8d660a37761db964952ea91b170d7015.pdf

Media

Part of Lud, 1896, t. 2

extracted text
V;:-.

ЖШ:-

ШЛ,
s

'Уг -гЩШу
\ 4

;лч:•'•і .

-V ’ :

f

' ' '■.

-■vÿ4'

u p p m

'íví%p;;*i??ŕŕí
■’-.LÍ"ŕ5■?'"'• ^T^-’Vy

'

Vr:.
ШШ?-

i-lV
’':

т ^ г : : в м 0 іт т т ^
t ( %-v
í>’ ^

.¿í ^í¿3íVí
ч

>íŕ -o®

ORGAN

OWARZYSTWA LÖROZNAWCZEGO we LWOWIE
POD KEDAKCYĄ

Dra A N T O N I E G O K A L I N Y .

(Z r y c i n ą

i ta b lic ą lito g raf cw an ą ).

W E LW O W IE 1896.
NAKŁADEM

TOW ARZYSTW A LUDOZNAW CZEGO.

Z D rukarni Ludowej pod zarz. St. B ajlego.
A dres R ed ak cji : L w ó w , u lic a M o ch n a ck ieg o 6.
G ł ó w n y s k ł a d w k się g a r n i G u b ry n o w icza i S c h m id ta .

i X '/ľ j S S b

- i w
1

JA N O W I K A R Ł O W IC Z O W I
J E D N E M U Z E S W Y C H ZAŁ OŻY CIEL!,
PIERWSZEMU

SWEMU

CZŁONKOWI

HONOROWEMU,

PIERW SZEM U SWEMU C ZŁ O N K O W I-Z A ŁO ŻY C IE LO W I

yo

clovDÓcl 'U-z'i'iav'Aa

ofiaruje rocznik d r u | i

č/cwatzmfovc luhóznawczo,

Xwomk.



PIS

RZECZY

za
*"wart37-cb. ■w II. roczniisľa..
Str.

I. R o z p r a w y .
E d w a r d J e l i n e k : A ndrzeja Kucharskiego Relacya z naukowej po­
dróży po Słowacyi (Spiżu) 1828 roku
1
J a n W i t o r t : G odła rodowe chłopów archangielskieh
5
J e r z y P o l í v k a : My trzej bracia .
.
.
.
9
E d w a r d K o l b u s z o w s k i : Grzyby w wierzeniach ludu
18
Z o f i a G r y n b e r g o w a : P rzypow iastka w swej wędrówce
22
A d o l f S t r z e l e c k i : W ystaw a etnograficzna w P radze .
. 30, 146
D r. K l e m e n s K ö h l e r : O belem nitach .
39
J a n W i t o r t : Jus prim ae noctis
.
.
.
.
97
Dr. St. K a r w o w s k i : O zniemczeniu Szląska .
115
M. W y s ł o u c h o w a : Przyczynki do opisów wsi W isły w Cieszyńskiem 126 v
F r. Ř e h o ř : Poświęcenie m ieszkania ruskiego w Galicyi (z okolic Żydaczowa) .
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
141
Dr. St. K a r w o w s k i : Nazwa i ludnośó m iasta Koźla na Szląsku
193
J a n W i t o r t : Przyczynek do historyi przesądów
.
.
.
. 195
J a n K a r ł o w i c z : G regorjanki
.
.
.
.
.
.
.
198
Dr. R. Fr. K a i n d l : Pasterstw o i wierzenia pasterskie u Hucułów
201
J a n W i t o r t : P rzeżytki starożytnego światopoglądu u Białorusinów . 210
St. C e r c h a : Dzwonki, gliniane i siekierki drewniane z kierm aszów
217
krakow skich
.
.
.
.
.
.
.
236
Ks. W ł a d . S a r n a : Obrzędy weselne w Jaszczwi
Dr. K a r o l M á t y á s : Ludowe nazwy miejscowe w pow. Brzeskim
w Galicyi .
.
.
.
.
.
.
.
.
.
257, 308
289
D r. St. K a r w o w s k i : Choroby i medycy na Szląsku
292
J a n W i t o r t : Przyczynek do dziejów rodziny (Lew irat)
305
-—
K ilk a słów o świekrostwie
321
Ż m i g r o d z k i : U k r a i n a ........................................................

II. Zbiory m ateryałów etnograficznych
40
P o b r a t y m i e c : Z agadki ludowe z okolicy M yślenic.
43

G odka .
.
.
46
B ajka o dziesięciu braciach
53
W ł o d z . H n a t i u k : Podanie o skale
56
A n t . S i e w i ń s k i : B ajka o wężowym królu
S z y m o n G o n e t : K ilka szczegółów z wierzeń ludu z okolicy A n d ry ­
chowa
.
.
.
.
.
.
.
.
.
62, 221, 331

VI
Str.

W ł o d z . H n a t i u k : Czy je p rau d a na świtji ?
.
.
.
.6 4
M. K a p u ś c i ń s k i : P iosnki ludowe z powiatu krakow skiego . 65, 340
L. M a g i e r o w s k i : L eki używane przez lud polski we wsi W esołej
w pow. Brzozowskim .
.
.
.
.
.
.
.
.155
E d m . K o l b u s z o w s k i : M ateryały do medycyny i wierzeń ludow ych 157
A. S i e w iń s k i : B ajka o trzech zaklętych królew nach
.
.
.163
L e o n a r d L é e g : P ieśń o N apoleonie I . .
.
.
.
.
.171
S z y m o n G o n e t : Dowcipne pytania
.
.
.
.
.
.
228

Z agadki
.
.
.
.
.
.
.
.231

K ilk a oryginalnych wyrazów
.
.
.
.
232

O cudownych listach .
.
.
.
.
.
236
A. S i e w i ń s k i : W ierzenia ludu o chowańcu, farm azonach, p lan etn ikach, miesięcznikach i błędach .
.
.
.
.
.
.
252
L. M a g i e r o w s k i : K ichanie, świąd i dzwonienie .
.
.
.
256
Ks. G o ł ę b i e w s k i : Zwyczaj wykupywania panny młodej na wesołach 264
D r, Wł. D ę b i ń s k i : Piosnki ludowe i pow iastki z Prus K ról. i Pozn. 274
S z y m o n G o n e t : Odczynianie uroków.
.
.
.
.
.
330
K a r o l S t a n u c h o w s k i : Piosnka o k o m a rz e .
.
.
.
.
334
L. P i e r z c h a ł a : W ierzenia ludu .
.
.
.
.
.
.
335

Z agadki ludowe .
.
.
.
.
.
.
338
Ks . S a r n a : Zwyczaj wykupywania panny młodej w Korczynie pod
Krosnem .
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
339
M. K a p u ś c i ń s k i : P ałac podwodny, baśń z Łagiew nik przy Podgórzu 361

O M ichasiu głuptasiu
.
.
.
.
.363
D o d a t k i i d r o b i a z g i l u d o z n a w c z e : (J. W ito rt : Przyczynek
do a rty k u łu : Grzyby i gwiazdy w wierzeniach lu d u ; — Dr. K. J.
Gorzycki : Przyczynek do kw estyi „lew iratu“ na ziem iach p ol­
skich ; — L. M. do a rt. W ito r ta : G odła rodowe chłopów archang ielskich; — A. S iew iński: Do pieśni o N apoleonie I.)
. 277, 365
K orespondencya
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.278

III.

R ozb iory i spraw ozdania.

Dr. G. B l a t t : K lein e B eiträge zur slawischen L autlehre (A . K alina) 74
J a n P r o u s e k : D revené stavby starobylé roubené a lidový nabytek
v severo-vychodních Čechách (D r. E ljasz-R adzikow ski)
.
.7 5
F r. R i c h a r d O s v a l d : Tovaryšstvo. Sbornik literárn y ch p rác (Dr.
Eljasz-Radzikowski) .
.
.
.
.
.
.
.
.
77
Ed. J e l i n e k : Pohledy do Litvy (D r. Eljasz-R adzikow ski)
.
. 80

O rzeczach morawskich pisane przez Czecha (Dr. E l­
jasz-R adzikow ski)
.
.
.
.
.
.
.
.
.
81
K. P o t k a ń s k i : Postrzyżyny u Słowian i Germanów (Dr. Iw an F ra n k o ) 81
D r. E l j a s z - R a d z i k o w s k i : T atry Bielskie (A. K alina)
.
. 84
A l e k s a n d e r B r u c k n e r : K azania średniow ieczne (A. K alina)
. 85
Etnograficzny) Z birnyk (A. St.) .
.
.
.
.
.
.
.
88
St. D r a ż d ż y ń s k i : Die slav. O rtsnam en Schlesiens (A. K alina)
.173
A d o l f S t r z e l e c k i : Ludoznawstwo i zbieranie materyalów ludoznaw ­
czych (Dr. K. J. G orzycki)
.
.
.
.
.
.
.175
Odpowiedź (A . Strzelecki)
.
178

VII
Str.

Z y gm . ks. C z a r t o r y s k i : O stylu krajowym (Stef. R am ułt) .
. 180
D r. J. K a r á s e k : P oštorňa Nováves Hlohovec (Stef. R am ułt) .
. 182
Prof. N. C y b u l s k i : P róba badań nad żywieniem się ludu w Galicyi
(A. Strzelecki) ,
.
.
.
.
.
.
.
.
.184
L u b o r N i e d e r l e : P ravěk zemi českých na národopisné výstavě českoslov. (A. S t . ) ............................................................................................ 186
Ks. J . B a d e n i : M iędzy Słowianami (A. St.) .
.
.
.
.
186
Spis rzeczy z drugiego pięciolecia Przeglądu powszechnego (A . St.) . 186
W ł a d . S a t k e : Pow iat tarnopolski pod względem geograficzno-statystycznym (A. Ka l i na ) .
.
.
.
.
.
.
.
.
280
H i e r o n i m L o p a c i ń s k i : Dyalektologia na W ystawie ludoznawczej
w P radze (St. R am ułt)
.
.
.
.
.
.
.
.
282
W i k t o r S o ń s k i : Z przeszłości Szląska (A. K alina)
.
.
. 283
R o m a n Z a w i l i ń s k i : Przyczynek do etnografii G órali polskich na
W ęgrzech (A: K alina)
.
.
.
.
.
.
.
.
284
B. A. L i c k i : N arodow ość współczesna (Dr. K. J. Gorzycki)
.
. 367

IV.

Bibliografia

.

89, 187, 373

V. S p r a w y T o w a r z y s tw a .
Sprawozdanie z drugiego W alnego Zgrom adzenia
. 89, 373
Sprawozdanie z posiedzeń Zarządu
.
.
.
.
92, 287, 374
Miesięczne Zgrom adzenie naukowe
.
.
.
.
93, 190, 246
Stosunki Tow arzystw a z innemi Towarz. i Redakcyami pism 191, 2 87, 376
D a r y .........................................................................................
192, 287, 376
Spis c z ło n k ó w ......................................................................................... 95, 288, 376
Sprostow anie
.
.
.
.
.
.
.
.
.
. 192

Spis w spółpracow ników
k t ó r y c h p r a c e w r o c z n ik u II. um ieszczone zostały :
Stanisław Cercha (Kraków).
D r. Iw an F ranko (Lwów).
K s. Gołębiewski (Szynwałd P r. z ) .
Szymon G onet (Inw ałd p, Andrych.).
D r. K. J. Gorzycki (Lwów).
Zofia G rynbergowa (Lwów).
W łodzim . H natiuk (Lwów).
E dw ard Jelinek (Praga).
D r. R. F r. Kaindl (Czerniowce).
D r. Ant. K alina (Lwów).
M. K apuściński (Podgórze).
Ja n K arłow icz (W arszaw a).
Dr. St. K arw owski (Głupczyce. Szl.).
Edm und Kolbuszowski (Lwów).
D r. Klemens K öhler (Poznań).
L eonard Léeg (Lwów).
D r. Wł. Dębiński (Poznań).

L. M. (K raków ).
L. M agierowski (Jaćm ierz).
D r. K arol M átyás (Tarnobrzeg).
Ludwik P ierzchała (Lwów).
Pobratymiec.
Jerzy Polívka (P rag a).
Dr. St. Eljasz-Radzikow ski (Zakop.).
Stefan R am ułt (Lwów).
F r. Řehoř (Praga).
K s. W ład. S arna (Szebnie).
Ant. Siewiński (Ostrów).
K arol Stanuchowski (Lwów).
Adolf Strzelecki (Lwów).
Bron. Świdnicki (Dobrohostów).
Ja n W ito rt (Poniewież gub. Kow.).
M arya W ysłouchow a (Lwów).
Mich. Żm igrodzki (Sucha).

I JІ

- -■/ •

V,- 5- . 1 " ':Л

;

p щ



'
-xv:^
-■■ .
. ? - ;>!.
- : -V-l'-.v fepířtež

~-¡Б«!

'

.

'

-



.

ш т

£'л

" І
'

..
•■ .

у / '■

- . ý:

Л.: J :

і
.

іІ І

J A N O W I K A R Ł O W IC Z O W I
J E D N E M U Z E S W Y C H ZAŁOŻYCIELI,
PIERWSZEMU

SWEMU

C Z Ł O N K O WI

H O N O R O W E M U,

PIERWSZEMU SW EM U C ZŁ O N K O W I-ZA ŁO ŻY C IELO W I

w d o w ó d u z n a n ia

i i n i z i o s t o p i ę c i o l e t n i e j p r a c y na polu l u ä o z n a w s t w a р о І Ш ш

ofiaruje

e/ow^pzmłwo luboznawcze, m Jjfvowü.

ів Ш

' • V' '

'



*ý‘; ' =

т ам

- Kí .

sm i

. - к - ^

H n d r z e j a Kuchariskiejo

Relacya z naukowej podpózy po Sło.zacfi (Spiżu)
1SSS

ro ic ii„

W iad o m o , że filolog i etn o g ra f p o lsk i A n d r z e j K u c h a r ­
s k i (ur. 1795 w e w si P a p ie ż e w pow . P io trk o w sk im , f 1862
w W a rsz a w ie ) p o d ró żow ał kosztem w ładzy ed u k acy jn ej w a rszaw ­
skiej la t 5 po S łow iańszczyznie, celem p rz y g o to w a n ia się n a p ro ­
fe so ra języ k ó w sło w iań sk ich przy U n iw e rsy tecie w arszaw skim .
B aw iąc k ilk a razy w P rad z e, u trz y m y w a ł b lisk ie sto su n k i z ó w ­
czesnym i uczonym i czeskim i, zw łaszcza też z W a c ł a w e m
H a n k ą , k tó re m u z p o d ró ży swej n a d s y ła ł dosyć szczegółow e
sp raw o zd an ia.
ÏW k o re sp o n d en cy i tej przech o w an ej o b ecnie w zbiorach
m uzeum k ró l. czeskiego w P ra d z e , znajduje się prócz in n y c h cie­
k a w y lis t K u c h a rsk ie g o , d a to w a n y d n ia iq. m arca 1828 z W i e ­
dnia, zaw ierający re la c y ę z naukow ej p odróży po S ło w acy i. P o ­
n iew aż sp o ty k am y tam k ilk a szczegółów m o g ący c h szerszy og ó ł
in tere so w ać, og łaszam y tre ść listu do W a c ła w a H a n k i, o ile on
się ty czy w spom nianej po d ró ży i u w a g filologiczn o-etnograficznych.
D o teg o n ad m ien iam m im o ch o d em / że K u c h a rs k i zam ieścił
ro k u 1829 w C zasopiśm ie czeskiego M uzeum , w y d a w n eg o w P r a ­
dze „ Z p r á v y z D a l m a t s k a “.
„. . . . T ym czasem m am zaszczyt donieść Ci nieco o m ojej po
W ę g rz e c h podróży. P ie rw sz em m ojem z W ie d n ia stan o w isk iem
w W ęg rzecln b y ł P re sb u rg . Z robiw szy znajom ość z p. prof. P a lkow iczem , obeznałem się tu nie z je d n ą rzeczą ty c z ą c ą się p o ­
dró ży mojej po W ę g rz e c h . S tą d m iałem je c h a ć do P e stu i po
zrobionej dopiero znajom ości z p. K o lla re m o bjeżdżać W ę g ry .
P o rad z o n o mi atoli, a b y dla zbliżającej się p o ry słotnej i zim o­
w ej, u dać się pierw ej w K a rp a ty , co w części życzeniom m oim
1

_

2



o d p o w iad a ło . M y ślałem bow iem za k u p ić w iele k siążek w P escie,
a n ie ra d b y m b y ł w łó czy ć się z niem i po W ę g rz e c h .
W y je c h a łe m w ięc z P re s b u rg a do T rn a w y
T u znalazłem
k sięd za P la c h to w icza w y d a w cę k ilk u p o w ieści sło w ia ń sk ic h , posiadająceg-o w R k p s ie k ilk a ro m an o w i sztu k d ra m a ty c z n y c h ,
przeło żo n y ch z n iem ieck ieg o lub w ę g ie rsk ieg o . M iędzy ty m i zn a j­
duje się p rz eło żo n y n a ję z y k sło w iań sk i ro m an s L a fo n te n a : D e r
N a tu rm e n sch , N a tu ra lsk ý clow ek. U w iad o m ił m ię p rz y tem ks.
P la c h to w ic z o zm arły m w ro k u zeszłym ks. W o jc ie c h u Sim ko,
k tó r y zo staw ił w R k p s ie p o em a w ierszem m iaro w y m uło żo n e
0 p o s l e d n í c h 4 w e c á c h , tudzież p ro so d y ą sło w ia ń sk ą ta k ż e
w ierszem . K s . S am u el S u lek w U h e rsk é w si (M a g y a r-fa lv a , U ng e re y d e n , U n g e ra d e n ) n ied ale k o m iastecz k a M alaczka, p rz eło ży ł
ró w n ież n a ten że d y a le k t k ilk a sztuk d ra m a ty c z n y c h z K o tze b u e.
Z ach ęciłem tu te js z e g o ty p o g ra fa p. J e lin k a do d ru k o w a n ia pism
rzeczo n y ch , za k u p iw szy w szelkie d o tą d przez n ieg o w y d a w an e.
' Z T a rn a w y u d ałem się do w si M ad u n ic i odw ied ziłem tu
za cn eg o p o e tę sło w ia ń sk ie g o k sięd za H o le h o . N iez m ie rn ą p rz e ­
ję ty zo stałem ra d o ścią, k ied y m u jrz a ł w rę k u jegm p rz e k ła d całej
W irg iliu s z a E n eid y , i co w ięk sza p ierw sz y c h sześć p ieśn i o ry g i­
naln ej E p o p e i pod ty tu łe m S w a t o p l u k . T u znalazłem n a jle p ­
szą sp o so b n o ść m ó w ien ia po sło w iań sk u i o rzeczach sło w iań sk ich .
K ilk a d n i u n ieg o za b aw iw szy i od w ied ziw szy w W e se łe m b a ­
ro n a M e d n ia ń s k ie g o 1), od.któreg-o k ilk a d z ie sią t p ieśni sło w iań sk ich
z m u zy k ą o trzy m ałem , u d ałem się do N itry . P rz y ją ł m ię n a jg o ­
ścinniej p ra ła t k a p itu ły tutejszej k sią d z k a n o n ik H a b e l i n aju ­
przejm iej o b d a ro w a ł k siążk a m i sło w iań sk iem i p rzez nieg-o sam eg o
1 p rz ez in n y ch w y d a n em i. P ró żn o m tu szu k a ł w A rc h iw u m s ta ­
ry c h p ap ieró w , bo się w szy stk o w późniejszym czasie sp aliło .
Z N itry zb oczyłem u m y śln ie do K o śc ie ln y c h M oraw ców
(E g y h a zas M aroth), a b y poznać i odw iedzić T ap lica . M ąż ten
n iezm o rd o w an y w ciąż p ra cu je w zaw odzie n au k o w y m . A le w y g o ­
to w a n y c h p rz ez n ieg o pism T o w a rz y stw a czyli S p o l e č n o s t i
B á ň s k é h o o k o l j nie d o zw o liła c e n zu ra w ie d e ń sk a w y d ru k o w ać.
H isto ry c z n y m ian o w icie a r ty k u ł o S ło w ia n a c h w schodnich z Łom o n so w a w y jęty , m a b y ć p rz e ro b io n y i d ru g i raz szczęście p ró ­
b o w an e. W ty c h ‘stro n a c h szczególniej się ję z y k sło w iań sk i o ry ­
g in a ln o śc ią sw oją odznacza. W ie lu osobliw ościom wTydziw :ć się
nie m ogłem . S ą one b a rd zo w ażn e d la g ra m m a ty k a sło w iań sk ieg o .
1) M ednyánszky
(T u rczań sk i kom itat).

de

A ranyos M edgyés, u r.

1784 r.

w

P rie k o p ie

á

M a te ry a języ k o w a p ra w ie p o lsk a, form a jeżeli nie cźesk a lub m o ­
ra w sk a , to ru sk a . W y m a w ia n ia sposób n ie k tó ry c h g ło se k im
ty lk o sam y m w łaściw y .
Z w róciłem się n a lew o i n a B ato w ce (B ath, T ra u e n m a rk t),
g d zie u p ast. K u zm y zanocow ałem , p rz y b y łe m do S zczaw n icy
w K a rp a ta c h leżącej. T u znalazłem spo so b n o ść sp isan ia p ię k n y c h
śp ie w a n e k sło w iań sk ich. P o z n a łe m się z S e b e ry n im tu tejszy m
p asto re m i w ró żn ych rzeczach sło w ia ń sk ic h najuprzejm iej od
n ieg o o św ieco n y zostałem . O fiarow ał m nie ta k ż e sw oje p ism a.
T ru d n i się p o ży tec zn ie zadaw aniem ćw iczeń k azn o d ziejsk ich w ję ­
zy k u czeskim , p rzy szły m kaznodziejom ew an g elick im . Ze S zcz a­
w n icy u d ając się n a p ó łn o c coraz dalej w g‘łą b K a r p a t n a B a ń sk ą
B y strz y c ę i R o ž e n b e rk w sto lic y L ip taw sk iej, znalazłem tu znow u
ję z y k w cale odm ienny. W y ra z y i w y rażen ia, an i p o lsk ie ani cze­
skie, ale m im o to w ielu S łow akom nieznane. Przecz dziw na, że
zaraz n a pierw sze w rażenie do strzeg łem p o d o b ień stw o ję z y k a
okolic tu tejszy ch z języ k ie m S erb ó w Ł u ż y c k ic h ! D alej k u stolicy
O raw skiej i już n a sam ej O raw ie słyszeć m ożna w y ra z y czeskie,
p o lsk ie i p ra w d ziw e sło w ack ie, ta k że w iadom em u ty c h języ k ó w
n ie tru d n o je s t osądzić, że ję z y k sło w iań sk i ty c h okolic nie p o w sta ł
je d y n ie z z e tk n ię c ia ję z y k a czeskiego z p o lsk im : je s t to ję z y k
o ry g in a ln y , sło w iań sk i język, p o d o b n o starej C h ro b acy i w ielkiej,
ale ró ż n y od ję z y k a staro sło w iań sk ieg o C y ry lla i M ethoda.
Ze sto lic y O raw skiej (A rv aer C om itat) u d ałem się n a B e sk id y
t. j. g ó ry stan o w iąc e g ra n ic ę m iędzy G a licy ą i W ę g ra m i i m i­
n ąw szy dziw n ą m ieszaninę sło w iań sk ieg o clyalektu z polskim albo
raczej m azurskim , ja k im m ów ią g ó ra le polscy, sta ra łe m się z d ru ­
g iej s tro n y B esk id już w o b ręb ie G alicy i poznać g ó ra ló w p o l­
sk ic h je d y n ie w ty c h stro n a c h zam ieszk ały ch i ich język. R zecz
dziw na, że n ie ty lk o R o ssy a n ie ale i G ó rale tu tejsi (polscy) n az y ­
w ają m ieszk ań có w p o lsk ich n a płaszczyźnie L acham i. D ru g a
rzecz, że R u s in i w G alicyi n azyw ają lu d po lsk i M azuram i. G órale
po lscy m ów ią ta k ż e d y alek te m m azurskim , w y jąw szy n ie k tó re
w łaściw e im w y rażen ia. A w ięc n a ro d u M azurów n iety lk o w M a ­
zow szu stare m , k tó re g o g łó w n e m iasto b y ła W a rsz a w a , tera z
sto lica K ró le stw ą , szukać p o trze b a. M azurskim d y alek te m , ja k m i
w iadom o, m ów i lud p ro s ty i w W ielk iej P o lsc e ! W strz y m u ję się
tu od d alszy ch u w a g
O d w si .K am eszn icy , gdziem odw iedził h ra b ie g o P o to c k ieg o ,
t. j. od m iejsca ze tk n ięcia się trz e c h g ra n ic , m oraw skiej albo ra ­
czej S z lą sk a A u s try a c k ie g o , w ę g ie rsk iej i g alicy jsk iej czyli p o l­
skiej, jech a łem K a rp a ta m i stro n ą je d n a k g a lic y jsk ą p rzez różne
*

w si od G o raló w p olskich zam ieszk an e aż do starej wsi za N ow ym
T a rg ie m (N e u m ark t) n a d rz e k ą P o p ra d , gdziém znow u w je c h a ł
w g ra n ic e W ę g ie r i p rz y b y łe m do K e sm a rk u w sto licy S p isk iej.
C ała p ó łn o cn a p o ło w a S p iż a z a m ie szk an a je s t przez P o lak ó w ,
u k tó ry c h , jeżeli, ja k n ie k tó rz y m niem ają, w ielu języ k ó w zn ajo ­
m ość w ielości św ia tła dow odzi, w iele zaiste znalazłem św iatła.
M ó w ią b o w iem m iędzy so b ą w dom u po p o lsk u , m odlą się z k s ią ­
żek czeskich, k a z a ń słu ch ają sło w ack ich . N a w esela za p rasz ają
się ta k ż e po sło w iań sk u . C h ciałem się p rz e k o n a ć , czy rozum ieją
k sią ż k i od n ab o ż e ń stw a czeskie, k tó ry c h u ży w ają i dow iedli mi,
że n ie są p ap u g a m i. P o m y śla łe m so b ie n a ten czas, cóż to? T o
ch ło p i p o lscy m o g ą rozum ieć k sią ż k i czeskie, a S ło w a c y n a w e t
u czen i p ism a n ie m o g ą ?
W p o łu d n io w ej m ianow icie części S p iżu za czy n a się tw a rd y
d y a le k t p o lsk o -sło w iań sk i. T w a rd y m ów ię, bo za m ia st czes. ť lub
p o lsk ie g o ć u ży w ają c, zam iast ď lub dz, tw a rd e g o dz i t. p. N a
S p iżu ta k ż e b io rą p o c z ą te k swój osady R u sn ia k ó w , c ią g n ą c się
coraz g ęśc ie j k u w schodow i, ale ję z y k u k sz ta łc ił się tu je d e n
p o lsk o -sło w a c k i i przez R u s n ia k a nic się tu in n e g o nie rozum ie
ty lk o w y zn aw cę k o śc io ła sło w iań sk ieg o p o d łu g o b rz ą d k u w sch o ­
d n ieg o z za ch o d n ią zw ie rzc h n o ścią połączo n eg o . S ą t e ta k zw ani
U n ici, u k tó ry c h n ab o żeń stw o o d b y w a się w staro sło w iań sk im
języ k u . K a zan ia, k tó re u n ich rz ad k o b y w ają, zależą od kaznodziei,
k tó ry je ś li je st ro d em z ty c h okolic, m ów i do lu d u z p o lsk a po
sło w ac k u , albo jeśli ro d em z M arm a ro sk iej s to lic y , g d zie już m ó ­
w ią p o ru sk u , słu ch ać m uszą R u s in i zesło w aczen i k a z a n ia p rz e ­
cież ru sk ieg o .
Z K e sm a rk u , gdziem o d w ied z ił pp. p ro feso ró w .Sław kow ­
sk ie g o i B e n e d y k te g o , spuściłem się n a L ew o czę aż do K oszyc.
N ic mi tu te jsi p p . A k a d e m ic y nie u m ieli p o w iedzieć o S o ta k a c h ,
ale sły sząc o n ich n ieco od p a s t S zan d o ra w L ew oczy, u d ałem
się do P re sz o w a i odw iedziłem tu k sięd za B isk u p a u n ick ieg o
T arkow dcza. N iez m ie rn ą ten p o w ażn y sta rz e c uczuł z p o d ró ż y
m ojej rad o ść. D o p y ty w a ł się o ks. B o b ro w sk ie g o . O d B a rd y o w a
je c h a łe m w ciąż K a rp a ta m i w W ę g rz e c h n a H u m en n e, U n g w ä r,
M u n k aszo w o aż do H u s t w sto licy M arm aro sk iej i o d k ry łe m h a n c
te rra m in co g n itam S z a fa rz y k a i znalazłem p ró c z te g o zacn eg o
i u czonego m ęża w U n g w a rz e w oso b ie p ro b o sz cza u n ick ieg o
k sied zą Ł u czk aja, k tó ry za m y śla z a ch ęc o n y o d em n ie o p isać to
w szy stk o , c o b y śm y ty lk o p o d w zględem sło w iań sk im o R u ś n ia k a c h w ę g ie rsk ich w iedzieć chcieli. S am sp isałem co m ogłem .
S ło w a k ó w n. p. p o d T a tra m i n az y w ają N iem cy sp iscy W in a d a m i.



5



J e d n a N iem k a, g d y m do niej po sło w iań sk u przem ów ił, o d pow ie­
d ziała mi : n i c h t s w i n d i s c h ! N areszcie w yśledziłem tu g ru n to ­
w nie, co są S o t a c y i p rz e k o n a łe m się, ja k dziw nie n ie d o rz e ­
czne d o tąd o nich w ieści bajano. U d zieliłem o n ic h a r ty k u ł K o llaro w i. Co do ję z y k a ru śn iac k ie g o , te n w sam ej sto lic y M arm aro sk iej je s t trojaki. M ieszkający n a p o g ra n ic zu G a licy i nazy w an i
są R o sjan e. T y ch , k tó rz y m ieszkają w g łę b i k raju , n az y w ają inni
B lach am i.
W ca ły m p rz e c ią g u p o d ró ż y mojej nie w iele znajdując L i­
te ra tu ry i R ę k o p isó w , zb ierałem w szędzie tem p iln iej p ieśn i ludu,
śled ziłem sied lisk a sło w iań sk ie i b a d a łe m obyczaje, ta k iż p o d ró ż
m oja w ażn a je s t p o d w zględem lin g w isty czn y m i etn o g raficzn y m .
S ta n m ian o w icie R u śn ia k ó w o p ła k a n y . W s z y stk ic h tu tejszy ch
S ło w ia n N iem cy s ta ra ją się zniem czyć i M ad ziarzy zm adziarzyć.
W L ew o czy p o w iedziano mi w y ra ź n ie : D ie slo w ak isch e S p ra c h e
soll a u s g e ro tte t w erden.
. Z p o w ro tem z M arm aro szu obejrzałem w S a ro s p a ta k szczątk i
z B ib lii p o lsk iej k rólow ej Zofii z w. 15. N ie m asz tu p sa łte rz a
a n i n o w e g o testam en tu , bo w y rw an e, ja k w idać. In n e k się g i s ta ­
reg o te sta m e n tu p ra w ie w sz y stk ie u szk o d z o n e.............. ".
N a tem się k o ń czy re la c y a A n d rz e ja K u c h a rs k ie g o z d n ia
19 m arc a 1828 r. n a d e sła n a W . H a n c e do P rag i.
P r a g a czesk a 10 g ru d n ia 1895 r.
Edw ard Jelínek.

Godła rodowe chłopów archangielskich.
W a rty k u le p. Ig n a c e g o M atu szew sk ieg o p. t. „O strów
B o ż y “ 1), zaw ierający m o p isan ie w y sp y R u g ii (R a n y ? ), znalazłem
u stę p o m a rk a c h ry b a k ó w m iejscow ych. T a okoliczność d ro b n a
p rz y p o m n ia ła mi, żem w latach 1875— 79 coś n ie c o ś sły szał o t. z.
„ h e rb a c h “ ch ło p ó w p o m orskich. „ P o m o ra m i“ w ogóle zow ią m ie ­
szk ań có w b rzeg ó w M orza B iałeg o w p o w ia ta 'h O neźkim , K iem skim i K o lsk im , g u b ern ii A rc h a n g ie lsk ie j ; p rz y p o m n ia łe m sobie,
że m ieszk ając w tam ty ch stro n ac h , p rz e ry so w a łe m k ilk a ty c h „h e r­
b ó w " i coś n o to w ałem o n ic h ; zacząłem te d y szu k ać i znalazłem
rzeczy w iście n o ta tk ę , pośw ięco n ą im, ale b a rd zo u szkodzoną
przejściam i rozm aitem i.
1) Dod. do P rz. T yg. t. I I., str, 14ІІ.

_

6



N im je d n a k p rz y s tą p ię do rzeczy, m uszę p o p rz e d n io sk reślić
słó w p a rę o m ieszk a ń cac h . S ą to p o to m k o w ie k o lo n istó w n o w g o ro d zk ich , k tó rz y w sto p n iu zn aczn y m zacho w ali czystość po ch o ­
d zen ia sło w ia ń sk ie g o ; w śró d n ich p rz ew aż ają o so b n ik i w zrostu
w y so k ieg o , o cerze białej, w ło sac h p ło w y ch i oczach b łę k itn y c h .
M ałżeń stw a m ieszane np. z K o re jk a m i n ależą do w y jątk ó w b ard zo
rz ad k ich , a z L a p o n k a m i zaś są n iezn a n e zupełnie. L u d n o ść m ów i
ję z y k ie m n ależ ący m do n arzec za pó łn o cn o -ro sy jsk ieg 'o z dom ieszką
a rc h a iz m ó w ; w m ow ie tej n iezu p e łn ie jeszcze za g in ę ło u ży w an ie
liczb y podw ójnej i a o ry stu ; p ełn o w niej też zw ro tó w o ry g in a l­
n y c h („ p a c h a t p o ł“ zam ia ta ć p o d ło g ę etc.) i prow incyonalizm ów
o b ra zo w y ch n p. „ p a d u n “ w odospad, „sp o ło ch “ zorza pó łn o cn a,
..strjesz“ g łó w n y n u r t rz e k i i t. d. P rzeszło ść h isto ry c z n a oraz
w a ru n k i m iejscow e (o d leg ło ści w ielk ie, lasy, b ło ta , jezio ra, rzek i
i k lim a t su ro w y ) sp rz y ja ły zach o w an iu się w ielu od ręb n o ści,
k tó re d o tą d istn ie ją w n a jle p sz e ; dziś jeszcze m ieszk a ń cy m ów ią
0 s o b ie : „m yśm y nie R o sy a n ie , a N o w o g o ro d c y “ ! R ó ż n ic a w iary ,
— lu d ność m iejscow a s k ła d a się p rz ew aż n ie z se k ta n tó w , bezpop o w có w g ru p y (tołka) p o m o rsk iej — i b ra k sto su n k ó w ściślejszych
z in n y m i k ra ja m i C esarstw a — p o d trzy m u ją te od ręb n o ści. W ty m
k ie ru n k u o d d ziały w a ją i w a ru n k i ek o n o m icz n e: m ieszk a ń cy t r u ­
d n ią się p rz ew aż n ie ry b o ło stw em , łow iectw em , że g la rstw em i h a n ­
dlem , a z te g o p o w o d u częściej sty k a ją się z m ieszk a ń cam i N o r­
w e g ii i A n g lii, n iźli g u b e rn ii śro d k o w y c h . T o też m ożna z a o b se r­
w o w a ć p e w n e ś la d y w p ły w ó w eu ropejskich, zw łaszcza w życiu
cod zien n em np. u ży w an ie k aw y , i w dziedzinie p ew n y c h pojęć
sp o łeczn y ch . Z resztą „ow e p o ję c ia “ tra fiły n a g ru n i żyzny, ludność
b o w iem n ig d y n ie z n a ła ani p o d d a ń stw a , ani robocizn, an i s z la ­
ch ty , an i p anów , zachow ując w o ln o ść i ró w n o ść w zajem ną ; w p ły w
a d m in is tra c y i — z p o w o d u w a ru n k ó w m iejscow ych — b y ł n a d e r
o g ra n ic z o n y . T o też k ra j te n je s t k o p a ln ią p ra w d z iw ą d la b ad a c z a
p rz eszło ści lu b m iło śn ik a fo lk lo ry sty k i.
G d y m sie tam zn alazł w r. 1875, z zadziw ieniem w ielkiem
d o w ied ziałem się o „ h e rb ac h c h ło p s k ic h “ ; ją łe m w ięc ro z p y ty w a ć
ludzi o b ezn an y ch z życiem ludu, d o w iad y w ać się, o b serw o w ać —
1 o t czegom się d ow iedział. M ężczyźni n o szą cy to sàm o nazw isko,
zw y k le k rew n i, p o sia d a ją p ew n e go d ło , ja k o w łasn o ść w sp ó ln ą ;
o soby p o szczeg ó ln e dodają doń zn ak i c h a ra k te ry s ty c z n e , np. go
d łem ro d zin y W o łk o w ó w je st zn ak
', k tó ry u ży w ali obaj"
b ra c ia , ale m łodszy z d o d atk iem w g ó rz e k re s k i poziom ej. G odła
ow e zow ią się zw y k le „ z n a k a m i“, a „ m a rk a m i“ lub „z n am k am i“
b a rd z o rzadko. R o d z in y , do k tó ry c h n ależ ą one, u ż y w a ją ich stale

i to od b ard zo d aw na. N a za p y ta n ie w tej k w e sty i chłopi odpo­
w ia d a li: „dziadow ie i p rad ziad o w ie ta k ro b ili ju ż “ ! I rzeczyw iście
ty lk o rodziny sek c ia rsk ie, tam zam ieszkałe, p o siad ają je.
G o d eł ty c h sam ow olnie p rz y w łaszc zać so b ie nie godzi się
w ed le pojęć l udu; n aw et k o b ieta, w ychodząc za mąż, traci p raw o
do g o d ła ro d zin n eg o ; żona posług-uje się m ężow skiem . G o d ła te
w y ra b ia ją się n a n arzęd ziach ry b a c k ic h i ło w ieck ich , ło d ziach
i w iosłach, sp rz ę ta c h dom o w y ch i t. d. ; oznaczają one zaw sze
p rzy n ależn o ść rzeczy ; ta k np. zro b io n y n a w iośle znak
,
w skazuje, iż należy ono do W o lk o w a m łodszego.
N ie k ie d y u ży w ają się one zam iast p o d p isó w ; ś. p. B azy li
K o rczaży ń sk ij, k u p iec w O nedze, p o k a z y w a ł mi p o k w ito w an ia,
za o p atrzo n e g o d ła m i ro d o w em i za m ia st po d p isó w . G o d ła rodow e
zam iast pod p isó w u ż y w a ły się do n ied aw n a n a w e t w d o k u m en ­
tach rz ą d o w y c h ; 21 g ru d n ia 186g r. z e b ran ie g m in y N ikickiej,
pow . S in e sk ieg o , g u b A rc h a n g ie lsk ie j, w y b ierało now ego w ó jta ;
u ch w ałę g m in y n iejak iś B ohdanów , d o zo rca m ag az y n u zbożow ego
g ro m a d y K o b ielew sk ie j, zam iast podpisu, z a o p a trz y ł w łasn u
g o d łem ro d o w em , sk re ślo n e m od rę k i piórem . U c h w a łę tę uznano
za p ra w o m o cn ą ja k zw ykle, bo p o d o b n e w y p a d k i uprzed n io zd a rza ły
się od czasu do czasu M ów iono mi, iż w H a m e rfe śc ie P o m o ro w ie,
za w iera ją c u m o w y handlow e, stw ierd z ają je w edle sta re g o z w y ­
czaju g o d łam i ro d ow em i. O d g ry w a ły też one p o w ażn ą ro lę w sto ­
su n k ac h h an d lo w y c h z S am o jed am i i L a p o ń c z y k a m i; um o w y
z n im i k re ś liły się zw y k le pism em obrazow em . D a jm y n a to,
iż h a n d larz m iejscow y d ał n a k re d y t S am ojedow i to w aró w n a
28 rub. 57/3/i ko p . ; o bie stro n y b ra ły k ijek brzozów y, g ła d k o
o s tru g a n y ; n a nim w y rz y n an o 2 k w a d ra c ik i, 8 k ó łe k z k rz y ż y ­
kam i, 5 k rzy ży k ó w , 7 k re s e k p ro sto p a d ły c h i 3 p o zio m e; k w a d ra t
oznacza 10 rub., k ó łk o z k rz y ży k iem 1 rub., k rz y ż y k 10 kop. itd.
P o te m obie s tro n y za m ia st po d p isó w w y rz y n a ły sw e g o d ła ro ­
dow e ; w reszcie p a łe c z k ę rozcinano w zdłuż n a 2 ró w n e części; k ażd ą
ta k ą część z a trz y m y w a ła k a ż d a stro n a. P o w y p ła c ie d łu g u p a łe ­
czkę te uiszczono.
M iejscow a ludność ro sy jsk a do n ie d a w n a p o s łu g iw a ła się
g o d ła m i ro d o w em i n a w e t w sto su n k a c h oficyalnych. Z darzało się,
że p o b o rc a p o d a tk o w y za m ia st k w itó w w y d a w a ł p a łe c z k i b rz o ­
zo we, zao p atrzo n e w je g o w łasn e g o d ło ro d o w e ; n a niej pism em
o b razo w em w y k re ś la ła się w y so k o ść p o d a tk u o p łaco n e g o . M ó­
w iono mi, że p rz e d la ty 50 p o słu g iw an o się niem i w sto su n k a c h
g m in n y ch . J e ż e li w ładza g m in n a m iała np. zaw iadom ić k o g o
p k o n iecz n o ści z a p ła c e n ia p o d a tk u , to p o sy ła ła m u d eseczk ę

lu b k a w a łe k k o ry brzozow ej z w y rzn iętem je g o g o d łem rodow em , tudzież su m ę p o d a tk o w ą ; k tó rą n ależ ało w y p ła c ić ; k reślono
ją zw y k le p ism em obrazow em .
W o g ó le g o d ła rodow e, n ie g d y ś b ard zo ro zp o w szechnione,
sto p n io w o w y ch o d zą z użycia, M ia ły je n ie g d y ś i u ży w ały b ard zo
s ta re ce rk w ie i m o n a ste ry , ale d aw no już z a n ie ch ały te g o zw y ­
czaju. Z w yczaj te n zn ik ł ju ż d oszczętnie w m ia sta c h ; s ta re ro d y
m ieszczań sk ie, ja k n. p. ró d G uninów w O nedze, nie p o s łu g u ją
się ju ż niem i, ale je p o siad ają . W la ta c h 1875— 1879 p o słu g iw a li
się niem i p ra w ie w y łą c z n ie ludzie starzy , k o n se rw a ty śc i życiow i
i relig ijn i, zam ieszk ali w g łu c h y c h z a k ą tk a c h P o m o rz a B iało m o rsk ie g o lu b in n y c h okolic g‘ub. A rc h a n g ie lsk ie j. M im o to je d n a k
g o d ła ro d o w e tk w ią jeszcze b a rd z o żyw o w p a m ię c i lu d u n a d ­
m o rsk ieg o , lu d u z o kolic m ia sta Onegú, p o sad ó w S u m y i S o ro k ,
w m ieście K ie m i oraz w e w siac h K a n d a ła k s z a i P oniuju... n a tu ­
ra ln ie o ile w iem .
P rz y ta c z a m tu ta b lic ę ty c h g o d eł, p o ch o d z ący c h z m iejsco ­
w o ści w sk a z a n y c h powryżej :

J— , M -J ,

,\У Ч /

N ie s te ty ! Z p o w o d u u szk o d zen ia n o ta tk i, zrobionej ołów kiem
p rz e d 15 la ty , n ie m o g ę pow iedzieć, g d zie g o d ła p o szczeg ó ln e
b y ły p rz e ry s o w a n e oraz n a z w isk a ich w łaścicieli, oprócz p ie r­
w szeg o , k tó re stan o w iło w ła s n o ść ro d z in y W o łk o w ó w , zam iesz­
k ałej w e w si K a n d a ła k s z a . G o d ła p o d o b n e istn ie ją — ja k e m s ły ­
szał — w śró d tz. „ p o ło w n ik ó w w o ło g o d z k ic h “ , (w ołogodzkije
p o ło w in szczy k i), k tó rz y w ilości k ilk u s e t osób m ieszk a ją w p o ­
w iecie U s t’-S y so lsk im ; są to p ra w d o p o d o b n ie k o lo n iści n o w g o ro d zcy , sp ro w a d zen i przez S tro g an o w ó w , k tó rz y osad zali ich na
sw o ich g ru n ta c h za p o ło w ę zbiorów . P o d d a n y m i nie b y li oni,
nie n ależeli też do w łościan p a ń stw o w y c h (g o su d a rstw ie n n y c h
k re s ť ja n ) a w czasie re w izy i (spisów ludności) z a p isy w an o ich
p o d nazw ą „p o ło w n ik ó w w o ło g o d z k ic h “, w sposób p o d o b n y ja k



9

-

n a si „ludzie w o ln i“ u zn an i zostali za t. ż. „w o ln o -sk a zk o w y ch “.
O tóż w śró d ty c h p o ło w n ik ó w — w edle p. M ary i O sińskiej —
m ają istn ie ć g o d ła ro d zin n e ; p o słu g u ją się oni niem i dla ozna­
czen ia p rzy n ależn o ści rzeczy, tudzież w um o w ach i zobow iąza­
n iach w zajem nych, n ie k ie d y n a w e t w sto su n k ach h a n d lo w y c h
z Z y ry an am i. G o d ła ow e zw ane „k lejm am i“ lub „ z n a k a m i“, s k ła ­
d ają się z k re s e k rozm aicie uło żo n y ch . Ś la d y p o d o b n y ch g o d e ł
s p o ty k a n o w p o w. P ow ien ieck im , gub. O ło n eck iej, o raz w p ó łn o ­
cn y c h — g u b e rn ii W o ło g o d z k ie j, w śró d w ło ścian m iejscow ych.
T ru d n o p rzy p u ścić, b y lu d n o ść ro s y jsk a p rz y ję ła je od sw oich
sąsiad ó w , d ro b n y c h ludków fińskich, chociaż one też p o s:ad ają
sw e g o d ła ro d o w e ; p raw dopodobniejszem jest, że koloniści n o w o ­
g ro d z c y p rz y n ie śli je z so b ą z n a d b rzegów Ilm en u i W o łchow a. Z an o to w ać też w arto , że ludność m iejscow a d o tą d zach o ­
w a ła tra d y c y e W ie lk ie g o N ow gorodu.
Jan Witort.

Л І? у

trzej

U ry w e k ze studyów n ad podaniam i ludow em i podał J . P olívka.

W W y ższej B re ta n ii op o w iad a sobie lu d n astęp u ją ce p o ­
d an ie ’) : B y ło razu pew n eg o trze ch b ra c i, k tó rz y p o stan o w ili
so b ie pójść do P a ry ż a , ażeby n au czy ć się m ów ić. K ie d y przyszli
do m iasta, rz e k ł je d e n z n ic h : „Z ostańcie w y tutaj, a ja pójdę n a
zw iad y i po w iem p o tem , com s ły sz a ł“. S ły sz a ł ludzi z P a ry ż a
m ó w iący c h : „C ’est nous a u tre s, m e ssie u rs“. W ró c ił i pow iedział
to sw oim to w arzy szom . P o sz e d ł d ru g i n a zw iady i s ły sz a ł: „C ’e st
p a rc e q u e nous le v o u lo n s“. T rz eci w reszcie s ły sz a ł: „ S a c ré d ié ,
c’e st d e ta n t m ie u x “.
M y śleli w ięc, że już d o sy ć nauczyli się i szli dalej. Idąc,
zn aleźli n a drodze zab iteg o cz ło w iek a i zaczęli m odlić się przy
tru p ie . T y m czasem nad eszli żan d arm i, za sta li ty c h trzech b ra c i
p rz y tru p ie i zap y tali ich : „ K to zabił te g o c z ło w ie k a “ ? O d p o w ie­
d z ia ł p ie rw sz y : „To m y p a n o w ie “. „A d la c z e g o “ ? „P o n iew aż ta k
') P . S éb illo t: L itté r a tu r e orale de la H a u te B retag n e. P a ris 1881,
str. 110 n ast

-

10 —

c h c ie liśm y “, rz e k ł d ru g i B ędziecie od d an i w rę ce spraw iedliw ości,
rzek li żan d arm i. „T em le p ie j“, rz e k ł trze ci b ra t.
P o d o b n a, ty lk o nieco od m ien n a jest w e rsy a w ło sk a w T o ­
sk a n ii ’). P o śm ierci rodziców poszli trzej b ra c ia , k tó rz y nie
u m ieli m ówić, (che n o n sa p e v a n o d isco rrere). K ie d y p rzy szli n a
trz y d ro g i, ro złączy li się. P ie rw s z e m u b y ło dosyć, k ie d y u sły szał,
ja k dw oje ludzi ro zm aw iało ze so b ą na cm e n ta rz u i n a u c z y ł się od
nich „ S i“ (ta k ); d ru g i sły szał, ja k m ów iło dw óch w ieśn iak ó w
„è v e r o “ (jest p raw d a), trze ci zaś zadow olnił się, g d y od pew nej
p a s te rk i n a u c z y ł się „è g iu s ta “ (jest dobrze).
K ie d y się ta k d o statec zn ie nauczyli, zeszli się znów i szli
raźem dalej w św iat. N a p o tk a li p sią bu d ę, p rz en o co w ali w niej,
ra n o zaś szli dalej i znaleźli n a g o ściń cu m a rtw e g o człow ieka.
Z robiło im się żal je g o i p o sta n o w ili o tem donieść sądow i. N a
p y ta n ia sąd u o d p o w iad ają słow y, k tó ry c h się w y u czy li, zostali
do w ięz ie n ia w sad zen i i n a g a le ry zesłani (lip o rta n o in g a le ra ).
J e d n a k k ie d y p rz y p rz esłu c h a n iu sta le o d p o w iad a ją ty lk o w ty ch
sło w a c h nau czo n y ch, zostali w ypuszczeni, ja k o b ard zo g łu p i !
(D u n q u e d o p o ch é ce l ’e b b e ro te n u ti ta n to e ta n to , li levarono,
p e rc h è si c a p i che eran o d eg li sciocchi). N a jstarszy p rz ecie o d ­
n ió sł ja k ą ś k o rzy ść, g d y ż p o jął so b ie żonę, k tó ra u m ia ła m ów ić
(che s a p e ra b e n e d isco rrere ). O lo sach je g o dw óch b ra c i p o ­
w ia s tk a n ic nie w spom ina.
O p o w iad a się jeszcze in n a p o d o b n a w e rsy a w „W yższej B re ­
ta n ii'1) “ : D ziw nym sposobem rod zo n i b ra c ia w 20 ro k u nie um ieli
m ów ić an i jed n y m języ k ie m . P o sz e d ł p re cz p ierw szy uczyć się po
fra n c u s k u : sły szał, ja k ludzie, k tó rz y zabili p ro się, m ów ili: „N ous
l ’av o n s tu é e n tre n o u s “ ! D ru g i sły szał, ja k ludzie w lew ając w ino
do flaszki, m ów ili : „A coup d es b o u teille s". T rz eci sły szał, ja k
k u p iec, s p rz e d a ją c y p łó tn o , m ó w ił: „ P o u r de la to ile “. P oszli
w ięc w św ia t z tą w iedzą. N a p o tk a li za b ite g o człow ieka, a g d y
g o ta k o g ląd ali, n a d e sz ła w ładza są d o w a : „K to z a b ił te g o cz ło ­
w ie k a “ ? „M yśm y g o zabili m ięd zy n a m i“. „Jakim s p o so b e m “ ?
„U d erzen iem flasz k i“. „D la c z e g o “ ? „D la p łó tn a “. P . S óbillot, w u w a ­
dze do p o w ia stk i n a m iejscu p ierw szem p rzytoczonej, w spom ina o p o ­
dobnej w e rsy i k reo lsk iej, w k tó rej m u rzy n i p o d słu c h u ją ludzi m ó ­
w iąc y ch po fran cu sk u , przy czem k a ż d y z n ich p o ch w y ci jed n o
słow o, k tó re źle u żyte, za p ro w ad z i ich do w ięzienia.
2) N ovelle popolari toscane. I llu s tra te da G iuseppe
1885, N r 71, str. 305 n a st
3) R ev u e des T ra d itio n s populaires IX ., str. 342.

P itrè .

F ire n z e

-

11 -

T en m otyw , m niej lub w ięcej w sp o só b p o d o b n y , służy za
p rz ed m io t po d ań , zn a n y ch szero k o i d aleko n a zachodzie, p o łu d n iu
i w schodzie, ty lk o z d alek o w ięk szą p rzy m ieszk ą b ajeczn y ch d o ­
d atk ó w . W e rs y e znane zestaw im y tu taj ze sobą.
W w e rsy a c h n iem ieck ich n a p o ty k a m y już w znaczniejszej
m ierze za stą p io n e m o ty w y bajeczne. W ię k sz ą p ro s to tą odznacza
się jeszcze w ersy a, k tó rą podaje M iillenhoff *) : T rzej synow ie b y li
od ojca, k tó ry b y ł k ró lem , w y słan i w św iat n a n aukę, n asa m p rzó d
p ierw szy , p o tem dru g i, w reszcie trzeci. W s z y s c y trzej uczyli się,
b ę d ą c w służbie, u starej czarow nicy. T a n au c zy ła p ierw szeg o
m ó w ić: „ W ir B rü d er, alle d r e i“, d ru g ieg o : „um ein B isc h en K ä s “,
trzecieg o : „und d as ist re c h t u n d b illig “. P o te m idą w szy scy trzej
razem w d ro g ę. W lesie znajdują w isielca, p rz y k tó ry m zdybani,
o d p o w iad a ją n a za d an e p y ta n ia ow ym i w y razam i i ja k o zb ro d n ia­
rze, k tó rz y się p rz y zn ali do zbrodni, zostali pow ieszeni.
W H a rc u o p o w iad a się co k o lw iek odm ienna p o w ia stk a 5).
B ie d ą zm uszeni, zeszli trzej b ra c ia z g ó r, b y się n a m uzy k an tó w
w yuczyć. A le do n a u k i tej nie rrieli och o ty , w ięc ze sm utkiem
poszli z w io sek do lasu n a nocleg. T am p rz y stą p ił do n ic h zie­
lony m y śliw y z tą p ro p o zy cy ą, ażeb y m u za p isa li swoje dusze,
a ta k b ęd ą p rzez ca łe życie m ieli p o d d o -ta tk ie m pieniędzy. B ra ­
cia je d n a k odm ów ili ta k p o n ę tn ą p ro p o zy cy ę. N a d ru g i dzień nie
p oszczęściło im się lepiej, a k ied y znów no cow ali w lesie, zjaw ił
się ów m y śliw y , p o w tó rz y ł sw oje p ro p o z y cy ę, a g d y b ra c ia s ta ­
tecz n ie o p arli się, p rz ed ło ży ł im in n y w niosek. D aje im m ieszek,
w k tó ry m n ig d y nie u b y w a pieniędzy, pod w arunkiem , że m uszą
ty lk o m ów ić p ie rw sz y : „m y b ra c ia w szy scy trzej “, d ru g i : „ow szem
za p ien iąd ze", a trz e c i: „tak b y ło d o b rz e “ ; m iędzy sobą zaś m ogą
m ów ić o czem kolw iekbądź.
B ra c ia zgodzili się n a tę p ropozycyę, k ie d y strz e le c ich za­
p ew n ił, że n a d u szy żadnej sk az y nie doznają. N a d ru g i dzień
zao p atrzen i p o d d o sta tk ie m w pieniądze, przyszli do porządnej
k arczm y , w k tó re j zam ów ili sobie obficie ja d ła , ale w y m aw iali
ty lk o ow e zd an ia. K a rc z m a rz ch c ia ł w y z y sk a ć g łu p o tę i o g ra n i­
czoność ty ch trzech b ra c i i o b m y ślił p lan złoczyńczy.
W ła ś n ie w ów czas w tej sam ej k arczm ie n o co w ał b o g a ty
k u p ie c i sąsiad o w ał z izbą trzech b raci. W drzw iach m iędzy
o b iem a izbam i b y ło ok ien k o , przez k tó re w idzieli b ra c ia , ja k
*) Sagen, M ärchen u n d L ie d er d er H erzogthüm er S chlesw ig, H o l­
ste in u nd L au en h u rg . K iel, 1845 s tr. 4 57 nr. 22.
5) H ein rich P rö h le : M ärchen fü r die Ju g e n d . H alle 1854 nr. 42.



12



k a rc z m a rz z po m o cą żony i sy n a u d u sili k u p c a i o b łu p ili, ciało
zaś w o g ro d zie za k o p ali. K ie d y ludzie s tra c ili k u p c a i szu k a li go,
znaleźli je |ro ciało w ogro d zie. K a rc z m a rz w inę z a b ó jstw a rz u cił
n a ty c h trz e c h b ra c i, k tó rz y oczekując s k u tk u zb ro d n i, zab aw ili
jeszcze w k arczm ie. S ęd zia b a d a ł ich, a k ie d y ich o d p o w ied zi
tyziął za p rz y zn an ie się, za sąd ził ich n a śm ierć. W no cy , p rz ed
w y k o n a n ie m w y ro k u , p o k a z a ł się im w w ięzieniu ów m y śliw y
i p o cieszał ich, że w szy stk o do b rze się skończy. K ie d y już stali
p o d szu b ien icą, zjaw ił się jeździec, t. j. zielo n y m y śliw y i o zn aj­
m ił w szystkim ludziom o b ecn y m , iż b ra c ia są n iew inni, a zb ro d n ię
p o p e łn ił k arczm arz ze sw y m i ludźm i. B ra c ia przez c a łe życie
m ieli d o sy ć p ien ięd zy , o trz y m a li n a p o w ró t m ow ę ludzką. K a rc z ­
m arz, żo n a i sy n sk o ń czy li sam obójstw em .
P o d o b n a je s t in n a w e rsy a n iem ieck a , k tó rą p rz y to c z y li b r a ­
cia G rim m o w ie6). T rzech rz em ieśln ik ó w nie znajdując ro b o ty , s p o t­
k a ło się W sw ej b ied zie z ja k im ś p anem . T e n o św iad c zy ł im się
z p om ocą, o b ie c a ł ro b o tę i p ien iąd ze, ále ci się w z d ry g ają, b o jąc
się o sw e dusze. S p o strz e g li, że ów p a n m a je d n ą no g ę k o ń sk ą
a zgodzili się n a je g o p ro p o z y cy ę do p iero w tenczas, k ie d y ich
up ew n ił, że n ie ch ce ich duszy, ty lk o in n ą duszę, k tó r a już i ta k
je s t p ra w ie ja k b y je g o w łasnością. K o n ie c je s t p o d o b n y . K u p ie c
ze stra c h u p rz e d g łu p im i rzem ieśln ik a m i p o w ierzy ł sw e p ien iąd z e
k arczm arzo w i. R z e m ie śln ic y n o co w ali n a dole, a k u p ie c m iał
sw oje łóżko n a g ó rz e w osobnej izbie. R ze m ie śln ik ó w p o sąd zili
o zabójstW o n ie ty lk o k a rc z m a rz , ale i re s z ta gości. N a m iejsce
s tra c e n ia za je ch ała k a r e ta za p rzę żo n a w cz te ry , ja k k re w czerw o n e
k o n ie ; z d k n a p o w ie w a ła b ia ła ch u steczk a, zn ak m iłości. W yszedł
Z niej p an , djab eł, i rz e k ł rzem ieśln ik o m : jeste śc ie n iew inni, m u­
sicie też pow iedzieć, coście w idzieli i sły szeli. K a rc z m a rz z o sta ł
zasądzony,
P o d o b n a je s t w e rs y a sz w a b sk a 7). P o d ró ż n i sk o ro p o d p isali
k rw ią sw oją cyrog'raf, s tra c ili m ow ę, nie m e g li juź nic inneg'o
m ów ić, ja k zd an ia um ów ione (w ir alle drei, urn’s G eld, u n d so
is t’s rech t). K u p ie c n o co w ał o b o k n ich w sąsied n iej izbie. K a rc z ­
m arz sam ozn ajm ił zb ro d n ię sąd o w i i rz u c ił p o d ejrz en ie n a p o ­
dró żn y ch . K ie d y m ieli b y ć już ścięci, za w o łał n iew id zia ln y g ło s
„stó jcie!“ (h a lt) i w n e t poczuli w ęd ro w n i, że m o g ą m ów ić i o p o ­
e) Kinder, und Hausmärchen gesammelt durch die Brüder Grimm,
nr. 120.
7) E m st Mayer. Deutsche Volksmärphen. Dritte Auflage. S tutt­
gart Nr. 64,

-

iS

-

w ied zieli zaraz, ja k i przez k o g o zb ro d n ia zo stała dokonaną.
K a rc z m a rz zo stał zasąd zo n y , a podróżni z ra d o śc ią u d a li się d a ­
lej, m ając d o sy ć p ien ięd z y n a całe życie.
P o w ieść o chciw ym a zbrodniczym k arczm arzu je s t b ard zo
s ta ra . W y p is a ł ją G rim m z ró ż n y ch p iśm ie n n y ch z a b y tk ó w n ie ­
m ieck ich p o cząw szy od X V I. w ieku. P e w ie n la n d s k n e c h t p rz e ­
ch o w y w ał u k a rc z m a rz a pieniądze. K ie d y ten że zap rzeczy ł, że b y
co od niego otrzym ał, n a p a d ł g w a łto w n ie n a dom karczm arza.
K a rc z m a rz z a sk a rż y ł g o i la n d sk n e c h t z o sta ł w rzucony do w ięzie­
nia. T am odw iedził g o czart i p rz y rz e k ł m u pom oc, jeże li m u
zap isze ciało i duszę. L a n d sk n e c h t b ro n ił się, a c z a rt ra d z ił mu
je d n a k , a b y ty lk o w sąd zie o b sta w a ł za tern, że d a ł p ien iąd ze
k arczm arzo w i i żeby za żąd a ł sobie ob ro ń cy . P rz e d sądem , g d y
k arczm arz u p o rczy w ie z a p ie ra ł się, o d ezw ał się o b ro ń c a : „nie
zap ieraj się, p ien iąd z e są w tw ej p o ścieli p o d p o d u s z k ą “. Z ap rzy ­
s ią g ł się k a rc z m a rz : „jeślim p ien iąd ze o d eb rał, niech m ię cz art
p o rw ie “. P o szli tam p rz ek o n ać się i znaleźli rzeczyw iście p ie n ią ­
dze, tu rz e k ł o b ro ń c a : „w iedziałem , że je d n e g o d o stan ę, k a rc z m a ­
rza lub g o ś c ia “; sk rę c ił k a rk k arczm arzo w i i o d le c ia ł z nim .
P ra w ie zu p ełn ie p o d o b n e ja k w H a rc u op o w iad a się to p o ­
d an ie w K ra in ie w D o le ń sk u 9). T rzej bracia, k tó rz y przez złą
g o sp o d a rk ę zubożeli a ty lk o po g o sp o d ac h się tu łali, p rzy szli na
n o c w las. S p o tk a li się w nim z zielonym m ężczyzną, w czerw'onej czap ce n a głow ie. T en że w ziął ich n a służbę i zad ał im je d n ę
le k k ą ro b o tę : n ie śm ieli nic in n eg o m ów ić, ty lk o p ierw szy : „m y
w szy scy trz e j“, d ru g i „za p ie n ią d z e “, trz e c i „to je s t d o b rz e “.
W pierw 'szej g ospodzie, do k tó rej p rzy szli b ra c ia pić, o d e g ra ła się
ta sam a scen a, ja k w p o w ia stc e niem ieckiej ; n ie m ów i się ty lk o
o tem , czy b ra c ia i b o g ac z znajdowmli się w sąsied n ich izbach,
a n i o owem o k ien k u w drzw iach. O dm iennem je s t w słow eńskiej
w e rsy i to, że sędziow ie k a rc z m a rz a zasądzili, poniew aż n ie p rz y ja ­
ciele b y li w je g o dom u a sam sn ać b r a ł u d ział w zabójstw ie.
K a rc z m a rz z a k lin a się, niech sto d jab łó w go w eźm ie, jeśli zabił
p an a . „Je d en sta rc z y " , rz e k ł m ąż zielony, k t ó r y . p rz y je ch ał n a
b iały m k o n iu i w z ią ł go do sieb ie n a k o n ia.
„D o b rzeście m i służyli i p am iętali, ażeb y m te g o w ro g a do­
s ta ł do p ie k ła , teraz m ó w cie“, rz e k ł b racio m a z k arczm arzem i к j-

’) D eu tsch e Sagen. H erau sg e g eb e n von
den B rü d e r G rinim ,
B erlin 1816, nr. 210.
9j S lovenski G lashik. L epoznansko-poučen list. X . V Celovou 1 864,
s tr. 314.

- U—
niem z a p a d ł się do ziem i. W tej sło w eń sk iej w e rsy i je s t w ięc n a j­
w ierniej zach o w an a s ta ra p o w ieść n iem iecka.
B liższą do p ierw o tn ej w e rsy i je st p o w ia stk a sło w eń sk a , k tó ra
się o p o w iad a w p o łudniow ej S ty r y i10). B y ło trze ch b ra c i i ci szli
się u czy ć po niem iecku, n a jp rz ó d szedł n ajstarsz y , za nim d ru g i,
a w reszcie najm ło d szy. N a p o tk a li je d e n p o d ru g im sta rc a , k tó ry
ich u czy ł po n ie m ie c k u : p ierw szy m a o d p o w iad a ć n a k aż d e p y ­
ta n ie „m y trz e j“, d ru g i „dla te g o s é ra “ , trz e c i „d o b rze b y b y ło “;
w ięc p o d o b n ie ja k w w e rsy i M üllenhoffa. T e n starz ec zab ił w ła ­
śnie p rz ed tem w lesie człow ieka. S zli w szyscy dalej, p rz y szli do
o w eg o lasu i w ieczerzali tam ch leb i sér. P rz y s z e d ł p e w ie n czło­
w iek i p y ta ł ich, k to z a b ił teg o . O d pow iedzieli n a to w yrazam i,
k tó ry c h się w y u czy li. O d alszy ch s k u tk a c h te g o p rz y z n a n ia się
z a p o m n ia ł o p o w iad acz sło w e ń sk i i p rz y c z e p ił w sp o só b całkiem
m e ch a n iczn y p o w ia stk ę o tem , ja k b o h a te r z po m o cą z w ie rzą t:
w ilk a, n ied źw ied zia i je le n ia u w o ln ił d ziew icę o d sm oka.
P o k re w n a je s t w e rsy a w ę g ie rsk a 11). Z biednej g ó rsk iej ziem i
sło w ack iej zstąp ili trzej b ra c ia do b o g a te j, m lekiem i m iodem
p ły n ące j ziem i w ę g ie rsk ie j, ale m u sieli się p rz e c ie n a te n cel n a ­
u czy ć po m a d ia rsk u . L edw o przeszli przez g ra n ic ę, n a p o tk a li
czło w iek a, k tó ry ich p y ta ł o d ro g ę i za m ia ry i d o w iedziaw szy się
zo b o w iązał się, że ich za trz y d n i n au c zy p o m a d ia rsk u . W c iąg u
te g o czasu n a u c z y ł rzeczyw iście p ierw szeg o m ów ić: „ m y w szyscy
trz e j“, d ru g ie g o „ d la s é r a “, trz e c ie g o „ ta k , to je s t p ra w d a “. S ło ­
w a cy u ra d o w an i, nie chcieli się w ięcej uczyć i u d ali się dalej
w d ro g ę. P rzy sz li w las, a n a śro d k u d ro g i leżał tr u p ; p o zn ali
w nim sw eg o n au c zy ciela . J a k p rz y nim sta li i b iad ali, n a d sz e d ł
żan d arm i p y ta ł ićh, k to za b ił te g o człow ieka. O d p o w ied zieli
zd an iam i n au czo n em i. P a n d u r za p ro w ad ził ich do sądu, a ów
m n iem an y u m a rły w ty m czasie w y sk o cz y ł, p rz y b ra ł p o sta ć r z e ­
cz y w istą to o sła, to w ilka, to d jab ła i śm iał się ze S ło w ak ó w , że
d la swej g łu p o ty p o p a d li w ta k ie sidła.
W in n y ch w e rsy a c h zach o d n io -sło w iań sk ich , n ie id ą b ra c ia
\v św iat d la w y u c zen ia się ja k ie g o ję z y k a , ale do słu żb y , p o d o ­
b n ie ja k w w e rsy a o h n ie m ie c k ic h ; p rzy jm u ją służbę u c z a rta lub
innej is to ty m ity czn ej. T a k je s t w w e rsy i m oraw skiej z o k o licy

10) K re s IV . 1884, str. 611 n ast. Ze zbioru rękopiśm iennego M.
V aljavca p rzełożył n a ję z y k niem iecki P r . Kra-uss : S ag en u n d M ärchen
d e r S iidslaven. I n r. 40.
U ngarische M ärchen u n d S agen aus d e r E rdélyi*schen Sam m ­
lu n g , ü b e rse tz t von Gl. S tie r 1850, s tr. 25 n ast. nr. 3.

— 15 —
O le sz m c k ie g o 12), w k tó re j ro z e b ra n y przez n as m otyw , sp o jo n y
z o sta ł z ro zszerzo n ą p o w ieścią o kow alu, k tó ry z a p isa ł się djabłu,
ale w y d o b y ł się z je g o m ocy przez cudow ne d ary , od P a n a mu
użyczone. D ja b e ł zem ścił się n a nim w te n sposób, że trze ch jeg o
sy n ó w p rz y p ro w a d z ił do zg u b y . P ie rw sz y z nich, w y u czo n y k o ­
w al, szed ł n ajp ierw szy w św ia t n a n au k ę, d łu g o chodził, nie m o ­
g ą c znaleźć ro b o ty i ch ciał się już u w ieśn iak a w y n ająć do ro b o ty , g d y się s p o tk a ł ze staru sz k ie m (czarow nikiem ), k tó ry m u
z a p ro p o n o w a ł służbę, w k tó re j m u będzie dobrze, nie będzie m iał
n ic do ro b o ty , ty lk o c iąg le m ó w ić: „M y trzej b ra c ia “. T a k słu ż y ł
sied m la t i zap o m n iał przez te n czas całkiem m ów ić, oprócz
o w y ch trze ch w yrazów .
P o sied m iu latac h szedł d ru g i sy n k o w a la w św iat, w 'stąpił
rów nież do o w ego sta ru sz k a ; przez siedm la t nie m ów ił nic ty lk o
,,dla jed n eg o m ie c h a “, w reszcie z a p o m n ia ł m ówić.
N a k o n ie c po siedm iu la ta c h p o sz e d ł znów trzeci sy n w św iat,
d o sta ł się do słu żb y ow ego c z a ro w n ik a i przez siedm la t m usiał
m ó w ić: „to b y b y ło d o b rz e“, re sztę ję z y k a zapom niał.
W y p ę d z ił te ra z w szy stk ich trzech . N a drodze znaleźli tru p a,
z a trzy m ali się i przy^patry w ali jem u. W te m n a d je c h a ł król, z a trz y ­
m ał się u trzech m łodzieńców i z a p y ta ł, k to te g o czło w iek a zabił.
O d p ow iedzieli tem i trzem a w y u czo n em i zdaniam i, przez co w inę
ściąg n ęli n a siebie. P rz e d śm iercią sw ą, w k ró tc e po zasądzeniu
b ra ci, p rz y z n a ł się czarow nik, że ich p rz y p ra w ił ô życie z póduszczen ia d jab elsk ieg o .
W w e rsy i słow ackiej, z k o m ita tu G em erskiegO , p rz y ją ł d ja­
b e ł sam trzech ch łopaków , sy n ó w b ie d n e g o w ieśn iak a , do swej
słu żb y , k aż d eg o n a ro k je d e n ; m usieli ty lk o w jed n y m k o tle trzy
dusze w arzy ć, m ieszać, a p rz y te m ciąg le m ó w i ć : pierw szy ,,m y
trzej b r a c iá “ , d ru g i „za m iech p iep rz u “ , trzeci ,,i tam nam dobrze
.będzie“. P o w ró cili w szy scy jed en po drug im do dom u, sow icie
złotem, i sre b re m o b d arzen i. P o ro k u , k ie d y najm łodszy ze
służby: -wrócił) ud ali się znów' w szyscy trzej w - d r o g ę .'' Na d ro ­
dze zd y b a li jeszcze ; je d n é g ó !’IS' Człowieka, w k ró tc e p rz y łą czy ł :się
ta k ż e d ja b e ł i szedł z n im i N a pew nej łące p rz en o co w ali, W nocy
z a b ił c z a rt ow ego czło w iek a i z n ik n ą ł z całein b o g ac tw em b ra i.
O m o rd erstw o to zostali b ra c ia obw inieni, zasądzeni i p o w ie ­
szeni.
12) B. M. K u ld a. M oravské n áro d n i pohád k y a pověsti I I I . z okoli
P lešn ického. Y P ra z e 1892 nr. 5.

-

і6 -

P o d o b n ie o p o w iad a się w B e s k id a c h 1®). Z ad an ą b y ła synortt
ty lk o in n a ro b o ta ; m ają o cierać k sią ż k i n a stole, izbę zam iatać,
ale śm ieci nie w y rz u cać , ciąg le zaś w y m aw ia ć p ie rw sz y : „ n a s
trze ch b ra c i“, d ru g i
г p ie n ią d z e “, trze ci „ d o b ra b y to rzecz
b y ła “. R a z u p ew n e g o , g d y w szy scy o b sy p a n i zło tem p o w ró c ili
do dom u, poszli n a sp ac er, n a d ro d z e znaleźli czło w iek a za b ite g o ,
m ó w ią ze so b ą ow em i słow y, p o n iew aż w szy stk o in n e zap o m n ieli.
J e d n a k p rz y sz ło im n a m yśl, żeb y m ogli b y ć p o sąd z en i o z b ro ­
dnię, w ięc poczęli u ciek a ć. W te m sp o strz e g ł ich p e w ie n p an , d o ­
g o n ił i w ró c ił ich k u za b item u i t. d.
P o d o b n ie ja k w w e rsy i m ad iarsk ie j, w sp o m in a się w polskiej,
że o w eg o tru p a p rz e d sta w ia ł czart, k tó r y m iał ich u siebie
w słu żb ie, a ż e b y ich z g u b ił
W e rs y a p o z n a ń sk a zg ad za się p ra w ie zu p e łn ie z p o w ia s tk ą
u P ro h le g o , E. M eiera i G rim m ów ; o d m ian y zachodzą ty lk o n a s tę ­
p u jące . T rz ech w ę d ro w n y c h cierp iało b ard zo w ielką b ie d ę ta k , że
p o stan o w ili sobie, iż lep iej zrobią, jeżeli się sp rzed ad zą. N ie m ają
n ic in n eg o m ów ić, ty lk o te trz y sło w a : p ierw szy „m y trzej b r a c ia “
d ru g i „m y za p ie n ią d z e “, trze ci „ ta k je s t r y c h ty k “. W k arczm ie
n o c u ją w tej sam ej izbie, w k tó rej ta k ż e ów bogacz. K a rc z m a rz
p o sze d ł sam po so łty sa , p o n iew aż w ę d ro w n i zabili p an a . A le nie
b y ł to p an , lecz i tu tę sztu k ę zro b ił d iab eł. S ied zieli w ciężkiem
w ięzien iu c a ły ro k i ta k m in ął czas oznaczony, p rzez k tó ry n ie
śm ieli inaczej m ów ić. K ie d y już zo stali w y p ro w ad ze n i n a m iejsce
stra c e n ia , chcieli w szystko w yjaw ić, a le k arc z m a rz m io ta n y w y ­
rz u ta m i su m ien ia, n ie cz ek ał, lecz sk o czy ł do najbliższej g łęb o k iej
stu d n i.
W ta k i sam sp o só b p o m y śln y k o ń czy się p o w ia stk a n ie ­
m ieck a ze S ie d m io g ro d u 15), chociaż z resztą ró żn i się od p rz y to c z o ­
n y c h w e rsy i. P e w ie n b ie d a k p o s y ła sw oich trz e c h sy n ó w w św iat.
K ie d y szli lasem , s p o tk a li s ta re g o człow ieka w szary m płaszczu,
te n d o w ied ziaw szy się o celu ich p odróży, o strz e g a ł ich ty lk o p rz ed
ru d o w ą sy m i. M im o to p o dłuższem w z d ry g a n iu się w stą p ili do
słu żb y u trz e c h ru d o w ą sy ch . Za m ieszek p e łe n p ien ięd z y , m ieli
p rzez c a ły ro k obchodzić w ieżę i c ią g le w y m a w ia ć : p ie rw sz y
„m y trzej b r a c ia “, d ru g i „za s é r “, trze ci „to je s t d o b rz e “ ; więc
15) Zbiór wiadomości do antropologii krajow ej' XV., oddź. 3,
str. 24, Nr. 8.
“ ) 0 . Kolberg, Lud. XIV., str. 227 nast., nr. 52.
,! ) Jos. Haltrich: Deutsche Volks-Märchen aus Siebenbürgen,
str. 8 nast., nr. 2.

— 17 ja k w w e rsy i u M üUenhöffa, w p o łu d n io w o sty ry jsk iej i m ad iarsk iej.
P o ro k u zap o m n ieli całk iem m ow ę i poszli w drogę. W drodze
n adeszli w łaśn ie na to, ja k ro z b ó jn ic y n a p a d li n a p o d ró żn eg o i zbili
do k rw i; p rz y b y li czem prędzej n a pom oc, ale b y ło już za poźno,
ro zb ó jn icy już uciekli, a ciężko ra n n y u m arł. N a to p rz y sz ła w ła ­
śnie stra ż sądow a. K ie d y już stali p o d szu b ien icą a o p o d a l cze­
k ali trzej ru d o w ąsi, zjaw ił się n a ra z ów starz ec w szarym p łaszczu
i p rzem ó w ił do b ra ci, że w łaściw ie z a słu ż y lib y n a k a rę za n ie p o ­
słuszeństw o, ale p rz ecie chce ich zach o w ać za ich d o b re serce,
n iech w ięc ty lk o p rzem ów ią. N a to b ra c ia razem g ło śn o zaw ołali :
„ch w y tajcie trzech ru d o w ą sy c h “ . Ci p rę d k o zniknęli. P o zn ał n aró d ,
że to b y li czarci, starz ec zaś w szary m płaszczu P an Bóg'.
N a L itw ie u B iało ru sin ó w 10) o p o w ia d a się p o d an ie to w sp o ­
sób p o d o b n y ja k w B esk id a c h i g'dzie indziej. Za 100 ru b li służą
u p ew n eg o p a n a (djabła) po sobie trzej b ra c ia , nie m ają innej
ro b o ty , lecz n a ja k ie k o lw ie k p y ta n ie odpow iadać.: p ierw szy „ m y “,
d ru g i „n i za to ni za o w o “ , trzeci „ ta k też b ęd zie“ (albo „jak
chcesz ta k b ę d z ie “). M atk a w y g n a ła ich z dom u, k ie d y ta k pog łu p ieli, chociaż z p ien ięd zm i po w ró cili do dom u. W lesie zn a le­
źli tru p a (w isielca), zo stali zasąd zen i i śm iercią u k a ra n i.
P ie rw o tn y m otyw , że nieznajom ość obcego ję z y k a z a p ro w a ­
d ziła b ra c i lu b to w arzy szy do nieszczęścia, k tó ry n a p o tk a liśm y
w w e rsy a c h g ó rn o -b reto ń sk iej, d o ln o -sty ry jsk iej i m adiarskiej,
zn ajd u jem y jeszc ze w dw óch w e rsy a c h w schodnich i to w w e rsy i
m ałoruskiej.
W g u b e rn ii Je k a te rin o sła w sk ie j o p o w iad a się :1.7) S zło trze ch
R u sin ó w u czyć się po „c h o ch lack u " ; p ierw szy p rz y b y ł p o d okno
i sły szał, ja k m ów iono „ m y “ ,, p o b ie g ł tam d ru g i i sły sz a ł „ n i za
t e ni za o w o “ (p o d o b n ie ja k w w e rsy ach b iało ru sk ich ), trze ci zaś
„ ta k m u się n a le ż a ło “. Id ą dalej d ro g ą i n a p o tk a li tru p a . S ta n ę li,
p rz y p a tru ją się, w tem n ad sz ed ł żandarm i p y ta ich: „ K to g'o z a b ił“ ?
T u je d e n trą c ił d ru g ie g o ; „m ów z nim po ch o c h la c k u “. T a k w ięc
je d e n o d p o w ied z ia ł: „ m y 4. D la czeg'o? N a to d ru g i „ni za to, ni
za o w o “ . Ja k ż eście to śm ieli? „ T a k m u się n a le ż a ło “, od p o w ied ział
trzeci. Z am k n ięto ich.

IS) P o d an ia i b a jk i ludow e zebrane na L itw ie staran iem J a n a K a r ­
łow icza 1887, str. 12 m ast. nr. 8. P o d an ia biało ru sk ie zebrane przez
W ła d . W e ry h ę. Lw ów . 1889, str. 65 n ast. 19.
I7)
Skazki, posłow icy i t. p. za p isan n y ja w E k aterin o sław sk o j i C h a r­
kow sko) gub J . J . M anżuroju. C harkow 1890, str. 118 n ast.
2



18



W ró w n y sp o só b o p o w ia d a się w p ó łnocnej części C h erso ń ,
skiej g u b e rn ii18) o trz e c h d u d ziarzach , k tó rz y nie u m ieli ,.b a ła k a ć “
p o naszem u. P o d słu c h iw a li trz e c h m użyków , ja k oni m ów ią. S ły ­
szeli, ja k je d e n m u ży k rz e k ł „ m y “, d ru g i zaś „za m iark ę g ro c h u “,
к trz e c i „ ta k nam te ż trz e b a “ . S zli te d y dalej, sp o k o jn ie so b ie
m ów iąc, już u m iem y m ów ić po „ ru ś s k u “. N a drodze n a p o tk a li
tru p a , p rz y p a tru ją się mu, nad eszli n a to m u ży k i i p y ta ją s ię :
K to z a b ił te g o cz ło w ie k a? D u d ziarze o d p o w iad a ją : .M y “. — D la
czeg o ? — „Za m iark ę g ro c h u ". Z ap ro w ad zili ich do są d u a oni
rz e k li: „ ta k n am też p o trz e b a “.
T a k ie sam o p o d an ie zn an e je s t jeszcze n a K a u k a z ie w stan n ic y n a u rs k ie j19) n a d rz e k ą T e re k o trz e c h K a łm u k a c h , k tó rz y
ch cieli u czy ć się po rusku. P o s ta n o w ili sobie u d ać się w ty m celu
do m ia sta i rozeszli się. G dzie i ja k dług'o się uczyli, nie je s t w ia ­
dom o, a le g d y się znów zeszli, o p o w iad a li sobie, czego się n a u ­
czyli, zatem p ierw szy „ m y “ , d ru g i „ni za to ni za ow o“, trze ci
„ ta k też trz e b a “. R e s z ta je s t p o d o b n a ja k w p o p rzed n iej w ersyi.
G o d n em u w a g i je s t p o d o b ień stw o w e rsy i w y su n iętej n a jb a r­
dziej n a zach ó d w W yższej B re ta n ii z tą, k tó ra się o p o w iad a n aj­
d alej n a w sch o d zie n a g ra n ic a c h a z y a ty c k ic h . B ra k nam m a te ry a łó w , a ż eb y śm y m o g li ro z strz y g n ą ć p y ta n ie , d o ty czą ce ź ró d ła te g o
p o d a n ia i d ro g i je g o ro z szerz en ia się, ale u d e rz a ją c e p o d o b ie ń ­
stw o p rz e m a w ia za tem , że p ie rw o tn ie b y ła to zw y czajn a a n e g ­
d ota, p ra w d o p o d o b n ie z a c h o d n io -e u ro p e jsk ie g o pochodzenia, k tó ra
w śre d n io -e u ro p e jsk ic h w e rsy a c h p rz y ję tą b y ła do b aśn i o czarcie,
ta rg u ją c y m się o dusze lu d zk ie i że n a stę p n ie p rz y c z e p io n e zo­
s tało p o d a n ie o ła k o m y m karczm arzu .

U z u p e łn ia ją c zam ieszczony w p o p rz e d n ic h n u m e ra c h „ Ludu“ ’)
szkic e tn o lo g ic z n y p. t. „G w iazdy i g rz y b y w w ierzen iac h lu d u “,
p o d aję p o niżej k ilk a n o w y c h szczegółów .
18) M a teria ły po etnografii now orosijsskago k raja , so b ran n y e w E lisa w e tg rad sk o m i alek sa n d rijsk o m u je zd a ch C hersonskoj g u b ern ii W . N.
Jast,rębow ym , str. 24 4 . L etopiś istoriko-filogiozesk ag o obszczestw a p ri
im p. now oross. u n iw e rsit. I I I . O dessa 1894.
19) S bornik m ateriałów dlja opisanija m iestn o stej i plem en K ay k a za .
X V . Tiflis 1893, str. 177 nast.

1) Zob. „L ud“ I. str. 168, 197.



19

-

W Z aborzu w pow . raw sk im , o p o w iadano mi n astęp u ją cą his to ry ę o p o w sta n iu g rzy b ó w , po ru sk u zw an y ch h u b a m i. G d y
jeszcze P . Jezu s z . św. P io tre m i P a w łe m chodził po św iecie,
p rz y b y li ra z do jed n ej w ioski. P o n iew aż b y li b ard zo g ło d n i,
p rz eto w y sła li św. P a w ła n a „ c h a ty “, a b y się w y s ta ra ł d la nich
0 chleb. Św. P a w e ł w szed ł do jed n ej ch a ty , gdzie b a b a w łaśn ie
ch leb sad zała do p ieca. P o n ie w aż chleb jeszcze n ie b y ł g otow y,
b a b a d a ła m u d w a p o d p ło m y k i (p a ła n y ci). Św . P a w e ł je d e n p o d ­
p ło m y k u k ry ł p o d c z a p k ą n a gło w ie, a d ru g im po d zielił się
z św. P io tre m , g d y ż p. Je z u s jeść n ie chciał. P . Jezus w iedział
jed n ak , że św. P a w e ł d ru g i p o d p ło m y k u k ry ł p o d czapką, p rz eto
w dalszej drodze, ile ra z y św . P a w e ł w ziął k a w a łe k p o d p ło ­
m y k a do u st, P. Jezus zaraz g-о o coś p y ta ł, tak , że św. P aw eł,
ch cąc o d p o w ied zieć, a nie chcąc się zdradzić, że coś zajada, m u ­
sia ł p o d p ło m y k z u st w y p lu w a ć n a ziem ię. P. Jezu s p o w tarzał
sw e p y ta n ia d o p ó ty , p ó k i św. P a w e ł nie w y p lu ł ca łe g o p o d p ło ­
m y k a, n ic z n ieg o n ie zjadłszy. G dy w k ilk a dni p o te m znow u
w ra cali tą sam ą d ro g ą , zo b aczy ł św. P io tr p ełn o g rzy b ó w . Zdzi­
w iony tem z a p y ta ł P . Jezusa, zk ą d one się w zięły. P . Jez u s w ów ­
czas o d p o w ied ział mu, że g rz y b y (huby) te p o w s ta ły z h u b y
(g ęb y ) św. P aw ła, z te g o p o d p ło m y k a, k tó ry u k r y ł on p rz ed P .
Jezusem .
W Iw o n iczu k rą ż y n a stę p u ją c a le g e n d a : S zał P . Jezus z św.
P io tre m bez las, s p o tk a ł im sie żołnierz, co szał n a u rlo p . Ż oł­
nierz lam en ci, że g ło d n y . P . Jezu s d o b y ł p ien iąd z e z w orka,
w zion 9 centów , żeby k u p ia ł 3 k u k ia łk i po 3 g re jc a ry . Żołnierz
w zion i p o szał do m iasta, a P . Jez u s z św. P ie trem c z ek ał' go
p o d b u k iem . A le żołnierz b y ł łak o m y , k u p ia ł po 2 g re jc a ry b z y ,
a cz w a rtą za 3. P rz y c h o d z i i daje te po 2. A P an Jezus m ó w i:
„ Ja k ie si m a łe !“. — E , bo te ra z przed n ó w ek , to d ro g ie “. Téj nic,
zjadli te k u k ia łk i k a ż d y po jednej ; id ą dalej. A żołnierz szał n a
zadzie ; téj trzy m a te k u k ia łk i za 3 g re jc a ry i nie m oże w y trz y ­
m ać ; zaw sze u sk u b ie i do g ę b y i do g ę b y . A P . Jezus w iedział,
1 o b ró ci się do n ieg o i zacznie coś g a d a ć , a żo łn ierz m a o d p o ­
w iedzieć, a tu k u k ia łk a w gębie, ta zaw sze się o b ró ci i w y p lu je
za siebie. A św. P ie tr též sp o strzé g , że żołnierz coś g ry zie, ale
p rz y żołnierzu nie śm iał nic m ów ić, jaż k ie d y żołnierz sie od d zielił
od n ic h ; w te d y on g a d a do P . J e z u s a : „Ej szk o d a P a n ie , • żeś
m u d a ł zjeść, to i ta k poszło n a z a g u b ę “. — »Nic nie poszło na
zag u b ę, bo z te g o b ę d ą g r z y b y “ ; i zro b ie ły się g rz y b y (Z biór
w iad a r t r . V I. 256).
*

-

20 —

W Łużnej ta k o p o w ia d a ją 1. Sw . P io tr z a sia ł pierw szy g rz y b y
G d y z P . Jez u sem chodził i ludzi n a w ra c a ł, dostali obaj w je ­
d n y m dom u k w a łe k chleba. W y p a d ło im p o te m iść ścieżk ą przez
la s ; P a n Jez u s szed ł naprzód, św . P io tr za nim. G dy uszli k a ­
w a łe k d ro g i, św . P io tr w y jął chleb i zaczął go p o k ry jo m o jeść.
P a n Jezus w ied ział o tem , lecz nie rz e k łs z y nic, zaczął z nim .
rozm ow ę. Św . P io tr, a b y m u o d p o w iad a ć, w y p lu ł p o g ry z io n y
ch leb do rę k i. P a n Jezu s zasie o b ró ciw szy się do niego, rz e k ł:
„R o zrzu ć to po lesie, co m asz w r ę c e “. Sw. P io tr uczy n ił, co mu
P a n Jez u s b y ł k a z a ł i ro z rzu c ił po lesie p o g ry z io n y chleb. Z n ieg o
to w y ro sły g rz y b y (Z biór w iad . a n tr. t. V I. 256).
W S u ło w ie prof. B r. G ustaw icz z a p isa ł n a stę p u ją c e p o d an ie :
G d y św. P io tr ch o d ził z P a n e m Jezu sem po ziem i, k a z a ł k u p ić
d w a ch leb y , ale nie jeść. A le św . P io tr b y ł b a rd z o gło d n y , a
p o n iew a ż P a n Jezu s szedł naprzód, w ięc św. P io tr uguyzł sw o jeg o
ch leba, ale ile razy u g ry zł, to zaraz się P a n Jezu s obejrzał, a św .
P io tr nie chcąc, a b y P a n Jezus w idział, że on je chleb w b rew
zakazow i, zaraz chleb w y p lu w ał. Z ty c h w y p lu ty c h k aw ałk ó w
ch le b a p o w s ta ły g rz y b y (B r. G ustaw icz. P o d a n ia ludow e w d zie­
dzinie p rz y ro d y ).
W okolicach Z ak o p an eg o , M ak o w a L en c za i t. d., m ó w ią
p o w szech n ie, - że św. P io tr sieje g u zy b y i że po św. P io trz e
(29 czerw ca) najobficiej się one p o jaw iają. R ó w n ie ż tw ie rd z ą tam ,
że g d y n a św. P io tra deszcz, to będzie dhżo g rz y b ó w . G ó rale
znów u trzy m u ją, że g d y w. śro d ę p o p ie lc o w ą śn ie g p a d a , zw ia­
stu je to w iele g rz y b ó w . Im w dniu ty m śn ieg n aw alń iejszy , tem
w ięcej b ęd z ie g rz y b ó w . K to w dzień B o żeg o N a ro d zen ia p ierw szy
sp ojrzy n a las, b ę d z ie m iał w lecie szczęście do g rzy b ó w . W dzień
p o d w y ż sz en ia św. K rz y ż a (14 w rześnia) nie należy chodzić n a
g rz y b y (Jan ó w ). O bfitość g rz y b ó w w lecie je s t w L u b elsk iem
za p o w ied zią n aw a ln y c h śniegów , w K ie le c k ie m o strej zim y (G u­
staw icz).
"Wielu g rz y b o m p rz y p isu je lu d ro zm aite u k ry te p rzy m io ty .
W s p o m n ia łe m o tem dość o b szern ie w szk icu „G w iazdy i g rz y b y
w w ie rz e n ia c h lu d u “ ; tu p rz y to c z ę jeszcze k ilk a g rz y b ó w , k tó re
w p ra c y , tej o p uściłem . Bedtka ivomitowa (A g a ricu s em eticus),
u K lu k a zw an a C zarto p ło ch em , u Ju n d z iłła B e d łk ą m ierżliw ą,
u lu d u p o ls k ie g o Ź y g aw cern , C zarto p ło ch em , u R u sin ó w H o łu b iń k ą (sło w n ik ru sk o -n ie m ie c k i Ż elechow skiego), sp ra w ia ją c a po
zażyciu g 'w ałto w n e w y m io ty , p o św ię c o n a w dn iu M a tk i B oskiej
Zielnej (15 sierp n ia) lu b n a B oże C iało, m a ch ro n ić od c z arta
i czaro w n ik ó w . K s. C hm ielow ski w N o w y ch A te n a c h n a z y w a tę



21



b e d łk ę : m orsura diaboli i rad zi używ ać ją p rzeciw czarom .
W K ra k o w sk ie m o p o w iad ają; że g d y c z a rt stra sz y w jak iej chacie,
n ależ y p o św ięc o n y c z arto p ło ch p o łożyć przy drzw iach, ok n ie
i k o m inie, a cz art do c h a ty nie w ejdzie.
Muchomora (A g aricu s m uscarius) uży w a lud pow szechnie do
tru c ia m u ch ; w ty m celu k ra je go d robno i n a le w a g o rą c e m
m lekiem . U ta r ty n a p a p k ę i p o m iesza n y z m lek iem w tak iej
m ierze, a b y tw o rz y ł p ły n k leisty , g u b i pluskw y. W ty m celu n a ­
leży ty m p ły n em zam azać sz p a ry w śc ia n a c h i łó żk ach ; uczyniw szy
to, nie m ożna je d n a k m ieszkać przez k ilk a dni w tej izbie dla
m ocnego, o d u rzająceg o zapachu (Ś okalskie). N asze b y d lę ta r o ­
g a te m o g ą zjad a ć m u ch o m o ra bez szkody dla siebie;, k o ty i p sy
po zjedzeniu g o g iną.
J. G erald -W y ż y c k i w sw ym , Z ielniku ek o n o m iczn o -tech n i­
cznym (W iln o 1845) pisze o m uchom orze, co n astęp u je :
Z ażyty w ew n ątrz w zbudza w ciele, ludzldem n a d e r n ie b e z ­
p ieczn e lu b o nie zaw sze śm ie rte ln e zjaw iska. U pojenie, p o m ie ­
szan ie zm ysłów , za p am iętała śm iałość, w ściek ły gniew , drżenie
członków , zw yczajnem są n astęp stw e m zażycia m uchom ora. K a m czad ale ro b ią z n ieg o z d odatkiem w ierzb o łó w k i w ązkolistnej
(E p ilo b iu m a n g u s tissim um ) napój m ocny, k tó re g o użycie sp ra w ia
im p rz y je m n e fa n ta z y e i m arzenia. W zach w y cen iu tem m iew ają
w idzenie duchów , śp iew ają i p rz ep o w iad ają w sposób u ro c z y sty
duchem p ro ro ck im ; n ie k ie d y zda się im, że się p rz em ien ili w o l­
b rz y m ó w ; tu n a stęp u je za p a m ię ta ła w ściekłość, h a ła su ją i szaleją,
aż b u rz liw ą tę scenę, po g w a łto w n e m n atęż en iu nerw ów , g łę b o k i
sen zak o ń czy . K a m c zad a le , O sty a c y i inne n a ro d y sy b e ry jsk ie
ta k w ielk ie w n ap o ju tym m ają u p o d o b an ie, iż ubożsi m iędzy
nim i, nie b ę d ą c y w sta n ie n a b y c ia go, zb ierają m ocz b o g a ty c h
i piją, p o niew aż on p o siad a w łasn o ść po d o b n ież u p ająją cą. W ł a ­
sn ość ta zach o w u je się w nim aż do czw arteg'o człow ieka, c h o ­
ciaż w sto p n iu coraz słabszym . W czasach d aw n y ch u żyw ali g‘o
szerm ierze, sarm accy , k ied y m ieli iść w zapasy, d la w zbudzenia
w so b ie w ściek ło ści (str. 312 i 313).
G rz y b Siedź (przez po sp ó lstw o zw any : chorosz, siedun) (B o­
letu s ram osissim us), su szo n y i u ta rty n a proszek, u ży w an y b y w a
w o k o licach U h n o w a w e w schodniej G alicyi ja k o śro d e k g o jący
za sta rza łe ran y .
Piestrzenica jadalna (H elvella, esculenta) u J u n d z iłła M itra
(H e lv ella M itra L.)- n az w an a ta k d lateg o , że zw ija się, tw orząc
łig u ry p o d o b n e do in fu ły czyli m itry, p o św ięco n a i noszona n a

— 22 p ie rs i ch ro n i od uro k ó w . T a k sam o
(H e lv ella crispa).

P ie strz e n ic a pom arszczo n a,

Smardz jadalny (P h a llu s e sc u le n tu s L.) zw an y po sp o licie
sm arszczem lub zm arszczem , m oczony w sp iry tu s ie lecz y ć m a
g o ściec (K ieleck ie).
Płaskosz grzebieniasty (M erism a falla x ) u Ju n d ziłła G oździen iec, K o z ia b ró d k a (C lavaria co rallo id es L.), b y w a u ż y w a n y m o­
czo n y w w ó d ce n a w szelk ie b o le żo łąd k a ("Jundziłł 568).
Srómotnik śmierdzący (P h a llu s im pudicu s), obrzydliw ie z d a ­
le k a cu ch n ący , zw ab ia do sieb ie p rz e n ik liw y m sw ym odorem
m u ch y i in n e o w ady. U ż y w ają g o do w y p ę d z a n ia m uch z ch a t
i stajni. W ty m celu k ła d ą g o w ch a cie lub w stajn i, p o lew a ją
w odą, m lek iem i w ódką, a n a stę p n ie , g d y n a nim m u ch y usiędą,
w y n o szą g o i w y rz u cają zdala od za b u d o w ań n a polu. Za nim
m ają się p rz e n ie ść w szy stk ie m uchy.
Purchawki (L y c o p erd o n ), zw an e p rzez w ieśn iak ó w bzducham i,
p rz y k ła d a n e n a ra n y świeże" d zieln ie w strz y m u ją k rw o to k i, osu­
szają zaś c iek ą ce ra n y zasta rza łe . P u rc h a w k a z a p a lo n a odurza
d y m em sw y m p szczo ły i czyni je nieszk o d liw em i p o d cz as p o d ­
rz y n a n ia plastró w .
T y le zdołałem z e b ra ć o g rz y b a c h . C zy teln ik ó w „Ludu“ u p r a ­
szam , a b y p o d ad resem re d a k c y i „Ludu“ zech cieli n a d s y ła ć
w szelk ie p o d a n ia , opow ieści, p rz e p isy itd. ty czą ce się g rzybów .
G d y b y ty c h m a te ry a łó w z e b rało się sporo, m o żn ab y o p ra co w ać
o b sz e rn ą m o n o g rafię g rz y b ó w .
E. Kolbuszowski.

Przypowiastka w swej wędrówce.
S k re śliła

P o szed ł ta tk o do m iasteczk a,
K u p ił n am b a ra n k a ,
Za d w a p ien iążk i, za d w a szelążki,
Za d w a całe.
P rz y s z e d ł w ilk, zjad ł n am te g o b a r a n k a ,
Co n am p a n ta tk o k u p ił
Za d w a p ien iąż k i, za d w a szelążki,
Za d w a całe.

— 23 —
P rz y sz e d ł p ies, zjadł w ilka,
N a có w ilk zjadł nam te g o b a ra n k a ,
Co n am p a n ta tk o i. t. d.
P rz y s z e d ł kij, zab ił psa,
N a co p ies zjad ł w ilka,
N a co w ilk zjad ł n a m te g o b a ra n k a ,
Co nam p a n ta tk o i t. d.
P rzy sz ed ł og-ień, s p a lił kij,
N a co kij z a b ił psa,
N a co pies zjad ł w ilka,
N a co w ilk i t. d.
P rz y sz ła w oda, zlała ogień,
N a co o g ień sp a lił kij,
N a co kij z a b ił psa,
N a co p ies zjad ł w ilka,
N a co w ilk i t. d.
P rz y s z łą w oda, z la ła ogień,
N a co o g ień sp a lił kij,
N a co kij za b ił psa,
N a co pies zjadł w ilka,
Na co w ilk i t. d.
P rz y sz e d ł b y k , w y p ił wodę,
N a co w oda zlała ogień,
N a co o g ień sp a lił kij,
N a co kij z a b ił psa,
N a co p ies zjad ł w ilk a,
N a co w ilk i t. d.
P rz y sz e d ł rzeźnik, z a b ił by k a,
N a co b y k w y p ił w odę,
N a co w o d a zlała ogień,
N a co o g ień sp alił kij,
N a co kij z a b ił psa,
N a co p ies zjad ł w ilka,
N a co w ilk i t. d.
P rz y s z e d ł djabeł, w ziął rzeżn ik a,
N a co rzeźn ik za b ił b y k a,
N a co b y k w y p ił w odę,

-

24 —

N a co w oda z la ła ogień,
N a co og ień s p a lił kij,
N a co kij z a b ił psa,
N a co p ie s zjad ł w ilka,
N a co w ilk i t. d.
P rz y sz e d ł ksiądz, k ro p ił djabła,
N a co d ja b e ł w ziął rzeźnika,
N a co rz eźn ik za b ił b y k a,
N a co b y k w y p ił w odę,
N a co w oda z la ła ogień,
N a co o g ie ń s p a lił kij,
N a co kij za b ił psa,
N a co p ies zjadł w ilka,
N a co w ilk i t. cl.
T a k ą to „ p rz y p o w ia s tk ę “ p rz ed k ilk u la ty o p o w iad a ła dzie­
ciom n a wsi d ziew czy n a ta k ż e n a w si w y c h o w an a. Z ajęła m ię ta
p rz y p o w ia stk a , g d y ż nie s ły sz a ła m jej jeszcze i nie zn ałam w cale.
S n a ć b a b k a m oja p ra w d o p o d o b n ie tej b a jk i nie u m iała, bo b y ła b y
ją o p o w ied ziała k ie d y w nuczętom , zam iast p o w ta rz a n y c h często
h isto ry jek , z k tó ry c h je d n a n. p, ta k się zaczy n ała.
B y ła b a b u s ia w z ro stu w y so k ieg o ,
M iała k o zio łk a b a rd z o rozpustneg'o.
Oj ta k , m a k dziak,
M ak dziń dziń m azarak ,
H o p sa sa d y rid asa,
H o p in k i ty n d y rin k i,
B ard zo rozpustneg-o.
W re s z c ie dziw iło m nie bardzo, s k ą d J u lk a P a k e s ó w n a m o ­
g ła się n au c zy ć p rz y p o w ia s tk i o b a ra n k u , k tó ry b y ł p rz y c z y n ą
ty lu zb ro d n i. U ro d z o n a i w y c h o w a n a w g ó ra c h (w T urzem , cv p o ­
w iecie staro m iejskim ), g d zie p an o w ał ż y w io ł ru s k i i ru s k a m ow a,
s k ą d ta d ziew czyna w y u c zy ła się polskiej p rz y p o w ia stk i? O na
sam a n ie w ied z ia ła sk ąd , ale m ożna b y ło p rz y p u szcz ać, że od
m atk i swej, P o lk i, a ta m a tk a m o g ia ją sły szeć od sw eg o ojca
F ra n c is z k a M ich alsk ieg o , k tó ry się w T u rz em nie urodził, lecz
ja k o żołn ierz z re w o lu c y i 1831 r. ra zem z „ p a n a m i“ do G a licy i
się sch ro n ił. J a k o ry m a rz d w o rsk i b y ł p o cz ątk o w o u ty c h p a n ó w
n a „ M a z u ra c h “ a p o tem z a w ęd ro w ał aż pod B e sk id lesisty , gdzie
też zak o ń czy ł życie.

-

25 —

W tej sam ej m iejscow ości (w T urzem ) zn alazł tak że w ieczny
sp o c z y n e k jed en z ty c h panów , b y ły a d ju tan t m ajor w arm ii n a ­
p o leo ń sk iej, J a n N epom ucen S aw ick i, k tó ry b ił się i w H isz p a n ii
i w w y p raw ie n a M oskw ę b ra ł udział, zaś do rew o lu cy i lis to p a ­
dowej p rz esze d ł jak o u w o ln io n y żołnierz ze stałej arm ii polskiej.
S aw ick i sp o czy w a w T urzem n a cm en ta rzu o b o k cerkw i, a M i­
ch a lsk i n a now em cm en tarzu tro c h ę dalej.
Á le w ów czas, g d y J u lk a tę b a jk ę op o w iad ała, F ra n c isz e k
M ich alsk i żył jeszcze, a n a w e t z a ra b ia ł p o d o b n o , obijając m eble
po dw orach, ro b iąc m a te ra c e . M iał długie, siw e w łosy, n o sit siw e
fa w o ry ty à la k siążę Jó z e f P o n ia to w sk i, i słuszny, w ysm ukły,
w g ra n a to w y m su rd u cie, o g ro m n ie o d b ijał od B ojków m iejsco­
w ych. B ra ł s ta łą za p o m o g ę z T o w a rz y stw a o p iek i narodow ej,
ale ta szła n a liczn ie rozro d zo n ą rodzinę.
M oże J u lk a w p ro s t od d z ia d k a w yuczyła się tej p rz y p o w ia ­
stk i, a g d y po nim nie zostało za p ew n e p a m ią te k w iele, to „ p o l­
sk a b ajk a", k tó ra z nim p o d B esk id p rz y w ęd ro w ała, św iad czy
0 n ieb o jk o w sk iem pochodzeniu jego w nucząt.
M iałam z a m ia r p o jech ać k ie d y do Turzeg'o i rozm ów ić się
ze staru szk iem , ale on u m arł, nie czekając n a m oje odw iedziny.
P isz ąc p o d ó w czas p o w ia stk ę h isto ry c z n ą z czasów K o nfedera c y i B arsk iej, k tó ra w y szła p o tem w Małym Światku p. t. „ R o ­
d zin a C holew itów ", u m ieściłam w niej p rz y p o w ia stk ę o b a ra n k u .
Ze Ś w iatk iem ta p rz y p o w ieść p o w ę d ro w a ła w św iat, g d y
d o tąd , ja k sąd ziłam , m u siała b y ć ty lk o u stn ie p o d a w a n ą i w ten
sp o só b starła się w łasn o śc ią ludu. K tó re opow ieści i p ieśn i lud
sam u k ła d a a k tó re p rz y sw aja so b ie od sfer w y k szta łc eń szy c h ,
dojść tru d n o ; w ięc to co się u ludu przyjm ie ja k o u stn e p o d an ie,
m ożna uważaić za p o d an ie ludow e. W każdym ra zie z a sta n a w ia ła
m nie p e w n a i to g łę b o k a e ty k a w tej p rzy p o w ieści, ale czy a u ­
to r jej w ziął za zasad ę „sp ra w ie d liw o ść “ czy „zem stę“ (N em ezys)
rz ąd zą cą św iatem , tru d n o orzec, g d y te d w a pojęcia rzeczyw iście
m ieszają się z sobą. Lecz zd aw ało m i się p ew n em , że choć tę
p rz y p o w ia stk ę m ożna dzieciom opow iadać, nie zo stała o n a dla
dzieci ułożoną. C iek aw ą b y łam tak że zrazu, czy p o d o b a ła się czy
teln ik o m „M ałego Ś w ia tk a “, czy się u n ich p rz y ję ła , ale później
z a p o m n ia ła m o tej straszn ej h is to ry i, w k tó rej b ra k u je jeszcze
ty lk o w iny „ b a ra n k a “ nieszczęśliw ego, zjadającego ta k ż e traw ę
1 p ijące g o wodę, ta k sam o ja k te n b y k o k ru tn y .
P o zn ać m ożna zaraz, że p o w ia stk a nie je st n o w o ży tn y m w y ­
m ysłem , lecz po ch o dzi z czasów daw n iejszy ch , m oże b a rd zo d aw ­
ny ch , ale też nie m a w niej cech p o g ań sk ich , a tem m niej ja k ie ­

— 26 ~
g o ś p ra a ry js k ie g o c h a ra k te ru m ożna się w niej d o p atrzeć. Z asta­
n a w ia ła m się zaw sze n a d tem , s k ą d m o g ła p o w sta ć i dlaczeg o ta
lu b o w a p rz y p o w ia stk a lu b p ieśń ludow a, co ją spow odow ało,
d la te g o i tu o d czu łam m yśl m o ra liz a to ra filozofa, k tó ry n ie ja k o
dziad ek d la w n u c ząt ją u ło ży ł, lecz s k re ślił w niej za sa d ę w a l k i
o b y t . B o ta ry m o w a n a h is to ry jk a o k o z i o ł e c z k u r o z p u s t ­
n y m , to ju ż w id o cznie d la dziececeg'o u m y słu z o s ta ła ułożoną.
O ile p am iętam , ta k się rzecz dalej m iała o ty m koziołku.
A te n k o ziołek b y ł b a rd zo ro z p u stn y ,
P o w y ja d a ł b a b u le ń c e o g ró d e k k a p u s ty .
Oj ta k m a k ' dziak i t. cl.
W z ię ła b a b u s ia p rę ta łozow ego,
W y p ę d z iła k o z io łe c z k a do la su ciem nego.
Oj ta k i t. d.
J a k za czą ł d ziad u ś n a b a b u się fukać,
K a z a ł b a b u si k o z io łe c z k a szukać.
Oj ta k m a k d ziak i t. d.
P o szła b a b u sia n a w ielk ie la sy
N ie zn alazła z k o zio łeczk a ty lk o sam e b a sy .
Oj ta k i t. d.
P o sz ła b a b u sia n a ro z sta jn e d ro g i,
N ie z n a la zła z k o zio łec zk a ty lk o sam e ro g i.
Oj ta k i t. d.
A le p o d o b ie ń stw o form y je s t u d erzając e w ty c h obu p rz y p o ­
w ia stk a c h . N areszcie w ro k u 1895 p rz y p o m n ia ła m i się znów his to ry a o b a ra n k u w te n sp o só b :
D z ie ci p ew n y ch p a ń stw a w e L w ow ie (P o la k ó w re lig ii mojżeszow ej), p ro siły m nie o p rz ejrze n ie ro c zn ik ó w Małego Światka.
Za m oją g rz ecz n o ść po sąd zo n o m ię n ib y o p la g ia t lite ra c k i, bo
oto co m i p o w ied zian o p rz y o d d aw an iu Małego św iatka.
— T o p a n i so b ie z h e b ra jsk ie g o w z ię ła tę h is to ry jk ę o b a ­
ra n k u i p o d a ła w tej pow ieści.
G d y zd ziw iłam się i za p rze czy łam te m u posądzeniu, p o k a ­
zano mi zaraz k siąże czk ę h e b ra jsk ą p. t. H a g a d a , co m a znaczy ć
o p o w i e ś c i . O b o k te k s tu h e b ra js k ie g o b y ł p rz e k ła d n iem ieck i,
w ięc z n ieg o p rz e k o n a ć się m ogłam , że w tre śc i nic p ra w ie nie
ró żn i się p rzy p o w ieść h e b ra js k a od p o lsk ie g o u k ła d u . L ecz g d y
m i po w ied zian o , że p o w ia stk i z tej H a g a d y są re lig ijn e p raw ie,

— 27 —
że je z w y k le g ło w a ro d z in y obow iązkow o o p o w iad a dzieciom
w d n iach św ią t w ielk an o c n y ch , zdum iałam się n ap raw d ę. B o je śli
p rzy p o w ieść ta je st re lig ijn ie obrzędow ą, w ięc n ie m o g li żydzi
w ziąć jej o d ch rześcjan N iem ców , lub P olaków . A że chrześcjan ie nie w zięli jej z h eb rajsk ie j k siążk i, to ta k ż e nie u le g a ło w ą t­
pliw o ści. W ię c k to od k o g o -i k ie d y w ziął tę p o w ia s tk ę ? P ro siła m
u m y śln ie o o d p isan ie p rz y p o w ia stk i w p ro st z h e b ra jsk ie g o tak ,
j a k się w y m aw ia w polskiej m ow ie, b y się p rz ek o n ać , czy je s t
o n a d o sło w n ie p rz eło żo n ą n a n iem ieck ie. I czego doszłam ? Oto
że p rz e k ła d n iem ieck i je s t isto tn ie p rz ek ład em i to b ard zo sw o ­
b o d n y m , a h e b ra jsk i te k s t p ra w ie d o słow nie zg a d za się z polskim ,
ty lk o że p rz y k o ń cu je s t zm ian a i to b ard zo n a tu ra ln a , bo w heb ra jsk ie m nie m ó gł b y ć ksiądz, k tó ry k ro p ił djab ła. P oniżej p o ­
daję te k s t h e b ra jsk i o raz p rz e k ła d niem iecki.
E in L äm m chen, ein L äm m chen,
E s k a u fte sich m ein V a te r.
Z w ei S u sse g a lt d er K a u f. —
E in L äm m chen, ein L äm m chen.
D a k a m voll T ü c k e u n d H a d e r
D ie K a tz e u n d fra s s es au f
D as L äm m chen, das L äm m chen.
E in H u n d , den es v erd ro ssen ,
D a ss floss u n sch u ld ig B lut,
K o m m t p fe ilsc h n e ll h e rg e sc h o sse n ,
Z erriss die K a tz e in W u th .
E in S to c k sta n d n ah e b eim H unde,
D e r la n g ihm sch o n g e d ro h t,
E r sch lu g zur selb en S tu n d e
D e n H u n d , e r sch lu g ihn to d t.
A m g lü h e n d e n F e u e rh e rd e
D e r S to c k d en R ä c h e r fand,
D ie F la m m e ih n v erzeh rte
U n d sch n e ll w a r e r v e rb ra n n t.
D a s p ru d e lt eine Q uelle,
D a s W a s s e r strö m t herau s,
E s floss zum B ra n d e sste lle
U n d lö sc h t d as F e u e r aus.
E in d u rs tig e r O chse eilte
Z u r W a s s e rq u e lle schnell,
E r tra n k d a ra u s u n d w eilte,

B is tro c k e n w a r d e r Q uell.
D a w a rd d e r O chs erg riffe n
V om S c h ä c h te r m it G ew alt,
D a s M esser w a rd geschliffen,
G e sc h la c h te t w ard e r bald.
D em S c h ä c h te r n a h e t leise,
D e r T o d e s e n g e l sich,
E r th a t n ac h se in e r W e ise —
D e r S c h ä c h te r d a ra u f v erb lic h .
G o tt ric h te t W e lt u n d W e sen ,
D ie G u ten u n d die B ösen.
D e m W ü r g e r g a b e r T o d zum Lohn,
W e il e r g e w ü rg t des M en sch en S ohn.
D e r h in g e fü h rt zu r S c h ä c h te rb a n k
D e n O chsen, d e r d a s W a s s e r tra n k ,
D a s au sg e lö sc h t den F e u e rb ra n d ,
ïn dem d e r S to c k den R ä c h e r fand.
D e r S to c k d e r o h n e R e c h t u n d F u g
D e n H u n d to d t a u f d e r S te 'le sch lu g ,
D e r in d e r W u th die К atz zerriss,
D ie d as u n sc h u ld ig e L äm m ch en biss.
D as L äm m ch en m einem V a te r w ar,
E r k a u fte es fü r zw ei S ü sse b ar.
E in L äm m ch en , ein L äm m ch en .
P o h e b ra jsk u zaś b rzm i ta k :
C h at g a d iu c h a t g a d iu
D y z ab im abu, b itra j zizi
C h at g ad iu , c h a t gadiu.
W e u su sziu ru w y o ch lu leg ad iu ,
D y zab im abu, b itra j zizi
C h at g a d iu , c h a t g ad iu .
W e u s u k a lw u w en u szach leszin ru
D y o c h lu leg a d iu
D y z ab im abu, b itra j zizi
C h at g a d iu , c h a t g adiu.
W e u s u c h itru w e h ik u le k a lwu
D y n u sza ch leszin ru

-

29 -

D y o c h lu leg ad iu
D y z ab im abu, b itra j zizi,
C h at g ad iu , ch a t g ad iu .
W e u s u nirUj w esu raw le c h itru
D y h ik u lek alw u , d y n u sza ch leszin ru
D y o c h lu le g a d iu
D y zab im abu, b itra j zizi.
C hat g ad iu , c h a t g adiu.
W e u s u m aju w e k in ru len iru
D y su ra w le c h itru
D y h ik u lek alw u
D y n u szach leszinru,
D y o c h lu leg'adiu,
D y zab im ab u , bitraj zizi.
C hat g ad iu , ch a t gadiu.
W e u su tiru, w yszusu lem aju
D e k u w u len u ru ,
D y su ra w lech itru
D y h ik u lekalw u,
D y n u szach leszinru,
D y o c h lu leg ad iu ,
D y zab im abu, b itraj zizi.
C h at g ad iu , c h a t g a d iu .
W eusu h a szojchat w e -zu ch a t letiru
D y szu su lem aju,
D y k u w u len u ru
D y s u ra w le c h itru
D y h ik u lekalw u,
D y n u sza ch leszinru
D y o c h lu leg ad iu ,
D y z ab im abu, b itraj zizi,
C hat g ad iu , c h a t g ad iu .
W e u su m alech h am uw es, w eszu ch at leszojchat,
D y szu c h at letiru,
D y szu su lem aju,
D y s u ra w lech itru ,
D y h ik u lekalw u,
D y n u szach leszinru,
D y o c h lu leg ad iu ,

— зо —
D y zab im abu, b itra j zizi,
C h at g ad iu , c h a t g ad iu .
W e u s u H a k u d isc h B o r d i hi w e sz u ch at le m alch
m usnes,
D y s z o c h a t leszojchat.

ha-

O statn im m ścicielem w h e b ra jsk ie m je s t „B ó g te n N a jśw ię t­
s z y “, k tó ry k a rz e n a w e t a n io ła śm ierci za to, że u śm ie rc ił rzeźn ik a. L ecz w iele m iałam tru d n o ści, zanim doszłam , że te k s t n ie ­
m ieck i ca łk ie m się ró ż n i od h e b ra jsk ie g o , g d y ż zap ew n io n o m ię
z p o czątk u , że to je s t do sło w n y p rz e k ła d ; w ięc tru d n o b y ło
zo ry e n to w a ć się, co m oże b y ć o ry g in a łe m . L ecz p rz y p a tru ją c się
ię p ie j u k ła d o w i h e b ra jsk ie m u , przyszłam do p rz e k o n a n ia , że nie
różni się p ra w ie od p o lsk ieg o , b o w id o czn em je st, że n. p. „w eusu
sziu ru , w y o ch lu le g a d iu “, znaczy : p rz y sz e d ł w ilk *), zjadł nam b a ­
ra n k a , bo „ g a d iu “ jest b a ra n e k , a łegadiu baranice. T a k sam o szinru
k o t, a fesziuru k o te.
C iek aw em jest, k tó ry z te k stó w je s t o ry g in a ln y m , k ied y
i w ja k i sposób p rzeło żo n o g o i przeisto czo n o w e d łu g ró żn y ch
p ojęć sw o ich i przekonań. P o z o sta w ia ją c to in n y m do ro z s trz y ­
g n ięcia , ja zad o w o ln iłam się tem , że zw ró ciłam u w a g ę b a d a c z y
p ie ś n i lu d o w y ch n a te n sto su n e k , ja k i p o m ięd zy ty m i tek sta m i
zachodzi.
д а т

W ystawa etnograficzna w Pradze.
W chw ili, g d y piszę te sło w a, g d y o n e d o s ta n ą się do rą k
cz y te ln ik a , w y sta w a etn o g ra ficzn a w P ra d z e n a le ż y już do p rz e ­
szłości. K r á l o v s k á o b o r a , te n p a r k o lb rzy m i i p ięk n y , k tó ry
w le tn ic h m iesiąca ch u b ie g łe g o ro k u z a p e łn ia ły ty sią c e , d ziesią tk i
ty s ię c y go ści w y staw o w y ch , opustoszał. S to i w sp a n ia ły sw ym
o g ro m em n á r o d o p i s n ý p a 1 а с , c e n tru m w y staw y , ale w n ętrze
je g o p u ste, nie m a już w n iem a n i je d n e g o z se te k ty s ię c y p rz e d ­
m io tó w w y staw o w y ch . S ta re j P r a g i już niem a, we. w si w y s ta w o ­
wej, k tó r a stan o w ić b ęd zie p rześliczn ą, trw a łą p a m ią tk ę zeszłorocz­
nej w y staw y , sto ją c h a ty o p u sto szałe, opuszczone p rzez sw y ch
m ieszkańców . W y s ta w a , ja k o ta k a , n a le ż y już do h isto ry i.
A le s k u tk i jej, s k u tk i nadzw yczaj w ażn e dla k ra ju i n au k i,
już dziś są w idoczne. N ie m ów iąc o tem , że w y s ta w a ożyw iła
w zn aczn y m s to p n iu ru c h n a p o lu b a d a ń lu d o zn aw czy ch , w y sta r‘) W niem ieckiem : kot.

-

31.

-

czy, jeżeli w sk ażę n a w sp an ia łe m uzeum etn o g raficzn e, nie
o tw a rte jeszcze w praw dzie, n ieu p o rz ąd k o w a n e, ale obejm ujące już
dziś zb io ry o lbrzym ie, bo p rzew ażn ą część n a g ro m a d z o n y c h n a
zeszłorocznej w y staw ie okazów , u lo k o w an ą w p ałac u , k tó ry hr.
S ilv a ~ T a ro u c c a w sp an iało m y śln ie n a pom ieszczenie m uzeum
ofiarow ał.
Je ż e lib y k ie d y k o lw ie k pojaw ić się m o g ły w ątpliw ości co do
teg o , czy w y sta w a etn o g ra ficzn a je s t w sta n ie p rz y c z y n ić się do
sp o p u lary z o w an ia lu d o zn aw stw a, do o p a rc ia b a d a ń lu d o zn aw czy ch
n a szerokiej i silnej p o d staw ie p o p a rty c h przez całe sp o łeczeń stw o ,
w y s ta rc z y p rz y to c z y ć ja k o dow ód k lasy cz n y zeszłoroczną w y staw ę
p ra zk ą. C ały k ra j, ca ły n aró d czeski g ro m ad z ił się w P rad z e,
w sz y stk ie bez w y ją tk u w a rstw y sp o łecz eń stw a z b ierały się n a
w y staw ie ch cąc poznać sieb ie sam ego, poznać o d rę b n o ści różn iące
p o szczeg ó ln e etn o g raficzn e p ro w in c y e Czech, o drębności złączone
w spólnym w ęzłem cech c h a ra k te ry sty c z n y c h , w sp ó ln y ch całem u
n aro d o w i. Z d um ą sp o g ląd ało całe sp ołeczeństw o czeskie na w y ­
staw ę sw oją, ja k o n a dzieło sw oje, dzieło ca łe g o naro d u , dzieło
d ające dow ód, że n aró d ten p o jął aż do n ajn iższ y ch w a rstw sw o ­
ich rzu co n e przez P alack ie g 'o h a sło : N ie m ieczem w ręk u , lecz
s iłą k u ltu ry zw y ciężym y!
D ziw n e je s t i p o d ziw ien ia g-odne, ja k ry c h ło i ła tw o p rz y ją ł
się w n aro d zie czeskim p ro je k t u rząd zen ia w y staw y . T ę p ra cę, k tó ra
zw ykle sp a d a n a b a rk i m ałeg o g ro n a zaw odow ych p ra c o w n ik ó w ,
p rz y ją ł n a sieb ie c a ły naród. P o m y sł urządzenia w y staw y , której
p o d n ie tą i celem , p o d staw o w ą m yślą, b y ło : p o zn an ie ca ło śc i życia
lu d u czesk ieg o i zach o w an ie jej obrazu, nie p o w sta ł bez p o p rz e ­
dniej u p ra w y g le b y , n a k tó rą został rzu co n y ; p rz y g o to w y w a n o tę
g le b ę od d aw n a, u p ra w ian o żm udnie i troskliw ie, zanim rzucono
w n ią ziarn o , k tó re się rozw inęło ta k p o tężn ie i w sp an iale. C hcąc
d ać o b raz u siło w ań n a polu lu d o zn aw stw a p o p rz ed za ją cy ch o d zie­
sią tk i la t zeszło ro czn ą w ystaw ę, m u sielib y śm y n a p isa ć o bszerne
dzieło, a n a to a n i m iejsce tu, an i sposobność, rzu cam y w ięc
ty lk o szkic o g ó ln y , zaledw ie o g ó ln e za ry sy p o d ając y *)
Zajęcie się lite ra tu rą lu d o w ą n a p o cz ątk u b ieżąceg o stulecia,
o raz o g łasza n ie zbiorów p ieśn i „g m in n y c h “ u in n y c h plem ion
sło w iań sk ich , sp ra w iło , że i Czesi szu k ać zaczęli ty c h p ło d ó w

’) O dsyłam czytelnika do w yczerpującej pracy D ra Je rz eg o P o liv k i:
P o łk lo ry sty k a czeska, um ieszczonej w I I . tom ie w arszaw skiej „ W is ły ‘‘
i do w y czerpujących przeglądów bibliograficznych p. T. P á te k a , um ieszczo­
n y ch w każdym roczniku czasop. „ č e s k ý lid “.

-

32 -

tw ó rc zo ści ludow ej, z b ierać je i og łaszać. W czaso p ism ach
ó w czesn y ch zn ajd u jem y p rz e k ła d y p ie śn i lu d o w y ch in n y ch p le ­
m ion sło w iań sk ich . H a n k a w r. 1817 w y d aje swój p rz e k ła d
k ilk u p ieśn i lu d o w y ch s e rb sk ic h z p o m n ik o w eg o zb io ru W u k a
K a rad źic za, D o b r o v s k ý w sw ym „ S lá v im e “ o g ła sz a a r ty k u ły
etn o g raficzn e, a m iędzy n im i i w ezw anie H e rd e ra , a b y z a p isy w ać
o b y czaje, p ieśn i i opow ieści ludow e, w celu ich z e b ra n ia i przestu d y o w an ia. S z a f a r z y k i K o l l a r z b ierają p ieśn i ludow e, C z e l a k o w s k ý . w y d aje w r. 1822. p ierw szy , w r. 1825 drugi,
a w r. 1827 trze ci z e sz y t zb io ru : S l o v a n s k é n á r o d n í p i s n ě ,
zło żo n y ze śp iew ó w czeskich, m o raw sk ic h , w a ła sk ic h i sło w ac k ic h
a w d alszy m ciągm i z p o lsk ic h , ru sk ich , serb sk ic h , d alm ack ich
i t. d. J a n z R i t t e r s b e r g a z b iera i w y d aje w r. 1825 Č e s k é
n á r o d n í p í s n ě , zb ió r z a w iera ją cy 300 p ieśn i lu d o w y ch czeskich,
50 n iem ieck ich i 50 tań có w ludow ych. P o m ijając J ó z e f a K a ­
in a r y t a , k tó ry w y d a ł w r. 1831: Č e s k é n á r o d n í d u c h o v n í
p í s n ě , w sp o m n ieć m uszę o p o m n ik o w y ch p ra c a c h E r b e n a i Sus z i l a . K a ro l J a ro m ir E r b e n w y d a ł w r. 1842 i 1843 p ierw szy
s ta ra n n ie sp o rząd zo ny z b ió r: P i s n ě n á r o d n í v C e c h á c h , z a ­
w ierający n a 436 stro n ac h p ie ś n i lu d o w e ro zm aity ch stro n Czech
ze w szy stk im i ich w a ry a n ta m i i z p o ró w n a w cz y m i o d s y ła ­
czam i do p ie śn i in n y ch ludów sło w ia ń sk ic h ; w r. 1862 w yszedł
E rb e n a zb ió r : N á p ě v y p r o s t o n íir o d n i c h p í s n i č e s k ý c h ,
. a w r. 1864 u k az ało się trz e c ie w y d a n ie ż e b ra n y c h przez E rb e n a
p ie śn i p o d ty t. P r o s t o n á r o d n í č e s k é p i s n ě a ř í k a d i a
(str. 543). P rz e d ru k trz e c ie g o w y d a n ia w y d a n o w P ra d z e w l a ­
ta c h 1887 i 8. Z biór E rb e n a , zd aw ało się, iż w y czerp u je zup ełn ie
m a te ry a ł i za w ie ra w szy stk ie istn ie ją ce w C zechach p ie śn i lu ­
dow e. Z aniechano n a w e t przez czas dłuższy sy ste m a ty c z n y c h p o ­
szu k iw ań w ty m k ie ru n k u . P o ja w ia ły się w p ra w d zie od czasu do
czasu d ro b n e zb io rk i, ale n a pieśń lu d o w ą a raczej n a jej m elod y e p rz e sta n o zw raca ć uw agę, o g ra n ic z a ją c się n a z e b ra n y już
m a te ry a ł. D o p ie ro w y s ta w a zeszło ro czn a a raczej p r z y g o t o w a n i a
do niej w y w o ła ły n o w y ru c h w ty m k ie ru n k u i ja k z o b a czy m y
później, w y d a ły p lo n obfity i to n ad sp o d z ie w a n ie obfity. S u s z i l
z b ie ra ł w y łąc zn ie p ie śn i m o raw sk ie i w r. 1835 o g ło s ił: M o r a v ­
s k é n á r o d n i p i s n ě , w r. 1840 n o w y zbiór, z a w iera ją cy 288
m elodyj, w reszcie w r. 1859 w sp a n ia ły z b ió r: M o r a v s k é n á ­
r o d n i p í s n ě s n á p ě v y о 8оо stro n ac h . Ten. o s ta tn i zb ió r Suszila d o p e łn ił F ra n c is z e k B a r t o s z , n aw iaso w o w sp o m in ając czło­
n e k k o re s p o n d e n t n asz eg o T o w a rz y stw a , w y d a n ie m w r. 1882
zb io ru : N o \ r é n á r o d n í p í s n ě m o r a v s k é s n á p ě v y , w r.

-

33 -

1887: N á r o d n í p í s n ě m o r a v s k é v n o v ě n a s b í r a n é . D o ­
p e łn ie n ie m zb io ró w S uszila i B a rto sz a są E d. P e c k a : V a l a š ­
s k é n á r o d n í p í s n ě , w y d a n e w r. 1884. W sp o m n ie ć w reszcie
należ.y o w y d an y m w r. 1887 przez sto w arzy szen ie lite ra c k ie
w P ra d z e : S l a v i a , z b io rz e: N á r o d n í p í s n ě .
N a pow ieść lu dow ą p ierw szy zw ró cił u w a g ę J a k ó b M a l ý
i ze b raw sz y sp o rą w iązan k ę p o d a ń i b aśn i, w y d a ł ją w ro k u 1838
po ra z p ierw szy p o d ty t. N á r o d n í p o h á d k y ; d alsze w y d a n ia
coraz to pom nożone u k a z a ły się w i a t a c h : 1845, 1865 i 1876. B o ­
ż e n n a N i e m c o w a w y d a ła : N á r o d n í b a c h o r k y a p o v ěs t i po ra z p ierw szy w r. 1842. A le najlepsze zb io ry w y d a ło s to ­
w arzy szen ie S l a v i a w r. 1873-4, 1878 i 1883. P ie rw sz y zb ió r p o ­
d ań m o ra w sk ic h w y d a ł w r. 1843-45 M. M i k s z i c z e k p o d ty t.
S b í r k a p o v ě s t i m o r a v s k ý c h a s l e z s k ý c h oraz w r. 1845
p o d ty t. N á r o d n í b á c h o r k y . L e p sz y o w iele je s t zbiór K u 1 d y,
P o h á d k y a p o v ě s t i n á r o d a m o r a v s k é h o , w y d a n y w r.
1854. D a lsz y c h zb iorów czesk ich i m o raw sk ic h w y m ien iać nie
m ożem y, bo n a to n am n iestać m iejsca.
Z w yczaje i o b yczaje czeskie zb ieran o od d aw n a, w y starczy ,
jeżeli w y m ien im y n az w isk a N i e m c o w e j (1845), M a c h a ł a , zn a­
ko m ite, n iezró w n an e p ra c e B a r t o s z a ltd. itd. B a r t o s z , H e r ­
b e n , Z i b r t , oto n az w isk a n ajbardziej zasłu żo n y ch b a d a c z y n a
p o lu zw yczajów i obyczajów lu d u czeskieg'o. Ci b ad a c z e i k ilk u
in n y c h je s z c z e , g ro m ad z ić zaczęli około siebie
coraz
to
w iększe k o ło p raco w n ik ó w ,
ro zszerzając za k res poszukiw ań
lu d o znaw czy ch p o za z b ie ra n ie p ieśni, p o d ań i zw yczajów na
k w e sty e n ow e ja k studyum b u d o w n ic tw a i p rz em y słu ludoweg'o, dem ografii, an tro lo p o g ii i socyologii. B y li to po w iększej
części a rty śc i i lite ra c i czescy z b ierając y się w p ra sk ie m
k o le
lite ra c k ie m “, w sto w arzy szen iu U m ě l e c k á B e s e d a . Ö m b a ­
d ać zaczęli w y ro b y p rz em y słu ludow ego, je g o stro je, je g o b u d o ­
w n ictw o , znachodzili piękno tam , g d zie go n ik t d o tąd ' nie szukał,
stu d y o w ali p ło d y tw ó rczo ści ludow ej sy stem aty cz n ie , zrozum ieli
ich zn aczen ie i zaczęli czerpać z n ich m o ty w y do arty sty cz n ej
tw órczości. P ierw szy m , k tó ry zrozum iał, zn aczen ie p ło d ó w tw ó r­
czości ludow ej dla tw órczości arty sty c z n e j, b y ł Jó ze f M a n e s. O n
p ierw szy zw rócił się do m otyw ów ludow ych. A le to jest d ru g o rzęd n ą
d o p iero je g o zasłu gą. W p ierw szym rzędzie zasłu ży ł on się ludozn aw stw u czeskiem u tem , że p rz y k ła d e m sw ym zach ęc ił' in n y ch
do n a śla d o w n ic tw a i w zbudził zam iło w an ie do rzeczy lu d o w y ch
w szerszy ch k o ła c h sp o łeczeń stw a. J e g o z a słu g ą jest, że a rty śc i
z e b rą n i w m o raw sk iem to w. U m ě l e c k á B e s e d a , zajęli się
3 :



U

-

b a d a n itm ludu, a p óźniejsza ich p ra c a w y d a ła nadzw yczaj d o d a ­
tn ie rezu ltaty .
W C zech ach ; w P ra d z e o b o k w sp o m n ian eg o już k o ła g ro ­
m ad ząceg o się około to w arzy stw a U m ě l e c k á B e s e d a , u tw o rzy ło
się d ru g ie g ro n o niem niej g o rliw y c h p ra c o w n ik ó w około n iezm ier­
n ie zasłużonej ro d z in y N a p r s t k ó w . V o j t a N á p r s t e k , to
tw ó rc a w sp an iałeg o , niew iele ró w n y c h m ając eg o m uzeum , k tó re
w łasn y m kosztem , w ła sn ą p ra c ą stw o rz y ł i o d d ał n aro d o w i cze­
skiem u. ') W m uzeum tem od r. 1877 g ro m ad zić zaczęto w y tw o ry
lu d u czesk ieg o . O ba te k o ła w spólnem i siłam i d o p ro w ad ziły do
sk u tk u w r. 1879 w y sta w ę strojów lu d u czesk ieg o i m o raw sk ieg o ,
zaś w r. 1880 ro zp o częły a k c y ę k u o ch ro n ie b u d o w n ictw a ludo­
w e g o . O b a te p rz ed sięw z ię cia nie o s ię g ły p o żą d an y ch re zu ltató w .
W id o c z n ie czas jeszcze w ów czas n ie n ad szed ł. A le n iep o w o d z en ie
n ie o d strasz y ło g o rliw y c h p ra co w n ik ó w , k tó rz y cicho, bez ro z g ło su
coraz to w ięk szą znajdow ali liczbę po m o cn ik ó w .
T y m czasem n a M o ra w ach p ra c o w a ł założony w r. 1883 v l a ­
s t e n e c k ý m u s e j n í s p o l e k w O łom uńcu. W r. 1884 w y d aw ać
zaczęto czasopism o, w k tó re m szczeg ó ln ą w a g ę k ład zio n o n a ludozn aw stw o , w r. 1885 urządzono w O ło m u ń cu p ierw szą w y staw ę
h aftó w lu d o w y ch m o raw sk ic h . Ja k k o lw ie k i n a M o ra w ach p ie r­
w sze p ró b y ro z b u d zen ia ru ch u n a po lu lu d o zn aw stw a s p o tk a ły się
z n ieu fn o śc ią sp o łecz eń stw a, przecież w y sta w a o ło m u n ie ck a w r.
1885 u d a ła się n ad sp o d z ie w an e i z a siliła sz e re g i b a d a c z y lu d u
n o w y m i p ra co w n ik am i. C h a ra k te ry sty c z n ą ce ch ą d ziałaln o ści m o­
ra w s k ic h p ra c o w n ik ó w je st to, że g łó w n ą u w a g ę zw rócili n a h a fty
i o rn a m e n ty k ę lu d o w ą.
W o g ó le zajęcie się o rn a m e n ty k ą lu d o w ą b y ło p ra w ie zaw sze
p ierw szy m k ro k ie m ku zajęciu się b a d a n ia m i lud o zn aw czem u
W P ra d z e p o w s ta ł k o m ite t, m ający n a celu ro zp o w szech n ien ie
h aftó w lu d o w y ch i za je g o sta ra n ie m w p ro w ad zo n o W szk o łach
p ra s k ic h do n a u k i h aftó w w zo ry z o rn a m e n ty k i ludow ej. N a j­
w iększą z a słu g ę ok oło rozw oju p ra c te g o k o m ite tu m a p a n i R en a t a T y r s z o w a.
C oraz szersze k o ła sp o łe c z e ń stw a czesk ieg o z a c z ę ły zajm o­
w ać się ludem . W P ra d z e po w y staw ie arty sty cz n o -p rz em y sło w ej
w R u d o lfin u m , u rządzonej w r. 1886, a obesłanej im ponującym

‘j M uzeum N a p r s tk a . w P ra d z e posiada n ajp ięk n iejsz y i n ajliczn iejszy
zbiór rzeczy ludow ych ru sk ic h ja k i egzystuje. P rz ed m io ty w ty m zbiorze
z a w arte zeb rał p. F ra n cisz ek Kehor, praco w n ik cichy, ale n iestru d zo n y .

Przy pisele autora.

-

35 —

zbiorem h aftó w p rzez m uzeum O łom unieckie, n a stą p iła w r. 1887
p ierw sza; a w r. 1890 d ru g a w y sta w a w y szy w ań lu dow ych w m u ­
zeum N a p rstk ó w u rz ąd zo n a przez „k o m itet k u ro zpow szechnieniu
h aftó w lu d o w y ch ". N a rozm aity ch p ro w in c y o n a ln y c h w y sta w a c h
p o jaw iać się zaczęły p rz ed m io ty z za k resu tw ó rczo ści ludow ej.
P o w sta w a ć zaczęły ich zb io ry p ry w a tn e , p o m ięd zy k tó ry m i p ie r­
w sze m iejsce zajm uje m uzeum N a p rstk ó w .
O ło m u n ieck ie to w arzy stw o m uzealne nie o g ran iczy ło się n a
sam e ty lk o h afty , ale rzuciło hasło dalej idące, w ażniejsze : N iety lk o zach o w ać p a m ią tk i tw ó rczo ści przem ysłow ej i a rty sty c z n e j
ludu, ale zach o w ać jeg'o zw yczaje i obyczaje idt., słow em , obraz
je g o ży cia um y sło w ego, ro d zin n eg o i ekonom icznego.
W ty m celu rozpoczęto w ęd ró w k i po ziem iach m o raw sk ich ,
urząd zan o o d cz y ty po m ia sta c h i m iasteczkach , w siach i w ioskach;
ży w ą a g ita c y ą sta ra n o się w śró d ludu obudzić zam iło w an ie do
sta ry c h p a m ią te k i obyczajów . W znow iono daw n e tań ce i obrzędy,
w esela i d o ży n k i w e d łu g s ta ry c h przy k ład ó w .
T a k p rz e d s ta w ia ł się sta n rzeczy p rz ed r. 1891., ro k iem w y ­
sta w y jubileuszow ej w P ra d z e .
S zczu p łe g ro n o etnografów ' i zb ieracz y rzeczy ludow ych, że
w ym ienim y ty lk o : D r a C e n ě k a Z i b r t a , D r a L u b o r a N i e ­
d e r l e g o, p r o f . K o u l ę , sław n e g o p o w ieścio p isarza A l e k s a n ­
d r a J i r a s k a , p a n ią N a p r s t k o w ą i R e n a t ę T y r s z o w ą
itd. itd., p o w zięło m y śl w y b u d o w a n ia n a p la c u w y staw y ju b ile u ­
szow ej c h a ty czeskiej i w y sta w ie n ia w tej chacie w y tw o ró w lu d o ­
w ych. W ś ró d zielo n y ch drzew , po praw ej s tro n ie od w ejścia n a
w y s ta w ę zeszłoroczną, u k ry w a ła się w k ą c ie sk ro m n a, cich a c h a ta ,
k tó ra po d czas wj^stawy jubileuszow ej w r. 1891 k ry ła w sobie cały
d ział etn o g raficzn y . W ted y , p rz ed pięciu laty , zw iedzali ją w szy ­
scy go ście w y staw o w i, zeszłego roku, zaled w ie d ro b n a ich część
z a g lą d a ła do cich eg o z a k ątk a. A je d n a k č e s k á c h a l u p a w y ­
sta w y r. 1891, ta n iep o k aź n a c h a tk a , je s t dla h is to ry i z e sz ło ­
rocznej w y staw y , d la h isto ry i lu d o zn aw stw a czeskiego w ogóle
p o m n ik iem w ielk ieg o znaczenia. W niej p o w stała, zro d ziła się
m yśl stw o rz en ia d zieła n o w ego, w sp a n ia łe g o i p otężnego; ci, k tó rzy
stw o rzy li ch atę czeską na w y staw ie jubileuszow ej — w idząc n ie ­
zw y k łe zain tereso w an ie się w y staw io n em i w niej rzeczam i ludow em i — pow zięli m yśl u rząd zen ia w y sta w y w yłączn ie e tn o g ra ­
ficznej.
A le jeśli w znacznej m ierze c h a ta czesk a p rz y c z y n iła się do
sp o p u lary z o w an ia w p ew n y c h w a rstw a c h sp o łe c z e ń stw a czeskiego
celów i z a k re su b a d a ń ludoznaw czych, o w iele w ięk sze zn aczen ie

-

06



i to zn aczenie o g ro m n e, m a ro zp o częte w r. 1891, za in ic ja ty w ą D ra G e n ě k a Z i b r t a i D r a L u b o r a N i e d e r l e g o i p o d ich
re d a k c y ą p o zo stają ce w y d a w n ic tw o c z a so p ism a : Č e s k ý l i d .
P ism o to sk o n ce n tro w ało w sobie p ra c e w szy stk ich czeskich
b a d a c z y w dziedzinie lu d o zn aw stw a, s ta ło się p u n k tem c e n tra ln y m
w sz y stk ic h u siło w ań w ty m k ie ru n k u , najsilniejszym , najlepszym
śro d k ie m do zajęcia n iem i caleg'O sp o łecz eń stw a, a p rz ed ew sz y stk iem d ało lu d o zn aw stw u k ie ru n e k nau k o w y , w p ro w ad ziło b a d a n ia
n a w łaściw e, je d y n ie do o sią g n ię c ia n au k o w eg o celu, p ro w a d ząc e
to ry . P rz y tej sp o so b n o ści w sk az ać n ależ y n a je d e n -jeszcze fa k t
zn a m ie n n y , c h a ra k te ry sty c z n y . W s z y s tk ie czasopism a i d zien n ik i
czesk ie od p o cz ątk u p o w sta n ia ru c h u n a po lu b a d a ń lu d o z n a w ­
czych p o p ie ra ły go ja k n a jg o rliw ie j, u m ieszczały ja k n a jc h ę tn ie j
w szelk ie a r ty k u ły i p ra c e z dziedziny lu d o zn aw stw a i to n ie ty lk o
czaso p ism a n a u k o w e i lite ra c k ie , ale i w szy stk ie p o lity c z n e i to
b ez ró ż n ic y p rz e k o n a ń i zapatryw ali..
K o ń c z y ć m uszę te n k ró tk i, b ard zo p o b ieżn y szkic teg-o, co
p o p rz ed za ło w y staw ę zeszło ro czn ą. Czas p rzejść do w y s ta w y s a ­
mej. A le p rzed tem rzucić m uszę jed n o p y ta n ie . D lac zeg o Czesi,
k tó rz y ró w n o c ześn ie z n a m i rozpoczęli p ra c e ludoznaw cze, k tó rz y
w czasie, g d y je rozpoczęli, sta li p o d w zg lęd em cy w ilizacy jn y m
0 ty le niżej od n as, nie m ając ta k ic h trą d y c y i c y w iliza cy jn y ch
ja k m y, dziś z d y sta n so w a li n as zu p ełn ie, w y p rz ed zili o g rp n in ie?
P rz e c ie ż u n ich nie b y ło a n i К o I b e r g - a , a n i K a r ł o w i c z a !
N a to p y ta n ie od pow iedź ty lk o je d n a : U n a s p r a c o w a ł y
1 p ra c u ją na tem polu jednostki, u nich p ra cu je cały
n a r ó d.
I.
P r a c e o k o ł o urządzenia W y sta w y .

D n ia 7 lip c a 1891 r. — jeszcze,, p o d c z a s w y s ta w y ju b ile u ­
szowej — ro z e s ła ł p. F r. A d. S z u b e r t , d y re k to r p ra z k ie g o t e ­
a tru n aro d o w eg o , odezw ę, w k tó rej rz u cił m y śl u rządzenia w y ­
staw y , w y łączn ie pośw ięconej ludow i czeskiem u, dającej jak n ajd o k ład n iejszy o b raz je g o ży cia i tw ó rc zo ści um ysłow ej.
J a k o m o ty w a u rz ą d z e n ia w y sta w y p rz y ta c z a d y r. S z u b e rt
fa k t, iż w y s ta w a etn o g ra ficzn a p rz y n io s ła b y w ielk ie k o rzy ści c a ­
łem u rozw ojow i ży cia n a ro d o w e g o w C zechach, w z b o g aciłab y
zb ió r n a u k o w y c h w iad o m o ści z dziedziny lu d o zn aw stw a, p rz y c z y ­
n iła b y się do ro z p o w szec h n ien ia p ra w d z iw y c h z a p a try w a ń na
c h a ra k te ry s ty c z n e w łaściw o ści n a ro d u czeskieg-o i do p o zn a n ia
ich, s ta ła b y się o żyw czym czy n n ik iem w rozw oju n aro d o w e g o

-

37 -

p rzem y słu , narodow ej lite ra tu ry , m u zy k i i sztu k i p lasty czn ej,
a w reszcie zw ró ciłab y u w a g ę sp o łecz eń stw a n a te stro n y życia
ludu, k tó re są najm niej zn an e i zbadane. P o m ijając d alsze a r g u ­
m en ta p rz y to c zo n e w odezw ie, zw racam u w a g ę n a to, że p . S z u ­
b e rt o znacza w niej ja k o term in u rz ąd ze n ia w y sta w y w ro k u 1893
i przech o d zę do p o d a n ia p ro g ra m u i z a k resu w y staw y , n a sz k ic o ­
w a n eg o w odezw ie.
Z ak res w y staw y p rz e d sta w ia dyr. S z u b e rt następ u jąco : C a­
łość dzieli n a trz y części : I. C złow iek ; II. S iedziby, życie i p ra c a ;
III. U d z ia ł ludu w życiu publicznem .
D z ia ł p ie rw sz y : C z ł o w i e k — obejm uje n a s tę p n e p rz e d m io ty :
1) A n t r o p o l o g í a : O dnośne p ra c e n aukow e, p rz ed staw ien ie
p lasty cz n e i opisow e jak n ajw ięk szej ilości jed n o stek , — szczególnie
ty p o w y c h — n aro d o w o ści czesko - sło w iań sk iej, według- k rajó w
i o k rę g ó w ze szczególnem u w z g lęd n ien iem k ra n io lo g ii (budow y
czaszek). P la s ty c z n e podobizny, p re p a ra ty , ry su n k i i fotografie,
ta k jed n o stek , ja k i g ru p c a ły c h dzieci, m łodzieży, m ężczyzn
i k o b iet, m ło d y ch i stary c h . 2) J ę z y k : N au k o w e b a d a n ia z z a ­
k re su lin g w is ty k i czesko-słów iańskiej. Z b io ry m atery aló w , a w ięc
n az w y lu dow e czesk o -sło w iań sk ie, rodzim ego pochodzenia, dalej
zap o życzone od ludów p o łu d n io w o -sło w iań sk ich , z niem ieck ieg o ,
rom ańskieg-o i w ę g ie rsk ieg o , nazw y m iejscow ości, gór, p ag ó rk ó w ,
p o to k ó w , rzek, pól, łą k itd. itd. m a te ry a ły d y alek to lo g iczn e. 3) P s y ­
c h o l o g - i a l u d u : N au k o w e p ra ce z dziedziny c h a ra k te ry s ty k i
um y sło w ej i u m y sło w eg o życia ludu czesko-słowdańskieg-o ; c h a ­
ra k te ry s ty c z n e cechy p sy ch iczn e ludu w teraźniejszości i p rz e ­
szłości ; rozwój u m y sło w y ludu z u w z g lę d n ie n iem rozw oju sam o ­
istn eg o i w p ły w ó w o b cy c h ; p o g lą d y re lig ijn e , w iara, cz esk ie
se k ty ch rześciań sk ie, filozofia ludow a, p rz y sło w ia i t. d.
D ział II. S i e d z i b y , ż y c i e i p r a c a , m iał m ieć za k res n a ­
s tę p n y : 1) Z i e m i e i k r a j e z a j ę t e p r z e z l u d c z e s k o - s ł o w i a ń s k i ; g eo g rafia fizyczna, klim atolgda, m eteo ro lo g ia, s ta ty ­
sty k a n ajb ard ziej szczeg ó ło w a w k aż d y m k ie ru n k u z u w z g lę d n ie ­
niem C zechów zam ieszkałych poza g-ranicam i k ra ju , w p ły w y m iej­
sco w e n a c h a ra k te r i żjm ie ludu. 2) M i e s z k a n i a : P la n y , m o­
dele, ry su n k i, a o ile m ożności całe b u d y n k i m ieszkalne i g o sp o ­
d arsk ie , m ły n y , ta rta k i, szałasy , g o sp o d y , dom y m ieszczańskie,
k o ścio ły itd. w raz z ich w ew n ętrzn em urządzeniem , n arzęd zia d o ­
m ow e g o sp o d a rsk ie i przem ysłow e, in stru m e n ta m uzyczne, p o ż y ­
w ien ie, sposób ży w ien ia się, życie dom ow e, p la n y w si i osad,
p ra c e n au k o w e o b u d o w n ictw ie ludow em i życiu codziennem .
3) U b i o r y : w y ró b ubiorów ludow ych, h isto ry czn e p rzed staw ię-

38
n ie stro jó w lu d o w y c h z u b ie g łe g o stu lecia i p rz ejścia od nich do
stro jó w o b ec n ie u ży w an y ch , m an e k in y w o ry g in a ln y c h stro jach ,
p o d o b izn y strojów , p ra c e n au k o w e w ty m przedm iocie. 4) Z a j ę c i a
l u d u : g'ospodarstw o rolne, rzem iosła, p rz em y sł, ze szczególnem
u w z g lę d n ie n iem w łaściw o ści c h a ra k te ry s ty c z n y c h , w y ro b y p rz e ­
m y słu domoweg-o. 5) Z w y c z a j e i o b y c z a j e , w ierzen ia, le ­
cznictw o, pog‘hi.dy p ra w n e, u rząd zen ia sp o łeczn e i ro dzinne. 6)
S z t u k a : M u zy k a ludow a, p ie śń św ieck a i k o ścieln a, m u zy k a
tan ec zn a, z a g ad k i, p o d an ia i b aśn ie, ta ń c e pod w zględem p la s ty ­
cznym , tw ó rczo ść lu d o w a w p la sty c e i ry su n k u .
D z ia ł III. o b jąć m ia ł u d z i a ł l u d u w ż y c i u p u b 1 ic ; n e m , o ty le, o ile on w p ły w a n a życie codzienne, ro d zin n e
lu d u i n a życie w gm inie z p o g lą d e m n a h isto ry c z n y rozw ój socy o lo g iczn y lu d u cz esk o -sło w iań sk ieg o .
N ie w d a ją c się w k r y ty k ę i o cenę p ro g ra m u n aszkicow anego
p rz ez p. S zu b erta , k tó ry p o d ałem w ja k n ajd o k ład n iejsz em s tre ­
szczeniu, p rzech o d zę do dalszej tre ś c i odezw y. D y r. S z u b e rt
zw raca szc zeg ó ln ą u w a g ę n a p o trz e b ę u w z g lę d n ie n ia sto su n k ó w
lu d u czesk o -sło w iań sk ieg o z lu d am i in n y m i i h isto ry czn e j s tro n y
rozw oju w sz y stk ic h o b jęty ch w za k re s p ro g ra m u przedm iotów , oraz
ja k n ajd o k ład n iejsze g o ze sta w ien ia i z e b ra n ia p ra c n au k o w y ch
o g ło szo n y ch d ru k iem sam o istn ie, bądź też w cz aso p ism ach i w y ­
d a w n ic tw a c h p e ry o d y c z n y c h . C elem w y staw y m a b y ć :
i.
Z ałożenie czesk ieg o m uzeum ludoznaw czego. 2. Z ebranie
m a te ry a łu do w y d a w n ic tw a w ielk ieg o d zieła o ludzie czesko-słow iań sk im .
P ro g ra m p ro p o n o w a n y p rzez p. S z u b e rta b y ł o b szern y , t r u ­
d n y do p rz ep ro w a d zen ia i u rz ecz y w istn ien ia , tem b ard ziej, iż ja k
to z g ó ry zaznaczył, w y sta w a n ie m ia ła się og-raniczyć n a lu d
czeski zam ieszk u jący g ra n ic e Czech, ale ta k ż e i n a lu d czeski n a
M o ra w ach i n a S zląsku, oraz n a S ło w aczy zn ę w ę g ie rsk ą . Z tąd
też i n az w a w y staw y , z b y t d alek o m oże się g a ją c a ■i z b y t w iele
o b iecu jąca : „c zesk o -sło w ia iisk iej.“
O dezw ę d y r. S z u b e rta ro z e sła n ą do w szy stk ich in s ty tu c y i
i w y b itn y c h oso b istości, p o w itan o nadzw yczaj sy m p a ty c z n ie . A le
„m yśl b ez czynu, to ja k isk ra , k tó ra w y p ry ś n ie z o g n is k a i bez
ślad u z a g a s a .“ Jeż eli po m y sł, b ę d ą c y d uchow ą w łasn o śc ią p. S z u ­
b e rta , stać się m iał rzeczy w isto ścią, trz e b a b y ło kuć żelazo p ó k i
g-orące i rozpocząć p ra c ę n a ty c h m ia st, k o rz y s ta ją c z w rażenia i entu zy azm u w y w o ła n eg o im p o n u jącą w y s ta w ą ju b ileu szo w ą.

(C. cl. п.).

A. Strzelecki.

-

39 -

B elem n ity , u n as przez lud p io ru n o w y m i k am y cz k am i zw ane,
g d zie indziej ¡Dod nazw ą s trz a łe k p io ru n o w y ch , lub p alcó w albo p a ­
zurów d jab elsk ich (n a U k ra in ie ), zach o d zące sk am ielizn y , b y w a ją
często przez lu d w celach leczniczych lub d la zabobonu używ ane.
Jeżo w iec m o rsk i (D iadem a coronatum ), k tó ry w żw irach naszych
dość często ja k o sk am ien iało ść zachodzi, tak że służy ludow i do
za b o b o n ó w , p rz y k tó ry c h m a n a m ysli pom ożenie chorem u.
W K i e ł c z e w i e , w si łączącej się z K o ścian em w e W ielk o p o lsce ,
k o b ie ta u ży w ała jeżo w ce do sp ęd z an ia g łó w n ie n aro ści w szelkich
w u stach . N o w o tw o ry w sz y stk ie w u sta c h n azy w a p ro sty lud
żab k am i, g d y w m ed y cy n ie nazw ą tą b y w a o znaczany c h e łb o c ący
to rb iel, k o lo ru n ieb iesk aw o -zielo n eg o , pod czubkiem ję z y k a się tw o ­
rzący. K o b ie ta ta tw ierd z iła , że jeżow ce w y ra sta ją na g ło w ac h k ró ­
lów żab, a że są o zn aką ich m ajestatu k ró lew sk ieg o . M iała 4 ta k ie
sk am ielin y , k tó re o d d a ła księdzu, p rz y rz e k a ją c n a d a l już w ięcej
nie zażeg n y w ać. K a m ie n ie te od k sięd za dostałem , a znajdują się
w m ych zb io rach . N a jed n y m jeżow cu, p rz ejęty m k rzem ionką,
p rz y p a d e k zrządził, że z o stała n a p o d staw ie te g o sk am ien iałeg o
m ięczak a g ła d k a , 2 ctm . d łu g ą a 1/2 ctm . szeroka, ja k sm u g a p o ­
w ierzchnia. K o b ie ta tw ierd z iła , że sam a tę k o ro n ę z k ró la żabiego
g ło w y ścięła, a p łaszczyzna g ła d k a , to ślad p o zo stały od cięcia.
A u to su g e sty a , zdaje się, w y w a rła n a n ią ta k i w pływ , że ro b iła
w rażen ie o g łę b o k ie m p rz e k o n a n iu sw eg o tw ierd zen ia, k tó re b y ła b y
g o to w a p o p rzy siąd z.
W k o ń cu teg o m ałeg o k o m u n ik a tu p rz y ta cza m jeszcze w iersz,
k tó ry k o b ie ta ta p rz y z a żeg n a n iu w y m aw ia ła .
.S zczęśliw ą b y ła ta godzina,
K ied y P a n n a porodziła syna,
Oby też i ta ta k szczęśliw ą b y ła “.
3 razy : W im ię Oj ca itd.
D okąd to idziesz żabo, żabulinko,
N ie cliodź tam , bom j a tam była.
P rzeżegnałam cię rąc zk ą N ajśw iętszej P anny.
3 r a z y : W im ię Ojca itd.

Koehler.



Z a g a d k i

40

-

lu d o w e

z o k o l i c y M y śle n ic p o d a ł P o b r a t y m i e c .

1. Stoi panna

w oknie, ogonek jej moknie.

Co to jest?

2. Stoi panna

w kąciku, w cornym kabociku1). Co to jest?
'0 p °!K)
3. Nie je, nie pije, a ckodzi i bije. Co to jest?
•(. t u S o z )

4 . Zielono jak

łąka, biolo jak mąka, mo ogon jak mys. Co to jest?
•('edoz'jj)

5.

ćtęrech cł^łjopoków goni, a zoden sie nie dogoni. Co to jest?
•(nzoAt гг т^оур)

6.

Dwa słupy stoją, гга tjmk słupach jest wieś, na tej wsi jest miasto,
a na tein mieście jest półka, a na tej półce jest las, a w tym
lesie pasie sie bydło. Co to jest?
•(hpmoíZQ)

Stoi panna przy słupie, trzymo rękę na d . . . . Co to jest?
•(гпэ2огг|5[ z 'Bjjpojyj)
8. Co jest lepse? plaskury 2) bez зкогу, су opolone z pieca?
•(orqsAçxq • • • щ o^ ХгогртрТ u ‘qopp oq. oq ortopodQ)
7.

9. Co jest lepse? су chrobocków3) becka, су złota lozecka ? 4).
•(zkM. op uifoozo]; u ‘■eoruizsd o^ oq Aiçspoqo.iqo ujpeg)
Stoi lozecka, na ty lozecce półecka, a w ty półecce tysiąc. Co to jest?
’О и )
11. Ditu, Dita, pełno skrzynia aksamitu. Co to jest?
•(jUTBzpns z пгшолр)
12. Ociec (ojciec) sie rodzi, а зугг po swiecie chodzi. Co to jest?
•(шлр t uoiSq )

10.

13.

W stałi, zgoir z kobierzyna, weź ze sobą nikielnika, bo jiis kosmoc
z gogowiiią, u sumnika. Co to znacy ?
•([oiso]; av] i33¡ramns n
‘(Ьожо) %umoSoS z (зрглг) oouisoq гггГ oq ‘(nfpi) ‘вгрпргциг
%qos oz гем. '(Änifz.igid piod z) mníz.ieiqoq; z treSz ‘ггерзд^)

14.

Trzy lozecki w jednym glidzie 5), drugo z kropką ku niej idzie,
trzecio w górze przekryslono, cworto kołem obtocono, piąto z wręża
przekręcono, szósto w księżyc przyciemniono. Co to jest?
•(osopjf) = (о) 1зггогшдэгоХгл;4
0ÂzèiS5[ av ugsozs ‘(s) 'Buooèaqezad nzèAV. aa upmd ‘(o) nuozoop
raejoq 13PP3M.ZO ‘(|) ,Biio[S9aj[0zjd ezjpS av игоэггр ‘(г) ejzpi
гпш n5[ hjfdojjj; z nSnap ‘(ш) ejzpèzj гпііирдГ av ppoestq ¿iz.ij,)
1) K a b a t, k a b a c ik (stró j w ie rz c h n i).
2) Ś liw k i z ie lo n e , n ie u d a łe .
3) R o b a c z k ó w , 1) la s e c z k a .
5) rz ę d zie.

41





15.

Stoi pan n a w ciem nicy, syje bez ig ły , bez nici, — a n syła ta k i
k w ia t, co na cały św iat. Co to j e s t ?
'( o^ z^ts^ )

16.

ć t y r y (cztery) p a n n y do je d n ej dziury sr . . . Co to j e s t ?
'(nfop snzopod ‘ifAoajj

17.

Stoi panna p rzy słupie, trzym o w arkoc p rzy

d . .. .

Co to je s t ?

'(ЧЩЖ)
18.
19.

T y siąc braci, je d n y m pasem oposani.

Co to je s t?
•(nzoqz rspdoug)
W ięk so zopora, niźli komora. Co to j e s t ?
•(врео 3S9p ztu ‘nogo jÍ zsj[5i a пш oq ‘issfo.xg)

20.

S toi półka, a w tej półce, m ogę przysiądz, ze je s t tysiąc. Co to je s t?

2 1.

L eci, leci sk rzy d e ł ni mo,

22.

Z ciała fuzyjo, chlebem nabijo, do p ięty m ierzy, a w nos u d erzy .

23.

Co to je s t ?
■(• • ' q )
T rz y sta sześdziesiąt pinć ptoków razem z dw unostu orłam i, zniosły
je d n o ja jo . Co to je s t ?

24.

L eci ptosek po pod lasek,

25.

N i mo rą k , ani nóg, a ja k w stanie, to do góry dostanie. C o t o je s t?

•(т о ї)

siado, siado, d . . . n i mo.

Co to je s t?
•(Seing)

■(тої)
lelitko 6) sie za nim w iece. Co to je s t ?
qkpèz.id oía jfpS ‘i[ec(o.iAiojoy[)

‘(та^а)
26.

W y so k i ta tk a , séroko m atka, syn salony, a córka ślepo. Co to je s t?
•(ąiuAS — oou ‘.ірзіл '■eiuieiz Т О ещ )

27.

R oz tylko byłem na ziemi, by zrobić ludzi dobrym i, a zem b y l
groźny, surow y — pow iedzą góry, parow y. Co to je s t?
'(d o ło j)
P o biołej górze, corne gęsi orzą. Co to je s t?
•(ozjotdnd od o n s ij)

28.
29.

W kosuli sie rodzi, a nago chodzi.

Co to je s t?
•(■t o )

30.

S iw y wół, w ypiul w ody p ełn y dół.

Co to je s t?

31.

W kościele b y ło : coś i nic. Coś w ylazło drzw iam i, nic oknem . Co zo­
sta ło ?
(?.)• J ''

32.

C yrw ony korol, w inny sm ak, kam ienne serce, a c e m u t a k ? Co to je s t?

33.

W zam ku siedzi, a nie pon.

■ (т о й )

•(TO?TAV)

Co to je s t?
•(zonr a )

34.

B ecułecka w ina, a w niej d ziu rk i n i m a.

Co to je s t?
•(opep)

e) jęlitko.

— 42 36.

Przyjecbali miemcy лт cyrwonycli sukienkach, gdy ich rozbirali, nad
nimi płakali. Co to jest?
•(ninqoQ)

Jechoł Marek na jarm arek, kupiuł konia bez ogona, przysed do dom,
przyprawiał mu ogon. Co to jest ?
•O łli)
37. Leci ptosek po nad dasek, sypie sie mu z tyłu piosek. Co to jest ?
• 0 % i)
38. Siedzi chłop na dachu, kurzy fajke tabaku. Co to jest ?
•(uTiimyi)
36.

39.

W lesie było, liście miało, przysło do dom — zaskrzypiało. Co to jest?
•(ood/z.Tjjg)

40.

Malusinkie, corniusinkie, nowięksego cłeka rusy.

41.
42.

Co to jest?
'( w j )
Stoi dziwka w kumorze, opadły jom pociyrze. Co to jest?
'(ozohiqo i nz3jz(j)
Co jest pod nyrką ?
•(ozoueupoj)

43.

Biołych cielątek pełny chliwicek, a mindzy
Co to jest?

nimi cyrwony bycek.

44.

Na syroki łące, owiecek tysiące, miedzy nimi pastyrz, co mo cęsto
rogi. Co to jest?
•(jfpzuiAvS i oXz&tsyj;)

45.

Litera w literze, chowają pastyrze.

46.

Kiedy byłem u siebie, lotołem po niebie. Dzis mnie pokrajano,
w corny krwi zmocano i godaó kazano. Co to jest?
•(ojoid sishjc))

47.

Zimą zachowany, latem zapomniany.

Co to jest?
•(goayo — o [av] o)

Co' to je s t?

•(оэи)
48.

Co panna mo w środku, nió mo wdowa i mężatka, komin ma na
końcu. Co to jest?
•(„u“

49.

Jedzie, jedzie po żelezie, dusy nié mo, duse wiezie.

50.

Przyjechała hucno imość z zogranicy, zomiskała bez jakiś cos w pi­
wnicy, wszyókim głowy zawracała w zopusty, naostatek najadła
sie kapusty. Co to jest?
•(eum z тззргоэд;)

51.

Ludziom służę do ubrania, do przykrycia lub posłania, u innego zaś
stworzenia służę jo w miejsce odzienia; jestem przez życia, nie
słysę, nie godom , a przeciec wiele nowin światu zapowiadom.
Co to jest?
'(ejsèS o.TOij)

Co to jest ?

— 43 —
52.

Siedzi pan n a w pokoju,

53.

W spodku grzm i, a w iyrchem sie łysko.

54.

Z am iost nóg mo ć ty ry rogi, a choć sk rzy d eł ni mo — leci, ludziom
rozpow iado. Co to je s t?
,(1sit 4
Siedzi pan n a na przypiecku, m ów i pociyrz po m im iecku. Co to je s t ?
•(u^oyp)
К у с у w ół, na sto gór, na trz y sta go słychać. Co to je s t ?

w ark o ck i mo n a

polu. Co to je s t ?
■(тшэтг м. A.oqoji3j(¡[)
Co to je s t ?

•(ujpsomjsBję).

55.
56.

’( ł O U I Z j r ) )

57.
58.

T rz y konie, o je d n y m ogonie. Co to j e s t ?
'(Ą piA k)
S toi dąb na śro d k u w si, korzenie mo w środku, a g ałązk i u spodku.
Co to je s t?
'(Sou u [ jffej: n [oojnd]
ooTfnd — eizByeS ‘nj[om ojo oz.i^huA. r= oinoz.iorf ‘do^tjo = ąhęf)

59.

P rz y s e d ćw iórnog, przew róciuł trójnogi, p rzy sed dw ojnog, w ybiuł
ćw iórnogi. Co sie to stało ?
•(l3^0i[ jntqjÍAV I J[9IA0JZ0 r r SoufoAVp

60.

P olecioł bystrow idz z b y stro ścią do radości, a ja k nie bedzie obfi­
tości, to bedzie po radości, prose księdza jegom ości. Co to sie stało ?
•([етпэшв^Кду] — -urjpog }sof oSfeq. о д )

p o s Æ z jd

=

S o u p ç.iq .

p o ç jA io z .T d

‘^ o î [

=

S o u .i o i a q

<* o il le а.
Т о b y ło ta k :
R o z jed en ch(ł)opok n a w si, k cio ł b y ć k u n iecn ie księdzem ,
a n i e m r a w a 1) by(ł)a z nieg o strasn o i r o z t u r c h о с 2). T a k ja k
sie ta k w dom n n a p iy ro ł k u n iecn ie n a teg o księdza, ta k m atk a
za p ro w ad zi(ł)a go nojprzódzi do je g o m o ścia n a pleb an iją, i je n a
s tra se c n ie p y t a ć 3) jegom ościa, zeby g o nojprzódzi w y eg zam in o w a ł су u n (on) z d a tn y je s t n a księdza, albo nie. T a k dopiro
jegom oś(ć) ja k sie p o p aczu ł n a ta k ie g o śpika, co to ani sie m ył,
an i ceso ł p o rzom nie, ta k se zaro sin k i p o m y slo ł : „pockoj ły k u !
jo eie tu zaroz" w y egzam inuję, ze ci sie roz n a zow sze k siędzem
b y ć o d n iek ce, bo se m ysloł, że to ch o p o k do n icego. A m a tk a
ch o p o k a sto (ł)a i ce k a(ł)a co to z te g o bedzie. T a k d o p iro ś jegom oś
p y ta ją sie te g o ch o p o k a :
— S k o ro ś ty mój kochim y ta k i m ąd ry , co k ce s b y ć księdzem ,
to pow idz m i mój k o ch a n y , co to jes(t) b y s tro ś ć ?
— H m ! b y stro ść — p ad o rezo lu tn ie chopok — to jes(t) coś
ta k ie g o n ib y g'óra w ysoko, a spadzisto, co nikaj n a niom wyliź(ć).
— A jeg-omoś(ć) n a te odpow iedź u sm iech n u ł sie i pado : —
G (ł)upiś ty mój ch o p o k u z tw oją g ó rą, ja k — n ie p rzy m irzając —
’) niezgrabny, 2) u iedbający o siebie, 3) prosić.

_

и —

m (ł)o d y pies. B}^strość to je s t o giń, bo ja k sie g-dzie poli, to ja k
ogiń zacn ie w g ó re bić, ja k sie (ł)u n a zrobi, to jom o p a re m il
w id ać w oko(ł)o, w inc to jes(t) b y stro ść , ale zodno ta g ó ra, mój
k o ch a n y . A le to nic. T ero z m i pow is, co to jes(t) ra d o ś(ć)?
— H m ! radoś(ć) — p ad o n a to ch(ł)opok f u r t re zo lu tn ie —
to jes(t) u ciecha. J a k sie serce rozw eseli, to jes(t) radoś(ć) i ty ła .
— Oj! g (ł)u p to k u ! g (ł)u p to k u — g o d o m u n a to jegom oś(ć)
— i to b ie b y ć k się d z e m ? to b ie ? d y ć ty n ic a nic nie um is.
A m a tk a ch(ł)opoka nic nie godo, ino k iw ie g'(ł)ową, a k siąd z
znow u g-odo d a li: — A b y sie serce roz\veseli(ł)o, to m usi b y ć najp rzó d zi p rz y c y n a . O t w idzis, ja k sie zboże obrodzi, ja k ziorno
dobrze sy p ie, ja k n a d rz ew ak pełn o ja b łe k , śliw ek, g ru se k , ja k
sto d o (ł)y są p e łn e sn o p k ó w , a w so m sie k a k p ełn o ziarn a, to jes(t)
rad o ś(ć), to je s t u ciech a, w te d y sie serce ra d u je . — N ic nie um is
mój ch(ł)opcze, stra sn o z cieb ie z a k u to po(ł)a, ale sk o ro ś tu juz
p rzy sed , a b y eie w y eg zam in o w ać, to ci sie jesce zapytom , co to
jes(t) obfitoś(ć)?
C h(ł)opok se p o m y ślo ł : „trza zacąć z in n y becki. S k o ro sie m nie
k siąd z tak zd rad liw ie p yto, to m u trz a zd rad liw ie odpow iadać,
in acy m nie p sed m a tu sią stra ś n ie z b a b rz e .“ T a k sie k w ilę n a ­
m y ślili i p ad o : — ano obfitoś(ć) — pad o —• to jes(t) p ełn o zboza
w so m siek ak , po sa d a k p ełn o ow oców , p o la s a k p e łn o jagód,
w sta jn ia k p rz y c h ó w e k w ielg i i w zrób к а к i w cieluchak...
— Oj m ia(ł)a tw o ja m a tk a p rz y c h ó w e k w cie lu c h a k m ia(ł)a,
ja -g e ś ty n a św ia t p rz y s e d ; — p sery w o m u n a to jegom oś(ć),
i o g ląd o sie po k ą ta k za l o g - ą 4), — to ty m yślis ze p o w to rzać
za p a n ią m a tk ą ca ły p ac iy rz g ład k o , to juz w y śtu p a rc y n a księd za?
Ż ebym nie u w o zo ł n a to, zem je sc e b re w io rz a nie sk o ń cu ł, to b y m
eie ta k k ijo sem w ym łuciuł, zeby ci sie eg z am in u odniekcia(ł)o;
„S łu ch ajz e g (ł)u p to k u ! O bfitoś(ć) to je s t w o da, b o ii n ajw ien c y
n a św iecie i w s tu d n ia c h i w rz e k a c h i w m orzach. W sz ę d y ji
pełn o . W id zis ch (ł)o p o k ja k iś g (ł)u p i, i icem k o t co sw ick e ziod,
a po ciem k u sied zio ł ; no ale żeb y ś n i e p i l o k u 5) nie m yśloł,
ze bez p ro sto m zazdroś(ć) nie k c ę eie n a k się d z a p rz y p u ścić, to
ci sie jesce roz za p y ta m , ale juz po raz Ostatni. N am yś(l) sie, bo
in a c y znow u strze lis ja k k u lą w p(ł)ot. H a n o , k ie d y tak , to
p o w id zn o m i co jes(t) b y stro w id z?
C h (ł)o p o k m yśloł ze sie go jeg o m o ś(ć) n a o sta te k B óg w ie
o co zap y to , a tu ta k ie g (ł)upie p y ta n ie us(łjysoł; ta k sie straśn ie
4) laską, 5) tępa głowo.

= 45 zadum oł, i zacon m edyt^w ać^ w cera tu jes(t) p o d r y w k a 6). M e­
d y tu je i m ed y tu je d(i)ugo; w reszcie p ad o : — an o ! jo m yślę, ze tu
n ié m a co duzo m arudzić, bo b y stro w id z to jes(t) tak i, co b y stro
w idzi, n ib y mój ta tu ś, co ja k w yń d zie za cha(ł)upę, to w idzi o p ó ł
m ili, су m u k to w lesie kole m (ł)o d y ch św irc k ó w b y d ła nie
pasie.
A tu ja k jegom oś(ć) nie sk o c y do cho p o k a, ja k go nie lunie
po k ark u .
— Co ty ośle, będzies ojca sw eg o do k o ta p rz y ró w n o w a ł !
A cw o rte p rz y k o zan ie, ły k u za traco n y ! to tak ie m os u san o w an ie
p sed ojcem ?! B y stro w id z to jes(t) kot, bo w nocy w idzi, rozum is
m nie p o k ra k o w ć i u r n o s к o 7j ! — i nuże n a chopoka, a m a tk a
ja k nie sk o cy do syna, ja k sie nie przy m ierzy , ja k g-o nie bęcnie
bez p lecy , aze zad udnia(ł)o, — T o b ie p a l i č e m 8) w nosie d ł u ­
b ać, ale n ie k sięd zem d o s t a ć 9) p s i o n o g o ty jedna.
C h(ł)opokow i w o cak św icki s ta n y ły , po ca(ł)ow oł jeg o m o ścia
w rę k ę i w ysed, a za nim bez ca(ł)ą drog'e m a tk a g o p o stu rk o w a(ł)a, i o j)cie c w dom u ja k się o egzam inie dow iedziół, to rę k i
n ie za(ł)ow oł.
A no, ch (ł)o p o k d o s t o ł w dom a p sy g o sp o d arstw ie, ale
serce go o k ru te c n ie n a jeg o m o ścia bola(ł)o, i tylko n ad tém przem yśliw oł, ja k b y tu p o m ste jak o m w yw rzyć za ty n egzam in.
N a reście roz, ksiądz p ro b o sc odm ow io sobie brew ijorz n a
g o n k u p rz ed jjle b an ią, a tu p rzy stęp u je do niego ten som ch(ł)opo k , zdejm uje n isk o copke, k ła n io się i p a d o dopiro:
— P o le c io ł b y stro w id z z b y stro śc ią do radości, a ja k nie
będ zie obfitości, to będzie po radości, p ro se k sięd za jeg-omości.
— Co? co? ty g o dos p o n i t r z e 111)?
— W id a ć ze jegom oś(ć) z a b o c u ł 11) o n asy m egzam inie,
sk o ro m nie nie rozum í. P rze ciec g-odom ja k sie p atrzy , i ja k nie
b ed zie duchem obfitości, to bedzie po radości.
— Idze śp ik u z a tra c o n y ze sw ojem i zag-odkam i g d zieś sie
zab ro ł, abo g'odoj w yraźnie, bo ja k eie p rz e s k ro b ie p a l i c ą 12), to
ci sie eg zam in przypom ni.
— H a n o ! sk o ro jegom oś(ć) mo tak o m k ro tk o m pam inć, to
m u m use objaśnić. Т о ї i : 13) b y stro w id z, to jes(t) kot; z b y stro ś. ią
to jesft) z ogniem , (bom m u do o g o n a przyw donzoł w iecheć s ło ..i /
zapolony), p o lecio ł do radości, to jest do sto d ó ł k sięd za je g o ­
6( zasadzka, 7) djabelska, 8) palcem,
9) zostać, ’"j powsinoga, 11) zapomniał.
i:!) laską,, T3) właśnie.

46 m ości, a ja k nie będzie obfitości, to je s t w o d y , to b ęd z ie po r a ­
dości, b o sie sp o lą sto d o (ł)y i zboze k się d z a jegom ości.
— O ! ra ju B o sk ie św ięte ! — zaw o(ł)oł jeg-omoś(ć), a tu
z d achu stodo(ł)y f u —f u—fu! og iń b y ł już n a w iy rch u , i nie pom óg' ra tu n e k , bo sie w szy ćk o do i m e n t u 14) spoli(ł)o.
U p ły n y (ł)o od te g o casu p o re dni, roz, ja k m a tk a teg o
ch(ł)opoka sła k o l e15) p leb an ije, ta k ją ł zaw o(ł)oł do sieb ie jeg o m oś i p ad o do ni ta k : — w aseg o c h o p o k a m ożecie już tero z
o d d ać do sk ó ł, sk o ro sie ta k stra śn ie n a te g o k się d z a n ap iy ro .
M nie sie w idzi, ze jo sie n a nim p rz y eg zam in ie nie poznoł.
N o i o d d ali te g o c h o p o k a n a k siędza, no i dw ie d ziu rk i
w nosie, i sk o ń cy (ł)o sie.

Bajka o dziesięciu braciach ’.
P e w n y g o sp o d a rz m iał dziesięciu synów , z k tó ry c h n a jm ło d ­
szeg o n azw an o w ro d z eń stw ie „ K o z io łk ie m .“ W sz y s c y p o m ag ają c
ojcu, zajm o w ali się p ra c ą g o sp o d a rsk ą . R a z u jed n eg o w czasie
sian o k o su , w y s ła ł ich ojciec n a łą k ę d la iej sk o szen ia i z e b ran ia
siana. S k o sili łą k ę i w y su szy w szy traw ę, złożyli w k o p y , k a ż d y
sk ład ają c po osobno. T a k zrobiło się k o p dziesięć, z k tó ry c h d zie­
siąta, w edle sił K o z io łk a , b y ła najm niejsza. M ieli oni z so b ą k lacz
ojco w sk ą, k tó rą n a n o c p u ścili n a sk o szo n ą łą k ę p o m ięd zy kopy,
ja k się to zw y czajnie czyni b ez szk o d y siana; g d y ż k o n ie m ając
żio lo n ą traw ę, n a su c h ą z g o ła się nie k w ap ią. T u je d n a k n ie p o ­
ję ty m sp o so b em stało się p rzeciw nie. K la c z żarło czn a p rzez noc
zjad ła w szy stk ie dziesięć k o p sia n a z w ielk iem p o d ziw ien iem
i żalem k o sarzy. Cóż b y ło ro b ić? sta ło się ! O jciec niem niej tem z d a ­
rzeniem zd ziw io n y i zrazu n iech c ący w ierzyć, z d a ł się n a św iad ectw o
sw oich d ziesięciu synów , i p rz e s ta ł n a sam em p o ż a ło w a n iu straty .
T y m czasem k lacz p o k a z a ła się zrzeb n ą i po zw y czajnym
p rz e c ią g u czasu, p rz y p ro w a d z iła dziesięcioro zrzeb iąt, z k tó ry c h
d ziesiąte b y ło n ajd ro b n iejsze, a w sz y stk ie b y ły o g ie rk i. H o d o w a ły
14) do szczętu, 15) koło.
‘) Bajka ta została spisaną około 1830 r. w powiecie Poniwieskim
w gub. Kowieńskiej i nadesłaną dla ,,Ludu“ p r z e z p . Jana W itorta. Żeby
zachować jej pierwotny charakter, zatrzymane zostały tak język jakoteż
pisownia oryginału.

-

47 -

się p ięk n ie p o d czujnem okiem g o sp o d a rz a i p rz y p iln y m dozorze
jeg o synów . G dy już w y ro sły ja k należy , ojciec rozdzielił’ ich p o ­
m ięd zy dziesięciu sw oich synów , oddając najm niejszego, ale n ie ­
m niej p ię k n e g o i rześk ieg o K o z io łk o w i, k tó ry ta k ż e n ied o ro sł
b ra c i sw oich, choć już b y ł w la ta c h do ożenienia. Zrobiw szy
ta k i p o d z ia ł m iędzy sy n am i, rz ek ł do n ich ojciec. T e ra z moje
dzieci m a z w as k a ż d y po p ięk n y m koniu; jedźcież so b ie w św iat
i szukajcie żon, nie bierzcie ich z ro żn y ch fam ilij, ale z jed n eg o ro ­
dzeństw a, g d zie znajdziecie dziesięć sió str, ta k iako w as iest dzie­
sięciu ro d zo n y ch braci.
P o słu sz n i sy n o w ie ry c h ło się p rz y g o to w ali do d ro g i i w y ru ­
szyli razem . D łu g o ja d ą c szukali, d o p y ty w a li się dziesięciu sió str
ro d zo n y ch , ale n ik t ich nie u m iał zainform ow ać. N a k o n ie c ja d ą c
s p o ty k a ją k łęb u sze k , k tó ry się k o c ił zostaw uiąc nić po sobie.
Z dziw ieni tą oso b liw ością zatrzy m u ią się b ra c ia i p y taią, czy b y
on nie w ied ział o tak im ro d zeń stw ie, g d z ie b y b y ło dziesięć sió str
ro d zo n y ch ? K łę b u sz e k odpow iada: J e s t tu nied alek o w dow a, k tó ra
m a dziesięć córek. Ja k ż e do niej trafić? z a p y ta li b ra cia. Jedź.cie,
piln u iąc się tej m oiej nici; z jej k o ńcem k oniec w aszej drogi; tam
b o w iem o d k ry ie się przed w am i iedno siele, w k tó re m m ieszka
w d o w a w iedźm a, m ająca dziesięć córek. T o rzek łszy kłębuszek,
p o k o cił się, a oni pojechali i n ieza d łu g o sta n ę li w zaścian k u onej
w d ow y; p rz y ię ła ich uprzejm ie, ja k rów nie potem i ich ośw iaczenie, że ch cą się żenić z iej córkam i. D o w ieczo ra w szystko się
ja k n ajp ięk n ie u ło żyło, t a k ż e p o w i e c z e r z y b r a c i a i s i o ­
stry ja k o n a r z e c z e n i poszli r a z e m s p a ć do o d r y n y
n a s i a n o . P o szedł i K o z io łek , ze sw oją k tó ra się jem u od w y b o ru
sta rsz y c h b ra c i została; ale on sp o strz e g ł, że niem a iego ręk aw ic.
Id zie w ięc szu k ając i podchodzi do sam y ch drzw i w iedźm y. T am
sły szy rozm ow ę i te m ianow icie słow a w yrzeczone do k o goś gdosem w dow y : C z a p k i p o ś c i n a ć a c h u s t k i z o s t a w i ć .
T o coś b a rd zo n ied o b re g o w róży, p o m y ślił sobie K o z io łek .
D o m y ślając się ztąd n iep o ch y b n ej zg'uby d la siebie i d la b raci,
w ra c a najprędzej do o d ry n y , k ład zie się i czeka nim w szyscy
p osną
G d y już c h ra p a n ie n a stą p iło pow szechne, w staie najciszej
i z ko lei czap k i b ra te rs k ie i sw oją k ład zie p rz y g ło w ac h sió str,
ich zaś ch u stk am i p o k ry w a g ło w y b ra te rs k ie i sw oją. P rz e d sa ­
m ym d niem k to ś z k o są przychodzi, ścin a g ło w y w k tó ry c h b żały czapki, a ch u stk am i p o k ry te zostaw uje n ietk n ięte. K o z io łe k
nic nie m ów i i czeka, aż się b ra c ia obudzą.
Ze d niem o cy k a ją się b ra c ia z niezm niejszym strac h em ja k
zd u m ien iem , w idzą n arzec zo n e sw oje we k rw i zbroczone, p o -

- z a ­
rżnięte! N ie w iedząc sam i ja k się to sta ło i lę k a ją c się b ie d y i zem ­
sty, k u lb a c z ą n ajp rędzej ko n i i zm ykają. P o drodze op o w iad a im
K o z io łek , ja k się ta rzecz s ta ła i co .o n dla u ra to w a n ia siebie
i b ra c i uczynił.
B ra c ia n iech c ą tem u w ierzyć, p o sąd z ają iego o zabójstw o,
z p o w o d u niech ęci, że m u siał w ziąść sio strę, k tó ra się jem u od
w y b o ru ich zo stała, i p o w ró ciw szy do dom u sk a rż ą g-о królow i.
K ró l w y słu ch a w szy ż a ł u j ą c y c h i o b źa ło w an eg o , n a dow ód p r a ­
w d y ze stro n y K o z io łk a , k aż e m u p rz y n ie ść tę k o sę, k tó rą on
w idział, że ścięto g ło w y dziesięciu sio stro m . Ja k k o lw ie k rzecz
b y ła tru d n a w ziąść tę k o sę u w ied źm y i K o z io łe k w y m a w ia ł się
z u p e łn ą n iem o żn o ścią : k ró l p rz ecie za g ro ził go śm iercią, jeżeli
n iep rzy n iesie.
W r a c a z p łaczem K o zio łek , idzie do sta jn i i n a los swój n a ­
rzek a. S ły s z ą c i w idząc to je g o k o n ik p y ta : czego płaczesz ?
K o z io łe k o p o w iad a rzecz c a łą i znow u płacze. „Ciszej, rzecze k o ­
nik, uspokoj się!“ — „D o sta n ie m w iedźm inej k o s y .“ K o z io łe k
u cieszo n y p o k a rm ił konia, sam się u b ra ł, siad ł i p o ie c h a ł do za ­
śc ia n k a w iedźm y. G d y już b y li blisko, rzecze kon ik : „ sta ń m y !“
W p o sta c i czło w iek a nie w eźm iesz tej k o sy , nie w puszczą
c ieb ie do c h a ty ; ale oto p rz em ien ię cię w k o ta ; ta k p rz e k s z ta ł­
co n y p rzy b ieżesz do drzw i, zam aw czysz, d rzw i ci otw orzą, i jak o
k o t bez p o d e jrz e n ia w em kniesz się do śro d k a i siądziesz sobie
p rz y kosie, k tó ra leży n a ła w ie p rz y o tw a rte m ok n ie, gdzie też
i W iedźm a siedzi. O n a cię p o g ła d z i i p o y d zie zaraz do k o m o ry po
m ięsa k a w a łe k d la ciebie. W te n m o m en t ch w y taj za k o sę i d ra paj p rzez o k n o ; a ja ty m czasem n a cieb ie czekając, tu się p o paszę. “
S ta ło się ta k i nim się k o ń co k o lw iek posilił, już k o t p rz y ­
b ie g ł z k o s ą do n ieg o . J a k zaś ła tw o z człow ieka n a k o ta , ta k
i z k o ta n a cz ło w ie k a p rz e w ie rz g n ą ł się K o z io łe k . D o sia d a w ięc
swojeg'0 ru m a k a i w k ró tce, p ęd z ąc czw ałem , p o w ra c a do dom u.
P rz e d sta w u ją c k o sę k ro lo w i u d o w o d n ił w p ra w d z ie sw oją n ie ­
w inność, a le nie ro z b ro ił g n iew u b raci. N ie m o g ąc już nic p o ra d zić
jem u — z p u n k tu zarzu c o n eg o zab ó jstw a, przez n iech ę ć czy za­
zd ro ść p o w iad a ją krolow i, że n ib y się K o z io łe k p rz ech w a lał, iż
fraszk a ta k o sa, ale że on m ó g łb y d o s ta ć od w iedźm y dw oje cu ­
dnej p ięk n o ści g o łą b k ó w . W ła ś n ie ta k ic h g o łęb i p o trz e b a b y ło
k ro lo w i. W o ła w ięc K o z io łk a i p o d k a r ą śm ierci każe m u p rz y ­
n ieść tę p a rą g o łęb i. P ró żn o K o z io łe k w y p ie ra się, że te g o n ig d y
n ie m ów ił, i że n a w e t nie w ie czy są u w iedźm y g o łęb ie ja k ie ?
N ic to nie p o m o g ło : Ś m ie rć ! lub g o łęb ie !

— 49 —
Jd zie więc płacząc znow u do sw ego k o n ik a. T e n d o w ie­
d ziaw szy się o p rzy czy n ie łez ieg o ; u sp o k aja go, k aż e siebie sio ­
dłać, i zaraz z nim się puszcza do w iedźm inego zaścianku. B ę­
dąc ju ż n ied alek o , zatrzy m u je się, p rz em ien ia K o z io łk a w ja s trz ę ­
b ia i p o w ia d a : „-oto w te n m om ent w iedźm a ze sw ojem i g o łę ­
b iam i siedzi p rz y studni, o b ró c o n a do b ra m y . O bleć n a około
i z d ach u n a g le spuszczając się n a g o łę b ie siedzące w parze, porwij szp onam i za sk rz y d ła i spiesz do m n ie .“ K o z io łek słow o
w słow o ta k czyniąc, sch w y cił g o łę b ie i m im o p rz era źliw y k rz y k
w iedźm y u n ió sł je n a m iejsce stan o w isk a, zkąd*natychm iast w p o ­
s ta c i już cz ło w iek a w skoczył n a ko n ia i d ra p n ą ł w nogi.
P rzybjw vszy do domu, zaraz p o n io sł je do króla. U ra d o w a n y
tem m o n arc h a serdecznie dziękow ał K o zio łk o w i i o b d a rz y ł go
piniędzm i. Z czego niezm iernie ucieszony K o zio łek , że się i b ied y
p o z b y ł i p in ięd zy od k ró la d ostał, sk acząc w ró cił do chaty, k o ­
n ik a p o g ład ził, o b ro k u za sy p ał i sam posiliw szy się po szed ł spać.
T y m czasem k ie d y k ró l p rz y p a tru je się gołębiom , p ieści się z n ie ­
m i i b aw i tę sk n y c h do rodzinnej strz e c h y : ied en ta k p rzem aw ia
do k ró la: „N ajjaśn iejszy P tm ie ! ja k a ż ci ztąd chluba, że p osiadasz
n as p a rę g o łę b i o k u rzo n y ch dym em w iejskiej strzechy; nie dla
k ro lo w rod nasz stw orzony, ale dla p ra c o w ity c h km iotków ; z niem i
n a s p rzy iaźń łącz y i p o trze b a. Oni w nas w idzą sw e szczęście,
p rz y n ich m y szczęśliw i, bo sy ci i bezpieczni. L ecz je s t p ta k o!
k ró lu g o d n y C iebie i tw eg o p a ła c u , p ta k rajsk i, n ajp ięk n iejszy
w św iecie, k tó ry w dzięczne sw e p ien ia rozw odzi p o d niebem ,
w k la tc e szczerozłotej, sadzonej diam entam i, i zaw ieszonej aż
w sam y m śro d k u niebieUdeg-o sk lep ien ia. W id zia łe m g o nieraz
choć zd alek a, w zlatując za obło k i i słu ch ałem p ien i iego z a c h w y ­
cających.
K ró l ró w n ie zdziw iony m ow ą g o łęb ia, ja k i trześcią iej z a ­
jęty , wrp a d ł w zadum ienie i m ilczał, a g o łą b ta k dalej m ów ił.
„N ie frasuj się k ró lu, ja k te g o p ta k a dostać; te n co nas d o staw ił
tobie, w sta n ie je s t ci p ta k a i k la tk ę p rz y n ie ść .“
S ły sz ąc to król, zry w a się z m iejsca, w o ła p o kojow ca i każe
n a ty c h m ia st p rzy p ro w ad zić K o z io łk a . P o ry w a ją go se snu i w iodą
do k ró la. „S łu ch aj, rzecze k ró l do niego, k ró tk i moj rozkaz: w iesz
tę z ło tą k la tk ę z p ta k ie m rajskim , zaw ieszoną p o d sam y m ś ro d ­
kiem n ieb a, idź i p rzy n ieś mi ją albo u m ie ra j.“ P o ta k im z a g ro ­
żeniu cóż m iał ro b ić K o z io łe k ? p o sze d ł znow u p łacząc do sw eg o
k o n ik a.
T em u g d y p o w ied z ia ł o sw ojém nieszczęściu, rzecze m u koń:
„to rzecz n ie ta k ła tw a i d ro g a dalek a. Jdź do k ró la, pow iedź to
4

je m u i p ro ś, żeb y ci k a z a ł w y d a ć znaczną sum ę p ie n ię d z y n a
d ro g ę .“ T o g d y się sta ło i k ró l p ien ięd z y nie żałow ał, schow aw szy
p o ło w ę n a zap as, z p o ło w ą w y ru sz y ł K o z io łek w d ro g ę za in ­
sty n k te m sw o ieg o k o n ia. D łu g o i ro z m a ite m i szlak am i o d b y w ając
p o d ró ż, n a k o n ie c p rz y b y w a ją do w ielk ieg o lasu, za ro słeg o w iecznem i drzew am i, a ta k p ię k n ie i czysto u trz y m a n e g o , że w nim
n ie ty lk o ża d n eg o ło m u i zaw ału, ale i suchej g a łą z k i nie w idać
b y ło . D o jec h aw szy do sam eg o śro d k a tej puszczy, za trzy m u ie się
k o n i p o w iad a do K o z io łk a, „Otoż tu je s t śro d e k n ieb a; n a d ty m
p u n k te m w isi zło ta k la tk a , a w niej ie s t p ta k rajski. W eźm ij, K o ­
zio łk u , p o sta ć o rła, bo in n y p ta k k la tk i tej n ie się g n ie ; w znos
się p ro s to w g ó rę p a trz ą c w niebo; a gdy już pod sam ą k la tk ę
dolecisz, d o tk n ij ią sk rz y d łe m i zaraz się spuszczaj, ona tu ż p ó j­
dzie za to b ą; miej ty lk o p iln e b ac zen ie n a to, żeb y ś spuszczając
się do lasu, nie g a b n ą ł o d rz ew o ; inaczej sieb ie i m nie zg u b isz .“
S zczęściem w szystko się o d b y ło ja k n ajlep iej i k la tk a b y ła
już n a ziem i, w rę k u K o z io łk a . Po m ały m o d p o czy n k u sp ieszą nap o w ró t do dom u. J a k dłu g o tam i n az ad c ią g n ę ła się podróż, n ie ­
w iad o m o ; ale to ty lk o pew no, że nie dośw iadczyw szy ża d n eg o w y ­
p ad k u , K o z io łe k p rz y b y ł p ro sto do p a ła c u k ró la i tam tęsk liw ie
czek ającem u o d d ał k la tk ę i p ta k a . N ie n ależ y w ątpić, że m o n arc h a
nad zw y czaj u ra d o w a n y m u sia ł g o sow icie w y n a g ro d zić.
Z ro b iw szy ta k ą p rz y s łu g ę k ro lo w i, sąd ził K o zio łek , że już
b ęd z ie sp o k o jn y ; począł w ięc m y śleć o za p ro w ad zen iu w łasn eg o
g o s p o d a rstw a . P o d c z a s k ie d y on ta k m yśli i b a w i się przyszłem
sw oiem szczęściem p o d strz e c h ą w iejskiej zagTody : p ta k ra jsk i
śró d ła s k a ń i p ieszczo t k ró le w sk ic h i ca łe g o dw oru, ta k się do
k ró la o d z y w a : „N ajjaśniejszy P a n ie ! w szy scy m ię tu po d ziw iają
i ty sam k ró lu unosisz się n a d b a rw ą m oich p io r i w dziękiem
m eg o g ło su i n azy w asz m ię najdroższym k lejn o tem sw oim ; a cożby
b y ło , g d y b y ś w idział i p o sia d a ł ow ą cu d n ą dziew icę, n a k tó rej
ło n ie jam się h o d o w a ł i u czy ł się śp iew a ć nim m ię w zięto do zło ­
tej k la tk i. D a le k o p o śro d w od O cean u m ieszk a o n a ; tam n a fa ­
lach m o rsk ich ro z ta cza o n a sw oje w dzięki, ig ra z ry b k a m i i g ło ­
sem sw y m łag odzi, czaruje w szystko, co się do niej zbliża. O h!
K ró lu ! co za d ziew ica, w a rta b y ć żoną n ajp ierw szeg o z k ro lo w “.
Z ap a lo n y tak im opisem n im fy m orskiej, k ro i naty ch m iast
k a ż e w ołać K o z io łk a nie w ą tp iąc , że teiì, co k la tk ę złotą śc ią g n ą ł
z p u d sa m e g o n ieb a, p o trafi d o stać się n a śro d e k O ceanu i zdo­
b y ć dziew icę. B ie d n y K o z io łek , p o śro d n ajsło d szy ch m arzeń sw o ­
ich p o rw a n y od dw orzan, sta w ić się m u siał u k ró la i p o p ro z b a c h
i g ro ź b a c h zająć się m y ślą o m orskiej dziew icy. J a k k o lw ie k b a r ­

- 51 —
dzo m a rk o tn y ale nie rozpaczony, idzie do sw ojego k o n ik a i n ow ą
b ie d ę m u p rz ek ład a.
K o ń go pociesza, każe iść do k ró la, i n a w ielkie p rz ed się­
w zięcie w ielk ich p ro sić pien ięd zy , w czem ze s tro n y k ró la n a j­
m niejszej nie b y ło tru d n o ści. Za część ty c h p ien ięd z y z p o ra d y
k o n ia, zak u p u je K o z io łe k m nóstw o ro zm ajty ch b ły s k o te k n ależ ą­
cy ch do stro ju k o b iece g o , u k ła d a je do szafy u m y śln ie n a to sp o ­
rządzonej i zam y ka. T o g d y się stało, b ierze tę szafę z so b ą r a ­
zem n a k o ń i puszcza się w drogę. T a k w szy stk o dziw ny k o ń
je g o rozp o rząd ził.
Co się im po drodze zdarzyło, m ilczy o tem h is to ry a ; w ia­
dom o ty lk o , że p rz y b y li n a b rz e g O ceanu, w tem w łaśn ie m iejscu,
g dzie m o rsk a dziew ica z w y k ła najczęściej p o k az y w ać się. „T u —
rz e k ł k o ń do K o z io łk a — w k ró tc e zjaw i się dziew ica, p o staw
tw o ją szafę, ułóż w niej ia k należy b ły s k o tk i i n ieza m y k ając
drzw iczek, czekaj aż się nim fa objaw i. O n a ciekaw a, zbliży się
i z a p y ta , k to je ste ś i co m asz w tej szafie? P ow iedz, że jesteś
k u p iec, i m asz do p rz e d a n ia ozdoby niew ieście. To rzek łszy , p o ­
k ło n sie iej n izk o i p ro s ją, a b y w stą p ić do k ra m u i w y b ra ć so­
bie ra c z y ła . D z ie w ica p o k w a p i się na te św iec id e łk a i w ejdzie
do szafy d la w y b ra n ia ; ty ty m czasem drzw iczki zatrzaśnij i zam ­
knij n a zam ek. W te d y już dziew ica n a s z a “.
D ziew ica p o k a z a ła się ; K o z io łek co. nie o słu p iał p a trz ą c n a iej
sp an iało ść i w d z ię k i, n a iej p ięk n e w łosy, k tó re w ie trz y k ro z w ie­
w ał, a tęcza złocąc je zb ierała. J a k k o ń p rzepow iedział, ta k się
stało . S lic z n o ta m o rsk a z a in te re so w a ła się k ra n ik ie m k o z io łk a
i g rzeczn ie zap ro szo n a don w eszła. C h y try k u p c z y k drzw iczki
z a trz a sn ą ł, za m k n ął, z k ra n ik ie m co ry c h le j n a konia. T a k z m i­
ły m ciężarem , p rę d k o czy pow oli, d obił się n a k o n iec do dom u.
M ów ią, że b ard zo n iech ę tn ie i z żalem o d d ał K o z io łek dziewicę,
k rolow i, k tó ry ją p rz y ią ł z najw iększą ra d o ścią i tryum fem .
A le p ró żn o ją b a w ił i w y m y ślał najw eselsze ro z ry w k i; d zie­
w ica b y ła sm u tn ą i nie śpiew ała, ch o ć gdos iej m iał b y d z ta k
czarujący. P y ta ią k ro i n ak o n iec , dlaczeg o o n a ta k sm u tn a ? co
iej b ra k u je ? N a to d ziew ica: „N ie obaczysz K ró lu n ig d y mię
w e so łą i g ło su m ego nie usłyszysz, jeże li nie k ażesz mi p rz y n ie ść
gojącej i ożyw iającej w o d y “. A k ie d y kro i z a p y ta , g d zieb y d o stać
ta k ie y w o d y ? O d rzek ła dziew ica : „T en zdrajca, co m ó g ł m nie sam ą
dostać, p o s ta ra się i te y w o d y .“ „ W o ła ć mi n a ty c h m ia st K o z io łk a !“
k rz y k n ą ł w ład ca, o b ra cając się do sw oiej służby. O n g d y się
staw ił, rzek ł k ró l do n ie g o : „W ody gojącej i ożyw iającej m asz
się p o sta ra ć , ja k m ożna n a jp rę d z e j“; a g d y K o z io łe k w am b a ra sie

-

52 -

g ło w ę p o sk ro b a ł, d o d ał m o n a rc h a : „niem asz w ym ów ki, k to u m iał
zd o b y ć dziew icę, zd obędzie i w o d ę“.
A w ięc, nie k rz y w ią c się już dalej, w nadziej n a sw eg o k o ­
nia, p o sze d ł K o z io łe k i przełożył jem u no w y roskaz k ró la .
„ W ie sz co K o z io łk u — odezw ał się k o n — to m oże mię życie
k o szto w ać, jeżeli sie( nie uda. Idz w szakże do k ró la i p ro ś na
d ro g ę p ien ięd zy . P o d ró ż tru d n a i d a le k a “. N ie chodziło k ró lo w i
0 pien iąd ze, b y le ty lk o żą d an a w o d a b y ła. W y liczo n o n a ty c h m ia s t
sum m ę p o trz e b n ą i K o z io łe k w ziąw szy część pieniędzy, o d p ra w ił
się w d ro g ę. P rz e z lasy , step y , g o ry , w ąw o zy i rz ek i, p rz e b ie ra ­
ją c się d łu g o i z tru d em , ale b ez p rz y p a d k u , w chodzą n a k o n ie c do
w ielk ieg o lasu m iędzy sk a ły i p rzep aście, g d zie m n ó stw o k ru k ó w s ie ­
działo n a d rzew ach , sk ałac h , lub k ra c z ą c snuło się tu i ow dzie
w p o w ietrzu . R z e k ł kon do K o z io łk a : „T u n a iednej n ied o stęp n ej
sk ale iest n am p o trz e b n a w oda, k ru c y o niej ty lk o w iedzą i m ają
tam p rz y stę p . W e z i zabij m nie ; w y d o b ąd z m oje w n ę trz n o śc i
1 sch o w aj, z a k ry i ta k , żeby się k ru k i nie d o rw ą ły i nie p o żarły .
P o te m w lez do mojeg-o b rz u c h a i z a k ry i się, p rz y le c ą k ru c y ,
i sąd ząc że p ad ło , spuszczą się n a m nie. W te d y ch w y c dw óch
k ru k ó w i trzym aj m ocno. Z g ro m ad zo n e k ru k i p o czn ą cię prosić,
a ż e b y ś u w o ln ił ich s p ó łb ra c i. P ow iedzże im w ted y , że nie p u sc 'sz
in aczej, aż ch y b a p rz y n io są ci gojącej i żyw iącej w ody. K ie d y
w ięc w dw óch n ac zy n iach b iałem i n ieb iesk iem w ody ci p rz y n io są ,
pu ścisz n a w o lą p ta k ó w , a sam w y d o b y w sz y w n ę trz n o śc i m oje
ze sc h ro n ie n ia , w łożysz mi do b rzu ch a, polejesz n a p rz ó d w odą
z b ia łe g o n ac zy n ia, to się w szy stk o zgoj, a po tem z n ie b ie sk ie g o
i w n e t ja ożyję“.
N ie bez żalu i w z d ry g n ie n ia za b ił k o n ia sw eg o K o z io łe k ;
dalej sp e łn ił w szy stk o p o d łu g danej so b ie in stru k c y i. U d a ło się
szczęśliw ie; k ru k i w dw óch n a c z y n ia c h w ody p rz y n io sły , za p o ­
m o cą k tó re j k o n ia do ży c ia p rz y w ró ciw szy , z w o d ą ru sz y ł napo"wrot. N ie ta k zap ew n o p rę d k o , ja k się to m owi, s ta w a n a k o n ie c
p rz ed k ró lem i o d d aje w rę ce je g o o b a n ac zy n ia z w odą. A n i
w ą tp ić, że k ró l m u za to m ocno dziękow ał, i o d d a ł sam n ac zy n ia
te dziew icy.
T y le zro b iw szy p rz y słu g i, ty le p o n ió słsz y tru d ó w K o z io łek ,
zdaje się, że m ó g ł już sp o k o jn ie zająć się sw ojćm szczęściem .
L ecz p rzezn aczen iu ieg o inaczej się zdało. N a jtru d n ie jsz a p ro b a
b y ła jeszcze p rz e d nim . O k ró tn a d ziew ic a p o s ta n o w iła n a sam ym że
K o z io łk u d o św iad czy ć sk u tk ó w iednej i d ru g iej w ody. P ro w a d z ą
b ie d a k a n a rzek ę. T am n a b rz e g u rą b ie g o dziew ica n a d ro b n e
k a w a łk i; sam a je p rz e m y w a w w odzie, p o te m sk ła d a ja k b y ł y ;

-

53 —

i do p iero n ap rzó d p o b iła w odą g o ją c ą i w szy stk o się zrosło
i zg oiło, dalej w o d ą o ży w ia ją cą i w n e t p o w s ta ł m łodzieniec, d a ­
lek o p ięk n iejszy niżeli b y ł p rz ed tem . K ró l z dw orem swojm ,
św ia d e k tej o p eracy i, w idząc ta k k o rz y s tn ą o d m ian ę n a K o zio łk u ,
i ja k o już dość w la ta podeszły, bardziej p o trz e b u ją c y tak iej o d ­
m ian y i odśw ieżenia, prosi, z a k lin a dziew icą, żeb y z nim toż
sam o zro b iła, co z K oziołkiem . C hętnie zg a d za się dziew ica,
siek a n a k a w a łk i kró la, p rz em y w a członki iego w rzece i sk ła d a .
G dy tem b y ła zaięta, n ac zy n ia z w odą cudow ną sta ły n a stronie.
Ju ż m iała p o lać z kolej, żeby zgojć i ożyw ić k ró la ; nieszczęście!
p rz y la tu ją n a g le dw a k ru k i, p o ry w a ją oba n ac zy n ia z w odą i u n o ­
szą. D w o r i lu d z e b ra n y niezm iern ie się tem p rzeraził, ale w idząc
w tem p a le c B oży, obw ołuje dziew icę sw oją k ró lo w ą ; ta zaręcza
so b ie K o z io łk a n a m ęża: o d b y w a się n ap rzó d sp a n ia ły pogTzeb,
p o te m św ietn e w esele, n a k t ó r e m w s z y s t k i e g o b y ł o h u ­
k i e m i j a d ł a i n a p o j u , t a k że g o ś c i o m aż p r z e z b r o d ę
c iek ło , ale w g ę b i e n ie było.
N btand um : T a k się k o n kludują w szystkie powieści gm inne L itew skie,
z te m jeszcze, że opowiadający koniecznie j e s t z liczbj7 gości; co t u prze­
puszczono je d y n ie z powodu cholery. S tra ch być na balu, żeby się nie ob­
j e ś ć ; w mysli n aw e t nie chcę zgrzeszyć obżarstwem. — Oj! ta cholera;
praw i nam o wstrzemięźliwości lepiej sto razy, j a k ojciec Maciej w Irlandyi.

Podanie o skale.
W pobliżu B uczacza, w stro n ie północnej od m iasta, leży
n iew ielk a w io sk a R u k o m y sz , przez k tó rą p rz e p ły w a rz e k a S try p a .
T u ż n ad rz e k ą sto i cerkiew , p o św ięco n a św. O nufrem u, z w ielkim
w dzień te g o św ię te g o odpustem , k tó ry daw niej śc ią g a ł m asy n a ­
rodu, a n a k tó r y i teraz jeszcze znaczna liczb a pobożnych z bliższych
i dalszy ch stro n w ty m dniu u ro c z y sty m się schodzi. Z araz za
ce rk w ią w znosi się o g ro m n a sk a ła , której długość w y n o si około
50, a w y so k o ść około 12 sążni. F o rm a c y ę tej sk a ły stanow i naciek o w iec p o w sta ją c y z rozczynu w a p n a i g lin y ; je s t d ziu rk o w aty
ale p rz y d a tn y do budow y. O d czasu do czasu o d ry w a ją się od
s k a ły m niejsze lub w iększe b ry ły i z h u k iem toczą się n a d ó ł;
często m ożna na n ich zauw ażyć o d cisk i liści, gałęzi, a n a w e t k o ­
n aró w z drzew , k tó re g e o lo g m ó g łb y nazw ać po im ieniu.
W sk ale znajduje się znaczn a liczb a w iększych i m niejszych
p ieczar, p o łączo n y ch ze sobą o tw o ra m i i chodnikam i, przez co

— 54 —
p ie c z a ry te sta n o w ią nie o d rę b n e dla sieb ie k o m ó rk i, ale je d n ą
cało ść. N a ścian a ch i sk le p ie n ia c h ich o siad a cz ęsto k ro ć ro sa,
p rz esy co n a so lą7 sm ak u łu g o w a te g o , k tó rą po b o żn i zb ierają i p o m azu ją n a stę p n ie ch ore oczy, b ę d ą c p rz e k o n a n ia , że ro sa stąd
m a siłę u z d ra w ia ją c ą w n ajro zm aitszy ch c h o ro b ach oczu.
W e d łu g m iejscow ego p o d an ia p iecz ary te c ią g n ą się aż do
sąsied n iej w si P rz e w ło k i. P ew n e g o razu w puszczono do n ich
k ac zk ę z dzw oneczkiem n a szyi, ch cąc p rz e k o n a ć się, co się z nią
sta n ie i — po ja k im ś czasie k a c z k a zjaw iła się n a rzece w P r z e ­
w ło ce. In n y m razem ja c y ś dw aj k sięża w eszli do o w ego p o d ­
ziem ia, a b y je bliżej zbadać, ale p rz e p a d li tam i w ięcej n ik t ich
nie w idział.
D o p o w s ta n ia s k a ły i p ie c z a r p rz y w ią z a n e je s t n a stę p u ją c e
p o d an ie : K o lý Ź ydy S úsa C h ry stá n a ch ry stjl rozpym iły, z a d ro żtiła zem lá, ne m ohńczy tak ó ji o h ýdy zn ésty , za trjasłaś, a h ó ry
zaczàly sejczás ro zp ad áty é, d o ly n ý riw n iáty á : to h d ý zaczáia i násza
s k a ła ro s tý (ru k ó w y sk a). A łebo ro sté , ro ste i n e stajé. L údy dyw u t sia, żiirjat sia, a n e znájut, szczo poczáty. W tim zjaw yłyś
ks. id zý Je re m íty i p o cz ały sk ałń z a k ły n a ty ; poczalá s k a ła po
tró c h y osidàty. P id toj czas pojaw ýw sia w o k ó ły cy św iatyj
O nufréj ; w in w zdriw skałii, oná jem ú sp o d o b ała sia, a szczo і pecz éry b u ły h otów i, toż w in p o stan o w ý w tam zam észk aty . W in
w w ijszów do w elý k o ji (środkow ej) p e c z é ry i poczáw m o lý ty sia
B ó h o w y , szczobý po m íh m u w now ím m észk aniu. K o ły w staw
po m o iý tw i, w m iscy, de o p ér sia b u w nohóju i ru k ó ju , łyszyłyś
élidý nohý i ru k ý n a p á m ja tk u i do nýni.
P o b o żn i, sc h o d z ący się n a o d p u st, śla d y te o d ciśn ięte n a ­
w ied zają i z p o b o żn o śc ią całują.
Że św ięty O n u fry ży ł rz ecz y w iście w ty c h sk ałac h , w ierzą
m ie sz k a ń c y R u k o m y sz a , a n a w e t op o w iad ają, że O n u fry p o s a ­
d ził b y ł drzew o figow e obok s k a ły w m iejscu, gdzie dzisiaj rośnie
ro z ło ż y sty jaw o r, k tó re g o ow ocam i ży w ił się do śm ierci.
O p o w sta n iu w io sk i i kap liczk i, um ieszczonej w jed n ej p i e ­
czarze, ta k o p o w ia d a ją : J a k T iirk y z T a tâ ra m y n a p a fy n a B uczácz, m iszczány p o w tjik ały p éred n ý m y i sc h o w śły ś w peczerá c h ru k ó m y sk y c h . P o w idchodi T a tá riw m iszczány chotjíly w ertá ty znow do B uczácza, ják iež u w ý d ily , szczo z jiic h sad ý b ły sz
o d n á w e lý k a rujína, w e rn ú ly do p eczár, w ý ru b a ly w okóło n y ch
lis i zaio žý ty sełó. O dným ły sz žurýiyá : ne m o h lý sobí zbu d o w áty
c e rk w y , b o biiło jich ne b o h ato , a ch o tjiły m o lý ty š B óhow y, ta
kolýž n e m e ły de. T o h d ý w drúhij p e c z e rí zjaw ýw sia óbraz św iatóho O nufréja, k o trý j w id o slá ly do R ým u, a n a tipi m íscy p o ło ­

-

55 —

żyły w iw tar, p ry p ra w y ły dw eri i w id tó łid y schodyłyś n a m ołytw u. I te p é r szczo ró k u w id p ra w láju t w sij k a p ły c y S łu ż b y w trétyj deń W e ły k ó d n ia .
P o d a n ia te za p isa łem w 1889 r. B y ć m oże, że m o żn ab y ich
i w ięcej tam znaleść, d o ty ch czas je d n a k nie m iałem sp osobności
b y ć n a m iejscu p o w tó rn ie i d o k ła d n ie rzecz zbadać.

II.
O k am ien iach , k tó re p o w stały z ludzi, m am n a stę p u ją c e w ia ­
dom ości :
P rz y drodze, w iodącej z M o n a ste rz y sk do B uczacza, są w e
w si Jez ie rza n ach zasadzone w y s o k ie , sta re topole. D o jed n ej
z o w y ch to p o li p rz y p a rty je st i dzisiaj w ielk i kam ień, do k tó re g o
p rz y w iąza n e je s t n astęp u ją ce podanie. P ew n a m atk a w ychodząc
w p o le zran a, n a k a z a ła córce zgotow ać w cześnie ob iad i w ynieść
jej w pole. C ó rk a zrobiła, co m atk a rozk azała, sp ó źn iła się je d n a k
p rz y te m ; n ad to id ąc w pole, s p o tk a ła p a ro b k a , k tó re g o k o c h a ła
i zaczęła z nim rozm aw iać. Z n iecierp liw io n a m a tk a p o stan o w iła
sam a pójść do dom u i zobaczyć, co jest. Id ąc, zd ała ujrzała córkę
ro z m a w iając ą z p aro b k ie m . R o z g n ie w a n a k rz y k n ę ła : B odáš tam
k ám in em stała. W tej chw ili dziew czyna p rz em ien iła się w k a ­
m ień i d o tąd nim pozostaje.
N ad m ien iam jed n ak , że k am ień te n niem a żadnej p o d o b izn y
ludzkiej, bo u m y śln ie go o g ląd ałem .
P o d o b n y w y p a d e k zdarzył się w Z alesiu (pow. bucz.). W y ­
s ła ła m a tk a có rk ę po w odę do stu d n i i n a k a z a ła jej, żeby się
spieszy ła. D ziew czy n a b y ła b y za p ew n e p rę d k o w róciła, g'dyby
nie zaszedł jej d ro g i k o ch a n ek , z k tó ry m da.wno się nie w idziała,
a poro zm aw iać m u siała. Z ad ała się w ięc z nim w rozm ow ę, tr z y ­
m ając k o n ew k i n a plecach. Z n iecierp liw io n a i tu m a tk a w y b ie g ła
z ch ału p y , k rz y c z ą c ! B odáš kám in em tam stała. P rz e k le ń s tw o
zaraz sp e łn iło się, c ó rk a sk am ien iała.
P o d o b n y k am ień znachodzi się też n a polu, zw an em K a rsk iem polem , m iędzy P u źn ik am i i B ary sz em (pow. bucz) ; nie
m iałem je d n a k sp o so b n o ści ani w idzieć g‘o, ani dow iedzieć się,
ja k ie p o d an ie z nim się w iąże. P raw d o p o d o b n ie m ożna tak ich
p o d ań w ięcej w pow . b u czack im usłyszeć.
W łodzimierz Hnatiuk.

-

56 —

B a jk a o w ę ż o w y m k ró lu .
Ż yła ra z so b ie sta ru sz k a . M iała o n a sy n a je d y n a k a im ieniem
Ja ś. O boje b y li b ard zo b ied n i i m ieszk a li w b a rd z o stare j ch atce,
poło żo n ej w śró d lasów , d alek o n a północy, d a le k o od osad lu d z ­
k ich . Ż yw ili się g rz y b a m i i ja g o d a m i leśn e m i; czasem u d a ło się
złow ić Jasio w i ja k ie dzikie zw ierzę, czasem k a c z k ę i ta k im się
ja k o ś żyło. M ieli w p ra w d z ie dosyć ziem i, ale m a tk a już b y ła s ta ra
i słab a, a J a ś znow u za m łody, a b y m o g li ziem ię n ależ y cie u p r a ­
w ić, dlateg'O n ie w iele m ieli z p o la p o ży tk u . P o m im o te g o
b y li b a rd z o g o ścin n i, a k a ż d e g o p o d ró żn eg o ra d z i w dom u w i­
dzieli i dzielili się z nim czem m ogli, ch o ćb y n a w e t od u st sobie
m ieli odjąć.
R a z w y sze d ł Jasio n a d ro g ę i u sły szał dziw ne sk o m len ie;
p rzy ch o d zi bliżej i zo b aczy ł m ałeg o p ie sk a , któreg'0 ja k iś n ielito ściw y cz ło w ie k z dom u w yrzucił. J a ś d a ł m u k a w a łe k chleba,
p ies zjad ł g o z a p e ty te m , p o tem w ziął g-о J a ś n a ręce, z a n ió sł do
dom u i m ów i do m a tk i: „M am o, znalazłem oto te g o p ie s k a n a
drodze, p ozw ól mi go m ieć p rz y so b ie “. A le m atk a, b ę d ą c b ied n a,
n ie m ia ła sam a co jeść, rz e k ła : „N ie m iałab y m nic p rzeciw tem u,
lecz czem że g'0 w y k a rm im y ?“. „Ju ż ja ze sw ojej części dam m u
n ieco i jak o ś to b ę d z ie “. I ta k p ie s e k p o zo stał. P iln o w a ł on sw ego
p an a, b y ł m u w e w szy stk iem po słu szn y . G d y p o d ró sł, pom ag-ał
Jasio w i w p o lo w an iu n a k a c z k i i zające i b y ło im dobrze.
R a z idzie so b ie Jasio i słyszy, coś żałośnie m iauczę. P o d ­
chodzi i zo b aczy ł b ie d n e g o k o tk a, k tó re g o k to ś n a d ro g ę w y ­
rzucił, b y zg in ął. D o b ry c h ło p iec w ziął g o n a rę ce i p rz y n ió sł do
dom u, znów p ro s i m a tk i, b y m u p o zw o liła k o ta p rz y so b ie trz y ­
m ać. M a tk a pozw o liła, chociaż sam i nie m ieli co jeść. P o k aza ło
się je d n a k , że k o te k nie w iele ich k o szto w ał, bo ła p a ł m yszy, co
zboże w śp ich lerz u w y jad a ły .
Znów idzie raz Jasio przez łą k ę i zo b a czy ł m a łe g o węża, le­
żą ceg o n a drodze, a led w ie żyw ego. Z m iło w ał się J a ś n a d nim ,
sch o w a ł za p azu ch ę i p rz y n ió sł do d o m u ; d at m u m lek a ze
sw eg o śn ia d a n ia i w ąż odżył, p o ło ży ł się n a o k n ie i p rz y p a try w a ł
się w szy stk iem u ciek aw ie. A le m a tk a rz e c z e : „T ego już za w iele,
p s a k arm ić , k o ta k arm ić, w ęża k a rm ić i to m lekiem , sk ą d ja n a
to w szy stk o n a s ta rc z ę “. A le Jasio m ó w ił: „Już ja się z nim p o ­
dzielę zaw sze m oim śn iad an iem , on ta k i ła d n y , a m iły, że za nic
b y m go z dom u n ie d a ł “.
Z o stał w ięc w ąż u J a s ia i dobrze m u b yło, a że b y ł w d z ię­
czn y m , p iln o w a ł c h a tę p rz ed złodziejam i. B y w ało nieraz, w szyscy

-

57 -

poszli z dormi, a w ąż u s ia d ł sobie n a p rzy zbie i g‘rz ał się do
sło ń ca, zw inąw szy się w kółko, aż tu n ad ch o d zi złodziej. W ą ż
te d y ta k ie g o w rzasku, k rz y k u i s y k u narobił, że pies i k o t w y ­
b ie g ły z ch aty , a złodziej p rz e stra sz o n y m u siał u ciek ać. Za to go
też Jasio lu b ił i p o zw alał sp ać ze sobą w łóżku.
W ą ż b y ł je d n a k zaw sze czegoś b ard zo sm u tn y . Ja ś z a p y ta ł
go te d y : „Czem u się sm ucisz, mój k o c h a s iu “, a wąż o d p o w ie­
d z ia ł: „Mój Jasiu , wiem iż m i dobrze życzysz, w ięc ci pow iem ,
k to ja jestem . — Ja m je s t sy n k ró lew sk i. O jciec mój m iał m nie
je d y n a k a i dobrze mi b y ło p rz y ojcu. W sz y stk ie węże z całej
P o ls k i i R u s i m uszą ojca m ego słuchać. M a on n a g ło w ie d ro ­
g o c e n n ą k o ro n ę z sam eg o b ry la n tu , co jaśniej św ieci, niż słońce,
w ięc go już z d a le k a poznać m ożna. K to tę k o ro n ę p o siad a, m oże
w szy stk o otrzy m ać, co ty lk o b y zażądał. O jciec mój m ieszka
w w ielk ich lasac h i b a g n a c h n a P iń c z y sk u i tru d n o do nieg o
trafić. W p ra w d z ie w iem d ro g ę do domu, ale nie m am sił iść ta k
daleko. ,.A jak im że sposobem ty ś się tu w z ią ł“ ? z a p y ta ł Jaś. „O t
raz w y b ie g łe m sobie p o ig ra ć na łące z m oim i przyjaciółm i, w tem
n a d le c ia ł b o cian , w szy scy tow arzy sze m oi rozb ieg li się zdjęci
w ielk im strach em , a b o cian m nie p o rw a ł i zaniósł tu dalek o n a
p o łu d n ie ; ja k o ś w yśliznąłem się m u i w padłem do trzcin y , d a ­
rem n ie m n ie b o c ia n szu k a ł do w ieczora. T a k siedziałem tam k ilk a
d n i o głodzie i g d y b y nie ty, b y łb y m zginął z g ło d u . P ro sz ę cię
Jasiu , ja w idzę, źeś ty b ied n y , ch c ia łb y m ci dopom ódz, zanieś
m nie do ojca i żądaj za m nie tej k o ro n y , co on m a ją n a gło w ie.
O jciec da ci ją z p ew n o ścią, a w ten czas będziesz szczęśliw y“.
N ie n am y ślając się długo, w y b ra ł się Jasio w drogę, szedł
p rzez k ilk a dni, a ciąg le n a północ, aż zaszedł w ta k ie b a g n a
i lasy , że w y b rn ą ć b y ło już m u niep o d o b n a, ale w ąż w y staw ił
swój łe b e k z za p az u ch y i p o k a z y w a ł Jasio w i d ro g ę . N a raz s ta ­
n ę ły p rz ed Jasiem ty siące w ęży i z g n iew em ch ciały się rzucić
n a n iego, b y go ro zszarp ać, iż śm iał n aru szy ć ich spokój i p rz e ­
stą p ić g ra n ic e ich siedziby, ale w ąż J a s ia w y sta w ił swój łe b e k
i coś do nich sy k n ął. W sz y stk ie w ęże ro z stą p iły się z u sza n o w a­
niem i drog-ę p o k azy w ały ', aż do p a ła c u sam ego kró la. P a ła c ten
b y ł b ry la n to w y , k ró l leżał n a g a n k u i w y g rz ew a ł się do słońca.
P o z n a ć go b y ło łatw o , bo k o ro n a je g o św ieciła ja k o słońce.
Z dziw iony k ró l w id o k iem nieznajom ego, z a p y ta ł: „C zego tu
chce ów c z ło w ie k ? 1 J a ś o d p o w ied z ia ł: „P rz y n io słem ci tw eg o
sy n k a , co g‘0 od śm ierci w y ra to w a łe m ; oddam ci go, ale daj m i
tw o ją k o ro n ę “. K ró l ucieszy ł się b ard zo , iż sw ego je d y n a k a zo­
b a c z y ł u J a sia za pazu ch ą, ale r z e k ł: „Żądaj czego chcesz, złota,

— 58 —
sk arb ó w , ale nie k o r o n y “. — »Nie, ja chcę ty lk o k o rony, inaczej
w ró c ę do dom u i sy n k a tw e g o w e zm ę“. . „Już ci te n m łokos za ­
w ró c ił g ło w ę tą k o ro n ą . — J a ci ją dam , lecz o n a nie p rz y n ie sie
ci p o ży tk u an i szczęścia, będziesz m iał czeg-o ty lk o zażądasz,
w szy stk o b ęd zie ci się w iodło, ale szczęścia nie zaznasz i czy
p rędzej, c z y później przy n iesiesz ■ m i ją n a p o w ró t“. W strz ą sn ą ł
g łó w k ą , k o ro n a sp a d ła . J a ś s y n k a królew skieg'o u c a ło w a ł i w y ­
p u ścił, a p o tem w ziął k o ro n ę i sch o w a ł ją do k ieszeni. B y ła ona
m aleń k a, o t ta k ja k d o b ry guzik. W ra c a ją c , zauw ażał, że d ro g a
sam a p rz ed nim się ściele, b a g n a i lasy p rz ed nim ro z stę p u ją się,
b y szed ł su ch ą i p e w n ą d ro g ą . T a k p rz y sz e d ł do dom u. T u z a ­
s ta ł k r a ;n ą nędzę, m a tk ę w y n ę d z n ia łą z g ło d u , p ies i k o t b y ły
ta k suche, że ty lk o s k ó ra i kości. A le J a ś w ziął k o ro n ę do rę k i
i rz e k ł g ło ś n o : „C hciałbym coś d o b re g o zjeść“. Z araz te d y n ie ­
w iad o m o sk ąd , p rz y n ie sio n o n ajlep sze p o tra w y . M ieli co jeść,
pić, u b ra ć się, p ię k n e m ieszkanie, ja k sam p an . M a tk a sił n ab rała,
p ie s i k o t te ra z dopiero p o zn ały , co to słu ży ć Jasiow i.
I w szy stk im zdaw ało się, iż są szczęśliw i, ty lk o Jasio teg o
n ie czuł, w sz y stk ie g o m u b y ło za m ało, z niczeg o nie b y ł k o n ­
ten t. A b y ł to ju ż ro s ły c h ło p a k , za ch ciało m u się żenić, b a !
a le z k im ? Z n ał on n iejed n ą dziew czynę w e wsi, g d y b y b y ł ty lk o
p alcem k iw n ą ł, słó w k iem p isn ą ł, sto d ziew cząt m ia łb y do w y b o ru
i b y łb y szczęśliw y — tak , nie on ch yba, ale dziew czyna. O n n a ­
w e t n a p a n n ę z d w o ru n ie p itr z a ł, a le zam y ślił w k ró lew sk im
d w o rze żo n y sobie szukać.
P rz y je c h a ł te d y do k ró la w w sp a n ia łe m u b ra n iu z sam eg o
z ło ta i d y am en tó w i n a p ięk n y m k o n iu , sam k ró l ta k ie g o k o n ia
n ie m iał. J a ś p rzy w ió zł k ró lo w i b o g a te d a ry i k lejn o ty , ja k ic h
k ró l jescze w życiu n ie w idział. K ró l w idząc sweg'o p o d d a n e g o
ta k b o g a ty m , w p ro w ad ził go n a sw oje po k o je i p o k a z a ł sw oją
có rk ę. J a ś d a ł jej ta k ż e p ię k n e p re zen ta, k ró le w n a je p rz y ję ła,
lecz zaraz p o zn ała, że Ja sio to p ro s ty chłop, bo on sw oje d ro g ie
i p ię k n e b u ty w y sm aro w ał dzieg ciem . B ie d n y Ja ś m yślał, że w ła ­
śnie d zieg ieć najw ięcej p rz y je m n o śc i k ró le w n ie sp ra w i, ale cóż ?
on b y ł w lesie w y c h o w an y , n ie w ied z ia ł o tem , że k ró le w n a od
sam ej m łodości ja d ła ty lk o zam e d e lik a tn e rzeczy i d la te g o p a c h ła
lepiej niż fiołek ? !
C oś po m iesiącu, g d y się lepiej osw oił z k ró lew sk im dw o­
rem , p o p ro sił Ja ś k ró la o rę k ę k ró le w n y . K ró l, u sły sz a w sz y ta k
dziw ne żą d an ie, o d rz e k ł : „M oja c ó rk a już zaręc zo n a z k sięciem
Ł u to w sk im , a sło w a k a so w a ć nie m o g ę “. L ecz g-dy J a ś n a le g a ł,
o d rz ek ł k ró l, żartu jąc sobie z n ie g o ; „ P a trz oto s tą d o trz y m ile

-

59 —

je st w y so k a g ó ra , a ja k d alek o okiem zasięgnąć, sam e b ag n a ,
znieś tę g ó rę do połow y, ziem ią tą zasyp b a g n a , b y tu ludzie
m ieszk ać m ogli, zaś n a g ó rz e w y s ta w p o tę ż n y g-ród i zam ek ta k
silny, b y g'0 żaden n iep rz y jaciel nie z d o b y ł“. K ró l m ów iąc to,
d ał m u poznać, że ja k n iep o d o b n a jem u ta k ą ro b o tę w y k o n ać, ta k
n ie p o d o b n a jem u ja k o p ro stem u chłopu sięg n ąć po k ró le w sk ą córkę.
O dszedł Jaś, w yjął k o ro n ę z k ieszen i i rz e k ł głośno, że
c h c ia łb y tę g ó rę znieść, b a g n a zasy p ać, za m e k zbudow ać. Z ale­
dw ie o b jaw ił sw oje życzenie, aliści g ó ra zaczęła się usuw ać, zie­
m ia sp a d a ła n a b a g n a i z a sy p y w a ła je ; n a gó rze zaczęły się
w znosić m u iy , zam ek i g m a c h k ró le w sk i w sp an ia ły i obronny,
ja k ie g o w c a ły m k ra ju n ie było. I to w szy stk o stało się za jed n ą
noc.
W s ta ł k ró l n az aju trz ra n o i u jrza ł zam ek ta k w sp an ia ły , ja­
k ie g o n a w e t k siążę Ł u to w sk i nie m iał. N a jb a rd z :ej je d n a k zdzi­
w iła go ta szy b k o ść, z ja k ą g m a c h ten w ybudow ano. M nóstw o
lu d u p rzy szło do k ró la p ro sić o ziem ię, a k ró l d aw ał każdem u,
ile ty lk o starczy ło .
P rz y sz e d ł znów J a ś prosić k ró la o rę k ę k ró le w n y . T ru d n o
już b y ło te ra z m u odm ów ić. S am a k ró lew n a, w idząc ta k ie dziw y,
p rz y sta ła n a zw iązek z Jasiem , bo się go b ała, ale nie k o c h a ła
i śp iew a ła so b ie po rusku, p łacząc :
„Oj znajú, znajú, koho kochajú,
T ilk o n e znaju, z kim ż y ty m a ju “.
O dbyło się w ięc w esele, ja k ie g o św iat nie w id ział i nie s ł y ­
szał. S am k siążę Ł u to w sk i b y ł za sw ata i c iąg le coś do, u ch a
sz e p ta ł k ró lew n ie, a k ró le w n a jem u. Jasio w idział to w praw dzie, ale
m y ślał, że to ta k b y ć m usi, że to k ró lew sk i zw yczaj ta k nakazuje.
B ie d n y Jasio , cieszył się, a nie w iedział z czego, ot p ew n ie d la ­
teg o , że inni się ciesz y li; b y ł b ard zo po czciw y i m y ślał, że k ażd y
ta k i sam . K ró l je d n a k k a z a ł córce z m ężem m ieszkać, a k sięcia
p o p ro sił, a b y w y jechał. P ła k a ł k siążę przy ro z sta n iu i k ró lew n a
tak że, lecz n a to nie b y ło rad y . Jaś, chociaż b y ł b ard zo d o b ry
i uczciw y, (sam a k ró le w n a to p rz y zn aw a ła), ale nie b y ła to k ró ­
le w sk a krew , nie u m ia ł ro zk azy w ać, ty lk o dobrze czynić, nie
u m iał z g ra b n ie tań czy ć, a g d y w ziął szablę do rę k i. zdaw ało mu
się, że to cep. P o m a łu je d n a k w k ła d a ł się do- w szy stk ieg o . K r ó ­
lew n a m ając w tem w łasn y in teres, zaczęła m u p o ch leb ia ć, b a
n a w e t cało w ać, że J a ś z d u m ia ł do re sz ty i zd aw ało m u się, że
je s t b ard zo szczęśliw y.

— 60 —
Ja k o ś w e d w a m iesiące zaczęła go żona p y ta ć , ja k im sp o ­
so b em on ta k w s p a n ia ły zam ek w y b u d o w a ł? J a ś do w sz y stk ie g o
się p rz y z n a ł i o owej k o ro n ie w ężow ej o p o w ied ział i n a w e t ją
p o k az ał. T eg o ty lk o trz e b a b y ło k ró lew n ie . Z araz te g o w ieczora
p o s p ra sz a ła gości, a J a ś to lu b iał, często w an o w szy stk ich sm acznem i p o tra w a m i, w ino po b ro d z ie w szy stk im k a p a ło K ró le w n a
ciąg le Jasio w i d o le w a ła i Ja ś p ierw szy raz w życiu u p ił się i ja k
n ieży w y leża ł w łóżku. K o c h a n a żońcia tym czasem sm y k po k ie ­
szen iach i zn a la zła ow ą b ry la n to w ą k o ro n ę . P o p a trz y ła n a p ija n e g o
J a s ia i r z e k ła : „H ej! hej! żebym t o j a ra z te g o J a s ia się p o z b y ła
a d o c z e k a ła m eg o lu b eg o k sięcia Ł u to w s k ie g o “. Z aledw ie . w y ­
rz e k ła te słow a, już J a s ia nie by ło , ty lk o z g ra b n y książę, d aw n y
jej k o c h a n e k . K ró le w n a u c ie sz y ła się b a rd zo i k o ro n ę sc h o w a ła
w n a js k ry ts z ą k ry jó w k ę , a g d y sp ała, b ra ła ją do u st i ch o w ała
p o d językiem .
J a ś ty m czasem p o w o li p rz y c h o d z ił do siebie, p atrzy , a on
w sw ej chacie, w swojej rodzinnej w si, pies i k o t o b o k n ieg o ła ­
szą się, m atk i ty lk o nie b yło, bo u m a rła . Zrazu nie w iedział, co
to m a znaczyć, lecz g d y p rz e sz u k a ł sw e k ieszen ie i k o ro n y nie
znalazł, zaraz p o m iark o w a ł, iż go k ró le w n a w sz k a ra d n y sp o só b
oszu k ała. Z a p ła k a ł rz ew n em i łzam i, aż p ies i k o t n a d nim się
zlito w ały i p y ta ły , czeg'O ta k p łacze. J a ś o p o w ied z ia ł im sw oje
nieszczęście. „H a, to p ó jd ziem y szu k ać owej k o ro n y i p rz y n ie ­
siem y c i“, p o w ie d z ia ły p o czciw e zw ierzęta.
W y b r a li się w ięc w szy scy w drog'e. Idą, idą, lecz nie ta k
to się p rę d k o idzie, ja k się m ów i, ró ż n y ch p rz y g ó d w drodze
zaznali, aż n areszcie sp o strz e g li ów sław n y J a sio w y zam ek. J a ś
z o sta ł w lesie i czekał. P ie s i k o t p o szły do zam ku. W drodze
m u siały p rz e b y ć rzekę, k o t w ięc w y lazł n a p sa i p rz e p ły n ę ły .
G d y b y ły już pod m urem , c h c ia ł k o t w y d ra p a ć się n a w ierzch,
ale m u r b y ł ta k g ła d k i, że p a z u rk i jego n a nic się nie p rz y d a ły .
P o c z ę ły te d y ro zm y ślać, ja k b y to w ejść do zam ku. G d y ta k d u ­
m ają, u sły sz a ły m uzykę, g ra n o ja k ie g o ś m arsza. „Co to je s t? "
s p y ta ł p ies i sch o w a ł się za k rzak iem , a za nim k o t się p rz y cza ił.
A ż tu z d ziu ry w y łaż ą m yszy, (b y ło to bo w iem m ysie w esele).
N a p rz ó d m u zy k an ci z b asem , sk rz y p cam i i b ęb n em , p o tem s w a ­
to w ie i sw aszki, dalej dru żb o w ie ze sw em i żonam i, a za nim i
p a r a m łoda, p a n m ło d y ład n ie p rz y b ra n y , a p a n n a m ło d a b y ła
n ajp ię k n ie jsz a ze w szy stk ich m yszek. Za nim i s ta ro s to w ie i g o ście
w eseln i. W s z y s tk o szło do ślubu. K o to w i z a is k rz y ły się oczy,
oj! b y ł g ło d n y ! g łodnjr ! L ecz p ies m ów i do n ie g o : „K ocie, nie
ró b g łu p s tw a , złap p a n n ę m ło d ą, lecz jej nie zaduś, z resztą spuść

_ 61 się n a m íe “. — H y c — sk o c z y ł k o t i sch y c ił p a n n ę m łodą. T rza
b y ło sły sz e ć i w idzieć ten k rz y k zam ieszan ie i stra c h m yszy,
g d y im się stało ta k stra sz n e nieszczęście.
R o z b ie g ły się n a w szy stk ie stro n y . J e d e n ty lk o p a n m łody
p o k a z a ł g ło w ę z d ziu ry , b y wddziec, co się dzieje z je g o n a rz e ­
czoną. A le pies rz e k ł: „S łysz ty czarn y , m y ci o d d am y tw oją
n arzeczo n ą i nic jej nie zrobim y, ale idź do k ró le w n y i p rz y n ie ś
nam w ężow ą k o ro n ę, ty znasz tu w szy stk ie k ry jó w k i.“
„ T a k z n a m ,“ rz ek ł m łody „w pończosze królew nej w y c h o ­
w a ła m nie m a tk a moja, ale do k o ro n y nie m ogę się do b rać, bo
k ró lo w a nosi ją p rzy sobie, a n a w e t g d y śpi, chow a ją do u s t.“
„A co m nie do teg-o", k rz y k n ą ł p ies ro zg n iew an y , „przynieś
k o ro n ę , inaczej b ąd ź zdrów , a z sw oją n arzeczoną pożegnaj się n a
za w sze“.
S ch o w a ł p an m łody o g o n ek p o d siebie i p o b ieg ł. W sz e d ł
do s y p ia ln i k ró lew n ej, patrzy, a tam ich dw oje n a łó żk u : książę
i k ró lo w a spią, a chrapią, aż m iło. P a n m łody z a g lą d n ą ł jej
w zęby, nie m ożna k o ro n y w ydobyć, ale od czegóż rozum V W s a ­
dził jej w ięc o g o n e k w zęb y i nuż szepotać, k ró le w n a się p rzeb u d ziła
i p o czuw szy w u stach coś ta k o k rą g łe g o , splunęła, a k o ro n a hop
n a ziem ię. Z erw ała się k ró lew n a, lecz nim zaśw ieciła św iecę, już
m ło d y u ciek ł z n ią i o d d a ł ko to w i. P u ścił k o t b ie d n ą m yszkę,
k tó ra ze stra c h u ty lk o zębam i d y g o tała. W y b ie.g n ą w szy stk ie
m yszy, ej! ja k u tn ą m azu ra pi, pi, pi pi, pi, pi, pi, pi. O t b y ła to
ra d o ść! N a w et p su i k o to w i przyniesiono sera, k ie łb a s y i m iodu,
b y się cieszyli.
L ecz one n asy c iw szy się, nie zw lekając dłużej, ru sz y ły w d rogę.
G d y p rz y sz ły n ad rzek ę, w ziął k o t w zęby ko ro n ę, w ylazł n a psa
i p o częły p ły n ąć. W tern zo b aczy ł k o t ry b k ę . Ł akom e kocisko
chciało ją złap ać, w tem k o ro n a w y lec ia ła m u z pyszczka. „Oj
g w a łtu ! “ k rz y k n ą ł, p ies ch c ia ł g o w pierw szej chw ili ze złości
u to p ić, ale w n e t się p o m iark o w ał, n a b rz e g u dopiero d ał m u
łu p n ia, k a z a ł k o to w i w sadzić o g o n do w ody i ta k trzy m ać. N a d ­
p ły n ą ł szczupak, a m yśląc, że to coś do jedzenia, c h a p n ą ł g o za
ogon. M iau k n ął k o t z bolu, ale p ies w tej chw ili szczupaka za
k a r k i n a b rz eg . T u g o zaraz ro z fa ła ta ł i zn a la z ł we śro d k u k o ­
ro n ę. N ie d a ł on już jej kotow i, bo chociaż k o t b y ł poczciw y, ale
g łu p i. T a k p rz y b ie g li do J a s ia i oddali m u ją. P o d z ię k o w a ł im
J a ś serd ecz n ie za p rz y słu g ę i u d ał się zaraz do k ró la. K ró l nic
o niczem nie w iedział, a tu Ja ś sk a rż y się p rzed nim na królew nę.
„T o b y ć nie może, ty nie um iesz jej szan o w ać.“ „A d o b rz e “ rz e k ł
Jasio , w ziął k o ro n ę do rę k i i m ówi: „N iech tu p rz y n io są k ró lew n ę

-

62 —

razem z łó ż k ie m .“ Z aledw ie w y rz e k ł te słow a, aż tu o tw iera ją się
drzw i i w chodzi łóżko, a w niem k siążę L o tu só w i k ró lew n a. Ej
ja k p o rw ie s ta ry k ró l k a rb o w a ń c a 1), ja k zacznie sm aro w ać o b y ­
dw oje, aż p iszczeli z bo lu i ze w sty d u . D o p iero J a ś w staw ił się
za nim i i k ró lo w i kij o d e b ra ł. L ecz cóż? W id z ia ł Ja sio , że k ró ­
lo w a nie d la n ieg o , a nie c h c ia ł jej zm uszać, b y go k o ch a ła , c h o ­
ciaż m iał p ra w o do teg o , a ta k ie życie z k ró le w n ą ró w n ało się
śm ierci. Cóż te d y zro b ił? ot w sta ł i ta k rz e k ł do n ic h : „M ó g ł­
b y m w as zab ić, sp alić, zniszczyć, lecz cóżby m i z te g o p rz y szło ?
O t żyjcie so b ie lepiej w szczęściu, a ja p ójdę w św ia t za o czy .“
P o s z e d ł i n ie w ró cił już więcej.
Z k o ro n ą sw oją p o sz e d ł do k ró la w ęży i o d d a ł m u ją, a za­
razem o p o w ied ział sw e nieszczęście. W ą ż te d y m u rzecze : „M ó­
w iłem ci, że p ra w d ziw eg o szczęścia n a św iec ie n ig d y n ie zn a j­
dziesz, b ęd ziesz m iał m ajątek i sław ę, ludzie b ę d a ci zazdrościć,
bo n ie w iedzą, że p ro s ty chłop je s t n iera z s to k ro ć szczęśliw szy
od najm ożniejszego k ró la .“
Ż y ł so b ie te d y Jasio w p a ła c u u k ró la w ężow ego w raz ze
sw ym psem i k o tem aż do śm ierci.
Ostrów lwio Sokala.

A ntoni Siewiński.

K ilka szczegółów z wierzeń M u .
Podał S z y m o n G o n e t .
W e w ig ilią B o żeg o N aro d zen ia , po łam an iu się o p ła tk ie m ,
b io rą sześć ceb u l, a k a ż d ą z n ich p rz e k ra w a ją n a dw ie połow y.
N a stę p n ie z k ażdej p o łó w k i zdejm ują w ierzch n ią czerw o n ą sk ó rk ę ,
dalej w yjm ują śro d e k ta k , a b y tylko, je d n a sk ła d o w a część ceb u li
zostala, p oczem w k a ż d ą z ty c h ta k s p re p a ro w a n y c h 12 form ę
łó d e c z k i m ając y ch części w sy p u ją o d ro b in ę soli i u staw iają
w m iejscu an i su chem , an i g o rą cem , a n i w ilg o tn e m np. n a szafie.
R a n o w d zień B o żeg o N aro d zen ia p a trz ą w k a ż d ą łó d eczk ę ce b u li,
co się stało z so lą? (P rz y u k ła d a n iu p a m ię ta ją ró w n ież o za­
ch o w an iu liczb o w eg o p o rz ą d k u ty c h cebul). W k tó ry c h ce b u la ch
sól zam o k ła b ard zo , lub się ro z to p iła, te oznaczają p rz y p a d a ją c e
z liczb o w eg o p o rz ą d k u m iesiące m o k re, w k tó ry c h p o z o sta ła sól
su ch ą — suche, a w reszcie w k tó ry c h n ie je s t an i z b y t w il­
g o tn ą , a n i su c h ą — m iesiące śre d n ie .
l) karbowaniec, kij karbowany, na którym karbowi (połowi) kopy
znaczyli.



63



O t i p rz ep o w ied n ie atm o sfery czn y c h opadów g o to w e n a rok
cały . N a tu ra ln ie za p isu ją to w szystko sk rz ę tn ie i uw ażają, o ile
się ta w różba sp ełn ia.
W ró ż b a np. n a ro k 1895 b y ła n a stę p u ją c a : S ty c zeń suchy,
lu ty śred n i, m arzec m o k ry , k w iec ie ń suchy, m aj suchy, czerw iec
suchy, lip ie c śred n i, sie rp ie ń śred n i, w rzesień średni, p aź d ziern ik
su ch y , listo p ad m okry, g ru d z ie ń suchy.
*

*

*

P o d o b n e p rz ep o w ied n ie dotyczące m iesięcy w ysn u w ają z p ie rw ­
szego s p a d łe g o śn iegu. B io rą śnieg- p ierw szy , czasem jeszcze
w je sie n i sp ad ły , i u g n ia ta ją z nieg o 12 kuleczek; n a m iejscach
k re d ą p o n u m ero w an y ch u staw iają je i uw ażają, k tó ra z k u lecz ek
śn ieg u najp rzó d się stopi, m iesiąc ten będzie najw ilgotniejszym
i ta k g ra d a tim , k tó ra z kuleczek n ajo b o jętn iejszą będzie n a s to ­
p ien ie — ten m iesiąc ro k u będzie najsuchszym .
*
*

*

W w ig ilię B ożego N arodzenia, po łam an iu się o p łatk iem ,
w ychodzą d ziew częta d o ro słe a m arzące o zam ążpójściu n a p o le
p rz e d dom i słu ch ają, z której stro n y p osłyszą szczek an ie psów,
Z k tó rej s tro n y gdos p sa u słyszy, z tej s tro n y k a w a le r po n ią
przyjdzie.
N a stę p n ie b io rą f a itu c h i w y rz u cają go na d ach ch a ty . J e ­
żeli fartu ch (z ap ask a ) zostanie n a dachu, zn ak to, że w ty m ro k u
pójdzie za m ąż ta d ziew czyna; jeżeli zaś fa rtu sz e k sp a d a n ie , sm u ­
tn a w różba, bo trz e b a jeszcze n a m ęża ro k czekać.
*
•ř*

V

O dniach, w k tó ry c h niew olno k ła ść k a p u s ty do b e c z k i.
W dzień św. J a d w ig i (15 p aźd ziern ik a), n ie n a le ż y k ła ś ć
w b eczk i k a p u sty , b o b y J a d w ig a do k a p u s ty n a sm ro d z iła i w sz y stk a
k a p u s ta zaśm ie rd ziałab y się !
W dzień Z aduszny, an i t^ż w ogóle w te n ty d zień cały ,
w k tó ry m Z aduszny p rz y p a d a , żaden z Chłopów n ie b ęd zie d e ­
p ta ł k a p u s ty — w o góle z n ią cośkolw iekbądź ro b ił, bo z g n i­
ła b y ta k a k ap u sta. (S am w ty m ro k u te g o dośw iadczyłem , bo n a ­
w e t nie c h c ia ł mi chłop znieść w dzień zaduszny b ec zk i z k a p u s tą
do piw nicy).
N o tab e n e p o u czy ł mię ten ch ło p o tem , co piszę o k ap u śc ie .

Inwałd pow, wadowicki.

-

64

-

(Ĺ z í j je praucla n a świtji ?
(Prypowiśtj 1).
W portrameńcie niebieskim •— empirejskie nieba —
Powićoie mi, ludzie, gdzie praudy szukać tszeba ?
Jusz praudy nie ma, jusz prauda nie żyje,
Ustompila prauda s Polski u inny nacýje.
Ponoć praudy niema u całyj Europie,
Ani w panie, ani w żydzie, ani w prostym chłopie.
Puszczam ja sie do Szlonska, do Niemca, do Prusa:
Taka tam sama, jak i tu pokusa.
Niem. Gutmorgen her brader ! czyś nie widział praudy ?
Nie był tu mospan Polak i nie beńdzie zawżdy.
U nas, kto praudy kocha, wenik sie zbogaca ,
A kogo okpić i oszukać, to u nas popłaca.
P uszczam j a sie do M o skw y; j a k s P o lski stupali,

Mozy oni ze sobou i praudy zabrali?
Zdrast wasza miłost, szto podiłajesz?
Szto ty, durnyj Polak, u nas poszukujesz?
Nit u nas prauda, do świta nie żyje,
Bo w całyj Posýji same zołodije ! (złodzieje).
Puszczam ja sie do Weńgier, czy tam prauda żyje,
Może sie zabawiła, dobre winko pije?
Dzień-dobry, mospanie Weńgżynie, dobre winko macie,
Moży wy u siebie i praudy chowacie?
Węg. Dakul mylijana teremtete, jak W uhry nastali,
To jeszczy u siebie praudy nie chowali.
Puszczam ja sie do Rżymu — asz tam pielgźym idzie :
Nic nie gada o praudzie, lecz wszystko o bidzie.
Dzień-dobry, mospanie pielgżymnie !
Czy macie praudy w waszym Rży mnie?
Piel. Roma est benediktus, sit populus meladiktus ; 2)
To znaczy, że po łacinie gadamy, ale praudy nie znamy.
Puszczam ja sie. na może, czy tam prauda żyje,
Moży sie zabawiła, to tam nie dobije (trudno się dobić).
Wpadam na okrenty, kiedy i tam wyk renty,
Żeglaże łgaże, nikt kłamstwa nie każe (karze).
Stoje ja u portu i czekam raportu:
Asz słyszy głos z nieba : szkoda, bracie, ciebie !
Prauda tylko w Bogu, na wysokim niebie.
Niech ci sie nie plecie — nima praudy w świecie !
Sic, tak — skończyło sie tak.
Zapisałem w Puznikach, pow. buczackiego, od Józefa Rozowskiego,
kuśnierza, we wrześniu 1895.
W łodzimierz H natiuk.
Mosk.

1)
D l a w y j a ś n i e n i a n a g ł ó w k a m u s z ę p o w i e d z i e ć s ł ó w k il k a . W P u ź n i k a c h
w a ż n a c z ę ś ć m i e s z k a ń c ó w j e s t n a r o d o w o ś c i p o l s k ie j p o c h o d z e n i a s z l a c h e c k i e g o , d r o b n a
s z l a c h t a z a g o n o w a , h e r b o w a i h e r b y k ilk u ro d z i n m i a ł e m s p o s o b n o ś ć n a w e t w id z ie ć .
M i e s z k a j ą t a m j e d n a k i R u s i n i w m n i e j s z o ś c i , a ci r o z p a d a j ą się n a d w i e g r u p y : j e d n i

prze

-

65 —

Piosnki ludowe
z e w s i C z e r n ic h o w a , C z e r n ic h ó w k a , Z a g a c ia , D ą b ro w y , W o ło w ic , G r o to w y i S u łk o w y
■w p o w . K ra k o w sk im

zebrał M U K a p та. ś q i. ń. с; lx i.,

1.

6.

J a k ci já pojadę
Bez te Ratanice,
Będą mie płakały
Mury, kamienice.

Jade od Krakowa,
Od Panny Maryje,
Stanęły mi kanie
Prosto Kalwaryje.

2.

Ja k ci já pojadę
Na koni'siu gniadem,
Cekáj mie Marysiu
Pod zielonym sadem.

Jade od Krakowa,
Kamycki, krzémycki,
Malowane koła,
Cisawe konicki.

3.

8.

Ja k ci já pojadę,
Hamował nie beile,
U ciebie dziévvcyno
Nocował nie bede.

Jade od Krakowa,
Złomńł mi sie dysel,
Dziewcęta mie płacą,
Zem na bićde wysedł.

4.

9.

Jakem jechál z góry,
Były w portkach dzióry,
Ałem ich nie łatał,
Inom se w nich latał.

Gdy pojedzies bez las,
Zdem se magierecke,
Pokłoń sie matusi
O ładną córecke.

5.

10 .

Jade od Krakowa,
Złomałem dwa koła,
Zlomálem i trzecie.
Przyjechałem przecie

Cyjez te konisie,
Mają białe kark i?
Nasego Wicusia,
Co jedzie z try barki ').

n o s z ą siró j p o d o i m y d o s tr o ju s zla c h ty , d r u d z y s w ó j w ł a s n y . I n n e j ró żnic y j e d n a k o w o ż
n i e m a m ię d z y nimi. T a k Rusi ňi j a k i P o l a c y , m ó w i ą ty lk o po r u s k u ze s o b ą ; g d y k t o
d o w si p rz y je d z ie o b c y , s z c z e g ó l n ie ja k i u rz ę d n ik , w t e d y P o l a c y sta r a j ą się z a w s z e m ó ­
w ić p o p o l s k u , c h o ć w ie lu z n i c h n ie u m ie n ic ty lk o p o p r a w n i e m ó w i ć , a l e w o g ó le m ó w i
g w a r ą p e w n ą , w ł a ś c i w ą j a k i e j ś o k licy. M ó w i ą w t e d y t e m . co sie n a z y w a : „ ł a m a n ą
p o l s z c z y z n ą 4 . N ie k tó rz y , c o b y w a l i w ię c e j p o św iec ie , m ó w ią p o p o l s k u d o b rz e , j a k to
w i d a ć z p o d a n e g o wie rs za . P o ru s k u m ó w i ą t a m t e j s z e m n a r z e c z e m d o b r z e , a le w t r ą c a j ą
p o l o n i z m y ; n. p. d n ie w t y g o d n i u n a z y w a ją ta k : nydji la , p o n y d j i ł o k , w i w t ó r o k , s y r y d a ,
czy t w é r, p i o n t e k , s u b ó t a . R o z o w s k i m ó w ią c ze m n ą . z a p y t a ł się m n i e : Czy z n a j e t e p ry p o w i ś t j , czy j e p r a u d a n a świtji? S t ą d i n a g ł ó w e k .
2)
m a b y ć : R o m a e st b e n e d i c t a ,
n a r ó d n i e c h b ę d z i e p r z e k lę ty .
1) T r y b a r k ą
Przem szy,

z o w ie

lud

krakow ski

si t p o p u l u s m a l e d i c t u s — R z y m b ło g o s ł a w i o n y ,

podciąganie

pod

wodę

galarów

ku

б

u jś ciu

-

66 -

ii.

Trzy lata mi było,
Do dziéwcynym chodził.

Cyjez te.konisie,
Mają białe syje ?
Naseso Wicusia,
Co jedzie г w insyje 2).

19.
W Krakowie na ry n k u
Grają na bębenku,
Cármi k u ra gdáce,
Krakowiácek skáče.

12.

Z góry jedź, z góry jedź,
A na dole hamuj ;
Dostanies dz.iewc.yne
Ino j ą se sanuj.

20.

Warsaw a i Kraków
То dlá nás Poláków,
A przedmieście braga
To dla Rosyana.

13.
Jedzics Jasiu, jedzies,
Nie bois sie Boga,
By sie nie złomała
P o d konisiem noga.

21.

Matko boská Polská
Ratuj nás Polaków,
A hycli Moskałów
Powsádzáj do krzaków.

14.
Pojedzies ? Pojadę !
Weśze mie ze sobą,
Bede podcinała
Konisia pod tobą.

22.

Riélany, Biélany,
N a górecce stoją,
Kto pije., tańcuje
Z kochanecką moją?

15.
Siwy koń, siwy koń,
Zielona kulbaka ;
Zajechałem do niej,
Nie chce mie sobaka.

23.
Biélany, Bielany,
Na górze stoicie,
Nie jednej dziéwcynio
Zálu narobicie.

. 16.
Jedzie wóz na przewóz,
Malowane kółka,
P odobała mi sie
Ud Posmysia córka.

24.
Pożre na Zawisie —
Nie podobá mi sie,
Pożre na Bielany —
Mój Boże kochany!

17.
Jakem jechał z Warsawy,
Dziewki na mnie warcały,
I warcały : wyrr ! wyrr ! wyrr !
Wyżarły mi z torby sér.

25.
Z tamtej strony Wisły,
T rzy panienki wysly,
W ołają przewozu,
Bo sie boją mrozu.

18.
Krakowiácek ci já,
\Vr Krakowiem sie’ rodził,

5j

W i n s y j ą czyli winszy.ją, n a z y w a j ą

s w o j e m u „ P o l t e r a b e n d 1-.

-

w

K r a k o w s k i e m lo,

co

M enn-y

zow ią

I

-

26'
Z tamtej strony wody,
Kąpała s e wrona,
A tyś Jasiu myślał,
Ze to twoja żona.
— Nie myślij Jasinku,
Ze to twoja żona,
Bo to taki ptásek,
Co sie zowie wrona.

27.
Z tamtej strony wody
Pasie chłopiec młody,
Zeby mi go dali,
Pościłabym środy ;
Pościłabym piątki,
Zeby mi go dali
Na Zielone Świątki.

28.
Matusiu, Matusiu,
Spanie mie uwodzi,
Ale mój Jasinek
Po záokniu chodzi.

29.
Matusiu, matusiu,
Cózeście mi dali ?
Cárne páciorecki —
Jesceście gádali !

30.
Matusiu, matusiu,
J á córecka wasa,
Zróbcież mi korále
Do samego pasa.

31.
Matko moja, matko,
K tóra w grobie lezys,
J á sie poniewiérám,
A ty o mnie nie wiés.
J á się poniéwierám
Po pruskiej granicy,
A ty, matko, lezys
W Boskiéj tajemnicy.

67 32.
Powiódz-ze mi, powiedz,
Coś miała powiedzieć,
Bo mi sie matusia
K ázali dowiedzieć.

33.
Cies sie koralami,
Co ci matka dała,
Ale sie mną nie cies,
Nie będzies mie miała !

34.
Posedl Marek na jarm arek,
Nakupił se śledzi;
Napisał se na tablicy,
Ka inu Jasiek siedzi.

35.
Posedł Marek na jarm arek,
Kupił sobie bic,
W yciąn matke bez łopatkę,
Matka z pieca — hyc !

36.
Nie plac Maryś, nie płac,
Nic ci nie pómoze,
Mogłaś nie zawierać
Jasinia w komorze.

37.
Marysiu, kurwisiu,
Krzywoś gęby dała,
A já ci zapłacił,
Jakeś sama chciała.

38.
Bywałem na flisie,
Widziałem Marysie,
Cárne ocka miała,
Podobała mi sie.

39.
Podobała mi sie,
Dziéwcyua na flisie,
Zeby mi ją dali,
Ożeniłbym ci sie.

*

68

40;
ro d o b ała ini sie,
Dziéwcyna z Krzęcina,
Jaze mi sie do niéj
Cnbryna skręciia.

41.
W Skawinie, na winie,
Tam kapusie sadzą,
Jasinia z Marysią
Do ślubu prowadzą.

421
Maryna ze Młyna,
Z Dysej góry Wojtek,
P osedł se pozycyć
Do Maryny portek.

43.
Bywałem na flisie,
Widziałem Marysie,
Zeby mi ją dali,
Ożeniłbym ci sie.

44.
Barany i owce,
Niecb wás pasie, kto chce,
J á wás pasł nie bede,
Bo sie żenił bede.

45.
P rzeleciała sowa
W ele Cernicbowa,
Cyjaz ta Dorusia,
Ino Dukásowa.

46.
Przeleciała wrona,
Nie miała ogona,
Cóz to za parobek,
Co nie má kaftána.

47.
Przeleciał gołąbek
N a zielouy dąbek,
Pytał sie dziewcyny,
Ka podziała wionek.

- -

— Nie dałam go księdżii,
Ani organiście,
Inom go posłała,
Jasinkowi w liście.

48.
Dziéwcyna konala,
Jesce sie pytala.
Су na tamtym świecie
Kochają się przecie.

49.
Mój Boże jedyny,
Mój Boże trojaki,
Су já parobecek,
Су gospodarz jaki.

50.
Mój Boże, mój Boże,
Któryś stworzył morze,
A na morzu kamień
I dziewcyne na niem.

51.
Leć p lásku do lásku,
Nie śpiewaj nademną,
Bo j á siérotecka,
Ojca, matki nie mám.

52.
Świeci miesiąc świeci,
Gwiazdy pómagają,
Niescęśliwi ludzie.
Co o mnie gadają.
— Oj, ludzie, wy ludzie,
Co o mnie' gádácie,
J á sie wás nie boje,
Bo mi nic nie dácie

53.
Cóz to za dziéwcyna,
Co po wodo idzie,
Piéknie sie ubrała,
Pono moją bedzie.

54.
Kalino, kalino,
Bodejbyś nic rosła,
Co já se pod tobą
W ionecka odesła.

— 69 55.
Donaju, Donaju,
Nie pływaj po kraju,
Ino po środecku,
Po mojem wionecku.

56.
Rybárze, rybárze,
Dla Boga świętego !
Cyście nie widzieli
Jasinka m ojego?
— Widzieliśmy go tam,
W lesie tygrysowym,
Cesai se główecke
Grzebykiem perłowym.

Inaczej :
- Widzieliśmy go tam,
Ale nieżywego ; —
Środkiem morza płyną,! —
Miecem przebitego.
Skocyła Marysia
Z brzegu wysokiego,
Wyrwała miec ostry
Z boku Jasiowego.
Wyrwała, wyrwała,
I do siebie wbiła.
— Przypatrzcie sie ludzie,
J a k já go lubiła.

57.
Odyna, odyna,
Kwitnie las bucyna,
Jakże eie nie kochać,
Kieś .ladná dziéwcyna.

58.
Odyna, odyna,
Kwitnie las olsyna,
J á by ta nie chodził
Zeby nie dziéwcyna;
J á by ta nie chodził,
Konisia nie wodził,
Nie podpiérál ściany —
Mój Boże kochany !

Bo já kowálicek
Z Cernichowskiej kuźnie.

60.
Aj, wy Wołowianie,
Nie wiécie o panie,
Ino o dziéwcynie,
W stodole na sianie.

61.
Wołowianie jadą,
Wołowianie stoją,
Bo sie Wołowianie
Nikogo nie boją.

62.
Wołowianie, włocy (flisacy),
Zjedli konia w nocy,
Ni łyski, ni miski,
Sparzali se pyski.

63.
Scepánie, Scepánie,
Co tobie po żonie,
Nie trza tobie żony,
Bo ty más kołtony.

64.
Aj, j á za nią
Aj, já za nią
Bo myślałem,
A to była —

do pszenicki,
do żytka,
ze panienka,
kobiétka.

65.
Šplewám ci já, špiewám,
I zapłakać muse,
Во já sie po świecie
Poniewierać muse.
66.

Dawáj wódki, zydzie,
Bo dziéwcyna idzie,
Су idzie, nie idzie,
Dawáj wódki zydzie !

59.

67.

Kołatam, kołatam,
Moja panno puść mnie.

Zagrájze mi, zagraj,
Mój skrzypecku ładnie,

Во j á ci zaplače
Jaz ci čápka spadnie,

68 .
Zagrájze mi, zagráj,
Mój skrzypecku łysy,
Bo ci ugotuje
W koziołecku mysy.

69.
Zagrájze mi, zagráj,
Mój skrzypecku bury,
Bo ci ugotuje
W koziołecku scóry.

70.
Zagrájze mi zagraj,
Mój ładny skrzypecku,
Bo ci ugotuje
Żaby w koziołecku.

71.
Dyda ino, dyda,
Powiesili zyda,
Do góry nogami,
Na dół pazurami.

7a.
Dyda ino, dyda,
Powiesili zyda,
Żydówka go płace,
Bo jéj teráz biéda.

73.
Dyda ino, dyda,
Powiesili zyda,
Dobrze mu zrobili,
Bo mu była bieda.

74.
O dydy, o dydy,
Pozdychały zydy ;
Od cego takiego ?
Od zuru kwaśnego !

75.
Żydowski Pą-nie-zuS,
Maluśki, nieduży,

70 Siedzi na nalepie,
Fajecke se kurzy.

76.
Żydowski P ą-nie-zus,
Za stodołą orał,
P o r tk i go opádly,
Jaze „gw ałtu“ ! wołał.

77.
Opiłem sie, opił,
Bede baby topił.
Utopie i swoje,
Boga sic nie boje.

78.
Tańcuj ze mi, tańcuj,
Wisi na eie kańcug,
Wisi 1 kaci ala,
Żebyś tańcowała.

79.
Dése bije, dése bije,
Na ulicy ślisko,
Sedł Maciek do Kaśki
(R)Ozbił se rzycisko.

80.
Leżała na piecu,
W isiała jéj noga,
— A jakześ ty legła?
K ára P á n a Boga!

81.
Trzy lata dziówoynie,
Umié po łacinie,
Sté ry lata chłopcu,
Odpowiada ojcu.

82.
Jakem pasał bydło,
Widziałem strasydlo,
Siedziało na lipie,
Wytrzéscalo ślepie.

83.
Nie bede já pasła,
Z a łyzecke masła,

— 71 —
Ani za pół sérka,
Во já nie pasterka.

Wróćze sie, mój synu,
Bo j á eie wychował.
— Miły tatusicku,
Jesce sie nie wrócę,
Bo já do Wadowic
Masierować muse,

84.
Na moście tráw a rośnie,
A pod mostem fijołek,
U Galaty ładna dziewka,
U Grzesiaka parobek.

90.
Cóz mi po dziewcynie.
Lub po ładnej żonie,
K ie mój karabinek
Stoi w magazonie.

85..
Tańcujze mi tańcuj,
Karcmanecko tłusta,
Zostanieć na jutro
Kómórecka pustá.

91.
Zolniérz ci já, zołnierz,
Moja panno, zołnierz,
Ja k ci mi nie wierzys,
Poźryj mi na kołnierz.
Poźryj mi na kołnierz,
Poźryj na ostrogi,
Żołnierz ci já, zolniérz,
Césarzowi drogi.

86.,у
Pod zielonym lasem,
Karcma murowana,
Jest tam karcmanecka,
Jesce nie tykaná.

87.
Ożeniłem sie na Bukowinie,
Dali mi tamok półcwartój świnie,
Półcwartej świnie, trzy bec k isieck i;
Na Bukowinie ładne dziéwecki !
Ożeniłem sie w zielonym łesie,
Dostálem panne, dostałem przecie,
Piéknego rodu, białego ciała,
Cóz, kie psia para robić nie chciała.
Piéknego rodu. psićgo nałogu,
Cóz, kie psiá para zdechla od głodu.

88
Posła panna na jagody,
Pobłądziła w leste,
Spotkała się z bednárcykiem,
Co obrącki niesie.
— O mój miły bednáľcyku,
O co eie téz prose,
Pobijze mi konewecke,
Co wode w niéj nose.
Pobijze mi konewecke,
Pobijze mi skopiec,
Będą ludzie powiadali,
Ześ ty ładny chłopiec.

89.
Jakem masierował,
Ociec na mnie wołał;

X

92.
Wzieni mie do wojska,
Ja k ptáska z léscyny,
Ani já kochania,
Ani já dziéwcyny.

93.
Wzieni mie do wojska,
j a k ptáska z klátecki,
Ani já kochania,
Ani já dziewecki.

94.
Césarzu, césarzu,
Duzoś nawerbowál,
Małoś zytka hasját,
Gem nás bedzies chował?

95.
Césarzu, césarzu,
Z twoją wojenecką,
Juz mie rącki bolą'
Rąbać szabelecką.

96.
Césarskim gościńcem
Jedzie wóz za wozem,

— 72
J a k mi ich nie dacie,
Przebije sie nożem,
Przebije sie nożem ,
Zycie swoje zgubie;
Przypatrzcie sie ludzie,
J a k já sie to lubie.

Dąbrowskie dzieuchy
Ołupiły kota.
J a k go ołupiły
I ugotowały,
Dąbrowskim parobkom
Na ju zy n fi :i) dały.

104.

97.
Za cóz mie to, za co.
Na wojenke wzięto,
Kie já nie tańcował
W urocyste święto?

98.
Za cóz mie to. za co,
Na wojenke wzieni,
Kie j á nie tancowál
U matusie w sieni?

99.
Sedł goni! ze Żywca,
Niósł półkorca zyta,
A goralka za uicm,
Niesla mu kopyta.

100 .
L eciál pies bez owies,
S uka bez pszenice,
Znalázt pies korále,
A suka spódnice.

Juz slonecko zasło,
Nie bedzie juz jasno,
Kowál bije babe,
Bo mu zjadła masło

105.
Nie bij dćscu, nie bij,
Cekáj do wiecora,
Jaze pastćrecki
Pozganiają z pola ;
A ja k pozganiają
I pozawiórają,
Nie bij déscu, nie bij,
Jaz eie zawołają.

106.
Bij déscu, bij déscu,
Bedzie tráwa rosła,
Bedzie u Kostanki
Po kolana masła;
P o kolana masła,
Séra do szatana,
Bedzie tańcowała
Kostanka do rana

101.

L eciał pies bez owies,
Suka bez tatarkę,
Znalázl pies korále,
A suka kasahke.

107. у
Jedźcie krowy, jedźcie,
P onajádájcio sie,
Idźcie do jeziorka,
Pouapijájcie sie.

102.
T a d r a ino, tadra,
Spadła k u ra z wiadra,
Wybiła se zęby,
Cemze bedzie ja d ła?

103.
Juz słouecko zasło
Za wysokie wrota,

108.
O lala, o lała,
G-ąsecki na wodę,
Wyjadłyście rybki,
Wypijcież i wode
Wyjadłyście rybki,
K ie wam dobre były,
W ypijcież i wode,
Kieście se zmąciły.

“j J u z y n ą w K r a k o w s k i e m z o w i e s ię p o d w i e c z o r e k .

73 109.
Zakwitła rózycka,
Pozyc sie kosycka,
A j á wezne gárnka,
Pójdziemy na jájka.
ПО.
Tyś parobek, já parobek,
Pódżmy oba na zárobek,
W eź. ty widły, a já grabie,
Omłóeemy zyto babie.

111 .
Wolałby já, wolał,
Zeby innie brzuch bolał,
Bobym nic nie robił,
Inobym sie walał.
112.

Jeden posedł na flis,
D rugi na zajijce,
Trzeci pasie konie,
Na zielonéj łące.

113.
J a k ci zawaruje,
Sięde w cółenecko,
Bywájze mi zdrowa,
Moja kochanecko !

114.
Ja k ci zawaruje,
W e łe Baranowa,
Zaboli, zaboli
Retmańcyka głowa,
Retmańcyka głowa,
A retm ana colo ;
Ja k ci zawaruje
W Baranowskie koło.

115.
Od samego Śląska
Do samego Gdąńska,
Páli sie Warsawa,
Ja k cerwoná wstążka.

116.
Oryle, o ryle,
Wy orylujecie,

Do s a m é j. Warsawy,
Karćmy nio miniecie.

117.
Śtery mile za Warsawą
Ożenił się wróbel z kawą,
Wszystkie ptáski zaprosili
A o sowie zapomnieli.
Lecz ona sio dowiedziała,
Na weszele poleciała,
Siadła sobie na przypiecku,
Kázala grać po niemiecku;
Siadła sobie na kominie,
K ázala grać po łacinie.
Tańcowała ryba z rakiem,
A cebula z pasternákiem,
Pictruska sie dziwowała,
Ze cebula tańcowała.

118.
Je st tu zielona dolina,
Jest tu zielona dolina,
Jest tu zielona, l a d a , sery, cery,
mery, hej, łupu, cupu, eins, zwei.
drei !
A w tej dolinie dębina,
A w tćj dolinie dębina,
A w téj dolinie lada i t. d.
A w téj dębinie dziéwcyna,
A w tćj dębinie dziéwcyna.
A w téj dębinie lada i t. d.
A w téj dziévvcynie cbłopcyna,
A w téj dzićwcynie chlopcyna,
A w téj dziewoynie lada i t. d.

119
Zajecbálem do Warsawy,
Krawcy śniadają,
Śtórech kraje jedno jaje,
A dwóch trzymają.
I skocylem, przez uwagę
Zlomálem nogę,
Jedźze Maryś po doktora,
Chodzić nie moge.

A ja k doktór nie przyjedzie,
To jedź po pana,
A ja k i pcáu nie przyjedzie,
Przyjezdzaj sama.

74 —
I ustáw mi nowe łóżko,
W nowéj komorze,
Przytulze sie sama do mnie,
To mi pomoże.

R O Z B IO R Y I SPR A W O Z D A N IA .
Dr. G. Biatt, k. k. G y m n a sia lp ro fe sso r. K l e i n e B e i t r .ä g e
z u r ŠT a v i s c h e n L a u 11 e h r e v o n . . . I. Ü b e r ¿ p a r a g o g i e u m ,
v o r z ü g l i c h i n d o n- M u n d a r t e n d e r p o 1 n i s c h e n S p r a c h e. II.
E i n i g e s z u r E p e n t h e s i s , w Sprawozdaniu с. к. gimnazyum w Brodach
za rok 1895, str. 29 і 2 ni.
W pierwszej z wymienionych rozpraw traktuje ал tor o t. zw. к paragogicuin, które w niektórych narzeczach poi. używa się przy zaimkach nie
określnych, up. ktosik, jakisik i w większej mierze pizy przysłówkach, np.
tamok, dzisiak itp. 'Właściwość tę porównuje z greek, нрєі'/л-отл/мі', cho
ciaż przyznaje, że zachodzi pomiędzy tymi językami pewna różnica, która
polega na tom, że w języku poi. dodatkowy ten dźwięk przy za im ­
kach ma pewne znaczenie, którego grećkie n nie ma, powtóre, że właściwość
ta języka polskiego je st wytworem stosunkowo młodym, podczas gdy w j ę ­
zyku greckim znaną już jest w najstarszym zabytku piśmiennym ; pokrew ień­
stwo natom iast pomiędzy nimi zasadza się na tein, żo w obydwu językach
obydwa dźwięki w znacznej liczbie wyrazów używają się bez wszelkiego
znaczenia i że w odnośnych wyrazach mogą zachodzić lub też opuszczać się
Wyliczywszy przykłady, w których dodatkowe к się używa w niektórych
narzeczach, mianowicie, ziemi krakowskiej, str. 4 - 1 0 ,
tlómaczy autor
w II. rozdziale jego pochodzenie, str. 10 — 18 On wychodzi z tego słusznego
założenia, że dźwięk ten musiał mieć w pewnych kategoryach gramatycznych
odpowiednie znaczenie, od których z biegiem czasu dostał się do innych na
drodze zwykłej analogii, w któryoh znaczenie to już za ta rte zostało. Jako
źródło, z którego .zjawisko to wypłynęło, miały być wyłąeznie zaimki nieokreślue togo typu ja k k t o k o l w i e k itp. z przyrostkiem — w i e k , z a ­
miast którego w dawniejszych zabytkach używają się inne w tym gienetycznym związku: k o l e , k o l i , k o l w i e , k o l w i e k . F orm a z dodatkowym
к ( - Wiek):; pojawia się najwcześniej w zabytku pod koniec 15-go wieku,
chociaż w 16-tym użycie jego je st jeszcze stosunkowo dość ograniczone. Na
podstawie tego faktu twierdzi słusznie autor, że dźwięk к w tym przyrostku
je st późniejszym dodatkiem do dawniejszego — w i e , który ma być 3 os.
1. poj. zamiast stsłow. v ö s t h seit, z czem porównać można takie wyraże­
nia greckie ja k пр. п щ o íd ’ omog, lub łać. n e s c i o q u i s = quidam.
Na tej drodze dostał się dźwięk ten dalej do zaimków nieokrednych
typu k t o s i - к a od tych do przysłówków. Co się tyczy jego pochodzenia,
to źródłem jego, według autora, jest zaimkowy element ko, który zachodzi
w stsłow. k ^ j i był znany w staropol. języku w postaci ki a nawet je st
także w użyciu dzisiaj w ludowych narzeczach, szczególnie zaś w przysłów­
kach od zaimka tego utworzonych, j a k k i e j zamiast k i e d y , str. 15 nast,

-

75 —

Kwestye tego rodzaju, ja k ą jest obecna, należą do bardzo trudnych
i w większej liczbie przypadków nie przekraczają granic hipotez. Jeżeli
jakie zjawisko językowe ma być uważane za proces wywołany przez czynniki,
czy to wewnętrzne czy też zewnętrzne, wówczas musi ono być ogólne a przy­
najmniej obejmować w równej mierze pewną kategoryę gramatyczną, powtóre
czynniki wpływające na jego powstanie muszą dać się ująć vv pewną normę,
stanowiącą prawo jego egzystcncyi. T ak widocznym jest ten związek np.
przy t e n , na które autor się powołuje str. 14, a całym szeregu pod jego
wpływem powstałych form, ja k np. stpol. j e n , npol. k a ż d e n , k t ó r e n
itp. w których analogia czynną jest w zakresie pewnej kategoryi począwszy
od najdawniejszych czasów języka polsk. w stosunku progresywnym, t. j.
zataczając coraz szersze kręgi wśród tego samego obrębu form zaimko­
wych. Tymczasem przy /с paragogicznem tego nie ma w czasach dawniej­
szych, gdyż dźwięk ten występuje dopiero w ostatnim stndyum języka pol­
skiego, dalej egsystencya jego ograniczoną jest do kilku tylko przykładów
zaimków nieokreślnych, przy których znaczenie jego jest widoczne, a terytoryum jego użycia je st również nadzwyczaj nieznaczne, gdyż poza ziemię
krakowską nic wychodzi, przynajmniej autor tego nie wykazał, choćby to
należało uczynić na podstawie wydanego dotychczas materyalu etnograficznego.
Mając to na uwadze, trzeba raczej w zjawisku tern upatrywać proces fone­
tycznej natury, albo przyrostek ho, który przekroczył pierwotne granice
swego użycia form imiennych, wciągając w zakres swego wpływu formy
zaimkowe a następnie i przysłówkowe.
W drugiej rozprawie, str. 19 —29, porusza autor wsuwkę dźwięku (/)
przed końcowem n, które (ń) następnie ginie, np g r z e b . ’ ó j zam. grze­
bień, j e l é j zam. j e l e ń , k u ój zam. k o ń itp. Zjawisko to ogranicza się
również na niektóre tylko narzecza krakowskie, przynajmniej tylko te
uwzględnia autor i ma się opierać jako na swym pierwowzorze na formach
typu k o j ń , zachodzących w narzeczu szczawnickiem. Dźwięk j miał się
wywinąć z dźwięku miękkiego ń zębowego w ten sposób, że „palątulizacyą
dźwięku ń poprzedza zamknięcie się artykulacyi organów mowuych'1 i to
pod wpływem akcentu poprzedzającej zgłoski, str. 22, np. od p l e b a ń s k i
gkutkiem takiej wymowy dźwięku ń powstało p le b a -/-uski a na tej wreszcie
p l e b á j s k ’ i , str. 24. Pominąwszy fizyologiczne wywody autora, który wi­
docznie malo obeznany je st z fizyologią, zjawisko poruszone przez niego
je s t ciekawe z tego względu, że w nim mamy niejako klucz do wyjaśnienia
takich procesów językowych, ja k n i e g o i j e g o , n a ń d ę zam. n a j d ę ,
w czesk. m n ě s t o zam. m ě s t o itp., zob. Marko w Archiv f. slav. Philol,
XIV., str. 94 nasi. Również formy, które zachodzą w niektórych stpol.
zabytkach, jak np. w s t a y n Bibl. szar. 15 a, 34 a, d z e y n 41 a itd,, o k a­
zują się jako rzeczywiste a nie błędne, ja k to zwyczajnie się twierdzi, m a­
jące poparcie w żywej wymowie dzisiejszych narzeczy polskich. A . K alina.

*

*

*

Dřevěné stavby starobyle roubené a lidový nábytek
v s e v e r o - v ý c h o d n í oh Č e c h á c h . K r e s l i l a s e s t a v i l J a n P r ou­
š e k . V P r a z e . K n i h t i s k á r n a . F. Š i m á č e k . N a k l a d a t e l e . 1895.
4" str. 25, tablic 35 (Cena P80).
(D rew niane b u d y n k i daw ne ciesielskie i ludow e sprzęty w północnow schodnich C zechach).

— 76
W roku pamiętnej w y sta w y ludoznawczej w P radze, ukazała się
rzeczona praca, k tó r a j e s t znam ienitym przyczynkiem w dziedzinie etno­
grafii czeskiej.
Słowami r Českému národ u uchoval rázovitosť lid se ls k ý “ (czeskiemu
narodow i zachował właściwość lud wiejski) zaczyna autor sw ą pracę
ozdobioną licznymi r y su n k a m i w tekście, oraz dodanem i tablicami osobnemi. Z każdego u stępu wieje ta w ielka miłość lu d u i jego budowli,
k tó r a nakłoniła autora z zaw odu artystę-m alarza do pracow itych studyów
budow nictw a wiejskiego. Od dziesięciu la t ukaz y w ały się obrazki autora
po największej części w czasojnśmie „Světozor“ , k tó re w yobrażały w idoki
z w iosek i miasteczek czeskich z okolic T urnow a. Zebrało się tego sporo,
a z dopełnieniem z t e k au to ra złożyła się praca rzeczona. Ogólne poglądy
na rozmaite budowle j a k chałupy, m łyny, bramy, w rota, ta rtak i, kuźnie itd.
z uwzględnieniem ich zalet krajów idoku, dalej szczegółowe w yobrażenia
w n ę trz a chałupy, sprzętów, drobnostek w zestaw ieniu b u d y n k u j a k szczy­
tów, slupów, tram ów itd. w y pełniają głów nie dzieło P rou ska. Część
obrazkow a obrobiona jiracowicie i sum iennie w y zy sk u je k ażden szczegół
w czeskiej chacie.
Opis poprzedzający tablice podaje zwięźle i tr e ś c iw ie , co dotąd
ukazało się w literaturze o czeskiej chacie i uw zględnia lite ra tu ry obce,
słowiańskie. J e s t również w zm ianka o budow nictw ie na P o d h alu W ł.
M atlakowskiego i o przy c zy n k ac h w „L u d z ie“ K o lb erg a i w e „W iśle.
(Alitor popełnił tu m ały błąd, mieniąc „ L u d “ czasopismem redago w anem
przez Kolberga).
M a tery ały zebrane z górnego i dolnego Pojizerza, z P odjesztiedia
i z P odkarko nosza mieszczą nietylko budow le wiejskie, lecz i w miastecz­
kac h zachowane radnice, dzwonice. J e s t tu również słownictwo b udow n i­
ctw a Głow nem znamieniem ch a ty czeskiej j e s t szczyt ta k zw ana „lomen ic e “, dalej ład n e galery e zw ane .pawlaczami lub besídkami. C haty b y ­
w a ją piętrow e nieraz z częścią m uro w an ą w przyziemiu, k r y te gontam i
lub z d odatkiem strzechy słomianej n a nich. B u d y n k i w m iasteczkach
m a ją podsienia przypom inające żywo nasze polskie. Osobno opisuje autor
w n ętrz e ch a ty z je j urządzeniem. Zwłaszcza ozdobne b y w a ją ze sprzętów
szafy malowane, któ re przypom inają sty l barokowy.
A teraz rozważyć w y p ad a je szcze sto sunek budow li czeskich do pol­
skich na. podstaw ie dzieła P ro u sk a . P rz e d e w sz y stk ie m uderza podobień­
stw o ch aty tatrzańskiej na P o d h alu do chaty czeskiej z północno-wscho­
dnich Czech. J e d n a k j e s t to tylk o odległe podobieństwo. Szczyt nasz
b y w a więcej stromy, dalej w niższej części d ach u znachodzi się załamanie
pod k ątem . W naszych ch atach w y su w a się naprzód belkow anie stropu
ta k w y b itn e i znamienne, czego b r a k w czeskich. R ozm iary b u dynk ów
czeskich b y w a ją znacznie większe, g d y nasze złożone z d w u izb, sieni
i komory. Z e sprzętów stół, ła w y i listw a (półka) praw ie zupełnie są
je d n ak ie , stołki też podobne, lecz łóżka, kolebki odmienne, a szafy zgoła
u nas nieznane. Je ż e lib y można przyrów nać budow nictwo nasze i czeskie
do stylów, do k tó ry c h p rz y w y k ł w zrok ludzki, to wówczas nasze budowle
zbliżałyby się do gotyku, g d y czeskie do baroka. Mówię tu tylko o b u ­
dowlach wiejskich, bo m iejskie są bardzo do siebie podobne. T a k nasze
j a k czeskie miasteczka m a ją wieże w .r a d n ic a c h , dzwonicach z baniam i
n a kształtach barokow ych wzorowane. W y b i tn e w m iasteczkach ta k n a ­

— 77 —
szych j a k czeskich są podsienia, które są właściwością wogóie, a w yo­
braźnia nasza nie inaczej p rzedstaw ia sobie daw ne budowle naszych p rzod­
ków j a k z podsieniami. J a k z porównania naszych budowli z czeskiemi
widać, istnieje wspólność ogólna słowiańska, a bardzo zajmującemby było
przeprow adzenie porównania z całem budow nictw em słowiańskiem. W ó w ­
czas pokaże się niewątpliwie, że sposób budow ania nie j e s t dowolny, że
istnieje tu pod staw a duchowa wspólna szczepowi słow iańskiemu z w y ­
odrębnieniem narodow em i że można myśleć o w skrzeszeniu stylu polskiego
na zasadach rodzim ych ludowych, j a k tego zadziwiające dowody widać,
w Zakopanem. O ile je d n a k chata polska na P od halu j e s t opracowana
dzięki pracom nieodżałowanego ś. p. W ł. Matlakowskiego (w w y danem
„B u d o w n ictw ie“ i w mającej się ukazać „O rnam entyce ludowej na P o d ­
h a l u “ I, o tyle nietkn ięte są b udy n k i w miasteczkach polskich, stare k o ­
ścioły drew niane, lamusy, dworki, pomijając drobne przyczynki po pi­
smach obrazkowych rozprószone. A budynków tych coraz mniej, ogień
i czas niszczą, czemu mogłoby zapo biedź z korzyścią dla w iedzy t a k roz­
szerzone am atorstwo fotograficzne skierow ane k u tej rzeczy.
A utor dzieła, serdeczny przyjaciel Polaków, którego miałem sposo­
bność prowadzić po T a tra c h i w Zakopanem, nie zapomniał o polskich
górach i w p rac y swojej podaje za wzór do naśladow ania w Czechach
staw ianie bu dynków , j a k w ill i dw orków ozdobnych po letniskach w stylu
ludowym, oo się dzieje w naszem Zakopanem.
Dziełem swojem przysłużył się dzielnie autor czeskiej literaturze
ludowej, a możnaby tylko jed no pracy tej zarzucić, że za mało uw zględnia
ustrój cha ty czeskiej, to j e s t jej konstrukcyę. W ów czas zyskałaby więcej
w artości praktycznej, w czem odznacza się B udow nictw o Matlakowskiego
używ ane przez cieśli ta trzań s k ich w czasie roboty.

Dr. Stanislaw Eljasz-Radzików ski.
*

-X -

*

Tovaryšstvo.
Sbor ní k l i t e r á r n y c h prác. V s t o r o č n ú
p a m ä ť p r v é h o „Učeného S l ove ns ké ho T o v a r y š s t v a “ založil
a z p o m o c i p r i a t e ľ o v s l o v e n s k e j s p i s b y v y d a l F r. R i c h a r d
O. s v a l d . II. V R u ž o m b e r k u . T l a č o u k n i h - 11 a č i a r n e K a r l a
S a l v u . 1895 str. 318 i 1 nl.
Naród słowacki znajduje się w warunkach nieprzyjaznych rozwojowi
literatury z powodu bezwzględnego prześladowania przez Madziarów i za­
przaństwa stanów wyższych. To też każde wydawnictwo następuje tylko ze
znacznym wysiłkiem ludzi, kraj miłujących.
Omawiane „Tovaryšstvo“ je st księgą zbiorową już drugą z kolei wy­
daną na pamiątkę stuletnią założenia pierwszego towarzystwa naukowego
na Słowaczyźnie. Przedstaw ia się okazale tak pod względem typografic/i > m,
ja k również co do treści objaśnionej tu i ówdzie rysunkami
Zawiera
rozmaite rozprawy historyczne, etnograficzne, żywoty zasłużonych pisarzy
słowackich, też poezye i przekłady z języków obcych. Wszystko odnosi się
prawie do własnego kraju , zebrane przez ludzi gorliwych, należących do
katolickiej części Słowaków, też wielu księży, z których przeważnie sk ła­
dało się ongi pierwsze towarzystwo naukowe.

-

78 -

Żwl-ócę uwagę tylko na to rozprawy, które mają związek z ludoznawstvvcrn i rzeczami polskiemi.
F r. Y. S a s i n e k w rozprawie „ K a r p a t y a T a t r y “ zastanawia
się nad granicą madziarską w okolicy T atr w wieku X. i XI. Słusznie
sprzeciwia się rozciąganiu nazwy T a tr na cale Karpaty, ja k to czynią p is a ­
rze czescy i morawscy. Dalej wykazuje, że granica między posiadłościami
Madziarów a Czechów, późnie zaś za Bolesława I. Wielkiego Polaków,
szla daleko na południe od Tatr. Mianowicie granica ta ciągła się od
brzegu Dunaju naprzeciw Ostrzyhomiu ku miastu Jagru, stąd ku średniej
Cisie i wzdłuż rzeki Topli ku Slanhradowi (Sóvár). Nie rzeka Morawa, ja k
błędnie pisze (w w. X III.) bezimienny pisarz króla Beli IV, stanowiła
granicę między królestwem czeskiem a Węgrami w połowie wieku X., ale
średnia Cisa. Wówczas „Slovensko“ czyli Słowaczyzna. zwana prowiucyą
Poważską (provincia Vagi u Kosmasa, Vagivareja czyli B a y /ß a g e icc u cesarza
K onstantego Porfirogenity) w szerszem znaczeniu aż do średniej Cisy, nale­
żało pod panowanie k ró 'a czeskiego Bolesława П., a od roku 999 przeszło
pod berło naszego Bolesława I. Wielkiego. Zestawiając podania pisarzy
rozmaitych, wykłada Sasinek, že. około Małych K a rp a t w okolicy źródeł
Wisły, które to góry między Morawą a Węgrami zowią „ B i e l a H o r a “ ,
trzeba szukać B i e l e H o r v a t s k o czyli B i e l e U h o r s k u albo H o r n é
U h o r s k o , zwane też B i e l a C h o r b a c i a lub B i e l a H o r v a c i a .
Na
południe leżało Č i e r n e czyli D o l n é U h o r s k o , gdzie dopiero zaczynało
się państwo madziarskie.
K ró l Stefan 1. święty, chciał wyrwać Słowaczyznę czyli to Biele
Uhorsko z rą k szwagra swojego Bolesława I. Wielkiego, króla polskiego,
ale porażony, musiał poprzestać na granicach po Cisę i Dunaj. Jeszcze po
śmierci Bolesława I Wielkiego, gdy już Słowaczyznę zagarnęli Madziarzy,
królowie polscy przecież tam wykonywali jakieś opiekuństwo.
Stolicą tej Slowaczyzny była N i t r a o której znów opowiadają n a ­
stępne roz rawy. O biskupstwie w Nitrze pisze ten sam F r. V. S a s i n e k .
gdzie dowodzi, że Markomani pisarzow rzymskich są to Morawianie. O N i­
trze pod względem dziejowym i topograficznym rozprawia J. К om p á n e k .
Już w I i. stoleciu rozszerzało się chrześciaństwo nad Dunajem wśród Sło­
wian, które św. Metody zastał.
Z pośród opisów rozmaitych osad, które obejmują następne rozprawy,
zawiera ciekawe szczegóły opis wsi M o t y c z e k , podany przez Р . П .
Motyczki leżą niedaleko miasta Starych H or w okolicy sławnej k o p a l ­
niami. Urywki z „H istoria domus“ fary Motyczańskiej opowiadają co n a ­
stępuje : Było tu przed r. 1746 tak zwane „ M o r s k i e o k o “ , jezioro nie­
zmiernej głębokości, na wierzchu którego często widać było szczątki wielkich
łodzi i z morskich kości, bo wierchy te zdziałało dawno morze. Prawdopo­
dobnie te cząstki łodzi rozdruzgotanych falami morskiemi, były zaniesione
tutaj skrytym otworem podziemnym, ja k to na kieżmarskich Karpatach
temu podobne objawy aż do dziś widzimy. Jezioro to r. 1746 z rozkazu
podkomorzego bar. Mitrovskiego zostało zasypane skałami i drzewem i wy­
równane.
Jest tu też jaskinia ku Donovalom nad Mistrikami położona, zwana
„Prašivá ', odwiedzana niegdyś od Czechów i Morawców. Ja k Włosi wierchy
Karpackie zwłaszcza koło Preszowa zwiedzali, a z podziemnych przechodów
im tylko samym znanych największe bryły złota, srebra i rozliczne drogie

-

79 -

kamienie wynosili, tak ci około Prašivej znachodzili bogate i drogie
kruszce Połówkę bogactwa swego dali pewnemu Baltazarowi Mistrikowi,
który ich zdybał przy tem grzebaniu w nocnej dobie. Ten wyjawił to swo­
jemu synowi Janowi, który do wieży motyczańskiej sprawił dzwonek u m a r­
łych. Prawdziwość tego polega na wiorogodnych słowach Ja n a Mistrika,
który opowiedział o tem spisującemu dzieje fary motyczańskiej. Oba podania
mają wartość dla nas, bo powtarzają się również w Tatrach.
W opisie В u d a t y и a , osady i zwalisk zamku, leżącego nad Wagiem
naprzeciw Żyliny, przez J. S. R e k a , znachodzi się podanie o topielcu,
zwanym tu ,.u t o p e e “'. W miejscu ujścia Kisucy do Wagu istnieją wiry,
zwane „budatynske k r u tid lo “ (kręcidlo).
Było raz, że jeden Eisuczan wiózł towary do Żyliny, a stąd wracał
próżno. Kolo Krasna zjawił się jakiś pan i pyta .dokąd jedzie. Gdy się do­
wiedział że na S tarą Bystryeę, nuż prosić, aby go wziął. Ja d ą pomalu
a rozmawiają. W oźnica pyta, skąd j e s t? pan nic, tylko zagadał rozmowę
i jechał dalej. Kiedy już przyjechali pod skały ku Klubinie, gdzie jest
„Vaňové pleso“, ten pan zmienil się całkiem. Oczy mu poczęły zielenieć,
w miejsce szat jakaś kora, woda z niego poczęła kapać. Woźnica oczy wy­
trzeszczył, chciał krzyczeć, uciekać. Ale topielec mu powiedział : — nie bój
się, nic ci nie zrobię, jeszcze ci wynagrodzę, żeś mię odwiózł. Wiesz, gdy
przyjedziemy ku ,,Vaňovému plesu“, tam stań, zejdę, a więcej ranie nie
ujrzysz. — A ktoś ty ? pytał woźnica — Topielec z kręcidła budatyńskiego,
(utopec z krutidla), a idę przez żonę. Zwiódł mi j ą topielec z Vaňovego
plesa, uciekła ż nim, toż idę przez nią. Kiedy zniknę w wodzie, patrząj,
co się stanie. Nastanie zapas. Pokąd się będą wody biało pienić, dotąd
stój, topielec z Vaňovego plesa będzie zwyciężać. Ale gdy się prądy za­
czerwienią, wtedy go przemogę ja, wtedy już uciekaj.
Stefan
Truchlj
podaje o p is: „ P o d h a l a n i n a P o d h a l e .
(P o ľ s k i h o r a l i t a t r a n s k í " ) , str. 1 57— 1 6 6 . - Rozprawę tę przejrzałem
jeszcze w rękopisie, opatrzyłem ją przypisami i udzieliłem materyalów do
rysunków, które ją objaśniają. Trucklý zajęty przy odkrytych pokładach
węgla na Orawie pod Tatrami, miał sposobność poznać część Podhala nad
Czarnym Dunajcem i dolinę Kościelisk. Opis jego głównie tedy odnosi się
do tej części Podhala, leżącej na uboczu od prądu podróżniczego, więcej
jeszcze pierwotnej i z tego powodu, choć wierny, nie może w zupełności
wyobrażać właściwości całego Podhala. To też mieszczą się tam — zdania
takie, że niema może gaździny jednej na calem Podhalu, coby umiała chleb
upiec, bo jedzą tylko mpskale (placki owsiane). Pomijając je dnak te niedo­
kładności i pewną przesadę- .w .odmalowaniu nędzy ludu, który właśnie od­
znacza się zapobiegliwością, a lubi biedzić i narzekać, co pewnie uwiodło
autora, — na ogół biorąc, opis . to dobry i barwny.
Obrazki przedstawiają wypływ z pod Pisanej, widok na Zakopane
z Gubałówki, Morskie oko, budynek gospodarski i górali, zaprzęg góralski.
Jeszcze dwie ważne rozprawy obejmuje „Tovaryšstwo“ napisane przez
A n d r z e j a K m e ť a , proboszcza w Prenčovie, wielce zasłużonego myż.i,
zajmującego się botaniką i starożytnictwem w Honcie. Mianowicie: „ S t a ­
r o ž i t n o s t i v H o n t e ‘v i ocena dzieła czeskiego D ra Niederle’go „Lidstvo
v době predhistorické“. W stolicy honciańskiej ważne powydobywano za­
bytki przeddziejowe, których większą część odgrzebał A. Kmeť. Popielnice
gliniane, czary bronzowo, naramienniki, jakieś pieniążki gliniane, wyobrażają

— 80 tystinki z zabytków dobytych z grobowisk, które złożono w muzeum słowackiem w Turczańskim Swatym Martinie. Popielnice mają, kreski faliste uwa­
żane za znamię niewątpliwie słowiańskie. Wśród opisu nalezisk je st wzmianka,
że w Dolnym Badinie i w Solcu leżą na wierszykach jeziorka tak zwane
„ m o r s k é o k á “ . — W poszukiwaniach zwracał uwagę Kmeť też na na­
zwy miejscowe, bowiem nieraz naprowadzają na ślad obfitych wykopalisk.
Ocena dzieła D ra Niederlego o ludzkości w dobie przedhistorycznej
jest obszerną rozpraw ą objaśnioną rysunkami, któ ra nietylko omawia to
dźielo, ale dopełnia i pomnaża zabytkami słowackimi.
Na południowej stronie T a tr. Spiż dostarczył wiele wykopalisk pięknych,
w okolicy miasta Wielkiej znalazł się też t. zw. skarb, a w nim bronzowe
miecze ładnie zachowane. Także na Orawie i Liptowie tu i owdzie wyko­
pano zabytki przeddziejowe. P o naszej stronie T atr najbliżej znaleziono
podobne wykopaliska dopiero nad Szlachtową koło Szczawnic (P aw li­
kowski r. 1840).
Z literatury pozbierał wzmianki o náleziskách przeddziejowych p r a c u ­
jący nad bibliografią słowacką z wielką pilnością p. L u d ó w i t R i z n e r ,
które K m e ť przytoczył w swojej rozprawie. Poszukiwania starożytnicze gor­
liwych Słowaków mają wielką wartość i z niemi musi się dzisiaj liczyć na­
uka o człowieku przeddziejowym.

Dr. Stanisław Eljasz-Radzikow ski.
Ці

*

:}:

P o h l e d y do Li t v y . P o d á v á E d w a r d J e l í n e k . V P r a z e ,
1895. 8 '1 str. 129.
A utor, serdeczny przyjaciel Polaków, stara się poznać osobiście całą
Polskę, wybierając kolejno pojedyncze jej części, a wynikiem tych wycieczek
bywają opisy, ja k świeże „Pohledy do L itv y “.
Działając w myśl zasady „poznajmy się“, podaje swym rodakom sposo­
bność wejrzenia w nasze stosunki. J a k zazwyczaj, tak i w rzeczonej pracy
Jelinek wyzyskuje sumiennie nasze źródła, w czem mu pomaga doświadczona
znajomość polskiej literalury i żywe stosunki z Polakami.
W opisie Litwy przewija się wszystko, co do nabrania rzetelnego p o ­
jęcia o niej potrzebne. Sześć rozdziałów obejmuje pogląd w przeszłość,
litewskie pogaństwo, o języku litewskim i ruchu na polu oświaty, ze wsi,
kraj i miasta oraz końcowe uwagi.
Całość czyta się z zajęciem, tyle szcze­
gółów zajmujących pozbieranych w obraz barwny. Lud, jego znamiona, zwy­
czaje, mowa, doznały również należytego uwzględnienia. Nowe zdobycze
etnografii litewskiej też nie obce autorowi. Treść objaśniają widoki miej­
scowości, które powiodło się autorowi zyskać z dawniejszych opisów. O wi­
doki Litwy wystarać się, należy do trudności, ta k wogóle mało te strony
pod względem obrazkowym opracowane.
Autorowi należy się uznanie za tak pouczającą pracę o Litwie, a po­
dobny opis dla szerokiego ogółu polskiego przydałby się i u nas,
gdzie
sztuczne granice dzielnic stawiają
zaporę wzajemnemu poznaniu się.

Dr. Stanisław Eljasz-Radzików ski.

— 81 E dward Jelínek. Listy o rzeczach m o r a w s k i c h pisane
p r z e z C z e c h a . W K r a k o w i e 1894. O d b i c i e z „ C z a s u “ . S 11 str. 59.
Morawa to „terra incognita* dla czytelników polskich, ja k mówi a u ­
tor. W szeregu listów stara się zapoznać ich z tą, dawną ziemią czeską, bo­
gatą w szczegóły etnograficzne, z ludem odzianym tak różnorodnie, a z a ­
chowującym zwyczaje i pieśni stare, zatracone już w samych Czechach,
dziwnie spokrewnione z polskiemi.
Morawa posiada wielkie znaczenie też dla naszego Indozhawstwa,
a szczególniej na Szląsku i na góralszczyźnie beskidowej i tatrzańskiej.

*

Dr. Stanisław Eljasz-RadzikowsM,
A
Ý

К. Potkański. P o s t r z y ż y n y
u Słowian
i Germanów.
W K r a k o w i e , n a k ł a d e m A k a d e m i i U m i e j ę t n o ś c i , 1895. (Oso­
bne odbicie z tomu X X X II, Rozpraw Wydziału hisforyczno-filozoficznego
Akad. umiej, w Krakowie).
Praca p. Potkańskiegó ze wszech miar zasługuje na uwagę. Napisana
z wielką znajomością literatury etnologicznej odznacza się pilnem wyzyska­
niem źródeł, a co ważniejsza, wielką krytyczną bystrością w grupowaniu
danych, wielką oględnością i ostrożnością w ich tłómaczeniu.
W rozdziale pierwszym autor zestawia znane dotychczas świadectwa
o postrzyżynach u Słowian, a mianowicie świadectwa z kroniki Galla i K a ­
dłubka o dokonywaniu tego obrządku u Polaków, skąpe świadectwa z k r o ­
nik ruskich i wreszcie zestawia dane zebrane przez etnografów nowszych
0 postrzyżynach u Słowian południowych i o wierzeniach przywiązanych do
pierwszego strzyżenia włosów chłopców polskich, białoruskich, czeskich, m o­
skiewskich i t. p. Wierzenia te, a dalej obrzędy zachowane do dziś., ja k np.
kumostwo ze strzyżenia, u Czarnogórców, Serbów i Bułgarów najwidoczniej
świadczą o tem, że postrzyżyny miały pierwotnie obrzędowy, sakralny cha­
rakter. Zdaniem autora były one jednym z licznych obrzędów, wprowadza­
jących dziecko do rodziny, a później do rodu czyli plemienia, oraz do
związku sakralnego tych grup społecznych. Na podstawie materyału
słowiańskiego, autor rozróżnia dwa pokrewne ze sobą typy postrzyżyn :
jeden najwyraźniej opisany u starych Polaków, odbywający się w siódmym
roku życia dziecka przy wielkiej uroczystości familijnej, przyczem dziecku
nadawano imię, a samego obrzędu dokonywał ojciec, lecz mógł dokonywać
1 ktoś inny, • - i drugi, mniej wyraźnie zarysowany u Rusinów, gdzie ter­
min strzyżenia był krótszy i stale nieokreślony, połączony z germańskim
zwyczajem wsadzania dziecka na koń, wręczania mu łuku itp., tj. skompli­
kowany z obrzędami, które oznaczały dojście do pełnoletności. Bardzo
subtelnie analizuje autor tę okoliczność, że postrzyżyn dokonuje ojciec,
symbolizując w ten sposób przyjęcie dziecka do rodziny ; dowodzi dalej
i stwierdza faktami, że postrzyżeuie dokonane przez kogoś innego, znaczyło
adoptowanie dziecka do innej rodziny. Z tem wiążą się, z jednej strony
zajmujące uwagi o adopcyi, a z drugiej o zaprzyjaźnianiu się i sztucznem
spokrewnianiu zapomocą postrzyżyn, co prowadzi autora do uwag ogólniej­
szych o stanowisku, jakie zajmują postrzyżyny w ogólnej symbolice włosów
u Słowian. I tutaj autor zbiera bogaty materyal etnologiczny, przeważnie
polski, dowodzący, że obcięcie włosów jest ujmą, znakiem poddania się
i ograniczenia wolności, W związku z tą symboliką postrzyżyny obrzędowe

Ü

-

82 —

nie zupełnie harmoniują, gdyż nie oznaczają one u Słowian poddania
dziecka pod władzę ojca, uszczuplenia praw dziecka, lecz właśnie rozsze­
rzenie tych praw w' rodzinie. Sprzeczność ta jest jednak tylko pozorną,
któ rą wyjaśnia badanie początku i rozwoju tych rozmaitych wierzeń i ob­
rzędów, jakie się łączą z symboliką włosów. Punktem istotnym przy postrzyżynach zdaniem autora je st to, że są one przywilejem ojcowstwa i że
jeżeli obrzędu tego dokonywa ktoś inny, wstępuje w prawa ojca.
W rozdziale drugim autor z równą skrupulatnością zestawia i a n a li­
zuje świadectwa o postrzyżynacb u starożytnych Germanów. Ze świadectw
tych wynika, że Germanowie znali i obchodzili uroczystość pierwszego ob­
cięcia włosów u chłopca w dwunastym roku życia, u dziewczyny w chwili
wyjścia za mąż ; drugie postrzyżyny u młodzieńca odbywały się między 15
a 18 rokiem. Pierwsze obcięcie włosów oznaczało dojście do lat . pierwsze
obcięcie zarostu — fizyczną dojrzałość, a połączone z nią nadanie broni,
dojście do pełni; praw politycznych Pierwsze ostrzyżenie włosów było rów
nież symbolem usynowienia i jeżeli dokonywał go ktoś inny, nie ojciec,
to wchodził w prawa ojca. Tym sposobem można było w danym razie nawet
ukraść komuś prawa ojcowstwa — nie dziw przeto, że stare prawa nie­
mieckie ostro karały nieprawne ostrzyżeuie dziecka lub niewolnika przez
kogoś obcego. І tutaj znowu opierając się na bogatym rnateryale źródłowym
autor dowodzi, że postrzyżyny same przez się nie były adopcyą, ale mogły
się nią stać, jeżeli ojciec dobrowolnie zrzekł się swego prawa dokonania
tego obrzędu na korzyść osoby trzeciej. I tutaj autor, wychodząc po zą
właściwe ramy swej pracy, zestawia dalej obfity n u tc rya ł odnoszący się do
ogólnej symboliki włosów u Germanów. Szczególnie zajmujące tu są świa­
dectwa o ślubacłi wojowników germańskich — nie strzyżenia sobie włosów,
dopóki nie zabiją nieprzyjaciela w wojnie. A utor tłómaczy to w ten sposób,
że wojownicy oddawali się w opiekę boga wojny, zobowiązywali się do męstwa,
tłómaczenie mojem zdaniem dowolne i nawet sprzeczne z .tein znaczeniom
symboliki włosów, jakie autor tak subtelnie wyłuszcza, gdzieniegdzie zapuszcza,
nie długich włosów nie oznacza oddawania się w czy ąś opiekę. Ślub ja k i­
kolwiek może mieć tylko znaczenie pozbawiania siebie czegośkolwiek na
rzecz bóstwa, czynienia z siebie jakiejś ofiary — w tym razie może ofiary
z prawa ucinania samemu sobie włosów. Z drugiej strony jest rzeczą nie­
wątpliwą, że i ucinanie wlotów, czy to. sobie czy komuś innemu, wazonem
byh> jako ofiara, jako symbol poświęcania siebie samego bóstwu lub cie­
niom zmarłego (przypomniemy naprzykład pogrzeb P a tr o k lo s a w Iliadzie,
gdzie powiedziano, że trup cały pokryty był włosami Achillesa, które tenże
sobie obciął na znak żałoby).
W rozdziale trzecim autor sięga jeszcze dalej w głąb, mianowicie do
Indyi, gdzie znajduje prototypy wszystkich tych słowiańskich i germańskich
obrzędów' i wierzeń, zachowanych w większej zupełności, w żywszym a nie
domniemanym już związku z wierzeniami religijnemi. W czwartym rozdziale
wreszcie, autor rozszerza ramy swego badania i pokazuje nam symbolikę
włosów7 i obrzędy postrzyżyn z najróżnorodniejszych plemion rozsianych pó
c.hej kuli ziemskiej i na podstawie licznych spostrzeżeń etnologicznych, świe­
tnie analizuje psychologiczny podkład tej symboliki, powstanie wyobrażenia
o tem, że włosy są jedną z siedzib duszy człowieka, że są siedzibą jakiejś
wyższej nadprzyrodzonej siły, rzeczą świętą.

Streściliśmy ważniejsze wnioski autora. Rzecz oczywista, że na dysku­
towanie ich nie tli miejsce, zwłaszcza, że autor umotywował je tak grunto­
wnie i postępuje tak ostrożnie i metodycznio, że największą część jego
wniosków należy uważać za trwałe zdobycze nauki. Go najwyżej możemy tu
podać parę wskazówek co do uzupełnień w materyale.
Co do obrzędu postrżyżyn u Słowian, to autor napomyka, źe i „Ko­
ściół próbował wciągnąć postrzyżyny do swego rytuału, co mu zresztą łatwo
przyszło, znalazł się bowiem podobny kościelny obrządek“ (str. 7). Słowa
te nie jasne, autor miał oczywiście na myśli fakt, że w liczbie obrzędów k o ­
ścielnych znajdują się i takie, jak postrzyżyny mnichów i mniszek i tzw.
tonsura u duchownych katolickich. P. P otkań ski pominął jakoś ten przed­
miot i nie wyjaśnił nam, jaki związek zachodzi między tego rodzaju postrzyżynami sług Kościoła a postrzyżynami dzieci, ani też próbował dotknąć się
genezy samych postrżyżyn mnichów i duchowieństwa. A szkoda, że się tem
bliżej nie zajął Bo mówiąc, że „są nawet ślady, iż Kościół próbował wcią­
gnąć postrzyżyny do swego r y tu ału “, daje do zrozumienia, że wyraźnych na
to świadectw nie mamy. T ak jednak nie jest. Sam p. Potkański przytacza
świadectwo K raussa o tem, że pewien biskup kroacki jeszcze w X V II I. w.
zakazywał księżom brania udziału w uroczystości pierwszego strzyżenia wło­
sów. W starych Mszałach, Euchologionach i Trebnikach byłby autor nie­
wątpliwie znalazł opisy obrzędów postrżyżyn, adoptowane przez Kościół.
Przypominam sobie, żem czytał o tym obrzędzie w wydanym przez prof. Jagića
mszale popa Kr voja z XIII. w. W starych rękopiśmiennych Trebnikach r u ­
skich, obrzęd ten spotyka się często jeszcz w XV., XVI. i X V II. wiekach,
zobacz np. Trebniki istniejące w zbiorze hr. ffiyarowa (rękopis. Nr. 633
z XVI. w., Nr. 636, rękop. z XVII. wr.) '), jeżeli się nie mylę, obrzęd ten
znajduje się także drukowany w wielkim Trebniku P io tra Mohiły, wydanym
w r. 1649..
Porównanie tych obrzędów postrzyżynowycb, dziś zarzuconych, lecz
przez cerkiew wschodnią, o ile wiem, nie zakazanych wyraźnie, z obrzędami
postrżyżyn mnichów, wyjaśniłoby może, czy i który z tych obrzędów służył
za wzór drugiemu, to znaczy, który z nich jest dawniejszy, a który później­
szy. Zresztą nie ulega najmniejszej wątpliwości, żo i sam obrzęd postrżyżyn
mnichów i mniszek wypłynął z tej samej sfery wyobrażeń, z jakiej wypłynęły
postrzyżyny dzieci. Obrzęd ten, jak wiadomo, nie istniał w pierwotnym K o ­
ściele chrześciańskim, lecz zjawia się dopiero w czasie rozkwitu ascetyzmu
chrseściańskiego w w. IV. i V. czy i o ile powstał on pod wpływem
indyjskich, specyalnię buddyjskich mnichów, którzy, ja k wiadomo, golą
sobie głowy — to pozostawiam
bardziej szczegółowym badaniom.
Co
do ogólnej symboliki włosów, bardzo zajmującem byłoby zbadanie rozmaitych
stron naszego kraju, pod względem zwyczaju noszenia długich włosów; zwy­
czaj ten rozszerzonym je st zwłaszcza w górach. Warto też zwrócić uwagę
na to, że gdy pod rządami austryackimi- zaprowadzono obowiązek r e k r u t a ­
cyjny, to formalność ostrzygania włosów, tym parobczakom, którzy byli wzięci
do wojska, stanowi omal że nie najważniejszy powód narzekania w pieśniach
ludowych. Zestawienie pieśni -tego rodzaju wartoby sporządzić, byłby to zajmnjący przyczynek do symboliki włosów naszego ludu. D y. I w , F ra n ko ,
*) A r e li і ш a n d r. L e o n i d , Słstematiczeskoje opisanie sławiano-rossijskiuh
rukopisiej so'brania gr. As S. Uwarowa. M o s k w a 1893, t. Ш. str. 13, 19,

- 84 Dr. S t a n is ła w Eljasz - Radzikowski. T a t r y B i e l s k i e .
Szcze­
gółowy opis geograficzny skreślił... Z mapą i widokiem. W Krakowie. N a­
kładem autora, 1894, w 8ce, str. 86 i 4 nl. Osobna odbitka z Pam iętnika
Towarzystwa tatrzańskiego. Tom XIV. — XV.
Pomiędzy pracami traktującemi o Tatrach, tym najpiękniejszym z a ­
k ątku ziem P o lsk i, zajmie dziełko, którego tytuł powyżej podałem, bez­
sprzecznie jedno z najprzedniejszych miejsc w naukowej geografii polskiej.
Autor .,wprowadzony w świat ta trzański“ przez ojca swego, tyle zasłużo­
nego badacza T a tr, Walerego Eljasza, przyjął od niego także to gorące
zamiłowanie tej uroczej części naszego kraju, dla którego zbadania nie
żałował trudu ani szczędził czasu, ażeby 'dać nam opis wprawdzie jednego
tylko pasma, mieszczącego się na krańcu wschodnim T a t r wschodnich —
zwanego T a t r a m i B i e l s k i e m i , ale za to opis w najdrobniejszych szcze­
gółach wykończony.
Zdawałoby się rzeczą naturalną, nawet konieczną, iż T atry , będące
od szeregu lat celem nietylko wycieczek turystów i letników, ale także
przedmiotem badań w rozmaitych kierunkach ludzi uczonych, zostały nale­
życie poznane. Tymczasem przeczy temu już jeden ten fakt, że Tow arzy­
stwo tatrzańskie powziąwszy zamiar wydania mapy tatrzańskiej, przekonało
się, że praca ta je st niewykonalną, z powodu prawie zupełnego braku pew ­
nej podstawy, na jakiej taką pracę oprzeć można, a którą są nazwy miej­
scowe. Pod,, tym względem panuje chaotyczny stan w pracach polskich
o T atrach a cóż dopiero powiedzieć o zagranicznych, które, ja k niemieckie,
tłómaczą w sposób niewłaściwy nazwy polskie, lub zastósowują je dowolnie
do miejscowości, którym się nie należą.
D r Eljasz zwrócił więc w swej pracy główną uwagę na imiennictwo
miejscowe i pod tym względem, rzec można, wywiązał się z tego zadania
w sposób, który przez wszystkich za wielką zasługę poczytany mu będzie.
Zbiera skrzętnie nazwy od mieszkańców okolicznych dla każdego szczytu,
przełazu, góry i górki, skały i polany, doliny i d linki, potoku i żlebu —
słowem dla wszystkiego, czemu mieszkańcy miejscowi uważali z a ,p o trz eb n e
nadać ja k ą nazwę i porównywa je z nazwami używanemi przez mieszkańców
miejscowości sąsiednich lub dalej położonych, chcąc w ten sposób dojść do
właściwego źródła, do nazwy ogólnej. Oprócz tego każdą nazwę bada w tym
kierunku, w jakim występuje ona w poszczególnych źró ¡łach piśmiennych,
ul im ych i obcych i po mozolném porównywaniu możliwych jej waryacyi, s p r o ­
wadza do właściwej formy, lub też prostuje fałszywe albo niestosownie
użyte przez cudzoziemców. W ten sposób każda nazwa przeszedłszy przez
taki alembik ścisłej krytyki źródeł drukowanych, której główną podstawę
stanowi sposób użycia przez mieszkańców miejscowych, nabiera znaczenia
autentyczności, z k tó rą geografia naukowa liczyć się musi.
Z analizy imiennictwa T a tr Bielskich, przyobleczonego w szatę n ie ­
miecką lub madziarską, pokazuje się, że nie tylko tło, ale główny materyał
jego stanowi język polski, że zatem mieszkańcy tych stron od najdawniej­
szych czasOw byli Polakami, a żywioł niemiecki je st napływowym. Zarazem
dhi nauki geografii, uprawianej przez cudzoziemskich uczonych, praca dra
Eljasza podaje pouczającą ilustracyę, nie tylko co się tyczy strony p rze d­
miotowej, ale także i to głównie co się tyczy samego sposobu, w ja k i ona
się traktuje. Pokazuje się bowiem, że nieznajomość języka miejscowego
stała się bardzo często źródłem nie tylko dziwacznych przekręceń i prze­

istoczeń nazw właściwych, ale takže bałamuctw odnośnie do oznaczenia
geograficznego samych miejscowości. A utor z wielką, skrzgtnością, wytyka
te błędy, tłómaczy powód icb powstania, prostuje i dorzuca cegiełkę po
cegiełce do budowy, któ rą jakiś geograf wystawi dla tej Szwajcaryi
polskiej.
Ale obok nazw miejscowych sama praca przedstawia bogaty materyał
dla słownictwa polskiego z zakresu języka górskiego. Widocznie autor zżył
się z mieszkańcami gór, poznał dokładnie ich mowę i całą jej rozmaitość
i bogactwo przyswoił sobie zupełnie, któremi posługuje się w swej pracy
w sposób, nadający jego językowi charakter właściwy każdej specjalności
pod względem technicznym. To dokładne poznanie rodzimości języka, głę­
bokie poczucie jego twórczości, było dla autora choć nie filologa specyalisty
najlepszą miarą przy tłómaczeniu form i pochodzenia nazw miejscowych,
w czem zachował zawsze należytą roztropność, która chroniła go od niepo­
trzebnych hipotez lub błędnych etymologii.
Do tej oceny pracy niniejszej trzeba dodać jeszcze i to, co jest nie­
jako naturalną konsekwencyą wiążącą się tak z samym przedmiotem, przez
autora opisywanym, jako też i z sposobem, w jaki do niego się gotował —
t, j. to ciepło, jakie wieje z całej pracy, które ożywia ją i czyni czytanie
jej pociągającem. Opisy miejsc, natury i jej widoków,, są barwue i plastyczne,
sposób wyrażenia jasny i potoczysty, tak, że praca ta, mimo naukowego jej
charakteru, może służyć nietylko za dokładnego i gruntownego, ale także
za przyjemnego przewodnika w Tatry Bielskie, tak dla turysty jako też
dla uczonego.
A n to n i K a lin a .
*



*

*

A leksander Brückner.
Ka z a n i a średniowieczne.
Część
p i e r w s z a . Rozprawy Akademii Umiejętności. Wydział filologiczny. Serya I I .
Tom IX. K raków 1895, w 8-ee większej, str. 3 8 — 9 7 ; część druga, str.
317-390.
Pod powyższym tytułem ogłosił drukiem znany profesor Uniw ersytetu
berlińskiego, Dr. Aleksander Brückner, już kilka artykułów, których szereg
niniejszym nie je st jeszcze zamknięty', w których zajmuje się szczegółowo
bardzo ważnym działem literatury średniowiecznej polskiej — Sermones,
o których w dziełach o literaturze polskiej prawie jakby „nic dotąd jeszcze
nie powiedziano“ .
W pracy niniejszej powtórzył autor i streścił, co w poprzednich o tym
przedmiocie napisał (Bibl Warsz, 1891, L 2 4 1 — 258 i 1892, I. 4 4 5 — 471)
przytaczając niekiedy wyjątki z tekstów w oryginalnem brzmieniu i w ca­
łości i dodając do ogłoszonych już nowe, nieznane.
Samo się przez się rozumie, że na stronę teologiczną kazań autor nie
zwraca uwagi, ponieważ ta należy do innego zakresu studyów,. on poprze­
staje na tern, co zabytki te podają nowego i ważnego pod względem „lite­
rackim, językowym, obyczajowym i ludoznawczym“. Pomijając stronę lite­
rac k ą i językową, w obecnej ocenie uważamy za pożądane, zwrócić uwagę
czytelników „ L u d u “ na obfity materyał, jaki się w tych kazaniach mieści,
do poznania zwyczajów i obyczajów, średniowiecznych, niemniej i do hi­
story! ludoznawstwa polskiego wogóle.
Pod względem obyczajowym materyał zawarty w kazaniach tych jest
mniej obfity, a to z tego powodu, ponieważ „stanowisko kaznodziei jest



86

-

zawsze negatywne, on wytyka tylko i karci, zbiera rysy ujemne jakby s a ­
tyryk j a k i “ — ja k słusznie to podnosi autor. My napotykamy więc w nich
„ciekawe wycieczki przeciw błędom i nałogom społecznym ; — skreślone
obrazki rzemieślnika, kupca, rolnika i ich praktyk nie zawsze godziwych,
dalej modnisiów, opojów, koster, rzadziej' panów duchownych i świecckich,
uciskających chłopa a przekażających sprawiedliwość i sądy, najczęściej zaś
wzory kobiet i ich ułomności, plotek, tańców i strojów — zabarwiają i wy­
pełniają szare dotąd tło życia w średniowiecznej Polsce“.
Za to materyał ludoznawczy w kazaniach średniowiecznych je st
o. wiele obfitszy, który zebrany z nich, może posłużyć dla etnografa jako
cenny dowód, że wiele —- bardzo wiele ze zwyczajów i wierzeń ludowych,
żyjących po dziś dzień pomiędzy Judem, już było znanych w X IY i XV
wiekach. K az an ia zatem są dla badacza historyi wierzeń ¡udowych ważnem
źródłem, z którego może czerpać znajomość ludoznawczą, sięgającą czasów,
do których na innej drodze chyba z wielkim trudem tylko dotrzeć można.
Obok tego kazania mają jeszcze inne znaczenie dla ludoznawstwa : są
one „walnym traktem ", jak się wyraża autor, po którym masa opowiadań,
bajek, wierzeń, pojęć, dostała się do umysłowości ludu naszego". K az n o ­
dzieja chcąc naukę swą o etyce chrześcianskiej poprzeć dowodami wzię­
tymi z życia codziennego i uczynić . przystępniejszą dla umysłów swoich
słuchaczy, a nierzadko popisać się erudycyą i zaostrzyć uwagę wiernych,
czerpał pełną garścią legendy i opowiadania z Złotej legendy, Gesta Romanorum, Vitas patrům i innych zbiorów, które stanowiły ulubioną lekturę
ówczesnego świata inteligentnego i darzył niemi tych, których chciał odwieść
od zabobonów, guseł i innych czartowskich praktyk. W ten sposób dostało
się wiele legend, bajek, przesądów i wierzeń do ludu na tej samej drodze,
na której utw ory literackie od jednego narodu przechodziły do drugiego
i stawały się własnością jego warstwy inteligentnej.
Pomiędzy rękopisami z kazaniami, przestudyowanymi przez autora,
zasługuje na uwagę szczególnie jeden biblioteki petersburskiej, pochodzący
z połowy XV wieku, w którym traktuje się w kilku kazaniach obszernie
„ d e supersticionibus" i z tego względu rękopis ten je st bogatem źródłem
wierzeń i przesądów, ja k ie panowały w tym czasie u Polaków A utor kazań
tych je st nieznany, tak z imienia, miejsca, jakoteż i czasu ; w kazaniach
tych, szczególnie na św. Trójcę, zebrał obfity materyał wśród ludu, który
znał widocznie gruntownie, z którego poznać można, iż wiele zwyczajów
i wierzeń ludowych pozostało od tego czasu aż do dzisiaj niezmienionych,
a co zatem idzie, że walka duchowieństwa katolickiego przeciwko gusłom
i zabobonom ludowym, która Się toczy przez Cały ciąg chrześciaństwa, oka­
zała się słabszą od siły wiary ludowej.
A utor zestawił w swej pracy przesądy, łączące się z pewnemi u r o ­
czystościami, -poczynając od Bożego Narodzenia, z których przytoczymy
najważniejsze, trzymając się R o k u k o ś ć r e i n e g o , ja k Br. Brückner to
uczynił. Na wilią nie wypożycza się ognia, boby się ogniska nie trzymał
i szczęście by dom opuściło. Uważa się pilnie na to, by pierwszy przestępujący próg gość był ubrany czysto, głównie zaś, ażeby gość ten był
osobą znaną z dobroci, a co ważniejsza ze szczęścia, i takich też tylko
zaprasza się do siebie.
Gospodarze zakazują wymieniać nazwisko wilka, którego równocześnie
zapraszają na śniadanie lub na obiad, gdyż w dzień ten nie powinien nikt,



87



nawet zwierzę lub ptaszę, być głodnym, a zarazem chcą, przez to uczynić
go nieszkodliwym dla swej trzody. Resztki i okruchy z wieczerzy wigilijnej
nie wyrzuca się, ale mięsza ze zbożem i wysiewa na polu lub w ogrodzie,
co przyczynia się do wzrostu i urodzaju dobrego.
Na N o w y R e k obchodzi pasterz gromadzki domostwa we wsi i roz­
daje pręty, których nie godzi się brać gołą, ręką, tylko „kosm ato“ , tymi
prętami wypędzają potem bydlo po raz pierwszy w pole na wiosnę.
N a G r o m n i c e obchodzą z święconemi gromnicami domy i krowy,
wypalają im sierść w krzyż lub ostrzygają j ą i p alą'; przez to chce się
domy ochronić od czarów i gromu, a krowy od czarownic i psów wście­
kłych. W dzień ten wróżą też z wosku gromnicznego, który, jeżeli wcale,
nie, lub tylko mało kapie na r ę k ę lub rękawy, oznacza złą wróżbę. P o d o ­
bnie nie dobra jest wróżba, jeżeli gromnica, którą zapaloną niosą z k o ­
ścioła do domu, zgaśnie po drodze.
W noc na P o p i e l e c starcy i młodzieńcy kładą sól ta rtą, by się do­
wiedzieć, kto rychlej umrze. Świecony popiół sieją ogrodnicy sam lub
zmieszany z nasieniem w ogrodzie, ażeby uchronić Ogrody od robactwa.
Również wspomina o ciekawym zwyczaju wynoszenia po zagranice wsi obrazu,
przy towarzyszeniu śpiewów, co się działo w niedzielę wielkopostną Letare.
W P a l m o w ą n i e d z i e l ę połykano pączki z palmy (wierzby) świę­
conej, który to zwyczaj i podziśdzień jeszcze przechowuje się w W. X.
Poznańskiem.
W W i e l k i c z w a r t e k nie obmywano po wieczerzy mis, albo zo­
stawiano na nich resztki potraw dla dusz zmarłych lub dla demona, którego
zwano u b o ż ę , a którego chowano dl a szczęścia i mienia. Autor przytacza
także inne źródła, wspominające o tym zwyczaju, który, jak z tego sądzić
można, był w Polsce, a także gdzieindziej, wielce rozpowszechniony.
W W i e l k ą s o b o t ę ze święconego ognia opalano pale, które wty­
kano w ziemię, lub kopano nimi, od czego robactwo ginęło ; głowienki
święcone chowano, by leczyć konie i bydło; dla czarów używano wody,
skroplonej z wosku przy święceniu wody.
W W i e l k a n o c n ą n i e d z i e l ę obchodzono po mszy rannej pola
z krzyżem, nie dla nabożeństwa, lecz z przesądu przeciw gradobiciu. No­
żem, którego używano do krajania mięsa święconego, krajano w pewne k a ­
wałki plody i owoce (np. rzepę, marchew itd.), co zapewniało obfity u r o ­
dzaj dla zboża, jarzyn i owoców i chroniło je od śnieci, zielska i robactwa.
Do zwyczaju polewania wodą, zwanym dyngus, o którym rękopis ten
ogólnikowo tylko wspomina, dodaje Dr. Brückner z innych źródeł notatki,
z których wynika, że na W ielkanoc obdarzano się jajami i innemi rzeczami,
zlewano się wodą, lub wtrącano w wodę, smagano się rózgami palmowemi.
Od tego wykupywano się nawzajem dyngusem, dyngowaniem się, który to
zwyczaj wraz z nazwą, według zdania autora, przybył z Niemiec do Polski
w XIV. wieku (niem. d i n g n u s okup, d i n g e n d e p a c t a r e ) .
Smaganie
rózgą zwało się ś m i g u s t r e m , ś m i g u r s t e m ,
później ś m i g u s e m
(również z języka niem. przyjęte); rózga zwała się k i c z k ą (porówn. mo­
rawskie к у с к а geflochtene Osterruthe, Osterpalme, Schmeckostern ; k y č ­
le o v a t i mit Osterpalmen schlagen).
W d n i e k r z y ż o w e zbierano trawę z tego miejsca, na którem procesya stała, która to trawa służyła do rozmaitych czarów.



88

-

W Z i e l o n e ś w i a t k i wyprawiano rozmaite igrzyska i zabawy, przy
których śpiewano pieśni na cześć demonów,
W nocy przed św. J a n e m C h r z c i c i e l e m czuwano, żeby przez
rok oczy nie bolały; bylicą, opasywano głowę, żeby nie bolała, i inne j e ­
szcze czyniono gusła, o których nie wspomina.
Na W n i e b o w s t ą p i e n i e Matki Boskiej święcono rozmaite zioła,
których używano do leczenia bydla i odpędzania djabłów.
Dnie tygodnia miały swoje znaczenie : poniedziałek był dniem fe ra l­
nym. w który nie ruszano też z tego względu w drogę.
W czwartek nie
my
się i nie k ąp a n o ; w dzień ten daw.ano potrawy demonowi u b o ż ę ;
w piątki nie wydawano ognia z domu a sobotę czcili niektórzy więcej
niż niedzielę. Również i pewne dnie w miesiącu były feralne, które były
skwapliwie oznaczane w kalendarzu, niemniej i pewne godziny dnia miały
swoje szczęście lub nieszczęście.
Po tych wierzeniach i zwyczajach przywiązanych do pewnych uroczy­
stości kościelnych, przechodzi autor do przesądów, które się łączyły z pewnemi fazami życia, czy też z zaięciami i stanami ; wspomina o przesądach
■wiążących się ze śmiercią i ślubami, z chorobami i o lekach przeciwko nim,
pomiędzy którymi zaklinania najważniejszą odgrywają rolę i kończy ten
tr a k t a t nadzwyczaj zajmujący na ludziach, którzy się trudnili tern rzem io­
słem, t. j. znachorki i wróżki.
Podawszy za autorCm ten zbiór wierzeń i zwyczajów panujących
w Polsce w X V . wieku, wyrażamy tylko to życzenie, ażeby przyrzeczenie
wypowiedziane na str. 318 j a k najrychlej w czyn zamienił, a ludoznawstwo
nasze wdzięcznem mu będzie, ja k wdzięcznem je st za tou szkic życia ludo­
wego w dawnej Polsce.
Antoni Kalina.

#

*

*

E t n o h r a fi c z n y j z b i r n y k wydaje Naukowe Towarystwo imeny
Szewczenka za redakcjeju M. Hruszewskoho. Tom I. Lwów, nakładem T o­
warzystwa, 1895, w 8-ce, str. V III, 24, 120, 28, 16.
T om pierwszy tego wydawnictwa przedstawia się pokaźnie i obiecująco.
Szereg materyałów w nim nagromadzonych rozpoczyna A. K ram arenki opis
zwyczajów podczas Świąt Bożego narodzenia. Kizdwjaui światky. w stanyci
P aw liw skij, ęiskoho oddiłu na Czornomorii. Po tem następuje zbiór 25
opowieści ludowych z wsi Berlina pow. brodzkiego zapisanych przez J . Rozdolskiego, a zaopatrzonych przez D ra J. F ra n k ę porównawczymi odsyła­
czami i doskonałym indeksom motywów w baśniach tych zawartych. Gadki
ukraińskie o Rusinach, Żydach, panach, moskalach i o zwierzętach zebrane
przez O. Szymczenkę, oraz gadki o moskalach z Tarnopolskiego kończą
zbiór materyałów.
Oprócz tego tom pierwszy zawiera ułożony przez członków Towa­
r zy stw a imienia Szewczenki prograw do zbierania wiadomości o ukraińskoruskim kraju i narodzie, podzielony na następne części :
1. Wiadomości historyczne.
2. Wiadomości etnograficzne : a) ogólne, h) antropologia, c) chata
i obejście, cl) odzież, e) pokarmy i napoje, f ) życie i zajęcia, g) zwyczaje
rodzinne, 7i) wie!żenią, i) literatura ludowa.
3. Wiadomości społeczno-ekonomiczne.

4. Wiadomości prawne na wzór ogłoszonego swojego czasu w „W iśle"
kwesfcyonaryusza.
Pierwszy tom nowego wydawnictwa jest pożądanym nabytkiem dla
każdego zajmującego się ludoznawstwem i niecierpliwie oczekujemy tomu
drugiego, który się w roku bieżącym ma pojawić.
А. Ы.

B IB L IO G R A FIA .
L udoznaw stw o, m a te r y a ły ludoznawcze.
А к a j e m o w N. F. Kujawy, isto'riko - etnograficzeskij oczerk Warszawa,
tipogr. gubiarnskaja. 1895, w 1 6 1’, str. 84.
B a d e n i J. ks. T. J. Między Słowianami, zeszyt II. (Odbitka z Przedlądu
powszechnego). Kraków, nakł. autora, druk. Anczyca i Spki, 1896,
w 8°, str. 171 i 1 iii., 1 zł. 20 ct.
C r e i z e n a c h Wilk. Zur G-eschiehte der Weihnachtspiele, nach H a n d ­
schriften der K rakauer Universitätsbibliothek (Odbitka z XII. zeszytu
Germanistische Abhandlungen). Breslau W . Kühner, 1896, w 8°,
str. 10.
C z e c h Świętopełk. Klucze Piotrowe, bajka, przełożył z czeskiego Konrad
Zaleski (pośw Edw. Jelinkowi. — Biblioteka powszechna, nr. 180),
Złoczów, nakład i druk W. Zukerkandła, 1896, w 16°, str. 52,
12. centów.
C z e r m i ń s k i M. ks. T. J. W Dalmacyi i Czarnogórze. Kraków, nakł.
Misy i katolickich, druk. Czasu, 1896, w S", str. Л І. i 325, z 75 r y ­
cinami, planem i 2 mapkami. 2 zł.
(C. d. n.j.

SPRAWY TOWARZYSTWA.
I. Sprawozdanie z II. W alnego Zgromadzenia.
D rugie Walne Zgromadzenie Towarzystwa odbyło się dnia 21. Stycz­
nia b. r. w sali ratusza lwowskiego w obecności kilkudziesięciu członków.
Przewodniczył prezes Towarzystwa Dr. Antoni Kalina.
1. Po zagajeniu przez Przewodniczącego, odczytał Sekretarz p. Adolf
Strzelecki sprawozdanie z czynności Zarządu w r. 1895, które Zgromadze­
nie bez dysknsyi przyjęło do wiadomości, poczem
2. Skarbnik p. Stefan Bamult przedłożył następujące sprawozdanie
kasowe za rok administracyjny 1895.
I.
A.

D ochody.

1. Wpisowe i wkładki członków zwyczajnych za r

2-







v

1895 .

» , 1896 •

3. W kład ka członka założyciela (Dr. Ja n a Karłowicza)

.

578 zlr. 89 ct.

6 » 40 »

100



— „

-

90 ~

4. Zw rot lokowanych w gal. Kasie Oszczęd. kapitałów
5. Procent


6. P re n u m e ra ta „ L u d u “ w r. 1895
7.


na r. 1896
Razem
Od tego wydatki ja k poniżej

215 złr. --- cfc.
1
33 39 3)
53 3) 87 37
5 13 — 33
960 złr. 55 Ct.
903
»3 11
57 złr. 44 Ct.

Zostaje gotówka w kasie

В. W ydatki.
17 złr. 66 Ct.

1. W ydatki kancelaryjne
.
.
.
.
.
.
2. P o rto ry a Towarzystwa tudzież redakcyi i administracyi ,,Ludu‘‘ .
.
.
.
.
.
.
3. Druk i papier „ S ta tu tu “', odezw itp. .
.
.
.
4. D ru k i papier „ L u d u “ ('kwiecień, październik) .
5. K u rs o r
.
.
.
.
.
.
.
.
.
6. Rabat Księgarni Gubrynowicza i Schmidta .
7. Chwilowa lokacya kapitałów w gal. Kasie Oszcz.
8. Stała lokacya kapitału w pocztowej Kasie Oszcz.
9. Różne
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Razem

.

.

.

.

69
75
353
31
5
215
100
35

33
37
7'3
77
37
73
’3
3>
903 złr.

.

50 33
99 V
70 33
20 33
— •■з
— 37
— 33
06 3’
11 ct.

IL

A. Stan czynny.
1.
2.
3.
4.

Gotówka
w kasie .
.
.
.
.
.
.
Wpisowe
iwkładki członków w pocztowej Kasie
Oszczędności .
.
.
.
.
.
.
Procent w pocztowej Kasie Oszcz. za r. 1895 .
Zalegające wkładki członków
.
.
.
.
.
Razem
.
.
.
.
.

57 zlr. 44 ct.
.
.

51 ;; — 3»
1
,, 42 33
135 ,,
25 33
245 złr. 11 ct.

B. Stan bierny.
1. D ru k i papier „ L u d u " (listopad i grudzień)
.
.
2. P rzedruk pracy dra. K . Mátyasa p. t. Z apust — Po­
pielec — Wielkanoc
.
.
.
.
.
.
Razem

.

.

.

.

151 złr. 25 ct.
17

. 168

„ 14 33
złr. 39 ct.

III. F u n d u s z ż e l a z n y .

■ A. Stan czynny.
1.

W k ła d k a członka założyciela dra J. Karłowicza

1.

Ulokowano w pocztowej Kasie Oszczędności

. 100 złr. — ct.

B. Stan bierny.
.

. 100

złr. — ct.

W e Lwowie, dnia 10. stycznia 1896.
PľPZPR :

S karbnik :

Dr. Antoni Kalina.

Stefan Ватнії.

-

91 —

Sprawozdanie Skarbnika przyjęto do wiadomości bez dyskusji, poczem
nastąpiło :
4.
Sprawozdanie komisji kontrolującej, przedłożone pzzez referenta
prof. D ra B. Dybowskiego. Na wniosek komisji uchwalono absolutoryum
dla Zarządu i wyrażono Skarbnikowi uznanie za wzorowe prowadzenie ksiąg,
i rachunków.
Imieniem Zarządu postawił p. Stefan K amult wniosek mianowania
Dra J a n a K a r ł o w i c z a pierwszym członkiem honorowym Towarzystwa
w uznaniu zasług jego i ćwierćwiekowej niestrudzonej pracy na polu ludoznawstwa. W niosek uchwalono przez aklamację. Prof Dr. Reliman przedło­
żył dalej wniosek Zarządu o mianowanie członkiem honorowym Towarzystwa
JE . W łodzim ierza hr. Dzieduszyckiego w uznaniu usiłowań jego około p o ­
pierania badań ludoznawczych w k ra ju naszym i około utworzenia niezwykle
cennych zbiorów etnograficznych w muzeum im. Dzieduszyckich.
Wniosek
ten przyjęto przez aklamacyę.
6.
P . Adolf Strzelecki referował następnie wnioski Zarządu w sprawie
zmiany statutu, który po ożywionej dyskusji Walne Zgromadzenie uchwaliło
w następującej formie:
I) w §. 10 al. 6 brzmiąca dotychczas (każdemu członkowi przysługuje
prawo) „bezpłatnego otrzymywania organu i innych wydawnictw Towarzy­
stwa“ zmienić na :
„bezpłatnego otrzymywania organu Towarzystwa, zaś innych wydaw­
nictw po cenach zniżonych
I I ) Następnie uchwalono w §. 10 po ustępie członkowie korespon­
denci itd. . . . do . . . bezpłatnie“ dodać następujące ustępy :
1. Członkowie założyciele korzystają z wszelkich praw członków czyn­
nych oraz otrzymują organ Towarzystwa bezpłatnie, zaś inne wydawnictwa
po cenie zniżonej.
2. Członkowie honorowi korzystają z wszelkich praw członków czyn­
nych oraz otrzymują bezpłatnie organ i inne wydawnictwa Towarzystwa.
I II ) w §. 13 al. 1 uchwalono dodać po wyrazie (zawiadomić) , , Z a ­
r z ą d “ ustęp: ,,Najpóźniej na miesiąc przed końcem roku kalendarzowego.
IV ) W §. 20 al. 2 brzmiącą: „Zwyczajne odbywa się raz w roku
mianowicie w lutym“ zmienić n a: „Zwyczajne odbywa się raz w roku m ia­
nowicie w styczniu“ .
Y. W §. 23 punkt 1. „Wybór prezesa, zastępcy prezesa, członków
Zarządu i ich zastępców" zmienić na:
„W y b ó r prezesa, dwóch zastępców prezesa i członków Z arządu“ a opu­
ścić wyrazy „ i ich zastępców“
VI. §. 26 brzmiący: „Zarząd składa się z prezesa, zastępcy prezesa,
5 człozków i 5 zastępców, którzy i t. d.“ zmienić na:
„Z arząd składa się z prezesa, z 2 zastępców prezesa i 12 członków
zarządu, którzy itd.“ .
VIT. §. 27, który brzmi: „ W a ln e zgromadzenie wybiera Zarząd
z pomiędzy członków, czynnych na 1 r o k “ , zmienić na następujący-:
„Walne zgromadzenie wybiera z pomiędzy członków czynnych prezesa
i 2 zastępców prezesa na rok jeden, zaś członków zarządu na lat 3.
„Z pomiędzy 12 członków Zarządu ustępuje co rok po 4 a to w ten
sposob, iż w pierwszym roku po zatwierdzeniu niniejszego statutu występuje

-

92 -

4 członków przez losowanie ; w roku drugim z pomiędzy 8, drugi rok w za
rządzie zasiadających, występuje znowu 4 w ten sam sposób; zaś w d a l­
szych latach ustępują co roku ci 4 członkowie Zarządu, którzy trzy lata
w Zarządzie zasiadaią“ .
„Oprócz wyboru ustępujących z turnusu 4 członków Zarządu, W alne
Zgromadzenie przedsiębierze co roku wybór uzupełniający tych członków,
którzy w inny sposób z Zarządu wystąpią1'.
VIII) W §. 29 po punkcie 8 (przygotowanie sprawozdań i wniosków
dla W alnego Zgromadzenia) wstawić jako punkt 9 :
„Mianowanie członków korespondentów“' zaś jako punkt 10 :
„Mianowanie przewodniczących sekcyj naukowych“ — wskutek tego
zmienione być muszą punkta 9, 10, 11, 12, na 11, 12, 13, 14.
IX ) §. 30, który brzmi: „Do ważności uchwał Zarządu potrzebną
je st obecność przynajmniej 3 członków“ zmienić n a :
„D o ważności uchwal Zarządu potrzebną jest obecność przynajmniej
4 członków“ .
Zmiany powyższe statutu zostały zatwierdzone przez W ys. c. k. N a­
miestnictwo reskryptem z dnia 1 marca 1896, 1. 20148.
7.
Na wniosek Dra Kulczyckiego Zgromadzenie wyraziło podziękowanie
ustępującemu Zarządowi za jego produktywną pracę około rozwoju T o w a­
rzystwa, poczem
8 Na wniosek D ra Kulczyckiego wybrano przez aklamacyę prezesem
Towarzystwa D ra A n t o n i e g o K a l i n ę i przystąpiono do wyboru dwóch
wiceprezesów i 12 członków Zarządu (w myśl powziętych poprzednio uchwał
w sprawie zmiany statutu). W iceprezesami wybrano: pp. W ł a d y s ł a w a
Ł o z i ń s k i e g o ! W ł a d y s ł a w ' a ľ r z y b y s ł a w s k i e g o , w skład Z a ­
rządu weszli pp. Dr. H enryk Biegeleisen, Dr. Benedykt Dybowski, Dr. Iwan
Franko, F ranciszek Rawita Gawroński, Dr. Kazimierz Gorzycki, Edmund
Kolbuszowski, Dr. Wł. Niemilowicz, Stefan Ramult, Władysław Rebczyński,
Dr. Antoni Rheman, Mieczysław Sołtys i Adolf Strzelecki
9.
W skład komisyi kontrolującej wybrano przez aklamacyę ks. J a n a
Gnatowskiego, Mikołaja Rybowskiego i D ra Ja n a Niemca.
Na tem obrady zakończono.

II. Sprawozdanie z posiedzeń Zarza.dn.
P i e r w s z e p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u z dnia 1. lutego 1896.
Obecni pp. Rebczyński, Ramult, Sołtys, Dybowski, Franko, Gawroński,
Gorzyśki, Rehman i Strzelecki i wiceprezesowie Tow. pp. W ł. Łoziński
i W ł. Przybysławski.
Przewodniczył Dr. Antoni Kalina.
Przewodniczący zagajając posiedzenie wyraził nadzieję, iż nowo wy­
brany Zarząd harmonijnie i zgodnie pracując, posunie naprzód działalność
Towarzystwa ku osięgnięciu wytkniętych celów, poczem :
1. Na wniosek p. Łozińskiego wyrażono dotychczasowemu Sekreta
rzowi p. Strzeleckiemu podziękowanie za jego dotychczasową działalność
i postanowiono nie przyjąć jego rezygnacyi ; przez aklamacyę wybrany został
ponownie p. Strzelecki sekretarzem ną rok 1896.
2. Skarbnikiem Tow. wybrano jednogłośnie p. Władysława R e b cz y ń skiego, ponieważ p. Stefan Ramułt, na wniosek Dr. B. Dybowskiego, żeby
ponownie go wybrać skarbnikiem oświadczył, że wyboru nie przyjmie.

-

93 —

3. Uchwalono ustanowić urząd bibliotekarza i jednogłośnie wybrano
bibliotekarzem j). St. Ramułta, któremu wyrażono podziękowanie za jego
dotychczasową działalność jako Skarbnika Tow.
4. Uchwalono przyjąć pisarza do załatwiania czynności kancelaryjnych
i pozostawiono prezesowi wybór osoby i oznaczenie remuneracyi dla pisarza
5. Po długiej dyskusyi uchwalono nie tworzyć z g ó r y sekcyi nauko­
wych, ale postanowiono, aby wtedy gdy zbierze się odpowiednia Ilość człon­
ków chcących utworzyć jakąkolwiek sekcyę, Zarząd uchwalał utworzenie
sekcyi w łonie Tow, i zatwierdzał przedłożyć mu się mający program.
6. Redakcyę Ludu powierzono prof Drowi Kalinie. W skład komitetu
redakcyjnego wybrano D ra J. Franko, D ra K . Gorzyckiego i A. Strzeleckiego.
7. W skład komisy i regulaminowej wybrano pp. Łozińskiego, G aw ro ń­
skiego i Gorzyckiego.
8. Uchwalono nie posyłać dalszych zeszytów ,.Ludu''‘ członkom zale­
gającym z całorocznemi wkładkami i polecono prezydyum zawezwać tychże
do zapłacenia zaległości w przeciągu 3 miesięcy, w przeciwnym razie
wykreślić z grona członków Towarzystwa
9. Uchwalono, iż co miesiąc odbywać się mają miesięczne zgroma­
dzenia naukowe, których dzień oznaczy zawsze prezydyum w porozumieniu
z prelegentem.
10. Do odbioru biblioteki od Sekretarza Towarzystwa wydelegowano
Dr. F ra n k a i Dr. Gorzyckiego.
1.1. Dyplomy dla członków honorowych uchwalono dać drukować.
D r u g i e p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u dnia 21. marca 1896.
Obecni pp. Dr. Biegeleiseü Dr. Franko, Kolbuszowski, D r. Niemiłowicz, Ranmlt, Rebczyński Sołtys, Strzelecki i wiceprezes p. W . Przybysławski.
Przewodniczył prezes Tow D r. Kalina.
1. Zatwierdzono protokół poprzedniego posiedzenia.
2. Przyjęto 7 członków.
3. W skład komisyi do szkontra biblioteki wybrano w miejsce c h o ­
rego Dra Gorzyckiego D ra Biegeleisena.
4. Powierzono pp. Kolbuszowskiemu i Rebczyńskiemu zająć się
spraw ą dyplomów dla członków honorowych i korespondentów.
5. Uchwalono wzmocnić komisyę regulaminową wybierając do niej
D ra F ranko i D ra Niemłowicza.

III. Zgromadzenie m iesięczne Towarzystwa
dnia 18. grudnia 1895.
Na porządku dziennym był odczyt p. Adolfa Strzeleckiego o Bożem
Narodzeniu.
Prelegent wskazawszy na fakt, iż w dniu zimowego nawrotu
słońca (dnia 24. grudnia) budzi się — ja k lud wierzy — przyrodą do no-,
wego życia - - przytoczył poetyczne wierzenia ludu o walce zimy z silami
przyrody. Następnie naszkicował walkę omiędzy apostołami clhrześciań-twa
a bałwochwalstwem, wskazał na to, iż zwycięztwo wiary Chrystusowej nad
pogaństwem, które przechodząc jako święte, nietykalne, dziedzictwo z po .olenia. na pokolenie, zbyt głęboko zakorzeniło się w sercach i myśli pogan,
łatwem nie było.
Chrest nie zdołał zmyć i wyrwać z ich pamięci starodawnych zwy­
czajów i wierzeń, których wspomnienie budziło się w sercu ochrzczonego

- Upoganina, ilekroć do obrzędów, starej, weselszej religii ciągnęły go z k a ż ­
dym rokiem powtarzające się zjawiska przyrody. Nowonawróceni pokryjomu
zachowywali starodawne obyczaje i zwyczaje, wyszedłszy z kościoła, szli do
lasu, aby tam w nieprzystępnych gąszczach składać ofiary prastarym bogom.
Kościół wiedząc, iż zwycięstwo jego na długo jeszcze nie będzie zupełnem, zakończył walkę kompromisem. Kierowany oględną polityką, przy
jąl wiele wymagań dyktowanych przez religię p o g ań sk ą, tak jednakże, iż
nauka chrześcijańska nie doznała przez to żadnego uszczerbku zasadniczego,
ale zbliżyła się tylko do zwyczajów i poglądów narodowych a przez to dó
serc nowonawróconych. Po dopełnieniu takich ustępstw, Kościół zwyciężył
na całej linii.
Dążność do wyzyskania dawnych zwyczajów na rzecz tem szybszego
rozpowszechnienia wiary katolickiej, objawia się także w oznaczeniu dnia
świat B. N. przypadają ych w porze, w której w Rzymie' obchodzono Satur­
nalia i początek roku Calendae Januariae, Dzień B. N. oznaczono w dniu,
w którym rzymian e obchodzili dzień, urodzin słońca - Dies natalis solis invicti. Budzące się ze snu zimowego słońce, najlepszym było symbolem zja­
wiającego się i wznoszącego słońca nowej ery Boga-Ozłowieka.
Zastanowiwszy się nad znaczeniem tak zwanej dwunastnicy t. j. okresu
od B. Narodzenia do Trzech Króli, prelegent przedstawił w bardzo zajm u­
jący sposób pochodzenie rozpowszechnionego u wszystkich Słowian wyrazu
„K olenda“, z łacińskiego Calendae i jego stosunek do tego okresu.
W dalszym toku zaznaczywszy, iż zwyczaje ludowe związane z dniem
B. Narodzenia, stanowią konglomerát pogańskich zwyczajów starosłowiań­
skich, rzymskich Saturnalii i Brumalii i t. d. wziął pod rozwagę jedną grupę
tych zwyczajów, mających związek z kultem ognia i słońca, aby w końcu
przejść do zwyczaju Bożego drzewka. Prelegent przyznał wprawdzie, iż zwy­
czaj ten nie je st wcale pochodzenia słowiańskiego, ale wskazując na ana­
logię pomiędzy ubieraniem drzewek na wiosnę kwiatami i wstążkami, który
to zwyczaj znany do niedawna pod nazwą „m aju“, „ga ik a“, symbolizował
twórczą siłę słońca, wywołującą rozwój wegetacyi, wyraził zdanie,, iż k ato ­
licyzm przeciwstawił temu zwyczajowi pogańskiemu zwyczaj Bożego drzewka,
które symbolizując rajskie drzewo żywota, jest także drzewem żywota No­
wego testamentu Chrystusa. Do Polski przynieśli zwyczaj ten Prusacy przez
Gdańsk i W arszaw ę w początkach bieżącego stulecia.
n
Pierw sze m iesięczne zgrom adzenie naukow e го roku 1SB.6 odbyło się
dnia 22. lutego przy licznym udziale członków Towarzystwa i gości. Po za­
gajeniu przez przewodniczącego Dr. Kalinę, nastąpił odczyt p. Rawity p. t.
0 p o b y c i e Z o r y a n a D o ł ę g i C h o d a k o w s k i e g o w G a l i c y i . (Ad.
Czarnockiego) w r. 1817 i 1818. Stosownie do tytułu odczytu prelegent
objął tylko krótki okres z życia Z. D. Chodakowskiego, mianowicie
pobyt jego w Galicyi i poprzedzające go lata. Streściwszy główniejsze daty
z życia Z. D. Ch. z okresem rozpatrywanym bezpośrednio' związane, p. F r.
Rawita zatrzymał się na chwili rozgromu armii Napoleona I, nad Berzyną
1 postawił sobie pytanie : co się stało potem z Chodakowskim, który w tej
kampanii brał bezpośredni udział? J. Lelewel utrzymywał, że przebywał
■podobno w Galicyi ; Dominik Chodźko mówił, że wyjechał n a czas j a k i ś d o .
Galicyi i przezwał się Chrzanowskim. Oprócz głuchych wzmianek tego rodzaju,
które powtarzały się we wszystkich próbach jego życiorysu, pewności nie
posiadano żadnej, gdzie istotnie Chodakowski przebywał przez okres czterech

lat: 1813—1817 t. j. do chwili, gdy znalazł się już w Puławach. P. Fr.
Eawita, opierając się na późniejszej korespondencyi Chodźki, jakoteż na
rozmaitych innych kombinacyacb, doszedł do wniosku, żc w okresie powyż­
szym Chodakowski wcale w Galicyi nie był, przebywał natomiast najczęściej
na Wołyniu, w Porycku i w Krzemieńcu, stąd odbywał podróż na Ukrainę,
do Kijowa i na Podole, zbierając pieśni i zwyczaje ludu. Polecony przez
jenerała Fr Kropińskiego T. Czackiemu a potem ks. kuratorowi Ad. Czar­
toryskiemu, zdołał otrzymać pomoc od tego ostatniego na zbadanie Słowiań­
szczyzny pod względem archeologicznym. W tym celu powołany został do
Puław, a następnie około września r. 1817 wysłany do Galicyi. Zwiedził
w tej podróży Kraków, Sieniawę, Tarnów. Przemyśl, Lwów i mnóstwo innych,
na uboczu leżących miejscowości, które badał pod względem starosławiańskich pozostałości pogańskich. Zapoznał się z księdzem Fr. Fajglem, bisk.
Lewickim, Ławrowskim i w. in., zebrał dużo pamiątek, które przesłał do
Puław i Krzemieńca. W Galicyi, mianowicie w Sieniawie, napisał w marcu
słynną rozprawę O Słowiauszczyźnie przed chrześciaństwem, którą pragnął
ofiarować Carowi Aleksandrowi f., bawiącemu w Warszawie, mając nadzieję
wyjednać z czasem zapomogę na dalsze podróże po Słowiańszczyznie. Dla
poparcia tej myśli, wrócił na Wołyń, zabawiwszy w Galicyi 9 —10 miesięcy
tyiko t. j. od października 1817 do lipca 1818.
Drugie miesięczne zgromadzenie naukowe odbyło się dnia 28. marca
br., na które ni Dr. Iwan Franko miał wykład: o powieści o Barlaamie i Jozafacie.
Wskazawszy na doniosłość powieści jako pokarmu duchowego całych
mas, całych pokoleń i jako potężnego środka propagandy najrozmait­
szych poglądów, idei i zapatrywań, prelegent wytlómaczył doniosłość ba­
dania historyi tego rodzaju literatury. Scharakteryzowawszy powieść grecką
i rzymską z doby upadku, prelegent przeszedł do powieści chrześciańskiej, duchownej w jej rozmaitych przejawach. W szeregu tych wybitne
miejsce zajmuje powieść o Barlaamie i Jazafacie. Podawszy treść tej po­
wieści i scharakteryzowawszy pokrótce jej losy pośród narodów europejskich
w wiekach średnich i nowszych prelegent dotknął krótko kwestyi jej
autorstwa, a następnie omawiał dokładniej najnowsze odkrycia co do
genezy tej powieści, zwłaszcza prace Liebretta, Zochenberga i Kukną,
które nad wszelką wątpliwość podniosły buddyjskie pochodzenie wątku tej
powieści, a także największej części wplecionych w nią paraboli.
17. Spis członków Towarzystwa.
I Członkowie honorowi :

Mianowani przez Walne Zgromadzenie na duiu 21. stycznia b. r.
1. Dr. Jan Karłowicz, Warszawa.
2. JE. Włodzimierz hr. Dzieduszycki, Lwów.
II

Członkowie korespondenci:

Mianowani na mocy statutu §. 9. uchwałą powziętą przez Zarząd
rzystwa na posiedzeniu z dnia 30 grudnia 1895 r,
1. Franciszek Bartoš с. к. radca szkolny, Berno, (Morawy).
2. Dr. Klemens Koehler, radca zdrowia, Poznań.
3. Dr. Władysław Łebiński, literat, Poznań.
4. Dr. Jerzy Polivka, prof. Uniwersytetu, Praga.

Towa­

— ge­
ni

C z ło n k o w ie czynni :

Wyciąg ze statutu:
§. 5 Członkami Towarzystwa mogą być osoby nieposzlakowanego
charakteru bez różnicy pici.
§. 7 Członkiem założycielem zostaje ten, kto na cele Towarzystwa
złoży jednorazowo kwotę 200 koron.
§. 12. Członkowie czynni uiszczają wpisowego najmniej 2 korony, tu­
dzież roczną wkładką w ilości 8 koron, płatnych kwartalnie.
Słuchacze Uniwersytetu, oraz nauczyciele szkół ludowych wiejskich,
płacą wpisowego 1 koronę, a wkładki rocznej 2 korony. Uwolnionym może
być od wkładki rocznej ten z nauczycieli ludowych, który dostarczy redakcyi
„Ludu ‘ materyałów etnograficznych w odpowieduej objętości, mogących być
zużytkowanymi do druku. (Uchwała Zarządu Tow. z dnia 30 pażdz. 1895).
Członek Towarzystwa zalegający z całoroczną wkładką, nie otrzymuje
dalszych zeszytów „Ludu“ z następnego roku, a jeżeli zawezwany do za­
płacenia zaległości nie uiści jej w przeciągu t r z e c h miesięcy, zostaje
wykreślony z Towarzystwa. (Uchwała Zarządu Tow. z dnia 1 lutego 1896).
19 5. Badańczyk Ferdynand, insp.
212. Łomnicki Maryan, prof. gimn.
szk. okr. Wadowice.
Lwów.
196. Dr. Barański Ant, prof, szkoły
213. Michejda Jerzy, kier. szk. lud.
weteryn. Lwów.
Ustroń, Szłąsk austr.
197. Dr. Barewicz Witołd, prof,
214. Niemczyk Jan, naucz. By­
gimn. Drohobycz.
strzyca p Cieszyn.
198. Bielska Elżbieta, Lipniki p.
215. Nowotarski Wład., nauczyciel,
Mościska.
Żywiec.
199. Błotnicki Stan., dziennikarz,
216. Ożana Jan, naucz. Cisownica
Wadowice.
p. Cieszyn.
200. Bursa Stan. urz. Tow. wzaj.
217
Dr. Eljasz-Radzikowski. lek.
ubezp. Lwów.
zakł. Zakopane.
201. Ks. Czartoryski Jerzy, Wią­
218 Rolle Michal, literat, Lwów.
zownica
219.
Ks. Rzepecki Stan., wikary,
202. Chmielowska Zofia, nauczyc,
Trzciana
p. Łapanów.
Borownica p. Ulucz.
220.
Selbor
Emanuel,
naucz. Pol­
203. Czajkowski Stan. naucz.
ska
Lutynia
p.
Orłowa,
Szląsk
204. Ks. Frug Stan., wikary i ka­
austryacki.
tech. Dydnia.
221. Sienicki Antoni, nauczyciel
205. Głęboclii Kazim. sł. pr. K ra­
gimn Lwów.
ków.
222. Siewiriski Ant., naucz., Ostrów
206. Ks. Gołębiowski Hieron. pro­
koło Sokala.
boszcz, Szynwałd p.. Łasin Dr.
223.
Sklarczyk Aleksandra naucz.
Zach.
Wadowice.
207. Ks. Gardziel Mich. wik. i kat
224. Towarzystwo młodz. poi. „Spój­
Dylągowa.
nia“, Paryż.
208. Deczko Jan, naucz. Kosze225. Terlik Paweł, naucz. Trzanorzyska p Jabłonków.
wice p. Cieszyn.
209. Kubisz Jan, naucz. Gnojniki
p. Cieszyn.
226. Dr. Twardowski Kazim., prof,
uniw. Lwów..
210. Klisz Bazyli, naucz.
2 27. Zjednoczenie kształcącej się
211. Łoziński Wład., człon Akad.
młodz. post. Kraków. C. d. u.
umiej., Lwów.
Z D r u k a r n i L u d o w e j ' w e L w o w i e , p o d zarz, St. B a y l e g o ,

1 ¡§ p m m a Q n o a iis
n a p is a ł

T a n . ■ \X 7 - it o r t .
D o najw ięk szych zd oby czy u m y s ło w y c h w zak resie b a d a ń
e tn o lo g iczn y c h drugiej p o ło w y X I X . wieku, należy bez w ą tp ie n ia
o b alen ie t. zw. p a t r y archalnej te o ry i rodziny, której początki,
j a k słusznie zauw ażył M a i n e , sięg ają czasów A ry s to te le s a i P l a ­
tona. P o d łu g niej, ro d z in a m o n o g am iczn a lub poligam iczn a z zu­
p e łn ie ro zw in iętem p ierw szeń stw em i w ład z ą m ęża n a d żoną, ojca
n ad dziećmi, b y ła tą p ie r w o tn ą k o m ó rk ą społeczną, z której s to ­
p niow o rozw inęły się w szelkie instytu cy e. W z m ia n k i pisarz y s t a ­
ro ż y tn y c h , H e ro d o ta , D io dora lub S tra b o n a , n iezgo dne z tą teoryą, u zn a w an e b y ł y za bajki, a op ow iad a n ia p o d ró ż n ik ó w o s p o ­
łecz eń stw ac h , w k tó ry c h k o b ie ta p o siad a p rzew ażne znaczenie —
za w ym ysły, lub tłóm aczono je — spaczeniem pojęć m o raln y c h lu­
d ów dzikich, ja k o po zb a w io n y ch p o z n a n ia p ra w d z iw e g o B oga.
A le już w ko ńcu w iek u X V I I I . L a f i t e a u zaznaczył w sw em '
dziele: „M oeurs des S a u v a g e s a m é r ic a in s “ szerokie ro z p o w sze­
ch nien ie b e z ła d n y c h sto su n k ó w p łcio w ych i b r a k ciągłości zw ią­
zku dzieci z ojcami w śró d ludów p ie rw o tn y c h ; m im o to dopiero
p ra c e J. L u b b o c k a, B a c h o f e n a , M o r g a n a i in n ych rz u ­
ciły c a ły snop ś w iatła na k w e s ty ę pochodzenia rod zin y i jej
dzieje ; okazało się, że w spółczesna ro dzina osobista (indyw idu­
alna) istnieje s to su n k o w o niedaw no, — je s t owocem d łu g ieg o
rozwoju, z n a t u r y rzeczy zm ienną, zależną od wielu w aru nkó w ,
a zwłaszcza sposobów w y tw a rz a n ia ; zrozum iano n areszcie, że nie
są kon iecznem i oznakam i rodziny „ m u n d iu m “ i „ p a tria p o t e s t a s “,
alb ow iem i bez nich in s ty tu c y a rod zin y istn ia ła i istnieje. Prze-,
ko n an o się, że p o w stan ie jej p ie rw s z y c h za ro d k ó w wyprzedził’
sta n zupełnej s w o b o d y s to s u n k ó w płciow ych, bez ż a d n y c h niem al
og ran iczeń. E tn o g rafia stw ierdziła to do statecznie. W s z a k ż e do7

-

98

t ą d istnieje teorya, bro n io n a g łó w n ie przez M a i n e ’a a dowodząca,
że t. zw. p ie rw o tn e pom ieszanie rozrodcze b y ło w łaściw em ty lk o
ra so m niższym, nie zaś — w yższym , rozum iejąc przez to rasy
A ry js k ą i Sem icką. P om ijając n a w e t nieok re śln o ść i nieścisłość
pojęć „rasa w y ż sz a“ i „n iższa“, zeb rało się już ty le dowodów, że
należy uw a żać ten p o g lą d za obalo ny . Zdaje się, że w chwili o b e ­
cnej m ożna m niem ać, że p ie rw o tn e p om ieszanie rozrodcze, czyli
ta k i stan, w k tó r y m w szy sc y mężczyźni małej h o rd y pierw o tn e j
przen ośn ie b y li m ężam i w sz y s tk ic h jej k o b ie t i o d w ro tn ie w s z y s t ­
k i e k o b ie ty b y ł y żonam i w szystkich mężczyzn, uzn ać n a le ż y za
p u n k t w yjścia w b a d a n ia c h wszelkich, d o ty c z ą c y c h rozw oju p e ­
w n y c h in s ty tu c y i s p o łe c z n y c h np. rodziny. T u zastrzeg a m się co
do znaczenia w y ra zu „ p ie r w o tn y “, przez k t ó r y rozum iem n ajniższy
szczebel rozwoju spo łecznego, ja k i znam y, b y n ajm n iej nie p rz e s ą ­
dzając istnienia in ny ch, jeszcze niższych.
Jeśli w głośnej c h a r a k t e r y s ty c e stan u p ie rw o tn e g o , danej
przez H o b b e s ’a — „bellum om nium c o n tra o m n e s “ — za stą p im y
je g o czło w ieka p o je d y n cz eg o m a łą g ru p ą etniczną, — to zbliżym y
się zupełnie do prawTdy. T a k i sta n rz eczy d o tąd jeszcze istnieje
w wielu z a k ą t k a c h kuli ziemskiej. P o d ł u g D a n n e r ’a w śró d n ie ­
k t ó r y c h plem io n m u rz y ń s k ic h „ k o b :e ty i dzieci sta n o w ią w s p ó ln ą
w łasn ość całej g ru p y , k tó rej członkow ie odróżniają się w zajem nie
ty lk o p rz ezw isk a m i, o p a rte m i n a ich c e c h a c h fizycznych, np.
„w ysoki, c h r o m y " ; p lem io n a te znajdują się w u staw icznej, e k s ­
term in ac y jn e j w ojnie p o m ięd zy sobą. W sp o só b p o d o b n y p o d r ó ­
żn ic y opisują b y t spo łeczny tu b y lc ó w n ie k tó ry c h o k r ę g ó w Nowej
Zelandyi, A m e r y k i południow ej, w y sp A n d a m a ń s k ic h i N ik ob arskich. W ś r ó d B u szm enó w A fr y k i południow ej nie istnieje n a w e t
pojęcie m ałże ń stw a ; m ężczyźni i k o b ie ty teg o p le m ie n ia żyją
w b e z ła d n y c h s to s u n k a c h p łciow y ch , p o z b a w io n y c h wszelkiej
trw ałości. O T ich u ra ch , lu d k u zam ieszkałym w H in d u stan ie,
a m ianow icie w Udzie, B u c h a n a n p o w iad a , że w ś r ó d d r o b n y c h
h o rd „pojedyńcze p a r y uw ażają siebie za p o łączon e węzłam i m a ł­
żeńskim i, ale te o s ta tn ie istnieją ty lk o po im ie n iu ' ; u p e w n e g o
plem ien ia, o siadłego w g ó ra c h N ilg ery , k a p ita n J o r k n i c e z a u ­
w a ży ł „zupełny b r a k wszelkiej u m o w y m ałżeńskiej ; mężczyźni
i k o b i e t y zaw iązyw ali stosun ki m iłosn e bez żad n eg o w y b o r u ;
ro z strzy g n ięcie p y ta n ia o dalszem istnieniu zw ią zk u lub jeg o z e r­
w a n iu zależało p rz ew aż n ie od k o b i e t y “.
W K a lifo rn ii — w edle B ug'erte-a — o so b n ik i ró żn y ch płci,
n ależ ący do I n d y a n m iejscow ych, z a w i e r a ją . stosun ki m iłosne bez
o b rz ę d ó w u p rz e d n ic h ; nie m ają oni n a w e t słowa, oznaczającego

— 99 a k t zaślubin. B rak u je też w y ra z u „m ałż eń stw o “ w języ ku H a jd a eiiów, zam ieszkujących w y s p y K rólow ej K a r o lin y ; „k o b iety —
mówi pod różnik B o t o l e — uw ażają za sw y ch m ężów w szystkich
w ogólności a każdeg '0 w szczególności z mężczyzn, należących
razem z niem i do teg o sam eg ‘0 p lem ien ia; odm aw iają one sto su n­
k ów p łcio w y ch ty lk o cudzoziem com “. N a w y sp ac h A n d a m a ń s k ic h
o d m o w a k o b ie ty sw obodnej w s p ra w ie zaw iązania z nią zw iązków
m iło sn y c h uw aża się za ciężką o brazę mężczyzny, k t ó r y n ie k ie d y
m ści się naty ch m iast.
A le n igd zie bodaj, to p ie rw o tn e pom ieszanie rozrodcze nie
w y stęp o w a ło ta k jasno a dobitnie, j a k n a w y spach, należ ący c h
do A u stra lii ; w całej M elanezyi zresztą o d b y w a się ono zawsze
w lasach i w dzień biały. W Nowej K a le d o n ii k o b ie ty spęd z ają
noce w o doso b n io n y ch szałasach, do k t ó r y c h m ężczyźni w cale
p rz y s tę p u nie mają. S a m a form a ty c h połączeń j e s t cie k a w a
i o statecznie nadaje im cechę zwierzęcości. T e o lo g o w ie d o s ta r­
czyli ok reśle n ia łaciń skieg o, dokładnego, a w zględn ie p rz y z w o ­
iteg o „more .c an in o “, j a k się w y ra ż a ją w s w y c h dziełach o Theologia m o ra lis “ — m ów i L e t o u r n e a u . W P o lin e zy i działo się
to samo. „C nota według- naszego rozum ienia — m ów i am e ry k an i n
P o r t e r — b y ł a całkiem w śród nich nieznana. Nie p r z y w ią z y ­
w ali w cale w styd u do czynów, u w ażan y c h przez n ich n ie ty lk o za
n atu ra ln e, ale n a d to za niew in n e ig ra s z k i.“ „G łów ną tru d n o ść dla
m isy o n arza n a ty c h w y sp ac h — pisał n ie d a w n o F ra n c u z de V ar i g ' í i y •— stan ow iło n auczanie k o b ie t czystości o b y c z a jó w : nie
ro zum iały ani znaczenia wyrazu, ani rzeczy s a m e j“.
S ła w n y k a p ita n C o o k w tej k w e s ty i ta k się w y r a ż a : „nie
mieli oni najlżejszego pojęcia o nieprzyzw oitości ; zadaw aln iali
publicznie sw e żądze i nam iętności z ta k ą sw obodą, j a k m y z a ­
s p o k ajam y nasz głód, posilając się z k re w n y m i i p rz y ja c ió łm i“.
Obyczaje te szczegółowo opisało wielu po dró ż n ik ó w jak o to :
W a l l i s , Ç o o k , B o u g a i n v i l l e , L a - P e r o u s e , V a n e o rw e r i t. d. O p isy te stw ierd zają niew ątpliw ie, że w rozm aitych
z a k ą tk a c h kuli ziemskiej istniało do n ie d a w n a lub istnieje d o tąd
t. zw. p ie rw o tn e p o m iesza n ie rozrodcze. W s p o m in a ją o niem p i ­
sarze. k la s y c z n i; ta k n. p., H e r o d o t i S t r a b o n twierdzą, iż.
istniało ono w śród n ie k tó ry c h p lem ion etyopskich, a m ianow icie
A nzów i H a ra m a n tó w oraz d o d a ją , że M a sa g eci nie mieli ani
najm niejszęg ‘0 pojęcia o m ałżeństw ie. T ro s k liw e ' a d ro b n o stk o w e
b a d a n ia p o m n ik ó w p ra w a, lite ratu ry , języków, obyczajów, z w y ­
czajów i t. d. p rz y św ietle k r y t y k i w spółczesnej, o d k ry ło liczne
ś la d y lub p ozostałości p ierw o tn e g o p o m ieszania rozrodczego n a w e t
*

-

100 —

w śród A ry ó w . Najwięcej o s ta tk ó w arch a ic z n y c h zach ow ali S ł o ­
w ianie ; zacznę w ięc od nich.
K o z m a s z P r a g i n a stę p n e m i sło w y c h a ra k te ry z u je życie
C zechów s t a r o ż y tn y c h : „naród ten nie zna trw a ło ś c i w ęzłów m ał­
żeńskich ; j a k b y d l ę t a zaw ierają oni zw iązki co noc z n o w ą k o ­
b ie tą a ró w n o z zorzą zry w a ją żelazne o k o w y m iłości“. T o św ia ­
d ectw o p o t w i e r d z a , p rz y to c z o n y przez M ac ie jow sk ie go u ry w e k
biografii św. W o j c i e c h a , z k tó re g o widno, że g ł ó w n ą p rz y c z y n ą
niezad ow o len ia ludności miejscowej z te g o A p o s to ła b y ł a gorliw a
p r o p a g a n d a życia m ałże ń sk ie g o tudzież zakaz pożycia z blizk iem i k re w n ia c z k a m i. P o ży cie to n ie z n a n y a u to r t a k c h a r a k t e r y ­
zuje : „populus m is c e b a tu r cum co g n a tis et sine le g e cum u x o rib u s “ ; jestto n ieodzow ny w a r u n e k spólności k o b ie t w g ra n ic a c h
teg o s a m e g o plem ien ia.
P o d o b n e sto su n k i is tn ia ły też w ziem iach łechickich. A 1B e k r i , p o d różnik a r a b s k i , św iadczy, że dziew częta sw o b o d n ie
o d d a w a ły się m i ło s t k o m , chociaż m ężatki od zna cza ły się w ie r­
n ością m ałżeń ską. S p ó lno ść k o b i e t s p o ty k a m y i w śród S ło w ia n
w schodnich. N e s t o r , m ó w iąc o R ad im ic zac h , W ia tic z a c h i Siew i e r i a n a c h , t a k się w y ra ż a (p o d łu g spisk u Ł a w re n ty o w s k ie g o ) :
„R ad im iczi, W ia tic z i i S ie w ie r odin obyczaj i m i a c h u . . . b ra c y
że nie b y w a c h u w n i c h , no ig riszcza m eżiu seły. S ch o żach usia
n a igriszcza i tu u m y k a c h u żeny s o b ie , s nieju że k to sowieszczaszesia; im iechu że po dw ie i po tri ż e n y “. N iew ątp liw e m jest,
że te u p ro w a d z e n ia b y ł y m a łż e ń s tw a m i czasowemi, pozostającem i
w zgodzie z tem p o m ie s z a n ie m , o ja k ie m m ów i K o z m a s
z P r a g i ; ś w ia d e c tw a późniejsze u p o w a ż n ia ją do teg o wniosku.
P o d łu g k ro n ik i P ie reja sła w sk iej w śró d w s p o m n ia n y c h u p rz ed n io
l u d k ó w słow iańsk ich , n a ig rz y s k a c h m iędzy w io sk o w y ch is tn ia ła
zu p e łn a s w o b o d a s to s u n k ó w m iłosnych. W p ra w id ła c h M e tr o ­
p o lity C yryla, p o ch od z ącyc h z w iek u X I I I . c z y ta m y : „słyszeliśm y,
że w g r a n ic a c h n o w o g ro d z k ic h n a rz e c z o n y c h p ro w a d z ą do w ody;
teraz zwyczaj ten z a b ra n ia m y i ro z k azu jem y p rz ek lin ać. S ły s z e ­
liśmy, że w sobotę w ieczorem zbierają się razem mężczyźni i k o ­
b ie ty i b a w ią się b e z w s ty d n ie i p lu g a w ią się w noc św. N ie d z ie li“ .
To co z p o c z ą tk u b y ło p ra w id łe m o g óln em , z czasem staje
się w y j ą t k i e m ; spólność kobiet, n ie g d y ś t rw a ją c a c a ły r o k , o g r a ­
nicza się do p e r y o d u p e w n y c h świąt lub uroczystości. M ożn a to
n a z w ać u c z a s o w i e n i e m , k tó re g o p r z y k ła d w y b o r n y p rz y ta c z a
E l l i s m ó w iąc: „n a M a d a g a s k a rz e zazwyczaj pod cz as dni r a ­
dosnych, obchodzonymi! n a cześć córki R a d o m y , ulice stolic y s t a ­
w a ły się w id o w n ią powszechnej rozp u sty (one g r e a t b ro th e l)“.

— 101 P o d o b n ie działo się i w śró d S łow ian. P o przyjęciu c h r z e ś c i a ń stw a, zresztą bardzo p o w ie r z c h o w n e m , staran o się stare u r o c z y ­
stości p o g ań sk ie spro w ad zić do ś w iąt n a k a z y w a n y c h przez n o w ą
re lig ię ; w ted y wielu św iętych chrześciańskich zajęło m iejsce
b o g ó w u p rz ed n ich ; ta k św. Ja n Chrzciciel za stą p ił P e r u n a sło­
w iań sk ieg o a P e rk u n a s a litew skiego i t. d. Nie dziw więc, że
jeszcze w r. 1 5 0 5 , p o d łu g ś w iad e ctw a P a m f i l a , o p a ta klasztoru
św. E l e a z a r a . od b y w a ło się to u p ro w a d z a n ie dziew cząt i p o m ie ­
szanie płci, o k tó re m m ów ią sta re k ro n ik i. Z zak azó w S to g ło w u ,
(tak zw ał się S o b ó r M o skiew sk i z połow y w ieku X V I .) m ożna
w n i o s k o w a ć , że sw o b o d a s tosu nk ów m iłosnych p ra k ty k o w a ł a
się n iety lk o w w igilię św. J a n a C h r z ., ale i B ożego N a ro d z e n ia
oraz Z w iastow an ia. O bchód S o b ó te k lub Iw a n a -K u p a ły w wielu
m iejscow ościach nie zatracił jeszcze cech u p rz e d n ic h ; więcej
naw et, bo dotych czas w gub. Niżegmrodzkiej, w edle J a k u s z k i n a
zacho w ały się igrzysk a, analo giczne o p isy w an y m przez N estora,
oraz t. zw. noce k ąpielo w e (kupalni) trw a ją c e od Niedzieli p r z e ­
wodniej aż do jesieni, w każde święto. M a ło ru sk ie wieczornice
i posidiełki rosyjskie w wielu m iejscach połączo ne są z zupełną
niem al sw obo dą m iłostek przelotn ych . W n ie k tó ry c h w siach p o ­
w iatu P ineźld ego , m ów i J a k u s z k i n , powmłując się na A rc h an g 'e ls k ie W ia d o m o ś c i G u b e rn ia ln e , dopuszcza się ńa p o s id ie łk a c h
s w o b o d a stosunków- p łc io w y ch ; istnieje ona i n a P o m o rz u Białom o r s k i e m , ja k p rz e k o n a ł się osobiście piszący, zwłaszcza w m.
K iem i. W Onedze, z n astan iem cmpłej p o ry ro k u , co niedziela
lub ś w ię to , dziew częta i chłopcy p rz ech ad zają się po mieście,
śpiew ając pieśni, w ieczorem zaś udają się n a s p o c z y n e k p a ra m i
W ogóle w po w. O neźkim i K i e m s k i m , g u b . A rchan gielsk iej,
ślady pierw otnej spólności k o b ie t w y stęp u ją na k a ż d y m k ro k u ;
o b serw o w an o je i w S y b ery i. W niek tó ry c h m iejscach p ozo stał
po niej już ty lk o jed en o b rz ę d , jed n o w sp om nien ie n. p. u k r a i ń ­
skie doświtki.
Pozo stałości p ie rw o tn e g o pom ieszan ia ro zro dczego s p o t y ­
k a m y też i u najbliższych p o b ra ty m c ó w S ło w ia n - Litw inów . M a ­
c i e j z M i e c h o w a ta k się w y ra ż a ; „apud quos litcitum erat,
uni viro plures h a b e re uxores, et p a t r e m ortuo nov ercam , fratreque g lo rem in u xo re m a c c i p e r e “. W ie m y , iż w za w iera n iu m a ł­
żeństw nie zw raca n o u w a g i na blizkość p o k re w ie ń s tw a lub p o ­
w in o w a c tw a ; wolno b yło poślubić n iety lk o b ra to w e lub ciotkę,
ale n a w e t i m acoch ę ja k to po do bno uczynił G iedym in (N a rb u t
IV., 4 6 0 ).

302



D o w o d y te , zdaniem mojem, b y ł y b y n iedostateczne, g d y
b y ś m y dziś jeszcze nie obserw o w ali licznych szczątek p ie rw o tn e g o
p o m ie s z a n ia rozrodczego. D ość w spom nieć o obchodzie S o b ó tk i
n a p o g ra n ic z u k u r l a n d z k i e m , o „ w a k a ru s z k a c ii“ (litew sk a n az w a
w ieczorn icy) wielu m iejsco w o ści, p o życiu m ałże ń sk ie m narzeczo­
n ych do ślubu i t. d.
Ś la d y spólności k o b ie t z a c h o w a ły się i w in n y c h g ałęz iach
ra s y aryjskiej, ja k o to : celtyjskiej i g erm a ń sk ie j. J u l i u s z C e ­
z a r t a k c h a ra k te ry z u je rod zin ne ¡Dożycie B ry tó w : „uxo res h a b e n t
deni d u o d e n iq u e in te r se com m unes et m ax im e fra tre s cum fra.tribus, p a r e n te s q u e cum lib e ris .“ J e s t to już późniejsza f o r m a . sp ó l­
ności żon p o m ięd zy b raćm i, ale z w a ru n k o w a n a p o p rz e d n ie m is t n ie ­
niem p ie r w o tn e g o p o m ie s z a n ia rozrodczego, Ś w ia d e c tw o teg o
w ielkiego p is a rz a n a b ie r a w iększego z n a c z e n ia , g d y je p o r ó w n a m y
po p ierw sze z uchw ałą, m iejscow ego ko n cy liu m g a ls k ie g o z V.
w ieku, za kazująceg o m a łż e ń s tw a po m ięd zy b ra ć m i a s io stram i rodzonemi, p o w tó re — z pożyciem m ałże ń sk ie m narzeczonego z n a ­
rzeczoną do ślubu k ościeln ego , u w a ru n k o w a n e g o zajściem d ziew ­
c z y n y w ciążę (zwyczaj ten dłu g o trw ał w górnej S zkocyi) i po
trzecie — z istn iejącą d o tąd w I r la n d y i s w o b o d ą sto s u n k ó w m i­
ło s n y c h w ś ró d ludowej m łodzieży płci o b o jga czyli t. zw. b u n d lin g ;
sw ob od a ta j e d n a k ustaje od zam ęźcia lub ożenku. W zbiorze
pieśni irlandzkich, (w y danie W h i t l e y a S tokena), znajduje się dużo
w z m ia n e k o b y ły m b ezład zie w s to s u n k a c h płcio w ych..
O spólności k o b ie t u sta ro ż y tn y c h G e rm a n ó w nie w iele da
się pow iedzieć. R ze c z w tem, że pisarze św iata k la s y c z n e g o ¡D o ­
znali ten n a r ó d n a ta k im szczeblu uspołecznienia, g d y ro d z in a
oso b ista już w y ró ż n ic z k o w a ła się zupełnie, co j e d n a k n ie w y k lu ­
cza m ożności od nalezienia po zostałości p ierw o tn e g o p o m ie s z a n ia
rozrodczego w ty c h m iejscowościach, k t ó r y c h sa m a p rz y ro d a
u tru d n ia ła rozwój uspołecznienia. Ja k o ż rzeczyw iście prof. К o w al e w s k i j o d n a la z ł ta k i do w ó d w p ra w ie zw yczajow em o k rę g u
k lo s tersk ieg o , n ależącego do k a n to n u G ra u b ü n d e n . P r a w o to spisan e m zo stało w w ie k u X V I I ; je d e n z jeg o a r ty k u łó w za b ra n ia
zg ro m a d zeń w io s k o w y c h czyli t. zw. kilben en, alb o w iem re z u lta ­
tem ich b y w a ty lk o ro z p u s ta i cudzołóztwo. L u dno ść te g o o k rę g u
sk ład a się z n iem ieck ich kolonistów , pochodzenia allem ańskiego..
A le n a w e t w n ie k tó ry c h k a n to n a c h S zw ajcaryi niem ieckiej
(Schwitz, A a r g a u ) oraz w' pob lisk ic h m iejscow ościach W i r t e m berg-a i B a w a r y i za ch o w a ł się d o tą d p e w ie n ślad b e z ła d u w sto­
su n k ac h m iłosnych. M ów ię tu o D o rf-g e h e n czyli K ilc h g a n d , t. j.
zw iedzaniu — z zezwoleniem rodziców — ich c ó rek nieza m ężn y c h

-

103 —

i spędzaniu z nim i n o c y ; p ieśn i zeb ran e przez R o c h h o l z a d o ­
w o d zą tegx>.
P o m im o u b ó stw a danych, d o ty czący ch sta ro ż y tn y c h form
życia sp o łeczn eg o H indusów i n aro d ó w g re c k o -ita lsk ic h , sta ra n n e
b a d a n ia d o p ro w ad ziły do o d szu k a n ia p ew n y ch śladów spólności
k o b iet. T a k A u r e l i u s z M a y e r , stu d y u jąc h in d u stań sk ie p ra w o
dziedziczne, p rz e k o n a ł się, że w In d y i istn ia ła spólność k o b ie t
przy n ajm n iej w form ie późniejszej — p o ż y c ia p łcio w eg o jednej
n ie w ia sty z k ilk u najbliższym i k re w n iak am i. B a d a n ia W s i e w o ł o d a M i l l e r a p o tw ie rd z iły to zdanie. W e d y zaw ierają n iejak ie
w zm ian k i o u p rzed nim sta n ie rzeczy, chociaż w o k resie ich p o ­
w sta n ia ro d z in a o so b ista już zo rg an izo w a ła się zupełnie. I ta k ю
h y m n X . k s ię g i R ig --W edy zaw iera sław n y dyalog- pom iędzy b ra te m
a sio strą — Jam em i Jam i, Vv k tó ry m ro z trząsa się k w e s ty a m o­
żliw ości sto su n k ó w p łcio w y ch pom iędzy nim i, przyczem sio stra
b ro n i p ra w o sw oje do p ożycia m ałżeń sk ieg o z b ra te m rodzonym .
W 2 i 17 w ierszach A ta rw a -W e d y żona je st n az y w an ą „ k o c h a ­
ją c ą d ziew ierzó w “' — w z m ian k a o p o lia n d ry i b ra te rsk ie j. W se w .
M i l l e r znajduje śla d y p ożycia m iło sn eg o ojca z c ó rk ą oraz wielo m ęztw a (R o la ży jąca, ta k o b ieta p rz y s z ła tu ; siejcie, o m ężow ie,
w n ią .w asze nasienie!
- sło w a h y m n u w e seln eg o z A ta rw a W e d y ); p o g lą d ten p o tw ierd z ają ry tu a ł ślu b n y , p ra w o dziew ierzy
do swojej b ra to w e j i zw yczaj w y n a g ra d z a n ia k a p ła n a za s p e łn ie ­
nie o b rz ąd k u re lig ijn eg o koszulą ślu b n ą, co je s t n a d e r w ażn ą
w sk azó w k ą.
O istn ie n iu p ierw o tn e g o p o m iesza n ia rozrodczego w śród lu ­
dów g re c k o -ita ls k ic h nie w iele m ożna pow iedzieć. R o z p u sta k o ­
b ie t sp a rta ń s k ic h 1—- w edle pojęć dzisiejszych — i konieczność
p o ży c ia m ałżeń sk ieg o z w dow ą b ra ta — ot niem al i w szystko, co
m ożna p rz y to c zy ć n a p o p a rc ie istn ie n ia w G re cy i staro ży tn ej
sp ó ln o ści n iew iast. F a k ty te otrzy m u ją do p iero ośw ietlen ie n a le ­
ż y te w p o ró w n a n iu z n astęp n e m św iad ectw em K l e a r k a o u sta ­
no w ien iu w A te n a c h ro d zin y osobistej. „C ekrops pierw szy — m ówi
te n pisarzl — u stan o w ił w A ten a ch s ta ły zw iązek po m ięd zy m ęż­
czyzną a k o b ietą, w łożyw szy n a nich obow iązek w iern o ści w za­
jem nej ; do teg o czasu sto su n k i po m ięd zy płciam i nie b y ły u re ­
g u lo w a n e przez ja k ą b ą d ź o g ó ln ie p rz y ję tą zasad ę lub praw o,
i nie b y ło dzieck a, k tó re b y m ogło nazw ać sw ego o jc a “. R o zu m ie
się — w ażność teg o św iad e ctw a zaw iera się w istn ie n iu p o d an ia
o b ra k u w szelkiej leg-alizacyi praw nej sto su n k ó w płciow ych, co
un iem ożliw ia in n e zw iązki p o k re w ie ń stw a , prócz u stan o w io n y ch
przez p rz y ro d ę po m iędzy dzieckiem a m atk ą, k tó ra je urodziła.

-

104



N a tej zasadzie św iad ectw o h isto ry k a T e oíd o m p a o T y re n cz y k ach k aż e p rz y p u szcz ać istn ie n ie w Ita lii staro ż y tn e j p ie rw o t­
n e g o . p o m iesza n ia rozro d czeg o : „ p raw a o sta tn ic h — m ów i te n
p isa rz — n ak a zu ją im sp ó ln o ść żon, dzieci w sz y stk ic h i k aż d eg o
w y ch o w u ją się razem , p o n iew aż n ik t nie m oże p o w ied zieć n a p e ­
w no czyim je s t s y n e m “.
Jed n e m sło w em — istn ie n ie p ie rw o tn e g o p o m iesza n ia ro z­
ro d czeg o w śró d ludów , n ależ ący c h do w yższych i niższych ras,
n ie d a się zap rzeczy ć, ale nie trz e b a je d n a k sądzić, b y b y ło ono
niczem n ie o g ra n ic zo n e, albow iem n iejak ie o g ra n ic zen ia , u w a ru n ­
k o w a n e p rz e w a g ą fizyczną, sp o ty k a m y n a w e t w b e z ła d n y c h p o łą ­
cz en iach m ałp , ja k św iad czy B r e h m . S łu sz n ie te d y m ów i S p e n ­
c e r : „b ezład n e pożycie p łciow e, ja k b y d o b itn ie n ie b y ło w y ra żo nem w ty m lub ow ym w y p a d k u , zaw sze i w szędzie o kazuje się
o g ran iczo n em zw iązkam i, m ający m i n ie ja k ą trw a ło ść . W ś ró d n a j­
n iższy ch ras, o b ec n ie istn ie ją c y c h w śró d m ieszk ań có w Ziem i o g n i­
stej, A u stra lc z y k ó w i A n d a m a n c z y k ó w u staw iczn ie sp o ty k a m y
sto su n k i m iłosne, m niej lub więcej trw a łe , chociaż z a w ią z y w a n e
b ez ż a d n y c h fo rm alności. N ie w idzę p rz y c z y n y , d lacz eg o b y
w g ru p a c h społeczn ych, sto jący c h jeszcze niżej, nie istn ia ło o so b i­
ste p o sia d a n ie k o b ie t. M nie się zdaje — m usim y p rzy p u ścić, iż
n a w e t w czasach d o h isto ry czn y c h b ezład n e p o ży cie p łcio w e b y ło
w strz y m y w a n e u stan o w ien iem zw iązk ó w o so b isty c h , p o w s ta ły c h
ja k o re z u lta t m ęzkich g u stó w i sk ło n n o ści a o c h ra n ia n y c h od in ­
n y ch o tw a rtą siłą. Z resztą dopuszczam — ta k k o ń cz y S p e n ­
c e r — -że w p o c z ą tk a c h rozw oju p o m iesza n ie ro zrodcze w ten
sp o só b o g ra n ic z a ło się w bardzo słab y m s to p n iu “.
W m iarę a to li rozw oju sp o łeczn eg o , t. j. p rz ew aż n ie w d a ­
nej o k o liczności p ro c esu ró ż n ic zk o w a n ia się, o g ra n ic zen ia ow e
ro s ły co raz w ięcej. N ie dziw w ięc, że z b ieg iem czasu p o zo stało
ty lk o p ra w n e u zn a n ie p rzy n ależn o ści k o b ie t do c a łe g o p lem ien ia,
k tó re w y ra ziło się w d o brow olnej p ro sty tu c y i dziew cząt, w y c h o ­
d zący ch za m ąż, w m iejscach u św ięc o n y ch przez re lig ię ; zw yczaj
te n zow ią zw y k le h etery zm em . Z najduje się on w ścisłym zw ią­
zku z k u lte m w y tw ó rc zy ch sił p rz y ro d y i cz ło w ie k a; z te g o
po w o d u p o św ięcam m u k ilk a słó w .
Z nanem je s t, że cześć re lig ijn a , o d d a w a n a w y o b ra żen iu męzk ie g o o rg a n u ro zro d czeg o , d łu g o istn ia ła w E g ip cie, -S yryi, P e rsyi, M ałej A zyi, G recy i, Ita lii i M e k sy k u staro ż y tn y m , chociaż
czczono go p o d różnem i nazw am i np. „ lin g a m a “ u H in d u s ó w ,

-

105 —

,p a g ó ra * u Żydów , „fa llu sa “ u R z y m ia n , „ p ry a p a “ u G rek ó w itd.;
k u lt ten d o tąd istnieje w In d y i i n ie k tó ry c h m iejscow ościach
A fry k i, p o zo stało ści je g o u trzy m u ją się d o ty ch czas we W ło szech ,
a w e F ra n c y i zn ik ły do p iero w p o cz ątk u X V I I w. K u lt ten b y ł
w zw iązku z k u ltem B o g a Sziw y, członka T ru n u rti, tró jcy in d y j­
skiej oraz u b ó stw ian iem w E g ip cie św ięteg o k o z ła i t. d.
N ie m niej ro zpow szechnionym b y ł k u lt W e n e ry , zw anej przez
lu d y w schodnie M ilitą lub A s ta rtą a przez G reków — A fro d ite
(często K o tito , zw łaszcza w A ten ach ); istn ia ł on w B ab y lo n ii, Fenicyi, Ju d ei, K a rta g in ie , C yprze, S am osie, A te n a c h i K o ry n c ie .
W zw iązku z ty m i k u ltam i zn a jd o w ał się zw yczaj, n a m ocy k tó ­
reg o dziew częta o d d aw ały się w św iąty n iac h pierw szem u lepszem u,
b y przez to p o zy sk ać p ra w o n ależ en ia o d tąd w y łączn ie do m ężą.
P o d łu g H e r o d o t a k o b ie ty eg ip sk ie o d d aw ały się św iętem u
kozłow i, k tó ry m iał sw oich zastępców ; o p o w iad an ie H e ro d o ta
stw ierd zili S t r a b o n i K l e m e n s A l e k s a n d r y j s k i .
Istn ie n ie h e tery zm u w śród Ż ydów — w epoce p an o w an ia
k u ltu B a a l-P lu g o ra — nie uleg'a zaprzeczeniu, a lb o w iem stw ierd z a
to B ib lia, zw łaszcza pism a p ro ro k a O zyasza. W okolicach P o n d ich erie — p o d łu g D i s t c h e ’ a - - d ziew częta przed zam ęźciem
p o zb aw iają sieb ie p a n ie ń stw a w św iąty n i S iw y za pom ocą żelaz­
n y ch lin g a m ’ów; to sam o dzieje się w G oa, g d y n a to m ia st w in­
n y ch m iejscow ościach In d y i rolę lin g am /ó w b io rą n a się k ap łan i.
A d m ira ł f o n - K e r d e n św iadczy, że sam R a d ż a K a lk u ty sw ą
có rk ę o d d aw ał n a je d n ą noc k ap łan o w i, p o tem dopiero w y d aw ał
za mąż. W czasie u ro c zy sto ści d o ro czn y ch w św ią ty n i Ju g e rn a w ta
zam y k a się n a noc dziew czę, b y sam o b ó stw o zaw iązało z n ią
sto su n ek m iłosny; poczem zyskuje o n a p ra w o do zam ężcia. W B a ­
b y lo n ii oraz F e n ic y i i jej k o lo n iach , h etery zm p ra k ty k o w a ł się
w p o łączen iu z k u ltem M ility, o częm H e r o d o t ta k p isz e : „Bab y lo n czy k o w ie m ają jed n o bardzo o b rzy d liw e praw o. K a ż d a k o ­
b ieta, n ro d zo n a w k raju , p o w in n a raz w życiu sp rz ed ać się
w św iąty n i M ility p ierw szem u lepszem u cudzoziem cow i. M oże
o na w rócić do sw ego dom u ty lk o złożyw szy u p rzed n io o p isan ą
ofiarę i o trzy m aw szy od sw ego k o c h a n k a chw ilow ego w y n a ­
g ro d z en ie, chociażby n ajlich szą i najd ro b n iejszą m onetą, k tó ra
od tej chw ili staje się św iętą. D o p e łn iw sz y w y m ag an ej przez relig ię ofiary sw eg o
p a n ie ń stw a , b a b y lo n ia n k a zyskuje zaraz
z tem p raw o w y łączn eg o n ależen ia do m ęża“. A n a lo g icz n y h e te ­
ryzm re lig ijn y is tn ia ł w św iąty n iac h A sta rry w F e n ic y i — w edle
H e r o d o t a i J u s t y n a A p o l o g e t y — oraz w K a rta g in ie
w o so b n y m k w a rtale, pośw ięconym W e n e rz e a zw an y m S icia-



106



W e n e ric a , o cżem m ów ią W a l e r y u s z M a k s y m , L u c y a n
i ś w. A u g u s t y n . ; s p o ty k a m y ten zw yczaj w L idyi, A rm enii,
T ra c y i, K o ry n c ie , S am osie, Л leksai i d ry i, A te n a c h (podczas m istery i n a cześć W e n e ry ludow ej, zw anej K o tito ) oraz w R zy m ie
w czasie B a c h a n a lii.
A n a lo g ic z n y m i są zw yczaje, n ak a zu jące p a n n ie m łodej s p ę ­
dzać p ierw szą noc ślu b n ą z p rz y jació łm i m ęża lub gośćm i; is tn ia ły
one n a B a le a ra c h , w P e ru , N u k a -H iw ie oraz w w ielu m iejscach
A fry k i. N a w y sp a c h F ilip iń sk ic h w odzow ie m ianują o so b n y ch
u rzęd n ik ó w , k tó ry c h ob o w iązk iem je st p o zb a w ien ie p a n ie ń s tw a
dziew cząt, p ra g n ą c y c h w yjść za mąż. N a Z łotym b rzeg u , w B r a ­
zy lii — w śró d tu b y lcó w — oraz w T y b e c ie ani je d n a p an n a ,
k tó ra z a c h o w a ła swój w ianek, nie m oże w stąp ić w zw iązki m ał­
żeńskie.
Ś lad y h etery zm u re lig ijn eg o u trz y m a ły się w E u ro p ie aż do
w. X V II.; dość w sp om nieć zw yczaj s k ła d a n ia w d arze k a p ła n o m
przez n arzec zo n ą k o szu li, co się i dziś ro b i w H in d u stan ie.
D o te g o d o p ro w ad ziło u zn a n ie p raw n ej p rzy n ależn o ści k o b ie t
do ca łe g o p lem ien ia, w ew n ątrz któreg'0 ró w n o le g le o d b y w a ł się
też p ro c es o g ra n ic z e n ia sp ó ln o ści n ie w ia s t przez członków ro d ó w
p o szczeg ó ln y ch , p otem zaś sp ó ln o t ro d zin n y ch .
„B ezład n e p o m ieszanie płciowre — m ów i S p e n c e r — może
b y ć ro zw ażan e ja k o n ieo k re ślo n e W ielom ęztw o w p o łącz en iu z n ie ­
o k reślo n y m w ielo żeń stw em . P o w in n iśm y p rz eto p a trz e ć n a w ielo ­
m ęztw o ja k o n a jed en z ty p ó w sto su n k ó w m ałżeń sk ich , w y n ik a ­
jący c h z p ie rw o tn e g o p o m ie sz a n ia rozrodczeg-o.“ O b jaśn ien ie polia n d ry i (wie! omez twa) ja k o szczebla w stopniow em zam ieran iu
form p ie rw o tn y c h sto su n k ó w płciow ych, je s t u znaném i. przyjętem
p rzez socy o lo g ię; fo rm y p o lia n d ry i m og'ą b y ć różne. W śró d Nairó w np. k o b ieta, m ieszkając p rz y m atce, p o sia d a k ilk u m ężów,
n ie sp o k re w n io n y c h pom iędzy s o b ą ; je stto fo rm a n a jstą ro ż y tn ie jsza ; z b ieg iem czasu z m ej rozw ijają się inne. O T o d o sach p o ­
d ró żn ik S h o r t ta k m ó w i: ,g d y istn ieje czw oro albo p ięcio ro
b ra c i i g d y n ajstarsz y , doszedłszy do la t sto so w n y ch , ożeni się,
to żona zajaw ia p re te n sy ę do w sz y stk ic h je g o b ra c i p o zo stały c h ,
ja k o do sw y ch m ężów, i rzeczyw iście p o dojściu do w ieku o d p o ­
w ied n ieg o m ieszk ają z nią ja k m ałżo n k ą ; g d y zaś żona p o siad a
sio strę lub k ilk a sió str, to one dochodząc do la t sto so w n y ch , stają
się p o k o lei żo nam i m ęża lu b m ężów swej sio stry starszej. W ten
sposób rodzina, s k ła d a ją c a się z k ilk u b ra c i, m oże, sto so w n ie do
o koliczności, m ieć albo je d n ą żonę d la w szy stk ich , lub też k ilk a.
A le czy żona będzie je d n a , czy też k ilk a , w k a ż d y m razie ca ła



107



ro d zin a m ieszka po d jednym , dachem i jej członkow ie pozostają
w niczem n ieo g ra n iczo n y c h sto su n k a c h m iło sn y c h .“ P o ży cie m a ł­
żeń sk ie m ężczyzny z w szystkiem i d ziew ierk am i (szw agièrkam ì),
o k tó rem m ów i W a i t z, ja k o o rozpow szec an io n em w śród G renlan d czy k ó w — p ra k ty k u je się szeroko przez czerw o n o sk ó ry ch A m e­
ry k i półn o cn ej.
Z w sp o m n ian y ch form pow oli w y la n ia się in n a a m ianow icie
poży cie m ałżeń sk ie jed n ej k o b ie ty z k ilk u b ra ćm i rod zo n y m i czyli
t. zw. p o lia n d ry a b ra te rs k a , ta k szeroko rozpow szechniona. S tw ie r­
dzono jej eg z y ste n c y ę w T y b ecie, w śród tu b y lc ó w n ad b rz eg am i
O rin o k o , w Nowej Z elandyi, n a C eylonie, w K a sz m irz e itd. a n a ­
w e t w śró d B ry tó w i S łow ian. Istn ie n ie jej w śród B ry tó w za św iad ­
czy ł J u l i u s z C e z a r , a u S ło w ian — k o ścieln a u sta w a J a r o ­
sław a , k tó ra zaw iera p o stan o w ien ie n a stę p n e : „jeżeli dwaj b ra c ia
b ę d ą m ieli je d n ą żonę, to b isk u p o w i 100 g rz y w ien a żonka — do
dom u k o ś c ie ln e g o “.
W ś ró d G erm an ó w p o lia n d ry a b ra te rs k a nie b y ła zn an ą p rz y ­
n ajm niej w czasach T ac y ta; p rz eciw n y p o g lą d L u b b o c k ’ a nie
da się u d o w o d n ić ściśle N a to m ia st jej istn ie n ie w s ta ro ż y tn y c h
Ind y ach i G recy i nie m oże b y ć zap rzeczanem ; pośw iadczają to
h y m n y R ig -W e d y i p o e m a t M a h a b h a ra ta (w iem y z niego, że k r a ­
saw ica D ra u p a d i m iała pięciu m ężów ) a w zględem H e lla d y — h i­
sto ry c y T y m eu sz i P o lib iu sz.
W zw iązku z tem i form am i znajduje się in n a a m ianow icie
p o ży cie m ałże ń sk ie żony n iety lk o z m ężem , ale n aw et z je g o
ojcem lub sta rsz y m k re w n iak iem . T a k u R e d d y ó w w In d y a c h
p o łu d n io w y ch 16 — 20 letn ie dziew czę p o ślu b ia 5 — 6 letn ie g o m alca,
ale ży je w sto su n k a c h m iło sn y ch z k re w n ia k ie m starsz y m lub n ie ­
k ie d y ojcem sweg'o m ęża czyli św iekrem .
P o ży cie m iło sne synow ej ze św iek rem zow ią św iek ro w stw em .
J e s tto zw yczaj, istn ie ją cy w R o s y i od d a w n a ’) a b ard zo rozpow sze­
ch n io n y , co dow o d zą przy sło w ia, p ieśn i ludu, ob rzęd y w eselne,
w y ro k i sąd ó w w ło ściań sk ich i t. d. N iek ied y starsz y ' sp ó ln o ty r o ­
dzinnej rości sobie p ra w o lub fa k ty c zn ie k o rz y sta ze w szystkich
k o b iet, n ależ ący c h do n iej; je stto w zględnie niezły p rz y k ła d
zc en tralizo w an ia w jed n y m rę k u p ra w p rz y n ależn y c h n ie g d y ś
w szy stk im jej dorosłym członkom m ęzkim . W p rzeszłości ta konce n tra c y a o d b y w a ła się szeroko w m iarę w y ła n ia n ia się w ładzy
’) W artykule 17 kościelnej Ustawy Jarosława powiedziano: „jeżeli
świekier ż synową będą ikochali się), biskupowi 100 grzywien i pokuta
wedle kanonów.

— 108 —
zanim n aczeln icy rodów i sp ó ln o t p o sied li te p ra w a ; k tó re p o ­
p rzed n io n ależ ały do w szy stk ich m ężczyzn. Z tąd w y n ik ło ich p r a ­
wo do p a n ie ń s tw a dziew cząt, w y c h o d ząc y ch za mąż, tudzież, u zn a­
nie k o b ie t za w łasn ość ro d o w ą lu b w spólną, k tó rą alien u je się za
p ew n em w y n a g ro d zen ie m ; p ierw sze d o p ro w ad ziło do ju s primae
noctis, — d ru g ie do ta k zw. m aritag iu m .
Istn ien ie te g o p ra w a czy też zw yczaju nie było zap rzeczan e
w c ią g u dw óch w ie k ó w ; dość o tw o rzy ć g ło śn ą enc:yklopedyę franc,
p o d a rty k u łe m „ c u lla g e ,“ b y znaleźć b ard zo szczegółow e d a n e o ju s
primae noctis, k tó re a u to r u znaje za n ad u ży cie feodalizm u, p r a k ty ­
k o w an e przez d u ch o w n y ch i św ieck ich w łaśc ic ieli len ó w feodalnych. W ep o ce k le ry k a ln o -a ry s to k ra ty c z n e j re a k c y i n eg o w an o
je ; au to ro w ie p am fle tó w re a k c y jn y c h à l a B o n o l d e l ub d eM a n t r e nie cofali się n a w e t p rz e d sfałszow aniem te k s tó w h i­
sto ry cz n y ch , b y u d o w o d n ić, źe j u s p r i m a e n o c t i s je s t ty lk o
oszczerstw em lib e ra łó w ; p o w ażn i uczeni, chociaż le g ity m iśc i, s ą ­
dzili inaczej.
O koło i860 r. B o u t h o r s w y d a ł „Z biór orzeczeń p ra w a
zw yczajow ego p o szczególnych m iejscow ości A m ien sk ieg o o k rę g u
są d o w e g o .“ (B aillag e ď A m ien s), z a w ie ra ją c y n ie m ało dow odów
istn ie n ia p ra w a pierw szej nocy. W y d a n ie to ożyw iło polem ikę
w tej k w esty i; sp ra w o zd aw ca z p ra c y B o u t h o r s’ a w In s ty tu c ie
F ra n c u z k im — p. D u p i n — w y w o ła ł c a łą b u rzę ze stro n y
d z ie n n ik a k le ry k a ln e g o l ’U n iv ers. Je g o re d a k to r, g ło śn y L u d w ik
V e u i l l e t, n a p isa ł ca łą k siążk ę o 467 stro n icac h , b y p rz e k o n a ć
że „le d ro it du s e ig n e u r “ — w zw y k łe m zn aczen iu te g o term in u
— n ig d y nie istniało; dow ody p rz eciw n e są ty lk o k ła m stw e m w ieru tn em , w y m y słem , h a n ie b n e m n ieu ctw e m i oszczerstw em . W rz e ­
czy w isto ści p ra w o to b y ło słusznem a sp ra w ied liw em : w szystko
co w iem y, o droit cfo «егупшг sp ro w a d za się z jednej stro n y do p ra w a
p a n a fe o d a ln e g o w y d a w a n ia za m ąż có rek i w dów sw oich w a sa ­
lów , lu b w razie zrzeczen ia sie te g o p ra w a — do p ew n y ch o p ła t
p ien ięż n y ch , z d ru g iej zaś — do p ra w a p o b ie ra n ia przez n iek tó ­
ry c h czło n k ó w d u ch o w ie ń stw a k a to lic k ie g o w y n a g ro d zen ia za d o ­
zw o len ie m ałżo n k o m sto su n k ó w m iło sn y ch w pierw sze trz y noce
p oślubne, co z a k a z y w a ły k a n o n y . O czyw iście, b y dójść do ta k ic h
w niosków , m u siał V e u i 11 o t „o ry g in a ln ie o p ra c o w y w a ć “ te k s ty
od n o śn e tudzież za n ie ch ać tłó m a cze n ia ta k ic h te rm in ó w ja k ; droit
de cullage lu b droit de marquette, s p o ty k a n y c h w p o m n ik a c h p r a ­
w o d aw stw a i w p ra k ty c e sądow ej. T e n d e n c y jn a ta p ra c a nosi ty tu ł:
Droit du seigneur. W y ra ż o n e w niej opinie zn alazły o b ro ń c ó w
w o sobach d e B a r t h é l é m y i D e l i s l e ’ a, chociaż w iększość



109

-

uczonych z tak iem i p o w ag am i n a czele ja k L a g r e u s e i L a f i e ­
r i è r e o św iad czy ła się p rz eciw nim .
P o le m ik a ta zn iew o liła w szakże p ra w n ik ó w i etn o lo g ó w francu zkich, a p o n ie k ą d a n g ie lsk ic h i n iem ieckich, do p o n o w n eg o
zb a d an ia k w e sty i istn ie n ia ju s primae noctis w in n y ch k ra ja ch ,
p ró cz F ra n c y i, k tó re g o rezu ltatem b y ło przek o n an ie, że p ra w o
p o d o b n e b y ło b ard zo rozpow szechnione w śród ludów rozm ai­
ty ch . M im o to je d n a k K a ro l S c h m i d t w obszernej p ra c y p. t.
J u s prim ae noctis, w ydanej w e F re ib u rg u w. r. 1831, k a te g o ry c z n ie
za p rze czy ł istn ie n ie p ra w a pierw szej nocy ; w dziele tem — zdaje
się d p a rte m n a b a d a n ia c h źródłow ych, dow odzi, że p o d an ie o niem
p o w stało d o p ie ro p o d ko n iec w ieku X V . i w p o cz ątk u X V I-g o ;
je g o ź ró d ła d ad zą się sp ro w ad zić do rozp o w szech n ien ia Się
w śró d o g ó łu o p o w ieści o ty ra n a c h staro ż y tn o śc i, k tó rz y n iek ied y
o b rażali g w a łte m w stydliw ość niew ieścią i dziew iczą, tudzież o p o ­
w ia d a n ia p o d ró żn ik ó w o k a p ła n a c h ro z m a ity c h narodów , p o zb a­
w iający ch dziew częta p an ień stw a.
T u n ależ y n ad m ien ić, że c h a ra k te r rzeczy w isty opłat, s k ła d a ­
n y ch p an u fe o d aln em u — w ra zie zam ęźcia je g o w łościanki —
źle zrozum iano. W w ieku X V I. w ierzono, iż p raw o o pierw szej
n o cy istn iało w staro ż y tn o śc i a b y ło zniesione przez ch rześciaństw o, w X V II. zaś uzn aw an o je g o istn ie n ie w w iek a ch średnich,
om al co nie w w iększości p ań stw za ch o d n io -eu ro p ejsk ich . B y to
ud o w odnić, dr. S c h m i d t b a d a tro sk liw ie stopniow e p rz ek rę can ie
ty c h w iadom ości o jus p rim ae noctis, k tó re nam p rz ek az ali k ro ­
n ik arz e w iek u X V I-g o , i u d o w a d n ia zw ykle, że re d a k c y a później­
sza różni się od p ierw o tn ej ; w ostatniej praw em pierw szej n o cy
najczęściej są n azw ane ta k ie zw yczaje, k tó ry c h źródło k ryje się
w o rzeczen iach k an o n ó w co do zach o w an ia przez m ałżonków cz y ­
sto ści w noc ślubną, lub też w w ym o g ach p ra w a feodalnego, d o ­
ty czący ch złożenia w łaścicielow i „o p łaty w e se ln e j“, bądź w y n a ­
g ro d zen ia za p ra w o o b y w a te lstw a zy sk iw an e sp ędzeniem p ie rw ­
szej n o cy m ałżeńskiej n a jeg o ziem i. W tak i sposób S c h m id t
udow odnił, że fa k t istn ie n ia p ra w a pierw szej nocy nie je s t ta k
ściśle stw ierd z o n y m dla w ielu k ra jó w E u ro p y , ja k sądzono; tru d n o
m ów ić o je g o istn ie n iu w e W łoszech, S zkocyi i N iem czech.
P o za ty m i je d n a k dow odam i, łatw o u leg ają cy m i k ry ty c e ,
istn ie ją inne, pow ażniejsze ja k o to : zb io ry p ra w a zw yczajow ego,
w y ro k i sądow e, n areszcie p o m n ik i p ra w o d aw stw a , w spom inające
w p ro st o p ra w ie p a n a feo d aln eg o do sto su n k u m iłosnego z p a n n ą
m ło d ą w p ie rw sz ą noc po ślu b n ą, lub w ra zie jeg o zrzeczenia się
do p e w n e g o w y k u p u . D r. K a ro l S c h m i d t nie cofa się je d n a k :

-llO te fa k ty n eg u je stanow czo. B y o sięg n ąć swój cel; n ad aje on h u ­
m orow i ludow em u znaczenie n iezw y k łe ; .w praw dzie ów „h u m o r
lu d o w y “ w y ra ż a się n ie k ie d y w p rz y sło w ia ch p ra w n y c h , n i­
g d y zaś w w y ro k a c h sąd o w y c h lub zap isk ach p ra w a zw y cza jo ­
w ego. T ru d n o zresztą p rzy p u ścić, b y p o w a ż n y a su ro w y F e r d y ­
n a n d k a to lic k i p ra g n ą ł żarto w ać, g d y e d y k te m z r. 1486-go, zno­
szący m zdrożne obyczaje, zniósł p ra w o p an ó w fe o d aln y ch do s to ­
su n k ó w m iło sn y ch z dziew czętam i w ło ściań sk iem i w p ie rw sz ą noc
po ich zam ęźciu ; fa k t ten . p rz y ta c z a d r .. S c h m i d t (Jus p rim ae
n o ctis 162-379). Je d n e m słow em n a w y w o d y og ó ln e Y e u i l l o t ' a
i S c h m i d ť a zgodzić się nie m ożna, ato li p rz y n io sły one k o ­
rzy ść n iew ą tp liw ą , alb o w iem ra z n a zaw sze u su n ę ły m ożność p o ­
m ieszan ia ro zm aity ch o p ła t w e seln y ch , s k ła d a n y c h p an u , z w y ­
kupem . ju s p rim a e noctis.
P o ty m u stę p ie p rz y stę p u ję do rz eczo n eg o z b a d a n ia p rz e d ­
m iotu.
A n tro p o lo g ía W a i t z ’ a, p ra c e B a s t i a n a і L i b r e e h ť a
stw ierd z ają istn ien ie p ra w a pierw szej n o cy n a w y sp a c h M ary ań s k ic h i A n d a m a ń sk ic h , w A m e ry c e p o łu d n io w ej i t. d. W e d le
H e r o d o t a istn ia ło ono w śró d p ew n e g o p lem ien ia lidyjskieg'O —
A d irm ac h id ó w a p o d łu g S o l i n u s a p ra k ty k o w a li je n a c z e ln ic y
ro d ó w n a H e b ry d a e h . M a r c o - P o l o św iadczy, że w p a ń ste w k u
C y am by, (położonem n a p o łu d n iu od K o c h in c h in y ) a n i je d n a d ziew ­
czy n a nie m oże w yjść za m ąż, zanim k ró lo w i m e złoży w ofierze
sw eg o p a n ie ń stw a . C a n s s i n d e P e r c e v a l tw ierd zi, że wódz
plem io n aralsk ic h , D sza tis i T asm , n ie ja k iś A m le k u rz e c z y w istn ia ł
to p raw o . W ś r ó d A ry ó w , zw łaszcza ludów ro m a n o -g e rm a ń sk ic h ,
istn ie je dużo dow odów , p rz em aw iają cy ch za p ra k ty k o w a n ie m ju s
p rim a e n o ctis; zn ajd u jem y je n ie ty lk o w p o d a n ia c h lub u tw o rach
lite ra tu ry ludow ej, ale n a w e t w p o sta n o w ie n ia c h p ra w a zw yczajo­
w eg o , za n ie sio n y ch do te g o lub ow ego k o d e k su śre d n io w ie k o w eg o
o raz w u staw a ch p o szc zeg ó ln y ch m iast, o k rę g ó w i gm in. J a k ó b
G r i m m , H i z k e , K a r o 1 W e i n h o 1 d i in n i p isa rz e n iem iecc y
dow odząc rz ek o m eg o p ierw szeń stw a zw yczajów
g e rm a ń sk ic h
w p o ró w n a n iu z celty ck im i, n ap ró żn o s ta ra li się p rz ek o n ać , że
w śró d N iem có w n ig d y n ie istn ia ło p raw o p ierw szej nocy. N ie w ą t­
p liw e te k s ty statu tó w k ilk u g m in z o k o lić Z u rićh a dow odzą, że
ju s p rim a e n o c tis u trz y m y w a ło się w n ich aż do p o ło w y w iek u
X V I. .Owe Ö ffn u n g en b y ły sp isa n e w la ta c h 1538 — g m in y M aur
tudzież 1543 — g m in H irsla n d e n i S ta d elh o fe n . M ów ią one
ja sn o a w y raźn ie, że b u rm istrz każdej tej g m in y m a p ra w o sp ę ­
dzić p ie rw sz ą n o c ślu b n ą z k aż d ą p a n n ą m ło d ą w ło ścian k ą , n a ­

__ U l _
leżącą do n ic h ; m ąż m oże w y k u p ić sw oją żonę od teg o obow iązku,
złożyw szy o k re ślo n y o k u p : 5 szyi. 4 fen, w g m in ie M aur i 4 szył.
3 fen. w g m in ach H irslan d e n i S tadelhofen.
P ra w o pierw szej nocy istniało w A n g lii n aw et w w ieku X III.
K o w alew sk ij udow odnił, że term in p ra w n y an g lo -sa sk ic h do k u m en ­
tów „ le g e rw ite “ lub „ le g e rw ita “ oznacza p ra w o w łaśc ic iela ziem ­
sk ieg o do w y n a g ro d z e n ia za p o zb aw ien ie p a n ie ń stw a jeg'o p o d d a n k i
bez zezw o len ia (sine lic e n tia v estra). W y tłó m a c z y ć to m ożna ty lk o
p rz y p u sz c z e n ie m , że g la sfo rd (potem b a ro n norm andzki) p o s ia d a ł
ju s p rim ae n o c tis w zględem każdej w ilanki, w ychodzącej za mąż.
T e k s t , ty ch d o k u m en tó w przypuszczenie to zam ienia w pew ność,
alb o w iem m ówi o „lice n tia d o m in i“ n a sp ełn ien ie a k tu „corriip tio “.
A te ra z zró b m y k ro k z A n g lii do H iszp an ii, w k tó rej s tw ie r­
dzono istn ie n ie p ra w a pierw szej nocy ty lk o w jednej K a ta lo n ii.
F e rd y n a n d K a to lic k i d e k re te m z d n ia 11. k w ie tn ia 1468 r. zniósł
je, zastęp u jąc o p ła tą 6 d y n aró w w łaścicielow i feodalnem u. W w y ­
ro k u sąd o w y m teg o ż m on arch y , za p ad ły m 21. k w ie tn ia i486 r.,
cz y ta m y : p rz y sąd ziliśm y i p o stan aw ia m y , aż e b y w łaściciele feod aln i nie m o g li an i dla siebie, an i dla dzieci, an i dla k o g o b ąd ź
p rz y sw ajać so b ie żon Swoich w ło ścian 7. p ła c ą albo bez p ła c y
inaczej ja k za ich zg o d ą i żeby w te n sposób nie m ogli oni s p ę ­
dzać z p a n n ą m łodą p ierw szą noc po ślubie, lub w zn a k p rz y n a ­
leżności im p ra w feo d aln y ch p rz e k ro c z y ć przez nią, g-dy po raz
p ierw szy p o ło ży się o n a do łó ż k a “. S tw ie rd z a to i sta ra re d a k c y a
p ew n eg o ręk o p isu , znajdującego się w b ib lio tec e E sk u ry a lsk iej
a za w iera ją ceg o p ra w o zw yczajow e m iasta G e ro n y i je g o o k rę g u ;
m ów i też o tem opis po d ró ży P o p e l I o w a , odbytej po H iszp an ii
i Portug-alii w po ło w ie w iek u X V -g o
W śró d B asków , zam ieszkujących sto k i P iren ejó w ,
ślad y
p ra w a pierw szej n o cy trw a ły do niedaw na; p o w szechnie znanem i
są um ow y p o m ięd zy w łaścicielam i feodalnym i L ouvie a m ieszk ań ­
cam i w si A as (1538 r.) i B ezak o se (1674 r.). W pierw szej o św iad ­
cza się w yraźnie, że s e ig n e u r m a p raw o sp ęd z en ia z k ażd ą
d ziew czy n ą w ło ściań sk ą — w razie jej zam ęźcia, pierw szej nocy
ślubnej lub (g d y nie, zechce je u rz e c z y w istn ić sam ) p ew n eg o
okupu, k tó re g o w ysokość w cale nie o k re śla się, chociaż za strzeg a
się w olność p ierw o ro d n em u dziecku każdej ro d zin y chłopskiej,
alb o w iem — cz y ta m y — sam p an L ouvie m oże b y ć ła tw o sp ra w cą
je g o u ro d z e n ia “. W d ru g iej m ów i się o o k u p ie jak o w y łączn y m
sp o so b ie u rz ecz y w istn ien ia ju s p rim a e n o c tis; w ysokość je g o ści­
śle je s t już o k re ślo n ą a m ia n o w ic ie p an m ło d y obow iązany złożyć

-

112 —

w łaścicielo w i Ifeo d aln em u ło p a tk ę b a ra n ią , ku rę, k a p ło n a , dw a
b o c h e n k i ch leb a, to rt i trz y g a r n k i ja k ie g o ś napoju, z w an eg o „bib a r a n “.
D o w o d y is tn ie n ia p ra w a pierw szej n o cy w e F ra n c y i ro z p a ­
d ają się n a d w ie g ru p y : do pierw szej n ależ ą a k ty p ra w n e, p o s ta ­
n o w ien ia p ra w a zw y czajo w eg o , w y ro k i sąd o w e i t. d., do d ru g iej
zaś — u tw o ry p o ez y i ludow ej, o d zw ie rciad la ją ce ep o k ę ich p o ­
w stan ia. W a ż n ie jsz y m i są do w o d y pierw szej g ru p y , a zw łaszcza
p raw o zw yczajow e m ajętn o ści feodalnej D ru c a t i k la sz to ru B la n g y
en T ern o is, p o ło żo n y ch w g ra n ic a c h A m ie ń sk ie g o o k rę g u są d o ­
w e g o (b a illag e ). T re ść ich nie p o z o sta w ia żadnej w ą tp liw o ści, że
ju s p rim a e n o c tis u rz ecz y w istn ian o z p o c z ą tk u w n atu rz e, p o tem
zaś — za stą p io n o p ew n y m okupem , s k ła d a n y m przez p a n a m ło ­
d eg o . P ie rw sz e źródło, chociaż d o p u szcza w y k u p , m ów i je d n a k
o p ra w ie w ła śc ic ie la feodalneg'o „co u ch ier a v e e q la d ite de n o s p c e “
(leżeć z p a n n ą m łodą), a sam o to p raw o , zw an e „d ro it de cull a g e “, u w aża się za ta k s ta re „qu’il n ’est m em oire du c o n tra ire “.
D ru g i d o k u m en t z a w iera n iew ą tp liw y dow ód, że p ra w o pierw szej
n o c y w sw ej fo rm ie późniejszej, — w form ie w y k u p u , b y ło u rz e ­
c z y w istn ia n e przez d u c h o w n y ch ja k o w łaścicieli len ów fe o d a ln y c h :
p ra w o m n ich ó w k la sz to ru B la n g y en T e rn o is żąd ać od m ęża
n o w o zaślu b io n ej o p ła ty 2 soldów n azw ano „d ro it de e u lla g e “ !
N ie dziw, że n ie k ie d y duchow ni zaczęli d o m ag ać się sp e łn ie n ia
pow inności fe o d a ln y c h od sw y ch p o d d an y c h , ale to lite ra ln ie
w szy stk ich , bo sam i coraz częściej s ta w a li się w łaśc ic ielam i lenów
a to w ep o ce p o w sze ch n eg o u p a d k u m o raln o ści i obyczajności.
Jeśli u rz ecz y w istn ien ie w n a tu rz e p ra w a pierw szej n o cy przez
m n ich ó w k la s z to ru św. T e o d o b e rla (około M o n lau b an e)
oraz
czło n k ó w k a p itu ły k a te d r y L u g d u ń sk iej nie zu p ełn ie je s t pew nem ,
bo p o ch o d zi od k ro n ik a rz y i h is to ry k ó w z w iek u X V I I i X V III,
ta k n ie p rz y c h y ln y c h kościołow i, to św iad ectw o p re z y d e n ta P a r la ­
m en tu w B o u rg e nie u le g a zarzutom p o d o b n y m . P re z y d e n t ów
w u ło żo n y m p rzezeń zbiorze w y ro k ó w sąd o w y ch pisze : „osobiście
b y łe m o b e c n y p rz y rozsąd zen iu w drodze ap e la cy jn ej a w o b e c ­
no ści b is k u p a m iejscow ego p ew n eg o procesu z p o w ó d z tw a p a r a ­
fialnego k sięd za p ro b o szcza o p rzy zn an ie m u p ra w a do sto su n k ó w
m iło sn y c h w p ierw szą noc po ślu b ie z żoną ch ło p a, je g o p o d d a n e g o .
P a rla m e n t n ie ty lk o od rzu cił s k a rg ę p o w o d a , ale s k a z a ł g o n a ­
w e t n a g rz y w n y “. Z te g o w y ro k u w idać, że a n i kościół, a n i w ła ­
d za sąd o w a n ig d y n ie u d zieliły swej sa n k c y i p re te n sy o m p o d o b ­
n y c h k a p ła n ó w , chociaż w y stę p u ją c y c h w c h a ra k te rz e w łaścicieli
feo d aln y ch .

— из —
W każdej m iejscow ości F r a n cyi, w k tó rej ty lk o nieco tro s k li­
wiej zb ad an o k w e sty ę o „d ro it du s e ig n e u r“, o d k ry to śla d y is tn ie ­
n ia p ra w a pierw szej nocy w tak iej lub ow akiej form ie. O rygdnalnem jest, że ludzie, o drzucający s a m fa k t, p rz y ta c z a ją n ie k ie d y
d o w o d y n a jeg o p o p arcie. T a k D elisle cy tu je d o k u m en t z ro k u
-• i 4 I 9 g °, w k tó ry m — przy w yliczeniu p ra w p e w n e g o p a n a feod aln eg o w N o rm a n d y i — pow iedziano, że m a on p ra w o „gdy
zechce pójść i spęd zić z żoną sw ego p o d d a n e g o jej p ierw szą noc
ślu b n ą, czem u n ik t przeszkodzić nie m o że1'. W tej p ro w in c y i ju s
p rim ae n o ctis b y ło za stą p io n e w y k u p e m już w w iek u X V ., cho­
ciaż p o e z y a lu d o w a dłu g o zach o w ała p am ięć o tein. W form ie
o k u p u p ra w o p ierw szej n o cy u trz y m a ło się w n ie k tó ry c h m iejsco ­
w ościach F ra n c y i aż do w iek u X V II., np. w g m in ie S an lo ire,
w k tó rej n az y w an o je po sta re m u „ ja m b a g e “.
N ie b ęd zie od rzeczy pow iedzieć tu k ilk a słów o o p łatac h ,
s k ła d a n y c h w łaścicielo w i feo d aln em u z p o w o d u zam ęźcia có rek
je g o w a sa ló w ; nie m ożna ich b ra ć za jedno z w y k u p em jus p ri­
m ae n o ctis. N ależy p a m ię ta ć , że w łaściciele feodalni, ja k św ieccy
ta k i duchow ni, p o sia d a li p ra w o w y d a w ać za m ąż có rk i lub w dow y
sw oich w a sa ló w ; je s tto „droit de m a ria g e 11 czyli m aritag iu m , p o ­
w szechnie zn an e w w iek ach śred n ich . Z b ieg iem czasu ato li
trz e b a b y ło u w zg lęd n ić słu szn e d o m a g a n ia się w asalów , p r a g n ą ­
cy ch też m ieć u d ział w ro z strzy g an iu losem sw oich k o b iet, oraz
p o tężn y w p ły w k o ścio ła o b stając eg o za w olno ścią m ałżeństw . T a
o koliczność, tudzież chęć zach o w an ia zysków , p ły n ą c y c h z teg o
źródła, d o p ro w ad ziły do zam ian y m a rita g iu m p ew n em i d an in am i
lu b o p ła tą p ien ięż n ą. O źródle tego p ra w a w sp o m in ałem już ; tu
dodam ty lk o , że z b ieg iem czasu p ra w a w odza rod o w eg o p rz eszły
n a p a n a feo d aln eg o .
D ru g ie m źró d łem ty c h o p łat, sp o ty k an em je d n a k w yłącznie
w śró d d u ch o w n y ch w łaścicieli, je s t p ra w o zezw olenia m łodym
m ałżo n k o m sto su n k ó w m iło sn y c h w p ierw szą lub w pierw sze trzy
n o ce po ślubie. P o c z ą te k teg‘0 p ra w a tk w i w p o stan o w ien ia ch
czw arteg o p ro w in c y o n aln eg o S o b o ru k ą rta g e ń sk ie g o , k tó ry z a k a ­
zał m ałżonkom p o ży c ia płciow ego w pierw sze trz y no cy po za ­
w arciu zw iązku m ałżeńskiego. Z akaz te n długo b y ł p rz e strz e g a n y ,
co p o tw ie rd z a D ic tio n n a ire de la B ibie. Z te g o ź ró d ła duch o w ień ­
stw o p ra g n ę ło c ią g n ą ć pew ne zyski, ale p a rla m e n t w y ro k ie m
z d n ia 19 M arca 1409 r., z a p a d ły m w sp ra w ie b is k u p a A m ieńsk ieg o , zniósł n a zaw sze to praw o, dozw alając m ałżonkom s p ę ­
dzać razem n a w e t p ierw szą noc p oślubną.

8

— 114 T rz ecią p o d staw ę, n a m ocy k tó rej p an o w ie fe o d a ln i p o b ie ­
ra li o p ła ty w razie zam ęźcia ich p o d d a n e k , w sk az ał jeszcze J.
M ezer. S p o czy w a o n a p o n ie k ą d w śre d n io w ie k o w em dziedzicznem
p ra w ie ch ło p sk iem , a p o n ie k ą d w ów czesnem p ra w o d a w stw ie o p o d ­
d ań stw ie i zy sk a n iu p ra w o b y w a te lsk ic h . D ziedziczyć m ienie
w g ra n ic a c h fe o d a m o g ła ty lk o osoba, u le g a ją c a w ład zy je g o w ła ­
ściciela, a jej p rz e s ta w a ła u le g a ć dziew czyna, w ych o d ząc za m ąż
za chłopa, n ależ ące g o do p a n a in n eg o . B y to usunąć, p ań stw o
m łodzi sp ęd zali p ierw szą noc p o ślu b n ą w ty m feodzie, z k tó re g o
ro d em b y ła p a n n a m łoda. T e n fa k t — w e d le p ra w a zw yczajow ego
w ielu m iast i o k rę g ó w — u sta n a w ia ł ra z n a zaw sze p o d d a ń stw o
m ałżo n k ó w tem u p a n u fe o d aln em u , n a k tó re g o ziem i sp ęd zili
oni p ierw szą noc, co d aw ało m ożność dziedziczenia m ien ia ojca
żony. P o zw o len ie to, oczyw iście zy sk iw an o za złożeniem p ew n y ch
o p łat. Oto są ź ró d ła ty c h o p łat, k tó re ta k d łu g o b ra n o za jed n o
z w y k u p n e m jus p rim a e n octis.
W ziem iach sło w iań sk ich istn ie n ie te g o p ra w a n ie je s t d o tą d
d o statec zn ie u d o w odnionem . B u sła jew m n iem ał inaczej i n a p o ­
p a rc ie sw eg o zd a n ia p rz y to c z y ł n a s tę p n y w iersz k ro n ik i, c y to w a ­
nej p rzez T a tis z c z e w a : „w te d y O lg a u su n ę ła k się c ia i p o sta n o w iła
p o b ie ra ć od n arzec zo n eg o p o czarnej k u n ie (t. j. pieniędzm i), ja k
dla księcia, ta k i d la p an a od je g o p o d d a n y c h .“ Pr. L e s z k ó w
w idzi w ty m fa k c ie coś w ro d zaju „w y w o d o w e g o “ czyli o p łaty ,
p o b iera n ej p rzez w łaścicieli ziem skich w razie zam ęźcia ich podd an k i za w ło ścian in a o b ce g o ; b jd o to, p ra w d o p o d o b n ie — m aritag iu m , acz w fo rm ie zm ienionej.
T o sam o zn aczenie, b odaj
m iała w P o lsc e o p ła ta zw an a
„p a n ie ń sk ie m ,“ ch ociaż C z a c k i w niej w id ział dow ód istn ie n ia
p ra w a p ierw szej nocy. Z nane a to li p o sta n o w ie n ie S ta tu tu W iś li­
ck ieg o , zw aln iające k m ieci od p o d d a ń stw a w ra zie zg w a łc e n ia
p rzez p a n a ich żony lu b córki, przeczy tem u zdaniu. C zy w L i­
tw ie jus p rim ae n o c tis istn ia ło ? T ru d n o zd o b y ć się n a stan o w c zą
odpow iedź. Z daje się je d n a k , że op łata, zw an a „ k u n ic ą ,“ nie b y ła
w y k u p e m p ra w a pierw szej nocy, ale ty lk o m a rita g iu m . „D o tą d
b ow iem — pisze J a r o s z e w i c z — zachow uje się m iędzy ludem
w iejsk im zw yczaj, że w ta k zw. D z ie w iczy w ieczó r n arzeczo n a
z d o m u idzie do dw oru, a z płaczem śp ie w a ją c po lite w sk u , p ro si
w p ie śn i sw ojego p an a , a b y ją u w o ln ił od d a n in y i d a ł się u b ła ­
g a ć m odłom jej ro d z o n eg o b ra ta . O b rz ęd te n n a z y w a się po li­
te w sk u „ k u n ig o w a n ie .“ T ru d n o w niem d o p a trz y ć się śladów p r a ­
w a pierw szej nocy, chociaż C zacki je w idzi; M aciejo w sk i tw ie rd z ił
też coś p o d o b n eg o .

-

115 -

P rz y to c z o n e fa k ty — m niem am — udo w o d n iają d o stateczn ie,
że p ra w o pierw szej n o cy n ie je s t w y tw o rem feodalizm u; ow szem
g łó w n a p rz y c z y n a je g o u p a d k u — to rozw ój u stro ju feodalnego,
k tó ry d o p ro w ad ził do w y k u p u ju s p rim ae n o ctis z p o cz ątk u przez
w a sa ló w p o ch o d zen ia szlac h eck ie g o , potem zaś — inn y ch . B yło
to nieo d zo w n y m w a ru n k iem o k re śle n ia w szy stk ich sto su n k ó w ż y ­
cio w y ch za sad ą um ow y, za sad ą iście feo d aln ą. N ie m ałe też za­
słu g i p o ło ży ł i k o śció ł k a to lic k i.

0 zniemczeniu Sziąska.
Iluż to P o la k o w p rzejeżd ża przez D o ln y S zląsk, a m ało kom u
z p e w n o śc ią p rzy jd zie n a m yśl, że tu p rz e b y w a ł n ie g d y ś lu d p o l­
sk i — że tu p a n o w a li P iasto w ie. AVszystko tu dziś n a w skroś
n ie m ie c k ie : języ k , obyczaje, nazw y m iejscow ości. N ie u sły szy sz
m iły c h P o lak o w i d źw ięków ojczystej m o w y ; p rz eb rz m iały one od
d aw n a, z a g łu sz y ł je g w a r m ow y g erm ań sk iej.
Z p o śro d k u szerokiej i żyznej n ad o d rzań sk iej ró w n in y w znosi
się stro m o do 713 m etró w w ysokości w id n a z d a le k a p iram id aln a
g ó ra , n ieg d y ś p o g ań sk ic h b o g ó w siedlisko. N ajstarsze d o k u m en ty
zow ią ją Z l e n z (dziś zw ana S o b ó tk ą), Z l e n z ą zaś u stó p jej
p ły n ą c ą rz ek ę (L ohe). S tą d też całą okolicę zw ano ziem ią S l e n zanów , k tó ra to n azw a S len zan ó w czyli S z l ą z a k ó w 1) rozpo­
s ta r ła się po w o li d alek o , o g a rn ia ją c n a zachód ziem ie B o b ran ó w
n a d g ó rn y m , D e d o sz a n ó w 5) n a d doln y m B o b rem , a O p o lan ó w
i C h ro b ató w n a południu.
J a k B ra n d e n b u rg ia , ta k też i S zląsk m iał w p o c z ą tk a c h ś re ­
d n ic h w iek ó w czysto sło w ia ń sk ą lu d n o ść; tam m ieszk a ły s ło ­
"■j W edług uczonych niemieckich (Müllenhoff) nazwa S z i ą s k a po­
chodzi od nazwy plemienia germańskiego S i l l i n g ów.
[Red).
2)
W ziemi Dedoszanów (Dzidesów), często przez Thietmara merseburskiego wspominanej (w okolicy dzisiejszego Źegania), w której
Bolesław Chrobry zadał r. 1015 srogą klęskę cesarzowi Henrykowi II.,
odkopano dnia 14 maja 1577 r. w obecności cesarza Rudolfa II. i arcyksiążąt Macieja i Maksymiliana całe cmentarzysko słowiańskie. Cesarz
własnoręcznie oczyszczał z piasku i popiołu znalezione naczynia i sprzęty
i kazał na miejscu wykopaliska postawić słup drewniany. Dnia 13 w rze­
śnia 1611 r. podjęto dalsze poszukiwania w obecności króla rzymskiego
Macieja, lecz tą razą napróźno. Dopiero w r. 1770 odkryto na miejscu
zwanem Koy, w pobliżu Żegania, mnóstwo urn, płacznic i sprzętów. J. GL
W o rb s , Geschichte des Herzogthums Sagan. 1795 .

-

116 -

w iań sk ie szczepy, zw an e przez N iem ców og ó ln em m ianem W e n dów, tu P o la c y , o d g ra n ic z e n i S u d etam i od C zechów , K w is ą i B o ­
b re m od Ł użyczan, a p o łącz en i w je d n ą cało ść z re s z tą P o lsk i.
Za B o le sła w a C h ro b re g o S zlązacy niczem nie ró ż n ili się od
re sz ty P o la k ó w : m ieli ten sam język, te sam e w łaściw ości, te
sam e o b y czaje i u rz ąd ze n ia sp o łeczn e, a ich p ierw szy b isk u p Jan ,
k tó re g o sto lic ą sta ł się około 1050 r. W ro c ła w , w ty m ż e czasie
po ra z p ierw szy przez k ro n ik a rz y w sp o m in an y , p o d le g a ł a rc y b i­
sk u p o w i g n ieźn ie ń sk ie m u .
P o zg o n ie B o le sła w a K rz y w o u ste g o 1139 r. o trz y m a ł syn
je g o n a jsta rsz y , W ła d y s ła w , K ra k ó w i S zląsk w dziale. C hęć ow ład n ie n ia całej sp u ścizn y B olesław ow ej z k rz y w d ą m ło d szy ch b ra c i
z g o to w a ła m u u p a d e k i w y g n a n ie z k ra ju . S y n o m je g o je d n a k
zw ró cili s try jo w ie S zląsk , bądź to u n ik a ją c c ią g ły c h za w ik ła ń n a
zachodzie, b ąd ź też, że nie ch cieli w y k lu cz ać k re w n y c h od dzie­
dzictw a.
B rze m ie n n y to b y ł w s k u tk i w y p a d e k — d la polskiej lu ­
d n o ści n a S zląsk u n ieszczęsny. S zląsk , k tó ry d la geog'raficzneg‘0
p o ło żen ia i n a tu ra ln y c h g ra n ic m ó g ł b y ć szańcem p rz eciw k o
obcym , s ta ł się o d tąd p rz y tu lisk ie m w ę d ro w n y c h N iem ców .
O d tąd p o czy n a się n iem czenie S zląsk a. Już W ła d y s ła w p rz e ­
sią k ł b y ł n iem czyzną. Ż ona jeg o A g n iesz k a, c ó rk a L e o p o ld a austryackieg'O , a p rz y ro d n ia s 'o stra c e sa rz a K o n ra d a III., b y ła
w ielk ą n iep rz y ja c ió łk ą n aro d u p o lsk ieg o , P rzez n ią w szed ł W ł a ­
d y sła w w zw iązk i z cesarzam i i m ożnym i ro d a m i n iem ieck im i.
P o b r a ta ł się z nim i, o to czy ł N iem cam i, u ni h sz u k a ł p o p a rc ia
i sch ro n ien ia. S k ło n n o ść je g o do n ie n a w istn y c h P o la k o m s ą s ia ­
dów p rz y c z y n iła się n iem ało do w y g n a n ia go z P o lsk i.
S y n o w ie W ła d y s ła w a , B o lesław , M ieczysław i K o n ra d ,“ w y ­
ch o w an i w N iem czech, przez m a tk ę n ie c h ę c ią do rod ak ó w n a p o ­
jen i, p o że n ie n i z N iem kam i, lg n ęli do N iem ców . D u fając.w p o p arcie
sw y ch p rz y ja c ió ł n iem ieck ich , nie o k az y w ali k siążęto m k r a k o w ­
sk im w innej u leg ło ści, a nie czując się zu p ełn ie p ew n y m i w śró d
tu b y lczej lu dności, k tó rej sta li się o bcym i, sp ro w a d z a li sw y ch u lu
b io n y c h N iem có w d o . S zląsk a, ry c e rz y , m ie s z c z a n /c h ło p ó w i z a ­
k o n n ik ó w , b y m ieć w n ic h p o d p o rę p rzeciw k o P ia sto m polskim '
i ludow i p o lsk iem u . Zg'odni w n iem czen iu k ra ju , w iecznie p r o w a ­
dzili sp o ry i w o jn y ze so b ą : b r a t w a lc z y ł p rzeciw k o b ra tu , syn
nawmt p o ry w a ł się n a ojca, przy czem n iech ę ć żyw iołu p o lsk ieg o
do n iem ieck ieg o n ie m a łą o d g ry w a ła rolę. T a k Ja ro sła w , sy n B o ­
le s ła w a D łu g ie g o i S ło w ia n k i W ie ń c z y sła w y , w z g a rd z o n y i p rz e ­
śla d o w a n y d la sw eg o p o ch o d zen ia od m aco ch y N iem ki, p o d n ió sł

117 —
rę k ę p rzeciw k o w łasnem u ojcu, a z n ien aw iśc i do k re w n y c h n ie­
m ieck ich lub zniem czonych p rzek azał, ja k o b isk u p w rocław ski,
12o i r. p o sia d ło śc i sw e odm uchow skie, czyli k sięstw o n iskie, b is­
k u p s tw u w ro cław sk iem u n a w ieczne czasy.
O jciec Ja ro sła w a , B o lesław D łu g i, to już ty p p raw d ziw y
zn iem c załeg o P ia s ta : chciw iec bez g ra n ic , g w a łto w n ik , n ie n a w i­
d zący k rw i słow iańskiej. S p o k re w n io n y z H o h e n sta u fam i, m a tk a
b ow iem je g o b y ła sio strą p rz y ro d n ią cesarza K o n ra d a III., d ru g a
zaś żona sio strą cesarzow ej, — k o c h a ł się B olesław D łu g i w N iem ­
cach i g o rliw ie k rz ą ta ł się około zagn ieżd żen ia ich n a D o ln y m
S złąsk u . N a w y g n a n ie zaw sze u d a w a ł się do N iem iec, stam tąd
sp ro w a d z a ł posiłki. N iem com C ystersom z P fo rty n a d S o łą (S ale)
o d d ał 1175 r. k la s z to r :w L ubiążu (Leubus), p rz y rz e k a ją c w odno­
śn y m d o k u m e n c ie 1) N iem com , k tó rz y b y u p ra w ia li k la sz to rn ą zie­
m ię lub n a niej m ieszkali, uw o ln ien ie po w szy stk ie czasy od
p ra w a polskieg-o. P ierw sza to w zm ianka o niem ieck ich o sad n ik ac h
n a p o lsk iej ziem i. W k la sz to rz e też lubiązkim k a z a ł się p o chow ać
B olesław ' D łu g i, nie chcąc się i po śm ierci ro z sta w ać z p rz y ja­
ciółm i.
S p a d k o b ie rc a w szy stk ich jeg^o ziem , H e n ry k B ro d a ty , ró w ­
nież ja k ojciec sp rzy jający N iem com , o d d aw ał im la s y do k o rczow ania, ziem ię p o d u p ra w ę i gdzie m ógł, to ro w a ł im drogę.
Za jeg o p o p arciem i p o śre d n ic tw em c ią g n ę ły rzesze n iem ieck ie
do P ru s, do P o lski, do S ie d m io g ro d u n aw et. W tern dziele p o ­
m a g a ła m u żona, św. Ja d w ig a , rów nie do sw y ch niem ieck ich
ro d a k ó w p rzy w iązan a, ja k jej sio stra, w ę g ie rs k a k ró lo w a G e r­
tru d a, k tó ra to p rz y w iąza n ie w r. 1213 śm iercią p rz y p ła c iła
N iem iec cy n a w e t h isto ry c y u p a tru ją g łó w n ą za słu g ę św . Ja d w ig i
w łaśn ie w tem , że sp ro w a d z a ła N iem ców do k r a ju 3). T a k w y p o ­
sa ż y ła hojnie n iem ieck ie k la sz to ry w L ubiążu, Jaw o ro w icac h czyli
H e n ry k o w ie, W ro c ła w iu ; T em p lary u szo m w y je d n a ła ogrom ne
ob sza ry najlepszej ziemi, zw ane O lsnicz (K l. Öls) w pobliżu
O ław y 4), a w fu n d o w an y m przez siebie k laszto rze trz e b n ic k im
osad ziła C y sterk i, N iem k i z B a m b e rg a , zgubneg'o dla S ło w ia n
m iejsca Z b a m b e rs k ie g o b isk u p stw a bow iem , założonego przez
cesarza H e n ry k a II., rozchodziło się tęp ien ie żyw iołu p o lsk ieg o .
G d y jeszcze za H e n ry k a II. kraj pom iędzy M enem , R e g n ic ą i D u n a ­
4) Tzschoppe i Stenzel, Urkundensammlung, 117 .
2) Cureus, Ann. Sil. Witenbergae MDLXXI.
3) Gesch. Schles. Breslau bei Grass u Barth. Gmnhagen, L, 55 .
4) Script. IL Sil. П., SO.

— 118 —
jem b y ł czy sto sło w iań sk i, nie m a już tam w sto la t po założeniu
b is k u p s tw a an i ślad u S ło w ian . Z B a m b e rg a niem czono C zechy,
stą d p o su w a się dalej n iem czy zn a n a w schód, n a S zląsk , a n a w e t
za b isk u p e m św. O tto n em n a P o m o rze 1). W k o ń cu zw ano n ie ­
m ieck ich o sad n ik ó w w P o lsc e w ogóle B a m b e rg a m i, k tó rą to n a ­
zw ę (B am b ry ) noszą d o tą d d aw n o sp o lszczen i k o lo n iści w o k o ­
licy P o z n a n ia i w in n y c h m iejscow ościach W . X . P o zn a ń sk ie g o
S p ro w ad z en i z N iem iec za k o n n ic y i za k o n n ice w iedli za so b ą
z a stę p o sad n ik ó w -ro d ak ó w , z a k ła d a li sz k ó łk i p rz y sw y c h k la s z to ­
rach , u czy li rzem ió sł, ro zp o w szech n iając tym sp o so b em n ie m ie c k ą
o św iatę, obyczaj i języ k . O d zn aczali się w tern dziele ow i lub iązcy C y stersi, k tó rzy , k o rz y sta ją c z przy w ileju B o le sła w a I.,
ty lu n a sp ro w a d z a li o sad n ik ó w n iem ieck ich w k ró tk im czasie, że
już n a p o c z ą tk u X I I I w ieku o k az ała się p o trz e b a u re g u lo w a n ia
ich sto su n k u do P o la k ó w .
Z L u b ią ż a u sad o w ili się n iem iecc y C y s te rsi w J a w o ro w ic a c h
(H en ry ch o w ie) 1227 r., w K a m ie ń c u (K am enz) 1249 r., w R u d a c h
(R au d e n ) 1255 r. i w Im ieln icac h (H im m elw itz) 1290 r.
N a w ie lk ą s k a lę kolonizow ali A u g u s ty n i w ro c ła w sc y z n a ­
czne sw e d o b ra p o d S o b ó tk ą , k tó re im sła w n y P io tr W ło sto w ic z
d aro w ał. N ie m niej g o rliw y m i k o lo n iz a to ra m i o k az y w ali się N o rb e rta n ie (P re m o n s tra te n s i) z k la sz to ru św . W in c e n te g o p o d W r o ­
cław iem w d o b rach sw y ch p o d K o sty n lo te m (K o ste n b lu t), ja k o
też ich sio strzan y k la s z to r w C zarn o w ąsac h p o d O polem . Jed n e m
sło w em k siążęta, b isk u p i i k la sz to ry u b ieg ali się o lep szą w dziele
n iem cz en ia S zląsk a.
Za H e n ry k a B ro d a c z a ludność p o lsk a p o cz u ła d o tk liw ie n a ­
cisk g e rm a ń sk i. C h ciw ość i chęć zy sk u w a b iły n ie m ieck ich p rz y ­
b y szó w , m ian o w icie, że ich o tacz ała pieczo ło w ito ść w y n a ro d o w io ­
n y c h P ia s tó w . K sią ż ę ta ci, o taczając się n iem ieck iem ry c e rstw e m ,
p o trz e b n e m im w w ieczn y ch z a ta rg a c h p o m ięd zy so b ą i z P o lsk ą ,
zach o d n im o b y czajem o d d aw ali m u w lenno ziem ię, b y je p rz y k u ć
do sieb ie. S ta ra li się oni u m y śln ie o słab ić i zniw eczyć sta ro p o lsk ie
u rz ąd ze n ia . T a k znosili lub o g ra n ic z a li s ą d y p o lsk ie, zw ane Zuda,
Z aw ód (Zaude), k tó re ro z s trz y g a ły sp ra w y k ry m in a ln e sz la c h ty
i lu d zi w o ln y ch , d o n o śn e zas p re b e n d y d aw ali N iem com , n a co
g ło śn o sa rk a ło p o lsk ie duchow ieństw o 2). P o n ie w a ż P o lacy w sw y ch
d zied ziczn y ch w ło ściac h d alek o b y li n iezaw iślejszy m i od k siążą t,
niż len n i p an o w ie , p rz eto zn iew alan o ich zam ie n ia ć je n a lenna.
1) Griesebrecht, Deutsche Kaisergeschichte П ., 52 .
2) Tzschoppe i Stenzel, Urkundensąmmhmg, 140 .

-

119 -

P o rw a n a o g ó ln y m prąciem , pod nacisk iem niem czyzny, p rz e k s z ta ł­
c a ła sz lac h ta p o lsk a n azw isk a sw e n a n iem ieckie. T a k np. H a u g w itze p o w sta li z H ugow iczów , S to sch o w ie ze S to só w czyli S to so w iczów , Z etteritze z C zeterasów , A u lo ck o w ie z U leboków , także
ro d y niem ieck ie P o g a re n ó w , W irb lló w , S chaffów czyli Schaffgo tsch ó w , W ittlitzó w , M uschew itzów , N ostitzów , B rau c h itsc h ó w ,
Zedlitzów itd., p o lsk i m ają p o cz ątek 1).
B y p o d n ieść p rz em y sł i handel, a zarazem d o ch o d y sw e p o ­
w iększyć, zak ład ali P iastow ie szląscy, a za nim i duchow ieństw o
i szlach ta, n iem ieck ie m iasta, m ieszk ań cy zaś w si okolicznych,
zm uszeni s ty k a ć się z rę k o d zieln ik am i i h an d larzam i m iejskim i
obcej n aro d o w o ści, p rz e sią k a li niem czyzną.
Z ak ła d an ie osad n iem ieckich działo się w te n sposób, że
k siążę d a w a ł p rz ed sięb io rcy , k tó ry się zobow iązyw ał obsadzić p e ­
w n ą ilość łan ó w o sad n ik am i, w dziedziczne p o siad an ie d ziesiąty ła n
i so łty so stw o , do k tó re g o p rzy w iązan e b y ło sąd o w n ictw o w iejsk ie
w sp ra w a c h cy w iln ych, w ładza policyjna, dochód z je d n e j trzeciej
k a r sąd o w y c h i in n e k o rzy ści, ja k o to p ra w o u trz y m y w a n ia k a r ­
czm y, w y szy n k piw a, n ierzad k o też p raw o z a k ła d a n ia m ły n ó w
i ło w ie n ia ry b . O bow iązkiem so łty sa zaś b y ło w y b ie ra ć czynsze
i d ziesięcinę i u trzy m y w a ć k sięcia i d w ór jeg o , g d y zjeżdzał n a
s ą d y k ry m in aln e.
O sad n ic y o trzy m y w a li w olność o so b istą i p ra w o s p rz e d a w a ­
n ia lub z a sta w ian ia w yznaczonych sobie łanów , je d n a k nie bez
p rz y zw o len ia księcia, oraz w olność n a p ew ien p rz e c ią g czasu od
w szelk ich ciężarów , po u p ły w ie k tó re g o p ła c ili czynsz k sięciu,
zw y k le c z w artą część m a rk i od ła n u czyli pięć m a re k dzisiejszej
m o n ety , a d u ch o w ień stw u jako dziesięcinę o d d aw ali m ałd rę tro ja ­
k ie g o zboża.
Z u p ełn ie p o d o b n ie za k ła d an o m iasta niem ieckie, k tó re z cza­
sem z y sk iw a ły p raw o m iejskie m a g d e b u rsk ie , a k o rz y sta ją c z k ło ­
p o tó w p ien ięż n y ch zw ierzchnich panów , k u p o w a ły od nich zn a­
czne sw obody.
N ajstarszem n iem ieckiem m iastem n a S zląsku, o k tó re g o p o ­
c z ą tk a c h p ew n e m am y w iadom ości, b y ł L w ó w (L öw enberg), k tó re
n a n iem ieck iem p ra w ie osadzić otrzy m ali pozw olenie 1217 r. od
H e n ry k a I. T om asz i H a rtlie b L ö w e n b erg i. W ty m też czasie
o trz y m a ła p o lsk a Ś ro d a m iejskie p raw o n iem ieck ie i nazw ę N eum a rk t (Nowytarg-), co okazuje ta okoliczność, że b isk u p w ro c ła ­
w sk i W a w rzy n ie c, o sad zając n a m ocy p rzy w ileju K a z im ie rz a księ’) Stenzel, Gesch. Schlesiens, 1 82 .



120



cia o p o lsk ieg o , U jazd N iem cam i 1223 r., d a ł im to sam o praw o,
ja k ie m iał N o w y ta rg . Is tn ia ło je d n a k pono m iasto M owytarg- (N eum a rk t) o b o k w si N o w y ta rg , g d y ż w do k u m en cie z r. 1228 w y stę ­
p u ją ja k o św iad k o w ie z N o w e g o ta rg u w ó jt B ero i so łty s H e n ry k ,
w ójt zaś b y ł n aczeln ik iem m iasta, a so łty s w s i1).
O sad n ic y n iem iecc y w yjęci b y li z p o d w ład z y k a sz te la n ó w
i in n y c h u rz ęd n ik ó w k siążęcy ch , oraz w olni od u ciążliw y ch danin
i ro b o cizn , do k tó ry c h o b o w iązan i b y li p o d d an i polscy.
N ieraz już istn ie ją ce osady p o lsk ie zam ieniano g w a łte m n a
n iem ieck ie. T a k w y ru g o w a ł H e n ry k B ro d ac z 1223 r. p o lsk ich
ch ło p ó w ze w si S ic h o w y (A rn o ld sd o rf p o d Jaw orzem ); a b y je d n a k
„nie śc ią g n ą ć ich p rz e k lą s tw a n a sie b ie ,“ d a ł im p raw o , zw ane
„ L a s a n k i“ (słowo, pochodzące m oże od „ ła s k a “). T a c y „ Ł a s a c y “
nie b y li w p raw d zie n iew o ln ik am i, ale też nie ró w n a li się zu p ełn ie
w olnym ludziom , zo staw ali bow iem p o d w ład zą s ta ro s ty k sią ż ę ­
c e g o .2) Źe się ła g o d n ie z p o lsk ą lu d n o śc ią nie obchodzono, p r z y ­
znaje n iem ieck i h is to ry k S te n z e l.3)
N ę cąc e w id o k i ś c ią g a ły rz eczy w iście c h m a ry g o ły c h p rz e d ­
sięb io rcó w n a S zląsk , m ianow icie za H e n ry k a B ro d acza. W z b o ­
g aciw szy się n a polskim chlebie, ufni w sw ą p rz e w a g ę i pom oc
k sią ż ą t, p o m ia ta li tu b y lcam i, k tó rz y ty c h gości, cho ciażb y ty lk o
d la ich chciw ości, lubić nie m ogli.
„N iem cy , p o w ia d a fra n c u sk i k ro n ik a rz J e h a n F ro iss a rt, z n a ­
tu ry są n ie o k rz e sa n i i tę p e g o po jęcia, c h y b a gdzie chodzi o ło w ie ­
nie k o rz y ści, bo do te g o m ają d osyć d o w c ip u i zręczności N iem ­
cy nie d o trzy m u ją nik o m u sło w a i niczeg'o nie dochow ują, co k ie ­
d y k o lw ie k p rz y rz e k li, albo o co u k ła d zaw arli. N iem cy są s tr a ­
sznie chciw i... N iem cy są ta k chciw i, ja k żaden in n y n a ró d i nie
m ają m iło sie rd z ia n a d nikim , sk o ro w ładzę n a d nim p o się d ą .“
D la W ło c h ó w , m ów i S z a jn o c h a ,4) N iem cy „gadem i p adalc a m i,“ u N o rm an ó w o n ic h p rz y sło w ie : „zły ja k N iem iec ,“ u Cze­
chów toż sam o z m a łą o d m ian ą: „d o b ry acz N iem iec ;“ W ę g ro m
N iem cy „ sz a ra ń c z ą ,“ a Ł o ty sze k ła d li sw ym u m arły m sie k ie rę n a
N iem có w do g ro b u .
T a c y p rz y b y sze czynili dolę p o lsk ieg o ludu n a S zląsk u nie
znośną. W z g a rd z o n y przez k siążąt, za g ro ż o n y w sw y m b y cie, p o ­
zo staw ał ch ło p p o lsk i w niew o li i nędzy, m u siał w ła sn e m i rę k o ­
’j Tzschoppe i Stenzel, Urlmndensammltmg 95 .
2) Tamże 68.
3) Tamże.
‘) Jadwiga i Jagiełło II, 3 .

-

121 —

m a, z p rz ek lęstw em n a ustach, p ra c o w a ć n ad w zniesieniem i u m o ­
cnieniem sied lisk n ie n a w istn y c h przybyszów , m u siał po n o sić cię­
żary, ja k p o ra d ln e , podw órow e, stróźę, powóz, przew óz, podw odę,
stan, p sa re itd., do czego N iem cy nie b y li zobow iązani.
N a p ły w te d y coraz w ię k s z y 1N iem ców i w idoczne sp rz y ja n ie
im H e n ry k a I. i jego żony n a p e łn iło g o ry c z ą m ieszk ań có w p o l­
skich, ro zd arło S zląsk n a d w a w ro g ie obozy i zgotow ało w reszcie
p a rz e książęcej p rz y k re, n ad e r bolesne chw ile.
Z a d rg a ła bo w iem w sy n ie H e n ry k a i Ja d w ig i, K o n ra d zie,
k re w po lsk a. S to su n k i jeg o z P o la k a m i, k tó ry m i się lu b ił o tacz ać1,)
i w id o k nędzy ludu p o lsk ieg o ro zb u d ziły w nim n ien aw iść ku
zuchw ale ro z p o ściera ją cy m się N iem com i pop leczn ik o w i ich, ro ­
dzonem u b ra tu , H e n ry k o w i P obożnem u. Zdaje się, że rodzice
sam i się p rz y czy n ili do w y b u ch u n iep rzy jaźn i p o m iędzy braćm i,
okazując w ięcej m iłości H e n ry k o w i niż m łodszem u K o n ra d o w i, do
k tó re g o lg n ę ła lu d ność p o lsk a, ja k o do o p ie k u n a i p rzy jaciela
sw ego. D o ja w n e g o zaś przyszło starc ia , g d y H e n ry k B ro d aty , p o ­
stan o w iw szy ożenić K o n ra d a z c ó rk ą k siążęcia sask ieg o A lb re c h ta ,
w y d zielił m u szczupłe ty lk o dzierżaw y, starszeg o zaś H e n ry k a
•um yślił uczy n ić n a stę p c ą sw oim n a S zląsk u i w in n y ch ziem iach
p o lsk ic h .2) S n ać o b a w ia ł się, b y K o n ra d nie zniw eczył je g o dzieła,
nie dopuszczając d alszego p o su w an ia się N iem ców n a ‘w schód.
K o n ra d , czując się po k rzy w d zo n y m , sta n ą ł n a czele po lsk ieg o
lu d u z p o stan o w ien ie m w y p ęd zen ia b ra ta ze S zląsk a. H e n ry k
P o b o żn y , zeb raw szy niem ieck ich ry cerzy , oczekiw ał b ra ta w o k o ­
licy L ig n icy .
B y ła to chw ila w ażna w h is to ry i S z lą sk a i n aro d o w o ści p o l­
skiej. C hodziło o b y t P o la k ó w w e w łasn y m k ra ju , w a lk a b r a to ­
b ó jcza m iała ro z strzy g n ąć p rz ew ag ę tej lub owej narodow ości.
Z p rzerażen iem sp o strze g li rodzice sk u tk i sw ej n iem ieck iej
p o lityki. P ró ż n e ich b y ły stara n ia , b y pogodzić zw aśnione strony.
P o d a re m n y c h u siło w an iach sc h ro n iła się J a d w ig a do N iem czy,
H e n ry k B ro d a ty do G ło g o w a, b y nie b y ć św iad k am i okropnej
w alki.
W ta rg n ą w s z y w k sięstw o lig n ieck ie, sp o tk a ł K o n ra d b ra ta
g o to w eg o do w a lk i pod S tu d n ic ą p o m iędzy L ig n ic ą a Złotog-órą
r. 1214. Bój b y ł k rw a w y i zacięty. O bydw ie stro n y w alczy ły
z zażartością, P o la c y w ob ro n ie o g n isk dom ow ych, N ie ; . c y o za­
g ro żo n y b y t swój n a S zląsku. W reszc ie ud ało się H e n ry k o w i
1) Cureus, Ann. Sil. 60 .
) Chroń. Pol. 25 i Chroń. Princip. Pol. 1 04 .

— 122 —

p rz e ła m a ć i ro zp ró szyć szy k i po lsk ie ‘j. B ie g ie i w yćw iczone w rz e ­
m iośle ry c e rsk ie m w ojsko niem ieck ie H e n ry k a , odniosło stanow cze
zw y cięstw o n ad sp ieszn ie zeb ran y m tłum em p o lsk ie g o ludu i sz la ­
ch ty . Z zw y cięstw em H e n ry k a zw y cięży ła niem czyzna, P o la c y
u leg li przybyszom .
P o u tra c ie c a łe g o w o jsk a nieszczęśliw y K o n ra d , u n ik ając
zem sty b ra ta , sc h ro n ił się do G ło g o w a , lecz n iech ę tn ie zap ew n e
w id zian y od ojca, u d a ł się w puszczę ta rn a w s k ą , g d zie p o d czas
łow ów , p ad łszy z koniem , p o s tra d a ł życie 1214 r. M iłość sio s try
G ertru d y , zak o n n icy trze b n ick iej, zg o to w a ła zw łokom je g o p rz y ­
tu łe k w k laszto rz e trze b n ick im . T u o b o k sio stry sp o czął o sta tn i
szerm ierz n a ro d o w o śc i p olskiej n a D o ln y m S zląsk u .
O d czasu b itw y p o d S tu d n ic ą n ie sp o strz e g a m y w ięcej z b ro j­
n eg o w y stą p ie n ia lu d n o ści p olskiej p rz eciw k o N iem com n a D o l­
ny m S zląsk u , n a w e t w ty m czasie nie, k ie d y w in n y c h d z ie ln i­
cach P o ls k i b u d zi się duch n ie p o d le g ło śc i narodow ej, k ie d y d u ­
ch o w ień stw o w ielk o -p o lsk ie staje w o b ro n ie ję z y k a p o lsk ie g o ,
k ła d ą c za p o rę szerzeniu się niem czyzny, a szlac h ta w y p ę d za s y ­
n ó w zd rad zieck ieg o i ch ciw eg o H e n ry k a I., k s ię c ia g ło g o w s k ie g o ,
z P o z n a n ia i K a lisz a d lateg o , że zd z ie rają cy ch i u c isk a ją c y c h lu ­
dność p o lsk ą N iem ców o tacz ają w z g lę d am i i o p iek ą. G d y n aró d
p o lsk i p o d w odzą dzielnego Ł o k ie tk a je d n o c z y się i w y stę p u je
w sz ra n k i p rzeciw k o N iem com , k tó rz y ja k o o sad n icy , k u p c y , rz e ­
m ieślnicy, ry c e rz e i z a k o n n ic y w d arli się w w n ę trz e k ra ju , to ­
ru jąc d ro g ę w ładzcom niem ieck im do o w ład n ięc ia P o lsk i — S ż lą sk
u le g a ży w io ło w i obcem u. P ró ż n e b y ły u siło w an ia w ładzców p o l­
sk ich k u o d zy sk an iu S zląsk a, p ró ż n e s k a rg i a rc y b is k u p a g n ie ź ­
n ień sk ieg o J a k ó b a Ś w in k i 1285 r., że n iem ieccy p rz y b y sze u c i­
s k a ją lu d p o lsk i, z a g ra b ia ją je g o ziem ię i p o m ia ta ją nim . W ła s n e
teg o ż m ęża — p a try o ty nazw isk o zam ienili szląscy p o to m k o w ie
je g o n a n iem ieck ie (S chw einichen)!
S u ro w o p o stęp o w a n o so b ie z tu b y lc a m i, c h c ą c ich ja k
n ajp ręd zej p rz e k sz ta łc ić n a N iem ców . B isk u p W ro c ła w s k i Jan ,
k tó ry tw ie rd z ił, że P o la c y n ie n a d a ją się do p ilnej u p ra w y roli,
ro z k aza ł 1495 r. p o lsk im ch ło p o m w W o jn iszk o w ic ach (W o itz )
p o d G ro tk o w em , a b y w p rz e c ią g u p ięciu la t n au c zy li się po n ie ­
m iecku, g ro ż ą c w p rz eciw n y m ra zie w y p ę d zen iem ze w s i1). N ie ­
m iecc y p rz y b y sz e p o g a rd z a li p o lsk im i chłopam i. G dy o p a t A u g u ­
sty n ó w w ro c ław sk ich M aciej (f 1429 r.) o b sad z ił p o lsk im i c h ło ­
p am i fo lw a rk po d T y ń c z ą (K lein-T inz) w p o b liżu W ro c ła w ia , na*) Tzschoppe i Stenzel, Urkundensammlung 68.

— 123 —
zw ano ów fo lw ark szyderczo „w sią g łu p ich M ać k ó w “ (M ätzk en d o rf).
P rzy b y sze n iem ieccy ch rzcili daw n e p o lsk ie w si w ed le sw y ch
im ion i nazw isk. W r. 1250 d a ł K o n ra d , k a n o n ik w ro cław sk i,
w ieś sw ą O siek niejakiem uś H einrichow i, a b y ją lo k o w ał n a p r a ­
w ie n iem ieckiem , i otóż z O siek a s ta ł się H e in ric h sd o rf, czyli
H e n n e rs d o rf (w p o bliżu O ław y). T a k się też zam ien iły O cyce
p od R acib o rz em n a O tindorf, P ło n ic a p o d Z ębow icam i (F ra n k e n ­
stein) n a D ö rn d o rf, S osnow e n a W o lm sd o rf, C zechow o p o d G órą
n a K o ra n g e lw itz .
In n e n iem ieck ie n az w y p o w stały przez p rz etłó m ą cze n ie zn a­
czenia, n p. M ięd zy b o r — M itte lw alde, P siepole^— H un d sfeld , D o ­
b ro d z ie ń — G u tte n ta g , K a m ie ń — S tein, Z im naw oda p o d W .
S trzelc am i — K a ltw a sse r, B o re k — W a ld albo W äld c h en .
P rze m ie n ia n o też nazw y w e d le rozm aity ch okoliczności np.
S u rn ik p o d W ro c ła w ie m s ta ł się N eukirch, O siel — R o se n th a l,
K o b e c la — Ju n g fe rn d o rf, S y ch o w a — B aierhof, K o jan c zy n —
B a u m g a rte n , W a d o c h o w ic e — W ie se n th a l.
In n e n az w y p o w sta ły sk u tk ie m odm iennej w ym ow y n iem iec­
k iej np. W ijew o — V iehau, B o ry ó w — B ohrau, M ylonów —
M ellenau, G linaj — G leinau, L ig o ta — E lg o t, G ościeńcin — K o ­
ste n th a l, T y ń c z a — T inz, O ło b o le — M ühlbock, S o b o ta —
Zobten.
Że ty c h p rz e k sz ta łc e ń d o k o n ali osadnicy, okazuje d o k u m en t
P le n ry k a B ro d a te g o z r. 1207, n a d a ją c y trz y wsi pod Z ębow icam i
k laszto ro w i trzeb n ick iem u , k tó ry c h pod w ó jn e n az w y w y m ie n ia :
J a w o re k •— H e n ric i V illa (H einersdorf), S tra n k o w a — C unzonis
V illa (K ú n zen d o rf), R o z o tin ic e — A lb e rti V illa (O lbersdorf). Т а к
też i w in n y c h d o k u m en tac h znachodzą się dw ie nazw y jednej
i tej sam ej m iejscow ości.
P o m im o g w a łto w n e g o niem czenia u trz y m a ł się czas n iejak iś
tu i ów dzie ję z y k p o lsk i n a dolnym Szlązku. T a k np. m ów iono
w o k o licy Ź eg a n ia jeszcze w X V I w iek u po polsku.
O d p o rn iejszy m o k az ał się żyw ioł polski n a G ó rn y m S zląsku.
S p raw iło to bliższe sąsied ztw o P o lsk i, Czech i M oraw , oraz i ta
ok o liczność, że k siążę ta g ó rn o szlązcy żeniąc się z P o lk a m i lub
S ło w ia n k am i, w ięcej m ieli sto su n k ó w z słow iańskim w schodem
niż z niem ieck im zachodem . W z m ó g ł się tu n a w e t żyw ioł p o lsk i
w X IV . w ieku, g d y się ta k w P o ls c e ja k w C zechach silnie o b u ­
dziło n aro d o w e poczucie, a N iem cy żądzą p a n o w a n ia i g n ęb ien ie m
in n y ch n aro d o w o ści silny p rzeciw k o so b ie w yw ołali opór. Z da­

— 124 w ało się n a w e t w c iąg u w ojen h usyckich, że n ie m c z y z n a p rz y ­
najm niej n a G ó rn y m i Ś re d n im S z lą sk u c a łk ie m zgm ieciona zo ­
sta n ie . U sad o w ien ie się k się c ia K o ry b u ta , b r a ta n k a J a g ie łły ,
w G liw icach w r. 1430 g roziło N iem com Szląskim w ielk ie m n ie ­
b ezp ieczeń stw em , bo zam y ślał on w idocznie u tw o rz y ć sobie n a
G ó rn y m S zląsk u udzielne k sięstw o i z p o m o cą P o la k ó w i Cze­
chów w y d rz eć niem czyźnie przynajm niej tę d aw n ie jsz ą część P o l­
ski. N ie b y ł to zaś b łę d n y ry c erz , lecz człow iek, k tó ry z ro z w a g ą
i stan o w czo ścią zm ierzał do w y tk n ię te g o sobie celu. W y c h o w a n y
s ta ra n n ie n a d w orze stry ja sw ego, k ró la W ła d y sła w a J a g ie łły ,
od zn aczał się zd o lnościam i i n iem ałem na swój czas w y k s z ta łc e ­
niem , p rz y te m ro ztro p n y , o g lęd n y i w olny od stronniczym i! n a
m iętn o ści i przesądów , łą c z y ł n ie z w y k łe u m ia rk o w a n ie i ludzkość
z p rz ed sięb io rcz o ścią i m ęstw em 1). .
Z ta k im i p rz y m io tam i
nać

rz ec zy , a le

teg o

ni w

z ły n a

P o lsc e

sz lą sk im
ty ch

to

zapasów ,

w śród

sam

i

o p o lsk i,

C zechów

w p ły w

z K o ro n y

p o d trzy m ały

s ta ł się ta m
D o p ie ro

w

G ó rn y

Jeden

do

S z ląsk H a b sb u rg o m ,
zw y cię zk o .

m ie c c y

n a u cz y cie le

i

N ie m co m

S zląsk a

w

czasie

św ia d o m o ść

k sią żą t g ó rn o -

z n iem c zy z n ą, a

d ru g i,

k o n ia n ie o sio d ła łb y

p a n u 2).

W ię k sz y

C z esi n iż P o la c y ,

jed n a k

czeski b o w ie m

urzędow ym .

w ie k ó w

p ó ź n ie j, g d y

p o c z ę ła

znow u

Z rządam i

u rz ęd n icy ,

S zląsk

sp e ł­

1435 r.

z ów czesnych

p o lsk iem u

z czasem

k ilk a

doko­

zn alaz ł n a le ż y ­

naro d o w ą

zerw ał c ałk iem

ja k ie m u k o lw ie k

w y w arli n a

n ie

p rz e c iw k o

c ie sz y ń sk i, o św ia d c z a ł, że a n i je d n e g o

p rz e c iw k o

ta m

w a lk a

P o la k ó w

o b u d z iły

B o lk o

K o r y b u t w ie lk ic h

z am y słó w

m a rn ie z g in ą ł n a L itw ie

p o lsk ich S z lązak ó w .

B o lk o

k sią żę

C z ec h ac h p o p a rc ia . U s iło w a n ia jeg o

o w a w ie lk a

i p rz y p ły w

sz ląsk ic h ,

język

ni w

n iczem ; o n

M im o

m ógł

n ie ste ty , d la s w y c h

p ru sk im i

F ryderyk

W .

w ydarł

n iem c zy z n a ro z p o ście rać

się

p rz y b y w ali

n ie ­

w o jsk o w i, k u p c y ,

na

ręk o d zieln icy ,

k o lo n iśc i; n ie m ie c k i ję z y k w y p a r ł

S z ląsk

p a sto ro w ie,

czeski

z

a k tó w

urzęd o w y ch .

W p o c z ą tk u p rz eszłeg o w iek u w sie p o lsk ie jeszcze d o ch o ­
d ziły do sam eg o W r o c ła w ia ; w O leśnicy, O ław ie, T rz e b n ic y i za
G ło g o w em o d b y w a ło się w k a to lic k ic h i ew a n g ie lic k ic h k o śc io ­
łach n a b o ż e ń stw o po polsku, a w W ro c ła w iu p o d czas ta rg ó w

’) Długosz X II., 682 ; Palacký, Gesell, v. Böhmen III., druga część,
str. 304 .
2) Script. R. S. Geschichtsquellen 19 .

— 125 d z ie lo n o
druga

d ru tem

ry n ek

na

d w ie

d la N ie m c ó w . O d c z a su

czę śc i:

jed n a b y ła

ż y w io ł p o lsk i znaczne p o n ió sł stra ty , a p o lscy
w yw ani

w

W

sz k o łac h

n ie m ie c k ic h ,

n a jn o w sz y m

d o p iero

czasie, d z ię k i

w y m ierzo n y m

zarów no

p rz e c iw k o

c iw k o

p o lsk iem u

jęz y k o w i,

p rz eb u d z ili

d o w o ści,
m ało

się P o l a k a m i , r a ź n o

co te m

p o m ię d z y

b ard ziej
n im i

w ycho­

w a lce k u ltu rn é j i p ra - .

k a to lic y z m o w i,
się

jak

prze­

S zląz ac y

z leta rg u ,

w zięli się do o b r o n y

sw ej n a r o ­

p o d z iw ia ć n a le ż y , że d o ty c h c z a s b a rd z o

lu d zi, k t ó r z y b y

w y ższe o d eb rali w y k s z ta łc e ­

n ie. D z ie ln y te n lu d p o lsk i, o w ła s n y c h
n iż e n ia , i ju ż

S z ląz ac y ,

p r z e k s z ta łc a li się n a N ie m c ó w .

w om

a poczuw szy

d la P o la k ó w ,

zaś zajęcia S z lą sk a p rz ez P r u s a k ó w

m im o n a jtru d n ie js z y c h

silach

d ź w ig n ą ł się z p o ­

w aru n k ó w

k ilk u

w łasn y ch

p o słó w

w y s ła ł b o B e rlin a . N ie d a w n e , n a m ię tn e w y c ie c z k i m in istra

o św ia ty

dr. B o s s e g o

n o szlązak o m
w

i jeg o

o k azu ją,

k ra ju , k tó r y

p o p lec zn ik ó w

jak

uw ażano

w zm ógł

się

za całk iem

stra co n y

d la p o lsk o śc i.

O b e c n ie lic z b a P o la k ó w
zam ieszk u ją
c ła w sk im
Na

zaś G ó rn y

p o w ia ty
G órnym

g 'd y ż z a w i e r a
cen ty

n a m y sło w sk i,

p s z c z y ń s k i 8 i°/o ,
75% ) k a to w ic k i
obwodu

k o ło
w

C zechów

p o w ia ty

p o siad ają

n a stęp u jąc e p ro ­

ry b n ick i

8 j nj0, o l e s k i 86 °/0 ,

ta rn o w ie k i
7 2 0/ 0 ,

79% ,

b y to m sk i

zaborski

68 % ,

5 o 0/ 0 - W

w ro c ła w s k ie g o
w ypada,
z ac h o d n ie j

w

w s ia c h (w p o w ie c ie

p o lsk ieg o
k o ło

m ie sz k a

że

na

to sz k o g liw ic k i

o k o ło

S z ląsk u

części

6 6 0/ 0,

100.000 P o ­

w reszcie

p o w ia ta c h

(H o yersw erda)

obw odu

ż y je

h ra b stw a

i O p o la , d a le j

H u lc zy n a ,

W en d a m i, w

m ia ste c z k u

j 8 0/0,

o p o lsk i i k lu cz b o rsk i

w y z n a n ia e w a n g e lic k ie g o .

jeszcze

b u rg ) i w o je rze ck im

100 m i e s z k a ń c ó w

o w y c h zaś c ztere c h p o w ia ta c h

i to

Łużyczan, zw anych

m oraw ska,

w ięc n a

p o l a k o - k a t o l i c k i e j ') :

S trz elin a, S y c o w a

W

p o lsk ieg o ,

In n e

p o w iecie ra c ib o rsk im

k ieg o .

w ro ­

je s t p o w ia t lu b lin iec k i,

p rz e w a ż n ie

N a d m ie n ić

1x000

m ilio n ,

re je n cy jn y m

S z lą s k u n a jw ię c e j p o ls k im

re je n c y jn e g o

i to

w y n o s i p rzeszło

o b w o d z ie

G ór-

narodow y

t r z e b n i c k i i b rz e g 's k i.

ra c ib o rsk i 54% ) p rą d n ic k i
la k ó w

ruch

sy c o w sk i,

90 % ż y w i o ł u

lu d n o śc i

n a S zląsk u

S z ląsk , a w

90 P o l a k ó w .

przypada

p rz e c iw k o p o lsk im

bardzo

43000 M o r a w i a n
33000 S e r b ó w -

ro z b o rsk im

czeska i n iem iec k a

z la ły

się

(R o th en ­

re je n c y jn e g o

B a w o ro w ie (B a u erw itz) i k ilk u

g łu b cz y ck im )

p rz esz ło

k ło d zk ie g o

lig n ic -

o k o lic z n y c h

n a ro d o w o śc i p o lsk a ,

ze s o b ą i u tw o rz y ły

sz c ze g ó ln ie j­

szą gw arę.

’) J . Chociszewski, Podręcznik geografii ojczystej. Poznań 1892 .
Dr. Stanisław Karwowski.

-

126 -

PRZY CZY NK I

DO

O PISÓ W

W S I W ISŁY

w C ie sz y ń sk ie m .
Ś ląsk a

w ie ś

W is ła , p o ło żo n a

rz ek i, w ś ró d n a jw y ż sz e j
sie b ie o d d a w n a u w a g ę

grupy

dyum

ja k

na

m ie jsc o w a lu d n o ść

m ie sią c a c h

gości



tu ry ­

s p o rą lite ra tu rę . O m a ­

L. M a l i n o w s k i

w

w y czerp u jącem

n a Ś lą s k u “ (A te n eu m

w y d a w n ictw ie

„ N a d z i ś “. W s p o m i n a

D r. J a n

B y s t r o ii w

r o d z in n y m “ (B ib lio te k a w a rs z a w s k a
nych



letn ic h

naszej

zw raca

ży cia lu d o w e g o

k ra k o w sk iem

ż n ie o W i ś l e

w

k ró lew sk iej

B esk id ó w ,

W iś la n i c h a ra k te ry s ty c z n y c h w ła śc iw o ścia ch

p is a ł prof.

p . t. „ Z a r y s y

oraz w

tu

i p o s ia d a ju ż w z g lę d n ie

lo w n icz y ch u b io ra c h
ich m o w y ,

źródeł

k ą p i e l a r z y

n a z y w a p rz eb y w a jąc y ch
stó w , e tn o g r a f ó w

u

z a c h o d n ic h

stu -

1 8 7 7 г.),
p o b ie ­

„ S z k ic u z p o d ró ż y

p o k ra ju

1884 r.).

u z b ie ra ­

W ią z a n k ę

n a p r ę d c e w r a ż e ń i s p o s t r z e ż e ń o g ł o s i ł Z. Ś w i d e r s k i w b r o ­

s z u r z e p . t. „ W i s ł a ,
B arw ne

o p isy

S z k i c z w ę d r ó w k i p o Ś l ą s k u * . ( K r a k ó w 1889).

czaro w rie

p ięk n ej p rz y ro d y

D r. F r. S l a m a ,

C zech,

S le zsk u "

1886), k t ó r e g o k i l k a

(P raha

i W iśla n o m .

w

S z c z e g ó ło w ą

ś. p . B o g u m i ł H o f f .
śla n ie “, d ru k o w an ej po

W

d z i e l e p . t. „ V l a s t e n e c k é
n a k o n ie c
pracy

o d d z ie ln ej

o d b itc e

to r sło w em

i o łó w k iem

i g ó ra li

p o św ię c a

m o n o g rafię

tej

w

„ P o c z ą tk i

W iśle

w si

sk re ślił

W is ły

i W i­

„ W ę d ro w c u “, a n astęp n ie

(W arszaw a

c h a ra k te r k ra ju

d a je

p u to v an í po

ro zd ziałó w

p . t.

raz p ierw szy

w ydanej w

g ó rsk iej

1888 r.) z i l u s t r o w a ł a u ­
i

m ie sz k a ń c ó w , ic h

d z ib y , stro je , m o w ę , z w y c z a je , p ieśn i, p o d a n ia ,

sie ­

w ie rz e n ia .

A je d n a k — pom im o ty lu p ra c jej p o św ięco n y ch —- n ie je ­
dno d a się jeszcze o W iś le p ow iedzieć. Ż ycie ludu p rz e d sta w ia
ta k w d zięczne i sze ro k ie d la b a d a ń pole, że i po p rzejściu n a j­
w y tra w n iejszy ch żniw iarzy m ożna n a nim c h o ć b y sk ro m n e ze­
b ra ć p o k ło sie. T a k ie m w ła śn ie p o k ło siem je s t n in iejsza g a r s tk a
szczeg ó łó w , z n ao c zn eg o d o strz e g a n ia ze b ran y c h , k tó r ą w tem
m iejscu, ja k o p rz y c z y n e k do w yżej w y m ie n io n y c h p ra c p rz y ta cza m .
P o tr a w y i p ie c z y w o ludowe.

Gust c z y l i jedzą ( p o ż y w i e n i e ,
d o ść w ie lk ą ro z m a ito ść , a p o tra w y
rębne

nazw y,

k tó re

się

jad ło )
tam

n ie p o w ta rz a ją

n a W i ś l e 1)

p rz ed sta w ia

u ż y w a n e n o szą z g o ła
ani

p o m ię d z y

od­

podanem i

^ Ludność miejscowa, mówiąc o swej wsi, wyraża się na W iśle lub
n a Wisłach. „U nas na W iśle (szumne) piękne lasy i skale (kamienie),
ale chleba mało“ — skarży się Wiślanin.

/

d o tąd
badań

„W iśle"

tak

ludu

2),

ani

też

w

w

alfab ety czn y m

s p is ie
G łó w n ą

p. t. „ P r ó b a

n a b ia ł,

G a lic y i“.

i

a le
rzew io sk a c h ,

m ie jsc o w eg o
g a lic y jsk ic h

u

roślinne

w

N. C y b u l s k i e g o

w ie jsk ie g o

prof.

jak

k u p io n e

pokarm y
lub
w ie lk ie j,

dochówku

stanow ią

się

d zie łk o

w arszaw sk iej

żyw ieniem

zam y k ający m

p o ży w ien ia
stano w i

z w łasn eg o

nad

w

p o traw ,

i mięso
nie

p od staw ę
ź n ik a,

G ł ó w n a d o l i n a W isły .

.

128



-

rz a d k o śc i. N a to m ia st barszcz' z b u r a k ó w i ro z m a ite k a s z e ; ta k ro z­
p o w sz e c h n io n e w śró d lu d u

p o lsk ieg o

n iezn an e .

G a źd zin y

sadzą bu rak i

c h le w n e j,

„ k tó r a się

od

dać w iary , a b y

m o g ły

i Sw aczyna

się zn o sz ą.

1) B r y j a - p o l e w k a

z g ruszek

z g o ła

u ż y tk u



trzo d y

chcą

naw et

letn ich

m ie sią ­

r a z y n a d z ie ń : ś n ia d a n ie ,
i w ie cz erz ę. W

W sz e lk ie

n a jc z ę śc ie j p r z y r z ą d z a n y c h

tam

n ie

sm akow ać. W

ja d u ją p i ę ć

p o lu ,

d la

—* i

Swaczynę ( p o d w i e c z o r e k )

p o d o b ia d e k , o b iad ,
lew k am i. D o

p o p raw u je*

o n e lu d z io m

cach, podczas rob ó t w
p o d o b ia d e k

n ich

g d z ie in d ziej,

w y łą c z n ie

z im ie

z u p y n a zy w a ją p o ­

n a le ż ą :

m io d ó w e k ,

brendzą,

om aszczona

śm ie ta n ą lu b sp y rk ą .
2) C h u d a
n in ą, k t ó r ą

E w a-w rząca

w oda,

z a p ra w io n a so lą i sm a ż o n ą s ło ­

„ ja d u ją z a k ie le g m rąc a

z k o b z o la m i (z ie m n ia k am i)

lu b

c h le b e m “.
3) D o m i n i k a t —
4) K u t a

ser, r o z g o to w a n y

czy li k u r z y n a

i o m aszc zo n a s p y rk ą lu b
5) K a p u ś n i c a



m ię siw e m

zam ieszan a

w rzącą

o d n iej ło je m

k a p u sta,

om aszczona

w o d zie.

u g o to w an a

śm ietan ą,

wodą

i g rz y b a m i.

sło n in ą

na

rzadko,

lu b in n e m

ja ­

i z ap ra w io n a g rz y b a m i.


7) P r a ż u c h a

a lb o p r a ż o n k i

— m ą k a , w s y p a n a do g a rk a i p r a ­

(furco na) na

sucho

z aru m ie n ie n ia ,

w rzącą

w odą,

ro d zaj żu ru

m ocno

i om aszczona spyrką,
8) K i s z k a
i m u lk a



g a ź d z in a ,

ro z m a ic iej

m ąkow ą)

— p o d o b n ie jak

m a śla n k a

m le k ie m .

się la te m

z k o b z o la m i lu b

c h le b e m .

(c ie lę c in y ), w o ło w in y , s z k o p in y

i d ro b iu : k u r, g ęsi, k a c z e k , k tó r e h o d u je

jad a ją

sa łatę

grzyby,

z w yżej

(tłu s te ) p o łe ś n ik i,

w

p ierw szy m

rz ę d z ie

k o b z o le

liściach ,

om aszczoną

spyrką,

k tó ra

k tó ry ch

o b fito ść

n ie s ły c h a n a ,

tu

w y m ien io n e g o
w y p ie k an e

posypane

w

n a j-

w

m ia rę

sp o ty k a n em

po

p o trze b y
c h atac h

w

lec ie z a ­

pie-

m ię siw a i d ro b iu i u lu b io n e

z d rożdżow ego

serem ,

p iern ik iem

c ia sta
lu b

m io d e m . B ia ły c h le b rz a d k o k tó r a g a ź d z in a w y p ie k a

k u p u ją g o

z alan a

(ro g alk ą

a n a w e t k o m o rn ic a .

k a p u stę,

p u śc ian y c h

a n a stęp n ie

p rz y rz ą d z a n e , k lu s k i z se re m , g a łu s z k i, m a s łe m zalan e,

czonki ( p i e c z e ń )
m asne

lu b

m ąk i.

„ ro g u lą “

m le k o , k tó re

z o w ię zin y

p o tra w

strą c z k o w e ro ślin y ,
stę p u je

m a słe m

w ie p rzo w in y

Z in n y ch

z o w sia n e j

ro zm ieszan a

( ż ę t y c a ) •— - j a d a

(b aran in y ),
każda

aż do

z siad łe

P o le w k i m ię sn e

ściej

w

6) K w a s o k a

żona

w ane

m ąka,

k isz o n a

„p rzyfurcona“ m ąką,
k iem



ta ń sz y m

na rzadko

p ie k a rn ia c h

p iec zy w em

są:

na k a­

posm aro ­
w’ d o m u ,

m ie jsc o w y c h . N a jcz ę ­

— 129 —
1) K w aśn io k i, zw ane ta k ż e plack am i, z ja rzyn y, m ą k i z letnieg-o ży ta, ja k ie się je d y n ie n a W iś le rodzi, lu b polownilca, to
je s t ow sianej i żytniej m ąki, w ziętej w różnej ilości.
2) B u c h ty — z pszenicznej m ąk i n a d ro żd żach i m leku.
W n iezw y k ły c h o k olicznościach, ja k n. p. n a Ś w ią tk i (W ie lk a n o c ),
g o d y (Boże n aro dzenie), g o ścin ę — ja k n az y w a się tam p rz y ję cie
po chrzcinach, nam ow ie (zaręczynach) lu b u ro c zy sto ści w eselnych
p ie k ą g aźd zin y z najlepszej m ąk i pszennej :
1) B a b k i n a jajach, m leku, m aśle w sp e c y a ln ie n a te n cel
p rzezn aczo n y ch opiekaczach m etalo w y ch , w y ra b ia n y c h w k w iatk i.
2) T o czen ik i z cu k rem i ro dzenkam i, w y p ie k a n e w czopik ach , g a rk a c h z czypkiem (dziurką) u dołu, m ając y ch k s z ta łt
ścięte g o i p o d sta w ą do g ó ry o b ró c o n eg o stożka.
3) S tru c le n iezw y k ły c h rozm iarów .
4) K o ła c z e , p o sy p an e serem , p iern ik iem , lu b p rz e k ła d a n e p o ­
w idłam i.
Z nap o jó w — p ró c z znakom itej w o d y źródlanej, której u ży ­
w ają w znacznej ilości, w ierząc w zd ro w o tn ą jej w łasn o ść
w y­
m ienić n ależ y o b o k w sp o m n ian y ch wyżej : m ulki, m lek a i m aślanki,
k aw ę, k tó rą w św ięta w a rzą odrazu n a m leku, rozrzedzonem
w odą, piw o, u lu b io n ą w arzo n k ę, w ódkę p rz e g o to w a n ą z k o rz e ­
niam i. Tej o statn iej spożyw ają n ie s te ty b ard zo wiele, jak św iad czy
p o w a ż n a cy fra 50 ty się c y złotych, za k tó rą liczne g o sp o d y wiślań sk ie, za k u p u ją rocznie sp iry tu su w g o rz e ln i arcy k siążęcej.
P iją też w a rz o n k ę w szy scy : m ężczyźni i k o b ie ty , b o g ac i i b ie ­
dniejsi. „Choć je ch a łu p e czk a sam e tlałk i, niem asz n ig d zie bez
g o rz a łk i“ — p o w iad a p rz y sło w ie . W św ięta ra c z ą się w g o sp o ­
d ach w inem , ro so lk ą (likierem ), h e rb a tą i w odą sodow ą, w y ra ­
b ia n ą w sąsied n im U stro n iu .
W z g lę d n ie w ysoką, zw łaszcza ja k n a g ó rs k ą w ieś, sto p ę ży ­
cia p o w o d u je dość znaczna zam ożność W iśla n . N a 5 ty s ię c y —
bez m a ła — lu d n o ści, znajduje się 200 zaledw ie ro d z in b e z ro l­
ny ch , ale i ty m nie b ra k z a ro b k u już to u b o g a tsz y c h gospodarzy,
już w d o b ra c h arcy k siążęcy ch , p o łącz o n y ch w je d e n k o m p lek s
z ob szarem gm in n y m . In n i p o sia d a ją sp o re n ad z ia ły ziem i, k tó re
odziedzicza w całości, p raw em zw yczajow em , n a jsta rsz y syn, obo­
w iązan y sp łacić m łodsze ro d zeń stw o i u trzy m y w a ć na wymowie
rodziców , o d d ając im cz w a rtą część plonów . T a k zw any ca ły
g-runt w y n o si 200 jo ch ó w (m orgów ), ale p o siad ac zy ta k w ielkich
o b sza ró w liczy W is ła o b ecnie ty lk o dw óch. W ięk sz o ść m a po
p ó ł i ćw ierć i m niej g ru n tu . P o sia d a c z e m niejszych, niż 7-m orgow y c h g o sp o d a rstw n azy w ają się łączarzami.
9

ISO



Nazwy, daw ane k r o w o m i p so m .
dom owe.

pasidnhów

O b fito ść

p ieszczo n e k ró w k i
im io n a m i, j a k :

(p a stw isk )

w iślań sk ie

W o łanie na z w ie r z ę ta

sp rzy ja

w a b ią

h o d o w li

się

b y d ła .

W y­

d ź w ięc zn ie

b rz m iąc e m i

F o re la, K w ia tu la , W in o c h a , R ó ż a n n a ,

G w ia z d u la ,

K o n te s a , W ie sio łe k , S iw u la , S z a ry , K iz u la .
W obec

z u p ełn eg o

braku

żnych

n a p a s tn ik ó w -z ło d z ie i,

ty lk o

w ysoko

k tó ry ch

nad

p a s ą się

z d z ic z a ły m

d z ie d z in ą

sta d a

psom

m ic ie n a

p asterzy

ła s ie

jak ą

o w iec.

„daj b a c k ę !"

na

n a d ają

zn ajo m o ści p rz y
w y c ią g a ją

d re m , n ie m a l lu d zk iem

n a stęp u jąc e

p o sia d ają

i

w

gości

i p rz e ra ż e n ia

łap k ę ,

lecie

na­

znako­
in n y ch
na

sza­

u jad a n iem ,



p a trz ą c

na

c o k o lw ie k

Wry tre s o w a n e

m u lc e i s e rk a c h

d rżącą

dwuno­
w

(h a la ch ),

z w in n y m ,

W ita ją w p ra w d z ie

w ś c ie k ło ś c i

oraz

m ożna

n a jc zę śc iej

i Ł a b u s ie

k u ltu rę .

się

sa łasza ch

Z m y śln y m ,

o w ie c, L o d y

ta k ą



zw ierząt

sp o tk a ć

O czko, S tro k a, B u re k .

n ie m ilk n ą c e m , p e łn e m

al e po z a b ra n iu

(w sią ),

o w czarsk im

zw y : L oda, Ł abuś,

k ie ru n k a c h

d ra p ie ż n y c h
z psem

na
w

ż ą d a n ie :
oczy

m ą-

sp o jrzen iem .

Ję d rn a , b o g a ta w p la s ty c z n e z w ro ty i w y ra z y m o w a w iśla ń sk a ,
p o sia d a

też lic z n e

w y k rz y k n ik i d la n a w o ły w a n ia

z w ie rz ą t d o m o w y c h . O to n ie k tó re
N aw o łu je
O w ce

się :

p rz e c ią g ie m

i w y ż e n i a n i a

w y k rz y k n ik ó w .
O dpędza

i m ie rlo k i (ja g n ię ta )

lu b

z ty ch

tp rrrć !

się :

B r - ś!

g w fiz d an iem .

K o z y : C ici, c ic i !

K yć !

kyć !

K o n ie : C iu rek , c iu re k !

W io !

h y ta !

C ie lę ta : C ićk a, c ić k a !
.Ś w in ie : N ó ś k a , n ó ś k a ! n a n a n a ! ć ćć !

K sa!

P ro s ię ta : K iś-k iś-k iś !

K sa !

K o ty : K uć, kuć, kuć !

P s ik a !

P s y : P ó j tu ta j !

A p ó d z ie sz . D o p o la !

G ę s i: L iw a ,

liw a !

H ocz !

G ą s ię ta c zy li p ilę ta :P ila , p ila !

H ocz!

K a c z k i: T aś, taś !
K u r y : C ip , c ip !

Szo !

G o łę b ie : D u ś, d u ś !

Szo !

S p r z ę ty d o m o w e i narzędzia g o sp o d a r s k ie .
O bszerne,
ch aty

w iślań sk ie

m orach,

w y ró ż n iając e
m ie sz cz ą w

a n iek ie d y

i w

się

w y b o rn ie

o ry g in a ln y m

d w ó c h n a jc z ę śc ie j iz b a c h

izd e b ce

„ n a w e r c h u “, s p o r o

m o w y c h i n a rzę d zi g -o sp o d arsk ich m ie jsc o w e g o

sty lem ,

i ty lu ż k o ­

sp rzętó w

w y ro b .u

do­

— ізї M ieszk an iec — z d ziad a p ra d z ia d a — lesisty ch g ó r, z siln ie
ro zw in iętem poczuciem p ię k n a i w rodzoną zd o ln o ścią do w szel­
kiej r o b o ty 1), um ie W iś la n in obchodzić się z drzew em , a p o d
w zględem tech n iczn eg o jeg o o b ro b ie n ia niew iele m ia łb y się do
n au c zen ia w fachow ej n a w e t szkole. S tą d rozm aitość i p ię k n e w y ­
koń czen ie sprzętów , k tó re m u służą do co d zien n eg o u ży tk u . D o
liczn ie w y m ien io n y ch w dziełku p. H offa, dodać należy n a s tę p u ­
ją c e : i) sto jak , w k tó ry m dzieci uczą się s t a ć ; 2) zw ertak , w y ­
ch o d zący już z u ży cia słu p o ruchom ej n a w y so k o ści ra m io n
d zieck a um ieszczonej obręczy, w k tó rą się w sta w ia um iejące już
chodzić po piesku (na czw orakach) m aleństw o, a b y się nau czy ło
p rz e b ie ra ć n ó żk a m i; 3) k o ło w ro tek , k tó re g o części sk ład o w e m ają
n a stę p u ją c e n azw y poszczególne : a) n atło cz k a, w p raw io n a w ru ch
n o g ą p rz ą d k i, b) koło, c) rą czk a , o b ra cając a koło, d) pióro, przez
k tó re g o m etalo w e h a c z y k i p rz esu w a się nić, n a e) fajfkę (szp u lk ę);
4) m aśln iczk a z to p o rk ą (o k rąg łą z „ n a w ierc o n em i“ dziu rk am i deszczułką, p rzy m o co w an ą do kija, k tó rą sie po ru sza śm ietanę) i w ierzc h n ic z k ą ; 5) ciaszczek — o d m ian a to p o rk i — k tó ry m ow czarze
u tłacz ają bry n d zę, g d y m ulka o d d ziela się od s e ra ; w a rzy ch a
z w y ry tą d atą, k ied y z o stała zro b io n ą — olb rzy m ia w arząchiew ,
objętości śred n iej m iednicy, służąca do w y stu d z a n ia k ipiącej m ulki ;
6) c z e rp a k — k u b e k w y rzeźbiony w drzew ie z m iste rn ą rzeźbioną
rą c z k ą poziom ego k ie ru n k u , k tó ry m ow czarz p ija żę ty c ę ; 7) obońki,
p ła sk ie b ec zu łk i n a ż ę ty c ę ; 8) ło p a ta k o łaczo w a; 9) b ry tw a ń ;
10) k a s tru l (rąd ei): 11) ło m k a i c irk a do ła m a n ia i ta rc ia ln u ;
o b a te p rz y rz ą d y zbliżone są k o n stru k c y ą do m aszynek, u ży w a­
n y c h do rą b a n ia c u k ru ; 12) szczeć, g rz e b ie ń do czesania lnu,
s k ła d a ją c y się z k ilk u cien iu tk ich rzędów goździków , przym ocow uje
się on zw y k le do k o ń ca sto lic y (ław ki), n a k tó rej siad a osoba, zajęta
tą ro b o tą ; 13) k o sa, sk ła d a ją c a się z ko sisk a, rą c z k i i p rą tk a ,
łu k o w ato w y g iętej g ałęzi, k tó rą się z a k ła d a p rz y k o sze n iu o b iła
(zb o ża); 14) k a rta c z — b ro n a ; 15) p łu g i jego części: a) nogi,
b) g rządziel, c) żelazko, d) krój, e) k u re k , /) gążew , g) oś, h) zgłów ek (na osi), i) ślufa, k) dem ok, Ї) klucz, m) w ag a, n) podejm ą,
o) k o lca, p ) d ziu rk i n a w e r c h u ; 16) wóz i je g o części : <J) s p o d n ia rk a
(dno wozu), b) fasążki (d rab in k a), c) k o szy n a (plecionka, o taczająca
sp o d n iark ę), d) dyszel, e) sz n ica -w id ło w ata o p ra w a dyszla, /) po1)
Młody syn gazdy, piszącego się Niedźwiedź-Wisełka, sam szewc
z zawodu, zrobił zeszłego lata — bez postronnych wskazówek i pomocy
bicykl, na wzór ujrzanego u któregoś z kąpielarzy i nawet — dzięki sile
swych muskułów — jeździł ciężką maszyną.

dejm a, łącząca sznicę ze spodniarką, g) oś, na niej szlecha, p rz y ­
trzymująca koło i sk rz y w a c z k a ; h) koło i jego części : zg łó w ek ,
wewnętrzne jego okucie, w którem
oś „chodzi“ buksza, szp ice ,

łąkocie, które okuwa rafa żelazna; 17) części uprzęży: «) zę b ad ło
b) uzda, c) poduszeczka czyli pierzynka, d) chomąt — u k ró w
i wołów jarm ica, e) birce albo bierce (orczyki), f) p o b o cz n ik i
(szleje), g) opraty (lejce).

S z a ła s p o d B a ran ią.

-

133 —

I jeszcze o jed n y m w spom nieć n ależ y sp rz ęcie, ac zk o lw iek
zn ajd u je się on n ie we w szy stk ich chatach. S p rzę te m ow ym je s t
w a rsz ta t tk ack i. C ały m a te ry a ł m alow niczych strojów g ó ra lsk ic h
z m iejsco w y ch pochodzi w yrobów . W d łu g ie w iec zo ry zim ow e
p rz ą d k i obu p łc i — i m ężczyźni bow iem nie w sty d zą się kądzieli — p rz ę d ą je d w a b istą w ełnę w iślah sk ich ow iec, sn u ją m ocną
a cien k ą i ró w n ą nić lnianą, k tó rą Ś lą sk m a w szelkie p raw o c h lu ­
b ić się p rz ed św iatem . Z owej p rz ęd zy w łaśn ie m iejscow i tk acze
w y ra b ia ją b ru n a tn e su k n a n a gunie, b ia łe n a g a la ty (spodnie),
hrubą tk a n in ę z kudłów (p ak u ł) do codziennego u ży tk u , d re lic h y
n a kiechie (spódnice) i fo rtu szk i i cienkie, w y tw o rn e p łó tn a w a d a ­
m aszk o w y d eseń n a św iąteczne koszule m ęskie i k o b iece łochtu s z k i1)W a rs z ta t tk a c k i znajduje się zw ykle w najw iększej izbie
i zajm uje m iejsce p o d ścianą p rz eciw leg łą do drzw i i pieca, m iędzy
oknam i, w rów nej lin ii za stołem . Niżej przy to czo n e nazw y p o ­
szczeg ó ln y ch części krosien, sp isan e zo stały z u st jednego z wiślań sk ich tk acz y , J u ry P ilc h a, w obec n ie sy stem aty cz n y ch w sze­
lako, od niefach o w ca poch o d zący ch p y ta ń i odpow iedzi m o g ły
p o m in ąć d ro b n iejszy ja k i szczegół.
Części składowe krosien :

Boki .
Z a d e k — łącz y u dołu boki.
S z t o g a — w yżej położone p o łączen ie boków .
N a t ł o c z k i — d esk i n ad sam ą ziem ią, w p ra w ia n e w ruch
za p o m o cą n ó g tk acza.
B i e r e a —- łą c z ą n atło cz k i ze szp a g ato w em i d ra b in k a m i.
B a r d o — ram a, k tó rą się p rz y b ija do tk a n in y k a ż d a now a
nić w ątk u .

Blat.
Lada.
R e t к i.
K o l u s z k a u g ó ry pod b latem .
’) Łoch tuszka, czyli — jak wymawiają niektórzy — łoktuszka, ma
kształt prostokątnej szmaty. Wzięta podwójnie i zarzucona na ramiona,
okala ona kibić, spływając niemal do kolan, a na gorsie zamyka się mi­
sternie zadzierzgniętym węzłem. Charakterystyczna ta część niewieściego
stroju wychodzi stopniowo z użycia w miarę rozpowszechniania się mody
wałaskiej. „Zahybuje (zarzuca) młódź dawne śróty (ubranie). Zda się
(podoba się) jej to, co choć podlejsze, ale nowe“ — żaliła się przedemną
pewna urocza zwolennica tradycyjnych szat wiślańskich.

— 184 —
S z p a r u t k i — p rz y trzy m u ją p łótno już zro b io n e , a b y się
nici w ą tk u nie ro zsuw ały.
W a ł k i — do n aw ijan ia u g ó ry osnow y, u dołu zro b io n e g o
p łó tn a .
G ł o w a — k o ń co w e z g ru b ie n ie w a łk a , k tó re się „dzierzy n a
k lu c e “.
R o g i — k o łk i, p o w b ijan e w głow ę. J e d e n z ta k ic h k o łk ó w
w su w a się w o tw ó r kocura, g d y zachodzi p o trz e b a siln iejszeg o
z a k rę c e n ia w a łk a.
S w a c z y n a — w a g a g ru sz k o w a te g o k ształtu , k tó ra się
z ty ln ej części k ro sie n wiesza.
Č'iWTľ,; i¡''¡I'HV

¡j “»,11

■ 'У ,ігн р т

І П '-

C h a ta w iejsk a.

P rzyrządy tkackie :
K i w a — m otow idło, n a k tó re się w k ła d a łokieć czyli p rz ę ­
dzione, to je s t m otek, p rz y zw ijaniu.
S t o c z e k — słu p ek , n a k tó ry m się o p ie ra kiw a.
F a j f a — szpulka.
C z o ł n e k — czółenko.
S z a f a r k a — d eseczk a z rączką,, m ająca k s z ta łt n ie re g u la r­
n eg o p ię c io k ą ta , o p a trz o n a u b rz eg ó w sze reg iem o k rą g ły c h o tw o ­
rów , przez k tó re p rz esu w ają się n ici p rz y snuciu.
F a j f i e r z — p rz y rzą d , w k tó ry m „p rzychodzą p rą tk i, a n a
n ie p o w d ziew ają się fajfki i przez sza fark ę tk acz snuje na krzyże“,
К o ł o w r o t.

— 185 Nazwy

roślin.

O b d arzo n y lo tn y m i spostrzeg-a.wczym um ysłem , w rażliw y n a
p ięk n o p rz y ro d y i jej zjaw iska, p o sia d a W iśla n in d o k ła d n ą z n a ­
jom ość sw eg o otoczenia. W ie z ja k ie g o gronia (sz czy tu ) n a jp ię ­
kn iejszy ro z ta cza się w id o k i ja k w y g lą d a „ św ia t“, g d y p o ra n n a
m g ła zaleje d o lin y m ato w ą falą, lu b zaw iśn ie tuż n ad w ie rz c h o ł­
k a m i drzew , n ib y zm ienna, ru c h o m a k o p u ła. Z na w y b o rn ie oroi h y d ro g rafię rozległej swej g m in y 1), najeżonej g ó ra m i, b o g a te j
w zarzo dla (źródła). Z najżyw szem ato li zajęciem o p o w iad a o florze
i faunie m iejscow ej. N ietru d n o p rzy tem za u w aż y ć, że — n a o g ó ł
b io rą c •— m ężczyźni b ieg lejsi są w zoologii, a k o b ie ty w b o ­
tan ice. W iś la n in p o sia d a sp o ry zap as w iadom ości, d ro g ą obserw acy i n ag ro m ad zo n y ch , n iety lk o o w yższych p rz e d sta w ic ie la c h
p a ń s tw a zw ierzęcego, lecz n a w e t o m e n tla c h (m otylach), m row cach (m ró w k ach ) i in n y ch ow adach. A zw yczaje p ta k ó w zna ta k
w y b o rn ie, że od p ierw szeg o rz u tu o k a określi, że to oto gniazdo
u w iła p y k a (zięba), k tó ra m a zw yh w w ew n ętrzn e śc ia n k i w ty ­
k a ć p ió rk a, a b y o sła n ia ły podczas jej n ieobecności jaja lub p isk lęta,
a tam to p 1 i s t w a (pliszka), inne znow u s t r z y ż y c z e k (m ysikrólik), p s t e r n o l (trznadel), l a s t ó w k a (jask ó łk a) lu b c z o łg o t (dzię­
cioł). D la W iś la n k i n ato m iast, mniej b ieg łej w o rn ito lo g ii i entym ologii, n ie p o sia d a tajem nic b o g a ta flora m iejscow a. O d k rę p e g o b u ­
czk a do p s i n y o pow iew nych, ja k w łos, ździebełkach, żadna ro ­
ślin a nie je s t dla n ;ej n iezn an ą lub bezim ienną. A w sam ej już nazw ie
za m y k a się często k ro ć trafn e o k re śle n ie w ew n ętrzn y ch lu b zew nę­
trz n y c h jej cech. I ta k n a p r z y k ła d : b a rw in e k , zachow ujący i w zi­
m ie zielo n ą b arw ę, n az y w a się z i m z i e l e n ; zajęczy szczaw ik
(oxalis aceto sella), ro sn ą c y n a w ilg o tn y c h m ch ac h — m o k r y ć ;
czep iające się o s trą ło d y g ą je ż y n y — o s t r z e ż n i c e ; sk rz y p ,
k s z ta łte m p rz y p o m in a ją cy ro z w ian ą k ąd z ie l — k ą d z i o ł k i ;
ty m o tk a — s z u l k a , bo o k rą g ły jej k ło se k daje sie s z u la ć , t a ­
rzać w p a lc a c h ; p r z e r w o n e k o zabarw ionej czerw ono ło d y żce
(L y sim ach ia n u m m u laria L.) zaw dzięcza sw ą nazw ę tem u, że o d ­
w a r jeg o pije się podczas krw o to k ó w , k tó re p r z e r y w a . W y o ­
b ra ź n ia lu d o w a w idzi tu n ad to p ew n ą sy m b o lik ę m iędzy b a rw ą
ro ślin y , a sk u tk iem , ja k i o n a w yw iera'; św ieczki, G e n tian a , g o ry ­

1) Połączone obszary gminy i dworu mają 7 mil obwodu, a 22 ty­
siące morgów powierzchni, z których 8 należy do arcyksięcia, 14 do wło­
ścian. Cyfry powyższe mam od p. Pawła Raszki, światłego wójta wiślańskiego.

— 136 —
czka, k w ia ty w p ąp iu , um ieszczone szeregiem , w k ą ta c h p rz e c iw ­
le g ły c h liści, p rz y p o m in a ją sz e re g d ro b n y c h św ieczek i t. d.
D ro b n ą g a rs tk ę w iadom ości, w y k ra d z io n y c h ze s k a rb n ic y
w ied zy b o tan iczn ej W iśla n e k , p rz y ta c z a m poniżej :
S z a j n t a , (N e p eta c a ta ria L . 1), o d w arem o m y w ają ra n y ,
b o l a k i u ludzi i p o p ę k a n e w ym iona u krów .
B a ł u s z a n k a , (M en th a a rv e n sis L.), m ięta, sm arz o n ą w m a­
śle i z a p raw io n ą w a j c e m (jajkiem ) dają w c h o ro b a c h żo łą d k o ­
w ych.
K u s z t y f o n , (S y m p h y tu m officinale L.), ż y w o k o st, k o rzeń
u w a rzo n y w m lek u p o m a g a od b ó lu p iersi, a z e sk ro b a n y i u sm a ­
żo n y w sad le p rz y k ła d a się n a złam an ie kości.
C z e r w i o n a r o ś l i n a , (A m a ran th u s), h o d o w a n a w o g ró d ­
k a c h p rz y chacie, le k a rstw o od czerw o n k i.
T ł u s t y m ą ż , (S ed u m T ele p h iu m L.), ro z ch o d n ik b u lw o w y ,
liście i k w ia to sta n p o d b a ld a sz k o w a ty m ięsiste, tru d n e do z a su ­
szenia.
B o b o w n i k , (V e ro n ica B e c c a b u n g a L,), p a rz o n y p rz y ­
k ła d a się g d y „ p c h a “, to je s t od kolki.
U r a ź n a z i e l i n a , (A chillea P ta rm ic a L).
K o n d r a t e k , (G lechom a h e d e ra c e a L.), k u rd y b a n e k bluszczow aty, w a rzo n y z so lą d aje się k ro w o m dla zw ię k szen ia ich
m leczności, słu ży też ja k o z a p ra w a do w spom nianej p rz y p o tra ­
w ach k u rz y n y .
J ę z y c z k i , (P la n ta g o la c re c o la ta L ), b a b k a w ą zk o listn a ,
św ieże, k sz ta łte m do w y d łu żo n y c h języ czk ó w p o d o b n e listk i p rz y ­
le p ia ją się n a ra n y , w arzo n e lu b sm ażone w tłu szcz u k o n se rw u ją
się ja k o m aść.
M a c i c u l a o l i w n a , (C h en ap o d iu m B o try s L.), le k a rstw o
n a k r z y p o t ę , k aszel.
R o j o w n i k , (M elissa officinalis L.), p rz y n o si szczęście,
g aź d zin y w k ła d a ją g o w k a p s ę (kieszeń), g d y id ą n a ja rm a rk
sp rzed aw ać, a w ó w czas m o g ą b y ć p ew n e, że rój k u p có w je
otoczy. A ro m a ty c z n y m i listk a m i ro ślin y w y c ie ra ją ró w n ież ule, a b y
się p szczoły do b rze ro iły .
Ś w i ń s k a z i e l i n a , (H e lle b o ru s n ig e r L.),
c ie m ie rn ik
czarn y, liście w a rz ą z czosnkiem n a k rz y p o tę i k ro s ty (w ysypki),
a .g d y „ s ta te k n iem ocny, to m u w y w ie rta ją d ziu re czk i i k o rz eń
w sty rk u ją, te n k o rzeń k ę s w y rw ie i niem oc w y c ią g n ie “.
’j Profesor Zaleski raczył obejrzeć zielniczek
i rośliny nazwami naukowemi pooznaczać.

ułożony na Wiśle

— 137 —
W r o t y с z, (T au acetu m v u lg a re L.), w rotycz p o sp o lity z s il­
n ym zap ach em , le k a rstw o n a ból głow y.
U ł o m i a k , (A conitum v arieg atu m ), ak o n it, tru c iz n a .
B u k o w i a k i , (L y sim ach ia v u lg a ris L.), liście zbliżone do
b u k o w y ch .
G ł o w a c z y n a , (C e n ta u re a p ra te n s is T huill.), k w ia to s ta n
g łó w k a.
P ą p a w a, (P o le n tilla silv estris N eck., T o rm e n tilla erectis L.).
Z ą b s z c z, (G aleopsis T e tra c h it L).
N o g i e t k a , (C alendula officinalis L.), h o d ow ana w o g ró d ­
k ach .
B o r o w i n a , (Y accinium M y rtillu s L.), b o ró w k a czernica.
G r y s z p a n e k , (Y accinium V itis id a e a L.), b o ró w k a brzusznica, n a d e r rz a d k a w ty c h o k o licac h i d la te g o p ie lę g n o w a n a
w zim ie w w azo n ik ach . Z bliżoną nazw ę nosi b o ró w k a brzusznica
i w R z ę śn ie P o lsk iej koło L w ow a, g dzie ją nazy w ają g ru s z p a n e m 1).
W i e r z b o n , — k rzew , nazw y p olskiej an i łaciń sk iej nie
znam , le k a rstw o n a cierp ien ia żo łąd k o w e.
U ł o ż n i k , (V ero n ica officinalis L.), p rz etaczn ik , o d w a r p iją
n a k rzy p o tę.
M a i c z k i , (Ja ra x a c u m officinale W eb .), m niszek le k a rsk i.
P i e ł u ń , (A rtem isia A b sin th iu m L.), piołun.
K ł o b u c z к i (k ap elu sik i), (C am panula ra p u n c u lo id e s L.),
dzw onek ro ln ik , n azw a p o ch o d zi od k sz ta łtu liljow ego k ielich a,
w y so k i k ap e lu sz p rzy p o m in ająceg o .
J a b ł o w n i k albo k a m e l k i , (M a tric aria C ham om illa L.),
ru m ian ek , — p rz y ściśnięciu w palcach, k w ia t w y d aje w oń do
za p ach u ja b łe k p o d o b n ą, — ja k tłó m a czy ła Z uzanna T roszeczka,
od k tó rej tę n azw ę sły szałam .
D o b r a m y ś l , (O riganum vu lg are), m ajeran ek , o ile w iem
W i e r z b o w i n a , (P olygom um lap ath ifo liu m L.), liście k sz ta łem do w ierzb o w y ch zbliżone.
C z e k a n y , (S ta c h y s p a lu stris L.).
M i e t l i c a , (A g ro stis a lb a L ), m ieteln ica.
S z a ł w ij a, (S a lv ia officinalis L.).
D z w o n k i l u b św iętojańskie ziele, (H y p e ricu m q u ad ran g u lu m ),
dziuraw iec, o d w aru u ży w ają n a ra n y , p o p a rz e n ia i t. p.
K o ń s k a m i ę t k a , (M entha silv estris L.).
M a c i c u l a , (C nicus b e n e d ic tu s L.).
’) Wisła, Т. ГУ. str. 440 .

,

— 138 K r w a w n i k , (A c h ille a M illefolium ).
F e r e c z y n a , p ap ro ć.
P i e t r o z i e l e , p ie tru sz k a .
Z a b i o c z y l ub ż a b i e o c z y , n ieza p o m in a jk a .
P o d b i a ł k i, p o d b ia ł.
R z e p i k , (C arlin a ąccąn lis L.), o set g ó rsk i, s o c z y s ta ło d y g a ,

.Д.

N o sz a c z k a ¡ ro d zice c h rz e stn i.

m a p rz y je m n y s ło d k a w y sm ak, zbliżony do sm ak u rz e p y i uw a
Żaną je st za s p e c y a ł przez p asterzy .
S m r e k , św ierk .
Ś w i r k , m odrzew .
S k o r u ś n i a k, j arzębina,

— 139 T o w a rz y sk ie g o u sp o so b ien ia W iślan ie lu b ią r z ą d z i ć (roz­
m aw iać) ze ś w i a t o w c a m i (ludźm i ze św iata, p rzy b y szam i, o b ­
cym i), u m ieją też p ilnie słu ch ać i ład n ie opow iadać, w łaściw y m
sobie, p lasty cz n y m i b a rw n y m sty lem . N a te m a t podań, legend,
g u se ł i czarów , w k tó re w iara za n ik a stopniow o, trudniej n a p r o w a ­
dzić rozm ow ę, n ato m iast ch ętn ie naw iązu ją g a w ę d k ę histo ry czn ej
treści. O w y p a d k a c h z o d leg ły ch i n o w szy ch czasów m ają n ie ­
k ie d y d o k ład n e, czasem znow u fa n ta sty c z n e w iadom ości. W ied z ą
n a p rz y k ła d , że p ań szczy zn a zniesiona zo sta ła w sk u te k r e b e l i i
z r. 1848, z żalem w sp o m in ają o M ary i T e r e z y i, k tó ra pozw o­
liła P ru so w i p o ło w ę Ś lą z k a z a g arn ą ć, a z u n iesien iem zachw ytu
0 szykow nej W a n d z ie „polskiej k ró le w n ie “, co ta k sobie p o w ie­
działa : „S krz m nie m ają ludzie g in ą ć ? skrz m nie m a k re w p o lsk a
p ły n ą ć ? O n i Ia — i sk o cz y ła do W is ły p o d m iastem , o dw ie
m ile od ich w si położonem , k tó re o d tą d S koczow em się nazyw a.
Z nają też B o le sła w a W ie lk ie g o , o K o ściu sz ce śp iew a ją piosenkę,
a z K iliń s k ie g o zrobili k ra w c a . Ó w K iliń sk i w ich w y o b raźn i o tern
ty lk o m yślał, ja k b y M oskali z P o lsk i w y p ęd zić. P e w n e g o p rz eto
razu, g d y k ró la n ie b y ło w W a rsz a w ie , z ro b ił m nóstw o żołnierzy
ze sło m y i p rzy o d ział owe m a n e k in y w m u n d u ry , przez siebie
uszy te. P o te m p o ro z u m ia ł się z w ojskiem , u sta w ił żo łn ierzy w sze­
reg i, a za nim i ow e ty sią c e m anekinów . M oskale, w idząc ta k
liczn ą siłę zbrojną P o la k ó w , p rzerazili się i w ucieczce szukali
ra tu n k u . W ó w cza s k ra w ie c K iliń sk i p o s k o c z y ł z żyw ym i żo łn ie­
rzam i —- bo ci ze sło m y „zostali s t a ć “ — w ślad za u chodzącym i
1 w szy stk ich w y g n ió tł do szczętu.
S łu c h a ją c p o d o bnych o p o w ia d a ń , do p iero ocenić m ożna
w całej p e łn i za le ty s z u m n e j r z e c z y (pięknej m ow y) w iślańskiej, ja k b y w zorow anej n a a u to ra c h złotej e p o k i lite ra tu ry n a ­
szej. — I dziw ne uczucia b u d zą c z y ste dźw ięki tej m ow y w sercu
słu ch acza. — P rze z całe w iek i sza la ły z ło w ro g ie w ic h ry n a d
Ś lązkiem , w c iąg u cały ch w ieków d e p ta ły je g o ziem ię obce stopy,
a pom im o to duch lu d u p o zo stał n ie tk n ię ty , ja k dum ne czoła, g ó r,
k tó re zam ieszkuje. P o tra fił on ocalić z rozbicia n ieo cen io n y s k a rb
ojczystej m ow y, a zach o w u jąc arch aicz n e, sta ro p o lsk ie w y razy ,
w y tw o rz y ł now e p o d w pływ em czeszczyzny i n iem ieck ieg o j ę ­
zyka. D o słow niczka, uło żo n eg o p rz e z B . H offa i obejm ującego
1) 0 wypadkach z 1848 r. i Maryi Teresie opowiadał mi Jędrysiak
(Andrzej) Chmiel, stary, jednooki góral, komornik. Opowiadanie o W an­
dzie i Kilińskim słyszałem na l a m p a r t y i (majówce dla dzieci szkolnych)
z ust Jury Cieślara, młodego s z u c h a j k a (parobka), członka b a n d y
(kapeli wiejskiej). O Bolesławie i Kościuszce wspominało wielu.

— MO —
234 s.łów, do d ać m ogę — prócz w y m ien io n y ch w treśc i n in iejszeg o
„ p rz y c z y n k u “ n iew iele — ty le , ile u z b ierać b y ło m ożna p o d czas
k ilk u ty g o d n i letn ich , k ie d y p iln a ro b o ta w p o lu staje n a p rz e ­
szkodzie p ró źn iaczy m gaw ędkom .
B o s z c z k n ą ć , d ać g ęb u lk i, dać p u sy — p o ca ło w ać.
C e s z к a — poszew ka.
C z u m l i k — sm oczek.
C e r a — có rka.
D a w o ń — m iejsce ko ło o w czarn i, n a n iższy c h h alac h , n a
k tó re m o w czarz ro zsy p u je siano d la o w iec, g d y p rzy ch o d zi ze w si
a b y je o d b y w a ć (karm ić).
D i c h t a — p ła c h ta z g ru b e g o p łó tn a do n o szen ia siana.
F a с z — ozd obny, szy d e łk o w eg o w y ro b u pow ijak.
G a l a n , g a l a n к а — kochanek, kochanka.
G r z e b y c z k i — goździkow iec k o rz en n y , p rz e g ry z a ją go,
„g d y zie w d o łk u “.
G ł o w n i c a — ch o ro b a, ja k z o p isu sy m p to m a tó w w nosić
m ożna, tyfu s.
H a ń b a — w styd.
H o r d a — tłu s te części żęty cy , k tó re się w w ierzchnjej w a r­
stw ie g ro m ad zą.
J a r o — w iosna.
K a ż d o w e — cod zien n e (o u b ra n iu ).
K ł ó ś k o — kłos.
K u l a ć — m aglow ać.
K w a b — pu ch.
Ł u b k i — k o ra .
Ł a w k a — k ład k a.
M i e r w a — o sta tn i sn o p e k ze z g ra b io n e g o p o k ło sia , o
źd ź b ła ch słom y, u ło żo n y ch n ieró w n o — zm ierzw ionych.
M u n d e l a k — słu p n a b ity k o łk am i, d o k o ła k tó re g o u k ła d a
się b ró g .
M a s z t a ł a — stajnia.
M o t k a — m otow idło ręczne.
O c e l — stal.
O s z y d z i ć — oszukać.
O b r ą c z k i — w a rk o c z y k i u m a ły c h dziew czy n ek , id ące od
śro d k a czoła, o k rą ż a ją one sk ro n ie i łącz ą się z w arkoczem .
O ż e n i a r k i lu b o strzeżn ice — jeżyny.
P o c i e n e k albo w y sia d k a — w e re n d a o b o k drzw i w chodow y ch do c h a ty po d przed łu żen iem d achu, o p arte m n a słu p a c h —
p o cien e k o taczają też n ie k ie d y ścia n y z ażurow o w y rz y n a n y c h d ese k .

-

141 -

P e n d z i a ł e k — p o n ied ziałek .
P o z ó r — u w ag a.
P o w o n i k — p o w ijak z p łó tn a .
P l e k a ć
ssać.
P o k o r a — żałoba.
P r zy l e p e k — p rz y zb a.
P y r l i k, k ład ziw o , k lep ac z — m łoty, różniące się co do roz­
m iaró w .
P r z e ż g a ć — przekłóć, p rzeb ić — p rz eżg a ła no g ę n a g o ździu.
P y t e l — p ła te k z w y szy ty m i w zoram i haftów .
P o w i a r k a — przesąd.
P o w ą s k a — Szm ata do cedzenia m leka.
S t r z e b a ć — jeść coś łyżką.
S z t w o r t e k — czw artek.
S z y k o w n y — p ięk n y , śliczny, uży w a się i w znaczeniu p o ­
ch w ały , niem ającej zw iązku z w ew n ętrzn y m i przy m io tam i, ja k np.
w zd an iu : „S zy k o w n a paniczka; nie kieb zi się nas, (nie w y d rw iw a
nas), n ie h a ń b i się (nie w sty d zi się) o k o p y w a ć kobzole".
T o c z k a — snop.
T r z y n i a k — rzeszoto.
W i z a — lo rn etk a .
Z r z a d ł o •— zw ierciadło.
Z b i r y — zbiory.
Z a r m u c i ć s i ę — sm ucić się.
Z g ' r y z e k — k o s tk a u cy b u sz k a, k tó ra się w u s ta w k ła d a ;
in n e części fajki, n ieodłącznej to w arzy szk i W iślan in a, n astęp u ją ce
m ają n a z w y : ru k a — cybuch, bu k sza, spodek, fajfka, kucie, p rz y ­
k ry w k a , zaw iaski.
Ż a r n ó w к a — kij o b ra c a ją c y k am ien ie żaren.
M. Wysłouchowa.

Щ ф ё?

Poświecenie mieszkania ruskiego w Galicji.
(Z o k o l i c Ż y d a c z o w a ) .

W ła ś c ic ie l now o w y b u d o w a n eg o m ieszkania, zao p atrzo n eg o
już w sp rz ę ty dom ow e, k aże je pośw ięcić przez księdza, zanim
się do n ieg o ze starej c h a ty przeprow adzi. M niej zam ożni lu b c a ł­
k iem bied n i, m ieszk ają często ro k lub dłużej w chacie nie p ośw ię­
conej, a d o p iero jeżeli zd o b ęd ą się n a p o k ry c ie w y d atk ó w , z po*

-

142’ —

św ięcen iem p o łącz o n y ch , id ą za p rz y k ła d e m sw y c h s ą s ia d ó w za ­
m ożniejszych. N a w y p a d e k w esela w no w em m ieszk an iu , s ta ra
się i n ajb ied n iejszy o to, a ż e b y b y ło p o św ięco n e p rz ed tem , g d y ż
p o d an ie lu d o w e n ie p o zw ala n a ob ch ó d w eselny, m u zy k ę i tań ce
w dom u nie p o św ięco n y m , ażeb y m łodożeńcom w niem źle się nie
pow odziło, ażeb y im czarci nie g ra li przez całe życie. Jeżeli g o ­
sp o d arz chce d ać p o św ięcić chatę, (czi chocze m aty posw jaszczenje),
p ro si n a p ro b o stw ie k się d z a o w y znaczenie dnia, k tó ry o b y ­
dw om stro n o m je s t d o g o d n y . N ie m oże nim b y ć niedziela, an i
d zień p o s tn y , śro d a lub p ią te k , a n i ża d en dzień w ielk ieg o p o stu ,
lu b też in n y , w k tó ry k o śc ió ł p o ścić n ak a zu je. P o św ię c e n ie o d ­
b y w a się najczęściej po żn iw ach n a podzim ku, w ta k zw an y ch
zim o w y ch m iesiącach (zym ni m jasnyci), k ie d y do c h a ty zaw ita
znow u d o statek . D n iem najbardziej u lu b io n y m je s t so b o ta, po niej
w to re k a w re szcie i czw artek ; m niej u lu b io n y m je s t p o n ied zia łe k
ja k o dzień ciężki (tjażkyj deń).
G d y się p o ro zu m ieją w zględem dnia, g o sp o d arz p ro si księd za,
aż eb y po sk o ń cz en iu p o św ięc en ia u nieg o p o o b ia d o w a ł, on i je g o
słu żb a k o ścieln a (d jak i p alam a r), k tó ry c h o b ecn o ść przy p o św ię­
cen iu je s t n ieo d zo w n a. P o te m z a p ro s i k re w n y c h a z o b cy c h
p rz e d e w sz y stk ie m w ó jta i sta rsz y c h z c e rk ie w n e g o b ra c tw a (p a ­
nów p ro w izo ró w ), w d ru g im rzęd zie in n y ch zam ożnych w ie ś n ia ­
ków z żonam i, p rzyczem n a tu ra ln ie b ierz e w z g lą d n a ty c h , k tó rz y
g o n a p o d o b n e u ro c z y sto śc i dom ow e ró w n ież zap raszali.
W dzień p o św ię c e n ia z b io rą się w szy scy z a p ro sz e n i w c e r­
k w i n a m szy śp iew an ej za dusze zm arłe, k tó rą g o sp o d a rz zam ów i,
zw an ą o u s o p s z y c h . R zad z iej o d p ra w ia się m sza za zdrow ie
g o sp o d arza, żony i dzieci i d o b re pow odzenie, k tó ra się n az y w a
z a w s i a k o j e p r o s z e n i j e . P o m szy, tej lu b ow ej, cele b ru je
się zaw sze p a r a s t o s , w e d łu g p rz e p isu n a d cz té rm a ży tn im i lu b
p sze n ic zn y m i b o ch n a m i ch leb a, zw anym i w y n o s albo p r y n o s i
(b o ch n y p szen iczn e zo w ią się k n y s z i ) , k tó re p ie k ą się zw yczaj­
n ie ra n o w d zień p o św ięcen ia. C hleb w y sad z o n y z p ie c a p o w in ien
b y ć jeszcze c iep ły p rz y n ie sio n y do cerkwd, a ż eb y d e c h (duch)
z n ieg o doszedł do n ab o żeń stw a. Z chleb ó w d o stan ie k sią d z dw a,
po jed n em d jak i k o śc ie ln y , z k tó ry c h , jeżeli n a p a ra s ta s ty lk o
trz y c h le b y się o fia ru ją /k o ś c ie ln y n ic n ie d o s ta n ie ; w czem się
sto su ją do m iejsco w eg o zw yczaju. O prócz b o ch e n k ó w n iesie ten,
k to idzie do k o ścio ła, w rę ce p raw ej k o b ia łk ę ręczną, p o k ry tą
z w ierzchu ręczn ik iem z fren d zlam i, w lew ej zaś najm niej pięć
(biedak), siedm a n ajw ięcej dziew ięć jaj, zaw sze w liczb ie n ie p a ­
rzy stej, n a ta le rz u i w ch u stce b a rw iste j. Z am iast jaj p rzy n o szą

-

143 —

gdzieindziej d w u centow e b u łk i, zw y k le pięć, lub funt cu k ru a g dzie
s ą pszczoły, szk lan k ę m iodu. C hleb s k ła d a się w c e rk w i n a zie­
m ię p rz e d te tra p o d e m (sto łek p rz e d ca rsk iem i w rotam i), jeżeli
ten że je s t m ały m , n a ro z p o sta rty m ręczniku, k o b ia łk ę z b o c h e n ­
k am i a n a niej ta le rz o d w in ięty z jajam i. Jeż eli zaś te tra p o d je s t
o b szern y , um ieszcza się n a niem w szy stk o w te n sposób, że z l e ­
wej stro n y krzyża, p rz y ty k a ją c e g o z praw ej stro n y do o b razu —
te zn ajd u ją się tu zaw sze do całow ania — sta w ia Się talerz z j a ­
ja m i a dalej ku lew ej stro n ie od n ieg o u k ła d a ją się c h le b y sy m e ­
try czn ie, k tó re m iejscam i o d k ła d a się p rz ed obraz C h ry stu sa
w ik o n o stasie, z p raw ej stro n y ca rsk ic h w rót.
P o m szy k siąd z p rz ed te tra p o d e m ro zp o czy n a p a ra s ta s m o ­
d litw ą za u m a rły c h (jak te n ija) z fam ilii teg o , k to m szę z a k u p ił,
a po nim , ciszej lu b też g ło śn o czy ta z p o m jan y k a („ w y m ija n k i“)
im iona z m a rły c h w tej ro d zin ie a ty m cza sem u staw iają się ludzie
rzęd em z ob u stro n te tra p o d u z p a lą c e m i się św iecam i w oskow emi. Za zap alen ie dw óch św iec w oskow ych, k tó ra to liczba je s t
najm n iejszą, p rz y p arastasie, p ła c i się ю ct. do k asy kościelnej.
Po sk o ń czen iu p arastasu , k ie d y zaintonuje p ie śń V i c z n a j a
p a m j a ť , p o d n o si k siąd z k ilk a razy p o d a n ą so b ie od najbliżej
sto jąceg o p a lą c ą się św iecę ; to sam o czy n ią ta k ż e rów nocześnie
w szy sc y p rzy to m n i ze sw em i św iecam i, a k to jej nie m a, czyni
to, p o d n o sząc p ra w ą sw ą ręk ę. Częściej dzieje się ta k , że k siąd z
w y c ią g a p ra w ą rę k ę z jed n y m ch leb em p arastaso w y m , k tó re g o się
d o ty k a p ra w ą rę k ą te n , k to z a k u p ił p a ra s ta s , i dwaj je g o k re w n i
albo też g o ście sam i. P o d n o szen ie ta k św iecy jak o też chleba, p o ­
w ta rz a się w p ew n em tem p ie, bez p rz erw y , około dziesięć razy.
Ś w ieca, d a n a prżez zam a w iając eg o n ab ożeństw o, i p a lą c a się
w św ieczn ik u p rz y k o b ia łc e z c h leb a m i podczas m szy i p a ra sta su ,
z a p a la się n a stę p n ie w czasie u czty n a sto le w izbie n a ofiarę
duszom zm arły m z ro d zin y . Je sz cze p rz ed m szą djak sp o rząd zi
e w a n g i e l i s t ó w: n a ć w ia rtc e p a p ie ru n a k re śli k rz y ż tró jra m ien n y , n a k tó re g o p ra w e m ra m ie n iu n a p isz e IC, n a lew em X C ,
n a dole n a lew em H H , n a p ra w e m К A , — sk ró c e n ia n a p is u :
I s u s C h r y s t o s p o b i d y w s w o j e j u s m e r t i j u n a к r e s t i,
a p o d k rzy żem p o d p isze je d n e g o z c z te rec h ew an g elistó w (np. św.
ew a n g e lista M ateusz), a p o d nim um ieści nazw isko w si i d a tę p o ­
św ięcen ia. T a k a r tk a znajduje się p o d p łó c ie n k ie m (iloton), n a
k tó re m s ta w ia się kielich.
P o p a ra s ta s ie g o ście u d ają się do ch a ty , d o k ąd p rz y ch o d zi
później k siąd z, a z nim p rz y n o szą p o trz e b n e sp rz ę ty k o ścieln e
ja k : u b ra n ie k a p ła ń s k ie (felon i jep itrac h il), ew an g eliàrz , kadziel-

— 144 —
n ice z k ad zid łem , rę czn y k rz y ż y k ce le b ran tó w , k ru c y fik s i k rz y ż
p o trz e b n y p rz y św ięcen iu w ody, dw a św ieczn ik i ze św iecam i,
p u sz k a ze św. olejem i d la g o ści 2 — 3 p a r y św iec w o sk o w y ch .
N a śro d k u sto łu, p o k ry te g o b ia ły m o b ru sem , sta w ia się k ru - '
cyfiks a z ob u stro n je g o po jed n ej św iecy, dalej k a d z id ło i na
ta le rz u część a r t o s a , tro c h ę ziarn p szenicy, m aku, siem ien ia k o ­
n o p n e g o lub ln ia n e g o , cz te ry zą b k i czosnku, d ziesiątk ę rozćw ierto w a n ą i w sp o m n ian y ch pow yżej c z te re c h e w an g ięlistó w . P rz y
ta le rz u są p rz y g o to w a n e cz te ry św iece w oskow e, w dom u u lan e,
n a p a le c g ru b e a d łu g ie ok o ło 20 ctm . N a p ra w y m k o ń cu sto łu ,
n a szerokim rę c z n ik u z frędzlam i, ro z p o sta rty m przez o b ru s, leżą
cz te ry b o c h e n k i c h leb a w k w a d r a t u łożone a n a nich m isk a w o d y
do p o św ięcen ia, n a k tó re j p ły w a ją c z te ry k o łk i osikow e, d łu g ie
n a 5 ctm .
G oście w m ieszk an iu już zg ro m ad zen i, oczekują p rz y b y c ia
proboszcza. N a p rz eciw k o n iem u w ychodzi, aż do b ra m y sam g o ­
sp o darz, i cału ją c g o w rę k ę w ita p o z d ro w ie n ie m : S ł a w a
Jsusu
C h r y s t u ! K sią d z o d p o w ia d a : S ł a w a w o w i k i !
i w szed łszy do izby, p rz y w ita w sz y s tk ic h po zd ro w ien iem , k tó re m
g o p o zd ro w ił g o sp o d a rz . B ezzw łocznie p rzy w d zieje n a sie b ie u b ra ­
n ie k o ścieln e , in n i z a p a la ją św iece i ro z d aw ają ob ecn y m . K siąd z
p o św ięci n a jp ie rw w odę w m isce i n a b ra w sz y jej do szk lan k i, n a ­
p ije się i p o d a in n y m do picia. P o te m n astę p u je p o św ięc en ie
m ieszk an ia, k tó re o d b y w a się zaw sze w izbie b ez w zg lęd u n a
ilość za m ie szk an y c h m iejscow ości. P o p rz e d n io w y w ie rc ił g o sp o ­
darz w k ażd ej ze c z te re c h ścian p o d b e lk ą d ziurę 8 — 16 cm. P o
m o d litw ach , z w y k ły c h p rz y po św ięcen iu , k sią d z p o k ro p i n ajp ierw
tę izb ę i p rz e ż e g n a k rz y ż e m ręczn y m m ieszk an ie, p o tem p r z y s tą ­
piw szy do ścia n y zew nętrznej, p o m aže ją p ió rk ie m um oczonem
w św. oleju, sta n ie p rz e d w y w ie rco n ą dziurą, przez k tó rą tem że
p ió rk ie m n azn aczy k rz y ż m ów iąc te s ło w a : B ł a h o s ł o w j a j e ť s i a i o ś tyj a s z c z a j e ť s i a d o m s e j o l e j a s w j a t o h o
p o m a z a n i e m w imja Otca, S y n a i S w j a t o h o Duc ha !
A m i ń . D o o tw o ru w k ła d a ć w ia rtk ę p a p ie ru z e w a n g e listą M a­
teu szem , do k tó rej d jak z a w in ą ł ć w ia rtk ę arto sa , d ziesią tk i, z ą b e k
czo sn k u i po szczypcie n a sio n z talerza, poczem o tw ó r z a ty k a
k o łk iem , k tó ry m u d ja k p o d a ł ze św ięconej w ody, i p rz y b ija m ło t­
k iem a g d y p rz y b ije , ż e g n a św iecą z a p a lo n ą ze s to łu : B ł a h o s ł o w j a j e t ’ s i a i o ś wj a s z cz aj e t ’ s i a d o m s e j w i m j a
O t c a i S y n a i S w j a t o h o D u c h a ! A m i ń . Ś w ieczk ę p rz y ­
le p i a lb o p rz y b ije poniżej otw oru, g d zie się p ali, aż nie spali się,
W czasie ty c h c e rem o n ii d ja k z o b ecn y m i śp ie w a p o w o li a sto-

— 145 so w n ie do cerem o n ii p o w ta rz a pieśń n a s tę p u ją c ą : B ł a h o s ł o w y H o s p o d y d o m sej i y s p o ł n y z e m n ý c h t w o j i c h
b ł a h i w n e m b ł a h o c z e s t n o ż y t y c h o t j a s z c z y c h ot
w s j a k o h o z ł o h o o b s t oj a n ij a n e w r e ż d e n y c h so ch r a ­
il у i w s і a k о j e і i z o b у 1 i j e n e b e š n o h o T w o j e h o b ł a h os ł o w e n i j a t j e m dar uj i j a k o s z c ze d r p o my ł uj po we
l y c e j T w o j e j m y ł o sty.
W czasie c z y ta n ia p ierw szeg o rozdziału ew an g elii św. M ate
usza g o sp o d arz z g o sp o d y n ią, trzy m ając w rę k a c h c h le b y n a so ­
bie, p rzy k lęk ają, p o d k się g ę ew an g elii, po n ich id ą ich dzieci
i re s z ta dom o w n ik ów . P o p rz ecz y ta n iu k siąd z p o d a im do p o c a ­
ło w a n ia k a r tę o tw arte j ew an g elii i m ów i do każd eg o : C h r y s t o s
p o s r e d i n a s , a k a ż d y z n ich o d p o w iad a z o so b n a: J e s t i b u d e
w o w i k i . T e cerem onie p o w ta rz a ją się przed k a ż d ą z re sz ty
trze ch ścian izby : u zachodniej c z y ta się e w a n g e lia św. M ark a,
p o tej u p o łudniow ej ew an g elia św. Ł ukasza, a w reszcie u p ó łn o c ­
nej e w a n g e lia św. J a n a ; w ty m p o rz ąd k u w y rażo n y je s t krzyż.
P o d o k o n ąn em św ięceniu, g o sp o d arz z m isk ą w o d y ze sto łu
idzie p rzed księdzem , p o stęp u jąc y m za nim , przez sień do kom ory,
albo do d ru g iej izby, jeżeli się o n a znajduje w m ieszkaniu, stąd
p rzez drzw i p o łu d n io w e n a dw ór do stajni, do sto d o ły , w ogóle
do w szy stk ich zab u dow ań g o s p o d a rsk ic h . G oście id ą tuż za nim i
z zap alo n em i św iecam i, śp iew ając tę pieśń zn a n ą:
Hospody, orużije na dijawoła к rest Twoj dał
j e s y n a m , t r e p e s z s z e t bo i t r j a s e t s i a ne m o h y j wzyr a t y na syłu jeho.
Jako
mertwća
woskresajesz
i s m e r t y u p r a z n y ł se ho r a d y k ł an j a j e m si a k r e s t u
T w o j e m u p o h r e b e n i j u i t r y d n e w n o m u w o s k r e s e n i j u.
K ie d y k siąd z p o k ro p ił k aż d e m iejsce, w ra c a się d rzw iam i
p o łn o cn em i ze w szy stk im i do izby, gdzie p rz ecz y ta w szy jeszcze
ew an g elię św. Ł u k a sz a o p rzy jęciu C h ry stu sa przez Zacheusza,
zain to nu je ze zg ro m a d zo n y m i u czestn ik am i g o sp o d arzo w i „M noh aja lita “. G o sp o d arz z g o sp o d y n ią dziękują księdzu za p o św ięce­
nie ich m ieszkania, a te n znow u przem ów i sto so w n ie do n ich n a
te m a t ch rześc ia ń sk ie g o pożycia, p a try o ty z m u i g o sp o d arn o śc i,
zw łaszcza do m ałżo nków m łodych, k tó rz y dop iero od n ie d a w n e g o
czasu są n a g o sp o d a rstw ie . Z aproszony do o b iad u ksiądz, zasiędzie
n a p ierw szem m iejscu p rz y południow ej ścianie, po p raw ej jeg o
stro n ie, cokolw iek dalej u sto łu , sta rsz y b ra t k o ścieln y , w ójt lub
n ajsta rsz y z g o ści a n a p rz e c iw tego, z lew ej stro n y od księdza,
siedzi zaw sze d ja k a o b o k n ieg o k o ścieln y . T e m iejsca są ja k b y
10

146



h o n o ro w e, o d d zielone i n iezm ien n e ; re sz ta m ężczyzn z a sia d a weług- w o li, g d z ie się ko m u p o d o b a, a k o b ie ty zw yczajnie nie s iedzą za sto łem .
F r. Ř e h o ř .

W ystawa etnograficzna w Pradze,
(Ciąg dalszy).

D n ia 28 lip c a 1891 r. z e b ra li się zap ro szen i przez dyr. S z u ­
b e r ta zw o len n icy je g o p ro je k tu w ra tu sz u staro m iejsk im , a zeb rali
się ta k licznie, iż sa la ra d n a sta ro ż y tn e g o p rz y b y tk u ojców m ia­
s ta P r a g i p o m ieścić ich n ie m ogła. Z g ro m ad zen iu przedłożył d y r.
S z u b e rt n a stę p u ją c e w n io sk i: 1. W y s ta w a etn o g ra ficzn a o d b ęd z ie
się w P ra d z e w r. 1893, a w szelk iem i p ra c a m i p rz y g o to w aw ez em i
zajm ie się w y b ra n y w ty m celu k o m itet; . 2. z p rz ed m io tó w zn aj­
du jący ch się n a w y staw ie założone b ęd zie c z esk o -sło w iań sk ie m u ­
zeum etn o g ra ficzn e ; 3. w y sta w io n e ok azy i zb io ry m uzealne s łu ­
żyć b ę d ą za p o d s ta w ę do p ra c y n ad w y d aw n ictw em etn ograficznej
en c y k lo p e d y i k ra jó w czeskich, zaś 4. w celu p rz e p ro w a d z e n ia ty ch
w szy stk ich p ro je k tó w zaw iąże się cz esk o -sło w iań sk ie T o w a rz y ­
stw o etn o g raficzn e. K o m ite to w i w y b ra n e m u w celu d o k o n a n ia p ra c
p rz y g o to w a w c z y c h p o le c a się o p ra c o w a n ie s ta tu tó w d la teg o ż t o ­
w a rz y stw a i w y je d n a n ie d la n ich za tw ie rd z e n ia urzęd o w eg o . T o ­
w arzy stw o etn o g ra ficzn e obejm ie po zaw iązan iu się dalsze k iero ■wnictwo p ra c o k o ło u rz ąd ze n ia w y staw y , u tw o rz en ia m uzeum
i w y d a w n ictw a en c y k lo p e d y i.
D y sk u sy a , ja k a się n a d ty m i w n io sk am i ro zw in ęła, o b ra c a ła
się k o ło k w e sty i, czy k o m ite t w y b ra ć się m ający, m a w y łąc zn ie
zająć się u rząd zen iem w y staw y , czy też p rz ep ro w a d zen ie m w s z y s t­
kich w niosków . O statec zn ie p rzek azan o w nioski p. S z u b e rta w y ­
b ra n em u ad hoc k o m ite to w i do ro z p a trz e n ia . D n ia 12 s ie rp n ia o d ­
b y ło się d ru g ie zeb ran ie, na k tó rem u chw alono urząd zić w y sta w ę
etn o g ra ficzn ą i to o' ile m ożności w r. 1893, a najpóźniej i 8 g 4 .
P ra c e p rz y g o to w aw cz e o ddano w ręce k o m itetu , k tó re m u p o le ­
cono ró w n ież zająć się utw o rzen iem m uzeum i w y d aw n ictw em
en c y k lo p e d y i. T ą u ch w a łą położono p o d w a lin y dalszej p ra cy , w y­
tk n ię to jej cel jasn o o k reślo n y .
N a ty c h m ia st po pow zięciu stanow czej u c h w a ły co do u rz ą ­
d zen ia w y sta w y ro zp o częto o rg a n iz a c y ę p ra c y dalszej. N a czele
tej p ra c y s ta n ą ł K o m i t e t g ł ó w n y , złożony z w y b ra n y c h
przez zg ro m a d zen ie , k tó re zw ołał d y re k to r F r. A d. S zu b ert.

— 147 —
K o m ite t g łó w n y rozszerzył się przez k o o p tacy ę re p re z e n ta n ­
tó w ro z m a ity c h in sty tu c y i i k o rp o racy i, oraz tych, k tó rz y
n a rzecz funduszu za k ła d o w eg o w y staw y złożą co najm niej 200
zł. N a czele k o m ite tu g łó w n eg o sta n ą ł p ierw o tn ie J a n h ra b ia
H a rra c h , za stęp cam i je g o b y li p a n o w ie : J. O tto i R . Jah n , se ­
k re ta rz a m i D r. L. N ie d e rle i D r. E. K o v á ř, sk a rb n ik ie m J. O rt,
zaś g e n e ra ln y m p ełn o m o cn ik iem k o m ite tu w y b ra n o p. F . A . S zu ­
b e rta . P o u s tą p ie n iu hr. H a rra c h a . o b jął p rz ew o d n ictw o k o m ite tu
g łó w n e g o W ło d zim ierz hr. L ažanský, k tó ry p ia sto w a ł tę godność
p rzez ca ły czas trw a n ia w y s ta w y ; w to k u p ra c p rz y g o to w aw cz y ch
u stą p ili rów nież p ie rw o tn ie w y b ran i za stę p c y p rzew o d n icząceg o ,
w ich m iejsce w y b ra n o pp. prof. D ra O. H o s tin s k y ’ego, A . H ä u ­
slern, i F . A. S z u b e rta
W sz y sc y trzej w icep rezeso w ie w y trw ali
n a tem stan o w isk u , przez ca ły czas trw a n ia w ystaw y.
D o za k re su d ziałan ia k o m ite tu g łó w n e g o n ależało g łó w n e
k iero w n ic tw o ca ło śc ią a w szczególności w y b ó r p ro te k to ra i h o ­
n o ro w y c h p rezesó w w y staw y , członków g łó w n eg o i w y k o n a w ­
czego k o m itetu , p o tw ierd zen ie p rz y ję cia p ła tn y c h fu n k c y o n ary u szy ,
u ło żenie bu d żetu , za tw ierd zen ie p ro g ra m ó w i u ch w ał k o m ite tu
w y k o n aw czeg o , w reszcie za m k n ięcie ra ch u n k ó w w y staw y .
K o m i t e t w y k o n a w c z y b y ł o rg a n em w y k o n u jąc y m p o ­
stan o w ien ia k o m ite tu g łó w n eg o . W sk ła d k o m ite tu w y k o n a w cze g o
w ch o d zili p re zes i w iceprezesow ie k o m ite tu g łów nego, ja k o p rz e w o ­
dniczący, czło n k o w ie w y b ra n i z ło n a k o m ite tu g łó w n eg o , dalej re p re ­
zen tan ci W y d z ia łu k ra jo w eg o i m iasta P ragd pow ołani przez k o ­
m ite t g łó w n y , oraz d e le g a c i (po jed n y m ) k aż d eg o w y d ziału i sekcyi. K o m ite t w y k o n aw czy w y p ra c o w a ł p ro g ra m o g ó ln y w y staw y ,
w szelkie in s tru k c y e i re g u la m in a , budżet, do jeg o za k re su dzia­
ła n ia należało p o w o ły w a n ie w ydziałów , sek cy i i k o m ite tó w specy aln y ch , rozdział p ra c y po m ięd zy nie, tw orzenie k o m ite tó w p ro w dncyonalnych, u ch w alan ie o stateczn e w n io sk ó w p rz ed ło żo n y ch
p rzez sek e y e i w y d ziały , za w ieran ie u k ład ó w i k o n tra k tó w w im ie ­
niu i z p ełn o m o cn ictw a k o m ite tu g łów nego, asy g n o w a n ie w y p łat,
p rzy jm o w an ie p ła tn y c h fu n k c y o n a ry u sz y w y staw y i oznaczanie
w yso k o ści ich w y n a g ro d z e n ia itd.
S e k re ta rz b y ł fu n k c y o n ary u sze m p ła tn y m i k ie ro w a ł kancela ry jn e m i p racam i, m ając p o d sw em zw ierzchnicfw em biu ro w y ­
staw ow e; b y ł nim D r. E. K o v á ř. O prócz teg o utw orzono biuro
tech n ic zn e po d k iero w n ic tw em a rc h ite k ty p. D v o řa k a. O rg an em
k o m itetu w y k o n aw czeg o b y ł w y d a w a n y dw a ra z y n a m iesiąc,
V ě s t n í k n á r o d o p i s n é v ý s t a v y č e s к o s l o v a n s k é pod
re d a k c y ą p. J a ro sła w a K v a p ila .

-

148

-

P ro te k to re m w y staw y b y ł b u rm istrz P ra g i, p. Č e n ě k G r e ­
g o r , h o n o ro w y m i prezesam i pp. J a n h r. H a r r a c h , Fr . B a r ­
t o š , p o s e ł К . A d a m e k i hr. S і 1 v а-Т a r о u с с а.
K u w y p ra c o w a n iu p ro g ra m ó w p o szczeg ó ln y ch działów w y ­
sta w y i k u p rz e p ro w a d z e n iu ich, z o rg a n iz o w a ł k o m ite t w y k o n a w ­
czy szereg w y d ziałó w i sek c y i. W e d łu g p ie rw o tn e g o p ro g ra m u
w y sta w y m iało b y ć o g ó łem se k c y i 16 : an tro p o lo g icz n a, języ k o w a,
p sy c h o lo g ii ludow ej, g-eograficzna, s ta ty sty c z n a , b u d o w n ic tw a
i u rz ąd ze n ia w ew n ętrzn e g o , strojów , zw yczajów i obyczajów , p o ­
d ań i p ieśn i, m uzyczna, tań có w ludow ych, przem y sło w a, w y s z y ć
i h aftó w , in sty tu c y i p u b lic z n y c h i b ib lio g raficzn a. K o m ite t g łó w n y
p o sta n o w ił n a stę p n ie , a b y s e k c y e : an tro p o lo g icz n a, geo g raficzn a,
s ta ty s ty c z n a i d em o g raficzn a p o łą c z y ły się w je d n ą ; ta k sam o sek c y a m u zy czn a z s e k c y ą dla tań có w lu d o w y c h ; zaś s e k c y a b u d o ­
w n ictw a i u rz ąd ze ń dom o w y ch ro zd zieliła się n a dw ie. Z ro z sz e ­
rzan iem się zak resu w y sta w y p o w sta w a ły coraz to now e sek cy e,
n ie k tó re p rz e sta ły istnieć. Z ch w ilą o tw a rc ia w y staw y is tn ia ły 3.
w y działy: a) lu d o zn aw czy , b) k u ltu rn o -h isto ry c z n y , c) arty sty cz n o tech n ic zn y i d) a d m in istra c y jn y .
W y d z i a ł l u d o z n a w c z y obejm ow ał s e k c y e : 1) g e o g ra fi­
czną, 2) s ta ty s ty c z n ą i d em ograficzną, 3) an tro p o lo g iczn ą, 4) ję z y k o ­
wą, 5) lite ra tu ry ludow ej, 6) pieśni, m uzyki i ta ń c ó w lu d o w y ch , 7)
obyczajów i zw yczajów , 8) b u d o w a n ia w si w ystaw ow ej, 9) u p ra w y
w in a (sic!) i 10) p szczeln ictw a. S e k c y e dla strojów lu d o w y ch , g o ­
sp o d a rstw a dom ow ego i b u d o w n ic tw a o g ra n ic z y ły się w yłącznie
n a w y p ra c o w a n iu p ro g ram u .
W y d z i a ł k u l t u r n o- h i s t o r y c z n y u tw o rz y ł s e k c y e : 1)
a rch eo lo g icz n ą, 2) lite ra c k ą , 3) te a tra ln ą , 4) m uzyczną, 5) budow n iczą (S tare j P ra g i), 6) p rz em y słu a rty sty c z n e g o , 7) k o ścieln ą
k a to lic k ą i 8) ew an g elick ą, 9) k o b ie t czeskich, 10) szkolną, 11) szk ó ł
w y ższych, 12) p ra w n iczą , 13) h an d lo w ą, 14) w ojskow ą, 15) cukrow arn iczą, 16) tech n ic zn ą, 17) to w arzy stw z su b se k c y a m i dla to ­
w a rz y stw so k o lich i p o ża rn y ch . S e k c y e d z ie n n ik a rsk a i rzem ieśln iczo -p rze m y sło w a nie w eszły w życie.
W y d z i a ł t e c h n i c z n o - a r t y s t y c z n y u tw o rz y ł se k c y e
in sta lla c y jn ą i b u d o w n iczą oraz fotograficzną;
W y d z i a ł a d m i n i s t r a c y j n y : S e k c y e finansow ą, z a b a ­
w ow ą, re k la m y itp.
N ie w d ając się w stresz cza n ie p ro g ra m ó w p o szc zeg ó ln y ch
sek cy i, o g ra n ic zy m y się n a p o d a n ie o g ó ln eg o p rog'ram u w y staw y .
Od p o c z ą tk u p o sta n o w io n e b yło, że w y sta w a objąć m a lu d i to
w iejski, m ało m iejsk i i ro b o tn icz y . P o d łu g ich d e b a ta c h i zm ianach

-

149



. p rzyjęto o stateczn ie p ro g ram , d zielący całość w y s ta w y n a dw ie
części: lu doznaw czą i k u ltu rn o -h isto ry cz n ą.
D ział lu d oznaw czy objął p o d d ziały n astęp u ją ce : I. Część s y ­
stem aty cz n a: i. g eo g rafia, 2. d em ografia i s ta ty s ty k a , 3. a n tro p o
l o g i a / 4, języ k o zn aw stw o, 5. lite ra tu ra ludoznaw cza, 6. opow ieści
ludow e, 7. d ra m a t ludow y, 8. pieśń, m u zy k a i tan iec, g. zw yczaje
i obyczaje, 10. stroje i h afty , 11. budow nictw o. II. S ie d zib y ludu,
g o sp o d a rstw o i przem ysł. III. W y sta w y p ro w in cy o n aln e.
D ział k u ltu rn o -h isto ry c z n y o b jął: 1. a rc h e o lo g ię p rz e d h isto ­
ry czn ą, 2. lite ra tu rę , 3. te a tr, 4. m uzykę, 5. a rc h ite k tu rę , 6. S ta r ą
P ra g ę , 7. m uzeum m iasta P ra g i, 8. p rz em y sł arty sty c z n y , g. dział
k o ścieln y , 10. u d ział k o b ie t w ruchu k u ltu rn y m , 11. szkolnictw o
ludow e, 12. szk o ły w yższe 13. p ra w n ictw o , 14. han d el, 15. to w a rz y ­
stw a, 16. w y staw ę w ojenną, 17. cu k ro w n ictw o , 18. dział t e ­
chniczny.
N ie od rzeczy będzie w spom nieć jeszcze o finansow ej stronie
p rzed sięb io rstw a. Sejm czeski udzielił 60.000 zł. su b w e n c y i, R a d a
m iasta P r a g i 20.000 zł. oraz 25.000 n a fundusz g w a ra n c y jn y , ro z­
m aite in sty tu c y e i osobistości 40.145 zł. 95 ct. F u n d u sz g w a r a n ­
cy jny w y n o sił 136.083 zł. R z ą d u d zielił pozw olenie n a lo to ry ę
(200.000 losów po 50 ct.)
P u n k t ciężkości p ra c y organizacyjnej leżał n a tu ra ln ie n a
p ro w in cy i, w śró d ludu. In ic y a to ro w ie w ystaw y, m ając o p ra co w an y
już p ro g ram , w iedzieli dobrze, co się m a .n a w y sta w ie zn ajd o w ać,
ale nie w ie d d e li zupełnie, lub p ra w ie zupełnie, g d zie się te p rz e d ­
m ioty w y staw o w e znajdują, w jak iej ilości i jakości. O prócz o k a ­
zów, n a g ro m a d z o n y c h w k ilk u m uzeach i zn a n y ch z b io ra c h p r y ­
w a tn y ch , zresztą W szystko po ro zrzu can e b y ło po ca ły m k ra ju , po
w szy stk ich m iastach i m iasteczkach, w siach i w io sk ac h , po c h a ­
tach w iejskich i dom kách m ieszczańskich, tam , g d zie obcem u
p rz y s tę p tru d n y . W y sz u k iw a ć te p rz ed m io ty je d e n po drugim , to
p ra c a o lb rzy m ia, za b ie rają ca m nóstw o czasu -— z resztą tw ó rc y
w y s ta w y dążyli p rzed ew szy stk iem do tego, a b y lu d sam p o z y sk a ć
i w ciąg n ąć do w spółudziału w p ra cac h ludoznaw czych. T eg o
zdziałać nie m ogli ci, k tó rzy zasiad ali w k o m ite cie g łó w n y m
i w ro zm aity ch sek cy ach . W z ię to się w ięc inaczej do rzeczy.
Z o rg an izo w an o n ajp ierw k o m ite ty p ro w in c y o n aln e, po jed n y m
w C zechach, n a M o raw ach i n a S zląsku, a n a stę p n ie k o m ite ty
o k rę g o w e ; ty c h u tw orzono w C zechach 154, n a M o ra w ach 47,
a n a S zląsku 4. O prócz te g o p o w sta ł k o m ite t w tu rcz ań sk im św .
M arcin ie dla S ło w acz y zn y w ęg iersk iej. K o m ite ty o k rę g o w e o r g a ­
nizo w ały znów k o m ite ty lo k a ln e ; w iele ich b y ło — n ie w iem ,

-

150

-

ale w k ażd y m razie o g ro m n ie w iele, sk o ro je d e n ty lk o okręg- w y sz ­
k o w sk i (V y šk o v ) na M o ra w ach lic z y ł ich 63, zaś o k rę g p a r d u ­
b ic k í 30.
R o zp o cz ęła się w e w szy stk ich ziem iach czeskich g o rą c z k o w a
d ziałaln o ść, k tó rej g łó w n e k iero w n ic tw o b y ło w P ra d z e , w łaściw ie
w rę k a c h dr. S zu b erta . N a p ro w in c y i w szy stk ie w a rstw y sp o łecz eń ­
s tw a p ra c o w a ły n ad ro zp o w szech n ien iem p ro je k tu w y sta w y , p o p u ­
lary z o w an iem go, zb ieran iem okazów , d a t sta ty sty c z n y c h , opisów
itd. ale n ajw ięk sz ą z a s łu g ę —ja k to w szy sc y w C zechach przy zn ają,
m a nauczycielstwo wiejskie, k tó re w zrozum ieniu sw eg o za d a n ia
i n iezw y k le w ażn ego i g łę b o k ie g o z n a c z e n ia w y staw y , z cały m
zap ałem , m im o w szelkich tru d ó w i p rzeszkód, o d d ało jej sw e siły
n a u słu g i, oraz duchowieństwo wiejskie, k tó re w p ły w e m sw ym i p ra c ą
w p rzew ażnej części p rz y czy n iło się do w y k o n a n ia te g o w sp a n ia ­
łe g o dzieła.
K o m ite t g łó w n y w y s y ła ł w ciąż d e le g a tó w n a p ro w in cy ę, k tó ­
rz y po m iastach i w siach urządzali odczyty, p o p u la ry z u ją c w ten sp o ­
só b p ro je k t u rz ąd ze n ia w y sta w y i z a c h ę c a ją c coraz to szersze w a r­
stw y do w zięcia u d ziału w je g o u rzeczy w istn ien iu . T u po d n ieść należy
o g ro m n ą z a słu g ę S ł u c h a c z y u n i w e r s y t e t u , k tó rz y w p rz e ­
ciąg u dw óch la t u rz ąd zili p rzeszło 1.400 od czy tó w o w y sta w ie ,
o jej zn aczen iu i c e la c h !
T y m czasem p o w sta ła m yśl, k tó rej u rz e c z y w istn ie n ie stało się
g łó w n ą p o d sta w ą po w o d zen ia w y sta w y i dojścia jej do sk u tk u
w ta k w sp a n ia ły c h rozm iarach .
N a zg ro m ad zen iu
„P rzyjaciół czesk ieg o lu d o z n a w stw a “
w P ra d z e , dnia 25 m arc a 1892 r., p o ru sz y ł p o se ł m ło d o czesk i K .
A d am ek , m y śl u rząd zen ia w y sta w o k rę g o w y ch , n a k tó ry c h ze ­
b ra n y m a te ry a ł s łu ż y łb y za p o d s ta w ę u rz ąd ze n ia g łó w n ej w y s ta ­
w y. M yśl ta p rz y ję ła się p rz ed ew sz y stk ie m n a M o ra w a c h ; w Koje ty n ie urząd zo n o w dn iach 3 — 5 czerw c a 1892 r. p ie rw sz ą o k r ę ­
g o w ą w y sta w ę etn ograficzną, p o łącz o n ą z p rz e d sta w ie n ie m n ie k tó ­
ry c h ty p o w y c h h a n a c k ic h zw yczajów i u ro c zy sto ści lu d o w y ch .
F a k t te n c a łą p ra c ę p rz y g o to w a w c z ą sk ie ro w a ł n a inne to ry i u ła ­
tw ił ją o g ro m n ie. O d tą d ro z p o czą ł się szereg m n iejszych lu b
w ięk szy ch w y s ta w o k rę g o w y ch w’e w szy stk ich ziem iach k o ro n y
św. W a c ła w a . O d było się ich w la ta c h 1892 do 1894: w C zechach
118, n a M o ra w ach 54, n a S zląsk u 2, a w W ie d n iu 1, o g ó łem 175.
Z naczenie i w a rto ść ty c h w y s ta w b y ły n iezm iern e. P rz e d e ­
w szy stk iem d a ły one p rz e g lą d m a te ry a łu , k tó ry n a przyszłej g łó w ­
nej w y staw ie m iał b y ć n a g ro m a d z o n y ; w y d o b y ły n a św iatło d zien ­
n e p rzed m io ty , o k tó ry c h istn ie n iu d o ty ch czas w cale nie w ied z ia n o ,

-

151

-

w skazały, gdzie i czego szukać należy. P rze szu k iw an o ch a łu p y
w iejskie i dom ki m ieszczańskie, w y n ajd y w an o pom iędzy stare rai
ru p ieciam i cen n e p am iątk i, o k tó ry c h istnieniu ich w łaśc ic iele
n aw et nie w iedzieli. P rze z p o ró w n y w a n ie jed n y ch w y sta w z drugiem i, łatw iej m ożna b y ło w ynaleść luki i b ra k i w ty m lub ow ym
k ieru n k u , łatw iej b y ło o k reślić c h a ra k te ry s ty c z n e w łaściw ości d a­
nej okolicy. W y s ta w y o k rę g o w e d a ły re a ln ą p o d sta w ę p ro je k to ­
w anej w y staw ie p ra g sk ie j i um ożliw iły jej u rządzenie w ta k o l­
b rzy m ich ro zm iarach , tem bardziej, że p rz ew aż n ą jej część s ta n o ­
w iły p rzed m io ty w y b ra n e i z e b ran e n a w y staw ach o k ręg o w y ch .
W ię k sz e je d n a k b y ło znaczenie m oralne. Z apom ocą ty c h w y ­
staw pom niejszych, p rz e n ik a ła m yśl, rzucona przez d y r. S zu b erta ,
aż do najniższych w a rstw sp o łeczeń stw a. Za p o śred n ictw em du­
chowieństwa i nauczycielstwa tviejshiego, lud p o jął g łę b o k ie znaczenie
tej m yśli i n ią się przejął. L u d p o z n a ł znaczenie i w a rto ść tego, do
Czego d o tąd żad n eg o zn aczen ia i w a rto ści nie p rz y w iązy w a ł ; najuboż­
szy, najm niej o k rz esan y w ło ścian in p rz e k o n a ł się, że sk ro m n y je g o
p rz y b y te k , je g o b u d y n k i, odzież i sp rzęty , zapom inane już o d w ie­
czne zw yczaje i obyczaje m uszą m ieć w sobie coś cen n eg o , sk o ro
te g o szu k ają „p anow ie z m ia sta ,“ skoro w po b lisk iem m iasteczku
u jrza ł n a „ w y sta w ie “ to, co g o od u ro d zen ia o taczało i o tacza.
Z aczął w ięc ro zu m ieć w ażność c h a ra k te ry z u ją c y c h go odrębności
i k iełk o w ać w nim p o częła m yśl, że odrębności te n ależ ało b y za­
chow ać i n a p rzyszłość.
Było to głównie zasługą duchowieństwa i nauczycielstwa wiejskiego.
D u ch o w ień stw o i nau czy cielstw o w p ajać zaczęło w lu d pojęcia
o w ażności i w arto ści jego c h a ra k te ry s ty c z n y c h cech i w k ró tc e
ziarno rzu co n e n a p o d a tn ą g leb ę, w ydało ow oce niespodziane.
L u d sam zbierał i znosił okazy na wystawy okręgowe. L u d wiejski,
kierowany przez nauczycielstwo i duchowieństwo, stw orzył my stawy okrę­
gowe — lud, kierowany przez duchowieństwo i przez nauczycielstwo
stworzył zeszłoroczną ■wystawę pragską, W tem le ż y g łó w n e z n a ­
czenie tej w ystaw y, w tem jej siła i p o tę g a , w p ły w n ieo b liczaln y
po d k aż d y m w zględem .
T y m czasem w p a rk u , w k tó ry m m ie śc iła .się w r. 1891 w y ­
staw a ju b ileu szo w a w drugiej po ło w ie 1894 r., po trzy letn iej cięż­
kiej p ra c y p rzy g o to w aw czej, w znosić się za czę ły b u d o w le now ej w y ­
staw y . R o k cały k o m itet, w y k o n a w czy pod p rz ew o d n ictw em p re ­
zesa W ł. hr. L aż ań sk ieg o , w iceprezesów prof. D r. H o s tin s k y ’ego,
A . H ä u sle ra i d uszy całej w y sta w y n iestru d zo n e g o dyr. S z u b e rta ,
p ra c o w a ł bez w y tch n ien ia i energdą sw ą p o trafił pobudzić w sz y st­
k ic h w sp ó łp raco w n ik ó w do szybkiej, niezm ordow anej d z ia ła ln o śc i

— 152 p rz y w y k o n a n iu najw ażniejszej, najtrudniejszej części ca łe g o
dzieła.
N areszcie d n ia 15 k w ie tn ia 1895 ro k u o tw o rz y ły się bram y
w y sta w y etn o g raficznej w P ra d z e , z a sk rz y p ia ły tu rn ik ie ty , a b y
p rzep u ścić p ie rw sz y c h go ści w y stato w y c h , k tó ry c h w przeciągał
p ó ł ro k u p rz ep u ścić m iały 2,065.000. N á r o d o p i s n á v ý s t a v a
č e s k o s l o v a n s k á z o stała o tw arta .
II. O braz ogólny w y s t a w y .

T ru d n o w k ró tk ic h o g ó ln y c h z a ry sa c h dać o b ra z w y staw y
p ra g sk ie j. B o g a c tw o n a g ro m a d z o n y c h n a niej m a te ry a łó w b y ło
ta k w ielk ie, szczeg ó ły n iezw y k le in te re su ją c e n ie ty lk o d la e tn o ­
g ra fa, ale i d la p ro fa n a n a tem polu, a b s o rb o w a ły w ty m sto p n iu
uw ag'e zw iedzającego, iż k o n k re tn e pojęcie o ca ło śc i do p iero po
dłuższym p o b y c ie b y ło m ożna sobie w yrob ić. W k aż d y m razie
p ierw sze w ra żen ie b y ło b ard zo m iłe. G d y zw ied zający m in ął
w śm iałym , z g rab n y m łu k u w zn o szącą się d re w n ia n ą b ra m ę
g łó w n ą, o zd o b io n ą h e rb a m i m iast i ziem k o ro n y św. W a c ła w a ,
m ia ł p rz ed so b ą o g ro m n y ch ro z m 'aró w czw orobok, k tó re g o p rz e ­
ciw n ą stro n ę z a m y k a ła p o tężn a fa sa d a ce n tra ln e j h alli e tn o g ra fi­
cznego p ałac u . P ra w ie c a ły czw o ro b o k zajm ow ał tra w n ik , sw ym
zielonym k o b ierc em p ięk n ie o d b ijający od b ia ły c h m urów o ta c z a ­
ją c y c h g o b u d y n k ó w . W śro d k u fro n to w e g o b o k u tra w n ik a , k o ­
ro n a św. W a c ła w a z d y w a n o w y ch ro ślin , dw um etrow ej w y so k o ści,
b a rw n a , p ięk n a, z g ra b n a ; w śro d k u p rz e c iw le g łe g o boku, p rz ed
w ejściem do p a ła c u etn o g ra ficzn e g o , b rą z o w y k o n n y p o są g J e ­
rz eg o z P o d ie b ra d a . P rz y głów nej b ra m ie po p raw ej i po lew ej
m ałe, p iętro w e d om ki w sty lu zm o d ern izo w an e g o ren esan su ,
w d o m k u po p raw ej re z y d e n c y a w ładz w y sta w o w y c h , n ap rzec iw
po lew ej „c. k. policejní k o m isa řstv í“ i „c. k. p o što v n í a te le ­
g ra fn í ú řa d .“ Ju ż tu zau w aży ć m ożna b y ło ró żn icę p o m iędzy w y ­
s ta w ą r. 1891, a w y sta w ą r. 1895. N a p ierw szej n a p isy w obu
ję z y k a c h „ k ra jo w y c h ,“ te ra z w yłącznie czeskie. Z asadę tę p rz e ­
p ro w a d zo n o k o n se k w e n tn ie n a ca ły m obszarze w y sta w y ; w szędzie
n a p is y czeskie, n iem ieck i ani jeden. O bie dłuższe stro n y czw oro­
b o k u za jm o w ały d łu g ie, n iskie, n iezb y t z g ra b n e b u d y n k i w sty lu
czesk ieg o re n e sa n su , b u d y n e k po praw ej, to paw ilon m iasta P ra g i,
po lew ej p aw ilo n to w arzy stw .
Z anim się p u ścim y w d alszą w ę d ró w k ę po p la c u w y staw y ,
zatrzy m ajm y się w p a ła c u etn o g raficzn y m . T e n olb rzy m ze szk ła
i żelaza, zb u d o w an y kosztem p ó ł m ilio n a g u ld e n ó w , b y ł n a w y ­
sta w ie ro k u 1891 p a ła c e m p rzem y sło w y m , a te ra z k o n c e n tro w a ł

-1 5 3 w so b ie najw ażniejszą i głów ną część w ystaw y, .‘śro d ek o g ro m n ej
h a lli cen traln ej zajm ow ał pow ilon ce sarsk i, w nim p o są g św. W a ­
cław a, k sięcia, d ziedzica i p a tro n a ziem czeskich, p rz ed nim p o ­
sąg i św. C y ry la i M etodego ; p rz y w ejściu po p raw ej i po lew ej
dw ie g ru p y , po p raw ej w ieśn iak z rów nin południow ej części
Czech orze p łu g ie m n ak o leśn y m zaprzężonym w ołam i, po lewej
trz ý k o b ie ty z K a rk o n o sz ó w z n atężeniem w szy stk ich sił c ią g n ą
sochę, z tru d em ro z d ziera ją cą g lin ia s tą p ow łokę skał. Za p a w i­
lonem cesarsk im rozpościera się w ielkich rozm iarów m apa p la s ty ­
czna k ra jó w „czesk o -sło w iań sk ich ,“ i i m etró w d łu g a a 7 m . sze­
ro k a , w y k o n a n a p rzez n au czy ciela w iejskiego z p o d K a rk o n o szó w ,
ok o ło k tó rej um ieszczono dział języ koznaw czy, d y alek to lo g iczn y .
Ś c ia n ę p rz e c iw le g łą g łó w n em u w ejściu p o k ry w a w ielk i k ra jo b ra z
„złotej P r a g i,“ n ad nim unosi się gen iu sz n aro d u czeskiego z p o ­
ch o d n ią o św iaty w ręku. P o d o b y d w iem a p o zo stałe m i ścian am i
um ieszczono m odele chat, b u d y n k ó w g o sp o d arsk ic h , zagród, m ły ­
nów z w sz y stk ic h okolic Czech.
H a lla c e n tra ln a b y ła niejako sym bolicznem p rz ed staw ien iem
tre śc i całej w y staw y . P a tro n n aro d u św. W a c ła w , pod k tó re g o
o p i e k ą i o ch ro n ą u sk u teczn io n o całe to w sp a n ia łe dzieło, sp o g lą d a
n a św. C y ry la i M etodego, tych, k tó rz y sw ą a p o s to lsk ą p ra c ą p o ­
ło ży li k am ień w ęg ieln y p o d cy w ilizacy jn y rozwój n a ro d u ; o rzący
w ieśn iacy p rz ed staw iają życie lu d u w p ra c y n ad odw ieczną jego
ży w icielk ą — ziem ią, k tó rej ob szar za m ie szk ały p rzez n a ró d czeski,
uw id o czn ia m ap a p lasty cz n a, zaś najdroższy sk a rb zam ieszkującego
ten k raj ludu, m ow ę o jczy stą — dział d y a le k to lo g ic z n y . A n ad
w szy stk iem gen iu sz z p o ch o d n ią o św iaty w rę k u , w znoszący się
p o d obłoki.
L ew e. sk rz y d ło p ałac u etn o g raficzn eg o zaw ierało w sobie
w łaściw ą, g łó w n ą, ■ najw ażniejszą część w y staw y : d z ia ł e tn o g ra ­
ficzny w ścisłem teg'0 słow a znaczeniu. T u zn ajd o w ała się w y ­
sta w a stro jó w lud o w ych, zw yczajów i obyczajów , tw ó rc zo ści u m y ­
słow ej ludu, m uzyki, haftów , k o ro n e k , urząd zeń dom ow ych, b u ­
d o w nictw a, p rzem y słu , p ra c y p rz y g o sp o d a rstw ie i t. d,
W sk rz y d le p raw em um ieszczono d ział k u ltu rn o -h isto ry cz n y ,
a oprócz te g o ta k ż e dział an tro p o lo g ii, s ta ty s ty k i i geografii.
O p rócz te g o część p ra w e g o sk rz y d ła i część p a ła c u poza h a llą
c e n tra ln ą przezn aczono n a w y staw ę lite ra tu ry , te a tru , m uzyki itd.
T u zn ajd o w ał się rów nież n iejak o P a n te o n czeski : in te rie u ry z p a ­
m iątk am i po n ajw y b itn iejszy ch p ra c o w n ik a c h n a polu lite ra tu ry ,
sztuki, n au k i itd.

-

154 -

O puszczając p a ła c etn o g ra ficzn y w yjściem p rz eciw leg łe m
g łó w n y m drzw iom w chodow ym , znachodził się zw ie d zając y na
pięk n ej tera sie . T uż p rz e d nim w znosi się z g ra b n a , p ię k n a glo­
rie ta św ietln ej fo n tán y , na p ra w o i lew o o p a rte o ścian ę p a ła c u
etn o g raficzeeg o „ o c h u tn á v á m e ,“ N a p ra w o w idoczny o b szern y ,
d re w n ia n y b u d y n e k p ią tro w y , to h a lla k o n c e rto w a . P o d te ra s ą
d łu g a c ie n ista aleja w y so k ic h lip i k a sz ta n ó w oddziela od reszt)'w y sta w y S ta r ą P r a g ę i w ieś w ystaw ow ą.
D o szed łszy do k o ń c a p ra w e g o sk rz y d ła p a ła c u etn o g ra fi­
cznego, w idzim y p rz ed so b ą ru in y zam ku, to „ K o k o řin “, obok
n ieg o o lb rzy m i a m fitea tr m o g ący pom ieścić w y g o d n ie 8 0 0 0 ludzi;
tu o d b y w a ły się z a b a w y ludow e, tu u rządzono śliczn ą p a rty ę
szachów źy w em i figuram i. D alej k u w ejściu p ię k n y m u ro w a n y
p aw ilo n , w nim p rz e d sta w io n o : „P ra v ěk zem i č e sk ý c h ;" za tą
z g ra b n ą b u d o w ą p a w ilo n y za w ie ra ją c e w y staw ę g o sp o d a rstw a
ro ln eg o , sad o w n ic tw a, pszczelnictw a, c h m ie la rstw a itp . Jeszcze
dalej k u w ejściu za p aw ilo n em m iasta P ra g i, dw a p a w ilo n y z w y ­
s ta w ą szk o ln ictw a, p a w ilo n y stra ż y ogniow ej i S okołów .
O d g łó w n e g o w ejścia n a p ra w o o sa d a C zechów a m e ry k a ń ­
skich. D re w n ia n y p o d łu ż n y b a ra k , z k rzyżem n ad w ch o d o w ą
ścianą, to m odel p ierw szeg o k o śc io ła k a to lic k ie g o zb u d o w an eg o
p rzez C zechów w A m e ry c e ; koło n ieg o g ru p u ją się in n e b u d y n k i:
p ią tro w a re z y d e n c y a m iejsk a zam ożnego A m e ry k a n in a — C zecha,
fa rm a w lek k im sty lu „ c o lta g e ,“ a m e ry k a ń s k i „saloon," z g ru b y c h
d y ló w s k o n stru o w a n a c h a ta o sa d n ik a z puszcz p ie rw o tn y c h A m e ­
ry k i i szałas. Za tą ła d u ą g ru p ą w k ą c ik u u k r y ta c h a tk a , to k o ­
le b k a potężnej w y staw y zeszłorocznej, czeska c h a ta jubileuszow ej
w y staw y .
T en p o b ieżn y szkic nie m oże d ać czy teln ik o w i po jęcia o ze­
w n ę trzn y m w y g ląd z ie w y staw y . P o c ie sz a m nie je d n a k to, że n a ­
w e t n ajd o k ład n iejszy opis nie o d tw o rz y łb y w dro b n ej n a w e t części
jej ohrazu. T rz e b a b y ło w idzieć tę m asę b u d y n k ó w z g ra b n y c h
i ła d n y c h ro z rzu c o n ą w śród p e łn e g o drzew i k w iató w p a rk u ,
k ą p ią c ą się w p ro m ien iac h letn ieg o sło ń ca, trz e b a b y ło b y ć w śró d
ty c h ty sięcz n y ch , d ziesięcio ty sięczn y ch tłum ów , ro z en tu zy az m o w any ch , p e łn y c h za ch w y tu n a d d ziełem sw eg o n aro d u , trz e b a b y ło
b y ć n a tej w sp an iałej u ro c z y sto śc i n arodow ej, — bo ta k śm iało
m ożna n azw ać ze szło ro cz n ą w y sta w ę , — a b y od n ieść w rażenie,
p o zo stające n a zaw sze w pam ięci.
(0. d. n.).

-

155 —

Leki używane przez lud polski
w e w si W e s o łe j w p o w . B rz o z o w s k im .

B ę d ą c dłuższy czas n auczycielem w W eso łej, p rz y pom ocy
dzieci szkolnych, zeb rałem niżej p o d an e leki, k tó re lud tam tejszy ,
b ę d ą c z n a tu ry o b d arzo n y zm ysłem sp o strzeg aw czy m , w y n alazł,
p ra k ty c z n ie w y p ró b o w ał, ręcząc dziś za ich skuteczność.
Ze w zględu n a jak o ść po d zieliłem je n a trz y działy, a) roro ślin n e. b) zw ierzęce i c) m ineralne.
A. R o ś l i n n e .
1. B o ż e d r z e w k o , (A rtem isia ab ro ta n u m , die S tabw urz).
L iści tej roślin y , zm ieszanych ze sadłem , u ży w ają n a ran y .
2. C e n t o r i a , zw ana tu „cy n to ry ją", (E ry th ra e a , das T au se n d ­
g ü ld e n k ra u t). O d w aru z liści używ ają n a b oleści lu b przeczyszczenie
żo łąd k a .
3. G ł ó g , (C rataeg u s o x y ac an th a, d er H a g ed o rn ). S k ro b an ej
sk ó rk i jeg o ow ocu u ży w ają p rzeciw róży.
4. K a l i n a , (V iburnum , d er S c h n e e b a llstra u c h ). O d w a r z j a ­
gó d , sło d zo n y cukrem , p iją od kaszlu.
5. K w i a t l i p o w y . J a k p o d 1. 4.
6. L i ś c i o l c h o w y c h ,
chlinę.

suszonych, używ ają n a ra n y i p u ­

7. L u l e k , (H y o scy am u s L inn. das B ilse n k ra u t). Z iarn e k tej
ro ślin y u ży w ają p rzeciw bólow i zębów . — S posób : Z iarn k a rzu­
cają n a o g ień, p rz y k ry w a ją c rów nocześnie m iską a n a stę p n ie o d ­
w róciw szy. n alew ają do niej w ody i p rz y k ry w a ją się p łach tą ,
trzy m ając tw arz n ad p a rą z tej strony, z k tó rej zęby bolą. S k u tk ie m
te g o m ają w y p a d a ć n a w odę „ r o b a k i“ p ow odujące ból.
8. M a r u n a p r a w d z i w a , zw ana .„ m a ru n k ą “, (M atricaria,
d as M u tterk ra ü t). L iśćm i tej ro ślin y n a c ie ra ją ręce n atężo n e p ra c ą
aż do w c iśn ien ia w ciało.
9. O l e j l n i a n y , zm ieszany z k o cią sierścią słu ży ja k o śro ­
d ek p rzeciw o p arzeniu.
10. P i o ł u n , ludow e „ p io łu n e k “ (A rtem isia ab sy n th iu m ,
d er W e rm u th ). M oczony w w ódce siu ty p rzeciw czerw once lub
boleścio m żołądka.

— 156

-

11. Ś l a z l e k a r s k i (A lth aea, die M alve). O d w aru z k o rz en i
uży w ają od kaszlu , liści przeciw p u ch lin ie, a skrobaneg'o k orzenia
p rzeciw bó lo w i zębów .
12. S z y s z k i ś w i e r k o w e (sm erekow e). W odw arze z sz y ­
szek m oczą n o g i lu b ręce, k tó re zo stały potłuczone.
13. T a r n i n a , [tarki], (P ru n u s sp in o sa, die S chlehenpflaum e).
W o d w arze k o rz en i m oczą stłuczone n o g i i p iją p rz eciw czer­
w once.
Uwaga. W s z y s tk ie ro ślin y
zb ierają.

w yżej w y m ien io n e, ludzie sam i

B. Z w i e r z ę c e .
1. M i o d u t r z m i e l e g o u ży w ają n a o p ry sz c z e n ie w a rg i lub
b o lące oczne po w ieki, sm aru jąc je nim .
2. P a j ą k a z w y k ł e g o , z o d d a rtą g łó w k ą , ro zcierają i sm a ­
ru ją g u zy p rzed o braniem .
3. P u c h g ę s i p rz y k ła d a ją n a
m atery i, w k tó re j ona w siąka.

„b o leśn ic ę“ dla

śc ią g a n ia

4. S a d ł o p sie lub borsucze, topione, piją od k aszlu , „d y ch a­
w ic y “.
5. S i e r ś c i

kociej,

k tó ra p o w in n a b y ć b iała, używ ają ja k

1. 9 A.

6. S m a l c u z a j ę c z e g o
ja k i n a o p arzen ie,

u ży w ają n a gu zy p rz e d o b ran iem

7. S z p i k u k o ń s k i e g o , z ko ści nożnych, u ży w ają p rzeciw
re u m a ty zm o w i zw. „ g o śc e m “.
C. M i n e r a l n e .
1. A ł u n u , „ h a łu n u “ u ży w ają p rzez p o cieran ie p rz eciw
low i zębowe

bó­

2. W i t r y o l u m iedzi, zw. „siw ym k a m ie n ie m “, k tó re g o p o ­
m im o że piecze, i ja k m i m ów iono, że je d e n w ło ścian in „z bo lu
la ta ł po za o k n a “, używ ają n a o p ryszczone w a rg i. U ż y w ają go
ta k ż e p rzeciw „k u rd zielo w i“ u b y d ła.
U ż y w ają tam tak że cz arn e g o p a p ie ru
g o sza rą s tro n ą n a różę lub inne rany.

z cukru, p rz y k ła d a ją c

L . Magierowski.

— 157 —

MATERYAŁY

do m e d y c y n y i w i e r z e ń I n d o w y c h
według opowiadań Demka Żemeły w Zaborzu w pow. rawskim.
B a b k ę (P la n ta g o , lu d ro zm aity ch jej odm ian nie odróżnia)
p rzy ocielen iu p o d a ją kro w o m , a b y się o cz y ściły ; p rz y k ła d a ją ją
tak że n a ran y .
B a b o l u b (?) ziele tajem nicze. K o b ie ta p o siad ają ca je, może
ro z k o ch ać w so b ie k o g o ty lk o zechce, ch o ćb y nie w iedzieć jak
s ta rą i b rz y d k ą b y ła. Ż adna z k o b ie t p o kazać m i bab o lo b u nie
ch c ia ła, tw ierd ząc, że g d y b y k tó ra z n ich m ężczyźnie ro ślin ę tę
p o k az ała, w k ró tc e b y um arła.
B a g n o (Ledum p alu stre, b ah o n n y k , dykij rozm ajryn), leczy
za w ałk i u św iń ; o d w aru u ży w a się na p a rc h y n a g ło w ie i n a
w y g u b ie n ie w szy u b y d ta .
B a r w i n e k (V in ca m inor, b arw in o k ). O d w ar je g o zm ieszany
z k rw a w n ik iem dają p ić krow om , k tó re k rw ią m oczą. D ziew częta
stro ją się w b a rw in e k w n ied zielę i św ięta, g d y idą do cerk w i
i n a w esela.
B e z p o s p o l i t y (S am b u ccu s n ig ra). G ałązk i k ła d ą n a s p o ­
dzie sąsiek ó w , a b y m yszy szkód nie ro b iły . L iście św ieże, u ta rte
i p rz y ło ż o n e n a m iejsce sp arzo n e, są b ard zo skuteczne. W y k o ­
p y w a ć go m ożna ty lk o do p o łu d n ia (P a trz „Lud“ I., zeszyt 4.,
str. 119).
B i e d r z e n i e c (P im p in ella sa x ífra g a , b ed rin e c, bedrycz,
by d ry cz). P rz y w ią z a n e je s t doń n astęp u ją ce podanie. Z p o czątk u
ch o d z iły po św iecie razem trz y śm ierci i ludzi ty sią c a m i zg ład z ały .
Je d n a z nich je d n a k w s k u te k jak iejś p rz y g o d y o k u law iała i g d y
d w ie jej to w a rz y sz k i szybko d ą ż y ły nap rzó d , ona, nie m ogąc im
do ró w n ać, p o z o sta w a ła w tyle. W id z ą c więc, iż p o d ąży ć za niem i
nie m oże, p ro siła je, a b y zlito w ały się n ad nią i szły pow olniej.
G d y to w arzy szk i p ro śb y tej u słu ch ać nie chciały, śm ierć k u ­
law a za g ro ziła im, że jeśli ją ciąg le b ęd ą zo staw ia ły w tyle, to
ona p o d a ludziom p rzeciw śm ierci sk u tecz n e lek arstw o . T a g ro źb a
ró w n ież żad n eg o nie odniosła sk u tk u . W ó w cza s śm ierć k u la w a
ro z g n ie w an a n a to w arzyszki, gro źb ę sw ą sp e łn iła i id ąc przez wsi
w każdej z n ich w o ła ła : „Lude, lude, jid żte ch rin ec i p y jte b e ­
drinec, a n e b u d e te w m e ra ty “. L udzie usłu ch aw szy tej ra d y , rz e­
czy w iście nie um ierali, co dw ie śm ierci ta k rozgniew ało, że rzu­
c iły się n a sw ą k u law ą to w arzy szk ę, a b y ją zabić. Ś m ierć k u la w a
je d n a k b ro n ią c się p rz ed n ap a ścią, je d n e m uderzeniem k o sy z g ła ­

— 158 —
d ziła je d n ą z n ap a stn ic zek , w tej je d n a k chw ili p a d ła n ieży w a
p o d c ię ta k o są d rugiej sw ej sio stry . O d tej p o ry je s t n a św iecie
śm ierć ty lk o jed n a, p rzeciw k tó re j je d n a k leki, p o d a n e przez ku
la w ą n ieboszczkę, nic już nie p o m ag ają. T e ra z do b rze je s t d aw ać
b e d rin e c k ro w o m , k tó re do b rze jeść nie chcą.
B l u s z c z (H e d e rá H e lix ), p o sad zo n y p rz e d ch a tą , w y c ią g a
z niej w szy stk ą w ilg o ć ; o d w a r d ają dzieciom n a g listy .
B o ż e d r z e w k o (A rtem isia A b ro ta n u m , b o że derew o, biżderew ). Jeśli d ziecko je s t s ła b e i ro d zice ch cą w iedzieć, czy ono
żyć będzie, cz y n ią co następ u je. Id ą n a cm en tarz, z ry w ają z p ie r­
w szego lep sze g o g ro b u boże drzew ko, a p rz y n ió słsz y je do dom u,
g o tu ją w g a rn k u . J e ś li boże drzew ko, g o tu jąc się, o p a d a n a dno
g'arnka, to d ziecię um rze, w p rz eciw n y m ra zie żyć będzie. Z am iast
bo żeg o d rz ew k a m ożna użyć do tej w ró ż b y in n y c h zió ł n a cm en ­
tarz u ro sn ą cy ch . B oże drzew ko suszone i d a w a n e co d nia koniom
c h ro n i je od zołzów.
C z o s n e k (A llium sativum , czisnokh W o d a , w7 k tó rej b y ł m o ­
czony czosnek, p o m a g a kon io m n a kaszel.
D ą b W o d y , w k tó rej m o czoną b y ła k o ra dębow a, używ ają
do m y cia ran.
G ł o w n i e a ż y t n i a , sp o ry sz (S ecale corn u tu m , ź y tn y i riżki);
o d w a r dają p ić p o d czas o sp y ; u ży w ają jej tak że' n a spędzenie
p ło d u .
H e b d (S am b u cu s E bulus, baznyk), z m lek iem g o to w a n y
p o m a g a n a o b rzm ien ie w y m io n u krów . N asien ie g o to w a n e leczy
p u c h lin ę w odną.
H r e c z k a , ta ta rk a . K ie d y najlepiej siać hreczk ę, oznajm ia
o tem zaw sze żuk g n o jak . Je śli w eźm iem y żu k a i o b ró c iw szy go
zob aczy m y , iż b ia łe p a s o rz y ty („w o szi“) żyjące n a nim sk u p io n e
są p o d p ie rw sz ą p a r ą n ó g licząc od g ło w y , w ów czas trz e b a siać
h re c z k ę w cześnie, g d y p o d trze cia p a rą , w ów czas h re c z k a późno
sian a obfity p lo n w yda. G dy zaś te p a s o rz y ty sk u p io n e są p rz y
d ru g iej p a rz e nóg, w ów czas nie n ależ y h re c z k ę siać a n i późno, ani
w cześnie. N a W ie lk a n o c dzw onią w C erkw i przez trz y dni z rzęd u
bez u stan k u . M ów ią, iż dzw o n ią n a te n cel, a b y h re c z k a obficie
się ro d ziła, a k to p ierw szy z c h ło p ó w zdąży i w dzw on uderzy,
tem u h re c z k a najobfitszy p lo n w yda.
J a ł o w i e c (Ju n ip e ru s, ja ły c ia ). J a g o d y ja ło w c a naczczo
zjedzone, c h ro n ią n a c a ły dzień od b o lu g ło w y . O k o w ita ja ło w ­
cow a zm ieszan a z olejem ln ian y m , leczy kolki. Ja g o d y d ają jeść
k row om w ra z ie z a trz y m a n ia m iejsca po ocieleniu. K ie d y w ia tr
k rę c i p iask iem lu b liśćm i n a dro d ze, w ów czas ta k i tu m an zow ią

— 159 —
„czarto w em w e silem “. T u m an ta k i m oże ła tw o człow iekow i z a ­
szkodzić, m oże mu odjąć rę k ę lub nogę, tw arz w y k rzy w ić i t. p.
Je śli się n a ta k i tu m a n p o p a trz y przez d ziu rk ę od sęczk a w k a ­
w a łk u jało w ca, w ów czas, w śró d k rę c ą c e g o się w ko ło p ia sk u
i liści, ujrzeć m ożna czarta.
J a s k i e r (R an u n cu lu s, ciczka żow ta), m oczony w w odzie
g o i ra n y (?).
K r w a w n i k (A ch illea m illefolium , k irw a w n y k j. G dy b y d ło
k rw ią m oczy, daje się o d w ar jeg o p ić z b arw in k ie m .
L e n (Linum , lon). S iem ię ta rte goi ran y .
L e s z c z y n a (C orylus A v e llan a , liska, liszczynońka). K to
n o si lask ę z leszczyny, w tego p io ru n nie uderzy. W leszczynę
p io ru n y n ig d y nie bijit, gd y ż ona m a swój ogień.
M a k . Jeśli deszczu długo nie ma, n ależ y w sy p ać do stu d n i
g a rs tk ę m ak u św ięco n eg o n a św. M akow eja i i . sierp n ia, a deszcz
zaraz pocznie p ad ać. D aw niej w idocznie ro b io n o z m ak u olej
i b a rd zo g o lu b ian o , gd y ż do tąd śp iew a ją p io sn k ę : ja k to d o b re
k asz u jisty z m ak o w y m olijom . D ziś oleju z m aku n ie używ ają.
M a r u n a (M a tric a ra P a rth e n iu m , m aru n a, m aru n k a ) ; o d w a r
z niej leczy bole żo łądka. G dy cieln ą k ro w ę b y d ło pokłuje, n a ­
leży dać jej zjeść w ch leb ie k w ia t m aru n y , a nic k ro w ie nie
b ędzie
M i ę t a k o ń s k a (M entha arv en sis, k iń s k a m iata) leczy za­
trzy m a n ie u ry n y u b y d ła. K o n i o b m y ty ch w y w arem z m ięty m u­
ch y nie kąsają.
M i ę t k i e w ż a b i a . (M entha aq u a tic a) w ypłasza ze sto d ó ł
m yszy.
N o g i e t ę k (C alen d u la officinalis, k ro k isz ); g d y ocielona
k ro w a oczyścić się nie m oże, dają jej p ić odw ar nogdetku z p io ­
łunem .
O l s z a (A lnus g lu tin o sa, w ilcha). G ałązki położone n a p o ­
dłodze sąsiek ó w w y p ęd zają m yszy.
O s i k a (P o p u lu s trem u la, osyna). Z niej b y ł krzyż, d lateg o
też o n a z b o la ciąg le p łacz e i trzęsie liśćm i. G dy b y d ło k rw ią
m oczy, n ależ y w to m iejsce na ziem i, g'dzie m ocz z k rw ią u p ad ł,
w b ić k o łe k osik o w y , a w n e t b y d ło chorow ać przestan ie.
P a p r o ć je s t k w iatem o cudow nej m ocy. K w itn ie o północy
w w ilią św. Jan a . K w ia t jej błyszczy ja k złoto, g w iazd y lu b dyam enty. K w itn ie n iu to w arzy szy silne trzę sie n ie ziem i, św ist burzy,
ło m o t pio ru n ó w , p rz y b ły sk a w ic a c h i g rz m o ta c h straszliw y ch ,
o raz p rz y śm iech u złych duchów . K w ia t p a p ro c i m oże zerw ać
ty lk o ten , k to w ted y , g d y p a p ro ć k w itn ie, nie m a ża d n eg o g rzech u

— 160 —

na sw ej d u sz y ; tru d n o je d n a k zn aleść człow ieka, k tó r y b y m ò g i
w y trz y m a ć w owej chw ili i nie p rz e ra ż o n y ro z m a ity m i s tra c h a m i,
ze rw ał k w ia t b ły szczący. K to m a k w ia t p a p ro c i, p rz ed tym od
k ry te je st w szy stk o, w szy stk ie sk a rb y , p rzy szło ść k aż d eg o i t. d.
Z b łąk a n em u w lesie g o sp o d arzo w i w p a d ł p rz y p a d k ie m w ch o d ak
(k ierp cie) ów cu d o w n y k w ia t p a p ro c i. Z araz s ta n ę ła m u w id n a
i ja s n a p rz y szło ść i do jrzał w ziem i u k ry te sk a rb y . A le poniew aż
n ie w iedział, że m a k w ia t p a p ro c i w ch o d a k ach , p rz y sz e d łsz y do
dom u zd jął je i ■k w ia t zgubił. W jednej chw ili o w szystkiem
z a p o m n ia ł i znow u ja k daw niej p rz y szło ść o k ry ła się n iep rz ejrza n ą
d la n ieg o zasłoną. W C h lew czanach o b o k Z aborza m iał żyć p rz ed
la ty jed en „ m ą d ry “, k tó ry zn alazłszy k w ia t p ap ro ci, sc h o w a ł g'O
p o d sk ó rę n a d ło n i i o d tąd zaw rze o w szy stk iem w iedział.
P e r z (T ritieu m re p en s, peryj). O d w a r z k o rz e n i leczy s ła ­
bo ści w e w n ętrzn e .
P r o s o . J e ś li g o sp o d arz sp a ł w n ied zielę w ielk an o c n ą, proso
m u zaro śn ie zielskiem . W ro k u , w k tó ry m je s t dużo ch rab ąszczy ,
p ro so się n ie udaje. K u r y k a rm io n e p ro sem św ieco nem n a M atk ę
B o sk ą zieln ą (27. sierp n ia), przez cały ro k bez p rz e rw y n ieść
b ę d ą jaja.
P o k r z y w a (U rtic a d io ica i u re n s , k ro p y w a , k o p ry w a ).
P a rz ą n ią g a rn k i, a b y m leko w nich trz y m a n e nie k w a śn iało .
C iasto ze stęch łej lub zepsutej m ąk i z a p a rz o n e w odą, w k tó rej
g o to w a ła się p o k rz y w a , tra c i n ie p rz y je m n y zapach.
S k r z y p (E q u isetu m arv en se, sosonka), m oczony w w ódce,
leczy g o ściec.
T r o j z i l e (?) B ard zo tru d n o je znaleść, a kto znajdzie, będzie
b ard zo szczęśliw y, w szy stk o b o w iem m u się pow iedzie.
W e ł n i a n k a (E rio p h o ru m , B oże tiło), leczy op arzen ia.
W i e r z b a . — H e rb a ta z liści p o m a g a n a bó l piersi.

Z -wierzeii ru-d-o-sKrycli.
G d y b ł y s k a , to się n ieb o o tw iera.
G r z m o t . G d y w dow a lu b d ziew czy n a (z aw y tk a) m ają dziecię
n ie p ra w e g o ło ża i po u ro d z en iu zadusiw szy je bez ch rztu w ziem ię
zak o p ią, w ów czas po 7 la ta c h ono w staje ja k o „ p o ty rc z u k “, chodzi
po ziem i i B o g u się w y k rz y w ia. Ś w ię ty E liasz (Ilija) chcąc t a ­
k ie g o „ p o ty rc z u k a " u k a ra ć , bije go strz a ła m i , i ztąd p o w staje p io ­
ru n i g rzm ot.
N a Ś w i ę t e g o J a n a k ą p ie się słońce w m orzu n a d r a ­
nem . O p o w ia d a ją c y m i te sło w a m ów ił, że sam raz w id ział, ja k

— 161 —
sło ń ce „w yhulkow yw ało s ie “ w w odzie, ja k się ro b iło w ielkie i m ałe,
n ieb iesk ie, żółte, zielone itd.
G z y , ż u k i i i n n e b ą k i m ają p o w staw a ć z łozy. J a k się
n a w iosnę łoza „zapluje“, to z tej „ ślin y “ potem b ą k i p o w stają.
Z p ączk ó w b rz o sta w y łaż ą k o m a r y .
M u c h y p rz eb y w ają przez zim ę w strzesze.
P i a s e k z g r o b ó w je s t le k a rstw e m n a w szy stk ie choroby,
za ży ty ja k o proszek.
A b y p ozbyć się c h o r o b y św. W a l e n t e g o , zaw ieszają
koszulę, w k tó rej ch o ry d o sta ł a ta k u choroby, n a figurze stojącej
p rz y ro z sta jn y c h d ro g a ch . T en, k to koszulę ow ą zaw iesza, nie
pow inien, jeśli ch c e w isto cie dopom ódz chorem u, ani się poza
sieb ie o b zierać, ani n ik o m u o tem m ów ić.
B o c i a n b y ł chłopem , a p rz e m ie n io n y został za k a rę w b o ­
ciana. G d y P a n B ó g stw o rz y ł św iat, w idział, iż n ie dobrze zro ­
b ił, że ty le n a św iecie je s t p lu g a stw a , ja k żaby, jaszczurki, węże,
ro b a k i itp. Z eb rał p rz e to w szystko to w je d e n w o rek i d a ł go
„ H ry c io w i“, a b y w o re k te n zaniósł do rzeki i p lu g astw o w nim
z a w arte zato p ił. R ó w n o cześn ie atoli n a k a z a ł m u ja k najsurow iej,
a b y do w o rk a nie zag lą d ał, lecz rz u cił go w p ro st do w ody. C ie­
k ą wmść ato li d rę czy ła H ry c ia , a nie m o g ąc się jej oprzeć, z a j­
rz a ł do w o rk a. G dy ato li w o re k otw orzył, a b y zobaczyć, co
zaw iera, w tej chw ili w szy stk ie zn ajd u jące się w nim g a d y i p ła z y
p o u c ie k a ły . P a n B ó g ujrzaw szy, to, ro z g n ie w a ł się n a H ry c ia,
zam ien ił go w b o ciana, a za k a rę za to, że przez n iep o słu szeń stw o
sw oje g a d y te n a św iat w ypuścił, ro z k aza ł m u ziem ię z te g o
p lu g a s tw a oczyścić.
B o c ia n a zab ijać nie m ożna
Je śli g'0 k to zabije, to przez g
dni deszcz b ędzie p a d a ł, a tem u kto b o cian a zabił, sy n w k ró tc e
um rze.
P a j ą k b y ł tk acz em i ch c ia ł sw em przędziw em c a ły św iat
zasn u ć. P a n B ó g je d n a k nie chciał n a to pozw olić, ze sła ł p rz eto
w iatr, k tó ry tę przędzę p o ro z ry w a ł i piorun, k tó ry tę przędzę
sp alił, a sam tk a c z a tego z a m ie n ił w pająka.
N a oborze p ająk ó w zabijać n ie m ożna, bo b y d ło schnąć
będzie.
N i e d ź w i a d k ó w (m edw edykiw , tu rk u ć podjadek), zabijać
nie m ożna, b o inne w ielkie szk o d y czynić b ędą. G d y się go
w y orze, trz e b a go p rzerzucić za o b cą m iedzę, a w szy stk ie z a n i m
p ó jdą. K to b o są n o g ą „m ed w ed y k a“ ubije, tem u n o g a uschnie.
G r a d . D ja b e ł zam rozi ja k ie jezioro lub m orze, lód p o siek a,
a w ziąw szy go z so bą w p o w ietrze, n a ro b i ch m u r i spuszcza g ra d
11

— 162 —

tam , g d zie alb o n a lu d ziach chce się pom ścić, albo g d zie m ie­
szk a ją czarow nice.
J a s k ó ł k i p o szc zep ian e z so b ą p a z u rk a m i zim ują n a dnie
rzek , je z io r i staw ó w . S ta rz y o p o w iad a ją , iż raz, g d y n a z a b o r­
skiej sad z aw ce rą b a n o w zim ie lód, w y c ią g n ię to z w ody ca ły
szn u r ja sk ó łe k .
P r z e p i ó r k i p rz e p ę d z a ją zim ę w n o ra c h p o d m iedzam i.
K u k u ł k a je s t to dziew czyna, k tó rà za to, że b a rd z o za
zm arły m b ra te m p ła k a ła , zo stała p rz e m ie n io n ą w k u k u łk ę . G dy
k u k u łk a p o raz p ierw szy za k u k a, a te n co ją u sły sz a ł m a p rz y
so b ie p ien iąd z e i n iem i zadzw oni, w ów czas m ieć b ęd z ie je przez
ro k cały . P o ro k u ro b i się z k u k u łk i “k o b e ć “, (?) tj. p ta k szary,
p o d o b n y c a łk ie m do k u k u łk i, k tó ry je d n a k nie k u k a , ty lk o ciąg le
Za p ta sz k a m i g o n i i je zabija.
S o j k a , g d y krzy czy , donosi, iż k to ś je s t w pobliżu. P o
k rz y k u so jk i n ajłatw iej g ajo w e m u o d n aleść w lesie złodzieja.
Z iem ia m a ta k ie ż y ły ja k człow iek i tem i ży łam i w y łażą
z niej ro b a k i.
P l u s k w y p o w s ta ją z m g ły (m raki), a p ry sz c z e le (sm erd iu ch y ) z brzozy.
G d y d rzew o toczone przez ro b a k i 20 la t n a m iejscu leży,
to z ty c h ro b a k ó w p o ro b ią się węże.
J e s t p ta k „ d r y m l u c h “ (jak a je g o in n a n az w a i ja k on w y ­
g lą d a , n ie m o g łem się dow iedzieć), k tó ry śpi c ią g le i często jajk a
sw e g u b i. K to je g o jajko znajdzie i je w eźm ie, b ęd zie ta k ciąg le
ch c ia ł spać, ja k d ry m luch.
N i e t o p e r z je st to „d y k a m ysz", k tó ra po zjedzeniu o k ru ­
szyn św ięconej p ask i, s k rz y d e ł d ostaje, la ta ć p o c z y n a i k re w lu ­
dziom w y sy sa. G d y się k o m u n ieto p erz w e w łosy zaplącze, zaraz
g o do stu d n i za p ro w ad zi i w niej utopi.
K l e s z c z e p o w stają z leszczyny.
K s i ę ż y c św ieci ty lk o n a p ó ł ziem i; d ru g a p o ło w a m a in n y
księżyc.
G dy
w ia tr w ieje, to an io ło w ie się kłócą.
G dy
ś n ie g n a w io sn ę p a d a , to są ty lk o re sztk i śn ieg u , k tó ry
g d zieś tam p o k ą ta c h w n ie b ie się „ p o z a trą c a ł“ i aniołow ie go
w y m iatają.
B y d ło w n o c w ilijną m ów i ; je d e n g o sp o d arz, z a k ra d łsz y się
do stajn i,
rzecz y w iście u s ły sz a ł ja k b y d ło m ów iło. N ie s te ty j e ­
d n a k w o ły ro z m a w iały o tem . że ich g o sp o d a rz za trz y dni
u m rze ; ta k się też stało.

-

163 —

L e g e n d ę o p o w stan iu g rzy b ó w , o p o w ia d a n ą mi p rzez Ż em ełę,
p rz y to c z y łe m w a rty k u le p. t.: „G rzyby w w ierzen iach lu d u “.
Istn ie je śm ierć k ro w ia . N ie k tó rz y ludzie m o g ą ją w idzieć.
J e s t to s ta ra b ab a , z k o łtu n e m we w łosach, bez zębów . W e w si,
do k tó rej ta śm ierć przyjdzie, b y d ło p a d a m asam i.
G d y p ierw szy g rz m o t u sły szą, rzu cają k am ieniem , m ó w iąc:
„k am iń h o ło w a “, a b y g ło w a n ig d y nie b o la ła ; dzw onią k lu czam i
i p o trz ą s a ją p ieniędzm i, a b y p lo n y b y ły obfite i p rz ew ra cają k o ­
ziołki, żeb y k rz y że nie b o lały .
N a Z w iasto w an ie żad n eg o n a sie n ia ru szać nie w olno.
O d św. J a n a do M. B oskiej siew nej ln u i k o n o p i trz e ć n ie
m ożna, bo b ę d ą deszcze.
Ś w iń m io tłą b ić nie m ożna, bo schną.
W so b o tę w ieczorem śm iecia w y n o sić n ie m ożna, bo m oże
b y ć nieszczęście.
N a k tó ry m dom u sow a usiędzie, tam w k ró tc e k to ś um rze.
G w iazd y s ą dusze m a ły c h dzieci, k tó re p rz y św ie c a ją sw ym
rodzicom n a ziemi.
G w iazda sp ad ająca, je s t to d y ab eł, z e p c h n ię ty przez an io ła,
d la te g o też n a g w iazd y sp ad a ją ce p a trz e ć niebezpiecznie, g d y ż
d y a b e ł sp ad łszy n a ziem ię, m oże się do człow ieka p rz y p lą ta ć .

E. Kolbuszów ski.

ІЗ A J К А

@ t r i a d i zaikiętpft) kràïewnaeft.
B ard z o daw no już tem u ży ł kró l, im ieniem W e n e t w raz ze
sw oją żoną, k ró lo w ą W e n e tą . M ieli oni p ię k n y i w ielki zam ek
m u ro w an y . Z am ek te n b y ł b ard zo o b ro n n y , g d y ż b y ł zb u d o w an y
z sam eg o m arm u ru , a m u ry b y ły ta k g ru b e , że m ógł on stać
w ieczn ie. B y ł n ad to otoczony szero k ą fosą i w ieżam i, w k tó ry c h
sied zieli je g o w aleczn i w ojow nicy i ry cerze. D ość, że zam ek ów
b y ł nie do zd o b y cia.
D o k ró la teg o n a le ż a ły rów nież obszerne pola, g ó ry i lasy,
p a s tw is k a i łąk i, m iasta i w si. L udzie, p o d d an i jeg o , znosili m u
p o d a te k , k ró l zaś m iał za te p ie n ią d z e u trz y m y w a ć w ojska. A b ali
się n iep rz y jaciele k ró la teg o zaczepić, g d y ż w ielk ą b y ła jeg o po­
tę g a i znaczenie.
M iał on tro ja k ie w ojsko: p iech o tę , k o zak ó w i ry c e rz y . W o j­
sko b y ło w aleczn e i w iern e k ró lo w i, d la te g o k ró l b y ł p o stra c h e m
*



164

-

dla w ro g ó w . P ie c h o ta m iała dzid y i kosy, szable i ta rc z e , a na
sobie d ru cian e u b ran ie. K o z a c y siedzieli n a ko n iach , a b y li u z b ro ­
je n i w szable, p ik i i strze lb y , a zw ijali się n a sw y ch k o n iach ,
ja k ja s k ó łk i w p o w ietrzu . Za to ry c e rz e b y li u b ra n i w żelazne
zbroje, n a w e t k o nie ich b y ły w żelazo zak u te. W rę k u m ieli
strasz n e w łócznie i ciężkie •m iecze, g d y lecieli do b itw y , ziem ia
d rż ała p o d nim i, a żad n a w św iecie p o tę g a nie m ogda im się
o p rzeć. K a ż d e z ty c h w ojsk m iało sw eg o n aczeln ik a, m łodego,
p ię k n e g o a w a le czn e g o m łodziana. W o js k a te b y ły ro z lo k o w an e
po k ra ju , bo w zam ku n ie b y ło dla nieg o m iejsca.
A m iał te n k ró l trz y c ó rk i : D z iew o n k ę, S a sa n k ę i Ł ad o szk ę.
W s z y s tk ie trzy b y ły b a rd zo urodziw e, p ię k n e a b o g a te , zw y ­
czajnie k ró lew sk ie córki. K ró lo w a W e n e ta d a ła im najlepsze w y ­
ch o w an ie, a k ró l k o c h a ł je n a d życie, bo nie m iał sy n a, a po
je g o śm ierci ca ły m a ją te k o jcow ski n a nich sp a d a ł. D ziew o n k a
b y ła ro s ła i z g ra b n a ja k so sen k a. S a s a n k a b y ła m ąd ra , ja k S a ­
lom on, a Ł a d o sz k a p ię k n a ja k lilia, a w szystkie trz y sk ro m n e
ja k fiołek. N ie dziw , że sław a ich ro zeszła się d alek o po św iecie,
aż d o szła do uszu stra sz n e g o cz a rn o k się ż n ik a C zordysza, k tó ry
m ieszk ał w o g ro m n y ch la sa c h n a w ysokiej górze. B y ł to stra sz n y
czło w iek ; m iał aż po p a s d łu g ą cz arn ą b ro d ę , d łu g ie czarne w łosy
sp a d a ły m u k ęd z io ram i n a plecy, m ałe cz a rn e oczy la ta ły ja k
b ły sk a w ic e , a do tęg o no sił o k rą g łe w ielkie o k u la ry i d la te g o
lepiej w szy stk o w id ział, niż in n i ludzie. N a g ło w ie m iał w y so k ą
czapkę, a d łu g a c z a rn a su k n ia, p rz e p a sa n a żelaznym pasem , p o ­
k ry w a ła je g o ciało. C iągle c z y ta ł w k się g a c h czarn o k sięzk ich ,
trzy m a ją c w rę k a c h lask ę cz arn o k sięzk ą. Za p o m o cą tej lask i
d o k o n y w a ł ta k ic h rzeczy, k tó ry c h żaden śm ie rte ln y człow iek d o ­
k o n a ć n ie m ógł.
C zarn o k siężn ik ów p rz y s ła ł p o słó w do k ró la z żądaniem , b y
m u król d a ł je d n ą ze sw y ch c ó re k za żonę. K ró l p rz e lą k ł się
b ard zo , a k ró lo w a tak że , k ró le w n y z b la d ły zé strach u , g'dyž k a ż d a
z n ich k o c h a ła p o tajem n ie jed n e g o ż n ac zeln ik ó w sw y ch w ojsk,
a cz a rn o k się ż n ik a b a rd zo się b a ły . D o w ied zieli się o te m n a c z e l­
n ic y w o jsk i ch cieli n a ty c h m ia s t p o słó w p o z a b ija ć , a potem
w p aść do k ra ju cz arn o k sięż n ik a i tam m u zrobić ko n iec. K ró l
je d n a k n ie p ozw olił n a zabicie po słó w , g d y ż po seł je s t o so b ą n ie ­
ty k a ln ą .
W ró c ili te d y posłow ie do dom u z niczem i opow iedzieli
cz arn o k sięż n ik o w i c a łą sw ą p rz y g o d ę i m ów ili, że g łó w n ą p rz y ­
c zy n ą ty c h n ie p o m y śln y c h sw ató w b y li k ró le w sc y n ac zeln icy
w ojsk, k tó rz y n a w e t chcieli posłów pozabijać, ale k ró l ich obronił.



165



N aczeln icy ci zb ierają się n a w y p ra w ę w ojenną do k r a ju
C zordysza, a b y g-о zaw ojow ać, a C zordysza z a b ić . N a te w ieści
zaśm iał się czarnoksiężnik, lecz ta k strasz liw ie , że aż się g ó ra od
te g o śm iechu zatrzęsła. — „T ak, k rz y k n ą ł, m ów icie, ża d n a z k r ó ­
lew ien m nie nie ch ce? H a ! to ci nccz.elnicy tem u w inni, lecz ja
im tu zaraz pokażę, co to znaczy m nie zaczepić i w d ro g ę
w chodzić !“.
— W złości straszliw ej ch ciał ich zniszczyć, zupełnie, lecz
nie m iał p ra w a i m ocy życia ich pozbaw ić. P o d n ió sł w ięc ty lk o
sw oją straszliw ą lask ę do g ó ry i u d erzy ł n ią w k sięg ę. W tej
chw ili c a ła p ie c h o ta k ró le w sk a w raz z sw ym n aczeln ik iem z a ­
m ien iła się w w ilki, a n aczeln ik w w ilk o łak a. D ru g i raz p o d n ió sł
sw ą lask ę i u d e rz y ł nią w ksieg'e, a całe w ojsko k o za ck ie zam ie­
n iło się w strasz n v ch k u d ła ty c h niedźw iedzi. P o d n ió sł znów sw oją
lask ę do g ó ry i u d e rz y ł n ią w k sięg ę, a w szyscy ry c erz e że la­
zem okuci, p rzem ien ili się w tu ry , t. j. w ta k ic h strasz n y ch w ie l­
k ic h czarn y ch w ołów , a ta k siln y ch w ołów , że pod u d erzen iem
ich łb a, w a liły się n ajg ru b sz e d ęb y na ziem ię. Z n ik ły w si i m iasta
z ca łe g o o b szaru k ró lew sk ieg o , a z a p e łn iły je ty lk o dzikie z w ie ­
rzęta, k tó ry c h ry k i i w ycie p rzeraźliw e ro z le g a ły się po całej
o kolicy. W zam ku nic się nie stało, lecz g d y straż k ró lew sk a
d ała zn ać k rólow i, że. w ojsko znikło, a n a to m ia st p o jaw iły się
w ok o licy ta k stra sz n e zw ierzęta, k a z a ł k ró l b ra m y pozam ykać
i straż w zm ocnić. P om im o teg o w szyscy d rżeli od stra c h u i nie
b y ło śm iałka, k tó ry b y się o d w aży ł w yjść z zam ku.
— A ż tu p ew n eg o p o ra n k u sta n ę ło p o d zam kiem k ilk a ty ­
sięcy w ilków i z w yciem przeraźliw em k rą ż y ły n ao k o ło m urów ,
a m iędzy n im i n ajstarsz y w ilk o łak g ro m k im g ło sem n a w o ły w a ł
ich do p o rz ąd k u i u staw iał w szeregi. Grdy się uciszyło, w y szed ł
n ap rzó d i za w o łał n a k ró la, k tó ry w łaśn ie s ta ł n a m u rach z całą
sw ą zdziw ioną i p rz era żo n ą ro d z in ą : „ K ró lu ! daj m i sw oją n aj­
sta rsz ą có rk ę D ziew o n k ę za ż o n ę “. K ró l zd u m iał się n a ta k ie
dzikie żądanie. Jak to , sw oją najp ięk n iejszą có rk ę D ziew onkę,
sw oją p e rłę m iałb y dać w ilkom na pożarcie? N ie w iedział tedy,
co m iał o d p ow iedzieć, lecz w ilk o ła k k rz y k n ą ł: „Cóż to jeszcze
n am y ślasz się? P rzecież lepiej, że mi ją oddasz dobrow olnie, niżelib y ś sam zg in ął w raz z c a łą rodziną, k rz y k n ę ty lk o n a moje
w ilki, a m u ry ci nie pom ogą, bo się p o d nie p o d k o p iem y p o p o d
ziem ię i zginiecie w szyscy pod n aszy m i k ła m i“.
K ró l jeszcze się n am y ślał, lecz D ziew o n k a p rz y s tą p iła do ojca
i rzecze : „Ojcze, spuść m nie n a szn u rach m iędzy te dzikie bestye,
p rzecież czy tak , czy sia k zg in ąć muszę, a lepiej m nie sam ej,

-

166 —

n iżeli w szy stk im tu o b e c n y m “. Z a p ła k a li k ró l i kró lo w a, k az ali
p rz y n ie ść sznur, o p asali ją d o k o ła, a g d y D z ie w o n k a pom odliw szy
się, p o ż e g n a ła się ze w szystkim i, sp u ścili ją słu d zy po sznurze za
m ur. P rz y s k o c z y ł w ilk o łak w ielkim susem do niej, lecz nic złego
jej n ie zro b ił, ty lk o n a sta w ił jej swój g rz b ie t. O na sia d ła n a n ieg o
ja k n a k o n ia, a w ilk o ła k za w ró cił do lasu. Za nim w szy stk ie
w ilk i p o d ąży ły . O jciec i m atk a, sio s try i d w o rzan ie p a trz a li n a to,
a łzy ja k g ro c h s p a d a ły im po tw arzy.
D ru g ie g o d n ia ra n o , nim jeszcze sło ń ce z a b ły sło n a nieb ie,
o b u d ził m ieszk ań có w zam ku jeszcze strasz n ie jsz y ry k , niż d n ia
p o p rzed n ieg o . Z erw ali się w szy scy n a ró w n e no g i, p a trz ą z m u ­
ró w , a tu, ja k d alek o oko sięg ało , w id ać b y ło m nóstw o s tra sz li­
w y c h niedźw iedzi, oczy ich b ły sz c z a ły i k rw ią p ozachodziły, a n a
czele ty c h p o tw o ró w w yszło ja k ie ś o g ro m n e nied źw ied zisk o i w rz a ­
snęło, że aż m u ry zam ku z a d rż a ły : „H ej ty k ró lu ! oddaj mi
tw o ją d ru g ą có rk ę S a s a n k ę za żonę, bo jeśli jej nie dasz, zginiesz
i ty i c a ła tw o ja ro dzina. M am y o stre szpony, nie p o m o g ą ci
i tw oje m u ry , b o się n a nie w y d ra p ie m y ; n ie p o m o g ą
ci m łoty
i k am ien ie, bo się z tem dobrze z n a m y “.
P rz e ra ż o n y k ró l nie w iedział, co odpow iedzieć, aleć s ta n ę ła
p rz e d nim m ą d ra S a s a n k a i rz e c z e : „D ro g i ojcze i ty m atk o !
w id zieliście w czoraj p rzecie, że w ilk o ła k n ajstarsz ej sio strz e D ziew o n ce nic złeg o n ie zrobił, p o d a ł jej ow szem swój k a rk , uznając
jej w yższość n ad so b ą; te n stra sz n y niedźw iedź nic m i nie zrobi
złego, a lepiej b ędzie, g d y ja sam a do n ieg o zejdę i u ra tu ję w as
tem od n iech y b n ej ś m ie rc i“.
P o ż e g n a ła się z rod zicam i S a s a n k a i z m ło d szą sio strą, z ca łą
d ru ż y n ą zam k o w ą i k a z a ła się sp u ścić po szurze n a dó ł z m uru
zam k o w eg o . P rz y s k o c z y ł ów niedźw iedź i s ta n ą ł p rz e d k ró le w n ą
p o k o rn y ja k b a ra n e k , p o d a ł jej swój k a rk , a S a s a n k a u sia d ła na
n ieg o ja k n a k o n ia, trzy m ając go m ocńo za k u d ły , p o d ra ło w a ła
do lasu . Z zam k u zaś p a trz a li n a to i p łak ali.
T rz e c ie g o d n ia rano, jeszcze p rzed w schodem sło ń ca, u s ły ­
szano w zam k u ja k ie ś dziw ne a strasz n e trzę sie n ie ziem i. Z erw ali
się w szy scy n a ró w n e nogi, m y śląc, iż za m e k w g ru z y się ro z ­
syp u je. P a trz ą , aż tu pod zam kiem sto ją u szy k o w a n e c a łe sze reg i
tu ró w o g ro m n y ch , a strasz n y ch , z d łu g iem i k u d ła m i n a g rz b ie cie.
S ta ły one cicho, lecz w y g lą d a ły ja k cz arn a ch m u ra, z k tó re j
w każd ej ch w ili m oże g ro m w y p aść. Cisza ta w łaśn ie b y ła d alek o
straszn iejszą, n iżeli ow e w y c ia i ry k i w ilk ó w i niedźw iedzi. N a
czele stał o g ro m n y tu r, z a trz ą sł sw ą b ro d ą i z ca łą p o w a g ą ,
k t ó i a g ro z ą n a p e łn iła se rc a w szy stk ich , m ów ił p o w o li: „K ró lu



167

i w ład co nasz; przyszliśm y tu ciebie p ro sić, b y ś nam o d d ał swoją,
n ajm ło d szą có rk ę Ł ad o sz k ę n a n asz ą w ładczynię, a m oją ż o n ę “.
K ró l u sły szaw szy te słow a, o d p o w ied ział: „Jakto, w ięc i tę o sta ­
tn ią najm ilszą có rk ę m iałb y m dać ty m strasz n y m turom n a p a ­
stw ę? o n ie! nic z teg o nie będzie, nie dam swej có rk i Ł a d o sz k i“.
T e d y tu r p o trz ą s ł sw ą lw ią g rz y w ą i r z e k ł: „D arem n y twój upor,
mój k ró lu , m ó g łb y m ją so b ie sam w ziąć i bez tw eg o p rz y zw o ­
len ia, lecz ja k o n ac zeln ik ty c h szlac h etn y ch tu ró w nie chcę za­
b ie ra ć ci có rk i siłą, jeśli je d n a k n ie zechcesz m i oddać swej
c ó rk i d o b ro w o ln ie, te d y ro zkażę m ym p o d w ład n y m u d erzy ć g ło ­
w am i o m u ry , a m ów ię ci, że za p ierw szem u d erzen iem cały twój
zam ek pom im o ty c h g ru b y c h m urów zam ieni się w gruzy. —
A co w te d y b ę d z ie ? “
Z płaczem te d y w yszła Ł ad o sz k a i rzecze: „Mój ojcze! nie
op ieraj się dłużej, czyż nie lepiej, żebym ja sam a za w as się p o ­
św ięciła, a w szy scy m oi zostali zdrow i, czyż m am b y ć go rszą od
m y ch sta rsz y c h s ió s tr? “
U ścisk ali te d y k ró lestw o sw oją najm łodszą Ł adoszkę i p o ­
zw olili jej w yjść z zam ku. Z arżał tu r, a za nim ca ła g ro m ad a ,
a w zam ku m yśleli, że to g ro m y biją. W y s z ła Ł ad o szk a, tu r
n a d b ie g ł, u k lą k ł p rzed nią n a k o lan a, n a g ią ł swój k a r k tw ard y ,
a Ł a d o sz k a u sia d ła n a nim i p o je c h a ła daleko, d alek o w las.
D łu g o p a trz a li ro d zice za nią, a choć już im daw no w szystko
zn ik n ęło z oczu, oni jeszcze p a trz a li i w ra cać nie chcieli — bo
zdjęci boleścią, sta li ja k n ieruchom e g łazy .
M inęło la t w iele, w iele się zm ieniło i p rzeb o lało , lecz o j­
co w sk ie i m atczy n e serce nie m ogło przeb o leć s tra ty d ro g ich
sw y ch có rek . P a n B ó g jed n a k ż e o b d a rz y ł k ró le w sk ą p a r ę synem ,
k tó re g o nazw ali Buj ; ch o w ał się on zdrow o, a ćw iczył się c iąg le
w ła d a ć b ro n ią, ja k to n a królew skieg'O sy n a p rz y sta ło , aż w y ró sł
n a m łodzieńca. B y ł siln y ja k dąb, ro sły ja k sosna, a z g ra b n y ja k
jeleń . Z. dum ą p atrz ało serce ro d zicielsk ie n a sy n a, k tó re m u w z rę ­
czności ro b ie n ia b ro n ią n ik t nie d orów nał.
R a z po w ieczerzy p rz y p o m n ia ł sobie ojciec daw n e czasy
i nieszczęsne sw e có rk i i za d u m a ł się. T e d y sy n z a p y ta ł: „Czem u
ta k tu rzy sz mój o jcze?“ P o długim n am y śle o p ow iedział ojciec
sy n o w i nieszczęsn ą p rz y g o d ę z córkam i. W y słu c h a w sz y to Buj,
rz e k ł do o jca: „O jcze! pójdę ja szu k ać m oje sio stry i p rz y p ro ­
w adzę je n a p o w ró t do d o m u “. O jciec je d n a k bojąc się, a b y m u
te n je d y n y sy n ró w nież nie zg in ął, zaczął go odw odzić od te g o
zam iaru , lecz d arem n ie. W id z ą c te d y rodzice, że p ro ś b y i b ła ­

-

168



g a n ia nie p o m ag ają, zezw olili mu n areszcie szu k ać sw oje sio stry
i udzielili m u na d ro g ę sweg'o b ło g o sła w ie ń stw a .
U zb ro ił się te d y królew icz po rząd n ie, sia d ł n a konia, do
to rb y w ziął c h le b a i s e ra i w yjechał. N ie ta k to się p rę d k o jedzie, ja k to się m ów i. J e c h a ł już k ilk a dni, m usiał nieraz w czystem p olu nocow ać, w to rb ie w y c z e rp a ły m u się zap asy , ta k że
m u już n ic nie po zostało i b y ł g ło d n y . D ro g a p ro w a d ziła przez
w y so k ą g ó rę, k ró lew ic z b ę d ą c g ło d n y , z b ie ra ł po dro d ze o rzech y
lask o w e, g d y ż c a ła g ó ra b y ła z a ro śn ię ta p ra w ie sam ą leszczyną.
N a z b ie ra ł już c a łą to rb ę. W y s z e d łs z y n a w ierzch o łek g ó ry , sp o ­
strz e g ł dw óch m ło d y ch ludzi, k tó rz y p o rw a w szy się za b a ry , sta­
ra li się je d e n d ru g ie g o p o k o n ać. O b o k n ich zaś leżał płaszcz,
k ap e lu sz i b u ty . N a w id o k k ró lew ic za za p rze sta li w alk i i p o k ło n ili
się jem u. Z a p y ta ł ich k rólew icz, o co im w łaściw ie idzie i o co
się biją. T e d y jed en z nich p o w ied ział : „ W ie lc e ła s k a w y k ró le ­
w iczu ! je ste śm y b ra ćm i; nieb o szczy k ojciec zo staw ił nam o to ten
płaszcz, k a p e lu sz i b u ty do ró w n e g o p o d ziału . R z e c z y te je d n a k
nie są ta k b łah e, ja k b y to się k o m u n a p ie rw sz y rzu t o k a w y ­
dało. K to się w płaszcz zaw inie, m oże la ta ć po p o w ietrz u ja k
p ta k , k to w dzieje te b u ty , zrobi co k ro k m ilę, . a' ja k vkoczy to
dw ie, zaś k a p e lu sz kto w dzieje n a siebie, stanie, się niew id zialn y m
i n ik t go n ie obaczy.
K ró le w ic z o g ląd ają c te rzeczy, p rz y p o m n ia ł ' sobie n au k ę
sły sz a n ą w m łodości, iż z k łó tn i dw óch k o rz y sta trzeci; rz ek ł te d y
do n ic h : „Ej o co też b ędziecie się b ili, m am tu w to rb ie orzechy,
rzu cę g a rść orzech ów n a dół, k tó ry z w as p o b ie g n ie i w ięcej
orzechów n a z b ie ra i p rz y n ie sie , będzie w łaśc ic ielem ty c h rz e c z y “ .
„ Z g o d a “ ! k rz y k n ę li obaj. K ró le w ie z rz u cił g a rś ć orzechó w n a dół,
b ra c ia p o b ie g li n a dół i nuż je zb ierać. G dy k ró lew icz sp o strz e g ł,
iż oni ju ż dość d alek o od n ieg o odbiegli, rozzuł się czem prędzej,
a w d ział ta m te b u ty n a n ogi, u b ra ł się w płaszcz, w ziął k ap e lu sz
n a g ło w ę, rzu ciw szy im n a ziem ię sw oją zło tą czap k ę i k iesę
z d u k atam i i czek ał. W k ró tc e p o w ró cili b ra cia, a n ie sp o strz e g łs z y
k ró lew icza, b ard zo się zasm ucili i p rz ep ro sili. Z n alazłszy zaś n a
ziem i k ró lew ic za b u ty ze złotem i o stro g a m i, cz ap k ę i k ie sę z d u ­
k atam i, p o d zielili się, a u siad łszy n a k ró lew ic zo w sk ieg o k o n ia,
w eso ło o d jechali.
K ró le w ic z zaś za p o m o cą sw eg o p ła sz c z a u n ió sł się w ysoko
w p o w ietrz e i p rz y p a try w a ł się okolicy. W tem s p o s trz e g ł w jednem m iejscu obóz, a w nim m nóstw o w ilków . N a ty c h m ia st
s p u ś c ił się w to m iejsce. W sz e d ł do n ajw ięk sz eg o nam io tu , p a ­
t r z y ł a ś je g o sio stra D z ie w o n k a siedzi n a k a n a p ie i trzy m a g ło w ę

-

169 -

w ilk o ła k a n a sw y ch ko lan ach i isk a go t. j. szu k a p c h ły . P o
chw ili w ilk w y szed ł z nam iotu, b y w y d ać ja k ie ś ro z k azy podw ład n y m . Buj zd jął te d y k ap e lu sz z głow y. S io stra ujrzaw szy
m łodzieńca, zdziw iona z a p y ta ła g o : „K to ś t y ? “ — „Je ste m tw ój
b r a t B uj, ale ty m nie nie znasz, bo m nie jeszcze nie b y ło na
św iecie. g d y cieb ie w ilcy p o rw a li“.
S io s tra poznała, że on p ra w d ę m ówi, bo b y ł całkiem do
o jca p o d o b n y . P o często w ała go w ięc p rz y sm a k am i i innym i f r y ­
k asam i, lecz p rz e strz e g a ła , b y się nie n arażał, g d y ż m ó g łb y go
w ilk o ła k zjeść. Buj je d n a k odpow iedział, że p rz y sz e d ł ich w y ra ­
tow ać, ty lk o nie wie jak im sposobem . D z iew o n k a k a z a ła m u te d y
u d ać się do sw ej starszej sio stry S asan k i, k tó ra b y ła m iędzy
n ied źw ied ziam i na w schód sło ń ca. P o sz e d ł te d y królew icz, a co
k ro k to ro b i milę, co skoczy to dwie, czasem u n o sił się w p o ­
w ietrze,. aż n areszcie doszedł do sied zib y niedźw iedzi. W s z e d ł do
n am io tu , p atrzy , aż S a sa n k a czesze n a niedźw iedziu k u d ły . G dy
niedźw iedź w yszedł, d a ł się królew icz poznać S asan ce. S io stra
u cieszy ła się b ard zo i p o cz ęsto w ała go, lecz nie w ied z ia ła s p o ­
sobu, b y ich osw obodzić, ty lk o rz e k ła : „Mój b ra c ie B uju ! idź
dalej n a w sch ó d słońca, tam zobaczysz n aszą n ajm ło d szą sio strę
Ł ad o szk ę, może o n a da ci rad ę, a b y n as/w y sw o b o d z ić.
P o szed ł znów królew icz, to idąc, to skacząc, to w znosząc
się w p o w ietrze, aż s p o strz e g ł ogrom ne p astw isk o , a n a niem
m nóstw o p asą cy ch się turów . W sz e d ł do najp ięk n iejszeg o nam iotu,
tu sp o strz e g ł leżą ceg o n a k o b ie rc u tura, a Ł ad o sz k a rę k ą g ło w ę
m u g ład ziła. Z aczekał chw ilę. G dy tu r w yszedł, zd jął k ró lew icz
k ap e lu sz z g ło w y i p rz e d sta w ił się siostrze. Ł ad o sz k a u ciesz y ła
się bardzo, objęła b ra ta rączk am i, n a k a rm iła czem m ogła, a co
się ty c z y w y b a w ien ia sw ego rz e k ła : „Mój B uju! nie wiem , ja k b y ś
n a s m ó g ł u ra to w ać, ale od n as n a w schód sło ń ca jest c h a tk a p u ­
steln ik a. J e s t to człek nadzw yczaj p o bożny i b ard zo m ą d ry , on
w ie w szy stk o , za p y ta j go, a on ci d opom oże“. I u c a ło w a ła go na
drog'e.
W y le c ia ł znow u królew icz w górę, ro z g lą d a się, aż w śró d
lasó w s p o s trz e g ł m ałą c h a tk ę zro b io n ą z n iecie san y ch pni. C h ata
b y ła s ta ra i c a ła p o ro sła m chem , n ap rzec iw tej c h a ty na m ałym
p ag 'ó rk u s ta ł w ielk i krzyż dębow y, a p rz ed nim k lęcz ał p u ste ln ik
i m o d lił się. P u s te ln ik ten b y ł to sam Ś w ięty A ntoni, lub bliski
je g o k re w n y , a m oże Ś w ię ty O nufry, dość że b y ł b ard zo s ta ry
i m ąd ry . B ro d ę m iał aż po ziem ię, w łosy także ta k ie sam e,
a w szy stk ie b ie lu tk ie ja k śn ieg . Żył ty lk o k o rz o n k am i, a d zik ie'
zw ierzęta m u służyły. L ew s trz e g ł dom u, zając zn o sił k a p u s tę ,

— 170 —
b o rs u k k o rzo n k i, p ta sz k i m u śp iew a ły n ajp ięk n iejsze, pobożne
p ieśn i, a h a ! w iew ió rk a p rz y n o siła m u orzechy, a pszczoły m iód,
dzik znosił m u żołędzie, a je le ń zro b ił m u p o sła n ie z m chu
i liści. P u s te ln ik b ło g o s ła w ił im za to, a żad n e z ty c h zw ierząt
nie p o p a d ło w żadne nieszczęście, ty lk o żyło do późnej staro ści.
P u s te ln ik sp o strz e g ł k ró lew icza, chociaż m iał n a sobie ów
cu d o w n y k ap elu sz. Buj je d n a k zd jął g o zaraz przez u sza n o w an ie
i u k lą k ł o b o k p u ste ln ik a . T e n te d y po niejakiej chw ili w sta ł
i rz e k ł: „Mój sy n u ! w iem , po co tu p rz y b y łe ś, chcesz uw olnić
sw e sio stry , k tó re w raz ze sw ym i m ężam i są p o d zak lęciem Czord y s z a “. — „Ja k to , w ięc one są z a m ę ż n e ? “ — T a k mój synu, ja
sam im ślub d aw ałem , lecz nie bój się, ty lk o m nie słuchaj,
a ■wszystko b ędzie dobrze. S ą one d o ty ch cz as w m o cy c z a rn o ­
k siężn ik a, d o p ó k i on żyje, m usi ta k b y ć, ja k on z r o b ił“. — „Z a­
biję g o w ięc, p o w iedz m i ty lk o , g dzie on się z n a jd u je !“ — H o !
ho ! mój sy n u , nie ta k to łatw o , ż a d n a strz a ła , an i b ro ń n ic mu
nie zrobi, ale w eź mój łu k i za strz e l p ierw szeg o g o łę b ia , k tó re g o
zobaczysz. W g-ołębiu będzie jajeczk o . T em ty lk o jajec zk iem m o ­
żesz g o ży cia p o zb aw ić, ale m usisz b ard zo u w ażać i do b rze celo­
w ać, bo jajk iem b a rd zo tru d n o do celu trafić, a te ra z b ąd ź zdrów ,
udzielam ci sw eg o b ło g o sła w ie ń stw a n a d r o g ę “.
P u s te ln ik p o cz ę sto w a ł go żołędziow ą k aw ą, p ta sz k i p rz y ­
n io sły ja g ó d e k , b o rs u k k o rz o n k ó w . K ró le w ic z p o siliw szy się,
u c a ło w a ł p u ste ln ik o w i k raj jeg o d łu g iej b ro d y i za w in ąw szy się
w płaszcz, p o le c ia ł w g ó rę . W k r ó tc e sp o strz e g ł p rz ed so b ą całe
stad o d zikich g o łębi, n ie n a m y ślając się długo, za strzelił je d n e g o ,
g o łą b p a d ł i d a ł m u jajeczko. K ró le w ic z d e lik a tn ie za w in ął go
w m ech i sc h o w a ł do to rb y .
Z b rz ask iem d n ia u jrza ł p rz ed so b ą n a w ysokiej g ó rz e czarn y
zam ek, a n a je g o szczycie czarn o k sięż n ik a . W y s z e d ł on po d zi­
w iać w sch o d zące słońce, nie p rzeczuw ając n aw et, że je g o życie
m a się już ku zachodow i. K ró le w ic z p o z n a ł g o odrazu. J a k p ta k
p rz y le c ia ł do n ieg o i w rę k ę w ziąw szy jajeczko, u d e rz y ł g'o w sam e
czoło. C zarn o k siężnik p ad ł, nie rz e k łsz y a n i sło w a i sto c z y ł się
po m urze n a dół.
Z le k k ie m se rc e m w ra c a ł k ró lew ic z do dom u. P o drodze
w stąp ił do sw ej sio s try Ł ad o szk i. U jrz a ł ją szczęśliw ą i ro z p ro ­
m ienioną, o b o k niej s ta ł śliczny n a c z e ln ik ry c e rz y , a tu ró w już
nie b y ło , ty lk o w esołe ry c e rstw o , k tó re k ró lew ic za m ile p o zd ro ­
wiło. T a k te d y z w ojskiem poszli dalej, aź doszli do m ieszk an ia S a ­
sanki, T am n a m iejscu niedźw iedzi, u jrzeli śliczn y ch k o za ck ich
m ołojców z p ię k n y m ata m a n e m n a czele, o b o k n ie g o sta ła szc zę­

- 171 śliw a S asan k a . Z ra d o ścią w szy scy przyjęli k ró lew icza i p o szli
dalej do D ziew o n k i. Już tam w ilk o ła k a nie było, w ilków nie
b y ło , ty lk o p rześliczn a p ie c h o ta z w esołym i o k azały m h etm an em
n u czele. O b o k n ieg o s ta ła D z iew o n k a w esoła i rum iana. W e so ło
te d y razem w szy sc y m aszerow ali do zam ku ojcow skiego. —
A w zam k u ? T am b y ł czarn y sm utek. O boje k ró lew stw o z żalu
za dziećm i p o p ad li w ciężką zadum ę. W sz y stk o b y ło p o k ry te
żało b ą. O jciec n a rz e k a ł sam na siebie, iż o statn ieg o sy n a z dom u
puścił.
A ż raz donosi m u stra ż zam kow a, iż ja k ie ś ogrom ne w ojsko
idzie w p ro st n a zam ek. Z erw ał się k ró l pom im o p o d esz łe g o w ieku
i p o rw a ł szab lę w rękę, m y ślał bow iem , iż to n a p a d T ata ró w .
N a czele te g o w ojska u jrza ł p ię k n e g o m łodziana, otoczononego
trze m a h e tm a n a m i i trze m a k rólew nam i. P o z n a ł ich od razu.
A ch! ja k biło serce k ró la i królow ej n a w id o k w ra cają cy ch dzieci.
K ró l k a z a ł czem prędzej otw orzyć b ra m y i w puścić w szy stk ich do
śro d k a . Co ta m b y ło radości, te g o n ik t w ypow iedzieć nie zdoła.
P o sutym obiedzie, ja k nie zaczną bić z a rm a t i strzelać n a w iw at !!!
Ja, ja k to zaw sze ciekaw y, ch ciałem i n a to p o p atrzeć, lecz
ja k iś ślep y k a n o n ie r, n iech go tam d u n d e r ś w i ś n i e , m yśląc,
że ja k u la, n a b ił m nie do a rm a ty i w yśtrzelił. — J a ta k leciałem ,
aż tu p rz y le ciałem i opow iadam wam, co się stało.

Ostrów koło Sokala.

Antoni Siewiński.

ftméñ @ Napóteante Í»
C esarzu N apoleonie,
W k tó rej T y p rzeb y w asz stro n ie?
Ze my do ty ch czas nie w iem y,
B y ś oznajm ił, to prosim y.
— Jeśli w y teg o żądacie,
O tóż tę odpow iedź m acie :
N a w yspie, co się nazy w a
Ś w iętą H e le n ą, p rz eb y w a.
W s z a k dusza m a żyw e ciało,
O p o w iedzieć m a nie m ało ;
W o jsk o k ró la a n g ie lsk ie g o
P iln u je m ię ja k o złego.

-

172 -

A b y m do n ich nie po w ró cił.
B o b y m n a now o zasm ucił
W sz y s tk ie kró le, w szy stk ie k raje,
A ta k teraz tu zostaję.
C esarzem się n 'e rodziłem ,
W ie lk im ry c erz em nie b y łe m —
K o rs y k a w y sp a się zw ała,
G dzie m ię m a tk a w y c h o w ała.
A . g d y m p o d ró sł w w iększe lata,
U d a łe m się w -d a l do ś w ia ta ;
I do m y ch PYancuzów p rz y sta łe m ,
T am zo stałem jen erałem .
G dym nim i k o m en d ero w ał,
Zaw szeni szczęśliw ie w y g ry w a ł —
Z atem to szczęścia obrazem ,
U czy n iłem się cesarzem .
Z żoną p ierw szą, z k tó rą żyłem ,
N a zaw sze się ro złączy łem .
P rz y c z y n a teg-o b y ła ,
Że mi sy n a nie p o w iła.
I do d rugiej się udałem ,
M ary ę L uizę d o stałem —
C ó rk ę cesarza W ie lk ie g o ,
F ra n c is z k a a u stry a c k ie g o .
W R o s y i w ojska dość strac iłe m ,
A sam n o g i odm roziłem ;
I w szy scy m ię odstąpili,
A d y ab li m i sk ó rę zbili.
R u ś m ię bije z jed n ej s tro n y —
Z d rugiej ojciec m ojej żony,
Z trzeciej A n g lik n ad sk a k u je ,
Z czw artej S zw ajcar nie żartu je.
T u P ru s a c y m ię m ordują
I S zw ed y m ię atak u ją ,
I A desyi?) i B u łg a ry
C hcieli w y n ieść m ię n a m ary.

-

173 —

I żona m ię o p u ściła —
I do W ie d n ia p o w ró c iła ;
W z ię ła z so b ą s y n a m ego,
N a p o le o n a m łodego.
T e ra z n a w y sp ie p rzeb y w am ,
C esarzem się nie nazyw am ,
T ecz siedzę so b ie spokojnie
I nie m yślę już o wojnie.
P ie śń p o w y ższą śp iew ają dziew częta w iejskie w K o sten io w ie,
pow . P rz e m y śla n y , w G alicyi w schodniej, p o w racając z pola. C ie­
k ą wem jest, czy tej p ieśn i tw ó rc ą je st lud, czy też żołnierze p rz y ­
n ieśli j ą p od strze ch ę w ieśniczą, k tó rzy w a lczy li w w ojsku n a p o leońskiem .
Leonard Leêg
naucz. lud.

R O Z B IO R Y I S PR A W O Z D A N IA .
S ta n isla u s Draźdźyński. D i e s l a v i s c h e n O r t s n a m e n S c h l e ­
s i e n s . Teil I. Kreis Leobschütz, wydr. w Sprawozdaniu król. katol. gimnazyum w Glupczycach (Leobscbiitz) na rok szkolny 1895/6, str. 19.
Wyżej na str. 115 nast. umieściliśmy obraz tego smutnego procesu,
który się odbył w historyi narodu polskiego na Szląsku, wskazanego, dzięki
własnym książętom, na powolną zagładę, której jeżeli nie uległ całkowicie,
to zawdzięcza przedewszystkiem swoje ocalenie dzielności i konserwatyzmowi
ludu polskiego. Oprócz żywego świadectwa tej. walki wiekowej, jakie przed­
stawia nam przeszło milion żyjących na Szląsku Polaków, przychodzą jeszcze
dokumenty wprawdzie martwe, ale nie mniej ważne i pewne, które z je­
dnej strony potwierdzają fakta przez historyę podawane, z drugiej rozszerzają
je i uzupełniają w ten sposób, że granice etnograficzne narodowości pol­
skiej na Szląsku pierwotnie sięgały o wiele dalej i że skutkiem tego eksterminacyjnego procesu zwęziły się do dzisiejszych rozmiarów. D okumen­
tami tymi są nazwy miejscowe, których znaczenie ocenia się dzisiaj po­
wszechnie nietylko pod względem historycznym, ale, co ważniejszem jest,
także etnograficznym.
Dzięki badaniom nad nazwami miejscowemi, zostało wyjaśnionych
wiele kwestyi narodowościowych, na które dokumenty historyczne nie mogły
dać dostatecznej odpowiedzi, wiele z fałszywych lub tendencyjnych hipotez
i twierdzeń historyków, zwłaszcza takich, którzy pisali historyę dla celów
politycznych, musiało upaść wobec przeciwnych dowodów niezbitych, których
dostarczyły nazwy miejscowe. Mianowicie na terytoryach spornych, zam ie­
szkałych obecnie przez narodowości o b c e , nazwy miejscowe są kluczem,
otwierającym przeszłość tych miejscowości dla wiedzy historycznej. Te
względy jeżeli gdzie, to na ziemiach polskich, mają doniosłe znaczenie, gdyż

— 174 wiadomą je st rzeczą, jakie pod tym względem dzieją się przeinaczania, lub
tępienia nazw polskich, żeby nadać cechę ziemiom tym nie polską —
praca, która, pomijając jej niemoralną stronę, wobec h i s t o r y i okazuje
się co najmniej jako s i s y f o w a .
Zdawałoby się rzeczą zupełnie naturalną, że w rzeczach, w których
wiedza fachowa, oparta na gruntownej nauce, powinna rozstrzygać, wszelkie
zakusy niepowołanych, albo wogóle nie pojawią się na widowni świata nauko­
wego, albo jeżeli pojawią się, to doznają należytej odprawy ze strony sumien­
nej krytyki naukowej. Takiej wiedzy gruntownej, wyposażonej w znajomość
zasad studyow językowych, wymaga badanie nazw miejscowych i ich tłómaczenie, czyli ich etymologia. Tymczasem jeżeli na jakiem polu, to właśnie
na tem pojawiało się i pojawia jeszcze wiele dzieł i prac, których autorowie są tego przekonania, że im więcej starać się będą jeżeli nie wszystko,
to prawie wszystko wytłómaczyć, tem większą praca ich zyska wartość
i oryginalność. W tej mierze przodują uczeni niemieccy, wprawdzie nie
tego zakroju co M i i l l e n h o f f i jemu podobni, ale całe masy minorum
gentium, którzy, czy to w dziełach osobnych, czy też rozprawach umiesz­
czanych po czasopismach i programach szkolnych, chcą jednym pokostem
powlec swoją ojczyznę niemiecką, nadając jej czysto niemiecki charakter,
a granice ja k najszersze.
Korzystnie wyróżnia się praca pod powyższym tytułem, której autor
choć nie stoi na wyżynie dzisiejszej nauki językoznawstwa, do czego
przedewszystkiem stosunki miejscowe i środki naukowe stały na przeszko­
dzie, to jednak obeznany jest dostatecznie z wynikami badań językowych,
tak, że praca jego ważnym je st przyczynkiem do historyi nazw miejsco­
wych na Szląsku. Opierając się na pracach M i k i o s i c h a , które w tej
mierze dla każdego badacza trw ałą stanowić będą podstawę, oraz prof.
N e h r i n g a (Schlesische Ortsnamen auf w i t z ( i t z ) , ograniczył pracę swą
do jednego powiatu — głupczyckiego, przez co wartość jej tylko na gruntowności i dokładności zyskać mogła. K a ż d ą dzisiaj używaną nazwę spro­
wadza do tej formy, k tó rą na podstawie najdawniejszych dokumentów p i­
śmiennych osięgnąć może i postępując ta k chronologicznym porządkiem,
zyskuje klucz do oznaczenia jej właściwego brzmienia pierwotnego. P rz y­
kłady z dokumentów są bardzo bogate, tak, iż umożliwiają kontrolę nad
wywodami autora w zupełności. Byłoby tylko do życzenia, ażeby źródła p o ­
dane były w skróceniu, gdyż przez to dowodowa ich wartość staje się tem
większą, jeżeli znane będą pod względem natury i pochodzenia.
Dla wytłómaczenia pochodzenia i znaczenia każdej nazwy, przywodzi
autor podobne nazwy, znane gdzieindziej, ta k z języka polskiego, jakoteż
czeskiego i innych słowiańskich. P rz y tłómaczeniu postępuje rozważnie
i ostrożnie, unikając wszelkich niepewnych hipotez i nie wdając się w n ie­
potrzebne wywody, poprzestaje na zastósowaniu tych zasad, które dotych­
czas jako pewne dane przez naukę uznane zostały. Nie omieszka także,
jeżeli do tego nadarza się sposobność, poprawiać i prostować twierdzenia
i wywody uczonych niemieckich, w czem słuszność zawsze po jego stronie leży.
N a wstępie wypowiada autor ogólne myśli o znaczeniu języka dla b a ­
dań historycznych, przyczem posuwa się niekiedy za daleko, np. jeżeli
twierdzi, że „z form językowych (obok treści języka) można poznać naj­
starsze epoki życia naro d u “, że „z porównania ich z innymi języ­
kami można oprócz pokrewieństwa także p i e r w o t n ą o j c z y z n ę oznaczyć,

-

175 —

z której północno-zachodni odłam szczepu aryjskiego przez U ral przeszedł
do E u r o p y “ , sfa ’, i . F o r m a zewnętrzna, nawet cała budowa ję zyka nie
mówi nie o kulturnej przeszłości narodu, a co się tyczy p i e r w o t n e j o j ­
c z y z n y szczepu aryjskiego, to kwestya ta znajduje się w stadyum dyskusyi naukowych, które dawne twierdzenie o azyatyckiej ojczyźnie Aryjczyków, jeżeli dotychczas nie obaliły jeszcze, to znacznie zmodyfikowały,
zob. „ L u d “ I., str. 97 i nast.
Z szczegółów zasługują, następne na zanotowanie i sprostowanie.
Formie skr. v ê ç a s , łać. v i c u s , odpowiada stsłow. vbsb a nie y s , str. 6,
Od B l i ż e k forma czeska brzmieć musi B l i s z ť i c e a nie В 1 i żc z i c e , jak sądzi autor, str. 8 i taką też formę p rzy ta cz a: B I i s z t i c e ,
któ ra je st prawidłowo utworzoną według głosowni czeskiej od b І i ż e к - i с e.
Nazw typu poi. B r o n i c a í В r a n i с a, nie można stawiać na równi
ze sobą, str. 8, gdyż opierają one się na prototypach, które w języku poi.
różne dają refleksy: b r a n i b r o n .
Niem. nazwa C o m e i s e , czesk. O h o m i z, stoją wprawdzie w bli­
skim związku z analogicznemi nazwami C a r n o s e , C h ô m e s a, C o m e s a,.
C u m e y s i n it p . , ale nie mają nic wspólnego z takiemi nazwami ja k czesk.
C h o m a u t y i t. d., a tem samem nie m o g ą o p ie ra ć się na prototypie c h ô ­
m e n t , j a k to utrzymuje autor, str. 8 — 9. Źródła tej nazwy trzeba szukać
w formie „ k o m i s “, c h o m i s , k tó rą podaje czesk. C h o m i ż , zachodzące
w tymże języku w postaci c h o m á š , narzecz. c h o m i š z znaczeniem
„krzew “, „zareśle“.
Nazwa poi. D a m a s z k o i odpowiednie jej czeskie nic nie mają
wspólnego z wyrazem d o m u s, str. 9, ale opierają się na imieniu zdrobnia­
łem D a m a s i u s .
Nazwa L a n g e n a u , czesk. L a n g ó w o, nie ma nic wspólnego z na­
zwami tego rodzaju ja k czesk. L a n o w itd. lub wyrazami polskiemi ł a n ,
cżesk. ł a n , str. 13, lecz opiera się n a źródle słow., z którego pochodzi
poi. ł ą g , ł ę g , stsłow. lągT, itd.
Nazwa L e i s n i t z, czesk. L i s t i c e , L i s z t i c e , pol. Ł y s o c i c e,
pochodzące od imienia L y s o t a , nie jest w żadnym związku z stsłow.
bstb (zam. 1 s t ) dolus, str. 13, a tem samem przytoczone nazwy ana­
logiczne, ja k czesk. L i s k , poi. L e s t e k itd. nie należą dotąd.
Nazwa niem. L e o b s e h i i t z , poi. G ł u p c z y c e , nie pochodzi od
imienia G ł u p e k , pierwotnik g ł u p , stultus, str. 13, ale od zakładowej
formy g 1 u b właściwie g l i b — od której wywodzą się poi. g ł ę b o k i ,
czesk. h l u b o k i , słowień. g l o b ê t i immergi itd. i oznacza miejsce grzą­
skie, nisko położone trzęsawisko itp.
Mimo tych niedokładności, do których niejedną jeszcze możnaby dodać
uwagę, praca sama je st staranną i świadczy o tem, że autor, jeżeli spełni
swe przyrzeczenie i pracę tę, któ ra je st tylko początkiem jego studyów nad
nazwami miejscowemi Szląska, dalej w ten sam sposób będzie kontynuował,
zasłuży się dobrze nietylko około historyi Szląska, ale także — etnografii
polskiej.
D r. A n to n i K alina.

*
Adolf S tr z e le c k i.

&

*

Ludoznawstwo i zbieranie materyałów
l u d o z n a w c z y c h . (Odbitka ze „Szkoły“). We Lwowie r. 1895, str. 33.
A. Strzelecki, sekretarz Tow. ludoznawczego — był wydelegowany
z ramienia zarządu Tow. razem z p. Żmigrodzkim — na zeszłoroczny

-

176 -

walny zjazd Tow. pedagogicznego w Wadowicach. Dwaj delegaci potrafili
nawiązać bliskie stosunki pomiędzy obu Towarzystwami, przez ćo dzisiaj
możemy mieć nadzieję, że nauczycielstwo ludowe zajmie się zbieraniem
materyałów ludoznawczych, bez których wszędzie, a zwłaszcza u nas wszelki
postęp na polu ludoznawstwa jest — co najmniej — bardzo problematyczny.
(Sprawozdanie delegatów, por. „Lud:1 zesz. 6/7 za rok 1895 str. 189J.
Ażeby zbierać mateiyaly — trzeba wiedzieć jak, tj. musi być rozesłany
przez zarząd Tow. ludoznawczego wyczerpujący kwestyonaryusz. Zarząd bez
kwestyi zajmie się ułożeniem i rozpowszechnieniem takiego kwestyonaryusza,
na razie przedstawia nam p. Strzelecki w rozprawce, o której piszemy,
szkic kwestyonaryusza dla gromadzenia materyałów ludoznawczych, który —
jakkolwiek nie zupełnie ściśle ułożony — je st bądz co bądź opracowany
umiejętnie i powinien, zdaniem naszem, razem z rozprawką o „ludoznawstwie“ dostać się do r ą k ludzi, którzy żyjąc na prowincji, mogą już od
dzisiaj z kwestyonaryusza p. Strzeleckiego zrobić użytek dla celów naszego
Towarzystwa pożądany. To jedna i zarazem najważniejsza dobra strona
całej rozprawki.
,
Niemniej korzystną jest rzeczą, że autor w krótkich przynajmniej
słowach podaje określenie celów Tow. ludoznawczego i zaznajamia popu­
larnie czytelników o zakresie umiejętności, wchodzących ściśle w zakres
ludoznawstwa t. j. folkloru, etnografii i etnologii. Nie zupełnie godzimy
się na określenie p. Strzel., czem jest etnologia. Pisze on, że zadaniem
etnologii je st „odtworzyć obraz życia narodu“ . Jest to schemat bardzo ogólny,
ta k , że moglibyśmy tam całkiem dobrze umieścić obok etnologii także historyę narodu, ba nawet po części — socyologię, a to ze względu, żo p.
Strzel, przydziela etnologii w szerszym zakresie działania także — „zba­
danie cywilizacyjnego rozwoju ludzkości“ . Łatwiej zgodzić się na zdanie
autora, że etnologia ma na celu wyszukiwanie systematycznych wniosków
z materyału folklorystycznego i etnograficznego — ale jeśli takie określenie
przyjmiemy, to jużcić nie możemy równocześnie przydzielić etnologii tak
wiele, ja k to chce — autor. Rozszerzywszy tak, ja k podaliśmy — zanadto
zakres etnologii — nazwał p. Strzel. Towarzystwo ludoznawcze — konse­
kwentnie do swego założenia — towarzystwem „właściwie“ etnologicznem.
Nie godząc się na premisę — odrzucamy rozumie się i wniosek i r o z u ­
miemy, że Tow. ludoznawcze obejmując zresztą zakres przydzielony przez
p. Strzel. —- etnologii, będzie przecież czemś więcej jak Tow. etnologi­
cznem. Już dzisiaj przecież wciągnęliśmy w zakres „ludoznawstwa“ — a n ­
tropologię i socyologię i każdy, który dostanie do rą k przeszłoroczne ze­
szyty „ L u d u “, przekona się, że te gałęzie umiejętności nie dadzą się. pod
etnologię podporządkować.
Nie godząc się jednak z określeniem etnologii, nie mamy zamiaru r o ­
bić z tego względu wielkiego zarzutu dla rozprawki, bo nadto znaną je st
przecież rzeczą, że w definiowaniu poszczególnych i przeważnie nowych j e ­
szcze umiejętności, wchodzących do zakresu ludoznawstwa — polemika jest
po dziś dzień zupełnie otwartą.
Mniej tolerancyi dla zdania autora musimy okazać w innym względzie.
P . Strzel, cytuje słowa hr. Tarnowskiego, że „chłop ma te same przymioty,
te same upodobania, te same. skłonności, ten sam rodzaj umysłu, ten sam
rodzaj wesołości, co szlachcic. . . . “ i — godzi się na to zapatrywanie. Że
długie wspólne pożycie na jednem terytoryum geograficznem upodobniło

-

177 —

chłopa do szlachcica w wielu skłonnościach — trudno zaprzeczyć, ale —
analogie te nie są do dziś dnia ani tak ogólne, ani tak rdzenne — ażebyśmy
je mogli uogólnić i nazwać wprost tożsamością "Wszędzie psychologia lu­
dowa wykazuje znaczne różnice od psychologii warstw tzw. „wyższych“ —
u nas nawet wieik-ie, bo — jak sam p. Strzel, słusznie podnosi „dla wy­
kształconej części narodu naszego — niższe warstwy społeczeństwa są czemś
obcem, nieznanem ; stosunki między nami i ludem są przypadkowe, zewnę­
trzne, pozorne, najczęściej nawiązywane wtedy, gdy go potrzebujemy“ .
Tak jest dzisiaj i nie inaczej było w szlacheckiem społeczeństwie b.
Rzeczypospolitej polskiej — „ludoznawstwo", co także autor słusznie za­
znacza, może się stać pomostem między chłopem a mtełigencyą, ale sądzić
za p. Tarnowskim a prio vi, że właściwie pomost taki istnieje już z góry
dany w psychologii warstw ludowych i „szlachty“ — jest co najmniej prze­
sądzaniem całej sprawy i to przesądzaniem tem mniej prawdopodobnem, że
teoirya (zaboru) różnicy etnicznej ludu polskiego i polskiej szlachty, wzglę­
dne inteligencyi z niej się rekrutującej nie jest bądź co bądź pozbawioną
podstawy umiejętnej. Bez kwestyi! — różnica taka nie ma nigdy w społe­
czeństwach cywilizowanych doniosłości tak pierwszorzędnej, jak wśród b a r­
b arzyńcó w .— ale jest ona bądź . co bądź jedną z przyczyn głównych, które
ongi i na zróżniczkowanie psychologiczue wpłynęły i do dziś dnia pozosta­
wiły nie zatarte jeszcze ślady.
Uderza np. p. Strzel, silnie na prądy kosmopolityczne i
nie wiemy
z jego rozprawy, gdzie ich przeważnie szukać. Przecież — Płoszowski Sien­
kiewicza to nie postać z bajki — lecz typ tzw. międzynarodowej arystokracyi — przyczynek do różnic psychicznych chłopa i szlachkića
wzglę­
dnie pewnych warstw inteligencyi. Wogóle refleks polityczny autora nie
był, zdaniom naszem, w rozprawie o „ludoznawstwie“ koniecznem. W dzisiejszem zróżniczkowaniu się indywidualnem znajdujemy wszędzie ludzi,
o których słusznie prof. S i m e l twierdzi, że — jako kosmopolici — s t a ­
nowią pomost różnych wpływów cywilizacyjnych i jeśli występują politycznie,
to zwykle obok stronnictw, które — jako najmłodsze, streszczają w sobie
międzynarodową — cywilizacyę lub przynajmniej — dążą do tego. My mo­
żemy — co najwyżej — fakt ten raz jeszcze skonstatować, ale — nie na­
leży, zdaniem naszem, do celów ludoznawstwa — załamywanie r ą k wobec
objawów życia społecznego. Jeśli kto, to właśnie p. Strzel, zajmujący się
socyologlą — nigdy nie może spuszczać z oka wierszyka, który sam u wstępu
swej rozprawki zacytował :
„W y nie cofniecie życia fal,
Nic skargi nie pomogą;
Bezsilne gniewy, próżny żal,
Świat pójdzie swoją d ro gą“.
Na tem wyczerpaliśmy wszelkie zarzuty, które nasunęły się nam przy
odczytaniu rozprawki o „ludoznawstwie“ . Zarzuty te, osobliwie ostani nie
należą — zdaniem naszem — do mało ważnych ; zważywszy jednak, że roz­
prawka p. Strzel, ma strony dodatnie jeszcze ważniejsze, które powyż
podnieśliśmy, że — może korzystnie przysłużyć się do poparcia celów i roz­
woju naszego Towarzystwa, możemy w ogólnym sądzie uznać ją za poży­
teczną i, co więcej, ze względu na zamieszczony w niej kwestyonaryusz —
nadającą się do. rozsyłania jej przez zarząd Towarzystwa na prowincyę,
osobliwie do nauczycieli ludowych.
D r. K . J . G orzycki.
12

— 178 —

O d p o w i e d ź 1).
Powyższej, jakkolwiek bardzo pochlebnej recenzyi, nie mogę pozo­
stawić bez odpowiedzi a to ze względu na zawarte w niej zarzuty.
Pomijam uwagę, iż kwestyonaryusz podany w mej broszurce nie je st zu­
pełnie ściśle ułożony. Zaznaczyć tylko mogę, iż broszurka moja je st odbitką
artykułów umieszczonych w „Szkole , a pisząc te artykuły, musiałem mieć
ciągle na uwadze rozmiary, jakie redakcya tego pisma mi naznaczyła,
a wskutek tego poruszyć w nich mogłem tylko najważniejsze kwestye; to
właśnie je st przyczyną, że w kwestyonaryuszu również ograniczyłem się na
główne p unkta poszukiwań.
O wiele ważniejsze są dalsze zarzuty Dra Gorzyckiego. I tak, Szan.
sprawozdawca nie godząc się na moje określenie, że zadaniem etnologii jest
„odtworzyć obraz życia n arodu“, zarzuca, iż „jest to schemat bardzo ogólny,
tak, że moglibyśmy całkiem dobrze umieścić obok etnologii także historyę
narodu, ba nawet po części socyologię, a to ze względu, że autor przydziela
etnologii w szerszym zakresie także zbadanie cywilizacyjnego rozwoju ludz­
kości“ . Zakwestyonowany przez D ra Gorzyckiego ustęp mej broszury, z k tó ­
rego cofnąć nie mogę ani słowa, brzmi następująco: „Etnologia ma zakres
jeszcze szerszy (niż folklor i tenografia), a podstawą jej są materyaly, ze­
brane przez folklorystyczne i etnograficzne studya. Etnologia stara się wy­
kazać cechy wspólne poszczególnym narodom, ludom i plemionom, tak samo,
ja k i cechy różniące je od siebie ; bada genezę przeróżnych obyczajów i zwy­
czajów, zabobonów i wierzeń, legend i b a ś n i, przyczyny, które je wywołać
i spowodować mogły, geograficzne ich rozsiedlenie ; wykazuje wzajemne
wpływy poszczególnych narodów itd. Z a d a n i e m e t n o l o g i i j e s t : o d ­
t w o r z y ć o b r a z ż y c i a n a r o d u , p o c z ą w s z y od n a j d a w n i e j s zych,
p r z e d h i s t o r y c z n y c h c z a s ó w, a w s z e r s z y m z a k r e s i e zb a d a ć
c y w i l i z a c y j n y r o z w ó j l u d z k o ś c i “. Otóż skoro Szan. sprawozdawca
godzi się na dalsze moje określenie, że „etnologia ma na celu wysnuwanie
wniosków z materyału folklorystycznego i etnograficznego, to tem samem
godzi się na pierwszą część ustępu określającego zadanie etnologii w o d ­
tworzeniu obrazu życia narodu. Przecież badania nad cywilizacyjnym r o z ­
wojem ludzkości, począwszy od czasów przedhistorycznych, opierają się na
porównawczych studyach nad materyałem zebranym przez etnograficzne
i folklorystyczne poszukiwania, a więc eo ipso nawet zdaniem Szan. sp ra­
wozdawcy — wchodzą w zakres etnologii. Że zaś dzieje cywilizacyi czyli
dzieje kultury są obrazem życia narodu i to najważniejszej jego części,
bo obrazem ewolucyi życia umysłowego ludzkości, począwszy od zaczątków
tego życia, od dziecięcych lat umysłowości ludzkiej, na to zgodzi się za­
pewne Szan sprawozdawca.
Co do tego że i socyologię wciągam w zakres etnologii, to i ten zarzut
odpada wobec faktu, że socyologiezne badania opierają się wyłącznie na
studyach etnograficznych. Wogóle polemika co do do zakresu etnologii z a ­
prowadziłaby nas za daleko, przecież Dr. Głorzycki sam przyznaje, że zakres
’) Za zgodą autora powyższej recenzyi, umieszczoną została poniżej „odpo­
wiedź“ p. Strzeleckiego, a to z tego powodu, ponieważ obaj autorowie poruszają
kwestye, ściśle związane z Towarzystwem ludoznawczem, które to kwestye ‘nietylko dla czytelników „Ludu“, ale dla wszystkich, zajmujących się ludoznawstwem,
mają doniosłe znaczenie.

— 179 ten po dziś dzień ściśle oznaczony nie je st i dyskusya w tym przedmiocie
jest zupełnie otwarta.
Zauważyć tylko muszę jedno jeszcze. Zakres etnologii rozszerza się
z rokiem każdym. Do niedawna n. p zdawało się, że studya prawnicze leża
zupełnie poza obrębem badań etnologicznych. Tymczasem obecnie prawnicy
wstąpili w zastępy etnologów, dowodem najlepszym sżtuttgartska : Zeitschrift
für vergleichende Rechtswissenschaft, lub pomnikowe dzieło Posta : E th n o ­
logische Jurisprudenz Jeżeli teraz obszar, jaki zakreśliłem badaniom etno
logicznym, wyda się zbyt obszernym, to za lat kilka, kilkanaście, a choćby
nawet kilkadziesiąt, etnologia obejmie rzeczywiście i obraz życia narodu
(rozumie się historyczny) i celem jej stanie się „zbadanie cywilizacyjnego
rozwoju ludzkości" we wszelkich kierunkach. Wtedy urzeczywistnią się wy­
magania Bastiana, aby etnologia stala się nauką, któ ra ma zbadać „po­
wszechne prawa rozwoju myśli ludów (der Völkergedanken), zacząwszy ba­
dania swe metodą genetyczną od najniższych ludów, jako od najprzeźroczystszych organizmów. Tym sposobem dojdzie ona w następnych badaniach
do poznania, ja k z tych zarodów myśli rozwój duchowy postępuje do coraz
wyższych pomysłów, aż wreszcie w najwyżej stojących narodach dochodzi do
najwznioślejszych utworów myśli ludzkiej (Bastian : Der Völkergedanke im
Aufbau einer Wissenschaft vom Menschen, Berlin 1881).
Rozpisałem się zbyt szeroko, tak, że na odpowiedź na dalsze zarzuty
D ra Gorzyckiego mało mi zostaje miejsca. Pociesza mnie to, że jakkolwiek
Szan. sprawozdawca uważa je za poważniejsze od pierwszego, j a się na to
zgodzić nie mogę. D r Gorzycki dziwi się, że j a godzę się ńa zdanie hr.
Tarnowskiego o identyczności charakteru wyższych i niższych warstw, na
szego społeczeństwa i uważa to za przesądzanie całej sprawy. Przedewszystkiem zaznaczyć muszę, iż miałem tu na myśli podkład psychiczny chara­
kteru warstw niższych i wyższych. Podstawowe cechy charakteru narodo­
wego, powstałe czy to wyłącznie wskutek jednakich warunków terytoryum
przez n a r ó d polski od wieków zamieszkałego, czy też i wskutek innych
czynników, które od szeregu wieków w jednym i tym samym stopniu oddzia­
ływały na w s z y s t k i e warstwy społeczeństwa, te cechy podstawowe chara­
kteru narodowego, wszystkim warstwom społeczeństwa są wspólne, bo one
właśnie stanowią to, co n a r ó d p o l s k i od innych narodów odróżnia,
a przecież n a r ó d to nie szlachta sama, to nie lud — włościanin sam,
ale to wszystkie bez wyjątku klasy społeczeństwa, wszystkie bez wyjątku j e ­
dnostki narodowości polskiej razem wzięte. Przecież Dr. Gorzycki przyzna
mi, że różnice społeczne wyrobiły się dopiero po długiem, bardzo długiem
„pożyciu n a jednem terytoryum geograficznem“ , że powstały one dopiero
późno, wtedy, gdy wyodrębniające a wspólne wszystkim cechy narodowe już
oddawna istniały. Dziwi mię trochę, że Dr. Gorzycki jako argument contra
przytacza teoryę różnicy etnicznej ludu i szlachty. Gdyby nawet hipoteza,
że szlachta p dska pochodzi od drużyn rycerskich, które dopiero znacznie
później do polskich ziem przybyły, pozyskała uznanie całego świata nauko­
wego, to i wtedy nawet przyzna każdy, że wspólne pożycie (na gruncie
organizacyi patryalchalnej i na wspólnem terytoryum geograficznem), a oprócz
tego i niezaprzeczalne pomięszanie obu warstw: napływowej i podkła­
dowej, w przeciągu 8 lub i więcej wieków, wyrobić musiało wspólność
wielu bardzo cech antropologicznych i psychicznych, które stały się ce­
chami narodowemi, podstawą charakteru narodowego.

-

180 —

Przejść muszę wreszcie do ostatniego zarzutu narzekania na ,,prądy
kosmopolityczne“ . Przedewszystkiem Szan. sprawozdawca bardzo się myli,
używając słowa „kosmopolityczne“, gdyż ja mówię najwyraźniej w świecie
0 prądach „ k o s m o p o l i t y żujących“ . Na tem sprostowaniu mógłbym poprze
stać. Bo przecież Szan. sprawozdawca przyzna, że każdy etnolog, każdy
badacz ludu, godząc się z nieodzownym, koniecznym i pożądanym postępem
oświaty i cywilizacji wśród ludu, przecież uczuwa pewien smutek, gdy widzi,
że zamierają zwyczaje i obyczaje ludu jego wierzenia i zabobony, które
chciałby jeszcze, zanim wyginą, zebrać i uratować dla nauki. Że zaś prądy
k o s m o p o 1 i t y z u j ą c e istnieją, temu Szan. sprawozdawca nie zaprzeczy,
a czy konieczne je st w wielu wypadkach, aby one wzięły górę, o tem także
byśmy długo i szeroko mogli rozprawiać. Czy koniecznem jest n. p., aby
ubiory ludu, muzyka ludowa, charakterystyczne cechy twórczości plastycznej
1 architektury itd. itd. zaginęły, — wątpię bardzo, a ze mną, zdaje się,
wątpi każdy czytelnik „ L u d u “ i sam Szan. sprawozdawca również. To też
zdaje mi się, że słusznie zupełnie postawiłem w mej broszurze jako główne
zadanie naszego Towarzystwa:
1)
uratować i zachować
rzy życiu to, co
obok i pomimopo­
s t ę p u o ś w i a t y i c y w i l i z a c y i istnieć może i powinno;
2) uratować dla nauki i od zapomnienia to, co zaginąć musi i n ie­
długo zaginie (str. 5).
Wobec tego sprostowania zdaje mi się, że zupełnie mogę zaniechać
polemiki z końcowym ustępem recenzyi D ra Gorzyckiego, w którym wspo­
mina o „przyczynkach do różnic chłopa i szlachcica“. Ustęp ten — Szan.
sprawozdawca przebaczy mi wyrażenie — uważać muszę za bezprzedmiotowy.

A dolf Strzelecki.
*

*
*

Ks. C za rto r y sk i Zygmunt. O s t y l u k r a j o w y m w b u d o w n i ­
c t w i e w i e j s k i e m . Poznań, księgarnia
J. K . Żupańskiego, 1896,
8 n,
str. 4 nl. i 69.
Pomimo tytułu, który do pewnego stopnia w błąd wprowadza, k s i ą ­
żeczka ta nie stanowi wcale przyczynku do etnografii, ma bowiem na oku
cele czysto praktyczne. Ponieważ jednak autor szuka dla wywodów swoich
oparcia w materyale, którym się zajmuje jeden z działów ludoznawstwa,
uważamy za stosowne wspomnieć o jego pracy na tem miejscu, raz, aby
wskazać przynajmniej na niektóre, zdaniem naszem, mylne twierdzenia
i poglądy, powtóre zaś, aby książka, która bądź co bądź
zasługuje na
baczniejszą uwagę, nie zostala zbyta milczeniem, ja k to się u nas często
dzieje. Uznajemy bowiem jej wartość społeczną i przeczytanie jej zalecamy
jaknajgoręcej — nie tyle. badaczom rzeczy ludowych, ile architektom i oby­
watelstwu wiejskiemu. Dla tych to bowiem sfer została ona napisaną.
Przejęty umiłowaniem swojszczyzny, autor ubolewa nad zatratą cha­
rak te ru swojskiego w nowszych budowlach wiejskich, nieuzasadnioną ani
wymaganiami stanu kulturalnego ludności ani techniki nowoczesnej, a będącą
wypływem jedynie bezmyślnego popędu do naśladowania zagranicy i g rze­
sznej obojętności dla tego, co swoje i rodzime.
W ykład swój podzielił autor na trzy części. W pierwszej mówi
o „znamionach stylu krajowego w budownictwie wiejskiem“, w drugiej

-

181 —

0 przechowaniu się tegoż w różnych okolicach kraju, trzecia wreszcie stara
się wykazać przyczyny zaniku pierwiastków swojskich w budownictwie wiejskiem, zwłaszcza w Wielkopolsce. Naturalnym porządkiem rzeczy należało
właściwie zacząć od przeglądu rodzajów budownictwa wiejskiego w różnych
częściach kraju, a następnie dopiero wyciągnąć z tego materyalu to, co jest
w nim ogólnie charakterystycznem i przedstawić, jako „znamiona stylu
krajowego“ .
Ale mniejsza o układ pracy. W ażniejszą jest okoliczność, że jakiegoś
ogólnego stylu krajowego w budownictwie wiejskiem na obszarze od Bałtyku
po Dniepr i od K arpat po Dżwinę — a takie granice autor stylowi k r a ­
jowemu zakreślił — niema i być nie może. Autor ma wprawdzie na oku
głównie budowę d w o r u w i e j s k i e g o, o ile jednak w jego konstrukcyi
1 akcesoryach jest istotnie coś swojskiego, to spoczywa w jego pierwo­
wzorze, którym jest c h a t a wieśniacza danej okolicy. Uznaje to sam autor
i motywów budowlanych każe szukać nie gdzieindziej, jeno ¡v chacie chłop­
skiej, nie uwzględnia tylko tego, że inną jest chata polska, inną litewska
ze swym towarzyszem ś w i r o n k i e m, inną ruska, inną wreszcie kaszubska,
ba nawet na obszarze ściśle polskim chałupa zakopańska różni się od są­
siedniej chałupy z okolicy Ślemienia i Żywca, ta znowu od chaty puszczaków sandomierskich, od domu mazurskiego w Prusiech wschodnich i t. d.
A jakżeż znowu różną jest c h é c z południowo-kaszubska od k ó t y rybac­
kiej nad jeziorem łabskiem lub nad Bałtykiem!
Na różnice te wpłynęły względy najrozmaitsze, między innemi wa­
runki klimatyczne, rodzaj materyału budowlanego, o który było najłatwiej,
natura kraju, a wreszcie stan kulturalny ludności. Kóżnice te są częstokroć
tak znaczne i tak zasadnicze, że o istnieniu jednego, powszechnego stylu
krajowego ani mowy być nie może, bo stylów tych jest najmniej kilkana'cie. Zaznaczając ten fakt, nie myślę wcale przeczyć, iż w budowie dworu,
nietylko w Polsce, ale także na Litwie i Rusi, nawet na Zadnieprzu,
istnieją pewne cechy wspólne, jeżeli jednak chodzi o typowy dworzec polski,
to przedewszystkiem powinien on być d r e w n i a n y . Tymczasem autor „Bu­
downictwa wiejskiego“, uważając materyał drzewny za zbyt drogi, nie bierze
go już w rachubę w swojej pracy, to zaś, co podaje jako „znamiona stylu
krajowego“', jest raczej kombinacyą rozmaitych stylów, istniejących na w y­
mienionym obszarze, z uwzględnieniem zmienionych ostatnimi czasy potrzeb
mieszkańców dworu i postępu kultury, ja k niemniej ż dodatkiem osobi­
stych upodobań autora.
T e ostatnie nie zawsze pozostają w zgodzie z charakterem swojskim w bu­
downictwie. Dziwne uprzedzenie ma np. autor do p o w a ł y , zamiast której
radzi dawać tylko sufit, gdyż ten - zdaniem jego - - nie tylko jest czy­
ściejszym, jaśniejszym i cieplejszym“ , ale i „stylowi krajowemu zupełnie od­
powiada“ . Zezwala wprawdzie na używanie pował w sieniach i salach j a ­
dalnych „dla oryginalności“, ale „nie gani gustu ludzi,^ czujących wstręt
naturalny do pował, które przypominają stajnie i c h l e w ik i..,“
Pisząc te słowa, autor nie zdawał sobie chyba sprawy z tego, ja k
ciężkiego dopuszcza się występku przeciwko „stylowi krajowemu“, którego
obronę broszura jego ma przecież na celu. Rozumiem, że ktos woli sufit,
niż powałę, ■żeby jednak ta ostatnia przypominać miała. . chlewy i stajnie,
na to się zapewne nikt nie zgodzi. W budownictwie naszem mało rzeczy
je st tak pięknych, ja k n. p. powała zakop ańska z okazałym s o s r ą b e m

— 182 —
i delikatnie rzi i§tymi s o s r ą b i k a m i , prawdziwie też cieszyć się należy
z tego, że ten gust powałowy zaczyna wchodzić w modę. A że myli się
autor, twierdząc, i i sufit „odpowiada zupełnie stylowi krajow em u“, dowo­
dem fakt, że nie dalej, ja k kilka wieków wstecz, były jeszcze zamki k r ó ­
lewskie w Polsce i książęce na Litwie, które miały tylko powały. Posiadały
je do niedawna dwory szlacheckie, a mają po dziś dzień chaty w Polsce,
na Litwie i Rusi.
Tego rodzaju grzech'.w przeciwko stylowi , krajowemu“ jest w bro­
szurze ks. Czartoryskiego więcej, autor wynagradza je atoli z nawiązką,
stając twardo w obronie innych pierwiastków swojskich w budownictwie
wiejskiem, broniąc n. p. s t r z e c h y , która, acz słomiana, stajni mu już
nie przypomina, przemawiając gorąco za zatrzymaniem ..ogniska domowego“ ,
które, będąc rugowane przez t. zw. angielską kuchnię, staje się z każdym
dniem coraz więcej czczeni słowem i przenośnią retoryczną.
Co do tego,
że dachy z szerokimi okapami są i praktyczniejsze
i
piękniejsze, dwuzdań chyba być nie może, ma tedy autor racyę najzu­
pełniejszą, nawołując do odwrotu na całej linii wielkopolskiej, ktöra od P ru
saków przejęła wąskie okapy Lontowe i szczyty zupełnie nieosłonięte. N a ­
leży nam jednak znowu zaznaczyć, że okap szeroki nie stanowi wcale j a ­
kiejś wspólnej, powszechnej cechy budownictwa wiejskiego w Polsce, są
bowiem okolice, w których i dwory i chaty mają okapy wąskie.
Praca ks. Czartoryskiego powinnaby się znaleść w ręku każdego oby­
watela wiejskiego, zabierającego się do stawiania nowego lub przerabiania
starego domu. Nie wywoła ona przewrotu, nie jednemu jednak otworzą się
oczy na brzydotę lub niepraktyczność bezmyślnie częstokroć małpowanej
cudzoziemszczyzny, podczas gdy tyle piękna i użyteczności kryje się w o k a ­
zach kultury rodzimej.
Byłoby także pożądanem. aby autor, który tyle zapału i zrozumienia
okazuje dla rzeczy
swojskich, a szczególnie dla swojskiego budownictwa,
zwrócił się ku systematycznemu badaniu poruszonego w swej broszurze
przedmiotu, czem przysłużyłby się nie malo etnografii i literaturze ojczy­
stej, wcale ubogiej w prace tego rodzaju. Po świetnej bowiem introdukcyi
Karłowicza („Chata polska“) do studyów na tern polu, literatura polska ma
do zaznaczenia jednę jedyną większą publikacyę z tego zakresu. Jest nią
piękne wydawnictwo Akademii krakowskiej p. t. „Budownictwo wiejskie
na P o d h a lu “ , dzieło nieodżałowanej pamięci dra Matlakowskiego. Poza
tem mamy tylko drobne przyczynki, częstokroć bardzo cenne, ale przedmiotu
zazwyczaj nie wyczerpujące.
S t. R a m u łt.



*

*

Dr. Karásek J ó z e f. P o š t o r ń a, N o v á v e s , H l o h o v e c , (České
obce w Dolnich Rakousich). Wiedeń, 1895, 8" maj., str. 23.
Młody, ale dobrze już zapisany na polu slawistyki, pracownik, dr. J.
Karásek, zebrał garść spostrzeżeń o języku, warunkach bytu i zwyczajach
ludności słowiańskiej, zamieszkującej kilka gmin Niższej Austryi, a p r z e d ­
stawiającej wyjątkowy interes zarówno dla lingwisty, ja k i dla etnografa.
Osady te, wymienione w tytule rozprawy, leżą w północno-wschodnim kącie
Niższej Austryi niedaleko granicy morawskiej i węgierskiej i zwą się urzę­
dowo, to je st — po niemiecku: U nter Themenau, Ober Themenau i Bi-

— 183 scbofwart. Ludność słowiańska zamieszkuje nadto częściowo kilkanaście
jeszcze pobliskich miejscowości, a w niektórych z nich stanowi nawet
większość.
Mieszkańcy tych wiosek przyznają się obecnie albo raczej są zali­
czani do narodowości czeskiej, atoli pochodzenie ich i gwara niema z Cze­
chami nic wspólnego. Już Šembera ( Č a s б е з к. m u s . 1845) zauważył, że
w Hlohovcu mówią po słowacku i c h o r w a c k u , a Herben (tamże, 1882)
opisał znowu trzy inne, dalej na zachód położone i naokół Niemcami oto ­
czone wsi: Freleśdorf, Gutfield i Nova Prerova, których ludność mówi
tylko po chorwacku.
Otóż p. K aráse k utrzymuje, że mieszkańcy Hlohovca, P o sto m i i No­
wej wsi są także z pochodzenia Chorwatami, jakkolwiek już tylko w Hlo­
hovcu znalazł ludzi, mówiących po chorwacku i to zaledwie 20 osób. Ż e
ludność osad, dalej na zachód wysuniętych, zachowała dotąd mowę c h o r ­
wacką, sprawiło to odosobnienie od innych Słowian, podczas gdy mieszkańcy
P ó sto m i i t. d., stykając się ze Słowianami Morawy i Węgier, ulegli w za­
kresie językowym wpływowi tych ostatnich.
Autor przytacza cały szereg dowodów, świadczących o chorwackiem
pochodzeniu tych osad. W braku świadectw historycznych dostarcza ich
oczywiście przedewszystkiem język ludności miejscowej. Wobec tego, że
chorwatyzmy w mowie obecnej gieneracyi możnaby uważać za naleciałość
późniejszej daty, decyduje w tym wypadku fakt, iż językiem chorwackim
w Hlohovcu posługują się t y l k o s t a r s i ludzie. Świadczą o chorwackiem
pochodzeniu mieszkańców także n a z w y r o d o w e , które są typu czysto
chorwackiego, nieznanego ani u Czechów, ani u Słowaków, jak n. p. R atkowić, Drobilić, Mikulić i wiele innych.
Narzecze tych Chorwatów jest czakawsko-ikawskie, mówią bowiem č a
( = co) i stsł. ê (jať) wymawiają z reguły, jak i. Ale już ta chorwatczyzna
i w Hlohovcu idzie w zapomnienie. Gdy reszta starych wymrze, będą mó­
wili wszyscy Hlohowczanie, podobnie ja k mieszkańcy Nowej wsi i P o ­
stom i, p o s ł o w a c k u . Bo właściwie narzecze, którem mówią obecnie ci
potomkowie Chorwatów, nie jest czeskie, ja k je autor nazwał w tytule
swojej pracy, ale słowackie z małą domieszką czeszczyzny, która szerzy się
tutaj za pośrednictwem szkoły i stosunków z Czechami wiedeńskimi.
Tak. więc w o c z a c h n a s z y c h d o k o n u j e się n a o b s z a r z e
t r z e c h w i o s e k o s o b l i w a m e t a m o r f o z a . Chorwaci przedzierzgają
się w Słowaków, a ci, niezupełnie jeszcze zesłowaczeni, stają się zwolna
Czechami. W szelako obecnie wszyscy tu mówią jeszcze r a nie r ( r e č
albo z chorwacka r j e č , nigdy ř e č ) ; v albo u zam. I, i (zwłaszcza na
końcu wyrazów); nie ou, ale długie u d u š a , nie d u š e . Jako refleks
g jest а (га): sa, h o v i a z i i t. d.
Szczupłą wiązankę spostrzeżeń językowych autor zapewne jeszcze uzupełni
osobném study um, na które ciekawy ten dyalekt ze wszech miar zasłu­
guje. Tymczasem daje nam p. K . w zamian opis okazałych ubiorów tam tej­
szych, a następnie kilka szczegółów o mieszkaniach. Są one typu chaty
brzecławskiej z Morawy południowej, ja k ą oglądać można było (nb. i można
jeszcze) na wystawie ludoznawczej w Pradze. Główną charakterystykę tej
budowli stanowi wystający od frontu ž u d r , rodzaj zamkniętego prze d­
sionka.

— 184 —
Z garstki notât o zwyczajach przytaczam szczegół, mogący posłużyć
do studyum o pisankach : „malowane ja ja dawało się dlatego, że z ja ja
lęgnie się mały ptaszek i wyobraża zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa“ .
Osobny rozdział poświęcił p. K. zwyczajom weselnym. Orszak ślubny
prowadzi do kościoła i napowrót najstarszy drużba, który niesie s u l i c ę
t. j. sztandar. Zwie się od tego s u 1 i c z n i k i e m. Dygnitarz, zapraszający
na wesele, będący zarazem marszałkiem podczas uczty weselnej, nosi tytuł
s t o l n i k a .

Tańczyć tam lubią b ardz o: „o b o d a c h s a t a n c u j e t r i d n i , a ż
v e s t r e d u , f u r t v j e d n e m k u s i t r i d n i s a h r a j e “ . To już chyba
nie na nasze nogi !...
Zajmującą pracę p. K a r á s k a o tej odłamanej, a jednak zielonei ga­
łązce słowiańskiej zdobią dwie ryciny. Jedna z nich przedstawia rodzinę
wieśniaczą z Pošt orni, druga stare chałupki w Nowej wsi.
S t. R a v m lt.

*

*

*

Próba badań nad żyw ieniem s ię ludu w Galicyi napisał N. C y­
b u l s k i , prof. Uniw. Jag., Kraków, nakładem Towarzystwa „Opieki zdrowia1',
1894, w 8-ce małej, str. 210 i 1 nl.
Zaspakajanie potrzeb fizyologicznych ludu je st bardzo ważnym działem
badań ludoznawczych. Charakter, forma, sposób przyrządzania pokarmów,
. to często bardzo niezwykle ważna cecha charakterystyczna danej grupy
etnicznej. O żywieniu się ludu naszego dotychczas nie mieliśmy pojęcia
dokładnego, wyczerpującego. Porozrzucane obficie po przeróżnych zbiorach
materyałów wiadomości, rzucały na tę sprawę jakie takie nieraz światło,
ale pracy syntetycznej, a przynajmniej próby syntezy, któraby z poszcze­
gólnych wiadomości starała się odtworzyć obraz ogólny, tej dotąd nie m ie­
liśmy. Pierwszą wiadomość na pewnych badaniach opartą, znajdujemy w wy­
danych przez Wydział krajowy „Wiadomościach statystycznych“ z r. 1881
(rocznik V II . zesz. 1), pobieżne szczegóły podał p. Stan. Szczepanowski
w swej pracy: „Nędza w Galicyi". Rezultaty tych prac nie mogły być wy­
czerpujące i dokładne, skoro nie oparto ich na materyałach, zebranych sy­
stematycznie po całym kraju. Takie materyały postanowiło zebrać krakow ­
skie Towarzystwo „Opieki zdrowia" i rozesłało dwa kwestyonaryusże,
a otrzymawszy 580 odpowiedzi na nie, oddało opracowanie tego materyału
w ręce D ra Cybulskiego.
Jakkowiek pracę D ra Cybulskiego nie możemy uważać za ostatnie
słowo w przedmiocie badań nad żywieniem się ludu, je st ona niezaprzeczenie
bardzo ważnym przyczynkiem w tym kierunku tem bardziej, że je st wła­
ściwie pierwszą próbą syntezy, opartą na autentycznych i stanowczych materyałach. Książka obejmująca 210 stron druku, nie da się streścić w kilku
słowach, to też zaledwie najpobieżniej podaję niektóre szczegóły najważ­
niejsze.
Pierwszem, a zarazem jednem z najważniejszych pytań kwestyonaryusza bjło zbadanie: ile razy na dzień ja d ają włościanie w lecie i w zi­
m ie ? Odpowiedź na to pytanie da się najkrócej przedstawić następująco:
Ludność mniej zamożna ja d a 3 razy dziennie, i tylko w czasie robót, pol­
nych w niektórych miejscowościach 4 razy. Wogólo zależy to od pory roku
i łatwości zarobku. Gdy robót, w polu niema, przed żniwami i w porze

-

185 -

zbioru ziemniaków, tudzież w zimie, jadają najwięcej 3 razy. a często n a ­
wet tylko 2 razy dziennie. Podczas przednówku zadawalniać się muszą je dnorazowem jedzeniem.
Podstawą pożywienia są kartofle i kapusta, które wszędzie i zawsze,
jeżeli nie razem, to pojedynczo na stole wieśniaka figurują. Urozmaicenie
tych głównych pokarmów jest nadzwyczaj małe, prawie żadne. W wielu
bardzo okolicach, szczególnie w Galicyi wschodniej, począwszy od Sanu,
taka pod tym względem panuje jednostajność, że chyba tylko to może służyć
za różnicę, że śniadanie jedzą rano, obiad w południe, a kolacyę w wie­
czór. Wogóle w zachodniej Galicyi wieśniak jest o wiele więcej wybredny
w doborze pokarmów ŕ lepiej się odżywia. Różnico te. między wschodnią
a zachodnią ludnością, pochodzą z większej zapobiegliwości chłopa polskiego
od Rusina. Ze względu na jakość pokarmów, dzieli autor kraj na dwa
wielkie działy: górski i nizinny; dział nizinny na część zachodnią i wscho­
dnią. Porównywając sposób żywienia się tych części, pokazuje się, że naj­
bardziej na zachód wysunięta część: okolice Biał j, Wadowic, Chrzanowa,
a po części Krakowa — odżywia się najlepiej.
Nie mogąc wchodzić w szczegóły, podawać m e n u śniadań, objadów,
wieczerzy, przechodzimy do dalszych rozdziałów, w których autor zestawia
sposoby przyrządzania chleba i innego pieczywa, zaznaczając, że chleb
wypiekają włościanie raz na tydzień, dalej nazwy i sposób przyrządzania
różnych potraw, podnosimy, że mleko stanowi jeden z głównych artykułów
pożywienia szczególnie w lecie. Pomijając wyroby mleczne i potrawy z jaj,
które są pożywieniem zamożniejszych i to w czasie żniw, Wielkiejnocy lub
podczas choroby, znajdujemy odpowiedź na pytanie : czego używa się jako
omasty, a następnie : ja k często spożywają mięso ? Tu jako normę przyjąć
można, że na stole wieśniaka mięso zjawia się 6 razy do roku : na z a p u ­
sty przed W ielkim postem, na Wielkanoc, Zielone Święta, w jesieni przed
adwentem i w Boże narodzenie, a niekiedy podczas odpustów. Wyjątkowo
u bogatszych spotkać można mięso na weselu, chrzcinach i stypach pogrze­
bowych Najubożsi dwa razy w roku mają mięso, na Wielkanoc i Boże na­
rodzenie. Prawie jedyną formą, w której mięso bywa używane, jest mięso
w rosole. Zauważyć należy, że drobiu lud nasz w regule wcale nie używa.
Z obszernej tabeli (str. 84 — 121) wynika, że prawdopodobnie przypada dla
bogatych około 20 kgr., dla średnio zamożnych około 10 kg., zaś dla ubo­
gich zaledwie 2 — 3 kg. mięsa rocznie. Używanie ryb redukuje się do miej­
scowości nadrzecznych.
Cały szereg kwestyi musimy opuścić, podnosząc tylko fakt, iż ze
względu na upadek pszczelnictwa, lud bardzo mało używa miodu, herbatę
piją we wschodniej, kawę w zachodniej ■części kraju, ale i to w bardzo
malej ilości. Z konserwów używane są tylko owoce suszone.
Głównym trunkiem je st zawsze jeszcze wódka, piwo coraz bardziej
wchodzi w użycie i jest z małymi wyjątkami najpopularniejszym trunkiem
w Galicyi. Miód i wino bardzo mało są rozpowszechnione. Rum w dość
znacznej ilości używany je st do herbaty, zastępując wódkę. Ilość wypadająca
na jednostkę nie da się obliczyć. Wynosi ona mniej więcej 5 — 20 litrów
rocznie; przeciętna cyfra wynosi 20 litróv/.
Ostatecznie wynikiem badań D ra Cybulskiego je s t; że znaczna część
ludności wiejskiej w Galicyi żywi się niedostatecznie, a chów i utrzymanie
zwierząt domowych pochłania znaczną część artykułów żywności. Dalej

— 186 —
faktem jest, że ludność żywi się prawie wyłącznie pokarmami roślinnymi,
a formy tych pokarmów są mało strawne i mało pożywne; wskutek tego
strona fizyczna organizmu wieśniaka nie rozwija się odpowiednio, a n a tern
cierpi i strona duchowa.
Na końcu pracy D ra Cybulskiego znajduje się alfabetyczny spis p o ­
traw, używanych przez lud, a raczej ich nazwy ludowe. Słowniczek ton je st
bardzo ważnym przyczynkiem do słownictwa ludowego.
Kończąc to bardzo pobieżne streszczenie niezwykle ważnej i zajm u­
jącej pracy, wypowiadam nadzieję, że pobudzi ona wszystkich, pozostających
w styczności z ludem do badania jego żywienia się, a nie potrzebuję za­
pewniać, że redakcya „ L u d u “ każdy przyczynek w tym przedmiocie ja k n a jchętniej umieści.
A d o lf Strzelecki.

*

*

*

P r a v ě k z e m i č e s k ý c h na n á r o d o p i s n é v ý s t a v e čes k o ­
si o v a n s k é . Napsal L u b o r Niederle Praha, 1895, w 8-ce, str. 15.
Rozpraw ka ta daje wyczerpujący i dokładny obraz działu archeologii
przedhistorycznej na zeszłorocznej wystawie etnograficznej w P ra d ze , a za­
razem jest wybornym, króciutkim rysem przedhistorycznym dziejów ziem
czeskich, jaki dać mógł tylko archeolog tej miary naukowej co Dr. Niederl e.

*

*

*

A . S t.

Ks. J.B ad en i. M i ę d z y S ł o w i a n a mi , Kraków, 1896, str. 171, w8-ce.
W huculskich górach, Morawska Częstochowa, Katolicki zjazd w B e r ­
nie, Etnograficzna wystawa w Pradze, Dalmackim brzegiem, W Czarnogór­
skiej stolicy, Lużyce — oto tytuły poszczególnych szkiców, zawartych w po­
wyższej książce. Nie ma w niej szczegółów ściśle etnograficznych, ale za to
wyborny obraz życia każdego z tych szczepów słowiańskich, wśród których
autor podczas swych wędrówek przebywał
Etnografa najwięcej zajmie
obrazek Łużyce, więcej nawet niż wystawa w Pradze.
A . S t.

*

*

Spis r z e c z y z d r u g i e g o p i ę c i o l e c i a P r z e g l ą d u po­
w s z e c h n e g o . 1890 — 1895, Kraków, 1896, w 8-ce, str. 112.
Znajdujemy w spisie tym cały szereg artykułów i rozpraw z zakresu
efnologii. Przytaczamy prace ks. Zaborskiego: Pojęcia religijne Persów za
Achamenidów (tom X X V II), Pierwotna jednobożność ludów erańskich (tom
X X V ril), Hindowie i ich religia (tom XXX i X X X I), Wspólne tło pojęć
religijnych u Hindów (tom X X X III), Pierwotna religia Hindów (tom X X X IV
i XXXV) i t. d.
W dziale socyologieznym znajdujemy rozprawę p. W ito rta: Sądy lu­
dowe na Litwie (tom X L I I i X L V II), dalej artykuł G. D .: W ia tr w b a ­
śniach małoruskiego ludu (t. X X V IIIj, Dra K . Mátyása : Podania ze Szcze­
panowa (t. X L V I) i t. d.
Przy tej sposobności udajemy się do Redakcyi „Przeglądu powsze­
chnego“ z prośbą, aby na przyszłość zechciała więcej miejsca poświęcić
w swem piśmie etnografii polskiej.
A . S t.

— 187 —

B IB L IO G R A F IA .
L ud o znaw stw o, m a te ry a ły ludoznaw cze.
As s i e r Adolf de. Ludzkość pośmiertna. (Posthumous humanity), studyum
nad widmami i marami, z wydania angielskiego przełożył Dr. Józef
Drzewicki. Warszawa, nakł. redakcyi Niwy, druk. Rubieszewskiego
i Wrotnowskiego, 1896 , w 8-ce małej, str. VI i 265 . Gena l rub.
20 kop.
D o w n a r - Z a p o 1s k i j M Biełorusskoje Poliesie , sbornik etnograficzeskich matieriałow, wypusk I.: Pieśni Pinczukow (Odbitka z Izwiestij uniewier.). Kijew, tipogr. W. Zawadzkago, 1895 , w 8-ce, str.
XXVIil. i 203 .
G ę b a r s k i Stefan. Bajka o karliku Gogu. Warszawa, nakł. G. Centnerszwera, druk. J. Sikorskiego, 1896 , w 8-ce małej, str. 162 , z 14 ry­
sunkami L. Ilinicza. Орг. 1 rubel.
G r i m m o w i e b r a c i a . Bajki domowe i dziecinne, zebrane przez braci
Grimmów, przełożyła Z. A. Kowerska, część I. (Biblioteka Wisły, tom
XIV). Warszawa, nakł. J. Karłowicza, druk. Anczyca i Sp w Kra­
kowie, 1896 , w 8-ce małej, str. 407 i 3 ni. 1 rub. 50 kop.
H r u s z e w s k i j M. Etnograficzny] zbirnyk wydaje naukowe Towarystwo
imeny Szewczenka za redakcyjeju __ Т. I. U Lwowi 1895 . Nakładom
Towarystwa. Z Drukarni Naukowoho Towarystwa imeny Szewczenka,
z ryciną, w 8-ce, str. VIII. 24 , 120 , 28 , 16 .
H r y n c e w i c z Julian Talko Dr. Charakterystyka fizyczna ludności Podola
na podstawie własnych spostrzeżeń (Odbitka z Materyałów antropo­
log. archeolog i etnograf. Akademii umiej., II.) Kraków, druk. Uniw.
Jag., 1895 , w 8-ce, str. 55 .
K o l b u s z o w s k i Edmund. Boże narodzenie, obrazek osnuty z p^dań
i wierzeń ludowych (Odbitka z Dziennika poranneg ). Kraków, druk.
A. Słomskiego, 1896 , w 16 °, str. 19 .
K r a s z e w s k i Kajetan. Ze wspomnień kasztelanica, przyczynek do historyi
obyczajów, życia domowego i wychowania w końcu XVIII w. Peters­
burg, nakł. K. Grendyszyńskiego, druk. Anczyca i Sp. w Krakowie,
1896 , w 8-ce, str. 114 . 60 kop
L i c k i B. A. Narodowość nowoczesna, studyum socyologiczne. (Wydawni­
ctwo im. Т. T. Jeża). Petersburg, K. Grendyszyński, druk, Anczyca
i Sp. w Krakowie. 1896 . w 8-ce, str. 204 i II. 1 rub
M a t u s z e w s k i Ignacy. Czarnoksięstwo i medyumizm, studyum historycznoporównawcze. Warszawa, nakł. Gebethnera i Wolfa, druk. Rubieszew­
skiego i Wrotnowskiego, 1896 , w 8-ce małej, str. 2 74 , z 24 ilustracyami w tekście
1 rubel.
M i e r z y ń s k i Antoni, Dr. filozofii berlińskiego i filologii petersburskiego
Uniwersytetu. Źródła do mitologii litewskiej, część II. : Wiek XIV
i XV, zebrał, ocenil i objaśnił . . . . (Mythologiae lituanicae monu­
menta). Warszawa, druk. P. Szymanowskiego, 1896 , w 8-ce, str. II.,
U. i 154 . 1 rub. 50 kop.
O l b r i c h Karol. Der Jungfernsee bei Breslau, ein mythologischer Streif­
zug (Odbitka z XII. zesz. Germanistische Abhandlungen). Breslau,
VV. Koebner, 1896 , w 8-ce, str. 12. 80 fenygów.

-

188 —

Przegląd powszechny, pod redąkcyą M. Morawskiego T. J., zeszyt z grudnia,
1895 , Kraków, druk. Anczyca i Sp., w 8-ce, str. 329 - 4 80 . Łużyce.
przez ks. J. Badeniego T. J. (dok. str. 379 398 ).
Przegląd powszechny, pod redąkcyą M Morawskiego T. J., zeszyt ze sty­
cznia 1896 . Kraków, druk. Anczyca i Sp., w 8 ce, str. 160 . Ludy
turajskie i ich pojęcia religijne przez ks. W . Zaborskiego T. J.
(str. 12— 30 355 — 372 ) ; Przez Syberyę. listy z podróży przez ks.
P. Sapiehę (dok. str. 53 —70 ).
R i c h l i n g W. Zbiór pieśni ruskich. Kraków, nakł. S, A. Krzyżanowski.
Cena 1 zł. 10 ct.
R i c h l i n g W. Zbiór kolend. Kraków,
1 zł. 50 ct.

nakł. S. A. Krzyżanowski.

Cena

S c h r o l l e r Fr. Zur Charakteristik des schlesischen Bauern (Odbitka
z XII. zesz. Germanistische Abhandlungen). Breslau, W. Koebner,
1896 , w 8-ce, str. .1 1 . 60 fenygów.
Sprawozdanie komisyi fizyograficznej obejmujące pogląd na czynności doko­
nane w ciągu r. 1894 , oraz materyały dla fizyografii krajowej, tom
XXX. Kraków, nakł. Akademii umiej., Spółka wydawnicza, druk.
Uniw. Jag. 1895 , w 8-ce, str. IV., ХХГІІ., 276 i 287 .
Z a k r z e w s k i Adam. Ludność miasta Warszawy, przyczynek do charakte­
rystyki fizycznej. (Odbitka z Materyałów antropolog. — archeolog,
i etnogr. Akademii umiej., II). Kraków, nakł. Akademii umiej., druk.
Un w. Jag,, 1895 , w 8 ce, str. 38 , z mapkami i tablicami geograficznemi.
J e z y

к.

B l a t t Gustaw. O pochodnej spółgłosce końcowej j w języku polskim i w nie­
których innych językach słowiańskich Kraków, 1895 . Osobne odbicie
z Tomu XXIV. Rozpraw Wydziału filolog. Akademii Umiejętności
w Krakowie, w 8-ce większej, str. 2 3 .
B l a t t G. Dr. k. k. Gymnasialprofessor. Kleine Beiträge zur slavischen
Lautlehre, I. Über к paragogicum, vorzüglich in den Mundarten der
polnischen Sprache II. Einiges zur Epenthesis, w Sprawozdaniu c. k.
gimnazyum w Brodach za rok 1895 , w 8-ce, str. 29 i 2 nl.
B e r n e к e r E. Dr. Die preussische Sprache, Texte, Grammatik, etymolo­
gisches Wörterbuch. Strassburg, K. J. Trübner, 1895 , w 8-ce, str.
X I. і 334 . 8 marek.
M ik к o la J o o s J. Dr. Berührungen zwischen den westfinnischen und sla­
vischen Sprachen, I. Slavische Lehnwörter in den westfinnischen Spra­
chen. Helsingsfors. Druck, der Finnischen Litteraturgesell. 1894 , w 8-ce
większ. str. 193 і 6 nl.
S o e r e n s e n Asmus dr. Entstehung der kurzzeiligen serbo-kroatischen Lie­
derdichtung im Küstenland Berlin, Weidmannsche Buchhandlung, 1895 ,
w 8-ce, str. 110 і 4 nl.

— 189
P z ie je k u ltu ry i przem ysłu.
P i e k o s i ń s k i F. Les populations rurales de la Pologne à l’époque des
Piast. (Nadbitka z Bulletin de l’Académie des sciences). Cracovie
impr. de l’Univ. Jag., 1896 , w 8-ce, str. 43 —48 .
Wyszywki wschidnoj Halyczyny, zachodom Tow. „Klub Rusynok u Lwowi“.
Lwiw, nakł. A. J. Chojnackoho, Instytut stauropig., litog. Andr. Andrejczyna, 1895 , fol., tabi. 20 kolor.
A r c h e o l o g i a .

Bo e t l i c h e r Adolf. Die Bau- und Kunstdenkmäler der Provinz Ostpreussen, im Aufträge des ost-preussischen Provinzial- Landtages be­
arbeitet, Heft V. Koenigsberg, Б. Teichert, 1895 , w 4 -ce, str. VI.,
1 nl. і 158 , z licznemi rycinami. 3 marki
B o ł s u n o w s k i K. Znaki pieczętne na ołowiu, plomby, znajdywane w Bugu
przy mieście Drohiczynie, studyum sfragistyczne. (Odbitka z Wiado­
mości num.-archeol.j. Kraków, druk. Anczyca i Sp., 1895 , w 4 -ce
większej, str. (szpalt) 16 , z rycinami w tekście.
B o r z y k Hugo Dr. Die Städte und Burgen in Altpreussen (Ordensgrün­
dungen) in ihrer Beziefiung zur Bodengestaltung. Mit 44 altpreussischen Städteplänen aus dem Aufang des XIX Jahrhunderts. Königs­
berg in Pr. Verlag von Ferd. Beyers Buchhandlung (Thomas & Opper­
mann), 1895 , w 8-ce, str. 146 .
B r y l Jan prof. gimn. w Bochni. O katedrze na Wawelu, jej arcydziełach
i pamiątkach oraz wspomnieniach historycznych, które się z nimi
łączą, popularnie opracował . . . Kraków, nakł. autora, G. Gebethner
i Sp.; druk. Czasu, 1896 , w 8-ce małej, str. 207 , z rycinami. 1 złr.
C e r c h a Stanisław. Poszukiwania archeologiczne w gubernii mobilewskiej,
dokonane w latach 1892 / 94 . (Odbitka z Materyalów antropolog —
archeolog, i etnograf, Akademii Umiej. II), Kraków, druk. Uniw. Jag.
1895 , w 8-ce, str. 15 .
C z a j ę ws ki Wiktor. Warszawa ilustrowana: Stara Warszawa, tom L, II.,
II I i IV. Warszzwa, druk. estetyczna, 1895 , w 8-ce, str, 152 , 140 ,
159 , 1 nl. i 160 z rycinami Opr. w 2 tomach. 3 rub. 10 kop.
C z a r t o r y s k i Zygmunt ks. O stylu krajowym w budownictwie wiejskiem.
Poznań, J. K. Żupański, druk. Dziennika pozn., 1896 , w 8-ce,
str. 1 nl i 69 . 75 fenigów.
E v e r t E. & H i n z A. Plan der Stadt Posen, berichtigt und bis auf die
Gegenwort ergäntz. Posen, J. Jolowicz, 1896 , fol. wielkie, I : 5000 .
5 marek.
K o e h l e r Dr. Sanitätsrath (Posen). Zur Beurtheilung der Bildwecke aus
altslawischer Zeit. Odbitka z Archiv für Anthropologie. Berlin 1896 ,
w 4 -ce wiel, str. 5 .
M a r c o n i . Album architektonicznych zabytków od XL do XIX., zebrał
Wład. Marconi, zeszyt V., Warszawa, druk. J. Sikorskiego, 1895 ,
fol. królewskie, 10 tabic, fotodruk.
(C. d. n.).

— 190 -

SPRAWY TOWARZYSTWA.
I. Zgromadzenie m iesięczne Towarzystwa.
Trzecie miesięczne zgrom adzenie naukow e Towarzystwa ludoznawczego
odbyło się dnia 25 kwietnia w sali gabinetu geograficznego c. k. Uniwer­
sytetu, na którem prof. В. Dybowski wygłosił odczyt p. t. : O kwestyi tak
zwanej „kobiecej“ ze stanowiska nauk przyrodniczych.
Wytyczne punkty rozpatrywali, objętycli odczytem tym gruntownym
i zasługującym na dokładne poznanie, są następujące :
1) Wszystkie kwestye dotyczące człowieka powinny być badane na
podstawie praw poznanych w biologii.
2) Z tego tytułu kwestya kobieca musi być traktowana na tle zasad
biologicznych.
3) Poznanie, rozjaśnienie kwestyi rzeczonej wymaga, ażebyśmy ją roz­
ważali raz ze stanowiska rozwoju rodowo-organicznego samczości i samiczości w przyrodzie, powtóre ze stanowiska rozwoju rodowo-społecznego
kobiecości i męzkości w uspołecznieniach ludzkich.
4) Na podstawie badań nad rozwojem rodowo-organicznym samczości
i samiczości, przychodzimy do przekonania, że oba stany organizmu wyżej
wymienione, a więc indywidua żeńskie i męzkie, powstały z istot bezpłcio­
wych, a te zamieniły się kolejno w organizmy heŕmafrodytyczne, i że z za­
niku jednej strony płciowości w istotach dwupłciowych powstały ta k zwane
osobniki jednopłciowe T ak pojęta istota osobników jednopłciowych każe ją
uznawać za indywidualność skryto hermafrodytyczną.
5) W peryodzie rozwoju rodowo-organicznego, samiczość stała ilo­
ściowo i jakościowo po nad samczością.
6) Troska o los potomstwa, miłość rodzicielska, zrodziły się na łonie
macierzyństwa, one przekazane zostały wraz z innemi cechami samiczemi,
drugorzędnemi, n. p. gruczołami mlecznemi, na organizm samczy. — Prawo
przekazywania cech jednej płci na drugą, nazywamy prawem krzyżowania
cech rodzicielskich w potomstwo. Amhpi mixis
7) To prawo odgrywało i odgrywa niezmiernie ważną rolę w rozwoju
organizmów : 1 i zgładza albo łagodzi zbyt wybujałe strony charakteru jednej
płci kosztem właściwości płci drugiej, 2) przekazuje dodatnie cechy z j e ­
dnej płci na drugą, 3) a nadto wytwarza całe szeregi nowych form orga­
nicznych.
8 ) Cechy psychiczne właściwe organizmowi samiczemu są następujące :
Miłość rodzicielska — altruizm i wszystkie z niemi związane właściwości uczuć
i popędów ja k n. p. cierpliwość, delikatność, wyrozumiałość, litość, współ­
czucie, współradość (Mitfreude).
9) Cechy psychiczne, właściwie organizmowi samczemu są: egoizm,
despotyzm i wszystkie od nich zależne charaktery uczuć i popędu n. p.
z e m s t a , zazdrość, zarozumiałość, popędliwość, ambicya, nienawiść, odwaga,
męztwo, śmiałość.
10) Każdy osobnik oprócz tego, że jest skryto-hermafrodytyczny, jest
nadto jeszcze mieszańcem, powstałym wskutek połączenia cech drugorzę­
dnych, należących do płci obu.

— 191 11) Harmonijne, proporcyonalne zastosowanie do natury nadto połą­
czenie cech męzkich z żeńskiemi, stanowi ideał indywidualności człowieka.
Nie harmonijne, nie proporcyonalne połączenie, albo jednostronne ukształeenie takowych, wytwarza potwory moralne i cielesne.
12) Miłość rodzicielska zrodziła pierwsze spójnie społeczne. Z m i­
łości rodzicielskiej rozwinął się altruizm, który jest główną podwaliną
wszelkich wyższych związków socyalnych.
13) W początkowych stadyach rozwoju społeczeństw, organizm ko­
biety sta ł wyżej aniżeli męzki i to pod względem właściwości iizyologicznoanatomicznych, ja k i intelektualno-psychicznych. Kobietę uważać musimy,
na podstawie badań etnograficznych, jako inicyatorkę wszystkich rzemiosł,
wszystkich sztuk i nauk, w jej umyśle zrodziły się ziarna tego wszystkiego,
czem się ludzkość dzisiaj szczyci i jeżeli ziarna owe bujny plon wydały za
pomocą organizmu męzkiego, to tylko dzięki działalności tego prawa, o k tó ­
rym była mowa uprzednio.
14) Z nastaniem epoki życia pasterskiego narodów, zaczyna się stała
i progressywna degradacya istoty kobiecej ; przyczyny takiej zmiany szukać
należy w tej okoliczności, że uznano kobiety za nieczyste, za niezgodne
do piastowania dostojeństw społecznych. Degradacya kobiecości pociągnęła
za sobą wielożeństwo, niewolnicwto, te znowu spowodowały zanik uczuć altruistycznej natury, a natomiast wybujałość cech natury męzkiej. — W y ­
tworzył się stan opłakany barbarzyństwa, w który się pogrążyły społeczeń­
stwa. Z kolei nastał wiek barbarzyństwa cywilizowanego — znamiona jego
główne są: walki religijne i polityczne, zabory, grabieże, rzezie, deportacye, fanatyzm, szowinizm, oportunizm, panowanie siły i przemocy nad spra­
wiedliwością, zanik uczuć moralnych i altruizmu, obłuda.
15) Celem odrodzenia społeczeństw wykolejonych skutkiem barbarzyń­
skich przesądów i wierzeń
i degradacyi kobiecości, powinno być podnie­
sienie poziomu godności istoty kobiecej, nadanie praw równych wszystkim
istotom normalnym ludzkim i świadoma swoich celów i środków, racyonalna,
bo według zasad biologicznych prowadzona kultura społeczeństw, w duchu
braterstwa, równości, zgody i altruizmu.

II. W ykaz tow arzystw naukowych i redakcyi pism, z którsmi
Towarzystwo nawiązało stosunki.
1) Redakcya „Czasopisma Pedagogicznego“, Lwów\
2) Redakcya „ K r y ty k i“, Kraków.
3) Redakcya „Przeglądu literackiego“, Kraków.
4) Towarzystwo naukowe imienia Szewczenki, które
org an : Zapiski naukowoho Towarystwa imeny Szewczenka.

przysyła

5) Towarzystwo nauczycieli szkół średnich w Pradze,
swój organ : „ K r o k “.

które

swój

przysyła

6) Towarzystwo antropologiczne w Wiedniu, które przysyła
organ : Mittheilungen der Anthropologischen Gesellschaft in Wien.

swój

— 192 III. W ykaz darów na rzecz Towarzystwa.
Do biblioteki ofiarowali :
1) Akademia umiejętności w K ra k o w ie: a) Zbiór wiadomości do a n ­
tropologii krajowej T. 5 — 18 ; Ъ) Sprawozdania komisy i fizyograficznej
T. 3, 6, 7, 9 - 2 3 , 25 - 3 0 .
2) Biblioteka kórnicka : O stylu krajowym w budownictwie wiejskiem,
napisał książę Czartoryski.
3) Ks. Hieronim Gołębiewski swoje dziełko : Obrazki rybackie skreślił
ksiądz ongi rybacki Hieronim Gołębiewski. Pelplin 1888.
4) E dw ard Jelínek dziełko swoje: Pohledy do Litvy. V Praze 1895.
5) Dr. Rajm udt F riedrich Kaindl swoją rozprawę : Neue Beiträge zur
Ethnologie und Volkskunde der Huzulen. Osobna odbitka z Globus, tom
L X IX , Nr. 5 і 6.
6) Dr. St. Karwowski rozprawę Stanisława Drzażdżyńskiego : Die slavischen Ortsnamen Schlesiens, Teil I : Kreis Leobschütz. P rogram gimnazyum w Głupczycach (Leobschütz) 1896.
7) Dr. Koehler: Z u r Beurtheilung der Bildwerke aus altslavischer
Zeit. Berlin 1896.
8) K a r o l P otkański swoją rozpraw ę: Postrzyżyny u Słowian, K r a ­
ków, 1895.
9) Dr. Stan. Eljasz-Radzikowski swe dzieło: T a try Bielskie. K r a ­
ków, 1895.
10) W iktor Soński swoje dzieło: Z przeszłości Szląska. Część I.,
Bytom, 1895.
11) Towarzystwo Tatrzańskie : a) Sprawozdanie za 1889 r., w którem mieści się : Dembowskiego, Spis wyrazów na Podhalu, i ó) Pam iętnik
za r. 1888, w którym mieszczą się : Melodye zakopańskie przez Kłesżczyńskiego.
12) Dr. K aráse k Józef dzieło swoje: Poštorňa, Nováves, Hlohovec.
(České obce w Dolních Rakousich). Wiedeń, 1895.
13) Towarzystwo imienia Szewczenki swoje wydawnictwo: Etnograficznyj zbirnyk wydaje naukowe Towarystwo imeny Szewczenka za redakcyjeju M. Hruszewskoho. T. I. U Lwowi, 1895.
Składając serdeczne podziękowanie Szanownym ofiarodawcom za ich
dary, prosimy o dalsze nadsyłanie takowych na rzecz Towarzystwa. W ten
sposób bowiem może Towarzystwo założyć bibliotekę, objmującą wszystko,
co do krajowego ludoznawstwa należy. Wszyscy więc, którzy rozumieją d o ­
niosłość tego przedsięwzięcia, raczą przyczynić się swymi datkami do jego
urzeczywistnienia, a spewnością złożą miły dar na ołtarzu dobra pu b li­
cznego.

Sprostowanie.
W sprawozdaniu z I I , Walnego zgromadzenia Towarzystwa, na str. 92,
Nr. 9, opuszczouem zostało, że do komisyi kontrolującej wybrano także p.
D ra Rom ana Kulczyckiego, dyrektora kasy chorych.
Na str. 15 należy dodać w uwadze jako cytat do słowackiej wersyi
Slovenské povesti. Vydávajú Aug. Škultety a Pavel Dobšinský, L , (1858)str. 426 nast.
Z D r u k a r n i L u d o w e j w e L w o w i e , p o d zarz. St. B a y l e g o .

Nazwa i ludność miasta Koźla
na Szląskn.
N a Szląsku, n a w e t w zupełnie niem ieckich okolicach, istnieją
miejscowości, k tó ry c h nazw a pochodzi od polskiego słow a „ko­
zio ł“ (po czesku i m o ra w s k u „kozel“), co dowodzi, że ow e miej­
scow ości zawdzięczają P o la k o m p o cz ątek i n a polskiej p ie rw o tn ie
w zniosły się ziemi. T a k ie m i są: К o s e l p o d W ro c ła w ie m , К os e l i t z pod G ło g o w e m , K o ś l a w (1402 r.) po d B olesław cem
(Bunzlau), К o s i a pod Ż eganiem , p o d N isą (1254 r.) i pod S y c o ­
wem, K o z i a p o d R o z b o rk ie m (Rothenburg-), К o s i o w w p o ­
w iecie gliwickim , К o s i a u w pow iecie n o w o ta rg s k im (Neum arkt),
K o s l i t z w pow iecie bu k o w sk im (Lüben), K o s l o w a g u r a w p o ­
w iecie tarnow ickim , K o s l i n g (1274 r.) zw ane daw niej C o s e l o w,
C o s e l o w e , C e s s o l a w , po czesku K o z l u w k y , po po lsku
K o z ł ó w k o , w p ow iec ie g ł u b c z y c k i m ’), ja k o też wieś S t a r e
K o ź l e w pow iecie kozielskim , w y m ie n io n a po raz p ierw szy
1441 r. i leżące po drugiej stronie O d ry w ty m że pow iecie m iasto
K o ź l e , zw ane po łacin ie C o z i a , C h o s l e , po niem iecku z p o ­
czątku „ z u r K o z i l “, później K o s e l , K o s s e l , C o s e l 1).
Z te g o więc w zględu dziw nym b y ł rozkaz re je n c y i opolskiej,
d an y dnia 12 czerw ca 1863 r. Y'adzcy ziem iańskiem u i m a g is tra to w i
kozielskiem u, a b y urzędo w nie pisano C o s e l , a ni e K o s e l , c h y b a
że chciano zatrzeć tym s p o so b em polski p o cz ątek miasta.
O p o w s ta n iu K o ź la rozm aite k rą ż ą wieści. Otóż pod obn o
W o ło s i (tak zw ano tru d n iąc y ch się h o d o w lą b y d ła g órali z p o d
Bielic, J a b ło n k i i F r y d k a ) zw ykli byli pędzić m nó stw o kozłów
i owiec w okolicę dzisiejszego K o ź la , w y m ien io n eg o ja k o zam ek
po raz pierw szy w r. 1068, jako m iasto 1133 r. i stąd to m iała
p ow stać n az w a jeg o oraz herb — tr z y koźle głow y.
]) Stanislaw Drzażdżyński, Віз slavischen Ortsnamen Schlesiens.
Teil I. : Kreis Leobschütz. Program gimnazyum ghibczyckiego 1895 / 6 .
'*) Weitzel, Geschichte v. Kosel. 1888 , str. 606 .
13

-

194 -

PocĽug inny ch, wznosił się n ieg d y ś n ad O d rą o b ro n n y za­
mek, w łasność trzech b ra c i K o złó w , k tó rzy z n ieg o n a zbójeckie
w y p a d a li w y p ra w y , aż ich wreszcie p o d s tę p e m s c h w y ta n o i z o k n a
z a m k o w e g o zrzucono. O ni to mieli u stóp zam ku zb u d o w a ć m ia ­
sto, k tó re od nich wzięło h e rb i nazwę. G niazdo K o z łó w m iał
zburzyć 1163 r. książęM ieszko z rod u P ia s tó w , p a n n a Cieszynie
i R aciborz u.
Z tem p o d a n ie m s ta ł zap ew n e w zw iązku s ta ro ż y tn y z w y ­
czaj, k tó ry u s ta ł d opiero w r. 1786.
Otóż w dzień św. J a k ó b a p rz y strajali sta rs i cechu rzeźnickiego w K o ź lu kozła, w y złacając m u ro g i i o b w ieszając g o m n ó ­
stw em w stążek. K o z ła teg o o p ro w a d zał cech rzeźnicki w śród w iel­
k ieg o z b :e g o w is k a ludu po w szystk ich ulicach, drażniąc go i do
b ec z e n ia pobudzając. W r e s z c ie w p ro w ad zo n o g o n a s ta rą wieżę,
w znoszącą się p o n a d ra c ib o rs k ą b r a m ą i stara n o się w śró d w e ­
soły ch o k rz y k ó w g aw ie d zi p rz y m u sić go do zeskoczenia, a g d y
się w zbraniał, s trą c a n o g o przem ocą. Zw ykle b ie d n y kozioł ła m a ł
sobie nogi, p o cz em d o bijan o g o nożem.
G d y się o ty m zw yczaju dow iedział p r u s k i m in ister H oym ,
za k a z a ł 1786 r. m a g is tra to w i w y p ra w ia ć tak ie w idow isko, p o n ie ­
waż, j a k się w yraził, z a s łu g iw a ło sam o przez się n a p otęp ien ie,
ludzi p o b u d za ło do p różn ow ania, h u la ty k i i sw aw oli, a m ia n o ­
wicie zły w p ły w w y w ie ra ło n a młodzież, k t ó r a przez to p rz y z w y ­
czajała się do k a t o w a n ia zw ierząt, a n a w e t sro g ie g o o b cho dzenia
się z ludźmi.
N azw isk o К o s e l nosi k ilk a rodzin niem ieckich. Jed n a , h r a ­
bio w s k a , m ia ła po siad ło ści n a S zląsku, n a d R e n e m i w S a k so n ii;
z niej to p och o d z iła sły n n a k o c h a n k a A u g u s ta II. W P ru = ach do­
tą d istnieje ro d z in a v. C o s e l , a w r. 1880 po zw olono p oto m k o m
dzielnego o b ro ń c y K o ź la z r. 1807, D a w id a N e u m a n n a , nosić n a ­
zw isko v. N e u m a n n - C o s e l .
Is tn ia ła też n ig d y ś w k a te d r z e w rocław skiej „K oźla k a p l i c a “
(K o s e le r-K a p e lle ).
N a jstarsza pieczęć m iejsk a z trz e m a k o źlem i g łow am i, z n a j­
d ująca się p rz y p e w n y m d o k u m en cie w s tan o w e m a rch iw u m
w B e rn ie (Briinn), pochod zi z r. 1342.
L u d n o ś ć m iasta K o ź la b y ł a p ie rw o tn ie zu pełnie polską, ale
o d k ą d K a ź m ie rz II., p a n K oźla, jak o p ierw szy ze w szystkich P i a ­
stó w szląskich o d e r w a ł się od P o ls k i i uznał s w y m zw ierzchni­
k iem k ró la czeskiego W a c ł a w a , zaczęli n a p ły w a ć do K o ź la N iem cy
lub zniem czeni Czesi. W y n a ro d o w ie n ie m iasta szy b k o postępo-

— 195 —
w alo za czasów k ró ló w czeskich z ro d u L u k s e m b u rg ó w i zniemcz ały ch k siążą t oleśnickich, k tó rzy od r. 1355—1476 b y li w p o ­
sia d a n iu Koźla. Później znow u w zm óg ł się żyw io ł polski, a w n io ­
sko w ać m ożna z tego, że za J a n a O ppersdorffa, k t ó r y od r. 1563 do
1584 trz y m a ł K o ź le zastaw em , k a z an o po p o lsk u we farze, a po
n iem ieck u w k a p lic y N. P . M aryi. P is a n o po m oraw sk u, m ówiono
po polsku, a u biera n o się po niem iecku.
W X V I I I . w iek u p e w ie n proboszcz kozielski prz etłó m a czy ł
łaciń sk i d o k u m e n t fu n d a c y jn y B r a c tw a lite ra c k ie g o n a ję z y k cze­
ski, „a b y g o członkom tegoż zrozum iałym u c z y n ić “. S n a ć więc
w ów czas nie robiono różn icy p o m iędzy język iem p olskim i cze­
skim, g d y ż m ieszkańcy P o la c y dobrze rozumieli ję z y k czeski.
W s z y s tk ie a k ta sądowe, ra ch un ki, k w ity i listy p isan o w m o ­
ra w s k im języ k u aż do zajęcia S z lą s k a przez P r u s a k ó w w r. 1741.
W opisie m iasta z r. 1645 p ojaw iają się już c a łk ie m n ie ­
m ieckie n az w isk a o b o k p o lsk ich lub czeskich : B ieniaszk ów , B o l­
ków , Cichotów, D ra b k ó w , D u d k ó w , D w o raczk ów , F iałk ów , Gorkosów, K a ra z in k ó w , K oc zeró w , K ozłów , K u c zm en d ó w , K ozubków , K ru p ó w , L ab a ń sk ic h , N ieb o rak ó w , O rlików , P rz y g o d ó w ,
S idków , S ierpów , S te rb ó w , S zadkó w , Ś w iętkó w , Tłustych , W a w rzeskich, W ie lk o w s k ic h , W y s p a ło w.
G d y po przejściu S zląska p od p a n o w an ie pruskie, niem ieccy
urzędnicy, żołnierze i rękodzielnicy n a p ły n ę li do Koźla, p rz e ­
w a ży ł języ k niem iecki. W r. 1832 b y ło na 1284 k atolickich m ie­
szk ań ców 252, k tó rz y tylk o polskim ję z y k ie m w ład a li ; w ogóle
m ówiono w m ieście po niem iecku. W r. 1867 liczyło miasto
3819 Niem ców , P o la k ó w zaś ty lk o 601. N a to m ia s t okolica pozo­
s ta ła p o ls k ą z w y ją tk ie m k ilku posiedzicieli z :em skich i o sa d y
P a w ło w iz n y (Gnadenfeld), kolonii H e rn h u tó w .

Dr. Stanisław Karwowski.

d)@ hMaryl przesądów.
(Rozstrzelanie cholery na Syberyi w 1892 r.).
L u d n o ść rosy jsk a p ó łn o c n y c h stokó w A łtaju, rozsian a niewielkiem i g ru p a m i a p o m ięszan a te ry to ry a ln ie z lu d k a m i U ralskoA łtajskiej g ru p y , p rz e d s ta w ia dla e tn o lo g a b ardzo c ie k a w y o b raz ;
d w a św ia ty z e tk n ę ły się tu i p o m iesza ły z sobą. P o g l ą d y ludów
U ra ls k o -A łta js k ic h p rz esiąk n ęły p ow oli w ludność rosy jsk ą, k t ó r a
*



196



je pom ieszała z odw iecznem i sw em i p o ję c ia m i, w y niesio n em i
z E u ro p y . D o nich trz e b a zaliczyć p o w sze ch n ą w iarę w „g niad y c h
lu d z i“ (g n ie d y c h ludiej), k tó rz y sch ro n ili się pod skałam i i k a ­
m ieniam i p rz y zjaw ieniu się „b ia łe j“ brzozy, m ającej p rz e p o w ia d a ć
p rz y s z łe p a n o w a n ie „ b ia łe g o “ cara. L udzie gn iad zi w y c h o d zą n ie ­
k ie d y ze s w y c h k ry jó w e k , b y szkodzić żyjącym ; m ają oni nieść
zarazę i śmierć, mszcząc się za k rz y w d y d ozn a n e i ciężki swój
los. W j ę k a c h w iatru lud często słyszy jęki „czudi b iełog łasoj
k t ó r ą n ie k ie d y u tożsam ia z ludźmi „ g n i a d y m i “ czyli „ g n i a d k a m i “.
W e d le p o d a n ia b y li oni w zro stu średniego , mieli w ło s y p ło w e
i oczy b łę k itn e , a tw arz k w a d r a t o w ą o nosie spłaszczonym .
Nie mniej p o w sze ch n ą je st też w iara w „ k ro w ią ś m ie rć “,
(karow ja s m ie rt’), k t ó r ą też w y o b ra żają sobie w p o staci zbliżonej
do p o staci ludzi g n iad y ch . W o g ó l e w szelka zaraza lub ch oroba m a
swoją postać, z w y k le p o d o b n ą do ludzkiej ; n a w e t p o ro d y ciężkie —
to s p ra w a złego ducha, k tó re g o z k irg is k a n az y w ają „ a b ła s t y “ ;
zdaje się, że ta. w ia ra przeszła od K irg izó w . N ic w ięc dziw nego,
iż cholerę, k t ó r a ta m ta k s ro ż y ła się w 1832 r., przypisano
s p ra w c e „ g n iad y c h lu d z i“, k tó rz y g n ie w a li się za coraz w ięk sz ą
u p ra w ę gru n tó w . E p id e m ia cho lery p o p ro stu p rz e ra z iła ludność,
bo w n ie k tó ry c h okolicach śm iertelno ść w y n o s iła 30%, j a k n. p.
we w si Ł o ktiew sk ij J e n o o d '). W drugiej po ło w ie sie rp n ia 1892 г.
p rz y b y ł do wsi T ru b a c z o w a , o k rę g . B arn a u lsk i, gub. T o m sk a, —
ja k iś niem iec, ślusarz, rod em z K u r l a n d y i ; r o z p y ty w a ł on się p o ­
m iędzy chło p am i m iejscow ym i o ziemie wolne, w a ru n k i p ra cy ,
ż ycia i t . d. ; m ó w ił b a rd z o źle po ro s y js k u i nie ż e g n a ł s i ę .
J e d n o c z e ś n i e z jeg o przyjściem zdarzyło się k ilk a w y ­
p a d k ó w cholery, oraz zdech ło k ilk a s z tu k b y d ła na k a rb u n k u ł.
W n e t w g ło w a c h ch ło p s k ic h b ły s n ę ła myśl, iź jest to „ g n ia d y
c z ło w ie k “, k t ó r y „psuje ludzi i b y d ł o “, (portit ludiej i sk o t —
s ło w a oskarżonych). Z eb rała się g ro m a d a p o d p rz ew o d n ictw e m
s o łty s a (starosty) J a k ó b a B e z p a ło w a ; p rz y p ro w ad z o n o n ie m c a ;
zażądano od eń dok u m en tó w , k tó re o k a z a ły się w p o rz ąd k u ; p rz e ­
czy tan o n a w e t p a s z p o rt i znalezioną n o ta tk ę ze spisem wsi o k o ­
licznych. Później w yjaśniło się, że n a imię m u b yło Jan , nazw isko
zaś p o zostało nieznanem , bo chłopi je zapomnieli. „T y chodzisz
po w siach — m ó w iła g ro m a d a — psujesz ludzi i by d ło : p rz esze­
dłeś m imo Jerm a czy c h i — tam zaraz zaczęli um iera ć ludzie, a by-

’) Słowa dr. K. Giedryka, który na wezwanie rządu pojechał tam
w czasie cholery.

-

197 -

dło z d y c h a ć “- N a reszcie po d łu g ich ro z p ra w a c h g ro m a d a p o s ta ­
n o w iła „sp rz ą tn ą ć jego z u p e łn ie “ (p ro w o diť jego sowsiem). N ie­
szczęśliw ego w y pro w adzon o p oza ob ręb wsi, dano doń dw a strzały,
a g d y u padł, dobito drąg-ami. O kazało się, że strzelali dori M a t e ­
usz A g a rk ó w , 20-letni młodzieniec i S id o r F rołow , chłop też
bardzo m łody. P o te m chłopi, S zym on Czanow, Jerem iasz B ezpało w i F lo r y a n K isielów , przyw iązali do n ó g t r u p a sznur, za k t ó r y
zaciągnęli zw łok i do tajg i; tam p rz y p o m o c y kirg iza C zokina z a ­
k opali ciało nieszczęśliwego. R o z u m ie się — p o głoska o „rozstrze­
lan iu c h o le r y “ powoli zaczęła rozchodzić się; w paźd ziernik u
dow iedział się już o niej kom isarz policyjny d ru g ieg o rewiru
o k rę g u B a rn a u ls k ie g o Chociatowski. Z aintereso w an y tem i n a d zw yczajnem i p og łosk am i, spraw dził je, a g d y p otw ierdziły się,
rozpoczął form alne dochodzenie policyjne. K irg iz Czokin szczerze
o pow ied ział w szystko, bynajm niej nie m ając za złe „zgładzenie
c h o l e r y “. Zjechał sąd z B arn a u łu , p rz ep row adzo no d o k ład n e śledz­
two, k tó re p otw ierd ziło zeznania Czokina. E k s p e r ty z a lek arsk a
w skazała, że tru p p o siad ał 2 ra n y ś m ierteln e od p o s trz a łu z b ron i
p aln e j; czaszka b y ł ą ro z b ita na 16 k aw ałk ó w , żebra, ręce, nogi
i k rę g o s łu p — p o d ru z g o ta n e. S ą d g u b eriiialn y w T o m sk u sk azał
w łościan wsi Trubaczow ej : M a rk a Ł a tk in a 53 lat, S z y m o n a Czan o w a 23 lat, A g e u sz a W a ż y n in a 27 lat, B a rla a m a M ały szo w a 19
lat, A b r a h a m a K a s y n i n a 21 lat, J e rem ia sza B e zp a ło w a 30 lat,
M ateusza A g a r k o w a 20 lat, A n to n ie g o B e z p a ło w a 34 lat, G rze­
g o rz a W a ż y n i n a 30 lat, F lo r y a n a K is ie lo w a 37 lat i J a k ó b a B ez­
p a ło w a jako w in n y c h m ord erstw a, po p ozbaw ien iu w szystkich
p ra w stan u zesłać do ciężkich robó t na S ach a lin na ła t 8 ze
w z g lę du na okoliczności łag o d zą ce winę, k ro m niepełnoletnich,
k t ó ry m term in ów skróco no o Va część. Ze w z ględu n a obowięzującą literę pra w a, sąd p rz e k a z a ł całą tę sp ra w ę do rew izyi
S e n a to w i R ządzącem u , nadm ieniając, iż skazani g o d n i są u ła s k a ­
w ienia, alb o w iem działali po d w pły w em p og lądó w , k tó ry c h n a ­
w et bro nili g o rą co w obliczu sądu
W y p a d k i analog iczne zd a rzały s ię : b y łe m św iadk iem —
lato 1886 r. — j a k k o za cy s tan icy U l b i ń s k i e j , b y sp row adzić
deszcz, sp rofano w ali m o g iłę sam obójczyni, albow iem — w edle ich
zdan ia — sam o b ó jstw o było przy czy n ą p osu chy , przeto należało
n a g ró b w y lać z każdej c h a ty po 10 w iad er w ody. S p r a w a za ­
k o ń c z y ła się skaz an iem w innych w drodze sądowej.
Jan Witort.

— 198 -

GREGORIANKI.
I.

L ind e ta k objaśnia ten w y ra z :
„Św ięto św. G rz eg o rz a i pod ten czas ż a k ó w u c i e c h y “ i do­
daje d w a n a s tę p n e w y jątk i : „G rzegorz św. dziatki, k tó re przed a w a ć w niew olę przywieziono, o d k u p y w a ł i do s z k o ły d a w a ł;
a stąd w je g o dzień d aw ają dziatki do szk o ły i „ G r e g o rja n k i“
zow ią (z K r o n i k i B ielskiego); — „ U b ra ła go, j a k n a ja k ie G r e ­
g o r j a n k i “ (ze S k a r b c a H a u ra). — W y r a z zaś „G reg'orja nek“ o b ­
jaśn ia t a k : „ i) n o w y żak, k t ó r y się n ied aw n o zalecił do s z k o ł y ;
t a k zw any, iż daw ni P o la c y niek tó rz y w dzień św. G rzeg orza,
ch w a le b n e g o dzieci n auczyciela, do szkół s w y c h sy n ó w o ddaw ali,
2) nieuk, 3) ża k o b ch o d z ący g r e g o r j a n k i “.
Źe w y ra z „ G r e g o r ja n e k “ zn a n y m b y ł o d d aw u a w Polsce,
św iad c zy o tem , prócz w s k az ó w ek pow yższych, istnienie k s ią ż e ­
czki p od ty m łytu łem , d ru k o w a n ej r. róoo, o której niczego nie
u dało się m nie dowiedzieć, g d y ż w B i b l i o g r a f i i E s tre ic h e ra
znalazłem ty lk o w zm iankę, że bez oznaczenia m iejsca w yszła
w ro k u w s k a z a n y m ; nie pow iedziano tam , czy się znajduje w j a ­
kim księgo zbio rze ?
J. K o n o p k a w P ie ś n ia c h lu d u k ra k ., str. 141 — 143, p r z y ­
tacza s p o ry u stęp z rę k o p is u X V I I . w., k t ó r y z a ty tu ło w a ł:
„ D u m k a (?) m ały ch żaczków, G r e g o r j a n k a “. P ie rw s z e w iersze
brz m ią n a s tę p n ie :
„N a dzisiejszy dzień pięknie mi śpiewali,
Gregregori, ci wyszczercy mali ;
Wszyscy mnie do tej szkoły namawiali “

T a k m ów i oczyw iście bea n , czyli now icy u sz — żaczek, u s k a ­
rżając się dalej gorzko, że zam ia st d a w a ć m iodu i p lacków , j a k
ob iecy w an o , „brzeziną ch ę d o ż ą “ go, p o ło żyw sz y na ła w ie „jako
lis a “ .
W ó j t żyw iecki, K o m o n ie c k i, k tó ry żył n a p ocz ątk u w. X V I II.,
ta k m ów i o zajm ującym n as o b c h o d z ie : „Chłopcy szkolni na św.
G rz e g o rz a , w y p ra w iw s z y g r e g o r y a n k i , n o w y c h g r e g o r y a n k ó w
w szkole częstowali, nalaw szy im p iw a misę, o b w a rz a n k ó w weń
n a d r o b ili“. D n ia teg o (czy to m ów i dalej K o m o n ieck i, czy P auli,
z k tó re g o P ie ś n i ludu p olskiego , str. 27 przytaczam ?), zwołują się
po wsi dzieci do szk oły tym śpiew em ; „G re g re g r e g o ry, pójdźcie
dzieci do szkoły !...“

-1 9 9

-

T en że Ź. P au li ta k p ra w i o g re g o ry a n k a c h (ta m ż e , str. 26):
„ W czasie uroczystości św. G rzegorza, t. j. 12 m arca, z p o c z ą ­
tkiem wiosny, p ro w a d z ą rodzice po wsiach do szk o ły ustrojone
swe dzieci, k tó re „ g r e g o r y a n k a m i “ zowią. Zg rom adzone żaki o b ­
chodzą u ro czysto ść tę św iętem „ g r e g o r y a n e k “ n az w an ą , różnem i
z a b a w a m i; t a k np. b a k a ła rz a , ud zielającego nauk ę, op asy w a n o
sznurem , n aw le czo n y m o b w a rzan k a m i ; b a k a ła r z uciekał, a dzieci,
szarpiąc obw arzank i, g o n iły za nim. Chodzą ta k ż e dnia tego
żaki po wsi od c h a ty do chaty, śpiew ając i o d m aw iają c załączone
tu m ow y „ g r e g o r y a n e k “.
T y c h m ów P a u li p odaje trz y : b ardzo są one po d o b n e do
żak o w sk ich o racy jek w ielkan ocnych.
P o s zu k u jąc dalszych w iadom ości o g re g o ry a n k a c h , zn a jd u ­
je m y w t. I. M a z o w s z a K o l b e r g a , pow tórzenie w sk a z ó w e k
pow yższych, a w t. I. F _ a d o m s k i e g o tegoż autora, str. 99,
c ie k a w y w ypis z J e d l n i ks. G ackiego, św iadczący o o bchod ze­
niu g r e g o r y a n e k około r. 1870 r. w e w si owej (pow iat K ozienicki), k tó ry tu p o w ta rz a m y :
„Z odw iecznych czasów stud en ci tutejsi do n ie d a w n a zach o­
w y w a li zwyczaj „chodzenia po g re g ó rk a c h " . J e d e n ub erał się za
b iskup a, dwaj za księży, a cz w a rty za słu gę kścielnego. U b io ry
mieli klejone z p apieru . W dzień św. G rzegorza, w m arcu, o b ­
chodzili przy d z w o n k u w szystkie dom y i w k a ż d y m śpiew ali :
„Ojcowie, matki,
Swoje miłe dziatki
Do szkoły d a jc ie .. .
Dajcież nam miód i na obwarzanki,
Sprawimy sobie greg ory anki..

„ U b ra n e m u za sługę k ościelnego d aw an o do k o s z y k a jaja
i suszone gruszki polne. D r o b n a dziatw a ze wsi całej b ie g ła za
g re g ó rk a m i, a w róciw szy do rodziców, n a p ie r a ła się, aby ją za­
prow adzili do s z k o ł y “.
W ia d o m o ś ć o w spółczesnem obchodzeniu g-regoryanek w P o l ­
sce znajdujem y w p ra c y M. C iska o Żołyni (po w ia t P rze m y sk i),
druk o w a n ej w tom ie Х Ш . Z b i o r u w i a d o m . d o a n t r o p. (od
str. 64). D zięki s ta ra n n o ści autora, dość jest on a obszerną, więc
ją streszczam y.
P r z e b r a n i za b isku pa, księdza i „ G rz e g o r z a “ ch ło p c y chodzą
po d o m ach od n o w e g o ro k u do 12 m a rc a (dawniej chodzili od
12 do 20 m arca), i zbierali do kosza chleb jaja i tp., oraz ś p i e ­
w a ją c :

-

200



Gre gre gregoly,
Dejcie chłopca do szkoły...“
P o te m p rz e m a w ia b i s k u p : „A já sobie žáczek, wyłazem na
krzáczek...", po nim ksiądz w y c h w a la cnotę, w reszcie G rzeg orz
op ow iada, j a k „pun p ro feso r n a p isał n a ta b lic y ab e cad ło : a ą b
c d к i k o " ; poczem ś p iew a ją razem o N ajśw iętszej P a n n ie , b isk u p
m ów i o śniadaniu, a G rz eg o rz k o ń cz y ta k :
„Szanowne państwo,
Powiadum wum racyjo :
Mum na brzuchu wielgo turbacyjo;
Powiedziáíbym jeszcze,
Ale mi sie jeść chce“.
II.
T y le się d o w ied ziałem ze źró deł k rajow ych . Źe zaś obchody,
w rodzaju g re g o ry a n e k , p rz y szły do nas, w raz z in nem i n a b y t ­
k a m i с у wilizacyjnemi, z zachodu, więc szu k a łe m tam czeg'os p o ­
d o b neg o i znalazłszy, nie wiele w p ra w d zie, dzielę się tem z czy­
telnikam i, w nadziei, że raz ro z p oczęte p o sz u k iw a n ie pobudzi
in n y c h do d alszy c h i szczęśliwych.
N a sa m p rz ó d p rz y jrzy jm y się p o d o b n y m do nasz eg o z w y c z a ­
jom czeskim. W cennej p r a c y prof. Z ib rta S ta ro č e sk é výroční
obyčeje ( P r a g a 1889) s p o t y k a m y rozdział (str. 65 — 67) o d n i u ś w
G rzegorza. D o w ia d u je m y się z nieg'o, że w dniu ty m n au czyciel
z uczniam i, p rz e b ra n y m i za „w ojaków G rz e g o rz o w y c h “, obchodził
w s zy stk ie dom y, jak się zdaje, już w w, X V I ., a z p ew n ością od
w. X V I I . P r z y tem obchodzeniu śp iew ano pieśń, z a c h ę c a ją c ą do
o d d a w a n ia d ziatw y do szkół, zupełnie j a k u nas i do p ra szan o się
p a r u gro sz y „na p a p ie r" . C ie k a w y m je s t szczegół, że g o sp o d y n ie
w y p ę d z a ły k o len d u jąc y ch ża k ó w m iotłam i, a to w celu, a b y tem
sam em w y g n a ć z do m ó w p c h ły i inne robactw o. O bchó d g r e g o ­
r y a n e k p o d dziś dzień zachow uje się w n ie k tó ry c h okolicach Czech,
j a k św iad c zą K ro lm u s i B artosz, p rz y to c zen i w książce D r a Zibrta.
III.
Nie u dało mi się znaleść" w ź ró d ła ch fo lk lo ru n ie m ie c k ie g o
w y ra ź n y c h w z m ian e k o g r e g o r y a n k a c h ; przyp uszczam je d n a k , że
. zwyczaj w p ro w a d z a n ia żaków do szk o ły na św. G rzegorz, oraz
łączące się z nim pieśni i obrzędy, m u s ia ły istnieć i w N iem czech,
bo w B elg ii np. p rz e c h o w a ły się po dziś dzień. Znajdujem y w ia ­

— 201 —
dom ość o tem w dziele R einsberg-D üring-sfelda : T r a d i t i o n s et
l é g e n d e s d e l a B e l g i q u e (I., 164— 166).
D zień św. G rzegorza najsolenniej obcho dzony b y w a w oko­
licach w alońskich, p o w ia d a ten autor. C h ło pcy uczęszczający do
szkół, chodzą dnia teg o kolędując, śp iew a ją przed dom am i i zbie­
rają jaja, m ąkę, m asło i t. d. na naleśniki. K o ło D in a n t i H u y
p rz e b ie ra ją je d n e g o z pośród siebie za b iskupa, k t ó r y ma w y o­
bra żać św. Grzeg'orza. W in n y ch o kolicach przeb iera się czterech :
jed en za św. Grzegorza, d rug i za k a p e la n a papieskiego, trzeci za
piekarza, a czw arty za p olicy anta. Po uzbieran iu zapasów , w r a ­
cają do szkoły, jed zą i tańczą
W Leodjum d n ia teg'O ogłaszają, w szkole, kto z o stał ..pry­
m u s e m “, p ro w a d zą go, ustrojoneg-o w w ieniec w a w rzy now y do
kościoła, a koledzy k rz y czą ciągde : viv at prim us h e !
W n ie k tó ry c h m iasteczkach F la n d ry i w dzień św. G rzegorza,
uczniow ie m ają praw o zw iązania b a k a ła rz a (m ee ste r binden), poczem musi on u raczy ć dziatw ę słod ką jalow ców ką ; wieczór spędza
się za m iastem n a za baw ach i ucztowaniu.
N a le żało b y dalej s zuka ć paraleli i źródeł naszych g x e g o ry anek ; niech sk ro m n y p rz y czy n e k mój posłuży za podnietę i po
bud kę.
Jan Karłowicz.

G ió w n e m zatrud nien iem H u c u łó w jest p asterstw o . Bydlo
zatem stanow i najw ażniejszy dział ich m ienia. P o d łu g liczby w o ­
łów, koni i owiec, jakoteż k u r i św iń obliczają swój m ajątek ; na
o b szar g ru n tu mniej się uważa, poniew aż w arto ść jeg o stosunkowo
jest nieznaczną. P rz e d d w udziestu la ty jeszcze, gdzie ra d a guninna
re p a rty c y e p o d a tk ó w przep row adzała, oznaczano w ysokość ich
nie w e d łu g p o siad an e g o gruntu, lecz p o d łu g wielości b y d ła. K to
mało, lub ża dnego nie p o siad a bydła, ten u w a ża się za b iednego.
Ż eb rak ów w rozum ieniu naszem nie m a u H u c u ł ó w , c h y b a
w bardzo nieznacznej mierze, k tó ry c h się w s p ie ra ch ę tn ie i otacza
p ew n em p o sza n o w an iem i w spółczuciem jako n aw ie d zo n y ch przez
B oga. Z p rz y ch ó w k u rocznego w bydle, sprzedają t y l k o tyle, ile
z p ow o d u niedostatecznej paszy sp rz e d a ć są zmuszeni. B r a k paszy
może stać się z g u b n y m n ie ty lk o dla b ydła, ale tak że dla jego
właściciela, ja k to pośw iadczyć może n astę p u ją c y w y p a d e k , k tó ry
się w y d a rz y ł w g ó ra ch n a d Suczawą. K i e d y z po lece nia an tro -

— 202 —
polog iczn eg o T o w a rz y s tw a w W ie d n iu i ck. n a d w o rn e g o M u zeu m
histo ryczno - p rzy rodn iczego (k k. n a tu rh is to ris c h e s H ofm useum )
zajm ow ałem się b a d a n ia m i n a d b u d o w ą d o m ó w h u cu lsk ich i zbie­
ra n ie m m a te ry a łó w i p rz ed m io tó w dla ty c h z a k ła d ó w i z teg o p o ­
w odu b aw iłem w sierpn iu 1895 r. w Seletinie, w ów czas p o w iesił
się p ew ie n H u c u ł n a g ó rze J a r o w i c a p o d S zipo tem (Cam erale). D o
teg o czynu p o p c h n ę ła go o b a w a o p aszę dla b y d ła . Z a p raw d ę
p o w ó d do sam o bójstw a c h a r a k t e r y s ty c z n y u człon ka plem ien ia,
k tó re g o całe b o g a c tw o i najw ięk sz ą dum ę p r z e d s ta w ia b y d ło !
R ó w n ie ż zasługuje n a w spom nienie, że w S a d e n n a d S uczaw ą,
g d y w ko ściele b y ła m o w a w k a z a n iu o papieżu, p e w ie n H u c u ł
zw rócił się z p r o ś b ą do księdza, ażeb y w y p ro s ił dla n iego ja k ą
parcelę, p o n iew a ż p o s ia d a ł za m ało p as tw isk a .
Ze w zględu n a c h a r a k t e r H u c u ła ja k o w łaściciela b y d la , zro ­
zum iałem jest, dlaczego w je g o p r z y s ło w ia c h ta k często w y stęp u ją
zw ierzęta dom ow e. T a k np. dla u n ie w in n ie n ia b łę d ó w i słabości
ludzkich m ów i się: „kiń ne czołowik, m aje cz te ry noh y, taj szcze
sy s z p o ta je “ ; dla cz egóżby więc człow iek, k t ó r y m a dw ie nogi,
nie m iał się p o tk n ą ć ? p rz y cze m za u w aż y ć trzeba, że do p o r ó ­
w n a n ia użytem zostało najszlachetniejsze zwierzę, k tó re zna H u ­
cuł. C hcąc w yrazić, że czyn n o ść cz ło w ie k a o d p o w ia d a jego c h a ­
ra k te ro w i, u ówi się: „jak b y k zw yk, t a k r y k “. M a k s y m ę ż y ­
c io w ą : L e b e n u n d leb en lassen, w y ra ż a s e n te n c y ą : „i w o w k
sytyj i k o z a c i ł a “, a s e n te n c y ą : „ k o h u t jejce zneset i b y k ty le nos y t “, daje poznać, j a k ła tw e m je s t pow odzenie b o g a t e g o C hcąc w y ­
razić chęć zajęcia i zapłaty, albo zw yczajnego zatrud nienia, m ów i
się: „ k u rk a h re b e t, a b y szo w i h r e b ła “. A ż e b y s c h a ra k te r y z o w a ć
u p ó r kobiecy, m ów i H u c u ł: „leksze w id jałow oj k o ro w y m o ło k a
nadojity, j a k z w idm y p r a u d y w i d o b y t y “.
J a k dalece H u c u li k o c h a ją zw ierzęta, w idać także z teg o,
że d a w an ie p a s z y b y d łu oznaczają ty m i sa m y m i w yrazam i, ja k
j a d ł a ludziom, np. „ o b id “ n a p o łud nie, „weczera* n a w ieczór itp.
N a B oże n aro d zen ie i W ie lk a n o c nie z a p o m in a H u c u ł o tern»
aż eb y dać b y d łu ta k ż e coś z p o t r a w św iątecznych.
P o niew aż b y d ło dla H u c u ła p rz e d s ta w ia n ajw ięk szą wartość,
dlateg o zrozumiałem, jest, że b y d ło u ży w a się bardzo często p rz y
daw an iu lub o trz y m y w a n iu p o d a rk ó w . T a k rodzice chrzestni dają
sw em u chrześnięciu prz y „ k o la c z y n a c h “ s to so w n ie do s ta n u m a ­
ją tk o w e g o cielę, owcę, jag nię lub świnię, a p rz y d a w a n iu p o s a g u
o d g ry w a ją k r o w y i ow ce b ard zo w a żn ą rolę, k tó re n ie ty lk o r o ­
dzice dają swej córce, ale tak że u cz e s tn ic y w eselni młodej p a r z e
małżeńskiej. T o sam o p o w ta r z a się ta k ż e w zapisach p o ś m ie rtn y c h ,

-

20В —

w k tó ry c h u m ierający H u c u ł przekazuje b y d ło k re w n y m , p rz y ja ­
ciołom lub księdzu. I t a k op ow iad a n o mi, że w J asien o w ie n a d
Czeremoszem, po śmierci b o g a te g o g az d y To ki, następujące d a r y
b y ł y rozd an e: ksiądz o trzy m a ł g o tó w k ą 100 złr. i p a r ę wołów,
w a rtości mniej więcej 150 złr.; k o ścieln y do stał 25 złr. i k ro w ę
w a rtości 30— 35 złr. ; pom iędzy ubo g ich rozdan o 11 s ztu k wołów
i 25 o w iec ; rogi rozd any ch zw ierząt b y ły złocone. W e wsi P lo s k a
n a B uk o w in ie np p astu cho w i, w y g ry w a ją c e m u na trąbie, k tó ry
bierze udział przy pogrzebie, daje się jak o n a g r o d a ja g n ię
B yd ło p o s ia d a niejedną tajem nicę. I t a k np. uw aża się przed ew sz ystkie m na w yrocznię przy b u d o w a n iu domów, k tó re zanim
H u c u ł zacznie b ud ow ać, u ży w a w szelkich środk ów , ażeb y dowie­
dzieć się, czy g r u n t pod b u d o w ę został szczęśliwie w y b ra n y .
W tym celu śpi na tem miejscu, a jeżeli we śnie zjawi mu się
p ię k n e bydle, wóczas w dom u ty m p rz e b y w a ć bę Izie zawsze
szczęście. G d y cztery przyciesie dolne zostały założone i jeżeli
daje się słyszeć r y k b y dła, w ów czas u w a ża się to także za znak
pom yślny.
Szczególniejsze szczęście oznacza, jeżeli gospodarzow i k ro w y
i cielęta chow ają się m aści czarnej. Jeżeli p ierw sze cielę, k tóre w zi­
mie się urodziło, je s t czarne, wówczas n a s tę p n y ro k będzie urodzajny.
Jeżeli k ro w a ma bliźniaki, w tenczas u w a ża się to za znak n a d z w y ­
czajnego szczęścia, g d y znów dzieci bliźnięta, oznaczają k a rę B oga.
P o n ie w aż by dło stan o w i najw iększe dob ro H u c u ła , dlatego
m usi b y ć strzeżone p rzed złymi, zaw istnym i ludźmi, przedewszys:k iem zaś p rzed czarow nicam i. A ż e b y u chron ić b y d lę p rz ed złym
wzrokiem , obwięzują mu około szyi lub ogo na czerw one nitki
w ełn ian e, lub w stążki tak ieg o ż koloru. Jeżeli g az d a lub pasterz
p osiada zły wzrok, wówczas przy zbliżaniu się je g o do bydła,
k to ś z d o m o w n ik ó w sk rycie daje mu jdkie w y zw isko: „ c z a rta “ lub
„h ajd am ak!“, co m a chronić od złego uroku. P rz e d i po ocieleniu
k ró w zachowują p e w n e zwyczaje
W dniu tym w k tó ry m się
k ro w a ocieli, nie m ożna niczego z domu wydać, gd y ż p r z y n io ­
sło b y to szkodę d o m o w i1). P r z y pierw szem dojeniu po ocieleniu
p o w inno się dojić w szystkie cycki przez p ie rś c io n e k ślubn y,
w takim razie k ro w a będzie zaw sze obficie d aw ać m leka. N a ten
sam cel solą tak że pierw sze w ydojone m leko i dają pić krow ie,
zm ieszane z jak im napojem
A ż e b y uchronić cielę od chorob y
z po w od u złego uroku, bierze się węgle i gnój kurzy, zawiązuje
’) Podobny zwyczaj panuje także przy narodzeniu
Kaindl : „Die Huzulen“, Wien, 1894 , str. 5 .

dziecka,

zob.

-

204 —

w e łn ą cz erw o n ą w szm atę i obwiązuje cielęciu około szyi; oprócz
teg o robi się cielęciu czosnkiem na czole znak krzyża. P o ż y te c z n ą
je s t rów nież rzeczą, znalezione stare p o d k o w y s k ła d a ć n a podw órzu,
przez k tó re g d y przechodzi by dło , chroni się tem sam em od złych
s k u tk ó w oczarow ania. J e s t także w zwyczaju, a ż e b y ło żysko
pło d u z a k o p y w a ć w oborze n a miejscu, na k tó re m k ro w y tylnem i n o g a m i stoją, w ów czas k r o w y dają wiele m leka, a cz aro ­
wnice nie m ają żadnej m ocy n a d niemi. N a p a s tw is k a c h w g ó ­
rach, przepędzają k ro w ę n a ten sam cel przez po pió ł w iecznego
ognia, o k tó ry m niżej jeszcze będzie m ow a.
O spo sob ach , w jakie czarow nice k ro w o m o d b ie ra ją m leko,
um ie wiele o p o w iad a ć lu d o w e podanie, z k tó ry c h p rzy to c zę tutaj
ty lk o n iektó re. J e d n i utrzym u ją, że czarow nice doją k r o w y w s p o ­
sób zw yczajny, w e d łu g zd a n ia innych, o d b ie ra ją one w dzień w iel­
k ieg o święta, szczególnie św. J e rz e g o i J ana, tro c h ę m leka, k t ó ­
rem p om azują w y m io n a w ła s n y c h k ró w , z k tó ry c h p ły n ie m leko
w obfitości, p odcz as g'dy w y m io n a krów , z k tó r y c h udojono m leka,
zasychają, lub dają ty lk o k re w . Jeszcze in n y śro d e k służy n a ten
cel, k t ó r y p o le g a n a tem , że cz aro w n ic a n a miejscu, n a k tó re m
zw ykle k ro w y się doją, z drz ew a w ystruż e sobie k ro w ę a nóż,
u ż y ty do tej ro b o ty , w e tk n ie , w ziemię, w ów czas ow a d re w n ia n a
k ro w a daje czarow nicy m leko w s z y stk ich k ró w , k tó re n a tem
m iejscu się doją, a ich w łaścicielom ty lk o krew .
A ż eb y k ro w ę o cz aro w a n ą o dczarow ać, n a to jest wiele s p o ­
sobów. P o m ię d z y in n y m i dają b yd lęciu święconej w ody, do której
m ieszają pączki p a lm y święconej w p a lm o w ą niedzielę i siarkę,
albo ro b ią m aść z czosnku tu rec k ieg o , u ry n y i sm o ły i tą n a ­
cierają krow ę.
W Jaw orn iku , wsi położonej n ied ale k o Czarnej H o ry , o d ­
cz aro w a n ie k ro w y zostało d o k o n an e w sposób n astępu jący. W ę ­
g lem zrobiono jej krzyż n a grzbiecie, p o k ro p io n o św ięconą w o dą
i dojono przez p ierśc ie ń ślubny, p rz ycze m w y m a w ia n o n a s t ę p u ­
jące sło w a : „Ile kro p li w od y święconej, tyle łez niech w yleje
ten, kto k ro w ę o c z a ro w a ł“ . Jeszcze op ow iad a ją inni, że c z a ro ­
w nica nosi ze s ob ą w orek, k t ó r y n a p e łn ia się n a ty c h m ia s t m le ­
kiem , g d y spojrzy n a j a k ą k r o w ę ; w o re k cz aro w n ic a zasznuruje
i m a w nim m leko k ro w y , a ta n a to m ia s t usycha. ' N a d m ie n ić
jeszcze w ypada, że czarow nice w y w ie rają szczególnie w p e w n y c h
dn iach ro k u swój w p ływ zg u b n y na kro w y , o czem n a innem
miejscu obszernie tr a k t o w a ć będę. T a k n a Boże N a ro d z e n ie daje
się b y d łu pom iędzy innem i także p o t r a w św iąteczny ch, ażeb y je
u ch ro n ić od o czaro w a n ia ; w dzień p ie rw s z y św ięta nie pow in ien

-

205 —

go spo d arz iść do kościoła, ażeby czarow n ica w ty m czasie nie
n a s ła ła w ilkó w do domu. W dzień W ie lk a n o c n y stara ją się cza­
ro w n ic e szkodzić b y d łu w postaci p s ó w ; ta k sam o są one szko­
dliwe k ro w o m w noi; Zielonych św iątek, w dzień św. Jerzeg'o,
śwr. O nu freg o i św. J a n a W te d nie s ta ra ją się w szelkim i m o ­
żliwym i śro d k a m i uch ron ić bydło od szk o d y czarownic. W szędzie
za ty k a ją p o n a d oddrzwiami, albo staw iają p rzed drzw iam i obory
zielone g ałązki, do k tó ry c h dodają g a łą z k i p alm ow e, pośw ięcone
w niedzielę palm ow ą, albo też g a łą z k i osiny, szczególnie p o m o ­
cne p rzeciw k o czarom. N a b ra m a c h i drzw iach m alują sm ołą
krzyże, okad z ają k r o w y kadzidłem , albo sk ó rą wężową, p o sy p u ją
m ierzw ą itp. P o d o b n ie jak czarownice, t a k też i ich w ładzcy,
d y a b ły szkodzą b yd łu . M ianow icie na Boże N arodzenie prz y ch o d zą
do o bó r i jeżdżą na b ydlęciu ta k długo, aż n ie k tó re z nich tej
samej n o cy ze znużenia nie p a d n ą na miejscu, albo przynajm niej
b ardzo schudną.
I n n ą siłą, szk od liw ą dla bydła, są dzikie zwierzęta. N a jm o ­
cniejszy z ty ch niep rzy jaciół, niedźwiedź, n a z y w a się z p ew n em
u w a żan iem „ w u j k o “, albo „w eły k ij“, ażeby przez to uczynić go
sobie nieszk o d liw y m ; z teg o sam e g o w zględu w ilk n a z y w a się
„ m a l e j “. Oprócz teg o szkodliw em i są jeszcze b y d łu łasice i węże,
k tó re czarow nice posyłają im na zgubę. U k ą sz en ie łasicy uw ażają
H u c uli zawsze za szkodliwe. W ie ś n ia k z H e p p y oznajmił mi, że
mięso u k ąszo neg o zwierzęcia je s t czarne i nie m a żad n eg o ś ro d k a
p rz eciw k o tem u ukąszeniu, pod czas g d y p rz eciw ko u k ąsz en iu węża
czosnek i zaklęcia s k utecz nym i są środkam i. W P lo s c e n a u k ą ­
szenie łasicy (prostri!, postril) używ ają znachory n astęp u ją ceg o
sposobu. U k ą sz o n e b y d lę ciąg n ie znacho r za ogon, n a c ie ra mu
grzb iet, z a ż eg n y w a je odpo w ied niem i słow y, pluje n ań i kadzi
ziołami i s k ó rą wężową. Zabijać łaski nie można, a ż eb y jej „ k r e ­
w n i“ mszcząc się, nie zniszczyli w szystkieg o b y d ła ; je d n a k n ależy
się łasice w y p ę d z a ć z o g ro d z en ia g o s p o d a rsk ie g o . P o d o b n ie i węże
n az y w a ją H ucu li w y ra zam i opisującym i, ażeby ich nie u rz ec; n a j­
częściej używ ają w y razu „ d o u k a “ lub „ d o u k a u k a “, t. j. d łu g a
(żmija).
A ż eb y zw ierzęta szkodliw e uczynić p rz yjaznem i sobie, o b ­
chodzą n a ich cześć różne ś w ięta i uroczystości. U ro c zy sto ść ł a ­
sicy święcą H uc u li albo w dzień św. M ateusza (Mafteja, 9 s ie r­
p n ia st. st., 21 w rześnia n st.), albo w dzień św. K a ta r z y n y (K a te ryna, 25 listop.). D n ia teg o nie ro b i się żadnej ro boty, ażeb y ł a ­
sica b y d łu nie szkodziła. W święto m ęcz en n ik a L u p a lub L u p u la
(na Lupa, 23 sierp nia st st.) nic się nie robi, aż eby w ilk trzodom



206



szk o d y nie w yrządzał. P o c z ą tk u teg o św ięta trz e b a szu kać u R u ­
m unów , w k tó ry c h ję z y k u w ilk n a z y w a się „ lu p “, „ l u p u l “, w czem
leży źródło p o łącz enia dnia, p o ś w ięc o n eg o wilkowi, z dniem św.
L upula. D z ie ń podw yższen ia św. K rz y ż a (14 w rześnia) p o ś w ię ­
c ony je s t wężom, a n a dniu św. S p ir y d io n a (14 g ru d n ia ) w szelka
ro b o ta ustaje, ażeby dzikie zw ierzęta w sta d a c h szko dy nie robiły.
J a k o o b ro ń c a b y d ł a u w a ż a się t a k letni (litnyj) św. M ikołaj
(21 maja), ja k o te ż b is k u p M ikołaj (6 g ru dnia), p ie rw sz y szcze­
g ó ln ie b y d ła n a p o łon inach, k tó re ok o ło tego czasu jeg o św ięta
w y p ę d zają w g ó ry . Z asługu je tak że na szczególniejszą u w a g ę, że
w oły m ają tak że swoje ś w ię to ; w dniu św Ł u k a s z a e w a n g e lis ty
(18 października) nic się nie p o w in n o robić wołam i.
W o b e c k ró w p rz e s trz e g a się p e w n y c h w y ra zó w , j a k to m a
się rzecz tak że z niedźw iedziem , wilkiem , wężem, d y a b łe m i g r a ­
dem. T a k n a w yrażenie, że m lek o g o tuje się lub „k ip i“, nie u ż y w a
H u c u ł o g ó ln o -s ło w ia ń s k ie g o w y ra z u „ k y p y t “, ale „bojit“. W y r a z u
„ k y p y t “ u n ik a się z te g o pow odu, p o niew aż oznacza on także
„sprzeczać się, kłó cić się, b y ć n i e z g o d n y m “, więc u ż y ty o b y d le
m ó g łb y sta ć się p rz yczyn ą , że te b o d ły b y się wzajem nie. R ó w n ie ż
nie m ożna p ow iedzieć o m leku, że g otu je się, „ w a ry t s i a “, ty lk o że
grzeje się „ h ry t s i a “ ; nie m ów i się więc n ig d y o g o to w a n e m ty lk o
0 grz an em m leku, g d y ż p ierw szy w y ra z m ó g łb y p o c ią g n ą ć za sob ą
te n skutek, że w y m io n a k ró w p o k r y ł y b y różne w rzody. T o może
1 w ó w c zas n astąpić, jeżeli m leko prz y g o to w a n iu się sk ip i ; chcąc
o dw ró c ić zły sk u tek , trz e b a og n isk o solą p o s y p ić. R ó w n ie ż nie
m ożna mówić, że w e łn a p arzy się ( p a ry t siai, lecz ty lk o że grzeje się
(h r y t sia), g d yż ow ce t a r ł y b y się do krw i w śród s k w a r u letniego.
P a s t e r s t w o w g ó ra c h jest w o gólności g o s p o d a rstw e m koczowniczem . W y p ę d z a n ie b y d ł a n a p o ło n in y o d b y w a się w czerw cu,
g d y ś n ie g stopnieje. U bożsi od d ają sw e b y d ło b o g a ty m gazdom
n a u trz y m a n ie ; to sam o cz y nią n ie k ie d y w ieśn iacy z ró w nin, że
trz o d y swe p rz y p ę d z a ją do nich n a p astw isko . G o s p o d a r s tw e m
m lecznem w g ó ra c h t r u d n i ą się mężczyźni. W to w a rz y s tw ie w iel­
k ic h p só w p a s t e r s k ic h i konia, k tó ry niesie p o trz e b n e n arzęd z ia
i m iech m ąk i kuku rud zian ej, w y ru sz a p a s te rz w śród życzeń k r e ­
w n y c h z s tad em w g ó ry . P rz e ło ż o n y p a s te r z y zowie się w a t a s z,
w a t a s z k o , w a t a c h l ub w a r t a r , dru d z y są n a je g o ro z k azy
i w inn i m u p osłuszeństw o, z k tó r y c h p a s te rz e ow iec zow ią się
w i u c z e r i , a w ołów b o u h a r i . W a t a s z zajmuje się m lecznem
g o s p o d a r s tw e m i w y z n acz a p a s tw is k a d la b y d ła . N ie o d łą c z n y m
to w arzy sze m p a s te rz a je s t jeg o t r e m b i t a , k torej p rz eciąg łe m i
to n am i z w y k ł już z d a le k a w ita ć podró żn ego .

-

207 —

K ie d y pasterze ze sw erai trzo d a m i p rz y b y li n a g ó ry , ro z­
niecają, pod o b n ie ja k w w igilią B o żeg o Narodzenia, ży w y ogień
(żywa w atra, żywyj wohoń). N a ten cel rozszczepiają na jednym
ko ń cu k a w a ł e k d re w n a i k ł a d ą w to rozszczepienie hu b k ę, k tó ra
zap ala się przez tarcie o d ru g i k a w a ł e k d re w n a i zaniecają zapom o cą jej o gień w szałasie (staja). O gień ten nie może zagasn ąć
aż do spęd zen ia trzó d do do m u; w razie, jeżeli to nastąp i, u p a ­
trują w tem zły zn a k dla w łaściciela połoniny. P rzez popiół o g n i ­
sk a przepędzają, j a k wyżej pow iedziałem , trzody, żeb y je u chronić
p rzed złem i m ocam i i czarami. W p ierw szy ch dniach p o b y tu na
po ło n in ach -odbyw a się dojenie „n a m ia r ę “. K a ż d y z g o sp o d arzy ,
k tó rzy swe ow ce lub k ro w y w g ó ry n a p a s tw is k o posyłają, doji
je w obecności w a ta ch y w łasną ręk ą, ażeb y oznaczyć ilość m lek a
sw e g o d o b y t k u ; stosow nie do teg o otrzym uje przy spędzeniu
z połonin trzód swój udział w w y ro b a c h m lecznych. N ie potrze b a
do daw ać, że pasterze pilnie b ac zą n a to, ażeb y g o s p o d a rz e przez
do d an ie w o d y lub n a w e t własnej u ry n y do m leka nie pom nożyli
sobie w ięk szy ch do chodów ze szk o d ą w a ta c h y . J a k ą k w o tę m ają
g o sp o d a rz e o trzy m a ć z m lecznych w y ro b ó w od swej trzody, to
oznacza się za pom ocą p rę c ik ó w („ ra w a s z i“) ’), k tó re od w a ta c h y
otrzym ują. J a k o je d n o s tk a m iary bierze się m i r t u k , k tó ry rów na
się jednej szesnastej lub ośm nastej b e r b e n i c i , k t ó r a zaw iera
około 23— 25 litrów.
N a noc spędzają byd ło do z a g ro d y (zahoroda). S załasy są
bard zo nieschlujne ; statk i, służące do m leka, p o k ry w a często
g r u b a w a rs tw a b rudu , od k tó re g o nie jest w olny także sam p a ­
stu ch w czarnej zakopconej koszuli, napojonej tłuszczem dla o p ę ­
d zenia się od ro b a c tw a . G łó w n y m i w y ro b a m i m le k a s ą : b r y n ­
d z i a, u r d a albo w u r d a , ż e n t y c i a i h u ś l e n k a . B ry n d z a
w y ra b ia się w sp osó b n astę p u ją c y : Św ieże udojone m leko owcze
w lew ają w w ielkie n a c z y n ia d re w nian e (pu tyn a) i zakw aszają za
p o m o c ą g l a g i lub r y n d z y , t. j. m le k a z żołądk a ja g n ię c ia lub
cielęcia, k tó re ty lk o ssa ły m leko s w y c h m a te k ; ser, k t ó r y się
usad za w naczyniu, zb iera się w w ielk ą b ry łę i zawija w płótno,
aż e b y odciekł. N a stę p n ie b o c h n y s e ra (buk) u k ła d a ją po większej
części w sza łasach n a d e s k a c h dla kiśnięcia ; ser k w a sz o n y zowie
się b u d z . Tenże ro z d rab ia się następnie, soli i ubija w w ysokich,
w ązkich n ac zy n iach (berbenyci) i to je s t b r y n d z i a. S e rw a tk a ,
k tó r a odchodzi od b r y n d z y prz y jej w y ra b ia n iu , gotuje się i z niej
w y d o b y w a się ser, ale już nie t a k tłusty, k tó ry n az y w a się u r d a
1) Porówn. Kaindl: Die Huzulen, str. 64 .

— .208 albo w u r d a . Ž e n ty c ia je s t p o z o s ta ła w o d a po oddzieleniu u rdy,
k tó r ą dają ja k o k a r m trzodzie chlew nej, a cie p ła służy za l e k a r ­
stw o chorym n a płuca. H u ś le n k a je s t to w reszcie m leko k ro w ie
lub owcze, k tó re n ajprzód g o tu ją a p otem d olew ają do niego
troch ę k w a śn e g o m le k a lub k w aśn ej ś m ietany , w s k u te k czeg'o
staje się k w aśn em . H u ś le n k i w y r a b ia się bardzo wiele, n a w e t na
zapas n a zimę, po n iew a ż o n a sta n o w i g łó w n e poży w ienie H u ­
cuła. D o d a ć trzeba, że H u c u li su ro w e g o m le k a nie k w a s z ą i takieg'o m le k a kwaśneg'0 (mrus. kiślek) nie ch ętnie uży w ają ; r ó w ­
nież nie u ż y w a ją sera nie solonego. O m aśle (masło, pina), k tó re
w nieznacznej m ierze tylko się spożywa, to za u w ażyć muszę, że
w y ró b jeg o o d b y w a się nie w zn a n y ch n a c z y n ia c h zw yczajnych,
lecz w te n sposób, że k w a ś n a ś m ie ta n a w lew a się w faseczk ę
i ta zaw iesza u belki na sznurze, a przez h u śta n ie otrzym uje się
m a s ło W mniejszej ilości ro b ią m asło w flaszkach lub d z b a n u ­
s z k a ch za p o m o cą kłócenia.
P o d ko n iec tej ro z p ra w y uw a żam za konieczne, ażeby w sp o ­
m nieć jeszcze o ra sie ko n i w p ra w d z ie małej, ale pięk n ej i silnej,
k t ó r ą hodu ją H uculi, a o d k tó ry c h sw ą n az w ę mają, „ H u c u ł y “
są cenio n e i p o sz u k iw a n e n ie ty lk o w g ó rach , ale tak że n a nizi­
n a c h ; j e d n a k w a rto ść ich m ożna dopiero w całej p ełn i ocenić
w g ó rach, gdzie ich pojętność i zręczność często ma się sposob ność
podziwiać. P o najbardziej s tro m y c h ścieżkach niesie on sw eg o
jeźdźca, p ró bując p rz ed n iem i n o g a m i k a ż d y kam ień , czy m ocno
i p e w n ie leży ; w śró d rozszalałej b u rz y i strasz n y ch n ocy ciem ny ch
p ostęp u je p ew n ie i spo kojnie i jeżeli się prz ytrafi czasem , że jeździec
s p ad n ie z niego, w ów czas czeka spokojnie, aż podróż dalej o d b y w a ć
się może. K o ń ten służy tak że H u c u ło w i ja k o cierp liw e i silne
zwierzę juczne do n o sze nia ciężarów. Oprócz worów, k tó re przez
g rz b ie t jeg o przewieszają, nosi jeszcze z każdej s tro n y po jednej berben yci, a w łaściciel je g o p row ad zi g o za lejce. W o statn ich latac h
zauważono wszędzie, niestety, w ielki u b y t e k ty c h u lu b io n y c h koni
t a k / z e w zględu n a ich ilość, jakoteż dobroć, co stąd pochodzi,
że najlepsze k on ie sp rz ed ają się na niziny. O becnie przez za ło­
żenie stajni za ro d o w y c h (ta k n, p w 1894 r. w U ścieputilla)
i p re m io w a n ie pien iąd zm i i m ed ala m i d o b ry c h koni, za ch ęc a się
więcej g o s p o d a rz y do staranniejszej ho dow li tej rasy.
T y le o p a s te rs tw ie i życiu w górach. S p ęd za n ie b y d ła z p o ­
łonin n a s t ę p u j e . p o d k o n ie c sierp n ia, w k tó r y m to czasie o d b y w a ją
się tak że w ielkie j a r m a r k i n a b y d ło . W dom u oczekują t a k m ę ż ­
czyźni, j a k i k o b ie ty p o w ro tu sw y ch trzód. O b o ry dla b y d ł a (kolesznia do m arżen y) p r z y ty k a ją do domu, zw yczajnie do jeg o tyl-

-

209 -

nej ściany, lub ścian p o p rz e c z n y c h i połączone są z dom em w tym
razie dachem ru ch om ym . P o w ó d , dla k tó re g o o bo rę p rz y b u d o w u ją
do dom u, jest ten, ażeby ją od zim na uchronić, i z tego w zględu
ten sposób b u d o w a n ia jest r e g u łą u domów osobno stojących.
W m iejscow ościach o zab u d o w an iac h ścieśnionych, o b o ry b u du ją
się często oddzielnie od dom ów, prz ew aż n ie stajnie, p ra w d o p o d o ­
bn ie dla tego, a ż e b y je m ożna wyżej wznieść, aniżeli p rz y p rzy bu dowie do dom ów b y ło b y to m ożebnem . W i ę k s z a część zw ierząt
d o m o w y c h pozostaje także w zimie n a polu. W reszc ie dodać
muszę, że ten zasób m o w y H ucu łów , k t ó r y stoi w zw iązku z h o ­
do w lą b y d ł a i m leczarstw em , jest p rzew ażn ie ru m u ń sk ie g o p o c h o ­
dzenia, ja k n. p . : w a t r a , b u h a r , b u k itd. zostały w zięte - z j ę ­
zy k a rum un. ; rów nież i święto w ilka, o k tó re m wyżej b y ła mowa,
ob chodzone przez p asterzy , weszło w życie za p o śre d n ic tw em
Rumunów.
Z p a s te r s tw e m stoi w zw iązku u p ra w a łąk, k tó ra w g ó ra c h
ważniejszą jest, aniżeli u p r a w a roli lub o g ro d n ictw o . H u c u li p o ­
siadają stosunkow o w iele łąk, z k tó ry c h s ta ra n n ie oddzielają p rz e­
znaczone n a kośbę od tych, któ re służą n a p astw isko . N a tych
pasie H u c u ł by d ło swe ty lk o do św. Jerzeg o , p o tem sta ra n n ie
n a p r a w ia ogrodzenie, aż e b y t ra w a i zioła bez szk o d y ro sn ą ć m o ­
gły. S ia n o kosi się zw yczajnie raz ty lk o do roku, n a żyz n y ch ł ą ­
k a c h tak że d w a razy, raz s i a n o (sino) n a św. Jan a , a p o tra w
(otawa) we wrześniu. D o k o ś b y jako też do zbiorów p ro d u k tó w
rolnych, zaprasza się sąsiadów do b ezpłatnej pom ocy. Częściej j e d n a k
najm ują ko siarz y do koszenia, a k o b ie ty i dziew częta do g ra b ie n ia,
do k tórej to ro b o ty p rz ych odzą tak że ludzie z równin. W g ó ra c h
n a B u k o w in ie ro b o tn ic y ci najm ują się przew ażnie w św ięto św.
E liasza (i sierpnia) w Szipot C am erale n a d Suczaw ą, poniew aż
na ten dzień p r z y p a d a tam że w ielki kierm asz, n a k t ó r y schodzą
się ludzie ze w szystkich okolic. W żad nym czasie w całej Huculszczyźnie nie p ra c u ją t a k pilnie, ja k podczas sianożęcia ; w ty m
czasie tru d n o m ożna H u c u ła p o zy sk a ć do innej roboty. Siano s k o ­
szone, leżące n a łące, n a z y w a się „ p o i i h “', k tó re rozw ieszają n a
św ie rk o w y c h d rą g a c h (ostryw a, o streunyci) w b ity c h w ziemię,
w celu w y suszen ia go. N a s tę p n ie sk ład ają sian o częścią po d dach
słom ian y (oborich), częścią n a łą k a c h w stogi, ok oło k tó ry c h s ta ­
w iają p łoty (oplity). Z łąk , w ysoko n a g ó ra c h położonych, znoszą
siano, na p le c a c h za p o m o cą w ęzełków (petelki), lub t a k zw any ch
„ k lu cz y “, k tó re k ształtem sw y m są p o d o b n e do k o tw ic y lub kołotuszki. O ko ło g ałęz i zawieszają siano p rz y w iąza n e do d rą żk a, do
k t ó r e g o p rz y m o c o w a n y je s t kij, za p o m o c ą k tó r e g o c a ły ciężar
14

— 210 —
zarzuca się n a p le c y i znosi do domu. Jeżeli g o s p o d a rz p o siad a
wiele sia n a i ł ą k n a p o ło nin ach, w tenczas p o zostaw ia p e w n ą
część siana n a miejscu i spasie b y d łe m w jesien i lub wiosna.
Dr. R ajm und F ryderyk K aindl
docent Uniw . w C zerniowcach.

Przeżytki starożytnego światopoglądu
u Białorusinów.
P r z e d k ilk u m iesiącam i opuściła p ra s ę d r u k a r s k ą w G ro d n ie
k s ią ż k a p. t. : „ P rz e ż y tk i starożytneg-o św ia to p o g lą d u u B iało ru u in ó w “ ; jest to s tu d y u m etnograficzne, n a p is a n e przez p. A. B o h ­
d ano w icza w ję z y k u rosyjskim . N a dzieło to złożyło się 8 a r t y ­
ku łó w , d ru k o w a n y c h w „P rzegląd zie n a u k o w y m “ (piśmie rosyjskiem ) w r. 1894. W p rz ed m o w ie a u to r zaznacza, że jego b a d a n ia
o g arn ia ją prz ew aż n ie B iało ru ś c e n tr a l n ą ; zaznacza też i tłó m a c z y
p rz y czy n y , k t ó r e w y w o ła ły dzisiejszy s ta n ludności miejscowej,
t a k d aleki od id eałó w k u ltu r y w spółczesnej ; ubolew a, że B i a ł o ­
rusini nie poczuw ają się do żadnej łączności z R o s y a n a m i, n a z y ­
w a ją c ich albo b u rłak a m i, alb o ruskim i. A u to r ze zgrozą pisze, że
m iejscow i B iało rusini n a za p y ta n ie o ich n arod ow ość, o d p o w ia ­
d a ją : „My ludzie tu te js z y je “ ; zaznacza też on, że p lem ię b i a ł o ­
ru s k ie zajmuje szczebel k u ltu ra ln y o wiele niższy, niż wielkorosyjskie i m ałoruskie. T łó m acz en ie p. B o h d an o w icz a jest w z n a ­
cznym stop niu ten d en c y jn e i history czn ie fa łs z y w e ; to tłóm aczenie
stale s p o t y k a się w e w szy stk ich p ra c a c h rosyjskich , d o ty c z ą c y c h
L itw y i R u si.
T re ś ć k s ią ż k i s k ła d a się z 8 rozdziałów : pierw sze 4 o m a ­
wiają p rz e ż y tk i fetyszyzm u, anim izm u, u o so b ień i k u ltu s ło ń ca ;
rozdział 5 tra k tu je o u oso bien iu zła, a szó sty o w s p ó ln ik ach „siły
n ie c z y s te j“ ; sió dm y — o m aw ia m e d y c y n ę lu d o w ą o tyle, o ile
o p a r tą je s t ona n a p rz e s ą d a c h Ї czarach, osm y zaś — różne d r o ­
b n e p rz esąd y . W a r t o p o d kreślić, iż a u to r przew ażnie u w z g lę d n ia
tę o ry e nieco p r z e s ta rz a łe ; ta k je s t on zw olenn ikiem p o g lą d u tłóm a c z ące g o p o d a n ia i w ierzenia lu do w e zjaw iskam i p rz y ro d y ;
m niejsza j e d n a k z tem , bo a u to r p rz y ta c z a dużo faktó w , n ie k ie d y
b ardzo ciek a w y ch . D o tą d n a Białej R u s i o gień je s t św ię ty ; k a ż d a
ro d z in a m a „swój o g i e ń “, k t ó r y przenosi, zm ieniając m ieszkanie ;
p lw ać n a ń nie godzi się, albo w iem w s k u t e k teg o zjaw ia się
„w o g n ik “, k t ó r y m ożna w yleczyć ty lk o ogniem . O g n ia też o b a ­

— 211 wiają się „noczn ice“, m ałe i złe d u c h y nocy, m ęczące dzieci.
N a w iasem m ów iąc, o g ień g r a w ielką rolę we w szy stkich sferach
życia w łościańskiego. N a P ole siu istnieje opo w iad a n ie o w eselu
k o m in a czy z piecem , czy z chatą, b o różnie m ów ią ; p rz ed w e ­
selem ko m in bielą, stroją itd. O gień też p rz e p o w ia d a przyszłość.
D o tą d n a B iałej R u s i za ch o w a ły się liczne p rz e ż y tk i k u ltó w
w o d y i ziem i; d o tą d „po pierw szym w io sen n y m grzm ocie z a c z y n a
się do nich p i e l g r z y m k a “. P r z y s i ę g a n a ziemię ro dz o n ą — dla
B ia ło ru s in a najśw iętszą; p rz ed w ielkiem i k lę s k a m i społecznem i
ziemia ję c z y i płacze.
Nie mniej liczne są ś la d y k u ltu k a m ie n i lub o ry g in a ln y c h
o nich p o d a ń ; n ie k tó ry m przypisuje się siła cudotw órcza. »Dwa
tak ie k a m ie n ie znajdują się w pow. Ih u m e ń s k im około wsi P ereż y ra ; je d e n z nich n a z y w a się Dziem jan, d ru g i zaś — Marya...
P rz e d 20 la ty s ły n ą ł siłą cud o tw ó rczą k am ień M a r y a : o pow iad a n o
o w yleczeniu p a ra lity k ó w , chrom ych, g łu c h y c h i t. d. D o niego
odb y w a li p ie lg rz y m k i n iety lko m ieszk a ń cy bliższych okolic, ale
n a w e t g u b e rn ii M ohylowskiej, W iteb sk iej, P sk ow skiej i W i l e ń ­
s k ie j“. K a m ie n ie te są zdala p o d o b n e do p o staci ludzkich, z w ła ­
szcza k a m ie ń M a r y a — do ko b iety . S k ła d a n o im w ofierze p ł ó ­
tno, len, w ełnę, prosięta, ow ce i pieniądze (str. 24). Dziś p o p u ­
larno ść M ary i nieco u p ad ła, ale d otąd dziewczęta, p r a g n ą c y wyjść
za mąż, s k ła d a ją jej w ofierze o brą czk i lub korale. Istnieją też
p o d a n ia o p rz em ien ien iu się ludzi w k am ien ie ; ta k około N i e ­
świeża lud opowiada, że wójt, k tó ry k a z a ł z rozkazu w łaściciela
orać na W ie lk a n o c , został zam ienion y w raz z p a r ą w ołów i p łu ­
g iem w kam ień.
Istn ieją też b ard zo liczne p rzeżytk i u b ó s tw ia n ia d rz ew i zw ie­
r z ą t ; p o d a n ia o p a p ro c i i roz erw ij-tra w ie są b ard zo pospolite.
K w i a t y p ap ro c i zbiera d o b ry „kupalskij d z ia d o k “ ; ro zerw ij-traw ę
znają ty lk o p ta k i wieszcze n. p. s ro k a i sowa.
P o d a n i a o w ężach są analogiczne do p o d o b n y ch p o d a ń p o l ­
skich. O ry g in a ln y m jest przesąd następ u ją cy : k urę, k t ó r a z a ś p ie ­
w a ła j a k kogut, łow ią i m ierzą nią odległość od k ą t a h o n o r o ­
w e g o (krasnyj kut) aż do p r o g u ; jeżeli g ł o w a p a d n ie n a p ró g ,
to j ą zaraz o drąbią, a k u rę zjedzą, jeżeli o gon — to k u rę po jego
o d r ą b a n iu puszcza się wolno.
Nie mniej liczne są ślad y fetyszyzm u słow a, w y ra ż a ją c e się
w za m a w ianiac h ; p rz y ta c z a m n ie k tó re : „C iem naja n o cz k a nacznle
p a r a d z iła — m ałom u dziciaci m u k i n a r o b iła ; ja s n o je son nijko
dzień naczinajeć, nacznie p ra h an iiajeć ; dziaunie nasyłajeć, boi sunimajeć. Szuch u piecz! Szuch u p i e c z ! “ (od nocznic); „N a si­
ne

212 —
niem m ori d w a n a n c y ť dubou ; p o d tym i d u b a m i d w a n a n c y ť p a p o u
czytajuć, p o h a n y je zuby zam ou laju ć" (od u k ą s z e n ia żmii); „pierszim razom , d o b ry m czasom H o s p o d u B o h u pom olim sia, ch rastu
po k ło n im sia. U c z o ra z w iac zo ra sonnijko ihrało, dobruju dorohu
prow ieszczało ; s ia h o d n ia z ra n k u za ra zaniałasia, u niebi na parozi z soncem s p o t k a ł a s i a ; za ła ty je kluczi u ruczki brała, dub o w u ju dzw ierku od m y k ała, szoukow yj po ło h p o d y m a ła , s o n ­
nijko n a niebo w ypuszczała, dob ruju dorohu p row ieszczała. U stau
j a ra n o — p o d w y jd u к w a k o n cu ; szcziro ja szcziro w z d y ch n u
do B o h a : daj że m nie B oże szczasliwu d o roh u! Aż swiatoj Jurij
k a n ia zapřahaje, swiatoj A n ł a s pom ahaje, od b iad y, n ap a ści zbiere h a je “ (na d o b rą d ro g ę ) itd. R o z u m ie się — z a m a w ian ie w o d y od
e g r y w a rolę o lb rz y m ią ; zw ykle B iałorusin pro si o n ią n ie ty lk o
znachorów i czarodziejów, ale n ie k ie d y n a w e t lekarzy.
Liczne są też p rz e ż y tk i a n im izm u ; w yrażają się one p r z e w a ­
żnie w pozostało ścia ch k u ltu p rz o d k ó w i o ry g in a ln y c h p ojęciach
0 św iecie za g ro b o w y m . D o ty ch c zas u trz y m a ł się zwyczaj z a w o ­
dzenia n a p o g rz e b a c h ; d o tą d jeszcze istnieją zaw o dow e płaczki.
M o g iłę kupują, jeżeli k o p ią c ją, n a tra fią n a k o ś c i ludzkie ; w ó w ­
czas rzucają m o n e tk ę „kab n iebo żczyki nie d r a lis ia “. Zdarza się
dziś jeszcze, że do t r u m n y z m arłeg o w k ła d a ją fa jk ę i ty to ń , jeśli
p alił on — t a b a k i e r k ę zaś, jeżeli za ży w a ł ta b a k ę . „Do n ie d a w n a —
m ów i p. B ohd ano w icz — do t ru m n y sk ła d a n o noże i g rzebienie,
m ajstro m zaś n ie k tó re ich in s tru m e n ty ; tym zaś, k tó rz y lubili
w ypić, s ta w ia n o w ó d k ę w b u te lk a c h lub k a m io n k a c h . N a c m e n ­
ta rz a c h , k o p ią c m o g iły , znajd ują czasam i te rz e c z y “ (str. 53).
S ty p y p o g rz e b o w e są z n a n e p o w sze ch n ie; noszą one różne n a ­
zwy. „ D z ia d y “' ob ch o d z ą się 3 razy do roku, ale najważniejsze
są — d n u ro w sk ie (24 października) ; ję z y k n a w e t p o s ia d a o so b n y
czaso w n ik — „d z ia d o w a ć “. P o uczcie stół się nie sp rząta, b y d u c h y
m iały co zjeść, dla nich k ł a d ą się o sobne ły żk i oraz część s tra w y
w y rz u c a się za okno. W pow. L e p e lsk im k o b ie ty obchodzą osobno
swoje „ d z ia d y “, k t ó r e noszą n az w ę „ b a b y “ ; o d b y w a ją się one
w w igilię o b ch o d u pam ięc i m ężczyzn zm arłych. „ R a d o n n i c a “
albo „niebożczyckij w ielikdzień" (pierwszy w to re k po niedzieli
p rzew od niej) w y ró ż n ia się styp ą, urz ąd za n ą n a c m e n ta rz a c h ; na
niej m uszą b y ć konieczn ie „ h r y b k i “ z m ą k i pszennej... R e s z tk i
s tra w y pozostaw ia ją n a m ie js c u ; rozlew ają n a w e t nieco w ó d k i
1 rzucają tyto ń, b y d ziady mieli co zakąsić, w y p ić i wypalić.
N iebo szczycy w ogóle chod zą po św iecie ; ta k m a tk a prz y ch o d zi
k a rm ić p iersią w ła s n e niem owlę, k tó re j e d n a k od teg o p o k a r m u
r y c h ło um iera . U p ió r czyli po b ia ło ru s k a „ u p y r “ w y sy s a k r e w

— 2J3 —
ludzk ą; staje się nim ten człowiek, k t ó r y za życia zn a ł się z siłą
nieczystą. B y uniem ożliwić te wycieczki, n ależ y g ró b u p io ra cza­
ro w n ik a rozkopać, od rą b ać mu głowę, p ołożyć m iędzy nogi,
a cmło przyg w oźd zić do ziem i ko łk iem osik o w y m ; jest to śro d e k
ra d y k a ln y . M ożna w szakże „oduczyć u p i o r a “ : trz e b a g ro m n ic ą
ra p to w n ie oświetlić chatę, a u p ió r o b e c n y stanie się w idzialn y ;
w ów czas trze b a go u derzy ć k o łem osikow ym .
D o rozdziału o uosob ien iach a u to r zaliczył p rz eży tki wierzeń
w duchó w dom ow y ch oraz innych, zam ieszkujących lasy, rzeki,
jeziora, b ło ta i t. d. Do d u chó w d o m o w y ch należ ą: c h a tn ik albo
dy m ow yj (przy p o m in a w ielko rosyjskiego „ d o m o w o g o “), jezdn ik '),
łaźnik ; są to d u ch y u c z y n n e i dobre. C h a tn ik m ieszka zw yk le
za piecem, jezd nik w osieci, łaźn ik zaś w łaźn i ; ostatni po pó ł­
n ocy uży w a kąpieli i dlatego nie m ożna chodzić do łaźni po 12
w nocy. G d y b u d u ją c h a tę now ą, w ów czas po d p ro g ie m z a k o ­
pują g ło w ę k u r y ; jest to o biata złożona tem u duchowi. C hlew nik
m ieszka w chlew ie ; jest to duch zły, k t ó r y dręczy i m ęczy k o nie
i bydło, ale o b aw ia się sroki, dlatego często w ieszają zabitą
srokę n ad w ro ta m i o b órk i lub sta je n k i ; zresztą p a stu si znają
różne sp osoby zam aw iania go N ie w ą tp liw ie — p o w ia d a a u to r —
ch lew n ik nie je s t p rz eżytkim stareg'o o p ie k u n a b y d ła , b o g a „W o ł o s a “, k tó re g o czynność sp ełn iają obecnie św. Jerzy i W łasij.
Istnieje też p o w szechn a w iara w żmija latając eg o , k t ó r y przyn osi
pieniądze.
S p o ro jest jeszcze p rz eży tk ó w u o s o b ie n ia sił p rz y ro d y :
w odz ia n nik i ru s a łk i m ieszkają w w od a ch p ły n ą c y c h . P o w szech nem jo s t zdanie, że dusze dzieci n ie c h rzcz o n y ch zam ieniają się
w rusałki, o k tó ry c h p o d a n ia są p o d o b n e do polskich. W lasach
m ieszka „lessij“ lub lasow ik ; jest to p y s z n y u t w ó r ludowej fantazyi. G ło w a jeg'o jè s t p o d o b n ą do w ierzch o łk a so sn y ; w zro stem
p rzew yższa on drzew a najw yższe; jeg-o ręce i nogi są ta k g r u b e
i k rz ep k ie j a k k o n a r y d ęb ów stu letnich ; oczy m u się św iecą ja k
u wilka. W rę k u trz y m a sosnę o g ro m n ą ; u d e rz a nią p o d rz e­
wach... i oto jest p rz y c z y n a szum u lasów. L aso w ik m ieszk a
w m atec zn ik u , d o k ą d w szystkie zw ierzęta id ą um ierać ; m atecznik ^
dla ludzi jest niedostępny. W puszczach la s o w ik p o s ia d a ry sy
wyżej podane, w lasach m a ły c h m ieszkają inne rodzaje, mniejsze,
ale niem niej szkodliwe. Zna też lud n a Białej R u s i d u ćh a w ich ru
’) Jezdnik — osieć, po polsku — osiocznik.
2)
Opis matecznika umieszczony w „Panu Tadeuszu“
wtarza opowiadanie ludowe.

dosłownie po­



214

-

k rę c ą c e g o się ; je s t to „p o d w ie j“. S zkodzi on ludziom, n asy łają c
im chorobę, noszącą też sa m ą nazw ę (p a raliż); b y o ch ro n ić się,
n ależy p o k a z a ć m u figę
W e d le a u to ra p rz e ż y tk a m i k u ltu sło ń ca są k o lę d a (kolada^,
ob rzędy zap ustn e, w ielkan oc ne i św ięto jersk ie w raz z pieśniam i
o d p o w ied n iem i i z a b a w a m i, o b c h ó d so b ó te k (kupało), tudzież
św ięto „ B o h a c z a “. N a B iałej R u s i w y ra z ,R o l a d a " oznacza bądź
n a z w ę obchodu, bąd ź p ro d u k tó w , n ie z b ę d n y ch w czasie u ro c z y ­
s t o ś c i 1). L u d dzieli k olęd ę n a postną, k t ó r ą zw y kle n az y w ają k u cyą, tłu stą (w igilia N o w e g o R o k u — szczedryk), oraz g ło d n ą
(w igilia T rz e c h K r ó l i ) ; najważniejszą j e s t k u c y a . Z nią zw iązanych
je s t dużo zw yczajów i oby czajów lu do w y ch ; tegoż d n ia ch ło p cy
i dziew częta w sposób ro z m a ity s ta ra ją się o d g a d n ą ć przyszłość ;
w ów czas też g o s p o d arze „sieją b ó b “, żeby ziarna zboża b y ły ta k
w ielk ie jak bobow iaki. W czasie św iąt B ożego N a ro d z e n ia o d b y ­
w ają się ró żn e g r y ludow e ; k o lę d n ic y z k o zą o bch odzą chaty,
ś p iew a ją c pieśni stosow ne. Z a p u sty p osiad ają też w ła s n e obrzędy
jak i św ięta W i e l k a n o c n e ; p ieśn i od nośne są b ard zo rozpow sze­
chnione ; w nich św. J e rz y i M ikołaj w y s tę p u ją n ie m a l w c h a ­
r a k te rz e d o b ry c h g o sp o d arzy b ia ło ru s k ic h ; p e w n a p ieśń n a z y w a
św. J e r z e g o „bożym k lu c z n ik ie m “. W i a r a w rosę św iętojerską
je s t p o w s z e c h n a ; m a o na p o s ia d a ć w łasności cudo w ne. O bchó d
dnia św. M ik o łaja (9 m aja) n a z y w a się „M ikolszczynoj“ ; u przedn io
c a ła wieś o b ch o d z iła j ą .ucztą u ro c z y s tą w polu, dziś o bchodzą ją
ty lk o p a s tu c h y i woźnicy.
S o b ó tk i czyli święto K u p a ł y za c h o w a ły b a rd z o dużo p rz e ­
ży tk ó w przeszłości zam ierzchłej; z dniem ty m zw iązane są liczne
w ierzenia ludow e : p a p ro ć kw itnie, s k a r b y „ p a lą s ię “, czarow nice
o dbiera ją m leko k ro w o m itd. itd S o b ó tk i są św iętem ognia. Ic h
ob ch ó d rozp o czy n a się śpiew em pieśni n ą cześć słońca, p otem
n a s tę p u je s k a k a n ie przez o g ień rozpalony, dalej różne g r y i za­
b aw y , oraz ś p ie w y stosow ne. J e d n a z p io sn ek b iało ru sk ich , w s k a ­
zując n a daw niejsze znaczen ie teg o o b c h o d u jak o św ięta miłości,
t a k m ów i o k ob iecie :
„D ruźo czk am n. a d n u noczku,
A s u ż a ń k a na uw ieś w i e k “.
I n n a znow a o p o w ia d a o tern, ja k b r a t ożenił się z siostrą
i o tem , j a k zam ienili się m ałżo n k o w ie w b ra tk i. G d y o g n ie d o ­
p a lą się, w ów czas c h ło p c y rzucają się i c h w y ta ją dziewczęta.
’) „Jechała kolada po ładu, rozsypała koladu“.

— 215 —
P o w s ta je zam ieszanie: oblubieniec odbija swoją oblubienicę, jeżeli
w y b r a ła ona in n e g o ; wielbiciele jednej dziew czyny zaczynają s p i e ­
ra ć się o nią ; dziew częta w y ry w a ją się z r ą k ty ch chłopców , któ rzy
im nie p o d o b a ją się ; inne p a r y szczęśliwsze s ta ra ją się czem
prędzej u k r y ć się w życie... N areszcie k o ń cz y się w szystko ; p a r y
rozchodzą się, b y razem w życie spędzić noc aż do w schodu
sło ńca (str. 120). A u t o r j e d n a k dodaje, że d z i ś je s t to już tylko
obrzęd, p rz e ż y te k d a w n e g o św ięta miłości, w k t ó r y m n ależy w i­
dzieć ślady pierw otnej luźności sto sun kó w płciow ych.
N a Białej R u s i lud p ra w ie nie zna n a z w y św ięta N a ­
ro dzenia M aryi P a n n y ; w pow iecie B o ry so w sk im nosi ono n a ­
zwę „B o h a c z a “ z p ow o du ob rz ęd u , ta k z w a n e g o ; w inn ych
miejscowościach o bch ód ów o d b y w a się w dnie inne, ale zawsze
w jesieni wczesnej. „B ohacz“ albo „ B o h a tc e “ — to plecionka,
p e łn a żyta, do k tó re g o w su w a się św ieczka w oskow a. Żyto to
pocho dzi z p ierw szeg o sn o p u zżętego. „B o h ac z“ staw ia się zaw sze
p o d o b razam i św iętych. G d y przyjedzie d u c h o w n y p ra w o s ła w n y ,
w ów czas o d p ra w ia się n ab ożeństw o k ró tk ie i „B o h ac z“ pośw ięca
się ; p o tem obnoszą go z kolei po w szystkich ch a ta ch ; to w arzy szy
m u duchow ny. K r ó t k i e n ab ożeństw o o d b y w a się n a dziedzińcach ;
„ B o h ac z“ u s ta w ia się przytem n a stole, zasłanym o b ru se m czy­
stym . Częstują go zbożem, k tó re za b iera potem duchow ny. „ B o ­
hacz“ też wnosi się w śro d e k stada, ze b ra n e g o z całej wsi ; p o ­
tem odnoszą go do chaty, staw iają w k ąc ie h o n o ro w y m i pozo­
staw iają aż do ro k u przyszłego. U czta, bardzo często wspólna,
ko ń cz y ten ob chó d cały.
R o z d z ia ł 5-ty a u to r pośw ięca uosobieniu złego, 6-ty zaś —
w spólnikom siły nieczystej. W c ie len iem , uosob ieniem złego je s t
d y a b e ł ; p o s ia d a on w y g lą d s a ty r a z d odatk iem o g o n a kro w iego .
D y a b li b y w a ją w ięksi i mniejsi, po m ięd zy nimi dużo je s t g a r b a ­
ty ch, k rzy w y ch, k u la w y c h itd ; tę okoliczność lud tłóm aczy s k u t ­
k am i p rz eg ra n ej w alki z aniołami. D y a b e ł najgłów niejszy, ich
wódz, został za k u ty przez anio łó w w ła ń c u c h y i za m k n ię ty w g órze
kam iennej. G rz ech y i n iepraw o ści ludzkie toczą je jak rdza, ale
corocznie n a W ie lk a n o c o dnaw iają się one. T rzęsienie ziemi .—
to s k u te k ro zpaczliw ych ru c h ó w d y a b ła uw ięzionego. D y a b li n i e ­
k ie d y naw ięzu ją stosunki m iłosne z k o b ie ta m i ; dzieci ich —• to
p o tw o ry . S ą też dyabli, d yablice i d y a b lę ta . D y a b e ł jest źródłem
złego ; p od aję tu p o d a n ie odnośne, bardzo ro z p o w s z e c h n io n e :
;,na p o c z ą tk u woda p o k ry w a ła ziemię. B ó g rozkazał d y a b łu z a ­
n u rz y ć się i z sam ego d na d o stać g a r ś ć ziemi. D y a b e ł spuścił
się n a dno, n a b r a ł g arść ziemi, ale nie w s z y s tk ą o d d a ł B o g u ,

-

2L6 -

albow iem część sch o w a ł w gębie. B ó g w ziął w rę ce g a rś ć ziemi,
p o b ło g o s ła w ił ją i rzucił n a w odę — i ziem ia zaczęła rosnąć,
rozszerzać się i p o k ry w a ć w odę g ł a d k ą i ró w n ą w arstw ą ja k bojow isko ; ale zaczęła ro snąć też ziemia, k t ó r ą d y a b e ł m iał w g ę ­
bie, zaczęła mu rozdzierać ją. D y a b e ł w ijąc się z bolu, zaczął t a ­
rzać się ¡зо ziemi i w y p lu w a ć ją. D łu g o ta rz a ł się on i p lu ł; d la ­
teg o pow ierzchnia ziemi s ta ła się g ó rz y s tą , a w n ie k tó ry c h m iej­
scach n a w e t za tru ła się śliną d y ab e lsk ą . W s k u t e k tego, g d y P a n
B ó g p rz y g o to w u ją c ziem ię d la człow ieka, p osiał żyto, p s z e n ic ę
jęczm ień, p roso i tra w y lekarsk ie, w n ie k tó ry c h m iejscach w y ro s ły
perz, lebioda, blekot, cierń i w s zy stk ie in n e ro ślin y szkodliwe.
P o te m B ó g stw o rz y ł zw ierzęta p o ż y tec zn e: konie, k ro w y , owce,
psy... ale n ie k tó re z nich nie um iejąc odróżnić t r a w y pożyteczne
od szkodliw ych, n a jad ły się o statn ich i za m ieniły się w wilki,
rosom aki, niedźw iedzie i inne zw ierzęta szkodliwe. T rw a ło to d o ­
p óty, do pók i zw ie rzę ta nie n a u c z y ły się rozróżniać t r a w y p o ż y ­
teczn e i jad ow ite. Zlepił B ó g z g lin y Człowieka, tc h n ą ł n a ń i czło­
w iek zaruszał się, ożył. D y a b e ł w idział to w szy stk o ; w y b ra ł
chwilę, g d y człow iek spał, tc h n ą ł n a ń —- i „osiedlił się w Czło­
w iek u duch zły i czło w iek o trzy m a ł sk ło n n o ść do z ł e g o “. T o n a ­
d er c h a ra k te r y s ty c z n e p o d an ie z a p isa n em zostało w m iastecz k u
C ho łop ien iczach (pow. B o ry s o w s k i gub. M ińska).
W s p ó ln ic tw o z d y ab łem czyli siłą n ie c z y s tą lu d biało ru sk i
uznaje za m ądrość wyższą ; w spó lnicy noszą n az w y różne : wiedżm ak, wiedźm a, w o w ko łak, cz arow nik, z n a c h a r i t. d
Z nachor
i zn a c h o rk a cieszą się p ew n em uznaniem , alb ow iem k o rz y s ta ją
ze swej m ąd rości n a k o rz y ś ć ludzką. Istn ieją w y łączne fo rm y
czarow nictw a, za stosow ane do p rofesyi p o szc zeg ó ln y ch np. młyn arstw a, le ś n ic tw a i t. d. M łyn arz G rzegorz P oreck i (m iasteczko
Chołopienicze) s k ła d a ł corocznie ofiarę „ w o d z ia n n ik o w i" ; leśnicy
d o tąd s k ła d a ją ofiary ,,laso w ikow i“ , m y śliw i zam aw iają b ro ń itd.
C zarow nicy p ra w d z iw i m uszą zaw rzeć p rz y m ie rz e z dy ab łem ,
s p rz e d a w s z y m u sw oją duszę ; trze b a n a k rz y żu jący c h się d ro g a ch
p rzyw iązać do k rz y ż a h o sty ę i w ystrzelić w nią. L u d wierzy, że
strzelający widzi w ó w czas C h ry s tu s a u k rz y ż o w a n e g o . W o w k o ła k
to człowiek, k tó ry za m ienił się w wilka, bard zo niebezpieczn ego.
W ied ź m y , to zw y kle k o c h a n ic e d y a b ł a ; szkodzą one ludziom.
W i a r a w nie je s t p o w szech na. Istn ieją też jeszcze w różbitki, p r z e ­
po w iad ające przyszłość, oraz z n a ch o rk i i tłóm aczki snów. Znach o rk i tru d n ią się p rz ew aż n ie leczeniem . M e d y c y n a lud ow a b i a ­
ło ru s k a jest w za ry s a c h o g ó ln y c h b a rd zo p o d o b n a do innych;
b ardzo w a żn ą w niej rolę g'ra zam a w ian ie oraz u p o d ob nienie, np.

ш

£)о js ír . 21Z-

L¿¿ Á

L' u/ Ó^ur.

é

%

— 217 —

jęczm ień na oku leczą kłuciem ziarnem jęczm iennem . P rz y c z y n y
chorób byw ają ró ż n e .. Najczęściej s p ra w c ą ich jest dyabeł, k tó ry
albo p rz e n ik a w ciało ludzkie podczas snu, albo otacza je p o ­
w ło k ą niewidom ą, co wyw ołuje bole i g o rą c z k ę ; b y w a też, że
„p oruszenie d u szy“ wyw ołuje cierpienie, albow iem wówczas znaj­
duje się ona w miejscu niew łaściw em . Dusza może c z a s o w o
opuścić c ia ło ; w ten sposób lud tłó m a czy om dlenie i inne form y
u t r a t y sam owiedzy. C h orob y nerw ow e leczą się przeważnie za m a­
w ian iem tudzież w ylew aniem i w ym ierzaniem ; urok polski n azyw a
się „ s u r o ć “ albo „p odziw “ ; m ożna go nasłać. Istnieje d otąd wiara
w oso b n ą chorobę zw aną „ścień“ ; jej rys c h a ra k te ry s ty c z n y —
to u t r a t a w łasnego cienia a nabycie obcego, k tó ry nasyła albo
d y a b e ł albo jego wspólnicy, p o siad ający w zapasie dużo cieniów
ludzkich. Nie ta k d aw no jeszcze, b y ochronić się od „m o ru1 (epi­
demii), p o stęp o w a n o tak : do sochy zaprzęgały się m łode dziew ­
czyny, zupełnie nag ie i w to w arzy stw ie starszych kobiet, nagich,
ale zaop atrzony ch w rozmaite in stru m en ty brzęczące, p rz e p ro w a ­
dzały brózdę około wsi w śród n ocy głębokiej ; celem tow arzyszą­
c y c h k rz y k ó w jest przelękn ien ie „morowoj p a n n y “. W tym o b ­
rzędzie mężczyźni nie mog'ą uczestniczyć ; s p o tk a n y c h k o b iety
bez m iłosierdzia biją. R o z u m ie się — czarow anie ,,na śm ierć“ ,
„ w y jm o w a n ie slad u “, „załam yw anie załomów w życie“ i t. d. s p o ­
t y k a się dość często. Zna lud też „lubiźniaki“ t. j. środki zape­
w niające miłość osoby płci innej ; najlepszy — to dwie kostki
nietoperza, którem i trze ba d otkn ąć się do osoby pożądanej. Można
też m iłość m ałżeńsk ą zniw eczyć; trzeba tylko przed młodem m a ł­
żeństw em , w racającem ze ślubu, rozbić g arn ek. Jeśli p a n n a młoda
nie p ra g n ie m ieć dzieci, to w czasie ślubu w zanadrzu w inna
mieć zam ek zam knięty, k tó ry należy potem położyć pod poduszkę.
R ozu m ie się — nie w yczerp ałem treści omawianej książki,
m im o to je d n a k moje sp raw ozdanie przekroczyło g ra n ic e n a k r e ­
ślone. P o m im o wielu usterek, książka p. A. B ohdanow icza w artą
jest przestu d y o w an ia sum iennego.
Jan Witort.

Dzwonki gliniane i siekierki drewniane z kiermaszów krakowskich,
(Z ta b l i c ą H to gra fo w a ną ).

P ie rw s z y m n a wiosnę kiermaszem, na k tó ry dążą K r a k o ­
wianie, jest odpust na p ólw siu Zwierzyńcu, przytykającem do K r a ­
kow a. O d p u s t ten n a z y w a się „ E m a u s “, n a k tó ry udaje się l u ­
d n o ść t a k wiejska, j a k miejska, ażeby tam w ysłu ch a w szy n abo-

— 218 —

żeństw a w' klaszterze pp. N o rb e rta n e k , z a o p a trz y ć swe dzieci
w siek ie rk i d re w n ia n e i dzw onki gliniane. E m a u s o d b y w a się
w d ru g ie św ięto W ie lk ie jn o c y i trw a c a ły dzień.
R o z ło ż o n e k r a m y tuż pod m u re m klasztoru, j a k i po p r z e ­
ciwnej stro n ie, za o p a tru ją się n a ten dzień w m n ó stw o szkaplerzy, k siąże k do nabożeństw a, k o ro n e k , lalek i p ieśn i r e lig ij­
n ych, w y d a w a n y c h po m niejszych d ru k a rn ia c h , j a k W a d o w ic e ,
G ró d e k etc.
O b o k s t r a g a n ó w w y m ie n io n y c h stoją k r a m y z p iern ik a m i,
a zatem różańcam i z ciasta b ia łe g o i c z erw o n e g o , sercam i o zd o­
b ném ! w obrazki, k o n ik a m i o b o k o w o c ó w rozm aitych.
P o m ię d z y w ięk szy m i k r a m a m i ro z k ła d a ją bied niejsi k r a ­
m arze p ł a c h t y n a ziemi, a na nich n ac zy n ia drobn e, m in ia tu ry ,
że ta k n az w ę naszej ceram iki, a zatem fo rm y na b abk i, m ise­
czki, g a rn k i, ko n ew k i, d z b a n k i i gw izd k i w ró ż n y ch kształtach.
G liniane te w y r o b y z a k u p u ją u B łażeja W i e d e ń s k i e g o (Z w ierzy­
niec ul. K r o w ia Nr. 67) i u K e r n e r a n a S m o le ń sk u w K r a k o w ie .
W ł o d e ń s k i p o le w a n a c z y n ia n iety lk o zielonem szkliw em , ale j a ­
s n em żółtem i ziem nem w iśniow em , a w y ra b ia miseczki z różnemi o rn a m e n ta m i. D z b a n k i zdobi n ie ty lk o o rn a m e n ta c y ą , ale
d rz ew am i zielonemi, n a tle żółtem . K e r n e r zaś g w izd k i w kształcie
r y b y , p s a i k u r a w y ra b ia , a polewa, je ciem n e m żółtem i zgniło
zielonem w p la m y b rą z o w e szkliwem. M ają oni j e d n a k w spólność
w w y ra b ia n iu dzw o nkó w g lin ia n y c h z dw ó c h rodzajów gliny, ciem ­
niejszej, lepiej w yp alo nej i szarej mniej palonej. O by dw aj zdobią
je p a s k a m i p oprzecznym i, b iałym i, m ato w y m i, u n ie k tó ry c h d o ­
d ając linię falistą, s p o d e m dzw o n k a b ie g n ą c ą . D z w o n e k ta k i m a
szyjkę g ru b ą , u której s p o d u p rz y ze tk n ię ciu się z w ła śc iw y m
dzw onkiem są d w a otw orki, a przez nie p rz e w le k a się sz a rą n itk ę
o p a trz o n ą g a ł k ą z g lin y palonej. G a łk a ta u d e rzając o b rz e g i
dzw onka, w y d a je d źw ięk właściw y. D z w o n e k z a k u p io n y 8/5 1876
przez prof. Łepkow skieg-o dla G a b in e tu A rc h e o lo g ic z n e g o Uniw.
Jagiell. Nr. 5953, je s t w yższy i zgrabn iejszy , bo nie t a k szeroki
u g ó ry , za to ro zszerz ając y się u spodu, o zd obiony zaś ja k
dzisiejszy n a r y s u n k u (fig. 1.) podany.
N a czy n ia g lin iane, wyżej opisane, m am z a m ia r lepiej o pracow;ać p rz y ceram ice z okolic K r a k o w a .
Dalej stoją k r a m y z w y ro b a m i z drzew a, a zatem s ik a w k a m i
rę cznem i i p iszczałkam i s p ro w a d z a n e m i z W ę g ie r . O b o k taczek,
g ra b i, m o t y k i ry d ló w w pom niejszeniu, a z a b a w e k dziecinn ych ,
t. j. w ózków ciem no fioleto w ych z d w o m a k o n ik a m i czerw on o

-

219 -

m alow anym i, leżą na stosie siek ierk i drewniane, w raz z g r z e ­
cho tk am i dziecinnem i.
W ś r ó d ty ch za b a w e k n ajciekaw szem i są niezaw odnie sie­
kierki, k tó re noszą c h a r a k te r nasz, a naśladu ją swoim k s ztałtem
t a k z w a n ą siek ierę żelazną k ra k o w s k ą . K a ż d y wreszcie p o w ra c a
z sie k ie rk ą t a k ą i dzw onkiem g lin ia n y m , jak o ś w iade ctw em , że był
na E m au sie i z tego też to p ow odu ty m i ty lk o dw om a w y rob am i
zajmuję się teraz, jak o n a jc h a rak te ry sty czn iejszy m i z działu p rz e ­
m y słu naszego ludu.
R y s u n k i obok zam ieszczone w sk aż ą n am n ietyiko k ształt
o g ó ln y siekierki, ale także o rn a m e n tacy i, jakiej u ży w ają dla jej
ozdobienia. N a siek ierk a ch po jednej i po drugiej stro n ie są w y ­
palania, a dzielą się n a trzy części o różny ch ozdobach. Trzon
j e s t j e d n a k najskrom niej zawsze zdobny, ś ro d e k p rz y b ie ra w iększy
o rn a m e n t a ostrze najw iększy i n ajbogatszy.
S ie k ie rk i te w raz z za b aw k a m i dziecinnem i drew nianem i,
w y ra b ia ją w ieśniacy w T rzem eszn i fpow. M yślenicki), a sp rzedają
je n a k ie rm a sz a c h n ie ty ik o w sa m y m K ra k o w ie , ale za jeg o ro ­
g a tk a m i, ja k n a k ierm a sz u (R ę k a w c e ) n a K rz em io n k ach przy
kap licy św. B e n e d y k t a pod k o p c e m K r a k u s a , w trzeci dzień
W ie lk iejn o cy , dalej na k ierm a sz u n a S k a łc e , przy kościele 0 0 .
P a u lin ó w w d niu ósm ego maja, nie licząc wielu innych.
O zdoby na s iek ierk a ch d r e w n ia n y c h białych, w y ra b ia się za
pom ocą w y p a la n ia rozżarzoną cechą żelazną. Cech ty c h jest
nie wiele, bo zaledw ie p ięć ; k o m b in a c y e je d n a k liczne p o w ię k ­
szają b o g a c tw o ozdób. P ie rw s z ą je s t koło złożone z 17 p rz ecin ­
k ó w k u ś ro d k o w i zw ró con ych (fig. 2.), z tego p o w stają k o m b i­
n a c y e różne, jak dw a po za śre d n ic ą łączące się k o ła, albo też
trz y linią łu k o w a tą z jednej stro n y połączone.
D r u g ą cechą je s t g w ia z d k a mniejsza o 9 p rzecin k ac h (fig. 3),
k tó r a służy do k o m b in a c y i z p ierw szą i trzecią cechą.
Trzecia, są to ró w n o le g le ułożone trójkąciki, z k tó ry c h w p o ­
łączeniu z d ru g ą cechą, tw o rz ą się najrozm aitsze formy, jako to
krzyż u k o ś n y (fig. 4.), krzyż u k o ś n y z p o p rz ecz n em przecięciem
(fig. 5.), k rzyż u k o ś n y tw o rz ący ja k o b y ósem kę, trójząb z b ie g a ­
ją c y się w jed n y m pu n k cie (fig. 6.), k w a d ra t u k o ś n y z g w ia z d k a m i
po czterech ro g a ch (fig. 7), ząbki (fig. 8), skośnie w p r a w ą (fig. g)>
lub lew ą s tro n ę u ło ż o n e ; g w iaz d a je d e n a s to -ra m ie n n a (fig. 10),
wreszcie człow iek o g łow ie z ce chy d r u g ie ’, ja k to w idzim y na
r y s u n k u (fig. 11). N aśla d o w n ictw o to cz ło w ieka znajduje się n a
siekierce w Gab. A rch. U niw . Jagiełl. Nr. 9236.

-

220



C zw a rta cecha (fig. 12.), to k w a d ra c ik i drobne, w iększe j e ­
d n a k j a k tró jk ą ty trzeciej, ró w n o le g le ułożone.
N ajbog atszym o rn a m e n te m j st sło ń ce o o g n is k u g łó w n e m ,
złożonem z licznego p u n k to w e g o w ypa le n ia , z p ro m ie n ia m i r ó ­
w n olegle u staw ionym i, złożonym i z c e c h y trzeciej i czw artej (fig. 13).
P i ą t ą zaś rzad szą i mniej p o d a tn ą do k o m b in a c y i, je s t k w a ­
d ra t w y p a lo n y z k ó łk ie m w ś r o d k u n ienaru szon em , a w równej
odległości um ieszczonym i tró jk ąc ik a m i, w y p a la n y m i p rz y czterech
ś c ian a ch k w a d r a t u (fig. 14).
G rzechotki dziecinne są rów nież w tak ie sam e w y p a la n ia
zdobne, a ry s u n e k (fig. 15) obok zam ieszczony, w yjaśni lepiej
k s z ta łt tej z a b aw k i
W y p a l a n i a n a drzew ie o rn a m e n tó w p o siad a niety lk o Trzemesznia, ale w iele okolic w P o lsc e, że tu w y m ie n ię M od lnicę
p o d K r a k o w e m i K o ł t ó w w złoczowskim , k tó re u żyw ają 8 -p rzecinkowej g w ia z d y (fig. 16). Z naki te zauw ażyłem , p ierw szy na klek o tc e w Gab. A rc h . U niw . Jagiell. Nr. 9234, drugń zaś w M u ­
zeum techn ic zno -p rz em ysłow em w K r a k o w i e n a cebrzyku . M o ty w a
ty c h ozdób widzim y oprócz teg o n a s e r k a c h ow czych w g ó ra c h
i n a h a fta c h ludo w y ch. G w iazd o liczn y c h p ro m ie n ia c h u ż y w ają
tak że p ie k a rz e n a P ę d z ic h o w te w K r a k o w i e i n a P r ą d n i k u po d
K r a k o w e m do zdobienia chleba, szczególniej n a św ięta, w reszcie
co najważniejsze, n a w y k o p a lis k a c h , a m ianow icie n a g lin ia n y c h
naczy niach, w y d o b y w a n y c h n a n a sz y ch ziemiach.
M a te ry a łó w do lep sze g o stu d y u m n ie s te ty je s t jeszcze za
mało, m uszę zatem p o p rz estać n a tej w zm iance, o b iecu ją c sobie,
że g d y więcej m a te r y a łó w u d a mi się zebrać, p o w ró c ę znow u do
te g o przedm iotu.
N a k ierm a sz ach w k ra k o w s k ie m , j a k w s a m e m mieście, zja­
w iły się od p e w n e g o czasu s ie k ie rk i m a l o w a n e , o o d m ie n ­
n y c h k s z ta łta c h , z k tó ry c h najśw ieższym je s t m ło te k p o d o b n y
do kilofu.
S ie k ie rk i te są w y ro b u k r a k o w s k i c h m ularzy, k tó rz y tern
tru d n ią się w czasie zimy, s m aru jąc b a r w a m i b ru d n e m i, buraczkow em i, b ru d n o zielonemi itd. o o rn a m e n ta c h złożo nych ty lk o
z linii k rz y w y c h z k r o p k a m i in n y c h b a r w . Ciż s a m i m a lu ją także
przez siebie w y ra b ia n e łóżka, sto ły i sto łk i o b o k fig ur n aślad u ją­
c y c h żydów , k tó r e to fig'ury p o ru sz ają się p rz y d otk nięciu, n a ­
śladując k iw a ją c y c h się p rz y m o dlitw ie żydów. S ą to świeżo z u ­
pełnie p o w s ta łe w y ro b y , p rz e trw a ć j e d n a k m o g ą s ta rsz ą m odę,
o p a lo n y c h n a b ia łe m tle ozdobach.
Stanisław Cercha.

— 221 —

Kilka szczegółów z wierzeń ludu.
(Z o k o l i c y A n d r y c h o w a ) .

J e s t p e w n a choroba, k tó r ą lud zwie żółtaczką, z tej racyi,
że człow iek n ią n aw iedzo ny m a żółtą cerę. A b y się jej pozbyć,
należy prosić księdza, b y pozw olił się ch orem u p rz e g lą d n ą ć w p a ­
tynie, lub, j a k inni za le cają , n ato pić sm oły, w ylać n a misę
i w zw ierciedle tejże p rz e g lą d a ć się. S k u te k m a b y ć niezaw odny.

S ta re b a b y wiejskie, o bsług ujące k o b ie ty blizkie rozw iązania,
g d y p oró d p rzychodzi z trudnością, w zyw ają m ęża chorej i proszą,
b y im p oży c zy ł s ta ry c h spodni, k tó re n astęp n ie k ła d ą p o d krzyże
położnicy. P o r ó d w ów czas szy b k o i lekko nastąpi.

K t o chce, a b y m u się by d ło dobrze w ciąg u rok u chowało,
to znaczy : chętnie jadło, w olne b y ło od zasłabnięć, chorób i t. d.,
po w in ien p rz ed św. W o jcie ch em (23 kw ietnia) sc h w y ta ć żyw ego
k r e ta i w puścić go do stajni.

D n i w czasie now iu księżyca n a z y w a lud „próżnym i". K o ­
b iety nie n asadzają w te d y k w oczek n a jaja, g d y ż nie chcą się
lę g n ą ć k u rczęta. Najlepiej nasa d zać k w o k i w dzień, w k tó ry m
p rz y p a d a w e d łu g k a le n d a rz a ja k ie jś Ś w ię te j, gdyż z w y lę g n ię ­
ty c h k u r c z ą t b ę d ą sam e k u r y ; jeżeli zaś n asad za się je w dzień
ja k ie g o ś Ś w iętego , będzie m iędzy k u rc z ę ta m i wiele k o g u tk ó w .

N ajlepszym dniem do p rz esadz ania drzew ow ocow ych, je s t
W i e l k i P ią te k , bo d rzew a w ten dzień przesadzane w szystkie się
przy jm ą.
Jeżeli w w ig ilię Bożeg'o N aro d zen ia p rz jjd z ie p ierw szy do
c h a ty mężczyzna, oznacza to, że w ty m ro k u będzie się dom o­
w n ik o m szczęściło ; jeżeli zaś p ierw szą wejdzie kobieta, a w d o ­
d a tk u s t a r a , nieszczęścia nie b ę d ą om ijały m ieszkańców teg o
dom u. S zczególniejsze szczęście o zn aczałyby w tym d niu o d w ie ­
d z in y ż y d a lub c y g a n a , a już p e w n e nieszczęście przynoszą : ży­
dó w ka, c y g a n k a lub ksiądz. — Zupełnie tak ie sam o w ierzenie
je s t o dniu Noweg'o R o k u .

_

222 -

Jeżeli g o sp o d a rz w p ro w a d z a k o g o ś do swej stajni, celem pokaziinia mu dob y tk u , co się j e d n a k rz adko zdarza, p o w in ien gość,
nim spojrzy n a byd ło, sp lu n ąć trzy razy n a ziemię w prog'u
stajni, raz p rz ed siebie, n a s tę p n ie w p r a w ą i lew ą stron ę i p o ­
w iedzieć: „Na p s a u r o k “, lub „Bez u r o k u “. Inaczej m ó g łb y sw ym
w zrok iem nieszczęśliw ym „urzec“ b y d ło , a u ro k o k a z a łb y się
w tem, że np. k r o w y s tr a c iły b y m leko, w y g lą d a ły ch ude i t. p.
N ieraz słyszy się: „ Ja k em nieszczęśliwie w p ro w a d z iła do stajni
tę kobietę, od teg o czasu nie m o g ę niczego przychow ać, ani cie­
liczki, ani byczk a, bo się nic nie d a r z y “.

G d y w c h o d ząc y do ch a ty zastan ie d o m ow nik ów , k tó rz y siedzą
w k oło stołu p rz y spożyw aniu obiadu, lub wieczerzy, p o w in ie n
odezw ać s ię : „ R a c B ó g z e g n a ć “ (R acz B ó g że g n ać alias b ło g o ­
sławić). J e d z ą c y o d p o w ia d a ją : „Pójdźcie k u nom o b i a d o w a ć ; nato ś m y siedli, a b y ś m y zjedli; nie d o m y sie o d e g n a ć “ . P o ta k im
w stęp ie zaczy n a się rozm ow a. D laczegóż to? Oto, a b y g o ść sw ym
ła k o m y m w zrokiem „nie u r z e k ł“ jedzących, co sp o w o d o w a ć b y
m ogło ud ław ien ie się ich, lub po prostu, to ja d ło „nie w y szło b y
im n a z d r o w ie “. T ro s k liw o ść w ty m w zględzie okazują n a w e t
p rz y z w y k ły c h p o w ita n ia c h w Chacie, bo p ierw szem p y ta n ie m je s t :
„Cós, pośniodaliście j u s “, lub p o o b ia d o w a b śc ie j u s “ ? poczem n a ­
stępują dalsze p y ta n ia o zdrow ie i rozmowa.

Jeżeli w W ig ilię w czasie wieczerzy, g d y w szy sc y dom o­
w n ic y siedzą i zajadają, wejdzie k to ś o b c y do chaty, nie pom oże
już jeg o „ R a c B ó g z e g n a ć “, bo to p rzyjście je s t n ieo m y ln ą w r ó ­
żbą, że k to ś z s ied zą cy ch p rz y w ieczerzy um rze w tym roku.

P o spożytej w W i g i l ią w ieczerzy dziewczęta, m ając e ochotę
w yjść za mąż, b io rą na ręce p e w n ą nieliczoną ilość dre w ien
z pola, p rz y n o s z ą do izby i ra ch u ją je. Jeżeli w y p a d n ie ich liczba
p a rz y s ta , je s t to znak, że w ty m ro k u d o cz ek a się męża, w razie
n iep a rz y sto ś c i nie w y d a się jeszcze.

P asterz e, g d y p ie rw s z y raz m ają w y p ę d z a ć b y d ło n a paszę,
g otu ją jaja i u k ła d a ją je prz y p r o g u stajni. R o b i ą to w ty m celu,
a b y się k r o w y „nie g z i ł y “ (nie go n iły ) n a p a s tw is k u i z pastw i-

-

223

-

s k a nie u ciek a ły . K t ó r a z k ró w , przechodząc przez p ró g stajni,
rozbije jedno z leżą cych jaj, ta z pew no ścią najczęściej będzie
uciekała,, tej więc n ależ y szczególnie pilnow ać n a p astw isk u.

T em u , kto w tenczas je (np. chleb), g d y widzi, że ludzie niosą
u m a rłe g o zwłoki, rośnie n a ciele (np. ręce, nodze) k ość zw ana
m artw icą.
C h cąc się dowiedzieć, k t ó r y g a t u n e k ziem niaków nie będzie
g n ił w roku p rzy szły m , w zględnie k t ó r y z nich dob rze obrodzi,
b io rą trz y ziem niaki średniej w ielkości i we W i g i l ię po w ieczerzy
w y k ra w a ją z k a ż d eg o k a w a łe k w ten sposób, że z je d n e g o zie­
m n ia k a k ra ją największy, z d ru g ie g o mniejszy, a z trzecieg'o najmniej' szy, i k ła d ą te k a w a łk i n a such em miejscu. K t ó r y z „ o k r a w k ó w “
puści kieł do d n ia N o w e g o R o k u , te ziem n iak i obrodzą dobrze,
k tó ry zaś zacznie gnić, zn ak to, że ten g a tu n e k nie obrodzi, g d y ż
alb o g'nić będzie, albo „zaraza p a d n i e “ n a niego. N ajw iększy
„ o k r a w e k “ oznacza ziem niaki w c z e s n e , średni średnie, a n a j­
m niejszy późne.
P o d o b n a w różba je s t w W ig ilię o życie i pszenicy. P o w i e ­
czerzy staw iają d w a zaczęte b o ch e n k i chleba tuż przy sobie miej­
scam i n a k ra ja n e m i, je d e n z n i c h 'j e s t żytni a drugi pszeniczny.
M iędzy te m iejsca w k ła d a ją nóż i uważają, z której stro n y do dnia
N o w e g o R o k u zardezwieje; jeżeli p o k ry je się rdzą od s tro n y chleba'
żytniego, je st to znak, że żyto w tym ro k u będzie liche, jeżeli od
stro n y ch leb a pszenn ego , b ędz ie się pszenica „ śn iec iła“ i p rz e ­
ciwnie.
Jeż eli w W ig ilię jest niebo czyste, niezachm urzone, g w ia z d y
jasno świecą, mówią, że w ty m ro k u b ęd ą k u r y dob rze jaja n io ­
sły i cielęta b ę d ą się p ięk n ie chow ały.

G dy kto k u p i now e u b ranie, p ow inien zaraz w łożyć do k ie ­
szeni tegoż ch o ć b y k ilk a centów , a b y się teg o u b ra n ia „p ieniąd ze
t r z y m a ł y “.
Cieśle, p rz y b ud ow ie dom u lub s to d o ły p ra cu jący , nie p o ­
w in ni po zachodzie s ło ń c a ani siek ierą ruszyć koło budow y, i n a ­
czej s tra s z y ło b y w tym dom u lub stodole.

-

224

-

Jeżeli w dzień św. J a k ó b a (25 lipca) p o k a ż ą się na niebie
w ielkie chm ury , zn a k to nieom ylny, że w zimie b ę d ą wielkie
śniegi.
Jeżeli w dzień św. 7 B ra c i śp ią c y c h
b ę d ą ziem niak i g niły.

(10 lipca) je s t

deszcz,

W tłu sty c z w a rte k p o w in ie n k aż d y zjeść dziew ięć ra zy po
dziewięć k lu sek , a b y się w cią g u ro k u n icze g o nie lękał.
K t o idzie n a sum ę do kościoła, p o w in ien w y cho dząc z dom u
ch w ycić się pieca, a b y mu się w k o ś ciele nie „ c n ę ło “ (przyk rzy ło,
nudziło).
K t o k u p i świnię, pow in ien w sad z ać ją ty łe m
a b y m u się d o b rze chow ała.

do

ćhlew ka,

K t o ożeniw szy się, „osadza s i ę “ n a w łasnem g o sp o d arstw ie ,
p o w in ien w pu szczać k u r y oknem do domu, a b y m u się dobrze
d ró b chow ał.
G d y b a b a k u p i kurę, o b s t r z y g a jej ogon, stan ie z nią p rz y
łó żk u i o b ra c a kurę, trzy m a ją c ją w ręce, koło swej n o g i i no g i
łóżka razem — trzy razy, w tym celu, a b y k u r a nie o d la ty w a ła
z domu, lub p rz e w ra c a k u r ę i d ra p ie jej n o g a m i po piecu.

G d y k u r a j e s t bard zo dzika, nie da się schw ycić, nie siedzi
n a grzędzie, pluje się jej trz y ra zy pod s k rz y d ła , m ów iąc k a ż d y m
r a z e m : „Bądź ł a s k a w a “.
G d y chłop k u p i świnię, o b ra c a ją oko ło swej n o g i trz y
razy, zaczy n a ją c w p r a w ą stronę, a b y m u się dobrze c h o w ała.

G dy k ro w a je s t b lizk ą ocielenia, u w a żają na to, k t ó r y z r o ­
g ó w jej je s t „ g ó r k i“ (ciepły) — jeżeli p ra w y , będzie b y c z e k , jeżeli
lew y, będzie cieliczka.
G d y p a s te rz p rz y p ęd zi p ie rw s z y raz b y d ł o z p a s tw is k a , leją
g o wodą, a b y nie s p a ł pod czas paszenia.

-

225



P asterz , w y g a n ia ją c pierw szy raz b y d ło na paszę, pow inien
b y ć w b u tach , a b y m u się nie ro b iły n a n o g a c h bolaki.
G d y zobaczy się p ie rw s z y raz k ło sy k w itn ą c e g o żyta, n ależy
k w i a t z trzech k ło só w zjeść — a w ted y przez c a ły ro k nie będzie
się m iało fe b ry (zimnicy).
„O dsadzać od p ie rs i“ dzieci ssące n ależy ¿pod p e ł n i ą “ (w cza­
sie p ełn i księżyca), a b y b y ł y n a tw a r z y pełne.
K o b ie ta w b ło g o sław io n y m stanie p o w in n a w pierw szych
trze ch m iesiącach jeść dużo m igdałów , a b y dziecię było d elik atne
i m iało p ię k n ą cerę. (To słyszałem w dom u mieszczańskim).
K o b ie ta po p orod zen iu nie pow inna wyjść n a w e t za p ró g
sw eg o d o m u ; nie p o w in n a rów nież n ig d y sa m a z dzieckiem
w domu pozostać -- zawsze p ow inien ktoś b y ć przy niej, gd y ż
„ s trz y g a “ (czarownica,; bógfflką) m ó g ła b y jej dziecko zabrać lub
odm ienić. N ieraz m ożna słyszeć : „Przecież ja nie tak ie dziecko
miała, ino mi s trz y g a o d m ieniła“. T a k pow inno się p ostępow ać,
do p ó k i k o b ie ta do kościoła h a „ w y w ó d “ nie idzie. Nie pow inna
o n a rów nież i dlatego w ychodzić za p ró g chaty, bo nie je s t oczy­
szczoną. Zwyczaj ten jest wszędzie pilnie przestrzeg any .
K o b i e t a dająca ssać dziecku, staw ia m iotłę prz y drzw iach
„do g ó ry n o g a m i “, a b y „ s trz y g a “ nie weszła do izby i nie ssała
jej dziecka, bo g d y „strz y g a ossie“ dziecko, w ted y uro sn ą mu
w ielkie b ro d a w k i piersiowe.

G d y „ c zarn y k r u k “ za k rac ze n a d dom em , jest p ew n ik , że
um rze ktoś w nim.
W W i e l k ą niedzielę, lub, ja k pow iadają inni, w p alm ow ą,
g d y w kościele o d p ra w ia się suma, w yp a la ją złe du ch y w czasie
cz yta n ia ew angelii pieniądze po polach, lasach, m oczarach i t. d.
N a m iejscach ty ch widzieć m ożna siwe płom ienie w ychodzące
z ziemi. K t o z ludzi rzuciłby wówczas w ta k ie miejsce szk aplerz
po św ięc o n y lub różaniec, zn ik a płom ień, pieniądze zostają na
po w ierzchn i ziemi, a ów szczęśliwy będzie ich posiadaczem .
15

-

226 -

G d y id ą c e m u przejdzie dro gę zając, żaba, b a b a w od ę niosąca,
lub g d y p rz e la tu ją c a w ro n a zak racze n a d nim, s p o tk a teg o czło­
w i e k a z p e w n o śc ią jakieś nieszczęście.
Jeżeli k r e t ryje ziemię w k ie ru n k u do ch a łu p y , p rz y b ęd zie
w niej n o w y człow iek (urodzi się), jeżeli zaś w k ie ru n k u od c h a ­
łupy, u m rze kto ś w niej n iezaw odnie.
K t o chce, a b y g o w ciąg u ro k u nie b o la ły nogi, nie m iał
n a n ich b o la k ó w (wrzodów), niech w W ig ilię nie siedzi p rz y w ie­
czerzy, lecz stoi n a żelazie, że lazny m sprzęcie, np. kosie, siek ierz e itp.
S ta ć we W i g ilię podczas wieczerzy, a nie siedzieć n ależy
dziew kom, p a ro b k o m dlatego, a b y ich w czasie ro b o ty nie bolało
w pasie. N a w e t starzy, w iek iem o b arcze n i ludzie, nié siedzą p r z y
wieczerzy, lecz stoją z tejsam ej p rz yczy ny.
K t o w W ig ilię m a w ielki cień g ło w y n a ścianie, d łu g o żyć
będzie, a czyj cień je s t m ały , ten w k ró tc e zejdzie z teg o św iata.
W dzień N o w e g o R o k u , g d y do c h a ty przyjdzie chło p w k o ­
żuchu i czapce baraniej, ludzie dom u te g o nie b ę d ą przez c a ły
r o k zd row i ; g d y zaś chłop ten będzie m iał n a g ło w ie kapelusz,
w ó w c z a s j e s t to w ró ż b a zdrow ia n a c a ły rok . G dy w ten dzień
odw iedzi ch atę b a b ą z p różnym g a rn k ie m , b ę d ą mieli d o m o w n ic y
w cią g u ro k u w rzo dy (bolaki) po s w e m ciele.
Z obaczyw szy k siężyc w pierw szej k w a d rz e (po raz pierwszy),
należy pow iedzieć :
Zaw itaj m iesiączku now y,
A b y n a s nie b o la ły g ło w y ;
T o b ie n a n iebie k o ro n a —
A n a m zdro w ie i fortuna.
Inaczej bó l g ło w y nie o dstępu je c z ło w ie k a przez miesiąc.
A b y się od bólu g ł o w y ra d y k a ln ie zabezpieczyć, najlepiej jest,
słysząc p ie rw s z y g rz m ot, chw y cić k a m ie ń i 3 ra zy ud erzy ć się nim
po g ło w ie, b o już w te d y przez c a ły ro k g ł o w a nie b ędz ie b o lała

— 227 —
K t o je s t g ło d n y lub nie m a p rz y sobie pieniędzy w tenczas,
g d y słyszy p ierw szy raz w ro k u k u k a n ie k ukułki, tem u przez
cały r o k będzie się jeść chciało, bo n ig d y do s y ta nie naje się,
tudzież będzie chodził bez pieniędzy, a to w szystko dlatego, bo
g o k u k u łk a okukała.
P io r u n y nie u derzają n ig d y w dom y, w k tó ry c h hod ują g o ­
łębie, g d y ż g o łą b m a „ p o s ta ć “ D u c h a św., również i w te domy,
W k tó ry c h chow ają b ara n y . Jeżeli p asterz ma p rz y sobie b aran a,
chociaż b y łb y w czasie b urzy najszaleńszej w „ c zern em “ polu,
p io ru n w n iego nie uderzy.
N o w o ro d k o m dają do k ąp ieli pieniądze, tudzież w lew ają m leka
w ty m celu, a b y dziecię b y ło b o g a te i b ia łą cerę miało.
M a tk i nie odb ierają dzieciom p iersi (nie u stają daw ać ssać),
g d y d rz ew a kw itną, bo tak im dzieciom p rę d k o o siw iałab y gło w a
G d y b y dziecię ssało p ierś m a tk i przez d w a m iesiące m arce,
(t. j. m arzec jed n eg o i m arzec d ru g ieg o roku), b y ło b y bardzo
zalotne.
Jeżeli się m ałe dziecko lęka, trze b a n ad k olebką, g d y ono
śpi, p rz e la ć w rzącą wodę z jed n e g o g a r n k a do d ru g ieg o , a w te d y
„zlęk “ dziecię ominie.
Nie należy dziecku p ierw szy raz strzy dz włosów,
nie m a roku, inaczej b y ło b y n iem o w ne a n a w e t g arb a te .

dopóki

G d y m a tk a m a dziecku prz estać daw ać piersi, daje mu
ostatn i raz dobrze possać, sadza je n a ziemię, a p rzed niem kładzie
n astę p u ją c e rzeczy : bułkę, pieniądze, książkę, różaniec, gw izdkę,
la s k ę i ja k ą b ą d ź broń. U w a ża teraz, k t ó r y z ty ch p rzed niem leżą­
cych p rzed m iotów weźmie dziecię najprzód do ręki i odgad uje
z te g o jego przyszłość w ten spo sób : Jeżeli dziecię weźm ie b ułkę,
będzie człow iekiem sk ło n n y m do p ra c y i zam iłow anym w roli;
jeżeli pieniądz, b ęd zie b o g a c z e m ; k s ią ż k a oznacza, że będzie k s i ę ­
dzem ; różaniec znam ionuje człow ieka p o b o ż n e g o ; la s k a wróży
los ż e b r a k a ; gw izdka, m u zy k an ta ; wreszcie b ro ń oznacza, że
b ę d z ie żołnierzem.

-

228



Jeżeli w W i e l k ą niedzielę jest słota, w ów czas w szy stk ie n a ­
s tępując e po niej niedziele aż do Z ielonych Ś w ią te k b ę d ą słotne,
i przeciw nie, g d y w W i e l k ą niedzielę jest czas p o g o d n y i dalsze
niedziele b ę d ą się cieszyły pog od ą.

Dlaezep lisffi ositi (Zitterpappel) drżą, cboeiaż wiatru niema?
D y a b ę ł bluźnił P . B o g u w ten sp o s ó b : P a n i e Boże, s tw o ­
rz y łe ś w s zy stk ie zw ię rzę ta , a w ilk a niem asz ! — N a to B ó g :
S tw ó rzż e go sam. — D y a b li k w y s tr u g a ł w ilk a z drzew a, lecz
w ilk nie o k a z y w a ł z n a k ó w życia. Idzie do P a n a B o g a Ze s k a rg ą ,
że w ilk ru szać się nie chce. P . B ó g dajé m u ra d ę t a k ą : „Idź do
tw e g o d r e w n ia n e g o w ilka i szepnij m u do u c h a : „W ilk u , zjedz
d y a b ł a “ ! .a w ilk w te d y b ędzie m iał życie. S k o c z y ł d y ab e ł, ale
b a ł się w ilka, więc k rz y c z y g ło ś n o : „ W ilk u , zjedz P a n a B o g a “.
D rz e w o nie. rusz y ło się z miejsca. W r a c a się i znów sk a rż y Bogu,
że je g o tru d b y ł d arem ny. P a n B ó g m u o d p o w ia d a : „Nie u c z y ­
niłeś tak, j a k ci‘ p o le c iłe m “. Z g n ie w a n y d y a b lik pędzi do w ilk a
i g ło s e m j a k najcichszym szepce m u : „W ilk u , zjedz d y a b ł a “. W tej
chw ili w ilk o tw o rz y ł swój p y s k , zębam i uzb ro jony rz u ca się na
ku seg o, ale ten s m y k n a po b lisk ie drzewo osiki, już jest ria.
w ie rz c h o łk u i t a k się trzęsie ze strachu, że drżą w s zy stk ie liście
n a niem. Od tego czasu drżą listki osiki, chociaż w iatru niem a.

D o w c ip n e p y ta n ia i z a g a d k i.
1. K tó ry święty miał największe zęby? — Św. Józef, gdyż jako cieśla
m iał pilę.
2. K tó ry święty ma siedm uszu ? — Św. F loryan ; (2 swoje 4 u butów,
a 1 u konwi).
3. K tó ry święty na swojej matce drzewo rąbał, a świętym zo stał? —
Adam — m atką jego była ziemia.
4. Bez czego cieśla nie postaw i dom u? — Bez sęka, bo wszystko drzewo
je st sękate,
5. Gdzie najdroższa woda ? — W aptece.
6. Czego najwięcej w m ieście? — K ady, bo wszyscy radzą, mówią.
7. Czego najwięcejna gościńcu? — K urzu,
prochu.
8 .. Czego nie złam ie? - N itki.
9. Co chodzi rano na czterech nogach, w południe na dwóch,
a wieczór
na trzech ? — Człowiek — (dziecko, mąż, starzec z laską).

- 229 —
10.

K tóry koń widzi tyle z przodu, co i z ty łu ? — Ślepy.

11. Go najdalej zaleci? — Myśli ludzkie.
12.
13.

D w a węzełki soli, cały św iat osoli. — Oczy.
Kiedy mają. kolce u brony wesele? — Gdy orzą kapuścisko, bo wtedy
kwiczą z powodu głębi (głąb).
14. Kiedy wrona ma połówkę?
Gdy stoi na żerdzi.
15. Co po człowieku zostanie, gdy umrze ? — Proch.
16. B abskie rzemiosło dokoła obrosło, na środku dołeczek, w co się kładzie
kołeczek. Co to je st ? — Kądziel.
17.

Było chłopów: kopa i mendel, wypili pół kw arty gorzałki, wiele p rzy ­
szło jednem u zapłacić? — (K opa = 60 sztuk, zaś mendel = 15 s z t ,
razem 75 sz tu k ; lecz tu było 2 chłopów, jeden z nich nazywał się :
K opa, a dru g i: Mendel). — K ażdy zapłacił kw aterkę
18. Leży bochen między grochem. — Księżyc i gwiazdy.
19. Cztery kisie u Jadw isie, z każdej kisi noga wisi. — Lawa.
20.

21.

22.

23.
24.
25.
26.
27.
28.
29.
30.
31;
32.
33.
34.
35.
36.
37.
38.
39.
40.
41.

Do południa um arła baba, a po południu gwizdała.J a k to by ło ?

(W tym domu um arła przed południem baba, a popołudniu chłop,
k tóry nazywał się : „G w izdała“).
Był Michał i gwizdał, ale Michał nie gwizdał. K to gw izdał? (Ponie­
waż M ichał nie gwizdał, więc n ikt nie gwizdał, gdyż drugi chłop na­
zywał, się: „G w izdał“).
Poszła kumosia do kumosi pożyczać pindereczki-pindy, a ja k nie po­
życzysz pindereczki-pindy, to ja ci nie pożyczę podrygacza nigdy. Ja k
to rozum ieć? (Jedna z nich miała spód maślnicy, a druga laskę i „to­
czki“ od maślnicy, czyli wierzch).
Co niepotrzebne na dachu? - D ziura.
Co we dnie, w nocy wytrzeszcza oczy? — Okno.
Ile trzeba gontów na dobrą chałupę ? — Nic, bo chałupa dobra.
Bez czego nie przyjedzie z la s u ? — Bez „naw ro tu “.
Do czego chłop „najpierw “ rąbnie, gdy ścina drzewo? — Do kory.
Jakiego piasku najwięcej w rze ce? — Mokrego.
W czem nie zrobi dziury? —- W wodzie.
Jakiego drzewa najwięcej rośnie na św iecie? — Okrągłego.
Co się stanie kogutowi, gdy mu 7 la t m in ie? — Na ósmy mu się
obróci.
Czyj ogon zajęczy? — Koński, bo z jego włosia są smyczki do basów
i skrzypiec.
Czego nie robią raz na rok w kościele ? — W W ielki piątek nie
dzwonią.
Co najprzód wejdzie do kościoła? — Głos klucza, którym kościelny
drzwi odmyka.
Na czem kościół sto i? — Na wierze katolickiej.
Czem kościół opasany? — T rójcą przenajśw iętszą.
K tóry święty najtłuściejszy? — Olej święty.
K tóry święty bez p ię ty ? — Krzyż święty.
Co po świętych w kościele? — K urz, proch.
K tóra babka je st w kościele n a js ta rs z a ? — Chrzcielnica;
Co po psie w kościele? — Sierć.

-

42.
43.
44.
45.

4 6.
47.
48.
49.
50.
51.
52.
53.
54.
55.

66.
57.
58.

59.
60.
61.
62.
63.
64.
65.
66.
67.

68.
69.

2 30



Czego P. Bóg nigdy nie widzi, król czasem, a chłop w każdy d zień ?
Bóg Boga, król k róla, chłop chłopa.
Bez czego się P. Bóg. woda, człowiek, wogólewszystko nie obejdzie?
Bez imienia.
K to nigdy się nie rodził, a u m a rł? — Adam.
Poszli dwaj godni do niegodnego i prosili go o lepsze
niż królestw o
n ie b ie sk ie ; o co go p ro sili? — Józef z A rym atei i Nikodem
prosili
P iła ta o ciało P. Jezusa.
Pokąd konia k u ją ? - Póki nie zdechnie
Po co w rona do lasu le c i? — Bo las do niej nie przyjdzie.
Ja k kraw iec najprędzej nożyce znajdzie? — Buchnie (uderzy) pięścią
o stół, to się same odezwą.
Ja k pies idzie po m oście? — T ak, ja k suka.
J a k się na konia w siad a? — Tak, ja k na kobyłę.
Czego żołnierzowi potrzeba podczas w ojny? — Siły.
Pod jakiem drzewem siedzi zając, gdy deszcz le je ? — Pod mokrem .
Co przy pługu niepotrzebne ? — Kwik, w rzask — gdy uieposmarowany.
Bez czego chłop zboża nie zwieje ? — G dy nie potrzęsie (popraw i)
szuflą.
B rat ze siostrą, mąż ze żoną znaleźli cztery jab łk a pod ja b ło n ią ,
wszystkim się po jednem dostało, jeszcze jedno zostało. Ja k się d zielili?
— Były właściwie 3 osoby : B rat, mąż, żona, k tó ra była sio strą b rata
Cały las deszcz zleje, a czterech sosien nie zleje Czego nie z le je ?
— L as = krowa, 4 sosny r r wymię z dójkami.
Siwa krow a przez las przejdzie, a biała nie D laczego? M leko zsiadłe
na ser nie przejdzie przez cedzidło, a siwa serw atka przejdzie.
K tó re drzewo je st królem w le sie ? — M ałe, gdyż ma szeroko roz
chodzące się gałęzie u dołu, więc idąc koło niego, trzeba się ciągle
schylać, gałęzie odsuwać, czyli kłaniać mu się.
Czy nóż wbity w próg puści człowieka do p o la? — N ie, bo czło­
wiek musi sobie sam drzwi otworzyć.
Gdzie kowal pierwszy ufnal (H ufnagel) bije ? — P o głowie.
Za co koń pierwszy raz ciąg n ie ? — Z a wymię klaczy.
K tóra dziura je st ostatnia w p łu g u ? — Chłopa, który czepigi trzym a.
Na co człowiek idąc, daje pierw szą nogę naprzód ? — Na ziemię.
N a co kowal żelazo k u je? — N a żelazo.
K tó re drzewo cienko śpiewa, a koń nad niem ogonem kiw a? — Skrzypce,
koń = smyczek
Z czego mięso je st najlepsze? —1 Z pchły, bo się już wprzód palce
oblizuje, nim się ją uchwyci.
Co je st większe ja k łask a B oska? — D ziura. — Przez łaskę należy
rozumieć zwierzę ; dziura musi być większa, aby przez nią mogła
przesunąć się łaska (łasica) ; Boska może być użyte, bo każde zwierzę
je st Boskie.
Ile je st dziur do nieba? — P ełne pola. — N a ścierniskach sterczą
resztki zboża zżętego, a w tych są otwory.
Czego nie wolno robić we dnie? — D ziur nie wolno robić w dnie
konewki.

70.

231 -

Pierwszemu człowiekowi było na imig Adam, lecz jak ie miai nazwisko ?
— Skruszyła. — Dlaczego ? Przecież je st w pieśni napisane :
„Gwiazdo morza, któraś P a n a
Mlekiem swojem karm iła ;
Tyś śmierci szczep, który szczepił
Pierwszy rodzic, skruszyła“ — więc nazwisko pierwszego
rodzica było : Skruszyła.

Z A G A D K I .
1. Chuda kobyłka ciągnie półtora drzewka, a czasem i dwa.
'Ізц ш z «iSi
2. W lazł szczur pod mur, nie widać mu tylko ogon,
'Sufd
3. Stoi dąb na środku wsi, a do każdej chałupy gałązeczka wisi.
•0|U0irao.id i aonojg
4. W łesie było, liście miało, przyszło do wsi sabuczało.
'¿ se g
5. W lesie było, bście miało, przyszło do wsi o m ąkę prosiło.
•§5[fcui

6.

bu

В еледа

W lesie było, liście miało, przyszło do wsi, nosi duszę i ciało.
•bjjs Ą o j

7. Leży panna w murze, w czerwonym kapturze.
'ElSoQ
8. Są 4 rogi ; w jednym troszka, w drugim troszka, w trzecim troszka,
w czwartym troszka, a we środku bania.
’B nízaaij
9. P ołatane, pokarpane fpokropkowane), igłą nigdzie nie tykane
•:)bz.iam z B.ię>5[s

10.

Jedno mówi: stójmy, drugie m ów i: pójdźm y, trzecie mówi: kiwajmy
se głowiczkami.
-^вгм ц і врол ‘i^ azj oiup un аш аїш вл

Kilka oryginalnych wyrazów i zwrotów.
O ś k l i w y , o ś k l i w i e c , obrzydliw y, obrzydliw iec.
W o l a ś - c o , w o 1 a ś - к a, cobądź, gdziebądź.
G o j , d rzew o rosnące.
Z k o ń c a , z początku, np. zacnijm y se z k o ń c a = zacznijmy
z początku.
J e c h a ć p o d g ó r ę , jechać z g ó ry n a dół.
S k i r n y , u party.
S k r o n y, z powodu.
T a r a s i ć, kzyczeć.
G r u s у ć, burczeć na kogoś.
K w a k i, brukiew .
S e t n y , duży.

— 232 —
N i e га o t w o r z (niem a twarz) zw ie rzę ; u ż y w a n e w złości
n. p. : A ty, ośkliwo niem otw orz, lub n ie m o tw a ro ! t. z. A ty,
o b rz y d łe zwierzę !
Z a b o c y ć , zapom nieć.
Ś n i e g kido, śnieg pada.
Z am iast „ta k j e s t “ z w y k le m ó w ią z n iem ieck ieg o „ j a “ np. :
Ja, ja, juści, nie b y ł o b y to tak ?!
Zdziwienie ok az u ją przez użycie w y ra z u „ ś p a s “, z czego p o ­
w stają n iera z i śm ieszności np. : A. m ó w i: Cóż ta u was n o w e g o
s ły c h a ć ? B. : Żona mi tej n o c y u m a rła . A : Ś p as, śpas, a dy
w c o ra jesce b y ł a u s t r y k a (s try ja ) ; a lb o : T o nie śpas.
T r z e j a, trzeba.
.Sąd o swej wsi i wsiach są s ie d n ic h :
W K le c z y m ają chło pi szerokie plecy ;
W Choczni chłopi mocni.
W In w a łd z ie nic nie znajdzie.
W N id k u nie m a pożytku,
a z W ita n o w ic w cale nic.
W e F r y d r y c h o w ic a c h : co p a g ó r e k , to dw orek,
a co chałupa, to szlachcic.

Q eu;d@ wnycfo U sta o tu
D o najrozm aitszych w ierzeń lud u, należą także listy i s n y
cudow ne, k t ó r y c h p o ch odz en ie m a b y ć w p r o s t z n ieb a. Nie m o ­
żna sobie w y ob rażać, a b y lud silnie w n i e . w ierzy ł, ale m a to
p rz eko nanie, że te listy w d o m ach p rz e c h o w y w a ć należy, innem i
s ło w y : w ierzyć nie trzeba, ale tro ch ę w ia r y m ożna im ofiarować.
L is ty te p rz ejm u ją lud w ielk ą g rozą, bo w nich są p rz e p o w ia d a n e
z w y k le k a r y i nieszczęścia, k tó re b e z p o ś re d n io k a ż d e g o c h ło p k a
d o tk n ę ły b y b a rd z o ciężko, g d y b y się ziściły rzeczyw iście. N a
nic zaś ta k w ra żliw y m nie je s t lud, j a k n a tak ie w y w o ły w a n ie
p o m sty niebios, k a r y , złe życzenia i t. p., o b a w ia się ich b a rd z o
i nieszczęścia, ja k ie g'0 s p o ty k a ją , im prz y p isu je. W s z a k , s ły ­
s z y m y : k to ś mię u r z e k ł ; k to ś mię p rz e k lą ł; k to ś mi cz ary za­
d ał i t. d.
C h a ra k te ry s ty c z n e m jest n. p. złośliwe ży c zen ie: „Bodajś
skapał, ja k ta św ieca na o ł t a r z u ! “ U ż y w a ją je z w y k le dziew częta
u w iedzione przez p aro b k ó w , k tó rz y się z innem i żenią. Ci zaś
nieraz n a w łasnem g o s p o d a rstw ie czują w duszy takie p r z e k le ń ­

- 233 —
stwo, g d y im się źle po w o d z i; a sąsiedzi po w iad a ją o n ic h : „Ha.
kum otrze, J a g n y s k a od M acieja go jDrzeklena, dlatego t a k k a p i e “.
Nie dziw więc, że i ty ch listów lud się boi i dlateg'O ję tu
i owdzie przechowuje. Muszę tak że zaznaczyć, że księża w y s tę ­
pują bardzo ostro przeciw temu, ale m imo tego jakoś się ta pólw ia ra w cudow ne listy podtrzym uje, a sądzę że tylko z racyi
wyżej przytoczonej. Już jak o chłopiec z 4 k la s y norm alnej w P o d ­
górzu słuchałem ta k ieg o listu z bardzo n aprężo ną u w agą, g d y go
mój ko lega, o ile p am iętam nazw isko „ T u r e k “, o dcz y ty w ał w ł a ­
śnie p rzed n a u k ą religii. K s. Bujański, ó w czesny k atecheta, wytłó m a czy ł nam tę spra w ę i w jego oczach z w ielką uroczystością,
w k l a s i e . spaliliśm y list cu do w n y w piecu. W r. 1889' b y łem
w S u łk o w ic ach przy A n d ry c h o w ie i tak że ten list czytałem ,
a w r. 1892 znowu w Inwałdzie. W reszc ie dowiedziałem się, że
list ten mimo zakazu ze stro n y księży kursuje w całej okolicy
A n d ry c h o w a . W ie le czasu straciłem n a to, b y dojść do źródła,
sk ą d ten list pochodził, j a k ą d ro g ą w tej okolicy się znalazł, kto
jeg o a u to re m ? A le b y ł to tru d darem ny. Poniżej podaję ten list
w całości tak, ja k g o odpisałem , n a tu ra ln ie nie z właściw ego
orygdnału, ale pew nie z tysiączneg-o odpisu. D la zrozum ienia
treści, dodaję w nim od siebie interpunkcyę.
LIST

Z

NIEBA.

„Niechaj będzie po ch w alo n y Jezus C h rystus !
T e słow a zesłane z nieba n a ten św iat od sam ego P a n a
B o g a P apieżo w i L eonow i, a on po słał sw em u b ra tu , królow i
B ra ta jsk ie m u (?), gdzie m iał ta k o w ą moc w sobie, k to b y go chciał
czy tać lub przepisać, to się sam otworzy. B y ł zjaw iony w ziemi
luterskiej, n a g ó rze Oliwnej b y ł z e s ła n y ; złotemi literam i w k o ­
ściele p o d obrazem św. M ichała A r c h a n io ’a zjaw iony był. A .ża­
den człow iek nie m ó gł te g o wiedzieć, gdzie ten list leżał ; ma
zaś ta k o w ą moc w sobie, że k to b y czytał, albo z pilnością słuchał,
tak o w y człow iek dostąpi 100 dni o d p u s tu ; albo k tó r a z n iew iast
w ciąży pozostaje, a p rz y sobie ten list nosi, takow ej ani ogień,
ani czary, ani ja z d y s za ta ń sk ie szkodzić nie będą, bo jej Jezus
C hrystus strzeże we dnie i w no cy i w każdej g-odzinie i na
wieki wieków , amen. N a w e t przeciw nieprzyjacioło m p e w n y b ę ­
dzie i wiele n ieprzyjaciół zwycięży,, p rzeżegn aw szy się krzyżem
św., m ów iąc : „P an ie Jezu C hryste, przez w ylanie krw i Twojej
Przenajśw iętszej, strzeż m nie od wszelkiego złego, nieprzyjaciela
w iado m ego i n iew iadom ego Do pom ocy mi P a n ie Jezu C hryste,

— 234 —
w y lan ie k rw i Twojej P rze n ajśw iętszej, k tó rą ś z b o k u T w e g o w y ­
toczył dla zb a w ien ia duszy mojej '.
„Ja, Jezus C hrystus, n a p o m in a m was, a b y śc ie wierzyli, iż j e ­
stem S y n e m B ożym , n aro d zo n y m z M aryi P a n n y , a ten list w ła s n ą
swoją r ę k ą p isałem dla p ra w d z iw y c h k a to lik ó w m oich, k tó ry c h
ok u p iłem n a krzy żu k rw ią sw oją p rz enajdro ższą i w yzw oliłem w as od
piek ieln y ch , p rz e p ie k ie ln y c h i n ie s k o ń c z o n y c h m ąk. N akazu ję wam,
ab3fście dni św ięte święcili, żadnej ro b o ty nie robili w nie, n a w e t
w o g ro d a c h w a sz y ch k o rz en i nie kopali, k tó re są na p o k a r m ciałom
waszym . P rz y k a z u ję wam i nakazuję, ab y śc ie w niedzielę do k o ­
ścioła chodzili, starsze i m łodsze M szy św. słuchali, k a z a n ia i n au k i
sło w a B o żeg o z pilnością słuchali, a w e d łu g listu m e g o żyli. T o wam
d a m za to zdrow ie ciałom waszym , a duszom zb aw ien ie n i e b ie s k ie ;
a jeżeli słu c h a ć teg o nie będziecie i zachow yw ać, co was ten list
n au c za i p rz y k azu je, to b ę d ę w a s k a r a ł g ra d a m i, o k ro p n y m i p io ­
runam i, srogiem i b ły s k a w ic a m i i stra sz n y m i g rzm otam i. N a ostatk u
p o b u d z ę i wzruszę k ró la n a k róla, p a n a n a p a n a , m iasto n a m ia­
sto, wieś n ą wieś, sędziego n a sędziego, sąsiada n a sąsiada, ojca
na syna, s y n a n a ojca, m atk ę n a có rk ę, córkę na m atk ę, m ęża
n a żonę, żonę n a męża, b r a ta n a b ra ta , siostrę n a siostrę. N a
o s ta tk u w y c ią g n ę miecz zg n ie w a n y n a was ; będzie za m ieszanie
i rozlanie k rw i waszej i stra c h n a w as będ z ie ; jed n i od d ru g ic h
uciek a ć będą. P r a c e w asze w niw ecz się o b ró c ą ; bydło w asze d r a ­
p ieżne zw ierzęta p o że rać będ ą, p o s ie d z y s k o w asze puste zostanie,
p a m i ą t k i waszej żadnej nie będzie. Jeżeli tem się nie p o p ra w ic ie ,
to w as jeszcze g o rs z ą k a r ą k a r a ć b ęd ę ; dopuszczę n a was, co nie
będz ie deszczu n a ziemi, k ie d y p o trz e b a będzie, ziem ia b ędz ie ta k
j a k żelazo, bo p o w iada m , że nie puszczę deszczu ż a d n eg o . D o ­
puszczę m ysz i szarańczę, gąsienice, k tó re w szystko p o ż e ra ć będą,
co ziem ia w y d a n a p o k a r m ciałom w a sz y m ; to będziecie z g ło d u
um ierać, a m arn ie w y g in iecie . K t o po tem k a r a n iu zostanie,
a t a k nie będzie żył, j a k ten list n a u c z a i p rz y k azu je, dopuszczę
p ta k ó w cz a rn y c h n a nich, k tó re w p o w ie trz u la ta ć będą. J a k
tem u k a r a n iu k o ń c a nie będzie, to w as jeszczo g o rsz ą k a r ą k a r a ć
będę. P rz y k a z u ję wam , a b y ś c ie w dzień sobotni, M a tk i mojej,
p rz ed niedzielą w szystkie ro b o ty zakończyli, bo g 'dyby się M a tk a
moja za w a m i nie m odliła, d a w n o b y śc ie b y li w y g u b ie n i dla s tr a ­
szn y c h g rz ech ó w waszych.
T e n list, k t o b y w sw oim dom u miał, a b y g'o tak że d o m o ­
w n ik dom u czytać i p rz e p is y w a ć daw ał, ta k o w y człow iek, ch o­
ciażb y g rz e c h ó w m iał ja k g w iaz d n a niebie, p i a s k u w morzu, liścia

-

235 -

na drzew ie i traw y n a ziemi, tak o w e m u w szystkie grz ech y o d p u ­
szczone b ę d ą nie tylko na tym świecie, ale i na tam tym świecie.
K t o b y zaś ten list miał, a d ru g iem u nie .powiedział, będzie
w z g a rd z o n y i odrzucony od k ró le s tw a niebieskiego. K to zaś ten
list będzie zach o w y w a ł w o b serw acy i, w dobrem zachowaniu,
będzie m iał ła s k ę odem nie i przyjaźń od ludzi, í l przy śmierci
je g o ja sam z M a tk ą moją i A n io łam i b ęd ę i wezmę duszę z ciała
i zaprow adzą do k ró lestw a niebieskieg'o, k tó re m u k o ń ca nie bę­
dzie n a wieki wieków, amen.
K t o b y o tym liście wiedział, a przez n iedb ało ść nie m iał go
w swoim domu lub u siebie, ta k o w y człowiek będzie odrzucony
od k ró le s tw a meg'o.
T e n list p isan y je s t w. rok u 1706, potem zaś od ojców św ię­
ty ch p row ijanow i (?) kró lew skiem u, a ludziom najpóźniej w y d a n y “.
P o d a ję rów nież cud ow ny sen, k tó ry odpisałem :
S E N N A J Ś W . PANNY MARYI.

„Z asnęła b y ła P a n n a M a r y a na g órze R ach elsk iej. P rzyszed ł
do niej P a n Jezus i z a p y ta ł : M atko, czy śpisz ?
Zasnęłam b y ła —
odrzekła P a n n a M a ry a — aleś mię T y S y n u przebudził. W id z ia ­
ła m Cię w O grojcu o bn aż o n eg o i od K a ifa s z a do P iła ta , od P i ­
ła ta do H e ro d a prow adzonego. T am n a T w ą św iętą tw arz pluto
i k o ro n o w a n o Cię ciern iem ; potem Cię s ę d z P w ie sądzili, prz y­
wiązali Cię do s tu p a k am ie n n e g o i ła ń c u c h a m i bili, aż Twoje
święte ciało padało, a p otem Cię do k rz y ż a przybili i b o k w łó­
cznią przebili, z k tó reg o w y p ły n ę ła w oda i k re w święta. Z k rzyża
T w e m artw e ciało n a moich rę k a c h zło żon o“.
— Jez u s n a to najczulej odpow iedział : M atko miłosierdzia,
to się w szy stk o spełni, już mię J u d a s z w ydał.
K t o ten sen przy sobie będzie nosił lub odm awiał, albo słuchał
i jest bez grz ech u śm ierteln eg o , złego m u się nic nie stanie i w ty m
dniu n ig d y n a g ł ą śm iercią nie um rze bez przyjęcia C iała i K r w i
mojej. A k to k o lw ie k będ zie p ro sił o co m n ie , albo Ciebie,
otrzym a. K t o tę m odlitwę prz y sobie będzie nosił, t a k o w y 100
dni o d pustu dostąpi, a k to ją będzie mówił, lub słuchał, nie z g i ­
nie na żadnem miejscu, ani w wojnie, ani w drodze. W k tó ry m
dom u ta m odlitw a będzie się znajdować, tam ani ogień szkodzić
nie będzie. M ający tę m odlitw ę m a przepisać lub n au c zy ć siedm
osób pod u tra tą tego- odpustu. T a m od litw a od Ojca świętego,
B e n e d y k ta III., królow i A u g u s ty n o w i p rz y s ła n ą b y ła w r. 1700.
K o niec.

Szymon Gonet.

-

236 -

0ВЕ2Щ WBSBim W JASZCZWI,
Jaszczew, wieś, n ależąca do p o w iatu K ro ś c ie ń s k ie g o , p a r a fii
Szebnie, w zniesiona jest 300 m tr. n ad p. m. G ra n iczy ze w schodu
2 U s tro b n ą i P o to k ie m , z zachodu z B ia łk ó w k ą i B udziszem , od
p o łu d n ia z Jedliczem i M ęcinką, od p ó łn o c y z Bajdam i. W Jaszczw i
jest g le b a średniej j a k o ś c i: glin a, żółta, b ia ła lasó w ka, m a rg ie l
i pró c h n ic a. U p ra w ia ją najwięcej ży ta P ło d o z m ia n je s t 3-letni.
W i szym ro k u n a naw ozie sieją żyto, p sz e n ic ę lub sadzą k a ­
p u s tę albo ziem niaki. W 2-gim /ro k u sieją ' jęczm ień, k onicz lub
len, a w 3-cim owies, ta ta rk ę , albo kartofle n a naw ozie. K o ło
d o m ów zw yk le s ą sa d y mniejsze lub w ięk sz e; w całej wsi jest
sa d ó w oko ło go. P a s i e k je st 4. . M ieszk a ń cy t r u d n i ą się u p r a w ą
roli, a w zimie p rz ę d ą len, ko nop ie, lu b chodzą na z a ro b e k do
dworu. N ie k tó rz y tru d n ią się rzem iosłam i. I t a k je st 2 kow ali,
4 k ra w có w , 4 cieśli, 3 b e d n a rz y . W m iejscu istnieje szko ła od
ro k u . 1891. Znajduje się ta k ż e k a s a g m in n a . N a z w is k fam ilijnych
najwięcej je st P r z y b y ł o w i T w a ro g ó w .
Jeszczew p o w s ta ła p rz y k o ń c u w ieku X V .
X V I . i n ale ż a ła do ro dziny W ielo p o lsk ich ,

lub na p o c z ą tk u

P o d ó w c z a s n ależ ała ta w ieś z wielu innem i w o k o lic y do
k lu cza S z u fn a ro w sk ieg o . W r. 1639 b y ł y te d o b ra w p o s ia d a n iu
A n ieli Firlejowej. O k oło 1773 odsp rz ed ał tę p osiad ło ść ó w c zesny
w łaściciel Ig n a c y D e l C am p o Scipio, P o d c h o rą ż y W ie lk . K s i ę s t w a
Litew sk . i sta ro s ta Lidzld R o c h o w i M ich ałow i d w o jg a im ion J a ­
b ło now skiem u, kasz te lan o w i w iśleckiem u i sta ro ś c ie k o rs u ń s k ie m u
i k ro ś n ie ń s k ie m u .
K o n t r a k t e m w r. 1810 z a w a rty m m iędzy Józefem lir. J a b ł o ­
now skim , a M ich ałem Z a łę sk im n a b y ł o statn i d o b ra Jasz cze w
i B a jd y za 70.000 zł. w ra z z ty tu łe m porękawiczneg-o 300 d u k a ­
tó w w złocie. P o śmierci M ichała. Załęskiego w r. 1834, w s k u te k
te s ta m e n tu z d nia 16 m aja teg o ż roku, podzielili się s p a d k o b ie rc y
m ajątkiem ojca. w ten sposób, że d o b ra Jaszczew z B ajd am i ro z­
p a d ł y się n a .9 części, z k tó ry c h 1 część M ich ał Załęski, najstarsz y
s y n zm arłeg o M ichała, o d stąp ił c e sy ą w T a r n o w ie 3 .maja 1835 r.
sp isan ą n a r z e c z . s z w a g ra sWego F e lik s a N iesiołow skieg o, męża
.rodzonej sio stry S a b in y z. Załęskich N iesiołow skich. W r. 1836
przeszły te d o b ra p ra w e m k u p n a na rzecz A g a t y z D ą b s k i c h
S w iejkow skiej, k tó r a w ro k u 1874 o d s tą p iła w n uko w i sw em u,

— 237 —
a syn ow i swej córki Józefy, Aug-ustowi J o rd a n Stojow skiem u,
k t ó r y ją do tychczas p o siad a ‘j.
Jaszczew zajmuje ¿pzo k i m . 5, m a 196 dom ów i 1044 m ie ­
szkańcó w ob. łać., a z ty ch 473 mężczyzn, a 571 kobiet. O bszar
d w o rs k i zajmuje 2-85 k i m . 2, m a 4 do m y i 61 m ieszkańców, kat.
obrz. łać. Mężczyzn na obszarze dw orskim je.śt 30, n iew iast 31.
O bszar większej posiadłości obejmuje 279 m orgów roli, 9 m org ów
ł ą k ' i ogrodów, 9 m o rg ó w pastw isk, 201 m o rg ó w lasu ; obszar
mniejszej posiadłości 537 m o rgów roli, ió8 m org ów łą k i ogrodów ,
177 m o rg ó w p astw isk. Jaszczew m a 339 a rk u szy posiadłości;
czy sty d ochód obliczony jest 3.358 zł. 23 ct. B ezpo średnie p o d a ­
tki w y n o szą 762 zł. i 32 ct.
W tej to Wsi są następujące

Obrzędy weselne:
O słę b y .

M łodzieniec żenić się zamierzający, idzie do rodziców, pan n y
z najbliższym k re w n y m żonatym , bierze ze sobą „ tru n e k “ taki,
ja k i „ojcow ie“ młodej p a n n y używ ają. U d a ją się tam że najczęściej
w e . środę wieczorem, b y o „białej .zabłąkanej dowiedzieć się g ą s c e “.
P o p rz y b y c iu i prz y w ita n iu się i krótkiej rozmowie, przystępują
do rzéczy. K a ż ą sobie p od ać k ieliszek lub. szklank ę i piją do oj­
ców i dom ow ników , a n astęp n ie oświadczają, po co przyszli.
M łody u p a d a do n ó g ojcu i m atce i prosi, b y m u dali córkę za
żonę. K i e d y nie odmówią, p y t a się p a n n y młodej, „czy pójdzie za
n i e g o “. G d y się ta zgadz.à, natenczas' następuje uińow a o p o sa g ,
t a k z jednej, j a k z drugiej strony.
P o drugiej lub trzeciej zapowiedzi n astępują w domu rodzi­
ców p a n n y młodej zm ówiny sw aszki i drużby. B y w ają na to
zaproszeni „ojcow ie“ m łod ego i kilku sąsiadów lub k re w n y ch
i o d b y w a się gościna. P o zm ówinach swaszki i drużby,, n a s t ę ­
pują zm ow iny sw atów , k tó ry c h zw ykle m ło d y i dru żba proszą
na dzień oznaczony. S w á s z k a zm aw ia sobie k o b ietę zam ężną za
po dsw asz czy n ę i je d n ą lub k ilk a drużek. M ło da ze swej stro n y
Zamawia rów nież drużki, a k aż d a d ruż ka do młodej należąca, m a
się dla młodej o jeden ser postarać. N a stę p n ie p a n m ło d y kupuje
narzeczonej u b ió r do ślubu jakoto : chustki, wstążki, czepiec, b u ­
k ie ty i t. d.
1) W iadom ości historyczne czerpane są, z E ncy k lo p ed y i S chneidera
ze w si B ajdy.

— 238 ~
S w a c ia s ta ra ją się o to, b y mieli „w ie ńce" z p ió r k o g u c ic h
lub p aw ic h , a p rz y te m b u k ie ty z róż sztuczny ch z ró ż n em i ozdo­
b a m i i b ły s k o tk a m i. D ru ż k i rów nież s ta ra ją się o b u k ie ty i wstążki.
W e wilię ślubu.

N a rz e c z o n y i narzec zo n a chodzą ra zem „za lu d źm i“ i s p r a ­
szają n a w esele t a k z w a n y c h staro stó w , t. j. go ści w eselny ch.
W ie c z o re m p rz y c h o d z ą do p a n a m ło d eg o m uzykanci, k tó r y c h
m ło d y n a k i l k a dn i p rz e d w eselem zamówił. O d e g ra w s z y p rz ed
o k n a m i m łodego, w stęp u ją w je g o dom , a p o p o c z ę stu n k u t r u n ­
k ie m i ja d łe m , ro z p o czy n a ją „ g r a n i e “. S w a c ia sch odzą się je d e n
po drugim . P rz y ję c i przez m ło d eg o „ tru n k ie m “, za czynają tan y.
G d y nie m ają n iew iast lub dziew cząt, to ta ń c z ą „jeden z d r u g i m “ ;
drużki bow iem nie są o bow iązane iść n a d o b ra n o c do p a n a m ł o ­
dego.
K i e d y się już w szyscy wyl.ańczą, zasiadają za s tó ł : jedzą
i piją. P o t e m id ą m uzy k an c i i s w a c ia do młodej ; tu o d g ry w a ją
z w y k łą m elo dyę p rz ed o k n a m i młodej i odcho dzą do d ru ż b y
i swaszki, i ta m znow u o d g ry w a ją ja k zw y k le p rz e d o k n a m i i w s tę ­
p u ją do domu, gdzie tań cz ą do ra n a. T e ra z następ u je g o to w a n e
śniadanie, po k tó re m ro zcho dzą się sw acia, a b y się u b ra ć i konie
prz y p ro w a d z ić , jeżeli im k to ś in n y nie p rz y p ro w ad z i. W o ź n ic a
przy jeżdża czterem a ko ńm i po sw aszkę, k t ó r a siad a z podsw aszczyną ze sw em i d ru ž k am i i m u z y k a n ta m i i jedzie do młodej.
N a p rzó d ja d ą s w ac ia n a k on iach , u b ra n y c li w w stąż ecz ki kolo-,
ro w e w g rz y w ę w plecione. S w a c ia m ają w yso k ie w ień c e n a
c z ap k ac h cz arny c h, b a r a n k o w y c h , w r ę k a c h rz em ienn e h a r a p y
plecione, p rz y m o c o w a n e n a sarn iej n ó żc e; j a d ą oni naprzód, w o ­
źnica z „ w e s e le m “ za nimi, a d ru ż b a za „ w e s e le m “ do młodej.
D ru ż k i śpiewają-.
T a nasza swaszczusia za wielgiego lasu,
Nie ubrała się nám, bo nie m iała czasu,
T a nasza swaszczusia nocka przyjechała,
B ała się słoneczka, by nie ogorzała,
B ała się słoneczka bardzo jarzącego,
By nie ogorzała do razu jednego.
Ty naszy swaszczusi to bardzo ji służy,
Z apaseczka króciusienka, a fartuszek dłuży.
T a nasza swaszczusia bardzo ładniuseńka,
B ótki się ji połyskują, cała bielusienka.
T a nasza sw aszczusia nie dała nám séra,
N iedalego rzéczka, to jo utopim a.

— 239 —
G d y już do młodej przyjechali, śpiew a ją :
A nie widać pani młodej, nie widać,
Żeby wyszła sw aszczusieńke przyw itać ;
A nie może pani m łoda, nie może,
Bo ubiera Jasieneńka w komorze.
A idzie bań pani młoda przez progi,
A uchwyci swaszczusieńke za nogi.

M łoda wychodzi i ch w y ta sw aszkę i drużb ę za nogi.
A stoi swaszczusia w sieni,
(pow tarza się)
A do izby jo nie wzieni ;

A weźcie jo do izby, weźcie,

Gościnę ji ja k á dejcie.


S ta ro śc i schodzą się do izby, ta k ci, któ rzy b y li zrana u r o ­
dziców p a n a m ło d eg o n a gościnie (przyjaciele młodego), ja k ci,
k tó rzy świeżo p rz y b y li do rodziców p a n n y miodej i ro z po czyn ają
się rękow iny. W o ź n ic a w ychodzi na podw órze i w czasie rękow in strzela z bata, a w dom u k ła d ą dwie chustki b ia łe n a stole,
chleb, s e r i „ b r o g i“. Ojcow ie m ło deg o i młodej siadają p rz y
stole ; jeżeli k tó re nie m a ojca lub m atki, n ate n c z a s w yb ierają
z o b e c n y ch osób je d n ą za ojca lub m atkę. Oboje młodzi chw ytają
za n o g i „ojców “ i proszą o b ło go sław ieństw o, za k tó ry c h drużba
p ro s i tem i sło w y : „Proszę was dla P a n a Jezusa, dla M atk i Boski,
dla pięciu rá n C hryu stu sa P a n a , odpuście im, darujcie im, do
K o ś c io ła Bożego, do s ta n u m ałżeńsk ieg o p o gło sław cie i m “. T a k
m ów i po trzykroć, a rodzice o d p o w ia d a ją : „odpuszczam y i b ł o ­
g o sław im y , niech w as B ó g b ło g o s ła w i“ ; i p o w tarzają również po
trzy kroć. P o te m p a ń stw o młodzi w szystkich o b e c n y ch ch w y ta ją za
nogi i proszą o b łog o sław ień stw o , lecz p rzytem słów ż a d n y ch nie
w ym aw iają. N a stę p n ie p rz y s tę p u ją do stołu, gdzie leży na ch u st­
kac h chleb i ser, k ł a d ą ręce na tern, a d ruż ba wiąże im ręce
chustkam i. D rużki śpiewają, j a k następuje, a m u zykanci w ta k t
g ra ją :
We wtorek raniusieńko (pow tarza się)
K ąpało się słoueńko ;

Nie było ani chmureczki,

Tylko wody dwa dołeczki,

Co H anusia napłakała,

Ja k się rękować miała.

M iała H anusia wiáneczek

Z drobnej rutki serdeczek,

P uściła go po stole

Do m atusi na žále,


— 240 —
Bo się j i . serce kraje,
(pow tarza się)
Bo jo młodo wydaje.
Grejcie weseli, grejcie,

H anusi żalić dëjcie.
n
G rejcie weseli, rzeźko,

Kłaniej się Hanuś nisko,

K łaniej się, bo mász komu,

Ojcu, m atce swojemu.
Poblogosláw mateczko
To twoje dzieciąteczko,

Poblogosláw oboje,
n
Bo to i to drugie twoje.


S ie ro cie bez ojca śp ie w a ją :
W stáiíže tatusiu z grobu, (pow tarza się)
Poblogosláw do ślubu,

Poblogosláw oboje,
л:
Bo to i to drugie twoje.

A sćrze mój sérze,

Suszyłam eie szczéŕze,

Suszyłam cié dwie niedzieli,

Ojciec, m atka nie wiedzieli,

Jeno H anusia wiedziała,

D o rękow in go schowała,

G d y t a k śpiewają, w szy scy ob ec n i p rz y b y w a ją po k o lei do
m łodych, m ając y ch ręce związane, k ła d ą rę k ę n a ich rę ce i m ó ­
w i ą : „N iech w as B ó g b ł o g o s ł a w i “, à młodzi całują ich w rękę.
N a stę p n ie d ruż b a rozw iązuje im ręce,
młodzi c h w y ta ją p ojedynczo
w s z y s tk ic h za nogi, okazując w te n sposób w dzięczność za b ło ­
go s ła w ie ń s tw o i życzenia, drużb a k ra je n a d ro b n o ch leb i sér,
a drużki śp ie w a ją :
Na drobne kruszki krajcie,
W szystkim ludziom rozdejcie,
Nie kraj drużbuś blisko ręki,
Byś se nie narobil męki.

N a stę p n ie p o k ra ja n y chleb, s é r i b ro g i — jeżeli są — a oraz
i szyszki z cia s ta daje k a ż d e m u po kolei, dopóki w y starcza i na
tem k o ń cz ą się rę k o w in y . S w a c ia siadają n a konie, a „w e s e le “
n a wóz. S w a tó w u s ta w ia d ru ż b a Z m ło d y m p aram i, j a k m ają j e ­
chać, je d e n za drugim , lećz ża d n a p a r a nie chce b y ć ostatnią.
Jeżeli, k to nie m a p ary, to jedzie n asam przód . M usi atoli ta k się
spieszyć, b y go p rz e d n i sw acia nie dog nali, bo b y g o „ostrofow a li “ . P rz e d n ia p a r a s w a tó w ma zw ykle n ajw iększe znaczenie.

— 241 —
G d y już sw aeia zostali ustaw ieni, daje im drużba napom nienie,
a b y je ch a li p a ra m i i porządnie, żeb y żaden nie s p a d ł z konia.
P o te m dostaje każdy „ ć w i a r t k ę “ k o ła c z a n a drogę, a b y m iał co
rzucić dzieciom na drodze i kieliszek wódki lab szklankę piwa.
T a k sam o dostają po k a w a łk u kołacz a i drużki, gdyż tak i jest
zwyczaj, że w y la tu ją c y m dzieciom na d ro g ę rzucają k a w ałk i p la ­
ck a . Chleb z rę k o w in m ają d ać dziadkom przy kościele. D rużki
w siadają na wóz, m łoda, sw aszka i po dsw aszczy na siadają w tyle
wozu, a przednie dru ż k i koło nich, inne zaś dalej i zaczynają
śpiew ać :
i.
Siadáj H anusiu na wóz,
W arkoczyk se załuż,
Czegóż bedziesz płakała?
Nie ide z niewoli,
Ni mnie główka boli,
Tylko mi ojca matki žál.
Pokropcie że nás święconą, wodeńką studzienną,,
Niechże się toczą te cztery kółeczka podemną.

J e d e n z o bec n y ch s taro stó w bierze św ięconą wodę i k ropi
^ w e s e le “, a woźnica ru s z a :
Zielony orzeszenku (pow tarza się)
Zostańże przy domeńku,

Pocieszáj m atusicuke

I cało rodzineime.


G d y w oźnica ruszy końmi, m łoda w yrzuca słom ę z pod
siebie dla tego, b y inne dziew częta szły za mąż.
W konie woźnica, w konie,
(pow tarza się)
Bo nám kółeczko tonie,

Tonie przednie, tonie zadnie,

Swaszczusia nám z wozu spadnie.

Opadły śniegi na górach,

A um roziło pana młodego i pana drużbusia na koniach.

D ru ż b a z m ło d y m nie zaraz za w eselem pojechali i dlatego
pom ylili sobie d ro g ę i wracają się po trz y k ro ć i p y ta ją o drogę,
lecz do p iero za trzecim razem po kazują im tę drogę, k ę d y w e ­
sele pojechało. — D ru ż k i dalej śpiew a ją :
A má ci swaszczusia pare sukiéneozek na sobie,
A zagrzeje ci pana młodego i pana drużbusia przy so b ie;
Do kościoła jedziemy,
(powtarza się)
Piękne stádelko wieziemy,

16

— 242 —
Jeszcze piękniejsze bedzie,
(pow tarza się)
Jako z kościoła przybędzie.

W yjechali na gościniec, stanęli,

Zapom niała se sw aszczusia pierścieni.

G d y p r z e d d w ó r p r z y je ż d ż a ją , ś p i e w a j ą :
Torem swatkowie, torem .
(pow tarza się)
P rzed Stojowskiego dworem,

Czápeczki pozdejmujcie,
Stojowskim się ukłońcie.

A rozleciały sie siwe gołębie po polu,
A zwołej żę ich nadobna H anusiu do dworu ;
Jużem ich zwołała i porachow ała, wszystkie so,
A ja k mi nie wierzysz nadobny Jasinku, porachuj że som.
U naszego Stojowskiego przed w rota
Stoi tam że chorągiew ka ze złota,
A na tej chorągiew ce pisanie,
Że H anusia z Jasienenkiem związani.
P rz e d
ś p ie w a ją :

d ę b in ą M o d e ro w sk ą

(własność

p.

A ugusta

G orayskiego)

M oderow ská dębina
(pow tarza się)
N a dół się pochyliła,

Pochyliła się cudnie

W ierzchołkam i na południe ;

H anusia jo ratow ała,

N a Jasieńka zawołała,

R atuj Jasieneńku, ra tu j,

N ie dej zginąć z tego świata.

G d y ju ż p r z e z M o d e r ó w k ę p r z e ja d ą , w te n c z a s z a ś p ie w a ją p o ­
b o ż n ą p ie ś ń :
„Do Ciebie Panie pokornie w ołam y“ ;
i ś p i e w a j ą a ż d o k o ś c io ła .
G d y „ w e s e l e “ p o je c h a ło d o k o ś c io ła , s t a r o ś c i u r o d z ic ó w
m ło d e j z a s ia d a ją z a s tó ł, je d z ą i p o p ija ją , a p o j e d z e n iu z a b ie r a ją s ię
j e d n i d o d o m ó w , d r u d z y z m u z y k a n t a m i d o k a r c z m y i ta m ta ń c z ą ,
d o p ó k i w e s e le z k o ś c i o ł a n ie p r z y je d z ie .

P o ślubie.
K i e d y m ło d z i s ą

p o ś lu b ie ,

ś p ie w a ją

d ru żk i p rz y

Podziękujm y księdzowi
(pow tarza się)
Naszemu proboszczowi,

Że on nám ślubek ddł,

A nie wiele z nas w ybrál;


k o ś c ie le :

-

243 —

Wy brál tylko dwa talary,
(pow tarza się)
"Jeden wielgi, drugi mały,

A gdzie się nám P ani młoda podziała,
W kościele nám za ontarzem została,
W ykręćże się panie młody do kola,
A wyprowadź panie młode z kościoła.
Podziękujm y organiście,
Że nam zagrál uroczyście.
Z kościoła jedziemy,
Gospodynie se wieziemy,
Do pola robotnice,
Do kom ory klucznice.
Strzeláj woźnica z bata,
Bo H anusia nie siérota,
A choćby siérota była,
A toby się wykupiła.
Nasz woźnica ładny,
Bo ładnie spozierá,
Má pieniędzy dosyć,
Z drużek nie wybierá.

(pow tarza się)













W o ź n i c a z d e jm u je p o k r y jo m u b a t o g z b ic z y s k a i c h o w a d o
k ie s z e n i i t a k je d z ie w y w ija ją c b ic z y s k ie m . N a r e s z c ie s ta je n a
g o ś c iń c u , s w a c ia s ię w s tr z y m u ją i w r a c a ją d o w o ź n ic y . W o ź n ic a
s ię s k a r ż y p r z e d s w a ta m i, ż e b a t ó g s t r z a s k a ł , a o s t a t e k z g u b i ł
i je c h a ć n ie m o ż e . S w a c ia p r z e d n i z w o ź n ic ą U m a w ia ją s ię , p o
w ie le b y w y b r a ć z d r u ż e k n a b a t ó g ; s ta n o w i to z a p ł a t ę w o ź n ic y .
S w a c ia p r z e d n i z w y k le o r z e k a ją o w y m ia r z e ; p o te m te ż c i s w a c ia
w y b i e r a j ą z d r u ż e k i d a j ą w o ź n ic y . G d y s w a c ia w y b io r ą n a b a t ó g
w o ź n ic y , to d r u ż k i z a ś p ie w a ją :
Nasz woźnica brzydki, ko brzydko spozierá,
Má mało pieniędzy i z drużek w ybierá.
W o ź n ic a w y jm u je s c h o w a n y b a tó g ' i je d z ie . N a r e s z c i e w s t ę ­
p u ją d o M o d e r ó w k i n a ś n ia d a n i e , b o m ło d a -w zięła n a w ó z k i l k a
k o ła c z y . P o ś n ia d a n i u w s ia d a ją i j a d ą d o sw o je j k a r c z m y , g d z ie
jiiż s ą m u z y k a n c i. N a j a k i e d w ie ś c ie k r o k ó w o d k a r c z m y , s ta je
c a łe w e s e le n a g o ś c iń c u , z w y j ą t k i e m p r z e d n ic h s w a tó w , k t ó r z y
p o je c h a li d o k a r c z m y p o „ t r u n e k “, a b y „ w e s e l e “ p o c z ę s to w a ć .
W p a d a j ą d o iz b y s z y n k o w n e j n a k o n ia c h , a p o o tr z y m a n iu t r u n k u
w r a c a j ą p o s p ie s z n ie d o w e s e la n a g o ś c iń c u s to j ą c e g o i g d y ju ż
w y p iją , r u s z a ją d o k a r c z m y . G d y w e s e le ju ż z a je d z ie d o s ie n i
k a r c z e m n e j, w y c h o d z ą m u z y k a n c i o d e g r a ć z w y k łe g o m a r s z a w e ­
s e ln e g o , a d r u ż k i ś p i e w a j ą :
*

-

244 -

Czyś sie nás tu szynkareczko nie spodziewała ?
W sieni dołki, w izbie dołki nie wyrównała ;
T rzeba sie nás szynkareczko spodziewać było,
W sieni dołki, w izbie dołki wyrównać było.
A ta nasza szynkareczka
(pow tarza się)
W yniesła nám pić piweczka,

Ja k przyjedzie . drużbuś z Busi,

To zapłacić piwko musi.

A ty żydzie z czarną brodą
.,,
W yniosłeś nám piwa z wodą,
.„
J a k to piwo wypijemy,

To ci brodę wyskubiemy.


W e s e le w chodzi do izby i woźnica, k t ó r y z družkam i, swaszk ą i m ło d ą jechał, ro z p o c z y n a taniec, bo ta k ie już je g o p ra w o ;
a p o tem s w ac ia po kolei. O boje p ań tw o m łodzi idą do dom u r o ­
dziców młodej n a śn ia d a n ie g o to w an e .
G d y już blisko do wieczora, zasiadają za stół i jedzą kołacze
i napijają, a n astęp n ie p rz ed n i sw a c ia z d ru ż e k i sw a tó w w y b i e ­
rają po k ilk a centów n a to, co przez drog'ę i do tych czas wypili.
S w a c ia zw y kle 'w iększą dają „ s k ł a d k ę “ niż drużki, bez w zględu,
czy k tó ry m ało, czy więcej, lub nic nie p ił
W n ocy znów raz
zasia d ają za stół i jedzą, poczem d ruż ba i p rz e d n i s w a t oba r a ­
zem tańcują. P o te m bierze d ru ż b a swaszkę, p o d aje ją p rz e d n ie m u
sw a to w i z u k łonem , ten się rów nież u k ło n i i o dbiera ; p o tem
p o d s w asz czy n ę i m ło d ą oddaje z u k ło n e m sw atom w edle p o rz ąd k u ,
j a k jechali n a k o n iach . T a k sam o oddaję drużki, a nareszcie
k a ż d ą niew iastę i dziewczynę, j a k a się znajduje w karczm ie, bierze
z u k ło n e m i z u k ło n em oddaje po kolei. G d y już t a k ciasno, iż
tru d n o k r o k u zrobić, (rozum ie się, iż nie tańczą, ty lk o w koło
obchodzą), w te d y m u zy k an c i za g ra ją s k o cz n eg o i każdy się roz­
leci, bo b y nie po trafił obrócić się w koło. P o ty m ta ń c u r o z ­
chodzą się n ie k tó rz y do dom ów, szczególnie drużki, a także n ie ­
k tó rzy s w a c ia ; inni ta ń c z ą do ran a. R a n o we c z w a rte k p rz y c h o d z ą
s w ac ia jed n i z domów, d rud zy z k a r c z m y do rodziców p a n n y
młodej na g o to w a n e śniadanie, s k ład ają ce się z k ap u s ty , g ro c h u
z rosołem , mięsa, k a s z y z . flakam i i kasz y ryżowej, a w reszcie
„Ćwiertki“ ko łacza. P o tern. jedzeniu w y p ra w ia s w a tó w po p arze
m łody, m ło d a lub rodzice młodej za s taro stam i, t a k ty m i co n a ­
leżą do p a n a m łodego, j a k i młode]. K a ż d a p a r a s w a tó w m a o b o ­
w iąz ek o znaczonych k ilk a p a r s ta ro s tó w p rz yp ro w ad z ić. W s t ą ­
piw szy w p ro g i i p o c h w aliw szy P a n a B oga, p ro s z ą s ta ro s tó w na
weselę, przyczem w k a ż d y m dom u dostają s w ac ia gościnę, zw ykle

— 245 —
chleb z m asłem lub rosó ł i mięso, czasem n a p iją i w ódki,
jeżeli jej używają. R o z u m ie się, że nie. b ę d ą c głodni, tylko
pokosztują, a b y się uwolnić od n a le g a ń i w ychodzą do drugiego
i trzecieg'o domu, aż już w o s tatn im poczekają, aż się s ta ro ­
stowie ubiorą. W t e d y w szy stk ich za p orz ąd k iem zabierają i p r o ­
w adzą całą „ k u p ę “ na wesele do rodziców młodej. G d y się zbli­
żają do domu, w y c h o d zą m uzykan ci i zagrają, za co dostają od
sta ro s tó w po parę. centów . P a n i m łoda w ychodzi i k ażdego za
no g i uchwyci,, przyczem dostaje czy to p arę g a r s te k lnu, lub p a rę
ce ntów od p rz y b y ły c h starostów . Ojciec młodej w ychodzi ze
dzbankiem , lub flaszką i każdem u z p rz y b y ły c h daje po szklance
piw a lub kieliszek w ódki i prowadzi do izby i pogości ich ch le ­
b em z masłom. S ta rości rozpoczynają taniec, k tó rz y m ają do tego
ochotę i b aw ią się do wieczora. S w a c ia nie m og ąc w tenczas t a ń ­
cować, w y p ra w ia ją różne figle.. G dy już wieczór zapada, zabierają
się do oczepin. S w ac ia przedni pilnują w tenczas p a n n y młodej,
a b y im się gdzie nie u k r y ł a i żeby jej do oczepin szu kać nie p o ­
trzebow ali, a ona u ciek a i s ta ra się ukryć.
Oczepiny.

Z grom adzają się w szyscy do izby, gdzie rozdają świeczki
i „z aśw iec ają“ ; sw acia przedni p ro w a d z ą m łodą do oczepin,
a druźki śpiew ąją :
A już sie паш zmrouzyło,
Cóż się tu będzie czyniło?
Dejcież nám w ręce świóce,
Bo już idzie do ciemnice.

P a n n a m łoda s ta ra się jeszcze pom iędzy tłum n ie p o s trz e ­
żenie ukry ć, i jeżeli się jej uda, wtenczas drużki zanucą:
Czepić sie zbierácie, a młody nie màcie,
Swatkowie zaspali, młody nie szukali;
Jeden koło pieca, drugi do kumina,
W ykręca sie w. koło, pani młody nie ma.
Przywiedźcie ją z komory, posadźcie na stołeczek,
Bodziemy ji rozbierać ruciany wiáneczek.

N a stę p n ie sw acia p rzedni starają się p a n n ę m łodą posadzić
n a stołku, lecz to nie t a k p rędk o się im uda, szczególnie jeżeli
m ło d a je s t silna, a g d y ją sadow ią na stołku, drużki nucą :
D ejcie swatkowie stołeczek,
Rozbierzemy ji wiáneczek.

— 246 —
G d y już siedzi :
Siedzi H anusia w żelezie,
A kiedyż una wylezie?
W ylezie una wylezie,
Ja k Jasiek do ni przylezie.
Zm iatej H anusiu śmieci,
Bo ci w iánek z głowy leci ;
Jużem śm ieci pozm iátala,
Ju ż nie bede w iánka miała.
Z akukała kukułeczka na wiśni,
Czego żeście mój wiáneczck roztrzęśli ?
Ja k cię bedo czepić, spojrzyj do powały,
Żeby twoje dzieci czarne oczka miały.
Stała się nám nowina,
H anusia się nám zm ieniła ;
W czora była w wiáneczku,
A dzisia już w czepeczku,
W czora była w rucianym ,
A dzisia już w nicianym
K to to bań stoi za drzw iam i?
K rám arczykow ie z czepcami.
T rzeba Ja sien k a zawołać,
By przyszedł czepiec stargow ać ;
Z targujże jeden albo sześć,
W ybierz se H anuś, który chcesz.

Z jaw ia się m ło d y z czepcem w rę ce i rzu ca p a n n ie m łodej
n ajp rzó d ja k i s ta ry k a w a łe k p łó tn a, m łoda o d rz u ca m u g o nap o w rót. M ło d y w y w ra c a ślu b n y czep iec n a le w ą stro n ę i daje
p a n n ie m ło d ej, ta ró w n ież nie p rz y jm u je; do p iero po raz trzeci,
g d y w y w ró ci n a p ra w ą stro n ę, w ten c zas przyjm uje.
D ru ż k i n a s tę p n ie śp ie w a ją :
G orzała lipka gorzała,
H anusia pod nio siadała,
Iskierki na nio padały,
Po głowie jo parzały ;

A Jaś sie ji użalił,
Czepeczkiem jo przyw alił.
U podobałaś se Ja sień k a z wąsami,
Takusieńki k ram árz siedzi pod Szebniam i ’),
Służył ci świat moja H anuś, oj służył ci świat.
A ja k ci sie pobierzemy,
H ączki na sie położymy,
Nie bedzie ci tak H anusiu, nie bedzie ci ta k .
Ja k ci przyjdzie soli kupić,
J a k ci bede skóre łupić,
l)

Wieś, gdzie jest kościół parafialny.

— 247 —
Nie będzie ci ta k H anusiu,
Nie będzie ci tak.
Dziękuje ci panie matko,
Żeś mie wychowała gładko.
Za to twoje wychowanie,
Mász podziękowanie.
Dziękuje wám stoły, ławy,
I ty piecu malowany,
Któż eie lepił będzie,
Kiedy mnie nie będzie.
Z ostaje tu młodsza siostra,
Ale jeszcze nie dorosła,
To mnie lepić będzie,
Choć ciebie nie będzie
D ziękuję wám łyżki, miski,
I wám wszystkie towarzyszki,
K to was mywál będzie,
Kiedy mnie nie będzie.
D ziękuje ci ogródeczku,
Żem chodziła we wiáneczkn,
Teraz ju ż nie będę,
Teraz już nie będe.
Chwaliłeś się Jasio, że mász młode lata,
W ąsy ja k kopacze, broda ja k u capa,
C hw iliłeś się Jasio, że mász budyneczki,
J a zaszła do ciebie, same zbutniâleczki.
Chwaliłeś się Jasiu, że ty mász pałace,
Ja zaszła do Ciebie, same podpieracze.
Chwaliłeś się Jasiu, że wás jeno dwoje,
W każdym kątku po dzieciątku, a na piecu troje.
A przybywej panie młody, przybywej,
A przykrywej złoty warkocz przykrywej.
A wstydź że sie panie młody, wstydź że sie,
Pani młody na czepietek złożę sie.
A nasz Jasieńku dejże nám też grona.
Bo z twojej H anusi będzie ładna żona.

P rzy c h o d zi m ło d y i przynosi g ro n y , ale nie sre b rn e, ty lk o
z iem n iak a n a ta la rk i p o k ra ja n e g o i k ład zie n a czep iec; sw aszk a
p o k azu je m łodej p an i, co jej dał, a ona rzu ca m u napow rót,
a n areszcie po trzeci raz daje jej p a re reń sk ich i to przyjm uje
a dru żk i n u cą :
A mój Jasieńku, nie o tem to będzie,
Póki tu dziesiątki na czepcu nie będzie,
W stydźcie się sąsiedzi, zdejmcie mi w iáneczek,
Dejcie mi pieniędzy, kupie se czypeczek.
A wstydźcie się wy ojcowie, wstydźcie się ,
Pani młody na czepietek złóżcie się.

-

248 —

A wstydźcie się wy swatkowie, wstydźcie się,
P an i młody na czepietek złóżcie się.
A wstydźcie się wy drużeczki, wstydźcie się,
Pani młody na czepietek złóżcie się.

D ru ż k i :
A za co by my ji śpiewały,
J a k by my sie na czepiec składały.

K o b ie ty :
A za co byście żarły,
J a k byście sie nie darły,
; A za co byście jádaly,
J a k byście nic nie dały.

D ru ż k i :
Pocośeie nas tu prosili,
Jakbyście nám jeść nie dali.

K o b ie ty :
Pocoście sie wmáwialy,
Po trzy séry dawały.
A w stydźcie się wy starości, wstydźcie się,
P an i młody na czepietek złóżcie, się.

S ta ro śc i i sw acia, ja k rów nież ojcow ie' m ło d eg o i m łodej
s k ła d a ją p ie n ią d z e n a czepcu, k tó re sw asz k a o d b ie ra i s k ła d a
p a n i m łodej.
A wstydźcie się wszyscy razem sąsiedzi,
Niech H anusia na stołeczku nie siedzi.
Gi nasi starości nic sie nie wstydali,
T ylko po dwa centy na czepiec dawali,
P rzecież wy starości troche sie wstydejcie,
N ajm niej po ryńskiem u na czepiec nám dejcie.
Ci nasi swatkowie nic sie nie wstydali,
T ylko po grejcarze na czepiec dawali ;
Przecież wy swatkowie troche sie wstydejcie,
Choćby po pięć szóstek na czepiec nám dejcie.
T a nasza swaszczusia zjadła cało krowę,
A krzywo zaczepiła H anusience głowę.
Z akukała kukułeczka na fasce,
A cóż nám tu wszyscy kaci po swaszce.
Z akukała kukułeczka na gruszce,
A cóż nám tu wszyscy kaci po drużce.

-

249 —

Zakukała kukułeczka w sałacie
A cóż nám tu wszyscy kaci po swacie.
W yleciała z pod nalepy żabka,
Zrobiła sie z H anusienki babka.
A wyleciał z pod nalepy žáb, žáb,
A zrobił sie z Jasieneńka dziâd, dziâd.
Schowej se H anusiu wstążeczkę od czepca.
Może ci sie przydać, ja k będziesz mieć chłopca,
Ojże, ojże panie młody,
Przynieś że nám gorzkiej wody,
A my ci též za te wode,
Dámy Hanke ja k jagodę.

P rzy c h o d zi m ło dy i przynosi dw ie flaszki, jed n ę z w ódką,
d ru g ą ze zw yczajną w o d ą; flaszkę z w ódką u k ry w a , a z flaszki
z w odą n alew a do szk lan k i i pije do m łodej ; m łoda skosztow aw szy,
„ c h lu s ta “ mu w oczy ; ta k sam o po raz drugi, za trzecim razem
n alew a z flaszki, w k tó rej je st w ódka. G dy w odą częstuje, w te n ­
czas d ru żk i śp iew ają :
Przyszedł Jasio do Hanupi w nocy,
Z alała mu pomyjami oczy:
A co. też ta za pomyje były,
Że. mu dobrze oczka nie Wygniły.

S k o ro w y p iją w ódkę- z flaszki, rozpoczyna tan iec sw aszka
z m łodą, bo ta już ze s to łk a w stała, a raczej o p a rta b y ła n a k o ­
lan ie sw aszki, p o n iew aż pod koniec, oczepin, d ru ik i najbliżej s to ­
j ą c e . s ta r a ły . się pokryjon.ru sto łe k sw em i nogam i do siebie p rz y ­
c ią g n ą ć i p orw ać, a b y n a nim usieść lub przynajm niej schow ać.
S w ac ia p rzed n i znow u ze swej stro n y , uw ażają dobrze, czy stołek
z pod m łodej się nie usuw a, a b y go znow u sw acia, a nie drużki,
p o rw a ć m ogli, a . to d lateg o , lę ta, k tó ra sto łe k porw ie, to się
„w y d a" w k ró tc e. S w acia znow u zazdroszcząc drużkom teg o szczę­
ścia, s to łk a p o rw a ć nie dadzą, choćby m iał ty lk o o jednej nodze
zostać. G dy k tó ra stro n a porw ie stołek, w tenczas się cieszy,
a „d rugiej n ib y w s ty d “. S w aszk a ro zp o czy n a tan ieć z m łodą,
a drużki śp iew ają:
Tajcowała H anusieuka śmiele,
Wypadło ji z pódełeczka ziele,
A to ziele siła kosztowało,
Cztéry wołki z obory wygnało.
Jedne pare szynkareczce dano,
Drugo pare H anusi na wiano.

— 250 —
A apać, spać, moja H anuś spać,
Nie po nocach bucikami trzaskać;
A mám ci ja szewcem stry ja w mieście,
To mi zrobi trzew iczenki jeszcze.

S w aszk a ^ o b le c ia w sz y “ k ilk a ra z y w koło z m łodą, oddaje
ją m łodem u, b y z nią znow u „ p o ta ń c o w a ł“. T e n przy jm u je z u k ło ­
n em i tań cu je, lecz m ło d a ta ń co w ać nie m oże, bo k u leje ; drużki
w ten czas śp ie w a ją :
A dzieżeś ty Jasiu oczka podziâl,
Żeś se takie kulasisko obrál ?
Nie pozierasz dołem, jeno górą,
O brałeś se kulasisko z kulą.
Trzebaby dobrego kowala,
Żeby zrobił z szynala dynala.

G d y o d p ra w ia ły się oczepiny, dw óch sw ató w u b ie ra ło się za
k o w a li; jed en za m ajstra, d ru g i za je g o czeladnika. U b ra li się
w n ajg o rsz e „ ła c h y “ z dziuram i, z łatam i, p o p rzew ięzo w ali się
sło m ian em i pow rósłam i, c z a p k a ze sło m y n a p o d o b ień stw o g o łę ­
b n ik a zro b io n a, lu b zw y czajn a p o w ró sła m i n a głow ie p rz y m o c o ­
w an a, lub w reszcie k ap e lu sz albo sito od ce d zen ia m lek a, tw arz
„ o m u rc a n a “ w ęglam i, zęby w y ro b io n e ze ziem n iak a lub b u ra k a
i w staw io n e p o m ięd zy zęby, a w a rg i p rz y b o k u n a p o w ró śle p rz y ­
w iązane. B io rą też ja k ie n ac zy n ie, najczęściej sk o p ie c n a n arzęd z ia
k o w a lsk ie, ja k o to : m łotki, źelaziw a, a w isto cie k ilk a k a w a ­
łeczk ó w „ d re w n a “ i ta k p rz y g o to w a n i w jeżdżają do izby, gdzie
o d b y w a ją o czep in y . W je ż d ż a ją w te n sposób, że k ilk u sw a tó w
s ta ją jed en za d ru gim ; te n co n a p rz ó d id zie, stoi p ro sto , ci inni
p o c h y lą się i p rz y trz y m u ją się za p asy , a k o w a l z k ro p id łem
czy li raczej z g a rś c ią sło m y w ręce w siad a n a ty c h p o ch y lo n y c h
sw ató w , objedzie w k o ło po izbie i k ro p i w odą, G d y „z le zie“,
w ten czas ro zp o czy n a się ro b o ta k o w a lsk a . K o w a l i je g o c z e la ­
d n ik sta ją ty łe m do siebie i ta k się k iw ają, że je d e n d ru g ie g o
trą c a , p o tem n a g le zw raca ją się tw a rz a m i do siebie, p o d a ją sobie
lew e ręce, a p ra w e m i w lew e u d erzają w ta k t, ja k k o w a le w k o ­
w adło. G d y k ilk a ra z y to p o w tó rzą, w ted y z a b ie ra ją się do k u cia
m łodej, co zw y k le n a jp ie rw w yk o n u je cz elad n ik . A p rz ed tem g d y
d y m ają n ib y m iech e m i k u ją n a k o w ad le, d ru żk i za n u cą :
A dymejże kowaliku dymej,
A zróbże nám ze szynala dynal.

Z aczy n a k u ć czelad n ik , t. j. k le p a ć ja k ą szczypą po podków ce, lecz czasem i po p a lc a c h trzy m ająceg o , przyczem m łoda

— 251 nieraz dobrze k o p n ie kow ala. G dy ta k okuje czeladnik, m łody
b ierz e i tańcuje, lecz ta znow u kuleje. W ię c rozpoczynają się
g n iew a ć n a k o w ala, czyli raczej n a jeg o czeladnika, k ażą mu po­
k azać je g o św iad ectw o m o ra’noéci i zdolności T e n w yjm uje k a ­
w ałek p a p ie ru z p ieczątk ą, bodaj p a p ie r z tytoniu, w ęglem p o m a­
zan y i czytają. P o w iad ają, że św iadectw o b ard zo jest złe. K o w a l
n a cz elad n ik a p o g n iew a w szy się, zaczyna g ło śn o „gadać* z nim,
n ib y obcym językiem , a n areszcie „w aln ie“ go rę k ą w czapę ;
te n się p rzew ró ci, a m a jste r jeszcze m u „p o p raw i•“ n a ziemi, zacznie
g o sz a rp a ć za p o w ró sła, ten się zerw ie ze ziem i i uciek n ie na
d w ó r lu b ty lk o do sieni. P o te m p y tają sam ego m ajstra o św ia­
d ectw o, lecz ten m a dobre św iadectw o. W ię c p rzy stęp u je do
k u c ia m łodej i p rz y pom ocy czelad n ik a, k tó reg o zaw oła do p o d ­
trz y m a n ia nogi, okuje ją dobrze. W reszc ie p otańcuje m ajster
i o d d a m łodem u. M ło d a dobrze już tańcuje. Jeszcze spróbuje ją
„ d ru ż b a “ lub k to in n y i n a tem się kończy. M ajster zaś „dopo­
m in a “ się o za p ła tę za okucie. D o stan ie w ódki kieliszek lub
szk lan k ę p iw a. T eraz staro śc i zasiad ają do w ieczerzy g o to w a ­
nej, sk ład ającej się z k a p u sty , g ro c h u z rosołem , m ięsa, kaszy
z flakam i i z k a sz y ryżow ej. G dy się staro ści posilą, w ychodzą
z za stołu, a siad ają znow u sw acia i n iek tó re drużki. S ta ro ści
już id ą do dom u po jed ze n iu ; sw acia i n ie k tó re druźki zabaw iają
się jeszcze chw ilę.
P o d czas g d y jed zą drużki i sw acia i g d y podali na stół n ie ­
k tó re p o tra w y , dru żki zaśpiew ają :
Koza w ogrodzie, matusiu, koza w ogrodzie,
Nie pójdę já po kapuste, bo mnie pobodzie
Kasza z flakami, matusiu, kasza z flakami,
Nie bede já kasze jadła, pójdę z chłopcami,
m atusiu, pójdę z chłopcami.
K asza ryžowá, matusiu, kasza ryžowá.
Nie bede já kasze jad ła, bede wójtowá,
m atusiu, bede wójtowá

N a tem k o ń czy się w esele.
W p ierw szą niedzielę po w eselu b y w ają p o p ra w in y , n a k tó re
zg rom adza się „sam o ty lk o w e se le “, „ sta ro śc i“ zw y k le nie b y w ają
zap raszan i, a jeżeli zaproszą, to c h y b a najbliższych.
N a p o p ra w in a c h
a ta k ż e i kołacze.

dają ty lk o

raz jadło,

zw ykle gotow ane,

Ks. Władysław Sarna.

W

252 —

I К R % K N

! Л

о c h o w a ń cu , farm azonach, płaneinikach, m iesięcznikach
i błędach.

Je śli jak iem u człow iekow i dobrze się pow odzi, je śli m u in ­
te re s a u d ają siej bez w zględu na to,, czy uczciw ym , lub n ieu czci­
w ym sp o so b em , zaraz zazdrośni sąsiedzi m ów ią iż .czło w iek ten
m a „ c h o w a ń c a “. C how aniec je s t to c h ło p c z y k m a leń k i ; m ieszka
zw y k le w m ysiej norze ; je zą p a ro b k a , ale za d ziesięciu ro b i,
a d o b rą ra d ą g o sp o d arzo w i we w szy stk iem p o m a g a . . .
S ą o so b n i ćh p w ańcy do p asiek i, (sp ecy aliści) d o .g o s p o d a rk i
ro lnej, do m ły n ó w w odnych i do. m ły n ó w p aro w y ch . O bcym
rz ad k o k ie d y w idzieć się daje. G o sp o d y n i m usi m ú codziennie
d ać m iskę g o to w an ej k aszy , lecz niesolonej, g d y ż zaraz się mści.
U p ew n eg o g 'ospodarza b y ł C how aniec i d ziew k a w ied z ia ła o tein.
R a z ze Zbytków w rzu ciła do m iski z k a sz ą k a w a łe k Soli. K a sz a
p o zo stała n ie tk n ię tą . L ecz w no cy ta k zbił C how aniec dziew kę
kijem , że d ziew k a p rz e s tra s z o n a u c ie k ła ze słu żb y i w ięcej nie
w ró ciła, Chociaż .m iałą służbę b ard zo k o rz y stn ą .
C ho w ań ca m o żna m ieć ta k im sp o so b em : W e ź jajk o ód c z a r­
nej k u ry i od czarn eg o k iig u ta i n o ś -g o przez dziew ięć dni pod
p ac h ą. P o dziew ięciu dn iach w y k łu je się z ja jk a C how aniec (na
p rz ed m ieściac h L w o w skich n az y w ają go „in k lu ze m “). J e s t to duch
n ieczy sty , m ały d y ab lik , z k tó re g o później d y a b e ł w y rasta.
E a rm a z o n i m ają tak że ta k ie g o chow ańca, ty lk o już m ędrszego ;
chodzi on w czerw onej czapce i w p o lsk ię m u b ra n iu . P a li fajeczkę
na: k ró tk im cy b u szk u i p rz eb y w a po w ięk szy ch fo lw a rk ac h , lub
w fa b ry k ac h , o so b liw ie w p a ro w y c h m ły n ach . F a rm a z o n i s ą to
ludzie b o g ac i, najczęściej fa b ry k a n c i, lecz n iem a im czego b o g a c tw
ich zazdrościć, bo ich dusze już za ży cia n ależą do d y ab ła. F a r ­
m azoni ch cą u chodzić za ludzi u czciw y ch i ro b ią n iera z w iele
d o b re g o , lecz w szy stk o ro b ią d la sław y , b y o n ich dobrze m ów ili.
D la za m y d le n ia oczu poczciw ym ludziom . chodzą n a w e t do k o ­
ścio ła, lecz się nie m odlą. K to chce zo stać farm azo n em , m usi
jech a ć do jak ie g o ś m iasta w N iem czech. T am m ieszk a n ajstarsz y
farm azon. J e s t to sza ta n w p o staci cz ło w iek a i z in n y m i ludźm i
b a rd zo g rzeczn ie ro zm aw ia, n a w e t p rzez m y śl nie przejdzie., że to
sam d y a b e ł. W p ro w a d z a on czło w ie k a całkiem n ag ieg o , ta k ja k
g o m a tk a n a św iat u ro d ziła, do czarnej sali. T am m usi się w y ­
p rzeć P a n a .B oga i w szy stk ich Ś w ięty ch , przy siąd z, iż n ig d y n ie
pójdzie do spow iedzi, ja k o te ż iż n ig d y nie będzie żałow ał, iż zo ­
s ta ł farm azonem . P o te m w ysuw a się z k ą ta o g ro m n y zielony wą?

-

253 —

i op asu je czło w iek a od stóp do głów , a n ajstarszy farm azon m aluje je g o obraz, a to w tym celu. Czasem trafi się, iż ta k i czło­
w iek żałuje sw ego k ro k u i ch c ia łb y s i ę n a w r ó c i ć do praw dziw ej
w iary , ale o braz zaraz go zdradzi, g d y ż zaczyna blednąć. T ed y
ów n a jsta rsz y farm azon p rzeb ija go nożem . W tej sam ej chw ili
czło w iek ów bez w zględu n a to, że m óg łb y b y ć oddalonym od
teg o miejsca: ch o ćb y ty sią c mil, zostaje p rz e b ity nożem w sam o
serce i g in ie g w a łto w n ą śm iercią. P e w ie n farm azon żałow ał, iż
w y p a rł się B o g a i poszedł do spow iedzi. K siąd z w iedząc, kogo
m a p rz ed sobą, k a z a ł m u w leźć do św ięconej wody. F arm az o n
z a n u rz y ł się w wodzie. W tej chw ili nóż go u d erzy ł po głow ie
i s k a le c z y ł go. D o serca je d n a k nie d o stał się, bo nóż stra c ił
w św ięconej w odzie sw ą w ładzę.
W so k alsk im pow iecie je s t dw óch ludzi, k tó rz y m ają nazw ę
farm azona. Jed e n z nich, p ro s ty szarlatan , m ieszka w K om arow ej
W oli су i leczy ludzi ziołam i i zam aw ianiem chorób. M a on w ię­
cej p ac y en tó w , niżeli p aten to w a n i lekarze, gdyż chłop prędzej ta ­
k iem u p ro sta k o w i u w ierzy, niżeli lekarzow i. D ru g i z nich je st
b u d o w n iczy , b ard zo uczciw y ćzłovviek i rozum ny, dobrze się ma,
d lateg o przez zazdrość m ów ią chłopi, iż m a „panicza".
N ie dziw ota na wsi, ale w e L w ow ie naw et, nazw a farm azona
d o sta ła się jed n em u z n ajzacn iejszy ch o byw ateli, w łaścicielow i
m ły n a p aro w eg o . W e m ły n ie tym w idują ro b o tn icy „ p a n ic z a “,
w czerw onej czapce z fajk ą w zębach. P e w ie n ro b o tn ik p o trą c ił
go u m yślnie, te d y ów panicz ta k go codziennie bił, iż ro b o tn ik
m u siał za p ra c ę podziękow ać.
G dy farm azo n um iera, k o n a tak długo, dopóki go kto za
rę k ę nie w eźm ie. T em u zo staw ia on swój m ajątek , szczęście i p a ­
nicza.
W pew nej wsi m ieszk ała b ard zo b o g a ta gospodyni i. m iała
ch o w ań ca. W tej sam ej wsi m ieszkał- gospodarz, p o siad ają cy m ałe
g o s p o d a rstw o i m łodą żonę. N ajął się on je d n a k za fu rm an a do
p an a, g d y ż w o lał jeździć z p an e m po św ięcie, aniżeli pilnow ać
g o sp o d arstw a i swojej żony! O djechał więc furm an ze sw ym p a ­
nem w d alek ie k ra je . Żona zostaw szy słom ianą .wdową, bardzo
się z m a rtw iła i p o szła do owej g o sp o d y n i z p ro śb ą o p o rad ę, za
co p rz y n io sła jej k w a rtę w ódki. B a b a n a rw a ła ziela dziew anny
i zaczęła nim k u rzy ć, zjaw ił się chow aniec, a b a b a m u m ów i:
„S łuchaj mój lu b czy ku, ja rzucam ziele do k o tła , nim ono trzy
ra z y zakipi, m asz mi fu rm a n a sp ro w a d zić“.. C how aniec zniknął.
W ty m że sam y m czasie, furm an b y ł w polu i za le cał się do żniw iaczki K a ś k i, á ona n ie b y ła m u k rz y w a, bo fu rm a n m iał

— 254 w ielk ie zło te g u zik i p rz y k ab a cie. F u rm a n a coś g n io tło w nogę,
zd jął w ięc b u t i zaczął z n ie g o w y trz ąsać . W tem zaw iał koło
n ieg o w ia tr i fu rm a n a p o rw a ł razem z b u tem w g ó rę, a d ru g ie
d ziew k i w id ząc to , za w o łały :
«O ja k n asz a K a c h a
P o k o c h a ła g a c h a ,
P o p a trz c ie się jeno,
J a k on od niej m acha«.
F u rm a n p o m iark o w aw szy , iż z nim coś zie, zaczął m ów ić
w d u c h u : „ K to się w o p ie k ę “. Z araz te d y w ia tr n ió sł go niżej
i p o sta w ił g o n a p odw órzu, nim d ziew an n a trz e c i ra z z a k ip ia ła .
F u rm a n u b ra ł się n a p o d w ó rzu , a ty m czasem b a b a d ru g ą stro n ą
w yszła. Ż ona je d n a k nie p rz y z n a ła się, jakim sposobem g o s p ro ­
w adziła.
P ła n e tn ik i są ludzie, k tó rz y m ają w ład z ę ro z p ro w a d z a ć w p e ­
w ne o k o lice deszcze, pogodę, bu rze i g rad . W pew nej w si m ie­
s z k a ł ta k i p ła n e tn ik jeszcze za czasów p ań sz czy ź n ia n y ch . W tej
w si n ig d y g ra d u nie b y ło , a deszcze p a d a ły ty lk o w tedy, g d y
b y ły n a p ra w d ę p o trz e b n e . T rafiło się, iż b y ł a se n te ru n e k . P a n
o d d a ł s y n a p ła n e tn ik a do w ojska. P o sz e d ł p ła n e tn ik do p a n a
z p ro śb ą , b y mu s y n a nie z a p is y w a ł do w ojska, ale p a n nie u s łu ­
ch ał. R o z ż a lo n y p ła n e tn ik rz e k ł te d y : „ Ja k d łu g o mój sy n b ęd zie
p rz y w ojsku, d o p ó ty p a n nie będzie ja d ł sw ego c h le b a “. P a n się
śm iał z g łu p ie g o ch ło p a. A le g d y zboże d o ścig ło i m iały b y ć
żniw a, p o sze d ł p ła n e tn ik za c h a tę i g d zieś zn ik n ął. Za chw ilę
p rz y sz ła cz arn a g ra d o w a c h m u ra i p a ń s k ie zboże n a p n iu zbiło,
zaś n a ch ło p sk iem an i je d n o źdźbło nie złam a ło się ; n a d ru g i
ro k znow u ta k sam o. P o m ia rk o w a ł p a n i sy n a p ła n e tn ik a w y k u ­
p ił z w ojska.
P ła n e tn ic y w o g ó le nie są zły m i ludźm i, a g ra d y zan o szą n a
lasy , lu b za k a r ę niszczą g o sp o d a rz o w i plon. N ie p o słu g u ją się
w cale zły m i ducham i, są b a rd z o p o b o żn i i p raco w ici. W pew nej
w si m ieszk ał ch ło p n a w iarę z w ła sn ą có rk ą. T rafiło się, iż
z tejże sam ej w si szed ł ja k iś g o sp o d a rz i pod lasem zo b aazy ł
c z te rec h p ła n e tn ik ó w , ja k m ło ta m i ro zb ijali o g ro m n ą b ry łę lodu.
Z aciek aw io n y z a p y ta ł, co oni ro b ią. „ R o b im i g ra d n a tw o ją wieś,
bo tam ojciec z c ó rk ą n a w iarę m ie sz k a “. „O m o jeściew y ! nie
ró b cież m i szk o d y , cóż ja w am złego zro b iłem ?“ „Idźże do dom u,
po dro d ze narw ij leszczy n y i otycz sw oje pole, a spiesz się, g o ń ! “
Z aled w ie ty lk o czło w iek ów z a ty c z y ł sw oje pole, ja k nie ru n ie
g ra d , (ulew a, deszcz lu n ie) w y m łó cił w szy stk o do szczętu, ty lk o

— 255 —
n a oznaczonem p o lu g ra d u nie b yło. Zaráz te d y p o rw ali go sąsied zi i zap ro w ad zili do sta rsz y z n y . W ó jcia się zeszli i p y tali, co
to m a znaczyć. G ospodarz te d y opow iedział w szystko, poczem
ow e n ieg o d n e s ta d ło rozpędzili.
D ziw n ą ta k ż e w łasność m a posiadać księżyc w p ełn i n a n ie ­
k tó ry c h ludzi zw an y ch „m iesięczn ik am i“. L udzie ci są bardzo
nieszczęśliw i. G dy księżyc w p ełn i, oni w stają, u b iera ją się, śpiąc
zu p ełn ie, p otem w y chodzą n a podw órze, n a ulicę i w yłażą na naj­
w yższe szczy ty dom ów , kościołów , lub in n y ch bud y n k ó w , chodzą
p e w n ą n o g ą po najbardziej n iebezpiecznych m iejscach, a potem
złażą i id ą do łóżka. R a n o o niczem nie w iedzą. P o d czas takiej
w ę d ró w k i nie w olno ich w ołać, bo m o g lib y sp aść i zabić się.
M iesięczn ik iem może zostać k aż d y czło w iek , jeśli się b ard zo
w księży c w p a trzy , lu b śp i do k siężyca.
N ieraz zd arzy ło mi się słyszeć, jad ąc em u na chłopskiej furze:
„O t tu, proszę p a n a nauczyciela, czepia się człow ieka b łą d ! “
p rzy czem ch ło p d o ty k a się k ap e lu sz a i żegna. „Jak i b łą d ?“ p y ­
tam za ciek aw io n y . N a tu raln ie, śm iać się przy tak ich rozm ow ach
nie m ożna, bo ch łop nic nie pow ie, trz e b a w ierzyć i dziw ić się,
a n aw et p o tak iw ać . „O t D u ch św ięty przy nas, to nieczy sty
ludzi opanow uje, a b y im zro b ić pakość, a b y poczciw y człow iek
p rz ek lin ał, w odzi człow ieka po m an o w cach przez c a łą noc, do­
p iero n ad ra n em obejrzy się człow iek, a on pod sw oją w sią —
А р е к ci m ara ! —- m ów i tedy. N ajlepszy sposób dla o d p ęd z en ia
takieg'o b łę d u je s t obrócić n a g ło w ie kapelusz, lub czapkę i p rz e ­
że g n ać się., to czasem nieczy sty zlęk n ie się, taj pójdzie n a szum y
i w ich ry . L ecz g o rsz ą od n iecz y steg o je st dusza w isielca, k tó ry
g d zieś n ied alek o p o w iesił się, a dusza je g o p o k u tu je i n a p a d a
p o czciw eg o czło w iek a (zw ykle sp iteg o ja k b e la — dopisek). N a
w isielca pom oże ty lk o , jeżeli człek rzuci m u z woza g a rś ć siana,
lub słom y. P rz y sian ie tem w y g rzew a się dusza w isielca w czasie
m rozów ,
R zec zy w iście n a drodze, zw anej S a p o rty nied alek o W a ręż a,
b y ł przez d łu g i czas o p alo n y p ień starej w ierzby, n a k tó rej m iał
się k to ś p o w iesić. K a ż d y c h ło p , ja d ą c tą dro g ą, rzu cał koło
w ierzb y g a rść słom y, lub siana.
P o d o b n y b łą d czepia się ludzi n a polu, zw anem S zczutków
w e w si H u lcze w pow iecie S o k alsk im . Lecz o tem m iejscu je st
in n e p o d an ie.
„M oże p rz ed d w u stu laty , b y ło tu m iasto S zczutków . M ie­
szk a ń cy te g o m iasta b ard zo grzeszyli, w ięc P an B ó g ich ukarał,
iż się za p ad ło p o d ziem ię. N a św ięta W ie lk a n o c n e słychać, ja k

— 256 —
tam p o d ziem ią b iją dzw ony. C hłop je d e n z L ise k , ń azw isk iem
K o ro l, człek nad zw yczaj pobożny, p rz y s ię g a ł się przed em n ą, iż
sły sz a ł ję k ty c h dzw onów . M iały ta m b y ć o g ro m n e s k a rb y , lecz
p iln u je je sam d y a b e ł cz arn y i on to zw odzi ludzi n a b ezdroża.
P e w ie n dziad szedł tą d ro g ą o p ó łn o cy , p a trz y a d y a b e ł siedzi
n a k u p ie zło ta. D ziad, zn ający dobrze sw oje rzem iosło, (żebranie
n azy w ają rzem io słe m j u k ło n ił się i p ro si o jałm użnę, a d y a b e ł
m ó w i: „ W sz y stk o b ęd zie tw oje, ty lk o p rzy jd ź tu z p ro c esy ą, a nie
zap om nijcie n ic z e g o “. D ziad p o b ie g ł do k sięd za i zaraz w yszła p ro c e sy a, w zięli ze so b ą ch o rąg w ie, k rzyż, k ad z ie ln ic ę i św ieczki.
P o d c h o d z ą do d y ab ła, a d y a b e ł ja k nie w rz aśn ie : „A szczypce
g d z ie ? czem b ęd z ie cie św ieczkom k n o ty o b c ie ra ć ? p a lc a m i! ? 1'
i z a p a d ł się p o d z ie m ie . H o, h o ! z d y a b łe m nie ta k ła tw a s p r a w a “.
Źe m iejsce to b y ło n ieg d y ś za m ieszk ałe i b y ła tam ja k a ś s ta ­
ro ż y tn a o sad a, w sk azu je to, że w y o ru ją tam c e g ły , k u le k rzem ien n e,
jak o też k rz em ien n e to p o ry i noże.
Co się ty czy rz u can ia słom y, t o ’je s t pow szech n em u żydów .
G d y ży d zo b aczy k siędza, rz u ca za nim z w ozu g'arść sło m y lub
sian a, c h o ć b y ty lk o źdźbło, w nadziei, że w iara ch rz e śc ia ń sk a z n i­
k n ie, ja k to źdźbło. C hłopi w idząc to, m ów ią : „A to d u rn e żydy,
to n asz a w ia ra ta k się ro zn iesie po św iecie, ja k w ia tr tę słom ę
ro z n o si“.
A ntoni Siewiński.

Kichame, m ą d i dswonieaie,
P rz y z b ie ra n iu m atery ałó w etn o lo g ic z n y c h zw raca m y zaw sze
u w a g ę i g ro m ad z im y za b o b o n y , zw yczaje, obyczaje, o b rzęd y
i p ieśn i n aszeg o ludu, W s z y s tk o to dzieje się p o za o so b ą czło­
w iek a. P ie śn i zaś są w y razem je g o w y o b ra żeń , uczuć, m yśli, sąd u
i p ra g n ie ń .
N ie w iem ale, czy k tó ry z etn o lo g ó w zw ró cił dotąd u w a g ę
n a za b o b o n y , p o w sta łe u lu d u z zw y k ły ch objaw ów ñzyologiczn y ch — n a p ły w u k rw i do oka,, uszu lub dłoni i. k ich an ia , k tó re ,
ja k w iadom o, po w staje s k u tk ie m siln eg o p o d ra ż n ie n ia b ło n y ś lu ­
zowej w nosie.
A przecież zab o b o n y te są ro z p o w szech n io n e u n a s , n ie ty lk o
m iędzy lu d em p ro sty m , ale i w śró d in te lig e n c y i zn ajd ą się je d n o ­
stk i, k tó re ró w n ież p e w n ą w agę do ty c h objaw ów , jako w różby
złeg o lub d o b reg o , przyw ięzują.

-

257 -

I ta k :
K ic h a n ie b y w a u w ażan e za d o b rą lub złą w różbę w edług
teg o , w k tó ry m dniu ty g o d n ia ono n astą p i, a w ażność je g o je s t
za w a ro w a n a tem , że m a n astąp ić ran o , p rzed śniadaniem .
Jeżeli n a stą p i w p o n i e d z i a ł e k , m a w różyć o trzy m an ie
prezentu.
W e w t o r e k , m a b y ć zw iastunem radości.
W e ś r o d ę , zm artw ien ia.
W c z w a r t e k czegoś niesp o d ziew an eg o , a to m oże być
dobre, lub złe.
W p i ą t e k , o trz y m a n ia listu.
W s o b o t ę , podróży.
W n i e d z i e l ę w id zen ia k o g o lub o trzy m a n ia czego m iłego.
Co do św iądu, utrzy m u je się przesąd , że g d y go czujem y
w p raw ej dłoni, będziem y się z kim w itać, g d y zaś w lew ej, r a ­
ch o w ać p ieniądze, lu b co odbierać.
P o c z u ty w p ra w y m oku św iąd w róży płacz, w lew ym radość.
D zw o n ien ie wr uchu lew em m a oznajm iać d o b rą now inę,
w p ra w em złą.
Z zab o b o n am i wyżej p o d an y m i sp o ty k ałem się w p o w iatac h :
rzeszow skim , brzozow skim i sanockim , a sądzę, że p rz y zw róceniu
na nie u w ag i, m ożna się b ęd zie z nim i i gdzieindziej spotkać.

dg

L. Magier owski

Ш и є nazuj miejscowe ä powiecie Brzeskim w Galicji
napisał

Dr.

Karol

Mátyás.

(Ciąg dalszy1).

IV.

Gmina

Biesiadki.

A. W ieś Biesiadki.
S ą d w a p o d an ia o p o w stan iu tej w si i źródle jej nazw y.
W e d le je d n e g o osada, k tó ra w si d ała początek, m ieściła się
n a d d o lin ą w sch o d n io -p ó łn o cn ą, K m i e e i n a zw aną, otoczoną l a ­
sem i sk ła d a ła się z trz y n a s tu rodzin. P ie rw o tn i ci o sad n icy p a ­
sali swój d o b y te k tuż n a w schodniej pochyłości g ó ry , k tó rą, obe») P or. „ L u d “ I . 123, 179.
17

-

2ô8 —

cn ie u p ra w n ą, p a s t w i s k a m i d o tąd n az y w ają (p. niżej C. Ip. 12,
i E. Ip. 2). G d y to m iejsce, według- z d a n ia jed n y ch , n a m ieszk a n ia
za c ia sn e b y ło , w e d łu g d ru g ic h zaś, ziem ia się z a p ł o z i ł a czyli
z a p a d a ła , p rz esied lili się n a in n e m iejsce, p o d zielili g r u n ta n a 13
g o s p o d a rstw czyli n a 12 ró l i je d n ą za g ro d ę — i od te g o p rz e ­
sied len ia n azw ali n o w ą osadę P r z e s i a d k i . Z P r z e s i a d e k
p o w s ta ła z b ieg iem czasu n az w a B i e s i a d k i . N a je d n y m z ow ych
o p u szczo n y ch p lacó w p rz ed k ilk u n a stu la ty w idziano w ziem i słup
g ru b y d ęb o w y z o g ro m n y m sk o b lem żelaznym , k tó ry przez zsu ­
nięcie się p a g ó r k a z o sta ł z a sy p a n y ; zdaje się, że n a tem m iejscu
b y ło k ie d y ś w ójtow stw o.
D ru g ie p o d an ie, trą c a ją c o dzieje P o lsk i, w ięcej p o ety cz n ie
w y ja śn ia p o c z ą te k w si i jej nazw y.
W ę g rz y w p a d li do P o lsk i, do G alicyi, a p o su w ając się szybko
k u p ó łn o cy , m o rd o w a li ludzi, ra b o w ali, p alili sied zib y ludzkie.
D o ta rli do sąsied n iej B iesiad k o m w si T w o rk o w y , której m ie ­
szk a ń cy u ciek li p rz ed nim i n a p ó łn o c w lasy , n a o b sza r dzisiej­
szy ch B i e s i a d e k , tam w za sad zk ę z łap a li n ie p rz y ja c ió ł i p ra w ie
do n o g i w y b ili. K ilk a zaledw ie W ę g ró w zd o łało ra to w a ć się
u ciec zk ą i p rz y n ie ść b ra cio m s tra sz n ą w ieść o b i e s a c h , k tó rz y
ich z ła p a li w s i a t k ę . Z tąd m iejscow ość i o sad a późniejsza o trz y ­
m ała nazw ę B i e s i e - s i a t k i czyli B i e s i a t k i 1).

B. Części w si.
1.

T y p k a (p ó łn o cn a część w si od g m in y
n a z w a n a od w ielu tam ro sn ą c y c h l i p .

Z aw ad a uszew ska),

2.

I m i o ł k i (p o łu d n io w a część od g m in y Złota), bo tam n ie ­
g d y ś b y ły duże lasy , „ s a m á m o z d z e n i n a (m odrzew ie),
a w ty c h lasac h ro sła bujno jem ioła. Z o w y ch m o d rzew i z b u ­
d o w a n y je s t s ta ro ż y tn y k o ś c ió łe k w B ie sia d k a c h , „ c a ł k i
j e s s t y m o z d z e n i n y “.

3.

W i e ś (śro d k o w a część). W y r a ż e n ia :
„sedem (szedłem ) z Im io łe k d o w s i “.

„M iésk á w e

w s i “,

*) N iektórzy, lecz tych bardzo mało, wywodzą, nazwę B i e s i a d k i od
b i e s i a d , które panowie polscy podczas częstych polowań w pełnych dzi­
kiej zwierzyny lasach tej okolicy tu taj urządzali. Zapewne to przypuszczenie
nasuwa im powszechna pisownia B i e s i a d k i (ze spółg. d w środku), k tó ra
zwłaszcza przy wymawianiu w I I . przypadku tego nazwiska — B i e s i a d e k
wyraźnie występuje.

— 259 —

С. Ë o l e .
1. B y s t r á g ó r a , bo leży n a b ard zo b y stre j górze.
2. G r a n i c e , bo leżą p rz y sam ej g ra n ic y g m iny.
3. G r o n t s k a r b o w y , bo n ależ ał do sk arb u P a ń stw a .
4. K o ń s k i 1 a s e k, bo tu b y ł daw niej lasek , w k tó ry m pasano
ko nie.
5. К o p a ł y n y , bo b y ła daw niej p astw isk iem , k tó re p rz ed kilku
la ty sk o p an o na rolę.
6. K o z i d o ł e k , „bo lezy w dolinie, b y ły tam dáw ni krzáki
i k o zy tam p a ś li“. „D aw ni to duzo kozów chow ali w e wsi,
b y ło gdzie k o zy paś, bo duzo b y ło p asw isk , ró żn y ch krzaków ,
u rw isk , lasów ; teraz to kozów nie chow ają“. (P orów n. niżej
C. Ip. 23. Z a k o z ł o w i e c , E. Ip. 1. K o z ł o w i e c , F . Ip. 2.
К o z i a r k a ).
7. N a d g r a n i c e , bo leży w gó rze n ad g r a n i c ą z e r k o s k ą
(od w si Zérkow ).
8. N a d m o s t k i , „látego sie ta k nazyw a, ize jes g ro n t n a d
m o s t k a m i (łąki, p. D. Ip. j.) b ly zy dom ów “.
9. N a d p a s i e k i , bo leży pow yżej łąk , zw anych p a s i e k a m i
(p. D . I p . 7).
10. N a d p i e k ł e m , bo leży nad g łę b o k ą doliną, zw an ą P i e ­
k ł o (p. J.).
u . P a s i e k i , „láteg o , ze są m ie d z u c h y “ (g ru n ta m iędzy w ysokiem i m iedzam i). P o r. D. Ip. 7.
12. P a s w i s k a 1), bo daw niej b y ła p astw isk iem .
J e s t to w sch o d n ia p o ch y ło ść góry, n a której p ierw si o s a ­
d n icy p asa li swój d o b y tek , m ianow icie kozy (p. wyżej A),
p o tem część te g o p a stw isk a zam ieniono n a g ru n t orny, część
zaś p o zo stała d o tąd p astw isk iem (p. niżej E. Ip. 2).
13. P o d g r a n i с e, bo leży p o d g ra n ic ą wsi Ż e r k ó w .
14. P o d s o b e k „dosyć rów ne g ro n ta , dlatego sie ta k nazyw ają,
ize są p od dom am i, po n iży dom ów , co stoją n a górze — ci,
co je p o siad ają, to je m ają p o d s o b ą “ .
15. P r z y m i a r e k , „ k ilk a k aw áik ó w g ro n tu (może 10), lezą r a ­
zem p rz y so b ie i n ależą do k ilk u g o sp o d arzy , po tern sie
nazyw ają, ize późni b y ły k u p io n e i p rzym ierzone do g ro n tów ty c h g o sp odarzy, ja k o ta k ie d o d atk i cyli p rz y m ia rk i“ .
16. R ó w n i a , „b o są ró w n e p o la n a sam em dziale (p. niżej H.
Ip. 1) za w sią".
*) Jedna z najdaw niejszych nazw (p. niżej K m i e c i n a I, lp. 1.
*

í 718.
ig.
zo.
21.
22.

266 —

S o ś n i e , „bo tam d áw n i b y ły so sn y “ (las sosnow y).
S p ł a w y , „b o tam sie w oda śc ią g a z w y ss y c h p ó l“ .
W y c h y l ó w k a , „bo j es p r z e c h y ł o p o d w ielg i záchod“ .
Z á d z i e l e , „lá te g o , ize g ro n ta sie p rz e c h y la ją za d z ia ł“
(p. niżej H . Ip. i.).
Z á g ó r z e , „bo lezy za działem cyli za m ałą g ó rą “ (p. w yżej
Ip. 2o).
Z a g r a b i ę , b o leży za łą k ą , zw an ą G r a b i e (p. niżej D.

ip. 3 -)Z a k o z ł o w i e c , b o leży za p a stw isk ie m i k rz a k a m i, zw a­
nym i K o z ł o w i e c .
24. Z á s к a r p i e , bo leży za u rw isk iem , zw anem S k a r p a .
25. Z b ó j n i k , bo leży w m iejscu, g d zie n ie g d y ś s ta ła k arczm a,
zw an a Z bójnik, ,,w k tó ry sie ludzie b a rd z o b ijali, o g ro m n e
tam b y w a ły b itk i, bo to d áw n i ludzie duzo pijali, to sie ji
b ija li“. D ziś n ie m a ślad u tej k arczm y .
23.

D. Ł ą k i .
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.
10.
11.
12.
13.

D e b r z á, „látego, ize g łę b o k a n izin a p rz y lew n io sk i g ra n ic y
(p rzy g ra n ic y g m in y L ew n io w a). T am k o n ie p a s a ją “.
D ó ł , „ b o lezy w d o lin ie“ .
G r a b i e , „bo tam d áw n i ro sła g r a b in a “ .
M a c i a r z n i s k a , („ludzie nie w iedzą, láce g o sie ta k n a z y w a “).
M o s t k i , „láte g o , ize k á z d y p o siad ać łą k i m á tam do p rz e ­
jazd u m o stek n a m ałem stru m y k u w o d y “ .
N i e s t ę p ó w k a , „ łą k a m o k rá w dolinie, n a z y w a sie p o te m ,
ze, ja k m o k ry cas, to tam a n i w s t ą p i ć n i m o ž n á “.
P a s i e k i , (p. C. Ip. 11).
P o d g ó r z e , „ lá te g o , ze je s t n i / y dom ów, a d o b rze sp ad zisto
k u D e b rz y “, (p. w yżej D. Ip. 1., oraz C. Ip. 14).
P o d o l s y n y , „bo tam ro śn ie p rz y s tru m y k a c h o ls y n a “.
S t a w i s k o , „láte g o . ze b a rd zo m o k re i w o d a tam sto i“.
S t u d z i e n k i , „láteg o , ze są ró żn e dołki, ale w o d y w n ich
n im a — po d y sc a c h to w o d a sto i w ty c h d o łk a c h “.
Z a d z i e le , (p. wyżej C. Ip. 20).
Z b r o d n i a .„T o są b a rd z o m o k re łąk i, lá te g o sie ta k n a z y ­
w ają, ize tam n im ozná p rzejech ać, ty lk o w zim ie, w lecie
n im o zn á p rzejech ać, bo s i e b r o d z i “.

E. P a s t w i s k a .
i.

K o z ł o w i e c , „látego, ze tam
i d áw n i tam k o zy p a ś li“.

są ró żn e ciern ie i za ro sty

— 261 —

2.
3.
4.

P a s w is к а (p. wyżej C. Ip. 12).
P o d ł o n i o s c e , „látego, ze je s t z a p a s w is k a m i p rz y g ra n ic y
ł o n i o s k i “ (przy g ra n ic y g m in y Ł oniow y).
S k o t n i k , p astw isk o g m in n e 1).
F. L a s y .

1.
2.
3.

K m i e c i n a , „bo należał dáw ni do k m i e c i ó w w e w si“.
T e p irse d w anaście rodzin to b y li k m i e c i e “. (P. wyżej A.).
K o z i á r k a , ,,bo tam dáw ni kozy p a ś li“.
Z a s a d z i e , „bo lezy za sadam i w e w si“.
G. K r z a k i .

1.
2.
3.

K o z ł o w i e c , (p. wyżej E. Ip. 1).
N a d m o s t k i , „bo ro sn ą n ad M o s t k a m i “ (p. wyżej D.
Ip. 5. i C. Ip. 8)).
W i c h r o w i e c , „bo ro sn ą n a u rw isk u i w i c h e r niem i
trz ę s ie “.

H. Góry, urwiska.
1.

D z i a ł , „látego, ize g rc n ta („ g ro n ta n a d ziale“) są d zialy ste
c y ly m ało g ó rn e — dział to ty la znacy, co m alá g ó r a “.
2. P r z e c h y b i e , („ p rze ch y la g ó r a “), „látego, ze sie przech y la
■ n a różne s tro n y “ .
3. R a c k a (oberw isko), . „látego, ze jes p rz y g ra n ic y záw acki
(g m in y Z a w a d a u s z e w s k a ) ta k á w ielgá sk a rp a , ze, ja k
k ce stam tąd w ylyś(ć), p o trz a r a c k o w a č “ (na ra czk a ch Iść).
4. S k a r p a , „láte g o , ze jes w ielg á s k a rp a “.
5. Z a g ó r z e (p, w yżej C. Ip. 21).
i.

Doliny.

P i e k ł o , „látego, ze są sk a rp y g łęb o k ie, p rzep aściste, ta ja k p i ek ł o . Z aro śn ięte są g ęsto krzak am i — so śn in ą i g r a b in ą “.

K.
1.
2.

Wody.

P o t o k i , „ lá te g o “, ze są stru m y k i w ody i g łę b o k ie niziny".
Z á b i k o ń к a („ b ag n o rzad k ie). „Je s tam sy ro k i ji w ysoki
m ied zach 2), n a k tó rem je st bagno. D áw ni to tam b y ła bardzo

‘) Pastw isko gminne, wspólne, nazywają s k o t n i k i e m
wyraz w powiecie Brzeskim), ztąd s k o t á k , pastuch gminny.
2) W ysoka m iedza.

(powszechny

— 262 —
w ielg á t o n i ą (toń), ze z y rd k ą d n a nie d o s ta ł; te rá z nie
jes ta k g łęb o k o . N a zy w a sie po tem Z a b i k o ń k a , bo tam
p rz e d śty rd z ie stu m oże la ty n ieb o scy k o w i P a b ijá n o w i (g o ­
sp o d arzo w i z B iesiad ek ) za b iła sie p á ra ko n i, w p a d ła do
te g o b a g n a ji u d u siła s ie “.

V. Gmina Biskupice radłowskie.
A. W ieś Biskupice radłowskie.
„N azy w a sie láteg o , bo p rz e d w iek am i d o b ra R a d łó w n a le ­
ża ły do m a ją tk u B isk u p ó w k ra k o sk ic h , a sk o ro lezy n a g ra n ic y
ty c h d ó b r, to ja k o g ra n ic a te g o p a ń stw a nazw ali ją B i s k u p i ­
c a m i ra d ło s k ie m i“ .

B. Przysiółki.
C h a ł u p k i , k ilk a n a ś c ie c h a te k za D un ajcem tz. z drugiej
s tro n y D u n a jc a (p ra w y brzeg ), zam ieszk an y ch przez c h u d o ­
b n ý c h (u b o g ich ) w y ro b n ik ó w , ch a łu p n ik ó w , k tó rz y p o b u d o w a li
się p rz y p a s tw is k u gm innem . „Jeżeli k tó ry z nich o b o k c h a łu p m y
m â je d n e m o rg ę polá, to juz c a ła je g o p a r a d a “.

C. Z a g r o d y .
Golbówka
(Ja k ó b ).

od

w łaśc ic iela

ch ło p a

n az w isk ie m

Golba

D. E o i e.
i.

B a s t a (duże p o le o p rz e strz e n i o k o ło 300 m orgów , c iąg n ą ce
się ze w sch o d u n a zach ó d od D u n a jc a aż do Z d r o c h e c k i e j ‘j g ra n ic y . „Za daw n y ch p o lsk ich casów b y ł sygm ił
cy li w ieża w y so k a sy g n a ło w a n a tem po lu w y b u d o w a n a.
N a ty w ieży m ieskał stróż i do te g o m iał k ilk a tn org ó w
g ro n tu d a ro w a n e za to, ze, ja k T u rk i albo T a ta ry sie z b li­
żali, ro z p alał n a scy c ie ty w ieży o g n isk o , przes co d a ja ł
znák, ja k o b y te le g ra m , ize tu n ie p rz y ja c ie l; w ten c ás p o lsk ie
w ojsko p rz y b y w a ło i n ie p rz y ja c ie la zw yciężali. P o tem g ro n t
te n o trz y m a ł nazw ę B a s t a “.
In n i ta k tę nazw ę tłóm aczą :
„Za d aw n y ch casów b y ła n a tem polu ch a łu p a , k tó rá n a ­
leża ła do b o g a te g o g o sp o d arza, co sie n a z y w a ł B a s a . Juz
d áw no ta fa m ielijá w y m a rła “.
’) G-mina Z d r o c h e c (pow. B rzeski).

-

2.

3.
4
5.
6.

263 —

„R o lę tę nazy w ają Z a o g r o d z i e , bo lezy zaráz za w sią
i p ło tam i jes o g ro d zo n a (p. niżej D. Ip. 14)“.
D ę b i n a („tyž duzá rolá, m á m oze 150 m orgów i ciągnie
sie z p o łu d n ia na pó łn o c od g o ścień c a“), „n azy w á sie láteg o ,
bo d áw n i n a tem polu ro sły dęb y , b y ł duzy las dębow y.
T e n las w y k o p ali i g ro n t od tego nazw ę d o sta ł“.
I ł y , „bo sp ó d teg o g ro n tu ' jes g le b a k fa rd á (tw arda), iło ­
w ata, n ie p rz e p u sc a ln á “).
K l i n y , „bo z jed n eg o kó ń ca jes w ąskie pole, a z dru g ieg o
sy ro k ie i w ygląda, ta ja k k l i n “.
K l u z i e n i e c , „bo w łaściciel teg o g ro n tu n az y w ał sie G r z eg o r z K l u z a “.
K u j a c ó w, „bo jes w niskiem położeniu i tam o siad ały na
niem p tá k i k u l i g R .

7.

Ł a z y („nieduża rolá, moze bedzie 10 m orgów , lezy p o d
w sch ó d za D u n ajcem zaráz p rz y С h a ł u p k a c h “), m á nazw ę
stąd , ze ta m tę d y b y ła dáw ni d ro g a k r y t á 1). K ie d y T a ta ry
i S w ęd y ro b ili n á p a d y n a n ase P o lsk ę, to tędy przechodzili
i nas k ráj u iś c ili; n azw a Ł a z y pochodzi stąd, ze n ie p rz y ­
ja c ie le ta m tę d y p o d ł a z i l i .
N iek tó rz y źródło nazw y Ł a z y tern tłóm aczą, że g d y „po
w ojnie fra n c u sk i z R o sy ją pod S andom ierzem b y ła bitw a,
tę d y duzo k a lé k ó w leżało i w ojsko ta k sam o obozy tu m iało “.
In n i w reszcie nazw ę Ł a z y w yw odzą od w ielkiej p rz estrze n i
ł a n ó w g ru n tu .

8.

O s t r ó w e k , „látego sie ta k nazyw á, bo n a g ro n c ie tem
rós(ł) ty lk o ch w ast i zarosłe o s t r ę z y n a “.
P o d G o l b ó w k ą , „gront, láteg o ta k sie nazyw á, bo lezy
p o d G olbów ką, za g ro d ą J a k ó b a G olby i b y ł G olbów w ła s n y “.

9.
10.

P o d k ę p i e , „bo dáw ni n a tem g ro n c ie b y ła k ęp a , k rz á c y n y
te w y k o p a li i o rn y g ro n t s teg-o zro b ili“.
11. P r z y r y c i e , „bo lezy p rz y p a sw isk u gm in n em i k áz d y
w łaściciel, g ra n ic ą c y s tem p asw isk iem , do sw ojego g ro n tu
p r z y r y w a ł cyli p rz y k o p y w ał po k a w a łe c k u s te g o p asw iś k a “.
12. Ś c i e ż k i , „bo sobie bez ten g ro n t u ro b ili ludzie ściezk e
i przechodzili t ę d y “.
13.. T r z y b i s k a , „g ro n t orny, láteg o ta k sie nazyw á, bo jes
b ard zo lichy, n ieu ro d zajn y i w cały g m in ie n á jg o rsy “ .

■) ukryła, kryj oma.

1415.

264 —

Z a o g r o d z i e j. w. D . Ip. і.
Z d z i a r s k ó w k a , „bo n a tem g r o n d e sied zia ł p rz e d
k iem ś la c h d c , n a z y w a ł sie Z d z i a r s k i “ .

w ie ­

Zwyczaj »ykupyraia p in y młodej na r e o la c ld
K ie d y m b y ła jeszcze m ała, a to tem u z la t 40, p a m ię ta m
ja k w B ru sa c h n a w ielu w e so ła ch po w iec zerzy ok o ło 10-tej godz.
w ieczo rem n a stę p o w a ły czepiny, a po n ich w y k u p o w a n ie p a n n y
m łodej. Po. w y staw ie n iu za w ad z ający c h .słołów z izby, ro zp o częły
się p rz y o d g ło sie m u zy k i sław nej k ap e li G łąb sk ich lu b F lu d y n ó w ,
p o d k o m e n d ą starsz eg o drużby, ta ń c e p a n n y m łodej z k a ż d ą dziew ­
czyną. a n a s tę p n ie z k ażd y m ch ło p ak ie m , rozum ie się ty lk o raz
do k o ła, poczem k a ż d y z za szczy co n y ch k ła d ł n a talerz p rz ed
starszy m d ru żb ą ofiarę 1 —3 „z ło ty c h “ (m arek), p rzy czem nie o m ie­
s z k a ł sta rsz y d ru ż b a p rz y b o g a tsz y m d arze ta k g ło śn o oznajm ić
n. p. „a to o b ficie“, „a to w ie le “.
P o p rz e ta ń c z e n iu z m łodzieżą z a p ro w a d z iły p a n n y m łode
p a n n ę m ło d ą n a krzesło śró d izby, a k ie d y s ta rsz a „p rzy d o n k a"
(d ru ch n a) zdejm ow ała jej w ian e cze k z g ło w y , ś p ie w a ły pieśń n a ­
stęp u jącą, k tó rej je d n a z w ro tk a p a n n ę m ło d ą żałuje, a d ru g a ją
p o ciesza :
Aneczko już cig tracim y,
Ju tro cię panią ujrzymy,
Zblednie twój kolor rum ianny,
Zwiędnie twój wianek różanny.
Nie uważaj miłe dziewczę, lepszy chłopak świeży,
Niźli kw iatek w pustem polu, co odłogiem leży ;
I wianeczek kiedy zwiędnie nic nie będzie znaczyć,
A wy co go żałujecie, radebyście stracić.

‘) U m ieszczając w „L udzie“ niniejszy artykulik ks. G ołębiewskiego,
wydrukowany w G azecie G rudziądzkiej z dnia 6 lutego 1896 r., chcieli­
byśmy przez to zwrócić uwagę Czytelników „L u d u “ na ten zwyczaj, który
według słów autora, czerpiącego wiadomości swe od starej panny, już z a ­
ginął w tam tych stronach na K aszubach. — Zwracamy się więc z p ro śb ą
do Czytelników naszych, ażeby donieśli nam, czy i gdzie podobny zwyczaj
wykupywania panny młodej na weselu istnieje, przyczem prosim y o d o k ła­
dny opis tego zwyczaju, jakoteż wszystkich obrzędów, niemniej i pieśni,
przywiązanych do tego zwyczaju.
Bedakcya.

- 265 D otąd nie znałaś zgryzoty,
T eraz poznasz, co kłopoty,
Nie będziesz więcej tańcować,
Bo musisz na chleb pracować.
A wy panny, choć w panieństwie, swoje troski macie,
A w małżeństwie są rozkosze, których wy nie znaci«.
W szakże każdy człek co żyje, stworzony do pracy,
A ci, co nam chleb zjadają, są istni próżniacy.
Już mamulę twą straciłaś,
I do obcych się wybrałaś,
Nie ujrzysz swojej rodziny,
Gdzie żyłaś słodkie godziny.
Już żabeczka od kamykiem, łabędź wedle wody
I skowronek w chłodnym gaju używa swobody,
A ty dziewczę w domu męża znajdziesz swoje mienie,
Bo tak, Anko, przykazało m ądre przyrodzenie.
Gdy nastanie kłopot m atki
Obsiędą cię twoje dziatki,
W tenczas będziesz narzekała,
Iżeś panną nie została.
Chmiel się krzewi, jabłoń rodzi i gnieżdżą się ptaki,
By się wszystko nie mnożyło, nie byłby świat taki.
Nikczemne są takie panny, po świecie czołgają,
Co się same jedne włóczą, a mężów nie znają

P o d k o n iec tej p io sen k i jedna z k o b iet o b ecn y ch puzybyła
z czep k iem i k ła d ła go najczęściej przy cichym płaczu m łodej
p a n n y jej n a g łow ę. S k o ro zaś p io sen k a u stała, p rz y la ty w a ły
w szy stk ie k o b ie ty z rad o ścią do niej, a b iorąc za rę k ę , o b ch o ­
dziły z n ią po izbie, w ykrzykując, „hola, teraz już n a sz a !“ przyczem d ziew czyny n ib y z żalem u stę p o w a ły
N a stę p n ie b ra ła p a n n a m łoda, podobnież ja k przedtem z m ło ­
dzieżą, k aż d eg o „c h ło p a“ i k o b ietę do tańca, przyczem znow u od­
b y w a ły się d a ry n a talerz, z k tó ry c h op łaco n o g łó w n ie m uzy­
k an tó w .
N a o sta te k zo stał do ta ń c a jeszcze p a n m łody. N im zaś sw ą
żonkę w y p ro w ad ził, zjaw ił się zw ykle w e drzw iach znany A n te k
R z e p iń sk i, p rz e b ra n y za żyda z m iechem n ib y pieniędzy (a b y ły
to łań cu szk i) n a plecach, p y ta ją c s ię : M acie co do h an d lu ? J a
sliszol, że tu m łode b y d le do sp rzed an ia, h e? N a te słow a p o ­
w s ta ł w ielki h a ła s : „A ty żydzie p rz ek lęty , a za drzw i z to b ą “,

-

266 —

i zaczęto go sztu rk ać, przy czem żyd s k o m la ł: aj waj, a z g ro m a ­
dzeni w o łali d a le j: „tu n ie stajnia, tu n iem a b y d ła , ale je s t m łoda
p a n n a do s p rz e d a n ia “. N a co ży d : ny, tem lepiej, ja h an d lu ję
w szy stk o i m łodą p a n n ę kupię, gdzie o n a ? W y p ro w a d z iła ją te d y
je d n a z sta rsz y c h w y szc zek a n y ch k o b iet, zw y k le cośm y ją zw ali
k ra m a rk ą i zaczęła p a n n ę m łodą w ychw alać, ja k a zdrow a, silna,
p ięk n a. Żyd zaś po ży d o w sk u się ta rg o w a ł: „ny, o n a m a k rz y w e
nogi, n iem a zębów , ja s t k rz y w a “, poczem k ra m a rk a ją po izbie
p rz ep ro w a d zają c, je g o w yw ody p rz y o g ó ln y m śm iech u dow cipnie
zb ijała. N a k o ń cu p o d a ł żyd cenę 50 talaró w , za co n ieo m al nie
zo sta ł za d rzw i w y rzucony, p o p ra w ia ł te d y o 20, 30 ta la ró w itd.,
a m ło d y p a n d aw ał zaw sze jeszcze w ięcej. P o dłuższem tak iem
ta rg o w a n iu , w k tó re m i in n i u d z ia ł b ra li, rz u c ił n areszcie w g n ie ­
w ie żyd c a ły swój w o re k z w ielkim ło sk o te m n a ziem ię, w ołając :
„no, daję w szy stk ie sw oje p ien iąd z e co m am w m ie c h u : 200 t a l a ­
rów , ale d o p ra w d y , o n a ty le nie w a r t a “. P o cze m m łody p a n d a ł
jeszcze 20 ta la ró w w ięcej, a żyd z w ielkim h a ła se m i k rz y k ie m
zo stał w y rz u co n y za drzw i. T eraz do p iero p u ści się m łody p a n
z żon k ą w tan iec, a rzu cając su tą su m k ę n a talerz z a w o ła ł; ,,oto
pien iąd ze, k tó re daję za żonę“, i o d tą d n ik t m u jej w ięcej nie
w z b ran iał.
N im od czep in ek w e se ln ic y sie udali znow u do k arczm y , bo
tam z w y k le ta ń c e się o d b y w a ły , zostali jeszcze od p a ń s tw a m ło ­
d eg o u ra cze n i — k a w ałecz k am i sera. N ie w iem , co b y to znaczyło ?
D zisiaj w B ru sach, chociaż czepiny się jeszcze o d b y w a ją , już
nie m a w y k u p ie n ia m łodej p an n y , bo ja k z żalem po w tarzają,
n iem a już A n tk a R z e p iń sk ie g o .
D o d aję jeszcze i to, że w ten czas w dzień p o p rz e d n i w esela
(t. n. o g ra b in y ) schodzili się do dom u w eseln eg o sąsiedzi, p rz y ­
nosząc p o ży teczn iejsze od dzisiejszych p o d a rk i t. j. k u ry , jaja,
m asło, k ie łb a sy , p oczem k ró c iu c h n o tań co w an o jeszcze.

Bajka o dwudziestu ozterecŁ zbójacłu
(Z o k o l i c L w o w a ) .

Ż ył raz b a rd zo b o g a ty k u p iec. M iał on k ilk a sk lep ó w , a w e
w szy stk ich b y ły ró ż n o ra k ie to w ary . W jed n y m sk lep ie m iał ż e ­
lazo, w in n y m m atery e, a jeszcze w in n y m c u k ry i korzenie.
W szęd zie m iał p o m o cn ik ó w i w ie rn y c h ludzi, ci p o m ag ali m u we
w szy stk iem i sp rz ed aw a li to w ary . A le w n ajb o g atsz y m sk lep ie

— 267 —
b y ło sam e złoto, ja k p ierśc ie n ie z kam ieniam i, kulczyki, ła ń c u s z k i
i z e g a rk i. W sk lep ie tym siedział sam k u p iec i w łasnoręcznie
w szy stk o sp rz ed aw a ł. N ikogo to nie dziw iło, bo k a ż d y w iedział,
że łatw iej u k ra ść p ierścio n ek , niż sztabę żelaza, a przecież złoto
sto razy więcej kosztuje niż żelazo.
M iał je d n a k ten k u p iec żonę i có rk ę jedy n aczk ę, im ienia Ju lusia. O tóż nieraz, g d y k u p iec po szed ł inne sk lep y oglądać, p o ­
zw alał żonie i córce to w ary sprzedaw ać. W k ró tc e có rk a p rz y szła
do tak iej w p ra w y , że sp rz ed aw a ła ta k ja k ojciec, a n aw et b y ł
w iększy o d b y t niż daw niej, bo w ielu paniczów chcąc poznać p ię ­
k n ą p a n n ę , um y śln ie przychodzili k u p o w ać złote tow ary.
Je d n a k ż e trz e b a b y ło b y ć nadzw yczaj ostrożnym , bo czasem
p rz y b y w a li i złodzieje p rz e b ra n i za panów , co m ogli coś ukraść.
H o ! ho ! ale nie ta k to łatw o im przychodziło, bo p an n a Ju lu sia
p a trz a ła się do b rze n a ręce i oczy k aż d eg o tak ieg o gościa. A s t r a ­
szne to b y ły czasy, bo nied alek o m iasta n a górze m ieli p rz esia­
dy w ać rab u sie, aż dw udziestu czterech, m ieli sw ego herszta, ja ­
k ie g o ś stra sz n e g o i n ied o b re g o rabusia. N iejednego on już o b ra ­
b o w a ł i nikom u życia nie d aro w ał, kto w p ad ł w jego rę c e .R a z p rzyszło do sklepu dw óch b ro d a ty c h panów i kazali
so b ie p o k az ać zło te to w ary , oczy ich la ta ły jak u lisa, a czasem
zaśw ieciły p o n u ro ja k u w ilka. Ju lu sia p o m y ślała sobie, że to
p ew n o rab u sie i dobrze im się p rz y g lą d a ła . Jed e n z n ich k u p o ­
w a ł to w ary , lecz nic mu się nie p o d o b ało , a d ru g i zaczął o g lą ­
dać żelazne drzw i i k ra ty u okna. P a n n a nie sp u szczała go z oka,
za u w ażał to złodziej i m ów i: „Jak ie też to u was m ocne zam ki
i z a su w y “. „A t a k “ — mówi p a n n a — „ ta k i sklep, ja k nasz,
m usi b y ć n ie p rz y stę p n y i m o cn y “ . Złodzieje pokręcili głow am i,
nic nie k u p ili i poszli.
G dy p rz y sz e d ł ojciec, có rk a nie w spom n iała mu o tera ani
słow a, ale w n o cy u siad ła sobie w oknie osadzonem tuż n ad sk le ­
p em i c a łą nie zm rużyła pow iek, tylko pilnow ała. A le nic nie
b y ło do w idzenia. D ru g ie g o d nia b y ła bardzo zm ęczona i blada,
m a tk a w ięc m y ślała, że có rk a cho^a i pozw oliła jej sp ać cały
dzień. W nocy znów Ju lcią siedziała na oknie, ale nikogo nie b y ło .
P rze sp aw szy się w dzień, trze cią noc już pilnow ała. L am p y p o g asili,
m iesiąca nie b y ło n a niebie, noc b y ła pochm urna, a ta k ciem no
b y ło, że choć oko w ykol. A liści około pó łn o cy u sły szała czyjeś k ro k i,
ja k b y się k to ś sk ra d ał. N a tę ż y ła ucho i słucha, by ło ich dwóch.
„ T u ? “ — „ T u “ — u sły szała. „H a, no do r o b o ty “, rz ek ł jed en i zaczęli
ry sk a la m i p o d k o p y w a ć k am ien n y p ró g pod schodam i. P a n n a ted y
zdjęła z k o łk a o stry ojcow ski p ałasz i cich u tk o z b ieg ła po scho-

— 268 —
d ach n a dół. S ta n ę ła so b ie n ied ale k o drzw i i czeka. R a b u s ie
ty m czasem o d w alili p ró g i w y k o p a li jam ę p o d drzw iam i. Je d e n
z n ich m ó w i: „ J a p ójdę p ierw szy i b ęd ę ci p o d a w a ł złoto, ty za­
b iera j i p atrz , b y n ik t nie n a d sz e d ł'1. „ D o b rz e “ , p o w ie d z ia ł d ru g i.
Z aled w ie je d n a k p a n n a poczuła, iż ra b u ś g ło w ę p o k a z a ł, ja k o d ­
w inie p ałaszem , a gdow a p o to c z y ła się p o d szafę. N ie n a m y ślając
się w iele, z ła p a ła tu łó w za k a r k i w c ią g n ę ła go do śro d k a, cze­
k a ją c n a d ru g ieg o . T a m te n ty m cza sem czeka, czeka, i ja k o ś nie
m oże się d o czek ać. „H ej a ta m a n ie 1'! w oła, ale n ik t się nie odzy­
w ał. Z n iec ie rp liw io n y sam w łaz i do jam y, ale tu p o czu ł św ieżą
k re w . C ofnął się p rzerażo n y , a p a n n a go szablą, lecz że to b y ło
ciem no, s k a le c z y ła m u ty lk o ucho. R a b u ś z ła p a ł się za ucho i za ­
w o ła ł: „H ej ty m o scia p an n o , zap łacisz ty sro g o za g ło w ę n a ­
szego a ta m a n a “ !
Z araz te d y w dom u w szyscy się p o b u d zili i pozryw ali, a zo­
b a c z y w sz y w sk lep ie tru p a i p o d k o p p o d e drzw iam i, zlęk li się
b a rd z o . N a d ru g i dzień p rz y sz e d ł b u rm istrz i ra d n i, a b y się tem u
p rz y p a trz e ć . N ie k tó rz y poznali, iż to b y ła g ło w a sam eg o h erszta.
B u rm istrz k a z a ł d ać p a n n ie zło ty o rd e r n a czerw onej w stąż ce
i m iała g o n o sić n a piersiach. M iała o n a dosyć złota, n ie ch o ­
dziło jej o te n zło ty o rd e r, ale h o n o r, iż ją w szy sc y w y sław iali,
najw ięcej znaczył.
T a k m in ęło ro k . O ra b u sia c h zapom niano, chociaż oni od
czasu do czasu ro b ili w ycieczki i n iejed n e g o sp rz ątn ęli, lecz
■wogóle sied zieli cicho, bo stra c ili n ajlep sz eg o h erszta. T y m c z a ­
sem n ad szed ł ja rm a rk , ot taki, ja k to te ra z b y w a w e L w o w ie p o d
Ś w ięty m Ju re m . A le ta m te ja rm a rk i nie ta k ie b y ły . B y ło tam
zło to , sre b ro , su k n o i in n e d ro g ie rzeczy, a te ra z co ? ra p te m
k ilk a k o żuchów , k ie łb a s, a re sz ta sam e g a rn k i i fry k a s y z m io ­
dem , o w w a! B o też to d aw niej lepsze czasy b y ły . L udzie b y li
b o g ac i, zło ta b y ło dużo, d la te g o też i złodzieje b y li lepsi, to już
p ra w d ziw i zbóje. J a k go złap ali, to już b y ło n a co się p o p atrz eć,
to go i sm o łą o b lew ali i p a lili i b ili h ak a m i, a on nic, a teraz
co? złodziejom lepiej ja k uczciw em u człow iekow i, d ad zą m u jeść,
ciep łe u b ra n ie i siedzi sobie ja k p a n i nic nie robi.
K u p ie c w y b u d o w a ł sobie budę, a n a ła w ie p o ro z k ła d a ł sw oje
n ajd ro ższe rzeczy, zaś c ó rk a je sp rz ed aw a ła. N a p rzec iw p o staw ił
so b ie b u d ę ja k iś in n y k u p ie c i s p rz e d a w a ł b u k iecik i, k w ia ty i w odę
p a c h n ią c ą . B y ł b a rd z o p rz y sto jn y , ro zm o w n y j g rzeczny. Zaraz
p ierw szeg o d n ia z ro b ił z k w ia tk ó w p ię k n y b u k ie c ik i rz u c ił go n a
stó ł, g d zie sied zia ła p an n a . T a u śm iech n ę ła się, p o d zięk o w ała i p rz y ­
p ięła b u k ie t n a p iersiac h . T a k ro b ił o n co dziennne p rzez c a ły

-

269 —

ty d z ie ń . O jciec w idząc g rzecznego p ana, p ro sił go często do
sw ojej b u d y n a rozm ow ę. P a n n a w y g a d a ła się przed nim, że
0 cz te ry m ile od m ia sta m a ciocię, ra d a b y ją zobaczyć, ale sam a
b o i się jech a ć. „O ja p a n in ą ciocię znam doskonale, za k ilk a dni
m uszę tam n a w e t je c h a ć po św ieże k w iaty , jeśli p a n i zechce,
w ezm ę p a n ią z s o b ą “. P a n n a k la s n ę ła w ręce i zaw ołała : , J a
z p an e m p o ja d ę “. „I ow szem “. A le ojciec i m a tk a nie bardzo
b y li tem u radzi, b ojąc sie ja k ie g o ś nieszczęścia, zresztą teg o p an a
m ało znali, lecz ja k się có rk a u p arła , ja k zacznie prosić i b ła g a ć ,
a m ów ić, że się niczego nie boi, po zw o lił jej ojciec jechać.
N a d ru g i dzień ran o zajechał pow óz i dw a p ięk n e konie,
p o w o z ił n iem i ich w iern y słu g a. Czegóż się m iała b a ć ? P o żeg n a li
się z ro d zicam i i wio ! Już u jechali p ó łto ry mili, aż m łody p an
k aże je c h a ć fu rm an o w i do lasu. B y ł to las b ard zo w ielki, a s tr a ­
szny, w szyscy go om ijali, bo k to tam poszedł, już nie w rócił.
„N ie tę d y p ro w ad zi d ro g a “ — rz ek ł furm an. »Jedź, k ied y ci
k a ż ę ! “ k rz y k n ą ł p a n i fu rm an w jechał do lasu. G dy już b y li
w lesie, w y jął p an z kieszen i p isto let, w y m ierzy ł do fu rm an a
z ty łu i w y strzelił. B ie d n y fu rm an sp a d ł z koziołka, a ów g rz e ­
czn y p a n w y jął z kieszeni je d w a b n y sznur, sk o czy ł do p an n y
1 nim się o n a u p am iętała, zw iązał jej ręce i nogi, rzucił w po­
w ozie do k ą ta i k rz y k n ie : „A h a! m am cię m ości panno, już. mi
te ra z nie zetniesz głow y, jak eś to zro b iła m em u atam anow i, patrz,
k to ja je s te m !“ T en p o k a z a ł jej sw oje ucho już zagojone. „Ale
poczekaj, zapłacisz ty sro g o za to ucho i za głow ę naszego h e r­
s z ta !“.
T eraz do p iero p o zn a ła p an n a , z kim m a do czynienia, d o ­
p iero g o te ra z p o zn ała, że to te n sam , co u niej zam ek oglądał.
S tra c h o d e b ra ł jej m ow ę. Z resztą co by ło m ówić, czyby jej to
co p o m o g io ? On ty m czasem zaciął ko n ie i je c h a ł coraz dalej.
N areszcie, g d y już w jechał dalek o w las, w y jął z kieszeni fujarkę
i zaczął g ra ć ja k ą ś d zik ą piosnkę. N a odgłos tej nuty w ychodziły
z g ęstw in y ja k ie ś dziwne, a strasz n e postacie. W sz y stk o czarne,
zaro śn ięte, oczy im k rw ią pozachodziły, chłopy ja k dęby, a k ażdy
w rę k a c h m iał p ałk ę, za pasem nóż i pistolet. Z obaczyw szy sw ego
k am ra ta, p o k ło n ili się m u i zaw ołali : J a k się m asz atam a n ie ? A ten
p an b y ł h ersztem ty c h zbójów. „M am się dobrze, p atrz cie jak ieg o
p ta s z k a w am wiozę, p atrz cie, jest to ta sam a, co u cięła g ło w ę m em u
p o p rz e d n ik o w i“. P o p a trz y li zbóje do śro d k a i k rz y k n ęli u ra d o ­
w a n i: „O to b ęd ziem y m ieli bal, n iech żyje nasz a ta m a n ! “.
W y w le k li ją z pow ozu i p row adzili już dalej p iech o tą w las.
N a d w ieczo rem p rzy szli g d zieś m iędzy g ó ry i sk ały . T u czekało

— 270 —
ich w ięcej zbójów , w szy stk ich razem d w adzieścia i c z te ry . Ja c y
to b y li strasz n i ludzie, tru d n o opisać. W z ro k m ieli w ilka, a k u d ły
niedźw iedzie. P o s ia d a li ok o ło w ie lk ie g o o g n is k a i p ie k li m ięso
z ja k ie g o ś zw ierzęcia, z dzika, czy tam z jelen ia. K o ło nich u w ijał
się m ały sied m io le tn i c h ło p cz y k im ieniem Ja ś . C h ło p czy k ten
p rz y sz e d ł do h erszta. T en d a ł m u sw oją fu ja rk ę i rz e k ł: „U cz się
g ra ć n a niej, a p o tem będziesz m oim n a s tę p c ą “. I ch ło p iec g r a ł
na fu jarze p rzed p a n n ą i ciesz y ł się razem z innym i.
T y m cz asem p rzyszli zbóje, zdarli z niej u b ra n ie i ta k zu ­
p e łn ie n a g ą w rzucili do p iw n icy w y k o p a n ą w górze. Żelazne
drzw i zam k n ęli n a klucz i zaczęli radzić, co b y z nią zrobić. Jed e n
m ó w i: „N ie ch b ęd zie n aszą g o sp o d y n ią , b ęd z ie n am jeść g o to ­
w a ć “. „O ho, to b y n a g o to w a ła , p o tru je i uciek n ie, śm ierć jej Ia
„Ś m ierć jej ]“ w rzasn ęli inni. „A le j a k a “ ? „ P o w ie sić do g ó ry n o ­
g a m i ! “ „N ie, nie, p asy drzeć za n asz eg o a t a m a n a ! “ Co tam , za
ta k ą zb ro d n ię, w oleju ją u s m a rz y ć !“ „T ak, t a k ! “ k rz y k n ę li inni.
P rz y n ie ś li o g ro m n y k o cieł, n a la li ln ia n e g o oleju i zaczęli p o d ­
k ła d a ć drzew o. C h łopiec s k a k a ł i k la s k a ł w ręce z ra d o ści. A le
co to b y ł za ch ło p ie c ? M oże p rz ed trze m a la ty u k ra d ła ja k a ś c y ­
g a n k a ch ło p cz y k a od jak ieg o ś bog'atego p an a, chcąc go p o tem
tem u sam em u p a n u o d sp rz ed ać za w ie lk ie pien iąd ze. S z ła przez
las, ale tam ją zb ó jcy n ap ad li, zabili, a h erszt z a b ra ł ch ło p c a do
k o czo w isk a i ch ciał z n ieg o zrobić sw ego, n astęp c ę. W p ra w d z ie
zb ó jcy nie b y li ra d zi z te g o d w u d z ie sto p ią te g o p rz y b y tk u i m ó­
w ili, że chłopiec, ich k ie d y ś zdradzi. A le h e rsz t m ów ił, że ta k i
p rz y c z y n e k im nie zaszkodzi, a ko m u niedog'oda, n iech pow ie,
a łe b m u sp ad n ie. M usieli w ięc m ilczeć.
G d y ta k zbójcy ra d zili i krzyczeli, p rz y szło do nich dw óch
żydów szp ieg ó w i m ówią.: „P an o w ie zbóje, k ró l p o s ła ł pien iąd ze
i żyw ność d la w o jsk a i b ry k a n a ła d o w a n a przejeżdża przez nasz
las, a ty lk o sześciu żo łn ierzy jest p rz y niej n a w arcie, chodźce, ale
p ręd k o , a odbierzecie, im w sz y stk o .“' — „ H u r r a ! “ w rzasnęli zbóje.
H e rs z t zo sta w ił ch ło p ca, b y p iln o w a ł ognia, a sam rz e k ł do zbó­
jó w : „T a n am nie u ciek n ie , a ta m się obłow im y, a p o te m d o p iero
p o h u lam y z n ią “ — i wyszli.
B ied n a d ziew czy n a sły s z a ła c a łą ich rozm ow ę, lecz zd a ła się
ze w szy stk iem n a B o g a i m o d liła się, g o tu jąc się n a śm ierć. A le
g d y się n a g le zrobiło cicho, p o p a trz y ła przez d ziu rk ę od klucza,
co to ta k ie g o i u jrzała ch ło p c z y k a , co g r a ł sobie n a fujarce. Z aw o­
ła ła te d y n a n ieg o b a rd zo g rz e c z n ie : „Mój ch ło p czy k u , p u ść m n ie “.
A le ch ło p iec już n ieraz w idział, ja k zbójcy ludzi w oleju sm arzyli,
o d rz ek ł w ię c : „ J a cieb ie nie puszczę, b ęd ę się p a trz a ł, ja k będziesz

— 271 —
w oleju ta ń c z y ła “. P a n n a je d n a k m ów i zn o w u : „P u ść m nie mój
zło ty , ja cieb ie w ezm ę do m iasta, tam ci dam kon ik a, sk rzy p eczk ę,
p ie rn ik ó w i jeszcze pięk n iejszą fujarkę, niżeli masz p rz y so b ie “.
C h ło p cu to się b ard zo podobało, w łożył klucz do dziurki w zam ku
i za czą ł o tw ierać. P a n n a tym czasem u b ra ła się w m ęzkie u b ran ie.
A b y ło tam te g o dużo i u b ra ń ; i złota i pien ięd zy i rożnych ró ­
żności, bo to b y ł sk ła d p o ra to w a n y c h rzeczy. T ym czasem Ja ś
drzw i otw o rzy ł, a p a n n a w n o g i. C hłopiec w p ła c z : „W eź m nie
bo zam iast ciebie, m nie u sm a rz ą “. T a go z ła p a ła n a ręce i w nogi.
B ie g ła ja k w iatr, ty lk o m igała, przeczu w ała bow iem , że ją szukać
będą. B y ło to w no cy , d ro g i nie znała, ale szła coraz dalej, lecz
już p o w olniej, bo sił jej nie starczyło. T a k szła przez dwa, czy
przez trz y dni. Aż w yszła n a ja k ą ś d ro g ę i zobaczyła zdaleka
wieś, a p o tem dw ór. M iała jeszcze ty le sił, że doszła do dworu,
lecz tu u p a d ła p ra w ie m artw a n a ziem ię -wraz ze sw oim chłopcem .
P rze z trz y dni nie jedli, nie dziw ota więc, że ze sił spadli.
Zaraz dali znać p a n u ze dw ora, że jak iś człow iek w raz
z dzieckiem u m iera n a podw órzu. W y b ie g i p an ze służbą i za­
częli ich rato w ać, dali im m leka, octem n a ta rli i położyli do
łó żk a. T u ze zdziw ieniem sp o strzeg li, iż to ja k a ś bardzo p ięk n a
p an n a. P a n n a k a z a ł spokój, a w szyscy chodzili n a p alca ch i cze­
k ali, chcąc się dow iedzieć, co to za jedni. D ru g ie g o dnia zbudziła
się p a n n a i opo w iedziała, co za je d n a i sk ąd w raca. P a n k a z a ł ją
zaraz p rzeb rać, ch ło p czy k a także. B ardzo mu się po d o b ała, bo
b y ła ła d n a i uczo na ; w szak ona b y ła p ań sk iem dzieckiem . A le
do rodziców nie m ó g ł ją o d esłać, bo oni m ieszkali po drugiej
stro n ie lasu, a to by ło ja k ie trzydzieści mil. P a n n a w ięc zam ie­
sz k a ła w e dw orze, p an się w niej zakochał i ożenił się z nią,
a J a sia p rz y ję li za sw oje dziecko, K a z a li go uczyć czytać, pisać,
u b ra li w p ię k n e su k ien k i, k u p ili ko n ik a, fujarkę i dobrze mu
b y ło , a p a n u i m łodej p ani m ó w ił: „T ato i m am o“. B y ł w ięc
Szczęśliwy, ta k ja k i p an n a .
— A le w ró ćm y do zbójów. P o b ie g li oni za zdobyczą, ale
żołnierze znając z op o w iad an ia to strasz n e m iejsce, spieszyli i u cie­
kli. W ra c a li w ięc zbójcy do dom u z gołem i rękam i, lecz p o cie­
szali się : „E t co tam , m am y jeszcze dosyć sk arb ó w w dom u, tam,
ja k przyjdziem y, zabaw im y się z naszą p a n n ą “. L ecz już z daleka
sp o strzeg li, że o g ień zagasł. „Oho! coś je st n ie d o b re g o “ — m ówili.
G d y przyszli, zobaczyli p iw n icę o tw artą, a z p an n y i J a s ia ani
śladu. R o z b ie g li się te d y n a w szystkie strony, b y szukać u c ie k i­
nierów , ale darem nie. S zu k ali w innej stro n ie. Z grom adziw szy się
zn o w u, w y rz u cali hersztow i, że chłopca chow ał im n a zdradę.

— 272 H e rs z t te d y w y s tą p ił n a śro d e k i rz e k ł: „ P rz y s ię g a m w am n a
nasze b ra te rstw o , że ją jeszcze znajdę i tu znow u p rz y p ro w ad z ę
lu b zab iję n a m iejscu".
D o b ra ł so b ie te d y jeszcze je d n e g o to w arzy sza. O baj ogolili
so b ie w ąsy i b ro d y , n a g ło w ie w y c ię li so b ie o k rą g łe to n z u ry
i p rz e b ra li się za B ern a rd y n ó w . U b ra ń m ieli dosyć, w szak n ie ­
jed n e g o B e rn a rd y n a sp rz ątn ęli. U d a li się w p ro s t'd o sta re g o k u p c a
n ib y to po k w eście. „N iech będzie p o c h w a lo n y “. „N a w iek i w ie ­
k ó w “. „M ożeby też dob ro d zieje b y li ła sk a w i n a nasz k la s z to r“.
„A s k ą d w y ? “ „O z dalek a, aż z K ijo w a, k o śció ł n am się p o p alił,
n ie m am y za co n o w y p o sta w ić , p ro sim y te d y m iło siern y ch lu ­
dzi, b y n am d o p o m o g li“. „A leż i ow szem , d am y w am n a dom boży,
m ódlcie się ty lk o za n asz ą je d y n a c z k ę córkę, co ją zbójcy z a b ili“.
„Aj szk o d a ! a ja k im sposobem ją z a b ili? “ T e d y nieszczęśliw i r o ­
dzice opow iedzieli p o b o żn y m k a p ła n o m całe zdarzenie, p o cz ęsto ­
w ali i o b d a rz y li n a dro g ę. B y ł tam i ów fu rm an , co pow oził
p an n ę , d o sta ł on p ostrzał, lecz nie śm ie rte ln y , ty lk o g d y p rz y ­
szed ł do p rzy to m n o ści, w rócił sk rw a w io n y do dom u. F u rm a n zb ó ­
jó w n ie p o zn ał, lecz jeszcze w rę k ę ich po cało w ał.
G d y te d y ci p o b o żn i za k o n n ic y w yszli, p o p a trz y li się n a
sieb ie i rz e k li: „H a no, n iem a jej, g d zieś w lesie zg in ęła z gło d u ,
lub ją w ilcy zjed li“. Już do dom u w ra c a li in n ą d ro g ą . W s tę p o ­
w ali do dw orów n a przeszp ieg i, a b y p o te m w iedzieli, g d zie i ja k
n a p a d a ć . A ż doszli n ie d a le k o dw oru, g d zie b y ła Ju lu s ia już za­
m ężna. „C hodźm y t u “ — m ów i je d e n . „A p o co ? to ja k iś dziadow oda, sam n iem a co je ś ć “. W te m u sły szeli z n a n ą im zb ó jeck ą
m elo d y ę, p a trz ą , a to J a ś ry b y ło w i w ę d k ą n a staw ie i p rz y ­
g ry w a sobie. P oszli k u niem u. Ja ś zo b aczy w szy k sięży , p o c a ło w a ł
ich w rę k ę , a oni g o p y ta ją : „K to ś t y ? “ Czy m asz ro d zicó w ? itd.
J a ś nie p o z n a ł ich, o d p o w ied z ia ł im g rz e c z n ie i za p ro w ad z ił do
sw o ich p rz y b ra n y c h rodziców . Ci p rz y ję li k sięży b ard zo g o ścin n ie,
a zb ó jcy zaraz poznali, że p an i, to ich d a w n a znajom a, za k tó rą
szukają. T rą c ili się ty lk o ło k ciem i uśm iechali. N a odchodnem
p ro s ił je d e n z nich, a b y p an b y ł ta k d o b ry p rz y ją ć ich k o n ie n a
noc, g d y ż id ą za n im i i z b ierają ziarno n a k laszto r. „I ow szem "
m ów i p an. G d y w y szli n a d ro g ę , m ó w ili: „A to śm y d o p iero za
n ią ty le m il zrobili, a o n a n am p o d n o se m “.
Jeszcze te g o sam eg o d n ia w ró cili do sw oich to w arzyszy
i rz ek li w eso ło : „M am y ich, b ra cia, tu b lisk o nas, chodźm y, a za­
b aw im y się p o rz ą d n ie “. W z ię li te d y je d e n a śc ie ko n i, n a k aż d e g o
k o n ia p rzew iesili d w a w o rk i, a do k a ż d e g o w o rk a w lazł je d e n
ra b u ś. Z a k o n n ic y p row adzili ich i ta k w jech ali do sta jn i n a p o ­

-

273 -

dw órzu. „A cóż w y tu m acie w ty ch w o rk a c h ? “ — p y ta zdzi­
w io n y p an . „O t co la sk a ludzka, zboże, ja b łk a , orzechy, kto co d a ł“ .
A le Ja ś p rz y p a trz y w sz y się koniom , zaczął coś poznaw ać. G dy
z a k o n n ic y poszli do dw oru, on cichaczem po szed ł do stajni, ro z ­
w iązał jed en w ór i złap ał za k u d ły jed n eg o ra b u sia
„Czy już
c z a s ? “ — z a p y ta ł cicho rabuś. „N ie jeszc ze“, o d pow iedział c h ło ­
piec, p o b ie g ł i d a ł znać sw ym p rz y b ra n y m rodzicom , iź to zbójcy.
P a n dw o ru nie p o k a z a ł po sobie strach u , lecz cicho poszedł do
w iern eg o słu g i i mó wi : „N a m iłość B oga, to są zb ó jcy ; weź n a j­
lep szeg o konia i jedź do m ego b ra ta , co je s t ro tm istrzem w pob lisk iem m iasteczk u stąd o 3 mile, pow iedz, niech przyjeżdża zaraz
m i tu n a ra tu n e k , bo inaczej z g in ie m y “.
S łu g a siad ł n a k o n ia i pędził co k o ń w yskoczy i n a sp ie­
n io n y m k o n iu w godzinę s ta n ą ł przed pom ieszkaniem rotm istrza.
K o ń p a d ł n a m iejscu, ale nie b y ło go czasu rato w ać. N a szczę­
ście ro tm istrz b y ł w dom u. G dy u sły szał o n apadzie zbójów n a
b ra ta , k a z a ł czem prędzej z a trą b ić n a g w a łt. W pięć m inut 200
u łan ó w siedziało n a koniach i ruszyli z k o p y ta. Już od k ilk u la t
śledzili oni za zbójam i, lecz nie m ogli odnaleźć ich kryjów ki,
a tu sam i im w ręce włażą. C iem na noc już b y ła, g d y w jechali
do wsi, k o n ie zostaw ili za w sią, a sam i cichaczem otoczyli dw ór,
wzeszli do stajn i, tu koło k ażd eg o w ora sta n ę ło po czterech u ła ­
nów z d o b y ty m i p ałaszam i, a koło drzw i stan ęło dw u n astu ułanów .
T y m czasem co się dzieje we dw orze ? P a n i p an i ja k m ogli
za b aw iali góści, a k u c h a rc e nakazali, b y się nie sp ieszy ła z kolacy ą , ch o ćb y p an k rzy czał o pośpiech. Z akonnicy tym czasem
b aw ili się ja k w najlepsze i żartow ali. O t chcieli się zabaw ić, ja k
k o t z m yszą. T ym czasem już b y ła późna godzina, a b ra ta nie
m a. Ju ż m ieli d aw ać ko lacy ę. W tem drzw i się o tw ierają i w chodzi
ro tm istrz. Zlękli się zrazu zbójcy, lecz ro tm istrz p rz y w ita ł ich
g rz ecz n ie i m ów i do b ra ta : „Mój bracie, bądź ta k d o b ry i p rz e ­
nocuj m nie, w iozę ze sobą pieniądze dla w ojska i m am dw óch
żołnierzy, m ożebyś tu znalazł ja k ie m iejsce dla m n ie.“ L ecz
b r a t m ówi : „Gdzie ja cię przenocuję, w szak widzisz, że m am g o ­
ści, ale m usim y i ciebie g d zieś p o m ieścić“. Z bójcy te d y p o m y śleli
so b ie : „O t d o b ra g ra tk a , będzie w ięc ej“. P o d cza s k o lacy i u p u ścił
je d e n zbójca w idelec n a ziem ię, schylił się i z za ch o lew y w y ­
d o b y ł o k ro p n y nóż i u d erzy ł nim w p ie rsi ro tm istrza. „Jezus
M ary a !“ k rz y k n ą ł rotm istrz, lecz m iał pod u b ran iem żelazną b lach ę
i nóż ty lk o po ślizn ął się po blasze. W te m w p ad ło d w u n a stu u ła ­
nów do pokoju. „P oddajcie się- k rz y k n ą ł rotm istrz. Zbójcy z g łu ­
pieli, a żo łnierze już ich pow iązali. R o tm istrz w y d o b y ł p isto le t

— 274 —
i strze lił do o k n a . Z bójcy w e -workach zaczęli się ru sz ać i rozrz y n a ć n o żam i w orki, lecz żołnierze ciach ! ciac h ! p o rą b a li ich
n a k a w a łk i Z łap a n y ch dw óch zbójów p rz y trzy m ali do ra n a, m u­
sieli p o k az ać, g d zie ich ja sk in ia. Co tam b y ło sk arb ó w , su k n a,
to w aró w , a co lu d zk ich kości, to aż strac h . W sz y stk ic h ty c h
n ieszczęśliw y ch p o chow ali, a sk a rb y ro zd ali siero to m po z a b ity c h
ojcach, a re sz tę n a ko ścio ły . D w ó ch ra b u sió w p rz y p ro w a d z ili do
m iasta, d arli z nich p a sy , a potem p o w iesili za żebro n a hak u ,
n a k o n ie c o b lali sm o łą i spalili, a d o b rze im ta k , n iech b y b y li nie
rozbijali. C ała o k olicá w o ln a już b y ła od zbójów . T e d y o b y ­
dw oje p ań stw o m łodzi p o jech ali do k u p ca. Co tam b y ło ra d o śc i,
to so b ie ty lk o p rz ed staw c ie .
A. Siewiński.

Piosnki ludowe i powiastki
z Prus K rólew skich i P oznań sk ieg o .

S zed ł p ies
B ez ow ies,
S u k a bez ta ta rk ę ,
D a ł pies n a piw o.
S u k a n a g o rz ałk ę.
S zed ł pies
B ez ow ies
K a n to ro w i po drw a,
Z łam ał wóz,
N ie p rzy n ió s
N i k a w a łk a drew na.
S ie k ie rę mu w zięto,
O gon m u ucięto,
O gon, ogon, ogon, ogon,
O g o n m u ucięto.
P o szed ł do cy ru lik a ,
N ie m iał ni fe n ik a ;
U cinaj pow oli,
B o to b a rd z o boli.
K o m a r w lesie z d ęb u spad,
Z ła m a ł sobie w b o k u g-nat ;
P rz y sz ła do n ieg o m ucha,
Czy nie trz e b a d o k to ra ?
Oj nie trz e b a doktora,

— 275 T y lk o k sięd za p rz eo ra ;
B y ł to p o g rz eb nie m ały,
W s z y s tk ie m uchy p ła k a ły .
K o g u t z k u rk ą szukali p ożyw ienia n a śm ietniku. K o g u t z n a ­
lazł igłę, p o łk n ą ł ją i zaczął się dusić. Co widzi k u rk a , p o b ie g ła
do m orza i w o ła :
„M orze, m orze, daj w o d y ! kom u w ody? k u rk o w i w ody, bo
leży n a śm ieciach, ani d rg n ie “.
M orze o d p o w ied ziało : do b rze dam w ody, ale w pierw pójdź
do g o sp o d y n i, żeby dała w ęborek.
W ię c k u rk a p o b ie g ła do g o sp o d y n i i w o ła : „G ospodyni,
g o sp o d y n i, daj w ę b o re k ! kom u w ę b o re k ? m orzu w ęborek, żeby
m orze d ało w ody ; kom u w ody ? k u rk o w i wody, bo k u re k leży
n a śm ieciach, an i d rg n ie “.
G o sp o d y n i n a to : dobrze, dam w ęborek, ale idź do k ro w y ,
żeby mi d a ła m lek a. W ię c k u rk a bieży do k ro w y i w o ła : „K row o,
k ro w o daj m le k a ! kom u m le k a ? g o sp o d y n i m leka, żeby g o sp o ­
d y n i d a ła w ę b o re k ; kom u w ę b o re k ? m orzu w ęb o rek , żeby m orze
d ało w ody ; kom u w ody ? k u rk o w i w ody, bo k u re k leżv n ą śm ie­
ciach, an i d rg n ie “.
K ro w a rzecze : dobrze, dam m leka, ale mi w przód p rzy n ieś
sian a od w ło d arza. W ię c k u rk a p o b ie g ła do w łodarza i w oła :
„W ło d a rzu , w ło d arzu, daj sian a! kom u siana, krow ie sian a? żeby
k ro w a d ała m lek a ; kom u m lek a? g o sp o d y n i m leka, żeby g o sp o d y n i
d a ła w ęb o rek ; k o m u w ęborek ? m orzu w ęborek, żeby m orze dało
w o d y ; ko m u w ody? k u rk o w i w ody, b o k u re k leży n a śm ieciach,
an i d rg n ie “.
W ło d a rz o d p o w ia d a : d o b rz e , dam siana, ale mi w przód
p rz y n ie ś od p a n a k lu cze od sto d o ły . W ięc k u rk a bieży do p an a
i w o ła: “P a n ie , p a n ie daj klucze od sto d o ły ! kom u klucze? w ło­
d arzow i klucze, żeby w łodarz d ał sia n a ; kom u s ia n a ? k ro w ie
siana, żeby k ro w a d a ła m le k a ; kom u m le k a ? g o sp o d y n i m leka,
żeb y g o sp o d y n i d ała w ę b o re k ; kom u w ęb o rek ? m orzu w ęborek,
żeby m orze dało w o d y ; kom u w o d y ? k u rk o w i wody, bo k u re k
leży n a śm ieciach, an i d rg n ie “.
P a n w reszczie dał klucze, w ło d arz siana, k ro w a m leka, g o ­
sp o d y n i w ęborek, m orze w ody, z k tó rą k u rk a p o b ie g ła do k o ­
g u ta , a ten leżał n a śm ieciach i już n ie d rg n ą ł.
(W o p o w iad a n iu różnie tę p o w iastk ę p rz e d łu ż a ją , a ca ła
sztu k a o p o w iad a n ia zależy n a tem , żeby szybko i bez om yłki
p o w ta rz a ć coraz dłuższe litanie. J e s t to w y b o rn a k ry ty k a n a nieczy n n o ść ludzką).
*

— 276 Z tam tej stro n y S an d o m ierz a
W o ła d ziew k a n a ż o łn ie rz a :
P a n ie żołnierz pójdź c a ło w ać!
Jeszczem nie ja d ł, B ó g ci z a p ła ć !
P rz e z przełaz, p rzez przełaz,
P ójdźże m nie p o ca ło w ać ;
P rzez d y lo w an ie
N a p o sm a k o w a n ie !
D zieck u palcem w dłoni k rę c ą ć , a n a stę p n ie za k a ż d y czu b ek
p a lu s z k a ch w y ta ją c, ta k się d o g ad u je :
W a rz y ła m y sz k a ja g ie łk i w arzy ła,
W o g o n e k się sp arzy ła,
T em u d a ła n a m iseczce,
T em u d a ła n a łyżeczce,
T em u d a ła w g arn u la sz k u ,
T em u d a ła w ty g ielaszk u ,
A p ią te m u n ic nie dała,
T y lk o m u f r r r . .. łe p e k u rw ała,
I p o le c ia ła h o p sa sa do la sa
В i B y . .. n a g rz y b y ,
P o le c ia ła n a orzeszki,
U z b ie ra ła cz te ry m ieszki.
R o zm o w a b a se tli z in s tru m e n ta m i m uzycznym i, jad ąc y m i na
w e se le i z w e se la:
B ędziem jed li, będziem pili,
B ęd ziem y się w eselili ;
J a k B ó g da, ja k B ó g d a (m ów i bas).
Ni m y jed li, ni m y pili,
A n i m y się w eselili
M ó w ił ja, m ów ił ja ! (bas).
K o sia ją c dzieciom :
K o si, kosi, kosi,
P ojedziem do Zosi,
K o si, k o si łapci,
P o jed ziem do b a b c i;
D a n am b a b c ia kaszy,
A dziaduś o k ra sy .

Dr. Wl. Łebiński.

— 277 -

Dodatki i drobiazgi ludoznawcze,
P rzyczynek do artykułu : „Gwiazdy i grzyby w w ierzeniach
ludu".

W ty m k ró tk im a rty k u lik u zam ierzam dorzucić w iązankę
fak tó w , d o ty czą cy ch o dnośnych w ierzeń ludu litew sk ieg o , czyli
raczej p a rę ry só w z zak resu astro n o m ii ludow ej. W e d le pojęć
lu d u lite w sk ie g o ziem ia je s t k o łem p lask iem , oblanem siedm iu
m orzam i, ciąg n ą cem i się w nieskończoność. S łońce — to bog in i
łask aw a, d o b ro tliw a, k tó ra jeździ n ad ziem ią wozem , zaprzężonym
W tró jk ę k o n i;
je d e n z ty c h k o n i je st b ry lan to w y , d ru g i złoty,
trz e c i zaś — s re b rn y M ieszka o n a w p ałacu , leżącym na w sc h o ­
dzie. B o g in i sło ń ce m a męża, jest nim księżyc ; m ałżonkom u s łu ­
g u ją 2 gw iazdy, w ieczorna i z a ran n a (w ak arin n ie a n t au szrin n ie)
t. j. ro z p alają ogień, noszą wodę, w arzą straw ę, ścielą pościel itd.
R a z p o m ięd zy m ałżonkam i p o w stała k łó tn ia , w y w o ła n a zbytniem i
z aletam i k sięży c a do gw iazd y za ra n n e j; ro z g m e w a n a żona p o r­
w a ła m iecz i jed n em cięciem ro z rą b a ła tw arz sw em u m ałżon­
k ow i. G w iazdy — to dzieci słońca i k sięży c a; k aż d y człow iek ma
sw oją gw iazd ę, k tó ra sp ad a, g d y jej w łaściciel um iera. L ud zna
i w y ró żn ia k ilk a gw iazdozbiorów . G w iazdozbiór W ielk iej N iedźw ie­
d zicy n azy w a on W ozem , K a p e lli — K o są p erk u n o w ą, P le ja d —
R zeszo tem , K a sy o p e i — G w iazdą pasa itd. D ro g a m leczna — to
d ro g a p ta s z a ; słyszałem , że je s t też ona d ro g ą dusz, idących do
n ieb a, ale n ig d y m nie słyszał, by nią je c h a ł L ucyper. Zdaje się, że
to p o d an ie je s t zu p ełnie obcem ludow i litew skiem u, n a to m ia st na
B iałej R u s i n o żna o niem słyszeć. W o jsk i, w y k ła d a ją c w ,.Panu
T a d e u s z u “ astro n o m ię ludow ą, p ra w d o p o d o b n ie za cze rp n ął je z p o ­
d a ń b iało ru sk ich , z w ielu w zględów ta k zbliżonych do litew skich.
T rz e b a zauw ażyć, że w ierzenia i p o d an ia ludow e, dotyczące ciał
n ieb iesk ich , należą już do p rzeży tk ó w , stanow czo z a m ie rając y ch ;
m ów ią, że n ieg d y ś is tn ia ły podania O w alkach g rzy b ó w , ale dziś
z n ik ły one doszczętnie. T y lk o g rz y b b ia ły (borow ik) d o tąd z a trz y ­
m ał w u s ta t h niższej w a rstw y ludności polskiej nazw ę k ró la g rz y ­
bów . O p o chodzeniu g rz y b ó w lud nic nie wie.
Jan Witort.
%

#
*

P rzy czy nek do k w estyi „lewiratu" na ziemiach polskich.

W zeszłorocznych zeszytach „L u d u “ I. str. 145 ro zw in ęła się
p o lem ik a p. S trz e le c k ie g o z D r. J. F ra n k ą o „lew iracie“ n a zie
m iach sło w iań sk ich . P . S trzele ck i zarzucił m ianow icie D row i F.,
że ja k k o lw ie k „ le w ira t“ b y ł w śró d S ło w ian bardzo rozpow sze-

— 278 ch n ionym , to je d n a k nie n ależ y g ra n ic te g o ro z p o w sz e c h n ie n ia
za n ad to rozszerzać. M oim zdaniem , jest „ le w ir a f ogólnym , t. j.
zaw sze i w szęd zie p o w tarzając y m się siadem fam ilii t. zw. „g m in ­
n y c h 1. N ie inaczej b y ło i u S ło w ian . J a — nie m am zam iaru n a
ra zie k w e sty i tej ro z s trz y g a ć d efinityw nie, o g ra n ic z ę się ty lk o na
d o sło w n em p rz y to c zen iu „lew i ra t u “ jak o fa k tu etn icz n eg o , is tn ie ­
ją c e g o in o p t i m a f o r m a n a L itw ie w k o ń cu X V I w. O to —
w ź ró d le h isto ry c z n e m p. t. X . J a n a P io tro w sk ie g o „D zien n ik
w y p ra w y S te fa n a B a to re g o p o d P s k ó w “ (w y d a ł A . C zuszyński
w K ra k o w ie r. 1894), cz y ta m y n a str. 23: „P rzy w ied zio n o mi
(do k ró la B a to re g o ) tu w L itw ie g d zieś n ied aw n o dziecię w e 13
lat, a p rz y niem n iew iastę. T e n ch ło p iec mężem b y ł tej n iew iasty ,
a p rzecie ojciec je g o m ieszk a ł z n ią ja k o z żoną, czekając, ażeby
sy n d o ró s ł“. N ie u le g a najm niejszej w ątp liw o ści, że m am y tu p rz ed
so b ą t. zw. „ sn o c h a c tw o “ n a jzw y k le jszą zdaje się, u S ło w ia n form ę
„ le w ira tu “.
Dr K . J. Gorzycki.

Szanowna Bedakcyo !
A b y m ieć m ożność zestaw ić o g ó ln y obraz naszego ludu k r a ­
jo w eg o , m ożeby b y ło d o b rz e rozpocząć b a d a n ia za pom ocą w y ­
k azów , z a w iera ją cy ch ru b ry k i, o d p o w iad a ją ce ludow i ró żn eg o
w iek u i w ró ż n y ch o k olicznościach życia.
W z ó r ta k ie g o w y k a zu um ieszczony je st poniżej.
R u b r y k i w m iarę u zn an ia i p o trz e b y k o m p e te n tn i m ożeby
zm ienili, sądzę, że ta k i sp o só b b a d a n ia m ó g łb y niezły w y d a ć
re zu ltat.
G d y b y w y n ik i ty c h w y k azó w n a s tę p n ie fachow o o p racow ano,
d o łącz ając w szędzie fotografie d o ty czą cy ch osobników , rów nież
a b y d o łączo n o m apę, n a k tó re jb y uw id o czn io n o k o lo ram i o g ó ln e
u sp o so b ie n ia , s k ło n n o ś c i, h u m o r , sto p ie ń fa n tazy i, szczeg'ólne
zd olności i t. p. k rajo w ej lu d n o ści z ró żn y ch okolic, p o w s ta ło b y
ła d n e dzieło, d ające obraz n a tu ry u sp o so b ień ludności.
P o d d a ję tę m y śl p o d ro z w ag ę —- m ożeby się n a co p rz y d a ła .
Z daje się też, że księża, ja k o znający ch ło p a n a jle p ie j, je ś lib y
tu zech cieli dołożyć sw y ch u w a g i sp o strzeżeń , w ieleb y w y św ie ­
tlić m ogli.
S ądzę, że dzieło, d ające obraz, co, g d z ie i ja k je s t w G alicyi,
b y ło b y g o d n em m yśli i p ra c y ludzi k o m p e te n tn y c h i n a to czasu

Powiat

spostrzeżeń w ziętych z ludu i tegoż wyobrażeń

(nazwa przyszła).

starszy
chłop

.

o

d.

P

O

■w

i

e

a.

25' i
!

dziewka

!
pastuchy
umiejący
czytać
i pisać
z ukończoną*
szkołą

v.--

[t-:;

-

I
1

co wie

co i jak będzie na
tamtym świecie

g"

и-

'

1
!

starsza
baba
parobek

pojęcia
dotyczące
religii
ł/J
tP

i rubryka
dotycząca
pojęć
a priori
co do
zjawisk
w naturze
(dzień,
słońce
i t. p.)

na co jest

wobec kogo
i czego
skłonni sa
do :
podziwu
szacunku
i bojaźni
narzekań
i złości
nienawiści

coby chciał
mieć

I

w czem prawdy
lubią dochodzić
gdzie lubią
blagę

w jakim kierunku
fantazya i co jej
ulubionym tem atem
stopień zarozun
dumy, pokory i pi
(co przewa

s

Stacya ....................

o i i© Ulubiony иżyczenia
myśli i to
N
wynika­ ..-ľ®
I temat
i
jące
SS §s~- rozmowy ideały
.2 £ "я tO'O '
° 0.2
©S Д
1-*
O
§3 £.2
2 ,2
-3‘O
^
^ Jľ
^s 2 »я
o '«T
Л ci
©o ^o,
В
‘о
О
NJЛО
ľ“

troski wynikłe
z walki o byt

o

'S
o
cс3

co musi robić
aby jeść
co lubi robić
(przyjemność)
co lubią kraś c, jacy
specyaliści ii t. p.

&>

główna
praca
zarobek
(rodzaj-)

2H e s t а , лхт" I e 3TLI e

¡
[

1.
¡S .
a,
1-N
ř»



O
Æ Ü)
ai
P- a
S
^ p-<

U w a g a

oo

Uwzględniając je­
szcze inne warunki
życia, skłonności
i naturę chłopa,
rubryki by się
zmieniły lub w inny
sposób ukszałtowaiy.

— 280 —
m o g ący c h tro c h ę pośw ięcić, ja k o te ż i p ien ięd z y , a ja k b y to m iło
b y ło człow iekow i m yślącem u m ieć p rz e d so b ą obraz życia, pojęć
i m yśli k rajo w ej lu d n o ści.

CEL:
P o z n a ć lu d k rajo w y .
W ię с :
1) P o d z ie lić k raj n a części — ile m ożna zgodne
a) p o d w zględem w a ru n k ó w p rz y ro d y i
b) „

u sp o so b ień i sk ło n n o śc i ludu.
2) W k a ż d y m o k rę g u w y szu k a ć śre d n ie ty p o w e m iejscow ości
(jed n ą lu b więcej) do ro b ie n ia spostrzeżeń.
3) Z estaw ić sz e re g p y ta ń i o k reślić sposób, w ja k i się m a
o d p o w iad ać.
P y ta n ia w in n e zaw ierać :
a) w o g ó l e np. indyw iduów , a to :
1) c h ło p a starszeg o
2) b a b y starszej
ze w n ętrz n y ich w y g lą d
3) p a ro b k a
i z te g o odniesione
4) d ziew ki
w rażen ia.
5) p a stu c h a
6) m łodzieży z u k o ń cz o n ą szko łą, t. j. u m iejący ch
c z y ta ć i pisać,
b) G łó w n y cel i sposób p ra c y ; — p o ży w ie n ie — (m ia ­
n o w icie: co m usi ro b ić, a co liczy do przyjem ności).
c) W y n ik łe z teg o m yśli i dążności
d) T y p ro d zin n y , a to sposób ży cia w pow szedni dzień
i n ied zielę.
Bron. Świdnicki:

R O Z B IO R Y I SPR A W O Z D A N IA .
S a t k e W łady sław . Powiat tarnopolski pod względem geograficznostatystycznym na podstawie materyatów, dostarczonych przez nauczycieli lu­
dowych. Z mapą, rysowaną przez prof. M. Wagilewicza. Osobne odbicie
z III. Rocznika Kółka naukowego tarnopolskiego. W Tarnopolu, nakładem
K ó łk a naukowego. Z D rukarni Sf. Kossowskiego 1895, 8-ce, str. 163.
Zdanie mędrca greckiego: „poznaj samego siebie“ wywarło wielki wpływ
nietylko na filozofię grecką, ale ono stało się, lub stać powinno fundamen­
tem, na którym opierać się musi życie każdego człowieka, każdego społe­
czeństwa i każdego narodu. Zrozumiały tę.zasadę inne narody i jęły się badać
siebie gruntownie, tak ze względu na swoją stronę duchową, jak też i fizy­
czną. Do tego celu prowadzą nietylko studya literatury i historyi każdego

— 281 —
narodu, ale w wyższym daleko stopniu b a d a n i a l u d o z n a w c z e . U nas,
niestety, nie przyszła jeszcze chwila na ludoznawstw >, my nie moglibyśmy
nawet marzyć o tem, ażeby urządzić wystawę etnograficzną taką, jaką np.
„naród czeski sobie“ urządził, gdyż brakuje nam najważniejszego warunku
do tego, t. j. znajomości siebie. Dlatego też każdy przyczynek, dorzucony
do zbogacenia naszej wiedzy w tym kierunku, witać powinniśmy z wdzię­
cznością i uznaniem
tem więcej, jeżeli przyczynek taki pochodzi od tych,
którzy przy skromném wynagrodzeniu ciężkie spełniają obowiązki swego
zawodu.
Taki przyczynek, w całem tego słowa znaczeniu wyczerpujący dla c a ­
łego powiatu, podaje nam autor w dziele, którego tylni wyżej podaliśmy,
a na które złożyły się siły zbiorowe nauczycielstwa powiatu tarnopolskiego.
Autor, względnie autorowie opis swój ograniczyli do geograficznej i staty­
stycznej strony powiatu i w tym względzie opis ich, oparty częścią na au­
topsji, częścią na datach statystycznych, nazwać trzeba ze wszech miar wy­
czerpującym.
Całe dzieło , rozpada się na dwie części : w części pierwszej podany jest
pogląd ogólny na powiat tarnopolski pod względem geograficznym, klima­
tycznym, ekonomicznym i cywilizacyjnym, w drugiej natomiast mamy opis
szczegółowy 82 miejscowości, podany według zgóry ułożonego planu. Go
się tyczy pierwszej części, to w trzech rozdziałach mówi się o geograficznem
położeniu powiatu, o „ogólnym“ kształcie ziemi i nawodnieniu, potem о кеоgraficznom rozmieszczeniu osad, i stosunkach klimatycznych, nasętpne roz­
działy traktują o ludności powiatu i jej „podziale“, o środkach komunika­
cyjnych, stosunkach rolniczych i gospodarczych, o płodach natury, prze­
myśle i handlu, o stanie oświaty i wreszcie w 12-tym rozdziale porównany
je st powiat tarnopolski z innymi.
Strona geograficzna jest powierzchowna, brak w niej gnmtowniejszaj
znajomości tak samego przedmiotu, mianowicie pod względem geologicznego
ukształtowania ziemi, jakoteż naukowych prac, oduoszjcych się do tego
działu wiedzy. Dla nas najważniejszym byłby rozdział szósty, w którym jest
mowa o ..ludności powiatu“, gdyby obok ogólnikowej liczby, przypadającej
na poszczególne wyznania i osoby, używające jednego z języków krajo­
wych (polskiego i ruskiego) jako „towarzyskiego“, podane były rozmieszczenie
i granice obydwóch narodowości. Z gołego przytoczenia cyfry 55.191 mie­
szkańców, ^używających języka polskiego jako rodzinnego, a 61. 985 języka
ruskiego, 2.407 języka niemieckiego itd , nie wiele wiemy o etnograficznych
stosunkach ludności tego powiatu. Ten obraz musi sobie czytelnik sam n a ­
kreślić na podstawie opisu poszczególnych miejscowości w drugiej części,
i z zestawienia stosunku ludności w poszczególnych miejscowościach nabrać
wyobrażenia o istotnym stanie p o d . względem etnograficznym, panującym
w tym powiecie. T a okoliczność niech posłuży za wskazówkę przy podobnych
pracach, jakie niezawodnie z innych stron wykonane będą, ażeby należytą
zwrócić uwagę na ten punkt, który szczególnie w wschodniej Galicyi ma do­
niosłe znaczenie.
Z porównania powiatu tarnopolskiego z innymi w rozdziale 1 2 -tym,
można dowiedzieć się niejednych ciekawych rzeczy naturalnie o tyle, o ile
opierają się one na pewnych danych statystycznych innych powiatów. Cie­
kawym je st fakt, dotyczący stosunku obydwóch narodowości i przyrostu ich
od r. 1880. Pokazuje się bowiem, że. polskiej narodowości bylo 46.150/,,,

— 2 82 ruskiej 5 1 .7 7 % , a przyrost pierwszej wynosił 7 4 . 9 8 % , a ubytek drugiej
2 .7 1 % . Rozumieć to należy w ten sposób, że język polski zdobył sobie
kosztem ruskiego szersze zastosowanie w codziennem użyciu, co zresztą mogło
stać się także ze szkodą innych języków mianowicie niemieckiego (żydów).
Główny punkt ciężkości całej pracy przypada na drugą część, w której
szczegółowy mamy opis wszystkich wsi i przysiółków, leżących w tym p o ­
wiecie. J a k powiedziano wyżej, opis jest podług z góry naszkicowanego
planu dokonany, stąd pochodzi też pewna monotonność jego, ale zarazem
mamy temu do zawdzięczenia, że najważniejsze właściwoś i tych miejsco­
wości zostały szczegółowo podane. Z takich to materyałów można dopiero
zestawić całokształt pewnego terytoryum i nabrać dokładnego wyobrażenia
o stosunkach cywilizacyjnych i materyalnyck mieszkańców !
Czytając te szczegółowe opisy, dowiadujemy się o położeniu wsi, o jej
oddaleniu od Tarnopola, o graniczących z nią wsiach sąsiednich, o tem,
jakie rzeki, potoki i inne wody przepływają przez nią, ile je st mieszkań­
ców i jakiego obrządku i języka, ile roli ornej, łąk, wreszcie jakim prze- mysłem trudnią się mieszkańcy, jeżeli wogóle o przemyśle tu może być
mowa po wsiach, ile umie czytać i pisać, ile chodzi dzieci do szkoły a ile
nie, wreszcie ile gmina posiada sztuk bydła itp. -— ale mimo tych wszyst­
kich szczegółów, zresztą bardzo ważnych, po przeczytaniu i nawet spamię­
taniu przynajmniej najważniejszych, czytelnik nie może sobie wyrobić nale­
żytego sądu o całości powiatu, jego stosunkach ekonomicznych, urządzeniach
społecznych i politycznych, a cóż dopiero
powiedzieć o jego
mie­
szkańcach. Jeżeli chodzi o poznanie ludności jakiejś miejscowości, to nie
wystarcza przytoczyć, ile jej tam mieszka, w ilu domach, ile roli posiada,
koni, krów itp., gdyż mimo dokładnej znajomości tego wszystkiego, nie bę­
dziemy znali tej ludności, jej życia, czy to w domu, czy poza domem, — wogóle
będziemy wiedzieli masę cyfr, ale miinoto ludność miejscowa będzie nam nie­
znaną. Statystyka ma wielkie znaczenie, ale jeżeli w cyfry jej tchnie się życie,
jeżeli cyfry służą za środek, prowadzący do pewnego celu, którym być po­
winno poznanie człowieka, jego ducha i charakteru, jego pracy umysłowej
i fizycznej, jego życia, czy to w rodzinie, czy poza rodziną, jego udziału
w życiu społecznem lub politycznem. Dlatego raz jeszcze kładziemy nacisk
główny na tę stronę w takich opisach, które jeżeli z ta k ą dokładnością
i szczegółowością, jak niniejsza praca w pewnych tylko w zględach, doko­
nane będą pod każdym względem, jeżeli większą wagę będą przykładać do
człowieka i całego jego życia jako mieszkańca i obywatela, wówczas mo­
żemy mieć pewność, że poznamy kraj nasz, poznamy siebie.
D r. A n to n i K a lin a .
X



*

Łopaciński Hieronim. D y a l e k t o 1 o g i а с z e s k a n a W y s t a w i e
l u d o z n a w c z e j w Pradze 1895 roku Str. 299 —302. (Nadbitka z war­
szawskich „Prac filologicznych, tomu V-go, 1896).
W zakresie gwaroznawstwa zrobili Czesi bardzo wiele i nic dziwnego,
jeśli się zważy, jak wcześnie zabrali się do pracy na tem polu. Już bowiem
Ja n Hus zwrócił uwagę na różnice gwarowe, a bieżące stulecie wydało cały
szereg znakomitych dyalektologów i wogóle językoznawców czeskich.
To też, ja k cała wystawa ludoznawcza w Pradze, tak i dział, p o ­
święcony dyalektologii, prezentował się prawdziwie imponująco. Na jakie bo

-

283 —

tam drobiazgi i odcienia gwarowe nie zwrócono uwagi ! W dziale tym przed­
stawiony został nietylko cały dotychczasowy dorobek dyalektologów czeskich,
a l e t a k ż e s p o s o b y z b i e r a n i a m a t e r y a ł ó w j ę z y k o w y c h , w czem
Czesi są mistrzami.
P. Łopaciński przyjrzał się temu z bliska i to, co widział, opowie­
dział umiejętnie, ale zanadto treściwie, bo na czterech zaledwie stronicach,
w warszawskich „Pracach filologicznych11. Żałować też wypada, że pismo,
poświęcone specyalnie badaniom językowym, tak skąpo odmierzyło miejsca
wchodzącemu w jego zakres, a tak wyjątkowo interesującemu przedmiotowi.

St. lianmlt.
*

*

S o ń s k i Wiktor. Z przeszłości Szląska. Część I. Bytom. Nakładem
Wydawnictwa „K a to lik a ' i górnoszląsk. Towarzystwa literackieg). Czcion­
kami drukarni „ K a to lik a“ 1895 w 8-ee muł, str. 462.
Autor powyżej przytoczonej pracy zaradził żywo odczuwanej potrzebie
czasu zwłaszcza teraz, kiedy zajęcie się dawniejszą dzielnicą Polski coraz
bardziej ogarnia szerokie warstwy inteligentne, które chciałyby się czegoś
dowiedzieć o Szląsku, jego przeszłości i teraźniejszości, a nie mogą dla
braku odpowiedniego źródła, któreby zwięźle i bez aparatu naukowego .skre­
śliło dzieje i obecne stosunki tej prowiucyi. W dziele niniejszem nnmy na­
szkicowane w głównych rysach dzieje Szląska od najdawniejszych czasów,
kiedy to Szląsk był czysto polską dzielnicą i za taką uważali go nietylko
jego książęta, ale cała ludność Szląska ; przechodzi pojedyncze ważniejsze
momenty historyczne na tle monograficznych obrazów, w których plastycznie
przedstawieni są tak główni działacze jakoteż ich czyny w j e ł a ę ujęte
całość.
Obok tej czysto historycznej strony znajdujemy w tej pracy także
zajmujące obrazki z życia i stosunków wewnętrznych Szląska, które obej­
mują tak pojedyncze warstwy społeczne jak szlachtę, mieszczaństwo i chłop­
stwo, jakoteż stosunek ich wzajemny pod względem prawno-politycznym.
Na podstawie notatek rozrzuconych w dokumentach dawnych, zestawia w je ­
dną całość wiadomości o przemyśle polskim do 14-go wieku i o stosun­
kach prawnych rzemieślników polskich; w krótkich rysach przedstawia nie­
które strony życia domowego, do których należą rozdziały takie, w których
traktuje o przestępstwach i karach, str. 220, o zabawach str. 241, o mi
strzach czyli katach, o czarownicach str. 297 itd. Przytacza ciekawy list
rady miejskiej w Płocku, datowany w Wtorek po św. Kucyi (13-go. g ru ­
dnia) Koku Pańskiego 1501, wystawiony Janowi Rindfłeischowi mieszczani­
nowi wrocławskiemu, z którego dowiadujemy się o panującym „od dawna
w tem mieście zwyczaju, iż jeżeli ktoś kogo innego oskarżył o kradzież
lub inną zbrodnię i sprawę tak pokierował, że sąd o kradzieży lub innej
zbrodni się przekonał, a oskarżony na śmierć skazany został, tedy. ponie­
waż nie było kata, sam powód wyrok czy to przez powieszenie, czy w inny
sposób, jako prawo przepisywało, wykonać musiał, jeżeli nie chciał sam się
podać w niebezpieczeństwo życia i odwetu, która to rzecz nie uwłaczała
w niczem czci ani jego samego, ani jego potomków.11 Dalej dodaje się:
„Ten zwyczaj w naszem mieście już nie istnieje, bo skutkiem wzrostu n a ­

— 284 szych dochodów, trzymamy sobie k ata dla wychowywania prawa, ale zacho
wal się on jeszcze w wielu okolicznych miastach, miasteczkach i wsiach“.
W rozdziale 36-tym podany jest przegląd geograficzny, w którym ze­
stawione są najważniejsze miejscowości, obok nazw niemieckich przytoczono
ich nazwy polskie, niemniej najgłówniejsze wypadki historyczne, jakie zaszły
w tych miejscowościach. Na zakończenie dodał autor ustęp o języku pol­
skim, s t r . -445, w którym zestawia nietylko rozprawy tych zacnych niemców,
którzy począwszy od r. 1714 (prof. K oehler: Schlesische K ernchronik) s t a ­
wali w obronie języka polskiego na Szląsku, odpierając zarzuty nieuzasa­
dnione, podnoszone przeciwko jego czystości i poprawności i praw przynale­
żnych narodowi polskiemu i jego językowi w szkołach i urzędach, ale
także prace polskich uczonych, którzy zajmowali się badaniem tego n a ­
rzecza
Do tych uwag dodać należy niektóre sprostowania, ja k up. na str, 12,
gdzie autor pisze: „wyższy sąd dla szlachty, a zapewne i wolnych ludzi
na całym Szląsku zwał się c z o w d ą , (zoida, zuda, zaude) czyli polskim
sądem (judicium Polonicale per totam terrain). Nazwa „czowda“ jest nie­
możliwą w języku polskim i polega na błędnera czytania wyrazów: z o i d a ,
z u d a , z a u d e , które widocznie zachodzą w dokumentach pisanych przez
pisarzy pochodzenia czeskiego. W języku czesk. wyraz polski „ s ą d “ brzmi
s ú d , które pisało się s o u d , s a u d itp., z czego powstały błędne formy
ja k z o i d a , z a u d e itp., na których oparł autor nazwę „ c z o w d a “.
Również w przytoczeniu niektórych imion własnych z dawnych doku­
mentów zaszły pewne niedokładności, pochodzące z mylnego czytania oryginału,
np zamiast P a s k o , J e s k o, D i r s e k o str. 16, trzeba czytać : P a s z k o albo
P a ś k o , J a ś k o , D z i e r ż ko D . z i e r ż e k zamiast J a r a c h a trzeba czy­
tać J a r o c h a ( J a r o c h , J a r o s z itd.), str. 22, a nazwa miejscowa G r o ­
c h o w i s z ą str. 22 brzmiała niezawodnie G r o c h o w i s k a lub G r o c h o wi ca.
Z językowych usterek zauważyć trzeba w yrażenie. „żonate kobiety“
str. 223, a w zdaniu: „zdobycz zaś częścią sprzedawał, częścią jednak nią
sobie szlachtę lub kobiety, do których wielką miał słabość“, str. 252, b ra ­
kuje widocznie orzeczenia.
Lecz są to drobne usterki, na k tó r e czytelnicy mogą być pobłażliwi,
otrzymawszy pracę rzetelną, z której zwłaszcza Szlązacy poznają swoją p r z e ­
szłość, swoją dolę i niedolę. Miło nam będzie donieść jak najprędzej o dru­
giej części dzieła, o co autora prosimy.
D r. A. K a lin a .

*

*
*

Zawiliński Román. Przyczynek do etnografii Górali polskich na
Węgrzech. Z trzema rycinami w tekście. Kraków. Nakładem Akademii
Umiejętności 1896, w 8-ce, str. 46. Osobne odbicie z T. I, Dz. Ił: Materyałów antropolog.-archeolog. i etnograf. Akademii Umiejętności w Krakowie
Z polecenia i z pomocą Komisyi antropologicznej odbył w r. 1893.
І 8 9 4 . І 1895 sekretarz jej, Roman Zawiliński, znany badacz na polu ludoznawstwa polskiego, wycieczkę na kresy polskie, znajdujące się na W ęg rzech

— 285 i to w komitacie trenczyńskim, z której przedłożone sprawozdanie tejże
komisyi stanowi niniejszą pracę, której część I. ukazała się w druku w Zbio­
rze wiadomości do antropologii krajowej Tom X V II, 1893, dział I I , str.
3 — 13, a część II. jako osobne odbicie z Tomu I. Materyałów, który do­
tychczas nie opuścił jeszcze prasy. A utor ograniczył swoje wycieczki na
jedną miejscowość, wieś Skalite, położoną w powiecie czodczańskim w kącie,
przytykającym od północy do ślązkiej, a od wschodu do galicyjskiej g r a ­
nicy. W pierwszem sprawozdaniu ograniczył swe badania „na stronę ze­
wnętrzną, t. j. na położenie wsi, mieszkania i ubiory mieszkańców“. Zaczął
więc od opisu domów drewnianych, pokrytych gontami (sędziołek), bez ko­
minów, których budowa w głównych rysach nosi cechy chaty podhalskiej
z tą jednakże wybitną różnicą, że górna część szczytu pionowa jest 4 razy
większa od dolnej, t. j. że część dolna stoi do całości w stosunku 1 : 5” .
Obok tego zachodzą także w ornamentyce pewno różnice charakterystyczne,
które uwidocznił autor na rysunkach z uwzględnieniem tych, jakie wystę­
pują na chatach podhalskich w opisie i rysunku dra Matlakowskiego.
Ubiorem swym różnią się mieszkańcy ci od Słowaków, a natomiast
zbliżają „do ludności polskiej na Szląsku. szczególnie pogranicznej od Jabłon­
kowa ku Kaniakowu“ .
Z językowych właściwości zasługują na uwagę te dźwięki, które język
mieszkańców Skalitego za narzecze polskie uważać nakazują, jak np. użycie
dźwięków nosowych, pochylone á, użycie dźwięków c, cfe', s, ź, a wreszcie
„mazurowanie“ . Wymowa natomiast twardego ł., którą autor za cechę
wspólną z językiem poi. uważa, traci znaczenie dowodowe wobec tego faktu,
że wśród narzeczy ■słowackich, np w okolicach Trenczyna, dźwięk ł. wy­
mawia się również twardo, podobnie jak w języku polskim. Co tu autor
tylko mimochodem, na podstawie powierzchownej obserwacyi mowy Skalician
jako przypuszczenie swe wypowiedział, to okazuje się jako pewnik, nie ulegujący żadnej wątpliwości, na podstawie tego materyału językowego, który
w drugiej części przytoczył. We wstępie do tej rozprawy podaje granicę
etnograficzną pomiędzy ludnością polską i słowacką, posuwając się od Czacy
doliną rzeki Kisucy ku zachodowi i ku południu do Krasna. W s i w tej
dolinie położone mają ludność, mówiącą językiem polskim, chociaż wpływ
języka słowackiego w nim silnie czuć się daje. Ludność polska „mieszka
tylko w wąskim pasku granicznym tam, gdzie ma bliższe i łatwiejsze ze
śląską i galicyjską ludnością sto s u n k i“, podczas gdy w dolinie Bystrzycy
kolo Krasna znajduje się już typ etnograficzny słowacki, ILórego gwara
w niektórych względach charakterystycznych zbliżoną jest do gwar polskich.
Po tych „ogólnych spostrzeżeniach“, które warto było dokładniej
określić, podaje autor „materyały ze S kalitego“, a więc opisuje ich urzą­
dzenie domowe, pożywienie i przemysł domowy, następnie zwyczaje doroczne,
w narzeozu miejscowem daje opis obrzędu weselnego, wreszcie przytacza
kilkanaście pieśni, niektóre słowackie z melodyami, trzy powieści i wreszcie
kilka zagadek i środków z lecznictwa ludowego. Język miejscowy w przyto- ■
czonych materyałach jest, o ile sądzić można ze znanej sumienności i gruutowności autora w tego rodzajach pracach, wiernie oddany z zachowaniem
wszystkich właściwości i cieniowali wymowy, a co się tyczy stosunku jego
do polskiego, mamy w nim narzecze mazurskie, w którem główne cechy
tego narzecza również się powtarzają.
D r. A n to n i K alina.

-

286 -

SPRAWY TOWARZYSTWA.
I

Zgromadzenie m iesięczne Towarzystwa.

Czwarte miesięczne zgrom adzenie naukow e Towarzystwa ludoznawczego
odbyło się dnia 13 czerwca w sali gabinetu geograficznego с к. Uniwer­
sytetu, na którera Б г, K. J. Gorzycki wygłosił odczyt p. t : „Nowa teorya
socyologiczna prof. D r a M u c k e g o “ . Było to wyczerpujące sprawozdanie i k r y ­
tyka dzieła prof. R. Muckego z D orpatu: „Horde und Familie in ihrer u r geschiehtliehen E ntw ickelung“. S tuttgart 1895.
Prelegent szedł, jak się wyraził — krok w krok, za poszczególnemi
twierdzeniami dorpackiego profesora, streszczał je dokładnie i jedno po
drugiem zbijał.
Prof. Mucke nazywa teoryę swą „statystyczną syntezą“', do której do­
szedł przy pomocy „statystycznej metody“ ; prelegent wykazał, że tak nie
jest, przeciwnie dowiódł, że teorya i metoda prof. M. opierają się na apriorystycznych spekulacyach psychologicznych o ludach pierwotnych i na
takichże spekulacyach etymologicznych.
Za pierwotną komórkę społeczną uważa prof. M. „hordę“ i to hordę
pierwotną, którą dowolnie konstruuje sobie na podstawie t. zw. „porządku
przestrzennego“. Prelegent wykazał, że jakkolwiek „h o rd a“ pierwotna je st
praustrojem społecznym, to je dnak cały wrzekomy „porządek p r z e str z e n n y 1
w tych „hordach“ — jest, co najwyżej „m istyką“ , ja k się zresztą sam
prof. M. wyraża. Z tego „mistycznego“ — „porządku przestrzennego“ wy­
snuwa prof M wniosek, że pierwotne małżeństwa były ściśle monogamiczne i to z góry „porządkiem hordy przeznaczone (destynowane)“ ; p r e le ­
gent dowiódł, że tak nie było, że w przeciwieństwie do teoryi prof. M.
więcej ścisłości naukowej okazują teorye Morgana, Spencera, D arguna i in
nych zwolenników t. zw. „Proraiscuitäts-E ke“, i że zresztą nawet zwolennicy
pierwotnej monogamii mają w prof. M. bardzo niebezpiecznego stronnika.
„ F a m ilią “ nazywa prof. M. niewolnictwo i dzieli je" na męskie i żeń­
skie W „totem ach“ t. j. u. prof. M. grupach „ h o r d y ' już do pewnego
stopnia zróżniczkowanej, — okazuje się brak pracy kobiet lub też męż­
czyzn, dlatego „to tem y 11 kobiece porywają męzkich niewolników i tworzą
t. zw. „familie gynekokratyczne“ ,. w których „p a n i“ rządzi niewolnikami,
lub też mężczyźni porywając kobiety tworzą „familie męzkowładcze, (androkratyczne). Władza nad niewolnikami (względnie niewolnicami), a więc prawo
własności nad nimi, ma być według teoryi o „hordzie i familii1' od po­
czątku czysto indywidualistyczne. Prelegent wykazał, że to, co prof. M. n a ­
zywa „familią androkratyczną“ , je st tem samem, co u innych etno i socyologów nazywa się patryarchatem z polygamią; „gynekokracya“ , zaś jest
identyczną z matryarchatem i polyandrią. Nowej terminologii n ie należało
wprowadzać, ale prof. M. uczynił to rozmyślnie, ażeby swoje pojęcie „famili“
złączyć z swem pojmowaniem „h o rd y “ . Nie udało mu się to. jednak, „ f a ­
milia“ prof. M. je st w najlepszym razie e t a p e m p i e r w o t n y m p r z e ­
m i a n y k o m u n a r c h a i c z n y c h w p a ń s t w a “ , ale też niczem innem.
Niewolnictwo, mimo zaprzeczeń ■prof. M , było początkowo wspólną własno­
ścią „ h o r d “ i dopiero później przeszło na własność indywidualną „panów“
i „pań“ .
Do swych podstawowych założeń stara się prof. M. przystosować fakty
etnograficzne o dzieciach u ludów nieucywilizowanych, o lewiracie, i t. p..

-

287 —

tudzież o mieszkaniach pierwotnych ; prelegent dowiódł, że przystosowywania
te są bardzo sztuczne i że opierają się więcej na spekulaeyach psychológiczno-etymologicznych, niżeli na prąwnem zbadaniu i zestawieniu zjawisk
etnicznych.
W zakończeniu zbił prelegent zapatrywanie prof. M., jakoby komuny
archaiczne były innem pojęciem od „społeczeństwa".

II. Sprawozdanie z posiedzeń Zarządu.
T r z e c i e p o s i e d z e n i e dnia 1 czerwca 1896.
Obecni pp. prof. Dr. Dybowski, Dr. Gorzycki, Kolbuszowski, Ramult,
Rebczyński, Strzelecki i Sołtys.
Przewodniczył prezes Tow. prof. Dr. Kalina.
1. Zatwierdzono protokół poprzedniego posiedzenia.
2. Przyjęto 21 nowych członków.
3. Polecono komisyi bibliotecznej, ażeby w przeciągu 3 dni odbyła
szkontro biblioteki i aby takową oddala do tymczasowego zarządu Dr. Dy­
bowskiego, którego obrano z powodu rezygnacyi p. Ramulta bibliotekarzem
Towarzystwa.
4. Pp. Kolbuszowski i Rebczyński donieśli, że sprawa dyplomów dla
członków honorowych i korespondentów zostanie w krótkim czasie pomyślnie
załatwioną.
5. Uchwalono zawezwać komisyę regulaminową do szybszego zała­
twienia poleconej jej sprawy tj. ułożenia regulaminu Tow. i zdania sprawy
na najbliższem posiedzeniu Zarządu
6. Zamianowano zastępcą sekretarza p. Strzeleckiego, na czas nieogra­
niczony p. Dra Gorzyckiego.
7. Uchwalono stałą normę wkładek na rzecz Tow. dla nauczycieli lu­
dowych. Nauczyciele wiejscy mają płacić — ja k dawniej 1 złr. w. a.,
małomiejscy i nauczycielki 2 złr. — tak samo m ł o d s i nauczyciele we Lwo­
wie i Krakowie, s t a r s i nauczyciele lwowscy i krakowscy 3 złr. wa. rocznie.
8. Prezes Tow. doniósł do wiadomości Zarządu 1-mo, że petycye
o zapomogi do Wys. Sejmu i Kasy oszczędności lwowskiej zostały nieuwzględnione i 2-do, że wysłano telegram do Pragi z gratulacyami, z powodu
otwarcia tamże muzeum etnograficznego,
9. Naznaczono na najbliższe zebranie miesięczne naukowe — odczyt
D ra Gorzyckiego p. t . : „Nowa teorya socyologiczna prof. Muckégo“ . (Od­
czyt odbył się w sobotę dnia 13 czerwca - por. sprawozdanie j. w.).

III. W ykaz tow arzystw naukowych, i redakoyi pism, z któremi
Towarzystwo nawiązało stosunki.
Společuosť přátel starožitností českých v Praze, które przesyła swój
organ : Časopis společnosti přátel starožitností českých.

IV. W ykaz darów na rzsoz Towarzystwa.
Do biblioteki ofiarowali :
1. Společnost’ přátel starožitností
Časopis rocznik 1, 3 i 4. zesz. 1.

českých

v Praze

swego

organu

— 288 —
2 Toż : Výstava Společnosti přátel starožitností českých v P ra ze
v památném roce 1891. V P raze 1892.
3. Tož : E ozpravy společnosti přátel starožitností českých v Praze.
ЦІ. V Praze 1892.
4. Dr. Bol. Erzepki : D ra Wojciecha Adamskiego, M ateryaìy do flory
W. ks Poznańskiego. Poznań 1896.
5. Zawiliński R om an: Victor H e h n : Kulturpflanzen und Hausthiere.
Berlin 1877.
6. Zawiliński R om an: Z egota F a u li: Pieśni ludu polsk. w Galicyi.
Lwów 1838.
7. Zawiiiński Roman: Z fg o ta P a u li: Pieśni ludn rusk, w Galicyi.
Tom I. Lwów 1839
8. Zawiliński Roman swoje ro zpraw y: O sposobie gromadzenia materyałów etnograficznych, 1887 i
9. Przyczynek ІІ. do etnografii Górali polskich na W ęgrzech K ra­
ków 1896.
10. Wlad. Satke dzieło swoje: Powiat tarnopolski pod względem geograficzno-statystycznym. Tarnopol 1895.

V. Spis członków Towarzystwa.
Słuchacze Uniwersytetu oraz nauczyciele szkół ludowych wiejskich,
płacą, wpisowego 1 koronę, a wkładki rocznej 2 korony; nauczyciele mało­
miejscy oraz nauczycielki i nauczyciele młodsi we Lwowie i Krakowie płacą
wkładki rocznej 4 korony, a wpisowego 1 koronę, nauczyciele starsi we
Lwowie i Krakow ie płacą 6 koron wkładki a 1 koronę wpisowego.
Uwolnionym może być od wkładki rocznej ten z nauczycieli ludowych,
który dostarczy redakcyi ..Ludu“ materyałów etnograficznych w odpowie­
dniej objętości, mogących być zużytkowanymi do druku. (Uchwała Zarządu
Tow. z dnia 30 października 1895)
228. ,Dr. Bandrowski Ernest, prof.
Un i w., Kraków.
229. Bogusz Michał, prof. gimn.
Lwów.
230. Cenar Edmund naucz, lud.,
Lwów.
231. Dr. Cybulski Napoleon prof.
Uniwv, Kraków.
232. Dr. Czołowski Aleksander dyr.
archiwum miejsk., Lwów.
233. Clrynbergowa Zofia,
naucz,
lud., Zamarstynów.
234. Jaworski K ornel naucz, lud.,
Lwów.
235. Ihnatowicz Jan przemysłowiec,
Lwów.
236. Kuncewicz Izydor redaktor,
Lwów.
237. Librewski Stanisław dyrektor
gimn., Brody.

238.- Dr. Ostaszowski-Barański К ,
redaktor.
239. Petelenz Ignacy, dyrektor gim.,
Sambor.
240. Pepłowski Antoni redaktor,
Lwów.
241: Reichmanówna Amalia naucz. lud., Kraków.
242. Rolle Karol inżynier i kiero­
wnik szkoły garncarskiej, Poremba p. Alwernia.
243. Stablewski Jerzy, Zakopane.
244. Staszel Walenty naucz, lud.,
Zakopane.
245. Tabeau Ferdynand, aptekarz,
Zakopane.
246. Dr. Warmski Mieczysław prof,
gimn., Lwów.
247. Woyuarowski Stanisław, reda­
ktor, Lwów.

Z D r u k a r n i L u d o w e j - w e L w o w i e , p o d zarz. St. B a y l e g o ,

Choroby i medycy na Szlosku w XVII, wieku.
Ż y jący w d ru giej połow ie X V II. w ieku pisarz szląski F r y ­
d e ry k L ic h ts te rn p o d aje w swojej „S chlesische F ü rs te n k ro n e “ n ie ­
k tó re szczeg ó ły o ch o ro b ach i m ed y k ac h n a S zląsku, k tó re rz u ­
cają św ia tło n a sto su n k i i w y o b ra żen ia ludu w ow ym czasie.
O tóż najczęstszem i chorobam i, ja k ie n aw ie d zały S zlążaków , b y ły
k am ień , p o d a g ra , su c h o ty i w odna p uchlina, co pochodziło stąd,
że m ajętn iejsi p ili za dużo o g n isteg o w ęg rzy n a i w ap n isteg o w ina
a u s try a c k ie g o i m o raw sk ieg o , śre d n ia zaś w arstw a za dużo zi­
m n eg o piw a, a p ro śc i ludzie za w iele w ody. T ak ż e g o rączka, b o ­
leści żo łąd k a i k rw a w a b ie g u n k a g ra so w a ły latem z pow odu n a d ­
m iern e g o sp o ży w an ia n ied o jrzały ch ow oców . Z astan aw iającą b y ło
rzeczą, że k sią ż ę ta i znakom ici ludzie pow szechnie zap ad ali n a
żółtaczk ę, k tó ra w ielu p o zb a w iała życia. P om iędzy p ro sty m lu ­
dem b y ło m nogo tręd o w aty ch , k alek , g a rb a ty c h i ku law y ch .
R z a d k o p rz e c ią g a ła się ch o ro b a ; zw y k le g d y k to po długiem
zdrow iu w reszcie zan iem ó g ł, u m iera ł niebaw em .
J a k nie zb y w ało S zląskow i w ow ym czasie n a uczonych lu ­
dziach, ta k też n ie zb y w ało i n a d o b ry c h m edykach. K sią ż ę ta
trz y m a li na d w o rach sw oich p rz y b o czn y ch m edyków , k tó ry c h
d ro g o o p łacali. O dznaczający się w iadom ościam i i zręcznością
o trzy m y w a li ty tu ł radców . M ieli też k siążęta w łasn y c h a p te k a rz y
i w łasn e a p te k i. W ie lk ie m iasta, chociaż p ra k ty k o w a ł w nich
niejed en m ed y k n a sw oją rę k ę, u trz y m y w a ły w łasnym kosztem
d o św iad czo n eg o le k a rz a m iejskiego i p ew n ą ilość „fizyków “ ja k o
jeg o po m ocników . M ałe i u b o g ie m ia sta za d aw a la ły się do­
b ry m i felczeram i.
W ro c ła w m iał cz te ry ap te k i, in n e m iasta m iały trzy, inne
dwie, in n e je d n ą ty lk o , ale po m n iejszych m ia sta c h a p te k i nie
b y ły ta k dobrze zaopatrzone, ja k w ro cław sk ie. N ig d zie zaś nie
m o żn a b yło do stać ta k d o sk o n ały ch le k a rstw ja k n a S zląsku, bo
ziem ia i' g ó ry szląsk ie obfitow ały w rz ad k ie i w y b o rn e zioła.

-

290 —

2 znajom ości ziół s ły n ę ła m iędzy in n em i D ó to ta _ S y b ila , m a rg ra b ia n k a b ra n d e n b u rs k a z ro d u H o h en zo llern ó w , k siężn a n a B rz e g u
i L ig n ic y ( f 1625), w ie lk a p rz y ja c ió łk a P o la k ó w 1), k tó ra sam a
p rz y p ra w ia ła le k i i ro zn o siła je chorym , a co w ieczó r ch o d z iła
z dziećm i i p a n n a m i d w o rsk ie m i w pole, ucząc ich w łaściw o ści
ziół ro z m a ity c h .
P o w sz e c h n ie p o za g ra n ic a m i S z lą s k a w ielk i p o p y t m iała
jak o le k a rs tw o ta k zw an a terra sigillata, cz erw o n a w a ziem ia,
k tó rą o d k ry ł p ierw szy dr. J a n M o n tan u s n a Jerzow ej g ó rze (Georg e n b e rg ) p o d S trz y g ło w e m ; dano zaś jej ta k ą nazw ę, p o n iew a ż
sp rz ed aw a n o ją w form ie o k rą g łe g o p la c k a , n a k tó ry m w y c isk a n o
p ieczęć. A to li w sam ym S zląsk u n iew iele ją so b ie ceniono, co
p rz y p o m in a ło , ja k m ów i L ic h tste rn , p rzy sło w ie o p ro ro k u w w ła ­
sn y m k raju .
N a jp rzed n iejsi m ed y cy szląscy o trzy m y w a li sto p n ie a k a d e ­
m ickie w P a d w ie . W chem ii szląscy m ed y cy starej d a ty n iew iele
um ieli, m ło d szy ch n a to m ia s t za ch ęc ił do zajm ow ania się chem ią
sła w n y w ro c ław sk i m e d y k dr. F ilip S a c h s i sam im d o b ry m p rz y ­
k ła d e m p rzy św iecał.
W w ięk sz y ch m iastach m ed y cy b ard zo zw ażali n a sw ą g o ­
d ność, do ch o ry c h jeździli w e w ła sn y c h pow ozach, w m n iejszych
zaś m iastach nie sro m ali się m e d y c y u trz y m y w a ć g o sp o d , szynko w ać, jeśli nie piw o, to w ino i c h w y ta ć się in n y ch zajęć d la p o ­
m nożenia dochodów .
J e śli chorem u n a kam ień , p o d a g rę lub sp araliż o w an ie zap i­
sa n e p rzez m e d y k a le k a rstw o nie sk u tk o w ało , w ted y u d a w a ł się
do cie p ły c h k ą p ie li p o d J e le n io g ó rą . O m ilę od teg o m ia sta
w zn o sił się p o n a d ciepłem źró d łe m gm ach, w k s z ta łc ie g ru b e j,
o k rą g łe j w ieży ; w e w n ą trz b y ły w około k o m ó rk i do ro z b ie ra n ia
się. W o d ę ź ró d la n ą w puszczano c z te ry ra z y n a dzień do b a se n u
i ty le k ro ć ją w ypuszczano. R a n o n a o d g ło s dzw onu szli m ężczy­
źni do k ąp ieli, po n ich k o b ie ty . W tym że p o rz ą d k u k ą p a n o się
w p o łu d n ie. Za k ą p ie l b ra n o od k aż d eg o g o ścia za p ierw szy raz
d u k a ta , p o tem ty g o d n io w o d u k ata, c a łą je d n a k ro d zin ę u w ażan o
ja k o je d n ą osobę. P ie n ią d z e b ra ł h r. SchafFgotsch, w łaśc ic iel ź ró ­
dła. Ź ródło b y ło 5 ło k c i g łę b o k ie , a do n a p e łn ie n ia b a se n u w o d ą
p o trze b o w an o trze ch godzin. N ieo p o d a l b y ło d ru g ie źródło, zw ane
p ro b o szczo w sk iem , ta k ż e p o k ry te ła d n y m b u d y n k iem , ale nie
’) Denkwürdigkeiten aus dera Leben der Herzogin Dorothea Sibylla
топ Liegnitz und Brieg wörtlich aus des E othgerbers Valentin Gierths H ansund Tagebuche mitgetheilt von Syndicus Koch. Brieg, 1830.

— 291 ta k silne, ja k tam to, zaczem też g oście mniej p ła c ili za kąp iel.
O b a d w a źró d ła o trz y m a ł w len n o G otsche S ch af od księcia B o lk a
św id n ick ieg o w r. 1377.
In n i jeździli do L ą d k u (L andeck) w h ra b stw ie k ło d zk iem lub
do S olić (Salzbirunn) w k sięstw ie św idnickiem , zalecan y ch przez
m ed y k ó w w ięcej n a ze w n ętrzn e nied o m ag an ia, niż n a w ew n ętrzn e
ch o roby. N a jb o g a tsi szukali p o ra to w a n ia zdrow ia w k w a śn ic ach
czeskich.
W ie lk i u szczerb ek czynili m edykom i ap tek arzo m szarlatan i,
k tó ry m łatw o w ie rn y i niero zsąd n y lud, uw iedziony ich sam o­
ch w alstw em , w ięcej w ierzył, niż lekarzom z pow ołania. N aw et
sz la c h ta u d a w a ła się n ie k ie d y do nich po ra d ę w sw ych d o le g li­
w o ściach. A le w m iastach takim ludziom nie w olno było p rz e b y ­
w a ć z w y ją tk ie m ja rm a rk ó w , podczas k tó ry c h m ieli n ad nim i do­
zó r „fizycy“.
W r. 1660 p rz y b y ł do S zląsk a z P o lsk i su k ien n ik nazw i­
sk iem W ild e g a n s , udając m ed y k a. S e tk a m i zbiegali się do niego
ludzie pom im o p ro testó w ze s tro n y m edyków . C złow iek ten,
trzy m a ją c się zasad y : Mundus vult decipi, ergo decipiatur, w szy st­
kim ch o ry m bez ró żnicy je d n ą je d y n ą d aw ał p ig u łk ę, ja k o n ie­
zaw o d n y śro d e k n a w szelakie choroby. A le n iew ielu uzdrow ił,
a u zb ieraw sz y sp o ro pieniędzy, z n ik n ą ł bez śladu.
Często też u ciek an o się do stary c h b ab , w różbitów i k u g la ­
rzy. T a k ży ł w r. 1673 w B uchw aldzie p o d N ow ym targiem (Neum a rk t) w k sięstw ie w ro cław sk iem człow iek, k tó ry leczył ludzi
sp araliż o w an y c h i to w n a stę p u ją c y sp o só b : W y są c z a ł chorym
trz y k ro p le k rw i z w ielkiego p a lc a u praw ej ręki, o d cin ał trz y
pęczk i w łosów z p ra w e g o w ierzch o łk a p a lc a u praw ej nogi,
p oczem w szy stk o m ieszał ze sobą i u k ry w a ł w pn iu drzew a, cho­
re g o zaś sm a ro w a ł ja k ą ś m aścią, zalecając cierpliw ość przez p ó ł
roku. C hociaż najw iększa część ch o ry ch p o zn aw ała się n a szal­
b ierstw ie, je d n a k do ow ego oszusta w ięcej przy ch o d ziło ludzi, niż
do „sław n eg o w całym św iecie i n iezró w n an e g o “ dr. Jo n sto n a
z Z ieb en d o rfu w k sięstw ie lignickiem . T e n dr. J a n Jo nston, o k tó ­
ry m L ic h tste rn w spom ina, n ależ ał rzeczyw iście do eu ro p ejsk ich
zn ak o m ito ści sw o jeg o czasu, a w sław ił się o g ro m n em i p ra cam i
sw ojem i w h isto ry i n atu ra ln ej i m edycynie. U rodził się on 1603 r.
w S zam o tu łach , p rz e b y w a ł dłuższy czas w Lesznie, zażyw ając
przy jaźn i R a fa ła L eszczyńskiego i sy n a je g o B o g u sła w a, p o d sk a r­
b ieg o k o ro n n eg o , a po zdobyciu w iaro ło m n eg o L eszna przez
G rz y m u łto w sk ie g o w r. 1656 o siad ł n a S zląsk u i tam do k o n ał
życia, m ając la t 72.



292



W r. 1628 ży ł p e w ie n ch iru rg - n a dw orze J a n a C h ry sty a n a ,
k się c ia b rz e sk ie g o , o k tó ry m g ło szo n o cuda, m iędzy in n em i p o ­
sia d a ł sztu k ę z a sp a k a ja n ia w szelkich za ch ceń k o b ie t w o d m ien ­
n y m sta n ie , a zim ą d o s ta rc z a ł im zu p e łn ie św ieżych w isien i in ­
n y c h ow oców . P e w n e g o ra zu zastan o g o bez ży cia z sk rę co n y m
k a rk ie m p o d ła w ą w w łasn y m pokoju.
W r. 1657 w y b u c h ło m orow e p o w ie trz e n a D o ln y m S zląsk u ,
a w ład ze, p o stęp u jąc so b ie sp rę ży ście, nie dozw oliły m u się ro z ­
szerzać. W B rz e g u za m y k a n o n a ty c h m ia s t dom y, w k tó ry c h u k a ­
za ła się zaraza, ch o ry ch zaś w ynoszono za m iasto do n am io tó w ,
za o p a trz o n y c h w żyw ność i leki, u b o g ich um ieszczano w w ielkim
dom u n ad O drą.
W r. 1681 znow u pojaw iło się m orow e p o w ietrz e. P rz y w le k li
za raz ę żydzi z A u stry i n a G ó rn y S zląsk, sk ą d ro z p o sta rła się aż
do k się stw a g ło g o w sk ieg o . A to li w szystkie m iejsca za p o w ietrzo n e
o d o so b n ian o n a ty c h m ia st, a n a w szy stk ich g o ściń cach u staw iono
straż e, k tó re n ik o g o do m ia st nie w p u szczały . G d y w ty m czasie
b a ro n K a ro l "W iktoryn B ees z L o eb en w k sięstw ie b rzesk iem
po p o w ro c ie z za p o w ietrzo n e g o W ie d n ia u le g ł w raz z żoną i d zie­
ćm i zarazie, sp alo n o n a ty c h m ia s t d w ó r je g o w raz ze w szy stk iem , co
się w nim zn ajd o w ało, n ie w yjm ując zw ło k b a ro n a i je g o rodziny.
C elem z a p o b ie żen ia g ra so w a n iu m o ro w eg o po w ietrza, w y d a ł
g e n e ra ln y n a m ie stn ik c e sa rsk i n a S zląsk u , k a rd y n a ł-b is k u p w ro ­
cław sk i F ry d e ry k , la n d g ra b ia h esk i, b a rd z o d o k ła d n e p rz ep isy ,
św iad czące o je g o m ąd ro ści i tro sk liw o ści o d o b ro k raju .
N a S z lą sk u dużo czy n io n o dla u b o g ich , k tó ry m c h o ro b a o d ­
b ie ra ła m ożność za ro b k u . Z najdow ali oni sc h ro n ie n ie i o p iek ę
w szp italach , k tó re bud o w an o n a p rzed m ieściach . D o b ro c z y n n e
te z a k ła d y p o zn a w an o p o k rz y żu , z a tk n ię ty m n a w ieżycy.
Dr. Stanisław Karwowski.

Przyczynek do dziejów rodziny.,
(Ł B W

S E Ä T b

U tw o ry staro ż y tn e j lite ra tu ry h eb rajsk ie j są w o g ó le sz e ro k o
ro zp o w szech n io n e i znane, zw łaszcza w k ra ja c h p ro te s ta n c k ic h ;
p rzypuszczam , że nie są one obce i n aszem u cz y ta jące m u o g ó ­
ło w i; sądzę, że zna on ch o ciażb y z n az w y „k sięg ę R u ty " , z a w ie ra ­
ją c ą p rz eślic zn ą sielan k ę, ta k c h a ra k te ry s ty c z n ą d la n ie k tó ry c h
stro n ży cia sta ro ż y tn y c h H e b rajcz y k ó w . O to jej tre ść : E lim elech

— 293 —
w raz z żo n ą N oem i oraz dw om a sy n am i z pow odu g ło d u op u ścił
B etleh em i p rzen ió sł się do k ra in y M oabskiej ; po je g o śm ierci
sy n o w ie p o jęli za żo n y 2 M oabki, O rfę i R u tę . P o ich śm ierci
N oem i p o sta n o w iła w rócić do Ju d ei, b y tam znaleść śro d k i do
ż y c ia ; p rz e k o n y w a ła o n a sw e synow e, b y w ró ciły do ludu sw ego,
m ó w iąc: „w róćcież się có rk i m oje; przecz, żebyście ze m ną iść
m iały ? A zaż ja jeszcze m ogę m ieć syny, k tó rzy b y b y li m ężam i
w a sz y m i? W ró ć c ie ż się m oje córki, a idźcie, b o m się już zstar /a ła , a n ie m o g ę iść za m ąż. C hoćbym też rz ek ła, jeszcze m am
nadzieję, alb o choćbym też dobrze tej nocy b y ła za m ężem , choć­
b y m też n a w e t i p o ro d z iła s y n y : azali w y ich czekać b ęd ziecie
ażb y d o ro śli? Zaż się d lateg o zatrzym acie, ab y ście nie szły za
m ąż? N ie ta k có rk i m o je 1)“'.
T e te k s ty są d la nas niezm iernie w ażne : niew ątp liw ie s tw ie r­
dzają one, iż O rfa i R u ta obow iązane b y ły poślubić sw oich dziew ierzów , ch o ciażb y uro d zo n y ch po śm ierci ich m ężów . T en o b o ­
w iązek p o ślu b ien ia w dow y b ra ta zm arłego zwie się z h eb rajsk a,
lew ira tem . W sw ym rozw oju dziejow ym uleg‘a ł on różnym p rz e ­
obrażeniom , d o p ó k i nie za n ik ł zupełnie ; ale o nich m ow a będzie
w przy szło ści. T e ra z zaś w racam do sielan k i h eb rajsk iej, b y rz u ­
cić w ięcej św ia tła n a tę k w esty ę. N oem i mówi, b y synow a p o ­
sta ra ła się zn aleść so b ie p rz y tu łe k , co n iezn an y a u to r ta k w y ­
ra ż a : „a N oem i m iała p o w in o w a te g o po m ężu sw ym , człow ieka
m ożnego z dom u E lim elechow ego, k tó re g o zw ano Booz. I rz ek ła
R u t a , M oabitica do N o e m i: pójdę n a p o le , a n iech zb ie­
ra m k ło sy za tym , p rz ed k tó re g o oczym a ła sk ę zn ajd ę; a ona
rz e k ła : idź córko m oja 2). I rzeczyw iście R u ta u d a ła się n a pole
B oozow e i tam zb ie ra ła k ło sy porzucone. B ooz sp y ta ł słu g i sw ego,
k tó ry b y ł p rz y sta w em n ad ż e ń c a m i: „czyjaż to dziew eczka ?“ O d­
po w ied zian o mu, a R u ta p ro siła g o osobiście o pozw olenie, k tó re
zo stało ła sk a w ie ud zielonem w raz z p raw em k o rz y sta n ia z p o siłk u
i napoju. R u ta , u p a d łsz y n a tw arz, podziękow ała m u ; B ooz w ytłó m a c z y ł jej po w ó d ła sk i, k tó ry zn a la zła ona w jego oczach,
i n a k a z a ł służbie, b y nie p rzeszk ad zała jej zbierać kłosów p o m ięd zy
sn opam i. Z te g o p ozw olenia k o rz y sta ła R u ta aż do k o ń ca żniw .
P o te m rz e k ła do niej N oem i, św ie k ra jej : córko moja, azażem ci
nie p o w in n a szukać odpocznienia, żebyś, się dobrze m iała ? A te ­
raz azaż B ooz nie je st p o w in o w aty m naszym , z k tó re g o ś ty słuJ) Księgi Buty, I., 11, 12 i 13. Cytuję podług nowszego przedruku
t. z. Biblii Radziwiłłowskiej czyli Nieswieskiej, unowocześniając pisownię.
J) Księgi Ruty, I I . , 1 i 2.

— 294 —
źeb n icam i b y ła ? O to on b ędzie w ia ł jęcz m ie ń n a b o jo w isk u tej
nocy. P rz e to ż u m y w szy się, n am aż się olejkam i, weźm ij też sza ty
tw o je n a się, a idź n a bojow isko, a nie daj się w idzieć m ężow i
onem u, ażb y się n a ja d ł i n a p ił. A g d y on sp ać pójdzie, u p a trz ż e
m iejsce, n a k tó re m się u k ład zie, a p rzy szed łszy , od k ry jesz p ła sz c z
z n ó g jeg o , a tam się u kładziesz, a on to b ie oznajm i, co będ ziesz
m iała czynić 3).
R u ta ściśle zasto so w ała się do p o le c e n ia św iek ry . „A g d y
b y ło o p ó łn o cy , u lą k ł się on mąż, a o b ró ciw szy się, ujrzał, a oto
n ie w ia sta leży u n ó g jego. I rz e k ł: któżeś ty ? I o d p o w ie d z ia ła :
jam je s t R u t, słu żeb n ica tw o ja ; ro zciąg n ijże płaszcz tw ój n a s łu ­
żeb n icę tw oją, boś m i p o k re w n y . A on rz e k ł: b ło g o sła w io n a ś ty
od p a n a có rk o m o ja; w iększąś pobożność po so b ie p o k a z a ła te ra z
niż p ierw iej, żeś nie p o sz ła za m łodzieńcam i ta k u b o g im i ja k o
i b o g a ty m i ; p rzetóż teraz, córko m oja, nie bój się ; bo w szystko,
co k o lw iek rzeczesz, uczynię, g d y ż w ie c a łe m iasto ludu m ego,
żeś ty n ie w ia sta cnotliw a. A te ra z p ra w d a ć to, żem ja je s t p o ­
k re w n y tw ój, a w szakże jeszcze je s t p o k re w n y b liższy n a d mię.
Z o stań że tu tej nocy. A g d y b ędzie rano, je śli cię będzie c h c ia ł
p o jąć p raw em bliskości, dobrze, n iech pojm ie ; a jeśli cię nie będzie
c h c ia ł pojąć, ja cię pojm ę p raw em blisk o ści, żyw ię p a n ! S pijże tu
aż do p o r a n k u 4) “.
N a zaju trz B ooz sp e łn ił sw oją o b ie tn ic ę : zaw ezw ał on sw ego
k re w n ia k a , o k tó ry m m ów ił R u c ie i w o b ecn o ści św iadków , s ta r ­
szych m iasta, rz e k ł m u : „dział roli, k tó ry b y ł b ra ta n asz eg o E lim elech a, p rz e d a ła N oem i, k tó ra się w ró c iła z ziem i M oabskiej.
I zd ało m i się to odnieść do uszu tw oich, m ó w iąc: otrzym aj tę
ro lę p rz ed ty m i, k tó rz y tu siedzą, i p rz e d starsz y m i ludu m e g o ,
a chceszli ją od k u pić, o d k u p ; a jeśliź nie odkupisz, pow iedz m i ;
b o w iem , że n ad cię nie m asz bliższego do w y k u p ie n ia , a jam
po to b ie. T e d y on rz e k ł: ja od k u p ię. N ad to rz e k ł B ooz: dnia,
k tó re g o o trzy m a sz ro lę z rą k N oem i, te d y też i R u tę , M oabitkę,
żonę zm arłeg o , pojm iesz, a b y ś w zbudził im ię zm arłeg o w d zie­
dzictw ie jeg o . O d p o w ied ział p o w in o w a ty : nie m o g ę odkupić, b y m
s n a ć nie s tra c ił d zied z ictw a m ego. O d k u p że ty sobie bliższość
m oją, g d y ż ja n ie m o g ę o d k u p ić jej 5). T e d y B ooz o d k u p ił ro lę
i n a św iad e ctw o k u p n a — w e d le s ta re g o ob y czaju —• zzuł trz e ­
w ik swój i o d d ał sprzedającem u, o trzy m a w szy zań trz e w ik s p rz e ­
3) Księgi Ruty, III,, 1 i 4.
*) Księgi Ruty, III., 8 — 13.
s) Księgi Ruty, IV., 3 — 6, 13.

-

295 -

d a ją c e g o ; n ad to zo bow iązał się p o jąć R u tę za żonę. O p o w iad an ie
k o ń cz y się ta k : „a ta k p o ją ł sobie Booz R u tę i b y ła mu za żonę;
a g d y w szed ł do niej, te d y jej d a ł p an , że poczęła i p o ro d z iła
s y n a 6).
T o o p o w iad an ie je st dla nas b ard zo w a ż n e m , albow iem
stw ierd z a istn ie n ie u sta ro ż y tn y c h H e b rajcz y k ó w zw yczaju, n a
m ocy k tó re g o w dow a bezp o to m n ie zm arłego m usi b y ć zaślubioną
n ie ty lk o p rzez dziew ierza, ale n a w e t — w razie je g o b ra k u -—
przez n ajbliższego je g o k re w n ia k a po ojcu, a g n a ta ; je s t to p ew n a
fo rm a lew ira tu , n ależąca już do w yższego szczeblu rozw oju sp o ­
łeczn eg o . P o m n ik i lite ra tu ry hebrajskiej dają też m ożność s k re ­
ślen ia n ie ty lk o przyczyn, ale n a w e t sto p n io w eg o zaniku tej in sty tu cy i. T rz e b a zanotow ać, iż le w ira t należy do rzędu n ajstaro ż y tn iejszych u rząd zeń sp o łeczn y ch H e b ra jc z y k ó w ; dow odem może
słu ży ć w zm ian k a o nim w jednym z pom ników teg o p iśm ie n n ic­
tw a, bodaj n ajstaro ż y tn ie jsz y m ; je s t to opow iadanie, zaw arte
w pierw szej k sięd ze M ojżeszowej w rozdziale X X X V III , 6 —-26 ;
istn ieje on n aw et w II. w iek u p rz ed naszą erą, co dow odzi ustęp
poniżej p rz y to c z o n y z V k się g i M ojżeszow ej, w tym czasie z red a­
g o w an ej o stateczn ie : „ g d y b y m ieszkali b ra c ia pospołu, a zszed łb y
jed en z nich, nie m ając syna, nie pójdzie żona onego zm arłeg o
za m ęża o b ce g o ; b r a t jego w nijdzie do niej, a pojm ie ją sobie za
żonę, a p ra w e m po w inow actw a p rzy łączy ją sobie. A p ierw o ro d n y
syn, k tó re g o b y p o ro d ziła, n az w an y będzie im ieniem b ra ta jego
zm arłeg o , a b y nie b y ło w y g ład z o n e im ię jeg o z I z r a e la 7).
W id zim y z ty c h p rz y k ła d ó w stopniow e o g ra n ic zen ia le w i­
ra tu . R u tę m u siał p o ślu b ić k re w n ia k m ężow ski, chociaż bardzo
d alek i, T a m a r zaś m iała b y ć po ślu b io n ą b ra tu m ężow skiem u, k tó ry
się u ro d ził po śm ierci jej m ęża; w dru g im je d n a k w ieku te n cię­
ża r sp ad a w y łąc zn ie n a n a jsta rsz e g o dziew ierza. M oże on b y ć
zm uszony do te g o k ro k u n aw et d ro g ą p ra w n ą : „a je ślib y nie
ch c ia ł on m ąż p o jąć bratow ej sw ojej, te d y pójdzie b ra to w a
jeg o do b ra m y p rz ed starsze i rzecze: nie chce b r a t m ęża m eg o
w zbudzić b ra tu sw em u im ie n ia w Iz rae lu i nie chce m ię p raw em
p o w in o w a ctw a sobie p rz y łą czy ć . T e d y go przyzow ią sta rsi m iasta
o n eg o i b ęd ą m ów ić z n im ; a stanąw szy, jeśli rz e c z e : nie chce
jej p o jąć — p rz y s tą p i b ra to w a jeg o do n iego p rz ed oczym a s ta r ­
szych, a zzuje trze w ik je g o z nogi jeg o i p lu nie n a tw arz jeg o
a odp o w iad ając, rzecze: ta k się stan ie m ężowi, k tó ry b y nie b u ­
6) Księgi Ruty, IV., 3 — 6, 13.
7) 5 Mojżeszowa, XXV., 5 — 6.

— 296 —
d o w ał dom u b ra ta sw eg o . I n az y w ać b ę d ą im ię je g o w Iz ra e lu :
dom w y z u te g o 8). Zw yczaj ten zw ie się c h a lic a ; je g o tłó m aczen ie
je s t jasn em , zrozum iałem ; zzucie trz e w ik a — to sy m b o l g o to w o ści
w d o w y uledz sw em u d ziew ierzow i, ja k o m ałżo n k o w i p ra w n e m u ;
p lu n ięcie w tw arz — to o zn a k a p o g a rd y i o b u rzen ia, k tó re w y ­
w o łu je w niej ten p o stęp ek . T e n o b rzęd u trz y m a ł się aż do dni
n aszy ch , lubo p raw o talm u d y czn e b a rd z o n ie p rz y c h y ln ie z a p a ­
tru je się n a le w ira t: ta k w z b ran ia g o ono w ty m w y p a d k u , g d y
d ziew ierz u ro d z ił się po śm ierci m ęża w dow y, oraz jeżeli w chw ili
zg o n u sw eg o b ra ta , je s t on już żonaty. W e d le znakom iteg-o M oj­
żesza M ajm onidesa, sław n e g o p ra w n ik a i uczonego, p ra w o o d ­
m o w y p rz y s łu g u je n ie ty lk o dziew ierzow i, ale n a w e t w dow ie 9).
N iew ątp liw ie — sto p n io w e za n ik a n ie w ielo żeń stw a w śró d H e ­
b ra jc zy k ó w zn ak o m icie sp rz y ja ło zan ik o w i le w ira tu : p ew ie n k o ­
m e n ta to r — A lm o n a — ch a ld e jsk ie g o p rz e k ła d u k się g i R u ty
w u s ta B o o za w k ła d a w yrazy n a s tę p n e : „nie m ogę ożenić się
z nią, R u tą , alb o w iem m am już je d n ą ż o n ę “. J e s t to b ard zo w ażn a
w sk azó w k a, alb o w iem dow odzi, że n a w e t przed p o w stan iem p ra w a
ta lm u d y cznego w śró d sta ro ż y tn y c h H e b rajcz y k ó w rozp o czął się
sta n o w c z y zw ro t ku m o n o g am ii ; o k oliczności ze w n ętrzn e ta k się
zło żyły, że E zd reasz i N ehem iasz z a b ro n ili m ałżeństw a z k o b ie ­
tam i obcem i, a ta k o n iecz n o ść sp rz y ja ła jed n o żeń stw u ; w ep o ce
p a n o w a n ia rz y m sk ieg o w śró d H e b ra jc z y k ó w , o sia d ły c h w E u ro p ie,
z n ik ają o s ta tn ie śla d y p o lig a m ii1").
T e n u stęp — m niem am — dość d o k ład n ie o k re śla le w irą t
oraz daje n iejak ie pojęcie o je g o p rz eo b ra żen iu i za n ik u ; je st to
je d n a z form te g o zw yczaju, sp o ty k a n e g o też u ludów ras ró żn y ch .
S p o ty k a m y g o w śró d H in d u só w -A ry ó w , ale w form ie n ieco o d ­
m iennej, n ie w ą tp liw ie starożytniejszej. R o zu m iem przez to o b o ­
w iązk o w e po ży cie m iłośne n ie ty lk o w d o w y z p o zo stały m n ajb liż­
szym k re w n y m m ężow skim , a le n a w e t k o b ie ty zam ężnej, w razie
jej b ezp ło d n o ści lu b c h o ro b y m ęża. W iad o m o dobrze, że p ra w o
d zied ziczen ia zw y k le za w ie ra najw ięcej p rz e ż y tk ó w ep o k i m in io ­
nej ; otóż w p ra w ie dziedzicznem h in d u sta ń sk ie m znajdujem y n i e ­
w ątp liw ie ś la d y n ajstaro ży tn iejszej fo rm y lew ira tu , form y, n a k a z u ­
jącej p o ży cie m iłośne żonie, n a w e t za ży c ia m ęża, z dziew ierzem ,
lu b — w b ra k u je g o — z n ajb liższy m k re w n ia k ie m m ężow skim ,
8) 5 Mojżeszowa, XXV., 7 — 10.
9) Hurwicz. Przyczynek do historyi hebrajskiego prawa rozwodowego.
1882 r. str. 3 3 —45.
10) Hurwicz, Ibidem, str. 13 i 14.

-

297 —

w sp ó łrodow cem , członkiem w sp ó ln eg o z nim rodu (gens, po sansk ry c k u g o tra). T a k ie pożycie m iłośne m a zaw sze m iejsce w ów ­
czas, jeżeli żona n ie p o w iła dziecka p łci m ęskiej P raw o d a w stw o
M an u o g ra n ic za je aż do chw ili urodzenia syna, ale jednocześnie
zaśw iad cza ta k t istn ie n ia w H in d u sta n ie lew iratu, n ieo g ra n icza ją ceg o się chw ilą p rz y b y c ia n a św ia t p ierw szeg o dzieck a płci m ę­
skiej. Sani p ra w o d aw c a nie p o d ziela ł tej opinii, alb o w iem m nie­
m ał, iż w inien on trw a ć ty lk o do o siąg n ięc ia celu, t. j. urodzenia
sy n a. C hłopiec, u rodzony z teg o zw iązku, dziedziczył n ie ty lk o po
sw oim rodzicu, ale też i po m ężu swojej m atki. Z biory p ra w h in ­
d u sk ich zaliczają do sp ad k o b iercó w sy n a dziew ierza lub n ajb liż­
szego k re w n eg o , u ro dzonego przez żonę je g o bezpotom nego b ra ta ;
ta k i s p a d k o b ie rc a nosi nazw ę k śe tra d ż a . N a jstaro ży tn iejsze zbiory
p ra w a — V a šisth a i V ishnu — dopuszczają go do dziedziczenia
za raz po w łasn y m sy n u osoby, k tó rej śm ierć o d k ry ła p o stę p o ­
w a n ie s p a d k o w e ; późniejsze n ato m iast sta ra ją się usunąć jego
p ra w a n a p lan dalszy. N a w e t do dziś d n ia do liczby s p a d k o b ie r­
ców d alszy c h zalicza się k setra d ża, stw ierd zając tem sam em istn ie ­
nie w H in d u s ta n ie staro ży tn ej form y lew iratu , ta k pokrew nej polia n d ry i b ra te rs k ie j n ).
O prócz tej fo rm y sp o ty k a m y in n ą, k tó ra n iew ą tp liw ie is tn ia ła
w ep o ce W e d . „G dzie w y jesteście w ieczorem , A szw iny, gdzie
w y jesteście rano, g dzie w y m acie nocleg, g dzie p rzeb y w aliście?
K to w as przyjm uje do sw ego m ieszkania, ja k w dow a n a sw e
ło że dziew ierza, ja k k o b ie ta m ę ż a ? “ N a zasadzie te g o u ry w k u
W e d y , p ro feso r M iller p rz e k o n a ł się, że w H in d u sta n ie istn ia ł
le w ira t w form ie opisanej. T en p o g lą d znajduje zupełne p o tw ie r­
dzenie w n a s tę p n y c h sło w ach p ra w a : „jeżeli dziew czyna stra c i
m ęża po ślubie, n iech w eźm ie ją dziew ierz, zachow ując p rz y te m
p rz e p is n a s tę p n y : u stro iw szy ją w odzież białą,, niech obcuje
z nią, n iew in n ą aż do u ro d zen ia p o to m k a p łci m ę s k ie j11).
In n a w ie lk a g a łą ź szczepu a ry jsk ieg o — H e lle n o w ie — znała
też różne fo rm y le w ira tu , ja k starożytniejsze, ta k i późniejsze.
Z Ilia d y w iem y, że H e le n a po zgonie P a ry s a p o ślu b iła je g o b ra ta
ro d z o n eg o D e jfo b o s a l ł ). T a k ie zw iązki m ałżeńskie n iew ątp liw ie
s p o ty k a ły się w S p arcie. „L ik u rg — m ówi K sen o fo n t — p ra g n ą ł,
a ż e b y m ałżeń stw a b y ły zaw ierane, o ile można, pom iędzy o so b n i­
11) Mayer, Das Indische Erbrecht, 97 .
12) Manu, Księga IX. art. 69 і 70 Prz. angielski.
13) Claudio Jannet. Les institutions sociales et les droits à Sparte.
Paris 1 8 8 5 , 101 .

— 298 —
k am i jed n e g o w ieku. W ty m w y p ad k u , jeżeli w zw iązki m ałżeń ­
sk ie w stę p o w a ł sta rz e c z narzeczoną, b a rd z o m ło d ą k o b ie tą , w olno
b y ło m ężow i sp ro w a d zić żonie m ężczyznę m łodego, o b d arzo n eg o ,
o ile m ożna, zaletam i fizycznem i i m oralnem i. O b c o w an ie mło-,
d y ch ludzi w inno b y ło d o p ro w a d zić do u ro d z en ia sy n a , k tó re g o
o g łaszan o sp a d k o b ie rc ą s ta r c a “. W p ra w d z ie K sen o fo n t nie m ówi,
czy ów k o ch an ek , d o sta rc z o n y przez m ęża, b y ł jego k re w n y m
czy nie, ale z P lu ta rc h a zn am y o p o w ia d a n ie o p ra k ty c z n e m za­
sto so w an iu te g o zw y cza ju ; zn ajd u jem y je w b io g rafii P y rru s a .
K ró l s p a rta ń s k i K le o n im w b ard zo p o d eszły m w iek u ożenił się
z p rześliczn ą C hilonis. N ie b ę d ą c zdolnym do p o ży cia m a łż e ń ­
skiego, w y sz u k a ł on sam dla sw ej żony kochanka., sw eg o w n u k a,
w aleczn eg o A k ro ta tu s a , sy n a k ró laj A re u sa . Ic h sto su n e k m iło ­
sn y n ie ty lk o b y ł zn an y o g ó ln ie, ale n a w e t ciesz y ł się uzn an iem
pow szechnem . T łu m y lu d u s p o ty k a ły k o c h a n k a tem i sło w y :
„ A k ro ta tu sie ! obcuj z p rz eślic zn ą C hilonis, a n ie c h rodzi ona
S p a rc ie w aleczn e i siln e d ziec i!“' R o zu m ie się — dzieci zro d zo n e
przez n ią b y ły u w ażane za ro d zo n e dzieci K leo n im a, k tó re po
nim m iały odzied ziczyć c a łe m ienie. T o o p o w iad a n ie P lu ta rc h a
je s t tem jeszcze ciekaw sze, że w sk azu je n a n ieo k re ślo n o ść t e r ­
m inu istn ie n ia lew iratu .
W A te n a c h sp o ty k a m y tylko p rz e ż y tk i tej in sty tu c y i. W ia ­
dom o dobrze, że prawTodaw stw o S o lo n a n ak azu je je d y n a c z c e a s p a d ­
k o b ie rc z y n i w y łączn ej zaw rzeć zw iązk i m ałże ń sk ie ty lk o z k r e ­
w n iak iem ojco w sk im — a g n a te m ; in n e g o zw iązku E p ik le ra nie
m o g ła zaw rzeć. N ie w ą tp liw ie — źródło te g o p o sta n o w ie n ia p r a ­
w n eg o k ry je się w istn ie n iu n ie g d y ś w A te n a c h lew iratu , chociaż
późniejszą p o d s ta w ą je s t chęć p ra w o d a w c y p o d trz y m a n ia n a d a ­
w niejszym poziom ie ek o n o m iczn y m s ta ry c h rodów e u p a try d ó w .
W ie m y też, że S olon pozw olił E p ik lerze, nie m ającej dzieci p łci
m ęskiej, zaw ierać m iło sn y sto su n e k z k re w n y m m ężow skim ... w e ­
dle w y b o ru w łasn e g o “ j. P lu ta rc h po d aje n am b a rd zo o ry g in a ln e
tłó m a cze n ie te g o zw yczaju. W e d le n ieg o p o b u d k ą u stan o w ien ia
b y ła ch ęć sp araliż o w an ia ła k o m stw a p ie n ię ż n e g o ty c h sta rc ó w ,
k tó rz y z te g o p o w o d u p o ślu b ia li b o g a te E p ik le ry ; w iedząc, co
ich oczekuje, b io g ra f g re c k i m niem a, że prędzej zgodzą się oni
zrzec m ałżeń stw a, niźli n a ra z ić się n a śm iech i p o g ard ę. R o zu m ie
się — to tłó m a cze n ie je s t b łęd n em . C aillem er u d o w o d n ił to d o s ta ­
tecz n ie; zestaw iając n o rm y p ra w a h e lle ń sk ie g o z h in d u sk iem ,
p rz y szed ł on do w niosku, że p ra w o d a w stw o u trzy m a ło te s ta ro ­
14) Caillemer, Le droit de succession à Athènes, pag. 47 .

— 299 —
ży tn e fo rm y m ałże ń stw a p rzew ażnie w in tere sie ro d u i k u ltu
p rzo d k ó w t. j. za p ew n ien ia im o b iat w ieczystych, s k ła d a n y c h
p rzez n aczeln ik a rodow ego.
D o tą d n ie m am y żadnych śladów istn ie n ia lew iratu w śród
ludów celty c k ic h , g e rm a ń sk ic h i słow iańskich. W e d le m nie —
m ałem je s t n a w e t p raw d o p o d o b ień stw o , b y je m ożna b y ło b y odn aleść, albow iem o u stro ju ro d zin y u C eltów b a rd zo m ało co
w iem y... z p o w o d u b ra k u źró d eł; ustroje rodzinne G erm an ó w i S ło ­
w ian są już zb a d an e, chociażby w zarysach ogólnych, zw łaszcza
u o statn ich ... N ie m ożna je d n a k tw ierdzić stanow czo i nieodw o­
łaln ie, b y le w ira t n ig d y nie b y ł zn an y ty m ludom ...
L e w ira t sp o ty k a m y też w śród ludów ra s rozm aitych. S to ­
su n k o w o d o b rze i d o k ład n ie zbadano ten zwyczaj w śród K irg i­
zów, lu d u n ależ ące g o do ra sy żółtej. O m ów ię nieco obszerniej
le w ira t k irg iz k i, albow iem istn ieje on w śród koczow ników , gdym
p o p rz e d n io o p is y w a ł go u ludów osiadłych. M ieszkając la t k ilk a
n ie z w łasn ej w oli w g łę b i A z y i środkow ej, b ad a łe m osobiście
K irg izó w , k o rz y sta ją c z n adarzającej się sposobności. P rzedew szystk iem zw ró ciły m oją u w a g ę m ajątkow e sto su n k i koczow ników ,
p o sia d a ją c e ty le p rz e ż y tk ó w p ierw otnej w spólności rodow ej i ro ­
dzinnej. P o m ijając niezm ierzone step y , stan o w iące w spólną w ła­
sność n a ro d u k irg izk ieg o , n a w e t s ta d a stan o w ią w sp ó ln ą w ła ­
sn ość całej ro d z in y lub sp ó ln o ty rodzinnej, k tó rą rządzi ty lk o jej
naczeln ik , n a k aż d y m k ro k u sp o ty k a m y liczne p rz eży tk i w sp ó l­
ności rodow ej, w yrażającej się w najro zm aitszy sp o só b np. w s p ła ­
can iu wspólnem. grzyw ien, k a ły m u 15) i t. d. D ziś K irg iz i znają
już ty lk o m ałżeń stw o przez kupno, acz o b rz ęd y w eselne i zw y ­
czaje zachow ują d o tąd dużo p rzeży tk ó w m ałżeństw a przez p o r­
w anie. W śró d n ich dozw olona je s t p o lig am ia , ale ty lk o b o g a tsi
k o rz y s ta ją z te g o p o zw o le n ia ; w ogóle w ielożeństw o chyli się do
u p a d k u . M ah o m etań stw o og ran iczy ło liczbę żon do 4, g d y d a ­
w niej m o żn a b y ło ich m ieć ilość nieograniczoną. A le te n zakaz
nie sto su je się do obow iązku dziew ierza p o ślu b ien ia w szy stk ich
żon b ra ta zm arłego. T e n obow iązek św ięty streszczają K irg iz i
w dosad n em a o b razow em p rz y sło w iu : „ a g a ulse — d źenge m u­
rías ; a t ulse — saurij m u ra s “ t. j. g d y b ra t um rze, to b ra to w a —
dziedzictw o ; g d y k o ń zdechnie, to sk ó ra — dziedzictw o. W e d le
p ra w a zw y czajo w ego K irg iz ó w , sam o sw ato w stw o u stan aw ia już
p ra w n e zobow iązanie pom iędzy dw iem a rodzinam i, zatem w razie
1S)
Kałym, to opłata, którą, składa oblubieniec
rodzicom lub krewnym oblubienicy.

wraz ze swym rodem

— 300 śm ierci o b lu b ien icy m usi ją za stą p ić sio stra lu b n ajbliższa k re w n a .
Ś m erć żony n ie w k ła d a n a m ęża a n i n ajm n iejszy ch obow iązków ,
inaczej n a to m ia st dzieje się, g d y u m rze m ąż; żony w in n e nosić
w c iąg u ro k u żałobę, oraz w z b ra n ia się im w c ią g u stu dn i w yjść
p o w tó rn ie za m ąż. Jeż eli z m a rły p o zo staw ił po so b ie b ra c i, to
n a jsta rsz y w in ien p o ślu b ić je g o w szy stk ie żony. D aw n iej w ola
k o b ie ty nic nie zn aczy ła, dziś n a w e t n a tę okoliczność zw raca się
b ard zo m ało u w a g i. N iedaw no jeszcze — w ra zie odm ow y —
p rz y w iązy w a n o w dow ę do 4 słu p ó w za rę ce i nogi, zakuw ano
w p ę ta żelazne, ćw iczono n a g o i t. d., sta ra ją c się w te n sposób
o siąg n ąć jej zgodę. D ziś już b a rd z o rz a d k o u c ie k a ją się do ś ro d ­
k ó w p o d o b n y c h ; z a stą p iły je inne, ła g o d n ie jsz e nieco n. p. s a ­
d zanie do jam y , w y k o p an ej w ziem i, zw y k le też skuteczniejsze.
Z resztą w dow a, k tó ra nie chce p o ślu b ić n a js ta rs z e g o dziew ierza,
m oże p o ślu b ić in n e g o k re w n ia k a m ężow skiego... w ed le w łasn e g o
w y b o ru , ale m usi w y k u p ić to p ra w o od n ajstarsz eg o dziew ierza.
W ty m celu s k ła d a m u o n a m ały p o d a re k , k tó ry u w ażać raczej
n ależ y za sy m bol, niż za d a r rzeczy w isty . K o b ie ta , k tó ra b y ch c ia ła
p o ślu b ić osobę p o stro n n ą, p o cz y tu je się za ro zp u stn icę, za istotę,
k to re j o b ecn o ść k a la w szy stk ich . W razie jej u cieczk i m ężczyzna,
k tó ry o d w aży ł się ją uw ieść i poślubić, p ła c i t. z. „ b a s -d ż a k sy “
t. j. 5 w ie lb łą d ó w ; g-rzywnę tę p o b ie ra ją k re w n i m ężow scy. W r a ­
zie u d an ia się w d o w y p o d op iek ę w ład z ro sy jsk ich , k tó re w ty ch
ra zac h sto su ją o g ó ln e p ra w o cyw ilne, ro d y m ężo w sk i i ojcow ski
w y rz e k a ją się jej u ro c z y śc ie ; los tak iej k o b ie ty b y w a zaw sze
o p ła k a n y ; k o ń czy o n a zw y k le n ierz ąd em i w ię z ie n ie m 16).
W a ż n ą b ard zo okolicznością w ty c h w y p a d k a c h są dzieci.
Z darza się, że w d o w a b ez d zietn a zw aln ia się od o b o w iązk u p o ­
ślu b ien ia d ziew ierza lu b je g o n ajb liższeg o k re w n ia k a ; w ów czas
m oże o n a w ró cić do sw eg o rodu. D zieje się to, ale b a rd zo rzadko.
R o zu m ie się, dzieje się n ie k ie d y , że w d o w a nie m a k o g o p o ślu ­
bić, alb o w iem n ie ty lk o b ra c ia m ężow scy, ale i b lizcy k re w n i w y­
m arli. P o n ie w aż n a d alszy c h te n o b o w iąz ek nie ro z ciąg a się,
16)
Miejscowa ustawa admiuistracyjna z r. 1869 pozostawia Kirgizom
szeroki samorząd i własne, wedle prawa zwyczajowego, sądownictwo, do k t ó ­
rego nie należą tylko sprawy o zbrodnie stanu, morderstwo i fałszowanie
monety. Sprawy pomiędzy Kirgizami a nie Kirgizami i wykroczenia, popeł­
nione przez Kirgizów w obrębie miast, wsi i stanic kozaczych, podlegają
sądom rosyjskim. Wspomniana ustawa dozwala kobietom kirgizkim w sp ra­
wach familijnych zanosić skargi do władz administracyjnych, które w tych
wypadkach stosują ogólne prawo cywilne ; cel — ochrona kobiety, ale
w praktyce nie osięga się go zupełnie.

— 301 d la te g o w ów czas w ra ca k o b ie ta do sw eg o rodu, otrzym ując '/e
część m ien ia m ężow skiego. W o statn ich czasach w ty c h w y p a d ­
k a c h zaczęto u w a ln iać n a w e t w d o w y dzietne, pozw alając im za­
b ra ć z so b ą n ajm łodsze dziecko oraz '/s część sp ad k u po m ężu ;
d ziecko to zalicza się w ów czas do rodu m atczy n eg o . T e n zw y­
czaj — to ty lk o łask a, k tó rej źródła k ry ją się w ro sy jsk o -k u ltu rn y ch w p ły w ach .
O p ró cz tej fo rm y le w ira tu istn ieje w śród K irg izó w jeszcze
in n a, o w iele staro ży tn iejsza. K irg iz b ez d zietn y n ie k ie d y w y szu ­
k u je d la swej żony k o ch a n k a, zw ykle k re w n ia k a ; dzieci, u ro ­
dzone z te g o sto su n k u m iłośnego, są u zn aw an e za praw ne. P ra w o
zw yczajow e k irg iz k ie surow o k arze cudzołóstw o ‘’J, ale w p o d o ­
b n y c h w y p a d k a c h to leru je je. W og-óle w y p a d k i p o d o b n e zdarzają
się b a rd zo rzad k o , ale istn ie ją n ie w ą tp liw ie ; dow odem m o g ą s łu ­
żyć w y ro k i „b ijó w “ ls). P rz y to c z ę jed en : K irg iz b ezd zietn y zm u­
sił sw ą żonę do zaw iązania sto su n k ó w m iłosnych z pew nym S artem , m ieszk ający m w step ie. K o b ie ta u rodziła c ó rk ę ; jej m ąż nie
c h c ia ł jej uznać za dziecko praw e, ale w yrok „bijów “ n a k a z a ł mu
to zrobić. Z resztą K irg iz m a praw o n iety lk o w ynająć sw ą żonę
k o m u innem u, ale n aw et ją sprzedać za żonę. P o d o b n e p rz y k ła d y
zd arzają się d o tąd 19).
W og'óle w śród K irg iz ó w sp o ty k am y jeszcze n a d e r liczne
p rz e ż y tk i zam ierzchłej e p o k i; do n ich n ależ y le w ira t w obu fo r­
m ach pow yżej o p isa n y c h ; do nich n ależ y p o b ra ty m stw o rodow e,
g o d ła i h a s ła ro d o w e i t. d. S p o ty k a m y też jeszcze z b y t w yraźne
ślad y szam anizm u, pom im o teg o , iż lud oñ cy aln ie w yznaje m ahom etań stw o , ale w śród k oczow ników nie m ożna sp o tk a ć ani k rz ty
fan aty zm u , n a to m ia st pan u je n ajzupełniejsza obojętność re lig ijn a.
T a ta rz y sy b ery jsc y , go rliw i M ahom etanie, tw ierdzą, że w iara w p ro ­
ro k a n ie w y w a rła n a K irg izó w najm niejszego w pływ u, i m ają
słuszność.

17)
Przedtem kobietę wraz z jej kochankiem karano śmiercią, wiesza
jąc na wielbłądzie po obu stronach.

1S)
K ir gizi, leciw i, zam ożni, uczciw i, a znający prawo z w y cz a jo w e
na zyw a ją się „ b ija m i“ ; w yrokują oni we w sze lk ich sp raw ach , ale z prawem
a p e la cyi do p ow ia tow eg o i obw odow eg o zjazdu „ b ijó w “ . W y r o k i ich są
prawom ocne.
19) „M ateryały do zbadania prawnych z w yczajów K ir g iz ó w “ . Om sk,
1 8 8 6 r. J e s t to zbiór prawa, którym m u s zą k ie ro w a ć się władze w s t o s u n ­
k a c h z K irgizam i w T urk e sta n ie , a to na m ocy r o zp o rz ą d z en ia m iejs co w e g o
g e n e ra ł-g u b er n a to r a .

— 302 IL
R ó ż n e fo rm y le w ira tu sp o ty k a m y w ro z m a ity c h z a k ą tk a c h
k u li ziem skiej ; istn ie je on u O setynów , G órali k a u k a z k ic h , w ielu
p lem io n A fry k i w schodniej, zw łaszcza u K a fró w , w P o lin e z y i
i Nowrej H o lan d y i, tudzież u w ielu plem ion A m e ry k i p ó łnocnej
i środkow ej i t. d. W o g ó le je g o szero k ie ro z p o w szech n ien ie je s t
s tw ierd z o n em d o s ta te c z n ie ; ta okoliczność k aże m n ie m a ć , iż
p rz y c z y n y p o w sta n ia , rozw oju i za n ik u tej in s ty tu c y i b y ły ogólne,
k r y ły się w w a ru n k a c h p o p rz ed za ją ceg o u stro ju sp o łeczn eg o . P o ­
wyżej stw ierd z iłe m istn ie n ie d w ó ch form le w ira tu : p ie rw sz a —
to p o ży c ie m iłosne bezdzietnej k o b ie ty za ży cia jej m ęża bądź
z d ziew ie rze m , b ąd ź z n ajbliśszym k re w n ia k ie m m ężow skim ;
d ru g a —• to o b o w iązek p o ślu b ie n ia w dow y przez b ra ta zm arłeg o
lu b je g o n ajb liższeg o k re w n e g o . N ie k ie d y s p o ty k a m y ty lk o je d n ą
z w sp o m n ian y ch form lub jej p rz eży tk i, n ie k ie d y zaś obie istn ie ją
ró w n o c ześn ie n. p. u K irg izó w . W a rto je d n a k zauw ażyć, że
form a p ierw sza sp o ty k a się w z g lę d n ie b ard zo rzad k o , n a to m ia st
d ru g a — dość często. T a okoliczność oraz p o m n ik i dziejow e i inne
p rz e ż y tk i zam ierzchłej d o b y k a ż ą stanow czo m niem ać, iż p ie rw sz a
w y p rz ed ziła w czasie d ru g ą . W k aż d y m ra zie m ożem y śm iało
tw ierd zić, ze le w ira t w sw ej form ie staro ż y tn ie jsz ej ro z w in ą ł się
d o p iero w ów czas, g d y zaczęła się w y ła n ia ć ro d z in a p a try a rc h a ln a
w raz z k u lte m p rz o d k ó w i p o c z ą tk a m i w łasn o śc i o so b iste j. R o z u ­
m ie się — b a rd z o w a żn y m cz y n n ik ie m w rozw oju tej in sty tu c y i
b y ło m ałżeń stw o p rzez p o rw an ie, a p o tem przez k u p n o , zw łaszcza
to o statn ie. W o g ó le p o w stan ie le w ira tu — m niem am — b y ło nieró w n o czesn em : sto p ień u sp o łeczn ien ia, ta k zależny od ty lu o k o li­
czności, ro z s trz y g a ł tę k w e sty ę ; sto p ie ń u sp o łecz n ien ia też p rz e ­
w ażn ie w p ły w a ł n a je g o p rz eo b ra żan ie się i sto p n io w e o g ran iczan ie.
D zieje p ra w a h e b ra js k ie g o p rz e d sta w ia ją b ard zo d o b ry p rz y ­
k ła d : w iem y, iż B ooz, b ard zo d alek i k re w n y m ęża R u ty , m usiał
p o ślu b ić je g o w d o w ę ; w II-g im w iek u p rz e d N ar. C h ry stu sa te n
o b o w iąz ek już ty lk o cięży n a n a jsta rsz y m dziew ierzu ; p ra w o talm u d y czn e n areszcie zw aln ia w dow ę od obo w iązk u p o ślu b ie n ia
dziew ierza, k tó ry u ro d z ił się po zg o n ie jej m ęża ; w reszcie M ajm o n id es m niem a, iż m a p ra w o ona w yrzec się m ałże ń stw a p rz y ­
m usow ego. P o d o b n e o g ra n ic z e n ia sto p n io w e s p o ty k a m y w śród
K irg izó w . D aw n iej k a ż d y k re w n ia k m ężow ski m usiał p o ślu b ić je g o
w dow ę, g d y n ie b y ło bliższy ch ; dziś te n o b o w iązek cięży ty lk o
n a a g n a ta c h aż do p ią te g o sto p n ia. T ak ie m je s t przynajm niej
zd an ie K irg iz ó w , o b ez n an y ch z ludow em p ra w em zw yczajow em
W id z im y też w H in d u s ta n ie sto p n io w y zan ik p ra w k ś e tra d ż y ;

-

303 -

to sam o działo sie w śró d O sety n ó w . P ro c e s w ięc za n ik a n ia lew ira tu sp ro w a d zał się do sto p n io w eg o o g ra n ic zen ia liczby osób,
z k tó ry c h jed n ą w dow a m usiała poślubić, z d rugiej zaś s tro n y —
zaczęto po w o li a sto p n io w o u zn aw ać ją za człow ieka, p o siad ają­
ceg o w łasn e sy m p a ty e i a n ty p a ty e ; jednocześnie też z zanikiem
te g o zw yczaju, o d b y w a ło się stopniow e w yzw olenie k o b ie ty z p ęt
ro d z in y p a try arch alnej.
PV k w e sty i p o w stan ia le w ira tu istn ie ją dw ie te o ry e : pierw sza
uw aża tę in sty tu c y ę za p rz e ż y te k t. z. p o lia n d ry i b ra te rsk ie j,
d ru g a zaś m niem a, iż m ałżeń stw o przez k u p n o w raz z p o w s ta ­
niem i rozw ojem ro d zin y p a try a rc h a ln e j tudzież w łasności ro d o ­
wej p o ło ży ło jej p o czątek. P ie rw o tn y b e z ła d płcio w y d ro g ą sto ­
p n io w eg o o g ra n ic zen ia pow oli doprow adził do spólności k o b iet
w w ięk szy ch zw iązkach rodow ych. G dy ro d y ro z p a d ły się n a p o ­
szczególne sp ó ln o ty rodzinne, spólność k o b iet zachow ała się w śród
n ich ; z niej po w o li ro zw in ął się lew irat, uw zg lęd n iający k u lt
p rz o d k ó w i in te re sy rozw ijającej się w łasności. T ak ie m ałżeństw a
zb io ro w e d o ty ch czas istn ie ją ; dość tu przy to czy ć sło w a pod ró żn ik a
S h o rte ’a, k tó ry o T o d asa ch ta k m ów i : „jeżeli istnieje 4 lub 5
b ra ci, z k tó ry c h sta rsz y , doszedłszy do w ieku odpow iedniego,
zaw rze zw iązki m ałżeńskie, to je g o żona rości p raw o do w szy st­
k ich je g o p o zo stały c h b raci, ja k do sw ych m ężów , ci zaś, p o d ­
ró słszy i doczekaw szy się dojrzałości płciow ej, stają się stopniow o
jej m ężam i. W sz a k ż e jeżeli żo n a p o siad a sio strę lub sio stry , to
one, o siąg n ąw szy dojrzałość p łciow ą, stają się po kolei żonam i
m ęża swej sio stry lu b m ężów swej siostry. W te n sposób ro ­
d zina, sk ła d a ją c a się z k ilk u b ra c i, m oże stosow nie do okoli­
czności p o siad ać albo je d n ą żonę dla w szy stk ich , albo kilka.
W k ażd y m razie je d n a k , czy żona będzie je d n a , czy też k ilk a,
ro d z in a m ieszk a p o d jed n y m dachem i w szyscy jej członkow ie
po zo stają z so b ą w b ez ła d n y ch sto su n k ach m iło sn y c h “. J e s t to
cz y sta fo rm a p o lia n d ry i b ra te rsk ie j, nie obcej i S łow ianom , gd y ż
u s ta w a k o ścieln a J a ro sła w a z w. X I. zaw iera ta k ie p o stan o w ien ie :
„oże dw a b ra ta b u d u t s jedinoju żenoju, ep isk o p u i o o g ry w ie n ,
a żon k a w dom c e rk o w n y j“. Istn ie n ie tej form y p o lia n d ry i nie
d a się zaprzeczyć w H in d u sta n ie i H e lla d z ie staro ży tn ej. N ie ­
w ątp liw ie z niej p o w sta ł le w ira t, ja k o jej pozostałość, przeżytek.
W e d le tej te o ry i jest w ięc le w ira t przeży tk iem d aw no zam ierz­
chłej p rzeszłości, n a k tó re g o u trzy m a n ie w p ły n ą ł d o d atn io k u lt
p rzo d k ó w i p o w sta ją c a w łasn o ść rodow a. W ie m y dobrze, czem
dla te g o k u ltu je s t sta rsz y sy n zm arłego, k tó ry ty lk o jed y n ie
m oże sk ła d a ć o b iaty duchom p rz o d k ó w ; dzieje i różne pom niki

— 304 przeszło ści b a rd z o d o k ła d n ie a jasn o o k re śla ją to. Jeż eli w ięc
zm arł b r a t starszy , nie p o zo staw ia jąc syna, to d ro g ą n a tu ra ln ą
ro z w in ęła się m yśl, b y m ło d szy p o ją ł w dow ę, a b y „w zbudzić im ię
zm arłeg o w Iz ra e lu “, ja k się w y ra ż a ją p o m n ik i lite ra tu ry h e b r a j­
skiej. K o b ie ta b y ła n ie w o ln ic ą k u p io n ą czy b ra n k ą p o jm an ą, za­
tem rzeczą, sta n o w ią c ą o b jek t w łasności... T a k ą je st w z a ry sa c h
o g ó ln y ch te o ry a p ierw sza.
D ru g a m n iem a, że ź ró d ła le w ira tu k ry ją się w p ra w ie w ła ­
sn o ści ro d u do k o b ie ty n ab y tej, czy zdobytej. M ożna m niem ać, że
B ooz m a p ra w o p o ślu b ić R u tę n a tej sam ej zasadzie, n a jak iej
m a p ra w o p ierw szeń stw a do p o k u p u i w y k u p u k a w a łk a ziem i,
n ależ ące j n ie g d y ś do je g o w sp ó łro d o w có w . P o zo staje w ięc m n ie ­
m ać, iź źró d łem tej in s ty tu c y i je s t p ra w o w łasn o ści n a w dow ę
zm arłeg o . T en p o g lą d podziela S p en ce r. Zdaje m i się je d n a k ,
iż w o b y cz ajach lu dów p ie rw o tn y c h m ożna z ła tw o ś c ią znaleść
in n e, o w iele b ard ziej n a tu ra ln e ob jaśn ien ie tej sp ra w y . P o n ie ­
w aż w e w c zesn y ch u stro jach sp o łe c z n y c h żony uw ażan em i b y ły
jak o w łasn o ść, p rz eto dziedziczono je w ta k i sam sposób, ja k
i in n e ro d zaje w łasności. K ie d y czy tam y , że w śród „B ellab o llah ó w żona zm arłeg o p rz e n ie sio n ą zostaje do h a re m u je g o b r a ta “,
że p o śró d Julów „w dow a p rz e n ie sio n ą z o staje do b r a ta zm arłeg o
jej m ę ż a “ i t. d... w ów czas ro d zi się u n a s p o d ejrzen ie, że w zięcie
n a w łasn o ść żo n y b ra ta , nie m a nic w sp ó ln e g o z p o lia n d ry ą .
P o g lą d te n b y łb y zu p e łn ie słuszny, g d y b y g o m o żn a b y ło p o g o ­
dzić z fa k te m istn ie n ia n ajstaro ży tn iejszej fo rm y le w ira tu , p o ch o ­
dzącej n iew ą tp liw ie od p o lia n d ry i. F a k ty w sp ó łcz esn e p o tw ie r­
d zają to. D zisiejszy le w ira t w śród K irg iz ó w n ie w ą tp liw ie u trz y ­
m uje się ty lk o dzięki m ałże ń stw u p rzez k u p n o ; p ła c ą c k a ły m , n a
k tó ry sk ła d a ją się pró cz o b lu b ie ń c a je g o w sp ó łro d o w c y , ró d n a ­
b y w a n iezap rzeczo n e p ra w o w łasn o śc i do k o b ie ty kupionej. W ten
sp o só b sam i K irg iz i tłó m a c z ą istn ie n ie te g o zw yczaju. W a rto
w szak że zan o to w ać, że w edle pojęć lu d u rzecz k u p io n a m oże b y ć
w y k u p io n ą ; n ig d y je d n a k nie zd a rza ło się, b y zw ro t k ały m u
zw aln iał w d o w ę od jej obo w iązk u . P rz e c z y też te m u tłó m aczen iu
fa k t istn ie n ia staro ży tn iejszej fo rm y lew ira tu . M niem am — źró­
d łe m le w ira tu K irg iz ó w je s t n ie g d y ś is tn ie ją c a w śró d nich polia n d ry a . P o d trz y m u je gO i za p ew n ia m u w z g lę d n ą trw a ło ść m a ł­
żeństw o p rzez k u p n o , o p a rte na p ra w ie w łasności rodu do k o ­
b ie t n a b y ty c h . Z d aniem m ojem , to tłó m a cze n ie d a się zasto so w ać
do w sz y stk ic h lu dów , k tó re z n a ły lu b zn a ją tę in sty tu c y ę, jeśli
u w z g lę d n im y w w y p a d k a c h p o szc zeg ó ln y ch w y m a g a n ia k u ltu
p rz o d k ó w .
.
Jan Witort.

— 305 -

Kilka słów o świekrostwie
(z pow odu

arty k u łu

p. D ra

F ra n k i : „Ślidy
h o rach “).

snochactw a

w naszych

Z n an y p ra c o w n ik n a u k o w y D r. Iw an F ra n k o um ieścił w p i­
śm ie „Ż ytie i sło w o “ n a r. 1895 a rty k u ł p. t. „Ś lid y snochactw a
w naszy ch h o ra c h “ ; p ra c y tej nie czytałem , bo pism o to nie d o ­
chodzi do rą k m oich, ale k o rzy stam z o b szern eg o stresz cze n ia p.
A d o lfa S trzele ck ieg o , um ieszczonego w 6 i 7 zeszytach „L udu"
z r. 1895 p. t. „ F ra g m e n t z dziejów ro d z in y “, by dodać w iązankę
fa k tó w i n ieco w yjaśnień. T o zastrzeżenie je st koniecznem , b y
u su n ąć n iep o ro z u m ie n ia m ożliw e. N ie p ra g n ę też po lem ik i z p.
F ra n k ą , acz n a jeg o p o g ląd y n iezu p ełn ie się zgadzam . P rz e d e w szy stk iem trze b a om ów ić k w e sty ę term in u : n a oznaczenie p o ­
ży cia m iłosnego św ie k ra z sy n o w ą użyto w naszym języ k u dw óch
w y ra zó w : św iek ro stw o i snochactw o. P ie rw sz y w yraz jest czysto
po lsk im , d ru g i zaś nosi- w yraźne ślad y ru sk ie lub n aw et ro s y j­
skie, alb o w iem sy n o w a po ro sy jsk u „sn o c h a“, św iekier, p o z o sta ­
ją c y z n ią w sto su n k ach m iło sn y ch — „sn o c h acz“. Zdaje m i się,
że w y p a d a u n ik ać o b cy ch n aleciało ści, stw arzając now e w y ra zy
tudzież n o w ą term in o lo g ię, k tó ra w in n a b y ć czysto sw ojska.
W sz a k ż e ta k w e sty a je s t dość podrzędną, jej ro zstrzygnięcie p o ­
zo staw iam znaw com naszej .. owy, sam zaś w ra cam do rzeczy.
O tóż św iek ro stw o je s t b a rd zo ro zp o w szech n io n em w W ielk o ro sy i
i n a S y b e ry i w śród R o s y a n ; jeg o ślad y w y ra źn e sp o ty k am y w śród
R u sin ó w , ale n a to m ia st niczego p o d o b n eg o nie sp o tk an o w śród
B iało ru sin ó w . N ie b ę d ę b a d a ł ani przy czy n p o w sta n ia te g o zjaw i­
sk a, an i je g o rozw oju i zan ik u sto p n io w eg o , ale ty lk o p rzytoczę
w ią z a n k ę dan y ch , św iadczących o jego rozpow szechnieniu w śró d
S ło w ia n w schodnich, niem al w y łączn ie R o sy an .
S ta ro ż y tn e p o m n ik i p ra w n e n iew ątp liw ie stw ierd z ają s ta ro ­
ży tn o ść i ro zp o w szech n ien ie się szero k ie św iek ro stw a. U sta w a
k o ścieln a Ja ro sła w a I. g ło si w yraźnie : „aże sw iek o r so snochoju
bu d iet, to ep isk o p u 100 g ry w ie n i ep itim ia po z a k o n u “ ; ten
p rz e p is zaw iera się w 17 a rty k u le u staw y . J e g o sta ro ż y tn o ść p o ­
tw ierd z ają też śro d ki, do k tó ry c h u c ie k a ł się ko śció ł i rz ą d od
b a rd z o daw n a, bo aż od X I. w. P o tw ie rd z a ją te n p o g lą d też
o b rz ęd y w eselne, k tó re za ch o w a ły się d o tąd w n ie k tó ry c h o d le ­
g ły c h okolicach. W pow iecie M ezeńskim , gub. A rc h an g ielsk iej,
istn ieje o b rzęd n a s tę p n y : g d y po ślubie p ań stw o m łodzi zjaw iają
się w ch acie ojco w skiej, w ów czas o b lu b ien ica za k ry w a tw arz chu.

20

— 306 —
s tk ą ; sw ie k ie r ch ce p o d n ieść zasłonę, ona nie p o zw ala ; p ro p o n u je
jej p ien iąd z e i stro je, d o ty k a ją c b o chnem c h le b a do czoła... P a n n a
m ło d a n ie zg a d za się ; „no. n areszc ie — m ów i św ie k ie r — daję
ci sy n a s w e g o “ ! W ó w cza s o b lu b ien ica p o d n o si zasłonę. P o ­
d o b n y o b rzęd is tn ie je w pow . P sk o w sk im . P o ślubie, w dom u
rodziców p. m ło d eg o d ru żb a ich p y ta : „O jcze i m ateczko, czy
w am p o d o b a się, com p rz y p ro w a d z ił“ ? O jciec o d p o w ia d a : „ p o ­
d o b a się, ale trz e b a z o b a c z y ć !“ B ie rz e bicz, p o d n o si b iczy sk iem
zasło n ę, z a k re ś la niem ko ło ok o ło g łó w n o w o p o ślu b io n y ch i w raz
z z a sło n ą u c ie k a z iz b y ; goście, s ta ra ją się o d e b ra ć j ą ; jeżeli to
im się u da, w ów czas g'ospodarz m usi ich u g o ścić w ó d k ą. S ądzę,
źe łatw o zrozum ieć tre ś ć te g o o b rzęd u sym boliczneg-o : z a sło n a
n a tw a rz y p. m łodej m a oznaczać, że od tej chw ili w in n a n ależ eć
ona ty lk o w y łąc zn ie do m ęża ; w a lk a o zasłonę w skazuje, że n a
n ią ro ści też p ra w a ojciec m ęża, św iek ier. P o d k re śla m też, że
b icz u R o s y a n , a p a łk a u R u sin ó w , to sy m b o l w ładzy, k tó rą
dzierży p a n dom u, g o sp o d arz.
W in n y c h o k o licac h już nie s p o ty k a m y żad n y ch śladów
te g o ob rzęd u . N iem niej ja s k ra w e św iad e ctw o n a k w e sty ę ro zp o ­
w szech n ien ia św iek ro stw a rz u cają d o k u m e n ty arch iw ó w , zw łaszcza
s y b e ry js k ic h ; n. p. w r. 1749 p ew ien w ło ścian in z okolic Jen isiejsk a z a n ió sł s k a rg ę do b is k u p a m iejscow eg'o, p ro sz ą c o ro z w ó d .
W s k a rd z e p is a ł on, iż ojciec ożen ił go, g d y m iał la t 7 z 40-letn ią d ziew czy n ą, k tó ra m a już la t 60 i żoną m u b y ć nie m oże ;
je s t to m o ty w p o d an ia. R zec zy w iście zd arzało się b ard zo często,
że ojcow ie żenili sw y ch sy n ó w n ieletn ich , b y k o rz y sta ć z ich żon.
Zw yczaj ten w y w o ła ł b ard zo o s trą k ry ty k ę Ł om onosow a, k tó ry
tłó m a c z y ł g o św iek ro stw e m . P o m im o zakazów p ra w n y c h i k o ­
ścieln y c h nie zn ik ł on jeszcze doszczętnie, b o często d u ch o w n i za
k ilk a ru b li d ają ślu b y m łodzieńcom , k tó rz y nie u k o ń czy li 18 lat.
W o g ó le św iek ro stw o sp o ty k a się w całej p ra w ie R o s y i, a z w ła ­
szcza p ó łn o cn ej. W g u b . A rc h a n g ie lsk ie j w śród t. z. W a g a n ó w 1)
je s t ono n ie m a l pow szechnem . B y p rz e k o n a ć m ię o tem , d u c h o ­
w n y p ra w o s ła w y o p o w ied ział fa k t n a stę p n y . O koło ro k u i860
w pew nej w si n a d W a g ą w c ią g a n o n a dzw onnicę no w y dzw on,
ale ro b o ta szła o p orem . O b e cn y d y a k ce rk iew n y , p rz y p isu jąc tę
okolicznożć w ielkiej ilości grzeszn ik ó w , w śró d p ra cu jący c h , rz e k ł
g ło ś n o : „kto sn o chacz, to t o to jd i“ ! I p ra w ie p o ło w a w ło ścian
o d eszła p recz. N ie m niej ro zp o w szech n io n em je s t św iek ro stw o n a
') Tę nazwę noszą, mieszkańcy pobrzeża rzeki Wagi, dopływu Dzwiny
północnej.

— 307 S y b e ry i, zw łaszcza w dzikich u stro n iach A łtaju , gdzie d o tąd je ­
szcze istn ieją o g ro m n e spólnoty rodzinne. D aw niej b y ło ono b a r ­
dzo ro zp o w szech n io n em w śród k o zak ó w sy b e ry jsk ic h , ale su ro w e
śro d k i p rzed sięw zięte przez w ładzę w ojskow ą, oraz zm iana okoli­
czności o sła b iły je w znacznym stopniu. M imo to je d n a k sąd kozaczy o sad y U lb in k a około U s ť k a m ie n o g o rs k a latem 1885 r. ro z­
trz ą sa ł sp ra w ę p o dobną. S p ra w y o św iek ro stw o sp o ty k a ją się
dość często w t. z. sąd a ch w ło ściań sk ich ; w y ro k i są w ogóle b a r ­
dzo łag o d n e... M ożna z nich, w yw nioskow ać, że lud niem al u toż­
sam ia je z ro zp u stą, oraz uw aża je za grzech. D o d am tu i to, że
t. zw. S ta ro w iercy , zw łaszcza nie u znający h ie ra rc h ii kościelnej,
a n ie n a le ż ą c y do se k t ra cy o n alisty czn y c h , dotąd jeszcze św ie­
k ro stw o rzad k o u znają za g rzech, przynajm niej w Ziem i W o jsk a
D o ń sk ieg o , ja k tw ierd z i p. N ikulin. P rzy sło w ia rosyjskie, d o ty ­
czące św iek ro stw a, są liczne i obrazow e: „snoszka u św ie k ra
g o sp o ż e ń k a “, „sm ałczyw aj n iew iestk a — sarafan k u p lu “, „ p rig o łu b '
sn o szeń k a — gospożoj b u d ie sz “ i t. d. W sz y scy b ad a cze i e tn o ­
g rafo w ie, oraz zb io ry p ra w a zw yczajow ego i w ogóle ludoznaw cze
zg o d n ie stw ierd z ają szero k ie rozpow szechnienie św iek ro stw a, ale
też stw ierd z ają jed n o g ło śn ie, iż istn ieją one ty lk o w t. z. rodzi­
n a c h w ielkich (bolszaja s :em ja) czyli spólnotach rodzinnych. J e s t
to o koliczność bardzo ja s n a a zrozum iała, ale z te g o nie w y n ik a,
b y zaw sze i w szędzie istn ie n ie sp ó ln o ty rodzinnej b y ło nieodłączn em od św iek ro stw a ; fa k ty p o tw ierd z ają to zdanie. S p ó ln o ty
ro d zin n e d o tąd istn ie ją jeszcze w śród ludu lite w sk ieg o (W isła
1895 r. I. zesz.), ale n a w e t najm niejszych śladów św iek ro stw a nie
u d ało mi się odszukać, pom im o s ta ra n n y c h poszukiw ań. N ik t d o ­
tą d a n i razu, o ile wiem , nie stw ierd ził istn ie n ia tego zw yczaju
w śró d B iało ru sin ó w , k tó rz y — dzięki okolicznościom n ie p rz y ja ­
zn y m i w aru n k o m m iejscow ym — zachow ali ty le p rz eży tk ó w z a ­
m ierzch łej p rzeszłości. Zdaje się, że św iek ro stw o n ig d y nie istn iało
w śró d lu d u p o lsk ieg o , acz istn ie n ie sp ó ln o t ro d z in n y c h nie p o ­
d le g a zap rzeczen iu. N ie istn ieje ono rów nież u S ło w ia n p o łu d n io ­
w ych, chociaż w śró d n ic h form a p o ży cia w zad ru d ze jest szeroko
ro zp o w szech n io n a. N iem a też śladów św ie k ro stw a u T a ta ró w k a ­
zań sk ich i sy b ery jsk ich , acz żyją oni w ro d z in a ch w ielkich. N ie
m ają też te g o zw yczaju K irg izi, liczni k oczow nicy A z y i śro d k o ­
w ej; zw y k le u n ich ta k b y w a, że n a w e t po w ielu la ta c h p o ży c ia
w jed n y m au le św ie k ie r nie zn a sw ojej synow ej. O dnośne o b y ­
czaje są p rz e strz e g a n e b a rd zo surow o ; raz ty lk o je d e n w życiu
św ie k ie r m oże w idzieć sw oją synow ę, a m ianow icie w ów czas,
g d y o n a p rz y b y w a do aułu m ężow skiego. Zwyczaj każe, b y
*

— BOB —
w ju rc ie (n am io cie) jej m ęża b y ł św ie k ie r w raz z licznym i gośćm i ;
p rz y w ejściu je d e n ze śp iew a k ó w n a chw ilę ty lk o podejm uje p a ­
łe c z k ą zasło n ę z tw arzy ... S y n o w a otrzy m u je osobny p o d a re k „kuriu m d y k “ ; c a ły ten ob rzęd zw ie się „ k ie ły n -k u riiu n d y k “. Z w yczaje
k irg iz k ie stan o w czo w z b ra n ia ją w szelkich stosunków to w a rz y sk ic h
p o m ięd zy św ie k re m a sy n o w ą ; nie w olno też zięciow i przynajm niej
w c iąg u з la t w idzieć swojej teściow ej. W ty c h w a ru n k a c h św iek ro stw o je s t u K irg iz ó w zu p e łn ie n iezn an em , lubo s p ó ln o ty r o ­
dzinne, ja k o s k u te k ro z p a d a n ia się o jco w sk ieg o u stro ju ro d o w e g o ,
s p o ty k a ją się b ard zo często ; w ła d z a ich n a c z e ln ik a je s t niem al
n ie o g ra n ic z o n ą ; w o b ec n ieg o członkow ie n ie p o sia d a ją ża d n y ch
p ra w , a le ty lk o obow iązki.
Jeszcze tu d o d am słów parę. L udzie w ia ro g o d n i a um y sło w o
w y k s z ta łc e n i za p ew n iali mię, że w śród O sty ak ó w i S am ojedów
m ożna s p o ty k a ć sp ó ln o ty rodzinne, p o zo stało ści za n ik a jące g o rodu
o jc o w sk ie g o ; m im o to je d n a k lu d y te n ie znają św iek ro stw a , ja k
za p ew n iają m ieszk a ń cy m iejscow i oraz b ad a cze , k tó rz y ze tk n ę li
się z nim i. N a tu ra ln ie — m o żn ab y b y ło p rz y to c z y ć z lite ra tu ry
etn o g raficzn ej ca ły sz e re g fak tó w , p o p ie ra ją c y c h zdanie, że św iek ro stw o nie zaw sze idzie w p arze, p rz y n ajm n ie j w o k re sa c h p ó ­
źniejszy ch , z istn ie n ie m sp ó ln o t ro d zin n y ch , p a try a rc h a ln y c h .
M n iem am p rz eto , że u o g ó ln ien ie p. F ra n k i je s t z b y t h y p o te ty cznem , z b y t śm iałem ... N a zak o ń czen ie jeszcze ra z p o w tó rz ę : p o ­
lem izow ać w tej k w e sty i i nie życzę so b ie i nie m am m ożności,
p ra g n ę ty lk o rz u c ić .p a rę p ro m y czk ó w św ia tła n a nią.
Jan Witort.

Li é e nazuj miejscowe w powiecie firzeslim w Galicji
nap isał Dr. Karol Mátyás.
(Ciąg d a lszy ).

VI.

Gmina

Borowa.

A. W ieś Borowa.

„ B o r o w a po tem sie n az y w á, ze n a tem m iejscu b y ły
duze lasy , zw an e b o r a m i , a w ty c h la sa c h ro sło ty z duzo b o ­
r o w e k “.
В. P rzysiółki i osady.

i.

B u d z y ń , n a jsta rsz a o s a d a , k tó ra d a ła p o c z ą te k gm inie,
s k ła d a się z k ilk u za g ró d . P ie rw s i o sad n icy , k tó rz y la sy za-

— 309 —

2.

3.

częli k o rczo w ać i u p ra w ia ć n a rolę, staw iali sobie zrazu b u d y
n a m ieszk an ie ; od ty c h b u d pochodzi nazw a tej pierw otnej
o sad y B u d z y ń i g ru n tó w w tej m iejscow ości B u d z i s k a .
In n i w y w o d zą nazw ę B u d z y ń od ch ło p a В u d z у n i a, k tó ry
tu m ieszk a ł n ie g d y ś i g ru n t posiadał.
N a r o l i , ró w n ież s ta ra osada. B y ła to je d n a rola, n a ktorej
sied zia ł n ieg d y ś jed en zam ożny g o sp o d a rz ; dziś n a tem m iej­
scu je s t sześciu g o sp o d arzó w , „ale ich w c a ły w si ludzie n a ­
zyw ają, z e s ą n a r o l i . “
N o w a w i e ś , „potem sie nazyw a, ze p o w sta ła p rz e d n ied áw nem i easy. P irw y sta ły tu k rzak i, ludzie je w y k o p ali, p o ­
b u d o w ali sie n a tem m iejscu i w y ro b ili ziem ie n a orne p o le “.
C.

1.
2.
3.
4.

Zagrody.

R a k ó w k a , bo n ależała pierw ej do g o sp o d arza nazw isk iem
Rak.
M y s z k ó w k a , od w łaściciela ch ło p a n azw isk iem M yszka.
R a r o l ó w k a od w łaśc ic iela chłopa, k tó re m u b y ło n a im ię
Karol.
W i 1 c z u s z ó w к a, z a g ro d a b lisk o lasu. N a po lach , n a le ż ą ­
cy ch do tej zag-rody, (zw anych tak że W ilczuszów ką), m iały
się k ied y ś d aw no schodzić g ro m ad a m i w ilki, a ludzie w y k o ­
p y w ali w ielkie jam y, do k tó ry c h w ilki w p a d a ły i tam g in ę ły
z głodu, albo je ludzie zabijali.
D.

O g r o d y .

O. p o d P o t o c k i e m

„bo tam m iéskâ ch ło p P o t o c e k .
E.

Б 0 1 e.

a) Pola.
1.
2.

3.
4.
5.
6.
7.

C h a u p n i s k o , „bo tam dáw no stała c h a u p a “.
G l i n i k i p r z y K l o c k u , „nazyw a sie po tem , ze m á g le b e
g lin ia stą , i od ch ło p a, zw anego K l o c k i e m , k tó ry nie żyje.
S teg o p o la bierze się gdine n a różną p o trz e b “.
G ó r k a , „bo lezy n a g ó rc e
N a B a r a ń s k i e m , „bo tam dáw ni paśli b a r a n y “.
N a b u d z i s k u , „bo tam dáw no s ta ły b u d y (p. w. B. Ip. 1).
N a c h a u p n i s k a ch, „bo tam dáw no stały c h a u p y “.
N a d c h a u p ą , „bo go ( s c i l . pole) m á g o sp o d arz n ad
c h a u p ą “.

8.
9.
10.
11.
12.
13.
14.
15.
16.
17.
18.
19.
20.
21.
22.
23.
24.
25.
26.
27.

28.
29
30.
31.
32.
33.
34.
35.
36.
37.
38.
39.

310 -

N a d c h a u p ą w g ó r z e , „bo lezy w g ó rz e n a d c h a u p ą “.
N a d d ę b i n ą p a ń s k ą , „bo lezy n a d polem dw orakiem , n a
k tó re m ro s ła dáw ni d ę b in a “.
N a d g r o b l ą , „bo jes w tem m iejscu ja k o b y o b w a ło w an e,
g d zie m ia ł b y ć dáw ni stáw do m łu jn a (m ły n a)“.
N a d g r u s k ą , „bo jes n a d duzą g ru sk ą , co ro śn ie sam á
w p o lu “.
N a d k r z a k a m i , „bo się c iąg n ie p o n ad k rz a k a m i“.
N ad l a s e m , bo jes n a d la se m “.
N a d M a j c h r z y k i e m, „bo tam m iésk á chłop M a jc h rz y k “.
N a d r ó w i e n k ą , „bo lezy n a d polem rów nem , zw anem n a
ró w ie n c e “.
N a d s t a w k i e m , „bo lezy n a d s ta w k ie m “.
N a d s t u d n i ą , „bo lezy n a d s tu d n ią “.
N a g ó r c e , „bo lezy n a g ó r c e “.
N a l e m i ó r z u , „bo d áw n i n a tem m iejscu p álili w ę g le “.
N a ł a z i e , „bo ta m d áw n i b y ły ła z y (ścieżki)“.
N a ł ą c e , bo jes z łą k i w y ro b io n e “.
N a p a g ó r k u , „bo lezy n a p a g ó r k u “.
N a p r z e c i w s k a ł y , „bo lezy n ap rzec iw s k a ł y “.
N a p r z y g ó r z u , „bo jes n a p rz y d o lin ie “.
N a r ó w i e n c e , j. w. D. Ip. 15.
N a w i e r z c h o w i n i e , „bo w iórzchem , g ó rą sie c ią g n ie “.
O d g r a n i c y H r a b i e g o , „bo lezy p rz y g ro n ta c h jed n eg o
ch ło p a, co g o n az y w ają H r a b i ą , a n azy w ają g o po tem
H ra b ią , bo m á w ielg ie w o le “.
P o d c h a u p ą , „bo lezy p o d c h a u p ą “.
P o d e d r o g ą , „bo ta k je s “.
P o d g o ś c i e ń c e m , j. w. E. Ip. 29. '
P o d g r a n i c ą „bo je s t p o d g ra n ic ą w si“.
P o d g r a n i c ą w d o ł k a c h , „bo lezy p rz y g ra n ic y w si i tam
b a rd zo d o ln o “.
P o d I s k r ą , „bo ta m po d le (obok, w sąsiedztw ie) sied ział
chłop, n a z y w a ł sie I s k r a “.
P o d J a n k o s i e m , „bo tam m iésk á ch ło p J a n k o ś “.
P o d l a s e m , „bo lezy p o d lasem ".
P o d m i e d z ą , „bo lezy p rz y m iedzy n iz y “.
P o d ś l i w i n ą , „bo tam sto ją ś liw y “.
P o d w y g o n e m , „bo tam je s w y g o n , k tó re m b y d ło pędzą
n a p a s w is k o “.
P o l e d ł u g i e z a g ó r ą , „bo sie c ią g n ie dłu g o za g ó r ą “.

40.
41.
42.
43.
44.
45.
46.

47.
48.
49.
50.
51.
52.
53.
54.
55.
56.
57.
58.
59.
60.
61.

311 —

P o l e w i e l g i e n a d B o r z y k o s k i e m , „bo je s duze i g r a ­
n icy z g ro n te m ch ło p a B o rzy k o sk ieg o , k tó ry ży je“.
P r z e d c h a u p ą , „bo ta k le z y “.
P r z e d ś l i w i n ą , яЬо ta k le z y “.
P r z e d s t u d n i ą n a ł a z a c h , „bo tam b y ły łazy i je s
stu d n ia".
P r z y g ó r c e , „bo lezy p rz y niew ielgi g ó rc e".
P r z у g ó r z e , j. w. E. Ip. 24.
P r z y g ó r z e p o d Ż e l a z n e m , „bo jes w tak iem p o ło ż e ­
niu, a g ra n ic y od chłopa, k tó re g o od w ielgi sk ąp o ści Z e 1 a• z n e m n a z y w a ją “.
P r z у K I о с k u , j. w. E. Ip. 2.
R ó w i e n k a o d p a ń s k i e g o , „bo g ra n ic y s p ań sk iem g ro n ­
te m “.
R ó w n i a , „bo jes ró w n á ja k s tó ł“.
W d ę b i n i e n a p a g ó r k u , „bo tam s ta ły daw ni d ęb y i jes
p rz y p a g ó r k u “.
W d o ł k a c h , „bo tam jes dolina, a d aw n i b y ły doły pow yra b ia n e od w o d y “.
W g ó r c e p o d g r a n i c ą księżą, „bo jes g ra n ic a od g ro n tów p le b a ń s k ic h “.
W m ł u ń c y s k a c h , „bo w tem m iejscu m iał b y ć m łujn, ale
te g o n ik t n ie p a m ię ta “.
W p a g ó r k u , „bo jes n a g ó rz e “.
W p a r y j i , „bo je st w p a r y ji“.
Z a c h a u p ą , „bo ta k le z y “.
Z a d r o g ą , ta k sam o.
Z a g ó r ą , ta k sam o.
Z a g ó r ą w l e s i e, „bo lezy za g ó rą p o śró d la s u “.
Z ak rętek , bo jes n a zak ręcie d ro g i“.
Za s t o d o ł ą , „bo ta k sie c ią g n ie “,
b) Stajonka. -

62.
63.
64.
65.
66.
67.
68.

K ą c i n a , „bo jes w k ą c ie “ .
S t a j o n k o od C iérniákow ego, „bo lezy p rz y g ro n c ie chłopa,
co się n áz y w a C iérniák, juz te n chłop nie ż y je “.
K r z e m i e n i c e u liski, „bo má g ro n t k rz em ien n y i ta m
obok stoją k rz á k i lis c y n y “.
N a d s t u d n i ą, j. w. E. Ip. 17.
P o d g r a n i c ą k s i ę ż ą , „bo tam g ra n ic ą g ro n ta p le b a ń s k ie “
P o d s t u d n i ą , „bo ta k je s “.
P o d s t o d o ł ą , ta k sam o.

— 312 —
69.
70.
71.
72.
73.

P r z e d s t u d n i ą , t. s.
P r z y ł a z k u , „bo ta m b y ł z k rz ak ó w w y ro b io n y ła z e k “.
W g r a n i c a c h , „bo je s od g ra n ic y g m in y D z ie rż a n in “.
Z a p a r y j ą , „bo lezy za p a r y ją “.
Z a s t o d o ł ą , ta k sam o.
F.

1.
2.
3.
4.
5.

Ł ą k i .

D o l i n a o d B u d k o w e g o , „bo lezy p rz y po lu g o sp o d a rz a ,
co sie n az y w a „ D u d e k “.
Ł ą k a g n i a d á , „bo ta k á n a ni trá w a ro śn ie, co w y g lą d a
g n ia d o “.
Ł ą k a o d J a d á m o w e g o , „b o g ra n ic y s p olem ch ło p a, co
m u n a jim ie J a d a m — w ołają n a n ieg o p o jim ie n iu “.
Ł ą k a n a b a g n i e , „bo je s b a g n o “.
Ł ą k a n a b u d z i s к u, „ba ta m d aw n o s ta ła b u d a (por. E.

1P- 5)Ł ą k a n a d K l i m k i e m , „bo lezy n a d osiedlem (zag ro d ą)
ch ło p a K lim k a “.
7. Ł ą k a n a M a r t y k ó w c e , „bo b y ła w łasnosnością chłopa
M a rty k i, te rá s jes w in n y c h rękach*'.
8. Ł ą k a n a r ó w n i , „bo je s ró w ie n k a “.
9. Ł ą k a o d G ą s k i , „bo tam siedzi ch ło p G ą s k a “.
10. Ł ą k a p o d g r a n i c ą , „bo ta k le z y “.
11. Ł ą k a p o d k r z a k a m i , ta k sam o.
12. Ł ą k a w d o l i n i e , „bo jes d o lin a “.
13. Ł a k a w d o ł k a c h , j. w. E. Ip. 51.
14. Ł ą k a w p a r y j i , j. w. E. Ip. 55.

6.

G. Pastw iska.

1.
2.
3.
4.

N a d K 1 i m k i e m, j . w. F. Ip. 6.
P a s w i s k o n a d r z e k ą , „bo lezy n a d r z e k ą “.
P a s w i s k o n a t a m t y s t r o n i e , „bo g o n iejak o oddziela
rz é k a i je s za n ią “.
P a s w i s k o p o d g r a n i c ą k s i ę ż ą , „bo tam g ra n ic ą g ro n ta
p le b a ń sk ie (por. E. Ip. 66).
H.

1.
2.
3.

K r z a k i .

K . n a d b u d z i s k i e m , „bo tam nizy m iała sta ć bu d a,
k tó ry n ik t nie p a m ię ta “.
K . n a d K l i m k i e m , (por. F . Ip. 6 i G. Ip. 1).
K . n a d p a ń s k ą d ę b i n ą (por. E. Ip. 9).

— 313 —
45.
6.
7.
8.
9.

К . n a ł a z i e, „bo tam dáw ni b y ły ła z y “, (por. E. Ip. 20).
K . n a ł a z i e n a d T o m a s e m , „bo tam m iéská ch ło p
T o m a s “.
K . p o d F u l a r ą , „bo tam m iéská go sp o d arz F u la r a “.
K . p o d ^ k ą , „bo ta k sto ją “.
K . p od T o m a s e m , j. w. H. Ip. 5.
K. z a s t o d o ł ą , „bo tam s to ją “.

VII. G m i n a Bor z ę c i n .
A W ieś Borzęcin.

W ie ś B o r z ę c i n po czątk o w o n azy w ała się B o d z ę c i n e k .
T ę p ie rw o tn ą naw ę otrzy m ała, ja k tra d y c y a n iesie, od b isk u p a
k ra k o w sk ie g o ks. B o d zan ty , założyciela tej wsi, k tó ry b y ł w ła­
ścicielem d ó b r R a d ło w s k ic h (R adłów ), a w ięc i tej m iejscow ości,
n ależącej do ty c h dóbr, a zarośniętej sam em i p ra w ie lasam i.
Je d n e g o razu, g d y ks. b iskup B o dzanta przejeżdżał z R a ­
d ło w a do S zczu ro w y przez te lasy , n a d je c h a ł n ad stru m y k , g d zie
dziś w łaśn ie rz e k a U szw ica dosyć o b szern em k o ry te m p ły n ie do
W isły , ro z k aza ł s ta n ą ć n a d ty m stru m y k iem i zauw ażył, że, g d y b y
las w tej m iejscow ości w ycięto i w ykorczow ano, m ożnaby z b a r ­
dzo d o b ry m sk u tk iem zaiożyć tu taj osadę czyli w ioskę, poniew aż
ta k i stru m y k obfity b y łb y dla m ieszkańców bardzo u ży teczn y
i w y g o d n y . P o ta k rozum nej rozw adze, p rz y s ła ł tu w łasn y m k o ­
sztem p ięćd ziesięciu dw óch osadników , k tó rz y znaczną p rzestrzeń
lasó w w y cięli i w y k o rczo w ali i n a g ru n ta zam ienili, a po ró ­
w nym p o d ziale ty c h g ru n tó w pom iędzy siebie, zaraz po b u d o w ali
so b ie dom y p o n ad tym stru m y k iem po obydw óch je g o brzeg ach .
Od zało ży ciela ks. b isk u p a B o d zan ty otrzy m ała zaraz ta
o sad a nazw ę B o d zęcin ek , dopiero w p ó źniejszych czasach, g d y
coraz w ięcej lasó w tu w ycinano, korczow ąno i n a g ru n ta , łąk i
i p a s tw is k a p rz eista cza n o , dopiero po znacznem zw iększeniu się
ludności, p ie rw o tn a nazw a B o d z ę c i n e к zm ieniona zo stała n a
nazw ę B o r z ę c i n .
B. Części w si.

W ie ś B o rzęcin dzieli się n a dw ie części, n a t. zw. w i e 1 к ą
i m a ł ą s t r o n ę . P o ch o d zi to ztąd, że przez c a łą w ieś od p o łu ­
d n ia n a pó łn o c p ły n ie dosyć szerokiem k o ry tem rz e k a U s z w i c a ,
p ierw o tn ie zw an a G l i n n i k. N azw ę tę z tego pow odu o trzy m ała,
że p ły n ę ła ty lk o w ązkiem k o ry te m i przez ziem ię g lin ia stą ; d o ­
p iero później, g d y w o d y in n y c h m ały ch rzek , a osobliw ie rzeki,

— 314 —
k tó ra przez W ie ś U szew za B rzesk iem p ły n ie , z n ią się p o łą ­
czy ły czyli do niej sp ły n ę ły , nazw ano ją U szw icą. P o n ie w aż zaś
po o b y d w ó ch jej b rz e g a c h sto ją dom y, a n a w sch o d n im („w s c h e ­
d o w y m “) b rz e g u w iększa ilość dom ów się znajduje i w ięcej
je s t m ieszkańców , o trz y m a ła ta część w si nazw ę „ w i e l k a
s t r o n a “ ; d ru g ą część n a zachodnim („z a c h o d o w y m “) b rz e g u
ja k o m niejszą i p o d w zględem ilości dom ów i m ieszk ań có w n a ­
zw ano „ m a ł ą s t r o n ą “.
C. P r z y s i ó ł k i .

1.

2.

3.

4.

5.

C z a r n a w a leży n a w schód od ją d r a w si, zw an eg o B o rz ę c i­
nem , i m ieści 24 dom ów . N azw a ta p o w sta ła ztąd , że przed, stu
la ty ludzie zaczęli tam b u d o w a ć dom y n a w yższem w zgórzu,
o toczonem d o k o ła b ag n a m i, k tó re po w iększej części zalan e
są cz a rn ą w odą. O d ty c h c z a rn y c h b a g ie n nazw an o ten
p rz y sió łe k C zarnaw ą.
G r a n i c e , leży n a p o łu d n io w y w schód od B o rzęcin a i m ieści
2i dom ów . N azw a ta ztąd p o w sta ła , że d o m y te zb u d o w an e
są n a sam ej g ra n ic y , k tó ra oddziela g m in ę B orzęcin od
g m in y B ielcza.
Ł a z y , leży n a p o łu d n io w y zachód od B o rzę cin a i m ieści
36 dom ów . N azw a ta ztąd p o w stała, że p rzed stu la ty za ­
częli ludzie tam b u d o w a ć dom y n a o d le g ły c h k a w a łk a c h
g ru n tu , do k tó ry c h w p rzó d do ro b o ty d alek o chodzić —
a daw niej m ów ili — ł a z i ć m usieli,
W i s o w a t k i , leży n a p ó łn o c n y zachód od B o rz ę c in a i m ie­
ści 26 dom ów . N azw a ta ztąd p o w stała, że p rz e d go la ty
m ieszk a ń cy zaczęli so b ie tam b u d o w a ć dom y n a p u sty m
p lacu , n ieu ż y tk u n a d łą k ą , n a k tó re j jeszcze dziś b ard zo
o stre siano, w i s zw ane, rośnie.
J a g n i ó w k a , leży n a p ó łn o c od B o rzę cin a i m ieści 46 d o ­
mów. N azw a ta pochodzi od jednej k o b ie ty , k tó ra so b ie w tej
m iejsco w o ści p ie rw s z a dom zb u d o w ała i k tó rej b y ło ria im ię
A g n iesz k a, czyli p o w s i o s k u J a g n a .
D.

i.

Pole.

B o c z k o w s z c z y z n a , „nazyw a się ztąd , że, g d y za czasów
k ró ló w p o lsk ich , do w ojny s ta w a ła ty lk o sam a szlachta,
a jeżeli k tó ry z m ieszkańców , zw łaszcza w łościan, sam do­
b ro w o ln ie p o szed ł do w ojny i o d zn aczy ł się w alecznością,
o trzy m ał za to n a w łasn o ść k a w a łe k g ru n tu . W ię c je d e n

— 315 —

2.
3.

4.
5.

6.

7.
8.
9.
10.
11.
12.

13.
14.
15.
16.
17.
18.
19.

ta k i z naszej w si zw ał się B oczkow ski, k tó ry p ierw szy o trz y ­
m ał ta k i g ru n t za w aleczność, zatem ten g ru n t d o stał nazw ę
od В о с z k o w s k i e g o — В o c z к o w s z cz y z n a “.
G i z ó w k a n azy w a się z teg o sam ego pow odu, gdyż za w a ­
leczność n a w ojnie o trzy m ał te n g ru n t ch ło p G i z a .
G r ą d y , „n a zy w a się d lateg o , że pom iędzy łą k a m i je s t k a ­
w a łe k g ó rz y sty , a tak że daw no b y ł łąk ą, ale, g d y ju ż siano
n a nim ró ść nie chciało, z o sta ł u p ra w io n y n a g ru n t orny,
w ięc d o sta ł nazw ę G r ą d y “.
G r z ę d y , „pola o rn e n azy w ają się ta k d lateg o , bo są n a j­
w yższe k a w a łk i i najlepsze p o la “.
K a m i e n i e c , „pola o rn e n azyw ają się po tern, że po w ię ­
kszej części są g ru n ta szutrow ate, je d n a k do u p ra w y nie
z d a tn e “.
Ł ą c z y s k a , „bo daw niej w tem p o ło żen iu b y ły łąki, a z cza­
sem sta ły się te łą k i n ie użyteczne i z o stały przeistoczone
n a g r u n t “.
N a g l i n k a c h , „bo je st g ru n t całkiem sam á g lin k a “.
N a g ó r k a c h , bo jest w położeniu górzystem . S ą to g ru n ta
piaszczy ste i w odniste.
N i w y , „pole o rne piaszczyste, n a k tó ry m się u d ają n a jle ­
piej ziem n iak i i le n “.
P a g ó r e k , „pola orne, k tó re sie znajdują w w yższem p o ło ­
żeniu od in n y ch g ru n tó w “.
P o d b ł o n i e , „bo je s t pod błoniem gm innem , J a g n ió w k a
zw a n e m “.
P o d C z a r n a w ą , albo P o d c z a rn a w a , „bo je st pom iędzy
p rz ek o p ą C zarnaw a zw aną, o d p ro w ad zającą w odę od sam ego
p rz y s ió łk a C z a rn a w a “.
P o d g ó r c z e , „bo .leży p o d p ag ó rk ie m G ó r ą zw anym , na
k tó ry m nic ró ść nie c h c e “.
P o d g o ś c i e ń c e m , „bo leży p rz y drodze, prow adzącej do
w si D o łę g i“.
P od jeziorkiem,
„bo leży p rzed p rz ek o p ą zw aną je ­
z io rk o “.
P o d l e s i e , „bo je s t pod lasem S z u m i n “.
P o d m a ł ą p r z e k o p k ą , „bo je s t p rz ed p rzek o p ą, m a ł ą
zw aną, o d p ro w ad zającą w odę z dalszych g ru n tó w “.
P o d p i a s k i , „bo je st p rzed p iask am i, ja k o w}rższem w zgó­
rzem p ia szc zy stem “.
P o d p r z e k o p k ą , „bo je s t przed p rz ek o p k ą, ś w i e r d z o w ą
zw an ą, pole św ierdzow ate, n is k ie “.

— 316 —
20.

21.
22.

23.

24.
25.
26.

27.
28.

29.
30.
31.

32.

P o d p r z y r o w i e i e m, „bo je st p rz e d p rz e k o p ą , o d p ro w a ­
d za ją cą w odę z fosy przydrożnej i g ru n tó w przez w szy stk ie
g ru n ta do g ra n ic y R y lo w sk ie j (w si R y lo w a w p o w iec ie
B rz e sk im )“.
P o d ś c i e ż k ą , „bo przez te pola c ią g n ie się ścież k a czyli
d ro g a do ch o d zen ia w P rz y m ia rk i (pole o rn e )“.
P o d s t u c z e m , „bo je s t p rzed p rz e k o p ą , s t u c z e zw aną,
o d d zielającą g ru n ta p iaszczy ste od g lin ia sty c h , z k tó ry c h
w o d a tą p rz e k o p ą o d p ły w a “.
P o d t a r k o w ą p r z e k o p k ą , „bo je s t p rz ed p rz e k o p k ą ,
o d p ro w a d zają cą w odę z g ru n tó w , a n a z y w a ją c ą się t a r ­
k o w a , bo n a jej b rz e g a c h ro sn ą ciern ie, ta rn ią z w a n e “.
P o d ł o n n e m , „bo je s t p rz ed łą k am i, ł o n n e z w a n e m i“.
P o d w i e l k ą d r o g ą , „bo je st p rz e d d ro g ą k o m u n ik acy jn ą,
p ro w a d z ą c ą z B rz e sk a do P rz y b o ro w ia i D o łę g i“.
P o d w i e l k ą p r z e k o p ą , , bo. je s t p rz e d o b sz e rn ą p rzek o p ą,
w i e l k ą z w a n ą , o d p ro w a d z a ją c ą w w ielkiej ilości w o d y
z g ru n tó w “.
P o d w r ó b l ó w k ą , „bo je s t p rz ed p rz ek o p ą, w r ó b l ó w k ą
z w a n ą “.
P r z y m i a r k i , „g ru n ta , n a z y w a ją się d lateg o , że za czasów
b is k u p a k ra k o w sk ie g o , do któreg-o n a te n c z a s B o rzęcin n a le ­
żał, w jed n y m ro k u b y ł b ard zo w ielk i nieurodzaj i m ie­
szk a ń cy żądali opustu w p o d atk ac h , a że u ła sk a w ie n ia o o p u st
p o d a tk ó w o trzy m a ć nie m ogli, w ięc n a za sp o k o je n ie ich ż ą ­
d an ia, n ie k tó ry m m ieszkaiicom dom ierzono jeszcze po p e ­
w nym k a w a łk u z g ru n tu , k tó ry w te d y leżał o d ło g ie m “.
P r z y n o w e m g o ś c i e ń c u , „bo je s t p rz ed gościeńC em ,
n o w e m z w a n e m “.
S t a r a r z e k a , „bo daw no ta m tę d y chodziła w o d a “.
S z p i t a l n y g r u n t , „bo n a g ru n c ie ty m stoi sz p ita l czyli
dom u b o g ich , k tó ry założył k s b isk u p k ra k o w s k i Z bigniew
O leśnicki, k tó ry n a te n c z a s b y ł w łaścicielem tutejszej g m in y
i o d d a ł te n b u d y n e k do pom ieszczenia sześci u b o g ich s ta r ­
ców, k tó ry m n a u trz y m a n ie o d d ał do 30 m o rg ó w g-runtu,
i d la te g o , że na g ru n c ie ty m dom u b o g ich czyli sz p ita l stoi,
z o stał n az w an y g ru n t s z p ita ln y “.
T o k a r s z c z y z n a, „n azy w a sie od c h ło p a T o k a rsk ie g o ,
k tó ry w d aw n y ch po lsk ich czasach d o b ro w o ln ie poszedł do
w ojny i o d zn aczy ł się w alecznością, za co m u te n k a w a łe k
g-runtu n a w łasność o d d an y został. N ie k tó rz y ludzie p o w ia ­

-

317 —

dają, źe n aw et za to z o sta ł szlachcicem , co też i o B oczkow skim g a d a ją “. (P or. wyżej D. Ip. i).
33. W i e 1 o o 1 s z e, „bo tam w iele olszyny rosło, a g d y ta o l­
szy n a z o stała w y k o rc zo w a n a i to n a g ru n t przeistoczono,
ta k ten g ru n t d o s ta ł nazw ę W ieloolsze".
34. U s z e w (w y m aw iają U szef), „g ru n ta, n az y w ają się d lateg o ,
źe c iąg n ą się około g ra n ic y P rzy b o ro w sk iej (w ieś sąsied n ia
P rzy b o ró w ) i R y sk ie j (gm ina R u d y -R y sie ), a g ra n ic ą sam ą
p ły n ie p o to k albo p rz e k o p a o b szern a U szef zw ana, do k t ó ­
rej schodzą w ody z g ru n tó w i łą k P rz y b o ro w sk ic h i R y śk ic h “.
35. Z a C z a r n a w ą , „bo je s t za przek o p ą, C zarn aw a zw aną,
o d p ro w ad zającą w odę z g ru n tó w od sam ego p rz y sió łk a C z a r ­
n a w a . M ów ią też Z a c z a r n a w a “.
36. Z a g ó r c z e , , bo są położone za p ag ó rk ie m , g ó r k ą zw a­
n y m “. (P o r. w. D. Ip. 13).
37. Z a g o ś c i e ń c e m , „bo leży za dro g ą, p ro w a d ząc ą do wsi
D o łęg i, n az w an ą g o ś c i e ń c e m “. (P or. w. D. Ip. 14).
38. Z a g r o d y , „g ru n ta , n azy w ają się d lateg o , że g d y coraz w ię­
cej m ieszkańców p rz y b y w ało , a ty ch już nie m ożna by ło
dzielić g ru n ta m i w rów nych częściach, ja k z początku, w ięc
o b d zielan o ich ty lk o m ałem i k aw ałk am i, przez co ci m ie­
szk ań cy zo stali zw ani ty lk o z a g r o d n i c y “.
39. Z a j e z i o r k i e m , „bo leży za p rz ek o p ą, zw aną j e z i o r к 0 “.
(P o r. w. D. Ip. 15).
40. Z a j m y , „są to k a w a łk i g ru n tó w , p rz y le g ając e do g ra n ic y
g m in y R y lo w y ; nazw ę tę w zięły ztąd, że p asą ce się b y d ło
z gm iny R y lo w y przechodziło n a g ru n ta te, a b y się pasło,
ale, że w łaściciele ty c h g ru n tó w , to je s t B o rzęcan ie nie dali
sobie p a ść b y d ła n a ty c h g ru n tac h , ty lk o go zajm ow ali, a że
te n z a j e m często się p o w tarzał, p rz eto nazw ali te g ru n ta
Z ajm y “,
41. Z a ł ą c z y s k a , „bo je s t za łą k a m i“.
42. Z a m a ł ą p r z e k o p k ą , „bo je s t za p rz e k o p ą m a łą “. (Por. w.
D . Ip. 17).
43. Z a n o w e m g o ś c i e ń c e m , „bo je s t za gościeńcem , n ow e m zw an em “.
44. Z a p i a s k i , „bo są za p ia s k a m i“. (P or. w. D. Ip. 19).
46. Z a p r z y r o w i c i e m , „bo je s t za p rz ek o p ą, p r z y r o w i с ie
z w a n ą “. (Por. w. D . Ip. 20).
47. Z a ś c i e ż k ą , „bo są za śc ie ż k ą “. (Por. w. D . Ip. 21).

— 318 —
48.

49.
50.
51.
52.
53.
54.
55.
56.

Z a s t o d o l e , „bo je s t tuż za sto d o ła m i i c iąg n ie się dłuższem p asm em aż do w i e l k i e j d r o g i (d ro g i k o m u n ik a c y j­
nej, pro w ad zącej z B rz e sk a n a P rz y b o ró w do D o łę g i)“.
Z a s t u c z e m , bo je s t za p rz ek o p ą, s t u c z e z w a n ą “. (P or.
w. D Ip. 22).
Z a t a r k o w ą p r z e k o p к ą, „bo leży za p rz e k o p k ą , t a r ­
k o w a z w a n ą “. (Por. w. D. Ip. 23.
Z a ł o n n e m , „bo leży za łąk am i, ł o n n e zw an em i“. (P o r.
w. D . Ip. 24).
Z a w a l e , „bo je s t za w ałem około rzek i U sz w ic y “.
Z a w i e l k ą d r o g ą , „bo się c ią g n ie za d ro g ą , w i e l k ą
z w a n ą “. (Por. w. D . Ip. 25).
Z a w i e l k ą p r z e k o p ą , „bo je s t za p rzek o p ą, w i e l k a
z w a n ą “. (P or. w. D. Ip. 26).
Z a w i é r z b i e , „bo n ao k o ło te g o p o la ro s ły w ie rz b y “.
Za w r ó b l ó w k ą ,
„bo je s t za p rz e k o p ą , w r ó b l ó w k a
z w a n ą “. (P o r. w. D . Ip 27).
E.

1.

b ą k i .

Ł ą c z y s k a , „bo je s t d u ża łą k a , m ająca do 12 m o rg ó w ; n a ­
leży do k ilk u w ła śc ic ie li“.
2. Ł o n n e , „nazw a ta z tą d pochodzi, że za tem i łą k a m i są
g ru n ta p a g ó rz y ste , n a k tó ry c h , ja k tw ierd zi trą d y су a, osiedii
się obozem S zw edzi i tam p alili o k ro p n e o gnie, z czego ra n o
w m g listy c h d n iach p o k a z y w a ła się n ad tem i łą k a m i od
o g n ia ł o n a (łuna), ja k b y ja k ie z jaw isk o “.
3. P o d e ś w i e r c z e , „łąk i n az y w ają się dlatego, że ok o ło ty c h
łą k b y ł las, w k tó ry m sam e ty lk o ś w i e r k i r o s ł y “.
4. P r z y i a s k i , „bo są p o m iędzy lasem , a n a w e t z trzech stro n
są oto czo n e lasem , k tó ry się n az y w a R a d ł o w s k i “.
5. R u d n i k , „bo tam o k a z a ła się r u d a , k tó rą k o p a li i u ży ­
w a li ty lk o do m urow ania, p o n iew aż do in n y ch celów n ie ­
z d a tn ą b y ł a “.
6. S t a w , „bo w tem m iejscu daw no b y ła ty lk o w oda, zw an a
s t a w e m i tam b y ł u rz ąd zo n y m łyn do m ielen ia zboża, ale
później, g d y m ły n zo stał zniszczony, w o d a z o sta ła w y p u ­
szczona i m iejsce to osuszone zapuszczono n a łąk i, w ięc te
łą k i n az w an e zo sta ły s t a w o w e czyli s t a w “.
7. S t a w i s k o , „bo te łą k i zo stają ciąg le p o d zalew em w ody,
w y d a je się, ja k b y s ta w “ .

— 319 —
8.

U s z e f, „łąki, n azy w ają się d lateg o , że c ią g n ą się około g r a ­
n icy P rz y b o ro w sk ie j i R y śk ie j, a g ra n ic ą sam ą p ły n ie p o to k
alb o p rz e k o p a obszerna, U s z e f zw ana, do k tó rej schodzą
w o d y z g ru n tó w i łą k P rz y b o ro sk ic h i R y s k ic h “.
9. W i e r z c h o w i n a , „b o te łą k i są b ard zo b a g n iste , m okre
i b ard zo p r z e p a d z i s t e , ta k , że tru d n o k ie d y z n ich siano
wozem w yw ieźć m ożna, po n iew aż ko n i strzy m ać nie m ogą,
ty lk o , że w i e r z c h e m po nich, pom im o, że się b ard zo za ­
ginają, chodzić i siano kosić się da, w ięc d lateg o nazw ane
zo sta ły w i e r z c h o w i n a “.
10. W o l s z y n i e , „bo te łą k i po w iększej części olszyną sąA
z a ro ś n ię te “.
F. Pastw iska.

1. B o r e k , „bo w tem m iejscu sta ł las, b ó r zw any, a g d y las
te n z o sta ł w y c ię ty i w y k o rczo w an y , ta k ten g ru n t zap u ­
szczony z o sta ł n a p astw isk o , w ięc to p astw isk o od nazw y
lasu b ó r zo stało n az w an e b o re k “.
2. G a r n c a r s k i e d o ł y , „bo n a tem p astw isk u w ynaleziono
g lin ę u ży teczn ą dla g a rn c a rz y do w y ra b ia n ia g arn k ó w , m i­
sek i ró żn y ch naczyń k u c h e n n y c h “.
3. J a g n i ó w k a , „bo je s t położone i c iąg n ie się pasm em około
dom ów p rz y sió łk a, J a g n ió w k ą z w a n e g o “.
4. P o d s z u m i n i e , „bo jest pod sam y m lasem S zum in zw a­
nym"'.
5. W i s o w Ta t k i , „bo je st położone p rz y przysiółku, W i s o w a t k i zw anym “.
G.

Lasy.

1. G r o b l a , „bo je s t położony na w yższem w zgórzu czyli g ro ­
b li ok o ło staw u, k tó ry staw zo stał zam ieniony n a łą k i“.
2. S z u m i n , „nazw ę tę d o s ta ł w e d łu g tra d y c y i, że w daw nym
czasie ze rw a ł się b ard zo siln y w ich er z w ielk ą b u rz ą i p r a ­
w ie w szy stk ie drzew a w ty m lesie n a w e t z k o rzen iam i p o ­
w y w racał, a że przez d łu g i czas w ty m lesie d aw ał się s ły ­
szeć w ielk i s z u m , w ięc z pow odu teg o szum u zo stał n a­
zw an y S z u m in “.
H. Góry, pagórki.

G ó r k a , w zgórze.
I.

Rzeki.

G 1 i n n i k, później U s z w i с a, p. wyżej B.

— 320 —
K. Stragi, przekopy, kanały-

1.

С ż a r n a w a, „ p rzek o p a albo fosa; n a z y w a się d lateg o , że tą
p rz e k o p ą o d p ły w a w oda z g ru n tó w od p rz y s ió łk a C z a rn a w a “.
2. J e z i o r k o , „p rzek o p a , o d p ro w a d zają ca w odę z fo sy p rz y ­
drożnej i g ru n tó w , do p rz e k o p y zw anej s t u c z e ;z b iera
w sieb ie dużo wód, ja k b y ja k ie je z io ro “.
3. M a ł a p r z e k o p k a , „bo je s t nieduża.
4. P r z e k o p k a , „m ała, bez n azw y ".
5. P r z y r o w i e i e , „bo w czasach u le w n y c h deszczów , g d y
w n isk iem po łożeniu g ru n tó w b y ł w ielki zb ió r w ody, a w oda
ta n ie m iała ża d n eg o odp ły w u , w ięc je d e n d ru g ie m u przez
g ru n ta p rz e ry w a li i w odę p rzep u szczali, z czego ty lk o k łó ­
tn ie p o w staw a ły , d o p iero przy m u so w o z o stała u re g u lo w a n a
p rz ek o p a, k tó rą dziś w o d a o d p ły w a ; od w yrazu p r z e r y ­
w a n i e z o s ta ła n a z w a n a p r z e r o w i c i e . Z w ykle m ów ią
p r z y r o w i c i e “.
6. S t u с z e , „n azyw a się d lateg o , że sty k a ją c e się g ru n ta glink o w a te z p iaszczy stem i ta p rz e k o p a p rz ed ziela i w oda,
sch o d z ą c a czyli stacz ając a się z ty c h g ru n tó w , tą p rz e k o p ą
o d p ły w a “.
7. P r z e k o p k a ś w i e r d z o w a ,
„bo p rz ed ziela p o la orne
św ierd zo w ate, n iskie.
8. P r z e k o p k a t a r k o w a , „bo n a jej b rz e g a a h ro sn ą ciernie,
t a r n i ą z w a n e “.
g. U s z e w (w ym . U s z e f ) , „bo do niej sch o d zą czyli u c h o ­
d z ą w o d y z g ru n tó w i łą k P rzy b o ro w sk ic h i R y ś k ic h “.
10. W i e l k a p r z e k o p k a , „bo je s t dość d u ż a “,
u . W r ó b l o w k a , „niew iadom o, dlaczego się ta k n a z y w a “.
L.

1.

2.
3.
4.
5.

D r o g i .

Z a g u m n i e , „bo p ro w a d zi za g u m n am i czy li sto d o łam i gosp o d arczem i, g r u n t zaś zw an y za g u m n ie ztąd, ja k i d ro g a,
n azw ę tę w z ią ł“.
G o ś c i e n i e c , „bo je s t dość sze ro k a, d o b ra d ro g a k o m u n i­
k ac y jn a , p ro w ad ząca do wsi D o łę g a “.
N o w y g o ś c i e n i e c , „bo n ied aw n o z ro b io n y “.
W i e l k a d r o g a , „bo je s t d u ża d ro g a k o m u n ik a c y jn a , p ro ­
w a d z ą c a z B rz e sk a n a P rz y b o ró w do D o łę g i“.
M a ł a d r o g a , „bo je s t n ie d u ż a “.

— 321 —

P rz e z

M ic h a ła Ż m igrodzkiego.

I.
T h e o g o n i a i K o s m o g r a f i a l udu Ukrai ny*) .

U k ra in ą , o k tó rej chcę m ów ić, n azy w am k raj leżący n a p r a ­
w ym b rz e g u D n iep ru , p o czynając pow yżej K ijo w a w d ó ł p o K r e m enczug, w p o p rzek zaś od D n ie p ru po Boh. N a północ od
te g o k ra ju leży W o ły ń , n a zachód P odole, n a p o łu d n ie C hersońsk ie P o m o rze, a n a w chód Z ad n ie p rsk a U k ra in a . W sz y stk ie te
w y m ien io n e k ra je i g eo g raficz n ie i etnograficznie ró żn ią się b a r ­
dzo od właściwiej U k ra in y i d lateg o n iech mi w olno u w ażać ten
k ra j za całość i jak o ta k ą trakícw^aé.
T e n k raj j e s t najbardziej p o k ry ty sztucznie zrobionym i s ta ­
w am i. M u siałb y m ca łą o tem ro z p raw ę n apisać, ja k w ielkim c y ­
w ilizacyjnym czynnikiem w tym k ra ju są w łaśn ie te sta w y i że
bez n ich ziem ia ta b y ła b y niezw ykle u ro d zajn ą — p u sty n ią, czem
w ła śn ie są ste p y ch erso ń sk ie. S ta w y te, poło żone w g łę b i p a r o ­
w ów , w g łę b i jaró w , w y żło b io n y ch b ieg iem rzek w ciąg u ty się c y
i ty s ię c y la t — w y o so b n iają najzu p ełn iej o sad y p rz y n ich leżące.
T o w y o so b n ien ie, k tó re tam istnieje, nie w iadom o od ilu ty się c y
lat, b y ło p rzy czy n ą, iż n aró d , k tó ry tam osiadł, w y ro b ił w sobie
k o n serw aty zm w n ajw yższym sto p n iu . T en lu d o p o w iad a dziś
n ie k tó re b aśn ie tak , ja k g d y b y je w y c z y ta ł w H ero d o cie, a p rz e ­
cież H e ro d o t m ów i o nich jako o s ta ry c h tra d y c y a c h S cytów .
Ze w z g lęd u w łaśn ie n a te n k o n serw aty zm , n aró d ten, sądzę, za ­
słu g u je n a n ajw y ższą u w a g ę w sp ra w ie ludoznaw stw a.
O pis lu d u za m ieszk ałeg o n a tej ziem i, rozpoczynam od theog o n ii i k o sm o g rafii zarazem , — w iadom o bow iem , iż w p ie rw o ­
tn y c h tra d y c y a c h B óg, ciała n ieb iesk ie i człow iek są ta k ściśle
z so b ą p ołączone, iż n ie p o d o b n a ich ro z łą czy ć od siebie.
R o zu m ie się, że lu d nie u k ła d a w sy stem sw ych trad y c y i,
że chcąc stw o rz y ć jak iś sy stem z ty c h w ierzeń, m u siałem je tu
i ow dzie w y d zielać z ro z m a ity c h leg en d , pieśni, p rz y słó w —

*) Autor, będąc sam rodem z tego kraju, znając dokładnie miej­
scowe narzecze, mając dosyć stosunków z ludźmi tego kraju, zamierzył
zrobić studyum ludoznawcze tej ziemi. Szkic dopiero pierwszego rozdziału
ośmiela się przedstawić — jako zapytanie zwrócone do współbadaczów.
' 21

— 322 —
g d zie często p rzez jed n o słow o, jed n o o k re śle n ie — ja k przez
o k ien k o n iesp o d ziew an ie o tw a rte — w id n ieją w d ali ta k ie o b sza ry ,
0 k tó ry c h n ig d y n ik t i słow em nie w spom inał.
P o ję c ie o B o g u u te g o ludu je st zaw sze m o n o teisty c zn e —
niem a n ajm n iejszej o p an teiz m ie w zm ianki. B ó g je s t s tw ó rc ą
w szy stk ieg o , co ty lk o istn ieje n a ziem i i n a nieb ie. N iebo stw o ­
rz y ł On n a sw oje m ieszk an ie trzecieg'o d n ia s tw o rz e n ia i tam On
rząd zi w szech św iatem przez sw y ch aniołów .
J e d n a k ż e w c h a ra k te ry s ty c e d y a b ła daje się d o slrzed z coś,
co p rz y p o m in a dualizm w schodu. —■ P o w iad ają, iż d y a b e ł istn ia ł
już p rz ed stw o rz en iem św iata. Ś w ia t się ufo rm o w ał z w ody, a w ła ­
śn ie w jej p ia n ie p rz e b y w a ł d y ab e ł. B ó g ujrzaw szy go, w z ią ł go
do n ie b a i p o zw o lił m u rzu cać k am ien ie. Ile k a m ien i p ad ło z rę k i
a rc y d y a b ła , ty le d y a b łó w poczęło istn ie ć. — D ru g a zaś le g e n d a
p o w iad a , że ów p ierw szy d y a b e ł w so b o tę p lu ł p o za sieb ie i że
z ty c h p lw o cin zrodzili się dyabli.
Ó w p ierw szy d y a b e ł, S a ta n a ił, w ziął n a w e t u d z ia ł w stw o ­
rzen iu ziemi. Jezu s C h ry stu s i św. P io tr (już istn ia ł w te d y ? ) nie
w ied ząc co robić z nudów , pow zięli zam iar s tw o rz e n ia ziemi.
N a ów czas Jezu s C h ry stu s n a k a z a ł S a ta n a iło w i zan u rzy ć się do
g łę b i wód, b y sta m tą d w y n ieść p iasek , z k tó re g o b y m ożna b y ło
ufo rm o w ać ziem ię. — N a k a z a ł mu, b io rą c p ia se k w dłonie, m ó­
w ić : „w im ię B o g a “ ; on je d n a k ż e sądził, że to b a rd zo g łu p io dla
k o g o ś p ra c o w a ć i b io rą c p ia se k rz e k ł : „w im ię m o je “. — C hw ycił
sp o ro p ia sk u w ręce, ale w oda go w y m y w a ła i n a p o w ierzch n ię
w ody nie w y n ió sł n ic zgoła. P o s z e d ł raz d ru g i p o d w odę z ta kim że zam iarem i w y p ły n ą ł z tym że sk u tk iem . D o p iero za trz e c ią
ra z ą ch w y cił p ia sk u do rą k , m ó w iąc: „w im ię B o g a “) a do g ę b y ,
m y śląc „w im ię m oje w ła sn e “'. — W y d o b y ł w reszcie p ia se k n a
p o w ierzch n ię w ody. B ó g w ziąw szy ów p ia se k , rz u cił n a w odę
1 p o cz ął b ło g o sław ić, a oto ta g a rś ć ziem i p o częła róść.,, ale za­
razem ro z ra s ta ła się ziem ia sch o w a n a w p aszczy d y ab ła, k tó ry
o m ało że się nie ud u sił. W te d y B ó g m u k r z y k n ą ł: „ w y p lu ń “.
Z ty c h p lw o cin p o w stali d y ab li. — C hoć w g ę b ie już nie b y ło
ziemi, d y a b e ł p lu ć nie u sta w a ł, ch cąc o czy w iście m ieć ja k n a j­
w ięcej d y ab łó w . — A le cóż?! Z b ło ta fo rm o w ali się d y ab li, ale
z czystej ślin y p o częli się tw o rz y ć aniołow ie. D y a b e ł z a p rz e s ta ł
p lw ać i ty lk o ro z m y śla ł n ad tern, w. ja k i sposób m ó g łb y on B o g u
zaszkodzić. — G d y ziem ia b y ła już stw o rzo n a, w ów czas p o w iad a
św. P io tr do C h ry stu sa : „ k ła d n ijm y się spać, n a ju tro pozostaje
n a m ty lk o c h rz e st z ie m i“. G dy oni zasnęli, w ów czas S a ta n a ił
rzecze do d y ab łó w : „p o to p m y ich, to w ted y m y będ ziem b ogo-

-

323 -

w ie “. Z aczął w ięc od św. P io tra , w ziął go na ręce i n ió sł k u wo­
dzie... lecz w oda u c ie k a ła p rz ed nim . S z a ta n ro z g n ie w an y , p o n ió sł
św. P io tr a w stro n ę przeciw ną... znow u n ad a rm o ; w oda u ciek a ła,
a ziem ia s ta w a ła się coraz to w iększą. D y a b e ł p o n ió sł św. P io tra
w b o k od daw .ej drogi..., nie sposób dojść do w ody... u c ie k a ;
cofnął się i p o n ió sł w c z w a rtą stro n ę, d a re m n e u siło w an ia —
w o d a w ciąż daleko. N areszcie o św icie d y a b e ł zły, zdyszany
p rz y n ió sł św . P io tr a tam , zk ąd g o p o rw ał. — O budziw szy się,
m ów i św P io tr do J. C h ry stu sa : „No! tera z chrzcijm y z iem ię!"
„N iem a p o trz e b y — o d rz ek ł C h ry stu s — dziś w nocy sam d y a b e ł
ją p rz eże g n ał, przez co ją też p o w ię k sz y ł11. — D y a b e ł w ściek ał się
ze złości.
In n a le g e n d a pow iada, że d y a b e ł nosił ta k sam ego B oga.
Jeszcze in n a p o w iad a, że g d y S a ta n a ił z a n u rzy ł się w wodzie,
b y d o stać ziemi, w ted y w o d a p o k ry ła się lodem , g d y S a ta n a ił
w y łaził z p o d lodu, w ted y je d e n z aniołów w y rw a ł m u tę ziem ię
i p o czął u ciek ać do nieba. S a ta n a ił już g o do p ęd zał, g d y B ó g
k a z a ł an io ło w i u d erzy ć go m ieczem . S zatan o trzy m a ł ra n ę na
sk rz y d ła c h i s p a d ł n a ziem ię.
S a ta n a ił je s t zaw sze p rz e d sta w ia n y ja k o isto ta początkow o
d o b ra i n a u słu g a c h B oga, lecz n astę p n ie u p a d ła i w rogiem s ta ła
się B o g a.
, Oto jeszcze je d n a leg e n d a o u p a d k u te g o anioła. Św. M i­
c h a ł za zd ro ścił m u je g o dw óch tęczo w y ch szat i z tem i żalam i
p rz y sz e d ł do B o g a, k tó ry m u p o rad ził, ja k m a p o stąp ić. Św . M i­
c h a ł n am ó w ił d y a b ła do w spólnej k ąp ieli i g d y b y li już w w o­
dzie, poszli o z a k ła d , k to dłużej p o trafi nurkow ać. G dy d y ab e ł
d ał n u rk a , św . M ich ał w y sk o cz y ł z w ody, chw ycił je d n ą szatę
S a ta n a iła i p o m k n ą ł k u niebu, te n zaś w ynurzyw szy się z w ody
i w idząc, jak b y ł o szukany, p o lecia ł za nim w pogoń. Już go
d o p ęd zał u sam y ch drzw i nieba, g d y B ó g ro z k aza ł św. M ich a­
łow i u d erzy ć m ieczem poza siebie. S a ta n a ił ciężko ra n io n y , ru n ą ł
n a ziem ię, a św. M ichał p o zo stał w p o siad an iu dw óch szat.
W ty c h p o d an iach , k tó re śm y tu p rz ed staw ili i w w ielu in ­
n y ch w idzim y du alizm ja k najjaw niej. — C iągle się toczy w a lk a
m iędzy B o g ie m , k tó re g o otaczają an io ło w ie i archaniołow ie,
a m ięd zy S a ta n a iłe m w otoczeniu dy ab łó w .
Jed y n e m dążeniem S a ta n a iła i jego d y ab łó w je s t szkodzenie
tem u w szy stk iem u , co B ó g tw o rzy , a szczególnie tem u, co u sta la
p o rz ą d e k m iędzy ludźm i. T o mu udaje się ty lk o w pew nej m ierze.
C złow iek zaraz po stw o rzen iu b y ł n iezw y k le p ięk n y , d y a b e ł
*

-

324 —

z zazd ro ści o p lu ł g o n a całem ciele, B ó g te w szy stk ie p lw o cin y
sc h o w a ł do w n ę trz a człow ieka.
B ó g stw o rz y ł człow ieka, a d y a b e ł w ilka, ale nie m iał m ocy
d ać życie tem u zw ierzęciu M im o to p o sta w ił to zw ierzę p rzeciw
B o g u i p o c z ą ł szczuć. W te d y B ó g tc h n ą ł życiem w to zw ierzę,
a ono n a ty c h m ia s t rzuciło się n a d y a b ła . T e n się sch o w ał n a
drzew o, je d n a k ż e w ilk zd ąży ł g o jeszcze ch w y cić za piętę. D la ­
te g o d y a b e ł z o s ta ł b e z p i ę t y m . — D y a b e ł w y sila się n a jb a r­
dziej p rz eciw człow iekow i. N ie ty lk o że u w ió d ł n aszy ch p ie rw ­
szych ro d zicó w , lecz n a d to m iał jeszcze p łcio w y sto su n e k z E w ą
i sp ło d ził K a in a a A d a m A b la i d la te g o to oni b y li w tak iej
n iep rzy jaźn i.
D y a b e ł m ieszk a n a p u s ty n i i s ta ra się zw ieść p o d ró ż n y ch
z dobrej dro g i. O n m ieszka ta k ż e w sta ry c h m ły n ach , g d zie t a ­
b a k ę m iele, a to w iadom o przecież, że daw niej ta b a k a b y ła u w a ­
ża n a za siln ą tru cizn ę. N ajczęściej jed n a k ż e d y a b e ł p rz e b y w a
w e w n ątrz czło w iek a po lew ej s tro n ie ko ło serca. On uży w a
w szelk ich śro d k ó w , b y ro zn iecić niezg-odę w śród każd ej ro d zin y .
P o w ia d a ją tak że, że p iek ło znajduje się p o d ziem ią. D y a b li
poczęli je b u d o w ać p rz ed stw o rz en iem ro d zaju lu d zk ieg o , lecz
g d y po raz p ierw szy w noc Z m a rtw y c h w sta n ia za śp ie w a n o ; „C h ry ­
stu s z m a rtw y c h w s ta ł;i, p iek ło p ad ło w ru in ę i w ty m sta n ie do
dziś pozostaje. D y a b e ł n a w e t p rz y g o to w a ł łań cu c h y , b y n iem i
o k u ć C h ry stu sa. -— C h ry stu s w stąp iw sz y do p ie k ła , rz e k ł do
d y a b ła : „w łóż te łań c u c h y n a sieb ie i p o każ, ja k m ię chcesz
o k u ć “. — S k o ro d y a b e ł w ło ży ł n a sieb ie łań cu c h y , C h ry stu s w y ­
m ó w ił w szech m o cn e słow o, a k a jd a n y sto p iły się z so b ą n a d y a ble. — W te d y to Jezu s C h ry stu s zb a w ił ró d lu d zk i od m ocy
dy ab elsk iej.
Jezu s C h ry stu s n aro d ził się z N ajśw iętszej P a n n y , lecz O n
p rz y sz e d ł n a św iat z jej g ło w y . — W ó ł i osieł o k ry li D z ie c ią tk o
Jez u s słom ą, lecz k o ń ją p o ża rł. D la te g o to k o ń p o d le g a m ocy
d y a b ła , k tó ry często jeździ n a nim nocą ; — n ieraz m ożna w i­
dzieć strze m io n a , k tó re on n o cą u p la ta w g rz y w ie. — W ó ł tem u
w c ale nie p o d le g a .
O stw o rz en iu aniołów p o w ia d a ją tak że , iż oni p o w stali z p ia n y
i p o cz ątk o w o m ieli ty lk o dw oje sk rz y d eł, nie m ogli w ięc la ta ć ; —
w te d y B ó g d a ł im cztery, lecz i to nie w y sta rc z a ło , w ięc d a ł im
w k o ń cu po sześć. To są arch an io ło w ie. P o tem b y li też i a n io ­
ło w ie stw orzeni, a co do p o staci, tem się różnią, że arch an io ło w ie,
to są ludzie ze sk rzy d łam i, a aniołow ie, to są p ta k i z g ło w a m i
ludzkiem i. B ó g często ich p o s y ła do p ie k ła , b y sta m tą d p rz y n o ­

-

325 -

sili dusze sk az an y ch . D użo an io łó w p rz y tej sposobności osm aliło
so b ie sk rz y d ła .
G dy A d am b y ł stw o rzo n y z ziem i, k o b ie ta b y ła stw o rzo n ą
z ciasta, lecz p ies ją p o ż a rł P o te m B ó g stw o rz y ł k o b ie tę z róż,
ale A dam , k tó ry w ów czas b y ł jeszcze o k ry ty ro g o w ą skórą, nie
ży czy ł so b ie m ieć żo n y z róż i w o lał ją m ieć z kości, ta k ja k on
sam . B ó g w ted y d a ł m u Ew ę, a k o b ie tę z róż w ziął do nieba,
b y dać ją za m a tk ę sw em u synow i.
G dy A d a m z o sta ł w y p ęd zo n y z raju, B ó g o d jął m u ro g o w e
ciało, p o zo staw iając m ały ślad ja k o pazn o k cie n a rę k a c h i n o ­
g ach . A d a m jed n ak ż e za ch o w a ł duszę an io ła. D u sza lu d z k a m a
form ę p rzezro czy steg o dziecka, a czasam i m ałej m uszki.
D y a b e ł przyjm uje dużo ro z m a ity c h p o sta c i — albo k o ścio ­
tru p a , albo po p a, albo m yśliw ego... ale najczęściej m a on p o stać
cz arn ą , ro g i n a gło w ie, p si ogon i szp o n y d ra p ie żn eg o p ta k a . O n
się ró w n ież często p rz e m ie n ia w człow ieka, lecz je s t n a to sp o ­
sób^ b y g o poznać. T rz eb a zrobić dziu rk ę w ja jk u w ielkanocnem
i p a trz e ć p rzez n ią n a z g ro m a d zo n y ch w cerk w i, w ów czas widzi
się d y a b ła p rzech ad zająceg o się w swojej czapeczce, k tó ra go
ro b i n iew id zialn y m ; m ożna n a w e t p o ch w y cić tę czapeczkę. Jeżeli
k to ś w p ad n ie w to w arzy stw o d y a b łó w — ja k to się zdarzyło p e ­
w n em u g ra jk o w i — w ów czas trz e b a sobie p rz etrze ć oczy tą w odą,
k tó ra się zn ajduje g d zieś tam w k ą tk u ; w ted y się w idzi całe
zg ro m a d zen ie bez m ask i i te w szy stk ie strasz n e rzeczy, k tó re się
tam dzieją ; — lecz b ia d a tem u, k tó ry się z tem zdradzi, bo mu
d y a b li zaraz w y łu p ią to oko zaczarow ane.
N ie ty lk o w sto su n k a c h ludzkich, lecz i w ca ły m ta k ż e
w szechśw iecie w idzim y d y a b ła w tej sam ej roli, n iep rzejed n an eg o
w ro g a S tw ó rcy .
P rze jd ź m y do u rz ąd ze n ia w szechśw iata. N iebo, k tó re my
w idzim y i k tó re n as otacza, sk ła d a się z trzech części. W n ajn iż­
szej p rz e b y w a ją św ięci, pow yżej aniołow ie, a w najw yższej części
sam B óg. P ierw sze dw ie części są w idzialne, ale trzecia n a w e t
nie m oże b y ć w idzialną, w zrok bow iem ludzki nie zniósłby jej
b lask u .
In n i zaś p o w iadają, iż je s t siedem odd ziałów —• pierw sze
sześć są b łę k itn e ja k o m y je w idzim y, lecz n ajw yższy je s t czer­
w ony z p o w o d u o g rom nej m asy o g n ia w nim będącej. M iędzy
n ieb em a ziem ią je s t zasło n a z obłoków , b ez te g o bow iem słońce
m o g ło b y sp alić ludzi, a n a w e t ziem ię. G dy p io ru n p ad a, naów czas o tw iera się niebo n a je d n ą chw ilę i to m y n az y w am y b ły ­
sk aw icą. N iebo, to sk le p ie n ie , k tó re się n a ru b ież y p o g rą ż ą

— 826 —
w m orzu i p o d k tó re m p rz esu w ają się o b ło k i g n a n e w iatre m —
p rz e strz e ń d zieląca ow e p o ła c ie n ie b a m iędzy sobą, k aż d a z o so ­
b n a je s t d w a n aście ra z y w ięk sza niż p rz e strz e ń m iędzy ziem ią
a n ieb em . G d y się niebo o tw iera, naów czas. dają się w id zieć ro ­
z m aite p o s ta c ie : jeżeli z m ieczem w ręk u , to p rz e p o w ie d n ia w ojny,
jeżeli z ja k ie m n aczyniem , to urodzajów w tym ro k u . Z nane są
ta k ż e fig u ry p rz ep o w iad a ją ce g łó d , zarazę i t. p. N iebo n ajczę­
ściej w ted y się o tw iera, g d y trz e b a g o n ić za d y ab łem , a w ted y
w id ać, ja k św. M ichał b ło g o sław i k rzyżem , a św. G a b ry e l i św.
J e r z y p a lą z arm a t, g o n iąc d y a b ła k a m ie n n ą strzałą. On się
w te d y ch o w a w człow ieka, lub w drzew o — jeżeli drzew o je st
złam an e, lub czło w iek z a b ity , lu b dom zap alo n y , to je st d o w o ­
dem , że św . G a ry e l dobrze celow ał. C złow iek z a b ity pio ru n em ,
t. j. w sp ó ln ie z d y ab łem , n ie p o w sta n ie z g ro b u w dzień Z m ar­
tw y c h w sta n ia . — T o n ie je s t ro zsąd n ie, sta ra ć się u g a sić p o ż a r
w z n ie co n y p io ru n em , a n a w e t nie d a się on niczem , prócz k o ­
ziego m lek a, u g asić. In n i zaś p o w iad a ją , że g d y g rzm i, to w te d y
św. E ljasz cisk a o g ro m n y m d rą g ie m za dyabłem . G d y b iją p io ­
ru n y , nie trz e b a o tw ierać g ęb y , d y a b e ł bow iem u ciek a jąc, m oże
w ejść w czło w iek a. R ó w n ież nie trz e b a śp ie w a ć w czasie bu rzy .
N ieb o je s t w b ez p o śred n im sto su n k u z ziem ią, a to przez
sło ń ce, k tó re g o je s t dużo o k reśleń n adzw yczaj ró ż n o ro d n y ch . Je d n i
p o w iad ają, że słońce, to oko B o g a, i d la te g o ono w idzi w szystko.
W o g n isk u sło ń ca w idzim y odbicie się tw a rz y B oga. M ów ią tak że ,
że to je st okno n ieb a. Je d n i m ów ią, że sło ń ce sto i a ziem ia k rą ży ,
a d ru d z y p o w iad aja, że słońce n a noc schodzi do g łę b in m orza.
D y a b li nie m o g ąc g o tam znieść, u siłu ją je o św icie z ta m tą d
w y n ieść n a p o w ierzch n ię, a p rz y tej p ra c y m asa d y a b łó w się
p a li i g in ie. In n i nie ta k b ard zo sp alen i, id ą do rzeki, a k ą p ią c
się, trz e p ią rę k a m i. Ile p a d n ie k ro p e l w ody, ty le rodzi się d y a ­
b łó w w za stę p stw ie tych, k tó rz y zginęli.
P o w ia d a ją tak że , że sło ń ce p rz e b y w a noc n a ta m ty m św iecie.
W e d le ty c h p o d ań w idzim y, iż d y a b li żyją albo w m orzu, albo
p o d ziem ią i sk o ro sło ń ce tam zajdzie, d y ab li, nie m o g ąc je g o
ż a ru znieść, u c ie k a ją w ted y n a ziem ię — i d lateg o to oni nas
m ęczą p rzew ażn ie w nocy. W e d le in n y c h znow u, słońce, to św ia­
tło n iesio n e p rzez aniołów , a tw ie rd z ą o stateczn ie inni b ard zo
p ro zaiczn ie, że to ja k iś w ielk i ogień, p o d sy c a n y przez ja k ie g o ś
sta rc a . Z d ru g iej stro n y sło ń ce je s t ja k najzupełniej uosobione,
lecz p o d an ia w ty m k ie ru n k u są n adzw yczaj zg m atw an e. Je d n i
p o w iadają, że to k o b ie ta , d ru d zy opow iadają, iż sło ń ce p o ry w a
k o b ie ty so b ie za żony. N ajpow szechniej słońce je s t p rz ed staw io n em

— 327 —
ja k o człow iek m ający rodzinę. W p o łu d n ie u rządza sobie drzem kę,
w n o cy śpi, a w staje ra n iu tk o . S ło ń ce św ieciło daw niej o w iele
jaśniej, bo w iem n a w schodzie b y ła dziew ica, k tó ra go m yła i sk rz ę ­
tn ie p ielęg n o w a ła.
R ó w n ież są zgm atw’an e p o jęcia o księżycu. P rz e d e w sz y stkiem trze b a p o w ied zieć, że księźyć, to b ra t słońca, on je s t tak że
o k iem B o g a, lecz on nie je s t w iększy, n a d ko ło wozu. — D ru d z y
p o w iad ają, że to okno nieba. — J e d n i p ow iadają, że to m ężczyzna,
d ru d zy , że k o b ieta. K się ż y c m oże ro b ić z ludźli w szystko co chce,
i dlateg ‘0 to lu d /ie m odlą się do m łodzika. — S ą ludzie, k tó rz y
tw ierd z ą, że k sięży c stoi, a ziem ia k rą ż y ko ło niego. K sięż y ć nie
m oże g rz ać ja k sło ń ce — lecz dlaczego ? K a in po zabiciu b ra ta
A b la n ig d zie nie m ó g ł znaleść p rz y tu łk u , k sięży ć d ał m u p rz y ­
tu łe k w b rew ro zkazow i B oga. O d te g o czasu znajduje się n a k się ­
życu w ize ru n ek K a in a zabijającego b ra ta i księżyć n ie m oże dać
ty le ś w ia tła i ciep ła ja k słońce. T a zb ro d n ia rów nież je s t p rz y ­
czyną, że B ó g k aże księżycow i co m iesiąc iść do p ie k ła i tam
się p rz e ta p ia ć n a now o. In n i tłó m aczą zm iany k sięży ca w ten
sp osób, że św. Jerzy p o d n o si lub opusza firan k i. K się ż y ć m a
o g ro m n y w p ły w n a ludzi. K to p rzy ch o d zi n a św iat n a m łodziku,
te n ca łe życie p o zo stan ie m łody. N ie dobrze je st robić zasiew
n a m łodziku, bo zia rn a nie dojrzeją. G dy k to się sk alec zy na
m łodziku, ra n a się będzie ją trz y ła i do p iero zagoi się n a pełni.
W o g ó le nie p o trz e b a nic zaczy n ać n a now iu.
Jeszcze je d n a le g e n d a po w iad a, że p la m y n a k sięży cu p rz e d ­
sta w ia ją dw óch b raci, k tó rz y p ra co w ali w dzień B ożego N a ro ­
dzenia, za co w ten sposób zostali u k aran i. O stateczn ie je s t
tra d y c y a , k tó ra , u o sab iają c księżyc i je g o zm iany, tw ierdzi, że to
są d w u n a stu braci.
K się ż y c i g w iaz d y n ależą do jednej fam ilii. G dy słońce,
sp o tk aw szy księżyc, po czy n a z nim w alczyć, naów czas przychodzi
zaćm ien ie i p ew n eg o dnia w sk u tek tej w alk i przyjdzie k o n iec
św iata. In n a tra d y c y a p o u cza nas, że zaćm ienie p o w staje z tej
p rzy czy n y , iż p ew ien sk rz y d la ty p otw ór, zw any W ilk o ła k , usiłuje
pożreć słońce. S ą także, k tó rz y tw ierd zą, iż słońce i k sięży c są to
człow iek i k o b ieta, k tó rzy z a k ry w a ją sobie oczy, b y nie w idzieć
n aszy ch złości i w ted y p rzy ch o d zi zaćm ienie.
G w iazd y to są św iatła ludzi żyjący ch i b łyszczą w edle tego,
ja k ie je s t ich życie, lecz tw ierd z ą także, że to są św iece w rę k u
um arły ch , m o d lących się do B oga. — P o w ia d a ją także, że g w ia ­
zdy to aniołow ie.

-

828 -

M leczna drog'a, k tó rą w id zim y n a nieb ie, p ro w a d zi z raju
do p iek ła, a in n i p o w iad ają, że to d ro g a , po k tó rej N ajśw ię tsz a
P a n n a id zie do Jeru zalem . P o tej drodze przech o d zi ty lk o B ó g
i św. E ljasz. K o n iec zn em jest, b y n a św ia t ty lu ludzi przyszło,
ile je s t g w iaz d w tej drodze. O p ad a ją cy ch g w iaz d ach je d n i tw ie r­
dzą, że to są dusze u m iera ją cy ch , d ru d z y p rzeciw nie, że to są
dusze n ieo ch rzczo n y ch i d la te g o trz e b a je n a ty c h m ia st p rz eże g n ać.
W e d le pew n ej leg en d y , je s t to w a lk a aniołów z d y ab łam i, k tó rzy
k ra d n ą d rzew o w n ieb ie i ciskają p o lan am i do p ie k ła — w edle
zaś d ru g iej, to są św iece, k tó re d y a b li w ty k a ją p o m ięd zy św iece
an iołów , b y o szu k iw ać ludzi, an io ło w ie zaś zauw ażyw szy fałszy w e
św iatła, zrzu cają je do p ie k ła . N ie trz e b a b u d o w a ć dom w tem
m iejscu, g d zie u p a d ła g w iazd a, — w ty m dom u bow iem będzie
w ielk a śm ierteln o ść p a n o w a ła .
W id zim y w ięc, iż w szędzie je s t d ziała ln o ść d y a b ła n ie p rz y ­
ja z n a te m u w szy stkiem u, co pochodzi od B oga.
P ró c z ty c h g łó w n y c h p o sta c i je s t jeszcze dużo in n y ch i rz e ­
cz y w isty c h i sym bolicznych, k tó re stoją w zw iązk u z th e o g o n ią
i k o sm o g rafią ludow ą. — S ą p o sta c ie k o b ie c e , zw ane B o g i e n k i , k tó re m iew ają dzieci w s k u te k sw eg o sto su n k u z d y abłem i w ted y s ta ra ją się te dzieci za m ien iać n a dzieci ludzkie.
T o się u d aje ty lk o p rz ed chrztem . J e s t dużo k o b ie t w b ez p o śre ­
dnim sto su n k u z d y a b ła m i — to są w i e d ź m y , k tó ry c h s ą dw ie
k a te g o ry e : je d n e są od u ro d z en ia tak iem i, d ru g ie się n iem i stają
i te m ian o w icie są straszn iejsze, niż ta m te , k tó re, że ta k pow iem ,
są zm uszone często w b rew swej w oli b y ć w iedźm am i. N o w icy u szk a w sztu će w iedźm iarskiej m usi wleźć n a k rz y ż n o g am i do
g ó ry . P ie rw o ro d n y czło w iek m oże ujrzeć w iedźm ę ze sk o p ce m
n a g ło w ie i m a m oc ją w y b ić — rów nież p ierw o ro d n y p ies pozna
ją n a ty c h m ia s t i je s t w m ocy ją p o k ąsać.
N iem a w iedźm iarzy, ale są c z a r o w n i c y , k tó rz y nie za ­
w sze są w m ocy oczarow ać. Od czasu do czasu p rz y ch o d zi
chw ila, w k tó rej k aż d e słow o przez n ich w ym ów ione, m a p o tę g ę
zacza ro w an ia n a w e t w b re w ich w łasnej woli. T o zależy od g w ia ­
zdy, po d k tó rą ci ludzie się urodzili. S ą ludzie znający p rzy szło ść,
w r ó ż b i c i , lecz oni nie m ają nic w sp ó ln eg o z d yabłem , ja k r ó ­
w nież ta k zw an i z n a c h o r z y , (lekarze), k tó rz y jasn o ść w zroku
zy sk a li w sk u te k sp o ży cia p ew n eg o rodzaju w ęża.
W i a t r , to d y a b e ł p rz y k u ty do sk ały , k tó ry czasam i o d z y ­
sk u je w o ln o ść i w te d y z c ią g a obłoki.- M ów ią naów czas, że to
je g o w esele. In n i zaś p o w iadają, że w iatr to m a ły wąż, ży jący

-

329 -

sied em lat, w d ru g ich siedm iu latac h staje się on w ielkim w ę­
żem, a w o statn ich siedm iu la ta c h staje się on g ry fem .
G d y się sz a ta n i biją, to się w znosi ta k a b u r z a , że ludzie
b ard zo często są w te d y sp araliż o w an i lub w p a d ają w szał sam o ­
b ó jstw a. Jeż eli w oda w m arcu zam arza, to d y a b la sp ra w k a.
G r a d je st ta k ż e je g o ro b o ty . T am g d zieś w g ó rz e n a n ieb ie jest
s k ła d lodu, d y a b e ł go tłucze i rz u ca n a ziem ię. T am że je s t r ó ­
w nież sk ład śn ieg u i jeżeli śn ieg p a d a ja k zw ykle, to to anioło­
w ie zrzącają, lecz g d y p o w stan ie ś n i e ż y c a , to dow odem , że
d y ab li ch w y cili sk ła d w sw e ręce. W k ażd y m razie, to je st rzeczą
k o n ieczn ą, b y p ew n a ilość śn ieg u sp ad ła w czasie zim y ; on b o ­
w iem n ie m oże tam w gó rze pozostać w ciąg u u p a łó w letnich.
D e s z c z roznosi po św iecie an io ł ale n a nieszczęście g łu ch y , nie
d o sły szy rozkazów bożych i niesie go tam , g-dzie go sobie nie życzą.
J e s t w ielk a liczba isto t n ad p rzy ro d zo n y ch , k tó re m ogą m ieć
w p ły w n a czło w iek a i je g o życie.
U m a rli p rz y ch o d zą czasam i n a św iat, b y m ęczyć ludzi i n a ­
te n c z a s zw ą się oni u p i o r a m i . T rz e b a jed n ak ż e w iedzieć, iż są
ludzie, k tó rz y już za życia są upioram i i że u m arły nie m oże
p rzy jść do k o g o ś, jeżeli go żyjący u p ió r tam nie p rzyniesie. D u ­
sze w isielców lu b topielców stają się najczęściej upioram i.
T o p ielice d ziew częta stają się R u s a ł k a m i , k tó re ciąg n ą
m ło d y ch ludzi za so b ą do w ody.
S ą l i s o w i ki , t. j. ludzie żyjący w lasach, a o k ry c i w ło ­
sem — są k a r ł y i w i e l k o l u d y , a m iędzy tym i są tacy , k tó rz y
m ają jed n o ty lk o oko, jed n o ra m ię i je d n ą nogę.
P e w n y m ro d zajem ru s a łe k są M a w к i. S ą to dzieci s k ra ­
dzione przez d y a b ła , żyją w lesie lub w zbożu, g d y już stoi
w kło sach , ła p ią ludzi i n a śm ierć łaskoczą. — Ś m i e r ć to k o b ieta,
k tó rą m ożna złap ać i trzy m ać w w ięzieniu, ja k to zro b ił p ew ien
żołnierz. —■ F e b r a to m łoda i p ię k n a dziew czy n a, c h o l e r a
to k o b ieta, k tó ra m a n a so b ie ty lk o koszulę, a z a r a z a to jak aś
b o g a ta pani.
J e s t p ew ien sła b y o d b ły sk m e t a m p s y c h o z y . Jeżeli k to ś
w d niu w ielk ieg o św ięta m a sto su n e k z sw oją żoną, to ona porodzi
jak ie g o ś p ó łczło w ieka, pó ł w ilka, a n aw et ca łe g o w ilk a ale z ro ­
zum em ludzkim . Jeż eli ro d zice p rz ek lin ają dziecko, to ono może
się s ta ć zw ierzęciem . W ied ź m a może, k ie d y zechce i n a ja k i
czas zechce, wziąć p o s ta ć ja k ie g o ś zw ierzęcia, ale to już więcej
s p ra w a d y ab la.
(C. d. n).

-

330 —

Odczynianie uroków.
Z ły w p ły w oczu jed n e g o czło w iek a n a d ru g ie g o n a z y w a lud
u r o k i e m , a w p ływ te n objaw ia się u u r z e c z o n e g o bolem
g ło w y . N a p o zb y c ie się te g o bolu m a lud swój sp o só b leczniczy,
k tó ry n azy w a o d c z y n i a n i e m u r o k u . W iem o dw óch sp o so ­
b ac h o d c z y n ia n ia : jeden z n ich je s t dłuższy, w ięcej p rz y nim c e ­
rem onii, d ru g i sk ró c o n y . O d c zy n ian ie u ro k u w e d łu g p ierw szeg o
sp o so b u o d b y w a się ta k :
K o g o g ło w a n a g le zaboli w drodze lub p rz y p ra c y , ten
p rzy szed łszy do dom u, ozn ajm ia o tem obecnym , m ó w ią c : „G łow a
m ię boli, k to ś m ię u rz e k ł; odczyńcie mi u r o k ! “ W te d y je d e n
z d o m o w n ik ó w n a le w a p e łn ą szk lan k ę w ody, zaśw ieca św iecę,
b ierze z o śro d k a ch le b a (lecz nie św ieżego, an i zb y t su ch e g o )
trzy m ałe k a w a łk i, w y ry w a z m io tły cien k i a długd p rę t i staw ia
to w szy stk o n a stole.
N a stę p u je sp re p a ro w a n ie le k a rstw a . P rę t brzezinow y, w y r­
w a n y z m iotły, trzy m a się w lew ej ręce i p ali w p ło m ien iu
św ie c y ; g d y się już część ja k a ś zw ęgliła, ale nie sp a liła n a p o ­
p ió ł i jeszcze się żarzy, o d trą c a się te n w ę g ie l żarzący p ra w ą
rę k ą n ad wodą, zn ajd u jącą się w szklance, a g d y ten w p a d n ie do
w ody, ro b i się n a d n ią trz y krzyże, m ó w iąc: „W Im ię O jca f
i S y n a f i D u c h a św ięteg o f “ (am en nie n ależ y m ów ić), poczem :
„ Je d e n m ię u rzekł, trz e c lr m ię odrzecze :
B ó g Ojciec, S y n B oży, D u c h ś w ię ty “.
N a stę p n ie w rzu ca się w. w odę je d e n k a w a łe k ch leb a, ro b ią c
k rz y ż e i p o w tarzając to sam o, co p rz y w rz u can iu w ęgla. T a k
s p a la się i w rzu ca w w odę n ap rzem ian trz y razy po je d n y m w ę­
g lu i trz y ra z y po je d n y m k a w a łk u ch leb a . Jeż elib y w dom u
nie b y ło św iecy , lub też m io tły brzezinow ej, n a te n c z a s w rzu ca się
z p ie c a o g a rk i żarzące w ę g la drzew n eg o do w ody, ale n ig d y
w ę g la k am ien n e g o . Po d o k o n an iu tej czy n n o ści u w aża się, co
poszło n a dno s z k la n k i ; jeże li w ęgiel, w ted y osobą, k tó r a u rz e ­
k ła, b y ł c h ł o p (m ężczyzna), a g d y chleb, w ów czas b y ła nią
b a b a (k o b ieta). L ecz to o p a d a n ie na dno szk lan k i nie m usi k o ­
nieczn ie n a s tą p ić p rz y p re p a ro w a n iu u ro k u , m oże ono sta ć się
i później, b y le ty lk o przed zachodem słońca. G d y b y d o p iero po
zach o d zie s ło ń c a o p ad a ć po czął w ę g ie l lub chleb, w ów czas p o ­
znaje się, że u ro k u nie by ło , a ból g ło w y b y ł n a stę p stw e m innej
p rzy czy n y .
O sta tn ią czy n n o ścią je s t u d zielan ie chorem u le k a rs tw a , a dzieje
się ono w n a s tę p u ją c y s p o só b : O dczy n iający u ro k u p ija trz y razy

— 331 po tro sze w o d y ze szk lan k i, p rz ed k ażd em upiciem sp lu w a p rz e d
sieb ie w p ra w ą i lew ą stro n ę i trz y ra z y p ry s k a nią urzeczonem u
w tw a rz ; p o d aje potem sz k la n k ę chorem u, k tó ry ujm uje ją w lew ą
rę k ę i p o su w ając w w a rg a c h b rz eg iem szk lan k i od s tro n y lew ej
k u p raw ej, u p ija trz y ra z y po o d ro b in ie w o d y z u ro k u i p o ły k a,
poczem o d d aje sz k la n k ę odczyniającem u, k tó ry ją staw ia n a oknie.
T am sto i ó na aż do zachodu słońca.
C hory, o p ry sk a n y i n ap o jo n y w odą z uroku, o ciera się rą b ­
k iem koszuli trz y razy, a p rz ed każd em o b tarc iem się spluw a
p rz ed sieb ie, w p ra w ą i lew ą stronę. O cieranie tw a rz y n astęp u je
od rę k i lew ej k u praw ej. Jeż eli u ro k b y ł o d czyniony w ed łu g p o ­
w yższych form alności, m ów i się, że b y ł „dobrze o d cz y n io n y “'
i le k a rstw o po w in n o n ajdalej do zachodu pom ódz chorem u. P o
zachodzie sło ń ca w y lew a się u ro k sto jący n a ok n ie n a d ach ch aty ,
sz k la n k ę staw ia się do g ó ry dnem p o d dachem n a dw orze,
i u c ie k a się do izby, nie o g ląd ają c się za siebie.
S k ró c o n y sp o só b o d cz y n ia n ia uro k ó w o d b y w a się ta k sam o,
ja k do p iero o p isan y , ty lk o p rz y w rzucaniu w ę g la i ch leb a nie
m ów i się : „Jed en m ię u rzek ł, trzech m ię odrzecze“ i t. d., a przy
że g n an iu u ro k u zam iast trzech, ro b i się tylko jed en k rz y ż ; w re ­
szcie u ro k w y lew a się gdziebądź, zw y k le do pom yj.
Szymon Gonet.

Kilka szczegółów z wierzeń ludu.
(O kolica A n d ry o h o w a).

K to m a u n ó g dru g i p a le c dłuższy od p ierw szeg o , a zatem
n ajd łu ższy ze w szy stkich palców , ten będzie w dow cem lub w dow ą.

•W dzień św. Ł u cy i (13 g-rudnia) nie należy nikom u, n aw et
n ajlep szem u p rz y ja c ie lo w i, niczego z ch a łu p y daw ać. W dniu
tym , m ówi lu d : „G d y b y śm y w am co d ali, to b y ście n am w szy stk o
z a b ra li“. In n e m i słow y, b y ły b y od tąd przez c a ły ro k sam e w y d a­
tk i, a nie b y ło b y w dom u ża d n y ch dochodów .

Jeżeli w y p a d a kom uś coś w y p łacać, lub w o g ó le daw ać, n a ­
leży to czynić ty lk o w sobotę, lub w reszcie w in n y dzień w ty ­
g o d n iu , lecz n ig d y w po n ied ziałek , bo inaczej przez c a ły ty d zień
b ę d ą ciąg le w y d atk i.

-

332 —

K to w p ią te k tańcuje, a w so b o tę śpiew a,
w n ied zielę nieszczęścia spodziew a.

ten niech się

U zam ożniejszych g o sp o d arzy , k siąd z ch o dzący „po k o lę d z ie “,
w to w a rz y stw ie o rg a n is ty i k o ścieln eg o , po p o św ięcen iu izby,
b y d ła, u d zielen iu b ło g o sła w ie ń stw a dom ow i i je g o m ieszkańcom ,
s ia d a zw y k le n a ch w ilk ę i rozdaje g o sp o d arstw u , dzieciom i cze­
lad zi o b ra z k i n a p a m ią tk ę sw eg o p o b y tu . L ed w ie p o tem k siąd z
p rzejd zie za p ró g izby, je d n a z dziew cząt m y ślący ch o zam ęściu,
s ia d a n a tem m iejscu, n a k tó rem p rz ed ch w ilk ą k siąd z siedział,
d lateg o , „ab y się w ty m ro k u w y d a ła “.

L u dzie, w ynoszący z izby ciało u m arłe g o , g d y s ta n ą p rz ed
p ro g iem , zniżają tru m n ę i trzy razy z le k k a u d erzają nią w p ró g
n a zn ak p o ż e g n a n ia te g o dom u przez nieboszczyka.

Jeżeli drzew o z a p a łk i trzeszczy podczas p alen ia , je s t to n ie ­
o m y ln y znak, źe do 3 dni należy się sp o d ziew ać w lecie b u rz y
z g rzm o tam i, a w zim ie tę g ie g o m rozu.

G dy g rzm i około św. M ich ała (29 w rześnia), je s t nadzieja,
że b ęd zie d łu g a i su ch a jesień.

R zeźn ik , g d y bije św inię u g o sp o d a rz a , o b rz y n a jej p o zak łu c iu b ro d a w k i p iersio w e, zaw ija je w w iecheć słom y, k tó ry m
św in ię p rz e d zabiciem m yto i w rzu ca do chlew ika, g d zie b y ła
Świnia um ieszczoną. R o b i to w tym celu, a b y w p rzy szło ści
św iń sk ie p o k o len ie nie zag in ęło w ty m chlew ie.

K o m u zrobi się c h ro sta n a ję z y k u i p iecze go p rzez chw ilę,
te g o k to ś o b g a d u je ; n ależ y so b ie w spom nieć ta k ą osobę, a jeżeli
się ją rzeczyw iście od g ad n ie, c h ro sta zn ik a i b ó l ustaje.

K o m u „się o d b ija “, czyli k to m a czk aw kę, ale ch w ilo w ą,
te g o k to ś w sp o m in a. N ależy w ted y pow ied zieć :
„E, k to ś m ie w spom ina,
N ieb o z y ck a z kom ina,

-

333 —

P o d . . . . sie m acà,
K a sie tez ta m oja Z ośka (mój Józek) o b ra c á “.
W te d y c z k aw k a ustaje ').
K o g o nos św iędzi, będzie się g n ie w a ł ; k o g o bro d a, będzie
się z kim ś w ita ł ; k o g o św iędzi dłoń u lew ej ręki, ten będzie o d ­
b ie ra ł pien iąd ze, a jeżeli u praw ej, b ęd zie je w y d a w a ł; k o g o
lew e ok o św iędzi, b ędzie p ła k a ł, a k o g o p ra w e, ten będzie się
śm iał.
K o m u lew e ucho „ g o re je “, o ty m źle m ów ią, a kom u praw e,
o tym d o b rze m ó w ią ; ko m u w lew em „d zw o n i“, o trzy m a w eso łą
w iadom ość, k o m u zaś w praw em , ten dow ie się o jak ich bajk ach
n a sieb ie, lub w o g ó le o czem ś sm utném .
G d y k to m ów iąc, kichnie, znaczy, że to co m ówi, je s t p r a ­
w dą, lub g d y m ów i o p rzy szło ści, że rzecz ta się spełni. T a k
sam o, g d y k to ś m ówi, a słu ch ają ca osoba k ich n ie, w idać, że
m ó w ca m ów i p ra w d ę. W reszcie, g d y k to ś o czem ś m yśli, a w ted y
k ich n ie, m yśl je g o się spełni. G dy k to ś zam ierza coś uczynić,
i sądzi, że p ro je k ty je g o się sp ełn ią, a w ty m czasie uczuje n a ­
g łą p o trze b ę, dow ód, że zam iary jego nie u d ad zą się.

G d y is k ra w y p a d n ie z p ie c a n a izbę, lub g d y z k n o ta p a lą ­
cej się św iecy u tw o rz y się zw ęglenie w k sz ta łc ie czapki, są to
zn ak i, że go ść p rzy jdzie do domu.
K om u- p c h ła p o k aż e się n a w łaściw ej ręce, ten o trz y m a list.
Je ż e li w p iecu zacznie huczeć, będzie w ty m dom u k łopot,
ja k a ś k łó tn ia .
B o c h e n k a c h le b a nie pow inno się k ła ś ć n a stole stro n ą w y ­
p u k łą, ale p ła sk ą .
__________
G d y p o dczas jed ze n ia sp ad n ie kom uś ły ż k a n a ziem ię, znak,
że k to ś g ło d n y p rzy jdzie do dom u.
‘j O k n ie, c k a m i s ię ; p o c k ło m i s ię ~

m am , m ia łe m c z k a w k ę .

— 334 —
N ie n ależy n ig d y b ę b n ić nożem lub w idelcem po stole, „bo
się ch leb z d o m u w y b ę b n i“ ; k to zaś gw iżdże w dom u, ten „chleb
z dom u w y g w iz d u je “.
Jeż eli k a w a le r przy jd zie p ierw szy raz do dom u sw ej w y b ra ­
nej, w ów czas ro d z ic e jej, jeżeli życzą sobie, a b y ich c ó rk a pojęła
g o za m ęża, nie p o w in n i go n ig d y cz ęsto w ać chlebem z „m asłe m “,
inaczej s p ra w a się „rozm aili, ro z le z ie “. K a w a le r nie p o w in ien
sw ej u p atrzo n ej ro b ić p o d a rk a z obrazków , k rz y ży k ó w , m edalików ,
bo ró w nież m ałżeń stw o nie przyjdzie do sk u tk u .

P rz y ja c ie l p rz y jacielo w i nie p o w in ien w darze ofiarow yw ać
noża, scy z o ry k a, ig ły , b rz y tw y , bo p rz y ja źń się rozerw ie.

D ziecio m siedzącym n a ła w ie lub sto łk u , m atk i za k azu ją w y ­
w ijać n o g am i, m ó w ią c : „kto h u ś ta n ogam i, te n d y a b ła k o ły s z e “.
Szymon Gonet.

P io sn k a o k o m arze.
W zeszycie з „L u d u “ z r. b. znalazłem w p ra c y D r. Ł e b iń sk ieg o p. t. „ P io sn k i lu d o w e i p o w ia s tk i“ —- p io sn k ę o kom arze,
nieco o d m ien n ą o d podobnej, ja k ą ■
— nie p o m n ę od k o g o — s ły ­
szałem p rzed k ilk u n a stu la ty w T a rn o w sk ie m alb o R zeszo w sk iem ,
a k tó rą dla jej o ry g in a ln o śc i zan o to w ałem sobie. — O to słow a
p io sn k i przezem n ie za p isa n ej :
„C o sik w lesie stu k n ęło ,
C osik w lesie h u k n ęło ,
P ew n o k o m a r z d ęb a spadł,
Z łam ał sobie w b o k u g n a t.
D o w ied ziała się m ucha,
Źe już k o m a r bez ducha,
W ię c p y ta ła k o m ara ,
Czy n ie trz a d o k to ra.
Oj, nie trz a m i d o k to ra,
J e n o k s i ę d z a p rz e o ra !

-

335 —

Oj, nie trz a mi j а р t y k i ,
Jen o ry d la, m otyki.
B y ł w ięc p o g rz eb w sp an ia ły ,
W sz y ćk ie m uchy p ła k a ły ,
I śp iew a ły re k w ije :
Już nasz k o m a r nie ż y je !“
P io s n k a przez D r. W ł. D ębińskiego p o d an a, zdaje się p o c h o ­
dzić w p ro st z u st ludu, n a to m ia st przy to czo n a przezem nie zdradza
p ew n e o g ład zen ie, ta k p o d w zględem m uzycznym , ja k i literack im .
Karol Stanuchów ski.

T T T I e r z e n l a , I ’ULd.ia..
Z e b ra ł nad W iarem

L udw ik P ierzch ała.

O sobie chorej n a żółtaczkę, k aż ą nosić k o ra le n a szyi, pić
o d w a r z m arch w i i p rz e g lą d a ć się w mazi.
A k u sz e rk a w iejsk a, o b słu g u jąca k o b ietę, k tó rej p o ró d ciężko
przy ch o d zi, w y c ią g a ze strz e c h y w trze ch m iejscach po o d ro b in ie
słom y, za p ala ją i o k ad z a położnicę.
G d y dziecko słab e, m ów ią, że je st p r z e s t r a s z o n e . R o b ią
ze sło m y m iotełkę, trzy m a ją ją n a d g ło w ą dziecięcia i p rzelew ają
przez p o m io tło trz y k ro tn ie b ia łk o z jed n eg o n ac zy n ia do d ru g ieg o ,
a dziecko się uspokoi.
G d y n iew iasta c ięż arn a z a p ra g n ie czegoś, czego jej dać nie
m ożna, rzu cają n a n ią słom ę, m ó w ią c : „W m o j e j s z m a c i ,
w t w o j e j s k r y n i “ — inaczej zjedzą jej m yszy bieliznę.
G d y dziecię d o stan ie „ u ro k i“ (t. zn., ż e je s t chore), n a b ie ra ją
do po św ięcan ej szk lan k i u ry n y , zm yw ają n ią tw arz i g ło w ę s ła ­
beg o , a p o zo stały p ły n w y lew ają w „ g łu c h y “ k ąt.
G dy dziecko p łacze, tw ierdzą, źe m a „ s ty s k i“ n a szyi i n a ­
c ie ra ją u ry n ą.
G d y „ z a w itk a “ (k o b ieta niezam ężna) urodzi dziecko, w p raszają się k o b ie ty i m ężczyźni za kum ów , bo się im b ęd zie w iodło.

-

336 —

W ie śn ia k , p rz y ję ty n a k m o tra , o p asu je się uzdą, a b y m u się ko n ie
do b rze chow ały.
N iew ia sta , m ająca złość n a sąsiad k ę , z a p rasz a ją do sieb ie
w porze, k ie d y ta je s t p rz y n a d z ie i; sk o ro g o ść w yjdzie za p ró g
ch a ty , g o sp o d y n i u d e rz a w p ró g siek ierą, a są sia d k a u rodzi dzie­
cko szczerbate.
G d y k to ś w ch acie d o stan ie „ u ro k i“, n ależ y je spuścić.
W ty m celu n a b ie ra się do szk lan k i w o d y i w rzuca do niej 9
w ęgli, ra ch u jąc w stecz do je d n e g o . Jeż eli w ę g le p ły w a ją podczas
liczenia, u rz ek ł m ężczyzna, sk o ro o p a d n ą n a dno, d a ła u ro k i b aba.
O b c ię te p az n o k cie chow ają w ieśn iacy za „ z a n a d rz e “, a b y nie
b y ło p o trze b y szu k ać ich po śm ierci.
O b c ię te w łosy zak o p u ją do ziem i w tem m iejscu, g d zie b a r ­
w in e k ro śn ie ; k to w ło sy w yrzuca, te n się n a ra ż a , że je zb io rą
p ta k i i w y ście lą n iem i g n iazd a, a w ów czas „ z w i n i e s i ę k o łt o n “ n a g ło w ie.
K tó r a k o b ie ta szyje w so b o tę, ta ry c h ło um rze. W p o n ie ­
d ziałek szyć n ie w olno, bo ciężki dzień, an i w dziew ać koszuli, bo
się ta rg n ie u d a i b ęd zie k łó tn ia w dom u.
D ziew czy n a n a w y d a n iu w ychodzi w w ilię B o żeg o N a ro ­
dzen ia o p ó łn o cy n a p o d w ó rze i n asłu ch u je piln ie, w k tó re j s tr o ­
nie p s y szczek ają, od te g o bow iem zależy, z k tó re j stro n y n a ­
dejdzie jej p rz y sz ły m ałżonek.
Z w ilią B o żeg o N a ro d zen ia łą c z ą się inne w ierzen ia i ta k :
a) A b y b y d ło n ie d o staw a ło u ro k ó w , zb ie ra się z ca łe g o d nia
po m y je i k ro p i n iem i ch u d o b ę ; b) A b y b y d ło b y ło rozkoszne, daje
m u się w ty m d niu p ro s k u ry z d re w n ia n e g o ta le rz a , k tó ry n a s tę ­
p n ie rzu ca się w k ą t s ta je n k i; c) A b y się b y d ło nie „g z iło “, w iąże
się w k u p ę łyżki, k tó re m i się ja d ło w ieczerzę ; d) K o g o w w ilię
s p o tk a nieszczęście, tem u ro k ca ły nie b ęd zie się darzyło.
W w ilię św. A n d rz eja zb liża się dziew czę do p ło tu i r a ­
ch u je k o łk i, w y m a w ia ją c : „W dow eć, m o ło d e ć “. S k o ro n a k o ń cu

-

337 —

w y p a d n ie „w d o w eć“, w yjdzie za m ąż za w dow ca, g d y „m o ło d eć“,
za k a w a le ra . — W tym że sam y m dniu p ie k ą dziew u ch y b a ła b u szk i i rzu cają psu. G dy pies chw yci pieczyw o w powietrzu^
dziew czy n a w yjdzie za m ąż jeszcze teg o roku, sk o ro jad ło p o ­
d n iesie ze ziem i, — b ęd zie n a m ęża czekała.

G d y p a ro b e k jedzie n a w iosnę po ra z pierw szy w pole, bije
d ziew u ch y b ato g iem , a b y p rę d k o za m ąż w ychodziły.

C hcąc się ustrzedz p rz ed
g o sp o d arz n a d rzw i n ieto p erza.

przyjściem

czarow nicy,

p rz y b ija

G d y k ro w a „z acz aro w a n a“ i złe m leko daje, n ab ija g o s p o ­
d y n i szp ilek w cedzidło, g o tu je je i że g n a sierpem , a będzie cza­
ro w n icę ta k kłuło, ja k b y w n ią sam ą szpilek nabiła.

K to chce, a b y m u się b y d ło dobrze chow ało, p rz y b ija żmiję
n a d rz w iach stajni i sta w ia w sk o ru p a c h n aczyń w e w szy stk ich
ro g a ch tejże po o d ro b in ie dziegciu.

A b y się k u rc z ę ta dobrze rodziły, należy jaja sk ro p ić w odą
św ięco n ą w W . sobotę i sadzić je z czap k i pod ku rę. K to ' chce
m ieć sam e k o g u ty , sk ro p i ja ja w odą, p o św ięco n ą w dniu Jo rd an a.

A b y b y d ło nie d o staw ało uroków , k ro p i się je u ry n ą . G dy
się cielę sprzed aje, należy m u w y d rzeć trz y ra z y po odrobinie
sierci i dać ją zjeść z chlebem . K to za n ie d b a ta k zrobić, tem u
d o b y te k zab ierze się z cielęciem . K to znow u sp rzed aje krow ę,
ja łó w k ę lu b b y czk a, te n w inien b y d lęciu w y g a rn ia ć b ło to z r a ­
cic ; inaczej z c h a ty zab ierze się d o b y tek .

G d y g o sp o d arz sta w ia ch ału p ę, zakopuje w czte rec h w ę
g ła c h chleb p o św ięco n y i pieniądze, a b y m u się darzyło.

G dy się k ro w a ocieli, p c h a ją cielęciu
p y s k a , a b y b y ło żerne.

co tc h u

sło m ę do
22

-

338 -

K to k u p i św inię, o ciera ją o piec, a b y b y ła ja k p iec tłu s ta ;
k to zaś k u p i k ro w ę n a ja rm a rk u , w y lew a n a n ią p e łn ą p u tn ię
w o d y , a b y „ g a d z in a “ dużo m leka d aw ała.
G d y b a b a k u p i ku rę, o b cin a jej o g o n ; p rz y le p ia n a piec
i za le p ia glin ą, a b y się k u ra trz y m a ła dom u.

Zagadki

ludow e.

(Z nad W ia r u ).

1.

J a k ie g o d rzew a w le s ie n a jw ię c e j?

2.

P e łn a b e c zk a w in a, a w niej d en k a n ie m a.

'(oS ojS k .u io)
'(o fn f)

3.

S z ła pan i p rzez dw ór, n io sła 1 0 0 0 sk ó r.

‘( г . т д )

4.

S to i pani w k o m o rze, je j k o sa na dw orze.

5.

B e c z k a na b e c zc e, b e c zk a na b e c z c e , a na b e c z c e lis i ogon .
•(m ou oSo nqoaiM u ‘Iq zo
-oq jfm m znn nqntqoq o S o iS n jp op o S ou p of po dâ^ spo ‘n u io z.ix )

6.

S to i na pod w órzu baran, a m a ty s ią c ran.

7.

S z lo so b ie p rzez k ła d k ę ,
W y la ło se r w a tk ę ;
K się ż y c w id z ia ł i nie w id ział,
S ło ń c e w sta ło , p o zb iera ło .

'(м эц о л зр !)

*(oM9zjp kiqki inGoiq nu ‘цитд)

9.

8.

S to i pan n a w szu b ie,
P a lc e m w d . . . . dłu bie,
D ob yw a k aw alca,
O blizuje p a lca .

(rson)
' ( li i )
P ę d z iła m otu śk a k o ło p lo tu śk a ,
P y ta ła szw arjona, czy j e s t h o p k o dom a ?
•(um op m qoq ^sef j( zo G sd tq i^ id t mjojd o{oq z s /m tq iz p â x )

10.

C ztery ty k i, dw a p a ty k i, je d n o zam ach ajlo.
•(uoSo ‘iS o .1 g ‘iSon f

11.

J e sz c z e się ojc ie c n ie n arod ził, ju ż syn po

12.

D w a d rą g a le, nad d r ą g a la m i b ęb en , nad bębn em dw ie p a łk i, nad
p ałk am i ja d a c z , nad jad aczem sm a r k a c z, nad sm ark aczem dw ie ś w ie ­
c zk i, nad św ie c zk a m i góra, n a g ó r ze la s, a
w le s ie barank i.
(q o m o jz Q )
B ez dna, bez ob ręczy, p e łn a b e c zk a w ina,
K ied y się ro zb ije, m a jstr a na to n iem a.
‘(o f^ f)

13.
14.

‘п м о д х )

św ie c ie cb od ził.
•(ui¿<i)

S z ła pan na na g ó rę, m a czerw o n ą sk órę ;
Gdy ją r o zb ie ra li, to nad n ią p ła k a li.

'(ninqoQ )

15.

C z a rn iu tk ie, m a lu tk ie , c a łą k ło d ę ru sz y .

'СвВРсО

16.

Jed n o m ó w i: „ D n ia B o ż e “ , d ru gie m ó w i: „ N ie daj B o ż e “ , tr z e c ie
m ów i : „M nie zaw sze je d n a k o , ja k w d zień tak w n o c y — h u śta s i ę “ .
•(kidüzaqs ¡ т э т і ІГв.ш лцо o f oq ‘опрэС osps
-XzsAV ш і oz 'iMZjp u ‘kpîd ZVJVZ oq ‘ojjfq эш ш ир iq o z ‘uuiqo
-n q ‘uoizp j íq ^Cqoz 'vS oq iso-id ouq o — ‘iMZjp 'niuqonq ‘o u q o )

-

389 -

17.

S to i św ie c a na o łta rz u , ja k o p ió r o w kałam arzu,
P r z y sz e d ł du ch , p ióro w b r z u c h : „Daj B o ż e s z c z ę ś c ie : “

18.

J e stem ca ły z d r z ew a b iały, zra zu d u ży, potem m ały.
K ru ch e se r ce m e z cz er n io n e , w drzew o b ia łe opraw ione ;
Gdy p r z y c iśn ie sz , to się z ła m ie, p rzem ieszk u ję z w y k le w

•(/{nieiosoyi)

k ram ie.

•(цемою)

Zwyczaj wykupywania panny młodej w Korczynie pod Krosnem,
O go d zin ie dziew iątej w ieczór obiad u m łodej. P rz y stole
siedzą w szy scy ; sw ac ia sied zą po jednej stro n ie, a d ru źk i po d ru ­
giej ; m ło d a siedzi m ięd zy d ru g im i trzecim sw atem . K ie d y p rz y
k o ń cu o b iad u p o d a ją kaszę ja g la n ą , p rzy ch o d zi d ru żb a z m łodym
i w y k u p u je m ło d ą u sw ató w do czepin.
D ru ż b a p y ta się : Ile żąd acie za tę jałó w eczk ę ? S w ac ia o d ­
p o w iad a ją : T o jest d o b ry g a tu n e k , dobrze je, dobrze pije, w sz y st­
k ie zęby m a, k ró tk o m ów iąc, to d o b ry g atu n ek , dajcie za nią
sześć stó w ek . M ło dy obiecuje dw ie, trzy stów ki, ale sw ac ia nie
ch cą nic sp u ścić. D ru ż b a p o w iad a : D aj ta jeszcze je d n ą stów kę.
S w a c ia tw a rd o o b sta ją p rz y sw ojem żą d an iu i sp u szczą co n aj­
w ięcej je d n ą stó w k ę. (S tó w k i są lo flaszki n a p e łn io n e tru n k iem ).
O puszczają stó w k ę ty lk o w ty m w y p ad k u , g d y tru n e k je s t
d o b ry , bo ja k w g o rszy m g a tu n k u , to m usi d ać sześć stów ek.
K ie d y sw acia za p ła tę wzięli, m łody i d ru ż b a w y ciąg ają m ło d ą
p rzez s tó ł i p ro w ad zą do k o m o ry , gdzie idzie sw aszka, p o d sw aszczy n i, p an m ło d y i drużba. M ło d a siad a n a sto łk u i ro z b ie ra ją
jej z g ło w y w stęg i i ro z m a ry n y i czepią. S w a c ia i dru żk i d o b i­
ja ją się do k o m o ry , a b y d o stać stołek, n a k tó ry m sied zia ła p a n i
m łoda, bo ta, k tó rej się te n sto łek dostanie, prędzej się w yda.
W y c h o d z ą sta m tą d ; sw aszk a niesie d zb a n ek z piw em , podsw aszczy n i n iesie św iecę, a sw aszk a mówi : „N iech będzie p o ­
ch w alo n y Jezu s C h ry stu s ! P ro si szanow na nasza p a n i m łoda na
o d m ien n y w ie n ie c “. I rzucają n a talerz pew n e d a tk i p ien ięż n e,
w m iarę m ożności.
Ks. W ładysław Sarna.
N a p rośb ę n aszą, u m ie sz cz o n ą w „ L u d z ie " II. str. 2 6 4 , z o sta ł nam
n a d esła n y przez C zcig od n ego w sp ó łp ra co w n ik a n a sz e g o p ism a p o w y ższy a r­
ty k u lik , k tó r y tutaj u m ieszcza m y w tem b ło g ie m p rzek on an iu , że i in n i
czło n k o w ie n a sze g o T ow arzystw a i c z y te ln ic y „ L u d u “ pójdą za tym p r z y ­
k ład em i R ed ak cyi u d zielą opisów te g o zw yczaju .
R e d a k cy a .

*

-

340 -

Piosnki ludowe
ze w si C z e r n i c h o w a , C z e r n i c h ó w k a , Z a g a c ia , D ą b r o w y , W o ło w ic , G r o t o w y i S u łk o w y
w p o w . K rak o w sk im

zeb rał
(Z biór d rugi).

„ W o b ło c y sty c h chm urach są, p ł a n e t n i k i, co ro b ią sn ié g , dése
i grád i c ią g n ą chm ury n a w s z y stk ie str o n y św iata. N a d tem i p ła n etn ik a m i
sie d z i M o r z y c a , co sy je (d )lá sieb ie śm ie rte ln ą k ósu lg.
Co ty sią c lá t
ź g n ie ráz ig łą . J a k tę k o su lę u syje, to um rze i b e d z ie są d n y dzień . T y m casem ona n ic n ie rob i, in o sie d z i, u k lad á i áp iéw á k r a k o w iá k i“ .
(G ád k a P io tr a J a sio łk a , w ło śc ia n in a i flisa k a z W o ło w ic w p o w ie c ie
krakow sk im ).

1.
D a , m oja m atu sia
N ie b e d z ie w ie d z ia ła ,
K a sie m oja k rew k a
B e d z ie (r)o zlew a ła .
C yli na p agórk u ,
C yli na d oliu ie ;
K a m ie k u lk a trefi,
T am m ie śm ie rć n ie m inie.

M ój B o ż e , mój B o ż e ,
P o c ie s ze m nie p o c ie s,
B o m ie n ie p o c iesy
M atk a an i o c ie c.

3.
C egóz ty d ziéw cyn o
P o d jaw orem s to is ?
Су e ie m atk a z b iła ,
Су sie d é sc a b o is ?
—- M a tk a m ie n ie zb iła,
D é sc a s ie n ie boje,
In om se sta n é la
I ta k ci se sto je.

4.
U m a tu sie w sien i
S to k ro ć sie z ie le n i,
A u T om asow éj
Juz d ziéw cyn e w z ien i.

5.
D a, m oje k r o w isie
N ie n ajad ły mi sie,

J a k ż e je p ozen e
D o m ojéj m a tu sie ?
P o z e n e je m ied zą,
T o mi s ie n ajed zą ;
P o ze n e j e r o lą ,
T o m i sie napoją.

6.
M arysiu , M arysiu,
M oje u k o ch a n ie,
D e jze mi g ę b u sie
C hoć na sk o sto w a n ie.
D e jz e m i g ę b u sie
P o k iś u m a tu sie,
B o mi n ie dás p o te m ,
Jak b e d z ie s za ch łop em .

7.
M atusiu, m a tu siu ,
B a r a n e k w ogro d zie,
P u d e j á do n ieg o ,
B o m ie n ie p o b o d zie.

8.
K le k le !) in o, k le k le,
S ied zi m a tk a w p ie k le ,
Co on a tam rob i ?
K ló s k i żabom drobi !

9.
C h łop iec ci, já c h ło p iec ,
W y c h o w á l m ie o c ie c,
W y ch o w a ła m atka,
L u d z ie do o sta tk a .

'J Przyśpiewka bocianowi.

10.
Chłopiec ci já , chłopiec,
K ogótek mi ociec,
K okosecka m atka,
S tará kura babka.

Lulàj-ze mi, luláj,
Kie já eie kołyse,
Niechże já od ciebie
H ałasu nie słyse.

19 .

11.

M atka mie ucyła
Śpiewać i tańcować,
A ociec mie ucył
Z dziéwkami figlować.

12 .
L ala, gąski, lala,
Nie bede wás miała,
Bo mi wás m atusia
Poprzedać kázala.

O lulu, o lulu,
Któż eie bedzie tulił?
U tulą eie ludzie,
J a k mamy nie bedzie.
20.
O lulu, o lulu,
K tóż eie bedzie tu lił?
U tuli eie mama,
Ja k przyjdzie od siana.

21 .

,

13 .

U śnij-ze mi, uśnij,
Albo mi urośnij,
Mozes mi sie przydać
W pole gąsek wygnać.

14 .
U śnij-ze mi, uśnij,
Choć na gołej ławie,
M atusia um arli,
T atuś we W arsa wie.

15 .
Luláj-ze mi, luláj,
Siwe ocka stuláj,
Stuláj ze ocusia,
K ázali m atusia.

16 .
L uláj-ze mi, luláj,
Kołysko lipowá.
Niechże eie dziecino
P án Jezus uehowá.

17 .
L uláj-ze mi, luláj,
K ołysecko z wieckiem,
Id zie od Krakowa
Cyganecka z dzieckiem.

O lulu, o lulu,
Któż eie bedzie tulił ?
M ama eie utuli
W malowanej luli.
22.

O lulu, o lulu,
Kołyska z m arm uru,
Pieluski z rąbecku ;
L uláj aniolecku !

23 .
O lulu, o lulu,
Siedzi babka w ulu, A dziadek w stodole,
W yglądś na pole.

24 .
Podpálaná ^ chatka,
Słońce do niej świóci,
Posłali mie m atka
Do m iasta po nici.

25 .
Matko moja, matko,
Chowaj ze mie gładko,
Chowaj ze mie chowáj,
Ja k cerwone jabko.

2) Okopcona.

- 342 —
33 .

26.

O dana, o dana,
Nie moja sukm ana,
Bo já na nie pije
Od samego rana.

O lili, о lili,
О cóz eie to zbili ?
O lala, o lala,
O tego Imltaja.

34.

27 .

Stududáj, stududáj,
K ury buty miały ;
S tududáj, stududáj,
Ka je popodziały?

0 lili, о lili,
P asté rz e p álili;
1 já téz pálila,
To mie mama zbila.

35.
0 dada, о dada,
M iała baba dziada,
Ino mu śpiewała :
D ada, dada, dada.

28 .
O lili, o lili,
W ilk gąsecke niesie,
(B)Ozpuścił piórecka
Po wołowskim 3) lesie.

36 .
H ojze ino, dyna, dynd,
M iała baba B ernadyna,
P osad ziła go na młynku :
Siedź-ze se tu Bernadynku.

29 .
O lala, o lala,
Buty u kowala,
Któż mi je okuje,
K ie kowál choruje ?

37 .
Hojze ino, hojze,
D w aścia4) razy w koło,
K ady 5) sie obrócę,
W sędzie mi wesoło.

30 .
O dyny, o dyny,
K a sie podziejemy ?
Przyjdzie wojenecka,
N a nie pojedziemy.

38.
H ojze ino, hojze,
M oja młynarecko,
Robi na eie woda,
Robi i kółecko.
Robi na eie woda,
Robią, i kamienie,
 ty, młynarecko,
Siedzis se we młynie.

31 .
O dyny, o dyny,
Podźmy do dziéwcyny,
Bo dziéwcyna chorá,
Bedzie m iała chrzciny.

32.

39.

O da ino, o da,
W ziena w iánek woda,
W ziena i zabrała...
Cóz ja bede m iała ?

Hojze ino, hojze hoj,
O biecała kope jáj,
Obiecała — przyniesie,
Ja k jéj k u ra naniesie.

8) W i e ś W o l o w i c e
kow skim .

w

pow.

kra­

*) Uwadzieśoia.
s) Kedy.

— 343 —
40 .
Hojze ino, nie moja to,
Zena żytko całe łato,
Zena, zena — nawiązała,
N a Jasinia zawołała.

41.
K rakow iácek ci já,
1 tyś K rakow ianka,
M iałaści spodničke
Po same kolanka.

42 .
Oj, biéda mie, biéda.
Od K rakow a zenie,
Ani já piénigdzy,
Ani já kiesénie.

43 .
M arysiu, M arysiu,
Cóześ za M arysia,
Coś mi nie podała
R ącki na konisia ?
Podejze mi rąeke
N a zieloną łącke,
Podejze mi obie,
Pogwarzymy sobie.

44 .
Da moja M arysia
W nocy przyjechała,
B ała sie słonecka,
By nie ogorzała.
B4ła sie słonecka
Bardzo jarzącego,
By nie ogorzała
Od razu jednego.
Nie bój ze sie, nie bój,
M arysiu słonecka,
Bo ci nie opáli
Na głowie wiánecka!

45 .
Bodejze eie, bodej,
Moja M aryś, bodej,
Ja k já bode tonął,
To mi rąc k e podej.

46 .
Z ajadę, zajadę
Furm anow i droge,
A tobie, M arysiu,
Zajechać nie moge.

47 .
Leciały gąsecki
Z wysokiej górecki,
Zbióráj, Maryś, piórka
Będą podusecki.
— Nie bede zbićrała,
Bo mi mama dała
Śtóry podusecki,
P ią tą obiecała.

48 .
Leciały gąsecki
Z wysokiéj górecki,
Leciały od bydła,
Opuściły skrzydła.

49 .
Otwórz-ze mi, otwórz,
M oja Maryś w rota,
Niechże já nie schodzę
Z konisia do błota.

50 .
Ojce nasz, k tó ry ś jest,
M arysiu, kadyś je s t?
Święć sie Imie twoje,
Haw 6), Jasiniu, stoje !

51.
M arysiu, kochám eie,
Nikomu nie dám eie,
Schowám eie do domu,
Nie dám eie nikomu.

52 .
W iedziałaś, M arysiu,
Ze já urlopnicek,
Pocóześ ty posła
Do mnie, na tráw nicek ?

6) Haw, zn. tu.

— Posła ci já, posla,
P o swojej potrzebie,
A tyś, Jasiu, myślał,
Ze to ju z do ciebie.

53 .
Cygán ci já, Cygân,
Moja M aryś, Cygán,
Jesce ci já ci sie,
Moja Maryś,' przydam.

54 .
D a, moja M arysiu,
Moje pociesenie,
Dejze mi chusteczki
Do mojej kiesenie.

55 .
Da, moja M arysiu,
Moje sto tysięcy,
Zeby mi eie dali,
Nie stałbym o więcśj.
Nie stoje, nie stoje
0 nijakie dary,
In o o eie, Maryś,
Zeby mi eie dali.

56 .
W ędruje, wędruje
Gwiázdecka na niebie,
1 já téz wędruje,
M arysiu, do ciebie.
— W ędruj, Jasiu, wędruj,
J a k já wędrowała,
Używaj ta k świata
J a k já używała.

57.
M arysiu, kochanie,
U ciebie sniádanie,
U ciebie i obiád,
K tóż ci go bedzie ja d ?

58 .
K ukułecka kuká,
K asia Ja sia suká,
Z nalazła go w lesie,
Śniadanko mu niesie.

344 59 .
Pijes Jasiu , pijes,
C hałupka ci gn je,
W eż Jasinku kije,
P odpieraj se i je

60 .
P ijés Jasiu, pijes,
O konisia niedbás,
Siecki mu nie urznies,
Owieska mu nie das.

61 .
Przeleciál gołąbek
N a zielony dąbek,
Z aźrał do K asinie,
J a k i ma porządek :
Świni w piecu ryją,
P sy nacynia myją,
Kyzecki pod progiem
Z arosły barłogiem .

62 .
Zeby já w iedziała,
Ka mój Jasień pije,
Tobym mu wyniesła
Z cebrzyckiein pómyje ;
Z cebrzyckiem pómyje,
Z m iarecką otręby ;
W ytrzyjze se, Jasiu,
Po gorzálce zęby.

63 .
G órálu, G órálu,
K aśka ci um arła.
— Су dziadzi nadali,
W cora kłóski żarła ;
Nie tak mi zál K aśki,
Ja k mi klósek luto,
Nie zjádbym ich dzisiáj —
Schowálbym na ju tro .
Nie zjádbym ich ju tro —
Zjádbym je we w torek.
Nie zjádbym we w torek —
Schowálbym we worek.

64 .
G óral idzie w kyrpcu,
M adziar z ostrogam i,

345 —
Szelma ta dzićwcyna,
Co idzie za nam i.

65.
Kasiu, moja Kasiu,
Nie chodź po podlasiu,
Nie zbiéráj kwiatecków,
Nie zwodź parobecków.
66.

Góralu ze Żywca,
Pozyc ze mi kyrpca,
J á ci nie zepsuje,
Ino potańcuje.

67 .
Idzie G órál do Skawiny,
Niesie w portkach oskrabiny7),
Су je sprzedá, су nie sprzedá
To nikomu darmo nie dá.
68.

G órále, Górále,
Kupcież mi korále,
Bede powiadała,
Ze mi m atka dała.

69 .
A dejze mi, Boze,
Okienko w kómorze,
Bede spoglądała,
Ka mój Jasień orze.
A dejze mi, P anie
Okienecko w ścianie,
Bede spoglądała,
Ka moje kochanie.

70 .
Jakom pását bydło,
W idziałem strasydło,
Cárne ślepie miało
Na mie spoglądało.

71 .
Jakem pásál bydło,
W idziálem strasydło,

7) Oskrabiny z kartofli.

W cárnym kapelusie,
Gadało : „Nie bój 'sie P'
Nie było bobuśko,
Bo paluski miało,
W cárnych rękawickaoh,
Obłapiać mie chciało.

72 .
Nie trza ci mnie więcój :
P a rę wołów, pługu,
Ohałupecki ładnój
Bez żadnego długu.

73 .
Nawróć ze mi konia,
Nawróć na uwrocie.
Nie zawracáj głowy
Ubogiej sierocie.
Nawróć ze mi konia,
Albo nie naw racáj,
Albo mi dziéwcyno
Głowy nie zaw racáj.

74 .
Jechali panowie
Bez mój ogródecek,
Urwali lelują,
Cerwony kwiátecek.
— Da, moi panowie,
N ie rwijcie mi kwiatka,
Bo já siérotecka,
Nie użyję św iatka.

75 .
Zeby já wiedziała
Ze pude za gdowca,
Tobym se' uwiła
W iánecek z jałowca.

76 .
Zeby já wiedziała
Ze pude za pana,
Tobym se uwiła
W iánecek ze siana.

77 .
Zeby já wiedziała
Ze pude za księdza,

— 846 Tobym se uwiła
W iánecek z łabędzia.
(Lub : z mosiędza).

78 .
P rzelecidł, przelecidł
P tásek malowany,
Przyleciál, przyleciál
P od Jantkow e ściany ;
Siád se na kamyku,
Mówi koronecke,
P ro si se m atusi
0 ładną córecke.

79 8).
Ockosie, Ockosie,
S éroká rodzina,
Niina gorzálecki,
N apijcie sie wina.

80 9j.
Ockosie, Ockosie,
Malowane dzieci,
N iejedna dziéwcyna
Z a wami poleci ;
N iejedna dziéwcyna,
1 niejedna gdowa,
Poleci, poleci
Do samégo Lwowa.

81.
Jedna dròga pod las,
D rugá pod bucyne,
T rzeciá wele łóżka,
C w ártá pod pierzyne.

82 .
Salala, salala
Rybecka za wodą,
Ale já nie bede,
H ultaju, za tobą.

83.
D oruś moja, D oruś,
Nie dałaś mi doróść,
' 8-9) Piosnka weselna, stosowana
do rodzin, przy zbieraniu pieniędzy przez
młoduehę po oczepinach.

Spoglądałaś n a mnie,
K ieby na latorośl.

84 .
Parobecek ci já
N a całą gromadę,
Siecki rzn ął nie bede,
Orać nie pojadę.

85 .
P arobecek ci já
Nie lada, nie lada,
Mozę mi przyświadcyć
I calá grom ada.
86.

Cblopácy, chłopacy,
Ł ad n i i wysocy,
Ledwie mi za wami
Serce nie wyskocy ;
Serce nie wyskocy,
Oko nie wystrzeli,
Cblopácy, cblopácy,
Jacyście weseli.

87.
Skowronecek orze 10),
Sikorka pogania,
Co sie nawyglądóm:
Nie widać ániádania.

88.
K ucharzu, kucharzu,
Cóześ nám nawarzył ?
Sńmeś se n ie pojâd,
I náseá pomorzył.

89.
N asa kucbarecka
Spodziéwa sie gości,
N apiekła kołacy
Z tatarcanych ości.

90 .
Nie umiem já robić,
N ie umiem já orać,
10) Z tej pieśni czerpał T. Lenar­
towicz wątek do pieśni: „Raniusieńko
jak zorze, słychać ptaszków śpiewania* .

347
Jesce trzeba na mnie
„Nuże, w ole!“ wołać.

91 .
Nima ci to, nima,
Jak o dworakowi,
Sigdzie na konika,
Jedzie ku dworowi.

92 .
Sięde na konika,
W ykręcę wąsika,
Dobęde p ałasa:
„W iw ant, Polska n a s a !“

93 .
Nima ci to, nima,
Jako chłopu na wsi,
U rżnie psu ogona,
K apusty omaści.

94 .
Nima ci to nima,
Jak o djńbłu w piekle,
Smoły sie napije.
W ysiedzi sie w cieple.

95 .
Nie bede já piła
Żydowskiego piwa,
Bo w nim zydówecka
Zyda utopiła.

96 .
W idzidłeś ty, Stachu,
Żydowskiego boga?
Siedzi na nálepie
Bez jednego roga.

97 .
W idziáteá ty, Stachu,
Żydowskiego cielca?
Siedzi na nálepie
Bez jednego kielca.

98 .
Nie płac M aryś, nie płac,
Nic ci nie pómoze,

Obróć swoje ocka
N a Cerwone morze :
N a Cerwone morze ;
Na Cerwone k ra je ,
N ie płac, M aryś, nie płac.
Choć ci sie nie zdaje.

99 .
D udni woda, dudni,
W cembrowanćj studni,
A w tych Woło wicach
Są ludzie obłudni.

100 .
T urbuje sie zona,
K a já sie obracam,
A já w Cérnichowie
K ieliski przewracam .
101.

Cernichów, Cernichów,
P iékne to miástecko ;
K to sie tam dostanie,
Ton dziadem zostanie.
102 .
Donaju, Donaju,
Zimná woda w tobie,
Niescęśliwi ludzie,
Co mówią o tobie.

103 .
W awrzyniec, W aw rzyniec
Niós portki na Tyniec,
Spadły portki z Tyńca,
Zabiły Wawrzyńca.

104 .
Z jednéj strony woda,
Z drugiéj strony kije,
Z trzeciej strony M oskál
Do F rancuza bije.

105 .
K a ty idzies, opálony ?
— Do Wołowic sukać zony!
— Niedaleko zony sukáj,
U Sikory we drzwi pukáj.

— 348 Je st ta Zosia na wydanie :
Štéry mysy i dwa konie,
Štéry mysy i dwa koty,
I Zosinia do roboty.

106 .
(Śpiew W isły).
W Krakowiem sie urodziła,
W W arsaw iem urosła,
A w T oruniu chłopca 1‘) miała,
W Gdą,ńskum za mą,z posła.

112.
U Poprawy w sadzie,
Zakwitły tam gruski,
Je st ci tam F rańcysia,
Kieby b arán ruski.

113 .
U Popraw y w sadzie,
Zakw itły tam banie,
Je st ci tam F rańcysia,
K ieby krzywe sanie.

107 .
Ja k ci já pojadę,
Góry,, lasy mine,
W ołow ic nie mine,
Bo ta mám dziéwcyne.

108 .
Nie tędy, nie tędy,
D roga do Poręby,
Nie dawać to było
Porębianom gęby;
A tyś im dawała,
Jesceś sie pytała.
Pam içtàj, dziéwcyno,
Bedzies żałow ała!

109 .
Zeby já w iedziała,
Co za kosyk wiśni,
Tobym téz wiedziała,
Co mój Jasień myśli.
110.
Mój Boże, mój Boże,
R ządzis moim losem.
Dejze mi Jasinka,
Ino z pełnym trzosem.
111.

U Popraw y w-, sadzie
Zakwitły tam śliwy.
Je st ci tam F rańcysia,
Kieby barán siwy.
1‘) Kanał Bydgoski czyli „Bidgoska“, tak zwana przez galicyjskich fli­
saków.

114 .
P astéreck a pasła bydło,
Zgubiła se motowidło,
Żebyś mi go, Jasiu, znaláz,
Dała bym ci g rajcár zaráz.

115 .
G orzała 12) gruska i jabłoń,
Pocóześ Jasiu, sed na błoń ?
Sedłem do mojéj, do Zosie,
Co pasła konie na rosie.

116 .
G orzała lipka, jałowiec,
Gorsy kaw aler, niz gdowiec,
K awalér bije, katuje,
A gdowiec ściska, całuje.

117 .
Z tamtéj strony rzócki,
Pasie Jaś konicki,
Pude já do niego,
Dá mi na trzew icki ;
Dá mi na trzew icki,
D á mi na pońcoski,
Bede já chodziła
Do niego bez piáski ;
Dá mi na pońcoski,
D á mi na zielone,
A po świętym Jánie
W eźm ie mie za zone.

12) Gorzała, zn.
górowała.

wznosiła się,

118.
Nie pij, Jasiu, nie pij,
Bedzies sie miài lepiéj,
Nie pij gorzálecki,
Będą sukienecki ;
A nie pij i wina,
Bedzie i dziéwcyna.

119 .
W ysoki zámeček,
W ziąn mi Jaś wiánecek,
Jesce wyzsá skała,
Bom mu sama dała.
120.
K aro la, K arola,
Nie kockáj kaprála,
Kochâj oficera,
Dá ci cwancygiera.
121.

Tylu, tylur na motylu 13)
T ańcow ała babka,
Mało ludzi na weselu,
Posłali po dziadka.
122.

Tylu, tylu, na badylu,
Nie potrzeba smycka,
Nie wyskakuj sta rá babo,
Boś ty nie cielicka.

123 .
R ekruci, rekruci,
P án Jezus sie smuci,
I my sie smucemy,
Na wojnę idziemy.

124 .
Sumi gáj, sumi gáj,
Sumi gałązecka,
Nie widać, nie słychać
Mego kochanecka.

,3) Dawniej motowidło zwano mo
tyłem.

349 125 .
W kalinowym lesie
P táskow ie śpiewają,
Niescęśliwi ludzie,
Co o mnie gddają.

126 .
W kalinowym lesie
W o d a kam ień niesie,
Na kam ieniu tráw a,
Bywáj, M aryś, zd ro w á..

127 .
Kumotrze, kum otrze,
Nie chodźcie po mokrze,
Chodźcie se po suchu,
W tem nowym kożuchu.

128 .
Sumíala léscyna,
Jakem bez nie jechál,
P łak a ła dziéwcyna,
Jakem ją odjechál.
P łakała dziéwcyna,
Cóz nie miała płakać,
Uciék mi konicek,
Nie mogła go złapać.

129 .
Gorzálecko moja,
Dáwnim eie nie pijál,
Alem se rozm yślał:
N a cóz bede zbijál?

130 .
Siostro moja, siostro,
Okuj konia ostro,
Na stéry podkowy,
Pojadę do gdowy.

131 .
Swagierecku, swagrze,
Nie bij mojej siostry,
Bo já na eie wezne
Siékiérecki pstréj ;
Siékiérecki ostréj,
T oporu ostrego,
Zabije, zabije
Swagierecka mego.

— 350 132 .
Pojedzies ? Pojadę.
— W eź i mnie; weź i mnie,
Bo mnie tam m atusia
Bez w ianka nie przyjmie.

133 .
Śtdry mile lasu
Saméj osicyny,
Jak że já pojadę
Do mojéj dziéwcyny.

140 .
Gdy eie bedą cepić,
Spoźryj do powały 14),
Zeby twoje dzieci
Cárne ocka miały.

141 .
Siwy koń, siwy koń,
Na nozke skalecál,
Juz já sie nie bede
Dziéwcynom zalécál.

134 .

142 .

W ódki mi dać, wódki mi dać,
Bo mi z bótów wiechcie widać ;
Су mi widać, су nie widać,
W ódki mi dać, wódki mi dać.

Siwy koń, siwy koń,
Siodełecko niesie,
Cekáj mie dziéwcyno,
W kalinowym lesie.

135 .

143 .

Z a góram i, za lasam i
J e s t ta kupa piásku,
Chciálem panne pocałować,
N arobiła w rzasku.

136 .
Dopiórom ci zacąn,
Z dziówcyną, tańcować,
Z agrálci mi tam bor,
Musim masierować.

137 .
Nauc ze sie, nauc,
Mój konisiu robić,
Bo já sie naucył
Do dziéwcyny chodzić.

138 .
N auc ze sie, nauc,
K onisiu pracować,
Bo já sie naucył
Z dziéwcyn% tańcować.

139 .
Gdy eie bed% cepić,
Spoźryjze do nieba,
Zeby twoje dzieci
Nie pragnęły chleba.

Myślałaś dziéwcyno,
Zem o ciebie salát,
A j á о konisia,
Со mi okulawiát.

144 .
R ozleciały mi sie
Siwe gołębisie
Po boru, po boru;
Pozganiáj-ze mi je,
Dziéwcyno nadobna,
Do dworu, do dworu.

145 .

V

K ázali mi kury paś
Za stodołą w prosie,
K ury ja ja pogubiły,
A já dlubál w nosie.

146 .
P o sła ci já. posła,
Za starego osła,
L epiéj żebym była
U m atusie rosła.

“ ) Dawniej powała była czarna,
bo okopcona.

-

351 —

147 .

154 .

P o sła ci já, posła,
Z a starego wola,
Ni já z nim do ludzi,
Ni já do kościoła.

Zakochaliśmy sie,
Ja k gołębie w parze,
A kto nás (r)ozłący
To go Pán Bóg skárze.

148 .

155 .

Aj, zimno mi, zimno,
P o d tw oją pierzyną,
Ciepléj by mi było
W lesie pod choiną.

P osła baba krów doić,
N apadła na byka,
A cóz to za psiá jncha,
Co nie chce dać mleka!

156 .

149 . '
:

Nic nimám. ino bic,
Z końca bica żyje,
Co we dnie zarobię,
To w nocy przepije.

Zachodź-ze słonecko,
Nie za las, nie za las,
Ino za górecke
Bo juz cas, bo juz cas.

157 .

160 .

Na mojem polisiu
Studzienecka stoi,
A kto drógą jedzie,
K onika se poi.

Cerwone jabłusko
Wysoko usiadło,
J a k eie mám porusyć,
Żebyś mi tu spadło ?

158 .

151 .

Spodobała mi sie,
Dziéwcyna n a flisie,
Ubogiego ojca,
Ubogiój matusie.

Leci woda, leci,
Po kam ykach staje,
Cóz mi po dziéwcynie,
Kie mi sie nie zdaje !

169 .
152 .

Pijcie chłopcy wódkę,
Bo wódka nie woda,
Skladájcie sie wszyscy,
Bo jednego skoda.

Chlopácy, chlopácy,
Chodzicie po nocy,
D ziewcęta za wami
W ytrzescają ocy ;
W ytrzdscają ocy,
W y trzd scają t á r k a 15),
Bo z wami, chlopácy,
Przyjem ná pogwarka.

160.

Myśli moje, myśli,
U derzcie we wode,
Co já sie dziéwcynom
Spodobać nie möge.

153 .

161 .

Kochanie, kochanie,
Corse niz więzienie,
Z wigzieniá wyzwolą,
Z kochania nie zdolą.

Za las chłopcy, za las,
Tam ok 16) dziéwki tanie,
16)

15) Tarka, gałki oczne.

mok.

W Krakowskiem mówią ta­

— 352 D w adzieścia i átéry
Za g rajcár dostanie.

162 .
Nie bede śpiówała,
Nie bede sie darla,
Schowám se na ju tro
Odrobinę garla.

Zabije świnioche,
Omasce se ciapcioche !

168 .
A tańcujcież 20) mysy,
K tóra ino słysy,
A k tó ra je s t głucha,
To sie niech przysluchá.

163 .

169 .

Jedźcie krowy, jédzcié,
Ponajádájcie sie,
Idźcie do jeziorka,
Ponapijájcie sie.

P rosili mie na wesele,
N a pieconą kure,
Sami zjedli dobre mięso,
A mnie dali dziurę.

164 .

170 .

Stoi w polu gruska,
Nima na niéj grusek,
L istecki opadły,
W ierzchołecek usech.
L istecki opadły,
Bo je o b e ia p a li17),
W ierzchołecek usech,
Bo go urąbali.

165 .
Jedzie wóz na przewóz,
Malowane osi,
Nie pude przewozić,
Niech sie psiá sierć prosi.

166 .
K ázál ci mi ksiądz ls)
T atarecke ząć,
A já biédna dziéweyna
Pojadłam se jécm ienia,
N ie möge sie zgiąć.

167 .
Ciapciocha 19) sie zrodziła,
Cemze bede m aściła?
,7) C i a p a n i e , j e s t to r z u c a n i e p a ­
ty k ie m , kijem lu b k a m ie n ie m n a d r z e ­
wo za ow ocem , a b y go „ ś e i a p a ć “.
ls ) D o te j p i o s e n k i j e s t n u t a n i e ­
z m ie rn ie p ięk n a, dziw nie rz e w n a i p e ł ­
n a jakiejś tajem nej s k a rg i.
,9) C i a p c i o c h a z n . k a p u s t a .

Ka já sie obrócę :
Ino eie, ino eie,
A ja k do roboty,
Nima eie, nim a eie.

171 .
A mój strycek 3 '), nieboscycek,
Dej mu Panie niebiosa,
S tare dzićwki wywozili
Na trag aču do lasa.
H opsasa, hopsasa, hopsasa.

172 .
Żebyś była uciekała,
U ciekłabyś była,
Aleś mie ty pocekała,
Boś mi rad a była.

173 .
L eci ptásek, leci,
Odleciát se dzieci,
Z aleciál za morze,
W rócić sie nie moze.

174 .
Oj, biéda mi, biéda,
Z tą m oją niedolą,
Ledwie zacne robić,
Juz mie rąck i bolą.
so) P r z y ś p i e w k a
m uzyki.
21J S t r y j a s z e k .

do

lada

jak iej

175 .

W staj biódo, bezwstydo,
Bo pudzies do ludzi.

Ja k ci já pojadę
Z panam i, z panami,
Bedzie mie M arysia
W yglądać sparam i.

183 .

176 .
D rózba “ ) ci já, dróżba,
Całemu weselu,
Pilnujcież mie ludzie,
Ja k sie bede cielił.

177 .
Nie bede já siecki rzezál,
Bo já weora nie wiecerzát,
Niech se dziéwki siecke rzezą,
Zjadły obiád i wiecerzą.

178 .
Chodzi ptásek po ulicy,
Zbiérá sobie gáráé pszenicy,
Zbiérá, zbiérá, dzióbkiem kole,
Kaześ było, dziewce moje ?

179 .
Uw iódeś mie, uwiód,
K iedym stała u wrót,
Juz mie nie uwiedzies,
Ja k nazád pojedzies.

180 .
M alusieńki kielisecek,
Nie dostanie do kisecek,
M alusieńki, chociaż długi,
W ypiłabym taki drugi.

281 .
A nawróć ze, nawróć ze,
Siwym koniem na drodze,
Jak że mám nim nawrócić,
Kie sie nie chce obrócić.

182 .

P rzy śp iew k a

Biedo moja, biedo,
Jakże eie biódować,
Z ájde do chałupy,
Nima co gotować.
Nima co gotować,
I nimoge pojąć,
Biedo moja, biódo,
Jakby eie tu p o ją ć 23).

184 .
Baba chłopa odesła, odesła, odesła,
Bo nie umiál rzem iesła, rzem iesła,
[rzemiesła,
Ale on sie naucy, naucy, nauey,
J a k mu bióda dokucy, dokucy, do[kucy.
Zasiálem se owiesek, owiesek, owie[sek,
Ale on mi nie wesed, nie wesed,
[nie wesed.
Na górecce wywiało, wywiało, wy[wiało,
Bo sie kiepsko zasiało, zasiało, za[siało.
Na dolince wymokło, wymokło, wy[mokło,
Bo sie kiepsko zawlekło, zawlekło,
[zawlekło.

185 .
O dana, o dana,
Mało já mám wiana,
Bo já u m atusie
L égala do rana.
— Oemuś mie, matusiu,
Rano nie budziła,
Zeby já se była
N a wiano ro b iła?

186 .

Śpi biéda, śpi biéda,
Niewolá ją budzi,
” )
d rużbie.

353 -

lada

Chlopácy, chlopácy,
Bedziecie wojácy,
jak iem u

,3) chwycić.
23

— 354 —
Bedziecie wojować
Z dziśw cętam i w nocy.

— Da moje dziewcęta, nie bijcie sie,
M acie ta portcęta, (r)oździelcie sie.

187

193

Posed zydek po wode,
Z łapali go za brode :

— Aj, waj, gimne siáj,
Moji bhody nie usiáj 24).

188 .
K arasia 2S) K arasiu,
K aześ mie w tarasił?
P o d kamień, do błota,
Oóz to za robota !

Inaczej :
Pod kam ień we wode,
Dobyć sie nie moge.

189 .
Zeby já ta k zaciąn kosą,,
J a k mie dziadzi w tańcu nosą.
Z eby já ta k ciąn cepami,
Ja k mie nosą za dziewkami.
Ja k mie nosą, tak mie nosą,
Jaze mi sie dziéwki prosą.

Z e b jś była M oraw icka,
Calowálbym twoje Иска,
Aleś ty je st O raw ianka,
Más kolanka, ja k Cyganka.

194 .
Zachodź-ze słonecko,
Zeli más zachodzić,
Bo mie nozki bolą
Z a krowami chodzić.

195 .
Nie bój ze sie, nie bój,
Kie já sie nie boje,
Siadáj na konisia,
Poki przy nim stoje.

196 .
D ziesiąta godzina
Na zegarze biła,
Kiedy mie dziéweyna
Z karćm y prowadziła.

190 .
Qoś ty chłopie osalál !
Су ty nimás rozum u ?
K arcm a je s t przy gościńcu,
A ty idzies do domu.

191 .
U ciekła mi przepiórecka w pröso,
A já za nią nieborácek boso ;
T rzeb a mi sie pani m atki spytać,
Су mi kdzą przepiórecke chytać.
—• A chj'tájze, mój kochanku, chytâj,
Tylko sie jéj ogona nie tykáj.

197 .
Jasiu miły, Jasiu,
Kup se koperw asu,
K az se odmalować
Dziéwcyiie zawcasu.
Kaz se odmalować,
Kaz se odbryzować (bryzelią),
Zeby ci ją było
Miléj pocałować.
— Żebym był malarzem,
Odmalowálbym ją,
Cobym zmácál pę(d)zel,
Pocalowáíbym ją.

192 .
N a górze, na górze u S iedláka,
Biły sie dziewcęta o chlopáka.
г4) A c h w e h ! g i b m i r S c h e i n ,
M ojej b ro d y n ie ru sz aj.
2sj
P rzy śp iew k a
gospodarzow i
z W ołow ic, n azw iskiem K a ra ś.

198 .
Zabij mie pieronie
W téj Bieleńskiej brám ie 26),

2б) W k l a s z t o r z e K a m e d u ł ó w j e s t
b ra m a , ja k b y ja k a forteca.

— 355
Zeby B ielanianki
Nie patrzały na mnie.

199 .
K asiu moja, Kasiu,
Nimám do eie casu,
Oasu i godziny
Do twojéj rodziny.

200 .

Ja k mi go położy
W sieni nade drzwiami 27),
Co pożre na niego,
Zaleje sie łzami.

204 .
S tará baba, chłop młody,
Jechál na niéj do wody,
Stąpáj, babo, séroko,
Bo do wody głęboko.

B iálá sukm anecka
I podséwka biálá,
Diá dobrych serdecná,
A diá złych, ja k skała.

Ojciec Górál, m atka Górál,
A dziéwcyna kieby korál.

201.

206 .

Jakem jechál od W arsa wy,
Siwe ocka mie płakały ;
Siwe ocka co placecie,
Wy mie miały nie bedziecie,
Na wieki, na wieki,
Bo já chłopiec daleki.
202.

205 .

S tará baba w młodym wieku,
Posłała se na sámsieku,
I nimogła wypowiedzieć,
Ja k jéj było dobrze leżeć.

207 .
Chłopiec mój wozi gnój,
J á mu nakládala,
Com mu nałożyła,
Tom mu buzi dała.

Jakem jechál od W ielicki,
Brząkały mi podkowecki,
Brząkały, brząkały,
C árne ocka płakały.
C árne ocka co placecie,
Wy mojemi nie bedziecie,
N a wieki, na wieki,
Bo já chłopiec daleki.

A mój ociec, woziwoda,
Co wozi wode,
W szystkim Żydom na K aźm ierzu28)
R obi wygodę.

203 .

209 .

л/

N asa gospodyni
Mało chleba daje,
Idzie do komory
G odzinę go kraje.
U kraje, ukraje,
Ja k dębowy listek,
Jesce mie sie pytá,
Су já go zjem wszystek.
Cóz bym go nie zjadła,
Kie go mało dała,
Po co sie to, po co,
Су go zjém, p y ta ła ?

208 .

Kowálu, kowálu,
Zróbże mi klucyki,
Bede zamykała
W skrzynecce kulcyki.

I7)
N ade d rzw iam i byw a okienko
p o d łu ż n e lub d e sk a p rz y tw ie rd z o n a ^ n a
k o łk a c h do ś c ia n y . T a m s k ł a d a j ą séry,
podw ieczorki i k lucze, g d y ch ału p ę z a ­
m y k a j ą , a i d ą w p o l e . K l u c z e k ł a d ą się
w tedy, g d y n i k t n ie p a trz y .
ls)
K a źm ierz, d zieln ica m iasta
K rakow a.
*

Kowálu, kowálu,
Zróbże mi kłotecke,
Bede zam ykała
Jedw dbną chustecke.
211.

Depce konik, depce,
Do stajni iść nie chce,
K ieby do dziewcyny
Pojechał by jesce.
Cisawy koniku,
Nie dumáj, nie dumáj,
P rzepłynąłeś W isłę,
P rzepłynies i D unáj.
Nie przez taki Dunáj
Mój konieek pływał,
I já nie u taldéj
K ochanecki bywál.
212.

N ieráz ci já, nieráz,
Te przełazki przeláz,
Nie ráz, nie dwa razy,
Ino ze sto razy.

213 .
Kochanie, kochanie,
Gdzieś mi sie podziało,
Coś mi sie kochanie
Oglądać nie dało.

356 —
W yjád, wy trato wát,
Cem go bede chow ál?

217 .
L uláj ze mi, lulaj,
Moje dziécie m ałe,
Bo ześ mi ty jesce
Nie odkolysane ;
Nie odkołysane,
Nie odpowijane,
L uláj ze mi, luláj,
D zióciątko kochane !

218 .
Uśnijze mi, uśnij,
Mały aniołecku,
Bo já eie znalazła
W marchwi w ogródecku ;
W marchwi w ogródecku.
K iedym traw kę zęna,
Mój ty mocny Boże,
N a cóz já eie w ziena?

219 .
U śnijze mi, uśnij,
Moje drogie dziócie,
Bo já eie znalazła
W ogródecku w życie ;
W ogródecku w życie,
K iedym zyto zęna i t. d.

214.

220.

K rakow iácek jeden,
Miài koników siedem,
Odjechál na wojnę,
Zostaw ił se jeden.

Páli mi sie, páli,
W stążk a od koráli,
Nie od ciebie, Jasiu,
Ino od G óráli (lub fornâli).

215 .

221.

K rakow iácek jeden,
Miał koników siedem.
Jeden mu sie zbujał,
Jaz mu skocył w Dunáj.
I on za nim skocył,
P o rteck i se zmocył.

W oják ci já, woják,
Bom se chleba pojád,
G orzàlecki napił,
K ochankę obłapił.

216.

Cisawy konieek,
Wyjád mi tráw nieek,

222.

Bodej eie, dziéwcyno,
Twój fartusek opád,
Ześ mie obmówiła,
Zem nie ładny chtopák.

-

357 —

Bodej eie dziéwcyno,
Spodnicki opadły,
Ześ mie obmówiła,
Ze já je st nie ładny.

Jesce pięć,
Chrzestná matko,
Jedno jabko,
Bedzie zięć.

230 .

223 .
Nie bede, nie bede
Na Ja sin ia dobrá,
Póki nie opadnie
Choinecka drobná.

224.
D zieci moje, dzieci,
Obsułam sie wami ;
Obsułam sie wami,
Ja k jabłoń jabkam i.

225 .
Na krakow skiéj wieży
Świeci sie k o ro n k a 59),
K tórá ladná panna,
Bedzie m oja żonka.

226 .
Na krakow skiéj wieży
Świeci sie krzyzycek,
K tóry ładny chłopiec,
Bedzie mój męzycek.

227 .У '
Sieroty, sieroty,
Duzo wás na świecie,
Niéma ojca, matki,
K a sie podziejecie?

2 28 .
Siéroty, siéroty,
P o dpiérácie płoty (lub wroty),
Podpiérácie ściany,
Mój Boże kochany !

229 .
Chrzestná matko,
Jedno jabko,

29) Korona na wieży Maryaekiej.

Mama na nie zawołała30):
Су

ch c es, су

pudzies, су chces
[kowála ?
— Nie chce, nie pude, nie chce
[kowála,
Da, bo kowál młotem bije,
Co zarobi, to przepije,
Nie chce, nie pude, nie chce ko[wála !

Mama na nie zawołała:
Су

chces, су

pudzies, су chces
[m ulárza ?
— Nie chce, nie pude, nie chce
[mulárza.
Da, bo m ularz piec muruje,
A po śmierci pokutuje,
Nie chce, nie pude, nie chce mu[lárza !

Mama na nie zawołała:
Су

ch c es, су p u d z ie s, су chces
[stolárza ?
— Nie chce, nie pude, nie chce
[stolárza,
Da, bo stolarz trónny robi,
Ja k já umrę, to mi zrobi,
Nie chce, nie pude, nie chce sto­
la r z a !

Mama na nie zawołała:
Су

chces, су

pudzies, су chces
[złodzieja?
— Juz chce, juz pude, juz chce
[złodzieja,
Da, bo złodzićj co ukradnie,
U bierze mie piéknie, ładnie.
Juz chce, juz pude, juz chce zło­
d z ie ja !
30) Do toj p i o s n k i j e s t n u t a w f o r ­
m ie ślic zn e g o m a rs z a , p o d o b n ie ja k u
z n a n e j p io s n k i; „ Ł ą c z k o m oja, łą c z k o ,
łą c zk o zielo n a “ . — S ą w niej p r z e d ­
staw iciele
w szystkich
zawodów, k ry ­
ty k o w a n i przez dziewczynę.
N iestety,
c a ł e j tej p i o s n k i n i e m o g ł e m z l u d u w y ­
d o b y ć . M oże m i s ię to p ó ź n i e j u d a .

-

358 —

23 J .

232.

Kogótku, kogótku,
Nie chodź po ogródku,
Połomies leliją,,
Panny eie zabiją.
— A niech mie zabiją,
To mie pochowają,
P rzed wielkim oM rzem ,
G dzie panny si4dają.

K ą p a ła sie K asia w morzu,
P asła koniki we zbozu,
P án staro sta jechał z pola,
Z ająn koniki do dw ora.
J a k sie K asia dowiedziała,
Za sta ro stą poleciała.
Dawała mu dwa talary,
Jeden nowy, drugi stary.

Śpiewka o starych dziewkach
ś p ie w a n a p rz e z flisa k ó w c z e rn ic h o w s k ic h .

S tare dziéwki zm roził mróz,
Nabrátem ich pełny wóz,
Do K rakow a-m wióz, do K rakow a m wióz.
Zawiózem je do K rakow a,
T ańsa dziéwka (ni)zeli gdowa,
Do K adom ia-m wióz, do Radom ia-m wióz.
Zawiózem je do Radomia,
Tam na dziéwki targ u niém a,
Do W arsaw y-m wióz, do W arsaw y-m wióz.
Zawiózem je do W arsawy,
Tám mi wszystkie sparsywiały,
Do T orónia-m wióz, do T orónia-m wióz.
Zawiózem je do T orónia,
W ysułem je do wagona,
Umyłem se wóz, umyłem se wóz.

Pieśń o czarnym baranie*)
ś p ie w a n a p rz e z p e rs o n a ! m ły n ó w p a ro w y c h G u s ta w a B a r u c h a w P o d g ó r z u .

Gdzieżeś ty bywał, czarny baranie, czarny baran ie?
— We. młynie, we młynie, mój mocny panie !
A coś tam robił, czarny baranie, czarny b aranie ?
— M ąkę meł, m ąkę mół, mój mocny panie !
A coś dostawał, czarny baranie, czarny baranie ?
— Trzy kije na plecy, mój mocny panie ?
A coś tam jadał, czarny baranie, czarny baranie,
— K luseczki z miseczki, mój mocny panie !
*) Do pieśni o czarnym baranie jest nuta, nadająca się dziwnie do taktu kół
i pasów młyńskich. — Widać, że jest to pieśń młynarssa. Po"dał mi ją młynarczyk
Dębowski. M. Kap.
л

— 359 —
A coś tam pijał, czarny baranie, czarny baranie ?
— Pomyje z cebrzyczka, mój mocny panie!
A gdzieś ty sypiał, czarny baranie, czarny baranie?
— P od piecem z kudłaczem (z psem), mój mocny panie !

S i e 1 a n к a *).
K iedy bedzie słońce i pogoda, słońce i pogoda,
Przyjedź Jasiu do mego ogroda.
Bedziemy se fijołecki sadzić, fijołecki sadzić,
I o samych ładnych rzecach radzić.

Piosnka żołnierska.
Tam za Krakowem na błoniu,
W ywijá F rancek na koniu,
H osa, horasa, bosa, borasa,
W ywijá F ran cek na koniu.
Kasinia za nim chodziła,
D ziécie za rącke wodziła,
H osa, horasa, hosa, horasa,
Dziécie za rącke wodziła. Weźmij to dziécie za rącki,
I wrzuć do rzécki głębockiśj,
H osa, horasa, hosa, horasa,
I wrzuć do rzécki głębockiej.
K asinia F ran ck a usłuchła,
I dziécie do wody buchła,
Hosa, horasa, hosa, horasa,
I dziécie do wody buchła.
Rybárze ryby łowili
I to dzieciątko złapili,
Hosa, horasa, hosa, horasa,
I to dzieciątko złapili.
A to dzieciątko pływało,
Na swoje marne wołało,

Hosa, horasa, hosa, horasa,
N a swoje mame wołało.
O mamo, mamo, más ich dwie,
K árájze jako lepiej mnie,
Hosa, horasa, hosa, horasa,
K árájze jako lepiéj mnie.
Oj dosyciem eie kárala,
Aleś mnie słuchać nie chciała,
Hosa, horasa, hosa, horasa,
Aleś mnie słuchać nie chciała.
Oj káralaá mie bylicą,
Zrobiłam sie bezbożnicą,
H osa, horasa, hosa, horasa,
Zrobiłam sio bezbożnicą.
Mogłaś mie k áraé choinką,
Byłabym lepsą panienką,
H osa, horasa, hosa horasa,
Byłabym lepsą panienką.
Coś ty, K asiniu, robiła,
Ześ se wiánecka nie zwiła ?
Hosa, horasa, hosa, horasa,
Ześ se wiánecka nie zw iła?

*) N u t a tej s i e l a n k i j e s t r o z p o w s z e c h n i o n a i z a s t o s o w a n a d o w i e l u p i o s n e k
z p o w i a t u B r z e s k i e g o w Gralicyi. — S i e l a n k a t a z o s t a ł a p r z y n i e s i o n a w K r a k o w s k i e
p r z e z d z i e w k i ż n i w i a r k i z o k o l i c y B ia d o l i l i .

— 360 —
Oj zwiła zem se go, zwiła,
I na W isłem go puściła,
Hosa, łiorasa, bosa, horasa,
I na W isłem go puściła.

W niedziele rano ono, (dzwoni,)
W szystkie panienki zwołano,
H osa, horasa, hosa, horasa,
W szystkie panienki zwołano.

Piosnka żołnierska*).
J á na wojnę i z wojenki,
A tyś jesce je s t sama,
Powiedz ze mi, moja nájmilejsá,
N a kogoś ty cekała ?
Cekałam já, cekałam já,
Mój kochanku, na ciebie,
J á ci raz juz dawniej powiedziała,
Z e já bede dla ciebie.
A ten pie(r)ścień coś mi dała,
Co go nose na palcu?
J á ci juz raz dawniej powiedziała,
Ze já eie nose w sercu.
W polu studnia, w polu studnia,
P iéknie ucembrowana,

A za tą, tam stoi studzienecką
Dziewcyna opłakana.
Cegóz places, lam entuješ,
K iédy niemas о со,
Jakże ci já nie mam teraz płakać
Gdy mi wiánek u to n ął?
Łabgdź płynie, w iánek płynie,
Az do samego dna,
I já ci juz raz to powiedziałem,
Ześ ty w iánka nie godna.
J á je st godna, já je st godna,
A ty jesteś nie godzien,
J á ci juz raz to pow iedziała,
Ze já eie niemam w sercu.

Śpiewka krakowianki.
P rzy w ied li mi piérsego,
Nie pude já za niego,
Bo ten piérsy bardzo ły s y ,
Nie pude já za niego !

P rzyw iedli mi piątego,
Nie pude já za niego,
Bo ten piąty bardzo skąpy,
Nie pude já za niego !

Przyw iedli mi drugiego,
N ie pude já za niego,
Bo ten drugi bardzo długi ;
Nie pude já za niego !

Przyw iedli mi sóstego,
Nie pude já za niego,
Bo ten sósty bardzo tłusty ;
Nie pude já za niego !

P rzyw iedli mi trzeciego,
N ie pude já za niego,
Bo ten trze ci bardzo leci;
Nie pude já za niego!

Przyw iedli mi siódmago,
Nie pude já za niego,
Bo ten siódmy bardzo brudny ;
Nie pude já za niego.

P rzyw iedli mi cw ártego,
N ie pude já za niego,
Bo ten cwárty bardzo sparty ;
Nie pude já za niego !

Przywiedli mi ósmego,
P ude já se za niego,
Bo ten ósmy je st posłusny ;
Pude já se za niego !

*) T e d w i e p i o s n k i , r a c z e j u r y w k i j a k i c h ś i n n y c h , z o s t a ł y w K r a k o w s k i e p r z e ­
n ie sio n e ze S ta r e g o B ie ru n ia (A lt- B e r u n ) n a S z lą s k u p r u s k im
N u t ą tej d r u g i e j j e s t
m a rsz żołnierski.

— 361 —

Śpiewka z Czernichowa.
P rosto mego okienecka,
W yrosła mi jablonecká,
Bialucłmo mi zakw itała,
Cerwone jabłuska miała.

U rw ał ci jej listek z maku,
N ie zrobitá ani znaku ;
Urwał ci jej listek z manny *),
Idźze teráz między panny.

K upił ci jéj stado świni,
Idźze teráz do rodziny ;
Rodzina sie zagniewała,
Gdy stado świni uźrała.

Ja k to piéknie, ja k to ładnie,
Kiedy ulán z konia spadnie;
W ojácy go nie ratują,
Jesce go końmi tratu ją.
Z a te jego m łode lata,
W y trąb ią mu tra, dy, ra t, ta.

Śpiewka flisaków czernichow skich2).
A tam za W arsaw ą coś sie tamok stało,
Ze sie dwoje ludzi w sobie zakochało.
I zakochało sie dwoje ludzi w sobie,
N ie mogli wytrzymać momentu' bez siebie.
Jaś noc w nockę bywał, nocki przesiadyw ái,
Różne rozm aitości o niej powiadywáh
— M agdalanko moja, nikomu eie nie dám,
I tu eie zabije i tu cié pochowám.
I tu ci ją zabił i tu ją pochowál,
Z zielonych gałązek gróbek jéj sfundowál.
- A cóześty zrobił, cóześty ucynił,
Ześ ty młynarzowe M agdalanke zabił?
— I oto mie màcie i tu mie trzym á(j)cie.
J á sie wás nie boje, bo mi nic nie dácie.

Inaczej :
I tu mie zabijcie, tu mie pochowajcie.

JPałOjC p o d w o d n y .
Baśń z Łagiewnik przy Podgórzu.
Z ust ludu .sp isał M. K a p u ś c i ń s k i .

N a w schód od Ł a g ie w n ik k u g ra n ic y W o li D uch ack iej jest
d r o g a p o ln a, k tó ra daw niej b y ła d ro g ą g m in n ą do W oli, dziś
zaś k u g-ranicy w olskiej coraz bardziej się zwęża, a nareszcie
p rz ech o d z i w ścieżkę. P rz y tej drodze je s t m ała łączk a, n a której
’ ) Co z n a c z y w y r a z „ m a n n a “ , t e g o n i e m o g ł e m s ię n i g d z i e d o w i e d z i e ć .
3) Ś p i e w k a t a z d a j e s ię b y ć z b ł ą k a n e m e e b e m j a k i e j ś p o d o b n e j l e e z d ł u ż s z e j
piosenki.

-

362 —

znajduje się le k k a g ó rk a , a p o d tą g ó rk ą je s t coraz bardziej za ­
ra sta ją c e tra w ą jezio rk o . D aw niej b y ła tu o k az ała sad zaw k a, je ­
d n a z ty ch , ja k ie w näszym k ra ju p rz y b ie ra ją n azw ę „zim nych
d o łó w “. Otóż b ęd zie tem u m oże la t 50 — ta k o p o w iad a ją Ł agiew n iczan ie — ja k żyła we W o li D u c h ack iej ak u sz erk a , d o b ra i p o ­
b o żn a k o b ieta. J e d n e g o czasu p o szła ona do Ł a g ie w n ik do jed n ej
k o b ie ty , co „m iała m ieć d z ie c k o “. G d y już w szy stk o załatw iła,
ta k o g o d zin ie 11 w n o c y ch c ia ła iść do dom u, od czeg o ją je ­
d n a k położnica w strzy m y w ała. O n a je d n a k rz e k ła : „Ja w ó d k i nie
pijam , jestem trzeźw a, to i do W o li z a jd ę “. P o ło żn ica ją też już
nie za trzy m y w ała, ta k w ięc ona z a b ra ła się — i poszła. M iesiąca
n a n ieb ie nie b y ło , ale za to g w iaz d y isk rzy ły się n a firm am encie
a po łą k a c h i b ło n ia c h sn u ła się m g ła. G d y p rz y s z ła k u tem u * '
staw ow i n a łąk ę, to u jrzała, aż tu ze m g ły idzie ja k iś p a n i p y ta
je j: „C oście za je d n a ? " O n a o d rz e k ła : „Jestem ak u sz e rk a .“ „A k ie ­
d y ście a k u s z e rk a “, rzecze ów p a n “, to czy b y ście nie m ogli pójść
do mojej żony, k tó ra je st p rz y n a d z ie i? “ „D obrze, z o ch o tą p ó jd ę “,
rz e k ła a k u sz e rk a i poszła. G dy przyszła z ty m p an em w to
m iejsce, g-dzie b y ło jeziorko, sp o strz e g ła k u sw em u zdziw ieniu
p rześliczn y p ałac , ca ły z k ry sz ta łu , p ereł, b ry la n tó w i sopli lo d o ­
w ych. W o k n a c h się św ieciło żółto-słoneczne św iatło , a n a jednem o k n ie sta ł zło ty lich tarz . G dy w eszła do p ałacu , z a p ro w a ­
dził ją te n p an do swej żony. T a le ż a ła n a łó żk u w m ałej sta n cyjce, w któ rej po w szy stk ich ścian ach , m iejsce w m iejsce, b y ło
n a gw o źd ziach n aw ieszan y ch p ełn o g a rc z k ó w p o rc e la n o w y c h ,
a k aż d y g a rc z e k b y ł p rz y k ry ty szczelnie p o k ry w ą . P a n p o w iad a
w ięc ta k do a k u s z e rk i: „ W y tu zrobicie, co do w as należy, a ja
p o jad ę w św iat, a ja k w rócę, to w am za w aszą fa ty g ę do b rze za­
p ła c ę “. A k u sz e rk a sp o jrz a ła w okno i zo b a czy ła za ok n em si­
w eg o k o n ik a, zap rząg n ięteg ‘0 w z ło tą uzdę, a za nim k a re tk ę ,
k tó ry to k o n ik ja k b y ciek a w ie p a trz y ł do okna. P a n w siad ł do
k a re tk i, za d u d n ia ła ziem ia i p o je c h a ł w św iat.
T y m czasem p a n i p o ro d z iła dziecko, ale to dziecko b y ło do
p ó ł b iałe, a do p ó ł czarne, czem się a k u sz e rk a o g ro m n ie z a fra so ­
w ała. A le p o c ie sz a ła ją p o ło żn ica , p o w iad ając, że „to ta k b y ć
m u si“, w ięc już i a k u sz e rk a nic so b ie z teg o nie ro b iła, lecz
sp rz ątając, w y ra ż a ła sw e źd z iw ienie na w id o k ty lu g a rc z k ó w .
„ A le “, rz e k ła p o ło żn ica, „strzeżcie się, a b y śc ie do żad n eg o nie
za g lą d ali, bo z teg o s ta ła b y się w ielk a sz k o d a “. A k u sz e rk a jej to
p rz y rze k ła , lecz sp rz ą ta ją c dalej, sp o s trz e g ła w k ą c ik u p o d ła w ą
p u szk ę b lasza n ą, ta k sam o szczelnie z a k ry tą . Z djęła ją ciek aw o ść,
co też w niej b y ć m oże, i — o tw o rz y ła ją. W te n m om ent z pu-

— 363 szki fru n ęło 5 g o łąb k ó w b ia ły c h i oknem poleciało w św iat. N a
to poło żn ica zafraso w ała się strasz n ie i zaczęła lam en to w a ć:
„Cóżeście w y też n ajlep szeg o zrobili, a dyć ja k on w róci do dom u, to
w as m oże zabić. P rze cież w am m ów iłam , ab y śc ie teg o nie ru sz a li“ .
A k u s z e rk a u d ała się w p o k o rę do p o łożnicy i p ro siła ją,
a b y jej p o m o g ła w yjść z teg o n iesp o d ziew an eg o k łopotu. P o ło ­
żn ica się u d o b ru c h a ła i p rz y rz e k ła jej to uczynić, a n areszcie rz e ­
k ł a : „P am iętajcie, ja k p o w ró ci mój mąż ze św iata, a będzie w as
p y ta ł, co zìi sw ą ro b o tę żądacie, to pow iedzcie, że chcecie m ieć
te śm ieci, co są n a izbie, a ja k w am k aże zam iatać i te śm ieci
w ziąć, to n ie zam iatajcie od łóżka k u drzw iom , lecz od drzw i ku
łó żk u . W te d y so b ie zb ierzecie te śm ieci do fa rtu c h a i pójdziecie
do d o m u “.
I ta k się stało . Z iem ia za d u d n ia ła, p a n p rz y je ch ał ze św iatu
i w um ow ie o zap łatę, k a z a ł ak uszerce ze b rać te śm ieci, ja k sobie
życzyła. G dy z tem i śm ieciam i w e fa rtu ch u pow róciła do dom u,
sp o strze g ła , że m a sam e złote i sre b n e p ien iąd z e. T a k od teg o
czasu m iała się aż do śm ierci bardzo dobrze.
U w a g a : O p o w ie ś ć t a j e s t p o p ie r a n a w ia r o g o d n e m i ś w ia d e c tw a m i.
S ą lu d z ie w Ł a g i e w n i k a c h i W o li D u c h a c k ie j, k t ó r z y z d a r z e n ie to c h c ą
p o t w i e r d z ić p r z y s i ę g ą , g d y ż t r a d y c y a o n ie m j e s t n ie z m ie r n ie ż y w ą . P o ­
w i a d a j ą o n i, ż e j a k k o l w i e k k o b i e t a m o g ła m ie ć z łu d z e n ie , to p r z e c ie ż o w e
p ie n ią d z e , i to d o ś ć z n a c z n e , p r z y n io s ła z k ą d ś do d o m u .

O M ichasiu głuptasiu.
Gadka z Wolowic w Krakowskiem.
Z ust ludu spisał M. K a p u ś c i ń s k i .

J e d n a m a tk a c ie rp ia ła ze sw ym synem w ielk ą biedę, (d)lateg o w y p ra w iła go w św iat „na p ro ś b ę “, a on b y ł w ielkim n ie ­
zd arą. J a k w y sed n a w ieś, zobacył p rz y jednej c h a łp ie ch ło p a co
w y b ie ra ł m iód z u la i po w iad a do nieg o ta k :
„Cóz ta w y b ie ra c ie ? G ó w ienka? S przed ejcie mi te jaja, bo
w ám sto fą n tó w z a c ię z ą “.
C hłop ja k się odw róci, ja k g o lunie w p ysk, ta k ch ło p ak
p rz y s e d z p ła c e m do m atki. M atk a mu p o w ia d a : J a k idzies, to
p o w in ien eś m ó w ić: „Scęść Boże, dajcie mi ta ja k i p la s te re k “.
D o b rze, b e d e ta k g a d a ł — o d pow iedział ch ło p a k i p o sed
w św iat. Idzie, jaz tu znow u p rz ed k arcm ą biją się p ijan i p a ­
ro b c y . O n p o se d p u * ) nim i p o w ia d a :
*) L u d w W o ło w ic a c h i o k o lic y z a m ia s t m ó w ić
ź n ic „ p u “ .

„ku“,

m ów i

w y ra -,

— 364 —
„S cęść B oże, dejcie ta ja k i p lastere k .“.
J a k się o dw róci je d e n z pijaków , ja k g o lu n ie w p y s k , ta k
on znow u p o se d do m atki. M a tk a m u p o w iad a .
W tak im razie po w in ien eś iść m iędzy n ich i m ów ić : „B racia,
n ie b ijcie sie, p o g ódźcie s ie “.
D obrze, b ed e ta k g a d a ł — m ów i syn i p o sed n a p ro śb ę .
Idzie, jaz tu p rz y drodze zreją sie p sy d w o rsk ie n a po d w ó rk u .
S k o c y ł m iędzy n ie i w o ła:
„B ra c ia nie bijcie sie, pogódźcie sie “.
P s y się n a n ieg o rzu ciły i o m ało g o n ie p o ta rg a ły , ale go
d w o racy o b ro n ili. P o s e d do m atk i n a sk a rg i. M a tk a m u p o w ia d a :
— K ie ś w idział, ze sie psy zreją, toś m o g w y rw ać k o łe k z p ło tu ,
a w alić co sie zm ieści.
D obrze, b ed e ta k ro b ił — m ów ił sy n i p osed. Idzie znow u,
jaz tu b a b a p ija n a lezy w p rzy k o p ie. On, ja k w y rw ie k o łe k
z p ło tu , ja k zacn ie b a b e w alić ; ta k w te tro p y w y p a d ły c h ło p y
i nuz g-o po p le c a c h grzm ocić, w ołając :
— A ty zab ijúcu, to ty ta k um ies k ato w ać?...
C h ło p ak p rz y sed z p łacem do m atk i. M a tk a m u p o w iad ú :
K ieś w idział b a b e pijaną, toś m óg zejść z d ro g i, d źw ig ać
b a b e i m ów ić :
— P ódź-ze, pódź do dom u, nie lez tu, bo tu zim no.
D o b rze, b ed e ta k ro b ił — p e d z iâ lv) ch ło p ak i p o se d n a
p ro śb ę. Id zie znow u, jaz tu k o ń o łu p io n y ze sk ó ry lezy w p rz y ­
k o p ie . O n zesed z d ro g i i p o w ia d a :
— P ó d ź-ze, pódź do dom u, nie lez tu, bo ci tu zim no, pódź,
p rz eśp is sie w chałpie.
W tej ro b o c ie n ik t m u nie p rz esk ád z ál, ale i n ik t nie pom ágiií, ale k ó zd y sie z n ieg o śm iał i ta k sie d źw ig a n ie m te g o
k o n ia zm o rd o w ał, ze ja z za ch o ro w a ł i w ró cił do c h a łp y ; i b y ła
w c h a łp ie je sc e w ię k sa biedá.

Kazanie o (p)ruskim 2) baranie.
(Z n a n e w całym pow . K rakow skim ).

Powiem wám kazauie
0 (p)ruskim baranie.
Przeleciała sowa,
Zmyliła mi stery słowa ;
Przeleciała ciemnicą,
Z esr . . . sie jajeśnicą.
1) P e d z ia ł , j e s t s k r ó c e n i e m

Zaźrałem do stępy,
J e st ta(m) ckleb pocęty.
Zacąuem chléb krajać,
Pocęna baba na mnie ziajać.
J a k wytnę babą o piec,
Wyleciál z niej żółty chłopiec.
s ło w a „ p o w ie d z ia ł“ .

2) Jedni mówią o „pruskim “, drudzy o „ruskim “ b ara n ie“ .

— 365 —
A z tego chłopca ?
Barán i owca.
A z tego barana?
Mléko i śmietana.
A z téj śmietany ?
Kościół murowany.
A z tego kościoła?
Zydowská skoła.
A z téj skoły ?
Wysed zyd goły.
A z tego zyda ?
Wysła i — gnida.
In n a w ersya m a takie
zakończenie :
A z téj śmietany ?
Kościół murowy.
Kas ten kościół ?
W oda zabrała.

K as ta woda ?
Wypił gołąbek.
K as ten gołąbek?
Poleciał na dąbek.
Kas ten dąbek ?
Siekierka ściena
Kas ta siekierka ?
Za piecem u kowála.
Kas ten kowál ?
Umar. Pochowali go
Pod świńskim brogiem ;
Za(d)zwomli mu —
Baranim rogiem :
Barn, bąm, barn, bąm!
Dwa ja jecka mám, mám !
Dwie dziórki w nosie,
I — skońcyło sie.

Oracya mięsopustna.
( P e r o r o w a n a p r z e z c h ł o p a k ó w , p o u b i e r a n y c h w sza rf y i w stęgi z p a p i e r ó w k o l o r o w y c h ) .

(Z K r a k o w s k i e g o ) .

Bywáiem pastuska,
Sukálem Jezuska.
Znalázem go w żłobie,
A on sobie grzebie (nóżkami).
Kupiłem mu kukiołecke
I masełka osołecke.

A on mi za to,
Dál bóty na lato ;
Kozusek na zime.
Hyc — pod pierzyne !
Dyks !

M. Kapuściński.

Dodatki i drobiaogi lu d o m w co e.
D o art. W itorta: Godła rodowe chłopów archangielskich str. 5.
B y ło b y rzeczą c ie k a w ą zbadać, o ile ow e k l e j m a a rc h a n g ie lsk ie zb liżają się do lite r fu to rk u . T a k ie g o d ła dom ow e (H a u s­
m ark e n ) m ają d o tą d m ieszk a ń cy H e lg o lan d u . S am je w idziałem ;
W e it S to sz m iał p o d o b n ą. N ie trudno, lecz ła tw o przypuścić, że
lu dność ro sy jsk a p rz e ję ła je od d ro b n y c h , lu d k ó w fińskich. A u to r
p o w in ien b y ł rozw ażyć, . że członkow ie w ielk ieg o n aro d u ro sy j­
sk ieg o u le g a li je d n a k w p ły w o m cyw ilizacyjnym d ro b n y c h ludków ,
n ie ty lk o fińskich... N a R o s y ą w p ły w a li G recy , T a ta rz y , w w ielkiej
m ierze P o lsk a .
Co do o w y ch znaków , to i lu d k i fińskie i N ow gorodzianie
w zięli je od S k an d y n aw có w . T a k ie znaki b y ły w pow szechnem

— 366 użyciu n a Zachodzie. S ą ich ślad y i tu w K ra k o w ie . P rz y b ra m ie
ob o k k o ścio ła św. B a rb a ry , leży k am ień , n a k tó ry m znajduje się
g o d ło w p o staci k rzyża, p o d k tó re g o ra m ie n ia m i p o p rzeczn em i
p a łą g o w a to n a obie stro n y rozchodzą się k u dołow i dw a ram io n a.
*
*
*
D o str. 254. N a le ż a ło b y zebrać, co w iem y o płanetnikach..
Czy lu d w ierzy, źe w czasie b u rz y p ła n e tn ik d źw ig a ch m u ry ?
Czy je s t p rzesąd , że p ła n e tn ik i lu b ią słono jeść ? — W d z ie c iń ­
stw ie sły szałem bajki, w k tó ry c h czarow nice, k tó re „m iały d y ab ł a “, w y sta w ia ły mu m leko. Jeż eli b y ło p osolone, to d y a b e ł go
n ie jad ł, ty lk o w y lew ał.
*
*
*
D o str. 211. G dy k u ra kw ocze, p ła w i się ją, a b y p rz e sta ła .
Jeżeli k u ra zapieje, n aten c zas m ierzy się n ią przez c a łą izbę
do p ro g a : raz g łow ą, to znow u ogonem naprzód. Jeż eli w y p a d n ie
p rz y p ro g u g ło w a n ap rzó d , w ted y od cin ają k u rz e g ło w ę ; jeżeli
ogon, n a te n c z a s o d cinają ogon.
W o k o lic a c h Ż yw ca, w Je leśn i, w H u c isk u dzieci rzucają
zęby, k tó re im w y p a d a ją przez g ło w ę n a piec, a b y o d ra sta ły .
T e n sam zw yczaj zachow yw aliśm y, b ę d ą c d ziećm i w Z am ojskiem
i w o góle w L u b elsk iem .
L in d e S ł. IV . str. 68. b) p rz y ta c z a ze S try jk o w s k ie g o : „ P o ­
g a ń sc y P ru so w ie n iedźw iedzie (adject.) pazn o k cie p alili z u m arłem i, bo w ierzyli, iż na g ó rę w ielk ą m ieli w stęp o w ać, a d la te g o ,
iżby tym snadniej tam wleźli, p azn o k ciam i m yślili sobie po m ag ać.
S try jk . 143. D al. T o łk . S łow . żiw . w e lik ru ssk . jaz. II. (P etersb .
M oskw . 1881) str. 56g p rz y ta c z a zw yczaj: „O strig a ja n o g ti, sk ład y w a ť i c h rá n iť p ri sebě obrězki, cztob b y ło czěm w lezť w c a r­
stw o n eb esn o je (na S io n sk u ju goru). Z nałem ludzi, k tó rz y p o s ia ­
d ali k o lle k c y ę o b c in a n y c h w łasn y ch paznokci. Czy lu d nasz nie
zachow uje ta k ie g o sy m b o lizm u ?
L . M.
*
•*
*

D o str. 17. P ie śń o N a p o le o n ie I., (w y d ru k o w a n a w „ L u d z ie “
II. n a str. 171) śp iew ali żo łn ierze p o d czas w ojny w ę g ie rsk iej ro k u
1848. B y ła to u lu b io n a pieśri 12 re g im e n tu p ie c h o ty (W ilh elm ).
S łu ży ło tam b o w iem w ielu synów leg io n istó w n ap o leń sk ic h . D o
n ich n ależ ał ś. p. mój ojciec, od nieg'O tej p ieśn i n a u c z y łe m się.
Ż o łnierze ci śp iew a li rów nież ża ło śn ą p ieśń J. U. N iem ce­
w icza o śm ierci k się c ia Józefa P o n ia to w sk ie g o .
A . S.

— 367 —

R O Z B IO R Y I SPR A W O Z D A N IA .
В. A. Licki. N arodow ość współczesna. P etersburg 1896 r. (Studyum
socyologiczne). T em at stanowiący treść rozprawy р. В A. Lickiego nietylko
nie należy w socyologii do nowości, ale nawet je st do pewnego stopnia
pieszczonem dzieckiem nauki społecznej. I naturalnie ! Socyologia — bada­
ją c wszelkie objawy życia społecznego, rozcinając skalpelem krytyki nawet
życie rodzinne, musiała bardzo wcześnie skierować baczną uwagę na fakt
„nardowości“ , który jest dzisiaj więcej niż kiedykolwiek przedtem — dominującem zjawiskiem w społecznej ewolucyi świata cywilizowanego.
Polityka dzienna wycisnęła, jak zawsze w tego rodzaju wypadkach,
swe wybitne piętno na studyacb czysto teoretycznych — umiejętnych, a to
tem silniej, że w łonie najintenzywniejszego obecnie ruchu społeczno-ekono­
micznego i politycznego, t. j. w łonie socyalistycznych mas robotniczych,
odezwały się silnein tętnem poglądy mniej lub więcej kosmopolityczne, naj
lepiej sformułowane w rozprawie Kaucky’ego: „O narodowości nowoczesnej“.
Znakom ita z wielu względów krytyka tego uczonego — dzisiejszych p r ą ­
dów mieszczańsko-narodowościowych, odbiła się głośnem echem wszędzie,
znalazła odgłos także w naszej literaturze, zyskując sobie zwolenników lub
przeciwników, przyczem jednak nie stało już miejsca ni czasu na dalsze
samodzielne i od bieżącej polityki ile możności niezależne studya nad tą —
tak ważną kwestyą — Brakowi temu ma na celu zaradzić rozprawa p. Lic­
kiego, którą omawiamy i która rzeczywiście zasługuje na wielką uwagę ze
strony czytelników i krytyków.
Z góry możemy z prawdziwą satysfakeyą zaznaczyć, że autor stara
się gorliwie o to, ażeby stanąć na wysokości swego zadania. Nie ma tutaj
nigdzie ostrych wykrzykników i superlatywów za lub przeciw; tok rozprawy
płynie spokojnie gładkim korytem, wyłożonym kamyczkami, zebranymi z do­
tychczasowej literatury omawianego przedmiotu — o ile rozumie się takowa
mogła być w stosunkach cenzuralnych rosyjskich zużytkowaną.
,.Narodowość“, jest zdaniem p. B. A. Lickiego —- „zbiorowiskiem
i związkiem, dążącym do celów nietylko kulturalnych, ale i społecznych“
(str. 4). Pogląd ten wymaga wyjaśnienia, bo jużcić cele „kulturalne mogą
być także społecznymi“ ; autor jednak pod wyrażeniem — „cele społeczne“
rozumie, ja k z całej rozprawy wynika, dążności społeczno-ekonomiczne
i polityczne
Jest to mała nieścisłość w terminologii, którą łatwo można autorowi
wybaczyć; mniej tolerancyi jednak musimy okazać w ocenie zapatrywań
p. L. na h i s t o r y c z n ą e w o l u c y ę współczesnych narodowości. Faktem
je st rzeczywiście, że „w starożytności wszelkie formy społeczne wyrastały
na podścielisku niewolnictwa“ (str. 5), ale nie wiemy, skąd autor zaczer­
pnął wiadomość, że „związki starożytne obejmowały zazwyczaj miasto z nie­
wielkim okręgiem i były miniaturami z tego względu w porównaniu z dzisiejszemi narodowościami“ (str. j. w.). Przeciwnie, „związki starożytne“ —
państwowe były w wielkiej ilości wypadków bardzo obszernymi, n. p. Assyrya, Persya, państwa Diadochów, Rzym, Chiny, państwo Maurya w Indyach itp. i tam tylko „były miniaturami w porównaniu z dzisiejszymi
narodowościami“, gdzie złożyły się na to warunki geograficzne, np. w kantonalnej G-recyi, wąskiej Fenicyi i innych tego rodzaju terytoryach. Rzym­
skiego municypalizmu także nie można uważać za „miasta z niewielkim

— 368 okręgiem “, bo był to tylko ustrój czysto administracyjny, mający na celu
utrzymanie centralizacyi, a nie popieranie decentralizacyi społeczno-państwowej. Niezupełną prawdą je st także, jakoby „patryotyzm u“ w starożytności
nie było, chyba w minimalnych dozach, ja k np. w Grecyi ; — prawdą jest
tyle, że „patryotyzm “ w starożytności nigdy i nigdzie nie był masowym —
ale był to wówczas wykwit cywilizacyjny, dostępny i zrozumiały jedynie dla
warstw ekonomicznie i prawnie uprzywilejowanych. A rystokrata grecki, se­
nator rzymski, chiński mandaryn, żydowski kapłan itp. byli wówczas nie
gorszymi „ p a try o tam i“, ja k dzisiaj liberalne mieszczaństwo, tylko — że
podstawy i zakres tego starożytnego „patryotyzm u“ były odmienne od d z i­
siejszych, a w warstwach ubogich przeważały prądy kosmopolityczne, wyro­
słe na gruncie niewolnictwa (por. Seeck: „Geschichte des Untergangs der
antiken Welt). Sam p. B. A. Licki nie zaprzecza, że już w starożytności
mamy coś podobnego do „narodowości“, szkoda jednak, że autor kwestyę tę
tyle ważną dla zrozumienia całej ewolucyi historycznej „narodowości“, t r a ­
ktuje tylko nawiasowo — pobieżnie.
„Narodowość współczesna“ je st zdaniem p. Lickiego „zjawiskiem złożonem“ z dwóch pierwiastków, tj. psychicznego i socyologicznego (recte
społeczno-ekonomicznego i politycznego). „Pierwszy wyraża się w pewnej
sumie idei i wyobrażeń, wspólnych całej grupie jednostek, które, stanowią
narodowość, pewnej sumie uczuć i woli, przejawiających się chociażby
w chęci wspólnego pożycia; nastroje te całkując się niejako — wytwarzają
poczucie swej społecznej osobowości, swego społecznego „ja " . Przez drugi
pierwiastek ta zasada oderwana, ta osobistość psychiczna przyobleka się
w ciało, wkracza w dziedzinę instytucyi społecznych, występuje do walki
z temi, które z nią pozostają w sprzeczności, inne przystosowuje do swych
wymagań“.
Ten swój pogląd motywuje p. L. w dalszym ciągu rozprawy, to też
i nam wypadnie raz jeszcze do tej kwestyi wrócić, — z góry tylko tyle
zaznaczamy, że „psychologia“, ja k tutaj widocznie rozumiana w znaczeniu
„psychologii społecznej'1 i jako taka je st wytworem warunków rozwoju e t­
nicznego, zróżniczkowanego w poszczególnych grupach społecznych pod
wpływem przyczyn przyrodniczych takich jak terytoryum, klimat etc., przy­
czyn antropologicznych i pod wpływem długiego przeżywania wspólnych lo­
sów dziejowych. Takie przyczyny rzeczywiście złożyły się na wytworzenie
„ ja “ społeczno-psychicznego — inna rzecz, czy i to psychologiczne „ j a “
było, je st i będzie jednoznacznera z społeczno-ekonomicznem i politycznem
znaczeniem współczesnych „narodowości“ . Autor sam zadaje sobie takie
pytanie — my pójdziemy w ślad za jego wywodami, tj. zanalizujemy naj­
pierw ową narodowościową psychologię, o której wspominaliśmy.
Psychologiczne znamiona „narodowości współczesnej“ są — zdaniom
p. L . następujące: 1) „Pewne skłonności, aspiracye, które zniewalają tę
lub ową ludność do zbliżenia się z in n ą “ , a wola ta ich wyraża się przez
w s z y s t k i e organa, książki, dzienniki etc. (str. 9); — krótko powie­
dziawszy, „naród je st to zbiorowisko ludzi, którzy uważają się za n aró d “
(str. 10). Je st to słusznem o tyle, o ile rzeczywiście wśród danej „ludności“
mamy mniejszą lub większą świadomość narodową, tj. jeśli egzystują wśród
tej lub owej „ludności" ludzie, „którzy uważają się za n a r ó d “ — mają,
jak się autor na innem miejscu wyraża, „narodową duszę“ . A przecież ! —
nie istnieje żadna ta k a „ludność“ w świecie kulturnym, ani nawet wśród

— 369 —
unarodowionych (skonsolidowanych) plemion barbarzyńskich, któ ra „uważa­
łaby się za n a r ó d “ w tak wielkim stopniu, iżby „ w s z y s t k i e jej organa
świadomość tego faktu posiadały i „wyrażały“ . Najpierw trzeba tu wydzie­
lić kosmopolitów u góry i u dołu, którzy — jak już w polemice z p. Strze­
leckim (zeszyt II. ÄL u d u “) powiedziałem, mają wielkie znaczenie dla sko- .
smopolityzowania cywilizacyi. Ale — możnaby powiedzieć, że to tylko wy­
ją tk i z pod ogólnej reguły. Rzeczywiście, — kosmopolitów świadomych
swego społecznego „ j a “, jest znacznie mniej w stosunku do tych, którzy
posiadają świadomość swego „ j a “ narodowego.. ale całkiem inaczej prze d­
stawia się ta sprawa u bezdomnej i bezimiennej masy, która — jeśli jest
już zorganizowaną i politycznie czynną — wykazuje stosunkowo mały procent
ludzi, „uważających się za n aró d “, jeśli zaś nie jest jeszcze wciągniętą
w wir walk klasowych społeczno-politycznych, wówczas uważa wszelkie „uwa­
żanie się za n aród“ za rzecz dla niej mniej lub więcej obojętną. T ak tedy
„dusza narodowa“, powiedzmy raczej „świadomość narodowa“ je st ledwie
przyczynkiem do określenia tego, czem jest „narodowość“ i wcale jeszcze
tej kwestyi nie rozstrzyga. T a „dusza“ jest dla p. Lickiego wynikiem
przedewszystkiem — dziedziczności fizyologiczno-psychicznej, co je st jednak
również tylko względną prawdą, bo bardzo często i dziś coraz częściej
wpływ takiej dziedziczności neutralizuje się przez k l a s o w ą dziedziczność
psychologiczną, niemniej przez immigracyę i emigracyę. Często potomkowie
ludzi uważających się za n aród“ — tracą to poczucie, inni wynaradawiają
się, t. j. „uważają się za naród“' — inny. A utor sam i słusznie przyznaje,
że antropologiczna tj. rasowa dziedziczność fizyologiczno-psychiczna nie sta­
nowi żadnej podstawy „narodowości“ z powodu krzyżowań rasowych, które
są dla antropologii regułą o bardzo nielicznych wyjątkach, mimo to jednak
uważa p. L. narodowości za „tworzące się — powstające rasy “. Antropo­
logia nie zna jednak wiele faktów (wyjąwszy kreolów i mulatów), gdzieby
krzyżowania płciowe wytwarzały nowe rasy ; w Europie n. p. wszelkie ro ­
dzaje krzyżowań przyczyniły się tylko do tego, że zasadnicze dwie rasy
europejskie tz. blondynogłowych długogłowców i czarnowłosych krótkogłowców zatarły się po części - wytworzyły np. szatynów długo lub krótkogłowych, blondynów krótkogłowych lub brunetów długogłowych z różnemi
modyfikaeyami barwy skóry i oczu, co je dnak wszystko razem wcale nie
pozwala nam poszczególnych „narodowości“ uważać „za tworzące się —
' powstające rasy “ . To co p. L . nazywa „tworzącą się r a s ą “ może być wzglę­
dnie słusznem tylko dla warstw mało stosunkowo krzyżujących się obecnie,
tj dla klas drobnowłasnościowych, które z konieczności ekonomicznej są po
dziś dzień najwięcej „glebae adscripti“ wraz z liczną grupą rekrutującej
się z nich inteligencyi i jako takie dostrajają się rzeczywiście do pewnego
mniej lub więcej wspólnego typu, który nazywamy z większą słusznością
„ludowym“ a nie „narodowym“ . Ponadto — ci ludzie ekonomicznie „glebae
adscripti“ są obecnie, ja k sam p. L . słusznie podnosi, zabytkiem feudalizmu
będącym w liczbowej i społeczno-politycznej degressyi ; na nich tedy zbu­
dowana teorya o narodowości, jako „tworzącej się rasie“ nie wytrzymuje
nawet ze stanowiska autora krytyki i trzebaby j ą chyba odnieść do Chiń­
czyków, Japończyków itp. ludów, które wogóle rasowo mało się od wielu
wieków krzyżują, a społeczny ich rozwój jest odmiennym od takiegoż rozwoju „narodów“ europejskich; P . L . nazywa takie społeczeństwa (np. Chiń­
czyków) wprost nawet „społeczeństwami zastoju“ ; jest to, zdaniem mojem,
24

— 370 —
błędnem zapatrywaniem, wynikłem z chęci oceniania ewolucyi społecznopolitycznej i kulturnej ludów nieeuropejskich i mało do dziś dnia nam zna­
nych — ze stanowiska takiejże ewolucyi ludów Europy i immigrantów eu ro ­
pejskich w A meryce; zapatrywanie zresztą, bardzo rozpowszechnione i po­
parte nawet powagą Hellwalda.
Ja k dalece taki punkt widzenia jest je dnak nieuzasadnionym, to
widzimy jasno np. w rozwoju talmudycznego judaizmu, który jest bądź co
bądź s u i generis „rozwojem“, a nie jakby się p. L. wyraził „zastojem “.
In n a rzecz, że takie społeczeństwa wrzekomego „zastoju“, " które nie z o ­
stały jeszcze całkiem wciągnięte w wir ewolucyi społecznej europejskiej,
są znacznie więcej „narodowościami“ w znaczeniu „tworzącej się r a s y “ tj.
raczej wytworzonej i dziasiaj mało zmieniającej się, niżeli społeczeństwa,
które pod wpływem europejskiej cywilizacyi trac ą powoli wszelkie cechy,
wyodrębniające je od przeciętnego „Europejczyka“' tak pod względem „ r a ­
sowym“ j a k i każdym innym.
Dalsze cechy „psychologiczne“ narodowości współczesnych są według p.
L. — język, mianowicie język tz. „literacki“, naśladownictwa społeczne
w znaczeniu tyle razy już kwestyouowanej suggestyi masowej według teoryi
T ard e’a, tudzież — wspólne tradycye historyczne.
Z pomiędzy tych cech najistotniejszą jest — język „literacki“ , wspólny
mniej lub więcej dla całych „narodowości“ bez różnicy klas społecznych, z małemi stosunkowo modyfikacyami przez dyalekty ludowe. W tym, własnym j ę ­
zyku najłatwiej i najlepiej porozumiewają się między sobą ludzie jednej
„narodowości“ , w nim najlepiej uwydatnia się 'naw et wspólność tradycyi hi­
storycznych; nie mniej jednak je st każdy język wykształcony „ l ite ra c k i“ —
pomostem, przez który każda „narodowość“ dostaje dla swego użytku wy­
niki cywilizacyi międzynarodowej. Co więcej — z liczby języków „n arodo­
wych“ wyłaniają się zawsze takie, które pod wpływem bardzo różnorodnych
czyn1ików rozpowszechniają się najwięcej i przybierają skutkiem tego cechy
kosmopolityzujące inne języki. Dość wspomnieć o greczyźnie i łacinie w sta­
rożytności i wiekach średnich, o języku perskim i arabskim w Azyi ; wre­
szcie w dzisiejszej Europie i Ameryce odgrywają taką samą rolę języki:
angielski, francuski i niemiecki, na wschodnich zaś kresach język rosyjski.
Sam p. L, nie jest pewny, czy — j a k powiada Kaucky — nie przyjdzie
wreszcie czas, kiedy świat cywilizowany w angielszczyźnie, francuszczyźnie
i niemiecczyźnie będzie wyrażać swe myśli i dążenie tak, ja k niegdyś wy­
rażano je powszechnie w językach klasycznych Jeśli gdzie, to tylko wśród
malo wykształconych warstw ludowych odgrywają i chyba bardzo długo
jeszcze odgrywać będą języki „narodowe“ główną •— podstawową rolę, wy­
odrębniającą je z pośród innych „narodowości“ ; niemniej jednak i ta cecha
„narodowości współczesnych" nie może być uważaną za tak stałą i ogólną,
jak to chce widzieć p. L . Więcej jeszcze znamion kosmopolityzujących za­
wiera w sobie każda tradycya historyczna, bo łączy się zawsze mniej lub
więcej ściśle z tradycyami dziejowemi całego cywilizowanego świata ; co
więcej — jest ona zawsze przeważnie tradycyą warstw „wyższych“ i p o ­
woli bardzo przesiąka w lud. O „naśladownictwach społecznych“ trudno
dzisiaj jeszcze coś pewnego powiedzieć, to też mimo dowodzeń p. L. można
tę cechę „narodowości współczesnych“ uważać co najwyżej za bardzo p r o ­
blematyczną.

-

371 —

Tak tedy „psychologiczne cechy narodowości współczesnych“ te, które
nam przedstawia p. L. nie mogą w żaden sposób zadowolnić krytyki w ta­
kiej mierze, jakby sobie tego życzył autor. Z tego, cośmy dotychczas po­
wiedzieli, wynika tylko tyle: 1-mo „uważanie się za naród“ nie jest wspólną
cechą całych narodowości, lecz tylko poszczególnych warstw społecznych, ■

jak dzisiaj głównie drobno-własnościowych; 2-do „narodowości współczesne“
są co najwyżej w warstwach t. zw. ludowych czemś w rodzaju „tworzącej
się rasy“, ale nigdy nie są nią w odniesieniu do o g ó ł u ludzi, mówiących
jednym „narodowym“ językiem. Najsilniej występuje to „powstawanie rasy“,
jako „narodowości wśpółczesnej“ u ludów mało krzyżujących się płciowo,
do których to należą przedewszystkiem społeczeństwa — nazwane przez p.
L. niewłaściwie „społeczeństwami zastoju“ ; З-io. tradycye historyczne, po­
lityczne — ostatecznie nawet „naśladownictwa społeczne“ mają charakter
przeważnie klasowy i nie brak w nich pierwiastków kosmopolitycznych, „na­
rodowe“ zaś są tylko o tyle, o ile są ujęte w pewną sui generis, syntezę
kulturną przez narodową literaturę, spisaną w narodowym literackim języku,
przyczem jednak nie można nigdy spuszczać z oka faktu, że nawet лпагоdowe języki“ zmieniają się z biegiem czasu i często, przynajmniej dla warstw
inteligentnych ulegają kosmopolityzującemu wpływowi języków najbardziej
rozpowszechnionych i coraz więcej rozpowszechniających się. Tyle o cechach
„paychologicznych“ narodowościowych — według książki p. L. Z kolei
rzeczy przychodzimy do rozbioru jego poglądów na „socyologiczne“, t. j.
raczej społeczno-ekonomiczne i polityczne znamiona „narodowości współ­
czesnych“.
Rozbiór pojęcia „narodowości“ jako faktu socyologicznego“ rozpoczyna
p. L. od dalekiej starożytności, przechodzi pokrótce wieki średnie i zatrzy­
muje się dopiero nieco dłużej przy „państwach policyjnych“ wieków nowych.
Słusznie podnosi autor, że przed nowymi wiekami nie może być mowy
o „narodowości“ w dzisiejszem tego słowa znaczeniu ; inna jednak rzecz,
że ta dzisiejsza — „współczesna narodowość“ rozwijała się stopniowa w ciągu
wieków, co p. L. tylko bardzo krótko zaznacza, ale o tej ewolucyi dziejo­
wej „narodowości“ jako zjawiska społeczno-ekonomicznego i politycznego
mówi mniej jeszcze niżeli o takiejże ewolucyi „narodowości“, jako zjawiska
„psychologicznego“. Dopiero „państwo policyjne“ nowych wieków znajduje wię­
cej laski w oczach autora. „Można“ — pisze „odszukać pewne punkty styczne
między państwem policyjnem i narodowością, które czynią z państw jeśli
nie sprzymierzeńca narodowości, to przynajmniej jej poprzednika, który
grunt dla niej przygotował“ (str. 76 ). Bez kwestyi słusznie ! ; słusznie
także podnosi p. L. wielkie w rozwoju współczesnych narodowości“ zna­
czenie reformacyi religijnej XVI. w., ale cały ten szkic jest stanowczo za
szczupły — za pobieżny, ażeby mógł być uważany za obrazek ewolucyi
„socyologicznej“ — „współczesnych narodowości“. Skutkiem małego uwzglę­
dnienia rozwoju „narodowości“ w wiekach średnich, występuje narodowość
współcaesna“ w książce p. L. można powiedzieć — nagle, a przecież, jak­
kolwiek „narodowość w dzisiejszem jej pojmowaniu powstać mogła dopiero
na gruzach przywilejów i organizacyi stanowej“, — a więc „datuje się od
rewolucyi francuskiej“, to jednak nie da się w żaden sposób zaprzeczyć,
iż już znacznie przedtem w t. zw. „epoce odrodzenia“ (XIV i XV w.) na­
rodowości współczesne wytwarzać sie poczęły wyraźnie, gdyż już „społe­
czeństwa stanowe“ miały cały szereg ekonomiczno-politycznych interesów
*

— 372 —
wspólnych wewnątrz swej organizacyi społeczno-państwowej, a odmiennych
od społeczeństw innych — sąsiednich. Rewolucya XVIII. w , znosząc przy­
wileje stanowe, złączyła wspólne interesy stanów w ogólnej zasadzie „zwierz­
chnictwa ludu“, która to zasada w praktyce — skutkiem ewolucyi ekono­
micznej stała się niczem innem, jak tylko, co sam p. L. słusznie podnosi,
wyrazem silniejszej niżeli kiedykolwiek przedtem centralizacyi społecznopaństwowej. Gdyby był autor więcej zwrócił uwagi na tę stopniową ewolucyę państw i narodowości współczesnych, musiałby był zauważyó, że „pań­
stwa“ te i „narodowości11 przechodziły przez wspólne fazy rozwoju społecznoekonomicznego i praktycznego, czyli — jak się wyraża p. L. „socyologicznego“ ; inna zaś rzecz, że ta „socyologiczna“ ewolucya „narodowości współ­
czesnych“ i „państw“ względnie „narodowych“ nie zawsze i nie wszędzie
szła w parze z rozwojem „narodowości“ jako sui generis syntezy kultúrnej,
czyli — jak się wyraża autor „psychologicznej'“'. Tylko w ten sposób mo­
żna zrozumieć fakt podniesiony zarówno przez Kaucky’ego jak i przez p.
L. (str. 143 ), źe narodowości współczesne, (raczej państwa narodowe) są
wynikiem panujących obecnie sposobów ekonomicznej produkcyi — towa­
rowej, są więc — krótko powiedziawszy, następstwem „kapitalizmu“ eko­
nomicznego. Kaucky, który po raz pierwszy fakt ten należycie objaśnił,
rozumie jednak bardzo dobrze, że „kapitalizm“ stworzył „narodowości współ­
czesne“ nie jako grupy lingwistyczne, psychologiczne etc., — ale jako t. zw.
„państwa narodowe“, celem obrony rynków, czyli jak p. Ł. pisze „targów“ —
towarowych, tudzież celem zdobycia nowych. Trudno w tym fakcie dostrze
gać tak jak to czyni p. L. — jakiejś z a s a d n i c z e j różnicy między „na­
rodowością współczesną“ w jej społeczno-ekonomicznem i politycznem zna­
czeniu, a współczesnem państwem „narodowem“ ; jeśli zaś, co się nie da
zaprzeczyć, różnice takie istnieją, to są one natury lokalnej, czysto eko­
nomicznej, jak np. w Szwajcaryi, Stanach Zjednoczonych Ameryki półn,
i innych federacyjnych państwach, — lub też tam, gdzie federacya wytwarza
się żywiołowo z powodu nierównomiernego rozwoju ekonomicznego poszcze­
gólnych części składowych danego „państwa“, jak np. w Austro-Węgrzech.
Ale... „kapitalizm“ nie jest wcale jeszcze tak, jakby z słów p. L.
sądzić należało, w degressyi ; on —• mimo bardzo silnego przeciwdziałania
rozwija się dalej, centralizując coraz więcej dotychczasowe federacye i za­
cierając w scentralizowanych już państwach „narodowych“ różnice etnicznoHngwistyczne. P. L. sam przyznaje, że rozwój wielkiego przemysłu przy­
czynia się stanowczo do skosmopolityzowania świata cywilizowanego i dlatego
nie w dalszym rozwoju ekonomiczno politycznego liberalizmu, ale przeciwnie
w rozwoju „idei'klasy robotniczej“, t. j. socyalizmu, widzi on w przyszłości
jedyną ostoję „narodowości współczesnych“. Robotnicy — pisze, dziś już
bronią swych targów (rynków) pracy przed inwazyą obcokrajowców dlatego,
bo ci ostatni mając często mniejsze potrzeby kulturně, obniżają cenę płacy
za pracę.
Rzeczywiście tak jest ! — ale p. L. zapomina, że mówiąc o tem —
mówi tem samem o w a l c e robotników z „kapitalizmem“ dzisiejszej doby,
z czego jednak wcale jeszcze nie wynika, jakoby „z w y c i ę ż k a kiedyś
idea klasy robotniczej“ miała się oprzeć na obronnej konkurencyi targów
pracy, podobnie jak „kapitalizm“ — opierający się na obronie i zaborze
rynków towarowych. Przecież „idea klasy robotniczej“ stawiana czele swych
postulatów usunięcie wolnej konkurencyi kapitałów i zorganizowanie j a k

— 373 —
n a j l e p s z e , a więc tem samem doprowadzenie do m i n i m u m konkurencyi
pracy. Przypuśćmy jednak nawet, że autor dobrze przewiduje przyszłość —
widząc przed sobą „państwa narodowe“, ochraniające swych obywateli ro­
botników przed konkurencyą sąsiadów, to i w takim razie nie mamy jeszcze
prawa sądzić, iż te państwa przyszłości musiały się zamykać w ramach,
iż się tak wyrazimy, lingwistycznych, nie zaś społeczno-ekonomicznych, tj.
tak, jak się to już dzisiaj dzieje.
Dr. Kaz. I. GorzycJci.

L u doznaw stw o, m a te ry a ły ludoznaw cze.
B i b l i o t e k a warszawska, pismo poświęcone naukom, sztukom i przemy­
słowi, pod redakcyą Józefa Weyssenhofa, zeszyt z marca 1896 , War­
szawa, Gebethner i Wolff, druk J. Sikorskiego, w 8-ce. Zbytek przez
dra Br. Łozińskiego, str. 467 - 486 , zeszyt z kwietnia, dok., str. 115
do 144 .
M a t e r y a l y antropologiczno-archeologiczne i etnograficzne, wydawane sta­
raniem komisyi antropologicznej Akademii umiejętności w Krakowie,
tom I., Kraków, nakł Akademii, Spółka wydawnicza, druk. Uniw.
Jag. 1896 , w 8-ce, str. X, 108 i 425 , z 1 tabi, rysunkową, 10 map­
kami, 1 tabi, graficzną i 4 cynkotyp. 3 zlr. 50 ct
T r e ś ć ; I. Dzi ł archeologiczno-antropologiczny: 1) Ludność miasta
Warszawy, przyczynek do charakterystyki fizycznej, przez A. Za­
krzewskiego (str. 1 —38 ); 2) Charakterystyka fizyczni ludności Po­
dola, na podstawie własnych spostrzeżeń, przez dra J. Talko Hryncewicza (str. 3 9 — 93 ); 3 ) Poszukiwania archeologiczne w gubernii mohilewskiej, w pow. rohaczewskim, bycbowskim i mohilewskim, przez
St. Cerchę (str. 9 4 — 108 ). — II. Dział etnograficzny: 1 ) Cholera
w pojęciach ludu ziemi sądeckiej, przez S . Udzielę (str. 1 — 4 );
2 ) Wzajemny stosunek stanów na Podlasiu, przez L. Czarkowskiego,
(str. 5 —16 ); 3 ) Wesele w Kudzku, przez H. Czechowską (str. 17
do 4 8 ); 4 ) Okaz pisma obrazkowego, przez L. Malinowskiego (str.
49 — 50 ) ; 5) Baśni ludowe, zebrane we wsi Przehieczanach w powiecie
wielickim, przez St. Cerchę (str. 5 1 —98 ); 6) Przyczynek do leczni­
ctwa ludowego, przez Dra F. Wereńkę (str. 99 —228 ); 7 ) Kilka ry­
sów z życia ludu w Zalasowej, przez Bł. Pawłowicza (str. 229 2 6 5 );
8) Zwyczaje i pojęcia prawne ludu nadrabskiego, przez J. Świętka
(str. 2 66 — 362 ); 9 ) Dumki i pieśni ludu ruskiego z Zadniepru, przez
N. Zimmerową (str. 363 — 379 ); 10 ) Przyczynek II. do etnografii
Górali polskich na Węgrzech, przez R. Zawilińskiego (str. 380 - 425 ).
N e h r i n g W. Bericht über Aberglauben, Gebräuche, Sagen und Märchen
in Oberschlesien (Mittheilungen der schlesischen Gesellschaft fürYolkskunde, III. 1), Breslau 1896 , w 8-ce, str. 3 - 18 .
K a i n dl Raimund. Friedrich dr. Der Festkalender der Rusnaken und Hu­
zulen von . . . in Czernowitz. Czernowitz 1896 . Commissionsverlag
der Universitäts-Buchhandlung H. Pardini. Odbitka z Mittheiluugen der

— 374 —
k. k. Geogr. Gesellschaft in Wien 1896 , zeszyt VI i VII w 8-ce,
str. 4 0 1 —4 46 .
P a w ł o w i c z Błażej. Kilka rysów z życia ludu z Zalasowej (Odbitka z Materyałów antropol. archeol. i etnogr. Akademii umiej I, 2 ), Kraków,
druk. Uniw. Jagiell., 1896 , w 8-ce, str. 37 .
P o t k a ń s k i K. Dio Ceremonie der Haarschur bei den Slaven und Ger­
manen. Krakau Universitäts-Buchdruckerei, 1896 , w 8-ce, str. 20 ,
osobne odbicie z Anzeiger der Akad. d. Wiss. in Krakau. Mai 1896 .
K y c h l a k Józef. ks. dr, Raj i upadek pierwszych ludzi w podaniach na­
rodów. (Odbitka ze Sprawozdania gimn. św. Anny. Kraków, nakł.
autora; druk Anczyca i Sp., 1896 , w 8-ce, str. 49 .
T c h ó r z n i c k i Józef Dr. Dla zdrowia ludu: I. Kąpiele ludowe, II. P rzy­
gotowania sanitarne w osadach i wsiach. Warszawa, M. A. Wizbek,
druk. Towarz. komand., 1896 , w 8-ce, str. III. i 154 . z rysunkami
w tekście i 4 planami. 1 rubl.
W e r e ń k o F. Przyczynek do lecznictwa ludowego (Odbitka z Materyałów
antropol.-archeolog i etnograf. Akademii um iej, I, 2). Kraków, druk.
Uniw. Jag., 1896 , w 8-ce, str. 130 .
W i e l k o p o l s k a i W i e l k o p o l a n i e pod względem rozmiaru, podziału,
zarządów i płodów : Zwyczaje i obyczaje, zabawy, obrzędy, przesądy,
zabobony oraz najciekawsze podania, zagadki i piosnki ludu wielko­
polskiego. Mikołów, nakł Wydawnictwa dzieł ludowych K. Miarki,
1896 , w 16 -ce, str. 140 , z rycinami w tekście. 50 fenig.
Z a wi l i ns ki Roman. Przyczynek II. do. etnografii i Górali polskich na
Węgrzech. (Odbitka z Materyałów antropolog.-archeolog, i etnograf.
Akademi umiej, w Krakowie) Kraków, nakł. Akademii, Spółka wyda­
wnicza, druk. Uniw. Jag., 1896 , w 8-ce, str. 46 z З-ma rycinami
w tekście.
Z b i ó r pieśni ludowych. Mikołów, nakł. i druk. Wydawnictwa dzieł ludo
wych K. Miarki, 1896 , w 16 -ce, str. 47 i 1 nl.
Z i m m e r o w a Natalia. Dumki i pieśni ludu ruskiego z Zadnieprza. (Odbi­
tka z Materyałów antropol.-archeol. i etrnograf. Akademii umiej., I,
2 ). Kraków, druk. Uniw. Jag., 1896 , w 8 co, str. 17 , z nutami
w tekście.

SPRAWY TOWARZYSTWA.
I

Sprawozdanie

z posiedzeń

Zarządu.

Czwarte posiedzenie dnia 6 lipca 1896 .
Obecni pp. : Dr. prof. Dybowski, Dr. Franko, Dr. Gorzycki, Kolbuszowski. Dr. Niemiłowicz, Ramułt i Rebczyński.
Przewodniczył prezes Tow. prof. Dr. Kalina.
1) Zatwierdzono protokół poprzedniego posiedzenia.
2 ) Prof. Dr. Dybowski oddał do zaprotokołowania poświadczenie skar­
bnika p. Rebczyńskiego, że w muzeum przemysł, we Lwowie znajdują się
w przechowaniu dary prof. Dyb. dla „Towarzystwa'', mianowicie : 1) album
tkanin litewskich, 2 ) 13 sztuk prjasków litewskich i 3 ) czepiec jeden.

— 375 —
3 ) Dr. G-orzycki przedłożył protokół komisyi bibliotecznej, która bi­
bliotekę oddala w tymczasowy zarząd członkowi Tow. p. Cavannie (instytut
zoologiczny w c. k. Uniwersytecie), i doniósł o zakupnie szafy na książki.
4 ) P r e z e s To w. prof. P r . K a lin a p r zed ło ży ł p isem n ą r ez y g n a c y ę p.
S tr z e le c k ie g o z sek reta ry a tu T ow . R e z y g n a c y ę tę p rzyjęto i U chw alono u d z ie ­
lić p. S tr z elec k ie m u absolu toryu m w ten czas, k ie d y odda now em u se k r e ta ­
r zo w i w sz y stk ie ak ta i u te n s y lia k a n cela ry jn e, z o sta ją c e w dotych czasow ym
je g o p o sia d a n iu . W ybrano se k r e ta r z em — d o ty ch cza so w eg o z a stęp cę sekr.
D r a G o rz y ck ieg o , p rzyczem u ch w alon o, że sek r e ta r z Tow. j e s t tem sam em
tak że człon k iem k o m isy i lu d ozn aw czej, zaw iązan ej w sp ó ln ie z „Tow . pedag o g ic z n e m “ .
5 ) J a k o d e leg a tó w T ow . na w alny zjazd T ow . p e d a g o g ic zn eg o w Stryju
w ybrano prof. D r. D z iw iń sk ie g o , pp. K o lb u szo w sk ie g o i P ie rz c h a łę.

6) Uchwalono upoważnić p. Maryę Wyslouchową do założenia od­
działu „Towarzystwa ludozn.“ na Szląsku austr.
7 ) Polecono skarbnikowi Tow. p. Rebczyńskiemu, aby dał do druku
dyplomy dla członków honorowych Tow.
8 ) P rzy jęto 1-go czło n k a .

9 ) Najbliższe zebranie miesięczne naukowe odłożono na czas powa­

kacyjny
Piąte posiedzenie dnia 3 listopada 1896 .
Obecni pp. : Dr. Gorzycki, Kolbuszowski, Rebczyński i Sołtys.
Przewodniczył prezez prof. Dr. Kalina.
1 ) Zatwierdzono protokół poprzedniego posiedzenia.
2 ) Przyjęto 2 nowych członków.
3 ) P. Kolbuszowski imieniem delegatów Tow. na walny zjazd pedago­
giczny w Stryju oświadcza, że sprawozdanie z tej delegacyi złoży Za­
rządowi p. Pierzchała.
4 ) Prof. Kalina donosi, źe umocowana przez Tow. do założenia od
działu Tow. na Szląsku austr. p ani. Wysłouchowa nie mogła rzeczonego
oddziału założyć ze względów natury lokalnej, że jednak w łonie „Tow.
pedagogicznego“ szląskiego powstała sekcya etnograficzna, która będzie z Tow.
ludozn. stosunek ciągły utrzymywać.
5 ) P. Rebczyński donosi, że sprawa wygotowania dyplomów dla człon­
ków honorowych i koresp. Towarzystwa przewlekła się, że jednakże odnośny
.klisz i papier są już gotowe. Uchwalono sprawę tę przyspieszyć.
6) Uchwalono nie wysyłać „Ludu“ członkom zalegającym z wkładkami
za r. 1895 i tym także, którzy ani jednej rąty za r. 1896 nie uiścili.
7.
Uchwalono upoważnić prezesa Towarzystwa do zniżania wkładek
proszącym o to członkom Tow., którzy nadesłali materyały ludoznawcze do
„Ludú“, — według własnego uznania.
8) Uchwalono kosztem Towarzystwa wydać śpiewnik kościelny według
prop>ozycyi prof. Sołtysa, jako przewodniczącego sekcyi muzycznej, niemniej
polecono p. Sołtysowi wygotowanie kosztorysu tego Wydawnictwa na przy­
szłe posiedzenie Zarządu.
9) Uchwalono po dłuższej naradzie przejść do porządku dziennego nad
enuncyacyami „Gazety kościelnej11 (Nr. 28 ), odnoszącęmi się do Tow. ludozn.

ЧІ

-

376 —

10 ) Ogłosiwszy dalszy ciąg posiedzenia za tajne posiedzenie, uchwalił
Zarząd, że na podstawie statutu §. 15 i 29 uw. 3 . przestał być p. Adolf
Strzelecki członkiem Towarzystwa.
11 ) Najbliższe zebranie naukowe miesięczne i odczyt naznaczono na
sobotę dnia 14 b. m.
II. W ykaz tow arzystw naukowych i redakcyi pism, z któremi
Towarzystwo nawia.zało stosunki.
1 . Redakcya Gazety handlowo-geograficznej, Lwów.
2 . Redakcya czasopisma: Slovenské Pohľady red.

Jozef Skultety.
Tur. sv. Martin.
3 . Towarzystwo Jednota českých filologů v Praze, które posyła To­
warzystwu swój organ : Listy fìlogické a paedagogické.
III. W ykaz darów na rzscz Towarzystwa.

Do biblioteki ofiarowali:
1. Redakcya „Wisły“ : Bajki domowe i dziecinne zebrane przez braci
Grimmów, przełożyła Z. A. Kowerska. Część L, II. ’W arszawa 1896 .
2. Wydział Rady powiatowej w Gródku : Karol Falkiewicz : Mono­
grafia powiatu gródeckiego. Gródek 1896 .
3 . Dr. Koehler, Poznań rozprawę swą : Fundorte von Schläfenringen
in der Provinz Posen, Yerhandl. d. Berlin, anthrop. Gesellseh. Sitzung v.
18 . April 1896 .
4 . Dr. Kaindl w Czerniowcach, rozprawę M. Korduby : Rozwidky Dra
Rajmunda Frydrycha Kaindla z etnografii ruskoj. Wieden 1896 .
5 . Tenże swoją rozprawę : Die Volksdichtung der deutschen Ansiedler
in der Bukowina in ihrer Beziehung zur deutschen Dichtung im Westen.
Wissenschaftl. Beilage der Leipziger Zeitung Nr. 15 . 1896 .
6. Tenże swoją rozprawę : Liebeslieder der Deutschen in der Buko­
wina, Wissenschaftl. Beilage der Lpz. Ztg. Nr. 76 . 1896 .
7 . Dr. Bolesław Erzepki rozprawę swą: „Masovita“. Słowniczek wy­
razów gwary mazowieckiej. Poznań 1896 .
8. Jan Witort, Poniewież : Rękopis pisany kilku rękami na początku
bieżącego wieku, zawierający: „Różne doświadczone przepisy“ na rozmaite
choroby i słabości ludzkie
9 . Dr, R. Fr. Kaindl, Czerniowce : Der Festkalender der Rusnaken
und Huzulen. Czernovitz 1896 .
Składając serdeczne podziękowanie Szanownym ofiarodawcom za ich
dary, prosimy o dalsze nadsyłanie takowych na rzecz Towarzystwa.
IV. Spis członków Towarzystwa.
248 .
2 49 .
250 .

Karpiński Platon, sł. teol., Lwów.
Stanisławski Karol, naucz, szkoły im. Mickiewicza, Lwów.
Krajewskki Adam, redakt. Dzień, polsk., Lwów.
Z D ru k a rn i L u d o w e j w e L w o w ie , p o d zarz. St. Baylego.

j -

' ' ■' . - '

i-lłf

/'ГК ?Wi&s

ЇУ- -х-ф. 'г:

ІЩ Ш т Ш
•i .:.''-'-'.
-

-

'

■.'



:

-■

'. N4
'' -V■ .

fMS

•í

',

■''¿'¡У ,'V' -í'-'.'

V Л '-'-

1

c5

-• ' »



!§ p

1


^ P jfS ^ É fí
^ ÉMŠ-iř-.fe'-:":

îV/'-y

y'yt Ус:^
■Д-уу' -:

M ÍJ Ŕ is '

l ^ 1 í'',

\>

г Vі

s ta v T -* -- ; v ł > ' '

*

>

v ' v-

• ' ..

%'

' . . .:

v ■, _

;;; ľ

^ťy*'%S-;Pv\y

.

■y-yfeyŕ

'

■í?ceí?
■ .УУ;-.-- у "■

■у-у’

y . ’ 4JČ . J . h - к .....

іЙ?® Ш

t

\

1

Biblioteka Śląsk a w K ato w icach
ID :0030002027444

П 4521/2/1896

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.