95c0d3e04022a300cf5bf436763000ce.pdf

Media

Part of Recenzje i sprawozdania, cz.3 / Lud, 1910, t.16

extracted text
RECENZYE I SPRAWOZDANIA.
—<xr—to —

Franciszek Krzywda Polkowski: Krzyże na Litwie, rysował latem
r. 1908 dla J. lir. Przeździeckiego z Rakiszek... (Materyały. Wydawnictwo
Towarzystwa „Polska Sztuka Stosowana“ w Krakowie, Zeszyt XII.). Kra­
ków 1909. Str. 4 nl + 13 tabl. ni.
Nie jest rzeczą czystego przypadku tylko, że krzyże i kapliczki
litewski e właśnie doczekały się w krótkim przeciągu czasu już dru­
giej z rzędu publikacyi. Z pierwszej, p. t. Michał Brenstejn: Krzyże
i kapliczki żmudzkie. Materyały do sztuki ludowej na Litwie (Kraków
1906, nakładem Akademii Umiejętności) zdawałem już krótko sprawę
w „Ludzie“ (tom XIII, rok 1907, str. 344 -345), gdzie na podstawie cen­
nej pracy M. Brenstejna miałem sposobność zwrócić uwagę na odręb­
ność charakteru i stylu tych krzyżów i kapliczek, różnych w wysokim
stopniu od wszystkich, które się spotyka w innych dzielnicach Pol­
ski. Krzyże i kapliczki przydrożne stanowią wszędzie charakterystyczne
znamię polskiego pejzażu, na Litwie jednak należą do znamion najisto­
tniejszych a są tern jeszcze cenniejsze, że odznaczają się rzadką piękno­
ścią i bogactwem form ornamentyki ludowej.
Na razie jest jeszcze na Litwie tych pysznych okazów ludowej
sztuki bardzo wiele. „Chłop litewski — pisze Fr. K. Polkowski w swej
publikacyi — często wznosił krzyże (kriżas/ Każda uroczystość rodzinna
smutna czy radosna -- to krzyż nowy lub kapliczka. I we wsi krzyż chyli
swe spróchniałe ramiona niemal przy każdej zagrodzie. Wszędzie: na
drogach rozstajnych, na sosnach lub dębach samotnikach, na lasu skraju,
krzyż lub kapliczka z Chrystusem frasobliwym („Smutkielis“) lub M. Bo­
ską. Wielkie kamienie napływowe na polu lub w lesie, źródlisko wody rze-

— 318 —

Recenzye i sprawozdania
komo leczniczej — to powód i podstawa dla krzyża. Posiadają one dziwny
sentyment: chylące się, ze strzaskanem często ramieniem, z zawieszoną
na jednej ręce na gwoździu Męką, o wyblakłych i cudnie zharmonizowa­
nych przez patynę barwach, są w swoim rodzaju jedyne, barbarzyńskie,
a poetyczne. O zmierzchu zdaleka, cmentarzysko takie, prawie zawsze
na wzgórzu położone, nastroszone krzyżami, co poprzez gałęzie brzóz
widmrwo wyzierają, z jarzębinami po rogach, ciche i zapomniane, przesmutne czyni wrażenie. Okala je zazwyczaj niewysoki murek z kamieni
polnych, gontem kryty, z bramką często bardzo ciekawą, naiwnie naśla­
dującą jakieś niedomówione baroki kościelne, z Archaniołem w niszy
czoła, z furtą często wywaloną, przez którą wkraczasz brnąc w wysokiej
trawie i liliach ognistych, aż napotkasz zwalony krzyż — olbrzym z pię­
trzącymi się dachami, z Chrystusem, Cherubinami i Świętymi, śpiącymi
w kwiatach: nie podźwignięty przez nikogo, dogorywa, murszejąc". Z cza­
sem coraz więcej dawnych krzyżów litewskich wali się z głuchym łosko­
tem na puszystą trawę i gnije, próchnieje... A nowo stawiane krzyze i ka­
pliczki są już zupełnie inne, nieciekawe, od dawnych przykro odmienne,
choć trwalsze może.
Otóż i drugi powód, dla którego etnografowie i artyści na zanika­
jące zwolna krzyże litewskie baczną zwracają uwagę i przekazują w swych
pracach bogaty materyał, który pozatem dla niedalekiej już potomności
wcale zdaje się nie będzie dostępny.
Publikacya niniejsza przynosi dwadzieścia sześć doskonałych reprodukcyi z rysunków Fr. K. Polkowskiego, z czego dziesięć jest kolo­
rowych (wykonanych w druku trójbarwnym).
Główna wartość tego luksusowo wprost wydanego zeszytu „Materyałów“ polega właśnie na owych rysunkach, które nie tylko mniej
lub więcej wiernie i dokładnie oddają kształty litewskich krzyżów przy­
drożnych, ale nadto, zwłaszcza dzięki barwnym reprodukcyom, dają złu­
dzenie, że się samemu bezpośrednio ogląda i widzi te krzyże w rzeczy­
wistych barwach i świetle, w barwach łagodnie stonowanych atmosfery­
cznymi wpływami.
Tekst, który stanowi niejako wstęp do tego albumu rysunków, po
krotce tylko informuje, że studya swe ograniczył Fr. K. Polkowski na
razie tylko do skrawków dwu powiatów: Jeziorowskiego (obecnie: NowoAleksandrowskiego) i Wilkomierskiego, w promieniu kilkudziesięcio-wiorstowym od Rakiszek, oraz podaje krótką charakterystykę krzyżów litew­
skich z tych okolic wogóle. W charakterystyce swej podaje autor mniejwięcej te same typy krzyżów, które podał już przedtem M. Brenstejn,
z tą jeszcze różnicą, że ten ostatni zwrócił w swej pracy (bądącej ró­
wnocześnie naukowe m, krytycznem opracowaniem bogatego materyału, illustrowanem 115 rycinami) większą uwagę także na kapliczki
przydrożne, podczas gdy Fr. Polkowski mówi o nich, że są one na „ogół
mniej ciekawe“; jakkolwiek już figura św. Jana Nepomucena na drodze
do Rakiszek“ reprodukowana według barwnego rysunku kredkowego,
wyraźnie temu przeczy.
W ogólności różnice między dwiema publikacyami, M. Brenstejna
i Fr. K. Polkowskiego, zarysowuje się zupełnie wyraźnie. M. Brenstejn

319 —

Recenzye i sprawozdania
obrobił swój temat ze stanowiska uczonego, badacza, który nie za­
dowala się samem tylko nagromadzeniem surowego materyału, lecz
opracowuje go nadto krytycznie, uwzględniając całą dotyczącą literaturę,
tworząc wreszcie pewną syntezę, a Fr. K. Polkowski patrzył na swój
przedmiot przedewszystkiem okiem wrażliwego na barwy i kształty ar­
tysty, a pracą swoją chciał ocalić „te resztki swoistej idei piękna, tlelącej przez okresy pogaństwa i wiary katolickiej, idei, która wraz z ję­
zykiem przetrwała zmienne koleje kultury“, chciał zachować je od zni­
Uznanie należy się autorowi za trud mozolny, Towarzystwu „Pol­
ska Sztuka Stosowana“ za wytworne wydanie tej pracy, przedewszyst­
kiem jednak hr. Przeździeckiemu, który sam myśl tak piękną powziął,
a pomocą materyalną urzeczywistnienie jej przyspieszył.
Mieczysław Treter.
Janlewicz Or. M. Opyt objaśnienia legendy ob „Iwikowych. żura­
wiach“. Czernigow. Tipografía Gubernskawo Prawienia, 1908. str. 16.
Podania świata starożytnego nie przechowały nam się w jakimś
specyalnym zbiorze, ale poznajemy ich bogactwo pośrednio przez liczne
wzmianki w epopeji, komedyi, bajce ezopowej, Herodotowej historyi, a także
przez na pół anegdotyczne biografie, jak żywoty Ariona, Epimenidesa
z Krety, Pitagorasa. Szczególnie atoli ulubione nawiązywanie tych podań
do ptov T6Â0S. Do tego rodzaju opowieści należy też baśń o żura­
wiach 1 b i k a.
Szereg wersyi tego podania omawia w sposób bardzo ujmujący
p. J., a godny szczególnie pochwały ze względu na wielką ostrożność
w wydawaniu sądów o zależności poszczególnych wersyi od siebie
i o źródle samego podania. Zbyteczne byłoby powtarzać wszystkie wy­
wody autora; wystarczy chyba zaznaczyć wersye uwzględnione.
Autor rozrzucił je po całej rozprawce; nie od rzeczy będzie uło­
żyć je w grupy, zwykle przyjęte przez badaczy folkloru.
Odnośnie do podania Ibikowego należy wyróżnić przedewszystkiem
grupę podań szczególnie zbliżoną do znanej powszechnie wersyi gre­
ckiej : z tej pierwszej grupy wymienił autor : Epitaphium Antypatra Sydońskiego, wersyę leksykografa Suidasa, Plutarcha (de garull. 14), wersyę
perską Anwâr i Souhaili (Les lumières de Canope) Huseina-ben-Ali (1494),
ustęp w biografii Pitagorasa przez Jamblichosa, gdzie Jamblichos do Pi­
tagorasa przystosował motywy podania o Ibiku; uwzględnione też zo­
stały zbliżone odmianki: zapisana przez Amalfiego legenda z Tagiano
(Ztschr. d.. Ver. f. Vk. 1896 S. 115) a nadto ustęp u Carla Cassalicio:
Utile col dolce 1761 r. Z dzieł traktujących o legendzie zna autor Welckera, Kleinere Schriften Bd. 1. s. 100 — 109 i poglądy Schneidewina, Midiera, Flacha, Christa, Marksa, dotyczące genezy podania.
Druga grupa podań z motywem ptaków-mścicieli to legenda nie­
miecka o św. Meinradzie (K. Brandes. Der heilige Meinrad, 1885 s. 67—72).
Trzecia grupa odznacza się tern, że miejsce Ibika zajmuje żyd,
a rozbójnicy zastąpieni sługą królewskim. J. zna z tej grupy opowiada­
nie u Zambriniego Libro di novelle antiche i Bonera Edelstein. Fab. 61.

— 320 -

Recenzye i sprawozdania
Z tego zestawienia wynika, że autor nie wyczerpał ani drobnej
części olbrzymiej ilości waryantów, jakie tnógł poznać przedewszystkiem na podstawie niezwykle dokładnych, jak zawsze, zestawień R. Ko­
hlera i J. Boltego. (R. Kohler wrecenzyi Zambriniego, Libro di novelle
antiche, Gött. Gel. Anz. 1869 s. 763—9, a nadto z przypiskami Boltego
w Kleinere Schriften T. 11. s. 563 i n.).
Należało więc dodać do pierwszej grupy: Niederhöffer, Volkssa­
gen Mecklenburgs 1. 26, Cabinet des Fées, XVIII. 67, Diez, Denkwürdig­
keiten von Asien II. 339, Loiseleur - Deslongchamps, Les 1001 jours
s. 511, Eastwick, Anwâr - i - Suhaili s. 449.
Do tej pierwszej grupy dodałbym wzmiankę u Zenobiosa, (Centu­
ria) i w Ausoniusa, Idyllia monosyllaba, zestawione w C. Sylvio Ko­
hlera, Das Tierleben im Sprichwort der Griechen und Römer, Leipzig,
1881, s. 105, Nr. 22, 23.
W grupie drugiej brak: E. Osenbrüggen, die Raben des h. Meinrad,
Schaffhausen. 1861, M. Crusius, Annales suevici 11. 2, 11, Götzinger
Deutsche Dichter I. 337, Wackermagel, 'Gma irTepôevra S. 15, Michael
Caspar Lundort's Wissbadisch Wiesenbrünnlein 1. nr. 19 według Etterlina,
Chronik, 1—4 = R. Köhler Kl. Sehr. t. III. s. 64.
Szczególnie do grupy trzeciej wiele wypada dodać uzupełnień :
Anonymus Neveleti 59 (De Judaeo et pincerna), Robert, Fables inédites
II. 482, Lassbergs Liedersaal II. 601, Altd. Blätter I. 118, B. Waldis IV.
20, Jubinal, Lettres a M. le Ct. de Salvandy s. 145 „Les corbeaux de
Gévaudan 1867 (Revue crit. 1869, I. 409). Libro de los enxemplos 96, Grünbaum, Jüdisch - deutsche Chrestomathie s. 431, 447, Harsdörffer,
Schauplatz lust-und lehrreicher Geschichte 1651, II. 307 nr. 182. Schmid
Ch. Ges. Sehr. 1861, 16, 63. 1001 Nacht XIV. 201, Mitt. d. Ver. f. jüd. Vk.
II. 21. Do wersyi tych dodałbym też uwagi w Gröbera, Grundriss d. rom.
Phil. Strassb. 1902. II. Bd. I. Abt. s. 908, nadto Foerstera, Lyoner Ysopet
s. 133, Grimm, Märchen 2, 1850 Nr. 115, wreszcie K. Goedeke, Deutsche
Dichtung im Mittelalter. Hanover, 1854, s. 664 i nast.
Gdyby autor był w stanie wszystkie te opracowania uwzględnić,
studyum jego zyskałoby oczywiście niepomiernie na wartości; lecz i tak
nie jest ono bez znaczenia dla badań folklorystycznych porównawczych,
bo uwzględnia wersye nieznane Kohlerowi i Boltemu; tak wska­
zuje np. na podania pod pewnymi względami analogiczne do baśni Ibikowej, ale z zatraconym zasadniczym motywem ptaka mściciela zbrodni,
a mianowicie Rudczenko. Narodn. jużno-russk. skazki I. 79. i Sumcow,
Kijewskaja Starina, 1883, sierpień 206; przy omawianiu zaś wątku pta­
ków, odkrywających zbrodnię, a w niektórych wersyach bardziej czyn­
nych, ścigających wprost zbrodniarza, wskazuje na podobny motyw du­
chów ptaków karzących nielitościwego pana w Dziadach Mickiewicza.
Więc ogólnie krótki ten szkic robi wcale dobre wrażenie a niezu­
pełne wyczerpanie odnośnego materyału należy usprawiedliwić zapewne
tern, że autor, prof. gimn. w Starodubie, nie mógł korzystać z większych
księgozbiorów.
Adam Fischer.
— 321 —

Recenzye i sprawozdania
Prof. Dr. Karol Hadaczek, konserwator: Cmentarzysko Ciało­
palne koło Przeworska (z epoki cesarstwa rzymskiego) odkopał i kryty­
cznie opisał... (z 9 figurami w tekście i atlasem przedmiotów). We Lwo­
wie, nakładem Grona c. k. Konserwatorów, 1909, z drukarni W. A. Szyjkowskiego. Fok. str. 21. + XXI tablic.
Co pewien okres czasu prowadzi Prof. Hadaczek w Galicyi swe
poszukiwania archeologiczne, które zazwyczaj uwieńczone są bardzo po­
myślnym wynikiem. Wykopaliska wydzierane ziemi przez prof. Hadaczka
z warstw najstarszych, wzbogacają muzea polskie, jak Muzeum im. XX.
Lubomirskich i Muzeum hr. Dzieduszyckich, a nadto rozwijający się obe­
cnie bardzo pięknie gabinet archeologiczny Uniwersytetu lwowskiego,
stwierdzają lub obalają różne hypotezy, dawniej postawione, dotyczące
kwestyi zamieszkania w odległych epokach ziem teraźniejszej Polski,
oraz rodzaju kultury, jaka wówczas powstawała i kwitnęła, a przez to
rozszerzają i pogłębiają wielce naszą wiedzę archeologiczną, która w Pol­
sce współczesnej tak niewielu ma przedstawicieli.
Przy przeprowadzaniu robót melioracyinych na obszarze Ordynacyi Przeworskiej Andrzeja ks. Lubomirskiego, zdobyto trzy ważne po­
mniki z doby przedhistorycznej.
W r. 1903 znaleziono na łanie dworskim koło Białoboków resztki
cmentarzyska urnowego, zniszczonego jednak prawie zupełnie, tak, że
ocalało tylko kilka urn z przystawkami i kawałki szpil bronzowych, na
podstawie których wnosi prof. Hadaczek, że cmentarzysko to pochodzi
z pierwszej połowy pierwszego tysiąclecia przed narodzeniem Chrystusa.
Tej samej epoce przypisuje prof. Hadaczek pyszny skarb bronzowy, zna­
leziony w październiku 1905 r. w pobliżu wsi Maćkówki, obejmujący 49
bronzów, które przechowane są obecnie w Muzeum im. XX. Lubomir­
skich we Lwowie*).
W r. 1904 natrafił prof. Hadaczek na ślad wielkiego cmentarzyska
ciałopalnego z epoki późnego cesarstwa rzymskiego, a w lecie następ­
nego roku, po przeprowadzeniu systematycznych wykopalisk dokończył
swych badań, które przyniosły bardzo piękne wyniki naukowe.
Cmentarzysko, odkryte przez prof. Hadaczka koło Przeworska, na
łanie dworskim, zwanym „Łopaty“, lub: „Za groblą“, miało kształt niere­
gularnego czworoboku ¡zachowało się w niem częściowo bardzo dobrze 180
grobów, w których liczbie rozpoznał prof. Hadaczek 68 grobów męskich, a 49
żeńskich, kierując się temi danemi, jakich dostarczyły charakterystyczne
przedmioty, dodawane do grobu przeddziejowym nieboszczykom po spa­
leniu, a więc broń rozmaita w grobach męskich, a ciężarki do wrzecion,
perły i t. p. przedmioty w grobach żeńskich.
W cennej swej, a tak bardzo interesującej pracy, podaje prof. Ha­
daczek wzorowo opracowany spis grobów, wraz z ich zawartością, po­
czerń charakteryzuje wykopane przedmioty, dzieląc je na dwie grupy:
*) Opis tego skarbu pomieścił prof. Hadaczek w „Jahrbuch der
k. k. Zentral-Comission für Kunst und historische Denkmale“ (Bd. IV.,
1906, str. 257) p. t. „Ein neuer Bronzedepotfund aus Galizien“.
— 322 —

Receńzye i sprawozdania
„jedną tworzą rzeczy, które należały do stroju, lub też bliżej określały
zakres działania zmarłych mężczyzn i niewiast, druga obejmuje okazy
ceramiczne, to jest właściwe urny i naczynia, umieszczane na stosie cia­
łopalnym, które są zwyczajnie potłuczone i ogniem uszkodzone“. Do
stroju służyły fibule, sprzączki, grzebienie kościane i naszyjniki; z broni
znajdowano dzidy żelazne, umba i rączki, należące do tarcz, żelazne
wieszadełka (ułatwiające wygodne kierowanie tarczą w czasie walki),
groty od strzał, rzadziej miecze, ostrogi, osełki, oraz żelazne części uprzęży
końskiej, a najrzadziej młotki żelazne, siekierki dłutka, gwoździe i szty­
fty. W grobach żeńskich znajdowano terrakotowe ciężarki od wrzecion,
igły żelazne, oraz jakieś „charakterystyczne przedmioty zamknięte, po
których pozostały żelazne haczyki i blachy z dziurkami“ O wiele więcej
jeszcze cenne są wykopaliska z zakresu ceramiki. Dzieli je prof. Hadaczek również na dwie grupy: naczynia grobowcowe t. j. urny właściwe,
wśród których wyróżnia naczynia szare, prostego wyrobu, oraz naczynia
wyrobu szlachetnego i kształtów ozdobnych ; te ostatnie właśnie nadają
całemu cmentarzysku odrębnego charakteru. Co do kształtu, są tam prze­
ważnie urny podobne do wielkiego kubka, często z meandrem, zdobiącym
fryz urny, dalej urny z brzuśccem załamanym, urny puharowate, opatrzone
w uszka, jedna podobna do starożytnego krateru z nóżką i trzema uszka­
mi pod krawędzią otworu, i inne. Wśród naczyń domowych przeważają
kubki i czarki, niektóre pięknie ornamentowane.
Najcenniejsza część pracy, syntetyczna, to rozdział, zatytułowany:
Chronologia cmentarzyska, jego kultura i problem etniczny.
Na podstawie krytycznej analizy wykopalisk ceramicznych określa
prof. Hadaczek odkryte przez siebie cmentarzysko, jako należące do
epoki największego rozkwitu rzymskiej Pannonii, Noricum i Germanu,
t. j. na drugi i trzeci wiek po Chr., oraz łączy je ściśle z ogromną
grupą wykopalisk, rozrzuconych na wielkim obszarze, przypisanym przez
archeologów szczepom germańskim; podobną kulturę spotykamy, jak to
prof. Hadaczek wykazuje, na całej wielkiej przestrzeni między Łabą a Bu­
giem, Górami Czeskiemi i Karpatami a Bałtykiem.
Osobną uwagę zwrócić jeszcze należy na wyborne reprodukcye
w liczbie dziewięćdziesięciu, które doskonale ¡Ilustrują cenne a jasne
wywody prof. Hadaczka.
Mieczysław Treter.

Wörter und Sachen. Zeitschrift für Sprach- und Sachforschung,
herausgegeben von R. Meringer, W. Meyer-Lübke, J.J. Mikkola, R-Much,
M. Murko. Band 11. Heft 1. (Bogen 1-20) mit 27 Abbildungen. Heidel­
berg, Karl Winter, 1910. Str. 160 4L 16 Mk.
Nowe to wydawnictwo można z prawdziwą powitać radością. Cel
pisma streszcza się w cytacie na karcie tytułowej z jakóba Grimma.
„Sprachforschung, der ich anhänge und von der ich ausgehe, hat mich
doch nie in der Weise befriedigen können, dass ich nicht immer gern
von den Wörtern zu den Sachen gelangt wäre“.

— 323 -

Recenzye i sprawozdania
Cel ten pismo w zupełności urzeczywistnia. Objaśnia razem słowa
i rzeczy, a tą drogą dochodzi do trafnego rozwikłania różnych niejasnych
kwestyi, dotąd nie rozstrzygniętych. W wymienionym wyżej zeszycie za­
warto rozprawy: Th. Blocha, Altindisch udupa, rśi, gardabhd; F. Kaufmanna, Altdeutsche Genossenschaften; O. Behaghla, Die deutschen Wei­
ler-Orte, a wreszcie rozprawę M. Murki p. t. Das Grab als Tisch;
ta ostatnia nas szczególnie interesuje tak swym tematem, jak uwzglę­
dnionym polskim materyałem i należy ją tu dokładniej rozpatrzyć.
Autorowi do rozważań tych dała powód wzmianka J. Strzygowskiego
wtemże piśmie (I, 70), że stół w kształcie sigma (sigmaförmig), który jako
stół klasztorny wpłynął na najstarszy typ refektarza, miał dziwne zastoso­
wanie jako chrześciański i arabski kamień grobowy i ołtarzowa płyta.
Meringer (s. 181) dał trafne wyjaśnienie ludoznawcze z zakresu kultu
zmarłych, a pozostawało tylko stwierdzić, czy fakt ten nie zostawił jakichś
śladów w języku. Spotkanie wyrazu ruskiego „trapezuwuty" oznaczającego
„odbywać stypę“ a także „siedzieć przy stole“ nakłoniło Murkę do dal­
szych poszukiwań, uwieńczonych pomyślnym rezultatem.
Przedewszystkiem charakteryzuje autor krótko stypy odbywające
się po pogrzebie, na cmentarzu u Bułgarów, Serbów, w Bośnii, Czarno­
górze, Dalmacyi, Krainie i u Rusinów. Zwyczaje bardzo zbliżone w swym
zasadniczym typie, ale różniące się ubocznymi szczegółami, jużto docho­
wane prawie w formie pierwotnej, jużto tylko jako resztki dawnego
zwyczaju.
Zwyczaje odbywania stypy tuż po pogrzebie na cmentarzu są jednak
stosunkowo nie tak częste, jak stypy odbywające się w pewne szczególne
dnie po pogrzebie czy śmierci. I przytacza autor cały szereg odmiennych
zwyczajów ze wszystkich krajów słowiańskich.
Osobny rozdział poświęcono zwyczajowi odprawiania styp w dnie
zaduszne i w dnie poświęcone przodkom zarówno u Słowian jak i u in­
nych ludów obcych, zamieszkujących obszar rosyjskiego państwa. Tu
uderzy nas ciekawy fakt, że wśród ludu polskiego i czeskiego nie
udało się spotkać współcześnie styp odprawianych na grobach.
Zestawienie różnych zwyczajów przy obchodzeniu tych „dziadów“
poucza nas, że niektóre z tych obrzędów przewyższają nawet niejednokro­
tnie swą pierwotnością zwyczaje Greków i Rzymian. Zachowały się te
dawne obrzędy we większej części Słowiańszczyzny, a przyczynił się
do tego głównie konserwatyzm greckiego kościoła.
Kult przodków występuje w starożytności szczególnie silnie w kul­
cie bohaterów, który przeszedł znów na chrześcijańskich męczenników.
Na cześć ich odprawiają agapy i one to dają nam wyjaśnienie, jak płyty
ołtarzowe mogły stać się kamieniani grobowymi i dają nowy materyał
do wyjaśnienia stołu w kształcie sigma. Zrazu związane z eucharystyą
i mszą św. wkrótce zmieniają swój charakter i upodabniają się w wy­
sokim stopniu do dawnych pogańskich zwyczajów czczenia przodków-bohaterów. Przynosi się na groby męczenników jadło i napoje, jak na groby
pogańskich herosów.
Do charakterystyki przytacza też M. ważne dowody z najstarszych
przedstawień agap, a nadto stoły agapowe znalezione w latach 1899/1900
— 324 —

Recenzye i sprawozdania
w Afryce, ważną szczególnie kaplicą biskupa Aleksandra w Tipasa, specyalny budynek, w którym odbywały się agapy wiernych w w. IV i V,
a miały już charakter więcej świecki jak kościelny.
Szczególny rozdział poświęca autor trwaniu greckiego wyrazu rpair^a
i innych obcych słów, pozostających w związku z kultem zmarłych w ję­
zykach słowiańskich. W Bułgaryi, Serbii i Rosyi używany bywa wyraz
trapeza (trpeza) w różnych znaczeniach, jużto jako stypa tuż po pogrzebie,
lub w szczególne dnie zaduszne, jużto jako stół do stypy, jużto jako
grupa osób, którą łączy kult zmarłych.
Objaśnił też Murko wyczerpująco wyrazy rosyjskie sorokoustije,
sorokoust'b, oznaczające czterdziestodniowe żałobne nabożeństwo, a pó­
źniej nabożeństwo w ogóle, dalej wyrazy bułgarskie posfarnik, posfarniće,
serbskie poskurica, paskurica, rosyjskie proskura, kutja, srb. kamina za­
miast zwykłego daća, ruskie knysz, polskie wilje, dane z Czarnogóry koritadi na oznaczenie stypy, bułg. pomana.
Osobny rozdział poświęcono rozpatrzeniu rzymsko - greckiego
wpływu na wiosenne święta umarłych u Słowian. U wszystkich Słowian
szczególnie powszechne są święta zaduszne, odbywane w czasie świąt
W. Nocy czy Zielonych Świątek. Natura cała wydaje się wówczas wzru­
szona, a także i umarli, którzy błądzą po świecie. Znane były te uroczy­
stości o tym czasie na cześć zmarłych już u Żydów, Greków, Rzymian
i t. d. Szczególnie znane u Rzymian święto rosalia, rosaria, dies rosae.
Imię i treść jego odnajduje się u Słowian. W Rosyi zwie się tydzień
przed Zielonemi Świętami tygodniem rusalnym (rusalnija nedelja), rusalnyj deń zowie się czwartek w tygodniu Zielonych Świątek. Niektórzy
dawni słowiańscy mitologowie wywodzili te nazwy od Rusałek, ale już
Miklosich wskazał, że mamy tu do czynienia raczej z rzymskiemi Rosaliami. Cały szereg nazw słowiańskich potwierdzających to przytacza
Murko. Ale znane są też święta róż w formach ruzićalo u Serbów i radunica u Rosyan.
Wyrażenie ruiicalo było dotąd dość niejasne. Upodabniano je do
drużicalo. M zwraca uwagą na to, że wyraz ten, trafiający się w Serbii,
u Serbów wschodniej Sławonii i w węgierskim zakątku nad Dunajem,
zastępuje miejsce bułgarskiego i rosyjskiego rusalja, które ustaliło się
pod wpływem greckim. Raźtćalo powstało z młodszego, a bardziej ludo­
wego rużica, będącego zdrobnieniem formy rula, oznaczającego nie tyle
różę, ale kwiat w ogóle. Z rużica utworzono regularnie ruźiiati se, po­
dobnie jak vjenćati, od vijenac, a oznacza wieńczyć się kwiatami. Przy­
stępuje tu zwykły suffix lo, a słowo samo odpowiada łać. dies rosationis.
Pouczające jest wyjaśnienie wyrazu radunica. Oznacza on wielka­
nocne święto zmarłych u Rosyan. Wywodzono go od tematu radost.
Ale wywodom tym brak było uzasadnienia tern więcej, że liczne względy
przemawiają za obcem pochodzeniem wyrazu. Są dowody bowiem, że
rosalia zwane były w średniowiecznem Bizancyum ń i,PiPa r&v PoSuv
odpow. łać. dies rosarum, a w niektórych legendach świętych spo­
tyka się wyrażenie po$i<rpós, ‘poSwvla odpow. łać. pratum rosarum
= Rosengarten. Można zaś przytoczyć cały szereg dowodów, w któ— 325

Recenzye i sprawozdania
rych „rosengarten“ oznacza cmentarz. A że właśnie cmentarze są miej­
scem tych wielkanocnych pieśni i uroczystości, dowodem tego są ruskie
hajiwki. Więc 'poSavia przeszła prawdopodobnie z Bizancyum do Rosyi.
Osobny rozdział poświęcił autor wyjaśnieniu łacińskiego silicernium. Z licznych wzmianek wynika, że wyraz ten oznacza każdą stypę
zarówno po pogrzebie, jak w pewne szczególne dnie. Nie pewne pozostaje czy odnosiło się to do stypy odprawiane] na grobie, czy w domu.
Niejasna była etymologia tego wyrazu, a Murko dopiero trafnie zauważa,
że należy go wyprowadzać od silex. Wynika stąd, że silicernia odbywały
się na grobach, pokrytych krzemieniami, które stanowiły okrycie i po­
dłoże grobów od najdawniejszych czasów. Później ten zwyczaj ograni­
czył się tylko do grobów samobójców i przestępców.
Tak się przedstawia w ogólnych zarysach treść studyum Murki,
niezwykle szerokiego swym zakresem i dającego właśnie dowód, do jak
ciekawych a nowych wyników dojść można, gdy się wiadomości filologi­
czne złączy z doskonałem znawstwem zwyczajów różnych ludów, w ogóle
ze znajomością realiów.
Do uwag tych możnaby dodać tylko parę jeszcze uzupełnień. I tak
do str. 100 uw. 1. przy omawianiu „Dziadów“ na Litwie należało zwrócić
uwagę na bardzo liczne spostrzeżenia rozrzucone w książce Al. Briicknera, Starożytna Litwa. Warszawa 1904. S. 35, 40, 43, 44, 45, 78, 79, 80,
81, 103, 105 (na tej stronie przytoczone świadectwo z r. 1583 odnosi się
też do zwyczajów przynoszenia potraw na groby u Rusinów), 110, 112,
125, 129, 162; materyał tu zgromadzony byłby zmodyfikował i zaokrą­
glił wywody Murki. Należało też może zaznaczyć opis stypy litewskiej,
podany przez J. Kallenbacha w rozprawie pt. Tło obrzędowe „Dziadów“
Lwów 1898 S. 15, a przytoczony z rzadkiej książki litewskiej pt. Budą Senowęs Lëtuwiu Kalnienu iz Zamajtiu iszraszę pagał senowęs Rasztu, Jokyb’s Łaukys. Petropilie 1845 s. 150—151.
Str. 103. Do roli jaja w rytuale pogrzebowym ludów spółczesnych
mógł autor liczne wskazówki znaleźć w rozprawce Witolda Klingera,
Jajko w zabobonie ludowym. Kraków 1908 (Rozpr. Akad. Urn. wydz. fil.
t. 45) str. 9 i nast. Byłby tu mógł znaleźć szczególnie ciekawe wzmianki
ze źródeł polskich, jak np. ustęp w „Miracula S. Hedwigis“ z XIII w.
(Monum. Polon, hist. IV. 601. = Lud X 217). Możnaby też tu zwrócić uwagę
na materyał podany przez W. Kosińskiego. (Lud. XV. s. 356,) który nam
daje dowód o używaniu dziś jeszcze jaj w rytuale pogrzebowym.
Str. 108. Do świadectw o wspominkach w Polsce nielicznych a nie­
pewnych należałoby dodać wzmiankę w kazaniach z XV wieku Michała
Janowca, że niecono na pamiątkę dziadów ognie, t.zw. gromadki w wielką
środę. Zwrócił na to uwagę A. Brückner. Literatura religijna t. I. s. 44 i n.
Również w kazaniach jakiegoś anonima z pierwszej połowy XV wieku
mowa, że w wielki czwartek zostawiają resztki potraw dla dusz zmarłych.
(Brückner, Literatura religijna I. s. 49).
Warto też tu nadmienić ciekawy materyał ogłoszony w bieżącym
roczniku „Ludu“ (1910 s. 58), a mianowicie akt z ksiąg grodzkich bieckich, podany przez Fr. Bujaka, a stwierdzający istnienie stypy na cześć

— 326

Recenzye i sprawozdania
zmarłego, urządzonej przez osoby stanu szlacheckiego po nabożeństwie
żałobnem w rocznicę śmierci.
Gdyby się zrobiło większe i pilniejsze poszukiwania, znalazłoby
się moje jeszcze niejedno uzupełnienie z polskiego folkloru ; powiększy­
łoby ono zakres materyału, omówionego w studyum Murki, ale bardzo
wyjątkowo zmieniłoby wyniki jego badań. Zresztą bowiem uwzględniono
polski folklor we większej mierze niż zwykle i autor cytuje Wisłę, Zbiór
wiad. do antropol. kraj., Kolberga, studya Zdziarskiego, Kallenbacha
Karłowicza, Brucknera i i. A jako tak wszechstronne zasługuje raz je­
szcze na prawdziwe uznanie, jako cenny nabytek dla studyów nad zwy­
czajami „dziadów“ u Słowian i całym zakresem odnośnego słownictwa.
Adam Fischer.

— 327 —

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.