4c22eec484acb63da41749b0031cd40e.pdf
Media
Part of Lud. Kwartalnik Etnograficzny. Organ Towarzystwa Ludoznawczego / 1895, t. 1
- extracted text
-
-
v'
'
Ry4'<-í:
;'<xÿ
_
;'-
Щ и ' • ■■
v/y. . ;„v-
|ŕs; ý - -
■
S
ä
’
y
v
v
'.
’::
•
'=
■
■
-
v
'
'
1 1 їїй Ш
■:
V ■; 'v
■
■
■V--■ v
;ї■щі5
■ї$л4Ш^^Я
УУуУУууу^-У
ш
-.у ’.’ ľ .'1 rVV
І
'<
■^
■
' vY^ÿf.фр.m
sv
■и •У
)ŕ‘ ' ' Ш Щ А
^-:'v:ív.ťí'
і
.- ■
V
y
v.v
y
v
y
'.. ý
y
-y
ý -y'
'
■
-
:
щ
Щ
У
у
у
-,::^
. . .
■
. ■
yy
yv
.' .y
.y
y
:V
.-1y
.-.y
y:
y
ý
..y
y
;^: У
.у
У
. .
■*' чг
■
:' у
"
' * .•
'■
■
;
v;v W
:y
y
:y
.;v
ÿ
;y
:':v
;:V
^
:y
У
■
:
.
•
.-. ■;-■■■, ■
y
'
■->
V
v 4
r
;•.•.•• %n.i - y.
^ T -ŕ
.і'у-
m
, '
' ř,
‘t
y'ý'ýy ■-'■•y1' y y
'
Уу': v ^;yy: : ■-у У у
o
'.y •
'у .
у
:y
yVy: yy;:yy.:■. .
-y
y
vvíylŕvít. . '
'
4
A
v
y y y .yv y- ". '.: y;:
^
■■*
■ ': .
. <
1
i
,
■УЧ У;.::;.
;
y
v:y' 4 їу*;М8
y"><;ÄV-r
• '■
■■ ■,,'y "
lÄ ž i
-- x! ř
-
ш ш р
s
щ
„
‘
41
' '
b
^
':+
у у. .у
•V
.-'
y
y.
/
"
■ У
-ї; У.'ІУ ■ /у-." .-y-v'
■ ;■ ■'
-'уу;
- ;; ■■
-■-УУУу"/';.: У v y y ^ . v . „чу.
' ф Ф ш
'• ^
;í.v:.-yv-ýy
/ '.'г-^ууууу«—
: ■- —
у — ... ■ Уу,у:._лУ У.у-у у " ,7УУуу..Уу. .у.у..у1у ■
.
.
у; 'yý y,: У ; . у'ууу;
,
ґ.
.•’r:
:- .. - -Ч.-л'-у-
• ■ : ;ч д а Ш
' -
‘ . - •'
■• '
' '
■
у
.
'
•
.
- '
•' . ' У
iSsAv >
тш
..
4
НЙ^ гіу
:- ■ '
І
ууУУУуууЗЙ
уУ:.; уй:->»\Му:у]
' Ч " .
ШІтШіШ
і?'-.......
Ш Уу .
ÜrJxV -
, .
.
•
;
-чУ
■’
■
'
у '. , ..у
у
‘ÿBh у ! :
- - ■
У.
у
щ
у
.
¡¡¡¡я
ШШ йЩЦ
'Й;' ; У/'г
'•;
.
■у
:
V ': ' ; V
;
' ' ■
. . .
-
У
■ у ■:
"■
■
■
• “' v
^
)
'
-,
ч' Г / . • ' ' .
•
.'s
-Í*
"
•
.
". ;
, /A d
■УЖ;
■
'
\
■
..У
/ ■
V
.
r
’У : У у у У у у у
.
■
у'у-: - Уу Ш
■ у . .•
■ -v'r »
'
'
р.у^
.' '
*
V ř
••
• --ï-
•’Й-Ш
ORGAN
TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE
POD REDAKCYĄ
Dra
ANTONIEGO
KALINY.
Rocznik pierwszy.
W E LAVO W I E 1895.
N A K ŁA D EM TO W A R ZY ST W A LUDOZNAW CZEGO.
Z „Drukarni Polskiej“ ul. Sykstuska 6 (Grand-Hotel).
A dres R edakcyi: Lw ów , u lica G arn carsk a, 1. 6.
G łów ny sk ła d w k się g arn i G ubrynow icza & Schm idta.
"ґ) А
/ X í
SPIS R Z E C Z Y
z a -w a rt^ c b .
-w
I.
ro c z n ife -u ..
I . S ło w o w s tę p n e od R edakcyi
.
s tr o n a
1
.
II. R o z p ra w y .
D r . I w a n F r a n k o : N a jn o w sz e p rą d y w lu d o z n a w s tw ie
Jan
K a r ł o w i c z : D esk a g ro b o w a .
Adolf Strzelecki:
.
Z d ziejó w p ierw o tn ej ro d z in y
D r. K a r o l M á t y á s :
.
.
4
.
.
.
Iß
.
. '
.
33, 65
.
.
.
46, 79
.
Z a p u s t — P o p ie le c — W ie lk a n o c
D r. A. K a l i n a : O lu d a c h a ry jsk ic h i o p ierw o tn ej ich o jc z y ź n ie .
D r. I w a n F r a n k o : „ P sia k r e w “ i „ p s ia w ia r a “ .
.
.
.
.
97
И5
E. К o Ib u s z o w s k i : R o ślin y w w ie rz e n ia c h lu d u . Bez.
.
119
D r. K a r o l M á t y á s :
L udow e
w G alicyi
.
nazw y
.
m iejscow e
.
.
.
w p o w ie c ie B rzeskim
.
.
.
.
.
123, 179
D r . K a r o l M á t y á s : K ilka z w y c z a jó w w ie lk a n o c n y c h w T á rn o b rz e s k ie m
A. S t r z e l e c k i i H. W o d e c k i : D o „D eski g r o b o w e j“
.
A. S t r z e l e c k i : F ra g m e n t z d z ie jó w ro d z in jr
.
A. D o b r o w o l s k i :
.
.
.
E. K .: G w iazd y i g rz y b y w w ie rz e n ia c h lu d u
.
.
L u d h ru b ie s z o w s k i
• A. ,S t r z e l e c k i : Ż e g o ta P auli
Dr . K a ź m . G o r z y c k i :
.
.
.
O a n tro p o lo g ii etn iczn ej
.
.
.
.
.
130
.
145
.
157, 207, 244
.
.
.
168, 197
.
.
J a n W i t o r t : L u d n o ś ć p o ls k a w g u b . k o w ień sk iej
129
;
193
.
.
225
.
.
256
I I I . Z b io r y m a t e r y a ł ó w e tn o g r a f ic z n y c h .
L. M a g i e r o w s k i : P ieśn i z m ia ste c z k a Ja ć m ie rz a i P o s a d y jaćm iersk iej
w pown S an o ck im
.
.
.
.
.
.
.
IV .
262
R o z b io r y i s p r a w o z d a n ia ..
.
.
19
D r. L u d w i k F i n k e l : B ibliografia h isto ry i p o lsk iej (A. S trzelecki)
S a m u e l A d a l b e r g : K się g a p r z y s łó w (A. S trzelecki)
.
90
D r. M. W i n t e r n i t z : D as a ltin d isc h e H o ch ze itsritu ell (A. K alina)
.
D r. К . K o e h l e r : P rz y c z y n e k do k w e sty i w y ry ty c h stó p n a k am ien iach
93, 131
(A. K alina)
.
.
.
.
.
.
.
.
N á ro d o p isn á v ý s ta v a g e s k o s lo v a n s k a w P ra z e 1895 (A. S trzelecki)
D r. В. E r z е р k i :
P ró b k i
.
218
.
220
g w a ry m azo w ieck iej z k o ń c a XVII. i p o c z ą tk u
XVIII. w ie k u (A. K alina)
.
.
.
.
.
.
264
V.
B ib lio g r a f ia
.
.
.
.
. 2 3 ,
V I. P r z e g l ą d c z a s o p i s m
.
.
.
. 2 4 ,
V I I . W ia d o m o ś c i z d z ie d z in y l u d o z n a w s t w a
.
s tr o n a
185, 221, 266
52, 135, 182
.
27
V III. P o s z u k iw a n ia i k w e s ty o n a ry u s z
P łu g . — N iecen ie o g n ia .¡sa p o m o c ą k r z e s a n ia . i ta rc ia . — O b rz ę d y w ielkak a n o c n e . — O d p o w ie d ź 'n a II. — W ia ra w z n a c z e n ie i m oc im ion
c h rz e stn y c h . — T a tu o w a n ie . — N o w o n a ro d z o n e dzieci.
O d p o w ie d z i n a I, II, IV.
.
.
;
.
29. 56, 96, 142, 188
.
.29,56,96,142,188
IX . S p r a w y T o w a r z y s t w a .
W a ln e Z g ro m a d z e n ie
.
.
.
P ro g ra m se k c y i ję z y k o w e j (A. K.)
.
.
P ro g ra m se k cy i m u zy czn ej (M. S o łty s)
P o sie d z e n ia Z a rz ą d u .
.
.
M ie sięczn e z g ro m a d z e n ia n a u k o w e
.
.
1
.
.
.
.
.
.
.
29
.
58
.
.
.
.
.
: .
.
.
.
138
30, 61, 144, 222
.
.
.
.
31, 62
S to su n k i T o w a rz y s tw a z in n cm i T o w a rz y s tw a m i i red a k c y a m i p ism 31, 62, 96, 189, 223
D a ry
.
.
.
.
.
.
W y k az c z ło n k ó w
.
.
.
.
.
.
.
.
31, 62, 192, 223
32, 63, 96, 144, 224
S p ra w o z d a n ie d e le g a tó w n a Z ja z d T o w . p e d a g o g ic z n e g o w W a d o w ic a c h
189
D o n ie sie n ia
64
.
.
.
.
.
.
.
.
S p is w s p ó łp r a c o w n ik ó w
k tó ry c h p ra c e w ro c z n ik u I. u m ie sz c z o n e z o s ta ły .
Z y g m . С e l i c h o w s k i (P o z n ań ).
L. M a g i e r o w s k i (Jaćm ierz).
A. D o b r o w o l s k i .
D r. K a r o l M á t y á s .
Dr . I w a n F r a n k o
(L w ó w ).
D r . K a ź m . G o r z y c k i (L w ów ).
(T a rn o b rz e g ).
M i e c z . S o ł t y s (L w ó w ).
A d . S t r z e ! e e,k : (L w ów ).
W ł o d z . IT n a t i u к (L w ów ).
S e w . U d z i e l a (C iężkow ice).
E. K. (Lwów).
J a n W i t o r t (P o n ie w ież, g u b . K o w ień sk a)
D r. A. K a l i n a .
Jan K ar ł o w i cz
(L w ów ).
(W a rsz a w a ).
E. K o l b u s z o w e k i (L w ó w ).
T . W o ł k o w (P aryż).
Mi c h. Z m g r o d z k i
(S ucha).
owo wstępne.“
N a W a ln e m Z grom adzeniu dnia g. lutego b. r. zawiązało się
T o w a r z y s t w o 1 u d o z n a w c z e z siedzibą we Lwowie, k tó re g o
celem jest, ja k głosi jego S ta tu t, um iejętne bad a n ie ludu p olskiego
i Sąsiednich, Oraz rozpowszechnianie zebranych o nim wiadomości.
Żeby p ra c a ta -.p o s tę p o w a ła system atycznie i g runtow nie, p o
dzielił się Zarząd T o w a rz y s tw a n a następujące sekcye : i. a r c h e o
logiczną, 2. antrop olo giczn ą, 3. g'eogTaficzną, 4. językow ą, 5. lite ra
cką, ii. m uzyczną, 7. p rzem ysłow ą i 8. socyologiczną; K a ż d a z ty ch
sekcyi będzie ■w sw ym Zakresie, p o d łu g ułożonego-programu-,, zbie
ra ła m a te ry a ły i w iadom ości,“ dotyczące ludu, k tó re zostaną inastępn ię ogłoszone drukiem , albo też w in n y sposób zużytkow ane, i - i :f
O pró cz teg o T o w a rzy stw o starać się będzie zak ład ać .na r ó
żnych miejscach Oddziały, k tó re ' stanow ić b ę d ą centra, łączące w -so'bie działalność T o w a rz y stw a na polu ludo znaw stw a w odnośnych
okolicach, oraz k ierow ać pracam i członków w p e w n y c h , ściśle o k r e
ślonych k ierunkach. Szczególnie te miejscowości, k tó re. w .dotychczasowych b a d a n ia ch lu doznaw stw a nie b y ły wcale, albo. ty lk o p o
bieżnie uw zględnione, b ęd ą przedm iotem troskliwej u w a g i T o w a
rz y s tw a ; nie mniej granice etnograficzne, kolonie polskie na: obszárzfe
ruskim, jak o też ruskie na polskim, te ry to ry a ln e rozmieszczenie p o
jed y nczych n arzeczy— - zajm ować b ęd ą w p ro g ra m ie T ow a rzy stw a
jedno z najważniejszych miejsc jeg-o pracy.
Żeby pra cę sw ą uczynić p rz y stę p n ą dla ogółu, dać poznać ze
b ra n e przez się m atery ały , odnoszące się do życia ludu, wszystkim ,
k tó rz y się tem interesują, zachęcić tych, k tó rz y sty k ają się z l u
dem i b aczną zw racają u w a g ę na jego życie, do zbierania: .właści
wości je g o i udzielenia o nich wiadomości innym , wreszcie, żeby
rozpowszechnić a przynajm niej podnieść poziom nauki ludoznaw stw a,
k tó ra w śró d szerokich sfer in teligentn ych mało jeszcze l i c z y . p rz y
jaciół — p o s tan o w ił Zarząd w y d a w a ć c z a s o p i s m o - m .ie-sdexz jie ,
1
k tó re ja k o o rg a n T o w a rz y s tw a ludoznaw czego służyć będzie tyrń
celom, k tó re T o w a rz y s tw o sobie w y tk n ęło .
N azw a czasopisma »Lud« jest dalszym ciągiem tej niezm or
dow anej p racy, ja k ą O skar K o l b e r g na po lu lud o zn aw stw a
p olskiego podjął, rozw inął i do w y s o k ieg o stopn ia podniósł, staw szy
się tw ó rc ą etnografii ¡polskiej.
P r o g r a m czasopisma jest w y t k n i ę t y przez s t a t u t i wiąże się
ściśle z ustrojem i p ra c ą T o w a rzy stw a. Umieszczać więc ono będzie
m a te ry a ły , m ające ja k ik o lw ie k zw iązek z ludoznaw stw em , k tó ry c h
dostarczą m u członkow ie T o w a rz y s tw a ; zw racać będzie uwag-ę na
te cechy c h a ra k te ry sty c z n e życia lu do w eg o, k tó re zasługmją przed ew szystkiem n a zbadanie ; d a w a ć będzie w skaz ó w k i tym , k tó rz y
niają sposobność i chęć do wzięcia udziału w p ra c y T o w a rz y s tw a
a nie p osiad ają jeszcze na tem p olu d o sta te c z n y c h wiadomości, t
Oprócz te g o zadaniem czasopisma będzie, z e b ra n y m a te ry a ł
lud oznaw czy p o d d a w a ć n au k o w em u op raco w an iu i pom ieszczać sa
m odzielne b a d a n ia z zakresu łudoznaw stw a. D ą ż y ć będzie do tego,
a ż e b y utrzy m a ć łu d o zn aw stw o na ty m stopniu, n a jak im p o staw iły
je b a d a n ia uczonych n aszych i obcych. J e d n a k ż e mając na w z g lę
dzie szerokie k o ła społeczeństw a naszego, s ta ra ć się b ęd z ie m y stro nę
teo re ty czn ą uczynić p r z y s tę p n ą ja k najwięcej całem u ogółow i.
D la te g o u n ik a ć będziem y b a la s tu n a u k o w e g o i ro z p ra w akadem icznych a nato m iast p o p rz estan iem y n a p o d a n iu lu b streszczeniu w y
nikó w b ad a ń , p o d jęty ch n a d pew n em i k w e sty a m i.
Żeby obznajom ić z n a u k ą lu do znaw stw a i jej p o stęp am i s p o
łeczeństwo nasze, p o d a w a ć będ ziem y p rz e g lą d ile możności d o k ła
d n y w szystkich dzieł lud ozn aw czych i ty c h prac, k tó re stoją w j a
k im k o lw ie k zw iązku z ludoznaw stw em . R ó w n ie ż p ra c e ważniejsze,
t a k polskich uczonych, jak o te ż obcych, tra k tu ją c e o s p ra w a c h lu
d ozn aw stw a, lub im p o k re w n y c h , p o d d a w a ć b ędziem y naukow ej
ocenie, przyczem zawrsze starać się b ędziem y o t o , . aż e b y k r y t y k a
b y ł a p rzedm ioto w ą i spraw iedliw ą.
P o n ie w aż T o w a rz y s tw o p o n a w ią z y w a ło już liczne stosunki
z różnem i T o w a rz y s tw a m i ludoznaw czem i za g ra n ic ą celem w y m ia n y
m yśli i zam iany w y d a w n ictw , i te coraz więcej rozszerzać i u s ta
lać będzie się starało, d lateg o R e d a k c y a m a do d y s p o zy c y i liczne
fachowm czasopisma, k tó ry c h p o d aw ać będzie stale p rz e g lą d i k r ó t k ą
treść ich rozpraw . W ten sposób ci, k tó rz y p ra cu ją n au k o w o n ad
ludoznaw stw em , b ę d ą mieli w tej bibliografii p o d a n e źródła, z k t ó
ry c h treścią n a tej drodze zaznajomić się m ogą.
Czasopismo, jako o rg a n T o w a rz y s tw a ludoznaw czego, nie może
spuszczać z o k a s p ra w jego. Zatem będzie pomieszczać s p r a w o z d a
n ia z posiedzeń Zarządu, n a u k o w e g o Z gro m ad z en ia m iesięcznego
-
з
-
członków , z posiedzeń poszczególnych Sekcy i i wszystko, Co ma
jakik o lw iek związek z Tow arzy stw em . Przez to członkow ie b ęd ą
zawsze po info rm o w a n i o stanie i rozwoju T o w a rz y s tw a a z drugiej
s tro n y u trz y m y w a n a będzie ciągła łączność pom iędzy Z arządem
i członkami.
W ty m k ie ru n k u zamierzamy w y d a w a ć czasopismo nasze, k t ó r e
jeżeli p o d o łam y utrzy m a ć w ty c h ram ach i podnieść na ten s t o
pień, n a k tó ry w y m a g a n ia n auk i ludoznàw stw a' i dobro spraw y, dla
której p ra co w ać postanow iliśm y, podnieść za św ięty ,n akładają nam
obow iązek: — odniesiem y jak o n a g ro d ę to błogie uczucie, że w e d łu g sił
i możności praco w aliśm y dla spraw y , k tó rą u w ażam y za ważną
i pożyteczną.
U z n ały to daw no inne n a ro d y i liczą już wiele tow arzystw ,
p racujących n ad poznaniem ludu. U nas jest to p i e r w s z e T o w a
rzystw o, k tó re jęło się p ra c y n a niwie mało dotychczas upraw nej,
licząc na p op arcie ludzi życzliwych i chętnych, k tó rzy rozumieją
znaczenie takiej pracy. J a k o w y raz ty ch usiłow ań T o w a rzy stw a lu
doznaw czego, zw racam y się do społeczeństw a naszego z prośbą,
ażeb y usiłow ania nasze przyjęło z tem sercem, z jakiem mu je
ofiarujemy — szczerem i ciepłem. Dziś, k ied y pow szechnem jest
hasło: lud, ośw iata jego, polepszenie jeg o b y t u m a te r y a ln e g o —
p ow in niśm y zacząć b u d o w a ć od fundam entu, a ty m jest p o z n a n i e
te g o ludu, jego życia i charakteru. Jeżeli teg o nie zrobim y, p ra c a
nasza dla ludu będzie bezskuteczna, g d y ż nie b ędąc zastosow aną do
je g o właściwości, nie przyniesie mu tego pożytku, k tó re g o się po
niej spodziew am y.
T en w zgląd p r a k ty c z n y nie jest jedyn ym , k t ó r y pow inien
zwrócić u w a g ę ludzi m yślących na spra w ę ludu. W ażniejszem o wiele
jest to, co stanow i n iespożytą siłę ludu i zarazem ta k w ażny czyn
nik w życiu k a ż d eg o narodu. T o jest ow a rodzimość i odporność
ludu, z k tó ry c h pierw sza jest źródłem, ożyw iającem d ucha n a r o d o
w e g o i utrzym ującem go w jeg o czystości i nieskazitelności,, d ru g a
tw ierdzą i stróżem jego życia i jego trad y c y i. H is to ry a poucza nas,
że n a ró d nie zginie, ja k długo lud jeg o żyje, k t ó r y zdolen jest
ożywić o bum arłe członki ciała n a ro d o w eg o i wlać now e życie
w dzieła jeg o um ysłow ej pracy. K ie d y k osm opolityczne p rą d y
biją w tę tw ierdzę narodowości, niech będzie świętem staran iem
k a ż d e g o otoczyć opieką tę twierdzę i wzmocnić ją. K a ż d y , kto
pracu je na niwie duchowej lub technicznej pracy, imając się czy to
pióra, pędzla, czy też ręcznego instrum entu, niech szuka przedew szystkiem w tem źródle rodzim em m atery alów , w zorów i m yśli,
niech je obrobi, uszlachetni, ożywi i podniesië do w ysokości a r
tyzm u. Niech stara .się bez uprzedzenia przestąpić p r ó g tej kurnej
*
ch aty, wejrzeć do jej w nętrza, p rz y p a trz y ć się jej m ieszkańcom, p o
znać ich życie a p rz ek o n a się,- że p o d tą szatą g r u b ą jest serce,
któ re' bije: silnem życiem, że ta n iby n iek ształtna m o w a ludu s tw o
rzyła' pieśni, o k tó ry c h głębo kjem znaczeniu napisał M ickiew icz
ow e p am iętn e słow a :
O pieśni g-minna, t y ark o przy m ierza
Między, starem i i now em i la ty !
u
W tobie lud ch ow a b ro ń sw eg o rycerza,
S w y c h myśli przędzę i sw ych uczuć kwiaty..
i
.
Ľ e d a k c i/a .
Najnowsze prądy w Indoznawstwie.
Qdozy.t
m ian y
na
p ierw sze m . Z g ro m a d z e n iu m iesięc zn em T o w a rz y s tw a lu d o z n a w c z e g o
d n ia 28. lu teg o b. r.
. . . S k o ro mnie p rz y p a d ł ten zaszczyt, że m am rozpocząć szereg
odczytów n a Zgrom adzeniach n au k o w y c h T o w a rz y s tw a ludoznaw czego,
u w ażałem , za .rzecz najstosowniejszą za te m a t teg o o d cz y tu obrać,
.nie. co innego, ja k sam e ludoznaw stw o. C hciałbym k ró tk iem i słow y
określić i , sch a ra k te ry z o w a ć tę gałąź, wiedzy, której u p ra w ia n ie m
J p ielęg n o w a n iem wszyscy zajm ować się p r a g n ie m y ; chciałbym, dać
bodaj p o bieżn y p o g lą d na jej treść i m etodę a raczej te ró żn oro dne
. .metody, którem i się po słu gu je ta n a u k a dla osiągnięcia sw ych celów.
W y r a z »lúdoznawstwo« (po niem iecku V olk sk u n d e, po a n g ie l
sk u folklore) oznacza w łaściw ie coś więcej, niż to, co stan o w i za
k re s naszej nauki. B oć p oznać lud, to znaczy poznać ludzi z a m ie
szkujących p ew ne te ry to ry u m , a więc poznać ich stan o b ec n y
i przeszły, ich właściwości .fizyczne i um ysłow e, ich in s ty tu c y e
i stan ekonom iczny, ich stosunki h a n d lo w e i związki um y słow e
z in nym i naro dam i ; a więc w zakres lu d o zn aw stw a w cho d ziły b y
,.i takie nauki, ja k h is to ry a p o lityczna i h is to ry a rozw oju in sty tu c y i,
h is to ry a n a u k i h is to ry a przem ysłu, wszystko, rozum ie się w za. kresie szczuplejszym, o ile dotyczy p e w n e g o d a n e g o narodu. Bez
kw estyi, że w ostateczn ych w y n ik a c h n aszych b a d a ń i dochodzeń
. lu d ozn aw stw o o p ie r a się o te n auk i i ze swej s tro n y uzu pe łn ia je
sw ym i rezultatam i.
Ze , w zg lę d ó w p r a k ty c z n y c h m usim y o graniczyć nieco zakres
lu d oznaw stw a i to przez ściślejsze określenie pojęcia ludu. Przez
..lud, nie. rozum iem y tu całej m asy zaludniającej d a n y kraj, lecz
ty lk o te niższe, w arstw y, k tó re stosunkow o najmniej u le g ły prze
m ianom cyw ilizacyjnym , najwięcej zachowały śladów daw niejszych
e p o k rozwoju. R o zu m ie się, ścisłej g ra n ic y p o p r o w a d z ić . tu. nie,
można, g d y ż ś lad y tego rodzaju, szczątkowe o bjaw y cyw ilizacyjne
s p o ty k a m y nieraz i u wyższych, w ykształceńszych klas,"ludowych;
a zresztą to, co jest dziś przedm iotem wierzeń, przeko nań i z w y
czajów ty ch wyższjmh w arstw, po jakim ś czasie może się .stać w ł a
snością w arstw niższych, a więc także przedm iotem ludoznaw stw a.
J a k widzimy, z tej s tro n y zakres ludo znaw stw a nie jest ściśle o k r e
ślony. B ąd ź co bądź je d n a k pam iętać należy, że m am y -tu do c z y
nienia z jedną częścią tej wielkiej, na w sk roś nowoczesnej nauki,
k tó r a się nazyw a history ą cyw ilizacyi rodzaju ludzkiego i obejmuje,
w sobie, ściąga k u sobie i łączy w jedne całość organiczną w szyst
kie nauki, w szystkie gałęzie wiedzy ludzkiej.
Może nam się u d a lepiej oznaczyć zakres ludoznaw stw a, jeżeli
je p o ró w n a m y z innemi n au kam i pokre.wnemi. "Weźmy n a p rzy k ład
praw o. R zec z pew na, że to p ra w o rzym skie lub niemieckie, któregouczą na naszych uniw ersy tetach, o p ra co w an e system atycznie, k o
m e n to w a n e i w y k ła d a n e wT tysiączne sposoby, do zakresu naszego
lu d o zn aw stw a nie należy. Ale jeżeli z jednej stro n y z a p y ta m y o jeg o
początek, to niezaw odnie odnajdziem y g o w zwyczajach, p o g ląd ac h
p r a w n y c h i lu d o w y ch in s ty tu c y a c h R z y m i a n lub N ie m c ó w — a więc
źródła jbgo leżą w dziedzinie ludo znaw stw a, a z drugiej stro n y
śród naszego ludu znajdziem y analogiczne p o g lą d y i zwyczaje p r a
wne, odm ienne od tych, jakie dziś u nas panują, tem nie mniej
je d n a k żywe, silne, i trwałe, i również należące do dziedziny ludoznawstwa. W e ź m y inną naukę, np. geografię. P e w n a rzecz, że n o
wsze zdobycze g-eografii, pom iary, b ad a n ia g leby , teory e o w za
jem n y m związku m iędzy klim atem i dziejami ludów, mieszkających
w d a n y c h okolicach, muszą b y ć pozostaw ione, jak o dziedzina specyalnej, współczesnej nauki, geografii i do lu d o zn aw stw a nie należą,
chociaż z pośró d naszego ludu w yjść m ogli znakomici podróżnicy
i geografow ie. A le lud p ro s ty m a także swoje pojęcia o ziemi,
ląd ac h i morzach, rzekach i k ra ja ch — pojęcia może więcej zbli
żone do H om èrow skich, niż do współczesnych pojęć w a rstw y
w ykształconej ; ta lu dow a geo grafia bez najmniejszej wątpliwości
należeć będzie do dziedziny ludoznaw stw a.
To samo zjawisko zauw ażyć się daje. i w inn ych naukach.
M ed y c y n ie współczesnej, naukow ej, wszechłudzkiej, t. j. w y t w o r z o
nej w sp ó ln ą p ra c ą licznych p oko leń i najceln iejszych. w ty m fachu
je d n o s te k wszystkich cyw ilizow anych n arodów , odp o w iad a u k a
żdego ludu m e d y c y n a ludow a, odm ienna od naukow ej i p o d w z g lę
dem m eto d y postęp o w a n ia , i p o d wzgdędem zasadniczych p o g lą
dów na istotę chorób
W sp ółczesnej literaturze arty sty czn ej o d p o
w iad a u k a ż d e g o ludu oso bna lite ra tu ra ustna, trad y c y jn a, o p a rta
na in nych p o g lą d a c h estetycznych i prz y sto so w a n a do zaspokojenia
in n y ch p otrzeb ducho w ych, niż nasze współczesne. T o sam o p o w ie
dzieć m ożem y o przem yśle, zaró w n o j a k i o zw yczajach to w a r z y
skich, o p o g lą d a c h etycznych, zarów no ja k i o w ierzeniach religij
nych. K a ż d y więc z ty c h wielkich działów naszego po znania ro z p a
da się niejako na dwie części odm ienne od siebie : jed n a część jest
w łasnością w a rs tw w ykszta łc o n y ch , p rz o dujących w rozwoju dzie
jo w ym , a d ru g a jest w łasnością gm inu. P rz y pow ierzchow nej obserw a cy i zdaje się nieraz, że m iędzy jed n ą i d r u g ą częścią nie
m a ż a d n eg o związku. Co w s p ó ln eg o może b y ć n. p. m iędzy w sp ó ł
czesną ch iru rg ią a zaklinaniem i za żeg n y w an iem boleści przez n a
szych wiejskich znachorów , lub m iędzy współczesną analizą s p e k tra l
n ą a w iarą w to, że czarow nica może u k ra ść czyjąś g w iazdę i p rze
ch ow ać ją w g a r n k u ? J a k a może b y ć a n a lo g ia m iędzy św ietnym i
i ściśle n a u k o w y m i opisam i o b cych k ra jó w i ludów, jakie nam p o
zostawali ta c y ludzie, ja k P rzew ałski, M ikłucha-M akłaj lub Schweinfurt, a op o w iad a n ia m i naszych lu d o w y ch g e o g ra fó w o szklanych
gó rach, o ludziach z pięciu g ło w am i i o o k ru tn y c h jedn ook ich ol
b rz y m a c h ? I jak ie wreszcie jest p o do bieństw o m iędzy potężnem i
ko n ce p cy am i d o g m a ty k i chrześciańskiej a religijnem i wierzeniam i n a
szego ludu z jeg o naiw n y m dualizmem, ró w no rzędnie tra k tu ją c y m
B o g a . i dyab ła, z jeg o d y ab łam i siedzącym i w błocie, w p ro w a d z a
jący m i p ijanych ludzi na bezdroża i dającym i się lada s p ry tn e m u
chło pu o kpić i o tu m an ić? Nie dziw, że specyaliści w k aż d y m z p o
w y m ie n ia n y c h tu i jeszcze in n y c h an a lo g ic zn y ch fachach, zajęci je
d ynie najnow szem i zdobyczam i i p ostępem w iedzy w d a n y m fachu,
w p a trzen i nap rzó d i rz adko ty lk o o g lą d a ją c y się wstecz, zbyt czę
sto skłonni są widzieć w ty ch szczątkow ych objaw ach dotycznej
wiedzy, zacho w a n y ch p o śró d ludu, je d y n ie szkodliwe, w s trę tn e lub
n a w e t grzeszne -zabobony, w y p ły w ciem noty i niew ykształcenia,
a więc rzecz, k tó rą ja k najrychlej i ja k n ajgrun tow niej usunąć i w y
korzenić należy.
Jeżeli się je d n a k p rz y p a trz y m y bliżej ty m szczątkom w iedzy i
sztuki, zachowanej dziś u p ro s te g o ludu, jeżeli spró b u jem y stu d y o w a ć
je w zw iązku z rozwojem tej dy scy p lin y , do której się one odnoszą,
to spostrzeżem y zjawisko, k tó re nas z początku przejmie m aleńkiem
zdziwieniem, a później trochę zaw stydzi i u tem p eru je naszą w’zg ard e
d la o w y c h zabob onó w , przesądów i bab ich bredni. Z obaczym y m ia
nowicie, że to, co m y dziś z dum ą p iętn u jem y nazwiskiem prz esą
dów, za b obo nów i bredni, dawniej p rzed w iekam i naz y w ało się
najnow szą zdobyczą cyw ilizacyi, b y ło przedm iotem w ia ry lub ży
w ym , p ra k ty c z n ie w y k o n y w a n y m zwyczajem ówczesnych przodu
jący c h i najoświeceńszych w arstw narodu.. W szakżeż nasza lu d o w a
m e d y c y n a w bard zo znacznej mierze p o le g a na tych zielnikach,
k tó re u nas w X V v X V I . i X V I I . w ieku pisali i d ruko w ali ów
cześni oświeceni śpecyaliści i uczeni. W sz ak że nasze współczesne
g u sła i zabobony, ludow e w znacznej mierze są resztkam i wierzeń
i p r a k t y k religijnych, p a n u jąc y ch niegdy ś w narodzie, a więc n a l e
żących w ów czas zarówno do książąt i k ap łan ó w , ja k i do p ro s ta
czków. W szak że ż nasza m y ty czn a geografia, an tro polog ia, fizyologia, astrono m ia lu dow a w bardzo znacznej mierze ma swe źródło
w średnio w ieko w ych dziełach tego rodzaju, w dziełach, k tó re w ó w
czas uw a żan e b y ł y za ostatnie słowa nauki.
T o spostrzeżenie, k tó re stw ierdzono już tysiącam i sp ec y aln y ch
p rz y k ła d ó w , zadziwia nas, g d y ż pokazuje nam dosadnie, że rzeczy
wiście istnieje org a n ic zn y zw iązek m iędzy obecną n a u k ą a przesą
dami, m iędzy Czystą religią i zabobonam i, związek analog iczny, jak
m iędzy dębem a n aw p ó ł strupieszałą łupiną zeszłorocznej żołędzi.
Z aw stydza nas ona dlatego, g d y ż jest dla nas w yraźnem m em ento,
b y ś m y nie nadto dum nie i z g ó r y trak to w a li te p rzesądy i z a b o
b o n y , g d y ż przyjść może czas, k ie d y i nasze dzisiejsze »najświętsze«
w ierzenia i przekonania, przeh olo w ane przez rozwój dziejowy, s p a
dną na dno potężn ego strum ienia cyw ilizacyjnego i stan ą się w dzię
cznym m a tery ałem dla ludoznaw ców przyszłości.
Niech mi tu wolno będzie użyć jednego, choć może nieco k u
law e g o porów nania. P rz e d s ta w m y sobie armię idącą na zdobycie
k ra ju nieprzyjacielskiego. A rm ia to nieco staro m o dna i niezbyt do
brze zorganizow ana.
T y lk o m ała mniejszość armii posiada oręż
i p o s tęp u jąc przodem walczy i z d o b y w a kraj. O g ro m n a większość
ciągnie się z ty łu —: to ciu ry i m arodery. K u p y ich błądzą tę d y
i ow ędy, zachodzą na m anowce, odbiegają wstecz lub zostają na
miejscu. T o jest obraz naszej dzisiejszej cywilizacyi. J e s t ona
dziełem i zdobyczą mniejszości, je d n o stek w y b ra n y ch . W iększość
ciągnie się za tym i p rzodow nikam i w większej lub mniejszej
odległości, dochodzi o całe setki lat później
do e tap ó w pozosta
w io n y ch przez nich, przeżu w a tysiące lat to, co oni dawno
przetraw ili, lecz bądź co bądź idzie u ta rtą przez nich drogą, b ez
ładnie, raz zwolna, to znow u prędzej p rz e b ie g a różne jej stad ya,
lub zatrzym uje się na nich długo. P rzed nie szeregi w wielu w y p a d
k ac h daw no już zapo m niały o p unk cie wyjścia, o pierw szych e t a
p ac h o w e g o po ch o d u cyw ilizacyjnego, ztąd też b a d a n ie ow ych
ciurów i m aro d e ró w nieraz m a w arto ść dla odtw orzenia ty ch p ie rw
szych p u n k tó w wyjścia, a nieraz, g d y przednie szeregi zajdą w jakiś
g łu c h y kąt, tak ie oglądnięcie się na te pierw sze e ta p y może b y ć
—
8
—
korzystnetn, może w skazać inny, n o w y k ie ru n e k drogi, p ro w a d ząc y
do celu. Otoż właśnie s tu d y o w an ie tych ciurów i m aroderów p o
chodu cyw ilizacyjnego jest zaszczytnem zadaniem tej nauki, k tó ra
nas tu zajmuje, zadaniem ludoznaw stw a.
Jeżeli p o ró w n a n ie moje kuleje, to przedew szystk iem w ty m
pu nkcie, że mogdoby ono rozbudzić p e w n e lekcew ażenie dla tej
nauki. Nie zapom inajm y, że poznanie ew olucyi dziejowej pewnej
in sty tucy i, p e w n e g o wierzenia, p e w n e g o system u m yślo w eg o jest
pierw szym , p o d s ta w o w y m w aru n k iem zrozumienia tej rzeczy, jest
d o b rą p o ło w ą jej zrozumienia, k tó re bez teg o będzie zazwyczaj a b
stra k c y jn e i arb itralne. Nie zap om inajm y dalej, że te m aey zapóźnione w pochodzie cyw ilizacyjnym , to nasi ojcowie i bracia, k tó ry m
prócz obow iązku p ozn ania i ośw iecenia ich winni jesteśm y także
miłość bra tnią , k tó rzy prócz in teresu ludoznaw czego, histo ry czn e g o ,
arch eo lo g icz n eg o i lin g w isty c zn eg o m ają p ra w o do naszego p o ś w ię
cenia, do naszej wdzięczności za ich pracę, k t ó r a n am umożliwia
z d o b y w an ie św ietlan y c h k ra in cywilizacyi. A i tutaj, Spełniając,
to szczytne zadanie oby w a te lsk ie , znajd ujem y w lu doznaw stw ie p o
tężną p o d p o rę i n a w e t p od nietę i zachętę, boż p oznanie ludu z jego
m ow ą, zwyczajami, wierzeniam i i p o g lą d a m i uczy nas zarazem k o
chać go trw ale, i uczy p ra c o w a ć dla niego skutecznie i racyonalnie.
R zecz oczywista, że n a u k a obejm ująca t a k o g ro m n ą dziedzinę
a przytern początkująca, g d y ż zaledwie od k o ń c a zeszłego w ieku
mniej lub więcej s y stem aty cz n ie u p ra w ia n a , p o słu g iw ać się musi
rozm aitem i m etodam i, k tó re ostatecznie n a w e t nie zawsze prow adzą
d o je d n e g o celu.
Źe k a ż d a t a k a m etoda, sto so w an a mniej lub więcej je d n o s tr o n
nie, płodzi ca ły szereg teoryi, k tó re na jednem polu słuszne, na
innem przestają niemi być, to rzecz n atura lna. W ła ś n ie ta obszerność dziedziny ludozn aw stw a, wielość w chod zących w jej obręb
n a u k sp ec y aln y ch , w y m a g a ją c y c h też o sob nych m etod b adania, a
p rz y te m łatwość, z j a k ą m etod a d o b ra w jednej dziedzinie daje się
przenosić do drugiej, g'dzie już ta k sam o d o b rą b y ć nie może, jest
pow o dem największej części istniejących dotych czas sporów, jest m a tk ą
obec n y ch szkół ludoznaw czych, zwalczających się w zajem nie lub
szukających ze sobą słusznego ko m p ro m isu
W e ź m y n. p. sferę w ierzeń ludow ych. Ju ż s ta ro ż y tn a (jre c y a
w dobie u p a d k u w ia ry w d a w n y c h bog'ów w y tw o rz y ła trz y rodzaje
po jm ow an ia sta ry c h m y tó w i wierzeń. E uhem eros u w a żał b o g ó w
za u b óstw ione osoby, k tó re ży ły n ie g d y ś na ziemi; A n a k s a g o ra s
w idział w nich p e rso n ifik a cy e sił i zjawisk przyrody , a S toic y w i
dzieli w nich sym bo le c n ó t i p rz y w a r ludzkich, a więc uosobione
p ra w id ła etycznö-filozöficzne.: T e trzy rodzaje pojm ow ania wierzeiV
lud ow y ch widzimy też w p oczątkach rozrostu współczesnej nauki
ludoznawczej, p rz y końcu X V I I I . i w pierwszej połowie X I X .
wieku. R acy o n a liśc i niejednokrotnie powtarzali teo ry ę Euhem erosa,
m y to ló g o w ie szkoły (jrim m ów odnowili i rozszerzyli d aleko po za
granice słuszności p o g ląd A n a k sa g o rasa , a symboliści szkoły Greu
tzera odnowili p o g lą d y Stoików.
Już w tej pierwszej fazie naszej n au ki spostrze g am y też zaraz
ow e przerzucanie m eto d y i w niosków z jednej części naszej nauki
n a inne.
Jeżeli n. p, teo ry e so larne m eteorologiczne m og ły mieć pew ne
znaczenie w tłumaczeniu n iektó rych postaci m ytyczny ch, to już
c h y b a z najw iększą rezerwą można było stosow ać je do objaśniania
n. p. u tw o ró w literackich takich ja k powieści i baśnie ludowe, lub
n a w e t takich ja k Iliad a i Odysseja. Jeżeli symbolizm ety czn y m ógł
również mieć pew ne u praw nienie przy w yjaśnianiu p e w n y ch
k once p cy i religijnych, to w dziedzinę p o g lą d ó w p ra w n y ch , historyi
i form społecznych nie należało wcale wnosić g o przedwcześnie, tj.
przed nałeżytem zbadaniem p o cz ątk u i dziejowmgo rozwoju tych
zjawisk.
Nie mniej przeto obie te szkoły d ały po tężn y im puls do d a l
szego rozwoju nowej n auk i ludoznawczej. P o raz pierw szy tu,
zwłaszcza w m o n um entaln ych pracach braci Grim m ów, objęto cały
o g ro m n ag ro m a d zo n eg o i umiejętnie zg ru p o w a n e g o m atery ału j e
d n y m i to jed nolity m poglądem .
P ra w d a , m a te ry a ł już wówczas rozsadzał teoryę, nie wchodził
w jej ram y, n ac ią g an ie i atb itralno ść wniosków b y ły widoczne
i sta ły się jeszcze widoczniejsze w pracach uczniów i n astępców
G rim m ów, takich ja k M annhard, w R o s y i Afanasjew, B usłajew
i inni. Co je d n a k przedew szystkiem b yło p ociąg a jące g o w tych
pracach, to g o rą c a miłość przedm iotu, miłość do ludu, jeg o p r o
s to ty i siły moralnej, k tó rą p race te b y ł y przejęte.
R ó w n ocz eśnie z tym św ietnym początkiem n auki ludoznawczej
p rz y p a d a ją nadzwyczaj w ażne i doniosłe zjaw iska w rozwoju d u
cho w y m E u r o p y : rom antyzm p ły n ą c y z w ybujałości uczucia jako
r e a k e y a przecivv racyonalizm ow i i p seudoklasycyzm ow i X V I I I . w ie
ku, zw rot ku fantastyczności, k u w iekom średnim, k u tra d y c y o m
o ry e n ta ln y m i spłodzone lub s p o tę g o w a n e przez ten zw rot nowe,
niezm iernie ważne i doniosłe gałęzie wiedzy, takie ja k oryentalis ty k a i w y łan iają ca się z niej porów naw cza lin g w istyk a, o d n a le
z i e n ie zapom nianej w X V I I I . wieku średniowiecznej lite ra tu ry i w y
ła n iając a-się ztąd germ a n isty k a , ro m a n isty k a a dalej slaw istyka, a
wreszcie o p a r ta o te w szystkie gałęzie k ry ty c z n a h is to rio g ra fią .
—
10
—
ktorej n a d to p rz y s z ły w pom oc now e potężnie rozk w itające nauki
takie ja k archeolog ia i p re h isto ry a , ja k an tro p o lo g ia i etnologia,
tj. b a d a n ie i pozn a w an ie ludów, stojących na nizkich i najniższych
szczeblach rozwoju i zasto sow an ie re z u lta tó w ty ch b a d a ń do k r y
ty k i le g e n d i p o d a ń o p o c z ą tk a c h historyi cywilizowanej lu d z
kości.
W s z y s tk ie te n auki naraz, w oczach dw óch lub trzech p o k o
leń, niezmiernie rozszerzyły w i d n o k rą g naszej wiedzy, p og łęb iły
jej treść, w y k a z a ły nicość i pły tk o ść d a w n y c h a p rio ry sty c zn y ch
i na spekulacyi, n a ra cy o n alizm ie o p a r ty c h d o k try n i u to ro w a ły
d ro g ę now em u, ew olu c y jn e m u p o g lą d o w i n a św iat i na dzieje
ludzkie. P o g lą d ten, w sposób d o g m a ty c z n y jeszcze w y p o w ie d zian y
przez, idealistę H e g la i przez p o z y ty w is tę C om te’a, zjawia się jako
w y n ik m atery alistyczneg ’o z a p a try w a n ia u uczniów H e g la takich
j a k P 'euerbach i M arks, u zyskuje o g ro m n e w sparcie w g e n ialn y c h
p ra cac h p rzy ro d n iczy c h D arw ina, k t ó r e znow u d a ł y p o tę ż n y im puls
do rozw oju w ielu n a u k em pirycznych.
Źe i lu dozn aw stw o w ty m o g ro m n y m wzroście w iedzy f a k t y
cznej i prz y tak iem rozszerzeniu i pogłębieniu- w id n o k rę g ó w filozo
ficznych nie wyszło bez korzyści, to się rozumie samo przez się.
E k o n o m ia m ate ry a lis ty c z n a w y p o w ie d ziała gło śno i m o ty w o w a ła
znakom icie tę tezę, że in s ty tu c y e społeczne i polityczne są z e w n ę
trzn y m objaw em , czyli, j a k się w y ra żan o obrazow o, n ad b u d o w ą
(Ü berbau) stosun ków i form p ro d u k c y jn y c h d a n e g o społeczeństwa,
że więc o sn ow ą in sty tu c y i a w dalszym rzędzie i p o g lą d ó w p r a w
ny ch daneg'0 ludu są nie ty le s y m b o le etyczne, ile raczej sp o so b y
p ro d u k c y i i c y rk u la c y i d ó b r ekonom icznych. M a te ry alisty c zn a history o g ra fia ustam i B u c k le ’a w y po w ie d ziała zdanie, że rozwój d zie
j o w y n a ro d ó w więcej b y ł rozw ojem ludu niż rozwojem klas p a n u
jący ch i o św ieconych, ą rozwój ludu zależał więcej od p rz yczyn
stałych, takich ja k klim at, ra sa (względnie mieszanie ras), konfigura c y a geograficzna i b u d o w a geo log iczna kraju, sąsiedztw o innych
ludów i tp., niż od p rz y czy n przem ijających tak ich j a k w ojny, k r ó
lowie d obrzy lub źli, większa lub mniejsza ilość sław n y c h i w y b i t
nych mężów itp. L u d o z n a w s tw o nab ierało w ob ec tych p o g lą d ó w
o g ro m n e g o znaczenia. Tym czasem ciągłe gro m ad zen ie m atery ałó w
ludoznaw czych zarów no ja k i rozwój lin g w isty k i i p re h isto ry i w y
s u w ały nap rzó d nowe, doty chczas nieznane zjaw iska i zagadnienia.
Spostrzeżono, że p o g lą d y , wierzenia, prz esąd y i obyczaje, k tó re
dawniej uw ażane b y ł y za rdzenne właściwości i cećhy p e w n y c h
naro d ó w rom ańskich, germ a ń sk ic h , słow iańskich — o d najd ujem y u
najrozm aitszych n aro d ó w i plem ion w najrozm aitszych p u n k ta c h
k uli ziemskiej. L in g w is ty k a p o ró w n a w cz a w y k a zała, że u p a try w a n e
—
11
już i dawniej, lecz niewyjaśnione p o d ob ieństw a językow e m iędzy n a
rodam i europejskimi sięgają daleko dalej w g łąb Azyi, do Indyi,
i niezmiernie g łęb o k o w przeszłość i że n a podstaw ie b a d a n ia tych
w łaściw ości jesteśm y w stanie odtw o rzy ć nie tylko stopnie p o k r e
w ie ń s tw a licznych plem ion indoeuropejskich, ale w przybliżeniu
w y r o b i ć sobie możem y w ie rn y obraz ich pierw otnej cywilizacyi.
A rc h e o lo g ia preh isto ryczna niespodzianym, cu d o w n ym niem al s p o
sobem rozjaśniła nam zamierzchłe fazy dzikości rodzaju ludzkiego,
czasy, o k tó ry c h poznaniu przedtem nikt ani m arzyć się nie ośm ie
lał. I k aż d e takie odkrycie płodziło całe szeregi now ych zagadek.
O d nalezio no w Europie, w k raja ch dziś najwyżej ucyw ilizow anych,
ślad y istnienia człowieka o organizacyi niezmiernie nizkiej, żyją
c e g o w jaskiniach, zaledwie um iejącego używ ać ognia, pożerającego
o b o k m am u tów i niedźwiedzi skaln y ch także ludzi ta k jak to dziś
jeszcze robią n iek tóre dzikie plemiona.
B u d o w le n aw o d n e, palow e, znane dotychczas u niektóry ch
dzikich plem ion w od leg ły ch zakątk ach A m ery ki, odnaleziono
w przedhistorycznej Europie. Lecz równocześnie w bezludnych dziś
stepach i sk alistych p aro w ach A m ery k i i na w ybrzeżach A fry k i
południow ej, na w y s p a c h A rc h ip e la g u m alajskiego i O ceanu spokoj
n e g o odnaleziono szczątki i ślady cywilizacyi mniej lub wdęcej w y
sokich a dziś od n iep am iętn y ch już czasów zaginionych. P rz e k o
nan o się, że rozwój rodzaju ludzkiego b y ł nierów nie dłuższy i b a r
dziej sk o m p lik o w a n y , niż o tern nasze pisane źródła dają w y o
brażenie. Nie ty lk o bow iem odnaleziono ślady sto sun ków E u ro p y z Am e ry k ą n a d łu gie wieki p rzed K olu m b em , ale skon stato w an o też
p o d o b n e stosunki Azyi wschodniej z. A m ery k ą, sk on stato w an o liczne
i d łu g o w iek o w e w ę d ró w k i ludów p rzedh isto ry czny ch z A zyi do E u
ro p y , z p ołud nia na północ i z pó łn o cy na południe. Jed n e m sło
wem, dla w yjaśnienia z a g a d e k ludoznaw czych, d la w y tłum aczenia
p odo bieństw w wierzeniach i obyczajach, w sposobie życia i produkcyi, w in s ty tu c y ach i twórczości duchowej uzyskano tło niezmiernie
głęb o k ie i szerokie.
R ó w n o cz eśn ie z tem rozszerzeniem naszego w id n o k rę g u n a u
k o w e g o w g łąb zam ierzchłych w ieków i w y m arły c h plem ion o c y
wilizacyi pierw otnej, inni uczeni pogłębiali naszą wiedzę o czasach
daleko bliższych nam, lecz rów nież niedokładnie znanych a bardzo
często ze w zg lę d ó w d o k try n ersk ic h fałszywie ocenianych. Szcze
gó lnie s tu d y u m w ielkiego przełom u w dziejach E u ro p y , czasu
przejścia ze św iata k lasycz neg o grecko-rzym skiego do now oczes
n e g o b y ło tu niezmiernie płodnem w skutki. Dawniej, g d y s tu d y a
h is to ry c z n e k iero w an e b y ł y upodob aniam i estetycznem i i patryo-
—
12
—
tycznerni, pom ijano milczeniem lub z b y w an o ' czczymi frazesami
rozm aite »epoki u padku *, ciem ne p u n k ty w -history!, pom ijano r o z
m aite »m artw e organizm y«, takie ja k bizantynizm itp.
T ym czasem nowsza h istory ografia ze stud yu m w łaśnie tak ich
przejściowych, ro z k ła d o w y c h form po lity c zn y ch i cyw ilizacyjnych
czerpie najwięcej cenny ch w skazów ek. Otóż o żyw ien ie, s tu d y ó w
średniow ieczczyzny miało też p o tę ż n y w p ły w na rozwój ludoznaw stwa, g d y ż w y k a zało o rg a n ic zn y zw iązek m iędzy m nóstw em legend,
wierzeń, zw yczajów i po d ań , średniow iecznych a temi, jakie do dziś
zach o w a ły się w łonie ludów europejskich. W m iarę b a d a n ia sta
ry c h lite ra tu r a z y a ty ck ich o d k ry w a n o literackie źródła w ielu u st
n ych p o d a ń i powieści żyjących w ustach naszego ludu, o d k ry w a n o
drogi, jakiem i one do nas doszły, a. w s k u te k te g o k o n sta to w a n o
związki m iędzyplem ienne i w p ł y w y cyw ilizacyjne, k tó r e w p ra w d zie
m iały miejsce w czasach tzw. historycznych, ale o k tó ry c h m im o
to ze źródeł p isan y ch niczegośm y dotychczas nie wiedzieli. T o
dało p o cz ątek nowej teorýi, nowej szkole lu doznaw czej,( tzw. m i
g ra cy jn ej,' k tó rą b y dziś właściwie daleko słuszniej nazw ać m ożna
historyczną.
T w ó rcam i tej szkoły b yli h isto ry c y lite ra tu ry : D unlo p, L i e b
recht, L o iseleur-D eslo ngcham ps i lingwiści, ja k B enfey. W y s t ą
pili, oni z p o cz ątku jak o re a k c y a przeciw ko jed n o stro n n y m w n io s
k o m sy m bo listów i m eteorolog istów szkoły G rim m a i C reutzera,
w cale nie odm aw iając im zupełnej racyi b y tu , lecz podnosząc, że
w n ie k tó ry c h gałęziach ludoznaw stw a, zwłaszcza tych, k tó re się
odnoszą więcej do twórczości literackiej, niż do zakresu wierzeń
i in sty tu c y i, te o ry e sym bo listy czn e i solarno m eteo ro logiczn e nie
m ają racyi b ytu, że u tw o ry te (pieśni, baśnie, klechdy, bajki zw ie
rzęce itp.), należy stu d y o w a ć w bezpośrednim zw iązku z inn ym i
an alo g ic zn y m i utw o ra m i literackim i m eto d ą poró w n a w cz o literacką.
U derzające p o d o b ień stw o m n ó stw a ty c h u tw o ró w u różn ych n a r o
dów, różnorodn ość i pstro k ac iz n a kom b in acy i przy w zględnie n ie
wielkiej liczbie m o ty w ó w zasadniczych w oczach ty c h u czon ych
b y ł y niezbitem św iad ectw em przenoszenia, w ędrów ki ty ch m o ty w ó w
z k r a ju do kraju, od naro d u do narodu. W św ietny ch studyaćh,
w k tó ry c h za p u n k t w yjścia służyły w z g lę d n ie najdaw niejsze p r o
t o t y p y bard zo wdelu naszych o p o w ia d a ń ustn ych , odnalezione w d a
lekiej Indy i, M ongolii lub Chinach, ci uczeni k r o k za k ro k iem śle
dzili w ę d ró w k ę i p rzetw arzan ie się d an y c h m o ty w ó w od ludu do
ludu, w y k a zu jąc przytem , ja k owe u tw o ry n iejednokrotnie b y ł y
nosicielami pew nej p r o p a g a n d y religijnej, sekciarskiej, społecznej
łub politycznej.
—
13
—
Nie n ależy je d n a k sądzić, że ci uczeni uważali sw ą te o ry ę
m ig rac y jn ą za. je d y n y klucz do rozw iązania w szystkich za g a d e k
dudoznaw stw a, a tem mniej, że w ypro w ad za li w czam buł w szystkie
nasze ludow e powieści, k lech d y i bajki z Indyi. W p ro w a d z ili
oni h istory czn ą m etodę tam jedynie, gdzie ta k o w a dała się zasto
sow ać i-g d zie dla jej zastosow ania był już n ag ro m a d zo n y m a tery ał ;
co do innych działów lud oznaw stw a w y ra żali się z większą rezerwą,
ostrzegając jedy n ie przed w nioskow aniem ap rio ry sty c zn em lub zbyt
pospiesznem w rodzaju n. p. takiego, ja k identyfikow anie trojańskiej
H e le n y z księżycem (Selene) i w ykład a n ie m całej epopei trojańskiej
jak o sym bolicznego p rzedstaw ienia w alki zimy z latem i tp. Ze
w zg lędó w m etodologicznych radzili oni p racow niko m na in nych p o
lach ludoznaw stw a, b y zamiast bujania w świecie hipotez i teo ry i
za p u n k t wyjścia brali bad a n ie stosunków fa k ty c z n y c h to w a r z y
szących d anem u zjawisku ludoznawczemu, b y p rz y zestaw ianiu
analogii i paraleli zw racali ta k ą sam ą u w a g ę na różnice jak i na
po d o b ień stw a i t. d. Ze swej stro n y sami tw ó rc y teoryi m igracyjnej
dalekim i b y li od nac ią g an ia całej naszej, że się ta k w yrażę, belletry s ty k i ludowej do p ochodzenia indyjskiego. Sam B e n fe y zazna
czał niejednokrotnie, że n. p. bajki zwierzęce indyjskie są p o c h o
dzenia zachodniego, p ra w d o p o d o b n ie g re ck ieg o ; późniejsze odk rycia
w yk a zały , że p ro to ty p y bardzo wielu b ajek g reckich t. zw. ezopicznych
istniały w E gipcie, a zwłaszcza w B abilonie i że ten rodzaj tw ó r
czości jest p ra w d o p o d o b n ie pochodzenia sem ickiego. W E gipcie
też o d k ry to pierw sze znane nam p r o t o t y p y niek tó ry c h baśni c ud o
w nych, k tó ry c h odrośle dotychczas w niezliczonych odm ianach żyją w
Ustach ludów, w obec czego teo ry a B en fe y a o pochodzeniu n ajw ięk
szej części naszych baśni cu d ow nych z In d y i bądź co bądź musi
b y ć nieco zm odyfikowaną, zwłaszcza że same dzieje i początki l i
te ra tu ry indyjskiej dotychczas osłonięte są g r u b ą m g łą n ie
pewności.
Jak iek o lw ie k b ąd ź p o p ra w k i
i m odyfikacye o k a z a ły b y się
jeszcze koniecznem i w teo ryach m igracyonistów , — to przecież p o
zostanie ich zasług-ą, że podnieśli oni p o n a d wszelką w ątpliw ość
ściśle historyczn y c h a ra k te r b e lle try s ty k i ludowej, usunęli n a b o k
tra k to w a n ie jej jak o pozostałości prastarej przeszłości, lub resztek
s k a rb ó w w y n iesiony ch przez naszych prz o d k ó w z ich pra-aryjskiej
kolebki.
I jeżeli n iek tó re rodzaje twórczości ludowej, n. p. pieśni,
przysłow ia, za gad ki już z pow od u swej form y artystycznej w y k l u
czały bezpośrednie zastosow anie teory i m igracyjnej, inne zaś o k a
z y w a ły się bezpośredniem odźwierciedleniem b y t u i sto su n k ó w d a
n e g o ludu, to przecież i tutaj teo ry a m ig racyjna o kazała się bardzo
—
14
—
pom ocną, pozw alając n. p. na w ydzielenie obszernego c y k lu le g e n d
i pieśni o m o ty w ach b a llad o w y c h , p o d le g a ją c y c h m igracyi, a więc
takich, k tó r e w żaden sposób nie n a d a w a ły się ani do k om b in acy i
m y to logiczn ych , do ja k ic h dawniej nieraz b y ły u żyw ane, ani n aw et
do ilu stracy i sto su n k ó w i c h a ra k te r u d a n e g o ludu.
P r a w i e równocześnie z rozk w item szk oły m igracyjno-historycznej, zwłaszcza w Niemczech i w e F ra n c y i, pojaw iło się w A ng lii
i A m e ry c e północnej k ilk a p rac m ających nadzw yczaj doniosłe
znaczenie w dziejach rozw oju naszej umiejętności. W szed łszy w bez
p ośre d n ią styczność z m nóstw em plem ion b arb arzy ńsk ich, a także
posiadłszy In d y e wschodnie, A n g lic y zmuszeni b yli w sw y ch k o lo
niach i posiadłościach zam orskich obznajam iać się ze sposobem
życia, in s ty tu c y a m i i tra d y c y a m i ty ch plem ion. T o już nie b y ły
p rz y g o d n e zapiski p o dró żn ików no tu jący c h to, co p rz y p a d k ie m
udało się sp o tk a ć ; to b y ł y b a d a n ia p ro w adzo ne dla celów p a ń s tw o
w yc h, a więc z cały m a p a ra te m p a ń stw o w y m . P o c z ą te k do takich
b a d a ń dali A m ery k an ie, k tó rz y jeszcze w 30-tych latach zarządzili
b yli w ielką an k ietę co do plem ion c z e rw o n o sk ó rn y ch ży jących na
te ry to ry u m S ta n ó w Zjednoczonych. K o m is y a ta zebrała olbrzym i
m atery ał, z re d a g o w a n y n astępnie przez Scoolcrafta w p o m n ik o w e m
l o t o m o w e m dziele » Indy an Tribes«. W In d y a c h wschodnich, prócz
l ite ra tu ry sanskryckiej i filozofii bramińskiej, zw róciły n a siebie
u w a g ę b ad a czy angielskich przedew szystkiem in s ty tu c y e p ra w n e
g ru n to w n ie odm ienne od tych, jakie A n g lic y p rz y w y k li widzieć
u siebie. B y ła to g m in a k o lle k ty w n a , po łączona węzłem k o rp o racy i.
M ło d y urzędn ik angielski H e n r y S u m n e r M aine zajął się stu d y am i
nad urządzeniem tej g m in y i swem dziełem »Ancient Law «, jako też
późniejszemi p racam i z te g o zakresu, d ał po cz ątek niezm iernie zaj
m ującym i w ażn ym w skutki stu d y o m in sty tu c y i i obyczajów u l u
dów cyw ilizow anych.
K w e s ty e poruszone w p racach M ain e’a b y ły zby t w a
żne, b y nie m iały w w y sok im stopn iu po ruszy ć ciekawości b a d a
czy; wszakżeż d o ty c z y ły one pierw ocin tak ich form społecznych
j a k gm ina, rodzina, m ałżeństw o, ród, plemię, państw o. U czo n y
am ery k a ń s k i M o rg a n spędza cały szereg lat pośród dzikich Irokezów, a spostrzeżenia jeg o n ad form am i rodziny u ty ch dzikich stają
się p o d s ta w ą now szych b a d a ń socyolögicznych. P rz e d te m już uczo
ny niem iecki Bachofen, na p od staw ie olbrzymiej eru d y c y i i ścisłe
go b a d a n ia stary ch pisarzy, doszedł do teo ry i m a try a rc h a tu , k t ó r y
zdaniem jeg o p a n o w a ł u ludów s taro ż y tn y c h przed p a try a rc h a te m
a i później pozostaw ił po sobie dużo śladów. R u ty n iś c i n a u k o w i
odrzucili jeg o w y w o d y , lecz b a d a n ia M o rg a n a, M ain e’a, M ak Lea-
—
15
—
n an a i licznych in n ych uczonych stwierdziły je stanowczo, o d
k ry w s z y nadto k ilk a in ny ch form rodziny, k tó re poprzedziły matry a rc h a t. O m ig racyi ty ch form b y tu z jednej k r a in y do drugiej,
z A m ery k i do Indyi, Sybiru, A ustralii i E u ro p y przedhistorycznej
nie b yło oczywiście ani m ow y; tutaj ok azy w ało się ko niecznem
przypuszczenie, że te pierw o tn e form y ustroju społecznego, t a k p o
do b n e do siebie w rozm aitych kra ja ch i u rozm aitych plemion,
b y ł y w y p ły w e m je d n a k o w e g o ustroju n a t u r y ludzkiej.
W ten sposób pow stała szkoła t. zw. antropologiczna, k tórej
najznakom itszym i reprezentantam i, prócz w ym ienionych już uczonych,
są L ub bo ck, T y lo r i Spencer. P o d o b ie ń stw a w ustroju, instytucyach, wierzeniach, zw yczajach i zajęciach rozm aitych plemion
p ierw o tn y c h w yjaśn iąją ci uczeni jednolitością n a tu ry ludzkiej, k t ó
ra n a p e w n y m stopniu rozwoju w y le w a się w tak ie właśnie form y
b y tu p odo b n ie j a k n. p. z ku l ty lk o ta k ą a nie in ną piram idę
ustaw ić można. Co p ra w d a, najostrożniejsi uczeni tej szkoły, T y lo r
i S p e n c e r staw iają dość szerokie gra n ic e tej jednolitości, przyznają
znaczną dozę różnokształtności w ty ch zasadniczo je d n a k o w y c h
formach, przyznają wreszcie i to, że w szy stk ich p odobieństw , jakie
s p o ty k a m y w tej sferze, pod jeden strychulec b ra ć nie m o żn a, g d y ż
b y w a ją m iędzy niemi po dob ień stw a pozorne i p o d o b ień stw a p rz y
pad k o w e, zw ane darw in isty cz n y m term inem k o in cydenc yam i rozwoju,
tj. pod ob ieństw am i w y w o ła n em i przez po d o b n e p rz y c z y n y ale wychodzącemi z różnych podstaw .
Szkoła an trop ologicz na m a ogrom n e zasługi w b ad a n iu p i e r
wocin cyw ilizaeyi ludzkiej i n a zawsze pozostanie w sw em p ra w ie
w tej dziedzinie. Niechęć, z ja k ą niektórzy, zwłaszcza młodzi p r z e d
stawiciele tej szkoły (A nd rew L ang) w y s tę p u ją przeciw szkole migracyjno-historycznej, da się w y tłó m aczy ć c h y b a tem, że ci uczeni
zapomnieli o n a tu ra ln y c h g ra n ic ach swej m etod y i chcą ją sto so w a ć
tam, gdzie o na nie może w y d a ć żadny ch rezu ltató w po zyty w n y c h .
I ta k L a n g tłó m aczy m ytolo gie a z niemi razem po dania, b a llad y
i cudow ne baśnie jak o rem iniscencye sto sun ków ludzkich w dobie
przedhistorycznej (K ronos p o żerający swe dzieci — ślad an trop ofagii, E d y p żeniący się z w łasną m a tk ą — ślad familii kazirodczej
itp.). D o p e w n e g o stopnia może to mieć słuszność zwłaszcza tam,
gdzie chodzi o w yjaśnienie pierw szego p o w stan ia tego rodzaju
m y tó w i legend. A le odrzucenie teoryi m igracyjnej, i co zatem idzie,
od rzu cen ie historyczno-literackiej m eto dy w b a d a n iu w ielo w iek o w eg o
rozw oju ty ch utw orów , prow adzi za sobą konieczność p rz y pu szcze
nia, że p o d o b n e m y ty i le g e n d y p o w s ta w a ły niezależnie od siebie
w ró ż n y ch p u n k ta c h i w różnych czasach. Ze to przypuszczenie
-
1í)
—
w największej części w y p a d k ó w musi w yłuszczyć d ane p o d a n ie
z całego teg o cyw ilizacy jnego łoży sk a, w k tó re m ono po w stało
i bez k tó re g o należycie zrozum ianem b y ć nie m ôže, teg o szkoła
A. L a n g a zdaje się niezauważać.
Oto są te dwie wielkie szkoły ludoznawcze, k t ó r e p a n u ją
obecnie — k a ż d a w swej specyalnej dziedzinie. U w ażam je za r ó w
norzędne ; w ojnę m iędzy niemi uw ażam za zbyteczną; przeciwnie,
w p e w n y c h w y p a d k a c h , n. p. p rz y s tu d y o w an iu obrzędó w i pieśni
w eseln ych itp., tj. pieśni ściśle zw iązanych z obrzędam i a obrzędów
zw iązanych z pieśniami, k o m b in acy ę obu m etod uw ażam za k o
nieczną.
Dr. lwem Franko.
„ D E S K A
(5 R O . B O W
Ä “ .
M nóstw o z a b y tk ó w przeszłości k ry je się w ziemi, w starych
g robach, p ap ie ra c h i k sięgach ; lecz nie mniej przechow uje ich żyw a
m o w a nasza. W y r a z y pojedyncze, zw roty, p rzenośnie i p rzy sło w ia
obfitują w p rz eży tk i; trze b a się ty lk o chw ilę zastanow ić, a z p o t o
cznego, u ta rte g o frazesu w y jrz y n am daw n o zap o m n ia n y i prze
b rzm iały zwyczaj, sta ro d a w n e jakieś pojęcie lub wierzenie.
. W e ź m y k ilk a przy k ła d ó w . M ów im y »daj mi ś w i ę t y s p o k ó j ! «
D laczego ś . w i ę t y ? D lateg o , że m im ow iednie w spom in am y tu ową
p ra s ta rą t r e u g a D e i , ow o k ilk u d n io w e zawieszenie broni, za
w a rte n ie g d y ś pom iędzy n a p a stn ik a m i a ofiarami ich chciwości.
O b c h o d z i m y św ięta i uroczystości ; o b c h o d z e n i e to
dziś już jest skam ieniałą p rz en o śn ią, ale p rzed w iekam i w y rażano
cześć właśnie o b c h o d z e n i e m isto ty lub przedm iotu czczonego.
P o w ia d a m y , iż k o g o ś należy p o s t a w i ć p o d p r ę g i e r z e m
opinii i nie m yślim y już o p raw dziw ym , d o ty k a ln y m p r ę g i e r z u ,
u ży w an y m , jak o k ara, jeszcze na p o cz ątk u w ieku bieżącego w A n
glii. U ż y w a m y o przeczytan iu książki w yrażen ia o d d e s k i d o
d e s k i , rozumiejąc przez to poznanie jej od p oczątku do k o ń ca
i najczęściej zapom inam y, że przed kilk u w iekam i istotnie o p ra w ian o
k sięg ę w duże d e s k i , oklejone skórą. M ó w im y z b l a d ł j a k
c h u s t a . . albo j a k ś c i a n a , ale dziś już i . c h u s t y i ś c i a n y
m iew am y najczęściej nie b i a ł e i u żyw ając p o ró w n a n ia tego, mi
m ow iednie p o trą c a m y słowem o czasy, k ie d y i c h u s t y i ś c i a n y
przeważnie, może n a w e t wyłącznie b y ł y b i a ł e m i. K i e d y chłop
m ów i o swojej k ł o d z i e na k a p u s t ę , albo o p n i a c h pszczół, to
ma na myśli b e c z k ę i często już u l z desek lub słomy, ale nie
p raw dziw ą k ł o d ę i p ra w d z iw y p i e ń , k tó re przed laty, zamiast
beczki i zamiast u 1 a postepoweg'o, p rz e c h o w y w a ły k a p u s tę i pszczoły.
W y m a w ia ją c w y ra z w i n a , najczęściej nie m yślim y, albo i n i e w i e
rny, co p ierw otn ie znaczył i że ma zw iązek ze słowem w . i n ą ć ;
lecz g d y w s pom nim y o g rzy w n ach , p łaco n y c h za zadanie ran, k tó re
trze ba b y ło o b w i n ą ć , g d y się nam także p rz y p o m n ą n a w i ą z k i ,
wówczas w’ i n a ukaże się w św ietle d aw no zamierzchłego zw yczaju
i pojęcia. Dziś jeszcze P o d h a la n k a śpiew a :
C hw ała B o g u na niebie,
S zko da mi się n a w i n i e :
Za ten dzban, p a n a mam. *)
P odo b n ie ż m ów iąc o n a g r o d z i e , nie myślim y, że wyraz
ten jest w zw iązku z g r o d z e n i e m i że n ieg d y ś przenośnię o d
szkodow ania k o g o ś za coś w yrażano pojęciem d o g r o d z e n i a
kom uś k a w a łk a pola. T a k ie w yrażen ia i w y ra zy , ja k np. w s a d z i ć
d o k o z y , w i ą z a n i e , c z a s z a ob ok c z a s z k a , p o k a z a ć
f i g ę i m nóstwo innych, są z a b y tk a m i dziś zap om n ian ych pojęć
i zwyczajów, a na zrozumienie ich p o trze b a teraz już cofnięcia się
m yślą w o dleg łe czasy.
*
R o z w io d ę się dzisiaj nieco o je d n y m z takich z a b y tk ó w ję z y
kow ych, o d e s c e g r o b o w e j . P r z y p a tr z m y się nasam przód, jak
się ona ukazuje u d a w n y c h pisarzy naszych i w ustach ludu.
Linde, p o d w y ra zem d e s k a , przytacza n astęp n e c y t a t y :
»Człowiek, g-dy się nie nadziewa, w padnie w wieczór na d e s z c z k ę ,
choć p o ra n u śpiewa« (z R e j a Wiz.). »Po małej chwili potem na
d e s z c e już leży ; Ju ż co się mu kłaniało, precz od niego bieży«
(z tegoż). »Ty śmiesz mi mówić jeszcze, R odryg-a na g rob ow ej ro z
c iąg n ą w szy d e s z c e « (z Morsztyna).
W znanej pieśni ludowej znajduje się zw ro tk a ta k a :
U m a r M aciek, umar,
Oj lezy n a desce. 2)
W innej znow u s p o ty k a m y życzenie :
K.to bog'atej suka, a ubogiej nie chce,
Bodaj się dorobił na g r o b o w e j d e s c e 3).
dzi
) Z e jsz n e r P i e ś n i P o d h a l a n , 126; n a w i n i e s i ę z n a c z y tu w y n a g r o
się.
*) K o lb erg M a z o w s z e II., 112. Ł ę c z y c k i e , 136. L u b e l s k i e I., 300. Z b i ó r
w s a d o m , d o a n t r o p. X ., 245.
‘ 3) W a sile w sk i J a g o d n e, 174.
2
—
18
—
W piosnce, k tó ra mi się w y d a je nie zupełnie g m in n ą , cz y ta m y
n a s tę p n e wiersze dostrojone w k a ż d y m razie do tonu lu d o w eg o r
Będzieszci mi, będziesz,
O m oja t y M aryś,
A ż do śmierci milsza,
Ażci m nie położą
N a g ro bow ej desce ').
Zestaw m y teraz w yra żen ia pow yższe z k ilk u o d p ow iedn iem i
w zm iankam i, w yjętem i z o p i s ó w p o g r z e b u u n a s i g d z i e
indziej.
W K om aro w icza ch (pow iat Mozyrski) »um ierającego k ła d ą na
g o ły c h deskach«, pisze p a n n a E. J e le ń s k a 2). Gdzieindziej niebosz
czyka, zaraz po skonaniu, umieszczają n a ławie, k tó r a też jest d e
sk ą 3). T oż sam o u Łużyczan : d w a do trzech dni u m a rły leży na
gołej ław ie *)„ W H olsztyńskiem , po w y m y ciu ciała i u b ra n iu w k o
szulę, k ła d ą je na desce, branej zw y k le ze spod u wozu i p rz y k ry tej
tro szk ą sło m y s). W B a w a ry i toż sam o ; deskę p o ty m staw ią p o d
drzewem , albo n a d strum ieniem , jak o k ła d k ę 6). T enże zwyczaj o p i
sują i na dalekim K a u k azie, u plem ienia T u s z y n ó w : nieboszczyka
k ła d ą n a deskach, p rz y k ry w a ją b u r k ą , a na jDiersiach staw ią p o d k o
w ę ’). Co do k ra ju naszego, to wszędzie, ile wiem, u m arłe g o um ie
szczają czasowo na ławie, ta zaś oczywiście jest zawsze g r u b ą deską.
J a k u nas, t a k też i u Niemców, d e s k a g r o b o w a przeszła
ze zw yczaju p o g rz e b o w e g o do m ow y, z temże, co u nas, znaczeniem.
»Das K i n d la g a u f dem B rett« znaczy nie to, że d z i e c k o l e ż a ł o
n a d e s c e , lecz po prostu, że u m a r ł o 8).
Zwyczaj kładzenia nieboszczyka n a desce ta k się od w iekó w
zakorzenił wszędzie, że g d y na okręcie k to ś um iera, to ciało przywięzują do deski i t a k je do w o d y spuszczają.
M o g ło b y się zdaw ać n a p ierw szy rzut oka, że d e s k a g r o
b o w a w w y ra żen iu np. »nie zap om n ę ci teg o aż do g rob ow ej
deski« oznacza co innego, m ianow icie i. albo o w ą d e s k ę , k tó rą
z napisam i w postaci stojącej umieszczają w różn y ch okolicach n a
gro b a ch (np. w Ł użycach, na P om orzu itd .); 2. albo deskę jak o p a r s
p r o t o t o , zamiast tru m n y , boć tru m n a z desek się robi. Słyszałem
, ) K o lb erg . M a z o w s z e
IV., 249.
J) W is ła V., 508.
s) K o lb erg C h e ł m s k i e
Г., 182. P r z e m y s k i e ,
*) S c h u le n b u rg W e n d i s c h e s
s) A m
Urquell,
*) W u ttk e , D e r
.Volksthum,
51.
112.
1890, str. 10.
deutsche
V о 1k s a b e r g 1a u b e
1869, str. 437.
7) E tn o g ra f, o b o z rie n ije , zesz. 2, str. 49.
8) G rim m
Deutsch.
W örterbuch
p. w . B ret 4.
—
19
-
nieraz takie, szczeg'ólnie to dru g ie tłum aczenie w yrażenia, o k t ó ŕ e n r
mówimy. Zdaje mi się jednak, że oba są mylnemi. Co do pierw szego,
zważmy, iż zwyczaj staw iania desek z napisam i na g r o b a c h mało
jest rozpow szechniony, a u nas, ile wiem, zgoła nie p ra k ty k o w a n y .
Czyżby wiec m o gło rozw inąć się w yrażenie, znane nam i Niemcom
tak dobrze i powszechnie, z miejscami ty lk o z a ch o w y w a n eg o z w y
czaju? Co do d ru gieg o, p rzyp om n ijm y sobie, że tru m n a \ desek jest
stosu nko w o n ied aw n eg o pochodzenia; aż do pierwszej po ło w y
X V I I . w. p ra k ty k o w a ło się i u nas i w całej E u ro p ie chow anie
nieboszczyków w k ło dach w yd rą żo n y ch , zw y kle dębow ych , roz łu
p a n y c h na dwie poło w y, ściskanych żelaznemi obręczami. Jeszcze
zaś dawniej czółno, w y d łu b a n e z jed n e g o p n ia i takież k o ry to słu
żyły u wielu ludów za tru m nę '). Co się zaś ty czy tożsamości
d e s k i z ł a w ą - , to zwrócić należy u w a g ę na litew sk ą nazwę
łóżka ł o w a, w ziętą ze słowiańskiej ł a w y i na okoliczność, że
w ieśniak dawniej przew ażnie syp iał n a ławie, a łóżko ruchome,
oddzielne jest sto sun ko w o sprzętem n o w o ż y tn y m 2).
M niemam przeto, że d e s k a g r o b o w a w pieśniach naszych
i w yrażenie do g r o b o w e j d e s k i, k tó re g o w m owie potocznej
używ am y, odnoszą się do d e s к i — ł a w y, na której, wedle, o d
wiecznego zwyczaju, składano nieboszczyków przed pogrzebem .
Jan Karłowicz.
ROZBIORY i SPRAWOZDANIA.
S a m u e l A d a lb e rg , K s i ę g a przysłów , p rzypo w ieści i w y ra żeń p rzys ło w io ny ch polskich zebrał i o p ra co w ał . . . W a rs z a w a , 1 8 8 9 —1894.
W y d a n ie z K a s y .p o m o c y dla osób pracu jący c h n a po lu n au k o w y m ,
imienia D ra J. M i a n o w s k i e g o .
D r u k E. S kiw skiego , w 8 ce
większej, str, X V I I I , 805 i 2 nl.
Od r. 1887, w k tó ry m w y d a n o arkusz p r ó b n y »K sięgi p rz y
słów«, p ra co w n icy na polu łu dozn aw stw a z niecierpliw ością ocze
*) P o ró w n a j
Źródła
P esch e!
a n t r o p . XV., 269.-;'Z i v a j a
kows.
Völkerkunde,
d o mi t oi . l i t e w s k i e j ,
1875,
str.
350 (w A ustralii);
130. 132. U la n o w sk a
st arin a
zesz.
1.
o d d z ia ł
2,
IV'., 172 (w baj-ce, ja k o p rz e ż y te k ). К i e v s k a j a
131. A r c h i v f ü r
A nthropologie
XVII., od
str.
M ie rz y ń s k i
w Zbiorze wiadom. do
str.
3 — 4. K o lb erg
Kra
s t a r i n a XX., ze sz . I. str.
339.
W is ła Y., 450.
W
m u
zeu m etn o g raficz n em w K o p e n h a d z e zn a jd u je się o k az takiej tru m n y , w y k o p a n e j w D anii.
a) P o ró w n a j T . L u n d
D as
t ä g l i c h e L e b e n in
Skandinavien,,
177 — 178.
*
—
20
-
kiw ali u k a z an ia się teg o dzieła w całości. W s z y s c y z niecierpli
wością, n ie k tó rz y z p ew n em p o w ą tp ie w a n ie m co do możności w y
czerpu jącego o p ra c o w a n ia i op an o w an ia ta k o lbrzym ieg o matery a łu przez jed n ą w yłącznie osobistość. Nareszcie po latach ośmiu,
w yszła » K sięg a przysłów« i niety lk o zadowolniła, ale i przeszła
najdalej idące w y m a g a n ia .
Nie m yślę ro zp isy w ać się o znaczeniu przysłów , jak o m a te ry a łu
do p o z n a n ia c h a ra k te r u i psychicznych właściwości narodu. Nie
ma p o d tý m w zg lędem dwóch zdań a do w od em teg o n ajlepszym
fakt, że od najdaw niejszych czasów zajm ow ano się zbieraniem p rz y
słów, p oczątko w o n atu ra ln ie w celach w yłącznie d y d ak ty cz n y ch ,
a b y czy teln ikow i p o d ać w p rz y s tę p n y sposób a n to lo g ię r e g u ł i za
sad, o p a rty c h n a p o d staw ie doświadczeń życia codziennego, N a jd a
wniejszy, o ile mi się zdaje, zbiór przysłów , stano w ią przypow ieści
k ró la S a l o m o n a , zaw arte w S t a r y m T e s t a m e n c i e . P ocząw szy
od X V I . wieku, zbiory p rz y słó w stają się coraz liczniejszymi. Około
r. 1500 p o w s ta ły „Adagia“ E r a z m a R o t t e r d:à.m c z у к a, (zbiór
p rzysłó w g re ck ich i łacińskich); p rzy sło w ia niem ieckie zebrał około
1508 r. H . B e b - e l , po nim w r. 1514 A. P u m i e r u s , w r. 1528
A g r i c o l a itd. itd.
P ie rw sz y zbiór p rzy słó w polsk ich uskutecznił S alo m o n R y s i ń s k i w r. 1618, a w k ró tc e potem , w r. 1632 w y szły „Adagia Po
lonica“ G rz egorz a K n a p s k i e g o .
P o ty ch p ierw szych p ra c o w n i
kach polskich n a polu parem jografii, n a s tą p ił ca ły szereg inny, że
w y m ien ię ty lk o k ' r e d r e (P rzysłow ia m ów potocznych, 1659), E r
n e s t i ’e g o (Polnisches H and b ü ch lein , 1689), Ź e g l i c k i e g o (A da
g ia polonica, 1735), M a r e w i c z a (P rzysłow ia i m ak sy m y , 1788) itd.
W bieżącem stuleciu — szczególnie w pierwszej je g o poło .
w ie — zajm owało się zbieraniem przysłów liczne g ro n o w yb itn iej
szych mężów, j a k : J. Chociszewski, Cinciała, Cenová, Chłędowski,
D ankiew icz, D arow ski, Gluziński, G rabow ski, H u p p e n , A. B a r t o
szewicz, Z. B artoszew icz, F. Lipiński, K . W ł. W ó j c i c k i , J. I.
K r a s z e w s k i , M aciejowski itd. itd. P rz y s ło w ia ludo w e znajdujem y
w k aż d y m tom ie „ L adu“ K o l b e r g a , w każdej obszerniejszej m o
nografii foklorystycznej, w » Z b i o r z e w i a d o m o ś c i d o a n t r o
p o l o g i i k r a j o w e j « , w » W i ś l e « . W s z y s tk o to je d n a k nie o b ej
m ow ało całości, by ło ty lk o m atery ałem dla p rzy szłego W yczerpują
cego, k o d e k s u przysłów polskich. A le n a t a k ą pra cę n ikt się od •
wraż y ć nie chciał przez la t,w ie le . Nareszcie znalazł się badacz, k t ó
re g o nie odstraszyły olbrzym ie trudności, k t ó r y d w anaście lat ż y
cia pośw ięcił tej niezm iernie żmudnej, ciężkiej p racy, a b y po ty lu
latac h o b d arzy ć n as dziełem, k tó re m u nie wiele ró w n y c h p osiada
lite ratu ra europejska.
P rz e w e rto w a w s z y m nóstw o źródeł d ru k o w a n y c h i ręk o p iśm ien
nych, zebrał 30 tysięcy p rzysłów i p ra w ie 40 ty sięcy ich odm ianek,
w yk lu czając z »Księgi« p rzy słow ia gm in n e (proverbia obscoena)
i w cielając je do o so bnego zbiorku, k t ó r y p ra w d o p o d o b n ie w k ró tc e
rów nież zostanie ogłoszony.
Za szczególną zasługę »Księgi« p o czytać należy, że objęła ona
t a k w ielką ilość o d m ian ek przysłów . D o tą d za odm ianki uw ażan o
te ty lk o przysłow ia, k tó re od najbardziej znaneg o pierw o w zo ru
—
21
—
w y k a z y w a ły ja k ą ważniejszą różnicę treści. O dm ian językow ej
fo rm y przysłów nie uw zględniano pra w ie nigd y, mimo, że w arto ść
ich jest nieocenioną, mimo, że często rzucają one właściw e światło
na zapo m n ian y p o czątek d a w n eg o przysłow ia. P rz e k o n a jm y się na
p rzy k ła d ach
Pow szechnie znańem i używ anem jest p rz y sło w ie : »Jeden do
Sasa, d ru g i do lasa« ; znajdujem y je w tej formie we w szystkich
now szych zbiorach przysłów : u L ipińskiego (Przysłow ia i p rz y p o wieści od n a z w p a n u j ą c y c h . Bibl. warsz. z r. 1856, tom I,
65), D a ro w s k ie g o (Przysłow ia polskie, odnoszące się do nazw isk
szlacheckich i miejscowości, P oznań, 1.874, 45) a wreszcie i u W ó j
cickiego (Przysłow ia narodo w e, W a rs z a w a , 1830, tom I, 12 i III,
84), k t ó r y w y ra z „Sas“ w tem przysłow iu odnosi do A u g u s ta II.
Sasa, „las“ do S ta n isła w a Leszczyńskiego. W y tłó m acz en ie to p r z y
jęto ogólnie, n ikt przeciw niem u nie w y stąpił, było ono całkiem p r a
w dopo dob ne. Tym czasem w »Księdze przysłów« znajdujem y p o d
w y ra zem » S a .4«, przysłow ie n astęp ujące: »Jedno susa, a d ru g ie do
łasa«', zaczerpnięte z dzieła R y s iń s k ie g o , k tó re wyszło w r. 1618
a zatem na tyle dziesiątek lat przed wrstąpieniem na tron A u g u s ta
II. (1697) a 0 p oczątk u teg o p rzy słow ia poucza nas ustęp z P ostylli
ks. G ilow skiego, w ydanej w r. 1579, k t ó r y podaje p. A d a lb e r g :
»trudno ma wróz dobrze iść, k ie d y jeden s ta ry wół ciągnie dobrze
-sasa, a d ru g i m łody do lasa — p o trze b a Sworności«. W id z im y więc,
że przysłow ie o wiele wcześniejsze od w y p a d k ó w historycznych,
k tó re je — w e d łń g W ó jcic k ie g o — sp ow o do w ać m iały a z którem i
ono żadn ego nie m a związku, odzyskuje dopiero przez zestawienie
od m ianek ję z y k o w y c h w łaściw e swe znaczenie,
Niemniej a może n a w e t i więcej rozpowszechnionem , niż p o
wyższe, jest przysłow ie » W y r w a ł s i ę j a k F i l i p z K o n o p i « ,
podczas g d y właściwie brzmi o n o : » w y m k n ą ł s i ę j a k F i l i p
z konopi«.
P o w ó d do p ow stania tèg o przysłow ia dać m iał
szlachcic F ilip ze wsi K o n o p ie, niewczesnem odezwaniem się na
sejmie. Tym czasem — ja k to w yjaśnił D a r o w s к i (1. c., str. 40) —
p oczątek dał mu z a j ą c , k tó re g o lud prz ezy w a F i l i p e m , t a k jak
bo cian a zowie W o jtk ie m lub Jaśkiem . R e j uży w ając teg o p rz y s ło
w ia/p isze w Z w i e r z y ń c u :
»Cóż w zdy się z nami dzieje, iż ta k
nic nie d b am y -— jako F ilip w k o n o p iach p ra w ie uleg-amy«. P r z y
kład ó w takich m o g lib y śm y p rz y toc zy ć mnóstwo. D la b ra k u miej
sca o gra n ic zy m y się ty lk o do d w u pow yższych. Oprócz odm ianek
i c y ta tó w z pisarzy staro polskich bard zo ważnem i są' objaśnienia,
jakie a u to r »Księgi« do ważniejszych przysłów podaje. P rz e k o n a jm y
się na przykładzie. T ru d n o sobie w ytiórnaczyć początek p rz y sło
w ia : » N a u c z ę j a c i ę g w i z d a ć p o k o ś c i e l e « . O tw o rz}• wszy
»Księgę« po d w y razem g w i z d a ć , znajdujem y taki k o m en tarz:
»P oczątek p rzy słow ia te g o zachow ał nam P o to c k i (Jovial itates,
str. i 15) pisząc: Zakazał ksiądz, żeby chłop chłopu nié p o w ia d a ł:
łżesz! lecz, żeby miasto te g o gwizdnął. G d y te d y w kazaniu raz
ksiądz n ie p o d o b n eg o coś powiedział, chłop co ma p a r y , gw iźnie ;
stąd staro św iecka p rzypo w ieść: »dajże pokój, nauczą cię. gw izdać
po kościele«.
—
22
—
W o góle p o d w zględem technicznego o p ra c o w a n ia przew yższa
»Księga« w szystkie inne obce p u b lik a c y e teg'O rodzaju a n a w e t bez
p o ró w n a n ia obszerniejszy W a n d e r a : D eutsches S prich w örter - L e
xicon (Lipsk 1867— 80), w y d a n y w 5-ciu tomach.
N ak oniec słówko o m etodzie układu. D otychczas wszystkie
u nas zbiory p rz y s łó w u k ła d a n o albo alfabetycznie p o d łu g p ie rw
szej głoski przysłow ia, albo też p o d łu g ich sensu m oraln e g o i tendencyi. A n i jeden, ani d ru g i sy stem w p ra k ty c e d o g o d n y m nie
był. M etoda u k ła d u »Księgi« jest najdogodniejszą. P o le g a ona na
zestaw ieniu p rz y słó w alfabetycznie, podług- g łó w n y c h w yrazów , do
k t ó r y c h się treść p rzy słow ia odnosi. T a k n a p rz y k ła d prrzy sło w ia
p rzytoczon e wyżej, szukać należy pod w y ra z a m i: S a s , w y m k n ą ć
s i ę , g w i z d a ć ; p rz y sło w ie : " »M ądry, ja k Salom on«, pod w yrazem
» S a l o m o n « itd. Jeżeli zaś przysłow ie zaw iera więcej w yrazów
głó w n y ch , należy je szukać p o d w y ra zem pierw szym , n. p. p rz y sło
w ie: »K ied y pan ■się śmieje, cały dw ó r wesoły«, umieszczone jest
p o d w y ra zem » p a n « .
Jeżeli p o d w y razem g łó w n y m p rzy sło w ia znaleść nie można,
n ależy za g lą d n ą ć do »Skorowidza«, k t ó r y zaw iera około 40-stu t y
sięcy odsyłaczy. Jeżeli p rzysłow ia nie znajdziem y p o d o dpow iednim
wyrazem , to »Skorowddz« w skaże nam, gdzie je umieszczono. I tak
pod w y ra zem »Bóg« znajdujem y w księdze 444 przysłowia* a »S ko
rowidz« Odsyła nas jeszcze do 380-ci u, w k tó ry c h jest w zm iank a
o »Bog-u«.
W s z y s tk ie te- w ew nętrzn e zalety »Księgi« n ad a ją jej o g ro m n ą
wartość. D o tą d k a ż d y badacz, k t ó r y chciał poznać zaw arte w p r z y
słow iach z a p a try w a n ia ludu na jak ik o lw iek przedm iot, m usiał w e r
to w ać m nóstw o prac, często szukał za dziełami, k tó ry c h nie m óg ł
w żaden sposób do rą k dostać i w ko ńcu nie b y ł p ew n y , czy
w szystkie źródła wyczerpał. » K s ię g a przysłów « oszczędza mu tej
p racy, a jeżeli k to obezna się z m eto d ą u k ład u »Księgi«, k tó ra
jest nadzwyczaj ła tw ą do zrozumienia, szybko i d o k ład nie swej
p ra c y d o k o n ać może.
T o też badacze n a polu lu d o zn aw stw a najw iększą wdzięczność
w inni są p. A da lb e rg o w i. P ośw ięcenie d w u n a stu lat życia p ra c y
t a k żmudnej i ciężkiej,, to rzadki fenomen, tem bardziej, że u s k u t e
czniona bez nadzieji jak iejko lw iek m atęry aln ej korzyści, Ale za to
p. A d a lb e r g o bd arzył nas dziełem, k tó re g o w a rto ś ć ani za sto, ani
za dwieście lat się nie zmniejszy. K o m ite t K a s y im. M ian ow skieg o,
k t ó r y udzieleniem zapom ogi n a ko szta w y d a n ia , umożliwił w ydaw n ictw o »K sięgi«; p rzysłużył się tem niem ało społeczeństw u a b a r
dziej jeszcze tem, że oznaczając Cenę »Księgi« n a 3 ruble, u m ożli
wił każdem u jej nabycie.
Ostatecznie w spom nieć w y p a d a , że zew nętrzna szata »Księgi«
p rz ed staw ia się okazale, p ię k n y p a p ie r i druk, nadzwyczaj sta ra n n a
ko re k ta , oto za le ty bard zo ważne a często zaniedbane.
A. Strzelecki.
23
-
Antoszka.
O Czechach, ich kra ju i życiu, W a rsza w a, M. A.
W izbe k, d ru k J. Jeż y ń sk ie g o , 1895, w 8-ce małej, str. 84, z r y
sunkami. Cena 25 kop.
B r ü c k n e r Al. M ittelalterliche P re d ig te n , II. N a d b itk a z ' A n
zeiger der A k a d em ie der W issenschaften. K ra k a u , U niversitäts
B uchdruckerei, 1895, w 8-ce, str. 32 do 35-tej.
С a l l i e r E dm und. K ru szw ica O d b itk a z D zienn ika kujaw skiego.
In o w ro cław , nakł. i druk. k sięg arn i i d ru k a rn i Dzień, kujaw.,
1895, w 8-ce małej, str. 170. Cena 1 m ark a 50 fenig.
F r i e d r i c h Ernst. Die Dichte der B e v ö lk e ru n g im R e g ie ru n g s B ezirk D anzig. In a u g u rald issertation . O d b itk a z S ch riften der
naturforsch e n d en Geselsch. in D anzig. D a n z ig und Leipzig,
G. F o ck , 1895, w 8-ce, str. VI. і 51, z m a p ą kolor. Cena
i m a rk a 50 fen
G . . . S k arb iec strzechy naszej zebrał G . . ., m u zy kę harm oni
zow ał M . . . W y d a w n ic tw o M acierzy polskiej, książeczka 6-2.
Lw ów , nakł. Macierzy, druk. W. S. A nc zy ca i Sp. w K r a k o
wie, 1894, w 8-ce, str. 356 i 2 nl. Cena 50 ct.
G a w r o ń s k a Ant. Bajki, g adki, p rzysło w ia i piosneczki, spisane
z ust ludu dla dzieci. W a rsz a w a , nakł. P. P a p ro c k ie g o i Sp.,
druk. E. S k iw skieg o, L. Zwoliński i Sp. w K ra k o w ie , 1895,
w 16-ce, str. 112. Cena opraw . 40 kop. (60 ct.)
J a c o b G. Prof. D a s w endische R ü g e n in seinen O rtsnam en.
S tu ttg a r t, L. S aunier, 1895, w 8-ce, str. III. і 151. Cena 2 m ark i
40 fenig.
K a i n d l R . F r. Dr. D ie W e tte rz a u b e re i bei den R u t e n e n und
Huculen. O d b itk a z M itthe ilu ng e n der k. k. g e o g r . Gesellsch.
W i e n u n d C zernowitz, H. P ardini, 1895, w 8-ce, str. 20.
K o m u n i k a t V III. B iu ra k o n serw ato rsk ieg o Galicyi zachodniej.
K r a k ó w , nakł. Biura, druk. Czasu, 1895, w 8-ce, str. 17.
Ł a b a j J. ks. Żłóbek, przedstaw ienie sceniczne na uroczystość B o
żego n aro dzenia w 3 ch odsłonach z sam ych p ra w ie k o len d
zestaw ił . . . z tow arzyszeniem fo rte p ia n u lub harm onium , h a r
monizował S ta n isła w Niepielski. K ra k ó w , nakł. aù to ra , druk.
Uniw. J a g ., 1894, w 8-ce, str. 64 i nl., z n utam i w tekście.
Cena 75 ct.
M a j e w s k i Erazm, P rzedh isto ry c zn e narzędzia krzem ienne, ze
b ra n e po d w sią O ssó w ką w powiecie S top nickim g u b ern ii
Kieleckiej. W y d a n ie z zapom ogi K a s y im. d ra J. M ianow skiego.
W a rsz a w a , E. W e n d e i Sp., druk. R u b ieszew sk ie g o i W ro tn o w sk ieg o , 1895, w 4-ce, str. 28 z 22-ma tablicami. Cena
6 rubli. T e k s t polski i francuski.
O l e c h n o w i c z W ł a d y s ł a w Dr. C h a ra k te ry s ty k a an tro polog icz na
L itw in ó w z okolic m. Olity. O d b itk a ze Zbioru wiadomości do
antropol. kraj. (torg X V I I Í ., dział 1). K ra k ó w , nakł. A kadem ii
Umiej., druk. Uniw. J a g ., 1895, w 8-ce, str. 30.
P a u l i Żegota. K rz y s z to f M oniw id D orohostajski przez Ż. P. O d
b itk a z W iadom ości num izm at archeol. K r a k ó w , druk. W . L,
A n c zy ca i Sp., 1895, w 8-ce, str. 15, z ryciną.
-
24
—
P a w î ń s к i Adolf. P o ls k a X V I . w iek u pod w z g lę d em g e o g r a ficzno-statystyczRjun, tom V: M azowsze (Źródła dziejowe, tom
X V I ) W a rsz a w a , G e b e th n e r i W olff, druk. J. F ilip o w icz a,
1895, w 8-ce, str. 70, 420 і X C III . Cena 3 ruble.
R e h m a n n A ntoni D r T a t r y p o d w zględem fizyczno - g eo g ra fi
cznym
L w ów , nak ł. au tora, D ruk . lu d o w a, 1895, w 8-ce, str.
V i l i , i 173 z d w om a m apkam i. C ena 2 złr. 40 ct.
T a r n o w s k i .Stanisław. R o z p r a w y i S p raw o z d an ia, tom Ľ (Stud y a do histo ryi i lite ra tu ry polskiej w iek u X I X ) . -Kraków,
nakł. S pó łki w ydaw niczej, druk. Czasu, 1895, vV 8-ce, str. 297
i I ni. Cena 2 złr.
Z aw iera ro z p ra w ę : »O kolendach«.
A. St.
= H E ^ '§ íí# 3 B = - ----
P r z e g l ą d czasopism.
Zeitschrift für ö ster reich isch e V o l k s k u n d e
O rg a n des V erein s für österreichische V o lk s k u n d e in W ie n . R e
dig iert von D r . M i c h a e l П a b e r 1 a n d t. I. J a h r g a n g 1895.
i. H e f t W i e n un d P ra g . V e r l a g vo n F. T e m p s k y . 1895. str. 32.
J e s t to o rg a n n ied aw n o założonego T o w a rz y s tw a lu d o z n a w
czego we W ied niu , k tó re g o pierw szy zeszyt dopiero co w yszedł
z druku. Naczelne m iejsce, zajmuje . S ł o w o w s t ę p n e (str. 1— 3)
od re d a k to ra , w któ rem w y ło żon y jest p ro g ra m czasopisma, w ią
żący się ściśle z działalnością tow arzystw a. N. A l o i s R i e g* X
D as Volksmäss-ige u n d die G e g en w art, (str. 4 — 7). A u to r pod aje ob-'
jaśnienie pojęcia »ludu«, k tó re g o cały try b życia o p a r ty jest na
tra d y c jo familijnej i trz y m a się zdała od zagad nień , p o ruszający ch
u m y s ly sfery inteligentnej. S fera ta, przew ażnie z żyw iołów m iesz
czańskich złożona, szuka dla siebie w życiu ludu n o w y c h zasobów
ety czn ych i n ow ych ideałów, w czem sp o cz y w a właśnie owo wielkie
zajęcie się ludem, jakie w ostatnich czasach coraz szersze p rz y b ie ra
rozm iary. N a stę p n ie w y jaśn ia autor, jakie stanow isk o au s try a c k ie
T o w a rzy stw o ludoznaw cze zająć zamierza w obec ludu i jeg o c y w ili
zacyjnego rozwoju. S to s u n e k T o w a rz y s tw a cío ludu będzie p o le g a ł
na tem, aż e b y z jednej s tro n y nie kłaść żadnej z a p o ry jego rozwo
jowi, a z drugiej nie.przyspieszać, sku tkiem p o dw yższen ia się o ś w ia ty
ludu. z a tr a ty jeg o cech ch a ra k te ry s ty c z n y c h
Dr. R i c h a r d v. K r a 1 i к : Zur österreichischen Sageng-eschichte (str. 7 — 9). A u to r podnosi, jakie znaczenie m o g ą mieć dla
historyografii p o d a n ia ludowe, n a k tó re dotychczas uczeni h is to ry c y
żadnej nie zwracali Uwagi. J a k ó p rz y k ła d w a ż n y takiej h isto ryi
ludowej p rz y ta cza k ro n ik ę -1 la g e n a z k o ń ca 14. w ieku o pocz ątk u
p a ń s tw a au stry a ck ieg o , k tó re się g a p ó łto ra ty siąca la t przed erą
chrzęściairską aż do R u d i g ę r ą z Bechlarn. W prawdziwości tej k r o
niki wierzono pow szechnie w 15. w iek u ta k dalece, że cesarz F r y
d e r y k III., dla u św ietnienia p o d a ń tej kroniki, k az ał n a ścianie w k o
ściele św. J e rz e g o w W ie n e r-N e u s ta d t n am alo w a ć ow e siaw ne herby.
J Ha p o p arcia ty c h p o d a ń przyw o dzi a u to r ana lo gic zne p o d a n ia an-
glosaskie i nordyckie, w k tó ry ch , po dob nie ja k w kronice H a g e nowskiej,. c h a r a k t e r \-stycznem jest to, że dokładn ie oznaczone są
miejsca, na k tó ry c h k a ż d y z książąt p o c h o w a n y został. W y n i k a
ztąd, że te re g is tra książąt są płodem fantazyi ludowej, k tó ra
tw orz yła p o d a n ia owe w ten sposób, iż lokalizow ała je g ru p u ją c
szczególnie około m ogił przedhistorycznych.
Z d ro b n y c h wiadom ości zasługuje na u w a g ę p ochód S a m s o n a
w K r a k a u d o r f pod M urau (w S ty ry i, str. io), k t ó r y o d b y w a się
w niedzielę O sw alda (pierwsza niedziela w sierpniu). J e st to figura
z drzewa, 5 m etró w wysoka, u b ra n a w żółty k afta n z czerw onym
napierśnikiem oblam o w an y m w srebro, z czapką g re n a d ie rsk ą na
głowie, z lancą w jednej ręce a W drugiej z paszczęką oślą, k tó rą
nosi na b a rk a c h silny mężczyzna, w su nąw szy g ło w ę w otw ó r w ś rodk u
jej umieszczony tak, iż sam jest nie widzianym , a n ato m iast figura
zdaje s ię , ja k b y sam a chodziła. U roczystość rozpoczyn a się W s o
botę ; figurę zanoszą przed wieczorem p od kościół a ztąd na p ro b o
stwo, do szkoły i burm istrza, a na d ru g i dzień w niedzielę po. p o d
wieczorku o d b y w a się w łaściw a uroczystość. Orszak u m u n d u ro w a
n y c h strzelców z oficerem na czele, w śród muzyki, rozpoczyna
pochód do tych sam ych miejsc, ja k w dniu poprzednim , za któ ry m i
postęp u je Sam son tańcząc. P rz y salw ach orszaku procesya przechodzi
przez wieś, a na jej koń cu rozchodzą się wszyscy.
K ro n ik a z dziedziny etnografii w Austryi, rozbiory k ilk u p rac
ludoznaw czych i s p ra w y to w a rz y s tw a oraz spis członków kończą
ten pierw szy zeszyt czasopisma.
Mitteilungen der Schlesischen Gesellschaft für Volkskunde, h e r a u s g e
g e b e n von F. V o g t u n d O. Jiriczek. J a h r g a n g - 1894/5. Pleft I.
.Nr. і — 5, str. 1 —56.
R ó w n ie ż i to czasopismo zawdzięcza swe p o w stan ie założeniu
to w a rz y s tw a ludoznaw czego we W ro c ła w iu , k tó re g o będ ą c urzędow ym organem , daje d o k ła d n y obraz o jego działalności. Inauguiracyjną roz p raw ą Ü b e r s c h l e s i s c h e n V o l k s g 1. a u ’o e n (str.
4 — 15) rozpoczął prezes F . V o g t czynność T o w a rz y s tw a i zarazem
szereg p ra c druk ujących się w czasopiśmie. O dczyt ten o piera się
na m ateryale, k t ó r y ma swoje źródło w rozporządzeniu ew angelickiego
k o n sy sto rza we W r o c ła w iu do s y n o d ó w po w iato w y c h . K.onsystorz
polecił zbadać, jakie zabobonne pojęcia, zw yczaje i ob rz ęd y pan u ją
pom iędzy ludem, m ianow icie w związku z obrzędam i kościelnym i
i jakich śro d k ó w użyć p o trze b a do ich usunięcia. D u c h ow ień stw o
ew ang elickie i zarządy kościelne zajęły się zbadaniem lu d o w y ch
obrzędów, k tó ry c h m a te ry a ł z a b ra n y w 55 diecezyach k o n systorz
udzielił Zarządow i to w arzy stw a ludoznaw czego szląsk. do d y spo zycyi. Otóż z te g o m a te ry a łu p o w stała z a c y to w an a rozpraw a.
A u to r rozbiera kolejno w ierzenia ludu w isto ty duchow e, k t ó
ry c h życie p rzed staw ia sobie jako w i a n i e w i a t r u U osobieniem
teg o pojęcia jest d u c h , k tó ry jest źródłem w szelkiego du ch o w eg o
życia, z drugiej stro n y zaś, błąkają cy się po ziemi p o d ró ż n y i za
razem wódz niezliczonych duchów , k tó re z nim razem szumią i h u
czą w śró d burzy. Chrześciaństwo pojęcie to o duchach, ustawicznie
błąkają cy ch się, ścieśniło, przenosząc je na dusze zm arłych bez p o
— 26 —
g rzebu chrześciańskiego, albo k tó re dla zbrodni jakiejś nie m o g ą
znaleźć w iecznego pokoju.
D u c h y zm arłych zjawiają się także w postaciach innych, np.
jak o o g n i k i , k tó re po d ró ż n y ch s p ro w a d zają na bezdroża, lub też
w skazują im d ro g ę praw ą. A ż eb y sobie p ozy skać ich życzliwość,
lub uczynić je nieszkodliwym i, lud ma różne środki, w w y n a jd y w a
niu k tó ry c h fa n ta z y a jeg o często jest n iew yczerpan ą
N a stę p n ie przechodzi a u to r w iarę ludu w różne dem ony, jak o
uosobienie działających sił n a tu ry , m ów i o w ędrów ce dusz ludzi
um arły c h i żyjących, k tó re spro w a d za się do tego źródła, z k tó re g o
pochodzą w y o b ra ż e n ia o s n a c h i sen nych z m o r a c h . W p ew n em
p o k re w ie ń s tw ie z temi są c z a r o w n i c e i ich czary, nie mniej
w r ó ż k i ze. swemi p ra k ty k a m i. Z kolei d o ty k a obrzędów p rz y r o
zm aitych okolicznościach życia i p rz y ta cza niek tó re zwyczaje, u ż y
w an e p rz y g r z e b a n i u z m a r ł y c h .
Dr . W ł N e h r i n g : S lavische N iedersch läg e im Schlesischen
Deutsch, (str. 17-^26). W rozp raw ie tej rozb iera a u to r nadzw yczaj
w ażną spraw ę, dotyczącą w zajem n ego w p ły w u słowiańskiej i n ie
mieckiej narodow ości na Szląsku, a k t ó r y t a k z jednej, jak o też d ru
giej stro n y b y ł znaczny. O w p ły w ie ty m a tem sam em o stosu n k u
histo ry czn y m o b y dw ó ch n aro d ó w i ich p ra w a c h p o lity c zn y ch
do Szląska, pisarze, ta k słow iańscy jakoteż niemieccy, p o w o d u ją c y się
ten den cyjnem i p o b u d k a m i polit3mznemi, pisali tra k ta ty , k tó re dzi
siaj w obec ścisłej k r y ty k i nau kow ej ostać się nie m ogą. Ś w iatło
w tę k w e s ty ę wlało dopiero s tu d y u m nazw m iejscowych, s p ro w a
dzenie ich do w łaściw eg o źródła, k tó re tem sam em p o d a ło klucz
do ro z w iązania dotyczącej kw estyi.
A u t o r po daje tak i p rz y c z y n e k ważny, objaśniający w k ła d sło
w iań ski w u k ształto w a n ie się fizyograficzne tej daw nej dzielnicy
Polski. A w k ła d ten b y ł przew ażny, g d y ż p om in ąw szy nazw ę sam ą
S z l ą s k a , k tó r a jest pozostałością niem. S iling ów , w szy stk ie lub
większa część n a z w r z e k, g ó r i m i e j s c o w o ś c i są słow.
pochod zen ia N a licznych p rz y k ła d a c h w y kazuje to a u to r i p r z y ta
cza najważniejsze znam iona językow e, k tó re p rz y przejściu w y ra zó w
słow iańskich do ję z y k a niem ieckiego, u le g ły przem ianie. R ó w n ie ż
tak i sam w p ły w słow. p okazuje się w n azw iskach ro d o w y c h , k t ó
rych' w spisie m ieszkańców W r o c ła w ia w ielką ilość n a p o tk a ć m o
żna. A u to r p rz y ta cza niek tó re cech y ch a ra k te ry sty c z n e , jakie p o
w tarzają się w przysw o jen iu słow. nazw isk języko w i niemieckiemu.
W k o ń cu rozbiera pojedyncze w y ra zy , k tó re przew ażnie z języ k a
p o lsk ieg o d o stały się do niem ieckiego. W ty m w zględzie w p ły w
ten sto su n k o w o b y ł nieznaczny.
Dr. O t t o J i r i c z e k :
S e e le n g la u b e n .und N a m e n g e b u n g ,
(str. 30— 35). A u to r mówi o znaczeniu imion ch rzestn y ch i wierze
ludu w Szczęście lub nieszczęście tychże, np. M azurzy utrzym ują, że
g d y jedno lub k ilko ro um rze dzieci, to p rz y czy n ą teg'O jest nieszczęśli
wie d o b ra n e imię. Dzieci, k tó re nie o trz y m a ły ża dnego imienia, stają
się po śmierci ognikam i błędnym i. Im ię jak o iden ty fik ac y a istoty
m a moc c z a ru ją c ą , n a k tó r e g o w spom nienie wszelkie złe siły są
bezw ładne. Im ię jest w ścisłej łączności z um arłym i, k tó ry c h imienia
nie w po m in a się, żeby nie przyniosło nieszczęścia, l u b też przeciw-
nie — daje się n ow ona ro d zo n y m dzieciom, ażeby n a p o w ró t p rz y
prow adzić ich do życia. W tern tk w i w iara w w ędró w kę duszy,
na co au to r przy tacza liczne p r z y k ła d y u rozm aitych narodów.
Dr. A l f r e d H i l l e b r a n d t : Die B ezieh un gen des B r a h m a
nismus zur indischen V o lksrelig ion ,-(str.3 7—45). P on iew aż p ra c a ta
jest ty lk o częścią obszerniejszej, traktującej o staroindyjskich obrzę
dach, k tó ra n iebaw em wyjdzie drukiem , dlateg o po zostaw ia m y om ó
wienie jej do czasu jej publikacyi. F. V o g t : Die F e s t t a g e im G la u
b en und B rau c h des schlesischen V olk es (str. 50— 55). Z m ateryalu
dostarczonego Zarządow i szląskiego T o w a rz y s tw a ludoznaw czego
przez ew angielicki K o n sy sto rz we W ro cław iu , p o d ał auto r n ajw a
żniejsze zwyczaje, jakie pan u ją w czasie w ielkanocnym (palmowra
niedziela, wielki czw ąrtek, wielki piątek, w ielka sobota, w ielka n ie
dziela i po niedziałek w ielkanocny), w dzień św. J erzeg o (23. k w i e t
nia) i w n ocy z 30. kw ietn ia na 1. m aja (W alpurgisnacht).
O prócz ty c h ro zp raw i streszczeń w y k ła d ó w n auk o w y ch , miany c h na Zgom adzeniach m iesięcznych T o w a rz y stw a , pomieszczone
jeszcze są' w narzeczu szlązkiem niem. p o d a n ia : vom W asserm an n
z okolicy Kaczer, str. ізп.'гбп., Alp- u n d G e istersagen z okolicy G łu b
czyc (Leobschiitz), p io snk a lud o w a z okolicy S obo tki (Zobten) i u w a
g a F. V o g t a o w yrazie »Hunne«, k t ó r y ma oznaczać to scarno, co
»umarły«, »śmierć«, a k t ó r y identyfikuje Th. Siebs w Zeitschrift f.
d. Phil. X X I V , str. 145П. z łać M e r c u r i u s , stgniem . H e n n o
W ô t a n.
■a . k.
Wiadomości z dziedziny Indoznawstwa.
L u do znaw stw o, szczególnie w ostatnich latach, p oczyna zyski
w ać coraz szersze k o ła niety lk o specyalistów , b adających lud za
w odow o, system atycznie i n au k o w o , ale także i m iłośników, z k t ó
ry c h jedni gro m ad z ą m atery ały , należące do zakresu ludoznaw stw a,
inni (a ty ch jest znacznie większa liczba) w należytem rozumieniu
ważności sp ra w y , udzielają jej sw ego p o p arcia i po m o cy m ateryalnej. D o takich p o m y śln y ch ob jaw ó w na tem polu, trzeba zaliczyć
W
ostatnim czasie . założenie dw óch T o w a rzy stw ludoznaw czych,
k tó re muszą nas blisko obchodzić, poniew aż tere n ich czynności
ro zciąg a się także i n a te miejscowości, k tó re należą do zakresu
działalności naszego T o w a rzy stw a.
W jesieni 1894 r. zawiązało się w W r o c ła w iu Szląskie T o w a
rzystw o ludoznaw cze (Schlesische G esellschaft für V olkskunde),
k tó re od było pierw sze posiedzenie dnia 9. listopada, na k tó rem p r e
zes to w arzy stw a, Dr. F. V o g t , prof. uniwers., po zdaniu s p ra w y
z rozw oju to w arzy stw a miał od cz y t: O wierzeniach ludu szląskieg‘0.
T o w a rzy stw o w y d a je o rg a n miesięczny, p. t. M itteilun gen der .Schle
sischen G esellschaft für V olk sku nde, r e d a g o w a n y przez F. V o g t a
i O. Jiriczka, k tó re g o dotychczas wyszło pięć zeszytów (zeszyt objętości
n i e c a ł e g o arkusza, razem 56 stronic). Liczba członków dotychczaso
w y c h w ynosi 213, na k tó ry ch składają się n ietylk o miejscowi ną
— 28 —
Szląsku,- ale także inne p ro w in c y e P rus, całych Niemiec a n aw et
A ustryi. P o m ię d zy członkam i s p o ty k a m y osobistości ró ż n y ch stan ó w
i zawodów, począw szy od p rofesorów u n iw e rs y te tu aż do n a u c z y
cieli szkół ludow ych, du cho w ny ch, u rzęd ników wszelkich k a te g o ry i,
nie w yjm ując naczelnego prezesa. W ice p rez esem T o w a rz y s tw a jest
profesor N ehring, k t ó r y objął w re d a k c y i czasopisma dział rzeczy
słowiańskich, dzięki czemu sp ra w y , odnoszące się do ludu polskieg'o
na Szląsku, w w y tra w n y c h rę k a c h znajdą um iejętne i n ależyte
uw zględnienie.
D ru g ie T o w a rz y s tw o ludoznaw cze zawiązało się dnia 20. g r u
dnia w' W ie d n iu p o d n azw ą : V e r e i n f ü r ö s t e r r e i c h i s c h e
V о 1 k s k u n d e, nad k tó rem p ro te k to ra t prz3^jął A r c y k s i ą ż ę
L u d w i k W i k t o r . P rezesem jeg o został w y b r a n y b y ł y m inister
oświecenia Exc., Dr. G a u t s c h v o n F r a n k e n t h u r n, pierw szym
w iceprezesem Exc. J ó z e f H e l f e r t, d rug im Exc. F r a n c i s z e k
hr. C o r o n i n i-C r o n b e r g ; do w y d z ia łu należy 20 członków,
z tych 10 m iejscow ych і io zamiejscowych. D o k o ń ca stycznia br.
T o w a rz y stw o liczyło 502 członków, po m iędzy k tó ry m i widzim y oso
bistości zajmujące najwyższe stan o w isk a urzędow e i społeczne, n a j
w y bitniejszych uczonych, i ludzi znan ych w świecie n a u k o w y m lub
przem ysło w y m . F a k t ten św iadczy pięk n ie o N iem cach au stryackich ,
k tó rz y choć pozwolili się w yprzedzić in n y m narodom , np. Niemcom,
F ran c u zo m itd,, na tem polu, przecie z p o c h w a ły g o d n ą usilnością
zabrali się do n a p r a w y te g o błędu.
Zajęcie się gmrące spraw am i te g o T o w a rz y s tw a przez najwyższe
sfery rządo w e au s try a c k ie i najw ybitniejsze osobistości w państw ie,
g o d n e jest p o c h w a ły i zasługuje, a ż eb y znalazło i u nas naśladow ników .
T o w a rz y stw o w ydaje o rg a n m iesięczny objętości dw u a rk u szy
p. t. Zeitschrift für österreichische V o lk s k u n d e , r e d a g o w a n y przez
D r a M ichała H a b e rla n d ta , pierw szego sekretarz a T o w a rzy stw a. D o
tychczas w yszedł dopiero p ierw szy zeszyt, (str. 32), k tó re g o treść p o
dajem y wyżej.
Ä . K.
-
P O S Z U K IW A N IA I K W ESTYONARYUSZ.
Z a p rzy k ład em - „ W is ły “ ' otw o rzy liśm y osobną r u b ry k ę ,
dziem y różne p y ta n ia i p o sz u k iw a n ia
p rzed ew szy stk iem
z d z ie d z in y
w k tó rej zam ieszczać
ludoznaw stw n,
zw rócić uw agę C złonków T o w a rz y stw a
bę
n a k tó re chcielibyśm y
ludoznaw czego ja k o też i ty ch
C zy teln ik ó w „ L u d u “ ,-k tó rz y m a ją 's ty c z n o ś ć z ludem , z n a ją jego życie i sp o strz e ż e n ia swe
ch ętn ie u d z ie lą n a
u ż y te k
dowego, p o m inąw szy
ich sp o rad y czn e w ystępow anie
pu b liczn y .
W iele bowiem cech c h a ra k te ry sty c z n y c h ży cia l u
n a ja w , je s t
częstokroć
o sło n ięty ch
g ru b ą p o m ro k ą n iezn ajo m o ści i u ż y w a się ja k o d o d atk i p r z y pew n y ch ty lk o obrzędach,
lu b w pew nych ty lk o ra z a c h . Z lud o zn aw stw em m a się podobnie rzecz ja k np. z m in e ra
lo g i ą , lu b in n e m i g ałęziam i n a u k p rz y ro d n ic z y c h , k tó ry c h znajom ość pozw ala odszukiw ać
n a k ažd ém m iejscu p rzed m io ty , m ające w ielkie zn aczen ie
d la n a u k i,
gdy znów
w ra z ié
p rzeciw n y m , z pow odu nieznajom ości ich, depce się częstokroć po drogocennymi! b ry la n ta c h
— 29 —
lu b tr a c i m iliony, b tó re m ożnaby игз^зкае z p rzero b u
się w ziem i.
stosow nego
E ów n ież i w iaściw o ści c h a ra k te ry sty c z n e m ow y ludow ej,
m atery ałó w k ry ją c y c h
ro zsze rzen ie
te ry to ry a ln e
j)ew nego sposobu m ów ienia, lub też n arzecza, pojedyncze w y ra ż e n ia i n azw y d la pew nych
przed m io tó w , j a k
n p . n arz ę d z i rolniczych, sprzętów dom owych,
w yrobów przem y sło w y ch
itp . — należeć będą do tej ru b ry k i.
"W im ien iu więc n a u k i
u d ajem y się
do w szy stk ich
m iło śn ik ó w
ażeby ła s k a w ie zb ierali s k rz ę tn ie w szystko, o co ic h prosić będziem y.
sp raw
ludow ych,
P rz y tem k ła d z ie
m y p rz y c isk n a to , ażeby w szy stk o zb ie ra li i sp isy w ali z n a jw ię k sz ą w iernością i s k r u
p u latn o śc ią , n ic od sieb ie n ie dodając, ani też ujm ując, gdyż ty lk o w ty m ra z ie p o sz u k i
w a n ia te m ogą słu ż y ć n a u ż y te k n a u k i, jeżeli podaw ać będą a u ten ty czn e fa k ta z d zied zin y lu d o zn aw stw a.
I. Pług.
P ro sim y o szczegółow y opis p łu g a , i podanie
nazw odnośnych
dla poszczególnych
jeg o części, ja k ic h się w ty c h stro n a c h u żyw a.
II. Niecenie ognia za pomocą krzesania luk tarcia.
P rz y ja k ic h u ro czy sto ściach lub obrzędach u ży w a się
ognia, w ydobytego w sposób
od m ien n y od zw y k łeg o za pom ocą z a p a łk i, i czy ogień ten g a si się następ n ie, czy te ż nie.
A. K.
III . Z b ierając m a te ry a ły do o p isa n ia w ierzeń, zw yczajów i obrzędów lu d u , połączonych
z obchodzeniem św ią t w ielkanocnych, proszę S zanow nych
C zytelników o n a d s y ła n ie
w ła
sn y ch sp o strzeżeń w ty m k ieru n k u , ja k i n o ta te k co do w iadom ości ogłoszonych ju ż d ru
kiem , szczególnie w rz a d sz y c h p ublikacyach.
ЛУ n a stę p n jo n zeszycie um ieszczo n y b ęd zie
o b sz ern iejszy
k w e sty o n a ry u sz
w ty m
przedm iocie. Z w racam uw agę n a to, że pożąd an e są i n ajd ro b n iejsze w iadom ości, a o s t y
listy c z n e ich opracow anie w cale się sta ra ć n ie trzeb a.
A d . S tr z e le c k i.
Sprawy Towarzystwa.
I. Sprawozdanie z pierwszego Walnego 2gromadzenia.
P i e r w s z e W a l n e Z g r o m a d z e n i e T o w a rz y s tw a o d b y ło się w e L w ow ie,
w sali ra tu sz o w e j d n ia 9. lu teg o o. r., w o b e c n o śc i 64 c z ło n k ó w . Z a g a ił je p ro fe s o r
U n iw e rsy te tu Dr. A n to n i K alina, p ro p o n u ją c n a p rz e w o d n ic z ą c e g o rad cę sz k o ln e g o p a n a
B o le s ła w a B aran o w sk ieg o , n a co się z g ro m a d z e n i je d n o m y śln ie zg o d zili.
N astęp n ie
w o b sz e rn e m p rz e m ó w ie n iu z a z n a jo m ił Dr. K alin a z e b ra n y c h o dziejach p o w s ta n ia T o
w a rz y stw a .
„ Z jazd lite ra tó w i d z ie n n ik a rz y p o ls k ic h “, k tó ry się o d b y ł w e L w ow ie w czasie
w ÿ s ta w y krajo w ej r. 1894, o św ia d c z y ł się je d n o g ło ś n ie z a zało ż e n ie m T o w a rz y s tw a lu
d o z n a w c z e g o i w y b r a ł k o m isyę, m a ją c ą z a zad a n ie p rz e p ro w a d z e n ie tej u ch w a ły .
W sk ła d tej k d m isy i w eszli o p ró c z m ó w cy pp.: Prof. D r.* B au d p u in de C o u rten ay , Dr.
H. B iegeleisen, Dr. J. F ra n k o , Dr. J. K arło w icz, E. K o lb u sz o w sk i, St. R a m u łt i M. Ryb o w sld . K o m isy a u ło ż y ła sta tu t, k tó ry z o s ta ł p rz e z W ys. c. k. N am iestn ic tw o z a tw ie r
d zo n y . P rz e d sta w iw s z y g en ezę T o w a rz y stw a , z a z n a jo m ił m ó w c a z e b ra n y c h z d o ty c h c z a so w em i u siło w a n ia m i n a p o lu um iejętnego b a d a n ia lu d u i w k o ń cu s k re ś lił cele i z a k re s
d z ia ła n ia n o w o z a ło ż o n e g o T o w a rz y stw -Й, k tó re je s t p ie rw sz ą , w ła s n ą , z b io ro w ą in sty tu c y ą n a tem p o lu .
P o p rz y ję c iu d ru k o w a n e g o sta tu tu , p rz y stą p io n o do w y b o ru Z a rz ą d u .
P rz e z ak la m a c y ę w y b ra n o :
P r e z e s e m T o w a rz y s tw a : D ra A n to n ieg o K alinę, w i c e p r e z e s e m : W ła d y s ła w a
F e d o ro w ic z a , w ła ś c ic ie la d ó b r ziem sk ich .
N astęp n ie w y b ra fto c z ło n k ó w Z a rz ą d u i ich z a stę p c ó w .
-
зо
a) C z ł o n k o w i e Z a r z ą d u :
.1. D r. H e n ry k B iegeleisen, d y re k to r s z k o ły lu d o w ej, 2. K azim ierz B ru ch n alsk i,
p ro f, s z k o ły p rz e m y sło w e j, 3, D r. Iw a n F ra n k o , re d a k to r c z a s o p is m a „Ż itje i S ło w o “,
4. E d m u n d K o lb u sz o w sk i, literat, 5. D r. Ja n N iem iec, d y re k to r s z k o ły ew angelickiej.
b) Z a s i s p с у :
1. S tefan R am ułt, u rzęd n ik T o w . k red. ziem ., 2. D r. A n to n i R ehm ann, prof, u n i
w e rsy te tu , 3. M ikołaj R y b o w sk i, d y re k to r s z k o ły lu d o w ej, 4. A dolf S trzelecki, literat,
5. Ks. Dr. L e o n W a łę g a , p ro fe s o r u n iw e rsy te tu i w ic e re k to r se m in a ry u m d u c h o w n e g o .
Do k o m isy i k o n tro lu ją c e j w y b ra n i z o stali pp.: 1. F ra n c is z e k R a w ita -G aw ro ń sk i,
literat, .2, K s. Ja n (G natow ski, p r a ła t J. Ś w iąto b l., 3. Dr. B e n e d y k t D y b o w sk i, p rof. U niw .
II. Sprawozdanie z posiedzeń Zarządu*).
P i e r w s z e p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u d n i a 10. l u t e g o 1895.
O b e c n i: p p . D r. B iegeleisen, Dr. F ra n k o , K o lb u sz o w sk i, R y b o w sk i i S trzelecki.
Przewodniczył prezes Dr. A n to n i K alina.
1. P rzy u k o n s ty tu o w a n iu się Z a rz ą d u , w y b ra n o se k re ta rz e m T o w a rz y s tw a p. Ad.
S trzeleck ieg o , sk a rb n ik ie m p. S tefan a K am ułta.
2. P rz y jęto 64 c z ło n k ó w T o w a rz y stw a .
3. P ele c o n o p re zy d ju im , ab y z a ję ło się w y sz u k a n ie m k u rso ra , k tó ry b y p o d ją ł się
śc ią g a n ia w k ła d e k o d c z ło n k ó w m iejsco w y ch z a w y n a g ro d z e n ie m w y n ó s z ą c e m 10°/0
o d ze b ra n e j k w o ty .
4. P o le c o n o p re z y d y u m z re d a g o w a n ie o d e z w y , w zy w a ją c e j do p rz y s tę p y w a n ia
do T o w a rz y s tw a .
5. P o le c o n o p re z y d y u m n a w ią z a n ie sto s u n k ó w z p o k re w n e m i T o w a rz y stw a m i
i re d a k c y a m i p ism w k raju i z a g ra n ic ą , p rz e d e w s z y stk ie m z k r a k o w s k ą A k ad em ią
u m iejętn o ści.
6. U c h w a lo n o p ro sić A kadem ię u m ie ję tn o śc i w K rak o w ie o udzielen ie T o w a rz y
stw u w ięk szej ilo ści e g z e m p la rz y k w e s tjo n a iy u s z a , o p ra c o w a n e g o p rz e z p ro f. R. Z aw iliń sk ie g o , w zg lę d n ie o p o z w o le n ie n a p rz e d ru k o w a n ie , teg o ż k w e s ty o n a ry u s z a .
7. U ch w alo n o u rz ą d z a ć co m iesiąc p o s ie d z e n ia n a u k o w e , p o łą c z o n e z o d czy tem
i dy sku sy ą.
D r u g i e p o s i e d z e n i e , d n i a 23. l u t e g o .
O b e c n i: p p . B iegeleisen, B ru ch n alsk i, F ra n k o , K o lb u sz o w sk i. Niem iec, R a m u łt,
R e h m a n n , R y b o w sk i i S trzelecki.
P rz e w o d n ic z y ł p re z e s D r. A n to n i K alina.
1. B ez d y s k u s y i z a tw ie rd z o n o p r o to k ó ł p o p rz e d n ie g o p o s ie d z e n ia i p rz y ję to do
w ia d o m o ś c i sp ra w o z d a n ie z d o ty c h c z a s o w e j d z ia ła ln o ś c i p re z y d y u m .
2. P rz y jęto 17 n o w y c h c z ło n k ó w .
3. P rz y ję to z m ałem i zm ia n a m i p ro je k t o d e z w y p rz e d ło ż o n e j p rz e z p r e z e s a (zob.
p. 4. sp ra w , z 1. p o sie d z e n ia ), k tó rej u c h w a lo n o w y d ru k o w a ć 2 .000
eg z e m p la rz y .
4. U c h w a l o n o n a u с zj r c i e 1 o m s z k ó ł
ludowych wiejskich
zniżyć
w k ł a d k ję ir o c z n ą n a 1 zlr. a w p i s o w e n a 50 ct.
5. U c h w a lo n o u tw o rz y ć n a s tę p n e se k ey e n a u k o w e : a) g e o g ra fic z n ą z p rz e w o d n i
czący m p ro f. D rem . R ehm annem , b) a n tro p o lo g ic z n ą z p rzew . prof. D rem D y b o w sk im ,
c) p rz e m y s ło w ą z p rzew . p. k u s to s z e m R ebczyńskim , d) m u z y c z n ą z p rzew . p rof. S o ł
ty se m , e) ję z y k o w ą z p rz e w . Drem. K alin ą i 0 lite ra c k ą z p r z e w . D rem B ieg eleisen em .
T r z e c i e p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u d n i a 16. m a r c a ;
O becni p p .: D r. B iegeleisen, D r. F ra n k o , B ru ch n alsk i. R am ułt, R ybow ski i S trz e
lecki, ja k o te ż p rz e w o d n ic z ą c y s e k c y ŕ D r. D y b o w sk i i p ro f. S o łty s.
P rz e w o d n ic z y ł p re z e s D r, K alina.
Po z a tw ie rd z e n iu p ro to k o lu p o p rz e d n ie g o p o sie d z e n ia i p rz y ję c iu do w iad o m o ści
s p r a w o z d a ń p re z y d y u m i sk a rb n ik a ,
1. P rz y ję to 31 n o w y c h c z ło n k ó w .
2. U c h w a lo n o ro z p o c z ą ć w y d a w n ic tw o c z a s o p ism a , m iesięc zn ik a, w o b jęto śc i
n ajm n iej d w ó ch a rk u sz y , k tó reg o ré d a k e y e p o w ie rz o n o D row i K alinie z w s p ó łu d z ia łe m
k o m ite tu re d a k c y jn e g o , z ło ż o n e g o z p rz e w o d n ic z ą c y c h s e k t y i.
3. U c h w a lo n o o p ró c z u tw o rz o n y c h n a p o p rż e d n ie m p o sie d z e n iu se k c y i z a ło ż y ć
se k ey e :_ a rc h e o lo g ic z n ą , p r z y ro d o z n a w s tw a lu d o w e g o i so c y o lo g ic z n ą . N a p rz e w o d n ic z ą
ceg o se k cy i so c y o lo g ic z n e j p o w o ła n o D ra F ra n k ę .
*) S p ra w o z d a n ia te o b ejm u ją
s p r a w d ro b n y c h i m niej w ażn y c h ..'
ty lk o
w a ż n ie jsz e u c h w a ły Z a rz ą d u z p o m in ięciem
—
S
l
ili. Miesięczne zgromadzenia naukowe Towarzystwa.
P i e r w s z e z g ro m a d z e n ie .n au k o w e o d b y ło się d n ia 28. lu teg o b. r. w sali XII.
c. k. U n iw ersy tetu . W z ię ła w nieffl u d z ia ł d o ść . z n a c z n a ilo ść c z ło n k ó w i g o śc i. P o z a
g a je n iu p rz e z p re z e s a T o w . D ra K alinę, k tó ry z d a ł o b ecn y m sp ra w ę z d o ty ch czaso w ej
d z ia ła ln o śc i Z a rz ą d u , o d c z y ta ł Dr. F ra n k o s w ą r z e c z : „O - w s p ó ł c z e s n y c h k i e
r u n k a c h w F u d o z h a W-s t w i e “. O d c z y t D ra F ra n k i, k tó ry z e b ra n i n ag ro d zili
o k lask am i, n ie w y w o ła ł żad n ej d y sk u sy i.
Na d r u g i e m z g ro m a d z e n iu - n au k o w e m , d n ia 30. m arca, o d c z y ta ł Dr. N iem iec
p ra c ę : „O w y c h o w ů n i u w p o j ę c i a c h l u d u s z-1 ą s k i e g o “. Z a z n a c z y w s z y ,
ż e zd ro w e z a s a d y p e d a g o g ic z n e o p ie ra ć się m u sz ą n a d o k ład n ej z n a jo m o śc i c h a ra
k te ru i p sy c h ic z n y c h w ła ś c iw o śc i lu d u — w zg lęd n ie s p o łe c z e ń stw a , sk re ś lił p re le g e n t
sz e ść ty p ó w ro d zicó w -w y ch o w aw có w ', z n a n y c h m u z b e z p o śre d n ie j o b se rw ac y i. N astę
pn ie stre śc ił z a p a try w a n ia lu d u sz lą sk ie g o n a p o trz e b ę w y c h o w a n ia w ogóle, n a p o
trz e b ę w y c h o w a n ia fizy czn eg o , relig ijn o -m o ra ln eg o i n a o p arcie w y c h o w a n ia n a g ru n cie
n a ro d o w y m a z a k o ń c z y ł sw ó j o d czy t, u ro z m a ic o n y c h a ra k te ry sty c z n y m i i z ży c ia poch w y co n y m i sz c z e g ó ła m i — sk reślen iem sta n o w is k a lu d u w o bec sz k o ły . N ad tym b a r
d zo d o b rz e o p ra c o w a n y m o d c z y te m -n ie b y ło d y sk u sy i.
IV. Wykaz towarzystw naukowych i redakcyi pism, z któremi Towarzystwo
nawiązało stosunki.
R e d ak cy a A teneum , W a rsz a w a .
„
Am U rquell, L u n d e n w H o lsz ty n ie .
„
M u zeum , L w ó w .
„
P rz e g lą d u p o lsk ieg o , K rak ó w .
„
„
p o w sz e c h n e g o , K rak ó w ,
„
,
„
W szechpolskiego, L w ó w
„
Ś w iata, K raków .
„
S zk o ły , L w ó w .
W is ły , W a rsz a w a .
„
P ra e h isto risc h e B laetter, M onachium .
S ch lesisch e G esellsch aft für V o lk sk u n d e, k tó re p r z e s y ła T o w a rz y s tw u sw ój
o r g a n : M itteilungen der S ch lesisch en G esellschaft für V olk sk u n d e,
h e ra u sg e g e b e n v o n F . V ogt u n d 0 . Jiriczek .
V erein fü r V o lk sk u n d e , B erlin i je g o o rg a n Z eitsch rift des V ereins für V olks?
k ü n d e , h e ra u sg e g e b e n v o n K. W ein h o ld .
V. Wykaz darów na rzecz Towarzystwa.
S to so w n ie do S tatu tu , T o w a rz y s tw o s ta ra ć się b ę d z ie o to, a ż e b y z a ło ż y ć b i
b lio tek ę dzieł, O d n o szący ch się do lu d o z n a w s tw a w o góle a w sz c z e g ó ln o śc i n a sz e g o .
P ro sim y w ięc w ś z y stk ic h , k tó ry m in te re s s p ra w y tej j e s t drogi, m ian o w icie a u to ró w i n a
k ła d c ó w , aże b y raczy li n a d s y ła ć do R edakcyi po e g z e m p la rz u d zieł lub ro z p ra w , tra k tu
ją c y c h o lu d o z n a w s tw ie , lub m ający ch z niem ja k ik o lw ie k zw iąze k . P rz e z sk o n c e n tro w a
nie n a je d n e m m iejscu śro d k ó w n a u k o w y c h . - u ła tw io n ą je s t p ra c a u c z o n y m , p o d c z a s
1g d y ro z rz u c o n e n a ró ż n y c h m iejscach , lub z n a jd u ją c e się w ręk u .p ry w a tn e m , nie m ają
teg o p o ż y tk u , k tó ry w ręk u fach o w y ch p rz y n ie ść m o g ą.
R ów nież zad an iem T o w a rz y s tw a j e s t zb ie ra ć rz e c z y m u zealn e, ja k u b io ry , stro je
lu d o w e i in n e w ten z a k re s w c h o d z ą c e p rz e d m io ty . M oże u d a się w te n sp o s ó b zro b ić
zarv iazek m u zeu m etn o g raficz n eg o , k tó re p o s ia d a p ra w ie k a ż d a p ro w in c y a w in n y c h
k rajach , a m y n ie s te ty o tein n a w e t nie p o m y śle liśm y dotąd.
D zieła do b ib lio tek i: 1. W n y Dr. J a n K a rło w ic z . z W a r s z a w y : B iblioteka W isły ,
' w y d a w a n a ’n a k ła d e m i p o d re d a k ć y ą J a n a K arło w icza, to m ó w 13.
2. K azim ierz O sta sz e w sk i, A lm an ach ta trz a ń sk i, L w ó w , 1894.
3. H en ry k S trz eleck i: O p rz y ro d z o n e m ro z sie d le n iu d rz e w le śn y c h w G alicyi,
L w ó w , 1894.
4. T en że. O ro z p o z n a w a n iu d re w n a d rz e w le śn y c h k ra jo w y c h . L w ó w , 1888.
5. N arcy z S ik o rski, c. k. w e te ry n a rz p o w ia to w y w T a rn o w ie : K ilka ry só w ze
sta ty s ty k i ChoWu ko n i i w o łó w w pow iecie ta rn o w sk im ,
—
3 2 -
V I Wykaz członków Towarzystwa.
W y c ią g ze S ta tu tó w :
§. 5. C z ło n k a m i T o w a rz y s tw a m o g ą b y ć o s o b y n ie p o s z la k o w a n e g o c h a rak teru ,
b e z ró ż n ic y p łci.
•
§. 7. C z ło n k iem zało ż y c ie le m z o sta je ten, k to n a cele T o w a rz y s tw a z ło ż y je d n o
ra z o w o k w o tę 200 k o ro n .
; §. 12. C z ło n k o w ie czy n n i u isz c z a ją w p iso w e g o n ajm niej 2 k o ro n y , tu d zież ro c z n ą
w k ła d k ę w ilo ści 8 k o ro n , p ła tn y c h kw artaln ie.
N au czy ciele s z k ó ł lu d o w y c h w iejsk ic h p ła c ą w p iso w e g o 1 k o ro n ę a w k ła d k i ro
cznej 2 k o ro n y .
a)
Członkowie założyciele (p o r. S ta tu t §. 7 .): B ib lio tek a K ó rn ic k a W . X. P o z n a ń s k ie ,
b ) Członkowie czynni:
Lwów:
1. A m b o rsk i Ja n , red. N iedzieli.
2. Bal S tan ., se k r. T o w . ofic. p ry w .
3. B a ra n o w sk i Boh, ck. ra d c a sz k o ln y .
4. B ieg eleisen H en ry k , Dr.
5. Ks. B o b ro w ic z Ł u k ., k ap . gł. sz p it.
6. B ro n iew sk i A n d rzej, lu s tra to r p rz y
ck. D yyekcyi d o m en i lasó w .
7. B ro n ik o w sk i K az., prof. ck. szk . przem .
8. B ru cb n alsk i K az., „
,.
„
9. D r. B ru ch n alsk i W ilhelm , s k ry p to r
Z a k ła d u im . O sso liń sk ich .
10. B rz o z o w sk i K arol, literat.
11. B rz o z o w sk i S ta n isła w , s łu c h , filoz.
12. Dr. C aro Jech esk iel,. rab in .
13. C a v a n n a Jan , a s y st, p r z y k at. zool.
14. D r. C iesielski T eofil, p rof. U niw .
15. D a u k s z a Jan , u rz ę d n ik B an k u . kraj..
16. D ro p io w sk i, s łu c h a c z filozofii.
17. Dr. D y b o w sk i Benedyk'., prof. U niw .
18. D zian ia L e sz e k , n a u c z y c ie l gim n.
19. D zied zick i L u d w ik , ck. ra d c a sz k o ln y .
20. D z ik o w s k i-C h a m sk i, literat.
21. Dr. F in k e l L u d w ik , prof. U niw .
22. Dr. F ra n k o Iw an , red. Zitje i S ło w o .
23. P an i F ra n k o O lga.
24. C a rg a s, słu c h a c z filozofii.
25. P an i G a w ro ń sk a A n to n in a.
26. G a w ro ń sk i-R aw ita F ra n c ., literat.
27. Dr. G łąb iń sk i S tan . prof. U niw .
28. Ks. G n ato w sk i Jan , P ra ła t J. Św ięt.
29. G orżiw ki K az., n a u c z . gim n.
30. G ro ch o w sk i.
31. D r. G ru szew sk i M ich. prof. U niw .
32. Dr. G u b ry n o w ic z B ro n ., u rz ę d n ik
Z ak ł. n ar. im. O sso liń sk ich .
33. D r1. K alin a A n to n i, p rof. U niw .
34. K a sp ro w ic z Ja n , literat.
35. D r. K ętrzy ń sk i W ojciech, d y rek to r.
Z a k ła d u n ä r. im . O sso liń sk ich .
36. K s. K ieb zak R obert.
37. Dr. K ło b u k o w s k i S ta n isła w .
38. K o lb u sz o w sk i E d m u n d , literat.
39. Dr. K o le ś sa A lek san d er, d o c. U niw .
4 0 . K o ro ste ń sk i, -re d a k to r D źw igni.
41. P a n i K o sk o Ja d w ig a /
42. P a n i K o s s o w s k a S tefania.
43. Dr. K rcek F ra n c isz e k .
44. K s. K rech o w icz Jó z ef, k at. s z k o ły
im . E lżbiety.
45. D r. K ulczycki Rom ., d y r. K a s y chor.
46. L e g L eo n ard , n a u c z y c ie l s z k o ły im.
M ickiew icza.
' 47. P an i L e w ic k a A nna.
'
48. L ew icki B o lesław , u rzęd n ik - k rak .
49. L ity ń s k i L eo p o ld .
50. P ani M a c h c z y ń s k a A n to n , n a u c z y ć .
se m in a ry u m ż e ń sk ieg o .
51., M a h d y b u r T y m o te u s z , prof. gim n.
52. Dr. M a ń k o w sk i B olesław , u rz ę d n ik
bibl. ck. U n iw ersy tetu .
■?
53. M a z a n o w sk i A leks. p rof, girini.
54. M śćiw o jew sk i, u rz ę d . ck. Din-, p o c z t.
55. Dr. N iem iec Ja n , d y r. s z k o ły ew an g .
,5 6 . N ik o ro w icz Ig n a c y ,;,re d . „ Z a g ło b y “ .
.;
57. O s ta sz e w s k i K azim ierz, in ży n ier.
.5 8 ; D r. O s tro ż y ń s k i W ła d i, p rof. U niw .
,
59. P aw lik M ichał, re d a k to r „ N a ro d u “ .
60. Ks. P łoehockL M ichl, k at. sz k . ew.
61. K s. P o lek Ja k ó b , w ik a ry u św . A nny.
62. P o z n a ń s k i Z y g m u n t, u rz ę d n ik z a k ł.
im . O sso liń sk ich .
63. Dr. R aciborski A leks. p rof. U niw .
64. R a m u łt S tefan, u rz. T o w . k red . ziem .
65. P an i R a m u łto w ą .M arya. '
: ' 66. R e b c z y ń sk i W ład . k u s to s z M uzeum
p rzem . m iejs.
67. D r. R e hm ann A n to n i, prof. U uiw .
j
68. R olny W ilhelm , u rz. ck. bibl. U niw .
69. Rybow sk-i M ikołaj, d y r. sz k o ły lud.
70. K s. Dr. S arni cki K lem ens, p ro w in e y a ł
:
OO. B azy lian ó w .
1
71. Dr. S k ó rsk i A leks. doc. ck. U niw .
72. S o k alsk i B ron., n a u c z . sem . n a u c z .
73. S o łty s M iecz., prof, k o n se rw a to ry u m .
74. D r. S ta n u c h o w s k i K arol.
75. S tarkę! Ju l., se k r. kraj. kom . przem ,
76. D r. S tern al T o m ., u rz. ck. bibl. U niw .
\
77. S trzeleck i A dolf, literat.
-78. S trzelecki H e n ., èm . d y re k to r s z k o ły
g o sp . las.
(C. d. n.)
— 33
—
Z dziejów pierwotnej rodziny.
O d c z y t mi a n y n a
m iésiçcisnem
Z g ro m ad zen iu nau k o w ern T o w a rz y s tw a lu d o z n a w c z e g o
d n ia 1-go m aja 1895 r.
S to p n io w )’ rozwój p ra w i instytucyi, zw yczajów i obyczajów,
n a u k i sztuk — w ogóle cywilizacyi jest faktem dowiedzionym.
Z d ro b n y c h p oczątków , często z trudnością dających się wyśledzić,
p o w s ta ły p ow olnie wszystkie otaczające nas zjaw iska kultury. L a
c i v i l i s a t i o n n e s a u t e p a s , — powiedzieć można, p a r a f r a z u
jąc znane pow szechnie zdanie. P o d w pływ em rozwijających się nie
ustan nie sił u m y sło w y ch ludzkości, zdobycze p ierw o tn y c h czasów
zm ieniały pow olnie swe kształty ,, u lepszane ciągde, stosow ane do
zm ieniających się w a ru n k ó w zew nętrzn ych lub w ew nętrznych, a b y
po u p ły w ie niezmiernie d łu g ie g o szeregu lat zatracić często zupełnie
swój p ie rw o tn y charakter. B a d a n ia n a u k o w e w skazały nam w o g ó l
n ych zarysach drogę, po której k roczy ł postęp cyw ilizacyjny ludz
kości — d ro g ę krętą, zbaczającą często od najbliższej prostej linii, ale
zawsze p ro w a d ząc ą naprzód. Zdarzało się, ze nieprzew idziane p r z e
szkod y i k a ta s tro f y w s trz y m y w a ły chw ilow o dalszy pochód, a n a w e t
cofały g o wstecz, ale olbrzym ia siła tw órcza um ysłu ludzkiego,
w łaśnie objaw iająca się silniej wtedy, g d y n a p o tk a na przeszkody
potężne, p o t ; alita znaleść środki do ich usunięcia, zwalczała je i d ą
żyła dalej po drodze, na której się n ig d y nie w strzym a
J a k dłu go trw a ł ten po chó d cyw ilizacyjny, tego nie wiemy.
К w es ty ę d o k ład n eg o oznaczenia długości trw a n ia epoki p rz ed h isto
rycznej i czasu, k tó ry m inął od pierw szego pojaw ienia się człowieka
na kuli ziemskiej, pozostawili badacze najnowsi na uboczu, jak o na
razie i p ra w d o p o d o b n ie n a z a w s z e n i e m o ż l i w ą do rozstrzygnięcia.
Czyż m ożna obliczyć, wiele dziesiątek albo i setek tysięcy lat minąć
musiało, zanim - jeżeli hipotezę o wspólnej kolebce rodu ludzkiego
p rzyjm iem y za dowiedzioną — ludzkość rozprzestrzeniła się po całej
kuli zięmskiej i po d w pły w em przeróżnych czynników , rozm aite
p o w s ta ły ra s y i lu d y ; -— zanim z pierw szych p o czątków m ow y
p o w sta ły język i wielozgłoskow e, a z nich w y tob iło się tysiąc praw ie
przeróżnych ję z y k ó w ; — zanim niejasne pojęcia p ierw otn e o siłach
n ad p rz y ro d z o n y c h rozw inęły się w system aty religijne ta k obszerne
i sk o m p liko w ane, jak n. p. sta ro ż y tn y c h G re k ó w i R z y m ia n ?
—
v
34
-
B a d a n ia n a d p o w stan iem i rozwojem cyw ilizacy i zw róciły się
w inną stronę. P ie r w o tn y ustrój społeczeństwa, po w stan ie najw a ż
niejszych in sty tu c y i w spółczesnych, t r y b życia człow ieka p rz ed h i
s torycznego, sposob p o z y sk a n ia przezeń najniezbędniejszych narzędzi,
w o g ó le zb ad anie sto p n io w eg o rozw oju k u ltu ry , stało się naj w ażn iejszem zadaniem p ra c u ją c y c h n a tern polu uczonych. C ały szereg
w y b itn y c h i zn ak o m ity ch badacz}'' i uczo nych zdziałał już wiele,
szczególnie w czasach ostatnich, ale zawsze jeszcze pozostało m n ó
stw o za g a d n ie ń n iero zstrzy g n ięty ch , m n óstw o k w e sty i spornych.
J e d n ą z ty c h k w e sty i s p o rn y c h w y b ra łe m za tem at dzisiejszego
o dczytu i to jed n ą z najważniejszych, m ianow icie k w e s t у ę p i e r
w o t n e g o u s t r o j u r o d z i n y . Zamierzam p rzed staw ić p o k ró tce
o b e c n y stan tej kw estyi.
P rz y p a tr z m y się je d n a k p rzedew szystkiem , na jakich m ateryałach i źródłach op ierać się m o g ą b a d a n ia dziejów cywilizacyi.
Ź ródła te m o g ą b y ć n as tę p n e :
1. P o śred n io lub bezpośred nio p rz ek az an e ś w ia d e c tw a ,\w s p ó łczesne człow iekow i pierwmtnemu.
2. Z a b y tk i czasów przed histo ry czny ch .
3. W ierzen ia, zwyczaje, obyczaje i in sty tu c y e czasów później
szych.
4. W ia d o m o śc i o ludach w spółczesnych stojących na najniższym
stop n iu c y w iliz a c y i1).
R o z u m ie s i ę , że. o p o śred nio lub bezpośrednio p rz e k a z a n y c h
w iadom ościach, w sp ółczesnych człow iekowi p ierw o tn e m u , m o w y na.. w e t niema. Źródło tak ie zatem nie istnieje, Z a b y tk i czasów p rz e d
history czn ych , w y k o p a li s k a , pozostałości broni, narzędzi, ubiorów ,
pożyw ienia, zaznajam iają nas z try b e m życia człow ieka p rz e d h is to
rycznego. W i e m y ztąd, gdzie i : ja k mieszkał, w jak i sp osó b i jakie
p o zy sk iw a ł pożyw ienie, jak się ubierał, jak ie p o siad ał narzędzia
i s p rz ę ty dom owe, a ztąd w n io sk o w ać m ożem y o sto p n iu je g o roz
w oju cyw ilizacyjn ego i o try b ie życia p oprzed za ją cy ch g o g eneracyi,
ale nie w iem y nic o jeg o o rg a n iz acy i społecznej i rodzinnej, znam y
zatem ty lk o je d n ą stro n ę jeg o działalności um ysłowej. W d o d a tk u
jeszcze zaznaczyć w y p a d a , że pom iędzy człow iekiem d o b y p rz e d h i
storycznej, czasów z k tó r y c h p ochod zą najdawmiejsze w y k o p a lis k a
•) Z o b .
K a u tsk y y Die E n ts te h u n g , d er E h e
u n d F am ilie. (K o sm o s, Z eitsch rift für
E n tw ic k e lu n g sle h re , S tu ttg a rt, to m XII., 1882, str. 191.
—
35
—
a człowiekiem p ie rw o tn y m przesunęły się zapew ne setki po ko leń
0 bez p o ró w n an ia niższym stopniu inteligencyi i cywilizacyi.
P ozostają nam zatem d w a ostatnie źródła. Najważniejszem do
poszu kiw ań nad najdaw niejszym ustrojem rodziny są opisy życia
1 stosunków,, p an u jąc y ch u ludów na najniższym stopn iu cywilizacyi.
Niem a je d n a k plemienia, k tó re b y nie miało za sobą dłuższego lub
k ró tszeg o okresu rozw oju; żadne z nich nie stoi na ty m stopniu,
na jakim znajdow ał się człow iek pierw o tn y , a w d o d a tk u każde
z nich znajduje się na innym stopniu cywilizacyi. N a w e t n aj
dziksze i najbardziej od innych oddalone plem ię m ogło podczas
sw eg o istnienia s p o tk a ć się z obcą sobie g r u p ą i. p rzy jąć od niej
n iektóre za p a try w a n ia i obyczaje. Zapom ina się łatw o — a to jest
największą w a d ą ta k zw. szkoły antropologicznej — że plem iona
dzikie nie rozw ijały się wśród je d n a k o w y c h w a ru n k ó w 'b y tu . S p en ce r ')
w y m ien ia te czynniki, k tó re w yw ołują w społeczeństwie każdem
zjawiska, w y n ik ając e z działania p rzym io tów jednostek, oraz z dzia
łania w a ru n k ó w w jak ich one żyją. Czynniki te są zewnętrzne,
a więc: klimat, urodzajność lub nieurodzajność zajętego obszaru,
jego przystępność, flora, fau na itd. ; lub w ew nętrzne, t. j. cechy fi
zyczne je d n o stek składający ch społeczeństwo, cech y ich èm ocyonalne,
stopień in te lig e n c ja i skłonności um ysłow e. O prócz teg o istnieją
jeszcze g r u p y czynników podrzędnych, w p ro w a d z a n y c h w g r ę przez
sam ą ew o lucy ę społeczną.
R o zm aite te czynniki, razem wTzięte, o ddziały w a ły przez nie
m ożliw y do oznaczenia okres czasu na każde z żyjących obecnie
dzikich społeczeństw,, k tó ry c h obyczaje i stopień cyw ilizacyi w sk u te k
teg o d aleko o d b ieg ły od stanu p ierw o tn e g o .
W tem miejscu w ym ienić muszę -bardzo w ielką szkodę, ja k ą
w y rządzają n iektórzy etnologow ie, k tó rzy w y r y w a j ą z opisów p e w
nego plem ienia i ludu jeden łub k ilk a fa k tó w m o g ą c y c h im p o słu
żyć do u d ow o dn ien ia ich teoryi, nie zw racając w cale u w a g i na
o g ó ln y stopień cyw ilizacyi tego plemienia. Nie k a ż d y jest wstanie
na p od staw ie źródeł, z k tó ry c h te fa k ta są w y rw an e, k o n tro lo w ać
przytoczone przy kład y.
Jeszcze jed n a rzecz nakazuje w ielką ostrożność w uży tk o w a n iu
źródeł bezpośrednich. Oto częste fakta, p o d an e ap o d y k ty c z n ie przez
różnych podróżników , o p arte są na bardzo krótkiej — Czasem z a
l) Z a sa d y S o cy o lo g ii. W a rsz a w a , 1889, tom L, str. 1 6 —44.
—
36
—
ledwie k ilkud nio w ej — obserw acyi, lub też fałszywie zrozum iane
i tłumaczone. M a x M ü l l e r 1) staw ia n astępujące p o s tu la ty w kw e
styi k o rz y sta n ia z wiadom ości o w spółczesnych ludach dzikich. Za
a u to r y te t u w a żan y m b y ć może ty lk o ten badacz ludó w dzikich,
k t ó r y i) osobiście i naocznie je ob serw o w ał i o kazał się zupełnie po
zb aw ion ym wszelkich przesądów ra s o w y c h i innych, jakoteż, 2) k t ó r y
zna dokładn ie ję z y k b a d a n e g o przez siebie przez czas dłuższy n a
rodu.
N iestety takich a u to ry te tó w m am y bardzo mało i wiele jeszcze
czasu minie, zanim ich liczba się pow iększy.
Za k o rr e k tu rę wiadom ości o ludach dzikich i za ich uzupełnienie
służą obyczaje i. w ierzenia rozpow szechnione u lud ów cyw ilizow a
nych. S ą to t a k zw. p r z e ż y t k i , pozostałości za p o m n ia n y ch dziś
już obyczai i instytucyi, zacho w an e przez ko n serw aty zm , stanow iący
w łaściw y p o d k ła d c h a ra k te ru ludzkieg o — choć pam ięć o pow o d a ch ,
k tó re je W ywołały d aw n o zaginęła.
N a po d staw ie ty ch n iepew ny ch, często b a ła m u tn y c h źródeł,
jakie w ym ieniłem , ro zw inęły się te o ry e rozwoju instytucyi spo łecz
n y c h i rodzinnych.
K w e s ty ą tą zajmowali się t a k w y b itn i uczeni j a k : Spencer,
L u bb ock , M org an, B achofen, Post, K a u ts k y , E ng els, G iraud-T eulon,
W e s te rm a rc k , wreszcie H e llw a ld i L i p p e r t ; z P o la k ó w : D a rg u n ,
G u m plow icz i Żmigrodzki.
B a d a n ia ich u d o w o d n iły stanowczo, że rodziny m onogam icznej
nie m ożna uw ażać zą zawsze, bèz p rz e rw y istniejącą f o r m ę , że zja
w iska ja k e n d o g a m ia i egzogam ia, p o r y w a n ie i k u p o w a n ie żon,
w ielożeństw o i wielomęztwo, s tan o w ią poszczególne stop nie rozw oju
obecnie panującej fo rm y m ałżeństw a m o nog ám icznego . A le w jakim
p o rz ą d k u te stop nie po sobie n a s tęp o w ały , jakie czynniki je w y w o
ła ły a przedew szystkiem jaki b y ł p ierw o tn y , najdaw niejszy ustrój
rodziny, n a to nie m am y stanowczej, po p arte j o d p ow ied nio i d o s ta
tecznie odpowiedzi.
W s z y s c y p ra w ie w ym ienieni badacze zgadzają się w zasadzie
n a to, że in s ty tu c y a m ałżeństw a nie istniała w społeczeństw ie pierw o t n e m , . że w »hordzie pierw otnej« k aż d a k o b ie ta b y ła w s p ó ln ą
w łasnością w szystkich mężczyzn.
b A n th ro p o lo g is c h e
R eligion, 'Gifford - V o rlesu n g en
G la sg o w im Ja h re 1891. L eip zig , 1895, str. 146 — 149.
g e h a lte n
an
der
U n iv e rsitä t
—
37
—
L u b b o c k ’) twierdzi, że najniżej stojące ra s y nie znają związ:
k ó w m ałżeńskich, o p rzy w iązaniu i miłości niem a u nich pojęcia,
a na tej po d staw ie p rzychodzi do wniosku, że całk o w ita luźność
s tosunk ów płci była w czasach pierw o tn y c h nie ty lk o zwyczajem,
ale n aw et p r a w e m . T ę fazę najwcześniejszą n a z y w a on »małżeń
stw em g-minnem« (Gem einschaftsehe, com m unal mariage). Z a p a t r y
w a n ia L u b b o c k a zgo dne są z za p atry w a n ia m i B a c h o f e n a i M a c L e n n a n a 2), k tó rzy zu p e łn y b ra k pojęcia o m ałżeństw ie
i zu pełn ą dow olność s tosu nk ów płcio w ych uw ażają za o g ó ln ą formę
w p ie rw o tn y m stanie ludzkości. N adm ienić tu m uszę, że B a c h o f e n b y ł pierw szym , k tó ry o d k ry ł i w yk a zał ślad y ta k zw anego
s y s t e m u p o k r e w і-e ń s t w a p r z e z m a t k i . S y ste m p o k re w ie ń
stw a przez m atk i p o le g a na tem, że mężczyzna (ojciec) nie je s t
uw a ż a n y za połączon ego węzłem krw i z swem potom stw em . Dzieci —
ta k synowie, ja k córki — nie są jeg o k rew ny m i, do któ ry ch zalicza
się ty lk o w pierw szym rzędzie m atka, m a tk a m atki i t. d., a dalej
potom stw o tychże w linii żeńskiej, a więc dzieci jego m atk i (rod zeń
stwo rodzone i przyrodnie), jego sióstr, ciotek itd. Z ty m systemem,
ściśle połączoną była, zdaniem B achofena, p rz e w a g a rodzaju żeńskiego
w plem ionach p ierw o tnych, czyli t a k z w an y m e t r y a r c h a t .
W s k u t e k teg o n. p. s p a d e k po zm arłym mężczyźnie nie przechodził
n a jeg o dzieci, ale n a jeg o braci, siostry (po m atce)'i siostrzeńców 3).
W ie lk i w p ły w
dzieła M o r g a n a .
na
b a d a n ia
n ad
dziejami rodziny
w y w arły
M o r g a n *•) jest zdania, że dozw olona dziś jeszcze u dzikich
w p e w n y c h g ra n ic ach w spólność mężów i żon b y ła g łó w n ą zasadą
ich społeczneg-o ustroju. N ajdaw niejszy stan, w k tó ry m p a n o w a ły
stosunki zupełnie bezładne, przeszedł w s k u te k ro z p a d a n ia się —
w celu poszukiw ania p oży w ie n ia — h o rd y pierw otnej na mniejsze
g r u p y w »rodzinę kazirodczą«, jak o najpierw szą i najdaw niejszą
form ę instytucyi. R o d z in a kazirodcza p rzestała już istnieć h a w e t
w śród najdzikszych plem ion w spółczesnych : p o le g a ła ona n a obco
*) Die E n ts te h u n g dei- C ivilisation un d der U rz u sta n d d es M en sch en g e sch lech tes,
Je n a, 1875, str. 59, 71 —76, 78 — 79.
2) T h e P a tria rc h ia l T h e o ry . L o n d o n , 1885; S tudies in A n cien t H isto ry , L o n d o n , 1886.
8) B ach o fen , D as M utterrecht. Eine U n te rsu c h u n g u e b e r die G y n aik o k ratie der alten
W elt, n a c h ih rer re lig iö se n 'u n d rech tlich en N atur. S tu ttg art, 1861.
*) S p o łe c z e ń s tw o p ierw o tn e, W a rsz a w a , 1 8 8 7 ,,str. 51 і 439 —457.
-
38
—
w a n iu m a łż e ń s k ie m , g ru p a m i, m iędzy braćm i i siostrami, ro dzony m i
i bocznym i
W rodzinie ta k ukształtow anej mężowie żyli w wielożeństwie, k o b ie ty w wielomęztwie. R o d z in a kazirodcza rozw inęła się
w »rodzinę swoistą« (pinalua), k tó ra op ierała się na o bcow aniu
m ałżeńskiem g ru p , złożonych z wielu sióstr rodzonych, lub bocznych,'
z w zajem ną g r u p ą mężów' — k tó rz y nie p o trzeb ow ali b y ć s p o k re w
nieni pom iędzy s o b ą , — ja k i n a o bco w aniu m ałżeńskiem g ru p a m i
wielu braci rodzonych, lub bocznych, z żonami wzajemnemi. Żony
te m o g ły nie b y ć sp o k re w n io n e wzajemnie, chociaż zdarzało się to
często w obu w y p a d k a c h . W k aż d y m razie g r u p a mężczyzn p o s ia
d ała w spólnie całą g r u p ę kobiet.
Z a p a try w a n ia swoje o piera uczony a m e ry k a ń s k i na systemie,
p o k re w ień stw a, w łaściw ym każdej formie ro d z in y i małżeństwm.
N ajbardziej p o jed y n cz y system »hawajski«, służy za p o d staw ę teory i
M o rg a n a o rodzinie kazirodczej. S y ste m ten zna ty lk o pięć stopni
p o k re w ień stw a, p o d k tó re p o d p a d a ją w szyscy k rew ni, blizcy i dalsi.
S to p n ie te są n a s tę p n e :
1) prarodzice,
2) rodzice,
3) b ra cia i siostry,
4) dzieci,
,5.) wnuki.
J e s t to t y p system u klasyfikacyjn ego , system u, k tó ry dzieli k r e
w n y c h n a k a te g o r y e , nie u w zg lęd niając blizkości lub odległości stopni
p o k rew ień stw a. T a sam a nazw a p o k re w ie ń s tw a stosuje śię do w szy st
kich osób tej samej kateg-oryi. R o d z e ń s tw o prarod zicó w (dziada i babki)
n a z y w a się prarodzicam i ; rodzeństw o rodziców — rodzicami, a więc
b ra cia m atki i ojca — nasi stryjo w ie i w ujow ie — n az y w ają się ojcami,
siostry m atk i i ojca — m atkam i. S y n o w ie i córki w szystkich braci i sióstr
n az y w ają się synam i i córkam i, a więc wuj n a z y w a sw eg o siostrzetica,
stryj sw eg o b r a t a n k a —synem , sw ą siostrzenicę i b ra ta n icę —córką. I ta k
in infinitum, więc p ra w n u k i b r a ta m ego p ra d z ia d a b y lib y m ym i braćmi,
ich syno w ie m ym i synam i a pom iędzy so bą braćmi. T a k samo wnuczki
mej ta k zw. cioci-babci b y ł y b y mętni siostrami, ich córki memi córkami.
M o rg a n tłóm aczy po w stan ie te g o system u n a tu rą p ie rw o tn y c h
zw iązków p łcio w y ch i rodzinnych. N a z y w an ie b r a t a m atk i ojcem
pochodzić może ty lk o ztąd, że w czasach p ierw o tn y c h p a n o w a ły
zup ełn ie bezładne stosunki płci, tak, że n ik t .nie wiedział, kto jest
w łaściw ie je g o ojcem. Z te g o nie w y n ik a jeszcze wcale, a b y b r a ta
—
39
—
o j c a n a z y w ać ojcem, bo nie wiedząc, k to jest m y m ojcem, nie
m o g ę wiedzieć, kto jest jego bratem . M o rg a n i na to znajduje w y
jaśnienie. P o w ia d a on, iż z ty ch b ez ład ny ch stosu nkó w rozw inął
się z biegiem czasu zwyczaj, że cała g r u p a braci żeniła się z całą
g r u p ą sióstr, tak, że k a ż d y b ra t b y ł mężem w szystkich sióstr tej
g ru p y , k ażda siostra żoną w szystkich braci. A więc po w stała r o
dzina kazirodcza.
T e o r y ę M o rg a n a przyjęli P o s t ’) i G iraud-Teulon ‘) jakoteż
E n g e ls 3). P o s t w jednem z daw niejszych dzieł *), nie znając
jeszcze p ra c M org a n a, określił społeczeństwo p ierw o tn e jak o złożone
z hord mniejszych lub większych, w k tó ry c h w szystko, nie w y ł ą
czając kobiet i dzieci, było w sp ó ln ą w łasno ścią, — k tó re nie znały
małżeństw a, stosunku w iążącego rodziców z dziećmi, wreszcie i i n
dy w id ualn ej właśności.
»W iele bez w ą tp ien ia w ieków b a r b a rz y ń s tw a u p ły n ą ć m usiało—
p o w ia d a G i r a u d - T e u l o n 5) — zanim rodzaj ludzki przyzwolił
n a w yłączne przyw łaszczenie k o b ie ty przez mężczyznę, zanim to
posiad anie zazdrosne poczęto uw ażać za m yśl n a tu ra ln ą i w yk ona ln ą .
W łonie społeczeństw a dzikiego, żadna je d n o stk a nie jest w stanie
żyć sam otnie lub co kolw iek na w łasność posiadać. W życiu dzikiem,
m ałżeństw o rzadko k ie d y b y w a stałem, k o b ie ty przechodzą z rą k
do rąk, nie przyw ięzując s i ę , nie rozbudzając miłości, nie zdoław szy
rodziny założyć.«
W ię k s z a część innych b ad a czy oświadcza się rów nież za mniej
lub więcej luźną form ą stosun ków płciowych, negując możliwość
m ałżeństw a w czasach p ierw o tn y c h
Zdaje mi s i ę , że wiele przyczy n ia się do te g o z a p a try w a n ia
b r a k odpowiedniej definicyi m ałżeństw a. P rze w ażn a część istnieją
cych definicyi jest n a tu ry p raw nej lub etycznej. L a r o u s s e 0) p o
w ia d a : »Le m aria g e est l ’union d ’un hom m e et d ’une femm e fait
dans les formes legales«. K a n t w sw7ej M e ta p h y sik der S itte n 7)
*) A n fän g e d es S taats- u n d R e ch tsleb en s. O ld en b u rg , 1875, stf. 12.
s) L es o rig in e s de la fam ille, P aris-G énève, 1874, str. 98 і 117. T o ż, w tłu m a
c z e n iu p o lsk iem , W a rs z a w a , 1884, s tr. 30 — 54.
■.
*) D er U rsp ru n g d e r F am ilie, S tu ttg art, 1889, str. 14 —43.
4) . G e sc h le c h tsg e n o ss e n sc h a ft der
1875, str. 4 і 16 — 53.
U rzeit
u n d die E n ts te h u n g der E h e .'O ld e n b u rg ,
5) L c., str. 36.
e) G ran d d ic tio n n a ire u n iv e rs e l du XIX siècle, P aris
7) K ö n ig sb e rg , 1 7 9 8 — 1803, to m L , str. 107.
1866 - 76, tom X „ str. 1174.
—
40
—
uw aża m ałżeństw o ja k o : »Die V e rb in d u n g zw eyer P e rs o n e n v e r
schiedenen G eschlechtes zum leb ensw ie rig en w echselseitigen Besitz
ihrer G e schlechtseigenschaften«, zaś R i e h l ‘) ja k o : »eine leibliche
u n d sittliche A^erbindung von P ersö n lich k eiten der beiden G eschlech
te r zur W ie d e rh e r s te llu n g des gan z en Menschen«.
Z pom iędzy wielu zn an ych mi definicyi p rzytoczy łem powyższe,
żad na jednak , o ile mi się zdaje, nie jest d o k ła d n ą i w y c z e r
pującą. Jeszcze najprędzej, mając na m yśli nie społeczeństw o c y
wilizowane, współczesne, ale społeczeństw o pierw otn e, zg odziłbym
się n a definicye H ę 11 w à 1 d a i W e s t e r m a r с к a. P ierw szy 2)
uw aża p osiadan ie p o to m stw a ja k o konieczny, niezb ę d n y w arun ek,
d ru g i 3) określa m ałżeństw o, »j a k o k r ó c e j
lub
dłużej
trwający — niekoniecznie dożywotni — związek
p o m i ę d z y m ę ż c z y z n ą a k o b i e t ą , t r w a j ą с у p o za
czas p r z y j ś c i a na ś w i a t
potomstwa«.
Związek małżeński obejmuje pożycie wspól
ne, w z a j e m n ą
pomoc
w pozyskiwaniu ekonomi
cznych potrzeb życia i obustronną troskę o wy
ż y w i e n i e p o t o m s t w a aż- d o c z a s u , w k t ó r y m o n o
s a m o i s t n i e z d o b y w a ć może ś r o d k i d o ż y c i a i bez
p o m o c y da s o b i e radę«.
II.
T u muszę na chw ilkę odbiedz od p rzedm io tu zajm ującego nas,
a b y p rz ek o n ać się, czy w kró lestw ie zw ierząt nie znajdujem y o bja
w ó w miłości i pożycia m ałżeńskiego oraz miłości rodzicielskiej.
L u d w ik B ü c h n e r pośw ięcił tej k w e sty i obszerną książkę :
» L i e b e u n d L i e b e s 1e b e n i n d e r T h i e r w e 1 1« 4), w k t o
rej zestaw ia o g ro m n ą ilość m a te ry a łó w i wiadomości. B r e h m
w, swem pom n iko w em dziele: »T h i e r 1 e b e n « 5), przy ta cza m n ó
stwo o dn o śn y ch p rz y k ła d ó w i spostrzeżeń. P o d a n e , przezemnie
szczegóły w y jęte są z obu ty ch prac.
U trz y m a n ie i rozm nażanie rodzaju i g a tu n k u stanow i najw aż
niejsze i największe zadanie życia u zwierząt. T o też p o p ę d płcio w y
stano w i najpotężniejszy ich insty nkt. T e n in s ty n k to w n y p o p ę d po>) D ie F am ilie, S tu ttg art, 1873, str. 115.
2)
Die m en sch lic h e F am ilie, L eip zig 1880, -str. 1 3.
8) G esch ichte d e r m en sch lic h en E h e, Je n a , 1893.
4) L eip zig , 1885.
6) L eip zig , 1877 — 1880, to m ó w 10.
—
41
—
siada jed n ak wszelkie pierw iastki miłości, — widzim y u zwierząt
ob jaw y zakochania, galan te ry i, k o kieteryi, pew n eg o poczucia piękna,
dalej ciekaw e zjawiska s tara n ia się o pozy skanie wzajemności i t . d.
Do teg o przyłączają się bezpo śred n io : miłość m ałżeńska, pożycie
m ałżeńskie i rodzinne, miłość rodzicielska, a także i sm utne stro n y
miłości ja k zazdrość, niewierność i niestałość a sp o ty k a m y n a w e t—
starokaw alerstw o.
U ptaków znajdujem y rozwinięte zupełnie pożycie małżeńskie,
troskę o w y żyw ien ie potom stw a. Sam ce p ta k ó w śpiew ających s ta
rają s ię .o pozyskanie wzajemności u sw ych w y b ra n y c h i dow odzą
im s\wej miłości najpiękniejszym i koncertam i. Sam ica w y b ie ra zawsze
z pom iędzy swych ko nk u re n tó w najlepszego śpiew aka, jak to w i
dzimy u k a n a rk ó w i inny ch śpiewających. Bezsprzecznie najw ybitniej
okazuje się to u słowików7. B rehm n azyw a słow ika »poetą w całem,
najpiękniejszem tego słowa znaczeniu«, znajduje on n ajod pow iednie j
szą form ę i h arm o nię do uzew nętrznienia sWych uczuć miłosnych,
»Śpiew jeg o n iezró w n an y p łyn ie ja k jasny, spo k o jn y strum ień,
ryw alizuje głębokością uczucia z śpiew em ludzkim, a przew yższa go
pełnią i pięknością tonu«. G d y już p a r y się połączą, sam ica zaczyna
b u d o w a ć gniazdko, a samiec wśród ciep łych n ocy m ajow ych, g d y
inne p ta k i spią już d aw no, śpiew a i śpiew a uprzyjem niając p ra cę
swej towarzyszce, śpiew7a g d y ona siedzi na gniazd ku, ale g d y
w y k łu ją się z jaj m aleńkie nieopierzone młode, w ted y k o ń cz y się
czas koncertów. T ro s k a o w yżyw ienie p o to m stw a zajmuje oboje
o d tąd wyłącznie.
S ta ra n ia o p ozy sk a n ie w zględów sam icy n a p o ty k a m y u w szy st
kich ptakó w . Ś piew ające urządzają w te d y p ro d u k c y e w o k a ln e ;
ptaki rajskie, żórawie, drobię, b u sta rd y (otis bengalensis), ibisy, p r o
d u k cy e ta n e c z n e : cietrzewie i głuszce to k u ją ; czyżyki, turkaw k i,
b ek a s y i inne sztuczkami podczas lotu okazują swą zręczność i siłę ,
a u sokołów, sępów i orłów te same widzim y objawy.
U ssaków w a lk a i dow ód siły fizycznej zastępują niewinne
popisy. W a lc z ą z sobą sam ce an ty lo p , renów, słoni, w szystkich
p ra w ie m ięsożernych, znaną jest ruja sarn i jeleni. W a lc z ą n aw et
ze sobą najmniej odw ażne zające. R e u m a n n w swej »Historyi ło
w iectw a p o ls k ie g o « 1) opisuje w alk ę zajęcy n astę p u ją c o : » W a lk a
ro z k och any ch zajęcy zależy na tem, że kilku sam ców razem przeciw
1) G o s p o d a rs tw o ło w ie c k ie z h is to ry ą ło w ie c tw a p o lsk ie g o , W a rsz a w a , 1844, str. 333
—
42
—
sobie b ieg n ą, przedniem i skokam i się uderzają i Znowu się oddalają,
robiąc różne skoki i obroty. T a k ie n acierania p ow tarzają się k ilk a
k rotnie i ta k się p oliczk u ją, że tu rzy c a częstokroć kłęb am i odlatuje.
W takiej w alce otrzym uje pierw szeństw o mocniejszy i zręczniejszy.«
D a rw in *) po daje n aw et w iadom ość o takiej w alce dw óch zajęcy
zakończonej śm iercią jed n eg o z nich.
A le to jest rzecz podrzędna. W y s t a r c z y jeżeli z a z n a c z ę , że
nie p o d le g a p ra w ie najmniejszej w ątpliw ości, ż e s a m c e c z u j ą
p o c i ą g do j e d n e j t y l k o sami, с у i ją t y l k o p r a g n ą
pozyskać, — podczas
gdy
samice również z na:
mysłem
wybierają
najgodniejszego
w edług
swego
przekonania
z p o m i ę d z y
konkurentów.
W a l k i sam ców, śpiew, to ty lk o sp o so b y o k azania p rz e w a g i n ad
współzaw odnikam i.
W ażn iejsze o wiele są spostrzeżenia, odnoszące się do trw a ły c h
zw iązków o bojga płci u zwierząt. U b e z k rę g o w y c h dają się z a u w a
żyć początk i małżeństwa! Z p om iędzy r y b łosoś żyje m onogam icznie,
sam ica jeg o okazuje mniej stałości od samca. Aje przedew szy stkiem
znów m usim y zwrócić u w a g ę na ptaki. R a z złączone p a r y p rz e
ważnie żyją w spólnie aż do k o ń ca życia, a zatem w d ożyw otn ich
zw iązkach, bardzo m ało rodzaji p ta k ó w żyje w w ie ’o łeństwie, k ilk a
zaledw ie w wielomęztwie. U p ta k ó w żyjących p aram i rzadk o k ie d y
się zdarza, a b y k tó re z m ałżo nkó w przekroczyło g ra n ic e wierności
małżeńskiej, a często p r ó b y w ty m k ie ru n k u b y w a ją bardzo n iebez
pieczne i ostro karcone.
Miłość i w ierność m ałżeńska g ołębi stała się p rzysłow iow ą.
Związek ich trw a całe życie, chociaż i tu zdarzają się — w p ra w d zie
bard zo rzadko — w y p a d k i niewierności, porzucenia sam ca przez
samicę , albo vice versa i t. d. O wuele wyżej niż gołębie stoją p a
pugi. Żyją one bardzo zgodnie i n ig d y się nie rozłączają aż do
k o ń c a ży c ia ; szczególnie w zorow em jest pożycie t a k zw an y ch »in
separables« o b s e rw o w a n y c h przez S c h o m b u rg k a i B rehm a. P om ię d zy
sam cem a sam icą pan u je tu najzupełniejsza h a rm o n ia i zgodność.
J e d n o je, d ru g ie rów nież idzie za jeg o p rz y k ła d e m ; jedno się kąp ie,
d ru g ie m u to w arzy szy ; sam iec p o d ra żn io n y albo dla własnej satysfakcyi zaczyna krzyczeć,- sam ica k rzy czy zaraz także ; jeżeli jedno
zachoruje, d ru g ie je karm i. J e d n o bez d ru g ie g o żyć nie może i g d y
jedno zginie, dru g ie w krótce ginie również.
‘) Büchner, 1. с., str. ,53 і 53.
_
43
—
B rehm p rzytacza fakt, że samica puhacza nie przeżyła śmierci
sw ego w ieloletniego, towarzysza. Łabędzie (C ygnus muscus) stanow ią
p a r y w zorow e, lubią o,ne sam otność i nie znoszą obecności in n y ch
p a r na swojem te ry to ry u m . J a s k ó łk i i słowiki przyw iązane są do
siebie . nadzw yczajnie i stale. W ścisłej m onogam ii żyją b o cian y
i p tak i d rapieżn e : orły, sępy, kanie, so k o ły itd. N aturalnie, że po
stracie czy to zabitej, czy to schw ytanej, czy też wreszcie s p ro w a tizonej z drogi moralności samicy, samce zw ykle w kró tce się pocie
szają, tą k samo ja k i s a m ic e .p o stracie samców. M ożnaby w p r a w
dzie p rzy toczyć wiele p rz y k ła d ó w ujem nych, że w ym ienię tylk o k u
k u łk ę , ale uważać je należy stanowczo za wyjątki.
O wiele, niższy stopień zajmują zw ierzęta ssące. Związki ich są
k ró tk o trw a łe , przelotne, po części poligam iczne. J e d n a k wiele ga
g a t u n k ó w ssakó w żyje w d łu g o trw a ły c h związkach. W ścisłej m o
nog am ii żyją k u n y , świnki morskie, nosorożce, a n ty lo p y , reny, w ie
wiórki, k re ty , ichneum ony itd. itd. S ła w n y m yśliw y G é ra rd za u w a
żył, że lw y n ig d y nie opuszczają sw y ch tow arzyszek; oboje razem
szukają żeru, samiec przyn osi zawsze sam icy najlepszą zdobycz i d o
piero g d y ona się nasyci, myśli o s o b ie . B reh m miał niedźw iedzicę,
k tó ra rozdzielona z sw ym tow arzyszem , o k az y w ała wielki niepokój
i tęsk n o tę , zaniedbała zupełnie swe młode, ta k że ono w skutek tego
zdechło i wróciła dopiero do siebie, g d y jej zw rócono samca.
Nie chcąc nużyć C zytelników, pomijam d o w o d y istnienia troski
o poto m stw o i p rzyw iązania rodzicielskiego u p ta k ó w i zwierząt
ssących ; są, to zresztą rzeczy z b y t znane. P rzejdę teraz do najcie
kawszej i najważniejszej dla przedm iotu nas zajm ującego g r u p y —
a m ianowicie do małp. M a łp y żyją w rozm aitych form ach zw iązków
płci; n iektóre w poligamii, inne w poliandryi, inne wreszcie w mo
nogamii. O ile je d n a k na po d staw ie do tych czasow ych św iadectw
m ożna sądzić, to związki w jakiejk olw iek formie one w y s tę p u ją , —
trw a ją przeważnie przez całe życie; B ü ch n er i B reh m przytaczają
p rz y k ła d y związków m o nog am icznych, w k tó ry c h jedno z p a r y nie
przeżyło drugiego.
W e s te rm a rc k 'j zajmuje się obszernie k w e s ty ą pożycia w spó l
ne g o m ałp i cytuje bardzo dużo n ajnow szych obserw acyi rozm ai
ty c h badaczy. W y n i k a z nich, że orangutan}- żyją w grup a ch zło
żonych z samca, sam icy i ich potom stw a. W id zia n o g r u p ę , w k t ó
p 1. c., str. 5 — 8.
—
и
—
rej oprócz sta re g o sam ca i sam icy znajdo w ały się d w a m łode o r a n
g u ta n y , p otom stw o tej p ary . J e d e n z nich w iększy, m iał już najmniej d w a lata, a zatem zw iązek je g o rodziców co najmniej od d w u
l a t istnieć - m usiał. O r a n g u t a n y b udu ją swe gniazd a na d rz e w a c h ;
w g n iazdach ty ch rezyd ują sam ica i m ł o d e , samiec nocuje na w ie rz
chołku drzewa, n a k tó rem jest gniazdo albo na jednem z poblizkich
drzew.
G o ry le żyją w g ru p a c h , w k tó ry c h jeden ty lk o d orosły samiec
się znajduje. W razie niebezpieczeństw a zaczyna on strasznie w rz e
szczeć, za w iadam iając
ten sposób sw ą r o d z in ę , k tó r a n a ty ch m iast
szybko ch o w a się lub ucieka. Sam iec s ta ry pozostaje w ariergardzie,
d o p ó k i reszta je g o rodziny nie znajdzie się w bezpiecznem miejscu,
albo w alczy w jej obronie. Często widziano d ro b n e g r u p y złożone
z samca, sam icy i je d n e g o m łodego g o ry la ; raz parę z m łodym i,
z k tó ry c h jed n o m iało już sześć lat, d ru g ie ro k zaledwie. S ta r y sa
miec pozostaje zawsze na stra ż y u stóp drzewa, na k tó re m jeg o r o
dzina nocuje i strzeże jej p rzed no cnym i n ap a d am i ; w dzień g d y
sam ica j młocie na drzew ie szukają pożyw ienia, on pozostaje n a d ó l e .
Nie m ożem y wątpić, że o r a n g u ta n y i g o ry le żyją stale w ro
dzinach m onogam icznych, w k tó ry c h samiec troszczy się o p o ż y
w ienie i staje w obronie sam icy i m łodych. P rzy to cz y łem n iektóre
p r z y k ła d y d łu g o trw a łe g o poży c ia i sto sun ku do potom stw a. »Małpia
miłość« do dzieci przeszła n a w e t w przysłow ie, chociaż w niebardzo
dod atn iem znaczeniu dla rozum u rodziców.
Z w racam wreszcie u w a g ę na to, że W e s te r m a r c k u d o w a d n ia
na p rz ykła d ach, że wyższe rodzaje m ałp żyją ty lk o w d ro b n y c h
g ru p a c h a nie w hord a ch liczących w ielk ą ilość ind yw iduó w .
J ak ież wnioski w y c ią g n ą ć m ożem y z fa k tó w istnienia w św ię
cie zw ierzęcym trw a ły c h , m o nog am iczn y c h zw iązków i troski o w y
żyw ienie — po w ied ziałby m n a w e t w y c h o w an ie — poto m stw a?
H e l l w a l d 1) — nié uznając przew agi fo rm y m onogam icznej, ale
w y c h o d ząc z założenia, że w ty m samy^m sto su n k u ilościowym is tn ie
ją. także związki p oligam iczne i zu pełn a sw o b o d a — twierdzi, że
rozm aitość fo rm y sto su n k u płciow ego u zwierząt, jest wymikiem
w alki o by t, k tó r a p ow oduje p rzyjm o w anie tej form y, j a k a w d a
nych w a ru n k a c h jest najkorzystniejszą Po części zgadzam się z tem
zapatry w a n ie m , ale założenie, że inne form y istnieją w ty m sam ym
') L. c. str. 32.
-
45
-
stosunk u co forma m onogam iczna, założenie to uważam zą zbyt
poch op ne, szczególnie o ile się ono odnosi do małp.
D a r w i n ' ) w y p o w ia d a w tej k w e sty i następujące zdanie:
» J a k k o lw iek sposób p o w sta n ia związków małżeńskich (u ludzi) jest
niejasny, ja k teg o dow odzą różniące się co do kilku p u n k tó w za
p a tr y w a n ia trzech uczonych, k tó ry c h dzieła najdokładniej studyowałem, m ianow icie: M org a n a, M ac L e n n a n a i L u bb o ck a , zdaje mi
się, na p o d staw ie p rzytoczonych przez nich dow odów , że p r a w d o p o
dobnie in s ty tu c y a m ałżeństw a rozw inęła się dopiero stop n io w a i że
pierw o tn ie p a n o w a ła na całej kuli ziemskiej zupełna, o g ó ln a wolność
płciowa. Mimo to, opierając się na uczuciu zazdrości, w spólnem
w7szystkim zwierzętom i na analogii pom iędzy człowiekiem a niż
szymi rodzajami zwierząt, a także i najbardziej doń zbliżonymi, nie
m o g ę uw ierzyć w tę zupełną luźność '. P o tem co w iem y o za
zdrości u sam ców zw ierząt ssących, z k tó ry c h w ielu p osiada spec y a ln ą broń do w alki przeciw sw ym ry w alom , m ożem y wnioskowTać, że istnienie luźnych stosunków płci jest u ludzi n a stophiu
p ie rw o tn y m nadzwyczaj niep raw do pod ob nem « .
P rz y k ła d ó w zazdrości samców7 nie. przytoczyłem , nie chcąc zby t
przedłużać i ta k d ługiego teg o ustępu. Ale zdaje mi się, że jeżeli
w jakim kierunku, to w7 ty m zasługuje D a rw in na w iarę i że
m ożna mu w ierzyć n a słowro.
S p e n c e r 3) p o w ia d a : — »wśród dzikich stosunki płci zasa
dniczo podobne są tym, jakie p a n u ją w śród tw o ró w niższych.
Mnie rozchodziło się przedew szystkiem o s k o n stato w an ie faktu,
jeżeli nie w y łącznego, to p r z e w a ż n e g o i s t n i e n i a m o n o g a
mi i i p o ż y c i a w d r o b n y c h ,
nielicznych
grupach u
m a ł p, a to dlateg o, że e k o n o m i c z n e w a r u n k i i c l i ż y c i a , są —
ja k zobaczym y — p r a w i e z u p e ł n i e a n a l o g i c z n e z w a r u n
k a mi ,
w ś r ó d j a k i c h żył p r a w d o p o d o b n i e
człowiek
pierwotny.
A d o l f , Strzelecki.
(D o k o ń czen ie n a s tą p i.)
-----
1) Ą b s ta m m u n g d es M en sch en , S tu ttg a rt, 1875, to m II, str. 340.
2) L . c. str. 158.
Z a p u s t - P o p ie le c - W i e l k a Noc.
Kilka zwyczajów ludu w Tarnobrzeskiem.
Związać razem te trz y b ezpośrednio po sobie co ro k n a s t ę p u
jące o k re sy n aszego chrześcijańskiego życia to tak, ja k b y razem
zw iązał: dziką jakąś, zapam iętałą radość, cichy, pełen re flek sy i
sm u tek i p ogo dne, s p o kojne wesele duszy. K a to lic k ie zwyczaje
kościelne, w y rażające ,do kład n ie w szystkie o b ja w y n a t u r y ludzkiej,
■wszystkie uczucia duszy człow ieka, jak o harm onijnie, zestaw ione
p ra w id ła katolickieg'o życia, w noszą w to życie ró w n o w a g ę i spo
kój. T o leru ją c k r ó t k ą , p u stą wesołość, n aw o łu ją zaraz do dłuższej
i refleksyi, do rozm yślań i p o w ś c ią g a n ia nam iętności, poczem w le
w a ją w duszę człow ieka spokój i ciepło, a zarazem nadzieję lepszej
doli .— d o b rą n a g r o d ę za chw ilow e u trap ien ie du cho w e i fizyczne.
Nasz k a r n a w a ł a ch łopskie za p u sty zew nętrznie nie. różnią się
prawne niczem. W ostatn ich jednak, czasach z k aż d y m rokiem u b y
w a tej zapustnej wesołości u ludu ta k dalece, że dzisiejsze Zapusty
ty lk o w d niach g o d ó w w eselnych, k tó re w ty m okresie czasu naj
więcej się o d b y w a ją , w rą tem życiem bałaś'!:wem. i skocznem, jakie
daw niej cech ow ało cały niemal z a p u st od p o cz ątk u do k ońca. N a
obszarze k ilk u wsi sąsiednich zapust m ó g ł na palcach policzyć te
dni, w k tó ry c h nie b y ło w karczm ie muzyki, bo ja k nie w jednej
■ wsi, to w drug iej h uczała karczm a od m uzyki i g w a ru p ijący ch i
pijany ch, trzęsła , się od rzęsistegm tańca.
Dziś — przynajm niej od lat k ilk u n a s tu — za g in ę ły zw ykłe
niedzielne m uzyki po karczm ach, już n a w e t orszak w e se ln y tam
nie zagląda, bo księża ze w zg lę d ó w m oralności zabraniają tego,
a w ó j c i a posłuszni w ład zy duchow nej nie w y d a ją po zw o len ia na
ow e m uzyki z tańcam i, zaczem z a p u stn e g o d y o g raniczon e zostały
do zab aw p r y w a tn y c h po dom ach. S p o so bno ść do tak ich zabaw
daje z r e g u ły obrzęd w eseln y w e wsi, a ty lk o rzad ko zdarzy się,
że bez tej sposobności przyjdzie gdzieś w p r y w a t n y m dom u do za
w iązania m uzyki z tańcami. W t e d y chłopcy z bliżej znajom emi
dziew czętam i złożą się na m uzykę' i tru n e k — tańczą , piją , b aw ią
— 47
—
się w o w ym um y śln ie na ten cel up roszon ym d o m u , . a gdy kto
in n y ch ciałb y w tej zabawie wziąć udział, musi się w k u p ić ..
I starzy baw ili się dawniej razem z młodzieżą ; zdarzyło s i ę ,
że niejeden starzec, k tó rem u ledwie p lą ta ły się nogi, pod och o c o n y
za p u stn y m trunkiem , staro po lsk ą g o r z a ł k ą , usłyszaw szy dźwięki
m uzyki, zwłaszcza widząc, j a k to młodzież z rozkoszą pląsa, p rz y
p om niał sobie d aw n e czasy, swoje m łode lata, stanął przed m u z y k ą ,
c h rap liw y m głosem zaśpiew ał p io sn k ę, tu p n ą ł n o g ą i puścił się
w taniec z ja k ą pow ażniejszą k o b ie tą — a czasem n a w e t z m łodą
dziewką. D o piero to młodzi w śmiech, starzy w śmiech !
A s ta ry j a k hula, ta k hula — choć k ie d y indziej ledwie p rz e
b iera nogami.
N a za p u sty gosp odarze bili . wieprza, a zwłaszcza w ostatnie
te najszaleńsze dni, bo zapust m usiał b y ć tłusty. Spraszali sąsiadów,
raczyli się j a j a ś n i c ą (jajecznicą) i ś t u k ą (sperką) i popijali
w ó d k ę c h f e s t. G arncam i okow itę znoszono do domu, a potem
jeszcze n a k l i n a 1) szli pić do karczm y.
Dziś m uzyki ucichły, w ieprza rzadko gdzie Zabije gospodarz,
co najwięcej ja k ą s t a r ą , c h u d ą k r o w ę , ale jeszcze piją n a umór,
chociaż bez p o ró w n a n ia mniej, niż dawniej. K a rc z m y pełn e ludzi —
p iją , g w a r z ą , . ś p i e w a ją , nierzadko się i biją. J e d e n pow ażny,
w średnim w ieku b ęd ą cy gospo d arz ze S ta ló w 2), o pow iadał mi, że
nie p am ięta żadn ego zapustu, »zeby nie beto w kàrcm ie bijatyki —
i to so spraw iedliw e dnie salone, bo duzy i m ały w niéch salcje.
N a w e t takie sm arkáce, co jesce nie wić, co ś w ia t płaci, a o tem
jus wić, ze trza w zápu sty jeść dobrze i pić. T o tes jus o k ilk a
dni p rzed zápustem starajo sie o to, zeby miał na zápust k ilk a
c e n ty ; jak nim a _gdzie zarobić, to ojcowi u k ra d n ie albo m atce k ilk a
jajek, a muso b y ć piniodze n a zápust. T a k ie m ałe chłopaki i dziewc y n y 3) tag ze se w y d y b io ta k i dom, gdzie nim a go sp o d arza, i ku zd y
co z domu p o rw a ł : jed en k a w a łe k śtuki, d ru g i kiełbase, trzeci
k ilk a jajek — smazo jajaśnice, ś tu k e gotu jo i spraw iajo se d o b ry
zápust, po tem przynieso s k a rć m y w ó d k i i pijo. A potem śpićw ajo ją k głupie«.
b W y ra ż e n ie w S ta la c h : k l i n a
Wybić
albo r o b a k a
żen ie je s t p o w s z e c h n e u lu d u w c a ły m p o w iecie T a rn o b rz e sk im .
b ^ S ia le , w ies o d d a lo n a 7 km ., o d T a rn o b rz e g a .
3) W g w a rz e m iejscow ej „ d z i ś w с у ce'“.
•
otruć.
P ie rw sz e w y ra
—
48
—
Tom asz W a ls k i, w ieśniak w S talach, o b d arzo n y niepoślednim
tale n te m poety ck im , ta k pisze o d a w n y c h i dzisiejszych zapustach
w formie ro z m o w y k u m a z kum em . P o d a ję wiersz jeg'o' w całości,
bo d o sk o n ale c h a rak tery zu je wiejskie zwyczaje.
Zaprosił k u m k u m a w e w to re k w zapusty,
a ten sie go p y t a : »zabity wieprz tłusty?«
»Mój kum ie k o c h a n y ! w ieprza uchow ałem ,
ale g o we środę w jarm a ku sprzedałem ,
pieniądze już dałem za siano we dw’orze —
cóż będziem y jedli, k u m eck u nieboże ?
Z a g in ę ły czasy, w k i e j dobrze by w a ło ,
j a k sie ś t u k e jad ło i w ó d k ę pijało;
ja k w ieprza ucho\yał, zabił n a zapusty,
w te d y się naz y w ał cały za p ust tłusty.
T a k , kum ie k o c h a n y , dziśmy sie docz'kaü,
nie będziem w ó dki w zap ü sty pijali.
Nasi p rad ziadow ie to nie tak robili,
b o mieli wolnice, to g o rz a łk ę pili,
j a k p rzyszły zapu sty, to.^wieprza zabili,
g o rz a łk ę g a rn cam i do domów' nosili«.
»Mój k u m eck u drogi, ja wiem że t a k było,
nie mieli t u r b а с y i, to się dobrze- piło,
nie k u p o w a ł siana i d łu g u nie miewał,
jad ł ś t u k ę , pił w ó d k ę i w k a rcy m ie śpiew ał ;
a w ieprza nie karm ił, bo sie w lesie pasły,
p r z y g n a ł z lasu, zabił, jak za p u sty n a s ł y .
Zapraszał k u m k u m a a sąsiad sąsiada,
dzisiaj co zrobim y, k i e j n am w szystkim b i a d a ? « . .
»Ale już p rz e p a d ły stare d aw n e czasy. . .
Ż o no ! dziś zap usty , ugotuj choć k a s y !
S y n u t y po w ó d k ę ! bo k ro w ę zabiłem.
Co k u m ie ? p ow iedźcie! nie dobrze zrobiłem ?« . . .
K u m ó w i sąsiadó w n a zap usty sprasza
i litrę po litrze w ó d k ę z k arczm y noszą.
J e d e n k u m p ija n y zaczyna basow ać:
— S ta ry c h ojców p ra w a nie trzeba k as o w a ć !
N asi p radziado w ie to nie ta k robili,
w dom u śtuk e jedli, a -w k a rcy m ie pili,
—
49
—
m y śtuki nie jemy, to przynajm niej k r o w ę ,
to pójdźm y do karczm y zalać lepiej g łow ę!
T a k kasz y najedli i kości pogryźli,
p o tem w szyscy zw olna do k arczm y poleźli.
I ta k z całej wioski do k arczm y się z e ś 1 i ;
co się tam nie dzieje, n ik t tego nie skreśli.
K u m o s z k a z k u m o s z k ą , k u m z kum em się wita,
pije w ó d k ę n a b ó r g, na biedę nie p y t a . . .
J a k w ód ki napili, w głow ie się im chwieje,
k u m a do kumoszki już się ładnie śmieje,
i ta k se g a d a ją : »Dawniej nie ta k było,
w zap u sty śpiewali, jak się w ó d k ę piło ;
to w a kum o p ra w a ojców nie kasujw a,
dzisiaj są zapusty, to śpiew ać p róbu j wa!.«
I ta k obie stoją , ledwo się kiw ają
i t a k ą ś p iew a n k ę śpiew ać zaczynają :
— N iezáp usty przesły,
dziewki za moz nie sły,
juz m o g ły sie w ydać,
bedo k l o c e dźw igać *).
— D a moja k um usiu k iep skie dziś zapusty,
bo posed na ja rm a k siwy w ieprzek tłusty.
— D a moja kum usiu, coście dziś zrobiéli,
coście mie n a zápust do sie nie prosiéli !
— J a k wás bćło prosić, kiej śtuki nie b é l o ? . . .
— N a te sucho krow ę, co sie jo zabieło !
— W kàrcm ie so zápusty, tu se pošpiéw áw a,
jesce po k w a te rc e gorzałki se d áw a !
т— N a p ijw a sie kum o, w kárcm ie so zápusty,
nie beło cem w dom u om aścić k ap u sty ,
mój chłop w iep rzk a sprzedał, zabiel chudo k ro w ę
i s te g o zm artw ienia zaly w à dziś głowę.
— Żydzie aren d arzu nie turbuj sie wiele,
co dzisiaj przepije, zapłacę w niedziele !
Żyd lata ja k głupi, g ła s k a się za pejsy,
kieliszki rachu je i z teg o się ciesy.
*) V ar. N ie z á p u sty p rz e sły , dziew ki z a m o z nie sły ,
p o św ietem W o jc ie c h u b ed o ja jk a n iesły .
4
— ôO —
T a k ie to z a p u s ty u nas o d p ra w ia ją ,
piją w ó d k ę na b ó r g i w karczm ie śpiewają.
J a k się już kum o w ie g orzałki n a p i j ą ,
od słow a do słowa, aż się i pobiją.
Żyd widzi, że k a ż d y dobrze jest pijany,
p o w y p y c h a za drzwi : »Idźcie już g a l g a n y !
n iezapu st skończony, pien ięd zy nie mapie,1
tá k macie dość b o rg u ; nie wiem, wkiej oddacie« . . .
O s ta tn ie trzy dni zapustu, .mianowicie niedziela, poniedziałek
i w to re k , p op rz edza ją ce P opielec, n a z w a n y przez lud w T arn o b rze skiem w s t ę p n ą ś r o d ą , są zatem p u n k te m k u lm in a cy jn y m k a r
n a w a ło w e g o wesela. M uzyki g r a ją , w szysc y piją na u m ó r — a
młodzież w y p ra w ia różne k ó m e d y j e
N a po g ra n ic zu po w iatu, w zapadłej b ag nistej i lesistej okolicy,
w J a s t k o w i c a c h (pow. T a rn o b rze g ) i sąsiedniej P y s z n i c y
(p. Nisko) ta k ą młodzi w te dni, a m iano w icie w osratni w to re k
urządzają zabaw kę. Zbierze się trzech kilk o n asto łe tn ic h zucho w a
ty c h ch ło p a k ó w i daje po dom ach, k ę d y się ludzie wesoło zaba1 w i ą j ą , proste, ale pocieszne przedstaw ienie. J e d e n z, osm oloną t w a
r z ą , z p rz y p ra w io n y m i na czole baran im i ro ga m i, u b r a n y w czarn y
k u s y frak,, z w olim o go n k iem u k rę co n y m ze słom y w tyle, trz y m a
w rę k a c h m ałe żelazne w id ły — to d j a b e ł . D ru g i, u b ra n y
w b ia ły k o b ie c y fartuch, dług i okolisty, owija się w prześcieradło,
n a tw arz przyw dziew a m askę z k o ry świerkowej, lub sosnowej, albo
z pap ieru , na g ło w ę »c i а к ę d z i d z i a t ą« ') z p apieru, przez
p lecy przewiesi m ały w o re k z piaskiem n ib y s ta ro d a w n y zegar,
w rę k a c h trzy m a k o s ę , a u p a s a wisi osełka, ja k u kosiarza —
to ś m i e r ć. Trzeci, u w ią z a n y na słom ianym łańcuchu, o k rę co n y
od stó p do g ł o w y p ow rósłam i g ro c h o w ia n y m i, p rz ed staw ia z a p us t a — pijaka'.
T a k p rz eb ra n i trzej artyśc i wiejscy^ w chodzą do domu, gdzie
jest z a b a w a i p ijaty k a, i p rz ed staw iają o b e c n y m scenę sm utną
w życiu ludzkiem — k o n i e c p i j a k a .
D j a b e ł n a p rz ó d »p r z y k u c k u j e« i chow a się za piec.
Ś m i e r ć ostrzy p rz y drzw iach kosę., a z a p u s t - p i j a k pije w ódkę,
tańczy, śp iew a i zatacza się... G d y w najlepsze się b aw i i hula,
s k ra d a się z ty łu śmierć i » ś m a j s « k o są — ucina pijak ow i głow ę.
’) Z n. czak o sz p ic z a ste :
51
-
W rzeczywistości sp ad a czapka, n ib y gło w a pijakowi, poczem tenże
chwiejąc się, u p a d a na ziemię — b ę c ! D jabeł w y sk ak u je z za
pieca, c h a p go za łańcuch! c i ą g n i e za piec n ib y do piekła, tam
go przysiada, p rzew raca n a w szystkie strony, ch w y ta b y le jakie
naczynie w izbie i udaje, że smołę go rą cą na niego leje, »n apaw a
go g o rą c ą smołą« — pijak stęka, jęczy, p ro s i o zmiłowanie, choć
o k ro p e lk ę wody... W t e d y śmierć litując się nad nim, prosi d o m o
wników, żeby mu w o d y podali, ci podają mu kieliszek w ódki, k tó ry
go ocuca i orzeźwia
P o te m w szyscy trzej — djabeł, śmierć i zapust — puszczają
się w taniec i śpiew ają :
A gdzieżeś się podział, nasz m iły zapuście?...
.Cztery sp ćry w g rochu b y ły a p iąta w kap uście !
Za to przedstaw ienie dostają wódki, p arę jajek i k ilk a centów ,
gdzieniegdzie częstują ich plackiem, p iro g ie m , kiełbasą
J a k obejdą całą wieś i zbiorą trochę pieniędzy i jadła, idą do
k arczm y i z a k ł a d a j ą m uzykę, na k tó rą sproszą najlepszych k o n
b r a t ó w (kolegów) i dziewki, tańcują, jedzą, piją aż do północy
z w to rk u na » s t ę p n ą ś r o d ę « .
W S ta lach zapusty czyli k a r n a w a ł nazyw ają n i ’e z á p u s t e m
a ostatnie trzy dni czyli ostatki z á p u s t e m .
T r a d y c y a te g o niezápustu jest w edle o p o w iadania S ta lo w có w ')
taka :
»U nás ta k ludzie opow iadajo, ze za d àw n éch cas, jesce o kil-,
k a se t roków , to niezápust bćł ró w n e tygodnie, sześć, siedem albo
osiem tygo dn i. A le to ź-le wychodziélo, bo za d áw néch casów n a
padali T a t a r y na nas kráj i zabierali duzo ludzi do niewoli. T ak ż e
w téch rok ách prow adziêïi duze w ojny, to nájwiecej z w o jn y p o
w racali P o lá c y w niezápusty. A w tencas ta k ludzie post z a c h o w y
wali, ze w o lałb y umrzyć, ja k post przełam ać ; k ie d y dziecko miało
sześć roków , to jus mu m léka nie w olno bélo jeść.
T o tés jed n e g o ro ku powróciéli z w o jn y w sam e niezápusty,
k ied y sie kójceły.2) i p rzy pro w adziéli duzo niewolników, chtorećh
odebrali T ataro m , co jus po kilk a ro k ó w bèli w ta tarsk ie m kraju
w niewoli. P o s t jus nachodzieł, nićmieli téch niew olników cem
ugościć, bo postu nie wolno beto przełamać. I ta k prosiéli Ojca
*) S t a l o w i e c w g w a rz e m iejscow ej, z n a c z y m iesz k an iec w si Staie.
2) k o ń czy ły .
52
—
św iętego, zeby jém jesce choć trzy dni p rz ypu ścieł niezápustu, to
jest niedziele, poniedziałek i w torek, bo niémajo cem n iew o ln ik ó w
ugościć, ch to rz y przes k ilk a ro k ó w niezápustu nie odpraw iali. I Oj
ciec ś w ięty przych ylę! sie do jéch p ro ś b y i n azw ał te trz y dni nie
n i e z á p u s t , ino z á p u s t , cyli s a l o n e d n i e .
T o tés téch n iew o lników zaprásali w téch dniach do sw ojéch
dom ów, dajali ’) jém nájlepse p o tra w y , biéli św ynie, byd lo, piéli
ró źn akie tronki, sprow adzali m u zyk ów , ażeb y jéch ja k nájlepi u g o
ścić i uciesyć, J a s w ostatni dziej 2) ześli sie ci niewołniki, to jest
w e w torek, do je d n y trach ty jern i, tam dobrze napiéli, jas sie zaceni
i bić, bo pijan y n ig d y lepi nie zrobi.
T o tés i m y na te p a m io tk e do dzisiednia to obchodzim y, bo
przez niezápust ja k chto może, ta k żyje, ale k ie d y p rzyjdo te o s ta
tn ie dnie, to w tencąs in acy zyjo, bo k o g o stać, to zabije na zápust
św ynie, albo przynájm ni staro k ro w ę i zaprásá sosiád sosiada, b ra t
b ra ta , k u m kum a, przyjaciel przyjaciela n a zápust. Młodzi s p ro w a
dzę sobie m uzy k an tó w , jędzo, pijo, g ra jo i tajcujo 3). A .w ostatni
dziej zápustu wiecór, to jest w e w torek, w szyscy m uso b y ć w kárcmie.
T ä m jak i ż y w y pije, co chto może, A k ie d y sie dobrze, popijo, od
sło w a do słowa, jas sie ji pobijo. J esc e u nás nie bélo zá p u stu
prżes bijatyki.«
Dr. K. Mátyás.
( Dokończenie nastąpi).
P r z e g l ą d
c z a s o p i s m .
Pamiętnik Towarzystwa Tatrzańskiego, R o k 1894. W y d a w n i c t w o
T o w a rz y s tw a tom X V . K r a k ó w , n a k ła d i w łasność T o w a rz y s tw a
T atrz a ń s k ie g o , d ru k W ł. L. A nc zy ca i S p . , 1894, w 8-ce, str.
L X .X X , 135 i II.
T o w a rz y s tw o T atrz a ń s k ie jest je d n ą z ty c h insty tuc y i, k t ó
ry c h działalność cicha i skrom na, do d atn ie w ydając owoce, p o z y
skuje u znanie całego społeczeństw a polskiego . D o w o d e m teg o co
raz to pow iększająca się liczba członków , k tó ry c h w ro k u 1894
liczyło T o w a rz y s tw o 2029, ja k i cyfra dochodów , k tó r a w ty m że ro k u
w y n o s iła 14.635 złr. Z naszej stro n y m usim y zauw ażyć, że T o w a r z y
stw o T a trz a ń s k ie w w y d a w a n y m przez siebie P a m ię tn ik u u w z g lę
dniało zawsze ludo znaw stw o, chociaż w sk ro m n ych , powiedzieć m o
żna n a w e t z b y t sk ro m n y c h granicach.
!) dawali.
s) dzień.
3) tańcują.
—
53
-
W tom ie X V . P a m ię tn ik a znajdujem y oprócz wiadom ości o d
noszących się do sp raw T o w a rz y s tw a : »Zapiski m eteorologiczne
z Tatr« zeb ran e przez L. Świerża, (str. i — 11), odnoszące się do c ie
p ło ty staw ów tatrzańsk ich i źródeł w T a tra c h i Z akopanem , jako też
d ru g ą część p ra c y D ra S ta n isła w a Eliasza R adzikorvsk ieg o p o d t y t :
» T a try bielskie«, (str. 12— óo). P ra c a ta, której część pierw sza
umieszczoną b y ła w X I V . tom ie P a m ię tn ik a (za r. 1893), zajmuje
się dokład nie i w yczerpująco opisem tej części T a tr, zwanej »Ta
tram i bielskiemi« a g łó w n ą u w a g ę zw raca na zbadanie nazw sło
wiańskich, nazw m iejscowych szczytóvy, dolin, p o to k ó w i t d , b y
je u ra to w a ć od zupełnej zatraty. A u to r o p a r ty na p o w a żny ch stud y ac h i źródłach, tra k tu je rzecz bardzo w yczerpująco i poważnie.
W dalszym ciągu umieszczony jest opis wycieczki »Przez Z aw rat
do M orskiego O k a w zimie« , przez J a n a G rz egorzew skiego (str.
85 — 107); życiorys K a r o l a К ofistki (str. 1 0 8 - 1 2 0 ) przez D ra Eliasza-R ad zik o w sk ieg o i » W y n ik i spostrzeżeii m eteorologicznych d o
k o n a n y c h staraniem T o w a rz y s tw a T atrz a ń s k ie g o wT ro k u 1893« o bli
czone i zestawione przez D ra D. W ierz b ic k ie g o (str. 121 — 135)
K oń c ząc tę pobieżną w zm iankę, w y ra żam nadzieję, że T o w a
rzystw o T atrzań skie p o s ta ra się w k ró tc e o o b s z e r n ą , w y czerpu jącą
m onografię ludoznaw czą T a t r i P o d h ala, a . przynajm niej zechce
na lu do znaw stw o większą niż dotychczas zwrócić uw agę. A. Strzelecki.
Zeitschrift des Vereins für Volkskunde, N eue F o lg e der Zeitschrift
fü r V ö lk e rp s y c h o lo g ie u n d S prachw issenschaft, b e g rü n d e t von
M. Lazarus und H. S teinthal. Im A u ftr ä g e des V ereins h e r a u s g e
g e b e n vo n K a r l W e in h o ld . F ü n fte r J a h r g a n g 1895, H e ft I. Berlin.
Verlag" von A. A s h e r & Co. str. 120 i i tablica.
Czasopismo to jest o rg a n em T o w a rz y s tw a ludoznaw czego w B e r
linie i zarazem dalszym ciągiem zn ańego czasopisma, w y d a w a n e g o
daw niej przez L azarusa i S te in th a la p. t. Zeitschrift fü r V oelkerp sy cho log ie u n d Sprachw issenschaft. C ztery roczniki leżą już przed
nami a w ty m ro k u wyszedł 5-go pierw szy zeszyt, z k tó ry m chce
m y C zytelników naszych zaznajomić.
M a x B a r t e l s : U e b e r Krankheits-B eschw -oerungen, (str. 1—40). •
W zajmującej tej rozpraw ie trak tu je a u to r o zażegny w aniu chorób,
k tó re u wszystkich ludów, od najdaw niejszych czasów aż podziśdzień,
w m e d y cy n ie ludowej w ażną o d g r y w a rolę. Z ażeg n y w a n ie stoi
w ścisłym zw iązku z pojęciem ch o ro b y i jej p rz y c z y n y przez lud,
k t ó r y źródła jej s z u k a w silach ż y w o tn y c h o ludzkiej, częściej de
monicznej a 'n a w e t zwierzęcej .postaci, obejm ujących chorego w swe
objęcia, lub też dostających się do jego wnętrza, co lud oznacza
w y ra ż e n ie m : »złe go posiadło«. L eka rstw em na takie zło jest żyw e
Słówo, k tó re g o moc w ie lk ą , czarodziejską sławi się już w jednem
zaklęciu staroin d y jsk ieg o h y m n u w A t h a r v a V e d á c h .
F o rm u ły zaklęć są bardzo rozmaite, co w skazuje na długie
w ieki ich użycia ;, p o tem i w -tern leży teg o przyczyna, że nie na
—
54
—
w szystkie ch o ro b y p o m a g a j e d n o zaklęcie, lecz k a ż d a w y m a g a
osobnej form uły, bo d em o n y nie ła tw o u stęp u ją : je d n e g o m ożna
tenu d ru g ie g o innern odpędzić słowem zaklęcia. M atery ał, n a k tó ry m
o p arł a u to r swoje badania, pochodzi z P ru s w schodnich i zacho
dnich, P om eranii, Szwabii, od S asów siedm iogrodzkich, z W ę g ie r
i . od C y g an ó w , z Bośni, Estonii i L iw lan dyi, F in la n d y i, z W sc h o d n ic h
w y s p m álajskich, od In d y a n ó w A m ery k i, z staroindyjskich A th a rv a V e d ó w sięgających czasu m iędzy 1500— óoo lat przed Chr., z f o r
m uł stary c h S um erów , zacho w an ych na tablicach g lin ia n y ch w b i
bliotece S a r d a n a p a l a — m a te r y a ł b o g a ty , k t ó r y obejm uje w ielkie
obszary różnych części św iata i sięg-a w d alek ą przeszłość ludzkości.
N a p o d staw ie tego m a te ry a łu stara się a u to r dowieść, czy i w e d łu g
jakich m o m en tó w i z a p a try w a ń form uły zaklęć i z a ż eg n y w ań zo
s ta ły ułożone i całą ich rozmaitość zestaw ia w n a s tęp u ją ce g ru p y .
1). P o m o c B o g a przeciw duchom nieczystym i dem onom , bę
d ącym spraw cam i choroby, przed k t ó ry m moc ich u s tę p o w a ć musi
T o są w łaściw ie m o d litw y do B o g a i rozm aitych św iętych, k tó ry c h
p o m o cy w z y w a człow iek w ro zm aitych dolegliw ościach i niemocach,
lub też w jeg o im ieniu i zastępstw ie zn achor lub znaehorka. Od
ro zm a ity c h chorób są rozmaici święci p a tro n i i p atro n k i, do k t ó
ry c h się udaje ch o ry w modlitwie. O b o k ty ch są czynne także
isto ty i m ocy nadziem skie, u k r y t e w otaczających n as przedm iotach
n a tu ry , zamiast k tó ry c h w y s tę p u ją także sam e p rz ed m io ty i żyw ioły,
j a k ziemia, g w iazdy , księżyc, pow ietrze, ogień, n a w e t drzew a, p t a
ki itp. Bóstw’o może n ie ty lk o odpędzić dem ona, ale ono jest także,
w m o cy cho ro b ę uśmierzyć, szko dy przez nią w yrządzone napraw ić.
W ró ż n y ch czasach w y s tę p o w a ły różne isto ty w charak terze b ó
stw a, przed k tó rem d u ch y nieczyste, jak o s p ra w c y choroby , m usiały
u s tę p o w a ć ; w czasach, chrześcijańskich miejsce ich zajmuje C hrystus
i święci a na czele ich Najśw. M a ry a P a n n a . P rz y tern c h a rak tery stycznem jest to, że fo rm u ły z a ż eg n y w ań im starsze, tem b y ł y dłuż
sze i więcej' s k o m p lik ow ane, z biegiem czasu stają się k ró tk ie mi
i niezrozum iałem i sen ten c y am i lub p ro sty m i w yrazam i.
ají O b o k p om o cy B o g a lub b ó s tw a s ta ra się człow iek pozy-,
sk ać także sam y ch d em o nó w i siły nieczyste uczynić sobie p ow o i
némi lub nieszkodliwemi. Dlateg'o udaje się w p ro s t do nich z p o
k o r ą i uszanow aniem , sta ra się p o z y s k a ć ich przy ch y ln o ść i w z g lę
dy, do czego u ży w a rozm aity ch sposobową p ocząw szy od p o c h le b
stw a, próśb i p ersw azyi, a g d y to nie p o m ag a, uciek a się do p o
strac h u lub wreszcie okazuje im swmje lekceważenie.
3). G d y w szystkie te środki są bezskuteczne, g o tu je się czło
w iek do w alki z ducham i nieczystymi. Zaczyna więc, zw yczajem
c h ło p a k ó w wiejskich, w czem m a j ą , d o sk o n ały ch p o p rz e d n ik ó w i
nauczycieli w b o h aterach g re ck ich w walce z Troją, od w y z w isk
i gróźb, k tó re m iota n a dem o n y i choroby, nie oszczędzając n a w e t
istot św iętych. W sposób e n e rg iczn y w z y w a on d em onów do карі-
—
55
-
tulacyi, nakazuje im ucieczk ę, przeznacza im n a w e t miejsce, d o k ąd
m ają się schronić przed jeg o gniew em . A g d y to nie p o m aga, za
czy na w a lk ę z nimi, godząc zawsze w najsłabszą ich s tro n ę , skąd
spodziew a się p e w n e g o zwycięstwa. Zatem nasy ła na nich dyabłów ,
p okazuje im w łasną b a r d ó t e ubierając s i ę 'w szkaradne maski, p o
m alow ane rozmaitemi farbam i. Z teg o w y łan ia się pojęcie o ści
słym zw iązku ch o ro b y i znam ienującego ją koloru, np. r ó ż a jest
c z e r w o n ą , po do b n ie k r w i.o t o k i b ó l e o c z u ; s u c h o t y żółte
itp. R_ozmaitość formuł tego rodzaju staje się powoli p rostszą , луіеlo fak o ść ko lo ró w przem ienia się w św iętą liczbę t r z y , „w której
k o lo r czarny, b ia ły i czerw ony przew ażną o d g ry w a rolę.
Do śro d k ó w skutecznych przeciwko dem onom należy także
i ten, a ż eb y znać ich właściw e im ię, na k tó re g o w spom nienie t r a
cą moc swoją. S tą d też w form ułach ty ch zachodzą najdziwaczniej
sze nazw y, k tó re w wierzeniu ludow em oznaczają możliwe zjawiska
p ato lo giczne pewnej choroby. Przy7 zażegnaniach p o s ł u g u j ą ’ się
zn a ch o ry często różnymi tajem niczym i i m istycznym i znakam i i s y m
bolicznym i przedm iotam i, k tó re stoją w n a tu ra ln y m lub n a d p r z y ro
dzonym zw iązku z sym p tom am i choroby.
W a ż n y m środkiem, u ży w an y m chętnie przy zażegn yw aniach,
jest słowo magiczne, k tó re g o siła nadzw yczajna p o leg a n a tern,
żeby czy tane z przodu lub z k o ń c a ró w n o brzmiało, lub k tó re g o
lite ry w zm ienionym p o rz ąd k u dają dopiero myśl zrozum iałą, albo
żeby wreszcie całkiem było niezrozumiałe. N iek ied y choroba, czyli jej
dem on, w y s tę p u je w postaci uosobionej, k tó re g o s p o ty k a zwyczajnie
jaka osoba święta, i p y ta , do k ąd idzie. D em on o po w iad a o sw ych
zamiarach ; zamiast dem ona może także ch o ry o po w iad a ć swoje cier
pienia, dla! k tó ry c h zwyczajnie znajduje w jej słowie uzdrowienie.
M H a r t m a n n : S c h w ä n k e und S ch n u rren im islamischen Orient,
(str. 40— 67). A u to r trak tu je o zbiorach fraszek i facecyi, jak ie znane
są w literaturze tureckiej i arabskiej. W literaturze tureckiej g r u
pu ją się one około im ienia N a s r e d d i n a , (żył około X I V . wieku),
k tó re g o zbiory i e d y c y e w rozpraw ie tej przy taczają się.. W ia d o m o
ści o fraszkach w literaturze arabskiej sięgają p o cz ątku X I. w ieku ;
je d n a k zbiory teg o rodzaju doszły do nas dopiero z po czątku
X I I I . wieku. A u to r przy ta cza różne m o ty w y , k tó rè obracają się
około stere o ty p o w y c h postaci, stano w iący ch tło tych h u m o ry s ty
cznych an e g d o t, t. j m ą d ry i głupi, Z. k tó ry c h m ą d ry nie zawsze
osięga cel sw y ch w y ra c h o w a n y c h i chytrze ułożonych zabiegów ,
a głu pi często okazuje się m ędrszym od niego.
Dr. G a e t a n o A m a l f i : Zwei orientalische E p iso den in V oltaires
Zadig (str. 7 1— ßo). W rozpraw ie tej podaje a u to r źródła, z k tó ry c h
V o lta ire czerpał w swoim rom ansie -p. t. Zadig, ou le, destinée, hi
stoire orientale. Źródła tè są pochodzenia wschodniego, w yjęte z »ty
siąc i jed en dzień« L es Mille et un jours, k tó re V o ltaire n a śp ik o w a ł
hum orem i dow cipem gry z ący m .
—
56
—
M a r i e R e h s e n e r : Die W eber-Zenze. E ine T iroler D orffigur nach
dem L e b e n (do tego fig u ra T abi. I.) (str. 80 93). J e s t to o b razek
żyw cem w zięty z n a tu ry , n a k re ś lo n y b a rw n ie i wiernie, k t ó r y p rz e d
staw ia je d n ą z ty c h postaci ludow ych, (K resce n cy a H olzm ann), na
k tó ry c h ząb czasu k ruszyć się zdaje i k tó re są ja k b y upostacieniem
żywej trad y c y i, wiążącej starsze z now szem pokoleniem. A u to rk a
szkic ten, p r z y b ra n y w k o lo ry t ludo w y , o p a rła n a tle histo ry czn y m
a m a te ry a łu do n iego dostarczyło jej o p o w iad a n ie samej Zenze,
przez co o b ra zek ten nab iera interesu dla ludo znaw stw a.
M. L e h m a n n-F i IH é s, po d aje k ilk a p rz y k ła d ó w w ierzeń lu d o
w y c h w czarow nice z okolicy A rn s ta d t i Ilm enau w T u ry n g ii (str. 93 — 98).
Czarownice, w e d łu g ty ch wierzeń, m o g ą zadać wszy b yd lęciu, k t ó
re g o nie może w y leczyć w ete ry n arz. G d y b y d lę zdechnie, w yrzynają m u ję z y k i zawieszają w ko m in ie a g d y się uwędzi, uschnie
tak że ję z y k tej osoby, k tó ra o czarow ała bydlę. C zarow nik pew ien,
b ie d n y rębacz, stał się b o g a t y m w ten sposób, że pieniądze, k tó re
in n y m płacił, w ra c a ły doń n a p o w ró t. Zdrowńe chorem u m ożna n. p.
w ten sposób przyw rócić, że się w rodzinie je g o nie w y m ó w i p e
w nych w y ra z ó w np. »tak« lub »nie«. W wiliję o 11-stej w nocy
w różą o p o g o d zie lub urodzaju p rzy szłego ro k u ; w n o cy przed n o
w y m rok iem m ożna zobaczyć tych, k tó rz y w ty m ro k u u m rą , je
żeli się stanie na drodze rozstajnej, lub n a cm e n ta rz u ; dziew czyna
dowie się o sw ym przyszłym k o c h a n k u i o je g o zawodzie, G d y kto
m a um rzeć w e wsi, w tenczas ło p a t y i m o ty k i g ra b arz a, k tó re staw ia
osobno w kącie, po cz y n ają dzwonić. P o d o b n ie g d y g ra b a rz niesie
m a ry do dom u u m arłe g o i s p o tk a w drodze m ężczyznę lub n ie w ia
stę , z pew n ością w tej rodzinie um rze tej samej płci osoba
D ro b n e w iadom ości z zakresu lu d o z n a w stw a i recenzye dzieł
lud oznaw czych, p o m ięd zy którem i mieści się' tak że p r o f B ru c k n e ra
A d a lb e r g a K sięg i przysłów , sk ła d a ją się na p ierw szy zeszyt teg o
w a żn eg o czasopisma.
A . K.
—
A -4 + —
P O SZU K IW A N IA I K W E S T I O N A R I U S Z .
P y ta n ia i odpowiedzi.
H.
Шесепіе ognia za pomocą krzesania luk tarcia, D o p ę d z e n ia (p alen ia) d zieg ciu
w y k o p y w a n o d ó ł k s z ta łtu le jk o w a te g o i u k ła d a n o w nim w a rstw a m i b ia łą k o rę b rz o z o w ą (tak zw . b rz o stę ).
D zieg ciarz
z a ję ły i z a p a la ł niem i k o rę
ta rł o siebie d w a k a w a łk i d rz e w a
z g ó ry .
ta k d łu g o ,
aż się
P o s tę p o w a n ie to w id z ia łe m w la s a c h b y ł. o b w o d u
z ło c z o w s k ie g o i ż ó łk ie w s k ie g o w latach p rz e d r. 1848. C zy i d z iś w ten s p o s ó b p o s tę
p u ją , nie w iem .
IV.
H e n r y k S tr z e le c k i.
J e s t ro z p o w sz e c h n io n e m n ie m a n ie p o m ię d z y n ie k tó ry m i n a ro d a m i, że do im io n
ę h z e s tn y c h p rz y w ią z a n e j e s t sz c z ę ś c ie lub też n ie s zczęście. S tąd w n a d a w a n iu ich n o w o
—
57
—
n a ro d z o n y m d ziecio m z w ra c a się n a to sz c z e g ó ln ie jsz ą u w a g ę , aż e b y dziecko o trz y m a ło
im ię, ro k u ją c e m u sz c z ę śc ie i d o b re p o w o d zen ie.
Ale w p ły w im ien ia m oże się g ać n a w e t je s z c z e dalej, g d y ż n a p o z a g ro b o w e życie.
Ś m ierć je d n e g o lub k ilg o rg a dzieci w ro d zin ie m oże n a s tą p ić z p rz y c z y n y źle d o b ra n e g o
im ien ia, d lateg o u n ik a się im ie n ia w ro d zin ie, k tó re n o siło z m arłe dziecko.
P rz e c iw n ie im ię m o że z n ó w u trz y m a ć dziecię p rz y życiu. Jeżeli w ięc u m a rło ja k ie
d zieck o w ro d z in ie , n o w o n a ro d z o n e m u n a d a ją je g o im ię,
w ierząc,
że p rz e z
to n iejako
p r z y p ro w a d z a się u m a rłe do życia.
Z w ra c a ją c u w a g ę
na
tę
w iarę
w m oc im ien ia
u in n y ch n a ro d ó w ,
u d ajem y się
z p r o ś b ą do S zan . C zy teln ik ó w , czy coś p o d o b n e g o zn an em je s t tak że pom iędzy' n a sz y m
lu d em ?
J
Tatuowanie. T a tu o w a n ie je s t zw y cz ajem
V.
nie u ludów , dzikich.
i z n a n y m o g ó l
C zasem k aż d e in d y w id u u m o b ie ra i u k ła d a so b ie d o w o ln ie -d e se ń ,
czasem n a p o ty k a m y w z ó r c h a ra k te ry sty c z n y p rzy jęty
w ypadku
K.
ro z p o w sz e c h n io n y m
jest ta tu o w a n ie
p rz e z całe plem ię.
W p ierw szy m
w y łą c z n ie o z d o b ą ciała, w dru g im tak że c e c h ą ,
zn ak iem z e
w n ę trz n y m , o z n a k ą p rz y n a le ż n o ś c i do plem ienia.
Je d n a k
zw y c z a j
ta tu o w a n ia
p o ja w ia
się
ta k ż e
w ś ró d
lu d ó w
cy w ilizo w an y ch .
W „V erh an d lu n g en d er B erliner G esellsch aft für A n th ro p o lo g ie , E th n o lo g ie u n d U rg e sc h ic h te “
z r. 1892 (str. 539) z n a jd u je m y n o ta tk ę o ta tu o w a n iu u ludu w p ó łn o cn ej G recyi. Re
k ru ci G recy m ają c z ę s to n a je d n e m lub ob u ra m io n a c h , rzadziej
n a p iersiach , w y ta tu o
w a n e k o lo ro w e ry s y p o sta c i k o b iecy ch .
W „ W isse n sc h a ftlic h e
.M ittheilungen
B and, W ien, 1893, str. 455 —462)
„D ie T ä to w iru n g
a u s B osnien u n d der H e rc o g o w in a “ (E rster
z n a jd u je się za jm u ją c y a rty k u ł D ra L e o p o ld a G lü ck a:
d e r H a u t bei den K ath o lik en B o sn ien s u n d
teg o a rty k u łu , le k a rz z z a w o d u , p r z e k o n a ł s i ę ,
u
katolickiej
lu d n o śc i B ośni i H e rc e g o w in y .
że ta tu o w a n ie
d e r H e rc e g o w in a “ . A u to r
ro z p o w sz e c h n io n e m je s t
K a ż d a d o ro s ła d z ie w c z y n a
m a ta tu o
w a n ą p ierś, ra m io n a i ręce aż do k o ń c ó w p a lc ó w a w rz a d k ic h w y p a d k a c h n a w e t i czoło.
T y p em p o d sta w o w y m ta tu o w a n y c h w z o ró w je s t k r z y ż o tó c z o n y g irla n d am i i arab esk am i.
Z ja w isk o to je s t tem c ie k a w s z e , że u k o b iet in n y c h w y z n a ń w k ra ja c h ty ch n a d
zw y c z a j rza d k o m o ż n a sp o tk a ć . U p ra w o s ła w n y c h k o b ie ty rzad ziej s ą ta tu o w a n e ; m ahom etan k i p raw ie nigtìy,- n a w e t w ty ch o k o licach , w k tó ry ch c h o d z ą b e z z a s ło n . M ę żczy zn
ta tu o w a n y c h m niej się s p o ty k a ,
ale p o m ię d z y tym i
n ajw ięcej
k ato lik ó w .
M iejscem , n a
k tó rem m ężczy ź n i ta tu u ją się, s ą ram io n a, g łó w n y m typem je s t ró w n ie ż k rz y ż , ale m niej
o z d o b n y i nie ta k b o g a to o to c z o n y in n y m i d o d atk am i. U p ra w o s ła w n y c h a u to r n a p o tk a ł
ta tu o w a n ie ty lk o p o m ię d z y m ło d y m i lu d ź m i w y s łu ż o n y m i
żo łn ie rz a m i ;
k rz y ż nie p o ja
w ia się tu, z a s tę p u ją g o p o d o b iz n y se rca , k rz y ż a , k o tw icy , in ie y a ły im ien ia i n a z w isk a ,
ro k w y k o n a n ia o p eracy i tej, a n a w e t o rz e ł d w u g ło w y , h erb p a ń s tw a .
m etan am i z d a rz a ją się w y p a d k i ta tu o w a n ia b a rd z o rz a d k o i to tylko
P o m ię d z y m a h o
u m ężczy z n , k tó rzy
s łu ż y li w arm ii ó to m a ń sk ię j p o z a g ran icam i sw ej o jczy zn y .
O ile mi w ia d o m o
p o ś ró d
S ło w ia n
s ta ro ż y tn y c h
ta tu o w a n ie
nie b y ło
zw ycza
jem '; zd a je się w ięc, że n a p o ty k a n y w B ośni zw y cz aj p o w s ta ł d o p iero po in w a z jo tu re
ckiej i to — ja k s łu s z n ie z a u w a ż a a u to r — w celu o d ró ż n ie n ia k a to lik ó w od m a h o m e
tan , n a co
w s k a z u je ta k ż e n a z y w a n ie o p e ra c y i ta tu o w a n ia „K riż n a b o c a t“ . A u to r p r z y
p u s z c z a , że śp o w o d o w a li to k się ż a k a to lic c y w celu u tru d n ie n ia katolikom p rz e jśc ia n a
islam . Ja b y m s ą d z ił, że tłó m a c z e n ie to nie je s t u z a s a d n io n e m . P ręd zej ro d zice zn acz y li
sw e dzieci k rz y ż e m , a b y on im z a w s z e p r z j'p o m in a ł ich w y z n a n ie i p o ch o d zen ie. W s k a
z u je n a to z w y c z a j
p ra k ty k o w a n y
daw niej
w S erbii — o k tó iy m
mi
o p o w ia d a ł prof,
—
58
—
Dr. K alin a; tam m a tk i sm a ro w a ły w ło s y sw y c h dzieci sp e c y a ln ą ja k ą ś m ik stu rą , n a d a
ją c ą n a z a w s z e w ło so m c h a ra k te ry sty c z n ą , ciem no k a s z ta n o w a tą b a r w ę , po k tó rej o d ró
ż n ić b y ło m o ż n a k a to lik ó w od .T urków .
'A l e m nie ro z c h o d z i się
p rz e d e w s z y stk ie m o to ,
cz y w n a s z y m k raju ta tu o w a n ie
n ie j e s t w k tó rej o k o licy ro z p o w sz e c h n io n e m . W iem od n a o c z n y c h
d z iesiątk am i
la t
n a p o ty k a n o
c h ło p ó w
— z w y k le
św ia d k ó w , że p rz e d
u rlo p n ik ó w — k tó rz y
n a 7 ra m io n a c h
w y ta tu o w a n e m ieli ro z m a ite d esen ie. ' C zy p rzy n ieśli to z w o jsk a , c z y też u s k u te c z n ia li
p rz e d w s tą p ie n ie m do arm ii, teg o p o w ie d z ie ć mi nie u m ia n o . O tych sa m y c h z ja w is k a c h
w W . K s. P o z n a ń s k ie m ,
.wiem
od p. prof. K aliny. T am
u rlo p n ic y w ra c a ją c y z w o js k a
m ieli ro z m a ite z n a k i : o rły p ru sk ie , in ie y a ły , n u m e ra p u łk u , w k tó ry m s łu ż y li itp. w y ta tu
o w a n e n a ręk a c h lu b n a n o g a c h .
P ro s iłb y m o z w ró c e n ie
u w a g i n a te
z ja w is k a i
w tym
celu sta w ia n i
n a s tę p n e
p y ta n ia :
1). C zy IV k tórej o k o lic y n a s z e g o k raju ro z p o w sz e c h n io n e m je s t ta tu o w a n ie , albo
c z y nie z n a jd u ją się p o je d y ń c z e in d y w id u a , m ające n a so b ie w y ta tu o w a n e z n a k i?
2). daki j e s t g łó w n y ty p tych z n a k ó w ? Co o n e p rz e d s ta w ia ją , czy in ie y a ły , h e rb y ,
d a ty itp ., cz y też ty lk o a ra b e s k i, c z y też je d n o i d ru g ie? Ż ą d a n y j e s t ile m o ż n o śc i ry su n e k .
3). C zy z n a jd u ją się g d zie śla d y , że ta tu o w a n ie b y ło b ard ziej r o z p o w s z e c h n io n e ?
C zy w s p o m in a ją -o tem k tó rz y p is a rz e ?
4). W ja k i sp o s ó b o d b y w a się ta tu o w a n ie ?
b a rw n ik a .
Z a p o m o c ą ja k ic h n arz ę d z i i ja k ie g o
W B o śn i d o k o n u je się tej ■o p e ra c y i w te n sp o s ó b , że
n a sk ó rę
n a k ła d a się
w ż ą d a n y d eseń ży w icę p o m ię s z a n ą z s a d z ą i d eseń ten w y k łu w a się. -W e k łu c ia u s k u
te c z n ia się ra z k o ło
ra z u i to ta k
dalece,
a b y k re w się
p o le g a n a W y ry so w a n iu d e s e n ia atram en tem , z ro b io n y m
p o k a z a ła .
P ó ź n ie jsz y s p o s ó b
z sa d z y n afto w ej,
p o m ię sz a n e j
z w o d ą. D alsze p o s tę p o w a n ie a n a lo g ic z n e p o w y ż s z e m u .
5). C zy n ie u ż y w a się IV tym celu p ro c h u s trz e ln ic z e g o ?
.6). K to u sk u te c z n ia o p e ra c y ę ta tu o w an ia?"
Ad
s tr z e le c k i.
-----
Sprawy Towarzystwa.
I. Program sekcyi językowej.
P o s z u k iw a n ia n a s z e n a polu ży cia lu d o w e g o z a c z y n a m y od ję z y k a . J ę z y k b o w iem
s ta n o w i je d n ą z n a jw a ż n ie js z y c h cech czło w iek a, ró ż n ią c y c h ■goyO d z w ie rz ę c ia ; n a nim
o p ie ra ją
się ró ż n ic e n a r o d o w e ; w e d łu g
w ięk szej lub m niejszej
w s p ó ln o ś c i c h a ra k te ry
s ty c z n y c h w ła ś c iw o ś c i ję z y k o w y c h
r o z p a d a się n a ró d n a d ro b n ie jsz e "części a je g o j ę
zy k
sta n ,
na
n arzecza;
w re sz c ie
każdy
zaw ód,
n a w e t p o je d y n c z y c z ło w ie k i k a ż d y
w iek c z ło w ie k a m a sw ó j ję z y k w ięcej lub m niej odrębiry.
K ażdy
n a ró d
- - a w ię c i p o lsk i, k tó ry w y tw o rz y ł so b ie litera tu rę, m a w s p ó ln y
ję z y k , tak" z w a n y literack i lub k sią ż k o w y , k tó ry , m im o ró ż n ic m iejsco w y ch , je s t w s z y s t
kim z ro z u m ia ły .
O n w ięc, j a k
w ży ciu n a ro d o w e m sta n o w i w ę z e ł,
łą c z ą c y w s z y stk ie
je d n o s tk i do je d n e j c a ło ś c i — t. j. w n a r ó d je d e n , ta k też i w p o sz u k iw a n ia c h cech
i o d rę b n o śc i n a rz e c z o w y c h , m u si s ta n o w ić o g ó ln ą m iarę, w e d łu g której ró ż n ic e te o z n a
czo n e
być
m o g ą.
wiek w z g lę d e m
Z atem
wszystko,
odchyla
się
co
wejęzyku
1u d o w y m
p o d j a k i m к o 1-
o d j ę z y k a 1i t e r a c k i e g o , , z a l i с z a s i ę d o w ł a -
—
sei wo ści
n a r z e c z a w y с h,
W p ra w d z ie
59
a różnice
p rz e jśc ie o d
—
te r az em
wzięte
stanowią narzecze.
ję z y k a literackiego do n a rz e c z a
m oże by ć n ie z n a c z n e ;
cz ę sto tru d n o o z n a c z y ć , g d zie się k o ń c z ą g ra n ic e je d n e g o a z a c z y n a ją d rugiego. D alej,
w śró d sa m e g o n a rz e c z a , d a d z ą się często u cz u ć p e w n e o d rę b n o śc i, o g ra n ic z o n e do p e
w nych
tj'lko, w ła ś c iw o śc i ję z y k o w y c h i n a p e w n e m iejsco w o ści, czyli ta k zw a n e p o d-
narzecza.
Ale to s ą su b te ln o śc i, k tó re n a le ż ą do z a k re su b a d a ń s p e c y a lis tó w ; nam
tu c h o d zi o p o z n a n ie ty c h o g ó ln y c h ry só w , k tó re z n a m io n u ją p o jed y n cze n a rz e c z a i o d
r ó ż n ia ją je o d ję z y k a litera ck ieg o . A ry s y te m oże z a u w a ż y ć k a ż d y czło w iek , z n a ją c y
ję z y k litera ck i, a w iec k aż d y in telig en tn y . C hodzi ty lk o 'o to, a ż e b y u łatw ić to p o z n a n ie , с
z w ró c ić u w a g ę n a to, k tó re to s ą te cec h y g łó w n e ja k ieg o n a rz e c z a i ja k je n ajłatw iej
p o z n a ć a n a stę p n ie , w ja k i sp o s ó b
z e s ta w ić i sp o ić w s y s te m a ty c z n ą cało ść.
D la ty ch
c h ę tn y c h i
w s k a z ó w k i.
C z y te ln ik ó w
n in iejsze
z a s ta n a w ia ją c y c h
się
nad
m ow ą
lu d u ,
p o d ajem y
1. G ł o s o w n i a.
W -z a k re sie . s a m o g ł o s e k należy' zw a ż a ć , n a
. stę p u ją c y c h d ź w ię k ó w s a m o g ło s k o w y c h :
ró żn ice w y m o w y , d o ty c z ą c e na-
a cz y w y m a w ia ' się w sp o s ó b z w y c z a jn y , czy' też w inny' i jak i? np. czy' z a
m ia st a ję z y k a litera ck ieg o u ż y w a się o e, lub te ż a ta k z w a n e p o c h y l o n e , o z n a c z a n e
p rz e z á, t. j. n ie czy'ste a, ale też nie o.
W ja k ic h ra z a c h i p rzed ja k iem i sp ó łg ło s k a m i,
lu b te ż p o ja k ic h s p ó łg ło s k a c h , o d c h y le n ia te w y s tę p u ją ?
Є ja k się w y m a w ia , czy z a w s z e m iękko, ja k w ję z y k u k sią żk o w y m , cz y też c z a -..
sem tw a rd o iijwp.ływ ję z y k a rusliiego) ?
u ż y w a ' się ¡e
Czy' na m iejsce m iękkiego ‘o ję z y k a literackiego
i p rz e d jak iem i s p ó łg ło s k a m i, np. P i e t r zam . P i o t r ,
m i e t ł a zam .
mio
t ł a d t p . ? P rz eciw n ie, czy zam . ie nie u ż y w a się io, n p. p i o k ą , w l o k ą itp.?
-, .
Czy'
e nie z a s tę p u je
się
p rz e z
in n e je s z c z e
sa m o g ło sk i i jak ie, n p. a, i lub y
i w ja k ic h razach-?
é ta k z w a n e p o chylone,'-.jak. s ię w y m a w ia ? czy ja k i lub у i w jak ich ra z a c h ?
0 ja k
s ię w y m aw ia,
c z y s to ,
czyi też
z p rz y d a w k ą , ja k b y k ró tk ie g o
u
przed lub
p o : “o, o" ? C zy z a m ia s t' niego, nie u ż y w a ją się in n e s a m o g ło s k i- 1 ja k ie , np. a, u, e
itp .? W ja k ic h ra z a c h z a m ia n a ta n a s tę p u je ? ó p o c h y lo n e czy nie w y m aw ia się ja k u
i k ied y ?
1 ja k się Wymiawia, czy nie ja k y (w p ły w ru sk i),
n ieg o (w p ły y i czesk i, niem iecki)?
lub też w sp o s ó b zbliżony' do
C zy nie za m ie n ia się p rz e z in n e sa m o g ło sk i n p . e, o
i p rz e d ja k iem i s p ó łg ło s k a m i?
U ja k się w y m a w ia ? Czy' nie z a m ie n ia się p rz e z in n e sa m o g ło s k i n p. o lub o
(p o c h y lo n e ) lu b p rz e z w i w ja k ic h razach ?
y ja'k się w y m a w ia ? czy' nie brzm i ja k i? C z y nie z a s tę p aj с się. p rz e z in n e s a
m o g ło sk i, n p . e lub é
p o c h y lo n e) i k ied y ?
ą ę ja k się w y m aw iają,' czy z p o d s ta w ą
■czy-też in aczej, n p .
c z y sty ch sa m o g ło s e k o, e (o + n , e-j-n),
a + n ? Ja k ie z a c h o d z ą w y m ia n y p o m ięd zy niem i,"ćzy' u ż y w a się ę
z a m ia s t ą i n a o d w ró t
n o so w y 'ch i kiedy', n p .
i k ie d y ? C zy u ż y w a ją się in n e sa m o g ło sk i np. cz y ste z a m iast
n a k o ń c u lub w śro d k u w y ra z u ? . C zy o p ró cz n o so w y ch d ź w ię
k ó w ą ę z a c h o d z ą je s z c z e in n e i ja k ie , n p .
i, u n o so w e ? Czy nosow y' d źw ięk nie ro z
k ła d a się w c z y s tą s a m o g ło s k ę z d o d atk iem n o so w ej sp ó łg ło sk i n,
zam . m a j ą ) lu b o + n ,
m : o-j-m (řn a .jo m
e + n (e + m ) itp .? C zy n ie z a c h o d z ą tak że n o so w e sa m o g ło sk i
z a m ia s t c z y s ty c h i w ja k ic h p rz y k ła d a c h ?
W z a k re s ie s p ó ł g ł o s e k z a s łu g u ją n a u w a g ę n a stę p u ją c e w łaściw o ści :
—
60
—
1) W a r g o w e p, b, f, w , ja k się w y m a w ia ją , m ian o w icie n a k o ń c u w y ra z u , cz y
m ięk k o , ja k n p . d r ó b ’, p a w ’, cz y też tw a r d o : d r ó b , p a w ? Ja k w y m a w ia się w .
ja k
u
i k ie d y , n a k o ń c u w y ra z u lub w ś ro d k u ?
Ja k ie
p rz e m ia n y
czy
i z a m ia n y z a c h o d z ą
w ś ró d ty c h s p ó łg ło s e k i ja k ie u ż y w a ją się n a ich m iejsce?
2) Z ę b o w e
t d jakim
u le g a ją .p rz e m ia n o m i ja k ie n a ich m iejsce się u ż y w a ją ?
ch ja k się w y m aw iają,, m ian o w icie ch, czy z p rz y d e c h e m
g a rd ło w y m m o cn y m , cz y też zc sła b y m ja k h n p w n icm icck iem h a b e n ? Jakim u le
3) G a r d ł o w e
k,
g,
g a ją p rz e m ia n o m i ja k ie n a ich m iejsce się u ż y w a ją ?
4) J ę z y k o w e c, d z, s, z jak się w y m a w ia ją i ja k im u le g a ją p rz e m ia n o m ?
5) P o d n i e b i e n n e ć, dź, ś, ż ja k się w y m a w ia ją , czy m iękko, lu b tw a rd o ja k
c, dz, s, z, lub te ż ja k cz, dż, sz, ż? Ja k ie u ż y w a ją się n a ic h m iejsce d źw ięk i s p ó ł
g ło s k o w e ?
6) Ś r o d k o w o - j ę z y k o w e cz, dż, sz, ż, rz ja k się w y m a w ia ją ,
s,
czy ja k c, dz,
z, (m a z u rz e n ie ) lub też ja k ć, dź, ś , ź? Z w ra c a ć n a le ż y u w a g ę n a w y m o w ę d ź w ię k u
rz, czy w y m a w ia się ja k ż, lub sz, czy też ja k r-ż?
7) P ł y n n e ' 1, ł,
r j a k się w y m a w ia ją , n p . 1 m iękko,
w niem . l a n g (w p ły w n iem iecki, c z e s k i); ł ja k
u
ja k Ij,
czy też tw a rd o
(v ), c z y -te ż in a c z e j?
ja k
Ja k ie z a c h o d z ą
p rz e m ia n y ich i ja k ie d źw ięk i u ż y w a ją się n a ich m iejsce?
•8) N o s o w e n, m ja k im u le g a ją p rz e m ia n o m ? C zy w p o łą c z e n iu ze s a m o g ło s k a
m i n ie tw o rz ą n o so w y c h s a m o g ło s e k ?
c z ą tk u
P rz y c a łk o w ity c h w y ra z a c h u w a ż a ć n a le ż y n a to, ja k ie d źw ięki d o d a ją się n a p o
w y ra z u (w n a g ło s ie ) p rz e d n a s tę p n e m i sa m o g ło s k a m i, n p. j a n i o ł , h a r m a t a itp.
W ś ro d k u w y ra z u , ja k ie
rz u c a ją się
(e liz y a )?
d źw ięk i
w trą c a ją się i w ś ró d ja k ic h sp ó łg ło s e k , lu b ja k ie w y
C zy d źw ięk i lub z g ło s k i c a łe n ie p r z e s ta w ia ją się (m etateza), lub
też ś c ią g a ją sa m o g ło s k i a n a w e t ca łe z g ło s k i (k o n tra k e y a ) ?
N a k o ń c u w y ra z u , cz y nie
o d p a d a ją d źw ięk i ta k s a m o g ło s k o w e , ja k i sp ó łg ło s k o w e , lub p rz e c iw n ie d o d a ją się i ja k ie ?
P rz y p o łą c z e n iu w y ra z ó w ze s o b ą cz y nie śc ią g a ją się w y ra z y i w ja k i sp o s o b ?
Na a k c e n t
czy też in n e ?
z w ra c a ć
C zy
trz e b a
nie d a d z ą
uw agę,
czy z a jm u je on sta le p rz e d o sta tn ie m iejsce,
się ro z ró ż n ić ja k ie
ró ż n ic e w akcencie, np. cz y je s t on
p s try , lu b ś p ie w n y ? C zy nie w y w ie ra w p ły w u n a z m ia n y d źw ięk ó w , lub te ż z n a c z e n ie w 'yrazu.'
W z a k re s ie o d m i a n y trz e b a z a z n a c z y ć u c h y le n ia od z w y c z a jn y c h form tak w dek lin acy i
ja k o te ż
k o n ju g a c y i.
1 z jak iem zn a c z e n ie m ,
T rz e b a
zaznaczyć,
czy z a c h o w a ła
się lic z b a .p o d w ó jn a
cz y na. o z n a c z e n ie lic z b y m nogiej, czy też p o d w ó jn ej ? C zy z a
c h o w a ły się fo rm y n ie u ż y w a n e ju ż w ję z y k u n p. a o r y s t : b y c h itp.? W z a k re s ie tw o
r z e n ia w y ra z ó w (ety m o lo g ia) trz e b a p rz y to b z y ć te d o d a tk i (su fik sy ) i p rz y ro s tk i w y r a
z ó w , k tó re ró ż n ią się od ję z y k a litera ck ieg o , a k tó re m a ją to sa m o z n a c z e n ie /
Do . s ł o w n i k a
w c ią g n ą ć
trz e b a w sz y stk ie w y ra z y , . k tó re zn acz en iem ró ż n ią się
od ję z y k a litera ck ieg o . T u n a le ż ą n ie ty lk o w y ra z y o z n a c z a ją c e n p. sp rz ę ty d o m o w e,
n a rz ę d z ia ro ln ic ze, w y ro b y te c h n ic z n e itp., ale ta k ż e n a z w y pól, d ró g , ro w ó w , ru c z a jó w ,
z a g ró d , p u stk o w i, p rz y c ż e m n a le ż y o b o k lu d o w ej d o d a ć tak że n a z w ę u rz ę d o w ą . R ów nież
ję z y k
d ziecin n y ,
w y ra z y
używ ane
w ła s n e , k tó rem i ro d zice n a z y w a ją
k aln y . N azw y ro d z in n e
w ro zm o w ie z d z ie ć m i;
w y ra z y z d ro b n ia łe , im io n a
d zieci lub dzieci ro d z ic ó w , s ta n o w ią m a te ry a ł le k s y
i p rz e z w is k a ,
od czeg o się u r a b ia ją ,-c z y od fizy czn y ch z n a m io n
czło w ie k a , z a ję ć /s ta n u lui« u rz ę d u i czy7 u ż y w a ją się w c h a ra k te rz e n a z w is k ? N azw y dla s to
p n ia
p o k re w ie ń stw a
ro d o w e g o ,
ró ż n y c h ro d z a jó w s łu ż b y
i ro b o tn ik ó w , dla w ła śc ic ie li
b e z ro ln y c h i p o sia d a ją c y c h ja k ą k o lw ie k w ła s n o ś ć . W y z w is k a i p rz e k le ń stw a , o d n o sz ą c e
się ta k d o o só b , ja k o te ż z w ie rz ą t,
w o ła n ia
na
z w ie rz ę ta d o m o w e i dzikie, m ian o w icie
—
61
—
w y ra ż e n ia ło w ieck ie, o d n o sz ą c e się do ry b o łó stw a , g ó rn ictw a, le śn ic tw a itp.
zw ie rz ą t, ro ślin i p o je d y n c z y c h ich części a n a to m ic z n y c h .
D la
p o d a n ia
p ró b e k ję z y k o w y c h , m o ż n a p rz y to c z y ć k ilk a p o w iastek ,
N azw y
n atu raln ie
w ie rn ie trz y m a ją c się w z o ru i lo rm y o p o w ia d a ją c e g o . Ż eb y o d d ać w s z y stk ie w ła ś c iw o śc i
m ow y
pod
w zg lęd em g ło so w y m ,
d o b rz e je s t u ż y ć z n a k ó w o d p o w ie d n ic h p iśm ien n y ch ,
z a s to s o w a n y c h do allab etu ła c iń s k ie g o , p rzy czem k a ż d y z n a k p iśm ie n n y w inien b y ć d o
k ła d n ie o z n a c z o n y .
W re sz c ie
trz e b a
oznaczyć
d o k ład n ie
m iejsco w o ść a jeżeli
g ra n ic e n a rz e c z a teg o i zara z e m są sie d n ie g o , z któ rem g ra n ic z y .
m o żn a, p o d a ć tak że
Jeżeli w m iejsco w o ści
tej lu d n o ś ć je s t m iesz an a, n a le ż y p o d ać, ile m o żn o ści, d o k ła d n y sto s u n e k każdej z o d n o
śn y c h n a ro d o w o śc i w zg lęd n ie lu d n o śc i.
W tak ich ra m a c h w in n a
p o stę p o w a ć p ra c a n a p o lu d y alek to lo g ii p o lsk iej.
d y ń c z e su b te ln o ś c i trz e b a p o z o s ta w ić o so b istej ro z w a d z e i kw alifikacjo,
Poje-
niem niej i z a k re s
p ra c y zależeć b ęd zie od różnjm h o k o liczn o ści. W razie, n ie m o ż e b n o śc i o p a n o w a n ia g r u n
to w n ie c a łe g o z a s o b u n a rz e c z o w e g o , w y sta rc z y ,, jeżeli się zb ierze p ró b k i ję z y k o w e ; czy
to z p o w ieści, c z\r też p ieśn i, choć w ty c h (pieśniach) ro d z im o ść ję z y k a m iejscow ego
m niej
się
p rz y c isk ,
Z w y czajn ić
to
z u s ta lu d u ,
na
u w y d a tn ia ja k
d o k ła d n o ś ć
n ajlep iej
k o b iet,
i
w m o w ie
w ie rn o ść ,
p ro zaiczn ej.
ażeby
m a te ry a ł
N a co je d n a k k ła d z ie m y
g ro m ad zić b e z p o śre d n io
nie p o s łu g u ją c się źró d łem z drugiej ręki p o ch o d ząc em ,
an i też z a d a w a ln ia ją c o b se rw a ć y a m i o só b trzecich.
A. K.
II. Sprawozdanie z posiedzeń Zarządu.
C z w a r t e p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u z t j n i a 25, k w i e t n i a 1895.
O b ecn i: pp. Dr. B iegeleisen, Dr. F ra n k o , Dr. N iem iec, R a m u łt i S trzelecki.
P rz e w o d n ic z y ł p re z e s T o w a rz jm tw a Dr. K alina.
P o z a tw ie rd z e n iu p ro to k o łu p o p rz e d n ie g o p o sie d z e n ia , o d c z y ta ł p rz e w o d n ic z ą c y
p ism o z a rz ą d u A kadem ii u m iejętn o ści w K rak o w ie z ży c z liw ą o d p o w ie d z ią n a zaw k id o m ienie o u k o n s ty tu o w a n iu się T o w a rz y s tw a . N astęp n ie p rz y stą p io n o do p o rz ą d k u d zienego,
1. D eleg atam i T o w a rz y s tw a m ia n o w a n o D ra A dolfa K u h n a w T rem b o w li, D ra K a
ro la M á ty á sa w T a rn o b rz e g u , W ł. K o rz e n ie w ic z a w K o ło m y i, k s. W ła d y s ła w a S a m e g o ,
p r o b o s z c z a w S ze b n ia c h i S e w e ry n a U dzielę w W ieliczce.
2. P rz y jęto d o z a tw ierd zające j w iad o m o ści, że g łó w n j' sk ła d o rg a n u T o w a rz y s tw a
„ L u d “ p o w ie rz o n y z o s ta ł k się g arn i G u b ry n o w ic z a i S ch m id ta i p r z y z n a n o tejże 25°/0 w y
n a g ro d z e n i a.
3. P rz y ję to 6 n o ry j’ch czło n k ó w .
4. Z a tw ie rd z o n o Z arządzenie R edakcyi co do w y b ic ia 100 e g z e m p la rz y „ L u d u “
p o n a d cyfrę n a k ła d u i w y d ru k o w a n ia d ek laracjo p rz y stą p ie n ia do T o w a rz y stw a .
Piąte
posiedzenie
Zarządu
dnia
9. m a j a
1895.
O b e c n i: pp. B ruchnalski, K o lb u sz o w sk i, Dr. N iem iec, Dr. R e hm ann i S trzelecki.
P rz e w o d n ic z y ! p re z e s T o w . prof. Dr. K alina.
P rz e w o d n ic z ą c jr z a w ia d o m ił, że pp. R a m u łt i Dr. F ra n k o u sp raw ied liw ili s w ą n ie
o b e c n o ś ć i n a s tę p n ie o d c z y ta ł p ism o od R adjr szk o ln ej kraj., k tó ra u zn aje p o ż jd e c z n ą
i w a ż n ą d z ia ła ln o ś ć T o w a rz y stw a .
1. Z a tw ie rd z o n o p ro to k ó ł p o p rz e d n ie g o p o sie d zen ia.
2. P rz y jęto 21 n o w j'c h c z ło n k ó w .
3. S łu c h a c z o m u n iw e rsy te tu , p rz y stę p u ją c y m 'do T o w a rz y stw a , o b n iż o n o w p iso w e
n a 50 ct., w k ła d k ę ro c z n ą n a 1 złr.
4. U chw 'ulono, że K om itet re d a k c y jn y m a b y ć u w a ż a n y za o rg a n d o ra d c z y re
d a k to ra , k tó ry p o je d y n c z y m c z ło n k o m K om itetu p rz y d z ie la w ra z ie p o trz e b y do o cen y
n a d e s ła n e a rty k u ły , lu b — w razie p o trz e b y — z w o łu je p le n a rn e p o sie d zen ie K om itetu.
— 62 —
Ш. Miesięczne Zgromadzenia naukowe Towarzystwa.
T r z e c i e m i e s i ę c z n e z g r o m a d z e n i e n a u k o w e o d b y ło się d n ia 1. m a ja br.
p r z y liczn y m u d z ia le c z ło n k ó w T o w a rz y s tw a i g o śc i. Po z a g a je n iu p rz e z p rzew o d n iczą^
ceg o D 1'^ K alinę, o d c z y ta ł s e k re ta rz T o w a rz y s tw a p. A d o 1 f S t r z e 1e e к i s w ą p ra c ę :
„ Z d z i e j ó w p i e r w o t n e j r o d z i r k y “, k tó ra um ieszfczoruj j e s t w nin iejszy m z e s z y
cie str. ‘34}' z a k tó rą z e b ra n i o k lask am i, n a g ro d z ili p re le g e n ta .
W d y sk u s y i, k tó ra się n a d o d c z y te m ro z w in ę ła , w zięli u d z ia ł pp.: r a d c a B a ra
n o w sk i i R a w ita -G aw ro ń sk i. P ie rw sz y p o p ie ra ł w y w o d y p re le g e n ta , d ru g i s p rz e c iw ił się
im , w s k a z u ją c n a fakta, p rz y to c z o n e p rz e z H e ro d o ta i N esto ra, a d o w o d z ą c e zn a c z n e j
lu ź n o ś c i sto s u n k ó w p łci u lu d ó w o b se rw o w a n y c h p rz e z ty c h ż e a u to ró w . P re leg en t z a
z n a c z y w s z y p rz e d e w sz y stk ie m , że fak ta p rz y to c z o n e p rz e z H e ro d o ta i N e s to ra s ą m u
zn a n e , w y k a z a ł, że o d n o s z ą się o n e do lu d ó w , sto ją c y c h n a b e z p o ró w n a n ia "w yższym
sto p n iu cy w ilizacy i, n iż lu d y p ierw o tn e, k tó re p re le g e n t m iał n a m yśli a k tó re ż y ły
o d ziesiątk i ty się c y lat pierw iej n iż te, o k tó ry c h m ów i H e ró d o t i N estor.
17. Wykaz towarzystw naukowych i redakcyi pism, z któremi Towarzystwo
nawiązało stosunki.
1. R e d a k c y a E o s ’a, (c z a s o p is m o filologiczne, o rg a n T o w a rz y s tw a filo lo g iczn eg o
p o d re d a k c y ą L u d w ik a Ć w ik liń sk ieg o ). L w ó w .
2. R e d ak cy a K w a rta ln ik a h is to ry c z n e g o (o rg a n T o w a rz y s tw a h is to ry c z n e g o p o d
re d a k o y ą A le k s a n d ra S em k o w icza) L w ó w .
3. D om in Svet. I lu s tro v á n list z a lep o slo v je in z n a n s tv o , red. D r F ra n c z is z e k
L a m p e w L u b la n ie .
4. M u sejn í S p olek „V czela C z á sla v s k á w C z a sła w ie (C zech y ).
7 . Wykaz darów na rzecz Towarzystwa.
D z ie ła do b ib lioteki ofiarow ali :
1. W n y K. B ru ch n alsk i, s w ą b r o s z u r ę : T e rm in o lo g ia k łó d k a rs k a w Ś w iątn ik ach
g ó rn y c h (o o d K rak o w em ).
2. D r. B o le s ła w E rz e p sk i s w ą p ra c ę : P róbki g w a r y m azo w ieck iej z k o ń c a XVII,
i p o c z ą tk u X VIII. w iek u , P o z n a ń , 1895.
3. Dr. A n to n i K a lin a : L u b o ra d z k ie g o ,'S p ra w o z d a n ie ze stu d y ó w lu d o z n a w c z y c h
p o d jęty ch w S z c z a w n ic a c h i w o k o licy z p o le c e n ia A kadem ii u m iejętn o ści, K rak ó w 1894.
4. T e n ż e : R. Z aw iliń sk ieg o , P ro g ra m b a d a ń e tn o lo g ic z n y c h K om isy! a n tro p o lo g i
czn ej A kad. um iej, w K rak o w ie. K raków , 1894.
5. W n y A d o lf S trz eleck i: L u d w ig G latz, G alizien, W ie n 1864.
6. T en że. H ervet, E th n o g ra p h ie P o le n s, W ie n , 1871.
7. T en że. H r v a ts k a i S la v o n ija n a obćoj zem aljsk o j izlo żb i u B u d im p ésti 1835
Z ag reb , 1885.
8. T e n ż e : K atalo g d z ia łu e tn o g ra fic z n e g o n a w y sta w ie kraj. w e L w o w ie, 1894.
9. T e n ż e . D o b ra g m in y m ia sta L w o w a. P o g ląd n a ich h isto ry ę , g o s p o d a rs tw o
i etn o g rafię, L w ó w , 1894.
10. T e n że. L w ó w w cyfrach, L w ó w , 1894.
11. T e n że. Dr. A le k sa n d e r P eez, D as B a u e rn h a u s in O e ste rre ic h -U n g a rn , W ie n 1891.
12. T e n że. W . P ol, H is to ry c z n y o b s z a r P o ls k i: R zecz o d ialek tach m o w y p o lsk iej.
K rak ó w , 1869.
13. T e n że. W . P ol. P ó łn o c n e sto k i K arp at. K rak ó w , 1851.
14. T e n ż e . R a p ack i, L u d n o ś ć G alicyi, Lw óW , 1874.
15. T e n że. R ettinger. S p ó r o -M o rsk ie O ko. K rak ó w , 1893.
16. T e n ż e . S itz u n g sb e ric h te d er G esellsch aft n a tu rfo rsc h e n d e r F re u n d e zu Berlin
im Ja h re 1868. B erlin, 1869.
17. T en że. S z a ra n ie w ic z : Z a c z ą tk i sło w ia ń sk ie u sto k ó w K a rp a t. L w ó w , 1870.
18. T en że. R ys w z o ro w y z a b u d o w a ń g o s p o d a rs tw a w iejsk ie g o w G alicyi w s c h o
dniej, części w y d a n e p rz e z ck. M in iste rstw o rolnictw a." W ied eń 1880.
19. W n y H e n ry k S trzelecki. K o sm o s, -organ T o w a rz y s tw a p rz y ro d n ik ó w im . K o
p e rn ik a . T o m ó w sie d em n aście.
20. T e n ż e . H o řo w k iew icz : F io ra le ś n a i p rz e m y sł d rz e w n y w G alicyi. L w ó w , 1877.
21. T en że. H o lo w k ie w ic z : E ch a z lasó w d ęb o w y ch , L w ów , 1891.
22. T e n ż e . L e ttn e r: O g o sp o d a rc e leśnej w ta trz a ń sk ic h lasach , L w ó w , 1889.
23. T e n ż e . M u z eu m im ien ia D zied u szy ck ich w e L w ow ie. L w ów 1 8 8 0 i 1886, D w a
to m y .
24. T en że. P ła c h e tk o : Die g alizisc h en o d er N o rd k arp a th en .
25. T e n ż e . P rz e w o d n ik z K ra k o w a do L w o w a . L w ó w , 1886.
26. T e n ż e . W ła s n e b r o s z u r y : V erb re itu n g sb ezirk e
der H o lzarten in G alizien.
W ien 1885.
. .
27.
„
K lucz dò r o z p o z n a w a n ia d re w n a w a ż n ie js z y c h drzew leśnych.-28.
„
O z n a c z e n iu ek o n o m iczn em lasu . L w ó w , 1884.
29. T e n ż e , T ato m ir,. G eografia G alicyi, L w ó w , 1874.
30. .T enże. Z u sa m m e n s te llu n g -w ichtigster D aten ü b er die königl. H a u p ts ta d t L em
b erg . L w ó w , 1-85.1.
31. W n y W ie rz c h o w sk i Z y g m u n t swe. p ra c e : M a te ry a ły etn o g raficz n e z p o w ia tu
. T a rn o b rz e s k ie g o " ; N iskiego w G alicyi. K rak ó w 1890 i
32. B a śn i i p o w ieści z p u s z c z y S an d o m iersk iej. K raków , 1892.
33. Dr. K aro l - M atyáš; sw e b ro sz u rk i : Ś w iat i p rz y ro d a ■w w y o b ra ź n i c h ło p a
L w ó w , 1888.
34. T en że. M o tas, ch ło p p o eta, K rak ó w , 1894.
35. T e n ż e . W ilija, K raków , 1895.
36. Dr. K. K oehler, ra d z c a s a n ita rn y w P o z n a n iu sw o ją b r o s z u r ę : P rz y c z y n e k do.
k w e s ty i stó p n a k am ien iach . P o z n a ń , 1 8 9 5 ,
Do m u zeu m etnograficznego:
W n a P an i H elen a D y b o w s k a : M odel d om u w iejsk ie g o w ło śc ia ń sk ie g o z okolic
N o w o g ró d k a.
T a ż . P ró b k i (55 sz tu k ) tk a n in lu d u w ie jsk ie g o z o kolic N o w o g ró d k a.
S k ła d a ją c se rd e c z n e p o d z ię k o w a n ie s z a n o w n y m ofiaro d aw co m z a ich d ary , pro. sim y o d a ls z e n a d s y ła n ie ta k o w y c h ' ń a rze c z T o w a rz y stw a .
VI. 'Wykaz członków Towarzystwa.
W y c ią g ze S ta tu tó w :
§. 5. C z ło n k a m i T o w a rz y s tw a m o g ą b y ć o ś o b y n ie p o s z la k o w a n e g o ch arak teru ,
b e z ró ż n ic y p łci.
‘
■
§. 7. C z ło n k iem zało ż y c ie le m zo sta je ten, kto n a cele T o w a rz y s tw a z ło ż y je d n o
ra z o w o la v ó te 200 k o ro n .
§. 12. C z ło n k o w ie czy n n i u isz c z a ją w p iso w e g o najm niej 2 k o ro n y , tu d zież ro c z n ą
w k ła d k ę w ilo śc i 8 k o ro n , p ła tn y c h k w a rta ln ie .
S łu c h a c z e U n iw ersy tetu , o raz N auczyciele s z k ó ł lu d o w y c h w iejskich p ła c ą w p i
s o w e g o 1 k o ro n ę a w k ła d k i ro czn ej ,2 k o ro n y .
,a) Członkowie założyciele (por. S ta tu t §. 7 .): 2. Dr. Ja n K arło w icz, W a rsz a w a ,
b) Członkowie czynni:
LwÓW I
79. C z y te ln ia d la ko biet.
80. P an i D y b o w s k a H elen a.
81. H n a tiu k W ło d z im ie rz , słu c h a c z -filo z .
82. Ja k u b o w sk i, w ła ś c ic ie l k się g a rn i.
83. K o le s sa F iia re t, s łu c h a c z filozofii.
8 4. Dr. N u s sb a u m Józef, d o c e n t U niw .
i p ro f, w e té ry n à ry i.
85. P rz y b y s ła w s k i W ła d ., w ła ś c . dóbr.
'
!
<
i
■
86- S chm idt, w łaściciel k się g arn i.
87. S zu ch iew icz W ło d z ., prof, s z k o ły real.
88. Ks. S zy m o n o w icz Ja n ., kah. kap. orm .
89. Dr. U n g ar, k o n c y p ie n t adw ok.
90. Ks. Dr. W a łę g a L eo n , prof. U niw .,
w icerek to r sem . duch. o b rz. ła c .
91. W elich o w sk i Jan , b u c h h a lte r T o w .
k red. ziem .
92. W o m ela S ta n isła w , słu c h a c z filoz.
__
64
93. W ró b le w sk i, s łu c h a c z iìloz.
94. W s z e la c z y ń s k l W ła d y s ła w , p ro fe so r
k o n se rw a to ry u m T.ow. m uz.
95. W y s ło u c h B o lesław , literat.
96. P a n i W y s ło u c h o w a M arya.
97. _Zw ingef Jó zef, literat.
—
Słokódka (p. D ż u ry n );
115. H o ja k A u g u st, n a u czy c ie l lu d o w y .
Sokołów (k o ło R z e sz o w a ) :
116. W o d eck i H ipolit, n a u c z / lu d o w y .
Stanisław ów :
117. B iernacki, dyr. to w . m u zy c z n e g o .
118. B a ro n R o m aszk an , dyr. T o w . m iłcsn ik ó w m uzyki,
Horodenka :
98. B iero ń sk i W in c e n ty , n a u c z , lu d o w y .
Kołomyja:
trusów (k o ło T re m b o w li):
99. * K o rzen iew icz W ło d z ., n a u c z . szk. lud.
100. W ro ń sk i A dam , dyr. T o w . m uz.
■119. G o ttw ald E m il, z a rz ą d c a lasó w .
Szeknie (p. M o d e ró w k a) :
Kórnik (W . Ks. P o z n a ń s k ie ) :
1201 'K s . S a rn y W ła d y s ła w , p ro b o sz c z .
101. Dr. G elich o w sk i Z y g m u n t.
Tarnokrzeg:
Kraków :
121. *Dr. M a ty áš K arol, p ra k t. k o n cep .
ck. S ta ro stw a .
102. Dr. B a u d o u in de C o u rte n a y Ja n , prof.
U niw . Jag .
103. Dr. E stre ic h e r S tan., doc. U niw . Jag .
104. Dr. M a lin o w sk i Ł u c .. p rof. „
„
105. M a tu sia k S zy m o n , prof. sem . n a u c z .
106. P a u lis z Z y g m u n t, p r o f gim n.
107. R o z m a ry n o w ic z T eofil, in sp . T ow .
w z a j. u b e z p .
108. * S w iętek Ja n , c z ło n e k k o m isy i antro p . A kad. u m ie ję tn o śc i.
109. * Ż aw iliń sk i R o m an, prof, gim n., sekr.
k o m . a n tro p . A kad. umiej;
Tarnopol :
122. K u ła c z k o w sk i, dyr. to w . m uz.
Tarnów:
'
Tremkowla:
125. *Dr. K u h n A dolf, le k a rz p o w .
Tristanowie e :
126. Ś w id n ick i Bron., ck. p o m o c n ik las.
Tyfiis (R o sy a):
Okno (p, G rzy m ałó w ) :
110. F e d o ro w ic z W ład ., w ła ś c . d óbr.
Podluto (p. P e re h iń sk o ) :
111. D o b rz a ń sk i Stefan, z a rz ą d c a
127. Z ie m b a J. S.
Ulucz:
la s ó w .
128. *B orysiew icz B o lesław , m a g iste r farm .
i ck. p o c z tm istrz .
129. N iem iec A lek san d er, kier. sz k o ły .
Przemyśl:
112. D ietz L u d w ik , d y r. to w . m uz.
Eopczyce:
113. W ie rz c h o w sk i Z yg., d y r. szk . lud.
Samkor:
114. B u d z y n o w sk i, p rof, gim n., d y r. T o w .
m u zy c z n e g o .
123. S ik o rsk i N arcy z, ck. w e te ry n a rz p ow .
124. Ks. in fu ła t W a lc z y ń s k i.
W ieliozka :
1
130. ^U dziela Se.w eryn, in sp . śzk . okręg.
:
131. Ks. S iem ień sk i Jan .
Zakopane :
(C. d. n.)
C z ło n k o w ie , k tó ry c h n a z w is k a o z n a c z o n o g w ia z d k ą , s ą deleg atam i T o w a rz y s tw a ,
i ja k o ta c y z a s tę p u ją in te re s a je g o n a p ro w in c y i i s ą u p o w a ż n ie n i do p rz y jm o w a n ia
z g ło s z e ń i w k ła d e k n a rzecz T o w a rz y s tw a .
VII. D o n i e s i e n i a .
U p ra sz a się C z ło n k ó w T o w a rz y s tw a ja k o też i ty c h w s z y stk ic h , k tó rz y m a ją chęć
b ra ć u d z ia ł w p ra c a c h T o w a rz y s tw a lu d o z n a w c z e g o , c z y to p rz e z z b ie ra n ie m a te ry a łó w
1 id o z h a w ć z y c h , czy też p rz e z n a d s y ła n ie s w y c h u w a g i sp o s trz e ż e ń co się ty c z y s p o
so b u , w ja k i p ra c e ta k ie p rz e d się b ra ć , lub też g d zie i w ja k im k ieru n k u p ro w a d z ić n a
leży , aże b y zech cieli się z a p is y w a ć do o d n o śn y c h S ek cjo T o w a rż y s tw a . U cz y n ić to m ogą,
lub to z g ła s z a ją c się w p ro s t do P rz e ło ż o n y c h sek cy i, lub też z a p o śre d n ic tw e m S e k re
ta rz a T o w a rz y s tw a . O d p rz e ło ż o n y c h se k c jo o trz y m a ją in fo rm acy e, p o d jak im w zg lęd em ,
w ja k i s p o s ó b i w jak im k ie ru n k u m a n a s tą p ić p o d z ia ł p ra c y , a ż e b y p o s tę p o w a ła s y
ste m a ty c z n ie i w e d łu g p e w n e g o p ro g ra m u .
—
65
—
Z dziejów pierwotnej rodziny.
O d c z y t m ia n y n a
m iesięcznem ' Z g ro m ad zen iu
n au k o w e m
T o w a rz y s tw a lu d o z n a w c z e g o
d n ia 1 go m aja 1895 r.
(D o k o ń czen ie. *)
III
P o tem może zb y t d ługiem intermezzo w racam do w łaściw ego
tem atu. W y ż e j przytoczyłem za p a try w a n ia kilku uczonych na pier
w o tn ą forme, sto sun ków płci. Głoszonej przez nich zasady zupełnej
luźności ty ch stosunków, nie m ogę uznać za stanowczo dowdedzioną
i niedopuszczającą żadnej wątpliwości, ja k k o lw ie k ~ przyznaję się
otw arcie — należałem przedtem do jej w yznaw ców .
K a r o l K . a i i t s k y w p ra c y : »Die E n tsteh u n g der E h e un d F a
milie« 2) p odd aje sumiennej k r y ty c e p o d s ta w y teoryi M o rg a n a o r o
dzinie kazirodczej ; zarzuca, że M o rg a n nie p rzytacza ani jedn ego
p rz y k ła d u istnienia g ru p braci i sióstr połączonych małżeństwem ;
że nie p rz ep ro w a d za wcale dowodu, że rodzina kazirodcza rozwinęła
się z zupełnie b ez ładn ych i luźnych stosunków wzajem nych obojg a
płci. K la s y fik a c y jn y system M o rg a n a określa — zdaniem K a u t s k y ’eg o — stopnie p o s z c z e g ó ln y c h . g en e rac y i plem ienia bez pvzględu na
pochodzenie, a nie stopnie p o krew ieństw a. P ow stan ie systemu k la
syfikacyjnego odnieść należy do czasów, w k tó ry c h węzeł istniejący,
pom iędzy ojcem a dzieckiem, ja k i pom iędzy m atk ą a dzieckiem
nie miał znaczenia, nie zw racano nań żadnej u w a g i i nie. nada w an o
. m u żadnej nazwy, B yło to -w okresie, w k tó ry m dzieci stano w iły
w łasność całego plem ienia a nie m atki lub ojca, a zatem w okresie,
w k tó ry m węzeł plem ien ny miał większe znaczenie, ja k węzeł r o
dzinny. P rzez to je d n a k K a u ts k y wcale nie przeczy istnieniu związ
k ó w rodzinn ych w obrębie plemienia. S ysté m u klasyfikacyjnego nie
uw aża także za dow ód istnienia w czasach p ierw o tn y c h zupełnie
b ez ładny ch i luźnych stosunków płci.
B ardzo w ażn e są w y w o d y jego co do-najdaw niejszej form y
zw iązków małżeńskich. P rzy to cz y w szy liczne p rz y k ła d y m onogam ii
u lu dó w najmniej cyw ilizow anych, przychodzi do wniosku, że naj
pierw otniejszą form ą m ałżeństw a b y ła m onogam ia. Szuka on p rz y
c z y n y teg o w zupełnem ró w n o u p raw n ien iu k o b iety z mężczyzną
’) P ó r. str. 33.
2) K o sm o s, Z eitsch rift für E n tw ic k eh m g sleh re, S tu ttg a rt, to m XII. (1882), str. 190 - 20<.
5
—
66
—
w czasach p ierw o tny c h , zaprzeczając, a b y wtenczas, istnieć m ogło
p ra w o silniejszej jed n o s tk i lub silniejszej płci. K o b ie ta rozporządzała
zupełnie dow olnie sw ą osobą ; nie b y ło przem ocy, ale w o ln y w y
bór, p o p rz ed zo n y staran iem się m ężczyzny o pozy sk a n ie k o b ie ty
w drodze zupełnie spokojnej. Nie b y ł y to m ałżeństw a w dzisiejszem
te g o słow a znaczeniu, zaw ierano je bez ceremonii, ale i łatw o roz
w iąz y w ano zadzierzgnięty węzeł.
S p e n c e r 1) jest rów nież przeciw nikiem te o ry i zupełnie luźnych
związków. Z w raca on przede-wszystkiem u w a g ę na to, że w pierw o tn em społeczeństw ie w o góle nie istniały jeszcze żadne p ra w a
społeczne. P r a w a p o d o b n e k ażą z g ó r y przypuszczać p e w n e trwalsze
istnienie społeczności, to zaś ostatnie w y m a g a ro zradzania się s p o
łeczeństw a przez ciąg pokoleń. D la te g o też nie m ogło istnieć b r o
nione przez L u b b o c k a » p r a w o « , a b y k a ż d y m ężczyzna i k a ż d a k o
b ie ta uw a żan y m i b y li w małej społeczności »ex óffo« wT jednakiej
mierze za m ęża i żonę. S p e n c e r nie zgadza się dalej na to, iżby
pojęcie własności by ło k ie d y k o lw ie k t a k nierozwiniętem , ja k teg o
chce L u bbo ck, m ówiąc, że »kiedy nie' istniało jeszcze pojęcie p o siadan ia
rzeczy innych, wówczas nie istniało rów nież pojęcie o sobistego, p o
siadania kobiet«. U zw ierząt znajdujem y już przecież niejakie p o j
mowanie- w łasności
pies n iety lk o będzie w alczył o. zdobycz, p o j
m a n ą przez siebie lub o sw ą budę, ale będzie w alczył o sw ą s a
micę i strzedz będzie rzeczy należących do jeg o pan a. Nie . m ożna
przypuścić, a b y człow iek w stanie sw y m najniższym posiad ał
w mniejszym s to p n iu pojęcie własności, raczej p osiadał je w s to p n iu
w yższym a przypuszczenie to u sp raw iedliw ia św iadectw o faktów .
U w szystkich ludów n a w e t bardzo znaczna luźność sto su n k ó w płci
o g raniczon ą b y w a przez związki, p o siad ające p e w n ą trw ałość. B ra k
cerem onii i obrzędów w eselnych nie dpw odzi jeszcze b r a k u m ałżeń
stw a, t a k samo, ja k b ra k w y razu na oznaczenie teg o stosunku.
D o w o d e m fakta. »Nie widzę dla' jakich p o w o d ó w — tw ierdzi na
ko ń c u S p e n c e r — m ożna b y ł o b y w nioskow ać, że w g ru p a c h n aj
niższych nie b y w a ło w cale osobistego p o siadan ia k o b ie ty przez
mężczyznę. M usim y sądzić, że n a w e t w czasach -przedhistorycznych
luźność sto su n k ó w k rę p o w a n ą b y w a ła przez związki osobiste, w y
nikające z u p o d o b a ń in d y w id u a ln y c h i strzeżone siłą w óbec Itidzi
innych«, — a na innem miejscu p o w ia d a : »N ieustalone stosunki
L. c. tom II. str. 185 — 194.
— 67
płci pozostają w sprzeczności z d o b ro b y te m społeczeństwa,
b y te m p o to m stw a i p om y śln ością dorosłych«.
d o b ro
H e 11 w a. 1rl 'b. mimo, że g raw ituje do teory i zupełnego b r a k u
trw a ły c h związków, przecież nie zg-adza się na z a p a try w a n ia B achofena, M o rg a n a i L u b b o c k a o zupełnej tychże luźności, nie w ie
rzy, a b y w czasach p ierw o tn y c h k a ż d y mężczyzna miał p ra w o p o
siadania w szystkich k o b ie t i twierdzi, że n ig d y k ob ieta nie b y ła
w s p ó ln ą w łasnością w szystkich mężczyzn h o rd y lub plemienia. Co
najwyżej, w spólność ta ograniczała się na nieliczne g ro n a i g rupy .
K o b i e t a nie b y ła w te d y niewolnicą, b y ła ona sw obodną, niezależną
to w arzy szk ą mężczyzny, k t ó r y zanim ją pozyskał, musiał się o to
starać. Prędzej b y m ożna uznać za formę p ierw otn ą wielożeństwo,
a n a w e t zdaje się, że o bok siebie m o g ły istnieć najrozm aitsze fo r
m y :■ m on ogam ia, p olig am ia i poliandria. W swej »C ulturgeschichte
in ih rer E n tw ic k e lu n g bis zur (feg en w a rt« 2) nie jest p ew n y m , czy
pierw si ludzie żyli w p arach , czy też w stadach.
I m p p e r t 3) wykazuje, że przez najbardziej p ro stą assocyacyę
myśli, człow iek p ie rw o tn y przyszedł najp ierw do zrozumienia p o
chodzenia od m atki, nie uznając jeszcze wcale węzła łączącego
dzieci z ojcem, węzła, k t ó r y poznał dopiero znacznie : później. Z ro
zum ienie pocho dzenia doprow adziło do uznarvania p o k re w ie ń s tw a
ty lk o przez m atki a zupełnej nieznajomości p o k re w ie ń s tw a przez
ojców. P ie rw iastk iem rodziny b y ł sto sun ek m atki do dziecka a mi
łość m acierzyń ska b y ła p o d s ta w ą całego ustroju. T y lk o m a tk a b y ła
dziecku p o trz e b n ą do w y ż y w ien ia w c z a s a c h , g d y jeszcze nie znano
sp osobu zastąpien ia p o karm u , p ochodzącego z najnaturalniejszego
źródła innym i środkam i. D łu g o le tn ie karm ienie dzieci m lekiem m atki,
rozpow szechnione: dziś jeszcze u ludów dzikich, nie m ogło oddzia
ły w a ć ko rz y stn ie na węzeł łączący kob ietę p ie rw o tn ą z mężczyzną.
W ę z e ł ten m usiał stać się luźnym i n ietrw ały m , związki nie m o g ły
b y ć monogmmicznymi, mężczyzna opuszczał sw ą żonę. T e w y w o d y
L i p p e r t a nie m ożna u w ażać za ab so lu tn ie praw dziw e, istnienia matry a r c h a tu nik t dziś już nie zaprzecza, ale p o w o d y jeg o p ow stania
i rozwoju można b y i n a innej drodze uzasadnić. W dalszym ciągu
twierdzi L ip p e rt, że k o b ie ty widząc niekorzyść luźnych związków,
Stawiały p rzed ich zawarciem w arun ek, a b y mężczyzna zobowiązał
») L. c., str. 126.
:a) L e ip z ig 1883, trzecie w y d a n ie .
3) G esch ich te d e r F am ilie, S tu ttg a rt, 1884, str. 81.
—
68
—
się do żyw ienia swej żony w okresie karm ienia, a następ nie w s p ó l
nie z nią troszczył się o w y c h o w a n ie dzieci.
A r g u m e n t ten L ip p e rta p rz y p o m in a mi trochę sposób, w jaki
B a c h o f e n tłóm aczył p ow stanie m a try a rc h a tu . T en niezm iernie
zresztą zasłużony b ad acz twierdzi, j a k już powiedziałem , że. w cza
sach p ie rw o tn y c h k o b ie ty b y ł y w s p ó ln ą w łasnością w szystkich
mężczyzn plemienia. Otóż niew iasty, m ocno o burzone ty m stan em
rzeczy, z b u n tc w a ły się i silą p rz ep ro w a d ziły u stano w ienie m ałżeństw ,
w k tó ry c h k o b ie ty rej w o dziły a w szy scy mężczyźni byli najniższy
mi służkam i sw ych pań. B achofen żył w czasach, w k tó ry c h r o
m antyzm święcił swe największe try um fy, a więc. za p o w o d y d zia
łan ia uw a żał szlachetne pobudki. — L ip p e rt żyje p rz y k o ń cu X I X .
stulecia, szuka więc p o w o d ó w w sferze interesów m ate ry a ln y c h .
Zdaje mi się jednak, że tak, ja k a r g u m e n ta c y ę B ach o fen a Uważamy
dziś za tro chę z b y t n ie p ra w d o p o d o b n ą , ta k i a r g u m e n ta ć y a L ip p erta ,
w y m a g a ją c a trochę zà wiele zmysłu p r a k ty c z n e g o u k o b ie t w cza
sach p ierw o tn y c h , nie p rz ek ona nikogo, a zresztą któż m ógł zm u
sić mężczyznę, a b y d o trzy m a ł sw eg o przyrzeczenia,
tem bardziej,
że op ieka p ra w n a m usiała w o w y c h czasach b y ć bardzo n iedo sta
teczną.
G u m p l o w i c z , k t ó r y w sw y m »System ie s o c y o lo g ii« ') b a r
dzo m ało zw raca uwaga na rozwój in sty tu c y i rodziny, uw aża za
najdaw niejszą form ę sp o łe c z e ń s tw a : hordę, p ierw o tn ą ,2), o p a rtą na
m a try a rc h a c ie ; m a try a rc h a t zaś, jak o p o w s ta ły z luźnych zw iązków
płci, k tó re są »formą najprostszą m ałżeństw a, formą, k tó ra sam a
przez Się w y tw a rz a się w śród p ie rw o tn y c h stosunków,,..
P ozo stają mi jeszcze do streszczenia z a p a try w a n ia D a r g u n a ,
F r i e d r i c h s a i W e s t e r m a r c k a . P ie rw s z y — k tó re g o dzieło
»M utterrecht und R a u b e h e « 3) uznaném zostało przez k o m p e te n tn ą
k r y t y k ę za je d n ą z najw ybitniejszych p ra c ostatnich czasów —
u w aża w niem m a try a rc h a t za formę, k tó r a bez k w e sty i istnieć
m usiała i ro zpow szechnioną b y ła u w szystkich szc?epów indogerm ańskich. K r ó t k o przed sw ym z b y t w czesnym zgonem, w y d a ł on
d r u g ą p ra c ę : » M u tte r r e c h t. und V a t e r r e c h t 4)« zamieszczoną p raw ie
]) W a rs z a w a , 1887.
2) !.. c. str. 2 2 1 - 2 2 9 .
3) M u tterrech t u n d
R aubehè
u n d ihre R este im
g e rm a n isc h e n R echt u n d L e b e n
(U n te rs u c h u n g e n z u r d e u ts c h e n S taats- u n d R ech tsg esch ich te, B a n d XV I.), B reslau 1883.
4) S tu d ien zum ä lte s te n F am ilienrecht.. E rs te r T heil : M u tte rre c h t u n d V a terrech t
erste H älfte: Die G ru n d lag en . L eip zig , 1892.
v
—
69
—
w tej samej objętości po polsku w warszaw skiem A ten e u m za ro k
i 8 9 i *) p o d ty tu łe m : »O rodzinie pierwotnej«.
P o w y k a z a n iu p o k re w ie ń s tw a przez m atk i (m atryarchatu), k t ó
re g o istnienie zasadniczo dziś żadnej nie uleg'a już w ątpliwości,
najważniejszem jest określenie stan ow isk a, ojca w rodzinie. . S t a n o
w isko to jest je d n a k ta k różnorodnem , ta k zmiennem, że szeregi
całe k o n tra s tó w i odm ian drw ić się zdają z każdej, w całość je k o
jarzącej teoryi. S am o stwierdzenie istnienia p o k re w ień stw a przez
m atki nie w ystarcza jeszcze, należy się bowiem, zastanowić, co było
przed niem, co się o b o k niego rozwijało i co jeg o miejsce zajęło.
Z m a try a rc h a tu zupełnie nie w y nik a, a b y równocześnie nie
u w zg lę d n ia n o lub nie znano ojcowstwa, lub żeby m a tk a w obrębie
ro d z in y dzierżyć m iała rządy. Dziś uznajem y p okre w ień stw o dzieci
z m a tk ą a dzieci dzielą mimo to imię i stan ojca; tak sam o m o g ły
istnieć p o w o d y , dla k tó ry c h dzieci należały do stan u i zw iązku ro
dzinnego matki. W ła d z a ojcow ska i pok re w ień stw o przez m atk ę
bardzo często idą rę k a w rękę. Ojciec może b y ć despotą, n ie o g r a
niczonym w ła d c ą życia i śmierci swojej żony i jęj dzieci, może n a
w et się przyzw yczaić do lekcew ażenia i zniew ażania jej, a je d n a k
może go z dziećmi nie łączyć żaden p ra w n ie u zn a n y zw iązek p o
krew ieństw a. W Nowej B ry ta n ii znanem jest n astępstw o rod o w e
ty lk o przez m atki, dzieci dziedziczą po matce, sp a d e k zaś po zm ar
łym mężczyźnie przechodzi n a tego ż siostrzeńców. A je d n a k żony
są niewolnicam i sw y ch mężów, ich własnością. Jeżeli m u się żona
nie nadaje, zabija ją, sm aży i zjada, a to przecież stan ow i w y b itn y
sy m p to m w ładzy p a n a domu.
B e zw zg lęd n a w ładza d o m ow ą ojca znachodzi się w połączeniu
z wszystkim i system am i po krew ień stw a. B ardzo wiele jest ludów
takich, k tó re nie uw ażają stosunku m iędzy ojcem a dziećmi za
związek krw i, lecz ty lk o za stosunek o p ieki i władzy, t a k samo jak
i częste są w y p a d k i tolera n cy i w obec w y kro c zeń przeciw wierności
małżeńskiej. W y n i k a to z tego, że ojciec p ra g n ie p o siad ać dzieci
n a własność jako pan, nie jak o rodziciel, d lateg o bo mu są p o trze
b ne siły robocze.
G d y b y n a u k a o p o krew ieństw ie przez m atki, rozpow szechniona
obecnie, b y ła zupełnie trafną, trze b ab y przypuścić, iż s t o s u n e k
d z i e c i d o r o d z i c ó w rozpocząć się m usiał od stosunku do m atki,
zaś sto su n ek opieki lub p o k re w ie ń s tw a p rzyw iązu jący dzieci do
f) T o m i Y, síri 2 4 0 — 266 i 4 7 1 - 5 1 5 .
-
70
—
ojca, m u s ia łb y rozw inąć się później. M iędzy w szystkim i istniejącym i
ludam i p o w in n e b y znajdow ać się n a najniższym sto p n iu rozw oju
te, k tó re hołdują p o k re w ie ń s tw u przez m atki, w yższy zaś sto p ień
p o w in n e b y zajmować te, k tó re uznają p ew ien związek p om iędzy
rodzicam i a więc i m iędzy ojcem a dziećmi, nie trzym ając się w y
łącznie p o k re w ie ń s tw a przez m atki. D a r g u n sądzi je d n a k —- i to
ja k mi się zdaje słusznie — że najlepszą sk a lą do rozróżnienia sto
pn i p ie rw o tn e g o rozwoju cyw ilizacyi jest b ra k czy też eg z y s te n c y a
naczelnika szczepu, oraz Większy lub m niejszy rozwój jeg o władzy.
Z a p a try w a n ie to p o p ie ra znakomicie o p is a n y przez S p e n c e ra zw ią
zek, zachodzący pom ięd zy ustrojem p o lity c zn y m a całą o rg a n iz a c y ą
społeczeństw a. T ym czasem żaden z ludów stojących na najniższym
sto pniu cywilizacyi, nie p o siad ają cy ch o rg a n iz acy i szczepowej z n a
czelnikiem n a czele, nie zna i nie u żyw a system u p o k re w ie ń s tw a
przez m atki, a w szystkie znają związek m iędzy ojcem a dzieckiem.
U m ieszkańców Ziemi ognistej p a n u ją poza obrębem rod z in y
stosun ki w p ro s t nieprzyjacielskie. R o d z in y żyją zupełnie niezależnie
od siebie i łączą się w m ałe g'rupy, bez naczelnika, je d y n ie w celu
w spólnej obrony . W p ł y w rodzin}'' jest je d y n y m silnym węzłem łą
czącym ty c h autoch to n ó w . W ę d ru ją oni zw yk le w g ro m a d a c h zło
żonych mniej więcej z 12 osób, przeciętnie z trzech mężczyzn, p i ę
ciu k o b ie t i c z w o rg a dzieci, b ęd ą c y c h niejako je d n o s tk ą socyaln ą
najnaturalniejszą, rodziną p ierw otn ą. Młodzieniec, k t ó r y nie p o siadł
żony przez porw a n ie, musi się starać o sw ą w y b ra n ą u jej rodziców.
U B uszm an ów s p o t y k a m y się z zjawiskiem p o d o b n é m ; n i e 'm a
nigd zie w zm ianki o p a n u ją c e m u nich p o k re w ień stw ie przez m atki,
U cejlońskich W e d d a h só w , żyjących w nielicznych i m ały ch rodzi
nach, przestrze g an e są ściśle za sady m onogam ii, rozw od u nie znają,
p o k re w ień stw o przez m atk i jest im zupełnie ob ce ; narzeczony sta ra
się o sw ą przyszłą u jej rodziców. G ro m a d zą się oni w liczniejsze
gruiDy w w y ją tk o w y c h ty lk o okolicznościach.
W Australii zachodniej lud tam tejszy nie żyje w zw iązkach
szczepow ych, ty lk o w ściśle rodzinn ych ; k a ż d a rodzina, licząca z w y
k le 6— 9 głów , tw o rz y osobne dla siebie społeczeństwo, zależne
w yłącznie od ojca rodziny. U B o to k u d ó w jesť rodzina je d y n ą sp ó j
nią jednoczącą te dzikie dzieci n a t u r y ; ojciec jest pan em żony
i dzieci i bardzo zazdrosnym m ałżonkiem . H ołd u jące p o k re w ień stw u
przez m atk i lu d y a m e r y k a ń s k ie i m urzyńskie są bardzo cyw ilizo
w ane w p o ró w n a n iu do w y m ien io n y ch wyżej najuboższych i n a j
słabszych plem ion dzikich.
71
—
A zatem zjawiska uchodzące za późniejsze, okazują się wcześniejszemi. P le m io n a te b y ł y b y rów nież d o ta rły do system u p o k r e
w ie ń s tw a przez m atki, g d y b y okoliczności sprzyjające b y ł y im d o
zw oliły n aby c ie w yższego stopnia cyw ilizacyi —- przeciwnie -ludy
wyżej stojące, kiedyś, w przeszłości przejść m usiały to samo stad y u m rozwoju, ja k ie , znajdujem y n. p. u m ieszkańców Ziemi o g n i
stej. Mimo wo i i n a su w a się dalszy wniosek, że- w wyżej p rz y to c z o
n y c h w y p a d k a c h m am y do czynienia ze stosunkam i, k tó re w y p rz e
dziły utw orzenie sy stem u p o k re w ień stw a przez m atk i
D a r g u n prz ed staw ia sobie p ie rw o tn ą »komórkę« ro dzin y n a
stępująco : W obrębie mniejszych lub w iększych stad ludzi, tw orz ą
się drobniejsze g r u p y odosobnione, k tó ry c h p u n k te m ś ro d k o w y m
zw y k ł b y ć jed en mężczyzna ; wchodzi on w posiadanie jednej lub
więcej kobiet, rozporządza niemi w e d łu g u p o d oban ia,
w ład a też
dziećmi, k tó re one urodzą. W ł a s n y je g o dobrze zrozum iany interes
p o w o d u je go do ob ro n y ty ch osób przeciw in n y m mężczyznom
i wszystkim nieprzyjaciołom w ogólności. Z n an y jest oczywiście
stosunek n a tu ra ln y m iędzy m a tk ą a dziećmi, pod o b n ie ja k i sto su
n e k opieki i w ładzy m iędzy p an e m dom u a dziećmi; p ie rw s z y -— to
jest stosu nek m iędzy m a tk ą a dziećmi — okazuje je d n a k w idoczną
ten d en c y ę zgaśnięcia z chwilą, k ie d y o p ieka m acierzyń ska staje się
dziecku zbyteczną. O b y d w a te stosunki są czysto osobistym i; o g r a
niczają się . one p raw idłow o w yłącznie do w y m ien io n y ch osób.
Po
za tem sp o tk ać m ożna zarodki rozwijającego się system u p o k re wioństwa, nie m a zaś żadn ego system u rozw iniętego, ani system u
po k re w ie ń s tw a przez m atki, ani agn acy i. Z te g o p ra s ta re g o p u n k tu
w yjścia może p o s tę p o w a ć dalszy rozwój t a k samo w k ie ru n k u p o
k re w ie ń s tw a przez m atki, j a k i w k ie ru n k u p o k re w ie ń s tw a przez
ojców, a n aw et i w trzecim k ieru n k u : p o k re w ie ń s tw a przez oboje
rodziców: A zatem t a k zwanej »rodziny rodzicielskiej« w ykluczać
nie można, tem bardziej, że nic nas nie zmusza do stan ow czego
przy jęcia zasady, że ludzkość wszędzie, po jednej i tej samej drodze
rozwoju p o s tę p o w a ć musiała.
D a r g u n sądzi ostatecznie, że .»kwestya kom unizm u płciow ego,
k t ó r y b y b y ł p a n o w a ł w odleglejszej nieznanej przeszłości, p o z o s t a
nie ja k na teraz w zawieszeniu«.
F r i e d r i c h s ' ) w y stępuje przeciw za p atry w a n iu , ja k o b y n ie
możliwość oznaczenia pochodzenia öd ojca, czyli niew iadom ość
») K arl
F rie d ric h s .
O ber
d en .U rsp ru n g , d es M a triarch ats.
Z eitsch rift ' f ür v erg lei
ch en d e R e c h tsw is se n s c h a ft (.Stuttgart), to m VIII (1889), stri 3 7 0-38-1.-
-
72 —
od k tó re g o m ężczyzny plem ienia dziecię pochodzi, b y ła p o w od em
p o w s ta n ia system u p o k re w ie ń s tw a przez m atki. A rg u m e n ta jego
musi k a ż d y uznać ~za bardzo p o w ażn e i obalające to zapatry w a n ie .
P rz y ta c z a on m nóstw o ludów, u k tó r y c h istnieje p a tr y a r c h a ln y s y
stem, mimo, że pochodzenie po ojcu jest często w ą tp ’,i wem, a dalej
twierdzi — znów na m nóstw ie p rz y k ła d ó w się opierając — że matr y a r c h a t istnieje u ludów żyjących w ścisłej m o nog am ií i k a r z ą
cych surowTo przekroczenia przeciw wierności małżeńskiej.
Zestaw iając z a p a try w a n ia p rzyto czo ne wyżej i pochodzące od
ro zm aitych b adaczy, o trz y m a m y n astęp ujące a r g u m e n ta przeciw teoryi luźnych zw iązków płci w czasach n ajd aw n iejszych :
1. K o b ie ta w czasach p ie rw o tn y c h b y ła zupełnie w olną, a nie
niewolnicą, przedm iotem ; według- w ła s n e g o w y b o ru rozporządzała
sam a swą osobą ; mężczyzna m usiał się starać o p o zy sk a n ie jej
względów .
2. K o b ie ta , k tó ra z a w arła już zw iązek małżeński, traciła swą
wolność, przechodziła w posiad anie męża, k t ó r y zazdrością p o w o
d o w a n y , strzegł ją od g w a łtu ze s tro n y in ny ch mężczyzn i surow o
k a r a ł niewierność.
3. S yste m p o k re w ie ń s tw a przez m atk i p o w s ta ł później niż r o
dzina, w k tórej ojciec b y ł p anem , rodzina p o d o b n a do późniejszej
p a try a rch a ln e j. P o k re w ie ń s tw o przez m atk i nie w y k lu cz a znajomości
stosunk u ojca do dzieci.
4. R o d z in a p ierw o tna, w której, ja k już pow iedziałem , ojciec
b y ł panem , m o g ła rozw inąć sie w- k ie ru n k u sy stem u p o k re w ie ń stw a
przez m atki, ale także t a k samo w k ie ru n k u p o k re w ie ń s tw a a g n a cy jn eg o a n a w e t i w k ie ru n k u p o k re w ie ń s tw a przez oboje rodziców.
5. P o w o d e m . p o w s ta n ia sy stem u p o k re w ie ń s tw a przez m atki,
k t ó r y nie jest pierw szym sto pniem rozw oju z luźnych zupełnie sto
su n k ó w płci — nie jest w cale niem ożliwość oznaczenia pochodzenia
w linii męzkiej.
IV.
Z b yt wielkie roz m ia ry p rz y b ra ł mój odczyt i nie chcąc go
jeszcze więcej rozszerzać, streściłem p o g lą d y zw olenn ikó w i przeci
w n ikó w teo ry i kom unizm u p łciow eg o ty lk o w najogólniejszych za
rysach. Jeżeli a r g u m e n ta przem aw iające za k om unizm em w ty m k ie
ru n k u o g ra nic zy łem ad minimum, to ty lk o dlatego, że znane są
one lepiej szerszym kołom, j a k a r g u m e n t a zw olenn ików przeciwnej
teoryi.
P rzyto cz en i wyżej badacze, k tó rz y nie zupełnie g od zą się na
te o ry ę luźności sto su n k ó w płci, nie w y s tę p u ją stanowczo przeciw
S
i
— 73 —
niej z w y j ą t k i e m jed n eg o К a u t s k y ’eg'O, k t ó r y odrzucając k o m u
nizm płciow y, staw ia m on og am ie jako. pierw o tną formę rodziny.
M nie się zdaje, że teorya, uw ażająca m onogam iczne związki
za najdawniejszą* formę m ałżeństwa, m a conajmniej tę sam ą racyę
bytu, co t e o r y a lu ź n o ś c i. stosunk ów płciowych.
P rz e d ew szy stk iem najważniejszym a rg u m e n tem jest p rz e w a g a
fo rm y m onogam icznej a n a w e t w yłączne jej pan o w an ie u wyższych
rodzai małp, fakt, k t ó i y m ożna uw ażać za pra w ie stanowczo u d o
w odniony. Istnienie przew agi form y m onogam icznej u wyższych
rodzai m ałp, p rzem aw ia tembardziej na korzyść pożycia człowieka
p ierw o tn e g o w rodzinach m onogam icznych, bo, ja k już zresztą z a
znaczyłem, w a ru n k i ekonom iczne ich życia są analogiczne tym że w a
ru n k o m życia człow ieka p ierw otnego .
W szyscy badacze p ierw o tn y c h dziejów ludzkości zgadzają się
na to, że człowiek p ie rw o tn y zamieszkiwać m ó g ł ty lk o tak ie obszary,
. w k t ó r y c h nieposiadając żadnych narzędzi, m ó g ł p o zy skiw ać swe
pożyw ienie. Nie mając narzędzi, nie znając d o b roczynn ego działania
o gn ia, żyw ił on się ja g o d a m i i korzonkam i. Źe pożyw ienie czysto
roślinne m ogło mu w ystarczy ć i w yżyw ić go, dow odem niektóre
dzikie plem io n a współczesne, żyjące, rozumie się w strefie z w ro tn i
kowej lub p odzw rotnikow ej a wfięc w klimacie, k t ó r y p an o w ać m u
siał wr p ie rw o tn y c h siedzibach ludzkości. D o w o dem dalszym jest
w ie lk ą objętość narządó w traw ie n ia u ludów dzikich. » W ięk sz eg o
u k ła d u odżyw czego — p o w iad a S p e n c e r 1) — d o m a g a się m n iej
sza p oży w n o ść p o k arm ó w . Dzikich owoców, orzechów, korzeni itp.
p otrzeb a jeść bardzo dużo dla o trzy m ania niezbędn ych zasobów
zw iązków azotow ych, tłuszczów, w ęglow odów . .. K ie d y trzeba t r a
wić olbrzym ie ilości p o k arm ó w , wówczas n ap ełn ienie żołądka musi
sp o w o d o w y w a ć bezw ładność ; k ied y zaś, w s k u te k b ra k u pożyw ienia,
en e rg ia słabnie, w ów czas nie może b y ć m o w y o żadnej działalności,
z w y ją tk ie m tej, do jakiej n a k ła n ia głód. Jasn e m więc jest, iż niere g u la rn o ś ć od żyw ian ia się człow ieka p ie rw o tn e g o , przeszkadza cią
głości p ra c y a w ten sposób p ow strzy m u je jego działania, niezbę
dne do uw oln ienia się z p ierw o tn e g o stanu«.
Z jakiem iż trudn ościam i połączone b y ć musiało p ozyskiw anie
ty ch ro ślin n y ch p o k a rm ó w ! R a z b y ło ich m nóstwo, w krótce ich
niestało ; po k ró tszy m lub dłuższym okresie obfitości n a stę p y w a ł
k ró tsz y lub dłuższy okres głodu. Czy w takich w a ru n k a c h m o g ły
') L, c. tom I. str. 49 —51,
_ 74
—
istnieć liczne, h o rd y , lu b w spólne pożycie k ilku ro-d/.in? Zdaje się że
nie i że błędnem- jest z a p a try w a n ie tych, k tó rz y k ażą tej licznej
hordzie dzielić się dla p o szukiw ania p ożyw ienia w d ro b n e g ru p y .
P rze m a w ia przeciw temu także p rz y k ła d ludów dzikich, stojących
na najniższym stop niu cyw ilizacyi, nie znających . in n ych węzłów
j a k rodzinne. P rz y k ł a d y te cytu je K a u t s к у, cytu je D a r g u n
a wreszcie i W e s t e r m a r с k, chociaż nie dla p op arcia z a p a t r y
w ania, k tó re ja przedstaw iłem .
C zyżby człow iek p ie rw o tn y łączeniem się w liczniejsze g r u p y
m iał sobie u tru d n iać p ozyskiw anie po ży w ie n ia ? N a to się ab solutn ie
zgodzić nie m o g ę , bo jeżeli co, to in s ty n k t zachow aw czy w ro d z o n y
najniżej stojącem u stw orzeniu sprzeciw ia się te m u ; chy ba, żeby śm y
człow iekow i p ie rw o tn e m u odm ówili i tej o d ro b in y rozumu, ja k ą p o
s iada n aw et zw ierzę, lub żebyśtny m u przyznali w y ż sz y stopień c y
wilizacyi, niż go m ó g ł posiadać, a to jest po siad anie narzędzi um oż
liw iających zdobycie p o ży w ie n ia mięsnego.
P o z y sk iw an ie p oży w ie n ia roślinnego w y m a g a znacznego sto
s u n k o w o obszaru dla małej liczby ludzi. Chem icy obliczyli, że p rz e
ciętnie organizm ludzki p o trzebu je dziennie 126 gr. b ia łk a i 321 gr.
w ęgla. Chleb a zatem najbardziej w y b o r o w y p r o d u k t ro ś lin n y za
w iera ta k ą ilość ty c h składn ikó w , że a b y d ostarczyć p o trz e b n ą ich
ilość organizm ow i, trze b a zjeść 2 870 gr. chleba, a więc o wiele
więcej trz e b a b y zjeść ziarn, a b y p ozy sk a ć p o trz e b n ą ilość w ę g la
i białka.
T a m gdzie rosną drzew a sagow e, w y s ta rc z a dla w y ż y w ien ia
jedno stk i rocznie 600 fu n tó w chleba zrobionego z ow oców tej palm y.
D o p ro d u k c y i óoo fun tó w teg o chleba p o trze b a goo fun tó w m atery a łu su ro w e g o , podczas g d y jed no drzewo d o starcza 700 funtów
rocznie ').
J a k ich ź e m as roślin n eg o p o k a r m u p o trz e b o w a ł człow iek p ie r
w o tn y d la siebie, czyż więc m ó g ł łączyć się w liczne »hordy p ie r
wotne«?
W e s t e r m a r с к 2), k tó re g o dzieło jest jednem z najp otęż
niejszych zjaw isk n a p o lu dziejów rodziny, a o k tó re m A lfred W a11 а с e, znakom itość pierw szorzędna, w yraził się, że rzadko zdarzyło
m u się sp o tk ać ta k g ru n to w n e .opracow anie je d n e g o z n ajtru d n iej
szych p ro b lem a tó w , — jest stanow czym przeciw nikiem teoryi ko!) L ip p e rt, K u ltu rg esch ich te, d é l-M e n sc h h e it in ihrem o rg a n isc h e n A u fb au , S tu ttg art,
1886, tom I., str. 56.
■
2) 1- c.
muni z mu płciow ego. U d o w a d n ia on m nóstw em przy kład ów , że lu d y
p ie rw o tn e w t e d y n a w e t żyły w nielicznych g rup ach , g d y już żyw iły
się m ięsnym i pokarm am i, bo do p o zysk iw an ia żyw ności zapom ocą
m yśliw stw a, p o trz e b a b yło bardzo obszernych te ry to ry ó w n aw et
w czasach, g d y zw ierzyny tej b y ło : q wjele więcej ja k dziś. W e sterm arck nié zw raca u w a g i na fa k t p otw ierd zający jego z a p a tr y
w ania, że ubijanie zw ierząt ta k prosterni narzędziami, j a k pierw sza
b ro ń człow ieka p ie rw o tn e g o , w y m a g a n iety lko ogrom nej zręczności
ale i niemniej cierpliwości i trudów . U b ita sztuka w k rótszym czasie
b y ł a z je d z o n ą , niż g o się straciło na jej upolowanie.
W e s te rm a rc k p o p ie ra swe za p atry w anie, — że m o n o g am ia b y ła
najdaw niejszą form ą sto su nkó w płci, faktem , że najdziksze lu d y t e
raźniejszości uznają o bow iązek ojca do opieki i obro n y swej rodziny.
Jeżeli o nic innego, to o b u d o w ę m ieszkania i o dostarczenie p o ż y
w ienia stara się ojciec. P ożycie m ałżeńskie ro zpoczyna się dopiero
w ted y , gcly luźn y zw iązek k o b ie ty z m ężczyzną um ocnio ny zostanie
przyjściem na -świat p o to m s tw a i tem się tłóm aczy wolność o by cz a
jó w u k o b ie t niezam ężnych, ja k a panuje dziś jeszcze u ludów dzi
k ich i barbarz y ń sk ic h , a k tó r ą zw olennicy teoryi luźnych związków
przytaczają, jak o w a żn y a r g u m e n t n a korzyść swoją.
B ardzo wielkie znaczenie m a k r y t y k a teo ry i pro m isk u icy jn y ch
t j. kom unizm u płciowego'; której W e s te rm a rc k pośw ięca trzy obszer
ne rozdziały '). P rze dew sży stkiem ostro k r y ty k u je »system haw ajski
p o k re w ień stw a« , k t ó r y streściłem wyżej i nie uw aża g o wcale za
do w ó d istnienia k ie d y k o lw ie k luźności s to su nkó w płci. A r g u m e n ta
W e s te rm a rc k a w spólnie z p rz y toczo nym i pierwej, zupełnie n a innej
p odstaw ie o p a rty m i arg u m e n ta m i K a tits k y ’ego, są bardzo p rz e k o n y
wujące i w y w o łu ją w ielkie p o w ą tp ie w a n ie w p raw dziw ość w n io sk ó w
M o rg a n a, jako o p a r ty c h n a fa łsz yw ych premissach. K r y t y k u j ą c
przy toczone d o tą d fa k ta istnienia i teraz kom unizm u płciow ego,
przychodzi W e s te rm a rk do przek on ania, że fa k ta te d ow odzą ty lko
wielkiej luźności węzła m ałżeńskiego, częstych w y p a d k ó w niew ier
ności i b r a k u cerem onii w eselnych, ale istnieniu dziś jeszcze g d z ie
k o lw ie k kom unizm u p łciow ego stanow czo należy zaprzeczyć.
W n a stę p n y m rozdziale rozbiera W e sterm a rk system klasyfi
k a c y jn y M o rg a n a w całości i przychodzi do przekonania, że nie
jest on system em w ęzłów krwi. M ożna przypuścić, ą b y niepew ność,
k to jest jeg o ojcem, sp o w o d o w a ła dzikiego człow ieka do n azy w an ia
*); L. c. str. 4 6 - 1 3 0 ..
—
76
—
k ilk u mężczyzn ojcami, ale t a k a sam a n iepew ność nie b y ła p rz y
czyn ą n azy w an ia kilk u k o b iet m atkam i. Czy m ożna przypuścić, a b y
człowiek, k tó re g o in te lig e n c y a jest ta k niską, że zaledwie zdobędzie
się na policzenie swych palców , d lateg o nazyw ał tak samo w szyst
kich p o to m k ó w braci ojca rodzon ych i dalszych, bo nie jest p ew n y ,
czy oni nie są rzeczywiście jeg o braćm i ? Nie p o d łu g stopni p o k re
w ieństw a, ale p o d łu g w iek u dzielą dzicy swe plem iona i poszcze
g ó ln y m g e n e ra c y o m a nie sto pn iom p o k re w ie ń s tw a n ad a ją od ręb ne
nazw y. P o m ijam w y w o d y W e s te rm a rc k a co do p o w s ta n ia system u
po k re w ień stw a, zaznaczam ty lko , że są one zgodne z p o g lą d a m i
D a r g u n a i F riedrichsa, m iano w icie, ż e .p o w s ta n ie teg o system u nie
zostało s p o w o d o w a n e m nieznajomością pochodzenia od ojca i że
nie w y k lu cz a on wcale znajomości węzła łączącego dziecko z ojcem.
Luźność zw iązków płci po w o d u je — zdaniem w ielu uczonych,
do k tó re g o W e s te rm a rc k się przy łą cza — obniżenie się ilości p o
tom stw a. U w a ża on za najsilniejszy a r g u m e n t przeciw kom unizm owi
płciow em u w rodzon e k aż d em u człow iekow i uczucie zazdrości, fakt, na
k t ó r y zw róciłem u w a g ę pierwej, i p o p ie ra g o licznymi nadzwyczaj
przykładam i. N iew ierność b y ła zawsze i wszędzie surow o k a r a n ą
a znajdujem y m nó stw o p rz y k ła d ó w , z k tó ry c h w y n ik a, że człow iek
dziki w y m a g a od swej w y b ra n ej n ien ag a n n ej przeszłości.
K r y t y k ę teory i zw olenników kom un izm u k o ń cz y W e s te rm a rc k
u w a g ą , że ja k k o lw ie k s to sun ek p łcio w y m ó g ł b y ć u n ie k tó ry c h lu
dów bardzo luźnym, to przecież nie ma na to dow odu, a b y k o m u
nizm p łcio w y stano w ił k ie d y k o lw ie k ogólnie i pow szechnie uzn aną
n a całej kuli ziemskiej formę.
Nie m o g ę streścić naw et najpobieżniej dzieła W e s te rm a rc k a ,
obejm ującego 589 stron. P o d a m ty lk o najważniejsze p o g lą d y , za
znaczając, że zupełnie się p ra w ie z niemi solidaryzuję.- T o co mi
w d ro b n y c h zaro d k ac h świtało w m ózgu, .znalazłem u teg o b a d a cza
rozw iniętem do po tężnych, olbrzym im a p a ra te m n a u k o w y m p o p a r
ty c h hipotez i pogląd ów . P rze d ew szystkiem podnoszę p rz e p ro w a
dzony przez W e s t e r m a r c k a 1) d ow ó d zupełnej wolności w y b o ru
u k o b ie ty pierw otnej. U M azurów rozpow szechnionem jest p rzy sło
w ie: J a k ry b a z pom iędzy p rz y n ę t w y b ie ra tę, k tó ra jej się najle
piej pod oba, t a k też i k o b ie ta w y b ie ra z po m ięd zy wielu mężczyzn
jednego. C h ara k te ry zu je ono znakom icie stosunki panujące u ludzi
pierw otny ch . K o b ie ta niezam ężna b y ła w te d y zupełnie wolną, nie
«) L. c., str. 2 1 0 - 2 3 6 .
77
—
stan o w iła — jak dziś u wielu ludów dzikich a n a w e t i nie dzikich —
przed m io tu handlu, a rodzice nie mieli p o w o d u ża dnego przeszkadzać
jej w w olny m w yborze. W znakomicie napisanym , obszernym ro z
dziale zastanaw ia się W es ter m arek n ad m ałżeństw am i wT rodzinie,
czyli n ad związkami kazirodczym i a w jed n y m z n a s tę p n y c h nad
rozpow szechnionemi obecnie form am i m ałżeństw a i dowodzi, że naj
bardziej rozpow szechnioną obecnie formą jest jednożeństwo, .naj
mniej ludów żyje w p o ly an d ry ! ; średni stopień zajmuje po lig am ia
i staw ia a n a lo g ic zn y szem at rozwoju in sty tu c y i m ałże ń stw a: m ono
g a m ia b y ła form ą przyjętą na najniższym sto pniu cywilizacyi, p ó
źniej miejsce jej zajęło wielożęństwo, a b y następn ie ustąpić znów
miejsca rodzinie opartej na jednożeństwie.
Oto zaledwie og óln y, nadzwyczaj p obieżny rys p o g ląd ó w W e sterm arcka. J a k k o lw ie k dzieło jeg o u w ażać m usim y za o g ro m n y
k ro k naprzó d w b ad aniach rozwoju in s ty tu c ja małżeństw a, to p rze
cież nie w y czerp uje ono całkow icie tej k w estyi i nie zw alcza z u p e ł
nie teoryi przeciw nych. Je d e n wszakże — o ile mi się zdaje — p o
stęp m ożna zaznaczyć, m ianowicie ten, że hipoteza, staw iająca m o
no g am ie jak o p ie rw o tn ą i najdawmiejszą formę, jest po d w zględ em
n a u k o w y m co najmniej ró w n o u p ra w n io n ą z hipo tezą zupełnej luźności sto su n k ó w płci.
T u n asu w a mi się n a myśl jeden błąd, w k t ó r y p o p a d a ją niety lk o zw olennicy teo ry i kom unizm u, ale i jej przeciwnicy. Zdaje
mi się, że zby t w ielki w p ły w na rozwój o rganizacyi społecznej
przy pisują oni sto su nko m płciowym . P o p ęd , k tó re g o nie należy
z b y t nisko oceniać, zostaje często bardzo przeceniany. Człowiek
p ie rw o tn y m iał wiele w a żn y ch trosk n a głowie, m usiał w pierwszej
linii starać się o zaspokojenie potrzeb ekonom icznych, a więc nie m ógł
z b y t wnele u w a g i i czasu poświęcać m j ś lo m i po p ęd o m erotycznym .
W s z y s c y praw ie badacze p rzedstaw iają sobie człow ieka p ierw o tn e g o
jak o istotę nadzwyczaj zmysłową. Jeszcze S c h i l l e r pow iedział:
»Einstweilen, bis den B au d er W e lt
P hiloso phie zusamm enhält,
E rh ä lt sich das G etriebe
D u rc h H u n g e r und durch Liebe«.
I rzeczywiście te dw a m o to ry najw iększy w y w a rły w p ły w na
rozwój cyw ilizacyi ludzkiej. A le słowa te p o e ty inaczej b y m sobie
tłómaczył. Id ealista w całem teg o słowa znaczeniu nie w y o b ra żał
on sobie miłości, jak o uczucia na wskroś zm y sło w eg o ; po jm ow ał
on je idealniej, szlachetniej. On nie rozum iał miłości, jako z w y
—
78
—
k łe g o p op ęd u , ale zakreślał jej szersze granice, a przeclewszystkiem
obejm ow ał nią przyw iązanie rodziców do dzieci; miłość m ężczy
zny i k o b ie ty niety lk o jak o p a r y złączonej ch w ilo w y m pociągiem ,
ale jak o tw ó rc ó w następnęj gefteracyi, jak o założycieli rodziny.
I to in s ty k to w n e p rzyw iązanie rodziców do dzieci, a dzieci do
rodziców, stało się p ierw szym węzłem tw o rz ący m rodzinę.
A le o b o k p rz y w iąza n ia rodzicielskiego, uw ażam za jeden z w ę
złów łączących, trw ałe w zajem ne p rzy w iązan ie k o b ie ty i mężczyzny.
Л\т świecie zw ierzęcym w idzim y p a r y żyjące z sobą stale i s t a n o
wiące w zorow e m ałżeństw a. J a k k o lw ie k w szyscy p ra w ie uczeni
nie uw ażają za m ożliwe istnienie d łu g o trw a łe g o prz y w iąza n ia p o
między k o b ie tą ' a mężczyzną w czasach p ierw o tn y c h , przecież zdaje
mi się, że — o bok przyto c zo n y ch wyżej a r g u m e n tó w — i wzajemne
p rzy w iązanie b yło w a żn y m czynnikiem , p o w o d u jąc y m - - ludzi p i e r
w o tn y c h do pożycia w trw a ły c h zw iązkach m on ogam icznych.
W p r a w d z ie p rzew ażna część uczonych u w a ża miłość trw a łą za u c z u
cie, k tó re pow stało d opiero u ludzi cy w ilizow anych, k tó re nie było
znanem p ie rw o tn e m u człowiekowi, po siadającem u ty lk o p o p ę d y
i in sty k ta , ale mnie się zdaje, że o b o k p o p ę d u chw ilow ego, k t ó r y
przecież i u najbardziej cyw ilizow anych w arstw się pojaw ia, istnieje
w duszy ludzkiej p ew ie n p ierw iastek , k t ó r y niety lk o u nas, ale i u
ludzi p ie rw o tn y c h rozwijał się i rozwija pod działaniem różnych
cz y n n ik ó w w trw a łe przyw iązanie. B y ć może, że z a p a try w a n ie to
jest blednem : nie narzucam go n ikom u i nie m yślę z nikim p o le
m izować w ty m k ieru n k u . B y ć może także, że nie znalazłem o d p o
w iednich słów na w y ra żen ie teg o co myślę, ale w k a ż d y m razie
przek on aniem m ojem jest, że p ie rw o tn ą rodzinę monogmmiczną ł ą
czył oprócz węzła in s ty k to w n e g o p rz y w iąza n ia rodziców7 do dzieci
i dzieci do rodziców", także i węzeł wzajemnej miłości pom iędzy
mężczyzną, g ło w ą rodziny, a kob ietą, k tó r a nie z p rzy m usu ale d o
brow olnie stała się jeg o to w a rz y s z k ą życia, a nie niewolnicą.
A d o lf SťľzelecJci.
-
79
—
Z a p u s t - P o p ie le c - W i e l k a Noc.
Kilka zwyczajów M u w Tarnobrzeskiem.
(D o k o ń czen ie1).
S talow ski po eta W a lsk i, ta k ą dow cipną do zapustu czyni alluzyę:
T a k nasi przodkow ie przed la ty robili,
w karczm ie w ód ki pili i dobrze się bili ;
niechaj i ich w nuk i nie kasują tego,
bo jest pozw olono od Ojca świętego,
bo dziś dni szalone, niech k aż d y szaleje,
niech se go rzal oczka dobrze łeb zaleje !
T a k nasi przodkow ie przed la ty robili,
k i e d y n iew olnik ów do się zaprosili,
daw ali im jeść, pić, dobrze ich raczyli,
po tem w tra k ty e rn i z nimi się jsobili.
M y się zapraszam y, g o rz ałk ę pijemy,
choćbyśm y nie chcieli, je d n a k się bijemy,
bo sam a n a tu ra pociągła do tego,
a b y nie k a s o w a ć p rz y k ła d u starego.
Z zap ustem łączą się różne ciemne lu do w e g u s ł a . P rzy to cz ę
ty lk o jedno. Związało się ono silnie z kościelnern u p a try w a n ie m
djabła w szalonej zapustnej wesołości.
P o w iad ają, że w z a p u s t n y c h n o c a c h można przed północkiem (ijabia widzieć w karczmie, jak tańcuje pom iędzy ludźmi
ale »t r z а г n a ć n a i o s e k r e t « .
K to chce d j a b ł a 'w t e d y zobaczyć, musi za dnia iść n a c m e n
tarz, w y b ra ć 'grób, w k t ó r y m b y znalazł starą t r u m n ę , w niej deskę
z w y b ity m sękiem — z tą d esk ą niech przed p ółnocą pójdzie za
okno k arczm y, gdzie w z a p u s ty g r a m uzyka, niech p o p a trz y przez
tę dziurę z sęka w e w nętrze karczm y, to zobaczy, jak djabeł ta ń
cuje p om iędzy w eselącym i się ludźmi. (Jastkowice).
W za p u sty p łatają też . djabły, p oku tu jące dusze, topielce,
rozm aite ludziom figle. D u ż o b y o tern b y ło pisać.
N a zapust i p ow ażny , trzeźwy, u n ikający z a b a w y i p ijaty k i
ro lnik uważa, bo
J a k w z a p u stn y poniedziałek z p ołud nia w iaterek,
to siej chłopie n a w i e s n e najwięcej tatarek.
•) Zob. str. 46.
—
O bjaśnia to ro ln ik tem,
ciepłe n ocy i rosy.
In n i p o w ia d a ją :
80
—
że będzie ciepłe lato, a ta t a r k a lubi
J a k w za p u s ty śniegi d ro g i z a s y p u ją ,
ja rz y n y w ty m ro k u dobrze p odsypują.
P rzez trz y dni za pu stów ja k deszcz z g ó r y bije,
to w e żniwa żyto n a g a r ś c i a c h pognije.
Jeźli przez za p u sty są n a rzekach lody,
to w ty m ro k u z -gęsi b ard zo k iep skie plody.
Jeźli przez za p u s ty jest po d ro g a c h woda,
to po niskich g r u n ta c h p r a c y chłopa, szkoda.
Jeźli przez z a p u s ty trz y dni deszcze b i j ą ,
to po niskich g ru n ta c h ziem niaki pogniją.
J a k w z a p u s ty ciepło, boso chodzą b ab y ,
to późno w ty m ro k u zagrają nam żaby.
. (Stale).
» W z a p u s ty n a w e t b ab o m nie w olno przość, bo takie płótno,
c h to b y w za p u sty na n ieg o przód, to w tedy, j a k go bléchuje, p r z y
chodzi w ich er i p o ry w a to płó tn o w góre, ze juz go n ig d y nie
zdybie. Ludzie m ówio ta k : chtórà b a b a w z a p u s ty nie pije ji z drug ie m y sie nie zàbawià, jino kodziel przedzie, to sie za to djabeł
złości ji to p łótno p o ry w a ji (jej) z wichrem , bo w ichrem to djabeł
rzodzi«. —
»Tagze w ostatni dziej zapustu, cokiej najlepi pijo i jędzo, to
k u z d y g o sp o d arz musi zawieźć na pole choć jed n e fure gnoju, bo
t a k pow iadajo, ze n a takiem g n o ju to t a k zimiaki rosno ji w ziemi
sie kreco, j a k pijaki w karcm ie, k ie d y w ódkę pijo i jed en d ru g ie g o
p o p y ch a , to ta k i zimiaki ziemie rozpychajo«. (Stale).
Z ap ust minął, szał m a ustać — nastaje s t ę p n a ś r o d a
(popielcowa), p rz y k azu jąc a ludziom uciszyć się, wejść w siebie, p o
skrom ić namiętności, u k o rz y ć się p rzed B ogiem , ze w spom nieniem :
— Z pro c h u m po w stał, w proch się obrócę...
Ale nie t a k łatw o w ie ś n ia k o w i, z k ra ń cow ej wesołości przejść
w p o w a g ę p e łn ą ro zm yślania i po kuty... i to jeszcze młodzieży.
Nie ta k łatw o p ro sta k o w i z w ilk a stać się n a g le baran k iem , c h o
ciaż w in n y c h sferach w y ra fin o w an y m ludziom przychodzi to bez
żad n eg o trudu,
A -więc ten w ilk za p u stn y jeszcze w »s t ę p n ą ś r o d ę « nie
zrzuca z siebie swojej kudłatej s k ó ry i p o d pozorem rolniczego
g o s p o d arsk ie g o przesądu dalej w y p ra w ia swoje figle. » Ż e b y k o -
—
81
—
n o p i e w p o l u s i ę z r o d z i ł y « , musi jeszcze w w stę p n ą ś r o d ę '
pić i tańcować. Choć starzy p o w ia d a ją :
» W ś tę p n ą środę
zapuść b ro d e !«,
bo »post św ięty wielki nadchodzi, ro zpam iętyw anie męki C hrystusa,
to fry z y ro w a ć się nikom u nie godzi« '), młodzi nic sobie z teg o nie
robią, bo m ają za so b ą p o w a g ę wiekow ej trad y c y i, której starzy
n a w e t oprzeć się nie potrafią, m y ślą sobie bowiem , że »praw ojców
k aso w a ć nie należy, że to byłob)» grzechem«.
Zbiera, się m ianowicie dziewięciu chłopaków we wsi i p r z e
b ra w szy . się w sposób niżej po dan y, urządza ciekawią śro d o p o stn ą
k o m e d y j ą.
J e d n e g o ok ręcają od stóp do g ło w y w słomę i ten jest n i e d ź Wi edz.i em , Ala n a g ło w ie łokciową, szpiczastą, ze słom y z witą
czapę — »na te mode, jakie daw ni mieli ziandary«. Z tyłu ma p o
wróz ze słomy, za k t ó r y go d rug i prowadzi. D ru g ie g o ubierają
w »babskie szmaty« (kobiece odzienie) — to K a ś k a . Ala na sobie
fa rtuch z lnianeg o płótna, »od ziemi« czarnym jedw abiem w y s z y
wany, w jakich daw niej w S talach k o b ie ty chodziły. K o szu lę ma
także z p łó tn a lnianego, w y s z y w a n ą na ram ion ach czerw onym je
dw abiem , n a głow ie »smatke« z lnianeg o p łó tn a czarnym j e d w a
biem w y s z y w a n ą — w s z y s t k o »na sta rą modę, jak dawni chodzili«.
Trzeci najpraw dziw szy- ż y d z pejsami w jupicy. B y le k tó ry
żyd we wsi po życzy m u sw ego u b ra n ia : chałatu, czapki tchórzów ki —
o b ro d ę i pejsy to fraszka, od czegóż konopie, któ re dobrze s a d z a
mi osmolą i p rzyw iążą żydow i do g ło w y p ow ró zk am i — »i już jest
nie do poznan ia żyd«.
C zw arty d z i a d w łachm anach lub o d w róco ny m ku dłam i na
wierzch kożuchu, z b a te m długim, w ręku, z to rb ą sk ó rz an ą n a p le
cach, ja k dawniej dziady po Wsiach chodziły. D ziad k o g o spotka,
p a r z y b atem na p am iątk ę ow y ch dziadów, co n ieg d y ś chodzili
z wielkim i batam i i p sy wiejskie o dgan iali od siebie.
P i ą t y dźw iga k l o c a , czyli, k a w a łe k drew na, u w iązany na
m ocnym p ow rózku. T e n poluje na dziewki i kaw alerów . J a k złapie
k a w a le r a - a lb o dziewkę, to pierw szem u wiąże kloca u k a rk u , a d r u
giej u n o g i; s k az an y n a d źw igan ie kloca musi mu się dobrze o k u
pić. P rzy w iązu jąc klo ca m ów i:
*) Ja stk o w ic e (p o w . T a rn o b rz e g ), P y sz n ic a (p o w . N isko).
6
82
— K ie d y ś sie nie ożenił (albo nie w y d a ła ) w niezápusty, to
t e ra dźwigaj klo ca ji d o p ó ty go bedzies dźw igać, jas sie m y ’) o k u
pić rriusis.
S zó sty s t a r y z k o s z y k i e m n a j a j a . S ió d m y z w o r k i e m
n a z i a r n o . Ó sm y p i s a r z , k t ó r y m a z a p is y w a ć o trz y m y w a n e po
dom ach d ary , żeby k to czego nie schował. P isarz m a w ojskow e
ubranie, pióro gęsie za uchem, ołó w ek i p a p ie r w ręće. W reszc ie
dziew iąty s k r z y p e k , k t ó r y »zná dobrze grać, zeby m ogli n a wsi
najwięcej uzbierać.«
A ż e b y je d n a k m ogli chodzić po wsi, muszą mieć »p o z w o l e js t w o « od wójta. P o s y ła ją więc ż y d a i K a śk ę , a b y » w y p r o s i l i t o
p o z w o l e j s t w o o d w ó j t a « . N a z a p y ta n ie wójta, czego żądają,
zabiera pierw szy głos żyd tym i słow am i:
— S ä n o w n y ji k o c h a n y w ójtecku ! p ro s iw a wás ślicnie ji p o
kornie, g d y s m á w a zam iar pójść na wieś zápu stu w y g a n ia ć. Przecie
wiecie, mój w ójtecku, ze ji nasi przo d k o w ie to robiéli ji b eło b y
grzechem , j a k b y ś m y m y to zagubiéli ; to tés p ro siw a w às w im ie
niu ca ły n a s y g ro m a d y o łask aw e pozw olejstw o dlá. nás, a b y nam
bóło w olno chodzić po wsi zá pu st w yganiać.
W ó j t p rz y c h y la się do tej p ro ś b y i daje im p o z w o l e j s t w o
na piśmie, za k tó re K a ś k a w ten sposób dziękuje :
—• Mój k o c h a n y wTójciku ! dziękuje w ám já b iédn á k o b ié ta
V/ imieniu całego nase g o zebrania za to, żeście n ám pozwolili pójść
n a wieś zápustu w yg a n ia ć. Niech w a m za to P á n B ó g stokrotnie
w y n a d g ro d z i i niech sie w àm wszysko d o brze w p o lu rodzi. Ostájcie nám ż B o giem !
P o z w o l e j s t w o oddaje żyd pisarzowi, poczem idą na wieś,
Chodzą od dom u do domu, lecz nie w stęp u ją do w nętrza, ty lk o po
za okn am i proszą o dary. M ianowicie żyd przychodzi za okno i p r o
si: — M oja k o c h a n a go sp o siu i w y k o c h a n y g o s p o d à r z y k u ! prose
jà w ás b ie d n y zydek, nie opuscájcie nás, opatrzcie nás, co łask a
w a sà . Pán B ó g nie mijał i m y nie mijamy.
T y m czasem K a ś k a tańcuje z niedźwiedziem n a ś m ie c ia c h 2) i
ta k ápiéw a (na nu tę kołom yjki) :
A chtoz to tu, a chtoz to tu po záéciäniu puka?...
S te p n á środa, s te p n á śro d a n iezapustu suká.
') =
mi.
a) N a ś m i e t n i k u
n a p rz e c iw
p ro g u d o m u,
g d z ie -g o s p o d y n i, z w y k ła p rz e z cały-
ro k sk ła d a ć śm iecie z izb y , ja k o b a rd z o p o ż y te c z n y n a w ó z n a k o n o p ie.
—
83
-
G o sp ody ni, k tó rą na przyjście tych ,z à p n ś n i k ó w jest p rz y
g o to w an ą , w yn osi im, co ma w domu, więc albo jaja i kładzie je
do t o rb y dziadowi, albo ziarno, to w sy pu je je do w o rk a temu, co
»Wórek clź-Wigą«, Jeżeli daje pieniądze, to odbiera je pisarz. P o te m
w p ro s t idzie do niedźwiedzia i skubie z niego słomę 1). Niedźwiedź
się broni i bierze g o sp o d y n ię w taniec na śmiecie, sk rz y p e k zagra
i żyd zaśpiew a :
N a konopie, n a ko no pie, zeby sie rodzieły,
Z eby nase dzieci ji m y n a g o nie chodzieły !
Niedźwiedź » w y k r ę c i s i e«, z. g o s p o d y n ią raz, d w a do
koła, ppczem ją puści, a ona teraz bez litości obdziera go ze słomy.
Jeżeli w dom u nie ma gosp o d y n i, to K a ś k a ż niedźwiedziem
tań cz y na śmieciach.
P o w iad ają, że na takich w y tań czo nych przez niedźwiedzia
śmieciach bardzo się k o n o p ie 'r o d z ą .
W ten sposób obejdą ow e - » d z i a d y « całą w ieś'.— p raw ie
w k aż d y m dom u dostatecznie ich obdarzą, czyli ja k •po w iad a ją
w .Stalach, »w s e cl z i e m a ł o w i e l e ' d o s t a n o , bo kuzdem u
chodzi o k o n o p ie i o m łode gosieta. Bo jus sie nieras przekonali,
ze ja k ch tó rá g o s p o d y n i nie d ała nic d z i a d o m , nie tiijcowała
z niedźwiedziem n a śmieciach i słom y z niego pod gesi nie podłozéla, to sie . ji nie udały, konopie, jino ty le urosły, co jéch żaba
przeskocóła, i go sieta w jajach w y z d y ch ały . T o tés przes to dzia
dów nicht nie opuści, jino mało, wiele musi dać, bo mu chodzi o
gesi. ji konopie«.
W o b e c te g o przesądu nie m ożna się dziwić, że niedźwiedzia
g:ospodynie hve. w ła sn y m interesie niemiłosiernie s k u b ią , tak, że,
jak wyjdzie z trzeciej ch a łu p y z rzędu, mało już na nim słomy,
więc g o muszą na nowo nią. okręcać. ' D o p r a w d y biedę m ają z tym
niedźwiedziem, a i niedźwiedź sam biedny!
Z w stęp n ą śro dą wiąże się t r a d y c y j n e , pow szechne p rz y w ią z y
w an ie dziewczętom kloca. Istnieje ono jeszcze w całym pow iecie
T arnobrzeskim , ale powoli zanika. W Ja s tk o w ic a c h jeszcze przed
k ilk u la ty w e w stęp n ą środę po pięciu i sześciu chło p ak ó w cho
dziło z klocem po dom ach, gdzie b y ł y dziewki na w ydaniu. D z ie w
k ę , k tó r a sie nie miała czem okupić, pędzono „nielitościwie z k lo
cem na strych. Dziś już teg o nie zobaczy.
>) S ło m ę tę c h o w a i k ła d z ie ip o d g ęś, ja k
sło m ie „ w s z y sk ie g o s ie ta sie w y k łu jo “ ..
ja ja sa d z i — p o \y ia d a ją , że
p o takiej
—
84
—
W N a d b r z e z i u , tém o d g rod zo ném W is łą p r z e d m i e
ś c i u S a n d o m i e r z a , istniał dawniej od m ienny po d ty m w z g lę
dem zwyczaj.
S ta rsi łapali po wsi k aw aleró w , k tó rz y się jeszcze nie ożenili,
i przyw iązali ich do k locó w dużych, k tó re musieli ciągnąć. K t o nie
chciał ciągnąć, 'musiał się okupić przynajm niej je d n ą litrą okow ity.
U w o ln io n e g o p ro w a d zo n o do karczm y, gdzie pito jeg o przym usow y tra k ta m e n t. T a k w y ła p y w a n o w szystkich c h ło p a k ó w wre wTsi,
k tó rz y w m in io n y m zapuście pow inni się b y li ożenić.
Z w ykle kloc leżał przed karczm ą. P r a k t y k a zw y kła b y ła t a
ka, że g d y p rz y p ro w a d z o n o do teg o kloca ta k ie g o k aw alera , to
ten winien b y ł żądać, a b y p rz y p ro w ad z o n o zaraz dziew czy n ę , k t ó
rą k o c h a ł i k tó rą m y ślał poślubić, i razem, z ni ein do te g o kloca
przyw iązano. Szli te d y ci siepacze po o w ą dziew czynę i nieraz siłą
p rz y p ro w ad z ali ją do klo ca i k o ch a n k a. R o d z ic e m im ow oli nie
sprzeciwiali się tem u s ta ro d a w n em u zw yczajow i
Zaraz .w śró d p o
w szech nego śm iechu p rz y w ią z y w a n o ich oboje do kloca, p rz y k t ó
r y m t a k dług'0 stać mieli, póki ich ojcowie nie w ykupili. Za te
pieniądze pito i baw iono się wspólnie.
Zw yczaju teg o obecnie w K adb rzeziu zaniechano, ale nie zaniechario pić w za p u sty i w s tę p n ą środę bez u p am iętania, co w y
w ołuje prawdę zawsze b itk i i s k a rg i sądow e. N adbrzezianie n a ró d
b u t n y o lad a d ro b n o s tk ę się poczubią.
W N adbrzeziu też istnieje zwyczaj, k tó re g o nigdzie indziej w
tu tejszym pow iecie dotych czas nie znalazłem, a m ianowicie, że w
po łow ie W . p o s tu p r z e w a ż a j ą p o s t w ten s^ro^ób, że na g a
łązk ach drzew przy w iązu ją b a ń k i czyli k a m io n k i i flaszeczki z o le
jem. T o trw a przez cały ten dzień, k t ó r y jest »połową« Jpostu w iel
kiego. Zwyczaj ten j e d n a k d z i ś ,p ra w ie zupełnie zaginął.
I W . post, a m ianow icie w stęp n a śro d a daje różne w ró ż b y
go sp o d arsk ie . P rzy to cz ę k i l k a :
Jeżli w w stę p n ą środę jest p ię k n a p o g o d a,
to w polu nadzw yczaj jest p ię k n a uroda.
W p op ielco w ą środę ja k deszcz z g ó r y pada,
trzecia k o p k a chło pu n a łące. przepada.
Jeźli w w s t ę p n ą środę św iecą no cą gw iazdy,
k u r y b ę d ą niosły, m ów i u nas k a ż d y 1).
(Stale),
•) O sta tn ie p rz y s ło w ie do w ie rs z a u ło ż y ł T o m a s z . W a ls k i.
-
85
—
W ie lk i post się k o ń czy — w W . p iątek zamiast dzw onów za
czynają około kościoła dzieci kołatać, klekotać, tyrczeć d rew n ian e
R 1 a k o t k i , j a r g o t к i i t a r a p o t y 1). Gdzieniegdzie zaczy
na ją k ra sić »r ó ź n a k o« p i s к i czyli p i s a n к i (jajka). Dużo
b y ło b y o tein sam em mówić.
W reszc ie p rz y R e z u r e k c y i zabrzm iało wesołe A l l e l u j a !
Mój Boże ! w ychudzony, w y m o rz o n y postem , w y nę d zn iały
w ieśniak — fizycznie więcej u trap ion y, niż duchow o • u p o k o rz o n y
człow iek in telig e n tn y , czeka na to A l l e l u j a rzeczywiście tak,
j a k ongi żyd na m ann ę w puszczy. T o A l l e l u j a , k tó re k a t o l i
cki k a p ła n w yrz eknie p rz y ołtarzu, jest dla niego w ażną chw ilą
nie dlateg o, że skosztow ać p otem może W yjątk ow y ch p rz ysm akó w ,
jakie g o czekają w dom u
jaj, k ie łb a s y i sera — lecz że czuje
się b y ć n a g le w olnym , po chrześcijańsku w olnym . On czuje tę w o l
ność dobrze, chociaż jej określić nie jest w stanie. Mojem zdaniem
to spokój Ukojonego z p o spo litych wzruszeń sumienia. Z po czu
cia tej duchow ej wolności, z teg ò pogodneg'o, słodk ieg o u kojenia
w y p ły n ę ła zap ew n e Wiara lùdu w pow iecie T arn o b rze sk im (Grębów,
S ta le, Jastków ice/, że w W . niedzielę »gdy Sie p rz y p atrze ć n a
w schód słońca, to m ożna zobaczyć, ja k słońce trzy ra zy wschodzi
i zachodzi, a co raz, g d y się pokaże, to tańcuje w koło, i ta k za
k aż d y m razem, aż g d y trzeci raz zejdzie, to już idzie w n ie p rz e b ra
ną swoją drogę«.
C ały ten dzień uroczyście, pow ażnie . się obchodzi, a niek ied y
wieczorem z a g ra m u zyk a, lecz rzadko. W . Niedziela to w ielkie sude
rò — »trza je k ó n e e n і е w dom u przepędzić — g rzech jest n a
w et w zajem nie się odwiedzać«.
Przyszedłszy w W i e l k ą Niedzielę z kościoła do domu, sp o ż y
w ają ś w i ę c o n e 2), m ożna sobie w y ob ra zić z jakim sm akiem je
spożyw ają. Pisze W a ls k i, ja k chłop w oła w te d y na żonę:
»Terà pręd ko , m atko, kładź n a stó ł świecenie!
T y go nam przeżegnaj, Z m a rtw y c h w s ta ły P an ie!
Juz Jezus przeżegnał, eh tóry zm à rtw y wstaje,
m a tk a po p ołów ce dzieciom ja jk a daje.
J a k juz jajko zjedli, co jin n e g o trzeba:
riiasła, śtuki, séra, k iełb asy ji chleba,
fi Stale, ' G ręb ó w , JastkoXvice i t. d.
R W g w a rz e J u d u p o w . T a rn o b rz . „ ś w i e c e n i e “ .
—
86
—
na ostatk u bàszcu, k rz àn w niem nad ro b io n y ,
bo Jez u s na krzy zu żółciom b y ł p o jo n y ;
k rz à n i żółć jed en sm ak ró w n y sobie majo,
to n a te p ä m io tk e jećć g o nám kazajo«.
W
W ie lk i p o n ied ziałek odzy w a się znow u w pustej igraszce
d aw n e k a r n a w a ło w e usposobienie chłopa. T a k zw an y d z i e ń
ś w.
L e j a (w N ad brzeziu d y n g u s ) p ozw ala m łodzieży n a wesołe
p s o ty i w y b r y k i — dziew ki i m łode k o b ie ty leją ch ło p c y w o d ą si
k aw kam i, g a rn k a m i, n a w e t k on ew k am i, a ja k ciepło na polu, to i
zanurzają je w rzece razem z głow ą, I jest w tem racya, j a k d o
w cipnie podnosi W a ls k i w wierszu :
B o nieraz w z a p u s ty z niemi tańcow ali,
w tenczas zakurzyli, w L eje k opłókali.
Z b ieg iem czasu je d n a k ów L eje k w coraz łagodniejszej, deli
katniejszej objaw ia się formie.
J e s t przesąd, że której k o b ie ty lub dziew czyny w W . p o n ie
działek nie o b leją, to ta nie będzie m iała przez lato szczęścia do
m lek a — »bedzie m iała jej k ro w a mało m leka i to rzadkie, niedo
bre, co sie jéj psuć bedzie«. (Jastkowice, Pysznica).
W i e l k a Noc to p raw dziw ie kojące, uszlachetniające serce c h ło
pa święto, J a k on w obliczu te g o św ięta czuje dobrze odrad zającą
się p rz y ro d ę i siebie sa m e g o ! W a ls k i, o b d a rz o n y duchem p o e t y
ckim , odczuw a to p ew n ie lepiej, sercjeczniej, głębiej, niż og ó ł w ło
ścian tutejszych, a ja k o tak i w skazuje n a budzącą s'ie u ludu samowiedzę i p a try o ty z m . J e d e n wiersz W a ls k ie g o p rzy ta cżą m ty lk o dla
c h a ra k te r y s ty k i uczuć i z a p a tr y w a ń p rz eciętneg o w ieśniaka zę S talów, czy G rę b ow a, oraz dla k ilk u z a w a rty c h w nim p rzesąd ów —
d ru g i wiersz, to p ra w d ziw e cacko, k tó re wyszło z p o d pió ra chłopa,
k tó re balsam em p o w in no b y ć dla k a ż d eg o k ocha ją ceg o kraj P o la k a.
Oto jeden :
i
W i e l k a N oc nadchodzi, k a ż d y się raduje,
bo ona dla ludzi już wiosnę zwiastuje,
bo w ten dzień P a n Jezus z. g ro b u zm artvfychw staje
i ziemia ze siebie rośliny wydaje.
P a n Jezus b y ł w g ro b ie zapieczętow any,
dzisiaj zm artw ychw staje, zrzuca z nas k a jd an y ,
i roślin y śniegiem b y ł y p rz yw alo ne,
dzisiaj z m a r tw y c h w s ta ją , robią się zielone.
—
87
—
I p ta c tw o w p ow ietrz u dzisiaj się raduje,
A l l e l u j a B o g u w szystko wyśpiewuje.
R o l n i k się raduje, bo już m a nadzieję,
że p rzed W ie lk a n o c ą ja rz y n y zasieje.
I r y b y w e wodzie w ten dzień się r a d u j ą ,
najwięcej p o d w odę w W ie lk a n o c rug ują.
B y d ło się radi!je, w stajniach w y ry k u je ,
bo już m a n a d z ie ję , że tr a w y skosztuje.
D rz ew a się r a d u j ą , p a lm y swe w y d a j ą ,
P a n u Jezusow i do usługi dają.
J a k Jezus zm artw y ch w stał, w szystko zm artw y ch w staje,
gTzesznik za tw ard z ia ły w sk ru c h ę sie udaje,
p o rzu ca sw e g rzech y i za nie żałuje —
Jezus /.mat w y ch w siały w szystkie m u daruje.
I co ty lk o żyje, w szystko się raduje,
A 1 ! e 1 u j a B o g u głosem w yśpiew uje.
W ten dzień W ielk iej N o c y gosposie się cieszą,
bo biorą święcenie, do kościoła śpieszą ;
dzieci się r a d u j ą , na dw ó r w y g l ą d a j ą ,
czy m a tk i z kościoła z jajkiem nie wracają.
M atki k ie d y z jajkiem z kościoła w racają ,
to idą do stajni, k ro w o m w ąch ać d ają,
te g o p rz ek o n an ia to w szystkie p r ó b u ją ,
bo po W ielk iej N ocy k r o w y się pojmują.
,A. s k o ru p y z ja je k to w szp a ry w ty k a ją :
juz w szystkie k a s z ta n y w izbie w yzdychają.
A kości św ięcone w polu z a k o p u j ą ,
w W ie lk i P on ie d ziałek mySzy nimi trują.
W W ie lk i P o n ie działek to k a ż d y chłop w polu
rzucą z jaj sk o ru p y , b y nie m iał kąko lu.
W i e l k a N oc dla w szystkich jest b ardzo wesoła,
całe chrześcijaństw o »A 11 e 1 u j a« w oła :
i m y się radujm y,' bośm y chrześcijanie,
daj n am szczęście, zdrowie, zm a rtw y c h w sta ły P a n ie !
A po zgonie życia przyjmij nas do siebie,
b y ś m y k ró lo w a li na w ie k w iek ów w niebie!
Dziś Jezus, zm a rtw y c h w s ta ł i m y z m a rtw y ch w stań m y ,
pó jdźm y do spowiedzi, z grzechów się słuchajmy,
zrzućm y grzech z sumienia, k t ó r y nas krępuje,
Jezus zm a rtw y c h w s ta ły w szystko nam daruje!
W t e d y się odrodzi w nas dusza wesoła,
k a ż d y » A l l e l u j a « wesoło zawoła. —
Oto d ru g i u tw ó r W a ls l d e g o :
Dziś dzień W ie lk a n o c n y , C hrystus zrnartw ychw staj
nam, b ra cia P olaki, p rz y k ła d z siebie daje. •
'Je zu s b y ł niew iernie od żydów» m ęczony,
n a k rz y żu ro zpięty i żółcią p o jo n y —
i nasza Ojczyzna, P o ls k a ukochana,
jest p o d trz y m o carstw a dzisiaj rozebrana,
także jest niesłusznie, źe w k a jd a n a c h jęczy,
M o sk al naszych b ra ci na S yb irze dręczy.
Jezus b y ł po śmierci w gro b ie zaw alo n y
i m ocno pieczęcią zap ieczętow any,
ale że niew innie b y ł ukrz y żo w an y ,
to dziś zm artw ych w staje, zrzuca z nas k ajdany.
T a k i nasza P o ls k a niew in nie za b ra n a
idzie za p rz y k ła d e m C h ry stu sa i P an a.
C hrystus dziś zm a rtw y c h w s ta ł i żyje na wieki,
On P olski ko chanej nie puści z opieki,
bo jej dopomoże, i wmet zm artw y chw stan ie —
o to Cię prosim y, z m a rtw y c h w s ta ły P a n ie !
T y M ary jo pojrzęj z n ieb a wysokieg'ö,
boś T y jest k ró lo w a n aro d u p o ls k ie g o !
0 p rz y b ąd ź n a pom oc do sw ych polskich dzieci,
niech zbijem M oskala, ta k ja k k ró l J a n trzeci
zbił T u rk ó w p o d W ie d n ie m n a łeb i n a szyję !
W te n c z a s zaśpiew am y': Niechaj P o ls k a żyje!
niechaj P o ls k a żyje aż po w7szystkie wieki,
nie puszczaj jej Boże ze Swojej opieki!
/ P rz y jej z m artw y ch w stan iu dodaj jej pom ocy,
ja k T o b ie anieli p rz y tej W i e l k a n o c y !
T y żeś Jezu C hruste trz y dni leżał w grobie,
a nasza ojczyzna już sto lat w żałobie
1 w»oła do Ciebie; »Dźwignijże mnie Boże!«
T y ś Jez u zm artw y ch w stał, a o na nie może . . .
T y że ś Jez u C hryste prosił Ojca Sw eg o,
k ied y ś m ęk ę cierpiał, w ołałeś do N ieg o ;
89 —
B oże Ojcze o ddal kielich gorzkiej męki,
która, dzisiaj cierpię z tej pogańsk iej ręki —
i ojczyzna woła, ten głos do Cię leci ;
Jez u zm a rtw y c h w s ta ły ratuj polskie dzieci!
T y Jez u na krzy żu wisiałeś w żałobie,
M a tk a i J a n święty, ci b y li p rz y Tobie,
teś słow a w yraził z ję z y k a spiek lego ;•
M atko, to jest sy n twój — a tyś m a tk a jeg o !
T y w osobie J a n a m a tk ę w szystkim dałeś,
o Ojczyźnie naszej T y nie. zapom niałeś !
D o dziś dnia w. narodzie ta w iadom ość słynie,
ta pieśń u k o ch a n a z ustów n aszych p łyn ie ;
»
P o ls k a korona, srodze u trapiona,
niechaj nie będzie n ig d y opuszczona,
boś T y jest m a tk a n a ro d u polskiego,
użycz nam p o m o cy z nieba w y s o k ie g o !
S y n Tw ój dziś z m artw y ch w stał i w szyscy W ołają:
»Alleluja! alleluja!« w kościołach śpiewają,
z T w e g o zm artw ychw stania, Jezu, sie cieszymy,
ty lk o o ojczyznę w szy scy się smucimy.
D o pom óż nam, Boże, b y ś m y zaśpiewali :
— »Jeszcze P o ls k a nie zginęła, b ośm y ją w yg rali!«
. »Jeszcze P o ls k a nie zginęła!« — m iejm y w s zy sc y .w duszy,
n aró d polski jëst waleczny, to M oskala skru szy !
P o te m za ś p ie w a m y : D a n aż moja! dana!
po dzięku jm y B o g u , bo P o lsk a w y g ra n a ,
b o śm y ją w y g ra li z :n at .wy eh w s t :iły m P a n e m .
P o ls k a zm artw y c h w s ta ła na w iek w ieków — am en!
D u m ą n ap e łn ia się serce P o la k a na dźw ięk takiej długiej, rz e
wnej, serdecznej m od litw y ch łopa-poety.
P isałem w T a rn o b rz e g u dnia 6. kw ietn ia 1895. Dr. K a ro l Matyáš,
—
90 —
ROZBIORY i S P R A W O Z D A N I A .
B ib lio g ra fia h isto ry І polsk iej W s p ó ln ie z Dr. H e n ry k ie m Saw czyńskim i członkam i k ó łk a h isto ry czn e g o uczniów u n iw e rs y te tu lwów.
zebrał i ułożył Dr. L u d w ik F i n k e 1. Część Ił. Zeszyt I. K r a k ó w ,
n a k ł. A k a d em ii umiejętności, 1895, w 8-ce większej, str. 529^—688.
P ie rw sz a część »Bibliografii h istoryi polskiej« D ra F in k la u k a
zała się w r. 1891. O cena jej nie należy do m n ie; zaznaczyć ty lk o
muszę, że najbardziej po w o łan i do ocenienia jej wartości, uznali ją
za p ra c ę nadzwyczaj w yb itną; w yczerpującą i o dp ow iad ającą w s z e l
kim, najdalej idącym w y m ag a n io m . Obejm uje o n a : n auki p o m o c n i
cze, dalej źródła historyczn e a więc zbiory d okum entów , p ra w i
a k tó w oraz k ro n ik i i pam iętniki.
W ro k u bieżącym w y d a n y został pierw szy zeszyt części d ru
giej, w k tó ry m zestawione są opracow ania, odnoszące się do g e o
grafii i etnografii. Zanim przejdę do om ów ienia teg ò w y d a w n ic tw a ,
zastanow ić się muszę n a d zakresem i system em u k ład u bibliografii
lu doznaw stw a w ogóle, a lu d ozn aw stw a p o 1 s k i e g- o w szczegól
ności.
L u d o zn a w stw o w o góle obejm uje m nóstw o działów p o d rz ę
dnych, więcej niż k ażd a inn a nauka. Obejmuje ono arch eo lo g ię
przedhistoryczną, antro p o lo g ię, m uzy kę ludow ą, przem ysł do m o w y ,
lin g w is ty k ę itd. itd. N ajlepszym w y d a w a łb y się zatem u k ład b ib lio
grafii w e d łu g ty ch poszczególnych działów. I rzeczywiście b y ł b y
on najlepszym, g d y b y b y ł m ożliw ym do przeprow adzenia. A le p o
m inąw szy już, źe k a ż d y z działów lud o zn aw stw a dzieli się jeszcze
n a m nóstw o poddziałów, że n, p. ob rz ęd y ludo w e dzielą się na
ob rzędy rodzinne i o brz ęd y n atu ry A r: pow iedzm y — publicznej jak
n. p. dożynki, sobótki itd.; pieśni ludow e n a pieśni obrzędow e, re
ligijne itd. itd. — najw iększą przeszkodą do tak iego u k ład u jest, że
p rzew ażna część w y d a w n ic tw —- szczególnie obejm ujących m a te r y a ty
ludoznaw cze --- nie zaw iera w yłącznie szczegółów do je d n e g o działu
się odnoszących. I ta k o b o k opisu obrzędów w eselny ch znajdujem y
w tej samej p ra c y c h a ra k te r y s ty k ę fizyczną ludu danej okolicy lub
m iejscow ości, obo k p od ań i baśni, zw yczaje świąteczne itd. W p r a
wdzie m o żnaby ty tu ł k a ż d eg o teg o rodzaju dzieła pow tó rzy ć k ilk a
k ro tn ie w k ażdy m dziale; stoi tem u je d n a k zw ykle n a przeszkodzie
b ra k miejsca. Ą le mniejsza o to Podział na działy i poddziały nie
może absolutnie b y ć d o k ła d n y m i bardzo często nie wiedzieć w. k t ó
rym dziale ja k ą pra cę umieścić.
S pecy a ln ie o p r a c o w a n i e . bibliografii lu d o zn aw stw a polskiego
nastręcza je d n ą o g ro m n ą tru dno ść B ibliografia ta o b ejm o w ać musi
nietyiko pra ce odnoszące się do ludu polskiego, ale i do ludu lite
w skiego, máto rus kiego, białoruskiego, do Szląska, P ru s W sc h o d n ic h
i Zachodnich, R u s in ó w na W ę g rz e c h itd. itd Trzeba,by zatem w b i
bliografii ułożonej w e d łu g ’d ziałów n a u k o w y c h w pro w ad zić jeszcze
91
—
w po szczególnych działach p o d działy w e d łu g narodowości, albo te ż
ułożyć bibliografie w działy w e d łu g narodow ości a te działy ro z
dzielić na p o dd ziały w e d łu g gałęzi n a u k o w y c h ludoznaw stw a.
D o u ż y tk u p r a k ty c z n e g o ani jeden, ani d ru g i u k ła d się nie
nadaje. P rac u ją c od dłuższego czasu n a d bibliografią lu do zn astw a
p o lsk ieg o ‘t, przyszedłem do przekonania, że najlepszym jest u k ład
alfa b ety cz n y w e d łu g nazw isk autorów . U ło żyw szy bibliografię a lfa
betycznie, d odać do niej należy dw a skorow idze : jeden narodow ości
i miejscowości do k tó ry c h dzieła przyto czo ne się odnoszą, d ru g i
przedm iotó w stan o w iąc y ch treść poszczególnych prac.. A więc np.
po d w y ra zem L i t w a znachodziłby się w jed n y m skorow idzu od
syłacz do wszystkich dzieł, k tó re albo wyłącznie, albo częściowo
do L itw y się odnoszą p od w yrazem n. p, o b r z ę d y w e s e l n e ,
w d rugim skorow idzu odsyłacz do w szystkich dzieł, zaw ierających
opisy obrzędów w eseln ych lub wzmianki o nich. W ten sposób p o
łączy się korzyści układu alfab ety cz n eg o z korzyściam i u k ład u p rz ed
m iotow ego.
N iek tó rzy uw ażają u kład ch ro nolo giczny za najlepszy. Mojem
zdaniem u k ła d c h ro n o lo g ic zn y ta k samo nie nad aje się do p r a k t y
cznego użytku, ja k u k ład przedm iotow y.
P r a c a D ra F in id a dzieli się na dwie części : pierw sza obejm uje
geografię, d ru g a etnografię. Część d ru g a dzieli się n a etnografię
pow szechną i na etnografię Polski. P odział ten w y n ik a z p lan u
Ogólnego całego dzieła. Dr. Fi n koi na czele k a ż d eg o działu umieszcza
dzieła ogólnej treści, niemieckie, francuskie, angielskie obejmujące c a
łość d a n e g o przedm iotu. Z m n ó stw a w y b itn y c h prac obcych trudno
w y b ra ć najlepsze i najważniejsze, zdaje mi się.zatem, że lepiej pom inąć
zupełnie ten dziaì, jeżeli nie m ożna go ułożyć zu p ełnie wyczerpująco.
T a u w a g a odnosi się. w yłącznie do etnograficznej części p ra c y D ra
P in k la : nie m yślę przez to wcalé robić „zarzutu, że bibliografia »etno
grafii powszechnej « -ułożoną jest p o b ie ż n ie 'i niedokładnie. O ile h a to
po zw alała oznaczona г g ó r y objętość całego dzieła, u w zględ nio ne zo
s ta ły wszystkie p ra w ie dajważniejsze ognune pra cę obce ; dział cza
sopism obcych je.st zupełnie do kład ny, po nim n astęp ują działy:
stan nauki, te o ry a i podręczniki etnografii — p lan (?) nauki, teor y ą i. podręczniki antropologii, i arch eolog ia przedhistoryczna. Już
tu dają. się uczuć w ady p rzed m io to w eg o układu. I t a k S elig m a n a,
B erich t ü b e r die F o rts c h ritte der Racc.nlehre, F ritsc h a: S onst und
jetzt der m enschlichen R a ss e n k u n d e , Y e rn eau : L es races humaines,
K irc.blìoffa : R a ssen b ild er, należą do działu antro p o lo g ii, tym czasem
umieszczone zostały w dziale etnografii. Vircho'wa : Uber statistische
und a n th ro p U n te r s u c h u n g e n in R u s s la n d іid., nie należy już m o
jem zdaniem do p rac ogólnej treści, ta k samo ja k S tie d y : Ü b e r die
Esten. K rz y w ic k ie g o : Lùcly, należą do działu an tropologii, a nie
Ç S zan . S p ra w o z d a w c a ukończył'; ju ż b ib lio g ra fię -lu d o z n a w s tw a p o lsk ie g o , z o s ta
tn ich la t 1 7 -stu .' P ra c a ta w y d r u k o w a n ą '- z o s ta n ie rw n a s tę p n y m z e s z y c ie w a rsz a w sk ie j
W is ły .
(P rz y p . R edakcyi).
-
92
—
p o m ięd zy pra ce etn o graficzne; do n ie k tó ry c h p ra c um ieszczonych
w dziale etnografii n ależ ało b y d a ć . odsyłacze w dziale a n tro p o lo g ii
n. p, do G erlanda, M üllera (11.018), T o p in a rd a itd. Połączenie a r
cheologii z p ra cam i z dziedziny p ie rw o tn y c h dziejów cyw ilizacyi nie
w y d a je mi się uzasadnionem , ta k sam o ja k i a n tro p o lo g ii p rz e d h i
storycznej z archeblogią, Lepiej b y ło b y połączyć an tro p o lo g ię p rz e d
history czn ą z działem a n tro p o lo g ii w spółczesnych ludów, a dzieje p i e r
wotnej cyw ilizacyi umieścić w oso bny m dziale. T a k ie np. prace, ja k
T y lo r a : P rim itive Culture lub M o rg a n a : Społeczeń stw o p ierw o tne, do
archeologii w ścisłem tego słow a znaczeniu abso lutnie nie należą, ta k
sam o ja k S c h w a rtz a : U rs p r u n g der G e b räu che der U rzeit i P r ä h i
storische M yth olo gie, ITaberlanda : G a stfreun dscha ft a u f niederen
C ulturstufen itp. W o g óle dzieje cyw ilizacyi pierw otnej są najsłabiej
re p rezento w ane. A le to są usterki drobne.
Przecho dzę obecnie do działu obejm ującego etnografię. Polski.
P rzedew szy stk iem muszę zaznaczyć, że część ta o p ra c o w a n ą została
bard zo starannie, o ile n a to po zw alała szczupłość miejsca — w y c z e r
pująco. P od zielon ą została ona na n as tę p n e dział}’ : a) bibliografia,
cząśppisma, p o g lą d y i pra co w n icy ; b) b a d a n ia antropologlczno-archeolo giczne; c, d, e,f) arch eo lo g ia p rzed historyczn a podzielona na cz te ry
działy; g) etno log ia ; h) kolonie ; i) lud polski za granicam i P o l
ski, a zatem, 8 działów. Podziału teg o nie u w ażam za s to s o w n y ;
zgadzam się na dział o gólny, ale dlaczegóż archeolo gia zajmuje aż
cztery działy, dlaczegóż b a d a ń an tro p o lo g ic z n o -a rc h e o lo g ic z n y c h
nie połączono w jed en dział z antro p o lo g icz n em i b a d a n ia m i n ad
w spółczesną ludnością, lub ty ch ostatnich nie zebrano w o s ob nym
dziale? D laczegóż wreszcie i etno lo gii nie podzielono n a poszcze
g ó ln e działy, ale tę najobszerniejszą część zostaw iono w całości ?
W id ocznie szem aty czny podział o kazał się nie m ożliw ym do p rz e p ro
wadzenia. W ta k im razie najlepiej b y b y ło u tw o rz y ć tý lko trzy
działy m iano w icie: archeo log ia, a n t ro p o lo g ia - i etnologia.
P rzecho dząc do szczegółów, zw racam u w agę, źe Ż m igrodzkiego :
F o lk lo re polonais, należy do działu etnologii i zaw iera op isy posz
czeg óln ych obrzędów i wierzeń ; pom ijam działy odnoszące się do
archeologii i p rzystępu ję do etnologii.
D ział etnologii ułożony został w e d łu g n arodow ości ; n ajp ierw
umieszczono p ra c e odnoszące się do S łow iańszczyzny w ogólności.
P o m ię d z y temi znajduje się wiele zbytecznych ja k n. p. U E u ro p e
orientale (11.473); Czörnig ; E th n o g ra p h ie .der O esterr. Monarchie,.
F ic k e r : B e v ö lk e ru n g der österr. M on archie і E th n o g ra p h ie Oester
reichs, R ovinsk ij : B lu tsü h n e bei d. süddalm at. Slaven, Krejc-zi : Zu
den deutschen, böhm ischen u. m ährischen V o lk s lie d e rn i t. d. —
J o l l y ’e g o : S ta m m b a u m d er indogerm . S p ra c h e n należy do działu
etnografii powszechnej, ta k samo ja k i B r a u n a ; B e tra c h tu n g e n üb.
d. V ölkernam en. v
P o te m n astępu ją p ra ce odnoszące się do ludu p o lskiego w
ogóle, potem do W ie lk o p o ls k i, P ru s i K a sz u b ó w , n astępnie do
Szlazka, — M ałopolski, R u s i, Polesia, Białorusi, L itw y , a wreszcie
—
93
—
P ru s wschodnich. W poszczególnych ty ch poddziałach nie m o
głem znaleść system aty cz n eg o u k ładu ani przedm iotow ego, ani
chronologicznego. W p r a w d z ie zw ykle prace odnosące się do je d n e
go przedm iotu są razem zestawione, ale u k ład ten nie jest p r z e p r o
w a d zo n y k o n sek w e n tn ie i b y ć nie może. T y t u ł y poszczególnych prac
są skracane, nie po d an o ani form atu książek, ani liczby stron, ani
n ak ład c y . W a d a ta nie jest w iną D ra F in id a , ale konieczności
ograniczenia rozm iarów bibliografii, ze w zględu na koszt jej nakładu.
W części n a s tę p n e j: W i a r a i k o ś c i ó ł , umieszczone są prace
odnoszące się do m itologii przedchrześcijańskiej. Nie wiem, z .jakich
p o w o d ó w oddzielono m itologię od etnografii; .zdaje mi s ię , źe le
piej b y b yło t a k samo ja k arch e o lo g ię , także, i m itologię p r z y łą
czyć do działu etnograficznego, do k tó re g o ona w łaściw ie p r z y
należy.
W bibliografii mojej zebrałem przeszło 2.000 dzieł, a r ty k u łó w
i roz praw z dziedziny ludoznäw sťw a p o lskiego w y d a n y c h w o sta
tnich 17 tu latach. W bibliografii D ra F in id a znalazłem odnosząC3rch się do teg o czasu ro z p raw 572. R ó ż n ic a w pra w d zie wielka,
ale uw z g lę d n ić n ależy przedew szystkiem , że w 'bib lio grafii »historyi
polskiej« lu d o zn aw stw o zajmuje stanow isko podrzędne, jak o n au k a
pom ocnicza, a zatem nie m ogio b y ć tra k to w a n e m wyczerpująco.
Zdaje się zresztą , że b ra k miejsca b y ł także teg o pow odem , a w re sz
cie i to, że pom iędzy w spó łp ra co w n ik am i nie by ło s p ec y alisty e t n o
g ra fa. W k a ż d y m razie p ra c a D r a F in id a , mimo d ro b n y c h u s te
r e k i niezupełnej dokładności, jest bardzo w a żn y m p rzyczy nk iem
do bibliografii lu d o zn aw stw a polskiego, a tem większe m a znaczek
nie, że po raz p ierw szy znajdujem y w niej ludoznaw stw o t r a k t o w a
ne i p o staw io n e na ró w n e m stano w isku z innem i nau k a m i —• j a
ko naukę.
A d o lf Strzelecki.
S t a r o i n d y j s k i e o b r z ę d y
weselne.
Winfejpiitz M. dr. Das altindische H ochzeitsrituell nach dem A pas ta m b iy a g rih y ä s u tra und ein igen an d e ren v e r w a n d te n Werken-. Mit
V e rg leich u n g der H oc h zeitsg eb rä u ch e bei den ü b rig e n indog'ermanischen V ö lk e rn ; (odbitka z D e n kschriften der kais. A ka d. d. W iss.
philos. histor. Classe, V ie r z ig s te r -Band):. W ie n 1892, w 4-ce, str. 114;
P r z y o p ra c o w y w a n iu m a te ry a łó w lud oznaw czych w sposób
um iejętny, po w inn o by ć pierw szem zadan iem b adaczy, aż eby mat e ry a ł ten niety lk o p o s o rto w a ć a w ięc w y b ra ć to, co m a istotne
znaczenie dla etn olo gii i oddzielić od d o d atk ó w mniejszej w agi, b ę
d ąc ych j a k b y ty lk o form alnem i akceso ryam i — jego ramami, ale
a ż e b y w y s o rto w a n y m a te ry a ł z u ż y tk o w ać dla nauki. Chodzić więc
p o w inno przedew szy stkiem o to, jakie m o ty w a i przew odnie myśli
są zaw arte w zw yczajow ym fakcie czy obrzędzie, jak ie jest jeg o
źródło i przeznaczenie, czy jest swojskim o ry g in a ln y m w y tw orem ,
z d aw n y ch , może bardzo d a w n y c h czasów, czy też prz etw o re m p o d
—
94
w p ły w e m now szych cyw ilizacyjnych czynników , k tó r e n a d a ły mu
ty lk o świeższy k o lo r y t a zostaw iły treść, niezmienioną, lub też p rz e
ciwnie zach o w a ły formę s ta rą a w lały n o w ą myśl, nie m ającą z p ie r
w o tn ą żad neg o albo ty lk o s łab y związek. Dalej n a s u w a się p y t a
nie, dotyczące p o k re w ie ń s tw a zw yczajów z p o d o b n y m i objaw am i
życia ludow ego u inn ych naro dó w , od k tó ry c h m o g ły b y ć p rz en ie
sione żywcem, lub też w zmienionej postaci, zastosow anej do c h a
r a k te ru rodzim ego i zwyczajówT odrębny ch.
D r o g a więc, k tó rą b a d a n ia ludoznaw cze k roczyć Są zniew olone,
jest częstokroć k rtęta, p rz y te m po większej części zarzucona różnemi rum ow iskam i, k tó re trze ba stara n n ie usuw ać, żeby módz
zbliżać się k u w y tk n ię te m u 1 celowi. B y p o s tę p o w a ć pew nie, nie z g u
bić się w śród m nó stw a n a g ro m a d z o n y c h fa k tó w , trzeba o b rać za
p rz e w o d n ik a taki sposób b adania, k t ó r y z jednej s tro n y um ożebni
odróżnienie tego , co jest w ażnem i zasadniczem od teg o, co mniej w ażnem, z drugiej da poznać, co w zw yczaju jakim jest swojskiem,
rodzim em a co p rzy jętem zkądinąd. Zatem n a tu ra badanèg'o p rz e d
m iotu w y t y k a sam a k ie ru n e k bad a n io m na polu etnologii, k tó ry m
może b y ć ty lk o m eto d a h i s t o r y c z n o - p o r ó w n a w ć z a.
W p r a w d z ie m o g ą zachodzić analogiczn e zw yczaje u różnych
naro dó w , gieograficznie od siebie oddzielonych, k tó re mimo to nie
m ają nic w s p ó ln e g o ze sobą, poniewraż p o w stały niezależnie od sie
bie, sku tkiem ró w n y c h w a ru n k ó w 'psy ch iczn ych i fizycznych o d n o
ś n y ch n arodów . A le jeżeli tak ich w sp ó ln y c h cech pom iędzy tym i
naro dam i znajdzie się więcej, dalej jeżeli m ożna w y kazać, n a ja k ie j
dro'dze zwyczaj jak i dostał się do każ d eg o z nich, co w nim jest
p ie rw o tn y m rdzeniem niezm ienionym , wówczas tru d n o nie przyjąć,
że zwyczaj ten jest w łasnością ich w spólną, sięgającą czasów, w k t ó
ry c h n a r o d y te stan o w iły albo jedn ą całość, albo gieograficznie b y ły
ze sobą połączone. A le n a w e t i w -tym razie, jeżeli się pok aże n i e
zawisłość takich analogiczn ych właściwości zw yczajow ych, to przez
p o ró w n a n ie ich ze sobą, przez w y k a zan ie p o d o b ie ń s tw a p o m iędzy
nimi lub różnicy, stają się zrozumialszymi i bardziej przejrzystym i.
T o odnosi się szczególnie do ty ch w y p a d k ó w , k tó re opierają się na
m ate ry a le poch odzący m z ży w e g o źródła, t. j. b ezp ośredn io zaczer
p n ię ty m z ust ludu, z k tó ry m trzeba p o stę p o w a ć oględ n ie i um ie
jętnie, zanim w ysnuje się z n iego dalej sięgające wnioski. W razié
zaś, jeżeli zwyczaj jaki z n a n y m jest z p isan ych za b y tk ó w , s ię g a ją
cych dalekiej przeszłości, znaczenie jego n a b iera wielkiej w artości
przez to, że może służyć za m iarę p rz y d a tn ą do p o ró w n a n ia z a n a
logicznym i zwyczajami, p a n u jąc y m i po dziś dzień jeszcze pom iędzy
ludem.
Z te g o w zględu ob rzędy weselnej, jakie p a n o w a ły u sta ry c h
In d ó w , m ają n iety łk o d lateg o wielkie znaczenie, że z a ch o w a ły się
w z a b y tk a ch piśm iennych, sięgający ch k ilk a w ieków przed Chr. i
że są spisane z całą ścisłością i dokładnością, jakiej d o m a g a ł się
r y t u a ł religijny, ale w ażność ich leży także i w tém, że p od obn ie
j a k w b ad a n ia ch języ k o w y ch , ję z y k staro -indy jski dla sw y ch form
—
95
—
s ta ro ż y tn y c h i przejrzystych po d w zględem bu d o w y , jest bardzo
w a żn y m p oró w n a w cz y m środkiem n a u k o w y m , tak też i obrzędy re
ligijne m o g ą na ten sam cel stanow ić pożądane źródło dla poszu
k iw a ń etnologicznych. Co się ty c z y samej pracy, której ty tu ł w y
żej przytoczyłem , jest ona, jak sam au to r w yznaje str. i, niejako
uzupełnieniem podobnej p racy, k tó rą temu sam em u przedm iotow i
poświęcili H a a s w W e b e ra Indische Studien, tom V, 1862, str. 267
nast. i W e b e r tarnże, str. 177 nast. M ianowicie co się ty czy a n a lo
giczny ch obrzędów weselnych, b ęd ą cych w użyciu u różnych naro'dów indo-europejskich, to a u to r p o stąp ił n a tej drodze o wiele dalej
od sw ych poprzedn ikó w , i nie omieszkał zwrócić uw agi na nie czy
to dla p o ró w n a n ia z odnośnym i staroindyjskimi, czy też dla ich ilustracyi, W ten sposób m am y w p ra c y tej cen ny m a te r y a ł n a g r o
m adzony, na p odstaw ie k tó re g o można śledzić początek ró ż n y ch
zwyczajów, jakie p an u ją p rz y zaw ieraniu zw iązków małżeńskich u
ro zm aitych narodów .
N a p o d staw ie p ra c uczonych, ja k S c h r o e d e r a : Die H o c h
zeitsbräuche der E sten und einig er an d e re r finnisch-ugrischer V ö l
kersch afte n in V e rg le ic h u n g mit denen der in d o germ anischen V ö l
ker, B erlin 1888, Leista : A lt Arisches J u s Gentium , J e n a 1889 i i n
nych, jak oteż w łasn ych badań, przyjm uje a u to r następ ujące w s p ó l
ne znam iona zw iązków m ałżeńskich, k tó re pochodzą p ra w d o p o d o
bnie jeszcze z czasów indoeuropejskich. Zaw ieranie m ałżeństw a przez
p o ry w a n ie niewiast należało już w czasach przed rozczepieniem się
p ie rw o tn y c h In d o e u ro p ejcz y k ó w na pojedyńcze n a ro d y do m inio
nej dalekiej przeszłości, z której pozostały w zw yczajach w eselnych
ty lk o n iew y raźne ślady, przeżytki. Do ty c h zalicza np. przebieranie
i u k ry w a n ie p a n n y młodej, w strz y m y w an ie n a .d ro d z e orszaku ślu
bn eg o , p o k a z y w a n ie p a n u m łodem u fałszyw ych p anien m łodych,
niemniej o b o w iąz k ow y płacz p a n n y młodej. M ałżeństw o było zaw ie
ra n e przez k upno. P o je d y ń cze epizody związku m ałżeńskiego, jak
p ro ś b a ,o -pannę, zaręczyny, ślub i sprow adzenie jej do dom u m ę
żowskiego, m iały już pew ne określone formy. AVesele rozpoczyn ało
się wT dom u p a n n y młodej i kończyło z przyjazdem jej do dom u
p a n a m łodego. N ajodpow iedniejszym czasem do zaw ierania zw iąz
k ó w m ałżeńskich b y ł y dni na nownu księżyca R a n o w dzień ślubu
p a n n a m łoda musiała wziąć kąpiel. G łó w n e a k t y ślubu p o le g a ły n a
c h w y c e n i u przez p a n a m łodego ręki p a n n y młodej, w czem mo
gło sym bolicznie b y ć w y ra żo n e p ra w o posiadan ia przez męża, albo
też połączenie p a r y now ożeńców — o b c h o d z e n i e d o m o w e g o
o g n i a 1 c a ł o p a l n a o f i a r a . P a n n ę młodą, albo p arę m łodą
p o s y p y w a n o ziarnam i zboża p ra w d o p o d o b n ie w ty m celu, ażeb y
b y ł a p ło d n ą lub też dla sp row ad zen ia im dob rob ytu . P rz y wnijściu
do dom u p a n a m łodego, p an n ie młodej nie. w olno by ło nastąp ić na
próg. W n o w y m dom u p ro w a dzono p a n n ę m łodą do o g n iska —
p ra w d o p o d o b n ie sadzano ją n a skórze zwierzęcej, przyczem daw ano
jej chło pca na k o la n a (co jed nak ow oż ty lk o u niek tó ry c h ludów
—
96
indo-europejskich n a p o tk a ć można). P o w spólnej uczcie i p r a w d o
p o d o b n ie po ofierze złożonej bo gom , m łoda p a r a u d aw ała się prz y
św iadk ach do łóżka, na czem k oń cz y ł się obrzęd w eselny, str. 3 nast.
(D okończenie nastąpi.)
A. K.
PO SZU K ÍW A N IA I K W ESTY ON A RY ÜSZ. '
M . N o w o n aro dzone d zieci, i) C zy istn ieje w P o lsc e i na R usi z w y cz aj robić c o k o l
w iek n o w o n a ro d z o n y m lub m aleń k im dzieciom , b y u nich g łó w k a b y ła o k rą g łą ? W 1o d
p o w ie d z ia c h p ro sim y d o k ła d n ie o z n a c z y ć m ie jsc o w o ść , p o w ia t lub gubernię?
2.) Co m ian o w icie r o b ią ? a) czy
ro z c ie ra ją g łó w k ę lub n a c is k a ją n a nią p alcam i
lu b
c a łą d ło n ią ? b) czyli też o b w ią z u ją
czem ś m o c n o ?
'З .) W p ie rw sz y m w y p a d k u , k to to ro b i, k ie d y i w ja k ą s tro n ę (c z y "z g ó ry n a
d ó ł, czy z b o k u , w z d łu ż g łó w k i czy w
p o p rz e k , od c z o ła do k a rk u , cz y k o ło u sz u )?
4.) W d ru g im w y p a d k u — ja k m ian o w icie, zaw dązują i c z e m ? G zy nie ro b ią
w tym celu ja k ic h sp e c y a ln y c h p rz y rz ą d ó w ? ' (W ra z ie p o tw ie rd z a ją c y m p ro sim y o d o d an ie
b o d a j s z e m a ty c z n e g o ry su n k u ).
5.) C zy istn ie ją o tern ja k ie lu d o w e o p o w ia d a n ia lub z a b o b o n y ?
O d p o w ied zi p ro sim y n a d s y ła ć b ą d ź to do red ak cy i „ L u d u “, b ą d ź też w p r o s t p o d
a d re s e m : Mv T h. V olkow , E co le ď A n th ro p o lo g ie , P aris.
T . W o łh o w .
S p ra w y T ow arzystw a.
I. Wykaz towarzystw naukowych i redakcyi pism, z któremi Towarzystwo
nawiązało stosunki.
1). R e d ak cy a M isśyi k ato lick ich , K raków .
. 2).
„
„ Ł u ż ic a " M ie saczn ik z a z a b a w u a p o w u cze n je . Z h ro m a d n y c z a s o p is
h o rn jo - a d eln jo łu iis k ic h S erb ó w , red, dr. E rn s t M u k a w B udyszinjel
3). D y re k c y a k ra jo w e g o M uzeum w ' B o ś n i 1 H erceg o w in ie, k tó ra p r z e s y ła T o
w a rz y s tw u sw ó j o r g a n : G la sn ik z e m a ijs k o g M u z e ją u B o śn i 1 H ercegovin!.- U red n ik
K o s ta H ó rm a n n . S arajev o .
II. Wykaz członków Towarzystwa.
W y c ią g ze S ta tu tó w :
§. 5. C z ło n k a m i T o w a rz y s tw a m o g ą b y ć o s o b y n ie p o s z la k o w a n e g o c h a ra k te ru ,
b e z ró ż n ic y płci.
§. 7. C z ło n k iem z a ło ż y c ie le m z o s ta je ten, k to n a cele T o w a rz y s tw a z ło ż y je d n o - ■
ra z o w o k w o tę 200 k o ro n .
•'§ . 12. C z ło n k o w ie c z y n n i u is z c z a ją r v p is o w e g o 'n ajm n iej 2 k o ro n y , tu d z ie ż r o c z n ą
w k ła d k ę w ilo ści 8 k o ro n , p ła tn y c h k w artaln ie.
S łu c h a c z e U n iw e rsy te tu , o ra z N au czy ciele sz k ó ł lu d o w y c h w iejskich p ła c ą w p i
so w e g o 1 k o ro n ę a w k ład k i ro czn ej 2 k o ro n y .
C złonkow ie c z y n n i:
L w ów :
132? K o ło a rty sty c z n o -lite ra c k ie .
133. N iew iad o m sk i S tan. p ro f. k o n s e rw a to ry u m T o w . m u z y c z n e g o .
134. U leniecki Józef.
135. Z o n ta k W ła d y s ła w , k u s to s z m uzeum im . hr. D z ie d u sz y c k ic h .
-----
-
97 —
O ludach aryjskich i o pierwotnej ich ojczyźnie^
Do nied aw n a jeszcze uw ażano powszechnie w etnografii, a je
szcze i po dziś dzień uwTaża wielu, za -najważniejszy dowód, ś w ia d
czący o po k re w ień stw ie wzajem nem narodó w — język, k tó ry m n a
ro d y te mówią. W e d ł u g bliższego lub dalszego p od ob ień stw a ję z y
k o w e g o p rzyjm o w an o więc bliższe lub dalsze pok re w ień stw o p o
m iędzy odnośnym i narodam i, lub też przeciwnie wyłączano je z teg o
ro d o w e g o stosunku, jeżeli różnice języ k a d o m a g a ły się tego. W p r a w
dzie a n tro p o lo g ia do w ó d ten ję z y k o w y obaliła, a jeżeli się mówi
m imoto dzisiaj jeszcze o pokrewieństwne narodów , opartem na poi
k re w ień stw ie ich języka, to w tem trzeba u p a try w a ć siłę tra d y c y i
i przyzw yczajenie, ażeby sądzić o istocie rzeczy raczej p o d łu g z n a
m ion zew nętrznych, p adają cy ch najłatwiej w oczy, j a k p o d łu g ści
słego rozbioru n a tu ry sk ład o w y c h jej części. J ę z y k bowiem, jako
ten zew nętrzny, najłatw iejszy środek łączący n iety lk o jednostki, ale
i całe ro d y w ściślejszą całość, m ó gł się istotnie n a d a w ać ku temu,
ażeby służyć za takie k r y te r y u m bliższego p o k re w ie ń s tw a etniczne
go, co n iezaw odnie w p ie rw o tn y c h czasach ludzkości rzeczywiście
ta k było. Jeżeli więc cz y tam y w S ta ry m testam encie o trzech s y
nach Noego, jako p ro to p la s ta c h rodzaju ludzkiego, to w tem m am y
w y ra ż o n y obrazow o z jednej stro n y h ory z o n t w iedzy geograficznej
ow ego czasu, k t ó r y nie znal więcej ja k t r z y r a s y ludzkie, z d ru
giej stro n y widoczna znowu w ty m g e n e alo g iczn y m sto s u n k u refleksya ów czesnych lud ów , k tó re w e d łu g ję zy k o w eg o p o k re w ień stw a
lub tożsamości zaliczały się do jed n eg o pnia ro do w e go , w y w o d z ą
cego po cz ątek od je d n e g o przodka.
N a tem p okre w ieństw ie języko w em opierało się także p o c z u
cie p o k re w ie ń stw a rod o w e g o , k tó re u trz y m y w a ło się od n ajdaw n ie j
szych czasów pom iędzy G rek am i i R z y m ia n a m i aż do czasu, k ied y
g ra m a ty k arze , ja k np. T y r a n i o n (w I w. przed Chr.), k w e sty ę tę
brali pod ściślejszą ro zw ag ę. W w iek a ch średnich, k ied y pod w pły•wem ksiąg' S ta re g o testam en tu rozpow szechniło się m niem anie, że
języ k hebrajski jest najstarszym i m a tk ą wszystkich języ ków —
m niem anie, k tó re prz etrw a ło aż do k o ń c a 18. stulecia a n a w e t z n a
lazło e p ig o n ó w w n iek tó rych d om oro słych filologach polskich i n i e
polskich teg o stulecia, w ów czas silono się n a to, ażeby p o k re w ie ń
stw o to w y k a zać pom iędzy językiem h ebrajskim i inn ym i mianowi-
— 98 —
eie klasycznym i. P rzeciw tem u tw ierdzeniu w alczyli energicznie,
chociaż napróżno, tej m iary uczeni, j a k L e i b n i t z i J a n K r z y
s z t o f A d e l u n g, aż dopiero poznanie ję z y k a s a n s k ry c k ie g o przez
europejskich uczonych sprow adziło b a d a n ia języ ko w e z ty ch m a
no w có w na d ro g ę w łaściw ą i w y w a rło niety lk o prz ew aż n y w p ły w
n a s tu d y a filologiczne, ale dało tak że p och op do poru szenia wielu
inn ych к westyi, k tó re w iązały się ściśle z językiem i jeg o znacze
niem w zakresie n ie k tó ry c h umiejętności, np. etnografii i historyi.
P o zn an ie ję z y k a sa n s k ry c k ie g o i w y k a zan ie jeg o stosunk u
do in ny ch europejskich przez n a u k o w y św iat europejski (W illiam
Jones, H e n r y T h o m as C olebrooke, F r. Schlegel), co F r. B o p p uczynił w sposób ściśle n a u k o w y , przez co stał się tw ó rc ą nowej n a
uki — porów naw czej g ra m a ty k i, musiało rzucić n o w e światło na
sto sun ek p o k re w ie ń s tw a większej części ję zy k ó w europejskich i p e
wnej części az y aty ckich , k tó r e objęto m ianem ind og erm ańsk ich, ind oeu rop ejskich albo też aryjskich. P o n ie w a ż n a d wszelki w yraz
Wątpliwości stało się jaw nem , dzięki, b ad a n io m B o p p a i stworzonej
przez niego nauki, że języki te są ściśle ze s ob ą zw iązane węzłem
ro d o w e g o po kre w ieństw a, dalej, że sto su n ek tèn pom ięd zy p o je d y n
czymi językam i n ie ty lk o po m ięd zy sobą, ale tak że co się ty c z y ję
z y k a san sk ry c k ieg o , o piera się na w sp ółrzęd nym sto pn iu p o k re w ie ń
s tw a — w y n ik a ło z teg o fa k tu jak o lo giczna k o n se k w e n e y a to
przypuszczenie, mające znaczenie p e w n ik a n au k o w e g o , że języki te,
zostające ze sobą w w sp ó łrzędn ym sto su n k u ro d o w y m , p ochodzą od
jed n e g o w s p ó ln e g o języ k a , po do b n ie j a k b ra cia od je d n e g o ojca.
Co się ty c z y sam ego p o k re w ie ń stw a tych języ k ó w i jeg'o sto
pnia, to z a p a try w a n ia uczonych różnią się w t y m w zględzie od sie
bie ; w szyscy g o dzą się na ściślejszy stosu nek p o k re w ie ń s tw a p o
m iędzy językam i san sk ry c k im i irańskim , p o d o b n ie p o m ięd zy g r e
ckim i łacińskim, jak o też po m ięd zy słow iańskim i litew ekó-łotyskim
czyli bałtyckim , ale różnią się w sw y ch z a p a try w a n ia c h co się t y
czy in n ych języków , należących do tej g r u p y i ich bliższego lub
dalszego p o k re w ie ń s tw a do jed n e g o z w y m ienio nych. J e d n a k ż e kw esty a ta ma, ściśle rzecz biorąc, przew ażnie znaczenie g ra m a ty czn e ,
o ile d otyczy ono s tru k tu ry form g ra m a ty c z n y c h , dla samego; fa k tu
do tyczą ceg o ' stosunk u ro d o w e g o p o k re w ie ń s tw a języ ków aryjskich,
jest o na mniejszej w agi.
N ato m iast z k w e s ty ą o p o kre w ień stw ie ję z y k ó w aryjskich i
w zajem nym ich s to su n k u w sp ó łrz ęd n y m wiąże się d ru g a , k tó r a ma
znaczenie szersze, w kraczające w zakres h isto ry i i etnografii. Mia-
— 99 —
nowicie nasu w a się jak o konieczne następ stw o teg o ro d o w e g o p o
k re w ie ń s tw a pom iędzy ty m i język am i to przeko nan ie, że w nich
m am y ty lk o odrośle od jed n eg o w sp ó ln eg o pnia, zatem, że dla j ę
zy ków ty c h trze ba przyjąć jeden ję z y k jako ich w sp ó ln e źródło.
T o p rz ek o n an ie przyjm uje się dzisiaj w języ koz naw stw ie ogólnie i
w badaniach ję z y k o w y c h stanow i ono p u n k t wyjścia m ianow icie dla
w y w o d ó w etym ologicznych. W p r a w d z ie m o g ą zachodzić i zachodzą
różnice z a p a try w a ń co do re a ln e g o znaczenia o d tw orz on ych form
g ra m a ty czn y c h , p rz y p is y w a n y c h tem u p ra język ow i a ry jsk iem u : z w y
czajnie przyznaje im się dzisiaj w artość n au k o w y c h danych, do k t ó
ry c h się w d an y m razie i na zasadzie гпап)гсЬ dzisiaj p r a w j ę z y k o
w y c h dochodzi.
P o m in ą w szy je d n a k tę k w e sty ę , m ającą przew ażnie g r a m a t y
czną w artość, musi się przyjąć za pew nik, b ę d ą c y ty lk o p ra k ty c z n e m
zastosow aniem pow yższego,' że przyjęcie ję z y k a w sp ó ln eg o p ra a ry js k ieg o p o c ią g a za sobą przypuszczenie e g z y ste n cy i j e d n e g o n a
r o d u p r a a r y j s k i e g o, k t ó r y z bieg iem czasu rozpad ł się n a liczne
p lem ion a w zg lę d n ie n aro dy , zw iązane ze sobą węzłem bliskiego p o
kre w ieństw a. Do teg o w niosku dochodzi się w ten sam sposób j a k
do p rajęzy ka, t. j. na zasadzie w y w o d ó w etnograficzno-lingw istycznych, uw ażając odnośne narody, m ów iące język am i p o k re w n y m i,
tern samem jako zw iązane węzłem- wzajemneg'o p o krew ieństw a.
W rodzinie tej aryjskiej, w yw odzącej swój po cz ątek od j e d n e
go narodu, m o g ą znów nasu w ać się p y ta n ia dotyczące bliższego
lub dalszego p o k re w ie ń s tw a po m ięd zy poszczególnym i jej c z ło n k a
mi. M niem anie bowiem , ja k o b y jeden z jej członków miał b y ć o w ym
praojcem , dającym p o cz ątek inn ym członkom tej rodziny, ja k to
u trz y m y w a ł np. F r. S c h l e g e l o narodzie staroindyjskim , a inni
znów o staroirańskim , nie-znalazło wielu zw o len nikó w w obec teg o
fa k tu, że języ ki ary jskie stoją w s to su n k u w sp ółrzęd nym do siebie,
a zatem n a ro d y m ówiące tym i językam i m o g ą ty lk o za braci b y ć
uw ażane. Zatem pozostaje ty lk o h y p o té z a o egzyste n cy i jed n e g o
pra a ry js k ië g o n arodu, od k tó re g o w y w o d z ą się w szystk ie n a ro d y
po dziś dzień znane, k tó re o b ję te -są nazw ą aryjskich.
S p osó b zaś, wr jaki nastąpiło rozczepienie naro d u p ra a ry js k ië g o
na p ojedyncze naro d y , czyli pochodzenie n aro dów n ależących do
ro dzin y aryjskiej i stosunek etnicznego p o k re w ie ń s tw a pom iędzy
nimi, stan ow i przedm iot rozm aitych łi3'potez, k tó re w świecie n a u
k o w y m m ają dość b o g a t ą literaturę. D o w ó d w tym k ie ru n k u p rz e
p ro w a d z o n y , opiera się na tem założeniu, że te języki, k tó re oka-
— 100 —
żu ją najmniej cech s ta ro d a w n y ch , m o g ą c y c h się u w a żać za n a jb a r
dziej zbliżone do p ro to ty p u p ra a ry jsk ieg b , a zatem k tó re n a jb a r
dziej u le g ły p rzeobrażeniu, m usiały się najrychlej odczepić od sw eg o
p n ia w spólnego. Zastosow aw szy to rozum ow anie, o p a rte na właściwTościach języko w ych , do k w e sty i p o chod zenia n a ro d ó w aryjskich,
przyjm uje się, że n a r o d y posunięte najdalej na zachód E u r o p y o p u
ściły najwcześniej w spó lną k o le b k ę rodow ą, n ato m iast n a r o d y azyatyckie, ja k indyjskie i irańskie,- p ozo stały najdłużej prz y pniu p ie r
w o tn y m , w s k u te k czego zach o w a ły ta k w języ k u swym , jako też
w urządzeniach społecznych i p a ń s tw o w y c h najwięcej cech s ta r o d a
w nych.
Co się ty czy kolei w y c h o d ź tw a p o s zczególny ch ludów a r y j
skich z pierw otnej ojczyzny, takow^ą stara n o się oznaczyć z jednej
stro n y na zasadzie w iększych lub m niejszych zmian g ra m a ty c z n y c h
stro n y formalnej języka, z drugiej s tro n y uw zg lę d n ia n o znow u bliż
sze lub dalsze p o k re w ień stw o po m iędzy poszczególnym i języ k a m i
aryjskim i. Jeżeli więc p rz ek o n an o się, że np. języki staro ind yjski
(sanskrycki) i irański odznaczają się najstarożycniejszą b u d o w ą g r a
m aty cz n y ch form i że rów nocześnie zachodzi p o m iędzy nimi n a j
większe p o k re w ień stw o : w n io sko w an o z ty c h f a k tó w najpierw , że
n a r o d y te p o z o sta w a ły najdłużej ze sobą, tw orząc jedną, całość n a
ro d o w ą i p o w tó rc, że n iepod zielny ten n aró d indo-irański opuścił
najpóźniej p ie rw o tn ą k o le b k ę rodziny aryjskiej. N a tej dródze s t a
ra n o się więc oznaczyć chrono logię w ę d ró w e k p ie rw o tn y c h szcze
p ó w aryjskich, przyjm u jąc A zyę za p ie rw o tn ą ojczyznę ich, skąd
p o c h o d y te w różny ch od stępach czasu n a s tę p o w a ły do E u ro p y .
Nie może b y ć zadaniem teg o p o g lą d o w e g o szkicu wchodzić
w szczegółow y rozbiór w y w o d ó w p oszczegó lny ch uczonych, k tó rz y
zajmowali się tą k w e s ty ą ; w y s ta rc z y jeżeli przyto c zę ty lk o zdania
najważniejsze, około k tó ry c h o b ra c a ły się w szystkie ró ż n o ro d n e odm ianki p o g lą d ó w na szczegółowe niek ied y małej w a g i punkta.
Chociaż tw órc a porów naw czej g rm a ty k i, Er. B o p p, nie odrazu
zrozumiał jasno ro d o w y s to su nek pom ięd zy p o jed y n cz y m i język am i
aryjskimi, m ianow icie co się ty c z y sto sun ku ich do języ k a sans k ry c k ie g o , przecież p rz e k o n a ł się dostatecznie, że sto su n ek ten p o
m iędzy nimi nie jest ró w n y , niemniej, że języ k san sk ry c k i nie jest
ojcem ich, lecz n ależy jak o członek do w spólnej familii aryjskiej.
W bliższym s to su n k u p o k re w ie ń s tw a stoją do siebie, zdaniem B o p p a ,
języki indyjski i m ed opersk i czyli , irański, to samo p o w ta rz a się
pom iędzy język am i gre ck im i łacińskim, jak o też po m ięd zy ję zy k a m i:
—
101 —
germ ańskim , litew skim i słow iańskim , k tó re stanow iły przez p ew ie n
czas jed n ą gałęź, a dopiero później w y ro sły z niej te trz y latorośle
(V ergleichende G ra m m a tik der idgerm. Spr. i. wyd. str. 760). Później
zdanie to zmienił.Mopp w te n s p o s ó b , że reszta języ k ó w europejskich o d
czepiła się wcześniej, aniżeli języki litew sko-słow iańskie od g r u p y
azy atyckiej, k tó re znów o d erw ały się w przód od w spólności azyatyckiej, aniżeli te ro z p ad ły się na in d yjską i m ed o p ersk ą gałęź ję
zy k o w ą (U eber die S p r a c h e - d e r alten P reu ssen in ihren v erw a n d schaftlichen B e zie h u n g en w A bhand l. der Ak. d. W iss. phil.-hist.
CI. B erlin 1853, s t r - 4 (osob. odb.) і Vergleich. G ram m atik, 3 wyd.
str. X I X ) . Z teg o w y n ik a ło b y , że lu d y litew sko ¡słowiańskie w у w e
il row ały później z A zyi aniżeli reszta ludów europejskich a p o z o
stała część ary js k a w Azyi tw o rz y ła jeszcze jed n ą g ru p ę , k tó ra d o
piero później podzieliła się na dwie części, t. j in dy jsk ą i irańską.
W ty m szemacie czyniono rozm aite p o p ra w k i, k tó re d o ty c z y ły r ó
żn ych stopni p o k re w ie ń s tw a pom iędzy p o jedy ńcz ym i ludami ; d o t y
czy ły one szczególnie stosunk u S łow ian do G erm anów , k tó ry , w e
d łu g J. G r i m m a , Gesch. d. deutsch. Spr. 1 wyd. str. 1030, za
k tó ry m poszli inni uczeni, miał b y ć ściślejszym, aniżeli do reszty
narodów' europejskich.
W ty ch a r g u m e n ta c y a c h o języ k o w y m stosu nku p o k re w ie ń
stw a u w zg lęd niają się ty lk o luźne spostrzeżenia języ k o w e i w łaści
wości, w sp ó ln e niek tó ry m języko m i te stan o w ią criterium divisionis ro d o w e g o stosu n k u ludów aryjskich. D opiero A u g-, S c h l e i
c h e r w różn ych swoich pracach starał się do w ód ten e tn o g ra fi
czne- lin g w is ty c z n y oprzeć n a pewnej p odstaw ie i ująć w je d n ą c a
łość, k t ó r a p rz e d s ta w ia ła b y w y k o ń c z o n y system. P o roz m a ityc h do
d a tk a c h i -poprawkach, jakie robił w ty m za ry s ie .s w e j te o ry i etnograficzno-lingwistycznej, p rzed staw ił ją ostatecznie w Com pendium ,
3 -wyd. str. 4 nast. w n astępując)' sposób.
Cała rodzina języ k ó w
aryjskich roz p ad ła się na te t r z ý g r u p y : 1. g r u p ę ą z y a t у с к ą.
czyli a r y j s k ą , k tó ra obejmuje ję z y k i n d y j s k i z najstarszym
re p re z e n ta n te m jeg o t. j. jeżykiem, k t ó r y zachow ał się w św iętych
k s ię g a c h W e d ó w , i język i r a ń s k i , k tó re g o najstarszym r e p r e
z e n ta n tem jest z e n d i języ k s t a r o p e r s k i , zach o w a n y w k l i
n o w y c h napisach A chem enidów ; 2. g ru p ę p o ł u d n i o w o - z a c h o
d n i o - e u r o p e j s k ą z. językam i : g r e c k i m , do k tó re g o n ależ y
n ie z b a d an y jeszcze ję z y k a l b a ń s k i , i t a l s k i m i i с e 1 1 y c k im.i (staroiryjskimi) ; 3. g ru p ę p ó l n o c n o - e u r o p e j s к ą z ję z y
k am i : g e r m a ń s к i m, l i t e w s k i m i s ł o w i a ń s к i m, z k t ó
-
102 —
ry c h języki litew ski i słow iański .w bliższym zo.stają ze s ob ą związku,
aniżeli z językiem g erm ańskim . W e d ł u g te g o w nioskuję S ch leich e r,
że najwcześniej odłączyły się od wspólności prain doeuro pejsktej
ł u d y s ł o w i a ń s к o - g e-r m a ń s k i e, k tó re też w y s u n ę ły się
najdalej n a zachód od pierw otnej swej ojczyzny azyatyckiej. P o z o
stała rodzina rozdzieliła się na dwie części, t. j. n a g r e с к o - i t a1 o - c e l t y c k ą. i a r у j s к ą, z k tó ry c h pierw sza rozpadła się znów
na g r e c k ą i i t a l o - c e ł t y c k ą , podczas g d y ary js k a pozostała
jeszcze niepodzieloną. N a stę p n ie rozpadli się S ł o w i a n o - G e rm a n o w i e na S ł o w i a n o - І Л t w i n ó w i G e r m a n ó w a ci
znów na S ł o w i a n i L i t w i n ó w , A r y o w i e zaś na I n d ó w
i I r a n ó w a 1 1 a 1 o - K e 1 1 o w i e na 1 1 a 1 ó w i K e l t ó w .
T e o r y ę swą, k tó ra ńdsi m iano drzew a g en e alo g iczn e g o (Stam m baum , albo S paltung stheorie), p rzedstaw ił Schleicher przez figurę
w kształcie drzewa, k tó re g o k o n a r y oznaczają p o je d y n c z e 'ję z y k i
i n a r o d y ; długość w iększa lub mniejsza tychże prz ed staw ia dłuższy
lub k ró ts z y p rz eciąg czasu w sp óln ego po życia po jed y n cz y ch szcze
p ó w ze sobą, odległość zaś ich od siebie oznacza bliższy lub d a l
szy stosu nek pok re w ień stw a.
R ó w n o c z e ś n ie p ra w ie w y stąp ił w tej sp raw ie M a x M ü l l e r ,
k t ó r y odm ienne całkiem w y p o w ie d ział zdanie.
W e d ł u g M ullera
n a stąp iła w ę d ró w k a ludów ary jskich w zam ierzchłym czasie w k ie
ru n k u k u p ó łn o cy i k u południow i, w s k u te k czeg-o familia a ry js k a
ro z p a d ła się n a p ó łn o cn ą i p o łu d n io w ą g ru p ę , z k t ó r y c h pierw sza
obejm uje dzisiejsze europejskie a d r u g a irańskie i indyjskie n a r o
dy, zob. die W is s e n s c h a ft der .Sprache, tłóm. niem. I,. L eip z ig 1892,
str. 272 nast. і U e b e r d i e R e s u l t a t e der S p rach w issen sch aft, S tra s s
b u r g e r A n tritts v o rle s u n g 1872, str. 18 nast.
Zasadnicza ' m yśl M üllera o d u alistyczn ym podziale p ra ję z y k a
a ry jsk ieg o na g ru p ę a z y a ty c k ą i e u ro p ejsk ą a w m iarę teg o rozćzepienie się ludów aryjskich na dw ie gałęzie, znalazły p ra w ie o g ó ln y
p o k la s k w świecie uczonym. P rzypuszczenie to starali się inni p o
przeć dow odam i,- w ziętym i z sk a rb n ic y a r g u m e n tó w języ k o w y ch i
cy w ilizacy jny ch (Lottner) —; dow o dam i teg o rodzaju, ja k rozczepienie się dźw ięku a na a i o , e w języ k a ch europejskich w przeci
w ieństw ie do jed n o lite g o a języ k ó w azyatyck ich (G. Curtius : U e b er
die S p a ltu n g des a - L au te s im In d og e rm anisch en, B erichte der sächs.
Gesellsch. d. W iss. X V I . 1864, str., 9 nast.), albo takimi, jak cały
zapas słow ny, b ę d ą c y w yłączną w łasnością każdej z tej g r u p y j ę
zykow ej, k t ó r y zebrał i zestawił A u g . F i c k :
Die e h e m a lig e
— 103 —
S prąc łie in h e it der In d o g e rm a n e n Europas, G o etting . 1873 ; V e r
gleichendes W ö rte rb u c h der 'n do g e rm an . S p ra c h e n I —I V tom y, 3.
wyd, Goetting-en 1874—¡76. _ W p r a w d z ie nie za p an o w a ła n ig d y zu
pełn a zg o da co się ty czy sto su n k u p o k re w ie ń s tw a pom iędzy pojedyńczym-i język am i g r u p y europejskiej, k tó re w m iarę g ru ntow n iejszego pozn a n ia różni uczeni g ru p o w a li różnie w śród tej rod ziny ję
zykowej. Najzupełniejszą zgodę osiągnięto ty lk o przy ję z y k a ch s ło
w iań sk im i litewskim, jak o też p rz y gweckim i łacińskim, k tó re p o
wszechnie łączono w ścisły związek w zajem nego p o krew ieństw a, ,g'dy
tym czasem o inne języki toczono zacięte spory.
Mimo różnicy zdania pom iędzy uczonymi odnośnie do s to su n
ku p o k re w ie ń s tw a poszczególnych języ k ó w aryjskich, p a n o w a ła p rz e
cie zg oda p o d w zględem ogólnej fo rm y tego stosunku ling.wistyczno-genealogicznego, ja k ą n a d a ł m u Schleicher i M a x M üller (L e t
tner). Nie w ątpio no więc o dualistycznymi podziale ję z y k a p raaryjs kiego na p o łu d n io w ą i p ó łn o cn ą g ru p ę i przypuszczano dla każdej
z nich egzyrsten cyę odpo w ied nich prajęzyków . P rze ciw k o tem u ch ro
nologicznem u podziałowi ję z y k ó w aryjskich na p ew n e g r u p y w y
stąpił J o h a n n e s S c h m i d t : die V e rw an d sc h aftsy erh ältn isse
der ¡ndogerm an. S prach en, W e im a r 1872, zob. tego ż: Zur G eschichte des
lindogerm. Vokalism us, II, W e im a r, 1875,. str. 183 nast. S ch m id t b a d a sto
sun ek języ k ó w geograficznie n ajb liż e j.p o ło ż o n y c h i w ykazuje, że t a
k o w e m ają najwięcej cech w sp ó ln y c h i zarazem, że od języków , in
dyjskich przez irańskie do słow iańskich a od ty ch do litew skich
są c i ą g ł e . stop nio w e przejścia, co także powTtarza się u innych
ję z y k ó w aryjskich. W ogóle od jed n eg o ję z y k a do d ru g ie g o m o
żna zauw ażyć ty lk o tak ie sto p n io w e przejścia, k tó re w y k a z u ją nie
ty lk o cechy c h a ra k tery sty c zn e ję zy k o w e p o d w zg lędem głoso w ym ,
ale także form ę i zapas w yrazów , b ęd ą c y c h w po siad an iu tylk o
w niek tó ry c h albo też ty lk o w je d n y m , z tychże. Im dalej na za
chód w y s u n ię ty jest k t ó r y
język aryjski, tern więcej zatracił
cech p ie rw o tn y c h ; dw a graniczące z sobą języki m ają ty lk o sobie
w spólne p ew n e właściwości, k tó ry c h dalej leżące nie posiadają.
Chcąc sobie przedstaw ić o brazow o sto sun ek g e n e a lo g iczn y
ję z y k ó w aryjskich, trzeba' koniecznie zarzucić drzewo genealogiczne.
S chm idt p ro p o n u je na jego miejsce obraz, jaki p rzedstaw iają fale
w ody, k tó re w k o n c e n try c z n y c h pierścieniach rozszerzają się i sła
b n ą w m iarę od dalan ia się od śro d k o w e g o p u n k tu . Geograficznie
zaś nie p rz ed staw ia obszar ję z y k o w y aryjsk i koła, ale elipsę, w k t ó
rej je d n y m k oń cu znajduje się p ie rw o tn y język.
— 104 —
Mimo całego szeregu kon tro w e rsy i, jakie w y w o ła ła ta teorya,
u w aża o na się dzisiaj za najbardziej o d p o w iad a ją cą is to tn e m u p rz e
b ie g o w i rzeczy w tej formje* ja k ą n a d a ł jej A. L e, s k i e n : Die
D eclin a tio n im Slavisch-iitauischen und G erm anischen, L eip zig
1876 w wstępie. L eskien podnosi, że niem ożebnem jest, ażeb y
lu d y ary jsk ie przy szły do posiadania, zajm ow anych dzisiaj przez
siebie miejscowości bez rozdziałów geograficznych. T rz eb a bowiem
przypuścić,
że
A ry jc zy k o w ie
zajm owali
p ierw o tnie
s to su n
k o w o szczupłą p rzestrzeń ziemi, z której się pow oli rozprzestrzenili
i to w dwojaki s p o s ó b : albo je d n a część n a ro d u wy w ęd row ała i
oddzieliła się geograficznie od g łó w n e g o szczepu, albo też n a tu ra l
n y p rz y ro s t ludności zmusił p ew n ą część do zajęcia k ra ju sąsie
dniego, czy to zamieszkałego, czy też nie, przyczem zw iązek g e o
graficzny p ozo stał n ieprzerw any. D ru g i sposób rozprzestrzenienia
się n a ro d u jest- powolniejszy, aniżeli pierw szy i może rów nocześnie
z nim się odb yw ać. P rzy jęcie ty lk o sto p n io w eg o rozprzestrzenienia
się bez w ę drów ek, nie d a ło b y się pog odzić z o gó ln y m i stosunkam i
geograficznym i E u r o p y i z zew nętrzną n a tu rą k ra ju ; w ędrów k i są
kon ieczną k o n s e k w e n c y ą A le zarazem n ależy przyjąć, że istniejące
w zajem ne stosunki ję z y k ó w aryjskich, dadzą się w ytlónuiczyć ty lk o
n a p o d staw ie .Stopniowych, przejść i m o g ły się w y tw o rz y ć jedynre
w śród geog-raficznej ciągłości,, k tó rą musi się umieścić na s to s u n k o
wo n iew ielkim ' obszarze/ jeszcze przed rozpoczęciem w ęd rów ek.
W ten sposób jest m ożebnem , że te o ry a g e n e alo g iczn e g o drzew a i
sto p n io w y c h przejść m o g ą b y ć z sobą połączone, str. 27.
R ó ż n ic a pom iędzy z a p a try w a n ie m L e sk ien a i S ch m idta p o le g a
n a tein, . że S chm idt za mało u w zg lędn ił gran ice, jakie pom iędzy
pojedynczym i językam i fak tycznie trze b a przyjąć, podczas g d y R e
siden geograficzne tak ie przedziały, należycie podniósł. Zresztą o b y
dwie te o ry e w o g ó ln y m sw ym zarýsie są do siebie, p o do bne.
D la u zupełnienia tego szkicu teo ryi o gen ealog ii ludów a r y j
skich na p o dstaw ie p o k re w ie ń s tw a o d n ośn ych język ów , w inięnem
dodać, że jeszcze przed Schm idtem i Leskienem A d o l f P i ć t e t
w y p o w ie d ział bardzo .p o d o b n e ,z d a n ie j a k S chm idt i Leskien o s to
s u n k u g en e a lo g ic z n y m język ów aryjskich. W dziele Les origines
In d o -eu ro p ée n es ou les A r y a s primitifs, essai de p a léo n to lo g ie lin
guistique, P a ris 1859-—63, 2 tom y, u p a tru je on również »jakby cią
g ły łańcuch ję z y k o w y c h właściwości, k t ó r y się ciągnie rów nolegle,
do ich pozycyi geograficznych. W p rzeciągu dalekich w ę d ró w e k ,
k tó re poprzedziło s to p n io w e rozszerzenie się ludów, w y tw o rz y ły się
— 105 —
pow oli dy àlek ty c zn e różnice, k tó re p o zostaw ały zawsze ze sobą
w związku i to o ty le ściślejszym, o ile b y ły śobie bliższe«-, str. 48.
T ą k w e s ty ą zajm owali się jeszcze inni uczeni, z k tó ry c h za słu
guje na u w a g ę F r. M ü l l e r : A llgem eine E th n o g ra p h ie , W i e n 1873,
k t ó r y ze stan o w isk a czysto etnograficznego stara ł się określić w ę
dró w k i ludów aryjskich. W e d łu g niego odłączyli się od w sp ólneg o
pn ia ary jsk ieg o najpiew 1 11 y r o w i e, mieszkający na pó łw y sp ie
B a łk ań sk im i we W ło szech ; pozostała reszta rozdzieliła się później
na dwie części : na K. e 1 l o - 1 1 a 1 o - Cx r e к ó w i na А г у о - S ł ow i a n o - G e r m a n ó w , poczem pierw si rozpadli się n a K e l t ó w
i I t a l o - G r e k ó w a wreszcie na 1 1 a 1 ó w i G r e k ó w , podczas
g d y od drugiej części oderw ali się najwcześniej G e r m a n o w i e
a A r y o - S ł o w i a n i e pozostaw ali jeszcze dłuższy czas razem, aż
dopiero po oddzieleniu się S łow ian ro zpad li się znowu A ry o w ie na
I n d ó w i E г a ń c z y k ó w, str. 70.
R ó ż n e te teorye, m ające na celu wykazanie^, stosunku p o k re
w ień stw a pom iędzy językam i aryjskim i a na ich zasadzie także p o
k re w ie ń stw a pom iędzy pojedynczym i narodam i należącym i do r o
dziny aryjskiej, oraz ich w ęd ró w ek z pierw otnej k olebk i rodowej
do miejscowości obecnie przez nich zajm ow anych, zostały przez
g ru n to w n e b a d a n ia nad h is to ry ą poszczególnych języ ków aryjskich
w wielu p u n k ta c h uzupełnione, albo też całkiem zmienione. T a k
przypuszczenie e g z y ste n cy i ję z y k a p ra eu ro p e jsk ieg o na pod staw ie
w sp ó ln eg o e i o na miejsce jednolitego a z y a ty c k ie g o a (G. Curtius),
u p ad ło ze w z g lę du na ten fa k t języ kow y , że języki aryjskie p rz e d
s taw iały poprzednio ten sam stan, jak języki europejskie, a owo
jed nolite az y a ty c k ie a jest późniejszym w y tw o re m specyalnie indoirańskim. Z tego w y nik a, że g d y criterium divisionis okazało się
fałszywem , tem samem podział p ra ję z y k a ary jsk ieg o n a a z y a ty c k ą
i eu ro p ejsk ą g ru p ę musiał upaść a zatem o. rozpadnięciu się pierw o tnem ludów aryjskich na a z y a ty c k ą i eu ropejsk ą gałęź m ow y
b y ć nie może.
T o samo nastąpiło także z poszczególnemu g ru pam i, któ re
prz y jm o w a n o w pośród tego ję z y k o w eg o odłam u europejskiego.
T a k u p a d la g r u p a italo -keltycka ; taki sam los spotkiił g ru p ę italo-g re ck ą, wreszcie został ro z erw a n y bliski stosunek p o krew ieństw a,
jaki u p a try w a n o pom iędzy językam i g erm ań sk im i litu-slowiańskim.
W ten sposób ogniwa., łączące- n iektóre języki ary jskie w ściślejsze
g r u p y , zostały przecięte acz drugiej stro n y p o k a z a ły się nowe l a
torośle językow e, k tó re roszczą sobie rów ne p ra w o z innemi do
— 106 —
wspólnej aryjskiej familii językow ej. W ten sposób ję z y k orm iański
zajął sam odzielne stanow isko pom iędzy językam i irańskim i litu s łow iań skim ; ta k samo języ k albań sk i p rzyłączył się jak o n o w y
członek do famlii aryjskiej, k tó rem u naznaczono miejsce pom iędzy j ę
zykiem litu-słow iańskim a g re c k im i łacińskim. W id z im y więc, że
owo drzewo genealogiczne, k tó re prz y jm o w a ł Schleicher, rozpadło
się i zastą p io n e zostało przez pojedyńcze g ru p y . J a k i zaś stosunek
p o k re w ie ń s tw a zachodzi pom iędzy temi g ru p a m i, czy taki, jaki w y
znaczyli im S ch m id t i Leskien, czyli też in n y —- „to pozostaw ić trze
b a dalszym b adaniom .
■Rezultat zatem dotych cz aso w y c h bad ań, chociaż n e g a ty w n y ,
p o k a z a ł przynajm niej drogę, k tó rą dalej trze ba p ostęp o w a ć. A d ro
g a ta w y t y k a n iety lk o b łę d y i uchybienia, k tó r y c h się dopuszczono
w d o ty ch cz aso w y c h b ad aniach, ale ona wskazuje także n a now e
środki, k tó ry c h wcale nie, albo' k tó re ty lk o niedostatecznie u w z g lę
dniono.
B łędem jest na p od staw ie zgodności dw u języ k ó w sądzić
zaraz o ich bliższem p o kre w ień stw ie, g d y ż ta k a w spó ln ość np. le
k s y k a l n a m o g ła zachodzić także pom iędzy inny m i językam i, w k t ó
ry c h ty lk o w yraz niejaki p rz y p a d k o w o w p rz e c ią g u czasu zaginął
(zob, D e lb rü c k : E in le itu n g in das S p rach stud iu m , 2. wyd. L eipzig
1884, str. 138). P o d o b n ie i zgodność czy to w e w zględzie głosow ym ,
czy też lek sy k aln y m , pom iędzy językam i nie jest d o w odem jeszcze
ich po k re w ień stw a, poniew aż często może b y ć on a rzeczą p r z y p a d
ku, ja k to s ta ra ł się w y k a zać B ru g m a n n : Zur F r a g e nach den V e r
w a n d schaftsv erhältn issen der idgm . S p ra c h e n w T e c h m e r’a I n t e r n a
tionale Zeitschrift für allgem eine SprächwiSsensch^ft, I. L e ip z ig 1884',
str. 226 nast., k t ó r y p rz y ta c z a liczne p rz y k ła d y w s p ó ln y ch w ła s n o
ści języ k o w y ch , k tó re w y tw o rz y ły się w ró w n y sposób, ale mimo
to niezależnie od siebie w ró żn ych językach.
Nie za co innego, jak za b łąd trze b a poczj^tać za p a try w a n ie
uczonych n a stosunek, jaki m a zachodzić m iędzy starożytno ścią g r a
m atycznej b u d o w y n iektórych ję zy k ó w a stopn iem ich p o k re w ie ń
stw a w zajem nego. P o n ie w a ż n. p. w języ k a ch staroin dyjskim i i r a ń
skim zachow ała się najstarsza szata formalnej s tro n y językow ej,
której w języ k a ch europejskich
nie m ożna odszukać,
zatem
w nioskow ano, że ję z y k p ra a ry jsk i rozpadł się n a dwie części : eu ro
pejską i a z j a t y c k ą i to w ten sposób, że część e u ro p ejsk a wy w ę
dro w a ła z wspólnej ojczyzny azyatyckiej, udając się daleko na za
chód, do E u ro p y , podczas g d y a z y a ty c k a p ozostała na miejscu, lub
niewiele się od n iego oddaliła. W tern w n io sk o w an iu po pełniono
— 107 —
więc d w a b łę d y : jeden dotyczący chronologii w ęd ró w ek ludów aryjskich na zasadzie właściwości językow ych, d rug i co się ty czy
stosunku sam ych język ów i ich histo ry czn e g o rozwoju. Z tego, że
w język ach europejskich mniej zachodzi form s ta ro ż y tn y c h niż w azyaty ckich, nie w y n ik a jeszcze, żeby lud y europejskie wcześniej
o d erw ały się od p n ia w spólneg o, g d y ż tem samem pra w em możn a b y także przypuszczać, jeżeliby ty lk o zmieniono p ierw o tn y p u n k t
wyjścia, t. j. p ie rw o tn ą k o leb k ę ro du ary jskieg o przeniesiono z A zyi
do E u ro p y , o języ k a ch indo-irańskich, że najpierw od erw ały się od
w spólności aryjskiej a mimo to zachow ały najdaw niejszą szatę. Co
się zaś tyczy owej starożytności język ów indo-irańskich w p o ró
w n a n iu z europejskim i, to nie uw zględniono prz y tem p o ró w n a n iu
różnicy' czasu, z k tó re g o pochodzą zach ow ane zaby tk i dotyczących
języków . H is to ry a k a ż d eg o języ k a wykazuje, że nie może b y ć m o
w y o rów ności lub n aw et o p od obieństw ie form g ra m atycznych,
pochodzących 1000 lat przed Chr., do k tó re g o to czasu odnoszą się
np. z a b y tk i staroindyjskieg-o języka, i tych, k tó re sięgają co naj
wyżej io-g-o stulecia po Chr., jak np, języ ka słow iańskiego. Chcąc p o
rów n a n ie ty ch języ k ó w oprzeć na równej podstaw ie, trzeba uwzgdędnić zab y tk i ich z teg o sam ego czasu a więc w ty m w y p a d k u mo
żna p o ró w n a ć tylko ten stan ję zy k a staroindyjskiego, jakim on jest
w dzisiejszych narzeczach indyjskich, z; dzisiejszymi język am i sło
wiańskimi. Co g d y się stanie, łatw o prz ek o n ać się można, że "archaistyczność form ję z y k o w y c h w y p a d n ie na_ korzyść narzeczy sło
w iań skich a nie indyjskich.
B a d a n ie narzeczy dzisiejszych ję z y k ó w aryjskich rzuca p o ż ą
dane św iatło niety lk o na stronę czysto g ra m a ty c z n ą języka, ale
ta k ż e ' na stosunek ich wzajem ny, niemniej też na ich h is to ry
czny rozwój. M y wiemy, ja k narzecza pow stają, rozrastają się i n a
rzucają jedne d ru g im swoje p r a w a dzięki od pow iednim oko liczn o
ściom p o m y ślnym , jak znów z drugiej s tro n y narzecza g in ą n a w e t
takie, k tó re rozszerzyły s ię -n a d a l e k i e te ry to ry a . R ó w n ie ż i to jest
wiadom em , że narzecza mieszają się z otaczającemi je g ru p a m i tego
sam ego ję z y k a lub też języ k ó w obcych, że n a ro d y zmieniają swój
język, naw et trac ą swój ojczysty a przyjm ują całkiem obcy, albo tc
w czystej postaci, albo też częściej zabarw iając nim mocno swój
własny.
To Co się zdarza ja k b y przed oczami naszemi a w każdym
razie w oczach historyi, to po w tarzało się zawsze i wszędzie, a więc
W zakresie ję z y k ó w aryjskich już w najodleglejszej ich przeszłości.
— 108 —
P rzy jąć więc m ożna na pew no, że niejedno o g n iw o , w iążące języki
ary jsk ie w jeden łańcuch p o k re w ie ń s tw a rod ow ego , zagńnęło, inne
zm ieniły się bardzo, lub przesu n ęły z miejsca dawniej za jm o w a n e
g o n a inne, gdzie u le g ły w p ły w o m obcym , że niejeden naród o bcy
u leg ają c przem ocy szczepu aryjskiego, uleg ł jeg o w p ły w o w i i p r z y
ją ł albo to żyw cem jeg o język, albo. też mocno go pom ieszał.z s w o
im w łasnym . Zw ażyw szy to wszystko, nie m ożna więc przy zn aw a ć
t y m te o ry o m o sto su n k u p o k re w ie ń s tw a ro d o w e g o 1pom iędzy ję z y
kam i aryjskim i te g o znaczenia dla s to su nk ów etn ograficzny ch o d
no śny ch ludów aryjskich, jakie im się w ty ch b a d a n ia c h p rz y p isu je.
Z te g o w y n ik a ła b y ta k o n sek w e n cy a, że do oznaczenia ta k p o c h o
dzenia, jak o też ro d o w e g o s to su n k u szczepów ra s y aryjskiej, sam j ę
z y k nie w ystarcza, ale do teg o p o trze b n e są inne środki n auk ow e,
Z k w e s ty ą o pochodzeniu i w zajem nym sto su n k u szczepów aryjskich, wiąże się "ściśle d ru g a , k tó ra d otyczy ich p ierw otnej oj
czyzny. W w y w o d a c h sw ych, odnoszących się t a k do języka, j a k o
też p ochodzenia narodó w aryjskich, o k tó ry c h w o g ó ln y ch za ry s a c h
pow yżej b y ła m owa, bio rą p ra w ie wszyscy uczeni wyżej w z m ia n
ko w an i, albo to w yraźn ie, albo też milcząco, za p u n k t wyjścia Azyę,
gdzie znajdow ać się m iała k o le b k a ra sy aryjskiej. P o w o d ó w tego"
tw ierdzenia nie starano się. uzasadnić, poniew aż u w ażano to co n a j
mniej za zbyteczne, g d y ż by ło to j a k b y a r ty k u łe m wiary, na k tó rą
s k ład ały się księgi S ta re g o testam entu, jak oteż to o gó ln e m n ie m a
nie, że A z y a jest w" o g óle k o le b k ą rod u ludzkiego, sk ą d rozszerza
ły się na w szystkie n a r o d y światło i p o rz ąd ek społeczny. R ó ż n ic a
zdań zachodziła ty lk o co do geograficznego oznaczenia tej pierw o
tnej siedziby aryjskiej, k tó rą umieszczano albo to p rz y g ó rn y m b i e
g u O xusa, albo też na sto kach g ó r M u s ta g h i B e lu rta g h , albo
wreszcie na in ny ch miejscach środkow ej A.zyi, Pierw szym , k t ó r y
h y p o téze tę s ta ra ł się u zasadnić w y w o d a m i nau kow ym i, b y ł J. G.
R h o d e : D ie heilige S a g e des Zendvolkes, b 'ran k fu rt 1820, k tó ry
umieszcza k o le b k ę p ie rw o tn ą rod u ary jskiego , za k tó re g o n a j d a
w niejszych p ro to p la s tó w uw aża naród zendski, na w ierzcho łkach g ó r
u źródeł J a x a r t e s a i Oxusa. Dalej k u p ó łn o cy po su w a ją К 1 a pr o t h (N ouveau J o u rn a l Asiat. V, str. 112) gdzieś w g ó r y Ili ma
laja, albo też K a u k a s k ie , skąd w yruszyli w d oliny środkow ej Azyi,
gdzie n a p o tk a li z pom iędzy drzew, rosnących w p ierw o tnej ich oj
czyźnie północnej, ty lk o
brzozę
—- je d y n e d rz e w o , k tó re
zna ta k języ k s a n s k ry c k i,
jakoteż
inne aryjskie.
Na
sze
rokiej po d staw ie naukow ej opierają się w y w o d y A. P i e t e t a: Les
— 109 —
origin es In d o -eu ro p ée n n es ou les A ry a s primitifs, essai de p a lé o n
to lo g ie linguistique, P a ris 1859 — 63, 2. w y d . P a ris 1877, 2 tom y,
k tó re chociaż p o d w zg lę d em ścisłości k ry ty cz n ej, m ianowicie w za
kresie języ koznaw stw a, są w w ysok im sto pniu niedo k ład n e i b ł ę
dne, przecie ta k ze w zględu na b o g a c tw o n a g ro m a d z o n e g o matery a łu ję z y k o w e g o i k u ltu rn e g o , jako też ze w zględu na trafność
wielu u w a g i bystrość w y p ro w ad zo n y c h w niosków , dzieło to m a sw o
je znaczenie i w y w a rło znaczny w p ły w na dalszy k ie ru n e k b ad a ń n a tern
polu. A u to r przyjm uje za p ie rw o tn ą ojczyznę ary jsk ą d aw n ą B a k t г y ę,
t. j. miejscowości objęte granicam i, jakie tw o rz y H indukusz, Belurtagh,, O xus i morze K aspijskie, i stara się n a w e t określić bliżej
stopień
szerokości,
p o d k tó ry m ojczyzna ta p ie rw o tn a
znajdow ać się m iała a to na zasadzie w y ra z ó w n a oznaczenie
p ó r r o k u , k tó ry c h przyjm uje trzy dla czasów p ierw otn yc h, t. j.
zim ę, w io snę i lato. Jeszcze dokładniej po daje on top og rafię tej
k o leb k i aryjskiej, k tó r ą oznaczyć m ożna w ten sposób, że znaną
jest w języ k a ch aryjskich n azw a m o r z a (łać. m a r e , słow. m o r j e
i t. d.), k tó re m żadne inne nie może b y ć j a k właśnie K a s p i j s k i e .
P o p a rc ie swej h y p o té z y znajduje P ic te t także w w y ra zac h na o zna
czenie św iata m ineraln ego , roślinn ego i zwierzęcego, k tó ry c h p rz y
tacza w ielką liczbę, pochodzącą, w e d łu g jego m niem ania, z p ra aryjskiej doby, a dla k tó ry c h najodpow iedniejszą miejscowością jest
w łaśnie B a k try a .
N a tej drodze szli dalej inni uczeni, p rz y w o d ząc nowe do w o d y
lub uzupełniając i p o p ra w iając dawniejsze, czerpane z s k a rb n ic y
język a, k tó re m iały w yk a zać środkową. A z y ę jak o k o le b k ę ro du
ary jskiego , zob. O. S c h ra d e r: S p ra c h v e rg le ic h u n g und U rg eschichte.
L inguistisch - historische B e iträ g e zur E rfo rs c h u n g des indogerm .
Altertum s. 2. wyd. J e n a 1890, str. i i i nast. Z Azyi zatem rozcho
dziły się w pojedy ń cz y ch o d stępach g ro m a d y w y cho dźców aryjskich
w k ie ru n k u zachodnim do E u ro p y , gdzie albo to ro z p a d a ły się n a
mniejsze g ru p y , albo też, w e d łu g drugiej teoryi, rozszerzały się
dalej w m iarę rozrostu, p o su w ając g ra n ic e sw ych posiadłości coraz
bardziej na zachód E u ro p y . Zdaw ało się, że w obec t a k silnie u g r u n t o
wanej w ia ry w az y a ty c k ie pochodzenie ra s y aryjskiej, pop arte j tylu
dow o dam i nau k o w y m i, pozostanie niezw ruszonym pew nikiem , że
A z y a jest rzeczywiście k o le b k ą ro d u aryjskieg o. T ym czasem r. 1851
dał się słyszeć p ierw szy raz głos przeciw ko d oty ch cz aso w e m u za
p a try w a n iu , k t ó r y podniósł angielsk i uczony R . G. L a t h a m
w w y d a n iu T a c y t a G erm anii, staw iając na miejsce jeg o to twier-
-
110 -
dzenie, że w E u ro p ie trze b a szukać p ierw o tn y c h siedzib lud ów ar}-]skich. D o w o d u na p o p arcie tego nie przytacza żad n eg o now ego,
ale w y p ro w a d z a inne w nioski ze znanego faktu, d o tycząceg o b li
s kiego p o k re w ie ń s tw a ję z y k a san sk ry c k ie g o z litu - słowiańskim ,
o p a r te g o n a wspólności k a te g ó r y i p od niebiennych. dźw iękó w sp ó ł
głosk ow y ch. Musi b y ć więc pew nikiem , ta k a rg u m e n tu je L ath a m ,
że języ k sa n sk ry c k i d o ty k a ł od wschodu,, lub p o łu d n io w eg o w schodu
je ż y k a litu - słownańskiego i że albo to on z E u ro p y dostał się do
In dyi, albo przeciw nie języki litewski, słow iański, łaciński, grecki
i niemiecki z In d y i do E u ro p y . P o n ie w a ż jest n ie p ra w d o p o d o b n e m ,
a ż eb y w iększa część oddzieliła się od mniejszej, rodzaj od g a tu n k u ,
d la te g o trzeba przyp uścić, że ję zy k i az y a ty c k ie oddzieliły się od
europejskich, a nie przeciw nie euro pejskie od azyaty ckich.
T w ierdzen ie L a th a m a opiera, się zatem na pro stém rozum ow aniu,
k tó re tern sam em nie m ogło w y w rzeć d o ra źn eg o w p ły w u na zmianę
do ty ch cz aso w e g o z a p a try w a n ia . T a k sam o nie m iały inn ego zna
czenia w ątpliw ości w a z y a ty c k ie pochodzenie A ry jc z y k ó w W . D.
W h i t n e y a ; L eb e n und W a c h s tu m der S p rac h e, übers, v. A. Leskien,
str. 203, k t ó r y w p rz y to c zo n y ch d ow o d a ch przez uczonych ze stro n y
historyi, tra d y c y i jak o też język a, nie znajduje do statec zn eg o p o
p arcia ą z y a ty c k ie g o p och od z en ia i d lateg o radzi w Die S p r a c h
wissenschaft, übers, v j Jolly, M ü n che n 1874, str, 303, uznać języ
k o zn a w stw o za n ie k o m p eten tn e do ro zstrzy g n ięcia tej kw estyi.
W ie lk i k r o k n a p rzó d zrobił n a tej drodze ľ e o d o r B e n Ге y,
k t ó r y w P rzedm o w ie do W ö r te r b u c h der indogerm . G ru n d s p ra c h e von
Ą. F ick, 1868, str. V III. nast. i w swem dziele Geschichte der S p r a c h
wissenschaft, 1869, str. 597 nast., ośw iadczył się stanow czo za E u ro p ą ,
jako k o le b k ą aryjską. Zdanie to o p iera B e n fe y na tej okoliczności,
żę n aź w y najw ażniejszych zw ierząt dzikich Azyi : l w a i t y g r y s a ,
jak o też i w i e l b ł ą d a , nie pochodzą z czasów w spólności j ę z y
kow ej p raaryjskiej, lecz zostały zapożyczone później, g d y zw ierzęta
te poznali A ryjczykow ie, od n aro d ó w nie aryjskich. P o k azu je się
więc z teg'0, że w pierw otnej ojczyźnie aryjskiej zw ierząt ty c h wcale
nie było, czego żadną m iarą o A zy i przypuszęzać nie można. Oj
czyznę p ra a ry js k ą przenosi B e n fe y w miejscowości, położone na
północ od m orza C zarn ego między ujściem D u n a ju a m orzem К aspijskiem.
W ięcej do w odów , m ających potw ierdzić europejskie pochodzenie
A ry jc zy k ó w , przyto c zy ł L. G e ig e r w ro z p ra w ie : Ü b e r die E rsitze
• —
"ľ
"і
"
Ul
—
-
'
'
-
f
der In d o g e rm a n e n , w y d r. w Zur E n tw ic k e lu n g s g e s c h ic h te der M e n s c h
heit, Stuttg.art 187 і, str. 113— 150. G e ig e r przenosi k o le b k ę a ry js k ą
w środk ow e i zachodnie Niem cy, opierając się przeważnie na n a
zw ach drzew takich, j a k b r z o z a , b u k i d ą b , z k tó ry c h szcze
gólnie b u k nadaje się w w y sok im stopniu do oznaczenia k o leb k i
praaryjskiej, p o niew aż ojczyzną jego są stro n y na zachód leżące od
p rusk ich p row incyi n ad b a łty c k ic h a z początkiem ery chrześciańskiej nie zn ały go jeszcze H o lą n d y a i A n g lia. S łuszną robi do teg o
u w a g ę S c h ra d er o. m. str. 122, że nazw a teg o drzew a nie jest znaną
azy aty ck iej g ru p ie języ k o w ej i dlateg o po służyła ona większem
p ra w em za dow ó d F ic k o w i do oznaczenia ojczyzny e u r o p e j s k i c h
A ry jczykó w . R ó w n ie ż a rg u m e n te m d ow o d o w y m tej h y p o té z y mają
b y ć o ba g a tu n k i zboża: j ę c z m i e ń i ż y t o (ryż), w dobie p r a
aryjskiej je d y n ie znane, k tó ry c h u p ra w a ty lk o w północnej E u ro p ie
m ogła z rezultatem b y ć prow adzoną. In n e a r g u m e n ta podniósł już
P ic tet, ja k znajomość trzech p ó r roku.,, faunę p ó ł n o c n ą , do k tó ry c h
dodaje jeszcze od siebie G e ig e r t y p ja sn y n aro d u p ra a ry js k ie g o ,
k t ó r y najlepiej stosuje się do n aro d u g erm ań skiego.
Do rzędu teg o p rzyłączył się I. ,G. C u n o : F o rs c h u n g e n im
G ebiete d er alten V ö lk e rk u n d e I. Theil : D ie S cy then, k tó re g o d o
w o d y o piera ją się na chwiejnej pod staw ie. Mimo to je d n a k gło sy
te p o b u d ziły najpow ażniejszych uczon ych do o b ro n y d o ty ch cz aso
wej w ia ry w a z y a ty c k ą k o le b k ę rodu ludzkiego w o g ó le a w szcze
gólności ary jsk ieg o , D o w alk i w y s tę p u ją tej m iary uczeni ja k A.
F i c k , A. H ö f e r, V i k t o r H e h n, H. K i e p e r t i t. d., k t ó
rzy p odniesione przez io p o z y c y ę a r g u m e n ta p o d d ają ostrej k ry ty c e
i przy toczon e już dawniej p o d p ie ra ją now ym i. W y r a z y mające
św iadczyć przeciw ko Azyi, po d d ają śp e c y a ln y m badaniom , dla
osłabienia ich d o w o d o w e g o znaczenia wrynajd u ją w p raary jsk iej
s k a rb n ic y językowej- o dp ow iedn ie pierw iastki, b io rą do po m o cy
rasę s e m i c k ą , o której az y a ty c k ie m poch od zen iu n ik t nie w ą tp ił
i w jej ję z y k u szuk ają p u n k tó w s ty c z n y c h dla aryjskiego.
Z d a w a ło b y się więc, że w obec w a g i p rz y to c zo n y ch d o w o dów
przez ty c h u czo nych i o słabiony ch rów nocześnie przez nich arg um e n tac y i s tro n y przeciwnej, k w e sty a o początk u a z y a ty c k im ra sy
aryjskiej m o gła się uw ażać za za łatw ion ą stanowczo, a p r z y n a j
mniej d y s k u s y a n ad nią odłożoną na dłu gi szereg lat. T ym czasem
s p ra w a ta w eszła w~ no w e sta d y u m badań, k ie d y do d y s k u s y i nad
nią w y s tą p iła an tro p o lo g ia , k tó r a od sam ego p o cz ątk u oświad-
—
112 —
%
czyła się zaraz za t e o r y ą o europejskiej ojczyźnie Aryjczyków*).
W ten sposób do d o w od ów ję z y k o w y c h p rz y s tą p iły nowe, k tó re
m o g ły tam te potwierdzić, ale też zachwiać a n a w e t obalić. Z teg o
o kazała się konieczność dla badacz}- z obozu języko zn aw có w , ażeb y
licząc się z re zultatam i obcej wiedzy, pracującej n ad w yjaśnieniem
te g o sam ego pro b lem a tu , p od dali jeszcze raz gru n to w n e j k r y ty c e
swoje w y w o d y . T rz e b a b y ło u w z g lę d n ić a rg u m e n ta c y e a n t r o p o l o
g ó w i stosow ać do nich w y n ik i b a d a ń ję zy k o w y ch , przez co zy s
k iw a ły n a w szechstronności i o bjektyw ności. Przedew.śzystkiem n a
leżało całą k w e s ty ę p o d d a ć ścisłej analizie n auko w ej i wszystkie
a rg u m e n ty , p rzem aw iające za i przeciw, zb adać w w zajem nym
zw iązku a nie pojedynczo, w oderw aniu od całości przedm iotu, j a k
to dotychczas w yłączn ie się działo. Tej p ra c y p o djął się i d o k o n ał
z w ielk ą g ru n to w n o ś c ią i znajom ością d o tyczącego m atery ału , któ;
ry m o p ero w ał k ry ty cz n ie i um iejętnie, O. S c h ra d e r w dziele, wyżej
zacytow anem . ЛА rozdziale X I V . tra k tu je a u to r o pierw otnej »oj
czyźnie« A ry jc zy k ó w , którą' s ta ra się oznaczyć w sposób in d u k cy j
ny, a p oczynając od n ajdaw niejszych czasów historycznych, w k tó ry c h
w y s tę p u ją na w id ow n ię lu d y aryjskie, i cofając się wstecz w -czasy
przedhistoryczne, szuka dla nich miejsca, k tó r e b y od po w iad a ło
t a k tra d y c y i historycznej, jako też w y w o d o m lingw dstyczno-antropologicznym . D ro g a taka, trzeba to w yznać, pew n a, k tó ra może b a
dan ia d o p row ad zić do celu, za jaki trzeba uw ażać niety lk o ' p o z y ty
w n e rezu ltaty , osiągn ięte za pom ocą zu ż y tk o w an ia d o w o d o w e g o
m ate ry a łu , ale także i takie, do k tó ry c h dochodzi n a u k a na p o d
staw ie w niosk ów logicznych, w y p ro w a d z o n y c h z przesłanek, o p a r
ty c h na p ra w d o p o d o b ień stw ie, jeżeli przeciw niemu nie p rzem aw ia
żad en ze z n a n y ch a r g u m e n tó w przeciw nych.
S c h ra d er zaczyna od S ł o w i a n , k tó rz y w I. w ie k u po Chr.
p o d nazw ą V e n e t ó w albo V e n e d ó w (Wenclów) mieszkali na
północ od step ó w pontyjskich, na w sch ód od W is ły i K a r p a t , gdzie
też, cofając się wstecz, p ra w d o p o d o b n ie już 5 w ieków wcześniej, t. j.
za H e ro d o ta zn ajd ow ały się ich|siedziby, str. 618 nast. N a północ od
nich m ieszkały lu d y p ru s k o -ło ty s k ie g o pochodzenia, znane p o d
nazw ą A e s t i i u T a c y ta , a u P to le m e u sza jako G a 1 i n d a e i S ud i n i, k tó rz y za H e ro d o ta p ra w d o p o d o b n ie z S łow ianam i tw o rzy li
jeszcze jędn ę g ałąź rodow ą. Dalej n a zachód, p o czy nając od
*) - D o w o d y
przytoczone
przez
a n t r o p o l o g ię
za
pochodzeniem
Aryjczyków z
E u r o p y , b ę d ą p o d a n e w s t r e s z c z e n i u i r o z e b r a n e p r zez fach o w e pió ro w j e d n y m z n a j
b l i ż s z y c h z e s z y t ó w „ L u d u 1.
— 113 -
W is ły ciąg n ę ły się g ra n ic e ludów germ ańskich, k tó re objęte ś r o d
k o w y m i do ln y m biegiem O d ry i E lb y , s ięg ały
na
zachód
do W e z e ry . N ato m iast zachodnie ziemie E u ro p y zajmowali zawsze
od najdaw niejszych czasów' K e 1 1 o w i e, podczas g d y znow u p ó łw y
sep B a łk a ń s k i w północnej jeg o części pom iędzy do lny m b iegiem Istru
i brzegam i m orza E g e js k ie g o i P r o p o n t i d y - T h г а к o w i e. W ści
słej łączności etnograficznej z nimi b y li P h r y g 0 w i ë a z tymi
A r m e ń c z y k o w i e, p odo b n ie ja k z drugiej stro n y z T h ra k a m i
1 11 y r o wTi e, k tó rz y dzierżyli północno zachodnie ziemie teg'o
pó łw y sp u . N a zachód od T liraków , ciąg n ę ły się siedziby M а к ed o n ó w, k tó rzy w pochodzie szczepów greck ich k u południow i
stanow ili najstarszy na pó łn o cy pozostały odłam h elleń sk ieg o szczepu.
R ó w n ie ż i szczep i a t i ń s к i, k tó re g o pierw sze zawiązki sięgają
w s tro n y półno cne lub północno-w schodnie p ó łw y s p u B ałk ań sk ieg o ,
z p ó łn o cy p odbijał p ó łw y s e p apeniński, k t ó r y wreszcie posiadł
w moc swoją.
N a ro d y te aryjskie, zamieszkujące E u rop ę, k tó ry c h rozm ie
szczenie w p o d a n y m wyżej p o rz ą d k u sięga najdaw niejszych czasów
a w k a ż d y m razie w 5-tym w ieku przed Chr. już by ło tak icm, m u
siały w p e w n y m okresie czasu stanow ić je d n ą całość etnograficzną,
k tó r a p rz eży w szy p ew ie n okres czasu wspólnie, p rzy sw o iła sobie
jakiś zasób in te le k tu a ln y c h i cyw ilizacyjnych zdobyczy, w k tó ry ch
w y tw o rz en iu n a ro d y ary jskie az y a ty c k ie nie b ra ły udziału. Chodzi
o to, aż e b y w y n a le ź ć tę miejscowość, n a k tórej k ie łk o w a ły i rozw i
ja ły się pierw sze ziarna p ra c y Wspólnej te g o szczepu ary jsk ieg o
w E u ro p ie , a k tó ra o d p o w ia d a ła b y w zupełności t a k w aru n k o m g e
ograficznym, jako też b y ła w ierny m obrazem ich p ie rw o tn e g o życia,
k tó re n a p od staw ie w y w o d ó w 1'ingwistyczno h isto rycznych o d tw o
rzyć sobie możemy. Za t a k ą uw aża S c h ra d e r ste p y południow ej
R o s y i, k tó re na w schód łączą się ze step am i i puszczam i ciągnącemi się do pasm a g_ór środkowej Azyi, na półn o cy otoczone są
wzgórzam i leśnemi środkow ej R o s y i a na zachód u r y w a ją się na
g ó ra c h K a rp a c k ic h . Na ty m czarnoziemiu, u jętym w granice, na
połu dn ie przez D unaj i morze, n a wschodzie przez D n iep r, n a p ó ł
nocy przez lasy i b a g n a W o ły n ia , na zachód przez g ó r y K a rp a c k ie ,
o bujnej w e g etacyi, po znał pierw szy A ryjczy k różne g a tu n k i drzew,
ja k d ą b z jeg o owocem ż o ł ę d z i e m , b u k , l i p ę , s o s n ę , o 1c h ę , j a s i o n , j o d ł ę , zob. str. 394; tu o brał d ą b za siedlisko
najw yższego b o g a a gaj za św iątynię istot niebieskich, zob. str.
402 hast.; tu taj zm uszony został z po w o d u niedo statec zn y ch pa
S
—
114
—
stw isk dla d o b y t k u sw eg o uchw ycić za p łu g i oddać się rolnictw u,
zob. str. 410 nast. W tej miejscowości w śród dziew iczych lasów
p o zn a ł m i ó d i owad, k tó ry go w y ra b iał, tutaj ze tk n ą ł się ze zw ie
rzętami, na k tó re w ychodził n a łów, j a k z j e l e n i e m i s a r n ą i
tutaj 1 e w, p rz y b y ły z d alek ie g o wschodu, sta w a ł się je g o postrachem ,
p o d o b n ie j a k później b y ł nim dla w ielbłądów X e r x e s a ; tutaj zobaczył
n iezm ierzo n y obszar m o r z a i m ó g ł pozn ać s ó l , leżącą w lim a
nach, do k tó ry c h większa część rzek s te p o w y c h w pad a. Z ty ch
obszarów wreszcie, w sposób w sk az an y prz y ro d zo n y m i w aru n k am i
n a tu ry , rozchodził się w w ę d ró w k a c h wielkich, idąc za biegiem
rzek w różne s tro n y E u ro p y , w k tó ry c h s p o ty k a m y go w czasach
h istorycznych.
D ru g i dział, azy aty ck i, ra sy aryjskiej re p re z e n to w a n y w czasie
h is to ry czn y m przez I n d u s ó w i I r a ń c z y k ó w , dostał się do
s w y c h miejscowości również na drodze w ę d ró w e k i to Ind uso w ie
z okolic północno-zachodnich, a Ira ń cz y k o w ie ze wschodu, od w iel
kiej pustyni, do zachodnich m ed o-p erskich obszarów. P ie rw o tn a
ich w s p ó ln a ojczyzna c iąg n ę ła się od eu ro p ejsko-azy aty ckich stepów,
od m orza A ra ls k ie g o p o n a d rzekam i O xus i J a x a r t e s i ob ejm o w ała
w schodni Iran, k tó re g o w a ru n k i k lim atyczne i w'égetacyjne p o d o
b n e b y ły , j a k w części europejskiej. P rzy jm u jąc dalej, że t a k część
europejska, jak o też az y a ty c k a , p o sun ęły się w przeciw n y c h k ie ru n
kac h na jednej linii, k tó rą p o c iąg n ą ć można od ujścia D u n a ju aż do
ś ro d k o w e g o b ie g u W o łg i, mniej więcej prz y d o p ły w ie S a m a r y :
wówczas trze ba przyjąć p o łu d n io w y wschód europ. R o s y i p rz y ś r o d k o
w y m b ie g u W o ł g i za p ie rw o tn ą k o le b k ę ro d u a ry js k ie g o ; str. 631 nast.
M iejscowość ta ma w szystkie w arun ki, p otrze b n e do zrealizo
w ania teg o życia, k tó re jako najpierw otniejsze rasy A ryjskiej na
p o d staw ie p aleon to lo gii językow ej re k o n s tru o w a ć można. Życie to
by ło więc pasterskiem , w k tó rem oprócz zw ierząt d o m o w y ch za
po zn a ł się człow iek także z k o n i e m, żyjącym jeszcze w naw pó ł
dzikim stanie, ale nie znał jeszcze o s ł a i w i e l b ł ą d a , k tó re
należą, jak o az y aty ck ie zwierzęta, do ra s y semickiej i tu rko -tatarskiej.
W tej m iejscowości m ieszkając A ry jc zy k o w ie, zetknęli się z n a r o
dam i fińskiego pochodzenia, k tó rz y od śro d k o w e g o b ie g u W o ł g i cią
gnęli się aż do U ra lu ; od nich przejęli pom iędzy inn ym i w p ł y w a
mi tćikże znajom ość m i e d z i . I nazw a rzeki W o ł g i w e formie 'Pa
jest w e d łu g S c h ra d e ra a ry jsk ieg o pochodzenia, i oznacza to samo
co skr. s r a v a, greek. óorp od p ie rw ia s tk u s r e v, s r u, od k t ó
re g o p o w stało także .słow. o s t r o v , wryspa.
Co się ty c z y w a ru n k ó w
tej miejscowości, ta k o w e czynią
zadość wszystkim w y m o g o m życia p ie rw o tn y c h A ry jc zy k ó w , t a k
pod
w zględem
fizykalnym jako teź k u ltu rn y m . K lim a t zim ą
ostry a latem g o rą cy , nie zna przejść p o w o ln y ch
od jednej
p o ry ro k u do drugiej, co o d p o w iad a p ra ary jsk iem u
podziałowi
ro k u na dwie p ory, t. j. z i m ę i l a t o . S te p jest ubogfi w lasy
i drzewa, nie zna g ó r i dolin, zato obfituje w wielkie rzeki, co w ję
zyku p ierw o tn y m znajduje wfierny oddźw ięk, k t ó r y ub ogim jest wr nazw y
drzew rozm aitych. Z drzew rośnie tu przedew szystkiem b r z o z a
i o s i k a , zresztą ciąg ną się całe lasy krzaczaste ciernia i g ło g ó w
a nad rzekam i g ęste zarośla sitowia. Ze zw ierząt _w i 1 к w y s tę p u je
na pierwsze miejsce jak o żarłoczne zwierzę stepow e, oprócz tęg o
znane są także: z a j ą c , m y s z, j e ż, k u n a , d z i k a ś w i n i a,
w y d r a i b ó b r, a 1 i s ■ogranicza się w yłącznie na eu ropejską część
aryjską, g d y ty m czasem n i e d ź w i e d ź każe posun ąć siedziby ich k u
północy, do k ąd ze środkow ej R o s y i i g ó r uralskich niezaw odnie
się zapuszczał. Z inn ych g a tu n k ó w zw ierząt znane b y ły : w ę ż e , ż ó łwie
i ż a b y , p s - ż c z p ł y , z ptaków : o r z e ł , s ę p , j a s t r z ą b ,
d z i k i e k a c z k i , g 'ę s : i t. p.
N a takiej p o d staw ie ku ltu rno -h isto ry cz n y ch i lingwistyćznyfch
w y w o d ó w doszedł S c h ra d e r do teg o sam ego mniej więcej rezultatu,
do któreg'0 b a d a n ia a n tro p o lo g ó w pow szech nie prow adzą. S ch ra d er
nie usuw a na b o k tej pom ocy, której się od p reh istory! i a n t r o p o
logii spodziew ać należy, lecz oczekuje jej ze spokojem i n a d z ie j ą ,
że ze swej s tro n y przyczynią się do w y św ietlen ia tej k w e s ty i.
W tem leży najlepsza ocena jeg o b a d a ń i zarazem dowód, że b a
dania
wszelkich
umiejętności
p o w in n y w sp o m a g a ć się w z a
jemnie, ażeby, jeżeli już nie dojść do p ra w d y , to przynajm niej zbliżyć
się najbardziej' do niej.
Dr. A. Kalina.
„ P s ia k r e w “ i „ p s ia w ia r a “ .
N iem a bodaj zwierzęcia, z k tó re m b y się tra d y c y a ludowa
obeszła ta k niespraw iedliw ie, ja k ze psem W i e r n y ten i n ieo d stęp n y
tow arzysz człowieka, co więcej, najstarszy jeg o towarzysz, bo nie
w ątp liw ie najwcześniej oswojony, k t ó r y w dziejach cyw ilizacyi p i e r
wotnej o d e g ra ł o grom nie w ażn ą r o l ę , a i dziś jeszcze jorzez swą
zmyślność, wierność i liczne usługi, człowiekowi św iadczone zasłu-
—n e
g uje na m iano p rzyjaciela człowieka, w tra d y c y i ludowej zb y t często
t r a k t o w a n y b y w a jako sym bol podłości, b r a k u ch a rak teru , egoizm u
i ro z m a ity c h in n y ch w s trę tn y c h przym iotów . D ość p rz yp om nieć
tak ie ludow e zw roty, co chw ila u ż y w a n e : »ty psie jed en!«, »mieć
k o g o ś za psa« ; »psubrat«, »psia krew «, »psia w iara«, »zeszedł na
psy«, lub przejrzeć b o g a t ą k o lle k c y ę p rzysłów lu d o w y ch o d noszą
cy c h się do psa, np. te, jakie zebrane są u A d a l b e r g a (K sięga
przysłów , str. 392 — 399), b y się p rzek o n ać o tem, jak w zg ard liw ie
nieraz tr a d y c y a lud o w a odnosi się do psa.
S postrzeżenie to nie d oty czy je d n a k całego zakresu tra d y c y i
ludowej. R o z p a tru ją c się w niej bliżej, o d k ry w a m y niejako dwie
w a r s t w y : jedn e n o w s z ą , w której pies tra k to w a n y m jest z lek ce
ważeniem , iro n ią , p o g a r d ą i d r u g ą , sta rs z ą , gdzie się o nim mówi
z szacunkiem , niem al ze c z c i ą , ja k ą m usiał mieć człow iek p ie rw o tn y
dla te g o n iezb ęd neg o to w arzy sza sw y ch p o lo w a ń lub sw eg o p a s te r
sk ieg o życia. R zec z zajmująca, że w naszej tra d y c y i ludowej z u sza
no w a n ie m i p e w n ą miłością m ów ią o psac h p ra w ie ty lk o baśnie
cudow ne, u tw o r y nie w yrosłe na naszym gruncie, lecz zaniesione
do nas ze w schodu w czasach sto sun kow o p óźnych. Z rozum iem y to,
g d y prz y p o m n ie m y , że n a wschodzie, w krajach, k tó re b y ły k o l e b k ą
największej części naszych baśni cudow ny ch, a więc w E gipcie,
w P e rs y i i In dy i, pies d ozn a w ał w ielkiego szacunku (zob. A. W i e
d e m a n n , Die R e l i g io n d er a lten A e g y p te r. M ünster, 1890, str. 96),
b y ł sy m b olem ro z m a ity c h bóstw , co też n a tu ra ln ie odbiło się w op o w ia d a n ia c h ludó w tam tejszych.
D la stu d y u m pojęć i w ierzeń lu d o w y ch o psie. nadzw yczaj zajm ującemi są tak ie opow iadania, w k tó ry c h k rzy żują się i mięszają
o b a p o g l ą d y : p ierw o tn y , uw ielbiający p s a i now szy — p o g a rd liw y .
O p o w ia d an ia takie, z n a tu ry rzeczy ironiczne, zach o w a ły się w n a
szej starszej literaturze, jak o refleksy łacińskiej i bizantyńskiej lite
r a tu r y średniowiecznej ; w ustnej tra d y c y i ludowej pozo stały ty lk o
niew yraźne ich ślady, za g a d k o w e fra g m e n ty , k tó re bez znajomości
źródeł średniow iecznych pozostać b y m usiały niezrozumiałemi.
W ustach naszego ludu m am y d w a tak ie zw ro ty odnoszące się
do psa i z a g a d k o w e p o d w zględem sw ego znaczenia. S ą to zw ro ty
»psia krew« i »psia wiara«. O pierw szym z ty c h zw rotó w u m i e
ściłem s p e c y aln ą ro z p raw ę w »Wiśle« (t. V I, str. 745 i dalej), z k t ó
rej tutaj p o w tarzam ty lk o g łó w n e wyniki. W y r a ż e n ie »psia krew «
m a dziś w z g ard liw e znaczenie; najdaw niejszy ślad ta k ie g o w łaśnie
znaczenia znajdujem y w X I V . w ieku w »gesta R o m a n o ru m « , gdzie
— 117 -
n ie n a w is tn y c h i strasznych w ów czas W ę g r ó w nazw ano »progeni.es
canina« (psie plemię). Ju ż to przezwisko jest niejasne i każe nam
przypuszczać, że u d a w n y c h M adjuró w, pod o b n ie j a k u wielu l u
dów b a rb arz y ń sk ic h , istn iała tr a d y c y a o ich pochodzeniu od psa.
Przypuszczenie to p op iera ją rozszerzone w średniowiecznej lite ra
turze le g e n d y o A tty li, k tó re g o uw ażano za p rz o d k a W ę g r ó w i
k tó re g o w y o b ra ż a n o jako k ró la z psią głową. W c ześn ie już o p o
w iadanie to z dziedziny le g e n d y przeszło w dziedzinę o p o w iad a n ia
ironicznego, docinku lu do w eg o i przemieniło się w opowieść o tem,
ja k W ę g r z y nie m o gąc się pogod zić prz y w y b o rz e króla, zmówili
się, że ten zostanie królem , k to nazajutrz p ierw szy wejdzie do sali
elekcyjnej. I cóż się o k azało? G d y salę otworzono, p ierw szy w b ieg ł
pies — i pies został 'też w y b r a n y k ró lem węgierskim . N ajstarszą
odm ian kę teg o o po w iad a n ia znajdujem y u S a x o n a G ra m m a ty k a ,
od k tó re g o przejęli je niem ieccy facecyoniści X V I . w ieku : W o 1 fg a n g K i r c h b a c h (W en d u n m u th , t II. str. 36) i mnich J a n
P a u l i (Schim pf u n d ' E rn st, str. 427), P ra w d o p o d o b n ie od N iem
ców o po w iad a n ia te przeszły do P olski, gdzie odnajdujem y je p rz y
ko ń cu X VI. w. w H e rb a rz u P a p ro c k ie g o a w 100 lat później w w ierszo
w a n y m H e rb a rz u W a c ł a w a P o to c k ieg o , p rzyczepione do h e rb u
K orc zak.
Mniej p o p u la rn e m na zachodzie, lecz za to bardziej znanem
na wschodzie p ra w o s ła w n y m , a więc nie ty lk o w cesarstw ie bizantyńskiem , lecz także w B u łg a ry i, Serbii i na R u si, b y ło inne opowdadanie o psié jak o h e r e ty k u lub raczej jako o słudze posłańcu,
p o w iern ik u h e r e ty k a , o psie jak o przedmiocie p e w n e g o k u ltu reli
gijnego. O p o w ia d an ie to znajdujem y u k ościeln ych p isarzy bizan, ryńskich X , X I i dalszych w ieków p rzyczepio ne do imienia h e r e
t y k a orm iańskiego Sergiusza. Do okoliczności, że O rm ianie o b s e r
w ują p o st przez cały tydzień w czasie naszych z a p u st i p ost ten
n az y w ają A rcyurion , pisarze b izan ty jscy przyczepili o p o w ia d a n ie
następujące. B y ł p o śród O rm ian h e r e t y k Sergiusz, k tó ry m iał psa
nazw iskiem A rc y u ry . P ie s ten b ieg ają c po wsiach, p rz y b y c ie m sw em
z a p o w iad ał uczniom S ergiusza p rz y b y c ie m istrza ; skoro się więc
pies p ojaw ił we wsi, zbierali się h e r e ty c y i wychodzili naprzeciw
Sergiusza. Lecz oto p e w n eg o razu pies dążąc do jakiejś wsi, został
zjedzony przez wilki. P rzyszedłszy do owej wsi Sergiusz, nie doznał
zw y kłego S potkania a dow iedziaw szy się, że p sa -we wsi nie było,
posłał szukać za nim. Znaleziono ty lk o kości z A rc y u re g o , w s k u
tek czego prz ejęty żalem S ergiusz cały tydzień pościł i sw y m zwo-
— 118 —
lennikom nak a zał co ro k u pościć w ty m ty g o d n iu . O p o w ia d an ie to,
k tó re g o osnow a weszła do ro zm aity ch -zbiorów ustaw cerkw i prawosławmej (zob. N om o ca n o n Cotelerianus), jak oteż k o dek só w c e re
m onii ko ścielnych (T y picon S. Sabae), znajdujem y u p isarzy b iz a n
tyjskich M ikołaja p a t r y a r c h y k o n sta n ty n o p o lsk ie g o (De jej u ni o monachorum ), Iz aak a (Invectivan in Armenos),
iko na (De religione
A rm enórum ), E uth y m iu sz a Z y g a b e n a (P anop lia fidei orthodoxae), NiCefora К ai lista i innych*). Od tych pisarzy gre ck ich op o w iad a n ie
to przeszło do S ło w ia n po łud nio w ych. W w iek u X I I znajdujem y
je w żyw ocie błog. H ilariona, b isk u p a m o g leń sk ieg o w B u łg a ry i ;
w raz z ty m ży w otem o po w iad a n ie o psie A r c y u r y m przeszło do
t a k zw. ch ro no grafó w , t. j. k om pilacy i ró ż n o ro d n y ch opow ieści h i
sto ryczny ch od stw orzenia św iata aż do o statnich czasów. W r a z
z. ow ym i ch ro n o g rafa m i o p o w iad a n ie to zaszło także na R uś, gdzie
co. najpóźniej w X V I w. w y łączpnem zostało z ż y w o ta błog. Hila ry o n a i jak o całość' sam odzielna b y ło często p rz e p is y w a n e ; oczy
wiście z u p o d o b an iem czy ta n e” W ostatnim num erze »Żytia i S ło
wa« (t. III, str. 469—473) o p u b lik o w ałem trz y połud nio w o-rusk ie
te k s ty te g o o p ow iad ania, z k tó ry c h jeden pochodzi z p o cz ątk u X V I .,
d ru g i z p o cz ątk u X V I I ., a trzeci z p o ło w y X V I II. wieku. T e k s ty
te, w y jęte z' ręk opisów , okazują p e w n ą ew olucyę tej pow iastki. M ia
nowicie p rzepisy w aczom ruskim nie dość już b y ło teg o, że pies sa
m em svcem p rz y b y ciem ozmijmiał zbliżanie się h e r e t y k a ; tutaj zro
biono g o fo rm a ln y m ajentem herezyi, roznosicielem listów i n a u k
Sergiusza. N a d to p rzepisyw acze ru s c y rozcięli nazw isko A r c y u r y czyli
A rc y u rc y na dwoje i nazwali h e r e ty k a S erg iu sza A rcy, zaś p sa U rcy,
tak, że następnie post »A rcyurcy« oznacza post na p a m ią tk ę h e r e
t y k ó w Arceg-o (Sergiusza) i U rc e g o (psa).
Że o po w iad a n ie to przyczepion em zostało do S erg iu sza A rm e ń
czyka w celach polem icznych a nie ma w sobie ją d ra h isto ry c z n e
go, to łatw o zrozumieć, jeżeli pow iem y, że A rc y b u rio n w języ ku
orm iańskim (w edług tłum aczenia bezim iennego a u to ra w T y p ik o n ie
św, S aw y) znaczy »zleciciel« (mandator), ,O rm ianie zaś sami t w i e r
dzą, że p o st ten zachow ują na p a m ią tk ę n aw ró cen ia się N in iw itów
w s k u te k up o m n ień Jonasza, lub też n a p a m ią tk ę -wypędzenia A d a
m a z raju. Sądzę, że nie dopuszczę się prz esad y przypuszczając, że
refleksem w łaśnie te g o o p o w ia d a n ia jest nasz zw rot lu d o w y »psia
*) Zob. D u C a n g e , G l o ss a r iu m ad s c r i p t o r e s 'm ed iae et in iim ac graecitatis. l . u g du n i 1688, t. I, str, 12(3,
— 119 —
w iara«, zw rot zn a n y zarów no w Polsce, ja k i na R u si. Czy zwrot
ten b y ł s to so w an y do Orm ian — nie umiem powiedzieć. N a P o k u
ciu znaną jest piosnka, stosująca je do cy g a n ó w .
Oj cyhane, cyhanoczku,
P esia tw o ja wina :
T w o ja źinka u seredu
S olo n y nu jita !
R zecz zajmująca, że w N om o k an o n ie K o teleriu sza pow iedziano,
iż, post A rc y b u rio n zachowują ói Ap/iivtm xai Кат&^иру.т (Orm ianie i
Cyg'anie, zwani także Zinzarami). Źe p ó ź n ie j,, w czasach u p a d k u d u
cha publiczn eg o w P olsce w s k u te k u p a d k u o św iaty i rozwielmożnienia się fan aty zm u w drugiej połow ie X V I I . i pierwszej połow ie
X V I I I . wieku, k ato licy stosow ali nazwę »psia wiara« do p r a w o
sław nych, a p ra w o sław n i do k a to lik ó w i żydów (Lach, żyd i s o b a
ka, to w ira o dnak aj — to fa k t zn a n y i w ielo krotnie o p łak an y . Może
wyjaśnienie, źródeł teg o b rz y d k ie g o d ocinka przyczyni się do p o d
niesienia nas w te jasne i czyste sfery tolerancy i i wyrozum iałości,
w k tó ry c h f a k ty p o d o b n e stają się niemożliwymi.
Dr. Iwan Franko.
R o ś lin y
w
w ie rz e n ia c h
ИЗ З З
lu d u .
IZ Ľ
L u d uw aża drzew a i k w ia ty jako ty lk o czasową cielesną osło
nę duszy, ja k o ty lk o dalsze miejsce, ty m c z a s o w e g o z a trzy m an ia się.
W i a r a w łączność duszy z roślim^, iden tyfiko w an ie obu ty c h w y
ra zó w jest t a k rozszerzonem, że w k ró tk o ści ty lk o w sp o m n ieć o tem
jest p ra w ie niem ożebnem , bo to m a te r y a ł n ad e r obfity i n a d e r
wdzięczny. K a ż d e p ra w ie drzewo jest dla w ieśn iak a n aszego n ie
jak o św ią ty n ią , bo m ieszkaniem jak ie g o ś ducha, jakiejś tajemniczej
siły, k tó r a m u już to korzyść, już to szkodę przynośi. Z u szan ow a
niem i czcią s p o g lą d a w ieśniak na k w ia ty i drzewa, bo mniema,
że one są m ieszkaniam i duchów , bo m niema, że w yrząd ziw szy ja k ą
szkodę drzewu, obrazi na się i ducha zamieszkającego je, k t ó r y nań
k a rę za to zesłać może. K a ż d e drzewm w zbudza w nim otu chę lub
bojaźń, stosow nie do teg'o, w jakie w y o b ra źn ia jego p rz y b ra ła je
p rz y m io ty , jakim i zaludniła duchami, d obry m i czy złymi.
D o szereg u drzew7 i krzew ów , k tó re bojaźnią przepełniają w ie
śniaczą duszę, n ależy ow a p ię k n a ozdoba naszych ogrod ów , w o n n y
bez. D laczego p rz y p a d ł mu zaszczyt ten w udziale, iż g o m ieszka
niem d u ch ów zrobiono, tru d n o wiedzieć, ale że lud w to wierzy,
liczne na to m am y d ow ody, P rz e d d w om a la ty pisarz ty ch w ie r
szy miał s p o so b n o ść p rz e k o n a ć śię o istnieniu tej w iary. Л¥ dom u
rodziców jeg o (półn. wsch. G alicya, pow. rawski) robiono p ew n e
zm iany w ogrodzie k w ia to w y m , do czego użyto k ilk a dziewczyn
wiejskich. P rze sad za n o z jed n e g o miejsca na d ru g ie najrozmaitsze
k w ia ty i k rz e w y bez najmniejszej trudności, g d y przyszła jed n ak
kolej n a przesadzenie bzu, żadn a z ro b o tn ic uczynić teg o nie chciała.
Z a p y ta n e o p rz y c z y n ę o d p o w ia d a ły jed nog łośnie, > że bzu w y k o p y
w ać nie m o żn a, »bo b u de bida«, choć na p y tan ie, ja k a to m a b yć
ta »bida« i za co, o dpow iedzi dać nie umiały. G d y mimo to bez
w y k o p a n o i przesadzono i wieść o tem po wsi się rozeszła, tw ie r
dzono pow szechnie, że musi się na tem obejściu zdarzyć jakiś w y
p ad e k , i g d y w k ilk a dni w istocie p ad ło bj^d lę, w szy scy jako
p rz y c z y n ę teg o w y p a d k u p o d a w a li w y k o p a n ie bzu. Mimo skrzę
tn e g o w y p y t y w a n ia za przyczy ną, dlaczego bzu w y k o p y w a ć nie
można, nic w tej stronie dowiedzieć się nie m ogłem ; m ów iono mi
ty lk o , że już z dziada p ra d ziad a k rą ż y m iędzy nimi podanie, że
w y k o p y w a n ie bzu zawsze nieszczęście sprow adza.
W in nych okolicach je d n a k , umie lud p odać p rz y c z y n ę , dla
k tórej bzu k o p a ć nie wolno. W e d ł u g G ustaw icza w całej okolicy
b ob reck iej rozpo w szec h n io n ą jest w iara, że bzu k orczow ać nie w o l
no, g d y ż grozi niebezpiecznem i chorobam i, k tó re sp ro w a d za bies
w nim mieszkający. T u zrobiono więc bez siedzibą biesa, a ch o ro
b y i nieszczęście, k tó re sp ro w a d zać m a w y rą b a n ie bzu, jest niczem
innem ja k ty lk o zem stą d ucha zam ieszkującego go. N a Podolu,
P o k u c iu i U k ra in ie istnieje taż sam a w iara i tu za w y k o p a n ie bzu
nasy ła duch go zam ieszkujący na bezbożnika, śm iącego podnieść nań
siekierę, d ług oletn ie cho ro by, gościec, p araliż lub śmierć nawet.
W p e w n y c h okolicach znajdujem y o d m iany teg o zabobonu.
W okolicy L w o w a w olno bez kop ać, ale ty lk o do południa, p o
p ołu dniu ani g o tk n ą ć nie wolno; w tarn o p o lsk iem w olno go r ą
b ać ale ty lk o na p ło ty lub paliw o,
w lubelskiem na lekarstw o, a
w m ch ilew sk iem ty lk o do przystro je n ia ołtarzy.
O wierze tej, że bzu jak o siedziby d u cha rą b a ć nie można,
znajd ujem y zapiski już w najdaw niejszych czasach. Jakiś, zda się,
ew angielicki p a s to r w dziele swem p. n. : »von der Bockheiligungder Litauer« w r. 1560 wydaneni, opow iad a, że L itw in i bzu b osk ą
cześć oddaw ali, drzewo jego jak o św ięte czcili, g"dyż wierzyli, że
p o d korzeniam i jeg o m ieszka b ó g P u s k a j t i s w raz z p o d w ł a d n y
— 121 -
mi m u ducham i »parstukam i i m arkopolam i«. P od bzem składali
L itw ini chłeb, alus i inne p o tra w y i n apoje na ofiarę Puskajtisow i
i zanosili doń m odły, a b y posłał do stodół ich parstu k ó w , k tó re
z e b ra n y p lon p om nażać miały. P o złożeniu tej ofiary i od pra w ien iu
m odłów, s taw ian o jadło i n a p ite k po stodołach dla p arstu k ó w , a
g d y n ad ra n em wiele z zastaw iony ch p o tra w uby ło, cieszono się
nad zieją, że P usk ajtis próśb ich w ysłu chał i w ysłał p a r s tu k ó w do
pom no żenia plonów.
H a rtk n o c h ró w nież o wierze tej w sp om ina pisząc: sub sambucco etiam déos’ h ab itare credidit coeca P ru ssaru m gens, sed et
nostris tem p o rib u s quibusdam in locis v a n a haec persuasio m entes
h om in um occu pav it u t cred an t sub saťnbucco m orari hom únculos
illos subterráneos. (Ślepy lud pruski wierzył, że poci bzem mieszkają
b og ow ie, lecz i w naszych czasach istnieje m iędzy ludem wiara,
że p o d bzem podziem ne człowieczki mieszkają).
Zrobiwszy bez m ieszkaniem duchów , zidentyfikow ał go n a s tę
pnie lu d z duchem g o zamieszkującym , zrobił go ciałem ducha,
złączył życie ducha z życiem drzewa, śmierć drzew a m iała b y ć i
śmiercią ducha. Zm uszony n iek ied y bez w y ciąć w ieśniak, prosił go
p rzed tem o pozw olenie i wierzył, że m odlitw a do drzew a u w alnia
g o n astępnie od zem sty d uch a je zam ieszkującego i że tenże nie
ponosząc żadnej szkody, przenieść się może n a inną roślinę. G d y
k to bez w y c ią ł bez poprzedniej p ro ś b y o pozw olenie, zsyłał demon
bez zam ieszkujący na b ezbożnika najrozm aitsze słabości i trzeba do
piero b y ło składać bzu liczne ofiar}’, prosić g'o o przebaczenie, p o
lew ać korzenie m lekiem, nim duch zagniervany się u d o b ru c h ał i
słabościom przez się zesłanym człow ieka opuścić kazał. W ia r a , że
w bzie duch mieszka, doszła ta k daleko, że n ie k tó rz y o bujniejszej
fa n tazy i widzieli naw et, ja k on opuszczał bez, sp a c e ro w ą ł po
wiosce, z a g lą d ał w o k n a izb, gdzie b a w iły się dzieci, a n astępnie
wróciwszy n a p o w ró t w k o rę bzu się przyodziewał.
J a k o m ieszkanie ducha, a więc na w p ó ł nad przyro dzo ny, obe
cnością ducha p o d n iesio n y n ad inne rośliny, u ż y w a n y m b y ł bez
bard zo często jak o p o m o cn y w wielu nieszczęściach i chorobach.
On może, w ysław szy ze siebie duchy, sprow adzić na lud zarazę, lub
p o w o ław sz y d u c h y złe n ap ow rót, uw olnić go od niej. G d y na R u s i
w y b u c h n ie zaraza, k o b ie ty ze wsi oborują pola, śp iew ając prz y te m
pieśń następnej treści: »Z oceanu, z g łę b o k ieg o m o r z a ,w y s z ło d w a
naście bardzo b rz y d k ic h dziewic. D r o g a ich nie m ała prow adziła
przez strom e g ó ry , do trzech stary c h drzew bzow ych. »Przygo tuj-
—
1.22 -
cíe — rz e k ły oné do bzów — białe dębow e stoły, naostrzcie s t a l o
w e noże, podłóżcie o g n ia p o d k otły, gotujcie, zabijajcie, niszczcie
wszelkie życie ludzkie na tej ziemi«. B z y p rzyzw oliły życzeniom
sióstr d w u n a stu i o d tąd w szystkie istoty żyjące są na śmierć s k a
zane: »bo w tych k ip iątk ie m n ap e łn io n y c h kotłach, w ty m ogniu
nienasyconym , zgoreje wszelkie życie na ziemi«. Lecz litość prze
jęła b zy stare i p o s ta n o w iły ocalić ró d ludzki od zag łady . »N aokół
k ipiących k o tłó w stoją trzy stare bzu drzew a i rzew ne piosn ki za■wodzą. Ś p ie w a ją o życiu, nucą i o śmierci, n ucą o całym ludzkim
rodzie. B zy stare użyczają długieg-o życia całej zierni, à śmierci
złej k re ślą d ł u g ą , bardzo d łu g ą drogę. B zy stare p rz y rz e k a ją ciągłe
życie całem u ro d o w i ludzi«.
N ie ty lk o je d n a k chroni bez od zaraz, w słabościach innych
rów nież jest on pom ocn ym . G d y zasłabnie dziecko niebezpiecznie
tak , że i p o ra d a »mądrej« nic mu nie p o m o g ła, wierzą wieśniaczki,
że dziecko m a suchoty, na k tó r ą to słabość jed en jest ty lk o środek.
Zanosi m ianow icie m a tk a chore dziecko p o d krzew roz k w itłe g o bzu,
a sam a p o w ra c a do dom u Д w y k o n y w a trzy ro b o ty , w czasie k t ó
ry c h o d m aw ia zalecone m odlitw y. Nie w olno jej przez cały ten
czas do n ik o g o ni słó w k a przem ówić, ani n a z a p y ta n ia o d p o
wiadać. P o w y k o n a n iu r o b ó t i odm ów ieniu pacierzy, bierze m a tk a
w yzdrow iałe dziecko i p rz y n o si do ch aty . G d y b y i ten śro d e k
dziecku nie p om ógł, są d z ą , że śm iertelnem i są już u dziecka te su
c h o ty i że nic już jeg o od śmierci nie w y b a w i, boć od śmierci nie
m a ra d y ni d o k to ra (Busk, R akoniew icze).
H e r b a t a z k w ia tó w b z o w y ch pow szechnie u ży w a n ą jest jako
śro d e k przeciw kaszlowi ; ból zębów i febrę m a on także leczyć.
Chce k to p o zbyć się bolu zębów, musi idąc w tył, w yjść z izby i
dojść do k rz a k u bzow ego. D oszedłszy doń ob ra ca się nagle, zdej
m uje k o rę nie odcinając jej jedn ak, a z ta k oberw an ej g ałąz k i w y
cina kaw ałeczek drzew a, z k tó ry m znów w ty ł idąc p o w ra c a do
izby. T u zm ów iw szy pacierz p rzed obrazem M atki B. n a k łu w a b o lą c y
ząb w yciętem drzew em ta k długo, póki ono k rw ią się nie zabarwi.
U c zyniw szy to, w ra ca znów w ty ł idąc do k rzak u, w k ła d a w y
cięty k aw ałecz ek bzu w d aw n e miejsce, u k ła d a k o rę ta k j a k ona
pierw ej by ła, przyw iązu je ją n itk ą , a b y wcięcie prędzej się zrosło.
Jeśli k aw ałecz ek w y c ię ty n a p o w ró t z drzew em się zrośnie, to ból
zębów już n ig d y teg o choreg o nie nawiedzi. (Powszechnie na Rusij.
K o r a bzu rów nież pow szechnie jak o śro d e k lekarski u ży w an ą
b y ła. S k u tk i jej są dw ojakie a przęciw ne sobie, stosownie do tego,
ja k b y ła ona sk ro b a n ą z g ó r y n a dół, cz y -z dołu do góry. W s p o
m inają o ťem W ójcicki, 'Zieleniewski. S ie n n ik -w Zielniku sw ym
pisze (str. 373) »we dnie k o ra bzowa, g d y się na dół skrobie, dołem
w yw od zi w ilgoci wodne, a g ó rą s k ro b a n a wywodzi, przez wracanie.«.
Później p o w tó rz y ł to samo i S y r e n i u s z -(1566) dodaw szy, jeśli k to
chce stolcem i w ym iotam i ch orobę ciągnąć, te d y tę k o rę na dół i
k u g órze sk ro bać należy. W L ubelskiem u żyw ają skórki ze świeżo
u k o p a n e g o korzenia, sk ó rk a ta sk ro b a n a k u górze sp ra w ia w y m io
ty, n a dół rozwolnienie. W P ozn ańsk iem zbierają zeń także m iazdrę
i sk ro b ią po tem do g ó ry , o sk ro b in y te moczą w tęgiej w ódce i
piją n a kołtun. G ałązki z liśćmi i k w iatem k ła d ą na spodzie zasie
k a jak o o chronę przeciw ko m yszom i wołkom. W Kieieekiem św ię
cą go w dzień św. J a n a i ta k i bez w ło żon y na strzechę, chroni od
chorób, a z a tk a n y na śro dku pola, chroni je od n aw ałn ic i gradu.
E. Kolbiiszo'wski.
■—
L ud o w e n a z w y miejscowe
w powiecie Brzeskim w G&lieyi.
N iew ątp liw ie ciek a w y m p rzedm iotem b a d a ń są n az w y m iej
scowości, w większej części przez lud stworzone, miejscowości n a
dane, a p ra w ie z a w s z e 'tr a fn ie ją charakteryzujące, lub w e . wdzięcz
nej p am ią tc e przechow ujące jej dzieje' Dziw ić się nieraz trze ba nad
m istrzow skiem jedno sło w nem określeniem miejscowości lub stresz
czeniem jej p am iątkow ej przeszłości. J a k b y w opoce, co prz etrw a
wieki, w y ry te w p a m ięc i ludu nazwisko, przem aw ia do nas w y
mowniej, niż dziesiątki słów, określających jej położenie, kształt,
^ у .....
wielkość, treść, b o g a c tw o lub ubóstw o, w o g ó le różne właściwości.
Je d n o słowo — nazw isko — schow ało w sobie najstarszą jej p rze
szłość, dzieje jej po w stan ia i przeszło przez długi szereg pokoleń
niezm ienione ;.G.: całe. W y z ie ra z niego nieraz ta k jaw nie i szczerze
całe podanie, i e ktoś o b d arzo n y fantazyą z łatw o ścią m ó g łb y w y
snuć zeń leg en d o w ą opowieść, czego nie uczyni sum ienny badacz,
k t ó r y za p u k a do trą d y c y i ludu i zadowolili się cho ćby ty lk o najskąpszą wiadomością.
S ta rz y — to trzecie w g'óre pokolenie — piastują jeszcze t r ą
dy cy c , ra d z ib y ją może sy nom i w n u k o m przekazać, ale ci oboje-
— 124 —
tni na takie rzeczy, leciwie Ż6 ich s ł u c h a j ą , a co u s ł y s z ą , w n et za
pom ną. Z .m łodego p o k olenia rzadko k to umie w yjaśnić znaczenie
jakiej n a z w y miejscowej, jej g e n e z ę , a g d y ktoś z a p y ta o n ią,
odp ow ie obojętnie :
— N a z y w a sie ta k z. dáw n ych casów, ale lacęgo, chto ta
może wiedzieć ?. . .
T a je m n ice s ta ro d a w n y c h nazw miejscowości zabiorą w k ró tc e
starzy z sobą do g ro b u , d lateg o w sk az an ą jest dla badaczów rzeczą
nietylko zbierać te nazwTy, lecz tak że sk w ap liw ie o tra d y c y jn e ich
w y jaśn ienie się postarać.
W niniejszym zbiorze nazw usiłowałem ja k najobficiej zużyt
k o w a ć tra d y c y ę ; zastrzeg am się je d n a k przeciw m niem aniu, ja k o b y
zbiór ten b y ł zupełny. S am czuję dobrze jeg-o liczne braki, na k t ó
re złożyły się różne p rzeszkody, m iędzy nimi u rzędow e przesiedle
nie moje z B rzesk a do T a rn o b rz e g a . Ś ą w ty m zbiorze o b o k wsi
g ru n to w n ie , także wsie dość n iedokładnie opisane. B ra k n ie też
k ilk u g-min do obrazu całego pow iatu . S pod ziew am się je d n a k w
przyszłości n ied o statk i te uzupełnić.
N adm ieniam , że pod aję sam e ty lk o n a z w y ludow e, z a o p a tru
j ą c je V/ w y jaśn ienia z ust ludu wzięte. W y ja ś n ie n ia te są tu i ó w
dzie b a łam u tn e, ale umieścić je trze b a b yło, a b y dać w yraz tłóm aczeniu ludu ty ch nazw, k t ó r y c h po cho dzenia nie um ie w yjaśnić z
trad y c y i, lecz ty lk o z własnej ko m binacyi. A jest ta k o m b in a e y a
często ciekawa.
W celu uw id ocznienia położenia op isan y ch miejscowości, do
daję w k o ń c u m ap ę p o w ia tu B rzeskiego.
I Cirnina Biadolmy radłowsMe.
A; Wieś Biadolmy'Eadłpwside.
N a z y w a ła się p ierw o tnie В i a ł o-d o 1 i. n у od łąk, w wiosennej
porze u m a jo n y ch obficie białem kwieciem, t a k zw anym i p i e r
w i o s n k a m i czyli ś n i e ż y c ą . K w i a t ów biały u l a ty w a ł następ nie
z w iatrem , w y g lą d a ją c w po w ietrz u j a k ćma p ła tk ó w śniegow ych.
K w i a ty te p ojaw iają się dziś jeszcze gdzieniegdzie, lecz w bardzo
małej ilości; p rzy czy n ę zaś ich zginie nia widzi lud m iejscowy w
tern, że łąki ow e »w skutek w y lew ó w w ód z biegiem czasu zostały
w y g ó r o w a n e , zacżem śnieżyca, nie cierpiąca górniejszègo g r u n
tu, p ra w ie zupełnie się wypleniła«.
— 125 —
G d y ludzie poczęli się tu osiedlać — a było to w dawnych.,
n iep am iętn y ch czasach — zmieniła się n az w a wsi na B i a d o l i n y .
J e d e n z k ró ló w polskich pozw olił się tu osiedlić N i e m c o m , k t ó
rz y porobili sobie m ałe n am io ty i zaczęli g r u n t a upraw iać. A że
g r u n t a te b y ł y liche, trudnili się łow ieniem dzikiej zw ierzyny w
okalają cych te łąk i dużych lasach i sprzed aw ali ta k o w ą w pobliskiem mieście, zw anem T r ó j n i k . B yło to m iasto dość duże, ludne
i handlow e. Leżało n a obszarze dzisiejszego m iasteczka W o j n i
c z a , w ed le n ie k tó ry c h rozciągało się jeszcze dość daleko po za
p as g ru n tó w W o jn icz a i Zamościa, zburzone zaś zostało w czasie
d a w n y c h wojen do szczętu, tak, że ślad po niem nie został. T w ie r
dzą starzy, że k a m i e n n a f i g u r a P a n a J e z u s a N a z a r e ń s k i e g o , stojąca w śród pól ornych m iasteczka W o jnicza, znajduje
się n a tern. miejscu, na k tó re m stał n ieg d y ś Trojnicki kościół. P o d
nią m ają b y ć u k ry te o g ro m n e s k arby. Otóż owi koloniści N iem cy
b y li w ciągły ch sto sun kach z Trójnikiem , sprzedając tam złowioną
w lasach zw ierzynę i zarabiając sobie n a życie, a g d y zawsze n a
rzekali na biedę, czyli b i a d a 1 i (oj b i e d a n a m w i e l k a ! b i e d a ! ) ,
nazw ano ich osadę B i a d o l i n a m i.
G d y potem te lasy, pełne' zw ierzyny, dające im jak ie takie
utrzym anie, o g r a n i c z o n e z o s t a ł y , a ludność się rozradzała,
nadto osadnicy nie znając się dobrze na u p ra w ie roli, nie umieli
w y c ią g n ą ć z niej lepszych po ży tk ó w , stali się oni praw dziw ym i
bied akam i a wieś ich B iadolinam i w całęm tego. słowa znaczeniu.
W i e ś ta przydzielona zostřila w późniejszych czasach do o b
szaru P a ń s t w a R a d ł ó w i naz w an a B i a d o l i n y r a d ł o w s k i e ,
zap ew n e dla odróżnienia od sąsiedniej wsi B i a d o l i n y s z l a
checkie.
B. C z ę ś c i
wsi.
W ie ś dzieli się na trzy części: część, w zględnie p o to w a o d
g ra n ic y g m in y Ł o p o ń n az y w a się g ó r ą , bo jest wyżej położo
na, d r u g a część niższa d o l a n i e , trzecia R o k o s i a w i e ś , bo
m ieszkają tam ludzie niezgodni, często pro w a d ząc y z sobą kłótnie,
r o k o s e.
C. O s a d y.
1. D ą b r ó w k a , osada złożona z k ilku chału p, ztąd n a z w a
na, że n a tem miejscu rosła dawniej d ę b c z y n a. C hału p n icy tu
m ieszkający n az y w ają się D ą b r ó w c z a n i e.
2. N a b i é d а с z u, osada oddalona, b i e d n a .
—
1. P o d
koleją,
126 —
E, Poszczególne. domy
karczm a, bo »podle niej
leci koléj zela
zná«,
2. M o r d o w n i a , d a w n a karczm a, bo dawniej » o d b y w a ły
się w nièj często wdelkié b i j a t у к i, je d e n d ru g ie g o m o r d o
w a ł « . Dziś niem a już w ty m dom u szynku, ty lk o sklepik.
3. P o d g . p r z e l n i ą , leśniczówka, bo przed la ty s tała tato
gorzelnia (por. E. Ip. 4).
E. E o i
1. R o l a G r a n i c e , pon iew aż leży p rz y g ra n ic y od g m in y
Łopoń.
2. R o l a p o d p r z y l a s k a m i , bo p rz y p ie ra do m ałego lasu.
3.
» C z a j k ó w к a, bo należy do w łościanina C z a j k a ,
4.
» p o d g o r z e 1 n i ą , bo tam b y ła n ie g d y ś gorzelnia.
5.
» p o d m a z i a r n Tą , bo w pobliżu k ied y ś maź w y
rabiano.
6.
» D r y z n ó w к a, od właściciela chło pa nazw iskiem D r yz n o. (R o dzina D ry z n ó w - już nie istnieją ; por. niżej E. Ip. 8).
7. R o l a S o ł t y s i e albo S o 1 1 y s ó w к a, od właściciela c h ło
p a nazw iskiem S o ł t y s .
8. R o l a p o d ś w i ę t y m P i o t r e m, bo tam stoi sta ro ż y tn a k a
plica św. P io t r a i P a w ł a (przy k a p lic y k rzyż i studnia).
P o d a n ie niesie, że w tern miejscu m iał n ie g d y ś łąk ę w łościa
nin D r y z n o, (od k tó re g o nazw ano pole D r y z n ó w к ą, j.w. E. Ip.
6.). J e d n e g o roku w dniu 29. czerw ca przed w schodem ^łońca pasł
on na tej łące w oły — n a g le ujrzał w niewielkiem oddaleniu dwie
oso by ob ok siebie stojące, męzkie postacie, z k tó ry c h je d n a t r z y
m ała wT rę k u klucze, a dru g á , b y ła W sparta na mieczu. Ze w sch o
dem słońca osoby te znikły. D ry z n o zaraz się dorozumiał, że to
b y ł św. P io tr i P aw eł, i na p a m ią tk ę ow e g o d ziw nego widzenia
p o s ta w ił tam k apliczk ę i krzyż. K a p lic z k a ta, o d n a w ia n a od czasu
do czasu, jest u ludu okolicznego w wieUdem p o s z a n o w a n iu ; co
ro k w dniu 29.' czerw ca spieszą tu na m o dlitw ę pobo żni z okolicy,
przyczem czerpią ze studni w o d ę , k tó ra, w edle w ia r y głębok iej lu
du, ma b y ć skuteczną na różne .słabości. O k ilk a mil n a w e t p rz y
chodzą po tę w od ę ludzie; staje, się ona je d n a k dopiero w te d y s k u
teczną , g d y jest n a b r a n a zaraz po pó łn o cy , osobliwie w lecie, za
nim p ta k i śpiew ać zaczną. S tu d n ia o w a jest t a k a g łęb o k a, n i e
p r z e b r a n a , że w y s ta rc z y ła b y dla w szystkich m ieszk a ń có w wsi,
i g d y b y nie odległość jej, p e w n ie b y tam w szy scy chodzili po wodę.
— 127 —
g.
10.
R o l a p o d l a s e m , bo p r z y ty k a do lasu.
,, p o d l a n i e , bo wyżej rozściela się całe pasm o g ru n tó w ,
zwane ł a n y .
11.
f, ł a n y , j. w. E. Ip. io.
12.
,,
ł a z y , bo ludzie ta m tę d y do lasów najczęściej ł a z i l i .
13.
,,
K o w a ł ó w k a , od w ła ś c ic ie la 'К o w a 1a.
14.
,,
P i e n i e z y s к a, bo w tem miejscu k ied yś w y k o p a n o
pie
niądze (skarb).
15.
,,
n á B i é d a e z u , j. w. C. Ip. 2.
16.
,, N a w s i e , bo leży po za w sią i ciągnie się k u g ra n ic y
gm in P e r ł a i B i a d o l i n y szlacheckie na zachód, na
połu dn ie do g ra n ic y g m in y Ł o p o ń, a n a północ do
g ra n ic y g m in y B i e l c z a .
F. Ł ą k i ,
1. S o ł t y s i e (j. w. E. Ip. 7).
2. N a w s i e (j., w. E. Ip. 16., znajdują się w tém sam ém położeniu).
3. P o l n á ł ą k a , bo leży w śród pól ornych.
4. B a n a s i ó w k a , od właściciela chłopa nazw. B a n a ś .
5. B a r a n ó w k a , bo na niej w śró d lasu (zwanego też B aranó w ką)
p asły się przéd la ty b aran y .
G. P a s t w i s k a .
D ą b r ó w к a, bo na tem miejscu rosła przed la ty d _ ę b c z y n a
(p. C. Ip. .1.).
*
'
її. L a s y.
1. L a s r a d ł o w s к i, bo należy do d óbr P a ń s tw a radłow skiego,
k tó re b y ły n ieg d y ś w łasnością b isk u p ó w k ra k o w s k ic h
(tz. d o b ra stołowe), za czasów a u s try a c k ic h przeszły na
w łasność funduszu religijnego czyli k a m e r y , potem
sp rzedane zostały przez R z ą d N. B aden feldo w i i o dtąd
przechodzą z r ą k do rą k p ry w a tn y c h . L as ten naz'ywają
też K a m e r ą , bo b y ł pierw ej k am eralnym .
2.
,, p o d m a z i a r n i ą , bo w pobliżu w y ra b ia n o dawniej
maź (p. -wyżej E. Ip. 5.).
3.
,, p o d g o r z e l n i ą , bo leży w pobliżu miejsca, gdzie
dawniej stała g orzelnia (p. w. E. Ip. 4.).
4.
,, К a ł a s ó w к a, od k a ł u ż y , k tó ra go przecina.
5.
,, M a c i n a g - ó r a ( l a s n a M a с і п y g ó r z e), od zbója M аe i e j a, k t ó r y w pieczarze tej g ó r y miał n ie g d y ś swoją
siedzibę. W tej g órze mają się znajdow ać o g ro m n e s k a r b y
nagro m a d zo n e przez ow ego zbója.
— 128 -
6.
L as p o d Z a k r z o s k i e m, bo leży p rz y g ra n ic y g m in y
Z a k r z ó w,
7.
,, m a ł y w r ą b є k, bo w tem miejscu b y ł m ały k a w a łe k
lasu w y rą b an y .
8.
,, z i m n á w ó d к a, od bardzo zimnej w od y, k tó ra się
w nim znajduje
9.
,, s t a r e w r ę b y , bo ta część lasu b y ła najdaw niej w y
rą b a n ą , przeto jest najstarszą.
10.
,, B a r a n ó w к a, bo tu p a s ły się daw niej b a r a n y (j. w.
F. lp. s d
ii.
,, B a n a s i ó w k a , bo ta część lasu należała do w łościanina
nazw. B a n a ś (j. w. F. lp. 4.).
12.
,, p o I n á ł ą к a, bo w nim jest łąka, k tó r a do pól p r z y
t y k a (łąka m a tę sam ą n a z w ę , p. w. F. lp. 3.).
13.
,, p o l n y ł a z, bo do pól p rz y p ie ra i ludzie tam najczę
ściej włazili.
I. Gor y, p a g ó r k i .
M a c i n a G ó r a (j. w. H. lp. 5.).
E. W o d y.
1. R z e c z k a (większa) P o k r z y w к a, bo nie idzie prosto, ty lk o
się kręci, k r z y w i ; pły nie od g m in y Ł o p o ń i w p a d a do d ru
giej rzeczki na g ra n ic y g m in y Perła.
2. M a ł a r z e k a (mniejsza rzeczka).
#
3. S t u d n i a p o d ś w i ę t e m S t a n i s ł a w e m , bo znajduje się
u figu ry św. S ta n is ła w a prz y drodze, prow adzącej z Biadolili
ra d ło w sk ic h do W o jnicza (tz. W o jn ic k a droga); w niej bard zo
d o b ra w od a i obfite źródło, z k t ó r e g o czerpią ludzie, ja d ą c tą
d ro g ą n a ja rm a rk i do W ojnicza.
L. Б r o g i,
1. W o j n i c k a d r o g a albo k r z у z ö w á - d r o g a, bo idzie
z m iasteczka W ojn icz a przez g m in ę Ł o p o ń i w B iadolinach r a
dłow skich rozdziela się n a trzy s tro n y w kształcie k r z y ż a :
w k ie ru n k u zachodnim l e c i do B iad o lin szlacheckich, n a p ó ł
noc do g m in y Ł e to w ice (droga publiczna).
2. D r o g a . Z a g u m n i e, bo leci od g ra n ic y g m in y Ł o p o ń poza
stodołam i czyli g u m n a m i i pro w adzi do B ielczy (droga p u
bliczna gminna).
3. D r o g a p o d g o r z e l n i ą , bo leci ó b o k leśniczówki p o d
g o r z e l n i ą do lasu. P ro w ad z i zarów no do lasu, ja k i do
gminy' Ł ętow ice w k ie ru n k u pó łno cn o -w sch o d n im (droga leśna).
— 129 —
4. D r o g a B i a ł a , bo n a niej jest biaty piasek (d. leśna)
5•
,,
C h r ó ś c i e 1 o w a l i n i a , bo prow adzi od g ru n tó w
Chróścielowskich (włościanina nazw. C h r o ś c i e 1).
6. W i e l k a d r o g a , bo jest najszersza i ciągnie się przez śro dek
lasu od B iadolin redłow skich do Łętowic.
7. L i n i a n a M a c i n y G ó r z e , bo prow adzi przez M aciną Górę.
D ro g i od 5 — 7 są liniami leśnymi, k tó ry m i można w k ażdym
k ie ru n k u p rzejech a ć; najgłówniejsza Chróścielowa linia.
(C. d. n.)
Dr. Karol Mátyás
l i t o z w z a p ilutoiocnycii w Tamlrz&slifim
(por. sir. 85.)
' — --•osi” O - o -
.
G o sp o d y n i
w S ta lach
oporządziw szy ~w W ie lk i P ią te k
c h a łu p ę , m ianow icie obieliwszy ją i um y w szy w szystkie sprzęty
i naczynia, w W ie lk ą S o b o tę ł a d u j e (przygotow uje) ś w i e c e n i e ;
piecze placki, g o tu je jaja, słon inę, k i e ł b a s ę .. . W sam o połudn ie
kładzie przeznaczone do św ięcenia p rzed m io ty do k o s z y k a : jaja,
u g o to w a n e n a tw ardo , o b ra n e ze s k o ru p (skubane), jedno jaje z ł u
p i n o m , k a w a łe k słoniny, k a w a łe k kiełb asy , g'arnuszek m asła, je
den serek, b o c h e n ek chleb a lub p la c e k i k ilk a k o r z e n i chrzanu.
K o b i e t y ze św ięconem zbierają się na jeden plac we wsi, p rzyje
żdża ksiądz z M i e c h о с і n a (parafia) i święci. P rzyszedłszy do domu,
idzie każda, g o s p o d y n i w p rost do stajni, daje k row om w ąchać ś w i e
c e n i e , żeby się w net p o j m o w a ł y (zapładniaty), poczem cho w a
ś w i e c e n i e do k o m o r y , gdzie leży aż do n k stęp n eg o dnia.
G d y - w W i e l k ą Niedzielę p o w ró c ą z rannéj mszy z kościoła
(koło g o d zin y 10. przed południem), zaraz zasiadają i spoży w a ją
ś w i e c e n i e . D ziew ka, k tó ra została w domu, z g o to w a ła t y m c z a
sem ciepłej s t r a w y : barszcz cz y sty p o s tn y i rosół przynajm niej
z i k g . mięsa. G ospod arz bierze św ięcone jaje, przecina na dwie
p oło w y, przeżegn a, jed n e p o łó w k ę zjé, d ru g ą daje żonie. P o te m k a
żdem u dom o w nikow i daje po. po łów ce jaja. J e d z ą barszcz, do k t ó
re g o go sp o d arz nadrobi chleba, słoniny, k iełbasy, jaj i chrzanu, r o
sół z k a s z ą , wreszcie mięso z rosołu. P lacki, chleb, maslo, sér j e
d z ą , »w k i e j s i e k o m u c h c e « .
K o ści z jedzenia składają na miskę — niech B ó g broni, żeby
k to ś rzucił kość na ziemię! K ości te gosp o d arz w p o n ie d zia łe k
9
— 130 —
w ie lk a n o c n y pop o łu d n iu zakopuje w czterech ro g a c h p o la w ty m
celu, » ż e b y m y s z y z b o ż a n i e j a d ł y « .
(Stale).
W S ta la c h w d z i e ń ś w. L e j a k a w a le rz y
c h w y ta ją
przem ocą
dziewki
jeden bieże
za nogi,
d ru g i za
rę
ce — niosą z hałasem i w rzucają do rzeczki, płynącej przez środ ek
wsi, nie uw ażając w cale n a jej k o ś c i e l n e szaty. Nie zw ażają też
na to, że chałup a, gdzie się znajduje dziew ka, zam knięta, w ybijają
drzwi, w yjm ują o k n a — muszą ją d o s t a ć i do rzeki wrzucić! Chóć
drzwi i o k n a . p o p s u j ą , nikom u przez m yśl nie przejdzie sk arży ć się
o to. T a k i już s ta ro d a w n y zwyczaj, k t ó r y u t r z y m u j ą na tę p a
m ią tk ę , że n ie g d y ś P a n a Jezusa z m ostu ced ro w eg o wrzucono do
w ody.
(Stale).
P rz y to c z ę tu jeszcze k ilk a ciekaw ych, ze św iętam i w ie lk a n o
cnym i w iążących się przesądów rolniczych i gosp odarskich.
W W . P ią t e k nie w olno nikom u izby lepić, bo m ów ią tak, że
»ze b y P a n a J e z u . s a w g r o b i e z a l e p i e l i i n i m ó g b y
z m á r t w y s t a ć . J e see, j a k
Stale
stoją, to
nicht
w w ielgi piotek
i z b y n i e 1 é p i é ł, b o t o u w a ż a j ą
zanájciezsy
grzech«.
»Tagze
w w i e 1g i с w á r t e к
s m a t p r a ć n i e w o l n o , b o m ó w io t a k , ze P a n u J e
zusowi
na k r z y z u
gwoździe
do r o k i n ó g w bi
j a j o«.
(Stale).
W W i e l k ą sobotę wczas rano sieją l n y , bo »się m ają n a jłe :
piej udać«. P o w i a d a j ą , że4 »co sie. jino we w ielgo so bo tę wsieje
albo wsadzi, to sie m á nájlepi urodzić«.
(Stale).
W w ie lk a n o c n y p onied zia łe k czyli w ś w i ę t y L e j e k g o s p o
d y n ie do m o w n ik ó w p rz e s trz e g a ją , »żeby się n ikt nie i s k a ł , a n a
w e t g rzeb ien ia do ręki nie brał, b o b y len w» polu zarósł ta k c h w a
stem, żeby go nie m ożna oplewić«.
(Stale).
W ś w i ę t y L e j e k nie wolno j a j a ś n i c y (jajecznicy) s m a
żyć, »boby śie w у l u p (kanianka, w ylób) n a lnie wiozał 4 ten len
juz na nic nie p otrzeb ny« .
(Stale).
Dr. .Karol Mátyás.
D o
„ D e sk i
g r o b o w e j“ .
(Por. śtr. 16.)-
W tom ie X X I V . : M itth e ilu n g e n der 'anthropologischen G e se ll
schaft in W ie n , znajduje się a r ty k u ł D ra W ilh e lm a H e in a : Die
g e o g ra p h is c h e V e rb re itu n g d er T o d te n b re tłe r. S p ra w o z d a n ie o tej
p ra c y , p o d am w n a s tę p n y m zeszycie »Ludu«,
— 13 L —
Zwracam także u w a g ę na ro z p ra w ę 0 . R ie d e ra w S tein h au sena ; Zeitschrift für K u ltu rg e sc h ic h te (tom I., W e im a r, 1894, str.
59, 79 і 97 — 134) pod ty tu łe m : T o d te n b re tte r im b ay e risch en W a ld e
mit B erü c k sic h tig u n g der T o d te n b re tte r ü b erh au p t.
W M a n n h a rd ta : Feld- und W a ld k u lte znalazłem na str. 40
n astępującą u w a g ę o desce grobo w ej w B a w a ry i : M an le g t den
V e rs to rb en en sogleich nach dem T o d e a u f ein B rett, das R e h b r e t t
(d. i. Leichenbrett, vrgl. mhd. r e , ahd. h r ê o, goth. h r a i v s —
Leichnam , vorzugsw eise w ohl der b lu tig e g e tö d te te Leib = skr. k r aV і s,
k rav jam rohes Fleisch, gr. xQfag, lat. c a r o und c r u о r, lit.
к rau jas Blut, pol. k r e w Blut), A u f dem R e h b r e t t bleib t er
bis zum B eg rä b n iss liegen. D a n n gieb t m an es dem Maler, der es
b lau anstreicht, den Ñ am en des V erstorbenen, eine B itte um ein
V a te ru n s e r und ein R . i. p. (requiescat in расе) d a ra u f setzt. Diese
A n d e n k e n w erden dann a u f der F lu r oder im W a ld e , wo die F usssteige v o rü b e rg eh e n , an F e ld k reu z en oder B aum stäm m en fest g e
m acht un d bleiben dort bis sie verw ittern.
A. Strzelecki.
Dla potw ierdzen ia wiadom ości o desce grobow ej, podanej przez
p. K arło w icza w I. zeszycie '»Ludu« str. 16, p rzy taczam co w idzia
łem jeszcze dzisiaj w n iek tó ry c h okolicach w bardzo wielu m iejsco
wościach. M ianowicie istnieje zwyczaj, że k ie d y przyn iosą lub p r z y
wiozą nieboszczyka do kościoła parafialnego, a ksiądz pó ciało nie
w ychodzi naprzód, lub nie idzie do domu, jeżli to jest w miejscu,
to składają trum nę n a ła w ę , zwyczajnie przed szpitalem, w k tó ry m
m ieszkają dziady i słudzy kościelni, i tam czekają, aż ksiądz p rz y j
dzie, p o k ro p i ciało nieboszczyka i w prow ad zi do kościoła.
H. Wodecki.
R O Z B IO R Y
i
S P R A W O Z D A N I A .
Staroindyjskie
obrzędy
weselne.
(Dokończenie 9M óżna z g ó ry przypuszczać, że wiele z ty ch zw yczajów po
w ta rz a się u stary c h In d ó w ; zachodzą one jeszcze po dziś dzień
w większej lub mniejszej mierze u S łow ian, są one znane także i u
naszego ludu
Co się ty czy n ajp ierw czasu, w k tó ry m m ają zawie
rać się ‘związki małżeńskie, to najstosowniejszym i do tego są m ie
siące jesienne, chociaż m o g ą tak że zachodzić od teg o w yjątki. R ó
wnież przyw ięzy w a n o w ielką w a g ę do dnia ślubu, k tó ry naznaczano
na dzień u z n a n y za szczęśliwy, p rz y p a d a ją c y koniecznie na pierw szą
k w a d r ę księżyca. Nie pom ijano także i innych rzeczy, należący ch
do a k tu ślub neg o, z którem i wiązało się szczęście i dobre powodze‘) Zob. str. 93.
— 132 —
nie. D o ty ch należało obfite ug-oszczenie b ra m a n ó w , b ło g o s ła w ie ń
stw o przez nich w p e w n y c h wierszach (sutra) w ygłoszone, i wszel
k ie p rz y g o to w an ia, j a k kąpiel, św iąteczne szaty, m uzy ka, śp iew itp.,
k tó re podnosiły uroczystość teg o aktu.
A k t w eselny zaczynał się od stara ń m łodzieńca o dziewczynę,
j a k b y dzisiejszych k o n k u ró w w sferach wyższych. Jeżeli młodzieniec
sam, lub jeg o rodzice, u p a trz y ł od pow ied n ią dziewczynę, u d aw ał
się w to w arzy stw ie sweg'O nauczyciela, lub ojca, albo też innych
zacnych i p o w a ż n y c h osób do rodziców dziew czyny. O dw iedziny te
m iały to n a celu, a ż eb y młodzi poznali się wzajem nie a w razie
pom yślny m , ażeb y um ów iono się o m ajątk ow e interesa. W przepisach
w eselnych, k tó re zach ow ały się od A n o s ta m b y i inn ych au to ró w
staroindyjskich, c z y ta m y pełno uwag-, ra d i n a u k d o tyczących p rz y
m iotów o b y d w o jg a m łodych, szczególnie dziew czyny, k tó re są w a
ru n k iem d o b re g o i szczęśliwego m ałżeństw a. W y lic z a ją się p rz y m io
t y d ob re dziew czyny, n a k tó re szczególnie uw ażać należy, ale zw raca
się u w a g ę także i na złe, k tó ry c h w y s trz e g a ć ' się trzeba. W sz y s tk ie
schodzą się w ty ch czterech przym iotach, t j. — m ajątek, piękność,
rozum i d o b re urodzenie, k tó re są koniecznym w a ru n k iem do za
w a rc ia m ałżeństw a a w razie jeżeli tych p rzym io tó w w szystkich
mieć nie może dziewczyna, wówczas m ożna z rezy g n o w a ć z m ajątk u
lub piękności. Szczególnie na rodzinę kładziono w a g ę, aż eby b y ła
szlachetną i należącą do tej samej k a s ty , chociaż zachodziły w yjątki,
że z n ierów ny ch k a s t żenili się, idąc za p o p ęd e m serca. R ó w n ie ż
uw ażano, ażeb y imię d ziew czyny nie oznaczało czego, Coby w różyło
nieszczęście, co stoi w zw iązku z w iarą w moc i znaczenie imienia.
Żeby poznać tem lepiej p rz y m io ty dziew czyny i p rz y w y b o
rze jej wiedzieć, jakiej przyszłości spodziew ać się można, u ciekano
się (choć n i e . zawsze) do w różby. M łodzieniec b ra ł cztery g ru p k i
ziemi — je d n ą z ziemi wziętej z ołtarza, d ru g ą zmieszaną z mierz
w ą kro w ią, trzecią z. ziemi przyniesionej z roli i czw artą z ziemi
wziętej z cm entarza, zam iast czego m o g ły b y ć także inne przym ieszki
a liczba g r u p e k większą, dochodzić n a w e t do ośmiu. P o d a ją c je
dziewczynie rzekł: »weźmi jedne z tych«. Jeżeli wzięła g r u p k ę
z ołtarza, oznaczało to, że porodzi syna, k t ó r y będzie k ap łanem ,
jeżeli zmieszaną z m ierzw ą k row ią, wówczas syn ich będzie b o g a
ty m w stad a b y dła, jeżeli z roli, to będzie zaw o łan ym rolnikiem ,
a jeżeli z cm entarza, to przyniesie nieszczęście (jedno z m ałżonków
umrze) i w ty m w y p a d k u nie miał jej b ra ć za żonę. K i e d y m ło
dzieniec p o w z ią ł zam iar ożenić się z swoją w y b ra n ą , w ów czas za
p raszał do siebie sw y ch przyjaciół, ludzi rozw ażny ch i uczo ny ch i
w y s y ła ł ich jak o sw ató w z temi słowy: »proście dla mnie o żonę z tej a tej
rodziny«. S w ato w ie udaw ali się do w sk azan ych ludzi, badali dobrze,
czy dziew czyna n adaje się na żonę dla te g o młodziana, a g d y ta k
by ło rzeczywiście, w ów czas mówili do ojca dziew czyny (lub jej
b ra ta , lub opiekuna): »dla N. N. z teg o i tego ro du p rosim y o
có rkę za żonę, aż eb y rodził z nią dzieci i s p ra w o w ał ofiarę bogom «.
Ojciec, lub kto inny, o d p o w ia d a ł: »Dobrze, d a m y m u ją«. P o te m
-
133 —
wracali, donosząc m łodzieńcowi o s k u tk u sw ych starań. K ie d y dzień
ślubu oznaczony został, sk ładał młodzieniec o statnieg o dnia przed
ślubem ofiarę ra d osn ą duszom sw ych przodków . W dzień ślubu
ugaszczał w dom u swoim najpierw b ram anów , k tó rzy w wierszach
głosili mu b łogo sław ieństw o i przep ow iadali szczęście, g o to w a ł się
do ślubu, n astęp nie w to w arzy stw ie sw y ch gości u d a w a ł się do
dom u dziewczyny, gdzie g o przyjm ow ano jako gościa, k ażąc na
cześć jego zabić k ro w ę a d ru g ą na cześć gości. P o uczcie n a s t ę p o
wało oddanie p a n n y młodej p a n u młodemu, k tó re o d b y w a ło się
w śró d ceremonii w n a s tę p n y sposób. Na zachód od o g n isk a d o m o
w e g o zgoto w a n o cztery siedzenia, z tych na w schodniem siadał oj
ciec o b róco ny tw arzą n a zachód, na zachodniem p a n m łod y zw ró
co ny tw a rz ą k u wschodowi, n a północ od ojca dziew czyna zw róco
na ku zachodowi, na połu dnie b ra m a n tw arzą k u p ó łn o c y zwrócony, k t ó r y w y g ła s z a ł m odlitw y. N a śro d e k pom iędzy ty c h rzucano
ziele (darbha) kw iatam i zwrócone k u w schodow i, staw ian o kociołek
z wodą, w której z n a jd o w ały się ziarna jęczmienia, a niew iasta
zamężna, p o d a ła (praw d opo dob nie p a n u młodemu) ten kociołek.
W ó w c z a s ojciec o d d aw ał córkę p a n u młodemu, w y m aw iając te sło
w a : T ę N. N. z teg o i teg o ro du oddaję tobie N. N. z teg'o i teg o
rodu, dla rodzenia z nią dzieci i sp ra w o w a n ia ofiary«, przyczem
rzucał g arść złota, m ów iąc: »ciebie na b o g ac tw o « , a p a n m łody
zw racał mu je napo w ró t, w y m aw iając s ło w a: »ciebie na błogosław ień stw o dzieci«. T o p ow tarzało się cztery rázy. P o te m o dd ał mu
ojciec córkę, k tó rą o debrał p a n m łody, w ym aw iając p rzytem wiersz
przep isany, wTk tó ry m b ł a g a ł b o g ó w , ażeb y żona p rz yn iosła szczęście
w dom jeg o i b y ła nieszkodliw ą ludziom i d o b y tk o w i
G dy panna
m łoda stała się w łasnością (żoną) p a n a m łodego, n astęp o w ał płacz
k re w n y c h p a n n y młodej, k tó rz y p rz y w y m a w ia n iu stosow nych w ier
szy płakali za nią.
T eraz p a n m łody, jak o mąż, s p ra w o w a ł różne ceremonie, k tó re
m iały sym bolicznie -wyrażać je g o p osiadanie żony, z drugiej stro n y
uczynić ją czystą i zdrową, oddalić od niej wszelkie zło i niebezpie
czeństwo, a n ato m iast przyczynić szczęście i b o g actw o . P a n n a m ło
da usiadła więc n a p odw órzu w pozycyi przykucniętej, na której
gło w ę kład ł mąż pierścień z ziela d a rb h a i spuścił n ań jarzm o,
•w k tó re w ó ł w k ład a szyję w o tw ó r ten w ło żył pieniądz, poczem
w ylał n a ń wodę, k tó r ą p oprzednio b ra m a n i przynieśli. P a n n a m łoda
p o w staw sz y po tej kąpieli, została u b ra n ą przez m ęża w no w ą szatę
a w k oń cu p rz e p a s a n ą powrozem, k tó ry m zw iązyw ało • się jarzmo,
u wołów. XTjąw\szy ją za p ra w ą rękę, p row adził do ogniska, siadał
z nią n a macie z tr a w y na zachód od bgmia, sam po lewej a p a n n a
m łoda po praw ej stronie. W e d ł u g p rzep isan eg o cerem oniału n a k ła
dał się ogień, do k tó re g o p rz y sta w ian o naraz w szy stk ie naczynia,
k tó re u ż y w a ły się prz y akcie w eselnym . P o pośw ięceniu o g nia i
naczyń ofiarował p a n m łod y d w a k a w ałk i m asła dla A g n i i Soma,
przyczem odm aw iał p rz episaną modlitwę. N a stę p n ie p ra w ą rę k ą c h w y
cił jej rę k ę p ra w ą , trzym ając św ą Па wierzchu w ten sposób, żą-
— 134 —
chcąc rodzić z nią same dziewczęta, to c h w y ta ł ją za cztery palce
a jeżeli sam y ch ch łopców to ty lk o za palec wielki i w y m aw iając
stosow ne wiersze, kazał jej zrobić na- północ od o g n ia p ra w ą n o g ą
poczynając siedm k ro k ó w w stronę wschodnią.
P o ty c h cerem oniach n a stę p o w a ł najważniejszy akt, k t ó r y r ó
w n a ł się dzisiejszemu ślubow i kościelnemu. P o czą te k jeg o s t a n o ■wiła ofiara bo gom , k tó rą składał p a n m łody. Obszedłszy z p a n n ą
m łodą w p ra w o ogień, siadało każde z nich na swem miejscu, poczem p a n m ło dy w rzucał w o g ień rozm aite ofiary, w ym aw ia ją c przy
każdej stosow ne m odlitw y. G d y to się stało, k azał p an n ie młodej
p ra w ą n o g ą nastąp ić n a kam ień na północnej stronie od ognia, n a
lew ał n a obyd w ie jej złożone dłonie tłuszczu i d odał do tego sam,
lub też jej b ra t, ususzonych ziarn, któ re w rzucała jak o ofiarę do
ognia. Cerem onia ta z obchodzeniem ognia, w stęp o w a n iem na k a
m ień i ofiarą p o w tarzała się trzykrotn ie, poczem rozw iązy w ał p a n
m ło dy pow róz w śró d przepisanej m odlitwy. W tem b y ła w yra żo n a
myśl, że w ęzły 'wiążące p an n ę m łodą z dom em rodzicielskim, zostały
rozerw ane, a tem samem a k t ślu b n y b y ł skończony. P a n n a m łoda
została żoną p a n a m łodego, k t ó r y też zabierał ją niebaw em z dom u
rodziców do sw ego własnego.
O statni a k t w eselny obejm ow ał p r z e p r o w a d z i n y p a n n y
młodej do dom u m ężowskiego. P o skoń czo nych cerem oniach w d o
mu rodzicielskim p a n n y młodej, zabierano w naczynie o g ień w e
selny, p rz y k tó ry m o d b y w a ły się ceremonie i w yruszano w drogę.
Jeżeli p odróż b y ła daleka, Odbywała się wozem, do k tó re g o zaprzę
g a ł w o ły p a n m łody, najpierw z prawej s t r o n y , p o tem z lewej, w sa
dzał do wozu swą żonę, p rz eciąg a ł przez koleje p o d kołam i dw a
sznury, niebieski p od p ra w e m a czerw ony pod lewem i odm aw iając
p ew ne wnersze puszczał się w drogę. W drodze p a n n a m łoda m iała
z a chow yw ać wszelkie ostrożności, żeby nie ściągnąć na siebie nie
szczęścia, a w razie jeżeli ja k a szkoda się stała u wozu lub w jakim
ze sprzętów, k tó re wiozła ze sobą, lub g d y przejeżdżali przez droga
krzyżowe, rzekę lub cm entarz, od m aw iał mąż jej odpow iedn ie mo
dlitw y i s k ład ał następnie p rz episan ą ofiarę bogom . P rzy jechaw szy
do domu, p o k a z y w a ł jej dom i całe swoje obejście i po wyprzęże-'
niu od woza wołów, wszedł sam pierw szy do domu, w k tó reg o
ś ro d k u rozłożył skórę, siercią czerwoną do. g ó ry. P r a w ą n o g ą n a
przód wchodziła p a n n a m łoda - w dom męża, przyczem strzedz się
m iała usilnie, ażeby nie n a stąp iła n o g ą na próg. W północnowschodniej części mieszkania, ro z k ła d ał się p gień w e se ln y , k tó ry
za b rano z domu rodzicielskieg-o p a n n y młodej a k t ó r y nie powinien
b y ł z a g asn ąć przez całe ich życie a jeżeli się to stało, wówczas
wśród postu i m o d litw y zaniecarto n o w y przez tarcie, lub też p r z y
noszono z dom u bram ana. N a stę p o w ała w e d łu g przepisaneg o ce re
m oniału i wśród od n o śn y ch m odłów ofiara, k tó rą skład ał p a n młody, co g d y się stało, siadali na ro z p o s ta rtą skó rę z lewej stro n y
mąż a z praw ej żona. W ów cza s na łono żony sadzał mąż chłopca,
któreg'0 m a tk a sam y ch ch łopców urodziła i k tó rz y w szyscy pozo sta
— 135 —
wali p rz y życiu, d ał jem u owoców a g d y chłopiec odszedł, siedzieli
oboje na skórze w milczeniu aż do p o k az an ia się gw iazd na niebie.
G d y zmrok zapadł, wyszli z domu k u w schodow i lub pó łno cy a
mąż w ym aw iając odpow iednie wiersze, p o k a z y w a ł jej gw iazdę b i e
g u n o w ą i niedźwiedzicę wielką. Tej samej nocy, lub na czw arty
dzień, ja k utrzym u ją inni autorow ie, ofiarowała żona p lace k b óstw u
A g n i w ten sposób, że ze śro d k a jeg o w y k ro iła k aw ałek, k tó ry
wrzuciła w śro dek o g nia jak o ofiarę pierw szem u bóstwu, z p ó łn o
cnej strony p la c k a w y k ro iła k a w a łe k dla d ru g ieg o bó stw a, k tó ry
w rzuciła w pó łnocno - w schodnią stronę- ognia, a resztą dobrze o tłu
szczoną ugaszęzała bram anów , z k tó ry c h najlepszy przyjaciel męża
otrzym ał jeszcze w darze od niej wołu, jak o n a g r o d ę za ofiarę.
Dzień przepro w ad zin żony.m iał się obchodzić uroczyście na p a m ią tk ę
przez całe życie. T rz y noce pierwsze m ałżonkow ie mieli sypiać na
ziemi w czystości; w ś ro d k u ich łoża leżał po m iędzy nimi kij, n a
m aza n ý wonnęmi maściami i ow in ięty ch u stk ą lub nićmi W czw ar
tej n o cy zabierał kij ten mąż, o bm y w ał g o i o d k ład ał n a stron ę p rz y
przepisanej modlitwie, poczem sk ładał ofiarę b o g o m a pozostałą re
sztę tłuszczu w lew ał na g łow ę żony i m azał nią jej piersi około serca,
przyczem s pog lądali sobie w oczy. Dalsze p rzepisy dotyczą już p o
życia ich w sp ó ln eg o m ałżeńskiego.
Co się tyczy a u t o r a , nazwiskiem A p osfam ba, to zdaje się być
p¡'Wnem, że ojczyzną jeg o b y ł y południow e In d y je i że żył p r a
w d o p o d o b n ie w p ią ty m w ieku p rzed Chr. W iersze (sutra) znane pod
tem nazwiskiem , ,są płodem jed n eg o i to właśnie teg o sam ego a u
tora, k tó re należą jeszcze do ep oki w edyjskiej lite ra tu ry staroindyjskiej, chociaż już z późniejszej doby. Z teg o w z glę d u u tw ó r jego,
do ty czą cy t a k w ażneg o a k tu życia rodzinnego, za jaki m ałżeństwo
przez w szystkie lu d y ’ we w szystkich czasach b y ło uważane, m a nie
ty lk o ze w zględu na h isto ry ę k u ltu ry ątaroindyjskiej w ielkie znacze
nie, ale on może posłużyć też za w a żny m a le r y a ł do stu d y ó w p o
ró w na w cz y ch n ad rozwojem m ałżeństw a u ludów indo-europejskich,
Z tego w z g lę d u uw ażałem za stosowne, aż eb y zapoznać czytelników
«Ludu,« z treścią jego.
Dr. Antoni Kalina.
Am - U rq u e ll. M onatsschrift fü r .V olkskunde. H e ra u s g e g e b e n von
F ried rich S K ra u ss. V I B and , W i e n (Lunden in Holstein) 1895.
Zeszyt і, 2-, 3, 4 і 5. W 8-ce, str. і — 136.
S zósty tom tego b ard zo p o żyteczneg o czasopism a rozpo czy na
k r ó t k a ro z p ra w k a A r e y k s i ę c i a j ó z e f a , W ybornego znaw cy o by cz a
jów i życia c y g a n ó w : T iere im G lau b e n der Z ig euner (str. 1 -3).
D o s to jn y A u t o r zajmuje się w niej wierzeniam i odnoszącenii się do
zwierząt, a rozpow szechnionem i pośród mieszkańców" kolonii Müttersh a u sęn (w pro w in c y i H essen — Nassau, ces. niem.) składającej
się w yłącznie z cy g a n ó w , g a rn c a rz y z rzemiosła, k tó rz y mimo, że
w łaściw ie — stoso w nie do p ra w w cesarstw ie niem ieckiem o b o w ią
zu jąc y ch — na stałe się osiedlili, nie m ogli zarzucić koczowniczego
— 136 -
try b u ży cia sw ych p rz o d k ó w i p rzew aż n ą część ro ku spędzają na
w ę d ró w k a c h , w k tó ry ch ' się często aż w g iąb F ra n c y i zapędzają.
Szczegó lniejszy w p ły w n a lo sy ludzkie p rzyp isują oni łasicy. S p o
tk a n ie z łasicą za p o w iad a niepow odzenie (jak u nas sp o tk a n ie za
jąca, lub b a b y starej) lub ch oro bę
Jeżeli wędrującej gro m ad c e ła
sica przejdzie d ro g ę , w takim razie trze ba koniecznie zmienić
k ie ru n e k w ęd rów k i, a b y un ik n ąć p rz e ślad o w a ń że s t r o n t w ładz
b e z p ie cze ń stw a; w miejscu, w k tó rem spotk ali łasicę,' umieszczają
znak o strze g ający in ny ch współpLemienników, k tó r z y b y tą sam ą
w ę d ro w a li drogą. Ł asicy nie w olno zabijać, bo to b y sp o w o d o w a ło
nieszczęście dla całego plem ienia. T e sam e wierzenia odnoszące się
do łasicy ro zpow szechnione są tak że , u w ę giersk ich c y g a n ó w . S ro k a
sp ro w a d za k łó tn ie i bijaty ki, podczas , g d y w ie w ió rk a przynosi
szczęście. Mimo to je d n a k pieczeń z w iew iórki uw ażają za p rz y
sm ak, t a k sam o jak i pieczeń z jeża, k t ó r y rów nież uchodzi za
przyn osząc eg o szczęście. W ę ż e , s ą zw ierzętam i czczonemi n a d z w y
czajnie, sp o tk a n ie ich za p o w iad a długi i szczęśliwy żyw ot, nie
w olno ich zabijać i prześladow ać. Żaby uchodzą za nieczy ste s tw o
rz e n ia ; jeść ich nie wolno, ale -wolno ła p a ć i sprzedaw ać.
Dalej znajdujem y w pierw szym zeszycie a rty k u lik A W i e cl em a n n a : K in d e r e h e n bei den A e g y p te n (str. 3— 5), w k tó ry m auto r
przyta cza jąc f a k t znalezienia pochodzącej z X I. w ieku p rzed Chr.
mumii małej, zaraz po uro dzeniu zmarłej dziew czynki, oznaczonej
ty tu łe m : k r ó l e w n y , ; wielkiej m ałżonki króla, m onarchini obu k rajó w
chut-em-ha, w yjaśnia ten ty tu ł istnieniem u sta ro ż y tn y c h Ę g i p c y ą n
zw yczaju zaślubiania m ałych dzieci i na pop arcie sw eg o p rz y p u s z
czenia odw ołuje się do zw yczajów an a lo g ic zn y ch w przeszłości
u . lu d ó w cyw ilizow anych, zaś w teraźniejszości u ludów stojących
na niższym sto pniu ku ltu ry . L. S c K e r m a n n (Die S te rn e im in d o g e r
manischen- S eelen g la u b en , str. 5 -9) zajmuje się wierzeniem, że
dusze zm arłych przem ieniają się wr g w ia z d y i p rz y ta cza odnośne
c y t a t y z staro indyjskich p om nik ów literackich, z p isarzy g reckich
i łacińskich, p r z y k ła d y ro zpow szechnienia te g o w ierzenia u w s p ó ł
czesnych lu dó w in d o g erm a ń sk ic h i w skazuje n a to, że z czasem
wierzenie to zmieniło się na wręcz przeciwne, m ianowicie : że k a ż d y
człow iek m a na niebie sw ą g w ia z d k ę , k tó r a p o jaw ia się z dniem
jeg o urodzenia, a s p a d a w godzinie, -śmierci. P. S a r t o r i zestaw ia
w a r t y k u l e : Zählen, Messen, W ä g e n (str. 9 - 12, 58— 60, Ą j— 88,
i i i — 113)
wierzenia o rzucaniu uroków , czarow aniu za pom ocą l i
czenia, w sk az y w an ia, mierzenia, p rz e s tę p y w a n ia i ważenia, o b.ezwiednem ściągan iu przez to na siebie niepow odzenia, ja k też i prze- ;
ciwnie o o dczynianiu uroków , leczeniu itd, w ten sposób; tłum aczy
także tem sam em nieufność ludu do wszelkich obliczeń n. p.
sta ty s ty c z n y c h . spisów ludności lub bydła. N a stę p u je p rz y czy n e k
do poszu k iw a ń o ś ro dk a ch w zb udzania miłości (Liebeszauber, str.
í 2 — 13) p o d a n y przez D r a M. L a u d a u a i k r ó t k a wiadom ość o re li
gijnej czci lisów w Ja p o n ii (F uchskultus in J a p a n , -str. 15 — 14) przez
A. S krzenckiego. A r t y k u ł К . E. l i a a s e g o : D ie W e tt e r p r o p h e t e n
der G rafschaft R u p p i n und U m g e g e n d (str. 14— 16, 66—67,
90)
jest zestaw ieniem tam tejszych przesądów m eteorologicznych, k tó re
w y k a z u ją wiele analog ii do w ierzeń ludu naszego. P o p rz ep o w ie
dniach p rzy w iąza n y ch do p e w n y c h dni w roku, zestaw io nych w p o
rz ąd k u k a le n d a rzo w y m , n astępu ją p rzepow iedn ie p rz yw iąza ne do
po szczeg óln ych dni ty g o d n ia i p ó r roku, a w końcu p rz ep o w ied n ie
przy w iązane do zachow ania się zwierząt. H. W 1 i s ł о с к i (Q uälgeister
im V o lk s g la u b e n der R u m ä n e n , str. 4 7je- ig, 60V-62, 10S— 110)
opisuje po stacie fantastyczne' pojaw iające się w w ierzeniach ludu
ru m uńskiego , i ta k : są ludzie, k tó rz y m o g ą przy b ie rać p ostać psa
lub w ilka (Prikolic, prikulic), możność tę n a b y w a ją dobrcw olnie,
a najłatwiej p rzychodzi to ludziom złośliwym, p rę d k im i o ty ły m (!).
T ak ż e chorowici m o g ą się o to starać w ten sposób', że w wilję
B ożeg o N arodzenia, albo w Boże ciało zak op ują troch ę swej krwi
na k tó rejk o lw iek górze, p a lą obcinki sw y ch paznog'ci na w ę g la ch
skradzion ych z kadzielnicy w kościele i g aszą ten ogień w sposób,
k tó re g o tu p o w tó rz y ć nie w y p a d a . Jeżeli asp ira n t jest mężczyzna, n a
czelnik prikuliczów p rz y s y ła doń w n o cy następnej dziew czynę
p i ę k n ą , należącą już do prikuliczów , ta sm aruje mu plecy m a ś c ią 1,
w s k u te k czego w y ra s ta mu mały o g o n ; jeżeli zaś k a n d y d a t należy
do płci pięknej, w te d y te same fu n k c y e spełnia w y sła n n ik ro dzaju
m ęzkiego. P rikulicz jest w dzień człowiekiem, w nocy zaś psem
lub wilkiem . A b y p o zby ć się zwierzęcej postaci przełazi przez otw ór
p o w s ta ły przez zrośnięcie się d w u drzew. K a ż d y .prikulicz chciałby
się w k ró tc e p o zb yć swej mocy, w ty m celu musi kazać sobie w y p a lić
n a ' plecach krzyż, żelazem rozpalonem w k ad zielnicy kościelnej.
Jeżeli zaś przybierze w nocy p ostać zwierzęcą, nie może pierwej
stać się człowiekiem, d opó ki n ie -p o r w ie ja k ie g o k o lw ie k zwierzęcia
i jego mięsem się nie nakarm i, R u m u n i w ierzą , że płód spędzony,dalej dzieci poronione, lub zm arłe b e z . chrztu, zamieniają się w cza
row nice (moroiu), k tó re przez siedem lat co no cy odwiedzają swe
m atk i i żądają od nich mleka. \Y siódm ą rocznicę śmierci p r z y c h o
dzą w nocy i żądają chrztu ; jeżeli je k to ś ochrzci, w tak im razie
w ra cają do g ro b u i nie w y c hod zą zeń więcej. M óroj’e- p rz ybie rają
także po stać zw ierząt lub b łęd n y ch ogników . Znają R u m u n i także
w ilkołaki (várkolaci), k tó re od czasu do czasu chcą pożreć księ
życ, w s k u tek czego powstaje- zaćmienie księżyca i p o w s ta ją one
z dzieci zm arłych bez chrztu lub p o rw a n y c h przez czarownice. N ie
k tó re z nich mieszkają n a księżycu, inne przez siedem lat od śmierci,
co n ocy w yłażą, z g ro b ó w i w y sysają śpiącym ludziom krew . A b y
w zbronić w ilkołakom p rz y stę p u , należy kłaść do łóżka kadzidło,
czosnek i t. d , albo k ro p ić się przed położeniem do łó żka św ię
co ną wodą.
R u m u n i w ierzą dalej, że k aż d e siódme lub dziew iąte z rzędu
dziecko ty ch sam ych rodziców, chłopiec lub dziewczyna, m a móc
dow oln ego zm ieniania się w zwierzę i w tej postaci w y s y s a l u
dziom krew. 'A b y się od ich w iz y ty uchronić, w k ła d a się do łóżka
czosnek, kadzidło, chleb i sól. T e istoty n aw et po śmierci dalej
p ro w a d zą swe k rw a w e rzemiosło ; a b y je od teg o p ow strzy m ać, w t y
k a się zm arłym pod ejrzany m o to w suknie g ałąz k ę ta rn in y , albo
też obcina im się głowę. Najniebezpieczniejszym jest n o s f e r a t,
k tó re g o po stać p rz y b ie rają po śmierci nieślubne dzieci. O puściw szy
g ró b raz na zawsze w ęd ruje on po świecie, szkodząc ludziom bądź
to przez w y sy san ie im krw i, bądź to w in n y n iebezpieczny sposób.
W a ż n ą rolę w w ierzeniach ludu o d g r y w a S o l o m o n a r . S ą ludzie,
k tó rz y pierw szych siedem lat życia spędzają p o d ziemią w S o 1 om o n á r i i, szkole, w której ich d y a b e ł uczy w zystkich język ów
św iata i ro z m a ity c h cz aró w ; po siedmiu latach w yp u szc za on
sw ych uczniów, zatrzym ując ty lk o jed n eg o , k t ó r y po d rugich sied
m iu hitach Opuszcza szkołę jak o w łaściw y S a l o m o n a r, podczas
g d y inni są ty lk o p o drzędn ym i czarow nikam i. S o l o m o n a r żyje
p om ięd zy ludźm i, jak o człowiek, ale u nik a ich to w arzy stw a. Za
M'ierzchowca w w y p ra w a c h w ch m u ry w celu s p ro w a d zen ia g ra d u ,
służy mu smok. W r o g ie m jeg o je d y n y m jest C o n tra-S olom on ar (?).
A. Strzelecki.
( Dokończenie nastąpi).
PEOGIUM SEKCYi MUZYCM'EJ.
R o z g lą d n ą w s z y się po obszarze m uzyki ludowej w y p o w i a d a
nej t a k dobitnie uczuciem ludu, ja k ą przeznaczono do b a d a n ia
sekcyi muzycznej, staraliśm y się, wobec ogro m u czekającej nas p ra cy ,
przedew szy stkiem zyskać ja s n y p o g lą d i wznieść się n ad przedm iot,
aż eb y zanim za n u rzy m y się w p ra c y szczegółow ego b ad ania, o g a r
nąć k ry ty c z n e m okiem całość — i w e d łu g te g o w ytw orzyć; sobie
plan dalszego p o stępo w ania. W y d a ło nam się bow iem , że doryw cze
chw ycenie się p ra c y choćby z najw iększą o cho tą i zam iłow aniem ,
nie d aleko zaprow adzi — zjednej b ow iem s tro n y zawiedzie na d ro g ę
p o w o ln eg o i m ozolnego b a d a n ia rzeczy już dawniej s tara n n ie i w y
czerpująco badanej
po długiem na oślep p o stę p o w a n iu okaże
d opiero to, co już inni — b a d a ją c y b y ć może w korzystniejszych
w a ru n k a c h — lepiej i dokładniej zrobili, h -г; z drugiej zaś s tro n y
Ukryje rów nież p rz e d naszemi oczyma rzeczy -- do tychczas przez
bad a czó w dla niedostępności lub in n ych przeszkód w cale lub ty lk o
po w ierzch ow n ie poznane. :— W szakżeż rzeczy te d o tąd nie znane —
m o g ą b y ć bądź co bądź ró w n ię ważne ja k k aż d a inna g ałąź teg o
czysto du ch o w eg o o bjaw u ludowej fantazyi.
1. Objaw em , jaki nas w yłącznie zajm ow ać będzie, jest t a k pieśń
lu d o w a : kościelna i świecką, ja k i w o góle m u zy k a lud o w a i to
w szystko, czemu ona tow arzyszy, lub raczej., co jej w yk o n a n ie m
b y w a w y w ołan e, ą zatem wszelki ¡ obrzęd, zwyczaj, taniec.
2. T o m ając n a myśli, s e k c y a zw ażyła dalej d o tych czasow e
zdobycze na tem p olu — zdobycze, że. w spo m niem y ' w y d a w n ictw o
— 139 -
kilkudziesięcio - tom ow e K o l b e r g a — olbrzym ie — i c h o c ia ż . na
razie onieśm ielona tym o g ro m em już zd o b y ty ch wiadom ości stanęła
w obec p y tania, co jej jeszcze do uczynienia pozostaje, ujrzała po
głębszem rozstrząśnieniu, że najlepiej odpow ie swem u zadaniu, jeśli
przedew szystk iem u trz y m a się w posiad aniu ty ch zdobyczy. P o
w in n a ona, ja k polity c zn y zdobyw ca, przedew szystkiem wiedzieć
dobrze co posiada, sprawdzić, źe ze zdobyczy ty ch nic nie uroniono,
że k aż d a z tam w ym ien ion ych własności znajduje się na swem
miejscu i posiada przym ioty, jakie jej dotychczasow i badacze p r z y
pisywali. S k oro z tern się upora, winna a) zdobycze te uzupełnić,
szerokie pole wiadom ości p og łębić i powiększyć, b) b łęd y — jakich
się najsum ienniejszy badacz ustrzedz nie m ógł, sprostow ać.
3 . , P ra c a nasza będzie tem skuteczniejszą, im system atyczniej
będzie p ro w a d zo n ą - - zatem rozpocznie od działu o bjaw ów sztuki
tej codziennych, jakim i są pieśni kościelne i nie przerzucając się
lekkom yślnie z przedm iotu na przedmiot, p o stąp i kolejno do działów
innych plan em w skazanych.
4.
Członkowie sekcyi, ćhcąc p rzy stąp ić do w spółdziałania w p r a
cach naszych w duchy jednom yślnym , trzym ać się zechcą n a s tę p u
jący ch w skazów ek, jeśli czynność ich ma p rz y sp o rzy ć T o w a rz y s tw u
ludoznaw czem u fa k ty c zn e korzyści, a p ra c a ich nie pójść na m arne.
a.
J a k nadm ieniliśmy poprzednio og'ólníe, przedm iotem zbiorów
ich i b ad a ń b ęd ą pieśni ' kościelne' (cerkiewne) i świeckie, m u zyk a
ludowa, taneczna, jakoteż taniec w p lastycznem słow a znaczeniu.
¿. Członkowie zechcą sp isyw ać w szystko co k olw iek uznają za.
g o d n e zapisania, przyczem m elodye w edle najlepszego uzn ania w t a
kcie umieszczą. W doborze t a k tu k ierow ać się b ę d ą akcentem słów,
k t ó r y niem al zawsze na m ocną część ta k tu p rz y p a d a ć winien.
W y j ą t e k stan o w ią n iektóre pieśni taneczne, w k tó ry c h słow a g ra ją
p o d rz ędn ą rolę i muszą znosić akcenta, jak ie m uzyka, w spierająca
ru c h taneczny, im narzuca — w. tych je d n a k razach ry tm jest zbyt
dobrze znany, b y pisanie m elodyi w takcie m ogło nastręczać ja k ie 1
ko lw iek trudności.
c. P o d a d z ą też Członkowie sekcyi tek st całej pieśni i e w e n
tu aln e zmiany, jakim m elo dy a w dalszych zw rotkach ulega.
d: P on ie w aż s e k c y a zamierza rozpocząć p u b lik a c y ę z w ażnych
w z g lę d ó w od pieśni kościelnych, przeto C złonkowie zechcą również
w pierwszej linii rozpocząć od teg o działu m uzyki ludowej. P o ż ą
d ane są zatem w, pierwszej linii pieśni ad w en to w e i k o ie n d y śp ie
w a n e w kościele i w domu.
,
e. M a te ry a ł zbieran y radzim y g ru p o w a ć na przyszłość jak na
stępuje :
A. Pieśni kościelne (cerkiew n ej w porz ąd k u k alendarzo w y m
od a d w e n tu i B ożego N arodzenia począwszy. U w z g lęd n iać należy
nie ty lk o pieśni śp iew ane w uroczyste święta, ale, i pieśni śpiew ane
w dni uroczyste rozm aitych p atro n ó w miejscowych, św iętych i t. p.
B. P ieśni pogrzebow e.
C.
,,
weselne.
— 140 —
Ľ.
,, miłosne.
E.
„ podczas dożynek.
т.
,,
w ojenne i wojackie.
G. D um y.
H . L eg e n d y ,
I. P ieśni p rz y zabaw ach.
K.
„ różne.
L.
,, t a k zw. szlacheckie, śp iew a n e przez tak zw. półintelig en cy ę w iejską i m ało-m iasteczkow ą *).
5.
B a r w n y a d o k ła d n y opis obrzędów po łącz o n y ch ściśle z m u
z y k ą , tudzież ż y w y opis ta ń c ó w sielskich, na k tó ry c h p lastyczną
form ę p rosim y b aczn ą zw racać u w agę, podniesie bardzo zajęcie,
jakie zbiory nasze obudzą i da chw ilk ę w y tc h n ie n ia po s tu d y a c h
trudniejszych, do jakich szukanie pieśni i p ra c a około ich spisania
należy.
Oprócz ty ch k ilku uw a g , k tó ry c h .zastosowanie p o le c a m y d o
brej woli Członków wszystkich, um ieszczam y bardziej szczegółow e
u w a g i dla D e le g a tó w sekcyi. (Vide іа 2a 3a 4a 5a)
U w .a.g i d l a D e l e g a t ó w S e k c y i m u z y c z n e j .
D e le g aci S e k cy i muzycznej p rz y s tą p ią do w spółudziału w p r a
cach S e k cy i w duchu je d n o m y śln y m , trzy m ając 'się następujących
w sk a z ó w e k :
1. B iorąc, za p o d s ta w ę istniejące już zbiory pieśni m ianowicie
ty ch zbiorów działy, k tó re opisują przj^dzieloną im p ro w in cy ę, zechcą
ta k o w e rozszerzyć i w artość ich podnieść a) po dan iem pieśni w nich
n i e zaw artych , b) sp rostow aniem odm ian jakie w tekście lub w melodyi znajdą '— p rzy taczając zarazem źródła i pod ając miejscowość,
gdzie pieśń nie p o d a n ą przez doty chczasow e zbio ry zupełnie, lub
p o d a n ą odm iennie znaleźli. Co się ty c z y pieśni inn ych w zbiorach
za w artyc h, ograniczą się na wyliczeniu ich i sk o n stato w an iu , czy
rzeczywiście w okolicy zbiorem w skazanej się znajdują, czy też
w k ra d ły się do zbioru z in ny ch prow incyi.
2. D ele g aci S ek cyi idąc d ro g ą wyżej w skazaną, zechcą przedew szystkiem zająć się pieśniam i kościelnemi (religijnemi) ś p i e w a emi przez lud obrządku rzi k. i to w p o rz ą d k u ja k one w rok u p o
stęp ują — zatem w yczerpująco przedstaw ić obraz pieśni a d w e n t o
wych, następn ie pieśni na Boże N arodzenie t. zw: k o len d śp ie w a n y c h
w kościele i w domu, nie pom ijając zwłaszcza pieśni ś p iew a n y ch
¡•koło N o w e g o R o k u i Trzech K ró li S k o ro S e k c y a zdobędzie ma.;e ry a ł do statec zn y tyczą cy się w sp o m n ian eg o działu pieśni, p rz y stą p i
sio rcd ak cy : śp iew n ik a kościelnego. In n e działy n astęp n e pieśni
*) Z z a k re s u p ieśn i,'
m a ją c y c h c h a ra k te r religijny, nie n a le ż y
w y jm o w a ć
p ieśn i śp ie w a n y c h :--$rz.ez ż e b ra k ó w i zeb rá c z k i, czy -ter n a ’ m iejsca ch ' o d p u sto w y c h *
cz y też g d y p o d o m a c h c h o d z ą n a ż e b ry . P ieśni te - b o w iem d z ia d o w sk ie tw o rz ą n iejak o
o s o b n y : C3 d d lite ra tu iy religijno-legendow ^ej, k tó ra p o c h o d z e n ie m sw em sie g a c z ę s to ..d ay
1 1 kich c z a s ó w a p o d
w zg lęd em treści i f o r m y 'p r z e d s ta w ia ro z n e fa z je trą d y c y i lu d o w ej
o sn u te j n a tle relig ijn em z p rz y m ie s z k ą in o ty w ó w c z y s to św ieck ich . '
P rz y p . Red.
— 141 —
kościelnych : pieśni w ielko postne i na Z m artw y c h w stan ie P ań sk ie
stanow ić b ę d ą dalszy ciąg w y d a w n ictw a, jak ie S e k c y a później,
skoro z pierw szą częścią się upora, przedsięwziąć zamierza. M ate •
r y a ły do dalszych tom ów m o g ą w p ły w a ć w m iarę ja k D e le g a to m
pod rękę się nasuną.
3. S e k c y a m uzyczna, sk łonn a ku przyjęciu nie ty lk o m elodyi,
przesłany ch jej przez D elegató w , ale i p ro p o z y cy i harm onizacyi ty ch że
m elodyi lub n a w e t w y k o ń c zo n y ch ich harm onizacyi, up ra sza nie
ty le o liczbę p rac ile o ich w ykończenie. Zadowolni się n a w e t j e
dną m elod yą spisaną w iernie z uw zględnieniem jej istotn ego ry tm u ,
k tó ry w wielu bardzo w y p a d k a c h odczuć i o d g a d n ą ć należy, za n o
tow aniem jej w takcie najpraw dziw szym , jaki po głębok iem zb ad aniu
ch a ra k te ru pieśni, jej akcentów , m etry c zn y ch i ry tm icznych w łaści
wości, ducha, j ę z y k a naszęgoj jeg o najsubtelniejszych w y m o g ó w
w skaz an y ch najnow szem i badani mi — nieodzow nie w yniknie.
4. Chcąc, b y zbiór ten b y ł p o d k a ż d y m w zględem d o s k o n a
ły m - - S e k c y a pozw ala sobie po staw ić k ilk a w aru n k ó w , jakim
k ażda p ra c a odpowiedzieć p ow inna, b y m o gia wejść do w y d a w n ic tw
S e k cy i muzycznej, a m ianowicie do działu pieśni kościelnych.
a) U k ła d ma b y ć czterog łosow y w edle re g u t stylu su ro w e g o
(S tren g e r Satz).
b) M elo d y ą znajdująca się zawsze w n ajw y ższym głosie, so
pra n ie
w inna w y s tę p o w a ć pew n ie i jasno n a p la n pierw szy ;
■w ty m celu ob racać się w in n a wT obszarze najefektow niej i n a jp ię
kniej brzm iącym na tle trafnie znalezionego, p rz y te m śp iew n e g o
basu i d y s k re tn ie poruszający ch się głosów środkow ych.
c) Czyniąc, zadość w y m o g o m śpiewności altu, woli. S ekcya, b y
g o nie krzyżować, z giosem pierw szym .
d) P rz y d o b o r z e b a s u radzi S e k c y a inspirow ać się g enialn ą
k o m p o z y c y ą J. S. B a c h a »Choralgesänge«.
ę) J e d n a i ta sam ą k o m p o z y c y ą w j e d n y m 'i ty m sam ym u k ł a
dzie m a posiad ać trz y nieodzow ne z'aiéty : 1) dać m ożność w y k o
nania jej je d n y m głosem z to w arzyszeniem nie tru d n e g o do g ra n ia
org-anu w y k o n u ją c e g o quadricinium ; 2) b y ć w y k o n a n ą n a dw a
gło sy rów ne z takiem że tow arzyszeniem organ u, co w y m a g a nie
n a g a n n e g o układu so p ra n u i altu, wreszcie d aw ać dobrze brzm iący
i ś p ie w n y k w a rte t w zględnie chór m ięszany o rg a n o concinente.
5. Sekc}ra u prasza o osobne p o dan ie w a ry a n tó w jednej i tej
samej pieśni w odrębnej harm onizacyi (efr 4.) i nazw anie miejscowości lub parafii, w k tó ry ch w a r y a n t y przytoczone są w użyciu.
6. S e k c y a zw raca wreszcie u w a g ę D e le g a tó w na te k s t dalszych
zw ro tek mianowicie czy, i o ile i jakich żmian on w m elodyi w y
m ag a. Z m iany te czysto rytm iczne tylko, czy też meliczne, zechcą
D elegaci oddzielnie zanoto w ać i o ile zajdzie p otrzeb a harm onizować.
7. Co do pieśni świeckich, S e k c y a zw racając raz jeszcze u w a g ę
na to, co pow iedziano powyżej, przenosi na razie m elodyę możliwie
w iernie i dobrze spisaną bez ja k ie g o k o lw ie k to w arzyszen ia nad
w szy stk ie s u b je k ty wnie z a p a tru ją c e się i oświetlające opracow ania.
—
142
—
S po dziew a się bowiem , że pleśni tyclT, mimo w ielkich zbiorów już
istniejących, pojaw i się znaczniejsza liczba — co przy o p racow aniu
ich ch oćb y w czterogłosowej harm onii rozm iary w y d a w n ic tw a b y
niezmiernie zwiększyło a tein sam em na koszta z b y t wielkie Tdw arzy stw o ludoznaw cze naraziło.
8. S e k c y a muzyczna, jak o jedno odram ię T o w a rzy stw a, w in na
działać w duchu tegoż T o w a rz y s tw a i, w yp ełniając zakres sw ych
zadań, re zu ltatem swej p ra c y przyczyn iać się ty lk o bodaj je d n ą
cegie łk ą do zbu do w an ia g m ach u p oznania ludu. W tej też chwili,
chcąc d o p o m a g a ć S ek cy i językow ej, po w ołanej do najważniejszej
p racy, udaje się do D e le g a tó w z p rośbą, b y w b ad a n ia ch sw ych m elodyi ludow ych, a m ianow icie te k s tu pieśni, zechcieli usilnie zważać
na ak c en ty , jakie słow om m e lo d y a n ad a je ; czy te a k c e n ty pojaw iają
się w tej samej pieśni k o n s e k w e n tn ie na tej samej zgłosce, czy też
są one rzeczą p rz y p a d k u , w y tw o re m fantazyi ludowej — czy a k c e n ty
te nie p rz y p o m in a ją a k c en tó w p o k re w n y c h narzeczy słow iańskich :
czeskich, ruskich, — czy nie d a ło b y się uszematyzowmć pieśni w e
d łu g akc en tó w słów n a p e w n e g r u p y .
9. D eleg aci zechcą zająć się sp raw dzeniem , o ile pieśni ś p i e
w a n e w o kolicy im przydzielonej a S ek cy i przez członków nadesłane,
o d p o w iad a ją o ry g in a ło w i śpiew anem u przez lud ,— przyczem w f o r
mie re fera tu po czy nią swe uw a g i, co do trafności u ch w y cen ia tak tu ,
w ierności tekstu, dokładno ści w a ry a n tó w , w o g ó le k a ż d eg o szczegółu,
k t ó r y uznają za sto sow ny, b y o nim w yczerp ująco trak to w a n o .
W ty m też celu przesłane im zostan ą zbiory n adesłane w p ro s t
do S ekcy i przez Członków T o w a rzy stw a, a zebrane w części k ra ju
im przydzielonej.
W e L w ow ie, w czerwcu 1895 r.
P rzew odn iczący Se'kcyi muzycznej :
Mieczysław Sołtys.
POSZUKIWANIA I KWESTYONARYUSZ.
•i*
°<h— -
P y t a n i a i odpowiedzi.
Ii Pług,
G łó w n ą częścią s k łado w ą p łu g a , około której w szystkie inne
g ru p u ją się, jest dość g ru b y , o k rą g ły drąg, h r y d i 1. D ò ty ln e g o
je g o k o ń ca p rz y m o c o w a n e są dwie laski w y g ię te % kształcie luka,
n a z w a n e c z e p í к y, k tó re trz y m a się rękam i podczas o ra n ia i ty m
sposobem kieruje dow olnie całym pługiem . T u ż p o d niemi leży że
lazna s t ó w b a, do której p rz y m o c o w a n y jest ł e m i s z, (lemiesz) i p oł ý с i a, służąpa do o d w ra c a n ia skiby. P rze d lemieszem znajduje się
p rz y m o c o w an e do h ry d ila c z e r e s ł ó , k tó re idąc przodem ow ego,
k r a je skibę. N a przednim ko ń cu h ry d ila jest dziurka, w k tó rą w k ła d a
się nie wielki kołek, I o n . Założona za niego w u ż w á, (wużćwką,
wiiżywka, użewka) łączy sam p łu g z d ru g ą należącą doń cz ę ś c ią ,
k tó r a n a z y w a się k o 1 i s n i á t a. K o lisn iata składają się z o s i (vis, oś),
к o 1 i s c i á t, (kół) i k l u c z a . O ś jest po d spodem o kuta, a okucie
t o n a z y w a się p i d w i s k i , podosie ; na ob u k ońcach założone są
na nią pierścienie, t. z. r y c h w ý ; przed ry c h w am i są w yw iercone
dwie. dziureczki, w k tó re w k ła d a się d w a kołeczki, lony, (także lóńyk y ) przez co k o ła z Osi zesunąć się nie m o g ą
Części s k ład ow e
k ó ł tak ie : h o ł o w á (głowa), s p r y c h í i d z w ó n y. N a hóło w u (głowę)
w bija się przy samej sprysze dwie b u rsz ty n k i (także buksztynki)
dla wzm ocnienia, a po koń cach jej dwie r y c h W y. Pierw sze i d ru g ie
p rzed staw iają okucie w kształcie pierścienia. N a dzw onach nabite
są żelazne obręcze, o b r ú c z y k i albo o b r u c z i. Bez nich koło m o g ło b y
się bardzo prę d k o rozlecieć. K lu c z jest p rz y m o c o w an y do osi, a na
ko ń cu za o p atrzo n y w h a k , za k t ó r y zaczepia się s z t у 1 w á h a
i orczyki.
P ie rw sz y jest silny, p op rzeczn y drą g , o k u ty trzem a
pierścieniami, k tó re nazyw ają się S z l u f y . Za szlufy zak ła d a się trzy
k ó łk a m aleńkie; środ ko w e zaciska się na h a k klucza, d w a dru g ie
p rz y trz y m u ją orczyki, do k tó ry c h przywięzuje. się p o s t r o n k i .
P o s tro n k i należą już do uprzęży dla konia. Jeśli w p łu g u m ają c h o
dzić nie konie, ale woły, w te d y zam iast s ztelw ah y i o rczyk ów w k ład a
się na to samo miejsce drew niane w i j c é, zaopatrzo ne także w szluf
kę i kółko, k tó re zakładii się za h a k klucza. N a końcu ma wijce
hak , k tó ry p rzytrzym uje j a r m ó. Do o s k ro b y w a n ia ziemi, k tó ra ob le
pia często pług, osobliwie połyciu, służy narzędzie, po d o b n e do t o
p o rk a , k tó re n az y w a się í s t y k, lub j é s t y к.
Zapisał w P u żn ik ach , w powiecie buczackim, 1895 r.
W łodzimierz Hnatiuk.
II. Nisoenie ognia за pomocą krzesania lub tarcia.
W a r ty k u le » A b e rg la u b e n bei den M ö n ch g u tern a u f der Insel
R ü g e n von T h e o d o r Zorn« (Globus, Zeitschrift für L änder- u n d
V ö lk e rk u n d e , tom X V I I I ., B rau nschw eig, 1870, ,str. 87) znajdujem y
w zm iankę o za palaniu o g n ia przez tarcie podczas zarazy na bydło.
U ż y w a n o w tym celu dre w n a jarz ęb o w e g o i d ębo w ego.
A. S.
17. W iara w znaczenie i moc imion chrzestnych,
P o d w zględem w p ły w u imion chrzestnych, najmniej jest w W ielkop o lsce rozpow szechnione m niem anie, iż do p e w n y c h imion p r z y
w iązane jest szczęście lub nieszczęście. G d y jed nak że zajdzie taki
p rz y p a d e k , iż w rodzinie umrze kilkoro dzieci teg o sam ego imienia,
uderza to w y o b ra źn ię ludu i u p a tru je się w tem związek przyczynowości. I ta k o p ow iadano mi, że w rodzinie pew nej dano dziecku
imię M arta, -4- po je j'śm ierc i siostra dała toż imię sw em u d z i e c k u —a wreszcie i trzeciemu dziecku tej rodziny dano imię M arta, — i
w szystkie zm arły wcześnie.
W ięcej u ta rte m jest m niem anie, że n ada w an ie n o w o n a ro d z o
nem u dziecku imienia, jakie nosiło dziecko zmarłe w tejże rodzinie,
przynosi nieszczęście. Ów p rz y k ła d z M artą m ó g łb y b y ć i lust rac у ą
ta k teg o — ja k w sp o m n ian eg o wyżej przesądu.
—
144
Najwięcej żaś u ta rte m jest u nas przekonanie, że nie należy
dzieciom d aw ać imion rodziców, g'dyż to s p ro w a d za śmierć p rz e d
w czesną albo dziecku, albo rodzicom. Niechęć do d aw an ia dzieciom
imion rodziców, jest zresztą nie ty lk o w ludzie, ale w e w szystkich
w a rs tw a c h pow szechna. Dzieje sie to może g łó w n ie ze w zg lęd ów
p ra k ty c z n y c h , dla uniknięcia nieporozum ień w rozm ow ie rodzinnej,—
ale ów przesąd o d g r y w a niezaw odnie także rolę znaczną w tej n ie
chęci. T a k ie zaś dziwne -wypadki, j a k w rodzinie b r a ta piszącegm
te słowa, gdzie z sześciorg-a dzieci um arło w latach n iem o w lęcy ch
dwoje, z k tó ry c h jedno miało imię ojca, d ru g ie m atki, zdolne są
p o d trz y m y w a ć ów p rzesąd nie ty lk o w klasie p rz esąd n e g o z a z w y
czaj ludu w iejskiego.
(Z. C )
S p r a w y T o w a r z y s tw a .
I. Sprawozdanie z posiedzeń Zarządu.
S z ó s t e p o s i e d z e n i e d n i a 2.8. c z e rw c a 1895.
O becni : p p . Dr. B iegelcisen, Dr. Franko.,, R a m u łt, D y b o w sk i i S trzelecki.
P rz e w o d n ic z y ł p re z e s T o A v arzy stw a: D r. K alina.
1. Z a tw ie rd z o n o p ro to k ó ł p o p rz e d n ie g o p o s ie d z e n ia . ,
2. P rz y ję to 15 c z ło n k ó w .
3. O b ra d o w a n o n a d in s tr u k c y ą d la D elegatów .
II. Wykaz członków Towarzystwa.
W y c ią g ze S ta tu tó w :
§. 5. C złonkom '. T o w a rz y s tw a m o g ą b y ć o s o b y n ie p o s z la k o w a n e g o c h a ra k te ru ,
b ez ró ż n ic y płci.
§. 7. C z ło n k iem z a ło ż y c ie le m z o s ta je ten , kto n a celę T o w a rz y s tw a z ło ż y j e d n o
f a z o w o k w o tę 2 0 0 k o ro n .
§. 1*2.. C z ło n k o w ie czy n n i u is z c z a ją W p iso w eg o najm niej 2 k o ro n y , tu d z ie ż ro c z n ą
w k ła d k ę w ilo śc i 8 k o ro n , p ła tn y c h kw artaln ie.
S łu c h a c z e U n iw e rsy te tu , o raz- n a u c z y c ie le S zk ó l lu d o w y c h w ie jsk ic h p ła c ą w p i
so w e g o 1 k o ro n ę a w k ła d k i ro czn ej 2 k o ro n y .
Lwów :
Członkowie czynni:
Ł agiew niki (p. P o d g ó rz e ).
■136. Dr. A b ra h a m W ła d y s ła w , p rof. U niw .
137. C z y te ln ia akadem icka,.
_
138. K s. Dr. P ilarsk i A lberi, k a n o n ik , proť.
U niw .
139. PIoróA-zkiewicz Ju lia n , d y re k to r k asy
W y d z ia łu krajow ego-.
140. Dr.Ja n o w ic z A le k sa n d e r, prof. U niw .
141. Dr. K udy i H e n ry k ,
j,
„
142. K s. Dr. K lo ss L u d w ik ,
„
„
143. K o re n ie z c D y o n izy ; s łu c h a c z lilo z.
144. .R ó z d o lsk i Józef, słu c n a c z
liloz.
145. R a c ib o rsk i L u d w ik , cm . n a d in ż y n ie r
W y d z ia łu k ra jo w e g o . ^
146. Dr. S iem irad zk i Jó zef, prof. U niw .
147. W y n a r B a z y li,. słu c h a c z filoz.
K ra b ó w .
148. W o jn a r K a sp e r, s łu c h a c z U niw .
,
149. K a p u śc iń sk i ¡VI.
Efawsie (p. J a b ło n k ó w , S zląsk a u s tr.)
j 5 0 . p a r n y Jó zef, k ie ro w n ik s z k o ły lud.
Bozwadów.
,
j
J
)
-
151. Dr. D u m aire W ła d y s ła w , Ick aiz.
152. Dr. H ochstim A dolf, lekarz."• 53. M alarz M aciej, c. k. k o m is a tz slta - ¿У sk a rb o w e j,
S u ch a (pod K rak o w em ).
154. ż m ig ro d z k i M ichał, d y re k to r b ib lio 1
teki h r.' B ranickich.
maw l 0 V«řeff
.
.
155. Dr. S ó ro w ie ck i A ntoni, ad w . k ia j.
Z a w a d k a (koło, K a łu sz a ).
156. R ylski St., с. к. leśn ic zy .
------
—
145
-
FRAGMENT s DZIEJÓW RODZINY.
B a d a n ia n ad dziejami rod ziny słowiańskiej bardzo są z a n ie
dbane. N ie w ie lk a ilość roz praw i a r ty k u łó w rzuciła zaledwie jakie,
takie św iatło na n iektó re k w e sty e socyologiczne i p ra w d o p o d o
bnie d łu g o jeszcze czekać będziemy na syn tety cz n ą pra cę p rz ed
s ta w ia ją c ą
w yczerpująco rozwój insty tu c y i rodzinnych i s p o łe
cznych u S łow ian, w dobie przedhistorycznej. K t o wie je d n a k czy o p ó
źnienie to niem a i d o b ry c h stron. W chwili obecnej, g d y zagranicą
rozpoczęła się p om iędzy socyologam i zacięta w alk a, g d y now e b a
dan ia o b alają h ip o tezy uchodzące do n ied aw n a za ostatnie słowo
n a u k i; g d y stu d y a S ta rck e g o , D a rg u n a , W e s te rm a rc k a , K a u tsk y le g o ,
Z ieglera i t. i. zachw iały nieom ylność w y n ik ó w b a d a ń takich p o
w a g na p olu socyologii ja k B achofen, Lubbo ck, G iraud-Teulon, MacL enn an , Maine, S pencer, K o h le r, P o s t i t . d. ; g d y n aw et hip o tezy
M o rg a n a — mimo niezaprzeczonej i niezaprzeczalnej pom nikow ej
w artości dzieł jeg o — n a p o tk a ły na silną opozycyę, a n a w e t w wielu
k ie ru n k a c h zakwestyonow’an e lub n aw et odrzucone zostały przez
now szych b ad a czy ; w chwili tej lepiej może zaczekać, lepiej może
grom ad z ąc m a te r y a ły zrezy g n o w a ć na razie z syntezy, dopóki się
p olem ik a i w a lk a nie uspokoi, d opó ki nie w yłonią się z tego
ch a o su najrozm aitszych hipotez i za p atry w a ń , jakieś wybitniej zazna
czone k ieru n k i i prąd y. Zresztą synteza m ożliwą będzie dopiero
w ted y , g d y zgrom adzi się w y starcza ją cy zasób m atery ałó w , g d y
w y c zerpu jące m onografie przedstaw ią nam poszczególne fazy ewolucyi o rg an izacyi rodzinnej w w łaściw em świetle, ograniczając się
na d o k ład n e zbadanie pew n y ch jej stopni, bez w z glę d u na ich n a s tę
pstw o po sobie.
T o też z radością w ita m y k aż d y przyczynek, k a ż d ą ro z p ra w k ę
now e po d ając ą m a te ry a ły . W ostatnim zeszycie czasop. »Źytie i sło
wo« znajdujem y tak i ce n n y m a te r y a ł w ro z p raw c e dra I. F ra n k i
po d t y t : »Ślidy sn o ch a ctw a w naszych h o r a c h « 1). Ze w zględu na jej
w ażność dla b a d a ń n a d przeszłością naszego ustroju rodzinnego p o
daję obszerne jej streszczenie, oraz kilk a u w a g w łasnych w ty m
przedmiocie.
*) Ź y tie i s io w o ,
w istn y k lite ra tu ry , istorii i folkloru
w y d a je
O lga
F ra n k o .
d ru h ij, k n iž k a IV. Z a Ju l i A w h u st. L w iw , 1895. str. 101 — 104.
10
Kik
—
146
—
W y r a z »snochactwo« (po ros. snochaczcstwo) o k reśla zwyczaj
n a p o t y k a n y u n ie k tó ry c h lu dów żyjących w u stro ju p a t r y a rc h a ln y m
w »zadrugach« czyli w s p ó ln o tach rodzinnych, a p o le g a ją c y na p o
życiu m ałżeńskiem teścia z swą synow ą. Ojciec rodziny, m ając nie
o g raniczon ą w ładzę n a d swem i dziećmi, żeni sy n a 'niedorostka, niepy tając ' się o jeg o w olę i chcąc p ow ięk sz y ć ilość sił robo czy ch
z dziew czyną starszą o wiele, zupełnie już dorosłą, a d o p ó k i sy n nie
dojdzie lat męzkich i nierozwinie się • zupełnie p o d w zględem fizy
cznym, teść zastępuje u swej synow ej miejsce nieletniego jej męża.
W R o s y i, w n ie k tó ry c h okolicach w k tó ry c h istnieją jeszcze
lub istn iały w s p ó ln o ty rodzinne, utrzym uje się zwyczaj ten po dziś
dzień jeszcze, mimo, że w y stęp u je przeciw niemu kościół i państwo.
(Laveleye D as U re ig e n th u m , r. I I ; Leroy - B eaulieu : D a s R e ic h der
Zaren und die R u s s e n , Berlin, 1884, I, 412— 3) N ajdaw niejszą w zm ian
k ę о ’snochactwie, znajduje dr. F r a n k o u N estora : »Malując życie
i zwyczaje naszych przodków , jeszcze przed zapro w adzen iem chrze
ścijaństw a —■ p o w ia d a dr. F r a n k o — k ro n ik arz z poch w ałą mówi
0 P o la n ach , że m ają »wstydliwość do swoich s y n o w y c h i do sióstr
1 do m a te k i do rodziców swoich, a syn ow e do sw y ch św iek r i szw a
g ró w w iększą m iały wstydliwość«, — a. n ato m iast W ia ty c z a n o m
i R a d y m ic z a n o m zarzuca pom ięd zy innemi i to, że »wobec ojców
i sy n o w y c h niem a u nich wstydliwości«. Co p r a w d a św iadectw o to
nie bardzo w y ra ź n e ; m ó żn ab y myśleć, że k ro nikarz, chce o d ry so w a ć
grubsze obyczaje ty c h plemion, ale nacisk jaki kładzie właśnie na
niewstydliwmść w obec sy n o w y c h (rozumie się, że w innym i tej w s t y
dliwości m o g ą być ty lk o teściowie) czyni p ra w d o p o d o b n y m domysł,
że m o w a tu w łaśnie o snochactwie«.
B ardzo cenne są dalsze m a te r y a ły p o d an e przez D ra F r a n k ę :
»Około r. 1623. Teofila z Szczekarowic Ostrog-ska, k asz te lan o w a k r a
ko w sk a, w d o w a po ks Janu szu O strogskim , dziedziczka d ó b r Skolskich i Tucholskich, p o ło żon ych wzdłuż rzeki O poru, w y d a ła in stru kc y ę d la p o b ie ra n ia k a r za różne przekroczenia, popełnio ne przez sw ych
p o d d a n y c h t u c h o l s k i c h 1). P u n k t szósty tej in struk by i o p ie w a : » J e
śliby się też to trafiło, j a k o s i ę t o t a m z n a j d u j e , żeby miał ociec
z s y n o w ą swoją m ieszkać w nierządzie, a św iadectw o p e w n e było,
te d y g o g ard łe m karać, je d n a k z dołożeniem się naszym«.
Z słów ty c h w y n ik a, że »snochactwo« w ow^ych czasach istniało
w g ó ra ch skolskich, a n a w e t z a p ew n e w y d a rz a ć się m usiało często,
1)
In s tru k c y a ta z n a jd u je się w B ibliotepe O s so liń sk ic h Rps. 2.408, p rz e d ru k o w a ł ją
Dr. F r. P a p śe w sw ej p r a c y : S kole i T u c h o lsz c z y z n a , L w ó w , 1891, str. 118 — 121.
-
147
—
skoro księżna nie ty lk o uw ażała za p o trzeb ne w y d a ć ta k d ra k o ń s k ą
ustawę, ale n a w e t p o dać Wyraźnie »jako się to tam (t. j. w górach)
znajduje«.
O istnieniu »snochactwa« — w innej części K a r p a t , w H uculszcźyźnie, jeszcze w 170 lat po w y d a n iu instrukcyi przez ks. Ostrogską, bo około r. 1793 — świadczy w iadom ość p o d a n a przez H acqueta. M ów iąc o m ieszkańcach P okucia, po d k tó rą to nazw ą rozum ie
on H u c u łó w (Die G e b irg s - R u s s e n oder die w a h ren P okutier) p o w iad a
H a c q u e t : »Es ist nicht g en u g , dass der P o k u tie r U m g a n g mit eines
a n d e re n W e ib e hat, sondern ër m acht sich auch w e n ig aus einer
B lutschande, nemlich mit seines S oh nes W e ib U m g a n g zu haben.
V o r Zeiten w a r dies rqehr im S ch w a n g , als itzo, so wie es noch d er
m alen in vielen G e g e n d e n R u s s la n d s üblich ist« 1); dalej zaś cytuje
ustęp z książki C o x e’a 2), k tó ry w ten sposób opisuje ten niem o
ra ln y zwyczaj p a n u ją c y u M o sk ali: » W niek tó ry c h okolicach ojciec
żeni sw ego siedmio-, ośmio-, albo dziew ięcioletniego sy n a z s t a r
szą dziew czyną, a b y z niej — ja k tam p ow iad ają — zrobić do brą
i p o rz ą d n ą g o sp o d y n ię. Ojciec k tó re g o sy n o w ą stała się ta dziew
czyna, żyje z nią ja k mąż z żoną i ma z nią nieraz k ilkoro dzieci«.
Chociaż H a c q u e t pomieszał m ieszkańców P o k u c ia z H ucułam i,
chociaż nie p o d a ł nazw wsi, w k tó ry c h n a p o tk a ł o p isany przez sie
bie zwyczaj, to przecież św iadectw o jeg o m usim y uznać, jak o b a r
dzo p o w a ż n e i n a je g o p odstaw ie' stwierdzić m ożem y istnienie »sno
chactw a« u H u c u łó w p rz y koń cu X V I I I . w. D r. F r a n k o uważając
istnienie »snochactwa« jak o nierozdzielne od istnienia w spó lno t
ro dzin nych i vice versa, p rz y ta c z a jak o dalszy do w ó d w y ją te k z mem o ry a łu przedło żon ego w r. 1884 p a rla m en to w i au stry a ck iem u ,
stw ierd z ający istnienie w sp ólnot rod zin nych na B u k o w in ie w r. 1.819/,)
oraz w zm iankuje o p ra c y p. M aryi H a n e n k o (Semejno - ymuszczestw e n n y ja otnoszenija к res tj a n sk a g o n as ełe n ij a w E liz a w e tg ra d s k o m
uizdi w czasop. »Step« chersonskij b e lłetry sty cz n y j sb irn y k ; P etersb.
1886) o w sp óln otach rod zin n y c h istniejących dziś jeszcze w p o w ie
cie elizabetgrodzkim , i koticzy twierdzeniem , że u nas, szczególnie
ł); H a c q u e t: N eu este p h y s ik a lis c h -p o litis c h e R eisen in d en J a h re n 1791, 92 u n d 93
d u rc h die D a c isc h e n u n d S a rm a tis c h e n o d er n ö rd lic h e n K arp ath en , N ü rn b erg , III.' T heil,
str.
2 0 .
2) C o x c : R eise d u rc h P o h len , R u sslan d , S ch w ed en u n d D än em ark , Z ü ric h 1785, 4.
3) Dr. K. P e y re r v. H e n n s tü d t: D en k sch řift betreffend die E rb fo lg e in la n d w irth sc h a ftlich e G ü ter u n d d a s E rb g ü te rre c h t, W ien , 1884, str. 31 i te g o ż a u to r a : R e g elu n g der
G ru n d e g e in th u m sv e rh ä ltn iss e , W ie n 1877 str. 2 1 — 2 і 6 6 .
-
148
-
n a P o d g ó rz u zdarzają sie poszczególne w y p a d k i »snochactwa«. Nie
zw rócono n a nie d o tą d u w a g i a in tereso w ane osobistości m ają wszel
k ą p rzy czy nę nie p rz y z n a w a ć się do tego. T y lk o niek ied y - s p ra w a
przychodzi przed sąd. N a dow ó d p rz y ta cza Dr. F r a n k o w y p a d e k
taki, k t ó r y przed dziesięciu la ty b y ł przedm iotem ro z p ra w y sądowej,
w d ro h o b y c k im sądzie p o w iato w y m . Ojciec, n ie stary jeszcze czło
wiek, w dow iec, ożenił najstarszeg o syna, »do domu« a b y mieć z n ieg o
i z synowej -» pom oc w g ospodarstw ie«. S y n widocznie nie b y ł t a k
m łody, j a k to b y w a w rodzinach w k tó ry c h się zdarza »snochactwo«
i nie p odd ając się woli ojca robił co m ógł, a b y dop ro w a d zić do
rozwodu. P o m ię d zy innem i zaskarżył ojca do sądu, że tenże »bere
sia do jeho żinky«. Jeżelim się ożenił — mówił on na rozp raw ie —
to dla siebie, a nie dla ojca. N a to m iast ojciec zaklinał się i p r z y
sięgał, że nie m iał żad n y ch n iem oralny ch zam iarów w obec swej
s y n o w ej: » K o ły chocz raz m oja r u k a b y ła na nij ponyzsze pojasa —
j a k się ch a ra k te ry s ty c z n ie w yraził — to k ła d u sia p o d najbilszu
karu«. W sądzie »dały mu za wiru«.
O to ja k najobszerniejsze streszczenie rozp raw k i Dra. b r a n k i, do
której d o dać muszę k ilk a uw ag .
Dr. F r a n k o przytaczając c y ta t z N e sto ra pow iada, że bardzo
jest p ra w d o p o d o b n y dom ysł, iż k ro n ik a rz m iał tu n a m yśli n iem o
ra ln y — w e d łu g naszych z a p a try w a ń e ty cz n y ch — sto su n ek teścia
do synowej. Nie m am p o d rę k ą w y d a n ia o ry g in a ln e g o tek stu N e
s to ra ty lk o dw a tłum aczenia. J e d n o w y p is a n e jest przezemnie z w y
dan ia K o tk o w s k ie g o , a u stęp c y to w a n y przez D ra F r a n k ę brzmi
w niem n astęp ująco : P o la n ie są ła g o d n e g o i s p o k o jn e g o usp o so
b ie n ia : znają w s ty d dla sy n ow ych , sióstr, m a te k i rodziców swoich
i t. d. — R ad y m icza n ie , ja k W ia ty c z a n ie i Siew ierzanie — s p r o
ś n y m i b y l i w m o w i e w obec ojców i sy n o w y c h i t. d. ').
T a k sam o brzm i tłóm aczenie L eg e ra, k tó re rów nież m am p rzed s o b ą :
Les P o lia n es — av a ie n t un g r a n d respect p o u r leurs brus, leu rs
soeurs, leurs mères, leurs p a re n ts і t. d. — L es R ad im itc h s, les Viatiches et les Severiens — t e n a i e n t d e s p r o p o s o b s c è n e s
‘) L a to p is
N e s to ra :
S ta ry te k s t
m n ic h a Ł a w re n te g o z XIV. w .; o d d z ia ł I, część
p rz e z S c h iö z e ra k ry ty c z n ie w y p ra c o w a n ą , p r z e p o ls z c z y f Ju lja n K o tk o w sk i,
str. 2 1 - 2 3 .
K ijów , 1860,
—
149
—
d e v a n t leurs pères et leurs b rus i t. d. ,). Tłóm aczeniu L é g e ra d o
daje je d n a k p o w a g i fakt, iż p rz y ją ł je w swej p ra c y T. W o ł k o w 2).
Zmienia to zupełnie postać rzeczy. W ą tp i ę , a b y Nestor, chcąc
zaznaczyć istnienie s tosun ków zb y t blizkich pom iędzy teściam i.a ich
synow em i, u żył w y ra ż e n ia »sprośnym i b yli w m o w i e«, bo k a ż d y mi
przyzna, iż stosu nek teg o rodzaju p laton icznym nie był, p o le g a ł na
czynach, a nie n a »mowie«. Dr. F r a n k o przeoczył widocznie, to
jedno słówko, k tó re osłabia znacznie znaczenie jeg o twierdzenia,
ja k o b y c y to w a n y przezeń ustęp k ron iki odnosił się do »snochactwa«.
Zgadzając się zupełnie na inne w y w o d y D ra F ran k i, sprzeciwić się muszę jeszcze jedn em u jeg o za p atry w a n iu . Oto Dr. Б'гапко
twierdzi, że »możemy uw ażać »snochactwo«, za objaw nieoddziel
n y od p a try a rc h a ln ie zorganizow anej w s p ó ln o ty rodzinnej czyli za
d rug i ; gdzie znajdujem y ślady w sp ó ln o ty rodzinnej tam m ożem y
z g ó r y przypuszczać istnienie »snochactwa« i na odw rót, gdzie
znajdujem y ślad y »snochactwa«, tam m usim y przypuszczać istnienie
za drugi«.
T w ierd zenie to w ydaje mi się z b y t śmiałem i zgodzić się na
nie nie m ogę. R o zu m ie się, że »snochactwo« istnieć m ogło tylko
u ludów lub plem ion żyjących w p a try a rc h a ln ie zo rg anizow an ych
rodzinach, w k tó ry c h pater fam ilias m iał n ieograniczoną władzę nad
swem i dziećmi. Ale. nie m o g ę znaleść p rz y czy n y , k t ó r a b y u p ra w n ia ła
do w y p o w ie d zen ia hipotezy, iż k aż d e plemię, k a ż d y lud, k tó re g o
o rg a n iz a c y a społeczna o p a rtą b y ła lub jest na komunistyczne!!! p o
siadaniu m ajątku, czy to nieruchom ego, czy też ru ch om ego (u l u
dów pasterskich, koczowniczych) i na p a try a rc h a ln y m ustroju rodzi
ny przejść m usiał przez okres w k tó ry m ro zpow szechniony b y t
u niego og ólnie k a r y g o d n y — w e d łu g naszego k a n o n u m oralności —
sto su n ek pom iędzy teściem a synową.
M o g lib y śm y dojść tą sam ą d ro g ą do h ipotezy, że niem a sp o
łeczeństw a, niem a plem ienia n a kuli ziemskiej, u k t ó r e g o b y w p e
w n y m okresie jeg o istnienia^ »snochactwo« nie b yło rozpowszechnionem i nie stanow iło og ólnie przyjętej fo rm y ustroju społecznego.
A przecież takiej h ip o te z y n ik tb y n a po d staw ie fa k tó w przy to c zo
n y c h przez D ra. F r a n k ę nie przyjął. J e s t to gen eralizo w an ie faktów
nie o p a rte na d ostateczny m zasobie dowodów.
9 C h ro n iq u e dite, de N estor, trad , p a r M. L. L ég er, P a ris, 1884, str. 9 — 10.
“) R ites e t .u sa g e s n u p tia u x en U k rain e p a r T h e o d o r W o lk o v , P a ris (m am w ręk u
o d b itk ę z c z a so p . Ľ
A n th ro p o lo g ie , b e z ro k u ) str. 165.
—
150
—
B a s t i a n p rzypisując — nie zawsze słusznie,— p ow stanie roz
m a ity c h form p ierw o tn y c h rodziny, przew ażnie p ra w u silniejszego
m ężczyzny n ad słabszą odeń fizycznie kobietą, w y p o w ia d a o »snoęhactwie« n astępu jące zdanie, słuszne p o n ie k ą d i zgodne z z a p a try
w an iem Dra. F ra n k i : »Das R e c h t des S tä rc k e re n m ach t sich auch
in d er G e w alt des V a te rs g elte n d , in dem sich derselbe, durch
V e rh e ira tu n g seines noch u n m ü n d ig e n Sohnes, die B ra u t (die auch
in R u s s l a n d ihren B rä u tig a m früh er a u f den A rm en tra g e n
mochte) a n e ig n e t u n d da diese dann nach dem A ufw ach e n ihres
M annes zu alt g ew o rd en ist, v e rm ä h lt auch dieser wieder, um eine
B eischläferin zu g e w in n e n , seinen kau m g e b o re n e n Sohn« ’). B astian
o piera się zapew ne na wiadom ości o istnieniu teg o zwyczaju w R o
sy i, ja k w n io sk o w ać m ożna ze słów ; »die auch in R u s s l a n d
і t. d.« O istnieniu »snochactwa« w R o s y i przed usam ow olnieniem
w łościan o p o w iad a tak że H a x t h a u s e n 5), L e I> o n •') j a k i L er o y - B e a u l i e u (o k t ó ry m w spo m ina rów nież Dr. F ranko), k tó ry
mówi, iż ojciec rodziny, w s k u te k zwyczaju w czesnego żenienia się,
nie bardzo jeszcze stary , staw ia do sw y ch sy n o w y c h p ew n e w y m a
gan ia, przeciw k tó ry m syn ow ie jego, z b y t młodzi i p o d le g a ją c y ślepo
w oli ojca, nie śmią o p ono w ać 4). T o samo p o w ta rz a rów nież L e t o u rn e a u 5).
U W e s t e r m a r c к a znajdujem y n astę p u ją c y ustęp : »Niezwy
k ł y rodzaj w ielo m ęz tw a istnieje u R e d d y ’ów e). Zdarza się iż
m ło da k o b ie ta m ająca lat szesnaście do dw udziestu wychodzi
za pięcio- lub dziesięcioletniego, a n a w e t i m łodszego jeszcze
chłopca. P o zaw arciu m ałżeństw a ż y j e ’ ona z inn ym m ężczy
z n ą , blizkim k r e w n y m ze stro n y m atki, często z w ujem sw ym
a n a w e t czasem -z ojcem s w e g o nieletniego męża, k tó ry uchodzi za
ojca p o to m s tw a w ty c h zw iązkach spłodzonego. G d y mąż ten doj
dzie do w iek u m ęzkiego, żona jeg o jest już s ta rą babą, od której
się już p o to m stw a w łasn e g o spodziew ać nie może'. W t e d y wchodzi
on w sto su n ek z żoną in nego dzieciaka, k t ó r y znów staje się de
nom ine ojcem je g o dzieci. P o d o b n y zwyczaj p a n o w a ć ma u k a s t y
f) B a s tia n : U eb er die E h ev erh ä ltriisse, Z e itsc h rift für E th n o lo g ie , tom
1874) str. 389.
2) T ra n s k a u k a s ia , L eipzig, 1856, u w a g a n a 's t r . 403.
8) L ’h o m m e e t les so c ié té s, P a ris, 1881, tom H, str. 295,
4) L e r o y - B eaulieu : L ’em p ire d es T s a r s et les R u sses, tom I, str. 408.
6) L a so c io lo g ie ď a p rè s l ’e th n o g ra p h ie . P aris, 1880, str. 2 5 5 ..
6) Plemię drawidyjsitie w Indyach południowych.
Ví.
(Berlin,
—
151
—
W e lla la h ó w w C o im b a to r e ’). C iekaw e jest jeszcze to, że sy n — nie
wiedząc zw ykle k to jest jeg o ojcem — dziedziczy zawsze po mężu
swej m a t k i 2). M łody m ałżonek dorósłszy posiad a już czworo lub
pięcioro dzieci de nom ine w łasnych ; widziano p iętnastoletnich ojców
m ający ch d w u n a sto letn ich sy n ó w 3).
U Ossetów, żyjących w p a t r y archalnych rodzinach, ojciec żeni
sw eg o sześcioletniego s y n a z czternasto- lub szesnastoletnią dzie
w czyną, a p oto m stw o z jeg o związków z sy n o w ą uw ażane jest oficy
alnie za jeg o w n u k ó w 4). O O stjakach p o siadam y analo giczne w ia
domości 5).
U B ry tó w , — ja k zauw ażył C e z a r — synow ie i ojcowie p o sia
dali żony w sp ó ln ie: »uxores h a b e n t deni duodenique inter se com m u
nes et m ax im e fratres cum fratribus, p a r e n t e s q u e c u m 1 i b er i s 6)« B y ła to zatem p o liand rya, ale p o lia n d ry a p o k re w n a »snochactwu«.
Oto w szystkie wiadom ości o »snochactwie« jakie znalazłem
p rz e w e rto w a w s z y p o w a żn ą liczbę p rac etno log iczn ych i zbiorów' matery ałó w . W iado m o ści ty c h jest ta k mało, że na ich po dstaw ie ża
d n y c h p o z y ty w n y c h w niosków oprzeć nie można.
A przecież, g d y b y hip oteza D ra, F ra n k i In d a słuszną, musieli
b y ś m y n a p o tk a ć m nóstw o śladów i fa k tó w »snochactwa«, g d y ż znachodzilibyśm y je u w szy stk ich ludów i plem ion żyjących w p a try a rc h a ln y c h rodzinach i w kom unizm ie m ajątk ow y m , a plem ion takich
i ludó w jest jeszcze wiele, i b yło jeszcze więcej. W ą tp i ę bardzo
a b y ta k w a żn y objaw socyologiczny, j a k »snochactwo« uszedł* uwTadze p odró ż n ik ó w i etnologów .
•) W e s t c r m a r c k :
G esch ich te d e r m e n sch lic h en Ehe, J e n a 1890, str. 4 5 5 . O z w y
cz a ju ty m w s p o m in a ją ta k ż e : L u b b o c k , Die E n ts te h u n g d e r
C iv ilisatio n ,
Je n a ,
1875,
str. 64. B a s t i a n 1. с. str. 388 ; S c h 1 a g i n t w c i t: In d ien in W o r t u n d Bild, L eipzig, 1880,
to m I, str. 10 0 ; L e t o u r n e a u :
L a so c io lo g ie ď a p rè s ľ e th n o g ra p h ie , P a ris, 1880, str.
3 3 5 ; S t a r c k e : Die p rim itive F am ilie in ih rer E n ts te h u n g u n d E n tw ic k e lu n g , L eip zig , 1888!
str. 1 67— 8 ; H e l l w a l d , Die m e n sc h lic h e F am ilie, L eip zig , str. 249 — 50.
2) W e s te rm a rc k , 1. c. str. 109.
8)
B ern h ö ft, A ltin d isch e F a m ilie n o rg a n is a tio n w Z eitsch rift für V ergleichende R echts- ,
W issen sch aft, to m , IX, S tu ttg a rt, 1891, str. 20.
4) H a x th a u s e n , 1. c,, II, 2 3 ; K lem m , A llgem eine
K u ltu rg e sc h ic h te d er M e n sch h eit
L e ip zig 1843 — 52, tom X, str. 7 9 ; A u sla n d , 1876, str. 107 і 165.
6) A h lq v ist, U n ter W o g u le n u n d O stja k en . A cta so c ie ta tis sc ie n tia ru m
to m XIV, H elsin g fo rs, 1885, u w a g a n a str. 2 9 2 ; W e stc rm a rc k , I. с., str. 456.
6) C a esar, D e b ello g álico , V, 14.
F en n icae.
—
152
—
P ozostaje nam jeszcze zastanow ić się n ad p rzyczynam i, k tó re
m o g ły w y w o ła ć »snochactwo« i n ad w a ru n k a m i w^śród k tó ry c h m o
gło ono istnieć.
Bardzo słusznie zaznacza Dr. F ra n k o , iż chęć p o z y s k a n ia sił
roboczych m o g ła p o w o d o w a ć ojców m ających synów , do żenienia
tychże w bardzo m ło dy m wieku, a b y w synow ej zdobyć m łodą
i silną robotnicę. P oza g ran icam i E u ro p y , w k ra ja ch o ludności
stojącej n a niższym stop niu cyw ilizacyi, m ężczyzna może się żenić
w m łodszym wieku, bo p o zy sk iw a n ie ekonom icznych p otrzeb życia
jest tam o wiele łatwiejsze, a żona nie ty lk o nie jest w tym k ie
ru n k u ciężarem dla męża, ale owszem pom ocnicą w p ozysk iw aniu
pożyw ienia, a n a w e t bardzo często, sam a się o w y ży w ienie rodziny
stara ć musi. Dzieci nie w y m a g a ją c żad neg o kształcenia, k t ó r e b y
ojca rodziny na w y d a te k narażało, są d lań źródłem dochodu, jako
siły robocze. D o p e w n eg o sto p n ia stosują się te u w a g i do rolnictwem
się zajm ujących m ieszkańców E u ro p y . Żona ro ln ik a p o m a g a mu
w p ra c y na polu, około b y d ła i kieruje g o s p o d a r s tw e m dom ow em
i z teg o też p ow o d u lud wiejski żeni sw ych s ynó w jaknajwcześniej, a b y zapew nić sobie w iększą ilość kob iecy c h r ą k do p racy.
N atu raln ie, że w s k u te k teg o wczesne m ałżeń stw a są na k u li ziem
skiej bardzo rozpow szechnione, tam gdzie u s ta w y p a ń s tw o w e nie
oznaczyły m inim aln ego w ieku w k tó ry m m ałżeństw a za w ieran e b y ć
m o g ą Słusznie zauw ażył P 1 o s s, że u lud ów mniej cy w ilizow any ch,
k tó re k ob ietę uw ażają za przedm iot służący do zado w olenia p o p ę
dów, lub za siłę roboczą m ałżeństw a zaw ierane b y w a ją bardzo w cze
śnie, podczas g d y z p ostępem cywilizacyi, m inim aln y w iek w k tó ry m
m ałżeństw o zaw arte b y ć może, podnosi się coraz wyżej, n atu ra ln ie
z uw zględnieniem wcześniejszej lub późniejszej dojrzałości fizycznej,
zależnej od położenia geograficznego d a n e g o k ra ju ’);
U ludu naszego m ałżeń stw a zaw ierają się przew ażnie ze w z g lę
dó w ekonom icznych. Z m nó stw a d o w o d ó w p rzy taczam ty lk o uw a g i
p. Z. W a s i l e w s k i e g o : »R odzina (w Jag o d n e m ) prz ed staw ia
je d n o s tk ę g o sp o d arsk ą , ekonomiczną. Miłość zo bo w iązyw ać może
do m ałżeństw a ludzi niezależnych od w ład z y ojcowskiej lub nieposiadający ch ziemi w yro bników . N orm a ln e m ałżeństw o jest p o łącz e
niem d w óch kapitałów', dw óch p a r rą k do p ra cy w celu w sp ó ln eg o
g o sp o d arstw a « 2). W innem miejscu tenże a u to r p o w ia d a : »Zdolno
]) F lo ss , D as W eib in der N atur u n d V ö lk erk u n d e, L eip zig , 1887, tom I, str. 184.
str.
2)
69.
Ja g o d n e , z a ry s e tn o g ra fic z n y , sk re ś lił
Zygm unt
W a sile w sk i,
W arsz aw a
1889
—
153
—
ścią do p ra c y m ierzy on (t. j. Jagodzianin) w artość ludzi... tą m iarą
ocenia narzeczony swą przyszłą, urodę jej staw ia na d ru gim planie.
Jeżeli o miłości w zalotach może b y ć m owa, to J a g o d z ia n in k o cha
się nie w pannie, ale w jej rę k a c h »robotnych«. P ró żn iak o w i ś p iew a ją ;
K a siu n iu moja naucz się robić,
Bo cię nie weźmie żaden królewicz« ').
K o b ie ta cenioną jest n iety łko jako żona, ale i ja k o m atka.
»Zony są k ap itałem męża, a dzieci, k tó ry c h się on od nich spodziewa,
to p ro c en t od tego kapitału« — po w iad a B u c h n e r o K am eruń czykach 2). B ra k miejsca nie p o zw ala mi rozpisyw ać się szerzej w tej
к w est у i ; m o g ę tylko w skazać na n iektóre bardzo w ażne uwagi,
odnoszące się do ludów stojących na niższym -stopniu cywilizacyi.
D a r g u n , zaznaczając zupełną odrębność i niezależność istnie
nia w ładzy ojcowskiej w rodzinie od z a p a tr y w a ń na pochodzenie,
a co za tern idzie od p rz y ję ty ch system ów po k re w ień stw a, u trz y
muje- i ud ow a d n ia że plem ię uznające tylko p o k re w ień stw o przez
m a t k i 3), może mimo to żyć w rodzinach p o d leg ły ch ty lk o n i e o g r a
niczonej w ładzy ojca *) ; obojętność co do legalności pochodzenia
dzieci n a p o t y k a się często, ob ok w y so k o rozwiniętej w ład zy patryarchalnej. Związek m ałżeński ma tu cele ściśle ekonomicznej n a tu ry
to jest : p osiadanie żony i jej1dzieci na własność, jako siły robocze.
T o samo p o w ia d a L i p p e r t : »Es ist gan z natürlich, dass in G e
g end en, wo R e s t e alter, w ilderer und zugleich m ilderer O rg a n is a
tionsverhältnisse die lediglich der L u s t dienende B e g e g n u n g der
G eschlechter erleichterten, der M ann eine F r a u am w e n ig sten um
solcher L u st w e g en zur E h e nahm und verh ältn issm ässig theu er
erkaufte. D i e E h e h a t f ü r i h n e i n e n a n d e r e n Z w e c k ;
er wi l l K i n d e r g e w i n n e n u n d e r z i e h e n l a s s e n , K i n
d e r die sei n e i g e n wären, ei ne V e r m e h r u n g s e i n e r
H a b e an s i c h u n d e i n e e r h ö h t e E r w e r b s - u n d Ver t h e i d i g u n g s h i 1 f e f ü r i h n 5).«
‘) T am że, str. 81.
3) M ax. B u c h n er ; K am eru n , L eipzig, 1887, str. 31.
3) Z o b . mój a r tÿ k u i: Z d z ie jó w p ierw o tn ej ro d zin y , „ L u d “ , z e s z y t 2-gi (m aj) str. 37.
4) D a rg u n : M u tte rre c h t un d V aterrech t, L eip zig 1892, str. З і 4. „D as ■M u tterech t
s e tz t w e d e r v o ra u s , d a s s die V atersc h aft gleich zeitig
n o c h d a s die M u tter in n e rh a lb
der
u n b e a c h te t o d er g a r u n b e k a n n t ist,
F am ilie b e rsc h e n m ü sse. Die begriffliche V erb in d u n g
z w is c h e n M u tterrech t u n d M a tria rc h a t ist e b e n so u n h a ltb a r, als die zw isch en M u tterrech t
u n d P ro m is c u itä t“, a dalej: „D er
sein,
u n b e s c h rä n k te r
H e rsc h e r ü b er L e b e n u n d T o d s e i n e r F r a u un d i h r e r K inder...
d en K in d ern im V erh ältn iss rech tlich re le v a n te r V atersc h aft z u s te h e n “ .
V ater
kann
T y ra n n
im
H ause
o h n e doch m it
6) L ip p e rt, Die G esch ich te der F am ilie, S tu tg art, 1884, str. 118.
—
154
—
T a m gdzie wielożeństwo i m ałżeństw o przez k u p n o jest rozpow szechnionem , m ąż k u p u je jaknajw ięcej żon, a b y m ieć jaknajwięcej
dzieci. Dzieci przfedstawiają o g ro m n ą wartość, córki jak o to w a r na
sprzedaż, syno w ie jak o siły robocze. K a f r dla k tó re g o c ó rk a p rz ed
staw ia w a rto ś ć trzydziestu w o łów starać się będzie o posiadanie
jakn ajw iększej ilości córek.
In d y a n ie p r a g n ą p o siadać ja k n ajw ię k szą ilość potom stw a.
U M ajasów m ałżeń stw a niem ające dzieci stara ją się p rz e b ła g a ć b ó
stwa, k tó ry c h g n ie w jest p rz y czy n ą ich bezpłodności, przeróżnem i
ofiarami. »Obyś miał dużo dzieci i potom k ów « oto zw yczajne b ł o
g osław ień stw o łub po zdrow ienie na M ada g ask arz e, a śm ierć bezp o
to m n a jest tam u w a żan ą za najstraszniejsze nieszczęście '), t a k samo
j a k u m u r z y n ó w 2) i u P e r s ó w 3). J a p o ń s k ie przysłow ie pow iad a,
że »przyzwoici ludzie m ają dużo dzieci«4), S zam anie S y b iry jsc y
u w a żają za szczyt szczęścia p o siadan ie m n ó s tw a w o łó w i d z i e c i 5).
» K to nie m a dzieci, niem a szczęścia« p o w ia d a ją p ołudn io w i S ło w ia
nie 6). P rz y k ła d ó w takich m o żn ab y p rz yto c zyć m nóstwo.
B r a k p o to m s tw a u w a ż a n y jest powszechnie' jako w ielkie nieśżczęście. K o b i e t a zamężna niem ająca dzieci jest przedm iotem ogólnej p o g a r d y ’). U w ielu lu d ó w pan u je zwyczaj, iż m ą ż ' niepłodn ą
żonę. p o r z u c a 8), a tam gdzie rozpow szechnione jest m ałżeństw o przez
k upn o, rodzice żony zwrócić m u m uszą o trzy m a n ą za córkę zapłatę.
W sz ęd zie niepłodność jest p rz y c z y n ą u p ra w n ia ją c ą do rozwodu.
C iekaw y zwyczaj n a p o t y k a n y w K o rd o fa n ie u plem ienia Dżeb e l - T a g g e l e ’ów, opowdada L e to u rn e a u : U n e femm e é ta n t reconnu
stèrile, a v a n t de la répu dier, le mari co n v o q u a it b ru y a tn e n t tous
ses p arents mâles, qui ap rès u n festin, a v a ie n t tous des r a p p o rts in
tim es avec ľ epouse b rè h a ig n e ! 9) P o d o b n y zwyczaj istnieje w A b i
?) W este rm a rc k , 1. c. str. 378.
2)
W aitz : A n tro p o lo g ie d e r N atu rv ö lk er, L eip zig , 1859 — 72, tom , II, str. 121.
s) P olak.- P ersien d a s 'L a n d u n d
se in e B e w o h n er, L eip zig , 1865,
4) R ein : J a p a n n a c h R eisen u n d S tudien, L eip zig , 1881, tom I, str. 4 9 0 .'
6) G e o rg ii: B e sc h re ib u n g aller N atio n en d es ru s s is c h e n
R eichs,
to m I,
str. 118.
P e te rsb u rg ,^ 1776,
str. ,3 8 2 .
6)
7)
K ra u s s : S itte u n d B rau ch der
W e ste rm a rk , 1. c., z e s ta w ia w
try w a n ie to je s t'r o z p o w s z e c h n io n e .
8) T a m ż e str. 3 7 9 ; L ip p p e rt;
sc h e n A u fb a u ,
S tu ttg a rt,
1887, tom
S ü d sla v e n , W ie n , 1885. str. 591.
u w a d z e 7-m ej n a str. 379, lu d y
K u ltu rg e sc h ic h te
d er M e n sc h h e it in ihrem
o rg a n i
II, str. 106; H ellw.ald, 1. c., str. 3 3 9 ;, L e to u rn e a u ,
L ’év o lu tio n du m a ria g e e t de la fam ille, P a ris, 1888, str. 284 — 309.
9) L e to u rn e a u , 1. c., str. 291.
u k tó ry c h z a p a
—
155
—
synii, gdzie Iłobieta, której zarzucono niepłodność oddaje się,
zostać m atką, .każdęinu mężczyźnie, k tó re g o s p o t k a ').
aby
W zw iązku z tem stoją inne zwyczaje, w naszem pojęciu w y
soce niem oralne. W Sparcie, g d y mąż sądził, iż b ra k dzieci jego
jest-winą,, o d s tę p y w a ł swe p ra w a m ałżeńskie innem u młodszemu
mężczyźnie' a p oto m stw o z związków teg o m ężczyzny z sw ą żoną
uw ażał ^a swoje. W d o w o m bezdzietnym k tó ry c h mężowie zginęli
r ria wojnie lub um arli bezpotom nie, daw ano mężów z urzędu, a dzieci
z ty ch zw iązków b y ł y n astępcam i i dziedzicami zm arłych lub p o le
g ły c h 2). L e to u rn e au p rzy ta cza zdanie Solona, k t ó r y po zw alał żonie
stare g o męża, za ¡pozwoleniem tegoż, w yszu kać sobie m łod ego za
stępcę jeg o p om iędzy najbliższymi k re w n y m i m ęża 3), U G erm anó w
zwyczaj ten b y ł rów nież rozpow szechniony 4) a p r z y k ła d y p o d o b n e
go p o stęp ow ania, àie vice versa znajdujem y w s ta ry m T estam e n cie:
»Sarai te d y żona A bra m ow a, nie rodziła dzieci, ale mając n ie w o l
nicę E g ip c y a n k ę imieniem A g a r, rzekła mężowi sw em u ; Oto zam
k n ą ł mnie P a n , aby ch nie rodziła. W n ijd ź do sługi mojej, ażali snać
wżdy Z niej b ęd ę m iała dziatki. A g d y on p rzyzw olił na pro śb ę jej,
wzięła A g a rę E g ip c y a n k ę , Sługę swą . . i d ała ją mężowi swem u
za żo nę« 5). Dalej cz y ta m y : »W idząc te d y R ach e l, że niep ło d n ą b y ła
zajźrzała siestrze swej i rzekła mężowi sw em u : Daj mi dzieci, in a
czej umrę. K tó re j J a k ó b ro z g n ie w a n y odpow iedział: Zażem ja za
B o g a, k t ó r y cię zbaw ił owocu żyw ota tw ojeg o A o n a : Mam, p o
wiada, służebnicę Bale, wnijdź do niej, a b y porodziła na k o lan ac h
moich, ażeb y m miała s yna z niej. I dała mu B ale w małżeństwo,
k tó r a g d y wszedł mąż do niej, poczęła i porodziła syna. I rzekła
R a c h e l : P rzysądził mi P a n i w ysłuch ał głos mój, d aw szy mi s y n a « 6).
W reszcie w D e u.t o r o n o m l u m znajduje się ustęp n a s tę p u ją c y :
»G d y b y mieszkali bra cia pospołu, a jeden z nich zszedłby bez p o t o m
stwa, żona zm arłego nie pójdzie za innego, ale ją pojm ie b ra t jego
i w z b u d z i n a s i e n i e b r a t a s w e g o I p ie rw o d n e g o z niej
■) H ellw ald , 1. o., 1.39.
а) ' W c ste rm a rc k , i. c.,
s c h ic h te - d e r F am ilie ..str. 120.
str.
379;
L e to u rn e a u ,
s) L e to u rn e a u , 1. c., str. 276.
1.
c. str. 242 i 276 ; L ip p e rt,
-
4) -Grimm, D e u ts c h e R ech tsalterth iim er, G cttin g en , 128, str. 443.
5) G e n e sis, XVI, 1 —3. tłu m a c z e n ie W u jk a , tom I, (L w ów , 1840) str. 35.
б) G en esis, X X X , 1 —6. T a m ż e str. 57.
G e
—
156
sy n a im ieniem jego nazowie, a b y nie było zgładzone imię jego
z Izraela« 'j.
Zdaniem przew ażnej części b adaczy, p ra g n ie n ie posiadania p o
t o m stw a w y n ik ło z rozpow szechnionej b ardzo czci p rz o d k ó w : » R o
zwój k u ltu przodk ów — p o w ia d a S p e n c e r — k tó ry , żądając od k a
żdego m ężczyzny s k ład an ia ofiar na g ro b a c h jeg o bezpośrednich i
bardziej odleg ły ch p rz o d k ó w męzkich, po zw ala mu zarazem spodzie
w ać się, że d uch jeg o będzie miał tak ie sam e ofiary od jeg o syn a
i daje jeszcze p ocz ątek . . . . pobu dce do przenoszenia dzieci płci
męzkiej n a d córki. W y n i k i owej p o b u d k i u w y d a tn ia ją się w dzi
siejszych czasach w śró d C hińczyków , gdzie szczególnie o płak u je się
śmierć s y n a z pow odu , iż nie będzie miał już k to sk ładać ofiar na
g ro b ie i gdzie nieodzow na, w y n ik a ją c a ztąd p o trz e b a syna, u s p ra
w iedliw ia nałożnictw o, jak k o lw iek , g d y k to m a s y n ó w p ra w o w ity c h
(córki n ig d y nie w chodzą w rachubę) b ra n ie nałożnic uw aża się
za rzecz n a g a n n ą . P rz y p o m in a ją c sobie freski i p a p iru s y egipskie,
oraz p o d o b n e św iadectw a, zawierające się w p o m n ik ach asyryjskich,
a wskazujące, że ofiary p rzo dko m p rzy noszon e b y ł y przez ich p o
to m k ó w męzkich, — prz y p o m in a ją c nadto, że w śród d a w n y c h Aryj. czyków, bądź H in du sów , bąd ź G re k ó w lub R z y m ia n , c ó rk a nie
m o g ła w y k o n y w a ć takich obrzędów — s p o strze g am y w jaki sposób
ta rozw inięta form a religii, wzm acniając po dleg ło ść s y n o w s k ą , je
dnocześnie d o d aw ała bodźca troskliw ości rodzicielskiej o synów ,
lecz nie o c ó r k i* 2).
»O baw a nie pozostaw ienia po sobie synów , k t ó r a b y sp o w o d o
w a ła w przyszłości b ra k czci w łasnego d uch a nie p o siad ająceg o p o
to m stw a m ężczyzny jest i b y ła rozpow szechnioną u w szystkich lu
dów wschodniej Azyi, i w y stęp u je w y b itn ie u E g ip c y a n « — p o
w iad a L i p p e r t 3).
O prócz czci 'p rz o d k ó w w ym ienia S p e n c e r jako p rzyczy nę d ą
żenia do posiadan ia p o to m k ó w płci męzkiej »naglącą p otrze b ę p o
w iększenia liczby wojowników« i »święty obow iązek zem sty k r w a
wej . . . uznaw anie teg o obow iązk u w y tw a rz a tro sk ę o posiad anie
przedstaw iciela m ęzkiego, k tó r y b y pom ścił się na tych , co byli
spra w cam i k r z y w d y « 4).
*) D e u te ro n o m iu m , XXV, 5 — 6 , tam że, str. 283. U stęp te n o d n o si się do ta k
zw .
„ le w ira tu “, k tó ry je d n a k p o d w zg lęd em niżej p o ru s z o n y m m a z w ią z e k z „ s n o c h a c tw e m “ .
2) S p e n c e r: Z a s a d y so c y o lo g ii, W a rs z a w a , 1889, tom II, 277.
M üller, A n th ro p o lo g is c h e R eligion, L eip zig , 1894, str. 1 2 5 — 132.
s) S p en cer, 1. c. II. str. 276 — 7.
4) L ip p e rt, K u ltu rg e sc h ic h te , to m II., str. 507 — 508.
Z ob,
ta k ż e :
M ax
—
157
—
' Bezsprzecznie je d n a k ekonom iczne p rz y ć z y n y b y ł y i są najsil niejszą p o b u d k ą w ty m kieru n k u , chociaż nie w y kluczają one w s p ó ł
działania in ny ch czynników . W pierw szych latach ich życia, w y ż y
wienie dzieci jest bardzo łatw em , w k ró tc e stają się one pom o cą w
wszystkich p racach m ających na celu p ozy sk a n ie pożyw ienia.
W wielu w y p a d k a c h po w stanie »snochactwa« datuje się za
p ew n e jeszcze z czasów, g d y w szystkie w ym ienione wyżej prz y czy
n y m o g ły b y ć czyn nem i; b y ć może jednak, że w wielu w y p a d k a c h ,
szczególnie jeżeli n a p o t y k a m y »snochactwo« u ludów stojących n a
w y ższym stop niu cywilizacyi p ow stanie teg o zw yczaju przełożyć
należy na okres późniejszy.
G d y bądź to zaprow adzenie chrześcijaństw a bądź to inne czyn
niki sp o w o d o w a ły przejście z ustroju p oligam iczn ego do m onogam ii,
i to do przym usow ej m onogam ii, w te d y »snochactwo« m ogło b y ć
środkiem do pozyskania, ch oćb y ty lk o jednej jeszcze żony, k t ó r a b y
coram publico t. j. w obec władz d u c h o w n y c h i świeckich, uchodziła
za synow ą.
A ze stro n y k o b ie ty p rz y czy n ą do zaw arcia zw iązków n iestoso
w n y c h często co do w iek u m ogła b yć chęć zapew nienia sobie by tu .
»U K o m a n sz ó w dziew częta m łode często w ychodzą za s ta ry c h m ęż
czyzn jeżeli p ew n e s ą , że b ęd ą m iały co jeść«.
P rz y c z y n y takich zw iązków istnieją i u społeczeństw , stojących
na najw yższym sto pn iu cywilizacyi. W innej nieco formie n a p o t y
k a m y k u p o w a n ie żon z tą róż nic ą, że ekonom iczny czy nn ik »pozy
skan ia siły roboczej« nie g r a tu żadnej roli.
A d o lf Strzelecki.
—
---
LUD HRUBIESZOWSKI.*)
— i» -® -« —
1.
Jeżeli należysz, czytelniku, do rzędu ty c h ludzi, k tó rz y intere
sują się w łasny m k rajem i lubią p ozn a w ać naocznie różne jeg o o k o
lice, i jeżeli w w ędrów ce swej zawadzisz także, o p ow iat h r u b i e
s z o w s k i , a będzie to latem , — to n iew ątpliw ie przeklniesz sw ą
p o d ró ż o m a n ię , a to dla wielu względów. N a p rzó d nic nie zobaczysz,
bo niep rz en ik n io n y wzrokiem ob ło k k u rz a w y otoczy cię ze wszech
*) O lu d zie h ru b ie sz o w s k im zo b . ta k ż e : K o lb e rg a C hełm skie.
A. St.
—
158
—
stron i będzie ci w iernie to w arzy szy ł przez cały ciąg po d ró ż y , p y ł
zapcha ci nozdrza, w kręci się w e w łosy, będzie cię piekł i dusił
w g ard le , z oczu łzy w yciśnie i ca łego w a rstw ą p o p ielatą okryje.
Jeżeli p odróż tw a p rz y p a d n ie n a jesień, to w p ra w d zie od kurzu
będziesz w olny, ale przekonasz się, ja k mało ma w dzięku jazda
n o g a za n o g ą , i ja k ie g o uczucia doznaje to n ą c y w trzęsawisku. A le
oto lekki m rozik osuszył z ie m ię , d ro g a za m arzn ięta i mniej więcej
g ład k a, zdaje ci się, że będziesz.jechał, j a k po stole — nieszczę
śliwcze, nie łudź się, czeka cię d ro g a ja k najfatalniejsza, g d y ż błoto
bynajm niej nie w yschło, ty lk o s k o ru p ą tw a r d ą się p o k ry ło , k tó ra
ustępu jąc p o d ciężarem koni, nogi im będzie k aleczy ła i stanie się
z a p o rą , k tó r ą ko ła tw e g o w ó zka muszą p rz eży nać . . . J e d n e m s ł o
wem, d rog i h ru bieszo w sk ie m ożliwe są ty lko zim ą, g d y śnieg leży
a m róz trzym a, i latem po niew ielkim deszczu.
A je d n a k k ą t to ciek a w y ten p o w ia t hrubieszo wski ! Znajdziesz
tu lasy liściaste, a w nich sta re d ęby, g ra b y , jaw o ry , k lo n y i buki,
obo k gonnéj sosny, ś w ierk ó w i jodeł. W gąszczach k ry je się w ilk
drap ieżn y, dzik,, s a r n a -- nie m ów iąc już o lisach, bo rsu k a ch i z a
jącach ; możesz zapoznać się z susłem, co w zbożach szk o d y w y rz ą •
dza . . . P o la złocą się nieprzejrzanym i łanam i pszenicy, k tó rą tu
sieję p ra w ie w yłącznie ze w szystkich zbóż i w ieśniak i szlachcic ').
K ą t to c ie k a w y ! W a r t o go zwiedzić,
wadzi cośk olw iek o nim się dowiedzieć.
a przynajm niej nie za
P o w i a t hrub ieszow ski leży w porzeczu Buga,. k tó ry m o dgro dził
się ze w sch odu od W o ły n ia , z p o łu d n ia p r z y p ie ra p ra w ie do. g r a
nicy galicyjskiej. P o B u g u najgłów niejszą rzeką p o w ia tu jest H uc z w a, p o c z y n ająca się w pow iecie Tom aszo w skim a w chodząca do
B u g u w e wschodniej okolicy H ru bieszo w a. Są jeszcze inne rzeczki
pomniejsze, ja k W o l i с a należąca już do porzecza W ieprzu, B u
k o w a , wreszcie S t r y h a n k a i W e ł n i ą n к a.
Żyw ioł miejski, oprócz sam ego H r u b i e s z o w a , czyli R ub i e s z o w r a, liczącego około 8200 m ie s z k a ń c ó w 2) (z ty ch większa p o
ło w a żydów) i p o siad ają ceg o 2 cerkw ie p raw o sław n e, kościół k a t o
licki, 2 s y n a g o g i m uro w ane, pro g im n az y u m , m ły n piarowy, w iatraki; —
re p rez en tu ją jeszcze d w a m iasteczka : D u b i e n k a (3.1.00'mk.) i H o
rodło (2300 mk.) oraz o s a d y : U c h a n i e , G r a b o w i e c (2700 mk.
*) „C h ełm sk ie i H ru b ie sz o w s k ie , lekkiem i
czarn o z ie m iu ,
n ie z w y k łą
z a le c ą
się g ru n tó w
w z g ó rz a m i wzdçtè-, a o p ie ra ją c e się n a
u r o d z a jn o ś c ią “ . K olberg, C hełm skie, L, 2.
2) C yfry w y jm u ję ze „ S ło w n ik a G e o g ra fic z n e g o “.
—
159
—
i K r y t ó w (2000 mk.). Oprócz tych, n ad H u c z w ą , ale już w p o
wiecie Tom aszow skim , na samej z H rubieszow skim g ran icy, leży
p am iętne k o n fe d e ra c y ą r. 1655, miasto T y s z o w c e 1).
Ludność, zwłaszcza wiejska, jest p ra w ie w yłącznie ruska, p rz e
ważnie w yz n an ia p r a w o s ł a w n e g o , daw niej u n ickieg o ; katolickie
i polskie są d w o ry i pò części miasta. Żydzi stan o w ią większą, p o
łow ę ludności, miejskiej, gdzie, ja k wszędzie, tru d n ią się g łów nie
han d lem lub niczem, t. j. wszystkiem . P om im o przepisów, z a b ra n ia
jących żydom osiedlania się. po wsiach, niem a wiosczyny, g dzieb y
ich kilku nie siedziało, b e z . ok reślonego zajęcia, a je d n a k żyjących
i wcale nie źle 2).
Od niejakiego czasu zaczęła n a p ły w a ć tu ludność z Galicyi.
B o g atsi n a b y w a ją folw ark i i p arcelują je m iędzy so b ą; ta c y k o lo
niści galicyjscy osiedli w W ojało w icach, J a n k a c h , P e ra ty n ie , J a r o
sławiu. Biedniejsi, a takich najwięcej, najm ują się na robocizny,
a k o n ten tu jąe się bardzo niskim zarobkiem , robią silną k o n k u re n c y ę
miejscowemu wieśniakow i.
Chłop hrubieszow ski jest rosły, dobrze zb u d o w a n y i nosi na
sobie w y b itn e cech y t y p u ru sk iego . P o w ied ziałb y m jest nie rzadko
p ięk ny, ale ob aw iam s ię , b y czytelnik nie przeniósł tej cech y i na
płeć że ń sk ą, bo ta, acz .pospolicie »piękną« zw ana, tu żadn ą m iarą
na ten ep itet nie zasługuje. Zresztą ze w zg lędu na p iękno ść ludu
dzielą H rubieszow skie na dw ie części: p ó łn o c n ą , a raczej północnow schodnią i południow ą. W pierwszej z ty ch części, (nadbużne o k o
lice D u b ien k i i H o ro d ła aż po Hrubieszów), k o b ie ty m ają b y ć ła
dniejsze i niepo zbaw io ne pew nej elegancyi.
T e n sam podział m ożna zachować, m ówiąc o ubiorze. N a pó ł
no cy dziew częta noszą k ró tk ie spódniczki k re to n o w e lub p e rk a lik o w e
w zorzyste i b a r w k r a s n y c h , n a n ogach trzewiki, o b u te na białe
pończochy ; n a w łosy z ob ciętą g rz y w k ą z wdziękiem zarzucają
chusteczkę , szyję zdobią k o ra le lub k o lo row e paciórki. S u k m a n a
szara, p rz e p a s a n a czerw ony m p ask iem z kutasam i, służy dla ob u płci ;
w zimie su k m an ę zastępuje kożuch, ella k o b ie t k r y t y i p o d b ity
b ia ły m b a ra n k ie m z siw ym kołnierzem , dla m ężczyzn nie k r y t y ;
n ad to w ieśniak z okolic H o ro d ła i D u b ie n k i nosi n a g łow ie w y s o k ą
k ucz m ę , k tó rą już zarzucił chłop z p o łudn io w ych okolic. N a p o ł u
dniu w modzie u k o b ie t są o b rzyd liw e m alo w an k i i zielone fa rtu c h y ,
’) Z ob. K olb erg , 1. c., I., str. 12 — 14. A. St.
2) Z ob. K o lb erg , Г., 39— 40; A. St.
—
160
—
i tu s u k m a n a jest zwierzchnim ubiorem zaró w no mężczyzn ja k kobiet;
sięgająca do kostek, z ty łu od p asa marszczona, w różn y ch wsiach
odróżnia się b a r w ą к ł a p c i ó w (klap), k tó re raz b y w a ją g r a n a
towe, to znów czerw one i t. d., oraz ko lo rem sznurka, k tó r y m jest
w yszyta. Często s u k m a n a m a p o d w ó jn e w yszycie d w u ko loró w : np.
czerw o neg o i niebieskiego, niebieskiego i żó łte g o ; z p rzod u zapina
się n a haftki, na k tó re rów n ież sp in an e są rę k a w y . K o ż u c h y w tej
części p o w ia tu i chłopi i b a b y noszą jed n ak o w e, nie k r y t e ; tylko
te ostatnie, a zwłaszcza dziew częta uży w ają n a w ierzch obcisłego
czerw o neg o pasa. B u t y z długiem i cholew am i s tan o w ią ob uw ie obu
płci i na w szystkie p o ry roku.
W sposobie zaw iązy w an ia ch u stek na g łow ie pan u je w ielka
rozmaitość. Nie ty lk o inaczej zawiązują je m ężatki (m o ł o d y c e,
b a b y ) , a inaczej dziew częta (d o n i e), ale k ażda wieś niem al czyni
to w o d rę b n y sposób. W szędzie je d n a k d o s trz e g a m y z a s a d ę , źe m ę
żatki za k ry w a ją jedy n ie w łosy, związując wierzch g ło w y , dziewczęta
zaś noszą chusteczki, p o d brodę. D ziewiczy w i n о к (wianek) nie o d
znacza się z b y tn ią pięk no ścią : sk ład a się on z k o łp a k o w a te g o n a
czółka i m asy r u t y lub b a rw in k u , p o w ty k a n e g o w e w łosy ; z ty łu
n a ra m io n a s p ad a ją b a r w n e b e n d y (wstęgi).
U b ió r po wsiach zresztą szy bko się m odyfikuje ; m oda, ro z p o
ściera i tu w szechw ładn e swe rządy. P rz e d k ilku dziesiątkam i lat
jeszcze chłopi tutejsi zw yczajem kozack im golili g ło w y ') dziś i w s p o
mnienie o tem zginęło ; dawniej w y s o k a kuczm a b a r a n ia zdaleka
ch a ra k te ry z o w a ła rusina, obecnie tu i ówdzie zaledwie widzieć się daje.
K o b i e t y nie t a k d aw n o zaczęły nosić k a fta n y , a n a odzież u żyw ać
p erk alik ó w i barch an ó w , a dziś nie znaleźć b a b y , k t ó r a b y w łasn e g o
w y ro b u s p ó dn icy chodziła. W okolicach m iasteczek w y ra ź n y po d
ty m w zględem daje się odczuw ać w p ły w m iast 2).
W s ie w H rub ieszo w skiem zdaleka w y g lą d a ją mniej lub więcej
regula rn ie, za g ro d y o b o k siebie, nie rozrzucone; często wieś ma
kształt p o d k o w y . A le g d y już się znajdziesz w jej obrębie, u derzy
cię zaraz b ra k wszelkiej s y m e try i w u g ru p o w a n iu do m ostw i b u d y n
ków . S a m a chata, raz mająca p o stać p o d łużn ego czw oroboku, d ru g i
raz u p o d s ta w y k w a d ra to w a , zw róconą b y w a do ulicy to frontem ,
to ścianą s z c z y to w ą , to w ęgłem . P rz y te m raz stoi p rz y s am ejŁdrodze,
‘) K o lb erg I., 16. w p rz y p isk u . A. St.
a) 0 u b io rze lu d u w H ru b ie sz o w s k ie m p o d a je K o lb erg (I., 43 — 67) nieco o d m ien n e
s z c z e g ó ły .
A. St.
—
161
—
k ry ją c po za sobą sto d o łę, chlew y, szopę itd., to znów sam a poza
tyłam i tychże się chowa. O in n y ch zabud o w an iac h g o sp o d arsk ic h
m ożna powiedzieć to samo. Ś ciany chat b u d u ją z desek osadzanych
na mech, ale k ie d y n iek ied y m ożna spotkać chałupę z o k rą g la k ó w .
Zew nątrz chata, b y w a bielona, chociaż nie zawsze ze w szy stkich
stron, często ogran iczają się na d w u ścianach w idzialnych od drogi.
W s z y s tk ie b u d y n k i k ry ją słom ą; stodoły, chlew ki i inne z a b u d o w a
nia g o sp o d arsk ie mają nie rzadko Ściany plecione z chrustu i obie
piane błotem ; p ło t ch ru ścieny ok ala całe obejście. T u i ówdzie
przed ch a tą znajduje się m aleńki o g ró d e k , w k tó ry m g'ospodyni lub
dziew czyna dorosła sieje słonecznik, ja sk ra w e maki, r u t ę , kasztelanki,
barw inek, zimowe ziele itd.
P on ie w aż zazwyczaj je d n a ty lk o połow a c h a ty jest zamieszkałą,
a d r u g a jest spiżarnią i składem różnych rupieci, przeto na zimę
» o p a t r u j ą « ty lk o część m ieszkalną. W odległości i lub i 'g sto p y
od ściany wbijają ró w n o le g łe tyki, sięgające strzechy, i przestrzeń
mrędzy ścianą a ty k a m i w y p e łn ia ją chrustem , mchem, g roc h o w in am i
lub słomą. T a k »opatrzona« c h a łu p a zdala m a pozór jak ie g o ś grzyw iasteg o p o tw o ra , zwłaszcza o zmierzchu, k ied y ośw ietlone o k ien ka
w y d a ją się ślepiami, błyszczącemi pośród kudłów . Á le w ejdźm y do
chaty. W idzim y dużą i z b ę , w której po lewej (najczęściej) stronie
znajduje się kom in albo n aw et i k u ch n ia a n g ielsk a z blacham i. Naw p rost drzwi, po d oknem — stół, doko ła ścian ławy. P o prawej
Stronie, naprzeciw k o m in a półki lub sza fk a na g arnk i. N a ścianach
m nóstw o pochyło pozaw ieszan ych obrazów , p rz ed staw iając y ch św ię
tych, zawsze pulch nych i rum ianych, g d y ż b la d e g o św iętego chłop
hrubieszow ski zadarm o n a w e t nie weźmie. R u m ia n o ś ć oblicza, w e
d łu g niego, zawsze chodzi w parze ze świętością. O p o w ia d an o mi
o zm artw ieniu pewnej wieśniaczki, której M a tk a B o sk a straciła po
niejakimś czasie żyw e rum ieńce, jak ie ją zdobiły w chwili nabycia.
O b razy ubierają g o s p o d y n ie w k w ia tk i i zioła.
D o spania dla g o sp o d a rz y (bo p a r o b c y i w o g óle służba śpi
na piecu lub za piecem) służyły dawniej t. zw. p a ł a t k i , t. j. p o
m ost z desek, o p a r ty na czterech w b ity c h w ziemię rososzkach ;
deski p r z y k ry w a n o na noc g roch o w in am i — i pościel b yłk g o to w a .
Dziś już p a ł a t k i są rzadkie, i n a p o ty k a ją się w y ją tk o w o u bard zo
bied n y ch ; zasobniejsi uży w ają łóżek ’). Ś c ia n y w izbie bielone, ty lk o
po n a d ła w ą zostaw ia wielu do pewnej w y sok ości gołe deski, a b y
') Zob. Kolberg, I., 57.
11
—
162
—
usiadłszy, plecó w w a p n em nie p o w a la ć ; ta część niebielona b y w a
m ytą. Zwyczaj ten najbardziej zachow uje się w północno-w schodniej
części p o w ia tu i u t o w a r y s z ó w, t. j. ch ło p ó w osiadłych we
wsiach, w c hod zących n ieg d y ś w sk ład stworzoneg'o przez S taszyca
T o w a rz y s tw a hrubieszow skiego. I urządzenie izby tam bardziej
p o rządne : u zamożniejszych zawsze znajduje się s z a fk a oszklona,
na k tó rej p ó łk a c h w idać pięk nie p o u s ta w ia n e talerze, szklanki itp.
p rz ed m io ty »zbytkow ne«. D o d o b re g o to n u należy o b o k półki
z g a r n k a m i zaw ieszać rzędem n a g w oź d ziach m alow ane k u b k i, d z b a
nuszki kwieciste, uderzające jask ra w o ścią barw . P o d o b n ie ja k pole
szucy grodzieńscy, m alują w ieśniacy z okolic H o ro d ła i D ub ien k i
f u t r y n y u okien na niebiesko i czerwono, czego na p o łu d n iu p o w ia tu
nigdzie nie widać.
O b o k naz w isk a ro d o w e g o k a ż d y chłop p ra w ie m a jak ieś p rz e
zwisko, k tó re niek ied y i dzieciom w s p a d k u się dostaje i ty m s a
m y m w nazw isko się przem ienia. Oto niek tó re z ty c h nazw isk ;
H a p o n , Gadaj, M irczuk, P ie tru ch , S iw ak, G u ra k , H ul, D u d a , M iel
nik, Nazar, S aluk, B u lb ak , S ere da, K ra w c z u k , B ara n , P a w ło ś C ho
ma, P a n a s iu k , S am u lak , Mielniczuk, P a n e k , Skoć, K o w a lc z u k , Najbuk, K o z y ra , B iniak, S obczuk, H łyń sk i, D rala, T u p a k , Sadło, P an iu ś,
G ard jan , W e ły c z k a , W r o n a , Gwóźdź, S y n iu k i t d. Z przezw isk
świeżo n a d a n y c h zn a m : K u rn ij, К uszny l, B ekas, B e n e d y k . . . G d y
z a p y ta m y w ieśn iak a o nazwisko, odpow ie, że »z ojca p i s z e s i
np. Nazar, Curaj P r o ń . . .« k ie d y tym czasem t a k z a g a d n ię ty g ó ra l
tatrz ań sk i od pow iad a, że » w o ł a s i ę « ta k i tak . Najczęściej,.spoty
k a n e im iona chrzestne s ą : I w a n ,'S t e f a n , C hw ędko, Andrij, W a s y l,
H ry ć , Siemion, H n a t, T y m k o , D aniło, Ł u k a, Ilko, F ilip, A ntoni,
Michał, P ro k o p , M atwij, P io tr, Osip, Ja k im , Mikołaj, S em k o ;
z imion żeńskich: H a n n a , K a ta r y n a , H a p k a , Zofia, T a ty ja n a , T eresa,
d o r y s z k a , M ary na, M ałaszka, T ek la , P a ra s k a .
II.
Dzięki wielkiej w ydajno ści ziemi, k tó ra s tosunk ow o nie wiele
w y m a g a p racy , zamożność ludu jest tu większa, niż w i n n y c h , o k o
licach kraju. M a się rozumieć, że i tu j a k wszędzie, są b o g a ts i
i biedniejsi, ale nędzarzy p ra w ie niema, bo ta c y n aw et, k tó rz y
więcej n ad m ó rg o g ro d u p rz y chacie nie p o sia d a ją , żyją jako -ta k o ,
prz y n ra cy , najm ując się n a robocizny. T o ż samo k om ornicy. Co
do obszaru p o jedy ńczych własności chłopskich, to przyb liżo ne wy-
163
—
obrażenie o tem d a n astęp u ją cy w y ka z z tabeli likw idacyjnej wsi
M odrynia. W chwili uwłaszczenia na 62 go spo d arzy , by ło p o
siadających
od
i —
3 m o rg ó w
31, czyli 5o°/0
1 2 — 15
„
15I, czyli około 15%
»
22
:2 5
з?
25
»
»
3 5 lo
Dziś stosu nek ten nieco inaczej się przedstaw ia. Najliczniejszą
pozostała własność pierwszej k a te g o ry i, po niej najwięcej włościan,
m ających od 1 0 — 15 m orgów , za nimi id ą , posiadający 20 — 25
m org ów i po w stała czw arta k a te g o r y a , włościan, m ający ch p o n a d
30 m o rg ó w ziemi.
C h a ra k te ry sty czn e m jest, że we wsiach, w chodzących n ie g d y
w skład d ó br H rubieszow skich, w k tó ry c h uwłaszczenie do ko nane
zostało przez S taszica (Dziekanów, S zpikołosy, W o lica , Czerniczyn,
C zerniczynek i inne), ziemia niedłu go się u trzy m a ła w rę k u u w łasz
czonych i w m niem aniu, że m o g ą p ra co w ać mniej, niż o d ra b ia
ją c y pańszczyznę sąsiedzi, oddali się próżniactw u, — i ziemia p rz e
szła w obce r ę c e 1).
J a k o najem nik mężczyzna d oro sły w lecie zarabia około 30 kop.,
w jesieni i zimie około 20; k o b ie ta lub w yro stek, w lecie zarabia
1 0 - 25 kop ., zimą zaledw ie y 1^ - - 15, albo jeszcze mniej. P ła c a ta
byłaby- w y ż s z ą , g d y b y nie k o n k u re n c y a najem n ikó w galicyjskich,
k tó rz y p rz y w y k łs z y w »ojczyźnie nędzy * do nadzwyczaj oszczędne
go życia, g o dzą się »za psie pieniądze«. S tą d pochodzi n a w e t nie
chęć, j a k ą lud hrubieszow ski żywi ku p rz y b y szo m z za kordonu.
Zdarza s i ę , że z w iosną chłopi zabierają się w g ro m a d k i po
10— 15 ludzi i w ędru ją po wsiach i m iasteczkach, najm ując się do
rą b a n ia sąg ów , do b u dow li chat i t. p. T a c y mają nieraz zaro bk i
wcale nie złe, dochodzące do 75 kop. dziennie.
T a k zw. przem ysłu w łościańskiego niem a zgoła, gdzieniegd zie
ty lk o zajmują się w y p la ta n ie m k o s z y k ó w i k obiałek, a jeżeli znaj
dują się po wsiach rzemieślnicy, j a k b ednarze, k o w a le , stelm achy,
tkacze, to ci p ro d u k u ją w y łącznie na p o trze b y wsi. P łó tn a w dom u
4 „ Z a rz ą d ó w a u s try a c k ic h
k tó ry s z la c h e tn ą w ie d z io n y m y ślą
nabyt
s ta ro s tw o
h ru b ie sz o w s k ie
u c h y le n ia p o d d a ń s tw a
S ta n isła w
d a ł in ic y a ty w ę
S taszic,
w u w o ln ie n iu
w ło ś c ia n i ca łe te d o b ra z a p is a ł n a g m inę t j. n a ich i m ie sz c z a n h ru b ie sz o w s k ic h k o
rz y ść , z obow dązkiem z a w ią z a n ia to w a r z y s tw a ro ln ic zeg o h ru b ie sz o w s k ie g o dla d o s k o
n a le n ia ro ln ic tw a i p rz e m y słu , o ra z
p r z y s z ło d o sk u tk u , ja k
z a ło ż e n ia
n a jp o m y śln ie js z e
k ilk u
p rz y n io s ło
in sty tu cy j d o b ro c z y n n y c h ,
o w o ce i d o b ro b y t
ich
co g d y
u s ta liło “ .
K olberg, I, 12. A. St.
—
164
-
b a b y nie ro b ią ; len i k o n o p ie p rz ęd ą w czasie długich zim owych
wieczorów, ale nici od dają do tkaczy. Zresztą g o s p o d y n ie i t a k
więcej m ają do ro b o ty , niż ich mężowie. U biedniejszych zwłaszcza
k o b ie ty zamęczają się p r a c ą , g d y ż n ie ty lk o same muszą się trudn ić
g o s p o d arstw e m dom owem , o b o r ą , chlewem, — ale n adto najm ują
się do ro b ó t w p o lu ; d o dajm y do te g o tr u d y m acierzyństw a, a nie
zdziwi nas, źe k o b ie ty króciej zazwyczaj żyją od sw ych mężów. Do
go spo darza, a j a k g o żona n a z y w a c z o ł o w i k a należy jed y n ie g o
sp o d arstw o rolne, obsłużenie koni, k tó ry c h k a ż d y s ta ra się mieć
j a k najwięcej, choć lich ych i nie silnych, — a dużo w o ln eg o czasu,
k t ó r y m u od ty ch zajęć zbyw a, o b ra ca n a p o g a d a n k ę w karczm ie
lub, co najwięcej, n a w y ró b beczek ze słomy, szytych p rę ta m i łozo
wym i. W y j ą t k o w o ty lk o , g d y kob ieta z b y t często w ó d k ą się zalewa,
mąż w obawie, b y p o ło w ica nie opróżniła spiżarni, -7 bó pieniądze
są zawsze w rę k u g o spo darza, (naw et zarobione przez żonę n a robociźnie do niego należą) — pilnuje sam g o s p o d a r stw a d om o w eg o
i żonie k ru p y , m ą k ę , słoninę w y d z ie la 1).
S tr a w ę g o s p o d y n i g o tu je d w a ra z y dziennie : raz p rz y g o to w u je
ś n iad anie i o biad jednocześnie, (bo p o t r a w y na śn iadan ie u g o to w a n e
służą tak że i n a p o ł u d e ń), d ru g i raz — wieczerzę. Najczęściej
g o tu ją następ u ją ce p o traw y .
N a śn iadanie i o biad:
1) Barszcz z chlebem i j u s z k a (k ru pn ik);
2) j uszka i k a p u s ta ;
3) barszcz i p y r o h i ;
4) k a p u ś n ia k i p iro g i ;
5) k asza ja g la n a i kluski.
Oprócz teg o codziennie ziemniaki, na śniadanie pieczone (tak
przyrządzone nie p otrzebują okrasy), na obiad g o to w a n e i o b ie ra n e .2)
W iec zerza sk ład a się albo 1) z zacierki, albo 2) z j u s z k i
k a r t o f l a n e j (zupa kartoflana), albo 3) z j u s z k i in nego r o
dzaju. I znow u ziem niaki pieczone.
h 0 g o s p o d a rs tw ie s z c z e g ó ły p o d a je K olberg, I, 91. A. St.
2)
Z ob. K olberg, I, 57. „ L u d od H ru b ie s z o w a n ie m a w s trę tu do je d z e n ia lub p icia
z n a c z y n ia , z k tó re g o ja d ło i p iło b y d ło ro g a te ;
ozuje zttś o b rz y d z e n ie de tak ic h ż e n a
c z y ń p o p sa c h , św in ia c h , k o n ia c h i in n y c h z w ie rz ę ta c h . W s trę t m a ró w n ie ż do z d z ie ra n ia
s k ó ry z p a d ły c h
k o n i i w szelk iej
p a d lin y , a n a w e t
n e g o ja d ła (o so b liw ie z je d n e j m iski) czło w iek a,
s k ó r ę “ . T am że, z o b . tak że, str. 57 — 67.
niech ętn ie
p rz y p u s z c z a do w s p ó l
k tó ry n ie d a w n o z d z ie ra ł ze z w ie rz ę c ia
—
165
—
P iją tak że s e r w a t k ę , jedzą ser, śledzie ; do p ie ro g ó w u ż y w a
nej t. zw. m ą c z k i z twTaro g u . Zw yczajną p rz e k ą s k ą po wódce
jest chleb z cebu ią lub czosnkiem. A p ro pos w ó d k i muszę w y
znać, H rubieszow ianie. piją jej dużo, uw ażając ją jak o rzecz n ie
zb ę d n ą , ale poniew aż g ło w y m ają tęgie, przeto pijaków , o dchod zą
cych od przytom ności, niewielu. S łyszałem ty lk o o jednej wsi, k t ó
rej m ieszkańcy m ają sław ę pijaków. W ó d k a u w a żan a jest także
jako skuteczne lekarstw o przeciw m nogim chorobom i p rz y p a d ło
ściom ; nied o m ag a ją cy m i położnicom dają w ódki, śledzia i cebuli
»żeby w ygryzło« — i zdarza się, że ten t r ó j m e d y k a m e n t
w y g r y z a biedaków . . . na ta m te n świat.
K i e d y już m o w a o chorobach, w spo m nijm y i o znachorach.
L eka rzo w i chłop nie wierzy, niem a doń zaufania, opierając się na
argum encie, że » d o k t o r n i c n i e z n a j e « . S m u tn e to, ale
zdaje mi się, że nie po stronie ch ło p a jest cała w in a ; nasi lekarze
nie um ieją czy nie chcą zniżyć się do pojęć ludu i z b y t i m p o
n u j ą w ieśniakow i, k t ó r y nieraz i nie śmie trudzić »takiego pana« —
z drugiej stro ny , stanow czo chłop b y się zrujnował, g d y b y
przez czas dłuższy m usiał k u p o w a ć dro g ie le k a rs tw a w aptece, j a
kie m u »pan doktor« zajDisze. Z w raca się więc do znachora lub
znachorki, k tó ra m u c h o r o b y po łacinie nie będzie nazyw ała, ani do
a p te k i nie pośle, jeno albo z a ż e g n a , albo da co na w y g r y
z i e n i e — i b a s t a 1). S ły n n ą z n a ch o rk ą w H ru bieszów skiem jest
b a b a z P ereso łow ic (w ok olicy G rabow ca), a także p ew ien żyd
w U ściłu gu . Ż y d ek ów dziecko, m ające ko n w u lsy e, leczył w ten
sposób, że roz top iw sz y p ó ł fu n ta w osku , w y la ł n a g le nad b ie d a
ctwem, żeby ( j a k , objaśnił m atce m aleństw a) p e r e s t r a s z y ł o ś .
W ie ś n ia k hrubieszow ski jest — j a k k a ż d y in n y — wielce przesądn y,
w sny święcie w ierzy ; to też, g d y bab ie się przyśni, że ten lub
ów ch ło p a jej albo ją sam ą może wyleczyć, po czytuje to za ob ja
wienie boskie, udaje się do »objawionego« lekarza, k t ó r y ani p o
jęcia o leczeniu niema, i zmusza go, b y jej co kolw iek polecił w y
k o n a ć ; co ? — to jej w szy stk o jedno, bo wierzy, że k a ż d y środek,
b y le od przyśnionej oso by pochodził, niem oc w m i g u le c z y 2).
Z p o śró d w szystkich przesądów , n ajciekaw szym jest w iara
w d yabła. S łow iański czart, bies złym nie jest, je s t co najw iększa
złośliwym, zresztą pełni zawsze obow iązki w y k o n a w c y spraw iedłi») Z o b . K o lb erg , I, 33, II, 2 0 1 - 2 1 3 .
2) P rz e p o w ie d n ie ze sn ó w , zob. K o lb erg , II, 2 0 0 -^ 2 0 1 .
—
166
-
w y c h w y ro k ó w B o g a. K u si, bo ty m sposobem w y s ta w ia cnotę na
p r ó b ę , ale k to z p r ó b y w yjdzie zwyciezko, tem u nic złego nie czy
ni. N a w e t od p o k u s y — w e d łu g m niem ania rusina hrubieszowskie-'
g o — zabezpieczyć się można, trzeba ty lk o położyć k rz y ż y k p o
św ięc o n y na l e w e m ram ieniu, bo ty lk o od tej stro n y z ł e ma
p rz y stę p do człow ieka (przy p r a w y m b o k u stoi anioł). D y a b ę ł może
p rz y b ie ra ć różne postaci ; — k to chce go p o d w łaściw ą jeg o p o
stacią zobaczyć, niech w y w ie rci dziurę we drzw iach karczm y, o tw ór
sęczkiem zabije: spo jrza w szy przezeń do w nętrza, ujrzy »czarną p o
tw orę« z p ro s ty m i ro g a m i na giowie, og o n em z ty łu i k n u t e m
w ręku. W chacie d y a b ła nie ujrzysz, bo ś w ięty ch obrazów się l ę k a ’).
P o d w zględem religijnym , chłop hrubieszow ski odznacza się
in deferen tyzm em , o cźem i ks. L ik o w sk i w sw y ch »Dziejach k o
ścioła unickiego« w spom ina. L u d w ierzy w B o g a , m odli się do
krz y ża, bez w zg lęd u na to, ja k ie g o on kształtu, obwiesza go czę
ściami u b ra n ia chorych, zwłaszcza fartuszkam i dzieci, k tó re ma
nadzieję w ten sposób uzdrowić lub od nieszczęścia zachow ać — boi
się n ad to o g n ia p iek ielnego, ale jest to w iara p o w ierzch ow n a, nie
przeszła w organizm , w k re w te g o ludu, i w życiu p ra k ty c z n e m
chłop jest n ajko m letniejszym m aterjalistą.
O własności m a ' on wcale o ry g in a ln e pojęcie. N ajw iększym
grzechem przeciw własności jest kradzież pierza. P ierze nie zużyw a
się prędk o, może służyć p aru n a w e t pokoleniom , więc kradzież
pierza jest grzechem śm iertelnym . U k ra ść pieniądze jest grzechem,
ale nieco od p o p rz e d n ie g o mniejszym : m ożna w pra w d zie za nie n a
b y ć rzeczy trw ałe, ale z drugiej stro n y m o g ą także i rozejść się
rych ło, ta k że śladu z nich nie zostanie. Złodziej, co sąsiadowi
sw em u u k ra d ł pieniądze, nie ś ciąg a n a siebie ta k w ielkiego o b u
rzenia, ja k b ab a , co kum ie h ł a d y s z k ę z pierzem zabrała. A już co
do k radzieży ja b ł k a w ogrodzie, drzfewa w lesie chłop sk ru p u łu
w cale sobie nie robi, a od p rz estęp stw teg o rodzaju p ow strzym uje
go jedy n ie o b a w a odpowiedzialności p rzed praw em . J a b łk o się zje,
drzewo się spali, a zresztą (rozumuje sobie), czy to nie n a tu ra p o
u m ieszczała j a b łk a n a drzewie bez w spółudziału właściciela? a drze
w o w lesie czy właściciel s a d z ił ? .. . W p r a w d z ie ten sam chłop,
g d y zostanie właścicielem k a w a łk a ziemi lub lasu, rozumuje inaczej,
zasady etyczne u stę p u ją m iejsca w zględom eg o istycznym , czatuje
n a szko dnika i s k arży go do sądu, albo sam d oraźną spraw iedli
>) Zob. Kolberg, II, 1 2 8 -1 3 6 .
—
167
—
wość wym ierza,... S to p ie ń zamożności p o k rz y w d zo n eg o także w inę
zmniejsza lub p o w ięk sz a: u k ra ść co dziedzicowi, p a n u — to grzech
o wiele mniejszy, niźli p o k rz y w d zen ie takiego , na k tó re g o d o b ro
b y cie szk o d a w dotk liw y sposób się odbije. W id z im y zatem, że
z p u n k t u w idzenia ludu, rzecz, b ęd ą ca w p osiad aniu czyjemś, jest
0 ty le je g o w łasno ścią, o ile p rzy czyn ił się on do jej w y p r o d u k o
wania, i kradzież tem większem będzie przestępstw em : i) im bardziej
szkoda odbije się na o g ó ln y m d o b ro b y c ie p o szk o d o w a n eg o i 2) im
w iększą trwTałość p o siad a rzecz przywłaszczona.
Co się ty c z y t. zw. m oralności w pospolitém teg o słow a zna
czeniu, to p o d o b n o ć nigdzie u ludu nie jest ona zbytnio wysoką.
P a ro b c y w cale nie robią sobie s k ru p u łu z w s tęp o w a n iem w niele
g a ln e związki płciowe, a i cn o ta dziewcząt nie jest »murowana«.
S tą d te o statn ie dość często zostają m atkam i, pom imo, że z takim i
p a r o b c y nie chętnie się ż e n i ą , w yjąw szy, g d y k tó r a odznacza się
w y ją tk o w ą u ro d ą lub znaczny p o s a g p o s i a d a 1). D aw niej p r a k t y k o
w ał się tu b a rb a rz y ń sk i zwyczaj w y p ra w ia n ia dziew czętom u p ad ły m
p e w n e g o rodzaju kociej m uzyki. "W yprow adzano nieb o g ę z c h a ty
1 p rz y zgiełku zgrai wiejskiej, k tó ra na d e lik w e n tk ę rzucała błoto
i kam ienie, wiedziono ją przez wieś do k rzyża ; tam zdejm ow ano
o sten tac yjnie . z g ło w y w i n о к — i w y m ierz ano k a rę cielesną.
Zwyczaj ten już dziś ustał zupełnie skutkiem su ro w y c h kar, w y znacza
n y c h przez w ładze n a e g z e k u to ró w te g o obrzędu. W y p a d k i zabi
jan ia n o w o n a ro d zo n y ch dzieci n ie p ra w y c h zdarzają się niezmiernie
rz adko d lateg o, że rodzice m atk i ch ę tn ie 4w y c h o w u ją ta k ie g o w nuka,
k t ó r y ty lk o przez k ilk a p ierw szych lat jest darm ozjadem i p o trz e
b u je .o p ie k i, a rychło przem ienia się w ro b o tn ik a i, począw szy od
s tan o w isk a gęsiopasa, aw an suje szybko, a p ła c y żadnej nie pobiera.
W ty m znaczeniu dzieci są w o g ó le u ludu uw ażan e jak o b ło g o s ła
w ieństw o boże. S ta łe pożycie m ałżeńskie bez ślubu kościelneg'0 też
się zdarza, ale p r a k ty k u je się przew ażnie przez osiadłych w śró d tu
tejszej ludności g aliey a n .
(Dok. nast.)
t) .K o lb erg , z a ś pow iada.:, „ S k o z a c z o n ą z w ła s z c z a u ro d z iw ą i p ra c o w itą p o j
m ie najlep iej -we w si u w a ż a n y g o s p o d a rz , w d o w iec i t. d. Z ob. I, 24.
-
168
—
Gwiazdy i grzyby w podaniach ludu,
( S z l s i o e tu - o lö g r ic z iv y .)
Z licznych b a d a c z y na polu lu d ozn aw stw a żaden nie zwrócił
pilniejszej u w a g i na p o d a n ia mające związek z astrono m ią lub
g rz y b o zn aw stw e m ludow em , a przecież w po dan iac h ty ch cenne
i n a d e r w ażn e są m a te r y a ły do stu d y ó w p o ró w n a w c z y c h nad k u l
tu rą ludów.
Z po etó w , M i c k i e w i c z umieścił w » P anu T adeuszu« k ilk a
szczegółów z dziedziny astronom ii, zabarw io n y c h lekko ludowem i
tra d y c y a m i o gw iazdach, -— w ustępie zaś przy g rz y b o b ra n iu , n a d
m ienia w odsyłaczu o pieśniach, k rą żących m iędzy ludem o wojnie,
n a k tó rą w y c h o d z ą g rz y b y . — R . Z m o r s k i , w poemacie, » W ie
ża S iedm iu W odzów « w gw iaz d ach błyszczących widzi h ełm y b o h a
terów — i form ą wiersza zbliża się do lu d o w y ch utw o rów , lecz po d
w zg lędem d u cho w y m nic w sp ó ln eg o z nimi nie ma, bo treść po em atu
jest w ą tk iem sagi skan dy naw skiej. Jó z e f G r a j n e r t , w rozpraw ce
swojej »Gwieździsty S tr o p Nieba« — umieszczonej w je d n e m z peryod ycznych pism w arszaw skich r. 1867 lub 1868, p oru szy ł ze stro n y
filozoficzno - m oralnej g w iazdo znaw stw o ludowe, zostaw iając najracyonalniejsze k w e sty e teg o k ultu, bo początki jego, po za obrębem
swoich rozum ow ań. Zresztą ani K.. W . W ó j c i с к i w swoich
» K lec h d ach etc« — ani też G o ł ę b i o w s k i 1), — ks, L. A. J u с ew i c z 2), — A. N o w o s i e l s k i 3) (Marcinkowski), — J. R a d w a ń
s k i 4) etc. nie podali żad nych z teg o działu szczegółów. N a w e t g ło
śni b ad aęze p o czątkó w Słow iańszczyzny J. L e l e w e l , W. A. M ac i e j o w ś k i , K. J a r o c h o w s k i nie rozejrzeli się we w sk az an y m
k ie ru n k u — a co dziwniejsze, że i w m ate ry a ła c h do etnografii,
g ro m a d z o n y c h przez O. К o 1 b e r g a, p raw ie niem a wzmianki o p o
d o b n y c h podaniach.
Lecz p om in ąw szy ich w artość n a u k o w ą cenne są one jako czy n
niki, ułatw iające g run to w niejsze poznanie c h a ra k te ru tej milionowej
>) L u d p o lsk i i je g o zw y c z a je . W a r s z a w a 1830.
2) W s p o m n ie n ia Ż m u d zi eto. W iln o 1842.
8) L u d u k ra iń sk i. W iln o 1857.
4) R zecz o m itologii sło w ia ń sk ie j — K ra k ó w 1862.
—
1 69
—
m asy, której n adać ruch k u w y ż y n o m ośw iaty, jest zadaniem cza
sów obecnych.
L u d wiejski p rz e d s ta w ia n y nam b y w a ł bądź to zb y tn io upoety zow an ym , bądź znow u ze s tro n y m oralnie ja k najg'orszej. D opiero
w pracach um ieszczonych w w y d a w n ic tw a c h ludoznaw czych o sta
tnich lat, w »Zbiorze wiadom ości do a n tro p o lo g ii krajowej« w » W i
śle«, s p o ty k a m y się często z trafniejszą, chociaż w ciasnych g r a n i
cach geograficznych zam k niętą oceną c h a ra k te ru ludow ego.
Mimo to j e d n a k śmiało twierdzić można, że d otychczas d o k ła
dnie nie p oznaliśm y ludu wiejskiego, tern bardziej, że nie zw racam y
u w a g i n a p e w n ą dw ulicow ość jeg o charak teru , k tó ra nigdzie ta k
jask ra w o nie w y stęp u je jak w pojęciach w ia ry i wierzeń ludu, n a
polu religii i zabobonu. T u na p rz em ian y okazuje się chrześcijaninem
p ra w o w ie rn y m lub p o g an in em n a ju p artsz y m i zdum iew a tem etnologa.
Z g ło w ą podniesioną wierząco k u gwiazdom , chłop odczytuje ze
sklepu niebieskiego g łęb okie d o w o d y istności B o g a, odnajduje w
g w iaz d ach pam iątki przyjścia i męki Zbawiciela,“ głosi leg e n d y o Ś w ię
ty c h P ańsk ich, zbiera wzniosłe p r a w d y i n auki m oralne, — lecz
nachyliw szy się w g ęstw in ę b o ru nad pniak am i drzew ściętych
i w y g rz eb u jąc z m chów i porostó w swoje b e d k i i h u b y 1), chrze
ścijanin ten p rz y b ie ra n a g le postać obcą : staje się istotą na w skroś
p o g a ń s k ą i — mimo wiedzy — n aw et k ap łan e m wierzeń, przed erą
K rz y ż a leżących.
T y siące lat przeszło pełnych zmian najrozmaitszej n a tu ry
i przeo brażeń p rz ek o n ań ludzkich, a teraźniejszość przez lud wiejski
mimo to tysiącem węzłów po została złączoną ze szarem przedporaniem epoki zbawienia. Z lu d ow ych obrządków , zw yczajów i o b y
czajów, z g u seł i klechd, z b a je k i po d ań rozchodzą się jeszcze zdu
miewające dźwięki i odgłosy, k tó re św iadczą o wielkiej sile nastroju
p ra sta ry ch w y o b ra żeń i niespożytej słabości ducha, w k tó re g o wnę-'
trzu znalazły schronisko.
N ajw yraźniej i najjaśniej od niezliczonych okruch ów przedawnioneg'0 życia, m rokiem p o g a ń stw a o m g lon ego , o d ryso w u je się,
cy k l p o d an io w y o gw iazdach. L e g e n d y te są złotem ziarnem chrze
ścijańsk iego siewcy, z pierw szych w iekó w ery pochrystusow ej.
N iezgodne tro ch ę z biblijnem i wiadomościami o stworzeniu
świata, (bo u leg ały różnym m odyfikacyom w ustach ludu), nie przeczą
je d n a k p o w adze pism a świętego.
8)O g ó ln a n a z w a g rz y b ó w ; — b ed k i u p o lsk ie g o , h u b y u ru sk ie g o lu d u ,
—
170
-
W e d ł u g ty c h p o d a ń : niebo za czasów ż y d o w s k i c h 10) zupełnie
b y ło ciemne. G w i a z d y d o p i e r o s i ę n a l e w a ł y — ale nie świe
ciły ziemi, ty lk o n a d rajem, i ty le o nich wiedziano, co przez sen.
Jeżeli B ó g chciał p row adzić ludzi po swojej woli, n a te d y z a
p a la ł im ognie n a obłokach. T a k b y ło za żydów, że n aw et dusze
zm arłych leciały przez ciemności do g ó r y i tam się b łąk ały .
D o ludzi u m ierający ch w łasce, przychodził anioł z pochodnią,
a b y ich dusze p rz e p ro w a d z ić przez noce. Z ziemi w idziano w te d y
o gnie o k rą g łe j a k koła, i rozumiano, że to w ozy ogniste, a na nich
dusze odjeżdżają p rz e d b ra m ę niebieską. T a s z c z o l u d y z n a ł y
p e r s z e n a ś w i t i , d o d ał z lekcew ażeniem o p ow iad a ją cy , s ta ry
pasiecznik.
Dzisiaj p o w szechn ie wiadom o, że g w ia z d y to są liczby i znaki
uczynione przez B o g a Ojca p rz y obliczeniu ludzi na ziemi. O b ra
ch u n e k ten zrobiono p rzed sam em n arodzeniem Zbawiciela, a b y
w iedział ile dusz odkupi. S k o ro człow iek się rodzi, zaraz taki jeden
znak p rz y b y w a ; dla k a ż d eg o b o w iem świeci ja k a ś gw iazda.
G w ia zd y raęhowa.ć to grzech i niebezpiecznie. M ożna b o
wiem p rz y tej rach u b ie n a t k n ą ć n a swoją gw iazdę, a w te d y n a
g łą śm iercią skończyć. — J e s t to w formie mistycznej w y p o w ie
dziana p rz estro g a, a b y na próżno czasu nie m arn o w ać twierdzi J.
G r a j n e r t 11).
G w iazd a C h ry s tu s o w a poczęła świecić od dnia Z w ia s to w a
nia, ale ludziom nie b y ła widoczną. G d y Zbawiciel na św iat p r z y
szedł, w yto czy li ją aniołowie na niebo. Ze b y ła jaśniejszą od in n y ch
znacznie, przeto dostrzegli ją p astuszk ow ie i Sw. Trzej kró lo w ie —
i poszli pok łon ić się dzieciątku Jezus.
Ze śmiercią cno tliw eg o człowieka, g w iaz d a je g o b yn ajm niej
nie gaśn ie — ani też spada. D usza lecąca do wieczności za
b ie ra ją sobie, a g d y g o d n ą teg o : p rz y stra ja nią C hw ałę B oską.
D r o g a m l e c z n a to gościniec do nieba p ro w a d ząc y . I Zba
wiciel szedł nim w stępu jąc w niebo — i M a tk ę B o s k ą aniołow ie w ie
dli ty m gościńcem ; zresztą k aż d a dusza w stęp uje n a niego, g d y
z chm ur zejdzie. T rz e b a je d n a k wielkiej przezorności do tej p o ś m ie r
tnej podróży, bo d ro g a rozdziela się w d w a k i e r u n k i , z ty ch jed en
wiedzie w »zatracenie«. — A b y tą d ro g ą jechał L u c y p e r do w alki
z B ogiem , o tem ani lud polski ani ru ski nic nie wie. Może być,
10) L u d w iejsk i u w a ż a ż y d ó w z a n a jp ie rw ś z y c h n a św iecie.
Od
n ich .p o c h o d z ą
d o p iero w s z y s c y in n i p o g a n ie , a n a w e t N iem cy, tjd k o ci o sta tn i s ą ch rzczen i żydzi.
■11) G w ie ź d z isty S tro p N ieba. — W a rs z a w a .
—
171
—
że pom iędzy ludem n a L itw ie utrzym uje się to podanie, przytoczone
przez M ickiewicza w astronom ii W ojskiego .
Komety
czyli g w ia z d y z g r z y w ą , r ó z g ą , m iotłą lub
w arkoczem o gnistym , uw aża gm in zawsze za przepow iednie wojen,
ciężkiego głodu lub pom oru. G d y się je d n a k ludzie u ko rz ą i szcze
rze b ła g a ją B o g a , n a t e d y odw ra ca się nieszczęście.
Na Księżycu
w ieśniacy w idzą dwóch braci. W n ie k tó
ry c h okolicach dodają, że to jest K a in i A bel — gdzieindziej skazka mówi tylk o o dw óch braciach, k tó rz y sobie w y d z ie rają palicę
(w Złoczowskiem), albo widły, (w Grodeckiem). — W bocheńskim
pow iecie lud zamiast K a in a i A bla, mieści na księżycu czarow nik a
T w a rd o w s k ie g o . S z a ta n m usiał go tam porzucić, chociaż do piekła
miał b y ć p o rw a n y . T w a rd o w s k i bow iem począł śpiew ać g o d z i n k i ,
a śpiew aniem tem osłabił moc złego ducha. N a księżycu T w a r d o
wski p o k u to w a ć będzie do sąd n e g o dnia.
G w iazdy niecn otliw y ch ludzi ciemnieją i kopcą. N a d niemi
św. W a w rz y n ie c m ęczennik płacze — a m a tę łaskę od P a n a
Jezusa, iż łzami swemi może przyćm ion e zruiki (t. j. gw iazdy) ro z
jaśnić. G d y więc łza św. W a w r z y ń c a u p ad n ie na gw iazdę te d y ona
się c z y ś c i — a dusza ludzka będzie zbaw ioną. — Gorzej je d n a k
z gw iazdam i, k tó re p ociem niały do szczętu. N a d niemi Ś w ię ty łez
nie wyleje, ale się o d w ra c a ; więc sp ad a ją one do »bani P iotrow ej« —
k tó ra jest szklaną, a w niej się palą »roztopione żary«. — Nie jest
to piekło, bo do niego duszę p o ry w a ją ty lk o czarci. — G d y b y
w szystkie g w ia z d y poczerniały i w p a d ły do tej — bliżej n ie o k re
ślonej bani, wrącej ogniam i (ta ban ia oznacza zapew n ie k u lę n ie
bieską i słońce?) n a te d y b y łb y koniec świata. Ziemia zostałaby
w cią g n ię tą do przepaści, ale teg o nie dopustu Bóg. D uch Ś w ięty,
k t ó r y dusze wiąże do gw iazd jasnych ; one ludzi i ziemię ciągn ą
w górę. L e g e n d a o ł z a c h Ś w W a w r z y ń c a jest rozpow sze
ch nioną ogólnie pom iędzy ludem ruskim i polskim. N a w e t na B u k o
winie,. w okolicach W a rn y i K im p o lu n g u
(Dłuhopole) p o w tarzają
ją R u m u n i i koloniści N ie m c y ; p o d a n ą im została zapew nie przez
lud ruski zam ieszkujący wsi sąsiednie.
O dm ien ny nieco w a r y a n t opowieści o ł z a c h ś w i ę t y c h
słyszałem w N o w o - Sądeczyźnie. R ó ż n ic a ty czy się je d n a k tylko
imienia. Zam iast św. W a w r z y ń c a staw iają tam Św. Piotra. On rzew nem i łzami płacze i p łak ać będzie po koniec św iata z żalu, że
się b y ł z a p arł Zbawiciela.
—
172
—
O prócz gw iazd, u w a ż a n y c h za znaki liczbowe i oprócz łez
św iętych, w y s tę p u ją w astronom ii ludowej tak że i inne ciała niebie
skie. W astronom icznej k o n s te la c y i Oriona, w sam ym pasie, je d n y m
szeregiem błyszczące trzy g w ia z d y pierwszej wielkości, to w e d łu g
ludu są K o s a rz e św. Izydora. O b o k nich trzy stop niow o zmniejszające się gw iazdk i, to N o s i a c z e , bo przy no szą p ożyw ienie
pierw szym . O dnosząca się do ty c h k onfig u ra cy i le g e n d a w sp om ina
o czasach, k ie d y n a ziemi z a p a n o w a ł p o m ó r taki, że om al cała zie
mia nie w y lu d n iła się. B yło to po wojnie. N a niej w y g in ę ła moc
ludu — i w dom u ludzie m arli j a k muchy. D ziatw ie mniej to szk o
dziło, ty lk o starym . S a d y b y liczne i wsi zam ieszkiw ała już pra w ie
t y lk o dziatw a d rob na, a rzad ko b yło o k o b ietę starszą, k t ó r a b y się
zaop iek ow ać chciała niemi. W k o ń c u p rz e p a d a ła już i g a d z i n a 12),
bo nie b y ło k o m u zająć się sp rzętem i grom adzić pasz y na zimę.
Żył w te d y Św. I z y d o r 13) n a świecie, roln ik i oracz, — i ten
użalił się bardzo n a d ciężką dolą ludzką. P orzucił b r o n y i p łu g swój
w skibie, a p rz e b ie g a ł kraj wszersz i wzdłuż, a b y znaleźć ro b o tn i
ków . Znalazł zaledwie dw óch i z nimi s tan ął do k o ś b y dla miłości
bliźniego bezpła tn ie — a n a w e t s tra w y ze wsi n ik t im nie p r z y n o
sił, lecz posilali się chlebem anielskim, k t ó r y im przynosili a n io ło
wie, zlatujący jeden po d ru g im ; — ślad ich pozostał pom iędzy
gw iazdam i,
d o k ą d cudem boskim wzięci zostali także kosarze.
P ł u g i B r o n ę Św. Iz y d o ra po kazuje lud w pobliżu T a r c z y S o
b i e s k i e g o , lecz o tej ostatniej nic nie wie. P ł u g ten j a k na ziemi
tkw ił jed n ą częścią w skibie ornej, t a k u tk w io n y jest w niw ę n ieb ie
s k ą — a d opiero g d y się niebo p rz y b liż y do ziemi, będzie w id o
czny całkiem. Niebo, n ieustan nie b ow iem choć powoli, zbliża się do
ziemi.
W L ub elskiem znane są w ieśniakom g'wiazdy K a s t o r i Poluks, k tó re zowie B i s k u p k a m i ; w K r a k o w s k ie m dają im n a
zwę : B l i ź n i a c z k i . D aw niej u Słow ian zw ano je p o d o b n o L e l e
P o l e l e , . a na L itw ie — ja k poety czn ie Mickiewicz p o w ia d a w » P a
nu Tadeuszu«,
...w zodjaku g m in n y m ich przechrzczono
J e d e n zowie się Litw ą, a d ru g i K o ro n ą .
Co do n a z w y »Biskupki« ża dnego p o d a n ia zebrać nie m ogłem ,
n azw ę zaś »Bliźniaczek« n adano ty m g w iazdom dla je d n a k o w e g o
ia) G a d z in a o z n a c z a tu w szelk i in w e n ta rz ż y w y w g o s p o d a rs tw ie :
ko n ie, k ro w y ,■'
w o ły , ow ce, trz o d ę ch lew n ą, n a w e t p s y i k o ty .
l3) W L u b elsk iem , w sio ła c h do o rd y n a c y i
p rz e z lu d n a z y w a n y b y w a „ W iz y ta .“
Z am o y sk ich
n a le ż ą c y c h , św . Izy d o r
—
173
—
św iatła i równej wielkości, w jakiej się p rzed staw iają patrzącem u.
F ig u r ę astronom iczną K o r o n y , n az y w a lu d K o ł e m ś w.
K a t a r z y n y . B y ła w plecioną w to koło Ś w ięta i toczoną z g ó ry
skalistej, po której dzw ona się p o p s u ły , j a k dow odzi lud, p o k a z u
jąc pom iędzy gw iazd am i próżne odstępy, i zw ąc je s z c z e r b a m i .
Najjaśniej K o ło św. K a t a r z y n y m a świecić w listopadzie, bo w ty m
miesiącu św. m ęczenniczka weszła do nieba.
W rę k u astronom icznej P a n n y , n a u k a umieściła kłos. O p a n
nie gw iazdow ej, nigdzie nie słyszałem po dania, lecz g w iaz d y
Kłos u
pszenicznego
znane są p om iędzy ludem, k t ó r y
o p o w iad a o kłosie n astępującą leg en d ę :
D aw niej pszenica nie rosła z takiem i m ałemi kłósiami, ja k dzi
siaj, ale źdźbła od samej ziemi już b y ł y ziaren pełne. Obfitość
t a k a i szczodrość P a ń s k a zaczęła psuć ludzi i już im nieprzyjem nie
było jad ać chleb b ia ły i czysty, lecz mieszali do n ieg o różne o k ra sy
tak, że s am y m chlebem się karm iąc, łam ali już posty. D użo też zboża
szło na zepsucie i gniło, bo ludzie p o p a d li w g rzech lenistwa.
W te d y za g n ie w ał się P a n B ó g — i om al że pszenica zu p e ł
nie nie zniszczała na ziemi. M a tk a B o s k a jeno widząc za g niew an ie
Boże, zbiegła n a św iat, gdzie się już za tracen ie ziarna spełniało.
R ę k ą w te d y ujęła źdźbło za czubek — a ile zdołała objąć między
palce, na t a k ą dłu go ść —- a b y b yło ziaren w pszenicy n a przyszłość,
w y m o d liła u P a n a B o g a , składając przed Nim kłos w y r w a n y z roli.
S p ojrzał P a n w zrokiem zmiłowania, a światło teg o spojrzenia p o z o
stało na kłosku ; t a k g o też w idać n a niebie teraz, ludziom dla p r z e
strogi. — W b o b re ck im powiecie dodają, iż N. P a n n a uprosiła
ty le pszenicy w kłosku, żeby w ystarczyło dla piesk a i k o tka.
Nie bez le g e n d o w y c h upiększeń lud w K ra k o w s k ie m (wieś
Śmierdząca) w spom in a o W a r s t a c i e Ś w, J ó z e f a , mieszcząc go
w k onstełac y i M a ł e j N i e d ź w i e d z i с y. P ow ieści g m inn e p r z e d
staw iają Ś. Jó zefa raczej jak o stolarza, a nie jak o cieślę. R o b i ł on n a
w e t tro n dla H e ro d a — ja k lud o p o w iad a — lecz tu w y d a rz y ła mu
się rzecz n a d e r niemiła. P r z y b ra n iu m iary ze s ta re g o tron u, m u
siała zajść p o m yłk a, albow iem n o w y o kazał się za wysoki, a co g o r
sze, także za w ązki czyli ciasny. Św. J ó z e f b y ł przeto w niem ałym
kłopocie, bo H e ró d b y ł srogi ja k zbójca. C hrystus P a n z a tru d n io n y
zawsze Iw latac h swej m łodości o bo k sw ego opiekuna, w y b a w ił go
cudem z kłop otu . D a ł Św. Józefow i ująć krzesło tro n o w e za je d n ą
poręcz boczną, a sam za d r u g ą boczną pochw ycił. C iągnąc k a ż d y
w przeciw ną stronę, tron, j a k g d y b y b y ł sk órzany , rozciągnęli do
—
174
—
p ożądanej szerokości, przez co Lakże o d p o w ied n o go obniżyli. W ten
sposób zm ieniony tron, H e ro d a zadowolnił.
G o e t h e w swoich p i s m a c h 12) p rzy tacza tę sam ą le g en d ę
w o p o w ia d a n iu »Sanct J o s e p h d er Zweite«. W ido czn ie n iek tóre p o
wieści gm inne, szczególnie o życiu Św. P ańskich, szły od narod u
do naro d u w p ierw szych w iek a ch chrześcijaństwa, przy nosząc now iny
o cudach — i u trz y m a ły się po m iędzy ludem naszym.
P o m ię d zy R u s in a m i w S an ock iem utrzym uje się p o d a n ie
o R y b i e z g r o s z e m . P o k a z u ją ją w siatce gwiazd, sta n o w ią c y c h
w e d łu g astronom ii figurę O r ł a ' . M a to b y ć ow a r y b a ułow iona
przez Św. P io tra, z której w y d o b y ł pieniądz na d a te k k ościeln y za
siebie i za P an a. Dalèj lud p ra w ie wszędzie na R u s i zauw ażył dwie
g w iazd y, k tó ry m dał n az w ę: Ż e r n y ć z k i . (Źrenice). — J e d n a
z nich dzień zam yka, a d ru g a go odm yka. — W m niem an y ch tych
dw óch zorzach odnajduje się św ietn ą gw iazdę W e n u s, św iecącą
ja k w iadom o — zawsze ty lk o w kró tc e po zachodzie albo przed
w schodem słońca. L u d polski zowie ją stosow nie do p o ry dnia,
w k tórej świeci : J u t r z e n k ą l ub Z o r z ą w i e c z o r n ą .
Jeżeli astro n o m ia W o js k ie g o , (w P anm T adeuszu), przez gm inn e
p o d a n ia o gw iazdach nie znajduje p o p a rc ia w szechstronnego, to
przecież m a z niemi p ew n e p u n k ta styczne. Nie jest tw orem ty lk o
fantazyi lub po ety cz n em zmyśleniem, ale z g o d n ą zap ew n e z p o d a
niam i ludu na Litwie.
O braz W a g i znają nasi wiejscy gwiaździarze, lecz a b y na
niej B ó g w dniu stw orzenia
» W a ż y ł z kolei w szystkie p la n e ty i ziemię,
»Nim w p rzepaściach p o w ie trz a osadził ich brzemię«,
o tem nie wiedzą. N a szalkach ty ch w ażone b y w a ją złe i dobre
cz y n y człow ieka po zgonie. Św. M ichał p rzeznaczony jest do tego.
Z darzyło się — m ówi p o d an ie — że niejaki człowiek z kup czen ia
chlebem, b o g a ty , odwoził na t a r g p e łn y wóz b o c h n ó w (b o c h en
k ó w chleba). S p o tk a ł g o dziad i p ro sił o jałm użnę, ale nic nie wyprosił. D r o g a b y ła błotna, na drodze w y b o je i dziury, a wóz za
p a d a ł i p rz e c h y la ł się tak, iż jeden b o c h e n e k sp ad ł do błota. P o
w ożącem u nie chciało się zejść z woza, więc zaw ołał na dziada:
w y c i ą g n i j s o b i e t e n c h l e b z b ł o t a , co też dziad uczynił.
G d y przyszło po śmierci do o b ra c h u n k u przeti Św. Michałem, nie
m iał ów b og ac z co położyć na w ag ę, a choć w grzechu ciężkim
I2) G ö th e’s sä m tlich e W erk e, t. 18. str. 16.
175
—
nie pom arł, bo nie k rzy w d ził bliźnich, to przecież ż a d n y ch nie miał
także zasług. A ż dziadow ina nadszedł i ów chleb, już nie z a b ło
c ony ale św iecący położył na w ag ę, —■ i za ten dar, b og ac z do
stąp ił zbaw ienia.
S i t o gwieździste widzi lud w ko nstelac y i zwanej w ł o
s a m i B e r o n i k i . Mickiewicz p o w ia d a : »przez o k rę g gw iaździ
stego sita« — B ó g przesiał ziarn ka żyta,
K i e d y je ,z n ieb a zrzucał d la A d a m a ojca
W y g n a n e g o zà g rz e c h y z rozkoszy o g r o jc a “.
Może być, że na L itw ie tak ie istnieje podanie, lecz ani w K r ó
lestwie polskiem, ani w G alicyi pom iędzy ludem p o d o b n e g o nie s p o
tkałem.
Sito znane ludowi, pochodzi od Trzech K ró li. S y p a li oni owies
tem sitem sw o im koniom , a zostawili go P a n u Jezusowi wraz z d a
rami, k tó re do niego p ow kładali. P o s łu g iw a ła się tem sitem M a tk a
B oska, a po w niebow zięciu zawiesiła je p o m ięd zy gw iazd y. B yło ono
znacznie większe, ale czarci w ażąc n a p ite k tj. pierw szą w ódkę, p o r
wali je, a b y o d w a r przecedzić — i prz y tej sposobności część sita
spaliła się. S\V. M a r e k odzy sk a ł znow u sprzęt z rą k szatańskich,
nie m ało się tłu k ąc po piekle — i zawiesił sito n a daw n em miejscu.
P ow szechnie też znan ą jest pom iędzy w ieśniakam i g ro m a d a
gwiazd, k tó rą n az y w ają K w o c z k a z k u r c z ę t a m i . U R u s in ó w
n az y w a się K u r y c z к a. M a to b y ć p o d a r u n e k od p astu szk a ofia
ro w a n y p rz y N arodzeniu P a ń s k ie m
- n astępn ie kw o czkę um ie
szczono p om iędzy gw iazdam i na p am iątkę.
W ó z D a w i d o w y — a w e d łu g astronom ii W o j s k i e g o :
W ó z a n i e l s k i — »na k tó ry m przed czasy jechał L u c y p e r, B o g a
g d y w z y w ał w zapasy« zapew nie także u L itw in ó w znatiy b y ć musi
w pow yższem znaczeniu. L u d ru ski i polski zna W ó z z e z ł a
m a n y m d y s z l e m — i w skazuje jako tak i k o n s te la c y ą W i e l
kiej Niedźwiedzicy.
N a wozie ty m — w e d łu g p o d a n ia — sýn b o g o b o jn y wiózł m atk ę
swoją, w ielką grzesznicę do piekła. C hry stu s P a n nie dopuścił je
d n a k tego, bo posłał archanioła, a b y za trz y m a ł zap am iętałego sy na
i pouczył, że dziecku nie p rz y sta ło sądzić i p o tę p ia ć rodziców. Za
nim archan ioł św ięty spra w ił poselstw o, sy n z m a tk ą pędząc k u
piekłu, ud erzył dyszlem o r ó g p i e r w s z e j b r a m y , złam ał go
w połow ie i t a k go widzieć m ożna teraz n a niebie. O św iecon y n a
stępnie przez p osła niebieskiego, sy n zaw sty dzo ny, k on ie odciął
—
176
—
i rozpuścił. P o te m o d b y w sz y p o k u tę w raz z m atk ą, d o stąp ił zba
wienia.
Smok
z o d y a k o wy,
W ą ż — lub w e d łu g M ickiewi
cza » R y b a , k tó ra L e w ia ta n się zowie« — żadna z ty c h nazw nie
jest znaną w astronom ii gm innej. N a miejscu węża lud w K ra k o w skiem, L u belskiem i S ando m ierskiem pokazuje S z n u r e k z g u
z a m i . P o d a n ie odnośne do tego szn urk a p o w iada, że m a tk a Św.
P io tr a (P iotro w a mać), p o tęp io n a za g rz ech y do piekła, g d y się do
wiedziała, iż jej sy n jest klucznikiem nieba, zaczęła w zyw ać go o w y
baw ienie. Św. P io tr w staw ił się za nią i w yp rosił łask ę Bożą. R z u
cił te d y m atce sznur, na k tó ry m p o ro b ił g u z y czyli węzły, a b y
w spinając się po nim, łatwiej się trzy m a ć mogła. In n e du szyczki
widząc . sposobność w y d o sta n ia się z m ąk piekielnych, czepiały się
do M atki Św. P io tra, a b y w spólnie z nią dostąpić zbawienia. O na
ob ruszyła się je d n a k i zazdrości pełn a rz e k ła : »Mnie sy n u P a n a
w y p ro s ił a nie was!« Szam ocząc się i strząsając dusze, p rzerw ała
sznur i w p a d ła jeszcze głębiej w ognie, z k ą d żaden głos do nieba
już nie dochodzi. P rz e rw a n a część sznura wisi na niebie, jeszcze
i w idać go z guzam i św iecącym i n ib y gw iazdy.
Znaną jest nakoniec pom iędzy
g m in em figura K r z y ż a .
L u d do tej figury zalicza pięć gw iazd drugiej wielkości, a wierzy,
że ich tam w przestrzeni więcej jest, lecz stają się w id o c z n e m i tylk o
w tedy, g d y C hrystus P a n krzyż ujmie w sw ą r ę k ę ; w tenczas jaśnieje
ca ły gwiazdam i. K i e d y S y n B o ży zasiądzie n a sąd ostateczny,
w te d y k rzy ż ten będzie trzy m a ł nib y berło. P rze d te m je d n a k krzyż
ogn iem spadnie na ziemię i spali w szystkie na niej g ó r y i zrobi
się J o z a f a t a d o l i n a , na której sąd się odbędzie. (P o w ia t g r ó
decki). S ą też ta c y na ziemi, k tó rz y wcale nie widzą figury krzyża,
szczególnie czarow niki i z a t r a c e ń c y .
T a k ie p odan io w e g w ia z d y k rą ż ą przed w zrokiem g m in u na
nocnem niebie. Są to ja k b y jaśniejsze o g n isk a e ta p o w e dla w y o
b raźn i ludowej i p ro m ienne w spom nienia je g o d u ch a ospałego. J a
kim spo so bem um ysł ta k n a p e łn io n y le g en d o w em światłem , cudami
boskiej wszechm ocy i p ra w d ą n a u k o b yczajow ych n a g le zanurzyć
się potrafi w g r u b y m ro k zabobonu, to isto tn ą stan ow i zagadkę.
P o znajm yż to k rólestw o czarnej wiary.
Już sam e sn y o g rz y b ach , wieśniaczki uw ażają za zapowiedź
nieszczęścia, »...sen mi przyszedł - w y rz e k a stara m a tk a nad chorą
có rką — ja k o b y m po lesie czystym chodząc, g rz y b k i brała. A n a
zbieraw szy fa rtu ch pełen, poczęłam je n a g rz ędac h sadzić — a wy-
-
177
—
sad/.i wszy — do dom u idę, aż patrzę w fa rtu ch u jeszcze jed en ostał
tak i m alu tki ; t a k się zaw róciłam do tej grzędy, żeby i te g o p rz y
ta m ty c h zostaw ić — i zasadziłam -go — na końcu.
M ów iłam ja sen b ab o m — a one rz e k ą : Nie dohodujesz się
ty dziatek — nie dohodujesz... B ialutk ie moje dziatki, cichutkie,
czyściutkie; ino — że pożyczone — do czasu — aż je złe moce
wezmą !« ‘)
W okolicach lesistych lud przy g rz y b o b ra n iu p rz estrze g a p e
w n y c h p ra w id eł za b o b onn ych , g d y w ieśn iac y .in n y ch wsi w y ś m ie w a ją
p o d o b n e p ra k ty k i, n azy w ając je »ni do czego«.
W L u belsk iem (koło T u ro b in a i T arn aw y ), zw ażają na to, a b y
idąc na g rz y b y , nie przeżegn ać się, ani modlić, bo h u b y p o c h o
w ają się pod ziemię.
T rz eb a się je d n a k koniecznie umyć. — N iek tó rz y ludzie wcale
g rz y b ó w znaleść nie m ogą, bo o n o ich omroczy, ta zniewidzi —
a śmiać się do nich b ę d ą ty lk o psiuki. (G a tu n ek trujący ch g rzybów .)
Najlepiej posyłać dzieci na g rz y b y , bo o n o nie m a żadnej do
nich mocy, c h y b a b y g r z y b y p ie k ły na ogniu w lesie, lub p o m ie
szali K o ź l a k i z K o z i e r o ż k a m i . — O w a n ijakiego rodzaju
figura baśni, k tó rą gm in określa przez O n o, jest n ieu ch w y tn e m
jakiem ś złem, p osiadającem tajem niczą siłę do szkodzenia ludziom ;
to złe m a je d n a k p ew n e zakreślone granice, po za któ rem i szko
dliwie działać nie może.
O brzęd g rz y b o b ra n ia w »P anu Tadeuszu« skre ślo n y jest przez
Mickiewicza bez przymieszki lu d o w y ch zabobonów , albow iem w p o e
macie lud nie bierze w g rz y b o b ra n iu udziału. M im ochodem ty lk o
wieszcz nasz nadm ienia, że lu dow e pieśni litew skie m ó w ią o g r z y
bach w ychodzących na w ojnę po d w odzą b o r o w i k a , k tó r e g o zowią
g rz y b ó w pułkowmikiem.
P od obn ej pieśni nie słyszałem nigdzie, ale istnieją po dania,
iż g rz y b y sam e um ieją śp iew ać i gw izd a ć — a niek ied y ca ły las
nap ełn ia ją tajem niczym gw a rem , piskiem i kwikiem . S ta w io n e dalej
w pieśniach litew skich b y w a ją L i s i c e , zw ane przez P o la k ó w
L i s z k a m i , a przez R u s in ó w T y s z k a m i . Twderdzą wieśniacy,
że je d w a r a z y z j e ś ć m o ż n a , ta k tru d n e do straw ienia,
choć. smaczne. S z a fran o w e g o są k o loru, ro s n ą na w a łk o w a ty c h
p ie ń k a c h z n a k ry c ie m przypłaszczonem , k tó re lud zowie g u z i
k i e m , D ru g i ich g a tu n e k , nieco jaśniejszej b a rw y , m a k ształt maP H ry w d a — p o w ie ś ć p rz e z M ary ę R o d z ie w iczó w n ę. W a rsz a w a 1891.
13
—
178
ły ch tulipanów , listki mięsiste, k a rb o w ane wierzchem. W g rz y b a c h tych
rzeczywiście n ig d y rob a ctw o się nie zalęgnie — i w e d łu g słów p o e ty :
»Godłem są p a n ie ń s tw a — bo czerw ich nie zjada
I dziwno, żaden ow ad n a nich nie usiada.«.
Istnieje jeszcze in n y g a tu n e k g rz y b ó w , k tó re wieśniaczki zowią
P a n n a m i . S ą b a r w y k a n a rk o w ej, k o ro n a ich tarc zo w a s fa łdow an a
bardzo, sym etry czn ie n ib y kry z y .
S ą to ostatnie g r z y b y przed
zimą. R o s n ą na p a g ó rk a c h piaskow ych, rzadkim m chem okry ty ch .
Z p o d pierw szego — ziemię p rzyprószającego śniegu, słom ianą sw ą
b a r w ą żółcieją k u p k a m i, n ib y m a to w a n e złoto.
Złośliwe to je d n a k g rz y b y , zaczarow ane jakieś wiedźmy, są
ow e P a n n y . — »P ew n e g o czasu p aro b c z a k już stateczny, zbierając
te b edki, spostrzegł, że mu rę k a n a g le zczerniała ja k smoła. Zalę
k n io n y rzucił w szystko i p o b ie g ł do domu. T a m o b k ład an o mu
rę k ę w a p n e m i tłuczonym i pająkam i, ale nic nie pom agało. B a b a le
k a r k a uznała, że to d o p u s t , k tó re g o tru d n o przem ódz za m a w ia
niem , dłoń n a p u c h ła i w p rzeciągu jednej d o b y p aro b c z a k umarł.«
(K rain a, w Opatow skiem ).
Szczególniejszem jest, iż. pierw szem i ostatniem og n iw em
w szeregu g rz y b ó w stan ow i rodzaj, żeński. N a czele stoją ta k zw ane
B a b k i , pierw szy owoc leśn y i p ierw io sn k i bo rów , — o statn ie są.
P a n n y , późnej jesieni dary. A jedn e i dru g ie uzy sk a ły złośliwe
przym ioty, n ib y o b y w a te ls tw o niezäszczytne w k rólestw ie guseł.
J a k ie zaś B a b k i w y rząd zają p s o ty kobietom , g d y sam e do lasu
idą, to p o z n a m y z n astęp nej skazki :
— » R a n k ie m w czesnym po pierw szy m deszczu w io sen nym w y
b ra ła się m łoda n iew iasta za grzyb am i. W lesie słych ać było jeszcze,
n ib y w rzaw ę p isk liw ą po za pniakam i, gdzie B a b k i rosły k upą.
P o d e s z c z u na w i o s n ę , to o n e się r o j ą j a k pszczoły.
G d y k o b ie ta B a b k ę urwała, zapaliła się jej ja s n y m płom ieniem
w rę k u — a inne szczezły pod p niakam i, w rzasn ąw szy ja k stado
gęsi. Cały ro k owej kobiecie ją trz y ła się ręka, aż dopiero znachor
ze wsi sąsiedniej zamówił jej oparzeliznę — a oraz odgadł, że idąc
do lasu, k o b ie ta b y ł a nieczysta, tj. nieumyta.«
Z ap aln e
ow e
B a b k i - g rz y b y ,
m ają k s z ta łty sto ż k ó w ; u
wierzchu ciem noszarem i k a rb a m i urozmaicone, łodyżki czyli nóżki
m ają d ługie i białe. D rz e w k a w z a b aw k a ch dla dzieci, ow e top olki
z w ió ro w y m liściem, są zupełnie p o d o b n e do B abek , n a d e r d elika
tn y c h i sm acznych.
(Dok. nast)
—
179
—
Lu do w e n a z w y miejscowe
w powiecie Brzeskim w Galicyi.
(C iąg dalszy).
II Gmina Biadolmy szlacheckie.
A. Wieś Biadoliny szlacheckie.
O trzym ała n azw ę z te g o sam ego pow o du , co B iad o lin y radłowskie, do k tó ry c h p r z y ty k a i od k tó ry c h oddziela ją p o to k P o
krz y w k a. P ie rw o tn ie zdaje się tw o rz y ła z B iadolinam i rad tow skim i
jed n ą osadę, zamieszkałą przez ty c h sam y ch Niem ców , dopiero p ó
źniej oddzielono ją od B iadolin radłow skich, a p o niew aż n a b y ł ją
jakiś s z l a c h c i c czyli, ja k się lud w yraża, p r z y d z i e l o n a z o
s t a ł a j a k i e m u ś s z l a c h c i c o w i , przezw ano ją B i a d o l i n a m i
s z l a c h
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.
e c k
i m
i .
B. B o l e ,
S t a w i s k a , bo na tem miejscu, b y ł daw niej staw, po k tó r y m
jest nizki g ru n t. P r z y ty m staw ie b y ł m ły n w o dny , k t ó r e g o
je d n a k najstarsi ludzie we wsi nie pam iętają.
K ą t y , bo leży w sam y m kącie od g ra n ic y B iado lin radło w skich.
P o d k o l e j ą , bo leży przed to rem kolejow y m .
Z a k o l e j ą , bo leży za torem kolejow ym .
P r z e ś n i ć a, bo w p o p rz ek leci d ro g a publiczna.
Ł a z y , bo ta m tę d y najczęściej ludzie łazili do p o blizkiego lasu
n a drzewo (kraść drzewo).
K a m i e n i e c , bo tu k o p a li kam ienie i wywozili na publiczne
d ro g i tra k to w e .
O g r o d y , bo w około jest o g ro d z o n a lasem, na k sz ta łt o g ro d u .
Ł ą k a w y , bo tu b y ły p rzedtem n iedostępne m oczary , ludzie
się lękali tam wchodzić.
G.
Ł ą k i .
J e z i o r k i , bo tu b y ły m oczary, ja k b y jeziora, ale z bieg iem
czasu zarosły tra w ą i w y ró w n a ły się nieco; są to m okre i liche łąki.
1.
2,
D. L a s y .
J e z i o r k i (j. w. C. — w tem sam em położeniu).
L. K o ł k o w s k i , bo w nim n ie g d y ś m iał siedzibę zbój, n az w i
skiem - K o łk o w sk i, k t ó r y ludzi n a p a d a ł i rabow ał.
12*
—
1.
2.
180
—
E. D r o g i ,
K r a k o w s k a , bo leci od w schodu na zachód do wsi W o k o wice i .można nią dostać śię do t r a k t u i do K ra k o w a .
P r z e ś n i ć a, bo leci w p o p rz e k przez B iad o lin y szlacheckie
od wsi P e rła z p o łu dnia n a północ do g m in y Bielcza.
ÏÏI. G m ina B i e l c z a /
A. Wieś Bielcza.
W ie ś o trzy m a ła ztąd n az w ę , że jest piaszczysta i b i e l i
od piasku.
się
B, Części 7/si.
S o s y k ą t (kilka z szeregu dom ów, od śro d k a wsi w y s u n ię
ty c h chat), bo tam p ierw szy osiedlił się włościanin nazw iskiem
S o c h a (rodzina ta żyje jeszcze w Bielczy)
C. Przysiółki i osady.
1.
2.
3.
4.
W а г y ś, bo tam pierw szy g o sp o d arz był, co się n a z y w a ł
W a г y ś. (R o d zin a ta już nie istnieje.)
B i e d a c z , bo tam są g r u n t a najnieurodzajniejsze, n ajbied niej
sze, i m ieszkań cy b ardzo b i e d n i .
G r a n i c e , bo leży p rz y samej g r a n ic y g m in y Borzęcin.
U l e ś s i e , b o tam w d a w n y c h czasach b y ł y w ielkie lasy i prz y
ty c h lasach p ierw o tnie s ta ły d w a d o m y (dziś siedm).
D. B o l e .
1. R o l a p ó ł n o c n a , bo leży na półno c od wsi koło rzeki Uszwicy.
2.
„
Kąty,
»bo jest pom iędzy starerai rzekam i w takich
zakrętach«.
3.
„
D ą b r o w i c a , »bo u trz y m y w a ł ją jeden g-ospodarz, n a
zy w ał się D ą b row« a«. (R odzina te g o n azw isk a już nie
istnieje w Bielczy.)
4.
„
. S u c h y ł u g , , bo jest bard zo m o k ra i nieurodzajna.
5.
„
P r z y m i a r k i , »bo b y ł y później przym ierzone chłopom
do g ru ntó w « .
6. R o l e p o ł u d n i o w e , bo leżą na połudn ie od лузі.
7. R o l a ł ą c z y n y , »bo są tak ie m ałe łączki pom ięd zy g ru n ta m i
chłopskiem i«.
8.
„
P o d b o r k a m i, bo leży p o d lasem zw an y m B o r k i .
9.
„
Z a k r ę.ze l e m od d ro g i zwanej k r ę ż e l (p. niżej K.).
-
181
—
E. Ł ą k і.
1.
J a s i o n k a , »zwana po tern, że w d a w n y c h czasach u trz y m y
w ał ją chłop z w an y J a s i o n k a « . (R odzina ta w yginęła.)
2.
Ł ą k i Ł a w y albo B a g n a , »bo tam b y ł y wielkie b ło ta i b a g n a
i zostały rozdzielone pom ięd zy chłop ów za z a b ran e im g r u n t a
na d ro g i publiczne«.
Ł ą k a B r z e ź n i c a , »bo p om iędzy tra w ą rosło daw niej dużo
brzostu«.
3.
ľ. Pastwiska.
1.
D ą b r o w i c a , »zwane po tem, że dawniej u trz y m y w a ł to je d e n
g ospodarz, n a z y w ał się D ą b r o w a , k t ó r y część teg o ż w y ro b ił
na r o l ę , t a k sam o n a z w an ą (p. wyżej D. Ip. 3).
2.
K r u s z e n i c a » nazyw a się po tem, że w d a w n y c h czasach
u trz y m y w a ł go chłop, co się n a z y w a ł К r u c h « . O d n iego p o
chodzi p ra w d o p o d o b n ie żyjąca dziś w R ielczy rodzina K r u
k ó w (I p. sg. K r u k).
3.
B i a ł c e b a g n o »nazyw a się p o tem, że na niem najwięcej
białeg o m chu rosło«.
Z a o r l e »zwie się po tem, bo jest za dom am i chłopów , co się
zow ią O r ł y « .
K a c e b a g n o , bo w d a w n y c h czasach b y w a ło dużo dzikich
k a c z e k n a niem«.
W o l n i c e , »bo jest pom iędzy g ru n tà m i sam ych W o l n i k ó w «
(włościan nazw. W o l n i k).
4.
5.
6.
Q. L a s y.
1. L a s
B o r k i , »ma nazw ę po chłopie, zw ał się B o r e k « - .
dzina te g o nazw iska wyginęła.)
(R o
2.
,,
S u k m a n e k »zwie się po chłopie, co się n a z y w ał S u
k m a n a « . (R o dzina te g o nazw iska wyginęła.)
3.
,,
P o d s u j c e »zwie się po tem, że w d a w n y c h czasach b y ła
przez niego d ro g a s u t a czyli s y p a n a z p iask u do T arn ow a«.
4.
5.
6.
,,
„
„
7.
„
B ó r »po tem się zowie, że b y ł y w nim wielkie drzewa«.
L i p i e , »bo w d a w n y c h czasach b y ł y sam e lipy«.
W i e l k i e s ł o ń c e »zwie się po tem, że leży n a wielki
w sch ód słońca od gm iny«.
M a ł e s ł o ń c e , »bo leży na m ały w schód słońca od gm iny«.
—
182
—
її. N i e u ż y t k i .
P i a s k i g m i n n e »po tem się nazyw ają, bo w d a w n y ch cza
sach p ia s k i przycięły g r u n t a ta k ; że teraz sam piasek i nic na tem
się nie sieje, ani sadzi, ty lk o leży odłogiem «.
I.
1.
2.
Wody.
P r z e r w y -m o cz ary , zw ane »po tem, źe w o d y poprzed zierały
g r u n t a i teraz są staw y z wodą«.
M o c z a r y g m i n n e »nazyw ają się po tem, że zawsze w nich
w o d a stoi«.
K.
D r o g i .
K r ę ż e l »zwie się po tem, że jest w ą z k a i krę ta , bo ją w oda
p o k rę c iła i p o w y d z ie ra ła « .
ROZBIORY i S P R A W O Z D A N I A .
A m -U rq iie ll. M onatsschrift für V o lksk un de. H e r a u s g e g e b e n von
F rie d ric h S. K ra u s s . VI. B and, W i e n (Lunden in H olstein) 1895.
Z eszyt і, 2, 3, 4 і 5. W 8 -ce, str. і — 136.
(Dokończenie.)
D alszy c ią g wiadom ości o pszczołach przez H. T h e e nS ö b y ’e g o (B ienenzauber u nd B ienenzucht, str. 20— 21, 70— 72)
zaw iera tak że szczegóły z P om orza. B ra k miejsca nie pozw ala mi
streścić teg o a rty k u łu , ale p rz y tej sposobności zw racam u w a g ę
Szan. cz ytelnik ów n a w ierzenia ludu naszego połączone z hodow lą
pszczół, k tó r e b y należało również zacząć zbierać. T eg o ro c z n e z e
s z y ty zaw ierają także dalszy ciąg p ra c y D r a P o s t a , w y b itn e g o
s o c y o lo g a : M itth e ilu n g e n aus dem B rem ischen V o lk sleb en (str.
22 — 23, 62— 64, 94 — 95, 11 6—118), zaw ierający piqsenki i śpiew ki
ludowe, oraz dalszy ciąg D ra A. H a a s a: D a s K in d in G lau be
u n d B ra u c h d er P o m m e rn (str. 23— 24, 65, 93 — 94, 113—«112).
W y jm u je m y z tej p ra c y k ilk a szczegółów : K o b i e t y aż do w y w o d u
obw iązują sobie p r a w ą rę k ę w kostce czerw oną w ełn ian ą n i t k ą ,
a b y uch ro nić się p rzed czarami. Dzieci nieochrzczone p o ry w a ją
k a r ły (Zwerge), w k ład a ją c n a ich miejsce do k o ły sk i w łasne dzieci.
P rz e d chrztem nie w olno dzieciom w łosów obcinać, b o b y im w y
p a d ły . P rz e d chrztem zm arłe dzieci, lub te, k tó re p rzyjd ą na św iat
—
183
-
nieżywe, zamieniają się w b łędn e ogniki. Pierw szem u dziecku nie
m ożna dać im ienia ojca lub m atki, albo też zm arłych członków ro
dziny, b o b y w k ró tc e zmarło ; jeżeli rodzice obaw iają s i ę , że ich
dziecko w k ró tc e umrze, w ta k im razie p ow inni chłopcu dać imię:
E rd m ann, dziew czynie : Ew a. W a d y rodziców chrzestny ch prze
chodzą na ich ch rzestn iakó w ; na k u m ó w i w o góle na chrzciny nie
w olno zapraszać p o d g ołem niebem, b o b y dziecku dach n ad gło w ą
się spalił; odm ów ić zaproszeniu na kum a, jest w ielkim grzechem-;
a b y dziecko nie jąkało się, p ow inien ojcem chrzestnym b y ć n a u
czyciel. R o d z ic e chrzestni ofiarowują prezent zaw inięty w papier,
na k tó ry m w y p is a n ą jest m od litw a lub k ilk a w ierszy pieśni k o
ścielnych, albo też życzenia pom yślności dla dziecka (Patenbrief).,
D o p rezentu teg o dodają dla chłopca p ió ra stalowe, włosy końskie,
i t. p., dla dziewcząt igły, oprócz teg o także troch ę ch leb a i soli
Z n any p ra c o w n ik T. W o ł к o w p odaje w iadom ość o dzia
dach u B iałorusinów (S eelenspeisung bei den W eissru sse n , str.
25-^27) obcho dzony ch w dzień św. D y m itr a ; J. R o b i n s o h n
0 lirniku (Der L irn ik bei den K leinrussen, str. 27—28), dodając
pieśń o .sierocie zapisaną przezeń z u s t lirn ika w okolicy B rod ów ,
mimo kilku u stere k drobniejszych (distały, zam iast zistały; jesty
zam iast jisty i t. p.) wcale dobrze. K r a u s s p odaje dwie pieśni
miłosne b ośniackie (M akam en M inneheischender in B osnien, str.
2 q— 31). W jednej z nich k o c h a n e k oświadcza swej w y b ra n e j, że
jest mu droższą od świeżutkiej zielonej fasoli, n az y w a ją s w ą śli
w eczką ; g d y b y serce jego b y ło melonem, a nóż soplem lodu, d a
w no ju żb y się b y ł zakłuł, g-dy jej policzków nie może ukąsić (Ti
si dugo slag ja n e g p rv a buranija, — da mi je srce lubenica, a nož
vedenica, ja bi sebe dávno ubo g d je ne m o g u tvoje lice griskati).
Et e r z o g zapisał trz y słow ackie z a g ad k i z N a g y Kos/.tohiny (str.
31— 32). T r e i c h e l pod aje (polnische Lieder, str. 32) jak o now ość
dwie pow szechnie znane pieśni: »Siedzi sobie zając p o d miedzą«'
1 »Lata p tasze k po ulicy« ; A k ib a . N a g e l b e r g b a ś ń żyd ow ską
z G alicyi w żarg onie (Der W o lfz a h lt mit der Etaut, str. 33), zaś Bon y h á d y dwadzieścia p rzy słó w żydow skich z K r o a c y i i Sław onii
w żargonie (str. 33 — 34). P ie rw sz y zeszyt koń czą n as tę p n e p o szu ki
w a n ia : V e rs to rb e n e als L eidenableiter, G eheim e S prachw eisen, Z au
berg eld , W o h e r ko m m en die K in d e r (bardzo ciekaw e poszukiw anie,
k t ó r e b y i u nas m ożna rozpocząć), P a ra lle le n zum G lü c k von Edenhall, A-B-C-Spiel (rodzaj mętowania), K a tz e n s p o rn i G rün nd onn erstageier. O prócz teg o znajduje się żydow sko-niem iecka koły san k a,
z ap isan a w niezrozum iały dla mnie sposób, (nuty oznaczone są
cyframi).
D ru g i zeszyt rozpo czy na ro z p ra w k a O. K n o o p a : W o d e lb ie r
und W e d d e lb ie r (str. 4 9 —51, pochodzenie te g o słowa, jak o n az w y
dożynek), poczem S t e i m e t z pisze o po trzebie zb a d an ia zasad m o
ra ln y c h ludu (M oralischer F o lk lo re, str. 51— 52). N a stę p u ją a r t y
k u ł y : EI. J e l i n g h a u s a : St. B e rn h a rd s P a ra b e l und Elermods B itte
fü r B a ld e r (str. 5 3 —54) P e t e r s a i E r ä n k 1a E in deutsches N a tio
n a lw e rk u n d M eisterstück der V o lk k u n d e, (str. 54—57) o o g ro m n y m
—
184
-
zbiorze lu d o w y ch pieśni niem ieckich E r k a i B öhm ego. T r e i c h e l
(A llerneueste H ochzeiten, str. 57 —58) w sp om ina o tem, że lud
w P ru siech zachodnich nie uw aża ślubu cy w iln ego , za rzeczyw isty
i obow iązujący i n az y w a go d rew nianem weselem. Znajdujem y dalej
pieśni ludow e z okolic H e id e lb e rg u (str. 67— 68), le g e n d y z P a l e
s ty n y , a raczej o P a le s ty n ie (str. 68), pieśń z M o raw y , zap isan ą
w w s p o m n ia n y już, niezrozum iały dla mnie sposób, trzy za g adk i
żydów galicy jsk ich i poszuk iw ania : B au m s a g e n und B aum kultus,
B ezeich n u n g en der T ru n k e n h e it in der S p ra c h e des Volkes, der
M an n im M onde, V e r g r a b e n e Schätze.
j
,
W zeszycie trzecim umieszczono na p o cz ątku ro zpraw kę
A. W i e d e m a n n a, ro zpo czyn ającą poszukiw ania nad wierzeniem
ludu w prz eślad o w a n ie złoczyńców. W zakres teg o wchodzi ści
gan ie złodzieja przez p ra w eg o właściciela, do pók i s kra dziony p rzed
m iot zw ró con ym nie zostanie, dalej prześlado w an ie przez w y rz u ty
sum ienia, sn y i isto ty nadprzyro dzone. Dr. C h a m b e r l a i n podaje
d ru g ą część um ieszczonego w tom ie 4-tym a r ty k u ł u : Die N a tu r
u n d die N a tu re rs c h e in u n g e n in der M y th o lo g ie u n d V o lk k u n d e der
In d ia n e r A m erik a s (str. 82— 84), tra k tu ją c ą o drodze mlecznej. N ie
k tó re p lem io na uw ażają ją za cięciwę łu k u należącego do w ielkie
go, niew id zialnego ducha, inne za d r o g ę , po której dusze zm arłych
dążą do nieba. Dr. F e i l b e r g umieszcza dw a o p o w iadania o w a m
p irac h (str, 84 — 85, z ty ch d ru g ie szwedzkie o dziewczynie, k tó r a
nie chciała innego męża, ty lk o takiego,, k t ó r y b y m iał zieloną b r o
dę , p o k re w n e w dalszym to k u z p odaniem o Lenorze) ; R a d e m ac h e r , dalszy ciąg a r ty k u łu : M aisitten am R h e i n (str. 85—87, VI.
der Osterrohm), w k tó ry m twierdzi, że staro ży tni G erm anie o db y w a li
n a w iosnę w sp óln e uczty i za b aw y połączone z przyjęciem m ło
dzieńców do związku dorosłych. Dr. Б' r ä n k e l (H elg o lä n d er S ag en ,
str. 95—96) po daje w a r y a n ty do p o d a ń z H e lg o la n d u um ieszczonych
w V. tom ie »Am Urquell« ; E. K u l k ę pieśń, ż y d o w sk o -n ie m ie c k ą
z M oraw , C. S c h u m a n n : L ate rn e n lie d e r aus Lübeck, T r e i c h e l
n o ta tk ę p. t : K n e c h tlo h n im E rm la n d e (str. 9 9 — 100). Pom ijając
n o tatk i do pieśni o K ra m b a m b u li zw racam u w a g ę n a poszukiw anie
D r. H e n i c k e g o : (Zähne str. 1 0 3 —104), w k tó re m p rz y p o m in a
jąc zwyczaj rozpow szechniony w Niemczech, że ząb w y r w a n y n a
leży p o n a d plecy wrzucić do pieca, a b y się raz na zawsze od
bolu zębów zabezpieczyć, prz y ta cza an alo giczne zwyczaje u m u rz y
n ów afrykańsk ich , k tó rz y w y rw an e zęby p o n a d plecy, w rzucają za
siebie do morza. P. D i 11 r i c h po d aje an a lo g ic z n y zwyczaj na
S zlązku rozpow szechniony, V o l k s m a n n
w Schlesw iku (str.
1 3 2 —
133)-
W zeszycie czw arty m i p ią ty m (podwójnym ) znajdujem y na
p o cz ątk u ang ielski a r ty k u ł J a m e s a M o o n e у ’а o plejad a ch (The
O rigin o f the P le ia d e s: an A ra p a to M yth, str. 105 — 107), do k t ó
re g o an alogie znajdują się w G lobusie z r. 1894 (Andree : D ie Pleja d e n im M y th u s itd., zesz. 22) i w K r a u s s a : S a g e n u n d M ärch en
j
I
j
—
І 85
der S ü d sla w en (tom I. str. 120). Dalej umieszczono, p rz y c z y n e k do
po szu kiw ania К m u ssa (Schim pfw örter, str. 7 — 8), p rz ek leń stw a
z A n tw e rp ii; p oczątek zbioru przysłów żydow skich z M oraw , Czech
i W ę g ie r E. K u l k e g o (str. 119 — 121), k tó ry c h 1500 umieści red a k c y a w n a s tę p n y c h zeszytach Z przy pisku d o w iad u jem y się , że
w rę k ach F . K ra u s s a znajduje się zbiór J. B ern stein a z W a rs z a w y ,
obejm ujący 6.000 przysłów żydow skich z R o s y i. O prócz p r z y c z y n
k ó w do p o szu kiw a ń w ym ien io n y ch prz y streszczeniu poprzednich
zeszytów roz p o czy n a się nowe p o szu k iw a n ie : A lte r V o lk s g la u b e
bei neuen D ich tern (str. 1 2 8 — 129), za w ierzeniam i ludowem i
w u tw o ra ch now szych poetów .
N a tem zakończyć muszę streszczenie pierw szych pięciu ze
szytów teg o czasopisma. Musiało ono zę w z g lę d u na b ra k miejsca
b y ć bardzo pobieżnem, i o g ra n ic zy ć się na najniezbędniejsze
wzmianki.
A . Strzelecki.
Ludoznawstwo,
materyał}?
ludoznawczel
A r c h i v f ü r s l a v is с h e P h i l o l o g i e ,
u n te r M itw irk u n g
von A. B rückner, A. Leskien un d W . N ehrin g, h e ra u sg e g e b e n
von V. J a g ić , B a n d X V I I , 1 u. 2. Berlin, 1895, w 8-ce, str.-320.
N a str. 270: K o le s s a A leksander, U k r a in s k y n á r o d n ý piśni
w p oezyjach B o hd ana Zaie.skoho. P e re d ru k z » Z a p is o k 'T o w .
im., Szew czenka« L w ó w 1892, recenzya M. Murki.
B y s t r o ń J a n dr. S to sun ki naro dow ościow e w księstw ie cieszyń
skiem. K r a k o w s k a R e fo rm a , nr. 27— 50 z dnia 1. lu te g o —
i m arca 1895 r.
F orster William.
Die schönsten S ag en u n d 'M ä rc h e n der
In se ln U sedom un d W o llin . N ach alten C hroniken b e a rb e ite t
und h era u s g e g e b e n . S w inem ünde, H. D eine, 1895, w 8-ce,
str. I I I і 8ц.
H a v 1 i c z e к - B o r o v s k ý. K rz e s t sv. V ladim ira, le g e n d a z ruské
historie, cztverté vydáni. P ra h a , F. Topicz, 1895, w 8 ce m a
lej, str. 47. Cena 16 ct
[v a c z E d w a r d .
G ry i za b a w y m łodzieży oraz znaczenie ich
w w yc h o w an iu (B iblioteka dla nauczycieli szkół ludow ych, t o
mik X IX ). L w ów , nakł. T o w a rz y s tw a p e d a g o g ic zn eg o , 1 związk.
druk., 1895, w 8 ce, str. 38 i 2 ni. 30 ct.
Land
und Volk
(Unser deutsches).
W ohlfeile
Ausgabe..
( W y d a n ie tytułowe), L eipzig, O. Spam er, w 8 ce. — Bilder
au s der M ark B ra n d e n b u rg . B e a rb e ite t von E rn s t F ried ei u n d
—
186
Oscar S chw ebel. M it Illustr., i P la n e und i A nsicht Berlins,
n ebst і K a r t e d er M ark B ra n d e n b u rg , 1895, (1882), str. IV , 522.
Cena 2 m. 50 ; opr. 3. m. 50.
T o ż . B ilder aus den deutschen K ü s te n lä n d e rn der Ostsee B earb.
von Jos. B iernatzki, D r. L. E rn st, G. A. Linke, DD . Carl
B lasend orff u n d B ernh. Ohlert. Mit Illustr. und 3 K a rte n , 1895
(1886), str. V III, 518. Cena 2 m., opr. 3 m
T o ż . B ilder aus den deutschen N o rd se ek ü sten u n d aus dem w e stli
chen Tiefland. B earb. v. O tto L ehm ann. M it Illustr. und 2
K a rte n , 1895 (1885), str. V II I і 484. Cena 2; орг. 3 m.
T o Ż. B ild e r aus dem S ächsischen B erg lan d e , der O berlausitz und
den E b e n e n an der Elbe, E ls te r u n d Saale. B earb. von H. G e
b auer. M it Illustr. u n d і K a rte . 1895 (1883), str. X і 532.
Cena 2 m. 50 fen., орг. 3 m. 50 fen.
T o ż . B ilder aus dem G e b irg e und B e rg la n d e vo n S chlesien und
den E b e n e n in P o s e n vo n der O der bis zur W eichsel. B earb.
von Carl B urm an n. Mit Illustr. und 1 K a rte , 1895 (1884),
str. X і 470. Cena 2 m., орг. 3 m.
L e n a r to w ic z Teofil.
O k ró lu P o p ie lu i o myszach. Lw ów ,
nakł. G u b ry n o w ic za i S chm idta, druk. ludow a, 1895, w 8-ce
małej, str. 69, cena 70 ct.
Dr. M á t y á s K a r o l . W ilja. J e d e n z jasn y ch dni ch ło p s k ie g o
żyw ota. K r a k ó w , druk. Czasu, 1895, w 8-ce, str. i ó .
— P o d a n ia z Szczepanow a, rodzinnej wioski św. S tanisław a, w P r z e
g lądzie p o w sze chny m p o d re d a k c y ą M. M o ra w sk ie g o T. J.,
zeszyt z m aja 1895. K r a k ó w , druk. W . L. A n c zy ca i Sp. w 8-ce,
str. 233 — 247.
R e y m o n t W ł a d y s ł a w . P ie lg rz y m k a do Jasnej g ó ry , w ra że
nia i obrazy. W a rsz a w a , n a k ł G e b e th n e ra i W olffa, druk.
R u b ieszew sk ie g o i W r o tn o w s k ie g o , 1895, w 8-ce małej, str.
132, z rycinam i. Cena 60 kop.
T a r n o w s k i S t a n i s ł a w . O R u s i i R u s in a c h , o d b itk a z K r a
kusa. K r a k ó w , s p ó łk a w y d a w n . P o lsk a , 1895, str. 68, cena
’ 20 ct.
V o g e s T h . S a g e n aus dem L a n d e B raun schw eig. B rau n sc h w eig ,
В. Goeritz, w 8-ce, str. X V I і 340.
W i n i a r z A l o j z y . O zwodzie zw yczajów p ra w n y c h m azow ie
ckich u k ład u W a w r z y ń c a z P rażm ow a. (O dbitka г X X X I I . t o
m u R o z p r a w W y d z ia łu histor.-filozof. A k a d . um.). K ra k ó w ,
S p ó łk a w y d a w n ., druk. Uniw. J a g i e ł , 1895, w 8-ce większej,
str. 79 i i nl.
Z b i ó r wiadom ości do an tro p o lo g ii krajow ej, w y d a w a n y s ta ra
niem ko m isyi antropologicznej A k ad em ii umiejętności w K r a
kow ie, tom X V I I I . K r a k ó w , nakł. A k ad em ii, S p ó łk a w y d a
wnicza, druk. Uniw. J a g ., 1895, w 8-ce, str. I X , 76 i 492, z 1
tabi, i 2 1 figuram i w tekście.
T re ś ć : S p ra w o z d a n ie z posiedzeń kom isyi (str. I —IX); —
—
187
—
1. Dział arch eo lo g icz n o -an tro p o lo g iczn y : i, S p raw o z d an ie c z w ar
te z wycieczki p aleontologicznej po G alicyi w r. 1892, przez
G. O ssow skiego (str. 1— 28); 2. C h a ra k te ry s ty k a a n tro p o lo g i
czna szlachty drobnej g m in y G ra b o w o w powiecie szczucińskim, g u b ern ii łom żyńskiej, przez d ra W ła d . O lechnow icza (str.
29 —46); 3. C h a r a k te r y s ty k a a n tro p o lo g icz n a L itw in ów z o k o
lic m iasta Olity, przez dra W ła d . Olechnowicza (str. 47— 76); —
II. Dział etn o lo g ic z n y : 1. Zielnik czarodziejski, t. j. zbiór prze
sądów . o roślinach, przez Józ. R o sta fiń sk ieg o (str. x— 191);
2. P ieśni biało rusk ie z p o w iatu dziśnieńskiego g u b e rn ii w ile ń
skiej, przez Ad. Czernego (str. 192— 224); 3. D o d a te k do p ie
śni białorusko polskich z . pow iatu so kolskiego g u b e rn ii g r o
dzieńskiej, przez dra J. B a u d o u in a de C o u rten ay (str. 225— 231);
4. Ł o tysze Inflant polskich a w szczególności g m in y wielońskiej p o w ia tu rzeżyckiego, część II, przez Stef. U la n o w sk ą
(str. 231— 292).
Język.
В u b e r S a l o m o n . A nsch e Sehern, B io g ra p h ie n u n d L eic h en stein
inschriften von R a b b in e n , L eh rh ausvorsteh ern , R elig io n sw eisern, R ab b in a ts a s s e s s o re n un d G em eindevorstehern, die w ä h
re n d eines Zeitraum es von v ierh u n d e rt Jah re n , 1 5 0 0 - 1 8 9 0 , in
L e m b e rg lehrten u n d w irkten, in alp h ab e tisc h er R e ih e n fo lg e ,
n e b s t einem B e itra g e zur G eschichte der J u d e n in L em b e rg .
K r a k a u , V e rla g des V erfassers, D ru c k von J. fi'ischer, 1895,
w 8-ce, str. X X V I I , 24g і і nl.
E r z e p к i B o l e s ł a w , Dr. P ró b k i g w a r y mazowieckiej z k ońca
X V I I . i po czątku X V I I I . wieku, P o z n a ń 1895, w 8-ce, str. 11.
F i n e k F . N. U e b e r das V e rhältniss des baltisch slavischen . nominal-accents zum urindo-germ anischen. M arburg, N. E. Elvert,
1895. Cena i. m. 80 fen.
G u t z e i t W . v. W ö rte rs c h a tz der deutschen S p ra c h e Livlands,
і Theil ; 3 Theil, і H ä lfte ; 4 T h eil. N a c h trä g e zu A — S und
V. R i g a , N. K y m m e ls S o rtim e n t in K om m iss, w 8-ce większej,
str. 345 — 35°. 83— 118', 21 — 26 і і — 37H e n s e 1 A n t. K ö n ig s b e r g e r Namen. E rn s t und Scherz aus dem
K ö n ig s b e r g e r A dressbuche. N eu h e ra u sg eg e b . und erweitert,
1895, K ö n ig s b e r g , H a rtu n g , w 16-ce, çena 50 fen.
Dzieje
kultury
i przemysłu.
A d l e r G. D as grosspolnische F le is c h e rg e w e rk vo r 300 Jahren.
Posen, J, Jolowicz, 1895. Cena 2 m. 80 fen. Odb. z Zeitschrift
d. hist. Geś. f. d. P rov. Posen, rocznik I X (1895).
B a r t o s z e w i c z K . R zec zp o sp o lita babińska. A teneum , pismo
n a u k o w e i literackie p o d re d a k c y ą P. C hm ielow skiego. W a r
szawa 1895, zeszyt z maja, str. 290— 311.
—
188
—
B i b l i o t e k a w a r s z a w s k a , pism o pośw ięcone naukom , sztu
k o m i przem ysłow i, p o d re d a k c y ą Józ. W e y s s e n h o fa , zeszyt
z k w ie tn ia 1895. W a rs z a w a , G e b e th n e r i W olff, d ru k J. S i
ko rsk iego , w 8-ce, str. 194. N a str, 31— 66: Tłum , szkic socyologiczny, II. T łu m zbrodniczy, III. M iasto i wieś, przez
Br. Łozińskiego.
G ł ą b i ń s k i S t a n i s l a u s Dr. V olks w irth sch aftlich e R ü c k b lic k e
a u f die L e m b e rg e r L a n d e s a u s te llu n g 1894. (O dbitka z österr.
ung. R e v u e , X V I I), W i e n & L e m b e rg , im S e lb stv erläg e , k. k.
H o fb u c h d ru c k e re i, 1895, w 8-ce, str. 39.
Ł u s z c z к i e w i c z W ł . T u rm a w ięzienna X I I I . w. w Łowiczu,
p rz y c z y n e k do h isto ry i k u ltu r y w P olsce średniow iecznej. (Od
b itk a z W iad o m o śc i numizm.-archeolog.) K r a k ó w , druk. Anczyca i Sp. 1895, w 4-ce większej, str. (szpalt) 8, z ryciną.
P y ta n i a i odpowiedzi.
I. Pług.
1. Części p łu g a n az y w ają się: b l a c h a jest to lemiesz; —- d r ą ż
ki , gdzie indziej czepig i; g r ą ź d z i e l = g rą d ziel; s u s ł o = trzusło, k u r e k = gwóźdź, k t ó r y się zakłada w o tw o ry grądzielu.
W g rą dzielu znajduje się 11 dziurek. Podczas orki grądziel o p a r ty
jest n a k o l c a c h , t. j. m ałym , d w u k o ło w y m wóżku. U zam ożniej
szych g o s p o d a rz y b y w a ją k ó łk a u kolców okute, u biedniejszych
kó łk o zrobione z jednej zgiętej gałęzi jałow cow ej, nie po trze b u je
b y ć oko wane. Osie u kolców są drew niane. W o ś k a c h ty c h o s a
dzony jest k l u c z , rodzaj dyszla o p a trz o n e g o n a k o ń c u s w o r n i k i e m . D o klu cza za kładają w a g i w ten sposób, że się nie z a h a
cza o s w o rn ik (żelazny h a k w ty ł zakrzywiony). P r z y orce w ołam i
zakłada się do klucza dyszel w ołow y, do k tó r e g o p rzy m o c o w u ją
jarzmo.
Ciężkowice, p o w iat Grybówo
Seweryn Udziela.
2. N a z w y części sk ład o w y c h p łu g a , soch y i r a d ła u żyw ane
w Chełmskiem p odaje K o l b e r g : Chełmskie, tom I, str. 105 — 106;
w M iędzyrzeckiém, ks. A. P leszczyński : B ojarzy m iędzyrzeccy ( W a r
szawa, 1893) str. 24 (w uw adze); w Jag-odnem (pow. Ł ukow ski,
w K ró l. Pol.) p. Z. W a s ile w s k i: J a g o d n e (W arszaw a, 1889) s tr - 58;
w R u d a w i e (koło K ra k o w a ) p. S. P o la cze k : W ie ś R u d a w a ( W a r
szawa, 1892), str. 19. D alszą bibliografię nazw ty c h p o d am w n a
s tęp u jąc y m zeszycie »Ludu«.
A- Strzelecki.
—
18.9
—
II. Niecenie ognia aa pomocą tarcia.
i. W. »Wiśle« warszaw skiej p oru sz y ł ten przedm iot w r. 1889,
p. S ta n is ła w Ciszewski, (tom III, str. 666— 669). O d tą d w k aż d y m
tom ie zn a jd u je m y now e szczegóły i wiadomości, a mianowicie :
w tomie/ IV , str. 4 5 7 —459 i 691; tom V, str. 165 — 166, 432— 434
i 924; tom V I, str. 434—435 i 920—921; tom V II, str. 388— 389.
W tom ie V I I I znajduje się w iadom ość o nieceniu o g n ia przez t a r
cie, n a str. 758, w K n o o p a P o d an iach i opo w iad a n ia ch z W . Ks.
P o z n a ń s k ie g o . J e s t to niezw y kle cenna, chociaż szczupła w iązanka.
J e s te m p rz e k o n a n y , znalazłoby się więcej wiadom ości, g d y b y Szan.
cz y te ln ic y »Ludu« zechcieli się zająć ich wyszukaniem .
2. Zob. także str. 182 streszczenie czasop. »Am Urquell«. A. Strzelecki.
IV. W iara w znaczenie i moc imion chrzestnych.
»Lud niem a zwyczaju n a d a w a ć dzieciom chrzestny ch imion r o
dziców ich w łasn y c h (przez osobliw e w rodzinie po szanow anie dla
p a tro n a o j c o w e g o l ub m a t c z y n e g o ) . W r a z i e t y l k o g d y
s i ę - k o m u d z i e c i n i e c h c ą c h o w a ć , tj. g d y um ierają młodo,
m ianu ją now o p r z y b y łe g o s y n k a (i to nie zawsze) imieniem ojca,
a b y się ch o w ał i żył, bo w tak im r a z i e . s ą d z ą , że P a t r o n będzie
w y ro z u m ia ły i dla sy n a także, k tó re g o rów nie ja k i ojca uch ow a
w zdrow iu i krzepkości« (K o lb e rg , Chełmskie, I, 177).
A. Strzelecki.
P ro s im y Szan. C zytelników o n ad sy łan ie u w a g i wiadom ości
na p oruszone w ty m dziale kw e sty e . P o ż ą d a n e są n a w e t jaknajdrobniejsze notatki.
-
-—
S p r a w y T o w a r z y s tw a .
Z p o w o d u w y ja z d u ze L w o w a p rz e w a ż n e j
się
w lip cu ,
sie rp n iu i w rz e śn iu
ani je d n o
części c z ło n k ó w Z a rz ą d u nie o d b y ło
p o sie d z e n ie
Z a rz ą d u .
Z teg o też p o w o d u ,
c z ło n k o w ie , k tó rz y w ty m cza sie z g ło s ili sw e p rz y stą p ie n ie , nie o trz y m a li d o tą d p o tw ie r
d z e n ia p rz y ję c ia ich, co je d n a k w n a jb liż sz y m czasie z a ła tw io n e m z o sta n ie .
M o ż em y się p rz y tej sp o s o b n o ś c i p o d zielić z P. T. C z ło n k a m i r a d o s n ą w ieścią,
iż w k ró tc e z a w ią ż e się k ilk a o d d z ia łó w T o w a rz y s tw a n a p ro w in c y i i u d ajem y się z p ro
ś b ą o p o z y s k iw a n ie T o w a rz y s tw u n o w y c h c z ło n k ó w .
T o w a rz y s tw o n a s z e w z ię ło u d z ia ł w W a ln y m zjeźd zie T o w a rz y s tw a p e d a g o g ic z
n e g o w W a d o w ic a c h , w y s e łą ją c ta m ż e sw y c h d eleg ató w .
Z am ie sz c z a ją c p o n iżej s p r a w o
z d a n ie ty ch że, w y ra ż a m y ży cze n ie , a b y n a w ią z a n e w ten sp o s ó b sto s u n k i s ta ły się trw ałem i i w y s z ły n a k o rz y ś ć o b u T o w a rz y stw .
I. Sprawozdanie delegatów na Zjazd Towarzystwa pedagogicznego
w Wadowicach.
Na p o rz ą d k u d zien n y m
te g o ro c z n e g o W a ln e g o
Z ja z d u T o w a rz y s tw a p e d a g o g ic z
n eg o b y ł referat, o u d ziale n a u c z y c ie li lu d o w y c h w s p is y w a n iu m o n o g rafii p o w ia tó w k ra ju
—
190
—
n a s z e g o . W o b e c teg o , iż k w esty e, p o ru s z o n e w ty m referacie, w c h o d z ą w z a k re s d z ia
ła n ia T o w a rz y s tw a n a s z e g o i ch cąc w te n sp o s ó b n a w ią z a ć b liż sz e sto s u n k i z T o w a rz y stw e m p e d a g o g ic z n e m
i z
n a u c z y c ie lstw e m
lu d o w em ,
p re z y d y u m
T o w a rz y s tw a
lu d o
z n a w c z e g o p o s ta n o w iło w z ią ć u d z ia ł w o b ra d a c h Z ja z d u i u p o w a ż n iło niżej p o d p isa n y c h
d o r e p re z e n to w a n ia T o w a rz y s tw a lu d o z n a w c z e g o n a Z jeździe w ad o w ick im .
P rz y liczn y m b a rd z o u d ziale c z ło n k ó w
T o w a rz y s tw a p ed àg .,
ro z p o c z ę ły się d n ia
18. lip c a o b ra d y Z ja zd u . P o z a g a je n iu o b ra d prZez p r e z e s a T o w . ped. J. O. Je rze g o ks.
C z a rto ry sk ie g o i p o .p o w u tan iach
ze s tro n y d u c h o w ie ń s tw a , m iasta, p o w ia tu , ro z m a ity c h
to w a rz y s tw i in sty tu c y i, p rz y s tą p io n o do p o rz ą d k u d zien n eg o ,
g o ż b y ł w y m ie n io n y
k ie w ic z a .-R e fe re n t w s k a z a w s z y
do p o z n a n ia w ła s n y c h sił
czen ie.
a p ie rw sz y m p u n k te m te
w y żej referat, u ło ż o n y i p rz e d s ta w io n y Z ja zd o w i p rz e z p. Ii. F a l
n a ek o n o m ic z n e z n a c z e n ie k ra jo z n a w s tw a , ja k o ś ro d k a
i zasobów
k raju , z w ró c ił u w a g ę n a p e d a g o g ic z n e jeg o z n a
„M iło ść o jczy stej ■ziem i staje' się tern siln iejszą, im d o k ład n iej tę ziem ię zn am y .
W p ra w d z ie ten św ię ty ogień, u sz la c h e tn ia ją c y d u sz ę czło w ie k a ,
k a ż d e g o se rca , b o m iło ść tę w le w a w
m ego p o w ie trz a ,
w oń
ro d zim y ch
n a s p ie rś m atki,
p ól i la s ó w .
L ę c z ja k ż e i n n ą b ęd zie ta m iło ść, o ile
ja ś n ie js z y m s ta n ie , się b la s k tego św ię teg o o g n ia,
o jczy stej u św ia d o m i i p o d s y c i“. W y ra z iw s z y
tli n ie z a w o d n ie n a dnie.
a p o d trz y m u je tch n ien ie ro d z i
gdy
go
d o k ła d n e
p o z n a n ie tej ziem i
żal, że ta k d łu g o k ra jo z n a w s tw o z u p e łn ie
u n a s z a n ie d b a n e b y ło , p o d n ió s ł „ trz y w a ż n e w ro z w o ju k ra jo z n a w s tw a m o m e n ta : p o
w s z e c h n ą rv y sta w ę k ra jo w ą , z a w i ą z a n i e T o w a r z y s t w a l u d o z n a w c z e g o i k o n
k u rs m u zeu m im . D zied u szy ck ich . T o w a r z y s t w o l u d o z n a w c z e
— p o w ie d z ia ł p re le
gent — u p r a w i a w p r a w d z i e t y l k o j e d n ą , l e c z b a r d z o w a ż n ą g a ł ę ź k r a j o
z n a w s t w a . W s w y m o r g a n i e „ L u d “ z w r a c a s i ę o n e r .d o . n a u c z y c i e l s j w a
ludowego
z
gorącem
i serdecznem
w statutach swych ułatwiło
wanie
do
T o w a r z y s tw 'a .
wezwaniem
też n a u c z y c i e l s t w u
Jestem
pewny,
że
do w s p ó ł p r a co w n i e t w a ;
ludow'emu
w^ezwanie
to
przystępo
będzie
sku
t e c z n e “. N astęp n ie p rz e d s ta w ił z n a c z e n ie i w a ż n o ś ć k o n k u r s u ro z p isa n e g o p rz e z J. E:
W ło d z . h r. D z ie d u sz y c k ie g o i ru ch w y w o ła n y tym faktem p o m ię d z y n a u c z y c ie lstw e m , a
w k o ń c u w s k a z u ją c n a to, że tyle je s z c z e n a p o lu k r a jo z n a w s tw a p o z o s ta je do z ro b ie
n ia, r z u c ił'm y ś l, ab y T o w a rz y s tw o p ed a g . z a in ic y ó w ą łb p ra c ę w' tym k ieru n k u .
P. F a l
k iew icz p o s ta w ił w re sz c ie w n io se k , ab y Z ja zd u c h w a lił W ł. hr. D z ie d u sz y c k ie m u „ w y
ra z y h o łd u z a o sią g n ię ty re z u lta t w ro z w o ju k ra jo z n a w s tw a i . z a ro z b u d z e n ie ru c h u
w p r a c y n a tem p o l u “. D rugi w m iosek b rz m ia ł: „U z n a ją c d o n io słe z n a c z e n ie k ra jo z n a w s tw a d la n a d a n ia sz k o ło m lu d o w y m k ie ru n k u p ra k ty c z n e g o , tu d z ie ż dla w y c h o w a n ia n a
rodow ego,, p o le c a XX IX . W a ln y
Z jazd Z a rz ą d o w i
głów m em u
z ło ż e n ie
stałej
k om isyi,
k tó ra b y p ra c ę n a p o lu " k ra jo z n a w s tw a w ś ró d n au czy c ie li lu dow ych" r o z b u d z a ła i w s p ie
ra ła , tu d z ie ż śro d k i, do u ło ż e n ia
i w y d a n ia p o d rę c z n ik a k ra jo z n a w s tw a dla n au czy c ie li
s z k ó ł lu d o w y c h o b m y ś liła “.
N astęp n ie k sią ż ę P re z e s
g ło s u d e l . Ż m i g r o d z k i e m u ,
z n a c z e n ie b a d a n ia lu d u
p rz e d s ta w ił
z g ro m a d z e n iu
niżej
p o d p isa n y c h
i u d zielił
k tó ry w d łu ż sz e j p rz e m o w ie z w ró c ił u w a g ę n a n a u k o w e
i w m zw ał ž e h ra n ý c h
do p o p ie ra n ia celó w
T o w a rz y s tw a lu d o
z n a w c z e g o p rz e z zb ie ra n ie m a te ry a łó w ludoznaw m zych. N astęp n ie z a b r a ł g ło s d e l . S t r z e
l e c k i i n a w ią z u ją c do re fe ra tu p. F alk iew icza) w s k a z a ł, iż. refe ren t z a w ielkie zad a n ie
sta w ia n a u czý c i'elstw 'u , w y m a g a ją c m o n o g rafii w y c z e rp u ją c y c h p o d k ażd y m w zg lęd em .
N iek tó re d ziały , ja k n. p. fizy o g raficzn é o p isy , w y m a g a ją fach o w y ch stu d y ó w i fa c h o
w y c h b a d a c z y , in n e s ą ju ż o p ra c o w a n e j alb o też m a te ry a ł do o p ra c o w a n ia ich j e s t .ju ż
ze b ra n y , p o d czas, g d y z b io ry m ą te ry a łó w e tn o g raficz n y ch , do k raju n a s z e g o się- o d n o s z ą
cy ch , s ą b a rd z o sk ą p e. A z re s z tą o p ó ź n ie n ie w z b ie ra n iu m a tę ry a łó w w in n y c h d z ia ła c h
191
—
—
nie p rz y n ie sie zn a c z n e j sz k o d y n au ce, b o p rz y ro d a , o to czen ie lu d u , nie zm ie n ia
się tak
p ręd k o , p o d c z a s g d y lu d zm ien ia się z k a ż d y m dniem , z a p o m in a o d a w n y c h z w y c z a ja c h •
i o b y c z a ja c h , p o r z u c a d a w n e w ie rż e n ia itd. D la tego też zb ie ra n ie m a te ry a łó w lu d o z n a w
c z y c h je s t rz e c z ą n iezm iern ie w a ż n ą i n ie c ie rp ią c ą zw ło k i. W k o ń c u p o d a ją c do w ia d o
m ości w a ru n k i p rz y s tą p ie n ia
do
T o w a rz y stw a ,
w ezw ał
n a u c z y c ie ls tw o
do
z a ję c ia się
lu d o z n a w stw e m .
G dy w d alszej d y s k u s y i d a ły się s ły s z e ć g ło sy , że n a w e t w k ła d k a 1 zł. ro c z n ie
j e s t d la .w ie lu n a u c z y c ie li z b y t w’y so k ą , del. Ż m i g r o d z k i p o s ta w ił w n io se k , ab y W a l n y
Z j a z d p o l e c i ł Z a r z ą d o w i Tow n p e d a g . u d a ć s i ę d o Z a r z ą d u T o w . l u d o z n a w .
z przedstawieniem,
a b y n a u c z y c i e l l ud. ,
m a t e r y a ł ó w ludozn., u w o l n i o n y
był
od
który
p r z y s z ł e 3 a r k u s z e (pisma)
wkładek.
Ks. K a r o w s k i , del. M acie
rz y sz ląsk iej, p ro sił, a b y T o w . l u d o z n . r o z s z e r z y ł o s w ą d z i a ł a l n o ś ć n a
S z l ą s k i z a p r o p o n o w a ł u c h w a le n ie rezo lu cjo tej treści. W re sz c ie p. P o l a c z e k , k o n s ta
tu ją c fakt,
że
„ T o w a rz y s tw o
lu d o z n a w c z e
u c z y n iło n am z a s z c z y t“, d eleg u jąc n a Z ja zd
sw y ch re p re z e n ta n tó w , a „delegaci m a ją p rz e k o n a n ie , że n a u c z y c ie ls w o lu d o w e g a rn ie
się do p r a c y “, p o s ta w ił w n io se k , „ a b y im ieniem T o w . p e d a g o g ic z n e g o z ło ż y ć se rd e c z n e
p o d z ię k o w a n ie T o w a r z y s tw u “ z a w y s ła n ie d eleg ató w , a d eleg ato m z a ich p rz y b y c ie .
Del.
Strzelecki
z a b ie ra ją c p o n o w n ie g ło s o św ia d c z y ł, że w ra z ie u c h w a le n ia
w n io s k u p. Ż m ig ro d zk ieg o , p rz e d ło ż y
go Z a rz ą d o w i T o w a rz . lu d o z n .
i p o p rz e g o rą c o ;
co do w n io s k u ks. K u ro w sk ie g o ■z a z n a c z y ł, iż4 Z a rz ą d p ra g n ie ja k naju siln iej ro z sz e rz y ć
d z ia ła ln o ś ć T o w . lu d o z n . n a S z lą sk i p r o s ił o p o p a rc ie
w ty m k ie ru n k u d eleg ató w M a
cierzy sz ląsk iej, w re sz c ie z a z n a c z a ją c , iż p rz e p ro w a d z e n ie
m yśli p. F a lk ie w ic z a b y ło b y
łatw iejsz em , g d y b y oW a s ta ła k o m isy a s k ła d a ła się- z s p e c y a listó w w r ó ż n y c h d z ia ła c h
k ra jo z n a w s tw a , sta w ia w n io se k , ab y Z a rz ą d T o w . ped. z a p r o s ił T o w a rz y s tw o p rz y ro d n ik ó w im . K o p e rn ik a i T o w a rz y s tw o lu d o z n a w c z e do w y s ła n ia d e le g a tó w w
sk ła d kom i-
syi. W n io sek te n p rz y ję ty p rz e z refe ren ta, ja k i w n io sk i del. Ż m igrodzkiego-, i k s. K aro w śk ie g o p rzy jęto je d n o g ło ś n ie , z a ś w n io se k p. P o la c z k a h u c zn y m i o k lask am i.
D y s k u sy a , s tr e s z c z o n a w y ż e j, p r z e k o n a ła d eleg ató w , iż n a u c z y c ie ls tw o lu d o w e
ch ętn ie g a rn ie ; się, do p ra c y n a p o lu lu d o z n a w s tw a i że T o w a rz y s tw o n a s z e p o z y s k a
w n a u c z y c ie la c h lu d o w y c h p ra c o w n ik ó w p e łn y c h z a p a łu i p rz e ję ty c h w a ż n o ś c ią sp ra w y .
D o w o d em teg o n ajlep szy m , iż w ielk a ilo ść o b ecn y ch n a Z jeździe, p o m ię d z y tym i w s z y s c y
p ra w ie c z ło n k o w ie Z a rz ą d u z p re z e se m J. O. Je rzy m k s. C z a rto ry sk im n a czele, z g ło sili
p rz y stą p ie n ie do n a s z e g o T o w a rz y stw a .
W k o ń c u n iech n am
w o ln o
b ęd zie z ło ż y ć se rd e c z n e i sz c z e re p o d z ię k o w a n ie za
p ra w d z iw ie sta ro p o ls k ie , g o śc in n e przy jęcie, ja k ie n a s w W a d o w ic a c h sp o tk a ło .
L w ó w , w iipcu 1895. r.
M ic h a ł Ż m ig r o d z k i.
A d o l f S tr z e le c k i.
II. Wykaz towarzystw naukowych i redakcyi pism, z któremi Towarzystwo
nawiązało stosunki.
1.) M u z ejsk o d ru sz tv o z a K ra n jsk o w L u b la n ie , k tó re p o s y ła T o w a rz y s tw u sw ój
o rg a n p. t. „ Iz v e s tja M u z ejk eg a d ru s z tv a z a K ra n js k o “, u reju je A n to n K oblar. V L ju b lan i.
2.) R e d ak cy a c z a so p . „C z e sk y L id “ . S b o rn ik v ie n o v a n y s tu d ju lidu cz e sk è h o
v C zech ach , n a M o rav ie, v e S lezsk u a. n a S lo v en sk u . R ed ak to r cz a sti k u ltu rn ie -h isto ric k é
a eth n o g rafick é : Dr. C zernek Z ib rt;
N iederlc. W P rad ze.
c z a s ti a n th ro p o lo g ic k é a a rc h a e o lo g ic k é ;
Dr. L u b o r
3.) V erein fü r ò e ste rre ic h isc h e V o lk sk u n d e in W ien , p r z e s y ła T o w a rz y s tw u
sw ó j
o r g a n : „Z eitsch rift fü r ò este rre ic h isc h e V o lk s k u n d e “ . R ed ag irt v o n D r. M ichael H a b e rla n d t.
—
192
-
4.) R e d a k c ja c z a s o p . „Ź ytie i s ło w o “, w is tn y k lite ra tu ry , istörii i folkloru, w y d a je
“ O lg a F ra n k o . L w ó w . R e d ak to r Dr. Iw a n F ra n k o .
III. Wykaz darów na rzecz Towarzystwa.
D z ie ła do b ib lio tek i o fiaro w a li :
1. ' Dr , M a to v (w Sofii) sw o ją ro z p ra w ę : P rik a s k a ta z a p riv in a ta i k riv in a ta . Sofia
r. 1895.
2. Dr. K aro l M à ty às s w ą ro z p ra w ę : Z a p u s t — P o p ielec — W ie lk ą N oc. K ilka
z w y c z a jó w lu d u w T a rn o b rz e s k ie m .-(O d o itk a z „ L u d u “). L w ó w , 1895.
3. M u sejn i S polek. „V icze la C z a s ła v s k a w
C z e rn ia k a p. t. S trá ž c e s ta ro ž itn o s ti. P o v íd k y
v y o b ra z e n im i. V P ra z e , 1895.
C z a sła w ie
(C zechy)
d z ie ło K lim en ta
a p o u c z e n i lidu o s ta ro ž itn o s te c h .
S 69
4. T o w a rz y stw o leśn e g a lic y jsk ie : S p ra w o z d a n ie z o g ó ln eg o z ja z d u le śn ik ó w itch,
o d b y te g o w w rz e ś n iu 1894. r. w e L w o w ie, L w ó w , 1894.
5. T o ż. S p ra w o z d a n ie ' z c z y n n o ś c i W y d z ia łu z a ro k 1894/5. L w p w , 1895.
6 . T o ż. P o g lą d na_ s to s u n k i g o s p o d a rs tw a le śn e g o -w p a ń s tw ie n a d w ó rn ia ń sk ie m
itd. L w ó w , 1895:
7. P. S ew ery n U dziela, c. k. in s p e k to r o k rę g o w y
i d e le g a t T o w a rz y s tw a n a s z e g o
w W ieliczce, sw o ją p r a c ę : M a te ry a ły e tn o g ra fic z n e z R o p c zy c, K rak ó w . 1886.
8 . T e n ż e . P ies w p rz y s ło w ia c h p o lsk ich . K raków , 1887.
9. T en że. P iski w m ieście R o p c zy cach . T a r n ó w / 1888.
10. T e n że. P o c z u c ie piękka; u lu d u ro p c z y c k ie g o . W a r s z a w a ,. 1889.
11. T e n ż e . L u d p o lsk i w p o w iecie ro p czy ck im . K raków . 1892.
12. T e n że. C h o le ra w p o jęciach lu d u ziem i S ądeckiej. K ra k ó w , 1895.
13. P. M ic h ał F rą c k ie w ic z , p ro fę s o r g im n a z ju m w W a d o w ic a c h , s w ą p r a c ę : S pis
p rz e d m io tó w Z aw arty c h w XXV ro c z n ik a c h „ S z k o ły “ . L w ó w . 1894.
14. P. L e o n M a g iero w sk i,
n a u c z , w Ja ć m ie rz u ,
s w ą p ra c ę :
K ilka w ia d o m o śc i o
lu d z ie p o lsk im ze w si W e so łe j w p o w . B rz o z o w sk im . K ra k ó w , 1889.
15. P. A d o lf S trzelecki b r o s z u r ę : Z d z ie d z in y r y b a c tw a p rz e z K o n s ta n te g o M ikie“w icza. L w ó w , 1894.
16. T e n ż e . M a lerisch e R eise a u f dem W a a g flu ss e v o n A lois F re ih . v o n M e d n y an sk y . P e s t, 1844.
17. Z a rz ą d M uzeum
p rz e m y sło w e g o
m iejsk ieg o We L w o w ie :
K a ta lo g bib lio tek i.
Szanow nym
z a ich d ary , p r o
L w ó w , 1894.
S k ła d a ją c se rd e c z n e p o d z ię k o w a n ie
o fiaro d aw co m
sim y o d a ls z e n a d s y ła n ie ' ta k o w y c h n a rz e c z T o w a rz y s tw a .
s z c z e g ó ln ie d o p p . A u to ró w
U dajem y się z tą p r o ś b ą
i N a k ład có w , a ż e b y w z ro z u m ie n iu w a ż n o ś c i tej s p ra w y
zech c ie li p rz y c z y n ić się sw em i ofiaram i do z a ło ż e n i a . b ib io tek i, w k tó rej z n a jd o w a ły b y
się w s z y s tk ie d z ie ła o d n o s z ą c e się do n a sz e j etnografii.
R ed ak cy a u p ra sz a P. T. członków , k tó rz y nie o trzy m a li lub nie
o trzy m a ją w p rzyszłości poszczególnych zeszy tó w »Ludu« o re k la
m o w an ie ty ch że w c. k. Urzędzie pocztow ym . G dyby re k la m a c y a była
b ez sk u te czn ą n ależy zaw iadom ić o tern S e k re ta rz a Tow . p. A dolfa
S trzeleck ieg o (L w ów , G a rn c a rsk a , 12).
W y d aw cy »W isły« w a rsz a w sk ie j zniżyli znacznie dla członków
T ow . cenę p re n u m e ra ty tegoż pism a. C złonkow ie chcący p re n u m e
ro w a ć »W isłę« po zniżonych cenach zechcą u d ać się do S e k re ta rz a
T o w a rzy stw a.
Í8 Í4 — Í8 9 5 .
Je d e n z ostatnich... W sz y scy p ra w ie ró w ieśn icy jeg o leg li
I już w g ro b ie. C ały szereg t y c h , k tó rz y jed n y m i ty m sam ym
ożyw ieni d uchem , je d n ą i tą sam ą przejęci m y ślą , chcąc
zerw ać ciasne o k o w y krępująceg'o ich k la s y c y z m u , z całym
zapałem m łodzieńczych um ysłów zw rócili się n a inne to ry ,
do najbliższego o to c z e n ia , w śró d l u d u , w pieśni gm innej
szukając n o w y ch ideałów , n o w y ch w zorów , n o w ych tem atów ,
n o w y ch źró d eł arty sty c z n e g o n a tc h n ie n ia , źró d eł sw ojskich,
ro d zinnych...
M łodzieży tej zaciasno b y ło w sferze , dla k tó rej ostatnim
w yrazem p ię k n a b y ły obce id eały s ta ro ż y tn e g o , k lasy czn eg o
ś w ia ta , p o sąg o w o p ię k n e ale z im n e , o b o ję tn e , kon w en cy o nalne. C iasno jej tam by ło i duszno. P o d w pływ em p o ry w a
jący c h sw ą św ieżością i siłą p rą d ó w ro m an ty zm u w y ry w a ła
sie ta m łodzież^z p o śró d m urów m iejskich , z izdebki s tu d e n
ckiej , spiesząc tam , gdzie ją o tacz ała n ie k rę p o w a n a ty lu w ię
zami p rz y ro d a , w lasy i g ó ry , łą k i i n iw y o jczy ste, a b y tam
w ejść p o d k u rn ą strzechę i zbierać k w ia ty fa n ta zy i lu d u n a
s z e g o , je g o p o d a n ia i pieśni...
N a dw ie g ru p y podzielić należy ty c h pierw szych rom an
ty k ó w polskich. Je d n i siłą sw y ch g e n ia ln y c h um ysłów p rz e
tw arzali w y tw o ry um ysłow ości lu d u w a rcy d zieła sztuki ; —
zachow ując tem at lu d o w y ja k o jąd ro , snuli około n ieg o p rz ę
dzę sw y ch w łasn y ch m y ś li, p rz y b ie ra li fa n ta sty c z n e postaci
w y o b raźn i ludow ej w a rty sty c z n e k ształty , otaczając je k w ia
tem sw eg o g en ia ln e g o n atch n ian ia. Ic h pierw ow zorem — M ickie
wicz i C hopin.
—
194
—
D ru d z y skrom niejsze sobie p o staw ili zadanie. W ę d ru ją c od
sio ła do sioła , zapisyw ali pieśni i p o d an ia lu d u w tej form ie , w j a
kiej lu d im je śp iew ał i o p o w ia d a ł, i w tej form ie oddaw ali je
sp o łeczeń stw u . Z bierali m a te ry a ł d la um ysłów w y p o sażo n y ch g e
n ia ln ą s i ł ą , m o g ącą te po ln e k w ia ty u s z la c h e tn ić , o b d arzy ć w sp a
n iałą b arw ą i k ra są. Z apoznaw ali społeczeństw o z św iatem m u do
ty ch czas zupełnie n ie z n a n y m , z św iatem o ry g in a ln e j tw órczości lu
dow ej ; nie m y ś lą c , nie w iedząc w cale o te r n , że p ra c ą sw ą k ła d ą
p o d w a lin y p o d b u d o w ę g m ach u now ej w iedzy, do p iero w k ilk a
dziesiąt la t później m ającej się ro zw in ąć; że ro z p o czy n a ją pracę,
k tó rą d o p iero n a stę p n e p o k o len ia sk ieru ją n a w łaściw e to ry , n a d a
jąc jej in n e cele , tw o rząc z am atorskiej zab aw k i — w iedzę o b w a
ro w a n ą całym a p a ra te m sy stem aty cz n y ch b ad ań . Nie m yśleli o tem ,
nie w iedzieli ci pierw si p raco w n icy na po lu ludoznaw stw a...
Je d e n ż p ierw szy ch pom iędzy nimi to ś. p. Ź eg o ta P au li. J a k o
sied em n a sto letn i m łodzieniec opuszcza sw e m iasto rodzinne i w ę
d ru je pieszo od wsi do w s i , po całej p ra w ie G a lic y i, zw iedza k la
szto ry , k o ścio ły , p a ła c e , arch iw a i k sięg o zb io ry , z a b y tk i daw no
m inionej p rz e s z ło śc i, opisuje je i odrysow uje. A le nie u n ik a i ch a t
sło m ian ą k ry ty c h strzechą , zbliża się do lu d u w ie js k ie g o , p rz y p a
tru je się je g o zw yczajom i o b rz ę d o m , p rzy słu ch u je się je g o p ie
ś n io m , zapisuje je i zbiera. O w ocem tej trzy le tn iej w ędrów ki zbiór,
z aw ierający przeszło ty sią c pieśni lu d o w y ch .
Je d n y m z pierw szy ch b y ł ś. p. Ź eg o ta P au li. R ó w n o cześn ie
z nim zb ierają W a c ła w z O lesk a i W ó jc ic k i, później do p iero o la t
k ilk a K o n o p k a , L ip iń s k i, Zejszner, B rzozow ski i ró w ie śn ik ś. p.
P a u le g o , w ty m sam ym u ro d zo n y ro k u K o l b e r g .
D ziś z g ro n a te g o p o zo stał p rz y życiu jed en ty lk o K a ro l
B rzozow ski.
Cześć ty m pierw szym p raco w n ik o m n a po lu ludoznaw stw a...
Ś. p. Ź eg o ta P a u li urodził się w N ow ym S ą c z u , d nia i. lip ca
1814. ro k u . U k o ń czy w szy gim n azy u m w sw em rodzinnem m ieście,
ro zp o czął w r. 1831. sw ą w ęd ró w k ę po G alicyi. W zimie teg o ż
ro k u p rz y b y ł do LwTow a i uczęszczał n a u n iw e rs y te t, za rab iając n a
chleb daw an iem lek cy i i p ra cam i lite ra c k ie m i, jak o w sp ó łp ra co w n ik
urzędow ej G a z e ty lw ow skiej. W czasopiśm ie niem ieckiem »M nem o
syne« zn ajdujem y w ty m czasie je g o poezye. P o d czas p o b y tu we
L w o w ie w szedł w sto su n k i z g ro n e m p isa rz y polskich, zajm ujących
—
195
—
się g o rliw ie etn o g rafią sło w iań sk ą i słow iańskim ruchem n a ro d o
w ym . D o g ro n a te g o n ależ eli: B ielo w sk i, G oszczyński, L. S icm ieńs k i, W ó jc ic k i, G u ro w sk i, N a b ie la k , Z aleski i inni. P o tę ż n y w p ły w
te g o g ro n a n a sp o łeczeń stw o g a lic y jsk ie a raczej lw ow skie, oddzia
ła ł i na g a rs tk ę R u sin ó w , p ra c u ją c y c h n ad um ysłow em odrodzeniem
sw eg o n aro d u . N a jw y b itn iejsi po m ięd zy nim i to S zuszkiew icz, W a gilew icz i — H o ło w acki. Ś. p. P a u li w p ro w ad ził ich i zapoznał z k ó ł
kiem P o la k ó w , nie p rzeczuw ając , iż w w iele la t później H o ło w ack i
obrzuci go g ra d e m zjad liw y ch u w a g , u w łaczający ch czci podejrzeń
n ieu zasad n io n y ch i n ie p ra w d z iw y c h .')
P o nieszczęśliw ej w y p ra w ie Z a liw sk ie g o , w szyscy p ra w ie
członkow ie te g o g ro n a d o stali się do w ięzienia. A re sz to w a n y został
tak że ś. p. Ż eg o ta P a u li, w łaśnie W czasie g d y zeb ran e przezeń
pieśni w y d a n e b y ć m iały. U w o ln io n y z w ięzien ia, w ydaje w r. 1838.
»Pieśni lu d u p o lsk ieg o w G alicyi« (Lw ów , n ak ład . K a je ta n a J a
b ło ń sk ie g o , 1838., w 8-ce, str. 2 n l . , 234 i 3 nl.) w r. 1839. tom
p ierw szy , a w 1840. tom d ru g i »Pieśni lu d u ruskiego« (tam że, tom
I. str. 4 nl., 177 i 3 n l.; tom II. str. 205 i 12 nl.).
W r. 1842. p rzeniósł się ś. p. P a u li do K ra k o w a , chcąc tam
stu d y o w ać m e d y c y n ę , ale brak , śro d k ó w do życia zm usił go do
p orzu cen ia stu d y ó w . W r. 1887. zo stał b ib lio tek a rze m i k o n se rw a
to rem arch iw u m P o to c k ic h , w tym że ro k u p o d ró ż o w ał po E u ro p ie
zachodniej z A d am em h r. P o to ck im . P o w ielu g o rż k ic h przejściach
zn alazł nareszcie w r. 1870. sp o k o jn e stan o w isk o jako u rzęd n ik
b ib lio tek i u n iw e rsy te tu jag ie llo ń sk ie g o i n a tem stan o w isk u docze
k a ł się ś m ie rc i, k tó ra n a stą p iła d n ia 21. p aź d ziern ik a b. r.
N ie m yślę p o d aw ać spisu w szy stk ich p ra c ś. p. P a u le g o w y
d an y c h po »P ieśniach« , tem b a r d z ie j, że treść ich niem a z ludoznaw stw em nic w sp ó ln eg o . W y sta rc z y , jeżeli w y m ien ię pom nikow e
w y d aw n ictw o K o d e k su d y p lo m aty czn e g o u n iw e rsy te tu ja g ie llo ń
sk ieg o i A lb u m stu d io so ru m teg o ż u n iw ersy te tu . W ła d a ją c łacin ą
śred n io w ieczn ą ja k polszczyzną, pośw ięcał się w yłącznie studyom
arch iw aln y m i n a b y ł ztąd znakom itej b iegłości w d y p lo m aty ce
*) H o ło w a c k i z a rz u ty sw e p rz e c iw ś. p. P au lem u u m ie śc ił w c z aso p . „ L ite ra tu rn y j
Z b o rn ik “ (I. 13 — 14), „ K ije w sk a ja S ta rin a (1885, sie rp ie ń ) i w b ro s z u rz e : „Z am ietki
i d o p o łn e n ija к sta tja m P y p in a n a p e c z a ta n n y m w W ie stm k ie E w ro p y z a 1885. i 1 8 8 6 .“
Ś w ietn ą o b ro n ę ś. p. P a u leg o n a p is a ł prof. P y p in w W ie stn ik u E u ro p y z a r. 1885., o raz
J a n K a rło w ic z w „ W iś le “ (tom II. str. 653).
*
—
196
—
średniow iecznej ; w y p isu jąc w szystko, cokolw iek m u się zdało god nem u w a g i , sta ł się p o lih isto re m polskim , znającym najdrobniejsze
n aw et szczegóły odnoszące się do życia w szy stk ich w a rstw sp o łe
czeń stw a p o ls k ie g o , z a w arte w źródłach a rc h iw a ln y c h , a pam ięć
m iał ta k fe n o m e n a ln ą , że n ie ty lk o n a ty c h m ia st m ó g ł zacytow ać
k aż d ą k siążk ę, odnoszącą się do jak iejk o lw iek g ałęzi h isto ry i, ale
b ard zo często n aw et i stro n n icę, n a k tó re j się ten lub ów szczegół
znajduje.
ž e v zdělanosti nem a naS lid , cizozem ci m lu v íte;
J a k ž ? v y m usíte lide zpívatí, nam pěje lid.
S łow a te J a n a K o lla ra um ieszczone jak o m otto n a k ażdym
tom ie »P ieśni ludu« c h a ra k te ry z u ją najlepiej zapał, z jak im m ło d o
c ian y p ra co w n ik rzucił się do zb ieran ia ty c h w y tw o ró w fa n ta zy i
lu d u .naszego. »P oczątkiem te g o dziełk a — ja k sam p o w iad a w p rz ed
m ow ie do »P ieśni lu d u p olskiego« — było za m iło w a n ie , ja k ie od
d zieciń stw a czułem do ty c h p ie ś n i, k tó re w w iosennym w ieku
czło w iek a je d y n y m są żyw iołem .«
A le nie »same p o ln e k w iaty , zry w an e ko ło z a g ró d w iejskich«
ze b rał ś. p. P au li. D o pieśni o b rzęd o w y ch dołączone są o p isy
o b rzędów , »ab y tem łatw iej w y k a zać ducha, w jakim się one o d b y
w a ją i p ie ś n i, k tó re z obrzędam i ściśle ' są połączone, łatw iejszem i
do zrozum ienia uczynić«. O prócz te g o znajdujem y u w a g i p o ró w n a w
cze z p ieśn iam i i obrzędam i in n y c h p o k o leń słow iańskich »do p o
zn an ia ja k jed en i ten sam duch jeszcze cały o g ro m n y p rz estw ó r
o ż y w ia , k tó re g o części ró żn y m u le g a ły przem ianom ; i ja k jed n e
i też sam e m yśli z e w s p ó l n e g o n i e g d y ś
zdroju czer
p a n e , m im o ty lu w iek ó w p rz etrw a ły « .
Ś. p. P a u li nie m ó g ł zadow olnić się sam em ty lk o żm udnem
zbieraniem . U m y sł je g o w y b ie g a ł p o za te ciasne g ra n ic e szukajac
szerszych h o ry z o n tó w , dając p o cz ątek sy stem aty cz n y m b ad an io m ,
k tó re później d o p iero ta k św ietn ie się m iały rozw inąć i k tó ry c h
p ielęg n o w a n iu pośw ięco n ą je st działalność naszego T o w arzy stw a.
N azw isko ś. p. P a u le g o złotem i g ło sk am i
zapisane będzie
w dziejach lu d o zn aw stw a p o lsk ieg o , ze zbiorów je g o czerp ać będzie
k a ż d y e tn o lo g p o ls k i, pam ięć je g o nie zginie.
N ad św ieżą m o g iłą je d n e g o z p ierw szych b a d a c z y lu d u naszego
n asu w a mi się n a m yśl jed n o je d y n e p y ta n ie : czy te n z a p a ł, k tó ry
je g o i jem u w sp ó łczesn y ch ożyw iał, nie ożyw i i naszego p o k o len ia ?!
A d o lf Strzelecki.
Gwiazdy i grzyby w podaniach ludu.*)
( S z k ic
e tn o lo g - ic z ix y .)
P o b a b k a c h z początkiem m aja p o k azu ją s i ę P o d p ł o t k i l ub
P o cl s a d k i , u R u sin ó w P i d s a d k i . Są to w y g n a ń cy , przez
p o sp ó lstw o g rz y b ó w odpędzone od borów . R o s n ą pod płotam i
sadów i ztąd ich nazw a. Ł od y żk i m ają cienkie, bardzo białe, d en k a
ta le rz y k o w a te ; są dosyć sm aczne, lecz ty lk o te, k tó re nie w lesie
rosną. Inne, co p o zo stały w lesie po jakim ś sądzie — w e d łu g fantazy i ludow ej — o d b y ty m n ad nimi, zm arn iały po śró d in n y ch g rz y
bów i zam ieniły się w p o g ard zan e, bo jad o w ite psiuki.
Za p o d sad k am i z kolei pierw szy zjaw ia się G r z y b p r a w
d z i w y , B o r o w i k M ickiew iczow ski. R u sin i n azy w ają go W i j t
lub B o r o w y — lud polski daje m u w n ie k tó ry c h okolicach n a
zw ę M ą d r z y k , L e s z - c z a k i L e ś n i k , (w K a lisk iem i P iotrkow skiem ). On to p rzek o n u je się, czy ła d p an u je — a zarazem
b y w a w y ro czn ią, co do urodzajów przyszłego roku. U w ażają w ięc
w ieśniacy, g-dzie w m aju ro sn ą p raw dziw e g rz y b y , czy w dolinach,
czy po w y ży n ach , bo i zboże n a stę p n e g o ro k u sto so w n ie do te g o
zrodzi się — b ąd ź n a nizinach, b ąd ź n a g ó rk a ch . — G rz y b y p ra w
dziw e z k sz ta łtu p ow szechnie są znane, przy ch o d zą w znacznych
ilościach suszone w ieńcam i n a ta rg i.
Za b o ro w ik iem , n ajpilniej zb ieran y m przez dziew częta, w y
c h y lają się n a św iat S o 1 1 y s y. J e s t to ja k b y św ita zb ro jn a i p o
m oc b o r o w i k a . M niejsze od n ieg o w zrostem , g r z y b у -so 1 1 y s у
z k sz ta łtu p o d o b n e są do niego i z b a rw y . C ieńsze ty lk o m ają nóżki.
G d y ta k b ezp ieczeństw o i ła d zapew niono rzeszy g rz y b o ro stó w ,
p rz y b y w a ją z dniem k ażdym now e p o d g a tu n k i g rzybów . W nich
rodzaj ludzki — oprócz w sp o m n ian y ch B a b e k i P an ien , L eśników
i S o łty só w — jed n eg o ty lk o jeszcze znajduje p rz ed staw iciela w M uc h o r a o r z e — M a r a m u c h zow ią g o R u sin i — a w L u b elsk iem
P o p e m , u b ra n y m w k ra s n y orn at, z p o w o d u m alow niczej p o
w ierzchow ności jego. Z resztą p o d g rz y b k i M a ś l u s z k a m i b ąd ź też
M a ś l a k a m i zw ane, uw aża gm in za czarow nice, bo m leko w y s y
sają z K r ó w e k (także grzy b k i) i niem ty ją. W S an o ck iem lud
ru sk i ow e M aślu ch y n azy w a tak że Ł a z a m i i tw ierdzi, że g d y
one licznie się rozsiędą, w te d y i g rz y b praw d ziw y , W ijt-B o ro w ik
*) Zob. ,L u d “, str. 168.
—
198
-
uchodzi, bo im zaw sze p o m a g a jak ieś
licho. T o w y o b rażen ie
o p a rte je s t zapew nie n a fakcie, iż tam , gdzie pierw sze (M aśluchy)
ro sn ą, g ru n t jałow ieje, bo g ą b c z a sty o rganizm ich zużyw a soki w e
g e ta c y jn e dla siebie, a in n y m g rz y b o m o d b iera m ożność u p ra w y
n atu ra ln ej i rozrostu.
S ą je d n a k i p o d a n ia o szkodliw ości ich w obec łudzi. I ta k :
»L eśna p ew n a sp o tk a ła dzieci djaka, k tó re n a z b ie rały Maśluchów . O d e b rała im je — i k o b ia łk ę z a g ra b iła ; m iała bow iem z aw z i ą t e к do ich ojca.
P rzy sz ed łszy do dom u, leśna p o sta w iła za g ra b io n e i w łasne
b ed k i n a ław ie p o d oknem , a zajęła się w ieczerzą. M ając zam iar
w p rz e d św ity pow ieźć g rz y b y do m iasta, ry c h ło z dziećm i ułożyła
się do snu. W n o cy p rzeb u d za ją k rz y k chłopca śp iące g o n a p rz y
piecku. W o ła ł przeraźliw ie : M atu siu , bo po m nie łazi, m atusiu, bo
m nie dusi ! — S k o czy ła m atk a, ale po ślizn ęła się p rz y łóżku na
w zn ak i p o tłu k ła się dotkliw ie.
C hłopiec tym czasem jęćzał coraz żałośniej, że g o dusi. D ziew
czy n a śp ią c a z m atką, d o b ie g ła do kom ina, rozniecić ogień. Z oba
czono te d y , że n a szyi ch ło p ca siedzą dw ie ro p u c h y , a n a ręk ach
c a ła g ro m a d a żab. W sz y stk im
zaś ślepie b ły szczały ja k sow ie.
S pędzono to b rz y d actw o i w ym ieciono do sieni. S p o jrz a ła leśn a do
k o b ia łk i, bo coś się ruszało — i widzi, ja k z każdej m aśluszki po
k ilk a żab w yłazi, k tó re skoczyw szy na ziem ię, w p ro st puszczają się
do ch ło p ca na przy p iecek . O d m iatan o je k u drzw iom aż do ran a,
a przecież c ią g le lazły. G d y zadniało, dziew czyna m ów i do m atki :
P a trza jcie, to nie żaby, ale suche liście zm iatały śm y n a ku p ę. I ta k
b y ło ! L eśn a z a g lą d a do k o b ia łk i: są m aślu ch y i bedki, ale ruszają
się, bo p ełno w nich ro b a k ó w ; nie m iała p rz eto co ponieść do
m iasta.
C hłopiec zachorow ał n a g o rą czk ę i przez całe lato nie m ógł
sta n ą ć n a nogi. W ożo n o go do lek arek , lecz je d n a z nich o św iad
czyła, że m usi zjechać na m iejsce, bo w chacie jest p r z y c z y n a .
P rz y je c h a ła w ięc i solą zarum ienioną n a o g n iu o d czy n iała z a d a n ą ,
a rów nież p o słała po djaka, poznaw szy, że tu bez n ieg o nie m a
rad y . G d y p rzyszedł, p o w tó rz y ła zam aw ianie, a d jak trz y m a ł ch o
reg o , żeby krzyżem leżał n a ław ie. W czasie ty ch p ra k ty k cu d o
tw ó rczy ch , u słyszano n ib y ję k z p o d z ie m i: »Nie m ęcz! nie męcz!« —
L e k a rk a w te d y k a z a ła djakow i k o ln ąć w rzecionem za piec, a g d y
to uczynił, u słyszano k w ik — i og ro m n e żabsko p rz eb ite w rze
—
199
—
cionem w y c ią g n ął djak z za pieca. C hłopiec w yzdrow iał, ale całe życie
p o zo stały m u n a szyi g u le o k rąg łe, niby m aśluchy«.
W K ra sn o taw sk iem (wieś Bzite) o p o w iad a ją o pew n ÿ m k o n io
k rad zie in n y w y p a d ek , przez m aśluchy spow odow any. — »Złodziej
u k ry ł się w raz z u p ro w ad zo n y m i końm i w lesie p rzed p rz ew id y w an ą
po g o n ią. G ło d n y będąć, n azb ierał g rz y b ó w i w w yk o p an ej jam ie
zap alił ogień, a b y je upiec. Zanim paliw o się zw ęgliło, znosił i sk ła
d ał b ed k i p iz y jam ie. S ły szał jak w e wsi, zkąd k o n ie ukrad ł, dzw onią
n a o d g r a ż k ę , 1) ale m ało d b a ł o to, dobrze b ędąc u k ry ty w za
roślach. G d y ro z g a rn ą ł w ę g le -i g rz y b y u k ła d a ł na ogień, to zrazu
nic nie b y ło ; u k ła d a ł je przeto i zesuw ał ; — aż g d y sięg n ął
po m aśluszkę, to ta ja k m u w ucho strzeliła :— aż o g łu ch ł —
a p rzy tem k rz y k n ą ł co m iał m ocy: » R atu jcie ludy!« — H u k i k rz y k
u sły szała p o g o ń , las p rz eg ląd ają ca, n a d b ie g ła w ięc i złodziej został
u jęty . D o sam ej też śm ierci p o zo stał głu ch y m na jedno ucho«.
W s z y s tk ie inne g-rzyby i b edki m ają nazw y po p ta k a c h i zw ie
rzętach dom ow ych, albo od m iejsca, na k tó re m rosną, lub nareszcie
im io n a p rz y m io to w e . P rz y ta c z a m tu — o ile to je st m ożebne w tem
m n ó stw ie g rz y b o ro stó w , — kolejn o w e d łu g czasu p o jaw iające się
g rz y b y , na k tó re lud w iejski to w jed n ej to w d ru g iej części k ra ju
zw raca sw oją u w ag ę,
W ś la d za sołtysam i — p o k azu ją się G o ł ą b k i , czerw one,
p erło w e i s re b rz y ste g o k o lo r u ; po ru sk u S y r o i s z k i — n a L i
tw ie zw ane S u r o j ą d к i (M ickiewicz). R aze m z niem i ro sn ą w sp o
m in an e już L i s z k i . D alej p rzy ch o d zą G ą s k i , H u s k i — żół
taw ej b arw y , z p o zornem i sk rzy d ełk am i po bokach. Do nich łączą
się H u s a r y , lecz nie w znaczeniu żołnierzy ta k nazw ane, ty lk o
w znaczeniu G ą s i o r ó w . W zro stem w iększe są od G ąsek — i o r
g anizm m ają trw a lsz y , m niej g ą b k o w a ty . P o d a n ia o ty c h g a tu n k a c h
nie sły szałem żadnego.
K r ó w k i z w ierzchu czerw one, spodem białe. R o złam an e
w y puszczają ciecz b ia łą p o d o b n ą do m leka. L iczne istnieją o nich
b ajk i i skazki
ja k rów nież i o K o ź la k a c h i K ozirożkach.
G r z y b y K r ó w k i m ają b y ć szczególnie niebezpieczne dla
k o b ie t b rzem ien n y ch. G d y one je z b ie r a ją , dzieci b ęd ą m iały k ołtun,
albo im z uszu ciec będzie. M atce n a piersi p o ro sn ą w rzo d y —
a najzw y k lejsze n astęp stw o , sp raw d zo n e ja k o b y b ard zo często, je st
*)
O d g ra ż a ć d zw o n ien iem zw y k li w ie ś n ia c y n a R usi i w ierzą, że
o m ylić d ro g ę z ło d z ie jo w i tak, że b łą d z ić b ędzie, aż go p o c h w y c ą .
m o ż n a p řz e z to
—
200
—
u tra ta m leczności u kró w , dojonych przez n iew iasty te g o dnia, k ied y
zb ierały w lesie k r ó w k i .
W ięcej zajm ującem i są skazki o sto su n k ach nieprzyjaźni, p a n u
jącej p o m ięd zy m aśluszkam i a krów kam i. O statn ie w y staw io n e są
ustaw icznie n a g w a łty p ierw szych — a szpiegow ane przez k u
k u łk ę. — K u k u łk a , — u R u sin ó w Z a z u 1 a, — ta k je st osław ioną
w rzędzie p tak ó w , ja k w spólniczka jej, m aśluszka pom iędzy g rz y
bam i. O bie są zaczarow anem i jak iem iś is to ta m i, ') a to p o w in o w a
ctw o m istyczne łącz y je do w zajem nego d o p o m ag an ia sobie. C zyn
ność k u k u łk i p o le g a w łaściw ie n a tern, a b y ro z p a try w a ć w lesie
stan o w isk o K r ó w e k , i zajęta tem je st ta k pilnie, iż nie m a n aw et
czasu urządzić sobie w łasnego g n iazd a i w y sia d y w a ć m łode. J a jk a
w ięc sw oje p o d rzu ca in n y m p tak o m .
S k o ro w y p a trz y g ro m a d k ę k ró w e k , k u k u łk a n a ty c h m ia st za
w iad am ia m aśluszki o nich, w ołając z .d rz e w a , co m a sił: t u - t u !
tu-tu ! . . . N a to hasło cała g ro m a d a m aśluszek w y sk ak u je z p o d
m chu, k rz ak ó w i tra w y i p o d p ełza do k ró w e k , poczem je n ap a d a,
w y sy sa i dusi. K u k u łk a p a trz ą c n a te z a p a sy — ś m i e j e s i ę
w te d y g łośno, aż p o w ietrze w zruszy i ch m u ry ściąg n ie deszczow e.
W y p r a w y ta k ie w id y w ali k oniarze, co nocow ali na p astw isk ac h p rz y
ko n iach . Z au w ażyli oni także, że g d y się m aśluszki n a k a rm ią , w te d y
nie chcą ro b ić n o w y ch w y p ra w : p rz y sia d a ją gdzie nie bądź, za sy
p iają — a k u k u łk a naw ołuje je aż o ch ry p n ie , ale napróźno.
G rzy b o k rzew K o z i e r o ż k i w y ra sta z jednej g ru b ej łodyżki
i ro zsy p u je się w k ę p k i, p o d o b n e do b u k ietó w , k o lo ru nied o p alo n ej
k a w y . W u k ładzie i form ie listków , rożkam i zw anych, p an u je n a j
w iększa rozm aitość. Jed e n b rz e g o w a ln y — d ru g i to w y k ą sa n y , to
zgarb io n y , to k o la n k o w a ty lub w y g ię ty w zy g zak i i łuki, drw i z w szel
k ich p ra w id e ł ład u i sy m etry i.
O b o k nich w spom nę o K o z a r а с h. B y w a ją też zw ane К oż a k a m i , w znaczeniu K o z ła — a nie jedźców zap orozkich J. L ud
p o lsk i d a ł im nazw ę К o ź 1 a k ó w. Ł o d y żk i m ają p ień k o w e cienkie,
*) K u k u łk a
ma
być
w o li- s p e łn ić n ie ch ciała.
k się ż n ic z k ą ,
z a c z a ro w a n ą
p rz e z
L u d n a z y w a j ą ta k ż e s z la c h c ia n k ą ,
k lą tw ę m atki sw ej, której
d lateg o
ż e sa m a n ie w y
ch o w u je s w y c h p isk ląt.
*) E ty m o lo d z y sz u k a ją ź r ó d ło s ło w a dla n a z w y „ K o z a k “ — aż w tu reck iej m ow ie
tw ierd ząc, ż e k a z a u T u rk ó w o z n a c z a je ź d ź c a . M niem am , ż e to m y ln y w y w ó d . D z ie w
c zy n ę p ło c h ą , z w in n ą , cie k a ją c ą zw y k liśm y
nazyw ać
p rz y m io ta m i k o zak iem .
z a p o ro sk ic h , s z y b k o ś ć ich ru c h ó w z je d n a ły
Z w in n o ść je ź d ź c ó w
im z a p e w n ie m ia n o K o z a k ó w . ( ? Ę e d .)
kozą
-- a c h ło p c a
z podobnym i
—
201
—
b a rw y są czarnej, ro sn ą pojedynczo, czasem — ja k zresztą i inne
g rz y b y — znaleźć m ożna dw a zrośnięte, lecz nie z jed n eg o pnia
w y b ieg ające.
K o ź l a k i i К o z i e r o ż к i są postrachem m łodzieży pastuszej.
W ied zą ch ło p cy od ojców , ja k niebezpiecznem je st w y w o ły w ać »Capa
b ro d a te g o « , a n iezaw odnie zjaw i się on, g d y przez n ieu w a g ę przy
zb ieran iu g rz y b ó w złączy się K o ź la k i z K ozierożkam i. Z rosną się
one n a ty c h m ia st i odżyją.
W e w si P ęk o sław ice pod W aśn iew em w O p atow skiem “o p o
w iad ają n a stę p u ją c ą b a jk ę : P astu szk o w i zbierającem u b ed k i na
w sp ó ln ą u c z tę , g d y inni zajęci b y li p rz y o g n isk u znoszeniem su ch y ch
gałęzi, łap an ie m ra k ó w w rzece — zd a rzy ł się ten w y p ad ek , że g d y
K o ź la k a i K o z ie ro żk i złożył razem do k ap e lu sz a, zaszum iało w nim,
b e k się ro z le g ł i w o k a m g n ie n iu poczuł na ram ien iu ca p a b r o d a
te g o (gdzieindziej m ów ią tak że »torunia«), k tó ry ro g am i p o w y b ijał
mu oczy. C hłopiec u p a d ł na ziem ię bez p rzy to m n o ści i leżał dłuższy
czas, aż to w arzy sze zdziw ieni, że nie w ra ca do o g n isk a, poczęli
»hopkać« w las, i tem g o p rzy w o łali »do pam ięci«. O dezw ał się im,
ale ślep y b ędąc, trafić do nich nie m ógł. W o ła n ie m śc ią g n ą ł ich do
siebie — a g d y się zbliżyli, sp o strze g li n a p o lan ce »capa« p asąceg o
się spokojnie. S ierść m iał c z a rn ą , ro g i cudacznie p o w y k rę can e ,
b y ły złote — i k o p y tk a takież. C hłopcy u p row adzili p astu szk a do
dom u, a cap p rz y g lą d a ł się tem u, nie czyniąc im szkody żadnej.
I n n y znow u w y p a d e k zd arzy ł się pastuszkom , k tó rz y za b raw
szy z so b ą ziem niaków , rozłożyli og ień pod lasem i dw óch z p o
m iędzy siebie w y słali n a g rz y b y . P o zo stający p rz y ogniu, d o k ład ali
tym czasem drzew suchych i szyszek, a b y w ęgli b y ło p o d d o statk iem .
Z lasu p rzy n ieśli ch ło p cy znaczny zaipas g rzy b ó w . G d y ziem niaki
o g a rn ę li g o rą c y m popiołem , na w ę g la ch z w ierzchu ułożyli g rz y b y ,
a w idocznie pom ieszali także K o z a ry z K ozierożkam i, bo z og n ia
zerw ał się cap, z b ro d ą siw ą ja k dym , rozrzucił k o p y ta m i ognisko,
poczem n a p a d ł p astu szk ó w i p o ro zp ęd zał na w szystkie stro n y . N ie
u b ó d ł przecież ani nie sk alec zy ł nik o g o , choć ro g i m iał rozsochate
ja k jeleń , ale nie złote. (Jeżów w R zeszow skiem .)
Z nane są jeszcze g rz y b y B a r w i k i — u ludu ru sk ieg o
zw ane S i n i a k i .
W y ra s ta ją z g ę ste g o m chu, n a k rę co n y ch p ie ń
k ac h nie p ro p o rc y o n a ln e j g ru b o śc i do g łó w k i, rozkładającej się
w y g o d n ie n a m chu. P o d b icie d en k a je s t k a n a rk o w e żółte, za
d o tk n ięciem p alca zielenieje, a p o tem sinieje ; w ierzchnia część
—
202
—
m ięsista je st p ełn a (nie g ąbczasta) i białej b arw y .
m a k o lo r sk ó ry z p o ły sk iem aksam itu.
P o w ło k a cienka,
N iek tó rz y g rz y b o zn aw c y zaliczyli ten g a tu n e k g rz y b ó w do j a
d o w ity ch , lecz lu d w iejski sp o ży w a je i są nieszkodliw e.
Rydz
(a po ru sk u R y s z k a ) , p ow szechnie jest znany,
a przez M ickiew icza o k re ślo n y jak o najsm aczniejszy, »czy św ieży,
czy so lony, czy jesiennej p o ry , czy zimą« , — b y w a ce n io n y ta k ż e
przez w łościan, k tó rz y g o je d n a k nie m a ry n u ją , ja k po d w o rach
nasze go sp o sie. C hłop ry d z e piecze n a w ęg lach , p o tem soli i zjada
ja k o o k rasę (om astę) do ziem niaków . Często m u służy zam iast m ięsa
do ch leb a suchego. C hętnie też zbiera, a b y odnieść do dw oru i wziąć
zapłatę. B liżej m iast w iększych p rzy n o si je n a ta rg , ja k inne g a tu n k i
g rzy b ó w , z k tó ry c h najw iększe w łaściw ie zyski c ią g n ą żydzi, sk u p u
ją c je do suszenia i puszczając je w zimie do p iero w h andel.
P i e c z a r k i , dobrze także są znane naszym g o sp o d y n io m ,
za tru d n iający m się kuchnią. N azw ę w y w o d zą w ieśn iacy od słow a
p i é c , tw ierd ząc, że tw ard sze są p ieczark i od rydzów , d la te g o dłużej
je trze b a »opiekać«. L u d ru sk i daje im n azw ę: M a k u c h ó w , za
pew n e dla p o d o b ień stw a k sz ta łtu z g łó w k am i m akow em i, k tó re
bez pew n ej dozy fa n ta z y i tru d n o dostrzedz, g d y ż pieczarki raczej
p o d o b n e są do ziem niaków . D o statn iejsi g o sp o d arze ty lk o sp o rz ą
dzają z nich p o tr a w ę , dodając śm ietan y k w a śn e j; zap asu z pieczarek
zresztą nie robią.
O b arw ik ach ,
p od an ia.
ry d zach
i p ieczark ach żad n eg o
nie słyszałem
Biłki,
B i ł y j e a po p o lsk u B i e l m y
— zow ie lud
g a tu n e k g rz y b ó w ja d a ln y c h , g ru b o m ię sisty c h , o ch ro p o w atej p o
w ierzchni, b ru d n o białej b arw y . Z y sk ały one p raw ie w szędzie n azw i
sko » g rzybów żydow skich«. — P rzezw iskiem tern gm in daje w yraz
w y o b rażen io m sw oim o ch a ra k te rz e żydów , n ieu ży ty c h dla chrześcian.
W a ru n k o w o ty lk o m ożna z nich (tj. z żydów i z ty c h g rzy b ó w )
k o rz y ść odnieść. O statn ie p o trz e b a aż trz y razy sp arzy ć, bez
te g o są nie do spożycia, bo g o rz k ie w sm aku — »aż g ę b ę w y
kręcą« . B ajek o innej szkodliw ości ty c h g rz y b ó w lud nie o p o
w iada, p rzy n ajm n iej w okolicach zw iedzanych przezem nie.
Z nane są tak że ludow i w iejskiem u dw a g a tu n k i p o d g rz y b k ó w ,
k tó ry m tra d y c y a m im o ich n iep o zo rn eg o k ształtu — n a d a ła u ro k
n iezw y k ły . Są to P o d b u c z k i (zw ane tak że B o ro d ajk i, Ssaw ki)
j P o d p i e n к i (P odpinki). N azw ę o trz y m a ły od m iejsca, gdzie
—
20В
-
ro sn ą i od m n iem anych sw oich p rzym iotów . P o d a n ia o nich, pod
w zg lęd em g łęb o k o ści m yśli, najpierw sze m o g ły b y zająć m iejsce.
P o d b u c z k i są jasno bronzow e z w ierzchu, nóżki m ają oliw
kow e, a p o d g a rd le dziurkow ate, p o d o b n e do g ą b k i suchej ; k o lo ru
szafran o w eg o . R o sn ą najgęściej na zrębach, gdzie b y ły la sy b u kow e.
P o d p i e n к i, jesien n e g rzy b k i, g ro m a d n ie w w ielkich k u p
k ach się k rzew ią p rz y p n iak ach drzew ścięty ch , począw szy od dęba
aż do w ierzb y ; k o lo r m ają ciem no p o p ie la ty lub tab ac zk o w y ,
w ierzchnia część znaczona je st czarną p lam k ą w sam ym środku
d en k a, osad zo n ego n a łodyżce cienkiej. — J e s t to je d y n y g atu n e k
g rz y b ó w , k tó re w ieśniaczki zbierając, u w ażają za a rty k u ł żyw ności
w szerszem znaczeniu, bo z nich ro b ią znaczne zapasy, suszą je
w piecu — a w zim ie u ży w ają do k asz y hreczanej, ja g la n e j i b a r
szczu. B iedniejszym służą ta k ż e za o m astę do ziem niaków .
N ie p rzeo czył lu d w iejski ko rzy ści, ja k ie mu p rzynoszą te
bed k i, w ięc zm ysł p o ety cz n y jego, lu b u jący się w przenośniach,
po d n ió sł ich w a rto ść do znaczenia sk arb ó w zak lęty ch . W e w ło
ściach u p o d n ó ża g ó r Św . K rz y zk ich w K ró le w stw ie p ołożonych,
n a w e t p o m ięd zy m ieszkańcam i m iasteczka B o d z a n ty n a , liczne u trz y
m ują się sk azk i o »podpienkach« zm ieniających się w d u k a ty lub
sre b rn e pien iądze, a b a jk a n a stę p u ją c a o »pastuszku i dziewce«
p rzed staw ia w y o b rażen ia ludow e w tej mierze.
— »On g ro m ad zk im b y ł pastuszkiem , z drzew am i znał się ja k
z rod zo n y m i b raćm i; n ig d y szkód nie czynił w zagajach i b y d lę strze g ł,
a b y m łodych za p u stó w nie niszczyło — a pom iędzy starerai drzew am i,
to już zaw sze chodził z o d k ry tą g ło w ą , nib y m ając je za sta re k sią
żęta d aw n y ch w ielkoludów , k tó ry m k łan iać się należy. T a k to
mu p o d ali i dziad i ojciec, z k tó ry c h jed en i d ru g i b y w a ł bo ro w y m
jeszcze za k ró lew szczyzny. K ie d y in n y ła d n a sta ł — a cudzych n a
staw ili w lesie stróży, on »wziął« b y d ło paść, a drzew om przecie
został p rzyjacielem i p ra w ie opiekunem borów . D ziew czyna, której
ra d b y ł sercem , p rz y ję ła od niego tę cześć d la lasów . D o zb ieran ia
paszy n ig d y n aw et sie rp a nie b ra ła , a b y nie kaleczyć m łodych
drzew ek, ty lk o rę k am i rw a ła traw ę. M ieli się p o b ra ć p astu ch i dziew ka,
on u sk ład ał już nieco grosza, a p o b ra w szy tak że płacę za przedzim ek, przeliczał n a p astw isk u swój m ajątek, g d y w tem w y p a d ł
z lasu » w ilk o łak « ') pom iędzy by d ło . W iad o m o zaś, że w ilk o ła k nie*) N a P o d la siu , n a M a z u ra c h i M a z o w sz u , to ż i n a R usi, w sz ę d z ie istn ie ją p o d a n ia
o w ilk o ła k a c h .
„N a P o d la siu je d e n c z a ro w n ik całe w esele z a m ie n ił w w ilki, to p o tem ,
—
204
—
k ie d y k ro w y dusi — albo je »nadm ie« — a b y w ięc tem u p rz e sz k o
dzić, p a stu c h skoczył z m iejsca i nuż »w b o ry k i z k u d łaty m « —
k tó ry się b ro n ił b ard zo dzielnie. Z m ógł g o p astu ch , bo m iał osikow ą
p a łk ę n a c z y n i o n ą — a g d y nią »sparzył przez krzyż« n a p a s tn i
k a, p rz y sia d ł ten bez m ocy. P a ro b e k zdjął p as ze siebie i zało ży ł
g o n a w ilk o łak a —^ a w p asie m iał pieniądze. Z aledw ie je d n a k
zciąg n ął rzem ień, g d y jen iec czw o ro n o g i się zerw ał — aż i z pasem
i k a le tk ą u ciek ł n a b ło ta leśne, w yjąc ja k op ętan iec.
D ziew czy na p o d te n czas b y ła na g rz y b a c h z innem i k o b ie ta
mi, bo n ależ y w k ilk o ro chodzić n a p o d p ie ń k i je s ie n ią , inaczej
o n o m o ż e s i ę s p r z e c i w i ć . W id z ia ły k o b ie ty w a lk ę z k u d ła ty m ,
a dziew czyna już już m iała g a łą ź ułam ać i biedź n a pom oc, g d y ją
ja k b y tk n ęło , że to g rzech k a le c z y ć drzew a. P rz y b ie g ła przecież
sam a z k rz y k ie m , strasząc p ł a c h tą , aż w ilk o ła k usk o czy ł na
b ło ta. W p łach cie m iała już g rz y b y , lecz b ie g n ą c poczuła, że p ła c h ta
n a g le p o ciążała i coś w niej brzęczy — w y raźn ie ja k pieniądze.
Zajrzeli do p ła c h ty , a w niej czyste złoto : n o w iu teń k ie czerw ieńce
(dukaty). P a ro b e k sp lu n ą ł — p rz eże g n ali się razem , ale złoto zło
tem . O d d ali w ięc część n a fig u rę m ęki p ań sk iej
potem p o
b raw szy s ię , w późne la ta żyli szczęśliw ie«.
W e d łu g in n y ch p o d a ń p o d p ień k i do dom u p rzy n iesio n e zam ie
n ia ły się w ta la ry i złoto, lecz p o d ło ży ć należy p o d nie p a p ro
ciow e ziele i p o s y p a ć so lą św ięco n ą w w ig ilię B ożego N arodzenia.
(P io ru n k a w R zeszow skiem ). N iek ied y b ab o m przy zb ieran iu p o dp i e n i e k u d ało się dostrzedz przez szczelinę w ziem i og ro m n e
sk a rb y ; n ależy w te d y znow u z a tk a ć te n o tw ó r p o k rz y w am i i p rz y
ło ży ć k am ieniem — a w y rz e c : »niech g o p a rz y ja k p o k rz y w a, niech
go gn iecie ja k kam ień, g d y ruszy«. Co noc w te d y m ożna n ab ierać
ty c h sk arb ó w w pew nej niep rzek raczaln ej ilości, inaczej zaczną się
tlić i żarzyć ja k w ę g le , a do dom u p rzy n iesie się ty lk o g a rn e k p o
p iołu, zam iast g a rn k a złota. (Łozina w G ródeckiem .)
O P o d b u c z k a c h (borodajkach, ssaw kach) b aśn ie ludow e
m ają p o sępniejsze b arw y , n a w e t p ew n ą g ro z ę , ja k b y n a n astra sze
nie niszczycieli lasów obliczoną.
L a sy i b o ry —w edług' n iew y k o rzen io n eg o po dziś dzień p rz e k o n a
n ia lu d u — b y ły b e z p a ń s k i e , bo ro sły ja k tra w a bez w szelkiej
u p ra w y . »K ró low ie p o lo w ali w nich, bo n a to m ieli »pow inność«
j a k o b ta w ę z ro b io n o i u b ito ty ch
k u d ła c z y , p o d ich s k ó r ą z n a le z io n o u p a ń s tw a m ło
d y ch je s z c z e u b o k u w ią z a n k i k w ia tó w , a u g ra jk ó w c a łe
lite r a tu r y z ry cin am i K. W ł. W ó jcick ieg o . W a r s z a w a 1879.
sk rz y p k i w e s e ln e “ .
Z a ry s y
—
205
-
(t. j. obow iązek). W n iep rz ejrza n y ch okiem puszczach staro d rzew u
żyło m nóstw o g ru b e g o zw ierza , k tó ry nie m ało szkody czynił
w po lu ch ło p o m ; p o lo w an ia k rólów b y ły w ięc służbą w in teresie
o g ó łu w y k o n y w a n ą. Że je d n a k k ró lo w ie nie m ogli w y d o łać sam i,
p rzeto p rz y k az d ali do panów , a b y ich zastępow ali. Lecz przecież
nie u b y w a ło lasu w ted y , choć k a ż d y b ra ł z n iego co chciał — i s ta
rzy p o w iad ali :
»B ył las — bez nas,
Za nas — jest las,
B ędzie las — po nas«.
R ą b a ł też k to jeno chciał i w iele chciał — n aw et żydy, ale
ci zaraz w yw ozili drzew a n ad rzeki, k tó rem i spuszczali je w zam or
skie kraje.
W te d y d o p iero zaczęły »chodzić posłuchy« — że będzie licho
za to — a b y w a ło n aw et, g d y k o rę łu p an o z drzew a zrąb an eg o ,
to ono się w iło i w y k rę cało , n ib y człow iek n a m ękach. Często też
chłopi zam iast gałęzi, odcinali sobie, palce, ręce, n o g i — a w ielu
g in ęło p rz etłu czo n y c h przez p ad a ją ce dęb y , b uki, m odrzew ie, k lo n y ,
o lch y i ja w o ry odw ieczne. W sz y stk ie te p rz estro g i n a nic się nie
zd ały — bo i p an o m p rz y k rz y ły się już ciąg le n a g o n k i po lasach,
i m ów ili, że m niej będzie w ilk ó w i szkodników ’, g d y nie znajdą
sch ro n isk dla siebie w g ę s ty c h borach.
T ym czasem n a w yręb ach , g dzie ty lk o p a g ó re k »siaki taki« — o n o
z w iedźm am i już o d p ra w ia »dyabli taniec« po nocach, a po dniu ja
snym w y la tu ją c y ze szklanej b a n i p sy g rz y w iaste (w ia try i w ichry)
w y ły , aż b ó r trzą sł się cały. J e d n a k chłopi nie zaniechali lich a,
ale bez u p a m ię ta n ia niszczyli d rzew ostan — już nie p rz estając n a
te r n , b y w y c in a ją c drzew a n ajg ru b sze, m łodego p rz y ro stu s trz e
g l i , ale o g n ie p o d k ła d a li — i zaledw ie w iosna n a sta n ie , to już
się d y m ią la sy ja k za sięg n ie oko.
M n iem am , iż a u to r »Z iem iaństw a P o lskiego« w obrazie spaloneg'0 lasu, n arzek ając, że
»N iem a tu rą k do p ra c y , lecz są do zniszczenia«
p a trz y ł n a ta k ie k a ta stro fy , rę k ą ludzką spow odow ane,
»g d y n a bu ch ającej ogniam i przestrzeni
W jed en się płom ień złączą ty siące płom ieni,
Gore. o g n ista g ó ra — a w ierzch jej w y so k i —
W ą zk im językiem sięg a i p a trz y w o błoki ;
P o rzek ach — po jeziorach b la sk ju trz e n k i nieci “ *»
Ju ż nie słońce dla ziemi, ziem ia n ie b u św iecił
-
206
—
O d leg ły ch stro n m ieszkaniec tru ch le je śró d cieni
N a tę łu n ę , co m iedzią b łę k ity rum ieni —
M niem a, że tw a rd e p ieczar p rz etarłszy sk lep ien ie
P ie k ło , z czarn y ch o tch łan i w y rz u ca płom ienie,
Źe część ziem i w p o p iele, że już św iat p rz y zgonie,
J a k go ch ło n ęły m orza, ta k g o o g ień chłonie«.
P o o g n iach też — zapew nia lu d w iejski — w ielk a ilość g rz y b ó w
nosi ślad w idoczny, w żó łtaw y m k o lo rze p o d g a rla . P o d b u czk i-ssaw k i
rów nież m ają to znam ię.
W y p a liw s z y lasy , o tw a rto d ro g ę dla w i e d ź m y g ł o d a w i c y ,
k tó ra zaczęła sioła co ro k u naw iedzać. A b y ła to isto ta ta k ża r
łoczna, iż n a w e t z p o d sam ych ust p o ry w a ła ludziom kęs chleba,
p o jad łszy p rzed tem już w szelkie zap asy . Zaczęto te d y przem yśliw ać,
ja k b y jej zam k n ąć drogę. C hłopi zagrodzili przerąb, u s y p a li w a ły ,
ale to nic nie p o m agało. Z nachorow ie rad zili straż staw iać u zb ro
jo n ą w idłam i — z ra n a je d n a k znaleziono w a rto w n ik ó w bez. duszy —
a zw łoki ich o b sy p a n e g rz y b am i (śsaw kam i - bóródajkąm ij. P ew ien
p u ste ln ik p o rad ził w ted y , a b y w y k a rczo w ać p n iak i i u p ra w ić zie
m ię , bo n a zoranej ro li nie m oże p o w stać ani up ió r, ani strz y g a ,
ani też w iedźm a —- albow iem g ru n t ta k i je st pośw ięcony. U słuchali
ludzie ra d y — lecz zanim uko ń czy li ro b o tę n a rozległej przestrzeni,
to p o w y m ierało k arczo w n ik ó w siła, bo czep iały się ich s s a w к i
n a p a stliw e i o d b ie ra ły im m oc i ducha. W y m arnieli w szyscy ci, co
p alili b o ry . U s tą p iły przecież w n a stę p n e la ta dokuczliw e b ed k i
z pola, i tłum em p rz y cza iły się p o d b ukam i, n ib y w cieniu szukając
o p iek i drzew stary c h .
N ie ch ętn ie zbiera lud i dzisiaj ow e p o d b u c z k i - s s a w k i ,
zu p ełn ie przecież nie g a rd z i niem i ; zap asu na zim ę nie ro b i z nich
w cale.
Za n ajtw ard sze g rz y b y jad aln e , uw ażają w łościanie ru sc y (wieś
Ł ozina, D ą b ro w ica, S taw k i, w G ródeckiem ) t. z. R y p o z y a lb o
S k r y p i j e . L u d p o lsk i n a z y w a je o g ó ln em m ianem »W a p n i ak ó w « , a w zg lęd n ie n a k sz ta łt ich ró ż n o ra k i — m i a r k a m i , m i
c h a m i l ub k u b k a m i , bo b y w a ją w iększe i m niejsze, p łask ie
i kielich o w ate. Z k o lo ru są b ru d n o b iałe. R o s n ą w e w szy stk ich lasach,
n iek ied y w tak ich rozm iarach , iż z jed n eg o g rz y b a będzie dw a li
tr y g ęstej straw y . S u ro w e są ta k tw ard e, iż chodząc po nich, nie
łam ią s ię , ty lk o trzeszczą i sk rz y p ią i ztąd u R u sin ó w ich n azw a
»S krypije«. Z ap asu z nich nie ro b ią tak że, choć w n ie k tó re la ta
n a d e r obficie r o s n ą , k o s i ć j e w t e d y m o ż n a j a k t r a w ę —
—
207
-
p o w iad a ją chłopi. W tak i ro k spodziew ać się m ożna nap ew n o , że
zim a b ędzie n aw aln a śniegiem — ale i d o b ry urodzaj n a żyto.
P o » R y p o zach « , o statn ie w późnej jesieni po jaw iają się
» P an n y « , k tó re w p rzeciąg u jednej zim y sta ją się »B abkam i« krzyk liw em i i zapalnem i, ja k o tem już w spom niano poprzednio.
Nie sądzę b y n ajm n iej, ab y m niniejszem i zapiskam i w y czerp ał
p o d an io w e g rz y b o zn aw stw o g-minu, ch o ćb y pod w zględem te rm in o
lo g ii ; w e w ielu okolicach k ra ju naszego b ed k i i h u b y m ają p o b o
czne jeszcze n azw y , a zap ew n ie i leg en d o w e ozdoby. T oż pom iędzy
tru jąc y m i »Psinkam i« istnieje już w ielk a rozm aitość przezw isk ja k :
g ałk i, dżdżyce, lejki, ule, ta b a k ie rk i (purchaw ki), ćw ioki, czuby e t c ,
nie m ów iąc o im ionach, według- M ickiew icza:
»znanych ty lk o w zajęczym lub w ilczym języku«,
lecz zap isk i niniejsze, zw łaszcza z działu g rz y b o zn aw stw a lu
d o w eg o , m o g ą p o słu ży ć za zachętę do d alszy ch poszukiw ań dla osób
o d d ając y ch się p o d o b n y m zajęciom z u p o d o b an iem i k o rzy ścią dla
nauki lu d o zn aw stw a,
E. K .
LUD HRUBIESZOWSKI.
(C iąg d alszy .)
III.
D aw n y m i czasy w stęp y w a n o w zw iązki m ałżeńskie bardzo
w cześnie. G d y chłopiec m iał la t 18, a n a w e t 16, szukali d la ń ro
dzice żony, od p o w iedniej m u w iekiem (parę la t ró żn icy po stro n ie
jed n ej lub d ru g iej nie b ra n o w rachubę) i za m o ż n o śc ią , p o sy łan o
sw a ty — i sam nie w iedząc, ja k i k ied y , chłopiec sta w a ł się mężem ,
i ju ż w ty m stan ie dojrzew ał rozum em i dośw iadczeniem 1). O m i
łości m ow y zazw yczaj nie b y w a ło . . . U czucia ta k ic h narzeczonych
w y b o rn ie ch a ra k te ry z u je n astęp u ją ca p io sn k a 2) :
»P om ahaj B ih, diw czynońkó,
T y m usisz m oja być« —
A w o n a m u odpow ieda,
Że nie um i robić..
') Z o b . K o lb erg , I., 237. A. St.
s) Z a c h o w u ję
się ja k — u .
w sz ę d z ie
p is o w n ię ,
n a jb liż sz ą
w y m a w ia n iu lu d u ; ô — w y m a w ia
-
208
-
— B rzezow a m ity łe ń k a
N au czy eie robić.
W s ta w a j, W asiu , ran iu sień k o ,
N ie b ędziem y (p raw d o p o d o b n ie m ów ią rodzice)
eie bić. ..
W id zim y , że n a w e t p rzed ślubem nie stara n o się p rzed staw ić
d ziew czynie m ałżeństw a w jaśniejszych b arw ach ; sam o p o życie b y
w ało g o rsze jeszcze . . . U czucia b u d ziły się później, ale te najczę
ściej nie zb liżały n arzu co n y c h sobie m ałżonków , k tó rz y daw ali im
ujście w sto su n k a c h p o b o czn y ch , w e d łu g w łasn eg o — ty m razem —
w y b o ru . T ra d y c y i p o d ty m w zględem najzupełniej o d p o w iad a poezy a lu du, w k tó rej sto su n k i te znajdują sw ój w y ra z b ard zo często.
J e d n ą pieśń ta k ą , k tó rej p ię k n a i sm ętn a n u ta w ielkie czyni w ra
żenie, p o zw olę sobie p rz y to c zy ć :
»Hej, stoju ja se stoju
P id tw eju k ô m aro ju :
W y jd ę diw czynó,
W y jd ę serdeńkó,
P o h o w o ry zo m noju«.
— N e b u d u w y c h o d y ty ,
Z tó b o ju h o w o ry ty :
P ra w a ruczeńka
P id nelubom 1),
Szczob jeho ne zb u d y ty .
»D iw czynó m yła, luba,
O dsuń si od n elu b a ;
J a stry lu z duba,
Z abju n eluba,
J a k syw oho hołuba«.
— Czy zabjesz, czy ne zabjesz,
N e sła w o ń k i n aro b y sz, —
W sid aj n a konia,
W yjiżdżaj z d w o ra :
T y — ne mij, ja — ne tw oja !
T re b a n a św iti ży ty ,
S w it bożyj k a ła ta ty ,
N a św iti żyty,
S w it k a ła ta ty ,
D ito ń k i h o d o w a ty ’2).
*) N e l u b — nie posiadający czyjejś miłości, niekochany mąż.
2) Nie znajduje się u Kolberga. A. St.
—
209
-
I dziś b y w a ją nieszczęśliw e m ałżeństw a, ale już nie z tej p rz y
czy n y ; dziś p a ro b c y żenią się w w ieku dojrzałym , najczęściej po
o d b y ciu po w in ności w ojskow ej, i sam i w y b ierają sobie żony. Zam o
żniejszy w ieśn iak od dziew czyny, k tó rą m a pojąć w m ałżeństw o,
w y m a g a , b y ład n a b y ła i g o sp o d arn a, a jeżeli n ad to p o siad a w iano,
n a k tó re zaw sze się sk ład a k ilk a m orgów g ru n tu , k ro w a jed n a lub
dw ie, coś z trzo d y , k u r p a r ę , h u s k a d a h u s á k , a jeszcze p ie
rzy n a, — to tern lepiej. A le paro b czak , co okrom zdrow ia, dzielnej
p o sta w y i d w o jg a rą k do p ra c y , nic w ięcej nie ma, ten szuka partji:
b o daj g a rb a ta i k rz y w a , b y le m iała — nie h r o s z i, bo ty c h na
w i n ò nie dają , ale g ru n t i w y p o s a ż e n ie 1). B y w a, że pożycie ta k ic h
m ałżo n k ó w nie p o zo staw ia nic do życzenia, ale zdarza się częściej,
żc m ąż, staw szy się z hołysza h o s p o d a r e m , chce »sobie pozw o
lić«; za często n aw ied za k a rc z m ę , d o b y te k w te d y m arnieje, a żona
w y rz u ca m ałż o n k o w i: j a m i a ł a w i n ó , a t y m e n i s t r a t y w ! —
i h a rm o n ia się rozstraja. T a k a d y sharrńonia m a łż e ń s k a , znalazła
swój w y raz, z p rzy m ieszk ą hum oru, w n astęp u jącej śpiew ce :
N aszczoś b rau, k o ły ś znau
M ene m ołodoju ? —
M ene m am a h o d o w a ła
J a k k u rk u rab u ju .
N aszczoś b rau, k o ły ś znau
M ene n ew eły czk u ? —
M ene m am a h o d o w ała
J a k p erep eły cz k u .
N aszczoś b ra u , k o ły ś znau
M ene n e d o ro słu ? —■
M ene m am a h o d o w ała
J a k sw y n iu porosnu.
M ene m am a hodow ała,
N e d ała ro b y ty,
A ty te p e r sy d y sz w korczm ie,
P ry d e sz — chcesz m ie b y ty 2).
Jeż eli dziew ka p o sa g u nie m a, to ją już to w iele zaleca, ja k
p o sia d a p ierzy nę. T a p e r y n a często się. S potyka w poezyi tu te j
szego ludu :
b Zob. Kolberg, I., 193.
2) Zob. Kolberg, I I , 59, W 104.
14
—
210
—
Oj ty , diw czynô, oj ty ,
K u d à do te b e zajty ?
Czy wikriom , czy d w ery m a ?
Czy w te b e je p e ry n a ? . . .
Z re sz tą , w yjście za m ąż nie p rz ed staw ia w ielkich tru d n o ści. P o
n iew aż k aż d y chłop się żeni, a śm iertelność, z przy czy n w yż w ym ie
n io n y ch , p o m ięd zy k o b ietam i zam ężnem i w iększa, niż pom iędzy płcią
m ęzk ą , p rzeto k aż d a d ziew czyna m a w iele szans do w yjścia za mąż.
T y lk o szp etn e i p o siad ają ce sław ę źle się p ro w ad zący ch , jeżeli zw ła
szcza nie m ają p o sag u , p o zo stają pan n am i. T e, g d y już stra c ą n a
dzieję złow ienia m ałżonka, rad zą sobie w te n . sposób, że b ałam u c ą
w y ro stk ó w .
N ajw ięcej ślubów b y w a w jesieni, po Zbiorach. W chacie
w ieśn iak a są w ów czas zap asy , a ro b o ty m niej, p rzy tem k ró tk i dzień
a d łu g ie noce, d o zw alają m łodej m ężatce zażyć w yw czasu, p rz y z w y
czaić się do n o w eg o stan u , p o n iew aż w innym czasie p ra c a od
św itu aż do n o cy zn iech ęciłab y j ą , nie dając odczuć słodyczy m ał
żeń sk ieg o pożycia.
N iew iern o ść, zw łaszcza ze stro n y m ęża, trafia się n ierzadko ;
g d y w yjdzie n a jaw , żona ro b i w y rz u ty , płacze, p rz ek lin a, a m ąż
.n a to w szy stk o o d p o w iad a lak o n iczn ie —■ kijem . B icie — to u n i
w e rsa ln y a rg u m e n t m ęża w sporze z p o ło w ic ą , arg u m e n t, n a w e t od
tej o statn iej u w a żan y za zupełnie lo g iczn y i le g a ln y , b o ć m ąż to
h o s p o d a r , h o ł o w a ! . . . G d y w ten sposób sp ó r m ałżeński się
zak oń czy , a raczej p rz erw ie n a czas pew ien, żona jedzie do k u m y
i żali się przed nią n a s w o j ù d o l u , p o tem czyni to sam o przed
d r u g ą , trzecią , d z ie s ią tą . . . M ąż zaś . d ąży do karczm y i tam sta ra
się zły h u m o r u to p ić w k w a te rc e i ro zerw ać m yśli w obojętnej ro z
m ow ie z sąsiadam i. Jeżeli p o d o b n e s p o r y m iędzy m ężem i żoną
s ta n ą się z b y t częstym i i p rzy jm ą c h a ra k te r p e ry o d y c z n y , w ted y
n a scenę w stęp u ją rodzice żony ; teść zab iera córkę do siebie i g ru n tu
p o sa g o w e g o nie da zięciow i zasiew ać. — G d y żona um rze, nie p o
zo staw iw szy dzieci, to p o sa g rów nież je st o d b iera n y .
*
*
*
Z daje mi s ię , że nie w iele p rz esad z ę, jeżeli pow iem , że w ie
ś n iak dziecko sw e w y c h o w u j e ty lk o do czasu, p ó k i o w łasnych
siłach chodzić nie zacznie. Z ch w ilą tą dziecko staje się d o m o w n i
kiem , k tó rem u g o sp o d arze obow iązani są dać jeść i jak k o lw ie k
przy o d ziać, ale k tó ry ze sw ej stro n y , o ile sił, m usi im w p ra c y
-
2 ti
—
p o m ag ać. P ra c a ta z po czątk u zasadza się n a piln o w an iu m łodszego
b ra ta lub sio stry , k tó re już m iały czas ujrzeć św iatło dzienne, później
przy ch o d zi o b ieran ie ziem niaków , p asen ie gęsi itd. U zam ożniej
szych b y w a to sam o, ty lk o że dłużej pozw alają dzieciom w ałęsać
się bez żad n eg o zajęcia. D ziw ić się tem u nie m ożna, bo m atk a m a aż
n ad to ro b o ty p rz y g o sp o d arstw ie , a p rzy tem z w y k le nim jedno
dziecko pod ro śn ie, p rz y b y w a d ru g ie. Ale, w sk u te k b ra k u dozoru
i o p iek i n ad dziećm i śm iertelność pom iędzy niem i je st w ielka, —
i nie m a m ałżehstw a, k tó re b y k ilk o rg a dzieci nie straciło. P rzy c h o d zi
w reszcie czas, g d y dziecko staje, się w yrostkiem , w te d y jeżeli w d o
mu nie je s t p o trzeb n e, idzie do służby, albo w espół z rodzicam i
najm uje się do ro b ó t w polu. J e s t to czas najw iększej korzyści,
ja k ą p rzy n o si rodzicom , poniew aż w szelki za ro b ek dziecka należy
do rodziców , albo raczej do ojca, k tó ry m a k asę w sw oich rę k ach .
T a k rzeczy sto ją aż do czasu ożenku lub, jeśli to c ó rk a , w yjścia
za m ą ż . . . ,»A szkoła?« — z a p y ta c z y te ln ik : »kiedy dziecko się
uczy«? N a to m uszę odpow iedzieć, że podziśdzień szkoły, acz s ą ,
n ie stan o w ią czy n nika, odd ziały w ająceg o n a życie h rubieszow skiego
ch ło p a : w porze letniej o szkole nie m a co i m ów ić, a i w zim ie
dzieciak c h y b a w ted y idzie do szkoły, g d y m u się znudzi zbijać
b ą k i bez zajęcia, a uczęszcza ta k n ie re g u la rn ie , że zw y k le oprócz
k ilk u g ło sek ab e cad ła nie n auczy się n icze g o .......
G d y te d y rodzice z n a jd ą , że » c h ł o p c u czas«, zaczynają ro z
g lą d a ć się po có rk ach g o sp o d arsk ic h , m iarkując, k tó ra b y o b iecy w ała
stać się d lań żoną j a k s i ę p a t r z y. Co się zaś ty czy sam ego
k a n d y d a ta do stan u m ałżeńskiego, to różnie b y w a : jeżli to m a t er y a l is t a , to zw y kle n a w y b ó r rodziców się godzi, g d y ż ten je st za
zw yczaj b ard zo ro z sąd n y m ; .jeźli zaś m a p o g lą d y bardziej r o m a n
t y c z n e , a w y b ó r uczucia je g o obraża, to staw i się sw oim życiodaw com o k u n i e m i sam sobie żony szuka. P o d o b n ież b y w a
z dziew czyną.
W reszcie m ałżeństw o sy n a p rzy ch o d zi do sk u tk u , oboje m ał
żonkow ie d o stają od sw y ch rodziców w y p o sażen ie: o n a p ie r z y ń ę ,.
k ro w ę itd., on p rz y p a d a ją c ą mu po rodzicach część g ru n tu . P rz y
p o d ziałach m a ją tk o w y c h sy n o w ie otrzy m u ją w ię c e j, niż córka, tej
o statn iej należy się ty lk o w iano, co nad to dostanie, to już łask a
rodzica. S y n o w ie w zasadzie d o stają m ajętności rów no, ale przy tem
b aczy się n a to, a b y tem u, k to już uprzednio zasiłki o trzy m y w a ł
od rodziców , zasiłki te przy podziale potrącić. D ziały d o k o n y w a ją
się najczęściej w tenczas, k ied y już w szystkie dzieci są na sw oim
—
212
—
c h leb ie, p rz y te m ojciec o stro ż n y nie zan ied b a sobie ja k ą ś część
g ru n tu p o zo staw ić z w a ru n k iem o d d an ia go te m u ż dzieci do u ż y t
k o w a n i a , p rz y k tó re m sam zam ieszka. O strożność ta k a nie jest
z b y te c z n ą , bo zdarza się n ierzadko, że żadne z dzieci żyw ić t a t u n i a
nie chce, i z c h a ty w ypędza. T e d y s ta ry bierze b ie sa g i i u d aje się
n a żeb ran in ę. P rze k le ń stw o ta k u k rz y w d zo n eg o ojca nie sp ra w ia
w ielk ieg o w rażen ia n a krzy w d zicielach d ziec iach : » m o ż n o k a ż e
s o b a c i i n a P a n a B o h a b r e c h a t y « p o w iad a ją . Ż ebranie
zresztą nie je s t u w ażan e przez lu d ruski za zajęcie u p o k arzając e,
bo n iek ied y starzec, co m a u dzieci chleb ła sk a w y a i g ru n t w łasny,
g d y ty lk o do ro b o ty nie zd a tn y , zapuszcza b ro d ę i staje się — d id e m. T a k ie g o d i d a o tacza n aw et pew ien szacunek ; g d y kom u
dzieci się nie c h o w a ją , je g o n a ojca ch rzestn eg o zaprasza ; g d y do
ch a ty zajdzie, g o sp o d y n i n ig d y g o próżno nie od p raw i, ale choć
czem kolw iek o p atrz y . S u ch eg o chleba, jak im go d a r z ą , d i d za
zw yczaj sam nie je, p rzyjm uje go je d n a k i uży w a jak o w y śm ien itą
k a rm dla w iep rza, k tó re g o m u sta ra żona albo z dzieci k tó re h o d u je .1)
Jeż eli ojciec um iera, nie d o k o n aw szy za życia p o d ziału swej
m ajętności, a testa m e n tu nie pozostaw i, zaczynają się zaraz z a ta rg i
po m ięd zy rod zeństw em , k tó ry m nie łatw o k res p o ło ż y ć : u stn e r o z
p o rząd zen ia zm arłego nie b y w a ją szan o w an e N a w et g d y p o zo stan ie
le g a ln y te stam en t, jeżeli k tó re z dzieci u w aża się za p o k rzy w d zo n e
przez ojca, nie zan ied b a niczego, b y te sta m e n t obalić, a w n ajle
p szy m razie w zrusza p ro c h y nieb o szczy k a pom stow aniem i p rz e
k leń stw am i. J e d n a k m y liłb y s i ę , k to b y sądził, że Chłop hrubieszow ski
je s t niew dzięczny, o k ru tn y ; to com w yżej o nim pisał, w cale teg o
nie dow odzi, — dow odzi jed y n ie, że w sto su n k ach dzieci z rodzi
cam i nie p rzeb rzm iew a ten to n serdeczny, ja k i daje się czuć u ludzi
in te lig e n tn y c h i razem szlach etn y ch ; ale tu i tam różnica nie melo d y i, ty lk o in strum entu.
IV.
O prócz ję z y k a ru sk ieg o k aż d y chłop zna dobrze ję z y k p o l s k i ,
k tó re g o n ie ty lk o w sto su n k ach z dw orem uży w a ; po siłk u je się
nim p rz y w ielu sw oich zabaw ach to w a rz y sk ic h , śp iew a w polskim
języ k u pieśni, o p o w iad a baśnie, ró w n o rzęd n ie z ro d o w ity m . C h a ra
k te ry s ty c z n e to, że w iększość p ieśni ża rto b liw y ch i d w u zn aczn y ch
jest w ję z y k u p o lsk im , g d y tym czasem p io sn k i ru sk ie cechuje
ł) Zob. Kolberg, I., 3 3 - 3 8 .
—
213
—
sm u tek , tę s k n o ta i m yśl głębsza. S ą d z ę , że nie p o g n iew a się czy
te ln ik , ja k n ie k tó re z ty c h p leśni przytoczę. Oto np. je d n a z n ie
śm ierteln y ch dziejów m iłości.
»C zerw ona k a ły n o ń k a
P o c h iły ła derew cè, —
Czem dò m ene ne h o w o ry sz ,
M oje lube serce?«
— N e ho w o ru i ne b u d u ,
Boj tak ij zw yczaj maju ,
S ie d u ja w kineć s t o ł a ,
W sioj dum ku dum aju.
» j a ’) mij m yłyj, czarn o b ry w y j,
Szezo — za dum ku dum ajesz? —
Oj czuła ja czerez ludy,
Szczö ty hinszu majesz...«
— A ja hinszoji ne m a ju ,
M ysli mi ne z a n o s it,
J a k ja jid u czerez seło,
S am e m ene prosit.
»Ty mij m yłyj, czarn o b ry w y j,
N e daj si p ro sy ty ,
J a k nas p a n B ih pozw inczaje,
T o ta k budem żyty...«
N e ja b ło k a w k u sy ty ,
J a k n ed ó b ru ju k inesz:
L a d a d u re ń sw it zaw iaże,
I n a w iki zahynesz.
In n a p io sn k a o p o w iad a o d o w cipnym p o d stęp ie żony, k tó ra
u d a ła u m a rłą , a b y się p rz e k o n a ć , czy jej m ałżonek b ard zo jej b ę
dzie żało w ał :
»Oj, u m ru , m y ły j, u m ru ,
B u d u si d y w y ty ,
Czy ty b u d esz , mij m iłeńkij,
P o m eni tu ży ty !«
*) To j a nie posiada określonego znaczenia;
osobowym.
nie należy go mieszać z zaimkiem
—
214
—
- B udu-j, m y ł a , b u d u ,
N ig d y ne za b u d u ,
J a n a tw oju m ohy ło ń k ii
C h o d y to ń k i budu. —
I staw , zażuryw sí,
P ijszow , p id h o ły w sì :
»Szczoby w zięły tiło z c h a ty ,
T o b ja oźenyw si... <
J a p ry jszły diw ońki
T iła n aw ed żaty ,
A w in sobi p o h la d a je ,
K o to ru ju w ziaty !
S ta ła se diw czyna
Oj p o sered chaty.:
»Oj to m o ja m y ła b u d e ,
M ojim ditiam m aty. «
J a k d ity poczuły,
Zaczęły p ła k a ty :
»M amó nasza rid n e ń k a ja ,
A deże w as w ziaty ?
A n i w as k u p y ty ,
Ni w as za ro b y ty , —
Z aberèm si za r u c z e ń k i,
P ijdem o słu ź y ty !« » D ite ż , m oje dite ,
N e jidw e żłuźyty,
Oj bo ja szcze taj ne w m e r ła ,
B u d u z w am y ż y ty ! «
— M y ła ż , m oja m y ła,
J a k a ty zrad ły w a!
Oj ja m yśl iw, szczo ty w m e rła ,
A ty łeżysz żyw a.
C iekaw a je st t e ż , ch o ćb y ze w z g lę d u n a rozm iar w ie rs z a , n a
stęp u jąc a śp iew k a :
— Czehóś m ini, m am uneńko, son h o ło w o ń k u kłone...
— A w sio t o b i , mij s y n o ń k u , wsio sw aw o ło ń k a ro b y ,
P e re s ta ń ty , mij s y n o ń k u , do sw aw o li ch o d y ty ,
— 215
—
J e s t tam w dow y ład n a dóczka — taj budesz ji lu b y ty ...
— J a k ż e m in i, m am uneńko, w d ô w y d ó c z k u 'lu b y ty ? —
Z asiłu tr y laszeńki taj choczut mi z á b y ty :
J id e n k a ż e ; — »Zabyjm ô, zabyjm ô!«
D ru h y j k a ż e : — »Źupan jim u zderyjm ó!«
T re tij k a ż e : — »Zhod’mô s i, p a n e b ra te , zhoď m ô,
» Jak m y bùdem ô, p an e b ra te ,, do jidnej c h o d y ty ,
»A lbo to b i, albo m eni na sw iti ne ż y t y ! . .« 1)
Jeż e lib y śm y chcieli m ów ić o sto p n iu in telig e n cy i w ieśniaków
w H ru b ie s z o w sk ie m , to .m usielibyśm y znów pow rócić do naszego
p o d z ia łu , jak i uczyniliśm y, opisując ubiory. W nadbużnej części p ó ł
n o cn ej p o w iatu in te lig e n c y a a i sto p ień o św iaty je st bez p o ró w n a
nia w yższy, tam n aw et szkoła z a c z y n a w chodzić w m odę , a zd a
rza s ię , w p raw d zie b ard zo rzadko, że sy n o w ie w ieśniaków i po
k ilk a k la s g im n azy u m kończą , poczem , zrzuciw szy m u n d u rek , w dzie
w ają su k m an ę i p ra c u ją , ja k ich ojcowie, n a roli. W e wsi D ziekanow ie je st c h ło p , co pięć k la s g im n azy a ln y c h u k o ń c z y ł, a poniew aż
nie o d stry c h n ą ł się od sw y ch m niej ośw ieco n y ch sąsiadów , ale wresp ó ł z nim i żyje , cieszy się pow ażaniem i w p ły w n a ca łą gm inę
m a w ielki.
H ru b ieszo w ian ie są w e se li, lubią zabaw y, śpiew , m u z y k ę ,
ta ń c e •— i o d d ają im się z zam iłow aniem . W k aż d ą niedzielę i św ięto,
p o st w ielk i i a d w e n t w yjąw szy, schodzą się w porze poobiedniej do
k arczm y p a ro b c y i d o n i e i tam p rz y dźw ięku sk rz y p ie c i nieo d
s tę p n e g o b ę b e n k a tań czą aż do nocy. Z w y k ły ich tan iec je st czym ś
w ro d zaju p o w o ln eg o m on o to n n eg o w alca. G rajk o w ie z życiem rzecz
sw ą ro z p o c z y n a ją , ale w m iarę teg o , ja k im ręce m d le ją , sm yczek
coraz leniw iej zaczyna się p oruszać i to n y coraz w ięcej, coraz w ię
cej p rz y cich ają , aż p ó k i k tó ry z ochoczych tan cerzó w nie h u k n ie :
G raj m u z y k a , g ra jż e l e p i ,
Bo eie za łeb w y te le p i, (i-sza osoba)
G rajże l e p i , co b y ś m óg,
N ie żałujże m oich n ó g —
Moi nóżki d ru to w y ,
D o tan eczk u g o to w y !
Całe to w arzy stw o g ru p u je się m niej w ięcej w te n sposób. P o d
je d n ą ze ścian n a stole siedzi m u z y k a w orszaku sp ek ta to ró w , nie
1) W ariant tej pig.śni zob. Kolberg, II. 19. w. 22.
—
216
—
p rzy jm u jący ch u d ziału w ta ń c a c h ; koło szy n k w a su w idzi się coraz
to now e tw arze g aszący ch p ra g n ie n ie w ó d k ą , k tó rz y czynią to s to
jący , bo sto ły , jakom r z e k ł , są zajęte ; po lewej stro n ie od w nijścia
stoi g ro m a d k a dziew cząt w sw ych ch u steczk ach na głow ie,, pom im o
g o rą c a zaw iązan y ch w edle zw yczaju p o d b ro d ę : są to o d p o cz y w a
jące lub w y czek u jące sw y ch tan cerzó w tan cerk i.; p ra w a stro n a jest
zajętą przez k a w a l e r ó w (g ru p u ją się p o d o b n ie jak w cerkw i :
po p raw ej — m ę ż c z y ź n i, po lew ej — kobiety). P om iędzy ta ń c z ą
cym i k ręci się m nóstw o m ężczyzn i b a b , skąd ścisk p o w staje nie
znośny, ale tań cząca p a ra n a to nie zw aża; ta n c e rz , co k ro k p rz y
tu p u ją c z p o d n iesio n ą g ło w ą , ze zw ycięzkim n a u stach uśm iechem ,
obejm uje p ra w ą rę k ą sw ą ta n c e rk ę , k tó ra zdaje się o b o ję tn ą .n a p o
zór, ale jej tw arz z a c z e rw ie n io n a , ro zch y lo n e w a rg i i błyszczące
oczy d o w o d z ą, że się ro z p ły w a w rozkoszy. W e drzw iach izby k a r
czem nej, w sieni i przed karczm ą w idać g ro m ad y w y ro stk ó w , k tó rzy
to d a j ą sobie w zajem nie s y r a , to n aślad u ją g ło sy ró żn y ch zw ie
rz ą t , to w reszcie tań czą ze sobą lub o tań cz ący c h czynią różne n ie
p o ch leb n e u w a g i, przyczem raz w raz sły ch ać w y b u ch y g ło śn eg o
śm iechu. S k ło n n o ść do w y ś m ie w a n ia , d w o ro w a n ia sobie z ludzi
i rzeczy jest je d n ą z cech H rubieszow ianina...
W czasie d łu g ich w ieczorów zim ow ych, g-dy m łodzież płci obo- •
jej zg rom adzi się n. p. w p ie k a rn i dw orskiej, dziew częta p rz ę d ą ,
p a ro b c y zaś p ła ta ją sobie wzajem różne fig le , m ocują się , w y k o n y
w a ją p rzeró żn e s z t u k i , ja k p rzeżeg n an ie się k o ńcem b u t a , p o d
niesienie zębam i b u telk i z ziemi , nie zg in ają c k o lan i bez pom ocy
r ą k , bawdą się w reszcie w pew n e w łaściw e sobie g r y t o w a r z y
s k i e i t. p. A b y dać w y o b rażen ie c z y te ln ik o w i, ja k ta k ie g ry w y
g lą d a ją , opiszę jed n ą z nich..,
Jed e n z p aro b k ó w w ych o d zi z izby i staje n a p r o g u , d ru g i
n alew a w ja k ie ś naczy n ie w o d y i, trzy m ając je w r ę c e , zw raca się
do p ierw szeg o , m ów iąc ciąg le z ak cen tem żydow skim :
— Zaczym ty p an chodzisz ?
D ru g i w ten sam sposób o d p o w iad a :
— Za służbą. M oże ja u p a n a zdybie służbę ?
O baj u m aw iają się n ib y o z a p ła tę , o o r d y n a r y ę , c iąg le a k c e n
tu jąc w y ra z y z żydow ska. W reszc ie te n , k tó ry g ra ro lę ch leb o d aw cy ,
zach w alając g o d zonem u służbę u s ie b ie , w y licza, co te n o statn i
o trzy m a n ad to :
— B edzie ło p a ta !
— Schow aj se dla sw ego tata...
—
217
—
— B edzie ła ta !
— W isz p an co ? — schow aj se dla sw ego b ra ta .
I ta k dalej p ro w a d zą d y sk u rs , aż w reszcie g o d zą cy m ów i:
— J a k iś p an z a b a w n y y y !
— T o nie ja zab aw n y , — toś ty zabaw ny.
— Czekaj p a n , zara bedziem pili w ó d k ę , zara bedziem mieli
z a d a te k — i p o d ając godzonem u naczynie z w o d ą , m ó w i:
— N y, pij p an w ódkę!...
G o d zo n y bierze naczynie, i p rzew racając do g ó ry d n e m , w y
lew a w odę na p o d ło g ę — a dziew częta śm ieją się , aż się b io rą za
b o k i, choć zab aw a ta b y w a często p o w ta rz a n ą i jest im znaną b a r
dzo dobrze.
O ile d o n i e i m o ł o d y c e lu b u ją się w p ie ś n ia c h , m a
jący c h za p rzed m io t m iło ść , zazw yczaj nieszczęśliw ą, a k tó re n ie ra z
do łez je ro z c z u la ją , o ty le m łodzież m ęzka p rz ek ład a k ró tk ie cztero w ierszo we k u p le ty , najczęściej bardzo tłuste.
O to k ilk a p rzyzw oitszych p ró b e k :
1.
Ne chod}'- w k ry w y c h czobotach (butach),
M oja m am eńka ran o w staw aje
I tw o je k ry w c zu ń e
S lid o ń k i poznaje.
2.
Za m no, za m no, za mno,
B ókim jeszcze panno,
J a k si okobice,
W sz y stk ic h d y ab łó w zjicie.
3N ikom u nie dobrze
J a k d y ab ło w i w p ie k le :
N aji s i , n a p iji,
W y sied zi si w cieple.
4T o ja sobi p o h u laju ,
J a k ry b o ń k a po d u n a ju ,
J a k ry b o ń k a z ry b o ń k a m i,
T a k ja sobi z diw ońkam i.
—
218
—
5Oj, p ro ś B o g a , dziw czynó,
T aj i ja b ed e p ro sił,
T aj żebym k a ra b in a
Oj n a plecach nie nosił.
6.
Oj h a r a , chłopie, ze w si,
G dzie d w o ra c y tańcujó,
Oj w isi b a t n a . ścianie,
Oj sk ó re ci popsuji.
K u p le tó w ta k ic h je st tu moc niezliczona ; zbieranie ich jest dla
etn o lo g ii rzeczą b ard zo w a ż n ą , p o n iew aż w nich bardziej, niż
w u tw o ra ch dłuższych , w k tó ry c h zaw sze fa b u ła g łó w n ą g ra r o l ę ,
o d b ijają się b ezpośrednio z a p a try w a n ia lu d u n a n ajróżnorodniejsze
k w e sty e . Ż ałuję n ie z m ie rn ie , że d o sad n a fo rm a n ie k tó ry c h , bardzo
c h a ra k te ry s ty c z n y c h , ja k ie m am p c d r ę k ą , nie p o zw ala n a ich p rz y
toczenie.
Z b ajek o p o w iad ają sobie tu tejsi w ieśn iacy h isto ry ję o »jednym
m ąd ry m ch ło p ie S alam onie«, co zm ierzył od leg ło ść n ieb a od ziem i ,
a chcąc zm ierzyć g łęb o k o ść m orza, spuścił się n a dno w szklanej
b a n i, k tó rą w ielka ry b a p o łk n ę ła ;1) o chciw ym k s ię d z u , któregfo
»najgłupszy« z trzech b ra ci o s z u k a ł;2) o m ądrym chłopie, k tó ry z a
bił d ja k a , co m u żonę b ałam u c ił; o złej m acosze i dziw n y ch p rz y
g o d ach d w o jg a siero t — i w ie le , w iele innych.
(Dok. nast.)
—
R O Z B IO R Y
i
'
S P R A W O Z D A N I A .
Przyczynek
do k w e s t y i
w yrytych
stóp na ka
m i e n i a c h p o d a ł D r K. K o e h l e r . R zecz c z y ta n a na p o
siedzeniu W y d z ia łu arch eo lo g icz n eg o T o w a rzy stw a P rz y ja c ió ł N au k
d n ia 26. L istc p a d a 1894. O d b itk a z R o c z n ik a T o w a rz y stw a P rzy jac ió ł
N a u k P o zn ańskiego. Tom X X I , P o zn ań 1895, w 8-ce, sfr. 10.
K a m ien ie z w y ry te m i sto p am i ludzkiem i, lu b zw ierzęcem i, zn a
ne' są arch eo lo g o m , nie ty lk o naszym ale także zagranicznym . K a
') Zob. Kolberg II. 82.
3) Tamże II. 108.
—
219
—
m ienie takie n a p o ty k a ją się stosunkow o nie rzad ko w rozm aitych
częściach P olski ; najczęściej w ym ieniają się miejscowości w W ielkopolsce, na k tó ry c h takie kam ienie m ają się znajdować. J a sam
m o g ę d odać do liczby kam ieni, w y m ien io n y ch przez D r . K o e h l e r a
w W ielk o p o lsce , jeden, k t ó r y w mej młodości widziałem w lesie
niedaleko W ie lk ie g o W y s o c k a , w pow. O dolanow skim , dzisiaj O stro w
skim, n a k t ó ry m b y ł »ślad s to p y po dyable«, k t ó r y k am ień ten,
w e d łu g le g e n d y ludo4rej, niósł w sw ych szponach, żeby spuścić go
na kościół w W. W y s o c k u , lécz g d y k o g u t zapiał, m usiał go rz u
cić, zanim m ó g ł zam iar swój w ykonać. P o d o b n a le g e n d a u trzym uje
się pom iędzy ludem o kam ieniu w K o t ł o w i e, wsi położonej nie
daleko W y s o c k a , w e d łu g której kościół ko tło w ski miał b y ć rów nież
w ten sam sposób przez d y a b ła zburzony. R ó w n ie ż i o kościołach
tych wsi o p ow iad ają sobie ludzie z ty ch miejscowości te sam e
g adk i, tìrp, że zostały (podobnie kościół w C hełm ku w K uliskiem )
w jed n y m czasie przez jed n eg o fu n d a to ra zbudow ane ; że »ciągle się
widzą«, g d y ż z jed n e g o z nich m ożna widzieć dw a d ru g ie ; że b y ły
o b le g a n e przez Szw edów itp.
O k am ieniach takich pisali u nas już dawniej uczeni, jak P rzy borow ski, ks. D y d y ń s k i i prof. Lusz'czkiewicz, staw iając co do ich
znaczenia różne h ypo tézy. Najwięcej zdaje się mieć za sobą ta h y
potéza, w e d łu g której kam ienie takie m ają p rzed staw iać znaki g r a
niczne czy to p ań stw a , czy też, ja k m ożna dalej przy^puszczać, p o j e
dynczych krajów , o po la lub n a w e t w iększych dzielnic p ry w a tn y c h .
K a m ie n ie te nie uszłyr n aturalnie u w a g i ludu, k t ó r y w -sw ó j
sposób s tara ł się w y tłóm acz y ć ich przeznaczenie. P o tw o rz y ł więc r ó
żne p odan ia, w k tó ry c h stosow nie do znaku na k am ien iach w y r y t e g o
i miejscowości, mówi się o Matce B oskiej, stojącej na nich, lub też
0 św. W ojciechu , każące g o z nich do ludu zgrom adzonego i t. p. O bo k
duch ów niebieskich w y stęp u ją także d u c h y nieczyste w tych le g e n
dach, k tó re pozostaw iły ś lad y ria ty ch kam ieniach. F a n t a z y ą lu d o w a
związała ten m o ty w zwyczajnie z zamiarem złego d u cha zniszczenia
w pobliżu znajdującego się kościoła, w czem je d n a k zapianie k o
g u t a staje m u n a przeszkodzie.
B y ł o b y pożądanem , ażeby zbierano wiadom ości nie tylko o tych
kam ieniach, na k tó ry c h widoczne są znakj stóp ludzkich i p rz y w ią
zane do nich leg en d y , ale także o innych, zw anych b a ł w a n a m i
l ub b a b a m i , k tó re kształtem sw ym p rz y p o m in a ją p ostać ludzką.
Zwracając więc u w a g ę czy teln ików L u d u na ro z p raw ę Dr. K o e h
lera, chcieliśm y przezto zachęcić ich do p o d a w a n ia nam w iad o m o
ści o tak ich k am ien iac h z d o k ła d n y m opisem (a w d a n y m razie
1 rysunkiem ) um ieszczonych na nich znaków , lub też ich kształtu
oraz p o d an iem le g e n d ludow ych, k tó re z nimi się w iążą.
A. K.
—
220
—
N árodopisná
výstava
o e s k o š 1o v a n s k á v P r a z e
1895. V y d a li výkonný v ýb o r náro dop isné v ý stav y českoslovanské
a národ o p isn á společnost českoslovanská práci S pisovatelův a umělců
českých. P oŕád a ji K . K lu sáč ek , Em. K o vaŕ, L. Niederle, F r. S c h a f
fer, P'. L. Šubert. T iskem a n ák la d e m J. O tty v Praze. Zeszyt
i i agi. In folio str. 48.
M inęły już prześliczne dnie, w k tó ry c h naró d czeski z w szyst
kich stron k ra ju z najodleglejszych n aw et z a k ą tk ó w zbiegał się do
P r a g i, a b y ujrzeć w sp a n ia ły owoc czteroletniej ciężkiej p r a c y w s p ó l
nemu siłami w szystkich w arstw społeczeństw a c z e s k i e g o d o k o n a
nej. M inęły już te dnie prześliczne, — opustoszał plac w y s t a w y ;
tam gdzié n ied aw no tysiące, dziesiątki tysięcy się tłoczyły, dziś p u
sto, smutno... O pu stosza ły i c h a ty wsi w y staw o w ej, n iedługo p u s ty
będzie i p ałac etnograficzny, im ponujące zb iory w nim n a g r o m a
dzone znów się rozproszą po całym kraju. C h a ra k te ry sty c z n e b u d o
w le S tarej P ra g i znikną, zo stan ą może ty lk o c h a ty wsi w y s t a w o
wej i kościółek wiejski... N ied łu g o zb lad łb y n a w e t olśniew ający obraz,
jak i w y s ta w a w pam ięci ty c h zostawiła, k tó rz y ją widzieli ; zb la
d ły b y w spom nienia p rz eży ty ch tych chwil, g d y b y w czas nie p o
m yślano o tem, a b y ten obraz u trw a lić i zachować.
Cel ten m a w y d a w n ic tw o pod jęte przez g ro n o najbardziej około
stw orzenia w y s ta w y zasłużonych osobistości p o d kiero w n ic tw em w ła
ściw ego jej tw ó rcy , jej duszy, jej niestru dzo neg o k ie ro w n ik a p. F.
Šuberta, d y re k to r a te atru n a r o d o w e g o w Pradze. N a innem miejscu
pisać b ędę w »Ludzie« obszernie o w y s ta w ie prazkiej, tu m o g ę za
ledwie słów k ilk a pośw ięcić w y d a w n ic tw u temu.
P o słowie w stęp nem n apisane m z w łaściw em mu zapałem przez
dyr. Šuberta, Dr. L u b o r N iederle pisze o tem, »co w y s ta w ę p o p rz e
dzało«. W s p o m n ia w s z y k ró tk o o pierw szych p ró b a c h p o zn a n ia ludu
w pierwszej p ołouue bieżącego stulecia, a u to r p odnosi zasługi na
tem polu Józefa M an esa pierw szego b adacza strojów i h a ftó w lu d o
w ych, znanej i społeczeństw u naszem u rod ziny N a p rs tk ó w i prazk ieg o »koła literackiego« (Besedy umělecké) oraz inn ych osobistości
i instytucyi, a zaznaczyw szy ty lk o p o tę ż n y rozwój b a d a ń lud ozn aw
czych w ostatnich k ilk u n a s tu latach, kończy k ró tk i swój szkic, w skazu
jąc na dział etnograficzny jubileuszow ej w y s ta w y prazkiej w r. 1891.
S k ro m n a czeska chałupa, w k tó rej n agro m a d zo n o w y t w o r y p ra c y
ludowej, re p re z e n to w a ła w te d y ca ły dział etnograficzny. S k ro m n a to
b y ła w y s ta w k a , ale w p ły w jej n a rozwój b a d a ń lu d ozn aw czych
og ro m n y . Z tej niepozornej budow li rozwinęło się dzieło nowe,
w spaniałe. W niej p o w s ta ła m yśl g ro m ad z en ia zbiorów e tn o g r a
ficznych dla m uzeum k ró le s tw a czeskiego, w niej p ow ziął d y re k to r
Š uberi m yśl wielką, niezm iernego znaczenia, m yśl urządzenia w y s ta
w y, k tó r a b y cała pośw ięconą b y ła ludow i czeskiemu, k t ó r a b y p rz e d
staw iła w y c zerp u ją cy obraz życia ludu, jego zwyczajów, jeg o prze
m ysłu i pracy.
— 221
--
B ra k miejsca nie p ozw ala mi szerzej się ro z p isy w ać o treści
pierw szych zeszytów księg i pam iątko w ej w y s ta w y prazkiej. Znajdu
jem y tam opis p ra c p rz y g o to w aw cz y ch , p ro g r a m w y s ta w y , organizacyę, p ra c e przed otw arciem w y s ta w y i opis uroczystości otwarcia.
Znakom icie w y k o n a n e liczne illustracye zdobią to dzieło, oprócz
chrom olitografii przedstaw iających t y p y ludow e z przeróżnych stron
Czech.
O ile sądzić m ożem y z pierw szych zeszytów, dzieło to będzie
niety lk o trw a łą p a m ią tk ą w y s ta w y tègorocznej, ale i n iezbędnym
podręcznikiem dla k a ż d eg o pracow nika, chcącego się obznajomić
z etnografią k rajów k o ro n y św. W acław a.
A d o lf Strzelecki.
Archeologia.
B a u - u n d K u n s t d e n k m ä l e r Die, der Prov inz W e stp re u ss e n ,
h e r a u s g e g e b e n im A u ftr ä g e des w estp reu ssischen ProvinzialL a n d ta g e s , H e ft X . D anzig, Th. B ertlin g , 1895, w 4-ce, str.
V II, V i l i , X , 116 і 4 nl., z kartą , 15 do datkam i і 6i ry c in a
mi w tekście. Cena 6 marek.
X . D e r K re is L ö b au , b e a rb e ite t von L a n d e s b a u in s p e k to r Heise.
B o e t t i c h e r A d o l f . Die Bau- und K u n s td e n k m ä le r der P r o
vinz O stpreussen. Im A u ftr ä g e des ostpreussischen ProvinzialL a n d ta g e s b earbeitet. IV. H e ft : D as E rm land. K ö n ig s b e r g ,
B. T eichert, w 8-ce większej, str. V III, 296 z rycinam i і 15
tablic.
C z a j e w s k i W i k t o r . W a rs z a w a ilu stro w an a : S ta ra W a r
szawa. W a rs z a w a , druk. estetyczna, 1895, w 8-ce, str. V II,
1 nl. i 152, z rycinam i w tekście. Cena opr. 1 rub. 25 kop.
F r y d r y c h o w i с z R o m u a l d к s. d r . P rz e w o d n ik ilu s tr o w a
n y po P elp lin ie i jeg o kościołach. T o ru ń , nakł, autora, druk.
J. B uszczyńskiego, 1,895, w ló-ce, str. 184.
G é r ž e t i c D r . N i k . U b e r a u fg e fu n d en e chirurgische In tsru m en te
des A lte rth u m s in V im inacium (K ostolac in Serbien) n ebst
A n h a n g ü b e r die ältesten B ehelfe der Medicin im D ienste des
S onnencultus. K a ra n s e b e s, 1895, w 8-ce większej, str. 80 і
2 ta b i fotolitogr.
K o e h l e r K . Dr. P rz y c z y n e k do k w e sty i w y r y ty c h stóp n a k a
mieniach, rzecz czy ta n a na posiedzeniu W y d z ia łu a rch eo lo g i
cznego T ow . przyj. nauk. pozn. dnia 26. listop ad a 1894. (Od
b itk a z X X I . R o c z n ik a Tow. przyj. nauk. pozn.) P oznań, druk.
D zie n n ik a pozn., 1895, w 8-ce, str. 10.
K o t h e J u l . Verzeichniss der K u n s td e n k m ä le r der P rovinz P o
sen, im A u f tr ä g e des P ro v in zialv erban des b earbeitet, B a n d I I I :
—
222
—
/
D ie L an d k reise des R e g ie ru n g s b e z irk s Posen, Lieferung- I.
B erlin, J. S p rin g e r, 1895, w 8-ce, str. 76, z 60 rycinam i і i tabi.
2 marki. ! II. і : D ie K re is e Posen- Ost u n d W e s t, Obornik,
S am ter, G rätz und Neutom ischel.
Ł u s z c z к i e w i c z W ł a d . D w a zagubio ne pom niki naszej rom ańszczyzny w P ło c k u i Jędrzejowie. (O d bitka z V. tom u S p r a w o
zdań kom isyi do b a d a ń histor. sztuki w Polsce). K r a k ó w , n a
k ła d e m A kad. urn., S p ó łk a w y d a w n., d ru k Czasu, 1895., w 4-ce
królew skiej, str. 17, z rycin am i w tekście, 75 ct.
Tesdorpf
W . D r. D ie W iederherstellung- d er M arien bu rg.
V o rtr a g . M it einem A n h ä n g e : Z u sam m enstellu ng der Litterat u r ü b er die Marienburg-. K ö n ig s b e r g , W . K o c h , w 8'-ce, str.
36. Cena 60 fen.
I. Sprawozdanie z posiedzeń Zarządu.
Siódme
posiedzenie
(in i a 30. p a ź d z ie rn ik a 1895.
O b e c n i: pp. Dr. B iegeleisen, K o lb u sz o w sk i, R am ułt, Dr. R ehm ann, R y b o w sk i, S trzele
cki i p ro f. S o łty s.
P rz e w o d n ic z y ł p re z e s T o w a rz y s tw a prof. Dr. K alina.
1. Z a tw ie rd z o n o p ro to k ó ł pop rzed n ieg o - p o s ie d z e n ia : p o ezem
2. P re zes T o w a rz y s tw a z d a ł sp ra w ę z d z ia ła ln o ś c i P re z y d y u m w cza sie od o s ta
tn ie g o
p o s ie d z e n ia
Z a rz ą d u i z a w ia d o m ił,
iż T o w arz jo stw o
w y g ra ło
p ro c e s
p ra s o w y
z re d a k c y ą c z a s o p is m a „ S z k o ln ic tw o lu d o w e “.
3. U c h w a lo n o n a w n io se k p. K o lb u sz o w sk ie g o
d o łą c z y ć od b itk i p ro g ra m u sekcyi
m u zy czn ej do n u m e ró w E c h a m u z y c z n e g o i teatr, ro z s y ła n y c h do p re n u m e ra to ró w te g o ż
p ism a z a m ie sz k a ły c h w G alicyi.
4. P rof.
S o łty s
i p r z e d s ta w ia w n io se k
śn i lu d u p o lsk ieg o .
zd a je
sp ra w ę
z d o ty c h c z a s o w e j
d z ia ła ln o ś c i
se k cy i m u zy czn ej
ro z p o c z ę c ia p ra c n a d 'w y d a w n ic tw e m śp ie w n ik a k o śc ie ln y c h p ie
S p ra w o z d a n ie
przyjęto-
do w iad o m o ści
i u p o w a ż n io n o se k c y ę m u
z y c z n ą do ro z p o c z ę c ia p ra c p rz y g o to w a w c z y c h n a d tern w y d a w n ic tw e m .
5. P re zese m sek cyi p rz y ro d o z n a w s tw a lu d o w eg o z a m ia n o w a n o prof, u n iw e rsy te tu
D ra W ła d . N iem iło w icza.
6. P re zese m se k cy i a rch eo lo g iczn ej z a m ia n o w a n o D ra A. C z o ło w sk ieg o .
7. N a z a p ro s z e n ie T o w a rz y s tw a p e d a g o g ic z n e g o u c h w a lo n o w z ią ć u d z ia ł w o b ra
d ach k o m isy i, m ającej o b m y śleć i u ło ż y ć
znaw czego
z T o w a rz y stw e m
p ro g ra m
w s p ó ln y c h p ra c T o w a rz y s tw a lu d o
p e d a g o g iczn e m i w y b ra n o w sk ła d tejże k o m isy i p p. Ra-
m u łta, R y b o w sk ieg o i S trzeleck ieg o . P rof. Dr. R e h m a n n
w T o w a rz y s tw ie p rz y ro d n ik ó w im . K o p ern ik a.
8. U c h w a lo n o w m y śl
re z o lu c y i
p o w ziętej
p rz e z
p rz y rz e k ł -. p o r u s z y ć tę s p ra w ę
Z ja zd T o w a rz y s tw a p e d a g o g i
c z n e g o u w o ln ić o d w k ła d k i ro czn ej ' i p rz y ją ć w p o c z e t c z ło n k ó w T o w a rz y s tw a - n a u c z y
cieli
lu d o w y c h ,
o b jęto śc i.
k tó rz y
n a d e s z lą
u ż y te c z n e
m a te ry a ły
lu d o z n a w c z e
w o d p o w ied n iej
9.
P rz y jęto 34 czło n k ó w .
10. M ia n o w an o c z ło n k a m i k o r e s p o n d e n ta m i: prof. Dr. W . N eh rin g a w W ro c ła w iu ,
prof. Dr. A. B rü c k n e ra w Berlinie, J a n a W ito rta w P o n ie w ie ż u (gub. K o w ień sk a), D ra
L u b o ra N iederlego, F. g e h o f a i D ra C. Z ib rta w P ra d z e i Dr. M. H a b e rla n d ta w e W ied n iu .
11. D eleg atam i T o w a rz y s tw a m ia n o w a n o : c. k. in s p e k to ró w okręg. ks. L. F o n fe rk ę
w . M y ślen icach , J. N o w ak o w sk ieg o
w
J a ro s ła w iu ,
Z a g ro d z k ie g o w N o w y m S ączu . N a S zląsk u
w G o leszo w ie i ks. F irlę w Istebnej.
K.
F a lk ie w ic z a
a u str. k się d z a
12. U c h w a lo n o w n ie ść p o d a n ie o s u b w e n c y ę
w G ró d k u i Jó z efa
p ro b o s z c z a K a to w sk ie g o
do R ady m ia sta L w o w a i K rak o w a,
K asy o sz c z ę d n o ś c i rve L w o w ie, do Sejm u i c. k. M in isterstw a o św ia ty .
13. U ch w alo n o , iż m iesięczne ze b ra n ie n a u k o w e m a się o d b y ć w p o ło w ie lis to p a d a ;
n a p o rz ą d k u d zien n y m o d c z y t p. R a m u łta o w y sta w ie etnograficznej w P ra d z e . 1
14. U ch w alo n o , iż p o s ie d z e n ia Z a rz ą d u o d b y w a ć się m ają w p ie rw sz ą s o b o tę k a ż
d eg o m iesiąca.
II. Wykaz towarzystw naukowych i redakcyi pism, z któremi Towarzystwo
nawiązało stosunki.
1. T o w a rz y s tw o p rz y ja c ió ł n a u k w P o z n a n iu , k tó re p r z e s y ła T o w a rz y s tw u sw o je
„R o c z n ik i“. '
2. C e sa rsk ie T o w a rz y s tw o g eo g rafic zn e w P e te r s b u r g u , k tó re p r z e s y ła T o w a
r z y s tw u „ Iz w ie s tija im p e ra to rs k a g o ru s s k a g o g eo g ra fic z e sk a g o o b s z c z e s tw a “ .
3. E tn o g ra fic z n e m u zeu m c z e s k o -s ło w ia n skie w P ra d ze.
4. M u zeu m k ró le stw a czesk ieg o w P ra d z e , k tó re p r z e s y ła T o w a rz y s tw u sw ój
„ C z a s o p is “ .
III. W ykaz'darów na rzecz Towarzystwa.
D o b iblio tek i ofiarowali :
1. R e d a k c y a czasop. »Český Lid«, w szy stkie w y d a n e d o tą d
roczniki teg o pisma.
2. P re z y d y u m w y s ta w y etnograficznej w P rad z e dzieło : N á ro
dopisná výstava ceskoslovanská v P raze 1895. V y d a li výkonný v ý
b o r n áro d o p isn é výstavy českoslovanské a národ o p isn á společnost
ceskoslovanská práci spisovatelův a umělců českých. P ořádají K . K l u
sáček, Em. K o v á ř, L. Niederle, Fr. Schaffer, F. A, Šubert.
3. T o w a rz y s tw o Včela čáslavská czasopismo »Včstnik českoslovanských museí a spolků aircheologických , m a j i te l , v y d a v a te l a
re d a k to r K lim e n t Čermák v Čáslavi.
4. T o ż : X I . V y ro č n i sp ráv a m usejního spolku »Včela čáslav
ská« za
léta 1892— 1894. V Čáslavi 1894.
5. Toz : P růvodce n árod op isno u a arch eo lo g ick o u výstavou
w Gaslavi od 8. do 15.. záři 1894. N a p sa l K lim en t Čermák.
6. Toż: S trážce starožitností. P o v íd k y a poučeni lidu o s ta ro
žitnostech, v y p ra v u je K lim e n t Čermák. V P raze 1895- z 69 rycinami.
. 7. C z ło n e k T o w . p. K o śc iń sk i w G ru d ziąd zu (P ru s y zach.) p ra c e ks. M. W . Ł u
k a s z e w ic z a : C h o ro g ra fia P o m p o n iu s z a M eli z ła c iń s k ie g o n a ję z y k p o lsk i p rz e ło ż o n a .
P o z n a ń , 1893.
8.
T e n ż e : S ta ro ż y tn e S ło w ia n lu d y i ich o d w ie c z n e sie d lisk a w ed le geografii
K la u d iu s z a P to le m e u s z a , P o z n a ń , 1894.
S k ła d a ją c se rd e c z n e p o d z ię k o w a n ie S z a n o w n y m o fiaro d aw co m z a ich d ary , p r o
sim y o d a ls z e n a d s y ła n ie ta k o w y c h n a rz e c z T o w a rz y stw a . S zczeg ó ln ie u d a je m y się
z tą p r o ś b ą do P a n ó w a u to ró w i n a k ła d c ó w , k tó rz y n a w e t w w ła s n y m d o b rze z r o z u
m ian y m in te re sie ra c z ą re c e n z y jn e eg z e m p la rz e p o s y ła ć T o w a rz y stw u .
—
IV.
n a m o cy
—
W ykaz członków Towarzystwa.
I.
M ia n o w an i
224
Członkowie korespondenci.
s ta tu tu §. 9. u c h w a łą p o w z ię tą p rz e z Z a rz ą d
p o sie d z e n iu z d n ia 30. p a ź d z ie rn ik a b. r.
1. D r. A le k sa n d e r B rü c k n e r, p ro fe so r
U n iw e rsy te tu w B erlinie, c z ło
n ek A kad. Um. w K rakow ie.
' 2. Dr. W ła d y s ła w N ehring, ta jn y Radca,
p ro f. U niw . w W ro c ła w iu , w i
cep re z e s T o w . lu d o z n . S zląsk .
3. Ja n W ito rt w P o n ie w ie ż u , g u b . K o
w ie ń sk a .
4. Dr. L u b o r N ie d e rle , d o c e n t U niw . i
k u s to s z m u zeu m etn o g raficzn eg o w P rad ze.
T o w a rz y s tw a na
F ra n c isz e k Ř e h o ř , etn o g raf, u rz ę d n ik
b ib lio tek i m iejskiej w P radze.
6. Dr. Q e n g k Z íb rt, d o c e n t U niw ., k u
s to s z b ib lio tek i m u zeu m król.
czesk ieg o , re d a k to r c z a s o p ism a
. „ Q e s k ý lid “ w P ra d ze.
Dr. M ich ał H a b e rla n d t, se k ret. T ow .
lu d o zn . w W ie d n iu ’, re d a k to r
Z eitsch r. für ö ste rr. V o lk sk u n d e.
II. Członkowie czynni.
W y c ią g ze S ta tu tó w :
§. 5. C z ło n k a m i T o w a rz y s tw a m o g ą ' b y ć o s o b y n ie p o s z la k o w a n e g o c h a ra k te ru ,
b e z ró ż n ic y płci.
§. 7. C z ło n k iem z a ło ż y c ie le m z o s ta je ten , kto n a cele T o w a rz y s tw a z ło ż y je d n o
r a z o w o k w o tę 200 k o ro n .
§. 12. C z ło n k o w ie c z y n n i u is z c z a ją w p iso w e g o n ajm n iej 2 k o ro n y , tu d z ie ż ro c z n ą
w k ła d k ę w ilo ści 8 k o ro n , p ła tn y c h k w a rta ln ie .
S łu c h a c z e U n iw e rsy te tu , o ra z n a u c z y c ie le s z k ó ł lu d o w y c h w iejsk ich p ła c ą w p i
so w e g o 1 k o ro n ę a w k ład k i ro c z n e j 2 k o ro n y .
U w o ln io n y m je s t całk iem od w k ła d k i ro czn ej te n z n au czy c ie li lu d o w y c h , k ró ry
d o s ta rc z y re d a k c jo „ L u d u “ m a te ry a łó w e tn o g ra fic z n y c h w o d p o w ied n iej o b ję to ś c i, m o
g ąc y c h b y ć z u ż y tk o w a n y m i do d ru k u . (U c h w a ła Z a rz ą d u T o w . z d n ia 30 go P a ź d z ie r
n ik a 1895. ro k u .)
GroleSZÓW (S z ląsk aü str.)
157. *Ks. p ro b o s z c z K aro w sk i.
GraloďWieC p. R ad y m n o
158. M ich alin a M o d e lsk a , n au czy c ie lk a .
Gródek
159. *K arol F alk iew icz, c. k. in sp . szk. okr.
Grudziądz (P ru s y zach .)
160. W ła d y s ła w S zy m ań sk i.
161. K o n s ta n ty K o ściń sk i.
Istełm a (S zląsk au str.)
162. *Ks. F irla , w ik aiy .
Izdeknik
163. B ro n isł.
B o b rz y ń s k a ,
n au czy c ie lk a .
Jarosław
164. * Ju lian N o w a k o w s k i, Cyk. in sp e k to r
szk . okr.
165. Ig n a c y R ychlik, c. k. prof. gim n.
Krzeszowice
166. S ta n isła w P o la c z e k , n au czy ciel.
Lezachów
167. P io tr P ik u ls k i, n au czy c ie l.
LiToiąż w ielk i
168. Ja n C e re m u g a , n au czy c ie l.
Lwów
169. B o le sła w B a ra n o w sk i, a p lik a n t W y d z.
k ra jo w e g o .
170. M ie c z y sła w B a ra n o w s k i, d y re k to r
ż e ń sk ie g o sem in . n a u c z .
171. Ju lia n F ą fa ra , d y re k to r s z k o ły w y d z . '.
im . kr. Jad w ig i.
172. H en ry k Ja re c k i, a rty s ta m u zy k .
173. H en ry k K ü h n , p ro fe s o r c. k. s z k o ły
p rz e m y sło w e j.
174. W ła d y s ła w K ra s u c k i, n a u c z y c ie l.
175. L u d w ik P ie rz c h a ła , n au czy c ie l.
Myślenice
176. *Ks. L u d w ik F o n fe rk o , c. k. insp.
szk. okr.
177. Z y g m u n t M ayer, n au czy c ie l.
Nowy Sącz
178. »Józef Z ag ro d zk i, c. k. in sp . szk . okr.
Ostrów (p. R adym no)
179. W a le ry a M o d e lsk a , n au czy c ie lk a .
(C. d. n.)
C z ło n k o w ie , k tó ry ch n a z w is k a o z n a c z o n o g w ia z d k ą , s ą d eleg atam i T o w a rz y s tw a ,
i ja k o ta c y z a s tę p u ją in te re s a je g o n a p ro w in c y i i s ą u p o w a ż n ie n i do p rz y jm o w a n ia
z g ło s z e ń i w k ła d e k n a rze c z T o w a rz y s tw a ,
-
225 -
O antropologii etnicznej
(na podstawie ,, I >(¡<¡ow‘- Krzywiclłiego*).
P o d a n ia dziejowe o starożytności rod u ludzkiego nie sięgają
po za liczbę 200— 350 p okoleń, licząc 4 —5 p oko leń na stulecie. D o
piero rozwój b a d a ń antro po lo g icz n y ch i g-eologicznych p rzek onał
św iat n a u k o w y o znacznie odleglejszej starożytności człow ieka n a
ziemi; znajdujem y bow iem naszych p o to p la s tó w stanowczo już w c z w a r
torzędow ej epoce, przypuszczalnie zaś w trzeciorzędowej. D a rw i
niści idą dalej, bo przypuszczają znacznie jeszcze odleglejsze
istnienie t. zw. »anthropopitescusa«. Ä j przejście przyrodnicze od
zw ierząt niższorzędnych do człowieka. W szeregu n a u k i u m iejętn o
ści - - an tro p o lo g ia , j a k sam o jej nazwisko wskazuje, m a na oku
je d y n ie istotę lu d zk ą w tem znaczeniu, że przez o dpow iednie p o m iary
czaszek, b a d a n ie k ształtów ciała i t. p . —d ąż y do poznania, czy, ile
i jakie g a tu n k i — w z ględn ie rasy, istnieją w całej ludzkości;
zdążając zaś do te g o celu, zaczyna swe s tu d y a od najodleglejszych
. pro top lastow r ro d u ludzkiego, a k o ń c z y — chociażby na nas w szyst
kich, k tó rz y obecnie żyjem y i działamy, W i e k X V I I I . zaczął się zaj
m o w ać an tro p o lo g ią, w iek nasz wliczył ją do rzędu p o w a ż n y c h g a
łęzi umiejętności, osobliwie od chwili, k ie d y wojna d o m o w a w S t a
nach Z jednoczonych A m e ry k i północnej zw róciła się z pra k ty c zn em i
zag ad n ien iam i do teo ry i a n tro p o lo g icz n y ch , mianowicie, czy i o ile
m urzyn, doty chczas niew olnik, może b y ć n a ró w n i z b ia ły m
p la n ta to re m postaw iony . Od teg o czasu — w stępuje an tro p o lo g ia
do rzędu tych umiejętności, k tó re m ają dla ludzi w arto ść nie ty lk o te o re
tyczną lecz także p r a k ty c z n ą ! chociaż zarazem b y w a na rozm aite stron y
— iż się ta k w y ra zim y -■n a c i ą g a n ą przez liczne p a r ty e społeczno-po
lityczne, przecież w yw á lcza sobie pow oli p e w n ą p o d s ta w ę objektywną, m ianow icie od czasu, k ie d y B roc w y k ry ł, po długiem i m ozol
ném błądzeniu, po m anow cach, —- s p o s o b y u m iejętn ych p o m iaró w
czaszkowych- S p o so b ó w ty ch m a m y dzisiaj 5 i p o zw alają one a n tr o
po lo g o m b a d a ć nie ty lk o t. z w. ra s y p ierw otn e, ale n aw et b a d a ć
n a w a rstw o w a n ia raso w e wśród społeczeństw mniej lub więcej mie
szanych. O b o k czaszek — nie małą, chociaż n aw et m etodologicznie
nieustalon ą jeszcze - norm ę b a d a ń antro p o lo g icz n y ch stan o w ią teg o
rodzaju o b jaw y jak.: k o lo r oczu, w ło s ó w , p ew n e znaki n a
sicòrne i t. p. C ały ten m a te ry a ł faktyczny, stan o w iąc y p o d s ta w ę
*) „ L i i d y “ - Z a ry s a n tro p o lo g ii eth iczn ej p rz e z L. K rzy w ick ieg o . W a rs z a w a 1893.
15
— 226 —
sťudyów antro p o lo g icz n y ch , jest mimo m eto d y B ro c a — jeszcze ta k
dalece p o w ik ła n y i szczupły, iż zupełną m usim y p rzyznać słuszność
słowom p. K rz y w ic k ie g o , że an tro p o lo g ia dzisiejsza znajduje się d o
piero w sta d y u m w y k o ń c z a n ia sw y ch p o stu lató w m etodologicznych.
Nie m ałą pOmocą dla an tro p o lo g ó w jest lin g w is ty k a porów n aw cza,
k tó ra do dziś dnia zastępuje częstokroć b ra k d o k ład n y ch p om iaró w cza
szkow ych i innjmh fa k ty c zn y ch d an ych an tro po log iczny ch, z k tó r y c h b y
nauka m og ła jakieś hy p o tézy , przynajm niej o istocie i składzie w ielu b a r
b arzyń skich i dzikich lu d ó w — w yprow adzić. W ie m y np., że społeczeń
stw a na pew n y m s p e c y a ln y m stopn iu rozwoju pozostające, uży w ają języ
k ów mało ro zw iniętych tj. jedn o sy llab o w y c h ; ilekrotnie więę m am y
wiadomość, że w śród cyw ilizo w a n eg o już ludu n. p. Indusów , znaj
dują się ludzie, m ów iący za p o m ocą p o jed y ń cz y ch zgłosek, to m ożem y
w nioskować, że ludność In dyj az y a ty c k ic h będzie należeć do a n t r o
pologicznie niejednolitych, ja k k o lw ie k b y ś m y n a w e t p o z y ty w n y c h
d a n y c h o ty m fakcie z dziedziny p om iaru czaszek i t. p. nie
posiadali. N a tu raln ie lin g w is ty k a p o ró w n a w c z a nie może n ig d y z up e ł n i é zastąpić b a d a ń antro p o lo g icz n y ch , może im ty lk o , t a k ja k
obecnie — iść w pomoc. Jeżeli n. p. dzisiaj m ożem y stanow czo
twierdzić, że Żydzi, mimo d łu g ie g o fa n a ty c z n e g o odosobnienia, m ają
w sobie wiele bardzo krw i niesemickiej, to n a to p o ró w n a w c z a lin
g w is ty k a nie daje n am p o trz e b n y c h d a n y c h — ty lk o a n tro p o lo g ia.
N p. w In d y a c h p rz e d g a n g e s o w y c h m am y Ż yd ów c e ry czarnej,w A n g lii
po siad ają przew ażnie czysto jasne w łosy i niebieskie oczy, w zacho
dnich g u b ern ia ch R o ś y i szeroką tw arz — słowiańską. W e d ł u g a n
k ie ty szkolnej niemieckiej, t y p y czysto b lo n d y n o w e (tj. jasne włosy,
niebieskie oczy) stan o w ią iO'32-o/0 u Ż ydó w badeńskich, іо'з8°/0 u b a w a r
skich, 11'2 3 1’/0 u pruskich, i r y y '^ u h e s s e i i s k i c h a і з'5з 0/0u brunśw ickich;
w szystko to jak w idzim y n a d e r ciek aw e i ważne fa k ty , stw ierdzone przez
sam ą ty lk o an tro p o lo g ię, bez p o m o c y p orów naw czej lingw istyki.
P. K rz y w ick i w y znacza w p ra c y swej w y ra źn ą linię g raniczn ą m ię
dzy tem i dw iem a gałęziam i wiedzy, przez co staw ia czytelnikow i
jasno przed oczy usługi, jakie a n tro p o lo g ia Sama przeż się oddaje
og óln em u rozwojowi umiejętności o człowieku. Zakreśla także a u to r
gran ic e um iejętne m iędzy a n tro p o lo g ią a socyologią, co należy u w a
żać za o ry g in a ln ą cząstkę całej ro z p ra w y o » l u d a c h « , d lateg o w y
p a d a nam sp ra w ę tę szerzej omówić.
II.
S ocyo lo g ią , zajm ująca się
b ad a n ie m — czy i jakie
istnieją stałe p r a w a rozwojowe społeczeństw lu d z k ic h ,1 należy
po dobnie ja k a n tro p o lo g ia — do umiejętności n o w y c h i jak k o lw ie k
posiada wielu — w p ro st g en ialn y c h pracow n ikó w , przecież nie do
szła jeszcze do tego, ażeb y ustalić ściśle zakres sw y ch b a d a ń i określić
o b jek ty w n ie m etodę. Zaznaczam y to tutaj mimochodem, bo zresztą
- nie m am y n a ceiu w y p ro w a d z a ć na razie w łasny ch wniosków w ty m
'k i e r u n k u , ty le na podstaw ie, tego, cośm y p o w ie d z ie li— jest widocznem, że oznaczenie sto su n k u m iędzy n a u k ą antrop olo gii, w yk ończającą
dopiero swe m etodologiczne p o s tę p o w a n ia i — socyologią, um ieję
tnością nie mniej nową, jest rzeczą t a k trudn ą, że sam a p ró b a tego
rodzaju w dziele p. K rz y w ic k ie g o , już na uznanie zasługuje. Od p ie rw
szych p rz eb ły sk ó w p o d o b n y c h do dzisiejszej socyologii, ow itych
długi czas n a d e r s tara n n ie w sukienkę teozoficzną, j a k n. p. w zna
ném dziele Św. A u g u s t y n a »de civitate Dei«, staw iano z różnych
stro n liczne szeregi h y p o té z o p ra w a c h rozwoju społeczeństw ludz
kich, a k ie d y o g ó ln y wzrost n a u k i umiejętności umożliwił wreszcie
h y p o té z y te oprzeć na więcej o b je k ty w n y c h podstaw ach, okazało
się, że najznakom itsi n aw et socyo log ow ie dalecy są jeszcze od
zrzucenia z siebie więzów w p ro st k lasow ych, społecznych. A u g u s t
Comte zidentyfikow ał socyo log ię z history ą, S p e n c e r trak tu je ją
odrębnie, zupełnie, posługmjąc się ty lk o faktam i dziejowymi, Gumplowicz w y cho dzi z z n a n e j , teo ry i najazdów, wreszcie ca ły szereg t.
zw. »m ateryalistów w h i s t o r y i “ idzie ślad em F . E ngelsa, k tó ry , o p ie
rając się n a bard zo zresztą o b je k ty w n y c h b a d a n ia c h M o rg a n a
0 »społeczeństwach p ierw o tny ch« , w y ra ził zasadę rozw ojow ą, że sp o
łeczeństw a ludzkie rozwijają się w m iarę w zrostu ilości i jakości
śro d k ó w pożyw ienia, - - i w m iarę w zrostu g ra n ic ludzkiej p r o d u k
cyjności. P. K rz y w ic k i nie od dziś jest zn any jak o » n auk ow y socyalista«, tj. zw o lenn ik nie ty lk o ekonom icznych p o g lą d ó w M arksa
1 M arksistów , ale tak że — zw olennik »m atery alistyczneg o p ojm ow ania
dziejów« —śladem E ngelsa, K a u c k ie g o , L a f a rg u e ’a i innych. P rzyjm ując
w myśl sw y ch zapatrywani w om ów ionem przez nas dziele, że rozwój sp o
łeczeństw jest p o d s ta w o w e zależny od rozw oju p ro d u k c y i ekonomicznospołecznej, zadaje sobie a u to r p y ta n ie , jak im sposobem te jedn olite
n orm y rozw ojow e m o g ły prędzej i lepiej wzróść w śród społeczeństw
cy w ilizo w an ych i dlaczego z drugiej s tro n y ta jedn olita w o g ó ln y c h
zarysach b u d o w a rozwojowa, p ozo staw iała i do dziś dnia pozostaw ia
za sobą szeregi barb arz y ń sk ic h , dzikich n a w e t —społeczeństw, dlaczego
w o g ó le różniczkuje się. P y ta n i e to, j a k widzimy, pierwszorzędnej w arto
ści dla so cy o lo g ó w rozstrzyg-a p. K . temi słowy, że rozwój społeczeństw
rzeczywiście zależy p o d staw o w o od rozw oju produkcyi, że p ra w a teroz-
— â28 —
w ojow e p o w ta rz a ją się zawsze i wszędzie z względną jednolitością, że je
d n a k s z y b k o ś ć i s p o s ó b i c h d z i a ł a n i a zawisłe są od ty c h czyn ni
kó w p rz y rod niczy ch, k tó re p o d p a d a ją obecnie p o d s k alp el a n t r o p o l o
gów . ».Kunszt u. p. garn carsk i, pisze autor, lubo p o w s ta ł s a m o
d z i e l n i e u licznych g ro m a d ludzkich, u k az ał się w s z ę d z i e
z o blepiania g lin ą w y ro b ó w koszy k a rsk ich i t y k w n a tu ra ln y ch .
Słow em , mimo tej w ielorakości k o r y t rozwoju, e w o lu c y a techniczno-kulturna p o s tę p o w a ła w e d łu g teg o sam ego wzoru. Czy za trzy
m am y się n ad źródłam i p o w s ta n ia w ierzeń religijnych, lub dziejami
rodziny, własności, rządu, wszędzie u ró żny ch i niezależnie ro zw ija
jący ch się g r u p ro du ludzkiego, sp o strz e g a m y tę sam ą kolejność
w rozwoju... Z tego to p o w o d u wielu a n tr o p o lo g ó w w y p o w ia d a
zdanie, że chociaż ludzkość rozw ijała się w niezależnych g ru p a ch
i p rz ed staw ia obecnie rozm aite s ta n y kulturno-społeczne, nie są to
je d n a k owoce różnych, p o d w zg lę d em przebiegu, ew olucyi kulturnospołecznych, lecz raczej p rzed staw iają ja k b y zakrzepnięcie teg o s a
m ego p ro c esu w ró żn y ch fazach. N ie k tó rz y w yra żają ten p o g lą d
innemi słow y, mianowicie, że społeczeństw a lu dów p ie rw o tn y c h
przed staw iają w teraźniejszości przeszłość n a ro d ó w cyw ilizow anych.
Całe szeregi zm arłych pokoleń, m ów i L e to u rn e a u , w y ch o d zą p o n ie
k ą d z g robu . U nas — d o dajem y — u żył prof. W o jcie chow ski
w znanej swej »Chrobacyi« t. zw. m eto d y wstecznej, za po m ocą k t ó
rej z późniejszych o bjaw ów ro zw ojo w y ch u ludu, w y p ro w a d z a n ader
ciek aw e wnioski o społecznym ustroju S ło w ia n p ierw otn yc h.
K r ó t k o p ow iedziaw szy — słow am i p. K rz. — te c h n ik a ew o
lucyi społecznej zostaje zawsze ta k ą sam ą u w szystkich społeczeństw,
bez w z g lę d u na ich własności antropo log iczne, n a ich t. zw. »duszę
rasową«. »Dusza rasowa« — w y p ły w własności an tropo lo gicz n ych ,
już to p o w s ta ły c h bezpośrednio p o d w p ły w e m k lim atu , te re n u itd.
— w o g ó le p r z y r o d y , już to pod w p ły w e m p łciow ych krzyżowali,
nie w y w ie ra —: zdaniem autora, na tech nikę społecznej ew olucyi
żadn ego w p ły w u , n ato m iast od »duszy« tej zależy szybkość w zm ian
kow anej ew olucyi. S połeczeństw o jakiekolw iek , krocząc n. p. po
drodze, po jakiej z a p o zn aw ał się człow iek z w łasnościam i o g nia
i otrzym an iem go, jest niezależne od w szelkiego rodzaju czy n n ik ó w
an tro p o lo g icz n y ch . Czy istota lu dzk a b y ł a n am iętną lub p ow oln ą,
ru chliw ą lub bierną, jasnoiicą lub ciemną, k ró tk o g ło w ą lub długogło w ą, zawsze sposób zapoznania się z ogniem i p o rz ąd ek u le p s z a
nia techniki tego w y n a la z k u m usiały b yć jednakie, d z i ę k i j e d n a
kowemu oddziaływ aniu warunków zewnętrznych.
— 229 -
Człowiek o d g ry w a ł w całej tej sp raw ie rolę w rażliw ego odbiorcy
w sk az ó w ek zew nętrznych, p o d k tó ry c h w p ły w e m za po znaw ał się
z ro z p a try w a n y m przez nas objaw em przy rod y. W ty m w y p a d k u
w z g lę d y antrop olo giczne, a zatem rasowość, uw idoczniały się j e d y
nie w m n i e j s z e m l u b w i ę k s z e m u z d o l n i e n i u p e w n e j
g r u p y do z r o z u m i e n i a l u b u c h w y c e n i a o w y c h p r z e d
m i o t o w y c h p r z e b i e g ó w i w s k a z ó w e k i p o w o d o w a ły p r ę d
sze lub powolniejsze wcielenie ich w życie, a więc o ddziaływ ały
ty lk o na chyżość o d p ow ied niego postępu.
Może istniały g ro m a d y ludzkie, k tó re nie doszły do u m iejętn o
ści zu ż y tk o w an ia o g n ia i dzięki małej swej wrażliwości um ysłowej
i umiejętności k o rz y sta n ia Ze w skazów ek, znikły zw olna z pow ierzchni
ziemi ; inne znowu, posiadając p otrze b n e zdolności um ysłow e, b y ły
zam ało przedsiębiorcze i z a n ad to bojaźliwe, a b y zapuścić się w d ro g ę
u trw a le n ia sztucznego — p ożaró w n a tu ra ln y c h i t. p... N a tu r a n. p.
n e g r y tó w lub b u szm enó w wykazuje, jak p e w n e właściwości a n t r o
p ologiczne du cho w e stoją na zawadzie u k az an iu się w yższych form
techniki i, co za tem idzie, bardziej złożonych stosunk ów społecznych.
S ą to dzicy m yśliw cy, em ocyonalnie nieudolni do osiadłego, a raczej
sy stem aty cz n eg o tr y b u życia. R aczej w ym rą, niżeli p rz y s w o ją sobie
osiadłą k ulturę, do której nie czują pociągu. T e i wiele in ny ch teg o
rodzaju p rz y k ła d ó w , n a g ro m a d z o n y c h w » L u d a c h « p. K rz., d o p ro
w adzają a u to ra do o g ó ln e g o wniosku, że »czynniki antropologiczne«
nie zdolne do w y jaśn ien ia t r e ś c i ew o lucyi społecznej, tłóm aczą je d n a k
doskonale, dlaczego rozwój szedł prędzej u je d n y c h g ru p , wolniej
u innych, lub n iekiedy zupełnie ustawał«. W łaśc iw o ści a n tro p o lo g i
czne d ucho w e w y w ie rają jeszcze in n ego rodzaju w p ły w . W rażliw o ść
estety czn a polinezejczyka jest t a k wielką, że o k ry w a on łodzie
i d o m y rzeźbą, w p rz eg ród ce nosowej umieszcza p a c h n ące k w iaty ,
ciało nam aszcza wonnościami. N apróżno szuk a lib y śm y czegoś p o d o
b n e g o u małajÓW lub kałm uków . C hińczycy odznaczają się niezmiernem u bó stw em w y obraźn i, w ąskim u ty litary zm em i b ra k ie m p ie r
w ia s tk ó w filozoficznych... Ź ródła ty c h różnic należy przedew szystkiem
poszukać w naturze antropologiczno-rasowej.. O n a to nadaje w zna
cznym stopn iu p i ę t n o d u c h o w e e w o l u c y i s p o ł e c z n e j , czyni
jed ne k u l t u r y w zg lę d n ie wojowniczemi, przedsiębiorczem i lub artystycznem i, inne pokojowem i, wązko utylitarnem i, tchórzliwemi. W s z y
stkie te wszakże g ru p y , ta k różne p o d w zględem psychicznym , zna
lazłszy się w w a ru n k a c h czerw onoskórców am ery kań sk ich, zmuszo
n ych do porzucenia łu k u a użycia broni palnej, o d b y ły b y tę sam ą
— 230 -
ew olucyę, w podziale łu p ó w z łowów. Słow em właściwości a n t r o p o
logiczne, w p ły w a ją c n a p rę dk ość ew olu cy i społecznej, jej większe
b o g a c tw o arty sty cz n o -d u ch o w e i dziejow o-aw anturnicze, tłómacząc,
czemu p e w n e g r u p y o d e g ra ły tę lub inn ą rolę dziejową, lub d ’aczego
przedstaw iciele pew nej ra sy spełniają te lub inne fu n k c y e w danem
społeczeństwie, bynajm niej jeszcze nie w yznaczają treści sam ych ins ty tu c y i społecznych, ani też stan o w ią o ich następczości. Czynniki
a n tro p o lo g icz n e dostarczają ty lk o w yjaśnienia, czemu n. p. k u ltu ra
m u rz y ń s k a jest t a k u b o g ą w o b ja w y a rty s ty c z n e i aw anturnicze,
p olinezyjska zaś t a k uposażona, lecz ustrój obu ty c h g r u p pozostał
i rozw inął się p o d w p ły w e m in n y ch bodźców. B odźce te w skazują
nam so cy olo gow ie ; dla p. K rz. są o n e , — ja k już w spom nieliśm y p ie r
wej, zależne od rozwoju sposobów i obszarów p ro d u k c y i ekonomicznej.
B a d a n ie rozw oju techniczno-społecznego wchodzi ściśle w zakres
socyologii, zaś chyżość i c h a ra k te r ta k o w e g o rozwoju zależy od czynni
k ó w an tro p o lo g ic z n y c h ; oto ja s n a i w y ra ź n a linia d em ark acy jn a,
j a k ą p. K rz y w ic k i s taw ia m iędzy temi obiem a gałęziam i um ieję
tności. P rzy z n ając czynn iko m an tro p o lo g ic z n y m , w zględnie ra so w y m
lub n aro d o w y m , dec y d u ją cy w p ły w na p s ych icz n y c h a r a k te r i szyb
k ość rozwoju sp o łeczn o-k ulturneg o, o k re ś la p. K rz. tem samem
znaczenie
um iejętne w z g lę d n eg o k o sm opo lity zm u
»n aukow ych
socyalistów« ; z drugiej je d n a k s tro n y b ro n iąc zasady, że czynniki
an tro p o lo g icz n e nie m ają w p ły w u na techn ik ę i następczość sp o łe:
cznego rozwoju, nie może nasz a u to r bro nić a n tag o n iz m ó w rasow ych,
w zg lęd nie n a ro d o w y ch , d la te g o też d ed y k u je dzieło swe — w dość
o r y g in a ln y spo sób , ludom mało rozw iniętym w przeko naniu, że i one
z b ieg iem czasu dojdą do cy w ilizo w a n y ch form rozw ojow ych, lub
też dojść b y m o gły , gxlyby n a tu ra ln e g o ich p o s tę p u społecznego nie
p rz e ry w a ł w b r u ta ln y często sposób najazd im m ig ra c y jn y w yso k o
rozw in ięty ch ludów białych. W y s z lib y ś m y daleko po za ra m y n a
szego spraw ozdania, g'd ybyám y chcieli uzasadniać ostatni p o g lą d
au tora, sądzim y jed n ak , że tutuj właśnie nastręcza się szerokie pole
dla n aukow ej dyskusyi.
III
W ła ś c iw e »szkice an tropologiczne«, zajmują d ru g ą część » L u
d ó w « p. K rz y w ic k ie g o , w której to części przechodzi a u to r
kolejno lu d y osiadłe n a całej powierzchni ziemi, rozumie się tylko
najważniejsze i najbardziej ty p o w e, bad a ją c ję pod względem tak
an tro p o lo g ic z n y m j a k i etnologicznym . O ry g in a ln o śc i w t a k w ielkim
-
231 —
zakresie s tu d y ów nie m ożna od au to ra w y m ag a ć, nie dziw też, że
ta część »szkiców^« jest przew ażnie k o m p ila cy jn ą i spraw ozdaw czą.
P ie rw o tn y c h , czystych ras an tro p o lo g icz n y ch dzisiaj nie znajdujemy,
z po w o d u coraz częstszych i liczniejszych k rz y żo w ań płciowych,
k tó re to k rz y ż o w a n ia stanow ią pierwszorzędny, a n tro p o lo g icz n y
c zy nnik w uk ształto w a n iu się i dalszym rozw oju ras obecnie istnie
jących, zacząwszy od ludów dzikich a skończyw szy na najbardziej
cyw ilizow anych. .Spory, czy w szystkie ra sy an tropo lo gicz n e w yszły
od razu z k ilk u ty p ó w , czy też z jed neg o, mało dzisiaj zajmują a n
tro p o lo g ó w od czasu ukazania się teo ry i prz eró d z tw a ; n ato m iast
już wojna dom ow a a m e r y k a ń s k a w yłoniła w ażn ą kw estye. czy i o ile
krzyżow ania rasow e są korzystne, lub niekorzystne. N a u k a — k w esty i tej
nie ro z strzy g n ęła jeszcze w zadowml-niający sposób, tyle ty lk o nie u le g a
w ątpliw ości, że k rz y ż o w a n ia istnieją i istnieć z konieczności muszą, że
więc, zdaje się, nie m ożna ich już a priori pod k a t e g o r y ę k lęsk rodu
ludzkiego p o d p orządk ow ać. Dzisiaj już, tw ierdzi T o p in ard , »rasa czy
sta jest ty lk o pojęciem a b stra k cy jn em i w śród ludzkości nie istnieje«.
P rz e g lą d ras a n tro p o lo g icz n y ch ro zpoczyna au to r od ludów
dzikich i b arb a rz y ń sk ic h A ustralii i P olynezyi. Z ludów t y c h —
t y p y au strá lsk i i n e g r y c k i są dzisiaj niem al w y tępion e, pozostali
je d y n ie przedstaw iciele papuańskieg'0, najbardziej posunięci w k u l
turze i najzdolniejsi um ysłowo. Dzięki tem u, oraz n iegościn
nem u dla biały ch klim atow i, o parli się oni najbardziej najazdowi
europejskiem u. S w oją drog ą, n a zasadzie pozostałych prz y życiu
szczątków ludów, m ożem y z całą pew nością wyrzec, że pow yższe
t y p y n ig d zie nie stan o w iły społeczeństw, złożonych z przedstaw icieli
ty lk o jed n e g o typu. P om ieszały się one (tj. typy), bąd ź z sobą, bądź
z innemi, nie czarnemi rasami, w stop niu najrozm aitszym , p o n iek ąd
zaś, ja k austrálski, są może w p ro s t w y n ik ie m skrzyżow ania. P a p u a ń s k i
t y p p rz ew aż a w Meláne.z-yi, austrálski pra w ie nie przekracza lądu
. N. I.I.olandyi, natom iast n e g r y c k i w y k a zu je ciążenie w k ieru n k u
południowo-wschodniej Azyi. L u d y , w k tó ry c h przew aża n eg ry ck i
typ , istnieją w postaci oaz etnicznych na p ó łw y sp ie .Mal а се i na
w yspac h sundajskich. W w ielu razach, n. p. w Chinach, M ikronezyi
i J a p o n ii zostali oni wchłonięci przez europejskich przybyszów ,
gdzieniegdzie przyjęli język obcych kolonistów , tu i ówdzie doszli
do u p ra w y roli, przew ażnie je d n a k należą N e g ry c i do ludów znaj
du jących się w stanie d z i k i m — jak o m yśliwcy, lub jak o b a r b a r z y ń
scy nomadzi. Najczystszy ty p ń e g ry c k j są IMi ukopie z w y sp andamańskich. C zarna ludność te g o a rc h ip elag u ' w ynosi blisko 15.000
— 232 —
g łó w i ro z p a d a się n a g plem ion, pom ięd zy którem i różnice są tak
znaczne, źe »mieszkaniec p o łu d n io w e g o A n d a m a n u ty le rozumie
sw eg o w sp ó łra so w ca z północnej w y s p y , co chłop ang ielsk i — r o
syjskiego«.. U strój i c h ’ społeczny jest bardzo mało z n a n y ; wiem y, że
naczelnicy nie m ają żadnej w ładzy, oprócz urządzania uroczystości
i zebrań. K a ż d a płeć m a w łasnego w odza ze sw ego ło n a — m ał
żeństw o p arzy ste łatw o ro zerw alne i, rozumie się, archaiczny
kom unizm .
A u s tra lc z y k t. j. m ieszkaniec N. H o la n d y i pochodzi w edług
T o p in a r d a ze sk rz y żo w an ia k ilk u o d m ien n y ch ty p ó w , z k tó ry c h
ważniejszymi są: jed en niskorosły, czarny', w ełnisto-w łosy, d łu g o g ło w y ,
d ru g i wysoki, cery brunatno-m iedzianej, d łu g o g ło w y , k tó ry , już to
zlał się z pierw szy m ty p e m , już to w y ru g o w a i g o z zajm ow anych
te ry to ry ó w . Czyste t y p y — przew ażają w śró d kobiet. Silnie s k r z y
żo w ane te ludy, dzielą się n a liczne — zupełnie o drę b n e plem iona,
a sam ych ję z y k ó w austrą lsk ic h naliczono około 500. S ta n społecznok u l t u r n y niższy u nich, niż u N e g ry tó w , do czego bez к w osty i
g łó w n ie prz y czy n iła się jało w o ść g l e b y i b r a k zw ierząt dom ow ych.
S ą to m yśliw cy, w alczący ciąg le z p rz y ro d ą i sami z sobą o najnie
zbędniejsze środki n ędzneg o b y tu , d lateg o w y ro b iła się u nich z je
dnej stro n y n a d e r ścisła k o m u n is ty c z n ą o rg a n iz a c y a społeczna,
z drugiej s tro n y tak ie objaw y, j a k dzieciobójstwo, ludożerstw o, u p o
śledzenie starców niedołężnych ; u plem ienia K u rn a jó w w y k lęto
p ra w ie n a w e t m ałżeństw o, a b y nie po m nażać ludzi tak, że form ą
m a łż e ń s k ą jest tam u le g a liz o w a n y zwryczajow o gw ałt.
L u d y t y p u p a p u a ń s k ie g o w N. Gwnnei i M ikronezyi d och o w ały
się g dzieniegd zie w czystej postaci rasowej, przew ażnie je d n a k w i
dzimy i u P a p u a ń c z y k ó w t y p y skrzyżow ane, p rz y czem k ró tk o g io wiec p rz e w a ż a w k ie ru n k u k u N. Zelandyi, zaś d łu g o g ło w iec w k i e
ru n k u k u Azyi. W szeregu n a w a rs tw o w a ń an tro p o lo g ic z n y c h widać
u nich w ielk ą m ieszaninę ty p ó w , nie rzad k ie są ś la d y skrzyżow ań
m urzy ń sk ich i aryjskich, b a n a w e t semickich. Mimo, że stoją oni
najw yżej wśród ludów au stra lsko -p olyn ezy jsk ich , przecież przew ażnie
nie wyszli ze stanu dzikości i b arb arz ý ň stw a . N ajw yższego u społe
cznienia dosięgli F id ż y jczy c y - - w tern znaczeniu, że po n ad p l e
m ionam i w chwili najazdu europejsk iego poczęło p o w staw a ć nasze
ogn iw o społeczne : narodo w ość wraz z władzą, stojącą po nad ludem.
T w o rzy ło się ono pod w p ły w e m podziału p ra c y i w y m ia n y międzyplem iennej.
— 233 —
C iekaw ym k rajem dla a n tr o p o lo g a i so cy o lo g a są Tndye przedg a n g e s o w e , zamieszkane przez 250,000.000 ludzi (tj. około ’/ 6 całego
glo b u ziemskiego) ; lecz ludność ta rozmieściła się bard zo niejedno
licie. W y ją tk o w e j gęstości dochodzi w dolinie G a ng esu , natom iast
gdzieindziej zaludnienie sp a d a do 10 głó w n a klm. Q . W a h a n i a te
idą w parze z k u ltu rą u m y sło w ą i techn ik ą — od dzikości Dżuangów , nieznających g a r n c a r stw a i tk actw a , do osiadłych rolników ,
m ający ch olbrzym ie sy stem y iry g a c y jn e i m iasta w spaniałe. Mimo
b o g a c tw p rz y ro d y , dostarczającej za darm o po żyw ienia z jarzy n
i owoców, żyw ią się In d o w ie w zględnie nędznie, bo są przew ażnie
w e g e ta ry a n a m i. Z tern niedostatecznem odżyw ianiem jest może
w zw iązku b r a k energii i in ic y a ty w y u ludności, k tó rą o p a n o w a ła
bard zo m ała sto sun ko w o liczba E uropejczyków , ledwie w ynosząca
o ’o6°/0 ludności indyjskiej. Z n aną bardzo dobrze jest in d y js k a kastowość —i dzisiaj b a d a n ia an trop olo gicz ne w ykazują, że k a s ty te są to
społeczne formy, w jak ie w tło czyły się naw zajem się podbijające
ludy. B ra m in jest ary jskim zdobyw cą, rycerz (neir) zaborcą drawidyjskim itd. — wreszcie p a r y a s y — to resztki ras antrop olo gicznie
upośledzonych. N ajno w si zaborcy, t. j. A n g licy , tw o rz ą dzisiaj także
o d rę b n ą kastę, s trze g ącą się k rzyżo w ań p łciow ych i różnych zajęć
»nieczystych«. Czem wyższa k a s ta , tem więcej przew ażają w niej
znam iona a n tro p o lo g icz n e biały ch, czem niższa, tem więcej znamiona
czarnych. K a s t y niższe są upośledzone społecznie, wyższe sięgają
czasami po b erło wysokiej k u ltu r y i cyw ilizacyi
wreszcie tu i ó w
dzie m am y resztki d a w n y c h ludów — niezależnych jeszcze od p o
działu k a sto w e g o .
M u rz y n ó w a f ry k a ń s k ic h uw ażano n ieg d y ś za jednolitą rasę
czarną, dzisiaj w y ró ż n ia już n a u k a u nich trzy w y ra źn e ty p y , t. j.
m urzyński, n e g ry c k i i buszm eński, k tó re p o n ad to nie są same w so
bie jednolite, lecz przed staw iają o g ro m n ą m ozaikę różnic a n tro p o lo
gicznych, spo łeczny ch i językow ych, p o w stały ch przew ażnie pod
w p ły w e m t a k ro z gałęziony ch k rzy żow ań, że w »czarnej« w rzekom o
A fry c e nie rzadkie są dzisiaj cechy semickie, aryjskie i inne. L u d y
te mało w ogóle są znane, mimo licznych i s ły n n y ch w y p ra w a f r y
kańsk ich . Z nam y je mało p o d w zg lęd em składu an trop olo gicz neg o,
mało tak że po d w zg lędem rozw oju sp ołeczno-kulturnego. Ostatni
nie jest, rozumie się, jednolity ; m am y w A fryce lu d y dzikie — m y
śliwskie, lu d y b a r b a rz y ń sk ie — nom adów , tu i ówdzie widzim y już
k u ltu rę osiadłą — rolniczą, zbliżoną już to do daw nej k u ltu ry e u ro
pejsk iego średniowiecza, ja k n. p. w D ahom eju, już to p rz y p o m in a
— 234 —
jącą dzieje daw ftych M o n g o łó w pod D ż eng iskhanam i. S ły n n y nomadazaborca Czaki — w śród ludów południow ej A fry ki, jest ja k b y k o p ią
spóźnioną A tty li lub T em udżina.
N a obszatze A fry k i m ieszka 10— i2°/0 ro d u ludzkieg o; — »jaka
przyszłość oczekuje tę g-rupę?« — p y t a autor. W y r o k i o inteligencyi m urzyńskiej brzm ią różnorodnie. W czasie w ojny domowej am e
rykańskiej i obecnie — w s k u te k a g ita c y i za zniesieniem n iew o ln i
ctwa, p ow stało wielu murzynofilów, k tó rz y w y sok o po dno szą spry t,
zręczność i en erg ię mieszkańców A fryk i. J e d n a k ż e uw ażni i b ez
stronni sp ostrzeg acze k w e sty o n u ją tę m u rz y ń s k ą inteligencyę, nato
m iast widzą, u m u rzy n ó w ospałość, połączoną z lenistw em i g a d u l
stwem. O statn ia opinia okazuje się bliższą p ra w d y , to też murzyni,
zdaniem p. K rz y w ic k ie g o , nie m ają wielkiej przyszłości, przeciwnie
ulegają stopn io w em u »najazdowi białych« i to podw ójnem u: sem ickiem u
z Azyi, p o p rz ed za n em u m issyam i islamickiemi i aryjsk iem u z E u ro p y ,
po p rz ed za n em u m issyam i chrześcijańskiemi t a k k atolickięm i j a k i protestanckiem i. P r a k t y c z n ą działalność missyi ty c h ocenia a u to r może
aż n az b y t surow o, podno sząc p rzytem tak ie fakta, że m u rzyn i p rz y j
mują islam, nie rozumiejąc g o wcale, zaś m issyonarze chrześcijańscy
słuchają spow iedzi przez p o śre d n ic tw o białych, lub piszą n a k o ścio
łach holenderskich słow a »psom i m u rzyno m -wstęp w zbroniony«.
M urzyn ze swej s tro n y p rzyzw yczaił się uw ażać m issyo narza za
zw iastuna i p o p rz e d n ik a zaborów, tudzież nievyoli.
Nie da się zaprzeczyć, że A ra b o w ie i E u ro pejczy cy o p a n o w u ją
i n aw racają A f r y k ę w b r u ta ln y często, a zawsze n a g ł y s p o
sób. Jeżeli a u to r za g łó w n ą prz y czy n ę te g o fa k tu uw aża w zrost
no w oczesnego k ap italizm u i jeżeli sądzi p rzytem , że do »czarnego
lądu« ud ają się częstokroć aw an tu rn icze w y rz u tk i społeczeństw cy w i
lizo w any ch — to c h y b a nic now ego, ani zresztą nic niesłusznego
nie twierdzi ; faktem jest niemniej, że m issye w wielu razach mijają
się z o w y m religijnym , w zględnie z ety cz n y m celem i służą
za narzędzia przedsiębiorstw finansowych. M a je d n ak ż e — zdaniem
naszem — ten p r z y k r y obraz cyw ilizow ania, w zględnie e x p lo ato w a nia A fr y k i przez biały ch — także swoją in ną — jaśniejszą stronę.
J e s te ś m y te g o zdania, że założenie rzeczypospolitej chrześcijańskiej
m urzyńskiej
»Liberii«, w z g lę d n a cyw ilizaęy a A bisy nii i rząd y
boerów holenderskich, to są właśnie te jaśniejsze społeczne i w y
znaniow e s tro n y »najazdu białych«
na A fry kę.
N orm o w anie
kolonizacyi afry k ań sk iej jest dzisiaj wog-óle dopiero w to k u i to
przew ażnie z uw zg lęd nieniem tylko interesów im m ig ra n tó w c y w ili
-
235
—
zow anych, podczas g d y o losie ludów ujarzm ionych i e.xploatowanych mało się m ówi i pisze a jeszcze mniej się dla nich coś p o ż y
teczniejszego robi.
A g i t a c y a rozpoczęta za definitywnem zniesieniem n ie w o ln i
ctw a i h a n d lu ludźmi, jest oznaką, że jedno stro nne tra k to w a n ie spraw
m u rzyńskich zwróci się może w części k u korzyści tak że autochtonów
A fryki, przy czem missye ta k islamickie, j a k i chrześcijańskie m o g ą
odegraó w części rolę cyw ilizacyjną o ty le naturalnie, ó ile potrafią
uw olnić się od szeregu nadużyć. Je s t to w o góle k w e sty a , o której nie da
się wiele nap rzó d powiedzieć i zarazem k w e s ty a szerszej dyskusyi. A u to r
» L u d ó w « mało widocznie zajm ował się k w e s ty ą rozwoju, w zględ nierozszerzania się w y z n ań m onoteisty cznych i d lateg o s p ra w ę t ę -- z d a n ie m
naszem — ro z s trz y g a za pospiesznie. Nie d a się n. p. rozwój i sze
rzenie się p oszczególnych w y z n a ń w y p ro w a d z ić jedy nie z rozwoju
ekonom icznego ludów, przeciw nie dzisiaj nie m a p ra w ie kw estyi,
że g ra ją tu w ielką rolę także czynniki antropologiczno-psychiczne.
E rn e st R e n a n n. p. n az y w a monoteizm »geniuszem ra s y semickiej«,
co się w części da przyjąć, a Dr. S tade, prof. uniw. w Giessen, w zn a
kom itej swej »Historyi Izraelitów«« (w zbiorze Onkena), o piera rozwój
religii żydow skiej także na rozwoju stosunków« społecznych, ale nie w y ł ą
cznie. Sądzim y, że rozwój ten d a łb y się postaw ić na linii dem arkac-yjnej, k tó r ą p. K rz y w ick i zakreślił m iędzy a n tro p o lo g ią i socyologią i, że wówczas k w e sty e missyi, n a w'raca ń ludów dzikich i t. p . —
tra k to w a n e ..mogłyby b y ć więcej objek tyw nie, więcej jasno, niż się
to obecnie dzieje ta k ze s tro n y k ry ty k ó w , jak o toż apologetów . Nie
może u le g a ć kw estyi, że ani antropo- ani socy o lo g ia nie w y rz ek ły
jeszcze w tej mierze sw eg o defin ity w nego zdania.
IV,
\ »Już w porzeczu E lb y i W is ły m ożna doryw czo sp o tk a ć osoby
ze szczególnym i ry sa m k k tó re w y s tę p u ją tern jaskraw iej i spoiściej,
im bardziej p o s u w a m y się k u wschodowi. W okolicach U ra lu zaczy
nają te t y p y przew ażać, w środkow ej zaś i wschodniej Azyi p anują
niem al wyłącznie. W w y k oń czo nem sprzężeniu m ają one n a s tę p u
ją c y w y g lą d : wzrost średni, w zg lędn ie duża i dosko nale o k rą g ła głow a,
osadzona na k rótkiej szyi ; silny rozwój szczęki w k ie ru n k u p o p rz e
cznym, jak o też kości policzkowych, silnie odrzuconych do g ó r y i na
zewnątrz. T w a rz z nosem, ja k b y spłaszczona od p rz o d u ; oczy małe,
czarne... sk ó rą g ła d k a , b a r w y żółtęj rozm aitych odcieni, od b iałeg o
aż do oliw kow ego, lub czerw onego, w łosy proste, czarne, w o g ó le
- 236 —
uwłosienie ubogie. T y p ten z płask o w y ż u w sch o d n io -azy a ty c ld e g o
spuszcza się wzdiuż rzek do w y b rz eży wschodnich i do Indochin,
a ztąd do wysp, otaczających A zyę od p o łu d n io w e g o wschodu, d o
cierając, w dalszym ciągu w najdalsze zakątki Polinezyi«, O g ó ł ty c h
ty p ó w , zn any jest pod nazw ą m o n g o ł o k s z t a ł t n y c h i stanow i
blisko 4 4 % całej ludzkości. R o z u m ie się, że czystych ty p ó w i tutaj
pra w ie nie sp o ty k a m y , lecz k rz y żo w an e z resztk am i lu d ó w ciem nych,
lub z im m ig ran tam i ludów białych. N a w e t k s z ta łty czaszkowe mongo łok ształtn e nie przed staw iają szablonow ej jednolitości i w y k a z u ją
znaczne różnice, p o w stałe z krzy żow ań. L in g w is ty k a p o ró w n a w cz a
w ykazu je w śród ludów ty c h wiele różnic ję z y k o w y c h i idąc w p o
moc antro p o lo g ii, dzieli je n a k ilk a odcieni. Mamy więc lu d y turecko tatarskie, fińskie, kałm uckie, m urzyńskie, chińskie i inne pom niej
sze. Część ty c h lu dów przyjęła cyw ilizacyę białych, k t ó r a doszła aż
do Japo nii, inna część uleg ła tak że białej kulturze, islamickiej; wreszcie
Chiny, T y b e t i In d o c h in y w y tw o rz y ły k u ltu rę rodzimą. Nie w szystkie
je d n a k lu d y m o n g o ło k ształtn e do sięg n ęły sto p n ia cywilizacyi, przeci
w nie w ielka ich ilość n a nizinie syberyjskiej żyje ciągle jeszcze
w stanie koczow niczego b a rb a rz y ń stw a , mimo, że chrześcijaństwo
i islam w ta r g n ę ły i tam także. K irg iz osobliwie ze sw ym i szczą
tk am i p ie rw o tn e g o kom unizm u i ubóstw ianiem konia, jak o zwierzę
cia, k tó re najwięcej p o m a g a m u w życiu koczowniczern, p rz y p o m in a
bardzo h o rd y m ong olskich D ż e n g isk h an ó w , ty le n ie g d y ś straszne,
lecz z p o w o d u niskiego stan u spo łeczno-kulturn ego nie zdolne do
zo rg an izo w a n ia stałej potęgi. R o d z im y rozwój społeczno-p olityczny
i k u łtu rn y ludów m o n g o ło k ształtn y ch zd o był się n a d w a archaiczne,
ale k o n s e k w e n tn e system y. W C hinách i In d o c h in a c h znajdujem y
rodzaj archaicznego socyalizm u p a ń s tw o w e g o , o p a rte g o na po dzia
łach ziemi i n a r z ą d a c h b iu ro k ra ty c z n y c h , w y ko ń c zo n y ch w n a jd ro b
niejszych n a w e t szczegółach; w T y b e c ie i W yższej T a t a r y i p anu je
system rządu p ań stw o w e g o , k t ó r y m o żnab y nazw ać arch aicz n y m socyalizmem religijnym , p o d o b n y m wiele do o rgan izacyi kościoła k a
tolickiego. K a p ła n i, zajm ujący się także lichw ą i handlem , m ają
swoje za k o n y z przeoram i, sw e bra ctw a, o d p u s t y —-ba n aw et sw eg o
papieża — D alaj Lam ę, rezy dującego w T ybecie. J e s t to ż y w y fetysz
-- jako ucieleśnieni^ d u cha B u dhy .
T y p y m o n g o ło k ształtn e przesu n ęły się — j a k to najnowsze
b ad a n ia an tropo log iczne w ykazują, — w 4-to rzędowej epoce g e o lo
gicznej do A m eryki, a już w czasach h istory czn ych z n a m y emig ra c y ę A leuto w, m ieszkańców w y sp tejże nazw y, przez cieśninę
— 237 -
B e r y n g a do K a n a d y . K r ó t k o g ł o w i e c . m o n g o ło k s z ta łtn y p rz e w a ż a do
dziśdnia w śród au toch to n ó w a m e ry k ań sk ich w k ie ru n k u do Azyi,
przeciw nie w k ie ru n k u ku południow i przew ażają tub ylcze t y p y
a m e ry k ań sk ie — d łu go gło w e, zaś w K o rd y lie r a c h jest wiele śladów
przym ieszki ludów białych, nie aryjskich, ale indonezyjskich z w y sp
wschodniej Azyi. Dzisiaj - rozumie się — m ożna w śród In d y a n ,
zw anych »czenvonoskórym i« — o d k ry ć wiele p rzym ieszek także
aryjskich i semickich. N azw a »czerwonoskórców« da się, po dob nie
j a k nazw a »czarnoskórców« w A fryce, zastosow ać do małej stosunkow o liczby au to ch to n ó w am ery kań skich, przeważnie są lu d y a m e
ry k a ń s k ie odm ianam i ty p ó w m o n g oło kształtnych, p o d w zg lęd em
b a r w y skóry. Obfitość język ów a m e ry k ań sk ich dowodzi w zględnie
nisk ieg o sto p n ia uspołecznienia, p o do bnie jak to widzieliśm y w śród
ludów Oceanii, mniej jednakże znam y języ k ó w am eryk ańskich , niż
p o lyn ezyjskich i australskich, bo też i uspołecznienie, »czerwonoskór
ców« b y ło i jest d otychczas — wyższe. A u to ch to n i a m e ry k a ń s c y
należą dzisiaj przew ażnie do ludów szczątkow ych, bo w A m e ry c e
rzeczywiście w y d a ł dla In d y a n z gub ne skutki »najazd białych«,
k t ó r y obecnie grozi także Afryce. L u d y te stoją przew ażnie w sto
pniu rozw ojow ym dzikości i b arb arz y ń stw a , tylko tu i ówdzie w i
dzim y nieliczne plem iona osiadłe z archaicznym kom unizm em rolnym .
R o d z im a a m e r y k a ń s k a cy wilizacya w M eksy ku, P e r u i w śró d ludów
»Maya«, znikła doszczętnie p o d w p ły w e m najazdu i k u l t u r y E u r o
pejczyków , a w skazów ki dziejowe o cy w ilizow any ch w zględn ie
A m e r y k a n a c h są n a d e r niedokładne, ażeby z nich m ożna dzisiaj
w ysn uć jakieś ważniejsze socy o lo g icz n e wnioski. W ie m y , źe c y w i
lizacya ludów »Maya« p o d o b n ą b y ła do feudalizm u europejskiego,
w M e k s y k u w idzim y silnie zo rg anizow aną fe d era cy ę plem ienną,
m iasta, p ie rw o tn y polyteizm , pismo obrazow e itp. N ajw yżej w z g lę
dnie stało pod w zględem uspołecznienia p a ń stw o p eru ań sk ie J u k ó w ,
k tó re w g łó w n y c h zarysach bard zo p rz y p o m in a tyle dzisiaj sław io ny
— faraonizrn egipski.
P o d a n ia a m e ry k a ń sk ie o ludziach białych, niemniej ś la d y tychże
w śró d »czerwonoskórców«, są to bez k w e sty i ślad y n a p ły w u ludów
indonezyjskich z w ysp M elanezyi i M ikronezyi. In d on e zyjczyc y ci, odd a w n a zna.ni an tro p o lo g o m , zostali dopiero zbadani bliżej przez i n
ży niera Gausina. M ało ich już jest nieskrzyżow anych z M alajczykam i,
ci zaś o statai przed staw iają już samic, t a k w ielką ilość różnic a n t r o
po log iczn y c h i języ k o w y ch , że M elanezyę można uw ażać za istn y
ś m ietn ik ras i m ów rozm aitych. W mieszaninie tej w y różniają się
— 238 —
t y p y przeważnie białe, t. j. z silną p rzym ieszk ą in don ezy jsk ą i p rz e
w ażnie b ru n a tn e , lub czarne z silną przym ieszką m alajską. Ind onezyjczyk od d a w n a społecznie i k u ltu rn ie rozw inięty, s ięg ał pow oli
po berło heg em o nii n ad M alajami, ale »najazd in n y ch białych« t. j.
A ry jc z y k ó w i S em itów , p rz erw a ł erę гаЬого%т indonezyjskich. Mimo
to jest In d o nezyjczy k do dziśdnia w yższym p o d w zg lęd em inteligen cy i od Malaja, m a swoje pismo, ep opeje b o hatersk ie , a k ie d y
zapoznał się z chrześcijaństwem , to s tara ł się zawsze zgłębić etyczną
i d o g m a ty c z n ą p o d s ta w ę narzuconej m u w iary, w p ro w a d z a ją c przez
to' w k ło p o t n a w e t m issyonarzy. Mai aj czy к tam, gdzie u trz y m a ł się
w większości i prz y wolności, b y ł długi czas o d p o rn y m w obec p r ą
dów cyw ilizacy jny ch i zajm ow ał się już to rozbojem m orskim , już
to żył w b a rb a rz y ń sk ic h gm inach k o m u n istycznych. N ied a w n e to
czasy dopiero, k ie d y n a p ó r b ia ły c h - w y ru s z y ł M alaja z błogiej o s p a
łości, k az ał m u zo rg anizow ać p a ń s tw a zcentralizo w an e, lub j a k na
w y s p a c h S an d w ich p rzy jąć w całości religię i społecz-ną tudzież
duch o w ą k u ltu rę białych. Dzisiaj ty lk o na niew ielu stosu nko w o a r
c h ip ela g ach O ceanu W ie lk ie g o m ożna widzieć lu d y m alajskie — mniej
lub więcej zmieszane z Indonezyjczykam i, a żyjące w stanie d zik o
ści lub b arb arz y ń stw a .
V.
»Miękkie a długie włosy, mniej lub więcej bu jn y zarost, w y
d a tn y i w zględnie wazki n o s , w zględnie nieznaczna wszczękokostność, wreszcie cera dochodząca aż do śniadej, ale zawsze z ru m ie ń
cem n a twarzy« — oto są g łó w n e cechy a n tro p o lo g icz n e w ielkiego
odłam u ludzkości — ludzi białych, w y no szą cy ch razem 40—45%
o g ó ln e g o zaludnienia ziemi. W Ind on e zy jczy k a ch i ich a m e r y k a ń
skich p o b ra ty m c a c h widzieliśm y pierw sze ś la d y białej ludności o 'ty le
ważne, że w y k a zu ją inne n ie g d y ś rozmieszczenie ras a n tro p o lo g i
cznych na ziemi, dzisiaj są te resztki bez znaczenia. N a to m ia s t g ł ó
w n a m asa b iały ch w A zyi, E u ro p ie i A fry c e dzieli się n a 3 odm ienne
t y p y , t. j. semicki, ham icki i aryjski. T y p y te, są to dzisiaj p rz e w a
żnie g r u p y lingw istyczne, bo ze stan o w isk a an tro p o lo g ii p rz e d s ta
wiają one. w ielk ą i dość n a w e t zb a d a n ą liczbę domieszek.
Semici czyści o śniadej cerze, ciem nych w łosach i oczach, p o
siadający w y b itn ą długogłow ość, m ałe u sta i w ązką w a rg ę, cienki
nos, zb u d o w a n y p o n ie k ą d ja k u p ta k ó w drapieżnych, tudzież inne
pom niejsze cechy — nie istnieją praw ie. A ra b o w ie wykazują, n. p.
w ielk ą .ilość dom ieszek drawddyjskich i m urzyńskich. Żydzi, ja k
—
239
—
daw niej m ów iliśm y — są skrzyżow ani silnie z ludam i, w śró d k t ó
ry c h m ieszk a ją ; jedni m ają praw ie czarną cerę — inni, w E u ro p ie
— w y k a zu ją w wielkiej ilości cechy an tropo lo gicz n e aryjskie. P u
szcza a r a b s k a b y ła i jest dotychczas g łó w n y m rozsadnikiem S em itów
i z teg o to o g n isk a wynieśli oni wiele skłonności koczow niczych,
a mało uzdolnienia do rolnictwa. Do dziśdnia ustrój społeczny
A ra b ó w jest g łów n ie pi zy sto sow an y do życia pasterskie g o, w z g lę
dnie h a n d lo w e g o lub rozbójniczego, gdzieniegdzie ty lk o w s k u te k
p ołączenia się kilku plem ion koczowniczych pow staje miasto, u trz y
m ujące się częścią z rolnictw a, częścią z danin, s k ła d a n y c h przez
p o d b ity c h koczow niczych sąsiadów . Słusznie podnosi autor, co także
stw ierdzają najnow sze b a d a n ia historyczne, że taki sam b y ł p ierw o
t n y ustrój plem ion izraelskich, ty lk o że one, zająwszy dolinę J o r
d anu więcej niż inne lu d y s e m i c k i e — w ykształciły się na osiadłych
rolników, w n a s tęp stw ie zaś zbud ow ały p a ń stw o i s ły n n y system
relig ijn y ; swoją d r o g ą nie bez licznych i silnych w p ły w ó w ludów
okolicznych ta k ham ickich ja k i aryjskich. J a k o p ra w d z iw y sy n
pustyn i jest S e m ita w y trw a ły na n iedo statek jadła i napoju, znosi
bez w ielk iego tru d u g o rą co i zimno; jest n e rw o w y tudzież g w a łto
w n y p o d w zględem uczucia i ruchów . Z b y w a m u na poczuciu plastyczno -artystyczn em ; lite ra tu ra jest głó w n ie liryczną ; n a u k a zacieka
się w la b iry n ty socyalno-fiilozoficzne, bez em pirycznego dośw iadcze
nia ; rzeźba i m alarstw o —- ta k ja k b y całkiem nieznane. W p rz ek o
naniach jest to t y p m ało to le ra n c y jn e g o fa n a ty k a , co p rz y w rodzo
n ej-e n erg ii b y ło je d n y m z g łó w n y c h pow o dó w , że religié semickie
czyste i zm odyfikow ane o p a n o w a ły 33 “/o dzisiejszej ludzkości.
L u d y ham ickie istnieją dzisiaj jak o m ozaika różn ych ty p ó w
a n tro p o lo g icz n y ch w E g ip cie i północnej A fry c e ; z d a w n y c h cech
o d rę b n y c h zach o w a ły w sp óln otę lingw istyczną i u p o d ob anie w ro l
nictwie. S p o łe czn o -k u ltu rn y ich ustrój jest do dziśdnia n a roli
o p a r ty i d lateg o g łó w n ie różni się od sem ickiego, zaś dzieje w y k a
zują o g ro m n e w alki między Sem itam i k oczcw niczym i i rolniczym i
H a m itam i w E gipcie, gdzie najazd p asterskich szeików »Hyksos«
uw ażano za najw iększą k lęsk ę k ra ju i ludności, ja k k o lw ie k H y k so s i
dążyli do zlania się z E g ip cy a n am i. W g ó ra c h b erb ery jsk ich m am y
dzisiaj jeszcze resztki cz y sty ch w zględnie H am itów , zasklepione
w sobie z ustrojem kom unistyczno-rolnym .
W ie lk ie p o w in o w a c tw a antro pologiczn e z Sem itam i w y k a zu ją resztki
z a g inion yc h ludów w G recy i np. A lbańczy cy, lub we W łoszech np. Liguryjczycy; zaś takież po w in o w a ctw o z ludam i ham ickim i w y k a zu ją mie-
— 240 —
szk a ń cy południow ej Hiszpanii, B ask o w ie a we F ra n c y i o d k ry to szczątki
w y g a s łe g o ty p u , zw an ego w naucè r a s ą c r o m a g n o ń s k ą , k tó rą
m ożna wliczyć do szeregu czw artorzędo w y ch p ro to p lastó w wszystkich
ty c h b ia ły c h ty p ó w , o k tó ry c h m ówim y. J e s t to za słu gą fran cuskieg o
a n tro p o lo g a Y e rn eau , że o d k r y ł w y g a słe i do dziśdnia istniejące
resztki ludów białych, k tó re w czasach już h isto ryczny ch u le g ły
A ry jc z y k o m , a k tó ry c h n a u k a n a z y w a rasą, w zględnie ty lk o ty p e m
śródziem nom orskim .
Ś la d y ich k u l t u r y dość w ysokiej o d n a j
duje a n tro p o lo g ia jużto w w y k o p a lisk ac h ero m ag n i o 1ski ch, już
to, jak chcą niektórzy, w semickiej w rzekom o су wilizacyi etru ry j skiej ; zaś resztki lingw isty czn e środzie m n o m o rcó w d o ch o w ały się
je d y n ie w oryg inalnej i bez k w e sty i nie-aryjskiej m owie B ask ów .
T y p śródziem nom orski z południa, sem ick ifw Azyi a mongołok s z ta łtn y od p ó ł n o c y , . to są ważne' części składow e, w antrop olo gicznem teg o słow a znaczeniu, ludów aryjskich. A ry jc z y e y zajmują
obecnie 7 3 zaludnienia g lo b u ziem skiego i coraz więcej o p anow u ją
lą d y b ru n a tn e , żółte i czarne. P r a s t a r a w sp óln ość lin gw istyczna roz
p a d ła się dzisiaj na 9 g r u p ję z y k o w y c h i dalej się różniczkuje. Jest
to za sługą porów naw czej lin g w isty k i, że o d k ry ła m ow ę p ra a ry js k ą ;
w y ra z y zaś znane w tej m ow ie dają n am w zg lędn ie d o k ła d n y obraz
k u l t u r n y i s tan u społecznego P ra a ry jc z y k ó w . W ie m y , że P ra a ry jczy cy b y li ludem koczowniczo,-pasterskim, że oswoili k ro w ę i psa,
znali b a r a n a i kozę, wreszcie u p ra w ia li n a w e t jęczmień. R o d z in a
b y ł a ojcowską, religia o p a r tą na kulcie p rz y rod y. Ś la d y te społecznok u ltu rn e g o b y t u p ie rw o tn e g o A ry jc zy k a, p rz y p o m in a ją stosunki,
dzisiaj sp o strz e g a n e u K a f r ó w lub Som alów . Dzisiejszy A ry jc z y k
odznacza się przedew szy stkiem znacznie rozw iniętą k u l t u r ą te ch n i
czną, k t ó r a uniezależniła człow ieka w pew nej mierze od W arunków
przy ro d n icze g o otoczenia, natom iast p o d b iła go p o d jarzm o te ch n i
czno-ekonomiczne. K o c zo w n icz a ruchliw ość A fg a n a , d e m o k ra ty zm
w io s k o w y g ó rali P a m iru , są je d y n y m i bardziej w y razistym i w zoram i
daw nej zależności A ry jc zy k ó w od p rz y ro d y , w y n ik a ją c y m i z niższego
poziom u tech nik i ekonomicznej u odp ow iednich szczepów. W E u ro p ie
lu d y słow iańskie są stosun ko w o najmniej z b a d an e p o d w zg lęd em
s k ła d u a n tro p o lo g icz n eg o , więcej niem ieckie n a p o d s ta w ie d a n y c h
fa k ty c zn y ch , d o starczon ych przez a n k ie ty szkolne, najwięcej s to su n
ko w o z n a n y jest a n tro p o lo g ic z n y sk ład F ran c u zó w , gdzie b a d a n o
p o d ty m w z g lę d em n ie ty lk o dzieci, lecz także ludzi dorosłych. B a
dania te w yk a zu ją b e z w aru n k o w o , że. lu d y aryjskie, po do b n ie jak
i inne — nie p rzed staw iają w sp ó ln o ty rasowej, przeciw nie są licznie
241 —
s k rz yżo w ane i s tan o w ią raczej t y p . lin g w isty c zn o -k u ltu rn y — niżeli
ściśle rasow y. Osobliwie d w a zasadnicze t y p y zmieszały się z so bą
w śród ludów aryjskich, t j. za cho dnio-az yatyck i czarno w ło sy kró tk o g ło w iec i północno-zachodni eu ro pejczyk — d łu g o g ło w y blondyn.
N iem cy i k ra je s k an d y n a w sk ie, tudzież A n g lia w y k a zu ją n ad w y ż k ę
d łu g o g ło w y c h b lo n d y n ó w , n a d w y ż k a ta znika pow oli k u p o łu d n io
w em u zachodow i i w schodow i E u ro p y , natom iast już w e F ra n c y i
południow ej z jednej, zaś u R u s in ó w z drugiej stro n y zaczynają
przew ażać t y p y czarnow łose k ró tk o g ło w e . S k rzy ż o w an ie się ty ch
zasadniczych t y p ó w w yd ało rozm aite pośrednie odcienie w śró d Aryjczyków , t. j. czarno w ło sych d ług ogłow ców , k ró tk o g ło w y c h b l o n d y
n ó w i s p o ry p ro c e n t szatynó w o ro zm aity ch czaszkach. Nie w iadom o,
czy d łu g o g ło w c y , czy k ró tk o g ło w c y są ty m i p ie rw o tn y m i A ryjczykam i, k tó ry c h m ow ę i k u ltu rę o d k ry to i dopiero, g d y b y ta k w e s ty a
przez an tro p o lo g ię została ro z strzy gniętą, m o ż n a b y z w ielk ą p e w n o
ścią oznaczyć, czy ci P ra a ry jc z y c y mieszkali w zachodniej Azyi,
czy może w północno-zachodniej E uropie. O b o k ty c h g łó w n y c h
i najwięcej ro z pow szechn ion ych różnic a n tro p o lo g icz n y ch w śród
A ry jc zy k ó w , istnieje wiele pom niejszych, p o w s ta ły c h ze sk rz y żo w a
nia ra so w e g o z lu dam i d a w n e g o ty p u śródziem nom orskiego, z Semitami, M ongołam i, po za E u r o p ą zaś n a w e t z ty p a m i ludó w
czarnych.
N a ludach aryjskich — k oń czy p. K rz y w ic k i swój p rz e g lą d
ras an tro p o lo g ic z n y c h i w n a tu ra ln y m p o rz ąd k u staw ia sam sobie
p y ta n ie n a ko ń cu tej części p r a c y : jak i los czeka tę m ozaikę ludów ,
tudzież czy i o ile k rz y ż o w a n ia płciowe są k o rzystn e, w zględnie
niekorzystne. P ie rw sz ą k w e sty ę ro z strzy g a a u to r w ten sposób, że
naz y w a dzisiejszą e p o k ę dziejową ze s tan o w isk a a n tro p o lo g ii »epoką
najazdu białych«, k tó rz y w chwili o d k ry c ia A m ery k i stanow ili 22°/0
ogó łu zaludnienia ziemi, dzisiaj zaś już przeszło połowę. W o b e c t a
kich cy fr sta ty s ty c z n y c h tru d n o nie p rzyznać ra cy i w y w o d o m a u
tora, tru d n o także zaprzeczyć, że te n ajazd y biały ch o d b y w a ją się
nieraz z całą b rutalnością silnych zd o b y w ców w obec b e z b ro n n y ch
p ra w ie dzikich ludów i że religie chrześcijańskie i islam g ra ją n a k resach
rolę zakonu niem ieckiego w obec P o lsk i i L itw y t a k dalece, że t o w a
rzy stw o an tro p o lo g icz n e w L o n d y n ie oświadczyło się w y ra źn ie p rz e:
ci w missyom. Obie te k w e sty e , t. j. raso w eg o i idejowo re ligijneg o
n a p o r u białych n a lu d y dzikie i barb arz y ń sk ie , podnieśliśm y już
16
-
242 —
pierwej, a po przegląd zie szczegółow ym nie cofam y sw eg o zdania,
że n a p ó r ten, mimo sw ych wielkich — p ow ied zm y n a w e t — zbro
dni społecznych, niesie z sobą przecież n asiona w yższych społecznych
ustrojów, wyższej k u ltu r y i cyw ilizacyi do ludów niżej stojących.
W id z im y w najazdach ty ch żyw e stw ierdzenie te o ry i socyologicznej
G um plow icza, k t ó r y twierdzi, że z bierności, połączonej z archaicznym
ustrojem rod ow ym , w y p ro w a d z a ją ludzkość najazdy silniejszych lu
dów i, że one stan o w ią p rz y całej swej b ru talności zarzewie wyższej
cyw ilizacyi. R ozu m iem y , źe t e o r y a G um plew icza jest ty lk o fr a g m e n
tem socyologicznym i, że te o ry i najazdó w nie m ożna stosow ać
wszędzie i zawsze, d la te g o raz jeszcze pod n o sim y dawniej rzuconą
myśl, że n a p ó r b iały ch w ów czas przestanie wzgdędnie b y ć zw y k ły m
najazdem zdobyw ców , ku p có w , b a n a w e t ja k w A ustralii k r y m i n a
listów, jeżeli em ig ra c y a i im m ig ra c y a b ę d ą m o g ły b y ć k iero w an e
celowo z o b u s tro n n ą k o rzy ścią dla najezdców i dla t u b y l c ó w . . W y
m ag ają c, n. p. missyi ag ro nom iczn ych , w o g ó le k u ltú r n y c h — dla dzikich
i b arb a rz y ń c ó w , p odnosi sam a u to r tę myśl, n ad e r je d n a k niejasno,
przeciwpie chciałb y częstokroć za p rz y k ła d e m E n g e ls a u k u ć b ro ń
ze społecznego stan u ludów k o m u n isty c zn y ch przeciw k a p ita lis ty
cznej cywilizacyi.
W
ty m k ie ru n k u nie jest a u to r ścisłym
z w łasnego społecznego stano w isk a, bo i E n g e ls przecież puścił
sw ą broszurę o »p ierw otn ych с у w iliz a c y a c h « . w św iat nie jak o dzieło
nau k o w e, ale jako m ałą ro z p raw ę ag itac y jn ą . W y m a g a j ą c na koń cu
sw ych »L u d ó w« ustroju społecznego, k t ó r y b y w możliwie wielkim
zakresie sp o ż y tk o w a ł w szystkie owoce cyw ilizacyi kapitalistycznej —
staje a u to r w sprzeczności sam z sobą — przeciw staw iając tejże
cyw ilizacyi — dziecinny w iek ludów, żyjących w ustrojach archaiczno-kom unistycznych.
N a w sk ró ś o b je k ty w n y m jest a u to r w om aw ianiu ważnej kwesty i k rzyżow ań płciow y ch dlateg o, że nie ro z s trz y g a jej szablonow o
ani na stro n ę ras czystych, ani na stronę m ieszańców, lecz sądzi —
na p od staw ie doświadczeń p o z y ty w n y c h , że k rz y żo w an ia m o g ą b y ć
czasami bardzo pożądane, czasami zaś mniej k o rz y s tn e ; że więc
w ty m k ie ru n k u celow y dobór m ó g łb y b y ć je d y n y m w zględnie
m ożliwym i zad ow alniający m probierzem .
VI.
W ostatniej, trzeciej c z ę ś c i — ro z p ra w y o » L u d a c h « zajmuje
się a u to r p y tan iem , czy i 0 ile rozwoj w iadom ości an tro p o lo g icz n y ch
da się zużytko w ać w społeczno-kulturnem życiu ludzi. O becnie p r z y
— 243 -
znano już wielkie znaczenie a n tro p o lo g ii dla ra c y o n aln ej p e d a g o g ii,
m ianow icie od czasu, k ie d y stwierdzono, że cech y an trop ologicz ne
i w parze z niemi idące psychologiczne, nie są ilościami stałemi,
danem i człow iekowi odrazu przez przyrodę, ale że rozwijają się one
w miarę, ja k człow iek z w ieku dziecinnego dochodzi do dojrzałości.
Ju ż A u g u s t Comte w skazał na an tag o n iz m n a tu ra ln y m iędzy ojcami
t. j. starym i, a »dziećmi« t. j. m łodym i i na tej p o d staw ie o pierał
swe p o g lą d y o k on serw aty zm ie sta ry c h
i postępow ości m ło
dych. R o z w ó j antro p o lo g ii stw ierdza w y w o d y C om te’a z tym
dodatkiem,- że ludzie wszechstronnie an tro p o lo g icz n ie rozwinięci za
chow ują n a w e t w starości świeżość i b y stro ść um ysłu ja k n. p.
H u m b o ld t — inni zaś, k tó ry m w a ru n k i społeczne nie dozw oliły w y
kształcić cech antropo log iczno-psy chiczn ych, są już w młodości pod
w ielu w zględam i — starcami.
A n tro p o lo g ia p rz y czy n ia się także wiele do ra c y o n a ln e g o roz
p a try w a n ia ty le głośnej k w estyi • j a k e m a n c y p a c y a kobiet. W ty m
k ie ru n k u — n a u k a nie w y rz ek ła jeszcze o statn iego sło w a ; a u to r
s y m p aty cz n ie w ita dążności e m an c y p acy jn e , twierdząc, że w raz z ich
wcieleniem w życie — ro z w in ęły b y się k o b ie ty ta k p o d w zg lęd em
an tro pologiczn o-p sychiczny m , ja k i społecznym.
A n tro p o lo g ia k ry m in a ln a wiele prz y czy n iła się do złagodzenia
p r a w k a r n y c h , w y k a z a ła razem do spółki z p sy c h o p a to lo g ią , że
istnieją zbrodniarze z n a t u r y , dziedziczni złodzieje, ra bu sie i t. p.,
do k tó ry c h p ra w o inn ą musi m iarę p rzy kład ać, niźli do zbrodniarzy
społecznych.
A n tro p o lo g ii przyp isuje a u to r wielki, b a n a w e t decy dujący
w p ły w na przyszłe n o rm o w a n ie kw esty i, w zg lędn ie a n tag o n iz m ó w
rasowych' i n aro d o w y c h , k tó re obecnie zależą w pierw szym rzędzie
od sto su n k ó w społeczno-politycznych. W w yższym u stroju sp ołe
cznym, jaki a u to r staw ia czytelnikow i przed oczy n a k o ń c u sw ego
dzieła — przypisuje on a n tro p o lo g ii n a d e r w a żn ą rolę — j a k w i
dzimy, bo rolę celow ego i św iad o m eg o n o rtń ow ania sto su n k ó w mię
d zy n a ro d o w y ch . Że a n tro p o lo g ia już obecnie może i w tej mierze
dorzucić niejedn ą o b jekt y w n ą w sk azó w kę, to — zdaniem naszem —
nie może u le g a ć w ątpliw ości, czy i o ile w dalszym sw ym rozwoju
zajmie stahow isko, przeznaczone jej przez au to ra , czy n. p. zdoła
celow o n o rm o w a ć raso w e k rzy żow ania, zależne od tylu rozm aitych
w y n ik ó w , te g o przesądzać t a k łatw o nie można. S am em u auto row i
n a s u w a się re fle k s y a w słow ach »trudno p rz ew id y w ać d alek ą p rz y
szłość, m ożna ty lk o powiedzieć, że jeżeli a n tro p o lo g ia wcieli w życie
— 244 —
p ew n e stosunki pra w n e, będzie to e p o k ą a n tro p o te c h n ik i, w y n i k a
jącej z osobniczej m oralności i o p a rte j na głębokiej w iedzy p ra w
organizm u ludzkiego«. T a refleksya au to ra , w której on sam kwesty onu je d alek o idące swoje, p o p rz ó d skreślone, zad ania a n t r o p o
logii w rozwoju społecznem ludzkości, jest o statn im i wiele m ó w ią
cym dow odem , ob ok w ielu imlych, że » L u d y « p. KLrz. są b a rd z o p o w a ż n ą p ró b ą rozszerzenia w literatu rze i społeczeństw ie
naszem znajomości antropo log iczno-etniczny ch , to też ro z p raw ę tę,
należy uw ażać za n a d e r c e n n y n a b y te k dla ludoznaw czej lite
r a tu r y polskiej.
Dr. Kazimier? J. Gorzycki.
----
LUD HRUBIESZOWSKI.
(D ok ończen ie.)
V.
OBCHODY
W ESELNE.
G d y p a r o b e k dziew czynę sobre u p o d o b a i uzna ją za o d p o w ie
dnią dla siebie na żonę, prosi k tó re g o z dośw iadczony ch g o s p o d a r z y
wioski z »dobrym c h a ra k te re m w gębie«, a b y mu służył za drużbę,
— i w najbliższą so bo tę lub piątek, za b raw szy do kieszeni k w a rto w ą
flaszkę w ódki, udaje się razem do c h a ty rodziców upatrzonej
dziewki. K a n d y d a t do stan u m ałżeńskiego pozostaje przede drzwiam i
na dworze, a d r u ż b a wchodzi, w itając g o s p o d a rz y sło w em : — p o
c h w a lo n y !
— N a w i e k i — brzm i odpowiedź. A ty m czasem dziewczyna,
p o m iark o w a w szy o co idzie albo n a p rz ó d o w szystkiem p o w i a d o
miona, chow a się za piec i zaczyna d łub ać palcem w murze.
— C z y t u n e m á k o ł o w a s d e n a s z y c h h u s i ? — ciągnie
dalej rzecz sw oją drużba;
— A d e ż t a m j è k a ż e j i d n a h u s k a.
— B o w n a s h u s à k j è , a h u s к i ne ma j e .
R o d z ic e milczą, więc d ru ż b a p o d c h w y tu je :
— To może b y ś m y w y p y ł y horiłki na t oj u huś?
— A ne z n a j u , s z c z o t a m o n a s k a ż e ... C z u j e s z , K s e niu, c h o ď no s i u d à , daj no k i e ł y s z k a .
— E e e ! d a j t e m i t a p o k i j , — j a n e c h o c z u , o d p o w ia d a
córka. D ru ż b a przecie na to nie uważa, o tw iera drzwi i w p ro w ad za
— 245 -
p a n a m łodego, k t ó r y staje u p ro g u . R o d zice b a d a ją córkę, k tó ra
g d y m ło d y jej się po dob a, o d p o w ia d a : » ja n e z n a j u«; zjawia się
kieliszek i p rz ek ąsk a, złożona z chleba z cebulą lub czosnkiem,
p a n n a w ó d k ę w y p ija — i o d tąd staje się narzeczoną. Jeżeli później
p a n n a się odmyśli, to zw raca koszta narzeczonem u. N a d ru g i dzień
po prz y ję ciu sw ató w dają na zapowiedzi. W niedzielę, k ie d y w y
głoszoną zostanie d ru g a zapowiedź, o d b y w a ją się z a r ę с z y n y , na
k tó re schodzą się przyjaciółki p a n n y i dru how ie narzeczonego, także
s w a c i a i inni już uproszeni dostojnicy weselni ( c h o r ą ż y , s t a r o
s t a i inni), sp row adzają m u zyk ę i tańczą przez noc całą.
W sobotę, w w igilię ślubu, oboje narzeczeni spo w iad a ją się ;
po p ow rocie zaś z cerkwi i po spożyciu posiłku chodzą, poczy nając
od dw oru, od c h a ty do c h a ty po b ło go sław ieństw o, narzeczona,
ustrojona po w eselnem u w b e n d y i w i n ó k , w to w arzy stw ie d r u
h n y , narzeczon y z c h o r ą ż y m w eselnym , —• ale oboje osobno.
T o obchodzenie sąsiadów zajmuje czas aż do w ieczora; k ied y
p a n n a m łoda p ow róci do domu, zastaje już tam zg rom adzone d ru h n y
swoje, p a r o b k ó w i b ab y , k tó re b ę d ą p ie k ły ciasto weselne, t. zw.
k o r o w a j . T y m cz asem zasiadają wszyscy do stołu i, oczekując, aż
im jedzenie podadzą, śpiew a ją :
S yra, mamusiu, syra,
N asza H a n d z iu n ia d o braja b y b u ła :
K o r o w y n a p a s a ła
I sy ra i m asła nazberala.
P o uczcie w y p ro w a d z a ją p a n n ę m łodą zza stołu i sadzają
p rz y g o to w a n e j p o śro d k u izby dzieży, śpiew ając :
?
na
P a w o ń k a chodyła,
P ir e zberała,
W poduszeczku pchała,
D o J o a s ia słała:
P ry m ę , Joasiu, poduszeczku tuju
I m ene mołcduju.
B a b y zaczynają p rz y g o to w y w a ć k o ro w a j, a jednocześnie drużki
o d p in ają z g ło w y p a n n y młodej ben d y , poczem kaw alero w ie ro z p la
ta ją jej włosy. Ś p ie w y nie ustają ani n a chw ilę:
Oj, ne raz ni dwa,
D iw czyn ó ładna,
Zapłaczesz, zapłaczesz !
__ 246 —
J a k ja pojidu
I ne w ernusi
Zobaczysz ! zobaczysz !
P io s n k a ta i inne p r z y g o to w a ć m ają przyszłą żonę do tych
chw il p r z y k ry c h i bolesnych, na jak ie w przyszłym sw y m stanie
m oże b y ć narażona. A le są i inne strofki, k tó re b ez p o śred n ieg o
zw iązku z uroczystością nie m ają :
Jasio h u k ał,
W o ł y szukał
W zeleni leszczyni —
I h o ry c h y szczypi,
W kieszani sypi
M arysi diw czyni etc. etc.
P o d o k o n a n y c h r o z p i ę c i n a c h , drużki stroją narzeczon ą n a
now o, a b a b y rozczyniają na k orow aj ciasto z m ąki .pszennej, bez soli
— żeby życie m ło d y ch ty lk o słodycz miało, — n a s tę p n ie w p iec go
sadzają, a w szystko to czynią skacząc, śmiejąc się, h u k a j ą c i śpie
w ając :
D ajże Boże d o b ry czas,
J a k o w ludy, ta k i w nas,
S zczasływ uju h o d y n u
Z w e seły ty rod ynu .
A g d y k o row aj u d a s i ę , nie p osiad ają się z radości, z a d o w o
lenie swe w y ra żają c w sło w ac h :
K orowaj ne tisto
N e wlizło si w misto,
N e wlizło si w r y n o k —
Zacwiło ja k barw inok .
»
P ó źn o w n ocy p r z y b y w a d ru żba p a n a m łodego, sw acia z m u
zy k ą , w ręczają p an n ie młodej k o row aj od narzeczonego, oraz s k ła
d a ją p o w inszo w ania i życzenia...
N a stę p n e g o dnia rano p a n m łody, p r z y b r a n y w czapkę z w ia n
kiem ( k n i a ź ; narzeczona od p ó łn o cy aż do ślubu nosi ty tu ł k n i a •
h y n i ) , d ru ż b a jeg o i sw acia na k on iach ud ają się do c h a ty ro dzi
ców p a n n y młodej. Czas jech a ć do cerkwi, ale pierw ej trzeba
rodzi
ców ob ło g o sław ień stw o p o p ro s ić ;
ojciec i m a tk a zajęci p rz y g o to
w an iam i do przyjęcia gości, więc c h o r ą ż y zwołuje ich, krzy czą c:
— 247 —
— T a tu n iu ! m am uniu ! p ro sim y na m iejsce, n e b u ď t e z a b a
j e m , p ro sim y n a m iejsce!...
N areszcie m ł o d z i p a d a ją do n ó g rodzicom , a orszak śpiew a
na sm ętn ą n u tę:
K ła n ia j si, Jędrusiu,
K ła n ia j si, m ołody,
N yźkó, p o k irn eń k ó ,
Ż eby b y ło choroszeńkó.
K ażd em u si w kłonysz,
K a żd em u si. w kłonysz,
N yźko, p o k irn eń k ó ,
Ż eby b y ło choroszeńkó.
K a ż d e n tobi zm ow y,
K a ż d e n to b i zm ow y,
K a ż d e n tobi błohosłow y...
1
W szy stk o zatem załatw ione, nie pozostaje ja k jech ać do c e r
kw i, — p a n n a m łoda, drużki, sta ro sta w eselny, staro ścin a, m u zy k a
sad o w ią się n a f u r y —i orszak rusza, stara ją c się pędzić ja k n a jsz y b
ciej, b y kto. d ro g i nie zagrodził, bo w p o d o b n y m p rz y p a d k u okupić
się należy .
*
P o ś lu b ię nie w ra cają do dom u rodziców świeżej m ężatki, gdzie
w esele się zazw yczaj o d b y w a, bo tam o b iad jeszcze_ nie gotów , —
ale ja d ą do karczm y, gdzie już p rz y g o to w a n o w ódkę, p iero g i, barszcz,
k ru p n ik ... W reszcie d ają znać, że u rodziców w szystko n a przyjęcie
w eseln ik ó w gotow e', ruszają te d y w szyscy... A le zbliżyw szy się do
ch aty , znajdują drzw i za p arte, n a stęp u ją stosow ne śpiew y, p u kanie,
w k o ń cu ojciec w ychodzi z chlebem i solą. W sz y scy zbliżają się do
m ł o d y c h , w inszują i sk ład ają życzenia szczęśliw ej doli. N ow ożeń.ców w p ro w ad za ją do izby i sadzają za stół, ch o rąży zaś każe .m u
zyce g ra ć w esoło i¡, zw racając się do m atk i p a n n y m łodej, śpiew a
na. n u tę sk ocznego k o za czk a :
H ej ! zasw ity, m aty , sw iczku,
N echaj jasno horyt,
Nech ja w ydżu, z kim ja sydżu,
N ech mi serce ne bolyt...
M u zy k a g r a od ucha, p a ro b c y i dziew częta tańczą. P o d a ją
obiad, poczem znów ta ń c e i śpiew y. W ó d k a , k tó rej nie żałują, zro
b iła sw oje — p o p ra w iła hum ory. J a k iś zam aszysty chłop w y sk ak u je
z cz ap k ą n a b ak ier, p ra w ą dłoń o p iera na biodrze i śp iew a:
—
248
—
J a b id à nasza
P o b id y ła si,
Z m ołokóm kasza
O żen y ła si...
In n y , już sta ry ,
w odząc płaczliw ie :
z zam g lo n y m w zrokiem ,
p o czną d rep tać,
za
B id a skacze i ja skaczu,
M oja ży n k a jis ty płacze,
N e ta k żynka, ja k d ety n a,
M ojaż d ola neszczasływ a !
T o znów m ło d y p a ro b c z a k , z m iną h ajd am ak a, p o trząsn ąw szy
g rz y w ą, grzm i znaną p io sn k ę o »kusym Ja n k u « , jeno n a odm ienną
n u tę :
A de toj k u sy Jan ,
Co chodził z to porkiem ,
S ik iro si o p asy w ał,
P o d p ira ł si w o rk ie m ?
A n a p iecu stu d n i m niał,
S tu d n i m n iałr
J a g ra b ia m i ry b y ła p a ł,
J a w k o n ew ce gotow ał...
Czem bliżej k u w ieczorow i, tem w esołość i o ch o ta się w zm aga.
B a b y zaczy n ają śp iew ać w esołe p io sn k i o n ajw ięk szy m d ostojniku
w esela — dru żbie :
Oj z ru to ń k i
D w i k w ito ń k i —
Jid e d ru ż b o ń k a z m ista,
M aje hołow ku z tista,
S n y p k a m y poszytaja,
G ontam i p o b y taja.
Oj ja z ru to ń k i
D w i k w ito ń k i —
N asz dru żb a — p y ły c h a ty j,
L i taj i koło ch a ty ,
Z suchoju łam ak o ju
Za ro d o ju sóbakoju...
K ie d y w reszcie w ieczorem d ru żb a za b ie ra się do k ra ja n ia k o
ro w aja, śp iew a ją m u ta k jeszcze;
Oj z ru to ń k i
D w i k w ito ń k i —
Oj nasz d ru ż b o ń k a korow aj riże,
A jim u z nosa lize
Z n ať ch u sto ń k i ne m aje,
Szczo nosa ne utíraje...
K ra ją c ów korow aj, dru żb a ta k m ów i:
R o zb eraj si, k o ro w aju ,
Z zelanoho rozm aju,
Z czerw onoji k a ły n y
N a ty so w u tariłk u .
P o te m ob noszą p o k ra ja n y k o ro w aj, w ym aw iając przed k ażd y m
z go ści sak ra m e n ta ln e w y ra z y :
— Pochwalony!
P ry s y ł a j e ojciec, matka, panna
m ł o d a , m ł o d y p a n toj c u d o w n y j ma r c y p a n . . .
S p ó d k o ro w aja, t. zw. p o d e s z w a , bywTa zaw sze z m ąki ż y t
niej i razow ej ; p o d eszw y te obu k orow ojów należą do m uzykantów '.
C ały p o n ied ziałek tań ce i p ija ty k a i śp iew y i... b ija ty k a . Jed n i
się p o m ęczą i m ózgi zaprószą, to sp ać idą, a inni n a ich m iejsce,
ju ż w y sp an i, w y w ijają i śp iew ają
aż m iło :
Oj d ad ra, m oja dadra,
Oj cóż ja b ed e jad ła,
Oj g ro c h si ne urodził,
T aj k a p u sta przepadła...
W ieczo rem w p o n ied ziałek o d b y w a się obrzęd p o k ł a d ź i n.
D o sto jn icy w eselni w iodą p a ń stw a m ło d y ch do k o m o ry , gdzie czeka
n a nich p rz y g o to w a n e posłanie, najczęściej w p ro st słom a i tarn in a ,
ro z esłan a n a ziemi, żeb y m łodzi m ałżonkow ie przez czas p ożycia
d ł u h o n e z a s y p i a ł y ; p o d g ło w ą m ają d w a b o ch n y chleba
i flaszkę w ódki. P a n n a m łoda m ałżonka sw ego sam a rozzuw a i w cho
lew ie znajduje przeznaczone dla niej pieniądze, jak o d ar ślubny. P o d
czas p o k ład zin b a b y śpiew ają:
R o d y , Boże, pszenyciu,
R o d y , B oże, jaczm ień,
Ż eby naszy m ołodcl
S p a ły sobi p ry kupci.
S w а с i a zaś biją n ah ajk am i piec, śpiew ając piosnkę, p o cz y n a
ją c ą się sło w am i;
— 250 -
Oj, kôm ini neboże,
Ju ź H a n d ziu n ia w kom orze...
W n iek tó ry c h w io sk ach p ra k ty k u je się zw yczaj, że. n o w o żeń
ców na całą noc p o zo staw ia ją w kôm orze, u in n y ch — n a czas
ty lk o pew ien. W n ie k tó ry c h zresztą obrzęd pokładzin w niedzielę
się odbyw a... Z k o m o ry p ro w a d zi m ałżonków ch o rąży po drab in ie,
położonej na p odłodze i p rz y k ry te j słomą...
W e w to re k ran o o c z e p i n y m łodej m ężatki. N a stę p n ie o k ry
w ają ją całą b ia łą ch u stą i sadzają n a stołku. S w at w y stę p u je
z p a łk ą w dłoni i, k rę cąc się w k ó łk o na pięcie, w o ła:
— Tatuniu,
mamuniu,
pozw olit mini zwira
o h l è n u t y ! — poczem zdziera p a łk ą ch u stę z p a n n y m łodej
i obchodzi gości, z k tó ry c h k a ż d y w ch u stę ow ą... nos w y ciera !...
W k o ń c u n a stęp u ją p r z e n o s i n y p a n n y m łodej do c h a ty
m ałżonka. N a wóz ład u ją sk rz y n ię z odzieżą i bielizną, p ierzynę,
św ięty obraz i całe p r y d a n e , i w szystko to w orszaku gości
w eseln y ch p rzew ożą Czasem s w а с i a , p rzeb ran i za żydów , c y g a
nów lub dziadów , ro z ła żą się po ch atach , prosząc o k u ry , jaja, sło
ninę, z czëgo p o w staje o sta tn ia p o ż e g n a ln a uczta — iw szyscy roz
chodzą się...
A le po w eselu n iesp o ro się w ędruje. T o tu, to tam m ożesz
w idzieć niejednego, k tó rem u no g i odm aw iają posłuszeństw a i k tó ry ,
k iw ając się, zataczając i g esty k u lu ją c , pieje o c h ry p le :
A p ijdu ja n ad bereżkóm ,
A zajm u ja k aczó ra batysz-kóm , —
A k aczo r do dom u, do dom u, —
N e skaże tam nykom u, nykom u..
albo :
Oj tam w p o lu dębina,
Oj tam w po lu dębina,
(
Oj tam w p o lu hadu-m eru ! czaru-m eru ! łu p u cupu ! hop-cu-raj !...
aż w reszcie straci ró w n o w ag ę i już, leg łszy w m iękkiem błocie hru
bieszow skiem , dokończy:
H and zi unię k o ch a ł S tep an ió ,
H a n d ziu n ię k o c h a ł S tep an ió ,
H an d ziu n ię k o ch a ł — nadu-m eru! czaru-m eru!...
— 251 —
V I і).
Z naczna część obchodów ludow ych, zw iązanych ze św iętam i
chrześciańskiem i, m a — ja k w iadom o — źródło sw e jeszcze w za
m ierzch ły ch czasach przeszłości, k ie d y przo d k o w ie nasi u p ra w iali
k u lt b o g ó w rodzim y cb, a k rz y ż i chrześciaństw o b y ły im zgoła nie
znane. W ie le od ow ych czasów lud w pochodzie w ieków uronił,
w iele u leg ło zm ianom i m odyfikacyom , ale szm aty p ra sta rej k a n w y
p o zo stały do obecnej doby, choć i ty ch dni są policzone. Z b y t dużo
zajęłyby m iejsca, g d y b y m zechciał m ów ić szczegółow o o w szystkich
ob ch o d ach , ja k ie się do dziś p rz ech o w a ły u lu d u h rubieszow skiego,
u czy n ię to m oże in n y m razem i n a innem m iejscu, tu ty lk o w sp o
m nę o najw ażniejszych.
S zereg św iąt dorocznych ro zp o czy n a Boże N arodzenie, p rz y
p ad a ją ce n a o k res w io sennego p rzesilen ia d nia z nocą, — św ięto
nadziei, zw iastu jące w iosnę i lato, a z niem i plon now y. Nic dzi
w n eg o , że ro ln iczy S łow ianie od w ieków to św ięto, choć nie pod
tem m ianem , obchodzili, ciesząc się nadzieją p rzy szły ch zbiorów ,
ja k ie im ten zw rot słońca obiecyw ał, śp iew ając pieśni w esołe i sk ła
dając sobie w zajem życzenia. D ziś św ięto B ożego N aro d zen ia o b ch o
dzą H ru b ie szo w ian ie w n a stę p u ją c y sposób. Z ukazaniem się p ie rw
szej g w iaz d y zasiadają do w ieczerzy w igilijnej (kólida), k tó rą sp o
ży w ają p rz y sto le obficie sianem zasłanym ; k ą ty izby zdobią tra d y
cyjne sn opki zboża. U b o g atszy c h , k tó ry m ś w i a s z c z e n n i к p rz y
słał chleb po św ięcony, w ieczerza ro zp o czy n a się od dzielenia się nim
i sk ła d a n ia sobie życzeń, ta k ja k to czynią k a to lic y p rz y łam aniu
o p ła tk a ; p o tem idzie cały szereg p o tra w : barszcz, k a p u s ta , kasza,
p iero g i, w reszcie — к u t j a , k tó ra stan o w i najw ażniejsze z dań w i
g ilijn y ch . D la w iadom ości czytelników , k tó rz y nie znają k u t j i , d o
dam , że sk ład a się ona z g o to w a n y c h ziarn pszenicznych i m aku.
Ci z g o sp o d arzy , k tó rz y ch leb a pośw ięcan eg o nie otrzym ali, w in
szują sobie, dzieląc się z dom ow nikam i tą w łaśnie k u tją. P o wiecze-,
rzy śp iew ają, b aw ią się, a ch ło p cy u d ają się przed cerkiew , ro z p a
lają o g n isk a i spędzają p rz y nich czas aż do rana. W pierw szy
dzień św iąt niem a żad n y ch śpiew ów , ani obrzędów , w dniu tym
niew olno n ik o g o odw iedzać, k aż d y p rzepędza czas w dom u u siebie,
alb o g d y p o g o d a dopisuje i słońce p rz y g rze w a ■— na drodze przed
*) O p is z w y c z a jó w
św ią te c z n y c h ■ u z u p e łn ia
p o d w ielu
w zg lęd am i
p rz e z K o lb e rg a (I., 1 1 2 — 162), d lateg o p o d a je m y go w całej objętości.
o p is p o d a n y
ch a ta m i; ale w ejść do c h a ty sąsiad a uw aża się za grzech. N a stę p n y
dzień zato p o św ięco n y je s t uciechom i zabaw ie. P o ch a ta c h chodzą
ch ło p cy i s y p ią do izby zboże (najczęściej jęczm ień), żeby n a po lu
p o m y śln ie się rodziło, za co obdarzani zostają okrajcem ch leb a lub
p iro g iem . S ta rsi p a ro b c y , p o p rz e b ie ra n i za dziadów i cy g a n ó w ,
o p ro w ad zają k o z ę , k tó rą je st rów nież p rz e b ra n y p aro b ek . K o z a
n ajp ierw idzie do dw oru, już z d a le k a zap o w iad ając się beczeniem
i tupaniem . P rze w o d n icy zaś jej śp iew a ją :
S k aczy , kozuniu, sk aczy neboho,
Z arobysz sobi p ie t’ zołotoho ;
P ie t’ zołotoho — nic to ne znaczy,
N asza k o zu n ia d rib n e ń k o skacze...
S k a k a ła k o za po lisach, bo rach ,
A tera z skacze po now y ch dw orach.
H o c! koza, hoc! ')
O d św . S zczepana począw szy chodzą w n ie k tó ry c h okolicach
tak że z »gw iazdką« lub p rz e d sta w ia ją »króla H eroda« — ale to
z m ody po w o li w ychodzi ; w ty m sam ym okresie czasu aż do N o
w eg o ro k u dziérvki po d w o rach s z c z o d r u j ą . S z c z o d r o w a n i e
je st to śp iew an ie p ieśni, w k tó re śpiew aczki w staw ia ją p o d a n e sobie
ja k ie k o lw ie k im iona, czyniąc tym sposobem osoby, im iona te noszące,
ja k o b y b o h ateram i tej pieśni. J e d n a z ta k ic h s z c z o d r o w a n e k
d la o so b y p łci żeńskiej zaczyna w ten sposób :
W ia te r w ieje i w iać będzie
D la (np. p an ien k i) po kolędzie...
T a p an ien k a , śliczna p an i —
Za sto zło ty ch su k n ia na nij,
Za sto, za sto, za czerw onych
I za p a rę k o n i w ronych.
I p o w tarza się ta zw ro tk a ciągle, ty lk o że zam iast s u k n i —
w y stę p u je : k a p e l u s z , b r o s z k a , b u c i k i i t. p.
D la m ężczyzny s z c z o d r u j ą inaczej :
Siedzi (np. J a s i o ) w krzesełeczku,
L is ty pisze do m am usi :
Oj, m am usiu, w y k u p że m nie
Oj, z téj b id y , z téj niew oli,
B o mi b id a dok u czy ła
I rôzum u nauczyła.,
K olberg (I., 121-—124) opisuje „k o zę “ obchodzony w wilię Nowego Roku.
-
253 -
W dalszym c iąg u b ie d n y ów Jasio m ówi, że na w y k u p ien ie
g-о p o trz e b a » s t o t a l a r y « albo » s t o t y s i ę c y « lub jeszcze
więcej. A le m a tk a w idocznie w y k u p ić go nie chce czy nie może
(o ty m pism o nie mówi), a w ięc zw ro tk a pow yższa się p o w tarza,
o b jaśn iając słuchacza, że n iew o ln ik zw raca się ze sw ą p ro śb ą do
t a t u s i a . L ecz i to zaw odzi. R ó w n ie nieczułym i o k azują się s i o
s t r u n i a i b r a t u n i o , do k tó ry c h z k oleji słał b ie d a k sw e listy.
W reszc ie po raz p ią ty zw ro tk a się p o w tarza, Jasio »pisze listy do
p a n i e n k i « — i ta go w ykupuje.
K o lę d y , ja k ie śpiew ają, są po w iększej części pochodzenia
k siążk o w eg o . Znam jed n ę k o lęd ę n iew ą tp liw ie o ry g in a ln ą , ale ta jest
z b y t d łu g a, b y m ją tu m ógł p rz y to czy ć, a n ad o m iar nieco
shocking...
N a N o w y R o k cała służba d w o rsk a jedzie do p a n a w inszow ać:
fo rn a le p rzy ch o d zą z koniem , oracze z w ołam i, dziew ka, co się d ro
biem zajm uje, p rzy n o si in d y k a, p rz y b ra n e g o w p a c io rk i i w stążki,
in n a — w y c h o w aw czy n i trzo d y , p rz ed staw ia w iele obiecującego
m ło d eg o w iep rzak a.
S zó steg o d n ia po N ow ym R o k u W o dóchryszcze (św ięto Jord an a, T rzech króli). U ro czy sto ść ta ro z p o c z y n a się, p o d o b n ie ja k
B o że N aro d zen ie, w ieczorem dnia p o p rzed n ieg o , i rów nież sp o ży w a
lu d w ieczerzę w ig ilijną. N a w o d o c h r y s z c z e g o sp o d arz o b c h o
dzi ch a tę d o k o ła z pirogiem . T rz y m a jąc go oburącz p rz ed sobą,
z a p y tu je :
— C hto id è?
— B ih — o d p o w iad a sam em u sobie.
— Szczo nesè ?
— P y rih ...
— T o w k u sý jehó ! — i c h w y ta zębam i za p iró g .
P o n ie w aż do cerem onii tej g o sp o d arz uw aża za w łaściw e p rz y
g o to w ać się o d p o w iednio przez zażycie pow ażnej ilości h o r y ł k i ,
różni figlarze s ta ra ją się zbić g o z n ó g bądź przez nabicie k o łk ó w
n a je g o dro d ze, b ąd ź przez w y k o p a n ie niew ielkich dołk ó w d o k o ła
ch aty . T e g o ż d n ia donie śp iew ą ją o »dziew czynie, co z g u b iła k lu
czyki« :
P ra ła d iw cz y n a szy n k o w e ch u sty — n a lodu,
Oj, n a lodu, n a b y stry j w odzie — D u n aju !
P e ru c z y ch u sty , zg u b iła k lu czy — n a lodu,
Oj, n a lodu, na b y stry j w odzie — D u n a ju !
— 254 -
P ry js z ła do dom u, taj stała p u k a ć :
W yjdź-że, t a t u n i u , k lu czy k ó w szu k ać
N a lodu!
Oj, n a lodu, n a b y s try j w odzie — D u n a ju ...
T a tu n ió w yjszed, k lu czy k ó w ne znajszed
N a lodu !
Oj, n a lodu, n a b y stry j w odzie — D unaju...
D ziew czyna z k oleji w zyw a m a m u n i, b r a t u n i a, s i o s t r u n i
— w szy stk o n ap ró żn o : k lu czy k i się nie znajdują do k o ń ca piosenki.
Z ap u sty obchodzi sie b ard zo w esoło; okrom u ży cia zab aw y
w e so ło ś c ią m a cel p ra k ty c z n y , a m ian o w icie: »żeby k o n o p ie dobrze
ro d ziły i w y so k o w y ra sta ły « . Zaś za^ spokój dusz zm arły ch spożywTają k a p u s tę z olejem , p o d o b n ie ja k na D z i a d y w jesieni. W środę
p o p ielco w ą b a b y obchodzą p o ło s к o,z u b y: zb ierają się w karczm ie,
racząc się w ó d k ą obficie, a g d y k to z o sobników rodzaju b rz y d
k ieg o u k aże się w bliskości karczm y, w y b ie g a ją hurm em , otaczają
ofiarę dok o ła, je d n a z b ab p lu je n a rę k ę i g ęb ę n ib y m ydłem mu
sm aruje, inna zaś g o li k aw ałk ie m o stru g a n e g o d rew n a, pó k i d eli
k w e n t się nie okupi. Mają. b a b y w poście jeszcze ja k ą ś nieznaną mi
bliżej uroczystość, ' zw ie się ona к o ł ó d k a i obchodzi s,ię rów nież
ja k p o ł o s k o z u b y w k a rczm ie; śp iew ają w ted y nieprzyzw oitą
pio snkę, p o cz y n ającą się . od s łó w :
Oj, k o ło d k a, k o ło d k a !
W m ene h u b a sołodka...
Z obch o d ów W ie lk a n o c n y c h zasłu g u ją n a w zm iankę: Ś m i g u s ,
k tó ry się o d b y w a ja k w szędzie, i — c h o r o w o d у , t. j. tań ce
p ołączone ze śpiew em . W c h o r o w o d a c h b io rą udział sam e dzie
w częta. Ś piew ów choro w o d n y c h je st bardzo w iele, m iędzy innym i
znana, p io sn k a o »panu Zelm anie«. K r у w y j t a n e ć i Ilustruje się
n astęp u jącem i sło w y :
J a k ry w o h o tań cia
N e w y dynio k iń eia :
D iw k i m ołodyci
T e re n b u d o w a ły ,
■Teren b u d o w a ły ,
W ô k n o ne, wijm ały...
D iw oczaja. k ra s a —
K o sa do pojasa,
— 255 —
P a ra b o c z a k ra sa
S ô p el dó p o ja sa !
W jesieni obchodzi lu d hru b ieszo w sk i jak ieś św ięto M ichajła
Czuda. J e s t ono w łaściw ie św iętem dla koni, g d y ż ty c h w dzień
M ichajła C zuda u ży w ać nie w olno do żadnych ro b ó t, ludzie zaś p rac
xecz.nych nie zan ied b u ją
Co to za św ięto i czy o d p o w iad a jakiej
u ro czy sto ści w k o ściele p ra w o sław n y m — nie wiem , ale śró d ludu
istnieje p o d an ie, ja k o b y ów św ięty z końm i w po lu w z ię ty zo stał
do nieba. G d y b y zaś k to k o lw ie k w dniu czci jeg'O pośw ieconym
użył k o n ia, zły w ich er n aty ch m iast' b y go porw ał.
C iekaw e są p ra k ty k i, jakich używ a dziew czyna na A n d rijk a
(w igilia św. A ndrzeja) w celu dow iedzenia się, Czy w yjdzie za m ąż
lub nie, i jakim będzie ów m ąż przyszły. N ajczęściej k ilk a dziew cząt
zbiera się razem , przy sp o so b iw szy n ap rzó d dla p o d n ie ty w ódkę, ser
i p iro g i. Z aczyna się od te g o , że o b ra n a d o w ó d c z y n a zaw iesza
u p u ła p u n a szn u rku p la c e k i w p ro w ad za go w ruch ; w ted y k ażd a
z dziew cząt k o le jn o zadaje jak ieś tyczące się przyszłości p y ta n ie i,
sk acząc k u p ląck o w i, s ta ra się go u ch w y cić zębam i; jeśli g o dosię
g n ie — znaczy to odpow iedź tw ierdzącą, jeśli nie — przeczącą.
N a stę p n ie sk ład ają rzędem na podłodze g ałeczk i z ch leb a albo
u m y śln ie p ieczone b a ł a b u c h y , poczem w o łają p sa : k tó rej g ałeczkę n ajp ierw po chw yci, ta najry ch lej m ęża dostanie, czyjej w cale
nie w eźm ie, tę czeka staro p a n ie ń stw o . W reszcie w ych o d zą na dw ór;
k aż d a zbliża się do p ło tu , z a p y tu je : c z y w d o w e ć b u d e , c z y
m o ł o d e ć ? — i ch w y ta ją c k olejno kołki, p o w ta rz a : w d o w ę ć—
m o ł o d e ć , w d o w e ć — m o ł o d e ć ; o statn i k o łek w yrokuje.
T o znow u b ad a ją przyszłość w ten sposób, że pod trzem a m iskam i
u m ieszczają: p o d je d n ą — czepiec, pod d ru g ą — k o ro n k ę , p o d trz e
c ią —- k w ia te k ; jeżeli dziew czyna pierw szą m iskę po d n iesie — zam ążpójście p ew n e, jeżeli d ru g ą — n ieu n ik n io n e sta ro p a n ie ń s tw o
i k le p a n ie p acierzy, trzecia w róży przed łu żo n e dziew ictw o. Jeżeli
w e wsi p rz e p ły w a rzeczka, to u d a ją się n ad w odę i ło w ią ro z m a ite
p rz ed m io ty n u rtem p rzy noszone i z ty c h w różą o przyszłości ; g d y
k tó ra w y ło w i np. k o n o p ie •— będzie g o sp o d y n ią ja k się p a trz y , g d y
k ij — d o stan ie m ęża, co ją bić będzie... D ziew czyna, k tó rej p a n ie ń
stw o b ard zo cięży i k tó ra p ra g n ie w y p ro sić sobie m ęża u św. A n
drzeja, pości przez dzień cały, n aw et w o d y nie pije i w ieczór s p ę
dza sam otnie. O p ó łn o cy dopiero p rzy rząd za sobie o ry g in a ln y posi-
— 256 —
łe k i bierze trz y k ro tn ie w o d y w u sta i w y puszcza ją n a p rz y g o to
w a n ą m ąkę, z k tó rej z a g n ia ta p la c e k ; po spożyciu zaraz sp ać idzie...
Ś ro d ek to p o d o b n o n iezaw odny.
T y le o ludzie h ru b ieszo w sk im ... S ta ran ie m m ojem b y ło p o d ać
jak n ajo g ó ln iejszą w praw dzie, ale — c h a r a k t e r y s t y k ę te g o ludu.
St. J. Dobrowolski.
Ludność
polska
w gub. Kowieńskiej,
(P rz y czy n e k do
S tu d y u m
p.
C z ^ ± l s łs: І Є g - D .')
— .>@«2—
P a n E d w a rd C zyński w sw ojem p ięk n em stu d y u m p. t. »Etnog ra fic z n o -s ta ty s ty c z n y zary s liczebności i ro zsied len ia ludności p o l
skiej« p o d aje liczbę P o la k ó w w g u b . K o w ień sk iej w r. i&SS- na
45.440 osób czyli n a З 'г і 0^- o g ó łu lu d n o śc i, ale sam p o d k re śla n ie
w ia ry g o d n o ść ź r ó d ła , z k tó re g o cz erp a ł (p. R ittich ). Z astrzeżenie
to o k azało się b ard zo słusznem , albow iem w e d le m iejscow ych d a
n y ch o ficy aln y ch ty lk o w dw óch p o w iatac h — T elszew skim i K o
w ieńskim (bez K o w n a) — naliczono przeszło 46.000 osób , n ależ ą
cy ch do n aro d o w o ści polskiej , a nie m ożna p rz y p u s z c z a ć , b y
w 5 - ciu p o w iatac h p o zo stały c h nie b y ło całkiem P o la k ó w !
S ta ty s ty k i narodow ościow ej nie p o siad am y w p ra w d zie , ale
od la t w ielu » P am iętn ik g u b ern ii K ow ieńskiej« p odaje corocznie
w z g l ę d n i e d o k ła d n y ro z k ła d ludności p o d łu g w y zn ań i stanów ,
g ru p u ją c te d an e w edle m iast i p o w iató w p o szc z e g ó ln y c h , co
w n a s z y c h sto su n k ach w y s ta rc z a , p o n ie k ą d , do p rz y b liż o n eg o
ob liczenia ilości P o la k ó w t. j. osób p o słu g u jący c h się w dom u
s t a l e języ k ie m polskim . P o la k ó w w y zn an ia w sch o d n ieg o nie m a
u n a s , bo k ilk an aśc ie czy k ilk ad ziesiąt osób w ra ch u b ę b ra ć nie
m ożna ; co do p ro te sta n tó w — to k alw in i są alb o P o la k a m i, albo
L itw in a m i, lu trz y zaś — N iem cam i lu b Ł otyszam i. W p ra w d z ie
w śró d lu tró w s p o ty k a m y g a rs tk ę P a la k ó w , ale za to w śró d k a to
•) Zob. W isła, tom I. str. 8 nast.
-
257
lik ó w — nieco N iem ców , ta k że te różnice p ra w ie znoszą się w za
jem nie. B a p ty śc i — to N iem cy lub Ł o ty sze ; M ah o m etan ie — re sztk i
T a ta ró w W ito ld o w y c h — już zupełnie zesw ojszczyli się. G a rstk a
k araim ó w , k tó ry c h zresztą m ożna zaliczyć do narodow ości polskiej,
oraz k ilk an aśc ie sta ry c h P o la k ó w Z akonu M ojżeszow ego nie zrobią
ró ż n ic y żadnej. Z og ó łu ludności kato lick iej i k alw iń sk iej języ k ie m
p o lsk im w sto su n k ach dom ow ych p o słu g u je się stale sz la c h ta , m ie
szczaństw o i część p ew n a sta n ó w in n y ch ; ta okoliczność u ła tw ia
mi zad an ie , w ięcej n a w e t — um ożliw ia je. To m oje przypuszczenie
je s t bard zo blizkiem p ra w d y ; p o tw ierd z a to w iele okoliczności.2)
W sw y ch ob liczaniach o p rę się n a niem . W m iastach do n a ro d o
w ości polskiej zaliczyłem całą lu d n o ść w y z n ań k a to lic k ie g o , k a l
w iń sk ieg o i m a h o m e ta ń sk ie g o t w y ją te k zrobiłem ty lk o d la K o w n a ,
k tó re g o lu d n o ść m ah o m etań sk a — o ile w iem — przew ażn ie nie
je s t po ch o d zen ia m iejscow ego. W te n sposób ułożyłem tab liczk ę
n a s tę p n ą , w k tó rej pierw sza k o lu m n a liczb w skazuje ilość osób,
należący ch do n aro d o w o ści p o ls k ie j, d ru g a zaś — ich o d setek
w sto su n k u do og'ółu lu d n o ś c i, m am y zatem :
K o w n o ............................ .....
10.460
18-51
W i ł k o m i e r z .......................
2.715
17-98
3) N ow o - A lek sa n d ro w sk .
28-56
2.158
P o n iew ież . .
2 1-6l
3-93Ó
S zaw le . . . .
5-546
25-°3
2.152
T e l s z e .............................
іЦ/ІЗ
2.259
19-05
R o s i e n i e ............................
W id zę
..................................
560
13'34
38-02
S z a d ó w ..................................
1-527
R aze m
20' I 9
• З 1-263
W o g ó ln o ści z 154.316 m ieszkańców m ia st, do n aro d o w o ści
ruskiej n ależ y 19.276 czyli i2-o60/0, niem ieckiej 5.161 albo 3 '3 5 n/o
i polskiej 31.263 os. lu b 2O 'i90/u ; resztę zaś 98.616 os. czyli 64’4On/0
stan o w ią Żydzi !
. T e d an e liczbow e zaczerpnąłem z P a m ię tn ik a G ub. K o w ie ń
skiej n a 1892. r.; z te g o też źró d ła b ęd ę c z e rp a ł, obliczając ilość
P o la k ó w w p o w iatach , załączając w to ludność m iasteczek. D o n a ro d o
w ości p o lsk iej zaliczyłem szlachtę k a to lic k ą i k a lw iń sk ą o raz m ie
szczan chrześcian ; liczbę ty c h o statn ich o trz y m a łe m , odejm ując od
2) P o z b a w ie n i s ą p ra w a n a b y w a n ia
w in i, M a h o m e ta n ie ,
ziem i : .szlachta,
m iesz czan ie k a to lic y i k a l
K a ra im i, o s o b y u ż y w a ją c e w d o m u m o w y p o lsk iej itd.
8) D aw n ie P o je z io ro sy .
17
og ó ln ej liczby m ieszczan liczbę Ż ydów , co m ożna zrobić , albow iem
N iem ców lub Ł otyszów , zam ieszkałych w m ia s te c z k a c h , je st n a d
zw yczaj m ało ; zresztą różnicę tę z lichw ą p o k ry ją P o la c y , n ależ ący
do sta n u w ło ściańskiego. A ich je st sp o ro , zw łaszcza w p o w iatac h
W ilk o m iersk im i K ow ieńskim , np. w o statn im około 16.000 w edle
d an y ch urzęd o w ych. G nkow skij , se k re ta rz k o m ite tu s ta ty s ty
c z n e g o , p o d aje w nim liczbę k a to lik ó w n a 136.000 , w śró d k tó
ry ch znajduje się 100.000 L itw in ó w , p rzeto 36.000 osób n ależ y do
n aro d o w o ści polskiej ,4) g d y szlac h ty i m ieszczan razem naliczyłem
ty lk o 21.087! W ie m y , że n a w e t w pow iecie N o w o -A lek san d ro w sk im ,
w k tó ry m w edle p. R ittic h a lu d n o ść p o lsk a stan o w i zaledw o o'og°l(l
og ó łu , są chłopi P o la cy . T a k ic h w łościan - k ato lik ó w (B iałorusinów )
n azy w ają u n a s P o la k a m i, z a r ó w n o j a k i s a m i o n i u w a ż a j ą
s i ę z a P o l a k ó w « — m ówi p. G niedow skij (P am iętn ik g u b . K o w.
na 1890. r. , str. 329). W pow iecie T elszew skim do naro d o w o ści
p o lsk iej zaliczyłem ty lk o s z la c h tę , bo m ieszczan - chrześcian — w e
dle d an y ch u rzęd o w y ch — w nim niem a w cale ; zresztą m oja liczba
zbliża śię w ielce do podanej przez p. G u k o w sk ieg o (P a m ię tn ik gub.
K o w . 1890. r. str. 287). W ta k i sposób otrzym ałem w y k az ludności
polskiej w p o w iatac h p o sz c z e g ó ln y c h , przyczem d ru g a k o lu m n a
liczb w skazuje w o d setk ach jej sto su n ek do og ó łu m ieszkańców ,
zatem m am y :
p o w ia t K o w ie ń sk i . . . .
. 21.087
i 2 ЧР "/„
»
W iłk o m ie rsk i .
16.700
7-62%
»
N . A lek sa n d ro w sk i .
12.721
64 o n/„
»
P o n iew iezk i
I0.4885' 12 7 o
»
S zaw elski
. . . .
22.041
9 '750/o
»
T elszew ski . . . .
10.000
5'43 7«
»
R o sie ń sk i
. . . .
8'M ’7 o
• 18.954
R aze m
. i i i . 991
7-58 7„
W og ó ln o ści ludność p o lsk a w g u b . K o w ie ń sk ie j w y n o si m i
nim um 143.254 o soby a z d o d atk iem w ło ś c ia n -P o la k ó w pow . K o
w ień sk ieg o około 160.000 czyli io°/0 o g ó łu m ieszkańców , g d y L i
tw in ó w i Żm udzinów liczą przeszło 1,010.000 (6 з'4 0/о), Ż ydów
310.000 (i9 '5 °/0), R o s y a n i B iało ru sin ó w 5) 63.841 (4 0/0)> N iem ców
4) P a m ię tn ik g u b . K ow . 1892 r. s tr. 105.
6)
S ta ro w ie rc ó w
2 4 .9 7 2 , je d n o w ie rc ó w
ry ch Z aliczo n o o k o ło
1 .0 0 0 — 1.500
B ia ło ru sin ó w ,
śc ia c h
K ra sn o h o rsk ie j
i S ło b o d z k ie j,
B r a s ła w s k ie j,
p o w ia tu N o w o -A le k sa n d ro w s k ie g o .
1.039
i p ra w o s ła w n y c h
z a m ie s z k a ły c h
w części
3 7 .8 3 0 ,
do k tó
p rz e w a ż n ie w e w ło
p o łu d n io w o - w s c h o d n ie j
—
259
—
około 22.000 (r ,; 0/„). Ł o ty szó w 25.000 ( r ó 0/,,.) i ul. O gółem ludność
całej g u b e rn ii w y n o siła w dniu 1. (13.) sty czn ia 1891. r. 1,59.3.620
osób p. o.
To. obliczenie żyw iołu p o lsk ieg o p ró b o w ałem sp raw d zić d ro g ą
in n ą , w y ch o d ząc je d n a k z założeń poprzednich. S zlach ty m am y około
73.000, z k tó ry c h przynajm niej 70.00Ó należy do naro d o w o ści p o l
skiej. L iczb ę m ieszczan P o la k ó w otrzym ałem w ten sposób : od
o g ó ln e j liczb y osób stan u m iejskiego odjąłem liczbę Ż ydów tudzież
N iem ców i S ta ro w ie rc ó w zam ieszkałych w m iastach , czyli 383.027 —
5.16г — 2.023 — 310-235 = 62.902.
D o naro d ow ości polskiej zaliczyłem też połow ę osób stan u
w o jsk o w eg o , o siad ły ch w m ia s ta c h , i dziesiątą część zam ieszkałych
n a w s i, tudzież 16.000 w łościan P o la k ó w p o w iatu K o w ień sk ieg o .
Zatem b ęd ziem y m ieli :
S z la c h ty
.
.
.
.
.
.
70.000
M ieszczan
.
.
.
.
.
.
62.902
O sób stan u w o jsk o w eg o :
a) zam ieszk ały ch w m iastach
.
. 10.094
b) o siad ły ch po w siach
.
.
.
4.222
W ło ścia n po w. K o w . .
.
.
.
16.000
R aze m . 163.218
W id zim y więc, że obie te liczby, otrzy m an e d ro g a m i różnem i,
nie o w iele różnią się pom iędzy sobą. M ożna przeto, z bardzo
a b ard zo w ielkiem p ra w d o p o d o b ień stw em przypuścić, że żyw ioł p o l
ski w gu b . K o w ie ń sk ie j stan o w i około i o 0/0 og ó łu całej ludności,
co b y n ajm n iej nie przesąd za o je g o znaczeniu rzeczyw istem ,. bo n a
leży d oń około 75 7» ziem i, stanow iącej w łasność p r y w a tn ą , zie
m ia n ie , in te lig e n c y a , duchow ieństw o — słow em w a rstw y wyższe,
W e d le p. ( łu k o w s k ie g o , s e k re ta rz a m iejscow ego k o m ite tu s ta ty
sty czn e g o , lu d ność p o lsk a w y n o siła w p o w iatac h :
8) Mieszczan prawosławnych prawie nie ma u nas.
7) Bez Kowna,
22 ' I 7 7 0
5 -2o 7 „
6-3 <7o
6' d 7o
0
ludność p o ls k ą ,
2 I 'I 8 7 0
co
D o d aw szy do tej liczby
36.000
51.000
13.000
12.000
14 000
. 126.000
0
K o w ie ń sk im 7) . . . .
W iłk o m irsk im . . . .
R o z ie ń s k im .......................
T elszew skim
. . . .
i N. A lek sa n d ro w sk im .
R aze m .
zam ieszkałą w K o-
— 260 —
w n ie — około ii.o o o , otrzym am około 137.000 ludności p olskiej,
k tó ra stan o w i i2 -24°/ll o g ó łu ludności. D ziw n y ten p. G ukow skij !
P o s ia d a on sw oją lo g ik ę o so b n ą , nie m ającą nic w sp ó ln eg o z lo g ik ą
o g ó ln o - lu d zk ą ; jej w zorki p rz y ta c z a m : »w edle w y zn ań ta lu d n o ść
(pow. N o w o -A le k sa n d ro w sk ie g o ) dzieli się n a p ra w o sła w n y c h —
4 .2 0 0 , jed n o w iercó w 300, staro w ie rcó w 12.300, k a to lik ó w 162.300,
lu tró w з 'з о о , k alw in istó w 2.400, żydów 3 1.300, k a ra itó w 20 i mah o m etan ó w 300. E tn o g raficzn y sk ład ludności p o w iatu p rz y po m o cy
w y zn ań tru d n iej o k re ślić, niż w p o w iatac h in n y c h , p o n iew aż z po
śró d lu d n o ści, w yznającej k a to lic y z m , nie m niej 23.000 chłopów
w łości D ry s w ia c k ie j, O p s o w s k ie j, B ra sła w sk ie j, S łobodzkiej i K rasn o h o rsk iej n ależy do p lem ienia b iało ru sk ieg o ... W te n sp o só b lu
d ność ro sy jsk a w pow iecie w ynosi około 4 0 .0 0 0 , lite w sk a około
130.000, p o lsk a około 13.200, ło te w sk a okóło 2.000, ży d o w sk a
31.300 i n iem iecka około 100. Zatem ludność b ia ło ru sk a utożsam ia
się z ro sy jsk ą ! A le szan o w n y se k re ta rz k o m ite tu sta ty s ty c z n e g o
p isz e , co niżej n a s tę p u je ; » głów na m asa ludności w iejskiej (pow.
K o w ie ń sk ie g o ) sk ład a się z litw in ó w , k tó ry c h jest do 100.000, R o sy a n m ożna n arach o w a ć do 7.500, N iem ców do 2.000 i Ż ydów do
24.000,« C hociaż sam p o d aje n a stro n ic y p o p rz e d n ie j, że: »ilość p r a
w o sław n y ch w y n o si 2.800 o só b , staro w iercó w 4.600, k ato lik ó w
136.000, p ro te sta n tó w 1.300 i żydów 24.000«, zatem 36.000 k a to li
k ó w pow . K o w ie ń sk ie g o należy do narodow ości nieznanej ; to sam o
— w ed le a u to ra — stosuje się do 51.000 k ato lik ó w pow . W iłk o
m irsk ieg o . O czyw iście nie są to ani R o s y a n ie , ani B ia ło ru s in i, bo
ty c h o statn ich p. G ukow skij u tożsam ia z p ierw szy m i; nie są to też
an i N iem cy, an i Ł o ty s z e , bo ich a u to r w y ró żn ia , p rzeto m uszą b y ć
ch y b a C hińczykam i w y z n an ia k a to lick ieg o . A le o C hińczykach n ad
b rz eg am i m orza B a łty c k ie g o n ig d y nic nie s ły s z a n o , przeto p o w
staje ciek aw a z a g a d k a o pochodzeniu
te g o lu d u n ieznanego. Z a
g a d k ę tę ro zw iązu ję: są to P o la c y !
Czy liczebnie żyw ioł polski w z r a s ta , czy upą.da ? O dpow iedź
n a to p y ta n ie je st bardzo t r u d n a , p ra w ie n ie m o ż liw a , z po w o d u
b ra k u dan y ch . W sz ak że ludność p o lsk a w r. 1883 stan o w iła p rz e
szło 10“/o o g ó łu m ieszkańców , ja k dziś stan o w i ; zdaje się że ten
sto su n ek nie. zm ieniał się już od dość daw na. U d a ło mi się ułożyć
tab liczk ę , o k reślającą ilość i sto su n ek p ro c en to w y ludności polskiej
do o g ó łu m ieszkańców w m iastach gub. K o w ień sk iej za la ta 1883
i 1893 ; w niej pierw sza k o lu m n a cy fr oznacza ludność p o lsk ą w r. 1883,
d ru g a — tęże' lu d n o ść w r. 1893, trzecia i czw arta — sto su n k i
— 261 -
p ro c en to w e ludności
1883 i 1893 :
polskiej
K o w n o .......................
W iłk o m ierz . . . .
N. A lek sa n d ro w sk
P o n iew ież . . . .
S z a w l e .......................
T elsze - .......................
R o s ie n ie . . . . .
W id z ę
. . . . .
S z a d o w .......................
R azem
8.200
■ 3-735
1.706
3.808
•
.
4-595
2.085
673
i 086
.- 27.684
do
ogółu
m ieszkańców
10 481
2.636
2-134
3.986 •
5.600
2.091
2.146
672
1-483
31-231
16’43 "/„
24-23 7 „
2 5-85 7,,
21 •78 7,,
22-977,,
2 3 -5 8 7 ,,
7 ' 15 7 (i
ii*2i 7 ,,
54-03 7 0
19-667,,
w latac h
1.6:697,,
uVook,,
27-7' 7«
2 1-777,,
25-007,,
19-007,,
18*2 2 7„
12*12 7,,
35-327.,
19-4 7.7,1
W id zim y w ięc, że o d setek ludności p o lsk ie j, m iejskiej w s to
su n k u do o g ó łu m ieszkańców nieco zm niejszył się , ale to zm niej
szenie uw ażać należy za b ard zo m a łe , jeśli u w z g lęd n im y znaczny
n ap ły w żyw iołów ro sy js k ic h , urzędniczych oraz w ielk ą e m ig ra cy ę
naszej ludności m iejskiej. W sz ak że bardzo w iele fa k tó w św iad c zy
0 sio p n io w em ro zp o w szech n ien iu się m ow y polskiej : dziś już niem a
szlac h ty i m ieszczan, p o słu g u ją c y c h _ się w życiu codziennem ję z y
kiem lite w sk im , chociaż jeszcze przed 40. la ty b y ły zaścianki,
w k tó ry c h b ra cia szlach ta m ów iła po lite w sk u ! J ę z y k p o lsk i je s t
d o tą d , ja k i b y ł u p rz e d n io , językiem k u ltu r y ; rozpow szechnienie
się tej ostatn iej oraz sto p n io w e uspołecznianie się w yższych w arstw
lu d o w y ch je st ściśle zw iązane z rozpow szechnieniem się polskości.
W ie lo k ro tn ie zau w ażan o , że chłopi zam o żn iejsi, dla k tó ry c h zaścian
kowa. b ra ć szlach eck a je s t w zorem obyczajności i k u ltu ry , sta ra ją
się zaw sze m ów ić po p o lsk u ; ta okoliczność ze zg ro zą z o stała
stw ierd zo n a przez g u b e rn a to ra k o w ień sk ieg o . Z auw ażano też , że
zakaz d ru k ó w litew sk ich czcionkam i łacińskiem i sp rz y ja pośrednio
ro zp o w szech n ieniu się m ow y p o lsk iej: lu d , m o g ąc ty lk o z tru d n o
ścią n a b y w a ć książeczki i elem e n ta rze lite w s k ie , zw łaszcza m o d li
te w n ik i, k u p u je chętnie! p o ls k ie , k tó ry c h sprzedaż je s t dozw olona,
1 uczy się czy tać w ty m ję z y k u , bo w sty d em je s t — w edle p rz e
k o n a n ia lu d o w eg o — nie um ieć m odlić się w k ościele z książki.
T a okoliczność służyła za a rg u m e n t n iektórym o rg an o m p ra sy ro
syjskiej , d o m ag ający m się zniesienia
zakazu M uraw jew skiego,
W sz ak że trze b a z a u w a ż y ć , że nasza m ow a w u stach lu d u i k las
niższych u le g a skażeniu o k ro p n em u : p rz y b ie ra ona m im ow olnie
g ra m a ty c z n e cech y ję z y k a lite w sk ieg o , np. trac i rodzaj n ija k i, prze-
—
2:62
-
s iąk a litw inizm am i i b ia ło ru s y c y z m a m i, tudzież tra c i w łaściw e z a
k o ń czen ia p rz y p a d k o w e ; m ów ią żartem . że p o w staje u nas no w y
ję z y k p o lsk o -źm udzki.
Jan Witort.
P o n iew ież , P ia sk i g u b . K o w ień sk a.
P I E Ś N I
z m iasteczka Jaćm ierza i Posady jaćm ierskiej w pow. Sanockim .
Tam nam oście trawka rośnie, koniki jąjed zą;
Wszystkie panny się Wydają, Rąpalanki siedzą.
2.
Uobiecał mi Feluś na lato kapelusz,
W stążeczkę do niego,
/..obym była jego.
Nie chcę ja Felusia, ani kapelusza,
I -wstążeczki jego,
Nie pójdę za Iniego.
,
'
3Żebym ja wiedziała, co mi mama dała,
Czerwone korale do białego ciała.
Pas cygan barany a cyganka owce,
Cygan nawraca a cyganka nie chce.
Jak zaczał cygàn cygankę buchać,
W tedy musiała cyganka cygana usłuchać.
9.
Krakowiacek ja se nielada, nielada,
Może mi psyświacyć i cała gromada.
10 . * ) '
Na zielonej łonce pytałem się jè,
Czy mi da gębusie? Ona mówi, nié.
A dlaczego nie, moje kochanie,
Bo mnie mama bije za całowanie.
4.
Nie kochaj dziewczyno chłopca wojskowego,
Bo na nim koszula, hop, cup, daj na,
T a cesarska nie jego.
U.
Na zielone łonce, pasà sie zające,
Wójcik za Pawlinci, daje trzy ,tysiące.
Ą jé trzy tysiące koło Janikówki *)
Żeby sie ożenił chłopiec z Bażanówki.2)
5. .
Wara, chłopcy, w ara od mego wianeczka,
Bo to po tysiączku jedna gałązeczka.
Jeszczem nie Objechał wkoło stajànëczka,
Już mnie na śniadanie w oła kochaneczka.
A moja bratowa cztery konie chowa,
Piątego karego dla Jasieńka mego.
7.
Nie bede ja pasła, jeno tego roku,
Mam ja kochaneCzka w samem Sanoku.
Nie bede ja pasła jeno tego roku,
Jeno tego roku, jeno ty jesieni;
Ą na drugą jesień bede gospodyni,
Bede gospodyni, bede gospodarzyć,
Bede kochankowi słodkie mleko warzyć.
12.
13.
Kocham eie dziewczyno, Bóg widzi Bóg
[widzi,.
Jeno eie rodzina moja nie nawidzi.
14.
Niedaleko młyna w yrosła łozina,
Trzebaby jà wykopać mój Boże, trzebaby
[jà wykopać.
15.
Jak na wojnę brali, j a -se leżał w sieni,
Nakryłem sie derkà, żeby mnie nie wzieni.
*) Śpiewka ta w ostatniah latach musiała przyjść do ludu. Jest to parafraza zna
nego niemieckiego kupletu „Auf der grünen W iese“ Red.
1) Janikówka—nazw a pola.
2) Baźanówka, wieś należąca do parafii Jaćmierskiej.
—
263
16.
Jadą kawalery, ja jeszcze nie zebrana,
Powiedzcie mamuniu, że ja już wydana.
П.
Cóż ci z tego przyszło, z tè twojej uciechy,
Chodziłaś po lesie, zbierałaś orzechy.
Dla Jasionka, dla swego
Pogniewałaś miłego.
Przyszła do karczminy, stanęła u proga,
A mój Jasio miły, nie boisz się Boga?
A on idzie i puka, do tańca mie nie szuka.
Przyszła przed muzyki brzękła talarami,
A moje oczenka zalały się złami (łzami).
A on idzie i mówi, moja miła otwórz mi.
Nie bede ja tobie dźwierzy otwierała,
Jeszcze żem se nocek (nocy) nie pora[chowała.
Dość sie do mnie nachodzisz,
Moich nocek nazwodzisz.
18.
Leciał pies przez uowies,
Suka przez tatarkę;
Znalazł pies korale
A suka katankę.
-
27.
Na środku rynku stoi latarnia,
Szesnasty numer moja kasarnia.
28.
Ej ptaszku, ptaszku, będzie mróz,
Ej gdzie ty jajka będziesz niós
Ej w lesie, w lesie, na buku,
Ej kukułeczka ku, ku, ku.
29.
Leciał ptaszek leciał,
Usiadł na pszenicy;
Bedziemy używać,
W tè koci ulicy.
30.
Co komu do tego
I cóż komu na tem,
Choć se potańcuje
Rodna siostra z bratem.
31.
Hej Jasio, Jasio, ty swawolniku,
Ścigałeś panny po pasterniku.
Hej nie ja, nie ja , same latały,
Gorąco było, cienia szukały.
!9.
32.
sukmana po konana
(p o kolana)
Porteczki po kosteczki, danaż, moja dana.
Zachodź słońce, zachodź za tą ły są górè,
Dzięwczęta na muzykę, chłopcy w myszą
[dziurę.
Zachodź słońce, zachodź z totej łysy góry,
Dziewczęta.z muzyki, chłopcy z myszy dziury.
Danaż moja danaż,
20.
U naszego pana
Pszenica jak ściana,
Koniki jak katy
A nasz pan bogaty.
33.
21.
U naszego pana zielony podwórzec,
Kto u niego służył, ma pieniędze korzec.
2 2 :
U Wójcika w sieni sąsiek nie doparty,
Nie chodźcie tam chłopcy, bo tam djabeł
sparty.
Zachodź słońce, zachodź, kiedy masz za
chodzić,
Bo mie nóżki bolà za bydełkiem chodzić.
34.
Żydowskiego bożka znaleźli w kapuście,
A Moszkowa krzyczy: puścieże go puście;
My go nie puścimy ani za dwa dudki,
Bo nam powyjadał, co największy główki.
35.
23.
Coć (choć) ja se chudobná,
Chustuczka jedwabna,
Nie ma jom tu nia mà
Jaćmierzanka żadna.
24.
Czy ja nieszczęśliwa, czy moja uroda,
Czy mi nie zlubiła Wolańskiego woda.
25.
O dajże mi Boże takiego człowieka,
Żeby mi powiedział, jaki mie los.czeka.
Nie trza mi człowieka, sama se wywróżę,
Taki mie los czeka, na jaki zasłużę
26.
Danaż, moja dana,
Nie pójdę za pana,
Jeno za dworaczka,
Bo ja jedynaczka.
Koniki w stajence,
Powiedzcie panience,
Niech się Boga boi,
Koniki napoi.
36.
W idział ja eie widział, przez dziesiąte pole,
Teraz eie nie widzę, co przy tobie stoje.
37.
W olałby ja wolał, żebym w polu orał,
I ja bym w olała/żebym poganiała.
38.
Hej żebym ja wiedziała, gdzie mój miły pije
To bym mu zaniesła z cebrzykiem pomyje.
39.
Hej żebym ja wiedziała, gdzie mój miły siedzi,
To bym mu zaniesła na talerzu śledzi.
—
264
—
N a stę p n e pieśni p o d an o mi ja k o tak ie, k tó re w yłącznie m ają
b y ć na w eselu śpiew ane.
40.
L eci p ta sz e k , leci, s z y ja m u się zg in a,
A k to tu ta ń c u je , p a n i sta ro ś c in a .
48.
P o jad ę, p o ja d ę trz y m ile z a K raków ,
D o sta n e d z ie w c z y n ę z a trą b e c z k e k ła k ó w .
41.
N a zielonej łą c e p a s ą sie zające ,
iV] a ż u ro w a M a ry sia daje trz y ty siące.
49.
M y ś la ła d ziew cz y n a,, że j a .z a n ią sz a la ł,
A j a z a konikiem , b o mi o k u la w ia ł.
42.
Ż eb y m nie b y ł ch ło p cem , n ie b y łb y m żo ł[nierzym ,
Nie m iałb y m k a b a ta z c z e rw o n y m k o łn ie rz y m .
50.
C h ło p c y m y se c h ło p c y , o b y d w a , o b y d w a
Je d en do k o n ik a a d ru g i do b y d ła.
43.
Z w y so k ie j to p o li listki u p a d ły ,
K ochaj m n ie d z ie w c z y n o , bo j a b a rd z o ła d n y .
44.
C h ło p cy , m y se c h ło p c y , w ra z m y sie rodzili,
Do je d n e d z ie w c z y n y b e d z ie m y chodzili.
45.
W zielo n y m g a ik u p ta s z k o w ie śp iew ją,
A m eg o J a s ie n k a n a w o jn ę w o ła ją ,
46.
P a re k o n i w d o m u , p a re k o n i w p łu g u ,
D o m eczek m a ły p rz e z ż a d n e g o d łu g u .
47.
D zię (ń) d o b ry , d zię d o b ry , ale nie k ażd em u ,
T y lk o tem u , co sie d zi ’) w tym d o m u.
51.
C h ło p c y się żenicie,
W o jn y się boicie,
A j a n ie b o ra c z e k ,
M u sze b y ć. w o ja c z e k .
52.
Ju ż em b y ł, ju ż e m b y ł,
P o k o la n a w niebie,
Je sz c z e m się n a w ró c ił,
D z ie w c z y n o do ciebie.
53.
T a d ra , ta d ra , n a k a m y c z k u sta ła ,
T a d ra , ta d ra , n a m n ie się p a trz a ła ;
T a d ra , ta d ra , n ie p o zieraj n a m nie,
T a d ra , ta d ra , b o nie p ó jd z ie sz z a m n ie;
T a d ra , ta d ra , p o z ie ra j n a tego,
T a d ra , ta d ra , co p ó jd z ie s z z a niego.
L . M iiffierow tski.
ROZBIORY i SPRAWOZDANIA.
Próbki
g- w a г y m a z o w i e c k i e j z k o ń c a X V I I. i p oc z ą t k u X V I II. w i e k u p o d a ł D r. B o lesław E rzep k i. O d b itk a
z R o c z n ik a T o w a rz y stw a P rz y ja c ió ł N au k P o z n a ń sk ie g o T om X X I ,
P o zn ań 1895, w 8-ce, str. 11.
P y ta n ie , d o ty czące h isto ry i p o jed y ń czy ch narzeczy ję z y k a p o l
s k ieg o , obchodzi nie ty lk o filologów z zaw odu — ono musi zaj
m o w ać w rów nej m ierze tak że h is to ry k ó w i etn o g ra fó w . F ilolog- b ę
dzie śledził za w łaściw ościam i językow em i, nadającem i p ię tn o sam o
dzielności ty m narzeczom , on będzie b a d a ł ich zm iany i sto su n ek
do ję z y k a lite ra c k ie g o ; e tn o g ra f n a to m ia st n a p o d sta w ie m a te ry a łu
języ k o w eg o w y sn u w a ć będzie w nioski o różnorodności plem iennej
b m iesz k a.
*
—
265
-
n aro d u p o lsk ieg o , k tó re h isto ry k zużytkuje do w y w o d ó w w chodzą
cy ch w zak res jeg o życia po lity czn eg o .
W a żn em dalej je st p y ta n ie dotyczące w y ro b ie n ia się ję z y k a
p o lsk ieg o lite ra c k ie g o , n a k tó re dotychczas nie. zw rócono u w a g i
p rz y n ajm n iej w sposób, k tó ry czy n iłb y zadość n au k a w y m w y m a g a
niom , o p a rty m n a tra d y c y i ręk o p iśm ien n y c h za b y tk ó w i ich stan u
p o d w zględem o rtograficznym i języ k o w y m W za b y tk a ch s ta ro p o l
skich p rzy jm u je się ko.nw encyonalnie jeden je d n o lity języ k ; jego
fo rm y m ają nie w iele co różnić się od dzisiaj uży w an y ch , n a tu ra ln ie
w k tó ry c h p ew n a różnica zaprzeczyć się nie d a ; je g o stro n a g ło
sow a b y ła zu pełnie p o d o b n ą do dzisiejszej — słow em języ k polski
w za b y tk a ch p isa n y c h w X IV . i X V . w iek ach b y ł tak im sam ym
lub p ra w ie tak im sam ym ,' co dzisiaj u ży w an y w naszych d ru k o w a
n y ch książk ach . S tosow nie do te g o przypuszczenia czyta, się w y ra zy
ty c h z a b y tk ó w n a sposób dzisiejszej w y m o w y a jeżeli pisow nia za
n ad to się różni, p rzyjm uje się b łęd y , n a k tó re nie w arto zw racać
u w ag i.
T a k ie z a p a try w a n ie n a języ k staro p o lsk i nie o p iera się ani na
rzeczyw istej p o d staw ie z a b y tk ó w sam ych p o d wegdędem językow ym
i orto g raficzn y m , ani też nie. o d p o w iad a h isto ry i p o lity c zn eg o ro z
woju n aro d u p o lsk ieg o i je g o p a ń stw o w e g o u stro ju Z g ó ry m o
żna p rzy jąć, że p o d o b n ie ja k dzisiaj, mimo szkoły i w p ły w u drukow a n y ch k siążek , istnieją narzecza i narzeczow e w łaściw ości n aw et
w ję z y k u literack im , ta k sam o istn ia ły one i to w. d alek o w yższym
sto p n iu w w iek ach daw niejszych w p isan y ch z a b y tk a ch , k tó ry c h
a u toro wie nie k ształcili się na w zorach piśm iennych, p rz y k ro jo n y ch
w ed łu g m o d ły w pew n e form ułki u jęteg o języ k a k siążk o w eg o , ale
■p o słu g iw ali sit; ty m językiem , k tó ry m m ów iła okolica, w k tó rej się
rodzili, lu b w k tó rej żyli i pisali. D la te g o też tw ierd zen ie takie,
że »w p iśm ien n ictw ie polskiem daw niejszych w ieków przechow ało
się do naszy ch czasów zaledw ie k ilk a ty lk o d ro b n y c h tek stó w dyálek ty czn y c h « , k tó re w y p o w ia d a a u to r przytoczonej ro z p ra w y n a str. 3 ,
o d p o w iad a w p raw d zie p an u jącem u dzisiaj pow szechnie zd an iu p o
m iędzy uczonym i p o ls k .,-— ale jest to g o ło sło w n y á k sy o m at, k tó ry
czeka n a nau k o w e uzasadnienie. Zanim to n astąp i, m ożem y, ch o ćb y
teo re ty czn ie tv lk o , p rz y ją ć e g z y ste n cy ę narzeczow ych w łaściw ości
w staro p o lsk ich z a b y tk a c h piśm iennych,, k tó re nie tru d n o odnaleść
w dzisiaj istn iejący ch jeszcze narzeczach.
D o tak ich n arzeczo w y ch z a b y tk ó w , z późniejszego w praw dzie
czasu, g d y ż z k o ń ca w ieku X V II. i X V I II. należą dw a »fantastyczno-kom iczne u n iw ersały m azow ieckie«, k tó re w y d a ł dr. E rz e p k i
z rę k o p isu b ib lio tek i P o zn ań sk ieg o T o w a rzy stw a P rzy jac ió ł N auk,
nr. 5 1 1. Nie są to u tw o ry w czysto -ludow ym jeżyku, ale . sztuczne
przez p isarza o d n o śn y ch uniw ersałów je g o n aślad o w an ie. Z tąd p o ch o
dzi p ew n a n ie k o n se k w e n c ja w oddaw aniu fonetycznej^strony ję z y k a
ludow eg‘0, a w słow nictw ie przeinaczanie w yrazów lud o w y ch lub też
—
266
—
n a ich sp o só b tw orzenie n o w y c h , w czem p isarz p o stę p o w a ł z całą
sw aw olą, p rzek ręcając w użyciu b ędące, lub w y n a jd u jąc inne w spo
sób d o w o ln y i dziw aczny. A le m imo ty c h ch y b z a b y tk i te za słu
g u ją n a u w a g ę , g d y ż z nich m ożna w y sn u w ać w nioski nie ty lk o
odnośnie do rzeczow ej s tro n y ję z y k a ży jąceg o w u stach ludu, ale
tak że i co się ty c z y je g o h isto ry czn e g o rozw oju.
Á. K.
D zieje k u ltu ry i przem ysłu.
G ę l i c h o w s к i Z. D r. Z naczenie i rozw ój przem y słu dom o w eg o
i h a n d lu lu d o w eg o , o d czy t n a zjeździe przem ysłow ców w P o
zn an iu d n ia 14. lip c a 1895. P o zn ań , n ak ład . W y d z ia łu p rz e
m y słow ców , druk. D z ie n n ik a pozn., 1895, w 16-ce, str. 33.
. M e r u n o w i c z T . O w łościańkim p rzem y śle dom ow ym w P a m ię
tn ik u n ad zw y czajn eg o Zjazdu p ra w n ik ó w i ek o n o m istó w poi
skich we L w ow ie w czasie w y sta w y k rajow ej r. 1894. L w ów ,
nakł. dru k. ludow ej, 1895, w 8-ce w iększej, str. 4 nl.
N a v r a t i l A. B e rich te d er k. k. G ew erb e In sp e c to re n ü b er ihre
A m ts th ä tig k e it im J a h re 1894 : X V I. B erich t ü b e r den A u f
sich tsb ezirk L em b e rg , G e w e rb e -In sp e cto r . . . . W ie n , k. k.
H o f u n d S ta a tsd ru c k e re i, 1895, w 8 ce w iększej, str. 51. C ena
40 ct.
R o c z n i k S a m b o r s k i X V I I I (w ystaw ow y), n ow a se ry a ilu
stro w a n a, w y d a n a n ak ład e m i stara n ie m G. K o h n a . S am bor,
d ru k . S ch w arza i T ro jan a , 1894/5, w 8 ce, str. V III, 373 i 1 nl.
N a str. 273 — 344: R ó żn o w ierce w P olsce, przez S. M oraw skiego.
R o e h 1 E. D ie T ra c h t d er schlesischen F ü rs tin n e n des X I I I . und
X IV . Ja h rh u n d e rts a u f G ru n d ih re r S ie g e l (Prog-ram szkolny).
B reslau , 1895, w 8-ce, str. 25, z rycinam i.
T a y l o r I s a a c , dr. L ’o rig in e des A ry e n s et l’hom m e p ré h is to
riq u e ex p o sé de l’e th n o lo g ie et de la civ ilisatio n p ré h isto riq u e s
de l’E u ro p e. T ra d u c tio n de l’an g la is avec 40 figures dans le
te x te p a r H e n ry s de V a rig n y d o cteu r ès sciences, M em bre de
la S o ciété de B iologie. P a ris A ncien n e m aison D e la h ay e.
L. B a tta ille et Cie, L ib raires éditeurs. 1895, str. V I I I і 332
w 8-ce.
S e i l e r F r i d r . D ie H e im ath d er In d o g e rm an en . (S am m lung gem einverst. V o rträ g e i t. d. H e ft 210). H a m b u rg 1895., w 8-ce,
str. 36. C ena 80 f.
267
—
Geografia.
A b h a n d l u n g e n zur L an d e sk u n d e d er P ro v in z W estp reu ssen .
H e ra u s g e g e b e n v o n d er P rovinzialkom m ission zur V e rw a ltu n g
d er w estp reu ssisch en P rovinzial-M useen. H a n zig , T h. B e rtlin g
. in K om iss., zeszyt 8, 1895, w 4-ce, str. V I I I і 1-29, i k a rta .
C ena 6 m. Z aw iera: B e i t r ä g e zur G eschichte des W e ic h se l
d eltas vo n D r. M. T o eppen.
B a r a n o w s k i В. D r. L. D ziedzicki. G eo g rafia pow szechna, w y d .
7-me, zeszyt L L w ów n a k ła d S e y fa rth a i C zajkow skiego. I-sza
zw iązk o w a d r u k , 1895, w 8-ce str. 14g- Za całość Г40 złr.
— N a u k ą g eo g rafii, p o d ręczn ik do u ż y tk u szk o ln eg o i do n au k i sa
m odzielnej, w y d 3-cie, zeszyt I. L w ów , n a k ła d S e y fa rth a .i
C zajk o w sk iego, L zw iązkow a d r u k , 1895, w 8-ce, str. 180,
z ry c in a m i w tekście. Za całość 1złr. 40 ct.
B e ł z a S ta n . W k ra ju ty sią c a jezior,
z p o d ró ż y iprzech ad zek po
b 'in lan d y i. W a rsza w a, G e b e th n e r i W o lff, P e te rsb u rg , К G rendeszyński, druk. S. S ik o rsk ie g o , 1896, w 8-ce m ałej, str. 1 ni.,
233 i i nl. z licznem i rycinam i. 1 rub. 50 k o p
D u n k e r. K a r te d er U m g e g e n d von S tettin . S te ttin , H. D a n n e n
b e rg , 1895, fol., 1: 70.000. 75 fenig.
E r d é l у і K . W e g w e is e r des sü d-ungarischen K a rp a th e n v é re in s.
T em esw ár u n d B u d ap est, F . K ilia n , 1895, w 12-ce, str. X V
і 716.
G u s t a w i c z B r. p г о f. P o m ia ry b a ro m e try czn e w pasm ie b ab io g ó rsk iem i p rz y le g ły c h p ó łn o cn y ch działach g ó rsk ich . (Od
b itk a z X X X I . tom u S p raw o z d ań K o m isy i fizyogr. A k ad .
um.), K ra k ó w , druk. U niw . J a g ., 1895., w 8-ce, str. 56.
Ł o m n ick i A M. A tla s g eo lo g icz n y G a lic y i, te k s t do zeszytu
V lI-g o . K ra k ó w , w y d a w n ictw o fizyogr. K o m isy i A kad. um iej.
K o szte m W y d z . kraj., S p ó łk a w ydaw nicza, druk. U niw . J a g .,
1895, w 8 ce, str. V , 128 i i nl.
N a ł k o w s k i W a c ł a w ’. Z arys g eo g rafii pow szechnej p o g lą
dow ej. W arszaw m , nakł. G e b e th n e ra i W o lffa, druk. S O rg e l
b ra n d a synów , 1895., w 8 ce w iększej’, str. 327 і II, z rycinam i.
C ena 2 ru b . 40 kop.
O t t o D r. D ie hohe T a tra (G riebens R eiseb ü ch e r, tom 47.) B erlin,
A. G o ldschm idt, 1895.
P a m i ę t n i k T o w a rz y stw a ta trz a ń sk ie g o , r. 1895, w y d a w n ictw
T ow . tom X V I. K ra k ó w , nakł. T ow ., druk. A nczyca i S p. 1895.
w 8-ce, str. i ni. L X X X V i 17.
P a r t s c h I. D r. prof. L ite ra tu r d er L an d e s - und V o lk sk u n d e d er
P ro v in z S chlesien, H e ft 3 (Ja h re sb e ric h t d er schles. G esellsch aft
fü r v aterlän d . C ultur.) B reslau, G. P. A derholz, 1895, w 8-ce
str. 161— 265. 2 m arki.
— D ie R e g e n k a rte S chlesiens und d er N a ch b arg e b iete, en tw o rfen
un d e rlä u te rt Von... (F o rsch u n g en zur deutschen L andes-und V olks-
—
268
—
k u n d ě, I X з). S tu ttg a rt, I. E n g e lh o rn , 1895, w 8-ce, str. 41,
z m ap ą ko lor. 4 m ark i 70 fen.
S zajn o ch a W ład . D r. prof. A tla s g eo lo g icz n y G allev i, te k st do
zeszytu V-go. K ra k ó w , w y d aw n ictw o kom isy; fizyograficznej
A kadem ii um iej., kosztem W y d z ia łu kraj., S p ó łk a w y d a w n icza ,
d ru k . U niw . ja g . 1895, w 8-ce, str. IV . 'i 82.
j |g p
S p r a w y T o w a rz y s tw a .
I. Zgromadzenie miesięczne dnia 15. listopada І895.
■ Po. p o w ita n iu
liczn ie
z e b ra n y c h
R a ra u łt o d c z y ta ! s p ra w o z d a n ie
o
c z ło n k ó w
wystawie
i ■g o śc i
p rz e z
etnograficznej
p re z e s a
w
T o w ., p.' S t . ,
Pradze.
T re ś ć
o d c z y tu s ta n o w ił p rz e g lą d i c h a ra k te ry s ty k a n a g ro m a d z o n y c h n a w y s ta w ie z b io ró w ,
s ta n o w ią c y c h d w a d z ia ły : etnografii ¡.h is to ry ! k u ltu ry . O k o lic z n o ść , iż w d ziale e tn o
g raficzn y m z n a jd o w a ł się oddział- S ło w a c z y z r.y w ęg iersk iej,
w y tk n ą ł p re le g e n t ja k o ' n ie
w ła ś c iw ą , g d y ż S ło w a c y sta n o w ią z u p e łn ie ■o d rę b n y n a ró d i z a r z u c ił n ic k o n s e k w c n c y ę ,
ja k ą p o p e łn ili o rg a n iz a to ro w ie w y s ta w y p rz e z z u p e łn o pom in ięcie S ło w a c z jrz n y w dzialek u ltu rn o h is to ry c z n y m .
N a z a k o ń c z e n ie rz u c ił p re le g e n t m y śl u rz ą d z e n ia w y s ta w y e tn o g ra fic z n e j p o lsk iej
i w y r a z ił n ad zieję., że m y śl tę p rz e p ro w a d z i n a s z e T o w a rz y s tw o .
Z g ro m ad zen i p rzy jęli o k lask am i b a rd z o z a jm u ją c y o d c z y t p. R a m u łta.
O g ra n ic z a ją c się
n a tern krótkiem - s tr e s z c z e n iu o d c z y tu ,
w n a s tę p n y m ro c z n ik u »L udu« u m ie sz c z o n e b ęd zie
p razk iej.
m u sim y z a z n a c z y ć , iż
o b sz e rn e s p ra w o z d a n ie o w y s ta w ie
I I Spis członków.
Bobrka :
180. E m il C zep ielo w sk i, c. k. k o m isa rz
s ta ro s tw a .
CzerniOWCe :
181. A dam Z ath ey , s łu c h . p raw .
Jaćmierz v ìa Z a rs z y n :
182. L. M a g iero w sk i, n a u c z .
Kraków:
183. B a rto s iń s k i Jan , słu c h . praw .
184. Z w ią z e k n a u k o w y .
Lwów:
185.
T eofil M e ru n o w icz , p o s e ł n a Sejm
k raj, i t. d.
186. Dr. W ła d . N iem iłow icz, prof. uniw .
187. .T o w a rz y s tw o ak a d . » W atra« .
Myślenice : '
188.
S z c z ę s n y P ią tk o w s k i.
■ Podgórze :
189.
M ic h ał W a ła c h ,
n au czy c ie l.
PoniewieŹ g u b . K o w ie ń sk a :
190.
Ja n W ito rt.
Kakowiec p. N ieźW iśka :
191.
S z y m o n C h a ru k , n au czy c ie l.
Stanisław ów :
192. L u d w ik W ie rz b ic k i, c. k. d y rek to r
k o lei państw o
193. M ary an ja k im o w s k i, n au c z y c ie l.
Trembowla :
194. Ja n B aygcr, n au czy c ie l.
C. d. n.
Si
'
y-ľ''V,у
'ß?s . v,
;
v
.
У'-.
.^ y
-i
р
ч
ж
, Ш
і
.
ft
уу -'-у
■. j
r '-- ^v -'
'
.
■ - . " / / ' . ’с :-
., У
"x .■ ■ •'.•:.•■ ■ У'-.'^ У •.
.- í
■
-
''У"'; - > ^
: .У 1 ■ " У
. y"
■У.^УУ;й¿у УУУУ.v
^:.:УУУУУУл.':Йл
: у у - ;' у у 1'-./ л;:
‘ууу
У ,
.У . '
.'
;..:4 ľ , t J v . . . . : V
’ ■
’
'■Ш-
:Л - ' . ;
^
'
у.;у'\У:'ууУу :у^У;гу
I
'r
. * :;,•: >7,
Í
■'
í1 '
.7 . V . ,
4
і
у;
W¿L$Á:$
'' ' f - y ' . ' . : ; .
:
у ý > .г':’ уу-' > у;;;
Ш в Ш -х Ш
":шттт
т т т
ш ш ш т ят
шш, м г4^ ш Ф т ^ :^Ж ::
ß
.у '
ч'
:
л
‘
v
'
t
л'нУ\'t
^
^
'
.
У ’. '
■
'
Ч Ч
....
'
"
Уу
’1. . '
. ...
.
.-.Ч....
- Л'Ч
УУ
'
. .'t...4f .' f ' У
.
. . . . . .
ч Ч .:; :... ...ч
У у у :■. ■■■ : . у
. . у■
.-..
.
у
-у
' ., ' ľ
..Г.’Ч
.у;
У
. .'.у .-,у y v y .'-1 .
і Чу-^4 - щ ъ:-' >,
.
,'л Ч .4--
•
' •- .
'• . :У'у,-.',. • ■ . . ,
' у " . У " ' " У У У У у У : ч У У : У у У : У У "У
4
-
.
: ‘
...
у- - - ’'
. : :Л; -Ч
Ч-
V
:
-
і
.’. ' . "
■ У. '
'. yf y?
Л/У4
‘
' y V y .7; tvf^:
с
. ■
-
■
Ш &У
:: ■
' ■. , ■
х '. ■ \
'. .
.
^у.::УчУуу' " . . - t.
л
.
: '.у..
-У уУ'уууУ!
•
■ .,
t. ' V ' .
v
‘
' (.
'•'■r ■ ^ ._ч,^ Щ
''
'
s'Vi ; - '
.
\ ГЛ
'
;" 4 ^
V '
^ v rA.
^
*>''4 •'W':
-V^
ф ,\^ Ä ' і'
-
, :Г::- V::
-^.Ä- ' ’■"' ^ ";
^
;
’í'''.;v '■
■
'-¿
:;í^
^. ';ľ-
išÄ-ŕiís
» r ü
issàs
Ш тш
\~у_ -:
•'•• í '
■...с -
■■’■-.. --c-vviv
..
V
Ær-,
.
■ '■ № ^ :::-:':!; ;; -л
í-'-’,'-'Sssse^í^ŘsS
.■v-
>
ftf'
:Г :
'■■
^
~
' ■■
.
.
■■
ж ш ш шш
■
m
':РШ
\
'
■■
'
■'
1
/
і-
'Ш '[У ШЛШ...
í.*'ť-;.-■- ' .•
.' 4 ':
-
•:л):";'
:
,';:у
-у
І
Ш ш ■ .В. і т т ' . у / ^ г.'■ - ч■■'• /-л-^'-■ - ' ..;:C ; v . : - v " :
-w
-S-:-'- •"'^
'-i' • ■
'-'■
■
ВВНсЖі- ÄÍі':' . Ч
'
-y-f k
’ ;v '' : у ч ,
■
:■
• •
r.-.‘--Л
-\ ■
-::V
-' V ' ■'; ■‘
;■ ч - - ; ; ч ;4-:-:x
;
i--'" ,’-;:гJí.--'-;- -v,''v>'-:ŕ:i'^'^•■
штт
•' '•■' ■'
-. 4 г. .;.
,.;L
Íg|
•■.
■
-
;^4 ^ : 4 ' v ¡ ; ' ' : : . . ; ' 4 ' - V . v / '
}■;
-
А'Ш&йтя
•■
‘ľ V-'^
: / ' . "
:'»Ví
IУIр
щ|щ ж
№ I P « |i i |||l
-
. '
.'"'"‘■■г' ' 7'
■' ; •
-
Biblioteka Siąska w K atow icach
ID :0 030002027425
ÏI 4 5 2 1 / 1 / 1 8 9 5
