71822f0cc2e177f960088b678912b8e2.pdf

Media

Part of Recenzje i sprawozdania, cz. 1 / Lud, 1910, t.16

extracted text
RECENZYE I SPRAWOZDANIA.
--- <X---- x>--Nikel Emanuel. Die polnische Mundart des Oberschlesischen ludu
strienbezirks. Teil I. Inaugural-Dissertation zur Erlangung der Doktor­
würde genehmigt von der philosophischen Fakultät der Friedr.-WilhelmsUniversität zu Berlin, von E. Nikel aus Zabrze. Berlin, 1908, w 8-ce, str. 46
Rozprawa powyższa poświęcona jest badaniu właściwości mowy
polskiej na Śląsku Górnym w jego części przemysłowej, obejmującej dzi­
siejszy okrąg z miejscowościami: Zabrze, Bytom, Katowice, jako też część
sąsiedniego okręgu z Gliwicami, Tarnówicą, Pszczyną i Rybnikiem. Lud­
ność tego obszaru ziemi Śląskiej jest przeważnie polska i ojczystej mowy
w życiu codziennym używająca. Mowa ta, oczywiście, skutkiem wpływu
niemieckiego zawiera sporo giermanizmów; mimo to nie przestaje być
polska; przytym ludność posiada rozbudzoną dążność świadomą do sza­
nowania tej mowy jako puścizny po przodkach odziedziczonej.
Wyobrażenie bardzo dokładne o mowie ludowej tej części Śląska
dają opowieści z licznych jej miejscowości, spisane z ust ludu przed 40-tu
laty przez ś. p. prof. L. Malinowskiego i ogłoszone p. t. Powieści ludu
polskiego na Śląsku w t. V-ym wydawnictwa Akademji Umiejętności p. nMaterjały antropologiczno-archeologiczne i etnograficzne (Kraków, 1901,
159—187). Pieśni ludowe z tychże okolic znacznie dawniej ogłosił Juljusz
Roger w swoim zbiorze „Pieśni ludu Polskiego w Górnym Szląsku“; ale
w tekstach tych pieśni właściwości djalektyczne mowy Górnoślązaków
bardzo słabo są uwzględnione. Niektóre z tych pieśni, w liczbie 23, ogło­
sił nanowo L. Starościk (w Archiv f. slav. Philol. VIII, 463—476) w for­
mie poprawnej, zgodnej z wymawianiem ludności południowego obszaru
tej części Śląska.

— 103 —

Recenzye i sprawozdania
Studjum djalektologiczne p. Nikła oparte jest na dokładnej obser­
wacji właściwości tej mowy. Autor, urodzony na tej ziemi i tam zamiesz­
kały, włada tym narzeczem biegle i miał możność przez szereg lat sły­
szeć mówiących i obserwować ich osobliwości gwarowe w różnych sto­
sunkach życia codziennego. Zgromadził je więc w swej pracy, uporządko­
wał systematycznie i zjawiska, wymagające objaśnień, naukowo oświetlił.
Rozprawa ta obejmuje: 1) szczegółową głosownię mowy górnośląskiej
(str. 5—31); 2) z nauki o formach charakterystyczne właściwości, doty­
czące słoworodu imion, zaimków i słów; 3) niektóre osobliwości z za­
kresu deklinacji i konjugacji; 4) parę uwag o właściwościach skład­
niowych.
Głosownia opracowana najobszerniej, zjawisk bowiem w tej dzie­
dzinie narzecze to przedstawia najwięcej. Oto niektóre z nich; obok sa­
mogłosek jasnych, mowa górnośląska ma i pochylone a, ó, e, wymawia­
nie jednak tylko o pochylonego jest takie samo jak w innych gwarach,
t. j. stanowi brzmienie pośrednie pomiędzy ó i a, czasem bliższe o, w in­
nych znowu razach równe u, jak to mamy i w wymawianiu ogólnopol­
skim warstw wykształconych; samogłoski zaś a i e różnią sią pod wzglę­
dem artykulacji od innych polskich brzmień a i e, mianowicie są to sa­
mogłoski blizkie o i y, nawet a ma niekiedy brzmienie = ó.
W zakresie samogłosek nosowych mowa górnośląska zatraciła no­
sowe a (an); autor notuje tylko przysłówek kanś (znaczący kędyś, do­
kądś), w którym brzmienie an zachowało się; natomiast ą i £ żyją w mo­
wie tej, ale są to brzmienia nosowe, oparte na podstawie o i e, na końcu
jednak wyrazów nie wymawiają się nosowo, co zresztą jest zjawiskiem
znanym i w języku ogólnopolskim. W środku wyrazów samogłoski nosowe
wymawiane są wyraźnie przed spółgłoskami s ś sz i z ź ż, i przed eh.-,
przed spółgłoskami zaś tylnojęzykowemi k g k’ g' nosowy element sa­
mogłoski zastępowany jest spółgłoską tylnojęzykową n t. j. zamiast
ą i ę słychać ón en (renka, rónk, nienki, dróngi i t. p.). Rozkład samogłoski
nosowej na dwa elementy, e lub ó i spółgłoskę nosową n lub m, uwydat­
nia się wyraźniej w wymawianiu przed zębowemi i afrykatami, jak np.
w wyrazach: pienta, kont, zajónc, jenczmień, oraz przed wargowemi, np.
zómb, zemby, gouembie, kómpiel i t. p.
W wyrazach, gdzie następują po sobie: samogłoska + ń a potym
przedniojęzykowa sycząca (np. pański), wytwarza się szczególny rodzaj
samogłoski nosowej, mianowicie zamiast ń występuje element podniebienny /, które łączy się z poprzedzającą samogłoską w dwugłoskę,
ń zaś traci brzmienie osobnej spółgłoski nosowej i słyszeć się daje jako
rezonans nosowy poprzedzającej dwugłoski; tym sposobem powstaje
dwugłoska nosowa, wymawiana podobnie jak samogłoska nosowa, której
wszakże podstawą nie jest samogłoska (a), lecz dwugłoska (aj), np.
pajnski (= pański), tójnszy (tańszy), ćej"szy (ćeńszy), torójnski (toruński),
ryjnski (reński).
Mówiący tym narzeczem zamieniają przedniojęzykowe ł wargowym
« spółgłoskowym, np. tuusty (tłusty), stodoua, chauupa, uąka (łąka) i t. p.
Brzmienia podniebienne ś ź ć dż ń są zawsze brzmieniami pojedyńczymi bez względu na to, jakiego rodzaju jest brzmienie po nich na-

— 104

Recenzye i sprawozdania
stępujące; spółgłoski zaś wargowe podniebienne b’ p’ w’ f m’ ¡tylnojęzy­
kowe podniebienne k’ g’ są brzmieniami pojedynczymi tylko przed następ­
ną samogłoską i: bić, pisać, kij, ginąć, misa; przed każdą zaś inną
samogłoską spółgłoski te wymawiają się dyftongowo, dwugłosowo, t. j.
jak: bj, pj, wj, fj, mj,kj, gj: pjasek, bjały, wjać, kjedy, mjałi t. p. Dodajmy
nawiasem: jest to także właściwością wymowy znacznej części mieszkań­
ców Lwowa (pjana, bjała, wjosna, mjasto...).
Po przedstawieniu tych znamion charakterystycznych mowy górno­
śląskiej, autor zajmuje się w dalszym ciągu wykazaniem jej stosunku-.do
języka ogólnopolskiego. Mamy więc systematycznie zgrupowane właści­
wości tej mowy fonetyczne, dotyczące samogłosek, jak np. zamiana
brzmienia a na e przed y, np. dej, dejcie = og. poi. daj, dajcie, uciekejmy = uciekajmy, nejwięcy = najwięcej, przedej = przedaj, Mikouej
= Mikołaj; zamiana i na ó (u) przed następnym końcowym u spółgłos­
kowym, np. rob’óu (robił), góńóu (gonił) itp.; ściągnięcie ogólnopolskie ej
na końcu wyrazów w brzmienie i, y, w formach żeńskich dopełniacza,
celownika i miejscownika przymiotników: wielki, suaby, ślepy, zamiast
og. pols. wielkiej, słabej, ślepej itp.; zachowanie samogłoski rdzennej
e przed spółgłoską twardą, zamiast og. pols. o, np. ńesa (niosę , ńesóm
(niosą), wieża — wiezóm, biera — bieróm, jako też: ńes, gńet, wiedua...
(og. pols. niósł, gniótł, wiodłal; podobnie w wyrazach: mietua (miotła),
pomietuo, pieron, pieuón (piołun), cera. Autor zjawiska te przypisuje
wpływowi sąsiednich gwar czesko-morawskich. Może to jednak dotyczeć
tylko wyrazu cera (og. pols. córa, czes. dcera, wymawiane „cera“);
w innych razach zjawisko utrzymania się e rdzennego (niesę, gnietę...)
jest wynikiem przystosowania tych form do liczebnej większości form
pozostałych z pierwotnym prawidłowym e (niesiesz, niesie...) i nie moż­
na go przypisywać wpływowi języków obcych, choćby tylko dla tego,
że jest ono pospolite w wielu gwarach polskich, oddalonych zupełnie
od wpływów obcych.
Bardzo szczegółowo i dokładnie przedstawione są wypadki zacho­
wania się w mowie górnośląskiej a pochylonego, jako też pochylonego
o, wymawianego w pewnych razach jak ó, w innych zmienionego na u.
Autor zaznacza tu, że ogólnopolskie ó odpowiada na ogół górnoślą­
skiemu ó, lecz nie odwrotnie, gdyż w górnośląskim częściej się wymawia
ó w tych razach, gdzie w ogólnopolskim jest o, np. przed następnym
m, n, m’ n’ (dóm, panom, zielony...) Niewątpliwie tak jest, jeżeli się ma
na uwadze język ogólnopolski dzisiejszy. Inaczej wszakże przedstawia się
stosunek mowy górnośląskiej do polszczyzny dawnej, choćby wieku
XVI-go, gdzie samogłoska o ulegała również przed następnemi nosowemi
pochyleniu, jak tego dowodzą liczne druki staranne owego stulecia, wy­
rażające tę samogłoskę literą ó (pałacom, cnotom, ludziom, gron,
nakłoń...)
W wykazywaniu wypadków, w których ogólnopolskie samogłoski
nosowe ę, ą zmieniły się w górnośląskie e, o, autor niesłusznie w formach
dopełniacza 1. p. rodź, żeńsk. (tej dusze, ziemie) widzi zanik nosowego
£ („auslautendes ę wird zu e" str. 25). Pewności co do tego nie mamy
wcale, gdyż brak dowodów, któreby popierały mniemanie, że w staro-

— 105 —

Recenzye i sprawozdania
polskim były w tych razach formy zakończone na ę; możemy tylko
stwierdzić, że dzisiejsze formy górnośląskie dopełniacza na e właściwe
są również i staropolszczyźnie i odpowiadają starosłowiańskim na ę.
Taką odpowiedniość naszego e starosłowiańskiemu ę mamy też i w for­
mach liczby mnogiej, n. p. te dusze, lub w biern. 1. m. kraje — stsłow.
duszę, kraję; nie będziemy jednak z tego wnosić, że w staropolskim były
tu również formy z zakończeniem nosowym.
Do znamion wybitnych należy zamiana nosowego ą na brzmienie
a w bierniku 1. p. rzeczowników żeńskich, przymiotników i zaimków
zakończonych na a, np. na wieczerza (stpol. na wieczerzą), uobalili ta
stara wieża (stpol. wieżą), miauech cie za porzónna dźoucha (dzie­
wuchę) i t. p.
Z zakresu właściwości brzmień spółgłoskowych godne jest uwagi
wymawianie niepodniebienne spółgłosek ogólnopolskich podniebiennych
w formach 1-ej os. 1. mn. siedzymy, trzęsemy, gryzemy kłademy, pietemy, mogemy..., wywołane analogją brzmień twardych w formach osoby
1-ej 1. poj. i 3-ej 1. m.: siedzą, siedzóm... W słowach zaś: brać i prać
formy wszystkich osób czasu teraźniejszego i rozkaźnika zachowują
r: bieresz, on biere, piere, bier, biercie i t. d.
W dziale słoworodu, szczególnie w formach słownych spotykamy
wiele zjawisk, których niema w ogólnym języku polskim; w mowie
górnośląskiej powstały one bądź drogą analogji, bądź wskutek innych
przyczyn, jak np. zanik samogłosek nosowych w 1-ej os. 1. p. i 3-ej 1. m.:
bawia, karmia, kurza (bawię, kramię, kurzę), patrzóm (patrzą), ksiądz
idom, fater wieżom i t. p.; brak zmiękczenia spółgłoski rdzennej w sło­
wach: biera (biorę), bieresz, biere, bierymy, bierecie, bieróm; albo prze­
ciwnie: miękczenie spółgłosek (wskutek analogji) tam, gdzie one w ogól­
nopolskim są twarde prawidłowo, np. rwia (rwę), rwióm (rwą), zwia
(zwę), zwióm, dmia (dmę), dmióm, zaprza (zaprę, zamknę) zaprzóm...
Obok form: deptać, depcę, skubać, skubię są i formy z zakończeniem
am: deptam, -asz, skubam, -asz itp. Charakterystyczne jest również, że
starodawne znamię aorystu ch (w bych, by chom) przeszło do form czasu
teraźniejszego zamiast m, lub w postaci chmy zam. śmy, np. jezdech albo
jezech = jestem, sómechmy albo mychmy są = jesteśmy, dauech (= da­
łem), byuach (byłam), gonilichmy itp. Było to i w ogólnopolskim w wie­
ku XVI i XVII.
Tego rodzaju szczegółów, charakteryzujących gwarę górnośląską
w różnicy od jeżyka ogólnopolskiego literackiego, mamy w pracy tej
obfitość wielką; autor zebraniem ich starannym i przedstawieniem meto­
dycznym dał nam obraz narzecza zupełny, rzec można wyczerpujący.
Wiele bardzo z tych właściwości gwarowych, tu przedstawionych, znamy
już z pięknej pracy L. Malinowskiego o gwarze opolskiej w Śląsku
Górnym (Ueber die Oppelnsche Mundart in Oberschlesien. Lipsk, 1873).
Rzecz prosta, powtarzać się one muszą, bo należą również do znamion
mowy Górnoślązaków. Podstawowa praca Malinowskiego, przed 30 laty
otwierająca i torująca drogę badaniom naukowym w zakresie djalektologji polskiej, ułatwiła do pewnego stopnia podobne zadanie, podjęte
106 —

Recenzye i sprawozdania
przez p. Nikła. Mimo tę pomoc, autor wykonał je samodzielnie i umie­
jętnie, tak że rozprawą swoją pomnożył szereg prac wartościowych
w tej dziedzinie.

Adam Antoni Kryński.
Arnold van Gennep. Les rites de passage. Paris, Libraire critique,
Emile Nourry, 1909, 8°, pp. II. + 238. Cena 5 franków.
Jest to zwięzły przegląd cyklów obrzędowych, przez które człowiek
przechodzi we wszystkich ważnych okolicznościach życia. Każdy osobnik
należy równocześnie lub kolejno do różnych działów społeczeństwa: aby
przejść z jednego do drugiego, musi się poddawać od urodzin do śmierci
rozmaitym obrzędom. Dwa zasadnicze działy zawsze istniejące w społe­
czeństwie to, — na podstawie płciowej mężczyźni a kobiety, na podstawie
magiczno-religijnej świeccy a duchowni. Nadto mamy stowarzyszenia
religijne, grupy totemiczne, bractwa, kasty, klasy zawodowe,—dalej grupy
według wieku, pokrewieństwa, przynależności polityczno-administracyjnej
i geograficznej. Obok tego świata żywych istnieje świat z przed życia
i po śmierci. Wreszcie ważne są wydarzenia szczegółowe i czasowe:
ciąża, choroby, niebezpieczeństwa, podróże i t. p. Tak gru py jak i oso­
bniki ustawicznie się oddzielają i łączą; coraz nowsze progi trzeba przestępywać, progi lata i zimy, urodzin, młodości, wieku dojrzałego, sta­
rości i śmierci, innego życia (dla tych, którzy w nie wierzą). Van Gennep nie
pierwszy uderzony został analogiami już to w całości już też w szcze­
gółach obrzędów zebranych w tej książce. Sam przyznaje zasługi takim
uczonym jak Sidney Hartland, J. G. Frazer, Ciszewski, Diels, A. Die­
terich, R. Hertz, Goblet d’ Alviella, H. Webster., E. Crawley. Ale on
zwraca uwagę przedewszystkiem na całość obrzędów, na ich następstwo,
wszędzie ustalając schemat obrzędów przejściowych. Wobec gubienia się
w szczegółowych przyczynkach etnograficznych pożytek klasyfikacyi,
wprowadzania systemu i porządku nie ulega wątpliwości; autor nie ma
uroszczeń do powszechności i konieczności schematu obrzędów przejścio­
wych, czasem możnaby się z nim posprzeczać (np. co do odprowadzania
miłych gości przez kawałek drogi na str. 50, lub co do oddawania dziecka
przez chorą matkę na kilka dni innej kobiecie, str. 72), — ale nie po­
dobna zaprzeczyć, że dzieło Van Gennepa rzuca wiele światła i bardzo
pożytecznie ujmuje całość. Zdumiewająca jest przytem uczoność autora,
biegłość we wszystkich niemal europejskich językach, nawet fińskim
i węgierskim! Niechaj mi wolno będzie nakoniec przypomnieć, że wybitny
redaktor,, Revue des Etudes Ethnographiques“ i Polsce nie jest obcy:
był kiedyś nauczycielem w Częstochowie i nasz ruch naukowy zawsze
go bardzo zajmuje.
Kair, maj 1909.
/• Tadeusz Smoleński.
Roczniki Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego. Tom
XXXIV. Poznań, 1908, 8° str. 408.
Oprócz sprawozdania z czynności Towarzystwa i poszczególnych
wydziałów za r. 1907 obejmuje książka 8 prac naukowych, z których

— 107 —

Recenzye i sprawozdania
jedna ciekawsza i ważniejsza nad drugą, a każda z nich, jak w takiem
wydawnictwie być powinno, posuwa naszą wiedzę w jakimś kierunku
naprzód.
.
.
Szereg ich rozpoczynają „Przyczynki do średniowiecznego
słownictwa polskiego“ zebrane i wydane przez tyle zasłużonego
już na polu naszej nauki dra Bolesława Erzepkiego. Jest to dopieio
pierwsza część pracy, zawierająca glossy polskie, wpisane do Łacińsko
— Niemieckiego Słownika, drukowanego w roku 1490. Glossy
te zajęły w książce, o której mówimy, 139 stron, a stanowią znakomi y
materyał do poznania języka polskiego z końca wieku

nos w
w nich rzeczy ciekawych nie tylko pod względem językowym, nana
u ludu naszego konstelacya gwiazd pod imieniem babki jest juz tutaj.
Obwarzanek nasz, zwany po żydowsku beigel, zowie się tutaj e g e
Mówimy dziś powszechnie z łacińska kursor, a z przyczynków
dowiadujemy się, że po polsku zwał się on biegun albo cie <acz.
Bity gościniec już tak samo zwał się z końcem XV w. Lichą cia ę a<.
jak dziś nazywaliśmy budą, mieliśmy prócz tego na oznaczenie cna y
owioń
wyraz jata, który do dziś dnia zachował się jako jatka.
także chałupa, zamiast czego używano wyrazu piekuta. Autor
sądzi, że piekutan nazywano koguta, a ponieważ z nędznyc c a
czynsz opłacano kogutami, stąd ich nazwa. Nie przypominamy so le,
żebyśmy gdzie czytali piekut zamiast kogut, z nazw zaś miejscowyc ,
jak Piekut, Piekuty, Pikutkowo (= Biekutkowo cf. Pikulik zam. Piekulik)
wnioskujemy, że piekut to piekarz (porów. Krowodrza, Korodrza, Adi
zykoń, Piekary i t. p), piekota tedy to podług nas chata piekarska.
Zresztą prawdą jest, co autor powiada o płaceniu czynszu z bie­
dnych chat kurami i że nazywano je stąd K u r n a m i. Ambicyę doskona e
nazywano żądaniem czci. Czyn w znaczeniu okrycie zbrojnego
konia tutaj po pierwszy raz czytamy. O rucie dowiadujemy się, ze jest
„dobre ziele, czyści oczy bardzo wiele“. Dziewosłęba znaliśmy dawno, tu
znajdujemy i dziewosłąbkę. Cytrzystę nazwano g ęd z i e c. Jeżeli się
nie mylimy, to tutaj jest najważniejsza wzmianka jędzy. Kłóć w zna­
czeniu snopa znany i dzisiaj z gwar ludowych. Zamiast krnąbrność, gruszczany mówiono k rąb r n o ś ć, Kr u sz cza ny. Klepsydrę nazywano
1 ej, o skrzatkach (lares fainiliares) powiada się, że inaczej nazy­
wają sięmali ludzie. Fryzyer to p ł ó c z y w ł o s , a poczesne poczta,
rostań (rozstań) droga rozstajna, podnoga, jak u Lasowiaków zamiast
podłoga, sarn rogacz, sąd naczynie, śl edn i k wyżet,socha: 1) rodzaj
pługa, 2) statua, jak w Biblii Królowej Zofii. Niemieckie Geschaft, ła­
cińskie negotium oznaczaliśmy wyrazem śpię eh. O nader ciekawym
wyrazie, szy mb orz a, wieża drewniana, pomówimy osobno. Ujazd
znaczyło graniczny znak, skąd nazwa miejscowa tego brzmienia Wiła
zwał się aktor, kuglarz lub „błazno“. Mówiliśmy pierwotnie wydrozeme.
a nie wydrążenie, żegodło nazywało się żelazo do wypalania piętna
skąd nazwisko rodowe mazurskie Zagadłowiczów. Imię Sciwoj = Czciwo
(porów, lasowskie: ścej (zam. czcij) ojca i matkę swoją). Imię łacińskie
Sylwester wyrażono po polsku Lasota, skąd po dziś dzień trafiają
się takie nazwiska rodowe. Dotknęliśmy tylko kilku szczegółów, bo

— 108 -

Recenzye i Sprawozdania
o wszystkiem pisać niepodobna. Ciekawych musimy odesłać do samej
tej bardzo cennej rozprawy.
Innych nader ciekawych rozpraw nie omawiamy, gdyż nie należą
do zakresu naszego studyum.
Szymon Matusiak.
Białe Kruki. 1. Lament chłopski na pany wydał Józef Kal­
lenbach. Lwów. Nakładem Księgarni Zienkowicza i Chęcińskiego.
1910. 40 str. 111. 25.
Wydawnictwo utworów dawnej literatury, podjęte przez Karola Badeckiego spotkało się już od samego początku nie tylko z uznaniem kry­
tyki, ale nawet z zainteresowaniem ogółu. Pierwszy tomik „Białych Kru­
ków“ wydany przez prof. Dra J. Kallenbacha, rozszedł się odrazu prawie
w zupełności, dalsze zapełnią się wkrótce szeregiem zapomnianych
i rzadkich utworów literatury obyczajowej 16 i 17 wieku i cieszyć będą
naszych zbieraczy i bibliofilów. Bo im przedewszystkiem zaimponuje
wydawnictwo wytworną szatą zewnętrzną, przerysami tekstu, wyczerpu­
jącą metryką bibliograficzną, prowadzoną z zapałem przez redaktora
wydawnictwa.
Ale i badacz folkloru nie powinien przechodzić obojętnie obok
„Białych Kruków“, pamiętny, że w literaturze obyczajowej tej epoki znaleść można wiele, więcej, niżby się na pozór zdawać mogło, szczegółów
i wskazań ważnych dla ludoznawstwa.
„Lament chłopski“ jest wedle słów treściwej a bogatej w informacye przedmowy wydawcy „nietylko rzadkim drukiem, ale i rzadkim gło­
sem swobodnego i sprawiedliwego zapatrywania na tyle doniosłą kwestyę społeczną w dawnej Polsce“ i ze wszech miar zasługuje na prze­
wodniczenie szeregom „Białych Kruków“.
Historyk literatury zwróci odrazu uwagę na niezwykłą, wyjątkową
w owym czasie czystość i mistrzowską zwartość wyrażenia poetyckiego,
folklorysta natomiast wynotuje sobie najpierw skrzętnie przezwiska chło­
pów biorących udział w rozmowie, zdziwiony rzadkim objawem swoj­
szczyzny. Imiona osób w utworach dyalogowanych były wówczas polem
do popisu wyszukanej erudycyi filologicznej. W sielance polskiej 16 i 17
wieku, choćby najbardziej rodzima była, choć ją nawet Szymon Zimorowicz pisał, występują najczęściej rozmaici Hilasi i Dorylasi, jakieś Pneumaucie, Lycidyny i Spiriziny. W Lamencie natomiast chłop polski ma
też polskie przezwisko: Gonet rozmawia z Koperą, Nawłok z Mar­
chewką, jest Kurpot, Łaguza, Dźwig o n, Strączek, Badura
i M i k u t a.
W końcowej, pełnej rezygnacyi refleksyi „Lamentu“ mieści się
nadto ogólnie w Europie znany wątek folklorystyczny o nierównych
dzieciach Ewy wpleciony w opowiadanie jako jeden z argumentów
tłumaczących przyczyny ucisku chłopów.
»
„Próżno się tedy frasujesz na pany
Onym od Boga rząd na nas podany“
mówi ostatecznie Dyrda i popiera swe zapatrywanie opowieścią o matceEwie, którą raz, w piętnaście lat po wygnaniu z raju odwiedził Pan

109 —

Recenzye i sprawozdania
Bóg. Ewa czesała właśnie liczną gromadkę swych dzieci, a widząc zbli­
żającego się Stwórcę ukryła jedne w siano, drugie w plewy. Tylko naj­
starszym kazała pozostać. Bóg „obaczywszy ono piękne koło“ powiedział
jednemu, że będzie królem, drugiego zrobił hetmanem, innych kancle­
rzami, kasztelanami i starostami. Wtedy Ewa i innych synów przywołała
z gumna. Tych, jako, że „plewami bielały im głowy“ przeznaczył Pan
Bóg do pługa, brony i radła i utworzył z nich stan kmiecy.
Prof. dr. Kallenbach wykazał już we wstępie „europejskość" tej
wersyi zaznaczywszy, że była ona między innemi, ulubionym motvwem
twórczym Hansa Sachsa w jego dramatach i powiastkach. Wątek ten,
rozpowszechniony dziś ogólnie przez zbiór bajek braci Grimmów, zna­
leźć też można w literaturze humanistycznej. Wydawca przypuszcza, że
z niej raczej, jak z Hansa Sachsa korzystał nieznany autor „Lamentu“.
Bliższych wyjaśnień dostarczyłoby zapewne krytyczne wydanie bajek
Grimma, którego jednak nie mam pod ręką. Z literatury, nierównym
dzieciom Ewy poświęconej, znam tylko artykuł Jakóba Grimma
pt: Die ungleichen Kinder Evas w Zeitschrift für deutsches
Alterthum. Leipzig, 1842. T. II. str. 257—267. Grimm wykazuje, że Hans
Sachs oparł się w opowiadaniu o dzieciach Ewy na Melanchtonie,
przytacza także Widmana Warhafftigen Historien (Hamburg 1559)
i Przysłowia Agricoli, które mieszczą szereg odmianek i waryantów
wątku. Jednym z takich waryantów, nas tu obchodzących jest powód,
dla którego Ewa ukryła swe dzieci rrzed Panem Bogiem. Według Melanchtona i Hansa Sachsa ambitna matka rodu ludzkiego robi to dlatego,
aby ukryć przed Stwórcą dzieci brzydkie, a pochwalić się dorodnemi,
według Agricoli i Widmana Ewa chowa dzieci ze wstydu, że ich ma tak
dużo. Autor „Lamentu“ przyjmuje wersyę drugą i stąd przypuszczaćby
można bliskie pokrewieństwo utworu ze źródłami humanistycznemi. Nie
mamy przecież powodu nie wierzyć słowom Dyrdy, że opowieść o dzie­
ciach Ewy
Powiadała nam matka przy kądzieli
Kiedyśmy dziećmi na piecu siedzieli
i zaprzeczyć jej ludowemu pochodzeniu, ogólnie, tern bardziej że folklor
europejski zna ją powszechnie. Por. np. Dáhnhardt. Natursagen. 1.246—7.
W naszych zbiorach ludoznawczych jej nie spotkałem.^ Gdyby się
okazało, że jej istotnie nigdzie nie zanotowano — „Lament“ byłby dla
ludoznawstwa tern cenniejszym.
Stanisław Wasylewskt.

Z czasopism niemieckich.
Zeitschrift des Vereins für Volkskunde. 19. Jahrgang. 1909. Heft 2.
Rozprawka Gebharda Mehringa p. t. „Das Vater unser als politi­
sches Kampfmittel" omawia parodjowanie modlitwy pańskiej jv celach
politycznych. Można tu wyróżnić dwa główne typy takiej parodji; typ
pierwszy, poczynający się od 15 w., a trwający mniej więcej do początku
17 wieku, odznacza się tern, że słowa modlitwy przeplatają świeckie

- 110 —

Recenzye i sprawozdania
uwagi, a niema ścisłego, zupełnego zlania się obu części w jedną ca­
łość; tem odznacza się typ drugi, w którym słowa modlitwy są niejako
organicznie związane ze świecką treścią i nabierają przez to zupełnie
inne znaczenie; ten ostatni typ trwa aż do połowy 19 wieku. Dzisiejsze
czasy nie sprzyjają rozwojowi takiej poezji. Niezadowolenie ludu może
się wyrazić w wolnej prasie; w Rosji atoli jeszcze w r. 1903 możnaby
to wykazać. Uwagi swe popiera autor licznymi przykładami, co wartość
jego studjum jeszcze bardziej podnosi. Theodor Zachariae w „Das Vo­
gelnest im Aberglauben" prostuje niektóre poglądy dotychczasowe na
wierzenia ludowe, dotyczące ptasiego gniazda. Stwierdza, że zabobon
polega w następującym nakazie: gdy się znajdzie ptasie gniazdo z sa­
micą i młodemi, należy je całe zachować, bo to przynosi szczęście i dłu­
gie życie. Poprawia więc autor mylne nieraz uwagi, że samicę należy
wypuścić.
Bardzo bogaty jest dział drobnych notatek i opisów. Emil Schnip­
pe) opisuje połać kraju około Gdańska, na lewo od dolnej
Wisły, t. zw. „Danziger Werder“. Omawia budownictwo, zwyczaje
w ciągu roku, uroczystości weselne, a szczególnie podkreśla wysokie
poczucie zasad grzeczności i dobrego wychowania. Margarete LehmannFilhes podaje podanie islandzkie, które jest zapewne echem tego,
że Islandczycy, którzy przy końcu X. wieku osiedli na Grenlandji, zo­
stali później przez Eskimosów wytępieni. Ciekawy też wniosek, że Eski­
mosi po Islandczykach dopiero zamieszkali zachodnie wybrzeże Gren­
landji. Eduard Hahn wskazuje zwyczaj leczenia kamieniami
u wieśniaków francuskich, zapisany w powieści Piotra de Coulevain „Sur la branche“ Str. 195—197. Ciekawymi przykładami ludowego,
humoru są „Predigtparodien und andere Scherzreden aus der Oberlau­
sitz“ podane przez Curta Müllera, J. Boltego „Weitere Predigtparodien“,
oraz „Ein Reimgespräch zwischen Prinz Eugen und Villeroi (1702), a nadto
Paula Becka „Zwei Satiren in Gebetsform auf Tököly und Ludwig XIV.“
i „Zwei deutschfranzösische Flugblätter aus dem spanischen Erbfolge­
kriege“. Gott lieb Brandsch uzupełnia rozprawę R. Zodera o melodjach do ballady o mniszce. Max Höflerw „Angebliche Urahnen unserer
Festgebäcke“ zbija niektóre fałszywe wywody etymologiczne. Nowe wie­
rzenia ludowe podają: Marie Rohsener „Tiroler Volksmeinungen
über Erdbeben“; Karl Wehrhan „Wachsvotive aus Kiedrich im Rhein­
gau“; Max Hofier „Unterhaltung mit Toten“; Richard Andree
„Den Tod betrügen“; J. Bolte „Zum Lobspruch auf die deutschen
Städte; Margarete Lehmann-Filhes „Isländische Bezeichnun­
gen für die Himmelsgegenden. Wreszcie Hermann Mańkowski
w opisie p. t. „Das polnische Herodesspiel ln Westpreussen" podaje
zwyczaj „chodzenia z Herodem“zokolic Brodnicy! To­
runia. Ta ludowa trupa aktorska składa się zwykle z 9 osób, które
które grają role Heroda, śmierci, djabła i 6 pachołków. Autor podaje
dokładny opis całej akcji.
Liczne sprawozdania rozpoczyna prof. Aleksandra Brücknera „Neuere Arbeiten zur slavischen Volkskunde. 1) Polnisch und
Böhmisch“. Prof. Brückner daje przegląd polskiej literatury ludoznaw-

— 111 —

Recenzyei sprawozdania
czej za r. 1908, a ocenia także czternasty rocznik „L u d u“, podkreśla­
jąc rozprawy Sz. Matusiaka (Olimp polski), Fr. Krćeka (Przyczynki do
przysłów Adalberga), Prackiego (O djalekcie ślezyńskim), a nadto Fr. Ga
wełka materjały. Johannes Bolte daje doskonały krytyczny prze­
gląd prac, odnoszących się do niemieckiego folkloru. Bogatą treść ze­
szytu zamykają recenzje pióra J. Boltego, R. Petscha i H. Michla, a nadto
drobne zapiski i sprawozdania z posiedzeń „Towarzystwa ludozna­
wczego“ (Verein für Volkskunde).
Heft 3. K. B r u n n e r opisuje bardzo ciekawy okaz sztuki ludo­
wej z Pfranten; jest to drewniany kalendarz t. zw. juljański, starego
stylu. Składa się z 7 tabliczek drewnianych szer. 7 cm. dł. 20 cm. Na
każdej tabliczce po lewej stronie u góry wyrżnięta nazwa miesiąca,
a niżej ilość dni w miesiącu, po prawej u dołu specjalne znaczki na
oznaczenie poszczególnych dni w miesiącu, wyżej przedstawione symbo­
licznie różne święta, więc np. krzyż z dzwonkami u ramion przedstawia
św. Antoniego, człowiek z mieczem i włócznią symbolizuje św. Pawła
i t. d. Powyżej tego zaś wyrzezane nazwy tych stałych świąt: autor oma­
wia też wyczerpująco historję takich kalendarzy, sposób używania ich
i czas powstania opisanego kalendarza, który kładzie na przełom wieku
XVIII i XIX.
K. Haber lin omawia żałobne stroje i zwyczaje z wyspy Fóln,
a K. Brunner zdaje sprawę ze zbiorów królewskich niemieckiej sztuki
ludowej w Berlinie w r. 1909.
Wśród notatek podaje K. Lohmeyer szereg ciekawych podań
z wątkiem „Snu o skarbie na moście“. Treścią tego motywu jest
opowieść o pewnym człowieku, który we śnie słyszy głos, by szedł na
most, gdzie czeka go wielkie szczęście. Przyszedłszy tam nic jednak nie znaj­
duje, a spotyka tylko jakiegoś żołnierza i temu zwierza się ze swego snu,
ten go atoli wyśmiewa i opowiada mu podobny sen, jaki miał; i jemu
bowiem głos jakiś kazał szukać w pewnem miejscu skarbów; człowiek
ten idzie natychmiast na wymienione miejsce i rzeczywiście znajduje
olbrzymie skarby. Motyw ten omówił niezwykle wyczerpująco J. Bolte
i wyprowadza go ze wschodu, z bajek 1001 nocy,a która rozpowszechniła
się po całej Europie za pośrednictwem ustępu o Baillym i Heudrim
w starofrancuskim eposie o Mainecie i przytacza autor liczne wersje ni­
derlandzkie, niemieckie, angielskie, duńskie, czeskie i włoskie.
Aanti Aarne podaje szereg ciekawych warjantów do opowieści
z motywem „Mowy zwierząt1-, znanej dobrze czytelnikom „Ludu“ z cie­
kawego omówienia tego podania przez W. Klingera (Lud XV 188—199).
Karl Noli notuje ciekawe zapiski z początków 17 wieku, a miano­
wicie, szereg pytań, ułożonych umyślnie dla sądów śledczych (Ruggericht) z Rappenau, które nam pozwalają w wysokim stopniu wglądnąć
w ówczesne stosunki kulturalne, prawne, obyczajowe, społeczne i religijne.
Cenne są też materjały z maltańskiego folkloru Berty 11 g,
tak o żydzie wiecznym tułaczu, o wesoło ucztujących, którzy nie zwra­
cali uwagi na cierpiącego Chrystusa i zapadają się zwolna w ziemię,
o Antychryście i Syrenach. Wreszcie liczne ciekawe anekdotki, więc
o znakomitym zakładzie trzech trędowatych, przepyszna powiastka

— 112 —

Recenzye i sprawozdania
o bogaczu, co świętym chciał zostać, dlatego pielęgnował trędowatego
i znosił wszystkie od niego przykrości, dopiero gdy go ten chory nazwał
grzesznikiem, za drzwi go wyrzucił i naturalnie świętym nie został, lub inna
anekdotka o żonie tkacza, co przepisanych przez doktora pigułek poł­
knąć nie mogła, a wtedy troskliwy mąż wetknął jej do gardła zwijadełko
tkackie z trzciny wewnątrz wydrążonej i tak tą rurką pigułkę wpusz­
czał do gardła, widząc zaś, jak operacja idzie gładko, za jednym za­
chodem wszystkich dwanaście jej do gardła wpuścił, a tak uśmierzył jej
chorobę na wieki. J. Boi te zwraca uwagę na w i e r z e n i e o o rz echu w Benewencie, pod którym czarownice miały odbywać swe
sabaty, przytacza tu szereg analogji i wskazuje na to, że orzech
uchodzi w wyobrażeniach ludu za drzewo szkodliwe. Na ciekawy dla nas
szczególnie fakt zwraca uwagę R. Bartholomäus, że niemiecka
pieśń żo.łnierska „An der Weichsel gegen Osten stand ein Ulan auf dem
Posten“. (Erk- Böhme 3, 286, Nr. 1427) jest echem polskiej pieśni
„Tam na błoniu błyszczy kwiecie, Stoi ułan na widecie“. Przytoczona
polska pieśń w oryginale i w przekładzie Dr. E. Thomasa w zestawieniu
z pieśnią niemiecką wykazuje rzeczywiście uderzającą analogję. Zaraz
w następnym zeszycie omawianego czasopisma wskazała Alicya Simonówna, że autorem tej pieśni jest Franciszek Kowalski i przytoczyła 4 melodje tej pieśni.
W dziale sprawozdań mamy najpierw dokładny przegląd folkloru
południowo-słowiańskiego podany przez J. Polivkę, a wreszcie liczne
recenzje R. M. Meyera, O. Schradera, H. Lohrego, A. Heuslera, R. Petscha, P. Bartelsa, E. Mackla, H. Stummego, A. Thimmego i cały szereg
drobniejszych notatek.
4. Heft. Bagrat Chalatianz podaje dwie wersje ciekawej le­
gendy armeńskiej o św. Alexanie; był on synem króla Efrema
i królowej Ananii, chrzcił go i chował św. Jan Chryzostomos, a gdy dorósł,
wybrano mu na żonę dziewicę Margrit. Lecz w ślubnej nocy zniknął
Alexanos i dopiero po 23 latach przyszedł pod bramy swego pałacu, by
paść tu martwym. Gdy go podjęto, przekonano się, kim był, a wtedy
Margrit modliła się 7 dni, a po 7 dniach zmarła i została wraz z nim
pogrzebana. Zbliżona tu nieco opowieść, jak Archanioł Gabrjel groził
śmiercią Kaguan Aslanowi i nie chcieli się poświęcić za niego ni ojciec
ni matka, ale poświęciła się narzeczona. Wtedy zlitował się Bóg nad
nim, udarzył życiem długiem, a umarli rodzice. Cecylja Seler opisuje
sposób żywienia się, i narzędzia kuchenne lndjan MeksykańskichJ. Bolte zestawia w sposób niezwykle wyczerpujący materjały do
dziejów niemieckich dziecinnych zabaw i gier, począw­
szy od policyjnych zakazów z XIV. wieku aż do listu Matki Goethego
(1786), razem 43 świadectw istnienia przeróżnych zabaw dziecinnych,
a 10 świadectw różnych gier w karty u dorosłych.
W dziale notatek podaje O. Heilig kilka warjantów dziecinnej
zabawy o złotym moście, przypominającej pod niejednym względem na­
szą zabawę dziecinną od słów: Jawor, jawor, jaworowi ludzie i t. d.“
Dwie odmianki zabaw dziecinnych t. zw. „Bockspiel“ i „Nutzspiel“ po­
daje J. Mayer. Fr. Schön podaje dziecinną pieśń o 3 nomach, począ-

— 113 —

Recenzye

sprawozdania

tkach ludzkiego żywota i z pogańskiej wyprowadza ją tradycji. O. Schütte
podaje listy miłosne z lat 1642 i 1643 narzeczonej pary z Brunświku.
Gottlieb Brandsch wyprowadza ludową melodję do pieśni nie­
mieckich niektórych (Böhme nr. 317, 1384), znaną zresztą i w Dünkir­
chen i w Siedmiogrodzie, ze źródeł francuskich. J. Hertel widzi w bajce
o zającu, którego się owce nastraszyły, wpływ wschodu, Pali-Jataka
322, podobnie też w bajce o zającu pośle księżyca, mianowicie analogi­
czne opowiadanie Pantschatantry. J. Schell omawia t. zw. miotłę pioru­
nową, (Donnerbesen) w wierzeniach ludowych i jako pozostałość w bu­
downictwie, nawiązywaną do Donara i elfów, a zastępowaną też przez
jemiołę. Do podanych przez Andreego przesądów, że śmierć można
oszukać przez zmianę nazwiska chorego, dodaje A. Hartmann ustęp
z djalogu pt. Hermippos czyli o Astrologji i z Talmudu. Margarete
Lehman n-F i 1 h e s omawia zastosowanie kości owczych w Islandyi, więc
najpierw kość służącą do wróżenia, podania, w których mowa o pancerzach
z takich kości i o chwytaniu złych duchów do otworu w kościach po
usunięciu szpiku, używają też ich jako zwijadełka i do dziecinnych za­
baw. Louise Gerbing daje sprawozdanie z wystawy ręcznych robót
kobiecych w Dermbach. H. Mańkowski wspomina ginące coraz bar­
dziej szczególne ubranie głowy u kobiet z ziemi warmińskiej. E. Roedig er podaje materjały folklorystyczne z Rollsdorfu obok Höhnstedt.
Sprawozdania rozpoczyna J. Polivki przegląd prac rosyjskich
i ruskich ludoznawczych. J. Bolte rozpoczyna zaś przegląd najnowszych
badań nad podaniami. Kończą recenzje K. Benckego i R. M. Meyera,
a nadto drobne notatki.
Zeitschrift für österreichische Volkskunde. XV. Jahrgang 1909.
I.—II. Heft.
Elsa Brockhausen daje bardzo ciekawy przyczynek do zdo­
bnictwa ludowego; opisuje mianowicie t. zw. „Blumenstalen" t. j. deszczułeczki, pięknie rzeźbione i malowane, a używane do zdobienia
okna w okolicach Kaunerthalu nad górnym Innem. Rozprawka A. D a c hnera p. t. „Baden und Badenstuben" poświęcona zwyczajowi kąpania
się w izbach, umyślnie do tego celu budowanych. Bada kwestję w jej
historycznym rozwoju. Według Homera znali Grecy około r. 1000 tylko
zwykłe ciepłe kąpiele, a według Herodota około r. 500 przed Chr.
istnieją u Scytów i Greków kąpiele parowe. W alemańskiem i bajuwarskiem prawie ludowem znajdujemy wyraz „stuba“ i „balnearius“ na
oznaczenie osobnej izby kąpielnej. Przechodzi to także do krajów romań­
skich, ale powoli przemienia się izba kąpielna na mieszkalną, bo około
ciepłego pieca skupiają się wszyscy i używają go na suszenie, pieczenie
chleba i t. d. Kąpiel parowa jest wymysłem Scytów lub Greków i prze­
szła później do Słowian wschodnich. Nawet wyraz „Stube“ nie jest po­
chodzenia niemieckiego, ale słowiańskiego lub greckiego. Karl Moser
opisuje ludność Pobrzeża, a mianowicie Słoweńców z Contovello
i Prosecco, następnie Kroatów istryjskich i z wysp kwarnerskich, Włochów
zignano, Słoweńców z Capodistria, zwanych Berszkicami, a wreszcie
dziwny lud Czyczów, którego język jest mieszaniną pierwiastków sło-

— 114

Recenzye i sprawozdania
weńskich, kroacko-serbskich, rumuńskich i bułgarskich. W dziale opi­
sów i notatek wypada nam zaznaczyć: J. Blau: Ein Weichnachtslied aus
dem Böhmerwalde; Karl Reiterer: Fressglocken in den Alpen; E. Wen­
dlinger: „Adventspiele in der Windau“, nadto „Des Tiroler Unterländer
Bauern Heimfahrt von der Alm“ i „Der Erzbischof von Salzburg und
der Bauerknabe vom Brixental.“; Otto Maresch: Lieder, Ballade und
Gstanzeln aus dem Kuhländbben; E. Hoffmann-Krayer: Flasche-Schand­
stein; wreszcie niezwykle wyczerpującą a ciekawą notatkę K. Rh a mm a,
który wskazuje na wpływ słowiańskiego budownictwa na niemieckie.
Następują recenzje M. Haberlandta, J. Blaua, A. Dachlera i O. Joukera.
Treść zeszytu uzupełnia: Ethnographische Chronik aus Österreich i Mit­
teilungen aus dem Verein und dem Museum für österreichische Volks­
kunde.
A. Fischer.

NEKROLOGIA.
Tadeusz Smoleński. Ś. p. Smoleński zmarł jeszcze w roku ubie­
głym ; minęło już więc sporo czasu od chwili, kiedyśmy ponieśli tę ciężką
stratę; a jednak prawie że umyślnie wstrzymywaliśmy się z napisaniem
wspomnienia naszemu dzielnemu współpracownikowi tuż po jego śmierci,
by uniknąć częstego w takich wypadkach pisania zdawkowych frazesów.
Bo był to zaprawdę człowiek, który na znacznie więcej zasłużył, niż na
oficjalne tylko zawiadomienie o jego zgonie, mimo młodych swych lat,
mimo trudnych warunków, w jakich musiał pracować, z powodu choroby,
co zwolna trawiła młody organizm. Czekaliśmy zresztą, by poświęcić zmar­
łemu kilka słów serdecznych przy sposobności zamieszczenia jego osta­
tniej pracy dla „Ludu“ przeznaczonej, recenzji z Van Gennepa „Les rites
de passage“. Przez śmierć jego poniosła nauka w ogóle a my w szcze­
gólności szkodę niepowetowaną, bo dwojaką była jego zasługa w sto­
sunku do polskiego folkloru; z jednej strony powiadamiał nas zawsze
o stanie badań ludoznawczych zagranicą, z drugiej zaś strony informował
zagranicę o naszych najważniejszych nowych publikacjach folklorysty­
cznych w „Revue des études sociologiques et ethnographiques“.
Godzi się choćby ogólnie zaznaczyć życie jego i działalność naukową.
Urodzony w r. 1884 w okolicy Tarnobrzegu, odznacza się już na ławach
szkolnych i w czasie studjów uniwersyteckich; zmuszony chorobą wyje­
chał do Kairu i tu spędził ostatnie lata swego życia pod opieką M. Ge­
niusza. Tu też zwrócił się do nauki, na polu której z dniem każdym co­
raz większy zdobywał rozgłos, a mianowicie do egiptologji i tak w nowe
dziedziny kierował naukę i myśl polską. Ministerjum oświaty w Wiedniu
poruczyło mu prowadzenie samodzielnych badań nad zabytkami Starego
Egiptu. Brał też udział w kilku ekspedycjach naukowych z ramienia
Akademji Umiejętności; wynikiem tych badań dzielił się ze światem na­
ukowym w rozprawkach francuskich, a u nas scharakteryzował je
w pracy „Wykopaliska Egiptu“ 1901 — 1906. Odkryte przez niego zabytki
115 —

Recenzye i sprawozdania
pomnożyły zbiory wiedeńskie i Akad. Umiej, krakowskiej. Przedłożył też
pracę Akademji Umiej, o wykopaliskach egipskich, która zapewne nieba­
wem ukaże się drukiem. Rozrzucił zresztą cały szereg artyk łów, roz­
prawek, recenzji i korespondencji po różnych czasopismach polskich.
Wrócił przed śmiercią do ojczyzny, do Krakowa, by dnia 29. sierpnia ze­
szłego roku spocząć tu na wieki po pracy wytężonej i życiu znojnem,
choć krótkiem.
Red.
Ottokar Hostinsky. Czeska nauka straciła jednego z najwybi­
tniejszych uczonych prof. dra Ottokara Hostinsky’ego, autora wielu
rozpraw z zakresu historyi i estetyki muzyki, między innemi „36 czeskich
melodyi świeckich z VI. stulecia“ (1892), „Historya muzyki w Czechach“
(1894), „Smetana i jego walka o nowożytną czeską muzykę“ (1901), „Wspo­
mnienia o Zdenku Fibichu“, „Melodya i taniec ludowy u Słowian“ (1895),
„Świecka czeska pieśń ludowa“ (1906). i t. d. Z tej ostatniej pracy zda­
liśmy sprawę w „Ludzie“ (1907). Należy ona do najwybitniejszych publikacyi, jakie wydała etnografia muzyczna. Śp. prof. dr. Ottoka’- Hostinsky
jest twórcą biologicznej metody w etnograficznych badaniach. Bardzo
wydatnym był jego udział w posiedzeniach sekcyi etnograficznej na 111.
kongresie muzycznym w Wiedniu (1909;.
Urodził się 2. stycznia 1847 w Martinoveć w Czechach, w r. 1877
został docentem historyi muzyki, w r. 1883 nadzwyczajnym a w r. 1892
zwyczajnym profesorem uniwersytetu czeskiego w Pradz=>. Zmarł 19. sty­
cznia b. r.
Cześć Jego pamięci!
A. Ch.

Omyłki druku. Str. 109 w. 12 od dołu: Pneumancie zamiast Pneumacie; Spirinziny zamiast Spiriziny — str. 110 w. 13 od dołu: skreślić
ogólnie.
DRUK UKOŃCZONO 4. MAJA 1910.

116 —

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.