a8095cd05eceb73bf8a08e251f20b445.pdf

Media

Part of Recenzje i sprawozdania, cz. 4 / Lud, 1910, t.16

extracted text
RECENZYE I SPRAWOZDANIA.
Oskar Kolberg. Tarnów — Rzeszów. Materyały Etnograficzne,
uporządkował i wydał Seweryn Udziela. Kraków. 1910, Nakładem Akade­
mii Umiejętności, 8-vo, str. 210.
Po Kolbergu zachowała się bogata spuścizna rękopiśmienna, za­
warta w kilkunastu tekach. Teki te zawierają ogromnie ważne materyały,
które Kolberg przez całe swe życie gromadził; na ich podstawie wyda­
wał kolejno tomy swego dzieła p. t. „Lud“, z nich czerpał i na nich
przedewszystkiem się opierał.
Jedną z tych tek, oznaczoną liczbą 15 i napisem: „Tarnów — Rze­
szów“, opracował właśnie Seweryn Udziela i opublikował w Materyałach
antropologiczno-archeologicznych i etnograficznych Akademii Umiejętno­
ści w Krakowie (T. XI. Dz. III.) Praca wydawcy była nader żmudna, wy­
magająca wielkiego nakładu czasu, niezwykłej cierpliwości i zaparcia się
samego siebie. Teka bowiem zawiera 23 arkuszy, 20 kartek i karteczek
nut i pieśni, 40 kartek i ulotnych świstków z notatkami zwyczajów, oby­
czajów, przesądów wierszy, wreszcie 15 kartek drobnych z materyałem
bibliograficznym; wszystko to trzeba było głęboko przetrawić, aby módz
się w tern wyznać, uporządkować według działów, przyjętych przez Kolber­
ga w przedtem wydanych tomach i w tej formie podać do druku. Dodać
należy, że wydawca pracę swą prowadził z wielkim pietyzmem dla au­
tora, niczego nie poprawiał, nie przerabiał, ani nie uzupełniał, tak, że
otrzymaliśmy naprawdę nowy tom dzieła Kolberga, tom o treści cie­
kawej i ważnej, a bardzo bogatej. Na uwagę zasługuje zwłaszcza wielki
zbiór pieśni, zacytowanych wraz z odpowiedniemi melodyami.
Dzieło Kolberga krytycznego rozbioru, któryby wykazywał jego
wartość i znaczenie, — nie potrzebuje, wie o tern każdy, ktokolwiek
z poprzednich tomów korzystał. Na gorące uznanie jednak zasługuje su­
mienna praca wydawnicza Seweryna Udzieli, który, sam będąc jednym

— 410 -

Recenzye i sprawozdania
z najwybitniejszych polskich etnologów, skąpy czas swój poświęca na
rzecz tak żmudną, niewdzięczną, zamiast obracać go na swe własne
prace krytyczne, które przecież o tyle więcej zadowolenia przynoszą.
Dr. Mieczysław Treter.
Die Volksliedbewegung in Deutschösterreich von Dr. E. KBliimml — Franz Fr. Kohl — Josef Reiter. Wien 1910. Str. 147.
Zmarły niedawno minister oświaty Wilhelm Hartei zapoczątkował
dzieło, mające mieć epokowe znaczenie dla badań nad pieśnią ludową
Austryi. Myśl jego miała wykonać ad hoc wybrana komisya, złożona
z przedstawicieli wszystkich krajów koronnych; z czasem jednak cała
akcya skupiła się w rękach Prof. Dr. J. P o m m e r a. Przeciw niemu też
głównie zwrócona jest wyżej wymieniona polemiczna broszura, której
celem wykazać, że działalność Pommera jest dla całej tej tak doniosłej
sprawy wielce szkodliwa.
Po ogólnem scharakteryzowaniu rozwoju badań nad niemiecką
pieśnią ludową, podano dokładne przedstawienie stosunku Pommera do
wydawnictwa austryackich pieśni ludowych. Sprawa przedstawia się we­
dle omawianej broszury następująco. Towarzystwo akcyjne „UniversalEdition“ zamierzało wydać publikacyę pt. „Das Volkslied in Oesterreich“.
Ministeryum odnośnem poleceniem do władz w r. 1902 plany te poparło.
Tak więc pierwotny pomysł, wyszedł z kół zupełnie innych. Ale Pom­
mer począł się powoli zbliżać do kierowniczego zarządu, aż zdołał sa­
modzielnie zawładać. W r. 1906. ułożył wskazówki do zbierania i zapi­
sywania pieśni ludowych, zupełnie niewystarczające, bo nie określają
słusznie, kto ma zbierać, a zbyt ogólnie i niedokładnie, co należy zbie­
rać, wprowadza zupełnie zbytecznie tu kwestyę definicyi i innych teore­
tycznych zagadnień, daje naiwnie śmieszne porady, jak należy nawiązy­
wać z chłopem stosunki.
Błędnie ułożono poszczególne komisye, które powinny pracować
nie wedle krajów koronnych, ale wedle narodowości, a w zakresie
tychże wedle dyalektów. Rzecz gorsza atoli, że zarząd naczelny nie daje
żadnej gwarancyi, aby mógł zebrany materyał naukowo opracować, bo
są to przeważnie zbieracze, ale nie ludzie nauki; takim jest też ich kie­
rownik naczelny, Józef Pommer. Stosunek jego do badań nad pieśnią
ludową omówiono w bardzo wyczerpującym rozdziale. Pommer
założył w r. 1889 Towarzystwo zwane „Der Deutsche Volksgesangve­
rein“, a od roku 1899 wydaje pismo „Das Deutsche Volkslied“; pi­
sma tego nie można jednak pochwalić, bo zawiera cały szereg rze­
czy, nie mających żadnego związku ze swym programem, natomiast
liczne niesmaczne pochwały na własną cześć. Jako krytyk, pozbawiony
jest P. wszelkiej objektywności, a dowodem tego, jego stosunek w kry­
tyce do Franciszka Kohla, znanego wydawcy „Echten Tirolerlieder“. Jó­
zefa Reitera, Dyrektora Mozarteu, przewodniczącego salzburskiej korni;
syi badania pieśni ludowej i E. K. Blümmla wydawcy „Quellen und
Forschungen zur Deutschen Volkskunde“ a także do powstałego od r.
1903 „Der Deutsche Volkslied-Verein“.

- 411

Recenzye i sprawozdania
Omawiając wreszcie posiedzenie naczelnego zarządu z dnia 28-go
kwietnia 1909 r. przychodzą autorowie do przekonania, że plan monumen­
talnego dzieła uległ zupełnemu wypaczeniu, przez to, że mają to być
tylko wydania tekstów bez uwzględnienia waryantów z całego obszaru
niemieckiej pieśni ludowej i bez zwrócenia uwagi na odnośną literaturę.
Wogóle należałoby w tym wypadku zapobiedz popularyzatorskim zapę­
dom Pommera, a stworzyć dzieło prawdziwie naukowe; ale do tego
krytycznego prawdziwie wydania potrzebny oczywiście fachowiec germa­
nista i muzyk praktyczny, a nie komisya złożona ze zbieraczy i dyletan­
tów muzycznych.
Dlatego powinno się stworzyć centralną komisyę z naukowym kie­
rownikiem na czele, naukowymi współpracownikami i praktycznym mu­
zykiem. Poszczególne oddziały prowincyonalne dostarczają centrali materyału, gdzie się go rejestruje, przegląda pod względem tekstowym jak
i muzycznym. Naukowego opracowania dokonują fachowcy; wydaniem
więc winni kierować właściwi badacze pieśni ludowej, t.j. znawca dyalektu,
a więc w tym wypadku fachowiec - germanista, a wreszcie muzyk;
w ten sposób jedynie może dzieło szybko dojść do skutku. Po wyjściu
wszystkich tomów należy wydać indeks rzeczowy, początków rymów
i melodyi.
Tak się przedstawia w'ięc oskarżenie wytoczone przeciw obecnemu
kierownikowi wydawnictwa „Das Volkslied in Oesterreich“; nam którzy
stoimy zdała od tej pracy, nieznającym bliższych szczegółów całej spra­
wy, trudno bezstronnie orzec, kto w tym wypadku ma słuszność. To jednak
w każdym razie możemy stwierdzić, że ogólnie rzecz biorąc musimy
uznać stanowisko autorów tej broszury za zupełnie słuszne; a i w szcze­
gółach zarzuty postawione Pommerowi, godne są rzeczywiście rozwagi
i za zwrócenie uwagi na niejeden błędny punkt widzenia należy się
prawdziwe uznanie: muszę też z prawdziwem zadowoleniem stwierdzić,
że mimo charakteru ostrej wcale polemicznej broszury ton zawsze spo­
kojny, umiarkowany, rzeczowy, bez wszelkich niekulturalnych wybuchów.
Na broszurę autorów należało mojem zdaniem zwrócić uwagę,
boć i my przecież w pracach przygotowawczych do tego monumentali ego dzieła bierzemy udział; broszura niniejsza może być pod niejednym
też względem cenną wskazówką dla nas, jak przy opracowaniu materyału polskiego należy postąpić, jakich błędów się wystrzegać. Spoczywa
u nas na szczęście sprawa cała w rękach doświadczonych, tak że żadnej
nie budzi obawy; ale mimoto znaleść będą mogli i ci parę metody­
cznych wskazań, które dopomogą do godnego pod względem materyału
jak i naukowego jego opracowania udziału w tern prawdziwie monumenAdam Fischer.
talnem dziele.
Współczesne zewnętrzne strony życia ludu w Guberniach: Kie­
leckiej, Radomskiej, Piotrkowskiej, Warszawskiej, części Siedleckiej i Lu­
belskiej, na podstawie 30-letnich własnych badań, napisał 24. V. 1909
Maryan Wawrzeniecki, członek komisyi do badań nad historyą sztuki
w Polsce, oraz komisyi antropologicznej przy Akademii Umiejętności

— 412 —

Recenzye i sprawozdania
w Krakowie. Nakładem Autora, Kraków 1911, 8°. str. 20 (Skład główny:
Warszawa: Gebethner i Wolff, Kraków: Gebethner i Ska).
W treściwej broszurce tej, której oryginalny tytuł rozmyślnie w ca­
łości przytoczyłem, stara się autor podać syntetyczny opis „współcze­
snych zewnętrznych stron życia ludu“, mówi więc kolejno o zależności
długowiekowej chłopa od woli pana — przyczem porusza tę kwestyę
(kilkakrotnie) z pewnem psychicznem zabarwieniem, zbytecznem może
w pracy naukowej, objektywno-opisowej z założenia samego — dalej
o osadach wczesno-historycznych i późniejszych, o chacie i jej cechach
fortyfikacyjnych, o śladach stylowych Polski szlacheckiej w sztuce ludu,
o „wyglądzie i zewnętrznem zdobnictwie chaty“, o wnętrzu jej i o jej
ozdobach, o obejściu-podwórzu, o sadach, odzieży (pasy, nakrycie głowy
u mężczyzn: czapka, kapelusz, ubranie głowy kobiet), uczesaniu głowy
mężczyzn i kobiet, wreszcie o potrawach, napojach, opale i świetle, oraz
o urządzeniu domowem.
Tego rodzaju synteza, jakiej szkic autor tu podał, byłaby bardzo
ciekawa i pod względem naukowym niemałej wagi, gdyby opierała się
nie tylko na własnych, choćby i więcej, niż 30-letnich badaniach, ale
uwzględniała (w sposób krytyczny) całą dotyczącą literaturę. Oczywiście
jednak trzebaby wówczas więcej trzymać się przyjętych w rozprawach
naukowych zwyczajów i podawać źródła i literaturę dokładnie, a nie jak
to np. autor czyni na końcu swej broszury, (str. 19 i 20), podając np.:
J. I. Kraszewski: Sztuka u Słowian; Oskar Montellius: Kulturgeschichte
Schwedens; Dr. S. Seligmann: Der Böse Blick und Verwandtes; Oskar
Kolberg: Lud (!); Przyjaciel Ludu i t. p.
Trudno przecież dla sprawdzenia pewnego poglądu autora, lub
bliższego wyjaśnienia jakiejś pojedynczej drobnej kwestyi, przez autora
poruszonej, odczytywać umyślnie dzieła całe, wszystkie roczniki cytowa­
nego czasopisma, lub wertować z baczną uwagą kilkanaście tomów
„Ludu“ Kolberga.
Dr. Mieczysław Treter.

Janiewicz Orest. /< woprosu o proszlom goroda Czernigowa. Pieczatano w tipografii czernigowskago gub. Ziemstwa 1908.
Pochodzenie nazwy miasta niepewne. N. Sumcow (Małorusskaja
geograficzeskaja nomenkłatura. Kijewskaja Starina 1886, lipiec. 474), wy­
wodzi ją od „czernaho gaja“, wbrew starodawnemu podaniu o założy­
cielu Kneziu Czerniegu. Autor broszury jest tegoż zdania. Wprawdzie
prof. Samokwasow (biewieriańskaja ziemia i Siewierianie po gorodiszczam
i mogiłam, Moskwa 1908 str. 37), twierdzi, że w X. wieku żył ponoć jakiś
kniaź Czarny, ale twierdzenie to, oparte na polskiej kronice, przedwcze­
sne, ile że odkopane w okolicy Czernichowa monety z X. wieku, dotych­
czas wcale go nie potwierdzają, a dowodzą jedynie istnienia grodu
w tym czasie.
Prawdopodobnie fantazya ludu urobiła z nazwiska miasta imię za­
łożyciela i ubrała je w odpowiednią szatę cielesną. Niewątpliwie jednak
już w początku X. wieku Czernichów był grodem książęcym. Traktat

— 413 —

fłecenzye i śpławozdahia
kniazia Olega Kijowskiego z Grekami (907) wspomina o nim obok Kijo­
wa, Perejasławia, Rostowa, Lubicza i innych, uważanych za rezydencye
kniaziów, powolnych Olegowi. Osada istniała oczywiście o wiele wcze­
śniej. Dotychczas niema danych do określenia czasu tych początków,
być może, że przyszłe wykopaliska rozjaśnią kwestyę tak, jak wyjaśniły
genezę Moskwy i Perejasławia.
Rozprawę swą uzupełnił autor spisem 11 rękopisów Akademii
Umiejętności w Krakowie, zawierających dane, odnoszące się do Czer­
nichowa.
1K.

Michał Rawita-Witanowski. Przewodnik po dawnem Opactwie Cy­
stersów w Sulejowie, skreślił..................Piotrków Trybunalski, 1910.
Nakładem Oddziału Piotrkowskiego Polskiego Towarzystwa Krajoznaw­
czego, 8, str. XIV + 2 nl + 1 tabl, Cena 20 gr.
Zasłużony autor, „Kłodawy i jej okolic“ opowiada w niniejszej bro­
szurce dzieje głównego niegdyś Opactwa Sulejowskiego, z którego po­
zostały dziś piękne lecz smutne ruiny nad brzegami Pilicy.
Opowiedziawszy w sposób popularny historyczną genezę tego
Opactwa Cystersów (XII wiek) oraz dalsze jego koleje w ciągu wieków,
aż do r. 1819, — kiedy to, po tylu wiekach egzystencyi i pięknego roz­
woju Opactwo Cysterskie przestało istnieć wskutek supremacyi Zakonu
— podaje autor opis pamiątek, które pomimo zęba czasu i napadów
hord tatarskich dotąd się zachowały, a w szczególności samej świątyni —
zbudowanej w stylu romańskim, z pewnemi specyficzneini odmianami,
cechującemi architekturę cysterską—jej wnętrza, malowideł, rzeźb, ołtarzy
a wreszcie baszt i murów. Bruszurka ta odpowiada zupełnie swemu ce­
lowi
Dr. Mieczysław Treter.
Maryan Wawrzeniecki. Dr. Włodzimierz Demetrykiewicz, (Zarys
życia i prac). Sfinks, 1910, Zeszyt 32—33, str. 291—305.
W szkicu tym kreśli autor sylwetkę krakowskiego archeologa, Dra
Włodzimierzći Demetrykiewicza, (ur. 1859 r.) nadzwyczajnego (od 1907 r.)
profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego. — Dr. Demetrykiewlcz, po studyach niższych w Rzeszowie, Tarnowie, a wyższych w Krakowie i Wie­
dniu, rozpoczął swe badania archeologiczne w kraju. Na dwa lata udał
się w podróż naukową po Niemczech, Danii, Szwecyi, Rosyi i Węgrzech
poczem, poznawszy w ten sposób sąsiednie ziemie i ich archeologiczne
zabytki, wziął się sam do gromadzenia nowego materyału, który zdo­
bywać musiał własną pracą, a następnie do krytycznego opracowania.
Długi szereg mniejszych i większych prac Dra W. Demetrykiewicza
wylicza autor w swym pięknym, bogatym w informacye, szkicu.
Dr. Mieczysław Treter.

— 414

Recehzye i sprawozdania
Z CZASOPISM.
PofloncKH Hanptfl-bKT. (Rodopski Postąp, rocznik VII. r. I9O9UO.)
Jest to miesięcznik, których 10 składa 1 rocznik, bo w lipcu i w sier­
pniu nie wychodzi. Poświęcony jest nauce, ogólnym wiadomościom i twór­
czości ludowej w górach Rodopach. Ludność tam zamieszkała, zdała od
wpływu świata więcej cywilizowanego i jego prądów niwelacyjnych zacho­
wała bardzo wiele przeżytków starożytnych tak w swych zwyczajach, obrzę­
dach, zapatrywaniach, urządzeniach domowych jak i właściwościach ję­
zykowych, które współpracownicy wymienionego miesięcznika skrzętnie
zbierają i ogłaszają, Ciekawe są np. przyczynki St. N. Sziszkowa: „Ślady
kultu słońca w Rodopach“, str. 1; „Ślady kultu ognia w Rodopach“ str.43
i „Uwagi o gwarze we wsi Piszman-Kjoj“ str. 193—206 i 242—250. Na
końcu każdego zeszytu jest zawsze podanych kilka pieśni ludowych
z objaśnieniem wyrazów mniej znanych, a ponieważ są spisane fonety­
cznie w języku ludowym, mogą więc przynieść korzyść i gramatykowi.
Oprócz tego mamy przyczynki geograficzne, historyczne, społeczne, li­
terackie i bieżące z okręgu rodopskiego. Liczna bibliografia słowiańska,
zwłaszcza rosyjska (wzmianki o dziełach polskich nie znalazłem) uzu­
pełniają to czasopismo bułgarskie.
Dr. J. Leciejewski.

Gryf. Pismo dla spraw kaszubskich: wychodzi raz na miesiąc
w Kościerzynie pod red. Dr. Majkowskiego. (R. II. z. ¡—VIII.)
Podane w nagłówku pismo jest organem rozbudzonego w ostatnich
czasach ruchu młodokaszubskiego, który coraz skuteczniej przeciwstawia
się fali germanizacyjnej, dążąc do całkowitego odrodzenia Kaszub, pod
względem ekonomicznym, politycznym, oświatowym i wogóle kultu­
ralnym.
Gorącym tych wszystkich spraw orędownikiem stał się właśnie
„Gryf“. Usiłuje on objąć w swoich ramach całokształt kwestyi kaszub­
skiej, ważnej nie tylko dla samych Pomorzan, ale także dla całego na­
rodu polskiego. Co się tyczy stosunku Kaszub do Polski, stoi „Gryf“
na gruncie ogólnopolskim, jako rzecznik idei jedności naro­
dowej, a przeciwnik sztucznie hodowanego separatyzmu. Kierunek
odrębności rasowej Kaszubów usiłuje zorganizować wojująca hakata,
strwożona wielce postępami u wiadomienia narodowego wśród zaniedba­
nych dotąd osad rolników i rybaków pomorskich. Germanizatorzy pra­
gnęliby za wszelką cenę odgrodzić Kaszubów od Wielkopolan, „stąd
urzędowe nieuznawanie Kaszubów za Polaków, prowadzenie języka ka­
szubskiego w osobnej rubryce przy urzędowem liczeniu ludności, trakto­
wanie mowy kaszubskiej jako niepolskiej przy udzielaniu nauki religii
w szkole i t. d.“ (zesz. VIII., s. 226). Mimoto jednak rząd stosuje do Ka­
szubów ustawy antypolskie, czem sam dowodnie stwierdza jedność na­
rodową Kaszubów i Polaków, oraz kłam zadaje własnej doktrynie.
Sporo miejsca poświęciła Redakcya sprawie pisowni kaszub­
skiej, oddając głos znawcom kaszubszczyzny, z których jedni wystąpili
z gotowym projektem całokształtu pisowni kaszubskiej (Janowicz), dru-

— 415 —

Recenzye i sprawozdania
dzy przedłożyli rozmaite tego projektu modyfikacye, zmiany, uzupełnie­
nia. (Lewiatan, Dr. Nitsch, Dr. Lorenz: zesz. I., III., IV.—V.)’ zmierzające
do tego, by pisowni, opartej na grafice łacińsko-polskiej, ze względów
praktycznych zapewnić jak największą prostotę i łatwość. Nitsch i Lo­
renz rozpatrują rzecz z naukowego punktu widzenia, Janowicz i Lewia­
tan reprezentują kierunek głównie praktyczny; wszyscy zaś zgodnie wy­
rażają opinię, że ostateczne załatwienie tej sprawy, rozstrzygnięcie
wszelkich wątpliwości i ustalenie punktów spornych odłożyć należy do
kongresu kaszubologów, któryby dokonał gruntownej rewizyi dotyczą­
cych kwestyi, przedyskutował je wszechstronnie i jako rezultat rozwa­
żań, ogłosił prawidła powszechnie przyjęte.
P. Janowicz daje przegląd „zdań o stosunku językowym
ludności kaszubskiej d o p o 1 s k i e j“ (Z. VII.): Do wieku XIX,
o tożsamości języka kaszubskiego i polskiego nikt zgoła nie wątpił. Do­
piero w pierwszych dziesiątkach tegoż stulecia uczeni ling.viści wystąpili
przeciw temu dogmatycznemu wprost zdaniu. Pobudkę do badań kaszubszczyzny dał słownik polsko-niemiecki Mrongowiusza (1823), a pier­
wsze naukowe poszukiwania podjęli Rosyanie (Preis i Hilferding). Odtąd
język kaszubski stał się polem badań dla wielu lingwistów, wśród któ­
rych najbardziej odznaczyli się: Cenowa, Schleicher, Hanusch, Jagić,
Baudouin de Courtenay, Ramułt, Karłowicz, Brückner, Biskupski, Pobło­
cki, Mikkola, Lorentz, Nitsch i inni. Co do stosunku kaszub­
szczyzn y do polszczyzny zdania są podzielone, jednakże opinia,
o tożsamości obu języków zyskuje coraz większą w kołach naukowych
przewagę. Kwestyę odrębności kaszubszczyzny — po Cenowistach i Ramułtowcach — rozpatrzył ze stanowiska naukowego najgruntowniej Dr.
Lorentz, wprowadziwszy dokładnie rozróżnienie kaszubszczy­
zny pierwotnej a dzisiejszej Kaszubszczyzna pierwotna była
mową odrębną, samodzielną, — dzisiejsza zaś, odmienna od pierwotnej
wykazuje przemożny wpływ języka polskiego i do polszczyzny faktycznie
przynależy.
Inicyatorowie ruchu młodokaszubskiego główne usiłowania poświę­
cają pracy kulturalnej wśród Kaszubów. Środkami do tego celu
to przedewszystkiem rozpowszechnianie książek, stanowiących najlepsze
ogniwo łączne między kresami a właściwem środowiskiem kultury pol­
skiej; dalszym środkiem to projektowane założenie zbiorów ludo­
znawczych, uważanych powszechnie za niezwykle ważny czynnik
odrodzenia duchowego narodu. Wiedzą o tern dobrze Niemcy, zakłada­
jąc własnym kosztem zbiory ludoznawcze kaszubskie, a i redakcya
„Gryfa gorąco tę myśl propaguje, gdyż widzi w tych wszystkich prze­
jawach życia swojskiego, „objawiających się bądźto w podaniach, bajkach
i pieśniach, bądźto w obyczajach, strojach, budowie chat i świątyń fun­
dament przyszłości“. (Z. IV. i V., s. 97-101). Wierna zakreślonemu pro­
gramowi uwzględnia troskliwie powyższy postulat, zapoznając czytelników
z budownictwem kaszubskiem, zabobonami, literaturą, czyli wogóle kul­
turą ludową. Umieszczane stale rozliczne a ucieszne bajki i powiastki
przyczyniają się wielce do ożywienia pisma, dostarczają próbek języka
kaszubskiego i doskonale odtwarzają ducha oraz filozofię ludową. Nie— 416 —

___

_______

Materyały i poszukiwania

mniej ważne i ciekawe są pieśni kaszubskie (Frantówci), ogłaszane prze­
ważnie przez Fr. Sędzickiego. Do tekstu pieśni dołącza często wydawca
nuty, z których poznajemy charakter muzyki ludowej kaszubskiej.
Dobór artykułów historycznych, publicystycznych i literackich —
staranny; rubryka sprawozdań i krytyk prowadzona umiejętnie; kronika
informuje o ważniejszych wypadkach i sprawach na ziemi kaszubskiej.
W rezultacie musi się przyznać, że „Gryf“ należy bezsprzecznie
do najlepiej redagowanych tego rodzaju pism peryodycznych. Z tego po­
wodu zasługuje na rozpowszechnienie jak największe nie tylko Wśród
Kaszubów, lecz także w szerszych kołach społeczeństwa polskiego, jako
wzór pisma, które, wśród niezwykle ciężkich warunków oddane całe na
usługi pracy ideowej, godnie służbę pełni rycerską...
Stefan Vrtel.
Studien zur vergleichenden Literaturgeschichte. 9 Band. — 1909.
Heft II.
Fraenkel Siegmund w zapisku p. t. „Zu einem Briefe Lessings
und den Wanderanegdoten“ zwraca uwagę na anegdotę, która miała
pierwotnie wejść do. „Natana“ Lessinga i wskazuje na jej nalogie u Valeriusa Maximusa, Macrobiusa, Arabów i w średniowiecznych pismach
hebrajskich. — J. Klapper podaje nowy tekst legendy o Don Juanie,
znaleziony w rękopisie biblioteki uniwersyteckiej we Wrocławiu. Wersya
ta zbliżona jest bardzo do dramatu p. t. „Leontius“, granego w Ingolstadzie w r. 1615, a różni się tylko tern, że bohater podania nawraca się
i zostaje zbawiony, przedstawia więc typ Don Juana pokutującego. —
Wilhelm Moestue ocenia wykłady Uhlanda o sagach północnych
z lat 1831-32. Autor tego studyum udowadnia, że Uhland nietylko opa­
nował cały matery .ł, lecz że umiał też doskonale uchwycić sposób
myślenia i czucia dawnych Skandynawów; dlatego badania jego, choć
przestarzałe, to jednak dziś jeszcze godne poznania.
Heft HI. S. 284. Theodor Zachariae omawia źródła facecyi
o zwlekającym złodzieju w dziele Tendlaua , Fellmeiers Abende“ S. 151
i odnosi ją do księgi ludowej żydowsko-niemieckiej Simchath hannefesch.
Treścią tej anekdoty motyw, że złodziej obłowiwszy się dobrze, poczyna
nagle liczyć pieniądze lub upijać się skradzionem winem. Wskazuje też
autor na liczne analogie.
Heft IV. Str. 451. Pietro Toldo roztrząsa w dalszym ciągu
życie i cuda Świętych średniowiecznych, a mianowicie dary niebie­
skie. Pisarze średniowieczni wyobrażają sobie niebo, jako używanie
przyjemności ziemskich w x-tej potędze Nagromadzone te skarby w niebie
czyto w drogocennych szatach czy pożywieniu przepysznem stają się
w szczególny sposób nieraz udziałem żyjących jeszcze na ziemi pustel­
ników, męczenników i innych mężów bogobojnych i miłosiernych. Ze­
stawia też autor analogie z literatury indyjskiej i greckiej i wskazuje, jak
i tamte bóstwa pod względem hojności nie pozostają zupełnie w tyle za
chrześciańskiemi. S. 468. C. C o rn i 11 zaznacza krótko pierwszy tom Dähnhardta Natursagen, nie zwracając jednak uwagi na folklorystyczną stronę
dzieła. S. 515. Otto Bóckel bardzo pochlebnie wyraża się o materyałach

— 417 —

Recenzye i sprawozdania
z Tyrolu, zebranych przez Friedricha Kohla pt. Heitere Volksgesänge
aus Tirol. Die Tiroler Bauernhochzeit. (Quellen und Forschungen
zur deutschen Volkskunde. Hrsg. v. E. K. Blümml Bd. I. Bd. 111.)
Kończąc omówienie tego cennego pisma musimy zaznaczyć ze
smutkiem, że jest to ostatni rocznik tego wydawnictwa, gdyż pismo z nie­
wiadomych nam bliżej powodów przestało wychodzić. Niezwykła to
szkoda, bo literatura porównawcza traci swój ostatni organ. Wychodzi
wprawdzie „Zeitschrift f. vgl. Literaturgeschichte“ ale bardzo nieregular­
nie i jej zresztą losy niepewne, wobec tego, że z redaktorów Prof. Wetz
zmarł, a Prof. Becker usunął się od redakcyi.
Należy się Dr. Max. Kochowi uznanie za kierowanie tern pismem
przez 9 lat, którego wynikiem 9 roczników „Studien“, pełnych pierwszo­
rzędnego materjału naukowego.

Adam Fischer.

— 418

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.