św ia t z e sła n e L eonow i p ap ierzo w i dane, L eo n p o m ien io n y
p a p ie rz d ał ten lis t b ra tu sw em u n a p rzeciw k o n iep rzy jacio ło m ,
te n list ta k o w y m ój, k to go c z y ta albo słu ch a sto dni o d p u stu
m a, a ż a d n a m u zła fo rtu n a szkodzić niebędzie, a k tó ra b y b ia ło
g ło w a b rz e m ie n n a te n lis t p rz y sobie m iała pod czas porodzenia,
b ęd zie le tk o ro d z iła a to dziecie będzie szczęśliw e, a będzie
w w ielkiej ła sc e u ludzi y P a n a B o g a, a k tó ry b y człow iek te
sło w a św ięte m iał, albo p rz ecz y ta ł, albo p rz e p isa ł, b ęd zie m iło
w ał w szy stk ich y n iep rz y ja c ió ł p rzezw y cięży ta k du szn y ch jak o
y cielesn y ch , p o tém p rz e c z y ta n iu te g o listu zm ów p o c ie rz y trz y
n a p a m ią tk ę św ięteg o k rzyża, n a k tó ry m sy n mój zaw isł, rę k ą
w ła s n ą B o sk ą te n list p isa n y przez trze ch S era fin ó w n a ziem ie
ze sła n y , u k o g o sie w dom u ten list znajduje, ża d n eg o nieszczę
ścia się nie boi. A m en.
64 —
—
Z puszczy kurpiowskiej.
Podaje
Ä -
(P ieśn i w e s e ln e ze w si O b ierw i, p a ra f. O s tr o łę c k a i z okolicy M yszyńca).
G d y p aro b cza k , lub 'częściej je g o ro d zice u p a trz ą ja k ą d ziew
czy n ę d la n ieg o za żonę, w ów czas w so b o tę u d ad zą się do ro d z i
ców m łodej raj (sw at) z p a ro b c z a k ie m , b y p ro sić ich o rę k ę owej
d ziew czy n y . W sz e d łsz y do izby i p o ch w aliw szy P a n a B o g a sło w y
N iech b ędzie p o ch w alo n y Jezu s C h ry stu s ! raj za c z y n a rozm ow ę
n a s tę p u ją c ą *) :
„ Ja k się m acie W a le n ty ? Co tam u w as .słychać?
— J a k to u n a s sły c h a ć ! zdrow im , ch w alić P a n a B o g a. Cóz
ta m w as tu sp ro w ad ziło , mój F ra n c is k u ?
J a w ám za raz to poziem , ze ja tu p rz y je ch ałe m do was,
bo mi n a ra ili, ze tu u w as d o sta n ie p rząd k i.
— K ie d y je sc e sw o jeg o nie p o p rz ęd ły .
T o ć m oze n ám jednej i u d zielicie, n ie ziem , k tó re j — c h y b a
A n to si ?
— N o ! to A n to siu pojad zies? C h y b a nie, A n to sia odpow iada.
No, mój W a le n ty , te ra z w ám p ra w d ę poziem , ze ja p rz y je
ch ałem z Ja n k ie m D o re ń sk im do w asej A n to si w za ręc y n y , су
p o zw o licie jem sie ozienieć?
W a le ty o d p o w ia d a : ja k o n a so b ie zechce.
F ra n c is z e k raj : m oja A n to siu ! pow iedz nám .
— J á tam n ie ziem ; jeżeli ociec i m a tk a zechcą, to jâ je g o
chcę, mój W a le n ty .
T o juz się m łodzi chcą. T o te ra z się u k lo ń ta ojcu i m atce.
W y c h o d z i A n to sia i J a n e k i c a łu ją ojca i m a tk ę i ra ja F r a n
ciszka, a raj p o w ia d a : T eraz s y k u jta sie do k o ścio ła, bo to juz
w iecór, cas z zapow iedziam i.
R a j p y ta się ojców p a n n y m łodej : trz e b a i p iw a?
— No, to tam i p rz y w ie śta , ojce m łodej o d p o w ied z ie li“.
P o w ró ciw sz y od zapow iedzi, za p rasz ają s ą sia d ó w i znajom ych
n a zaręczy n y . S ta rz y je d z ą i piją, a p a ro b c y i d ziew czę ta tańczą,
śp iew ając ro z m a ite pieśni.
Z n ied zieli n a p o n ie d z ia łe k w ieczorem p a n n a m łoda z a p rasz a
k a w a le ró w i p a n n y n a m u zy k ę C ałą noc tań czą, jed zą i p iją aż
do ra n a . R a n o p a n n a m ło d a idzie po w si i za p ra sz a g o sp o d a rz y
*) S p isan a p rzez w ieśn iak a we wsi Obierwi.
— 65 —
i g o sp o d y n ie, k tó ry c h , g d y się zbiorą, częstuje piw em i c h le b e m
razow ym .
G d y już czas do ślu b u w yjeżdżać, zaśp iew ają *) :
O j! wyrządzaj sie n a d o b n a Antosiu, rozm yślej s i e !
— A juści j a sie, a ju ś ci j a sie rozmyślcłum,
O jca matule, ojca m atule opuściełam.
G d y m ają w siad a ć n a wóz, śp iew a ją :
P rz e p r o ś A n to siu t a t u lk a sw eg o ; (bis)
T a tu l e k k o chan y stoji sfrasowany,
Ze dziewcyna idzie między obce ludzie,
J a k ow iecka n ik a (ja k a ) zb łąk an a.
P r z e p r o ś córecko m a tu le swoje ! (bis)
M a tu la s tro s k a n a stoji sfrasow ana,
Ze c ó re c k a idzie m iedzy obce ludzie,
J a k ow iecka z b łąk a n a.
P rz e p r o ś sio strzyck o bracisk a swojego ! (bis)
B ra c is e k s tro s k a n y stoji sfrasow any itd.
W te n c z a s raj zaw oła p a n n ę m łodą i p a n a m łodego, c h w y
ciw szy ich za rę k ę i trzy m a ją c w yw ołuje z k o lei c a łą fam ilię
ja k o to : ojca, m atk ę, b ra c i i siostry. P a n . m łody i p a n i m ło d a
p rz e p ra sz a ją ich, a ojciec i m a tk a u d zielają p a rz e m łodej b ło g o
sła w ie ń stw a ro d zicielsk ieg o . N a stę p n ie raj w sad z a p a n n ę m łodą
n a furę i odjeżdżają do ślubu.
G d y po ślu b ie z k o śc io ła jad ą, śp ie w a ją :
W y s ła z kościołecka, ju z nie p anienecka,
Świeci sie, nici sie n a głozie siatecka.
— J a k e m była m łoda, zienam r o z y k sia te k ,
A teraz do soli ch u stk a albo płatek .
Oj ! kiedy j á była młodo panienecko,
Z id zieli mie chłopcy mało skałecko,
A teraz nie zidzo (widzą) sy ro k am i drzw iam i,
S pojrzę n a młodego, za’eje sie łzami,
M yślałaś dziewcyno, ze to bendo żarty,
Świece sie świeciły, ksiondz rozłozył k a r t y ;
M yślałaś dziewcyno, ze to żarty były,
Świece zaśw iaciały, worgany zagrały.
M yślałaś dziewcyno, com ci sie zalecał,
K upsiłem ci psiwka — k aw a lers k i zwycáj.
— M yślałeś J a s ie ń k u , zem ci j e wypsiła,
Stoji n a stoliku, bom je postaw iła.
' ) Z a p isa n e w Myszyńcu.
5
-
66 —
G d y p rz y ja d ą z k o śc io ła do dom u, d ru h n y
śp ie w a ją :
i dru żb o w ie za
W kościele bylim, d o brze sie sprawilim ,
J a s i u l a z A nto sio ju z my ożenili, (bis).
D o o b iad u s ta rsz y d ru ż b a zasad za g o sp o d a rz y i g o sp o d y n ie
za d w a sto ły , a d ru h n y za trzeci, m łodszy im u słu g u je, p o d ając
ta le rz e z jad łem i o d b ierając pró żn e. P o d k o n ie c o b ia d u d ru h n y
za śp ie w ają :
Dziękuje my P a n u Bogu, dziękujem i to bie w a s i e c i 1),
Z p ane m g o sp od arzem , z p anio g o spo dy nie za ten obiad za dobry.
Dali nám dość grochu, a to wszystko cukrow y, do o biad u gotowy.
Dziękujem y P a n u Bogu, d ziękujem i tob ie wasieci itd.
Podaw ali nám dość kap usty , a to wszystko k ra ja n a , do obiadu z rz ąd zo n a .
D zięk u jem y P a n u Bogu i t. d.
Po dali dość kartofli, a to wszystko z ru solem , do o b iad u zrządzo ny m .
D zięk ujem y P an u Bogu i t. d.
Dali nám dość mięsa, a to wszystko piecone, do o biadu zrzą d z o n e
D z ięk u je m y P a n a Bogu i t. d.
Po dali nám dość k asy , a to w szystko ja gla na , do obiadu p r z y b r a n a .
D z ięk u je m y P a n u B og u i t. d.
P ó o b ied zie m łodsi o d ejd ą z m u zy k ą do innej c h a łu p y i tam
ta ń c z ą aż g d y czas n ad ejd zie oczepin. W te n c z a s p a n i m ło d a z a
p ro s i g o s p o d y n ie i da im piw a. G o sp o d y n ie siad ają za stoł, b io rą c
p a n ią m ło d ę p o m ięd zy siebie. D ru h n y z a sia d łsz y ró w n ie ż n ao k o ło
te g o stołu, ś p ie w a ją :
Ju z za stoły z a siad ajo 2),
0 m ym zián k u r e d e m ajo ;
R edzo red zo, co z nim zrobić,
Z iá n e k zdjąć, cepek włożyć.
R edzo red zo gospodynie,
Mój ziá n u sek m a rn ie zginie.
R edzo red zo, g osp od arze,
Mój z iá n u s e k w duze słazie.
1 wy d ru h n y mówcie za mno,
Mozę j e s c e bede panno.
K u l n i z ián u s ek po stole,
Do p a n i m a t k i w sokole,
Po stoliku bukowym, po obrusie cynowym.
P a n i go m a t k a nie przyjmá,
Bo w nim nadzieji nic nie má.
Z iá n k u mój ziánusku, coś mi ta k załośliwy ? !
l ) Ze wsi Obierw i. —
2) Myszyniec.
— 67 Kulni z iá n u s e k po stole,
Do p a n a ojca w sokole,
P o stoliku bukowym, po obrusie cynowym.
A ta tu le k go nie przy jm á ,
Bo w nim nad zie ji nic nie má.
Z iá n k u mój ziánusku, coś mi ta k załośliwy ? !
K ulni z ián u s ek po stole,
Do p a n a młodego w stodole.
A pan młody go p rzyjm á,
B o w nim nadzieje w szystkie má.
Z ián k u mój zián usk u, coś mi t a k weseluchny.
P o te m zdejm ują jej w ia n e k z g ło w y i zaśp iew ają :
Mój z iá n u s k u lawendowy,
Nie wracaj sie z mojej głowy.
I spadł i spadł, p o k ru s u ł sie,
J a s ie n e c e k pociesuł sie.
N a stę p n ie w ezm ą talerz, staw iają go n a stole, a n a nim p o
łożą czepiec z w ian k iem i zaczyna się sp rz ed aż w ia n k a . G o sp o
d y n ie k u p co m z ró ż n y ch k ra jó w p o d a ją cenę np. stu ru b li i okseft
wina,- a po d łu g im ta rg u sp rz ed ają g o za d w a o k sefty p iw a.
M u zy k a zag ra, a k u p c y w o łają : „P an o w ie m łodzi, ko m u się godzi
i ch w y ciw szy rę k a m i za czepiec z w iankiem , ta ń c z ą i skaczą,
b rz ą k a ją c w talerz, aż się stłu cze. W ó w cza s k u p c y o d p rzed ają go
ty m sam y m gosp o dyniom , k tó re śp iew a ją :
Ola, ala, ola, a la ‘) !
A zidzisze s t a r s a d r u h n o ,
Go mnie dzisiáj, to bie j u t r o ;
D ajze, dajze, nie załujze,
Choć ru b e l k a ofiaruj ze.
A zidzisze m ło dsa d ru h n o itd.
A zidzisze sta rsy drużba,
J a k a tw oja służba;
D ajze, dajze, nie załujze,
Choć trzy ru ble ofiarujze.
A zidzisze młodsy drużba,
Dzisiáj tw oja słu żb a;
D ajze, dajze, nie załujze,
Choć pięć ru bli ofiarujze.
N ám sio w szystkim t a k zidzi,
M ło dsy d ru ż b a starsego zawstydzi.
A zidzisze s ta rs y bracie,
J a k dziś twoi siostrze, płace ;
‘) Obierwia.
— 68 —
Dajze, dajze, nie zalujze,
Choć pięć ru b li ofiarujze.
T rz e b a ji na sitko,
T r z e b a ji n a w szistko;
D ajze, dajze, nie zalujze,
Choć pięć rub li ofiarujze.
A zidzita wy stryjowie,
Co j á m ám dziś n a swej głowie;
D ajta, d ajta , n ie załujta,
Choć po dziesięć rubli ofiarujta.
A zidzita wy przyjaciele,
J a k a mi sie d ro g a ściele;
D a jta , dajta, nie załujta,
Choć po pięć ru b li ofiarujta.
A zidzita gospodarze,
Z a w a la lista na łazie ;
D a jta , dajta, nie z a łu jta ,
Choć po rub lu ofiarujta.
A zidzita gospodynie,
T rz e b a noza, tr z e b a skrzynie ;
Dajta, d a jta , nie załujta,
Choć po złotówce ofiarujta itd.
L elu ja, leluja, prześlicnego G-rzela ^
N ie będziecie zidzieć mojego w esela (bis),
Bo moje wesele za K rakow em będzie.
Na mojem weselu siedmi królów będzie (bis),
B ędo tam kro lo zie i oficerozie,
Będo po prazia li z iá n u s k a na głozie.
Co to za dziewcyna, co ji k ró l e słuzo,
O n a m á zián usek p rz e k ła d a n y rozo.
Z eb y to ta k B ó g d a ł i j á takb y chciała,
Z eby ta k z ziánu skiem z a raz u m ierała ,
Ociec by żałował, m a tk a by p ła k a ła ,
Chłopcy by mie nieśli, k a p e la by grała.
O ! siano siano, tyło go kopa,
D ajze mi Boże dobrego chłopa,
Zeby mie bijál, go rza łk i nie piját,
W k a rc m ie nie siádál, z jan so nie gadál.
A
A
A
A
ł)
N astępn e
n a je z ie rz e kosycek plywá,
nas p a n e č e k do nas p rzy b y w á ;
n a tem niebzie g zio zd k a jaś n ie je,
nas p an eče k do nas sie śmieje.
pieśni
weselne
spisałem
w M yszyńcu.
— 69 N ie 'c h c ie l iś c ie m am u lu posłuchać muzyki,
J a k zagrali p od okankiem jako sławziki ;
A t e r a mnie je s t nie mniło,
Nie tr z e b a mnie zanić było,
M am ulo m oja!
Cegoześ mie m am u leńk o za mąz wydała,
K ied y j á sie w gospodarście nie ro z p o z n a ła ;
Ni j á up rz ąść, ni j á usyć,
D o p ie r o mie tr z e b a ucyć,
M am ulo moja !
Z n áj mam ulu, znáj, komu corke dáj ;
Nie dajze ji za ladajakiegoś, ji urody zál.
Bo ji u ro d a j a k b y stra woda,
P ra w e licki j i sie zrnm ieniło j a k po ln a róża.
Bo po lna ró ża raz do ro k u kście,
Cianzko tem u sercowi, k to kogo nie chce.
G ra ju g rá c y k i, skoco koniki,
W y rz ą d z a j sie nadobno dziewcyno, rozmyślej sie.
A o na stała, ro z p o z i e d z ia ł a : o j ! nie,
Bo j á u swoji m am uli zo stane sie.
R odzice, moje rodzice, co mie t a k młodo zanieie ?
Gy wám j á nie p o słu sn a była, су wám w cem przew inęła ?
Z ie lo n a ru tk a , ja łoziec,
L ep sy k aw a ler j a k wdoziec,
B o wdoziec będzie w y m aw iál:
L e p s o j á pierso zonke m iá t;
I dzieci bando płakały,
B o d a j m acochy nie znały.
Jas io k o nie poił, K a sia wode brała,
J a ś so b z ie zaśpiewał. K asia zap ła kała.
Nie p ła c K a s i o nie płac, bendzies ty ci moja,
P r z y w io z ę ja b łu sk o z tu re ckie go pola.
Przyzioze, przyzioze i ro z k r a je na krzyz,
P od o b n o dziewcyno krzywo na mie patrzy s.
P o sła do sad ań k u , ro z s y p a ła wiśnie,
Gdzie mi sie pod ziały me panieńskie myśli.
P o sła do sa d a ń k u , ro zs y p ala ka rty ,
Gdzie mi sie podziały me panieńskie żarty .
P rzy śli chłopcy przyśli, wszystkie p ann y wziani,
A mie s ie ro te ń k e ostazili sami.
— 70 —
Piosnka o żołnierzu.
W y rz ą d z a ła sio stra b r a t a (bis)
N a wojenke na trzy l a t a ; (bis)
J a k sie m łodsa doziedziała,
K o n ik a m u osiodłała,
K on ika m u osiodłała.
J a d z i Ja s ia n k u na w o jenk e, (bis)
N abierz sio strze n a sukienke,
N a sukienke cerw onego,
N a fa r tu se k jadw abnego.
Wy żołnierze, z ołnierzyska
N ie zidzieliście bra cisk a.
(bis)
Zidzielim go n a Podolu, (bis)
G łowa je g o n a k am ianiu ,
K ó n ik je g o wedle niego,
K o p ie n o zk ą, żałuje go.
K iedy j á m iał swego pana,
Z y rá l j â g o łe ziarna,
T e ra z nie mám z ia r n k a słomy,
O bjed zą mie k r u k i , wrony.
„Fry c ó w k a“.
Z w yczaj, o k tó ry m tu ta j chcę pow ied zieć słów k ilk a , b y ł d a
w niej, ja k m i w P u ż n ik a c h opow iadano, b a rd zo ro z p o w sz e c h n io n y ;
z czasem coraz b ard ziej z a c ie ra ł się, aż w reszcie c a łk ie m z a g in ą ł.
Od d w ó ch la t n ie m a g o już w sa m y c h P u ż n ik a c h , gdzie najdłużej
jeszcze b y ł się p rzech o w ał. B y ć m oże, że w in n y c h okolicach
znajduje się jeszcze, a w ted y tem łatw iej b ęd zie m ożna o nim ze
b ra ć ja k ie ś w iadom ości, b ard ziej szczegółow e.
C h ło p ak , m ając szesn aście — sied em n a śc ie lat, z a czy n a już
kosić. K o sz e n ie je s t d o sy ć cięż k ą p ra c ą dla p o c z ą tk u ją c e g o ; do
nieg o trz e b a siły i zręczności. To też m ło d y ta k i d o p iero w y ra
b ia ją c y się k o siarz, z w y k ł chodzić z k o są w y łączn ie n a sw oją
niw ę, g d zie m ó g ł kosić, ja k długo chciał, w ypocząć k ie d y chciał.
N a cu d z ą n iw ę u d a w a ł się dopiero po dłuższej p ra k ty c e i to ty lk o
n a ta k ą , g d zie nie b y ło w iększej liczb y k o sia rz y . P o dw u- lub
-•Ч
—
71 —
trzy le tn iej p ra k ty c e (trzeba rozum ieć tu „ la to “, nie ro k ), m ógł
już ko sić z „w yzw olonym i k o sia rz a m i“. M u siał się je d n a k w pierw
sam „w y zw o lić“, a w yzw olenie tak ie, zw ane „ fry c ó w k ą “, o d b y w ało
się w n a stęp u ją cy sposób.
„ F r y c “ w y szed łszy p ierw szy raz k o sić, m u siał sta w a ć na
czele k o sia rz y i cały dzień ta k kosić, uw ażając, żeby go k tó ry
ze starsz y ch nie w y p rzed ził. K ie d y d a ł się w y p rzed zić, b y ł u w a
żan y za lich eg o kosiarza, co zresztą n ie ra z się trafiało ; k ie d y nie
d a ł się w y p rzed zić, b y ł u w a żan y za d o b reg o k o siarz a i m ó g ł b y ć
p ew n y m , że w szędzie b ę d ą go b ra ć do ro b o ty . K ie d y zbliżało się
p o łu d n ie, s ta r a li się k o siarze „fry ca o k o sić “, t. j. kosząc, zam
k n ą ć g o w około. G d y to n a stą p iło , k o siarż e rz u cali k o sy i b ie g li
do fry ca. P o ch w y c iw sz y go, p o ło ży li n a ziem ię, a k ażd y , k tó ry
m ógł, u w a ż a ł za swój obow iązek u d erzy ć fry c a ra z kuszką. P o
niew aż k u sz k a b y ła zaw sze p rz y o tw o rze m o k ra , to też z o sta
w ia ła n a fry cu po so b ie ślad y o k rą g łe , zw an e „p iec zęc iam i“.
K ie d y fry c w y rw a ł się, w te d y zasiadano do p o siłk u . P o nim k o
szono do w ieczo ra. W ie c z o re m o d b ie ra li k o sia rz e u fry c a kosę
a o to czy w szy g o , u d aw ali się w szy scy do k arczm y , g dzie fry c, s to
sow nie do zam ożności, m usiał staw iać g a rn ie c , dw a, trz y k o sia
rzom w ódki. P o w y p iciu w ódki w y łaz ili trzej lu b czterej k o sia rz e ,
k tó rz y m ieli siln y głos, n a d ach k arczm y , i s ta m tą d obw ieszczali
całej w si o p rzy jęciu fry ca w sw oje g ro n o . P o słu g iw a n o się p rzy tem sta le u ży w an ą form ułką, k tó ra b rz m i t a k : A sch o ććy śy,
sch o ććy , p an o w jy ko saży , coś w am pow im n o w e g o ; znajdujy śy
m jy n d zy nam i sła u n y kosaż, N. N. (np. M aćko P sz y b łu k iy w ic z )
d o s ta ł p iy ń ć k u sz y k (trzy, cztery, ro z m a icie) n a c a łą d . .. !
P r z y cichej, letniej nocy, sła w a n o w ego k o sa rz a ro z c h o d z iła
się d alek o , a echo jej odbijało się jeszcze długo w p o b lisk ic h g ó
ra c h i lasac h . N ow o u p ieczony k o sia rz ze sw oim i sta rsz y m i k o
le g a m i u d a w a ł się po tak iej o p eracy i n a sp o c z y n e k i zap ew n e
śn ił o niej:..
F ry c ó w k a o d b y w a ła się zw yczajnie n a p o siad ło ściac h d w o r
sk ich lu b księży ch , b o ta m n a w iększym obszarze z b ie ra ła się
w ięk sza liczb a k o siarz y . C iekaw em b y ło b y w yśledzić, czy f r y
c ó w k a nie je s t ja k ą ś, p o zo stało ścią pańszczyzny, za k to re j m usieli
p a ń c z y ź n ia c y p rz y każdej sp o so b n o ści p e w n ą ilość w ódki k u p o
w ać ; p rzy m u s te n m óg'ł ro z ciąg ać się n a frycow kę.
W łodzim ierz Hnatiulc.
_ 72 -
KOLĘDA
śpiewana w Szebniach (pow. Jasielski) w dzień N o w e g o Roku
po domach przez szczod rak ów czyli kolędników.
T rz e p io te c k a trz e p io ta ła ,
P a n i g o sp o d y n i sp a ć nie d ała.
G o sp o d y n i ra n o w stała,
S w oje po k o je u m ia ta ła ,
S w oje pokoje u m ia ta ła .
S p o d ziew a ła się w ie lk ic h gości,
P a n a Jez u sa z w ysokości.
T rz e p io te c k a trze p io ta ła ,
P a n i g o sp o d y n i sp a ć nie dała.
W s ta j g-ospodyni, w staj nieboże,
B o w tw oim dw orze w szy stk o dobrze.
K ro w y ci się p o cieliły ,
S am y ch b y czo sk ó w p o m n o ży ły .
A te byczoski,
Z łote g rzy w io sk i,
A k tó ż ich to d a ł ?
S y n to B oski.
T rz e p io te c k a trz e p io ta ła ,
P a n u g o sp o d a rz u sp a ć nie dała.
W s ta j g o sp o d arzu , w staj nieboże,
B o w tw oim dw orze
W s z y stk o dobrze.
K la c e ci sie p o żreb iły ,
S am y ch żry b czo sk ó w pom n o ży ły .
A te żry b czo sk i,
Z ło te g rz y w io sk i,
A któż ich to d ał?
S y n to B oski.
P a ro b e c k i p rę d k o w staj eie,
B o w p ole orać pojedziecie,
I z ło tą b ry łę w yorzecie,
I zło ty k ie lic h ulejecie,
A do k o śc io ła zaniesiecie.
A w ty m k ielich u k to b ęd zie b y w a ł ?
T am sam P a n Jez u s b ęd zie od p o czy w ał.
Ks
W ładysław Sarna.
— 73 -
P ieśn i rek ru ck ie.
Co ro k u o dchodzi k ilk u now o o d e b ra n y c h re k ru tó w do w o j
sk a z każdej w si; dzieje się to w p ierw szy ch d n ia c h paźd ziern ik a.
Z d aw ało b y się, że to ta k a zw yczajna rzecz, iż nie w a rto n a n ią zw ra
cać u w a g i. T y m cz asem ta k nie jest. D zień o d ejścia do w ojska
stan o w i u re k ru tó w n o w y p e ry o d życia, n ie może w ięc b y ć b ez
w p ły w u n a c a łą w ieś; d lateg o trz e b a w ięk sz ą n a ń zw rócić uw agę.
Już n a trz y dni p rz e d odejściem re k ru c i nic n ie ro b ią : śpią,
ch o d zą po k re w n y ch , sąsia d a c h , ro z p ra w ia ją o s tra s z n e j, nieznanej
p rzy szło ści, słu ch ają ch ętn ie ro z m a ity c h k ła m stw i p rz e c h w a łe k
w y słu żo n y c h żo łn ierzy i t. d. W sam ą w ilią o dejścia w ynajm ują
m u zy k an tó w i ta ń c z ą c a łą noc, a ż e b y się n a długo w y ta ń c z y ć .
N ie obejdzie się p rz y te m b ez n ap o jó w g o rą c y c h , k tó ry m i się ra
czą d o tąd , d o k ąd nie s tra c ą n a p ó ł p rz y to m n o śc i i n ie zap o m n ą
o w szy stk iem . C zasem w y d a rz y się i b ó jk a.
R a n o n iew y sp a n i, zm ęczeni zb ie ra ją się w podróż. U b raw szy
n a sieb ie ja k n ajlich szą odzież — d o b re j szkoda, bo m oże jak iś
d o b ry k o le g a pożyczyć sobie bez w iad o m o ści w łaśc ic iela — p rz y
g o to w aw sz y do p o d ró ży co p o trze b a, id ą do k re w n y c h , do s ą
siad ów , do p rz y ja c ió ł i że g n ają się z nim i. Ł zy leją się obficie,
o so b liw ie u k o b iet, ale i n iejedno m ę sk ie oblicze zm oczy się
niem i... N a jp rzy k rzejsze ro z sta n ie się z ro d zicam i, o so b liw ie z m a
tk ą i ze sio stram i. Ile to p łacz u ! Ile n a rz e k a ń ! P o p o że g n an iu
sch o d zą się re k ru c i w um ów ionem m iejscu, najczęściej ko ło k a r
czm y, g d zie n a n ich już czek ają m u z y k a n c i i podw ody. Z a r e
k ru ta m i zb ierają się w szyscy, k to ty lk o m a z nim i ja k ą sty c z n o ść ;
ro d zice o d p ro w a d zają synów , d ziew czę ta k o ch a n k ó w , dzieci p r a
g n ą b y ć k o n iecz n ie tak że przy n iezw y k łe j u ro c zy sto ści... N a
d a n y z n a k ru szają po d w o d y , za n im i m uzykanci, dalej re k ru c i,
w reszcie im p rz y ch y ln i. Im w ięk sza w ieś, tem w ięk szy p o c h ó d .
M u zy k a n ci g ra ją , re k ru c i śpiew ają, chociaż n ie ra z w śró d śpiew u
ten lu b ów p łacz em w y b u c h n ie , k o b ie ty p łaczą. P o c h ó d u d aje
się ta k aż n a g ra n ic ę w s i; tam zatrzy m u je się n a c h w ilę ; n a stę
p u je jeszcze raz p o żeg n an ie, jeszc ze rzew niejsze. W re sz c ie re k ru c i
w siad a ją na w ozy i od d alają się zw olna z ż a ło śn ą p ie śn ią n a
u stach . P o z o sta li d łu g o jeszcze p a trz ą za nim i, aż w reszcie z n ik n ą
im z oczu. W te d y w racają pozw ieszaw szy g ło w y ; m u zy k an c i już
n ie grają...
M nie u d ało się za p isa ć dw ie p ieśn i, k tó re b y w a ją ś p ie w a n e
p rz y odejściu re k ru tó w . P ie rw s z a z nich za p isa n a w P u ż n ik a c h
(Bucz. p o w.), d ru g a w P Ire h o ro w ie (B ucz. pow .) ; — o sta tn ia w dw óch
_ 74 —
w a ry a n ta c h . P ie ś n i te nie b a rd z o now e i nie b ard zo ciekaw e,
jeże li p o ró w n a m y je z okolicznością, w śró d jak iej b y w a ją śp iew an e.
A le m nie nie chodzi ta k o te p ieśn i, k tó re tu podaję, ja k raczej
o to, a ż eb y n a p o d o b n e p ieśn i zw rócić uw ag ę. M iędzy niem i
m uszą się z n a le ść n iejed n e p e r ły p o ez y i ludow ej, k tó re b ęd ą
za słu g iw a ły n a to, a ż e b y szersza pu b liczn o ść z niem i się za zn a
jo m iła. N iech tu taj p o d an e b ę d ą p o czątk iem .
I.
T am n a h o ri tr a w a szumyt,
J a ii tji traw i żom njyr łyżyt,
N a d żom njyrom ko ny k stojit.
N y śtjij, ko nju nado mnojoü !
W ybyj mynji hrib nohojoii,
W ybyj m y nji hrib nohojoii,
A sam biży dorohojoii,
Cjisarskojoň, szyrokojou.
A tam b u d u t żyńcji żaty,
Taj ne daj sjy ň r u k y îizjaty.
J a k p rybiżysz na to sélo,
Z arży sm utno, nywyseło.
J a k prybiżysz na podw iry,
U d a r hołowoii go o dwiry.
J a k pry biżysz k r a j worota,
Skłoń hołowu j a k s y r o ta .
W y jd y otec, zasm uty t sjy,
W y jd y maty, utjiszyt sjy.
Oj ty, konju, w oroneńkyj,
De mij synok m o ło d e n k y j?
Oźmy m aty pisk u żmenju,
Posjij jy ho po kam enju.
J a k toj pisok zjijdy,
T ohdy twij syn, mij pan pryjdy .
II.
W a r y a n t 1.
Szczisływa jim taj d o ro ha,
K u da id u t żom njareńky,
N aszi djity mołodeńki.
A za nymy m am y iimliwajut,
Swojich d jityj w y p raln aju t.
Oj ny płaczty, mamy, za namy, _
Ny wypoimyty m ory ślozamy.
Oj wy m ory ny wypoimyty,
W y nas z w ojska ny w y kupyty.
— 75 —
Buło tohdy, m am cju, plakaty,
J a k zaczyły b rań cji b ra ty .
J a k zaczyły brańcji b raty ,
C jisarowy p rysjyhaty.
C jisarow y p ry sjy haty ,
K u c z y ry k y opty naty.
Szczisływa jim taj doroha,
J a z B yryżyn ja ż do Lwowa,
J a zji Lwowa
ja ż do W idn jy.
E y szy ju t sjy mamy bidnji,
Ł y sz y ju t sjy sestry ridnji,
E yszyjy sjy usja ro dy na.
E y szy jy sjy ii dom a myła.
E y sz y ju t sjy czornji oczy,
D e j a chodyii ü deń і й uoczy ;
Chody, chody, j szcze sjy choczy.
Szczisływa ji m taj doroha,
J a z Byryżyn ja ż do Lwowa,
J a zji Lwowa
ja ż do
B erna.
Vże sjy wit tam ny pow ernu...
Oj j a z B e rn a ja ż do R ymu !
Oj widaj j a tam zahynu.
War у ant 2.
Szczisływa jim taj doroha,
K u d y id u t żomnjyreńky,
N aszi chłopcji mołodeńki.
A za nymy n e ń k a s t a r e ń k a
Płaczy h irk o , umliwajy,
Swoho syna wykuplajy.
Ny płacz maty, ny płacz hoży,
Njic ty toj płacz ny pomoży.
Buło tohdy. neńcju, plakaty,
J a k zaczyły brańcjiii łap aty ,
K u czy ry k y opstryhaty,
Cjisarowy prysjyhaty.
Szczisływa jim taj doroha,
A z B y ry źa n aż do L wowa,
A zji L w ow a aż do W idnji.
E y sz y ju t sjy mam y bidnji,
Ł y sz y ju t sjy b r a t ji ridnji,
Ł y sz y jy sjy iisja rod yn a,
A j a jid u j a k byłyna,
Szczisływa jim taj doroha,
T a iz W idnji aż do R ymu !
Aż ta m k a j a hże zahynu.
W łodzim ierz H natiuk.
— 76 -
Rękawka i skały Twardowskiego
w Podgórzu.
W z g ó rz a , u k tó ry c h stóp leży m iasto P o d g ó rz e , n az y w ają
się K rz e m io n k a m i, a w śró d n ich w y szczeg ó ln iają się jako o to
czone b a śn iam i ludu. p a g ó r k i: g ó ra L aso ta, zw an a p o sp o lic ie R ę
k a w k ą , k o p ie c K ra k u s a i sk a ły T w a rd o w sk ie g o .
N azw a „ R ę k a w k a “ m a pochodzić stąd , że w rę k a c h nosili
lu d zie ziem ię n a u sy p a n ie m o g iły K ra k u so w i. T łó m a c z e n ie to
je st n iep ra w d o p o d o b n em . Je ż e lib y bo w iem w rę k a c h m iano nosić
ziem ię n a u s y p a n ie K ra k u s a m o g iły , to ta m o g i ł a p o w in n a b y
się n az y w ać „ R ę k a w k ą “, a n ie w zgórze w po w ietrzn ej lin ii p e
w n ie o lo o o m. od niej odległe.
N a R ę k a w c e je s t m aleń k i k o śc ió łe k św. B e n e d y k ta , a na
teg o ż w ieży czce k rz y ż tró jra m ie n n y . Za p ó łn o c n ą stro n ą k o śc ió łk a
c iąg n ie się stro m a sp ad zisto ść g ó ry , p e łn a n a tu ra ln y c h sto p n i,
po k tó ry c h m ożna zejść n a dół. W ę w to re k po niedzieli w ie lk a
nocnej, lub w razie sło ty , w n ajb liższą p o g o d n ą niedzielę, o d b y
w a ła się n a tej g órze » R ę k a w k a “, tj. rod zaj jak ie jś za b a w y lu
dow ej. R a n o o d p ra w ia ła się m sza św . w k o śc ió łk u ; m ieszk ań cy
P o d g ó rz a i sąsied n ieg o K ra k o w a z b ierali się n a g ó rze, b y p rz y
p a trz y ć się ulicznej gaw iedzi, n ajro z m aitsz y m o b sza rp ań c o m , k tó rz y
o b ieg li sp ad z isto ść g ó ry , z to rb a m i n a p le c a c h i k o s tu ra m i w r ę
k a c h i w o ła ją : „G órom p a n o c k u “ ! „D ołem p a n o c k u “ ! P r z y p a
tru ją c y się z a k u p y w a li od s tra g a n ia rz y , k tó ry c h tu p ełn o , su ch e
p la c k i szew skie, o b w a rz a n k i, jaja g o to w an e i rz u c a li w rzeszczącej
zgrai. D z ia ły się p rz y tem i w y p a d k i: k to ś o trz y m a ta k im p l a
ckiem p o rz ąd n ie w g ło w ę, in n y oko s tra c i i t. d., ale te n z w y
czaj p rz e trw a ł d łu g ie lata, a d o p iero od 2 czy 3 la t w m iejsce
te g o rz u c a n ia p la c k a m i są u rz ąd za n e g ry i z a b a w y lu d o w e n a
o b szern y m p lacu p rzed k o śció łk iem . R ę k a w k a ja k o zabaw a, m oże
m a nazw ę d lateg o , że b o g a c i rę k am i rzu cają b ie d n y m podarki,
a ci w ręce je ch w y tają. (? R ed .). O d tej z a b aw y m a n azw ę p e
w n ie i g ó ra, ale czy tu m iędzy z a b a w ą a k o p ce m K r a k u s a je s t
zw iązek — tru d n o ja k o ś to pogodzić.
D o k o śc ió łk a św. B e n e d y k ta je s t p rz y w ią z a n ą n a s tę p u ją c a
b aśń :
P o d sto p n ia m i w ielk ieg o o łta rz a sp o czy w a z a k lę ta k ró lew n a,
a ja k o ta k a jest c a ła cz arn a ja k sm oła. C zeka o n a m ło d zień ca,
k tó ry b y ją w y b a w ił, p o ją ł za żonę i w ielk ie b o g a c tw a z a b ra ł. K to
w ięc m a o d w a g ę zg ło sić się tam o godzinie 12 w nocy, tem u
— 77 daje k ró le w n a іооо zł., a b y -je w 3-ech d niach p rz e ja d ł tak , b y
n ik o m u z te g o nic nie dał. C ały ty siąc m a b y ć o b ró c o n y n a j e
d z e n ie ; nie w olno z n ieg o k u p ić żadnej części u b ra n ia , ani też
n ie w olno d a ć an i z jedzenia, ani z p ien ięd z y nikom u n aw et n a j
drob n iejszej rzeczy. K to p o d ją łb y się w y b a w ie n ia k ró lew n y , a nie
w y k o n a łb y p o w y ższeg o polecenia, tem u ona g ło w ę u rw ie.
R a z - z g ło s ił się do niej p ew ien panicz, w ziął 1000 reńskich,
ch o d ził p rzez 2 dni do K ra k o w a i za te p ien iąd ze ja d a ł „k an arcze ję z y k i i s e rd u s z k a “, k tó re są b a rd z o d ro g ie, a w róciw szy
0 12 w n o cy do kościoła, w id ział tam k ró lew n ę już od stó p do
szyi b ia łą . P o sz e d ł i w trze ci dzień do K ra k o w a , p rz ejad ł re sztę
p ie n ię d z y i ty lk o p ó łc e n t m u pozostał. W ra c a w esoło i idzie
p rzez m o st p o d g ó rsk i, a tu n a k o ń cu m ostu siedzi sta ry , b ie d n y
ż e b ra k i p ro si g o b a rd z o o jałm użnę. P a n ic z d ał m u pó łcen ta,
a o 12 w no cy p rz y b y ł do k ró lew n y . Ja k ż e się zląkł, g d y z o b a
czy ł ją znów cz arn ą ; c h c ia ł u ciek ać, lecz k ró le w n a c h w y ciła g-o
p az u ram i i z a ry c z a ła : „Człow iecze, śm ierć tw oja, dałeś p ó łc e n ta
dziadow i, k tó ry b y ł d y a b łe m !“ i u rw a ła m u głow ę.
O 2, m oże 3 km . n a zachód od R ę k a w k i są S k a ły T w a r
d o w sk ieg o , a 1000 k ro k ó w od n ich n a w schód „ P a ra s o lk a “, w zgó
rze ta k n az w an e od tego, że n a niem b y ło z d rzew a zro b io n e
s c h ro n ie n ie od deszczu w form ie p o ra so la , pod k tó re m m ożna
b y ło w y g o d n ie sied zieć i sy cić sw e oczy w idokiem ca łe g o K r a
k o w a . O d la t m oże 20 n iem a te g o schronienia. „ P a ra s o lk a “ b y ła
sła w n ą z w ojen (bitek), ja k ie tu p o d g ó rsc y ch ło p cy z żydam i
p ro w ad zili.
W s k a ła c h T w a rd o w sk ieg o p rz e b y w a ł T w ard o w sk i, p łan etn ik , trz y m a ją c y z d y ab łam i. D y a b li m ieli go w ziąć w R zy m ie
do p iek ła, o .e z e m A . M ickiew icz w b allad z ie „ P a n i T w a rd o w s k a “
w sp o m in a. D o tej b a lla d y należy d o d ać, że, ja k b aśń niesie,
przecież d y a b li T w ardow skieg-o w z ię li; nie m ogli g o je d n a k w trą
cić do p ie k ła , bo T w a rd o w sk i u ło ży ł „G odzinki o M atce B o sk ie j“'
1 g d y g o d y a b li nieśli do p iek ła, śp iew a ł je, a M a tk a B o sk a p o
d a ła m u z n ie b a k o n iec sw eg o płaszcza, k tó re g o T w a rd o w sk i
m ocno się ch w y cił i d o ty ch cz as w isząc m iędzy n ieb em a p ie
k łe m , trz y m a się teg o ż ; d y a b e ł zaś d o tą d c ią g n ie go do p ie k ła
za n o gi, lecz n ie m oże go ściąg n ą ć. M alow idło p rz e d sta w ia ją c e
sce n ę p rz y to czo n ą, znajduje się w K ra k o w ie , w k o ściele św. K a
ta rz y n y (k la sz to r 0 0 . A u g u sty a n ó w ). W id z ia łe m je w r. 1877.
/
S zym on Gonet.
— 78 —
Język polski w wojsku.
P o w p ro w ad ze n iu w n aszem w ojsku k a ra b in ó w re p e tie ro w y c h
sy ste m u M a n lic h e ra (R ep e tie r-G e w eh r), zaczęły k rą ż y ć w 13 p u łk u
p ie c h o ty (k rak o w sk im ), a po części w 56 p u łk u (w ad o w ick im )
w iersze n iezn a n eg o au to ra , k tó re poniżej p odaję nie ty le ze w zględu
n a ich h u m o ry s ty k ę , ile d la o k az an ia k a ż e n ia się ję z y k a p o lsk ie g o
w w ojsku.
„ P ó ł g o d zin y szk o ły po e g z y c y rc e “.
A n t r e t 1)! re k ru ty do szk o ły —
F o r w e с 2) ! b ra ć ła w y i s to ły
I siad ać. J o worn dziś ja c y
P o w iem , co to r e p e t y n i e r 3) zn a cy ;
Z ilu części on się sk ład o ,
W a n ś l a g 4) ja k się g o p rz y k ła d o ,
J a k się g o k o n s e r w i r u j e 5),
J a k się strzy lo i ład u je ;
Źe ja k b y w os k to k i e j 6) p y to ł,
K u ż d e n k ie b y z k sią ż k i cz y to ł.
Z resztą ta k r y c h t y g 7) pow iedzieć,
Źe to k u ż d e n m usi w iedzieć.
W te n c o s ja k jo n a r u k o w o ł s),
T o je sc e W e r n d y l 9) g i e l t o w o ł 10),
A ta k s ta ry ja k i now y
M usioł się zm ieścić do g ło w y .
W o m i g z i c h t 11) ro zb ić n a poły,
Z aw dy z o stan ie cie w o ły .
Jo juz p ra w ie od p a stu c h a
W o jsk o w e g o m io łem d u ch a;
T o ty ż m oje k ro w y zn ały
E g z y c y rk e i sy g n o ły :
Ś w e n k u n g 1J), a u f m a r s 13), dyfilada,
A ż się dziw iła g ro m a d a !
Jo se zaw d y dołem ra d y ,
J a g e m w y p ę d z o ł z g ro m a d y ,
T y lk o m doł n a tro m b ie sy g n o ł —
Z aroz ku żd en b y d ło w y g n o ł.
*) A n t r e t e n ! , 2) V o r w ä r t s ! , s) B e p e tie rg e w e h r, 4) A nschlag, s) conserv iren, 6) k ie d y k o lw ie k , 7). rich tig , b) einrücken, °) W e r n d l , n azw a d a
wnego k ara b in u , 10) g e lt e n , и ) G esicht, n ) Schwenkung. ,3) A ufm arsch.
— 79 —
Jo se dom ra d y i z wami,
Ś m ie rd zą cy m i re k ru ta m i!
N iech m i k tó re n nie odpow ie,
J a k się n a s k a ra b in zow ie,
A lb o z k tó re g o je s t ro k u —
Zaroz w a l e p o m a z o k u 14)!
Zaś k tó re n w szyćko odpow ie,
P rz e d s ta w ię g o h au p tm an o w i,
I ta k dali, w a j t e r 15), w a jter —
Za p ó ł ro k u ., bedzie f r a j t e r 16).
J a k się fra jtre m ś t r e n g 17) okoże...
I k a p ro le m o stać m oże ! !
A le co ta g o d a ć z w am i !
W y , b ed z ie cie k a p ro la m i ? !
0 tfuj, t a j f e l ls) ! ! w y, re k ru ty ,
W y , co m ocie łe b z a k u ty !
■Z reśtom w icie w y to jacy —
Co p rz y w ojsku k a p ro l znacy ? !
K a p ro l... pon... s i a r ż i a 19) w y so k i!
Ś t e l o n g 20) p rz e d nim n a trz y k ro k i!
C hoć ci koże w o g iń skocyć,
N ie śm is sie an i zabocyć !
A ja k w yjdzie n a ulice
1 n a c ią g n ie rę k aw ice ,
Ś t y b l e t y w y w i k s o w a n e 31)
- A ż g l a j n c 33) odbijo o śc ia n ę !
A ja k w e r d z i n i a 33) zapoli,
T o aż w szy ćk ich se rc e boli!
Z reśto m co g o d a ć z G orolem !
T y b y ś k cio ł o stać k a p ro le m ?
T y ! N a j n , k a j n e R e d e 24)!
C h y b a jo... cy sarzem b ed e !
W is ty ? k a p ro l m usi um ieć
N a m ig i się p o rozum ieć !
Ś w a r m 25) do ś t u r m u 26) poprow adzić,
W s z y s tk o rozbić, w l u f t 27) w ysadzić!
I p rz ed djo b łem nie śm i stch ó rzy ć,
B o to d i n s t 28), ta k sie m o służyć!
14) Biję po tw arzy, 15) weiter, 16) G efre iter, 17) streng, IS) Teufel,
19) C harge, 20) S tellung, 21) K a m a sz k i wyczyszczone czernidlem , 22) Glanz,
23) V irg in ia cygaro, 21) Nein, k e in e B ede, 25) Schwarm , 26) Stu rm , 27) Luft,
a8) Dienst.
-
80 —
A wis ty , co to dinst, b y d le ?
Ja, to c i u ć p a j s î9) prow da? k n y d le ?
D inst... to s łu ż b a ! gdupie św inie
Z aw arto w re g u la m in ie !
T o j e s t f o r ś r y f t 30), co żołm irzy
O d r e k r u t a coroz w y ż y !_
O b o w ią z k i to p 1e n k l e r a 3 ’),
J a k i k ie d y uży ć g w e r a 33),
Źe j a k g o p u c u j e s z 33) chłopie,
M usisz m ieć y 1 34) i k o n o p ie !
A le co ta ; szk o d a p y s k a
Psuć, to b y le r e k r u c i s k a !
S łu c h o to, co k a p r o l g w a r z y ? ,
K iej on m yśli o m y n a ż y 35) !
P y s k ro zd ziaw i k ie b y k r o w a —
N a w e t nie wi, o cem m o w a !
M iołem m ów ić worn o gw erze,
Lecz n iech w szy ćk o djoboł b ierz e !
A s a j n a n d e r !36) w y śm ierdziu ch y !
L e p i 37) p ó d e do dzieuchy,
O n a ta juz stoi w b ra m ie
I w y g lą d o bidno n a mnie.
I t a k z c a ły t y g o dziny ,
Nic nie wicie b y c z e s y n y !
W y r a z y i z w ro ty źo-łnierskie.
Źołmirz musi se w y k lu p a ć ’) ś tru z o k 3) i k o p u z d r o k 3.
P o w in ie n rajbiślom 4) w y ra jb o w a ć 5) p o d ło g ę w cym rze 6).
K u p se h o ś t r a j f k ó w 7) i obszyj haśp in d el 8), b o b y ś dostoł
k a s a r n i k a 9)
N a hofie10) bijom u fe rm y 11) n a a j n c e 13).
P o d e j p a n u f e lf e b ro w i13) ś t r a j h y c l a 14).
" ) Z usp eise, î 0 ) V o rsc h rift, 31) - P lä n k le r, 33) G ew ehr, 33) pu tze n ,
3‘ ) Öl - oliwa, 35) Menage, 30) A u s e in a n d e r !, 37) Lepiej.
’) w ytrzepać, '2) S tro hsac k, siennik, 3) K o p f s t r o h s a c k , p o d u sz k a sło
miana, 4) R eibb ürstel, szcz otk a,
5) reiben, 6) Z im m er, 7) H alss treifei,
8) H a lsb in d e , “) K a s e rn a re s t, 10) H o f, podwórze, 11) U n f ö r m i g e , 13) e in s ;
żo łnierze, k tó r z y nie mogą się w yuczyć marszów, m uszą w wolnych ch w i
l a c h za k a r ę ćwiczyć się ; żołnierze ci naz y w ają się „ u fe r m a m i“ . 13) F e l d
webel, l ł ) Streichhölzel, zapałka,
—
8 1
-
Су m os w edle f o r ś r y f t u 15) ćw ieki w siuśp icach 1e) i fusżolach 1T), a gw oździe w a b z a c a c h 18) ?
A n i d e k i e l 19), ani s z o l k a 20) nie śmi b y ć w bu rc o k u 21).
Dziś n a ciućpajs 22J b y ł t r a n s p o r t 23), a jutro b ę d o m u c h a 24).
T o s i u f e c e 2b) m ają b y ć w ciaku 26) scho w an e, a nie w tanistrze 27).
Juz je s t po s t r a j c h u 28).
Ej, poleje ci sie w a zy lin a :29) z n o sa!
Zatkoj sobie g ę b ę m in d u n g s d e k le m 30, i b y ć cicho, bo co się
k om u patrzy, to m u się i g ieb iru je 31).
Zam knij no se ś p e r k la p e 3'2).
W eź ś p a t e 33) i chodź!
W y p i e r cw ilhozny 34).
P u c e r , puclik, p r y w a t y n e r 35), obsługujący.
S. Gonet.
ROZBIORY I SPRAWOZDANIA.
„Nasz Lud".
Pod takim tytułem wygłosiła p o e tk a M. K on op nick a odczyt
skiej sali ratu szo w ej d nia 27 listo p a d a 18 96 r.
w lwow
J a k k o lw ie k treść tego przem ów ienia z n an ą j e s t ogólnie z spraw o zdań
d z ie n n ik ars k ic h , to j e d n a k r e d a k c y a „ L u d u “ uw aża za stosow ne odświeżyć
j ą ra z jesz cze w pam ięci czytelników, bo jużcić nie może być chyba o bo ję tn em dla lud ozn aw stw a polskiego, co o „n aszy m lu d z ie “ wypowiedziała
pan i K o n o p n ic k a — niepo spo lita p o e tk a w arstw biednych.
O dczyt swój rozp o częła pan i K o n o p n ic k a od s k o n s ta to w a n ia faktu, że
lud po lsk i b adan o um iejętnie, i że po dziś dzień b a d a się go — mniej co
p r a w d a pod w zględem fizycznym, d o s tatecz n ie je d n a k pod względem p sych o
logicznym. T reść ty c h b a d a ń je s t b a rd z o ważną, ale więcej może jeszcze
c h a r a k te ry s ty c z n e m zjaw iskiem je s t ten f a k t b a d a n ia lud u sam przez się.
K o n sta tu je się w te n sposób dobitnie, że pomiędzy tym „ b a d a n y m “ ludem
a „ n ie lu d e m “ is tn ie je t a k głęboka przepaść, że w p ro st obie te części s k ł a
1S)
V o rs c h rift, 16) S zuhspitze, n ) F ussoh le, 18) A bsatz, 19) D eck el,
p rz y k r y w k a , 20) E sschalle, 21) B ro ts ack , 22) Z uspeise, 23) N azw a m ieszaniny
g roch u ok rąg łe g o z ryżem , 24) N azwa pierogów z powidłami, 25) Szuhfetzen,
26) Czako, 2’) T o r n is te r , 2S) c apstrzy k, 2'J) Tłuszcz do sm aro w ania k a r a
binu, 30) M ün du ng sdec kel, p rz y k r y w k a do lufy k a ra b in a , ja k o o c h ro n a p rz e d
deszczem, 31) G ebü hren , 32) S p errk lapp e, zatyczk a w k arab in ie, z pom ocą
k tó rej k a r a b i n nabity nie d a ognia, 33) Spaten, ło p ata, 3:|) białe spodnie,
35) P r iv a td ie n e r.
6
dowe n aro d u zupełnie lub przyn ajm niej w wielkiej części są, dla siebie obce —
nieznane.
Z g u b n y ten ro złam w ystępuje wszędzie. W życiu e konom icznem walka
sprzecznych interesó w , w życiu in tellek tu a ln em b r a k możności p o roz um ien ia
się. Je ś li „nie l u d “ coś czyni — r e z u lta ty są, m ałe z powodu bierności
lud u i o d w rotn ie ; je s tt o więc n iejako stan „w zajem n ego p rz e s z k a d z a n ia
so b ie “, niek o rzy stn y d la obu stro n , t. j. dla całe go n a ro d u . W K ró les tw ie
rozlan i między „nie lu d e m “ i ludem nie objaw ia się n a zew nątrz jas k raw o ,
bo objawiać się nie może, n a to m ia s t w Galicyi walka polity czn a n ietylko
stw ierd z a dobitnie, że ro z łam ten istnieje, lecz n aw et w części objaw ia się
dążność do u tr z y m a n ia tego ro zdziału . P rzy cz y n ta k ie g o stan u rzec zy n a
leży szu kać w historyi.
„ S t a n y “ (tj. k la s y społeczne) mamy obecnie — m am y je także w w ie
k ac h średnich, ale czem dalej wstecz, tem mniej j a s k r a w e są linie, dzielące
lud od „nie l u d u “, aż w reszcie w p ro gu dziejów polskich występuje w ybi
tnie „ je d n o lito ś ć “ społeczna, ogólna cecha p lem iennych ustrojów . N aw et
niewolnictwo, p ow sta jące z jeńców w zajem nych, do staje się u plem ion sło
w iańskich do tej ogólnej . j e d n o l i t o ś c i “ . Z a pierw szych P ia s tó w zmienia
się znacznie sta n społeczny. Ju ż nie „ rad y s t a r c ó w “ i w iara d ecy du ją o losie
ludu, lecz sam ow ładn a wola m onarchy. K rzyw ousty był sam ow ładcą in optima
forma. Ale... zróżniczkow anie dawnej plem iennej „je d n o lito śc i“' jeszc ze s t o
sunkowo m ałe. W ła d z a m o narchy j e s t silną, ale rz ą d z i społeczeństwem ,
k tó r e dopiero różniczkow ać się społecznie poczyna. R y cerstw o żyje ze stołu
k sięcia, k le r m a czynsze od p arafian — zm ienia się je d n a k wszystko, kiedy
ta k ry c e rz e j a k i duchowni d o s ta ją w p o sia d a n ie w ielkie obszary książęcej
niegdyś ziemi. W te n sposób pow staje główny motyw nierówności społecznej
stanow ej, tj. przywilej ekonomiczny. Początko w o przywilej ten je s t konieczny
i pożyteczny, później je d n a k w y ra s ta ją na te m tle n adu ży cia ; h is to ry a p o l
ska s taje się osta teczn ie teren em w alki o u trz y m a n ie wybujałego e k o n o m i
cznego przywileju i innych, k tó r e zeń w ynikają. W tej walce — lud został
p ok on any , a sk u tk ie m tego złam any ekonomicznie i politycznie ubezw ładniony
odepchnięty. P rzyw ilej ekonomiczny wbił klin m iędzy lud a s z l a
chtę, to też i dzisiaj mimo usiłowań, ażeby rozłam ten w ypełnić — istnieje
on n ad al ja k o k o niec z n a sp uścizn a p rze szło śc i. L u d pod wpływem nędzy
ekonomicznej zatr z y m a ł wiele cech niecywilizowanych, szlachta, wogóle „nie
l u d “ p o s tą p ił w konforcie życiowym, ale w m o ralności p o stę p u tego niema,
co więcej — m o żna powiedzieć, że m o raln ość lu du j e s t wzgiędnie wyższą
od m o ra ln o ści „nie lu d u “ . Jak ie ż są je d n a k główne z n a m io n a o d ró ż n ia ją c e
lud od „nie l u d u ? “
M ając n a d sobą prawo niesłu szne — depcące go, ch łop m usiał n a
uczyć się praw o to łam ać i po dziś dzień nie wiele wagi do ustaw p rz y więzuje. P r a c u j ą c z musu dla p a n a - - stał się chłop leniwym i opieszałym.
P rz y k u ty do gleby nabył cechy — biern ości społecznej.
Szlachcic ro zkazyw ał, stąd' wyrobił w sobie en erg ię ale i b r a k wy
trwałości. Cóż wynikło z takiego rdzen neg o ro złam u c h a ra k te ró w chłopa
i szla chc ica? P a n uchw alał p r a w a — chłop lekcew ażył j e sobie, p a n z całą
e n e rg ią chciał podnieść swój d ob ro b y t — chłop p ra c o w a ł leniwie z n iechę cią,
pan nie był zdolnym do w y trw an ia w ra z powziętych p o sta n o w ie n ia c h —
chłop b iernie zachowywał się wobec nich. K r ó t k o pow iedziaw szy — p r z e
sz k a d z a n o sobie wzajem nie i nie ro z ró ż n ia n o się ju ż, bo t a k ż e p o d wzglę
dem inte llek tualny m rozłam się pogłębił. Chłop ma mało zdolności do abstrakcy i, pojęcie przyczynowości u niego słabe i s tą d m ałe przyw idyw anie
przyszłości, niechęć do p racy, k t ó r a później dopiero ro k u je plon obfity,
szlachcic zniechęcony do chłopa, s ta n ą ł był ju ż u progów kosm opolityzm u.
A o św iata ludowa, czyż nie dąży do w y pełnienia tego rozłam u między
ludem i „nie lu d e m “ ? D ą ż y ! ale r e z u lta ty d otychczas małe, bo nie r o z u
m ie jąc ju ż lu du i nie znając go,' nie możemy przystosow ać do ń takiej oświaty,
do k tó r e j onby się garn ął.
Cóż zate m czynić należy ? P o z n a ć lud coraz bardziej i zbliżać się do
n ie g o ! Czy w te n sposób p rze p a ś ć dzielona „nie l u d “ od lu du może kiedyś
zo stać w yp ełn io n ą?
Nie raz zdaje się, że to utopia, ale — ta k źle nie
j e s t ; ideały społeczne u nas żyją i k rzew ią się coraz bardziej nieświadomie
lub świadomie. N ależy dążyć do ro zbu dz enia coraz szerszej św iadomości
społecznej. P o d tym wpływem — do bro b y t musi się z czasem op rzeć na
s t a ły c h p o d s t a w a c h ; w Galicyi widzimy naw et znaczny postęp w tym k ie
ru n k u . S zukajm y wielkości duszy w m asach społecznych, to pro g ram godny
n a ro d u polskiego! Gdyby kied yk olw iek zbudowano P a n te o n dla p oszczeg ól
nych n arodów , to wówczas, gdyby p ro g r a m powyższy zo stał w Polsce z r e
alizowany, moglibyśmy z d u m ą zaznaczyć w ty m P a n te o n ie , że p rzew ażn a
część naszych obyw ateli zasłużyła na miano — człow ieka!
Poznaw ać lud i zbliżyć się w ten sposób do niego, to cel naszego T ow a
rzystw a i pod tym w zględem przyjm ujem y słow a pani Konopnickiej za nasz
program i to od chwili, kiedyśm y się w Tow arzystw o ludoznaw cze zaw iązali. D ą
żenie do rozbudzenia św iadom ości społecznej — to rzecz całego ogółu, przy czem
i my sw ą pracę dokładać usiłujem y. Chcemy mieć otuchę, iż pod tym w zględem
dążym y do tego postępu, który ju ż zdaniem pni K. objaw ił się w Galicyi w istocie
rzeczy — odczuw ać się daje.
Czy ch arakterystyka m as ludow ych została w iernie przez panią К oddaną?
Sądzim y, że wogóle tak! a szczegóły daw ać, to część naszych badań. Z resztą —
krytycznej m iary do przem ów ienia poetki w rzeczach mniej znam iennych p rzy
k ładać nie zam ierzam y. Jedno tylko uzupełniam y. Chłop — m ów iła pani K. je s t
biernym społecz ie — bo długi czas b y ł do gleby przyw iązany. T rudno tem u
przeczyć, widzimy' to zresztą i w sąsiednich krajach... ale chłop ten dzisiaj traci
często ziem ię Ї w ów czas bierność jego w zględna się kończy, a przem iana ta
w pływ a zw olna także n a m asy jeszcze bierne.
D r. K . I. Gorzychi.
*
Antoni Małecki. L e c h i c i
W e Lwowie 1 8 9 7 8", str. 26 7.
*
*
w świetle
historycznej
krytyki
U pań stw o w ienie wszelkie, a więc i plemion, z k tó ry c h wyszło p aństw o
polskie, mogło się odbyć ju ż to n a podstaw ie zaboru, ju ż też na zasadzie
ciągłej wojny odp ornej. W pierwszym w y padku zaborcy, w drugim ry c erze
rod zin ni byli tą w arstwą, k t ó r a r z ą d „ p a ń stw o w y “ w swem r ę k u s c e n t r a l i
zowała i po na d ludem postawiła. P o d n aciskiem takiego rząd u musiały r o
zumie się zakończyć swój byt społeczny arc h a ic z n e k om uny ; „ p a ń s tw o “ było
w zasadzie gotowe. J a k j e d n a k było w P o ls c e ? Ozy upaństw ow ienie plemion
n adw iślańsk ich odbyło się pod naciskiem n a jaz d u W ikingów, tj. podobnie,
j a k na sąsiedniej R usi ? T a k tw ierdzi Dr. P ie ko siński, n a o d w ró t prof. M a
łe c k i j e s t stanowczym zw olennikiem te o r y i przeciwnej, tj. że p aństw o poi-
— Sa
skie wytworzyło się bez n ajaz d u żywiołów obcych. I ta k s iążk a, k t ó r ą o m a
wiamy, tj. „ L e c h ic i“ zaznacza przeciw ne D row i P iek o s jń sk iem u stanow isko
a u to ra , ale nie w tej polemice jej c e l; prof. M ałeck i chce ty lk o i-az n a z a
wsze położyć ko niec t. zw. „m rzon ko m le c h i c k im “, k tó re wielu h isto ry kó w
d op row adziły do tw ierdzenia, że państwo polskie j e s t wynikiem zassymilowania się dwóch obcych sobie pierw iastk ów e tnicznych tj. Lechitów i P o
lan. Gzy. szan. a u to r dowiódł, co z a m i e rz a ł ? Sądzę, że tak , bo rzeczywiście
nie p osiad am y żadn ych pozytywnych danych źródłowych, k tó re b y w yraźnie
L ech itów od P o la n wyróżniały, nie czyni tego naw et N e sto r, n ajk o m p e te n tniejszy w tej m ierze św iadek. W samej P o lsce do p iero K a d ł u b e k nazwę
„ L e c h ic i“ do swej k ro n ik i w prowadził — j a k s ą d z ę za p rz y k ła d e m K u si.
C ały szereg „ m rz o n e k le c h ic k ic b “, tj. o p ra c o w a ń w ty m k i e r u n k u , n ie w y
k azu je wcale, ażeby nazwy L ech, L e c h ia i P o lo n ia Poloni były nazw ami
s z c z e p ó w o d r ę b n y c h ., ale nie w ykazał pro f. M ałecki, czy też to nie
były nazwy o drębnych p l e m i o n s ł o w i a ń s k i c h , osiadłych nad W i s ł ą ,
z któ ry c h kolejno n ajpierw Lechici, później zaś P o lanie po siadali hegemonię
w śród plem ion sąsiednich, ja k np. P om orzanie, M azow szanie itd. A właśnie
zdaniem mojem ta k było !, czego wymownem św iadectw em jes t N e sto r, obok
ro zu m ie się licznych w ta k ic h w y p adk ach analo g ii — p o w sta w an ia państw
w śród innych i do dziś istn ie ją c y c h ludów nieucyw ilizow anycb. Gallus
nie używał nazwy L ech ici ze w zględu, że za je g o czasów h egem on ia p l e
m ienn a P o lan b yła fak tem ju ż dokonanym , że więc oficyalnie ty lko nazwy
Polonia, P olo ni były w użyciu. D aw n a nazwa, się g a ją c a w dalszą p rzeszłość
tj. L ę c h ia — L ęchici p rz e s z ła w u sta lu du rusk iego , a stą d do lato pisu
N estora. D o k ła d n ie j objaśniłem ten fa k t u zn an y hegem onii plemiennej w p i e r
wotnej Polsce, gdzie indziej (K w artaln ik h i s t o r y c z n y ) , tu taj poglądy swoje
tam w yrażone streszczan i tylko — co zaś do dzieła prof. M ałeckiego, to
ju ż c ić m ogę tylko tyle zaznaczyć, że j e s t p o n ie k ą d o statn iem słowem w kw estyi lechickiej o tyle ro zum ie się, o ile wykazuje, że L e c h i c i i n n y m
j a k i m ś n i e s ł o w i a ń s k i m s z c z e p e m n i g d y n i e b y l i . A W ik u n gowie D r. P iek o siń sk ieg o ? ! Ci mojem zdaniem i s t n i e l i r z e c z y w i ś c i e
w P o ls c e j a k o d r u ż y n y n a j e m n e k s ią ż ą t P o la ń s k ic h . K s i ą ż ę t a ci mieli
w p ro st społeczno polityczny in te re s w tem, ażeby się z pom ocą n ajem n y ch
r y c e r z y uwolnić od o g ran icze ń w ładzy prz e z swe własne plemię, tj. p rzez
d ro b n ą a liczną szlachtę W ie lk o p o lsk ą. N ajemni W ikingow ie do stali z b ie
giem czasu posiadłości ziem skie w Małopoisce — w ytw orzyli słynnych m a ł o
po lskich wielomożów, w p o śró d k tó ry c h w K ra k o w i e k s i ą ż ę ta założyli swą
rezydcncyę, przeniósłszy j ą z grodu P o la n - Gniezna.
D r. K . I. Gorzycki.
*
„Masovita". S ł o w n i c z e k w y r a z ó w g w a r y m a z o w i e c k i e j .
W y d a ł D r. Bolesław K rzep k i. P o z n a ń , 1 8 9 6 . Czcionkam i d r u k a r n i D ziennika
P o zn ań sk ieg o , w 8 -ce, str. 6. O sobna odb itk a
R o czn ik a T o w arzystw a
P rz y ja c ió ł n a n k P o zn ań sk ie g o . T o m X X I I .
W roczn ik u 1. „ L u d u “, str. 2 6 4 donosiliśmy o p ra c y D r. K rzepk iego
p. t, : P ró b k i gw ary mazowieckiej itd., ja k o ciekawym p rzy czy nk u do history i gw aroznaw stw a polskiego. Obecnie wypada nam znowu zanotow ać p o
d o b n ą p r a c ę te g o samego a u to r a pod powyżej p odanym tytułem , w k tó rej
— 85 —
podaje słowniczek mazowiecki, spisany praw dopodobnie przez M ichała K o z a nec k ie g o w 1 7 0 3 r., a mieszczący się na karcie 2 5 2 r ę k o p i s u znadują cego się
w bibliotece T o w a rzy stw a P rzyj. N au k Pozn., pod nr. 14 7. A u to r słowni
czek ten p rz e d ru k o w a ł wiernie wraz z p ró b k ą k ró c iu tk ą gw ary mazowie ckiej,
będącej w yjątkiem z I I . un iw ersału wydrukowanego w P ró b k a c h gw ary m a
zowieckiej. Do tego dodał w abecadłowym p o rządk u wyrazy gw ary m azo
wieckiej wraz z ich w yjaśnieniem przez K o z an ec k ie g o . P rzy czy ne k ten do
g w aro znastw a polskiego j e s t sta ra n n ie wydanym i ja k o zabytek gw aroznaw czy
zasługuje n a n a s z ą w dzięczną uwagę.
A. Kalina.
B IB L IO G R A F IA .
Ludoznaw stw o, m a t e r y a ł y ludoznaw cze.
A m b r a s s a t A. Die P ro v in z O stpreussen, B ild e r aus d e r Geographie, G e
schichte un d Sage, für H a u s un d -Schule bearbeitet. K ö n ig sb e rg , W
K o c h , 1 8 9 6 , w 8-ce, str. Z U і 3 8 9 z m a p ą P ru s w schodu. 4 mr.
A r c h i v fü r slavische Philologie u n ter M itw irk un g von A. B rü c k n e r, A.
L eskien u nd W . N eh rin g, h erau sg eg eb en von У. Jag ić, Band XVLII
1 і 2, 3 і 4. B erlin, W e id m a n n s c h e B uchh and lu ng , 1 8 9 6 , w 8 -ce
n a str. 1 - 8 5 : Die B altic a des libellas E asick i, U n te rs u c h u n g e n zur
litauischen Mythologie, von D r. T h R. v. G rienberger.
A t e n e u m , pismo naukow e i literack ie, po d r e d a k c y ą P. Chmielowskiego,
zeszyt z w rześnia 1 89 6. W a r s z a w a , wydawcy W. Spasowicz i A. P a winski, druk. J. Cotty, w 8-ce, str. 2 nl. i 3 8 5 —-588. N a str. 3 8 5
do 3 8 9 : O zdrowie lu du przez W . M. K.
B i e l e n s t e i n A. u. E u. H . S tudien aus dem G ebiete d e r lettischen A r
chäologie, E t h n o g r a p h i e u nd M ythologie (O db itk a z Magazin d e r
lettisch , lite rä r. Gesellschaft). Riga, L , H o ersc h e lm a n n , 1 8 9 6 , w 8 -ce,
str. I I I , 61 , 179 і 42.
C ena 3 mrk.
B r z o z o w s k i F r a n c i s z e k K o ra b . P rzy słow ia polskie. K rak ó w ,
Sło m sk iego i Sp., 1 8 9 6 , w 8-ce, str. X V I I I i 191.
d ruk . Al.
P a r t s c h J. dr. prof. L i t e r a t u r d e r L a n d e s - und V o lkskunde der Provinz
Schlesien, H e f t 4, B reslau, G. P . A derholz, 18 9 6 , w 8 -c e, str. 2 6 7
do 3 2 4 . 2 mrk.
P r z e g l ą d p o w s z e c h n y , pod r e d a k c y ą M. M oraw skiego, T. J . , zeszyt
z w rześnia 1 8 9 6 . K raków , d ru k . Anczyca i Sp., w 8-ce, str. 2 0 7 do
4 5 4 , na str. 3 5 8 - 3 7 9 :
L u dy tu r a js k ie i ich pojęcia religijne,
p rzez K s W . Z ab orskiego T. J.
T y ł o r E d w a r d . B. Cywilizacya pierw otna, b a d a n ia rozwoju m ito log ii, filo
zofii, wiary, mowy, sztuk i i zwyczajów, p r z e z ...................pro f, a n t r o p o
logii na U n iw e rsy tec ie oxfordzkim , p rz e k ła d z З -go wyd. a n g ie lsk ie g o
z r. 1 8 9 1 . Z. A. K o w erskiej, ze w stępem i d od atk am i, do tyc zą c ym i
— 86 rzeczy słowiańskich, a zw łaszcza polskich, oraz życiorysem a u to r a przez
J a n a K arło w ic za, tom, I. W a r s z a w a , wydawnictw o „ G ło s u “ , M. Arct,
d ruk . F . O sernaka, 1 8 9 6 , w 8-ce, str. I V i 4 3 3 , z p o r t r e te m a u
to r a .
2 rub. 4 0 kop.
J ę z y k .
В r o n i s c h G. K a sc h u b is c h e D ia le c tstu d ie n , H eft L : Die S p ra ch e d e r
Belöce n eb st A n h a n g .: E in ig e ř - Dialecte. (O d bitk a z A rchiv f ü r slavische Philologie). Leipzig, 0 . H arrasow itz, 1 8 9 6 , w 8 -c e , s t r. V I .
і 8 8 . 2 m rk , 4 0 fen.
D a m r o t b K. D ie ä lte re n O rtsnam en Schlesiens, ih re E n ts t e h u n g u n d B e
deutung, mit einem A n hän ge ü b e r die schlesisch-p oln isch en P e r s o
n en n am e n . B eiträg e zu r schlesischen G e sc hic hte und V o lk sk u n d e . Beuthen, P. K asprzyk, 1 8 9 6 , w 8-ce, s t r 2 5 4 . 4 m r k 'IO fenig.
D ę b i c k i Ignacy. K ró tk i wykład a u s try ack ie g o p raw a górniczego. K ra k ó w ,
nak ł. S to w arzyszen ia k an d y d a tó w n ota ry aln ych , L . Z w oliński i Sp.,
druk , W . K orn eckiego , 1 8 9 7 , w 7-ce, str. 11 4 , 3 9 , 1 ul. і II.
1 złr. N a str. 1 — 2 7 : S łow niczek g órn iczy niem iecko p olsk i ; str. 29
do 3 9 : Spis wyrazów górniczych, używanych p rzez C zackiego, K lu k a ,
Lin dego, L ab ęd zkie go , M ieroszow skiego i innych.
E r z e p k i Bolesław dr. M asovita, słowniczek w yrazów g w ary m azow ie ckiej.
(O d b itk a z X X I I . R o c z n ik a T o w arzystw a przyj, n a u k p o z n ). P o z n a ń ,
druk . D z ien n ik a pozn., 1 8 9 6 , w 8 ce, str. 6.
K u e h n e l P . D ie slavischen O rts- u n d F lu r n a m e n d e r* O b erlau sitz, H eft
4. (O d b itk a z Neues L a u sitz . M agazin). Leipzig, 0 . H a rra ss o w itz ,
1 8 9 6 , w 8 -ce, str. 92 .
2 m rk. 20 fen.
K u r k a A n ton i. Słownik m ow y złodziejskiej, ze b rał . . . . z a r z ą d c a c. k . . a r e
sztów policyjnych we Lwowie. Lwów, n a k ł. a u to r a , D ru k . L u d o w a ,
1 8 9 6 , w 16-ce, str. 36. 25 ct.
M o r a w s k i Z . Z w ierzęta w przysłow iach, przy po w ieściach, p r z e n o ś n ia c h
i porów naniach ję z y k a polskiego w S praw o zda niu d y re k c y i c. k. gimnazyum w T a rn o w ie za r o k szkolny 1 8 9 5 /6 .
T arnów , n akł. funduszu
nauk., d ruk . J . Styrny, 1 8 9 6 , w 8 -c e większej, str. 3 — 45.
O ł t u s z e w s k i W ła d Dr. Rozwój mowy u dziecka, o raz sto su n ek tego
rozwoju do jeg o in telig encyi, studyum psychofizyologiczno-biologiczne.
W ars za w a, wydanie z zapomogi K asy im. M ianowskiego. E . W e n d e
i Sp., d ru k . F . O sernaka, 18 9 6 , w 8-ce, str. 80.
5 0 kop.
A rch eolog ia, dzieje k u l t u r y 1 przem ysłu.
B a r a ń s k i A. D r. p ro f. Die. v o rg esch ichtliche Z e it im L ic h te d e r H a u s th ie rc u ltu r. W ien, M. P e rle s , 1896, w 8 -ce , str. I V і 2 9 6 . 4 złr.
5 0 ct.
B o e t t i c h e r Adolf. D ie Bau- u nd K u n s td e n k m ä le r d e r P r o v i n z O s tp r e u s sen, H eft V I : M asu ren . K önigsberg, B. T e ic h e r t, 1 8 9 6 , w 8 - c e
większej, str. V I I і 124, z ry cin am i i mapą.
3 mrk.
— 87 —
C h o j no w s k i J ó z e f A . K r a t k i j a archieołogiczeskija sw iedienija o p r i e d k a c h Sławiau i K usi i opis driewnostiej so b ra nn yck s o bjasn ien ijam i,
vvypusk I. K ijew , tip ogr. W. J . Z aw adzkago, 1 8 9 6 , w 4-ce, str. V I I I .
22 1 i 1 ni. z 2 0 tabi, rysunków.
G a w r o ń s k i K aw ita, F r . U strój p aństw ow o-społeczny K u si w X I і X I I w.,
w zarysie Lwów, Jak u b o w sk i i Zadurow icz, d ruk . W ł. Ł o z iń sk ie g o ,
1 8 9 6 , w 8 -ce, str. 2 2 2 i 2 ni. 1 złr. 5 0 ct.
К o t h e Jul. V erzeichu iss d er K u n std e n k m ä le r d e r Provinz P o sen , im A u f
tr ä g e des P r o v . - V erbandes be a rb e ite t, B an d I I I : Die L a n d k r e i s e des
R e g ie ru n g s -B e z ir k s Posen, 3. B erlin, J . S p rin g er, 1 8 9 6 , w 8 ce,
str. 171 — 2 5 6 , z ry cinam i і tabi. 2 m rk . I I I . 3. Die K reise F r a u
stadt, Lissa, R aw itscb u n d Gostyń. — L ie fe ru n g 4. str. X. і 2 5 7 do
3 4 2 z ry cinam i, 2 marki. II I.- 4 Die k reise Schrimm, S ch ro d a,
W re s c h e n , J a ro tsc b in , Pieschen, Krotoschin, K oschmin, A delnau, Ostrowo,
S c hild be rg & K em pen.
W i n i a r z Alojzy dr. Polskie praw o dz iedziczenia k o b iet w w ie k a c h ś r e
dnich. L wów , n ak ł. G ubry no w icza i Schm idta, druk. im. Ossolińskich,
1 8 9 7 , w 8 - c e , str. 74. Cena 1 złr. 2 0 ct.
G e o g r a f i a .
A m b r a s s a t A. H eim atsk u n d e d e r Provinz W e s t p r e u s s e n . Danzig,
m an u , 1 8 9 5 , w 8-ce, str. 3 4 z rycin am i i k a r t ą .
25 fenig.
D a n z i g u n d U m geb urg . D anzig , R. B a rth ,
widoków.
1 m a r k a 50 fenig.
1896,
K afe-
w 4-ce podłużnej, 16
D r a ż d ż y ń s k i Stan. Die slavischen O rtsnam en Schlesiens, T h e il Г. : K r e ir
L eo bsch ütz (J a re s b e r i c h t ü b e r das königl. k a th o l. G ym nasium zuL eo bschü tz). L e ob sc hü tz , 1 8 9 6 , w 4 -ce, str. X IX .
F a l k i e w i c z K a r o l. M onografia p ow iatu gródeckiego. G r ó d e k , n ak ł. g r ó
deckiej R a d y powiatowej, d ru k . J . C zaińskiego, 1 8 9 6 , w 8 -c e , str.
I I I i 140.
G u 11 m a n B. D ie G erm a n ie sie ru n g d e r Slaven in
d isse rta tio n . B erlin, 1 8 9 5 , w 8 ce, str. 30.
d er
M ark ,
In augural
H e c k W a le r y a n . M a p a h is to ry c zn a P o ls k i, wyd. 2-gie. K rako w i B iała,
K u b r a c z k a & L ang , litogr. A. Jurczyk iew icza,
1 8 9 6 , f o l , kolor.,
1 : 4 .0 0 0.0 00
1 korona.
Held
F r . K a r t e des d e utsch en S p ra ch g eb ie tes von N o rd m ä h r e n u n d S ch le
sien, am 31 D e cem ber 1 8 0 0 . B rü n n C. W in n i k e r , 1 8 9 8 , fol. kolor.
15 ct.
L i e b e n o v W . K a r te
1 8 9 6 , fol., ko lo r,
der
P ro v in z Schlesien,
1 : 3 0 0 .0 0 0 . 7 mrk.
H ann o v er,
H. O p pe rm an n ,
N i t m a n K . J . Geografia w gim nazy ach naszych, uw agi o dzisiejszych
cela ch i metodzie w udzielaniu tej n au k i (pośw. prof, drow i Ant.
R eh m ano w i). P r z e d r u k z Muzeum. Lwów,
S. B ednarskiego, 1 8 9 6 , w 16-ce, str. 44,
R i e g e r J . H eim a tk u n d e des S tadtschlesien. G rro ss-S tre hlitz , A.
2 5 fenig.
nakł. H. Alfcenberga, d ru k .
2 0 ct.
u n d L a n d k re is e s B e u th e n in O b e r
W il p e r t , 1 8 9 6 ,
w 8 - c e , str. 3 6 .
S a t k e W ład, P o w ia t tarn o p o lsk i pod względem g e o g ra f ie z n o -s ta ty sty c z n y m
n a podstawie m atery aló w d o starczo ny ch przez nauczycieli ludowych.
(O d b itk a z I I I . R ocznika K ó łk a naukowego tarno p .). T a rn o p o l, naki.
K o lk a n a u k ta rn o polskiego , d ru k. St. K ossow skiego, 1 8 9 5 , w 8-ce,
str. 163, z m a p ą prof. M. W agilew icza.
2 zlr.
SPRAWY TOWARZYSTWA,
I Sprawozdanie z III Walnego Zgromadzenia.
T rzecie W a ln e Z g ro m adzen ie T o w a rz y stw a odbyło się dnia 23 stycznia
b. r. w sali ra t u s z a lwowskiego w obecności k ilk u d zies ięciu członków.
P rzew o dn iczył prezes T ow arzy stw a prof. D r. A ntoni Kalina,
pisał s e k r e ta r z T o w a r z y stw a d r. K . J. Gorzycki.
p ro to k ó ł
I. W zagajeniu p rz e d s ta w ił przew odniczący podstaw y, na k tó r y c h d a l
szy rozwój T o w arzy stw a j e s t nie tylko możliwym, ale w prost dla d o b ra s p o
łeczeństw a koniecznym. To, co się często p ow tarza, źe lud je s t dla warstw
inteligentnych dobrze i ogólnie znanym, je s t kom unałem , o pierają cy m się na
nieznajom ości rzeczywistego sta n u rzeczy, lub naw et n a niechęci do jej p o
znania. P o dziś dzień b a d a n ia lu du i wyniki tych b a d a ń są nietylko n i e d o
s tateczn e, ale często te nd enc yjn e. M ało mamy ludzi, k tó r z y lud praw dziw ie
poznać, wyrozumieć go i na wyżyny życia społecznego podnieść usiłują. P o
znan ia lu du w ym agają praw da, cel każdej wiedzy, in te res narodow y i e k o
nomiczny. D la in teresu narodow ego n a d e r ważną je s t rz eczą np. po zn a n ie
etnicznych granic polskości, dla in teresu ekonom icznego zaś zbadanie, czy
i o ile lud polski przygotow anym je s t do p rac y przem ysłow ej,
Z ta k i c h
pu nk tów widzenia T ow arzystw o lu doznaw cze j e s t stow arzyszeniem na czasie,
zw iązanem ściśle z najw ażniejszem i zag ad nie niam i chwili. Nie dziw, że z a
gra n ic ą ludoznaw stwo stało się w prost częścią p ro g r a m u w arstw in telig en
tnych, zbliżających się do ludu, u nas dopiero p o c z ą te k na tern polu, ale
mamy nadzieję, że jeśli członkowie naszego T o w arzy stw a p rz e jm ą się jego
zadaniam i, postęp w skazanych k ie ru n k ach będzie rz e c z ą d o k o n a n ą
I I . S e k re ta rz T o w arzystw a p. d r K. J . G orzycki o dczy tał sp ra w o z d a
nie z czynności Z a rz ą d u w r. 1 8 9 6 . Główną czynnością Z a rz ą d u były w z e
szłym ro k u przed ew szystkiem sprawy, dotyczące wewnętrznej o rgan iz acy i
T ow arzy stw a. D ąży liśm y do u p o rząd k o w an ia bib lio tek i i sk om pletow ania je j
w te n sposób, iżby p rz ed s taw iała cało kszta łt r u c h u wydawniczego polskiego
n a polu ludoznawstwa z uw zględnieniem ta k ż e najzn ako m itszy ch p ublikacyi
zagranicznych. Z tego powodu Z arząd w ybrał z g ro n a swego osobnego b ib l io
-
80 -
te k a rz a , k tó ry m był najpierw p. R a m u lt, później prof Dybowski. U p o r z ą d k o
wanie biblioteki j e s t na dobrej drodze, a jeśli jeszcze nie zostało ukończone,
to stało się to z przyczyn od Z a rz ą d u niezależnych. T ak że należało u rz ą d z ić
i u p o rząd ko w ać k a n c e ła ry ę T owarzystw a, co dokonaném zostało zupełnie.
Z a r z ą d wypracował p onadto regulam in dla poszczególnych funkcyonaryuszy
T o w arzy stw a i zastanaw iał się nad org an izac yą sekcyjną. O rganizacyę tę,
za prow ad zo ną już w r. 1 8 95 zmodyfikowano o tyle, źe nie naznaczano już
z góry sekcyi i ich przewodniczących, lecz sprawę tę uczyniono zale żną od
ilości członków mogących stanowić skład sekcyi i w niej pracow ać. Owocem
p ra c przew odniczącego sekcyi muzycznej prof. Sołtysa je s t ludowy śpiewnik
kościelny, k tó ry w krótce zostanie wydany kosztem T owarzystw a. Celem u t r z y
m a n ia ścisłych stosunków z nauczycielstwem ludowem wysłano również, j a k
w r. 1 8 9 5 , d elegatów T ow arzystw a na W a l n y Z ja z d Tow . pedagogicznego
do Stryja, po nad to za pośrednictw em pni M. W ysłouchowej naw iązano sto
sunki z T o w arzy stw em pedagogicznem na Szląsku au str. Stosu nk i n aw ią
zano także z inn em i T ow arzystw am i, o czem podaw ał Z arząd sp raw o zd an ia
w „L u d zie“ .
„ L u d 1', o rg an naszego T o w arzy stw a zamienił Z a rz ą d z m iesięcznika
w k w a rta ln ik , co tylko n a ko rzyść jego wyszło, gdyż pismo to rozwinęło się
znacznie, więcej j a k w dwójnasób. W ro c z n ik u „ L u d u “
z r. 1896 mamy
ro z p ra w naukow ych 23, w r. 1 8 9 5 było ich 16, zbiorów m ateryałów etnograficzych było w r. 1 8 9 5 — tylko 1, w r. . 1 8 9 6 zaś 2 7 . S praw ozdań i r o z
biorów m iał „ L u d “ r. 1 8 9 5 razem 6, w r. 1 8 9 6 , 2 2 ; wreszcie w sp ó łp raco
wników w r. 1 8 9 5 było 17, w r. 1 8 9 6 zaś 34.
Z g ro m a d z e ń naukow ych odbyliśmy 6 ; sp raw ozd anie z tych odczytów
i dy sk usy i podaw aliśmy w „ L u d z i e “ i w dzien nikach lwowskich. Z a r z ą d o d
był posied zeń 7, co wystarczyło wobec tego, że na je d n e m z pierwszych
p o sied ze ń po ruczono załatw ianie spraw bieżących, mniejszej wagi prezydyum
T o w arzystw a. F inan sow o Tow arzystw o j e s t na dobrej d ro dze rozw oju, n ie
stety wielu członków zalega z w kładkami, osobliwie na prowincyi i zaległo
ści te urosły do poważnej sumy 3 8 3 zł. 50 ct. Spraw ozdanie s e k r e ta r y a t u
przyjęło W a ln e Z grom adzenie jednogłośnie do z atw ie rd zają cej wiadomości,
III.
S k a rb n ik T o w arzy stw a p. W ład y sła w
pujące sp raw o zd an ie kasow e :
Rebczyński od czy ta ł n a s t ę
I.
A)
1.
2.
3.
4.
Dochody.
R e s z t a kasow a gotówką z r. 18 95
.
G o tó w k a w pocztowej k a sie oszczędności
z końcem 1 8 9 5 r. .
.
.
.
W p is o w e i w kładki członków zwyczaj
nych za ro k 1 89 6 i ściągnięta z a le
.
.
.
głość za r o k ISO’S .
P r e n u m e r a t a „ L u d u “ za r o k 1 8 9 6
.
R azem
.
57 zł. 4 4 ct.
52
529
44
„
42
„
„ 25
„ 50
„
„
6 8 3 zł. 61 ct.
— 90 В)
Wydatki.
30 zł. 63 ct.
9 „ 23 i i
8 » —
»
4 4 7 » 54
»
W y d a tk i k a n c e la ry jn e
P o rt o ry a Tow arzystw a i re d a k c y i , . L u d u “
D r u k i p a p ie r na ogłoszenia
D r u k i p a p ie r n a czasopismo „ L u d “ ' .
E k sp e d y c y a i d ro b n e w ydatki re d a k c y i
„Ludu“ .
.
.
.
.
.
6. R a b a t k się g arn i G ubryn ow icz i Schm idt
za sprzedaż „ L u d u “
.
.
.
7. K u r s o r
.
.
.
8. R óżne
.
.
.
.
.
.
R azem
1.
2.
3.
4.
5.
39
» 78
10
15
28
»
»
3J
50
94
21
я
11
))
n
5 89 zł. 83 Ct.
Zestawienie'. D ochody 6 8 3 zł. 61 ct.
W y d a tk i 5 8 9 zł. 8 3 ct.
93 zł. 7 8 ct.
Z o staje go tó w k a w k asie
II.
A) Stan czynny •
93 zł. 78 ct.
G o tów k a w k asie z r. 1 8 9 6
1 .
2. W p i s o w e i w k ładk i od członków w p o
cztowej k a sie oszczędności
3. P r o c e n t a pocztowej kasy oszczędności .
4. Z a le g a ją c e w kładki członków
8
2
383
GO
R azem
06 я
46
»
11 50 »
zł. 8 0 ct.
14
n
B) Stan bierny.
1 .
3 2 2 zł. 31 ct.
Z a d ru k i p a p ie r „ L u d u “
R azem
.
3 2 2 zł
31 ct.
N adw y żk a w s ta n ie czynnym wynosi
.
16 5 zł. 49 ct.
IIL
Fundusz ielazny.
Stan
1.
bierny.
S tała lo kacy a k a p ita łu w pocztowej k a
.
.
.
.
sie oszczędności
R azem
.
1 0 0 zł. — ct.
1 0 0 zł. — ct.
Z k ońcem r. 1 8 9 6 . F u n d u s z T o w a rz y stw a w pien iąd zach wynosi
L w ów d nia 23 stycznia 1 8 9 7 r.
«
Prezes ;
Skarbnik.
Di'. Kalina.
Wł. Bebczyńslci.
2 6 5 zł. 4 9 ct.
— O l
iv. Di'. K u lc zy ck i r e f e re n t komisyi k o n t r o l u j ą c e j , p ostaw ił w niosek
u d zielen ia abso luto ry um Z arz ąd o w i T o w a r z y stw a i podziękow ania s k a r b n i
kow i za do d atn ią dla d o b ra T ow arzy stw a działalność. W n io sk i oba j e d n o
głośnie przyjęto.
V. Przew o dn iczący przed staw ił p relim in arz b u d ż e tu T o w a r z y s tw a n a
r o k 1 8 9 7 , k tó reg o dochody oznaczono na 1 1 4 9 zł. 73 et , a rozchody
n a 1 3 4 5 zł., w s k u te k czego pozostaje niedobór w kwocie 1 9 5 zł. 27 ct.
V I. N a wniosek p Lewickiego wybrano p rzez aklam acyę p rezesem
T o w arzy stw a n a d a l prof. Dr. K alinę, a w ic e p re z e s a m i: prof. D r . Antoniego
K e h m an a i p. W łady sław a P rzy by sław skieg o.
VII. P rzew o dn iczący po dał do wiadomości W alnego Z g ro m a d z e n ia , że
na r. 1 8 9 7 p rz y p a d a ją wybory tylko 7 członków Z a rz ą d u w myśl zmian,
zaprow adzonych w s tatu cie T o w arzy stw a w r. 18 96 . W ylosow ano m ia n o
wicie 4 czło ekó w : je d e n tj. prof. R e h m a n został wybrany w ic eprezesem T o
w arzystwa, D r . B iegeleisen zaś zrezygnował, a p. A d olf S trze leck i został
usunięty.
V I I I . Po 10-ciu minutowej przerwie, w czasie k tórej odbywały się
wybory k a r t k a m i , ogłosili skrutatorow ie p p. D r. K ulczycki, Lewicki i Dr.
K o le ss a w ynik głosow ania do Z a rząd u .
W y b ra n i zostali pp. : D r. Iw a n F r a n k o , F r a n c i s z e k R aw ita G a w ro ń
ski, D r. K . J. G orzycki, Dr. F ra n c is z e k K r č e k , L u d w i k P ie r z c h a ła , S t e
fan R a m u łt i A n ton i Sienicki.
IX . L o komisyi ko ntrolu jące j powołano przez aklam acyę pp. D r. R o m .
K ulczyckiego, B olesław a Lewickiego i Dr. J a n a Niemca.
X. N a wniosek prof. Sokalskiego uchw alono : Zawiadomić w „ L u d z ie “ ,
lub ew en tu aln ie k a r t k a m i k oresp on den cyjn em i członków T ow arzystw a za le
gających z w kładkam i, aby do 14 dni zaległości swe w y ró w n ali; w p r z e
ciwnym razie zaległości te m a ją być ściągn ięte przez m a n d a n t pocztowy.
Na te m obrady zakończono.
II. Sprawozdanie z posiedzeń Sarza.du.
Szóste posiedzenie Zarządu d nia 8 stycznia 1897.
Obecni p p . : D r . Biegeleisen, p ro f D r. Dybowski, D r. G orzycki, K o lbuszowski, R e b c z y ń sk i, prof. D r. R ehm an, a pp. : F r a n k o i R aw ita G a
wroński uspraw ied liw ili pisemnie sw ą nieobecność.
P rzew o dn iczył p rezes Tow. prof. D r . K alina.
1) Z atw ierd z o n o p ro to k ó ł po przedniego p osiedzenia.
2) P rzy jęto 8 nowych c z ło n k ó w : E liasz G e ru s naucz. (B ełz), Błażej
J u r k o w s k i naucz. IV. gimn. (Lwów), Jó z efa L isz k ę nau cz ycielka (Lwów),
L u d w ik M łynek prof. gimn. (Buczacz), F ra n c . K saw ery M roczk o, insp.
okr. (Śn iaty n), F r a n c i s z e k Nowicki sł. med. ( K r a k ó w ) , J a n Sabatowski
naucz. (F elszty n ), M a r y a Słobodówna, kand. naucz. (Lwów), J a n W ew iórski
a p te k a r z (Lwów).
3) P re z e s Tow. doniósł, że śpiewnik kościeln y zo stał j u ż
d r u k u i że około połowy lu tego zostanie w ydru ko w an y.
oddany do
— 92 4) P re z e s Tow. doniósł, że prezyd yu m Tow. wniosło dwa po d an ia
0 s u b w e n c j ę : a) do R ad y miejskiej lwowskiej i b) do lwowskiej K a s y
oszczędności. Z a rz ą d p rz y ją ł to ośw iadczenie do za tw ie rd zając ej w i a d o
mości.
5) Z powodu w yczerpania pierwszego n a k ła d u
uchwalono wydać nowy n a k ła d w 1 0 0 0 e g z e m p l.
sta tu tu
T o w arzy stw a,
6) Uchwalono zawezwać delegatów Tow. do złożenia Z arząd o w i r o
cznego spraw o zda nia z czynności, a to do d n ia 31 bm. włącznie.
7) Z am ianow ano d eleg a ta m i Tow. L u d w ik a M ł y n k a prof. gimn. na Buczacz i F r a n c . Ksaw. M roczkę, insp. ok r. n a Śuiatyn.
8 ) U ło żen ie p re lim in a rz a dochodów
p oruczo no prezydyum Tow. i skarbn ik ow i.
i wydatków Tow .
n a ro k 1 8 9 7
9) Przyjęto n a stę p u ją c y p o rz ą d e k dzienny dla przyszłego W aln e g o
Z g ro m a d z e n ia : a) Słowo wstępne p re z e s a Tow., b) S praw ozd anie s e k r e ta r z a
z działalności Z a rz ą d u za r o k ubiegły, c) S pra w oz dan ie kasow e sk a rb n ik a,
ď) S praw o zdan ie komisy! k o n tro lu ją c e j, e) W y b ó r pre z e s a i 2 -ch w ic e p r e
zesów, / ) W y b ó r uz upełniający członków Z a rz ą d u .
1 0) N a pod staw ie s ta tu tu §. 27 wylosowano pp. : Dr. F r a n k ę , R aw itę
G aw rońskiego, D r. G o rz y c k ie g o i R a m u ł ta ; D r . Biegeleisen zrezygnow ał
d la b r a k u czasu.
1 1 ) T e rm i n p rzyszłego W aln e g o Z g ro m a d z e n ia naznaczono na 2 3 bm.
1 uchw alono ro z esłać p isem ne z apro szenie dla członków Towarzystw a.
III Zgromadzenie miesięczne Towarzystwa.
Piąte miesięczne zgromadzenie naukowe T o w arzy stw a ludoznaw czego
odbyło się d n ia 14 listo p ad a 1 8 9 6 r. w sali gab in e tu geograficznego c. k.
U n iw ersytetu , n a k tó r e m se k r e ta rz T o w arzy stw a D r. K. I. G o r z j c k i o d c zy
ta ł n a d e s ła n ą p rzez J a n a S y rokom lę na rę c e p re z e s a r o z p r a w ę p. t. „ R u
sy fik acja Ż m u d z i“ . A u to r ro z p r a w y nak reślił o braz usiłow ań r z ą d u r o s y j
skiego s z erze n ia k u lt u ry rosy jsk iej a przez n ią i wpływu swego na Ż m udź
od czasu, k iedy p r o w i n c j a ta z roz b io rem Polski do stała się pod panow anie
R o sy i, Szczególnie po ro k u 1 8 6 3 -c im usiło w an ia te p r z y b r a ł y ‘ g ro ź n ą po
stawę i w system atyczny prow adzone były sposób. Mianowicie w dwóch k ie
ru n k a c h r z ą d w ytężał sw oją działalność, by dojść do zam ierzo neg o celu,
j a k i m j e s t r u s y f i k a c j a zu pełn a mieszkańców tej ziemi.
P u n k t ciężkości p r z y p a d a n a szkoły, prz ez k t ó r e ję z y k państwowy
m a się s ta ć p anującym i w yrugować miejscowy i polski. A u to r na podstawie
u r z ę d o w y c h spraw ozdań p o d ał cyfry uczęszczających dzieci do szkółek
elem en tarn y ch , począwszy od 1 8 9 0 r
w poszczególnych pow iatach i s t o
su n ek p roc entow y mieszkańców um iejących czyta ć i pisać po ro syjsku . Cyfry
te są p ou czającą k ry t y k ą tej p racy Syzyfowej, k t ó r a pow inna dobrze m y
ślących R o sy an przek o n ać o bezowocowości tych usiłowań rządow ych.
Nie lepiej, p rze d s ta w ia ją się u siłow ania szerzen ia rosyjskiego życia
ekonomicznego w poszczególnych pow iatach. I tutaj cyfry rządow e s ą p o d
stawą, n a k tó r e j a u to r z c a łą grun tow n ością i bezstro nn ością w ykazuje r e
zu ltaty tej pracy. W ła sn o ść ziem ska „up rzy w ilio w an a“ mimo wszelkich mo
żliwych ułatw ień i s t a r a ń ze stro ny rz ą d u , w ygląda cyfrowo b ard zo n ie z n a
-
93 —
cznie, a po d względem ekonomicznym znalazła należyty wyraz i ocenę
w znanym aforyzmie S ołtykow a (S zczed ry na) : „obrúsil im ienje
u je c h a ł“ ,
fc. j. zniszczył wszystko, co m ożna było zniszczyć i p orzucił ziemię s p u s to
szoną,, wydzierżawiwszy żydowi, o bchodząc zakaz prawny.
Jeszcze gorzej p rz e d s ta w ia się d ro b n a własność ro s y js k a ru s k ic h osie
dleńców, k tó r a , w ed ług samych słów urzędow ych, nie osiąg nęła celu, a osie
dleńcy ci cieszą się nieszczeg ólną opin ią n aw et w oczach sądów rosyjskich.
W k o ń cu mówi a u to r o ludności praw osławnej w m iastach, k tórej
sto su n e k do miejscowej i iluktiiaeyę p rz e d s ta w ia cyframi n a tab licy w la ta c h
1 8 8 5 i 1 8 9 4 w m ia s ta c h powiatowych. Z cyfr p rzy toczon ych po k azu je się,
że jeże li wogóle może być mowa o przy ro ście ludności praw osławnej w m i a
stach, to te h ż e j e s t m ałym i sztucznym , wywołany p rzew ażnie miejscowymi
w a ru n k a m i i okolicznościami, j a k np. ufortyfikowanie Kowna, k tó r e og ro m n ie
zwiększyło ilość u rzędników . Do ludności praw osław nej n ależ ą ta k że s t a r o wiercy, k tó rz y w niew ielkiej liczbie zam ieszku ją n iek tó re m iasta, z k tó ry ch
m ie szk ań cam i się zżyli i gdyby nie ró ż n ic a wiary, za k t ó r ą p rz e z r z ą d są
sro dze p rze ślado w an i, mogliby się uw ażać za żywioł miejscowy.
W o g ó le lud no ść ro s y js k a w r. 18 85 wynosiła w m iastach 1 1 .7 8 ° /0
ogółu m ieszkańców, w p ow ia tac h zaś 3 . 6 8 % ;
w dziesięć la t potem , t, j.
1 8 9 5 w m iasta ch 1 5 . 1 8 % , w p o w ia ta c h 3 . 2 0 % . W ogóle od setek ludności
rosyjsk iej do ogółu ludności gub. Kowieńskiej w r. 1 8 8 5 wynosił 4 . 2 2 % ,
a w r. 1 8 9 4 zaś 4 . 3 4 % .
Szóste miesięczne zgromadzenie naukowe T o w arzy stw a ludoznaw czego
odbyło się d n ia 18 g ru d n ia w sali gabin etu geograficznego c. k. U n iw e rs y
tetu, na k tó r e m p. F r . R a w ita G aw ro ńsk i wygłosił odczyt p. t. „G e n e z a
k ie r u n k u i c h a r a k t e r u p racy Z . D. C h o d a k o w sk ieg o “ .
P r e l e g e n t w ybrał sobie do odczytu umyślnie te m a t sporny, ażeby za
p om o cą dysku syi wyjaśnić go i w ten sposób przyczynić się, odnośnie do
Z . D. C h odakow skiego, do ro zw iązan ia jednej z najciek aw szych z a g a d e k
ludzkiego ducha, t. j. wpływów p o stro n n y ch n a genezę i k ie r u n e k pracy.
T e z a pow yższa o tyle była ciekawszą, że w tym w y p a d k u szło o im pulsy
i wpływy naukow e n a człowieka,, k tó r y w Polsce p o b ż y ł p ierw szy p o d w a
liny pod etnografię i łączczące się z n ią nauki.
Skąd C hodakow ski mógł się rozm iłować w ludoznaw stwie ? A dwokat,
a później żołnierz, w reszcie zbieg z w ojska i tułacz,
znika na la t kilka
z h o ry zon tu swego otoczenia, ażeby dać się poznać n a p o lu zupełnie innej
p ra c y niż ta, do ja k ie j się sposobił
Oczywiście, w ciągu ty ch kilku la t
zaszły owe zm iany. R ą b e k tajem n icy z życia C hodakow skiego uchylił już
p o p rzed n io p re le g e n t w odczycie, mianym w T ow a rz ystw ie ludoznaw czem
p. t : „P o b y t Z . D. C hodakowskiego w G a lic y i“ . W odczycie, o którym
mówimy, z ają ł się w yjaśnieniem wpływów, k tó r e go n a d ro gę nowej p racy
pchnęły.
W pływów ty ch nie u p a tr u je p re le g e n t w ogólnym ru c h u ludoznaw czym ,
j a k i obudził się w E u r o p ie ku końcowi X ’VIII w. i w p o c z ą tk u X I X w.
B ył to zre s z tą ru c h nie naukowy, iecz racz ej rom anty czny , k tó r y mógł p e
w n ą id eą zapłodnić um ysł C hodakowskiego, ale nic po staw ił p rz e d nim
ja s n e g o celu p racy . D o ta k ich wpływów rom antycznych m ożn a zaliczyć poezye O ssy an a, p o em at o N ibelungach i niewiele co więcej. Z biory braci
_ 94 —
G rim m ów i K aradzicza, czasem po jaw ie nia się sięgały ju ż doby zupełnego
i świadomego k in r u n k u p r a c y Chodakowskiego, a więc na niego nie w pły
nęły. Czescy badacze s ta ro ży tn o ś c i słow iańskich nie m ogli n a niego Wpły
wać z tej samej p rzy c z y n y ; rosy jscy — jeszcze mniej.
T r z e b a p rz e to w p ijw ó w ty ch sz u k a ć bliżej. P r e l e g e n t u p a tr u je je ze
stron y H . K o łłątaja , a j a k o źródło w skazuje list K o łłątaja do k się g a rz a
J. M a ja w K ra k o w ie (15 lip ca 1 8 0 2 ), w któ ry m ten znak om ity k a p ła n mówi
0 p otrzeb ie d zieła tr a k tu j ą c e g o „o obyczajach, zw yczajach i o b rzę d a ch n a ro d u
p o ls k ie g o “. L is t ten w szakże d o stał się do „T owarz. przyjaciół n a u k “ i został
w ydruk ow any w chwili, gdy Chodakowskiego' w k raju nie było ; tru d n o p r z y
puścić, ażeby się z nim zapo znał w Omsku lub w podróży. Mógł go p o zn ać
dopiero po r. 1 8 1 2 ,
gdy się schron ił n a W ołyń i z e tk n ą ł z Czackim .
Konieczność u k ry w a n ia się, niem ożność p ow rotu do praw idłow ego życia,
a w rod zon e zamiłow anie do ludu i jego św iata, pchnęły go przyp adk ow o na
d rog ę pięknej i pożytecznej pracy. K ie ru n e k wpływu K o łłą t a ja ograniczył
1 z ają ł się b ad an ie m tw órczości ludowej i mitologii, co trw ało do r. 1 8 1 8 .
P ó źn iej C hodakow ski poświęcił się a rcheologii p rz e d ch rze ściań s k iej. N a tem
po lu p re le g e n t u p a tr u je wpływ J a n a P o toc kie go.
J a k ta m te n b a d a ł Sło
wiańszczyznę i ziemie polskie, lub niegdyś do P o lsk i nale ż ąc e pod w zg lę
dem geograficzno-historycznym i ludoznawczym, t a k Chodakow ski postan ow ił
zb ad ać je p od w zględem g eograficzno-archeologicznym i ludoznawczym. Ś la
dem P otockiego poszedł Chodakow ski w tym ta k ż e względzie, że oddał siły
swoje i zdolności na usługi Rosyi, poświęcił p r a c ę sw oją j a k ta m te n A le k
sa n d ro w i I. i wypracował m apę arc heo lo gicz ną n a w zór archeologicznego
atla su Potockiego, sp orządzonego ¡¡la p a ń stw a ro syjsk ieg o. W p ły w ten nie
pozbawił w szakże Chodakowskiego sam odzielności, tylko skie ro w ał go w stro nę
Rosyi i uczynił bezpłodnym p raw ie dla polskiej nauki, w o statn im o k re s ie
je g o życia. N a d odczytem p. K aw ity w ywiązała się żywa dyskusya, w k t ó
re j wzięli udział pp. D r . K o lessa, K rč e k i Sienicki.
D r . K olesa zwrócił uw agę p re le g e n ta , że Chodakowski mógł znać
wcześnie zb iór pieśni ro s y jsk ich lu d o w jc h L w ow a, k t ó r e wyszły z ko ńc em
X V I I I . w. i u k a zały się tak że w drugiem w ydaniu r. 1 8 1 0 , uzupełnione
nu tam i, ułożonemi przez P ra c z a . W ia d o m ą j e s t także rzeczą, że C h o d a k o w
ski znał się osobiście z L a ch e m S zyrm ą.
W najnowszej li te r a tu r z e rosyj skiej u kazało się dzieło D aszkiew icza, prof. U niw . K ijow skiego, tr a k t u j ą c e
o p o c z ą tk a c h poezyi ludowej ludów słowiańskich, ważne tak że d la p o znan ia
genezy pism Chodakowskiego.
Dr. K rček j e s t zdania, że pieśni O ssy an a większy wywarły wpływ na
C hodakow skiego, niżeli to p rz y p u s z c z a p r e l e g e n t;
C ho dak ow ski znał j e
p rzecież dobrze — nie z oryginału w prawdzie, ale z tłóm aczenia K r a s i
ckiego. P . Sienicki d od ał do z a p a try w a ń wygłoszonych przez p r e l e g e n ta
ważny szczegół, mianowicie — że C hodakow ski m usiał znać wydany r. 1 8 0 5
przez H . K o ł ł ą t a j a zb iór zwyczajów ludow ych wschodniej Galicyi i takiż
zbiór obyczajów lu du między Ł o m n ic ą i Str yjem , wydany r . 1 8 1 1 przez
C zerm ińskiego.
W odpowiedzi za znaczy ł prelegent, że odczyt je g o był ty lko częścią
większej p ra c y o Chodakowskim , w któ rej szczegóły, po dniesione p rzez D r.
K o lessę i Dr. K rč e k a zostały uwzględnione, a ważne w iadom ości, podane
prz ez p. Sieuickiego — a u to r z b a d a jesz cze sam oistnie i do p ra c y swej
wciągnie.
— 95 —
IV. Wykaz darów na rzecz Towarzystwa.
Do b ib liotek i ofiarowali:
1. D r. Čeněk Z í b r t dzieła sw oje: D ějiny kroje v zemích českých od
dob n e js ta rš ic h až do války h usitsk é. Y P r a z e 18 9 2 .
2. Y y nášení „ s m r t i 1' a jeho výklady. V P r a z e 1893.
3. D an iel F e t t e r : I s la n d ia aneb ^ k rá t k é vypsáni ostro va Islan du , v y
tištěné od D an iele M ich álka v P r a z e 1 6 7 3 . P r a h a 1 89 4.
4. B o habo jní a svati cechové. P r a h a 1 8 9 4 .
5. České p ís n ě
P rah a 1894.
o W aldšte ino vi a H a ra n to v i
ze X V I I
a X V III věku.
6. S ta r o č e s k é zbírk y „ p o h á d e k " (h á d a n e k ). P r a h a 1 8 9 4 .
7. J a k se kd y v Cechách tancovalo. P r a h a 1 8 9 5 .
8. S ta r o č e s k é obyčeje a pověry pivovarské. P r a h a 1 8 9 6 .
9. D r. K a ź m
W y d . 2 . K ra k ó w .
G orzycki : W a l e r y a n H eck : M a p a
h is to ry c z n a P o lski.
10. T roickosaw sko - K iachtinsko je otdělenije A m u rs k ag o Otděla imp.
riissk. geograficzeskago Obszczestwa swoje p ro to k o ły z r. 1 8 9 4 N r. 1, 3,
4 ; z r. 1 8 9 5 N r. 2, 3, 4, 5, 6, 7 ; z r. 1 8 9 6 Nr. 3.
11. T oż swoje sp ra w ozd anie (O tczet) za r. 1 8 9 4 , 18 95 .
12. W y d z i a ł C zytelni a kad em ick iej
1 8 9 5 /6 .
we
Lwowie.
Spraw ozdanie za ro k
1 3. A. S trzele ck i ro z p raw ę sw o ją: Ludoznaw stw o
ryałów ludoznaw czych. Lwów 1 8 9 5 , eg zem p larzy 150.
14. N au k o w e T ow arzystw o
tom 1 — 8.
im ienia
i
zb ieran ie
m ate-
Szewczenki o rg an u swego : Z ap iski
15. Dr. M. M u rk o sw ą p r a c ę : N á ro d o p is n á r a z s ta v a češko slov anska
v P r a g i 1. 1 8 9 5 , o d b itk a z L e to p i s M atice Slovenské za 1. 1 8 9 6 .
16. D r. L u b o r N iede rle dzieło s w e :
slovanským staro ž itn o stem . V P r a z e 1 8 9 6 .
O
p ůvodu
Slovanů.
Studie
к
17. R e d a k c y a G a z e ty handlowo - przemysłowej : Opis stan u P a r a n a
w B razy lii z angielskiego przełożył prof. Dr. J . S iem iradzki. Lwów 1 8 9 6 .
18 . N á ro d o p is n é M useum česk oslo van sk é: I . Z p rá v a
dopisného M usea č eskoslovanskáho. Y P ra z e 18 9 6 .
19. P řís p ě v k y к dějinám
20 . V ě s tn ík
1886.
21. P rů vo dce
n áro d o p isu českoslovanského. Y P ra z e 1 8 9 6 .
N áro do pisn ého
po
o činnosti N á r o
M u s ea
česk oslo van sk ého .
Čislo
N árod op isn ém M u seu č eskoslovauském .
1.
P raha
P r a h a 18 8 6 .
22. Dr. J. P o l í v k a : N e u e re slavische M ärch en sam m lu n g e n . Osobna o d
b i t k a z Archiv, f. slav. P hilologie tom X IX .
Do m uzeum ofiarowali :
P a n i M a ry a W yslouchow a : M odel drzwi domu w łościańskiego i m o
dele : stołu, szafy, k r z e s e ł k a , ław ki, jak ic h używają w łościanie we wsi
I s t e b n i e (S zląsk au str.).
— 96 S k ła d a ją c serdeczne podziękow anie Szanownym ofiarodawcom, prosim y
0 dalsze n adsyłanie tak ow y ch na rzecz Towarzystw a.
V. Wykaz towarzystw naukowych i rsdakcyi pism, z któremi
Towarzystwo nawiązało stosunki.
38. T ro icko saw sk o - k iac h tin sk o je O tděleníje am u rsk a g o Otděla imp.
ru ssk . geograf. Obszczestwa. T roickosaw sk., k t ó r e po syła T o w a rz y stw u swoje
sp raw ozd ania.
VI. Spis członków Towarzystwa.
W y c ią g ze s ta tu tu :
§. 5. C złonkam i T o w arzystw a m ogą być osoby n iepo szlako w aneg o c h a
r a k t e r u bez różnicy płci.
§. 7. C złonkiem założycielem zostaje ten, kto n a cele T o w a rz y stw a
złoży jednorazow o kw otę 2 0 0 koron.
§. 12. Członkowie czynni uiszczają wpisowego najm niej 2 k o ro n y , t u
dzież ro c z n ą w kład kę w ilości 8 k o r o n , p ła tn y c h k w a rta ln ie .
Słuchacze U n iw e rsy te tu o raz nauczyciele szkół ludow ych wiejskich,
p ła c ą wpisowego 1 ko ro n ę, a w k ła d k i rocznej 2 k o ro n y ; nauczyciele m a ło
miejscy oraz na uczycielki i nauczyciele młodsi we L w ow ie i K ra k o w ie p łacą
w kładki rocznej 4 k oro n y , a wpisowego 1 k o ro n ę , nauczyciele s t a rs i we
Lwowie i K r a k o w i e p ła c ą 6 k o ro n w k ła d k i a 1 ko ro nę wpisowego.
U w olnionym może być od w k ła d k i ro cznej te n z nau czy cie li ludowych,
k tó r y dostarczy r e d a k c y i „ L u d u “ m a te ry a łó w etnograficznych w o dp ow ie
dniej objętości, m ogących być zużytkow anym i do dru k u . (U ch w ała Z a rz ą d u
Tow. z dnia 30 p a ź d z ie rn ik a 18 9 5 ).
C złonek T o w a rz y stw a zaleg ający z cało ro c z n ą w kładką, nie otrzym uje
dalszych zeszytów „ L u d u “ z n a stępn eg o ro k u , a jeż e li zawezwany do z a
p łac e n ia zaległości nie uiści jej w p rz e c ią g u t r z e c h miesięcy, zostaje wy
kreślo ny z T ow arzy stw a. (U chwała Z a r z ą d u Tow. z dn ia 1 lutego 1 8 9 6 ) .
251.
252.
253.
254.
255.
256.
• 257.
259.
258.
260.
261.
B a la b a n Józef, naucz., Lwów.
G erus E lia sz , naucz w W a n io w ie , p. Bełz.
J u r k o w s k i Błażej, prof, ginin., Lwów.
L is z k ó w n a Jó zefa, n aucz., Lwów.
^ M ły n e k L udw ik, prof, gimn., Buczacz.
*M roćzko K s a w e r y , insp. szk. okr., Ś niatyn.
N owicki Franc.., sł. med., K r a k ó w .
Słobodów na M a ry a , kan d. nau cz., Lwów.
S ab ato w sk i Ja n , n aucz., F e ls z ty n ko ło Chyrowa.
Soleski Ja n , n aucz., Lwów.
W e w iórski J a n , a p te k a rz , Lwów,
Członkowie oznaczeni gw iazdką, są delegatam i T o w arzy stw a i jako tacy
zastępują in teresa jego na prow incyi i są upow ażnieni do przyjm ow ania zgłoszeń
1 w kładek na rzecz T ow arzystw a.
Z Drukarni Ludowej we Lwowie, pod zarz. St. Baylego.
ZARYSY PRAWA ZW YCZAJOW EGO
Г
а.<
3лл. lite-wslsieg-o.
W S TĘP.
P ojezierze B altý ck ie, od d oln eg o b ieg u D źw iny aż do ujścia
W i s ł y , w za ran iu dziej o w em E u ro p y północnej z a m ie szk iw ały ludy
litew sk ie, n ależ ące n ie w ą tp liw ie do ra s y k ró tk o g ło w c ó w E u ro p y
środkow ej, czyli ra s y keltycko-słow iariskiej. B a d a n ia an tro p o lo
giczne, zwłaszcza D r a Olechnowicza, stanow czo stwierdziły, że
L itw in i należą do k ró tk o g ło w c ó w środ k o w o -eu ro p e jsk ich , o -wzro
ście mniej niż średnim , z p rz e w a g ą elem e n tu ciemneg-o w b a rw ie
w ło só w i oczu, ze średnim w sk aź n ik ie m nosow ym . W a r t o n a d
mienić, że im bliżej b ę d z ie m y p osuw ali się k u b rz eg o m B a łty k u ,
tem bardziej zw iększa się ilość j a s n y c h b lo n d y n ó w , a n a w e t w nie
k tó ry c h okolicach ty p ja s n o w ło sy staje się p a n u jąc y m . N a p ó ł
n o c y s p o ty k a m y już sporo o so b n ik ó w ze w sk aź n ik ie m cz aszk o
w y m 75, czyli w yb itnie d łu g o g ło w y c h ; w ogóle w ty ch oko licach
w y stę p u je dość d o b itn ie d o m ieszk a ty p u d łu g o g ło w c a b lon dyn a.
O ile w iadom o, s p o ty k a m y też w y ra ź n e ślad y dom ieszki ty p u
fińskieg-o, w o statn ich czasach n a w e t zrobiono przypuszczenie,
iż J a d ż w in g o w ie b y li F in n a m i.
W z a ran iu dziejow em plem ię litew skie zajm ow ało p ra w ie
całe dorzecze N iem na, sięg ając n a zachód do ujścia W isły , n a
p o łu d n ie do śre d n ie g o b ie g u B u g u , n a w schód zaś p rz e k ra c z a ło
dolny b i e g D ź w in y zachodniej. W w ie k u X . plem ię to ro zpadało
się n a szczepy n a s tę p n e : L e tg o ła (Letgola, L a tw in -g a ls = ko niec
Litw y), dzisiejsza Ł o tw a za m ieszk iw ała około ujścia D źw in y za
ch odniej ; Zemgmła (S em igalias, Ż em eg alas = ko n iec ziemi), o s ia
d ła wzdłuż lew e g o b rz e g u śre d n ie g o b ie g u D ź w in y ; K o r s (Kuro n y ) zajm ow ała p ó łw y s e p pom iędzy m orzem B a łty c k ie m a za
to k ą R y z k ą ; P r u s a c y (Borussi) za m ieszk iw ali p o m iędzy N iem nem
a W i s ł ą ; Żm udź (Zomojten) osiadła ziemie od rz ek i N iew iaży aż
7
—
08
—
do m orza ; L itw a (Letuwis, L ietu w a , L ietuw nik as) m ieszkała wzdłuż
W ilii i śre d n ie g o b ie g u N ie m n a oraz Jad ź w in g o w ie, k tó rz y w c i
snęli się k linem p o m ięd zy p le m io n a sło wiańskie. M azurów i D r e gowiczów, sięgali sw em i o sad am i wzdłuż B u g u aż do g ra n ic W o
ły n ia.
P le m io n a lite w sk ie nie w y tw o rz y ły a n i jedności, ani form
b ytu p a ń s tw o w e g o : k a ż d a g a łą ź teg o p lem ien ia tw o rz y ła osobne
szczepy, znajdujące się n a szczeblu ustroju rod ow ego . R o d y p o
s zczegó lne w ła d a ły k a w a ł k a m i te ry to ry u m p le m ie n n e g o ; k a ż d y
ta k i ró d s ta n o w ił je d n o s tk ę zupełnie sam o d zie ln ą i niezależną,
k tó rą rządził n ac zeln ik ro d u — k u n ig as. Związki ro d o w e b y ł y n a
d er lu źn e; o g ra n ic z a ły się one ty lko w s p ó ln o ścią etno graficzn ą
i k u ltu ra ln ą ; nie u m ia ły one n a w e t łą c z y ć się z sobą, b y o d e
przeć g ro ź n y c h w ro g ó w zew nętrznych, N iem có w i S łow ian. W za
ciętej w alce o byt, k t ó r ą lu d y lite w s k ie p ro w a d z iły z n ie s ły c h a
n y m u p o re m i ro zp aczliw ą o d w a g ą, w y tę p io n o do szczętu P r u s a
k ó w i Jad ź w in g ó w , ujarzm iono L etg ołę, Ivo rs (K u ro n ó w ) i Zemg a łę ; te p le m io n a zlały się w jedno, w y tw a rz a ją c dzisiejszych
Łotyszó w .
W zaciętej w alce o b y t w w ie k u X II I. p ow staje w drodze
p o d b o ju p a ń s tw o lite w s k ie ; p o d s ta w y jeg'o z a k ła d a R y n g o ld ,
w y g r y w a j ą c k rw a w e b itw y p o d U szpolem i K a m ie n ie m (1233
do 1234 r.) n a d K a w a le r a m i M ieczow ym i, oraz p o d M ohiln ą (1235 r.)
n ad k o a lic y ą kniaziów rusk ich. L e n n e pan o w an ie R y n g o l d a
w 1239 r. sięg ało już do P o ło c k a , AVitebska, O rszy i S m o le ńska.
S y n jego, M en d o g czyli M indow e, o d p a rł h o rd y T a t a r ó w i za
g a r n ą ł g r o d y R u s i B iałej, w yludnionej i znękanej przez n ajazd
m ongolski, ja k o to : N o w o g ró d e k , Słonim , B rześć, G rodn o i W o łk o w y sk . P o jeg o śm ierci (zg inął w r. 1263 z rę k i ks. D o w m u n ta )
r o z p o c z y n a się ca ły szereg' w a lk stra sz n y c h dom ow ych, p om im o
k tó ry c h z a g a rn ię to j e d n a k ziemie J a d ź w in g ó w (P odlasie), w ó w czas
już p ra w ie w y tę p io n y c h doszczętnie. W s tą p ie n ie n a tro n d ÿ n a s ty i
L u ta w o r a u tw ie rd z a i rozw ija w ładzę w ielkoksiążęcą, zabezpiecza
p o sia d a n ie zhołdow anej R u s i i o d p ie ra T a t a r ó w ; W i t e n e s o d p a r ł
22 n a p a d ó w K rz y ż a k ó w i dziew ięć ra z y zw iedził P o ls k ę , r o z p u
szczając z a g o n y aż do K alisza. Za G e d y m in a (1315— 134° CZY
1341 r.) zhołd ow ano W i e l k i e K s ię s tw o K ijo w s k ie i część S ie
wierza, oraz W o ł y ń , k t ó r y sy n jego, L u b a r t, zajął bez oporu
p ra w e m sp a d k o w e m ; za O lg ie rd a (1345--1377) ostateczn ie o p a
n ow an o U k ra in ę , W o ł y ń , P o dole, Siew ierze i część ks. S m o le ń
skieg o, oraz K s . B r a ń s k i e ; P s k ó w i Nowg'orod szu k a ły je g o opieki
i u le g a ły mu. W o g ó l e L itw a z ła tw o ś c ią ujarzm iła i zh o łd o w a ła
— 99 —
R u ś B iałą, k ry w ic k ą , p o litycznie s ł a b ą ' i podzieloną, alé chrześ c ia ń s k ą i nieskoń czenie p rz e w y ż s z a ją c ą w rozwoju cyw ilizacy j
n y m i u le g ła jej wpływom ...
Inaczej n a to m ia s t działo się na zachodzie. K r z y ż a c y po d łu
giej a uporczyw ej w a lc e w ytępili doszczętnie P ru s a k ó w , K a w a
lerow ie M ieczowi zaś ujarzmili L etgołę, K o rś i Zem golę, t. j. p le
miona, k tó re zlaw szy się dały p o c z ątek dzisiejszym Łotyszom .
W a l k a z zakon am i, w łaściw ie z N iem cam i, ro zp o czy n a się od
czasów R y n g o l d a , ale staje się zaciętą i n ie u b ła g a n ą od chwili
w y tę p ie n ia P ru s a k ó w , g d y K r z y ż a c y zw rócili w szy stk ie sw e siły
p rz eciw k o Litwie, a od gło s ty ch zapasów k rw a w y c h z p o g a ń
stw em litew skiem śc ią g a i K rz y ż o w n ik ó w i śro d k i m a te ry a ln e
n iem al z całej E u ro p y . Już papież J a n X X I I . dozwolił ogłosić
p rz eciw Litwie k ru c y a tę p o w s z e c h n ą ; G e d y m in zrozum iaw szy
groż ące m u n iebezpieczeństw o, chciał porozum ieć się z papieżem ,
dowodząc, że p ra g n ie z całem chrześc ia ń stw em p o zostać w p o
koju, b y le b y się u w olnić od K rz y ż a k ó w i n a r ó d z b a r b a r z y ń s tw a
p o d ź w ig n ą ć ; w y ra ż a ł n a w e t chęć przy jęcia k a to licy zm u (list do
a r c y b is k u p a ryzkiego). G dy te zab iegi sp ełzły na niczem, w ów czas
G e d y m in zw raca się k u P o lsc e i we W ł a d y s ł a w i e Ł o k ie tk u zn aj
duje głodnego siebie s p rz y m ie r z e ń c a ; o d tą d sojusznicy p ro w a d z ą
aż do śm ierci ro zpaczliw y bój z zakonem . A n i b o h a te rs k ie usi
ło w a n ia O lg ie rd a i K ie js tu ta (1345 — 1382 r.), ani rozpaczliw e m ę
stw o L itw in ó w i Żmudzinów, k tó rz y k a ż d ą piędź swojej ziemi
bronili z n ie s ły c h a n ą o d w a g ą , ani p o siłk i R u s in ó w i T a ta ró w nie
m o g ły w strzym ać p o s tę p ó w K rzyżaków ', p o s iłk o w a n y c h przez
ca łą niem al E uropę. W samej rzeczy O lg ie rd p rz e g ry w a w a ln ą
b itw ę n a d S tr a w ą w T ro c k ie m (1348 r.), k t ó r a p o tęg u je tylko
żądzę zab o ró w ; od r. 1361 w ojn a staje się n ieu b ła g a n ą , e k s t e r
m in a c y jn ą ; „ochrzcić lub w y tęp ić L itw in ó w “ — to ów czesne hasło
zak onu ! W r. 1363 K rz y ż a c y d o b y w a ją i b u rzą zam ki nadniem eńsk ie (stare i n ow e K o w n o , B isse n ę i W ie lo n ę ); w r. 1365
pusto szą og niem i m ieczem ca ły kraj aż po W i l n o ; w r. 1367
wznoszą w a ro w n ie n a ziemi litew skiej ; w r. 1370 wT k rw aw ej b i
tw ie p o d R u d a w ą biją Litw inów , Żmudzinów, R u s in ó w i T a t a r ó w ;
w r. 1383 pu sto szą c a łą L itw ę i ocierają się aż o m u ry stolic y ;
w r. 1390 znow u p usto szą c a ły kraj i o b leg ają b ezsk u te czn ie
W ilno, k t ó r e g o b o h a te r s k ą o b ro n ą un ieśm iertelnił się M oskorzew ski, n a c z e ln ik załogi. Od tej chwili w y s tę p u je już P o ls k a
w obronie Litw y, k tó ra od r. 1387 b y ł a k a to lic k ą i u n ią d y n a
sty c z n ą zjednoczona z P olsk ą. Mimo to czas niejakiś jeszcze szczę
ście sprz y ja ło K rz y ż a k o m : ta k w. ks. W ito ld w 1400 r. m usiał
»
— 100 im ustąpić c a łą Żmudź, ale sta rs z y z n a za k o n u zrozum iała już d o
brze, że P o ls k a sta n ę ła na zawadzie. „P o lska, jej k ró l i n aró d , jej
p rz e k lę te in s ty tu c y e i zw yczaje, k tó re m ien ią p r a w a m i — P o ls k a
stoi nam w drodze !" — w ołał do N iem có w o b u rz o n y W i e l k i
M istrz zakonu. (P ro c h ask a, S zkice h is to ry c z n e z X V . w., str. 50).
I t a k b y ło rzeczyw iście! N a polach G ru n w a ld u p a d ł 15 lip ca 1410 г.
k w ia t ry c e rs tw a n ie m ie c k ie g o ; zad an o ciężki cios p otęd ze zakonu...
O chrzczenie L itw y i Żmudzi u sun ęło ra c y ę jeg o b y tů , w e w n ę trz n e
rozprzężenie d o k o n a ło reszty... W id z ą c to W ito ld , ten n ajw ięk sz y
geniu sz p o lity c z n y p lem ien ia l i te w s k i e g o , z w y k ł b y ł m aw iać :
„ G d y b y nie P o lsk a , L itw a moja b y ł a b y dziś n ie m ie c k ą "! ( P r o
chaska, tam że str. 56). J a k o ż rzeczyw iście P o ls k a z a d ała o s ta te
czny cios zakonow i, b o w wojnie p ru skiej (1453— 1466 r.) L itw a
nie uczestniczyła ; t r a k t a t to ru ń s k i ucz y n ił W . M istrza hołdow nik iem k ró ló w p o lsk ich i p rz y łą c z y ł do P o ls k i P r u s y zacho dnie.
W o g ó l e m a z u p e łn ą słuszność L im a n o w sk i tw ierd ząc, iż zw iązek
z P o ls k ą u ra to w a ł lud lite w sk i od zatonięcia w m orzu niem ieckiem.
W tej strasznej, e k sterm in a cy jn ej walce, n ie liczn y szczep
lite w sk i to p n ia ł p o p ro stu , j a k ś n ieg n a słońcu, p o tę g u ją c ty lk o
sw ą dzikość, a w y ra b ia ją c silną o rg a n iz a c y ę w ojskow ą, o p a r tą na
strasz liw y m despo ty zm ie w ielk ich k siążąt, d esp oty zm ie b a r b a r z y ń
skim i feodalizmie. P ie r w o t n y o jco w sk i ustrój rodow y, już w y
tw a rz a ją c y p e w n e fo rm y w ła d a n ia terytoryalneg-o, pod w p ły w e m
w a lk z e w n ętrz n y ch ła tw o a ry c h ło p rz e o b ra z ił się w silną wojs k o w o -feo d aln ą o rg a n iz acy ę . O ile wiem y, w ład z a n ac zeln ik ó w
ro d ó w p oszc zeg ó ln y ch b y ł a n iem al n ie o g ra n ic z o n ą ; do nich n a le
żało całe m ienie ro d o w e i p ra w o ro z p o rzą d zen ia niem ; w szysc y
członkow ie ro d u b y li m u ślepo ulegli, acz pośrednio , b o w ładza
je g o ro z c ią g a ła się ty lk o n a naczeln ik ó w sp ó ln o t ro dzinny ch ,
ale w każdej takiej spólnocie w szy stk o u g in a ło się p rzed w olą
jej zw ierzchnika. O ile w iem y, w ładza ta ro z ciąg ała się n a w e t na
s to s u n k i czysto rod zin ne, np. zamęźcie... P o w o li w osobie W .
K s ię c ia zjednoczyła się c a ła w ładza, sp o cz y w ając a d o tą d w rę k u
K u n ig a s ó w , a jak i b y ł zak res tej w ładzy, w iem y już w z a ry s a c h
og óln ych . M uszę nadm ienić, że w s k u te k ro z p o w szechnienia się
w o w ych czasach w y z n a n ia w sch o d n ie g o i b iało ruszczyzny , p o
w oli zn ik ała p o w a g a p o g a ń s k ic h w ierzeń re lig ijn y ch i s ta ry c h
zw yczajów , z a c h o w u jąc y ch w ów czas jeszcze p ra w d o p o d o b n ie dużo
ślad ó w p r a w a m a c ie rz y ń s k ie g o i p ie rw o tn y c h p o ję ć , pon iew aż
przeży tki ich d o c h o w a ły się aż dotąd. Z resztą już zn aczn a część
d ru ż y n y w ielk o k siąż ęce j s k ła d a ła się z chrześcian, na k tó ry c h
-
101 —
duchow ieństw o p o g a ń s k ie i litew sko ść nie w y w ie ra ły żadnego
wpływ u.
W a l k a z N iem cam i w y m a g a ła z konieczności jednolitej i s p r ę
żystej o r g a n iz a c y i , zależnej li ty lk o od woli w. księcia. T a k ą
o rg a n iz a c y ą w w a ru n k a c h ów czesnych, m ó g ł b y ć tylko feodalizm ,
ujęty żelazną d łon ią ta k ic h p an ujący ch, j a k G e d y m in , O lg ie rd
i W ito ld . W i e l k i książę b y ł w łaścicielem ca łe g o te r y to r y u m p a ń
stwa. „ W i e l k i książę, m ówi Jaroszewicz, pod c h o rąg w ią swoją roz
d a w a ł znaczne k r a in y k siążę to m krw i lub ho łdo w niczym tudzież
m ożnym bojarom , a ci niższemu ry c e rs tw u , zachow ując k a ż d y
w ładzę zw ierzchnią czyli se n io ra ln ą ; k a ż d y w ten sposób zaciągał
o so b isty obo w iąz ek słu żby i opłat, oraz u ległości do teg o stopnia,
że n a w e t za w ie ra n ie m a ł ż e ń s t w ‘) i o siąg an ie s p a d k ó w po ro d z i
cach zależało od woli zw ierzchniego l e n n o d a w c y “.
Za p r z y k ła d e m w ielkich książąt szli w ielcy p an o w ie i r y
ce rstw o niższe, t a k że w całej L itw ie nie b y ło ani je d n e g o cz ło
w iek a n iezależnego ; n a w e t w w ieku X V I O rzech ow ski słusznie
n a z y w a ł L itw ę „stekiem k siążę cy ch p o d d a ń c z u c h ó w “. S ło w em —
w. książę g n ió tł s w y c h w a sa ló w b ezp ośred n ich , ci zaś, jak o l e n
n o d a w c y — s w y c h le n n ik ó w itd. aż do najniższych, k tó rz y już
w y z y sk iw a li bez w szelkieg o m iłosierdzia lud pro sty . P o w s z e c h n y
u cisk i niewola, przeciążenie p o d a tk a m i, o p łatam i i robo c iz n am i,
strasz n a ciem nota, zbiednienie ogólne, s p o tę g o w a n ie się dzikości
i b a r b a r z y ń s tw a — oto sk u tk i w a lk i ek sterm in acyjn ej z K r z y ż a
k a m i ! D zikość i b a rb a rz y ń sk o ś ć w y stępują n a k a ż d y m k ro k u ; dość
p rz e w e rto w a ć ówczesne k ro n ik i! Jaro szew icz tłó m a czą c ten stan
rzeczy, m ó w i: „Litwini b ow iem przez ow e r a b u n k i i w szelkiego
rodzaju zniszczenia, zostaw szy p o g rą ż e n i w niedoli, odosobnili się
od c a łe g o św iata, szukając schro n ie n ia w dzikich p u s t y n i a c h “.
O czyw iście — to w szy stk o ty lk o p o tę g o w a ło m o raln e znaczenie
K rz y ż a k ó w , u sp raw iedliw iając w opinii E u ro p y ich p o s tę p o w a
nie, oraz je d n ają c licznych zw o lenn ików i n a d e r obfitą po m oc mate ry a ln ą .
Jedno cześnie też rozpow szechnienie się w yz n an ia w s c h o d n ie g o
i w p ły w ó w b ia ło ru s k ic h groziło zu pe łn ą z a g ła d ą p lem ieniu lite w
skiem u. L itw a z ła tw o śc ią ujarzm iła R u ś B iałą, polity czn ie słab ą
i podzieloną, ale c h rześc ia ń sk ą i sto su n k o w o k ulturalną... i u le g ła
jej w p ły w o m cy w ilizacyjn ym , co b y ło zu p e łn ie n a tu ra ln e m i zro') Zwyozaj w ydawania g w ałtem za mąż osób zależnych, po m im o z a
kazów kościelnych i prawnych, u stał dopiero o statecz n ie w r. .1 8 6 1 , po
zniesieniu p o d d ań stw a .
— 102 zum iałem . W p ł y w y te o d d ziały w a ły w k ie ru n k u ro z p o w szec h n ien ia
w y z n an ia wschodnieg'o, oraz ściśle z nim p o łą c z o n e g o b y z a n ty zmu, ję z y k a b iało ru sk ieg o , oraz instytucyj p a ń s tw o w y c h i s p o
łecznych, oby czajów i zw yczajów ; w p ły w y te b y ł y ta k potężne,
że liczne śla d y ich p rz e c h o w a ły się aż do n a s z y c h czasów.
W y z n a n i e w chod nie zaczy na rob ić już znaczne p o s tę p y od
p o ło w y X I I I . w. tj od chw ili rozpoczęcia u jarz m ie n ia R u s i. Z w i
do k ó w p o lity c zn y ch i w łasn eg o interesu, k siążę ta litew scy nietylk o zezwalają na jeg o rozpow szechnienie, ale n a w e t sam i p rz y j
m ują je chętnie, poniew aż, ch cąc p a n o w a ć n a R usi, m usieli to
robić z konieczności. Z ta k ich p o b u d e k ochrzcili się dwaj sy n o w ie
M end og a, A r w id czyli D o w rn u n t i Tow ciw ił. S y n za ciek łeg o p o
g a n in a T r o j n a t a n a w ra c a się n a w y z n an ie w schodnie, zostaje m n i
chem , z a k ła d a m o n aster św. Elizeusza około N o w o g ró d k a , w k t ó
ry m m iał b y ć n a w e t opatem . B ra c ia T ro jd e n a ( f 1283), Sierputiej,
R icze j i S w ielkięlej czyli N a ry m u n t, H o ls z a i G ie d ru ś przyjm ują
w yznan ie w s ch dnie ; teg o ż w y z n an ia m iał b y ć W o j n a (W asy l), b r a t
G e d y m in a , ks. P o ło c k i. Ju ż W . ks. W o jsie łk o , u p rz ed n io mnich,
w y ra z ił chęć ro z p o w szech nienia w y z n a n ia w s c h o d n ie g o ; na jeg o
p ro ś b ę w r. 1265 wiecze n o w g o ro d z k ie obiecuje p rz y s ła ć m u mis y o n a r z y p ra w o s ła w n y c h , k tó rz y d ostaw ali się na L itw ę i z p o
łudnia. U b o g i e c e rk ie w k i i d u c h o w ie ń stw o w chodnie, niew iele
w y róż niające się od ogółu, nie raziły pogan... Z resztą ustaw iczn e
w o jn y i z a ta rg i d o m o w e sp rz y ja ły też ro z pow szechn ien iu się w y
znania w schodniego. W r. 1265 przyjm uje p r a w o s ła w ie w P s k o w ie
300 w y c h odźców lite w sk ich w raz z ro d z in a m i i czeladzią ; to sam o
ro b i w M o skw ie W . ks. Ja w n u ta , s trą c o n y z tro n u przez O lg ierd a
i K iejstu ta.
W y z n a n ie w schodnie ry c h ło w d a rło się n a w e t n a dw ór
wielkoksiążęcy. D r u g a i trze cia żo na G e d y m in a b y ł y już R u s i n
k am i i c h rześc ia n k am i (O lg a i J e w n a czyli E w a ) ; dwie żony
O lgierda, M ary a, k s ię żn ic zk a W i t e b s k a i Ju lian a, księżniczka
T w e rs k a , b y ły p ra w o sław n em i. P ra w d o p o d o b n ie teg o ż w y z n a n ia
trz y m a ł się s k ry c ie n a w e t Olgierd. M uszę tu n adm ienić, źe p r a
w o sław ie ro z p ow szechn iało się ty lk o na L itw ie właściwej, nie
zaś — n a Żmudzi, k tó r a stale trz y m a ła się w ia r y ojców, acz w y
znan ie w sch o d n ie sięgało jej granic. W r. 1550 A n n a S z y s z a n k a
S ta w ie c k a , z iem ian k a miejscowa, z a k ła d a k la s z to r p r a w o s ła w n y
w S u rd e g a c h (w dzisiejszym p ow iec ie W iłk o m ie rs k im ), k tó ry
istnieje dotąd. W o g ó le w ielcy książęta p ro te g o w a li d u c h o w ie ń s tw o
w schod nie i czynnie m ieszali się do jeg o s p ra w (G edym in, O l
g ie rd — D a n iłło w icz , L atopisiec, str. 1Ď0); p rz e ś la d o w a n ia religij-
—
103 —
n ego n ig d y nie b y ło , a c z k o lw ie k zd a rz a ły się rzadk ie, poszczę g ólne w y p a d k i fa n aty zm u p o g a ń s k ie g o . W y ż s z e k la s y s p o łe c z e ń
s tw a lite w sk ieg o w yró żn iają się zadziw iającą obojętnością re li
gijną, co dowodzi, że w iara b y ł a w ów czas dla nich ty lk o ś r o d
k ie m do dopięcia p e w n y c h celów. T a k w. ks. W i t o l d na chrzcie
ru sk im o trzym ał imię Jerzy, n a kato lick im zaś (w T a p io wie
u K rz y ż a k ó w ) — W ig-and; prz y ją w szy po raz trzeci i o s ta tn i
ten s a k r a m e n t w K ra k o w ie , został A le k s a n d re m ( N a rb u t: Dzieje
n aro d u lite w sk ieg o , tom I., 39Ď, 400) ! Nie dziw więc, że już
w szy sc y n as tę p n i po O lgierdzie i K iejstu cie z ła tw o ś c ią prz ech o d z ą
n a łono w schodniej c e rk w i; córki, zdaje się, zaraz po u rodzeniu
chrzczono w tej religii. O p ie k a św ie c k ic h k s iążą t s p rz y ja ła ro z
p o w sze ch n ien iu się tego w y z n a n ia : pierw sza ce rk ie w s ta n ę ła
w W iln ie już w r. 1347 (D aniłłow icz — Latop isiec, 170); w 40 lat
p o te m już przeszło p o ło w a m ieszk a ń có w stolicy n ależała do w y
zn a nia w s c h o d n ie g o (D aniłłow icz — Latopisiec, 204).
R o z p o w s z e c h n ie n ie się p ra w o s ła w ia , posługująceg-o się l i tu r
g i ą s ło w iań sk ą, b y ło n iem al iden ty cz n em z rozp ow szec h n ien iem
się b iało ru s z c z y z n y lub, co najmniej, b ard zo m u sprzyjało. Już
w X I I I . w. m o w a ta zaczyn a b y ć u ż y w a n ą w Litw ie, w X I V
i X V w ieku staje się p a n u jąc ą i bard zo długo zachow uje to s t a
now isko. W rzeczy samej języ k b ia ło ru s k i w raz z dom ieszk ą
c e rk ie w n o -sło w ia ń s k ie g o staje się ję zy k ie m dworu, dy plo m acy i,
ad m in is tra c y i i k las w yższych. W ty m ję z y k u u k ła d a ją się p r a w a
i przyw ileje, w s z y s tk ie 3 s ta tu ty litew skie i kroniki, w o g ó le —
w s zy stk ie d o k u m e n ta ; ten ję z y k p a n u je w s z e ch w ład n ie w s to s u n
k a c h p ra w n y c h , ta k że d otąd nie u d a ło się o dszukać ani jednej
tra n s a k c y i p ry w a tn e j w ję z y k u lite w s k im ; za stę p o w a ła g o za
wsze i wszędzie.białoruszczyzna. N ie u le g a w ątpliw ości, że og'ólne
zatw ie rd ze n ie p r a w i przyw ilejów W . K s. L ite w s k ie g o n a sejm ie
u n ijn y m objęło i uży w an ie ję z y k a b ia ło ru s k ie g o ja k o urzęd ow eg o.
(Vol. Leg. tom II., str. go, 7), co stanow czo p o tw ierd z ają p r z y
wileje in k o rp o ra c y jn e W o ł y n i a i K ijow a, orzekające k w e s ty ę ję
z y k a u rzęd o w eg o (Vol. L eg . tom. II., str. 8 3 , p. 8 ; str. 8 6 , p. 5 ;
str. 185, p. 26; str. 262, p. 46). P o ls k ie tłó m aczen ie s ta tu tu lite w
sk ie g o (wyd. 1614 r.) z a w iera n a s tę p n e p o s ta n o w ie n ie : „ A p isarz
ziem ski m a po ru s k u lite ra m i y sło w y ru sk iem i w szy stk ie listy,
w y p is y y p o zw y pisać, a nie inszym językiem i s ł o w y “’ (Roz. IV.,
art. I). I t a k b y ło w rzeczy w isto śc i : b a rd zo d łu g o ję z y k b i a ł o
ru sk i fa k ty c z n ie zach ow yw ał swe s ta n o w is k o dom inujące, g d y
oficyalnie za ch o w a ł je aż do sam e g o końca, tj. do 1832 r. ■
— za
p ro w a d z e n ia z ro z k azu M iko łaja I. ję z y k a ro sy jsk ieg o . N iem a
—
104 —
w Vol. L eg . ani jednej k o n s ty tu c y i, uchylającej p o s t a n o w i e n i a
w spom niane, tylko w r. 11 g 7 prz y p o ró w n a n iu p r a w W . K s. L i
te w s k ie g o z K o r o n ą uchw alono, b y o d tą d d e k r e t y s ą d o w e b y î y
pisan e po p o ls k u (Vol. L eg. tom. V., str. 418), Z n a n y też j e s t
u n iw e r s a ł J a n a K a z im ie rz a z r. 1668, n a k a z u ją c y w s to s u n k a c h
d y p lo m a ty c z n y c h z m o carstw em M o s k ie w s k ie m uży w ać ję z y k a
po lskiego zam iast b iało ru sk ieg o . N a w e t n a Ż m udzi do 1640 r.
w szelkie a k t y p ra w n e sp o rz ą d z a n o po b iało ru sk u . N a tra n z a k c y i
p ry w a tn e j, spisanej po p o lsk u i o blato w an ej w r. 1665 w gTodzie
U pickim , z 12 po dpisów św iad k ó w , 8 n a p is a n y c h jest cy ry lic ą .
W o g ó le ję z y k b ia ło ru sk i za ch o w a ł się w sto s u n k a c h u rzęd o w y ch ,
aż do k o ń c a X V I I . wieku, szlachta chętnie p o s łu g iw a ła się tą
m o w ą n a w e t w p o cz ątk u w. b. j a k ś w ia d c z y Czeczott.
W p ł y w y b ia ło ru szc zy zn y w y ra źn ie d a w a ły się o dczuw ać n a
w e t w u rz ęd o w y m ję z y k u po lskim w ta k ic h np. te rm in a c h p r a
w n y c h : „ ż a ło b a “ (skarga), „ ż ału je“ (skarży), „J a n ó w n a " (có rk a
Jan a), „ w n ie s ie n ie “ (posag), itd., p o m ijając te w p ły w y , k tó re
m o żn a o b s e rw o w a ć w m iejscow y m ję z y k u polskim . Czem b y ły
one u przednio, m ożna w n io s k o w a ć z fa k tu p rz e k ła d u n a ję z y k
b ia ło ru s k i Wulg-aty, (dla L itw in ó w -k ato lik ó w ), k t ó r ą się posług u je k o śció ł katolicki. P r z e k ł a d ów, k tó re g o d o k o n a ł b o g o b o jn y
Dr. F ra n c is z e k S k o ry n a, k atolik g orliw y, w y s z e d ł z d ru k u w P r a
dze czeskiej w r. 1520; n a w e t w s z k o ła c h d u c h o w n y c h k a t o l i
ckich, o ile one istniały, w y k ła d a n o te n język.
Jed n o c ześn ie z ro z p o w szec h n ien iem się w ia r y wschodniej
i ję z y k a b ia ło ru s k ie g o , ro z p o w s z e c h n ia ła się i l ite r a tu r a kościelnos ło w iań sk a, p rz e sią k n ię ta po jęciam i w s c h o d n ie m i o b o s k ie m p o
chodzeniu w ładzy świeckiej, o jej w yższości n a d k ościelną, n a w e t
w rzeczach w iary. Zgmbny atoli te n w p ły w nie m ia ł znaczenia
poważneg'0, chociaż je g o ś la d y są w ido czn e w ó w czesny ch poję-,
ciach o w ładzy najwyższej i jej s to su n k u do p o d d a n y c h ; tłóm aczy
się to s tra s z liw ą ciem n o tą u m y s ło w ą w X I V . i X V . w iekach,
p o te m zaś — zw y cięstw em w p ły w ó w zachodnich. N a to m ia s t
0 w iele silniejszym b y ł w p ły w b ia ło ru s k ic h o b yczajów i z w y cza
jów , t a k p o k r e w n y c h litew sk im , oraz p ra w o d a w s tw a w ogó ln em
znaczeniu te g o w y ra zu . Już D an iłło w icz ud o w o d n ił, ze wiele a r
ty k u łó w „R uskiej P r a w d y “ dostało się do .Statutu lite w sk ieg o
bez żadnej z m ia n y ; późniejsze b a d a n ia d o statec zn ie s tw ierd z iły
1 o k re ś liły te n fakt... W o g ó l e L itw a u l e g ł a zu p ełnie k u ltu ra ln y m
w p ły w o m białoru szczyzn y, s p r a w o s ła w n iła się częściowo i zbiałoruszczyła, ty lk o najniższe w a rs tw y sp o łeczne po zo stały w ierne
tra d y c y i ojczystej, zwłaszcza na Żmudzi, k t ó r a trz y m a ła się o p o rn ie .
-
105 —
S łuszn ie t e d y m ów i Jaro szew icz (Obrazy L itw y, tom II., str. 7) :
„G d y b y ta k i s ta n dłużej jeszcze bez p rz e rw y m ógł przetrwać...
Litw a, m ówię, z czasem z a m ie n iłab y sw ą p o g a ń s k o - lite w s k ą w rus k o -c h rz e ś c ia ń sk ą narodow ość, lecz zetknięcie się dw óch w yz n ań
w s c h o d n ie g o i za c h o d n ie g o i zbliżenie się L itw y do P o ls k i przez
p o lity czn e w y p a d k i zm ieniło po stać rz ecz y “ .
Owe „polityczne w y p a d k i “, © k tó ry c h m ówi ostatni profesor
p r a w a lite w sk ieg o b. W s z e c h n ic y W ile ń s k ie j — to e k s te r m in a
cyjna, rozpaczliw a w a łk a z przem o żnem i siłam i K rz y ż a k ó w , w alk a
bezn adziejn a, i o s ta te c z n a ko n iecz n o ść s zu k a n ia ra tu n k u od zu
pełnej za g ła d y w przyjęciu kato licy zm u i k u ltu ry zachodniej,
w zbliżeniu się do P o lsk i, k t ó r a je prz ed staw iała. P o lsk a, ja k
wiem y, w s trz y m a ła za p ęd y K rz y ż a k ó w , nieco p otem zg n ę b iła ich ;
d ru g i w r ó g — białoruszczyzna, g ro ż ą c y L itw ie o statecznem w y
n a ro d o w ie n ie m p le m ie n ia lite w sk ieg o, z o stał unicestw iony, dzięki
P o lsc e. N a jn o w sz y h is to ry k L itw y , B o lesław Lim anow ski, ma
zu p e łn ą słuszność, t w ie rd z ą c , że P o ls k a już d w a razy ocaliła
p lem ię litew skie, że jej o bow iąz k ie m je s t po d n ieść lud lite w sk i
n a wyższe szczeble rozwoju cyw ilizacyjnego i narodow ościow eg o.
O d d z ia ły w a n ie k u ltu r y zachodniej, inaczej — polskiej, wyraziło
się p rz e w a ż n ie w dw óch k ie r u n k a c h : społeczno -cyw ilizacy jny m
• i polity czn ym . W y r a z e m p ierw szego b y ł y : sto p n io w e ro z p o w sze
ch n ien ie się k atolicy zm u , po tem re fo rm y religijnej, o św iaty ' za
chodniej, ję z y k a polsk ieg o, obyczajów , zwyczajów, pojęć p r a
w ny ch , i t d., d ru g ie g o zaś •— u p a d e k feodalizm u i w yzw olenie
się w y ż sz y ch i śred nich w a r s tw litew sk ich, oraz s to p n io w e o g r a
niczen ia despotycznej w ład z y
w. księcia ; rów n o le g le p ra w ie
z tym iż p ro c e s a m i dziejow ym i po stępuje u p a d e k białoruszczyzny.
Już sam o p rzyjęcie kato licy zm u przez L itw ę etnograficzną
o d b ierało nadzieję jej zbiało ruszczenia i s p ra w o s ła w n ie u ia o s t a
tecz n eg o . R u ś , j a k b y to przeczuw ając, p o rw a ła się do b ro n i i pod
M scisław iem (1385 r.j p rz e g r a ła sp ra w ę. M ord e rcza w a lk a p r z e
g r a n a p o d O szm ian ą i W iłk o m ie rz e m (1432, 1435 r. w wojnie
dom owej po m ięd zy W . ks. Z y g m u n tem , p o p ie ra n y m przez Litwin ó w -k a to lik ó w i P o la k ó w a S w id ry g ie łłą , po k tó re g o stro nie
s ta n ę ła R u ś , K a w a le r o w ie M ieczowi i T a ta rz y ) oraz b u n ty F ie d k i
ks. O stroz kie g o (1477 r.) i M ic h a ła ks. G liń sk ieg o (1507 r.) ubezw ł a d n i ł y R u ś polity czn ie, te m bardziej, że p rzem o żn i p an o w ie
ru s c y zaczęli trac ić g r u n t p o d n o g a m i w s k u te k p rz e o b ra ż e n ia się
L itw y n a m odłę polską.
W tym p rocesie dziejow ym k ato lic y z m p o s ia d a ł znaczenie
pow ażne, w ra c a m p rz e to do jego rozpo w szec h n ien ia się. K a t o l i
— 106 —
cyzm już o d d a w n a w dzierał міе na L itw ę, chociaż za k o n y r y c e r
skie, niosi(.ce wraz z n a u k ą Jez u sa ogień, miecz i niewolę, s ta
nowczo p rzeszkadzały w p ra c a c h ap ostolskich . W p r a w d z ie już
k ró l M e n d o g czyli M indow e p rzyjm uje katolicyzm , k o ro n u je się
za zezwoleniem p a p ie ż a k ró lem litew skim w Nowog-ródku, ale
po tem w y rz e k a się ch rześc ia ń stw a i w g w a łto w n e j r e a k c y i p o
gań sk iej tra c i życie (1263 r.); n o w a w iara, p rz etrw a w szy lat 8,
z n ik ła n iem al doszczętnie. D o p ie ro w k ilk ad ziesiąt la t p o te m
z listu G e d y m in a do p a p ie ż a J a n a X X I I . d o w iad u jem y się, że
za czasów W i t e n e s a (1300 r.) już is tn ia ł w L itw ie kościół k a t o
licki (N arbut, t. II., d o d a te k X I V , str. 51); za G e d y m in a b y ł y
u b o g ie kośció łk i w W i l n i e i N o w o g ró d k u . W r. 1364 P i o t r Gasztold, ochrzczony w Kľräkowie, z a k ła d a w W iln ie k laszto r F r a n c i
szkanów, któreg'0 z a k o n n ik ó w w y m o rd o w a li w r. 1368 pog'anie,
w r. 1374 T a ta rz y , a w r. 1406 R u s i n i p r a w o s ła w n i; fu n d a cy ę
G asz to ld o w sk ą zniósł M u ra w ie w -W ie s z a tie l w 1864 r. K a to lic y z m
ro z p o w szec h n iał się niezm iernie powoli.
D o p ie ro przyjęcie k a to lic y z m u przez J a g i e ł ł ę i je g o m a łż e ń
stwo z k ró lo w ą J a d w i g ą (1386 r.) zm ienia postać rzeczy... Oporu
nie by ło , co m ożna tłó m a czy ć albo u le g ło ścią woli w. księcia,
albo ostatec zn em o słabieniem po g ań stw a , o k tó re g o d u c h o w ie ń
stwie p anuje g łu c h e milczenie, j a k b y g o nie było. S ło w e m — po
całorocznej p ra c y apostolskiej k ró l W ła d y s ła w , nie szczędząc p ró śb
i darów, n aw rócił Litwę,- założył b is k u p s tw o w ileńskie i 7 k o
ściołów p a rafialn y ch , k tó re k ró lo w a z a o p a trz y ła hojnie. L itw a
już b y ł a k ato lick ą, p rzynajm niej e x officio, ale Żmudź trz y m a ła
się u p o rc z y w ie p o g ań stw a , a n a w e t g ro z iła b u n te m w o bron ie
w iary ojców. K rz y ż a c y za jąw szy ten kraj w 1400 r., p ró b o w a li
go naw rócić, ale bezskutecznie ; straszne p o w stan ia lu d u w la ta c h
1401 i 1405, oraz zdzierstw a d u c h o w ie ń stw a i m n ich ó w u d a r e
m niły w szelkie p ra c e w. ty m k ie ru n k u . D o p iero od r o k u 1413
n a w ra c a n ie poszło raźniej.,. P o m im o p o w a g i K r ó l a i W . K sięc ia ,
k t ó rz y w ję z y k u lite w sk im w y k ła d a li z a s a d y nowej w iary , p om im o
szczo dry ch d a ró w i obietnic, lud sta ł u p o rc zy w ie p rz y starej w ie
rze, tak, że trz e b a b y ło u c ie k a ć się do gró ź b i gw ałtów .., N a
reszcie Żmudź, acz pozornie, p rz y ję ła katolicyzm .. S o b o r p o w sze
c h n y w K o n s ta n c y ! n a z n a c z y ł k ilk u le g a tó w do zało żen ia b i
s k u p s tw a w W o r n ia c h , k tó re W ito ld w dniu 24 p aź d ziern ik a 1417 r.
hojnie o p atrzył, oraz założył 9 k ościołó w p arafialn ych. N a p ró żn o
j e d n a k : w ro k u 1418 lud pow stał, zb u rzy ł k o ścio ły, w y m o rd o w a ł
księży i w róc ił do p o gań stw a... W . ks. W i t o l d b u n t p rz y tłu m ił
k rw aw o. W k r ó tc e j e d n a k wśród ludu zaw iąza ło się sp rz y się żen ie
— .107 —
tajem ne, k t ó r e g o re z u lta te m by ło palen ie kościołów, ra b u n e k d w o
rów, osób p rz y c h y ln y c h k atolicy zm o w i, i t. d. M usiał więc znow u
W i t o l d p rz e le w a ć k re w żm udzką, ale już po raz ostatni. Żmudź
zostaje k ato lick ą, acz nom inalnie, bo n a w e t za czasów J a n a III. z n a
leziono p ra w d z iw y c h p o g a n we wsi B e jn aro w ie
; f a k t to jask ra w y .
P rz e z przyjęcie k ato licy zm u naró d lite w sk i zy sk a ł p o d s ta w ę
do p rz y sz łe g o rozw oju k u ltu ra ln e g o w duchu zachodnim , oraz
m iejsce w g ro n ie narodów , sta n o w ią c y c h „rzeczpospolitą chrześ c ia ń s k ą “, ja k się w ów czas p ię k n ie w yrażan o. W p ł y w y je d n a k
k atolicy zm u i k u ltu ry zachodniej o d d z ia ły w a ły z p o cz ątk u bardzo
s ł a b o , co się tłó m a czy wcszechwładnem p a n o w a n ie m białoruszczyzny i k ościo ła wschodniego, z n a tu ry rzeczy w rog iem k a to li
cyzm ow i i k u ltu rze zachodniej. T u n ależy nadm ienić, że bardzo
długo d uch ow ie ń stw o k a to lic k ie b y ło zupełnie obcem ludowi
lite w sk iem u , alb o w iem w śró d k ra jo w có w b ra k ło ludzi w y k s z ta ł
conych, a zdo ln ych do przyjęcia św ięceń k a p ła ń s k ic h . K r ó l o w a
J a d w i g a s t a r a ła się to złe u su nąć W tym celu zało ż y ła o na z fu n
d uszów w łasnych w r. 1397 K o le g iu m L itew sk ie p rz y W szechnic}’w P ra d z e , k tó re g o celem b y ło k ształc en ie L itw inów , p rz y sp o so b i a j ą c y c h się do s ta n u duchow nego. T e n cel też p rz y św ieca ł k r ó
lowej, g d y s ta ra ła się o w yd ział teo log iczn y w K ra k o w ie . T rz e b a
pod kreślić, że tylk o k ró l W ł a d y s ł a w J ag iełło , oraz w ielcy k s ią
żęta, W i t o l d i Z ygm unt, otaczali kato licy zm j a w n ą o p ie k ą i t r o
szczyli się o jeg o roz p o w szec h n ien ie; zw yk le j e d n a k rząd litew ski
bynajm niej nie s ta ra ł się o ro z k rze w ien ie w ia r y katolickiej, ani
o św ią ty w śró d sw oich p o d d an y c h . M im o to je d n a k k u l t u r a eu ro
p ejsk a szerzyła się: u s taw icz n a styczność w yższy ch w a rs tw lite w
skich z polskiem i, częste p odróże za g ra nic ę, p o sy ła n ie dzieci
p a n ó w lite w sk ich do szkół k r a k o w s k ic h i K o le g iu m L itew sk ieg o
w P ra d z e , oraz w zrastając y w p ły w d u c h o w ie ń stw a katolickiego ,
nie p o z o s ta w a ły bez żad n y ch rezultatów . P o w o li zaczy nają p o
w s ta w a ć sz k o ły n a Żmudzi i L itw ie ; do k o ń ca je d n a k w. X V .
J a ro sz e w ic z nie u p a tr z y ł n a w e t w y ra ź n e g o śladu is tn ie n ia szkół
p arafialnych. Ja k o ż p ie rw s z ą w z m ia n k ę o szkole parafialnej zimjdujem y w a k c ie e re k c y i k o ścio ła i p lebanii w T a w ro g a c h na
Żmudzi w 1507 r.; w W iln ie p ierw sza szk o ła p o w s ta ła około
1522 r., tj. od chwili założenia p rz y k a te d rz e s c h o lastery i. „Jeżeli
więc — m ówi Jaroszew icz — w sam ej stolicy L itw y ttik późno
n ie d o s ta tk o w i szkół p arafialn y ch s ta ra n o się zaradzić, cóż dopiero
*) Łukaszewicz, Hist, kościołów
I., 285.
wyznania helweckiego w Litwie,
— 108 —
sądzić należy o in n y c h m iastach i m iasteczkach , a tem b ard ziej
0 parafiach w ie js k ic h “ ? G nieniegd zie atoli m u s ia ły istnieć p rz y
k o ścio łac h i k la s z to ra c h szkółki, w k t ó r y c h uczono c z y tf ć i p i
sać po słow iańsku, oraz nieco łaciny. N ie m a w tym czasie śladów,
b y w nau c e p o s łu g iw a n o się językiem polskim , jak o pom ocn i
czym, lub uczono go, co b ardzo długo się działo, aż do czasów reformacyi. S ło w em — do p a n o w a n ia Zyg-munta I. nie o wiele z m i e
n ił się s ta n rzeczy w Litwie, zw łaszcza w za k resie k u ltu ra ln y m ;
b iało ruszczyzna p an o w ała, j a k dawniej, w szechw ładnie.
W tym atoli czasie re fo rm a c y a religijna w y w ołuje siln y ru c h
u m y s ło w y w Polsce, k t ó r y w n e t ud ziela się Litw ie, w y k s z ta łc a
1 rozw ija ję z y k polski i w raz z n o w in k a m i religijnem i, oraz k u l
t u r ą zacho dn ią w szacie polskiej prze go n a L itw ę i R u ś , za
D ź w in ę i D n ie p r. T o le ra n c y a obu Z y gm un tów , u staw iczn e s t o
sunki z P o ls k ą i E u r o p ą , w zrastając a o św iata i zamożność,
w z g lę d n a s w o b o d a polityczna, już w ów czas o s ią g n ię ta — s p r z y
j a ł y reform ie religijnej. P ie rw s z y m L itw inem , k t ó r y publiczn ie
w y s tą p ił w W iln ie z p r o p a g a n d ą reform y , b y ł Dr. A b ra h a m
K u lw a , w y p ę d z o n y ze stolicy przez b i s k u p a w r. 1 5 4 2 . P o w o li
p r o p a g a n d a re lig ijna o g a r n ia Litw ę, Żmudź i R u ś B iałą, pom im o
przeszkód, s ta w ia n y c h przez d u c h o w ie ń stw o katolickie, oraz zn a j
duje g o rliw y ch , a p rz e m o ż n y c h o p iek u n ó w takich, j a k ks. R a d z i
wiłłów, ks. P ru s k ic h , ks. O lelkow iczów S łuckich, K iszk ó w , Chodkiew iczów , N aru szew iczów , i t. d. T o też reform a sz e rz y ła się
z n ie p o jętą sz y b k o ś c ią ; m ieszczaństw o, p rz ew aż n ie jeszcze n ie
mieckie, Igmęło do n a u k i L u t r a ; szla c h ta chętnie p rz y jm o w a ła
kalwinizm ... S ze rz y ł się ary an izm , k t ó r y n iósł do L itw y cz y sty
ra cy o n alizm lub p o g lą d y , b a rd zo p o k re w n e p o g lą d o m znaneg'o
L e o n a T o łsto ja (niesp rzec iw ia nie się złemu). W o g ó l e se k c ia rs tw u
otw orzono n a roś ież wrota... przez za stoso w anie zupełnej tole
rancyi, k t ó r ą se jm y litewskie, W i le ń s k i z r. 1 5 6 3 i G rod zieńsk i
z r. 1 5 6 8 u roczyście uświęciły, co na w ieczne czasy za tw ie rd z ił
Z y g m u n t - A u g u s t 1). W k r ó t c e liczono w L itw ie p rzeszło 7 0 w y
zn ań ^(K raszew ski, H ist. W iln a , tom I., str. 2 5 8 ); najm ożniejszem
atoli w y z n an iem b y ł kalw inizm , cieszący się o p ie k ą t a k i e g o p o
t e n t a t a ja k M ikołaj C zarny ks. R ad ziw iłł. S ta n k atolicy zm u b y ł
o p ł a k a n y : „ p le b a n i albo b y li ru g o w a n i z ko ścio łó w i p osiadłości,
albo ożeniwszy się, zam ieniali je n a k a lw iń sk ie zbory. P u s to s z a ły
m u ry klasztorne... W y w r a c a n o ołtarze, niszczono o b razy , zniew a*) Prawa i wolności dysydentom w nabożeństwie cbrześciańskiem
przysługujące w Koronie i W. Ks. Litewskiem, i t. d. 1767 r., str. 12.
— 109 żano m iejsca św ięte i g ro b y p rz o d k ó w ; k r e w n a w e t z b ry z g a ła
n ie k tó re ko ścio ły . S ie d m set parafij rz y m sk o k a to lic k ic h liczono
w L itw ie p rz ed reform ą, a około 1566 r. zaledw ie 6 księży zostało
n a Żmudzi, w in n y ch zaś p o w ia ta c h ty lk o może tysiącz n y u n ik n ą ł
r e f o r m y “ — m ów i Jaroszew icz (O brazy L itw y, tom II., str. 36).
T e m u p o tę ż n e m u ru c h o w i re lig ijnem u tow arzy szy ł o d p o
w ied ni r u c h u m y sło w y , k tó re g o narzędziem b y ł ję z y k polski. Ze
w z g lę du n a p ro p a g a n d ę religijną, k a to lic k i s y n o d p ro w in c y o n a ln y
( ‘SSS r ) w zm a cn ia k a r n o ś ć d u ch o w ie ń stw a, p o w ś c ią g a nadużycia,
oraz n ak azu je gorliw ie nau c zać lud i z a k ła d ać szkoły parafialne.
A le ró ż n o w ierc y , zw łaszcza K a lw in i, o wiele w yprzedzili k a t o l i
ków. T a k oprócz b ard zo liczn ych szkół p ara fia ln y c h przy z b o
rach, bo nie było zbo ru bez szkoły '), mieli K a lw in i wyższe
s z k o ły w W iln ie i K ie jd a n a c h (obie z funduszów k s ią ż ą t R a d z i
wiłłów), oraz w S łu c k u . (fund acy a ks. O lelkow iczów -S łuckich) ;
śred nie szk oły k a lw iń sk ie istn ia ły w N o w o g r ó d k u , N ieśw ieżu
i W ite b s k u . K a to lic y m ieli w W iln ie p rz y kościele św. J a n a
coś w rodzaju szkoły p ra w a , założonej w r. 1566, oraz gim n azy u m
przy k a te d r z e W ileńskiej. N a w e t d u ch o w ie ń stw o w schodnie zd o
b y ło się na założenie szkół w y ższych w P iń s k u i Orszy. P i e r w
sze ń stw o j e d n a k m iały bez zap rze cze n ia szkoły kalw ińskie, a lb o
wiem ża dn e in n e nie m o g ty ró w n a ć się z niem i d o b o re m p ro f e
sorów, w y k ła d a m i i t. d.-; w ogóle s ta ły one n a poziom ie ó w cze
sn y c h w y m a g a ń p ed a g o g ic z n y c h . K s z ta łc e n ie pro fesoró w u ła tw ia ły
s t y p e n d y a książą t R a d z iw iłłó w p rz y w szechn icach w K ró le w cu ,
Lejdzie i' Oxfordzie. W ty c h w y k ła d a c h zaczęto po raz p ierw szy
uczyć po polsku, usu w ają c ję z y k słowiański.
W ty m też czasie p o w s ta ją liczne d ru k a rn ie pro testan c k ie,
k tó re d ru k o w a ły n ie ty lk o suche t r a k t a ty teologiczne, ale i inne
dzieła. W W iln ie b y ło ich k i l k a ; je d n a z nich n a le ż a ła do książą t
R ad ziw iłłó w , d ru g a do J a n a H lebow icza, itd. O prócz teg o istniały
d ru k a r n i e : w B rześciu L itew sk iem , Nieświeżu, Lubczu, K o w n ie ,
Jew ju, Z abłu d o w ie i t. d. Z p o d ich p ra s w y c h o d z iły tak że dzieła,
j a k B ib lia R a d z iw iłło w s k a
czyli B rzeska, p rz e k ła d C y p ry a n a
B azy lik a, dzieła M o d rz e w sk ie g o : „O p o p ra w ie R z e c z p o s p o
litej i t . d. ; żadn e o g ra n ic zen ia w olności d ru k u nie istn ia ły .
W ty m czasie p o w s ta ją pierw sze b ib lio te k i: K r ó l e w s k a
w W iln ie , R a d z iw iłło w s k a w N ieśw ie żu ; zjaw ia się zam iłow anie
*) W obrębie dzisiejszej gub. K ow . było około 4 0 szkół parafialnych
kalw iń skich ; ję zyk liturgiczny zboru był ję zy k iem w ykładow ym, zatem z n a
czn a cześć by ła litewską.
-
110 —
do sztu k pięk n y ch . W ty m czasie w życiu społecznem i to w arzy s kiem ję z y k polski zyskuje już s ta n o w c zą p r z e w a g ę n a d b ia ło
ruskim , k tó ry trz y m a się tylko w s ą d a c h i urzęd ach. Od r. 1554
zaczy n a b y ć w nich u ż y w a n y języ k polski, g d y ż w ty m ro k u
p le b a n słu ck i złożył pierw sze p o d a n ie polskie. W ty m czasie też
szybko zm ieniają się obyczaje, zw yczaje i p o g ląd y , p rz e o b ra ż a ją c
‘się n a m odłę p o lsk ą. .Stara szorstkość litew sk a, p a try a rc h a ln o ś ć
stosunków w zajem nych, surow ość, uniżoność i d espotyzm do m o w y
albo n ik n ą zupełnie, albo p rz y b ie rają form y łagodniejsze. O b y
czaje i zw yczaje powoli złagodziły się, ustęp u jąc m iejsca p olskim .
P o w o li rozw ija się indyw idualizm ; p ow staje pojęcie g o dn ości oso
bistej. K o b i e t a zyskuje sw o b o d ę to w a rz y s k ą , oraz w y ższe s t a n o
wisko s p o łe c z n e ; cześć r y c e r s k a n ie w ia s t zaczy n a się krzew ić.
K o b ie ta , ja k o żona i m atk a, zaczy n a już p o s ia d a ć p e w n e p r a w a
i znaczenie. S u ro w y d esp oty zm rod z in n y powoli lag'odnieje, m ię
knie... p o d w p ły w e m k u ltu r y polskiej. B a rb a rz y ń s k ie a dzikie
kary , oraz dziki sposób p ro w a d zen ia w ojny, -wychodzą z u ż y c ia ;
t a k np. wiemy, że ks. K o n s t a n t y O stro g sk i za b ro n ił z a tru w a ć
s tr z a ły ; zakazano też s k a z a n y c h o d d a w a ć n a ro z szarpanie dzikim
niedźw iedziom .
D zięki sto p n io w em u u sp o łecz n ian iu się w yższych i średnich
w a rs tw litewskich, oraz um ysłow ości polskiej, k tó r a przez usta
ta k ic h mężów, j a k J a k ó b P rzy łu sk i, A ndrzej F ry c z M odrzew ski,
W a rs z e w ic k i, O rzechow ski, P e t r y c y i inni, stano w czo p o tę p iła
niew olę i ucisk ludu, złago d z iła się nieco dola k m ie c ia lite w
skiego. Jak o ż s ta tu ty d ru g i i trzeci zniosły n iew o lnictw o , „zakup n i c t w o “ (dob ro w oln e za p rz e d a n ie się w niewolę) i „ k a b a ł ę “ (nie
w o la dłużnika w razie n iew y płacalno ści), oraz ró żn e k a t e g o r y e
ludzi zależn ych i czeladzi dwornej sp ro w a d z iły do je d n e g o m ia
n o w n ik a —- k m ieci p o d d an y c h . B y ł to już postęp. W L itw ie zm ie
niało się w s z y s tk o ; p o w s ta w a ły now e p o trzeby, now e w y m a g a
nia. Zycie eko nom iczne p o tę g u je się; pod no szą się rolnictw o,
p rz em y sł, rzem iosła i handel. Obaj Z y g m u n to w ie urząd zają wzo
ro w e g o s p o d a rstw o w do bra ch k ró le w sk ic h ; po w stają nowe za
k ł a d y p rz e m y s ło w e i w a rs z ta ty rzem ieślnicze. Za Z y g m u n ta I.
za k ładają p ie rw s z ą lud w isarnię w W iln ie ; za Z y g m u n ta A u g u s ta
zjaw iają się już pierw sze p a p ie rn ie i h u t y szklane, oraz m ły n y
w o d n e ; istn ia ły już odlew nie, m yd larnie, g a r b a rn ie i t. d. K r ó
low ie troskliw ie o p ie k u ją się m ia s ta m i; p o d n o szą się one i kw i
tną, czem u sprzyja z u p e łn y sam o rz ąd miejski. H a n d e l k w itn ie
i rozw ija się. S ło w em — w pierw szej po łow ie w. X V I . w s z y s tk o
zm ieniło się w L itw ie, a zm iany te b y ły ta k g ru n to w n e , że w d r u
-
Ul -
giej połow ie teg o ż w ieku wyższe i śre d n ie w a rs tw y litew skie
i b ia ło ru s k ie z języ k a , zw yczajów i obyczajów, w y k s z ta łc e n ia
u m y s ło w e g o i społecznego, stały się już polskiem i.
Jedno c ześn ie niem al z polszczeniem się L itw y i R u s i B iałej
o d b y w a ł się p ro c es s to p n io w eg o w y z w alan ia się społecz eń stw a
litew skieg o z p ę t feod aln yeh , oraz p ie rw o tn e g o ogran ic zan ia d e
spotycznej w ła d z y w ielk ich książąt. T u muszę zrobić m ałe zastrze
żenie, dotyczące Żm udzi: feodalizm u o n a n ig d y nie znała. O ddaw n a
kraj ten dzielił się n a 28 w łości (teryto ry aln o -ro d o w e całostki),
na czele k tó r y c h stali p a n o w ie dziedziczni (naczelnicy rodowi).
W ło ś c i te łą c z y ły się w je d e n związek, k tó re m u p rzew o dn iczył
wódz obra n y , w czasie pokoju ich związki w zajem ne b y ły bardzo
luźne. Is tn ia ły wiece ludowe, zniesione przez W i t o l d a ; s k ła d a ły
się one z p a n ó w (bojarów -n aczelników ro do w ych, p ra w d o p o d o b n ie )
i roln ikó w w olnych. O koło rok u 1400 już m ieszk a ń cy dzielą się
n a bojarów , ro ln ik ó w w o ln y c h i p o d d a n y c h , oraz niewolników.
N ieb e zp iecz n e po łożenie kraju, oraz u s taw icz n a w a lk a n iety lk o
p o tę g o w a ły b a r b a r z y ń s tw o i ciem notę, ale też n a m ię tn e p r z y
w iązanie do ziemi rodzinnej i w ia ry ojców, m ęstw o i uległo ść
du chow ieństw u. N ie dziw więc, że Żmudź b y ł a d aleko biedniejszą
i dzikszą, niż Litw a. D ość tu przytoczyć, że pierw szem m iastem
n a Żmudzi b y ł y M iodniki, dziś W o r n i e , założone przez W ito ld a
około 1413 r.; w iad o m o też, że jeszcze Z y g m u n t A u g u s t w s k a
zy w a ł osiedlać lud żm udzki wsiami. W s z y s tk o to tłó m a czy d o
statecznie uch ro n ie n ie się Żmudzi od w p ły w ó w pra w o sław n o -b iałoruskich.
Ju ż k ró l W ł a d y s ł a w J a g ie łło przywilejem , d ato w a n y m 20 lu
teg o 1387 r. w W iln ie , z a p e w n ia bojarom k ato liko m wolne roz
po rządzenie się m ieniem sp ad k o w e m , oraz p ozw ala im córki,
w d ow y i inne k re w n e sw ob odn ie w y d a w a ć za mąż, b y le za k a t o
likó w ; w d ow om zabezp iecza p o siad anie dóbr m ężow skich ; zw alnia
b ojaró w od ro b o cizn p ublicznych, opró cz b u d o w y i n a p r a w y za m
ków ; obiecuje w k a ż d y m p ow iecie ustan o w ić sedzieg'o, a w ko ń cu
orz ek a, że przyw ilej te n p rz y słu g u je ty lk o k atoliko m . P rzyw ilej
h o ro d e lsk i (1413 r.) n a d a n y k atolickiej szlachcie litewskiej, k tó ra
p rz y ję ła h e r b y polskie, o k re ś la ją c ściślej i p o tw ierd zając uprzedni,
d ozw ala k o rz y s ta ć ze sw obód o b y w a te li k o ro n n y c h p an o m i szla
chcie, tudzież rozporządzać się sw o bod nie r ę k ą c ó re k i wdów,
oraz w yznaczać p ierw szy m p o s a g i z d óbr dziedzicznych lub w ie
c z y s ty c h ; u p e w n ia n iew zruszalno ść d ó b r ziem skich, za -trz e g a ją c
j e d n a k , że ich a lie n a c y a nie może n a s tą p ić bez pozw olenia w.
księcia ; w reszcie p rz y rze k a, że stan du cho w ny , s e n a t i urzędy
-
112 -
b ę d ą p o ró w n a n e z k oro n n y m i, a sejm y o b ojga n a r o d ó w m ają się
o d b y w a ć w spólnie w L u b lin ie lub P arc zo w ie. N a d a n ie to m ożna
je d n a k uw a żać za obietnicę, a u ro c zy sty w stę p króla, że „zrzuca
z k a r k ó w jarzm o niewoli, k tó re ciężko g niotło m ie szk a ń có w tej k r a
i n y “, po zo stał ty lk o u ro c zy sty m wstępem.., jeszcze bard zo dług-o...
Bez p o ró w n a n ia w iększe znaczenie m iał ziem ski przyw ilej
k ró la K azim ie rza z r. 1457 (D ziałyński, Zbiór p r a w lite w s k ic h
28—-30). Z atw ierdziw szy s ta ro d a w n e sw o b o d y , p r a w a i przyw ileje,
oraz zw olniw szy szlachtę od n ie k tó ry c h opłat, a jej p o d d a n y c h ,
k t ó ry m w zbron ion o zm ieniać panów , od p e w n y c h robocizn p u b l i
czn ych i do p e w n e g o s to p n ia od w ład zy u rz ę d n ik ó w p a ń s t w o
wych, k ró l K a zim ie rz u roczyście o b ie c a ł nie k a r a ć n ik o g o na
o sk a rżen ie zaoczne, ale ty lk o n a m ocy w y r o k u s ą d o w e g o w edle
p r a w a polskieg‘0 oraz po stan o w ił, że n ik t za cudze w in y k a r a n y m
nie b ę d z ie ; dalej zapew nił w olność wyjazdu za g ranicę, zabezp ieczył
k o b ie to m p o siad an ie dóbr, dożyw ocie i w y p ła tę wiana, tudzież
obiecał u rz ę d y du ch o w n e i św iec kie ro z d aw ać ty lk o L itw inom .
T re ść te g o przyw ileju b y ł a n iety lk o p o tw ierd z an ą, ale i rozsze
rz a n ą przez je g o n astęp c ó w . T a k w ielki k siążę A l e k s a n d e r w r.
1492 n a d a ł 2 p rz y w ile je: L itw ie 6 sierpn ia, a Żmudzi 22 tegoż m ie
siąca (D ziałyński, Zbiór p r a w litew skich, 58— 66, 67— 72). P ie rw s z y
do a r ty k u łu X V . je s t po w tó rz en iem p rzy w ileju K a z im ie rz o w e g o ;
w d alszy c h w ielki książę w sk rzesza sw obo dy i obiecuje odm ien
ne g o zda nia w R a d z ie za złe nie mieć, a sk a rb o w e do ch o d y za
w ied z ą R a d y n a k ra jo w e potrzebjľ o b racać. W d ru g im w. książę
ośw iad cza uroczyście, że Żmudź do bro w o ln ie p o łą c z y ła się z L i
twą, znosi n ie k tó re ciężary, o k re śla ściśle głów szczyznę s z lac h e
cką, oraz p o ró w n y w a w p ra w a c h szlachtę żm u d zk ą z lite w ską.
T e w szystkie sw obody, p ra w a i przy w ile je nie m ogły z a ta
m ow ać potężneg'o ru c h u w y ższych i śre d n ic h w a rs tw litew skoru s k ic h do w y z w o le n ia się z p o d despo tycznej w ład z y w. k sięcia
i o siąg n ięc ie ta k ie g o stan ow iska, ja k ie zajm o w ała szlac h ta polska.
Jak o ż ru c h w ty m k ie ru n k u nie ustaje ani n a chwilę. D o w o d z ą
te g o u sta w ic z n e p o tw ie rd z a n ia p rzy w ile jó w uprzedn ich , p o łą c z o n e
z w y k le z rozszerzaniem s w o b ó d p ublicznych. T u n adm ienię, że
uciążliwe w a ru n k i p rz y w ile jó w u p rz ed n ich dla szlac h ty w yznan ia
w sch o d n ie g o złag'odził już W ł a d y s ł a w W a r n e ń c z y k (Jaroszewicz,
tom II., str. 55), K a z im ie rz zaś p o ró w n a ł ją w r. 1443 w p r a
w a c h z k a to lick ą, co u ro c zy ście za tw ierdził 7 czerw ca 1565 r.
Z y g m u n t A ug ust, stan ow iąc, że w sz y s tk ie u rz ęd y pub liczn e m o g ą
s p ra w o w ać w szy sc y c h r z e ś c ia n ie , to sam o g ło si przyw ilej z d nia
9 g ru d n ia 1368 r. O g ó ln e za tw ie rd z e n ie ty c h p rz y w ile jó w przez
—из s ta tu ty І. і II. (rozdz. I. art. I.) po dniosło znaczenie sz la c h ty
litew skiej, ale nie zró w n a ło jej z p olską. Jeszcze n a sesyi 12 m aja
sejmu unijnego p o s ło w ie podlascy, sk a rż ą c się n a u cisk panów ,
prosili N. P a n a , „a b y niew o la przedsię lite w sk a nad nim i nie
b y ł a “.
W o g ó l e p a n o w ie posiadali jeszcze znaczną p r z e w a g ę n ad
szlachtą, ale nie u le g a j e d n a k w ątpliw ości, że stopniow e p rz e
o b ra ż a n ie się w łasn ości feodalnej w osobistą, p o d k o p a ło p o w a g ę
i znaczenie p a n ó w litew skich. Jeszcze p ierw szy s ta tu t do k ład n ie
o k re śla sto su n k i m a jątk o w e le n n ik ó w do lenn o d aw có w . W ie m y ,
ja k a z nich w y p ły w a ła zależność. P rzyw ileje W ł a d y s ł a w a Jag iełły ,
K azim ierza, A le k s a n d ra i Z y g m u n ta I. u s ta n o w iły stopniow o, że
s p a d e k po ro dzicach p o b ie ra ją dzieci lub k re w n i, oraz zabro niły
len n odaw co m d ow o lnie ro z porzą dzać r ę k ą wdów, c ó re k i k r e
w n y c h sw y ch len n ik ó w , tudzież znacznie o g ra n ic z y ły robocizny
publiczne. P ie rw s z ą u lg ę w k w e sty i alien a cy i d ó b r ziem skich
znajdujem y w p ie rw s z y m statucie, k t ó r y postan o w ił, że trzecia
część d ó b r n a d a n y c h lub sp a d k o w y c h m oże b y ć alien ow aną za
pozw o leniem u rzędn ikó w p a ń stw o w y c h . Z go da p an u jącego b y ła
w y m a g a n ą ty lk o w tedy, g d y p rz ed m io te m tra n z a k c y i b y ło dobro
n a d a n e przez k ró la żyjącego. Za to p rzyzw olen ie p o b iera n o oso
b n ą opłatę, zw a n ą „ p e re s u d o m “, a zniesioną przez Z y g m u n ta
A u g u s ta . W k r ó tc e j e d n a k w. k siążę n a Sejm ie B rzeskim zrzekł
się p r a w a w łasn o śc i feodalnej do d ó b r ziem skich, co Sejm U n io w y
uroczyście zatw ierdził, sta n o w ią c : że „feuda albo le n n a w ed le k a
żdego prz y w ile ju w iecznem i czasy dziedziczone b y ć m ają, nie
p rz y w o d ząc ich w ż a d n ą w ątpliw ość, k tó ry m k o lw ie k oby czajem
i w y k ła d e m “. (Vol. Leg., tom II). T a k w ięc od ro k u 1566 L itw a
p rz e sta je b y ć feodalną.
N iem al ok oło teg o czasu zyskuje o n a p rzedstaw icielstw o n a
ro d o w e w edle w zoru polskiego. S z la c h ta w L itw ie dzieliła się n a
w yższą i niższą: p ierw szą s k ła d a li kn iazio w ie dziedziczni i s e n a
torow ie czyli P a n o w ie R a d a , do drugiej zaś należeli ziem ianie
i bo jaro w ie. W o js k o w o niższa szla c h ta dzieliła się n a c h o rąg w ie
czyli m a łe p o w ia ty , k tó r y m p rz e w o d n ic z y li p a n o w ie chorągiew ni.
P o c z ą te k R a d y W ielk o k siąż ęce j jest n i e z n a n y ; p ra w d o p o d o b n ie
p o w s ta ła on a z R a d y sta rs z y z n y rodowej. P o unii H orodelskiej
w eszli do niej b isk u p i k a to lic c y i d y g n ita rz e pań stw o w i, u tw o
rzeni n a w zór polsk i (w ojew odow ie i kasztelanow ie). R a d a zb ie
r a ł a się n a rozkaz w. księcia i ra d ziła w k w e sty a c h , k t ó r e p a
n ujący k a z a ł omówić. W ł a d z a jej atoli w z rasta r y c h ło ; już od
czasów K a z im ie rz a J a g ie llo ń c z y k a uczestniczy o n a w p ra w o d a w 8
-
114 -
stwie. Za tegoż k ró la zaczęto w L itw ie z w o ły w a ć p r o w i n c j o
naln e zjazdy p anów , k tó ry m p rz ew odn iczyli wojewodowie. N a
nie w z y w an o n ie k ie d y szlachtę, k tó r a radziła osobno od p a n ó w ;
zaczęły tw o rz y ć się 2 Iz b y : s e n a to r s k a i p oselsk a. O becno ść
k ró la za m ieniała ta k i zjazd w sejm. Iz b a p o s e ls k a zbierała się,
g d y ją w ezw ano, pozostając p o d silnym n a c isk ie m p a n ó w , w p r a
w o d a w stw ie nie u c z e stn iczy ła ona.
T a k się działo do czasów Z y g m u n ta A u g u s ta . D o p ie r o ten
k ró l n a sejmie wileńskim , w r. 1559 pozw olił szlachcie w y b ie ra ć
sędziów p o w ia to w y c h , oraz p o s łó w ziem skich, co u ro czy ście b y ło
zatw ierdzonem n a sejmie w B ielsk u 1564 r. N a sejmie w ileńskim
30 g r u d n ia 1565 r. w y d a n e m zostało p ra w o , o k re śla ją ce p o rz ą d e k
sejm ików w y b o rc z y c h i g ra n ic e o krę g ów . W d ru g ie m w y d a n iu
S ta t u tu Z y g m u n t A u g u s t k az ał um ieścić, że o d tą d p r a w a m ają
b y ć u c h w a la n e n a sejm ach w a ln y c h ra zem z p o s ła m i ziem skim i,
co w r. 1565 sejm w ileń sk i potw ierdził. (N a rb u t IN ., 378, 379).
P ie rw s z ą w z m ia n k ę o p osłach ziem skich litew skich, s p o t y k a m y
w R e c e s ie S ejm u W a r s z a w s k ie g o z r. 1564 m a rc a 13; w śró d
nich w idzim y jjosłów W iln a , Ł u k a s z a O p a c h o w s k ie g o i Z enona
Z arzeckiego . D o sam ej j e d n a k U nii szlachta nie m o g ła k o rz y s ta ć
z ty ch przyw ilejów , bo jej p an o w ie albo nie dopuszczali do obrad,
albo g w a łte m w ym uszali zg odę h a to, co sam i uchwalili. N a sesy i
15 k w ie tn ia S ejm u U n io w e g o p o s e ł p o d l a s k i , chorąży Bujno,
s k a r ż y ł się, że sejm ik s k ł a d a się z w ojew ody, staro sty ' i c h o r ą
ż e g o ; co oni uchw alą, to szlac hta podpisze, za g ro ż o n a „ p e n ą k i
j o w ą " ; z tem zdan iem zgod ził się M a rsz a łe k poselski, S ta n is ła w
C zarnkow ski. Is tn ie ją c e p o m ięd zy K o r o n ą a W . K s ię s tw e m ró
żnice, już p o n ie k ą d z a ta r ł y się ; m ożebn ą s ta ła się z a m ia n a Unii
dynastycznej, H o ro de lskie j, n a rz ecz y w istą , Lubelsk ą.
P ie rw s z ą w z m ia n k ę o U n ii s p o ty k a m y w d y p lom acie, w y
d a n y m przez W ł a d y s ł a w a J a g ie łłę 14 sie rp n ia 1385 r. królowej
Elżbiecie i p a n o m polskim . W nim czytam y , że w. książę „obie
ca ł ziem ie swoje, L itw ę i R u ś , p rz y łą c z y ć do K o r o n y p o ls k ie j“ ;
w dzień k o r o n a c j i ponow iono tę obietnicę, p a n o w ie zaś litewscy,
z e b ra n i w W o łk o w y s k u , p rz y s ta li n a zw iązek z n a ro d e m polskim
(N a rb u t V., 387). N a Zjeździe W ile ń s k im w r. 1401 L itw in i zo b o
w iązali się, że po śm ierci W ito ld a , L itw a i R u ś m ają należeć do
K o r o n y , ale zastrzegli, b y po zg onie k ró la W ł a d y s ł a w a n ie p rz y
stąpiono do o bioru n o w e g o k ró la bez W i t o l d a i L itw in ó w ; tam że
p o n o w io n o zapew n ien ie „trw ałego, w iecznego, n ie o d w o ła ln e g o
z jed n o c zen ia“. (Vol. L e g . to m I., 62, 63). N a Zjeździe H o ro d e lsldm k ró l znow u ogłosił ca łk o w ite w cielenie p a ń s t w a L ite w s k ie g o
— 115 —
do K o r o n y polskiej, p a n o w ie lite w s c y zaś p rzy rze k li trw a ć w zw ią
zk u z Polską. (Vol. Leg'., tom. I., 282, 283).
N iek tó rz y h is to ry c y m niem ają, że w. ks. Z y g m u n t w ro k u
1438 p o tw ie rd z ił i odnow ił u g o d ę z P olską, ale to m n iem an ie nie
jest dostatecznie udowodnione. Po je g o śm ierci s p ó r o W o ł y ń
i część P o d ola g ro z ił zerw aniem Unii, tem bardziej, że Litw ini
w b re w p ra w u ogłosili w. księcie m K azim ierza. P o śm ierci W ł a
d y s ła w a W a r n e ń c z y k a , 10 lis to p a d a 1444 r. ogłoszony, a w ro k u
1447 k o ro n o w a n y , p o d s y c a ł on silną op o zy c y ę p rz e c iw k o U n ii;
ro z d ra ż n ie n ie w zajem ne groziło w ojną dom ow ą. K r ó l K a z im ie rz
je d n a k za ż e g n a ł burzę, zaprzy siąg łszy, że ziem, z P o ls k ą złączo
nych, nie o d erw ie od K o ro n y . Za jeg o rz ą d ó w in sty tu c y e polskie,
acz b ard zo po w o li ro z p o w szec h n iały się; król, o ile mógł, o tyle
p rz e k s z ta łc a ł K s ię s tw a udzielne w wojew ództwa, zo rganizow ane
na wzór polski. Za jeg o n a s tęp c y , A l e k s a n d r a (do r. 1501 tylk o
n a tron ie litew skim ) n iepow odzenia p o lity k i litew skiej zm usiły go
do prz y ję cia p r o je k tu S ejm u P iotrkow skieg-o (1499 r.), w edle k t ó
re g o P o ls k a i L itw a m ają s tan o w ić jedno p a ń s tw o o je d n y m rz ą
dzie i je d n y m p anu jąc ym , n oszą cy m t y tu ł k ró la polsk ieg o i w.
księcia litew skiego, a obieranegm w sp óln ie ; w sp ó ln e też m ają
b y ć Sejm y, p rz y m ie rz a i bicie m o n e ty (N a rb u t V III., 349, 350).
A r t y k u ł tego p ro je k tu o obiorze k ró la i w. księcia wraz z zo b o
w iązaniam i się L itw in ów , u cz ynione m i n a Zjeździe H oro d e lsk im ,
Sejm L ite w sk i 20 lipca teg oż ro k u z a tw ie rd z ił uroczyście (Vol.
Leg. tom L, 281, 284). P r o j e k t ów p o w tó rz y ł w całości przywilej
M iń ski z r. 1501, w y d a n y z p o w o d u w y n ie sie n ia n a tro n po lski
w. ks. A le k s a n d ra . P rz y w ile j te n z a w iera d o datek, w k tó ry m p o
w iedziano, że „ U n ia dla o b u n a ro d ó w jest i p o ży tec zn ą i p o trz e
b n ą “. (Vol. Leg-., tom. I., 285, 289).
A to li te w szy stk ie zjazdy i u k ł a d y nie u s ta n o w iły jeszcze
U nii ; K o r o n a i L itw a stan o w iły , j a k i uprzednio, zupełnie o d r ę
b n e p a ń stw a , acz w te o ry i daw n o je połączono. D o p ie ro zrze
czenie się p r z e z Z y g m u n ta A u g u s t a dziedziczności tro n u litew
sk ie g o na S ejm ie W a rsza w sk im z r. 1563, u p a d e k feodalizmu,
w y z w o len ie się w yższych i średnich w a rs tw litew skich, u p a d e k
despotycznej w ła d z y w. księcia, rozwój życia p ub liczneg o, oraz
sta n o w c z a p r z e w a g a k u ltu r y zachodniej i p o lsk ości n a d k u ltu rą
w sch o d n ią i biało ruszczy zną, u m o żliw iły U n ię rz eczyw istą. Is tn ia ły
dw ie g ió w n e p r z e s z k o d y : konieczność u s tą p ie n ia K o ro n ie Kijowa,
W o ł y n i a i P o d la sia, czego L itw a, strac iw szy P o ło c k ie, S m o le ń
skie i S iew ierskie, nie chciała uczynić, oraz o p ó r p a n ó w lite w
skich, o b a w ia ją c y c h się u p a d k u sw e g o znaczenia. K i l k a sejm ów
*
*-
— 116 lite w sk ich (B ielski i B rzeski), oraz w spó ln ych spełzło n a niczem ;
p a n o w ie lite w scy z księciem M ik ołajem C zarn y m R a d z iw iłłe m
nie chcieli ani sły szeć o Unii. D o p iero śm ierć ich p rz yw ódcy,
z w y cięstw a I w a n a G roźnego, s ta r a n ia króla, dążenia szlachty do
sw obó d p o lsk ich zm usiły ich do w zględności i p e w n y c h u stępstw
w s p ra w ie U nii. N a Zjeździe R a d o s z k o w ic k im w 1567 r. pan o w ie
lite w scy o św iadczyli p osło m polskim , iż nie są od teg o , żeby
U n ia dojść nie m iała, ale n a p o s ta w io n e przez n ich w arunki, P o
la c y nie m ogli się zgodzić. S p o ry o K ijów , W o ł y ń i P o dlasie,
dziedziczność k rz e s e ł sena torskic h, oraz o k o ro n a c y ę p a n u ją c e g o
w W iln ie , ja k o w. ks. lite w sk ieg o , trwTa ły w dalszym ciągu.
T a k i b y ł nastrój u m y słó w , g d y 10 stycznia 1569 r. p o sło w ie
obu n a r o d ó w ze brali się n a p a m ię tn y sejm do L ublina, n a k t ó r y
n ie p r z y b y ł j e d n a k W . H e tm a n litew ski, zacięty p rz e c iw n ik Unii.
Zaraz zaczęły się s p o r y ; L itw a o d rz u cała d a w n e opisy i zobo
w iąz an ia się, ale p r a g n ę ł a U nii „wedle miłości b r a te r s k i e j “, P o l
s k a zaś tw a rd o s ta ła p rz y d a w n y c h opisach i o d w ieczny ch prete n s y a c h do ziem r u s k i c h ; p o sło w ie p o d la s c y d o m a g a li się g w a ł
tow nie p rz y łą c z e n ia P o d la s ia do K o ro n y . D oszło do tego, że
w n o cy p rz ed i m a rc a część p a n ó w litew skich u c ie k ła z Lub lin a,
ale pozostali, zachęceni p rz y k ła d e m książąt, K o n s ta n te g o O stro g s k ie g o i A l e k s a n d r a C z a rto ry sk ie g o , W o jew o d ó w K ijo w sk ie g o
i W o ły ń s k ie g o , p rz y sta li n a U nię. W ó w c z a s k ró l w c h a ra k te r z e
w. k sięcia lite w sk ieg o , o g ło s ił a k t w c ie le n ia do K o r o n y K ijow a,
W o ł y n i a i P o d la s ia i części Podola. T a okoliczność, oraz silny
ru c h sz la c h ty litew skiej, k t ó r a nie czekając k o ń c a sejmu, w sw y ch
ziem iach i p o w ia ta c h z b ro n ią w rę k u zaczęła z a p rzy sięg a ć U nię,
zm usiły p a n ó w lite w sk ich do p o w ro tu (6 czerwca). Z now u ro z p o
częły się targ i, ale p a n o w ie lite w scy już nie m ogli u ta rg o w a ć ,
chociaż n a sesy i 27 cz e rw c a n a k lęcz k ach prosili k ró la o z a c h o
w anie osobnej p iecz ęci i p rz y łą c z e n ie do L itw y Inflant. T a k więc
p rz y szed ł do s k u tk u 12 s ie rp n ia 1569 r. ów w ie k o p o m n y a k t U n ii
Lubelskiej, k t ó r y N iem iec H ü p p e , z n a n y b a d a c z naszej przeszło ści
dziejowej, n a z y w a „w zorem m ą d ro śc i i sp raw ied liw ości lu d z k ie j“.
Czas jeszcze niejakiś L itw a p ró b u je w y s tę p y w a ć sam odzielnie,
ale n ieb aw em znika to, lubo aż do u p a d k u N. R zec zy p o sp o lite j
pilnie strzeg ła swej o d rę b n o ś c i p o litycznej. P olskość pow oli ro z
p o w sze ch n iała się, p ow o li języ k p olski stał się języ k ie m u rz ę d o
wym... n a m o cy zw yczaju i u ży w ania, nie zaś — p rz ep isu p r a w a ;
pow oli zaczęły p o s łu g iw a ć się nim niższe w a rs tw y szlacheckie,
m ieszczaństw o i w ło ścian ie w n ie k tó ry c h okolicach. W o g ó l e
śm iało rzec m ożna, ze o d d z ia ły w a n ie polskości n a L itw ę jest
— 117 w p ro s t zależnern od s to p n ia n atężenia naszeg o życia k u ltu ra ln e g o ;
wszelkie jeg o s p o tę g o w a n ie się w n e t p o tę g u je to o d d ziały w a n ie.
J ę z y k lite w sk i pozostał zaw sze ty lk o języ k ie m ludu, lubo, w cz a
sach r e f o r m a c y i , stara n o się podnieść go do g o d n o ści ję z y k a
literackiego... w celach p r o p a g a n d y religijnej. T a k p ierw szą k s i ą
żką lite w sk ą b y ł p r z e k ła d m ałeg o k a te c h iz m u dr. M a rc in a L u tra,
w y d a n y w K ró le w c u z ro zk azu A lb e r ta w r. 1545, czy też 1547.
J ę z y k ie m ty m p o s łu g iw a ły się oba w yznania, w alczące z sobą,
k ato licy zm i kalw inizm . „N iew iele znalazło się osób — m ów i
Jaro sz ew icz — a i ty ch do starc zy ł n am szczególniej zak on księży
Jez u itó w w X V I i X V I I w iekach, ch cący c h doskon alić i k rzew ić
ojczystą m o w ę “". (O b razy L itw y II., 125).
Ze w zg lę d ó w p r o p a g a n d y religijnej zw rócono u w a g ę n a
o św iatę ludu. P o n ie w a ż kalw iniści mieli dużo szkół ludow ych,
p rz eto k a to lic y m usieli z konieczności p o s łu g iw a ć się tą bronią,
ja k o ż w p o cz ą tk a c h w. X V I I założono 13 szk ó ł p arafialn y ch k a
tolickich, ja k m ów i Jaroszew icz. L u bo n ajazd y szw edzkie i w ojny
dom owe, oraz p rz e ś la d o w a n ia p ro te s ta n tó w i nierz ąd o bn iży ły
poziom o ś w ia ty ludowej, w szakże Żmudź n ig d y nie doszła do t a
k ie g o s to p n ia zubożenia, b e z ła d u i o g łu p ien ia, j a k Litw a, k tó r a
n ie m a l zdziczała ta k dalece, że „nie b y ła w s ta n ie p om yśleć
o po lep sze n iu gorzkiej doli sw ojej“ — j a k to słusznie za u w ażył
Jaroszew icz. — I s k ie r k i o ś w ia ty ludowej za ch o w a ły się n a w e t
w X V I I I w ieku, w dobie u p ad k u . S ta ra n ia k o m isy i ed ukacy jnej
n atrafiły n a g r u n t d o b ry ; ś w ia tły człowiek, a g o rliw y o b y w a te l
ks. J a n Łop aciński, b isk u p żmudzki, n akazał, żeb y z funduszów
k o ś c ie ln y c h w k aż d em m iastecz k u p arafialn em b y ł a założona
szkoła, w której księża po lite w s k u w inni b y li uczy ć dziatw ę
n a u k i religii, cz y ta n ia i pisania, ra c h u n k ó w i śp iew u k o ścieln eg o,
oraz — w n ie k tó r y c h w ażniejszych — ję z y k a p olskiego i łaciny.
T a u c h w a ła , zo s ta ła w y k o n a n ą i n ig d y nie p oszła w zapom nienie.
O koło 1840 r. L u d w ik z P o k ie w ia p is a ł: „zapro w ad zon y zwyczaj
o d d a w n a uczenia dzieci w iejskich czytania, p isa n ia i ra c h u n k ó w
u trz y m u je się d o t ą d “. W r. 1859 p ra w ie nie b y ło parafii, nie p o
siadającej szkółki, w któ rej uczono po p o lsk u lub po lite w sk u —•
sto so w n ie do okoliczności m iejscow ych — czytać, pisać i ra c h o
w ać, oraz religii. W jesieni 1861 r. liczono około 500 szkół,
w kluczając w tę liczbę szkoły dla do ro sły ch . P o ło ż y ł tu w iel
k ie zasługi ks. W o ło n cz ew sk i, b is k u p żmudzki. P o u p a d k u p o
w s ta n ia s zk o ły te znikły, ale i dziś p r a w d ą są te słowa, któ re
k ie d y ś p isał L u d w i k z P o k ie w ia w s w y c h „ W s p o m n ie n ia c h ze
Ż m udzi“. „ W z g a r d y p o w szechnej s ta łb y się ofiarą te n w ieśniak,
-
1 1 8
—
k t ó re g o b y u jrzano w kościele bez k siążk i do n a b o ż e ń s t w a “. F a
k ty c z n ie — ja k to stw ierd zają spisy p a ra fia ln e — oraz d a n e s t a
ty sty czn e , przeszło p o ło w a ludn ości um ie cz y ta ć ; liczba a n a lf a
b e tó w w śród k a to lik ó w w a h a się w g ra n ic a c h 15%— 50% , w y
nosząc p rz eciętnie około' 40%) w śró d k a lw in ó w an a lfab ec i s t a
no w ią b ardzo rz a d k i w yjątek.
W p ł y w w yższych w a rs tw spo łecz n y ch , ró ż n ią cy ch się j ę z y
k iem i zwyczajami, b y ł sto su n k o w o nieznaczny. W za k resie pojęć
praw no-.społecznych w y ra ż a ł się on p rz ew aż n ie w sąd o w n ic tw ie
p atry m o n ia ln e m , k tó re m iało n a L itw ie g ra n ic e szersze, niż w K o
ronie. T a k np. S ta t u t (rozd. III., art. П., p ar. 2) d ozw ala p a n o m
sądzić s p ra w y g a r d ło w e s w y c h sług, chociażby szlachty, z w y
ją tk ie m s p r a w o u tra tę czci i z a c h o w a n ie m ap e la c y i do T r y b u
nału. S ą d y p a try m o n ia ln e w sp ra w a c h w a ż n y c h w y k o n y w a ł y się'
z udziałem kilku szlachciców o s i a d ł y c h , b i e g ł y c h w p ra w ie,
a często i w obecności w o ź nego ; nie g a rd z o n o tortu ram i. W y r o k i
s p e łn ia ł k at. O p ie ra ły się one n a statu cie i p ra w ie zw yczajow em ,
czego pilnie p r z e s tr z e g a ła A s e s o r y a lite w sk a, k tó r a p rz y jm o
w a ła a p e la c y e w łościan sta ro śc iń sk ic h i k ró le w s k ic h n a w y ro k i
s ą d ó w p a t ry m o n ia ln y c h . P ie rw s z e o g ra n ic zen ie ju r y s d y k c y i patry m o n ialn ej n astąp iło w r. 1768. Ó w c zesn y sejm, za tw ierdzając
całość p r a w i p rz y w ile jó w szlach eck ich , d o d a ł : „jus j e d n a k vitae
et necis p o d d a n e g o w rę k u dziedzica b y ć nie m a ; lecz g d y
p o d d a n y k r y m in a ł po p ełn i, do s ądu g ro d z k ie g o lub ziem skieg‘0
lub m iejskiego w m iastach w iększych o d d a n y b y ć p o w i n i e n “.
W ą tp ię , b y w drodze w y k o n a n ia j u r y s d y k c y i p atry m o n ia ln e j
dużo pojęć p r a w n y c h k la s w y ż sz y ch dostało się do ludu... W o g ó l e
położenie w łościan n a Żmudzi b y ło o wiele lepszem, niż w L i
tw ie ; rozluźnienie się p o d d a ń s t w a p o d k o n ie c w. X V I I I , blizkość
P r u s i K u r la n d y i, co u łatw iało w d an y m razie ucieczkę, p a try arch aln o ść sto s u n k ó w sp ołeczny ch, b r a k w ielkich panów , ro z le g łe
królew szcz y zn y i liczne s taro stw a , tudzież lepsze w a ru n k i e k o n o
m iczne tłó m a c z ą to zjawisko. O p rócz te g o n a Żmudzi utrzy m a li
się „ludzie w o ln i“, zw ani w a k ta c h s ta ry c h „w oln ym i ludźm i J e h o
K o ro le w s k o j M ilo s ti“ lub „ p o c h o ży m i“', k t ó r y c h p rz eciw staw ia n o
„ludziom ciah ły m * czyli „o jczycom “. Nie b yli to pod dan i, chociaż
nie mieli g r u n tó w w ł a s n y c h ; około r. 1791 n a r a c h o w a n o ich
przeszło 30.000. U p a d e k N. R zeczy p o sp o lite j p o g o rsz y ł po łożenie
ludu. „P o u p a d k u R zeczp o sp o lite j — m ów i K rz y s z to p ó r — w ło
ścianin o s ta te k s w o b o d y u t r a c i ł ; form alnie p rz y p is a n y do ziemi,
o g ło szo n y p o d d a n y m dziedzica, rz u c o n y m u niejako n.a p astw ę,
znalazł sie s to k ro ć nędzniejszym , niżeli za n a j g o r s z y c h czasów
-
119 -
R z e c z y p o s p o lite j“ (O urządzeniu sto su n k ó w rolniczych w Polsce,
325). O prócz teg o K a ta r z y n a II. rozdała dużo królew szczyzn
i d óbr starościńskich, zam ieniając ich p o d dan yc h, u przednio p o
siadający ch p e w n e p r a w a cyw ilne, n iem al w z u p e łn y c h n ie w o l
ników. T a k hr. P la to n Zubow o trzy m a ł ek o n o m ię szawólską, k tó r a
ob ejm o w ała p ra w ie trzecią część Żmudzi.
Jedno cześnie z n a stan ie m rz ą d ó w rosyjskich, s p o tę g o w a ły się
w ęzły p o d d a ń stw a , w ty m czasie b a rd zo już rozluźnione. F a k t
sp o tę g o w a n ia się p o d d a ń s tw a po u p a d k u R zeczypospolitęj nie uleg a
dziś zaprzeczeniu ; sami n a w e t h is to ry c y rosyjscy, zw łaszcza K o jałow icz i de P o u lle t, stw ierdzają to. N a Żmudzi „ludzie w o ln i“
s tra c ili sw ą w olność w sto pniu znacznym . W czasie pierw szej
rew izyi (spisu ludności męskiej, opłacającej pogdówne) w 1796 r.
k a z an o ludzi w olnych p rz y p is a ć do ty c h dóbr, w k tó ry c h m ie
szkali, zacho w ując j e d n a k w olność osobistą. S tw orzon o dla nich
oso b n ą k a t e g o r y ę -— „ w o ln o -s k a z k o w y c h “, k tó rz y m ogli zm ieniać
> pan ów . W i a d o m y m je s t faktem , ze w r. 1794 Żmudź w alczyła
rozp aczliw ie; w w alce tej uczestniczył l u d ; to sam o p o w tó rz y ło
^ - się w la ta c h 1831 i 1863. N a w e t w r. 1812 lud p o w s ta ł z b ro n ią
w rę k u , m niem ając, iż w ojska K s . W a rs z a w s k ie g o niosą m u znie
sienie p o d d ań stw a , w olność osobistą, ale o dezw a ty m cza so w eg o
R z ą d u lite w s k ie g o z dnia 7-g'O lip c a w y trą c iła mu b ro ń z ręki,
nakazu jąc p r z y w ró c e n ie p o d d a ń s tw a i zobow iązując lu d do p o s łu
sze ń s tw a p a n o m . U d z ia ł ludu żm udzkiego w w a lk a c h o wolność
należy tłó m a c z y ć p rzew ażn ie silnie ro zw iniętem poczuciem religijnem ; lud w alczył w o b ro n ie k ato licy zm u . Muszę j e d n a k n a d
m ienić, że ch ło p żm udzki w o gó le n ig d y nie b y ł ani t a k b iedn ym ,
j a k litew ski lub b iałoruski. W ludzie też żm udzkim tk w i p ew ne
poczucie odrębności, k t ó r ą w raz z k ato lic y z m e m g o tó w on b ro n ić
do u p a d łeg o .
N a jgorsze czasy n a s t a ł y po u p a d k u p o w s ta n ia 1831 r.; b y ł y
to czasy p ra w d z iw y c h orgij p ańsz czy ź n ia n y ch częściowo w y w o ła
n y c h obniżeniem się poziom u u m y s ło w e g o i m o raln e g o ziemian
ów czesnych. D ziś jeszcze ży w e są w śró d ludu tr a d y c y e ty c h cza
s ó w ; dziś jeszcze w pow . P o n ie w iesk im lud ze zg rozą i p r z e k l e ń
s tw em w s p o m in a d o tąd n a z w is k a n ie k tó ry c h w łaścicieli ziem
skich, s ł y n n y c h ze złeg o obejścia się ; n a w e t g ro b y ich długo
ob rz u can o ■kam ien iam i, b y zm arli nie p o w s ta w a li i nie m ogli
szkodzić ludziom. Mimo to j e d n a k t r a d y c y e k o śc iu szk o w sk ie nie
z a g in ę ły ; s k o rzystano z k o r o n a c y i A l e k s a n d r a II., b y poru szyć
k w e s ty ę zniesienia p o d d a ń s tw a ; proszono o to cara. G ło ś n y re' s k r y p t z dnia 20 lis to p a d a st. st. 1857 r o dpo w iedzią n a p r o
— 120 —
śbę szlachty ; n a k a z y w a ł on zw ołać w każdej z trze ch g u b ern ij
lite w skich osobne k om isye, złożone z d e p u ta tó w szlac h eck ic h po
d w ó c h od k a ż d eg o p o w ia tu z w y b o r u szlachty, i p o ru c zy ł im
o p ra co w an ie p ro je k tó w zniesienia p o d d a ń s tw a i u w łasz cze n ia
włościan. O sob na k o m is y a lite w s k a w W iln ie, złożona z d e p u t a
tów g u b e rn ii lite w sk ich , m iała w y p ra c o w a ć p ro je k t do p ra w a
od nośnego. W k o m isy i K o w ie ń sk ie j J a k ó b G iejsztor d o m a g a ł się,
b y szlac hta s a m a u w o ln iła p o d d a n y c h , n ad a ją c im d arm o ziemie
u p r a w ia n e ; w n io sek ten u p a d ł. U c h w a ł a g łó w n ej k o m is y i lite w
skiej w W iln ie , zalecająca uw olnien ie włościan, ale bez n a d a n ia
ziemi i z z a ch o w a n ie m w ładzy p a t r y m onialnej, w y w o ła ła ów roz
g ło ś n y w ie rs z y k S y ro k o m li, t a k z a k o ń c z o n y :
„O wstyd mi .Wilna, nie chcę być L itw in e m !
A h a ń b a mojej herbow ej p ie c z ę c i“ .
P o m im o o p o ru szlachty g ło śn e p ra w o o uw łaszczeniu z dnia
i w ład z ę p a try m o n ialn ą panów , n ad a ją c w ło ściano m g r u n t a za w y k u p , k tó ry m i fa
k ty czn ie w ładali oni w dniu ogłoszenia p ra w a . K r e ś lić tu dzieje
tej wielkiej re fo rm y społe znej, ściśle związanej z w y p a d k a m i
1862 r., n iem a możności. P o d k r e ś l a m tylk o, iż w y z y sk a n o w szystko,
co b y ło można, n a k o rzyść ludu, z p o w o d u chęci doszczętnego
zru jno w an ia szlachty, w łaścicieli ziem skich.
T u w k ilk u s ło w a c h sk re ślę o rg a n iz a c y ę w ło ściańską, p r z e
p ro w a d z o n ą w r. 1861. W ó w c z a s stw orzono g m inę s tan o w ą , ściśle
w ło ściań sk ą . S k ł a d a się ona z k ilk u lub k ilk u n a s tu g rom ad. G r o
m a d ą rządzi jednolicznie starosta, w y b ie r a n y przez z e b ra n ie g r o
m adzkie, w k tó re g o s k ła d w chodzą w szyscy g o s p o d a rz e s a m o
dzielni. S ta r o s ta o d p o w ia d a sołtysow i, sto jącem u n a czele g rom ad,
s k ła d a ją c y c h g m in ę w K r ó l e s tw ie P o ls k ie m . Z e b ran ie g m inn e,
złożone z d eleg a tó w , po je d n e m u z 10 dym ów , w y b ie r a starsz y zn ę
(wójta) i stanow i n ajw yższy o r g a n sam o rz ąd u g m in n e g o . D o niego
należy r e p a r t y c y a p o d a t k ó w i ścią g a n ie ich, w y k o n a n ie o p iek i
p ra w n ej, w y b ó r sędziów i t . d. ; może o n a n a w e t u s ta n a w ia ć
o p ła ty g m in n e i t. d. D o n ieg o też n a le ż y p ra w o ze s ła n ia na S y
b i r szkodliw ych c z ło n k ó w g m in y lub o d m o w a zaliczenia do g m in y
ty ch osób, k tó re o d b y ły k a r ę k ry m i n a l n ą ; są to pozostałości
w ład z y patry m o n ialn ej. K a ż d a g m in a m a w ła s n e g o p isarza i kancelaryę, k tó r a za ła tw ia też w szelkie k o re s p o n d e n c y e z w ład zam i,
oraz czynności b iu ro w e , zw ią zan e z sądow nictw em . S ą d je s t oso
b n y i niezależny od a d m in is tra c y i ; s k ł a d a się on z 4— 12 sędziów
w y b ie r a n y c h przez ze b ra n ie g m inne. S ą d g m in n y nie m a dotąd
ig lu teg o st. st. 1861 r. zniosło p o d d a ń s tw o
żadnej o rd y n a c y i sądowej, przepisanej przez p ra w o ; nie m a on
ani p rz e w o d n icz ące g o s t a ł e g o , ani pisarza, ani żadnego p rz e
w o d u są d o w e g o ; w s z y s tk o o p ie ra się n a p ra w ie zw yczajow em ,
ty lk o k o m p le t — 3 sędziów — przep isu je ustaw a. S ą d y g m in n e
w y ro k u ją n a m o cy p r a w a zw yczajow ego ; ich k o m p e te n c y a w s p r a
w a ch k a r n y c h o g ra n ic z a się tem i przekroczeniam i, k tó re p o c ią g a ją
m a x im u m 7 d n i are s z tu lub tyleż dni ro b ó t publicznych, oraz
ch ło s tę (m ax im u m 20 rózg), od k tó rej s ą w olne k o b iety , n ie s k a
lan i żołnierze dy m isyon ow ani, i t. d. W s p ra w a c h c y w iln y ch po
d leg ają m u w szelkie p o w ó d z tw a do 100 rub., oraz sp ra w y , w y n i
k ając e w za k resie w ła s n o ś c i ukazow ej, ziemskiej ; g ra n ic e te je
d n a k b y w a ją ustaw iczn ie p rz ek ra cza n e. W y r o k i sądów g m in n y c h
są o s ta te c z n e ; m ożna zanosić n a nie ty lko s k a rg i k a s a c y jn e do
Zjazdów k o m is a rz y do s p r a w w łościańskich, k tó r e istnieją w k a
żd y m powiecie. K o m isa rz do s p ra w w ło ściań sk ich — to urzędnik
wyższy, a d osk o n ale p ła tn y , k t ó r e g o o bo w iąz k ie m jest n ad z ó r n a d
sam o rz ąd em w ło ściań sk im i p r a w n a o ch ro n a teg o s ta n u ; f a k t y
cznie — ów n a d z ó r sp ro w a d z a cały sam o rz ąd g m in n y do zera.
R o z u m ie się — sądom g m in n y m p o d le g a ją ty lk o w łościanie
w s p r a w a c h m iędzy s o b ą ; w yw ołują one m n óstw o s k arg , szerzą
n ie s ły c h a n e p ieniactw o , często o b rażają n ajelem en tarn iejsze p o
czucie spraw iedliw ości, często zależą zupełn ie od w p ły w o w y c h
i b o g a t y c h w łościan, n ie k ie d y zaś — od ży da arendarza...
W o g ó ł e w w a ru n k a c h o b e c n y c h s ą d y gm inne, stojące poza
o b rę b em ogólnej o rg a n iz acy i sądowej, dem oralizują lud, dzięki
w p ły w o m p o stro n n y m , p rz ew aż n ie pisarza g m in n e g o , z w y k le c z ło
w ie k a „z p o d ciemnej g w i a z d y “, ja k m ów ią u nas. S ło w em —■
ca ły ustrój, g m in n y ani w setnej części nie o d p o w ia d a w y m a g a
niom, k tó ry c h od niego s p o d z ie w a ć b y się należało.
J a n W itort.
niektóryołi pieáni ludowych.
O d wielu la t plącz ą się w mej p am ięc i m elo d y e n ie k tó r y c h
p ieśn i lu d o w y ch — p o s ły s z a n y c h w różn y ch oko licach k ra ju
naszego.
M ożna m ieć cześć dla m uzyki cyw ilizowanej, zach w y c ać się
operam i, w y s łu c h iw a ć c a ły c h koncertów , a pom im o teg o m ożna
z u p o d o b an iem słuchać, g d y śpiew ają robotnice w polu, p rz ąd k i
p rz y k ą d z ie li, k o n iu c h y p ę d z ą c y k o n n o na p a s tw is k a nocami,
— 122 m ożna z a ch w y c ać się chó rem żołnierzy m a s z e ru ją c y c h i śpiew em
m a m e k u s y p ia ją c y c h dzieci.
Ś p ie w y te n a estradzie ko n ce rto w ej nie z ro b iły b y w ra żen ia
d odatn ieg o , p o trz e b u ją one o d p ow iedniej d la siebie s c e n e ry i n a
turalnej. W s z a k n a w e t poczty lio n w y g r y w a ją c y k ilk a to nów na
swej trą b c e , czyni w rażen ie g d y pędzi po p ro stej drodze, lecz na
scen ie te a tru , ch o ć b y najo b sze rn iejsze g o , s p ra w iłb y w rażen ie r a
czej ujemne.
W s z y s tk i e te odgłosy, w k tó r y c h nie w iedzieć co więcej
śpiewa, czy lud, czy p rz y ro d a cała, b ę d ą c a tłem dla niego, m ają
w a rto ś ć jak o m o ty w a, b u d zą ce w n a s uczucia m u zyk aln o -estety czne. Ś p ie w ten, ja k pow ieść i p ieśń lu d o w a — jęd rn y , k o n
tu ro w y , p ły n ie z n a tu ra ln y c h źró d eł świeżych, p rz e d sta w ia u czucia
w yra źn e, silne. B o lu d niem a czasu n a uczucia d ro b n o stk o w e , n a
su b telizow anie ich, n a sztuczne rozwijanie i p rz e ra b ia n ie form y.
Ś p ie w a on, g d y go już coś b ardzo zaboli lub rozweseli, nie u k ry w a
sw y c h uczuć, nie krępu je się form am i św iatow em i, n ie n a tu ra ln e m i.
W r e s z c ie lud d o p ó k i je s t ty m ludem nieprz ek ształc o n y m , n ie
p rz e ro b io n y m jeszcze, w y ra ż a p i e r w o t n e , o ry g in a ln e zn a m io n a
żyw iołów i cz y n n ik ó w p o w s ta ły c h w p e w n y c h w a ru n k a c h m iej
scowych. L u d je s t s u m ą tra d y c y i, w ierzeń i w y o b ra ż e ń p r a s t a
rych, o d d alen ie m ś w e m c ie k a w y c h i uczuć ogóln o-ludzk ich , za
sto so w a n y c h do szczeg-ółowych w a ru n k ó w fizycznych, w śró d k t ó
ry c h żyje. A więc : m elody a lu d o w a ja k o m elo d y a m atk a, jest
w a rto ścio w ą wielce. Co z ty ch k ró tk ic h p o w ta r z a ją c y c h się m o
ty w ó w w y p ro w a d z ić można, czem one n a tc h n ą ć potrafią, w y k a zali
Chopin, M oniuszko , P a d e re w s k i. Oni śwfiadczą, czy w a rto daw ać
p o s łu c h ty m w y le w o m uczuć pro sty ch, surow y ch, lecz p rzęjm ujący c h zdrow ą jęd rn o śc ią i p ra w d ą.
G d y w y c zerp a n o m o ty w a pew nej e p o k i i p e w n y c h w a rstw
w społeczeństw ie, g d y g łó w n ą k o n tu ro w ą ideę j a k ą ś w y z y sk a n o
już i w cielono w formę, w te d y nie pozostaje dla k om p o zy to ró w ,
a r ty s tó w i p o e tó w ty lk o cieniow anie, k o lo ry z o w a n ie ; ale i to
w ko ń cu się w yczerpie, nie b ęd z ie s p ra w ia ć w rażenia, bo będzie
re m in is c e n c y ą tylko, czemś słyszanem i znanem . W t e d y się g a się
do n ie p rz e b ra n y c h , n ie p rz e ro b io n y c h jeszcze w a r s t w s p o łe c z e ń
stwa, do ich uczuć, myśli, fantazyi, ich dziejów i intere só w ; -wtedy
to i n a r o d y świeże, su ro w e p rz y c h o d z ą n a p o rz ą d e k d zienny i w y
po w ia d a ją swe słowo. D la te g o to m u zy cy n ie k tó rz y zaczęli s z u
k a ć m o ty w ó w m uzy cznych u ludów słow iańsk ich . N a d u ży to już
k o lo r a tu r y do w szelkich z a ry s ó w m uzycznych, trze b a się s ta ra ć
o o ry g in a ln e świeże k o n tu ry , o w yraz i fo rm ę dla n o w y c h ja k ic h ś
— 123 —
czynników społecznych. O ne n a w e t sam e p rz y jd ą i n a rzu cą się
nieszukane, nieu zn a n e n a w e t z p o c z ą tk u n ieraz. One to za stą pią
wreszcie sztuczne, w y szuk ane, n a c ią g a n e kom p o zy cy e , one b ę d ą
rzeczyw iście m e l o d y ą nową, p o ż ą d a n ą p rz e d e w s z y s tk ie m w m u
zyce, której m u z y k sam stw orz y ć nie zdoła, nie b ę d ą c w yra zem
ty ch żyw iołów now ych. O ne to p o d o b ają się bardziej w swej s u
row o śc i naw et, niż przerobione, p rz ed o sk o n alo n e, ale p o w ta rz a n e
m o ty w a, b ę d ą c e w yra zem m inionej epok i, k tó re w swej d o s k o
nałości s ta w s z y się skończenie k la s y c z n y m i naw et, tem sam em
z m a r tw ia ły , p rz e s ta ły b y ć ż y w o tn y m i, p rz e sta ły interesow ać.
W r e s z c ie m o ty w a świeże lud o w e m ają w a rto ść n a w e t dlateg o,
że nie są w y k s z ta łc o n e lecz z a ry so w an e d op iero , nie m ożna k o
rz y s ta ć z nich, w y k s z ta łc a ją c je i rozwijając bez o b a w y p o p e ł
n ien ia p lag iatu . W s z a k u s z la c h etn iając je, w k ła d a się sw ego w ła
sn eg o d u ch a i ta le n t swój w łasn y , k t ó r y przecież nie tw o rz y z n i
czego, lecz bierze zawsze im p uls od p rz y ro d y , od ludzkości, zap łod niającej s w y c h w y b ra ń c ó w .
M elo d y a lu d o w o -n a ro d o w a będzie zatem w y ra z e m n ow eg o
życia, nowej idei, w yro słej w śró d n o w y c h w a ru n k ó w , w śró d ś w ie
żej p r z y ro d y i n o w y c h św iatów . Będzie o n a duszą n a r o d u j a k b y
n ie z n a n e g o dotąd, k t ó r y w sw em d zieciństw ie zb ierał ty lk o w r a
żenia i rósł, b y p rzem ó w ić n areszcie ja k o m ąż dojrzały. B ędzie
ta m e lo d y a duszą śpiew ającą, szum em lasó w jeszcze dziewiczych,
jęk iem burzy, szm e re m k w ia tó w p o ln ych , ro s n ą c y c h n a nieoranej
jeszcze niwie, będzie sło w ikiem m ajow ym , lub g ru d n io w ą zadym ką,
d y s o n a n s e m w a lk i bólów, h a rm o n ią m iłości ożywiającej przyrodę,
ry tm ic z n y m ru chem p ra c o w n ic y uderzającej m o ty k ą o t w a r d ą
glebę, p łaczem i tę s k n o tą c ie rp ią c y c h ludzi, lub w e se ln ą n u tą no
wożeńców. B ędzie szm erem fal, szum em rzek, g a lo p e m k o n ia ud e
rz ające g o k o p y t a m i o b ru k i gościńca, h a s a ją c e g o w stepie, lub
id ąceg o w ciężkim p łu g u po roli.
P o d a ję tutaj k ilk a pieśni, z k tó ry c h n ie k tó re znajdują się
z a p e w n e w z b io ra ch od no śn y ch , ale g d y m e lo d y a zm ienia się z a
wsze w w ę d ró w ce swojej, sądzę, że nie zaszkodzi p rz y p o m n ie ć
i p o d a ć to co sły szałam , zwłaszcza, że s ą tu tak że m elodye ludu
p o ls k ie g o , s ły s z a n e w G alicy i wschodniej, gd zie ten lud w m n ie j
szości będący, m u siał ze so b ą p rzynieść i zm ienić je zap ew n e m o
cno. S ądzę, że w łaśnie w a rto b y się p rz eko nać , o ile rzecz ta k a
zm ienia się w w ę d ró w c e swojej.
P o d a ję n a jp ie r w pieśń, w której p rz y ch o d zi paw , nie w y s tę
p u jący nigdzie, o Це wiem, w pieśni ludowej ; pieśń ta je s t z oko-
124 —
-
lic L w ow a, cech ę m a i c h a r a k t e r
je s t u ła m k ie m tylko.
staro polsk i.
P ra w d o p o d o b n ie
T am p rz y d w ork u zielonej m urawie, zielonej m urawie,
T am p a s t e r k a p a s a ła dwie pawie,
Tam p a s t e r k a p a s a ł a dwie pawie.
J a k p asała, ta k do wody gnała, ta k do wody gnała,
Ślicznie p ięk n ie pawowi śpiewała,
Ślicznie p ięk n ie pawowi śpiewała.
W y ry w a ła po pió rk u niechcący, po p ió rk u niechcący,
P a w poleciał do wody wrzeszczący,
P a w poleciał do wody wrzeszczący.
A j a za nim , ażem się spociła, ażem sin spociła,
Nie mam wody, bym się ochłodziła,
Nie mam wody, bym się ochłodziła.
A tam stoi prześliczny młodzieniec, prześliczny młodzieniec,
T ęd y p ann o do dw oru gości(e)niec,
T ędy panno do dworu gości(e)niec.
P iln o w a łb y ś k o n ia woronego, k o n ia woronego,
Nie pilnuj ty gościńca bitego,
Nie pilnuj ty gościńca bitego,
M am w ianeczek ze szcz erego złota, ze szczerego złota,
Daj mi pokój, j a b ied n a sierota,
Daj mi pokój, j a bie dn a siero ta.
Mam wianeczek, m am cia mi go wiła, m am cia mi go wiła,
K a ż d ą różę łzam i p o k ro p iła,
K a ż d ą ró żę łzam i p o k ro p iła .
T am
z ie -
prz y
lo-
uej
dw or-
mu-
ra-
ku
zie-
wie
lo-
T am
nej
mu-
pa-
ster-
ra -
ka
wie
— 125 —
£
~w—
la
д
а
н
- 0
h .....ф
dwie
- ó --------
pa
Tam
wie
pa-
........... j - H
------------- » E ---------
ster-
ka
f
------------------------------ Ш З
N a stę p u ją c ą m elodyę w y g ry w a li g ó ra le n a s k rz y p k a c h p o d
czas w ycieczki do M orskiego O k a w T a tra c h .
P r z y m uzyce, p rz y m elod yi tej w y b o rn ie się idzie; n a jb a r
dziej zm ęczo nych ożyw ia i n o w y c h sił dodaje, choć s k ł a d a się
z p a r u t a k tó w tylko, ciągle się p o w tarzając y ch . M o ty w ten, o ile
mi się zdaje, b y ł już w y z y s k a n y m przez k o m p o z y to ró w . C h arak te ry s ty c z n e m tu i znaczącem jest, że ta g ó r a ls k a m elo d y a p o l
s k a w p a d a w r y tm kołom yjki, k tó rą ru s c y g ó ra le — H u culi p i e r
wsi tań cz y li na R u si.
P ie ś ń poniżej u m ieszczoną znaleść m ożna w Zbiorach w o d
m iennej co ko lw iek w ërsyi, może tam j e s t zupełną, bo z a p ew n ian o
mię, że ta p ieśń je s t „jeszcze d alej“, ale nie u m iano jej do końca.
S ły s z a ła m ją w okolicach S ta n is ła w o w a . M elo d y a dziw nie o d p o
w iad a c h a ra k te r o w i p ie ś n i: je s t to p rzejm u jąca d u m k a żalącej się
n ie w ia s ty n a swój los nieszczęśliwy.
Bożeż mój Boże, jak mnie mąż bije,
Własna rodzina nie pożałuje ;
Przyjedź, przyjedź pani siostro,
Przyjedź, przyjedź dobrodziejko,
Pożałuj ty mnie !
—
126
-
Je d z ie sio strzy czk a w k ró le w s k ie wrota,
W y w ija chusteczką, z szczerego z ł o t a ;
N abij szw agrze sio strę dobrze,
N iech się n a niej s k ó r a podrze,
Bo to ladaco !
Bożeż mój B oże, ja k mnie m ąż bije,
W ł a s n a ro d z in a nie p oża łu je ;
P rz y je d ź , p rzy jed ź p a n i m atko ,
P rzy jed ź, przy jed ź do brodziejko,
Pożałuj ty mnie !
J e d z ie m a tu sia w k ró le w s k ie w rota,
N a niej su k ien k a z szczerego złota ;
N ab ij zięciu K aśk ę dobrze,
N iech się n a niej s k ó r a podrze,
Bo to ladaco !
Bożeż mój Boże, j a k mnie mąż bije,
W ł a s n a ro d z in a nie p o ż a łu je ;
P rzy jedź, p rz y je d ź p an ie b racie,
P rz y je d ź , przy jed ź dobrodzieju,
P o ż a łu j ty m nie !
Je d z ie b ra c isz e k w k róle w skie wrota,
P rz y nim szab elk a z szczerego złota ;
Nie bij szw agrze sio stry mojej,
Bo j a k widzisz pałasz goły,
W n e t cię p o rą b ie !
Z ap e w niano m n ie także, że p rz y je c h a ł jeszcze jakiś p a n i ten
z u p e łn ą już s a ty s fa k c y ę u c z y n ił nieszczęśliwej, lecz ty le tylko,
co tu podaję, u m ia ła ś p ie w a c z k a d o k ład n ie.
M elo d y a ta zdaje mi się, d a ła b y się p ię k n ie rozw inąć.
Bo-
żeż mój B o- że,
wła-
sn a
ro-
dzi-
jak
na
mnie
mąż
bi-
nie
po-
ża-
je,
łu-
je;
—
przy-
je d ź p rzy - je d ź
do-
bro
dziej-
ko
p a-
127
—
ni
sio-
po-
ża-
stro, p rzy -
jedź przy- jed ź
luj
mnie !
ty
N a stę p u ją c a p ie śń d o ch ow ała się w mej p am ięc i częściowo
tylko, sły szałam ją w S ta n is ła w o w sk ie m ; jeśli znajduje się w Zbio
ra c h pieśni, to z a p e w n e bez m alodyi. D la sw y ch o ry g in a ln y c h
zw rotów , w y ra żeń i p o ró w n a ń , w a rta je s t uw agi.
Czy p a m ię ta s z Anno,
J a k e ś była panną, ?
O tw ie ra ła ś okno,
l o .
Z a g lą d a ła ś za m n ą ? f
ia z y '
— Czy pam iętasz Jasiu ,
J a k e ś był młodzieńcem,
M iał kap elusz z pió rkiem , ^ ^ ^
I z Czerwonym wieńcem? J
iazy'
P o tym w stęp ie n astępu je ja k iś s m u tn y dyalog, ale nie p a
m iętam go już te r a z ; w iem tylko, że dalej śpiew a jeszcze m ł o
dzieniec :
A j a b ęd ę p is a ł krw awym a tr a m e n te m ,
Krw aw ym a tra m e n to m ;
Ty będziesz czytała,
1 g
Z p łaczem i z lam e n te m . |
D z ie w cz y n a śp ie w a je s zc ze: „A ty będziesz w isiał na b ia
ły ch rę czn ikach", ale do czego to się' odnosiło, co m iało oznaczać,
n a w e t d om yśleć się trudno. Jeżeli w Z biorach n ie m a słów tej
pieśni, może o głoszenie te g o u ła m k u w y w o ła jej uzupełnienie,
m oże sobie k to p rz y p o m n i, dlaczego m łodzien iec n ie g d y ś n ie
szczęśliwy, n oszący w ieniec n a kapeluszu, później p is a ł cz erw o
n y m a tra m e n te m .
Ton epoki, atm o s fe ra d a w n y c h czasów bije z t y c h zw ro tek
kilku, t a k j a k z pieśni, „ W e z m ę ja kontusz, wezm ę ja kontusz,
-
128 -
szablę przypaszę“. D latego zdaje mi się, że warto ogłosić te
ułamki, bo w kilku tych wierszach odbija się charakter staro;Gdyby nie obawa zarzutu, że za daleko idę, podnosząc war
tość tych okruchów, możebym zdołała podnieść je jako motyw
do jakiegoś libretta scenicznego, taka tam melodramatyczność
odzywa się w tym „lamencie“.
Nakoniec z polskich melody i. umieszczam pieśń, która w zmie
nionym cokolwiek tekście (ale bez melodyi) znajduje się w Zbio
rze W acław a z Oleska. Słyszałam ją także w Galicyi wschodniej
w Stanisławowie, lecz śpiewała ją Mazurka, która świeżo z Ma
zurów przybyła. Mazurek jej odznacza się rozmaitością i boga
ctwem zwrotów, podczas gdy inne mazurki i krakowiaki przez
lud śpiewane, ubogie są w odmiany i rozwinięcie melodyi.
Hej
z gó-
ry
z gó
É
Í Ü
ry
ja-
ma-
штщ
Je d z ie
zu-
w ie-zie
wy
ma
zu
re
czek.)
wie-zie
roz- raa-
ry-
BSEWHSMe
wo-
jedzie
kie-
necz-
ko-
no-
wy.
Pak
puk
pa- nie-
necz-
1
w stań w stań
ko
129 —
—
ko-
niom
wo-
m
Ja
nie
ko-niom
m
mo-
gę,
wo- dy
Ě
jL — Ë
wstać,
d aé?
ko-
niom
z i- m u a
ro
m o
wy
wo-
dy
dać
sa
-4
a
ja
bo-
Są
tam
o-
wiń
sa,
nie
chu - stecz-
ki
-
stać
o- wiń
nó-
że-
czki
Jak
Bóg
po-
mo-
sam
so
bie
E
f
nó-
że-
czki
e
ze
N ie
k u-
ku-
pię
puj
tr z e -
ty
mnie
wi-
czki
kup
ty
9
— 180 —
ku p
ty
sam
so -
bie,
г Г Г Л п Н
oj-
ca
m a- tkę
ku-
Je
szcze
ja
mam
f~ l I I
p ią
o-
ni
[
mnie.
teFmiT^^yrTrri
Je s z-cze
j a mam
oj- ca
m a t- k ę
k u - pią,
o-
ni
mnie.
Hej z góry, z góry,
Jadą m azury;
Jedzie, jed zie m az ureczek,
W iezie, wiezie mój w ianeczek
R o zm aryn ow y , ro zm arynow y.
P u k, p u k ! w okieneczko,
W sta ń , w sta ń p an ien e czk o !
Koniom wody daj !
(
J a nie mogę wstać,
K o n io m wody d ać, koniom wody d a ć ;
Z im n a ro sa, a j a bosa,
N ie mogę w y sta ć ;
Z im na ro s a , a j a bosa,
Nie mogę wystać.
S ą tam chusteczki,
Owiń nóżeczki, owiń nóżeczki ;
J a k Bóg pomoże,
K up ię trzewiczki.
Nie kup uj ty mnie,
K u p ty sam sobie, k u p ty sam sobie,
Jeszcze j a m am ojca, m atkę,
K u p ią oni mnie,
Jeszcze j a mam ojca m atk ę,
K u p ią oni mnie.
Jeszcze j e d n ą m eło d y ę p o lską m og ę podać, lecz ta choć je s t
z p e w n o śc ią m e lo d y ą pieśni ludowej, ś p ie w a n ą je s t n ą „lw ow skim
b r u k u “.
-
P o j-
mij
- j r - j ------ —
-n
Ф
1ÏW
í
&
Г
da
ci
І
pie- vzy-
ranie
i
sien
л
Г ............Я
—
rao-
ja
m a-
ma
sto
zło-
§ Щ
sk r z y - nię
o-
ku
1
n ę pu- ско-
M
P o j-
Ja
131 -
|
k o-
=£__
mij-
mnie
м —---------|Я-----------Ř
pie-
tych
rzy-
nę
to-
wych
go
¡
wa-
зе
rame
Pa
Ja-
ną
Ja-
siu
—
‘ ¡
mój
_
_
ko-
ch a-
--------------------------------
—
л
sień -
ku
poj-
P o jm ij mnie Ja s ie ń k u , pojmij mnie,
D a ci moja m am a pierzy nę ;
Pierzy n ę puchową,
Sto złotych gotowych,
S krzynię okow aną,
Ja s iu n iu kochany,
Pojm ij mnie Jasiu niu , pojmij mnie.
Nie chcę cię dziew eczko, nie chcę cię,
Bo masz złych sąsiadów , ga nią cię.
Ż e r a n o nie wstajesz,
K rów kom je ś ć nie dajesz,
K ą d z io łe k nie p rzędziesz,
Gosposią nie będziesz,
N ie chcę cię dzieweczko, nie chcę cię.
P ojm ij mnie J as ie ń k u , pojmij mnie,
J e ś l i mnie nie wierzysz, spróbuj mnie,
Ż e j a r a n o wstaję,
ny
my
mnie
1
— 132 K rów k om jeś ć podaję,
K ą d z io łe k n ap rzęd ę,
G osposią ci b ędę ;
P o jm ij mnie J a s ie ń k u , pojmij mnie.
W p ieśni tej najlepiej się odbija c h a r a k t e r ludo w y : szcze
rość i siła uczucia. Czyż w y ra z iła b y się t a k g o rą c o p a n n a ze sfer
cyw ilizow any ch, czyż p r o s iła b y c h ło p c a : Pojm ij m n ie ! P a n ic z b y
jej też w a d t a k o tw arcie nie w yrzucał.
P o d a ję ta k ż e m elo d y ę dw óch .pieśni ru skich. P ie ś ń z a c z y n a
j ą c ą się od s łó w : ,,Tam u w m isti n a ry n o c z k u k a p e lija h r a ł a “ ,
s ły szałam w S ta ro m iejsk ie m , w T opo lnicy. Ś p ie w a c z k a n a p rz ó d
mię zapew niła, że pieśń tę trz e b a śp ie w a ć „ze z w ło k ą “ ; jest to
tech n ic zn e w y ra ż e n ie b a rd z o tra fn ie uży te z a m ia s t cudzoziem skiego
„ l e n t e “. W y r a ż e n ie to p o tw ie rd z a także p ra w d ę , że lud najlepszym
s p osobem , bo n a tu ra ln y m tw o rz y w y r a z y i o kreślen ia.
T a m u w miśti n a ry n o c zk u
K a p e lija hrała,
T a m m ołoda b od na riw n a,
Gilu nicz hulała.
Mowyły ji susidońki,
Mowyły ji lu dy :
„ W e r t a j , w ertaj bodn ariw no ,
W ż e ty d o sy t’ b u d e k
M owyły ji susidońki,
Mowyły ji z ty c h a :
„ W ti k a j, w tikaj b odnariw na,
Bo n aro by sz ł y c h a ! “
U t i k a ł a b o d n ariw n a
H o r a m y , steżkam y,
Z a neu, za neu dwa kozaki
Z dowhymy szablamy.
Oden j e i wże dohonyw,
W ziaw jei za k o s u :
„M o ja lu ba b o dn ariw n o,
B uło h u la t d o s y ť " .
A j a k druhyj j i dohonyw,
P ry tu ły w do sebe :
„ M o ja lu b a bodnariw no,
Z a lż e meni t e b e ! “
—
133
—
„Oj су wolysz boduariwüo
W seri zemli hnyty,
Oj су wolysz bodnariwno
Mid, ho riw k u p y ty “ .
„Oj wolu j a m ołod eńk a
W seri zemli bnyty,
Niże z p an o m o rg an isto m
Mid, ho riw k u p y t y “ .
Oj n a naszi bodnariwni
Ż o u ti czerewyczki,
K u d a wely b o dn ariw n u,
K ierw aw yi riczki.
Oj na naszi bodnariwni
S o ro ezk a m ereżka,
K u d a wely bodnariwnu,
K ie rw a w a ja steżka.
Oj prywely bodnariw nu
Do nowoi chaty,
Po sady ły koneć stola,
P oczały w beraty.
Oj uwyły bod nariw n i
W in o k i z b arw inku,
Poczały ji p ry by raty ,
J a k do ślubu diwku.
Oj u d aryw staryj bo dn ar
Do sto la ru ko ju,
N ałożyła ś moja doniu,
D arm o hołowoju.
U d a r y ła bodnarow a
Do sto la ru kam y,
Mo wy łam ty m oja doniu,
N e pyj z dworakam y.
Oj pry ich aw pan Balickij
N a nowe podsinia,
P y ta j e sia p a n Balickij,
„Су tu b o d n ariw n a ?“
Oj wysypaw p a n Balickij
Sto ty siaczy hroszi,
Oj Isprawyw b od nariw n i
P o h rib e ć horoszyj.
J a k m ołodu bodnariw nu
D o h ro b u spuszczały,
T am m ołodi b o dnariw ni
K a p e lii hrały.
— 134 —
■
W y tłó m a c z o n o mi rzecz o b o d n a r iw n ie w ten sposób : „Toj
pan B alickij z b o d n a riw n o w , o n y s i a . lub yły, ałe w in jei ne weliw ch o d y ty n a m uzyki, a ona piszła i tańcio w ała, a win sia dyw y w z boku. P o to m u p is ła u żouniriw swoich, k o b y jei zab y ły .
Żal im buło b o d n a riw n u z a b y w a ty i je m u żal buło, ałe wże p r o
p alo ". Zaś ten „org-anista“ musi b y ć coś p rz e k rę c o n e g o . W ie le
m a u ro k u ta pieśń ś p ie w a n a przez p rządk i, chórem , ale „ze
z w ło k ą “. G ra n a o tem p ie szybkim , je s t w y b o r n ą k o ło m y jk ą . Czy
p ie ś ń ta nie o p iew a dziejów znanej „ B o n d a r y w n y “, nie wiem , bo
nie znam tam tej.
P rz y p o m in a m sobie w o k ru c h a c h p io s n k ę znaną, śp ie w a n ą
przez dziew czę w iejskie z okolic S ta n isła w o w a , i choć nie wiele
m o żn a w y w n io s k o w a ć z ty ch u ła m k ó w , sądzę, że dla m elodyi
w a rto ją podać. Z aczyna się tak, czy kończy, już nie wiem, ale
najbardziej u tk w iła w mej p am ięc i n astę p u ją c a z w r o t k a :
Usta moi rużowiji,
Jak wy sia tulyly,
Jak ja ickaw do Warszawy, ) 9 ,
Jak wy boworyly.
)
iaz^'
Dalej p r a w d o p o d o b n ie dają m u znać do W a r s z a w y , b y w ra cał.
Wertaj, wertaj Jasunetfku,
Tato ty wmyraje,
Treba dobre koni hnáty, 1 9 , r
Koby ho zastaty.
j
iazy‘
A le s n a ć nie p o ru s z y ła go śm ierć ojca i nie przyjechał, bo
znów w zy w ają go : .
Wertaj, wertaj Jasuneńku,
Maty ty wmeraje,
Treba dobre koni hnaty, '
Koby ji zastaty.
I
iaz^-
W r ó c i ł dopiero, g d y d ano znać, że u m ie ra ta, k tó rej
ru ż o w iji“ ż e g n a ły go, g d y je c h a ł do W a rs z a w y .
„usta
P o n ie w a ż w sp o m in a tu o W a r s z a w i e i nie woła „ I w a ń c iu “,
tylko „ J a s u n e ń k u “, p rzy puszczam , że pochodzenie tej p io s n k i jest
polskie, a n a w e t p rz ychod ziło mi n a myśl, czy nie rozeszła się
o na po świecie gdzie z ja k ie g o m elo d ra m a tu p rz e d s ta w ia n e g o n a
scen ie te a tru p ro w in c y o n a ln e g o . B o że ró ż n y ch pieśni lud w y u c za
się od „księżych p a n ic z ó w “, we d w orze i t. p., to pew na.
— 185 —
M elod yà także jest k u n szto w n a d o sy ć — a te „ u s t a różow iji“
nie są w sty lu ludowym .
Zofia Grynhercjowa.
Przyczynek É przeżytków kulturalnych,
(P is m o o b r a z o w e ) .
N a m ocy przep isó w p ra w a, k a ż d a g u b e r n ia C e s a rs tw a R o
sy jskieg o p o s ia d a k o m ite t s ta ty s ty c z n y , k tó re g o obow iązkiem jest
w y d a w a ć corocznie p a m ię tn ik (P a m ia tn a ja kniżka), coś w rodzaju
k a le n d a rz y k a p olityczno-adresow ego. W a r t o ś ć ty c h w y d a w n ic tw
jest, j ä k się sam o przez się rozumie, m arną; ale n ie k ie d y zaw ierają
one dość cie k a w e m a te ry a ły , do tyczą ce przew ażnie etn ografii lu
dności miejscowej, lub jej sto s u n k ó w e k o n o m ic z n y c h ; zależy to
n iem al w yłącznie od dobrej woli sek re ta rz a . O d lat k ilk u P a m i ę
tn ik i gub. K o w ie ń sk ie j w y różniają się obfitością m a te r y a łu i t r e
ścią, dzięki sek retarz o w i p. Grukowskiemu. N a tu ra ln ie — trze b a
k o r z y s ta ć z ty c h d a n y c h b a rd z o ostrożnie, albow iem te n d e n c y a
p o lity c zn a z a b a rw ia je fałszyw ie lub je d n o stro n n ie.
Otóż w P a m ię tn ik u n a r. b. G u kow sk ij u m ieścił opis po w.
S zaw elsk ie g o , k tó re g o znaczną część pośw ięcił życiu ludu, c h a ra
ktery z u jąc n ie k tó re jeg o s tro n y na p o d staw ie, w y ro k ó w są d ó w
lu d o w y ch (gm innych), które, ja k wiadom o, w y ro k u ją p rz ew aż n ie
n a p o d sta w ie p r a w a zw yczajow ego . Otóż s ą d ta k i w g m in ie Sigum skiej ro z s trz y g a ł n ied aw no s p ra w ę n a s t ę p n ą : B i a ło s k ó rn ik
z K a łu g i, R o s y a n in , zam ieszk ał czasowo w tej gm inie, szukając
ro b o ty . Znalazł ją, ale w k ró tc e uciekł, z a b ra w s z y z sobą 61
ow c zyn ek. C ała wieś p o k rz y w d z o n a w y s tą p iła z p o w ó d z tw em
do g o s p o d arza, k t ó r y d a ł złodziejowi p o m ieszczen ie w chacie w ła
snej, żądając o dszk od ow ania za uk ra d zio n e sk ó rk i b aranie. N a
— 130 po siedzeniu s ąd ow e m p o z w a n y u s p ra w ie d liw ił się tem , że „na ry n k u
p u b lik o w a ł“ o wyjeździe b ia ło s k ó rn ik a , ale n ik t po s k ó ry nie
zjawił się i „b ire k nie p r z e d s ta w ił“ (biro k nie. p re d ja w la ł — z a
pisano w p ro to k o le sąd ow ym ). S ą d k a z a ł mu zapłacić 31 rub.
o d szk o d o w a n ia za skra d zio n e sk ó rk i owcze.
P o w s ta je t a k w e s t y a , co m a m y rozum ieć przez w yraz „ b ir k a “ ?
Otóż okazało się, że je s t to g ła d k o o s tru g a n a p a łe c z k a brzozow a,
na której obie strony, t. j. b ia ło s k ó rn ik i w łościanin, dający m u
sk ó rk i do w y ro b u , z ro b iły p e w n e nacięcia, a p o te m ro z szcz ep ały
ją wzdłuż, zab ierając k a ż d ą po połów ce. G d y w łościan in p rz y
chodził po sk ó rk i o ddane, to b ia ło s k ó rn ik p r z y k ła d a ł je g o p o
łó w k ę do sw ojej; jeżeli p a s o w a ł y do kład n ie, to o d b iera n o skó rki,
k t ó r y c h ilość b y ł a n a nich oznaczoną, płaco n o sum ę um ów ioną,
a p ałec zk i niszczono. T a k a form a wzajem nej u m o w y s p o t y k a się
d o tą d jeszcze, lubo coraz rzadziej ; p a łe c z k i te s ą d y lu do w e u zn a ją
za dow ód ostateczny, przek o n y w u jąc y . Zdarza się d o tąd jeszcze,
że dwaj w łościanie, um aw iając się o p o życ zk ę lub coś in n ego ,
ale m o g ą c e g o b y ć w y ra ż o n e m w liczbach, w y so k o ść jej wyrzyn a ją nożem w fo rm ie p ism a o b ra zo w eg o na deseczce lub k ijk u
o s t r u g a n y m ; zw ykle rozszczepiają go, p o tem k a ż d a s tro n a za b ie ra
sw oją połów kę.
U ż y w a n e pism o o brazow e b y w a b ardzo różnem : najczęściej
roz m a ite znaki oznaczają liczbę d a n ą ; widziałem deseczkę, n a k t ó
rej k w a d ra c ik i o znacza ły dziesiątki, k re s k i p io n o w e — je d n o s tk i;
27 ru b li w y ra żo n o t a k : □ □ f t ü B ÿ ' N ie k ie d y d ziesiątki oznaczają
się k rz y ży k am i. W id z ia łe m deseczkę, n ą k tó re j liczbę 17 ozna
czono w ten s p o s ó b : w yrżnięto w y o b ra ż e n ie m n ó g i ręki, oraz
do d an o 2 k re s k i pionow e. S p o ty k a się to już b ard zo rzadko, ale
s p o ty k a się jeszcze w g łu c h y c h z a k ą tk a c h . N a to m ia s t dość często
jeszc ze chłopi, n a w e t k a r b o w i i g osp o d y n ie, p ro w a d z ą c ra c h u n k i
osobiste, p o słu g u ją się nacięciam i i w o góle p ism em obrazow em
np. k a r b o w y n acięciam i n a p a łc e r a c h o w a ł ilość fur siana. W i
działem też, j a k g o s p o d y n i w iejsk a w sposób p o d o b n y ra c h o w a ła
ilość g a r n c y m le k a o d d a w a n e g o p achciarzow i.
N ie k ie d y p o sługu ją się p rz y r a c h u n k a c h zia rn k a m i b o b u lub
fasoli, k o rk a m i od b u te le k i t. d. ; g n a ł e m k arczm arza, k tó ry , odk o r k o w a w s z y b u te lk ę piw a, k o r e k c h o w a ł do kieszeni, a k a ż d y
g o ść m u siał z a p ła cić za ty le b u telek , ile k o rk ó w b y ło ; k arczm arz
ro b i n a n ic h n a c ię cia stosow ne, k tó re m u p o z w a la ły rozró żniać je.
W o g ó l e z a n ik a to, ale d o tąd w śró d ludu z a c h o w a ły się jeszcze
liczne p rz e ż y tk i p ie rw o tn e g o sp o so b u ra c h o w a n ia , p ierw otn ej
a r y tm e ty k i. T a d ro b n a n o t a t k a rzuca n iejakie śwdatło n a stan
— 137 k u l t u r y ludu litew sk ieg o, przeto jak o p rz y c z y n e k nadaje się do
za n oto w ania. F a k t w y ro k u sądu, o p a r te g o na piśm ie ob razow em ,
p rz y to c zo n y został w P a m ię tn ik u gub. K o w ie ń skie j n a r. 1896,
str. 162.
J a n W itörf.
„Pobratymstwo i posestrie,)“.
W w ioskach, leżą cych za D ob rom ilem , u stóp p ra w ie H e rb u rto w s k ie g o zamku, m iano w icie w P ie tn ic a c h , T a r n a w ie i P o
lanie, znalazłem szczątki zwyczaju, któ ry , o ile w iem y, ro z p o
w sz e c h n io n y jest w południow ej S łow iańszczyźnie. Zwyczaj ten
ludn ość m iejscowa r u s k a n a z y w a p o b r a t y m s t w e m i p o s e
s t r i e m.
W miejscowości, o której mowa, p o b r a t y m s t w o rzadk o
się sp o ty k a, p o s e s t r i e częściej; dawniej zwyczaj ten b y ł b a r
dzo ro z p ow szechn io ny, ja k opo w iadają s ta rz y ludzie, dziś z a n ik a
zupełnie, — ty lk o przew ażnie w sferze kobiecej p o dtrzym uje się
jeszcze. W o g ó l e p o sia d a on c h a r a k te r p rz y ja cielsk ieg o stosunku,
za w a rte g o i u trz y m y w a n e g o ty lk o m iędzy płcią m ęzk ą lub że ń sk ą;
m ieszany ch zw iązków nie m a wcale.
Związki te z a w iera się zw yk le w dziecinnym wieku. D w óc h
ch ło p có w lub dwoje dziew cząt, czując p rzy jacielsk ie sk ło nno ści ku
sobie, p r z y rz e k a ją wzajemnie, że b ę d ą o d tą d p o b r a t y m c a m i
l ub p o s e s t r a mi . W ty m celu k u p u ją sobie o brączki i m ieniają
się n ie m i; z w y k le w y s ta rc z a zam iana o b rą c z e k bez żadn ego
ż obcej s tro n y udziału, bez ż a d n y c h u ro czy sto ści. D la n a d a n ia
większej p o w a g i przyrzeczeniom , u d a ją się n iek ied y młodzi do
księdza i p ro szą o pośw ięc en ie obrączek, co w czasie nabożeń-
0 pobratym stw ie, w rozm aitej formie, pisali :
A n to n i Nowosielski : Lud ukraiński, t. I . , str. 3 5 6 i n. Z w ra c a uwagę
n a L u c y a n a z Sam osaty, u któ re g o d o sz u k u je się pierw iastków słowiańskich.
P rz y ta c z a opow iadan ie T o x a r is ’a, k tó reg o zwie T o k a rzy ce m , o tern, j a k Scy
tow ie pojm owali przy jaźń.
M. Sumcow : K ulturnyją pięreżiwanija, s t r. 3 5 5 , pisze o „ b ractw ach
p e r n b o c k i c h “, k tó r e m a ją tak że zw iązek przyjaźni, p oza innym i celami i ce
chami.
Bron. G r a b o w s k i: Bulgarya i Bulgarowie, str. 110, pisze o „ p o b r a
tym stw ie i p o s ie s tr z y m s tw ie “ .
Nźep, c h erso ńsk ij b elletristicznyj sbirnyk. Ptbg. 1 8 8 6 . Czytaj a rty k u ł
p. t . : „ S ie m ie j n o - im u szczestw ien uy ja otnoszenija k re s tja n s k a w o nasielenija
w J e liz a w e tg ro d z k o m u je ź d ie “ M ary i H an e sz k o , str. 1 46 i n n
— 138 —
s tw a m iew a miejsce. P o d o k o n a n é m p o św ięc en iu dopiero w k ł a
dają sobie na palce, p rzyczem następuje zamiana.
R ó w n o c z e ś n ie z zam ia n ą p ierśc io n k ó w o d b y w a się ta k ż e za
m iana imion. Jeżeli p o b r a t y m s t w o za w ierają M ikołaj i M i
chał, to M ikołaj bierz e n a siebie im ię M ichała, a M ich ał M ik o
ła ja ; to sam o ro b ią p o s e s t r y . O d b y w a się to bez ż a d n y c h o b
rzędów ce rk ie w n y c h lub dom ow y ch, d ro g ą ty lk o p o rozum ienia
ze sobą.
D w ie osob y w ten sposób złączone, n azyw ają s i ę : p o b r a
t y m c a m i l ub p o s e s t r a m i . ' •
P o b r a t y m s t w o i p o s e s t r i e p o le g a n a tern, że osoby
po łącz o n e ze so b ą w ęzłem przyjaźni, okazują tę przy ja źń w ob e c
ludzi w zajem nym sza c u n k ie m d la siebie i o d d a w a n ie m p ierw szeń
s tw a p rz ed innym i, ile ra zy okoliczności złożą się po tem u. P rz e dew sz y stk ie m od chwili za w a rc ia przy m ierza, p rz estają m ó w ić dosiebie t y , a m ó w ią n a to m ia s t w y . S t a r a j ą się zawsze b y ć razem ,
b ro n ić siebie wzajem nie, jeżeli teg'O zachodzi potrzeba. W og'óle
s to su n ek musi b y ć t a k prz yja cielski i serdeczny, że się n a w e t
g n ie w a ć n a siebie nie wolno. Л¥ czasie u ro czy sto ści rodzin n y c h
p o b r a t y m c y i p o s e s t r y zawsze o ddają sóbie pierw szeń stw o
zapro sze n ie m w kum y i t. p.
T y le n a razie m ogłem się dowiedzieć o ty m za ciera jący m
się coraz bardziej zwyczaju.
F r. Raivita.
Szczegóły z gwary ludowej.
(O kolica A n drychow a).
Grizdok, obrzydliwiec.
D o po lon y, u p rz yk rzo ny.
U p a lo w ać, nap rzy k rz ać.
Iz o n a v e lju z o n a , p o d w ieczo rek .
K rz y p o p a , p rz y k o p a , rów.
P rzo śn ica , d ro g a przecznica.
P r z y łó g , ugór.
P ró żn iak , m ałe dziecko ; n. p. :
C oby t a ta k i p ró ź n io k zjod(ł) ?
P łew on ,' p le b a n ; n. p. Dzisioj
p le w o n odp raw ia.
Z w ierciodko, zwierciadło.
K o k o t, kog ut,
A cemuz t y gizd o k u dopo lon y
t a k się upaluješ o to izono ?
K o le tego p rz y ło g u je s t k r z y
popa, a za niom idzie niw a łd z k o przośnica.
(Koło teg o u g o ru je s t rów,
a za nim ciągn ie się inw ałdzka przecznica).
Су j e s t u wos w chałpie zw ier
ciod ko ?
Moja b a b a mo ś t y r y k o k o s e c k i
i je d n e g o k o k o t k a ?
P a s t y r z e zobocyli (uźreli) sielę.
—
KLiodruz, Świnia mascul.
Siela, w iew iórka.
D osiela, do teg o czasu.
P o-kil, po-tyl, p o d w il; potyl,
dopóki, d opóty.
C hrapki, b ław a tk i.
T a b a k , podbiał.
S p rzocka, .skrzyp.
S p odek, słód w y dzielający się
z r o ś l i n , k t ó r y w ysy sają
pszczoły.
P r z e k o p y r tn ą ć , upaść, pr/ew ró. cić się,
Cudzić, w ycudzić, rw a ć np, za
włosy, szarpać.
P rz e k la ś n y , g ry m a śn y .
Zaplotka, w stąż k a do włosów.
T ro c ek , tasiem ka.
K a sik , gdzieś.
J ó d k a, jodła.
Modrzej, m odrzew.
U w z im a ć s i ę , u p o m in ać się
o coś.
K o b y lica,w iąz an ie w stąż k i w k o
k a rd ę .
Suć, usuć, wsuć, sypać, usy p ać ,
w sypać.
B u chnąć , uderzyć.
W e ź ro k , wzrok.
S c y rk a ć , dzwonić.
Jtro , jutro.
Chybać, w y c h y b o w ać, rzucać,
w yrzucać.
Z g ib a ć się, zginać się.
G andziara, niezdara.
K r z y p o t a dusi, kaszel dusi
Zimnica, febra.
Z aw alnice g ałw aczki.
G a rb a c k i, gałw a czk i.
S ip k a , s z k a rla ty n a .
B olaki, w rzody.
139
—
Су się wom la to w ała cielicka?
D o siela jesce nie.
P o k il mi nie p o życocie pług-a,
potyl nie dom w om k(ł)unia.
Co tez to n a polu chrapków ,
ta b a k u i sp rzocki !
L ato ś by ło m ało spodku,
tez i nie b y d z ie miodu.
to
O je jej, d y sie M a r y ś k a przek o p y rtła , jak sła po wodo !
P ro fe s u r w ycu dziuł m eg o chłop o k a za łeb.
E, ta J o a ś k a jest s traśn ie przek laśno !
Matsiu, ku pcież mi p iek n o m
za p lo tk o ; D y ci ta k u p ie
ja k i tro c e k !
Cóz to za goje? J o d k i
drzeje.
i mo-
A d y nie uwzim ojcie się t a k ;
przecie w om te p o re pap irk ó w oddom , ino koń cono
sprzedom .
N ie wiązoj mi zaplo tki na je
dne ko by lice, ino na dwie.
U sujcie mi m iark o otrób.
J a k go A n t e k b u c h n ą ł w łeb,
aż się p r z e k o p y r tn ą ł !
T a b a b a m a b rz y ć k i weźrok.
L ećcie raźno, bo juz scy rk ajom
n a kościele.
Jtro b ed z ie m y nowóz
b o w a ć ze stajnie.
w ychy
T e m u g a n d z ia rze nie chce się
ani zgibać.
Moje dzieuche s traśn ie k r z y
p o t a dusiła, p o tem d o s ta ła
-
140 —
Ści, iści, złożone : moiści, jużci,
no jużci.
Z b y rk a ć czemś, dźwięczeć.
K ieśn ia, kieszeń.
W io m y , wiem y, od „w ied zieć“.
Zlam dać, b iadać, szlochać.
Zurzyć, p o d b u rz a ć prz eciw k o
muś.
U p o r o w a ć , chcieć k o nieczn ie
n a sw ojem postaw ić.
S kum o ś, nibyto.
G ow iednik, Świnia (w y rażen ie
delikatniejsze).
K o n a ć się z kimś, p r z e k o n y
wać, sprzeczać się.
D om oln y, up rz y k rzo n y .
N asw ol, n aum yślnie.
O scuda, utrapienie.
C hałpa, ch ału pa.
Ł y żko, łóżko.
P re b o s c , proboszcz.
K s ię z k a , książka.
L am en torz, elem entarz.
N iw ołd, I n w a łd (wieś).
R o c o n y , R o c z y n y (wieś).
S ąd rz y ca, m ieszanina pszen icy
z żytem .
Z a h a la ta ć się, u sk arżać się, ża
lić się.
Niepili, obcy.
K o ń c o n a , ko niczyna.
zim nice i w y s u ły ji sie. na
głow ie bolaki.
Mój ch o p o k m a s tra s n e zawalnice.
D zie ck o zm arło n a sipki.
Ści, ści, nie b y ł o b y to ta k ? !
Z b y rk a jo m m u pinion dze w kieśni.
W
S ułk ow icach, T a rg a n ic a c h .
Zagó rn iku, a częścią w R o cz y nach i B rzezince w y m a
w iają za m ia st g p rzedłużo ne
o np. gęś, g o ś ; „Cós ty pasies ? G o s i e p a s o ; zm ę
czyć, z m о с y ć ; o k ru tec n ie
się zm ocyłem . K ę t y (m ia
sto), K o t y ; S k ą d jedziecie ?
Z K o t ; ręka, r o k a ; cent,
с o t ; m ęka, m o k a .
Z am iast у w y m aw ia ją o i o d
w ro tn ie zam iast o m ó w ią у
w n ie k tó r y c h w y ra z a c h np.
dym, d o m ; dom, d y m ;
J a k i rezto d o m leci z k o
m in a ! P ó d źcie do dym u ;
dziew czyna, d z i e w c o n a ;
M aryna, M a r o n a ;
Ro
cz y n y (wieś), R o c o n y ;
syn, s o n ; m łyn, m ł o n ;
len, l o n ; kolęda, k o l o d a !
Szym on Gonet.
-M á ?
Szczegóły z wierzeń ludu.
(O kolica A n d ry ch o w a).
B y w a ją k o b ie ty , m ężczyźni i k o n ie „ m a lik o w a c i“. K a ż d e j
m alikow atej k o b ie c ie do siedm iu la t p o ży c ia m ałże ń sk ie g o um ierają
mężowie. Chłop bez za ro stu n a tw a r z y zwie się m alik o w aty . K o
nia m a lik o w a te g o p o zn a ć m ożna, g d y ż m a g ó rn y ko n iec k r ę g u
p ac ie rz o w e g o , z w an y w ią z a d łe m lub k łę b e m , p o d w ó jn y ; to znaczy,
-
141 —
że p o dn iósłszy łiom onto do g ó ry , w id ać n a tym k łę b ie row ek.
G d y koń tak i p a d n ie w stajni, m uszą po nim p a ść trz y k on ie
inne. M ożna j e d n a k tem u zaradzić w ycią g ając zd echłego k o n ia
ze stajni nie przez próg, ale p o p o d p ró g lub przycieś.
A b y jęczm ień b y ł m iękki, trz e b a p rzed rozpoczęciem siewu
p o sm a ro w a ć sobie rę ce tłu stością z święconej s o d ry tj. szynki.
W r ó b le i in n e p ta k i nie b ę d ą w y jad a ły ziarn z pola z a sia
ne g o zbożem, ani też zboża już w k ło s a c h b ę d ą c e g o , jeżeli sie
ją c y p rz ed siew em w eźm ie je d n o ziarno zboża p o d ję z y k i tam
przez c a ły czas siew u trzy m a ć je będzie, tu dzież siejąc, do n ik o g o
ani sło w a się nie odezwie.
W i e k k on ia, g d y ten m a już zęby zdarte, po znaje się po
ogonie. Co sześć la t w y ra s ta koniow i o b rą c z k o w a ta chrzęść
w ogonie, ile w ięc m a ta k ic h schodków , ch rząstek , ty le ra zy ma
po sześć lat.
N ale ży d o brze p am iętać , w k t ó r y dzień ty g o d n ia p rz y p a d a
śś. M ło d zian k ó w (28. g ru d n ia) i w t e n dzień ty g o d n ia nic w a żn iej
szego nie zaczynać, a więc nie orać, nie siać, nie w ypuszczać
po raz p ierw szy b y d ł a n a paszę itd., g d y ż się b a r d z o nieszczęści
przez ca ły rok
S zcz y t d ac h u n a z y w a ją „ k a le n ic ą “, a boczne, tró jk ą tn e ścian y
d a c h u „sz czy tem “. Gdzie w dom u je s t k o b ie ta w b ło g o s ła w io n y m
stanie, a w ia tr „w y rw ie dziurę w k a l e n i c y “ dachu, to znak, że
się ch ło p iec urodzi, a g d y „w yrw ie s z c z y t“, przyjdzie n a św iat
dziew czyna.
Z g o s p o d arzy , k tó r y m się o to rozchodzi, że nie m ają śród
dzieci chłopców , ale sam e dziew częta, śm ieją się d ru d z y i ra d zą
im : „Chcecie m ieć chłopca, to ow ińcie b a b ę s akiem , p o d t . . . k ,
włóżcie jej kijankę, sam i opaszcie się pow rósłem , p o d p ac h ę
weźcie w orek, a p o d p o d uszk ę włóżcie p a łk ę — to się w am c h ł o
piec u ro d z i“.
Nie dobrze je s t siać w ted y , g d y są
t. j. księży c i słońce.
d w a św ia tła n a n ieb ie;
-
142 -
K t o w y szedłszy z domu, z a p o m n ia ł sobie czegoś wziąć, n iech
się n ig d y nie w raca, b o g o s p o t k a p ew n ie jak ieś nieszczęście
w drodze, jeżeli wróci się po rzecz zapom nianą.
G d y sro k a skrzeczy n a płocie, p rz y b ę d ą g nście do do m u ;
jeżeli ta s ro k a m a d łu g i ogon, będzie gość w długiej kapocie.
Niedziela, poniedziałek, w to re k i c z w a rte k n a z y w a ją się m a
s n ý m i dniam i, bo w te dni w olno jeść m ięso ; g d y w te dn i
ro z p o c z y n a się siejbę, w szy stk o się udaje.
P r z e d k tó r y m dom em s o w a zahuczy, k to ś tam umrze.
G d y k o t d ra p ie p a z u ra m i po koszyczku, b ędz ie mróz.
K r ó l i k s k ac ząc y w skazuje, że będzie wiatr.
G d y słońce zachodzi p o d chm urę, zachodzi p r ę d k o ; jask ó łk i
n iz k o la ta ją ; sól się to p i — b ędz ie deszcz.
K o g u t p ie ją c y n a płocie, zw iastuje słotę, g d y pieje n a ziemi,
będzie p o g o d a. M ó w ią : K o g u t pieje n a grzędzie, J a k b y ło , ta k
będzie — A g d y n a ziemi, S p r a w a się odm ieni.
Szym o n Gonet.
Przyczynek de wierzeń ludowych.
W з zeszycie „ L u d u “ z r. 1896 u m ieścił p. A. S ie w iń sk i a r
t y k u ł p. t. „ W ie rz e n ia ludu o chow ańcu,. farm azonach , p łan etn ikac h , m iesięczn ikach i b ł ę d a c h 1) “. — A u t o r zaś „ D o d a tk ó w i d ro
b ia z g ó w lu d o z n a w c z y c h “ w 4 zeszycie, k ry ją c y się p o d literam i
L. M., n a str. 366 pisze: „D o str. 254. N a le ż a ło b y z e b rać co
w ie m y o p ła n e tn ik a c h . Czy lud w ierzy, że w czasie b u rz y p łan etn ik d źw ig a c h m u ry ? Czy je s t przesąd , że p ła n e tn ik i lu b ią słono
j e ś ć ? “ i t. d.
J) Str. 2 5 2 -2 5 6 .
—
143
—
Zbierając z a b o b o n y w Jać m ie rzu i P o s a d z ie jaćm ierskiej
(pow. sanocki), s p o tk a łe m się z te g o rodzaju w ierzeniam i: „K a ż d a m
cjrmure trz y m a sz tć re c h m ałych chłopów, zw an y ch „ p ła n e tn ik a m i“,
jeżeli utrzy m a jà m , je p og oda, jeżeli puszczam , deszcz. G d y się
ch m u ra wyleje, to lecàm w p o w ie trz u “. Czy lubią słono jeść, o tem
nie słyszałem . N a do w ód zaś, j a k n iebezp ieczną rzeczą je s t im
uchybić, op ow iadają, że raz p rz y je ch ał tu „ p ła n e tn ik “ n a siw ym
koniu, b a b a w y g n a ła go m ie tłą i b y ł a ulewa.
G d y m o w a o deszczu, p rz y ta cza m i inne z a b o b o n y tu te j
szych ludzi, ty czące się jego p rz epo w iada nia , b icia piorunów , g-as zenia o g n ia p o w stałeg o sk u tk ie m pioru nu, o g ra d z ie , tęczy, śniegu,
p rz e p o w ia d a n iu w iatru i t. p.
D eszcz lub słotę p rz e p o w ia d a ją z k r a k a n i a w ro n (tłuczenia),
„ k u m a n ia " żab w p rz y d ro ż n y c h fosach, ’ p a sie n ia się k u r (dłużej
niż zw ykle) w ieczór i la ta n ia ja s k ó łe k p o n a d ziemią.
T ęczę jasn ą zow ią „ w o d n istą“ i w różą słotę.
T ęc za pije wodę, podczas czeg'0 sły chać „ fo rk an ie“ — g d y b y
k to podszedł, to b y g o „ f o rk ła “.
,G d y dziecko „n ieo k rzcz o n e“ um rze, to p o siedm iu latach,
licząc od urodzenia, la ta w no cy i w o ła „k rz tu “- W t e d y kto to
słyszy, p o w in ien je ochrzcić sło w y :
Jeżeliś p an n a ,
N ie k ci b edz ie A n n a ;
Jeżeliś pàn,
N ie k ci bed zie Jàn,
cz'#iiąc przy tem znak k rz y ż a ś w ię te g ę w pow ietrzu. T a dusza
i „ k rz c z ą c y “ b e d à zbawieni. Jeżeli ta k ie g o dziecka n ich t nie
okrzci, to bijàm za niém p io ru n y . O gnia, p o w s ta łe g o z pioruna,
nie móż czém inném ugasić, jeno owczém mlékiem.'
G d y g r a d pad a , w y rz u cają n a o g ró d pociask, ło p a tę łub
p rz e ta k 2).
Z ac zerw ien ien ie n ie b a przy zachodzie sło ń ca uw ażają za w ró
żbę w iatru.
W ie r z ą , że są złe w iatry , k tó re m o g ą s prow a d zić chorobę.
D alej w ierzą w o tw iera n ie się nieba, podczas czego m ają
dusze doń wchodzić. C złow iek żyjący, o c o k o lw iek b y w te d y prosił
P . B o g a, z o stałb y w y słu c h a n y .
K o m e to m i in n y m zjaw iskom teg o rodzaju p rz y p is u ją w różbę
w o jn y lub pom oru.
2)
skiego.
Z tym zab o b o n e m s p o tk ałem się ta k ż e w W eso łej,
pow. brzozow
-
144 —
O p ie rw szy ch ś n ie g a c h m ów ią, że n a jp ie w je s t ptaszy, dalej
g ę s i i pastuszy, a wreszcie księży, teg o n ic h t nie zwycięży.
Z a b o b o n y w w igilię i sam o B oże N a rodzenie są tu
pujące :
n astę
W w igilię B o ż e g o N.; po w ieczerzy je kw ilą, w c h tó ry w p o
to k a c h i stu d n ia c h zam ia st w ody je wino.
W te n dzień, tak że po w ieczerzy, ch ło piec lub dziew czyna,
k tó ra m a p a ś ć k ro w y , zbiera łyżki, wiąże sianem , o b ie g a dom
trz y ra z y i k ład zie n a stole p o d o brus, n a to, a b y się jej b y d ło
w lecie nie ro z b ie g ało 3).
W sam zaś dzień B o żeg o N., p rz ed w sch o d e m słoń ca, m yją
się s re b rn ą m onetą, j a k b y m ydłem , a b y byli t a k zdrowi, j a k
pieniądz.
O złych d u c h a c h o p o w iad a ją :
G d y sk u tk ie m p rz e c ią g u p o w s ta n ie tu m a n kurzu, m ów ią, że
w nim d y a b e ł tańcuje, a g d y co cisnąć — porw ie.
O p ó łn o cy schodzą się n a d ro g a c h k rz y ż o w y c h złe duchy.
K t o b y w te d y tam poszoł, o z d a rłb y go i o d leciały. K a ż d y tàm
dró gą, c h tó rą przyszeł. A b y się od o zd arcia ochronić, trz e b a j e
d n ą s to p ę w ło ży ć do u p iecz o n eg o k o g u ta . G d y b y s to p a nie b y ła
c a ła s c h o w a n a w k o gucie, nic b y to nie pom ogło.
G d y zając p r z e b ie g n ie p o m ięd zy domy, w ró ż ą ogień. W r ó ż ą
g o również, g d y w yje pies, u lę g n ię ty w m arcu.
In n e w ierzenia,
czasu i jako ści, są:
k tó re nie
d ad z ą się u p o rz ąd k o w ać w e d łu g
U trz y m u je się tu p rzesąd, że k to zetnie
polnej g ra n ic y , d o sta n ie „ g o ś c a 11 (reum atyzm ).
bez, zw łaszcza n a
P ło m y k i, po w stając e na m o k ry c h g ru n ta c h , u w a żają za takie,
w k t ó r y c h się p rz e p a la ją pieniądze, k ie d y ś z a k o p a n e do ziemi.
G d y b y k to rzucił n a ta k i p ło m y k p a s lub p rzesk oczył, to w p ie rw
szym razie n a d łu g o ś ć ow e g o paska, w d ru g im n a w y sok ość czło
w iek a , m u s ia łb y w y b r a ć dół, a b y je w ydo stać.
3)
skiego.
Z tym zab ob on em s p o tk ałe m
się
ta k ż e w W esołej
pow.
b rzo zow
- 145 —
G dy k o g u t pieje o godz. g wieczór, k to ś błądzi.
W i e r z ą w p rz e b y w a n ie ja s k ó łe k (w zimie) p o d lodem.
Jeżeli k to zacznie wozić o b o rn ik w poniedziałek,
m iał urodzaju n a tem polu, aż in n y wywiezie.
P rz e b ie g n ię c ie zająca lub
w ró ż b ę złego.
ko ta
nie będzie
w p o p rz e k drogi, m ają za
G d y się s p o tk a k o b ie tę z p e łn e m i k o n e w k a m i w o d y — b ę
dzie szczęście, g d y z p ró żnem i — nieszczęście.
G d y się k to uczy i je, zje i pam ięć.
P o s ły s z a w s z y św ist z niezn a n eg o powodu, mówią, że „dusza
p is z c z y “.
W is ie la k a , k tó ry zawiesił się w dom u lub w stodole, dla unik n ie n ia nieszczęścia, k tó re m a sprow adzić te n w yp a d ek , n ależy
w y n ie ś ć dziurą, w y g r z e b a n ą p o p o d próg. O burzają się, g d y r o
dzina w niesie ciało w is ie la k a przez p r ó g do izby, w różąc 7 lat
gradu. N ale ży go cho w ać tw a r z ą do ziemi.
W i e r z ą tak że w uroki, k tó re w e d łu g ich m n iem an ia m o g ą
poch odzić z w iatru , od m ężczyzny lub ko b iety . A b y zdjąć uroki,
n a b ierają do sk o p ca (do in n eg o n ac zy n ia nie można) w ody,
w miejscu, gdzie się trz y po toki lub rz ek i schodzą. N a s tę
pn ie t łu k ą k am ień , w zięty ze z w a r k i 4), u k ła d a ją zeń trzy k ó p k i
po 5 k a w a łk ó w . G d y b y się k a m ie ń ro z p ad ł n a więcej części niż
15, resztę odrzucają. T eraz w rz u c a ją k ó p k i kolejno do w o d y
w sk o p c u : g d y p ierw sza „ z a k ip i“, u ro k poch odzi od w iatru, drug a,
od mężczyzny, a jeżeli trzecia, u ro k pochodzi od ko b iety . Dalej,
m ający uroki, zm y w a w o dą ze s k o p c a tw arz, rę ce i no g i trzy
razy, tyleż ra z y popija w odę ze sk o p c a i trz y ra zy w e ń tę wodę
spluw a. P o te m o b ciera się k tó r ą k o lw ie k częścią odzieży, ale nie
4)
W y so k i c eb er na tr z e c h n cg ach, a służący do p ra n ia bielizny zap o m o cą wody, popiołu i ro z g rz a n y c h ko rzeni. Gdzieindziej zowią „ p o le w a n k ą “ .
10
wolno, ty lk o lew ą s tro n ą A b y zaś k to in n y ty c h u ro k ó w nie d o
s ta ł — ty lk o „ w ro n a zjadła ze s ł o m ą “ — w y le w a ją tę wodę n a
strzechę, a u w o ln io n y u c ie k a do izby, nie o g ląd ają c się poza siebie.
W razie „ z a k ip ie n ia “ w szystk ich trze ch k o p ek , d o tk n ię ty
u ro k a m i musi się trz y ra z y o b m y w a ć i ty leż ra zy pop ijać i s p lu
wać, g d y ż po ch o d z ą od trzech, t. j. w iatru, m ężczyzny i k obiety.
C iekaw em jest tłu m a cze nie tutejszy ch ludzi pzoornej tw a r z y
księżyca, g ło s u ch ruściela i przep iórk i. Co do p ierw szeg o o p o
w ia d a ją : Sw. J e r z y b ę d ą c ciek a w y m , co grzmi, w yszedł n a w y
s o k ą górę, a g d y zagrzm iało, u c iek ł ze s tra c h u n a księżyc, gd zie
d o tąd p rz e b y w a . Ś w ia d e c tw e m teg o m ają b y ć oczy i nos, w idziane
n a księżycu.
D ru g ie : R a z ch ru ściel s p rz e d a w a ł p rz e p ió rc e ko rale, ch c ia ł
za nie 6 re ńsk ich , o n a d a w a ła pięć ; d lateg o chruściel w o ła sześć,
sześć ■
— a p rz e p ió rk a pięć, pięć.
L . MagierowsM,
Bajka o Wojtku.
A le bo też te żydy dad z ą się k aż d em u cz łow iekow i we znaki,
czy w e wsi, czy w mieście. S ie d z ą po k a rczm ac h , nic nie robią,
ty lk o ch ło p ó w do w ó d k i nam aw iają, inn i za łażą B ó g wie sk ąd
do wsi, chod zą po c h a łu p a c h i szachrują od p oczciw ych ludzi to
zboże, to k ła k i, to k u ry , a czasem n a w e t i c h a łu p ę z g ru n tem ,
0 w te d y to już źle. A co ich po m iastach, aż czarno. T a m to d o
p ie ro ludzi cy g a n ią , a czasem i chło pa obiją, a ta k ie to b e s ty e
n a trę tn e , że wszędzie ich pełno, n a w e t po p a ń s k ic h d w orach,
gdzie s a m y c h p a n ó w szachrują.
J e s t p rzecież je d n o m iasto w n aszym po lsk im kraju, gdzie
żydów c a łk ie m n ie m a i nie będzie. M iasto to leży h en d aleko, aż
za K r a k o w e m n a d w ie lk ą rzeką. B y ło to bardzo dawno, j a k rozposiedli się żydy w tem mieście, z a b ra li w s zy stk ie d o m y i ty lk o
je d n a p o z o s ta ła c h a łu p a , w której m ie s z k a ł W o j t e k ze żoną
1 cz w o rgiem dzieci. I je g o chcieli żydzi z ch a łu p y w y żenić, ale
ra b in im z a k a z a ł z tej prostej prz y czy n y , iż nie b y ł o b y k o m u
w szabas żydom w p iecu rozpalić, lub św ieczkę zgasić, czasem
za h a m a n a posłu żyć, lub żyd om w o d ę wozić. M iał W o j t e k konia,
i z p o cz ątk u żydom w o d ę woził, ale i teg o żydzi od n ieg o wy-
-
147 —
^ z a c h ro w a li; m u siał więc w odę n a ko ro m esłac h nosić, a W o j t k o w a
żydom ch u sty p ra ła .
Lecz W o jtk o w i by ło już tego za wiele, p rz em y śli w a ł więc,
j a k b y to sobie swój los po p ra w ić. P e w n e g o razu zro bił on kop y s tk ę , to je s t ta k i p łask i d r ą ż e k do m ieszan ia lemieszki, i cze
k a ł sob o ty , a b y ło to w zimie. B a b ie k a z a ł u g o to w a ć p e łn y g a r
n e k pszonianej k a s z y (jagłyj, . a sam p a trz a ł w okno, czy żydy
nie id ą Ź yd y ty m cza sem czek ają i nie m o g ą się W o j t k a docze
kać, w chacie u nich zimno, w o d y nie mają, a tu W o j t k a ja k
nie widać, ta k nie w id ać ; idą te d y po niego. W o j t e k z d aleka
ich spostrzegi, k az ał zaraz b a b ie o g ień zagasić, a sam p o rw a ł
g a r n e k z kaszą, w y n ió sł go w śn ieg i nuż k o p y s t k ą obracać,
a k asz a bulk, bulk. M usicie przecież wiedzieć o tem, że pszoniana
k asza trz y m a b a rd zo g o rą c o i d łu g o trz e b a na nią dm uchać, ab y
sobie g ę b y nie sparzyć. Ź y d y je d n a k niczego nie zm iarkowali,
ty lk o zaciek aw ieni p y t a j ą : „Co t y W o j t k u r o b is z ? “ „K aszę g o
tu j ę “, odpow iedział. „Gdzie, tu w ś n ieg u bez o g n ia ?“. A tak, m am
ta k i kij, że j a k nim obrócę, k a s z a się gotuje, nie b ę d ę już teraz
p o trz e b o w a ł drzew a k u p o w a ć “. I zaczął k o p y s tk ą ruszać, a k asz a
zn ow u : bulk, bulk. „Ot i już g'otowa“.
Zadziwieni żydzi oczom swoim nie wierzyli, je d e n z n ich r u
szył k o p y s tk ą , a k asz a się gotow ała. N a w e t jedli tę kaszę, choć
to b y ł a trefna. B ardzo im się ten kij p o do bał, chcieli go więc
kupić, ale W o j t e k za ś p ie w a ł im aż sto re ń s k ic h i nic nie chciał
spuścić, Ż yd y radzi, czy nie radzi zapłacili i k o p y s tk ę z w ielk ą
rad o ścią do dom u przynieśli. P rz y s z ła znów sobota, żydy nalali
do g a r n k a wody, n ak ru szy li ry b y , soli, pieprzu, w ynieśli g a r n e k
n a d w ó r i zaczęli w nim kijem ruszać i kręcić, lecz w od a niety lk o zakipieć nie chciała, ale i zam arzła. Obrócili te d y kij na
d r u g ą stronę, kręcili w p ra w o i w lewo, lecz nic nie pom ogło.
Z aw sty dzeni, że nie um ieją kręcić, id ą do W o j t k a z k o p y s tk ą .
W o j t e k ty m c z a se m zrobił sobie sanie, w y laz ł n a g ó rę i cze
kał. G d y ży d y b y li już n ied aleko , w lazł na sanie, p o p c h n ą ł n o g ą
i z sz a lo n y m pęd e m zjechał z g'óry prosto m ięd zy żydów i tu się
z a trzy m ał. Ź y d y jeszcze w te d y nie znali, co to sanie, a n a w e t
przez m yśl im nie przeszło, iż m ożna jech a ć wozem bez kół. Za
częli z radości p o d sk ak iw a ć, a prosić, b y im pozw olił siadać
i je c h a ć n a ty m wozie bez kół. W o j t e k te d y w y p ro w a d z ił ich na
górę, p o w s a d z a ł n a sanie, a sa m u siadłszy w tyle, n o g ą je p o
p c h n ą ł. S an ie rozp ęd ziły się i w m ig z g ó ry n a dół ze żyd am i
zjechały, a ż y d y z wielkiej radości w y k rz y k iw a li ty lk o : „Hif, hif,
aj, waj !“ O k o p y s tc e zapomnieli, a może w stydzili się przyznać,
— 148 —
iż nie um ieli k rę cić i zaczęli dobijać t a r g u o sanie. A le W o j t e k
nie w ciemię b ity , odrz ek ł: „A lboż to ja głupi, żeb ym m ia ł t a k
p o trz e b n ą mi rzecz sprzedaw ać, ja teraz nie p o trz e b u ję już koni
trzym ać, ale nałożę sobie to w a r ó w ile zechcę i po jadę, g d zie mi
się pod oba, a zarob ię lepiej, niż dziesięciu fu rm a n ó w r a z e m “. M ow a
ta tem bardziej żydom w g ło w ę zajechała. D a w a li W o jtk o w i za
sanie lo o zł., ten nie, d aw ali 150 zł., ten n ie — aż nareszcie
z w ielkim ta rg ie m za 200 zł. san ie te im odstąpił. N a d ru g i dzieii
ra n o m ieli ży d y jech a ć z to w a r a m i do B erdyczow a. N ałoży li p ełno
s k rz y ń i w orów , sam i p o siad ali n a w ierzch i wio ! ale sanie ani
d rgn ę ły. Zaczęli c m o k a ć i ruszać tyłk am i, p o p y ch a ć, a sanie ani
rusz. I d ą do W o jtk a po radę.
A l e W o j t e k z ła p a ł srokę, p rz y w ią z a ł n a szn u rk u i pędzi
p rz ed sobą. Żydzi, j a k to je s t ich zw yczajem , nie chcieli odrazu
m ów ić W o j t k o w i o saniach, ale z a p y ta li: „Co ty masz W o j t k u “ ?
„To je s t k u p c o w a , g d y b y ś j ą m iał w sklepie, te d y przez je d n ą
n oc w y p rz e d a ła b y w a m w szy stk ie to w ary , a s a m ib y ście m ogli
sp ać s p o k o jn ie “. „ H e rste k u p c o w a ! ona b y się n am przyd ała,
niera z i r o k leżą to w a r y u n a s n a składzie, nim je k to kupi, a t u
przez noc m o żnab y in tere s zrobić. W o jte k , ile chcesz za tę k u p
c o w e ? “. „Sto r e ń s k ic h “. Ż yd y zaczęli się t a rg o w a ć , lecz g d y W oj
t e k nie chc ia ł spuścić, p o m iark o w a li, że t r u d n a z nim spra w a,
zapłacili więc, ile chciał. P rz y n ie ś li sro k ę do sklepu, posadzili na
stole, p o o tw ie ra li szuflady, dali jej w s zy stk ie to w ary , a p o tem o d
chodząc, pow iedzieli jej b ardzo grz ecz n ie : „ D o b ra n o c p a n i k u p
c o w a “ i poszli, spać. W o jte k ty m czasem p o b ie g ł za m iasto, tam
z w o ła ł ty c h c ie k a w y c h ludzi, co to k u p u ją bez pien ięd zy, a zna j
dują to, czego n i k t nie zg u b ił i pow iedział im, gdzie to tan im k o
sztem m o g ą przyjść do m ajątku. P rz y sz li k u p cy , rozkupili ze
s k le p u w szy stk ie to w a ry , przeszuk ali szuflady, czy p rz y p a d k ie m
jeszcze czego nie zostało, uciekli, a zostaw ili tylk o srokę, o d w ią
za w szy jej w p rz ó d s zn u rek u nogi.
R a n o p rz y c h o d z ą ż y d y , p a t r z ą , w szy stk o ro z p rz e d a n e !
„ A dzień d o b ry ! p an i k u p co w a, ja k to p a n i ślicznie s p r z e d a ł a “.
Id ą do szuflady, a tu z p ie n ię d z y ani .śladu. „Co to j e s t ? gdzie
p ie n ią d z e ? “, wrzasnęli. S r o k a ty m cza sem przez o tw a rte drzwi
fu rr ! poleciała, szczęśliwa, że jej się u d a ło ta k zręcznie uciec
z po m ięd zy rozjuszonych żydów . — „A to ten W o j t e k drab, to
on n a s t a k w y k iw a ł, ch od ź m y do n iego o d e b ra ć co nasze, a to
m y d u rn e żydy, że się d a m y ta k ie m u W o jtk o w i za nos w o d z ić !“
i w szyscy h u rm em poszli k u d om ostw u W o jtk a .
-
149 —
— A cóż W o jte k ? U m a rł. Nie b yło innej rady, bo b y lib y
'■go uśm iercili żydy, m usiał więc sam d o b row olnie u m rzeć. N a d
chodzą ż y dy z pospiechem , chcąc w yw lec W o j t k a z ch a łu p y ,
patrzą, a on leży w trum nie, o b o k św iecą się w o sk o w e świece,
n a d g ło w ą obraz, a sam W o jte k leży nieruchom o, blady, ręce ma
złożone i ani drg n ie. W o jtk o w a płacze, łam ie ręce i zawodzi :
„Mój m iły W o jtalu , cóż ja b ęd ę s a m a na świecie bez ciebie ro
biła, co ja pocznę z ty m i m y m i m ały m i p ę d r a k a m i ? “ A potem
w ró ciw szy się do żydów, w rz a s n ę ła : „A to w y hu ltaje! wy sza
chruje, to w y jem u k o ń c a dojechali, o ja nieszczęśliwa !“. Dzieci
ty m cza sem siedzą w k ącie i p łacz ą rz ew n em i łzam i : „Tatu , nasz
t a t u “! Lecz jak oś nie b a rd zo k a p a ły im łz y z oczu, spostrzegała to
W o j t k o w a , p rzy sk o czy ła do nich a chcąc ich n ib y utulić,
ob cierała im łzy szm atką, a n ikt nie wiedział, iż w szm atce
b y ł a n a k r a j a n a cebula. C ebulą tą n a c ie ra ła W o j t k o w a oczy dzie
ciom, b y lepiej p ła k a ły . Ż yd y nie p o m ia rk o w a li tego, gdyż k a ż d y
z nich śm ierdział, stali jak iś czas p o sęp nie i cicho, a p o tem p rz y
p o m n iaw szy sobie, poco przyszli, rzek li razem : „D obrze ci ta k
W o j t e k “. A sp lu n ą w sz y i n a p rz e k lin a w s z y się, chcieli wyjść
z domu. W tem W o jtk o w a ra p te m z a w o ła ła : „Aj, aj, mój n ie b o
szczyk W o jtu ś m ówił, że m a w kom orze ta k i w ałek, że jak nim
u m a rłe g o d o tk n ąć, zaraz w stan ie i będzie c h o d z ił“. Ż ydy z a tr z y
m ali się i czekali, co z te g o będzie, p rzecież j a k k to raz umrze,
już nie w stanie, p ew n ie W o j t k o w a ze żalu z w ary o w a ła . W o jtk o w a
ty m cza sem p ob ieg ła do ko m o ry, nuż s zuk a ć i p rz ew ra cać w szystko,
aż nareszcie po dłu g iem szu kaniu znalazła w jak iejś starej s k rz y n i
w ałek , u w in ię ty s ta ra n n ie w płó tno . Ż ydy p a trz ą i czekają końca.
„ J e s t “, k rz y k n ie u ra d o w a n a W o jtk o w a . W b i e g a do izby, a za
nią żydy, p rz y s tą p iła do tru m n y i lek k o w a łk ie m u d e rz y ła W o j t k a
po pięcie. Zrobiło się t a k cicho, ja k b y m a k ie m siał, g d y b y n a w e t
m u ch a l a ta ła po izbie, b y ł o b y ją słych ać. W s z y s c y o d d e c h za
p arli i p atrzali zdziwieni. W o j t e k je d n a k ani d rg n ą ł. D r u g i raz
go uderzyła, W o j t e k leży. Lecz g d y po raz trzeci u d erzy ła g'0
w a łk iem nieco silniej, W o j t e k oczy o tw o rz y ł n ib y ze snu g ł ę
bok o, p o p a trz a ł z p rzera żen iem n a zapalone świece, tru m n ę, p ł a
czącą żonę i dzieci i n a żydów. J a k nie k rz y k n ie : „a j a g d z ie ? “
i w y sk o cz y ł z tru m n y . „ W o jtu s iu ! d rog i W o j t u s i u “, w o ła żona.
„ T a tu !“ w o łają dzieci, a żydzi z wielkiej radości m ało c h a ty nie
przew rócili i w rz a s k ie m swoim w szystkich zagłuszyli. „W o jtek ,
W o j t e k ! ty już b y ł um arł, a żyjesz ?“ Zaś n ie k tó rz y z nich p a
trzali b o k iem n a wałek. W o j t k o w a to spostrzegła, za w in ęła w ałek
s ta ra n n ie w płótno, sc h o w a ła do sk rz y n i i z a m k n ę ła n a klucz.
-
150
-
Oj to musi b y ć b ardzo w artościo w y ten w ałek, k ied y g-о ta k
W o j t k o w a chowTa, pom yśleli sobie. G d y W o j t e k o d s a p n ą ł i p o
żyw ił się nieco, opow iedzieli m u żydy, ja k on to b y ł u m a r ł i j a k
oni go żałow ali, n ak o n ie c prosili o po k az an ie cu d o w n eg o w ałka,
chcąc g-о kupić. Ade W o j t e k n a w e t m ów ić sobie o tem n ie d ał
i żydzi z niczem poszli do domu. W ie c z o r e m mieli naradę, c o by
m u dać za te n n ie o c e n io n y w ałek, co życie p rz y w ra c a . P rz y s z li
rano do W o j t k a i m ów ią : „Nasz k o c h a n y p a n ie W o jc ie c h u (już
mu nie tykali), sprzedajcie n am ten w a łe k , m y w a m dobrze za to
zapłacim y, b ędz ie on n a s z y m w s p ó ln y m m ajątkiem , a g d y k tóry ,
czy z nas, czy w y um rzecie, b ędziem y g o w s k rz e sz a li“. D a ł się
w reszcie do tego W o j t e k n am ó w ić i sp rz e d a ł w a łe k coś za k ilk a
ty sięcy reńskich. W z ią w s z y pieniądze, c h c ia ł W o jtek w yn ieść się
cichaczem z m iasta, lecz stało się c a łk ie m inaczej.
J a k o ś w ty m czasie u m a rła w sto lic y k ró le w s k a córka. D o
wiedzieli się o te m żydy, a chcąc się królow i p rz y p o d o b ać, b y
im d ał now e p ra w a, lub zw olnił od p o d a tk ó w , w y b ra li n a p r ę d c e
d w u n a stu n ajm ąd rzejszy ch i n a jb o g a ts z y c h żydów do króla. Ci
w z iąw szy ze sobą w ałek, ruszyli w dro g ę . N a d w ieczorem b yli
już w stolicy. P rz y p u sz czo n o ich do stóp k ró le w s k ic h i k ró l za
p y ta ł, czego sobie życzą. Ź y d y mówią, iż um ieją t a k ą sztukę, że
k ró le w n ą do życia p rz y p ro w ad z ą, ty lk o niech im k ró l pozw oli
ją o g lą d n ą ć i zostaw ić ich s a m y c h razem z nieboszczk ą. N a t u
ra ln ie k ró l n a ty c h m ia s t ucz y n ił ich wolę), bo c ó rk ę koch ał, j a k
ojciec. Ż y d y p rz y s tą p ili do tru m n y i le k k o k ró le w n ę w a łk iem
p o pięcie ud erzyli : pac, pac, pac, lecz k r ó le w n a nie ru s z a ła się.
T e d y in n y żyd m ó w i: „To trz e b a mocniej u d e r z y ć “. B iją mocniej,
lecz k ró le w n a leży. J a k o ś in n y żyd już zn iecierpliw iony w o ła :
„To je s t c ó r k a k róla, g ło w y kraju, należy ją bić w g łow ę, nie
w n o g i “ — p o rw a ł za w ałek i k ró le w n ę p o g ło w ie : hop, hop,
hop. K ró le w n a leży. Ż y d y w pa dli w rozpacz, bili ją coraz lepiej
po całem ciele, lecz d arem n ie. P o s ia d a li p o te m po k ą ta c h , rw ali
pejsy, oczekując co to będzie. W tem weszli dworzanie, a z o b a
czyw szy zbitą k ró le w n ę , ro z g n ie w a li się b ardzo i p rz y p ro w a d z ili
ży dó w do k róla. T e n usłyszaw szy, co się stało, k a z a ł ich n a t y c h
m ia s t potopić.
W ia d o m o ś ć o losie żydów , w y s ła n y c h do stolicy, doszła
w n e t do m iasteczka. Zaw rzeli ż yd y o g ro m n y m g n ie w e m i w pad li
niesp o d zia n ie do W o jtk a . B y ło to jeszcze p rz e d w schodem słońca,
W o j t e k sp ał j a k z a b ity i o niczem nie w iedział, co zaszło, bo
byłb}^ zaw czasu u c ie k ł; d ał się więc złapać. G d y go ż y dy s c h w y
cili. w łożyli do o g ro m n e g o w o ra i związali w ór mocno, b y im
-
151
-
W o j t e k nie uciekł, p otem w łożyli n a furę i prosto do rzeki, b y
^.o razem z w orkiem utopić. B ie d n y W o j t e k już n aw et nic nie
m ówił, bo wiedział, że to nie pomoże, m odlił się ty lk o po cichu.
G d y stanęli n a d m ostem , ch cieli go zaraz wrzucić, ale jed en żyd
m ó w i: „On n a m nie ucieknie, zostaw m y go tu, a sam i chodźm y
się p om odlić i p o m y ć ręce, bo to nie w y p a d a t a k o d ra z a t o p i ć “ .
W tem słyszy, iż ktoś jedzie do m iasta, duch w n ieg o w stąp ił.
B y ł to n a jb o g a ts z y żyd w mieście, a szachraj w ielki, w y k u p y w a ł
on od chłopów p o la za b y le co, a p otem puszczał ch ło p ó w z t o r
b a m i Zyd ten j e d n a k o niczem nie wiedział, co tu się stało. Zdzi
w ion y s ta n ą ł ko ło w o rk a i p y t a : „Co to j e s t ? “ A W o j t e k z w o rk a
m ó w i. „O t p o g łu p ie li żydzi, chc ą mie zrobić sw oim k rólem , ale
ja b ie d n y nie u m iem ani czytać, ani pisać, ja k i b y ł b y ze m nie
król, ale oni nie p y ta ją c na to, związali m nie do w o rk a i p o w i e
dzieli, że t a k długo b ęd ę tu siedział, d o pók i nie zechcę b y ć k r ó
l e m “. „Jaki t y głupi, mój W o jtk u , wiesz co, j a ciebie wypuszczę,
weź sobie mój wóz i k o n ie, a sam wlezę do w o rk a , przecież mnie
lepiej w y p a d a b y ć ż y d o w sk im k rólem , niżeli t o b i e “. T o m ówiąc,
ro zw iązał wór, w y p u ścił W o jtk a , sam wlazł do wora. W o j t e k
cz em prędz ej zw iązał go m ocno, siadł n a b ry c z k ę , zaciął konie
i p o jech a ł w św iat za oczy.
W r a c a ją żydy, a b o gac z z w o r k a m ó w i: „Nu, nu, ja już
b ę d ę w a sz y m k r ó l e m “. Lecz ż y d y b o jąc się, b y ich W o j t e k nie
oszukał, rzucili go czemprędzej do w ody, m ów iąc : „Idź tam , k r ó
luj r y b o m “. W ó r ty lk o c h lu p n ął do w o d y i już go nie było, zaś
żydzi w rócili u ra d o w a n i, że się p o zb y li ta k ciężkiego w roga, do
domu.
W o j t e k tym czasem pojechał do d alek ie g o m ia s ta n a jarm a rk ,
s p rz e d a ł konie, s p rz e d a ł wóz, p ien ięd z y z e b rał h u k i z a k u p ił całe
stad o ow iec i b a ra n ó w . Z c a łą tą trz o d ą w ra c a ł do domu. j a k
najspokojniej zbliżał się do m ostu. Zobaczyli żydzi z d a le k a k u
rz a w ę i myśleli, że to ja k i h a n d la rz p ro w a d z i do n ich b a r a n y
n a sprzedaż.
Czując d o b ry in tere s, w yszli naprzeciw , patrzą...
a to W o j t e k ! „A to co, W o jte k , m y ciebie utopili, a ty już tu?
„Ot co g łu p ie żydy, w y myśleli, że mi dokuczycie, rzucając
mnie do w ody, a patrzcie, co ja m a m “ i p o k az ał im swoje b a
ra n y . „ K tó ż ci d a ł te b a r a n y ? p y ta ją żydy. „ Ja je kupiłem . T a m
n a dole w e w odzie m ieszk a b o g a t a p a n i; g d y ście m nie utopili,
posze dłe m p ro sto do niej i s p rz e d a ła mi te b a r a n y po g-rejcarze,
b y łb y m jeszcze k ilk a ty sięcy ty c h b a r a n ó w nakupił, ale nie m ia
łem pieniędzy, — p ro siła m nie j e d n a k ta pani, by m jej k u p c ó w
n a s trę c z y ł“. „A czy tam n a p r a w d ę tyle b a r a n ó w “ ? p y t a j ą żydy.
-
152
—
„O t patrzcie do w ody, co ich tam j e s t “. A to b a r a n y W o jtk o w e
o db ijały się w e wodzie, żydy myśleli, że to p ra w d ziw e. Zaczęli
te d y j e d e n po d ru g im s k a k a ć do w ody, a że żaden z nich nie
um iał p ły w a ć , zaczęli się topić. A w iecie przecież, że k to się
topi, to rę k a m i ro b i i bije po wodzie, bo się chce ra to w a ć . W o j
t e k widząc to, z a w o ła ł: „P atrzcie, ja k oni was w o ła ją “. T e d y oni
w s z y s c y h u rm e m j a k ż a b y zaczęli s k a k a ć do w o d y i w y to p ili się
h e t do jedneg-o, a W o j t e k z ow cam i szczęśliwie wrócił do domu.
O d teg o czasu omijają żydzi to m iasto, j a k b y b y ło zapow ietrzone,
bo ją się bow iem , b y im znow u ja k i W o j t e k k o ń c a nie dpjechał.
A n to n i Siewiński.
@p@wSiip)iè @ dfifblte«
P rz y to c z o n e o p o w ia d a n ie sły szałem od żołnierza, b ę d ą c z nim
pew nej n ocy n a w a rcie (podczas mojej służby wojskowej). Żoł
nierz ten poch od ził z okolic B rz e ż a n i spędził życie swe na s ł u
żbie po g o sp odarzach.
P o d cza s służby u p e w n e g o b o g ac za za u w a ż y ł on, że g o s p o
darz jeg-o.m a d y ab ła. G o sp o d arz zw y k le p ił ca ły dzień w k a r
czmie, nic nie robił, a dobrze m u się wiodło. D y a b e ł ów m iał
p o stać c z arn e g o kota, siedział n a stry c h u koło kom in a, a g o
s p o d y n i d a w a ła m u k a ż d e g o r a n k a niesolone mleko.
G o sp o d y n i b y ł a u cz ciw ą k o b ie tą i m ężow i w y rz u ty cz y n iła
z powodu, że pije i z d y a b łe m trzym a, on j e d n a k n a s w ą żonę
b u rc zał i ch m u rz y ł się.
R a z , b y ło to w je sien i, po całod ziennem m łó cen iu pszenicy,
p o m y ś la ł sobie p a r o b e k , że d o b rz e b y by ło s k ra ść tro ch ę pszenicy,
sp rz ed ać i zabaw ić się za to, zwłaszcza, iż niejeden mu tę u w a g ę
już robił. N a b r a ł w ięc pszen icy do w o rk a i w y s z e d ł ze sto d o ły
n a chw ilkę, a b y ło już ciemno. G d y w rócił, a b y z a b rać w o re k
z pszenicą, sko czy ł z g ó r y n a w o re k cz arn y ko t i rz e k ł „ne r u s z “ !
P a r o b k o w i w ło sy się najeżyły i nie inógł przem ó w ić — w y d o s ta ł
się ja k o ś ze stodoły, z a m k n ą ł i ta k i w y s tra s z o n y w szedł do izby.
G o s p o d y n i p o s ta w iła p rz e d nim m iskę z piero gam i, lecz z a u w a
żyła, że s m utn y, p y t a 'a więc, c o b y m u się stało, on j e d n a k nie
ch ciał się p rz yzn ać , co zaszło i wziął się do jedzenia.
W k r ó t c e w szed ł g o sp o d arz, b y ł p o d p ity i spojrzaw szy c h m u r
nie n a p a r o b k a , z a w o łał go n a d w ó r i k a z a ł iść ze so b ą do s t o
doły. P rzyszli, zaświecili, a k o t cz a rn y n a w o rk u siedzi.
-
153 -
G ospodarz w te d y (jak o pow iadający mówił) w sp osó b p o
w ażny a groźny zbu rczał p a r o b k a , w y p o w ie d z ia ł, mu służbę i za
p a rę dni w y p łac iw szy zasłu ż o n ą należytość i d a w sz y też należną
bieliznę, k a z a ł m u iść ze służby z tem zastrzeżen iem , a b y p sze
nicę, k tó r ą m iał zam iar skraść, z a b ra ł sobie, co tenże uczynił,
i zaniósł pszenicę do sw eg o Znajomego diaka. W k r ó tc e , mówi,
w y s ta ra łe m się o służbę u g o s p o d arza na drugiej wsi.
R a z u p e w n e g o j a d ę z •g o sp o d arzem na ja rm a rk , ro z m a w iam y
po drodze, ja o p o w ia d a m m u o sw oim p o p rz ed n im gospod arzu ,
dojeżdżam y do m ia s ta i po drodze z d y b u jem y m oją p o przedn ią
g o s p o d y n ię, j a d ą c ą też n a jarm a rk . U cie szy ła się,gd y mię ujrzała,
poczem poszliśm y w trójkę do szynku. T u zaczęliśm y zaraz m ó
w ić o ty m cz arn y m k o c ie
g o s p o d y n i za czę ła n a rz e k a ć na swój
los i n a męża, co z d y a b łe m trzym a.
N a to mój n o w y g o sp o d a rz p o d a ł jej radę, ażeby m leko koto w i posoliła — a w ten sposób k o t a się pozbędzie.
R o z je c h a liś m y się, a z d y b a w s z y się znow u w k ró tc e w m ie
ście, p ow ied z ia ła nam , że soliła m leko k ilk a razy, mąż ją bił za
to i zginęło im k ilk a sztuk b y d ł a i konie. K o t soloneg'o m lek a
jeść nie chciał,
Mój n o w y g o sp o d a rz p o m y ś la ł i rzecze do g o sp o d y n i : Zbliża
się teraz J o rd a n , więc weźcie n aczyn ie i s tań cie sobie n a J o rd a n
u w ró t k o ło sw eg o domu. G dy ludzie b ę d ą ze św ięconą wodą
w racać, niech w am 9 osób naleje do w aszeg o nac zy n ia po trochę
w ody, n a stę p n ie zaś weźcie diak a, niech w dzień J o rd a n u (po n a
bożeństw ie) p o m ieszk a n ie wasze i całe obejście dobrze tą wodą
św ięc o n ą w yk ropi.
P o te m rozjechaliśm y się.
N adszedł Jordan, a ja na to św ięto w róciłem do swojej wsi
do k re w n y c h . W y s z liś m y z cerkw i, ja idę koło m ieszkania m ego
d a w n e g o g o s p o d a rz a i słyszę, że coś b a rd z o k rz y czy „pecze, pecz e “. Ludzie zaczęli się schodzić n a ten k rz y k i b y ło nas tam
dość takich, cośm y ten k rz y k „ p e cze“ słyszeli. K r z y k w y d a w a ł
■dy ab e ł, dlatego, że diak w y k ra p ia ł dom z obejściem w o d ą ś w ię
coną. N a reszc ie k r z y k ten p rzenió sł się n a d w ó r i widzieliśm y,
j a k w rogu, g dzie się dw a płoty schodzą n a ogrodzie, b u c h n ą ł
z k rz a k a b z in y ogień, a n a s tę p n ie zaśm ierdziała sm oła. K r z y k
ustał, ty lk o k r z a k bziny b y ł troch ę osm olony. Mój g osp o d arz
daw ny , w y s p o w ia d a ł się, pro sił m ię do s ieb ie i rzekł, że w y b a
w iłem jeg'o duszę z m o cy dy abła.
On b y ł się d y a b łu na 25 la t zapisał, po k t ó ry m czasie m iał
go do p ie k ła zabrać. Jeszcze ro k, a ju ż b y go d y a b e ł zabrał.
G o sp o d arz ów ch c ia ł mię za s y n a p rz y ją ć i g o s p o d a rstw o
swoje zapisać, lecz j a nie chciałem .
S ta ra łe m się d o w ie d z ie ć , o ile o p o w ia d a ją c y z m y śla , lu b o p o w ieść
sw ą n a p ew no zn a d o b rz e , z a d a w a łe m ró ż n e p y ta n ia , o p o w ia d a ją c y p r z y
s ię g a ł się, że to, co m ó w ił, je m u c a łk ie m p e w n ie się w y d a rz y ło i w ie lu
lu d z i o te m p o św ia d c z y ć m oże, — p o n ie w a ż z n im ra z e m sły sz e li k r z y k
„p ecze, p e c z e “ ,
,,
ó ■? • 7 •
”r
’ r
Ľ r on. bw idm clu.
S t r Z 3 7 ’g ' O n . i e L u d nasz przez wyraz, „ s trz y g o ń “ rozum ie d u c h a ludzkiego,
k t ó r y po wyjściu z ciała plącze się p o św iecie i n iepo koi żyją
cych. Czy co złego cz yn ią ży jącym strzy go nie, pow iedzieć nie
m ogę, a rów nież nie wiem. czy „ s tr z y g o ń “ a „ s t r z y g a “ są i d e n
ty c z n e g o znaczenia. O s trz y g o n ia c h s ły szałem w S p y tk o w ic a c h
p o d Zatorem , tudzież w T a r g a n ic a c h i S u łk o w ic a c h k oło A n
d ry ch ow a.
W S p y tk o w ic a c h t a k b y ło :
„U k arc z m a rz a B o r g e n ic h ta p r a c o w a ł codziennie p ew ie n
chłop, k t ó r y zm a rł nagle. Zajęciem teg'o ch ło p a by ło z a m ia ta n ie
izby szynkow nej, noszenie wody, rą b a n ie drew i in n a d robna,
dom ow a o b sługa. U siebie w ch a łu p ie p ra c o w a ł on dop iero po
p o w ro c ie z k a r c z m y i zw yk le zajęty b y ł ro b ien ie m sieczki dla
b y d ła, co w y k o n y w a ł n a stry ch u . P o jeg o nagłej śm ierci, k u
w ielk iem u zdziw ieniu k arczm arza, ktoś w n ocy zam iata izbę,
d rw a rąbie, wodę nosi, a po p ó łn o c y p rz e sta je p ra co w ać . W dom u
ró w nież k u w ielk iem u p rz e ra żen iu pozostałej w d o w y , k to ś rżnie
sieczkę n a strych u, schodzi n a dół, idzie do stajn i i z a k ła d a k r o
w om słom ę w jaślach.
H is to r y a ta p o w ta rz a się re g u la rn ie w n o c y do p ó łn o cy
przez p rz eciąg jed n e g o m iesiąca. D o m y s ł jest n atu ralnie, że chłop
z m a rły je s t „ s trz y g o n ie m “, chodzi po no cy i w yk onu je te prace,
k tó re z w y k ł b y ł za życia w y k o n y w a ć .
Żyd i żona zm arłeg o, zak ło p o ta n i, udali się z tą s p ra w ą do
k s ię d z a i w e d łu g op ow iad a n ia , ksiądz poszed ł z g ra b a rz e m na
c m en ta rz, k a z a ł o d k o p a ć g ró b n ieb oszczy ka, a ciało je g o w tr u
m nie b ę d ą c e odw rócić tw a rz ą do d n a t r u m n y ; a po za sy p a n iu
grobu, pom odlił się n a d nim i od te g o czasu ch łop zm arły „strzygoń* nie p o k a z y w a ł się ani w karczm ie, ani w d o m u “.
W T a r g a n ic a c h chodził strz y g o ń w nocy, w y k o n y w a ł r ó
wnież w szelkie ro b o ty , a n a w e t chciał sp ać z p o z o sta łą w d o w ą ;
155 t a jed n ak ż e, g d y m u chc ia ła zarzucić szkaplerz n a szyję, u s ły
s z a ł a wielki szum, strz y g o ń znikł i już więcej nie n iepok oił jej.
W S u łk o w ic ach zaś w jasny dzień zobaczył chłop sw ego
drog-ą przech o d z ące g o przyjaciela, k t ó r y przed d w om a ty g o d n ia m i
um arł. Z m arły szedł z przeciwnej stro n y drogi, a g d y sp ostrze g ł
chłopa, skręcił się n a priiwo i zn ik ł w k rz ak ac h .
J e s t i u dzieci zabaw a, zw ana strzygoniem .
Dzieci ustaw iają się w koło, a jed no z n ich udając e strzy gonia, k ładzie się w. ś ro dku ko ła tw a rz ą do ziemi, z a m y k a oczy,
udając, źe śpi. S to ją c y obchodzą k o łem leżąceg'0 strzy g o n ia, przyczem chó rem m ó w ią : „P ie rw s z a g odzina, strz y g o ń ś pi ; d r u g a g o
dzina, s trz y g o ń śpi i t . d. ; trzecia, czw arta godzina, strzyg-oń śpi ;
aż w r e s z c i e - d w u n a sta godzina, strz y g o ń w s ta je ! “ — Dzieci rozbiegaji^ się w e w szy stk ie strony, strz y g o ń zryw a się z ziemi
i u rz ąd za g o n itw ę za dziećmi, a k tó re z nich pochw y ci, pro w adzi
je n a miejsce, g'dzie leża ł i to zostaje strzy g o n iem , a z a b aw a
trw'a dalej.
Z a b a w a tá p o w s ta ła z a p ew n e n a p o d s ta w ie w ierzeń o strzyg’oniu, k tó ry c h dzieci dość się n as łu c h a ły od służących.
L u d twierdzi, że człowiek, k tó ry nie m a za ro stu pod p a
cham i rą k , b ęd z ie po śm ierci strzyg-oniem, rów nież k a ż d y s a m o
bójca, dlatego, k to sam obó jstw em życie zakończy, teg o u k ła d a ją
w tru m n ie tw a r z ą do dna, b y ludzi po śm ierci nie prześladow ał.
O w isielcach i in n y c h sam obó jcach jest w ierzen ie: „Jeżeli
w pew nej okolicy wieją b ard zo silne w iatry, „d yabli się żenią
(w e s e lą )“, bo się m usiał k to ś obwiesić. Mieć ja k ą ś rzecz z w i
sielca, je s t taliz m a n e m szczęścia.
S zym o n Gonet.
Pieśń ludowa religijna
@ ©áLsä.ecgjr
£ B s« e (ЗГайьа, 111=
W czasie od p u stu w T a r n o w c u 1) w lipcu r. 1896 śpiewali
p ą t n i c y podzieleni na w ięk sz e lub mniejsze g ro m a d k i różne pieśni
nabożne. O d jednej takiej g ro m a d k i doleciało mię słowo : Sobieski.
Z a c ie k a w io n y tern, zbliżyłem się do tej g ro m a d k i i zap y ta łem ich,
s k ą d b y b y li i co to za pieśń śpiewają. O dpow iedzieli, że są od
, j Tarnowiec, wieś w powiecie jasielskim słynna odpustami z powodu cudami
słynnej statuy Najśw. Maryi Panny. Odpusty te odbywają się w dniach 2 i 16 lipea
i 8 września.
— 156 —
D o b rz e c h o w a 2), że tę pieśń śpiew ają u nich. po dom ach. P o w i e
dzieli mi również, że tę pieśń sp rz ed ają k ra m a rz e w k ra m a c h . J a
koż na d ru g i dzień ku piono mi rzeczyw iście tę pieśń od k ra m a rz y .
B y ł a ona d ru k o w a n ą w K ro ś n ie w d ru k a rn i W . L en ik a , n ak ład e m
Józefa Zdziebło w skieg o, zdaje się k r a m a r z a z zaw o du bez p o d a n ia
roku. Później w p a d ła mi do r ą k inna e d y c y a tej samej pieśni,
d r u k o w a n a w d ru k a rn i P is z a w T a rn o w ie . Obie te e d y c y e b y ły
ró w n o b rzm iące . Zdaje się, że e d y c y a k r o ś n ie ń s k a b y ła tylko p rz e
d ru k iem edy c y i tarnow skiej. O au to rz e i o czasie p o w s ta n ia nic
p e w n e g o p ow iedzieć nie można. N a jp raw d o p o d o b n iej p o w s ta ła
on a w czasie o bchodu 300-letniej ro c zn icy odsieczy W ie d n ia 1883.
A u to re m jej je s t pew nie albo jak i o rg a n is ta , alb o braciszek z a
k o n n y , lub ja k i w ieśniak, lub m ałom ieszcząnin, lub też n a w e t
ja k i kram arz. P ie ś ń ta w edycyi tarno w skiej bez tytułu, nosi
w e d y c y i k rośnień sk iej ty tu ł : „P ieśń do M atk i Boskiej w u t r a p i e
n i u “. W pieśni tej znajdują się różne an achro nizm y, k tó r y c h źró
dło s ta ra ć się b ę d ę w o d n o śn ik ach wyjaśnić. O rto grafia je s t d o
syć p o p ra w n a . O dpis w ie rn y o piew a :
0 N ajśw iętsza P a n ie n k o !
Cóż teraz za la t a ?
Czyli sądny dzień n a s ta je ,
Czyli ko niec świata.
O W ied niu nieszczęśliw y!
Ju ż cię teraz mamy,
J u ż was tu n ic h t (sic) nie obroni,
T ylko ten nad wami.
P osłu chajcie, j a was p r o s z ę :
0 wojnie tureckiej,
T r z y s t a la t te m u minęło,
J a k z k ró lem Sobieskim.
P rzy jec h a ł basza turecki,
M o nslran cyę zdjęli,
Sied m d ziesiąt zakonników ,
P od k la s z to re m ś c i e l i 4).
A w niedzielę b ardzo ran o,
P łynęły o k rę ty 3),
N a tym miejscu stanęli,
G d zie był obraz święty.
A p annom zakonnicom,
R ż n ę li p iersi nożami 5),
A P rz e n a jśw ię tsz y S ak ra m e n t,
D e p ta li n o g a m i 6).
A w niedzielę b ard zo rano,
B ram y otworzyli,
1 do m iasta W ied n ia,
T u rk ó w napuścili.
D zieci bili, p rzebijali,
N a b ag nety brali 7),
Nieszczęsne m a tk i na to p a trz ące,
Z żalu um ierały.
2) Dobrzechów, wieś kościelna w powiecie strzyżowskim.
3) Zdaje się, że wzmianka o okrętach jest reminiscencyą zwycięstwa pod L e
panto (7 paźdz:ernika 1571), o którem często kaznodzieje wspominają w uroczystość
Matki Boskiej Różańcowej.
4) Reminiscencyą męczeństwa 49 Dominikanów w Sandomierzu dnia 2 czerwca
1260 r. w kościele św. Jakóba przez Tatarów.
5) Reminiscencyą męczeństwa św. Agaty.
6). Częstokroć zniewagi tej Najśw. Sakram, dopuszczali się w czasie wojen żo ł
nierze luterscy.
7) Reminiscencyą rzezi Pragi.
—
157
—
K rew płynęła stru m ien iam i,
Z okien na ulice,
A T u re k ze w szystkich stron,
S tr z e la ł w kamienice.
O mówiłam J a do ciebie,
Że z mojej przyczyny,
Będzie ci słońce świeciło,
Dłużej trzy godziny 10J.
Ju ż wszyscy potw orzeni,
J u ż we krw i stanęli,
A o pomoc M atki Boskiej,
Serdecznie prosili.
O mówiłam J a do ciebie,
Ż em p rosiła Syna,
Że ci będzie słońce świecić,
Zbijesz poganina.
I p rzyjech ał k ró l Sobieski,
Do kościoła b ierzy (sic),
U p a d ł p rze d Najśw. Panną,.
U p a d ł k rzyżem leży 8).
0 N ajśw iętsza (sic) P a n ie n k o ,
D op om ó ż (sic) mi sama,
Bo j a ju ż idę wojować,
N a T u r k a pogana.
A w tym (sic) słyszy głos z obrazu,
P ow stań na kolana,
A idź sługo najmilszy.
N a T u r k a pogana.
1 N ajśw iętsza (sic) P an ien k a,
S am a wojowała,
A o pomoc swego Syna,
D la wojska błagała.
O p ow stań kró lu Sobieski,
K tó ry k rzy żem leżysz,
A broń h on oru mego,
Niech św iat p o zn a wierzy.
O Przen ajśw . P anien ka.
Sama w wojnie była,
Z a pom ocą swego Syna,
T u rk ó w oślepiła.
O Najśw iętsza P anienko,
W iele tego r a z y ?
P o r ą b a l i, posiekali,
Twe św ięte o b r a z y 9).
Zobaczywszy Bóg najwyższy,
Z n ie b a wysokiego,
Spuścił n a nich deszcz k a m ie n n y 11),
W y b ił do jednego.
O K ró lo w o Niebieska,
Ja k ż e ż mam wojować,
K iedy ju ż słońce zachodzi,
P ó źuo się szykować.
K tó rzy żywi pozostali,
Wzięli rejterow ać,
Pop rzysięg li, że nie przyjdą,
Do Polski wojować.
P ie ś ń ta, j a k się później prz ek o n ałem , jest dosy ć rozszerzona
i p ra w ie w każdej w iosce znajdują się egzem plarze tejże.
e) Odnosi się to tak do tego, że Jan Sobieski obchodził kościoły w Krakowie,
jak również do tego, źe wysłuchał Mszy św. w dniu bitwy.
9) Odnosi się to do porąbanego obrazu Najśw. Maryi Panny w Częstochowie.
70) Reminiscencya z hjstoryi biblijnej. Patrz księgi Jozue Roż. 10 wiersz, 12,
13.
H -
1J) L egendy chrześciańskie często wspominają o deszczu kamiennym i o ośle»
pieniu wrogów, szczególniej Turków. Tatarów lub Szwedów.
K s. W ła d ysła w Sarna,
—
158
—
Piosenki mazurskie w Krośnieńskiem
zebrał
Ł ТД.
Vît i te:
1.
A mom ci jo p to s k a w lesie
E j, ha, ha !
A co on mi j o j k a niesie
E j, ha, lia!
Niesie siwe, niesie sare,
E j, ha, h a !
W tym W ró b lik u dziwki sta re
E j, ha, h a !
A w M yscowy m łodziusieńkie
E j, ha, h a !
M ajom gemby słodziusieńkie
E j, ha, h a !
J a g e m j e d n e opucował
E j, ha, h a !
T om sie r o c e k oblizowoł
E j, ha, h a !
2.
Pojechoł Joś do „ K a s a r a “
E j, ha, h a !
I z a p r z ą g n ą ł śty ry k are
E j, ha, ha!
K o n ik i sie p sestrasa ly
E j, ha ! h a !
1 K a s i e ń k ę p o d epta ły
E j, ha, h a !
M oja K a siu , moześ c h o ra
E j, ha, ha !
T se b a jech a ć po d o k to r a
E j, ha, h a!
A j a k d o k to r nie pszyjedzie
E j, ha, ha!
Z moi K asi nic nie bedzie
E j, ha, h a !
3.
K am iń n a kaminiu,
N a kam in iu kamiń,
A na tym k am in iu
J e s c e je d e n kamiń.
K am iń na kam iniu
N a kam iniu kamiń,
N apis se K asiuniu
Moje imie na nim !
P am ientaj dziewcyno
T e n k am iń n ad wodą,
J a k ten kam iń spłynie,
Ozenie sie z tobą.
Cyś ty du rn iu widzioł,
Zeby kam iń pływoł,
K iedyś mie nie kochoł,
Cegoś u mnie bywoł.
Żeby eie Moskolu cięski sm u te k
[s p o tk a ł
Zabrołeś nam chłopców, k tóż nos
[bedzie kochoł ?
Nie p laccie dziw centa,
P rzyjad om chłopcenta,
P o skońconej wojnie,
K uzdy swojom pojmie.
5.
K u k u łeck a kuko,
W e mnie serce puko,
Z oden mi kaw alir,
Co m ajo n tk u suko.
6.
J a g e m sie zalicol,
O nucki mi prała,
J a g e m sie ożenił,
K o s u le nie chciała.
7.
D opirzem sie ożenił,
J u z mie b ab a bije,
P o t s a s k a ła n a mnie,
T sy la s k o w e kije.
-
8.
Jo se ogrodnicek,
Biole róże sadze,
K t o r o ładn o panna,
T o jo odprow adzę.
9.
A ide jo, ide.
Z wielgi poniew irki,
A m oja M arysiu,
Otw ós-ze mi dźwirki.
10 .
P sy s e t J a ś do M arysi w nocy,
Z a la ła mu pom yjam i осу.
A co tys tam za pomyje były?...
Ze m u dobze осу nie wygniły.
11.
K a śk a na piec, M aciek za niom,
Cekaj K aśk a, bedzies paniom .
J a s i e k winien, K a ś k a winna,
Bo u ciekać nie powinna.
K a ś k a winna, J a s ie k winien,
B o jo ścigać nie powinien.
12.
Boże dz ieukujeści, kied y po weselu,
Pójdę do o g ró d k a , p od zienk uje zielu,
P o d zien k u je kwiatkom , nasieje se
[zepy,
B end e m iała dzieci, zdrowe ja k
[ozechy.
B oże dzienkujeści, kiedy ju s
[po ślubie,
B en de chłopców kochać, a
[ciebie nie łubie.
Był tu kusy Jo n e k ,
Co cho dziu ł z top orkiem ,
Opasywoł sie kijonkom,
P o d p ir o ł sie workiem.
M ioł s tu d z ien k o za piecem,
C erpo ł wode pseta kiem ,
A p ta s ę ta , niebożę ta,
W yscyloł je m akiem.
159 —
L ecio ł k o m a r bez komin,
T o c y ł sie po dachu,
Kto obacuł ta k ie dziwo,
U c ie k o ł ze strac hu .
Lecioł zajonc bez pole,
K ozw aluł dzwonice,
K u p iu ł za to ksiendzu,
M a rm u ro w o m świce.
14.
Siwy gołombecuś w śro d k u dem ba
[siedzioł,
K o c h a j mie J a s ie ń k u , zeby nik t
[nie wiedzioł.
Żebyś ty wiedziała, co o tobie
[myślę,
Skocyłabyś do mnie, uścisk ała
[byś mie.
15.
Obiecoł mi mój pon saraw ary
[sprawić,
Żebym sie p rz e s ta ła z wojockami
[bawić.
16.
K t ó r o nimo kaw alira,
N iech do k o rć m y nie zaziro,
B o nie pije, nie tancuje,
Ino d rug im zaw adzuje.
Су jo pije, су tańcuje,
Су jo drugim zawadzuje,
Tobie d u rn iu nic do tego,
K o rc m a wolno lo kuzdego.
17.
Siwy koń podemno,
Siadaj K asiu ze mno,
T rzym ej sie ogona,
Bend/.ies moja zona.
18.
L o to pto sek po pod dasek,
Sypie mu sie z d . . . piosek.
19.
T a jc o w a ła r y b a z rak iem ,
A p ic t r u s k a z p a stern ak ie m ,
— 160 —
T ajcow ała, nie umiała,
As jom m a m a naucała,
T ajcuj ze mi moja córko.
To ci wsadzę w d . .. piórko.
Cebula sie dziwowała,
Ze p ie t r u s k a tajcowala,
A cosnek sie opiuł,
Cebule ołupiuł.
S zezodraki w K rotoszynie.
(pow . L w o w sk i).
W K ro to s z y n ie „sz czo d rak u ja“ w w ig ilię N o w e g o R o k u
ch ło p cy i dziew częta do la t 15 ; starsi nie b io rą udziału. P o o d
śp iew a n iu przez nich pieśn i p rz e d o k n a m i chaty, g o sp o d y n ie dają
dzieciom, uczestniczącym w tej cerem onii, po k a w a ł k u chleba, po
ja b ł k u lub p isance ; rzadziej dają im s p e c y a ln ie na ten dzień p i e
czone „ s z e z o d ra k i“, — b u łeczk i p rz e d s ta w ia ją c e w g ł ó w n y c h z a
ry s a c h k s z ta łty kota, psa, kozy...
P om agaj Bóg na szczęściu, n a zdrowiu,
N a te u Nowy R o k !
Pieczono tu sze zod raki, kołaczki,
P ow idano nam ;
P o w id a ła śliczna pani, p ię k n a pani,
D ejcie tyz i nam.
J a k ni macie szczodraczków , kołaczków ,
Dejcie chleba g r o n t ;
A za to zapła ci wam sam P a n Jezus,
Z a te n szczodry dzień.
Dejcie, dejcie, macie dać,
Bo ni m am y czasu stać ;
Mamy k ró tk ie kożuszki,
P o m a rz n ie m y w paluszki.
P o r. S z e z o d ra k i w B ad om sk iem . W is la H ., 4 3 8 .
R ó w n o c z e ś n ie
p ieśń n astę p u ją c ą :
starsi
ch ło p c y
ob ch o d z ą
chaty,
śpiew ając
P u n a b a j b i ') g o sp oda rz u w tym dom u!
P rz y s ła ł nas tu sam P a n Jezu s n a p o rad e do ciebie,
Żeby ci sie urodziło sto kóp żyta n a polu!
D ejże ci Boże, dejże ci Boże, szczęścia, zdrow ia w tym domu,
P u n a b a jb i go spodynie w tym dom u !
P rz y s ła ł . . . . i t. d. (j. w.).
’) Z ruskiego : Pom ahaj Boh.
— 161 —
Żeby ci sie urodziło sto kóp g ro ch u n a polu !
Dejże . . . . i t. d. (j. w.).
P u n a h a jb i go sp od arzu . . . i t. d. (j. w.).
P rz y s ła ł . . . i t. d. (j. w.).
Ż eb y ci sie urodziło sto kóp pszenicy n a polu !
Dejże . . . . i t. d. (j. w.).
P u n a h a jb i gospodynie . . . . i t. d. (j. w.).
P rz y s ła ł . . . . i t. d. (j. w.).
Ż eb y ci sie urod ziło sto kóp lenu na polu !
D e jż e . . . . i t, d. (j. w.).
P u nah ajbi g o sp od arzu . . . . i t. d. (j. w.).
P rz y sła ł . . .
. i t. d (j. w.).
Żeby ci sie urod ziło sto k óp jęcz m ien ia n a polu !
Dejże . . . i t. d. (j. w.).
P u n a h a jb i gospodynie . . . i t. d (j. w.).
P rz y s ła ł . . .
. i t. d. (j. w.).
Żeby ci sie urodziło sto kóp konopi n a polu !
Dejże . . . . i t , d. (j. w.).
M. Kietlicz.
Pieśni dziadowskie
o ś w . H e le n ie .
Była to b yła świętó Helina,
Była to b yła świętó Helina,
Świętó H elina.
Oj ! nie my,
Co posła su kać bożego syna,
Co posła su kać bożego syna,
B ożego syna.
Sła i zn ala zła góre wysoką,
Sła i znalazła góre wysoką,
G ó re wysoką.
Sła i znalazła łącke zieloną,
Sła i zn ala zła łą ck e zieloną,
Ł ą c k e zieloną.
A na téj górze k lá š t o r fundują,
A n a téj górze k lá š to r fundują,
K lá š t o r fundują.
A na tej lącc e tro je zydowiąt,
A n a téj łącc e tr o je zydowiąt,
T ro je zydowiąt.
Nie wyście to zydzi Boga męcyli ?
Nie wyście to zydzi B og a m ęcy li,
Boga męcyii?
Oj ! nie my,
nie my,
są więksi,
[starsi,
nie my,
są więksi,
[starsi,
Co przy tern byli.
A w tym k lá s to rz e trzy g ró b k i stoją,
A w tym k lá s to rz e trzy g ró b k i stoją,
T rz y gró bk i stoją.
W piérsym g ró b eck u
Pán
W piérsym g ró b e c k u
Pán
Jezus
[lezy,
Jezu s
[lezy,
P á n Jezu s lezy.
1 1
— 162 W drug im g ró b eck u
święty
W drugim gróbecku
święty
P rze d na jśw iętszą p a n n ą ró zá wy[kw itá,
R ózá wykwitá.
Ján
[lezy,
Jáu
[lezy,
A z téj rózycki p tá s e k wyniká,
A z téj rózycki p t á s e k wyniká,
P t á s e k w yniká
: Święty J á n lezy.
W tr z e c im g ró b e c k u
najáwigtszá
[p ann a,
W trzec im g ró b eck u najáw igtszá
[p an n a ,
Najáwigtszá panna.
Nie j e s t to p tá s e k , ino Syn Boży,
Nie je s t to p tá s e k , ino Syn Boży,
I n o Syn Boży.
Co po całym
ten
[umnozy,
Co po całym świecie lu d ten
[umnozy,
L u d ten umnozy.
P r z e d P an em Jez u se m świece g o
reją,
P rz e d P a n e m Je z u s e m św iece go
reją,
Świóce goreją.
świecie
lud
P rz e d świętym J á n e m organ y g ra ją .
P r z e d świętym J á n e m o rgan y g rają,
O rg an y g ra ją .
T rzy ra z y n a dzień tę pieśń sie
[ápiéwá,
T rzy ra z y na dzień tę pieśń sie
[ápiéwá,
T ę pieśń sie ápiéwá
P r z e d n a jś w ię tsz ą p a n n ą ró z á wy[kw itá,
Sto i trzydzieści grzechów pozbywá,
Sto i trzydzieści grzéchów pozbywá,
G rzechów pozbywá.
P ie ś ń tę spisałem wiernie
w Z a k rz ó w k u przy Podgórzu.
jak
ją
słyszałem
z
u st
ślepego
lirn ik a
Pieśń o pustelniku z ptaszkiem.
(Na n utę; Św ięta P anno T yś nad w szystkie św ięta Dziewice).
D á w n á áwigtá powieść niesie
0 pu steln ik u ,
Co sam otn y zył gdzieś w lesie,
W ciasnym kącik u.
A gdy tylko dzień zaświtńł,
Zawse M atk e B o sk ą w i tál :
Zdrow aś M aryo !
Ł a d n e p tá s e wráz z nim żyło
W téj chacie jeg o ;
1 to za nim sie ucyło
Špiéwu wdzięenego.
A gdy on M aryi wzywál,
Zawse p tá s e k za nim ápiéwá! :
Z d ro w a ś M aryo !
W ie s n a las przyozdobiła
W zielone szaty,
P t á s y n a sie namyśliła,
W y le c ie ć z ch aty ;
I tak, p rz e la tu ją c drzewa,
W esoło śpiewa a ápiéwá :
Z d ro w aś M a r y o !
— 163 P u s t e ln i k z chaty wychodzi,
S uk á dokoła,
A gdy p tâ s y n e znachodzi,
P ro s i i wolá
A le p táse k wylatuje,
P o d obłoki w yśpiew u je;
Zdrow aś M ary o !
W te m u d erzy ł jako strz a ła •
O rzeł z daleka,
W sponách p tá s y n a zad rzała,
Bo ją, śm ierć ceká,
L e c w téj śm iertelnej tęsknocie,
Scebioce w znajom śj nucie :
Zdrow aś M a ry o !
Tym głosem orzeł rażony,
Z dobyć opuscá,
A p t á s e k osw obodzony,
Na' dół sie spuscâ.
M aryi za rato w an ie
Oddając wdzięcne śpiewanie :
Zdrow aś M aryo !
P u s t e ln i k sm utny w ogrodzie,
Z a ptáskiem biadá,
Az ten mu znowu w swobodzie,
N a ram ie sia d á ;
Oba znów w chatce m ie sk ają ,
I M a tce Boskiej ś p ie w a ją :
Zdrow aś M aryo !
T a k M a r y á nás ra tu je,
W każdej potrzebie,
I za nami oręduje
D o B o g a w niebie,
B ylebyśm y j ą k ochali
I śpiewać jéj nie p rzestali :
Z drow aś M ary o !
P o w y ższą pieśń w gw arze lud u, k ra kow skiego wyśpiewał w latach
mych dziecinnych pew ien p odróżny ewangielista, k tó r y ju ż to czytywał po
c h ału pa ch ewangelie, ju żto ápiewál pieśn i podobne do powyższej.
Później
zn ala z łem pew ien s ta ry egzem plarz tej pieśni.
E g z e m p la rz te n był wydany
d ru k ie m w W adow icach, lecz poniew aż w dzisiejszych czasach z p ie ś n ią tą
sp o tk ać się nie można, więc podaję j ą do „ L u d u “ , aby j ą zachować od
z atraty .
(z o k o l i c y C z e r n i c h o w a ) .
B. a n a t u r a , B o n a w e n t u r a .
L ek sen d er,
B aj tazar,
Majcher,
M elc h io r.
O nyfry,
O nufry.
B a lta z a r.
B e n e g d y k ,
B ernât,
B e n e d y k t.
B ern ard .
A lek san d er.
P i e t r, P i o t r .
F r a ń c y s e к, F ran ciszek .
R a c h f á ł, R a f a ł .
Ja g u s ty n ,
T e 1 e f ó r, T e le s f o r .
Jantoni,
A u g u sty n .
A n to n i.
W i z y t o r , Izydor.
J u z o f , Józef.
B alw ina,
K i e r c m i n, H i e r o n i m .
B r eg -i d a , B ry g id a .
B a lb in a .
*) Przyto czyłem powyżej tylko tak ie im iona ch rze stne, k tó r e swą
fo rm ą zasłu gu ją n a uwagę. In n e wymaw iają , j a k w ję zy k u książkowym,
lub tylko m a z u rz ą n. p. Scepán, Symon, T o m a s i t. d.
*
— 164 F r a ń c y s k a , F ranciszka,
G i e t r u d a , G ertru d a.
H e l i n a, H elena.
J a g a t a, Ag-ata.
J a g n y s к a, A gn iesz k a.
J a n t o n i á, A nto n in a.
K r z y s t y n a , K ry s ty n a .
M a g d a l a n a , M ag d a le n a.
M a r g - o r z ę t a , M ałgo rzata.
N a s t a z y á, A n a stazy a.
O r s u l á , Urszula.
O t u l i á, Ottylia.
P o l o n i á, A polonia.
W e r o n i á, W e r o n ik a .
Niektóre nazwy miejscowe.
P o d g ó r z — P o d g ó rz e , m iasto pod K ra k o w e m .
S a ń b o r e k — S a m b o re k , w ieś w P o d g ó rs k ie m .
K u l é r z ó w — K ulesz ów , „
„
M o g ' i e l a n y , — M o g ila n y „
„
R z e z ó w — R zozów
„
„
W i e l k a D r ò g a — W i e l k i e D rogi, wieś w W a d o w ic k ie m .
Ź e b d o w i c e — Zebrzydow ice, w ieś w W a d o w i c k i e m .
L e c k o r o n a — L a n c k o ro n a , m iasto w W a d o w ic k ie m .
P r e j c ó w — P rzeciszów , wieś w W a d o w ic k ie m .
S t e k o w a — Szczak ow a, w ieś w C h rzan ow skiem .
L u b e r n i a — A lw e rn ia , m iasteczko w C hrzano w skiem .
M i k ó wT — M ników, wieś wr K r a k o w s k ie m
L e k s e n d r o w i c e — A le k s a n d ro w ic e wieś w K ra k o w s k ie m .
S c é r z y n y — Czyżyny, w ieś w K r a k o w s k ie m .
O l s e n i c a — O lszanica, wieś w K r a k o w s k ie m .
K o l e r z y n — Cholerzyn, wieś w K r a k o w s k ie m .
Ś c i j o w i c e — Ściejow ice
„
„
С у ł ó w — Czułów
„
„
С у ł ó w e к — C zułó w ek
„
„
Nazwy m iejscow e zagraniczne,
używane przez flisaków czernichowskich.
Z a i c h o s t — Zawichost,
P o lsk ie m .
m iasto n a d W i s ł ą w K ró le s tw ie
S o d o m i e r z — S a n d o m ierz , m iasto n ad W i s ł ą , w K r ó l e
stw ie P olsk ie m .
U ś c i u g — U ściłu g , m iasto n a d B ugiem , na W o ły n iu .
G r o j c y n — D ro h ic zy n , m iasto n a Litwie.
-
165 -
M u ł a w a — M ław a w g u b e rn ii Łom żyńskiej w K ró le s tw ie
P olsk iem .
S r o c k — S erock, w gub. W a rs z a w s k ie j w K ró le s tw ie
P olsk ie m .
M y s a w a — N ieszaw a w gub. P ło c k iej w K ró l. P o lsk.
S i u l e c k o — S o le c (Schulitz), m iasto w re je n cyi B y d g o w skiej.
T o r o ń — T o ru ń (Thorn), m ia s to w P ru sac h Zachodnich.
Słownicsek języka dziecinnego,
B o z i a , B ó g , kościół, anioł,
obrazek.
T a t a , ojciec.
M a m a , m atk a.
C i o c i a , ciotka.
L a l a , p rz y c h o d z ie ń , g ą s k a ,
lalka.
B o b o , straszydło, ro b a k .
B u b a , krow a.
C i e s i a , koń.
B a z i a , b a ra n .
M u c a , Świnia.
C i u c i a , pies.
К у z i a, kot.
T a s i a , kaczka.
T i u t i a, k ura.
K i z i a , koza.
C i e l i s i a , ciele.
P t a p t a, p ta k .
K l e k l e , bocian.
G 1 u g 1 a, gru szka.
J a b с i o, ja b łk o .
L i w a , śliwa.
T r u t r u i t l u t l u , woda.
M 1 é m 1 é, mleko.
M a s i o, masło.
P a p a , jadło.
L y ł a , łyżka.
C h o d y , b ie g a n ie .
S i a d y , siedzenie.
T á n y , taniec.
P i s u , p isanie.
C u c u , cukier, cukierki.
Z i z i e, ziem niaki.
L o l o , gro ch.
C i a p c i a , k a p u s ta .
G ó l e к, o górek.
Р у р у , spérka, k iełbasa, mięso.
C i é r c i a , zacierk a (kluski).
K u k u , k u k io łk a, b ułk a.
P 1 a p 1a, placek, kołacz.
B I o b l e , dóbre, sm aczne.
C a c a , b a w id e łk o .
B e ! rzecz b r z y d k a lub n ie
bezpieczna.
Z i a z i a , ból, nóż.
Z i u z i u , zim no.
C i e p c i o , ciepło.
С i ą p с i a, kąpiel.
H e c i a, b ry c zk a.
D e d e ! Daj !
N u n u !, p og różka.
S i u s i a , riiocz.
В ej u s i a, łajno.
— 166 —
L u l a , k o ły sk a .
Ł ó ł o, łóżko.
H á p a, stół.
D u d u , izba, c h a łu p a w łasn a .
H u s i a , k o łysanie, c h u s tk a n a
głow ę.
И aj t a , o dziew aczka, płach ta .
S i u l a, koszula.
K u k u l y k u , p ia n ie k o g u ta .
K u k u к ! k u k a n ie kukułki.-
I n n e w y ra zy ję z y k a dziecin neg o sk ła d a ją się ze z w y k ły c h
słów, ty lk o w y m a w ia n y c h n iezm iernie zd rob n ia le i św ieg o tliw ie,
n. p. m a m u s i c k a, m a m u s i e ń k a , m a m u si e n e с к a, m a m u s i e n e c u s i a , ł a l u s i c k a , l a l u s i e ń k a , 1 a l u s i e n e с к a, l a lusienecusia, tatusicek, tutusicuś, tatusienecek.
t a t u s i e n e c u ś i t. p.
M. K apuściński.
KWESTY ONAEŸUSZ.
U m ieszczając poniżej podane z estaw ienie k ilk u te k stó w jedn ej pieśni,
b ędących jej w ary antam i, chcielibyśmy zwrócić uw agę Szan. Czytelników
n a tego ro d zaju kwestye, k tó r e h istoryczno - porów n aw cz ą m e to d ą r o z t r z ą
sane, m ogą rzucić odpow iednie światło niety lko na pieśń nin iejsz ą i jej
melodyę, ale ta k ż e p od ać s ta łą p odstaw ę, na k tó re j b a d a n ia poezyi ludowej
lub tw órczości umysłowej lu du o p ie ra ć się winny. W ten sposób bowiem,
na drodze historyczno-porów naczej k ry ty k i m ożebnem jest, nie tylko d o trzeć
do pierw otnego źró d ła ja k ie g o ś u t w o r u , czy to p i e ś n i , m e lo d y i, czy
bajk i itp., lecz ta k ż e m ożna poznać genezę ich, oraz sto sun ek pomiędzy niem i,
czyli można śledzić tw órczość umysłow ą lu du w całym jej rozwoju. D latego
pożąd anem by było wielce, ażeby zbieracze m ate ry ałó w ludowych n ie zn a n y ch
n. p. pieśni, b a jek itp. zw racali b a c z n ą uw agę n a ich w aryacye, i to, czy
to na tem samem miejscu p o w ta rz a ją c e się, czy też n a różnych miejscach,
i te do kład nie zapisywali. Z tego względu p r a c a nin iejsz a zasługuje na
p iln ą uwagę, a w iążące się z n ią kw estye m ogą być dla niejednego b o d ź
cem do dalszych uw ag i badań w tym sam ym p o d ję ty c h k i e r u n k u .
Eedahęya.
I. „Jagem słuzuł przy dworze".
1. T e k s t siersk i (a).
1.
J a g e m słuzuł p rz y dworze,
P rz y fran cu sk im tam b orze, tam borze,
P rz y fr a n c u s k im tam bo rze ;
2.
W ysłuzu lem L o re n c ie ,
W siedmig latag paniencie, paniencie,
W siedm ig la ta g paniencie.
—
167
—
3.
E ob ieeali mi jo dać,
Siedym lo te k po cek ać, pocekać,
Siedym lo tek pocekać.
4.
Siedym lotek pocekoł,
I n a wojnę pojechoł, pojechoł,
I n a wojnę pojechoł.
5.
J o na wojnie wojowoł,
Mój ko n ic ek chorowoł, chorowoł,
Mój k o n ice k chorow oł.
6.
S k oro m z wojny pow raeoł,
Mój k onicek wywracoł, wywracół,
Mój k o n ice k wywracoł.
7.
P rzy jech ołem p rzed w rota,
„M o ja Lorciu, p ójzeta, p ójzeta,
M oja L o rciu, p ó j z e t a ! “
8.
W y sła pani w zieleni,
„T w o ja L o rc ia ju z w ziemi, ju z w ziemi,
Tw oja L o rc ia juz w zie m i.“
9.
W y sła pani w žolobie,
„Ť w oja L o r c i a ju z w grobie, juz w grobie,
T w o ja L o rc ia ju z w g ro b ie “'“'.
10.
J o n a k o n ia p rę d k o siod
I n a ji grób pojechoł, pojechoł,
I n a j i grób pojechoł.
11.
P rz y je c h o łe m n a ji grób,
K o n ik noskom : „T u p, tup , tup, tup , tu p, tu p ,
K o n ik n o s k o m : tup, tup, tup.
12.
„K to tu p k o po mym g r o b i e ? “
„ J o t a L o rc iu do ciebie, do ciebie.
J o ta L o rc iu do ciebie.
13.
Gdzieś p o d z ia ła te saty,
Com ci k u p iu ł p rz e d - la ty , p rzed laty,
Com ci k u p iu ł p rzed l a t y ? “
14.
„M am iem d a ła trzewicki,
Siostro m dałam spodnicki, spodnicki,
Siostro m dałam spodnicki,
— 168 —
15.
K się dzu m d a ła korole,
By mi g ra li we troje, we tro je,
By mi g ra li we tro je.
16.
I zwonili w wielgi zwon,
Ż eb y m m iała letk i skon, letk i skon,
Ż eb y m m iała letki s k o n .“
2.
T e k s t siersk i (ň).
1.
J a g e m słuzuł p rz y dworze,
P r z y tym wielgim tam dworze, ta m dworze,
P rz y tym wielgim ta m dworze.
2.
W y słu z u łe m L o re n k e ,
Siedmi lo te k p a n ie n k e , p anien ke,
Siedmi lo tek pan ienk e .
3.
Ł o b iecali mi jo dać,
Siedym lotek poeekać, pocekać,
N a w ojenke pojechać.
4.
J o na wojnę pojecbol,
I na wojnie wojowoł, wojowoł,
I n a wojnie wojowoł.
5.
P rzy jech ołe m z wojenki,
Mój k o n ice k chorowoł, chorowoł,
Mój k o n ic e k chorowoł.
6.,
7-, 8. i 9. ta k samo j a k w tekście (a).
10.
J o n a k o n ia pręd k o siod,
I n a d j i grób pojechoł, pojeclioł,
I n a d ji gró b pojechoł.
11.
P rz y je c h o łe m n a ji grób,
K onik n osk om : „ Т а р , tup, tu p , tup, tup, tup,
K o n ik n osko m tu p , tu p , t u p . “
12 a )
„ K to tu pk o po mym g r o b i e ? “
„ Jo L o re n c iu do ciebie, do ciebie,
Jo L o re n c iu do c i e b i e ! “
12 b)
„Су jo
Mos ta
Mos ta
tobie róży k w ia t?
inn yk cały świat, cały świat,
in n y k cały ś w i a t ! 11
- 169 —
12 с)
„Choćby jo miol i tysiąc,
Moji L o rc i ju z przysiądz, ju z przysiądz,
Moji L o r c i ju z przysiądz.
13.
Gdzieś po działa te saty,
Com ci spraw iuł p rzed laty, przed laty,
Com ci spraw iuł p rzed l a t y ? “
14.
„M am iem d a ła sukienki,
Siostrom dałam spoduicki, trzewicki,
Młodsym dała fa rtu ski.
15.
Księdzum dała korole,
By mi grali we troje, we troje,
By mi grali we troje.
16.
Zazwońciez mi w wielgi zwon,
Ż ebym m iała letk i skon, letki skou,
Żebym m ia ła le tk i s k o n “.
3.
T e k s t siersk i (c).
1 -1 3 . j a k w tek ście (b).
14.
„S u kn iem d a ła w łorgany,
A ko role we zwony, we zwony,
A ko role we zw ony.“
15.
„Z agrojciez ji w łorgan y ,
Moji L o rc i kochany, kochany,
Moji L o r c i kochany.
16.
Z a g ro jc ie z ji w wielgi zwon,
Zeby m iała letk i skon, le tk i skon,
Zeby m iała letk i s k o n “ .
4.
M e t r u m powyższych 3 tek stów .
1.
±
I.
± w J-
T a k ie sam o m etru m m a ją zw rotki 2 — 16.
— 170 —
5.
M e l o d y a także, wszystkim 3 tek sto m wspólna.
(Rodzaj marsza żałobnego).
tss&f-
pas-i
$
« а*
-J
і
jSSSSSf—!
"" 1
J ■л
ñL----- ----.
T a k samo śp iew a ją się z w r o tk i : 3 z 4, 5 z 6, 7 z 8,
6.
T e k s t słotw iński.
1.
Służyłem se we dworze,
P rz y francuskim k a n to r z e ;
W y służy łem dziewcynke,
W siedmiu ro c k a c h L o ty n k e.
2.
J e d n e nockę tylko śnią społ,
J u z p a n cesarz wojsko posloł.
„ Z o s ta ń z Bogiem L o to moja,
J a k sie wrócę, bydzies m o j a .“
3.
Sied em rocków woj o woł,
A n a ósmy p rzyjecho l ;
J a k p rzy jec h o l p rzed w rota,
I py to s i e : „ G d z ie L o t a ? “
4.
W y sła sio stra w żołobie:
„T w o ja L o ta juz w g ro b i e .“
W y sła sio stra w z ie l e n i:
„T w o ja L o t a ro k w z iem i.“
5.
I p ojechoł na sm entorz,
N a s m en to rzu z k o n ia śloz.
„Cóz tam chodzi po grobie ? “
„ P ó ś mie L o ti do siebie !ír
-
171
-
6.
„Oy j a to je s róży k w ia t?
Dy ich tam mos cały ś w ia t .“
„C hoćbyk ich mioł i tysią,c;
To j a zadnej nie p r z y s ią g ł“ .
7.
„K aś p od ziała te saty,
Com ci s p r a w ił p rzed l a t y ? “
„S atym d a ła w organy,
A ko rale we d zw on y.“
8.
Z a g rajcie mi organy
D la tej mojej kochanej !
Zadzwońcie mi na dzwonie,
N a te ciężkie sk o n a n ie!
7. К w e s t y e na te m a t powyższej p ie ś n i:
ci) P o ró w n ać p rzy toczo ne te k s ty
povpyžszej pieśni z te k s ta m i p ub lik o w a
nymi prz ez G ołębiowskiego, Św iętka, K o lb e rg a i in n y c h ;
oznaczyć
te k s t p ie r w o tn y i wykazać sto su ne k po krew ieństw a wszystkich ra zem
tekstów tej pieśni.
b) P rz e d s ta w ić historyczn y rozwój tej pieśni.
c)
Oznaczyć m etru m i m elodyę te k s tu słotw ińskiego i innych dotychczas
p o d tym względem nie objaśnionych ; w ykazać pod ob ieństw a i różnice
w szystkich m etrów i melodyi tej pieśni.
d) O bjaśnić językow o i rzeczowo w szystkie teksty.
e) Oznaczyć, do jakiego g a tu n k u t a pieśń między ludowemi należy i co
/)
stanowi jej główną istotę.
Zestaw ić podobne pieśni z obcych l i te r a tu r ludowych.
L . M łyńeh.
ROZBIORY I SPRAWOZDANIA.
U w a g i d o a r t y k u ł u J. W i t o r t a : K u cya na Litwie.
P rz y k aż d e m u m iejętnem b adan iu, obok suchego niem al m a t e m a t y
cznego ro zum o w an ia, wielką przysługę św iadczy p ew na doza żywej i bogatej
w pomysły tantazy i. N atom iast ja k że w ielką krzyw dę w yrządza mu n ie p o
ham o w ana i ż a d n ą k a rn o ś c ią um iejętnej k ry ty k i n iep o s k ro m io n a fantazya,
zwłaszcza, je że li się do stanie n a step t a k głuchy i pusty, jak im d o tąd j e s t
jeszcze nasze ludoznaw stw o. Najlżejszy powiew w iatru, tr ą c a ją c y o traw y
sam otnego k u rh a n u , o d tw a rz a dźwięki nieznanej mowy naszych w y m arzo
nych praojców, przybyłych z okolic dalek ie g o wschodu. Skrzyp pługa, smak
„ k u t i “ i za pach w onnego ty m ia n u : wszystko to p rzen osi nas w owe la ta
szczęśliwe wspólnego pożycia n a wyżynach Ir a n u . T a k cieszymy się i r o z
ko szujem y tw oram i w łasnej fan tazyi — ale jak że ż p rz y k r e uczucia budzą
— 172 —
się w t e i y w duszy u ty cb; k tó rz y we wszystkiem chcą widzieć -rzeczywistą
p raw dę, a przynajmniej pewne do niej podobieństw o.
T ak iego właśnie w raż en ia doznaję, c z y ta ją c w o statn im nu m erze ,.L u d u “
ustęp p. W i t o r t a p, t . : „K u c y a na L i t w i e “ . P a n W it o r t chce p r z e k o n a ć
c z y te ln ik a , że w szystkie zwyczaje, ja k ie mamy z okazyi „G-odnich ś w ią t“ ,
nie są naszym k rw a w o zap rac ow a ny m dorobkiem , ale b o g atą spu ściz ną po
A ry ac h , k tó rz y koniecznie m uszą być naszym i p rao jc am i. P o ls k a „ k o l ę d a “
i „ s a d e k “ , niem iecka „ c h o in k a “, p oznańskie „now e „ l a t k o “ , „ w ia n “ ze
zboża w czasie wyżynków — to wszystko azy atyck ie zwyczaje. N aw e t m a
zurski „ p e n c o k “ i r u s k a „ k u t i a “ , to zaby tek po I r a ń c z y k a c h ! Mojem z d a
niem, Św ięta Bożego N arodzenia, znane u Lachów i u innych ludów p o l
skich p o d nazw ą „ G o d ó w “, nie m a ją nic a nic wspólnego z k u lte m a r y j
skiego Agni, p rócz przypadkow ych podobieństw . N ie m ożna ich też wcale
porów nywać z germ a ń sk im
J u lfe s te m “ , Nie „ z ie le ń “, nie „ k u c y a “ i nie
„ p e n c a k “ o dgryw a tu głów ną rolę, ale zu pełn ie co innego.
P rz y p a trz m y
się tej uroczystości bliżej.
„ G o d y “, wyraz bardzo sta ry o zn acza p ierw otnie, j a k niem ieckie „hóchz ît“', u ro cz y s to ść relig ijn ą, a potem św iecką. T a k ic h „g o d ó w “ było zarówno
u S łow ian j a k i u G erm anów w ięcej; najw ażniejsze i n ajd łu ższe je d n a k
p rzy p a d a ły n a czas od 23 g ru d n ia aż do 4 stycznia, t. j. n a czas „ 12
świętych n o c y “ . S tą d też G erm an ie i p ó łno cno -z ach od ni Słowianie zowią je
„ d w u n a s tn ic ą “ (hôchzît zu den zwölf wîhen n ah ten — zu den W e ih n a c h te n —
W eih n a ch ten ). „ G o d y “ zatem, je s t to święto nocne na cześć 12 bóstw p o
gańskich, któ ry c h G e rm a n ie nazywali Asami.
D ni w czasie ty ch ś w ią t są
ba rd zo k ró tkie, a noce b ard zo długie — ciem ność ma p rze w ag ę nad ś w ia
tłem. N a dworze świszczą w ia tr y i szaleją n ie ustan n e b urze. C ała p rz y r o d a
zdaje się być ro z p a s a n ą . W szędzie pełno duchów — j e d n e u g a n ia ją w p o
w ietrzu i sta c z a ją walki pod wodzą swego boga „ W o d a n a “ , ja d ą c e g o na
siwym kon iu (S teip nir) w p ostaci chm ury śniegowej, drug ie z a g lą d a ją do
m ieszkań ludzkich i wyjąc koło okien, d om agają się ofiar d la siebie.
M łodzi i starzy tu lą się około ciepłego p ieca i b a ją sobie o różnych
dzikich zw ierzętach, j a k o wilku niedźwiedziu, tu r o n iu i t. p.
Pow iadają,
że to nie zw ierzęta, ale ludzie, „ m o c a r z e “, duchy po dziem ne w zw ie rzęta
przem ienione. Cały ro k siedzą w swoich k ry jó w k a c h , p iln u ją c p ow ierzon ych
im skarbów — i tylk o ra z do rok u, t. j, n a „ G o d y “ wolno im po świecie
chodzić, a naw et z ludźm i ro zm aw iać - poniew aż zaś są ducham i w p o
s ta ci zw ierząt, więc z n ają d o sk on ale przyszłość ludzi i innych is to t ż y ją
cych. P o tr a fią naw et na ich losy wpływać.
To też boi się ich wieśniak
i w czasie „św iętych n o c y “ w ypraw ia im s u tą ucztę, t r w a j ą c ą przez cały
ten czas. Skoro tylko p ierw sza g w ia z d a u k aże się na niebie, przyn osi g o
spo da rz w szystkiego, co ma, po tro sze do domu : po garści k ażdeg o g a
tu n k u zboża, przed ew szy stkiem „ o w s a “ ze „som siekó w “ , słom y i sia n a ze
stodoły. Z b o że („ o w ie s “ ) sypie n a stół
na wierzch k ła d z ie siano Słomę
ro zściela po podłodze, po ław kach, stołach i sto łk a c h — część z a ty k a za
obrazy i za s t ra g a n y u powały.
Gospodyni kład zie n a stole ze sianem
długi chleb i paczkę opłatków. P rz y o p ła tk a c h stawia g a rc z e k z miodem.
W n ie k t ó r y s h okolicach, gdzie tru d n o o o p ła tk i, p r z e s ta j ą n a sam ym chlebie.
N a Rusi miejsce opłatków zastępu je ,,k u t i a “ . Obok miodu slaw iają te r a z
flaszkę z winem albo w ódką N astęp n ie wszyscy zasiad ają do w ieczerzy :
g osp od arz i gospodyni n r pierwszem miejscu — obok nich dzieci i k re w n i,
— 173 na o sta tk u služba. W i e c z e r z a zaczyna się od łam an ia opłatków i chleba.
Gospodyni albo g o sp o d arz r o z d a ją w szystkim po jed n y m opłatku i po k a
wałku chleba. N azy w a ją to k o l ę d ą . K ażdy bierze kolędę do ręk i, sm aru je
j ą miodem, zjada część, a r e s z t ą się lam ie ze w szystkim i u czestn ik am i
wieczerzy. M iejscam i p iją po tem wino, albo wódkę, aby po ta k poważnej
chwili, j a k łam anie się opłatkiem , odzyskać na p o w ró t wesołość. Z a c z y n a się
te r a z właściwa uczta, sk ła d a ją c a się z 12 d a ń : ziem niaki ze „ż ure m ow sia
n y m “ , grzybki, „ p ę c a k “ ze rzepą, k a p u sta , groch, ja b łk a , g ru szki, śliwy,
kluski z m akiem Każde j e ochoczo, ale tylko wszystkiego po trosze. W śród
uczty młodzi r z u c a ją r z e p ą na pow ałę, g ruszk am i na ścianę, klu skam i pod
stół — p rz y te m się śm ieją i wymaw iają ja k ieś n iezrozu m iałe za k lę c ia :
„ H u la wilka do l a s a ! :< „N a niedźw iedziu sk ó ra d r ż y “ .
P o wieczerzy rzu ca się wszystko n a słomę — dzieci kwiczą, szc z e
k ają , p ieją, u d a ją c głosy zw ierząt.
P aro b c y p row ad zą do izby psa, k ota,
konia, k ro w ę i t. p., a g osp od arz daje każdem u k o lęd ę z kolana, aby mu
służyło w iernie D ziew ki bieg ną potem z psam i na gnój i k a ż ą im szczekać.
P o zachow aniu się psa, p o zn ają swoją przyszłość. W n o cy po dsłu chu ją g o
s p o d a r z e ro zm aw iające b y d ło między sobą. N iestety, dowiadują się o r y
chłej swej śm ierci i u m ie ra ją ze stra chu . D zie w częta na w y d a n iu wieszają
ja b ł k a i orzechy na drzewie — kto te j a b ł k a obierze, ten zostanie mężem
właścicielki. W ś r ó d tego wszyscy śpiew ają n a pół wesołe pieśni, k tó r y c h
tr e ś c ią je s t wyliczanie rozm aitych darów, sk ła d a n y ch n o w o uk aza nem u się
bóstwu w g rocie betlejem skiej. P a n u je rad ość. W nocy mało k to śpi. L udzie
i wszystkie duchy cieszą się wspólnie. N astęp nej nocy i w szystkich in n y ch
dw unastu aż do „ T rz e c h k r ó l i “ odbyw ają się ta k samo uczty. Chłopcy i p a
robcy p rzychodzą że szopką, w której p a stu szk i znoszą B o g u b e tle je m
skiem u ró żne p o d aru n k i. Z a szop ką idzie „ T u r o ń “ ; kłapie pyskiem i d o
m a g a się n a p itk u jakieg o. N ajb ard ziej lubi miód, wino i wódkę. M iejscam i
z a m ia st T u ro nia, k tó r y kszta łtem swoim wielce p rzy po m ina nam władcę
puszcz litew skich „M iedźw iedzia“, później „N ied źw ied zie m “ zw anego, w łaści
ciela niezlicznonych barci, chodzi „ B o k u s “ , opasany pow rósłem i od ziany
niedźw iedzią skó rą. I on ta k że lubi miód i wino.
D ziew częta r z u c a j ą nań
owsem t a k samo, j a k n a „ T o r u n i a “ . N a Boknsie ko ńc zą się odw iedziny
chłopskich za g ró d p rzez zagadkow e istoty, dom agające się darów. Noce
zmalały, wichry ustały. Słońce się pokazało. Chłop z eb ra ł słomę ze stołów,
ławek, stołków , ścian, pow ały i p o d ło g i; część spalił p rz e d e drzwiami, czę
ścią obw iązał drzew a w ogrodzie, żeby lepiej rodziły — re s ztę zw iązał
w snop i zawiózł kołem do stodoły. D ziew częta pozwoliły sobie o b rać „ s a d y “.
P r ó ż n e d rzew k a wyrzucono n a dwór. P o z o s t a łe części kolędy w rzucono do
wody, żeby była d o b rą i nigdy je j nie brakowało. Po sk oń czon ych Godach
w szystko wróciło do pierwotnego stan u .
Wilki, niedźw ie dzie i inne dzikie
zw ierzęta pouciekały w las. Z nik nęły duchy i podziem scy bogowie. W rócili
na p o w ró t pilnow ać skarbów ziemi. T u ro ń (germ ań sk . T h o r.) w p o sta ci n iedź
wiedzia p rze bie ga lasy i d ogląda barci. Czasami sk r a d a się n a pola i wy
ja d a rolnikom owies. P rzeciw n ik a ra n i ciężką ła p ą ja k H e r k u le s maczugą,
T h o r ostrym mfotem , a W otan (przezw any Othinem) d ług ą lancą. — R o z
począł się Nowy Hok.
P y t a m się teraz, czy m o ż n a się tu d o p a tr z e ć choć szczypty k u ltu
boga A g n i, boga słońca, a więc boga n ie b a ? Gdzież to m ożna p oró w n ać
ze s k a n d y n a w sk ie m „ J u l f e s t e m “ ? W p ie rw o tn yc h „G odach" o narodzinach
— 174 —
bóstwa nie m a ani wzmianki.
Owszem, cala p rz y r o d a j e s t wtedy w stan ie
snu i ogólnej m artw oty. Ż ad n e światło się nie rod zi, nie pow iększa —
a przy najm niej tego p rz y b y tk u św iatła n ik t nie sp o s trzeg a.
Ani wzmianki
0 słońcu
owszem, wszędzie mow a o g w iazdach i ciemności. Cały czas
nazywa się „św iętem i n o c a m i“ . „ Z ie lo n o ś c i“ t a k ż e nigdzie nie widać, „ s a
d e k “ zaś, „ c h o in k a “, to rzecz p rzy p ad k o w a, n a k tó r e j d ziew częta chcą nawiesić ja b ł k a i orzechy, j a k o ofiarę dla „ T u r o n i a “ , k tó r y zwykle przyw odzi
ze sobą kaw a lera . Czasami sam „ T u r o ń “ j e s t tym k aw a lerem i o b ie ra „ s a d " .
O ! „ T u r o ń b ard zo lubi ja b łk a . T o też choć gdzie słychać, że tej lub owej
dziewczynie kolęd nicy , co chodzą ze „ s z o p ą “ i z „ T u r o n i e m “ o b rali „ s a d “ .
„ T u r o ń “ lubi ta k ż e i dziew częta, goni za niemi, k ła p ie py skiem i całuje. Jeżeli
zaś „ c h o i n k a “ ma coś symbolicznie oznaczać, to w k ażd ym r a z i e las, głów ną
siedzibę „ T u r o n i a “ , „ N ie d źw ied zia“, a nie aryjskiego Agni, k tó r y j e s t u o s o
bieniem św iatła słonecznego. Kównież „ p e n c o k “ i „ k u c y a “ , według t ł u m a
czenia p. W ito rta , nie o d g ry w a tu nadzw yczajnej roli, ale miód, chleb,
zboże, przed ew szystkiem „ o w ie s “ i inne fr u k ta polne, k t ó r e M iedźw iedź —
N iedźw iedź — T u ro ń i cała je g o dru ż y n a leśna ch ę tn ie spożywają, p o d o
bnie j a k T h o r u G erm an ów północnych, a B acch u s u G re k o -Ita ló w .
Święta godnie są więc naszym w łasnym dorobkiem , ku ltem władcy
naszych lasów i puszcz, k ró l a w szystkich z w ie rz ą t dzikich, k tó r e g o ulu bio ną
p o tr a w ą j e s t miód, owies, owoce polne — k u lte m „ M ie d ź w ied zia — N ie d ź
w iedzia“ , zwanego z g e rm a ń s k a „ T o r u n i e m “ albo T uroniem . Ja k o k ró l
1 w ładca św iata, po kryteg o wówczas lasami, ma około siebie 12 doradców ,
zwanych u G erm anów A sa m i (Aesir). Jedn ym z ta k ic h Asów j e s t z pew no
ścią Wilk, k tó r e g o p o d an ie staw ia obok władcy. Musi ich być 12, bo je s t
12 „św iętych n o c y “ . (P rzy p o m in am , w szystkie dni od 23/ 12 — 4/і m a ją nazwy
od zw ierząt, np. Nowy rok, „ n a zający s k o k “ , T r z e c h króli, „ n a kuno
stope i t. p.).
P ie r w o t n e p odan ie o „Lisie i W ilk u “ musiało z p ew no ścią d o kład nie
znać w szystk ich d oradców T o r u n ia , tem bardziej, że o lisie i wilku n a jc h ę
tniej sobie we wilią chłopcy n a słomie o p o w iad ają . N a tu ra ln ie , dziś dla
ż a r t u i zabawy, a dawniej musiały to być hymny p ochw alne n a cześć N iedź
wiedzia, W ilk a , L is a i t. d „ ro d zaj późniejszych kolęd. Wľ miarę postęp u
i oświaty ludu naszego, ten k u lt zwierzęcy się usz lach etn iał po dobnie ja k
u G ermanów k u lt T h o r a , a u Greków i R z y m ia n k u lt B a cch a. Ponieważ
zaś te trzy ku lty sąsiad o w ały ze sobą, zaczęły więc na siebie wpływać,
a n aw et z czasem sędziwy „ N ie d ź w ie d ź “ m usiał u stąp ić miejsca w p ołu d n io
wej P olsce Bacchusow i p rz e k rę c o n e m u n a „ B o k u s a “ — a w północnej Thorowi p rz e k r ę c o n e m u n a „ T o r u n i a “ lub „ T u r o n i a “ . P o d o b n e zm iany n a s t ą
piły n a półw yspie S kandynaw skim , gdzie k u l t dawny T h o r a musiał ustąpić
m iejsca bogu południow ych G erm anów „ W o d a n o w i “ , p rz e k rę c o n e m u n a
„ O d h i n a “ . Po zapro w adzen iu c hrześciań stw a na miejsce „ B o k u s a “ i „ T o
r u n i a “ p rzy szedł „ P o n ie z u s “ w postaci czysto lud zk iej. Dawni bogowie zeszli
do ro li straszyd eł, „ p o k u s “ , „p o k u śn ik ó w “ i zwyczajnych zwierząt. Z w ierzęta
u trac iły mowę i duchy p rz e s ta ły się włóczyć po świecie, „bo je L o ciec
św ienty z a k lo ň “ j a k mówi podanie. W miejsce m iodu weszło wino, w m ie j
sce ch leba o p ł a t k i ; dary przezn acz on e n a uczczenie bogów nazw ano „c o
l e n d a “ . Sypanie owsem przyw iązano do ka m ie no w a n ia św. Szczepana.
W m iejsce słomy i sian a na stó ł dostały się obrusy, za m ia st ja b ł e k i o rz e
chów wieszają te r a z ciastk a. P ie r w s z ą św iętą noc nazw ano „ W i l i ą “, „ G o d y “
-
175 —
św iętam i Bożego N arod zenia, o sta tn ią noc T rz ech kró lam i i w skutek powię
k szen ia g ru d n ia o 2 dni, dodano jeszcze 2 nocy więcej. „ G o d y “ dzisiejsze
są zatem u roczystością po w stałą ze zlewu trzech p o krew n ych kultów : M iedźwiedzia, T h o r a i B acch usa t. j.. N iedźw iedzia, T o r u n ia i B o ku sa o p raw io n ą
w ram y k u ltu „ P o n ie z u s a “ a nie sp uścizną po A r y a c h i bo ga ich Agni.
L . Młynek.
*
*
*
Polacy w Ameryce: A) W a n d a z D y b o w s k i c h L o n g Pierwsze polskie usiłowania kolonizacyjne w Stanach Zjedn.
p łiii Ameryki. Lwów. N akład em „ P rz e g l ą d u W sz e c h p o lsk ie g o ". Z d r u k a r n i
champs:
W . A. Sżyjkowskiego. R. 1 8 9 5 ; B) A n t o n i H e m p l , członek wyprawy
naukowej D r. Siem irad zkieg o do Brazylii i A r g e n t y n y ;
Polacy w Brą
z y l i k Lwów. N a k ła d e m W yd aw n ictw a „ K u r y e r a L w o w sk ie g o ". Z d ru k a r n i
Z y g m u n ta Golloba. R . 18 94 .
K w estya wychodźtw a w arstw ludowych, ich — m ożna powiedzieć c i ą
głego w ciągu dziejów p rz esied lan ia się z m iejca na miejsce, z k raju do
k ra ju , wreszcie z je d n e j części św iata do innej — wchodzi w zak res z a
równo socyologii, ja k o też t. zw. historyi k u lt u r y i tem sam em w kracza
ta k ż e w dziedzinę — ludoznawstwa:
P rzesied la n ie się nomadów, wywołujące zabory m i ę d z y p le m ie n n e — jest,
j a k socyologia p raw ie jed u o z g o d n ie stw ie rdz a, j e d n ą z głównych przyczyn
p rzem iany kom un archaiczn ych w p a ń s t w a ; wojny krzyżow e n. p. m a ją
c h a r a k t e r wybitnie najazdowy, ale w sk u tk a c h swych wpłynęły d ecydująco na
społeczno k u lt u r n y rozwój ludów średniow iecznej E u r o p y ; dzisiaj żyjemy, j a k
mówi L. K rzyw icki w „ L u d a c h " w „e p o ce najazdów ra s y b i a ł e j " na inne
rasy . N ajazdow i tem u uległo pół Azyi, cała A m e ry k a i dzisiaj „ A f ri k a n d e r z y “ m a r z ą o podobnych tryum fach n a „ c z a r n y m " lądzie afryk ańsk im . Nie
mając zam iaru pisać tu taj osobnej ro zpraw y o e m i- i im m igracyi, z a z n a
czyłem tylk o szkicowo szerokie ram y tej kwestyi, w których ju żcić może
się wygodnie pomieścić niejeden in teré s um iejętny i prak ty cz n y , a więc
i in te re s nas w tem miejscu najbliżej obchodzący tj. ludoznaw czy.
Obie rozprawy, k tó re omówić zamierzam y, n ależ ą do nielicznej sto sun
kowo polskiej lite r a tu ry kolonizacyjnej, tej lite r a tu ry , k tó r a także próbnje
wpływać b ezpo średn io — za pom ocą tak ich organów j a k „ P rz e g lą d W s z e c h
p o ls k i“ i „ G a z e ta handlow o-geograficzna“ , n a p ra k ty c z n ą stron ę wychodźtw a
łud u polskiego do A m ery ki. Nas — w ludoznawstwie obchodzi mniej organizacya celowa ru ch u em igracyjnego, n ato m ias t ważną kw estyą je s t f a k t wy
ch o d ź tw a lu du polskiego sam przez się, tudzież fakty, odnoszące, się d o ż y c i a
im m igrantów na obcej ziemi. R o z p ra w k a pani L on gch am p s je s t tylko k ró tk im
frag m entem z dziejów e m igracyi polskiej do A m ery ki pine., kreśli mianow i
cie pie rw sz e k r o k i em ig racyjne Polaków w stan ie Illino is. G ru p k a żołnie
rzy z r. 1 8 3 1 ., k t ó r a po pow staniu znala zła się w Galicyi i doczekała się
prześladow ania ze stro ny osławionej b iurok rae yi M eternich ow sk iej, zo stała
wreszcie mimo swej woli przesied lo ną do Stanów .Zjedn. A m eryk i północnej.
Gzęść tych niedobrow olnych e m igrantów ro z p ró sz y ła się po „Nowym Ś w iecie“ ,
część je d n a k założyła w Illinois osadę „ N o w a P o l s k a “ i od tej chwili —
osadnictw o polskie w A m eryce płne. rozwijać się poczęło, obejm ując różne
— 176 k lasy społeczne, ale p rzedew szy stkiem ludzi, wydziedziczonych ek on om iczn ie
lub politycznie prześlado w any ch. J e s tto e k sc e r p t z h isto ry i polskiej, p r z y p o
m inający p raw ie dosłownie em igracyę pierwszych A nglików do A m e ry k i
północnej, wyrzuconych z k r a j u ro dzinnego przez w zburzone fale rewolucyi
angielskiej X V II. w.
O bszerniejszą i cie k a w szą je s t ro z p ra w a p. H e m p la . A u to r na miejscu
b a d a ł sto su nk i czysto ludowej, bo chłopskiej i robotniczej ludności polskiej,
osiedlonej w B razylii, w tym k ra ju , k tó r y ciągle jeszcze stano w i w umyśle
polskiego i rusk ieg o chłopa, coś w rod zaju, „m lek iem i miodem płynącej
k ra i n y szczęścia, ziemi o b ie c a n e j“ , N a tu r a l n ie ! — ta k nie j e s t i sądzę, że
n aw et d alek i i złudny m agnes p rz y c ią g a ją c y b ra zy lijsk i nie działałby ta k
silnie, gdyby nie ten fakt, że p o m a g a ją jeg o sile a tra k c y jn e j... stosunki
w ojczyźnie em igrantów . Obecnie znajd u je się w B razy lii około 7 0 .0 0 0 e m i
g rantów polskich, p rzew ażnie chłopów, ro zsiedlo n ych w tr o ja k i sposób. J e d n i
zostali po p ro s tu złapani prz ez p lan tato ró w i p r a c u j ą ja k o ro bo tn icy rolni
przy “ k a w ie “ w miejsce uwolnionych z niewoli murzynów, są w prawdzie „w ol
n y m i“ najm itam i, ale los ich w p orów naniu z byłym „ c z a rn y m “ niew olnikiem
k orzy stn ie jszy m nie je s t. Ale p lan ta to rstw o m a i w „Nowym Św iecie“ swe
p ra w a i sw ą etykę.
D ru g a , ale mała część em igrantów z a ję ta j e s t po m iastach b ra z y lij
skich. F a b r y k tam mało, przem y sł do dziś dnia głównie rękodzielniczy.
S k u tk iem tego, r o b o t n ik fabryczny w Brazylii m ało poszukiw any, dzieli los
ro b o tn ik a „p rz y k a w ie “, drob ny rz em ieś ln ik m a się lepiej, ale bez pieniędzy,
k tó r y c h em ig ra n c i nie m ają, założenie w a rs ta tu j e s t praw ie niemożliwem'.
N ajlepiej w zględnie j e s t d ro b n y m chłopom, osadzonym n a „ k o lo n ia c h " .
T e chłopskie ko lon ie polskie, m ie szczą ce się p rzew ażn ie w sta n ie P a r a n a ,
ro zw ijają się zwolna, ale dość system atyczn ie, m ają obecnie ju ż n aw et ślady
gminnego sam o rząd u . L u dzie, zajm u jący się p ra k ty c z n ie e m ig rac y ą po lską
w Brazylii, m ają uwagę skierow an ą głównie na tego ro d za ju osady, n i e
k tó rzy , a wśród nich p . H em pl, p ro r o k u ją tym „ k o lo n io m “ pom yślną p rz y
szłość. (Jzy m a ją r a c y ę ? N a to dziś jeszcze n ie po do bn a dać stanowczej o d
powiedzi, w k aż d y m j e d n a k ra zie faktem je s t, że chłop „ k o l o n i s t a ' m a się
w B razylii względnie lepiej, niżeli w k ra ju , to też ci właśnie em ig ra n c i
stano w ią j e d n ą grupę osadników, k tó ry ch p rzy k ład móże być do dalszego
w ychodźtw a zachęcającym.
Dr. K . I. Gorzycki.
*
W. A- Ciousfon : N a r o d n i k a z k i t a w ÿ h a d k i , j i c h w a n d r i w k i t a p e r e m i n y, z a n h l i s k o i m o w y p e r e ł o ż y w A . K r y n i
s k i j. L wlw 1 8 9 6 .
W k siążc e tej, bardzo nie nowej ze względu n a treść, mieści się k i l
k a artykułów . P ie rw sz y p. t. N a r o d n i k a z k i t a w y h a d k i , je s t p r z e
kła dem w stępu do p ra c y C loustona ; d ru g i ta k że z Cloustona, O p o w i a d a
n i e a r a b s k i e o A n t a r z e ; do to m ik u tego weszła również b a j k a
E g i p s k a o d w ó c h b r a c i a c h z M a s p e ro , przełożone przez I F r a n k a
i k o m en tarz do niej C osquin’a.
-
177 -
Ja k k o lw ie k dzieło C lo usto na wyszło mniej więcej p rz ed 10-ciu laty,
a M asp ero (L es contes p o p u laires d e ’ E g y p te ancien ne, tr a d u its et co m
m entés. P a r i s 1 8 8 9 ) p raw ie p rzed siedmiu, naukow a w arto ść obu d z ie ł nic
n a tern nie s traciła dotychczas.
Nie będziemy z astan aw iać się n ad tern, ja k ie istnie ją teorye o p o w staw a
niu i ro zszerzaniu się bajek i opow iadań ludowych, a można naw et powiedzieć
ty ch wszystkich wytworów w yobraźni ludów, k tó r e z ust jego przeszły do
li te r a tu r y naukowej, chodzi n am tylko o ten m a te ry ał, k tó r y za w a rty j e s t
w k siążce wydanej po rusiń sku . Dwaj powyżej cytowani p isarze re p r e z e n tu j ą
dwie najnow sze hipotezy naukow e o p ochodzeniu i wędrówce l i te r a tu r y ustnej,
w tym w ypadku b a je k i opowiadań.
Clouston re p re z e n tu je h ipo tezę p ochodzenia lite r a tu r y ludowej z Ind y i,
M aspero — z E g itu . W ed łu g C lo usto na l i t e r a t u r a t a w ędrow ała p rzez Azyę
mniejszą i Greków, a potem przez Arabów, T u rk ó w i Mongołów do E u r o p y .
P rz e d o s ta ła się o na nietylko do różnych pisarzów , lecz w ędrowała tak że
przez u sta mnichów, pielgrzymów, kaznodziejów , aż dostawszy się do zbiorów
J a q u e s ’a de V i t r y (Serm ones de te m p o re et sanctis), E t i e n n e ’a de Bourbon
(L ib e r de donis) i wreszcie G esta ro m a n o ru m і w. in., od nich dopiero
wchodziła do ciemnych mas ludow ych i k ształto w a ła się stosownie do w a ru n
ków życia i otoczenia. W ty ch k ró tk ic h słowach streszcza się zasadniczy
p o g lą d C loustona na rozpow szechnianie się czyli w ędrówkę bajek, p r z y p o
wieści i opow iadań ustnych.
W id zim y z tego, że a u to r uw aża' drogę, że ta k powiem, piśmiennego
p op ularyz ow an ia się b a je k i przypow ieści, za j e d y n ą n ie o m a l; o innych nie
mówi. T aki p u n k t wyjścia nie wydaje mi się ani słusznym an i u zasad nion ym
d ostatecznie. D ro g ę piśmiennego 'zapożyczania się m ożna uw ażać za d o d a t
kową, tem ba rdz iej, że w owe czasy, gdy dzieła powyższe pow stały (w. X I. X I I .
і X I I I ) ośw iata była d o s tę p n ą dla bardzo nielicznej grupy ludzi, znających
pismo. S tą d też ze s k a r b c a twórczości ludowej n ajchętniej i najwięcej k o
rz y sta ło duchowieństwo, czerpiąc ta m swoje exempla. Nie d a się podobno
nigdy obalić hipoteza, że p ra ż ró d łe m tw órczości l i te r a tu r y ustnej całego św iata
są Indye ; s tą d też słuszne są domysły Clo ustona o wędrówce b ajek i p rz y
powieści przez Azyę m niejszą do E u ro p y . Ale nie była to ścieżka an i główna
ani jedy na. P om ijając m oźebność p rzypadkow ego zetkn ięcia się d ro g ą m o rsk ą
ro zm aitych plem ion i w zajemnego u d z ie la n ia się treści b a je k i opowiadań,
is tn ia ła d r o g a w ielka i s t a ł a : przez w rota ludów na K aukazie, wzdłuż w y
b rz e ż a Azowskiego i C zarnego morza, szero kim pa se m aż do środkowej Eosyi
dzisiejszej. W pierwszym o kresie ro zw oju i życia n a ro d ó w w ogóle służyło
nie morze lecz ląd d ro g ą do po ro zum iew an ia się, a pierwsze ognisko cywili
zacyjne wytworzył um iark o w an y k lim a t p rz y bogactw ie przyrody. Nie możemy
wskazać tego
ogn iska ja k o p u n k tu , lecz możemy ja k o k ra j.
Z nam y w ę
drów ki historyczne, ale nie znamy przed historyczny ch i znać nie będziemy.
Nie możemy b łą k a ć się w domysłach, lecz musim y przy jąć chwilę h is to ry cz
nego u sta le n ia się i rozsied le nia ras i tu szukać w skazówek źródła li te r a tu ry
lu d o w e j , jej
wędrówek i wspólności motywów. W zg lę d n ie
do E uro p y ,
a może naw et do całego św iata, is tn ie ją dwa tak ie ogniska — tu r a ń s k ie : Chiny
i a r y j s k ie : In d y e . Musimy p rz y ją ć te p u n k ty za wytyczne nie tylko dlatego,
że one są najdalsze, lecz dlatego, że one są logicznie uzasadnione, ho nie
p rzez Grecyę, Azyę M niejszą, I t a l i ę i półw ysep Ib e ry jsk i, lecz od wielkiego
W schodu i p o łu d n io -w sch o d u wysypywały się jd e r w s z e ro jow iska ro zm aity ch
12
-
178 -
ludów do E u ro p y . N iep od ob na przypuścić, ażeby one nic ze sob ą nie p r z y n o
siły oprócz zn iszczenia — przynosiły swoją k u ltu rę , swój św iat umysłowy
i utw ory swojej wyobraźni. Późniejsze fale napływowe mięszały się ze sobą
przez zw iązki krw i, a r a z e m z tym zw iązkiem fizycznym powstawały rów nież
pow inow actw a ducbowe, S tą d też pierw szy d o ro b e k cywilizacyjny w formie
tw órczości z z a k re s u w yobraźni przynosił się i rozpow szechniał się z każdym
dopływ em świeżym.
Nie d ro g ą wzajemnego zap o życzan ia się, lecz d ro g ą
wspólności źród ła p ochodzenia możem y sobie w ytłóm aczyć te re s z tk i l i t e r a
tu ry ustnej, j a k i e b łą k a j ą się dotychczas śró d warstw najm niej uk ształcon ych .
T a k a była p ra -p rz y c z y n a ro z s zerzan ia się b ajek i przypow ieści, droga, że ta k
powiem, najp ro stsz a. Gdy człowiek zapoznał się z morzem', gdy ciekawość
p ęd ziła je g o w ró żn e stro n y i zetk nę ła z ro zm a ity m i ko ń czy n am i lądu , p o
częły się tworzyć kolonie. Je ż e li w d ane m miejscu nie było ludności żadnej,
kolonia w y tw arzała pierwotny własny o rganizm cy w ilizacyjny; jeżeli sty k a ła
się z innymi n a ro d a m i — wpływy i zap oży czania się były wzajemne. T em
tylko możemy sobie wytłómaczyć, że te same b ajki ludowe znajd ujem y w Indyi
i Ir la n d y i, w N iem czech, n a Rusi i Polsce. Je d n ak o w y pomysł, ro zm aite
obrobienie.
D ro g a zapo życzan ia się przez G e s t a r o m a n o r u m , D i s c i p l i n a
c l e r i c a l i s, S e r m o n e s , L i b e r d e d o n i s і in. j e s t sz tu czn ą i, ja k
p o w ie d z ia łe m , n ied o s tęp n ą d la ludu, k tó r y zasila się tylko żywem sło
wem. M oże ona do starc zyć m a te ry a łu uczonym k ry ty k o m , wielkim erudytom ,
zw olennikom p a rad o k s a ln y ch hipotez, budującym na zbliżeniach, mniej lub
więcej uzasadnionych, św ietne teorye, ale nigdy nie ostoi się tam , gdzie wy
p ad n ie p rzy łoży ć m iarę ogólniejszą i szerszą. Nie n a g ru n c ie książkowych
zapożyczali się, k tó re d adzą się p o p rzeć cytatam i, lecz n a podstaw ie dróg,
k tó re m i rozchodziły się pierwsze kolonije, wylatywały pierwsze roje ludzi do
życia cyw ilizacyjnego, możemy wskazać p ra w d o p o d o b n e wędrówki li te r a tu ry
u stn ej. N ieu stan n e k ręcenie się w kółko leży ta k ż e w błędnej m etodzie k r y
tycznej, przyjętej p rz ez badaczy zabytków lite r a tu r y u stnej. S to s u ją oni m e
todę k ry ty k i naukow ej, d ążące j do u s ta le n ia faktów za po m o cą sp ra w dze nia
lub szczegółowej analizy ; ty m czasem w tym w ypadku k ażd e w ykrycie nowego
fa k tu nie ty lk o nie w yjaśnia całości lecz bałam uci b a dacza, przy w ięzu jąc
jego uwagę do pewnej chwili dziejowej i zm uszając n iejako do wysnuwania
fałszywych wniosków. T e m się tylko da wytłómaczyć, że k ry ty c y rosy jscy
szukali źró d ła swoich bylin u T a ta r ó w , Chińczyków, F in land czyk ów , a n a
wet — u Rumunów.
W ielk ie ru c h y n aro d ó w ze W sch o d u n a Z achód, znane z historyi
i niezaprzeczone, po zw alają oprzeć wnioski o w ędrów kach lite r a tu r y ludowej
n a wiełkiem cywilizacyjnem zjaw isku p rzesu w an ia się ludności. T u tr z e b a
sz u k a ć p ra ż r ó d ła wpływu. Nie znaczy to bynajm niej, ażeby wpływ i z n ac ze
nie źró d eł p o dan ych p rze z Cloustona nie miały żadnej doniosłości ; nie, tylko
że ta doniosłość o gran icza się ju ż do czasu ściśle o kreślonego, a z pi-zesłan ek w ten sposób zestawionych niep o d o b n a w yciągnąć żad n y ch dalszych
wniosków o źródle i poch od zeniu li te r a tu r y ustnej. Z re sz tą , p ra ce n a tem
polu dopiero rozp oczęte. Gdy zbierzemy wszystkie z ab y tk i lite r a tu r y ustnej,
gdy zdołamy j ą zbadać, rozklasyfikować i porów nać l i t e r a t u r ę k ażdeg o n a ro d u
z innemi, gdy oddzielim y to, co j e s t sam oistne, bez względu n a narodow ość,
gdy zbadam y setki tysięcy mogił całej Słowiańszczyzny od U r a lu do Adry-
-
179 —
atyk u i B ałtyk u , — wówczas będziemy mogli coś więcej i coś bardziej s t a
nowczego powiedzieć o p r a i r ó d l e li te r a tu ry ustnej.
Od chwili zap ozn ania się św iata uczonego z eg ipsk ą b a jk ą o d w ó c h
b r a c i a c h , n a p is an ą na 3 0 0 0 la t p rzed n a s z ą erą, a później sk u tk iem
odkrycia różnych, n iezna ny ch dotychczas pomników l i te r a tu r y ustn ej e g ip s
k iej, p oczęła się szerzyć hipoteza, że p ra-żró d łem l i te r a tu r y ustnej wogóle
był sta ro ż y tn y E g ip t. H ip o te z ę powyższą M a s p e ra p od ał krytyce Cosquin,
wziąwszy za p u n k t wyjścia bajk ę o d w ó c h b r a c i a c h . R o zp a trz y ł on z a
równo główny motyw j a k i odmianki i znalazł tę bajkę u Niemców, W ę g ró w ,
w Rosyi, G recyi, F ra n c y i, w Indyi, a n aw e t w Anamie, B e n g á lu , Mongolii
i Siamie. W o b ec tego nasuw a się p y ta n ie : czy b a jk a o dwóch b rac iach
może być oryg in alną e g ip s k ą ? W o bec m a te ry a łu porów nawczego, p r z y t o
czonego przez C osquin’a tw ierdzącej odpow iedzi dać niepodobna. A u to r też
je j nie daje, p ow iad a tylko, że „do bajki indyjskiej narosło tro ch ę e lem en
tów eg ip s k ic h “ — lo kalnych tj. barw a opow iadania i w aru n ki innego życia,
in nej przyrody. W obec tego niepo trzeb nie się dziwi, że „szerokie morze
indyjskie, z któ reg o wypływają wszystkie b ajki i nowelle na różne stro ny
św iata, wypełniało się nie wyłącznie ź ró d ła m i miejscowemi, lecz otrzymywało
dopływy ka n a ła m i dotychczas je szcze n ie z n a n y m i1. K a n a łam i tymi b y ły : p rz e
suwanie się ludności dobrow olne i przym usowe, wojny, sto sun ki handlowe,
zw iązki krw i i t. p. Jeżeli zaś b a jk a o d w ó c h b r a c i a c h pochodzi i s to
tnie z Indyi, to kiedy d o stała się do E g i p t u ? Cosquin przypuszcza, że nie
od Aryów, lecz od ludności ra s y kuszyckiej t. j . tej samej, do k tó rej n a le
żeli E g ip c y a n ie . Ażeby prawdziw ość tej hipotezy uznać, n ależ ałoby dokładnie
oznaczyć czas p rzy jścia Aryów na półw ysep In d y jsk i i posiadać ja k ie ś piś
m ienne po m n ik i lite r a tu ry pisanej i ustnej owej ras y w ypartej p rzez Aryów.
Czy się tak ie dowody o d n a jd ą i b ę d ą do stateczn ie p r z e k o n y w u ją c e ? Może
być. Dziś je d n a k t a k nie j e s t i dlatego In d y e ze swoimi sk a r b a m i pom ni
ków li te r a tu ry , z bogactw em le gend i ku ltu swojej religii, ze swojem p o ło
żeniem klimatycznem i geograficznem p o z o sta n ą jeszcze na długo p ra - ż ró
dłem naszej e uropejskiej i bodaj czy nie ogólno-ludzkiej lite r a tu ry ustnej.
J a k i u dział i j a k i wpływ n a ra s ę a ry js k ą wywierała r a s a t u r a ń s k a ?
To zupełnie in n a sp ra w a i nie tu miejsce na nią.
F r. Rawiia.
*
&
*
Dr. Lubor Niederle. O pftvodu Slovanů.
žitno stem .
str. 149.
У Praze
1896.
B ru s ik
& K o h o u t.
S tud ie к slovaským s t a r o
T iskl Alois W ie s n e r 8",
Badania. P . J . Szafarzyka nad Słow ianam i wyłożone w dziele: Ü b e r
die A b k u n ft d e r Slawen n ach L o re n z Surow iecki, Ofen 18 28 i w jego k la sycznem d z ie l e : Slovanské starožitno sti, za k tó r y m poszła cała rzes za u c z o
nych t a k słowiańskich ja k o też niesło w iańsk ich, zajm ują się wyświetleniem
początków h i s t o r y i Słowian, kiedy ci za ję li już s tałe siedziby w E u ro p ie ,
i p o d ró ż n e m i n a z w a m i występowali na widownią h is to ry czn ą . O p ocz ątk u
n a to m ia s t Słowian i ich stosunków do innych narodów i plem ion, zaczęto
dopiero wtenczas tr a k to w a ć , k iedy na zakładzie g ra m a ty k i porównawczej
b ad an o języ k i e u ro p e jsk ie i stosownie do ich budowy g ram aty czn ej w pro w a
-
180 -
dzono j e w pewien s to su n ek genealogiczny, k tó r y oznaczono mianem g ru p y
języ kó w ind ou ro pejsk ich lub aryjskich. W tym ok resie b a d a ń ję zykow ych
musiano Słowianom poświęcić rów n om ierne nw zględnie nie, a tem sam em s t a
ra n o się oznaczyć na po dstaw ie po k re w ień stw a językow ego ich stosunek
etnograficzy. P oniew aż j e d n a k p rze k o n a n o się, dzięki ba d a n io m e tn o lo g i
cznym, o p a rty m n a a n tro po log ii i p rzed h isto ry c zn e j archeologii, ze pomiędzy
po ję ciam i o n a ro d z ie i plem ieniu mogą, zachodzić pewne różnice, sk u
tk iem czego poczęto je więcej
uwzględniać i ro z r ó ż n ia ć , n ie m n ie j , że
cechy c h a ra k te ry sty c z n e etnograficzne nie koniecznie idą w p arze z cecham i
językow em i, p rz e to otworzyło się dla n au k i nowe pole, k t ó r a p osłu gu jąc się
nowym m ate ry ałe m naukowym, p rz e ję ty m z dziedziny a ntrop olo gii i a r c h e
ologii, p oczęła zajm ować się b ad an ie m narodów eu ro p ejsk ic h , ich po czątku
i stosun ku ich pokrew ieństw a. Z a te m i w tej fazie antropologiczno a rc h e o lo
gicznych b a d a ń ludoznawczych Słowianie nie mogli pozostać poza naw iasem
na ukow ych dyskusyi, w k tó ry c h ró ż n i u czeni ró żne o ich pochodzeniu w y
głaszali zd a n ia *— niek ied y wręcz przeciw ne i nawzajem siebie w ykluczające.
Z tego względu p ra ca, k tó r ą mamy p rz ed sobą, a w k tórej a u to r s t a r a ł
się „zg ro m ad zić w szystko, co now sza n a u k a nam przyn io sła i n a k re ś lić na tej
podstaw ie obraz, wprawdzie o ry sa ch gru bych, zwyczajnych i mniej lub wię
cej praw do po do bn ych t y l k o “ , zasługuje n a uwagę tem b ardziej, że D r. N iederle złożył w niej dowody nietylko szerokiej znajom ości dotyczącej l i t e r a
tury, ale także, co z uznaniem podnieść trzeba, w p rzy tac zan iu zd ań i hi
potez innych występuje jak o sam odzielny badacz k ry ty czn ie i um iejętnie,
p r z y k ł a d a ją c do dowodów różnych uczonych tę m iarę, ja k i e j dom aga się
g run to w na znajom ość p rz e d m io tu w p o łączeniu z d ob rze za stósow aną m etodą.
Dzieło całe dzieli się n a t r z y części, z k tó ry c h w pierwszej tr a k tu j e
o „ p o c zątk a ch naro do w ości s ł o w i a ń s k i e j j e j sto su n k u do innych n a ro d o woś, i n a z a k ł a d z i e j ę z y k a , w drugiej ze względu na je j c h a r a k t e r
fizyczny, czyli na zakła dzie a n t r o p o l o g i c z n y m , w trzeciej ze względu
n a jej rozwój cywilizacyjny, czyli n a zak ładzie a r c h e o l o g i c z n y m ; potem
n a stęp u je „ Z a k o ń c z e n ie “ , w k tó r e m streszcza wyniki swego b a d a n ia i dwa d o
d a t k i : jed en , zaw ierający spis głównych prac, tra k tu ją c y c h o antropologii
Słowian, i drugi, w k tó ry m ro z b ie ra stosun ek p ok re w ień stw a Ugrofinów do
Słowian.
W części lingwistycznej zaczyna au to r, p o stę p u ją c d ro g ą , j a k ą w sk a
zuje sam p rz e d m io t, t. j. j ę z y k , ze względu na jego chronologię i w ią
żące się z nim ró żn e
teo ry e
n au ko w e
od p r a j ę z y k a s ł o w i a ń
s k i e g o , k tó r y w przebiegu czasu wyłonił się i rozróżn iczk ow ał od wspólnego
ję z y k a a r y j s k i e g o , czyli indo europ ejskieg o. J a k o czynniki, w pływające
na pow stanie nowego języ ka , p r z y j m u j e : a) r ó ż n i c e n a r z e c z o w e ,
wywołane w ewnętrznym
rozw ojem j ę z y k a , 5) r o z d z i a ł t o p o g r a f i
c z n y , który, j a k z jedn ej stro n y wpływa n a wytw orzenie ró żnic narzeczo
wych, ta k z drugiej może stać się znowu p o dk ładem do nowej warstwy j ę
zykowej, c) asym ilacya obcych elem entów językow ych, str. 14, 16. P od w p ły
wem tych czynników p ow stały p ojedyńcze jęz y k i in d o eu ro p ejsk ie , a razem
z nimi i ję z y k słowiański.
Słusznie k ład zie a u to r przycisk n a to, że bez
dokładnej znajom ości całej h is to ry i pojedynczych języków in do eu ro p ejsk ich ,
nie m oż na oznaczyć i d o kła dn ie o k reś lić p ierw otn eg o s to su n k u ich p o k r e
wieństwa, czyli nie można poznać właściwego rozw o ju pierw o tneg o sto su n k u
-
181 —
ich p o k rew ień stw a językca a ryjskiego i ro zp ad a n ie jego na pojedyncze działy
i następ nie ich dalsze w yróżnianie się, str. 19.
Sposób, w j a k i z p r a j ę z y k a a ryjskiego wyłoniły się pojedyncze języki,
mógł być d w o ja k i: albo n aró d p ra a r y js k i ro z p a d ł się na pojedyncze części,
k tó r e rozdzieliły się geograficznie od siebie np. przez emigracyę, sku tk iem
czego i ję zyk p rzechodził rów ne koleje, oddzieliwszy się od p nia wspólnego,
albo też n aró d p ra a ry jsk i z biegiem czasu z powodu ro z ro stu n a tu ra ln e g o
ro z s z e rz a ł swe granice, sku tkiem czego obwód
koła p rajęz yk a się powiększał,
a n a stę p n ie n a s ta ła w obrębie jego g ranic d ecentralizacya.
Stosownie do
tego, teo ry e naukowe tr a k tu ją c e o rozdziale p ra ję z y k a in do europ ejsk iego ,
ro z p a d a ją się n a : g e n e a l o g i c z n ą , p r z e j ś c i o w ą i k o m b i n o w a n ą ,
łą c z ą c ą obydwie p oprzednie, k tó re a u to r szczegółowo p rzechodzi w pierwszej
części swej pracy. J a k o re z u l ta t b ad ań lingwistycznych, stanowiący ró w n o
cześnie stosu nek po krew ień stw a ję z y k a słowiańskiego do innych języ kó w in doeu ro pejsk ic h, a tem samem i narodow ości słowiańskiej do innych je s t
ten, że od „pierw otnego p ra ję z y k a aryjsk ieg o, który m mówiło pierw otnie j e
dno plem ię, oddzieliła się część, k t ó r ą z b ra k u innej nazwy, zowiemy b a ł
ty ck o-słow ia ńsk ą, a k t ó r a p rzed tym rozd ziałem była p ra w d op od ob nie w sty
czności z późniejszą g ałęzią język ow ą g erm a ń sk ą z jed nej strony, a z drugiej
z g ałęzią języ ko w ą irań sk ą, jeżeli wogóle z j e d n ą z nich nie tw orzyła p o
przednio jed n ej całości w przeciwieństwie do re s z ty języków aryjskich.
Językoznaw stw o j e d n a k nie może wykazać, czy zarówno z język iem o d d zie
liła się tak że część p ra n a r o d u aryjskiego do nowego, sam odzielnego bytu,
zate m, czy Słowianie są także p lem ienną częścią p r a n a r o d u aryjskiego, czy
też są tylko aryjozowanym obconarodem , plem ieniem pochodzenia obcego,
któ ry tylko p rz y ją ł i sobie przyswoił ję z y k a r y j s k i “ , str. 3 2 . Do tego p o
trzeb a jeszcze poznać fizyczną stro n ę naro do w ości słowiańskiej, k t ó r a nie
po trzeb uje z lingw istyczną być w żadnym zw iązku pokrew ieństw a etn icz neg o.
T ą ce chą etnicznego p o k re w ie ń s tw a narodow ości słowiańskiej na p o d
stawie antrop olo gii, zajm uje się a u to r w drug iej części. Również i tutaj
p u n k te m o p a rc ia może być p ytan ie, czy : a) n aró d słowiański, b ęd ąc z i n
nymi n a ro d a m i wspólnego po chodzenia, dzielił z nim i także
wspólne cechy
antropologiczne, a różn ice n a stąp iły dopiero z biegiem czasu sk u tk ie m fizy
cznego różn iczko w an ia, lub też ó) Słowianie od p o c z ą tk u tworzyli typ o d
ręb ny pod względem antrop olog iczny m , a tylko z powodu stosunków m i e j
scowych dostawszy się w ścisły zw iązek z A ry jczyk am i, przyjęli od nich
j ę z y k i k u ltu rę a z niemi i c h a r a k t e r duchowy a r y j s k i ? Żeby odpowiedzieć
n a te p ytania, trz e b a przedew szystk iem sko nstatow ać, czy i j a k i e cechy a n
tropologiczne w yróżniają Słowian od innych n arodów , pow tóre, jeże li tak,
ja k ie g o są po chodzenia te cechy i wreszcie, kiedy Słowianie poczęli własny
byt na zasadzie ty ch cech antropologicznych.
Mimo nie dostatecznych bad ań, pod jętych w tym względzie i to b a d a ń
urywkowych, o g ran iczających się przew ażnie do pewnych miejscowości i na
pewne ty lko cechy fizyczne — m ożn a dzisiaj ju ż tyle p rzy ją ć za pew nik,
że S ł o w i a n i e n i e t w o r z ą o b e c n i e ż a d n e j c a ł o ś c i a n t r o p o
logicznej, zatem o typie jednym wyłącznie sł o w ia ń s k im
m o w y b y ć n i e m o ż e . Przeciw nie pojedyńcze n aro d y słowiańskie ró ż n ią
się między sobą więcej niż od swoich sąsiadów, n. p. B u łg a r pod względem
antropologicznym p rz e d s ta w ia całkiem coś innego, aniżeli n. p. Polak, lub
-
182 —
R usin i t. d. F a k t ten je d n a k nie wyklucza przyp uszczenia, ażali dawniej
nie było inaczej, czyli, że Słowianie przed tem mogli tw orzyć więcej odrębną,
całość an tro po log iczn ą, n. p. kiedy w dobie przedh istoryczn ej stanowili j e
szcze je d e n naród . N a to py tanie m ogą stano w czą dać odpowiedź znalezione
szkielety w g ro bach s ta ro sło w ia ń sk ich i p o m ia r ich, p rzed ew szystk iem czaszek.
Żeby dla tej odpowiedzi przyg oto w ać g ru n t stały i pewny, k tó r y n a
tu raln ie tylko w tem znaleść się da, jeże li się w ykaże, j a k i pod tym wzglę
dem p an u je po dziś dzień u Słowian sta n rzeczy, p r z y ta c z a a u to r na p o d
stawie b ad a ń k r u niologicznych re z u l ta t pom iarów czaszek u pojedyńczycb
n arodów słowiańskich, wyrażony w stosun ku p rocentow ym i to w jed n ej t a
blicy pom iary w skaźników zrobione na czaszkach, a w drugiej tablicy w sk a
źniki m ierzone n a głowach żywych, str. 5 4 — 56. P o p rzed n io jeszcze p r z e
chodzi najgłówniejsze teorye an tropologów
odnoszące się do kraniologii
i Wysnuwane z niej hypotézy o p o c z ą tk u i sto su n k u etnograficznym pojedyńczych n arodów e uropejskich. J a k o re z u l ta t ty ch pom iarów tr z e b a przyjąć,
że S ł o w i a n i e
po d z i ś d z i e ń
wyłącznie
są k r ó t k o g ł o w i ,
d ł u g o g ł o w y c h p r a w i e n i e ma , a p o d o b n i e t a k ż e m a ł o p o ś r e d n i o g ł o w y c h , przyczem j e d n a k tr z e b a zauważyć, że ta k ku p ó ł
nocy, ja k o te ż wschodowi k s z t a łt krótkogłow y się sta le zmniejsza, str. 56 nast.
D ru g ie m znamieniem, k tó r e m a n tro p o lo g ia posługuje się dla celów
etnicznych, j e s t b a rw a skóry, włosów i oczu, co do k tórej, mimo pewnej r o
zmaitości, p an u je przecież p rzew aga po s tro n ie ty p u jasn eg o , szczególnie
u P olaków i R osyan, a tylko u połu dniow ych Słowian prz e w a ż a b a rw a cie
mna, k t ó r a im dalej na północ i wschód, tem bardziej jeszcze ginie.
Mając t a k ą p odstaw ę realn ą, cofa się a u to r w przeszłość i n a p od
stawie re la c y i staro żytn yc h pisarzów wnosi, że dawni Słowianie byli barw y
ja s n o -b ru n a tn e j, p rzech od ząc ej w r u d a w ą , str. 90.
Obecny typ przew ażnie
jasn y , nie j e s t pierw otnym , ale późniejszym, pow stałym sk u tk ie m k rz y ż o w a n ia ,
wpływów miejscowych i cywilizacyjnych, co ta k że i u G-ermanow nastąpiło.
Sk u tk iem tego i na zak ładzie re z u lta tó w b ad ań ta k lingwistycznych, j a k o
też a ntropologicznych, wypowida a u to r to tw ierdzenie, k tó r e stanowi zarazem
wynik jego p racy , że S ł o w i a n i e i B a l t o w i e w s p ó l n i e z G e r
manami, a p r a w d o p o d o b n i e z i n n e m i g a ł ę z i a mi a r y j s k i e g o
plemienia tworzyli
tak pod względem li ngwistycznym ,
jako
też a n t r o p o l o g i c z n y m
pierwotnie pokrewną gro
madę, k t ó r a w swym c h a r a k t e r z e ł ą c z y ł a p r a w d o p o d o
b n i e t e z n a m i o n a , j a k i e po d z i ś d z i e ń z n a c h o d z ą s i ę w s p ó l
ne u p o j e d y n c z y c h odłamów, a z a t e m s t o s u n k o w a długog ł o w o ś ć i z b i e g i i m c z a s u w y t w o r z o n a b a r w a j a s n a , str.
101 i n. Z tym j e d n a k ty pe m nie uto żsam ia a u to r całego ty p u ary jsk ie g o ,
t. j. ty pu lingw istycznego z typem plem iennym z powyższym c h a ra k te re m ,
czyli on nie tw ierdzi je s z c z e przez to, czy gałąź a ry js k a od p o c z ą tk u m iała
te cechy an tropologiczne (długogłowość i jasn o b arw n o ść), czy też nie, ani
też, czy te cechy wytw orzyły się już u w szystkich w dobie ich b y tu w spól
nego, czy też tylko u pewnej części (północnej), podczas gdy inne części
ju ż się były oddzieliły — on ty lko to tw ierdzi, że część A ry jczy k ó w na
p ółnocy środkowej E u ro p y w ytw orzyła nowy c h a ra k te ry sty c z n y typ a n t r o p o
logiczny, i że z tej części obok Glallogermanów pochodzą tak że sąsied ni
Baltosłow ianie, str, 103.
— 183 Z estaw iając re z u lta ty antropologiczne z lingwistycznymi, w ypow iada
a u to r takie zdanie, że ję z y k słowiański wytworzył się do samodzielnego bytu
jeszcze w czystem ją d r z e plem ienia ary jskieg o Słowianie obok Bałtów z j e
dnej a Germanów z drugiej stron y rozwinęli się w samodzielny n a ró d , zanim
przyjęli do siebie większą ilość żywiołów obcych. To rozzróżniczkow anie się
fizyczne, t a ind yw id ualizacy a an tropologiczna Słowian je s t wytw orem pó źn iej
szym, ani; eli wytworzenie się ich ję z y k a ja k o odrębnej całości, str. 1 04 n.
W trzecim ro zdziale t r a k tu j e a u to r o k u ltu rz e słowiańskiej i jej s a
morodności, której za czątku szukać m ożna u Słow ian dopiero po w ytw o
rzen iu się sam odzielnego ję zy k a słowiańskiego. J a k o cechę c h a r a k t e r y s t y
czną k u lt u ry słowiańskiej, uw aża a u to r stosunkowo wielki wpływ środkowej
Azyi w przeciwieństwie do re s zty Aryów europejskich, który z centrum M e
zopotam ii przez K au k a z i C zarn e morze i z środkowej Azyi przez góry u ralskie za pośrednictw em plem ion ugrofińskich dostaw ał się do Słowian, podobnie
j a k w czasie h isto ry czn ym t a k też i dawniej w p rzedh isto ry czny m . N a p o d
stawie arch eolo gii przedhistorycznej z pomocą lingwistyki mianowicie p a l e
ontologii językowej, m ożna w p rzybliżeniu oznaczyć praw do po do bn y k o n ie c j e
dności a ryjskiego plemienia, k tó ry p rz y p a d a około 2 0 0 0 lat przed Chrystusem.
Jeże li w ten czas przen iesie się oddzielenie B a lto sło w ia n od Aryów, to znowu
wspólne pożycie Baltosłow ian i koniec jego nie da się choćby n aw et w p r z y
bliżeniu należycie oznaczyć. Dopiero kiedy Słow ianie rozpoczęli własny ż y
wot sk u tk iem rozróżn iczk ow an ia się językowego, dopiero wtenczas i to ju ż
w zaran iu epoki historycznej poczęli w ytw arzać u siebie k u ltu rę rodzim ą.
A u to r w „ z a k o ń c z e n iu “ kreśli obraz praw dopodobnej h isto ry i ludów E u ro p y
na podstawie a ntrop olo gii i archeologii, str. 125, k tó r y to o b raz, j a k je s t
n a tu r a ln ą rzeczą, o tyle ma znaczenie, o ile dotychczasowe b a d a n ia naukowe
nie zo sta n ą przez in ne obalone.
W d od a tk u I . str. 133 nast. przy tacza a u to r spis najw ażniejszych dzieł
tr a k tu ją c y c h o an tropologii słowiańskiej a w d o d a tk u II. str. 141 nast.
ro z b ie ra kwestyę dotyczącą sto sun ku etnicznego Ugrofinów do Słowian S to
sun ek te n był ścisły i, ta k pod względem czasu, ja k o też i miejsca, o bejm o
wał dalekie kręgi, t a k dalece, że część w schodnia działu ary jskieg o pod
względem ję z y k a i k u lt u ry uległa całkiem wpływowi fińskiemu tj. zfińszczyła
się. T o nastąpiło wcześniej, niż p ow stały samodzielne ję zy k i ary jsk ie na
wschodzie tak, iż tu ta j obók siebie rośli Słowianie i F inow ie n a zak ład zie
równego antropologicznego p o d kła du, str. 148. N atu raln ie i t a te o r y a jest
niczem więcej j a k hy p o tezą auto ra, za pom ocą k tó r e j chciałby o deprzeć lub
wytłómaczyć te o ry e n iek tó ry ch uczonych o fińskiem p oc hodzeniu Słowian
i wspólnym p o c zątk u Aryów i Ugrofinów.
Przytoczyłem tok zasadniczych myśli a u to ra , k tó r e s ą ja k b y stre s z c z e
niem kierunku, w którym p o ru s zają się obecnie b a d a n ia naukow e na gruncie
lingwistyki, a ntrop olo gii i archeologii, mające n a celu p rze d h isto ry ę ludów
ary jskich . W o b e c m yśli tych, z k tó ry c h niejedne są sam od zieln ą w łasnością
a u to ra , trzym ałem się wogóle przedmiotowo, więcej re f e ru ją c j a k k ry ty k u ją c ,
gdyż gdzie chodzi o obalenie pewnej hipotezy a postawienie nowej, tam
gołosłowne tw ierdzenie lub zaprzeczenie r e c e n z e n ta nie może rościć większej
p re te n s y i do praw dy, j a k zdan ie przeciwne, k tó r e a u to r po p iera p rzecie b o
daj jakim iś dowodami. D owody naszego a u to r a są poważne i p oru szają się
w granicach, które n a k re ś la gru nto w na znajomość ta k prz ed m io tu , ja k o też
dotyczącej li te ra tu ry , sąd jeg o trzeźwy i k ry ty czn y , ta k że p r a c a t a je s t
— 184 —
do brym p rzyc zyn kiem do p oz n a n ia przeszłości Słow ian a więcej jeszcze tych
teo ry i i hipotez, k tó r e m a ją na celu w yjaśnienie tej p rzesz ło ści.
%
*
*
Ľ r . A . K alina.
„Raj
i upadek pierwszych
ludzi w podaniach n a r o
d ó w “ prze z ks D r a J . R ychlaka. S tr. 1 — 49 . S praw . gim. św. Anny
K rak ó w 1 89 6.
P r a c a pow yższa n a p is a n a ze stano w isk a teologicznego. Ks. a u to r wi
dząc, że n iek tó rzy wolnomyślni uczeni („szko ła a n tro p o lo g icz n a a m e r y k a ń
s k a “) w b a d a n ia ch swoich nad po czą tk iem św iata i pochodzeniem pierw szego
człowieka p o d k o p u ją powagę P ism a Świętego, s t a r a się ile możności sp o so
bem naukowym u tw ierd z ić c z y te ln ik a we w ie rz e : 1 ) że wszyscy lu d z 'e na
świecie m a ją ty lko je d n o miejsce za w spólną kolebkę t. j. raj biblijny,
(„ a nie więcej m iejsc roz rz uco ny ch po całej z ie m i“) ; 2) „że ra j ten b y ł “
n a p raw d ę „p rz y b y tk iem sz c z ę ś c ia “ , gdzie 3) „pierw si ludzie dopuścili się
w y stępku, za k tó r y z owego przyb ytku szczęścia z o sta li wydaleni i wieloma
nieszczęściami u k a r a n i “ , (a nie „ k o n k rétn é m w yrażeniem ja kie go ś minionego
szczęścia i pomyślności i n astęp neg o ja k ie g o ś n ie s z c z ę śc ia “).
C ała p r a c a r o z p a d a się na 3 części, z k tó r y c h w każdej n a czele stoi
tw ie r d z e n ie , wypowiedziane na podstawie P is m a Świętego w formie niezbitej
praw dy ja k b y pew nika m a te m a ty c z n e g o ; później n a stęp u ją n a chybił trafił
zestaw ione dowody potrzebne, a mianowicie w części pierwszej dowody
z geografii, lingwistyki porów nawczej, z geologii ; dowody uczonych fr a n c u
skich Q u atrefag esa i P ic t e t a ; dowody z B iblii i p o d a ń religijnych „ p o je
dynczych n a r o d ó w “ , k tó r e to po d an ia według a u t o r a j a k „fale od rzuconego
kam ienia rozbiegły się po całym o k rę g u ziemskim i nie masz praw ie z a k ą tk a
ziemi, gdzieby te fale nie odbiły się p otężne m e c h e m “ . W części drugiej
i trzeciej p o p rz e s ta ł a u t o r n a samych dowodach zac zerp n ię ty c h z P is m a Św.
i po dań ludowych. D la z a o k rą g le n ia p racy d od ał kilk a „końcowych u w a g “,
w k tó ry c h p rzedew szystkiem z aznaczy ł m niem an ą sk u tecz no ść swoich w ywo
dó w : „ T a k więc w szystkie szczegóły i ry s y o po w iadan ia biblijnego o up ad k u
człowieka, odnaleźliśm y n aw et w p oda niac h p o g a ń s k i c h “ ; określił stanowisko
ko biety wobec u p a d k u grzechowego, n azy w ając j ą „prz y c zy n ą wszelkiego
n ies z c z ę c ia “ , „czarow n icą, k tó r a przez swoje s za tań sk ie czary sp raw iła , że
zn ik n ą ł ra j z pow ierzchni z iem i“ ; w reszcie zbijając zapatryw anie „że raj
i u p ad ek pierw szych ludzi są tylko k o n k ré tn é m w yrażeniem ja k ie g o ś minio
nego szczęścia i pomyślności i n a stęp neg o ja k ie g o ś nieszcz ęścia“ , ro z p isa ł
się n iepo trz ebn ie o sztu ce i o sym bolicznem prze dstaw ieniu pojęć o d e r
wanych.
Całość mimo wielu u s te re k i nie dok ład no ści, z k tórych główniejsze p o
niżej p rzy toc zym y, mimo widocznej tendencyi ob ron y Pism a Świętego, mimo
swej stronniczości, przynosi czytelnikowi pewne korzyści naukowe. Daje m u
bowiem do pewnego sto p n ia możność po ró w n an ia p od ań ludowych o początku
św iata i pożyciu p ierw szych ludzi z p odaniem biblijnem o ra ju , o Adamie
i E w ie i o ich u p a d k u grzechow ym — a co najw ażniejsza : n a s trę c z a mu
wiele sposobności do rozm aity ch refleksyi w ty m k ie ru n k u . I t a k widzi on,
że zarówno relig ia ch rze ścijań sk a j a k i s ta ro -ż y d o w sk a j a k i w szystkie religie pogańskie zgodnie m ów ią o szczęściu p ierw szych ludzi na świecie,
— 185 o owej „ a u re a prim a... a e t a s “ , k t ó r ą nam ta k pięknie m aluje Ovidius N a s o ;
0 owym raju biblijnym, gdzie człow ie k „w szystkie swoje p rzy ro d zo n e d ą ż n o
ści i p rag n ien ia ta k ciała j a k i duszy w zupełności mógł zaspokoić, gd zie
sam Bóg w ludzkiej postaci raczył go odwiedzać i do niego w ojcowskim
stosun ku i w ojcowskiej p rzy jaź n i i miłości z o s t a w a ć “ .
W szystk ie te podania .stwierdzają, źe to szczęście rajowe — ten wiek
zloty — to życie p ro s te i zgodne z praw am i przyrody, ja k w szystko na
świecie, było przem ijające, że zniknęło z winy nieszczęsnej kobiety, k tó r a
będąc w związku ze sz atan em t. j. ulegając nadzw yczajnem u wpływowi sił
n a tu ry , a więc n am iętnościom i żądzom różnego rod zaju, p c h n ęła pierwszego
męszczyznę do złego, n a drogę żądz i n am iętności nienasy con ych : do o d k ry ć
1 wynalazków, k tó r e są d rzew em dobrego i złego, bo z jedn ej stro n y p r o
wadzą człowieka do coraz większego postępu i oświaty, a z drugiej, jeś li ta
ośw iata j e s t niewłaściw ą, odw odzą go od życia prostego, zgodnego z p ra w a m i
n a tu r y i wcześniej czy później g o tu ją mu u pad ek . P o d a n ia o raju , szczęściu
i u p a d k u p ierw szy ch ludzi, to tę s k n o ta —• to chęć pow rotu do n a tu r y —
to filozofia R o usseau’a i jego zwolenników — to epopeja walk przy ro dy ze
sztu k ą, przy ob leczon a w szatę świętej trad y c y i narodów . P ie rw o tn y żyd,
k a to lik , p oganin — k a żd y czuje i wie, że ten je s t najszczęśliw szym, kto
m a najm niej potrzeb, k to się zadow alnia d a ra m i samej n a tu ry , kto nie ma
aui żądz ani p ra g n ie ń żadnych, kto m a pokój wewnętrzny, ową r¡d:oyí¡v
w p ierw o tn em pojęciu E p ik u r a . I dziś jeszcze miejsca, gdzie ów spokój w e
w nętrzny áxaoa^iav у м і arcovíav można osiągnąć, nazyw am y p raw d ziw y m
rajem . N iestety, tych m iejsc coraz mniej na świecie, wszelakoź ich nie b r a k .
Życie s k ro m n e w zaciszu, przesta w an ie n a małem, filozofia p raw dziw a, silne
zasady religii : oto ra je nowoczesne, za k tórym i ludzkość od p oczątk u ś w ia t a
aż do dzisiaj tę s k n i i tę s k n ić będzie. N a dnie tej tę s k n o ty n a r o d ó w . p r z e
bija się oburzenie do kobiety głównej spraw czyni lu d zkieg o nieszczęścia.
P rze z k o b ietę tr a c im y spokój w ew n ętrzny , ową rów nowagę m o r a ln ą ;
przy
chodzą trosk i, k łopoty familijne, któ re, j a k Schiller powiada, w ypędzają
m ęża z domu :
„ D e r M ann muss hin aus
I n s feindliche Leben,
M uss w irken und stre b e n
U n d pflanzen und schaffen,
E rliste n , erraffen,
Muss w etten u nd wagen,
D a ss G lück zu e r j a g e n “ .
P r z e z k ob ietę p rzy ch o d z ą rozm aite choroby, p rz e d e w sz y stk ie m zakaźne,
k tó r e g niotą rodzaj ludzki. Lecz śró d tego o bu rze nia nie b r a k i nadziei.
J a k z kobiety wyszło nieszczęście, tak z k o b ie ty wyjdzie mąż, k t ó r y temu
nieszczęściu, tem u sm okowi N idhhoggrow i, p o d g ry z a ją c e m u k orzeń I g g d r a sila, ze tr z e łeb, k tó r y zbuduje nowy system filozoficzny — now ą religię,
k tó r y ludziom wróci nap o w ró t u tra co n y ra j S pełnienie tej nadzie i u p a tr u je
ko ściół w Je z u s ie C hrystusie, założycielu prawdziw ej religii ubóstwa, p r z e
staw ania n a małem i p o sk ra m ia n ia żądz i chuci cielesnych. Żydom d z is ie j
szym chciwym bogactw, tego r o d z a ju relig ia nie w ystarcza. O c zeku ją więc
raju u rząd zon ego na po dstaw ie n a grom adz on ych s k a rb ó w i wszelkiej swobody
w d og adzan iu zmysłowości. U b óstw o i z a p a rc ie się : oto raj chrześcijański,
-
186 -
obfitowanie w b ogactw a i wszelkie wygody ż y c ia : oto r^ j nowo-żydowski.
T e i t. p. refleksye cisną, się niejednem u do głowy p rz y czytaniu p ra cy ks.
R y chlak a, to też słusznie za to należy mu się wdzięczność.
Co się tyczy p o jed yn cz y ch części tej p racy, to p rz e d s ta w ia ją one do
syć wybitne b ra k i. I ta k p ie r w s z a część j e s t znacznie s ta ra n n ie j opracow ana,
( j a k to j u ż z ogólnego poglądu na p o c z ą tk u naszego sp raw o zda nia rz u c o
nego, mieliśmy sposobność się przek o n a ć), aniżeli dwie następn e. P o d c z a s
gdy w T. cz. a u to r pow ołuje się na wywody obce, w I I . i I I I . części tego
zupełnie nie czyni, ale p o p ro s tu m a te ry a ł dla I. części ze b ran y jeszcze raz
p rz e ra b ia , ta k że całość robi zupełnie wrażenie fal pow stałych w sk u te k r z u
cenia k am ien ia do wody. Pierwsze fale są silniejsze i w ydatniejsze, a dalsze
co raz słabsze, ta k że a u to r czuje się zmuszonym swoje wywody uw aga m i
końcow emi poprzeć. T e g o nie uczyniłby z pew nością, gdyby do swych w y
wodów od p ocz ątk u aż do k o ńca m iał był je d n a k o w e zaufanie. Może więc
być najm ocniej p rzek on any , że i czytelnik p r z e g lą d a ją c pow yższą pracę, p o
dobnego w rażenia doznaje. Z r a z u zapom niaw szy o tendency! a u to r a , daje się
porw ać je g o erudycyi później zaczyna n ied ow ierzać i p od gląd ać go o s t ro n
niczość, o p r z e k r ę c a n ie i n a cią g a n ie faktów do jed n eg o z góry obliczonego
celu, a wkońcu o b u rza się i tr a c i do niego zaufanie.
P r z y zestawieniu p otrze bn ych dowodów a u t o r ż ad n ą in n ą nie k ie r u je
się myślą, j a k tylko w y szu kan iem tak ic h miejsc i tak ich podań, k tóreby
zaw ierały najwięcej cech wspólnych z p odaniem biblijnem. Ś ró d tego naw et
w 2 m iejscach posądzić nam go wypada o złą wolę. M ianowicie na str. 6.
ob jaśniając te k s t biblijny celem p o ró w n an ia opisu ra ju z opisem wyżyny P a
miru, p rzy jęte j za k oleb kę ro d u ludzkiego, stanowczo sprzeciw ia się tłó m a czeniu, ja k o b y rzeki u żyźniające raj pochodziły z jed n e g o wspólnego źródła,
(bo rz e k i H indus, Oksus, T a r y m i J a k s a r t e s wspólnego źró d ła nie m ają),
a n a str. 11. p oró w nu jąc p o d a n ia chińskie o raju , g d z ;e je s t mowa również
o 4 rz e k a c h , ale w ypływ ających z 1 źródła, tlóm aczy to miejsce raz em z in
nymi : „źródło, z którego płyną 4 r z e k i “ . K s ią d z a u to r m a więc wedle p o
tr zeby do tlóm aczenia k a ż d e g o m ie js c a podwójny sposób.
Dalej omaw iając p u n k t, że wszystkie mowy, ja k ie są na świecie, d a
d z ą się do jed n e j jedności sprowadzić, powołuje się a u to r na F . Miillera
(G ru n d ris s 1 8 7 9 . II. 90). T y m czasem tam j e s t tylko mowa o j ę z y k a c h
au stralsk ich, źe d a d z ą się sprow adzić do je d n ej mowy pierw otnej ; o innych
ję zy k a ch nie m a wzmianki a przecież prócz języków a u s tra ls k ic h je s t n. p.
ję z y k polski, k tó r y z a u s tra ls k im nigdy do wspólnej mowy sprowadzić się
nie da.
W innem miejscu ks. a u to r zestaw iając p o d a n ie o wypędzeniu O dhina
z F r y g g ą z A s g a rd h u z po dan iem o wypędzeniu A d a m a i E w y z raju , a więc
w ystępek F r y g g i z w y stępk iem E w y, może nie chcący tlóm aczy m it Ew y
w bardzo m atery alisty czn y sposób, bo p od suw a złośliwą myśl czytelnikowi,
że E w a ta k samo j a k i F r y g g a „o fia ro w a ła sw ą czystość jak ie jś lichej o so
bisto ści“ . Mimowoli przy miejscu ta k pow ażnem , z P ism a Świętego w yjętem ,
ja k ie m je s t w zm ianka o grzechu p ierw orod ny m , p rzy ch o d zą czytelnikowi
sprośne myśli do głowy. Ale nie bądźmy znowu ta k p o d e jr z liw i; ks. a u to r
tr a k tu j e rzecz naukowo, ja k sam p ow iad a i może wcale tego nie m a na
uw adze.
N aw et i dowody same nie w ytrzym ują k ry ty k i, np. aby p rz e k o n a ć , że
jed n o było miejsce — j e d n a była k o le b k a ro d z a ju ludzkiego, s k ą d się „ l u
—
187
—
dzie mieli n a wszystkie stro n y ro z e jść “ , powołuje sig a u to r między innymi
n a ten szczegół, że ,,podróżnicy europejscy znaleźli praw ie wszystkie wyspy
położone na Oceanie w znacznej odległości od stałego lądu. nie zaludnione
w cale“ , a to dlatego, że ludzie n ajp ierw mieli się trzy m ać stałego lądu.
J e s t to dowód nie przeko ny w ający , bo czyż nie ma dzisiaj ta k ic h wysp,
k tó ro niegdyś były bardzo zaludnione, m iały swój język, swoją literatu rę ,
swoje dzieje, sw oją świetność — a dziś leżą praw ie p u s t k a m i ? Czy może
nam k to zaręczyć, że n a wyspach dzisiaj wcale nie zaludnionych ludzie n i
gdy a nigdy nie zam ieszkali ? A dalej sk ą d my wiemy, że te wyspy są tak
stare j a k i k o n ty n e n t n a jb liż s z y ? One mogły się w niedawnej epoce przez
trz ęsie n ie ziemi i zmianę d n a m orskiego wytworzyć. Skądże t a k nagle mieli
się ludzie n a nich o s ie d lić? A ile to wysp, niegdyś może zaludnionych dziś
k ryje się w morzu, tw orząc góry i rafy podwodne. W s z a k ż e geologia w yka
zała, że dużo j e s t miejsc tak ich na k o n ty n en cie, gdzie dawniej było morze,
a gdzie dziś je s t morze, dawniej był ląd stały. To samo m a się i z wyspami.
Pow ołuje się a u to r na g r a m a ty k ę porów naw czą. Z e wywody te dziś
są p r z e s ta rz a ł e i nie m a ją racy i bytu, nie p otrze bu ję o tem mówić. P o d o
bieństw o pewnych dźwięków a naw et pierw iastków n iek tó ry ch języków na
świecie n ie k oniecznie musi pochodzić z ich nie stw ierdzonego p o k r e w ie ń
stwa. J e s t tysiące, ty siące innych powodów, k tó re zarówno mogą być p rz y
czyną po dobieństw a dwóch języków j a k i wspólności ich pochodzenia. Je d n e
i te sam e o rgan y mowne u wszystkich ludzi, p odobne w aru nk i życia, j e d n a
kowe otoczenie, wreszcie ciągłe stykanie się wzajem ne ludów między sobą,
oto jedno z głów nych przyczyn pod ob ieństw a języ kó w n a świecie
P rz y k ła d y z geologii są za słabe i za ogólnikowe. W ywody Q uatrefagesa i P ic t e ta wcale rzeczy nie wyjaśniają, bo pierw szego tw ierdzenia łatwo
zbić, jeżeli p rz yjm iem y wyżynę przez niego w s k azan ą za p u n k t zetknięcia
się wspomnianych 3 ra s , mówiących swymi ję zy k a m i, a nie za p u n k t wyj
ścia D rug iego wywody nie m ają rea ln ej podstawy. W końcu dobór podań
m iejscam i nie b ard zo trafn y np. p orów nanie raju z A sg ard h em lub I d k a W o llu re m zupełnie nie odpowiada.
Również nie odpow iada wcale po rów nanie Odhina z A dam em —
a F ry g g i z E w ą. P ierw szym i ludźm i na świecie byli przecież w edług podań
ska nd yn aw skich A s k i E m bla, utw orzeni z Jesio n u i Olchy przez Odhina,
H o e n i r a i L ó d h u ra (s k an d y n a w sk ą trójcę). A sk i E m b la powstali na wy
brzeżu morza, a nie w śro d k u ko ntynentu. A sg a rd h r był sk and yn aw sk im
Olim pem, gdzie sami bogowie mieszkali a nie ludzie. L u d z ie mieszkali
w M id h g a rd h r (M ittg a rd z - M ittilg a rd - M id d a n g e a r d z ). P o ró w . Vsp.: 4 , 7 — 8,
17 — 18, i nast., Hoffory : E d d a s tu d ie n 73 i nast. S c h w a rtz: In do germ .
V o lk sg lau b e , B eri. 1 8 8 5 ; B ugge : Stud ien 42 1 i nast.
*
*
#
L. M łynek.
Dr. Koehler. O s a d y z e p o k i k a m i e n i a w W i e l k i e m K s i ę
stwie Poznańskiem . W K rakow ie, n akład em T ow a rz ystw a num izm atycznego,
1 8 9 6 , 8°, str. 15. O dbitka z N r . 4. (Zb. ogółu. 3 0 ) „ W ia d o m o śc i N um izm .A rc heo log icz ny ch“ .
W rozpraw ie tej p rzytoczy ł dr. Koehler, z asłużony badacz n a polu
archeologii, 20 miejscowości w W . Ks. P o z n a ń sk ie m , w k tó ry c h znaleziouo
— 188 —
wyroby г k am ien ia, zatem należące do epoki neolitycznej, řied em z tych
miejscowości nie było d o tą d d ru kie m ogłoszonych, re s z ta n ato m ias t j e s t już
znanych z dawniejszych opisów w różnych czasopism ach, k tó r e a u to r zebrał
i w p o rz ą d k u alfabetycznym zestawił. Ponieważ wykopaliska zwyczajnie p rzy
padkow i zawdzięczają swoje odkrycie, p rz e to i opisy ich d o sta ją się d ro g ą
okolicznościową, przew ażnie w prow incyonalnych gazetach i cza so pism a ch do
wiadomości publicznej. Stosunkowo mniejsza liczba p rzech od zi przez alem bik
naukowych ludzi, a to jeszcze zw yczajnie wtedy, gdy ju ż w ykopalisko oczy
ściła rę k a p ro fa n a z jeg o zaw arto ści i n a d a la mu o dm ienny wygląd. D la
tego taki prz eg ląd zn any ch i n iezna ny ch w ykopalisk oraz ich zaw arto ści ma
pewne znaczenie dla archeologii i może posłużyć za p o żąd ane źródło dla
m apy archeologicznej, w k tó rej by oznaczone były nietylko różne m ie js c o
wości, znane z wykopalisk, ale także p rzedm ioty archeologiczne, według k t ó
ry ch m ożuaby poznać nie tylko osady człow ie ka z pewnej epoki, ocenić s t o
sun ek liczebny ówczesne,) ludności, j a k sądzi an to r, str 3. ale ta k ż e wy
p ro w ad zić pewne wnioski o c h a ra k t e rz e etnicznym m ieszkańców tych osad,
ich stan ie k u lturalny m i sto su n k u handlow ym do innych plem ion.
A. Kalina.
*
'Y•k
Leon Magierowski. T r w a n i e ż y c i a w J a ć m i e r z u n a z a s a
d z i e w y k a z u z m a r ł y c h w c i ą g u l a t p i ę ć d z i e s i ę c i u ( 1 8 4 5 do
1 8 9 4 ) . (Osobne odbicie z to m u II. M atery ałó w an tro po l., archeol. i etnograf.
Akad. um. w K ra k o w ie ). K rakó w 1 8 9 7 , str. 10.
R o zp ra w k a powyżej przy to czon a naszego w spó łpracow nika, zestaw iona
po dłu g wzorów po dan ych przez dr. J. M a jera i d r. Wł. Ściborowskiego w Zbiór
wiadom. do a n tro p o lo g , k raj. Y. str. 3. nast. i V I I I . , str. 3. nast., zajm uje
się wprawdzie obliczeniem długości życia w je d n e j tylko miejscowości, m ia
steczku Ja ć m ie rz u , liczącem 921 dusz, ale przez to zy sku je tylko na d o k ła
dności i arytm etycznej ścisłości. T a k ie m atem atycz ne obliczenie tego, co czło
wiekowi je s t n ajdroższem a dla k ra j u również p rzed s ta w ia wielką wagę, tj.
życia ludzkiego, może posłużyć za żródlo do pow ażnych b adań s t a ty s t y
cznych, na któ ry ch podstawie m ożna ważne wysnuwać wnioski nie tylko
hygienicznej n a t u r y , " ale m ożna ta k że sięgnąć głębiej w ustrój społeczny,
poznać jego wadliwe stro n y i ró żne przyczyny, k tó re wpływają do d atnio albo
ujemnie n a w a ru n k i życiowe. Je żeli trw an ie życia przecięciowo wynosi w J a
ćm ierzu 21 .8 , a w Krakowie (p rze d r. 1 8 5 2 ) 26.1, we Lw ow ie n a to m ia s t
2 0 .0 , to łatwo osądzić, że stosunki zd row o tne we Lwowie musiały być
wówczas nieszczególne, k t ó r e j e d n a k podniosły się wielce ponieważ w rok u
1 8 9 4 p rze ciętn y wiek zm arłych wynosił u chrześcijan 2 9 .3 , u żydów 2 6.5 ,
(zob. M iasto Lwów w ok re sie sam o rzą d u 1 8 7 0 — 1 8 9 5 , str. 5 9 6 ). S to s u n ek
te n w ypadnie znów n a niekorzyść Ja ć m ie r z a , k tó r y ma swoje wytłóm aczenie
w w a run kach miejscowych zdrow o tn ych . W id z im y więc, że ta k ie cegiełki,
dorzucone do ogólnej wiedzy naszej, dotyczącej człowieka, m a ją swoje d o
niosłe znaczenie i powinny zachęcić do naśladowania szczególnie du ch o w ień
stwo i nauczycielstwo, k tó r e m ając do stępn e źródła, ja k i e m i są k sięgi k o
ścielne, mogą czas pozaobowiązkowy pięknie zużytkować dla d ob ra ogółu.
A . Ii.
-
189 —
B IB L IO G R A F IA .
Ludoznaw stw o, m a t e r y a ł y ludoznaw cze.
K r a k o w i a k i najnowsze, wyd. 11 te. W adow ice,
tyna, 1 8 9 6 , w 16 ce mal., s t r. 144.
nak ł, i druk . F r . F o ł
M a g i e r o w s k i L eo n. T rw a n ie życia w Ja ć m ie r z u , na zasadzie wykazu
zm a rły ch w ciągu la t pięćdziesięciu, 1 8 4 5 - 1 8 9 4 . (O db itka z M ateryałów a n tro p o l.-a rch eo l. i etn o g r. A k a d e m ii umiej.). Kraków, druk.
Uniw. Ja g ., 1 8 9 7 , w 8 -ce , str. 10.
P i e k o s i ń s k i F r . dr. prof. L u d n o ść wieśniacza w P olsce w dobie p i a
stowskiej. (O d b itk a z tomu I. Studyów, ro z p ra w i m ateryałó w z d zie
dziny h isto ry i polskiej i praw a polskiego). Kraków, nakł. własnym,
. dru k. C za su f 1 8 9 6 , w 8-ce większ., str. 15 1, z p o r t r e t e m auto ra,
1 zlr.
R o s t w o r o w s k i A. J. F . C. v. D ie E n tw ic k e lu n g d e r bäu erliche n V e r
h ältn isse im K ö n ig re ic h Polen im X I X J a h r h u n d e r t, I . I n a u g u r a l
dissertatio n. H a lle , 1 8 9 6 , w 8-ce, str, V I і 45.
À
t a r o s t a weselny czyli zbiór mów, Używanych p rz y weselach u ludu p o l
skiego n a Szląsku au stry a c k im , wyd. 2-gie pomnożone. Cieszyn, nakł.
E . F e itz in g e r a , d ru k . G. A x tm a n n a we F ry s z ta c ie , 1 8 9 6 , w 8-ce
m a h , str. 70.
25 ct.
W a s i l e w s k i Leon. Z ag a d k i b iało ru sk ie.
(O dbitka z M ateryałów an trop .archeol. i etno gr. A ka dem ii umiej., tom. I I ., dział 2). K raków , d ru k .
Uniw. Ja g ie ł. 1 8 9 6 , w 8 ce, str. 9.
A rch eo lo g ia, dzieje k u l t u r y 1 przem ysłu.
B e c k h e r m C. Bewaffnung und A u s rü s tu n g d e r heid nisch -p reu ssisch en K r i e
g er u nd einige a n d e re G e g e n stä n d e des p reu s sis c h e n H eerw esen s.
A ltp reu ssisc he M o n a tssc h rift, K önigsberg, w zesz. V і V I z r. 1 8 9 6 .
w 8-ce, str. 3 5 9 — 392 .
M i n z i o f f R. B ild er aus L itta u e n , p ho tog rap hisch e M o m en tau fna hm en ,
n eb st T e x th e f t : U e b e r littauisches V o lksthu m und littauisch e V o lk s
tr a c h t, culturg esc h ich tlich es G e sp rä c h zwischen den H e rrn G e rm an u s
un d L ith u a n u s , v e r a n l a s s t durch die Minzloffschen L it ta u e r . P h o t o g r a
ph ien und z u r E r l ä u t e r u n g von G irenas. T ilsit, 0 . Sembill, 1 8 9 4 ,
w 8 -ce, str. 48, z 16 tab i w 4 -ce podłużnej.
16 mrk.
S c h u m a n n H u g o . Die K u ltu r P o m m ern s in v o rgesch ichtlicher Z e it. (O d
b itk a z B altische S tud ien). B erlin, M i tt le r & Sohn, 1 8 9 7 , w 8 ce,
str. 1 0 6 , z 5 tabi.
2 m rk. 20 fen.
W i a d o m o ś c i num izm aty czno-archeo lo giczne, k w a rta ln ik T o w arzy stw a n u
mizmatycznego k ra k o w sk ieg o p od r e d a k c y ą W ł Bartynow skiego, nr. 3 0
z r. 1 8 9 6 . K ra k ó w , d ru k . A nczyca i Sp., w 4 -ce, str. 1 3 7 — 184,
z ry c in am i w tek ście . T r e ś ć : Osady z epoki ka m ie n ia w W ielk . Ks.
p oznańskiem , przez d r a K o eh lera ; Monety znalezione we wsi M niszkach
pod Ł ęczy cą p rzez F . K op erę ; K ilk a uwag o den arach Bolesława
— 190 C hrobrego, przez d r a F r . P ie k o s iń sld e g o ; C m entarzysko „ P o tu m s z e lu K a p a j “ w powiecie telszew skim , parafii łukn ickiej n a Żmudzi, przez
E . B re n s z t e in a ; M ennictw o w Polsce, dalszy ciąg a rty k u łu '.
B łędne
d ro g i w zb ie r a n iu nu m izm ató w polskich, przez W. K o strzew sk ieg o ;
K ilk a uw ag o o rd erze K o n fe d e ra c y i b a rs k iej, p rz e z Jó zefa Z ie liń s k ie g o ;
S p ra w o z d a n ia ; W sp o m n ie n ia o z m a rły ch ; Ż e g o ta P a u li , je g o żywot
i sp uścizna lite r a c k a , przez L. L e p s z e g o ; K ro n ik a.
G eo g rafia.
E l i a s z S t a n i s ł a w K a d z i k o w z k l d r. P o g lą d n a T a tr y , wyd. 2 -gie,
p rz e ro b io n e i ro zs zerzo n e. K r a k ó w , nakł. a u to r a , d ru k . A nczyca i Sp.,
1 8 9 6 . w 1 6-ce, str. 8 8 z 1 m apką.
H i l s c h e r A. K a r t e des K reises T ost-G leiw itz, fü r den S c h u l- und P r i
v a tg e b r a u c h entw orfen. R ie se n b u rg , L. Schwalm, 1 8 9 6 , fol. 1 : 4 0 . 0 0 0 ,
4 k a r t y kolor. 9 m rk .
(C. d. n .)
SPRAWY TOWARZYSTWA,
I. Sprawozdanie z posiedzeń Zarządu.
Pierwsze posiedzenie Zarządu odbyło się d n ia 3 lu tego 1897.
Obecni pp. Dr, G orzycki, D r . K r č e k , P ie rz c h a ła , R a w ita G aw roński,
R eb c z y ń sk i i Siennicki.
P rze w o d n ic z y ł p re zes Tow. prof. Dr. A. Kalina.
1) P rz y ję to 6 nowych c zło n k ó w : J ó z e f B a la b a n , naucz, szkoły St.
A ntoniego, L w ó w ; T e o d o r K a s p a re k , a d ju n k t sądowy, B ośnia w Doluja
T u s l a ; A kib a N ag elb erg , k ierow n ik szk oły br. H irsch a, J e z i e r n a ; J a n Sabatow ski, kierownik szkoły lud., F e ls z ty n koło C hyrow a ; J a n Soleski, k ie
ro w n ik szkoły im. Mickiewicza, Lwów i J a n W iew ió rsk i, a p te k a rz , L w ó w .
3) W y b r a n o funkcyonaryuszów Z a rz ą d u i T o w arzy stw a : Dr. Gorzycki,
s e k r e ta rz (ponownie) ; p. K o lbu sz ow sk i, zast. sek r. (ponownie) ; p. R am ułt,
s k a r b n ik ; D r. K r č e k , b ib lio te k a rz ; p. Rebczyński, k o n s e r w a t o r muzeum
etnograf, i p. P ie r z c h a ła , a d m i n is tr a t o r „ L u d u “ .
4 ) P r z y j ę to do w iadom ości sp ra w o z d a n ia delegatów z czynności za
ro k ubiegły.
5) P re z e s T o w arzystw a doniósł, że R a d a m. Lwowa uch w aliła subwencyę dla Tow. w kwocie 2 0 0 złr. w. a. i że wniesiono pety cy e do K a s y
oszczęd no ści i do Sejm u k r a j . (Sejm dał snbwencyę 2 0 0 złr. w. a.).
6) Polecono bib liotekarzow i i se k re ta rz o w i T o w arzystw a, ażeby biblio
te k ę do p o rz ą d k u doprowadzili.
71 Po lec o n o sk arbn iko w i Tow.
ułożyć spis członków, zaleg ający ch
z w k ład k a m i za r. 1 8 9 5 i za cały r. 1 8 9 6 .
8 ) P re z e s Tow. doniósł, że p r o f D r. Szaraniewicz i D r. K o le s s a
zgłosili swe odczyty dla Tow.
9) P rz y ję to sze re g wniosków p. P ierzch ały . J a k o to : W ystosow ać od e
zwy do Z arządó w oddziałowych Tow. p ed ag ., by z celami Tow. ludozn.
zaznajom iły swych członków, i aby zachęcały nauczycielstwo ludowe do z b ieran ia
m a tery ałó w etn og raf., tu dzież p rz ed m io tó w do muzeum e tn o g r a f ; 2) T a k ą
— 191 sami], prośbę w formie odezwy wysłać do oddziałów Tow. gimn. „S okół“ ;
3) Umieścić stały anons Tow. w „Szkole“ i ..Szkolnictwie ludowem“ ;
4) Wydać odezwę do konsystorzy biskupich w kraju, aby zachęciły ducho
wieństwo do współudziału w pracach Tow.; 5) Podawać do wszystkich pism
codziennych (polskich i ruskich) treść każdego zeszytu „L u d u “ ; 6) Roze
słać do posłów ludowych, urzędów parafialnych i obszarów dworskich kwestyonaryusz do zbierania materyałów etnograf., umieszczony w broszurze p.
Strzeleckiego, p. t. „Ludoznawstwo i zbieranie materyałów ludoznawczych;
7) Oznaczono jako stały dzień do zgromadzeń Z arządu ś r o d ę po p i e r w
s z y m każdego miesiąca.
II Miesięczne zgromadzenie nankowe.
Pierwsze miesięczne zgromadzenie naukowe Towarzystwa odbyło się
dnia 20 m arca w sali gabinetu geograficznego c. k. Uniwersytetu. Na po
rządku dziennym był odczyt p. Bronisława Koskowskiego p. t. : „O mie
szkaniach i żywieniu się Żydów małomiasteczkowych w Królestwie Polskiem.
A utor prowadził badania swe w Lubelskiem w osadzie Łaszczowie, w pow.
Tomaszowskim, których rezultaty przedstawił na Wystawie hygienieznej
w Warszawie 1896 r. Ponieważ materyał użyty do tych badań jako typowy
może się uważać, przeto wnioski autora odpowiadają faktycznym stosunkom
żydowskim w Królestwie. Zebrane przez prelegenta fakta bardzo bogate,
zbadane z matematyczną ścisłością, nadają przedstawionemu przezeń przed
miotowi aktualnego znaczenia i mogą posłużyć za podstawę pewną do poró
wnań z podobnemi pracami, przedsięwziętemi na innych miejscach i nad
różnemi warstwami ludności naszego kraju. Ponieważ odczyt ten będzie
wydrukowany w całości w następnym zeszycie „L u d u “, przeto nie podajemy
tutaj jego treści.
IV. Wykaz darów na rzecz Towarzystwa.
Do biblioteki ofiarowali;
23. Dr. Koehler swoją rozprawę ; Osady z epoki kamienia
X. Poznańskiem. Kraków 1896.
w Wielk.
24. T enże; Krzysztof Żegocki. Odbitka z numeru jubileuszowego Kuryera Poznańsk. z dnia 1 stycznia 1897.
25. Dr. Čeněk Z íb rt : O srovnávacím studiu lidového podáni.
1897 r.
Praha,
26. Towarzystwo im. Szewczenki: Pamjatki ukraiůsko-ruskoj mowý
i literatury. Tom L, Lwiw, 1896 zawiera: Dr. I. F ranko : Apokrify i legendy
z ukraińskych rukopysiw.
27. Jan W itort : Lietuviškos dájnos užrašýtos
Kazań, 1880.
par
Antoną Juskevicç.
28. L. Magierowski swoją rozprawę ; Trwanie życia w Jaćmierzu na
zasadzie wykazu zmarłych w ciągu lat pięćdziesięciu (1 8 4 5 — 1894). K ra
ków, 1897.
Składając serdeczne podziękowanie Szanownym ofiarodawcom, prosimy
o dalsze nadsyłanie takowych na rzecz Towarzystwa.
— 192 —
IV. Spis członków Towarzystwa.
Wyciąg ze statutu :
§. 5. Członkami Towarzystwa mogą być osoby nieposzlakowanego cha
ra k te ru bez różnicy płci.
§. 7. Członkiem założycielem zostaje ten, kto na cele Towarzystwa
złoży jednorazowo kwotę 200 koron.
§. 12. Członkowie czynni uiszczają wpisowego najmniej 2 korony; tu
dzież roczną wkładkę w ilości 8 koron, płatnych kwartalnie.
Słuchacze Uniwersytetu oraz nauczyciele szkół ludowych wiejskich,
płacą wpisowego 1 koronę, a wkładki rocznej 2 korony ; nauczyciele mało
miejscy oraz nauczycielki i nauczyciele młodsi we Lwowie i Krakowie płacą
wkładki rocznej 4 korony, a wpisowego 1 koronę, nauczyciele starsi we
Lwowie i Krakow ie płacą 6 koron wkładki a 1 koronę wpisowego.
Uwolnionym może być od wkładki rocznej ten z nauczycieli ludowych,
który dostarczy Redakcÿi „L u d u “ materyałów etnograficznych w odpowie
dniej objętości, mogących być zużytkowanymi do druku. (Uchwała Zarządu
Tow. z dnia 30 października 1895).
Członek Towarzystwa zalegający z całoroczną wkładką, nie otrzymuje
dalszych zeszytów „ L u d u “ z następnego roku, a jeżeli zawezwany do z a
płacenia zaległości nie uiści jej w przeciągu t r z e c h miesięcy, zostaje wy
kreślony z Towarzystwa. (Uchwała Zarządu Tow. z dnia 1 lutego 1 896).
262.
263.
264.
265.
266.
267.
Dr. Szymon Bernadzikowski, lekarz w Brzesku.
Bogusław Heczko, naucz, szkoły ewang., Lwów.
Izydor Karpiński, nauczyciel, Wadowice.
Emil Schuh, naucz, szkoły ewang., Lwów.
D r. F ranciszek Winkowski, adw. kraj., Tarnów.
Bronisław Koskowski, Lwów.
І
Dnia 15 m arca b. r. umarł Edward Jelinek, wielki przyjaciel P o
laków i zwolennik idei solidarności słowiańskiej na podstawie autonomii
etniczej i politycznej.
Działalność naukowa, literacka i polityczno-spo
łeczna Jełinka była bardzo wielka, która miała za przedmiot sprawy sło
wiańskie, zaznajomienie Czechów z innymi narodami słowiańskimi, szcze
gólnie z Polakami, oraz Polaków z Czechami, ich literatu rą i sprawami
wewnętrznemi i politycznemi. W tym celu założył i redagował przez kilka
lat S l o v a n s k ý S b o r n i k , który miał swych współpracowników pomiędzy
wszystkimi uczonymi słowiańskimi. Jelinek był jeden z pierwszych uczonych,
który na nasze wezwanie, by uczcić 25-letnie zasługi Ja n a Karłowicza na
polu ludoznawstwa, pospieszył z artykułem, umieszczonym w „ L u d z ie “ II.,
str. 1 i nast. Cześć Jego pamięci !
Z Drukarni L udow ej we L w ow ie, pod zarz. St. Bayiego.
ZARYSY PRAWA ZW YCZAJOW EGO
ru-d-ia litewsłcieg-o.
(Ciąg dalszy *)
P r a w o f a m il ij n e .
ROZDZIAŁ I.
W dzisiejszych p r a w n y c h pojęciach ludu litewskieg'o o s t o
s u n k a c h ro d z in n y c h w szerszem znaczeniu te g o w yrazu , czyli
w ogóle w p ra w ie fam ilijnem s p o t y k a m y jeszcze p rz e ż y tk i d o b y
zamierzchłej ; żywe Są one dotąd, lubo noszą fo rm y n a d e r n ieo k re •
ślone, zmienne, często zanikow e.
D o ty ch p rz eży tk ó w p rz e d ew sz y stk ie m należy sp ó ln o ta r o
dzinna, w której widzę fo r m ę z a n ik o w ą o jcow skiego ustroju rodo
w eg o. S p o ty k a ją się one d o tąd p rzew ażnie n a p o g ra n ic z u K u r lan dzk iem , w p o w ia ta c h S zaw elskim i P o niew iezkim . T a k a spólnota
ro d z in n a s k ła d a się zw y kle z ojca rod z in y i jeg o żony, synów
ż ona ty c h i k a w a le ró w , córek, n a w e t n iek ied y zam ężnych, a czasem
n a w e t osób p rz y b ra n y c h , chociaż rz adko . W s z y s c y oni m ieszkają
zw y kle p o d jed n y m dachem , w spólnie w y tw a rz a ją i używają, p o d
legają c ściśle w ład z y p a try a rc h a in e j sw ego z w ie rzc h n ik a ; w zajem na
s o lidarn ość społeczno - g o s p o d a rc z a łą c z y ich w je d n ą całość.
K a ż d a t a k a sp ó ln o ta rod zin na p o s ia d a m ienie wspólne, do k tó re g o
należ ą: g ru n ty , z a b u d o w a n ia i narzędzia g o sp o d a rsk ie , by d ło , in
w e n ta rz żywy, z a p a sy zboża, żyw ności, lnu, w e łn y i t. d. słow em
w szystko, co jest k o nieczne do w y tw a rz a n ia oraz zaspokojenia
p o trz e b jej członków . M ienie n ieru c h o m e nie u le g a alienacyi,
alb o w iem sta n o w i w łasność nie ty lk o o becny ch, ale i p rz y szły ch
pok oleń. M ienie ru c h o m e może b y ć zaw sze alien o w a n e w edle
widzim isię zw ierzchnika. K a ż d y cz ło nek s p ó ln o ty p o s ia d a m ienie
*) zob. Lud I I I . str. 97.
13
— 194 —
o so b iste ; n ależ y doń to w szystko, co w y tw o rz y ł on p r a c ą w ła s n ą
bez niczyjej p o m o cy oraz spadk i, dary, rzeczy znalezione i t. d. ;
może on niem i ro zp orządzać się dowolnie. Z aro b ek s tan o w i w ł a
sność oso b istą ty lk o wówczas, jeżeli członek sp ó ln o ty opuścił ją
z po w o d u n a d m ia ru r ą k ro b oc zych — w razie p rz eciw n y m —
s ta n o w i w ła s n o ś ć w sp óln ą.
P r a w a z w ie rz c h n ik a s p ó ln o ty są o bszerne a w a ż n e ; m ożna
je podzielić n a m ajątkow e, g o s p o d a r c z e i społeczne. P rz e d e w s z y s tk iem rządzi on zupełnie niezależnie m ieniem w spólnem : sprzed aje
i kupuje, co m u się p od o b a, z a w iera u m o w y rozm aite, w yd aje
w e k sle i obligi, z a ciąg a pożyczki, udziela k re d y tu i t. d. K o n tro li
żadnej nie u le g a on, wszakże p rz y p u szcz a się. że zawsze m usi
działać dla d o b ra spólnoty. T o zastrzeżenie stosuje się do jego
p ra w g o s p o d a rc z y c h w o g ó le nie o g ra n ic zo n y ch ; w p ra w d z ie
w okolicznościach w a żn y ch zbiera się rad a, ale posiad a ty lk o głos
doradczy. T a k i zw ierzchn ik re p rez en tu je spółnotę w oczach w ład z y
oraz na ze b ra n ia c h g ro m ad z k ich i g m i n n y c h ; odpowia.da za ak u r a tn ą o p ła tę p o d a tk ó w oraz w y k o n a n ie pow in n o ści n atu ra ln y c h ,
k tó r e ro z k ła d a po m ięd zy n ieżon atych czło n k ó w s p ó ln o ty ; czasam i
naw et, ale już b ard zo rzadko, o d p o w ia d a za ich w y k roczenie.
K a r a ć je d n a k nie m a ¡Drawa, nie może też w niczem k rę p o w a ć
osobistej w olności d o rosłych członk ów lub o g ra n ic zać p r a w a r o
dziców n a d dziećmi. T re ś ć jeg o w ładzy je st p rz ew aż n ie n a tu ry
m oralnej, o p ie ra się b o w iem n a szacunku, pow ażaniu, miłości
i za u fan iu ; n ależ y je d n a k pam iętać, że w szelkie w ykro c zen ia p rz e
ciw ko n iem u s ą d y w łościańskie k a r z ą surowo, nie p y ta ją c zw ykle:
„kto w i n i e n “ ?
T a k ie są p r a w a zw ie rzc h n ik a spólnoty, zw an eg o zw y kle g o
s p o d a rz e m — „ g o s p o d o r is “ p o litew sku, a ta k ie jego obow iązki.
R z ą d z ą c i g o s p o d a r z ą c dowolnie, w inien on m ieć zaw sze n a o k u in
te re s sp óln oty , s p e łn ia ć a k u r a tn ie w szelkie zobow iązania się, ciążące
n a niej, troszczy ć się o d o b rą sławę, oraz o d o b ro b y t m oraln y
i m a te r y a ln y jej członków , za s p a k a ja ć ich p o trz e b y wszelkie, nie
w y łą c z a ją c odzieży i obuwia, sło w em — nie opuścić ani n ajm niej
szej sposobności, k t ó r ą b y m ożna b y ło w y z y sk a ć n a korzy ść
o g ó ln ą W razie n a d u ż y ć zw ie rzch nika, cz ło nk ow ie z w raca ją się
zw y kle ze s k a r g ą do ze b ra n ia g ro m a d z k ie g o lub g m in n eg o , k tó re
je rozstrzyg-a oraz uchw ala, k t o m a zająć m iejsce usuniętego, a r a
czej za tw ierdza jeg o za stę p cę.
D r u g ą o so b ą w spólnocie je s t żona zw ierzchnik a, „g o sp o
d y n i “. D o niej n a le ż y g o sp o d a rstw o kobiece, zachow anie ła d u
-
195 -
czystości w chacie, sp orz ąd ze n ie s t r a w y oraz zap asó w bielizny,
i odzieży, u p ra w a o g ro d ó w w a rz y w n y c h i t. d. Jeśli w spólnocie
j est k ilk a k obiet, to dzieli ona p om iędzy niem i ro b o ty d o m o w e
d o g lą d a ich w y k o n a n ia i w o g ó le p o s ia d a p e w n e p ierw szeń stw o ;
zw y kle też o d p o w iad a za p o s tę p o w a n ie m oralne k o b ie t i dziewcząt
spólnoty, chociaż k a r a ć n iko go nie może. D o niej też n ależ y p r z e
strzeganie, b y d ziatw a z n a ła p o d s ta w y religii i um iejętności czytania
po lite w s k u .. J e s tto s ta ry zwyczaj, k t ó r y już s ta ł się obow iązkiem .
T a k a g o sp o d y n i m a d ocho dy w łasne, o b ra c a n e zw y kle n a p o trze b y
g o s p o d a r s tw a k o b ie c e g o ; do niej b e z w a ru n k o w o należą : nabiał,
p ta c tw o dom owe, trz o d a chlew na, o g rodo w iny, owoce i jago dy,
Tzarobek oso bisty i t. d. ; niem i rozporządza o n a zupełnie dowolnie.
Znaczenie takiej g o sp o d y n i zależy od jej prz y m io tó w o s o b isty c h :
k o b ie ta s ta tec zn a a leciwa, m a g ło s we w szy stk ich s p ra w a c h ,
zdanie jej cenią wysoko, a ją sam ą otaczają czcią i szacunkiem .
P r a w a i o bow iązki p o z o s ta ły c h czło nkó w s p ó ln o ty zależą
przew ażnie od płci i w iek u ; w o góle m ężczyźni m ają więcej p ra w
niż kobiety, ale z a s a d ą o g ó ln ą jest, że k aż d y lub k a ż d a (z w y
ją tk ie m m ężatek) m oże dow olnie rozpo rząd zać swoją o so b ą w razie
p ełn o letn o ści : w olno zawsze opuścić spólnotę, szuka ć z a ro b k u p o
stro n n eg o , zająć się rzem iosłem, h an d lem , pójść n a służbę, ożenić
się i t. d. K a ż d y może p o siad ać w łasn o ść o sob istą ; k a ż d y p o siad a
je d n a k o w e p r a w a i obowiązki, alb ow iem w szyscy są ró w n i; żonaci
nie m ają żad nych przy w ile jó w szczególnych. S p ó ln o ta je s t o b o
w iąz an a zasp ak ajać ich w szystkie p o trz e b y m a te r y a ln e i m oralne,
a w razie cho ro b y , nied o łęstw a i t. p. zapew nić o p iek ę i u t r z y
m an ie; osoby, znajdujące się w położeniu v.ry ją tk o w e m , m ają zawsze
p ra w o do p o m o c y doraźnej. W s z y s c y m ężczyźni dorośli u c z estn i
czą w n a r a d a c h g o sp o d a rsk ic h , ale z g ło sem d o radczy m ; . w szyscy
są obo w iąz an i ślepo s łu ch ać zw ierzchnika, sza n o w ać i m iłow ać
go, p ra c o w a ć w edle sił i zdolności, wogóle d b ać o dob ro w spólne
j a k w łasne. W razie klęsk i spólnoty, jej członkow ie winni p o m a
g a ć w szystkim z funduszów p ry w a tn y c h , ale jestto o b o w iąz ek
m oralny.
P r a w a osobiste k o b ie t są n iem al ta k ie j a k i mężczyzn ; tylko
m ęża tk i sta n o w ią w y jątek . W o g ó l e p r a w a m a jątk o w e k o b ie t są
n a d e r ograniczon e, w szakże w łasn o ść p r y w a t n ą p o sia d a ć m ogą.
D o nich n ależy to, co może stano w ić w łasn o ść p r y w a t n ą m ę s k ą ;
k o b ie to m służy rów nież p ra w o d o w o ln eg o ro z p orząd zania. W y
p r a w a dziewcząt, sk ła d a ją c a się z pościeli, bielizny, odzieży i t d.
s ta n o w i ich w łasność b e z w a .u n k o w ą ; m ają o n e też p r a w o do p o
sagu, ja k o części m ienia w spó lneg o. W d o w o m p o cz ło n k a ch spól*
-
196 -
noty, g d y nie ch c ą w niej pozostać, w y d a ją się z w y k le do zam ężcia p o w tó rn e g o a lim e n ty w n a tu rz e np. 5 — 10 purów*) żyta,
po k ilk a p u ró w jęczm ienia, g ro c h u i t. d. O prócz teg'o k a ż d a k o
b ie ta zamężna, chociażb y ich b y ło k ilk a w spólnocie, p o s ia d a
s w ó j o g ró d w a rzy w n y , s w o j e ptactw o , trzo dę chlewnią i t. d.,
k tó re m i ro zpo rządza d ow oln ie; dochodem z nich opęd za swoje
p o trz e b y osobiste.
O bo w iązkiem k o b ie t sp ó ln o ty jest, p o m a g a ć g o s p o d y n i g ł ó
w nej, słuchać jej i szan ow ać, tru d n ić się g o s p o d a rstw e m d o m ow em >
p o m a g a ć m ężczyznom w n ie k t iry ch ro b o ta c h p o lo w y ch i w ogóle
p ra c o w a ć w ed le sił i możności. S ą one z w y k le albo k re w n e m i
albo p o w in o w a te m i ; ich k łó tn ie w zajem ne oraz n iep o ro z u m ie n ia
ze ś w ie k r ą t a k częste, n ie k ie d y uniem ożliw iają pożycie w spólne,
doprow adzając s p ó ln o ty do podziałów . W a r t o zanotow ać, że w t a
k ic h s p ó ln o ta c h ro d z in n y c h ani p o s tę p o w a n ie sp ad k o w e , an i dzie
dziczenie, m ów iąc ściśle, nie istnieją, alb o w iem zrzeczenie się
w ład z y przez zw ierzchnika, czy też usunięcie go, albo wreszcie
ś m ierć p ro w a d z ą ty lk o do zm ian y osób, ale nie k ł a d ą kre su ich
istnieniu. N a stę p u je on dop iero w razie podziału, k tó re g o m ożna
d o k o n a ć ty lk o za z g o d ą w s z y s t k i c h p e ł n o l e t n i c h m ę ż
c z y z n , c z ło nkó w sp óln oty . Z d arza się, że jej zw ierzc h n ik zg adza
się n a podział, ale m o g ąc jeszcze p ra c o w a ć , w y m a w ia sobie k a
w a łe k g r u n tu i nieco s ta tk ó w g o s p o d a r s k i c h . .. N a z y w a się to
„osadzeniem n a k ą c i e “ lub „sp ro w a d z e n ie m n a k ą t “.
W chwili obecnej p o d ziały spó lno t ro d z in n y c h są n a p o
rz ą d k u d zienny m . Złożyło się n a to wiele p r z y c z y n . . . W y m i e n i ę
ty lk o dw ie g ł ó w n e : zam ian a g o s p o d a r s tw a n a tu ra ln e g o to w a ro w e m
(zam iennem ) oraz w y z w a la n ie się o so b n ik a z p ę t tr a d y c y i — r o
zwój ind y w id u alizm u . N iew ątp liw ie — spólnoty litew skie, ro d z in n e
w raz z p o k re w n e m i im fo rm a m i życia, j a k „z a d ru g i s e r b s k i e “,
„ sk upszczyny c h o r w a c k ie “, „w ie lk ie rod z in y r o s y j s k i e “ i t, d. n a
leżą do form życia, zan ik a jący c h s to p n io w o : ro dzina m a ła zy sku je
s tano w c zą p rz ew ag ę .
D o n ie d a w n a istn ia ły jeszcze u nas w sie rodow e, k t ó r y c h
m ieszkańcy nosili w szyscy nazw isk o j e d n a k o w e ; w edle p. F r i e d
m a n a istnieją one dotąd. P r a w d o p o d o b n ie są to rozrodzone i p o
dzielone s p ó ln o ty rodzinne. D o tą d jeszcze s p o ty k a m y n a d e r w y
ra źn e p rz e ż y tk i so lid arno ści i ze m sty rodow ej. P rz y ta c z a m p a r ę
p rz y k ła d ó w , za cze rp n ięty ch z p r a k t y k i sądów ludow ych , w ło ś c ia ń
skich. D ziało się to w p ow . T elszew sk im , w parafii K o łty n iań sk iej.
D P ur =
24 garncy
96 litrów.
— 197 —
O bie s tro n y zw aśnione p o z w a ły sw y ch k re w n y c h , n o s z ą c y c h
t o s a m o n a z w i s k o , a u z b ro jo n y c h w kłonice, i stoczyły w alk ę
saciętą. Zwycięzcy sp usto szy li m ienie zw yciężonych, „jak N ie m c y “ .
p o rą b a li okna, drzwi, p o d ło g i i mebl»3, zniszczyli piece, poo balali
p ło ty i p a r k a n y , porozbijali naczyn ia, po w ycinali d rz ew a ow ocow e,
p ojm an e k o b ie ty i dzieci oćw iezyli a g restem , a w zakończeniu...
puścili swoje świnie n a ziem niaki zw yciężonych (K o łty n ia ń s k i sąd
w ło ściański 1888 r. Nr. 118). W e włości R o g o w s k ie j (pow. W iłk om ierski) B o ro w scy n a p a d li n a A le lu n a s ó w ; p ierw si zw ycięży li:
A lelu n asó w „sam ow olnie o b ili“, spustoszyli ich mienie, skaleczyli
świnie i wycięli 34 drzew o w o c o w y ch (1890 r., nr. w y ro k u 67)
W pow. K o w ie ń sk im , w g m in ie K ro c k iej, też o d b y ła się w a lk a
d w óch rodów, w której w y ró ż n iła się o d w a g ą i m ęstw em k o b ie ta
c ię ż arn a z k ło n ic ą w g arści (wyr. Nr. 18 r. 1880). S ą to zjaw isk a
i pojęcia, p rzen o szą ce n a s w te czasy, g d y „ p o w sta ł ró d przeciw
r o d o w i“ i „nie b y ło s p ra w ie d liw o ś c i“, ja k m ów i N estor.
N iejak ie p rz e ż y tk i ustroju ro do w eg o, ojcow skiego z a c h o w a ły
się d o tą d w ob rzęd ac h w eseln ych . D o n ich n ależ y w y ra żen ie
„G im ieni k w e p i “ — ro d e m pachiw , k tó r e w y m a w ia ją p rz ed g o
spo darzem , g d y g ł ó w n y s w a t — „pirszlis“ — w y le w a re sztk ę
w ódki, p o zostałą od p oczęstunk u. W o g ó l e j e d n a k pojęcie rod u
stopniow o z a n ik a ; sto p n io w o zanikają też w y ra zy , oznaczające
dalsze sto p n ie p o k re w ie ń s tw a lub p o w in o w a c tw a np. „łajgO nas“
f r a t e r uxoris, „ a w in a s “ — f r a te r m atris, „ i n t e “ —■ so ro r uxo ris
i t . d. ; u ży w ają się też w ÿ ra z y polskie, odpow iednie, ale w formie
zlitewszczonej n p . zięć — „źentis“. W o g ó l e w y ra z „ g im ien is“
oznacza z g ro m a d zen ie w s z y s tk ic h k r e w n y c h j a k a g n a tó w , t a k
k o g n a tó w , ale najniższe w a r s tw y ludow e, nie w y ró ż n iają już dziś
d als z y c h sto p n i p o k re w ie ń s tw a , niż czw arte ; włościanie, lepiej
m ający się a b ard zo chętnie w z o ru jący sw e życie n a m odłę szlac h ty
zaściankow ej, o k re ś la ją p o k re w ie ń s tw o w ed le norm zw y k ły c h .
D o tą d śró d niższych w a rs tw lu d o w y ch k o g n a c i są u w a żan i za
bliższych k r e w n y c h niż a g n a c i np. wuj — w e d le lu d u — je s t
bliższym k re w n y m , niżli stryj ; je stto p r z e ż y te k p r a w a m acierzyńskieg'o. L u d nie odró żnia ściśle p o w in o w a c tw a od p o k re w ie ń s tw a :
jeśli i ro z ró żn ia je, to ty lk o do trze cieg o stopnia. P o k re w ie ń s tw o
du ch o w n e w og óle nie uznaje się, n a w e t m a t k a c h rzestn a nie p o
cz u w a się zw y k le do ż a d n y ch o bo w iąz k ó w w zg lęd em s w e g o
chrześniaka, k ro m o b rz ęd o w y ch , s p e łn ia n y c h p rz y chrzcinach
(dziecku daje się k o s zu lk ę i k rzyży k). P o b ra ty m s tw o , p r a w d o p o
dobnie znane kiedyś, zanikło doszczętnie. N ie zna też lud i ad o p tacyi, acz p r z y b r a n i e zna i p r a k ty k u je dość często. O d b y w a się
-
198 -
ono w d rod z e z a p isa n ia o so b y p rz y b ie ran e j do rodziny p rz y b ie
rającego, co się u s k u te c z n ia w u rz ę d a c h g m in n y c h . P r z y b r a n y
staje się członkiem rodziny, lubo n iezu p e łn ie ró w n o p ra w n y m ,
albow iem nie dziedziczy n a ró w n i z dziećm i p rz y b ie ra ją c e g o lub
w s p ó ln o ta c h ro d z in n y c h — w razie ich podziału — otrzy m uje
mniejszy k a w a ł e k g ru n tu . S p o ty k a m y dotąd, n a w e t w śró d ludu,
t. z. „chleb ł a s k a w y “ czyli „ łask a w izn ę“. Zdarza się, że d ł u g o
letniej ro b otnicy, czy też ro b o tn ik o w i, g d y sta n ą się n iezdolnym i
do p ra c y , daje się u trz y m a n ie aż do śmierci. J e s tto zwyczaj za n i
k a ją c y już, bo coraz rzadziej a rzadziej m ożn a słyszeć o nim.
N iek iedy , ale już b a rd zo tz a d k o , fa k t w y k a rm ie n ia w ła s n ą p ie rs ią
dziecka, s tw arza coś w rodzaju p o k re w ie ń s tw a sztuczneg o ; t a k a
k o b ie ta m a zw yczajow o p e w n e p ra w o w zględem sw ego w y c h o
w a n k a, k tó ry o b o w ią z a n y je s t p o m a g a ć jej. J e s tto już p rzeży tek .
S to s u n k i p o k o len ia m łod szego do starszego, zw łaszcza w śród
najniższych \yarstw ludu, nie są wcale d o b re : nie cechuje ich ani
p a t r y a r c h a ln e p o sza n o w an ie starszych, ani hum anizm . Z w ykle
w s p ó ln o tach rodzinnych, j a k i w ro d z in a ch m ały ch , g ło w a cieszy
się w ielk iem u znaniem i p o s z a n o w a n ie m ; p r a w a je g o są n a d e r
obszerne, „p a tria p o t e s t a s “ nie za n ik ła jeszcze, ale t r w a to dopóty,
d o p ó k i zw ierzchn ik sp ó ln o ty czy ojciec ro d z in y zachow uje pełn ię
sił fiz y c in y c h i um ysłow ych. Ojciec g n ió tł swe dzieci, trz y m a ł je
b e z w a ru n k o w o w żelaznych kleszczach, ale, g d y p o s ta rz a ł się,
dzieci za p ła ciły m u p ię k n e m za n a d o b n e . Z asa d a — „hodie mihi,
eras t i b i “ — w y stęp u je n a k a ż d y m k ro k u . O p o sz a n o w a n iu osób
w iek ow y ch, t a k p o w sz e c h n e m u S ło w ian, w śród L itw in ó w niew iele
co d a się powiedzieć. P ra w d o p o d o b n ie j e s t to p rz e ż y te k d a w n o
m inionej doby, zaostrzon y w spó łczesn ym i w a ru n k a m i życiow oekonom icznym i. W ie m y , że w d obie zamierzchłej lu d y lite w sk ie
zab ija ły starców lub s k a z y w a ły ich n a śm ierć g iodow ą. W p o d a
niach lu d o w y c h s p o t y k a m y liczne ś la d y teg o zwyczaju. P r z y t a c z a m
je d n o : „ W ostępie leśn y m stary , z g r z y b ia ły w ilk w y je ż a ło ś n ie :
„ K to mię, s ta r e g o wilka, będzie c z e s a ł? “ „P sy, p s y “ — o d p o w ia
dają m ło d e ; „K to mię będzie k a r m i ł “ ? zawodzi żałośnie s t a r y
wilk. „Zdychaj, z d y c h a j“ ! s k o m lą w ilczątka. „A. k to będ zie ź r e
b ię ta d u s ił“ ? — p y t a s t a r y w ilk ; „My, m y “ — ra d o śn ie w yją
młode*). Schützt, H e n n e n b e r g e r , H a r t k n o c h i K ojało w icz m ó w ią
w yraźnie, że s ta ro ż y tn i L itw in i p rz yspieszali zgon chorych, słabych,
k a l e k i starców , dusząc ich poprostu. N a stosunk i dzieci do r o
*) R omanowicz — Sław utiński.
str. 24.
W ołosti mojego u c z a stk a (po ro syjsk u)
— 199 dziców i wogóle m ło d szy ch k re w n y c h do starsz ych rzucają n a d e r
j a s k r a w e św iatło zw yczaje odpow iednie, tudzież w y ro k i sądó w
ludow ych, o p arte na p ra w ie zw yczajow em . W o g ó l e — położenie
starsz y ch k re w n y ch , zwłaszcza z a le żn y ch od m łodszych, je st bardzo
ciężkiem : m atery aliz m p ierw o tn y oraz najniższe form y egoizm u
cechują je.
S ta n o w is k o k o b ie t w śród ludu lite w sk ieg o niczem zasadniczem
nie w yró ż n ia się ; je s t ono ta k ie m , ja k ie m b y w a zw ykle śród
lu d ó w , nie p o siadający ch w yso k ieg o sto p n ia uspołecznienia.
P ie r w o t n ą s u row ość lite w s k ą złagodziły znacznie w p ły w y
słow iań sk ie, p olski i białorusk i, zw łaszcza pierw szy. W zw y kłych
w a ru n k a c h k o b ie ta uznaje się za człow ieka, p o s iad ają ceg o p ew n e
p r a w a np. p ra w o n ie ty k aln o ści osobistej. K o b i e t y — w edle z w y
czajów lu d o w y c h — są zw aln ia n e od najcięższych p ra c p o lo w y c h ;
do nich n ależy ty lk o p ra c a w za k resie g o s p o d a r s tw a d om ow ego,
w szerszeni znaczeniu teg o w yrazu, oraz lżejsze ro b o ty polo we
np. g ra b ie n ie siana, sp rz ę t zboża i t. d. M ają one p e w n e p r a w a
m ajątkow e, lubo o g ra n ic zo n e ; m ają też p raw o do w olneg o ro z p o
rz ą d za n ia sw oją osobą, alb o w ie m p rz y m u s rodziców w s p ra w ie
z a w arc ia zw iązków m ałże ń sk ic h s p o ty k a m y n a d e r rzadko. T a
okoliczność tłó m a c z y się p ó źn y m sto su n k o w o w iekiem zamężcia,
k tó ry dla ludności w łościańskiej w y n o s i około 23У2 lat. K o b i e t a
n iezam ężna po siad a w ięk sz ą wolność o so bistą niż zam ężna, a lb o
wiem o s ta tn ia w in n a u le g a ć mężowi, k t ó r y — w edle pojęć ludu —
p osiada znaczne p r a w a n a d sw ą żoną, jest jej g ło w ą i k i e r o w n i
k ie m w życiu.
M ałżeń stw a są u nas nie liczne : n a ty siąc m ieszk a ń có w w y
p a d a p rzecięcio wo 7.2.8 m ałże ń stw ; zaw ierają się też one w w iek u
p rz eciętn y m około 28 lat dla m ężczyzn i 23l/ 2
dla ko biet. M a ł
żeństw a p rz ed w cz esn e są u n as p ra w ie nie zn a n e : sta n o w ią one
m axim um 1% — 2°/0 o g ó łu ; m ałżeństw em p rz e d w c z e s n e m n a z y
wam , za w a rte p rz ed dojściem do pełnoletności. Najw ięcej m a ł
ż e ń stw zaw iera się w styczniu, p aździerniku i listopadzie.
IZ .
A k t p o łą cz en ia dw ó ch osób różnej płci, n ale ż ą c y c h do dw óch
ro d ó w lub rodzin, k t ó r y w y r a ż a m y w n a s z y m ję z y k u w y ra z e m
„ m a łż e ń s tw o “, L itw in i dzisiejsi n a z y w a ją rozmaicie. L itw ini p r u
scy, p ro testan ci, ozn a cza ją m ałże ń stw o kościelne rzeczow nikiem
-
200 —
„w ien cziaw o nie“, s tą d czaso w n ik „ w ie n cziaw o ti“ — d a w a ć ślu b ;
n iem ieck ie w y ra z y E h e i E h e s t a n d o d d ają się w y ra żen ie m „wiencz ia w o n is te “. Litwini, k ato licy , słow o m ałże ń stw o tłó m a czą w y r a
zem „m o te ris te “, ale jeszcze w w. X V I ks. D a u k s z a 1) nie o d w a ży ł
się o d d ać nasz w y ra z m ałżeństw o, w y ra z e m litew skim „m o te ris te “ ;
po słu g u je się on fo rm ą opisow ą, określając m ałżeń stw o słow y
„w iedim as ir te k e jim a s “. Nie używ a on też w y ra z u „szliu bas“,
w ed le K u r s c h a t a — die T ra u u n g , E h e v e rb in d u n g . K s. D a u k s z a
nasz w y ra z „ ś lu b “ odd aje w y ra zem „su lub ijim as“, w sensie „Vo
tum , s p o n sio “. S z y rw id w X V I I . w iek u, wyraz ślub tłó m a czy w y
ra zem „ a n ż a d a s “ ; w je g o sło w n ik u też „ u x o r l e g itim a “ oddano
po lite w sk u w y ra z a m i „u ż n era w o ta m o t e “. K s. Ju szk iew icz w y r a
żenie złączyć się. — „sich v e r e i n i g e n “ — oddaje słow em „suwiencziew otis“. W o g ó l e śró d ludów lite w sk ich n ie m a właściweg'o w y
razu d la oznaczenia pojęcia m a łż e ń s tw a 2); w y ra z y o dn ośn e p r z y
jęto w w. X V I . z ję z y k ó w sło w iań sk ich . Ks. D a u k s z a w y ra ż e n ie
E w a n g e lii „Jezus został za p ro szo n y n a w e s e le “ tłóm aczy t a k :
„sw o db on k w ie s ta s b u r J e z u s “. W y r a ż e n ia „żan u tis“ i „su id o ro ti“,
dziś u ż y w a n e w znaczeniu cz aso w n ik a ożenić się, n iew ą tpliw ie
p o ch od zą z języ k ó w słow iańskich , p r a w d o p o d o b n ie b iało ru s k ie g o .
M ałżeństw o — to n iem al w y łąc zn ie u m o w a ek on om iczna,
w k tórej in te re sy g o sp o d arcze stan ow czo p"zew a żają ; inne p r z y
m io ty o sobiste i sk ło n n o ść serd eczna u suw ają się z w y k le n a p lan
dalszy . W o g ó le — m ałżeń stw o je s tto u m o w a cy w iln a, której p ra w n o ść zależy nie ty le od s a n k c y i kościelnej, ile od u z n a n ia ogółu:
d o tą d ro z p o w szech nionem je s t pożycie m ałżeńskie do ślubu, ale
p o zaręczy nach. Z d arza się n iek ied y , lubo już b a rd zo rz ad ko, że
w esele i ślub nie o d b y w a ją się jed no cześnie, ale j e d n a k pożycie
m ałże ń sk ie z a czy n a się zaw sze od wesela. L u d nie widzi w tern
nic złego. „Jeżeli n arzeczeni m ie s z k a ją w jednej i tej samej wsi,
a ślub k ościeln y zw le ka się, to po zaręc zy n ac h pożycie m iłosne
narzec zo n eg o z n arzec zo n ą s p o t y k a się n a d e r cz ęsto “ — m ów i p.
F r i e d m a n 3). W i e m y też z przeszłości, j a k ą u p o rc zy w ą w a lk ę m u
s ia ł stoczyć kościół katolick i, nim p rz ek o n ał lud, że ślu b y ko’) W litew sk im
w r. 1 5 9 9 str. 7 1 .
prz ekładz ie
kazań
ks.
W u jk a ,
wydanym
w W iln ie
2) U L oty szów wyraz, ozn aczający m ałżeństwo — „ ła u l io b o s “ pochodzi
od w yrazu estońskiego — „ l a u l i a “ (m ałżeństw o).
3) „ P r a w n e p oglądy i zwyczaje w łościan p ółn o cno-zachodniego
zw łaszcza gub. K ow .“ W ilno 1 8 9 0 r. (po ro s y jsk u ) str. 20.
kraju,
-
201
-
ścielne są k o n iecz n e dla w szystkich, nie zaś w yłącznie d la p a n ó w
i szlachty. Dziś tę kon ieczno ść uznaje lud zupełnie : p o g lą d y prze
ciwne — to p rz e ż y te k zam ierający.
W k w e s ty i za w arc ia m ałże ń stw a p rzew ażne znaczenie p o
s iad ają rodzice obu stron. Prz3^mus s p o ty k a się n a d e r rzadko, co
tłóm aczy się dojrzałym w iekiem w s tęp u jąc y ch w związki m ałże ń
skie, oraz c a ły m szereg iem p rz y czy n e k o n o m ic z n o -s p o łe c z n y c h ,
do k tó ry c h należą b ra n k a , konieczność p o s ia d a n ia p o s a g u (przez
obie strony ) i w ypraw y... dla d ziew cząt i t. d. N ależy tu p o d
kreślić też rozw ijający się indyw idualizm , k t ó r y nie znosi n a r z u
conej z g ó ry woli. Z g oda j e d n a k rodziców je s t nieodzow ną, k o
nieczną : ich b ło g o sław ień stw o — w ed le pojęć ludu — po siad a
o lb rzy m ie znaczenie w przyszłem życiu n ow ożeńców . R o d zicó w
z m arły ch zastępują w ta k ic h ra zach n ajstarsi a najbliżsi k rew ni,
lub o p iek u n o w ie ; trz e b a podnieść, że w ty c h w y p a d k a c h k o g n a c i
m ają w ięk sz e znaczenie dla dziewcząt, niż dla mężczyzn, zwłaszcza
ś ród najniższych w a rs tw lud ow ych . P rz y z w o len ie rodziców za le ty
od b ard żo w ielu okoliczności, p rz e d ew sz y stk ie m zw raca się pilną
uwag-ę n a ilość p o s ia d a n y c h g ru n tó w , alb o w iem narzeczeni, acz'
b ogaci, lecz bezrolni, uznają się za g o rs z y c h niż m ałorolni. T e n
p o g lą d z a n ik a stopniow o, bo lud zaczyna coraz więcej uzn aw ać
zn aczenie k a p ita łu ruch o m e g o . B a rd z o w ażne znaczenie p o siadają
też różn ic e re lig ijn e : niem a p rz y k ła d u , b y rodzice pozwolili s y
nowi ożenić się z p ra w o s ła w n ą , lub córce po ślu b ić p r a w o s ła
w nego. M ałże ń stw a m ieszane z p ro te s ta n ta m i czy p r o te s ta n tk a m i
s p o ty k a ją się, ale rz adko . Najczęściej zd arzają się one w okolicach
Birż, gdzie ludność lite w s k a w yznaje k ato licyzm i kalw inizm .
U prz ed n io ta k ie m a łż e ń stw a zd a rz a ły się częściej, ale w y m a
g a n ia duch o w ie ń stw a katolickiego, zresztą zgodne z p ra w e m
kanonicznem , b y dzieci, zrodzone w nich, b y ł y w y c h o w a n e w k a
tolicyzm ie, zm niejszyły ich liczbę. Dawniej s to so w an o zasadę,
k t ó r ą lud u z n a w ał za słuszną : „córki w y c h o w an o w w ierze m atki,
s y n ó w — w w ierze o jc a “. M a łże ń stw a z lu tram i są niezm iernie
rzadkie, albo w iem luteranizm w y znają u n a s tylko N ie m c y i Ł o
t y s z e ; różnice n aro do w o ściow e uniem ożliw iają m ałże ń stw o z p i e r
wszymi, o gran ic zają zaś do m inim um -— z drugim i. L u d żywi
k u N iem com d o tą d ta k ą a n ty p a ty ę , że w y ra z „N iem iec“ (w okietes) u w a ża się za o b r a ź liw y 1). N ie lubi też Ł otyszów , różniących
się o byczajow o i politycznie. T o sam o, ale w stopiu znacznie
7) Z a zwymyślanie od „ N iem c ó w “ sąd gm inny Rogowski sk azał winnego
n a 2 d ni a re s z tu i 15 m b . w y n ag ro d zen ia 1 8 8 7 r. N. wyd. 34,
— 202 —
w iększym stosuje się do R o s y a n , n iety lk o p ra w o s ła w n y c h , ale
i filiponów (roskolników), za m ie s z k a ły c h u nas od d aw na. W o g ó le
różnice n aro d o w o ścio w o - religijne są b ard zo ściśle p rz e s trz e g a n e
śród l udu: m n ie m a on, iż m ałż o n k o w ie winni b y ć jednej w iary
i jednej narodow ości, ..jednego n a r o d u “ j a k mówią.
N a p o s tę p o w a n ie m o ralne z w raca się z w y k le b a c z n ą u w a g ę :
ziiani p rz e s tę p c y —■ wedle o k re ś le n ia ludu — oraz ludzie p o z b a
w ieni czci i wiary, nie m o g ą zaw ierać zw iązków m ałżeńskich ; to
sam o stosuje się do kobiet. N a w y k ro c z e n ia płciow e, zwłaszcza
mężczyzn, lud za patruje się b a rd zo pobłażliwie, acz ja w n y m ro z
pu stn ik ie m lub ro z p u stn icą p o g ard za. D zie ck o nieślu b n e lub s to
su n k i m iłosne, b y le nie rozpustne, nie s ta n o w ią p rz e s z k o d y do
zamężcia, zw łaszcza śród niższych w a rstw ludow ych. W o g ó l e
u t r a t a w ia n k a do ślubu nie stan o w i jeszcze w ielk ieg o nieszczęścia,
alb ow iem zdarza się to dość często. „ W ło ś c i a n i e —m ów i p. F r i e d
m a n — mieli czas p rz y w y k n ą ć do t e g o “. N a le ży tu j e d n a k z a u
ważyć, że dziew czyna, t a k lub o w a k s p rz ed ając a s w ą miłość,
trac i n a zawsze m ożność zam ężcia. P oję cia lud ow e o m iłości sp rz e
dażnej nie są j e d n a k an i z b y t jasne, ani z b y t do k ład n e. W o g ó le
w y ższe w a rs tw y w łościańsk ie, b ardziej p rz e s ią k n ię te w p ły w a m i
ku ltu raln y m i, p rz ew aż n ie polskimi, z w raca ją o w icie w ięk sz ą
u w a g ę n a zach o w a n ie się dziew czyn y, niźli niższe. S ta n zdrow ia
zw raca też b a c z n ą u w a g ę obu s t r o n ; w k a ż d y m razie — w edle
pojęć ludu — nieuleczalnie chorzy, kalecy, w a ry a c i i t. d. nie
p o w in n i w s tę p o w a ć w związki m ałżeńskie. A le te za k azy z w y c z a
jo w e p rz e k ra c z a ją się c z ę s t o . . . z b ardzo w ielu pow odów , p rz e
w ażnie ek o no m iczny ch.
B ard z o ważne znaczen ie m a w iek n ow ożeńców . W e d l e ludu
d ziew czy nę dojrzałą t, j. m ającą 17 — 18 la t m ożna, już w y d a ć za
mąż, m ężczyzna zaś nie p ow inien żenić się, nim nie zdobędzie się
n a założenie w łasn e g o o g n is k a dom ow ego, k tó re g o o k re śle n ie nie
j e s t ścisłem . N ależy n ad m ien ić to, że od mężczyzn dziś w y m a g a
się już o d b y c ia słu żb y wojskowej.
W a r u n k i , w y m ien io n e wyżej, s ą w a ru n k a m i w o g ó le k o n ie
cznymi, b y rodzice lub o p iek u n o w ie zgodzili się n a zw iązek m a ł
żeński. A le w w y p a d k a c h p o s z c z eg ó ln y ch zdarzają się w yjątk i,
k tó ry c h nie m ożna p o d c ią g n ą ć p o d n o rm ę o g ólną. R o z u m ie się —
do w a ru n k ó w o g ó ln y ch n ależy b r a k .przeszkód , p rz ew aż n ie k a n o
nicznych, alb ow iem od nich zależy m ożność u p ra w n ie n ia zw iązków
m a łż e ń s k ic h ; k w e s ty ę tę z w y k le ro z s trz y g a ją duchow ni. Zdarza
się, że niezadow oleni z p o s ta n o w ie n ia proboszcza, u d a ją się ze
s k a r g a m i do w y ższy ch w ładz d u ch ow nych. S k a r g i te są z w y k le
303 b ez po dstaw n e, albowiem w łościanie p lącz ą stopnie p o k re w ie ń s tw a
(np. d o m a g a ją się często d a n ia ślub u krew m ym c z w a rte g o stopnia,
zwłaszcza agnatom ), n e g u ją p o k re w ie ń stw o duchow ne, oraz sto p n ie
po w in o w a c tw a , w k tó r y c h m ałżeństw o zakazuje się. Osoby, n o
szące to sam o nazw isk o a często za m ieszkałe w jednej wsi, mogą.
w s tęp o w a ć w zw iązki m ałżeńskie.
W a r u n k i e m nieodzow nym , k o n iecz n y m , je s t z g o d a rodziców
lub...opiekunów, czy też sta rs z y c h k re w n y c h , albow iem b ło g o s ła
w ień stw o rodziców , u w a ru n k o w a n e ich zgodą, p osiad a dla n o w o
żeńców znaczenie o g r o m n e . . . W e d l e pojęć ludu, p rz y n o si ono
szczęście w ich życiu przyszłem , ład , p o rządek , d o statek . M ałże ń
stw o w b re w woli rod ziców lub osób ich zastępujących, zdarza się
b a rd z o rzadko, ale zaw sze p o c ią g a n a s tę p s tw a b ardzo sm utne.
S y n , k t ó r y ożenił się w b r e w woli rodziców — „ k u m p in ik a s “ po
litew sku — trac i swój udział w m ieniu r o d o w e m . .. w edle z w y
czaju, usu w a się z c h a ty o j c o w s k i e j . . . . D o r. 1874 t. j. do chw ili
u s ta n o w ie n ia pow szech nej słu żb y wojskowej, o d d a w a n o go do
wojska. N iep o słu szn a c ó r k a tra c i p o sag , ale nie w y p ra w ę, k tó ra
stan o w i jej w łasn o ść ściśle osobistą, zw y kle rodzice i k r e w n i z r y
wają z nią w szelkie stosunki. Mimo to, zda rza się b ard zo rzadko,
żeb y rodzice s ta ra li się przeszkodzić ta k im m ałżeństw om w drodze
praw nej, acz to je s t m ożliwem do p e w n e g o s t o p n i a . . . . W e d le
zwyczaju n a w e t na ślubie i n a w eselu b y w a z w y k le ojciec n a r z e
czonego, acz b a rd zo n ieza d o w o lo n y ; n ie k ie d y n aw et, j a k m ówi p.
F ried m an , w chwili ostatniej b ło g o s ła w i syna.
P rz y m u s rodzicielski, ja k e m n a d m ie n ił p rz edtem , p ra w ie nie
istnieje, ale n a to m ia s t s p o ty k a m y bardzo często za kazy ożenku.
Z p o w o d ó w czysto e k o n o m icz n y ch rodzice często zak azu ją sw ym
syn om żenić się przed dojściem do 30. — 35. lat, lub po zw alają
najstarszem u, z a b ran iają c m łodszym . P r a w o to, w e d le ludu —
stosuje się też do starsz ych k re w n y c h i p o w in o w a ty c h , a n a w e t
o p ieku nów . W e d l e p ra w a zw y czajo w ego żą d a n ia te uznają się
w o g ó le za słuszne. T a k są d w ło ś c ia ń s k i w R o g o wie u w z g lę d n ił
s k a r g ę J e r z e g o K ra w c z u n a s a , k t ó r y o b w in iał swoją b r a to w e dzie
tn ą o za m ia r zamężcia, żądając zakazu. S ą d u w z g lę d n ił to żądanie,
ale o trz y m a ł „n iep rzy zw o itą o d p o w ie d ź “ od k o b ie ty , za co skazał
ją na sied m dni aresztu (wyr., 1. gi. r. 1882). P o d o b n e w y ro k i
sąd ów g-minnych w y n ik a ją zw yk le z o b a w y z a ta rg ó w a g r a rn y c h ,
a d osadn ie s t w ie r d z a ją p o g lą d ludu n a m ałżeństw o. R o z u m ie się
— m o c y p ra w n ej one nie po siad ają , ale — zdaje się — k o n ie c z
ność zmusza do za sto sow an ia się do nich w życiu. T u n ależy n a d
mienić, że ani g ro m a d a , a n i g m in a n ig d y nie w trącają się w sp ra w y
-
204 -
zaw arcia zw iązków m ałżeńskich. N iem a p a m ięc i n a w e t o czemś
p rz eciw n e m , chociaż do zniesienia odrębn ości w ło ś c ia n p a ń s tw o
w y c h (1867 r.) urzędy g m in n e m o g ły je zakazać, b o p o s ia d a ły
one w ty m w zględzie ta k ie sam e p ra w a, j a k dziedzice w dob rach
p ry w a tn y c h ; do zniesienia p o d d a ń s tw a , p o d d a n i nie m ogli w stę
p o w a ć w zw iązki m ałżeńsk ie bez p o zw o le n ia pan a.
Obie p o b iera jące się s tro n y z w y k le d osk o n ale zn ają się w za
je m n ie ; ta okoliczność u ła tw ia u m ow ę p rz ed ślu b n ą. P r z e d jej z a
w arciem często z b iera się r a d a familijna, złożona z najbliższych
k re w n y c h , n ie k ie d y n a w e t osób blizkich, acz p o s tr o n n y c h ; w niej
uczestniczą też k o b ie ty z g ło sem stanow czym , zwłaszcza w s p r a
wie zamężcia. R a d a t a k a b ard zo dro b iaz g o w o i szczegółow o
o m aw ia sta n ekonom iczny narzeczonego lub narzeczonej, u suw ając
n a p la n dalsze k w e s ty e inne. Z w y k le zbiera się o n a w chacie
rodziców narzeczo neg o U m o w a p rzedślub na, zlew ająca się n ie
k i e d y w je d n o z zaręczynam i lub o ględzin am i (surejmas, p ra g ie rtu ras), zaw iera się zawsze w o bec św iad k ó w w ia r o g o d n y c h a l i
cznych. Najczęściej b y w a o na słow ną, ale w cz asach o statn ich
coraz częściej s p o t y k a m y zo bo w iązan ia się n a piśmie, g d y u p rz e
dnio w y d a w a n o je ty lk o w razie w s tą p ie n ia n a rz e c z o n e g o do
do m u ro dziców narzeczonej lu b w razie w yznaczenia narzeczonej
p o s a g u w g r u n ta c h Zaw arciu u m o w y zaw sze to w a rz y s z y uczta.
U m o w a p rzed ślubn a, słow na czy p iśm ienn a, zawsze b y w a szcze
g ó ło w ą a d o k ła d n ą ; jej złam a n ie lub ze rw a n ie zaw sze p ro w a d z i
do o d szk o d o w a n ia s tr a t i k o sztó w n ie ty lk o b e z p o ś re d n ic h , ale
n a w e t i po śre d n ic h . J e s t to p r a w n y p o gląd, w y n ik a ją c y z po jęcia
m a łż e ń s tw a ja k o u m o w y cywilnej, a b a rd zo ro z p o w szec h n io n y
n iety lk o śród ludu, ale n a w e t n ie z u p e łn ie z a n ie c h a n y śród klas
w y ż szych W r, 1890 p rz ed s ą d y pokoju pow . P o n ie w ie z k ie g o
p ew ie n pro w izo r a p t e k a r s k i za p o zw a ł p a n n ę M a g d a le n ę L., có rk ę
w łaściciela ziem skiego, żądając 250 rub. o d szk o d o w a n ia za odm ow ę
ręki, p o p rz ed n io przyrzeczonej. S ąd w b re w p ra w u , prz y ją ł s k a rg ę ,
ale s p ra w a nie r o z s tr z y g a ła się, b o za 50 r. „ o d c z e p n e g o “ ó w p a n
cofnął swe p ow ództw o. P r a w o to w oczach lu d u je s t słusznem
i s p ra w ied liw em : s ą d y g m in n e, lud o w e n ig d y w ty c h ra z a c h nie
o d m aw iają swej p om o cy, zasądzając sowite o dszko dow an ie. O d
szk odo w anie zasądza się niezależnie od przyczyn, k tó re w y w o ła ły
zerw anie u m ow y. U m o w ę z a w a rto ; narzec zo n y o trz y m a ł n a w e t
30 rub. jako zaliczkę p o sa g o w ą , ale tu za szła okoliczność, o której
p ro to k ó ł s ą d o w y t a k się w y r a ż a : „swat, p rz y je c h a w s z y z n a r z e
czonym, s p y t a ł : „czy n arzeczon a nie j e s t g n i e w l i w ą “ : N a co n a
rzeczony, B u d riu n as, odparł, że „żony gniew liw ej nie o b a w ia się,
— 205 —
bo ją trze b a należycie o ćw iczyć ró z g am i i postaw ić n a sw o je m “.
P o ty ch sło w ac h narzeczona odm ó w iła rę k i; zażądano zw rotu 30.
rub., ale zasądzono ty lk o 20. r., bo 10. rub. B u d riu n a s w y d a ł na
„ tr a k t a m e n t “. B o g a t y w ieśniak d a w a ł „za c ó r k ą “ 700. rub. p o
s a g u : n arzeczon y znalazł się, s tan ęła um owa, n az n aczono n aw et
dzieii ś l u b u . . . atoli narzeczo ny zażądał w y p ła ty p o s a g u p rzed
ślubem , ojciec nie zgodził się i m ałżeństw o rozchw iało się. N a rz e
czony za żąd a ł 92. rub. odszkodow ania, k tó re m u p rzysądzo no (sąd
g m in n y g u lb iń s k i 1875 r.. w y ro k i za 11. 6. i 16).
N ie k ie d y n a w e t zerw anie u m o w y przedślubnej b}rwa k a r a n e m
k ry m in a ln ie , g r z y w n a m i . . . za niesłow ność. P a n n a D., w łaścicielka
ch a ty , za p rosiła do siebie n ieja k ie g o ś A d a m a B ałtuszew icza i ofia
ro w a ła mu rę k ę w raz z ca łe m g o s p o d a rstw e m . P o w ó d p rzen iósł
się do swej lubej, ofiarow ał jej sia n a i s ło m y za 12. rub. i na
ko szta p odróżn e 1. rub. 50. kop., ale po 10 d n ia c h lu b a w yrzuciła
g o za drzwi, p rz e to żąd a on n ie ty lk o o d szk odo w ania, ale i k ary,
„poniew aż p o tem nie zg o dziła się ona przyjąć go za m ę ż a “.
„Co powiesz n a swoje u s p ra w ie d liw ie n ie “ ? — p y ta ją sę
dziowie.
„Nie p o d o b a ł s i ę “ — od p arła .
S ą d k a z a ł zapłacić 18. rub. o d s zk o d o w a n ia i 17. rub. k a r y
„za o szu kań stw o w niedo trz y m a n iu słow a w s p ra w ie ś lu b u “ (sąd
R o g o w s k i, g m i n n y 1887 r., 1. 21.). W o g ó le lud widzi w złam aniu
u m o w y p e w n e w y kro czenie, k tó re n ależy k a r a ć k rym in aln ie.
J e s t to p o gląd, k tó ry stosuje on do w szelkich um ów, zwłaszcza um ów
0 najmie, nie zw racając u w a g i na p o b u d k i ich zerw ania. Zdarza
się, że sądy k aż ą p łacić za o b rażo ną m iłość w ł a s n ą . . . w sp ra w a c h
w y n ik a ją c y c h ze z łam a n ia u m ó w p rzedślubn ych . Jó ze f M. n a p i
śm ie zo bo w iązał się poślubić S ta lio n isó w n ę ; w um ow ie pow iedziano,
„żeby w stosu nki m ałże ń sk ie n ik t nie m iał p r a w a w trą c a ć się,
a zw iązek ślu b u le g a ln e g o b y ł odłożony n a r o k “. N ie m in ął ten
term in, g d y A d a m e k — w im ieniu b r a ta Józefa — osk arży ł S ta lionisa, ojca, o z łam a n ie um ow y . W y lic z y w s z y w szy stk ie s tr a ty
1 koszta, w p o d a n iu sw em p is a ł: „oprócz teg o s tra c ił sp oso bno ść
w y s w a ta ć drug ą, a n a w e t p o z o s ta ł w p rz y k re m p o ło ż e n iu “. S talionis zg a d za się na ślub swej córki, ta je d n a k słyszeć o tern nie
chce i rzu ca n a p o s ied ze n iu s ąd o w e m w tw arz b. n arzeczonem u
ch u stk ę czerw oną, je g o p o d a r e k . . . Sąd, zważywszy, „że oprócz
w y d a tk ó w , n arzec zon y dozn a ł w s ty d u w obec tow arzyszów i stra c ił
c z a s “, k a z a ł zapłacić 55. rub. o d s zk o d o w a n ia i k a r y . (S ą d g m in n y
W i e p r z o w s k i r. 1880, 1. 22). W o g ó l e lud m a b ard zo brzydk i
z w y c z a j sp ro w a d z a n ia wszelkich obelg, m o raln y c h i fizycznych do
— 206 —
od szkodow ania m a te r y a ln e g o ; nie m ożna nie w idzieć p rz e ż y tk ó w
m inionej d oby , p rz e ż y tk ó w , któ re s p o ty k a m y n a k a ż d y m k ro k u .
Dziś już o b lub ien iec nie wnosi żad n y ch o p ła t za narzeczo nę ; k u
p o w a n ie ob lubienic znikło, ale w r y tu a le w e se ln y m pozostało
dużo śladów m ałżeństw a przez p o rw a n ie i k u p n o . P r a w d o p o d o b n ie
obie te form y zw iązków m ałże ń sk ic h istniały ró w n o le g łe : pierw szą
stosow ano do kobiet, n a le ż ą c y c h do ro d ó w obcych, d ru g ą zaś —
do w łasny ch. N iew ątp liw ie — p rz e ż y tk a m i m a łż e ń s tw a przez p o r
w a n ie s ą zw yczaje z a m y k a n ia w ró t p rz e d o rszakiem o b lubieńca,
p o tem zaś — p o w p uszczeniu s w a ta za o k u p em — drzw i chaty,
u k ry w a n ie się i p łacz o b lub ien icy, za ch o w a n ie się d ru ż b y p a n a
m ło deg o, ucieczka młodej po ślubie, t a k zw ane „ k u r o w a n ie “ (fik
cyjne ok rad zen ie rodziców oblubienicy^, sąd n a d s w a te m i je g o
w ieszanie i t. d. O b rz ę d y te z a n ik a ją już powoli, ale p am ięć o nich
zachowuje się n a d e r żywo. O wiele j e d n a k żyw otniejszym i są
p rz e ż y tk i m a łże ń stw a przez k u pn o. N a Żmudzi, około P o p ie la n
(pow. Szaw elski), d o ty ch cz as za ch o w a ł się ta k i o brz ęd w eselny.
G d y narzec zo n y z dru żb am i przy jedzie do d om u narzeczonej, to
s iad a za stołem , mając po obu s tro n a c h dru żki ; tuż siad a jej
m atk a, trz y m a ją c w rę k u talerz za k ry ty , n a k tó r y m leżą g ałąz k i
r u t y i d ro b n a m oneta. D ru ż b a w p ie śn ia c h w y s ła w ia narzeczon ę,
drużk i zaś — narzeczon ego ; p o te m narzec zo n y w in ien w y k u p ić
narzeczonę od m atki, złożyw szy kw otę, k t ó r a w yno si i . i o rs.,
stosow nie do zamożności. W s p ra w o z d a n iu o p ła tę tę n az w a n o
„pieniądzm i w y k u p o w y m i1). W o g ó l e w r y tu a le w e se ln y m s p o ty
k a m y dużo p rz eży tk ó w tej fo rm y m a łż e ń s tw a ; to sam o d a się
pow iedzieć o p ie ś n ia c h lu d o w y ch np. zbiór p ieśni w e se ln y c h
, S w o d b in a r e d a “ ks. Juszk iew ic za za w ie ra liczne ś la d y k u p n a
żon.
Ś lub k o ś c ie ln y zaw sze po p rz ed za ją zapowiedzi-5, w y g ła s z a n e
w p arafiac h n arzeczo neg o i n a r z e c z o n e j.! , sto so w n ie do wymag-ań
p r a w a i zw y cza jó w ; m ałżeń stw a za in d u lte m s ą ś ró d lu d u p ra w ie
nieznane. Ś lu b p o p rz e d z a też t. z. e g z am in przez proboszcza,
k tó ry w ten sposób u s u w a z w y k le w szelkie m ożliwe w ątpliw ości.
W o g ó le m ałże ń stw a p o ta je m n e są śród ludu zupełnie nie z n a n e :
ściśle p rz e s trz e g a n e zw yczaje, oraz p o s ta n o w ie n ia p r a w a u n ie m o
żliwiają je. W a r t o tu też n a d m ien ić, iż m ałże ń stw o — wedle
po jęć ludu — w in n o o d b y w a ć się publicznie.
’ ) Małżeństw o przez k u p ao i p ow stanie posagu.
I . str. 23.
W isla
1 8 9 6 r. zesz.
207 —
III.
U m o w y p rz ed ślu b n e s p r o w a d z a j się zw ykle do t. z. u m ó w
po sag o w y c h . W e d l e pojęć ludu k aż d y z m ałżo nk ów winien do
p rzyszłeg o g o s p o d a rstw a w s p ó ln eg o w nieść p e w n ą część mienia.
Obie te części lud z w y k le n a z y w a p o sag a m i, s tą d w w y ro k a c h
sądów gm inn ych , w ło ściań skich często s p o ty k a m y w yrażen ie
p r a w n e : „p osag m ę ż a “ (pridanoje muża). R z e c z y w iś c ie — m łode
m ałżeństw o zawsze u rz ąd za się osobno, zawsze z a k ła d a w łasne
o gn isk o do m o w e; w y ją te k stan o w ią ty lk o mężczyźni, n ależ ący do
spólnot ro dzinnych, w k tó r y c h po ożenku zam ieszkują. N iem a
zwyczaju, b y m łodzi zam ieszkali prz y rodzicach, z w y k le urządzają
dla n ich g o s p o d a r s tw o osobne. Otóż w a ru n k i jeg'o u rządzenia
s ta n o w ią najw ażniejszą część u m o w y przedślubnej. P a n u m łodem u
rodzice dają albo część g ru n tó w i n iezbędne statki g o sp o d arsk ie ,
bud ują m u chatę, alb.o ustęp u ją w łasn ą , sam i osiadając na kącie.
Jeżeli rodzice zgodzili się na m ałżeństw o, to sy n m a p ra w o s t a
now cze d o m a g a ć się g r u n tu i u rz ąd ze n ia g o s p o d a r s tw a osobnego,
albow iem n a d a n e w r. 1861 ziemie sta n o w ią w łasn ość nie osobistą,
lecz familijną, rodow ą. W e d le 85, art. u s ta w y miejscowej z d nia
2 m a r c a (19 lu teg o 1861 r.) ziemie, k tó re m i w ład a li włościanie,
zostały n a d a n e ca ły m rod zino m poszczególnym , lubo za p isano je
na imię ich głów . P r a w o uśw ięciło istniejącą fak ty c zn ie form ę
w ła d a n ia ziemią, stw arzając w łasn ość ziemską, rodową, ale nie
u w z ględn iło p o g lą d u ludoweg'o, k tó ry p ra w o jej alien acy i oddaje
w rę ce g ło w y rod zin y ; stąd p ow staje dużo sporów i z a ta rg ó w .
W e d le p r a w a zw yczajo w eg o ojciec może w ydziedziczyć s y n a n i e
posłusznego — „ k u m p i n i k a s a “, ale s ą d y g-minne w łościańskie za
p a tru ją się n a tę k w e s ty ę inaczej, opierając się na literze p ra w a .
Nie odm aw iają o ne p o m o cy synowi, k t ó r y ożenił się za p o z w o
leniem rodziców. Jeżeli ci nie dają m u m ożności założenia g o sp od a r s tw a w łasn e g o , to m ożna ich zmusić do teg o w drodze sądowej.
W o g ó l e p o s a g — to część m ien ia w sp ó ln e g o : b ra c ia usuw ają
siostry, albow iem córki nie m ają p r a w a do g ru n tó w za życia s y
nów, ale m ają o ne p ra w o n iezap rzeczon e do po sag u, sk ła d a ją c e g o
się z g otów ki, ruchom ości i w y p ra w y . P o s a g u m ożna d o m a g a ć
się s ąd o w n ie n ie ty lk o od rodziców, ale i od osób, zastępujących:
ich m iejsce np b ra ci lub najbliższych k re w n y ch . W s z a k ż e tu n a
leży zrobić je d n o za strzeżen ie : w a ru n k ie m n ieo dzo w ny m jest w ła
-
208 -
dan ie ziemią n ad a n ą, do której m a ją one p r a w a n iejakie ; ich
p o d s ta w ą je s t w sp óln e pocho dzenie o d osoby, k t ó r a g r u n t a te
o trz y m a ła w 1861 r. w udziale.
W y r o k i sąd ó w g m in n y c h w ło ś c ia ń s k ic h stan o w c zo s t w i e r
dzają ten p r a w n y p o g lą d ludu. P rz y ta c z a m dla p rz y k ła d u n i e
k tó re. C ó rk a żąda, b y m a tk a jej d a ła p o s a g o b ie c a n y a m ia n o
w icie: 10 aktejnów*) ziem niak ów i 6 żyta, oraz lnu za 4 rub.,
2 stoły i m ieszk a n ie w k om órce . S ąd g m in n y , S a ła n to w s k i (1887
ro k w y r. 1. 57) żąd anie to uzn a ł za słuszne. Ojciec w ypędził córkę
j a k o b y za „ n ie r z ą d “ ; ta, opuszczając c h a tę rodzicielską, z a
b r a ła p ieniądze i rzeczy. Ojciec o s k a rż y ł ją o k ra d zież; są d g m in n y
w ło ściań sk i w S uru żliszk ac h od te g o zarzu tu j ą uwolnił, część
rzeczy k a z a ł zw rócić a p o zostałe w raz z pieniędzm i daro w ał,
jak o p o s a g (1883 r. w y r. 1. 45). C ó rk a z m ężem żąda 93 rub. nied o d a n e g o p o s a g u ; sąd g m i n n y A le k s a n d ro w s k i p rz y c h y la się do
te g o żąd an ia (1888 r., w yr. 1. 36).
Powyżej w spo m n iałem , że posagm m o żna d o m a g a ć się n iety lk o od rodziców, ale od k r e w n y c h i p o w in o w a ty c h , n atu ra ln ie
z z a ch o w a n ie m zastrzeżen ia w sk az an eg o . S iostra swej rodzonej
d a ła 4 rubli p o s a g u ; ta za żądała konia, 2 k ro w y , 2 św inie i
ow cę; p rzysądzon o 40 rub li odszko d o w a n ia (sąd g m in n y K r o c k i
1880 roku, w yr. 1. 4). W
J a s w o jn iac h s ą d g m in n y k a z a ł
b r a tu w y p ła c ić siostrze 100 rub. p o s a g u (1888 r. wyr. 1. 73) ; in n y
znow u — J e le o n o r o w s k i 1889 r. w yr. 1. 5. —- u z n a ł za słuszne,
b y dziew ierz w y p ła c ił 50 rub. p o sa g u . W o g ó le w y ro k i p o d o b n e
s p o ty k a ją się dość często, co rzu ca j a s k r a w e św iatło n a sto s u n k i
rod z inne
P o s a g i j a k męża, t a k i żony sta n o w ią w s p ó ln ą w łasność
m ałżonków , k tó rą zarządza mąż, ale k a ż d y z nich może p o siad ać
i p o s ia d a z w y k le m ienie osobiste, ro z p o rz ą d z a ją c niem dow olnie.
M ienie żony, ściśle osobiste, s k ł a d a się z w y p ra w y , darów , rzeczy
znalezio nych i u ż y tk o w y c h oraz z a ro b k u o s o b iste g o ; niem ro z p o
rz ąd za ona zupełnie dowolnie. Z darza się n iekiedy, że mąż w y
daje żonie zo b ow iązania się n a piśmie, coś w rodzaju w ia n a d a
w nego. P rz y ta c z a m n a d e r c h a r a k te r y s ty c z n y d o k u m e n t te g o r o
dzaju, za n iesion y do k się g i u m ó w g m in y (włości) K w ia tk o w sk ie j :
„Żeniąc się, o trz y m a łe m 300 rub. i k ro w ę ; te pien iąd z e zob o w ią
zuję się o d dać n a każde za p o trzebo w anie, a w razie mojej śm ierci
d łu g ten obo w iąz an y w y p ła c ić s y n mój z p ierw szeg o m ałżeństw a,
k t ó r y o trz y m a g r u n t y z zab u d o w an iam i. Z ap ew niając w y p ła tę
*) A k te jn “
28 g a rn c y z z 1 1 2 k w a r t z z 1 1 2 litrów.
— â09 dłu gu, przekazuję żonie mojej n a jej w łasność z u p e łn ą p oło w ę
dom u m ieszkalnego, spichlerz, wozownię, chlew, 2 k ro w y i owcę,
k tó re ja lub s y n mój w inni je s te ś m y p rz ek arm iać , aż do zw ro tu
pien ięd zy. Je ż e li ja lub syn mój zbudujem y dla niej dom osobny,
długi n a 6 a szeroki n a 3 sąż., d a m y spichlerz, w ozow nię i chlew
oraz k a w a ł e k ziemi n a zasiew, p ó ł p u r a żyta, to żona m oja trac i
p ra w o na o trz y m a n ie 300 rub. ; oprócz w s p o m n ia n y c h wyżej 2
k ró w i owcy, bielizn y i jej odzienia, k tó re m i m a p ra w o ro z p o
rządzać się dowolnie, zachowuje o n a p ra w o k o rz y sta ć ze stołu
w sp ó ln eg o razem z m em i d ziećm i“ (k sięga um ów I889 r. um. 1. 5).
P o d o b n e p r a w n e zo b o w ią z a n ia się m ożna od czasu do czasu s p o
t y k a ć ; w nich widzieć n ależy — w edle m nie — ślad y wiana.
M ienie, ściśle m ężow skie, s k ła d a się z darów, rzeczy z n a le
zio ny ch i u ży tk o w y c h , oraz z z a ro b k u o sobistego ; mąż m oże niem
ro zpo rządzać zu pełn ie dowolnie. N a to m iast p ra w o ro zp orządzenia
m ieniem w spólnem o b o jg a m ałżo n k ó w u w a ru n k o w a n e je s t dobrem
ogólnem . L u d surow o p o tęp ia m arn o w an ie m ien ia w spólnego, g d y
ty m cza sem na m a rn o w a n ie m ienia o s o b iste g o p a trz y b ard zo p o
błażliwie.
Z akres s a m o d z ie ln y c h m a ją tk o w y c h czynności żony je s t b a r
dzo o gra n ic zon y : nie może o na ani zaw iera ć ż a d n y ch um ów c y
w ilnych, ani zaciąg ać pożyczek, lub udzielać ich, ani sprzedaw ać,
a n i k u p o w a ć rzeczy n iezbę dn ych do p ro w a d z e n ia g o s p o d a rstw a ,
k ro m d ro b ia z g ó w ; w o gó le w szelkie jej zobow iązania sie cyw ilne
są b e z p ra w n e w oczach lud u; o d p o w ia d a za n ią mąż.... T rz e b a tu
j e d n a k n adm ienić, że w za k re sie g o sp o d arstw a k o b ie c e g o je s t ona
p a n ią zupełną, n ie o g ra n ic z o n ą ; to sam o stosuje się do m ęża w za
k re sie g o s p o d a r s tw a m ęzkiego. W o g ó l e m ałżo n k o w ie cyw ilnie są
odpow iedzialni so lid arn ie: mąż o d p o w ia d a c y w iln ie za żonę, żona
za męża. T e n p o g lą d lu d o w y w y n i k a z po jęcia w spólności m ienia
m ałżo nkó w . Z aczy na on już zanik ać pod w p ły w e m rozwoju s t o
su n k ó w ek ono m icz n o -g o sp o d arc zy ch , oraz k las w yższych i p r a w a
pisaneg'0, k tó re nie znają w sp ó ln o ści m ien ia m ałżonków . B ard z o
często się zdarza, iż w ło ścian ie p o w o łu ją się n a p ra w o pisane,
chcąc u c h ro n ić się p rz ed e g z e k u c y ą cyw ilną. Zjawia się ko m ornik
s ą d o w y b y n a ło ż y ć areszt n a m ien ie g o sp o d a rz a , a ten p rz ed
s ta w ia św iad kó w , że n ależy ono do j e g o żony... U d a je się to cz a
sami, ale r z a d k o : s ą d y g-minne w ło ś c ia ń s k ie stanow czo nie uznają
rozdzielności m ien ia m ałżon ków . T a okoliczniość oraz p rzepis p r a
wny, w z b ran iając y zajęcie i sp rz ed aż ru ch om o ści i n arzędzi n i e
zb ę d n y c h do p ro w a d z e n ia g o s p o d a r s tw a , n ie s ły c h a n ie u tru d n ia
w ło ścian om k r e d y t i w o g ó le w sze lk ie z o b o w ią z a n ia się cyw ilne.
14
-
210 —
M ożna rzec śmiało, że w łościanie m ają k r e d y t ty lk o osobisty, nie
z a ś rzeczow y. T o sam o, n a tu ra ln ie , ale ty lk o w w yższy m stopniu,
stosuje się do kobiet, zw łaszcza zam ężnych.
W s p ó ln e m ienie m ałżonków , n ależ ący c h do sp ó ln o t ro d z in
nych, je s t b a r d z o niezn a czn e ; sk ła d a się ono n ie m a l w y łą c z n ie
z p o s a g u żony, d a ró w i t. d., ro z p o rzą d za niem mąż, ale z z a s tr z e
żeniem w s k a z a n e m p oprzed nio . W o g ó l e te s to s u n k i s ą bard zo
z a g m a tw a n e i niejasne : nie m ożna — zdaje się — zn ale ść z a
s a d y ogólnej, uznaw anej w szędzie ; p rz y to c z o n a p r a k ty k u j e się n a
p o g r a n ic z u K u rla n d z k ie m .
P r a w o zw yczajo w e zna też w zajem ne u m o w y i zo b o w ią zan ia
się p o m ię d z y m ałżonk am i. T re ś ć ich b y w a b a rd z o różna, ale
z w y k le sp ro w a d z a się do za b ezp ieczen ia śro d k ó w m a te r y a ln y c h
je d n e m u z m a łż o n k ó w n a w y p a d e k zg'onu d ru g ie g o . D aw niej z a
w ieran o je słow nie p rz y św iad k a ch , dziś zaś •— coraz częściej —
n a piśmie, n ie k ie d y n a w e t n o tary a ln ie , ale k w e s t y a p ra w n o ś c i
t y c h ostatnich, rozum ie się — w obec p r a w a p isan eg o , j e s t b a rd z o
w ątpliw a.
W y ż e j w spo m n iałem , że p o s a g lud u w a ż a za część m ienia
ro d o w e g o , za te m — w razie b e z p o to m n e g o zejścia —■ w ra c a on
do ro d u w yposażonej. J e s t to z a s a d a ogólna, pilnie d o tą d p rz e
strz e g a n a . S ą d y g m in n e p o p ie ra ją j ą b ardzo g o rliw ie : n ie m a bodaj
p rz y k ła d u o d rz u cen ia po w ództw a, o p a r te g o na tej p o d s ta w ie ,
w szak że u w z g lę d n ia ją one okoliczności p o s tro n n e np. k o szta l e
czenia i t. d. P rz y ta c z a m p a r ę p rz y k ła d ó w . N iejaki K o d is żąda
od R u n k ia s a , sw eg o szw a g ra, zw ro tu 50 rub., k tó re on d a ł w p o
s a g u za s w ą sio strą, z m arłą R u n k ia s o w ą . P o z w a n y udow odnił, że
40 rub. w y d a ł n a leczenie nieboszczki, p rzeto z a p ła c ił ty lk o 15
ru b . (S ąd g m in n y , R e m ig o ls k i, 1883 r. 1. 7). W g m in ie (włości)
K w ia tk o w sk ie j m a tk a zm arłej żąda od s w e g o zięcia w y p ł a t y 40.
rub. p o s a g u ; p o z w a n y ud o w o d n ił, że bieliznę i b y d ło zw rócił
a 43 rub. w y d a ł n a leczenie i p o g rz e b ż o n y ; p o w ó d z tw o zostało
o d rz u co n em (r. 1889, 1. 20). Ojciec d a ł swej je d y n a c z c e 14 dies
g r u n t u w p o sag u , ale c ó r k a w k ró tc e zm arła. Zięć ożenił się
z d ru g ą , ale teść p ie rw s z y p o z o s ta w ił m u g r u n t nad al. G d y p o d
starzał, zaczęto g o m orzy ć gło d em i p o n iew ierać. S ą d k a z a ł
zw rócić m u g r u n t a w raz z ca łe m g o s p o d a rstw e m , nak azu jąc ty lk o
zapłacić 99 rub. o d s zk o d o w a n ia za budow le, w zn iesio ne przez
zięcia (sąd g m in n y T a w r o g i ń s k i 1890 r. 1. 2). T a k ic h p rz y k ła d ó w
m ożn a p rz y to c z y ć siła. N a w e t w y p ra w a w in n ą b y ć zw ró c o n a
k r e w n y m zm arłej b ezp otom nie, w y ją te k c h y b a s ta n o w i ty lk o
w n i e k t ó r y c h o k o licac h pościel. W razie zg o n u m ęża p o s a g z a
—
2 1 1
—
wsze zw ra c a się wdowie. K r o m teg o p ra w o zw yczajow e z o b o w ią
zuje s p a d k o b ie r c ó w z m arłeg o lub je g o najbliższych k r e w n y c h do
w y d a w a n ia alim entó w w dow ie aż do zam ężcia p o w tó rn e g o lub
znalezienia zaro b k u k o rz y stn e g o , co zaczęło p r a k ty k o w a ć się d o
p ie ro od n iedaw n a. A lim e n ty w y znaczają zw y k le w n a tu rz e : ty le
to a tyle p u ró w zboża, ziem niaków , g ro c h u i t. d.1).
D o tą d istnieje u nas o ry g in a ln a form a stosunków , za c h o w u
ją c a dużo p rz eży tk ó w z dob y m inionej. J e s t to t. z. n a d o m n ic tw o
czyli — w polszczyźnie m iejscowej — „ u s z k u rs tw o “. W y r a z te n
pochodzi od lite w skiego cz aso w n ik a „ u s z k u rt“, — o p alać a w zn a
czeniu p rz e n o ś n e m — w zbogacać. N a d o m n ik iem , lub uszkurisem
n a z y w a się m ężczyzna, k t ó r y po ślu b ia je d y n a c z k ę g o s p o d a r s k ą
lub w o g ó le k o b ie tę , p o s iad ają cą w łasne g r u n t a i g o s p o d a rstw o ;
idzie on „na d o m “, s tą d n az w a „ n a d o m n ik “. Istn ie ją ś lad y n ie w ą t
pliwe, źe n ie g d y ś p r z y b ie r a ł on n azw isk o swej żony, k tó re n o siły
też jeg o dzieci ; zdaje się—robiono to w celu z a c h o w a n ia ro d u w y m ie
rającego, jego przedłużenia. S ąd zę —■ nasz eg o n a d o m n ik a m ożna
p o ró w n a ć z t. z. m ari do tal B a s k ó w , zam ie szkującyc h sto k i P ireneów. D o t ą d b ard zo często dzieci n a d o m n ik a, a n a w e t jego s a m e g o
zw yczajow o lud n a z y w a naz w iskie m ż o n y ; to samo, ale już stale,
stosuje się do jego osady. W s t a r y c h in w e n ta r z a c h m ożna znaleść
p r z y k ła d y p odobne. T a k i n a d o m n ik p rz ed ew sz y stk ie m w in ien p o
siadać p o sag , mniej więcej o d p o w iad a ją cy m a ją tk o w i żony p r z y
szłej ; w okolicach Birż, n a p o g ra n ic z u k u rlan d z k iem , w y n o si on
zoo —800 rub., p a rę koni, d o b ry w óz i sanki, k ilk a sztuk b ydła,
do 30 p u ró w żyta, po k ilk a n a ś c ie p u ró w pszenicy, jęczm ienia,
ow sa i ziem niaków , p a r ę purów g ro c h u i t. d .2); w in n y c h o k o
licach je st on mniejszy. Z darza się, że n ad o m n ik a m i zostają ludzie,
p o sia d a ją c y b a rd zo m a łe środki, po ślu b iając z w y k le w d o w y g o
spo d arsk ie , dzietne. M ó w ią je d n a k , że w ty m w y p a d k u k o b ie ty
sa m e w y d a ją się za mąż, b y le ty lk o m ieć ko go, k t o b y m ó g ł
pro w a d zić g o sp o d a rstw o . W o g ó l e ta k i n a d o m n ik zawsze pozostaje
w s to s u n k u zależnym od swej żony: „zdarzają się tacy, k tó rz y
nic nie m ają oprócz p a r y zd ro w y ch r ą k r o b o c z y c h
Ci nie ro z
m y śla ją d łu g o i w c h a ra k te rz e n a d o m n ik ó w chętnie oddają się
w niew olę rodziny jak iejb ąd ż zapom n ian ej a p rz estarz ałej oblu
b ie n ic y lub w do w y , mającej go sp o d arstw o . Zawdera się p rz y te m
u m o w a p rzedślub na, s ło w n a czy n a p iśm ie — dziś coraz częściej,
n a zasadzie której mąż s taje się pierw szy m i p o słu szn y m robo’) Friedman 26.
’) Friedman str. 13.
— 212 —
tn ik ie m swojej żony i jej k re w n y c h . W razie najm niejszego uporu,
m ożna go w y rz u cić za drzwi, p o z b a w ia ją c g r u n t u i g o s p o d a r
s t w a “ — m ów i p. G u k o w sk ij w u rz ę d o w y m P a m ię tn ik u gub. K o
wieńskiej n a r. 1895 str. 194. R o z strz ą s a ją c sto s u n k i p om iędzy
m ałżonkam i, b ęd ę m ia ł sp o so b n o ść po m ó w ić o p ierw szeń stw ie
żony n a d o m n ik a n a d s w y m m ężem, p rzeto zam ilczam o tem teraz.
M a n a d o m n ik p ra w o n iezaprzeczane zażądać zw ro tu p o s a g u w razie
w y p ę d z e n ia go z c h a ty przez żon ę ; s ą d y gm inne, w ło ściań sk ie
z w y k le ch ę tn ie ud zielają m u w ta k ic h razach po m o cy, ale m ało
to może p o lep szy ć je g o los.
P r z y t a c z a m .parę p rz y k ła d ó w u m ó w p o s a g o w y c h i s p ra w
0 zw ro t p o sagu. W g m inie D usiackiej n a d o m n ik w niósł w p o s a g u :
100 rub. pieniędzm i, 2 k o n ie (70 ru b ), 3 cielice (35 rub.), 4 owce,
2 świnie, 5 p u ró w g ro c h u , 4 p u r y jęczm ienia, 6 p u ró w owsa,
2 sań, uprząż, b ry c z k ę i wóz, ra zem ze w szy stk ieg o na sum ę
300 rub. ; oprócz teg o n a d o m n ik sp łacił w s zy stk ie swoje dłu gi
Żona zo bo w ią zała się zw rócić m u p o s a g i w y p ła c ić jeszcze w d o
d a tk u 200 rub. o d szk o d o w a n ia w razie wypędzenia* go. (K s ię g a
u m ó w r. 1893, 1. 1). W g m inie A be lsk iej rodzice wzięli n a d o m n ik a
do swej je d y n a c z k i i oddali m u g r u n t y z w a ru n k iem , b y u t r z y m y
w a n o i sza n o w an o ich, po śm ierci zaś p o g rz e b a n o po ch rześc ia ń sk u
1 o d pra w ion o e g z e k w ie “, ale za p ew n ili tę um ow ę, w ziąw szy od
sw eg o zięcia 1000 rub. ( K s ię g a u m ó w 1893 r. 1. 1). N a p o g ra n ic z u
k u rla n d z k ie m coraz częściej się zdarza, że 2 b ra cia rodzeni p o ś lu
b iają 2 s io s tr y ; n a z y w a się to „m ein itis“ t. j zam iana. W ty m
w y p a d k u b r a t s ta rs z y bierz e siostrę bez posagu, n a to m ia s t m ł o d
szy p o ślu b ia d ru g ą , idąc ,,na d o m “ i stając się n ad o m n ik iem , ale
b ez p osaźny m . W t e n sposób w y r ó w n y w a się k w e s ty a p o sag o w a ,
ale u m o w y o d p o w ied n ie zaw iera ją się, W e włości S zaw k ia ńskie j
p e w n a w d o w a p o ś lu b iła n a d o m n ik a, ale po 5-ciu le tn ie m pożyciu
z m a r ła ; b r a t nieboszczki w y pędził g o z d o m u
P o w stała sp raw a
z a k o ń czo n a w d rodz e u m o w y p o lu b o w n e j; p o s a g n ad o m n ik o w i
w y płac o n o (1878 r. wyr. 1. 28). W g m in ie K iry a n o w s k ie j n ad o m n ik
o s k a rż a p a s ie r b a , k t ó r y g o w y p ę d ził z chaty, żą dając 100 rub
o d s z k o d o w a n ia za 19-letnie p ro w a d z e n ie g o s p o d a r stw a ; na sądzie
u d o w o d n io n o , iż n a d o m n ik g o s p o d a rz y ł bardzo źle, ale ,,w edle
zw yczaju m iejsco w e g o “ k a z a n o w y p ła c ić m u 60 rub. p o s a g u (1888
r. w y r 1. 18). W o g ó l e n a d o m n ic tw o p r z e d s ta w ia b a rd z o o ry g in a ln ą
form ę pożycia ro d z in n e g o , w k tó re m i n te re s y ek o no m iczno-g osp od arcze g ó ru ją n a d e w szystkiem . Chociaż w edle p r a w a zw yczajow ego
m ien ie m a łż o n k ó w je s t w sp ó ln ęm a p ra w o ro z p o rzą d zen ia n iem
n ależ y do m ęża, fa k ty c z n ie j e d n a k dzieje się zupełnie inaczej.
— 213 —
Żona n a d o m n ik a rozp orządza się w szystkiem , z a w iera w szelkie
um o w y i zobow iązania się; w edle p r a w a zw yczajo w ego m ąż jest
g ło w ą rodziny, ale fakty c zn ie, przynajm niej b a rd zo często, nado m n ik jest ty lk o s łu g ą p o k o rn y m i p ie rw s z y m ro b o tn ik iem sw o
jej żony... Zależy to p rz ew aż nie od w ysokości po sag u, w n iesio n eg o
p rz eze ń ; im róż n ic a m a ją tk o w a j e s t większa, tem sta n o w is k o
m ęża je s t gorszem . J e st to za sad a o g ó ln a u w a ru n k o w a n a niem al
p ie rw o tn y m m a tery aliz m em ludu lite w sk ie g o ; są w yjątki, ale n ie
liczne. W o g ó le sto s u n k i w zajem ne n a d o m n ik ó w ze sw em i żonam i
w y różn iają się znacznie z ogólnej n o rm y sto su n k ó w p o m ięd zy
m a łż o n k a m i: p oło żenie k o b ie ty je s t w n ich o wiele lep szem niż.
w zw y k ły c h .
J a n W itort.
nad. literaturą.
R e d a k c y a „ P r a w d y “' o d d a ła p ra w d ziw ą u s łu g ę n aszem u o g ó
łowi w yk szta łc o n em u , w y d a ją c w p rz ek ład zie g ło ś n ą p ra c ę H u tch e so n ’a M a c a u la y ’a P o s n e ť a p. t.: „ L ite r a tu ra p o ró w n a w c z a “ ;
do teg o p rz e k ła d u do d an o tłó m a cze n ie p ie rw s z y c h i o statn ich
rozdziałów p ra c y K a r o l a L e to u rn e a u : ,,R é v o l u t io n litté ra ire
d ans les d iverses ra c e s h u m a i n e s “. O bie tę części d o s k o n a le h a r
monizują, dop ełn iając się w zajem n ie : p. L e to u rn e a u b a d a początki
e s te ty k i i lite ratu ry , co P ó s n e t pom ija. W ie lk ie za le ty tej książki
k a ż ą życzyć, b y ro z p o w szn ch n iła się o n a w śród og'ólu w y k s z ta łconeg-o. Mojem zd a n ie m — najw ażniejszą zaletą tej p r a c y je s t
p r ó b a za s to s o w a n ia do b a d a n ia dziejów i rozwoju lite ra tu ry ściśle
nau k ow ej m e to d y , m e to d y h istory czno -poró w n aw czej, k tó ra w in
n y c h sferach w ied z y ludzkiej d o p ro w a d z iła do w y n ik ó w św ie
tn y ch . N a tu ra ln ie — to założenie d opro w a d ziło au to ra do u z n a n ia
ścisłej zależności pom iędzy u stro jem spo łecznym a fo rm am i t w ó r
czości literackiej, innem i s ło w y — do u z n a n ia zależności lite ra
tu ry o d etnografii. A u t o r u d o w a d n ia ściśle tę zależność, p o d k r e
ślając w u tw o ra c h lite ra c k ic h jej r y s y zasadnicze i ilu stru ją c
p r z y k ła d a m i licznymi, k t ó r e o d tw arzają ustrój sp o łecz n y d oby
zam ierzchłej. P o s n e t w p r o s t m ów i naw et, że lite ra tu ra daje m o
żność o d tw o rz en ia u stro ju s p o łe c z n e g o teg o ludu, w śró d k t ó r e g o
rozw inęła się ; o dw rotnie — etno g ra fia po zw ala n am do p e w n e g o
s to p n ia w nio sk o w ać o lite ra tu rz e ludu o p isy w an e g o .
—
214
-
C ała p ra c a dzieli się n a 5 k s ią g : w stęp, lite ra tu rę k lan u ,
rz eczypospolitej miejskiej, ogólno-ś w iatow ą i'n aro d o w ą. W e w s tę
p ie P o s n e t o k reśla pojęcie lite ra tu ry oraz jej w zględn ość i zasadę
wzrostu, pośw ięcając j e d n a k rozdział o so b n y m etod zie p o r ó w n a w
czej. Z a sa d ą w'zrostu lite ra tu ry je s t dlań p o g łę b ie n ie osobistości,
t. j. stopniow e u d o s k o n a le n ie w o d tw a rz a n iu życia i n d y w id u a l
nego, k t ó r e g o rozwój i p o g łę b ie n ie s tan o w i p o d s ta w ę g łó w n ą
p ro c e s u ew o lu c y i społecznej. D o lite ra tu ry p ie rw o tn e j a u to r za
licza „ lite ra tu r ę k l a n u “, t. j. o k re s u ustro ju ro d o w e g o i b a d a jej
p o c z ą tk i i rozwój s to p n io w y . U strój ro d o w y z n a n y n am w o g ó l
n y c h z a ry s a c h już bardzo dobrze, o k re śla i tłó m a c z y w szy stk ie
ry s y zasad nicze tej lite ra tu ry . N iew ątp liw ie — p o cz ątek jej, to
śp iew chó raln y, n ie k ie d y p o łą c z o n y z tań ce m ; p rz e ż y tk ie m teg o
czasu je s t choro wód w ielk oro syjski lub ko ło .Słowian p o łu d n io
wych. W i e m y , iż c h o ro w o d y urządzają się zawsze w dni u r o
czyste, św ięte ; są one o b ch o d a m i u roczysty m i, w s p ó ln y m i i z r o
zu m iały m i w szystkim . W ś r ó d I n d y a n p lem ien ia D u k o ta ( A m e r y k a
północna) ró d „G ia n t K l a n “ u rządził święto n a cześć b o ż k a H a o-kuh. W w ig w a m ie n a d ogniem w iszą k o t ł y z g o tu jące m się
w nich m ię s e m ; In d y a n ie , nadzy, ale w sto żk o w y c h n a k r y c ia c h
g łó w z k o r y brzozowej, o p a s a n i o koło b io d e r k ilk u g a łą z k a m i
brzeziny, a p o m a lo w a n i w b ły s k a w ic e , ta ń c z ą i śpiewają. W cz a
sie ta ń c u i śp iew u g o łą r ę k ą w y c ią g a ją k a w a ł k i m ięsa z kotła,
p rz e k o n a n i, że bożek, n a k t ó r e g o cześć ta ń c z ą i śpiewają, ochroni
ich od o parzenia. J e s t to o cz y w iście d ra m a t p ie rw o tn y , w k t ó ry m
taniec, m u z y k a i m im ik a są p o łączo ne z sobą. W o g ó l e nie u le g a
zaprzeczeniu, że d o p iero znacznie później w y ró ż n ic z k o w a ł się
śpiew c h ó raln y , k tó re m u atoli b a rd z o d łu g o to w a r z y s z y ły tańce.
T a k się działo w G re c y i ; dość tu p rz y p o m n ie ć s p a r ta ń s k ie Gym n o p aid eje czyli ś w ięta nagiej m łodzieży, w k tó ry c h liczne ch óry
m ężczyzn i chłopców b r a ł y u d ział: c h ło p c y w ta ń c a c h s w y c h n a
ś lad o w a li ru c h y g w a łt u i w a lk i n a pięście, a w k ró tc e p o tem roz
po cz y n ali dziką m im ikę re lig ijn e g o k u ltu B ach u sa . W i e m y z P lu tarc h a, że w S p a rc ie w czasie p e w n y c h uroczy sto ści u rządzano
d w a ch ó ry ze s ta rc ó w i c h ło p có w m łody ch, k t ó r e o d p o w ia d a ły
so bie wzajemnie. Chór s ta rc ó w : „byli z n a s n ie g d y ś ludzie m ł o
dzi, d zielni“ ! C hór m łodzieży o d p o w ia d a : „jesteśm y t a c y ; jak
w a m się po d o b a, spojrzyjcie na n a s i cieszcie s ię “ ! W o g ó le
w g r e c k i c h h y m en aio s m a m y d o w o d y p ra w d z iw o ś c i te g o tw i e r
dzenia. W i e m y też dobrze, że o rg a n iz a c y ę ludu J e h o w y w p a ń
stwo, w y p rz e d z ił ustrój ro d o w y ; k a ż d y ród m iał sw eg o n ac zel
nik a. Istnieje n a w e t ró d b a r d ó w w N a irth , „chór proro ków ,
— 215 —
k t ó r z y śpiew a ją i tań cz ą ; S a m u e l im p rz e w o d n ic z y “ (II. ks. k r ó
lów, I I , 5k W in n em m iejscu s p o ty k a m y obraz „ g r u p y N a b i s a '1
ch ó ru p ro r o k ó w (I. ks. S am u ela, X ., 5) R o d y p ro r o k ó w is tn ia ły
też w in n y c h m iejscach P a le s ty n y , n a w e t potem n a b o ż eń stw o
w św iąty n i w z o ro w ało się b ez po śred nio n a sy stem ie dziedzicznym
k l a n u lub kasty. L i te ra tu r y in d y jsk a i c h iń sk a zach ow u ją też
sporo p rzeżytków , św iad c ząc y ch o istnieniu u stro ju ro d o w e g o ;
w iem y naw et, że w Chinach, p ra s ta re j siedzibie k u ltu p rz o d k ó w ,
is tn ia ły h y m n y na cześć śmierci, sta n o w ią c e w s p ó ln ą w łasno ść
ro d z in y lub rodu. H y m n o b ra c ia c h A rv a les, znaleziony w R z y
mie w r. 1778, n ie w ą tp liw ie stw ierdza, że R z y m ia n ie s ta ro ż y tn i
znali pierw sze zaczątki l i te r a t u r y rodow ej w formie śp iew ó w c h ó
ra ln y c h , p o łą c z o n y c h z ta ń c a m i i m imiką.
N iew ątp liw ie — ta ń c e p ie rw o tn e po siad ały znaczenie s y m
boliczne : w w o jen n y m ta ń c u I n d y a n a m e r y k a ń s k ic h n aczeln ik
plem ienia, w y m a z a n y cy n o b rem , — co m a oznaczać krew , roz
p o c z y n a pieśń w o jen n ą p rz y odgłosie m uzyki i śpiew ie c h ó rz y
stów. P ie ś ń k ró tk a , o n u tk a c h p o w ta rz a ją c h sie, p ły n ie powoli,
ry tm e m ściśle za sto so w an y m dò je d n o s tk i czasu, g d y ż ś p ie w a k
co p a r ę m in u t w yd aje o k rz y k bojow y. „ J a s n e m jest, że w yrazy,
k tó re śpiew a, nie stoją b y najm niej n a p ierw szem m iejscu w es te
ty c z n y m w rażeniu In d y a n in a . D la c z e rw o n o sk ó reg o zręczny t a
niec, g raficzna sy m b o lik a b itw y i zw y cięstw a przy n a m ię tn y c h
g estach, sw ojska m u z y k a b ę b n a i piszczałki i g ło s y chórzy stó w
m ają znaczenie, k tó r e ję zy k ie m lite rac k im tru d n o o d tw o rz y ć “ .
P rz y ta c z a m tu p iosnkę indyjską, za cze rp n iętą z dzieła D r a S c h o o le r a f ť a !) :
„Słuchajcie głosu mego, wy p ta k i w ojownicze!
P rz yg otow u ję święto dla was, święto bitwy.
W idzę was prz ez szeregi n ie p rzy jació ł moich,
I za wami pójdę !
0 ja k ż e p rag n ę szybkości waszych skrzy de ł,
1 zem sty p ra g n ę pazurów waszych !
P rz yja ciół moich przegląd am ,
A wasze śledzę loty.
Och wy młodzi ! To są wojownicy —
Spojrzyjcież z gniewem na pole bojów !“
W tem sam em dziele D r. S c h o o le ra fta znajdu jem y opis s ł y n
nego ta ń c a sym boliczneg'0 A rro w , tań cz onego w N o w y m M e k
syku. T a ń c e p o d o b n e istn ieją d o tąd w C hinach. W o g ó l e należy
') H ist. Ind. T rib e s , in U . S. część II., str. 60.
— 216 —
widzieć w nich za czątki d r a m a tu i liry k i ; ich znaczenie w k u l
ta c h relig ijn y ch nie u le g a za p rzeczeniu : dow odó w aż n a d to d o
s tarc za biblia, pom ijając n a w e t po m niki lite ra tu ry teologicznej
ludów innych.
W m ia rę ro z p a d a n ia się p ie rw o tn e g o u stroju rodow ego,
a sto p n io w e g o w y ła n ia n ia się j e d n o s tk i z p ierw o tn e g o t a ń c a s y m
b olicznego, p o łą c z o n e g o ze śpiew em c h ó ra ln y m , rozw ija się oso
b is ta p o ez y a ro d ow a, k tó rej tre ś c ią s ą n ajw yb itniejsze r y s y życia
rodu. D użo do w odów dostarcza a r a b s k a p o ez y a ludow a. K i l k a
p rz y k ła d ó w p rzy ta cza m z a n to lo g ii H a m a s e h , albo K s ię g i W a l e
czności, zebranej około 220 r. H e d ż y r y przez A b u -T a m m a m a .
W a r t o p o d kreślić, że wedle tej anto lo gii ob ow iązek ze m sty k r w a
wej p a d a n a sta rs z e g o sio strzeń ca ; jest to prz eży tk iem p r a w a
m acie rzy ń sk ieg o , k t ó r e g o — wedle M a in e ’a —■ nie znały ludy
sem ickie. A u t o r mówi, ż e t a p r ó b k a p o ety cz m i jest, bodaj, n a j
lep szy m u tw o re m w lite ra tu rz e , op iew a ją cy m zem stę rodow ą.
W p ra c y B u r c k h a r d ť a „K otes on th e B ed o u in s a n d W a h a b y s “
znajdujem y ustęp, d o k ła d n ie opisujący ow ą zem stę : „jest to p r a
w em p rz y ję te m w śró d A ra b ó w , że k to k o lw ie k rozlew a k r e w cz ło
w ieka, w inien jest r a c h u n k u tejże k rw i p rzed ro dziną z a b ite g o 1'.
K o r a n uśw ięc a to p ra w o , n ak a z u ją c zad ośću czy nienie s p a d k o b i e r
com, ale A ra b o w ie żąd ają k r w i nie ty lk o rzecz y w iste g o m ord ercy ,
lecz i w szystkich jeg o k r e w n y c h ; żą d an ia te sta n o w ią p ra w o
T h a r y albo k r w a w in y . D z ia ła ono n a w e t w śró d K h o m s e albo
p ią te g o pokolen ia, lecz ci tylko m ają p ra w o zemsty, k tó r y c h
czw arty p r z o d e k w prostej linii b y ł cz w a rty m p rz o d k ie m z a b i
te g o . Najbliżsi k re w n i przy jm ują Wykup, jeżeli zaś nie z g a d zają
się nań, to zabójca i w szyscy jego krew ni, objęci przez K h o m s e ,
c h ro n ią się do plem ienia, któ re daje im prz y tu łe k , Zwyczaj chce,
b y w ciąg u 3 dn i i 4 g od zin nie ś c ig a n o u cie k a ją c y c h — »Djelâ w ’ow" ; zdarza się, iż b łą k a ją się oni w p u sty n i po la t 50 i w ię
cej, nim dojdzie do zgody. W tej po ezy i ludowej silnie w y stęp u je
poczucie g o d n o śc i i h o n o ru ro d o w y c h , uosobione w je d n o s tk a c h
p o s z c z e g ó ln y c h ; nie trz e b a j e d n a k utożsam iać je z uczuciam i,
k t ó r e żyw iła d ru ż y n a n iem ieck a w z g lę d em sw eg o wodza, a lb o
w iem ich p o d s ta w ą u A ra b ó w b y ł a solid arn o ść rodo w a. N ie
śm ierteln o ść ro d u często też służy tre ś c ią u tw o ró w lu d o w y ch ;
nieco później zjaw ia się p rz e c iw s ta w ie n ie z n ik o m eg o życia o so
b n i k a z w ieczn em trw a n ie m rodu, ale p o c iec h ą w niej je s t p o
czucie solidarności z żyjącym i, Zycie p o z a g ro b o w e — to długo
ty lk o w y id e a liz o w a n a k o p ia doczesnego, w k tó re m b r a k u je n a w e t
idei szczęścia. R o z u m ie się — w tej lite ra tu rz e s p o t y k a m y p y
—
217 —
szne o b ra zy w sp a n ia ło m y ś ln o ś c i rodowej (np. w M u alla k k a -L ib id a
p o e ta rysuje obraz p o d o b n y ) oraz p o ś w ię c e n ia się bez g ra n ic za
s w ó j r ó d ; w y b o r n y p r z y k ła d ta k ie g o sam o p o św ięc en ia się znaj
dujem y w p oem acie H a m a s c h p r z y p is y w a n y m D ou rey dow i, s y
now i E l- S im e k ’a
Z czasem rozwijają się w ustroju ro dow ym
rozm aite sprzeczności, k t ó r e o statecznie przeo b ra żają go i zm ie
niają do n ie p o z n a n ia ; znalazły one swój w y ra z w osobistej poezyi rodowej. W o g ó l e lud ow a lite ra tu ra a ra b s k a , zw łaszcza p o e z y a
daje nam m ożność d o k ła d n e g o o d tw o rz en ia życia ludu w jego
zaraniu dziejowem. To sam o stosuje się lubo w stopniu n ie je d n a
k o w ym , n ie m a l do w szystk ich lite ra tu r lud ow y ch. R o z u m ie się —
n ależy p o s łu g iw a ć się m e to d ą o d w ro tn ą.
P rz e ż y tk i ustroju ro d o w e g o s p o ty k a m y n a w e t w lite ra tu rz e
re p u b lik m iejskich np. A te n i R z y m u , zwłaszcza w pierwszej.
W czasach S o fo k le s a s tary d uch ro d o w y d em y ateńskiej z a ch o
w uje jeszcze tyle siły, że staje się śro d k iem pojęć ety czn ych
w d ra m a tach , w k tó ry c h w y stępu je o d po w iedzialność ro d o w a '
i g-minna. W ie m y , że pojęcie o o dpow iedzialności osobistej ro z
w ijało się b a rd zo powoli. W o g ó l e w lite ra tu ra c h istnieją n a d e r
liczne d o w o d y i ślad y ty c h o k re s ó w dziejowych, w k tó ry c h p o
w s t a ł y one i ro zw in ęły się; w z ajem n a zależność lite ra tu ry i ustroju
s p ołecz neg o je s t widoczną, je s t konieczną, co a u to r ściśle u d o
w a d n ia .
N iem niej ściśle a p rzedm iotow o o p o w ia d a on o p o w s ta n iu
i rozwoju li te r a t u r y ogólno światowej, k o ń cząc sw ą p ra c ę l ite ra
t u r ą ściśle n arod ow ą. J e g o o k re śle n ie pojęcia rozw oju lite ra c k ie g o
— rozwój in dyw id ualizm u i p o g łę b ie n ie osobowości, są ściśle a zg o
dnie zw iązane z te o ry ą rozwojową, t e o r y ą ew olucyonizm u, obej
m u jącą całość zjaw isk kosm icznych.
R e d a k c y a „ P r a w d y “ do p o lsk ieg o p rz e k ła d u tej p ra c y d o
ł ą c z y ła p o c z ą tk o w e i k o ń co w e rozdziały z dzieła K a r o l a Letourn e a u : „ R e v o lu tio n litté r a ire dans les diverses ra c e s h u m a in e s “,
obejm ującego te o re ty c z n e z a s a d y rozwoju lite ratu ry , a p o p a r te
p rz y k ła d a m i licznym i. P . L e to u rn e a u s p ra w d z a teory ę, r o z p a
trując lite ratu rę c a łe g o s z e re g u lu dów p ie rw o tn y c h , u k tó ry c h
nie j e s t jeszcze ona p iśm ie n n ic tw em , ale w y ra ż a się raczej w tańcu,
śpiew ie i p o d a n ia c h ustnych. P o d aje on re zu ltaty sw y ch b a d a ń
n a d lite ra tu rą p lem io n m u rzy ń sk ich , po lin ezyjskich, a m e r y k a ń
s k ich i m o ngo lsk ich , zaliczając 3 o statn ie szczepy do ra s y żółtej,
a wreszcie przechodzi do p o c z ą tk ó w l ite ra tu ry n a ro d ó w r a s y białej,
z aczynając od E g i p c y a n i k o ńcząc n a ro d a m i n o w ożytny m i, ści
ślej — p o c z ą tk a m i ich lite r a tu r y w w ie k a c h - średnich. Obaj p i
-
218 —
sarze w ychod zą z założenia w spólnego, widząc w lite ratu rz e p rz e
ja w ogólnej ew o lucyi społecznej, ale p o s łu g u ją się m eto d ą o d rę
b ną, p rz y cho dzą c wszakże do w nio sk ó w jed n ak o w y ch . A u to r
francuski ściśle zastosow uje te o ry ę ew o lucy i do rozwoju lite ra
tury, szukając jej p o c z ą tk ó w w p o d s ta w a c h życia u m y sło w e g o
wedle psy ch o lo g ii w spółczesnej, a ściśle nau ko w ej. W ia d o m o , że
je g o p o d s ta w ą je s t a k t biologdczny, p o le g a ją c y n a d rg a n ia c h p e
w n y c h k o m ó re k n erw o w y ch , k o m ó re k św iado m y ch, a u l e g a j ą
cy c h w p ły w o w i ja k ie g o ś bodźca. .N a w yższy ch szczeblach ro z
woju, k o m ó r k a n e r w o w a już o d czuw a w ra ż e n ia p rz y je m n e i n ie
miłe, d otyko w e, s m ak o w e itd., ale św iadom ość jeszcze stoi n a
b ard zo nizkim sto pniu i k a ż d e w ra ż e n ie ginie- b e z p o śred n io po
chw ili sw ego p o w s t a n i a ; niem a żadnej łączności w ś ró d zjaw isk
św iad o m y ch , żad n eg o węzła, ż a d n eg o zw iększenia zasobó w życia
p s y ch icz n eg o . A le zm ienia się to w szystko, g d y k o m ó r k a n e r
w o w a za czyna zach o w y w a ć ślad odruchu, k tó re m u słu ż y ła za
p u n k t c e n tra ln y ; za czynają w ó w czas rozw ijać się w ład z e u m y
słow e ; rozwija się pam ięć, ślad y w ra żeń m in io n y c h s tają się
w sp om nieniam i, k tó re g ru p u ją się w spo sób swoisty, tw o rz ąc
ob ra zy złożone, fikcyjne w całości, acz u tw o rz o n e z re s z te k d a
w n y c h w ra ż e ń : budzi się w y o b ra źn ia. N a stę p n ie kojarzą się w r a
żenia i obrazy, po w staje ro z u m o w an ie tudzież zdolność w ła d a n ia
ow em kojarzeniem , k tó rą psy ch o lo d zy n a z y w a ją rozsądkiem , intelig ency ą. Z p r a g n ie ń , k tó ry m to w a rz y s z ą ro z u m o w an ie i ocena
istn ie ją cych cz y n n ik ó w , p o w staje chcenie, s t ą d w ola p s y c h o lo g ó w
N a le ż y p am iętać , że poza ca ły m la b iry n te m zjaw isk p sy c h ic z n y c h
istn ie ją ty lk o czynności odruchow e, odp ow iedn io u p o rz ą d k o w a n e
w p e w ie n p rz e o b ra ż o n y s z e re g w rażeń.
Zm ysły sp e c y a ln e dzielą się n a dw ie k a t e g o r y e : zm y sły
sm ak u, pow onienia, d o ty k u i p o p ę d u p łcio w eg o , d o starc zają w r a
żeń n a d e r żyw ych , ale ani o d tw a rz a n y c h , ani u z e w n ę trz n ia n y c h
inaczej dzieje się z w rażeniam i, k t ó r y c h n a m d o starc zają w z ro k
i słuch. D w a te zm ysły należy n a z w ać in te le k tu a ln y m i, alb ow iem
ślady ich działalności w ś w ia d o m y c h k o m ó rk a c h m ózgu m o g ą
w całej p e łn i o d ra d z a ć się, a p am ięć nasza je s t w stanie o d t w a
rzać je, w y o b ra ż a ć w formie przym glonej nieco rzeczyw istości.
M o żem y s ta ra ć się o sztuczne ich od tw arzan ie. U s iło w a ł to w ł a
śnie zrobić człow iek p ie r w o tn y p rz y pom o cy linii, form, dźw ię
k ó w i w y ra z ó w ; stąd pochodzą ry s u n e k , m alarstw o i rzeźba, za
leżne od zm y słó w w zro ku, ś p ie w i m u z y k a in s tru m e n ta ln a , d ą
żące do o d tw o rz en ia w n a sz y m m ózgu w y o b ra ż e ń s łu c h o w y c h
w reszcie poezya, słowo o brazow ane, k t ó r a o d tw a rz a w y o b ra ż e n ia
-
219 -
k s z ta łtó w , b arw , d źw ięków u g ru p o w a n y c h , w sposób n ak a zu jący
n am p ra g n ą ć , chcieć i m yśleć. S z tu k i graficzne i p lasty c2 n e
tw o rzą o d rę b n y dział estety k i, w y ró ż n iający się d o k ład n ie od
poezyi i muzyki.
J e s t j e d n a k rodzaj sztuki, k tó ry w y p rz e d z ił w szy stk ie inne
w czasie, albo w iem po zw ala on ludom, n a w e t najdzikszym , o d
tw a rz a ć i w y o b ra żać z d o stateczną ścisłością i w yrazistością fa k ty
i w y p a d k i, p o sia d a ją c e dla nich w ielką w a g ę : sc e n y m yśliw skie,
bojow e i m iłosne. ,,Tą sztu k ą p a r ex cellen ce p ie rw o tn ą je s t t a
niec m im ic z n y “ — słusznie m ów i L e to u rn e a u . S z t u k a c h o r e o g ra
ficzna w y p rz ed ziła inne, ch oćby dlateg o ty lko , że je st n ajp ro stsza
i najłatw iejsza. T anie c m im iczny i ry tm ic z n y m ógł, a k to wie,
czy i nie m u siał n a w e t istnieć przed rozw inięciem się m ow y
członkow anej, alb o w iem nie jest o na k o nieczną ; k r z y k m o d u lo
w a n y w y s ta rc z a dla to w a rz y s z e n ia tańcow i. M oże on n a w e t z ž i s tąp ić ry tm w łaściw y, alb o w iem d o tą d jeszcze w śród ludów c y
w ilizow any ch (od pow ied nio cieniow any) w y ra ż a skalę uczuć n a d e r
ró ż n oro dn ych . W o g ó l e tan iec p ie rw o tn y , to ty lk o m im ika n ie
wolniczo odtw arziijąca rzeczyw istość. D ziś już m ożna tw ierdzić,
że ludy p ie rw o tn e p o siadają za czątk i sztu k p ięk n y ch , w szystkie
p ie rw ia s tk i estetyk i, w szak że nie inożna zaprzeczyć, że dla ro z
woju e s te ty k i literackiej b y ło koniecznem , b y ję z y k w y d o s k o n a lił
się, s ta ł się g łó w n y m śro d k ie m e k sp resy i, b y słow a budziły
w m yśli słuchaczów w szy stk ie w y o b ra żen ia , z k tó re m i są zw ią
zane. P o e z y a n iełatw o oddzieliła się od śpiew u, od m elodyi, k t ó r a
służy ła jej p o d s ta w ą ; dotąd, g d y je s t w y g łaszaną, p o trzebuje j e
szcze p o m o cy r y tm u i m iary , sło w em — pew nej su k ien k i m u z y
cznej, p rz e ż y tk u zam ie rzc h ły c h czasów, g'dy p o d l e g a ł a o na c a ł
k ie m m elo d y i; dotąd p o ez y a w y ró ż n ia się języ k ie m b a rw n y m
i obrazow ym . N ie w ą tp liw ie — p o czątkó w e s te ty k i trze b a szukać
w śró d zw ierząt wyższych, acz b ra k u je im e s te ty k i literackiej
alb o w iem nie p o s ia d a ją one m o w y członkowanej. W ie m y , że
liczne zw ierzęta p o siad ają poczucia stroju; w iem y, że ptak i, sam ce
śpiew ające, w y k o n y w a j ą praw dziw Te m elodye, b y zw abić sam icę;
lu b ią m u zy k ę dla niej samej, często staczając n a w e t turnieje ś p ie
w ackie. N a w e t m u z y k a in s tru m e n ta ln a nie je s t p ta k o m zup ełn ie
obca, np. dudkow i, ja k św iad c zy D a rw in . P t a k i ta ń c z ą ; wiemy,
że s am ce czapli a m e ry k a ń s k ie j i w ielu in n y c h g a tu n k ó w p o pisują
się p rz e d sam ic a m i sko kam i, pozami, u k ło n a m i i g estam i ; dość
d o k ła d n ie o b s e rw o w a ć za ch ow anie się p a w ia w obec paw ic, b y
się p rz e k o n a ć o tem. M ożn a p o n ie k ą d z n aszem i s z tu k a m i g ra ficznemi i p la s ty c z n e m i p o ró w n a ć umiejętność, z j a k ą n ie k tó re
— 220 —
p ta k i au stra lijsk ie w zno szą bu dow le, o zd a b ia jąc je, b y zap ew n ić
w y g o d ę i u r o k s w y m u roczy sto ścio m m iłosnym . R a js k i p t a k
z Nowej G w in e i A m b ly o rn is in o rn a ta budu je g n ia z d a trw a łe , s łu
żące dla k ilk u poko leń , ozdabiając je b ły s z c z ą c y m i p rz ed m io ta m i
i k w ia ta m i, które, g d y zw iędną, z a s tę p u je świeżymi. M ożna cz y
tać o tem u D a r w in a (P o cho dzenie człow ieka).
P o w yżej stw ierdziłem , że e s t e t y k a l ite ra c k a p rz e k ra c z a za
k re s in telig e n cy i zw ierząt, ale m im o to n ie k tó re zbliżają się do
niej, dając dla siebie sa m y c h p ra w d z iw e p rz e d s ta w ie n ia s c e n i
czne. R o m a n e s w swej rozgłośnej p ra c y p. t. ,,L ’évolution m e n ta le
chez ľ h o m m e “ , str. 56 o p o w iad a d o k ła d n ie o psie n a d e r intelig e n ty m , k tó ry codziennie o d e g r y w a ł d r a m a t p o lo w an ia n a n ie
istniejące św in ie; p am iętam , że w odołaz, k t ó r y p o k o n a ł wilka,
od czasu do czasu o d tw a r z a ł scenę w alki, której, b ę d ą c dzieckiem ,
p r z y p a tr y w a łe m się z zajęciem.
R o z d z ia ł o ję z y k a c h p i e r w o tn y c h zaw iera k ró tk ie, ale b a r
dzo d o b re streszczenie n ow szy c h te o ry i p o c h o d z e n ia języka. W e
dle a u to ra n a ślad o w n ic tw o zależy od ra sy , albow iem , k a ż d y ty p
ludzki p o siad ał sobie w ła ś c iw ą w rażliw ość słuchu. In to n a c y a ,
ak c en t, odcień dźw ięku i w o góle m o d u lacy e głosu, p o siad ają ce
n a w e t dziś w ażne znaczenie — to p rz e ż y tk i ję zy k ó w p ierw o tn y c h .
M o w a c z ło n k o w a n a p o w sta ła w pożyciu g ro m ad z k iem , dzięki
sy m p aty o m i an ty p a ty o m , zw łaszcza zaś k o n ieczno ści p o ro z u m ie
n ia się w celach o b ro n y wspólnej..
B y dzieci m o g iy mówić, nie w y s ta r c z a im jeszcze zdolność
s łu c h u ; p o trze b u ją one jeszcze wolności, w sp ó ln y c h w y siłk ó w i t o
w a rzystw a. A u to r p rz y ta c z a o p o w ia d a n ie O. J. X a v i e r ’a, m isyonarza w In d y a c h , k t ó r y z ust su łta n a A k b a r a słyszał, że k a z a ł
on k ie d y ś w y c h o w a ć 30 dzieci w prz estrze n i zam kniętej, pod
okiem n ia n ie k i stróżów , s k a z a n y c h n a m ilczenie ; dzieci w y ro sły
na m łodzież g ł u p i ą i niem ą, rozpo rzą d zając ą zam ia st m o w y kilk u
g estam i, sto su ją cy m i się do zw ierzęcych p o trze b (Le p è r e Juvency , H is to ir e de la C o m pagnie de J é s u s t. X V I I I , Nr. 14).
R o z u m ie się — dużo czasu up ły n ęło , nim n arzec za p i e r w o
tn e w y ró ż n iły się od z w y k łe g o k rz y k u ; dłu g o jeszcze ro z m a
w iając, m u sian o p o s łu g iw a ć się m im ik ą o d p o w ied n ią ; d o tą d n a
wet lu d y n iek tóre, np. Buszm eni, H ottentoci, A r a p a k o w ie itd.
nie mog'ą poro zum ieć się w ciem ności. N a w e t czerw o n o sk ó rzy
A m e r y k i północn ej um ieli p ro w a d zić długie, m im iczne rozm ow y.
N arzec za p ie rw o tn e w y ró ż n iają się u b ó s tw e m sweg-o sło w n ik a i nied o k ładnem o znaczeniem w y ra z ó w ; ich ubó stw o p o w ięk sz a jeszcze
b r a k te rm in ó w o derw an y ch , s k u te k n izkiego poziom u i n t e l e k t u
— 221 —
alnego, n. p. ję z y k T asm anczykóvv nie p o s ia d a w yrazu, k tó ry
b y oznaczał „ d rz e w o “, acz m iał w y ra z y n a oznaczenie tego
lub o w ego g a tu n k u drzew a. A u s tra lc z y c y nie mieli w sw y m ję
z yku ró w n o w ażn ik ó w dla słów takich , ja k spraw iedliw ość, z b ro
dnia, g rz e c h i t . d. ; c z e rw o n o sk ó rzy A m e r y k i p ó łno cnej nie znali
term in ó w czas i p rz e s trz e ń ; In d y a n ie b ra zy lijsc y nie p o siadają
w y razów dla o k re ś le n ia pojęć b a rw a , płeć, u m y sł itd. N ie k tó re
p lem io na um ieją powiedzieć „dąb czarny, dąb b i a ł y “, lecz nie
znają w yrazu dąb, drzew o i t. d.
W rozdziale cz w a rty m a u to r o m aw ia jasn o a zrozumiale
m ow ę dzieci, oraz p o d k re ś la w ażn ość jej b a d a n ia d la j ę z y k o
znaw stw a. Nie mniej w y m o w n ie a zrozum iale, lubo w krótkości,
kreśli ry s y c h a ra k te r y s ty c z n e um y sło w o ści dziecinnej, b a rd zo t r a
fnie p o ró w n y w u ją c ją z um ysłow o ścią ludów p ierw o tn y c h . Żadne
n ie p ra w d o p o d o b ie ń stw o nie razi dziecka, ża d na niedorzeczność
nie zbija go z tr o p u ; dla jego w y o b ra źn i nie istnieje g r a n ic a
pom ięd zy m ożliw em a niem ożliw em , ożyw ia ono w szy stk o i t. d.
P o d o b n e r y s y c h a ra k te ry z u ją um y sło w o ść ludów p ie rw o
t n y c h ; jej p rz e ż y tk i dotąd s p o ty k a m y w lite ratu rz e ludowej.
W o g ó l e człow iek zm ono polizow ał ty lk o n ajw y ższą form ę estetyki,
w y m a g a ją c ą m o w y członkow anej : form ę lite ra c k ą . F o r m a ta
m o g ia p o w stać ty lk o wówczas, g d y ro z w in ęły się p ierw sze zw iązki
społeczne „ k l a n y “, j a k je n a z y w a L eto u rn e au . K l a n p o s ia d a j e
dną, w s p ó ln ą duszę; w jeg o życiu w szy stk o jest w spólnem , przeto
i lite ra tu ra p ie rw o tn a je s t nie osobistą, ale ściśle k lan o w ą , o b r a
cającą się około tem atów , zd olnych w zbudzić zajęcie c a łe g o k lan u .
Źródłem jej s ą : g o r ą c a w y o b ra ź n ia i wrażliw ość. P o m im o u b ó
s tw a in te le k tu a ln e g o je s t o n a b a rw n ą , żywą, w y ra z is tą a obfitą
w p rz e n o ś n ie .. P ie r w s z e m jej w y ra ż e n ie m b y ł a m im ika, do której
n ie b a w e m d o ł ą c z y ł się śp iew chóralny, u b o g i i n a d e r o brazow y,
p r z e p la ta n y o no m ato p ejam i, k rz y k a m i m o d u lo w an y m i i nieczłonk o w a n y m i dźw iękam i. W s z y s tk ie l i te r a t u r y p ie rw o tn e znają tylko
e s te ty k ę zbiorow ą, ś p iew ch ó raln y ; w y ją te k s tan o w ią m ieszk a ń cy
Ziemi Ognistej, k tó rz y d o tą d nie w y tw o rz y li ustroju społecznego.
W o g ó l e im m o w a je s t mniej rozwiniętą, tem m im ik a p o s ia d a z n a
czenie większe ; istnieją jeszcze w śró d ludów p ie rw o tn y c h p e w n e
rodzaje p ieśn i bez słów, ś la d y dawniejszej p oez y i o k rzyko w ej ;
p rz y śp ie w k i, s p o ty k a n e d o tą d w pieśn iac h lud ow y ch, są jej p rz e
żytkiem . P o w o li m im ik a p rz e o b ra ż a się w taniec ; t a ń c e i ś p ie w y
ch óralne oraz m im ika, coś p o ś re d n ie g o p o m ięd zy n a s z ą o p erą
a balete m , sta n o w ią dla w szy stk ich ludów p ie rw o tn y c h ro z ry w k i
zbiorowe, k tó r y c h tre śc ią je s t odtw o rz en ie ich ży c ia ; rozum ie się,
sto p ień k u ltu ry czyni je zależnem i od siebie, np. tre ś c ią w idow isk
ty c h dla c z e rw o n o s k ó ry c h służą ło w y lub wojna, dla C hińczyków
uprawTa roli, siew, żniwo itd. L u d y p ie rw o tn e m iłują dźw ięki m ia
rowe, ry tm iczn e , co je s t ko n iecz n em z p o w o d u n ied o k ład n o śc i
m o w y ; w. tej okoliczności tk w i p rz y c z y n a p o w s ta n ia i rozwoju
r y t m u i rym u, wog'óle — m e t r y k i ; w iersze p ierw otn e, z p o c z ą tk u
b a rd z o k ró tk ie , stopn iow o w y d łu ża ją się.
M u z y k a in s tru m e n ta ln a o d g r y w a w ty ch w id o w isk ac h zbio
ro w y c h z p o c z ą tk u ty lk o rolę d o d atk o w ą , ale w m ia rę jej ro z
woju znaczenie to w zrasta. N a jp ierw szy m in s tru m e n te m m u z y
cznym b y ł kij, k t ó ry m A u s tra lc z y k w ybija t a k t ; później z a stą p ił
jeg o m iejsce tam -tam , k t ó r y sp e łn ia to dokładniej. S to p n io w o
p rz yłączają się do nich nap rzó d in s tru m e n ty dęte, p o tem s t r u
now e, coraz d o s k o n alsze ; nareszcie m u zy k a in s tru m e n ta ln a o d
dziela się od śp iew u chóralnego.
Ustrój k lan o w y , k t ó r y . p rz e trw a ł d ług ie wieki, p o w o li zaczął
ro z p a d a ć się, p rz e o b ra ż a ć : zam iast ró w n o ś c i pierw otnej, p o w s ta ła
nieró w n o ść, w y tw o rz y ły się różnice społeczne, p ra w n e, o b y cz a
j o w e ; z a m ia st w łasności zbiorowej, p o w sta ła w ła s n o ś ć in d y w i
d u a ln a ; p ie rw o tn a luźność s to s u n k ó w m iło sn y c h z o stała o g r a n i
czon ą i ujętą w fo rm y określone, co s tw arzało i s tw a r z a dużo
niezadow olonych, alb o w iem i n s t y n k t rozrodczy jest b ardzo silny,
w y m a g a ją c y i b u n to w n iczy . W o g ó le p rz e o b ra ż e n ie się ustroju
k la n o w e g o w y w o ła ło p o w s ta n ie lite ra tu ry osobistej, z której
zw olna roz w in ęła się l i r y k a ; w niej p o ez y a m iłosna zajm uje d o
t ą d stan o w isk o po w a żn e. B ardzo p ra w d o p o d o b n e m jest, iż k o b ie ty
najbardziej p rz y c z y n iły się do p o w s ta n ia i rozw oju liryzm u e r o
ty c z n e g o , albow iem n o w y s ta n rzeczy u p o śled ził j e ; m ożna p r z y
puszczać, że S afo u o so b iła literaturę, w y łącznie k o b iecą , k tó r a
k w itła w ty m czasie w G recy i.
Jedno c ześn ie też z rozw ojem śpiew u in d y w id u a ln e g o zm ie
n iła się m uzyka, b o m u siała m u o d p o w ia d a ć ; p ra w d o p o d o b n ie
wów czas w y n a le z io n o i n s tru m e n ty strunow e, k tó re te n cel o sią
g a ł y zupełnie. P o e z y a o so b ista s t a ł a się z b ie g ie m czasu t r u d n ą
do w y k o n a n ia ; pow oli zjawili się jej p rz e d staw iciele w y łąc zn i —
ra p s o d o w ie helleńscy, skald ow ie, b ard o w ie, lirn icy itd. N a d e r r y
chło m o n arc h o w ie ro z ciąg nęli n a d nim i swój w p ły w p rz eno śn y,
n a rz u c a ją c im t e m a ty u rz ęd ow e, w te n sposób stali się oni p o e
tam i, k ro n ik a rz a m i, n a d a ja c p o d a n io m lu do w ym form ę d o k ła d n ie j
szą ; ich p ieśn i p r z e k a z y w a n e u stn ie z p o k o le n ia w p o k o le n ie ,
złożyły się n a m atery ał, z k tó re g o p o w s ta ły epopeje.
— 223 —
W zaraniu społecznem , w o k resie ustroju k lan o w e g o , l ite r a
tura, acz bardzo ub o g a, je s t ścisłem odbiciem życia, je s t „duszą
z b io ro w ą “ ; g d y zaczynają w yłan iać się k a s t y k a p ła ń s k ie , ary sto k r a c y e , m o narchie d e s p o ty c z n e , u p rz yw ile jow ane mniejszości,
a upo śledzo ne większości, — p rz ew ró t ten, odbija się na lite ra
turze w sposób po ży tec zn y i szkodliw y zarazem : fo rm a lite ra c k a
rozw ija się, ulepsza, zw łaszcza m e t r y k a ; u tw o ry p o e ty c k ie zaczęto
spisyw ać, a p ro s o d y a musi zad ow alać w z ro k i słuch. J e d n o c z e
śnie też zm ienia się jej t r e ś ć : z lite ra tu ry usuw ają się p ew n e
b ra k i, ale tra c i też o n a s w ą n a iw n ą podniosłość, szlac h etn ą szcze
rość, n iezaw isłość i dzielność; m ożni p o p ie ra ją ją, n a rz u ca ją c
swoje w p ły w y i tem aty . W rezultacie pozostaje lite ratu ra , z w ła
szcza poezya, w ycieńczona, cyselu jąca formę, nie troszcząc się
o t re ś ć ; n ie m a już ona niczego do w y po w ied zenia, k u g la rz y w y
razam i i dochodzi n areszcie do tego, że w wierszu widzi jed y n ie
jeg'0 s tro n ę m u z y c z n ą ; staje się poezyą niższego rzędu, dążącą
do p on ow n eg‘0 zlania się z m uzyką, sw oją sio s trą młodszą. T a k i
zw y kle je s t los lite ratu ry , k t ó r a uleg n ie opiece m ożnych, b ąd ź
m o n archó w , bądź k las społecznych, zwłaszcza to stosuje się do
l ite ra tu ry dram a ty czn e j. „O b aw iam się — m ów i L e to u rn e a u —
że k r y t y c y p rzyszłości sądzić b ę d ą b ardzo su row o n asz ą l ite r a
tu rę współczesną. J a k to ! T y le b ła z e ń s tw a i ty le g łu p o ty ! T y lu
po etó w , n iezdo lny c h do o d e rw a n ia się od nikłej swej oso by ; ty lu
pisarzy, o p o w iad a ję cy ch n a m ze śm ieszn ą drobiazgow ością, m arne
p ro c e s y psychiczne, k tó re o d b y w a ją się w ich sercu lub um yśle,
a n a b ie r a ją w ich oczach w a g i je d y n ie dlatego, że o b s e rw o w a n e
są przez m ik ro sk o p egoizm u ! T y lu in n y ch pisarzy, t a k dalece
p o z b a w io n y c h głow y, że nie um ieją już wyjść poza ob ręb sp ra w
s e r c a ! W s z y s c y lub p r a w i e w s z y s c y t a k ślepi, iż nie przeczuw ają
n a w e t w ielk ich p rz eobra żeń, k tó re się k o ł o nich k s z ta łtu je ; B yz a n ty jc zy cy ostatniej doby, k tó rz y ro z p ra w ia ją jeszcze o „świetle
p rz e d w ie c z n e m “, nie widzą, że św iat ich w k ra c z a w o kre s p o
rodu, b o lesn eg o , j a k w szystkie p o r o d y “ ! Zdaniem autora, pow sze
c h n y n ieład i b ezp ło d n o ść w lite ra tu rz e — to re zu ltat w y b u jałeg o
indyw idualizm u mieszczańskieg-o ; z a g a d n ie n ie społeczne, k tó re
p o d g ro z ą z a g ła d y trz e b a rozw iązać, „ p o le g a n a p o g o d z e n iu d o
statecznej niezależności osobistej z dostateczn ą so lidarno ścią o g ó l n ą “,
m ów i L e to u rn e au . S p o łe c z e ń s tw a , k tó re potrafią ro zw iązać to za
g a d n ien ie , d o c z e k a ją się n ie s ły c h a n e g o dotąd rozw oju lite ra tu ry .
N iew ątp liw ie — tre ś c ią jej będzie przedewTs z y s tk ie m s y m p a ty a
społeczna, p o tę ż n a miłość, o g a r n ia ją c a całą ludzkość, altru izm :
„ A b y b y ć b ardzo d o b ry m — m ów i S h e lle y — człow iek posiad ać
-
224 -
musi w y o b ra ź n ię jednocześnie p o tężn ą i czu łą ; musi um ieć się
p o s ta w ić n a miejscu in n ego , w ielu in n y c h ludzi ; rad ości i bóle
jeg o g a t u n k u m uszą stać się ra d o ściam i i b o la m i j e g o “. B y
dzieło lite ra c k ie by ło w ielk iem i w iecznem , w in n e za w ie ra ć id e a ł
w sp ó ln y dla całego n aro d u ; w a ru n k ie m k o n ie c z n y m jest w s p ó l
ność uczuć i ideałów , rzecz m ożliw a ty lk o w sp ołecz eństw ie j e
dnolitém , a rząd zą cem się spra w iedliw ością. P o n o w n y ro z k w it
altruizm u, k t ó r e g o za ran ie o b serw u jem y, b ędz ie n ie w y c z e rp a n e m
ź ró dłem li te r a t u r y przyszłej. D ru g ie m źródłem , d otąd m ało wycz erpan em , b ę d ą w ielkie idee n au k o w e, alb o w iem p o d s ta w y filo
zofii w iążą się ściśle z lo sam i ludzkości ; n a d a ją się one n iety lk o
do w s p a n ia ły c h obrazów, ale z ła tw o ś c ią też p o ru s z a ją sferę n a
szych uczuć. P o e m a t L u k re c y u s z a d o tąd za ch ow ał sw ą świeżość,
alb ow iem p rz e m a w ia jedno cześnie do naszeg o zm ysłu e s t e t y
cznego p ię k n o ś c ią form, do serca — w ielk o ścią w y ra ż a n y c h uczuć,
a do u m y s łu — g łę b o k o ś c ią w id n o k rę g ó w , ro z ta c z a n y c h p rzed
nam i. W no w szych czasach ty lk o G o e th e w N iem czech, S helley
w A ng lii, a L u d w ik a A c k e r m a n o w a w e F r a n c y i um ieli w y d o b y
w a ć z teg o źródła w s p a n ia łe o b ra z y ; b y li oni z w ia stu n a m i p rz y
szłości, k t ó r a przyn ie sie im za to c h w a łę zasłużoną.]
Jan Witort.
—
226
—
POLSCY CÓRALE TATRZAŃSCY
czyli
Podhalanie i Tatry na poczÿkn wieku Ш,
Rękopis współczesny przetłómaczył, wydał i objaśnieniami opatrzył
S ta -n ii-la i-u
's.
W stęp .
W B ib lio tece Ja g ie llo ń sk ie j znajduje się od n ie d a w n a rę k o p is,
ozn aczo n y liczb ą 5320, m ający za p rz ed m io t lu d i p rz y ro d ę w T a
tra c h . P rze jrzen ie rę k o p isu te g o p rz ek o n ało m nie, że p o sia d a
w a rto ść i g o d zien je st ogłoszenia.
R ę k o p is te n o p ra w io n y w o k ła d z in k i daw ne z p rz ed la t k ilk u
dziesięciu, w ielk o ści ćw ia rtk i, o 27 k a rtk a c h , n a p isa n y je s t w j ę
zy k u n iem ieck im . P o ró w n a n ie tre śc i z n ad p isem , w k tó ry m w y
m ien io n o p o czątk o w e g ło s k i a u to ra F . K ., dozw ala o d k ry ć
n azw isk o F r a n c i s z к a K l e i n a , leśn icz eg o za k a m e ry czyli
za czasó w p o sia d a n ia k ró le w sk ic h p o lsk ich d ó b r s ta ro s tw a now o
ta rs k ie g o p rzez s k a rb a u stry a c k i.
O ow ym K le in ie doszedłem do n a stę p u ją c y c h szczegółów .
K le in d o sta ł się n a p o sa d ę w d o b ra ch n o w o tarsk ic h , w ja k iś
czas po ro z b io rze P o lsk i i po zajęciu ich n a w łasność s k a rb u
a u s try a c k ie g o . P ie rw o tn ie b y ł z a rz ą d c ą K uźnic w K o ście lisk ac h ,
w la ta c h 1805 — 1809, p o tem leśniczym w B u k o w in ie (około r. 1827)
n a d ro d ze do M o rsk ieg o O ka. O b d a rzo n y u m y słem b ad aw czy m
zaczął się p rz y g lą d a ć p iln ie ludow i i p rz y ro d zie w T a tra c h , a
w y n ik i sp o strzeżeń sw oich sp isa ł w: p rą c y , o k tó rej w łaśn ie m ów ię.
Z ży ty z lu d em tu tejszy m zn a ł go dobrze, o ile oczyw iście m ógł
dojść do zro zu m ien ia jeg-o ja k o cudzoziem iec
U s ta rsz e g o p o k o len ia G ó rali ta trz a ń sk ic h p o zo stała jeszcze
s ła b a p am ięć K le in a , p rz y n ajm n iej w iedzą coś o nim , że b y ł le
śniczym za K a m e ry , a p o tem za H om olaczów . N a w e t nazw isko
je g o u le g ło p rz e k sz ta łc e n iu w duchu w y m a g a ń n arzec za p o d h a
la ń sk ie g o i m ian o w ali g o g ó ra le „ K la jn y m “. W n a stę p n y c h la ta c h
m ia ł się te n „ K la jn y “ p rz en ieść do W ę g ie r zaraz n a sąsiedni
Spisz*) i b y ł leśn iczy m w Ja w o rz y n ie ’ S p isk ie j. P odobno, o ile
*) Piszę Spisz, a nie Spiż, ponieważ pisownia
słuszna, o czera bliżej w objaśnieniach pod 20).
przez sz je st jedynie
15
— 226 —
n ie zaw odzą o p o w iad a n ia sta rsz y c h g ó ra li, K le in m iał ja k ie ś
p rz y k ro śc i z żoną i z te g o p o w o d u ze zm a rtw ie n ia o d e b ra ł so b ie
życie w y strz ałem .
W czasach, g d y K le in sp isy w a ł sw oje sp o strze żen ia n ad
ludem tatrz ań sk im , nie istn ia ło jeszcze w ła śc iw ie lu d o zn aw stw o ,
to też dziw ić się n a w e t w y p a d a , że zw ró cił u w a g ę n a w iele rzeczy
g o d n y c h z a sta n o w ien ia u g ó ra li. P a tr z a ł po p ro stu n a lud, i to
co w idział, s p is a ł bez w y silan ia się w sp o só b zw y k ły , często bez
w y b o ru treści. Co się n ad a rzy ło , to sp isy w a ł, aż z te g o u ro sła
rzecz obszern iejsza. O d czasu, g d y K le in p a trz a ł n a lu d n a P o d
h a lu zm ieniło się w iele. R o z b ió r P o ls k i i p rz e k sz ta łc e n ie w a ru n
k ó w , w ja k ic h d o tąd ro zw ijał się lud ta trz a ń s k i, odb iło się n a
całej isto cie g ó ra li. O w iele dzik szy w p o ró w n a n iu z dzisiejszym
stan em , lu d g ó ra ls k i w id ział K le in w całej n ag o ści, z n a p ra w d ę
ż y jący m i zb ó jn ik am i, n ied łu g o potem już p o d a n io w y m i ty lk o ,
z p e łn y m zasobem podań, zabobonów , w łaściw y ch sobie w y o b rażeń ,
zw yczajów . W p ra w d z ie w w ielu m iejscach p ra c y K le in a m ożnaby
p ra g n ą ć w ięcej szczegółów , w ięcej is to tn y c h spostrzeżeń, ale i za
to, co p o zo staw ił, n a le ż y mu b y ć w dzięcznym . T rz e b a pam iętać,
że z czasów ta k sto su n k o w o d aw n y c h nie p o s ia d a p iśm ie n n ic tw o
ta trz a ń s k ie żadnej p ra c y dotyczącej lu d u tu tejszeg o . W y sz ło
w p ra w d z ie n iew iele opisów T a tr, d o ty c z ą c y c h i polskiej stro n y
ty c h g ó r, ale za jm u jący ch się przew ażn ie p rz y ro d ą lub d o ty k a ją
cy ch zaledw ie p o b ieżn ie lu d u g ó ra lsk ie g o , a p o ch o d z ący c h od
ludzi m ało co o b e z n a n y c h z tą okolicą. T em b ard ziej należy cenić
p ra c ę człow ieka, co w ięk sz ą część ży cia sp ęd ził śró d o w eg o ludu
n a tle T a tr i m ia ł sp o so b n o ść p o zn ać go, o ile o czy w iście b y ł
w stan ie, ja k o cudzoziem iec, n ie m ający poczucia dla sło w iań sk ieg o
d u ch a ludu. K le in ja k o N iem iec i ja k o u rz ę d n ik p a ń s tw a zaborczeg'0, usiłująceg-o z a p ro w ad z ić n o w y p o rz ą d e k i w y p len ić sta re
n ą w y k n ie n ia , z isto ty rzeczy b y ł n a ra ż o n y n a ro z lic z n e . p rz y k ro
ści od lu d u ta trz a ń s k ie g o , zw łaszcza od ro zbójników , to też m u
s ia ła się o d b ić w jego p ra c y p ew n a n iech ę ć do te g o ludu.
G łó w n ą część p ra c y K le in a zajm uje opis zbójników i ich
sp ra w e k . O prócz w łasn e g o o p o w iad a n ia w łą c z y ł K le in w sw ą
p ra c ę w sp o m n ie n ia o zb ó jn ik ach ta trz a ń sk ic h , z e b ran e przez B lum en feld a, leśn iczeg o k a m e ra ln e g o w W ito w ie i P o ro n in ie . B lum enfeld z n araże n ie m ży cia u g a n ia ł się przez la t k ilk a n a śc ie za
zb ó jn ik am i, ch cąc ich w yplenić, a za to o trz y m a ł n a w e t p o ch w ałę
od rz ąd u a u stry a c k ie g o .
K le in zw ra c a ł też u w a g ę n a T a try . P ie rw sz y w ziął się do
p o m ie rz e n ia p o w ierzch n i je z io r ta trz a ń sk ic h , p rz y n ajm n iê j k ilk u
— 227 n ajg łó w n iejszy c h . C hociaż p ra c a je g o nie b y ła d o k ład n a, ale p rz e
cież przez la t wiele, b y ła je d y n ą i k o rz y s ta li z niej w szy scy p i
szący o T a tra c h . P ró c z te g o b a d a ł g łęb o k o ść M o rsk ieg o O ka,
a p o m ia r jeg o d o p iero n ied aw n o został p o p ra w io n y i z a stą p io n y
n o w y m n au k o w y m E. D ziew u lsk ieg o .
N a w iele w ażn y ch p y ta ń z dziedziny z n a w stw a T a tr i ludu
ta trz a ń s k ie g o z n a jd ą się w sk azó w k i w p ra c y K le in a . W s p ó łc z e śn i
m u p o d ró żn icy zw ied zający T a try z a się g a li ra d i zb ie ra li w ia d o
m ości do w łasn y c h opisów z u s t K lein a. N a w e t d a się o dszukać
w dziele S y d o w a p o d ró ż u ją ceg o po T a tra c h w r. 1827 w k ilk u
m iejscac h ślad, że p is a ł n a. p o d staw ie zapisków czy n io n y ch z opo
w iad a ń K le in a , k tó ry c h ę tn ie u d zielał w iadom ości.
W p ra c y K le in a znać, że u k ła d a ł ją człow iek nie b ard zo
b ie g ły w w ła d a n iu piórem . S ty l nie w y ro b io n y , za n ad to je d n o
stajn y , sposób o p o w iad a n ia n iera z p o zo staw ia jący w iele do ż y
czenia.
•
T łó m acząc je g o p ra cę, o ile m ożności sta ra łe m się n a d a ć jej
w ięcej żyw ości i zm ienić sty l. C hcąc je d n a k pozo staw ić p rą c y
znam ię n a d a n e jej p rzez au to ra , czyniłem to ty lk o tam , g d zie n a
k a z y w a ła k o n ieczn o ść. W tre śc i niem ieckiej u m ieścił a u to r w iele
w y ra zó w p o lsk ic h , w z ię ty c h z n arzec za P o d h a la n i te oznaczone
są cu dzy sło w em . P ró c z te g o o k a z a ła się p o trz e b a u ży ć n ie k tó ry c h
w y ra zó w ró w n ież g ó ra lsk ic h n a o k re śle n ie zn a cze n ia słów n ie
m ieck ich , a o d n o szący ch się do lu d u ta trz a ń s k ie g o . P rz y p is y
au to ra , ja k ie b y ły w rę k o p isie , p o zo staw io n e są ta k sam o. P ró c z
te g o k o n iecz n ie n ależ ało d o d ać w iele o b jaśn ień w ro z m a ity c h
m iejscach opisu. Ż eby te o b jaśn ien ia nie p rz e ry w a ły to k u opisu
K le in a , ze b rałem je osobno ułożone po k o lei m iejsc, do k tó ry c h
się odnoszą, o znaczone liczb a m i p o rząd k o w em i. W ty c h o b jaśn ie
n ia c h d o tk n ą łe m w ielu szczegółów , k tó ry c h obszerniej nie m o g łe m
tu ta j rozw inąć, o d k ład ają c sobie n a później o b ro b ien ie i o g ło sz e
nie tak o w y c h .
R ę k o p is w łaściw ie nie je s t p isa n y rę k ą sam eg o au to ra , ale
p rz e p is a ł g o z p ierw o w zo ru w r. 1836 J a n K a n ty A n d ru sik iew icz,
o rg a n is ta i n a u c z y c ie l w C hochołow ie p o d T a tra m i. Ó w A n d ru
sik iew icz je s t to ty m zn a n y m w dziejach 1846. ro k u działaczem ,
k tó ry w ó w czas n a tc h n ą ł lu d ta trz a ń s k i w ręcz o d w ro tn y m duchem ,
niż ja k im ży ł lu d gdzieindziej w G alicyi. P o d je g o p rzew o d em
lud ta trz a ń s k i zaczął zbrojne pow stanie*) n arodow e, g d y n a „ d o
*) P a tr z : W alery E lja s z : K a rtk a
dla kobiet, w Poznaniu. 1884.
z dziejów P odtatrza.
Dwutygodnik
ła c h “ ch ło p i za podszeptem w ro g im u rząd zili rzeź. A n d ru sik iew ic z
z b ie ra ł k siążk i i opisy ty czą ce się T a tr, w ięc o trzy m a w szy od
K le in a ciek a w y rę k o p is, p rz e p is a ł go so b ie osobno.
P ra c a K le in a p o w stała w r. 1827., te n bo w iem ro k d a się
o d szu k ać w tre ś c i o p isu n az w an y ro k iem obecnym .
T y tu ł p ra c y b rz m i nieco dziw acznie : K u rz e B e sc h re ib u n g
d er K a rp a te n aus G e b rä u c h e n d er E in w o h n er, S een , K o ście lisk er
T h aïe, M in eralien, B e rg b a u , W ä ld e rn , P flanzen, T h ie re n u n d R ä u
b e rn . B e sc h rie b e n von F . K .
P rze tłó m ac zy w szy opis K le in a , zach o w ałem u k ła d ta k i sam ,
co w pierw o w zo rze. A u to r p o o zn aczał n ap isam i osobne u stęp y ,
k tó re p o zo staw iłem rów nież, dodaw szy ty lk o n a p isy , k tó ry c h
b ra k o w a ło i o d d zieliw szy n ap isem o p o w iad a n ie B lu m en feld a, w c ie
lo n e do p ra c y K le in a . D o łąc zy łem ta k ż e spis tre śc i o p isu K le in a .
D o stęp do rę k o p isu złożonego w B ib lio tece Jag ie llo ń sk ie j
u ła tw ił mi sza n o w n y K u sto sz tejże p. D r. W ła d y s ła w W isło c k i,
u d zielił też po m ocy w n ad z o ro w an iu p rz e p isy w a c z a rę k o p isu dla
m nie, za co serd eczn e w y ra żam podziękow anie.
Treść: Zw yczaje
m i e s z k a ń c ó w . — . D r o g a d o M o r s k i e g o O k a . — M o r s k i e O ko. —
C z a rn y S taw . — P ię ć S ta w ó w . — S ie d m S taw ów . — D o lin a K o śc ie lis k . —
K o p a lin y . — G ó rnictw o. — L asy i rośliny. — Z w ierzęta. — Z b ó jn icy t a
t rz a ń s c y .— O p o w ia d an ie B lu m e n fe ld a o zb ó jn ik ach — W łaściw o ści zbó jn ik ó w .
K rótk i opis T a t r 1
)
składający się z op:su zw yczajów mieszkańców , jezio r, doliny K ościelisk, m ine
rałów , górnictw a lasów, roślin, zw ierząt i zbójników
przez
IE1.
Zw yczaje mieszkańców.
„ G ó ra l“ ta trz a ń s k i m a w z ro st m ierny'x'), siln e ko ści i m ięśnie,
ja s n ą zd ro w ą ce rę tw a rz y i b ard zo b ia łe zęby, k tó re zaw dzięcza
jed zen iu „ m o s k a la “**) i żuciu ż y w ic y 2). G ó ra l od d ziec iń stw a w y trz y
m ały je s t n a w p ły w y p o w ietrz n e, d la te g o latem i zim ą uży w a j e
d n a k ie g o o d zien ia ; w n ajw ięk szy upał***) ja k i w n ajcięższe zim no
*) We wsiach leżących p od sam ëm i T a tra m i, j a k np.
Olczy i wielu innych z n a jd u ją się ludzie silnie zbudowani.
w Z ako p an em ,
**) J e s tto ok rą g ły p lacek , upieczony z m ą k i owsianej,
dzień p rz y rz ąd zan y .
zazwyczaj
co-
***) у p ełni la ta w m iejscach zacisznych i ład n y ch bywa gorąco u c ią
żliwe. Góral w k ró tk ie j koszuli szu ka cie n ia i chłodzi się w odą ź ró dla ną.
-
2á9 -
nosi m ały o k rą g ły kapelusz, ciem n ą „c u tię“ 3), b ia łe spodnie, —
n a co su kno sam so b ie sporządza, — k tó re to o b a odzienia
nie m ają pod szew k i. K r ó tk a k o szu la p o k ry w a m u ledw o p ie rś,
n o si p as i „ k ie r p c e “, z .b o k u zaw iesza n a rzem ien iu n a b ity m g u
zikam i sk ó rz a n ą to rb ę , k tó ra m u słu ży za p o d u szk ę i n ig d y jej
n ie zdejm uje z sie b ie ; do niej w k ła d a k ró tk ą fajeczkę, p ien iąd z e
i inne d ro b iazg i, k tó re zn a la zł lub też u k ra d ł.
N a p le c a c h nosi in n ą to rb ę 4), sp o rz ąd zo n ą z s u k n a b ia łe g o ,
w ielk o ści d o stateczn ej do u k ry c ia dw u lub trz e c h z a ję c y ; o sła n ia
g o o n a w razie n ie p o g o d y i słu ży do p rz ech o w a n ia po ży w ien ia,
k tó re z a b ie ra z so b ą n a w y p ra w y n a c a ły tydzień. G ó ral zw y k ł
od św ię ta g ło w ę (w łosy) obficiej, niż zazw yczaj nam aszczać. K o
szulę w d ziew a k ró ts z ą czyściejszą i ozdobioną żółtą, m osiężną,
w ielk ą s p in k ą 5), od k tó re j zw isają krótkie, łań cu sz k i m osiężne.
W p ó łc ia ła p rz ep asu je się szerokim p a se m 6) rzem iennym , n a b ijan y m
m ały m i ro zm aitej b a rw y guzikam i*). M a ły o k rą g ły c z a rn y k a p e
lusz o tacza p a s e k z czerw onej w stążki, za k tó ry m z a tk n ię ta w ią
z a n k a z k w ia tó w g ó rsk ic h lub też z cisu. N a n o g i w dziew a now e
b ia łe sp o d n ie i k ierp ce, o p atrz o n e b ia łe m i Onuckami**). T o je s t cały
strój g ó ra la o d św iętn ie u b ra n e g o do k o śc io ła lub n a inne u ro
c zy sto ści.
S zyję i u szy nosi g ó ra l zaw sze o d k ry te ; dla uszu sta n o w ią
o ch ro n ę od zim na g ęste, sp a d a ją c e w łosy. K o b ie ty i d ziew częta
n o szą b ia łe k o żu ch y b a ra n ie , w y trz y m u ją je d n a k zim no jeszcze
lepiej niż m ężczy źn i; często się zdarza, że w śnieg' i m rozy boso
id ą do k o ścio ła n io sąc w rę k u b ó ty , k tó re p rz y sz e d łsz y n a m iejsce
w dziew ają, a do dom u w ra cają c znow u zdejm ują.
G łó w n e p o ży w ien ie g ó ra li sta n o w i „m o sk al“, „ k lu s k i“; ziem
n ia k i ; w nieu ro d zaj jed zą ta k ż e zioła, liście i m łode szyszki św ie r
k o w e 7), k tó re zow ią „m ajki“ ; p ró c z m uchom oru je d z ą p ra w ie
w szy stk ie ro dzaje g rz y b ó w bez szkody d la zdrow ia. Z darza się,
że ś n ie g p rz y sy p u je n ied o jrz ały jeszcze ow ies, łam ie go i g n ie c ie ;
o d cin ają w te d y całe k iści teg o ow sa, suszą ziarn o w raz z plew ą,
m ielą i zjad ają! B y d le rz ad k o u n ich p ad a , nim bo w iem do teg o
przyjdzie, p rz erz y n ają m u gardło***) i (choćby n a w e t k re w nie od
ch o d ziła) u w ażają je za zd a tn e do jed ze n ia!
*) Lubią, zwłaszcza guziki żółtej barwy.
**) Im czyściejsze onucki, tem większe zdobywa sobie uznanie u nie
wiast.
***) Jeżeli nie mają pod ręką noża, rozdzierają gardło kamieniem lub
kawałkiem drzewa.
—
230
-
Z jadają je z najw ięk szy m sm akiem nie czując w strę tu i o b rz y
d z e n ia — n a w e t zd a rza ło się często, źe w y k o p y w a li w n o c y pok rÿ jo m u w ściek łe św inie, k ro w y i zjadali. W ó d k ę i m o cn y w ę
g ie rs k i ty to ń „b a s i a k “ 8) lu b ią n am iętn ie ; ty m dzielą się chętn ie,
a fa je c z k a ob ch odzi z u s t do ust, nie pom ijając n a w e t n ajp o śledniejszego. T an ie c, k tó ry s k ła d a się g łó w n ie z k oziołków i s k o
ków , lu b ią ta k ż e b ard zo . K to w ta ń c u n ajw yżej skacze, te n b y w a
przez re sz tę taiiczą cy ch szczególnie p o w a żan y ; słu ży m u p ie rwszeństw-o w w y b o rz e n ajlepszej ta n c e rk i lub takiej, k tó ra m u się
podoba. T a k im i w y siłk am i z g rzan y i p o te m o b la n y tan ce rz, ta rz a
się po ziem i d la o c h ło d y ; ta k o d św ieżony i w zm ocniony za czy n a
sk o k i n a n ow o !
G ó ra le w czasie u p ra w y ro li są b a rd zo pilni, skoro je d n a k
ta p o ra p rzejdzie, p o p ad a ją w len istw o i nic nie ro b ią aż do czasu
zb io ru o w sa i k o p a n ia ziem niaków . Jed n i z n ich id ą do W ę g ie r,
in n i k o cz u ją z b y d łe m n a p a stw isk a c h w g ó ra ch . In n i s ta ra ją się
zn aleść jeszcze w yg o d n iejszy sp o só b życia, za ra b ia ć k ra d z ie ż ą 9).
N ajw ięk szą o zd o b ą w m n iem an iu g ó ra li są w łosy, k tó re raz.
d w a razy n a ty dzień, szczeg ó ln ie w niedzielę i św ięta m aszczą
m asłem , sad łem lub innym tłuszczem ; stą d do jm u jąca i w s trę tn a
w oń, zw łaszcza w lecie i w ko ścio łach i in n y c h m iejscach ze
b ra n ia .
O k azu ją p rzecież, szczeg ó ln ie obecnie, sk ło n n o ść do cz y sto śc i;
lu b ią je d n a k zw łaszcza w zim ie m ieszk ać z b y d łe m w jed n ej o p a la
nej izbie 10), p rz ez co p o w ietrz e ze p su te ty m i w yziew am i ludzi i b y d ła
daje zaró d do ro z m a ity c h ch o ró b p o sp o ln ý c h ! I to je st p ra w d z iw a
i n ajb liższa p rz y czy n a , że g ó ra l, b u d o w y zdrow ej, silnej i w y trz y
m ałej, p rzecież c ierp i n a ro zm aite n ieb ezp ieczn e choroby, ja k n a
tra w ią c ą g o rą czk ę , czerw o n k ę, c h o ro b y n a rz ą d u oddechow eg'o,
g o ściec, św ierzb , a nie rz ad k o też n a p rz y m io t ! G ó ra l w ch o ro b ie
leczy się najw ięcej sam o p ie p rz o n ą silnie w ódką, m asłem , stare m
sad łem (im starsze, tem lepsze), sło d k iem m lekiem i sad łem świs t a c z e m i
sm aru je się p rz y te m tłuszczam i i w ó d k ą ; po
n am aszczen iu w y chodzi n a g o rą c y p iec albo też w chodzi do p ie c a
do śro d k a , a b y tłuszcz zm ieszany z w ó d k ą lepiej w n ik n ą ł w ciało
i sp ra w ił sk u tek . Jeż eli po zasto so w an iu ty c h lek ó w nie n a stą p i
polep szen ie, w te d y u c ie k a się do tru ją c y c h i silnie działający ch
kim
cie.
*) Sadło świstacze uważają, gó rale
za wszechmocny le k przeciw wszel
chorobom , jeżeli on nie pomoże, to nic nie pomoże, żad en lek n a świę
D lateg o cena maści dochodzi aż do 4 złotych.
— 231 —
ro ś lin * )1*). Jeż eli m im o to c h o ry um rze, to p o ciesz ają się tem , że
zasto so w ali w szystko, a chorem u już żaden le k a rz n a św iecie nie
b y łb y p o m ó g ł (poniew aż b y ło m u oczyw iście przeznaczone um rzeć).
Za n ajw ięk szą i najm niej u lecz aln ą chorobę, za m a tk ę w szel
k ic h chorób u w ażają ta k zw an y u n ich g o ś c i e c 13) ; do lecz en ia
g o uży w ają ró ż n y ch am u letó w lub też u d ają się do b a b w ta je
m n iczo n y ch w te g o rodzaju p r a k t y k i 14). B a b y te przez w y m aw ia
nie p ew n y ch słów i sp e łn ia n ie ró ż n y ch obrzędów , zażeg n y w u ją
czyli w y p ę d zają chorobę. T a k ie b a b y b ard zo p o w ażają, w y n a
g ra d z a ją c je dobrze m asłem , lnem , pien iąd zm i i t. d.
Jeżeli p rz y p ad k iem chory w yzdrow ieje, m usi jeszcze le k a rk ę
oso b n o w y n a g ro d zić, a b y tej ch o ro b ie nie d ała pow rócić. Lecz
jeżeli c h o ry w ta k ie m leczen iu zginie, m ów ią „gościec p rz e trz y
m a ł“ t . j. że on g o ściec p rz e trz y m a ł czyli zadaw nił.
P r z y za ślu b in a ch zaraz z a w iera ją um ow ę. N arzeczo n y p y ta
ojca o b lu b ien icy , ile sz tu k b y d ła lub ile p ien ięd z y za m y śla dać
có rce w p o sagu. Jeżeli o b ie tn ic a ojca p rz y p a d a do m yśli s ta ra ją
cem u się, to teg o ż dnia, zw y k le w nocy, z a w iera ją um ow ę w o b e
cn o ści k ilk u p rz y ja c ió ł z obu stro n i w zm acn iają ją 15 do 20
k w a rta m i g'orzałki. W razie, g d y się je d n a stro n a cofnie, o b o w ią
zan a je s t tę i w szy stk ie inne w y d a tk i zw rócić,
P rzy za ręc zy n ac h i za ślu b in a ch zd arzają się b ła z e ń stw a , p rz e- ch o d zące w n ajn iesm aczniejsze, najlichsze ,s) p ra w ie nie do w iary .
P rz y to c z ę tu ty lk o je d e n p rz y k ła d : W dniu zaślu b in po p o w ro c ie
z k o śc io ła do dom u, -wprowadzają zgrom adzone tam k o b ie ty n a
rzeczo n ą do stajni, sto d o ły lub w inne m iejsce zd a la od m ężczyzn.
T u sad z ają ją n a nizki sto łeczek alb o n a w iązk ę sło m y i ta k
d łu g o sz a rp ią za szyję i głow ę, że aż jej oczy zachodzą łz a m i;
p o te m ją oczepiają, podczas g d y in n e k o b ie ty p rz y g o to w u ją g o
rą c ą g-orzałkę z m asłem i p iją ją sam e b ez udziału m ężczyzn.
O czep io n ą ty m sposobem o b lu b ien icę w p ro w ad zają k o b ie ty do
izby, p rz e d sta w ia ją p a n u m łodem u, zw raca jąc się do niej z rozm aitem i p y ta n ia m i, sad z ają za stół, n a stęp n ie o b d a rz a ją ją goście
w eselni k ilk o m a groszam i. P o tem o b d a ro w a n iu w noszą p o tra w y ,
k tó re z n ik a ją i p rz e p a d a ją w okam gm ieniu.
G órale, a zw łaszcza g ó ra lk i p iln ie uczęszczają do ko ścio ła,
szczeg'ólnie w dni św iątec zn e, a do te g o p rz y g o to w u ją sie w p rz e
d e d n iu i zjaw iają się w n ajp rzed n iejszem b ia łe m odzieniu 16).
P o sty zach o w ują ściśle i n ig d y ich nie zaniedbują, ale za to
ebz sk ru p u łu o k ra d a ją się naw zajem lub w y rz ąd za ją sobie szkody.
*) „ n i e t o t a “, „liszczy k o r z e ń “ .
-
232 —
Z ab o b o n y ta k ja k u w szy stk ich ludów z a co fa n y ch w o św ia
cie są ro zp o w szechnione. W ie rz ą w czaro w n ice, k tó ry c h p so ty
o d b ijają się p rz ed ew sz y stk ie m n a b y d le , n a m lek u i n a w y ro b ie
m a sła ; w ierzą w zjaw isk a duchów szczeg ó ln ie rodziców , p rz y ja
c ió ł i t. d. ” )
L u b ią p rz ep o w ied n ie i ra d zą się ich zw łaszcza w p rz y p a d
k ac h zło dziejstw a lu b in n e g o nieszczęścia.
N a śm ierć są o b o jętn i; rz a d k o ojciec o p łak u je dziecko, m ąż
żonę i n ao d w ró t. R acz ej m ałżeństw o cieszy się ze śm ierci jedneg'O
z dw ojga, b y le ty lk o coś zy sk a ć n a p o w tó rn y m ślubie. R ó w n ież
cieszy się b r a t i sio s tra ze śm ierci ro d z eń stw a, a b y w ięcej odzie
d z ic z y ć 18).
O ile g ó ra l tu tejszy w y d a je się b y ć u sp o so b ie n ia d o b ro d u
sznego, p rz y ja cielsk ieg o , o ty le je s t on p rz y te m c h y try , p rz e b ie g ły
i m ściw y. N a w e t p rz eb ac zy w szy daw no w y rz ąd zo n ą so b ie z n ie
w a g ę, s ta ra się p rz y danej sp o so b n o ści n ie za p o m n ie ć jej i pom ścić.
Jeżeli sam n ie m oże teg-o zrobić, to n ajm u je sobie p o m o c n i
k ów alb o p rzek azu je dzieciom w y k o n a n ie . Z łośliw ość n a w e t p o
su w a d alek o , a b y ły p rz y p a d k i, że m szczono się p o d p alan ie m .
Jeżeli g ó ra l p oczuw a się do w in y i znajdzie się prócz te g o
w rę k a c h sp raw ied liw ości, je s t w te d y ła g o d n y , d o b ro d u szn y , ja k
w ilk w dole, p e łz a ją c y i p o k o rn y . Lecz n a w olności w lesie ze
b ra n i g ó ra le są g ru b ia ń sc y , b u tn i, zuchw ali i hardzi, a także
s k ło n n i do ro zlew u k rw i. S łó w o b e lż y w y c h m ają dosyć, a p o p rz e
d zają one zazw yczaj b ija ty k ę .
N a d zw y cz ajn ą trw o g ę czuje g ó ra l p rz ed stan em ż o łn iersk im I9).
A b y go u n ik n ą ć k a le c z y sobie rę c e i n o g i i o b rz y n a uszy. P rz y
p o b o rz e w ojskow ym p o d a je p rz eró ż n e c h o ro b y i p rz e k rz y w ia ciało
w ro zm aite p o staci i zapuszcza k o łtu n . O jczyznę k o c h a b ard zo .
Ż o łn ierze p o siw ie li w w ojsku i k tó rz y b y m ogli w o b cy m k ra ju
w służbie lub też w z a k ła d zie in w alid ó w w yżyć, w ra c a ją do oj
czyzny. W ró c iw sz y do dom u, je s t g ó ra l ty m sam ym , jak im b y ł
p rz ed w stąp ien iem do w o jsk a; żyje n ęd zn ie ch leb em ow sianym ,
zd o b y ty m słu żb ą lu b w y ż e b ra n y m .
G ó ra le z p rz y ro d z e n ia są d o b ry m i cieślam i, a zd arzają się też
n iera z m iędzy n im i sto larze. T o m ają w sp ó ln eg o z c y g a n a m i w ę
g iersk im i, że ta k ja k oni z p rz y ro d z e n ia są k o w alam i, ślu sarzam i
i m u zy k an ta m i i ta k sam o m ają p o c ią g do k rad zieży , p rz e p o w ia
dali i k o czo w n ictw a. I rzeczy w iście g ó ra le m ają w lecie w iele
p a s tw is k w e w si oraz p o la n y i h ale w g ó ra ch , k tó re kolejn o u ż y t
k u ją i b y d łem sp asają 20).
-
233 -
Droga do Morskiego Oka.
W ą z k i ch o d n ik w io d ący do M orskiego O ka, w y d e p ta n y ty lk o
p rzez trzo d y p a s ą c y c h się ow iec, b y ł p rz ed r. 1806 zn an y ty lk o
p asterzo m , strzelco m kozic, i k ilk u k orzeniarzom 21). Jeszcze r. 1806,
g d y J e g o c. k. W y so k o ść a rc y k sią ż e Jó ze f p a la ty n z k ilk o m a d o
sto jn ik am i k ró le s tw a w ę g ie rsk ie g o w swojej najw yższej obecności
zw iedził M o rsk ie O ko, b y ł d o stęp do n ieg o b ard zo tru d n y i u c ią
żliwy. D o piero r. 18 i i podczas zw ied zan ia T a tr przez g u b e rn a to ra
k ra ju J. E xc. P io tr a v. G oes, d ro g ę do M o rsk ieg o O k a w iodącą,
z ro b ił ó w czesn y c. k. zarząd n o w o ta rsk i i d o p ro w a d ził do stan u
j e z d n e g o 22) ; ja k o też i te ra z d ro g a ta n ie ty lk o w d o sk o n ały m
stan ie się znajduje, a n a w e t o b ecn y w łaśsiciel ziem ski p. E m an u el
H o m o latsch , g o rliw y o dobro publiczne, ro z szerz y ł ją tak , że może
uch o d zić za je d n ą z n ajp ew n iejszy ch i n ajlep sz y ch d ró g w s to
su n k u do w a ru n k ó w i w łaściw ości tej o k o licy g ó rsk iej.
O prócz w ielu rzeczy g o d n y c h w idzenia, k tó re g o ście w ty ch
śn ieżn y ch g ó ra c h ta trz a ń sk ic h najw ięcej odw iedzają i podziw iają,
n ajo so b liw szem i są R y b i e czyli ta k zw ane M o rsk ie O ko, P ię ć
S ta w ó w i d o lin a K o śc ie lisk 23).
Morskie Oko 24).
J e s t ono zw łaszcza od p o łu d n ia otoczone s k a ła m i k o ń czy stem i, n ied o stęp n em i, p o p rz ery w a n em i zielonem i u p ła z k a m i (na
k tó ry c h daw niej trz y m a ły się kozice, te ra z p rzep ło szo n e w g łę b sz e
o k o lice g ó rsk ie, s k u tk ie m częstszeg o zw ied zan ia M o rsk ieg o O ka).
J e d e n szczyt ty c h s k a ł w y o b ra ża p o sta ć ludzką, k tó rą zow ią s ta
rzy, a też i dzisiejsi g ó ra le w ję z y k u o jczy sty m „M n ich e m “. O bok
w y p ły w u z M o rsk ieg o O ka, g d zie p s trą g i zw łaszcza w p o g o d n y
w ieczór ig ra ją c sk aczą w g órę, w znosi się p ię k n y , o k rą g ły , ro
m an ty cz n y , zielony p a g ó re k , n a k tó ry m je g o b isk u p ia m ość n aj
d o sto jn iejszy b isk u p ty n ie c k i G rzeg o rz T o m asz Z ieg ler k a z a ł w y
staw ić k rzy ż z n a p ise m : „H ic non p lu s u ltra non su p ra n isi in
C ruce D o m in i N o stri Je su C h risti“ - - - d n ia 29. lip ca r. 1823 25J M or
sk ie O ko m a p o w ierzch n i 56 m orgów , 41 iD sążni a g łę b o k ie
je s t n a 32 sążn i w stro n ie p o łu d n io w o -zach o d n iej 2e). P rz e p ły w a ją
je p e łc ią 27), co u ła tw ia u ciążliw ą d ro g ę do C zarn eg o S ta w u .
O b o k ro z m a ity c h osobliw ości g o d n y c h w idzenia, w a rto też
p o słu c h a ć w y strz a łu b ro n i a zw łaszcza m oździerza ; echo je g o ro z
*) Podług starego podania miano znaleść w Morskiem Oku szczątki
okrętów i skrzyneczkę z kosztownościami. Ta baśń utrzymuje się aż dotąd
między tutejszymi i spiskimi góralam i2Э). Maneat fides penes auctores.
—
234 —
le g a się ja k b rzm ien ie o d leg łeg o g ro m u lu b k ilk u k ro tn y w y s trz a ł
d ziałow y.
W y p ły w z M o rsk ie g o O k a je s t d o sy ć obfity, tw o rz y b y s tr ą
rz e k ę „ B ia łk ę “ 38), k tó ra się łącz y pod w sią D ę b n em z rz ek ą D u
najcem .
T a k ż e ze w z g lę d u na zasad y zdrow otne znajdzie tu ta k s ta ry
ja k sc h o rz a ły ch w ile w y tc h n ie n ia i uciech y , zw łaszcza ci, co c ie r
p ią n a u ciążliw ości ż o łąd k o w e i tra p ie n i b y w a ją b ra k ie m ła k n ie
nia. W ie lu , k tó ry m n ie sm a k o w a ły w in n y c h k ą p ie la c h leczniczych
p ieczeń an i też in n e p rz y sm a k i, o d zy sk a ło n ajlep sz ą chęć do ja d ła
b ez p o m o cy lek arsk ie j i bez u ż y w a n ia g o rż k ic h leków . Z drow i
je d n a k i do b rze tra w ią c y , co p rzy szli do M o rsk ieg o O k a z p u s tą
to rb ą , m usieli się n ieraz uciec do m o sk a la (chleb o w sian y ) lub
re sz te k ch leb a. D la te g o n ajlep sza rad a, a b y ci co c ie rp ią n a b ra k
łak n ien ia, n ic (oprócz sta re g o d o b reg o wina) ze so b ą n ie b ra li,
a p ili sk w ap liw ie tę c z y stą w zm acn iającą żo łąd e k w odę z M or
sk ie g o O k a ! Lecz. ci, co zaw sze m ają d o b re ła k n ie n ie , niech się
z a o p a trz ą w obfity za p as żyw ności (a b y g io d u nie cierp ieć). D la
w y go d n ej p o d ró ż y po T a tra c h po lecić m ożna n a stę p u ją c y p r z e p is :30)
J e żeli zechcesz T a tr y zwiedzać z p rzyjem no śc ią,
R a d z ę ć p o stą p ostrożnie, z c a łą przezo rn ośc ią.
Z ab ierz ze sob ą wszystko, czego ci p o tr z e b a —
Nie zapomnij pieczeni, ni wina, ni cbleba.
Bo choć chętna, lecz ch ud a sp o tk a cię gościna,
M lekiem , miodem nie płynie bowiem B ukow ina,
W siano, słomę d o sta tn ia , n ie b o g a ta zbożem,
A przec ież t r u d n o ja k o ś wyżyć słowem Bożem.
C hleba, mięsa, ja r z y n y n ik t ci tu nie sp r z e d a ,
A ni nie p o d a ru je , sam niem a, więc nie da.
N ie raz przyjdzie mech pijać, z a m ia st sm acznej kawy,
W miejsce wytw ornych lodów, lizać śniegu ławy.
Nie m ianuj sk ąp stw em biedy, k t ó r a tu taj gości,
Bo skąpstw o znajdziesz racze j p o śró d obfitości.
. Ale za to :
Nocleg, stajn ię, drw a, wodę d ostaniesz w gościnie,
J e ś li wody nie lubisz — sam pomyśl o winie !
S i vis p e rm e a re carp a tic o s m ontes
H ic c e loci b ib ’r e viuum, et non fontes ;
H a b e to Omnium n e c e ss a rio ru m furam ,
Accipe tec u m panem , vinum, ass a tu ram .
N am B u kow ina non e s t ta l is locus
U b i g ra tis d a r i p o ssit cibus a tq u e potus,
H icce p e r e g r i n a n non est jo cu s,
Assam fotum bàm d e n e g a t d a re focus,
— 235 —
E r g o si hic vis iucunde p e re g rin a ri,
D ebebis de necessariis assidue sollicitari.
U t vacuo ta n isterio non venias,
Sed tibi domi id piene im pleas.
Ceterum,
H ospitium , stab ula, aquam et ligna
Obtinebis, e t alia h o sp italitatis signa.
Czarny Staw.
O d d a lo n y od M o rsk ieg o O ka n a 1.800 k ro k ó w n a południow schód, m a p o w ierzch n i 37 m o rg ó w 1.48iD sążni. To jezio ro je s t
c ałk o w icie zw łaszcza od stro n y w schodnio-południow ej otoczone
sk a ła m i n ied o stęp n y m i w k s z ta łc ie k o tła , nie p o sia d a w cale p s trą
gów , ja k M o rsk ie O k o ; w oda w niem w y d aje się czarną, od czego
też n az w an e C zarnym S ta w em 31).
Pięć S taw ów .
J e z io ra zw an e „Pięć S ta w ó w “ od d alo n e są od d ro g i w io d ą
cej do M o rsk ieg o O ka, n a p ięć g'odzin; d o stęp do n ich doliną
„ R o s to k i“ nie je s t w p ra w d z ie n ieb ezp ieczn y , ale z pow odu ciągłeg'o p o d n o sze n ia się w g ó rę b ard zo u ciążliw y. Z ty c h P ięciu
S taw ó w g ó rn y b y w a jeszcze w lip cu p o k ry ty lodem (n azyw ają go
g ó ra le : „Z a m arzłe“). D o ln y je s t o so b liw y ta k ze w zględu n a z n a
czne ro zm iary , ja k ró w n ież z pow odu w ielk ieg o w o dospadu, ja k i
w y tw a rz a .
A n g lik W a d e B ro w n e z T rin ity Colleg-e Cam bridg-e (który
o b jech a ł c a łą E u rope, A zyę, E g ip t) zw iedził te P ię ć S taw ó w d nia
13. lis to p a d a 1825 r. w n ajp ięk n iejszą, n ajciep lejszą po g o d ę, (k tó ra
w T a tra c h je st w tej po rze w ielk ą rzadkością). U czo n y te n p o
d ró ż n ik p rz y zn ał, że g d y b y ów w o d o sp ad b y ł w ięcej p io n o w y
(niż jest), to m u siałb y zająć m iędzy n ajw iększym i w odospadam i
w E u ro p ie p ierw sze m iejsce *).
Jezio ro , z k tó re g o w y p ły w a w o d o sp ad , m a p o w ierzch n i
40 m o rg ó w i 8ooD s ą ż n i 32).
Siedm S t a w ó w 33).
N ajw ięk szy z ty c h „S iedm iu StawówT“ je s t C zarny sta w o p o
w ierzch n i 45 m o rg ó w здоП sąż n i; zw iedzają je rzadziej niż wyż
*) W czasie trw ałej posuchy je s t ten wodospad nieznaczny, istotnie
tr u d się nie opłaci, aby podejm ow ać ta k p rz y k re i męczące stą p a n ie w górę.
E x p e r ie n tia Illustrissim i Comitis Domini Szembek.
-
236 —
w y m ien io n e. J. E. g u b e r n a to r g a lic y jsk i v. G oes, k tó ry r. 1811
zw iedził w szy stk ie osobliw ości T a tr, z a d a ł so b ie tru d zobaczyć
tak że i te S ied m S taw ów .
N a b rz eg u te g o S ta w u C zarnego znaleźli ju h a si ro k u 1784
o g ro m n eg o n ied źw iedzia p rz ech o d z ące g o już w zg n ilizn ę (k tó ry
z ła p w ielk ich i w łosów b ia ły c h na głowrie b y ł p o d o b n y do n ie
d źw iedzia b ia łe g o czyli lo d o w ateg o ). G łow ę te g o nied źw ied zia
o d esłan o ja k o o so bliw ość do ów czesnego zarząd u n o w o ta rsk ie g o .
P ró c z o p isan y ch je z io r śró d n ajw y ższy ch g ó r są jeszcze liczne
in n e je z io ra różnej w ielkości, o d w ied zan e przez kozice, tutaj ch ę
tn ie się p a s ą c e i przez strzelcó w , polu jący ch n a nie (czyli „koz ia rz y “) 34).
Dolina K o ś c ie lis k 35).
O so b liw a ta k ze w zględu n a g ó rn ictw o 36j, k tó re tu od k ilk u
se t la t zw łaszcza za o sied len ia się .Sasów n a L ip to w ie i S p iszu , aż
do n aszych czasów ze zm iennem szczęściem b y ło u p ra w ia n e , ja k o
też ze w zględu n a ro m a n ty c z n e w id o k i i inne zajm ujące szcze
g ó ły .
U w ejścia i w yjścia ujm ują tę dolinę dw ie ścian y sk aln e,
p o m ięd zy k tó re p rzez rz e k ę C zarn y D u n a je c w iedzie, m o st d re
w n ian y . P rz e d tą b ra m ą w stę p n ą je s t źródło w o d y najczystszej,
b ard zo zim nej, k rz y ształo w ej, k tó re u trzy m u je w c ią g ły m ru c h u
dw ie n ie d a le k o stojące kuźnice i ta rta k , a n ig d y , n aw et w n a j
w iększe zim no nie z a m a r z a 37). W śro d k u tej doliny, g d zie się
w ie rz c h o łk i s k a ln e w znoszą p o n ad ch m u ry , je s t ja s k in ia zbójecka,
z k tó re j zbójcy p o d łu g sta re g o p o d a n ia lu d o w eg o p o d ró ż n y c h ,
ja k o też in n y c h ludzi, tru d n ią c y c h się k u p ie c tw e m z W ę g ra m i
p o d p a try w a li, łu p ili, a w razie o p o ru n a w e t z a b ija li38).
W n o w szych czasach szczeg ó ln ie w o k re sie nieszczęsnych
w ojen od r. 1805 do 1817 z a n ie p o k o iła tę ok o licę p o d o b n a zg raja
zbójów , k tó ra się n a w e t d o p uszczała w y b ry k ó w po łączo n y ch z m ę
cz arn iam i i zab ijan iem . Z d n ia n a dzień w z ra sta ją c e i p rz y b ie ra
ją c e zu c h w alstw o tej zg ra i zbójców , zm usiło ó w czesn y zarząd
sk a rb o w y d ó b r n o w o ta rs k ic h do w ezw an ia od w ład zy p o m o cy
w ojskow ej, k tó ra też p rz y b y ła w raz z sądem w ojennym . W s k u te k
te g o g d y n ie k tó ry c h zbójców z ty c h z g ra i w y łap ali - i w y w ie
szali, w róciło b ez p ie cze ń stw o zupełne, zw łaszcza p o n a s ta ły m p o
k o ju i n ik o g o z p o d ró ż n y ch w ięcej nie niepokojono.
N ied a le k o tej, ja s k in i zbójeckiej u d erza w zrok p o d ró ż n eg o
s k a ła w k sz ta łc ie s o w y , siedzącej n a oddzielnym k a m ie n iu i n a
łu p czatującej, k tó re jb y n a w e t sztu k a rz e ź b ia rsk a nie zd o łała w yśniie-
—
m
-
niciej p rz ed staw ić. W tej zab aw ce p rz y ro d y najw ięcej zadziw iającem je s t to, że p o stać so w y z obu stro n w id zian a zaw sze pozo
staje je d n a k a i n ie z m ie n n a 39).
Ś ro d k iem g ro ź n ie p ię k n y c h w idoków w iedzie po d ró żn eg o
d ro g a po zielonej p o lan ie do d rugiej b ra m y , w k tó rej ta k ja k
i w b ra m ie w stępnej je s t m ost d la p rz e b y c ia C zarn eg o D u n ajca.
N ied alek o teg o w ązkiego p rz ejścia znachodzi się podziem na,,
n a w iele sążni d łu g a i w y so k a ja sk in ia, z k tó re j w y p ły w a n a j
czy stsza w oda. W niej są ślad y daw nej p ra c y g órniczej, oprócz
teg o m o żn a zau w ażyć różne znaki h iero g lifo w e i p o d p isy nazw isk 40).
N a zew nętrznej ścian ie tej ja sk in i w y ry te są se tk i n az w isk p o
d ró żn y ch n a p a m ią tk ę odbytej p o d r ó ż y 41). Z w iedzający tę dolinę
w śród ta k ic h w id o k ó w m ogą p rz e d sta w ić so b ie w bujnej w y o b ra
źni d aw n e dzieje ry c e rsk ie , tu rn ie je w a lc ząc y ch i ich siedziby.
W k o ń cu ta cu d o w n a d o lin a m a się jeszcze u p ięk szy ć przez
to, że w łaściciel jej p. E m a n u e l H o m o latsch , n ad z w y cz ajn y lubow n ik p rz y ro d y i sztuki, zam ierza to m iejsce zajm ujące i ciekaw e
w T a tra c h p rzy o zdobić ro z m a ity m i b u d y n k a m i dla zarządu dóbr
o raz d la p rz y je m n o śc i i w y g o d y p o dróżnych.
Kopaliny (m inerały).
Jeszcze do dziś d n ia w iele p ra w ią b a je k o sk a rb a c h 42), k tó re
tu w T a tra c h m ają w u k ry c iu spoczyw ać, o b o g a ty c h ż y ła c h zło
ty c h i sre b rn y ch , d y am en ta ch , zło ty ch ja ja c h i. w ielu in n y c h k o
sztow nościach, ja k ie rzekom o w y k o p u ją w p e w n y c h czasach obcy,
zw ani u tu tejszy ch „cudzoziem cam i i c z a rn o k się ż n ik a m i“. B a śn ie
te m ają zw o len n ik ó w jeszcze i dzisiaj n a w e t śród ro z sąd n iejszy ch
ludzi, k tó rz y u w ied zen i b a jk am i tra c ą m ienie i zdrow ie n a s z u k a
n iu ty c h u k ry ty c h sk arb ó w , co w ięcej n iek tó rz y z n ich tę g łu p o tę
p rz y p ła c a ją życiem . P ra w d ą w tern w szy stk iem je s t to, że o b cy c h
p o szu k iw aczy z ło ta p rz y n ę c iły n ie ty lk o te rozpow szechnione za
b o b o n n e w ieści, ale n a d to jeszcze p ew n e książeczki*), za w ie ra ją c e
opis ty c h u k ry ty c h sk a rb ó w g ó rsk ich , k tó re d o w cip n i ża rto w n isie
k u w łasn ej u ciesze i zabaw ie, a n a u ż y te k g łu p có w i z a b o b o n n y ch
ludzi w y m yślili i p rz y te m d ro g o sp rzed aw ali.
*) P a n K ierczyń ski, były a d ju n k t za rzą d u w K o ście lisk ac h , p o sia d a ł
j e d n ą t a k ą k siążeczkę, szu kał sk arb ów tam wskazanych, p rz e g rz e b y w a ł T a tr y
oraw skie, a zw łaszcza spiskie, gdzie się te sk a rb y k ry ć mają. P o p ad łs z y
w to szaleństw o nie miał spokoju, aż w k oń cu na miejscu, gdzie sądził, że
sk a rb u dobędzie , zabił go je d e n były gó rnik, k tó r y go śledził.
—
238
—
G ó r n ic tw o 43).
B y ło ono p ra w d o p o d o b n ie już w r. 1142 u p ra w ia n e za k ró la
G ejzy II. T en ż e s p ro w a d z ił n a S pisz S asów , k tó rz y się n a s tę p n ie
rozszerzyli z tej i z tam tej s tro n y T a tr i p o stę p u ją c za ślad am i
k ru sz có w d o stali się aż do w e w n ę trz n y c h dolin śró d w y so k ich
gó r, w k o ń cu n a w e t do d oliny K o ście lisk .
P o n a p a d z ie T a ta ró w r. 1241 i po u s tą p ie n iu ich po trz e c h
]a ta c h za B eli IV . p o w o łan o n a now o S asó w n a W ę g ry dla u p ra w y
k ra ju zn iszczo n eg o i w y lu d n io n eg o przez p o g a n i dla w sk rz esze
n ia g ó rn ic tw a . N ajp raw d o p o d o b n iej je d n a k g ó rn ic tw o z tej s tro n y
T a tr p o d n io sło się za c e sarz a i k ró la Z y g m u n ta, k tó r y r. 1412
za sta w ił 13 m ia st sp isk ic h ze zam kiem i d o b ra m i lu b o w elsk iem i
k o ro n ie p o lsk iej. S ta ro sto w ie w sp o m n ian eg o zam k u m ieli sobie
p o w ierzo n e o taczać n ajw ięk sz ą p iećzą g ó rn ic tw o zw łaszcza w T a
trach .
W n o w szy ch cz asac h p ro w ad zili k o p a ln ie zarzu co n e ro d zin a
P ro k o p o w icz ó w ze S ta re j L u b o w n i (k tó rzy zbudow ali liczne b u
d y n k i p o trz e b n e do g ó rn ic tw a i m ieszk a n ia z w ielkim n ak ład e m )
ja k o też p an n a .K isz ely i D e m p k o z L ip to w a, rów nież O tto
ó w czesn y za rzą d ca k u źn ic z a k o p ia ń sk ic h i w ielu in n y c h m niej •
szych g ó rn ik ó w , k tó rz y je d n a k u to p iw sz y w tem sw oje p ien iąd z e
zniszczeli.
R o k u 1784 u siło w ali te k o p a ln ie n a p ra w ić A u s try a c y p o d
k ie ru n k ie m p. G o tie r i R u s c h b a k y , u rz ęd n ik ó w g ó rn icz y ch i h u tn i
czych w W ito w ie . L udzie z g-min W itó w , D zian isz, C hochołów
sp ro w a d zali sre b rn ic ę i i s k r z y k 44) ze S ta re j R o b o ty 45) do K o ś c ie
lisk dla p rz e ta p ia n ia po 10 g ra jc a ró w za fu n t. P o n ie w a ż je d n a k
w y d a tk i k o p a lń n ie p o zo staw ały w żad n y m sto su n k u do z y sk u
z w y d o b y ty c h k ru szcó w , zatem za n ie ch an o g ó rn ic tw a . S k o ro je d n a k
w la ta c h 1810 i 1811 n a k a z a n o og ó ln e p o sz u k iw a n ia k ru sz có w
w ca łe m p a ń stw ie au stry a c k ie m , ro b io n o i tu w g ó ra c h jeszcze
o sta tn ie p ró b y , k tó re przecież p o d o b n ie się sk o ń cz y ły , ja k p o
p rzed n ie.
G ó rn ictw o ta k często p o dejm ow ane i znow u za n ie ch an e
w T a tra c h , p rzech o w ało się jeszcze w k o p a ln ia c h , słu żący ch do
k u źn ic żelazn y ch Z ak o p ia ń sk ic h i K o ście lisk ich . K u ź n ic e te z a ło
żone w c iąg u ro k u 1757 p rz ez sta ro stę p. R ic h te ra , p rz e b y ły ro z
m aite koleje w rę k a c h b ąd ź to rządu, bądź p o je d y n c z y c h g ó rn i
ków . S p o tk a łb y je n ie c h y b n ie p o d o b n y los ja k i k o p a ln ie s re b ra ,
g d y b y n ie u ży w ano sztuki, g o rliw o ści, d ozoru i w y trw a ło śc i
a p rz y te m ofiar p ien ięż n y ch 46).
— 239 —
W czasie, g d y K u ź n ic e p o z o sta w a ły p o d zarządem cesarsk im ,
o d d an o im do p rz eto p ien ia la n ck o ro ń sk ie i ty n ie c k ie d ziała w o
jen n e oraz strz e lb y o d eb ran e p o d d an y m M y ślen ick im w cenie po
i 1]* g ra jc a ra za f u n t 47).
Lasy i rośliny.
L asy T a tr n o w o ta rsk ic h s k ła d a ją się przew ażnie ze św ierków ,
niew ielu jo d eł z p rz y m ie sz k ą b u k ó w i jaw o ró w 4S); k tó ry c h je d n a k
nie szanow ano i p ra w ie ca łk o w ic ie w y tęp io n o , zw łaszcza w w y
dziale b u k o w iń sk im . S o sn y , a szczególnie szlac h etn y m odrzew ,
k tó ry w w ielu g ó ra c h ro śn ie i d o b rze się udaje, tu taj w T a tra c h
n ależą do rz ad k o ści. Cis 49) p o d łu g o p o w iad ań sta ry c h jeszcze ż y
ją c y c h g ó ra li m iał b y ć częsty, czego też dow odzą p o zo stałe pnie,
lecz w y tę p ili g o p a s te rz e ow iec n a rękojeści do nożów , to p o rk ó w
i n a in n e n a rz ę d z ia p a ste rsk ie . T u i ów dzie zd arzające się m łode
cisy n iszczą p a stę rz e n a o zdoby do k a p e lu sz y i ty m sp o so b em je
tę p ią . K rz a k i, k rz e w y i in n e d rz ew a liściaste n ależ ą do rzadkości.
T u taj m uszę jeszcze w spom nieć o li m b i e 50) (P in u s C em bra,
c e d r s y b irsk i), m o g ącej dochodzić do ty sią c a la t w ieku. T o szla
ch e tn e drzew o ro śn ie w w yższych k ra in a c h g ó rsk ic h , p o jo n e śn ie
g iem i m g łą, orzeźw iane w iatram i. D rzew o to z rodzaju szp ilk o
w y ch d o sięg a w y so k o ści 80 stóp, a p o d łu g opisu Z sch o k k e’go d o
chodzi w iek u ty s ią c a lat. S zp ilk i lim b y p o d o b n e są do szp ilek sosny,
są je d n a k dłu ższe i m iększe. D re w n o lim b y w św ieżym sta n ie je s t
b ia łe , g d y w y sch n ie je d n a k staje się b ru n a tn e , p o dobne do d r e
w n a jało w ca, p ac h n ie ta k przyjem nie ja k i to, p o n iew aż zaś nie
im a się g o żad n e ro b a ctw o , d lateg o u ży w an e b y w a do w y ro b u
skrzyri, szuflad, k u fró w , bo su k n ie w n ic h zabezpieczone są od
m oli. Z p ąc zk ó w w y ra b ia ją p rz ed n i olejek, a z ży w icy zd ro w o tn y
b alsam . O rzeszk i p o d o b n e w sm ak u do m ig d ałó w je d z ą ja k o
ła k o tk i. S z la c h e tn e to drzew o d ośw iadcza k o lei in n y c h d rzew p o
ży teczn y ch , to jest, że rów nież je s t w y tęp ian e . T y lk o w g łęb szy c h
d o lin ach i n ie d o stę p n y c h m iejscach, d o k ą d nie się g n ę ła rę k a
n iszcząca, zach o w ało się dotychczas. P o n ie w a ż k w ia ty lim b y nie
znoszą p ó źn y ch m rozów i nie w y d a ją ziarn a dojrzałego, te n sz la
ch e tn y rodzaj d rzew a ca łk o w ic ie tu taj w T a tra c h zag in ie z czasem .
Co się ty c z y ziół, to te o k o lice ta trz a ń s k ie nie b y ły jeszcze
p rzez żad n eg o b o ta n ik a p o rz ą d n ie z b a d a n e 51) W iad o m o śc i w ty m
w zględzie p o le g a ją n a p o g ło sk a c h i n a p rz e lo tn y c h p o szu k iw a
n iach , c a ła w ied za je s t d ziełem dw u do trz e c h d n io w e g o b a d a n ia .
D la d o k ład n eg o p rz e b o ta n iz o w a n ia tej o k o licy g ó rsk iej p o trz e b a b y
-
240 -
p rzez k ilk a la t b a d a ć w lecie te liczne sto k i g ó rs k ie i kotliny,
k tó re ja k o sk ie ro w a n e w ró ż n e s tro n y nieba, w y d a ją ro zm aite
i so b ie w łaściw e zioła. W sp o m n ę ty lk o o niew ielu p rz ed n iejszy ch
ziołach 52), k tó re tu te jsi i o b c y k o rz en iarz e ztąd w ynoszą, a m ia
n o w ic ie : V a le ria n a , K o z łe k — V ero n ica, P rz e ta c z n ik — Iris silv e stris, K o sa c ie c — Islan d icu m , T arczo w n ic a isla n d z k a czyli P łu cn ik — M u scus a rb o re u s, M ech d rz ew n y — M uscus te rre s tris ,
W id ła k g o źd zisty — R o s a silv estris, R ó ż a — D oronicum , K o z ło
w iec — S co lo p e n d ria , Ję z y c z y c a — S a n íc u la , Z an k iel — L ich e n
e p a tic a , W ą tro b o w ie c — S am b u cu s m o n tan a, B ez •— A co n itu m ,
T o jad — R a d ix v u lp in a, L iszczy ko rzeń , L iszczy n iec czyli O strô žk a
w y n io sła — R b a p o n tic u m , R z e w ie ń po n ck i.
Z
w
i
e
r
z
ę
t
a
.
P ró c z zajęcy, lisów , sa rn , w ilków , głuszców i ja rz ą b k ó w , k tó
ry c h się w o g ó le m ało n a p o ty k a i oprócz niedźw iedzi, k tó re z o k o
lic ciep lejszy ch p rz y b y w a ją , n ależ y w ym ienić p o m iędzy m ieszk a ń
cam i n ajw y ższy ch okolic g-órskich, św is ta k a (M us alp in u s) i kozicę
(R u p ic a p ra ), k tó re je d n a k też n ied łu g o w y g in ą 53).
K łu so w n ic y ju rg o w s c y i zak o p iań scy , k tó rz y nie p rz e strz e
g a ją w cale czasu o ch ro n y zw ie rz y n y i przez ca ły ro k oprócz m ie
sięcy zim o w y ch u staw icz n ie p rz eślad u ją te szlac h etn e zw ierzęta,
d o p ro w a d zą do zu p e łn e g o w y g u b ie n ia ty c h ż e w p rz e c ią g u la t
k ilk u . Is to tn ie jeże li w k ró tc e nie o g ra n ic z ą tej sw aw oli, to tu taj
w T a tra c h b ęd z ie n ajw ięk sz ą rz a d k o śc ią zobaczyć kozicę n a sw o
bodzie. N a stę p c y n asi w idzieć b ę d ą to szla c h e tn e zw ierzę ta trz a ń
sk ie ty lk o n a ry su n k u i b ę d ą m ogli słu szn ie się użalać n a n ie
d b alstw o p o p rz ed n ik ó w , k tó rz y w y d ali to zw ierzę n a zgubę.
A b y za p o b ie d z tej k a ry g o d n e j sw aw oli, w łaśc ic iel d ó b r N.
u ży ł w szelk ich śro d k ó w ; w szystkim k łu so w n ik o m w o b rę b ie
sw y ch d ó b r k a z a ł o d e b ra ć strz e lb y i strzedz ich k ro k ó w . Lecz
d ru g i w łaściel ziem ski N. N. u cz y n ił w ręcz od w ro tn ie, w ziął ty c h
k łu so w n ik ó w w obronę, p o zw ala im po lo w ać w sw oich lasac h
i u ła tw ia im m ożność k łu so w n ic tw a w cudzych. W ten sposób
w y n iszcza się zw ierzy n ę b ez m yśli o przyszłości, b y le ty lk o zad o w o ln ić sw oje p o d n ie b ie n ie i sam olubstw o.
T a k w s k u te k te g o n iezg o d n e g o z a p a try w a n ia *) w łaścicieli
ziem sk ich zu p e łn ie w y g in ą ci n a jsta rsi g ó r m ieszk a ń cy 5ł).
*) Mille hominum species.
Quot capita, t o t se nte ntia e.
_
241 -
Zbójnicy tatrzańscy55).
P o ciąg - do k ra d zieży i rozboju je s t dziedziczną sk ło n n o ścią
g ó rali. P ie rw si o sad n ic y tej o k o licy b y li zbiegam i, k tó rz y p rzed
k a r ą uszli w te p u stk i i żyli z rozboju i k ra d z ie ż y b y d ła .
P o w s ta n ia ta k często w P olsce p an u jące, zam ieszki p rz eszk a
d za ły w p o sk ro m ien iu ty c h złoczyńców .
N a p o lan ac h o to czo n y ch g ę sty m ciem nym lasem b u d o w a li
so b ie n o ry podziem ne, zk ą d rozpuszczali z a g o n y po sąsied n ich
W ę g rz e c h i u p ro w a d zali b y d ło , zw łaszcza ow ce, k tó re m ogli d o
brze u k ry ć w w ielk ich , g ę sty c h lasach. W te n sp o só b zw ięk szy ł
się zasób ich b y d ła i z nim m ogli żyć n a tem p u stk o w iu zd ala od
l u d z i 56). W czasie najazdu S z w e d ó w 57), k tó ry c h oddział zaszed ł
w tę o k o licę d la o d e b ra n ia zam ku n o w o tarsk ie g o , p ró b o w ało w iele
zam ożniejszych ro d zin z m ajątk iem sch ro n ić się w g ó ry . Co uszło
p rzed m ieczem S zw edów , o b d arli, zab ili i zniszczyli ći ra b u sie
g ó rsc y . .W ta k n ieszczęsn y ch czasach zw iększył się d o b ro b y t ty c h
zb ieg ó w g ó rsk ic h , . k tó rz y się p o m ału m nożyli i w sk u tek p rz y
ja z n y c h o k o liczności i z p o m o cą p ien ięd zy u n ik a li k a ry .
T a k z n iew ielu n o r p o w sta ła w ieś Z akopané, k tó ra po o b e
c n y ro k 1827 p o sia d a 339 liczb dom ów i 1.998 m ie s z k a ń c ó w 53).
D zied ziczn a n am iętn o ść k ra d z ie ż y i ra b u n k u zach o w ała się
jeszcze do n aszy ch czasów u g ó ra li, ja k k o lw ie k w m niejszym
sto p n iu niż u ich p o p rz ed n ik ó w .
P ię c io le tn ie g o ch ło p c a od d ają starsz em u p asterzo w i ow iec do
p o m o cy w p asa n iu . U czy się on od te g o sta rsz e g o śp iew a ć m ałe
k r ó tk ie pio sn k i, m ające zw iązek z krad zieżą, a ta k p rz y ro d zo n y
pociąg- do zło dziejstw a jeszcze się p o d n ieca i po b u d za. T a k i m ały
złodziej g ó ra lc z y k zaczy n a od nożów , fajek, nie zan ie ch a żadnej
sp o so b n o ści, b y le coś u k raść. K ra d n ą się naw zajem , jeżeli je d n a k
z ła p ią kog-oś n a krad zieży , to biją g o bez lito ści k a w ła k ie m
drzew a, k o p ią n o g am i i ta rg a ją za w ło sy ta k długo, aż nie daje
zn a k u życia. W te d y p iln u ją go, jeżeli je d n a k o k ła d a n y w te n
sp o só b nie w stan ie sam w ja k ie p ó ł godziny, p o d n o szą go, s ta
w iają n a n o g i i p rzem o cą p ro w a d z ą do w ójta, k tó ry g o sądzi
i sk azu je n a zap ła cen ie 5, 10 do 15 p ó łk w a te re k w ódki sto so w n ie
do ro z m ia ró w i ro dzaju p o p ełn io n ej k radzieży.
P rz y w jd d i do w olnego, sw o b o d n eg o życia p a ste rsk ie g o , szli
g ó ra le za słu żb ą do sąsied n ich W ę g ie r. T u zb ierali się p a ro b c y
g ó ra lsc y , tw o rz y li t. zw. „to w a rz y stw o “, o b ie ra li z p o śro d siebie
n ajśm ielszego, n ajsiln iejszeg o i n ajzg rab n iejsze g o za w odza „ h a r
n a s ia “, k tó ry w e w szy stk ich p rzed sięw z ię ciach p o w in ien sta w a ć
16
-
24Й -
Ha czele es). O n z a ła tw ia ł sp rzeczk i m iędzy nim i, n a k a z y w a ł p o
słu szeń stw o i ro zd zielał łu p y .
W te n sposób p o w s ta ły tutejsze z g raje zbójeckie, k tó re n ie
p o k o iły o k o licę przez la t w iele i d o p u szc zały się liczn y c h o k ro
p n o ści, łu p iestw i zabójstw , o czem o p o w iad a n ie oddaję, p . B lum e n fe ld o w i60), k tó r y przez 22 la t p rz e śla d o w a ł tę tłu szcz ę zb ó jeck ą
często z n arażen iem życia i w ielu z n ic h o d d a ł w rę c e s p ra w ie
d liw o ści* ).
S k a ł a S i w a 6') n ied ale k o g ra n ic y oraw skiej, n a le ż ą c a do
p a ń s tw a C zarn o d u n ajeck ieg o , z a słu g u je n a w z m ian k ę z teg o
w zględu, że w r. 1785 z a strzelił koziarz, strze le c kozic, g n ie ż d ż ą
ceg o się tam orła, w ła śn ie w chw ili, g d y zjadał dziecko, p o rw a n e
g d zieś w n ieznanej o kolicy. T e n p o tw ó r o k ro p n y sp a d ł z w y so
k o ści 80 sążni ze s k a ły w raz z dzieckiem już p raw ie zjedzonem
i p rzez d łu g ie la ta za ch o w y w an o go k u w sp o m n ien iu oweg'O zd a
rzenia.
D alej pow yżej stoi „ p o d H u t a m i ' 62) k rz y ż z ta b lic ą i n a p i
sem n a p a m ią tk ę z a strzelo n eg o przez zbójników w ó jta W itow skiego
n az w isk ie m A n d rz ej S iu ty .
Opowiadanie Blumenfelda o zbójnikach.
§•
i-
G dym d n ia 16. lip ca 1809 r. w no cy śled ził zbiegów z w ojska
i p rz ed p o b o rem , n a p o tk a łe m w jednej szopie n a rzeczonej p o la
nie „pod H u ta m i“ zg ra ję zbójników , złożoną z dziew ięciu ludzi
d o b rze zb ro jn y ch w noże, p is to le ty i strze lb y . Zg-raję tę, choć nie
w s p a rty d o sta te c z n ą ilością ludzi o p a trz o n y c h w broń, zaczep iłem
b ez w a h a n ia n ie ró w n ą siłą (poniew aż m nie w szyscy opuścili
i uciekli). W b itc e p ad ło z obu stro n z 50 strzałó w . W ó jt w itow ski, k tó ry mi d o trz y m y w a ł to w a rz y stw a , p a d ł zastrzelo n y , a ja
sam i leśn y o d e b ra liśm y ra n y . Ze stro n y przeciw n ej ra n iłe m
w p ie rsi z d u b eltó w k i je d n e g o zbója, k tó ry o d łą c z y ł się od z g ra i
i w ięcej się n ie pokazał. J a sam opuszczony przez w szy stk ich
sch ro n iłem się dzięki ciem nej n o cy do przeciw degłego lasu, s k ą d
d o p iero n a d ru g i dzień ra n o w śró d o g ro m n y ch uciążliw ości w ró
ciłem do dom u, do W ito w a .
O d n ie p a m ię tn y c h czasów b y ły T a try , ja k k aż d e g ó ry g r a
niczne, n ajp ew n ie jszem sch ro n ie n ie m
d la tłuszcz zbójeckich.
W s z y s tk ie sp o so b y d o tą d używ ane, a b y w y tę p ić tę zb ieran in ę,
*) v. Blumenfeld, с. к. leśniczy k am e r a ln y w W itow ie i P o ron in ie.
-
243
-
b y ły d arem n e w obec ty c h jam g ó rsk ich , ro z p ad lin i u k ry ty c h
jask iń . J a od w ażyłem się śc ig a ć tę h o ło tę zbójecką nie z a n ie d b u
ją c p rz y te m obo w iązków m oich leśn iczo w sk ich .
§• 2 -
R . 1805 n a p a d ła ta h a ła s tra zbójecka w lecie w b ia ły dzień
zarzą d cę K u ź n ic w K o śc ie lisk a c h , p. F ra n c is z k a K le in a 63), w k tó
re g o dom u p rz e b )- __
w łaśnie dw ie k o b iety , ro d z in a p e w n a
i d ziew czy n k a sześcio letn ia *).
Ci n ie p ro sz e n i g o śc ie w zięli się p rz ed ew sz y stk ie m do p rz e
trz ą śn ię c ia k o b ie t i p rz eszu k a n ia wozów. N ie zn alazłszy je d n a k
nic oprócz u b ra n ia , za żąd a li jeść i pić, czego im p o d d o statk iem
d ać m usiano.
N a sy c en i i p o d ch m ielen i k a z a li g-rać n a d u d ach 64), rzucili się
n a k o b ie ty , p o rw a li je bez zm iło w an ia i lito ści do tań ca , p o w a la li
czarn em i k o szu lam i nap o jo n em i cu ch n ącem m asłem ow czem
i o b c ie ra li so b ie czy stem i c h u ste c z k a m i p a ń pot, sp ły w a ją c y
z b ru d n y c h tw arzy . O w e b ie d n e b ez b ro n n e stw o rz en ia w p rz e
m ocy szalonej h a ła s try zbójeckiej znosiły w szy stk o , ty lk o sk a rż y ły
się -w estchnieniam i i łzam i. G d y się do w oli n a ta ń c z y li i n a d o k a zyw ali, k az ali zb ó jn ik i z najb liższeg o sza ła su p rz y n ie ść dw ie ow ce,
zarżn ąć je a m ięso u g o to w a ć w m aśle i słodkiem m leku, w w ie l
k im k o tle n a łą c e p rz e d dom em p a n a zarządey. T y m czasem z a
b a w ia li się ci n a p a s tn ic y g rą , taiicem , strze la n iem i ro zm aitem i
figlam i.
P o skończonej b iesiad zie o d p ro w ad zili zb ó jn icy p a n ie aż n a
p o la n k ę K i r ę 65), g-dzie k a z a li w y n ie ść ze szopy sześć k o n e w e k
m lek a, k tó re u staw ili rzęd em i strzelili w n ie n a rozkaz h a rn a sia .
T y m o k ro p n o śc io m m u sia ły się cierp liw ie p rz y g lą d a ć b lad e
śm ierteln ie k o b ie ty razem z zarzą d cą K lein em , k tó ry p an io m d o
tą d to w arzy szy ł.
Co się w d u sza ch ty c h k o b ie t działo, m ożna so b ie w yobra-zić, p o n iew a ż b a ły się u staw icz n ie k rz y w d y od tej tłu szcz y bezecnej, pijanej, n ie p o p ra w n e j, p rz y w y k łej do w szelk ich okrucieństw .
J e d n a k du ch o p iek u ń cz y strz e g ł ty c h b ez b ro n n y ch , n iew in n y ch
isto t. D o p iero ok oło g o d z in y szóstej w ieczo rem o p u ściło je to po-
*) J e d n a z ty ch k o b ie t była to p. Dawidowa, dzierżaw czyni L u d ź m ie
rza, d ru g a p. M ik e sc h ’owa, żona byłego zarząd cy w K ościelisk ac h razem ze
swoją sześcioletnią có rec zk ą i siostrą, p ann ą. W s k u t e k tego p rz e r a ż a ją c e g o
zd a rz e n ia obie panie za cho row ały śm ierteln ie, a p. D aw ido w a z m a rła w d r u
gim ro k u .
— 244 —
rz ą d n e to w arzy stw o . N ie p o siad ają c się z rad o żci p ę d z iły co tchu
p rzez k am ien ie i p ia s k i; nie b ac ząc n a n ieb ezp ieczeń stw o u p a d k u .
§■3.
Z ach ęcen i ta k ie m i zab aw am i zjaw ili się ow i g o ście jeszcze
te g o sam eg o la ta (ig. sie rp n ia 1805) znow u w K o ście lisk ac h . Z u
ch w alsi i śm ielsi pow odzeniem p o p rz ed n iem , sp ra w ili za rząd cy , nie
licząc ja d ła i. n a p itk u , k tó re m u siał d aw ać darm o, jeszcze w ielk ie
szk o d y w sto łach , sto łk a c h i in n y ch sp rz ętach , a ta k ż e pościel
b ru d zili, n a k tó rą się w p o m aza n y ch c z arn y c h k o szu lac h rzu cali.
P a n z a rzą d ca K le in u p rz y k rz y w sz y so b ie te i inne daw n iejsze
w y b ry k i, p o sta n o w ił zuchw ałym , śm iałym figlem p o zb y ć się u c ią
żliw y ch gości, ch o ćb y n a w e t z -n a ra ż e n ie m w ła sn e g o życia. A b y
to p o stan o w ien ie w y k o n a ć szy b k o i p ew n ie, cz e k a ł n a sp o so b n o ść,
k tó ra się też n a d a rz y ła zaraz n a d ru g i dzień.
D n ia 20. sie rp n ia za b aw iali się ow i g ó rsc y głoście z ro b o tn i
kam i, k tó ry c h w sz y stk ic h w raz z k o b ietam i i dziećm i sp ęd z ili do
jed n ej izby. T a ń c z y li i p ili ca łą noc, d o p ó k i ich nie u m o rzy ł sen
i p ija ń stw o ; c a ły dzień nie b y ło w idać żyw ej duszy w K o ś c ie
lisk ach . N a w e t h ajd u k i stró ż p osłuszni ty m zbójom , razem z in
n y m i w y p ra w ia li w szelakie b ła z e ń s tw a , aż p o k o n a n i p ija ń stw e m
zasnęli.
D w u z nich, to je s t h a rn a ś i je g o z a stę p c a p o ło ży li się w p o
k o ju p a n a za rzą d cy n a sw oich strze lb a ch * ). In n i dw aj sp ali w o g r o
dzie p o d o k n am i dom u p a n a zarząd cy , dw aj b aw ili się z ludźm i
w k u ch n i, a je d e n s ta ł n a stra ż y p rz e d dom em .
G d y ci czterej śp ią c y p o p a d li w sen g łę b o k i, w y d o b y ł p an
z a rzą d ca d w ie sw oje s trz e lb y o stro n ab ite, sch o w a n e p o d łóżkiem
i p rz y sp o so b ił so b ie ró w n o c ześn ie u k ry tą w słom ie, dobrze w y
ostrzo n ą s z a b lę ; z tą sz a b lą w rę k u po zab iciu dw u zbójców ś p ią
cy c h w p okoju zam ierzał in n y c h dw u w k u ch n i szy b k o n a p a ść
i n ie p rz y g o to w a n y c h do o poru p o rą b a ć . P rz y te m liczy ł n a to,
źe dw aj śp ią c y w o g ro d zie i ów sto jący n a straż y nie sta w ią m u
w cale o p oru, p o n iew aż n a g łe p o d ejście i zabicie c z te rec h to w a
rzy szy , ty c h trze ch p o z o sta ły c h zbójców sk ło n i do u cieczk i lub
w ra zie o p o ru d o p ro w a d zi do śm ierci a to zw łaszcza d la te g o , że
p a n z a rzą d ca K le in za o p atrzo n y jeszcze i w in n e d o b rze n a b ite
*) K ażd en zbójca był za o p a trz o n y w strze lb ę k r ó t k ą lub sztuciec, dwa
pistolety, nóż kończysty z rę k o je śc ią cisową, ciupagę, b unkosz ( g r u b ą pałkę),
pewien zapas p ro c h u i ołow iu,66).
—
245 — :
i celne strz e lb y , b ę d ą c p rz y te m sam d o b ry m strzelcem , k ażd eg o
sw eg o strz a łu b y ł pew ien.
Z bójcy śp iący w pokoju b y li ta k je d e n od d ru g ie g o o d d a
leni, że p a n zarząd ca nie m ógł dać n araz strza łó w o b iem a rę k am i
do obu, d la te g o z a trz y m a ł się, a b y b y ć pew niejszym w y n ik u i ro z
w ażał w ah ając się te b ard zo n ieb ez p iecz n e okoliczności. W tejże
chw ili w eszła je g o s ta ra m a tk a z k u c h n i do pokoju a niew ied ząc
0 zam y śle sy n a, c h w y ciła go za n o g i zatrw o żo n a i p rz eszk o d z iła
w w y k o n a n iu zam iaru. W m inucie lub jeszcze ry c h le j b y łb y p a d ł
s trz a ł,' a p an K le in żałuje jeszcze do dziś dnia, że nie sjbełnił
sw eg o o b m y ślan eg o zam iaru.
B ądź ja k b ąd ź b y ła to w każdym razie rzećz n a d e r śm iała
1 jed n o z n ajw ięk szy ch zuchw alstw b io rą c n a u w ag ę, że jeden
czło w iek so b ie sam em u p o zo staw io n y bez niczyjej pom ocy, w aży ł
się n a p rz e c iw sied m iu do b rze uzb ro jo n y m , w ściekło śm iały m i p i
ja n y m zbójcom *).
§■ 4-
.
T e g o sam eg o r. 1805 n a p a d ło p a n a zarząd cę K le in a znow u
p ięciu u zb ro jo n y c h zbójców , n ależ ący c h do pierw szej z g ra i; szli
oni w n o cy do W ę g ie r n a zim ow e leże, i zm usili go do w y d a n ia
fa łsz y w y ch św iad ectw **), p rz y ło ż y w sz y n a b ite p is to le ty i g rożąc
zabiciem .
W czasie w y g o to w y w a n ia ty c h św iad e ctw w y ra żali się z b ó jc y / '
że ; jeżeli nie b ę d ą n a p is a n e p o ich m yśli, n ajp iérw szeg o p a n a za
rz ąd cę p o d p alą, a . p o tem zgładzą... P a n zarząd ca K le in (k tó re m u
ś m ie rte ln y p o t tw a rz zrosił) m u siał uledz tej srogiej k o n ieczności
i w y d a ć p o d ich n ac isk ie m św iad ectw a, ja k ic h od n ieg o w y m a
g ali. N ależy dodać, że o w y ch pięciu zbójców , id ący ch n a zim ow e
leże nie b y ło u b ra n y c h po zbójecku, ale- w zw y k łe g ó ra ls k ie szaty.:
M ieli jeszcze k ilk a strzelb przy sobie dla bezpieczeństw a,..
p o n iew ąz/.b ez n ich nie: w ycisnęliby- zapew nie św iad e ctw od p a n a
.
Nie byłoby sk utecznie 'chcieć.- .nożem we śn ie tych zbójców p rz e b i
ja ć , poniew aż t a k silnych, zwiężlych ' i .k o ścisty ch ludzi nie zabiłby je d e n
cios, a m usiałby -być wymierzony szybko, aby innym nić dać się ocknąć.
M akow ca domieszać , do n apo ju było niepodobna, bo uie-uie pili, czego
wpierw inni ludzie nie skosztowali.
**) Z / t e j g ro m ad y liczącej, 7 ludzi n apisałem tylko . pięciu . zbójom
św iadectwa ; dwaj p raw d op od ob nie Z akopianie zimowali \v lasach oraw skich,
gdzie się.: żywili zw ierzyną i k r a d z ie ż ą aż do przyszłego lata. C hłopi orawscy
w spierali tych p rzestępców z bojaźni, aby ich nie podpalili, co też dość
często się zdarzało.
—
246 —
za rzą d cy K le in a , k tó ry czuł k u nim o g ro m n ą zaw ziętość. O w y
d a n iu ty c h św iad e ctw d o n ió sł p a n zarząd ca K le in do są d u no w o
ta rs k ie g o i o trz y m a ł n a to n a s tę p u ją c e p o św iad czen ie.
E x Offo.
In
C r i m i n a .
Q uod D o m in u s F ra n c is c u s K le in in sp e c to r m o leatu rae K o ścielisk en sis de a g g re ssio n e p e r q u in q u é p ra e d o n e s in M ense
A u g u s t 1805 eid em illa ta a d h u jatem P ra e fe c tu ra m n o titia m ded erit, ad e o q u e p e r id non solum se virum om ni lau d e dig n issim u m
esse c o m p ro b a v erit, v eru m etiam an sam ap p re h e n d e n d o ru m ex
his 5 d u o ru m p ra ed o n u m d ed e rit, qui in m en se S e p te m b ri 1805
in q u isiti iu d ic ia lite r re c o g n o v e ru n t eundem D om inum K le in p e r
eosdem a d d ic ta n d a falsa ipsis tarnen in se rv ie n tia a tte s ta ta nim is
co actu m fu isse, h isce officiosa p ro fu tu ra eiu sd em n efo rs n e c e s sa
ria le g itim a tio n e sit co n testatio .
D a tu m in Ju risd ic tio n e Ju d ic ia li m ix ta e p o litic a e Ca ali N eofo rien si.
N eo fo ri die 20. N o v e m b ris 1805.
Andreas Grotkowski.
J u d e x C ivilis et P o litic.
§• 5-
R o k u 1809 z g ra ja złożona z siedm iu ludzi*) p o d słu c h iw a ła
p rzez o k n o p a n a zarząd cę K le in a m iędzy 11 a 12 g o d zin ą w no cy ,
p o d cz as g d y o b ra c h o w y w a ł k o sz ta p o d ró ż y i p rzeliczał d w a t y
siące zło ty ch re ń sk ic h , k tó re o d e b ra ł z O raw y za d o staw io n e
tam że żelazo. P a n zarząd ca zo b aczy w szy ty c h ludzi, s k ra d a ją c y c h
się po p o d ok n a, z g a sił św iecę, z g a rn ą ł p ien iąd z e do p a p ie ru , rz u
cił je k u drzw iom , zk ą d p o d ję ła ta k o w e s ta ra je g o m a tk a i w y
rz u c iła przez o k n o do k u ch n i.
W chw ili, sk o ro zbójcy d rzw i w y ła m a li i w eszli do po k o ju ,
św ieca p a liła się ja k p rz ed tem , a p a n zarzą d ca sied zia ł p rz y s to le ;
ja k p o p rzed n io . P ie rw sz e p y ta n ie , jak ie zbójcy zadali, b y ło d la
czego p a n z a rz ą d c a z g a sił św iecę i g d zie p ien iąd z e, k tó re liczy ł ?
N a to on im o d rzekł, że z g a sił św iecę m im ow oli p rz y czyszczeniu
jej, a to się zd arza ta k często. P ie n ię d z y zaś ża d n y ch nie liczył,
lecz ty lk o p rz e g lą d a ł p a p ie ry , re c e p ty , ra c h u n k i (k tó re jeszcze
*) J e d e n z tych zbójców u w iódł k o bietę i k azał sobie
ctwo, ja k o b y to b yła je g o żona.
w ydać św iad e
— 247 —
teraz leżą n a stole). A le zb ó jcy nie b y li ta k g łu p i, a b y u w ierzy ć
ty m słow om w ięcej niż w łasn y m oczom . D o sy ć że p ie n ię d z y n ie
b yło. R o zju szen i tem p rz e sz u k a li sto ły , k u fry , łóżka, w szy stk o
z n ich po w y rzu cali, a nic nie zn alazłszy , zm usili p a n a zarządcę
i jeg o m a tk ę do p o d d a n ia się rew izy i ; nie zn a la złszy zaś i p rz y
nich pieniędzy, poczęli n a o stro kląć, sro ż y ć się i g'rozié. P o w o li
je d n a k u łag o d ził ich p a n zarząd ca dw iem a flaszkam i rosolisu,
k tó re p rzy w ió zł z O ra w y i p ieczenią. S koiiczyło się n a tem , że
n a p am iątk ę, iż zostali o k p ien i i zw iedzeni, strz e lili n a d ru g i dzień
p rzez o k n o do d rzw i od pokoju, ro zd ali w ó d k ę i w ino pom iędzy
ro b o tn ik ó w , n ie licząc teg o , co sam i b y li ro zlali i w ypili.
N ależało się w ięc jeszcze cieszyć, m im o, że szkody b y ły
w ielk ie, g d y ż ty m sposobem u ra to w a n e z o sta ły 2.000 zł. i życie
zarząd cy ! R o zw ścieczo n ą bow iem tłu szczę zbójecką, n a w y k łą do
k ra d z ie ż y , ra b u n k u i m ordu, m oże d ro b n o stk a pobudzić do zbrodni*).
§. 6 .
R o k u 1806 n a p a d ła ta sam a tłu szcza K u ź n ic e za k o p ia ń sk ie,
w ła m a ła się do p ro ch o w n i, w y d o b y ła znaczn ą ilość pro ch u , a r e
sztę ro z rzu c iła lu b rozdzieliła m ięd zy sw oich stro n n ik ó w . P ili
i ta ń c z y li p ra w ie d w a dni w k arczm ie, ta k d łu g o p o k ą d starczy ło
w ódki. G d y zaś g'ospodarzow i w ó d k i p rz y b ra k ło , zap łaco n o m u
n o g ą w g rzb iet.
§• 7-
R o k u 1810 n ap a d ło ośm iu zbójów sz y c h ta rz a z a k o p ia ń sk ie g o
p a n a F ra n c is z k a V a lie ra p o d czas w ieczerzy. P rz e d e w sz y stk ie m
o to czy li zło czy ń cy z n a b ite m i i w y m ierzo n em i strz e lb a m i ro b o tn i
ków , p ra c u ją c y c h p rz y w ielkim p iecu i za straszy li ich ty m sp o so
bem . D w u zbójów u trz y m y w a ło stra ż p rz e d dom em sz y c h ta rz a
i p o jm ało stró ża. D w aj w eszli do po k o ju p a n a V aliera, k tó ry ja d ł
w ieczerzę i żą d ali p ien ięd z y , p rz y ło ż y w szy p is to le ty do je g o p iersi.
P a n V a lte r w sk u te k ta k n a g łe g o i n iesp o d zia n eg o n a p a d u
o n iem iał, o słu p ia ł i do te g o s to p n ia s tra c ił gło w ę, że nie m ó g ł
u żyć an i b ro n i, an i innych śro d k ó w ra tu n k u .
*) K uźnice w K o ścieliskac h były blizlde zan iechan ia, zw łaszcza r. 1 8 0 5
gdy mieszkało w nich ledwo k ilk u ro botników . L u dzie ci prz ew aż n ie nie
p o b ie r a ją c y płacy, zadłużeni, zubożali, bojaźliw i i oddani pijań stw u , nie
m ają c nic do s trace n ia, cieszyli się więcej z p rzyb ycia gości z T a tr , niż
gości z k ra ju , ponieważ z pierwszymi razem tańczyli, pili i je d l i! Z ich
więc stro n y nie m iał co liczyć n a pomoc p an z a rz ą d c a w w ygubieniu i p o j
maniu owych złoczyńców.
A n io ł stró ż z n a b ite m i p isto le ta m i n ie o d stę p o w a ł g o a n i n a
k ro k , dw aj zaś zbójcy rozbili k a s ę i w y d o b y li z niej sum ę
6.500 zł., co ra zem z u b ra n ie m , z e g a rk a m i i innym i; sp rz ętam i
dom ow ym i u czy n iło szk o d ę n a 7.000 zło ty ch reńskich...
§.
8.
C hęć łu p ieży i m o rd u u ty c h zbójów nie w y w ie ra ła się ty lk o
n a lu d ziach zaję ty ch w K u ź n ic ach , lecz niem niej i n a sp o k o jn y ch
m ieszk a ń cac h d alszy ch m iejscow ości. Zam iast., w ielu p rz y p a d k ó w
p rz y w io d ę ty lk o k ilk a , k tó re d o statec zn ie p o k a z u ją zu chw alstw o
ty c h zb ro d n ia rzy .
W r. 1813 w p aź d ziern ik u n a p a d li zbóje w sam y m śro d k u
w si S zaflary, m ieszk a ją ceg o tam re w iz o ra ob Wódo weg'O . p a n a
N o tte ra . P o n ie w aż dom b y ł za b ezp ieczo n y p rz eciw p o d o b n y m n a
p a d o m a zbóje nie m ogli się w edrzeć ani drzw iąm i ani in n ą
d ro g ą , u siło w ali zatem w ta rg n ą ć p rzez okno. L ecz p a n re w iz o r
w z b ra n ia ł im i tu p rz y s tę p u szablą»; R o zw ścieczen i tém rzucili się
n a ń i z ra n ili go w lew e ram ię. N a w e t w ty m sta n ie n ie b e z p ie
cznym ; b ro n ił się p a n re w iz o r ta k d łu g o , aż .św itający dzień- o d
p ęd ził zło czy ń có w *).
; J :Ć.
§■ 9-
, C
i
R . 1809 d n ia 7. lip ca n a p a d li zbójcy w n o cy w e w si C ichem
p o d C zarn y m D u najcem n a zam ożnego w ie śn ia k a T o m asza T y lk ę .
’M ęż a i żonę ro z e b ra li do n a g a , zw iązali im rę c e i n ogi, n a stę p n ie
p a rz y li ich g o rą c e m sm alcem i rozżarzonem żelazem , po całem
ciele, chcąc, tem i m ę k a m i zm usić jich doj; W yjaw ienia, g d zie są
schowane., p ien iąd z e 67).
P odczas zw ied zan ia T a tr przez J. K. hr. G-oes’a, g u b e rn a to ra
G al і су i w r. 1811, p rz e d sta w ili m u ty c h ludzi, j eg o L k sc e lc n c y a
. i o rsz ak je g o dziw ili się za cięto ści i w y trz y m a ło śc i .-ich n a m ęki i
C ałe b o w iem ich c ia ło Od stó p do g ło w y p o d o b n ę b y ło do m arm u rk o w a n eg o słu p a lu b do m ap y z cz erw o ń em i g ra n ic a m i **)..
*) Każdy uczciwy ; i oszczędny człowiek, który na starość uzbierał
trochę grosza, :był vv. tych nieśżcźęsnych czasach wojennych istotnie niepe
wny mienia i życia! Owi złoczyńcy mieli szpiegów celem wywiad/wania się
o cudzych .pieniądzach i majątku.
.
**) Tych dwojé. wśród mąk ták' dzielnie wytrwało w swoim zamiarze,
żó mimo katowania nie wydali miejsca ukrytych pieniędzy, oprócz 20 zło
tych reńskich monety kohwëncyjhejj .schowanych w worku z owsem.
— 249 §• I0 Ci zb ro d n ia rze b y li ta k d alece bezczelni i do szaleń stw a zu
chw ali, że n a k a z a li n o w o tarsk ie m u c. k. rząd cy k a m e ra ln e m u
p an u R e m ie r’ow i trzy m a ć w p o g o to w iu p ien iąd z e ce sa rsk ie , po
k tó re o b ieca li się zgdosić w ja s n y dzień*).
'W sk u tek te g o o św iad czen ia zbójców i a b y ra z k re s położyć
b e z k a rn ie uchodzącym zuchw alstw om i. zabójstw om , zapro w ad zo n o
sąd w o jen n y , a dla ujęcia' ty c h złoczyńców p rz en iesio n o tu taj
k o m e n d ę k ira sy ę ró w lo ta ry n g s k ic h i p ie c h o ty au g sb u rsk ie j.
T e d o b itn e śro d k i za p ro w ad z iły w p ra w d z ie bezp ieczeń stw o
o g ó ln e, ale ty lk o ’ na czas k ró tk i. Z odejściem wojska, zajęli znow u
zło czy ń cy sw oje daw ne sch ro n isk o , to je s t T a try .
D o p iero z n astan ie m pokoju za p an o w a ło bezpieczeństw o
w o k o licy tatrzań sk iej. Z ab rak ło te ra z zbiegów przëçi poborom
i z w ojska, a tem sam em i zbójców ,
1 .' , . .
.Ilość w szy stk ich złoczyńców pojm anych od r. 1803 do 1817
jeki>um ięszczona na o statn iej k a rtc e ®8).
'
■
W łaściw o ści zbójników 69).
W n ieszczęsnych czasach w o jen n y ch b y ły T a tr y sćłironi-.
skiern w szy stk ich zbiegów , u ciek a jący c h z w ojska, złodziei, ło tró w ,
i nicponiów ! L iczne jam y , po d ziem n e ja s k in ie , g łę b o k ie doliti y ,
g ę s ta k o so d rz ew in a, la s y ro z le g łe w szerz i wzdłuż, sty k a ją c e się
ż lasam i w ę g ie rsk im i,-.u tru d n ia ły zasad zk i i p o c h w y ta n ie tý c h
ro z m a ity c h złoczyńców , k tó rz y s ta w a li ślę p rz e z lo coraz śm ielsi
i rtatäŕczy w.Si ľ D aw n iejsi m ieszk a ń cy ;tych g ó r, to. je s t zbójcy,
p rzew o d zą w szy stk im złodziejom i. zbiegóm . ’ Z pośród' nich z a c ią
g a ją do sw y c h z g ra i „ to w a rz y sz y “ .; tyclg- k tó rz y się' nie .dają za
ciąg n ą ć, m ocno obijają i ja k o w rogów z : g ó r w y p ę d zają. Często
ślę,
' --«T'----}
’
Wodca
u ciekać
m łodszy, : k)
trzy m a .. W
p o g o d ę ' ćw iczą
się-
— 250 —
w strzelan iu . P rochu i ołow iu p o siad ają dosyć. P ro c h k u p u ją
a k u le leją ze z ra b o w a n y c h ta le rz y . N ajniebezpieczniejsze b y ło to,
że g d ziek o lw ie k w padli, tam z n a b ite m i strzelbam i, k tó re im nie
raz w rę k a c h w y p a la ły , tań cz y li i d o k a z y w a li !
T a k w y d a rzy ło się raz u m nie w pokoju, g d z ie s trz e lb y poop ierali, a trz y z nich w strz ą śn ię te sk o k am i i tań ca m i u p a d ły
i ró w n o cześn ie w y p a liły . Ś la d y te g o zd a rze n ia w id a ć w m ieszk a
n iu b y łe g o rz ą d c y w K o śc ie lisk a c h p a n a K le in a .
Zbóje ci n ie p o zw alają n a siebie p atrz eć, a tem m niej z a g lą
d ać sobie w tw arz. N ie znoszą oni sło w a lub m ian a „ z b ó j n i c y “,
k a ż ą n azy w ać się „ c h ł o p c y “ 70).
N a b ra k ja d ła lub nap o ju n ie m ogli się sk arży ć. Ż yw ili się
serem i m ięsem . N a szałasie, d o k ąd p rzy szli, za rzy n a li n ajtłu ściej
sze ow ce, dzielili je n a dw oje i ze w szy stk iem to jest z w ą tro b ą ,
p łu cam i i ład n ie o p łu k a n e m i jelitam i w arzyli w k o tle * ). M ięso
ta k p rz y sp o so b io n e zw ali z b ó j n i c k i e m m i ę s e m . R o so łu m ało
jedli, lecz sm aro w ąli nim rzem ien ie lub koszule. G d y b y li ro z w e
seleni, dzielili się n ieraz m ięsem z ju h asam i, lecz ci m usieli im za
to p o słu g iw a ć i słu c h a ć ich rozkazów .
Im io n sw o ich c h iz e s tn y c h nie dochow yw ali, w m iejsce teg-o
o trzy m y w a ł k a ż d y im ię stosow nie do b u d o w y c iała i sk ło n n o ści. S il
n eg o i g ru b e g o zw ali zw y k le K u b ą , sła b sz e g o M a ć k i e m , w y
so k ieg o , • w ielk ieg o B a r t k i e m , m ałeg o J ę d r k i e m, śre d n ie g o
J ó z k i e m , bojaźliw ego J a c k i e m . Z d a tn e g o i rozu m n eg o zw ali
J a n k i e m ; to im ię też zazw yczaj no sił h a rn a ś 71).
P ra w d ę o w ych czynów m og'ą p o św iad c zy ć ży jąc y dotąd
jeszcze ludzie, k tó rz y n iera z p rz y g lą d a li się ty m zd arzen io m . R ó
w nież św iad czą o tem k ry m in a ln e a k ta w iśn ick ie, w y ro k i sąd o w e
i lis ty p o ch w aln e, k tó re d o sta ł p a n B lu m e n feld za g o rliw o ść
w ścig an iu ty c h b a n d zb ó jn ick ich z najw yższej k ą n c e ła ry i d w o r
skiej z d n ia 23. m arc a 1815 ro k u p o d liczb ą 4.400 72).
OBJAŚNIENIA.
T r e ś ć opisu g ó ra li ta trz a ń s k ic h w ym aga w wielu miejscach objaśnień.
P oniew aż w samym opisie już z n a jd u ją się r o z m a it e przypisy, więc aby nie
z acierać znam ion pierwow zoru, moje o b jaś n ien ia zbieram osobno. O dn ośn iki
*) Mięso to gotowali w slodkiem mleku i na dwie owce daw ali do
m lek a po pół k w a rty m asła ; ju ż po godzinie było mięso d o b rze m iękkie
i m iało słodkawy p rzyjem ny smak.
— 251 —
znaczone liczbami p o rządk ow em i w skazują, do ja k ic h ustępów opisu się
stosują.
Uważałem za konieczne w o bjaśnieniach uw zględnić wszystkie te m ie j
sca opisu, gdzie albo je s t widoczna o m y łka auto ra, albo złe spostrzeżenie,
dalej gdzie dzisiejszy sta n rzeczy je s t od m ienny, lub też wymaga sa m a rzecz
ro z s z e rz e n ia i d odatku. Również obchodzą mnie w y ra zy wzięte z narzec za
g órali ta trza ń s k ich , k tó ry ch a u to r użył śró d opisu, a k tó r e wszystkie o d
znaczyłem osobno. W n iek tó ry ch miejscach o k a z a ła się p otrze ba, mimo że
a u to r odpowiedniego w yrazu z n a rz e c z a nie podał, w prow adzenia takowego.
P o niew aż d zisiaj ju ż wiele wyrazów n a rze cza p od ha lańsk ieg o weszło do ogól
nego ję z y k a naszego (że wspomnę halę, tu rn ię, wierch, u płaz i t. d.), nie
zachodzi p o tr z e b a ob jaśn ienia w szystkich wyrazów narzeczow ych, chyba że
sp o s trz e g a m nie d ość ścisłe określenie zn aczenia u piszących o T a tr a c h , to
wówczas objaśniam wedle mego ro zu m ien ia najściślej.
P o za tem w szystk ie n iezro zum iałe wyrazy n arzeczow e m ają wytłómaczenie znaczenia.
W n ie k tó ry c h miejscach z aw a rto ś ć opisu należało rozszerzyć, aby go
uczynić zrozum ialszym . Również n ieraz mogłem o rzeczy zajm ującej przez
au to r a k r ó t k o w spomnianej, d o dać z własnej wiadomości dopełnienie. Osnowę
do tego d a ły mi spostrzeżenia, zbieran e od daw na z u st lu d u ta trz a ń s k ie g o ,
k t ó r e kiedyś m am z a m ia r ogłosić.
W ob jaśnieniach używam wyrazów góral, góralski, w znaczeniu li tylko
p olskich g ó rali ta t r z a ń s k i c h czyli Pod halanó w .
1) A u t o r w całej p racy nie używa nazwy T a t r , z w yjątkiem coś je d y
nego miejsca, a zam iast tego pisze K a rp a ty . P oniew aż j e s t to błędnie i może
n aw et b ałam u cić, więc wszędzie zmieniłem miano owo na właściwe. Użycie
K a r p a t w miejsce T a t r pochodzi ztąd, źe daw niejsi auto ro w ie piszący o ty ch
g ó ra c h , a odnosi się to p rzedew szystk iem do cudzoziemców, unikali w łaści
wej nazwy T a tr , mało znanej, podczas gdy miano K a r p a t p r z e k a z a n e ju ż
przez s ta ro ż y tn y c h pisarzy (P tolem eus) było ogólnie rozpow szechnione. C z ło
w iek w ykształcony w czasach daw niejszych uw ażał za więcej uczone nazwy,
dla k tó r y c h m oż na było w ykazać źród ła pow ag s taro ży tn y c h geografów, niż
przez w iska miejscowe ludowe, p och o d zą ce od „nikczem nego g m i n u “ . Dopiero
w naszych cz asach wydobyły się na w ierzch isto tne nazwy, b ędące w łasnością
odw ieczną ludu, a p r z e k a z a n ą mu od przodków. N azw a T a t r od zysk ała swoje
p ra w a , K a r p a ty pozo stały nazw iskiem książkowera, ogólnem dla całego u k ła d u
gó rskieg o, do któ rego i T a t r y należą.
2) Do czyszczenia zębów używ ają is to tn ie gó rale żywicy, wyciekającej
z ro s n ący ch świerków, mianowicie żywicy b arw y różow aw ej, dosyć gęstej,
k tó rej p o sz u k u ją pilnie po lasach. Ż u ją j ą zw łaszcza p a sterze. Żywica n a
zywa się u nich s m o ł ą .
3) K apelu sze w o statn ich k ilk u d ziesięciu lata ch zmieniły się znacznie.
Dawniej k a p elu s ze miewały sk rz y d ła małe, p rzeciw nie dzisiejsze odzn acz ają
się sk rzy dłam i wielkiemi. Jeszcze na fotografiach dawniejszych z l a t około
ro k u 60 widać te w ązk oskrzy dłe „ k ło b u k i“ .
N a ka p e lu s z a c h noszą gó rale najczęściej „ k o s t k i “ czyli właściwie m u
szelki d ro b n e (C y p ra e a m o n eta), k tó r e sami sobie sp ro w a d z a ją z n a d m o r z a
ad ry a ty ck ieg o . P rz e k u p n i e ta k ic h k o s te k o b ra b ia ją muszelki na k a m ie n ia c h
śc ie ra ją c w ypukłość ta k , że n a stę p n ie p o w stają o tw ork i, prze z k t ó r e d a d z ą
się ko stki n aniza ć na barw ny, zazwyczaj czerwony, p o w rózeczek wełniany.
«
— 252 T a k n anizan e p rzyszyw ają na tle wązkiego p a s k a rzem ien neg o czarn ego lub
czerwonego. Im d robniejsze k o stk i, tem droższe, bo więcej ich wyjdzie, niż
grubszych. Oprócz k o s t e k noszą też n a k apeluszach, choć rzad k o , w stążki
czerw one, zielone, lub łańcuszki, ostatn ie ju h a s i, k tó r z y wogóle lu b u ją się
w łań cusz kac h, więc m iew ają je u fajeczek, sp in ek , przetycz ek do fajki.
Z a p rz e p a s k ę u k a p e lu s z a z a k ła d a ją chętnie p ió ra orle, sokole, c ie
trzewie, kogucie ; ju h a s i ro zm aite kw iaty halne lub k is tk i limbiny, dawniej
g a łą z k i cisowe (p o k ą d c i s praw ie zupełnie nie wyginął).
K o stk i noszone n a k ap e lu s zach p o ch o d zą od muszli porcelanowej
Gypraea moneta, żyjącej w morzu czerw onem i ind y jskie m . M uszla ta
w wielu miejscach, a przed ew szy stkiem w A fryce i u H indusów stanowi
p ie n ią d z zdawkowy. A nglicy sp ro w ad zają muszle owe z Cejlonu i B o m b aju
całem i beczkam i i ztą d wysyłają je do A fryki, gdzie nabyw ają za nie ro z
m aite płody ta m tejsze. P oniew aż b ardzo wielka ilość m uszelek przed s taw ia
n iezn a czn ą je d n o s tk ę wartości pieniężnej, więc dla u łatw ien ia w liczeniu
n iz a ją muszelki po sto na sznu rek i d o piero ta k ie wianki liczą. M uszla p o r
cela nowa zowie się też k a u r i w Afryce,, po m alajsk ú zaś b e y a, to z n a
czy p o d a te k *);’
; Z w aży w szy pochodzenie i znaczenie muszel porcelan ow y ch, tem bardziej
zadziwiać musi, sk ąd się wzięły u g ó rali ta trz a ń s k ic h . W idocz nie pochodzą
: ze wschodu a najpewniej z A d ry a ty k u , gdzie górale sprzedaw ali p łó tn o
zg rzeb ne swego w yrobu T u r k o m n a żagle, a za to dostawali muszelki nizane w wianki, k t ó r e n a stęp n ie stały się ozdobą k ap elu szy. W ę d r ó w k a ta
m uszelek je s t rzecz ą nadzw yczaj ciekawą..
O u h a bywa albo biała albo brązo w a B iałe n o szą gó rale najbliżej
T a tr , lecz i u nich ciemna cu ha u chodzi za więcej o d ś w ię tn ą ; bywa suto
.oz dab ia n a obszywkami z s u k n a czerw onego, złożonemi w ielekroć i zszyteini
. r a z e m i j e s t d ro ż s z a i ob szerniejsza niż biała. C uha ciem n a nazyw a się
w w ieku Х У І І . u gó rali p s t r a , dzisiaj c z a r n a . W s k a r g a c h g órali t a
trz a ń s k ic h na s ta ro s tę now otarskiego M ik o ła ja Komorowskiego, zanoszonych
do k ró la Z yg m u n ta I I I . około r. 1 6 3 0 , k tó ry ch odpis posiadam , znajduje
się n a stę p u ją c y u stęp O cu hach czyli guniach. „W ed ług , in w en tarza po d d a n i
winni byli gunie domowej i p ospolitej roboty, lubo białe lubo p stre , w t r z e
cim r o k u dawać, albo za k a ż d ą gro szy p ię ć d z ie s i ą t“ .
4)
J e s t tu mowa o to rb ie tak zwanej j u h a s k i e j , zrobionej
w pasy p op rz eczn e b ru n a tn e , od k tó re j po brzeg ach zwisają dosyć długie
fręzUi. W takiej to rb ie p a s i a t e j p rz y n o s z ą ju h a s i sęrk i owcze z szałasów
,
- ńąj sprze daż n a targi.
.V-У.
5) J a k in n y c h właściwości stroju, t a k też i spin ek co raz mniej noszą
.
.. górale. Jeżeli noszą, to już bez łań cuszk ów j a k dawniej. Oprócz,, łańcuszków
:.y nosili na szyi d r z e w i e j , p o s t a r o ś w i e ' c k u n an izan e na sznurki mosię: (iÆ v .... žne k u lk i tak zwane b r y m b u I c é , k tó r e łączyły się z ową spink ą n a pier.f.viA . ’. -siąeh, p rz e p i ę tą .trzp ien ie m przez ro z p ó r koszuli. Z am iast brymbulców nosili
; też g o ; i n b i c i e , to je s t szkiełk a ró ż n o b a r w n e , zdaje się k o ra lik i szklane, po: d o b ń ie n a n iz a n e , lecz w k ilk a rzędów , i połączone ze sp in k ą n a piersiach.
O g o m b icach dzisiaj j u ż zupełnie zapomnieli górale, m ożna tylko dowiedzieć
się, f e n azyw ają g o m b i c z k ą guzik. T a k słyszałem w polskiej wsi spiskiej,
- y-y.; ’ .
.Д-.
••
—;— .—
.y.
.
, ,
■■'
•
*) Szczegóły o miiszlach porcelanowych żtialeść można w enćyklopedyi nieД .mieckiej Spamera, w 'ż y c iu zwierząt Brehma, i t. p. .
;
w Ż arze. Po słowacku g o m b a, g o m b i č k a , g o m b i к znaczy guzik. Gombice opisuje Staszic w d zie le : „O ziem iorodztw ie K a r p a t ó w i innych gór
i rów nin P o ls k i" (w W ars zaw ie 1 8 1 5 , n a str. 1 1 9 ) w ten sp o só b : „N a
szyi gąbice (właściwie winno być. gombice, bo ta k wymawiają, gombiczki) ;
to je s t k ilk a n a śc ie sznurków szkiełek rozm aitych, okrągły ch, różnej w ielko
ści i różnej fa r b y ; czasem m ają o p ustk i z gęstych strzępów od góry i od
dołu, n a tk a n é tak o ż rozm aitem i szkiełkam i. T a k ie gąb ice spina p od b ro d ą
albo ja k i kam ień z dziurkam i, przez k tó r e p rz ecią g a n e sznurki, albo też
sp rzęg a m osiężna w czw o rog ran zm ienn ok ątn y robiona. Z po d tej suto k ilk a
łańcuchów m o siężny ch op ada mu na p iersi. P r z y tych wiszą czasem u dołu
kam y ki różnego kszta łtu, różnej farby i ro zm aity ch zabobonnych z n a c z e ń “ .
Z opisu tego widać, że is tniały naw et jak o w eś am ulety u górali.
6) P asó w nie no szą dzisiaj górale, jed yn ie starzy g ó ra le i bacowie
jeszcze je czasem przyw dziew ają. P a s t. zw. „ o p a s e k “ bywa b ard zo szeroki,
spięty na trz y do pięciu sprzączek, ozdobnych, mosiężnych.
7) W ła ta c h nieurodzajnych, j a k mówią „w płonę roki, zie, o s ia d łe “
ja d a li roz m a ite zioła, gałąz ki młode, k tó r e p rz y r z ą d z a li na p o traw ę zw aną
„w arm us“.
Do ta k ich ziół n ależ ą : p rze dew sz ystk iem km in młody, zwany w arm usem, od czego i inne zioła p rzy praw ion e podobnie zow ią się ta k samo ; d a
lej sz e z e rb a k -s c é rb o k - h o d ry k , młode pokrzyw y. „Kie są młode pokrzywy, to
je bars dobry warmus z t e g o “.
„ S c é rb o k — takie liście, po m łak ach ro s n ą , n a je s ie ń sc érbo k zostrze,
zesta rze się, d z iu b ie “.
„ H o d r y k = w owsie rośn ie, j a k się obstarze, listecki dziurawe, cérwone, p o tem ż ó ł t e “ .
„ W a rm u s na p o c ą tk u młody, potem km in z niego w y r a s t a “ . Z ie la te
n a warmus „zbierali, krążali, gotowili ze solą, m asłem lub s ł o n in ą “.
J a d a l i też młode szyszki świerkowe t. zw. m ajki, również młode g a
łą z k i świerkowe, cetynę.,
8) B a s i a k był to ty toń węgierski, przem y cany przez g ran ic ę celną
w T a tr a c h z W ęg ie r. Z a p rz e m y tn ik a m i b asiak u u gan iali się po T a tr a c h
s traż n ic y celni au stryaccy , zwani od górali „finan ce“ .
W iele o po w iadają o b itk ach „"financów“ z p rze m y tnik am i, k tó r e często
kończyły się śm ierteln ie. „ F i n a n c e “ m ieszkali w „ c z a r t a k a c h “ po wsiach
g ranicznych, j a k w Chochołowie, w Białce, a z ta m tą d u rz ąd zali wyprawy
w T a t r y same. F in a n c ó w lub filanców nazywali też h a b r y c a r z a m i, p o
nieważ ty to ń nazyw a się h a b r y k a ,
rów nież j o g r a m i, od J a g e r strzelec.
P alenie tyto niu j e s t b ard zo ro zpo w szech nion e u górali, już chłopcy
mali lu bią fajkę. N ajw ięcej sm akuje g óralom ta k zw ana z a p i e k a c z k a ,
to j e s t fajk a n ałożona tytoniem i z a g rz a n a w ogniu n a żarzący ch się
węglach.
9) K radzież u g ó rali w sto su n k u w zajem nym do n ich sam ych je s t
wogóle r z a d k ą .
M ieszk an ia i z ab ud ow a nia g o sp o d arsk ie sto ją otw orem ,
a o k radzieży by dła zupełnie nic nie słychać. Inaczej się je d n a k rzecz ma
w sto su nk u do obcych W y p raw y złodziejskie w d alsze okolice, j a k na S pisz,
L ip tó w i Orawę, urz ąd zali dawniej górale b ardzo chętnie. M iew ały one z a
k ró j zbójec ki lub czasem zwykły rabusiow ski. O właściwych z bójnikach b ę
dzie m ow a dalej.
—
254 —
10) T a k sam o j a k dawniej i obecnie m ieszczą n ie ra z g órale w izbie
m ieszkalnej w zimie, lecz tylko b y d lą tk a młode, a to z troskliwości o nie,
aby nie zmarzły. J e s t to zwyczaj nawet' u bogatych gazdów zachowywany.
11) S a d ł o ś w i s t a c z e po siad a nadzw y czajne własności lecznicze
w p rz e k o n a n iu górali. J e s t to cudowny lek p o m a gający w rozlicznych ch o
robach. U ż y w a ją go w ew nętrznie i zew nętrznie. P iją go ze sło d k ą ś m ie
ta n k ą , też w wódce, zew n ętrzn ie zaś s m a ru ją w ykonywując równocześnie
p o cie ra n ia w r o d z a ju m ięsien ia (m asow an ia) i to w c h o ro b ac h je lit, jam y
brzusznej, macicy. S k u tk u j e n a p rz y k ła d w „p rz ew ró c en iu j e l i t “ , w p r z e p u
klinac h, nazyw anych „ n a ru s z e n ie m “ , w „ m ą d r z e “ czyli ch o ro b ie macicy,
w „ o b e r w a n iu “ , w „ k r z y p o c i e “ czyli kaszlu, również w wielu innych s ł a b o
ściach, a n aw et m a odm ładzać.
D la p o z y sk a n ia sad la w ykopują św istaki p o g rą ż o n e w śnie zimowym
w połowie jesieni, k ied y już chłody i śniegi za p ę d z ą te zw ierzęta na leże.
Z a jm u ją c y się tcm rzem iosłem zowią się ś w i s z c z a r z a m i, a m ają wcale
dobry z a ro b e k , ponieważ św istaki są w cenie. N a jlep s ze sadło zyskuje się
ze ścian je l it i sieci jelitowej. T łuszcz to n nie tężeje, lecz po siad a gęstość
oliwy, a również b a rw ą je s t do niej podobny. Z a p a c h m a silnie woniejący,
k orzen ny , racze j roślinny niż zwierzęcy.
12J N i e t o t a i l i s z e z у k o r z e ń są to nazwy góralskie, wymienione
przez auto ra. N ie to ta j e s t to w idłak w roniec (L y cop od ium Selago L . ) ;
liszczy k o rz e ń , inaczej liszczak, liszczyniec je s t to o stró ż k a wyniosła (D el
ph inium elatum L .).
L iszczy k o r z e ń p iją z mlekiem n a „u słab ienie p i e r s i “ . Są jeszcze r o z
m aite in ne zio ła używane w cela ch leczniczych. L i t w o r e m , czyli arcy dzięglem le k a r s k im (A rch ang elica officinalis) ro s n ą c y m po dolinach t a t r z a ń
skich, m iano w icie jego korzeniem , k a d z ą w „ło żn ic y “ (tyfus) i. w innych
ciężkich ch orob ach izbę i sam ego chorego. P o d o b n ie g a łą z k a m i jałow ca obk a d z a ją . J a k i gdzieindziej w Polsce u lu d u p r z y k ł a d a ją liście bab ki (P l a n tag o) n a ran y , złam an ia i zw ichnięcia k ości o k ryw ają liśćmi żywokostu
(S ym p hy tum officinale L .), różę p ła tk a m i k w iatu ró ży i t. d.
13)
G o ś c i e c ma znaczenie nierów nie o bszerniejsze, niż w n auce
le k a r sk ie j, gdzie po p ro stu je s t nazw ą polsk ą reu m atyz m u . J e s tto uo sobienie
choroby .m ieszka jące w k ażdym człowieku, j a k b y gość niewidzialny, k tó r y
w razie nieodpow iedniego zachow ania się człowieka, w zględem niego objawia
się ch o ro b ą i to w p rzeró żn y sposób. K ażdy człowiek m a swego gościa,
, a n aw et podług żartobliw ych opow iadań strzelców1, ma go niedźwiedź, k tó r y
nietylko. z ła p ty lnich je s t p odobny do człowieka. Jeżeli nieodpow iedniem
postępowaniem gościec się „ s p r z e c iw i“ , wówczas n a ty c h m ia s t ujaw n ia się
d arciem po k ościach , chrostam i, k ołtun em . Gościec j e s t b ard zo grym aśny,
nie wiedzieć, co mu będzie nie na rę k ę . M o żn a n a p rz y k ła d zjeść ja b łk o ,
k ied y gościec tego nie w ymagał i ch o ro b a . gotowa. Albo n aw et dziw niejsza
p rzy czyn a r u s z y g o ś c i e c , ot po p ro s tu z a sk rzy p n ięc ie zm arzłego śniegu
w zimie p od nogami.
W okolicy T a t r isto tn ie gościec w znaczeniu ścisłem le k a r s k ie m n a
p o ty k a się stosunkowo dosyć licznie. Ze wszystkich chorób zd a rz a ją c y c h się
tu taj, gościec bywa najc z ę sts z ą słabością. U sp osob iają do teg o wpływy
zmiennego p o w ie tr z a górskiego, a również n a ra ż a n ie się ludu góralskiego n a
zmoknięcie, naziębienie, zm oczenie. A poniew aż w na stępstw ie gośćca wy
tw a rz a się n ieraz wada sercowa, wiodąca do niemocy b a rd z o uciążliwej
— 255 i śm iertelnej, nie dziw ota więc, że g ó ral nie obejm ujący z w iązku p rz y c z y n o
wego chorób, boi się siłą p o p ę d u tej słabości.
Powody objaw ienia się gośćca są w ielorakie, j a k . wspominałem. Mówią
g órale, że gościec się ru s zy ze zlęknienia, albo z dźw ignienia (czyli zerw iska, oberwiska, oberw ania się), albo ze zimy, to je s t z zaziębienia L e k a r k i
wiedzą, czy gościec tr z e b a leczyć, czy też nie, bo czasem leczenie gośćca
wychodzi jeszcze na g orsze („g ośćca nie d ał licyć, bo nie wiadomo, ja k
b e d z ie “). Innym razem należy koniecznie zawczasu wziąć się do leczenia,
w y raż ają się na p rzy k ła d o tem t a k : t r z a leczyć, bo j a k gościec długo nie
leczony, to j e s t p r z e t r z y m a n y , chory um iera, mówią, że za późno leczyć
zaczęli.
14j Baby le k a r k i m ają n aw et sławę daleką. P o s i a d a m list pisany ze
wsi z pod K ra k o w a do wójta w Z a k o p a n e m pro szą cy o p rzy słan ie kobiety,
k t ó r a „ u m i e . zażegnyw ać ró żne k o ł t u n y “ . L e k a r c e n a le ż y za trud y leczena
dobrze zapłacić, i to tyle, ile sobie dać każe, bo inaczej mogłaby c ho ro bia
wrócić. L e k a r k a leczy w rozm aity sposób, a praw ie zawsze z do k lad em d z i
wnych obrzędów, zam aw iań i podobnych zabobonów. P rz y c z y n a choroby
(e tyo log ia) je s t w skazów ką, j a k się m a j ą leczyć. T a sam a choroba może
być z. u ro k u rzu co n eg o przez kogoś, z p rzelęk nien ia, z oberw ania, z z a z i ę
bienia. L e k a r k a rzu ca „w ąglic ki do g a rc k a na w o d ę“ i żegna j e k o c iu b ą
w o p ak ; jeżeli u ro k , to węgielki id ą n a dno. W ó w c zas ch o ry m a się napić
owej wody z g a rc z k a „do trzeciego ra z u i w o p ak sie u t r z y ć “ .
Raz w lazł chłopu u ro k popod p iersi i wierci, wierci. P o ra d z iła mu
k o b ie ta l e k a r k a , . aby wszedł do kościoła w kap elu szu , a k to mu k ap elu sz
zdejmie, ten u r o k n a siebie odbierze. I t a k się też stało.
To znów n a gościec tr z e b a p rz y k ła d a ć na miejsce bolesne „ z ie m “
lub
„ k re to w iz n ę “ lub „próchno z pod podłogi od ściany, k t ó r e jeszcze nigdy
sło n k a nie w idziało“ .
L e k a r k a nad chorym odm aw ia „w opak p acierze, u żegn a w o p a k “ .
P ew n e g o g ó ra la o b ierała noga. L e k a r k a k azała mu „pilno szukać k r ó
lika, to je zają c a howaśnego, zagegłać go nożem pod g ard ło, a . z niego
wyjąć flaczki i butlochy na ra n ę , a przyłożyć nie sk u c in ą (sierścią ) ale
m iez dre m (w ew nętrzn ą s t r o n ą skóry, to je s t a n a to m ic z n ie : c o r i u m , w p o l
skim języku le k a r s k i m : ni i a z d r a ) .
N a p op arzo n e oczy r a d z i ła le k a r k a w ątrobę z wołu warzyć pod p r z y
kryciem , aby p a r a nie u c ie k ła ; p a r ę na oczy puścić i trzym ać.
L e k a r k i oprócz o dczyniania uroków n a k a z u ją jeszcze pić ro zm aite o d
w ary z ziół, tak że własny lub c u d zj mocz, zażywać ro zpuszczone sadło
św istacze lub sm arow ać się nim i t. d.
Lecznictwo własne ludowe o tacza g óral na dzw ycz ajn ą w iarą. U d a je się
do leka rza , d o k to r a medycyny, ale p rzecież w głębi duszy więcej on d o w ie
rz a tajemniczej babie. M iałem p rzyk ład , że pewien mój znajom y g ó ra l po
przyjaźni, chcąc mi d ać dowód swej życzliwości, u dzie lał mi ra d , j a k leczyć
ta k ą a t a k ą chorobę, bo mogło mi się to przydać, podług jego m n ie m a n ia ,
w mojej p r a k t y c e le k a r sk ie j.
15) A u to r sam N iem iec p a tr z ą c do tego n a nieokiełznany, wesoły lud,
lubiący się bawić, nie mógł wiele obrzędów weselnych po jąć i zżym a się n a
ich dzikość. Oczywiście, że wesele je s t wybornem polem do objawów weso
łości, pijatyki, j a k się wyraził g ó ra l pew ien „na weselu piją, je d z ą , b ie r ą
się za głowę, az ziem du dn i d z iw a ś k a “ . A u t o r opisał oczepiny czyli j a k
- 266 górale zpwią e z e p o w i n y . O d drużbów w y k u p u ją p a n n ę m ło d ą b ab y, k tó r e
j ą chcą czepić. P o te m goście w eselni ta ń c z ą z p a n n ą m ło d ą i d a ją za to
d la niej na talerz pieniądze. „ K to rzuci na ta lerz, to może w yzw yrtnąć raz
p a n n ę m łodą bez izbę, o na d z ię k u je : Bóg z a p ła ć “ .
1G) N a ogół b io r ą c górale są pobożni, zw łaszcza kobiety, k tó r e m a ją
naw et skłonność, do pewnego ro d zaju sekc iarstw a , ja k ta k zwane S i d z i n i a r k i , zwolenniczki g ro m ad n eg o z b ie ra n ia się w tow arzystw a p o b o ż n e ; na
zeb raniach odbyw ają się n auk i nabożne, a członkinie w sp ierają się n a w z a
jem naw et pieniężnie. Obecnie jedn ako w o ż ucichło o owych S idziniarka ch,
biorących po czątek ze wsi Sidziny w B eskidach. S id z in ia rk i n ależ ą zawsze
do najpobożniejszyćh parafianek, a tylk o w zm acniają jeszcze swoją p o b o
żność zebran iam i, właściwie więc nie są ż a d n ą , o so bn ą sek tą.
Mniej pobożni są górale, aniżeli g ó ra l k i i z d a r z a j ą się śró d nich,
zwłaszcza dawniej ta k o wiele częściej bywało, naw et bezbożni. S ta r y gó ral
nie dbał. czy będzie spoczywać n a poświęcanej ziemi, bo „czy na G iew on
cie, czy n a Pęksowym B rzeżku (nazw a miejsca, gdzie cm ętarz w Z a k o p a
nem) legnie, i ta k go tam P a n Bóg z n a jd z ie “ . O b ecm e je d n a k ju ż mało
tak ic h okazów dawnych czasów Po d h a la , m ających odrębny, własny pogląd
n a św iat i wiarę, a dzisiejszy góral j e s t pobożny, choć nie ta k j a k Ż m u
dzią. P o s t y zachowuje sta ra n n ie i p rz e s tr z e g a ich, aczkolwiek j e s t w drodze
hrb n a wycieczce w T a t r a c h (ja k prze w o d n ik z gośćm i zw iedzającymi T a try ) .
17) Is to tn ie p rz e s ą d y i zabobony są jeszcze b a rd zo powszechne, je d n a k
w porów naniu z daw niejszymi czasy osłabione.
C z a r o w n i c e s z k o d z ą ’ bydłu, istnieją przecież sposoby na nie, są
n a p rz y k ła d „zie la, aby krow y dojne mieć, aby czarownice nie szk o d z iły “ .
Z w łaszcza w życiu p a ste rsk ie m n a hali czary dużo znaczą. J e d e n b a c a może
drug iem u bacy „ p s u ć “ , „z d o le p rzy g n a ć mleko z jed n ej hale na dru g ą, abo
p o b a b ra ć m l e k o “ . Ale dośw iadczony b aca „ w ie“ , to „się nie d a “, ma sp o
soby na tak ie czary.
N a hali może też zaszk od zić p ł a n e t n i k , m ający władze n a d ch m u
ra m i i sprow adzający podług up od o b a n ia chm ury, deszcz, gromy. P ła u e tn ik iem bywa zw ykły człowiek, znający się n a c zarach tego r o d z a j u , a n ie
istota nad prz y ro d zo n a .
S ą też ro zm a ite duchy,
dziwożony, strzygi, ind zi-b aby (jędze), siodła
(siodło je s tto zmora d usząca we śnie), boginki, sm oki itd., o tych wszystkich
je d n a k już teraz mało słychać. „ T e ra z to ju ż ta k nie slychno o boginkach,
ja k p rz ó d z i e j“ — mówił mi s ta ry góral.
18j W iele pisano o uczuciach ludu gó ralskiego, za pom inając, że u c z u
cia n asa m p rz ó d s ą rz e c z ą ud o sk o n ale n ia istoty w ewnętrznej człowieka, i d ą
cej wespół z wyższem w ykształceniem , wychowaniem i cywilizaeyą, a dalej
że objawy uczuć s ą zupełnie ro z m a ite u lu du a u niełudu. J a k ie g o ś zd zicze
nia, z a tr a ty uczuć ogólnie bio rąc nie m ożna sp o s trz e g a ć u górali. W sto •
su n k u do rozw o ju duchowego, do poziomu cywilizacyjnego, u czucia g órali są
praw idłowe — tak , j a k u ogółu ludzi w g ra nic ach różn ic i właściwości
osobniczych. To co w -warstwach wyższych k ry je się pod po kry w k ą p r z y
zw oitości, tu ta j u jaw n ia się w po staci surowej. W ięc zd ań je d n o s te k , że j a k
ż o n a umrze, to przybędzie nowy k o łek n a krow ę w stajn i, nie powinno się
uogólniać.
Miłość rodziców do dzieci j e s t żywa, a objawów z an ie d b an ia czasem
dzieci pod względem zd row o tny m nie należy b ra ć n a k a r b nieczułości, j a k
-
257 -
raczej nieoświecenia. Mąż w prawdzie n a rz e k a żartobliwie na żonę, ale bez
p o ra d y „sw ojej“ nie weźmie się do większego przedsięw zięcia i jej oddaje
zarobek.
19J N iechęć
do służenia w wojsku je s t, a zw łaszcza była dawniej b a r
dzo znaczna. P o roz bio rz e Polski g órale nieprzyw ykli
do służby wojskowej,
i to jeszcze w obcem wojsku, uciekali g ro m ad n ie i tw orzyli zgraje zbójeckie.
P rz e d p o b o rem wojskowym s ta ra li się uchronić, u d ając chorobę. I ta k do
„ o d b ió r k i“ (poboru) „ b a b ra li się k re d ą namoczoną, pili siarkę, albo kw aśnicę ze s o l ą “ , z czego n ab ierali bladości lica. To w sadzali m okry groch
po za spodnie, k tó re są, ja k wiadomo, zupełnie o bcisłe; groch p ę c zn iejąc
w yciskał p ęch erze
i n a b rz m ie n ia na nogach, podobne do żylaków. Śpiewki
w y ra ż a ją niechęć
do wojska, n a p rzy k ład :
„C how ałaś mię matko, j a k pszeniczne ziarno,
T e ra z e ś mię dała cesarzow i d a rm o “ .
*
*
*
„C om się nauciekał, com się zimy nam arzł,
N ieszczęsny wojaczek za piecem mię z n a la z ł“ .
W wojsku tr a p ił a g ó ra la n iezm ierna
tylko mógł wracał z a raz do domu.
t ę s k n o ta
za góram i,
więc j a k
20)
H a l a j e s t to miejsce, k t ó r e da się spasać bydłem lub owcami.
D o k ą d owca się może w ydrapać, d o tąd sięga hala. Zazwyczaj h ale ro z c i ą
g a ją się p o n ad g ó rn ą g ra n ic ą lasów w k rainie kosodrzew iny i n aw et p on ad
nią. Poniew aż g óra l p a tr z y na T a t r y ze sta n o w isk a własnego u żytk u g osp o
darsk iego , więc ja k o n a pastw iska, p rz eto nazywa chętnie T a tr y w p ro st h a
lami. Pow iedzenie „idę do h a l “, znaczy idę do T a tr . W ogóle hale ro z c i ą
gają się n a stokach górskich i n a sam ych g rzb ietach, gdzie tr a w n i k p o k ry w a
góry, również w wysokich dolinach. Je d nak ow oż hala może ro z p o ś c ie ra ć się
na rów ninie n aw et pod T a tr a m i i może być wyjątkowo lasem, w którym
wolno p asa ć bydło. I ta k n a p rz y k ła d w Z ak o p a n e m p od reg lam i znachodzi
się le sista „hala K ru p ó w k i1-1. Przecież je s t to tylko prze nie sienie w yrazu
z pow odu po krew ieństw a znaczenia, źe h ala znaczy pastwisko, lecz wogóle
h ala j e s t miejscem gołem, traw iastem , do paszy zdatn ém . W obrębie hali
może jeszcze znajdow ać się p o l a n a , k t ó r a wchodzi w sk ła d hali, ale je s t
właściwie czemś innem. P o la n a n a sam p rzó d musi być ogrodzona, j e s t łąk ą,
k t ó r ą się kosi, a d o p ie ro p ote m byw a sp asaną.
Po lany w zasadzie z n a jd u ją się niżej, niż hale, to je s t już w krain ie
leśnej, wiec m ożna wogóle określić po lan ę ja k o łą k ę śró d leśną. Zwykle n a j
niższe miejsce hali, obejm ującej stoki doliny i samo zagłębienie doliny,
w najżyźniejszem miejscu p o sia d a o dgrodzoną polanę, to też nazwy h ali
i polany są te same. Na p rz y k ła d n a hali K on dratow ej je s t p o la n a Kondratow a.
O d hal w o b szernem znaczeniu obejm ującem T a tr y zowie się k r a i n a
na północ położona, za m ie sz k a n a przez gó rali polskich, P odhalem . G ranico
P o d h a la sięg ają do g ra n ic w ęgierskich w T a tr a c h i już północne okolice
T a t r , choć zam ieszkane też przez po lsk ich górali, j e d n a k w g ra n ic a c h wę-
17
— 258 —
gierslrich, nie n ależą do P o d h a l a ; je s t to S pisz *). P o d h a la n ie nazyw ają sie
bie góralam i, a mieszkańców P o ls k i n a rów ninach, czyli n a „ d o la c h “ —
L a ch am i.
Co się tyczy p o cho dzen ia wyrazu „ h a l a “ , przytoczę n astę p u jąc e szcze
góły. U sty k a ją c y c h się z po lskim i gó ralam i Słowaków w T a tra c h , hala
zowie się h o l a , wyraz b ardzo pow szechny n a całej Słowaczyźnie gó rzy stej.
O sadnicy niem ieccy na Spiszu zmienili ten wyraz, o ile p rz y d a r z a ł się
w nazw ach miejscowych gó r n a b rz m ie n ia : H o l e , H o l l , H ö h l c h e n (to
j e s t H o lk a ) . P o k rew n y z holą j e s t wyraz h o l i c a , w ystępujący b a rd zo czę
sto jako nazw a g ó rs k a w T a t r a c h p o ls k ic h i słowackich, na Słowaczyźnie
i w B eskidach. W P ie n in a c h zm ieniła się holica w g o l i c ę. Staszic, ów
pierw szy polski p o d ró żn ik po T a tr a c h , u d e rz o n y częstością nazwy holica,
naw et używ a jej w znaczeniu całego o bszaru doliny w opisie geograficznym
T a t r . Mówi o holicy Kołowej, Czarnej, Ż abiego, Bielskiej i t. d.
G ó rale polscy wymaw iają h á l a , zaś w liczbie mnogiej w d ru g im p r z y
p ad k u h ó l , n a p rz y k ła d „do h ó l “. W e wsiach sąsiad ują c y ch ze Słowakami
ju ż mówią w p rost h o l a . H a la je s t to więc h o l a czyli g o ł a . Ł ączen ie
hali z n iem ieckiem „ H a ld e “ **), ( k u p a kam ieni w yrzuconych p rz e d ko pa lnią ,
co u górników naszych nazyw a się h a ł d ą ) je s t nie u zasadn io ne.
W ję z y k u urzędow ym w p ow iatac h górzystych Galicyi używ any je s t
wyraz h a l i z n a , k tó r y oznacza p rz e s trz e n ie p o k ry te k a m ie n ia m i i zarosłe
z r z a d k a t r a w ą po g órach.
H a li o dp ow iad a w A lpach — die Alpe, Alp, Alm,
w B esk id ac h w scho
dnich p o ł o n i n a , to je s t p ł o n i n a , p ł o n ą z i e m i a .
21) K o r z e n i a r . z a m i n azy w ają ludzi, zbierają cy ch zioła i ko rzenie
lecznicze w T a tr a c h . Będzie o nich mowa później.
22) B a rd z o wa.źne szczegóły o d ro dze do M orskiego O ka podaje auto r.
Z n ich dow iadujem y się, k ied y d ro g ę po ra z pierwszy zrobiono.
23) W ów cza s czyniono w yprawy do T a t r w ten sposób, że powozem
pocztowym przyjeżd żano do Nowego T a r g u . Z t ą d w yruszano najętym wózk em gó ralsk im n a Biały D unajec, P o ro n in i Z a k o p a n e lub też n a C zarny
Diunajec, Chochołów, W itów do K ościelisk, a po zw iedzeniu doliny wracano
n a noc do leśniczów ki w B ukowinie, zkąd n a z a ju trz czyniono w yp raw ę wóz
k iem p rzez Głodówkę do M o r s k ie g o
O ka — i n a tem ko ń c z y ła się podróż
do T a t r . Owa sławna leśniczów ka wB ukowinie, o p isyw ana t a k
często d a
wniej, obecnie j e s t zw ykłą le ś n ia rk ą , w k tó r e j m ieszka leśny i utrzym u je
ta m ró w uocześnie k arczm ę. W tej leśniczówce bywali wszyscy d aw niejsi t u
r y ś c i ta trz a ń s c y , zapisyw ali tam swoje nazw iska, wiersze ro zm aite w książce.
T a m te ż m ieszkał K lein, gdy był leśniczym w Bukowinie. O dwiedził go
w r. 1 8 2 7 Sydow podczas swej
p o dróży po T a t r a c h i opisuje obrazy w i
szące na ścianach, p rzed s taw iają ce ro zm aite prz y g o d y ze zbójnikami, m o że
te, w k tó ry c h b r a ł u d z ia ł sam Klein.
*) S p i s z piszę w brew pisowni ogólnie przyjętej w naszym języku przez sz
n a końcu a nie ż, z pow odu że lud polski tak wym aw ia na Podhalu i n a sam ym
Spiszu. Przypadkow e podobieństw o z w yrazem „spiż“ naprow adziło na takąż piso
wnię, jed n ak najzupełniej m ylną W daw niejszych czasach, gdy Spisz n ależał do
Polski, nieraz pisano u nas S p i s z , rów nież język słowacki, a za nim i czeski
używ a jedynie postaci: Spiš. Z resztą i obce nazw y Spiszą popierają to : łacińskie
S c e p u s i a, m adź. S z é p e s, niem . Z i p s .
**) Słow nik geograficzny pod w yrazem : H a 1 a.
—
259 —
24) Do opisu M orskiego O k a do daję n astęp u jące uwagi. H a s a m p r z ó d
a u to r nazywa jozioro to „ d e r F isch see od er das so genannte M e erau g ( R y
bie), zaś g ó rn e jezio ro „ d e r schw arze S e e “ . Był czas, że usiłowali n i e k t ó
rz y piszący o T a t r a c h wprowadzić zmianę w powszechnem n azyw aniu o b u
tych jezior. Chcieli oni gó rne jezioro nazw ać M orskiem Okiem, a dolne
Rybiem Jeziorem , mieniąc nazwę Czarnego Stawu zupełnie mylną. J e d n a k o
woż najdo kład niejsze p o szukiw ania moje śró d ludu, j a k również we w sz y st
kich najdaw nie jszych źród łach, ogłoszonych opisach i p o zo stający ch w r ę k o
pisie, w ak ta c h urzędow ych, w ykazały niezbicie, że dolne jezioro nazyw a
się od p ocz ątk u R y b i Staw albo R ybie, zaś górne C zarny Staw. D r u g ą
nazw ą Rybiego Staw u je s t M o rsk ie Oko, ale właściwie nazw ą dodatkow ą,
p ozo stałą z czasów ty ch, gdy w szystkie j e z i o ra ta trz a ń s k ie zwały się „m orskiemi o k a m i“ . W miarę, gdy z biegiem czasu prz yb iera ły owe „m orskie
o k a “ nazwy szczegółowe, ginęły daw ne ogólne m ian a, aż zaginęły zupełnie,
po zostaw iając ślad jed y n ie w dodatkow ej nazw ie Rybiego Staw u. Dawniej
dolne jez io ro razem z g ó rne m było M o rskiem Okiem , d la o dró żn ien ia dolne
większe zwało się „ W ie lk ie M o rsk ie O k o “ , a g órne mniejsze „M ałe M o rskie
O k o “ . Ślad tego pozo stał jeszcze w tem, że osadnicy niemieccy ze S piszą
owo g ó rn e jezioro d o tąd zowią M orskiem Okiem (M eeraug e), a dolne znowu
n azy w a ją P o la c y M o rsk iem Okiem. O statecznie dzisiaj dolne je z i o ro nazywa
się „ R y b i e “*', dodatko w o „M orskie O k o “, a g órne zaw sze tylko „ C z a rn y
S ta w “ . Goście nasłuchawszy się od d zieck a o sławnem M o rskiem Oku, nazy
w ają ch ętn iej ta k to jezio ro, aniżeli Rybie. G ó ra le przecież zowią dolne
je z io ro zazwyczaj „ R y b ie “ , tak mówią o niem między sobą (s k ą d id z iec ie?
od R ybiego...), ty lko w stosunku z gośćmi zachow ując nazw ę M orskiego Oka.
A u to r' też w yraża s ię : Rybie albo t a k zwane M o rsk ie O ko i p o p ie r a
te m b a rd z ie j powyższe wywody *).
W ręko piśm ienn ym opisie T a tr , będącym właściwie p rzew o dn ikiem
pro w adzący m do u k ry ty c h w T a t r a c h skarbów, k tó reg o mi u d zielił śp. Żego ta P au li, wyraźnie znachodzi się ustęp : „Rybi Staw, insi n a z y w a ją M o r
skie Oko, in ni B iały S t a w “ — „n ad nim... Je z io ro C z a r n e “ .
25) A u to r umieszcza k rzyż postawiony przez b is k u p a ty nieckiego Z ieg lera nad M orskiem Okiem , opisując dok ładn ie jego położenie. Dzisiaj je d n a k
ów k rzy ż z re s z tk a m i napisu znachodzi się n ad C zarnym Stawem. M y łką to
p rz e c ie ż nie j e s t z tego powodu, że w wielu innych opisach wyraźnie wy
m ien iają k rz y ż ów nad M orsk iem O kiem . W idocznie więc k rzyż ten p r z e
nie sio n y z o sta ł z p ierw o tneg o m iejsca n a d M o rskiem Okiem n a in ne wyższe
stanow isko, to je s t na b rzeg C zarnego Staw u. O k rzy żu biskupa tego nad
M o r sk ie m Okiem piszą S yd o w * * ), A m bro ży G rab o w s k i* * * ), Ś w iętop ełk b r a t
Ż e g o ty P a u le g o , „G alicya w o b r a z a c h “ ****)_
*) O nazw ie Morskiego Oka p isał mój ojciec dow odząc tak sam o. Porów naj :
W alery E ljasz. O nazw ie Morskiego Oka w T atrach. Pam iętnik Tow. T atrz.
R. 1884 T. IX. Tenże U eber die Benennung des T atrasees „M eerauge“ J a h rb .
d. Ungar. K arpathen-Y ereines X. 1883.
**) Sydow. Bem erkungen auf einer Reise im Ja h re 1827 durch die B eski
den... nach den C entral-K arpathen 1830 (na str. 233).
**■*) Ambroży G rabowski. Morskie Oko i Czarny Staw w T atrach, ro z
dział X. dzieła je g o : „K raków i J e g o okolice11. W ydanie drugie. Kraków 1830.
****) W rękopisach po Żegocie P aulim zapisanych W ład. W isłockiem u,
kustoszow i biblioteki Jagiellońskiej, a przez tegoż ofiarow anych bibliotece, znaj-
— 260 —
N ajd ok ładn iej opow iada o stanow isku k rz y ż a A m broży G rabow ski,
a mianowicie p is z e : „N a grobli n a tu r a ln e j , opasującej M orsk ie Oko od
strony północnej, wznosi się p ir a m i d a z g r a n i tu , w ksz tałcie głowy cu k ru ,
o k r y t a k rz a k a m i borów ki (Y accinium m yrtillu s). N a szczycie jej postawiono
z rozk azu X . Z ie g le ra , bisk u p a tynieckiego, k rz y ż z n a p is e m :
H ic non p lu s u ltra , non supra,
N isi in cruce D., N. J, Chr.
Is tn ie je n aw et inny opis, k tó r y objaśnia widok M o rskieg o Oka i owego
k rz y ż a . Mianowicie w „P rz y ja c ie lu L u d u “ L eszn eń skim z r. 1 8 4 2 * ) c zy
tam y, że p o n a d sch roniskiem dla gości odw iedzających M o rsk ie Oko stoi
„w oddali chylący się k rz y ż i po m n ik T aaffeg o“ . W y o b ra ż a też to d o k ła
dnie ry s u n e k . W opisie mieści się je d n a k w dalszym ciąg u w zm ian k a , że
po nad C za rny m Stawem j e s t wprawiony w k a m ie ń k rz y ż z n apisem wymie
nionym , pochodzący od b is k u p a Z ieg le ra.
Połączywszy razem te rozm aite p od an ia, m ożna p rzy pu ścić z p ra w d o
podobieństw em , że krzyż Zie glera, o k tó r y m n a pewne wiadomo, iź s tał
n a d Morskiem. Okiem, przeniesiono potem około r. 1 8 4 0 nad C zarny Staw,
gdzie go ju ż z a sta ła L u c y a z G iedrojc ów R a n te n s tra u c h o w a w r. 1 8 3 9 * * ) ,
dalej a u to r opisu w „ P rzy jac ielu L e s z n e ń s k i m “ z r. 1 8 4 2 . W miejscu zaś,
gdzie stał pierw o tn ie krzyż żelazny n ad M o rsk ie m Okiem, postawiono dla
pam ięci k rzyż drew niany, k tó r y w ymienia ów opis z P rzy jac iela L e sz n e ń skiego.
R o z w o d z ę się nad stanow iskiem k rz y ż a z tego powodu, że mimo p o
zornej błahości przed m io tu j e s t ono ważne. M ianowicie w ymienienie k rz y ż a
Z ie gle ra nad M o rsk iem Okiem bywa uw ażane *,а błąd, a opisowi, k tó r y to
podaje, za rz u c a się niesłusznie b r a k w iarogodności, albo znów wnioskuje się
fałszywie, że piszący p om ięszał nazw y je z io r ze sobą, bo krzyż w prawiony
w kamień nie m ógł się przecież ruszyć. T ym czasem ta k było, j a k nas ź r ó
d ła przeko ny w ują. P rz y tej sposobności d o tk n ę jeszcze p o m n ik a h r. L u d w ik a
Taaffego, g u b e rn a to ra Galicyi, postawionego przez w łaściciela tej okolicy
H om olacz a. P o m n ik odlany z żelaza w postaci g r a n i a s to s łu p a p r o s to k ą tn e g o
z po p ie rsiem również od lan em w rzeźb ie okrągłej nie był tr w ały, bo nie
zespolony ani z ludnością miejscową ani z T a tr a m i. To też powoli u s z k a
dzan y zw łaszcza p rzez młodzież zw iedzającą T a t r y , uległ w końcu zupełnem u
zniszczeniu, strą c o n y w r. 1 8 4 8 n a dno M o rsk ieg o Oka, o czem posiadam
n aw e t d oniesienie leśniczego F e r d . L a s a r a z Bukowiny, k tó r y r. 1 8 4 8
w s ie rp n iu daje znać do z a rz ą d u d ó b r za ko pia ńskich , że po m n ik ów goście
znieśli.
26)
P o m ia ry p ow ierzchn i i głębokości j e z i i r ta trz a ń s k ic h , k tó r e podaje
a u to r , są jego p ra c ą . W iado m o ści o tem u d z ie la ł K lein o pisującym T a t r y
i z n a jd u ją się też w wielu daw niejszych pracac h , d otyczą cych ty ch gór. Z e s t a
w iam je tu taj raz em i porów nywam z obecnymi w ynikam i b ad ań .
duje się (N. S. 5373) opis w ycieczki Józefa Paniego, używ ającego pseudonim u
Św iętopełka, do T atr pod n ap ise m : „M oja podróż do K arp at“ z r 1830.
*) P am iątki z K rakow a. M orskie Oko, w K arpatach. P rzy jaciel L udu.
Leszno 1842 Rok V ili. Tom II. Nr. 38 str. 298.
**) M iasta, góry i doliny przez L. z G. R. Poznań 1844 Tom L, n a str. 174-
- 261 —
P rzed ew szystk iem M o rsk ie Oko mylnie uz nał K le in za najw iększe
jezioro w T a tra c h , gdyż j e s t niem W i e l k i Staw.
P o dłu g niego M o rsk ie Oko ma pow ierzchni 5 6 morgów, 41 ! □ sążni
a najw iększą głębokość w stro n ie południow o-zachodniej 3 2 sążni. Is to tn ie
zaś ma pow ierzchni 59 morgów czyli 33 h e k ta r y , a głębokość najw iększa
wynosi 26 sążn i ( 4 9 ‘5 m etr.)
C zarny Staw — 3 7 morgów 1 4 8 1 Q sążni (właściwie m a 3 8 morgów).
W ielk i Staw — 4 0 morgów 8 0 0 П sążni (właściwie m a 6 2 '3 morgów).
C zarny Staw Gąsienicowy — 4 5 morgów 3 9 0 D sążni (właściwie ma
41 morgów).
P o d łu g F ry d . F u c h s a * ) K lein mierzył M orskie Oko z pełci i wyszu
k a ł głębokość 36 sążni wiedeńskich. Z d aje się, że je s t to późniejszy p o m ia r
Kleina, gdy ju ż był leśniczym w Bukowinie. P ie rw o tn ie wynalazł K l e i n g łę
bokość 3 2 sążni czyli 1 92 stóp, który to p o m iar po dał w niniejszym opisie,
a również udzielił go r a z e m z p o m iaram i pow ierzchn i wymienionych je zio r
Sydowowi, j a k o tem sam Sydow w dziele swojem wspomina. P o m ia ry K leina
p rz y ta c z a Sydow w swem dziele na str. 2 3 0 (pow ierzchnia C zarnego Staw u
Gąsienicowego), n a str. 2 3 3 (p ow ierzchnia i głębokość M orsk ie g o O ka), na
str. 2 3 6 (po w ierzchn ia C zarnego Staw u nad M orskiem Okiem) i n a str. 241
(pow ierzchnia W ielkieg o Staw u z P ięciu P olsk ich ).
J e s t n iew ątpliw ą z a słu g ą K leina, że pierwszy z a b ra ł się do p om iarów
pow ierzchni i głębokości je z io r ta trz a ń s k ic h . P o m ia ry jego długo były jed yn e
i na nie powoływali się ro zm aici auto ro w ie tatrzań sc y . W p ra w d z ie dzisiaj
o k az u ją się one błędnym i, j e d n a k trz e b a wziąć n a uwagę nied ostateczno ść
środków, ja k i m i Klein ro zp orząd zał. Miał w prawdzie pełć s p raw io n ą przez
H om ola ez a, w łaściciela d ó br z ako pia ńsk ich, n a M o rskiem Oku, ale głębię
mierzył. zwry k )ą ołow ianką n a pow rozie, więc p o m ia r nie mógł być d ok ład n y .
2’) P e ł ć j e s t to wyraz stary , używany dawniej przez g ó rali t a t r z a ń
skich z am iast dzisiejszej t r a t w y . Po słowacku p l ť — p e ł ć , t a k samo
w ro d z a ju żeńskim . D e m b o w s k i w swoim słowniku narze cza po d h ala n
pis..e p e l t w ro d z aju m ęskim * *). J e s t to je d n a k mylnie.
28) W ypływ z M o rskiego Oka tworzy potok, zwany nie B ia łk ą lecz
B ybim P oto kiem . B iałk a powstaje d aleko niżej, do p iero we wsi tej nazwy,
m ożna je d n a k uw ażać, że prz y sto i ta nazw a rzece po złączeniu się B iałej
W o d y z R ostok ą. Z a źródłowy potok B iałki p rz y ją ć należy tylko B ia łą
W odę, p ły n ą c ą z doliny podobnej nazwy, a R ybi P o to k j e s t je d y n ie dop ły
wem Białej W ody.
B ałam u ctw o w nazwie B iałki stało się p rzy czy n ą sp oru granicznego
o M o rskie Oko z W ę g ra m i. B ia łk a b ęd ąc g ra n ic z n ą r z e k ą w dolnym biegu,
zaczęła być u w aża n ą p rzez W ęgrów za ta k ą w swym dopływie w R y bim
P o to k u , k tó r y przecież nie je s t po tok iem źródłowym B ia lk i, k tó r y m je s t
je d y n ie B iała W o d a . Zresztą. B ia łk a a B iała W o d a je s tt o ta sam a nazwa,
tylko w pierwszym razie skró con a.
29) Ł ą c z n o ść M o rskiego O k a z m orzem w pow szechnej była dawniej
wierze w Polsce, naw et u w ykształconych. N a zam ku w arszaw skim wisiały
*) F riedrich: F uchs Die C entral-K arpathen m it den nächsten Yoralpen.
P est 1863. N a str. 34
**) B ronisław D em bow ski: Słow nik gw ary podhalskiej. W K rakowie 1894.
— 262 belk i z o k rę tu rozbitego n a m orzu a wyłowionego n a M o rsk ie m Oku. Pisze
o tem Zejszner*V.
Ciekawa rzecz, że M o rsk ie Oko łączono z M o rz em A dryaty ck iem ,
a nie z B ałtyckiem , j a k b y przecież oczekiwać w ypadało ze względu na
wspólność n aro do w ą. Sądzę, że zaszły tu n a stę p u ją c e okoliczności, k tó r e na
to wpłynęły. G órale w yrabiali sławne płótno i z n iem chodzili n a s p r z e d a ż
daleko aż n ad morze A dry atyck ie, gdzie k u pow ali j e od nich n a żagle T u r c y ,
d zierżący żeglugę na tem morzu. Z tą d przynieśli g ó ra le po dan ie o łączności
z morzem Sinem i k o stk i m u s z e le k m orsk ich na k a p e lu s z e . N azw a M o r
skiego Oka p o w ta rz a się w wielu miejscach gdzieindziej oprócz T a t r . I ta k
n a Babiej G órze w B e s k id a c h po stro nie polskiej, w P ie n in a c h („ ż y ła od
M o rskieg o O k a “), n a Słowaczyźnie, n a w et w K a r p a t a c h S iedm iogrodzkich są
„m o rskie o k a “ .
30) W ie r s z podał a u to r po n iem iecku i po łacinie. N iem iecki p r z e ł o
żyłem na polski, tu ta j dodaję j e d n a k ów zabaw ny płód w szacie n iem ieckiej,
Z d aje się, że wiersze te były umieszczone w leśniczówce b u k ow iń skie j,
o k tó r e j p rze d tem wspominałem. D ow o dzą dawnego r u c h u p o dró żn ikó w do
T a t r , k tó r y choć nie znaczny w po ró w n aniu z dzisiejszym, przecież liczył
zwolenników.
Oto ów wiersz niem iecki :
W i l l s t du m it V erg n ü g e n b ereise n die K a r p a te n ,
So h ö re was d ir die G e g e n d th u t aurathen .
N ehm e d ir m i t was du zu dein B e d a r f nö th ig h a s t .
M it allen k a n n s t h ie r nich t b e w irth e t w erden als ein Gast.
D e n n B uk ow in a is t nicht d e r g e s e g n e te Ort,
W o m an einzig le ben k ö n n te von G ottes W o rt.
D iese r a u h e G ebirgsgegend ist nun ein m a h l so,
D a ss sie n u r k ü m m e rlic h p r o d u c i r t H e u u nd S tro h .
V o n B rot, F leisch un d G e m üse d a rf s t du g a r n ic h t d enk en,
D ass m a n d ir v e rk a u f e n k ön n te , o d e r schenken.
Oft tr in k e n w ir L ungenm oos, s t a t t ein S ch alen Cafee,
A u s s e r G efroren es is t im G e b irg d e r Schnee.
Stem ple also n ic h t e r p r o b te D ü r f t ig k e it zum Geitz.
D iesen glaub e h e r d o r t zu seyn, wo K o r n w äch st und W e it z .
Doch aber
M it Q u atier, S ta ll, H o lz , W a s s e r d ü r f te s t verseh en seyn,
W ills t du kein W a s s e r tr in k e n , so denke auch au f W ein.
31) P o d o b n ie j a k M orskie Oko pom ierzył też a u t o r C zarny Staw, co
do pow ierzchni. P o m ia r te n poró w nałem z isto tn ie prawdziw ym dzisiejszym
po d 26).
33)
P ięć Stawów opisał a u to r praw dziw ie, ale za szczupło. Staw n a
zwany p rzez niego „ Z a m a r z ł e “ , j e s t to najw yższy z Pięciu Z m arz ły Staw
czyli Z a d n i albo P o d k ó ł. W sp o m n ia n y dolny staw je s t W ie lk im Staw em,
je z io re m n ajw ięk szem w całych T a t r a c h . P o c z y n a ją c y się z niego ogrom ny
*) Zejszner. Tatry Polskie, Bibl. W arszawska r. 1849, T, I.
— 26В —
w od ospad opisany, ale nie nazwany, je s tto owa sławna Siklawa W o d a (albo
k r ó t k o Siklawa), ta k w ynoszona p rzez p o d ró żn ik a A nglika.
Ów A n g lik w yraził zdanie swoje pełne zachw ytu nad Siklawą, Kleinowi,
k tó r y opow iagał o tem Sydowowi, j a k podaje Sydów w opisie swym na
str. 2 41 (w przy pisie). Z d z ie ła Sydowa p ow tó rzył zdanie A nglika również
F u c h s (n a str. 2 7 8 ), a p o te m inni a u to ro w ie tatrzań scy .
P o m i a r K l e i n a pow ierzchni W ie lk ie g o Staw u j e s t b a rd zo niedokładny,
j a k to już wspomniałem p o p rz e d n io pod 26).
33). Odpowiednio do P ig c iu Stawów zw ano dawniej Stawy Gąsienicowe
„Siedm Staw ó w ". P rz e c ie ż n a zw a n iesłuszna, bo je z io r tych j e s t więcej, to
też nazw a się nie u trzy m a ła.
34) Strzelców kozic n azy w ają górale K o z i a r z a m i .
35) D o lin a Kościelisk była od da w na zw iedzana i podziw iana N azwa
jej d a ła powód do łącz en ia tej okolicy z bajk am i o T a ta r a c h , pogrom ie tych
n ajez dn ikó w i ich kościach. E z e c z to je d n a k zgoła niepraw dziw a i n a jm n ie j
szej nie m a ją c a podstawy.
N a p o c z ą tk u doliny s ta ł dawniej kościółek, k tó r y n astę pn ie zniszczał,
pozbaw iony wiernych, ja k ic h dawniej d o sta rc z a ły miejscowe kuźnice i k o
p aln ie powyżej w górach. N a w e t wiadomo, że z kościo ła tego s p rz ę ty p r z e
niesiono do ko ścioła w Chochołowie. Je szcze pie cz ęć wsi K o ście lisk p o sia d a
w yo brażen ie ko ściółk a n a tle skał. M iejsce po kościele nazywało się „ K o
ścielisk o “ . B yła to p o lan a śró dleśna, ja k ic h potem p ow stało więcej i ztą d
to n a zyw ają się d o tąd polany, n a p o c z ą t k u doliny M ałe K o ś c ie l is k a i S ta r e
K o ś c ie lis k a W ie ś K ościeliska p o w sta ła p oza o brębem doliny i s k ła d a się
d otąd z polan ro z rz u c o n y ch po w zgórzach, to też za m ia st nazw y wsi K oście
lisk słyszeć m ożn a miano P o la n y , z Polan- z K ościelisk, P o la n 'a r z e , P o la n ian ie-K o ścielis zcza n ie . P rz y m io tn ik od K ościelisk u gó rali b r z m i : K o ś c ie liskowy, K ościeliskow a D olina, K o ścielisk ow a W oda.
3C) G órnictwo po polskiej stro n ie T a t r nic nie m iało wspólnego z g ó r
nictwem na Spiszu, ani z osadnikam i n iem ieck im i tam umieszczonymi p rzez
królów węgierskich. D olina K ościelisk zajm o w ała pierwsze miejsce w d z ie
ja c h g órn ictw a w T a t r a c h polskich. K iedy zaczęto w niej wogóle rob oty
górnicze, nie wiadomo n a pew no. M ożna się domyślać z różnych powodów,
że za Z y g m u n ta S tareg o były w K ościeliskach u rz ą d z e n ia osobne do o tr z y
myw ania zło ta z p ia s k u za p o m o cą płuczek. W ie lo k ro tn ie odnaw iano i znów
zarzucano ro b o ty gó rn icz e w g ó rze O rn a k u i w p rzy ty k ają cej S tarej K o b o cie. P rzy w ileje wydane dla g órników przez W ła d y s ła w a IY ., k tó r y chciał
podnieść górnictw o w T a t r a c h i wogóle w P o lsce, musiały i tu taj oddziałać
ożywczo. I s to tn e j e d n a k ubóstwo w k ruszce było powodem z an ie ch an ia ro b ó t.
D opiero za S tan isław a A u g u s ta po djęto n a p o w ró t p ra c e górnicze w K o ście
liskach, j a k rów nież w innych stro n a c h T a tr , o czem zebrałem szczegółowy
m a t e r y a ł w a k ta c h znajd ujących się w zbio rach M uzeum XX. C z arto ry skic h
w K ra k o w ie .
37)
D aw n ie jsi i nowsi auto ro w ie ta trz a ń s c y niesłusznie m ia n u ją potok
p łyn ący z doliny K o ścielisk C zarnym D unajcem . R ów nem p ra w e m mógłby
się ta u samo zwać p o to k z doliny Chochołowskiej. S ą to p rzecież ty lk o ź r ó
dłowe potoki, k tó r e dopiero dużo niżej p rz y jm u ją nazw ę D u n a jc a Czarnego,
właściwie aż w m ia ste c z k u C zarnym D unajcu. P o to k w dolinie K o ścielisk
zowie się K ościelisk o w ą W o d ą albo K iro w ą W o d ą od po lan y Kiry, prz ez
— 264 —
k t ó r ą przepływ a, ta k j a k p o to k w dolinie Chochołowskiej na zy w ają Chocho
łow sk ą albo S iw ia ńsk ą czyli Siw ą W o d ą od polany Siwej.
Z drój obfity wody, w ybuchający n ieo p o d al od p o to k u Kościeliskowego,
p oru szający dawniej kuźnice, nazyw a się u gó rali sta ry c h „Z im ne ź ró d ł o “ ,
a w dzisiejszych opisach T a t r „L odow e ź ró d ł o “ . Mimo nadzw yczajnego
chłodu wody nie zam a rz a, bo rwie się bystro sz ybkiem i falami.
38) J e s t tu mowa o ja s k in ia c h , których otw ory w idnieją wysoko w s k a
łach wapiennych p o n a d doliną, niby ok na i dlateg o zwane Z b ójnickiem i
Oknami. P r z y s tę p do tych okien z tylu u k r y t y w lesie, był p oż ąd an y dla
zbójników, k tó rz y tu ta j istotnie w daw niejszych czasach przebyw ali. Opisy
z pierwszej ćw iartk i w ieku obecnego w spo m inają o dolinie Kościelisk jak o
0 siedlisku zbójców. J e r z y Bogum ił P u sz, zw iedzający T a tr y w r. 18 2 1 ,
pisze, że K o ście lisk a s ą d ro g ą zbójecką, k tó rę d y d o sta ją się ra b u s ie i p r z e
mytnicy prz ez przełęcz T o m ano w ą d o W ę g ie r do L ip t o w a * ).
39) S k a ła t a n a z y w a się S o w ą i je s t b ard z o dobrze
z n an a gościom
zw iedzającym K o śc ielisk a.
40) A u to r mówi o ja s k in i u wypływu z pod Pisan ej Skały. W id o c z n ie
wiadomość o p racy górniczej w głębi tej jask in i w m iejscu odg rod zon em od
św iata by strym p rą d e m p oto k u , o zn ak ach po ścianach i p o d pisac h — m u
siał c zerp a ć od naocznych świadków, albowiem istotnie są tam ślady p racy
ludzkiej, j a k się p rz e k o n a ł Sew eryn Goszczyński, a po tem też dr. J a n P a
wlikow ski, z k tó r y c h pierwszy r. 18 32 , a d ru gi r. 1 8 7 9 zwiedzał te c z e
lu ś c ie * * ) . Goszczyński o pow iada w swoim opisie, źe n a p o tk a ł w głębi
j a s k i n i o b ro b io n ą b e lk ę d rzew a oraz k aw a łk i szkła, j a k o ślady p obytu ludzi
tam że.
D r. P aw lik ow sk i znalazł w k ilk u m iejscach dno ja s k in i, p rzez k tó r e
płynie b y stry strum ień, wyłożone pod wodą drzewem, obciążonem k a m ie
niam i, aby można było wygodniej stąpać, zaś strop p o d stem p low a ny dylami.
Opisując to, wyznaje, że rzecz je s t zup ełn ie niew yjaśniona, a t a k ciekawa,
1 że nie chce ro bić niepew nych przypuszczeń. Otóż mogę zapewnić, że są to
ślady ludzi, k tó rz y tu taj szuk ali skarbów u k rytych , zaklę tych p rzez złe d u
chy. P o d a n i a ludowe, przyw iedzione w opisie G oszczyńskiego, mówią, że
w głębi w ja s k in i a c h ogrom nych n a p o ty k a się po długiej w ędrówce izbę
w ielką ozdobioną n ad zw y czajn ym i kam ien iam i drogim i a w p o ś r o d k u niej
je zio rk o , właściwe źród ło D u n a jc a . D alej jeszc ze id ą c wychodzi się n a szczyt
ja k i e jś góry. J e d n a k szpe ra nie po tych p iecz ara ch za s k a r b a m i gniewa d u
ch a ta m m ieszkającego, k tó r y ze złości zsyła n a dolinę ch m u ry i ulewę
Nie w tem jednem miejscu znać usiłow ania górali, aby d o trz e ć do
zaczaro w any ch skarbów. W j a s k in i Bielskiej o d k ry te j n a nowo r. 1 8 8 0 zna
leziono p od obnież po d pisy poszukiwaczy skarbów po ścianach. D awniej nie
*) Georg Gottlieb Pusch, G eognostisch-bergm ännische R eise durch einen
T heil der K arpathen, O ber- und N ieder-U ngarn angestellt im Ja h re 1821. Leipzig
1824, L, str. 126.
S e w e r y n G o s z c z y ń s k i ; D ziennik podróży do T atrów przez autora
Sobótki, P etersburg 1853 (na str. 224). W yjątki z tej podróży um ieszczone były
0 w iele w cześniej w „P ow szechnym Pam iętniku nauk i um iejętności“, w ydaw a
nym w K rakow ie r, 1835, a rów nież ztąd dostały się do w ielu innych czasopism
1 opisów T atr.
D r. J a n P a w l i k o w s k i : Podziem ne Kościeliska. P am iętnik T ow arzystw a
T atrzańskiego. Rok 1887, Tom XI,, K raków 1887 (str. 40).
— 265 domyślałem się, aby w iara w sk a rb y aż d o tą d była ta k żywa, ty m czasem
obecnie zebrałem już wiele zajm ujących o tem szczegółów, n a w e t udało mi
się zdobyć k ilk a przewodników rękopiśm iennych, wiodących do skarbów
w T a tr a c h . D o ty c h c z a s ro k rocznie szu k a ją górale, a n aw et przybysze
z dalszych stron, k tó ry m dostały się w r ę k ę owe przew odniki, u k ry ty c h
skarbów. Oczywiście k r y j ą się z tem bardzo, bo do tego naw et zm uszają
ich przepisy przewodników. O tej ciekawej rzeczy wspomnę jeszcze poniżej,
dowodzi ona w każdym razie, ile z a m y k a ją jeszcze w sobie T a t r y tajemnic,
do k tó ry ch nie łatwo dotrzeć.
41) Ju ż wówczas kiedy a u to r spisywał sw ą p racę, na Skale Pisanej
w yryte były setki podpisów gości odwiedzających Kościeliska. Zadziw ić musi
sto su n k o w a dawność tego zwyczaju.
W okolicy Skały P is a n e j są dwie polany zwane P is a n a P o la n a Niżnia
i Wyźnia. J a k i zw iązek tych nazw, tru d n o powiedzieć. N a podstawie tej, że
i gdzieindziej znajd ują się nazwy tak ie j a k P is a n y Kamień, m o żn a p r z y p u
ścić, iż P i s a n a S k a ła n azw ana zo stała od właściwości skaliny, z ja k i e j się
skła da. P o ry s o w a n ą i p o p rz e r y w a n ą p ręg am i skałę nazw ano P is a n ą . N a d a ła
się on a do zapisyw ania nazwisk, do czego zachęcało piękne jej położenie
i dostępność, i s ta ła się isto tnie pisaną, zapisaną. W wielu innych m i e j
scach doliny m ożna znaleść podpisy n a skałach, ale nie w ta k znacznej
ilości, ku czeniu P is a n a niezw ykle się nadaw ała.
42) J a k już wspomniałem p rz y jask in i w P isanej Skale, p o d a n ia o s k a r
b ach w T a tra c h są bardzo dawne i dotychczas cieszą się wielkiem u z n a
niem. G ó ra le w ierzą, że co ro k u przybyw ają do T a t r „ c u d z o z ie m c y “ r o z
maitej narodowości, między k tó ry m i zwłaszcza Czesi najwięcej, ta k ż e W łosi
i Niemcy, k tó rz y obław iają się sk a rb am i i do domu z nim i uchodzą P ró c z
n ich przy by w ają też i Polacy z równin czyli L a c h y w tym samym celu.
P o d n ie c a n i temi w ieściam i wychodzą g ó ra le w T a t r y i s z u k a ją pilnie s k a r
bów. Z d a r z a j ą się tacy pomiędzy nimi, k tórzy całe życie tr a w ią na tak ich
poszuk iw aniach i do o s t a tk a w ie rzą święcie, że tylko ja k a ś n ie p rz y ja zn a
okoliczność p rz e s z k o d z iła im w dojściu do celu m arzeń. Is to tn i e oprócz gó
r a l i zjawiają się w T a t r a c h ludzie obcy, chodzący za sk arb a m i, co jeszcze
b a rd z ie j p odsyca zabobony.
Poszukiwania odbywają na podstawie wskazówek w książeczkach t a
jemnych, pisanych ręcznie, o których nie podobna się dowiedzieć.
M ozolne szp eran ie moje w tym k ie r u n k u , uwieńczyło wynalezienie
kilk u ta k i c h k siąż ecz ek , k t ó r e w przyszłości p o s ta ra m się ogłosić. Spisane
są po polsku, po p olsko-słow acku, też po n iem iecku u osadników n ie m ie
ckich n a Spiszu, choć widocznie tłóm aczone na niem ieckie ze słow iańskich
wzorów. Oto ich n a p is y : 1) D ro g a na T a t r y (pochodzić może z X V I I . w.);
2 ) Opis n a góry śnieżne do Ż abiego je z i o r k a w T a t r a c h ; 3) M etalloguomia.
G d zie są sk a rb y albo M etalle p o z n a ć ; 4) W ir g u ła , przez k t ó r ą w ynajdują
sk arb y , k ru s z c e i m e ta lle ; 5) T r a k t do T a t e r sprawodliw y (n ajobszerniejszy
r ę k o p is po lsko-słow acki, złożony z wielu opisów, z k tó r y c h najdaw nie jszy
po daje ro k 1 5 0 7 ) ; 6 — 8) trzy niem ieckie pod podobnym napisem „ U n t e r
K ic h tu n g die heim liche S c h a tz k a m m e r G ottes zu S u c h e n “, najdaw n ie jszy ma
ro k 1692.
D o ty chczas ogłosił Z e jsz n e r w p racy swojej „ T a tr y P o l s k i e “ (Bibl.
W arsz. 1 8 4 9 , tom I „ str. 55 0). o p is : „ T r a k t , k tó r ę d y Włoszy id ą in
secreto w góry k rak o w sk ie zwane T a t r y “ , o k tó r y m mogę dodać, że naie-
-
266 -
żał do ręk op ism ó w w łasności k ró la S ta n isław a L eszczyń skieg o, zajmują.cego
się alchem ią. D ru g i opis p o d a ł K o p e rn ic k i w P a m ię tn ik u T o w arzystw a T a
trzań sk ie g o (R o k 1 8 8 3 , tom V I I L K ra k ó w 1 8 8 3 ) : „Opis gó r k a rp a c k ic h
albo T a tró w , w k tó r y c h się zn a jd u ją skarby, k ru s z c e i drogie k a m i e n ie “ .
P o d łu g owych opisów istn ieją w T a tr a c h u k ry te p o k ład y kruszców,
też drogie k a m ie n ie i ba jec z ne sk arb y , k tó r e P a n B ó g zachow ał dla ludzi
ubogich. M u s z ą je d n a k do nich dochodzić za po m o cą wiary, modlitwy, za
chow ania się p ob ożnego i przez ro zm aite znaki, zak lęcia duchów złych,
a pomoc dobrych. P ró cz k ru sz ców opisy te w ym ieniają nadzw yczajne sk arb y,
k tó r y c h już nie m ożn a o d n ie ś ć do n adziei górniczych lub alchemicznych,
lecz do wiary w czary.
Do ty ch w skazów ek n a le ż ą jeszcze p r ą t k i, czyli ró szczk i albo wirguły,
dalej osobny stró j obrzędow y, zachow ywany w nadzw yczajnej tajemnicy.
W przyp isie p o d a ł K le in wiadomość o niejakim Kierczyńskim , zabitym
przez byłego gó rnika. J e s t to ten K ierczyń ski, k tó r e g o zabił W o jt e k M a r du ła, a op ow iadał o tem o b szern ie S ab ała, co też um ieścił W itk iew icz
w „N a p rz e łę c z y “ (s tr. 197).
43)
G órnictw o w dalszej p rzeszłości opisuje K lein zupełnie mylnie,
tylko dobę nowszą, o któ ró j mógł wiedzieć istotn e szczegóły, prawdziw ie.
P raw d o p o d o b n ie o po w iadał K lein Sydowowi o p o c z ą tk a c h g ó rn ictw a własne
d om nie m an ia, k tó r e Sydow um ieścił w dziele swojem (str. 151), albowiem
opisy obu s ą podobne.
O ile Sasi, czyli właściwie osadn icy niem ieccy n a Spiszu, j a k ich n a
zywano wogóle, przyczynili się do rozwoju gó rnictw a w T a t r a c h sp iskich ,
o tyle nic nie zaw ażyli w dziejach g ó rn ictw a w T a t r a c h p olskich. G órnictwo
p olskie zaczęło się daw no, bo za Z y g m u n ta S t a r e g o były płuczki na złoto
w K o ś c ie lis k a c h . W ład y s ław IV . wydał b ard zo chwalebne przywileje dla
górników w T a tr a c h , k tó r e zachęciły do ro bó t. Szybko j e d n a k z anie ch an o
p racy , bo zysk nie op łaca ł wydatków. K r u s z c e były, ale żyły skąp e i u jęte
w tw a rd y c h skałach . Z a rz u c o n e k o p a ln ie odnowił S tanisław A u gu st, pod
k tó r e g o przew od em „ k o m isy a do p od niesienia in d u s t r y i “ szczerze się z a j
m ow ała górnictw em w T a tr a c h . W archiw um
M uzeum X X . C z a rto r y sk ic h
w K ra k o w ie o dn alazłem a k ta o d no szące się do czynności rzeczonej kom isyi.
Z nich widać, że p ra c ę zaczęto poważnie.
Sprow adzono wyćwiczonych
g ó rn ik ó w z Saksonii, k tó rz y odnowili s ta re i założyli nowe banie. K op alnie
te zn ajdo w ały się w O rnaku, w S ta re j R ob ocie, a t a k ż e w innych częściach
T a t r . W ów c zas zaczęto k o p a ć w J a w o rz y n c e ko ło K u źnic zako piań sk ich.
A k ta mów ią o „ Ja w o rz y n ie Ł u s z c z k o w e j“ i o „ H u t a c h H a m e r n i c k ic h “', to
j e s t o dzisiejszej J a w o rz y n ce i K u ź n ic a c h . N ie p o p rze s tają c na daw nych
k o p a ln iach , zaczęto też szu k a ć nowych i założono je niebaw em w kilku
miejscach, j a k koło M o rsk iego Oka p o d Mnichem.
Z a czasów ostatn iego s taro sty R y c h t e r a p rz e ta p ia n o r u d ę żela zną
z M agóry, M ałej Ł ą k i i H u ciska. Za H omolaczów b ra n o r u d ę w M a g ó rze,
M a t u r c e n a d K ościeliskam i i w B o b ro w cu na Orawie. Nowe k o p aln ie p o
w stały w T o m ano w ej, D ziewiątej (w O rn a k u ) i w K o p k ach . R o d z in a P r o k o
powiczów ze S tarej L ubow ni n a Spiszu, k tó r z y też tr u d n il i się g órnictw em
w T a t r a c h , p ozostaw iła ślad swego tu taj pobytu w nazw ie polany dawnej,
wym ienianej w p o c z ą tk u w ieku X IX ., ja k o P ro k o p ó w k a albo Pro k o p o w e
Pole. R o z c ią g a ł a się w sąsiedztw ie S kibów ki
n a zachodnim k oń cu Z a k o
panego.
-
267
—
i4)
R a d ę srebrną, nazyw ają g órale á r é b e l n i c a czyli s r e b r n i с a.
P o d o b n ie ru d ę złotą z ł o t n i с a
I s k r z y k je s tto po lsk a nazw a minerałów, zwanych w ję z y k u g ó r n i
czym niemieckim „ K ie s “ , co przyjęli też gó rn icy polscy i nazyw ają к i z,
(słownik L indego), u górników g óralskich zaś к i z a.
45) S t a r a R o b o ta j e s t to nazw a doliny pobocznej doliny Chochołowskiej,
b io rąc a p oczątek od tego, że ta m najdawniej zaczęto k o p ać kruszce. N azwa
u trz y m a ła się do dzisiaj w wielu postaciach, j a k S ta r o ro b o c ia ń s k a D olina,
K opa, S ta ro ro b o c ia ń sk i Szczyt, P o to k .
W S tarej R obocie w stok u O rn a k u były kopalnie czynne jeszcze
w r. 1 7 9 4 , k iedy tu ta j p odróżow ał ETacquet. W ydobyw ano tam srebro.
46) K uźnice z ak opia ńsk ie założone za czasów p olskich, istniały już
z p oc zątk iem X V I I I . wieku.
47) W L a n c k o ro n ie i T y ńcu były dawne zam ki polskie zniesione za
Austryaków .
4S) J a w o r y były dawniej w T a tr a c h b a rd zo ro zro dz on e, tworzyły
całe lasy osobne, a gó ry po rosłe nimi nazywały się jaw o rzyn am i, jaw o rzy n
kam i. Ilo ść ty ch jaw o rz y n ta k znaczna powoli w miarę ginienia jaworów
znikała, a obecnie ju ż mało pozostało nazw tak ich . J a w o ry wyniszczono do
K u źnic n a opał, miejsce ich zaję ły p rzem o żne świerki.
49) C i s ju ż zu pełn ie w y m arł w . T a t r a c h , a n aw et co dziwna wyrodził
się do tego stopnia, że ju ż mimo s t a r a n ia w drzewo wyróść nie chce, z a
chow ując tylko p o stać k rz a k u . W dolinach leśnych popod Giewontem, znaj
dowały się do n ie d a w n a pnie cisowe, z k tó ry c h w yrabiano ręk ojeści do nożów, top ork i, laski, bo drew no m a p ię k n ą b a rw ę i słojowatość. Obecnie ju ż
i te pnie wyniszczone, a zaledwie może w je d n e m miejscu tylko znachodzi
się jedyne drzewko cisu, to j e s t w dolinie „ z a B r a m ą “ . G ó ra le objaśniają,
że sarn y zniszczyły cisy, bo lubiły obłupywać z młodych korę. T o je d n a k
nie tłóm aczy wcale zn ikn ięcia cisu, k tó r y podobnie, j a k do św iadczają i inne
d rze w a, w yrodził się i stra c ił możność is tnienia. M odrzew n a p rz y k ła d w ła
śnie obecnie p rzeby w a jak ieś p rzesilen ie ; d o ra s ta ledwo .do kilkudziesięciu
la t , a p ote m r z u c a ją się nań p oro sty i czerw ie, i ginie. T o te ż ju ż go nie
sad zą po północnej stro n ie T a t r n a rą ban iska ch.
50) L i m b a dosyć p rz e rz e d z o n a znajduje się jeszcze po polskiej s t r o
nie T a t r około M orskiego Oka, w dolinie R o ztok i, w dolinie W ak sm u n d zk iej,
Pań szczy cy i w dc linie K asprow ej. W innych dolinach j e s t ju ż b a rd z o
r z a d k a , albo zup ełnie wytępiona.
Nie j e s t p ra w d ą , że ziarno limbowe nie d ojrzew a i że się sam a limba
nie zasiewa. I s to tn i e n iszczą zia rn o p ta k i krzywonosy.
51) W czasie gdy K lein to pisał, rzeczywiście nie były T a t r y polskie
d o kład nie zbad ane pod względem botanicznym . Dzieło botaniczne W a h le n b e rg a , sławnego b o ta n i k a szwedzkiego, obejm owało tylko T a tr y w obrębie
W ę g i e r , z po lskich zaledw ie cząsteczkę.
52) T a k zw ani w T a t r a c h K o r z e n i a r z e cho d zą po g ó rach i zbie
r a j ą zioła lecznicze do a p te k lub dla sp rz ed aw an ia w prost ludziom chorym
lub wiejskim le kark om . Na Spiszu n azyw ają osadnicy niem ieccy k o rz e n ia rz y
„ W u r z e l g r ä b e r “ . P a s t e r z e ich nie lubią, p a tr z ą na nich z ukosa, że z hal
wynoszą zaro b ek i dziu raw ią tr a w n ik i w ykopując zioła z ko rzen iam i. Na
po lan ie W a k s m u n d z k ie j opow iadał mi ba c a o k o rzen iarzu , k tó r y „piek n ie
s p rz e w ra c a ł tu s y t k o “ (w szystko), to je s t zg rzeb ał wszędzie ziemię po hali
— 268 —
k o p iąc korzenie, ja k i e potem „ sp rze d a je po ja r m a k a c h b a b o m “ (to j e s t
le karko m ).
Z io ł a zbierane p rzez k orzen iarzy oznaczył a u to r po łac in ie i po n i e
miecku, a p odług ty ch nazw odszukałem- odpowiednie polskie. K o le jn o n a
s tę p u ją :
K o z ł e k == Valeriana = V a l e r i a n a .
Przełącznik ~
Veronica =
Ehrenpreis.
Kosaciec :
Iris silvestris zzz Ve. i c h i w u r z e 1.
T a r c z o w n i c a i s l a n d z k a czyli u górali p ł u c n i k = : Lichen
islandicum — L u n g e n m o o s , odw ar klejki p ij ą n a k aszel.
Mech drzewny
Muscus arboreus — B a u m m o o s ; ja k i to
właściwie g a tu n e k mchu, niewiadomo, może raczej p o r o s t b ro d a ty po d r z e
wach ro snąc y (Ushea barbata), którym się żywią kozice w zimie.
W i d ł a k g o z d z i s t y = Muscus terrestris, właściwie dzisiaj zwany
Lycopodium clavatum L . ~ B ä r l a p p e .
Ił ó ż a = Rosa silvestris, może to m a byé Rosa rubiginosa L ., r o
s n ą c a po lasach,
- Waldrose.
K o z ł o w i e c — Doroniciim, właściwie Aronicum Glusiii = ' G è ra
s e n w u r z e 1. U w aż ają go g órale za w zm acniający lek, zw łaszcza w sp in a
n iu się po tu rn iach . W ie rz ą , że kozice w yszukują chętnie kozłowiec i z j a
d a ją k orzen ie, k tó re im m ają p rz y s p a rz a ć sił w pięciu się w górę. Od kozic
też pochodzi g ó ra lsk a tej ro ślin y n a z w a : kozłowiec.
J ę z y c z y c a — ScolopèndHum — H i r s c h z u n g e .
Z a n k i e l — Sanícula zz: S a n i. к el .
W ą t r o b o w i e c = Lichen hepática = S t e i n 1 e b e r k r a u t.
B e z = Sambucus montana może S. nigra L., czyli Bez cz arny ,
z k tó reg o stan o w ią lek F lo re s et baccae Sambuci. — W i l d e r H o l
lunder.
T o j a d , u gó rali zwany o m i a g
- Aconitum, za p e w n e .И. Napellus L.
czyli T o ja d m ordow nik = : E i s e n h ü t t e 1.
O s t r ô ž k a w y n i o s ł a , po g ó ralsk u L i s z c z y k o r z e ń , L i s z c z yn i ec, L i sz c z а к = R a d ix vulpina właściwie Delphinium elatum L . =
F u c h s w u r z e 1.
R z e w i e ń p o n c k i — Rhapontiaurn właściwie Rheum Rhaponticum ~ G e b i r g s R h e b a r b a r a . T a ro ś lin a nierośnie w T a tr a c h , widocznie
in na za nią uchodziła. K o r z e ń rzew ienia ponckiego dawniej był używany
t a k j a k dzisiaj k o rz e ń właściwego leczniczego rzew ienia. N ajpew niej zbierali
k o rz e n ia rz e ja k o rzew ień poncki in n ą ro ślin ę, a mianowicie s z c z a w
h a l n y [Rum.ex alpinus). K o rz e n ie szczawiu halnego u suszone d a ją bowiem
t a k zwane k o r z e n i e r z e w i e n i a m n i s z e g o — radix Rhei monachorum — k tó r e były dawniej surowcem prawdziw ego rzew ienia leczniczego,
a obecnie używ ają ich tylko jeszcze w w e tery n arstw ie.
53j P om iędzy g ru b s z ą zw ierzyną nie wymienia K lein r y s i a , który z a
chodzi aż w tu rn ie, a w ostatnich czasach naw et się dosyć często pojawia.
Ś w i s t a k tylko dawniej nazywał się po łacinie Жме alpinus, j a k K lein też
po daje, dzisiaj Arctomys Marmotta.
54)
K o z i c e i ś w i s t a k i były b ard zo prz etrzeb io n e już w po czątk u
naszego stulecia, co widać z opisu au to ra . Z w łaszcza kłusownicy Jurgo w scy
i Z akopiańscy niszczyli te zw ierzęta. W J u rg o w ie znany był J a n e k , sławny
k oziarz i świszczarz, k tó re g o już jak o s t a r c a opisuje F u c h s (s tr. 1 3 2 ).
—
269 —
Ów J á n e к, zwany K a s i n J á n e k albo też E y s у J á n e k , wy
niszczył mnóstw o kozic w T a tra c h , a był w ybornym strzelcem . Z n a ł go
również ju ż ja k o starc a przeszło siedm dziesięcioletniego Z e jsz n e r w r. 1851,
ale jeszcze u gan iająceg o za kozicami (Spiż, Bibl. W a rs z . 1 8 5 4 , T . I I I . ,
str. 11).
W la ta c h około ro k u 1 8 6 0 należało do rz a d k o ś c i sp o tk ać kozice
w T a tra c h , a kierd el zkilk un astu kozic złożony w yjątkowo można było
zobaczyć. U s ta w a za b ra n ia ją c a z abijan ia kozic i świstaków, wydana przez
Sejm galicyjski r. 1 8 6 9 p ow strzy m ała kłusownictw o tak, że obecnie są to
zw ierzęta liczne w całych T a tr a c h , a przepow iednie Kleina o zatracie z u
pełnej kozic i świstaków nie sp raw d ziły się na szczęście.
55) B a rd z o ważne szczegóły o z b ó j n i k a c h
ta trz a ń s k ic h podaje
K lein . D otychczas były znane skłonności g ó ra li do „ ch od zen ia n a z b ó j“
więcej z dom niem yw ań i opow iadań, niż z naocznego św iadectw a. Zbójnicy
żyli od daw na w T a tra c h . P o sta ć Ja n o s ik a , u b ra n a przelicznem i po d aniam i
i ży jąc a do dzisiaj w ustach lu d u na P o d h a lu i Słowaczyźnie, nie j e s t u r o
jo n a, j a k s ąd zą n iek tó rzy piszący o T atra ch.
J a n o s ik w ystąpił ja k o zbójnik w r. 1 71 1 n a L iptow ie pod T atram i.
Z p o c z ą tk u p rz y s ta ł do już istniejącego „ to w arzy s tw a “ T o m k a U he rcz yk a,
po tem je d n a k sam został naczelnikiem zbójników i hulał po W ę g rz e c h ,
Polsce, Ś lą sk u i Morawie p rz ez dwa la ta . Schwytany i p rz e d liptow ski sąd
stoliczny w Swatym M ik u ła sz u stawiony, stra c o n y został w ro k u 1 7 13 .
W a k ta c h sądowych riazwany j e s t : „ag ilis G eo rg ius Ja n o s ic h Tyarchoviensis,
la tro n u m e t p ra e d o n u m a n te s ig n a n u s “ , to je s t ostrożny J u r o J a n o s ik z T ia rc h o wej. naczelnik łotrów i zbójników. W śledztw ie oddany na m ęki, obwieszou z o
sta ł koło m iasta Swatego M ikułasza. W niedługi czas zrodziły się śród
lu d u p o d ta trz a ń s k ie g o słowackiego i polskiego niezliczone opo w iadan ia o s ł a
wnym J a n o s ik u , k tó r y urósł na b o h a te r a biednego lud u wiejskiego, b o h a te r a
p rześla do w an ego przez panów i naw et zgładzonego przez nich zbyt po sp ie
sznie wbrew woli cesarza, co w yrok sądowy odwołał i zamienił go n a p o
winność w ystaw ienia pu łku w ojska od J a n o s ik a . L u d wierzy naw et, że d o tą d
p ła c ą panowie liptowscy do sk arb u cesarskieg o k a r ę p ien iężn ą za strace nie
pospieszne J a n o s ik a . P io s n k i mówią, że J a n o s ik bogatym b r a ł a chudobným
daw ał, że w sp ierał zw łaszcza szczodrze żaków , pien iądzm i i suknem , k tó re
im o d m ierzał od b u k a do buka.
Jan osik , „zbójnicki h e t m a n “ zginął, ale zbójnictwo kw itnęło dalej.
W Cieszynie, Żywcu, Nowym Sączu traco n o wiele ze zbójników, k t ó r z y
p rzy cic hali zrazu, lecz w p rzyjazn ych okolicznościach na nowo rozpuszczali
zagony. P o ro z b io rz e Po lski uciekali gó rale g ro m a d n ie „n a z b ó j“ , u nik ając
zniena w idzonej służby w wojsku austryack iem . Czas ten rozw ielmożnienia
się zbójników w T a tra c h , opisuje właśnie K le in . P o m ału je d n a k poskrom iło
wojsko osobno tu taj w ysyłane i surowe k a r y zbójników ta trz a ń s k ic h — tak ,
że G o sz c z y ń sk i* ) w r . 1 8 3 2 ju ż ich nie z astał w T a tr a c h .
P o te m pojaw iali się jeszcze zbójnicy, ale je d y n ie pojedynczo i n ie b a
wem d ostaw ali się do w ięzie nia. U ro k zbójnictw a ja k o b o h ate rstw a ginął,
lecz przecież pociągał młode umysły g óralsk ie k u sobie, bo p rzed mniej
więcej p ię tn a stu laty spróbowali ju h a s i w doliny P ańszczy cy urz ąd zić n a p a d
*) Dziennik podróży do Tatrów.
-
2 70
—
n a gości w racających z K rzyżnego. Ciężko je d n a k za to o d p o k u to w a li i d z i
siaj słyszeć tylko m ożna westchnienia w pieśniach, tę s k n ią c e z a dawnymi
czasy, j a k np. :
E j zahuczały góry,
E j zahuczały lasy —
E j kieby się wróciły
N asze daw ne czasy !
5<;) Mimo że w dawnych czasach tru d n ili się g órale zbójnictw em p o
wszechnie, przecież zalud nian ie P o d h a la odbywało się p odobnie j a k w całej
Polsce, tylko co do czasu o wiele później, za pom ocą o sad zenia na p raw ie
polskiem lub niem ieckiem. To też nie m ożna po tw ierd zić z d a n ia a u to r a , że
lu d no ść P o d h a l a p o w stała ze zbójców.
57) Szwedzi w czasie n a ja z d u swego d o ta r li aż n a Podhale. W r. 1 6 5 5
spalili farę w Nowym T a rg u i ro zp u ś cili zagony dalej ku T a tro m . W ów czas
j e d n a k lud góralski po w stał w obronie k ró la J a n a K a źm ie rz a przeciw n a jezd niko m . S ą tego ślady oprócz w p o d a n ia c h ludowych, także w d z ie j a c h * ).
P o s e ł od c esa rz a niem ieckiego u b ra n y po cudzoziemsku, ledwo się obronił
od po de jrze nia, że j e s t Szwedem, gdy je c h a ł z W ę g ie r do P o ls k i przez
Nowy Targ.
W ó w cz as to odbyła się n aw et j a k a ś bitwa górali ze S zw edam i na
P o d h a lu , z akończona p o grom em najezdników . T u taj leży źródło o pow iadań
k lę s k i nieprzyjaciół, k tó r y c h nieśw iadom i dziejów P o d h a la n azw ali T ataram i.
J a k i ś wódz Szwedów poległ p o d Nowym T arg iem , p ochow any na g ó rze n a d
Szaflaram i, k t ó r a od niego zowie się d o tąd R aniszb orkiem .
is) P o c z ą te k Z a k o pan ego j e s t nieco inny, bo od zbójów nie m ogła
pow stać osada.
P ie r w o t n ie w obręcie dzisiejszego Z ak op aneg o, m ieszkańcy d a w n ie j
szych osad n a P o dh alu mieli swoje pastw isk a na p o la n a c h wyrobionych z lasu
czyli n a t a k zwanych wyro biskach. Staw iali ta m też zab ud ow an ia dla b y d ła
i dla siebie na p o rę letn ią zwane l e t n i k a m i . Powoli zaczęli zimować
p rz eko na w szy się, że k lim a t j e s t przyjazny. Przyw ilej osadniczy dla Z a k o
panego wydał k r ó l Stefan B a to r y r. 1578.
W czasach, o k tó r y c h pisze K lein, oddaw ali się Z a k o p ia n ie zbójnictw u
is to tn ie b a rd zo powszechnie. P u s z * * ) p o d ró żu ją cy w r . 1 8 2 1 zapew nia, że
w Z a k o p a n e m niem a domu, z k tó re g o b y przyn ajm n iej j e d e n człowiek nie
siedział w w ięzieniu za k ra d z ie ż lub rozbój, do czego n ak ła n ia ło są siedz tw o
n ie d o s tę p n y c h gór, sto su n k i z zb ójn ik am i n a W ę g rz e c h i ubóstwo gó rali.
W te m m iejscu swego opisu K lein dodaje, że „w obecnym r . 1 8 2 7 “ ,
z czego okazuje się ro k , w k tó r y m p o w sta ła t a jeg o p raca. R ów n ież w tym
samym r o k u podró żow ał po T a tr a c h Sydow, k tó r y p o zn ał się z K l e in e m
i od niego o tr z y m a ł wiele wiadomości o T a tr a c h , to też w n ie k tó ry c h u s t ę
p a c h opisu K le ina i k siążki Sydowa da się w yszukać podobieństw o, j a k n a p r z y k ł a d w przed staw ien iu dziejów górnictw a w T a tra c h .
*) Walewski, „Historya wyzwolenia Polski za J a n a Kazimierza.
**) Tytuł dzieła pod 38). 0 zbójnikach, zakopiańskich pisze Pusz w swem
dziele n a str. 156.
— 271 —
69)
N ac zeln ik zbójników „ h a r n a ś “ zowie się czasem
ra lsk ic h hetm anem .
N p .:
w p io s n k a c h g ó
„Jan o s ik , J a n o s ik , zbójnicki h e tm a n ie !
60) O dtąd zaczyna się opow iadanie Blumenfelda. Ig n a c y F ra n c i s z e k
B lumenfeld był leśniczym za k a m e ry w W itow ie i Po ro nin ie. Od niego p o
chodzi m ała k a p lic z k a murow ana, w zniesiona w r. 1 8 1 7 , stojąca w P o r o n i
nie koło mostu n a P o ro ń c u , j a k n apis w skazuje *).
Ju ż w końcu p rzeszłego wieku był Blum enfeld leśniczym kam eraln y m
n a Podhalu, bo dowodzi tego w zmianka, że p rzez 22 l a t p rze ślado w ał zbój
ników, a kon iec opow iadania jeg o p rz y p a d a n a czas około r o k u 1 81 5.
c l) S k a ł a S i w a u w stępu do doliny C hochołow skiej po nad p o t o
kiem strom o w znosząca się, bywa nieraz siedliskiem orłów, k tó r e gnieżdż ą
się w T a tr a c h tylk o n a sam ych k o ń czyn ach
ty ch gór, j a k na M uraniu ,
Osobitej.
G2j P o la n a „ p o d H u t a m i “, inaczej „ p o l a n a H u t y “ zwana, na
początku doliny Chochołowskiej n a zw ana od K uźnic żela znych, któ ry ch d z i
siaj już t a m niema.
63) P ie rw o tn ie był K lein z a r z ą d c ą K uźnic w Kościeliskach, j a k widać
z tej wzmianki. N ie chcąc sam opow iadać o swoich p rz y k ro ściach , d o z n a
nych od zbójników od dał o po w iadan ie o tern B lum enfeldow i.
61) D u d y albo g a j d y lub inaczej k o b z a , n a rzę d zie muzyczne z ło
żone z m iecha skó rz ane go i p iszczałki, k tórej głos p o b u dz an y u sta m i g r a j k a
w zm acnia się jeszcze p ow ietrzem w ypychanem z m iecha.
65) P o lan a K i r a n a p o czą tku doliny K ościelisk, zazwyczaj zw ana
M i ę t u s i ą K i r ą od właścicieli Miętusów. K ir a oznacza właściwie w ję z y k u
góralskim za k rę t, miejsce o bszerniejsze na zagię ciu drog i w górę p r o w a d z ą
cej albo p odobne stanow isko w k o p a ln i n a chodniku podziem nem . W ła ś n ie
od tego o sta tnie go zn aczenia p rzeniesiono wyraz ów n a p ierw sze znaczenie.
P o niew aż na polanie r o z s z e rz a się dolina, a d ro g a się za k rę c a , więc ca łą
po lanę nazw ano K irą. D ok ład n ie biorąc, są dwie p o la n y : M i ę t u s i a K i r a
W y ż n i a i N i ż n i a . P rz e d wstępem do doliny je s t je szcze p o la n a zw ana
L e ś n i c k a K i r a od tego, że należy do wsi Leśnicy. Ścieżkę g ó rs k ą , w i
j ą c ą się w z a k rę ty tam i n aza d dla łatwiejszego wyjścia w g ó rę, n azy w ają
gó rale „ n a k i r y “ .
K ira pochodzi od niem ieckich górników z wyrazu : K e h r .
66) U zbrojenie zbójników d o tą d przechow ane u górali zgadza się z o p i
sem. N óż byw ał kończysty, wygięty w kształc ie tureckiego j a t a g a n u , o p r a
wny w rękojeść cisową z ozdobami mosiężnemi. W y ra b i a li j e sam i g ó rale .
T ak ie noże u m iał n a p rz y k ła d s p o r z ą d z a ć s t a r y J a n S a b a ła i pozbyw ał je
gościom zakopiańskim .
B u n k o s z by ła to m aczu ga jesionow a. G órale opow iadają, że „b u nk o ś “ ta k się r o b i : „ J a s ie ń sieka się na wiosnę, to sie k a n e bule po nim
rosną“ .
*) Na żelaznej tabliczce, kształtu tarczy z koroną o pięciu pałkach napis
następujący: „S. Joannes Nepomucenie Kapelle. F un dato r Ig. Fra. Gerti. v. Blumenfeld 1817“. Całe nazwisko Blumenfelda brzmiało : Ignacy Franciszek Gertler
Blumenfeld.
-
272
-
Bunkosz j e s t wzięty z jęz y k a m a d z i a rs k ie g o : b u n k ó “ maoznga,
palcat, b u n k ó s przym iotn ik od tego.
Do stro ju zbójników należały jeszcze z b ó j n i c k i e c z a p k i , r a b o
wane na W ęgrzech od wojska lub stra ż y po dw o rach ob ronnych w ęgierskich
ta k zwanych k a szte lach n a L ip tow ie i Spiszu. Zazwyczaj bywały czerw one,
p rzypinali do nich zbójnicy dla ozdoby lisi ogon, pió ra.
Często też z am iast zw ykłych spodni z białego su k n a zwanych h o ł o ś n i a m i , nosili obcisłe spodnie czerwone, rab o w an e n a W ęg rzec h.
G7) Z d arz en ie opisane było ju ż objawem zw yrodnienia zbójników. P r a
wdziwy zbójnik nie n a p a d a ł na innych górali, łu p ił panów i żydów po W ę
grzech, obdzielał biednych, żył wesoło, k o c h a ł się we „ f r a j e r k a c h “ , ale nie
dopuszczał się ta k ic h ok rucieństw , zwłaszcza n a w ieśn iakach . J e d n a k wy
jątk o w o p rz y d a r z a ły się podobne p rzyk ład y.
G8) Mimo zapow iedzenia n a stęp n ie już niem a wcale owego spisu p r z e
stępców pojm an ych na rozbojach.
69) W ustępie o właściwościach zbójników p o w tarz ają się szczegóły,
p od ane powyżej przez samego K leina. W id o c z n ie i te n jeszcze ustęp p o c h o
dzi od Blum enfelda.
70) Zbójnicy między sobą n azy w ają się c h ł o p c a m i , też w e s o ł y m i
c h ł o p c a m i lub w p ro st w e s o ł y m i . N a p rz y k ła d mówią piosnki i c h :
„N a buczku, n a b u cz k u listeczki bieleją,
„ K a się dobrzy chłopcy na zimę p o d z ie j ą “ .
*
*
*
„Po za buczki, po za h raś ć
„P ójd ziem chłopcy zbijać, kraść,
„Pójdziem chłopcy za hory,
„N a L ipto w sk ie t a l a r y “ .
*
Z Orawskiego zam ku chłopcy w yzierają,
Czy się po pod reg le buczki ro zw ijają.
71) B o h a te r zbójników J a n o s ik dał widocznie pow ód do tego, że b a rn aś zazwyczaj p rzy b ierał im ię J a n k a . Mnóstwo opow iadań i śpiewek z w ró
conych do J a n k a , nie zawsze należy tedy odnosić do głównego b o h a te r a
Ja n o s ik a .
72) D odany w tem miejscu przez przepisyw acza ręk op isu J a n a K a n te g o
A n d ru sik ie w ic z a wiersz, będący śpiewem rozbójników w B e s k id a c h w s c h o
dnich, umieścił „ P rzy jacie l L u d u “, wychodzący w L eszn ie (R ok I I I . , 1 8 3 6 ,
tom I., N r. 5, str. 34), sk ąd go widocznie tenże odpisał. Z a c z y n a się ta k :
C iągną chmury, a wśród chm ur
P ra g n ie deszczu k a n ia ;
W czarnej puszczy naszych gór
W o ln o b u ja łania.
—
273
-
B uja łania, b u ja koń ;
H e j opryszki bijmy w dłoń i t. d.
W iersz ten opuściłem, bo do opisu
m a związku ze zbójnikam i ta trza ń s k im i.
K leina nie należy
a również nie
DODATKI I UZUPEŁNIENIA.
I)o „ L u d u “ I I I . , str. 78, pisze prof. L. Młynek, co n a s t ę p u je : W ie r s z
„nieznanego a u t o r a “ p. t „ P ó ł godziny szkoły po egzycyrce (k tó ry w y d ru
kow any j e s t z pewnymi w ary a n ta m i w dziele Ś w ię tk a : „L ud nad rab s k i,
K raków 1 8 9 3 , str. 2 3 4 z uwagą, że a u to re m jego j e s t „ k a p r a l G r e l a “ ,
K ed.), zaczynający się od słów : A n tr e t re k r u ty do szkoły i t. d., napisał
Z u g sfü h rer w C adre od 13 p u łk u piechoty (K rakó w ) S k r z a t e k , ro d e m
z Bochni. „Z nałem go osobiście i byłem św iadkiem j a k u k ł a d a ł “ , opow ia
dał o nim Jó z ef Śliwiński ze Sierczy. P rz ed S krzatk ie m tej „ o ra c y i“ nie
znano przy wojsku. N ajp ierw nauczyli się jej żołnierze od 13, a później do
s ta ła się do 56 pułku, w krótce rozeszła się po w szystkich p u łk a c h z a c h o d n io-galicy jsk ich a n aw et d o sta ła się „ n a w ieś“ . T e g o S k rz a t k a przypom i
nam sobie i chwilę, kied y zaczęto przy w ojsku deklam ow ać powyższą
„ o ra c y ę “ .
ROZBIORY I SPRAWOZDANIA.
Włodzimierz Czerkawski. W i e l k i e g o s p o d a r s t w a ,
ich
i s t o t a i z n a c z e n i e . R ozpraw y A kadem ii umiej. W ydz. bistor.-filozof.
Ogólnego zbioru t, Х Х Х І У . W K rakowie. N akład em A kadem ii umiej. Skład
główny w k się g a rn i spółki wydawniczej polskiej r. 189 7.
Z pojęciem ekon om icznem „w ielkiego g o sp o d a r stw a “ łączymy zwykle
w ielk ą p ro d u k c y ę , a że o s tatn ia jes t, j a k wiadomo, obecnie p a n u jąc ą formą
ekonom icznego w ytw arzania ,,d ó b r“’, to też analiza k r y ty c z n a „ is to t y i zn a
czenia wielkich g o sp o d a r stw “ , Ja k ą p o d a je n am p. C zerkaw sk i, z asług uje
ju ż a p rio ri na baczne uw zględnienie ze stro n y czytelników i k ry ty k ó w ,
Nietylko je d n a k z tego ogólnego stanow iska, ale i ze względu Па rz eczy
wiście naukowe i sk r u p u la tn e przedstaw ienie p rz edm iotu, wypada nam r o z
p raw ę p. C zerk aw sk ieg o ro z p a t r z e ć ściślej.
A u to r z a ra z w wstępnym rozdziale swej p ra c y ( „ P o d z ia ł go spodarczy
sp ołeczeń stw a ‘, str. 1 — 20 ) zaznacza, . że nie będzie się tr z y m a ł szablono
wych, u ta r ty c h d ró g w swem studyum, że przeciwnie w n au ce e k o n o m i
cznej dzisiaj ' k r y t y k a zw rac a się naw et przeciw podsta'wowym założeniom
n a u k i d otychczasow ej ; dlatego też — pisze — „n a le ży (także) przy om a
18
—
274 —
w ianiu wielkich gosp od arstw ro z p o cząć b ad an ie od p o c z ą t k u 11. „ P o c z ą t e k “
te n p rz e d s ta w ia się w ro zp ra w ie p. C zerkaw skiego jako k ró t k i szkic h i s t o
ry cznej genezy dzisiejszych w ielkich gospodarstw . W genezie tej uwzględnia
a u t o r c ałk iem słusznie tę k o lo s a ln ą różnicę, j a k a przed ziela dzisiejszą gospo •
d a r k ę n a zbyt t. j. g o sp o d a rk ę to w arow ą od średniow iecznych go sp od arstw
„ izo lo w a n y c h “ , w k tó r y c h p otrzeby g o sp o d a r z a były z re g u ły z a sp a k a ja n e
z „w łasn ego tylk o m a j ą t k u “ . N a tu ra ln ie należy to określenie g ospo darstw
średniow iecznych (a nie j a k a u to r pisze, myląc się w w yrażeniu, „ p ie r w o
tn y c h “ ) ro zu m ieć w ścisłej łączności z całym gospo darczy m u stro je m feud al
nym, w k tó r y m naw et ci, k tó rz y „ w ła sn e g o m a j ą t k u “ nie posiadali, „ z a s p a
k a ja l i swe p o tr z e b y “ p rz ez własne, bez po śred nie w y tw arzanie w obrębie
m ajątkó w obcych „ fe u d ó w “ , lub też ja k o „ p o d d a n i “ chłopi, k tó ry c h p r a c a
n a ro li i przem ysł, domowy m usiały w ystarczyć d la siebie i dla „ p a n a “ .
W te n sposób w y tw arzanie feudalne m ożna rzeczyw iście n azw ać t a k , j a k
a u to r to czyni „ g o sp o d arstw e m izolownnem “ , ale nie możemy się n ato m ias t
zgodzić na to, ja k o b y po u p a d k u w y tw arzania feudalnego, g osp od arstw a
„uw olnione zostały z więzów ind yw id ualny ch“ (str. 3). P rz e c iw n ie — go
s p o d a r k a feud aln a, jeśli nie spuścimy z o ka ra m całego feudalnego u stro ju
społecznego, p rz e d s ta w ia się nam, mimo swych „g o sp o d a rc zy ch izolowań“
mniej n aw et in dy w id ualistyc zną, aniżeli dzisiejsza tow arow a. T a k ż e tylko
w zg lęd n ą p ra w d ą je s t, jak o b y „w czasie gospo darstw izolowanych p ok ry w ano
p otrzeb y w ła sn ą p r a c ą “ ; „ p a n “ (seigneur) n. p. p otrze by swe pokryw ał
p r a c ą „ p o d d a n y c h “ , in n a rzecz, że on razem z podd an ym i tw o rzy ł g ospo
d a rc z ą całostkę, k t ó r a w n a d e r r z a d k i c h ty lko w y padkach była zm uszoną
u ciek a ć się do k up o w an ia prod uk tów , w ytw orzonych w innej podobnej całostce i rz a d k o też pozbyw ała się dla pieniędzy p rod uk tó w w łasnych. Tylko
i je d y n ie w ta k ie m zrozu m ien iu rzeczy m oż na pow tórzy ć za autorem , że
w średniow ieczu i to wczesnym średniow ieczu „ p o kry w an o p o trze b y w łasną
pracą“ .
W genezie d zisiejszych „wielkich g o s p o d a r s tw “ p o m in ął p. O zerkaw ski
zupełnie przyczyny, k tó r e w płynęły n a zmianę ty pu g o sp o d a r k i „izolo w anej“
w tow arow ą, zaznacza tylko k ró tk o , że „ p u n k t ciężkości dzisiejszych g ospo
d arstw p rz e s u n ą ł się z p ro du kcy i n a w y m ian ę“ (s tr. 5), t. j. raczej z p ro dukcyi dla siebie i danej feudalnej całostki gospodarczej, na produkcyę,
w k tó r e j „w szyscy p r a c u j ą n a zbyt, liczą na ku pn o i s p r z e d a ż “ . N a tu ra ln ie ,
że „u stalen ie system u wymienionego m usiało p rzy czyn ić się do podziału
sp ołecze ństw a n a różn e k las y go spo darcze, do w y tw o rz a n ia . warstw z a w o d o
w y c h “ . M oż nab y co p ra w d a za strz e c się na tern miejscu przeciw słowom
a u to r a o- tyle, że „ w arstw y zaw o do w e“ w ytw orzyły się nie w c a ł e m „ s p o
łe c z e ń stw ie “ , lecz tylk o wśród ludzi p racu jący ch de facto w ró żn y ch z aw o
dach ; p. O zerk aw sk i je d n a k wlicza do w arstw zaw odowych także k o n s u m e n
tów p a r excellence, co wynika bezpośrednio z jeg o o k re ś le n ia „ g o s p o d a r s tw “,
w śród k tó ry c h obok g o sp o darstw p rod u k u ją cy ch , znajdu jem y i k o n su m u ją ce
i to bez rów noczesnego p rod uk ow an ia. J e s t to z asadn ic zy m om ent w całej
p ra cy p. Czerkaw skiego, w ten sposób bowiem pojęcie „ g o s p o d a r s tw a “
w dzisiejszej dobie ekonom icznego w y tw a rz a n ia uniezależnia on od k o
nieczności p ro du ko w ania. „C ały sz e re g g ospodarstw , pisze au to r, ma praw o
do rozm aitych danin i o p ła t ze stro n y innych ciał lub jed n o s te k , nie p o
trz eb u je więc zajm ować się w ytw órczą p ra c ą . N iegdyś żyli w te n sposób
panow ie feudalni, dzisiaj p o k ry w a ją n a tej drodze swe p o trzeb y liczne- zw ią
-
275 —
zki publiczne i szerokie warstwy ludności, objęte w codzie nnem życiu m i a
nem kapitalistów, a więc właściciele m a j ą tk u ru cho m eg o lub n ieruch om eg o,
żyjący z r e n t i czynszów “ (str. 14). Rzeczywiście — t a k j e s t ! ale czy t a k i e
„ g o sp o d a rstw a k o n su m c y jn e “ można po śred nio wliczać nie tylko do „ g o s p o
d a r s t w “ wogóle, ale naw et do „zaw o dó w “ względnie „klas zaw odow ych“ , to
chyba p rzyzn ać tru d n o . W o b e c tego p od ział „sp ołeczeń stw a na ró żn e k la s y
g o sp o d a r c z e “ w znaczeniu „w arstw zaw odow ych“ sięga tylko do granicy,
po za k t ó r ą eg zystu ją „ g o sp o d arstw a k o n su m cy jn e « , jako takie, k tó r e w r a
mach podziału zawodowego zupełnie m iejsca nie m ają.
Całkiem słusznie — zdaniem naszem — tw ierdzi zaś au to r, że ^ d z i
siejsze stosunki g o spo darcze nie pozw alają ju ż n a ścisłe oddzielenie zawo
dów. gdyż niejeden gospodarz je s t z arazem rolnikiem , przem ysłow cem i k u p
c e m “ (str. 1 1). Z aw o dy g ospo darcze rzeczyw iście się ró ż n o ro d n ie k rz y ż u ją
z sobą, o ile ro z u m ie się s ą „ z a w o d a m i“ , t. j. po w yłączeniu t. zw. „ g o
sp o d a rstw (tylk o) k o nsum cyjn ych “ , ale i tu musimy zrobić pew ne z a s t rz e ż e
nie. Oto ró w n o m iern e współ działanie ró żny ch zawodów g o sp od arcz ych wymaga
w iększych wkładów pieniężnych ; „w ielk ie g o sp o d a r stw a “ rzeczyw iście o bej
m u ją ró ż n o ro d n e czynności zawodowe, przeciw nie średn ie i m ałe zachow ują
po dziś dzień, a w b ra k u odpow iednich k apitałów p ieniężny ch m uszą z acho
wywać t y p o w e cechy g o sp o d arstw jednozaw odow ych, dopiero w śród warstw
rob otniczy ch — m aszy na pozwala na p ra c ę w różn ych zawodach, chociaż
nie we w szystkich jeszcze gałęziach prod uk cyi. N atu ra ln ie ! — p r a k t y k a g o
s p o d a rc za nie rob i tutaj wyłomu w t e o r y i krzy żow an ia się zawodów, a to
tem mniej, że nie przejaw ia się ona w w arstw ach, k tó r e ekonomicznie są
obecnie, iż ta k powiem d ecydujące, t. j . ani w śród w ielkich producentów ,
ani (do pew nego stop nia) w śród ro b otn ikó w , za ję ty ch w wielkiej pro du kcy i.
W licza ją c w szeregi g ospodarstw (n a co z re s z tą m ożna się zgodzić
z zastrzeżen iem co do „ z aw o d ó w “ ) g ospo da rstw a t. zw. konsumcyjne-, d o c h o
dzi p. C. całkiem logicznie do wniosku, że dotychczasowy p o d ział g o sp o
d a rs tw n a wielkie, śre d n ie i male, o p ie ra ją c y się tylko na sposobach i z a
k resie pro du kcy i, j e s t n ie w y sta rc z a ją c y m ; wobec k rz y ż o w an ia się zajęć
zawodowych — nie m ogą i one być po d staw ą p odziału gospo darczego sp o
łeczeństw a. Cóż więc nią b ęd zie ? N i e tech nic zna stro n a g o spo da rstw , czyli
j a k się w yraża au tor, nie , m a te ry a listy c z n a “ , lecz podstaw do ta k ieg o p o
działu n ależy szukać w podm iocie gospo darczym t. j. w człowieku samym,
a specyalnie w jego „ p o tr z e b a c h “ , bo te tylko w g o sp o d arstw ach i wogóle
w życiu ekonom icznem ludzi są m ia ro da jne ; inaczej powiedziawszy — n a u k a
ekon om iczn a zw raca się ku człowiekowi, ja k o k u jed n o s tc e , mającej życiowe
(ekonom iczne) „ p o tr z e b y “ . Ale „ p o t r z e b a “ je s t dopiero wyrazem, k tó r y n a
leży określić i dlateg o j a k o d alszą p rze d w stęp n ą część p ra c y p. O zerk awskiego należy uw ażać ro z d z ia ł II. p. t. „ P o t r z e b y “ (s tr. 21 - 6 3 ) .
„ G o sp o d arstw o — pisze a u to r za Schoubergiem — p ow staje przez
połącz enie dwóch czynników istotn ych : człowieka, o dczuw ającego po trzeb y
i środków m atery aln yc k, k tó ry m i się on posługuje, p rzyczem „ p r a c a lu d z k a
nie j e s t dla naszej n a tu r y przyjem nością, lecz ciężarem, k tó re g o p o d e jm u
je m y się je d y n ie z koniecz ności, dla u tr z y m a n ia się p rz y życiu “ (s tr 22).
N a tu ra ln ie , n ależałoby w tem miejscu zróżniczkow ać pojęcie „ p r a c y “ , czego
je d n a k a u to r nie czyni, a przecież znane sa rod zaje „ p r a c y dla p rz y jem n o
ści“ , in n a rzecz, że ta k ie p r a c e nie są w ścislem te g o słowa znaczeniu go•podarczym i, io też tę w zględną nieścisłość w o k re ś le n iu p ra c y ja k o „ c i ę ż a r u “
18*
-
276
—
m ożna p. G zerkawskíem u ze względu n a te m a t jego ro z p r a w y — całkiem dobrze
wybaczyć. Z pojęcia p ra c y gospodarczej, ja k o ciężaru w ynika logicznie, że
człowiek p ra c u je ty lko tyle, ile musi d la zasp ok ojenia swycb potrzeb, ale
dodam y człowiek, posłu gu jący się p r a c ą obcych wcale nie odczuw a tego
„ c i ę ż a r u " b ezpośrednio i wówczas jego osobiste p otrzeby nie są d ecy d u ją cą
m i a rą do zużytkow yw ania tej obcej p racy . W k a żd y m j e d n a k raz ie — także
g ospo darstw a, zużytkow ujące pra c ę n a je m n ą — m a ją w rezu ltacie n a ok u
rówuieź „ z a sp o k o je n ie p o tr z e b “ , choć w znacznie większym z a k re s ie niżeli
g ospo darstw a, posługujące się tylko p r a c ą p od m iotu gospo darczego , względnie
większej ilości podm iotów (np. spó łki w ytw órcze i t. d ). A u to r fak tu tego
n ie spu szcza z oka, a że zeń w y n ik a ją ilościowe i jakościow e r ó ż n ic e „ p o
t r z e b “ gospodarczych, otóż omaw ia ró żnice te specyalnie. „ P o tr z e b a m i , pisze
a u to r za Saxem, „n azy w am y ty lko te w ym ag ania nowego organizm u, k tó r e
w pływ ają n a nasze g o sp o d a rc ze czyn no ści“ (str. 3 9 ) — i nne potrzeby, k tó r e
w g osp od arczej czynności nie są motywem d ziałającym , w y k rac zają j u ż po
z a obręb n a u k i ekonomicznej. „ P o t r z e b y “ w tem ekonomicznera znaczeniu,
dzieli p. C zerkaw ski na 4 grupy. P ie r w s z ą g ru p ę stan o w ią potrzeby, „ z w i ą
zane ściśle z n a s z ą n a t u r ą fizyologiczną“ i te „ s ą mniej więcej wszędzie
je d n a k o w e " . D r u g a g r u p a p o trz e b m a rów nie c h a r a k t e r , ogólny, acz o k r e
ślony już te ry to ry a ln ie ; s ą to te potrzeby, k tó ry ch z a sp o k o je n ia d om aga się
nasz organizm ze względu „ n a ukształto w anie p rz y ro d y z ew nętrzneg o ś w ia ta “ ,
j a k w a ru n k i klimatyczne, geograficzne, geologiczne i t. p. (str. 4 7 ). „ T r z e
cią g rup ę stano w ią potrzeby, wywołane z a tr u d n ie n ie m np. o ch ro n a p rz ed n ie
bezpieczeństw em życia i zd ro w ia w ró żny ch gałę z ia ch fabry czn ej p r a c y “
i t. p. I te p otrzeb y m a ją c h a r a k t e r ogólny, acz zawodowo zróżniczk ow an y.
C zw arta g r u p a potrzeb, to p otrzeb y , od k tó ry c h zaspo ko jen ia zale ży u t r z y
m anie i rozw ój g o sp od arstw a t. j. mniej więcej „ k o s z t a p ro d u k c y i“ . Ale
k o s z ta pro d u k cy i w prow adzone w poszczególne g o sp o d arstw a d a ją możność
gorszego lub lepszego z a s p a k a ja n ia p otrzeb wogóle w szystkich, a że p otrzeby
ludzkie są „ n ieo g ra n ic zo n e p r a w ie “ , więc ta możność z asp a k a ja n ia ich
w j a k najw iększym z a k re s ie nie tylko wzmaga potrzeby, w pływ ające na ro z
wój g o sp od arstw a , lecz ta k ż e p rzy czyn ia się głównie do w ytw arzania p otrzeb
coraz nowych, coraz b a rd z iz j zró żniczk ow an ych i u lepszonych. W miarę ty ch
zmian w potrzebach, oddziela się n iejako od re s z ty spo łeczeństw a klasa,
k t ó r a najw ięcej i najp rędz ej do tych zmian się zastosow uje, k t ó r a zre s z tą
j e sam a wywołuje. Są to t. zw. „ p o trzeb y k las o w e“ , k tó r e , pisze p. C z e r k a
wski „ s ą w ym aganiam i jed n ej tylko, najw yższej (t. j. najb og atszej !) w arstwy
lu d n o ś c i“ . T a w arstw a s tw a r z a ją c i zu żytkow ują c coraz to inne potrzeby,
p rzo d u je w ty m względzie n a d innem i w arstw am i ; śred nie i drobnow łasnościowe w arstwy powoli w szelką nowość p rz y jm u ją , przeciw nie ruchliw e w a r
stwy rob otnicz e są s k ło n n e : zaw sze do nowych postępów go spodarczych, ale
tylko w znaczeniu ogólnem, dla całych m as a nie j a k .u. w arstwy n a j b o
gatszej, dla indyw idyów przedew szystkiem . J e s tto rzeczyw iście cod zien ną —
iż t a k powiemy — p r a w d ą ; a u to r nie w ysnuł je d n a k ż e z faktów tych k o
niecznej konsekw eńcyi, że nie, d a ją c a się zaprzeczyć d e m o k r a t y z а с у a
p o t r z e b , d om aga się żywiołową Siłą coraz ogólniejszego, masowego z u ży t
kowania postępów g osp oda rcz ych t. j. tego, ku czemu d ą ż ą w arstw y r o b o t n i
cze, w prow ad zanie zaś i wynajdyw anie coraz to innych po trzeb p rzez w a r
stwę „najw yższą“ j e s t faktem , k tó r y z d a n ie m naszem , łącz y się nie z in d y
widuami poszczególnemi, należ ącem i do tej warstwy, lecz z w a rstw ą . c ałą
_ 277 —
d l a t e g o , że o n a m o ż e p r o w a d z i ć „ w i e l k i e g o s p o d a r s t w a “
mimowoli więc nasuw a się tu już wniosek ogólnej n a tu ry , że w ynajdyw anie
i z a r a z e m masowe przyjmowanie i zużytkowywanie nowych p o trz e b ergo
i postępów gospodarczych m o ż e
być
harmonijnie
przeprowa
dzone — tylko w „wielkich g o s p o d a r s tw a c h “ — ale p ro w a
d z o n y c h m a s o w o , k o l l e k t y w n i e . Ale to już wniosek n a p rz y s zło ść;
dzisiaj faktem je s t, że „w ielk ie g o sp o d a r stw a “, zużytkow ujące coraz to.
nowsze p o tr z e b y istnieją,, nie w masowem ale w zindyw idualizow anem z n acz e
n iu ekonom icznem ; m ając j e d n a k już w określeniu pojęcia „ p o t r z e b “ k ry te ry u m do dalszej p racy n ad swym te m a te m , przechodzi p. C ze rk aw sk i w n a
tu ra ln y m p o rz ą d k u rzeczy do o kreślen ia „p ojęc ia wielkich g o sp o d a rstw “
(rozd ział III., str. 63 — 89).
„P ew n e g atu n k i potrzeb, k tó ry c h zaspokojenie je s t b a rd z o kosztowne,
stoją u je d n y c h klas na tym samym szczeblu, n a k tó r y m u innych z n a jd u
je m y potrzeby, żąd ają ce znacznie ta ń s zy ch śr o d k ó w “ . Na tem po lega —
zdaniem p. C zerkaw skiego — „ is to t n a ró żn ica między g o sp o d a rz a m i“ . „ G o
spo darz wielki odczuw a potrzeby, których zadow olenie, je s t zwyczajnie z n a
cznie kosztowniejsze, niż zaspokojenie po trz eb tego samego sto p n ia u go spo
d arzy mniejszych. T ry b jego życia j e s t inny, z a p a try w a n ia odmienne, stąd
też p o trzeb u je znaczniejszych dochodów “ (str. 65). Chcąc p o p u la rn ie o k re
ślić k r y t e r y u m „ró żn ic y między g o sp o d a rz a m i“ w edług „ p o t r z e b “ , można
śmiało użyć zw rotu b ard zo często używanego, że „ r ó ż n i c e “ t e zależą od
t. zw. skali czyli stopy życiowej poszczególnych klas gospodarczych. K r y t e
ry u m to ma w artość n au ko w ą ty lko b ard z o w zględną wobec n iez a p rzecz aln ie
is tniejącej d e m o k ra ty z a c y i p o trz e b i wobec całego szereg u w yjątków z pod
reguły, uznanej przez p. C zerkaw skiego za ogólną. Sam a u to r pisze, że
„ z d a r z a się niekiedy, że człowiek przyzw yczajony do sk ro m n y ch stosu nk ów
s taje n a czele znacznego m a j ą t k u “ i odw rotnie ludzie n iezam ożni o d czu w ają
często, i dodamy w m ia rę zw rotu d e m o k raty zacy i p o trze b , c o r a z częściej
i silniej, po trzeb y ludzi bogatych. O ile je d n a k — j a k z a strz eg liśm y się —
k ry te ry u m p otrzeb ma dla rozdziału klas gospodarczych, n a u k o w o tylko
b ard zo względną wartość, ta k z drugiej strony n ie d a się zaprzeczyć, że
w dzisiejszej — iż ta k powiemy — p ra k ty c e życia ekonomicznego, skala
p o trz e b j e s t rzeczyw iście dec yd ują cą, ale n i e s a m a p r z e z s i ę , l e c z —
sądzimy, przez m aj ą tк ową m o żnoś ć zaspokajania niższej
l u b w y ż s z e j t a k i e j s k a l i . Sam a u to r p rzy znaje to, chociaż tylko nie
w p ro s t ; pisze bo w iem ; „g o sp o d a r stw a , w k tó r y c h p otrze by ogólne zabie ra ją
stosunkow o niezn a c zną część d o c h o d ó w , główny zaś n acisk spoczywa na
p o tr z e b a c h klasowych, m ożem y nazw ać wielkiemi“ (str. 6 6 ). In a c z e j p ow ie
dziawszy — g o sp o d a rstw a wielkie są te, k tó r e m ają m o ż n o ś ć z a s p a k a ja
nia b ard zo łatw o p o trz e b ogólnych, dla wszystkich koniecznych i to ta k , że
głów na część dochodów gospodarczych m o ż e być zużytą n a za spokojenie
po trzeb klasowych ; przyp om in am y zaś, że „ p o tr z e b a m i k la s o w e m i“ nazyw a
p. C zerk aw ski „ w y m a g a n i a j e d n e j t y l k o — n a j w y ż s z e j w a r
s t w y l u d n o ś c i “.
W te n sposób z własnych słów a u to r a wynika, że z am iast sz u k a ć p o d
s t a w y rozdziału ekonom icznego społeczeństw a w „ p o tr z e b a c h “ s a m y c h
p r z e z s i ę , należy podstawę tę nazw ać raczej m o ż n o ś c i ą z a s p a k a j a
n i a p o t r z e b . W ta k i e m k ry te ry u m nie ro bi ju ż wyłomu ani d em o k ra ty zacya p otrzeb, ani też wyjątki od reguły, k tó r e za a u to r e m przyto czyliśm y .
—
278
-
T a możność z a s p a k a j a n ia p o trz e b m a ro zum ie się w różnych ep ok ach historyczn o-eko no m iczn ych ro z m a itą po stać | dzisiaj w świecie cywilizowanym,
w ra m a c h g o s p o d a rk i towarowej j e s t on a id en tyc zną z w iększem lub m niejszem po siadan iem środków zam ienn ych t. j. pieniędzy. P o p u l a r n i e p o
w i e d z i a w s z y m o ż e m y n a z w a ć „ w i e l k i e m g o s p o d a r s t w e m “,
takie, które w swym gospodarczym obrocie zużytkow uje
dla zaspokojenia potrzeb podm iotu g o spodarczego wiel
kie kapitały pieniężne,
takie mianowicie, które umożli
wi aj ą z a s p a k aj a n i e „ p o t r z e b o g ó l n y c h s t o s u n k o w o n i e z n a
c z n ą i l o ś c i ą d o c h o d ó w i, w k t ó r y c h d l a t e g o g ł ó w n y n a c i s k
sp o c z y w a na p o t r z e b a c h k l a s o w y c h “.
A u t o r sam w dalszych ro zd ziała ch swej p ra c y a k c e n tu je silnie fetyszyczny prawie, — j a k się w yraża M a r k s —- c h a r a k t e r g o spo da rc zy p ie
niędzy w dzisiejszym, to w arów ym system ie g ospo darczy m , a t a k ż e w w y
szczególnianiu poszczególnych g o sp o d a rstw w edług ich odm ian ekonomicznych
widzimy wyraźnie, że p o dstaw y do podziału klasow ego społeczeństw ( r o z u
mie się „cy w ilizo w any ch“ ) należy szuk ać nie w ^ p o t r z e b a c h “ ja k o takich,
lecz w „ d o c h o d a c h “ t. j . w pieniężnej możności do za spokojenia p otrzeb .
„ W i e l k i g osp od arz, czytam y n a str. 66, może uzyskiw ać swe d o c h o d y
w dwojaki s p o s ó b : ilb o p row adzi sam g o spo darstw o, w y tw arzając d o b ra lub
usługi, albo też po biera d o c h o d y z cudzych g ospo da rstw d la jak ich k o lw iek
pow odów. W ko ńcu nasz gospodarz może mieć d o c h o d y z obu ty ch g ru p
rów nocześnie, p ew n ą część z własnego, in n ą z cudzego g o s p o d a r s tw a “ . Na
ilości i ja k o ś c i (formie) d o c h o d ó w o p ie ra te d y p. C zerkaw ski słusznie
p o d ział gosp od arstw n a poszczególne kategorye, j a k o t o : wielcy w ł a ś c i
c i e l e , p o siadacze wielkich m a j ą t k ó w , użytkowcy cudzego m a j ą t k u ,
g osp od arze p ozbaw ieni m a j ą t k u ,
g o sp o d a rstw a p o b ierają ce d o c h o d y
z cudzego m a j ą tk u n a mocy swego p ra w a podmiotowego, g o sp o d a r stw a uzy
sk ujące d o c h o d y w drodze k re d y tu i g o sp o d arstw a złożone z po szczegól
nych, p o p rz ó d wymienionych typów. „ D o c h ó d “ — n aw et „ m a j ą t e k “ , t. j. j a k
o b e c n i e t a k samo, co możność w ym ieniania d ó b r ekonomicznych, a więc
k a p i t a ł pieniężny, względnie p ro c e n t od takow ego. U ta k ie j k o n s e k w e n c ji
stoim y sk u tk ie m wszechwładnego ro zw oju g o sp o d ark i towarowej ; „ p o t r z e b y “
p o d m io tu gosp od arczeg o, choćby n aw et ja k się dom aga au to r , sta ty sty cz n ie
o kreślon e, mogłyby być p o d sta w ą p od ziału gospodarczego sp ołeczeństw a
c h yb a w całkiem ra d y k a ln ie zm ienionym ty pie g o sp od arki społecznej ; nie
przec zym y naw et, że się to stać może, że się w reszcie s ta ć musi, dzisiaj
j e d n a k nie „ p o tr z e b y “ s a m e p r z e z s i ę , lecz j a k mówiliśmy m o ż n o ś ć
zaspokojenia potrzeb przy pośrednictwie kapitałów pienię
ż n y c h fwzględnie „do ch o d ó w “ ) stanowi je d y n ą rzecz yw istą norm ę p o d s t a
wową, n a k tó re j g ospo darczy t. j. k lasow y ekonom iczny po dział cywilizowa
nych społeczeństw się opiera. J e s tto co p r a w d a k r y t e r y u m czysto m a t e r y a listyczne, ale n ie m a te ry a listy c z n e — j a k się w y ra ż a a u to r — zróżniczkowanie
spo łeczeństw a n a zasadzie „ p o trz e b ‘ i to dodam y p otrzeb z d e m o k r a ty z o w a
nych i ciągle d em o kraty zu jąc y c h się, j e s t po dziś dzień w n auce ek o n o m i
cznej ty lko te o ry ą , k t ó r a w p r a k t y c e życia i ro zw oju g o sp od arczeg o zajm uje
stanow isko p ostu latu , d o m ag ają ceg o się zrealizow ania. Sam a u to r przy zn aje
to pośred nio mówiąc o usiłow aniach, dążących do za spokojenia „ p o tr z e b
o gó lny ch“ w arstw robotniczych. N a tu ra ln ie , że jeśli istnieje ja k i ś p o stu la t
ekonomiczny, d ążący żywiołowo i św iadomie już n aw et do z realizo w ania,, to
2 79
-
przeb ija się oa w p ro st mimowolnie nie tylko w nauce, ale i w życiu p r a k t y cznem. A u to r myli się o tyle, że p o s t u la t ju ż za fak t sp e łnio ny przyjm uje
i omyłka ta odbiła się nie tylko w o kreślen iu , p o ję cia wielkich g o sp o
d a r s tw “ , lecz ta k ż e tu i ówdzie w n a stę p n y m ro zdziale om aw ianej pracy,
„k ou su m cy a wielkich g o sp o d a r stw “ (s tr. 89 — 114).
„ P rz e d s ta w m y sobie czło w ieka“ — czytamy n a s t r. 90 — „ k t ó r y
u k ła d a swój plan g o sp o d a rc z y “ . Musi on p rzedew szy stkiem ocenić swe p o
trzeby , od k tó r y c h zależy całe jeg o postępowanie. Nie żą d a ją one p racy,
p rod uk cyi lub dochodów, lecz w prost z aspokojenia, zużycia odpow iednich
środków. Z potrzeb, a więc z n a tu r y i poglądów ludzkich, wypływa dążenie
do konsum ćyi jak o b e z p o śre d n i i k onieczny ich s k u t e k “ ( P a t t e n ) . N a t u r a l
nie, że s k u t k i e m k o n s u m ć y i o kazu je się w ten sposób p rod uk cya, ale
nie odw rotnie. J e s tto p ra w d ą ze względu na fakt, że rzeczywiócie p r o d u k u
jem y nie dla samej pro du kcy i, ale dla konsum ćyi, czego świadomym do w o
dem j e s t p rzed ew szy stkiem „ u k ł a d budżetów państw ow y ch“ . T e m u o k re ś len iu
konsum ćyi ja k o „najw ażniejszego re z u l ta t u ekonomicznej działalności“ n a
leży j e d n a k — zdaniem naszem — postaw ić pewne granice. O to! — K o n sum eya nie j e s t i nie może być s a m o d z i e l n y m „ re z u lta te m ekonom icznej
działalno ści“ , bo chociaż ona dąży b ezp ośredn io do „zasp o k o je n ia p o tr z e b “ ,
to je d n a k ż e mówiliśmy już, że nie „ p o tr z e b y “ same przez się, ale m o ż n o ś ć
icb z aspokojenia j e s t d e cyd ują cą n o rm ą w rozd ziale gosp od arczy m spo łe
c z e ń stw a ; m o ż n o ś ć ta zaś, p rz ed s taw iając a się dzisiaj na ze w nątrz ja k o
m niejsze lub większe n a gro m ad zenie k ap ita łó w pieniężnych, j e s t zawsze b e z
p ośredn im lub p o śred n im wynikiem p rodukcyi. Inaczej, naw et w najb ard ziej
id e a ln ie z a k re ś lo n y m p la n ie g o sp o d a rk i społecznej dziać się nie może, z tego
fak tu zaś w ynika koniecznie, że k on su m cy a j e s t w prost organicznie zw iązana
z p r o d u k c y ą ; to nie są — ja k b y z p rz e d s ta w ie n ia p. C zerkaw sk ieg o w y n i
kało — ja k ie ś oddzielnie od siebie d ziałające czynniki ekonomiczne, ale
zam k n ię te koło p rzyczy n i skutków ; to też w żaden sposób nie możemy się
zgodzić n a tw ierdzenie, że „ ko nsu m c ya (tylko) n ad aje wszystkim innym o b ja
wom gospo d arskieg o życia ich właściwy, k orzystny lub szkodliw y c h a r a k t e r “
(str. 91). C h a r a k t e r ten j e s t r e z u l t a t e m w s p ó l n y m z a r ó w n o k o n s n m e y i j a k i p r o d u k c y i . Sam p. C zerk aw ski przy znaje to n ie je d n o
k ro tn ie , acz p o średn io w У. rozdziale swej p ra c y — „ p r o d u k c y a wielkich
g o sp o d a r stw “ (str. 115 — 1 5 7 ), to też i nam w ypada „k on su m cy ę i p ro d u k cy ę
wielkich g o sp o d a r stw “ omówić nie k a ż d ą z osobna, ale w żcisłyin zw iązku
z sobą, wcale się bowiem nie godzim y z tw ierd zeniem a u to ra , że „ k o n s u m
cya stanow i o zak re sie i ro z m ia r a c h produkcyi, s a m a z a ś j e s t o d n i e j
n i e z a l e ż n ą , l i c z ą c s i ę t y l k o z p o t r z e b a m i “ (str. 9 3). J e s tto do
pew nego s to p n ia możliwem jedynie w b u d ż e ta c h państw ow ych i wogóle
w „w ielkich ‘ g o s p o d a r s tw a c h “ , w k tó r y c h m o ż n o ś ć
zaspokojenia
w s z e l k i c h p o t r z e b je s t ta k w ielką i w szechstronną, że rzeczywiście
„ p o t r z e b y “ te d ecyd ują tu taj same przez się tylko o sobie, o konsumćyi,
i od niej uzale żn iają w n astęp stw ie produkcyę. P rzeciw nie w gospo darstw ach,
k tó r e tak iej m ożności z a s p a k a ja n ia p otrzeb podmiotów g osp od arczy ch nie
p o sia d a ją , d e c y d u ją c ą je s t w większym lub mniejszym sto p niu nie k o n s u m
cya, lecz p ro d u k c y a , k t ó r a ową n ie d o s ta te c z n ą możność z a s p a k a j a n ia p o trz eb
wzmaga. N a tu ra ln ie , że tu ta j ta k samo j a k w „ w ie lk ic h g o sp o d arstw ac h “
celem j e s t k on sum cya a p r o d u k c y a środkiem , prow ad zącym do tego celu,
tylko że o n i e z a l e ż n o ś c i teg o celu od środków (t. j. od produkcyi)
— 280- —
w tem znaczeniu, naw et j a k to się dzieje w ,,wielkich g o s p o d a r s tw a c h " i „ b u d ż e
ta c h pań stw ow ych " nie może być n aw et mowy. Z r e s z t ą n aw et i w „w ielkich
g o sp o d a rstw a c h “ niezależność ta, a n ato m ia s t zależność ko nsum cyi „ ty l k o
od p o tr z e b “ je s t ta k ż e og raniczo ną, acz w znacznie m niejszym sto pn iu.
O p ró cz „w ie lkic h g o sp o d a rstw “ , mogą o względnej nie zależności k on su m cy i
od prod u k c y i mówić tylko te warstwy, które z a s p a k a ja ją swe p o trzeb y bez
określonej p rod u k cy i t. j. p ro le ta r y usze bez zajęcia :— „ l u m p e n p r o l e ta r y a t '
wszelkich k a te g o ry i ; — w tym wypadku rzeczyw iście „ o s tate czn o ś ci się s t y - .
k a j ą “ ; k onsum cya je s t ta m i tu p o d y k to w a n ą „ p o t r z e b a m i“ sam ymi p rzez
się, n atu raln ie je d n a k zachodzi kolo salna ró żnica w ilości i ja k o ś c i tych
„ p o t r z e b “ . „ W i e l k i e g o sp o d a rstw a “ „ k o n s u m u ją “ obok p otrze b „ o g ó ln y c h “
ponadto najwięcej „ p o tr z e b kla so w y ch “ ; p ro le ta r y a t żeb raczy k on sum cyę
swą musi ograniczać do p otrzeb tylko najogólniejszych t. j. n a jn i e z b ę d n ie j
szych. W tem sto su n k u konsum cyi do pro d u k cy i p rz e b ija się najw yraźniej
„ ro z d z i a ł g ospodarczy sp ołecze ństw a“ , zależny od śro d k ó w (p ien ięd zy), u m o
żliwiających mniejsze lub większe „ g o s p o d a r o w a n ie “ i tem samem m niejsze
lub większe u n ieza leżn ienie skali z a s p a k a ja n ia p o tr z e b podmiotów g o s p o d a r
czych od pro du kcy i. K to n a tem uniezależnieniu k o rz y s ta ? Czy całe spo łe
czeństwo ?
W odpowiedzi przy toczy m y dosłownie słowa p. C zerkaw sk iego , że „ im
liczniejsze w arstwy zaliczają się do wielkich go spodarzy, t e m p o t ę ż n i e j
s z y j e s t k a p i t a ł p i e n i ę ż n y i k r e d y t “ . W ogóle a u to r s k r u p u la tn i e
zestaw ia w o statn ich tr z e c h rozdziałach swej p ra c y dobre i złe s k u t k i „ w ie l
k ic h g o sp o d a r stw “ . W szczegóły tej k ry ty k i zap uszczać się nie będziem y
tem bardziej, że je s t o na przew ażnie za c z e rp n ię tą z znanych ogólnie dzieł
ekonomicznych, jed n o tylko zaznaczam y. Oto p. C zerk aw ski nigdzie nie p o d
nosi, że d o b re stro ny „w ielk ich g o sp o d arstw “ związane są, j a k p o śre d n io
z całej jego ro z p ra w y wynika, z fak tem g osp o d aro w an ia na w ie lką skalę, złe
zaś stro n y w y nik ają z in dyw idualnego c h a r a k t e r u „w ielk ich g o s p o d a r s tw “ .
Ju ż m ówiąc o „ p o tr z e b a c h “ wspomnieliśmy, że h a rm o n ia ek on om iczna m o
żliwą je s t w takim stan ie rzeczy tylk o przez skollektyw izow anie „ w ielk ieg o
sposobu g osp o d a ro w an ia “ , a tem samem nie m ożem y zgodzić się na p ro p o zycyę a u to r a , ażeby u jem n e strony „w ielk ich g o sp o d a r stw “ zw alc zać przez
„w y tw a rz a n ie g o spo darstw średn ich, p racu ją cy ch obok m ałych i w ielkich“
(str. 163).
Dr. K. J. Gorzycki.
I *o t o iii i ł< :i.
W „ L u d z ie “ t. I I I . zeszyt 2, pojawiła się reće n zy a mojej ro z p ra w k i,
za tytułow anej „ R a j i u p a d e k pierw szych ludzi w p o d an ia c h n a ro d ó w “ . J a k o
a u to r czuję się zobow iązany bodaj kilka słów dać w odpowiedzi.
Szanowny r e c e n z e n t bierze mi przed ew szy stkiem za złe, że t r a k t u j ę
rzecz ze stanow iska teologicznego i w „w idocznej tendencyi obrony P is m a
ś w ięteg o “ . Z a ten z a rz u t w y rażam mu m ą w dzięczność.
P o s ą d z a mię n astępn ie dwa ra z y o stronniczość. Czy
te n z a r z u t nie
dotyczy n ajp ierw samego R „ proszę osądzić. Oto Szan. R. mówi : A u to r
„ o k re ś lił stanow isko kobiety wobec u p a d k u grzechow ego, n azy w ając j ą „ p r z y
czyną wszelkiego nieszczęścia, czarow nicą, k tó r a przez swoje sza tań sk ie
-
2 8 1
—
czary sprawiła, że zn ikn ął raj z pow ierzchni z ie m i“ . J a zaś pow iadam
(str. 4 7 ) : „ W i a r a w p ierw otny u p a d e k grzechowy w płynęła szczególniej na
cale stanowisko kobiety w pogaństwie. Mogliśmy bowiem zauważyć, j a k
u w szystkich n arodów n ie w ias ta p rzedstaw iona je s t ja k o p rzyczy na wszel
kiego nieszczęścia. J e s t ona zwyczajnie p i e r w s z ą c z a r o w n i c ą , k t ó r a
przez swe sza tań sk ie czary sprawiła, że zniknął w i e k z ł o t y . D la te g o to
s ąd zą poganie, że rod zaj niewieści ma szczególniejszą łą czność ze św iatem
złych duchów. N iew iasty są c zaro w n ic am i i w różk am i u wszystkich n a r o
dów. W mytologii greckiej znane są czarownice C irce i M e d e a “ .
W swych refleksyach Szan. E . zdaje się k łaś ć n a równi z a p a try w a n ia
A jschylosa (niecytow anego w prawdzie, ale te same zasady wygłaszającego
w trag ed y i „H erk u les w o kow ach “ ), E p ik u r a , K o u ssea u ’a i P a n a Jezusa.
W ię k s zeg o chaosu d o praw d y tru d n o pomyśleć!
R e c en ze n t w ydając sąd o mej p racy p o w iad a: „ Z ra z u zapomniaw szy
o ten d e n c y i a u to ra , daje się czy telnik porw ać jego erudycyi, później zaczyna
n iedo w ierzać i p od gląd ać go o stronniczość, o f rz e k r ę c a n ie i naciąganie
faktów do jed n eg o z góry obliczonego celu “ i t. d.
S zan . R. widać chce, abym zb ierał i zestaw iał fak ta, ale bez żadnego
celu ; dopraw dy j a tego nie umiem i nie potrafię. L e c z j a ja k o a u to r widzę, iż
Szan. R . zup ełnie zapomniał, pisząc recenzyę. j¡ k ą te z ę do udow odnienia
sobie położyłem. J a zatytułow ałem „ R a j i u p a d e k p ierw szy ch lu dzi w p o
d an iac h na ro d ó w “ a Szan. R. zdaje się mieć niew ątpliw ie na myśli tezę :
„Raj i upadek p i e r w s z y c h r o d z i c ó w w o b e c s t a n u d z i s i e j s z e j
n a u k i “ . T o dwie rzeczy zupełnie różne. T a k ie g o tytułu, j a k Szan. R. by
sobie życzył i ja k i k ry tyk uje,
n ik t po katolick u myślący n aw et sobie p o s t a
wić nie może, bo wie dobrze,
że wiadomość o raju i u p a d k u pierw szych
ludzi czerpiem y nie z żadnej nauki ludzkiej, ale tylko z objawienia Bożego,
k tó r e znowu tylko j a k echo jak ie może więcej lub mniej w yraźnie odbijać
się w p o d a n ia c h narodów . W obec tego w stęp, ro zp raw k i, k tó r y m a p ory w ać
Szan. R. s w ą e rud ycy ą, jes t właściwie zbyteczny, po za tezą, dodatkow y.
K ry ty k a poszczególnych części r o z p r a w k i je s t gołosłowna. Szan. R.
chce, abyśmy m u w rzeczach bądź co bądź historycznych, cokolw iek powie
ja k o nieomylnej pow adze wierzyli. J a je s te m w szczęśliwszem p ołożeniu jako
au to r, bo we w szystkich mych tw ierdzen iach pow ołuję się szczegółowo na
powagi naukow e ; a więc nie ja , ty lko oni odp o w iad ają za fa k ta i za moc
ich dowodów.
Co do k r y t k i ty lk o p od ań skan dy naw sk ich nie w y stęp u je Szan. R .
sam, ale pow ołuje się n a powagi, podobnie j a k ja. J e d n a k zauw ażyć muszę,
że nie tw ierd zę tam , ja k o b y Odin był to samo, co A d am . Mnie nie chodzi
o im iona osób, ale o rzecz, ofa k t historyczny,
i dlatego naw et nie z a ty t u
łow ałem „ u p a d e k p ierw szy ch ro d zicó w “ , ale „ u p a d e k pierwszych lu d z i“ ,
chcąc dać właśnie do poznania, że ro z m a ite p od ania n aro d ów nie zaw sze
pierwszym rodzicom, ale często blizkim ich n astępcom p r z y p i s u ją u p adek .
Od dalszych uw ag się wstrzymuję, nie chcąc się o dp łaca ć p ię k n em za
n adobne. Chciałem tylko zw rócić uwagę, aby mię fałszywie j a k Szan R . nie
rozu m ian o.
K s. D r. J . Bychlak.
— 282 —
N a to recen zen t, k tó r e m u stosownie do zwyczaju posłaliśmy odpowiedź
a u to ra , odpisał co n a s t ę p u j e :
W łaściw ie n ależałoby K s . Dr. z Je g o „odpowiedzią,“ ua m o ja ocenę
p racy p. t. „R aj i u p a d e k pierw szych ludzi w p o d a n ia c h n a r o d ó w “ , n a p i
sanej przez Niego, pozostaw ić w zupełnym spokoju, tem bardziej, że K s. D r.
n a po tw ierdzenie mych z ap atry w ań w ocenie w yrażonych niejak o sam p rz y
klaskuje, ale żeby nie sądził, że Go zb yt lekceważę i ta k zw aną „ o d
p o w ied ź “ Je g o milczeniem pomijam, więc odpow iadam na Jego „ o b r o n ę “ .
1. Ks. D r. bez najm niejszego powodu podsuw a mi złośliwość, ja k p o d
su n ą ł E w ie w r a j u w ystępek F ry g g i z A sg a rd h u ... J a K s . D r. nic a nic
„nie b io rę za z łe “, j a k K s. D r. m y ś li; j a t y l k o k o n s t a t u j ę f a k t ,
ż e „ p r a c a “ Ks . Dr. . n a p i s a n a ze s t a n o w i s k a t e o l o g i c z n e g o “
a ż e t a k j e s t , s a m a u t o r p r z e c i e ż t e g o n i e t a i . Z re sz tą , gdyby
to było p ra w d ą , co Ks. Dr. mówi, to w konsekw encyi musiałbym i szk o le
antropologicznej a m ery k a ń sk ie j „w ziąć za z łe “ , że ona p o d a n ia o ra ju i t. d.
o cenia ze swego stanow iska, a w k oń cu i sam sobie — na szczęście ta k
nie jes t. O w s z e m c i e s z ę s i ę b a r d z o , ż e z n a l a z ł s i ę k t o ś , k t ó r y
tę s p r a w ę i ze s t a n o w i s k a t e o l o g i c z n e g o u s i ł o w a ł n a u k o w o
w y j a ś n i ć — a że mu się po części nie udało, nie moja w tem wina.
2. D ziw na rzecz, że Ks. D r. przyznaw szy się otw arc ie do te o l o g i
cznego stan ow iska swej pracy i „widocznej tend ency i obrony P is m a ś w ię
t e g o “ i wyraziwszy mi naw et z tego powodu „sw oją w d zięczn ość“ , iż Mu
n a p rz y k ła d a c h to wykazałem , n agle się tego w ypiera i żali się, że G o
„ d w a razy p o sąd zam o stro n n ic z o ś ć “ . A le p rzecież, k t o p i s z e w „ w i d o
cznej
tendencyi,
p r z e k r ę c a i n a c i ą g a f a k t a do j e d n e g o
z g ó r y o b l i c z o n e g o c e l u “ , to ju ż tem sam em p i s z e „ s t r o n n i c z o " , chyba że te n d e n c y a obrony P is m a św., „ p r z e k r ę c a n ie i na cią g an ie
fak tó w w tym celu ", według Ks. D r. do innej k a te g o r y i „ stro n n ic z o śc i n a
leży... I w tym razie j a tem u nie winien.
Co do mej „ s t r o n n ic z o ś c i" , k tó rej a u to r z p rzy to czo neg o miejsca
u mnie się domniemywa, muszę oświadczyć, że a u to r dla swej ob ron y albo
um yśln ie nie chce sam siebie rozum ieć, albo się też w istocie nie rozum ie.
P rzy p u s zc zam , że to pierw sze i d latego cytow anego ustępu ponownie i n t e r
p re to w a ć nie będę. K s Dr. zauw ażył n a podstaw ie p od ań, że k o b ie t a j e s t
„prz y c zy n ą wielkiego nieszczęścia — c z a r o w n i c ą , k tó r a prz ez swe s z a
ta ń s k ie czary spraw iła, że zn ik n ą ł wiek zło ty“ t. j. r a j z p o w i e r z c h n i
z i e m i , j a to zaznaczyłem w' mej ocenie ja k o fakt, no i cóż w tem „ s t r o n
n icze go “ z mej stron y?....
P rzy tej sposobności nie mogę się w strzym ać od jed n e j uwagi, d l a
czego Ks. D r. m a j ą c w swojej obronie tyle innych ważniejszych p u n k tó w do
o d p arc ia, j a k „ p r z e k r ę c a n ie i n aciąg anie fak tó w “ , b ra k u krytyk i p rz y to c z o
nych p rzez Niego dowodów i t. p., pom ija je zupełnie milczeniem, a nad
z a rz u tem , k tó ry M u p raw ie niechcąco zrobiłem, że nazw ał k o b ie tę „ c z a r o
w nicą“ , t a k ok ro p n ie boleje ! P rz e c ie ż ja, in ni czytelnicy i czytelniczki
wiemy dobrze, że K s. D r. doszedł do powyższej ko n k lu zy i li tylko n a p o d
stawie swych dociekań na d „ p o d an ia m i n a ro d ó w “ i że z nich w ypowiada
swe z d an ie a nie z ja k ie g o ś w łasnego p rzew idzenia. Może więc być K s . Dr.
całkiem sp okojny i pewny, że Go w tym w ypadku „fałszyw ie nie z ro z u
m iem y “ .
—
283
—
3. Przyzn am sig, że „w swych reflek sy ach “ wcale nie myślałem
0 „ A isc h y lo sie “ . Myślałem o p rz yk ład ach przytoczonych w p racy K s . D r.
1 myśl przewodnią,, j a k ą mogłem z bie dą z nich wydobyć, porównywałem
z myślami podobnemi, snującem i się w system ach filozofii staro ż y tn e j, ś r e d n io
wiecznej i nowożytnej. E p ik u r a , R o u s s e a u ’a, S chillera ; pogan, żydów i k a
tolików wspomniałem tylko mimochodem, o ile ich myśli ze względu na
miniony, „w iek zło ty “ , ów raj utracony i na stanowisko pierwszej kobiety
w świeeie raze m się styk ały i łączyły. O „ P a n u J e z u s ie “ wspomniałem
tylko, że j e s t „założycielem prawdziw ej religii u bó stw a“ , k t ó r a w iernym ma
wrócić raj u tra c o n y Cóż w tem wszystkiem je s t c h a o ty c z n e g o ? C haos może
chyba pow stać w głowie tego, k tó ry tej myśli przew odniej łącz ącej w szyst
kie w spomniane systemy filozoficzne nie widzi, albo je j widzieć nie chce.
4.
P o w iada au to r , że j a chcę. aby On w swych p ra c a c h „ z b ie ra ł i ze
staw iał fak ta, ale bez żadnego c e lu “ . Ależ j a nic a nic w mojej ocenie od
Ks. D r. „ n ie ch cę“ ! J a tylko k o n s t a tu j ę fakt, że czytelnik „ z r a z u zapom
niaw szy o te n d e n c y i a u to r a , daje się p orw ać jeg o erudycyi, później zaczyna
n ied o w ierzać i po dg ląd ać go o stronniczość, o p rz e k r ę c a n ie i naciąg anie
faktów do je d n e g o z gó ry obliczonego celu, a w ko ń cu o b urza się i traci
do niego z a u fa n ie “ . Gdzież j a tu co „ c h c ę “ ? Jeżeli Ks. Dr. z góry wziął
sobie za cel i zadanie b ronić powagi P is m a św. wobec wolnomyśinych p r ą
dów zachodu, do czego się K s Dr. p rzy znaje z „w dzięczn o ścią“ , to p r z e
cież p ro s ta loika zm u sza Ks. D r. w tej o bronie wytrwać aż do k oń ca i j a
to właśnie w mej ocenie podnoszę i żadnego autorow i z mej strony nie
cżynię w tym względzie z a rz u tu — a że się na to „ o b u r z a “ czyte lnik
i „ tr a c i do Ks. Dr. zau fan ie“ , to znowu inn a w tem przyczyna...
Mówi K s . D u k to r , że „ p is z ą c recenzyę, zupełnie zap om n iałem , j a k ą
tezę K s . D r. do udo w od nienia sobie położył ‘. N iech Ks. D r. znowu ta k
0 mnie źle nie s ą d z i ; mam j a Bogu dzięki pamięć może lep szą od n ie je
dnego młodego a u to r a i właśnie dzięki tej pam ięci wykazałem K s D r. tyle
niekonsekwencyi w jego p ra c y i... obronie. Aż n ad to pam iętam , że Ks. Dr.
z atytułow ał swą p r a c ę : „R aj i u p a d e k pierwszych ludzi w p o d an iac h n a r o
d ów “ i doszedł do ostatniego wyniku, k tó r y w n a stę p u ją cy ch s tre szcza sło
w a c h : „ T a k więc wszystkie szczegóły i rysy opow iadania bib lijn eg o“ o ra ju
1 „ u p a d k u człowieka odnaleźliśmy naw et w po dan iach p o gań skic h“ i o to
właśnie K s. Dr. chodziło: o d n a l e ś ć t a k i e p o d a n i a p o g a ń s k i e , k t ó r e b y j a k n a j w i ę c e j m i a ł y p o d o b i e ń s t w do w i a d o m e g o „ p o d a
n i a b i b l i j n e g o “ i w y k a z a ć chociażby naw et w sposób nieudały, ź e
wszystkie „wiadomości o raju i upadku pierwszych ludzi
c z e r p i e m y t. j. wszystkie „ n a r o d y “ n i e z ż a d n e j n a u k i l u d z k i e j ,
a l e t y l k o z o b j a w i e n i a B o ż e g o “ t. j. z P i s m a ś w i ę t e g o , „ k tó r e
tylko j a k echo jak ie może więcej lub mniej w yraźnie odoijać się w p o d a
n iach n a ro d ó w “ . Czy to ma być dowodem słabości mojej pa m ię c i? — T e z y :
„ R a j i u p a d e k pierwszych rodziców wobec stanu dzisiejszej n a u k i “ wcale
nie m iałem n a myśli, bo nie było okazyi. Ani p ra c a Ks. D r., ani owe „ p o
wagi n a u k o w e “ , na k tó r e się K s . Dr. powołuje, nie dały mi najm niejszego
powodu, z re s z tą n i e m n i e j „ p o k a t o l i c k u m y ś l ą c y “ o d Ks . D o
k t o r a n a podobny pomysł ż ad n ą m ia rą wpaść bym nie mógł...
N ie wiem, z ja k ie g o powodu K s . D r. wstęp, k tó r y bezw arunkowo ma
n a sobie najwięcej cech nauk ow ego b a d a n ia z ro zp raw k i swojej elim inu je?
Czy dlatego że j a go do pew nego sto pn ia po chw alam ?
— 284 —
5. Znowu mi Ks. Dr. wytyka, że j a „ c h c ę “ , aby mi we w szystkiem
„ c ok ok olw ie k pow iem, ja k o nieom ylnej praw dzie w ie rz o n o “ . Gdzież to j e s t ?
D opraw dy, n a ta k ie d i c t u m wszelka d y sp u ta ustaje.
P o w iada K s . D r . o sob ie: „ J a je s te m w szczęśliwszem położeniu ja k o
auto r, bo we w szystkich mych tw ierdzen iach pow ołuję się szczegółowo na
powagi naukowe ; a więc nie ja , tylko oni odpow iadają za f a k t a i za moc
ich dowodów“ , a czy j a Ks. D oktorow i ro b ię z tego powodu j a k i wyrzut, że
się Ks. D r. powołuje „ n a p o w ag i“ ? J a tylko k o n sta tu ję fakt, ż e K s . D r .
p o w o ł u j e się na nie n i e s u m i e n n i e i bez n a j m n i e j s z e j k r y
t y k i . Czy nie t a k ? Ks. D r . to wie z doświadczenia, że chłop j a k p o d p ie ra
w alącą się chałupę, nie daje słomianych podpór, ale d o b ie ra do tego j a k
najs ilniejszego d rzew a dębowego. K s . Dr. mógł ta k samo zrobić, a że nie
zrobił, wcale tego Ks. D ok toro w i nie „b io rę za złe“ . „ J a k k o g o s t a ć ,
t a k go z n a ć “ .
6. P o w iad a Ks. D r., że „ty lk o przy kry ty c e p od ań S k an dy naw sk ich
nie w ystępuję sam “ i że „po w ołu ję się na powagi podobnie (?) j a k K s . D r . “
Ależ j a wszędzie „ w ystęp uję sam “ , a jeżeli czasam i cytuję jak ieg oś au tora,
to czynię to d la p orów n ania podobnej myśli lub w yrażenia u niego. Je żeli
Cytuję myśl obcą, w takim razie j a wtedy wcale nie „ w y stę p u ję “ , jeno
au to r, k tó re g o cytuję. O p od aniac h skand yn aw sk ich uczyłem się od moich
p rofesorów i z mnóstw a dzieł innych — bynajm niej z dzieł „ p o w a g “ w r e cenzyi mój przytoczonych. Odwoływać się więc tylko n a te „ p o w a g i“ wcale
nie m iałem zam iaru ; przytoczyłem je tylko dla porów nania. W in n y ch m ie j
scach tego nie czyniłem z tego prosteg o powodu, że trz y m ałe m się ściśle
zad an ia rece nze nta , a nie a u to ra . A u t o r p o w i n i e n w s z y s t k i e m o
żliwe „pow agi“ sa m o d z ie ln ie wyzyskać, a r e c e n z e n t samo
d z i e l n i e ocenić, czy a u t o r w y w i ą z a ł się n a l e ż y c i e z s wego
zadania.
Oświadcza Ks. D r , że „nie tw ierdzi, j a k o b y Odin był to sam o, co
A d a m “ , że Je m u „ n ie chodzi o im iona osób, ale o rzecz, o fa k t h is to r y
czny “ , a czy i j a to w ypowiedziałem w r e c e n z y i? J a ty lko zaznaczyłem, że
„ d o b ó r p o d ań m iejscam i nie b ard zo tr a fn y np. p orów nanie r a j t r z A sg ard h em
lub Id k a - W o ll u r e m zupełnie nie o d p o w iad a“ j a k „ ró w n ie ż nie odpow iada
p o ró w n an ie O dh ina z A d am e m a F ry g g i z E w ą “ . C z y j a t u m i a ł e m l i
t y l k o i c h i m i o n a n a myś l i ? . . .
7. P ow iad a w k o ń cu K s. D r., że „się od dalszych uwag w strzym uje,
nie chcąc się o d płacać p ię k n em za n a d o b n e ''. N iech K s. Dr. tego nie czyni,
ilek ro ć chodzi o n ależ yte wyświecenie praw dy, bo t e g o j a tylko „ c h c ę “ .
L . M łynek.
SPRAWY TOWARZYSTWA.
I. Sprawozdanie z posiedzeń Zarządu.
D r u g i e p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u odbyło się dn ia 24 . m arca 1 8 9 7 .
Obecni pp. : p ro f D r. D ybow ski, D r. G orzycki, D r. K r č e k , P ie r z c h a ła ,
R eb czyń sk i, prof. D r. R e h m a n , Sienicki і prof. Sołtys.
~ 285 P rz ew o dn iczy ł p rezes Tow. prof. Dr. A K alin a.
1. P rzy jęto p ro to k ó ł ostatn ieg o p o sie d z e n ia . .
2. P rz y jęto 6 nowych członków : B ogusław Heczko, naucz, szkoły
ewang., L w ów ; E m il Schuh, naucz, szk oły ewang., L w ó w ; D r. B e rn a d z ik o wski Szymon, lekarz i poseł na Sejm k r a j , B rz e s k o ; D r . W in ko w ski F r a n
ciszek, ad w o k at i poseł do R ad y państwa, T a r n ó w ; B ronisław K oskowski,
re d a k to r, L w ów ; i M aryan M aciejowski, sł. praw, Lwów.
3. P rz y ję to do wiadomości spraw ozdanie deleg ata T ow . p. Udzieli.
4. U ehwalono w m iarę możności daw ać książ k i bibl. Tow. do oprawy
i re s z tę k s ią ż e k od byłego s e k r e ta r z a Tow. p. S trze leck ieg o o d ebrać choćby
d ro g ą sądową.
5. P rz y ję to do wiadomości, że Sejm k rajo w y i lwowska R a d a miejska
udzieliły T ow . zapomóg po 2 0 0 zł. w. a. P ie n ią d z e te t. j. w łącznej sumie
4 0 0 zł. w. a. polecono skarbnikow i ulokować w instytucyi finansowej, k tó r ą
za najo dp ow iedn iejsz ą uzna.
6. U chw alono w zasadzie (w m iarę funduszów) płacić h o n o ra r y a a u t o r
skie ty m w spółpracownikom „ L u d u ' 1, k tó r z y tego ż ąd ać b ę d ą ; mianowicie,
od a rk u s z a d ru k u za m a tery a ły 8 zł. w. a., a za a rty k u ły sam odzielne i re cenzye 16 zł. w. a.
7. P olecono bib lio tek arz o w i Tow. u kładan ie bibliografii ludoznawczej
polskiej i wogóle słowiańskiej dla „ L u d u “ i zdaw anie sprawy w nim o p r a
cach ludoznawczych, w y drukow anych w ró żn ych czasopism ach.
8. Uchwalono według ra d y d elegata Tow. p. Udzieli, ułożyć i ro z e a ła ć
ludoznaw cze kw estyonaryusze. Do komisyi kw estyonaryuszow ej wybrano s e
k re ta rz a , b ib lio tek arza Tow. dr. K rč e k a i p Sienickiego. (K omisya ułożyła,
w y druk ow ała i roze słała w polsk im i ru s k im ję zyk u kw e sty o n ary u sz pisankowy i postanow iła po otrzy m an iu odpowiedzi na ten kw esty on ary usz r o z s y
łać kolejno k w esty o n ary u sze więcej zasadnicze).
9. U chwalono p o s ta ra ć się o fotografie typów ludowych.
10. U chwalono polecić w spółpracownikom „ L u d u “ , ażeby z b ie ra li n a
zwy ludowe ro ślin.
11. U chwalono d ruk ow ać śpiewnik kościelny w d r u k a r n i Z. Golłoba
we Lwowie.
T r z e c i e p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u d nia 19. m aja 1 8 9 7 .
Obecni pp. : prof. D r. D ybowski, Dr. G orzycki, D r. K r č e k , K o lb u szowski, P ie r z c h a ła , R e b c zy ú sk i i. Sienicki.
Przew odniczył p rezes Tow. prof. D r. A. Kalina.
1. P rz y ję to p ro to k ó ł p o p rz e d n ie g o p osiedzen ia.
2. P rz y ję to 11 nowych członków. Ci s ą : A dam Skałkow ski, sł. praw,
L w ów ; E d m u n d M oszyński, sł. praw, L w ów ; J a n Leszczyński,, sł. praw,
L w ó w ; J a n Piepes, sł. filoz., L w ó w ; S ta n isła w Homme, sł. filoz., L w ów ;
Czesław Mussil, sł. praw , L w ów ; W in ce n ty Ziarkiew icz, sł. p raw , S ta n i s ł a
wów ; F ra n c is z e k Zych, dy r. gimn., Buczacz ; D r. Mieczysław H ir s c h le r , fizyk
powiat., B u c z a c z ; W y d z ia ł R ad y powiat., J a r o s ła w ; K s . Jó zef Ścisłowski,
k a te c h e ta gimn., B uczacz.
3 D r. K r č e k zd ał spraw ę z czynności komisyi kw estyonaryuszowej.
U łożono kw esty on ary usz pisankow y i w ydrukowano po polsku i ru sk u , z k t ó
ry c h wysłano do 4 5 pow iatów k r a j u 1 .4 1 0 polskich i 1 .3 1 0 ru sk ich . K o szta
wysyłki wynoszą r a z e m 59 zł. 5 0 ct. w. a.
— 286 —
4. Uchwalono rozesłać n astęp nie k w esty on ary usz sobótkowy.
5. P rezes Tow. doniósł, że n adesłano 1 8 0 odpowiedzi na rozesłan y
kw estyonaryusz ; przy słano ta k ż e ry sun ki, n a rz ęd zia do m alow ania p is a n e k
i 15 paczek okazów p isan ek.
6. U chw alono podzięko w ać w „ L u d z i e “ tym, k tó r z y na 1 k w osty on aryusz odpowiedzieli i wyszczególnić ich w referacie o k w esty on aryu sz ach ,
k tó reg o ułożenie polecono Dr. Krčekowi.
7. Celem uzy skan ia fotografii typów ludowych uchw alono wydać odezwę
do „K lu b u m iłośników sztuki fo tograficznej“ , w któ rej p o d a n e b ę d ą
zasady, według któ ry ch ma się p ostęp ow ać przy fotografow aniu typów lu d o
wych, b yd ła domowego i drzew , m ających znaczenie h istory czn e lub z k tó remi w iążą się jakieko lw iek p odan ia ludowe i ułożenie tej odezwy polecono
prof. D r. Dybowskiem u.
8. P. P i e r z c h a ła doniósł, że uchwalone na p op rze dn im posiedzeniu Z a
r z ą d u odezwy porozsyłał, ale z małym skutkiem .
9. D r. K rč e k doniósł, że dla „ L u d u “ ułożył uchw alon ą etnologiczną
bibliografię.
10. P re z e s Tow. doniósł, że W . M inistery um wyznań i oświaty odmó
wiło n a r a z i e subwencyi T o w arzy stw u ; uchw alono prośb ę ponowić.
11. P re z e s Tow. o dczytał pismo D r. F r a n k i , w którym tenże wraz
z żona Olgą zgłasza w ystąpienie z Towarzystw a. L i s t ten p rzyjęto do w ia
domości.
12. N a miejsce D r. F r a n k i kooptow ano do Z a rz ą d u Dr. A le k sa n d r a
Kolessę.
13. Ponieważ s k a r b n ik Tow. p, R a m u łt z pow odu choroby i zastępca
tegoż p. R ebczyński z b ra k u czasu — urzędów swych w łonie T o w a r z y s tw a
n adal zajm ować nie są w stanie, ja k k o lw ie k z Z a r z ą d u nie w ystęp ują, przeto
kooptow ano ja k o ich zastępców z poza Z a rz ą d u pp. S tanisław a B ala ( s k a r b
nik) i L e o n a rd a L ee g a (z a s t sk a rb n ik a).
14. U chwalono poprosić R e d a k c y ę „ O e s te r r . ung. M on arch ie in W o r t
u. B ild “ o przysyłanie darm o Tow. egzem plarzy swego pism a, o d n oszą cyc h
się do Galicyi.
Czwarte
posiedzenie
Zarządu
odbyło się d. 19. czerwca b. r.
Obecni pp. : D r. G-orzycki, Dr. Kolessa, Dr. K r č e k ,
wita G awroński, R ebczyński, Sienicki i prof. Soltys.
P ie rz ch ała, R a -
P rzew o d n iczy ł prezes Tow. prof. D r. Kalina.
1. P rz y jęto 5 nowych członków t. j . : R a d a pow., B orszczów ; Izy d o r
K a rp iń s k i, nauczyciel, W a d o w ic e ; B ronisław L ipiń ski, prof, szkoły lasowej,
L w ó w ; A n na M łynkowa, Buczacz i T e r e s a Ś w iderska, Z ak op ane.
2. Dr. K rček zdaje spraw ę z czynności komisyi kw nstyonaryuszow ej.
Ułożono, wydrukowano i do rozsyłki przygotow any został k w e sty o n ary u sz
sobótkowy. R ozeszle się go w 1 .5 0 0 egzempl. głównie do n auczycieli, do
członków Tow. ludoznaw czego i do tych osób pry w atny ch, k t ó r e n a p ierw szy
kw esty on ary usz odpowiedziały. R o z sy łk a będzie m iała formę rozsy łki d o
d atk u do „ L u d u “ . Z a r z ą d sp raw o zdan ie to p rz y j ą ł do za tw ie rd zając ej w ia
domości.
3. P reze s Tow. doniósł, że śpiewnik już w ydrukow any. W sprawie
rozsp rze daż y i rozsy łk i tego śp ie w n ik a uchw alono:
-
287 —
a) R o zsp rze d aw ać śpiewnik po cenie jedn ej ko ro n y w abonam encie i 2 k oron
bez ab on am e n tu ; członkowie Tow. ludoznawczego m a ją p raw o nab y
wać po cenie abonam entow ej ; pieniądze odsyłać należy na ręce s k a r b
n ik a T o w arzy stw a .
b) M a być ułożony i w ydrukow any p ro s p e k t wydawnictwa. W nim ma
być um ieszczona p ró b a d r u k u i fachowa recenzya, k tó r ą ta k że w p i
smach peryo dy czny ch i d ziennikach um ieścić należy.
c) P r o s p e k t m a być roz esłan y w G-alicyi, W . ks. P o zn ańsk iem i ile m o
żności w K r ó l e s t w i e ; do p ro s p e k tu b ę d ą dołączane dla ew entualnych
nabywców śpiew nika czeki pocztowe.
d) P ro ś b y o p op arcie w ydawnictw a wyszle się do k o n systo rzy b iskupich
i do R a d y szkolnej krajow ej.
Z a ułożenie śpiew nika Z arząd na wniosek p rezesa wyraził prof. S o ł
tysowi podziękowanie.
4. D eleg atam i na W a ln y zjazd Tow, pedag. w Stanisławow ie (dn ia 19.
i 20 lipca) wybrano pp. : P ie rz c h a łę , J a w o rsk ie g o i Kolb uszow skiego.
5. P r e z e s Tow. doniósł, że R e d a k c y a „O est. ung. M o narchie in W o r t
u. B ild “ może posyłać Tow. swe pismo dopiero po ukończeniu całego dzieła.
6) U ch w alon o oznaczyć stały dzień dla członków, chcących ko rzy stać
z b ib lio teki Tow.
7, N a najbliższe posiedzenie n aukow e (około 8. lipca) naznaczono o d
czyt p. Sienickiego „ O ludności m iasta W a rs z a w y “ , a na p ierw sze p o s i e
dzenie pow akacyjne odczyt p. R a w ity . , , 0 ekonomicznem położeniu włościan
n a U k ra in i e w X V I I I . w ieku“ .
II. Zgromadzenie miesięczne Towarzystwa.
D r u g i e m i e s i ę c z n e Z g r o m a d z e n i e n a u k o w e T o w arzy stw a
odbyło się we w torek dnia 1. czerw ca n a uniw ersytecie pod przew odnictwem
prof. D r . A. Kaliny. D r. A. K olessa wygłosił odczyt p. t. „G łów ne k ie ru n k i
w rozwoju językoz naw stw a ru skieg o w X I X . w iek u “ (część I.).
N ajpierw skreślił p rele g e n t w k ró tk o ś c i dzieje ję z y k a literack iego R u
sinów, szu kając w nich jednego ze źró deł owych c zęsto kroć mylnych i sp rze
cznych z ap atry w ań n a języ k ru s k i, k t ó r e się później u w ydatniły ta k że
w językoznawstwie. D r u g i e źródło mylnych sądów o ję z y k u ru s k im widzi
a u to r w politycznych te nd enc ya ch rosyjskich uczonych. P o c h ra k te ry s ty c e
p rac gram atycznych, jakie widzimy na R u s i południowej w X V I. i X V II .
wieku, o d n oszący ch się raczej do ję z y k a c erkiew no-słow iańskiego, — aniżeli
ru sk ieg o — przecho dzi p rele g en t do ję zyk ozn aw stw a ru s k ie g o X IX . wieku.
W rozwoju tej nauki widzi dr. K olessa trzy okresy, z k tó r y c h p ie r w
szy trw a do r. 1 8 6 2 . W pierwszej fazie tego ok resu —• tr w ającej do
r. 1 8 4 9 , p r a c u j ą uczeni nad w yjaśnieniem i utr w aleniem pojęć o języ k u
u k ra iń s k o -r n s k im , nad zb adan iem sto su nk u jeg o do języków cerkiewno sło
wiańskiego, w ielkoruskiego (t. j. moskiew skiego) i polskiego, n a d poznanie m
współczesnych ru s k ic h dyalektów, — w reszcie n ad unorm owaniem ję z y k a
literack ieg o i jego pisowni. Do tego o k resu n a le ż ą : g r a m a ty k a ję z y k a mało ruskieg o Paw łow skiego (wyd. r. 18 1 8 ), pierwsze p rac e M aksym ow icza
(wyd. r. 182 7, 1 8 3 8 , 18 3 9 , 1 8 4 5 , 1 8 4 6 ) „ R o z p r a w a o ję z y k u ru s k im
Iw. Mogilnickiego (1 8 2 9 ) , g r a m a ty k i : R u c z k a ja ( 1 8 3 0 ) , J . Lewickiego
(1 8 3 4 ) , Iw. W a g ile w ic z a (1 8 4 5 ) ,
J. Ł ozińskiego (1 8 4 6 ) , J . Hołow a-
— 288 —
ckiego (1 8 4 9 ) і R o z p ra w a o ję zyku p o łud nio w o-ru sk im tegoż a u to ra . Głó
wne zasady, jak im i k ierow ali się au to ro w ie ty ch p rac, omaw ia D r. K o le ssa
szczegółowo.
•P u n k t ciężkości d rugiej fazy pierwszego o k re s u jęz yk oz naw stw a r u
skiego leży w b ad ania ch historycznych W tym k ie r u n k u po pchnęły filologię
r u s k ą p ra c e Srezniewskiego, R aw ro w skieg o, B usłajew a i i. P o d w pływ em
p ra c y S rez n iew sk ieg o : Myśli o histo ry i ję z y k a ru s k ie g o “ (1 8 4 9 , 1 8 5 0 ) w y
snuł Po go din ( 1 8 5 6 ) senzacyjną teoryę, cie szącą się do tychcz as u znaniem
n ie k tó ry c h rosy jskich uczonych, j a k o b y n a d D n iep rem w K ijowszczyźnie, aż
do n ap adó w t a t a r s k i c h a u to ch to n a m i byli W ie lk o ru si (M oskale) — i ja k o b y
m ało ru sk i n a ró d przyszed ł n ad D n ie p r z k ra i n k a r p a c k i c h dopiero po n a
p a d a c h ta t a rs k i c h . H ip o te z a ta dała powód do gorącej polem iki m iędzy
Maksymowiczem a P o go din em . H ip o te zę P o godina p o p ie r a ł P. E a w r o w s k i,
po stro n ie M aksym ow icza s ta n ą ł A. K o tla re w s k i. P re le g e n t analizuje w a
żniejsze epizody ciekawej tej polemiki, k tó r a z pola filologicznego zeszła ha
pole historyczne, p rzec iąg ając się aż do r. 1 8 6 2 . C h a ra k te ry sty c z n ą rolę
od eg rał w tym spo rze P . Ł aw ro w sk i, k tó r y z jed nej stro ny staje w ob ro n ie
teoryi P o g o d in a - a z drug iej uznaje m ało ru sk i języ k za sam oistny i ró w n o
rzędny z językiem wielkoruskim , i p rzy łącz a się w tym względzie do z d an ia
M aksymowicza. P r z e d t e m jeszcze (r. 1 8 5 2 ) zadaje on pierwszy cios te o r y i
domniemanej jedn olito ści ję z y k a ru s k ie g o do wieku XIV., bro nionej p rzez
Srezniewskiego.
D ru g ą część odczytu o dalszych o kresach rozwoju ję z y k o z n a w stw a
ru sk ie g o aż do czasów najnowszych, wygłosi Dr. A. Kolessa na je d u e m
z dalszych posiedzeń Tow. ludoznaw czego.
III. Wykaz darów na rzecz Towarzystwa.
(Ciąg dalszy).
Do b iblio teki ofiarowali:
2 9. D r. A. Z a le w s k i: B evö lkeru ng un d V ieh sta n d von Ost- und W e s t G alizien 1 85 4.
L. K a p liiis k i: E m i r R zew uski 18 8 1 .
S k ib iń sk i J ó z e f K u ź m .: R o z p ra w a o plem ion ach T in g -L in g etc. przez
P a n a de P a r a v e y , przełożył i wydął ...... W a r s z a w a 18 4 0 .
30. Dr. J. B audouin de C o u rte n a y : L ie tu v išk o s dájnos u ž ra š ý to s p a r
A n ta n ą Juskeyicę ( A n tr a lá j d a ) K azań 1 8 8 0 , Т. П . , K a z a ń 1 8 8 1 , T . H L ,
K azań 1882.
3 1 . T e n ż e : Svotbine r e d a Velůnýčiu
kevièç 1 8 7 0 metůse, K azań Д 8 8 0 .
3 2 . Dr. S ta n . E lja sz
wyd. 2, K rak ó w 1 8 9 6 .
33 . D r. K. J.
W a rs z a w a 18 97 .
Radzikow ski,
G orzy cki
ro zp raw ę
L ie tu v iu
dziełko
sw ą :
s u r a š ý ta
swoje :
N owa
p a r A. Ju š -
P ogląd na T atry,
te o ry a
socyologiczna,
34 . D r. Boi. E r z e p k i sw ą r o z p r a w ę : M iscellan ea z a w ie ra ją c e p o m ię
dzy in n e m i: Z dawnych ludow ych w ierzeń i zabobonów, P o z n a ń 1 8 9 7 .
3 5. J . P o liv k a sw ą ro z p r a w ę : R y b ář a z la tá ry b k a, P r a g a 1 8 9 7 .
— 289 —
36 . T enże swą ro z p r a w ę : D o k to r w szystkowidz, W a rs z a w a 1 8 9 7 .
3 7 . L . M agierow ski : B adacz. S tu d y u m obyczajowe, n ap isał X. S ado k
B a rą c z , B ro d y 18 75 .
3 8 . T en że : K a r t a obwodu San ock ieg o p odłu g m ap k a ta s tra ln y c h
ułożona.
3 9 . Bron. Św idnicki : D r. Z . Z a m e n h o f w G rodnie : O języ k u m ięd zy
na rod ow ym „ E s p e r a n t o “ .
4 0 . T o w a rz y stw o p rz y jació ł sta ro ż y tn o ś c i czeskich swe cza so p ism o :
R ozp ra v y T. I I I . , P r a h a 1 8 9 2 .
4 1 . D r. R. F . K - i n d l w C zernio w cach sw ą p r a c ę : H au s u n d H o f hei
de n H n zulen , W ie n 1 8 9 6
42. T e n ż e : H au s u n d H o f bei den R u sn a k e n . Osobna od b itk a z G lo
bus, t. 51 nr. 9.
43 . Oddział T r o ic k o s a w s k o -K ia c h tin s k i ces. rosy jsk . T ow arzy stw a g e
ograficznego swe p ro to k o ły N r. 8 z r. 1 8 9 5 , N r. 4 i 5 z r. 1 89 6.
44. S e w e ry n U d ziela sw ą p r a c ę :
etn og raficzny m , W ie liczk a 1 8 9 7 .
Tyniec pod względem to pograficzno-
Do m u zeu m :
A nt. Siewiński,
nauczyciel,
O strów
a d Sokal : dziesięć
sztu k starych
m onet.
Okazy p is a n e k n a d e sła li :
1. K lem ens Szlemkiewicz, nauczyciel, Po dh ajczy ki p. Kołomyja.
2. Stan. P olaczek , n aucz., Krzeszowice.
3. J ó z e f F r ą c z e k , nauczyciel w K olbuszowej dolnej, p oczta K o lb u
szowa.
4. L . M ag iero w sk i, n aucz., Ja ć m ie r z via Z arszyn.
5. Ks. Stefanowski, P ysznica pow. Nisko.
6. M a r y a B itsch ano w a w K a d łu b is k a c h p. Zabłotce po d B rodam i.
7. K o n st. S a rm a tiu k , nauczyciel, W is z e n k a wielka p. M a gerów pow.
G ródek.
8. P i o t r D o w o sser, n aucz, w T o k a c h p. T o k i pow. Z barask i.
9. S tre p o lic k i, proboszcz w W e li k o p o lj u p. Janów , pow. G ródek.
10. J o z a f a t M azanow ski w P u żylo w ie p. Kałusz.
11. A . Siewiński, n aucz., O strów ad S o k al.
12. J . T u rc z a ń s k i, P o to k złoty , p is a n k i ze wsi H ub in n ad lewem
b rze g iem D n ie s t r u .
13. T a rn o w s k i Izyd., naucz, w K ro śc ie n k u pow. P rzem yślany.
14. T o m . F a n d a r y s , naucz., K osmacz pow. Kosów.
15. K s . F r a n c . Z ają c, M e d y n ia Głogowska
S k ła d a ją c serdeczn e p o d z ię k o w a n ie Szanownym ofiarodawcom, prosim y
o dalsze n ad sy łan ie darów n a rz ecz T o w arzy stw a.
17. Wykaz Towarzystw naukowych i redakcyi pism,
z ktoremi Towarzystwo zawiązało stosunki.
1.
N á ro d o p is n é m u seu m
o rg a n : V ěstnik red . dr. L. N ied erle.
česko-slovanské w P ra d z e , k tó r e posyła swój
19
— 290 2. K r á l . Č eská S polečnost nauk, k tó r a posyła swój o rg a n : Y ě s tn ik ,
t. V I., z a w ie r a : R u ko pisy a s tą ro tisk y ch ila n d a rs k é , po p isu je Saw a Chilaud arec, P r a h a 18 96 ,
3. N á ro d o p is n á S po lečn ost česk o -slo v an sk á a n áro d o p isn é M useum
česko-slovanské, k tó r e posyłają swoje wydawnictwo : N á ro d o p is n ý sbo rn ik
česko-slovanský, re d . prof. Dr. F r a n t . P a s trn e k .
4. Jugoslav. A kad em ija zn auo sti i u m je tn o s ti, k t ó r a posyła sw oje wy
d aw n ic tw o : Z b o rn ík za n a ro d n i život i običaje ju ž n ih Slovena, urad . prof.
D r. M iléetié, Z a g re b 1 89 6.
5. R e d a k c y a K u r y e r a S tanisław ow skiego.
6.
,,
E c h a P rzem yskiego.
7.
,,
P a tr y o ty , Filadelfia.
8.
,,
P rz y ja c ie la lu du Nawsi (S zląsk a u s t r .)
9.
„
T y g o d n ik a Jaro sław sk ieg o .
V. Spis członków Towarzystwa.
W y cią g ze s ta tu tu :
§. 5. C złonkam i T o w arzy stw a m ogą być osoby niep oszla ko w an ego c h a
r a k t e r u bez różnicy płci.
§. 7. C złonkiem założycielem zostaje ten, k to na cele T o w a r z y stw a
złoży jed no razo w o kw otę 2 0 0 koron.
§. 12. Członkowie czynni uiszczają wpisowego n ajm niej 2 k o ro n y , t u
dzież ro c z n ą w k ła d k ę w ilości 8 k o ro n , płatn y ch k w a r ta l n ie .
2 6 8 . Dr. H irs c h le r Mieczysław, c. k. fizyk powiatowy, B uczacz (Nagó rzan ka ).
2 6 9 . H om m e Sta n , słuchacz filoz., Lwów.
2 7 0 . J a r o s z y ń s k a M a ry a , kierown. z a k ła d u frebl., Lwów .
2 7 1 . K a sp a re k T e o d o r, sędzia, D olnja T u sla, B ośnia.
2 7 2 . L eszczyń sk i J a n , słuchacz praw, Lwów.
2 7 3 . L ipiń ski Bron., p r o f szkoły lasowej, Lwów.
2 7 4 . M aciejow ski M ary an , sł. p raw , Lwów.
2 7 5 . M oszyński E d m u n d , sł praw, Lwów.
2 7 6 . Mussil Czesław, słuchacz p raw , Lwów.
2 7 7 . M ły nk ow a Anna, żona prof. gimn.. Buczacz.
27 8. N agelberg, k ie ro w n ik szko ły bar. H i r s c h a w J e z i e r n i e k oło T a r
nopola.
2 7 9 . O ddział T o w a rz ystw a pedago giczn ego w Dolinie koło S try ja.
2 80 . Piepes J a n , sł. filoz., Lwów.
2 8 1 . Skałk ow ski A da m , sł. p r., Lwów.
2 8 2 . K s. Ścisłowski Józef, k a te c h , gimn., B uczacz.
2 8 3 . Ś w id erska T e re s a , Z ak o p an e.
2 8 4 . W y d z ia ł R a d y pow., Borszczów.
2 8 5 . W y d z ia ł R a d y pow., Ja ro sła w .
28 6 . Ziarkiew icz W inc., sł. praw , S tan isław ó w .
2 8 7 . Z ych F r a n c ., d y re k t o r gimn. B uczacz.
— 291 —
S P R O S T O W A N IE .
Ponieważ melodye do um ieszczonych w te k śc ie p ieśni lud ow ych ( L u d
II I., sfcr. 1 2 4 n ast.) dla b ra k u n u t w d ru k a rn i, m u s ia ły sig d ru k o w ać w l i
tografii po w y d r u k o w a n i u j u ż t e k s t u , stą,d z a k ra d ł y się pom yłki n a
stęp ując e, k t ó r e tutaj p ro s tu je m y :
N a str. 1 2 5 melodya, k t ó r ą g órale wygrywali n a s k rz y p c a c h p o dczas
w ycieczki do M orskieg o Oka, została w yp uszczon ą; brzm i o na j a k n a s tę p u je ;
| A .
‘-V 1
^ '
4 4
•—
w
i—0 ------- 1- "—
г—
-0 —
*
^ ¿
z
0
«
•
9
— F"*!---- i “!— 1^*2—
- g
ä
®
■с
ř
—
N a str. 1 3 5 do pieśni ru s k ie j: U s t a moi rużow iji, m elodya p o m ie s z
czoną zo stała n a str. 170, k tó r a w in n a być d o tąd p rze n iesio n ą. N a to m ia s t
do p ie ś n i: Ja gem słuzuł p rzy dw orze, str. 166 nast., po ró w n. str. 1 7 0 , m e
lod ya j e s t n a stę p u ją c a :
K->-3 -
.
—
J a gem słu-zuł
Wy- słu- zu- łeni
N
-------------? —
przy dwo-rze,
Lo- ren- eie,
Przy fran- cu- skim
W sied- mig la - tag
I-m o
m
1. tam - bo- rze, tam - bo- rze,
2. pa- nien-cie, pa- nien- eie,
Przy fran-cu-skim
W sie-dmig la- ta g
tam - bo- rze.
II -d o
2.
p a - nien- cię.
Z D rukarni Ludow ej we L w ow ie, pod zarz. St. Baylego.
-
ZARYSY PRAWA ZW YCZAJOW EGO
Ind-TJ. litewsteieg-o.
(Ciąg dalszy *).
ľ V .
Przychodzi mi teraz skreślić wzajemne stosunki małżonków,
wynikające z pojęcia małżeństwa... naturalnie wedle prawa zwyczajoweg'o. Poprzednio mówiłem o stosunkach majątkowych, po
zostaje więc mi skreślić inne, natury ogólniejszej. Małżonkowie
mają pewne wzajemne obowiązki moralne, wynikające wprost
z pożycia pod jednym dachem, oraz koniecznych ustępstw i po
stępowania, któreby uwzględniło ich ściśle osobiste interesy, ale
w życiu codziennem mąż ma niewątpliwie znaczenie przeważne.
Trudno skreślić, w czem wedle ludu zawiera się wyższość męż
czyzny Tfiad niewiastą, ale prawdopodobnie źródło tego poglądu
tkwi w większej sile fizycznej. Ta okoliczność warunkuje większą
wydajność pracy, większą do niej zdolność, zapewnia większą
niezależność oraz większą możność obrony w ła sn e j... Być może,
ma tu niejakie znaczenie pewna odrębność umysłu męzkiego, acz
zwykle nieznaczna na niższych szczeblach rozwojowych. Nie
można też zaprzeczyć wpływu tradycyi wiekowych, oraz podań,
tak upośledzających niewiasty. Zwykle kobieta zamężna uznaje
pierwszeństwo i przewagę męża, ściśle stosuje się do jego wym o
gów i poglądów, niemal ślepo słucha g o . . . W ogóle prawo zw y
czajowe poddaje kobietę władzy męża, ma on nawet prawo ka
rania żony w razach wyjątkowych. Prawo to jednak jest bardzo
nieokreślone, bo nie można przytoczyć ani poszczególnych wy
padków, w których mąż ma prawTo bić żonę, ani sposobów lub
rodzajów kar. W każdym razie nie można powiedzieć, by śród
ludu litew skiego praktykowały się takie zwyczaje, jakie dotąd
*) zob, L u d Ш . str. 193.
2 0
-
294 -
istnieją śród ludu rosyjskiego, np. nic u nas nigdy nie słychać już
0 tem, by mąż oćwiczył swą żonę rózgami, co dotąd praktykuje się
w R osyi, nawet wśród kupiectwa. K obieta uznaje to prawo męża,
ale tylko jako skutek wykroczeń przeciwko uznanym obowiązkom
żony, nie widząc w tem, jak R osyanka, nieodzownej konieczności
pożycia m ałżeńskiego. Nie zna lud litewski przysłów podobnych:
„lubi żenu как duszu, a triasi как gruszu“, „biej źenużiwucza
czto koszka“ i t. d. ; nasze kobiety nie mówią : „nie bjot, znaczit
nie lubit“ ! Nic podobnego śród ludu naszego nie istnieje. R ozu
mie się — bardzo często mąż obije żonę, żona narzeka, często
nawet, gdy może, broni się; w ogóle śmiało rzec można, iż u nas
bijatyki małżeńskie są o wiele częstsze, niż bicie żon. W kłótnie
1 zwady wtrącać się nie wolno nikomu : to sprawa ściśle osobista.
A le ludowa opinia publiczna już zaczyna potępiać takie postępo
wanie; wyższa warstwa włościańska, tak dbała o fo im y życia
kulturalnego wedle wzorów polskich zagonowców, nie zna prawie
użycia siły w stosunkach małżeńskich, lubo w niej mąż posiada
zwykle większe nawet znaczenie, niż śród włościan przeciętnych.
Zewnętrzne wyrażenia przewagi mężowskiej są nadejr nieo
kreślone : mąż jest panem chaty, ale zwykle dzieje się wszystko
wedle woli jego żony. U nas żona nie całuje rąk mężowskich,
nie jest też obowiązaną do spełniania posług poniżających. W edle
pojęć ludu małżonkowie winni stanowić jedno ciało, jedną duszę;
wszystkie przysłowia, podania i opowieści ludowe zalecają im
zgodę, wyrozumiałość i pobłażliwość wzajemną.
W ykroczenia małżonków lud ocenia w ścisłej zależności od
płci: co wolno mężowi, teg'O nie wolno żonie. Na złamanie wiary
małżeńskiej przez męża, byle nie zbyt jawne i gorszące, patrzy
się bardzo pobłażliwie, natomiast kobietę zawsze i wszędzie potę
pia się. W tym ostatnim wypadku lud nie zna żadnych odcieni
etycznych : fakt dlań pozostaje ciężkiem wykroczeniem moralnem
niezależnie od rozgłosu. Rozumie się lud nie ma ani najmniejszego
pojęcia o „czystości pochodzenia“, lub o ważności zobowiązań się
moralnych, wynikających z małżeństwa, ale w złamaniu wiary
ślubowanej widzi on naruszenie umowy wzajemnej, które winno
być karanem kryminalnie i odszkodowaniem materyalnie. Na tym
poglądzie opierają, się niekiedy sądy gminne, włościańskie, zasą
dzające odszkodowanie stronie poszkodowanej. W razie złamania
wierności małżeńskiej przez żonę, mąż ją każe dowolnie, ale
w tych razach dość często zbiera się coś w rodzaju sądu familij
nego, złożonego z bliskich krewnych obu stron. Zwykle taki sąd
famil'jny po troskliwem zbadaniu sprawy skazuje winną na chło
— 295 stę, domagając się jednocześnie od strony przeciwnej ukarania
winnego ; zwykle ta ostatnia nie odmawia. Dziś takiego rodzaju
sprawy coraz częściej kończą się w kółku ciaśniejszem : mąż obije
żonę, a z jej kochanka zedrze, co się da. Może też żona skarżyć
męża o złamanie wiary ślubowanej ; skarga ta zawsze zanosi się
do bliższych a poważnych krewnych obu stron. Rzadko się zda
rza, by w tych razach zbierał się sąd familijny'; jeżeli jednak
zbierze się; to wyrokuje jak w uprzednio wspomnianych wypad*
kach ; wszakże najczęściej żony puszczają płazem niewierność
mężowską. Do niedawna powszechnie za złamanie wiary ślubowanej
zanoszono skargi do księży proboszczów lub niektórych dziedzi
ców, cieszących się uznaniem ludu; dziś to powoli zanika. Dawniej
duchowni stosowali nietylko napomnienia kościelne i pokutę, ale
nawet kary hańbiące, np. winnych lub winne przywiązywano do
słupa na cmentarzu w czasie nabożeństwa, ogłaszając ludowi
o ich wykroczeniu; dziś to zanikło już doszczętnie, ale podania
o tem są jeszcze nader żywe.
Gromady i gm iny nigdy nie wtrącają się w te kw estye,
jeżeli nie są one połączone z okolicznościami innemi np. nieludzkiem postępowaniem z żoną, pijaristwem, marnotrawstwem i t. d.,
ale tylko w razie skargi poszkodowanej. Przytaczam tu kilka
przykładów odnośnych, dotyczących interwencyi gmin i poglądu
sądów ludowych na kw estye złamania wiary ślubowanej i od
szkodowania strony pokrzywdzonej. Żona zaniosła skargę do
sądu gm innego Bernatowskiego, obwiniając męża o rozpustę, pi
jaństwo i marnotrawstwo mienia wspólnego. Sąd przychylił się
do tego podania, nakazał rozłączenie (separacyę) małżonków,
podzielił gospodarstwo, wyznaczył kobiecie trzech opiekunów
a męża uprzedził, by siedział cicho i spokojnie, bo w razie prze
ciwnym gmina ześle go na Sybir (1876 r., wyd. 1. 2). W gminie
Puszołackiej na skargę żony, sąd postąpił w ten sam sposób, ale
w dodatku kazał oćwiczyć męża wraz z jego wspólniczką (1886
r., wyd. 1. 30). D o sądu gm innego chłop zanosi skargę na swego
sąsiada, który uderzył go polanem po głow ie tak ,,że krew lała
się potokami z obu uszu“ ; powód sk ład a. świadectwo lekarskie
oraz żąda 30 rub. odszkodowania i oćwiczenia winnego. Na po
siedzeniu sądowem wyjaśniło się, iż poszkodowany zawiązał sto
sunki miłosne z żoną pozwanego, który za to go uraczył polanem.
Sąd powództwo odrzucił, a pozywającego skazał na zapłacenie
odszkodowania oraz chłostę, polecając mężowi ukarać żonę.
(W idzki sąd gm. 1882 r. 1. 74). Przed sądem gm. Szawlańskim
żona skarży męża, obwiniając go o złe postępowanie oraz nie*
-
296
—
wierność, wyjaśniło się, iż miała ona słuszność. Sąd zagroził
mężowi wysłaniem na Sybir oraz skazał go na areszt (1878 r.
1. 9). Przed sądem gminnym Łabardzewskim żona zaskarża męża,
wskazując jego wspólniczkę. W yrok (1877 r. 1. 57) skazał ,,obu
nierządników“ na 5 dni robót publicznych.
Należy nadmienić, że w tych wypadkach prawo zaniesienia
skargi należy nie tylko do żony pokrzywdzonej, ale też do jej
rodziców i blizkich krewnych, jest to zasada ogólna. Przytaczam
przykład jej zastosowania. Teść skarży zięcia, że żonę zaniedbuje
i prowadzi życie nierządne z byłą swoją służącą“. Oskarżeni tłómaczą się „że nic złego nie robią; sąd Łabardzewski (1877 r. Nr.
33). kazał nierządnicę w 3 dni wysiedlić.
W edle pojęć ludu złamanie wiary ślubowanej nie jest jeszcze
przyczyną dostateczną do unieważnienia małżeństwa ; o tem unie
ważnieniu lud prawie nic nie wie i nigdy nie rozpoczyna proce
sów o to, albowiem są one dlań zbyt kosztowne. — W ogóle
rozwody formalne są nieznane ludowi, nawet protestantom kalwi
nom, pomimo łatwości. Jeżeli wszelkie próby i usiłowania pog'Odzenia małżonków nie doprowadzą do niczego, to wówczas rozstają
się ; to rozstanie się następuje jednak tylko w ostatecznym razie.
Zwykle jest ono tylko faktycznem, nie zaś prawnem, bo włościanie
nigdy nie zwracają się do wyższej władzy duchownej z prośbą
o separacyę : rzecz to znowu dla nich zbyt kosztowna. Rozstanie
się małżonków czasami odbywa się na warunkach umowy przed
ślubnej, jeśli wypadek ten został przewidziany, niekiedy zaś po
średniczą w tej kw estyi osoby postronne a szanowane. W edle
zwyczaju córki pozostają przy matce, synowie przy ojcu ; wyjątek
można zrobić tylko wówczas, jeżeli kobieta wyróżnia się postę
powaniem niemoralnem np. jest rozpustnicą, pijaczką. W każdym
razie zachowuje ona niewątpliwie prawa do alimentów, które
winien udzielać jej mąż w miarę możności; córkom pozostałym
przy niej winien dać też utrzymanie ojciec. Zdarza się, że dzieci
pozostają przy matce, ale tylko wówczas, gdy ojciec jest czło
wiekiem z pod ciemnej gwiazdy, bez czci i wiary ; wogóle —
wedle prawa zwyczajowego — dzieci należy zostawiać przy tym
z rodziców, który może zapewnić im najlepsze wychowanie.
W wyżej przytoczonych przykładach sądy pozostawiły dzieci przy
matce, albowiem uznały ojców za ludzi niemożliwych. Zdarza się,
że gromady lub gminy regulują te kw estye, ale tylko na zasadzie
próśb strony poszkodowanej. Co do alimentów, to żony mogą je
poszukiwać w. drodze prawnej. „Sądy włościańskie — mówi
p. Friedman — zawsze skazują mężów na utrzymanie opuszczonej
-
297 -
żony wraz z dziećmi. Utrzymanie to składa się z określonej ilości
zboża w naturze i w gotów ce (str. 26). To samo stosuje się do
mężów, jeśli żony posiadają mienie własne. Zdarza się, że nadomnik po rozstaniu się z żoną, wym aga od niej alimentów; sądy
gminne to żądanie uznają za słuszne.
Rozstanie się małżonków zwykle sprowadza następstwa
bardzo smutne : mąż wraca zwykle do rodziny lub szuka zarobków
postronnych bardzo daleko, bo otoczenie krzywo nań patrzy.
„Taki mąż zwykle prowadzi życie bardzo nie moralne“ — mówi
słusznie p. Friedman. Żona po rozstaniu się z mężem zamieszkuje
zwykle u rodziców, czy też krewnych, gdy można, niekiedy szuka
służby lub prowadzi nadal gospodarstwo, jeśli je posiada. Rzadko
zdarza się, by to niemoralne położenie nie doprowadzało do wykro
czeń etycznych, najlepszem bodaj wyjściem z niego jest stałe pożycie
na wiarę, dziś już nie obce ludowi litewskiemu. Należy nadmienić,
iż po kilku latach uczciwego a stałego pożycia lud zaczyna
uznawać ich niemal za małżonków prawnych, których stosunki
wzajemne regulują się og'ólnem prawem zwyczajowem z tą tylko
różnicą, że wzajemne obelgi i zniewagi uznają się, gdy natomiast
małżonkowie prawni nie mogą znieważyć siebie wzajemnie.
Pożycie na wiarę zaczyna rozpowszechniać się; wedle pojęć ludu
długa nieobecność męża niejako je usprawiedliwia i tłumaczy.
To. samo, lubo bardzo rzadko, stosuje się do żony, bo mężczyźni
o wiele częściej niż kobiety emigrują lub szukają daleko zarobków
postronnych. Zdaje się, iż niezdolność do pożycia małżeńskiego
jest też okolicznością poniekąd usprawiedliwiającą niewierność
małżeńską lub pożycie na wiarę. W ogóle dziś ono jest do pewnego
stopnia tolerowane, dziś już żadne władze wiejskie nie wtrącają
się w te stosunki, ale gdzieniegdzie wiejska opinia publiczna
oburza się i próbuje w kierunku żądanym wywrzeć wpływ na
urząd gminny. W tych wypadkach działa zwykle inicyatywa
księży, albowiem do dziś dnia jeszcze mamy takich kapłanów,
którzy nie są od tego, by nauczać lud gwałtem. Przed kilku
jeszcze laty w pow. Rosieńskim próbowańo to robić w drodze
w pływ ów na sądy i urzędy gminne, ale inicyatywa władzy wyższej
duchownej i świeckiej położyła temu kres. Przytaczam przykład :
pewna wieś niesłychanie oburzyła się przeciwko swemu współ
mieszkańcowi, włościaninowi, za otwarte pożycie nieślubne ze
swą robotnicą. Skarżono się księdzu, albowiem winni „robią
wstyd całej w si“. Ksiądz kazał usunąć kobietę z domu jej praco
dawcy, ale posłanych ludzi oboje ciężko poturbowali. W ówczas
sąd kazał wysiedlić ze wsi „grzesznicę", jak zapisano w protokole,
-
293
zapłaciwszy jej kilkadziesiąt rubli zasług za rok przyszły, a sa
mego gospodarza skazał na 3 dni aresztu. (Sąd gm. Szymkajcki
1876 r. 1. 79). A le ta sprawa nie skończyła się na tem, albowiem
skazany zaniósł skargę kasacyjną ; wyroku zjazdu komisarzy do
spraw włościańskich pow. R osieńskiego niema. Dziś już takiego
rodzaju wyroki sądowe są niemożliwe, a wypadki podobne chyba
już nie spotykają się; być może — wyjątek stanowią najdziksze
okolice Żmudzi środkowej i pow. Wiłkomierskieg-p.
O ile pożycie nieślubne jest dziś tolerowanem przez lud,
świadczą wyroki sądów gminnych, przysądzające takim kobietom
opuszczonym, zwłaszcza dzietnym, alimenty lub odszkodowanie
jednorazowe. B yć może — ten pogląd lud zawdzięcza sądom pań
stwowym, które w razach podobnych nigdy nie odmawiają w myśl
994 art. kod. kar. swej pomocy. Od wieków wprawdzie prawo
zwyczajowe zna odszkodowanie za stratę czasu i zarobków, w y
wołanych ostatnimi dniami ciąży i połogiem , ale nie zna prawa
poszukiwania ojcowstwa; prawo pisane też nie zna go, ale w dro
dze karnej sądy rosyjskie skazują na alimenty. Przytaczam tu
wyrok sądu ludowego, rzucający jaskrawe światło na tę kw estyę.
Przed sądem gminnym Tyltyskiem staje kobieta i oskarża swego
„męża“, który po 5 letniem pożyciu opuścił ją wraz z synkiem ,
a „wziął sobie drugą żonę“. Okazało się, że „mężczyzna już ma
trzecią żonę“, przy życiu dwóch pierwszych, przeto sąd kazał jej
zapłacić 80 rub. za „5 letnią robotę“ oraz 19 rub. za znoszoną
odzież, a mienie jej „męża“ oddane zostało w opiekę z powodu
m ałoletności syna,., którego zostawiono matce (1890 r. 1. 5). R ozu
mie się wyrażenia przytoczone w cudzysłowach są zaczerpnięte
z protokołu sądowego ; ów mężczyzna nie był ślubnie i prawnie
związany z temi kobietami, które nazwano „żonami“.
Naturalnie — trzeba ściśle odróżniać stałe pożycie nieślubne
czyli na wiarę od przelotnych miłostek oraz uwiedzenia ; o ile
pierwsze spotyka się rzadko, o tyle drugie jest rozpowszechnione
względnie szeroko. Uwiedzenia stanowią grupę osobną, ale trudno
określić jej granice ścisłe. W ogóle w tej kw estyi nic stanowczego
twierdzić nie można ; w każdym razie jednak — zdaje się — pro
cent uwiedzionych jest znaczny, przynajmniej tak każą przypusz
czać stosunki wiejskie, oraz odnośne zwyczaje 1 obyczaje, acz
trudno wierzyć mi w zupełną nieznajomość życia i świętą na
iwność 18 — 20 leiniej dziewuchy wiejskiej. Uwiedzione — to
najczęściej byłe narzeczone, których małżeństwo rozchwiało się,
a które — wedle zwyczaju, często praktyko wanego — stały się
przed ślubem faktycznemi żonami swoich narzeczonych. W spom i
-
299 -
nałem o tem uprzednio (str. 200). Zdarzają się wypadki uwiedzenia
bezpośredniego, ale nader rzadkie, co potwierdza praktyka sądowa,
bo to wykroczenie jest karane kryminalnie, a u nas sądy pań
stwowe mają sporo spraw podobnego rodzaju. W okręgu K o
wieńskiego sądu okręgowego prawie piąta część spraw, rozstrzyg'anych bez przysięgłych, składa się ze spraw o pożycie nieślubne,
niewierność małżeńską, uwiedzenie i t. d. W zwyczajach i oby
czajach ludowych, tudzież w formach życia kryje się d iżo oko
liczności, sprzyjających m iłostkom przelotnym; dość tu wym ienić
zwyczaj sypiania w spólnego w jednej izbie czeladnej. Zdaje się —
takie miłostki przelotne, oparte tylko na pociągu płciowym , są
rozpowszechnione, zwłaszcza śród służby folwarczej oraz młodzieży
płci obojga, zwykle niekrępowanej ani religią, ani etyką, ale nie
można tego powiedzieć o pokoleniu starszem. Mimo to jednak
ilość urodzeń nieślubnych śród ludności miejscowej jest nader
nieznaczna*). Tę sprzeczność tłumaczą lekarze, praktykujący po
wsiach, rozpowszechnieniem środków zapobiegawczych, a nawet
abortaty wnych ; wedle ich zdania choroby kobiece wśród niewiast
z ludu są dość pospolite.
W edle prawa zwyczajowego dzieci nieślubne nie są pozba
wione praw niektórych; to samo stosuje się do ich matek. Przedewszystkiem mają one prawo do odszkodowania strat i kosztów
spowodowanych ciążą i połogiem . Wyroki sądów gminnych, lu
dowych stanowczo zasadę tę stwierdzają Do niedawna nawet
przysądzały one alimenty aż do pełnoletności dziecka, ale to
w razach wyjątkowych ; dziś już takie wyroki nie spotykają się,
przeważnie dzięki oddziaływaniu zjazdów komisarzy do spraw
włościańskich, które zbyt uwzględninją 994 art. kod. kar. Przy
taczam tu kilka wyroków sądów gminnych dla ilustracyi poglądów
prawa zwyczajowego. W gminie Ponedelskiej dziewczyna została
uwiedzioną, bo na posiedzeniu sądowem wyjaśniło się, że kochanek
miał ją poślubić; sąd — 1887 r. 1 14. — kazał wypłacić jej 60
rub. odszkodowania, acz sprawa — uwiedzenie — nie podlegała
jego kom petencyi. Po kilkuletniem pożyciu kobieta została opu■szczoną ; żąda ona alimentów dla dwojga swoich dżieci. Sąd gm.
Andrzejewski — 1876 r. 1. 58 — kazał wypłacać jej po 10 rub.
w ciągu 10 lat. Młoda dziewczyna osobiście oskarża sw ego ekskochanka, który ją uwiódł obietnicą ożenku, a potem porzucił
*) W la ta c h 1 8 8 7 — 1 8 9 4 śród ludności kato lickiej było 3 4 6 2 0 3
urodzeń, a w tej liczbie nieślubnych — 1 5 4 7 6 , zate m stanowiły one praw ie
4 , 5 % ogółu.
800 —
wraz z dzieckiem, zabrawszy w dodatku 15 rub. Sąd g'm. Rozaliński — 1885 r. 1. 20 — przysądził 25 r. wynagrodzenia oraz ka
zał zwrócić 15 r. zabranych uprzednio. W analogicznym wypadku
sąd gm. Puszołacki kazał natychmiast zapłacić powódce 10 r. „na
chrzciny“ i tyleż w miesiąc po połogu oraz dać pur jęczmienia .„na
piw o“ (1876 r. 1. го). N iekiedy spotykamy dziś sprawy podobne,
ale oparte już na dokumentach piśmiennych. Prze,d sądem gm.
W iekszniańskim powódka, młoda dziewczyna, staje osobiście
i przedstawia dokument, zaopatrzony w podpisy świadków i wójta.
Na mocy tego zobowiązania -się kochanek winien b ył wypłacić
10 rub. oraz dać po 3 pury jęczmienia i żyta i 5 łokci płótna; zboże
ona otrzymała a domaga się, by jej wydano pieniądze i płótno.
Sąd — 1889 r. 1. 3 — przysądził jej 11 rub. 25 kop. i poszukiwane
płótno, a świadkom —4 rub. 50 k. za „wołokitę“. Należy.tu nadmienić,
że spraw podobnych ani rodzice ani krewni powódki wrszczynać nie
mogą : wym aganą jest zawsze skarga pokrzywdzonej. Zwykleurodzenie dziecka nieślubnego nie prowadzi do zerwania stosunków z ro
dziną ...
D zieci nieślubne nie są zupełnie pozbawione praw wszelkich;
przedewszystkiem dziedziczą one po matce niemal na takich sa
mych prawach jak dzieci ślubne. Gospodarz pozostawił wdowę
i syna ; po kilku latach, kobieta urodziła nieślubne dziecko płci
męzkiej. Gdy chłopiec podrósł, w ystąpił z powództwem prze
ciwko bratu „pochodzenia prawnego“, żądając części gruntu po
zostałego po ojcu tamtego ; m otyw powództwa — wspólność po
chodzenia od jednej matki. Sąd gm. Towiański — 1890 r 1. 3 —
kazał mu wypłacić wartość ziemi w ilości 80 rub. Wog'óle dziecko
nieślubne ma stanowcze prawo do udziału w rodzinnej własności
jego matki. Zwykle zapisują je do rodziny matki, a sam fakt
przypisania wystarcza, albowiem własność jest rodzinną, rodzinę
zaś określono tak : ,,do rodziny należą ci wszyscy, którzy są za
pisani w listach familijnych“ (po siemiejnych spiskach). W e
włości (gminie) Potockiej wuj chciał odebrać grunt od nieślubnego
syna swej siostry, ale sprawę przegrał (1873 r. wyr. 1. 13). Z tego
względu niekiedy zawierają się umowy z dziećmi nieślubnemi,
których treścią jest ich zrzeczenie się praw przynależnych. Przy
taczam przykład: W gminie K.rożańskiej gospodarz zobowiązał
się wypłacić nieślubnemu synowi 220 rub., dał mu krowę i sanie
ale w ym ógł zrzeczenia się wszelkich praw do gruntów i g o sp o
darstwa (księga umów 1892 r. 1. 1). Zdarza się bardzo często, że
dzieci nieślubne wdowy gospodarskiej, władającej chatą, dziedziczą
na równi z jej dziećmi ślubnemi ; ten pogląd opiera się ną wspólno
—
301
—
ści pochodzenia od jednej matki. Dzieci nieślubne noszą zwykle
nazwisko matczyne. R ów nież i to się często zdarza, że dziewczyna,
mająca dzieci nieślubne, wychodzi za mąż, wówczas wychowują
się one razem z dziećmi ślubnemi, w chacie rodziców. W ogóle
jednak położenie dzieci nieślubnych jest oplakaném, zwłaszcza
śród najniższych i najuboższych warstw ludowych, a te warstwy
dają ich największy procent.
TT.
W stosunkach dzieci do rodziców i odwrotnie, zachowało
się jeszcze dużo poglądów doby minionej ; kreśląc je szczegółowo,
będę przytaczał przykłady odnośne. Przede wszystkie m dzieci są
błogosławieństwem Boskiem, zwłaszcza zdrowe i rozgarnięte; da
wniej pragnięto mieć ich najwięcej, dziś zaś wielka liczba dzieci
■*. uważa się niemal za karę Bożą. Bezpłodność kobiety — to albo
kara Boża, albo skutek zaczarowania czy zepsucia wesela, albo
wiem dotąd nie zanikła jeszcze doszczętnie wiara w czary, w mo
żność szkodzenia w ten. sposób ludziom. W tym wypadku starają
się przebłagać B oga lub odczarować kobietę urzeczoną. Do nie
dawna jeszcze, a mówią, że nawet — dotąd, kobiety odbyw ały
czy odbywają pielgrzymki do Połpngi, do grobu Biruty, która
wedle podań ludowych •— tam została pogrzebaną na górze zw.
Górą Biruty; praktykują się też pielgrzymki do miejsc cudownych,
dò kamieni, uznawanych za takowe, do znachorów, modły chrześciańskie i t. d. Dotąd lud przypisuje większe znaczenie urodze
niu chłopca, niż dziewczyny ; wogóle chłopcy są o wiele pożądańsi niż dziewczynki. Prawdopodobnie — źródło tego poglądu
tkwi w warunkach życiowych, które tak są ciężkie dla dziewcząt ;
być może - - jest to zamierający przeżytek ojcowskiego ustroju
rodowego, oraz kultu przodków, wspólnego wszystkim ludom
aryjskim.
Lud zna prawo pierworodztwa, ale stosuje je tylko do
synów. Dziś już nie istnieją żadne obrzędy symboliczne przy uro
dzeniu chłopca pierworodnego ; zaniechane też zostały postrzyżyny
synów, które dawniej istniały niewątpliwie.
Dotąd zakres władzy rodzicielskiej w teoryi należy do ojca,
ale praktycznie dzieli się. pomiędzy rodzicami : do matki należy
władza bezwarunkowa nad dziećmi m ałem i, nad dojrzalszemi
dzieli ją z mężem; zwykle władzy matczynej bardziej ulegają
córki niźli synowie, o których los głów nie dba ojciec, W rodzinie
302 w łościańskiej m a tk a zw y kle p rz e d s ta w ia s tro n ę m iłosną, ła g o d n a,
pokojow ą, g d y ojciec n a to m ia s t — grozy, p o s łu s z e ń s tw a ślepego,
k arn o ści i d y s c y p lin y ; z w y k le on k a rz e dzieci, g d y z b y t zaw inią.
S u row o ść i b e z w zg lęd n o ść c h a ra k te ry z u ją s to su n k i rodziców do
dzieci; jeżeli s p o t y k a m y w nich s tru n ę serdeczną, to dźw ięczy zw y
kle ona w sercu m atki. W e d l e lu d u — d z ie c in ie m ają ż a d n y ch p ra w
w obe c rodziców : m o g ą oni je sprzedać, d aro w ać, ustąpić, w y n a
jąć, p o b ie ra ć za nich za sług i i. t. d. D zieci nie m o g ą sk arży ć się
n a rodziców n a w e t za złe obejście się, za p o n iew ieran ie i t. d.
W o g ó l e „p atria p o t e s t a s “ d o tąd śród ludu z a c h o w a ła sw e z n a
czenie do ta k ie g o stopnia, że n a w e t sy n d o ro s ły nie śmie usiąść
w ob ecności ojca bez jeg o pozw olenia. W ł a d z a ta trw a aż do
k o ń c a życia, ty lk o w iek dorosły, ożenienie się lub zam ężcie k ł a d ą
jej p e w n e g ran ice. S y n w d o w ie c lub c ó rk a w dow a, g d y m ieszkają
przy rod zicach, p o d le g a ją ich w ła d z y n a ró w n i z dziećm i innemi.
T re ść jej i cel sp ro w a d z a ją się do w y c h o w a n ia dzieci n a ludzi
o d p o w ia d a ją c y c h id e a ło w i d o b re g o w ło ścian in a i g o s p o d a rz a lub
gospod yni, jak g o lud w yobraża. Cel ten n ależ y o s ią g n ą ć k o n ie
cznie, nie g a rd z ą c niczem, albo w iem w szelkie śro d k i są tu g o
dziwe.
P rz e k ro c z e n ia dzieci b y w a ją surow o k a r a n e ; r ó z g a — to
z w y k ły ś ro d e k pedag-ogiczny, k tó re g o n ie k ie d y nie szczędzą na
w e t d orosłym . W e d l e zwyczaju rodzice m o g ą zażądać po m o cy
osób p o stro n n y c h , b y u k a r a ć dzieci; zw ykle jej nie o d m aw ia się.
Najczęściej w ta k ic h ra z a c h rodzice udają się do sąd ó w g m in n y ch ,
w łościańskich, k tó re zw y k le s p ra w y nie b adają, skaz u ją c o s k a r
żo n y c h , a lb o w ie m , „ojciec nie sk a rży łb y , g d y b y s y n b y ł m u
p o s łu s z n y m “, j a k ro z u m o w ał K u rs z a ń s k i sąd g m in n y w w y ro k u
z 1893 r. 1. 63. W e w łości S zaw k iańskięj rodzice o skarży li s y n a
w raz z jeg o żoną. S k a r g a nie p o tw ierd z iła się, ale sąd m niem ał,
że „rodzice na dzieci s k a r g i bez p rz y c z y n y nie za n io s ą “ i sk a z a ł
w in n y c h n a g rz y w n y (wyr. 1878 r. 1. 29). S p r a w y p o d o b n e z d a
rzają się j e d n a k b a rd z o rzadk o, ale w y ro k i w nich zapad łe s t a
nowczo stw ie rd z a ją p o g lą d ludu na tę k w e sty ę
O w iele n a to m ia s t częściej s p o ty k a m y s k a r g i ro dziców na
dzieci za złe obejście się lub p o s tęp o w a n ie . N iejed n o k ro tn ie
w sp o m in ałem uprzednio, że p o d s ta w ą w ła d z y rodzicielskiej je s t
p e łn ia sił fizycznych i u m y s ło w y c h rodziców, a zw ła szcz a o jca;
zasad a „h o d ie mihi, eras tib i“ p o s ia d a p e łn e p ra w o o b y w a te ls tw a !
B ard z o d o sad nie a o brazow o sk re ślił jej znaczenie p ra k ty c z n e
p. Gukowskij, s e k re ta rz ko m ite tu s taty sty czn e g o . P rz y ta c z a m j e o g
sło w a : „rzeczyw iście często z d a rza się, że z a c z y n a ją c y starzeć się
303
lub niedołężnieć go sp o d arz z w łasnej woli, ale najczęściej p r z y
m u szo n y przez dzieci, p o rz u ca zupełnie swój g r u n t i swój w łasnem i rę k a m i z b u d o w a n y dom i o siad a — „na k ą c ie “. B u dują mu
dzieci c h a tk ę na „ k u rz y c h n ó ż k a c h “, często p rz e ra b ia n ą z chlew ka,
dają k a w a łe k o g rod u, n iejakie s tatk i g o sp o d a rsk ie i w ypra szają
z chaty. T a k n ie d a w n y g osp od arz, sam o dzielny rz ąd ca w ielkiego
g o s p o d a r s tw a ch ło psk ieg o, g ro ź n y g ło w a rodziny, której przyszłość
b y ł a w jeg o rę k u , staje się k ą tn ik ie m i bez s ze m ran ia wlecze
s m u tn y żywot, o d ra b ia jąc p rz y te m dzieciom po k ilk a dni t y g o
dniow o lub p ła c ą c g o t ó w k ą . . . za c h a tk ę i o g ró d t. j. za p ra w o
o d g r y w a n ia w p o g a rd z ie i ub ó stw ie roli s ta re g o w ilka z bajki
litew skiej i w y c z e k iw a n ia śm ierci. A le za to p rz e d te m ojciec p o
n iew ierał dziećmi, trz y m a ł je w k a r b a c h żelaznych ja k b y p r a g n ą c
do statecznie n acieszyć się swoją pow ag‘ą ja k o p a n do m u i g ło w a
rodziny, p rzew id u jąc ciężki swój los n a starość. I rzeczyw iście :
jeżeli g o sp o d a rz m a k ilk u synów , to trz y m a ich w k a r b a c h ż e la
znych, tra k tu je gorzej niż p a r o b k ó w ; pom im o swej zam ożności
zm usza s y n ó w do p ra c y ciężkiej, n ie m a l niewolniczej, nie dając
im a n i w y n a g ro d z e n ia , a n i p r a w a własnej woli. W ta k im stanie
trz y m a on ich aż do 30 — 35 la t i w ów czas ty lk o p ozw ala im lub
b y w a zm uszonym pozw olić — ożenić s i ę . . . . R o z u m ie się, że s y
nowie, u k o ń c z y w s z y w 3 0 —-35 ro k u życia ta k ą szkołę, stają się
sam i p e łn o p r a w n y m i gospo darzm i, b y p otem podzielić los sw oich
ojcó w “ (urz. P am . gub. K ow . 1887 r. str. 352 —353).
J e s t to o b ra z e k z g o d n y z rzeczyw istością, wszakże zaznaczyć
należy, iż d e s p o ty z m rodzicielski słabnie, le k c e w aż en ie zaś ro dzi
ców przez dzieci i w o g ó le s ta rs z y c h k re w n y c h przez m łod szy ch
w z rasta. W tem zjaw isku n ależ y widzieć p o n iek ąd s k u te k ro z p rę
żenia się d a w n y c h s to su n k ó w s p o łecz n y ch oraz w zro st teg o p i e r
w o tn eg o m a te ry ą liz m u chło psk iego, u w a ru n k o w a n e g o coraz t r u
dniejszą w a lk ą o b y t i n ie d o sta te c z n e m o d d ziały w a n iem k u ltu ry ;
to ostatn ie tłó m aczy się w a ru n k a m i p olityczno-społecznym i, w k t ó
ry c h żyje lud litewski.
O sadzanie „ n a k ą c ie “ — to rzecz z n a n a o d d aw n a, p ra w o
zw yczajow e p rz ew id u je w y p a d k i, w k tó r y c h to w in no n a s tą p ić
np. w razie z a w arc ia przez ojca p o w tó rn e g o m ałżeństw a, g d y
z pierw szeg o p o z o s ta ły dzieci dorosłe. P r a w d o p o b n ie w „ o s a d z a
niu n a k ą c ie “ m ożna widzieć za m ierające p rz e ż y tk i u p rz e d n ie g o
p o s tę p o w a n ia L itw in ó w sta ro ż y tn y c h ze s ta rc a m i, ch orym i i t. d ,
k tó ry c h zgon p rz y s p ie sz a n o ; liczne ś la d y te g o zw yczaju z a c h o
w a ły się aż d o tąd śród ludu. W s p o m i n a ł e m o tem up rzed n io ; tu
przyto czę opow iadanie, zapisane z u s t re m ig o lsk ieg o pisarz a w ł o
— 304 ściańsk iego P u k a s a . P e w ie n g osp odarz w yw iózł w sa n k a c h swego
prz estarz ałeg o ojca do lasu i tam go porzucił, ale w n u k p o rz u c o
n e g o odwiózł sanki do domu. Ojciec go s p y tał, po co to zrobił ?
chło piec o d p a r ł: „p rzyd adzą się mi, g d y p o sta rz e je s z “ . O dpow iedź
m alca t a k p o ru sz y ła chłopa, że p o jech a ł do lasu, z a b ra ł i odwiózł
do dom u sw eg o ojca, k tó re g o porzucił p rz ed tem . O sadzanie n a
k ąc ie nie zawsze p r a k ty k u je się p rz y p o w tó rn e m ożenieniu się
ojca, g d y dzieci z pierw szeg o m ałżeń stw a są juź d o ro s łe ; zwyczaj
ten p rz e w a ż a n a p ó łn o c y , zwłaszcza na głębokiej Żmudzi. „ O sa
dzenie na k ą c i e “ n ie k ie d y n astęp u je z woli ojca p rz e s ta rz a łe g o ,
ale zdarza się to b a rd z o rz adk o ; o wiele częściej synow ie z m u
s z a j ą go do te g o k ro k u . N iek ied y w tę s p ra w ę w daje się g r o
m a d a zw y kle z a in te re s o w a n a przez dzieci ; w ów czas „ o sa d zen ie
n à k ą c ie “ o d b y w a się n a m ocy u c h w a ły g rom adzkiej. N ie k ie d y
n a s tę p u je to n a zasadzie w y ro k ó w sąd ó w g m in n y ch , w ło ściańsk ich ,
ale w a rto zauw ażyć, że w zasadzie sąd y i g r o m a d y m ieszają się
ty lk o w te s p r a w y wówczas, g d y ojciec m arnuje m ienie rodzinne.
T a k ą je s t zasada, ale w p r a k ty c e p rz e k ra c z a się o na często, dzięki
w p ły w o m p o s tro n n y m , obejma poczuciu s p ra w ie d liw o ś c i ludowej.
W o statn ich czasach k w e s t y a „osadzania n a k ą c i e “ ojca
z a g m a tw a ła s ię : b y zabezpieczyć znośną staro ść i u n ik n ą ć cięż
k ieg o losu k ątn ik a , rodzice alb o w ydzierżaw iają fo rm aln ie dzie
ciom swoje g ru n ty , albo w ym aw iają, zrzekając się ich w ła d a n ia ,
d o k ła d n e a ściśle o kreślon e u trz y m a n ie czyli t. z. w y d e r e k
(w a k ta c h p r a w n y c h sąd ó w w ło ściańsk ich s p o t y k a m y te rm in y :
i z j a t j e i e k s c e p c y a ) . N ie k ie d y ojciec zrzeka się g r u n tu na
rzecz syna, b io rąc odeń w e k sle lub zaporęczenia osób trzecich,
czy też kaucyę, co j e d n a k zdarza się rzadko. P rz y ta c z a m kilk a
p r z y k ła d ó w o d p ow iedn ich . W e w łości Cfruździewskiej ojciec w y
d zierżaw ia g r u n t — 19,5 dies. — dw om synom n a la t 12 z w a r u n
k iem uiszczenia w szelkich o p ła t i p o d a tk ó w oraz w y p ła c a n ia mu
18 rub. rocznie i w y d a w a n ia ściśle określonej ilości p ro d u k tó w
(księga u m ó w 1895 r. 1. 5). W e w łości P o p ie la ń s k ie j ojciec, w y
dzierżaw iając syno w i g ru n t, w y m ó w ił lokal, o k re ś lo n ą ilość p r o
duktów , k r o w ę i k o n ia n a w yjazd do k ościoła (ks. u m ó w 1894 r.
1. 5). N iek ied y zam iast dzierżaw y n astępuje zup ełne zrzeczenie się
w szelkich p ra w do g r u n tu za lok al i o k re ślo n ą ilość p ro d u k tó w .
T a k w e włości K u rsz ąń sk iej m a tk a zrzekła się ziemi za w y
d e r e k następ n y : lokal, po 3 p u ry ż y ta , jęczm ienia i owsa, 2 p u ry
grochu, p u r bobu, 3 g a r n c e soli, 20 fun tó w lnu, 10 p u ró w ziem
n iakó w , w iep rza k a r m n e g o , p a rę gęsi, kurę, in dyk a, k ro w ę i parę
trz e w ik ó w (ks. u m ów 1883, 1. 1).
— 305 —
A le w szystkie te sp o s o b y nie zapew niają jeszcze p rz e s ta rz a
ły m rodzicom sp o k o ju n a starość.... O czyw iście — tru dno m ówić
p rz y ta k ic h s to su n k a c h o sz a c u n k u i miłości, należ n y ch życiodaw com . ,,Z niew ażanie rodziców zda rza się b a rd z o często“, pisze
p. F r ie d m a n str. 32—33 dod ając jed n ak , że s k a r g i p o k rz y w d zo n y ch
i zn iew ażony c h są nieliczne w p o ró w n a n iu z ilością k rz y w d lub znie
w a g “. In n e m i słow y : rodzice rz ad k o s k arżą się, a je d n a k sądy
g m in n e są za w alo ne ich s k a r g a m i n a dzieci za złe obejście się !
D o cho dzi do tego, że sąd y g m in n e, z w y k le nie grzeszące z b y t
kiem hum anizm u, sam e w y stęp u ją w o b ron ie pokrzyw dzonych.
T a k sąd gm in.
G u lb iń sk i k a z a ł oćw iczyć „ p o rząd n ie“ i zaraz
w y k o n a ć w y ro k n a d s y n em i córką, k tó rz y „ p r z y p ie k a li“ m a tk ę
staruszkę,, b y o d d a ła im u k r y t e p ieniądze (wyr. 1885 r. 1. 43).
N iejakiś S ztara s z a m y k a m a tk ę do c h le w k a ra zem z nierogacizną,,
za co go sąd gm . P o w ia ń s k i sadzi n a 7 d ni do k o zy (1886 1. 56).
W e włości K u rsz a ń s k ie j znalazł się ta k i syn, k t ó r y „w ypędził
m a tk ę z c h a ty w czasie silnego m rozu i 4 tyg-odnie nie k a r m i ł “,
j a k zeznali ś w ia d k o w ie ; oćwiczono go (wyr. 1893г. 1. 15). W o g ó le
s to s u n e k dzieci do p rz e s ta rz a ły c h rodziców je s t bardzo d alek im
od w szelkiego hum anizm u, wszelkieg'o poczucia ludzkości i s łu
szności, zw łaszcza w razie dom ieszki in te re su m a te ry a ln e g o . N i e
k ie d y zaś w k r a c z a w g ra n ic e k o m p e te n c y i sąd ó w k a r n y c h : k aż d a
s e s y a s ą d ó w p r z y s ię g ły c h nie o b y w a się zw yk le bez k ilk u sp ra w
podobnych !
T e n r y s sto s u n k ó w ludow ych rz u ca się w p ro s t w oczy k a ż
dem u, n a w e t cudzoziemcowi. P. G ukow skij słusznie p is a ł o w ło
ś c ian a ch pow. S zaw elsk ie g o : „śród tutejszeg o w łościań stw a n aj
g ru b s z y m atery aliz m zagłusza w szelk ie poczucie ludzkości, nie
w y łąc zając p oczu cia p o k re w ie ń s tw a . G d y dom iesza się ch o ć b y
najdro b n ie jsz y intere s m a te ry a ln y , w ów czas nik nie w szelkie p o
czucie m o raln o - altru istyczn e, w ów czas człow iek dla czło w ieka
staje się w ilkiem , k t ó r e m u (człowiekowi) b ard zo często w o sią
gn ięciu zy s k ó w m a te r y a ln y c h p rz e s z k o d y s ta w ia n e przez p r a w o
a n a w e t — religię, są niczem*) R o z u m ie się — w ty c h w a ru n k ach ,
n a w e t form alne u m o w y dzierżaw ne czy w y d e rk o w e nie za pew niają
jeszcze zno śnego losu p rz e s ta rz a ły m rodzicom lub k r e w n y m s t a r
szym ; s p ra w o ich złam anie w s ąd a ch g m in n y c h to czy .się bez
liku. S ą d y ludowe, g m in n e zawsze p rz e s trz e g a ją ich ścisłeg'0 w y
k o n a n ia , skazując n iek ied y w innych- n a k a r y rozm aite np. g r z y
w n y , areszt, chłostę. W a r t o tu n adm ien ić, że w razie s k a r g i ro d z i
*) P a m . gub. Kow- n a r.
1896, str. 1 6 2 .
— 306 ców lub s ta rs z y c h k re w n y c h , zawsze sk azują one w in n y c h n a w y
daw an ie w y d e rk u p o k rz y w d zo n y m . W e w łości Jan isk iej m a tk a
o s k a r ż a syna, k t ó r y ją w ypędził z c h a ty i m o rzy ł g ło d e m ; sąd
s y n a u k a r a ł a m atce n a z n a c z y ł w y d e r e k (wyr. 1893 r - 1 4)- W e
w łości Zagórskiej d w o m sy n o m dostało się 50 dies, ziemi, ale m imo
to w ypędzili oni z c h a ty m a tk ę staruszkę. K o b i e t a ich oskarżyła;
są d u k a r a ł, naznaczając m atce so w ite u trz y m a n ie oraz lo k a l oso
b n y (wyr. 1884 r. 1. 143).
Zdarza się je d n ak , że m atk i, p o b ie ra ją c e „ w y d e r e k “ , p oraz
d ru g i w y ch o d zą za m ąż ; w razie ich śm ierci, to p ra w o przechodzi
n a mężów, k tó ry m p a s ie r b o w ie w inni go w y d a w a ć aż do śm ierch
W y r o k i sądó w g m in n y c h p o tw ie rd z a ją to. W e w łości P o p ie la ń skiej syn z a w a rł z m a t k ą u m o w ę w y d e rk o w ą ; k o b ie ta p o w tó rn ie
w y szła za mąż i w k ró tc e zm a rła ; s y n od m ó w ił w y d e rk u , ale sąd
k a z a ł go w y d a w a ć ojczym ow i (wyr. 1894 r. 1. 91). R o z u m ie się—
n iek ied y rodzice lub s ta rs i k re w n i p ró b u ją k o rz y s ta ć ze s w y c h
p r a w z k rz y w d ą dzieci lub m łod szy ch k re w n y c h , ale sąd y zw ykle
b io rą ich w o piek ę n a m o cy p r a w a zw yczajow ego. P rz y ta c z a m
p r z y k ła d c h a ra k te r y s ty c z n y . Ojciec o sk arża s y n a ; sy n u s p r a w ie
dliw ia się, że „ p o w a ż a i szanuje ojca w edle u m o w y z d n ia 15 lu
teg o i w szy stk o spełni, czego ojciec c h c e “ . Ś w ia d k o w ie zeznali,
iż sy n jest s tro n ą p o k rz y w d zo n ą, p rz e to są d g m in n y , W ie k sz n ia ń ski — w yr. 1879 r. 1. 101 — sk a z a ł ojca n a 7 dni aresztu.
N a tu raln ie, jeżeli t a k i e są sto s u n k i dzieci do p rz e s ta rz a ły c h
rodziców, to m ożna w yob ra zić sobie, jakim i są one do dziada lub b ab k i,
zw łaszcza b a b k i ! R zec zy w iście są one o w iele g o rsze ; rzadko
k ie d y w n u k i p o c z u w a ją się do ja k ic h b ą d ź o b o w iąz k ó w w zg lęd em
b a b k i lub dziada, ale w k ła d a je na n ich p ra w o zw yczajow e. Z a
sad ę tę uzn ają s ą d y gm inn e, n ig d y nie o dm aw iając zadość u c z y
nienia. T a k w e w ło ści O szm iańskiej sąd n a k a z a ł w n u k o m d a w a ć
b a b c e sow ity a ściśle o k re ślo n y w y d e re k , w k tó r y m n a w e t nie
zapo m n ia n o o p a rz e ła p c i (wyr. i 882, 1. 4).
T a surow ość sto su n k ó w ro d z in n y c h w y stęp u je b ard zo d o b i
tnie w s to s u n k a c h p a s ie r b ó w do o jczy m a lub m acochy, zw łaszcza
m aco c h y , k u której lud żyw i ja k ą ś szczególną n ie c h ę ć ; zawsze
one są p o łącz o n e z b ru d n e m s o b k o s tw e m i m ate ry a liz m e m p i e r
w otnym . M ożna śm iało tw ierdzić, że a n i je d e n bodaj ojczym, a n i
je d n a bodaj m a c o c h a nie może zabezpieczyć s w y c h p r a w m a ją t
ko w y ch, jeno ty lk o w drodze sądow ej. „ S to s u n k i m iędzy ojczym em
lub m ac o c h ą ż jednej s tr o n y a p a sie rb e m lub p a s ie rb ic ą z drugiej
z n a d e r rzadkim i w y ją tk a m i są zaw sze złe“ — m ów i p. F r i e d
m ann . N a tem tle p o w stają różne z a ta rg i i spory, k tó r e s ą d y
- зо? ro z strzy g ają na m o cy p r a w a zw yczajow ego. O p iek u je się ono
ojczymem i m acochą, broni ich, a w k aż d y m razie zobow iązuje
pasierbów7 d a w a ć im u trz y m a n ie w razie niezdolności do p ra cy .
W y r o k i sądów g m in n y c h stw ierd z ają to dosadnie. Ojczym s k a r ż y
p asierba, k tó ry go w ypędził z chaty, u p rzed nio obiw szy ; sąd
g m in n y w S u b o czu n a k a z a ł zapłacić p o w o d o w i t o o rub., oraz
dać 2 k ro w y , kozę i w iep rza (wyr. 1890 r. 1. 3). S ą d y g m in n e
o chraniają też m a co c h y od k rz y w d rozm aitych, ale ich o c h ro n a jest
niedostatec zna. P e w ie n p a s ie r b rozw alił chatkę, w k tórej m iesz
k a ła jeg o m a c o c h a ; sąd g m in n y w T o w ia n a c h k a z a ł jej dać n a
m ieszkanie chlew, a n a u trz y m a n ie d a w a ć corocznie p u r ż y ta i n a
sól 50 k o p , oraz sadzić p u r ziem n iak ów (w7yr. 1890 r., 1. 29). P a
sie rb ic a w y p ę d z iła z c h a ty ojczym a; n a sądzie zg a d z a się go
przyjąć, ale sąd k a z a ł jej dać mu w y d e r e k sow ity, oraz z o b o w ią
zał „ p o g rzeb a ć p rz y zw o icie“. (S ąd gm. W ie k s z n ia ń s k i 1879 r. 1. 90).
W a r t o tu za n o to w a ć pogdąd lu d o w y n a rodzeristwo p rz y ro dne. Dzieci, p o c h o d z ące od je d n e g o ojca, w edle pojęć ludu, są
p o łączon e z so b ą mniej ścisłym i w ęzłam i p o k re w ie ń s tw a niżli
po ch o d z ące od jednej m atki. Dzieci jednej m atk i często dziedziczą
je d n ak o w o , chociażby m ienie n ależ ało do jej pierw szeg o męża. N a
zasadzie też w sp ó ln e g o p och od z en ia d opuszczają się n ie k ie d y do
dziedziczenia dzieci n ieślubn e, j a k w s p o m in a łe m już b y ł o tem.
N ależy w tem w szy stk iem w idzieć zam ie rając y p rz e ż y te k p r a w a
m acierży ńsk iego .
T a sam a surowość, ten sam m atery aliz m p ie rw o tn y i b ru d n e
s ob kostw o c h a ra k te r y z u ją w zajem ne p ra w n e s to su n k i b ra ci. W a l
czą w n ich o p ierw szeństw o dw ie z a s a d y : p ie rw o ro d z tw ą i rów ności.
P ie rw s z a p osiad a d o tąd śród lu d u p rz e w a g ę ; n akazu je o n a s łu
chać, czcić i szanow ać s tarsz eg o b r a ta j a k ojca oraz daje m u p r a w a
n iem al ojcowskie. Z asada ta w p r a k ty c e pro w a d zi zawsze do w y
zy s k iw a n ia m łodszych b ra c i przez starsz ego , chociaż ten w y z y sk
p ra w o zw yczajow e potępia. N iejak i J a k im a s zanosi skarg'ę n a b r a ta
s ta rs z e g o ; n a sądzie w y jaśnia się, że p o w ó d służy 7 la t b r a tu bez
zasłu g oraz „że m u b r a t nie p o zw ala ożenić się i w y p ę d za z chaty,
chociaż on słu ży ł zań w w o js k u “. S ą d g m in n y K u p is k i — 1880 r.
1. 7 1 — k a z a ł m u za p ła cić 70 rub. o d sz k o d o w a n ia , tudzież zobo
w iązał b ra ta starszeg o n ie w y p ę d z a ć g o z ch a ty i nie p rzeszkadzać
w żeniaczce. J e s t to p r z y k ła d ty pow y. B r a t starszy po siad a n h mai
p r a w a ojcowskie i k o rz y s ta z nich, np. może 011 w zb ron ić ro d z e ń
stw u w s tą p ie n ia w zw iązki m ałżeńskie. S ą d y gm , podzielają ten
p og ląd , lubo w czasach ostatnich zasada r iw ności b ra te rsk iej
zyskuje coraz więcej uznania.
— 308 —
N a d e r c h a ra k te r y s ty c z n e m j e s t z a c h o w a n ie się b ra c i w o b e c
n ie o b e c n y c h lub w ziętych do wojska. Jeżeli żołnierz z a sta n ie ojca
żyw ym , to go ro d z in a przyjm uje do s w e g o g r o n a ; „ale b ia d a —
m ów i p. F r ie d m a n — jeśli ojciec zm arł, lub w s k u te k s taro śc i albo
in n y c h p rz y c z y n nie ro z p o rzą d za już g r u n te m n a d a n y m , a ro z p o
rz ąd za nim b r a t s ta rs z y lub inny. S p o ty k a ją g o n ieprz y jaźnie
i d o b r o w o l n i e do w sp ó ln eg o w ła d a n ia g r u n te m n ie d o p u
szczają. D o w s p ó ln e g o u ż y tk o w a n ia z g o s p o d a r s tw a d o pu szczany
on je st ty lk o n a m o cy w y ro k ó w sąd ów ogólnych. Jeśli nie p o sia d a
g o tó w k i n a pro w a d zen ie s p ra w y , to tę okoliczność silnie w y z y
skują b r a c i a po zo stali; z a w iera ją z nim um ow ę, spłaca jąc go d r o
b n ą s u m k ą lub w ydzielając m ały k a w a ł e k g r u n tu " *). W ty c h
w y p a d k a c h n a le ż y zawsze u d a w a ć się do sąd ó w p a ń s tw o w y c h
czyli o gó lny ch, o p ie ra jący c h się n a p ra w ie pisanem , alb o w iem
gm in n e, ludowe, w y ro k u ją c e n a m o cy p r a w a zw yczajow ego, o d
m aw iają swej p om ocy. P r a w o zw yczajow e uznaje d otąd n a w e t,
że cz łon ek rodziny, w zięty do w ojska, staje się d la niej obcym ,
lubo w o statnich czasach p o g l ą d ten stopn iow o ła g o d n ieje i zm ie
n ia się. B r a c ia w og óle m ają p ierw szeń stw o i p rz e w a g ę n a d s io
strami. zw łaszcza n ajstarsz y ; zastępuje on p o n ie k ą d ojca i cieszy
się niem al ta k ie m i sam em i p r a w a m i ; w k a ż d y m razie może on
k a r a ć siostry, w zb ro n ić zam ężcia i t. d. Z p r a w a m i b r a t a s tarsz eg o
dziś w alczy m łodsze rodzeństw o, k ieru ją c się zasad ą równości,
ale s ą d y lu d o w e zawsze stają w obro nie z a sad y starej, zasady
pierw szeń stw a. W z a je m n e sto su n k i sióstr o p a r te s ą w y łą c z n ie n a
p o d s ta w ie ró w n o ś c i; o p r a w a c h najstarszej dziś już nic nie słychać.
T ę su ro w ość sto su n k ó w rodzinnych, zwłaszcza dzieci do r o
dziców i od w rotnie, tłó m a c z ą z w y k le a n a rc h ią sto su n k ó w a g r a r
n y c h ; skłan iają się k u tem u p o g lą d o w i n a w e t sfery oficyalne, nie m ó
wiąc już o b a d a c z a c h p o stro n n y c h . P . F r ie d m a n m ówi : „p o d o b n e s t o
su n k i dzieci do rodziców tłó m a czą się tem, że k aż d y w łościanin teraz
zeznaje, że g r u n t a zo s ta ły n a d a n e w s z y s tk im cz łon kom ro dziny
i sta n o w ią w s p ó ln ą i b e z s p o rn ą w łasność całej rodziny, a zatem
jej g ło w a, ojciec, zjaw ia się ty lk o cz aso w y m rz ą d c ą i a d m in is tr a
to re m g ru n tó w n a d a n y c h , o d p o w ied z ia ln y m p rzed w ła s n ą rodziną,
społeczeństw em i prawem**). D o d a je jed n ak , że najlepsza część ludu,
najbardziej uspołeczniona, s k ła n ia się k u in nym po g ląd o m , ku
uznaniu w łasności osobistej. W e d l e m nie — p. F r ie d m a n m a z u
p e łn ą słuszność. M niem am , że p o g lą d w y łuszczony uprzednio, je s t
słu szn y , jeżeli u w z g lę d n im y p rz e ż y tk i dawnej k u ltu ry litewskiej.
*) F r i e d m a n s t r. 45 .
**) str. 66.
— 809 —
"VI.
O p ra w ie sp a d k o w e m ludu lite w s k ie g o da .się pow iedzieć
sto su n k o w o b a rd z o niewiele, alb o w iem n ig d y ono nie rozw inęło
się należycie, n ig d y nie znalazło za sto s o w a n ia szerszego, a u w ł a
szczenie w łościan i późniejsza p r a k t y k a sądowa, usiłująca zaszczepić
w śró d ludu n asz eg o w ielko-rosyjskie po jęcie „w spólnego w ła d a n ia
i ú žytkow 'an ia“ p rz y c z y n iły się w znacznym sto p n iu do jeg o za
niku. D ziś m ożna m ów ić o zw yczajow em p ra w ie sp a d k o w e m
c h y b a ty lk o w z a ry sa c h o g ó ln y c h lub w za sto sow an iu do ru c h o
mości. M ów iąc ściśle, dziedziczenie ziemi nadziałow ej nie istnieje,
alb o w iem nie jest o na w łasn o śc ią osobistą. Ś m ie rć ojca nie p r o
w a d zi do o d k ry c ia p o s tę p o w a n ia s p a d k o w e g o , albow iem n a w e t za
życia jeg o dzieci b y ł y w spółw łaścicielam i, zatem więc m o żna
m ów ić ty lk o o podziałach rodzinnych, w y w o ła n y c h śm iercią g ło w y
rodziny. Nie m ożna też m ówić o dziedziczeniu w sp ó ln o tach r o
dzinnych, ja k e m w sp o m in ał o tem. O p o d ziała ch b ęd ę pisał w ro z
dziale o p ra w ie rzeczow em ; tu zaś p rzytoczę ty lk o zw yczaje p ra w n e
w za ry sac h o gólnych, o ile one d ad zą się o d tw o rz y ć z po zo stały c h
szczątków oraz te, k tó re do ty czą s p a d k o b r a n ia rucho m ości w szerszem znaczeniu teg o w yrazu.
R u c h o m o ś c i po ro dzicach p o b ie ra ją dzieci, dzieląc je n a
części r ó w n e ; ruch om o ści m a tc z y n e do stają się z w y k le córkom.
D o n ich też n ależy p o z o s ta ła g o tó w k a , z której n ie k ie d y o d trą c a ją
w y s o k o ś ć p o s a g u , m ająceg o b y ć w y p łac o n y m . S y n odd zielon y
lub c ó r k a w y p o s a ż o n a w s p a d k u nie uczestniczą, ale nato m iast
b io rą w nim udział o so b y a d o p to w a n e i dzieci nieślubne. W razie
b r a k u p o to m k ó w linii w stępnej np. po dzieciach zm arły ch d zie
dziczą rodzice. T y lk o w b r a k u p o to m k ó w linii w stępnej i zstępnej
s p a d e k p rz echod z i w linie boczne, p rz y c z e m najbliższe sto pnie
p o k re w ie ń s tw a u s u w a ją dalsze. L u d tu ro b i p e w n ą różnicę p o
m iędzy ojcow izną a m a c ie rz y z n ą : p ierw sza zawsze dostaje się
a g n a to m , d r u g a zaś — k o g n a to m . J e s t to za sad a og'ólna, s t o s o
w a n a n a w e t do dziedziczenia g r u n tu o ile to może zdarzyć się.
W razie ró w n o śc i sto p n ia p o k re w ie ń s tw a m ężczyzna u su w a od
dziedziczenia ko bietę, ale ty lk o w liniach bocznych. N a to m ia s t
zasada t a z a w s z e stosuje się p rz y dziedziczeniu ziemi : mężczyźni
zaw sze u suw ają ko b iety , w y ją te k sta n o w ią ty lk o c ó rk i rodzon e.
M ąż dziedziczy po -ètmie ty lk o pościel, bo p o s a g z w ra c a się za
wsze jej ro dzinie w razie zejścia b ezp o to m n e g o , n a to m ia s t żona
21
—
310. —
uczestniczy w s p a d k u po m ę ż u : z w y k le dostaje się jej p o ło w a
ru c h o m e g o m ien ia m ę ż o w s k ie g o ; m a też o na niezaprzeczone p ra w o
do a lim en tó w od sp ad k o b iercó w .
W o g ó le są to z a sad y g łó w n e, k tó re m i k ieru je się zw yczajow e
p ra w o s p a d k o w e ; w w y p a d k a c h p oszczególnych zacho dzą p ew n e
o dstęp stw a, w y w o ła n e w a ru n k a m i m iejscow ym i. W k a ż d y m razie
lu d swe p ra w o spadkowm ściśle stosuje do dziedziczenia r u c h o
m ości i n ie ru c h o m o śc i (domów, g ru n tó w i. t. d.) o ile sta n o w ią
one w łasno ść p ry w a tn ą . P r a w o zw yczajow e nie zna, ja k e m to
w sp o m n ia ł uprzednio, p o s tę p o w a n ia sp ad k o w e g o , chociaż n ie k ie d y
z rozpo rzą d zen ia w ła d z y sp orządza się opis m ie n ia ; nie zna też
ono zup ełnie p o s tę p o w a n ia o ch ro n n eg o , ale te s ta m e n ty zna. D a
w niej p o s łu g iw a n o się nim i b a rd zo często, g d y w o la u m ie ra ją c y c h
b y ł a u z n a w a n ą i sza n o w a n ą przez sp ad k o b iercó w . W ó w c z a s
w te s ta m e n c ie ojciec z w y k le u z n a w ał albo p ra w o p ierw o ro d ztw a ,
a lbo m ino ratu , zobow iązując sp a d k o b ie rc ę g łó w n e g o do w y p ła t
p o zo stały m cz ło n k o m rodziny. P r a w a p ie rw o ro d z tw a uzn a w an o
p rz e w a ż n ie w p o w ia ta c h żm udzkich, m in o ra tu zaś w litew skich.
Z w y kle też g o s p o d a rz b e z d z ie tn y p rz e k a z y w a ł swoje m ienie żonie;
b a rd zo często p r a k ty k o w a ł o się z a p ew n ien ie dożyw ocia m ałżonce.
Dziś tak ie te s ta m e n ty s p o t y k a m y ty lk o w yjątkow o, b o m ożna
dow olnie rozpo rząd zać jen o w łasno śc ią osobistą, „ w o ln ą “, j a k m ówi
lud. D aw n iej b y ł y one s ło w n e lub rz ad k o na piśmie, ale zwyczaj
n a k a z y w a ł, b y b y ł y sp o rz ąd za n e w o becn o ści d u c h o w n e g o teg o
w y z n an ia, do k tó re g o n a leż ał u m ie ra ją c y ; dziś sp o rządzają je
p rzew ażn ie w d rodze p ra w n ej, u n o taryu szów .
Zna też lud n o w ą form ę te s ta m e n tó w , k tó r ą stosuje do w ł a
sności rodow ej, ukazow ej t. j. g r u n tó w n a d a n y c h . W o g ó l e star,"
się on z a s to so w ać sw e p ra w o s p a d k o w e do tej sfe ry w ła s n o ś c io
wej, alb o w iem g łę b o k o w nim tk w i to p rz e k o n a n ie , że p ra w o
a lie n a c y i i ro z p o rz ą d z e n ia w łasn o śc ią ro d o w ą n ależ y do g ło w y
ro d u lub rodziny. T a k i e j e d n a k te s ta m e n ty są b ez p raw n e , a zatem
ich w y k o n a n ie zależy li ty lk o od dobrej woli s padk obierców ,
k t ó rz y z w y k le nie k r ę p u ją się niczem. Dzisiejsze t e s ta m e n ty z w y
k le za w ie ra ją szczegó łow y opis podziału, k t ó r y m a b y ć d oko n an y ;
często też w n ich s p o t y k a m y zapisy n a rzecz żony i córek, k t ó
rym n ie k ie d y w p o s a g u prz ek az u ją one g ru n ta. F o r m a ich s p o
rz ą d z e n ia — z w y k le słow na, w o becn o ści wielu św ia d k ó w i du
ch ow neg o, w edle s ta re g o zw yczaju ; n ie k ie d y s p o ty k a m y za strze
żenia, przenoszące n a s w d o b ę za m ie rzc hłą np. ojciec g ro z i z zag r o b u syn om zem stą, jeżeli n a r u s z ą jeg o wolę. Zdarza się dość
często, że sporząd zają się one n a piśmie, n a w e t w drod ze nota-
— 311 —
ryalnej. W y k o n a n i e ich w y m a g a zatw ie rd ze n ia s ądu g m in n e g o ,
rozum ie się — w razie sporu, bo inaczej m ożna w y k o n a ć je za
zg od ą ogólną. Często u m iera ją cy prosi, b y dzieci za ch o w a ły po
jeg o zgonie zg o dę wzajem ną, b y nie rozpo częły „wojny domowej
P rz y ta c z a m p a r ę p rz y k ła d ó w typ o w y ch . W ła ś c ic ie lk a g r u n t u p r a
g n ę ł a zabezpieczyć sw ą córkę, prz eto le g o w a ła jej 6 dzies. ziemi
z zastrzeżeniem , że kto zechce o d e b ra ć te n legat, m usi zapłacić
150 rub. (gm. R u m s z y s k a , ks. u m ó w 1888 r., 1. 4). Oto in n y t e
s tam en t. U m iera jący , przew id u jąc „wojnę d o m o w ą “, t a k pisze :
nie chcąc, b y po moim zgonie moje dzieci p ro w a d z iły „wojnę
d o m o w ą “, o b ra ż a ły p. B o g a, w łó cząc się po s ą d a c h i p o d k u p u jąc
i spajając św iadk ów , oraz ludzi d ob rych, p o stano w iłem , co niżej
n a s tę p u je “ ; ziemię podzielił n a 3 części, z k tó ry c h 2 d o s ta ły się
dw o m synom , trze cia zaś — córce zamężnej. T e s ta m e n t nakazuje
p o g rz e b a ć g o „p rzyzw oicie“, a k o ń cz y się ta k : „z za g ro b u u p r a
szam i b ł a g a m s y n ó w i c ó rk ę żyć w świętej zgodzie i m iłości
b r a te rs k ie j, nie o b rażając ani B o g a , ani łudzi, a b ędę prosił
W s z e c h m o g ą c e g o , b y ra c z y ł o b d a rz y ć ich w szelkiem i d o b ra m i
z ie m n e m i“. Od s ło w a do sło w a d o k u m e n t ów zaniesiono w księg i
um ó w włości R u m szyskiej, w r. 1888, 1. 2. C h a ra k te ry s ty c z n e to
ś w iad e ctw o a p o d o b n y c h m ożna s p o tk a ć sporo. W k o ń cu n a d
m ieniam , że p ra w o zw yczajow e nie zna k a d u k ó w , odum arszczyzn.
■ V II.
P r a w o zw yczajow e nie p o siad a ściśle ok re ślo n y c h pojęć ani
o opiece, ani o k u ra te li; właściw ie m ówiąc, zna ono ty lk o o p ie k ę
r o d o w ą n a d osob ą i m ieniem dzieci, p o sia d a ją c y c h g ru n ta , oraz
k u r a te lę n a d m a rn o tra w c a m i m ien ia ro d o w e g o lub m ałże ń sk ie g o .
N ig d y nie b y ło p rz y k ła d ó w , b y g ro m a d y , g m in y lub s ą d y w ło
ś c iań sk ie w y zn aczały o p ie k ę n a d m ien iem i oso b ą um ysło w o-chorych, n ie d o łę ż n y c h i t, d. W razie śm ierci ojca n a tu ra ln ą o p ie
k u n k ą dzieci je s t m a t k a oraz stryjow ie lub wujowie, co zależy od
p o g lą d u n a 'b li z k o ś ć p o k r e w i e ń s t w a ; w k a ż d y m razie opiekunow ie,
n az n acz en i przez u m iera ją ceg o , u suw ają n a tu ra ln y c h , k ro m m atki,
k t ó r a u su w a się od o p ieki ty lk o w ów czas, g d y n ie żyła z m ężem
lu b cieszyła się złą sław ą. N a w e t po zam ężciu p o w tó rn e m pozostaje
ona i n a d a l o p ie k u n k ą , a jej męża, ojczyma, u w a ż a lud za n a tu
r a ln e g o o p ie k u n a sierót, p asierbó w . K a ż d y m oże zrzec się opieki,
bo nie je s t to obow iązek, ale w ogóle u c h y le n ie się od niej b y w a
-
312 -
p o tępiane m . L icz b a o p iek u n ó w nie je s t ściśle określoną, zw yk le
dzielą się oni n a o p ie k u n ó w a d m in istra to ró w i o p ie k u n ó w dozorców ;
pierw si zarządzają m ieniem m ałoletnich, d rud zy zaś m ają ich dozierać i k o ntrolow ać , ale z w y k le nic nie robią. O p ie k u n o w ie
w in n i — w edle lu d u — za stę p y w a ć ro d z ic ó w , p rz eto p o siad ają
też p r a w a n iem al rodzicielskie. W z a je m n e stosunk i o p iek u n ó w do
w y c h o w ań có w w in n e b y ć takie, ja k ie istnieją p o m ięd zy ro dzicam i
a dziećm i ; to sam o rozum ie się o o b o w iąz k ach ostatn ich.
Zw yczaje te nie są ściśle p rz e s trz e g a n e acz daw niej b y ło inaczej. Dziś u s ta n o w ie n ie opieki, jeżeli ją nie u s ta n o w ił ojciec
lub m atk a, zależy od dobrej woli w ła d z y gm innej, k tó r a zw ykle
n ie w t r ą c a się w s p ra w y p o d o b n e ; t a k sam o zachow ują się g r o
m ad y. Ś m ia ło rzec można, że tylko, w razie p o d a n ia lub W yra
źn eg o n a k a z u k o m is a rz a do s p ra w wło.ściańskich u s ta n a w ia się
o p ie k a n a d m ałoletnim i. Ż a d n y c h przep isó w p r a w n y c h ani z w y
czajow ych nie p rz e s trz e g a się p rz y te m : w szystko zależy od w id zi
misię sta rs z y n y , (wójta). Muszę tu nad m ien ić, że n ie k ie d y p rz y
u s ta n o w ie n iu o p iek i ro b i się opis m ien ia m ało letnich , ale o p ie
k u n o w ie n ig d y nie s k ła d a ją ra c h u n k ó w i sp raw ozd ań, bo też
te g o nie w y m a g a ani sąd w łościański, a n i u rz ą d g m in n y , ani
g ro m a d a . O p ie k u n o w ie nie p o b ie ra ją żad n eg o w y n a g ro d z e n ia za
swoją p ra c ę k ro m ojczymów. S łow em — w szy stk o n iem al zależy
w y łącznie od dobrej woli opiekunów .
U n as n ie ty lk o śró d ludu, ale n a w e t śród w a rs tw w yższych
o p ie k u n o w ie cieszą się złą sław ą, co p rz y p is a ć n ależ y n iedołęstw u
in s ty tu c y i d ozierając y ch o p ie k szlacheckich, s ą d ó w Sierockich
w m ia s ta c h i u rz ęd ó w g m in n y c h po w s ia c h ; p rz y sło w ie p o ls k ie —
„o piek a oczy w y p i e k a “ — d o stało się do ludu. T w ie rd z ą ,— i nie
bez słuszności, — że ś ró d ludu istnieje ty lk o o p ie k a n a d sie ro ta m i
ch ło p ó w rolnych, in n em i -— c h y b a o pieku je się ty lk o m a tk a
p rzyrod a, rzad ko ludzie dobrzy. J a k te sie ro ty żyją, w ja k i sposób
się ż y w ią — te g o n i k t d o k ła d n ie nie zbadał. P o ło ż e n ie ich jest
s tra s z n ie ciężkiem , zw łaszcza w czasie zimy, bo la te m ciepło,
a zawsze znajdzie się coś, co m ożna zjeść: są ja g o d y , r y b y , g rz y b y ,
o r z e c h y . . . M iłosierdzie j e d n a k ludzkie s p ra w ia to, iż stan ow czo
nic n ig d y nie słyszano, b y dzieci sie ro ty zm arły z g ło d u lub
zim na. P r z e d la ty zda rzy ł się w po w. W i ł k o m ie rs k im w y p a d e k
n a s t ę p n y : m łoda w dow a, d o p ro w a d z o n a g ło d e m do ostatniej ro z
paczy, zabiła dwoje dzieci i o b w ie s iła się s a m a ! D u c h o w ień stw o
z a m b o n y g ło ś n o potęp iło m ie s z k a ń c ó w tej wsi, w której zdarzył
się ów w y p a d e k , n a k ła d a ją c n a w szystk ich p o k u tę kościelną!
T a k ie za ch o w a n ie się sąsia d ó w w y w o łało ogó lne oburzen ie śród
- 313 —
ludu, k tó r e w łościanie w yrazili w sposób z b y t d osad n y , bo teg o
i ow ego potu rbo w ali.
M ożna żądać w drodze sądowej, po dojściu do pełno letno ści,
złożenia ra c h u n k ó w przez o p iekun ów , ale dzieje się to b ardzo
rzadko, bo zw y kle sąd y w łościańskie zada w alniają się b y le czerń,
od rzucając po w ó d z tw a. Zdarza się, że z in ic y a ty w y osób p o s tro n
n y c h w dają się one w te s p ra w y ; p rz y ta cza m p r z y k ła d , n a d e r
c h a ra k te r y s ty c z n y . Zm arł zam ożny chłop, w do w iec, osierocając
dwie d ziew czynk i; stry jo w ie g r u n t — 30 dzies. — zabrali, a dzie
w c z y n k i w ypędzili „na 4 w i a t r y “. Ż ebrały b ie d n e ; s ta ra k arczm arka, żydów ka, zaw iadom iła o tem dwór... „ W s k u t e k s k a r g i
p. o b y w a te la z ie m s k ie g o “, ja k zapisano w p rotokole, są d g m in n y ,
J a n o w s k i g r u n t o d e b ra ł i osobiście osadził n a nim sieroty, w y
znaczając im b a b k ę za o p ie k u n k ę (wyr. 1885 r., 1. 14). W y r o k i
p o d o b n e s p o ty k a m y dość rzadko, bo zawsze za pad ają one tylko
z in ic y a ty w y osób p o stro n n y c h , w p ły w o w y c h . Zdarza, się, że g r o
m a d a u c h w a la u stan o w ien ie o p ie k i n a d m a rn o tra w c a m i m ienia
rodoweg'o lub m ałżeńsk ieg o, ale zawsze ty lk o w razie s k a rg i
o d p o w ied n iej; p r z y k ła d y p rz y ta c z a łe m uprzednio, m ów iąc o w z a
je m n y c h s to s u n k a c h m ałżo n k ó w (str. 295). M ożna p rz y to c z y ć ich
więcej, bo dziś już u rz ęd y g m in n e m ienie w łościan n ieo płacający c h a k u r a tn ie p o d a tk ó w , często oddają w o p iek ę lub w y d z ie r
żawiają, n ie k ie d y za p o ło w ę ceny, lichwiarzom chłopom , k tó rz y
zjawili się od tat k ilk u n a s tu ; d aw niej nie znano ich. W o g ó l e —
t rz e b a stw ierd z ić sto p n io w y za n ik p r a w a zw y cząjow ego o o p ie k a c h
i k u ra te li, k tó ry c h lud nie rozróżnia.
W zakoń czenie p a r ę słów o zo b o w iązan iach się m ałoletnich.
W e d le p o jęć ludu niep ełno letn i, ale nie dzieci, m ają p ra w o sp o so bn o ść cyw ilną, m o g ą z a w iera ć w sze lk ie u m o w y osobiste, ale
nie m o g ą zrzek a ć się g r u n t u ; pozw olenie o p ie k u n ó w nie j e s t koniecznem . L u d o w e pojęcie p ełn oletn ości nie je s t ściśle określonem ,
w sza k że w y m a g a się koniecznie p ew ie n stopień sam ow ied zy
i znajomość sto su n k ó w życia codzienneg'o, ludow ego. N ie k ie d y
sąd}^ u zn ają p e łn o le tn im i 16 letnich w y ro s tk ó w , n ie k ie d y zaś o d
m aw iają p r a w a p e łn o le tn o ś c i 20 letnim c h ło p a k o m ! Z asad ogól
n y c h n iem a : w szystko zależy od okoliczności. P e łn o le tn o ś ć dzie
w c ząt o k re ś la się p rz ew aż n ie do jrzałością fizyczną, ogólną, k tó r a
n astępu je u nas p rz eciętn ie w 18 — 20 rok u życia. T a k w e s ty a
b ardzo rz ad k o s p o t y k a się w p r a k ty c e sądow ej, ale p a r ę p rz y
k ła d ó w o d pow ied nich p rz y to c zę w rozdziale o u m o w a c h .
J a n W itort,
i żyw ien iu się Ż y d ów m ałom iasteczk ow ych
w Królestwie
(Odczyt miany na miesięcznem
P o l s k i e m.
Zgromadzeniu naukowem d. 20. marca).
B a d a n ie n a d żyw ieniem się i m ieszk a n ia m i Ż ydów p ro w a d z i
łem w L u b e ls k ie m w osadzie Łaszczow ie, po w iec ie T om asze w sk im
i re z u lta ty tychże p rz ed staw iłem n a w y s ta w ie h ygienicznej 1896
r., w W a rsza w ie.
O sad a Ł aszczów ty p o w a , s tą d i moje wnioski noszą z n a m io n a
w sp ó ln e c a ło k s z ta łto w i sto s u n k ó w ży d o w skic h w K ró le s tw ie .
A b y lepiej u plasty cz n ić sobie i w y tłó m a c z y ć w a ru n k i życia
Ż y d ó w m ałom iasteczko w y ch, n ależ y tę n a pozór je d n o litą m assę
p o k la s y fik o w a ć p o d łu g zajęć i dochodów , e w e n tu a ln ie ro z p a trz e ć
ich b ud żety . — P o d łu g do ch o d ó w ro z ró żn iam y 7. k a te g o ry i.
1) K a p italiści-lich w ia rze , k u p c y h a n d lu ją c y cukrem .
żelazem i t. p. z a ra b ia ją c y rocznie średnio
1000 rs.
2) H a n d lu ją c y zbożem, właścic. w ięk sz y ch sklep ów
400 ,,
3) K r a m a r z e
.
.
.
.
.
.
.
.
240 „
4) R z e m ie śln ic y .
. . .
200 „
5) T ra g a rz e , w y ro b n ic y
.
.
.
.
.
.
150 „
6) T a k zw ani bez zajęcia, t. j. różni f a k to r z y ; włóc z ą c y się po w sia c h w celu s k u p o w a n ia s k ó re k
i t. p. rzeczy (bardzo liczne k ate g o rie )
.
.
120 „
7) N o siw o d y (najniższy sto p ień zajęć, k tó re m się
tru d n ią u p o śled ze n i um y sło w o ; idjoci, n iem ow y)
100 „
i chleb w na'
turze.
m4
g ó 1n i e
c u k ie r
1kasze m lek o
w ódka
¡jarzyn. h e r b a ta
k aw a
cśОн
O
zbytki
,
a.
o
jałm użny
m ięso chleb
С Z f
łx
nauka
P OSZ
CL
opranie
Żywność j
Z.
ubiór
O
¡
m ieszka
nie
Przychód
suma
wydatków
przewyźka
przychodów
i
1000 rs.
343.20 78.00 31.20 78.00 52.00 78.00 26.00
60 91.00
150 15.00
30 52.00 31.20
772.20
227.60
О
T*
О
223.60 52.00 46.80 31.20 52.00 26.00 15.60
30 31.20
60 9.00
15 15.60 12.00
396.40
3.60
240 „
132.60 31.20 26.00 23.40 26.'00 13.00 13.00
20 20.00
30 6 00
8 10.40
227.00
13.00
200 „
104.00 15.60 20.80 23.40 23.40 13.00 7.80
16 20.00
25 4.00
6
5.20
180.20
19.80
150 „
79 13.00 20.80 23.40 10.40 5.20 6.20
12 10.00
25 2.50
5 5.20
138.70
11.30
120 „
78 13.00 20.80 23.40 10.40 5.20 5.20
8 8.00
10
1.50
2
1.50
109.00
11.00
100 „ і
39 13.00 w na turze
15.60 5.20 5.20
9 9.00
15 1.50
3
76.00
24.00
chleb w na
turze
1
—
318
C yfry te p rz e d staw iają p rz e c ię tn ą od k ilk u s e t osob n ik ó w
z la t kilku. W y d a t k i p rz ed staw iają obraz ścisły, p on iew aż Żydzi
p ro w a d z ą r a c h u n k i w s to su n k u do ty g o d n ia . K a ż d y , ch o ć b y n aj
m niejszy s t a ł y w y d a te k oblicza się ty g o d n io w o . Co się zaś ty c z y
dochodów , to p o d a n e cy frý p rz ed staw iają mniej więcej tylko t y p y
dochodów. Z arobk i żydo w skie są t a k n iepew ne, że o ile w je d n y m
ro k u m oże zrobić znaczną oszczędność, o ty le in n e g o r o k u strac ić
wszystko. T y c z y się to dw óch p ie rw szy ch k a t e g o r y i t. j. b o g a
tszy ch, inne k a t e g o r y e m ają w sto s u n k u do r o k u mniej więcej
je d n a k o w e dochody.
N a żyw ie n ie się n ajb o g atsi w y d a ją rocznie 343 rs., n a jb ie
dniejsi zaś 78 rs., na m ieszkanie b o g ac i 60 rs., a n ajbiedniejsi 8 rs.
K w e s t y a mieszkali dla łudzi b ie d n y ch , to k w ë s t y a k u ltu r y
d an e g o n a r o d u i dziś już zajm ują się n ią w s zy stk ie p a ń s tw a c y
wilizowane.
O sad a Ł aszczów liczy 1468 Ż ydów obojga płci, za m ie szk ały ch
w 89 dom ach, czyli że w j e d n y m dom u mieści się 19 o s o b n ik ó w .
Z 89 dom ów 5 je s t m u ro w a n y ch , 3 w p o ło w ie m uro w a n e,
re s z ta — to d rew niane, licho b u d o w a n e dom ki, często k ilk a pod
jed n y m d a c h e m z licznemi p rz y b u d ó w k a m i. T y p o w e dom y p rz e d
staw iają się t a k : fro ntem stoją do ry n k u lub ulicy, oddzielony
je d e n od d ru g ie g o w ąziutk im p rz e s m y k ie m , zw a n y m „ s u tk a m i“
szero ko ści i/1;, m etra. N a te t. z. su tk i w y c h o d zą często o k n a
i, jeżeli są — kloaki. Z w ykle p rz e s m y k ta k i p rz e d s ta w ia się ja k o
c u c h n ą c y śm ietnik. — P rzez ś r o d e k do m u przechodzi sień, po je
dnej stronie której są m ieszkania, po drugiej k o m ó rk i i stajnie
dla k ró w , k o n i i kóz. — D o m y ta k ie b y w a ją albo duże, m ie
szczące przeszło po 40 ośób, lub now szego ty p u m ałe o 2-ch i 3-ch
izbach. Z resztą są one rozm aitej wielkości i najrozm aiciej b u d o w a n e .
Iz b y m ieszkalne, p o z b a w io n e wszelkich w ygód, są p rz e p e ł
nione. Zw y kle je d n a izba j e s t p rz e p ierz o n a n a 2 lub 3 części
ścianą, n ie d o s ta ją c ą sufitu, z cienk ich d ese k (calówek). Ś c ia n a
t a k a g r a rolę p a r a w a n u , a b y w jednej izbie m o g ły się pom ieścić
2 lub więcej rodzin. —• W izbie takiej znajduje się piec olbrzym i,
n a k t ó ry m gotują i p ie k ą w szyscy m ie s z k a ń c y izby. Za w iększą
izbą znajduje się jeszcze jed n a, dw ie lub więcej m niejszych, w k t ó
ry c h prz ep ierz eń niem a, p on iew aż b y w a ją z w y k le m ałe. — W k a ż
dej izbie je s t duży piec, zajm ujący 1/(i p rzestrzeni.
P o d je d n y m d ac h em znajdują się, jak wyżej p ow ied z ia łem ,
stajnie i obory, u trz y m y w a n e n iecz y sto ; u s tę p ó w w d o m a c h p ra w ie
niem a, po n iew a ż są 4 publiczne, prz eto dzieci a nieraz i starsi
załatw iają sw oje n a tu ra ln e p o trz e b y w sieni lub p o d ścianam i
— 317 _
do m u n a ulicy. N iem a m o w y o sprz ątaniu nieczystości, d o p ó ty na
m iejscu gnije, do pó ki w p ły w y a tm o sfery czn e jej nie usuną.
Iz b y m ieszkalne są nieraz duże, widne i wysokie, ale w ta
kich m ieszkają albo b a rd zo bo g ac i, albo znowu są niezm iernie
p rzep ełn ion e. Z w y k le b y w a ją widne, m ają po z lub 3 okna,
w k t ó r y c h lufcików niem a. W ie lk o ś ć o kien b y w a dw ojaka, w no
w y c h d o m a c h 115X60 centym etr., w s ta ry c h zaś 73X 60 cent. —
D rz w i w y cho dzą zawsze do sieni.
Ze stu m ieszkań, w k tó ry c h ro biłem pom iary , znalazłem
w 55 izbach p o d ło g ę w stanie zupełnie dobrym , zro bion ą z D/a
c a lo w y c h d es e k sosnow ych, w 30 izbach w złym stanie, n ap ó ł
zgniłą, w 15 nie b y ło w cale podłogi, ty lk o u b ita ziemia. W n o
w szych d o m ach p o d ło g a jest wszędzie. Ś c ia n y bielone raz do roku.
P ie c z w y k le duży, nie po siad a k u chni angielskiej, ty lk o piec
p ie k a r s k i i kom in, n a k tó ry m p rz y ogniu gotują. P ie c jest t a k
b u d o w a n y , że zarazem o g rz e w a izbę, w której zw ykle j e s t ciepło.
W ilg o c i stałej, k t ó r a b y b y ł a w ścianach, znalazłem n a 100 w 3 izbach.
U m e b lo w a n ie izby s k ła d a się z jed n e g o lub d w óch łóżek,
d re w n ia n e j k a n a p y zwanej b a m b etlą, k tó r a służy w nocy do spania,
k o ły sk i, szafy, p a r ę kufrów, krzeseł, pułki — no i zw y kłe n a
rzędzia .p ra c y u rzem ieślników , a u d ro b n y c h h a n d la r z y sk u p io n y
to w a r. — B ec z k a z w o d ą stoi w sieni, w zimie b y w a w noszo ną
do izby.
J e d n ą z najw ażniejszych w skazów ek, o ile d ane m ieszkanie
może liczyć n a dob re w a ru n k i zdrow otne, j e s t ilość p o w ie trz a
p rz y p a d a ja c a n a k a ż d e indy w idu um . — Żydzi s k upiają się jed en
p rz y d ru g im s k u tk ie m b r a k u śro d k ó w . — P rz e p e łn ie n ie to najle
piej w sk az u ją obliczenia ilości p ow ietrza, p rz y p ad ając ej n a jed n eg o
m ie s z k a ń c a i różnica re z u lta tu od n o rm y m inim alnej. — P o s t ą
piłem w te n spo só b : p rz em ierzy łe m w 100 izbach w y m ia ry każdej
izby i w y p a d ło p rzeciętn ie w yso kość izby .
. 2.42 metr.
szerokość
„ .
.4.25
„
d łu go ść
„ .
. 4.40
„
czyli p rz estrzeni, t. j. p o w ie trz a 45.25 metr. sześciennych. W tychże
100 izb ac h zliczyłem m ieszkańców , k tó ry c h jest 605 wraz z dzie
ćmi. D zieci od la t 12 zaliczałem do dorosłych, m łodsze zaś po
dwoje n a je d n e g o d o ro słeg o osob nik a, p rz eto w y p a d ło , że 100
izb zam ieszkuje d o rosłych o s o b n ik ó w 518. — Ś re d n io w jednej
izbie 5 osobników . W r a c h u n k a c h u ła m k i opuszczam .
Iz b a z a w iera 45 m etr. sześciennych przestrzeni, więc n a j e
d n e g o o s o b n ik a d o ro s łe g o w y p a d a g m e tr.3. C yfrę tę prędzej
u w a żać n a le ż y ja k o za dużą, niż za małą, poniew aż nie obliczałem
_ _
8 1 8
-
tej przestrzeni, k tó r ą zajm ują m eble. P o szcz eg ó ln ie b iorąc, n a j
częściej zn a jd ow ałem izby, w k t ó r y c h ilości p o w ie trz a dla je d n e g o
o s o b n ik a w y p a d a ło 8,5 m e t r .3 do 10,6 m e tr.3.
Z auw ażyć należy, że w izbie m ającej 4 m e try w ysokości, 5
m etr. szerokości i 5 m etr. długości, p rz y n ależy tem p rz e w ietrz an iu ,
może najwyżej m ieszkać 5 osób t. j. n a je d n ą po w in no p r z y p a d a ć
20 m etr. sześcienn ych pow ietrza. A w ielkość izby, ja k a n am w y
p a d ła z p rzeciętn e g o ra c h u n k u , na 5 osób je s t m niejszą niż p o
ło w a m inim alnie możliwej.
Iz b y p o zb aw ion e są wszelkiej w en ty lac y i, a że drzwi w y c h o
dzą zawsze do t. z. sieni, gdzie pow ietrze je s t niemożliwe, przeto
w y tw a rz a się atm o sfera dusząca, w której k o b ie ty , m ężczyźni,
sied zą cy b e z u s ta n n ie n a d talm udem , t. z. uczeni i dzieci p r z e b y
w ają ciągle, zw łaszcza zimą. W nocy, g d y z g ro m a d zą się w szyscy
m ieszk ańcy, po w ietrz e — je s t w p ro s t duszące, n a d o m ia r złego
Żydzi zawsze p a lą la m p ę przez c a łą noc, p rzeto pow ietrz e p r z e
sy ca sie ko p ciem i z a p a c h e m nafty. W k ilk u izbach an alizow ałem
po w ie trz e n a za w a rto ść d w u tle n k u w ę g la (Co2) i re zu ltat p rz e
ciętn y w y p a d ł 2.2 p ro centum , w te d y g d y m ax im um d w u tle n k u
w ę g la w m ieszk a n ia ch dopuszcza się 1. p ro mille t. j. 0.1%, czyli
że p o w ie trz e w izbie żydow skiej zaw iera 22. ra zy za dużo d w u
tle n k u węgla. D łuższy czas p rz e b y w a ć w ta k ie m po w ietrz u nie
można, to też p ró b a ro b io n ą b y ł a o 4-ej g odzinie w n o c y t. j.
w ted y , g d y zepsucie p o w ie trz a d o sięg ło m axim um . W p ó ł g o d z in y
zaczęli żydzi w s ta w a ć i n a stą p iło niejak ie p rz ew ietrzenie. T a k
zn aczn a ilość d w u tle n k u w ę g la zo staje w y p r o d u k o w a n ą o d d ec h em
dużej liczby śp iący c h i przez la m p k ę nafto w ą, k t ó r a się p a li całą
noc. W ta k ie m p o w ietrz u z n a jd o w ał się i siark ow o dó r, k tó re g o
najczulszym o d cz y n n ik ie m je s t nos i ten dość silnie re a g o w a ł. —
O becność t a k znacznej ilości d w u tle n k u w ę g la (Co2) i ja k ie jk o l
wiek. w yczuw alnej ilości s ia rk o w o d o ru ( H 2 S.) p o zw ala sądzić, że
w p o w ie trz u ta k ie m człow iek żyć b y nie m ógł, a p rz e b y w a ją c
ch o ć b y k i l k a g o d zin na dobę, z a tr u w a się i otrzym uje o lb rzym ią
szkodę w fizycznym rozwoju. W p o w ietrz u złem żyd w z ra s ta od
dziecka, p rz e b y w a ją c dużo w ch e d e ra c h t. j. szkółkach, w k t ó r y c h
s tan p o w ie trz a n a za w a rto ść d w u tle n k u w ę g la (Co2) ja k k o lw ie k
tro c h ę lep szy niż w iz b a c h nocą, w a h a się p o m ięd zy 1% — 20/0,
przecięciow o 1.8% — R ó w n ie ż p o trz e b a zw rócić u w a g ę, że p o d a n e
cy fry zaw arto śc i d w u tle n k u w ę g la w pow ietrzu są p ro centum ,
a nie p ro mille, j a k się zw y kle oblicza.
O b liczając m ieszk ań có w , liczyłem ty lk o ty ch , k tó rz y noc
p rz ep ęd z ają w d a n y c h izbach. W id z im y n a d m ie rn e p rz e p e łn ie n ie
319 —
prz y zu p e łn y m zan iku poczucia s a m o o b ro n y ze s tro n y m ieszk ańców .
W o k n a c h lufcików niema, o k n a są t a k szczelnie zalepione, że.
nie otw ierają się nig d y . W i a t r y i p rz eciąg i w y ręczają w p rz e w ie
trzaniu n ie d b a ły c h m ieszkańców . — R a s o w a niechlujność potęg u je
o k ro p n o ś ć w a ru n k ó w s a n itarn y c h . W izbie p o d ło g a po większej
części m okra, m y ta raz do ro k u p rzed W i e l k ą N ocą, g'dyż te g o
w y m a g a prz ep is religijny, w t. z. sieni zawsze b ło to z g n iją c y m i
o d p adk am i. Ż ydów ki lenią się i nie u m ieją zam iatać, p o m y je w y
lew a ją p o d sam em i drzw iam i. W m ieszka nia ch p o d o b n y c h Żydzi
w y k o n y w u ją swoją z a w o d o w ą pra cę. K r a w c y , szewcy, k u ś n ie rz e ,
stolarze ze s w y m i w a rs ta ta m i m ieszczą się w s p ó ln ie z rodzinam i.
Ś ro d k i p o k a r m o w e p re p a ru ją się w n ielep sz y ch w a ru n k a c h .
W p ie k a r n ia c h n a p r z y k ła d ro d z in y całe m ieszk a ją ; o b o k dzieży
z ciastem stoi łóżko, lub k o leb k a, n a stole znużony Ż yd — piekarz
spoczyw a, nieraz dziecko sadzają n a g o rą c y m chlebie, a b y się
zagrzało. — S k ła d y m ąki b y w a ją w b ezp o śred n iem sąsiedztw ie
z o b o r ą lub u stęp em . K a ż d a Ż y d ó w k a p ie k ą c ciasto n a szabas,,
lub w ałk u jąc m a k a r o n t. z. łok szy n, kładzie ciasto n a b ru d n ą
pościel. B y łe m św iad kiem , j a k po ta k ie m cieście chodziła k u ra,
znacząc ś lad y b ru d n e m i n og am i ; nie w zruszyło to g osp od ynię.
Żyd czuły n a t. z. tréf, nie m a pojęcia n ajelem entarniejszej czystości.
Ż}'d żyw iąc się źle, j e d n a k je lepiej niż ogó lnie m niem ają.
P o k a r m ó w przyjm u je mało, ale zato p o k a r m y te są zw ykle p o
silne. 30 Ż ydó w rozm aitej zamożności i ro z m a ity c h zajęć o bserw o
w ałem k ażdej p o r y roku, zapisując w szystko, co ty lk o dostało się
do ż o łą d k a k aż d eg o . W o p ra c o w a n iu m a te rja łu podzieliłem b a d a
n y c h Ż ydów n a 3. g r u p y t. j., do 1. zaliczyłem zam ożnych kupców ,
do 2. biedniejszy c h kram arz}r, fa k to ró w i t. d , do 3. rzem ieślników,
tra g a rz y , w o g ó le tych, k tó rz y o ddają się fizycznej p racy . P o d
s ta w o w y m p o k a r m e m Ż ydów jest m ąk a, której zjadają dużo w p o
staci chleba, b u ł e k p szen n y ch , klusek i m ak aronu , rów n ie ż k a sz a
jęczm ienn a, g'ryczana, ja g la n a oraz w szelkie ja rz y n y strąc zk o w e ;
groch, fasola, bób. K a ż d y Żyd ch o ć b y n ajbiednieszy ja d a mięso
i rybę.
K a r t o f l e są p o k a r m e m biedniejszych, b o g a ts i jedzą znacznie
w mniejszej ilości. J a r z y n y ja k m archew , b u ra k i jedzą,oszczędnie,
szczególnie m arc h ew , k t ó r ą p rzy rzą d zają z cuk rem n a legom inę.
M le k a i m a s ła używ ają w m ik ro s k o p ijn y c h ilościach, częściej
szm alec g ęsi ; w o g ó le tłuszczów jed zą bardzo m ało.
U ż y w k i ja k h e rb a ta , k a w a są w znacznem użyciu, ty lk o p o
w ą tp iew ać należy , czy n ie zaw iera ją w sobie ty lk o nazw y ; zam iast
h e rb a ty — w y m o czk i takow ej, zam iast k a w y — cy k o ry a.
-
3 20
-
P o r a ro k u nie w y w ie ra w ielk iego w p ły w u n a spo sób żyw ienia
się Ż ydów , k tó ry jest zawsze jed n ak o w y m . L e tn ią p o r ą owoce
takie, j a k n a p r z y k ła d poziomki, m aliny, wiśnie jed zą ty lk o k o b ie ty
i dzieci, m ężczyźni zaś b a rd z o rzadko, lecz konfitury, so ki i wiś n ia k ro b ią n a w e t i biedni. J e s ie n ią ja b łk a , g ru sz k i, śliw ki b y w a ją
jed zo n e w ilościach m ałych, jak o p rz y sm a k , więcej jedzą dzieci.
N a jw ię k s z y p o p y t m a m ło d a cebula, rzodkiew , rz o d k ie w k a i s a
łata.
Żydzi w dzień pow szedni p o większej części j e d z ą dw a ra z y
dziennie, b o g atsi 3. a n a w e t 4. razy . P ie rw s z e jed ze n ie o g odzinie
ï i-tej. k tó re n a z y w a ją śniadaniem , a jest w łaśc iw ie obiadem ,
s k ła d a się z zakąski, czyli cebuli p rzysm ażo nej n a gęsim szm alcu
jedzonej z chlebem , ro sołu z m a k a r o n e m i k a w a ł k a mięsa. K o la c y a j a d a n ą b y w a b ardzo n iere g u larn ie, m iędzy g-odziną 6-tą a
i i -tą w nocy, zależnie od interesów . S k ła d a się z ‘k ru p g r y c z a n y c h
n a rosole, k a w a ł k a m ięsa i c h leb a lub b ułki. N ieco b o g a ts i pijają
ra n o o 7-ej lub 8-ej a czasem n a p o d w ie c z o re k h e r b a tę lub kaw ę.
R a n o piją najczęściej h e r b a tę cz)'stą, nie jedząc nic przytem ,
g d y ż r y t u a ł nie p o zw ala p rz ed odm ów ieniem p ac ierzy.
M en u żydo w sk ie szablonow o p o w ta r z a się co tydzień. —
Jedzenie ty g o d n io w e rozdzielić m ożna n a 2 k a t e g o r y e : szab aso w e
t. j. w p ią te k i sob otę i codzienne, k tó r e jest szczuplejsze.
W p ią te k od r a n a p rz y g o to w u je się jad ło n a k o la c y ę i n a c a ły
dzień sobotni. J a d ło n a so botę c h o w a się do g o rą c e g o pieca,
a p ł y n y : h e r b a tę i k a w ę , g-orące w lew ają do b u te le k i p rz e c h o
w ują w pierzynie, a b y nie w y sty g ły . W sobotę z w y k le je d z ą je d e n
obiad, k t ó r y b y w a b ardzo obfity, b o g a ts i je d z ą i k o la c y ę . —
W sp o m n ie ć n a w ia s e m należy, że h as sy d z i u rządzają sobie w s o
b o tę o 12-ej g o dzinie w nocy bale s k ład k o w e . N a b a le ta k ie
w części dostarczają jad ło po bo żn i w ofierze n a in te n c y ę zd ro w ia
lub po m y śln o śc i w intere sa ch .
M ięsa Żydzi jedzą d ość dużo. M ięso wołowe, cielęce, rzadziej
b a ra n ie , lecz ty lk o z przedniej części zw ierzęcia t. j. znacznie g o r
sze, b o mniej straw n e. D ró b j a k kaczki, k u r y a zw łaszcza gęsi,
je s t w dużem użyciu. Z w ierzy n y nie ja d a ją wcale. M ięso jadają
najczęściej g o to w an e . D o z b y tk o w n iejsz y ch należ ą k o tle ty sm a
żone na gęsim szmalcu. M a s ła z m ięsem łącz y ć nie w olno pod
żadn ym pozorem. — D ró b g otu ją, ty lk o gęś najczęściej p ie k ą —
B o g a c i jed zą mięso codzień, w 50-ciu p ro c e n t w y p a d k a c h 2 ra zy
dzienie, biedniejsi p ra w ie codzień, g d y ż n a 100 dni w y p a d ło 7,
w k t ó r y c h nie je d z ą w cale, a w 3o°/0 w y p a d k a c h je d z ą 2 razy
dziennie. Ciężko pracujący zaś w 55% w y p a d k a c h je d z ą codzień,
-
321 -
w 4 5 % n i 0 jed zą w cale, w 2Q% w y p a d k a c h 2 ra z y d z ien n ie —
Co zaś do ilości, to śre d n io b io rą c zjada je d e n d o ro sły Ż yd d zien
n ie 9 2 g ra m y , a m ianow icie :
D zień
pow szedni
Świąteczny
150 grm.
147
»
.
82
„
108
Ciężko p ra c u ją c y .
52
„
121
Ś red nio
80 grm .
B o g a ts z y
B iedniejszy .
.
. . . .
124 grm .
O bliczyć to n a roczną k o n s u m c y ę m ięsa w y padnie, że Żyd
b o g a t y zjada rocznie
54.5 k ilo g ra m ó w
biedn iejszy
. 32.5
B
p ra c u ją c y
. 26.5
„
śred n io
. 32.5
„
p o ró w n y w a ją c , żę w A n g lii je d e n człow iek
zjada .
.
.
.
.
.
.
.
.
50
„
w N iem czech
.3 3
„
„ Francyi
.3 4
„
„ W ęgrzech .
24
„
„ G alicyi
.1 0
„
w y p a d a, że po d w zględem ilości zjadanego m ięsa nasz Żyd stoi
wyżej od m ieszk a ń ca Galicyi, W ę g ie r , nie ustęp u jąc F ra n c u z o w i
i Niem cow i, dopiero w o b e c A n g l i k a pozostaje w ty le *).
P o tr z e b a zw rócić u w agę, że Żydzi jedzą jeszcze r y b ę w z n a
cznej ilości, a p on iew aż t a k o w ą je d z ą ty lk o w p ią te k i so b o tę,
p rz eto ilość zjedzonej ry b y obliczałem nie dziennie, a t y g o
dniowo, której w y p a d ło śred n io n a j e d n ą osobę 123 g ra m y , t. j.
b o g a t y zjada 290 gr., b ie d n y 63 gr., nie licząc śledzia, k tó re g o
zjadają 25 g ra m ó w ty g o d n io w o .
Chleb, o b w a rzan ki, p lack i Żydzi k u p u ją w p iek arn iach , b u łk ę
zaś t. z. c h a łę albo kołacz p ie k ą w dom u k a ż d eg o p ią tk u . Chleb
b y w a z m ąk i żytniej, p y tlo w a n e j, dość biały , w ypieczony. Z m ąk i
*) Cyfry porównawcze wzigte z „Nędzy Galicyi“ Szczepanowskiego.
— 322 —
razowej jedzą rzad ko, n a w e t b a rd z o biedni. Chleb j a d a ją w p o n ie
działek, w to re k , środę, cz w arte k , w p i ą t e k zaś i s o b o tę a często
i niedzielę b u łk ę p szenną. T y lk o w w y ją tk o w y c h w y p a d k a c h
chleb p ieczony b y w a w domu, w te d y g d y ż y d ó w k a w y c h o w a n ą
b y ł a n a wsi. W m iastecz k ach w zrosłe ż y d ó w k i nie czyn ią tego
n ig d y , za to t. z. chałę, k ic h e łe i k u g ie l m usi um ieć piec k aż d a.
B u łk a piecze się z m ą k i pszennej ty lk o n a w odzie i drożdżach.
N ie k ie d y dla oszczędzenia drożdży do d ają s u ro w e t a rte kartofle,
K i c h e łe je st to p lacu sz ek z m ą k i pszennej z d o d a tk ie m oleju
rz e p a k o w e g o i m aku, służy zw yk le ja k o z a k ą s k a p r z y h e r b a c ie ,
lub po wódce. K u g i e l jest to ciasto droźdżowe, zrobione z m ąki
pszennej z jajam i, w ś ro d e k zaw inię ta dość duża ilość szmalcu
gęsieg o — rodzaj b a b k i nadzw yczaj tłustej (na i ' / 2 k w a r t y m ąki
4 jaja i 64 gr. szm alcu gęsieg o)—najsm aczniejsza p o tr a w a b ie d a k ó w ,
zn ajdu jąca się na stole u k a ż d e g o w szabas, u b o g a ts z y c h rzadziej.
W obec ro zm aitości pieczyw a, j a k a nie często się s p o ty k a
n a stole k la s y in telig en tnej, Żydzi zjadają c h leb a nie wiele, d z ie n
nie n a je d n e g o w y p a d a śred n io 237 g ra m ó w , b u łk i ilość t a k a
sam a. C hleb jed zą p rzew ażn ie w dzień pow szedni, g d y ż w y p a d a
n a je d n e g o Ż y d a 321 grm . p o d cz as g d y w dzień św iątec zn y 25
grm ., b u lk i zaś o d w ro tn ie : w dzień p o w sze d n i 117 grm .. w ś w ią
tecz n y 585 g ra m ó w . — P ie c z y w a zjadają najwięcej rzem ieśln ic y
i tra g a rz e . C hleba dziennie zjada je d e n 310 grm ., p o d cz as g d y
b o g a t y 130 grm., co zaś do bułki, to różnica nie w ielka, b o g a t y
zjada dziennie 280 g rm ., rzem ieśln ik 240 g rm . Z ty c h c y fr o bli
czając roczną kon sum cyę, w y p a d a n a gło w ę c h leb a 68.8 k ilo g ra m ó w
i tyleż b u łk i pszennej.
M ąk ę p szenną, zw ykle b ardzo c ie n k ą i białą, n a w e t n a jb ie
dniejszy zjada p o d p o s ta c ią k lu s e k i m a k a r o n u t. z. łok szy n,
w ty m sto s u n k u :
1) n a jb o g a ts z y dziennie
.
.
. 5 0 g rm .
2) b iedniejszy
,
.
.
.
. 72
„
3) rz em ieśln ik
.
.
.
.
. 147
я
czyli
średnio Zyd zjada dziennie m ą k i 110 g ra m ó w , co obliczając n a
rok, w y p a d a 40 kilo gr. n a osobę. K a rtofle jako p r o d u k t sm a c z n y
i tani, to je d y n e nieraz p o ż y w ie n ie n a s z y c h w łościan, p o w in n y
m ieć częste i duże za sto sow an ie u Żydów, ty m c z a s e m ty lk o b i e
dniejsi jedzą ja k o oso bną p o traw ę, b o g a ts i zaś uży w ają ja k o d o
d a te k do zup i rosołu. B ied niejszym w w ę d ró w k a c h po w siac h
pieczone kartofle często służą jak o g łó w n e p o żyw ienie dzienne,
g d y ż w ieczorem Żyd p o w ró c iw s z y do dom u, zawsze s p o t y k a się
z m ięsem lub k lu s k a m i na rosole. Żyd zjada dziennie średnio n a
— 323 —
osobę 300 grm . karto fli t. j.
1) B o g a ly
. 90 grm.
2) B ie d n y
. 101
„
3) R z e m ie ś ln ik . 441
„
z czego widzimy, że ciężko p ra c u ją c y jedzą najwięcej. D o d a ć
trzeba, że w dnie ś w iątec zn e karto fle nie są w użyciu. — R o c z n a
k o n s u m c y a kartofli n a jed n e g o d o ro słeg o Zyda w y p a d a 106 k g r.
g d y w G-alicyi średnio n a je d n e g o m ieszk ań ca
310
„N ędza
w B elgii
.
.
.
.
.
.310
G alicy i
w N iem czech
ЗОО
J S zczepawe F rancyi .
255
now skie160
w A n g lii
g o “.
w W ęgrzech
100
J a r z y n y strą c z k o w e Żydzi je d z ą c h ę tn ie i dużo, szczególnie
biedniejsi i ciężko p ra cu jący , b o g ac i ty lk o w zupach. Ś re d n io
n a je d n e g o Ż y d a w y p a d a 46 grm . zjedzonych dziennie t. j.
1) B o g a t y
.
. 7 g ra p
2) B iedn iejszy .
. 32 „
3) Ciężko p racujący 67 „
W p o ró w n a n iu z roczną k o n s u m c y ą w G alicyi w y p a d a d w a
ra zy więcej, g d y ż je d e n Żyd zjada rocznie 16.7 k ilo g ra m ó w , p o d
czas g d y n a m ieszk a ń ca G alicyi w y p a d a 8.1.
K asze, szczególnie g r y c z a n a i jęczm ienna, s ą b ard zo łubiane.
J e d z ą tak że p e rło w ą i ja g la n ą , n iek ied y ryż. Ś re d n io na je d n e g o
p r z y p a d a dziennie 73 g r a m y
1) B o g a t y
.
. 69.
2) B ied niejszy .
. 46.
3) Ciężko p r a c u ją c y 86.
K r u p y ję c z m ie n n e jedzą p o d p o s ta c ią k ru p n ik u z w an y m ju szk ą
z d o d a tk ie m kartofli lub fasoli, k r u p y g ry c z a n e i ja g la n e n a g ę s
to, któ re jedzą p o le w a ją c rosołem.
J a r z y n j a k k a p u s ty , burákovy, m a rc h w i jed zą b a r d z o m ało
i to ty lk o w tedy, g d y w łościank i p rz y n io s ą na targ , g d y ż Żydzi
za p asó w nie ro b ią żad nych, n a w e t najbogatsi. W s z e lk ie p r o d u k ty
k u p u ją codziennie w dozach n a jed no dniow e spożycie dla rodziny.
P ró c z p o k a r m ó w człow iek przyjm uje jeszcze in n e ciała, k tó re
nie stan o w ią źródła siły, ani nie są m aterja łe m p o k ry w a ją c y m
s t r a t y ponoszone przez org an izm . P rz y jm u je m y je tylko z p ow odu
prz y je m n eg o działania, ja k ie one w y w ie rają na n e r w y pow onienia,
s m a k u i n a inne części u k ła d u n erw o w eg o . C iała te n a z y w a m y
p rz y p ra w a m i i u żyw kam i. Otóż Żydzi z p rz y p ra w najwięcej s p o
ży w ają cebuli, szczególniej w dnie ś w ią te c z n e . C ebula je d zo n ą
b y w a na surow o z ch leb e m lub t. z. p ra żo n a, k tó r ą się p rz y rzą d za
-
324
—
w ten s p o s ó b : n a io ceb u l k r a ja n y c h dodaje się 12.5 g ra m ó w
szm alcu g ęsiego, m a s ła albo ś m ie ta n y (12 k w a te rk i) i p r a ż y n a
patelni. W ten sposób p rz y rz ą d z o n ą ce bu lę p o d a ją n a sp o d ec zk ac h
najczęściej p rz ed obiadem . J e d z ą m aczając w niej chleb. O prócz
te g o do każdej p o t r a w y w chodzi cebula. Ś re d n io je d e n Żyd zjada
dziennie cebuli 50 gr. t. j. półtorej głó w k i. B łę d n e m je s t m n i e
m anie, że Żydzi c e b u lą w znacznej części z a stę p u ją b r a k p o ż y
w ienia. C ebula ja k o p o k a r m je s t b a rd z o m ało poży w n ą, d ziała
zaś jak o p r z y p r a w a d rażn iąco n a n e r w y sm aku , przez co p o w i ę
k s z a w yd z ie lin y śliny i so k u żo łądk ow ego , co sp rz y ja do ł a tw ie j
szego s tra w ie n ia i re s o rb o w a n ia in n e g o po k arm u .
B o g a ts i h erb atę, rzadziej k a w ę pijają codzień, b ied niejsi p rz y
g o d n ie t. j. w ted y , g d y ich k to poczęstuje. Ciężko p r a c u ją c y p r a
wie nigdy. W o g ó l e h e r b a t a je s t bardzo łu b ia n y m napojem .
W ó d k ę Żydzi piją chętnie, ale ze w zględów oszczędności
p ijają jej m ało, zw ykle w szabas. B o g a ts i p ijają ś re d n io s p o ry
k ieliszek (32 grm .) dziennie, b iedniejsi hg, rz em ieśln icy zaś 1|3.-'
P iw o p o rte r p ijają ty lk o p rz y uro czy sto ściach t. j. n a w e se
lach, chrzcinach i pod czas za pust. W szelk ie p o tra w y p rz y rz ą d z a n e
s ą dość sm acznie, g d y ż Żydzi p o d niebienie m ają d elik atn e. N a
p rz y rz ą d z a n ie p o tra w w p ły w a ją 3 cz y nniki: sm ak, prz ep is re li
g ijn y t. z. k o s z e r i oszczędność.
B o g a ts i w szabas jad a ją leg u m in y , k tó r e s ą p rz y rz ą d z a n e :
1) m a rc h e w z c u k re m i szm alcem gęsim , 2) śliw ki suszone z r o
d z y n k a m i i cu k rem , 3) ryż z ro d z y n k a m i i cukrem , albo 4) ow oce
z cu k re m i octem .
W a g a b a d a n y c h Ż y d ó w w a h a ła się w g ra n ic a c h od 51 — 62
k ilo g ram ó w , w ie k od la t 17 do 60 (średni 36.8). R e z u l t a t z o bli
czenia w a rto śc i pożyw nej w sz y s tk ic h p o k arm ó w , licząc n a w e t
w a rto ś ć p rz y p ra w i cu k ru w h erbacie, w y p a d ł n a s tę p u ją c y :
Ciał azoto
wych
Tłuszczu
Wodanów
węgła
98.66
18.42
493.94
100.56
21.82
375.76
.
72.98
19.26
346.3
Ciężko p ra c u ją c y .
108.59
16.87
596.45
Ś re d n io
. . . .
czyli
B o g aty
. . . .
B ied n iejszy .
.
—
325 —
R o z p a trz m y , ja k się ro z k ła d a w a rto ść sp o ż y ty c h
w dzień po w szed n i i św iąteczny, otóż
w dzień p o w s z e d n i
Białka : Tłuszczu i ^ o d . w ęgla]
p o k arm ó w
Ś w iąteczny
Białka i Tłuszczu w od. w ęg la
.
.
96
22.4
364.73
111
i
20
403 .
B ie d n ie js z y
.
70
19
845.00
80 !
20
356
C. p r a c u j ą c y .
106
15.14
618.58
113 !
21
541
Ś r e d n io ,,
96 j 17.5
: 505.4
105
20
470
B o g a ty
i ,
iІ
j
:'
S
1'
P o w ta rz a m , że Ż yd zjada d zien n ie : b ia łk a 9 8 grm ., tłuszczu
g rm . i w o d an ó w w ęg la 4 9 3 grm ., a że m ężczyzna p rz y u m ia r
k o w an ej p ra c y p o w in ien dziennie w p o k a rm a c h p rzy jm o w ać
b ia łk a 1 2 0 g rm ., tłuszczu 5 6 grm . i w odanów w ę g la 5 0 0 grm ., ztąd
w idzim y, że b ia łk a , a zw łaszcza tłuszczów żydzi zjadają za m ało.
N ajbliżej n o rm y są Żydzi ciężko p ra c u ją c y , k tó rz y chociaż zjadają
m niej o 12 g ra m ó w b ia łk a , o 4 0 g ra m ó w tłuszczu, z a to w odanów
w ę g la jed zą w ięcej o 9 6 g rm . Pozw olę sobie zrobić zestaw ienie
re z u lta tu z p ra c D ró w C h ełch o w sk ieg o , S te rlin g a i prof. C y b u l
sk ieg o z m oim i.
18
Z ja d a dziennie
Ciał azoto
wych
Gr.
Kosiarz w gub. płockiej
. . .
Fornal
„
„
. . . .
Włościanin z Ciechanowskiego
Włościanin z Nowomińska .
Włościanin bawarski
. . . .
Kosiarz z gub Astrachańskiej
Robotnik fabryczny u nas . . .
„
a n g i e l s k i ......................
„
r o s y j s k i .......................
„
francuski . .
Włościanin z. pod Łaszczowa . .
Żyd
„
„ . . .
Średnio każdy człowiek w Galicyi.
Dla człowieka średnio pracującego
potrzeba dla Więźniów . .
335.00
184.00
135.00
90.00
143 00
215.00
106.00
156.00
144.00
138.00
99.00
98.66
82.53
T łuszczu
Gr.
120.00
56.00
60.00
47.00
100.00
120.00
152.00
42.00
71.00
54.00
80.00
26.00
18.00
13.13
56.00
87.00
22.00
W odanów
w ęgla
Gr.
.
1625.00
1067.00
893.00
599.00
780.00
537.00
511.00
567.00
805.00
502.00
730.00
493.94
509.84
500.00
305.00
22
— 326 —
R o b i łe m p o ró w n a n ie ilości zjedzonego b i a ł k a zw ierzęceg o,
b io rą c średnio od 30 Ż ydów i 56 w ło ścian z okolic Ł aszczow a
i w y p a d ło , że Żydzi zjad ają b ia łk a zw ierzęcego 3 0% ogólnej ilości
b ia łk a , pod czas g d y w łościanin 4,60/0- W id z im y więc, że w a rto ść
p rz y ję ty c h p o k a r m ó w p rz ez w łościan z p o d Ł aszczow a nie jest
lepszą od żydow skiej. Chociaż w łościan in zjada znacznie więcej
w odanó w w ęgla, z a t o dostaje b iałk o p rz ew aż n ie roślinn e, t . j . z n a
cznie mniej s tra w n e i przysw ajalne.
R o b o t n i k p o lsk i w Ł odzi nie żyw i się lepiej, a p ra cu je ciężko
12 g o dzin n a dobę. — P o ż y w ie n ie w ięźnia je s t gorsze od ż ydo
w sk ieg o . Z adziw iająco m ało Ż yd zjada tłuszczów, co się tłó m aczy
dro żyzną, g d y ż z p o w o d u p rz ep isó w re lig ijn y ch ty lk o to m asło
m oże b y ć jedzone, k tó r e ro b ił Żyd lub Żydów ka, broń Boże Chrześcianin. W ia d o m o , że Ż ydó w ki g o sp o d y n ia m i nie są, p rz e to i m a
sło j e s t u nich zaw sze i znacznie droższe. R o z p o w s z e c h n io n y
więcej i b ard zo łu b ia n y szm alec g ęsi j e s t tak że drogi.
W k a ż d y m razie p oży w ie n ie Ż yd ów nie je s t dostatecznem .
Ż y d biedniejszy stale znajduje się w s tan ie p ó łg ło d u , g'dyż jedząc
m ało kartofli i ja rz y n , żo łądek jeg o je s t ciągle pusty. — KLateg o r y a fa k to ró w , d ro b n y c h k ra m a r z y i t. z. bez zajęcia, k tó rz y
ca ły m i d niam i w łóczą się po m ieście w o czek iw aniu p r z y p a d k o
w ego za ro b k u , żyw i się najgorzej, n a w e t b ardzo n ęd zn ie. B ra k u je
im dziennie 48 gr. białka, 37 gr. tłuszczu i 125 gr. w o d a n ó w w ę g la
a p o k r y w a się to k o sztem w yniszczenia w ła s n e g o org'anizmu.
N a tu ra ln ie n ie m a tu m o w y o ja k ie jk o lw ie k p r a c y fizycznej.
W zg lęd nie lepiej ży w ią się ci, k tó rzy o d d ają się ciężkiej
p ra c y t. j. stolarze, cieśle, tra g a rz e i t. p. Ż yw ienie się ich p rz y
m ałej p r a c y b y ło b y w y starcza ją cem , p rz y ciężkiej zaś za szczu
płe. Co zaś do b o g a ty c h to ci, n ie p ra c u ją c w cale, ży w ią się d o
statecznie.
D o tą d m ów iłem o p o k a rm a c h , k t ó r e służą za źród ło siły
i jedn ocześn ie za s tę p u ją z u ż y w an e przez o rganizm sk ła d o w e czę
ści. T e r a z r o z p a trz y m y te, k tó re je d y n ie za stę p u ją zużyte części
ciała t. j. w o d ę i sole m ineralne.
Soli kuche n n ej Żydzi uży w ają w m iarę. Nie jed ząc dużo
kartofli, k t ó r e w y m a g a ją więcej soli, u ży w ają jej mniej niż w ieś
n iacy , g d y ż na oso bę w y p a d a 37.5 g ra m ó w dziennie, podczas
g d y w ie ś n ia k s p o ż y w a 50 g-r. P rzy m ały m ruchu, p racy, p ra w ie
żadnej, Ż yd nie u ż y w a dużo w ody, przeto i z a p o trz e b o w a n ie jej
je s t niew ielkie. W zimie licząc h e rb a tę , rosół t. j. w o gó le w szelkie
p ły n y , Ż y d w y p ija dziennie i ‘:ä litra w ody, w lecie
litr. p o d
czas g d y w ieśn iak średnio 4 litry.
— 327 —
W o d ę Żydzi b io rą ze stawu, lub częściej ze studni. S tu d n ie
p o ło żo n e śród dom ów n a t. z. ta rg o w ic a c h są stale zanieczyszczone
gno jów k ą. W o d a w nich jest zaskó rna. R ze c z p rz y bliższem roz
p a trz e n iu p rz ed staw ia się t a k :
O d leg ło ść stu dn i od najbliższego
iż k ro k ó w
dom u
.
.
.
.
2.82 m etr.
G łęb o k o ść stu d n i .
8 R . prz y
T e m p e ra tu ra w o d y
220 R . p o w ie
trza
przeźroczysta
B a r w a w ody
T w a r d o ś ć o g ólna
13.31° stopni
niem ieck ich
5.74 s to p n i
T w a rd o ś ć s ta ła
niem ieck ich
22.01 t. j. 8.
Ilość ch lo rk ó w
ra zy za dużo
Ilość ciał o rg a n ic z n y c h o b li
czony ch ja k o k w a s szczaw iow y
6.3 j nie poW IO O
Ilość a z o ta n ó w (N305)
5.741 winno być
litra c h
Ilość azotonów (NOj) .
zaw iera
5-4 j
nic
Części s ta ły c h
115-5
S oli w a p n a
25.
m agnezu
25-75
C hem iczny s k ł a d w o d y w skazuje zanieczyszczenie g n o jó w k ą ,
ź r ó d ła chlorków . Ileż to kolonii d ro bno ustrojó w znajduje się w takiej
wodzie, a j e d n a k w o da ta zalicza się do lepszych w Łaszczow ie.
W k a ż d y m razie Żyd s p o ż y w a p o k a r m ó w za mało, o d d y c h a
w iększą część sw e g o życia p o w ietrzem p rz e sy co n e m k w a s e m
w ę g lo w y m i p ije w o dę zanieczyszczoną.
S p r a w ę ż y w ie n ia się Żydów, po m im o to, łatwiej p o p c h n ą ć
n a w ła ś c iw ą drogę, niż naszego ludu. L u d nasz zm usza do złego
ż y w ie n ia się b r a k śro d k ó w , a p o trz e b n e m u s u b s ta n c y e p o ży w n e
bierze z p o k a r m ó w źle p rz y sw ajaln y ch , n a s tra w ie n ie k tó ry c h
o rg a n iz m ponosi dużą p ra cę, w te d y g d y Żyd, w y d a ją c to sam o co
dzisiaj, p rz y innej m etodzie ż y w ie n ia się, może m ieć p oży w ie n ie
do stateczne. Za dużo je d z ą Żydzi m ąki, m ięsa, a za m ało jarzyn,
tłuszczczu, n ab iału . P oży w ien ie sw e p o w in n i u czy n ić więcej roś lin n e m i tłustem .
W e jr z e ć w życie ludu, dow iedzieć się j a k m ieszka, ja k ie m
p o w ie trz e m o d d y ch a , j a k się żyw i i t. d., je s t to k w e s t y a n a d
zwyczaj w a żn a i d o p ó ty b a d a n ia te b ę d ą p o w ierzch ow n e, dopóki.
— 328 p rz ed staw iciele in te lig e n c y i p ro w in c jo n a ln e j nie zechcą b ra ć w tem
udziału, p ro w a d z ą c b a d a n ia sam o dzielnie k a ż d y w swej okolicy.
A le k t o się tej s p ra w y nie d o ty k a ł, nie w ie z w ielom a tr u d n o
ściam i s p o tk a się, zanim zdoła zgrom adzić p o trz e b n y po tem u
m atery ał. T ru d n o d a w a ć p rzep is p o s tę p o w a n ia w ty c h k w e sty a ch ,
gd yż p rz y ro z m a ity c h w a ru n k a c h i w ro z m a ity c h o k olicach musi
b y ć u ż y tą in n a m etoda, k t ó r ą k aż d y , p rz y s tę p u ją c y do zbieran ia
m a tery ału , p o w in ien sobie w y b ra ć. B a d a ją c żyw ie n ie się ludu n a
szego i chcąc p o zn a ć ja k o ś c i i ilości s p o ż y ty c h p o k arm ó w , nie należy
w y o s a b n ia ć je d n o s te k w celu o b s e r w a c j i . J e s t to b o w ie m d ro g a
i n a d e r tru d n a i n iew łaściw a. R o d z in a ta k ie g o np. ch ło p a ja d a
z jednej misy, p rzeto nie m ożn a w iedzieć d o k ład nie, w iele odzielna
j e d n o s tk a zjada. Za to dość łatw o je s t dow iedzieć się, w iele s p o
ży w a dziennie p o k a rm ó w c a ła ro d z in a i z teg o dopiero w y s n u w a ć
s to so w n e w nioski. B a d a n ie ta k ie o p iera ć trz e b a na m ożliwie d u
żej ilości spostrzeżeń, j a k p rz y w szelkich b a d a n ia c h s t a t y s t y
cznych.
Co się zaś ty c z y Ż ydów , to p ow y ż sz y s y ste m nie d a łb y się
zastosow ać. Żydzi ja d a ją oddzielnie, k a ż d y n a sw oim talerzu,
p r z y te m nie zaw sze w domu, p rz eto o b s e rw o w a ć m ożna ty lk o
jedn o stk i. — Żeby z e b rać m a te ry a ł, p rz e d e w s z y stk ie m trz e b a m ieć
zau fanie u Żydów, trz e b a w n ich wpoić przekon anie, że się t e g o
nie robi z ich k rz y w d ą, że nie b ę d ą p o trz e b o w a li p ła c ić w iększego
p o d atk u , lub że się z nich nie kpi. N a śm iech i szy derstw o Żydzi
są n iezm iern ie w rażliw i i n i g d y b y n ie pozw olili z a g lą d a ć do
s w y c h g a r n k ó w , g'dyby p od ejrz ew a li ch oćb y cień s z y k a n y . N a j
chętniej służą w tedy, g d y im się w y tłó m a c z y rzecz c a łą ze s t a
n o w isk a zdrowia.
Zaw sze znaleść m ożna w m iastecz k ach p a r u in te lig e n tn ie j
s z y c h Ż y dó w z t„ z. p o s tęp o w y c h , k tó rz y zrozum iaw szy p o trz e b ę
p o d o b n y c h s tu d y ó w p o d d a ją się ch ę tn ie o b s e r w a c j i , inni n a ś l a
dują ich, d la in n y c h znow u je st to obojętnem , a b y t y l k o zapłacić
im za czas stra c o n y . W y m a g a j ą c y m i n ie są. Z w y kle k a ż d e m u
z o so b n a t rz e b a rzecz c a łą w yło żyć, bo z p o c z ą tk u z d ra d z a dużą
nieufność. Ż eb y b y ć p e w n y m z e b ra n e g o m ate ry a łu , trze b a w p ierw
s tra c ić sporo czasu n a g łęb sze w n iknięcie w istotę s to s u n k ó w
ży d o w sk ic h i w tr y b ich życia, g d y ż bez te g o m o żn a b y ć łatw o
w b ł ą d w p ro w ad zo n y m .
N ie k tó rz y Żydzi p rz ez a m b icy ę pod czas o b s e r w a c j i jad ają
lepiej, inni znow u gorzej. W t e d y n ależy k ilk a ra zy je d n ę i tę s a
m ą je d n o s tk ę k o n tro lo w a ć . B o g a t s i z w y k le n ie c h ę tn ie p o d d a ją
się o b s e r w a c j i i try b trz e b a ująć sobie czem kolw iek, a często
-
329 —
i uciec się do po dstępu. D użo m a te ry a łu m usi iść n a m arne, co
do k tó re g o n iem a pew ności, że je s t p ra w d z iw y m . Co do mnie, to
k a ż d ą jed nostkę b a d a łe m k ilk a k ro tn ie i przez p o ró w n a n ie u p e
w n iałem się, że nie zostałem w b łą d w p ro w a d z o n y . Z w y k le p o
s tę p o w a łe m w te n s p o s ó b : do u patrzo nej jednostki, za jej zg o d ą ,
zjaw iałem się w p o ra c h jed zenia i po rozm ow ie z g o s p o d y n ią i b a
d a n ą je d n o s tk ą rob iłem no tatki. Co do ilości p o k a r m ó w sp o ży ty ch
rzecz t r u d n ą nie b yła. Ż y d ó w k a na k a ż d y dzień k u puje p r o d u k ty
spożyw cze i te w całości zostają użyte. I t a k np. za i grosz k u
p io na k asz a zo stała u g o to w a n ą w wiadom ej w ielkości g a rn k u , do
te g o dodano ty le i ty le fasoli, kartofli i szm alcu gęsiego. P o u g o
to w a n iu Żyd zjada w y m ie rz o n ą p rz eze m n ie m iseczkę, przeto r a
ch u n k iem łatw o dojść, wiele zjadł kaszy, fasoli, kartofli i t. p.
M ając p rz y sobie wagi, w aży łem chleb, bułki* i t. p. Co zaś zjadł
po za dom em , m u siałem w t y m względzie p o le g a ć n a jeg o ustnej
relacyi, której p raw dziw o ści d ochodziłem przez p o ró w n a n ia . T r a
fiają się je d n o stk i t a k n ie in te lig e n tn e , że ra d y z nim i dać sobie
nie m o żn a; z takim i b a d a ń zm uszony b y łe m zaniechać. In n i z n o
w u zdradzali n ie z w y k ły s p r y t w ocenianiu ilości n a oko, p ra w ie
n ig d y się nie m ylili i z ty m i ro b o ta szła najłatw iej. Żydów ki
mniej chętnie udzielają in fo rm ac y i i p rz y k ro im i w styd , że ktoś
notuje ich pożyw ienie. O b se rw a c y e ta k ie p ro w a d zić może tylko
osiadła w śró d Ż y d ó w je d n o s tk a in telig e n tn a, najłatw iej b y ło b y z a
jąć się tern lekarzom , k t ó r y m Żydzi nie śm ielib y o d m a w ia ć
w prześw iadczeniu, że to p o trz e b n e jest dla ich zdrow ia.
D la uw idocznienia, w ja k i sposób p row adziłem s ta ty s ty k ę
s p o ż y w a n y c h p o k a rm ó w , pod aję tutaj trz y tab lice najbardziej c h a
r a k te ry s ty c z n e jed n o s te k trze ch najw ażniejszych k a t e g o r y i : n aj
b o g atsze g o , b iedniejszego i ciężko p racującego . P r z y te m także
c z w a rtą tab licę, za w ie ra ją c ą , spis p o tra w i sp osoby ich p rz y rz ą
dzania.
Bronisław Koskowski.
L u i i e nazi»! i e j s c o E ä parécie ¡¡rześkim ä Galicfi
n a p is a ł Dr. Karol Mátyás.
(Ciąg dalszy*).
УІІІ. (jinina Brzesko.
A.
Miasteczko Brzesko.
M iasteczko B rze sk o n a z y w a ło się jeszcze w p o c z ą tk u b ie ż ą
cego stulecia B r z e ż e k p o d g ó r n y p ra w d o p o d o b n ie z teg'o p o
w odu, że leży n a lew y m b rz e g u rzek i U szw ic y i ciągmie się
w p ółn o cn o -z ach o d n ią s tro n ę coraz wyżej.
B, Części miasta, dzielnice.
1. T r a c z , p o łu d n io w a część m ia sta n a z y w a się dlatego, że
p rz ed kilku dziesięciu l a t y s ta ł tam tracz, któreg-o is tn ie n ie p o
tw ierd z ają szczątki jazu. T ra c z ten zburzono a n a je g o miejscu
w y b u d o w a n o karczm ę, k t ó r ą p rz ezw a n o t r a c z e m .
2. Z a w o d z i e , m a ła część m iasta, leżą ca n a p r a w y m b rz eg u
Uszw icy.
C. Z a g r o d y .
1. K u b a l ó w k a od w łaśc ic iela m ieszczan ina n az w isk ie m
Kubala.
2. M u s i a ł ó w k a od w łaśc ic iela m ieszczanina naz w isk ie m
Musiał.
D.
Bole.
1. K u b a l ó w k a j. w. C. 1. i.
2. M u s i a ł ó w k a j. w. C. 1. 2.
3. N a i ł a c h „bo są g r u n t a nadzwyczaj ila s te “ .
4. N i z i n y , g r u n t a n az y w a ją się d lateg o, b o się c ią g n ą p o
m iędzy d w o m a w zgórzam i w nizinie, p rz ecin ają m a ły row ek , p r o
*) Z ob. L u d I I , , s tr. 3 0 8 ,
331
-
—
w a d ząc y aż do ściek u w ód n a łą k a c h k o p a liń sk ic h (gm. j. m.
Jasień ).
5. P i a s k i , g r u n t a bard zo piaszczyste.
6. P o d K a p ą , bo leżą k o ło z a g ro d y włościanina n a z w is
kiem K a p a .
7. P o d k i e r k o w e m , g r u n t a położon e p o d k ie rk o w e m czyli
cm en ta rze m żydow skim .
8. P o d l a s e m , g ru n ta położone p rz y sam ym lesie Słotw ińskim (g'm. B rzezowiec).
9. P r z e d k o z i ą d r o g ą , bo leżą z tej stro n y d ro g i zwanej
kozią.
10. Z a k o z i ą d r o g ą , g ru n ta , k tó re leżą za ko zią dro gą.
11. Z i e l o n k a , g r u n t a leżące w pobliżu k a rc z m y n a zielono
pom alo w anej i Z ielonką zwanej (gm. Okocim).
E, P a s t w i s k a .
1. K s z c i á n k a , nie w iadom o, d laczego się t a k nazyw a.
2. S k o t n i c a . N a zw a ta pochodzi od s k o t á k ó w t. j. p a
stuchów , k tó rzy w czasie, k ie d y m ieszczanie b rz escy p osiad ali
p ra w o p a sie n ia b y d ł a w d w o rs k im lesie sło tw iń sk im , po drodze
za trz y m y w a li się z b y d łe m na tem p a s tw is k u i p o pasając tutaj się
zabawiali.
F.
D
r o g i .
K o z i a d r o g a , nie wiadom o, dlaczego się ta k nazyw a.
IX. Gmina Brzezowiec.
A- 1. Wieś Brzezowiec.
N a z w a B rzezow iec m a p o cho dzić od brzóz, k t ó r e tu w w iel
kiej ilości n ie g d y ś ro sły ; ś la d y ty ch b rz ozo w y ch gajó w znać dziś
jeszcze zw łaszcza w pobliżu to ru k o lejow ego (ogród dw orski
w S łotw in ie, P o d le sie, B a g n o , za g ro d y K a t a r z y n y Plabryło, W o j
ciec h a i Ję d rz e ja B a tk o , P s z c z o la rk i i M acieja H a b ry ło ).
A. 2. Obszar dworski Słotwina.
Ź ródła tej n a z w y nie m o g ą ludzie w y tłó m acz y ć.
N o w a w i e ś , od n ie d a w n a istniejąca, założona przez W ita
hr. Żeleńskiego, b. w łaściciela B rz e s k a i S ło tw in y — rz ąd ch a łu p
k ilk u n astu , ciągmący się od ro z sta jó w tj. od przecięcia się d ro g i
szczepanow skiej z d ro g ą k rajow ą, id ą c ą od B rz e s k a do S ło tw in y ,
— 332 do to ru k o lejo w eg o w zględnie do s ta c y i w S ło tw in ie. M ieszkają
tam czynszow nicy, a raczej w ieczyści d zierżaw cy dw orscy, zgan ia ń c y ze w sz y stk ic h stro n .
B. Przysiółki i miejscowości.
1. N a b a g n i e , k ilk a c h a łu p w p o ło żen iu n isk iem i m o k rem .
D aw niej b y ło tu b ag n o .
2. P o d l a s e m , bo leży p rz y sam y m lesie sło tw iń sk im ,
k tó ry p rz e c in a to r kolejow y.
3. G ó r k a , n a g ó r c e , k ilk a o d o so b n io n y ch c h a łu p n a p a
g ó rk u p rz y to rze kolejow ym n ap rzec iw o g ro d u d w o rsk ie g o .
C. B o l e .
1. K r z e m i e n i e c , bo m ieści w so b ie dużo szutru.
2 . N a b i a ł e j g ó r c e , bo je s t ¡piaszczysta b ia ła g ó rk a —
c z y sty b ia ły p iasek .
3. P i a s k i , g ru n ta p ia s z c z y s te , c ią g n ą c e się od d ro g i B rze s k o -R a d łó w n a pó łn o c do to ru kolejow ego.
4 . P o d e d w o r e m , bo leży p o d sło tw iń sk im dw orem .
5 . P o d l a s e m , bo leży p o d sło tw iń sk im lasem .
6 . P o d f i g u r ą , bo leży p rz e d flg-urą M a tk i B oskiej w B rzezow cu p rz y d ro d ze szczepan'ow skiej w śró d w ierzb.
7. R ę d z i n y ,
g ru n ta ręd zin n e, położone m iędzy d ro g ą
B rz e sk o -R a d łó w , p rz e c in a ją c ą w ieś B rzezow iec, a rz e k ą U szw icą,
sta n o w ią c ą g ra n ic ę od w si Ja d o w n ik i p o d g ó rn e (g ru n ta p o ło żo n e
n a p o łu d n ie od w spom nianej d ro g i).
8 . W g r a n i c a c h , bo leży od jad o w n ick iej g ra n ic y .
g. Z a d w o r e m , bo leży za sło tw iń sk im dw orem .
1 0 . Z a f i g u r ą , bo leży za fig u rą M a tk i B oskiej, p o sta w io n ą
p rz y dro d ze szc zep an o w sk iej w śró d w ierzb.
11. Z a k o l e j ą , bo leży za to rem kolejow ym .
D. D r o g i .
1. S z c z e p a n o w s k a d r o g a , bo p. o w adzi do w si S zcz e
p an ó w , m iejsca u ro d z e n ia św ięteg o S ta n is ła w a , b isk u p a k ra k o
w sk ieg o .
2. J a d o w n i c k a d r o g a , bo p ro w a d zi p rzez s ą s ie d n ią w ieś
J a d o w n ik i p o d g ó rn e do R a d ło w a .
E.
Góry,
wzgórza.
i.
B i a ł a g ó r k a , p iaszc zy ste w zgórze, p rz e rw a n e d la to ru
k o lejo w eg o , b ły szczące b iały m p iask iem .
— 333 2. G ó r k a , n a g ó r c e , p a g ó r e k j. w. B. 1. 3.
3. K r z e m i e n i e c , sz u tro w ate 'wzgórze, oddzielające
B rze zo w iec od d ro g i szczepanowskiej,
wieś
X. Gmina Dąbrówka morska,
A.
Wieś.
Cała g m in a w zięła nazw ę od części wsi, liczącej 13 domów,
obejmującej dwór, zwanej D ą b r ó w k a m orska.
N a z w a D ą b ró w k a pochod zi ztąd, że p ierw sze dom y zb u d o
w a n o w lesie d ęb o w y m , k tó ry m , ró w n ie ja k g ę s tą wikliną, cała
ta n a d w iś la ń s k a m iejscow ość b y ł a p o k ry ta . W m iarę rozradzania
się lu dn ości i p r z y b y w a n i a osadników , ko rc zo w an o lasy i na g r u n t
o rn y p rz em ien ian o tak, że dziś w idać tu ty lk o szerokie p r z e s tr z e
nie b u jn y ch pól, u ż y ź n ia n y c h w y lew am i W is ły . P o w ia d a ją s ta rz y
ludzie, „że o k o ło r o k u 1813 b y ł y ta m jeszcze lasy a m ało dom ów,
ty le b y ło g ru n tu , ile sobie k to w y k o rc z o w a ł i obsiał. N a w e t
o bszar d w o rsk i ty le m iał g ru n tu , że m ó g ł tylko 15 ludzi w yż y w ić".
P r z y m io tn ik „ m o r s k a “ p och od zi od g łó w n e g o m ajątku,
wsi M orsko, położone po d ru g im b rz e g u W is ły . T a k D ą b ró w k a ,
j a k M orsko i W itó w , położone z drugiej s tro n y W is ły , b y ły
n ie g d y ś w łasn o śc ią je d n e g o pan a . W pierw szej p o ło w ie bieżącego
stulecia — p odają w iek o w i ludzie — b y ł w łaścicielem D ą b ró w k i
m orskiej „pan S k a r z e j s k i (S k a rż y ń s k i? ), bard zo d o b ry p a n
i zamożny, k t ó r y tu m ało m ieszkał; m iał on d ru g ie d o b ra za
K ra k o w e m n azw isk iem L a k s e n d r o w i c e (A leksan dro w ice). Za
te g o dziedzica D ą b r ó w k a b y ł a m lek iem i m iodem p ły n ą c a , bo
w szy stk ie lasy i w ik ła używ ali w łościanie n a paszę latem i n a
w e t i zim ą, to też do dziś d n i a , k t ó rz y go p a m ię ta ją , m ó w i ą ,
ż e b y m u P a n B ó g d a ł k ró lestw o niebieskie. Z teg o p o w o d u g-runta
D ą b ró w k i nie mają. innej n a z w y ty lk o l e s i s k a i w i к l i s k a .
D a w n e lasy i w ik ła w y k o rc z o w a ł zu p e łn ie n a s t ę p n y w łaściciel
D ą b r ó w k i śp. K a r o l T rz e c ia k m iędzy r. 1847 a 1856.
B. C z ę ś c i w s i .
1. D ą b r ó w k a m o r s k a , j. w. X. A.
2. D ą b r ó w k a d u ż a w i t o w s k a , licząca 19 dom ów, n a
zy w a się dlatego , “że ta m za W i s ł ą je st g m in a W i t ó w
3. D ą b r ó w k a w i t o w s k a , najm niejsza część wsi, p o s ia
dająca f o lw a rk d w o rs k i i zaledw ie 3 d o m y w ło ściań sk ie, n a z w an a
z te g o s a m e g o pow odu, co poprzednia.
— 334 0. Q-r u n t a.
1. D o ł y n a d W i s ł ą , p ole o p rzestrzen i około 8 m o rg ó w ,
poło żon e niżej za w ałem re g u la c y jn y m n a d sa m ą W i s ł ą .
2. L e s i s k a i
3. W i k l i s k a , pola g m in n e o p rz e s trz e n i do 110 m orgó w ,
p o w s ta łe z w y k o r c z o w a n y c h lasów i w ikli (j. w. X . A.).
4. U l a s s y , pole o p rz e s trz e n i około 4 m orgów , b y ło n ie
g d y ś n a p r z ó d w y k o rc z o w a n e p o d l a s e m czyli u l a s u . O becnie
w szystko w y k o r c z o w a n e , n ie m a lasów d a w n y c h ani śladu, p rócz
m ałeg o k a w a ł k a n a obszarze d w o rs k im o b ejm u jące g o 2 do 4
m orgów .
XI. G m i n a D e m bn o .
A. W i e ś .
N a zw a D e m b n o pochodzi od d ę b ó w , k tó re tu p rzed
w iek a m i obficie i bujnie rosły. J e d e n z ty c h d ę b ó w o d w iec zn y ch
za c h o w a ł się do dziś d nia na p a m ią tk ę , ro śnie koło dw oru, m a
g ru b o ś c i g m e tró w a w yso k o ści około 10 m etró w . W e w n ą tr z jest
w y p ró c h n ia ły a w otw orze je g o do 3 m etró w od ziemi w y s o k im
m ożna w y g o d n ie pom ieścić p a r ę koni.
Б. P r z y s i ó ł k i .
1. S z w a b y , o dcięty od wsi n a połudn ie przy siółek, s k ład a
się z 28 domów, leży n a d b rz e g a m i rzeczki zw anej P o r ę b e c k a
i za m ie s z k a n y je s t przez sa m y c h p ra w ie b ied ak ó w . N a zw y S z w a
b y nie um ie n i k t w y tłó m aczy ć.
2. D ę b c z a k , p rz y s ió łe k leżący n a zach ód od wsi, m ający
13 dom ów, nazw ę sw ą w y w odzi ztąd, że ta m b y ł n ie g d y ś las
dębow y.
3. N o w a w i e ś , inaczej S m y k ó w , p rz y s ió łe k leżą cy na
w sch ó d od wsi, p o w s ta ła p rz e d kilku d ziesięciu la ty 5a dzierżaw cy
A. R u d n ic k ie g o , k i e d y d w ó r w ielk i las jodłowy, znajdujący się
w tem miejscu, p o lecił chłopo m w y k o rc z o w a ć i u z y s k a n e ztąd
po le o rn e p o m ięd zy n ich rozdzielił.
N a z w a d r u g a S m y k ó w pochodzi ztąd, że j a k p rz e d k ilk u
dziesięciu la t y b u d o w a li w e dw orze stajnię, paro b ek - je d e n z N o
wej wsi u k r a d ł czyli s m y k n ą ł k a w a ł e k kija a ów czesny e k o
no m K a p u śc ie ń s k i, k tó ry to s p o s trz e g ł i c h ło p a k a p rz y trzy m ał,
nazw ał go s m y k i e m .
— 535
0. G r u n t a .
1. G r a n i c e , bo leżą od g r a n ic y g m in y Sufczyn .
2. G ó r k i , „n a zy w ają się dlatego, bo j a k p rz y p a d a wozić
naw óz n a te n g ru n t, to trza przynajm niej sześć koni', żeby go
m ożna tam dowieść, bo je s t g ó r a w i e l k a “ .
3. K l i c h ó w к a, „m a n azw ę z te g o pow odu, że od n ie p a
m ię tn y c h czasów b y ł n a ty m g ru n c ie g o s p o d a rz z w a n y K l i c h ,
ale nie chciało m u się p ra c o w a ć za czasów pańszczyzny, poszedł
z teg o g r u n t u do słu żb y a , g ru n t zo stał p rz y łą czo n y do g ru n tu
p le b a ń s k ie g o .“
4. N a g ó r k a c h , „bo s ą n a p a g ó r k a c h , z k t ó r y c h m ożna
dalek o z o b a c z y ć “.
5. N a o g r o d a c h , „bo k ie d y ś b y ł o g ró d z drz ew in ą rodzajną, a p o tem została ta d rz e w in a rodzajn a w y k o p a n a, a jest
teraz r o l a “.
6. P a s t e r n i k a l b o P r z y m i a r k i . B y ł y to dawniej łąki
p o d ow ym lasem jo d ło w y m , n a k t ó r y m p o w sta ł p rz y s ió łe k N o w a
w ieś czyli S m y k ó w . N a ty c h łą k a c h za p ań szczyzny gospodarze
z D e m b n a p a s a li k o n ie i woły, bo siec nie b y ło co. J a k las w y k a r c z y l i i utw o rz y li N o w ą wieś, łą k i te za dzierżaw cy R u d n i
ck ie g o rozdzielił d w ó r p o m ię d z y g o s p o d a rz y z D e m b n a n a w ła
sność czyli k a ż d em u po k a w a łk u p r z y m i e r z y ł a oni łą k i te
w y robili z czasem n a g ru n ta orne. Od p a s a n i a k o n i i w ołów
nazwa p a s t e r n i k , o d p r z y m i e r z e n i а-p r z y m i a r к i .
7. P l e b a ń s k i e , g r u n t a należ ące do p le b a n ii w D e m bnie.
8. P o d c m e n t a r z e m , „bo są p o d c m e n ta rz e m “.
Q. P r z y g o ś c i ń c u , „bo są p rz y g ościń cu rząd o w y m , k tó ry
prow adzi od K r a k o w a do T a rn o w a " .
10.
P r z y j a z i e , „bo j e s t jaz n a rzece zwanej D om onija
i idzie w o d a do sta w u d w o r s k i e g o “.
u.
P r z y ś n i c a , „bo leżą prz y drodze a ta d ro g a je s t zw an a
p rz y ś n ic a (przecznica)“.
12. G r u n t a r ę d z i n n e albo R ę d z i n y , „bo je s t ziemia
tw a rd a , g rę b a , pom iesza n a z iłem, a nia m ożna zorać ani n a s u
chu ani też n a m o k r z e “.
13. Z a ś c i e ż k ą , „bo je s t ścież k a p u b lic z n a “.
D. Ł ą k i .
D o m o n i j e , bo leżą n a d p o to k iem z w a n y m D o m o n i j á .
E- L a s y .
W d o l e , „las chłopski, d lateg o naz y w a się w dole, że jest
to ta k i dół, ja k się ta m spuści, to nic nie zob aczy t y l k o o b ło k i
-
336 —
a j a k g o sp o d a rz u tn ie kija jed n eg o , to trza
kij w y c ią g n ą ł do g ó r y “.
F. R z e k i ,
ośm koni,
żeby ten
potoki, wody-
1. P o t o k D o m i n i j á , n ik t nie wie, dlaczeg-o się t a k
nazyw a.
2. R z e c z k a P o r ę b e c k a , b o leci od wsi P o r ą b k a uszewska.
G. & ó r y , p a g ó r k i ,
G ó r k i j. w. C, 2.
XII. G m i n a D o ł ę g a .
A- W i e ś .
P o d a n ie niesie, że za d a w n y c h p o lsk ich czasów b is k u p O le
śnicki n a d a ł tę w łość p a n u n az w isk ie m D o łę s k i. „B y ł to p a n
b ard zo d o b ry i w ielki ry c e rz przeciw n ieprzyjaciołom ojczyzny,
zginął on w jej o b ro n ie b e z d zietn y a n a uczczenie jeg o s ła w y
p r z y b r a ł a g m in a po jeg o h e r b ie n azw ę D o ł ę g a
B. Miejscowości1. B ę d z i d k i , nie wiadom o, dlaczego się t a k n a z y w a
2. C i e l ę c y k ą t , jest to część wsi' leżąca p rz y pastw isku,
gdzie podczas b u rz y bydło, a szczególnie ćielęta c h ro n ią się p o d
d rzew in ę gęsto ta m rosnącą.
3. J a g n i ó w k a , część wsi z b u d o w a n a n a d a w n e m p a s tw i
s k u zw an em J a g n ió w k a , k tó r e g o tro ch ę zo stało a część z a m ie
niono n a rolę, zw a n ą rów nież J a g n i ó w k a (p. niżej C. 1. 6).
0- G r u n t a 1. B ł o n i e . N a z w a ztąd, „że od n ie p a m ię tn y c h czasów p a
sali tu b y d ł o “.
2. C z w a r c i z n a , „bo p e w ie n g o s p o d a rz m ając dw ieście
m orgów , podzielił je p o m ię d z y czterech syn ów , a w ięc k a ż d y d o
s t a ł c z w artą część czyli m ia ł c z w a rc iz n ę “.
3. C z y s t y ł u g . N a z w a ztąd, „że rola ta leży w nisk iem
położeniu m iędzy lasam i i daw niej b y ł a o b la n a wodą, p o d o b n ą
całk ie m do zw yczajnie ro b io n e g o łu g u z p o p io łu i b y ł a całkiem
czystą, to też g o sp o d y n ie z całej wsi tam bieliznę p r a ł y i m iej
scow ość tę n a z w a ły czy sty m ł u g i e m “.
— 387 —
4. D ł u g i e m o r g i „są to k a w a łk i roli, podzielone na m o r
gi, je d n a k b ard zo w ą sk ie a długie, bo d łu g o ś ć k a ż d e g o m o rg a
w y n o s i przeszło 500 sąż n i.“
5. G r a n i c e , „bo g ra n ic z ą z g m in a m i B orzęcinem i S zczu
r o w a “.
6. J a g n i ó w k a . „P ierw ej było tu p a s tw is k o i p a s ł y się tu
owce. b a r a n y , ja g n ięta, oraz b y ł a tu także szopa, gd zie n a noc
za m y k a li ja g n ię ta . N a tern p a s tw is k u b y ł a b a rd z o zd ro w a a s m acz
n a t r a w a dla jag n iąt, d la te g o też p rz e d e w s z y s tk ie m ja g n ię ta się
tu p a s ły i ztąd p a stw isk o wzięło nazw ę. Z czasem p a s tw is k o z a
m ienio no n a r o l ę “.
7. J o с h y m ó w k a . „ R o la ta m a n azw ę od w łaściciela żyd a
J o c h y m a , k t ó r y n a tej roli m iał gorzelnię, ale z czasem g orzeln ia
z n ik ła z p o w ierzchn i ziemskiej, żyd się g dzieś indziej wyniósł,
a rolę g o s p o d a rz o m sp rz e d a ł za co za to, ale p o d w a ru n k iem , że
n a w ieczne czasy będ zie nosić jeg o im ię “.
8. K o p a n i n a . „Na tej roli p rzed p a r u s e t la ty za czasów
p o lskich m iała b yć w ielka b itw a, tysiące tru p ó w tutaj leżało. P o
l a c y te t ru p y tu p o c h o w a li a ro la wzięła n az w ę od ro b ie n ia d o ł
k ó w n a te cia ła czyli z a k o p y w a n ia i c h “.
9. К o s t u r k i . „P ole to g-raniczy z s ą s ied n ią w sią Z aborowiem, d la te g o też Z abo rów chciał sobie je p rz y w ła sz c z y ć ; p rz y
szło więc z teg o do bójki n a lask i zw ane k o stu rk am i. D o łę g a
zw y cięży ła i wzięła to pole n a swój u ż y te k i d a ła m u nazw ę
K o s t u r k i , bo n a b y li to p o le k o s t u r k a m i “.
10. K o z i e n i e c . „Pole to m a naz w ę od w łaściciela, gd y ż
około ro k u 1812 p r z y b y ł do g m in y ja k iś p a n K o z ie ń s k i i z a k u p ił
sto k ilk a m o rg ó w od rz ąd u k a m e r a l n e g o “.
11. L a s k o w a , „bo n a tem m iejscu leszczyna rosła, a p ó
źniej w y k o rc z o w a n o ją i n a p ole o rn e m iejsce to o b ró c o n o “.
12. L a s k i , . „ R o la ta m a b y ć d lateg o t a k przezw an ą, p o n ie
waż p rz e d k ilk udziesięciu l a t y ro zm ierzon o ją p o m ięd zy k ilk u
g o s p o d a rz y ż e rtk a m i zw an em i l a s k a m i , a nie łańcucham i, j a k
o b e c n ie “,
13. M a d e j ó w k a . „W ła ś c ic ie le m tej roli b y ł M a d e j g o
spodarz, k t ó r y atoli pań sz czy z n y o d ra b ia ć nie chciał, zatem dw ór
rolę ow ę m u o d e b ra ł i n a z w a ł M a d e jó w k ą na p a m i ą t k ę “.
14 M ę c z n e . „ O p o w ia d a ją starzy ludzie, że już b a rd zo a b a r
dzo te m u dawno, ja k p rzech o d z iła przez g m in ę D o łę g ę ja k a ś h o r
da rab usió w , m ó w ią n iek tó rz y , że to b y li T a ta rz y . Z am ieszkali
oni w p o b lis k ic h lasach, robili w y c ie czk i w okolice i n a to pole
s p ro w a d zali n ie w ia sty i tu je m ęczyli w o k r o p n y sposób, j a k np.
— 338 w y rz y n a li im p iersi żyw cem . W ię c ojcowie n asi od m ę c z a rń n a
w ieczną p a m ią tk ę m iejsce ty c h z b y tk ó w M ę c z n e m n a z w a li“.
15. N o w e z a j m y . „Za rz ądu k a m e r a ln e g o p ozw olono m ie
szkań com tutejszej g m in y w y k o p a ć n a tem polu, j a k a ty lk o b y ła
drzew ina, tarnie, g ło g i i in n e d rzew a i krzak i, więc też k ażd y
ko pał, wiele m ógł, ile b o w ie m w y k o p a ł, ty le z a j ą ł teg o pola
w sw oje posiad anie. P rz e z to więc n az w an o rolę tę N o w e z a j
m y ja k o z a ję te “.
16. O r g a n i s t ó w k a . „O b sz ar d w o rsk i p o le to d ą ro w a ł
k ied y ś o rg a n iś c ie n a u trz y m a n ie p rz y kościele, n a z y w a się po
dziś dzień O r g a n is tó w k ą , chociaż dzisiaj o rg a n is ta już go nie
u ż y w a “.
17. P o d b a g n i e , bo leży p rz y b a g n is te m p a s tw is k u , zwan em b a g n o (p. niżej E. 1. 1.).
18. P o d b o r e m , „bo leży pod lasem czyli p o d b o r e m “.
ig- P o d b o r z ę c k i e , „bo leży p rz y g r a n ic y g m in y B o r z ę c i n “.
20. P o d c e g i e l n i ą , „bo leży za d w o rs k ą c e g ie ln ią “.
21. P o d g ó r ą , „bo je s t tam k a r r a ł e k n ieu ży tk ó w , n a k t ó
ry c h znajduje się w zn iesienie z g le b y piaszczystej, a więc pola
leżące p r z y tej górce, zow ią się p o d g ó r ą “.
22. P o d k r z y ż e m , „bo n a tej roli stoi k r z y ż “.
23. P o d m ę c z n e , „bo leży p rz y roli zwanej M ęczne (p.
wyżej C. 1. 14)“.
24. P o d m ł y n n ą d r o g ą , „bo leży po d m ł y n n ą d r o g ą “.
25. P o d o l s z y n ą , „bo leży p o d olszyną".
26. P o d s i a n ą c h o i n ą , „bo p r z y ty k a do roli zw anej S i a
n a c h o i n a (p. niżej С 1. 33J“.
27. P o d ś c i e ż k ą , „bo ta m tę d y p ro w a d zi ścieżka z P o ja w ia
(sąsiednia wieś) do D ołęgi. T e pola, co leżą p rz y ścieżce od D o
łęgi, n a z y w a ją się p o d ś c i e ż k ą , a te, co leżą za ścieżką, zow ią
się z a ś c i e ż k ą “, (p. niżej С. 1. 40).
28. P o d ś w i ę t y m A n t o n i m , „bo p rz y tej roli stoi ñ g u r a
św iętego A n t o n i e g o “.
29. P o d w i e l k ą d z i u r ą , „bo leży p rz y s taw ie z w an y m
W i e l k a d z i u r a “ , (p. niżej H.).
30. P o g o r z e l e c . „N a z w a teg o po la ztąd pochodzi, że tutaj
b y ł y w ielkie lasy, zarośla i d rz e w in y rozmaitej jako ści i rodzaju,
k tó re atoli oko ło ro k u 1756 zo stały o g n iem w yniszczone, a pole
to poczęto o rać i n a role p r z e k s z ta łc a ć “.
31. P o r ę b y , „m a m ieć n a z w ę od w y rę b u dębów , k tó r e tu
ro sły a k tó re około r o k u 1800 zostały w y r ą b a n e a m iejsce to n a
ro lę u p ra w n ą p rz e ro b io n o “.
— 389 —
32 R e m b a c z ó w k a , „bo niejakiego R e m b a c z a , j a k szedł
do dom u z j a r m a r k u p ijan y , m ia ł na tej roli d jab eł u d u s i ć “.
33. S i a n a c h o i n a , „rola t a k się nazyw a, g dy ż rząd k a
m e ra ln y zasiał tu sosnę, k tó r ą lud p ro s ty n az y w a choiną. P o le to
je s t teraz u p ra w n e , g d y ż m ieszk a ń cy o w ą sosnę w ykorczow ali,
ale n a z w a p ie rw o tn a z o s ta ła “.
34. Z a c e g i e l n i ą , „bo leży za d w o rs k ą c e g ie l n ią “.
35. Z a g u m n a m i , „bo leży za g u m n a m i d w o r s k ie m i“.
36. Z a j m y , „m a n azw ę od sło w a z a j ą ć . P o w ia d a ją starz y
ludzie, że w tem m iejscu dawniej b y ło p astw isk o g m inn e, to też
tu p a s a li b y d ło , k onie i trzodę, a w ilki w y p a d a ły często z lasów
i p o r y w a ł y zdobycz. P a s te r z e p rz y cho dzili do dom u z płacz em
i w o ła li: „ W ilk zajął m i b a r a n a lub k ro w ę lu b k o n i a “. Później
lasy p o w y c in a li i w ilki zaczęły n ik n ą ć po trochu, ale za to n a z w a
p o z o s ta ła i po dziś dzień n a z y w a ją tę rolę za jm a m i“.
37. Z a m ę c z n e , „bo leży za M ę c z n e m “ (p. wyżej C. 1. 14).
38. Z a m ł y n n ą d r o g ą , „bo leży za m ły n n ą d r o g ą “,
39. Z a o l s z y n ą , „bo leży za o l s z y n ą “.
40. Z a ś c i e ż k ą , „bo leży za ś c ie ż k ą “ (p. wyżej C. 1. 27).
41. Z a ś w i ę t y m A n t o n i m , „bo leży za figurą święteg-o
A n t o n i e g o “ (p. wyżej C. 1. 28).
42. Z a w i e l k ą d z i u r ą , „bo leży za staw em , co się n a z y
wa W i e l k a d z iu ra “ (p. wyżej C. 1. 29).
D. Ł ą k i .
N o w e ł ą k i , „bo n ied aw n o g m i n a u ży w a je na łąki, bo
dawniej b y ł y tu z a r o ś l a , k tó re atoli za n ieużyteczn e u z n a l i ,
więc je wycięli i na łą k i p o p r z e r a b ia li “.
E.
Pastwiska.
1. B a g n o „n azy w a się dlatego, że je s t tam g le b a rz a d k a
i tw o rz y się tam torf. Czy sucho czy
nie su- ho, to się to t a k
un o si j a k p ierzyna, j a k się stąpn ie, to w p a d n ie noga,
a j a k się
n o g ę podniesie, to n a z ad się wzniesie do g'óry“,
2. K l i n y , „bo m a k s z ta łt k l i n a “.
F. Góry, pagórki.
N a g ó r z e , pagórek.
G.
D r o g i .
M ł y n n ą d r o g a , bo p ro w a d zi do m łyna.
— 340 —
H. W o d y .
W i e l k a d z i u r a „ J e s t to staw g łę b o k i, o k tó ry m m ów ią,
że nie m a d na, ty lk o je s t d ziura aż do sam eg o p ie k ła “.
Ш , Gmina Doły.
A Wieś.
„Będzie te m u już b a rd z o daw no, j a k w łaściciel D o łó w d a r o
w a ł p e w n e m u w łościaninow i n a z w is k ie m M leczko duży, około 60
m o rg ó w obejm ujący k a w a ł g r u n tó w dw orskich, n a k tó r y m ro s ły
b a rd z o stare, w ielk ie i ro złożyste dęby. M leczko chciał tę p r z e
strzeń n a p ole w y robić, w ięc z a p ra s z a ł w łościan do korczowania:
dębów, za co k a ż d y w y k o rc z o w a n e g o d ę b a z a b ie ra ł sobie n a opał.
P o w y k o p a n y c h d ę b a c h p o z o s ta ły wielkie doły; ztąd g m in a n a
zw ę swoją w zięła a n a p a m i ą t k ę n a p ie c z ą tc e g m in n ej w y r y to
chłopa, k t ó r y d ę b a k o p i e “.
G m in a D o ły , licząca 123 dom ów , ciąg n ie się z p ó łn o c y n a
p o łu d n ie d w o m a rzęd am i chat, p o ło żo n y ch po stro n ie w schodniej
i zachodniej, a ś ro d k ie m p ły n ie p o to k zw any N i e d ź w i e d ź .
B. Części wsi.
1. P o d e z g ó r z e . Część za ch o d n ia n a z y w a się ta k d la te g o ,
źe się p n ie p o d w y so k ą górę,, n a k tó rej leży p rz y sió łek , zw an y
Zgórze, s k ła d a ją c y się z 8 n u m eró w dom ów .
2. S t o s z k ó w k a , c z ę ś ć , w sch o d n ia wsi, k t ó r ą n ie g d y ś p o
sia d a ła i zam ieszkiw ała sa m a ro d z in a S to s z k ó w (I. Ip. Stoszko).
Dziś prócz licznej familii S to s z k ó w m ieszkają tu in n i w łościanie.
C- Miejscowości.
1. G ł o d ó w , 10 n u m e ró w dom ów, w yw odzi n azw ę ztąd, że
w d a w n y c h czasach, p o d o b n o oko ło ro k u 1810, ludzie tutaj z g ł o
du w y m arli.
2. P o d e z g ó r z e , bo się ciągn ie p o d w y s o k ą g ó rę (p. w y
żej B. 1. 1).
3. S t o s z k ó w k a j. w. B. 2.
4. Z g ó r z e j. w. B. i.
D.
i.
N ad G ajd ą,
s k ie m G ajda.
O g r o d y .
bo leży n a d
z a g ro d ą
g o s p o d a rz a
nazw i
— 341 —
2. N a w s i , „bo je s t p rz y p o to k u w s io w y m “.
3. P o d c h a ł p ą , „bo j e s t po łożony p o d c h a ł p ą “.
4. Ś l i w i n a , „bo je s t k a w ałecz ek , j a k k ę p k a , samej ś l i w i n y “.
E. G r u n t a .
1. D ą b r o w y , „bo dawniej ro s ły n a tern polu w ielkie d ę b y “ .
2. D z i a ł , n a d z i a l e , „bo je s t n a d z ia le “ .
3. G r ą b , „bo je s t ziem ia g r ę b a , tw a r d a iło w a ta , trudno
rozbić b r y ł ę “.
4. G r z ę d y , „bo się n a tem polu sieje i sadzi różne jarz y n y ,
t a k j a k n a g rz ę d a c h w o g r o d z ie “.
5. K i s z k a , „bo g r u n t je s t w ą z k i“.
6. K l y n , „jest p ole położone skośnie, k l y n e m “.
7. K o p a l i n y albo k o p a l i n a , „bo są g r u n t a w y k a rc z o n e
z la s u “.
8. K r z y w d a , „orne pole, k tó r e kiedyś' b a rd z o d aw n o od
g m i n y Ł y s a g ó r a p rz ydzielon e zostało do D ołó w , a to w celu u r e
g u lo w a n ia p oto k u , p r z e z c o s i ę k r z y w d a s t a ł a Łysej g ó r z e “.
9. M i ę d z y d e b c z a r n i , „bo leży m iędzy k rz a k a m i le ś n y
mi, zw an y m i d ebcza albo d ebcze“.
10. M i ę d z y g ł ę b o c k ą , „bo je s t p rz y lesie, z w an y m g ł ę b o ć k a “.
u.
Molówka,
„bo podczas deszczów g r u n t te n b y w a
z m o 1o n y “ .
12. N a d ą b r ó w c e , „bo j e s t dobre, g rz ę d o w e “.
13. N a d e d r o g ą , „bo je s t p o ło żo n e n a d e d r o g ą “.
14. N a d g ł ę b o c k ą , „bo jest n a d lasem z w a n y m g ł ę b o ć k a “.
15. N a d K a n i ą , „bo je s t wyżej z a g ro d n ik a n a z w is k ie m
K a n i a “.
16. N a d ś p i c h l e r z e m , „pole p o łożone n a g ó rze i za
ś p ic h le rz e m “.
17. N a g l i n c e , „bo jest r z a d k a ziemia, g li n ia s ta “.
18. N a g ó r c e , „bo je s t p o le g ó rz y s to p o ło ż o n e “.
19. N a g r a b i e , „bo j e s t g r u n t ciężki, g r ę b y “ .
20. N a g r a n i c a c h ,
„pole p o ło żon e od g r a n ic y uszew s k ie j“ (wieś Uszew).
21. N a g r z y b ó w c e , „bo pole to u trz y m y w a ł g o s p o d a rz
dw orski, z w a n y G rz y b ; obecnie G rz y b a niem a, p o le p o s ia d a d z i
siaj fo lw a r k “.
22. N a k o p a l i n i e , „pole w y ro b io n e z k rz a k ó w k o le k
w r o k u 1830“.
23
—
342
-
23. N a k r z e m i e ń c u , „bo j e s t g r u n t k rz e m ie n is ty “.
24. N a m o l ó w c e , „bo g r u n t ten je s t w nizinie i b y w a od
w o d y m o l o n y “ (p. wyżej E. 1. 11).
25. N a n i w i e , „bo je s t duże i dob re p o l e “.
26. N a o g r o d z i e , „bo je s t stajon ko w o ra n e w p o śro d k u
o g r o d u “.
27. N a p i a s k u , „bo jest g r u n t p iaszc zy sty “.
28. N a p r z y m i a r k u , „bo je s t p rz y m ia re k ja k o d o d a te k
do g r u n t ó w “.
29. N a r a d l o n c e , „bo to pole często b y w a r a d l o n e
w o r a n i u “.
30. N a r ę d z i n c e , „bo je s t stajonk o m a łe r ę d z in n e “.
31. N a r ó w n i , „bo jest g r u n t r ó w n y “.
32. N a w s i , „bo je s t p rz y p o to k u w s io w y m “.
33. N a w y g o n i e , „bo tam o b o k tego p o la p ro w a d zi d r o
g a do p rz ech o d u i przeg-onu b y d ł a “.
34. N a z a g o n i u , „bo je s t za d ro g ą zagon iow ą czyli s łu
żącą do zag'onu b y d ł a “.
35. N a k a m i o n c e , „bo je s t g ru n t k a m i e n i s t y “.
36. P a d o ł y , „bo są m iejscam i u rw is k a i o p a d n ię te d o lin y “.
37. P l a c o w a s z k a r p a , „pole p o m ięd zy s z k a rp ą w ró w n i
p o ło ż o n e “.
38. P o d b i a ł ą d r o g ą , „bo j e s t po d e d r o g ą p o p r z y c z n i ą
p o ło w ą a d ro g a j e s t bez traw y , b iała z ie m ia “.
39. P o d c m e n t a r z e m , „pole położone p o d c m e n ta rz e m “.
40. P o d c h a ł p ą , „pole p o łożo ne p o d chałpą*.
41. P o d c h a ł p a albo P o d c h a ł p i e , „pole p o łożone po d
c h a ł p ą “.
42. P o d d ę b e m , „bo jest p o d d rz ew em d ę b e m “.
43. P o d d z i a ł e m , „pole p o ło żon e p o d g ru n te m zw a n y m
d z i a ł
“.
44. P o d g o d o w i e , (pole o p rz e strz e n i 18 m orgów , n ależące
do d ó b r funduszu religijnego), „bo j e s t p o d o sad ą G ło d ó w “.
45. P o d g r u s z k ą , „bo je s t p o d d rzew em g ru s z k o w e m “.
46. P o d p o d ł a z i s k a m i , „bo j e s t p o d lasem , zw an y m
p o d i a z i s k a “.
47. P o d ś c i e ż k ą , ¿bo je s t położone po d ścieżką, k tó rą
ludzie p rz e c h o d z ą z G ło d o w a do D o łó w i d a l e j “.
48. P o d s t a r y m d ę b e m , „bo je s t p o d sto jący m dębem
b a rd z o s t a r y m “.
49. P o d s t r o n i e „bo je s t n a uboczu, n a u stro niu p rz y g r a
n ic y g m i n y P o r ą b k a u s z e w s k a “.
I
— 843 —
50. P o d ś w i e r k i e m , яЬо je s t n a tem polu drzewo stojące
ś w ie r k o w e “.
51. P o d w y g o n e m , „bo je st p o łożone p o d w y g o n e m "
(p. w. E. 1, 33.
52. P r z y b i a ł e j d r o d z e , „bo je s t prz y drodze zwanej
b i a ł a “.
53. P r z у c z k a , „bo j e s t n a poprz.ycz g ru n tu o ra n e p o l e “.
54. P r z y d o l e , „bo je s t n a g ru n c ie ty m trzy d o lin y “.
55. P r z y m i a r k i , „bo to pole jako d o d a te k z p a ń s k ic h g r u n
tó w p rzydzielo ne zostało do c h ło p s k ic h “.
56. R ę d z i n a , „bo je s t g r u n t b ard zo r ę d z in n y “.
57. R ó w n i a , „bo jest w ielki k a w a ł g ru n tu , n ależ ący do k i l
ku g o s p o d a rz y , w pięknej r ó w n i n i e “.
58. S t o p i e n i e c , „pole m ięd zy p a g ó r k a m i w dolinie, k tó r e
w o d y po deszczu s to p ią “.
59. S u ł k ó w к a, „pole, b y ło dawniej w łasnością ch ło p a S u ł
ka, ob ec n ie należy do chło pa G u r g u l a “.
60. U b i a ł e j d r o g i , „co je s t o b o k białej d ro g i polowej
p o ło ż o n e “.
61. U d e b c z e , „bo to je s t po le p ołożone p rz y d eb c zy ; ta k ie
k rz a k i dębowe, b rzo zow e n a z y w a ją d e b c z a “.
62. U l a s s u , „bo je s t p rz y le s ie “.
63. U p r z e k o p ,
„bo je s t p r z y k o p a do od ch o d u w o d y
z g r u n t ó w “.
64. U r z e k i , „bo to pole je s t położone p rz y p o to k u w sio
wym , z w a n y m r z e k ą “.
65. U s t a w i s k , „bo jest n a d ł ą k ą z w a n ą s t a w i s k a “.
66. W g r z ę d a c h , „bo to je s t urodzajne pole, n a k tó re m
j a r z y n y sadzą i sieją (ogrodow e rzeczy i p astew ne)".
67. W i e r z k g ó r y „bo je s t n a w ierzchow inie g ó r y “.
68. W r ę d z i n a c h , „bo jest pole rę d z i n n e “.
69. W s t a j a n i u p i e r w s z e m , „orne pele p ierw sze od fol
w a r k u “.
70. W s t a j a n i u d r u g i e m , „bo je s t d ru g ie od f o l w a r k u “.
71. Z a b i a ł ą d r o g ą , „bo jest za d ro g ą zw an ą b i a ł ą “.
72. Z a c h a u p ą , „bo je s t za c h a ł u p ą “.
73. Z a d e b c z ą , „bo je s t za lask iem z w a n y m d e b c z a “.
74. Z a d r o g ą , „bo je s t za d r o g ą “.
75. Z a g ó r ą , „bo je s t za g o r ą “.
76. Z a K a n i ą , „bo to p o le jest p o łożo ne za g o s p o d a r z e m
z w a n y m K a n i a “.
77. Z a ł ą k ą , „bo jest za ł ą k ą “,
*
— 344 yS, Z a o l s z o w ą s z k a r p ą , „bo je s t za s z k a rp ą z w a n ą o l
s z o w ą “.
79. Z a p o l e m , „k a w a łe k g r u n t u nieduży, po ło żo n y za wielk iem p o le m “.
80. Z a p r z y k o p ą , „bo je s t za p r z y k o p ą “.
81. Z a ś c i e ż k ą , „bo j e s t za ś c ie ż k ą “.
82. Z a s ł o n a s z k a r p ą , „bo je s t za sło ną s z k a r p ą “.
83. Z a s z k a r p ą , „bo je s t za s z k a r p ą “.
84. Z a s t a j n i a m i , „bo je s t za s t a jn ia m i“.
85. Z a s t a w i s k a m i , „bo je s t za ł ą k ą zw an ą s t a w i s k a “.
86. Z a s t o d o ł ą , „bo je s t za s t o d o ł ą “.
87. Z a s t o d o ł ą z g ó r z e , bo je s t za sto d o łą n a g ó rz e “'.
P. Ł ą k i.
1. C y g a ń s k i d ó ł , „bo tam d a w n y m i czasy p r z e b y w a ł y
b a n d a m i c y g a n y “.
2. O g r ó d „ łąk a ogTodowa, bo je s t p o łożon a najbliżej d o m u “ .
3. O g r ó d n a d e w s i ą , „bo je s t u wsi o k rą g ło p o ło ż o n a
n a d p o to k ie m w s io w y m “.
4. O g r o d y . „S ą to łą k i około p o to k u w siow eg o, cią g n ą c e
się po o b u s tro n a c h wsi k u dom ow i, n a z y w a ją się d la te g o o g r o
dami, bo są dla k a ż d e g o g o s p o d a r z a najbliżej dom u i sad e m o b ro
ś n i ę t e “.
5. M o l ó w k a , „bo j ą w o d a b a rd zo często zm o li“.
6. P l a c o w a s z k a r p a , „bo j e s t p o m ięd zy s ę k a r p ą a w ró
wni p o ło ż o n a “.
7. P o d c h a ł p ą , „bo leży p o d c h a ł p ą “.
8. P o d e d r o g ą , „łąka o g ro d o w a , bo je s t p o d e d r o g ą k o m u
n ik a c y jn ą , k t ó r ą się przejeżdża z Ł o n ió w do P o r ą b k i u s z e w s k ie j“.
9. P o d p o l e m , „bo jest położone p o d p o l e m “.
10. P o d r ę d z i n ą , „bo jest niżej g r u n t u zw a n e g o r ę d z in a “.
u.
P o d s t o p i e ń c e m , „bo g d y s ą u lew y , to w o d a łą k
tę s t o p i “.
12. P o d w y g o n e m „bo je s t p o d w y g o n e m “.
13. R a j a l b o w r a j u „bo je s t po ło żo n a w pięknej dolinie,
n a k tó rej d o b re siano i rozliczne k w ia ty rosną, j a k n, p. fio łk i“.
14. S t a w i s k a , „bo są na n ich m o k re b a g n a i j e z i o r a “.
15. S t o p i e n i e c „łąki, k tó re w o d y po deszczu zaleją, sto p ią
i zmulą. N iew ielki deszcz zaraz z a to p i te łąki, bo są m ięd zy p a g ó r
k a m i w dolinie. J e s t ich 10 m o r g ó w “.
16. U d e b c z e , „bo je st p rz y la s k u z w a n y m d e b e z a ; to
s ą ta k i e k r z a k i dębow e, brzezow e, k t ó r e u nas n az y w a ją d e b c z a “.
~
345 —
17. W d e b c z y „b o są krzaki, lasek, zw an y d e b c z a “. ( j a k
wyżej 1. p. 16.
18. W k a m i o n c a t e m d o l e „bo je s t w dolinie p rz y g r u n
cie k a m io n c ą te m “.
19. W o g r o d z i s k u , „bo je s t j a k o g ró d e k o k r ą g ł a “.
20. W p o l u , „bo jest p o m ięd zy polem p o ło ż o n a “'.
21. W s z k a r p i e , „bo jest g łę b o k a szkarpa, d o lin a “.
22. W ś r e d n i e m d o l e , „bo z trze ch dolin jest ten dół
w środku, czyli ś r o d k o w y “.
23. W s t a w i s k a c h „bo tam daw niej b y ły staw y, o bec n ie
są m iejscam i b a g n a , je z io r a “.
24. Z a g ó r ą , „bo jest poło żon a za g ó r ą “.
G-. P a s t w i s k a .
1. D ą b r o w y , „p a stw isko p ag ó rc z y s te , po czem n a z y w a się
d ą b r o w y , nie je s t w ia d o m o “.
2. D e b c z a , „bo m a k r z a k i d ęb o w e i brzezow e, przez k tó re
idzie m ały s t r u m y k i je s t najbliższy dom ów la s e k d ę b o w y i brzez o w y “.
3. P a s t e r n i k , „bo je st t r a w n ik około do m u o g ro d z o n y
p ł o t a m i “,
4. P o d c h a ł p ą „bo je s t położone p o d c h a ł p ą “.
5. S ł o n a s z k a r p a , „na zy w a się tak, bo idzie w o d a s ło n a
przez tę szk a rp ę stru m y k ie m , k t ó r y w y p ły w a ze ź r ó d ła “.
6. U w s i , „bo jest poło żon e u p o to k u w s io w e g o “.
H,
Lasy,
1. D e b e z e , „m ałe laski, k r z a k i d ęb o w e i brzezow e, p o ło
żone w ró ż n y ch m ie js c a c h “.
2. G ł ę b ó c k a , „bo jest w głębokiej s z k a r p i e “.
3. G r ą b a l b o n a g r ę b i e , „bo je s t ziem ia g rę b a , jyłow a t a “.
4. L a s D o ł o s k i , „las d w orski, p oło żon y p rz y la sa c h i g r a
n icy P o r ą b k i uszewskiej i U s z w i“.
5. N a d s t o p i e ń c e m, „bo je s t n a d ł ą k ą zw a n ą s to p ie n ie c “.
6. N a g r a n i c a c h , „bo jest n a g r a n ic y uszewskiej (wsi
U szew ), a d ru g i las je s t p rz y g ra n ic y ły s a g ó rs k ie j (wsi Ł y s a g ó r a ) “.
7. N a k o b y ł і с у , „bo jest na wysokiej górze, jak k o b y l i c a
do rzn ię cia d rz ew a w y g l ą d a “.
8. N a l i s i c h j a m a c h , „bo ta m m ają liszki j a m y “.
g. N a n i w i e , „bo je s t n a g ru n c ie czyli ziem i zwanej
n i w ą*.
346
-
10. N a p i a s k u , „bo jest ziem ia p ia s z c z y s ta “.
11. O l s z o w a s z k a r p a , „bo je s t najwięcej o ls z y n y “ .
12. P o d g o ś c i ń c e m , „bo je s t p o d e d ro g ą k o m u n ik a c y jn ą
zw a n ą gościńcem , k tó ra p ro w a d zi z D o łó w do B i e s i a d e k “.
13. P o d g r a n i c a m i , „bo je s t p ołożo ny p rz y g ra n ic y uszew s k ie j“.
14. P o d ł a z i ś k a alb o n a p o d ł a z i s k á c h „dlaczego się
ta k nazyw a, n ie w ia d o m o “.
15. P o d p o l e m , „bo j e s t p o d p o l e m “.
16. W p r z y l a s k a c h , „bo je s t położony p o m ięd zy lasam i*.
17. W . s z k a r p i e , „bo je s t g łę b o k a szk a rp a, d o l i n a “.
18. Z a w y g o n e m , „bo jest za d ro g ą i polem , zw an em w y
gonem *.
I,
G ó r y.
K o b y l i c a , „bo je s t w y s o k a g'óra i w y g lą d a ja k k o b y lica do rzn ię cia d r z e w a “.
Z.
D ół cygański,
c y g a n ó w “.
Doliny,
„dolina w której
L.
p r z e b y w a ją b a n d y
Wody.
1. P o t k z ł o c k i , „bo w y p ły w a z g m in y Z ł o t a “.
2. R z e k a a l b o N i e d ź w i e d ź , „bo w y p ł y w a z g m in y
N ie d ź w ie d z a “.
3. S ł o n a w o d a . „strum yk, bo m a słon ą w o d ę “.
M- D r o g i 1. B i a ł a d r o g a , „bo je s t d ro g a p o p rz y c z n ia połowa, bez
tra w y , b i a ł a ż i e m i a “.
2. G o ś c i n i e c „bo je s t drog-a k o m u n ik a c y jn a , k t ó r a p r o
w adzi z D o łó w do B i e s i a d e k “.
3. W y g o n , „bo je s t d ro g a do p rz e g o n u b y d ła " .
Uwagi nad pieśniami ludu wielickiego.
N apisał
Lad-wilt IMIłjmełs:
k m i e ć ze S i e r c z y .
„O w ieści gm inna! ty arko przym ierza
M iędzy daw nem i i m łodśzem i laty :
W tobie lud sk ład a broń swego rycerza,
Swych m yśli przędzę i swych uczuć kw iaty11.
A. Mickiewicz.
L u d wiejski w o k olicach W ieliczki, b ę d ą c d o p o e z y i
i m u z y k i n a d e r usposobiony, tw o rz y sobie d la osłody ciężkiej
p r a c y rolniczej różne p iesenk i, k tó re pospolicie n a z y w a „śp iew
k a m i “, „ś p ie w a m i“ i „p ieśn ia m i“. U s p o s o b i e n i e , t o u n i e g o ,
p o d o b n i e j a k i u l u d u w og ó l e , j e s t w y p ł y w e m owej
c i ą g ł e j , b e z p o ś r e d n i e j s t y c z n o ś c i z p r z y r o d ą . Im
p rz y ro d a otaczająca lud ja k i je s t bardziej dla n ieg o z a g a d k o w ą
i tajem niczą, w zb udzającą z jednej s tro n y p ełn o p o dziw u i za
ch w y tu, a z drugiej w zniecającą dużo o b a w y i strac h u , te m w ię
cej n a s tra ja jeg o serce do w y n u rz e n ia uczuć za p o m o c ą m o w y lub
śpiew u, tem w iększy w y w ie ra w p ły w n a rozw inięcie się je g o p o
ezyi i nierozłącznej jej to w a rz y s z k i — muzyki. U s ta ro ż y tn y c h
J n d ó w w y w o ła ł z a p a ł do poezyi m a j e s t a t у с z n y s z u m 1 as ó w , p o k ry w a ją c y c h s to k i n ie b o ty c z n y c h g ó r h i m a l a j s k i c h ,
s z u m w ó d w a rtk o sp ły w a ją c y c h n a dolinę G a n g e s u . P ie ś n i
R z y m i a n i G re k ó w w y k o ły s a ło b u r z l i w e m o r z e . S z e l e s t
w iatrów w pustyni, p r z e s y p u j ą c y c h piaski z miej
s c a n a m i e j s c e , u spo so bił A r a b a do je g o s e n n y c h m arzeń.
A kto n a u c z y ł a lp ejsk ieg o g ó r a la ow y ch p ię k n y c h „ A lm lie d e r “?
Ileż w dzięk ów poezyi ro zlała p rz y ro d a w śró d naszego zapomnianeg'o
ludu p o d k a r p a c k i e g o ? S z u m o w e j „ł o z y r o z c z o c h r a n e j
n a d j a z e m “, ś w i s t w i a t r u w s t r z ą s a j ą c e g o „ p o l e
n i a m i “ w czasie po n u ry ch wieczorów' zimowych,
regularny
stuk tartaku,
plusk
kąpiącego
się
g ł a z u u p r o g ó w W i l g i : oto m i s t r z e p o e z y i i mu z y k i
ś r ó d tu tejszego l u d u w o k olicach W ieliczk i.
T re ś c ią ty c h p io s e n e k j e s t zawsze jak ieś w ięk sze lub mniej-,
sze zd arzen ie z życia sielskiego. P r z y b y c i e n a ś w i a t no-
-
848 —
wego sąsiada, chrzest, swaty, wesele, pogrzeb; po
cząt ek i koni ec każdej pory, o b c ho dy d oro czn e i piel
g r z y m k i do mi e j s c ś w i ę t y c h , z a j ę c i a g o s p o d a r s k i e ;
s w a r y , k ł ó t n i e ; p o g ł o s k i o wo j n i e , p o b ó r do w o j s k a ,
woj ac zka: oto chwile p o e t y c k i e g o n a t c h n i e n i a wie
l i c k i e g o w i e ś n i a k a 1). U c i e c h a , r a d o ś ć , t ę s k n o t a , m i
łość, na dz i e j a , z a wód, s mu t e k ; szał g n i e w u i n a m i ę t
n o ś c i , z a p a ł r e l i g i j n y , o b a w a , t r o s k a o ż y c i e : o t o ma t ę r y a ł , z k tó re g o W ie lic z a n ie tw orzą sw oje „żałosne" i „w esołe
ś p i e w k i “ „w ojeńskie ś p i e w y “ i „nobożńe pieśni". C h a r a k t e r
i c h z a t e m je s t b a rd z o rozm aity, p o w i ę k s z e j c z ę ś c i l i r y
czny, s i e l a n k o wy . P r z e b i j a się b o w i e m w nich j a k b y
w e z w i e r c i a d l e c a ł y s t a n d u s z y w i e ś n i a k a . N ie p o trze b a
w c ale w y p y ty w a ć się o jeg o dolę, jeg o sm utek, je g o m iłe lub
p rz y k re po łożenie : w y s ta r c z y p rz y słu c h ać się z u w a g ą je g o p ie
śniom w e so ły m i s m u tn y m , b y już przez to sam o n a b y ć n a le ż y
te g o w y o b ra ż e n ia o stanie rzeczy. T r e ś ć , m e l o d y a, s p o s ó b
o d ś p i e w a n i a t y c h pieśni, o k o l i c z n o ś c i im t o w a r z y
s z ą c e : w s z y s t k o to z d r a d z a
nastrój wielickiego
chłopa, jego stan, w ja k im się znajduje.
Z asta n a w ia ją c się w ięc głębiej n a d .pieśn iam i W ieliczan, n a
leży p ró c z ich treści i m elodyi tak że wziąć p o d szczególną
u w a g ę sposób ich w y g ła s z a n ia t. j. g e s t y i m t o w a r z y s z ą c e
t u d z i e ż c h w i l ę i c h o d ś p i e w a n i a , k tó r e są w ścisłym
zw iązku z u sposobien iem t. j. s ta n e m duszy w ieśn iak a . W i e ś n i a k
bow iem , k i e d y m u coś n a s e rc u dolega, nie ś p ie w a n ig d y „ś p ie
w k i" wesołej, ale s m u t n ą ; nie rz u c a się on w te d y śród śpiewu,
jak to czyni, k ie d y j e s t w d o b ry m hu m o rze i śp ie w a p ieśn i w e
sołe. N a d to nie śp ie w a p ieśn i m iło śn y c h , jeźli m iłość już daw n o
u n ie g o w yszum iała.
w eseln e.
W esele w iejskie s tan o w i n ie ty lk o w życiu lu d u w a ż n ą c h w ilę
p o d w zg lęd em s p o łe c z n o - o b y c z a jo w y m , d ając ą e tn o g ra fo w i s p o
sob n o ść do s tu d y ó w i o b s e r w a c y i je g o zw yczajów , ąle ono jest
zaraz em je d n ą z t y c h szczęśliw ych chw il życia w ieśniaka, w k t ó
ry c h c h a r a k t e r je g o ob jaw ia się w całej pełn i w pieśn i, a dla
’) P oró w , „ ś p i e w k i “ owym chw ilom to w a rzy s z ące u ludów m ie s z k a
jąc y c h n ad R a b ą ( J a n S w ię te k : L u d N a d ra h s k i. K r a k ó w 1 8 9 3 ), po dobnie
u R usinów (Ź egota P a u l i : Pieśni ludu ru skie go Lwów 1 8 3 9 ), innych ludów
po lsk ich ( 0 K o lb e r g : L u d polski, E . G ołęb iow sk i: L u d po lsk i, N esse lm a n n :
-
849
—
bad a cza podaje b o g a t y m a te r y a ł do stu d y ó w jeg o m u zykalno -w ok a ln y c h popisów. D la te g o też od nich ro b im y po cz ątek , tr z y
mając się p rz y te m te g o porządku, jak i zwyczaj w eselny i c h r o
no log iczn e n a s tę p s tw o p o s z c z eg ó ln y ch obrzęd ów podają. O brzędy
te są tłem, na k tó re m snują się pieśni w eselne a tre ś c ią ich jest
życie w ieśn iak a codzienne, je g o d o b ra i zła dola, jeg o życzenia
i nadzieje. P r z y p a tr z m y się im bliżej i to w tej formie, w jakiej je
n am sam lud podaje w ra m a c h n atu ra ln y c h , obejm ujących p o je d y n
cze części wesela. Oto m nóstw o „ c h ło p ó w “ i „ c h ło p a k ó w “, „ b a b “
i „ d z ie łu ch “ „sypie się" k u n a m n aprzeciw . „ S k r z y p e k “ jakiś
m ło d y g r a od ucha, aż dusza się w człow ieku raduje. D ru g i
starsz y jegom ość, „przebiero n a k ł a r n e c i e “. J a k iś sta ro w in a cią
g n ie s m y k po s tru n a c h basetli.
W i t a j ą n a s poczciw i z w y cza
jem p ra s ta ry m , k t ó r y się n a tem zasadza, że p rz y b y w a ją c y c h g o
ści n a w esele w itają w szy scy weselniCy, n a w e t ci sami, co d o
p iero p rzed chw ilą b y li w itani. Zwyczaj te n pow szechnie o d b y w a
się z w ie lk ą p o m pą. K a p e l a g r a m a r s z a :
A j a k ci jo p o w ę d ru je :
M atce, lojcu podziękuje.
G ro jc ie m i! trą b c ie mi!
A jo j a d e w kroj !
D ru ż b o w ie w yw ijają chustkam i, ju h a ją „ w y k rę c a ją c " się
p rz e d m u z y k ą n a cienkich obcasach . „ B a b y jascą" przy płocie,
aż g łucho; młodzi, strzelają p ro c h e m n a w iw a t ’j. „ S y p n ą w s z y
t a l a r k a do b a s ó w “, w ch o d zim y do sieni. N a p ro g u w itają n as
„p aństw o m ło d z i“, ona z w iank iem m irto w y m n a głow ie, on
z ró ż czk ą . „ ro z m ajero n o w ą“ p rz y boku.
Wianek
ów i r ó ż c z k a są g o d ł e m p a n i e ń s k i e j
n i e w i n n o ś c i . „ U tra c ić w i o n e k “ zn aczy tyle, co u tra c ić p a n ie ń
sk ą niew inność. „ W io n e k zielony n a g łó w c e d z ie w c y n y “ jest
n ajw ięk sz y m jej s k arb em , jej „w ianem " do któreg-o je d y n ie k o
ch a nek , jej p rz y szły mąż, m a praw o, sk oro się z nią ożeni. P od o b n e z n a c z e n i e ma w i a n e k i u i n n y c h n a r o d ó w
4 1 0 D ainos m it d e u ts c h e r Ü b e rs e tz u n g u. M usik beilege B e r li n 1 8 5 4 . K u r s c h a t : G ra m m a tik d e r lithauischen S p rach e. H alle. 1 8 7 6 i t. p.), u Styryjczyków (D r. A. S c h lo s s a r: D eutsche V o lk slie d e r aus S te ie rm a rk , I n n s b ru c k .
1 88 1 i t. p. Spis pieśni niem ieckich w ieśniaków t. j. dzieł tra k tu ją c y c h
o nich, znajduje się w d z ie le : P a u l : G run driss d er g erm an isc h en Ph ilolo
gie I I . В.)
'‘j P o r ó w : pow itanie wielkich d y gn itarzy pań stw a po m iastach , gdzie
ta k ż e bez muzyki, k a n t a t i wystrzałów się nie obejdzie. P odobny temu j e s t
zwyczaj p oż egn an ia gości weselnych.
s ł o w i a ń s k i c h n p) u R u sin ó w , a p odo bnie ta k ż e i u Litw inów .
U G e rm a n ó w w ia n e k jak o sy m b o l p an ieńskiej czystości, ów
„ E h r e n k r a n z “, już dzisiaj prawdę n iezn any . W z m i a n k i o w ia n k a c h
w poezyi ludowej G e rm a n ó w n ależ ą dzisiaj do rzadkości, n a t o
m iast u n a ro d ó w słow iań sk ich są one g łó w n y m jej przedm iotem .
D aw niej w ito w ian k i z ro z m a ity c h ziół i k w ia tó w np. z ru ty , b a r
w inku, le w a n d y i białej lilii, m ięty , kalin y , poleju itp. Dziś wiją
ty lk o w ian k i b a r w in k o w e u b iedniejszych, m irto w e i czasem ro z
m a ry n o w e u. b o g a ty c h . M iejscam i k u p u ją
w ian k i sztuczne,
k tó ry c h g łó w n ie żydzi dostarczają. W e d ł u g k w ia tó w w ian k o w y ch ,
0 k t ó r y c h w z m ian k i n a p o ty k a m y , m ożna w p rz yb liż en iu oznaczyć
czas p o w s ta n ia o d n o ś n y c h pieśni np. pieśni, w k t ó r y c h je s t m o
wa o rucie, poleju, k alin ie i t. p. stanow czo zaliczyć należy do
b a rd zo stary c h , k tó re p o w s ta ły wówczas, k i e d y m irt i r o z m a r y n
jeszcze słow iańskim ludom b y ł y c a łk ie m n iezn an e. R o z m a r y n o w e
1 m irto w e w ia n k i zaczęły się dopiero w cz asach późniejszych p o
jaw iać n a ta rg a c h . S p rz e d a w a li je z w y k le żydzi, k tó rz y znow u
s p ro w a d zali je od N iem ców . D o rozpo w szec h n ien ia w ia n k ó w m i r
to w y c h i ro z m a ry n o w y c h w ielce p rz y c z y n iły się tak że dw ory,
a n a w e t k ościoły. O prócz w ia n k ó w dla p a n n y mł. i róźczki dla
p a n a mł., wiją ta k ż e z p ow yż p rz y to c z o n y c h k w ia tó w „ ró żcz k i“
dla „d ru żbó w “, „ d r u h ie n “ i „starostó w w e se la “ . Z sieni idziem y
do izdebki, przyozdob ion ej w ró ż n e k w i a t y 1). Częstują n a s k a w ą
i „ k u k io łk o m “ 2) W t e m je d e n z gości w e se ln y c h staje p rzed m u
z y k ą 3) i s y p n ą w s z y ,,pore łu p o k ó w “ do b asów , zaczyn a nucić
ochoczo od czasu do czasu p rz y tu p u ją c n o g ą :
„Kiedyśmy się ześli, ciezwa sie weszoło :
Weźwa się za rąki, obróćwa sie w koło! Dana ino d a n a ! “ 1)
4) Zdobienie domu, w którym odbywa się wesele, w różne kwiaty, je st
także innym ludom właściwe, Zobacz: E. Gołębiowskiego: Lud polski.
2) „Kukiołki golkoskie“ są sławne w okolicach Wieliczki. „Kawa
z kukiołką“ jest pierwszem „pocęsnem“ na weselu, potem dają chléb ze
serem, „koloce“ , na ostatku tru n e k : zwykle piwo i wódkę, czasem wino
i to tylko dla gości wybranych. Oprócz tego je st wieczerza składająca się
z potraw gotowanych.
3) W dzień „cepiu“ t. j. w drugi dzień wesela zaczyna się zabawa
dopiero po południu i rozpoczynają ją sami „starosto w ie“ t. j. gospodarze
starsi. „Drużbowie“ są bowiem zajęci „druz backą“ t. j. „prosacką ńa we
sele“ ; to samo pan młody i pani młoda. Drućhny zwykle przychodzą na
wesele dopiero wieczorem, „skoro się poodbywajo z bydłem“ .
*) '.Draga część tego krakowiaka „D a n a ino dana etc.“ odpowiada
niemieckim „J ad le ro m “ , Porów : Dr. Schlossa.
851
Zrozumieli to inni sąsiedzi, bo zaraz p o b r a w s z y 's i ę w pary,
stan ęli tuż za sw oim „ k u m e m “ . W e s o ło ś ć m aluje im się po t w a
rzach. M uzy k a g ra. Z aczynają pląsy, w y ś p iew u ją c p rz y tein różne
„ k r a k o w i a k i “ , piosenk i w esołe i żywe. B a r t o s z ś p i e w a
o s w y m k a r y m koniku, k t ó r y mu się w s t a j n i pasie:
„ K a ry konik, kary, kwiotek mo na cole“ :
„ J a k łon sie wypasie, pojadę ś nim w pole“ .
„ K o n i k k a r y “ albo ,,s i w y “ („sim el“ ,) c i s a w y, „ g n i a d y “,
j e s t - u l u b i o n, y m p r z e d m i o t e m n a s z y c h „ ś p i e w e k “
p o d o b n ie jak n a L i t w i e “ „ ju e b e ry tis z irg y tis “ , albo n a R u s i: ,,kon y k w o ro n e ń k ij“ . Z a k o c h a n y L itw in , ja d ą c n a k a r y m k o n ik u do
swojej „ m e r g y t é “ śpiew a sobie, obiecując mu, że skoro prz y ja d ą
n a zieloną ł ą k ę t. j. tam , gdzie p a s ie je g o H a n u s ia k ró w ki, n a
pasie g o b ia łą k oniczy nką. P o d o b n ie ru sk i m ołojec p rz em aw ia do
s w e g o k o n i a : ,,0 ko n iu mij, k o n iu w oro neńkij, oj czoho ty stoisz
n a stajni sm u tn eń k i, g d zie znow u „ k o n ik w r o n y “ użala się n a
sw eg o pana, k t ó r y pije w karczm ie, a k o n ia u słup a trz y m a i nic
mu je ś ć nie daje.
J a k u lud ów n a sz y ch k oń je s t u lu b io n y m p rz ed m io te m
pieśni, t a k u l u d ó w a l p e j s k i c h j e s t „ k r o w a “ np. „G eh
n a her, g e h n a h e r da, g e h n a h e r da m ei K u h , u n d w er wird
di d enn fu ttern , w o a n n і h e ire th e n t h u a ? “ ś p iew a sobie a lp e js k a
„ S c h w o a g e r i n “, m a ją c a z a m ia r w yjść w k ro tc e za mąż. P r z y k ł a
d ó w ta k ic h d a ło b y się przyto c zy ć m nóstw o. P o ch o d zi to stąd,
że u lu d ó w słow iańskich, g łó w n ie pó łn o cn y ch , o d g r y w a w ażn ą
rolę w życiu w ło ścian in a chod o w la koni, zaś u ludów niem ieckich,
zw łaszcza p o łu d n io w y c h , cho dow la b y dła.
Jeszcze B arto sz nie skończył, a już zaczy n a M ateusz na tę
sa m ą nutę, ale o czem innem :
„Chociaż jo se chociaż kumornicy synek,1)
To i tak pojadę z pszenicom1) na rynek ;
A będo sie, będo kmiecie *) dziwowali,
Skądże kumornicy pszenicy nabrali! J u h ! j u k ! 4)
4) „Zogrodnicy synek“ .
2) Końcówka: ,,om“ zamiast ą w 6 przyp, 1. p. powszechna, wogóle
ą = om, ę == en.
3) U Górali, na Rusi = „gazda“ = na Mazurach sołtys, u nas kmieć
(niem. Bauer) = G anzpaur“ , miejscami: „bogać“ .
4) Porów : styryjskie „Juchezery“ .
852 W r e s z c i e c a ł a i zba z a m i e n i a się w j e d e n w i e l k i
ul: w s z y s t k o s i ę wi e r c i , w s z y s t k o f r u g a , w s z y s t k o
b r z ę c z y , a k a ż d e o s w o i c h s p r a w a c h , co g o n a j b l i ż e j
o b c h o d z ą . T e n o roli, t e n o p ł u g u ; ta o c ó r k a c h , t a
0 s y n i e , t e n o k o n i a c h , t a o k r o w a c h . W t e m ,,uciena
m u z y k a 1'.1) W ie ś n ia c y i w ieśniaczk i w y c h o d z ą do sieni, ocierają
spo con e czo ła; ko biety w achlują „ z o p ask am i“ .
M im owoli p y t a m y się teraz sam i siebie, czem u w ieśniacy
wieliccy, zeszedłszy się do s ą s ia d a n a z a b a w ę w eselną nie p rz e
stają n a zw ykłej „ p ija ty c e “, p o łączon ej z u cz tą І ożyw ioną p o g a
d a n k ą o rzeczach co dziennych, n a w y k o n a n iu k ilk u s k o k ó w tańcow ych, n a ob serw o w an iu , j a k d ru d z y tańczą, n a ro b ie n iu u w a g
1 s postrzeżeń w e se ln y c h — ale w szy sc y : stary , m łody, m ały i
w ielki cisną się k u m uzyce. P o co ? Czy może, a b y się tu »wyh u l a ć “ do s y t a ? czy może tę lub o w ą w ieśn iac zk ę w ta ń c u uści
snąć, słów ko do niej szepnąć, p rz y p o d o b a ć jej się, p o d ra żn ić ją ?
W c a l e nie. T u zn ikają w szelkie chuci i za m ia ry l u b i e ż n e 1). W i e
ś n i a k z o k o l i c y W i e l i c z k i po nic i n n e g o n a za
b a w ę w e s e l n ą nie idzie, j a k t y l k o p o t o , a b y się
d o s y t a n a ś p i e w a ł i w f o r m i e u l u b i o n e j „śpiewki,,
śród muzyki i w esołych
pląsów
wypowiedział
w s z y s t k o , co go boli, c z e m się cieszy, c z e m u się
r a d u j e i c z e g o s i ę b o i . P ie ś ń j e g o : to w y le w jego uczuć,
jego myśli, je g o g n ie w u i miłości. N ie jadło, nie t r u n e k w abi wie
lick ieg o ch ło p a do sąsiad a n a w esele ; nie p rzyjaźń i b r a te r s k ie
uczucia, ale ś p iew i m u z y k a p o łącz o n e z tań ce m :
„Nie potom tu przyślą, żebym jadła, p i ł a ,
Inom po to przysła, żebym sie ciesyła“ ,
to znaczy, żebym : śp ie w a ła i „ h u la ła “.
N ic też dziw nego, że n iera z ludność tutejsza, b lisk o z trzech
wsi sp roszo n a n a wesele, potrafi je d n y m ciąg ie m p rz y jednej
beczce piw a, p a r u flaszkach w ódki, tro c h e séra i c h le b a b a w i ć
s i ę p r z e s z ł o t r z y d n i t. j. i. dzień: „ślub u“ , 2. „ c e p in “,
3. „ p o p r a w in " . D o teg o p rz y łą c z a się jeszcze dzień 4. „ w i l i j o
ś l u b u “ czyli „ d o b r o n o c “, zna n a n a L itw ie p o d n az w a „k u n ig a ') t. j. przestała grać. Muzyka gra tak dłngo, jak długo jej się p o
doba; zależy to od wynagrodzenia, kto da „szóstoka11, temu muzyka gra
blisko pół godziny, za 4 et. gra blisko „k w a d ra n s“. Najkróciej gra śród
„cepin“, gdzie dużo zależy na czasie i na tem, aby wszystkie „drucłmy
Starościnę wytańcowały młoduchę porzomnie“ .
— 853 w a tiia“ a na P o d la s iu p o d n a z w ą „z alu b in “. J e s t t o c h w i l a ,
w k t ó r e j „ p a n n a m ł o d a “, na P o d la s iu „k n ia c h in ią “, w K r a k o w sk iem „ m ło d u ch ą“ nazw ana, z a s t a n a w i a s i ę n a d p r z y
s z ł y m s w y m s t a n e m m a ł ż e ń s k i m . J e s t sm utną, p łacz e
p o d o b n ie j a k i n a Litwie. W t y d z i e ń p o „ p o p r a w i n a c h “
o d b y w a j ą s i ę „p r z e w o z i n y !‘, nie t a k j a k na Litw ie, gdzie
przew oziny n astęp u ją zaraz n a d ru g i dzień po weselu. W o s ta t
n ich czasach trw a ją w e se la nieco króciej. P o w o d e m te g o jest
w p ły w m iasta, gdzie w esela trw a ją je d n ą dobę.
W i e l i c z a n i n na w e s e l u s t o j ą c p r z e d k i l k u g r a j
k a m i w t o w a r z y s t w i e swej W i e l i c z a n k i , s t a j e się
p r a w i e n i e p r z y t o m n y m : z a p o m in a o świecie, m u z y k a g ra ,
on stoi, spaceruje; to sk ac ze j a k szalony, to znow u k ro c z y ja k
p o w o ln y m u ł. „ Ś p ie w k i“ s y p ią m u się j a k z r ę k a w a : wesołe,
s m u t n e ; to płacze, to się śm ieje; tu p ie nogą, aż p o d ło g a trzeszczy
a ziem ia dud ni :
„Podkówecki dajcie łoguia, bo dziewcyua tego godna ;
А су godna, су nie godna, podkówecki dajcie łognia!
Podkówecki łognia dajo : wiekcie z butów wyglądajo.
Podkówecki łognia dajo: jaz lobcasy łodpadajo“ .1)
Już „łob cas łod lecioł“ już i p o deszw a „ło dłazi“: on nie p y t a 1
jen o „śp iew o “, a „ h a lo “ on p rz ed nią, ona za nim ; on p rz y s ia d a ,
o na k lę k a ; ta ucieka, on ją łapie, to znow u oboje h asa ją nie
d o ty k a ją c ziemi, tak, że aż b a b y siedzące koło ś cian y u cie k a ją
z k rz y k ie m do sieni, bo jąc się, b y im się co od rozochoconej
p a r y nie dostało.
T a n ie c w oko licach W ie lic z k i jest b ard zo p r o s t y ; p o l e g a
bow iem na szybkich obrotach p o j e d y n c z y c h
par
„ d o k o ł a p o i z b i e 1', sto sow n ie do ta k tu i te m p a gra n ej i śp ie
w anej m elodyi. O p r ó c z t e g o t a ń c z ą t u t a k z w a n e g o „lo
b i g a n e g o “ „ł o g r o d n i к a.“, „p o 1 o n o s a “ i w i e l e i n n y c h .
D o k o ł a t a ń c z ą w s z y s t k i e „ k r a k o w i a k i 1', k t ó r e t u
n a z y w a j ą się t a k ż e „suwanym", n a d t o mazurki, z w a
n e , ,t r z e s i o n у m" — ,.ło b i e g a n e g o“ ta ń c z y ty lk o je d n a p a r a
a najwyżej dw ie p a r y n a krzyż. W t e d y k o b ie ty uciekają, a męszczyźni je gonią. S k o ro m ężczyźni d o g o n ią sw e „toniecnice",
ta ń c z ą z niem i w koło, w y sk a k u ją c , j a k t y lk o m o g ą najszybciej
1)
„Podkówecki" są tém w poezyi Wieliczau, czém „pentinéiiai“
w „dajnach“ Litwina. Pierwszą zwrotkę tej piosenki tańczy Wieliczanin
przytupując w podłogę i trącając podkówkę o podkówkę.
-
854 -
i najwyżej. Т о znow u się puszczają i n aw zajem g o n ią , ty m ra zem
k o b ie ta mężczyznę. P r z y p o m in a n a m ten rodzaj t a ń c a n ie k tó re
fig ury z „ m a z u ra “, — „ Ł o g r o d n i k “ jest rodzajem „ k a d r y l a “ ,
tań czonego w trz y p a ry , m ożn a g o uw a żać za je d n e z figur „ m a
z u ra“ . „ P o l o n o s a “ tańczą p o s p o łu k o b ie ty j a k i mężczyźni
u staw ien i w koło i trz y m a ją c y się za ręce. J e s t w ielkiem p r a
w d o p odo bieństw e m , że ó w „ m a z u r“ , k t ó r y s ta ł się u lu b io n y m
ta ń c e m n aro d o w y m , w łaśnie z ty c h 3 rodzajów t a ń c a w iejskiego
pow stał. M a z u r a w z n a c z ę n i u d z i s i e j s z e m l u d w i e j s k i
n i e z n a , ale zna je g o p o jedyn cz e figury, jak o o d rę b n e d la siebie
tańce. „ Z o b i e g a n y “ p rz y p o m in a n am ta k ż e p o n ie k ą d p o d la s k ą
„ z aw ieru ch ę“ i g r e c k ą „ ł a p a n k ę “ . N ie k tó re z ty c h ta ń c ó w p rz e d
s ta w ił p o ety cz n ie K . B ro d z iń sk i w sw y m „ W ie s ł a w i e “ .
K i e d y skończyli g o spod arze, w ystęp ują do ta ń c a drużbow ie.
I n n y wiek, i n n a e p o k a : i n n e myśl i, i n n e u c z u c i a ,
i n n e „ s t a n y “, i n n e ś p i e w y . J a ś „ K m ie c ik “ ująw szy H a n u s ię
„ W o jt ó w n ę “ za rękę, p ro w a d zi j ą n a śro dek. P o w s t a ł szm er w o
koło. H a n u sia p ło nie z nieśm iałości i rą c z k ą b ielszą od śniegu
z a sła n ia sobie oczy: „E, Jasiu, p ro s e eie, puś mie, bo jo jesce n i
g d y nie t o ń c y ł a ! “ szepcze m u b ie d n a do ucha, p a trz y j a k b y m u
się w y d rz eć n a p ole i z n ik n ą ć pom iędzy d ru c h n a m i „N ie puscoj
J a s i e k “ wołają inni drużbow ie i klaszcząc r ę k a w rękę, s taw a ją
s znu rem za swoim „ k o m ra te m “ 1). J a ś staje p rz ed m u z y k ą i rz u
cając ta la r a do b asów , daje zn a k „ s k r z y p k o m “, b y do g r a n ia
b y li gotow i. Cisza w około. Jaś, u nió słsz y się z H a n u s ią p ra w ie
n a sa m e palce, z miną p o c h y lo n ą i g o to w ą do s z y b k ie g o s k o k u
l e k k o ko ły sze rę k a m i i zaczy n a n u cić: ,
„Eod Krakowa corno chmura, dys leje, dyś leje :
Kgdys jo się nieborocek podzieje, pod zieje ?2)
Jeszcze o statn ich słó w nie domówił, g d y n a g le m u z y k a n a
p ełn iła chatę. C a ł a i z b a z a m i e n i ł a s i ę w z a k l ę t e k o ł o
4)
Przed każdym tańcem wychodzi najpierw ten przed muzykę, kto
„toniec p lá ci“. Za nim ustawiają, sie rzędem jego przyjaciele, zwani także
„kom rátam i“ albo „braćm i“. Skoro muzyka zaczyna grać, przodujący śpiewa
i razem ze swoimi „k om rátam i“ obchodzi po izbie w koło. Każdy z nich
upatruje sobie dziewczynę i szybko porywa do tańca. Bardzo częste wszy
scy stają do tańca z tancerkami już poprzednio wybrauemi.
2) Tę pieśń można także śpiewać w tempie powolnem. Dzieje się to
jeżeli śpiewający rozważa w myśli jej treść i równocześnie przypomina so
bie własne przygody miłośne : ja k szedł do swej dziewczyny i w drodze
napadł go deszcz ulewny i t. p. Śpiewka ta należy zatem do pieśni drużbackich, zalotnych.
-
355
—
uganiają cych niemal w powietrzu p a ro b k ó w i dzie
w e k . B iad a temu, к toby teraz nos m iędzy nich w ściubił i chciał
przeszkodzić im w ru c h u ! J a ś podniósł ch u stk ę do g ó ry : w szy
stko stanęło, k o ły sząc się z lekka.
M u zy k a przycichła. J a ś śp iew a dalej :
„A póde jo do dziewcyny : do sodku, do sodku,
Przenocuj mie, moja Hanuś, mój kwiotku, mój kwiotku !
Po Jasiu, k tó ry dość dłu go rozwodził się o swej H a n u s i i
wielkiej ku niej miłości, w y s tą p ił „ P ą k l i m e n c “, b r a t H a nusi, s t a r
szy p aro b c z a k , ale jeszcze „ k a w a lir “, w y słu żo n y k a p r a l p rz y
ułanach. P rz y s z ły m u na p a m ię ć la ta sp ędzone p rz y w o jsk u. Zro
b iw szy „ ś te llu n g “ p rzed m u zy k an ta m i, rz e k ł im k o m p le m e n t woj
s k o w y : P ożw ólcie, panow ie, że jo szobie żaśpiw om ło szwoji wojacz cze !“ 1) „ P r o s i w a ! “ ozw ały
się g łosy. W s z y s c y słuchają
z zajęciem. Z ac zął:
„Jagem sluzuł przy dworze,
P rz y francuskim tamborze“ .'2)
„ T a m b o r “ oznacza tu fran c u s k ą kapelę. W ia d o m o bowiem , że
n a d w o ra c h p o lsk ich u trz y m y w a n o w ła s n e ork iestry , złożone
prz ew aż n ie z W ł o c h ó w i' F ran c u zó w . T a zw ro tk a w skazuje d la
te g o na dość d aw n e po cho d z en ie całej p io sen ki. „ T a m b o r “' w p o
jęciu ludo w em oznacza b ę b e n wielki, p o tem k ap e lm istrza , a w k o ń
cu i całą kapelę; p orów , w y raz poł. słow. „ t a m b u r ic a “, niem .
i franc, „ t a m b o u r “ zz b ę b e n i „ b ę b n ia r z “). B y ć p rz y w ojsku ,
„ ta m b o r e m “ jest jeszcze po dziś dzień dla w ło ścian in a tutejszego
w ielk im zaszczytem , nic też dziwnego, że jeden z nich w czasach
J) Znaną je st rzeczą, że wysłużeni przy wojsku wieśniacy, wróciwszy
do domu, starają się narzeczem miejskiera posługiwać, przyczem je d n ak
z powodu braku wprâwy popadają w przesadę tj. „czedżo z miejszka“ albo
„ż pańszka“ zamiast mówić „po wsiosku“ . Podobnie i „P ąklim enc“ ;
P ¡5, n-K l i m e n с, por. P é j m a t k a == Pani -f- matká, P o m b ó g — Pan
~j- bóg i t p. Jestto znana kontrakcya podob, w niemieckiem przy imio
nach własnych: np. Gustaf - G iint-stab-K riegs-stab, W alth er-W alt-heri itp.
por. niem. herr-hêriro.\ Reguły „Sandhi“ w języku staroindyjskim również
do tego zdążają. Porów, podobne reguły w pismach „N othera“ zachowane.
Przez kontrakcyę rozumiemy wszelkiego rodzaju „stopienia się“ (Verschemlzungen) czy to 2 czy więcej zgłosek lub słów, a nawet zdań, tak w ustach
j a k i na papierze.
2)
W każdej zwrotce powtarza się wyraz ostatni, a nadto cały wiersz
ostatni. Jest to naśladowanie wielkiego bębna grającej kapeli.
-
356 -
daw n y ch , zostaw szy „ ta m b o r e m " t. j. m u zy k iem p rz y dw orskiej
kapeli, aż „ L o r e n k ę “ d o sta ł w n agrod ę, j a k się w d alszym cią g u
okaże. B y le k to nie móg'ł zostać t a m b o r e m i b y le k to nie m ó g ł
d ostać jednej z p a n ie n d w o rsk ic h w n a g r o d ę .
W izbie p o w s ta ł .w ielki ruch. W s z y s c y zam iast m y śleć
0 tańcu, sk u p ia ją się k o ło d o św iad c zo n eg o w iarusa. S ta r z y s p o
g lą d a ją po swoich sy n ac h , k o b ie ty po sw oich mężach. C hłopcy
1 dziew częta op arłsz y się w zajem nie n a ram ionach, nie spuszczają
ócz z P a n a — „ K li m e n c a “, k t ó r y ś p ie w a dalej. M u z y k a g r a s p o
kojnie, to w a rz y s z ą c je g o p ie ś n i:
2. Wysłuzułem Lorenke,
Siedmi lotek ') panienke, panienke,
Siedmi lotek panienke.
„ L o r e n k a “ imię dla Indu obce, stąd często „ p r z e k r ę c a n e “ na
„Grlorenke“, „ G lo ry jk e “, „ K l o r e n k e “, „ L o re n c ie “, „G lo re n c ie “,
„ K lo r e n c i e “, „L o rcie“, „G lorcie“, „ K lo r c ie “ i t. p. S to i ono j e
d n a k zaw sze zg odnie do w iersza d ru g ie g o tej samej zw ro tk i. O b a
tnie j s c a p o k a zu j ą n a o b c e p o c h o d z e n i e tej „ ś p i e w y
w o j e ń s k i “. P r a w d o p o d o b n ie jest o n a tłó m aczen iem z ja k ie g o ś
nam niezn a n eg o o ry ginału. D o m y sł nâsz p o p ie r a ta okoliczność,
że „ śp iew a“ ta m imo s w y c h p rz e ró ż n y c h form p o s ia d a treść
p ie rw o tn ą nie zm ienioną, w skazującą n a je d e n s ta ły t e k s t w o b
cym języku. W k a ż d y m r a z i e n i e p o w s t a ł a o n a m i ę
dzy l u d e m , lecz g d z i e ś na dworze. L u d p rz yc .z y n ił
s i ę t y l k o d o j e j r o z p o w s z e c h n i e n i a . G ru n to w n e stud y u m tej pieśni, ja k o n a d e r c ie k a w e g o o b jaw u w dziedzinie, poezyi ludowej, b y ło b y wielce pożąd ane.
3. Eobiecali mi jo dać,
Siedym lotek pooekać,
Sicdym lotek pocekać.
4. Siedym lotek pocekoł
I na wojnę pojechoł, pojechoł,
I na wojnę pojechoł.
5. Jo na wojnie wojowoł,
Mój konieek chorowoł, ehorowoł,
Mój konieek eh o ro w o ł2).
i)
bardzo młodą,. L iczba 7 je st podobnie ja k „ 3 “ i „ 9 “ najpospoli
ciej przez lud używaną. W ogóle liczby nieparzyste.
:1) Choroba konika na wojnie, albo w podróży oznacza według m n ie
mania ludu nieszczęście w domu.
— 357 6. Skorom z wojny powracoł,
Mój konicek wywracoł, wywracoř,
Mój konicek wywracoł 1J.
7. Przyjechołem przed wrota: 2)
„Moja Lorciu, pójzeta, pójzeta,
Moja Lorciu pójzeta ! 3)
8. Wysła pani w zieleni: 4)
„Twoja Lorcia juz w ziemi, już w ziemi,
Twoja L orcia juz w ziemi“.
9. Wysła pani w żołobie :
„Twoja Lorcia już w grobie, już w grobie,
Twoja L orcia już w grobie“. 5)
10. Jo na konia prędko siod
I na ji grób pojechoł, pojechoł,
I na ji grób pojechoł.
11. Przyjechołem na ji gró b:
K onik noskom : tup, tup, tup,
K o n ik noskom : tup, tup, tup !
tup, tup !
12. „Kto tupko po mym g ro b ie ? “
„Jo ta, Lorciu, do ciebie, do ciebie !
Jo ta, Lorciu do ciebie !
G łos L orci z g ro b u jest tu w fo rm ie zw y k łe g o zapy tania,
k tó re g o się używ a, jeźli k toś p u k a we drzwi, a b y m u otworzono.
(P ó r. dziecinną z a b a w ę w „ P t o k i “, o p is a n ą p rzezem n ie w „Zeit
schrift für ö sterreichisch e G y m n asien 1895“ w ust. „Zu A ris to
p h a n e s “, gdzie „A n ioł" p u k a „ P u k ! p u k ! p u k ! “ a „ K r ó l “ się go
p y ta: „ K to t a m ? “ i t. d.) — W i a r a w ż y c i e p o z a g r o b o w e
u ludu wielickiego jest bardzo silna
W e d łu g niej
u m arli chod zą po świecie, rozm aw iają z ludźmi żyjącymi, p o m a
g a ją im, albo dokuczają. W i a r a ta je s t w spólna w szystkim ludom
indo europejskim .
1) = nie chciał iść, stawiał dęba, zrzucał z siebie; mówi się: „koń
mie wywróciuł“ — „ k oń mie zrzucił“ .
2) == przed bramę dw orską;
przed chałupą niema „w rót“ , lecz
„ fu rta“ , „lask a“ . P o ró w : pieśń „Przed wrotami biały kam ień“ i t. d.
W ro ta są u stodoły, przy wozowni i przy bramie dworskiej.
3) T ak prosi każdy stojący przede drzwiami, aby mu je otworzono
( = formułka). Porów . inne śpiewki i śpiewy.
4) zielony kolor u ludu oznacza żałobę. „Pani w zieleni“ = „pani
w żałobie“ ( = matka Lorci).
5) Zwrotka 9. je st objaśnieniem zwr. 8.
24
-
358 -
13. „Gdzieś podziała te szaty?
Com ci sprawił przed laty, przed laty,
Com ci sprawił przed Taty“ .
M ow a tu o p rz e d ś lu b n y c h p o d ark ach , k tó re poniżej sam a
L o rc ia wylicza. Z w y c z a j d a w a n i a p o d a r k ó w p r z e d ś l u
bnych i dzisiaj jeszcze dość często praktykowany.
W razie, jeżeli m ałżeństw o nie dojdzie do sku tk u , to p a n n a jest
o b o w iąz an a w szystkie p o d a r k i sw e m u za lo tnik ow i zw rócić, co się
n a z y w a „zw rotem s t r a t y “. P o n ie w a ż L o rc ia u m arła , więc jej r o
dzice o bow iązani b yli jej n a rz e c z o n e m u na żi^d a m e s tr a tę z w ró
cić, tem bardziej, że jej w c h o ro b ie nie wiele m usieli p ie lę g n o w a ć
s k o ro um arła .
14. „Mamieni dała trzewicki,
Siostrom dałam spoduicki, spódniczki,
Siostrom dałam spodnicki.
15. Księdzum dała k o r a l o 1),
By mi grali v/е troje, we troje,
By mi grali we troje.
16. I zwonili w wielgi zwon,
Żebym miała letki skon, letki skon,
Żebym miała letki skon“ .
W e d ł u g w i a r y l u d u g-łos d z w o n ó w p r z y s p i e s z a
s g o n u m i e r a j ą c y m i d u s z e ich p r o w a d z i do n i eba.
Ś p i e w k a ta p o s i a d a l i czne wary.anty.
N a m znane
są ty lk o 4, k t ó r e ogłosiliśm y w „ L u d z ie“ III. str. 166 nast. Oprócz
te g o J. Ś w ię te k i Ł u k asz G o łęb io w sk i w dziełach wyżej w y m ie
n io n y c h po d ają 2, a k a ż d y w in n y m kształcie. G o łęb io w sk ieg o
w a r y a n t j e s t do w o ln ą p r z e ró b k a k ilk u in n ych nam n ieznanych
w a ry a n tó w .
M e l o d y a j e s t t y l k o j e d n a , k t ó r ą przy sposobności z a
m ierz am y ogłosić. Ś w ię tk a te k s t je s t tak że według' tej m elo d y i
napisany. G ołęb io w sk iem u m u s ia ła o na b y ć o b cą i d l a t e g o te k s t
je g o p r z y b r a ł d ziw aczną postać.
W z m i a n k a o p o g r z e b i e w t e j p i e ś n i t. j. o m s z y
ś w. i o d z w o n a c h j e s t w p o e z y i l u d o w e j d o ś ć c z ę s t a P o r. u K u r s c h a t a (lit. g ra m . str. 457.) rozm ow ę k o c h a n k i ze
s w y m narzeczo nym , w y b ie ra ją c y m się n a wojnę i spo dziew ający m
1)
Dawać „ k o ra le“ księdzu,
wszechnym zwyczajem na wsi.
żeby
odprawił pogrzeb za nie, je st po
-
359
—
się, że z niej żywo nie pow róci. „ K to to śp iew a w grobie, O l u
b y mój d ro g i ?“ p y t a g o s trap ona. „Księża, organiści, moje d z ie
wczę d r o g i e “, o d p o w ia d a jej tenże. „Czy m ają b ić w dzw ony,
o lu b y mój ?“ p y t a dalej. „S to dzw onów niech naraz dzwoni,
0 m oja l u b a “ o dp o w iad a . N a d to S c h lo ssar : „H alts aus K a m e r a
den, b leib ts s teh en u n d setzt a b ’. W i r sein jezt schon da bei
m ein D irn d l ihr G rab. B leibts steh n und stellte nieder, aus ist,
und g e s c h eh en . J e tz t h a b ich m ein D irn d l zum letzten M al gsehn.
D ie w e il d ass die G lo ck e n so tra u r ig th u n schalln ? D a lassen s
m ein D irn d l ins G ra b eini falln, Ins G ra b eini fallen ? in die
him m lische f r e u d ! “ P o r. w yp isy niem . n a V I. gim. przez W e r
n era і P e t e le n z a : „da h ö rt m an Glöcklein läuten, d a h ö rt m an
J a m m e r u n d Noth; h ie r lie g e n zwei K ö n ig s k in d e r, die sind alle
b eid e t o d t ! “ i t . p. — N i g d z i e j e d n a k p r ó c z n a s z e j
„śpiewy“ niema wzmianki o dzwonieniu w chwili
k o n a n i a osób.
„ P ą k l i m e n c “ sko ńczył już dawno; m u zy k ą g r a zupełnie co
innego. N am jeszcze brzm i ciągle w uszach o w a sm u tn a „śpiew
k a w o je ń s k o “. R ó ż n e m yśli b ie g a ją n am po głow ie, co spow odo
w a ło do t a k g łę b o k ie g o w zruszenia p oczciw ego żołnierza, właśnie
w chwili, k ie d y w szy stk o zeszło się weselić. B i e d n y p r z y
szedł się w yspow iadać przed wszystkimi sąsia
d a m i , c o g o g n i e c i e . P o d o b n ie , j a k ów w ojak pieśni g m in n ej
dopiero co odśpiew anej, i nasz p a n K le m e n s wcześnie p o k o c h a ł
w dzięczną „W i k t u s i ę “'. P rz y s z ła „ b r a n k a “. W c a l e
nie liczono
się z je g o m iłosnym i a fe k ta m i k u nadobn ej „km iecionce“, lecz
g w a łte m p o rw a n o go i od staw io n o do wojska. W y b u c h ł a w o jna
z „ P ru s a m i“. K r a k o w s k i e p ółk i w s zy stk ie p ra w ie o d m a s z e ro w a ły
p o d „ T e n i g r a c “, a z nimi i nasz K le m e n s — J e g o W i k t u s i a d o
w ied ziaw szy się o tern, p o p a d ła w wielką- żałość i boleść za u k o
c h a n y m „ K lu m u s ie m “, a w reszcie w n a g ł ą chorobę. P o wojnie
k ie d y w szy stk ie w o jsk a w ra c a ły n a p o w ró t do kraju, w róc ił także
1 „ P ą k lim e n c “, ale nie zastał już „ W ik t u s i “ p rz y życiu. O d te g o
czasu s ta ł się więc coraz posęp niejszy m i w łaśn ie teraz, k i e d-y
w s z y s c y b a w i ą się w najlepsze, on b a w i się wspom
nieniami o ukochanej W iktusi, której wierność
n a g r o b i e j e j a ż d o ś m i e r c i p o p r z y s i ą g - ł . Nic dziw ne go, że i dusza je g o ty lk o do s m u tn y c h zdolna piosenek .
N a d ru g i dzieir w e se la p rz y p a d a najw ażniejszy a k t weselny,
jak im są „ c e p in y “. B o h a t e r k ą tdg'o ob rzędu je s t p a n n a m ło da
z w ia n k ie m n iew inno ści n a głow ie.
-
360 -
P o wielu śp ie w a c h i ta ń c a c h w y stęp u je n areszcie p rz ed m u
zy k ę „najstarso d r u ž k a “ trzy m a ją c „panne młodo pod rę k ę i p o
ło żyw szy s z ó sto k a n a stole zaczy na śp iew a ć :
„Da moja Marysiu juześ se urosła :
Wielgi cas na ciebie, żebyś za mąż posła“ .
P o ty ch sło w ach m u z y k a g ra, a ona taircuje z p a n n ą m łodą
do ko ła. Za nią in n e „ d r u z k i“ pob ra w szy się param i. Znowu
staje i nuci dalej :
,,Nojmilsoś Jasiowi ze wszy-tkicb dzieweceg :
Łon ci doł serdusUo, ty mu dej wioueceg“ .
I ta k po k o l e i k a ż d a z d r u c hi en t a ń c u j e z p a n
n ą m ł o d ą , a k a ż d a t y l k ó o n i e j ś p i e w a i o j ej wi a n e c z k u Jedna nuci:
„ D a moja Marysiu, wionek ci się mieni,
D a spoźryjze na mój, ja k mi sie zieleni.
D ruga :
„P ragnęłaś Marysiu na kawołek siotki,
Z twojego wionecka wylatujo kwiotki.
I ta k dalej J e s t t o c h w i l a p o ż e g n a l n a . W s z y s t k i e
d z i e w c z ę t a ż e g n a j ą się ze s w o j ą k o l e ż a n k ą , k t ó r a
o p u s z c z a i c h g r o n o p a n i e ń s k i e n a z a w s z e . K a ż d a s ta ra
się ją rozweselić, p rz y w o d ząc jej n a p a m ię ć w s z y s tk ie chw ile
s p ęd z o n e w p a n ie ń s k im stanie,
k tó re g o w ia n e k m irto w y jest
sym bolem . W re s z c ie zbliża się chw ila, gdzie p a n n a m łoda m a z a
m ienić „wionek swój na c e p ie c “. Zbliża się chw ila jej iz e p in
Już „d ru żba p i r s y “ zajeżdża n a „sto łk u do c e p i n 11) i go n i za
p a n n ą m łodą. P a n n y uciek a ją z nią, śp iew ając p ra w ie ń a w pół
z p łaczem :
„Da moja Marysiu łuciekaj do sieni,
Bo ci starościna wionecka nie wzieni“ .
P o w s t a j e w7a 1 к a m i ę d z y b a b a m i a d r u c h n a m i.
„ S ta ro ś c in ę “ w y dz ie rają dziew uchom p a n n ę m łod ą. K r a k o w i a k
’) zwyczajny stołek. Gdzieindziej jak np.
młodą na dzieży, albo na kolanach pana młodego.
na
Rusi sadzają pannę
і
— 361 —
coraz sm utniejszy zm ienia się w płacz. P ła c z liw a m e lo d y a ro z
dziera n am serce. S t a r o ś c i n ę , o d e b r a w s z y d r u c h n o m
p a n n ę młodą, p o s a d z i ł y j ą na k olanac h drużby,
i ś p i e w a j ą “ p i e ś ł o c h m i e l u “:
*V ^i : : • j !
1.
Ze-
Г- Ч
tlг
41 .......... ....
cci
Nie
Ъ щ
m
ty chraie
p
ì - 9 . h .«
® 0
^
^
^ ^ ^ " s'
^ - dJ
z pa- nie- nek nie-
v
-- f
ш'е* bo-
г
ьr-
vÌJ
т
1
ze!
«
\ j ......
P- ----
Wię- су jak
f
- jbr juz
Niel
'if'
¡
na
ty-
ci Pom-
—
>
noz!
f
fK
cki nie
loz!
-
wioz! —
bnj
h д— 0 — Д—■f
-e .
к
loj
lii
-
ro- binł-byś ty
^
byś
bóg
9
dos- po-
ehmie lu!
J
mo-
ч
gze
•
•
£
C iek aw y r y m : a a b b a! a jeszcze ciek a w sza m e l o d y a.1)
P ieśń, o chm ielu n a l e ż y d o n a j s t a r s z y c h , n a co w skazuje
jej ro zp ow szechn ienie n iem al po w szystkich ziem iach P olsk i,
n a d t o m n ó s t w o w a r y a n t ó w i n a ś la d o w n ic tw tej pieśni.
Dz iś ta pieśń jest ludowi p r a w i e n i e z r o z u m i a ł a ,
s t ą d l i c z n e z m i a n y i p r z e r ó b k i . „ C h m i e l “ oznacza tu
piwo, k t ó r e n ie g d y ś b y ło je d y n y m tru n k ie m w eselny m i wogólności n ap o jem p rz y w szelkich „ z m ó w in a c h “, „zejściach“, (porów,
w y ra z „ c h m i e l i ć “, „ p o d c h m ie lo n y “). P r z y chm ielu zaw ierano
zw iązki m ałżeńskie, o d p ra w ia n o „ c h rz c in y “ i t. p. S tą d mówiono,
i śpiew ano, że „chmiel robi z p a n ie n e k n ie w ia s ty “. P ie ś ń t a m a
’) Prócz tej melodyi z uan e nam są, je s z c z e dwie in ne z ton u F - d u r
i D-moll, o k tó ry c h przy innej sposobności pomówimy.
362 p o n ie k ą d c h a r a k te r żartobliw y. P r ó c z t u p o d a n e j z w r o t k i
s ą j e s z c z e i n n e , k tó re je d n a k ż e są późniejszego pochodzenia.
2. Boj, chmielu, chmielu, ty bujne ziele,
Bez eie nie bedzie zo d n e weszele :
B oj Chmielu i t. p.
3. P o sła dziew cyna k u łogrodowi
K o p a ć w ionecka swemu wionkowi :
Boj chmielu i t. p . “
G o łęb io w sk i p rz y ta c z a 2 w a r y a n t y tej pieśni, Ś w ię te k jed en
i to niezg a d zają cy się w cale z n aszą m elodyą. tem bardziej, że
według- n iego ś p ie w k ę tę śp ie w a się „ ż w a w o “. Ż ału jem y mocno,
że nie m a m y po d r ę k ą K o lb e r g o w y c h zbiorów, b o b y ś m y tę p ieśń
p oró w n a li z p ieśn ią p o d a n ą przez niego, ale s tu d y u m tej pieśni
z o staw ia m y sobie n a później.
Przyszła i matka, by.swą córkę p o b ł o g o s ł a w i ć
n a w s t ę p i e d o s t a n u m a ł ż e ń s k i e g o . S ta ro ścin ę ś p iew a ją
w im ieniu p a n n y młodej :
„ P rz e ż e g n a j mam uniu, praw om r ą c k ą n a k r z y ż ,
Bo ju s ło s tatn i roz na mój wionek patrzy s !“
N a s tę p u je ch w ila „ c e p i n “. S t a r o ś c i n ę o d p i n a j ą p a n
n i e m ł o d e j w i a n e k i o b c i n a j ą w a r k o c z . 1) P a n n a m ł o
d a p ł a c z e śp iew a ją c:
„N icego mi nie z o l, ino tr o jg a rze cy :
W io n ec k a , w a rk o c k a i stązecki t r z e c i “ .
P ocieszają ją s ta ro ś c in y :
„N ie płacze, M a ry siu , w ytrzyjze se łocka,
Bo juz nie w yplaces swojego w io n e c k a ! “
D r u c h n y stojące w tyle
ta k p rę d k o u tra c iła w ia n e k :
Jedna:
robią
jej
w y r z u t y , że
„N ie k ciałaś M ary siu we w ionecku c h o d z ić :
K ozałaś se ż y d o m 2) cepcysko ł u g r o d z i ć ! “
1) P o ró w n . zwyczaj o d cin an ia w arko cza u Hucułów.
2) Żydzi są, m odniarzam i na wsi. Oni są główną p rzy czyn ą tego sm u
tnego objawu, że lud nasz z a tr a c ił daw ny strój narodow y. Oni wdarli się
w serce tego lu du wpływając na zm ian ę jeg o uśw ięconych w iekam i o b ycza
D r u g a ; ,.P ra g n y ła ś M ary siu n a kaw ołek sieci,
Ju z ci sie wionecek n a główce nie św ie ci“ .
S k o ń c z y ły się „cepiriy“ właściwe. S ta ro ś c in ę „w y b i r a j o
n a c e p i e c “. W ie ś n ia c y i w ieśniaczki rzucają p a n n ie młodej
„na p o d o ł e k “, co kto może. N astąpiło „ w y k u p n o m ł o d u c h y “
p r z e z j e j m ę ż a . W t e m za p ia ł k o g u t „na p ié rs e w s ta n ie “ .
M im ow oli p rz y p o m n ia ł się sen znużonym oczom.
*
P ieśni wielickich, k tó ry c h tu zaledwie k ilk a p r ó b e k p o
znaliśm y, je s t b ard zo dużo. W i e l i c z a n i e s a m i d z i e l ą j e
n a d w i e g ł ó w n e g r u p y : n a „ w e s z o ł e “ i „ ż o ł o ś n e “,
a k a ż d ą z ty ch g ru p n a „ k r ó t k i e “ i n a „ d ł u g i e “. D o „w es z o ł y ć h “ należą w szy stk ie „ ś p i e w k i “, odznaczające się t r e
ścią i m e lo d y ą w esołą, do ,,ż o ł o ś n y c h “ zaś, p osiadające zaró
w no treść i m elod yę sm utną. .T e n p od ział o d p o w ia d a p o n ie k ą d
podziałow i m uzycznem u w e d łu g to n a c y i n a „dur*' i ,,m ollu. D o
„ k r ó t k i c h “ należ ą w szy stk ie dw u- lub cztero-w ierszow e t. j,
po siad ają ce zaledwie j e d n ą zw rotkę i zow ią się ś p i e w k a m i ,
d o „ d ł u g i c h “ z w a n y c h „ ś p i e w a m i i p i e ś n i a m i “ należą
w szy stk ie in n e m ając e więcej n a d 4 wiersze, a zatem i więcaj
n a d je d n ą zw rotkę. Ze w szy stk ich ś p ie w e k pow y żej p rz y to c z o n y c h
są zaledw ie c z te ry „ d ł u g i e “ : „ Ja g e m słuzuł p rz y d w o rz e “ i „ Ł o d
K r a k o w a corna c h m u ra “, „C hociaż jo se chociaż“, „ P o d k ó w e c k i
dajcie ł o g n t a ! “ i p o n ie k ą d „Żebyś ty c h m ie lu “ . „ K r ó t k ie “ o d p o
w iadają ru s k im „ k o ło m y jk o m “ a p o n ie k ą d „sz u m k o m “ , niem ieck im
„ V ie rz e ilig e n “, „ S c h n a d e rh ü p f ln “, „ P le p p a lie d ln “, „ G e s s e n h a u e rn “
і t. p., fran cu sk im „ V au d ev illes“, w łoskiem u „ R ito rn e llo “, now og re ck im „ D y s t y c h o m “ i t. p.
Oj cr ócz t e g o p o d z i a ł u m o ż n a c z a s e m s p o t k a ć
się z p o d z i a ł e m p o l e g a j ą c y m na i n n y c h o k o l i c z n o
ś c i a c h , o d n o s z ą c y c h się j uż to do t r e ś c i p i o s e n e k ,
j u ż t e ż do i c h m e l o d y i o d m i e n n y c h , n a w e t do t e m p a ,
d o p o c h o d z e n i a i t. p. np. ten chce, b y mu z a g ra ć „ m a r -
jów. Oni po dsu nęli w miejsce daw nych w ianków ruciany ch, barw inkow ych,
lilijowych, polejowyck i t. p. wianki m irtowe i rozm ary no w e — a dzisiaj
w miejsce tych o statn ich św ie cidła sk lepo w e. Oni dziś dostarczają, wszel
kich strojów w eseln ych : „cepców g ro d z o n y c h “ up iększo ny ch w różne b aw id e łk a ; oni w miejsce daw nych w stążek i kwiatów podsunęli ró żne welonki
k o ro n k i i t, p. O dczuw a to ju ż sam lud i z p o g a rd ą w y raża się o nich
n aw et w swej pieśni,
— 364 s i a “1), tarnten „w o j e ń s к i e g o “2), inny „ c i a r t a s i a “ 3), ta m te n
t a j e r k a “ 3), ów „ k r a k o w i о к a “4), in n y nareszc ie „ j a k i e g o
ś - m y ś n e g o “ 3) i t. p. W s z e la k o ź podział ten jak o trudniejszy,
ty lk o tu i ów dzie b y w a zasto sow any . N a to m ia s t po w szechnie
m ożna słyszeć: „ten śpiw o żo ło ś n ie “, ten „ w eszo ło “, ta „śpiwka
jest k ró tk o a t a d ł u g o “.
Pod w z g lę d e m h i s t o r y c z n y m d a d z ą się one po
d z i e l i ć n a i) b a r d z o s t a r e , 2) n i e c o p ó ź n i e j s z e i 3)
t e r a ź n i e j s z e . P i e r w s z e o dznaczają sie zazwyczaj sw ą o r y
g in a ln ą m elodyą, ‘m ając ą m nó stw o cech w sp ó ln y c h m elo d y o m
in n y ch lu d ó w słow iańskich, a n a w e t g e rm a ń s k ic h ; c ie k a w ą b u
d o w ą w iersza i b o g a ty m za sob em arch aizm ó w , dziś p ra w ie dla
lu d u n iezro zum iałych, j a k to m ieliśm y sp oso bn ość o b s e r w o w a ć
n a pieśni „o ch m ie lu “, m nóstw em in te rp e la c y i i w a rjm c y i z cz a
sów
późniejszych. D r u g i
r o d z a j śp ie w e k stoi n a p o g r a
niczu m iędzy p ierw szy m a d ru g im rodzajem. Ma m n óstw o cech
daw nej przeszłości ale i b ardzo wiele cech taraźniejszości.2) T e
r a ź n i e j s z e ś p i e w k i ła tw e do p o z n a n ia z p o w o d u licznych
zn a m io n k u ltu ry now oczesnej, p o d której w p ły w em o n e obec n ie
p o w s ta ły i p o w stają. N a ju bo ższy t a k p o d w z g lę d em m yśli j a k
i obfitości treści je s t b ez w ą tp ie n ia ten rodzaj ostatni, chociaż
może n a jb o g a ts z y co do ilości. „ Ś p ie w k i“ b o w iem now oczesne
są p o z b a w io n e w szelkiego p ię k n a estetycznego, p o lo tu m yśli,
n a to m ia s t p e łn e w szelkiego plu g astw a, p o w s ta łe g o p o d w p ły w e m
najnowszej cy w iliza cy i p rz ew aż n ie obcej i niezdrow ej. W m iejsce
w i a n k a niew in n o ści p an ień sk ie j w y stęp u je w n ich b e z w s ty d n a
■nagość; w m iejsce zdroweg'o rozsądk u, p łask i, na w sk ro ś zdem o
ra liz o w an y , zużyty, pijacki dowcip; w miejsce m elodyi, k rz y k u li
czny, że m o żnab y z S chille rem z a w o ła ć : „N ichts h e ilig e s ist
m e h r “ w ty c h pieśniach, „es lösen sich alle B a n d e fro m m er
S c h e u “; das „ G u te r ä u m t den P la tz dem B ösen, und alle L a s te r
w a lte n fr e i“.
!) Z e względu па te k s t i tem po; 2) ze względu па tr e ś ć ; 3) ze
w zglądu n a p o ch o d ze n ie; 4) ze względn n a o ry ginalność i nowość swej pio
senki i jej m elo d y i; „ sm y śn y “ = ciekawy, nowy, tr u d n y do opisania, do
ok reś len ia .
5) np. „ Jag em słuzuł p rz y d w o rz e “. I n n e pieśn i tu p rzy ta czan e np.
„śpiew ki do c o p in “ n ależą częścią do 1. częścią do drugiej k ate g o ry i.
6) W całej ro zpraw ce nie m a ani jedn ej. W ię k s z o ś ć pieśni „ k a rc é m s k i c h “ , czyli „ p ij a c k ic h “ z m ia s ta n a wieś przyniesionych pieśni ulicznych:
„ m u l a r s k i c h “, „ ż o łm ir s k ic h “ i t. p. n ależy niew ątpliw ie tu taj.
-
365 -
Oprócz tego konieczny je s t p o d z i a ł i n n y , tak że b ę d ą c y
w y p ły w e m g łęb szy c h s tu d y ó w w tym k ie ru n k u t. j. n a p i e ś n i
c z y s t o s w o j s k i e i n a p i e ś n i o b c e t a k pod w zględem
treści j a k i m e l o d y k 1) O b y d w a te ostatnie podziały, odnoszące
się zarów no do o znaczenia czasu ich p o w s ta n ia j a k i do o z n a
czenia ich ojczyzny, p ozo stają w b e z p o ś re d n im związku.
M e l o d y a i t e m p o pieśni wielickich są rozm aite, zależnie
od ich treści i okoliczności, śród k t ó r y c h są śpiew ane. C z y s t e j
stałej melodyi i t e m p a nie posiada praw ie żadna
p i e ś ń w i e l i c k a do t e g o s t o p n i a , że n a w e t p i e ś n i k o
ścielne, p o w a ż n e i p r z e w a ż n i e smutne, n a g i n a j ą się
d o u s p o s o b i e n i a i k a p r y s u W i e l i c z a n i n a . W eliczanin
j a k jest w złotym hum orze, a b ra k n ie m u śp iew e k wesołych, to
i pieśń o m ęce pańskiej potrafi zastosow ać do tańca, a j a k jest
s m utny, to i najw eselszy k r a k o w i a k b rz m i w je g o uszach ja k b y
pieśń „ p o g r z e b o w a “. P i e ś n i „ m i ł o ś n e “, „ p i j a c k i e “, p o ż e
g n a l n e , t a k ż e i >,woj e ń s k i e “ n a l e ż ą p o n a j w i ę k s z e j
c z ę ś c i do ż a ł o ś n y c h .
N ie k tó rz y m niem ają, ja k o b y tru n k i g o rą c e a raczej ro z p a la
jące p rz y c z y n ia ły się do rozw eselenia um y słu i zap om nien ia tro s k
ży cio w y ch. B y ć może, że te g o do znają lu d y z n a t u r y posępne,
m elancholiczne, flegm atyczne, j a k w iększość G e rm a n ó w teg o d o
znaje (Porów, h u m o ry s ty c z n ą ro z p raw ę R o s e g g e r a w jego „ H e i m
g a r t e n “ p o d tyt. : „ W a r u m soffen die a lte n D e u ts c h e ? “, w k t ó
rej pod p o k r y w k ą h u m o ru k ry je się dużo p ra w d y ) ; je d n ak o w o ż
dalekim i są od te g o S łow ianie, zw łaszcza lud polski, k tó ry pod
w p ły w e m ro z g rz e w a ją c e g o n ap o ju ty lk o h u m o r trac i i zam iast
w esołości ty lko s m u tek n a k a ż d y m k ro k u okazuje. N ieraz b y liś m y
św iadkam i, gdzie g r o m a d k a p o d c h m ie lo n y c h ch ło p k ó w w k a r c z
m ie nuciła pieśni p o stn e z w szelkiem n a b o ż eń stw em , nie w s t r z y
mując się n a w e t od łez. Nie inaczej b rz m ią pieśn i „ro zp u sn e“
w u stach n asz eg o ludu. C h ł o p e k n a s z j e s t p r a w d z i w i e
w e s o ł y t y l k o w chwili, k i e d y jest z u p e ł n i e trzeźwy.
N a w e t sa m a m uzyka, n a w e t tan iec działa po chwili n a niego p rzyg n ęb iają co — u s p o s a b ia g'o do dum ań. N a tu ra ln ie d u m an ia te,
ów sm u te k jest ty lk o chw ilow y, bo zaraz odzyskuje W ie lic z a n in
sw ą p ie r w o tn ą wesołość, k tó r a w tej chw ili o d b ija się w jego
pieśni.
’) Por. „ciartasie“, „śtajerki“, „walce*1, a wreszcie mnóstwo pieśni
czeskich. Wpływów ruskich i litewskich nie uważamy za obce, zwłaszcza,
że Lachy, Maznry, Litwini i Rusini : geograficznie, historycznie, mową, śpie
wem a nawet charakterem ściśle do siebie należą.
P i e ś n i m i ł o s n e , p i j a c k i e , p o ż e g n a l n e i w oj e ń s k i e odznaczają się dłu ższą s w ą treścią, której p rzedm io tem
je s t ja k a ś g ł ę b o k a tę sk n o ta , żal, s k a r g a , pożądliw ość n ie z a s p o k o
jo n a : niemiłe, b o le s n e uczucie. N a z y w a ją się też dla o d ró ż n ie n ia
od k r ó tk ic h „ ś p ie w e k -1: „ś p i e w a m i“ i „p i e ś n i a m i “ . W e
sołe m elody e są o z n a k ą w e w n ę trz n e g o za dow olenia W ie lic z a n in a ,
k t ó r y w ty m stanie s taje się dow cipnym , a n a w e t usczy pliw y m .
P o n ie w a ż W ielicz an in z n a t u r y jest g w a łto w n y i lub u jący się
w ostatecznościach, więc i u m y s ł jeg'O , je g o czynność, m ow ę
i śpiew , cechuje p e w n a g w a łto w n o ść , po ry w c zo ść nieraz aż do
ostatn ich g ra n ic . N i e p o k ó j w ż y c i u , w z a c h o w a n i u s i ę ,
n a w e t w ś p i e w i e ; c i ą g ł a zmi a na , s t o s u j ą c a się do
m i o t a j ą c y c h nim uczuć: płacz p o m i e s z a n y z u ś m i e
c h e m , r a d o ś ć z b ó l e m , mi ł ość, do z a p a r c i a si ę z n i e
n a w i ś c i ą aż do w y g u b i e n i a , c h o ć b y n a w e t c a i ł e g o
rodu ludzkiego — owa burza: grzmoty, pioruny, wi
chry, ś n i e g n a p r z e m i a n z u l e w n y m d e s z c z e m po ci
chym i spokojnym poranku: oto c h a ra k t e r W i e l i
c z a n i n a , c h a r a k t e r j e g o p i e ś n i . Nic też dziw nego, źe
ocena, a raczej stu d y u m ty c h pieśni jest nadzw yczaj trudne.
P i e ś n i o b c e tr a c ą w u s ta c h W ie lic z a n in a cechę s w ą o jczy stą
do niepoznania, p rz y b ra w sz y strój wielicki. N ie ty lk o w y ra zy , a le
n a w e t treść i m elo d y a o b ca d o stają n o w e zabarw ien ie.
M n ó s t w o m e l o d y i k o m p o n u j e W i e l i c z a n i n po
dobnie jak i swe pieśni na poczekaniu śród t a ń c a
lub pochodu weselnego. Wiele z nich rozpowszech
n i a się dalej, j e s z c z e w i ę c e j p r z e p a d a be z śl a du. P o
d o b n i e i na s i ę r z e c z z p i e ś n i a m i
s t y r y j s k i e mi :
„ H äu fig entsteh e n sie im M om ent, F rö h lic h k e it u n d ü b e r m ü th ig e
L au n e im V e re in e m it g e s u n d e m W i t z b r i n g e n sie h e r v o r u n d
n ic h t selten g e s c h ie h t es, dass am n ä c h s te n T a g e von den neue n ts ta n d e n e n V ie le au c h scho n w ie d e rv e rg e s s e n sind “. (Dr. A. Schlossar). T o sam o dzieje się z p ieśn iam i na L itw ie (por. K u rs c h a t),
t o s a m o z r u s k i e m i d u m a m i , o k tó ry c h t a k się od zyw a
J. B. Z aleski :
„Gdzie to n asz y c h dum połowa ?
Z ap oro żk ich dziś ta k mało !
A miłosna ta lub owa,
0 trzech żonach, tr z e c h krynicach,
Siedm iu wodzach, stu dziewicach,
R zekłbyś : że te dumy z laty,
P rzenuciw szy błogie chwile,
367
«
P rze nu ciw szy sm utne stra ty ,
Z ludźm i głncłmą, gdzieś w m o g ile “.
Nie n ależy j e d n a k sądzićj ja k o b y m elo dye pieśni w ielickich
b y ł y już c a łk ie m dowolne, zupełnie od po szc zeg ó ln y ch i n d y w i
duów zawisłe, nie dające się n a g ią ć do reg*uł m uzy ki i s ta ro ż y
tnej m e try k i; ow szem pio sen k i wielickie śp ie w a n e ze spokojem
bez gestó w i rzucań się, w łaściw y ch W ielicz an o m , odśp iew a n e
lub o d eg ran e, niczem nie różnią się od z n a n y ch k o m p o zy cy i sz tu
cznych, tra c ą j e d n a k zab arw ie n ie ludowe. T o t e ż w n o t o w a n i u
p i e ś n i ludu naszeg'0 t r z e b a b y ć b a r d z o o g l ę d n y m
i n a d z w y c z a j w p r a w n y m , b y to zabarw ienie, p ra w d ę rze
czyw istą, choć w części osiągnąć, b y z pieśn i tych . nie poro b ić
k a r y k a tu r, j a k to poczynili n a w e t bard zo pow ażni zbieracze p ie śn i
i t r a d y c y i ludow ych. T u n i e w y s t a r c z y s p y . t a ć s i ę t e g o
l u b o w e g o : „H ej J ak óbie, j a k to u was. tań cz ą lub śpiew ają na
w e se lu ? “ albo n a w e t zajść i p a trz e ć na m igający ch się wkoło
w ie ś n ia k ó w i wieśniaczki, p o d o b n e sw ym i czerw onym i strojam i
do jednej w s tę g i żarząceg'o się o g n ia w rę k u b a w ią c y c h się dzieci.
T u t r z e b a s a m e m u p o r w a ć się w t a n y z uroczą H a
n u s i ą a l b o W i k t u s i ą i t a ń c z y ć t a k d ł u g o to „ s u wa
n e g o “, t o „t r z ę s i o n e g o “, t o „ł o b i g a n e g o “, „z p r z y s i o d k a m i “, „b e z p r z y s i o d e k “, „ n a p r o s t “, „w p o p r z e k “,
„ p r z e d n i ą “, „ z a n i ą “, „z n i ą “ i „ b e z n i e j “, t o „ z . c h u s t e c k ą “, „ b e z c h u s t e c k i “, „w m a ł y p a l e c “, „w w i e l k i
p a l e c “, „ ś r e d n i “', „ s k r a j n i “, „ p r z y t u p u j ą c “, „ p r z y k l a
s k u j ą c “, „p oj e d y ń c z o “, „t o z n ó w r a z e m “ , a ż n o g i z d r ę
t w i e j ą i „ wo d a z kozdeg' 0 włosa, k o z d y n i t k i c i u r
k i e m sie p o l e j e , “ aż b r a k n i e k o n c e p t u i p i e n i ę d z y
w k i e s z e n i “. O p ierający swe b a d a n ia pieśni ludow ej na p rz y
p o m n ie n ia c h z la t dziecinnych, n a op ow iad a n iu d ru g ic h lub na
p ro stém p r z y p a t r y w a n iu się, może n a w e t przez szkła, robi n a nas
w ra ż e n ie ow e g o dzierżaw cy folw arku albo p r z y p a d k o w e g o a g r o
noma, co d o rw a w szy a n ty k w a r s k im sp oso bem książki „o n a w o
zach c h e m ic z n y c h “ jak ieg oś pro feso ra u n iw ersy te tu , chce w edług
niej pouczać sw oich p a ro b k ó w , jak m ają je g o g r u n t u p ra w iać,
sądząc, że w ten sposób czyni zadość w szelkim w y m a g a n io m ro l
n ic tw a p o stęp o w e g o . T o też słusznie m o żn ab y o ta k im b ad a czu
p ow iedzieć słow am i wieszcza :
„ M a r tw e znasz praw dy, n iezn an e dla ludu.
W idzisz ś w ia t w p ro s zk u , w k ażdej gw iazd is kierce;
-
368 -
(
Nie znasz praw żywych, nie obaczysz cudu !
Miej serce, i p a trz a j w serce !“
F o rm a zewnętrzna pieśni wielickich jest b ar
d z o p o j e d y n c z a , s t r o f i c z n a 1). S trofa, s k ła d a się z 2 lub
więcej w ierszy p ołącz o n y ch ze s o b ą za p o m ocą ry m u koń co w eg o
prz ew aż n ie żeńskiego- nie b r a k je d n ak ż e i ry m u m ęsk ieg o . P i e
ś n i n i e r y m o w a n y c h W i e l i c z a n i e n i e z n a j ą . W ie r s z e
dłuższe p o siad ają w śro dku t. z. c e z u r ę , dzielącą wiersz najczę
ściej na 2 ró w n e części. Nie b r a k ta k ż e cezu r innych. S tro fy s k ł a
dają się zazwyczaj z j e d n o g a tu n k o w y c h wierszy. N ie b r a k j e
d n a k ż e strof, złożonych z w ierszy ró ż n o g atu n k o w y ch . P ie ś n i niestroficznych nie ma, w yjąw szy jed n o z w ro tk o w e . C o s i ę t y c z y
r o d z a j u s t ó p w i e r s z a , to m o ż n a w s z y s t k i e s t o p y
s t a r o ż y t n e j m e t r y c e z n a n e i t u w y r ó ż n i ć , tem bardziej,
że w iersz pieśni lu d o w y ch ścliśle pozostaje w związku z m u z y k ą
i m a swój m u z y k a ln y .akcent, n a w e t k r ó tk o ś ć i d ług ość zgłosek.
W ie liczanin nie zna poezyi bez tańca i muzyki. —
N a tem k o ń c z y m y nasze u w a g i n ad p ieśniam i ludu w ielickiego.
P L u d nazyw a swoje „ á p ie w k i“ „ s t r o f a m i“ np. „weszoły ś t r o f “; dalej
nazyw a ..strofam i“ części tj. zw rotki a naw et pojedyncze w iersze. N a j
pospoliciej je d n a k ż e używa tego w yrazu w znaczeniu „ z w r o tk a “ n. p .
„p irsy ś tro f ty śp iw k i“ i t. p.
ROZBIORY I SPRAWOZDANIA.
.,Ateneum", za drugie p ó łr o cze roku 1 8 9 6 W arszawa, zbioru
ogólnego tom L X X X I I I . i L X X X I V .
W tym poważnym m ie sięczn iku w arszaw skim zam ieszczono cały szereg
p rac, o k tó ry ch w zm iankę zrobić należy na stro n ic ac h „ L u d u 11. P r z e d e w szystkiem zw raca uwagę p ra c a p. A. J a b ł o n o w s k i e g o , znanego b a d a
cza dziejów R u s i : j e s t to studyum p. t. ,,K ozaczy zna a leg ity m iz m “ ,
om aw iające źródłowo, treściw ie a p r z e k o n y w a ją c o dzieje pow stania 2 legend
polityczno-historycznych, m ian ow icie: b ato ry ań sk ie j i b a tu ry ń sk ie j (tom I I I . ,
str. 2 4 6 )
N iemniej pięk ną a pn uc zają cą jest p r a c a p. B r ü c k n e r a :
„Z dziejów po lskich różnow ierców — A r y a n ie 11. Godnem pilnej uwagi j e s t
p r ą d ówczesny śród naszych Aryanów, t a k p okrew ny dzisiejszej n au ce hr.
L e o n a T o łsto ja „ 0 nie sprzeciw ianiu się złe m u ". Z p racy tej p rzytaczam
mały ustęp, k tó r y rzu ca ja s k r a w e światło na ówczesny stan umysłów iu te lig ency i: „ S t . R e s s k a opowiada, że ha L itw ie g ro b u p rzech rzty żydow skiego,
L e w au a, kalw ina, potem ateu sza, ziemią nie można było zasypać (str. 4 4 5 ) “ .
W ogóle p r a c a p. B r ü k n e r a zasłu gu je n a pilne odczytanie, bo r z u c a ja s k ra w e
-
869 -
światło na stan ówczesnej nraysłowości. P. F e l i k s K o n i e c z n y um ieścił
„Nowiny o P ia s ta c h “', w k tó ry ch r o z t rz ą s a p ra c ę p. T a d e u s z a W ojciechow
skiego — „O P iaście i p ia ś c ie “ oraz prof. Osw. Balzera — „G enealogia
P i a s t ó w “ ; s ą to b ard zo dobre sp r a w o z d a n ia , tom Ш . str. 5 3 0 . O wiele
więcej niż spraw ozdaniem , bo w ypracow aniem sam odzielnem je s t p r a c a A.
L a n g e g o p t. M itologia ludów d z i k i c h ; a u to r o p a rł j ą na rozgłośnej
k siążce p is a rz a angielskiego A n d rz e ja L a n g ’a, tej wielkiej i w iekopom nej
pracy. A u to r omawia i stre sz cza w zarysach ogóluych poglądy uczonego
angielskiego n a powstanie i rozwój w ierzeń ludów pierw otnych, ale nieco
szczegółowiej ro z s trz ą s a i omawia w ierzenia ludów, zam ieszkujących po za
g ran ica m i E u ro p y . P . L a n g e daje do zro zum ienia, że wróci do tego te m a tu
i p o d a dalszy ciąg streszcz enia p ra cy L a u g ’a w op racow aniu sam odzielnem.
D zieło L a n g ’a stanowczo zasług uje na p rz e k ła d (tom IY . str. 43 1 — 4 7 1 ).
W
czw artym tom ie
tego czasopism a umieszczono p r a c ę P a w i ń s k i e g o : „Odpowiedź według obyczaju ry c e r sk ie g o w praw ie p o ls k ie m “
(str. 3 8 9 — 4 0 2 ). W s p o m in a m o tej p racy i podaję n aw et k ro c iu c h n e
streszczenie, bo jej tr e ś ć zbliża się bardzo do etnografii. „ O d p o w ied ź“ —to wypowiedzenie wojny domowej p rzez dwa rod y zwaśnione ; je s t to więc
to samo, co fran cu sk a g u e rre privée lub niem ieckie F e h d e . Pom ijam jej zn a
czenie ja k o formy upraw nionej samowoli, p ryw atnego wymiaru s p r a w ie d li
w o ści, ale zw racam tylko uwagę na p rze ży tk i wspólnej solidarności rodowej.
N iew ątpliw ie — ta p r a c a P a w iń sk ie g o wraz z jego u p rz edn ią „O pojed nan iu
w p raw ie polskiem *) “ stan ow ią ważne przy c zy n k i do dziejóv/ ro du ojco
wskiego w Polsce. W r. 1 5 3 2 w ziemi Płockiej M ikołaj Syrowski - Garbacz,
d z i e d z i c . . . . sk arży się p rzed s ta ro s tą żałośnie na szlachtę A n d r z e ja D zier ż k a i syna jeg o P i o t r a , że ci liczne pogróżki czynią i g ro ż ą mu zabójstw em.
N aw et mu p rzysłali od siebie J a n a B ieruatow icza i i n n y c h . . . . , aby temuż
M ikołajow i w ty ch słowach od pow ied zie li: „idźcie doń i oświadczcie mu,
żeby to n a pewno wiedział i wszędzie niech się nas strzeże i nie ch to wie,
że w k ró t k im czasie z r ą k n aszych z g in ie '1. Szlachcice obecni to p o tw ie r
d zili; była to „od po w iedź“ . S ta r o s ta n a k a zał złożyć kaucyę, zw aną „ v a d iu m “ ,
by zabezpieczyć spokój publiczny. T a k ie g o rod za ju zap isk i sądowe s p o ty k a ją
się n a d e r często. W idać z nich, że w odpowiedzi, zaniesionej do urzędu ,
uczestniczą k re w n i stron y, wnoszącej odpowiedź, cały ró d pokrzywdzonego.
P aw iński prz y ta cza z akców sądowych san dom ierskich z r. 1 5 7 0 listy o dp o
wiednie, pisan e po polsku. Oto j e s t list Ł u k a s z a G ro m a d z k ie g o : „ Ja n ie
Mościcki, iżeś nadspodziew anie moje, bez wszelakiej mojej winuości, an i nie
dawszy znać z jakiej n ieprzyjaźui od siebie, niezwyczajuieś śm iał b ro ń swą
podnieść przeciwko mnie a n iew inn ą krew moją iżeś p rzelał, p rz eto j a
p om n iąć na p rzy stojn ość sw ą szlachecką, opow iadam ci to tym moim pisaniem,
k tó r e do ciebie posyłam, iż żalu, bolu i d e sp e k tu swego chcę i mam tę
wolę za po m oc ą B o ż ą i za sprawiedliw ością sw ą n a to bie i n a g a rd le twym
zem ścić się. A t a k się mnie ze zdrowiem i g a rd łe m swoim strzeż na każdem
zwykłem miejscu, okrom domu twego własnego, o k rom któ reg o na wszelakiem
miejscu masz ze mnie ta k ie g o n iep rz y ja c ie la dotąd, póki się nie będę mógł
n a t o b i e , n a gard le twym żalu swego pomścić. D laczego lepszej pewności
i wiary list ten swój odpowiedni, r ę k ą sw ą w łasną pisany i zapie czętow any
tobie ja k o nieprzyjacielow i sw emu zwykłym o byczajem posyłam.
*) Biblioteka Umiejętności Praw nych Warszawa. 18S4 r.
—
370 —
Do tego listu odpowiedniego współrodowcy pokrzyw dzonego przyłączyli
n a s t ę p n y : „ J a n ie M ościcki! Iżeś nad spodziewanie nasze, bez wszelakiej
winnośei, nie dawszy znać żadnej nieprzyjaźni stro ny twej b r a t u i p rz y ja
cielowi naszem u nie zwyczajnie śmiałeś b ro ń swoję podnieść przeciwko
niem u a niew inną krew iżeś przelał, j a k o ż i zdrow ia chciałeś go zbawić,
przeto my żałując tak ieg o żalu, bolu i despek tu nas wszystkich, opowiadamyć,
iż mu zemszczenia w szelakiego natobie i g a rd le tw o im i p rzy nim mocnie
do gardł, i m ajętno ści swych stojąc, chcemy dopom agać. D latego te ż ten
zwykłem obyczajem pisany do ciebie, w aru jąc przystojność naszych s z la c h e c
kich przesyłam y. Opowiadamyć to, iż na któ ry m ko lw iek miescu, o krom domu
Twego własnego, moglibyśmy cię wespół z b ra te m naszym pożyć i w niebytności je g o bądź też i na g a rd le twoim lekkości, bolu, żalu b r a t a naszego
się zemścić, n a tośmy się u dali i gotowi jeste śm y . A t a k się nas strzeż,
j a k o n ieprzyjaciel nasz i b r a t a naszego.
D a n w G rom adzicach.... S ta n isła w
K ornel G rom adz ki i t. d . “ N a s tę p u ją podpisy krew nych.
Podobnego rodzaju spraw y i akty były b ard zo ro zpow szechnione w całej
Polsce. Powodem do nich służyły nie tylko krzywdy lub obelgi o s o b is te ,
ale naw et zwykłe wykroczenia krym inalne
W związku z „ o d p o w ie d z ią “
stały też mazowieckie w ró żda i po k o ra, też p rz e ż y tk i krw awej zemsty r o
dowej. Jej w ykonanie było u w a ru n k o w an e ju ż pewnymi zwyczajam i lub
naw et p rzep isa m i praw a, k tó r y c h n iezachow anie ściągało su ro w ą k a rę za
m orderstw o. Z a S tefan a B atorego Iłło w sk i, k a s z te la n wyski, ze sta re g o ro d u
P raw dziców , zabił „n ieo d p o w ie d n ie “ G rajew skiego, szlachcica h erb u O liw a;
p rz y z n a ł się do tej winy na sejmie w 1 5 8 3 ro k u i publicznie został za to
ścięty. „N ieo d p o w ie d n ie “ zabić kogoś, znaczyło bez uprzedzenia, sk ry c ie ,
po dstępnie pozbawić go ży cia ; ostrzeżen ie owo zwało się „ o d p o w ie d z ią “ .
F o rm y podobne istniały też w zachodniej E u ro p ie, we F ra n c y i i w N ie m
czech. W Czechach wedle uchwały z r. 1 4 7 3 ujęto j ą w p rz e p is praw n y
od po věď n e p řáte ls k á, czyli o dp ov ěď k valce. P r z e ż y tk i te u nas u tr z y m y
wały się dość długo, bo aż niem al do k o ńca X YII1. w., lubo praw odawstw o
w y stąpiło p rzeciw ko nim ju ż za Z y g m u n ta I I I . w r. 1 5 8 8 ; zakazy podobne
ponaw iano wielokrotnie.
J. Witort.
„P raw da“ W arszawa za rok 1898. T y g o d n ik ten w arszaw sk i pil
n ą uwagę zw racał zawsze i zw raca dziś na socyologię, k tó r a ta k ściśle
wiąże się z etnografią w szerszeni znaczeniu tego w y ra z u ; nigdy też „ P r a w
d a “ nie o m ieszka um ieścić g ru nto w neg o sp raw o zd an ia o każdej w ybitniejszej
p ra cy z zak resu
n a u k społecznych. B o k ubiegły nie stanowił w y ją tk u :
już w n r. 5. umieszczono „ P o c z ą tk i ro z w o d u “ p. Z. Je s tto spraw ozdanie
z p racy rosy jsk iej A. J. K u liszera p. t. „ B a z w o d i położenje ż en szcz y n y “ .
S p ra w o z d a w c a o stro kryty k u je nieco p rz e s ta rz a łe teorye ro s y jsk ieg o p is a rz a ,
ale podnosi z uznaniem jego b a d a n ia n a d znaczeniem kuźni i kow ala w o b
rz ę d a c h weselnych, lubo z wywodami n iezu pe łnie się zgadza.
W y lud nienie F r a n c y i
omawia
w nr. 6. P. L. K . w „Szkicu a n
tro p o lo g ic z n y m “ daje spraw oz dan ie z p ra c y p. P o tk a ń s k ie g o p. t „ P o s t r z y ż y n y “. T enże a u to r w nr. 12, 13 i 1 4 d ru k u je a rt y k u ł p. t. „ I d e a a czło
w iek “ , szkic antropologiczne - socyologiczny. „D ob ór spo łec zny “ om aw ia nieznany
a u t o r w nr, 15, 16 i 17.; je s tto spraw ozdanie z „L es selections s o c i a le s “ ,
p ra c y ro zgłośnego a n tr o p o lo g a franc uskie go L a p o u g e ’a. Dalsze n u m ery z a
w ierają „H y g ien ę s p o łe c z n ą “ (16 i 1 8), „M ed ycy nę
L udow ą“ i „W sp ó ł
—
371
-
czesny stan n ie w o ln ic tw a “ dr. Zofii D aszyńskiej, o p a rty na p rzek ład zie nie
mieckim p racy In g ra m a p. t. „G esch ichte d e r S klaw erei un d der H ö r ig k e i t“'.
„P rzy cz y n k i do b a d a ń antr o po lo giczn ych n a d ludnością K ró lestw a P o ls k ie
g o “ , — szczegółowa i drobiazgowa k ry ty k a p racy p. D aniłlowicza — Strzelbickiego, w ydruk ow ana w n r. 2 9 . N r . 33 z aw iera a rt . p. t. „ Nowa p r a c a
L i p p e r t a “', w k tó re j daje się sp raw ozdanie o p racy tego uczonego, poświę
conej k u ltu ra ln e j h istoryi Czechów w p oczątk ach wieków średnich. N u m ery
3 4, 35 i 4 7 zaw ierają sp ra w o zd an ia z ro c z n ik a „ W is ły “ za 1 8 9 5 r , pracy
A n d rz e ja L a n g 'a oraz staty sty k i ludności we F ran cy i ; ten o sta tn i arty k u ł
zatytuło w ano : „ W ylu dnienie się F r a n c y i “ . Z powodu po lskieg o p rz e k ła d u
b ajek b raci Grimmów p . L. K . umieszcza w nr. 4 8 „F ow ód b a j e k “ , w nr.
następ ny m tenże a u to r omawia p ra c ę L om b ro sy , a zw łaszcza jego teo ry ę
k a r n ą (z powodu p rz e k ła d u b ro szu ry d r. K u r e l l i : „L o m b roso i jego zn a
cz e n ie “).
W k o ń cu pod aję k ró ciu ch ne streszczen ie p racy p. L. Krzywickiego
p. t. „ G ro m a d a p r a - d z i k a “ , albowiem w yróżnia się ona niezwykłością
i o ry g in a ln o śc ią ; umieszczono j ą w nr. 36 , 37, 3 8 i 39. A u to r p rzypuszcza
i nie bez słusznych podstaw, że ludy, stojące dziś n a najniższym szczeblu
uspołecznienia, miały d łu g ą history ę, k tó r a dała im możność ostatecznie
sformow ać i roaw inąć swój ustrój sp ołe czn y; słowem — ich ustrój społe
ezny, to p r o d u k t długiego rozwoju. Śród A u stralczyków , uważanych wogóle
za najniższe plem iona r o d z a ju ludzkiego, b a d a n ia szczegółowe wykryły p o p ro s tu obraz całego ro zw oju i p rz e k s z ta łc e n ia jed n y ch form w drugie: obok
rodow ości totem icznej istn ieje klasowa, obie o p arte na praw ie m acierzy stem ,
ale j e s t jeszcze inna, klanow a, ojcow ska I s tn ie j ą naw et u stro je ani m acie
rzy ste, ani ojcowskie, bo syn należy do totem u ojca, c ó rk a zaś — m a tk i.
K a żd y ustrój rodowy po siada swe wyłączne odrębnośei, niekiedy b ard zo
ró ż n e . A. i z a k re s stosunków ro dz m n y ch je s t nie mniej ro z m a ity : sp otykam y
plem iona z u sta lo n ą ro d z in ą p a rz y s tą , w k tó re j zobow iązuje w ierność w z a
je m n a ; są też in ne, w ktńrych poza g ra n ic ą zakazów totem icznych wszyscy
mężczyźni i wszystkie kobiety z n ają się wzajemnie, co nie prz e s z k a d z a j e
d n a k istnieniu j ą d r a parzystego. To j ą d r o p arz yste obowiązuje w życiu codziennem, gdy p ary tu ła ją się po te ry to ry u m p lem ien aem , o b co w aire zaś
zbiorowe — przy zborach plemiennych, uroczystościach, s p o t k a n ia c h p r z y
p ad k o w y ch i t. d.
N i e w ą t p l i w i e . — A u stralc zy cy sto ją na najniższym szczeblu u s p o ł e
cznienia, a j e d n a k w ich u stro ju społecznym sp otykam y przeży tk i dawno
zam ierzchłej epoki, przeżytki, k tó r e pozw alają n am rzucić pro m y czek św iatła na
jeszcze wcześniejszy s ta n uspołecznienia na p rad zik o ść P rz y tacza m przykład. Śród
A u stralczy k ó w wyrostek po d leg a ciężkiemu doświadczeniu, w k tó re m winien
wykazać h a r t swej woli, w ytrw ałość na głód, by być przyjętym w poczet
dorosłych. K a tu s z e te są u p raw n ion e, ale w tym czasie kobiety i mężczyźni
śpiew ają zak lę cia magiczne, mające złagodzić ból fizyczny. S tarcy p astw ią
się na d z a ro s te m młodzieńca, a niekied y posuw ają się do takiego ok a le c z e
nia chłopca, z k tó r e m w poró w n an iu obrzezanie Sem itów je s t znikom ą
i łag o d n ą formą. N ie m a wątpliwości, że nie p o zo sta ją w żadnym zw iązku
z obrzędem p ozorne bójki starców z młodzieżą, ich wściekłość, tup an ie n o
gam i, gryzienie b ró d własnych, rzucanie p iaskiem n a w y r o s t k ó w . . . . S ą to
p rz e ż y tk i, św iadczące o tem, że człowiek stra c ił św iadomość pożyteczności
pew nego p o stę pk u, a trzy m a się go tylko z trady cyi ślepej. M ożemy śmiało
—
372
—
wnioskować, iż p rz e ż y tk i w spomniane pow stały wówczas, gdy sta n rzeczy
był zgoła odmienny, gdy istn iała g ro m a d a p ra -d z ik a . W a r u n k i rozwojowe —
rozum ie się — były nie jed n ak o w e ; ta nie jednakow ość, to p r z y c z y n a ró żn ic
w u s tro jac h plem iennych, ale w każdym ra zie możem y śmiało twierdzić, że
istniał ta k i okres, w k tórym każd e p lem ię z konieczności ro zp ad ało się na
d ro b n e hordy, tu ła ją c e się sam opas w poszukiwaniu p ożyw ienia. N a jb a rd z ie j
jałow em i są okolice je z i o ra Е у ге'у , prawdziw y z a k ą te k lądu k opalnego ; otóż
tam spotykam y plem iona o szczególnym sto sun ku m ałżeńskim . U D y jerów ,
gdy młodzieniec p odrośnie, otrzy m u je pozwolenie m iewać z cu dzą ż on ą s t o
sun ki miłosne je s tt o je g o żona tymczasowa, k t ó r ą później z a s tę p u je inna,
stała, dożywotnia, jeś li po zostaje z mężem w zgodzie ; w razie przeciw n ym
r a d a p lem ien na r o z łą c z a ich, u dzie lając n ag an ę, ale w y znaczając im nowych
w spółm ałżonków.
T a k i zw iązek p a rz y s ty j e s t stałem ją d r e m , około k tó r e g o g r u p u j ą się
t •«, p rzelo tne zw iązki miłosne. N a czas uroczystości w taje m n ic zan ia m ło
dzieży, n a p a r ę dni p rzed obrzezaniem, r a d a starcó w w yznacza k ażd em u
pe łno letn iem u mężczyźnie k ob ietę, do k tó r e j zachowuje on wszelkie praw a
aż do zg on u; im D y je rc z y k je s t starszy, tem m a więcej tow arzyszek p r z e
lotnych.
W nocy, po prz edz ające j dzień obrzezania, pan uje bezład zupełny
„ d o ko ny w ają najo h yd niejszych p ra k t y k — pisze m isyonarz Głason — każdy:
zn a k a ż d ą “ . Z w ykle zwyczaj o kreśla p raw a gru py doryw czych mężów w zglę
dem tej samej kobiety : starszy wiekiem ma pierwszeństw o p rze d młodszymi ;
je ż e li m ąż stały opuści czasowo żonę, zam ieszkuje ona szałas n a js ta rs z e g o
z po śród p irau ró w ( p i r a u r — m ałżon ek p rzelo tny ). N a tu ra ln ie — urzecz y
w istnienie tych p raw małżeńskich, zależy p rzew ażnie od ilości zwierzyny.
T a k i stan rzeczy łatw o wytłóm aczyć : p rzeszłość p rz e k a z a ła b ezład płciowy,
w aru n k i życiowe wytw orzyły zw iązek parzy sty ; oczywiście - - o umowie
m ałżeńskiej mowy być nie może
z chwilą, gdy plem ię d a kom uś sta łą
żonę, staje się ona fak ty cznie żoną b ra c i mężow skich n iety lk o ro dzo n y ch ,
ale i totemicznych, k tó rz y m a ją pierw szeństw o do p a n n y m odej w noc
ślubną.... wedle starszeń stw a.
I s t n i e j ą jeszcze czasowe g ru p y m ałżo n k ó w : k a ż d e dziewczę po dojściu
do ok resu dojrzałośc i je s t żo ną fa k ty c zn ą
w spółplemieńeów, n a tu r a ln i e
w obrębie zakazów to tem icznych. Niewątpliwie, że u Dyjerów, K u u aud abu ró w
i innych pokrew n ych plem ion spo tyk am y wyraźnie p rzeży tk i g ro m a d z k ie g o
obcowania m iło sneg o; spotykało się ono je d n a k dość rz ad k o , tylko w o k resie
uroczystości plem iennych lub zbiorów darów p rzy ro dy . Śród n ie k tó ry ch p l e
mion p ra k ty k u je się ono ty lk o w razie nieszczęść o g ó ln y c h ; je s t tedy p r z e
żytkiem, k tó ry p rz y b r a ł c h a r a k t e r obrzędu religijnego. N iew ątp liw ie w ty ch
okolicznościach k ry j ą się przyczyny h etery zm u, t a k rozpow szechnionego
n iegdyś n a kuli ziem skiej ; zresztą — nie zan ikł on i d ziś doszczętnie. F a k t y
stanowczo świadczą, że z bo ry i zbiegow iska były zawsze o k rese m bez ładu,
okresem satu rn alii. P ra c z ło w ie k koczował d ro bn em i h o rd k am i. D ojrzew anie
owoców, p a rc ie ławic łososi, przejście bizonów i t g. ściągały j e w pewne
okolice. O gn iska obozowe buchały, zg ro m ad ze n i jed li do p rzes y tu , in s ty n k ta
wybuchały gwałtownie i za sp a k a ja n o ich w y m o g i; gdy u c z t a , p rzy ro d y k o ń
czyła się, zbiegowisko ro z p r a s z a ło się., p raw dopodobnie z małem i zmianami.
M oż na p rzypuszczać, iż małżeństwo p a rz y s te sięga swymi k orzen iam i
o k re s u h o rd y pradzikiej ; są niejakie d a n e po tem u. P róbow ano zw iązać te
s a t u r n a li e z pery o d y czu o śc ią d ziałania popędu płciowego, ale zdaniem au to ra
—
m
—
nic stanowczego w tej k w e sty i powiedzieć nie można. W s z a k ż e niew ątpliw em
jes t, iż w z a ra n i u ludzkości popęd płciowy śró d niej n ie był stałym , lecz
występywał peryodycznie, j a k u zw ierząt, w zależności od obfitości p o k a rm u ,
p ó r rok u i t. d. „ J e d n o tylko nie ulega wątpliwości, mianowicie, iż sp o
sób stały lub peryodyczny, w yładowania in s ty n k tu płciowego, o raz obfitość
pożyw ienia ro zstrzy ga ły o n a tu r z e związków m a łż e ń sk ic h podczas pierwszej
formacyi społeczeństw a p ra dzikieg o. P o ty m okresie pierwotnym n a s t a ła faza
pó źniejsza, za k tó r e j zaczęła sw^je d ziała nie stale is tn ie ją c a p o d n ie ta
płciowa. M u s ia ła o na wywrzeć wpływ do datn i, bo u trw a liła z konieczności
luźne stad ło m ałżeńskie, p a rz y s te łub g ro m a d n e “ — mówi p. Krzywicki.
W rzeczy samej, dane dotyczące tej kwestyi, s ą d o tąd niejasne, n i e o k r e
ślone, mało prz eko ny w ają ce, zw łaszcza fak ty etnograficzne. B a d a n ia s t a ty s ty czn e w tym k ie r u n k u zaczęły się dopiero od niedaw na. A u to r ro zw aża
też ce rem o nie w tajem niczenia, ja k o przeży tek p ra s ta ry , mianowicie a n t a g o
nizmu pomiędzy starsze m a młodszem pokoleniem. W ogóle rzecz to zr ‘
m iała, że ludy d z ik ie po sług ują się symbolami odpow iednim i, by pew n e
pojęcia głęboko zak orzen iły się w um ysłach młodzieży, ale obrzędy c e r e m o
nialne w sk azu ją takie cechy, k tó r e z b liż a ją hordę lu d z k ą do s t a d a Głuanaków. „K ażde stado sk ła d a się z kilku samic i je d n eg o samca, k tó ry znosi
w pobliżu tylko młodych samczyków, niezdolnych jeszcze do re p ro d u k c y i.
Z chwilą, gdy d o sięg n ą one pewnego wieku, zaczynają się bitwy, s k u tk ie m
któ ry ch n ajsłab sze , zmuszone u stą p ić silniejszym, ł ą c z ą się z ró w ieśnikam i
i m łodem i sam iczk am i n a u b o c z u “ — mówi au to r. Coś podobnego działo
się w p r a - h o r d z i e ludzkiej, m oż na to śmiało p rz y p u ś cić ; p raw dopodobnie
ojcowie prześlado w ali syaów, by zachow ać dla siebie kobiety, co p rz y s p ie
szało spraw ę wydzielenia się synów. „P raw d o p o d o b n ie z tak ieg o samego
źró d ła w ziął po czątek w rodzie ludzkim zwyczaj nieobcow ania m ałżeńskiego
przed staw icieli linii zstępnej i w s tę p n e j“ — mówi p. K rz y w ic k i. Z a k a z y
owe tw o rzy ły się żywiołowo, nieświadomie. Niew ątpliwie — współzawodnictwo
pomiędzy starszem a młodszem pokoleniem mężczyzn ujaw n ia się najbardziej
w czasie zb ieg o w is k ; wówczas żywiołowo rozw ija się pomiędzy młodzieżą
m ęz k ą pew na solidarność, u w aru n k o w a n a w spólnością popędów. U N a rin y jero w , plemię a u stralijs k ie , młodzież
m ęzka, p o d leg ają ca w tajem n iczeniu ,
obozuje sam otnie, ale do niej m a ją dostęp młode, niezam ężne dziewczęta;
p an u je swawola z up ełn a. U A ud am ań czy kó w naw et obóz swojem u k s z t a ł t o
waniem p rze dstaw ia w yraźny obraz w ydzielania się młodego p o k o l e n i a : s t a
d ła m ałżeńskie za jm u ją szałasy oddzielne, młodzież m ęz ka i żeAska —
osobne części obozu. W tej okoliczności też a u to r widzi źródło, p o c z ą t e k
tej luźn ości, w której żyją ludy, rozsiane na znacznym o b szarze z ie m i;
m łodzież ich, j a k m ęz ka ta k i żeńska, w y o d rę b n ia się zupełnie i cieszy się
zwykle z u p e łn ą sw obodą m iło sną aż do chwili ożenku lub zamężcia. T r z e b a
zauważyć, że b r a k rysów o k ru cień stw a p r z y w tajem niczaniu młodzieży m oże
tłóm aćzyć się niekiedy okolicznościami ro zm aitem i. A u to r omawia też kwestyę z różn iczk ow ania się własności plem iennej w o k resie , p ra d z ik o śc i, t u
dzież zbiegow iska na lądzie N. H o lau d y i ; są to n a d e r ciekawe a p o u c z a
j ą c e ustępy.
O wiele j e d n a k ciekaw szem je s t zdanie auto ra, dotyczące p o cz ątk u
p ra w a m a c ie rz y s te g o ; nie p o d z ie la on teo ry i dotychczasowych, albowiem
„p raw o m a c ie rz y s te nie j e s t w y razem zw iązku p om iędzy d zieckiem a m atk ą,
lecz dzieckiem a rodem m a t k i “ . N iew ątpliw ie — w o k re s a c h niższych —
‘¿5
-
374 -
m ężczyzn a je s t żywiołem wędrownym, o p uszczającym swoich. Otóż ta k o
nieczność — z je dnej strony,
z drugiej zaś —
względna b iern ość
i stałość kobiety,
u w aru n k o w a n a
fizyologicznymi
w arun ka m i
ro z r a d zan ia się, wywołały pow stanie i stopniow y rozw ój p ra w a m a c ie rz y s te g o .
W ogóle r e d a k c j a „ P r a w d y “ od daje zn ączne usługi n aszem u s p o ł e
czeństwu, przy sw ajają c naszej lite r a tu r z e wybitne p race uczonych e u r o p e j
skich. T a k niedaw no wydała ona „ L i t e r a tu r ę p o ró w n a w c z ą “ w p rz ek ład zie
D r. Zotii D aszyńskiej, dziś zaś w d o d a tk u wydaje stud yu m an tro po log iczne
0 zwyi4 dnieniu.
Jan Witort.
Lužica. M ěsačnik za zabaw u a powučenje na lěfco 1896. XV. lětnik.
B udyšin. O dkąd mie ięcznik ten, b ę d ą cy jed y n y m lite ra c k im organ em w spól
nym obu gałęzi n a ro d u serbsko -łu życk iego , wydaje D r . E r n e s t M uk a, prof.
gim a, w F r a j b u r g u saskim i a u to r cennej g ra m a ty k i ję z y k a dolnołużyckiego,
o d t ą d rozw ija się pismo świetnie Spis ro cz n ik a XV. w ylicza 16 w sp ó łp r a
cowników, k tó r y m przo du je sam wydawca i dzielny p rzy jaciel Ł u ż y c z a n
1 nasz prof. A dolf C zern y z Pragi. D z ię k i tem u o statn ie m u roi się ro czn ik
p rz e k ła d a m i poezyi czeskich. My j a k zw ykle — nie za stąp ie n i w piśmie n a
ro d u słowiańskiego, bo u n as zawsze więcej F ra n c u z ó w i A nglików niż Sło
w ian praw dziw ych !...
R o z b ie r a ć treści ro c z n ik a zeszłego Ł u żicy nie myślę. W y m ien ię tylko
a rty k u ły m ogące obchodzić ludoznaw ców. P rzedew szystkiem z papierów po
nieśm iertelnej pam ięci M. H ó r n j k u podano tu w spom nienia o daw nych c z a
sach i miejscowościach serb skich (Nr. 6, 7, 10 i 11). N astęp n ie ro zp isan o
się z n a tu r y rzeczy n ajobszerniej o wystaw ie łu życkiej, k t ó r ą u rząd zo n o
z. r. w D reźnie z olbrzymim pow odzeniem. W y b o rn y tek s t Ł u ż a n a i M u k i
(N r. 7 — 11) k r a s z ą w yborne o db icia fotografii typów i scen z życia zwy
czajowego np. k w a ś n y c i a h , p r a z a(-p i; á s t к i t. j. p rz ą d k i czeskie, k tó re
n a wystawie ludoznawczej prask iej z r. 1 8 9 5 . cieszyły się og rom nem po w o
dzenie m) i t, d. i t. d. Ł u ż a n dokończył też w nrze. 1. swego s p r a w o z d a n ia
z wystawy praskie j, na k tó rej Dr. M u k a wzorował łu ż y c k ą w r o k później.
S tu d e n t zaś teologii z Berlina, B ogum ił Szwjela, p o d ał b a rd zo d o k ła d n e
spraw ozdanie i trafne uwagi o k a rc z m ie z Błot ( S p r e e w a l d ), wystawionej
obok muzeum serbsko-błockiego n a przem ysłow ej w y sta w ie berliń sk iej r ó
wnież w r. 1 8 9 6 (N r. 8 i 9).
B ard z o ciekawym j e s t też opis życia p a stersk ieg o w B lunju p rz e d 60
laty, rozpoczęty p rz ez J . B. N yezkę w n rze 10 ro c z n ik a X IY . a skończony
w' n rze 1. ro c z n ik a omawianego.
G ru p ę p odaniow ą p rz e d s ta w ia ją a rty k u ły D r. J. P i ł k a o „se r b sk im
F a u ś c i e " , znanym pod im ieniem K r a b a t a (N r. 4 i 5) i wywołane nim p r z y
czynki p od ane w n rach 7 i 12, dalej o p a r t e n a p o d an iac h lu dow ych poezye:
M ro w jan a „ S ta r a W j e r a “ i R a d y s e rb a „L udk ow y h a j u (nr. 1 i 1 1) oraz sp i
sane z u s t ludu opo w iad anie o kam ien iu gminnym koło Miłocic (nr. 6).
W ażne p rzyczy nk i do onom atolo gii miejscowości, k t ó r ą coraz in te n z y wniej p oc zyn ają u p raw ia ć uczeni wszech n arodów , stanowią a r t y k u ły prof.
J . M. J e ń c a z D r e z n a : „ G a u rg b ü b e ], G am ig, G a m r i c h “ (nr. 1), gdzie wy
kazuje formę k a m y k , dziś obcą łużyczyźnie, i „N azw a w ioski P o lk e w it z “
(nr. 1), p ow stała z „ D ołk ow ic e".
C ena pism a b ard zo s k ro m n a 2 zł w A ustryi. Z alec am y je praw ym P o la k om -słow ian om . Lud, k tó r y oto czon plemieniem g erm ań skiem , potrafił się ostać
— 375 —
i podziśdzień o p ie r a się wszelkiemi siłam i zniemczeniu, w a rt je s t p o p a rc ia
n ietylko m oralnego, lecz i m ateryalnego. Pierwszego jak o ś niebardzo od nas
doznaje, skoro p rz y sp oso b no ści w ystaw y zeszłorocznej pisano u nas o nim
ta k , ja k b y o nowo o d k ry tej A meryce. Byłby czas n a p ra w ić błędy przeszłości
i nie prz estaw ać n a tem, że czasem p an polski (ja k A. ks Sapieha, łub
K. h r. P rz e ź d z ie c k i) sypnie gro sza n a „ M acierz serbską,“ . C zytajmy B użicę,
w ędrujm y do cudnych B łot, poznajm y B udziszyn, poznajm y lud poczciwy ł u
życki, a j a k jem u dodamy p rzez to otuchy, t a k i sam i p o k rz e p ie n ia d o z n a
my, p a tr z ą c na m ałego D awida, staw iającego dzielnie czoło G oljatow i G erm anii
Dr. Fr. K rtek.
Fr. Xawery Mroczko. Sniatyńszczyzna. P rz y c z y n e k do etnografii
krajowej. Część „1. Lwów. Z D r u k a r n i W ł a d y s ła w a Ł ozińskiego. 1 8 9 7 . O d
b it k a z „ P rz e w o d n ik a n a u k . i lite r " .
P r a c a in s p e k to ra szkolnego p. M roczki — je s t p r a c ą k o n k u rs o w ą
i rzeczywiście na uznanie zasługuje. A u to r nie szczędził ani pilności ani
tr u d u , ażeby d okładnie, w wielu ra z a c h n a w e t w yczerpująco opisać pow iat
śn iaty ński — pod względem etnograficznym. R ozm iary d ziełk a p Mroczki
są znaczne — osobliwie w ręko pisie, bo ro z p ra w k a k tó r ą omawiamy j e s t
tylko w y c ią g ie m k ró tk im (8 3 s tro n d ru k u j z m a n u s k r y p tu ; ustępy op u
szczone d z ię k i u p rze jm o śc i a u to r a i p K re c h o w ie c k ie g o , r e d a k t o r a „G azety
L w o w s k ie j“ — p odam y w n a stę p n y c h zeszy tach „ L u d u “ . O tr e ś c i ro zpraw y
już wydanej pouczyć m ogą tytuły poszczególnych ro zdziałów , dlatego p o d a
je m y j e tu taj. S ą o n e ; 1. K r a j , 2. G leba, klimat, gospodarstw o, handel,
przem ysł, o św ia ta ; 3. L u d ; 4. S t r ó j ; 5. M ie s z k a n ie ; 6. Po ży w ie n ie ; 7. J ę
zyk; 8. P o ję c ie religijne; 9. Święta; 10. Wesele; 11. Chrzciny; 12. O brzędy
p rzy obsiewaniu pola, pieśni dożynkowe; 13 . P o jęcia astronom iczne; 14. Św iat
zwierzęcy (w pojęciach ludowych);
15. Ś w ia t roślinn y (j. w.); 16. W r ó
ż k a i 17. Zwyczaje i obrzędy pogrzebow e. T y t u ł y te są d la n as p o n a d to d la
tego ta k ż e ważne, że są one p o n ie k ą d m i a rą w ymagań dla tego ro d z aju
p ra c etnograficznych; nie je s t to co p r a w d a schem at w yczerpujący, ale też
m am y p rze d sobą dopi ero część pie rw sz ą p rac y p. Mroczki.
O szczegółowe s tre sz c z e n ie poszczególnych ustępów nie możemy w s p r a
wozdaniu kusić się, a to tem mniej, że w wielu w y padkach musielibyśmy
c h yb a p rz e d r u k o w a ć dosłownie — np. pieśni ludowe, cytow ane w p racy p a n a
Mroczki, zw roty ję z y k o w e ru s k ie , opisy obrzędów i t. p. M ają c na oku
przedew sz y stkiem etnografię „Š n ia ty ú sz c z y z n y “ , mało pośw ięcił a u to r miejsca
szc zeg ó ło m geograficznym i historycznym pow iatu; w p ro st zdanie m naszem
nieco za mało, n. p. nie zaznaczył naw et, że Sn iaty ńszczyzn a — to część
P o k u c ia — owej „M ałej W oło szc zy zn y " z Х У . w., na z w a n e j ta k z powodu
licznej im m igracyi Rumunów, osadzonych tu taj we w siach na t. zw. „praw ie
w o łosk iem “ . J e s tto szczegół n a d e r ważny dla etn o g rafii, k tó r y je d y n ie może
n am w yjaśnić podniesiony p rzez p. M ro c z k ę fakt, że po wsiach w powiecie
ś n ia ty ń sk im prze ch o w u ją się po dziś dzień liczne obyczaje, zwyczaje, a n a
w et zw roty językow e ru m u ń sk ie .
N ajb ard zie j w yczerpująco opisuje a u to r „ p o jęc ia re l ig i jn e “ i związane
z niemi obrzędy w śród lu d u „ Ś n ia ty ń sz c z y z n y “ . J e s t to k w esty a ważna nie
tylko ze względów ściśle etnograficznych, ale także e tn o - i socyologicznych,
tudzież z tego powodu, ż e z n a j o m o ś ć
„pojęć i o b rz ę d ó w
reli
gijnych“ u ludu jest znakom itym i w wielu razach jed y n y m
*
*
376 —
k l u c x e m do
odbudowania
pogańskiej
mitologii
słowiań
s k i e j, k t ó r a p o d z i ś d z i e ń n a w e t w p o w a ż n y c h ^ d z i e ł a c h n a
ukowych — trak to w an ą jest
po m a c o s z e m u
Ż ału je m y , że p.
M roczk o pisząc o tem, o g ra n iczy ł się znów ściśle n a sam ą tylko e tno grafię ,
chociaż mimowolnie niejedno wyrwało m u się tu i ówdzie z pod p ió r a —
uogólnienie etnologiczne. N asu w ają się one także k ażd em u czyte lnikow i ;
z pojęć i obrzędów bowiem religijnych w „ Ś n iaty ń szcz y ź u ie“ p rz e z ie ra b a rd z o
ja s n o i dobitnie ów p r a s t a r y „ k u lt duchów “ , będący zd anie m S p e n c e ra p ier
w o tn ą w iarą wszystkich ludów. Mojem zdaniem z tą w ia rą łączy się ściśle
tak że k u lt ro ś lin i zw ierząt, k tó re g o ślady o dkryw a p. Mroczko w śród l u
du śniatyńskiego w znacznej mierze.
N a tu ra ln ie ! — me możemy od a u to ra , piszącego ro zp raw ę etn o g r a fi
czną, w ym agać tego ro d z aju uogólnień, jak k o lw iek byłyby one n a d e r p o ż ą
d ane i mamy nadzieję, że w m iarę rozw oju lu do znaw stw a ja k o n au k i —
dojdziemy może W niedługim czasie także do tego, że p ra c e etno g raficzn e
polskie b ęd ą mogły dążyć do celów e tn o - i socyologićznych, tu dzież n a t a
kiej umiejętnej podstawie o pierać się, j a k t o już dzisiaj dzieje' się w lu do znawstw ie zag ran icznem .
Dr. E . 1. Gorzycki.
A nton Králiček.
Dio s a r m a tisc h e n B e r g e , d e r B e r g P e u k e und
K a r p a te s des C laudius P to le m a e u s . E i n B e itra g zu r G e sc h ic h te (Ter V ö l k e r
w anderung.
( P r o g ra m m d e r L a n d e s O b e r-R e a ls c h u le in K re m s ie r) I T h e il str. 2 7,
1 8 9 4 ; II T h e il str. 34, 1 8 9 5 .
Ant. K rálič ek , p ro fe so r szkoły re a ln e j w K io m i e r z y ż u , zam ierz y ł s o
bie ożnaczyć położenie i ro z c ią g ło ś ć ty ch tr o jg a gór, o ra z o b ja ś n ić ich n a
zwę i jej p eczątek . Stosownie do tego roz dzielił p ra c ę n a tr z y części, więc
p ie rw s z y ro z d z ia ł obejm uje g ó ry sarm a ckie, d ru gi g ó rę P e u k e , a tr z e c i
K a rp a te s . Opis sławnego a le k s a n d ry js k ie g o a s tro n o m a i g e o g ra f a p o d d a je
p ro b ie rz o w i z p o d a ń innych d aw nych uczonych o raz n a jn o w szyc h wydawców
i objaśniaczy dzieła Pto lem eusz a. Z n a m ien iem p ra c y K r á li č k a j e s t obszerność
ź ró d e ł, na jak ic h się o piera, poniew aż uw zględnia rów n ież w y nik i b a d a ń
uczonych słow iańsk ich obok cudzoziem skich.
W y c h o d z ą c z zasady, że nazwy tr o jg a rzeczo n y ch g ó r p o c h o d z ą od
ludów znanych w staro ży tn o ści : S arm ató w , P eu k in ó w i K a rpó w , k tó r z y m u
sieli góry owe zam ieszkiw ać, zb iera a u t o r św iad ectw a dawnego p iś m ie n n i
ctwa greckiego i ła ciń sk ieg o, ab y usta lić pojęcia o siedzibach tych ludów .
W e wstępie ogólnym o K a r p a t a c h zestaw ia a u to r w zm ianki s t a r o ż y
tn y ch p is a rz y , z k tó ry c h m ożna, przyp usz czać , że K a r p a t y zw ali p r z e d P t o
lem eu szem — R i p a j e , może ze słowiańskiego c h r i b , r i p , r i p = g ó r a .
J e d n a k P to lem eu s z ju ż te R ip aje um ieszcza dalej n a północo wschód od
K a rp a t.
R ozdział pierwszy, om aw iający siedziby S a rm a tó w i gó ry S a rm a c k ie
w zw iązku z niemi, s tre sz c z a się we wniosku a u to r a , że P tolem euszow e,
g ó ry S arm ack ie ozna czają te sku p in y g ó rsk ie, k tó r e się c iąg n ą od w ielkie
go k o la n a D u n a ju n a północ z r o z m a ite m i nazw am i g ó r n o w o g ro d z k ic h
ostro w skich , w ęgierskich rudaw , g ór liptow skich (tj. niż n ich T a t r ) i wielkich
i m ałych T a t r aż po B esk id y zacho dn ie.
W rozdziale drugim dochodzi a u to r do wniosku, że g ó ra P euk e u P t o
lem eusza oznacza wschodnie B e sk id y ra zem z T a tr a m i i B e s k id y lesiste
z wyżyną sied m iogrodzką.
W ko ńcu ro zd zia ł trzeci o Pto lem euszowej g órze K a r p a te s z am y k a wnio
sek, źe oznacza ona tylko B esk idy lesiste i że schodzi się z n azw ą P e u k e ,
k tó re j to g óry część sk ła d o w ą stanowi.
T a k więc a u to r ostatecznie w ypowiada z d a n i e , iź K a r p a ty w całej
ro z ciąg ło ści i szerokości nie były zn ane uczonem u a le k s a n d ry jsk ie m u , iż
tylko n iepew n a wiadom ość po dała mu nazwy tr z e c h poszczególnych części
K a rp a t, z k t ó r y c h pierwsza, tj. góry S arm ack ie oznacza w schodnią dzielnicę
Beskidów zachodnich mianowicie pasm a w ewnętrzne (w ew nątrz łu k u k a r p a
ckiego położone) ; d ru g a i trzecia, tj. g óra P e u k e i K a r p a t e s oznacza B e
skidy lesiste, d zielące W ę g r y od Polski razem z T a tra m i. K toś, co u d z ie
lił P to lem eu szow i wiadomości do naukow ego opisu, więcej z w racał uwagi
na szczegóły etn o- i topograficzne, niż na h y d ro - i orografią
Oto wyniki, do ja k i c h d oszedł autor. Mimo wielkiej pracow itości,
z j a k ą a u to r z eb rał mnóstw o c y ta t z dawnych, nowszych i najnowszych p r a c ,
tru d n o się zgodzić n a jeg o poglądy. J u ż od p o czą tk u p racy uczynił a u to r
k il k a założeń, do k tó r y c h wszystko nagina, nie pomnąc, że do ta k ic h z a ło
żeń nie m a podstawy. Oto w yrzekł na w stępie, że nazwy wymienione gór
p och od zą n iew ątpliw ie od narodów je zamieszkujących. D alej, że siedziby
ty c h n arodów u stalo ne po rozbiorze rozm aitych po dań o nich u uczonych,
tem sam em w sk aż ą niew ątpliw ie, gdzie sz u k a ć należy gó r o ty ch nazwach.
Cały ten u k ła d j e s t zan ad to sztuczny, a nie da się oprzeć na ża dn yc h p e
wnych p od staw ac h, W ko ńc u granice, ja k i e z a k re ś la poszczególnym trzem
nazw om ty c h g ó r, są za ścisłe n a owe czasy, gdy o p asm a ch g órskich , ich
ułożeniu w ogóle p raw ie p o jęcia nie miano. C ała p ra c a , choć b ard zo s t a
ran n a, nie o d z n a cza się p rz ejrzy sto ścią, j e s t w niej na g ro m ad zen ie szczegó
łów pow ciskanych w rozdziały, nacechow ane d rob iazg ow o śeią iście n ie m ie
ckich uczonych.
J e d y n ie n a stę p u ją c y p ogląd zasługuje n a szersze zajęcie się nim, a j e s t
p rzez a u to r a po raz pierwszy podniesiony . I ta k pisze au to r . „ Jeże li P t o
lem eusz. (I II. c. 3) w yraża s i ę : „poniżej B astarn ó w p rzed D a c y ą T a g r o i
(T agrow ie), a poniżej ty ch m ieszkań cy D niestrow i ( T y ra n g e to w ie )“ — to
znaczy poniżej w pierwszem miejscu n a południe, a w d ru giem m iejscu na
p oludnio-w schód ; ponieważ ta k u m ieszcza T ag ró w P to le m e u s z o w a m apa
wielkiej G erm anii i S a rm a c y i podług w ydania M ü ller’owego (w P a r y ż u 1 8 8 3 ),
i to blizko tego p o łu d n ik a , po k tó r y m leży go ra P eu k e t. j. 5 0 ° wsch. szer.
P o od ciągnięciu p rzesu n ięcia powyżej ju ż om aw ianego długości P to le m e u s z o wych na wschód i po w yrów naniu różn icy ty ch długości n a północy i p o
łu d n iu E u r o p y środkowej, co razem wynosi 7° u S zaran iew icza (K ritis c h e
B licke in die G eschichte d e r K a rp a te n v ö lk e r str. 62), pokaże się, że n a
leży przen ieść T a g ró w „ T a g r o i “ n a 3 7 ° wsch. szer. ta m , gdzie się wznoszą
T a tr y . Jeże li pod dam y tę nazwę ludu ta k ie m u postępowaniu, j a k i e musiało
się zastosw ać do „ K o g n o i “ u P to le m e u s z a , p odług czego często r ę k o p i s y
greckie pom ieniały g a m m a Z’ z t a u T , wówczas o trzy m am y z a m i a s t T a
groi — T a tr o i i wtedy mamv podobieństw o do słowiańskiej
nazwy gór
K rk on oše, k tó r a je s t sta rem choć filologicznie tr u d n o w ytłóm aczalnem p r z y
pom nieniem Ptolem euszowych K o r k o n t o i , j a k ro d z in n e słow iańskie T a t r y
d la zachodnich K a r p a t, są w spomnieniem Ptolem euszowych T a g r o i. T ej oko
liczności wszyscy ci b a dacze przeszłości, m iędzy nim i przed e w szy stk ie m D o-
— 878 bner, potem naw et S z a fa r z y k , a w k oń cu zm arły w ubiegłym ro k u uczony
za grzeb ski K a n o n ik F r . K a č k i nie uw zględnili, mówiąc, że nazw a T a t r znachodzi się po ra z pierwszy w opisie g ra n ic dyecezyi p ra sk ie j w akcie za
k ładający m b iskupstw o p ra z k ie przyw iedzionym u K o s m a s a “ . .
U stęp ten dosłownie przeło żon y p o kazu je sposób dow odzenia a u to r a
w prawdzie m isterny , ale n ie s te ty za dowolny. Do czego to nie m ożna dojść
dowolnie zm ieniając głoski w wywodzie nazw ! M nóstw o przykładów szcze
gólnie z dawniejszych p ra c w tej dziedzinie m ożnaby przytoczyć, j a k i e nie
p raw d op od ob ień stw a u dow ad niali n ie r a z n aw et ludzie z k ą d iu ą d uczeni, zw ie
dzieni na obce sobie pole ję zyk ozn aw stw a. Mimo całego p ozo ru odmówić
muszę autorow i słuszności do m n iem a n ia (hipotezy), ja k o b y lud T a g r o i u P to
lem eusza m iał się odnosić do gói’ T a tr . Oto do czego do p row ad ziło założenie
a u to r a , że k ażd e gó ry m a ją swój lud, a nazw y g ó r i lu du schodzą się w jed no .
D la zajm ujących się podobnem i b ad a n ia m i dodam, że te n sam A n to n i
K r á l i č e k rów nież w podo bn ém sp raw o zd an iu szkolnem z r. 1 8 9 0 pom ieścił
ro zp raw ę pod napisem : „H ercy n ia , E'ergunna,, K rkonoše. E in B e it r a g zur
G-eschichte d e r V ö lk e rw a n d e ru n g '1.
P o d łu g tej ro zpraw y K rk o n o še wywodzić należy od P e r k o n o s , P e r k u nas, P e rk u n , P e r u n , — bóg słowiański.
H r . S t. E lja s z - R adzikow ski.
Konstantin Damroth. D ie ä lte re n O rts n am en Schlesiens, ih re E n t
steh u n g u nd B e d e u tu n g . M it einem A nhänge ü b e r die schlesisch polnischen
P e rs o n e n n a m e n . — Beiti äge z u r schlesischen G eschichte u nd V olk sk un de.
B e u t h e n O. — S. V erlag von F e lix K a s p r z y k 1 8 9 6 .
Dzieło to w 8 9 str. 2 5 4 . j e s t wydaniem p ośm iertnem , bo a u to r ledwo
z a czą ł dru k o w ać p racę, u m a r ł 5 m a r c a 1 8 9 5 , zaś do pro w ad ził pozostaw iony
rę k o p is do p o rz ą d k u i czuw ał nad jeg o wydaniem J . G re g o r, k tó r y do dał
przedm ow ę i poświęcił w nie m g o rą c e w spom nienie z m a r łe m u badaczow i
śląskiej przeszłeści.
A u to r obchodzi nas Polaków wielce, albow iem j e s t to te n k sią d z K o n
stan ty D am ro th , co pod im ieniem Czesława L ubińskiego pisywał miłe w ie
rs z e u lubione u lud u gó rn ośląskiego, śp iew an e p rz e z e ń z u po do ban iem (w y
dane w kilku t o m ik a c h : W ia n e k 1 8 6 7 , Z niwy śląsk iej 1 8 9 3 , W ie r s z e
o statnie 1 8 9 6 ). J e s t to ten, co p i s i ł dla lu du g ó rn o ś ląsk ieg o wiersz : „Z n i
wy ś lą s k ie j“ :
„W B ogu w iara — Z siebie ofiara,
„ W p racy w ytrw ałość — W nieszczęściu stałość,
„A w szczęściu zgo da — I rz ą d n a z a g ro d a ,
„ T o n as kiedyś zbaw i — I Polskę postawi.
„ — Niech p rzy p o m n ą wam te świeże
„K wiaty hasło śląskiej ziemi :
„Ż e przy ojców mowie, wierze,
„A ż do zgonu stać będziemy.
„N iech przy p o m n ą p ra w d ę s t a r ą ,
„ Ż e n ie cudem, ale tru dem ,
„M ia rą, w iarą i ofiarą
„ Z ostaniem y wolnym lu d e m “.
K s ią d z D a m ro th dopiero ja k o a k a d e m ik n a u c zy ł się po polsku , a n a
uczył się t a k wybornie, że uchodził za najw iększego znaw cę p olszczyzny n a
Śląsku. T e n zacny Ś lą z a k o d daw ał się z zamiłow aniem b a d a n iu nazw ś l ą
379
skich od dawna, a owoc swej p racy zeb rał w omawianem dziele w ostatnich
chwilach życia swego pospiesznie — pędzony obawą, śmierci z choroby p i e r
siowej, k t ó r a zmusiła go już o l lat kilku do po rzu cen ia posady d y r e k f o r a
sem in ary u m nauczycielskiego i sz u k a n ia sch ron ienia w k laszto rz e b r a c i mi
łosie rdz ia w Pilchowicach, gdzie w 54 ro k u życia dokonał.
P o tera od stąpieniu od właściwej rzeczy, k tó r e się należało zacnem u
au torow i, przech o d z ę do samego dzieła.
P o przedm owie skreślonej przez J. G re g o ra , k tó re j pomysł zostawił
w zarysie sam autor, n astępu je w s t ę p . W nim zazna'cza au tor, że p i e r
w otną ludność Ś lą s k a stanowili Słowianie i od nich pochodzą wszystkie n a j
dawniejsze nazwy miejscowe. O p iera się w tem również n a zdaniu w y d a
wców wielkiego zbioru doku m entó w śląskich, — T z sch o p p e’go i S t e n z e ľ a ,
któ rzy tw ierd zą to samo i którzy stm o w c z o o d rz u c a ją ro jen ia n i e k t ó r y c h
p is a rz y n iem ieckich o pierw otnej bytności Niemców na Śląsk u, rojenia n ie p o p a rte żadnym zgoła dowodem naukowym*) Również wyszukiw anie p o c z ą
tków nazw śląskich w języ k u Keltów ju ż nie w nielicznych p rz y p a d k a c h , ale
dla ty s ią c a miejscowości — nie może się ostać p rzed nau ko w ym p o g l ą d e m .
A u to r zam ierzył do trzeć do pierw otnych nazw słowiańskich n a Ś lą s k u i o
ile możności wyjaśnić ich znaczenie. O b szar b a d a ń je g o obejm uje d o rzecze
górnej O dry w gran icac h dawnego Ś ląska.
N ajpierw ro zb iera nazwę Ś l ą s k a . Ma ona pochodzić od ludu S i l i n g ó w , k tó rz y j ą p rz e k a z a li Słowianom, początkowo na oznaczenie góry S l e n z ,
rów nież rz e k i Ś l ę z y , nad k t ó r ą k ra j położony n azw ali S ło w ia n ie od tego
Ś ląskiem . N azwa części Ś lą sk a „ O p o le “ , używ ana do X V . w ieku, z a g in ę ła
później i uti’zym ala się jedy nie w mianie miasta, leżą cego w śro d k u owego
„ O p o l a “ . W ustęp ie pośw ięconym w yjaśnieniu zn aczenia Opola, wymienia
a u to r nuzwę okolicy wzdłuż Bugu, ciągnącej się ku K a rp a to m , zasianej m n o
gim i stawam i i jezioram i, nazw ę brzm iącą po dłu g W inc e n teg o P o l a „opole
s t a w n e “ . J e d n a k nazwa ta n ależy do pięknych pomysłów Pola, (jak wiele
innych nazw tego po ety -g eo g rafa ), lecz w rzeczyw istości nie istn ieje.
W rozbiorze nazw gó r śląskich pom ija a u to r nazwę Sudetów, p o n i e
waż nie zn a jej lud, je s t o na tylko mianem książkowem , k tó r e , dawniej r o
zmaicie ro zu m ian e od czasów P to lem eu sza,d o p ie ro w ko ńcu X V I. w. zostało
przyczepione do gór śląskich.
P ółnocna część Sudetów od daw na zw ała się „ K r k o n o š e “ od j e d n e j
góry ta k samo mianowanej ( „ K r k o n o š “). Z wiązek owych K arkonoszów z P tolemeuszowym ludem „ K a r k o n tó w “- w ydaje się autorow i niepew nym. D o s y ć
w czesna nazwa n iem iecka K ark o n o szó w : „ R ie s e n g e b ir g e “ m a p ochodzić p o
dług J ü n g s t a („V o lkstü m lic he B e n enn un ge n d e r L a n d s c h a fte n in P r e u s s e n “)
od r i e s e n = f l i e s s e n , r i e s e l n , (płynąć, spływać) a nie od r i e s e n —
o l b r z y m i — co ma p o p ierać obfitość s tru m ie n i górskich w K a rk o n o s z a c h .
J ü n g s t dowodzi, że nazw a ta, ja k w ogóle widać na innych n a zw ach gór,
p ochodzi raczej od isto tny ch właściwości gór, a nie od po etycz nych p o g lą
dów ludu. N a to j e d n a k a u to r się nie zgadza.. N azwę I s e r g e b ir g e odn osi
J ü n g s t również do tego sam ego p o cz ątk u i twierdzi, że pierw otnie całe p a
smo nosiło m iano „ ri e s e n g e b i r g e “ w znaczeniu g i r spływających wodą. Bądź
*) Z upełnie podobnie czynią Niemcy spiscy, którzy dow odzą, że przed Sło.
w ianam i jiiż na Spiszu siedzieli. J e s t to zresztą w łaściw ością niem iecką d o p atry
w ać przodków w szędzie, gdzie z a k ła d a ją sw oje osady
-
380
j a k bądź dom niem anie Jiin g sta p o sia d a p ozory praw dy, w ka żdy m razie wy«
daje się, źe je s t lepsze niż tłómaczenie w p rost
ja k o : gór olb rzym ich* .
— G ó ra dzisiaj zw ana „ S o b ó tk a “ , po niem ieck u „ Z o b te n b e r g , n a z y
w ała się aż do połowy X IY . w ieku S I e n z.
■
— Ś ród innych nazw g ó rs k ich zn ach od zą się liczne n a . Ś l ą s k u „ c h e łm y “ .
— N azwę rz e k i „ O d ry “ w y prow adza a u to r ze słowiańskiego w z n a
czeniu rz e k i d r ą c e j ,r w i ą c e j , — przeciwnie j a k M ik lo sich , k tó r y u w aża tę
nazwę za zesłow iańszczoną obcą.
P o załatw ieniu się z nazw am i k r a j u , g ór i r z e k , p rzechodzi a u to r
do nazw miejscowości, k tó r e o wiele obszerniej uw zględnia , niż p ie r w s z e .
S łusznie n a r z e k a na bezm yá'n e prz em ien ian ie staro daw n ych nazw m ie j
scowości, a to pod hasłem p atry o ty z m u niem ieckiego. Poniew aż nazw a je s t
słow iańska, więc lepiej będzie n a d a ć jej b rzm ien ie inn e, czysto niem ieckie.
D z ie ją się p rzy tem śm ieszne rzec zv . I ta k od wieków b y ła sobie w o k r ę g u
w rocław skim wioska zw ana „ U n c h r i s t e n “, to j e s t p r z e k r ę c o n e „ O k r e s i e “.
Nie podobało się to obyw atelstw u owej osady, więc nuż j ą prz ech rz cie na
„ B is m a rk s f e ld e “ ! Czy j e d n a k i dzisiaj t a k samo s ą zadowoleni m ieszk ań cy
z w yboru nowej nazwy, j a k wówćzas, gdy nazwę wynaleźli, słusznie pyta au to r.
P o d o b n ie m nóstw o miejscowości d o sta ło nowe nazwy, bo liaient sua
fa ta — nomina. Częste d o d a d tk i do nazwy : P o ls k i — , P o ln isc h •— pood
p ad ały , o d d a ją c miejsce nowym określeniom nic nie mówiącym, pozbaw ionym
p odstaw y i barw y dziejowej. Np. zam iast P o ln i s c h - W a r te n b e r g — G ross-W .
N ajdaw niejsze nazw y śląskie są słowiańskie. J a k wyżej było w sp om nia
ne, nie ma p od staw y do p rz y ję c ia osad n iem ieckich p r z e d p ojaw ieniem się
Słowian n a Śląsku.
Od czasu je d n a k , gdy Ś lą s k sta ł się osobném k sięstw em (r. 1 1 6 3 ),
o d k ą d zw iązek łąc z ą c y go z ojczystą P o lsk ą, zaczął się rw ać i o sta te c z n ie się
zerw ał, — a n ato m ia s t sto su n k i z N iemcami zacieśn iły się coraz b a r d z i e j ,
ginęły nazwy słowiańskie przeinac zan e i tłómaczone.
B o zm ieszczenie nazw złow iańskich dowodzi, n a co i dizje w skazują, że
Słow ianie, u p ra w ia ją c ro lę i chow ając bydło, p r z e k ł a d a li ró w n iny i niziny
n a d okolice gó rsk ie
W y ją t e k od tego stan o w ią gó rzy ste o k r ę g i : K łodzki
i B y strz y c k i, k t ó r e od najdaw niejszych czasów miały ludność słowiańską.
W dalszym ciąg u p o d d a je a u t o r ro z p a trz e n iu miejscowe nazwy od
im io n w łasnych i pospolitych. S tr e s z c z a w yniki p ra c ogólnych o n azw ach
m iejs c o w y ch M ik losich a i N eh rin g a. Same nazw y u łożone są w p o rz ą d k u
abecadłowym pod ług brzm ień polskich. Po nazwie polskiej, pisanej pisow nią
dzisiejszą, następ uje nazwa n iem iecka, dalej w naw iasie n ajd a w n ie jsz e p o
s taci nazw y z dokum entów z wymienionym ro k ie m p ochodzenia — i s to so
wnie do p otrzeb y lub m ożności w y tłó m aczeaie zn aczenia nazwy. S zk o d a tylko,
źe a u to r nie po dał źró d eł (p rz yn ajm niej rza d k o g dz ie), z k ą d c zerp a ł daw ne
b rzm ien ia nazw, poniew aż przez to k s i ą ż k a tr a c i źródłowość.
Nazwy podzielone s ą n a oddziały : nazwy od im ion osobowych, od
św iętych, od imion pospolitych, — i to od z a tr u d n ie n ia lub p raw n y ch zobo
w iązań m ieszk ańcó w , lub p rze z n a c z e n ia lub stosunku dp założyciela osady,
*) Nie godzi się tem bardziej, gdy znaczenie „R iesengebirge“ je s t tak niepe
w n e , używ ać w polskim języ k u nazw y „góry olbrzym ie“, zam iast naszej sło w ia ń
skiej „K arkonosze“. A tu w ychodzą u nas naw et książki z w rażeniam i podróży do
tych gór, noszące nadpis „góry olbrzym ie“ . ! Też geografie i atlasy podobnie
grzeszą.
38í
od
od
od
od
zew nętrznych właściwości i położenia osady,
właściwości ziem i lub od wody,
lasu i roślin,
zw ierząt.
Ogólnie biorąc, po dział ten nazw zo stał p rz ep ro w ad zon y d ob rze, to
jes t, źe nazwy są rozdzielone stosownie do ich znaczenia. W szczeg ółach
z n a jd u ją się tu i owdzie omyłki, je d n a k n ie l i c z n e .
Np. Z ł o t n i k i (str. 8 8 ), zapewne nie
pochodzą, ale od z a tr u d n ien ia mieszkańców.
od im ien ia osobowego Z ł a t
D z i e w i n raz policzony j e s t do nazw pochodzących od im io n osobo
wych, d ru g i raz znowu tłóm aczy a u to r tę nazwę ja k o zn aczącą d z i a ł
p r z y p a d a j ą c y córce.
M a ł g o s z с z (str. 131) ma znaczyć m ałe miejsce, od m a ł y i d o d a
t e k nic niem ówiący — g o s z с z. J e d n a k należy nazw ę tę tłóm aczyć przez
p orów nanie z innemi podobnem i j a k np. B ydgoszcz, od imienia osoby.
Ł a z i s k a (sir. 172) tłómaczy au to r, że p o cho d zą od 1 a s i s к o,
wyraz zbiorowy od l a s ú , gęsty, szp etny las. T y m czasem ł a z, o zn acza
u g ó r , o d ł ó g , p o l e p u s t e , odłogiem leżące, zwłaszcza w liczbie m n o
giej : ł a z y.
W ę g r z y n o w o (str. 179) ma pochodzić
co wydaje mi się zupełnie n ie s łu sz n e .
od
śliwki
węgierki,
W d o d a tk u um ieścił a u to r ro z p r a w k ę o śląsk o -p o lsk ic h im io n ach osób
razem ze spisem ty ch im ion.
J e d n a k choć tu i ówdzie d ad zą zię wyszukać n id ok ład uo ści i błędy,
p r a c a cała w k ażdym r a z ie j e s t w artościow a i odbija k orzy stnie od p ra c
innych autorów z ajm u jących się nazwami śląskiem i, a wspomnę tu tylko o
dziełku H e n r y k a A dam y’ego (D ie schlesischen O rts n a m e n I I w ydanie 18 89 ),
k t ó r y ш е w ahał się zostawić w drugiem , p o p raw nem w ydaniu swej p racy
ta k i c h tłóm aczeń, j a k np. n azw a J e r o s l a w i c e po cho dzi od J a ś k o , a
J a ś k o znaczy J a k ó b ; albo L u d m e r z i c pochodzi od L u d m er, a to z n a
czy L u t h e r itd.
D od any spis nazw w b rzm ieniach u rz ęd o w o -n iem iec k ic h pozwala o d sz u
k a ć k a ż d ą nazwę i dla niej odpow iednią polską, łu ży ck ą lub c z e s k ą , w p i
sowni dzisiejszej, — dziełko tedy D a m ro t h a n a b ie ra przez to w artości
praktycz nej.
Dr. St. Eljasz-Radzikowski.
Nazwy słowiańskie w cieszyńskiej ziemi. (G w iazdk a C ieszyńska
z r o k u 1 8 9 6 . w nr. 1, 2, 3, 4, 6, 8, 10).
P is m a prow incyonalne p rzezn aczon e dla ludu, m ogą wiele zdziałać
w sp raw ie ludoznaw stw a. pom ieszczając w swych ła m ach rzeczy odnoszące
się do najbliższej ludności miejscowej. M ając koło czyte lników śró d lu d u
i ludzi z ludem ściśle się. sty ka jący ch, mogą p o ru s zać wiele Spraw z lu d o zaaw stw a, ogłaszać p y ta n ia w pewnych szczegółowych rz e c z a c h a n astępn ie
odpow iedzi o db ieran e od czyte lników . Zawsze j e d n a k sposób zaję cia się s p r a
wami ludoznaw czem i po w inien być czysto zbierawczy, t o je s t zg ro m adzen ie
m ateryałó w bez w daw ania się w obrobienie n aukow e, któ reg o od ta k ie g o
pism a ludowego ani w ymagać nie można. Wówczas osiągnie się nietylko j e
den cel, to je s t zbieranie danych folklorystycznych, ju ż sam b ard zo ważny,
bo chroniący od zaguby z k a ż d ą chwilą ronione dawne zwyczaje, powieści
i ję z y k — ale również przez to samo dopnie się cel d r u g i , mający na
względzie obudzenie w ludzie poszanowania dla starośw ieczczyzny. W idocznie-to
nie t a k głupie i nic nie w arte te starośw ieckie obyczaje, kied y aż „ g a z e t a “
o nie p y ta — pomyśli lud.
U w agi te nasunęły mi się, gdym p rz e g lą d a ł niejedno ludowe pismo
prow incyonalne. G w iazdka C ieszyńska nieraz poświęca miejsce też rzeczom
związanym z ludoznaw stwem .
W ł a ś n i e w roczn iku z 18 95 r. znajduje się r o z p r a w k a o n azw ach sło
w iańskich w ziemi cieszyńskiej R ozb iera rozm aite nazwy, a w wyniku u d o
w adnia słow iańskość p ierw otnej ludności śląskiej.
O nazwie W i s ł y podaje trzy tłóm aczenia, ja k o b y W i s ł a oznaczała
W a n d ę w ję zyku obrządkow ym , to je s t uosobienie wody, albo też W isła
po w stała z wyrazów „ W i t s y ł a “ czyli że W i t , bóg słońca, zsyła wody,
lub wreszcie W isła m a znaczyć „ W i d s y ł a “ to je s t, że W i d, bogini rzek i
zsyła wody, traw y, urodzajność. P o sz c z e g ó ln e sposoby w y tłó m aczen ia nazwy
W isły p o p ie r a ć m a ją z estaw ienia z nazwami W i t , W i t e k , W i t k ó w ,
W i e d e ń (rakúski), W i d y ń (b u łg arsk i), co wszystko j e d n a k je s t bez ż a
dnego związku z mianem W i s ł y , i nie odpow iada wymogom naukow ym . J e
dynie nazwy W i s e ł k a i W i s ł o k a , k tó r e au to r , choć wymienia, ale nie
wyzyskuje należycie, m a ją mojem zdaniem w arto ść w rozm o taniu p o c z ą tk u
nazwy W is ły ja k o m a t e r y a ł pomocniczy. W id a ć ja sn o , że rozw iązyw anie ta k
tru d n y ch z a g ad n ień j a k p o czą tk u nazwy Wisły, nie p ow inno wchodzić w za
k re s pisma ludowego, ponieważ nie mając p odstaw naukow ych, p o p a d a się
w b a ła m u tn ą g ad a n in ę . Z a m ia s t tego należy raczej zeb rać j a k lud tam tejszy
we wsiach ziemi cieszyńskiej nazywa W isłę w swojem narzeczu, ja k u ra b ia
p rz y m io tn ik od Wisły, ja k ie p o d a n ia zna o W iśle, j a k tłó m aczy na swój
sposób znaczenie nazwy W ów czas przybyłoby istotn ego m a te ry a łu w tej w a
żnej sprawie zam ia st doniem ywań bezw artościow ych*). Dwojako bowiem n a
*) O słow orodzie W isły pisano wiele. W ym ienię tutaj oprócz daw niejszych
prac H anusza — (W isła ~ V i s-t ł a, z celtyckiego v i s ~ w o d a , v is -tła ~ w o d a w r u
chu) now sze w ytłóm aczenie D ra Maks. Kawczyńskiego (A teneum 1S92, tom II
p. n. Dwie etym ologie; — W is ła ~ rz e k a rw iąca, w ichrow ata od źródłosłow u w i с h).
„Słow nik geograficzny“ um ieścił nadzw yczaj b ałam u tn y słow oród W isły, jak o b y
W isła pow stała z W i s t ł a, ta zaś z W i s t r a, czyli B i s t r a , to je s t J a s n a
w o d a . W istra znów pochodzi od tego sam ego pierw iastka, co J s t e r “ Dunaj
Całe to dow odzenie je s t zgoła nienaukow e.
W . O b e r m ü l l e r w dziele sw em : D eu tseh —keltisches, geschichtlich
geographisches W örterbuch, B erlin 1872, — w yw odzi z celtyckiego b a i s , b a i t h
u is g e z r w o d a і і ] —wielka. L a x m a n n , Sibirische Briefe, Goettingen u. G otha
1769 łączy nazw ę W isły z J s l a u daw nych Prusaków , która m a znaczyć: rzek a.
F ö r s t e m a n n , A ltdeutsches N am enbuch, N ordhausen 1856—59, zestaw ia brzm ię
nie V istula z v e s t w znaczeniu WeStfluss- H. M ü l l e r , Die M arken des V a te r
landes, Bonn 1837 w yprow adza od q u îslrz gałęź, odnoga rzeki. W szystkie te w y
wody z obcych języków nie m ają podstaw y, poniew aż n azw a W isły najpew niej
je s t Słowiańska.
B rzm ienia rozm aite nazw y W isły zestaw iam w porządku chronologicznym .
U R zym ian V i s t u l a , V i s t l a, V i s u 11 a, u Pliniusza (Hist nat. IV. 100) V i s с u1 u s. Z najdaw niejszych aktów i kronik podług la t : E in h ard i V K aro li: V isula, 1039
W i s l a , W y s l a , 1077 V i s e l a , E kkeh. Chroń,.- V i s t u l a , V i s u l a , 1226 W i s s u -
383
leży uw zględniać nazwy miejscowe, - co do ich znaczenia. J e d n o w ytlóm aczenie je s t ściśle n aukow e i musi być zostawione bad an iom do kładnym , ścisłym,
po p arty m podstawą, naukow ą z językoznawstwa, drugie ma zaś znaczenie ty lko
pośrednie dla d o ta r c ia do znaczenia nazw y, a je s tt o t. zw. słoworód ludowy.
L u d tłómaczy po swojemu nazwy, ale tylko rzad ko w sposób właściwy, p r a
wie zawsze p rzy cz ep iając ja k ie ś podanie do nazwy, m ając e w artość je d y n ie
dla spraw y samego słoworodu ludowego, lecz nie d la istotn ej naukowej e ty
mologii. Otóż przysłużyć się m ożna ludoznaw stw u na praw dę, jeżeli się z a
pisuje wiernie tló m aczen ie ludowe pewnej nazw y czyli słoworód ludowy,
a etymologię właściwą n auk ow ą najlepiej zostawić n ie tk n ię tą , by nie p o p e ł
niać błędów bałam ucą cych czytelników. J a k zapisywać słoworód ludowy i s a
me nazw y, p okazuje dobrze np. Zbiorek nazw miejscowych z powiatu b r z e
skiego D r. K a r o l a M áty á sa umieszczony w L u d z ie ( I . str. 12 3 i 1 79 , I I .
str. 2 5 7 ). O samym słoworodzie ludowym pisał obszernie J a n K a r ł o w i c z :
O im ion ach w łasnych polskich miejsc i ludzi. Pam iętn ik F izyjograficzny. W a r
szaw a 1 8 8 5 . — S łow oród ludowy. D w utygodnik naukow y. K raków . 1 8 7 8 . ,
a w czeskim ję zyk u J . Č e r n ý : Příspěvky к české etym ologii lidové. K n ih o
v na Č e sk éh o L id u I I I . 1 8 9 4 .
Również w dalszym ciągu ro z p r a w k i o nazwach słow iańskich w ziem i
cieszyńskiej a u to r puszcza się n a niepew ne n u rt y tłóm aczeń nazw m ie js c o
wych. Bytność lud u zw anego u T a c y ta „ B u r i i “ w Cieszyńskiem p o p ie r a n a
zw ami rodow em i : B u ry , B u ria n , B orow ski, B o rk ała, B orski, B o ro ń i t. d., co
w szystko nie je s t w zw iązku istotnym , a w k ażdej okolicy Polsk i d ad zą
się wyszukać p odobne nazw iska bez roszczen ia dow odn o z w ią z k u z owym
lu dem T acyto w skim .
N a stę pn ie pomieszczone są nazw iska ludzi, dow odzące p o c h o d z e n ia od
z a tr u d n ie n ia j a k od roln ictw a, p a sterstw a, chowu bydła, dro b iu , sad ow n ictw a,
z po dan iem wsi, z k tó re j zap isan e T a część rozp raw k i m a najw ięcej w a r
tości. T u i ówdzie znachodzi się szczegół z m iejscowego n a rz e c z a m ający
isto tn ą w artość, np. k u b , k u b e k , k u b i k , m a znaczyć c h l e w , c h l e wek,
n a c z y n i e do pojenia, od czego n a z w i s k a : k u b a l a, k u b a n i a,
k u b i n a, k u b i c a i t. d.
N astęp u je wywód nazwy K a r p a t . P rzed ew szy stk iem nie pojm uję,
dlaczego a u to r nazw ę „ K a r p a t y “ uw aża za czysto słow iańską, bo jeże li mo^
że je s t słowiańską, to niew ątpliw ie p rz e k r ę c o n ą p rzez s taro ży tn y c h g e o g r a
fów i u p o d o b io n ą do nazwy wyspy greckiej K a r p a t e s .
A u to r wywodzi K a r p a t y od w yrazu k a r p a (1. p r z y p a d e k liczby
pojedyńczej r o d z a ju żeńskiego) — p n i a k , k ł o d a . P o d łu g niego j a k od
s ę k , z ą b , g ł o w a pochodzi s ę k a t y , z ę b a t y ,
głowaty,
(nazwisko
chłopa), t a k od k a r p a pochodzi k a r p a t y . W ię c k a r p a t y , a, e, p rz y
m iotnik, a ponieważ n a gó rach znajdowali Słow ianie s ta r e lasy, pnie, k ło _ od tego : „ k a r p a t y g ro ń “ czyli „ K a r p a t y “ . A to znowu, że ta m b y
ły Stare lasy, m a ją od razu p o p rzeć n azw iska wieśniaków takie, j a k G ą s z c z ,
l a , W i s l a , W i z 1 a, W iz z la , 1220 W i s e le , 1328 W e i s s el, 1423 W y s a l a .
(O esterley, H istorisch-geographisches W örterbuch des deutschen M ittelalters. Gotha
1883). WT dawnej niem czyźnie: Y i s t e l od V i s t u l a , u H ansa Sachsa F i s t i .
Ja k z tego w idać brzm ienie pierw otne było W i s ł a , a tylko R zym ianie
w prow adzili postać V i s t u l a , V i s t i a, V i s e l a .
Od nazw y rzeki przeszło też to m iano na osadę w iejską u źródeł rzeki
W isły leżącą.
384
L i p k a , K ł o d a , J a w o r s k i , G r a b o w s k i itd. o dnoszące się do iasów. Śród ta k bezładnego wywodzenia mieści się zdanie tak ie : .,N iek tó rzy
wywodzą K a r p a t y od k a rp i a , ale to j e s t n iepraw d op od ob ne, chociaż s t a
rz y Słow ianie lubili r y b y “ . (!!) itd. itd.
W ogóle, n ie puszczając się na tłóm aczenie rzeko m o n auk ow e nazw,
n ależ y przecież zajm ować się niemi, a w tym względzie mogą pism a l u d o
we prew dziw ie się przysłużyć ludoznawstwu, j a k o tem na p o c z ą tk u w sp o
mniałem .
B r. St. E lja sz-B adeikow skt.
DODATKI I UZUPEŁNIENIA.
W iersz „ A n t r e t r e k r u ty do s z k o ł y “ , o k tó r y m w III. zeszycie „ L u d u “
str. 2 7 3 uczyniłem w zmiankę, ma t a k ą histo ryę :
P rz y 13 p u łk u piechoty w K rak ow ie służyło m iędzy innym i dwóch ż o ł
n ie r z y : cugsfirer S k rz a te k (Józef) i k a p r a l G r e la . S k r z a t e k był m an ip u la n
te m „w k a d r z e “ a G rela „ p r z y re g im e n c ie “ . S k r z a t e k był to człowiek spry tn y
i wielce dowcipny, j a k wogóle B ochniacy b y w a ją ; G rela był p ro s ty ru b a c h a
i wieczny gaduła, j a k zwyczajny „g o ro l z n a d R a b e “ . Nie mogę powiedzieć,
aby się obaj z tego ty tułu mieli kochać, ale w każdym razie coś ich zc sobą
wiązało. L ub ili sobie wzajemnie d okuczać — a owocem tego je s t właśnie
nasz w ie rsz: „ A n tre t re k r u ty do s z k o ł y “, gdzie S k r z a t e k z praw dziw ym h u
morem , ludowi ty lko właściwym, w iernie o dm alo w ał swego kolegę, k a p r a l a
G relę, ja k o „ a b ry c h te ra r e k r u t ó w “ .
W o b ec tego J ó z e f S k r z a t e k je s t isto tnym au torem w iersza „ A n t r e t r e
k ru ty do szk oły“ , a k a p r a l G r e la tylko osobą w tym wierszu głów ną rolę
odgry w ającą.
U ło żenie tego w iersza p rz y p a d a na ro k 1 8 9 0 . L. Młynek.
I? o l e m i k a.
Z powodu „U wag do a r t y k u łu J. W i t o r t a : „K u c y a na L i t w i e “ , u m i e
szczonego w I I . zesz. „ L u d u “ str. 171., k re ś lę słów p arę, z a s tr z e g a j ą c się,
że p olem ika j e s t niemożliwa, bo stoim y na wręcz przeciw ległych bieg un ac h.
Chodzi mi ty lko o m ałe wyjaśnienie. P rz e d e w sz y stk ie m r a d je s te m , iż mój
a rt y k u ł zwrócił uwagę p. M łynka, k tó r y — m n iem am — zechce wyjaśnić,
ro z w in ą ć i udow odnić swe poglądy na pow stanie i znaczenie godów g r u d n i o
wych; obu nam idzie o praw d ę, p rzeto będ ę b ard zo wdzięczny, jeż e li mój
p o g ląd o k aż e się b ł ę d n y m
W yczekuję tej p racy p. M ł y n k a ; nie wątpię,
że przy dobrych chęciach rzu ci o na ja s k r a w e światło na kw estyę s p o rn ą ,
lecz nim to n a stą p i p o zo staję p rz y swojem.
M niem am , że lud y a ry jsk ie p o s i a d a ją pewne wspólne w ierzenia i po
glądy, k tó r y c h p r z e ż y tk i zachowały się do d n ia dzisiejszego ; je d n y m z t a
k ich przeżytków są właśnie gody g rud niow e. J e s tto zdanie pow szechnie
uzn aw an e przez etnografów i badaczy. W je d n ej z najnow szych p ra c —
„ P rz e ż y tk i staro żytn eg o św iato p o g ląd u u B ia ł o r u s i n ó w “ (G ro d n o 1 8 9 5 r o k u
po rosyjsku) — zn ajduję ustępy, p o tw ie r d z a ją c e mój p o gląd na str. 8 2 .
W tejże p ra c y au to r , p. B o hd ano w icz, mówi wyraźnie, że w o b rz ę d a c h p r a -
—
385
—
ч
ktykowanych przy zabijaniu świń na Boże Narodzenie, należy widzieć p rze
żytek dawnych ofiar składanych na cześć słońca, str. 85.
Słowo k o l ę d a „k olada“ po białoruska, oznacza na Litwie gody g r u
dniowe oraz podarki, składane podczas nich, na Białej Rusi słowo „k o lada“
oznacza też i wieczerzę wigilijną, i zapasy żywności, niezbędne do uroczy
stości. Tamże w pieśni ludowej spotykamy dwuwiersz, zawierający jakby uo
sobienie kolędy:
„Jechała kolada po ładu,
Rozsypała koładu“
Nadmieniam, że na Litwie i Białej Rasi, stół pokrywa się tylko sia
nem, nigdy zaś zbożem. „P ęc ak “ czy „p ę sa k “ jest potrawą ogólnie znaną i po
siadającą znaczenie obrzędowe, albowiem gra on ważną rolę w obrzędach
pogrzebowych: wszak „ k u tia “, k tóra stoi przy trumnie zmarłego, nawet
w cerkwi do niedawna składała się z odgotowanych ziarn jęczmienia lub
pszenicy, zaprawionych sytą; dziś je zastąpił ryż. Zresztą w swoim a rty
kule pisałem przeważnie o kueyi_ na Litwie, rozumiejąc przez ten wyraz
terytoryum b. W. Ks. Litewskiego, nie sądzę, by wpływy mitologii germań
skiej sięgały tak daleko! Obrzędowa strona godów grudniowych nie zawiera
tych rysów charakterystycznych, na które powołuje się p. Młynek. D odam :
nie odrzucałem i nie odrzucam wpływów mitologii germańskiej na ludy sło
wiańskie, lecz mniemam, że tylko grunt wspólnych wierzeń ułatwia ich przy
jęcie. Kwestya dwunastnicy je st niejasna; nie widzę przyczyny tłómaczenia
jej przyjęciem kultu Asów.
Kończę, wyrażając życzenie, by p, Młynek rozwinął i opracował swój
pogląd na kwestye omawiane, a może wówczas natrafimy na prawdę lub
zbliżymy się bardzo do niej, a o to nam chodzić powinno !
J a n W itort.
SPRAWY
TOWARZYSTWA,
I. Sprawozdanie z posiedzeń Zarządu.
P i ą t e p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u odbyło się d. 13. października
1897. Obecni pp. Dr. Gorzycki, Kolbuszowski, Dr. Krček, Leeg, Pierzchała,
Ramułt, rektor Dr. Bekman, Rebczyński i prof. Sołtys. Przewodniczył pre
zes tow. prof. Dr. Kalina.
1. Przyjęto 11. nowych członków, t. j . : 1. Baran Józef, naucz. —
w Porembie ; 2. Flasiński Adolf, m ajster kowalski — Siercza; 3. Głerold
et Comp. B u c h h an d lu n g — W iedeń; 4. Koch Władysław, sl. filoz. — W ieli
czka ; 5. Kownacki Józef, sl. praw —■ W ieliczka; 6. Oddział tow. pedag.
— D olina (kolo Stryja) ; 7. Ozga Wojciech, kierownik szk. lud. — Koźmice wielkie; 8. Śliwiński Józef, stygar salinarny — W ieliczka; 9. Ułaszyn Henryk, słuch. fil. •— K raków ; 10. Wydział Rady pow. — B ohatyn ;
11. Wydział Rady powiat. — w Samborze.
2. W nieobecności zast. skarbnika p. Bała uchwalono na wniosek p r e
zesa Tow. ściągać zaległości od członków z prowincyi przez ,,zlecenie poczto
we“ i uwiadomić ich, że ponoszą także koszta tych zleceń.
-
386 —
3. Przyjęto do wiadomości sprawozdanie sekretarza tow. z rozsyłki
Śpiewnika kościelnego ludowego.
W ysłano egzemplarzy 76 do parafii ob. 1. w miastach powiatowych.
„
„
258 „
„
„
„ w miejscowościach,
gdzie
istnieją, eraryalne p o
czty. ,
„
„
107 ,,
„
„
„ w miejscowościach, gdzie
istnieją, poczty nieeraryalne.
18 do kapituły lwowskiej.
„
„
„
„
„
13 „
„
przemyskiej.
„
10 „
„
k rak o w sk iej.
„
„
18 „
„
tarnowskiej.
Razem 500 egzemplarzy.
Ponadto wysłano poszczególne egzemplarze do katechetów szkół ś r e
dnich, i 10 na zamówienie do księgarni W esta w Brodach. Wysyłkę p r o
spektów przyjęło na się Tow. pedagogiczne. K oszta wysyłki wynoszą razem
12 fl. 57 ct. w a. Dotychczas zakupiono blisko 100 egzempl. i część zwrócono.
4. W sprawie dalszej wysyłki uchwalono : a) egzemplarzy wogóle na
dal nie rozsyłać, tylko prospekty do redakcyi i księgarń ; Ò) wysłać prospe
kty do dyrekcyi szkół średnich — na podstawie rozporządzenia Rady szk.
kraj. która „Śpiewnik“ dla tych szkól do nauki śpiewu poleciła i — po
starać się o takie same polecenie także dla szkół ludowych ; c) wysłać pro
spekty do Tow. Organistów w Tarnowie i do Red. „Śpiewu kościelnego“
w Radomiu; cl) kontynuować wydawnictwo, a egzemplarze stare uszkodzo
ne sprzedawać po cenie głosów Tow. „L u tn i“.
5. Przyjęto do wiadomości sprawozdanie delegatów na walny zjazd
Tow. pedag. w Stanisławowie.
6. Uchwalono sprzedawać nowo wstępującym do Tow członkom — da
wne roczniki „ L u d u “ po zwykłej cenie, ale z opuszczeniem rabatu k się
garskiego
7. Upoważniono bibliotekarza Tow. do zakupienia księgi inw. i p ie
częci dla biblioteki.
'
8 Uchwalono wydawać potwierdzenia należenia do Towarzystwa dla
członków chcących za 1/ 2 ceny prenumerować „ W i s ł ę \
9. Zamianowano członkiem koresp. prof. Adolfa Cernego w Pradze.
II, Wykaz darów na rzecz Towarzystwa.
(Ciąg dalszy).
Do biblioteki ofiarowali:
45.
Muzeum przemysłowe wschodmo-czeskie w Chrudzimiu (P r ů m ys l o v é m u s e u m p r o v ý c h o d n í C e c h y v C h r u d i m i ) swe wy
dawnictwa :
Nr. I. Lomenice chalup na Chrudimská Přísěvek к seznání stavitel
ství lidového ve východních Čechách. Popsal a nakreslil An t . Š o l t a 1894.
Nr. II. Památky starobylého vyšíváni českého na rouchách kostelních
z Chrudimská... Popisuje A n t . Š o l t a 1896.
Nr. III.
O museich průmyslových vůbec a úkolech chrudimského musea
— 387 —
průmyslového zvlášt. Napsal K a r e l S v o b o d a , — O strojích v malém p rů
myslu. Napsal J i n d ř i c h S o u č e k 1896.
N r. Y. Názvosloví nástrojů truhlářských. Sestavil inž. J. S o u č e k .
Z práva kuratoria., za rok 1 8 9 6 — 1897.
46. G e s e l l s c h a f t z u r F ö r d e r u n g d e u t s c h e r W i s s e n
s c h a f t , K u n s t u n d L i t e r a t u r i n B ö h m e n , swoje wydawnictwa:
Mittheilungen Nr. I II ., Y. u YII. (Bericht des Priv.-Doc. Dr. A d o l f
H a u f f e n über den bisherigen F ortgang seiner im Aufträge der Ges. unter
nommenen Sammlung der volksthümlichem Ueberlieferungen in Deutsch-Böh
men.)
Beiträge zur deutsch-böhmischen Volkskunde. I. Bd., 1. Heft. (Einfüh
rung in die deutsch-böhmische Volkskunde nebst einer Bibliographie. Yon
Adolf Hauffen;
2. Heft. 1896. Volksthümliehe Ueberlieferungen aus
Teplitz und Umgebung vom Prof. Dr. G. L a u b e . )
Fragebogen zur Sammlung der volksthümlichen Ueberlieferungen in
Deutsch-Böhmen 1895.
47. Dr. E rn e st Muka (redaktor .,Maéiěneho Casopisa“ dolnolużyckiego w Budziszynie) swoję broszurę : Zapiski. Maćicy serbskeje w Budyšiuje
( 1 8 4 7 — 1897) i
48. Za dušu a wutrobu. Zběrka baśni a spěwow Ja n a W ałtarjaWósličanskeho. 1897.
49. S l o v e n s k a M a t i c a w Lublanie swe wydawnictwa: Letopis za
leto 1996.
Zgodovina slovenskega slovstva. Spisał prof. dr. K a r o l G l a s e r t.
I — I I I . 1894 — 6.
Slovenska zemlja I I . del. I. snopie. Samosvoje mesto T rs t in mejna
grofija istra. Spisał S. B u t a r . 1896.
Slovenské národne pesmi. Uredil dr. K. Štrekelj. zesz. I — II. 1895/6.
Knězova knjižnica. U redil F r . L e v e e , t. I —III. 1 8 9 4 — 6.
50. Dr. A. Radió swą, rozprawę : Osnova za sabirańe i proučavaňe
gradja o národnom životu. Zagreb. 1897.
51. XX. z Królestwa kilkadziesiąt numerów Gazety ludowej i E w an
gelika wyd. w E łku za r. 1897; Gazeta olsztyńska wraz z dodatkiem : Gość
niedzielny za r. 1897.
52. T e n ż e : Kalendarz królewsko pruski ewangelicki za rok 1891 wyd.
M, Gersz w Lecu.
53. W Kulerski w Sopotach połowę kosztów na zakupno rękopisu
z początku b. w. zawierającego odpisy korespondeneyi i aktów urzędowych
odnoszących się do germanizacyi P ru s wschodnich.
54. D r. A. Kalina kilkadziesiąt numerów Gazety gdańskiej z r. 1897.
55. T en ż e: J u r a ta królowa Bałtyku (Legenda żmudzka) napisał Stach
z pod Naściszowy. G dańsk 1895.
56. B. Milski w Gdańsku: Nórcyk Kaszubści, drekowal Jaro sz Derdowści we W inonie w Nórtowyj Ameryce 1 8 9 7 .
57. Dr. Nadmorski swą pracę: Ludn: ść polska w P ru sa c h zachodnich.
W arszawa 1889.
58. K. P otkański swą pracę: Kraków przed Piastami. Kraków 1897.
59. Eugène Monseur swe d z'e lo: L e folklore wallon. Bruxelles.
60. Ja n Świętek swą pracę : Zwyczaje i pojęcia prawne ludu nadrabskiego. Kraków 1897.
Do muzeum:
P ani M a ry a K alin a czapkę
hny w Warmii.
388 _
(myckę) noszoną na wesołach
przez d r u
III. Wykaz Towarzystw naukowych i redakcyi pism z któremi To
warzystwo zawiązało stosunki.
1. Towarzystwo dolnołużyckie, które przysyła swój o rgan: N iederlausitzer Mittheilungen. Guben.
2. Bukowińskie krajowe Muzeum, które posyła swój organ : Jahrbuch
des Bukowiner Landes-Museum. Czernowitz.
3. Szwajcarskie Towarzystwo dla ludoznawstwa, które posyła swój
organ: Schweiz. Archiv, für Volkskunde. Zürich.
4. Węgierskie Towarzystwo etnograficzne (Magyar néprajzi társaság),
w Budapeszcie.
5. Naród. węg. Muzeum starożytności (A Magyar Nemzeti Muzeum
igazgatósága), Budapeszt, które przysyła swój organ : Archaeologiai ertesitö.
6. Museálna slovenská Společnost w Turò sv. Martino.
7. Société du Folklore wallon w Brukseli.
8. Redakcya „ V l a s t “ P raha.
9.
,.
„S běratel“ , Praha.
10.
,,
Lubljanski Zvon. Lubiana.
11.
„
H líd k a w Brně (Morawia)
12.
„
Erdély, Kolozsvár.
13.
,,
Argo, Laibach.
14.
„
Mélusine red. H. Gaidoz, Paris.
IV. Spis członków towarzystwa.
288. Baran Jóref, naucz, w Poremhie p. Orłowa (Orlau) Szląsk aust.
289. Flasiński Adolf, m ajster kowalski w Sierczy p. Wieliczka.
290. Gerold et С о т р . księgarnia, Wiedeń.
291. Koch Wład. słuch. fil. uniw. Jagiell. Wieliczka
292. Kownacki Jó z e f słuch, praw uniw. Jagiell. Wieliczka
293. Ozga Wojciech kieiow. szkoły lud. w Koźmicach Wielkich p.
Wieliczka.
294. Śliwiński Józef, stygar salin. Wieliczka
295. Ułaszyn Henryk, słuch. fil. Kraków.
296. W ydział Kady pnwiat. w Rohatynie.
297. Wydział Rady powiat, w Samborze.
S P R O S T O W A N IE .
Na str. 244, wiersz 2 od góry zam. p i a s k i ma być p n i a k i ; na
str. 248, w. 11 od dołu zam. p r z e d s t a w i l i ma być p r z e d s t a w i o
n o ; na str. 261, w. 18, od góry zam. G ą s i e n i c o w e g o ma być G ą s i e
n i c o w e g o ; na str. 268, w. 10 od dołu zam. s u r o w c e m ma być z a
stępca.
Z D r u k a m i Ludcwaj pod zarządem Stanisława Baylego.
P
Śniadanie
Obiad
Podwieczorek
Kolacya
Środa
Wtorek
Poniedziałek
Piątek
Czwartek
G rm.
G rm .
G rm.
G rm .
G rm .
G rm .
G rm .
G rm .
465 h erb aty
135 m leka
30 cukru
465 h erb aty
135 mleka
30 cukru
465 h erb a ty
135 m leka
30 cukru
465 herbaty
135 m leka
30 cukru
465 h erbaty
135 m leka
30 cukru
600 herbaty
30 cukru
300 kawy
300 m leka
30 cukru
600 herbaty
20 cukru
45 kichełe
20 wódki 58%
50 piernika
20 konfitur
100 chleba ż. p.
30 cebuli
5 szm alcu ges.
10 krup perłow.
10 fasoli
3 szm alcu
73 krup grycz.
200 rosołu
100 m ięsa wołow.
400 piw a
20 w ódki 58%
40 kichełe
50 piernika
200 obw arzanków
35 śledzia
72 krup grycz.
200 rosołu
100 m ięsa wołow.
20 w ódki 58%
40 kichełe
20 konfitur
35 śledzia
250 barszczu
300 kartofli
100 m ięsa wołow.
4u0 po rteru
20 wódki 58%
40 kichełe
50 piernika
30 cebuli
5 szm alcu ges.
200 buraków
4 szm alcu ges.
150 m ięsa wołow.
200 bułki
2u0 piwa
20 wódki 58%
40 kichełe
30 cebuli
4 szm alcu ges.
20 krup perłow.
15 fasoli
15u kartofli
150 m ięsa wołow.
400 piw a
20 wódki 58%
40 kichełe
10 krup perłow.
10 fasoli
150 m ięsa wołow.
200 bułki
400 piwa
25 wódki 58%
20 konfitur
40 kichełe
50 piernika
3u cebuli
4 szm alcu ges.
100 ryby
73 krup grycz.
2u0 rosołu
100 kugla
100 m ięsa wołow.
400 piwa
800 h erb aty
40 cukru
400 h erb a ty
20 cukru
400 h erb a ty
20 cukru
400 herbaty
20 cukru
400 h erbaty
20 cukru
400 herbaty
20 cukru
400 herbaty
20 cukru
20 w ódki 58%
35 śledzia
50 chleba ż. p.
50 ryżu
200 rosołu
1(j 0 m ięsa wołow.
400 porteru
100 chleba ż. p.
IGO ry b y
73 krup grycz.
200 rosołu
100 m ięsa wolow.
300 piw a
20 wódki 58%
50 ryżu
2 i0 ro so łu
100 m ięsa wołow.
300 piw a
20 wódki 58%
200 chleba ż. p.
145 mąki
10 jaj"
100 m ięsa wołow.
3oO piw a
20 wódki 58%
100 chleba ź. p.
73 krup grycz.
200 rosołu
100 m ięsa wołow.
400 porteru
50 w ina rodzenk.
20 wódki 53%
100 bułki
100 ryby
73 mąki
5 jaj
200 rosołu
150 m ięsa wołow.
50 śliwek susz.
10 cukru
400 porteru
40 wódki 58%
20 śledzia
40 bułki
100 ryby
200 obw arzanków
100 m ięsa wołow.
200 piwa
Suma
z całego
chleba żytniego pytlowego
bulki pszennej
m ąki pszennej
kicheîe (patrz spis potraw )
piernika
kugla (patrz spis potraw)
krup gryczanych .
„ p erłow ych .
ryżu
.
.
.
fasoli .
kartofli
buraków
cukru .
.
.
.
m leka .
.
.
.
ja j
.
.
.
.
m ięsa wołowego .
szm alcu gęsiego .
śledzia
ryby
.
.
.
.
śliw ek .
.
.
.
konfitur
cebuli .
.
.
.
rosołu
barszczu
kaw y
h erb aty
¡
używki
w ina rodzenkowego
porteru
piw a
w ódki
100
200
380
975
15
1.600
25
125
400
50
60
300
1 600
250
300
6.125
50
1 6«0
g 900
285
400 chleba z.
30 cebuli
33 61
73 42
22 19
20 64
9 9a
7 55
36 4
2 8
7 85
8 28
8 78
2 18
2 '3 7
4-78
2-05
34 8
4-42
33 15
1 88
332 48
35-59
270-82
576-99
162-96
120
121-94
47-5
269-36
30-8
76-52
19-46
93-24
18-32
372 4
46 9
0-08
0-88
0-69
0-68
0-22
1-82
2-4
25
400 chleba ż. raz.
z50 barszczu
15 jaj
300 chleba z. raz.
200 m leka kwaśn.
30 sera
23 63
73 36
1 25
21-11
2-04
5-04
0-3
1-96
2-62
45
40
32-46
i.oom
151-19
2.349-23
M a c z n e
Chleb
Chała
(bułki pszenne)
na rozczynie z kw asu.
Łokszyn
a) 1 garniec m ąki, 1 k w arta
(m akaron)
wody, 2 ł. drożdży:
b)
1 garniec m ąki, 1 k w arta
wody, 1 ł. drożdży i 6 sztuk
kartofli surowych tartych.
Bu ł k i
Obwarzanki
Placki
Kichełe
(placuszki)
aj X garniec pszennej m ąki,
1 k w arta wody, 4 1. drożdży;
po w yrośnięciu w yrobione
obw arzanki gotują w go
rącej wodzie i p iek ą;
b) ja k w yżej, tylko z am iast
obgotow yw ania rosną w p a
rze wodnej.
1 garniec grubszej pszennej
m ąki, 1 k w arta wody, 2 ł.
drożdży; po w yrośnięciu
w ałkują, dosypując m aku.
8-6
j tłu sz c z , ¡w ęglow ,
I 14-5 |
Jęczmienna
jak wyżej.
Jaglana
ja k wyżej.
Perłowa
1
kw arty macy tłuczonej,
6 ja j m iesza się; osobno
sieka się mięso z cebulą,
potem zaw ija w ciasto
z m acy i smaży n a szm alcu.
ciasto z m ąki pszennej i wody,
se r z jajem i p ieprzem ;
sm aży sięn a szm alcu gęsim.
P ier ogi z kaszę
ciasto z mąki pszennej gor
szej i wody, krupy gry
czane z serem ; sm aży się
n a szm alcu gęsim.
Kotlety
m ąki z m acy tłuczonej kw a
terkę, 3 ja ja ; sm aży się
na gęsim szmalcu.
Ryi
Ku l a s z
1
290 m ąki pszen.
300 fasoli
7-5 szm alcu ges.
60 krup grycz.
500 rosołu
10 fasoli
60 m ięsa cielec.
145 mąki pszen.
15 ja j
60 mięsa cielęc.
250 rosołu
115 mąki pszen.
30 m ięsa cielęc.
200 rosołu
Kolacya
z całego
c. a z o t.
700
700
1.020
622 5
90
200
200
314
2.340
60
200
30
30
875
7-5
20
20
200
1 600
250
MO
1-800
1
iż-21
60 97
200 bułki pszen.
72’5 mąki pszen.
200 rosołu
10 śledzia
90 m ięsa cielęc.
20 śliwek susz.
G rm .
G rm .
G rm .
G rm .
G rm .
Grm.
20 wódki 58%
400 bułki pszen.
400 buraków
540 kartofli
20 wódki 5 8 ^
400 bułki pszen.
ZuO buraków
562 kartofli
20 wódki 5 8 ^
600 bułki pszen.
40 krup jęczm.
140 kaitoili
20 wódki 58%1
200 chleba psz. r.
200 bułki gorszej
900 kartofli
20 wódki 58%
580 mąki pszen.
75 sera
20 wódki ś 8 ^
400 placków gors.
50 krup perłow,
200 fasoli
160 m ąki pszen.
60 cebuli
25 oleju
50 gęsi
100 bułki pszen.
20 wódki 58%
40 kichełe
230 rzodkwi
30 cebuli
15 fasoli
100 krup perłow.
200 kugla
50 gęsi
290 mąki pszen.
300 rosołu
50 m ięsa wołow.
100 bułki pszen.
290 m ąki pszen.
362 kartofli.
300 bułki pszen.
400 chleba psz. r.
100 cebuli
12'5 szm alcu ges.
435 m ąki pszen.
70 krup grycz.
450 kartofli
400 rosołu
100 mięsa wołow.
400 chleba psz. r.
110 krup grycz.
250 rosołu
100 m ięsa wołow.
3u0 placków psz.
25 śledzia
200 bułki pszen.
145 m ąki pszen.
W jaj
250 rosołu
75 kugla
50 gęsi
50 fasoli
65 gruszek susz.
50 gęsi
316 kartofli
200 placków gors.
Obiad
60 bułki pszen.
200 herbaty
5 cukru
iolacya
Suma
Ich skład
chleba żytniego pytlowego
chleba żytniego razow ego
bulki i placków pszennych
mąki pszennej
kichełe
kugla .
.
.
.
krup gryczanych .
fasoli . .
. .
kartofli
cukru .
.
.
.
m leka .
.
.
.
sera
.
.
.
.
j aj
.
.
.
.
m ięsa cielęcego .
szm alcu gęsiego .
śledzia (waga bez ości)
śliwek suszonych
cebuli .
.
.
.
rosołu
j
barszczu
1
w ina rodzenkowego
i
herbaty
)
tłuszczu
w odanów węgla
42-77
42
72 01
63 37
7 74
15 1
3-01
3-5
4-69
5 85
13-05
16
20
2
344-68
357
565-9
46.1-32
45
95
148
174-58
484-85
58-8
9-62
1-62
0-17
gryczana m ąka praży się na
patelni, m iesza z w rzącą
wodą, rozsm arow uje na ta
lerzu i w ystaw ia na chłód ;
kraje się na kaw ałki i je
z rosołem lub m asłem .
74 29
45 63
15
6
3 77
74 4
3
41
63
08
3-78
38
51
10 5
5
0-5
8-36
0-2
Barszcz
Juszka
Kartoflanka
Grochówka
’ /2
rozczyn kw asu żytniego, ce
bula, czosnek, pieprz i sól.
8 łutów krup perłow ych lub
1 kw aterka jęczm iennych,
’/j kw aterki fasoli albo
kw arta kartofli, 2 4 , kw arty
wody, 2 cebule, pieprz, sól
1 1 łut szm alcu gęsiego.
kartofle k rajane w plasterki
gotuje się z cebulą, potem
trochę szm alcu gęsiego.
groch rozgotowuje się z czosn
kiem i pieprzem , potem
szm alcu gęsiego dodaje się.
kw arty liści szczawiu, 2
kw arty kw asu żytniego, 2
jaja, ‘I, kw arty mleka.
Szczaw
Kap uś ni ak
a) 2 głowy kapusty, 1 kw arta
b)
Śliwkowa
kilo mięsa, 1 kw arta wody,
cebula i trochę fasoli.
kw asu żytniego, '/2 kw arty
mleka, albo ‘/2 kw aterki
śmietany i cebula;
kapusta, kw as żytni i ce
bula.
‘I, kilo śliw ek suszonych,
‘u kilo gruszek suszonych,
2 kw arty wody, 30 grm.
cukru.
Jabłczana
garniec drobnych jabłek, gar
niec w ody, 30 grm. cukru.
Mleczna z k a r to
flami
na gotowane kartofle nalew a
się prażonego m leka roz
cieńczonego wodą.
! 1.000
10
250
200
25
65
400
2.789-49
ciał
azotowych
tłuszczu
wodanów w ęgla
68-2
256-8
3-44
20-73
193 42
18
4-55
10-5
62-7
63-. 7
6-54
4-42
26-24
—
—
1-26
51-95
32
4-72
1-56
6-72
7-7
14-08
5-8
22
17-86
1-8
0-6
1-5
5-19
4-91
0-66
0-25
8-ó3
12 5
25
1-21
3-75
40
4 22
—
0-4
433-4
1.635-84
20
130-63
1.420-20
133-2
28-49
115-5
147-34
677-54
54-96
17-09
4-05
837-55
177-96
4.913-38
_
_
0 06
_
0-4
51-35
43-28
Żydów w
z rosołu.
aj gotow ana;
bj pieczona w radiu.
Dr y g l e
noga wołowa gotuje się, za
styga; ja d a ją z octem i
żółikiem.
kraje się na kaw ałki, gotuje
ze szm alcem gęsim albo
m ięsem , czasam i dodaje
cukier lub miód.
rybki m ałe sieka się z ościami,
jaja, pieprz, cebula, sól;
formuje się w kaw ałki i
gotuje.
Marchew
Smażona
na maśle.
Buraczki
Marynata
ryba pokrajana na kaw ałki
gotuje się i nalew a gorą
cym octem z pieprzem.
buraki gotuje się z łupinam i:
po oczyszczeniu sieka się
z cebulą, nalew a b a r
szczem , dodaje szm alcu gę
siego i znów gotuje.
Drygle
ryby gotują się w wodzie
z cebulą, pieprzem , ja j
kiem i w ystaw ia się na
chłód.
Fasola
gotuje się z rosołem .
Rzodkiew
na surow o z cebulą.
Faszerowana
mięso surowe, siekane, sm a
żone na gęsim szm alcu.
Gę ś
J a r z y n y
R y b y
M i ę s o
Kot l e t y
Ich. skład
chleba pszennego razowego
bułki i placków z gorszej pszennej mąki
kichełe (patrz spis potraw)
kugla .
m ąki pszennej
krup gryczanych
„ jęczm iennych
„ perłowych
fasoli .
kartofli
buraków
rzodkw i
sera
szm alcu gęsiego
oleju .
jaj
m ięsa wołowego
gęsi •
śledzia
gruszek suszonych
cebuli
rosołu
w ódki 58%; } uźywki
i 3.-200
40
275
1 900
180
40
150
265
3.270
600
280
75
12 • 5
25
'140
Gotowane
tygodnia
i Ilość
iw gram ach
1 200
Z u p y
Rosół
0-31
16
21-64
żywki
86-26
z całego
Spis spożytych pokarmów
ciał
azotow ych
484-04
j tłu sz c z , w ęglow .
14 4 k w arty m ąki pszennej,
2 duże ja ja (f6 grm.) i 64
grm. szm alcu gęsiego ; go
tu je się lub piecze.
m ąka pszenna bardzo b iała
i woda, bez soli.
G rm .
tygodnia
Ilość
w gram ach
k w arta krup gotuje się
w kw arcie w ody; po za
gotow aniu wodę odcedza,
a kaszę jed zą z rosołem .
k w arta ryżu gotuje się
w kw arcie wody n a gęsto.
Sobota
Po [wieczorek
200 chleba ż. p.
ö0 m ięsa cielęc.200 rosołu
50 ~
J/2 k w arty m ąki, 4 ja ja , 1 ł.
cukru, 2 ł. sody i w o d a;
m iesza się i piecze;
w 100: 4-96
Maca
P ier ogi z s e r e m
a) woda, mąka i sól;
b) w oda, m ąka i jaja.
45 kichełe
100 w ina rodzenk.
15 cebuli
4 fason
140 krup grycz.
250 rosołu
75 m ięsa cielęc.
200 kugla
Podwieczorek
1 k w a rta m ąki pszen., ’/ 2 kw a
terk i oleju rzepakow ego,
'/j kw aterki m aku i w oda;
m iesza się i piecze ;
c. a z o t.
Kugi el
Pi erogi z m i ę s e m
1 garniec mąki, 1 kw arta-wody,
4 ł. drożdży; po w yrośnię
ciu w yrobione bułeczki ro
sną w parze i pieką się.
w 100:
Piernik
Kluski
1 kw arta krup gryczanyeh go
tuje się w kw arcie wody,
następnie w ypieka w piecu.
Gryczana
Piątek
Czwartek
Środa
Wtorek
I
K a s z e
m ąka pszenna lepsza, ja ja i
woda; w ałkuje się cieniutko,
suszy i kraje.
500 placków psz.
400 herbaty
15 cukru
60 bułki pszen.
1.800 kartofli
100 cbleba z. p.
Spis potraw używanych
Pieczywo
Poniedziałek
Śniadanie
Spis spożytych pokarmów
w odanów węgla
3-64
0-4
200 herbaty
15 cukru
lat 29 — waży 58 kilo.
.
tłuszczu
8
G rm .
400 herbaty
5 cukruj
Niedziela
G rm .
Grm.
G rm .
G rm
Sobota
Piątek
Czwartek
Obiad
Suma
ciał
azotowych
364
40
100
35
450
200 bułki pszen.
10 śledzia
540 kartofli
Ich skład
Ilość
w gram ach
200
Śniadanie
Środa
Wtorek
Poniedziałek
G rm .
tygodnia
Spis spożytych, pokarmów
550
1.040
218
240
Niedziela
Solbota
tragarz
lat 37 — waży 53-5 kilo.
faktor
kupiec — lat 44 — waży 62 kilo.
Niedziela
m ie n
H erc S z a i n f e l d
S alo m a B lander
Cebula prażona
10 cebul kraje się na kaw ałki,
dodaje 1 łu t szm alcu gę
siego albo m asła, albo '/i
kw aterki śm ietany i praży
na ogniu ; używ a się do
kaszy i krupników (juszkij.
Le g o m in у
Cymes
aj 10 m archw i kraje się, go
tuje, dodaje 2 łuty szm alcu
gęsiego, następnie łyżką
rozgniata się na miazgę 1
dodaje m iodu;
bj 1 kilo śliwek suszonych,
‘'4 kilo rodzenków gotuje
się, potem 50 grm. cukru ;
Cj 4, kilo fig kraje się, l/4 kilo
rodzenków, 1 kw arta octu,
25 grm. cukru, gotuje się;
d) Ч2 kilo ryżu, y4 kilo ródzenków bez pestek, 50 grm.
cukru, albo 7a kw aterki
m iodu ;
ej ‘¡2 kw arty gruszek suszo
nych, 1 kw arta jabłek, 50
grim cukru, gotuje się;
f j 10 jabłek, 6 gruszek su
szonych gotuje się ; potem
llt łu ta cynam onu, ‘/a kw a
te rk i octu, 100 cukru i zno
w u zagotow uje się.
N a p o j e
Wódka
na 58%, 8i% i 9 0 ^ .
Piwo
Porter
W ino rodzenkowe
rodzenki z wodą i cukrem
kilka dni ferm entują; po
odcedzeniu bierze się do
użytku
І
î
j
B ib lio te k a Ś lą sk a w K ato w icac h
ID :0 0 3 0 0 0 2 0 2 7 4 4 8
II 4521/3/1897
