84a34f576377edf99ffaea0ffb7cf55e.pdf

Media

Part of Typy ludowe Franciszka Tepy / Lud, 1910, t.16

extracted text
B

MIECZYSŁAW TRETER.

Typy ludowe Franciszka Tępy.
Malarstwo typów ludowych, to jeden z głównych działów
artystycznej twórczości Franciszka Tępy*1)- Ten kierunek ma­
larstwa zaczyna jednak artysta uprawiać dopiero w ostatnim,
trzecim okresie swej twórczości2), kiedy na stałe już osiadł
w Galicyi, a będąc częstym gościem u wielkiego mecenasa sztuk
pięknych, Włodzimierza Hr. Dzieduszyckiego, przebywał u niego
nieraz dłuższy czas nawet na wsi, częścią w Pieniakach, częścią
w Poturzycy.
Ów częsty pobyt na wsi wywiera na całą twórczość Tępy
wpływ nader doniosły. Zrazu i tam zadowala się najbliższem
swojem otoczeniem, nie zwraca uwagi dostatecznej na tło pię­
kne i w artystyczne motywy bogate, jakiem jest wieś, ludność
wiejska i dwór szlachecki i wykonywa kilka drobnych portre­
tów akwarelowych, jak portret Jana Sołowija ze strzelbą na
') Szkic niniejszy — o typach ludowych, malowanych przez Fr.
Tepę — jest zmienionym nieco ustępem z niewydanej dotąd monografii
o tym artyście.
2) Tępa urodził się w r. 1828 we Lwowie. Za pierwszy okres jego
twórczości uważam lata nauki u J. Maszkowskiego we Lwowie, następnie
u Waldmullera w Wiedniu i u Wilhelma Kaulbacha w Monachium,
t. j. do r. 1852. Okres drugi/ to podróż jego na Wschód (1852 -1853)
i pobyt w Paryżu, do r. 1861. Okres trzeci, po powrocie z Paryża do
Lwowa, t. j. od r. 1861 aż do śmierci artysty, która nastąpiła we Lwowie,
w r. 1889.

— 259 —

Mieczysław Treter

ramieniu, portret Maryi Sołowij (własność p. Karola Menela w Pawełem obok Stanisławowa) i wspólny portret dziewczynki
i chłopczyka z dedykacyą dla J. Sołowija: „Jasiowi Franek
w marcu r. p. 1862“. Wnet jednak spostrzega bogactwo różno­
rodnych tematów, w jakie wieś obfituje, maluje widok wsi ze
starym dworkiem, poczem zwolna zaczyna znajdować upodo­
banie w kreśleniu typów ludowych, które pociągały go nietylko malowniczością i rozmaitością swych strojów, ale także
i to przedewszystkiem może, swym odrębnym, całkiem zdecy­
dowanym i wskutek tego łatwym do ujęcia, charakterem etno­
graficznym.
Bawiąc przed dwudziestu prawie laty (t. j. w r. 1847
i "1848) na studyach u Waldmiillera, miał Tępa sposobność
napatrzyć się dostatecznie typom ludowym i scenom z wiej­
skiego i przedmiejskiego życia, malowanym z takiem zamiło­
waniem przez wiedeńskiego mistrza, który w tych właśnie pra­
cach przedewszystkiem celował. Lecz pomimo przykładu Waldmiillera, pomimo jego rad i zachęcań w tym kierunku, młody
Tępa nie zwrócił się wówczas do tego rodzaju tematów, gdyż
bawiąc w Wiedniu dwa lata, nie miał sposobności malować
typów swojskich, a typów niemieckich, wiedeńskich, malować
nie chciał, ponieważ te zbyt były dla niego obce. W każdym
razie już wówczas nauczył się Tępa patrzeć okiem artysty na
wieś i jej mieszkańców, ujmować cechy charakterystyczne ich
strojów i twarzy i wyszukiwać w nich te strony, które z ma­
larskiego punktu widzenia zasługują na uwagę. Wpływ tej
nauki z czasów studyów wiedeńskich, zaznaczył się wkrótce
dość wyraźnie.
Sposób bowiem, w jaki Tępa Odniósł się podczas swej
podróży (w latach 1852—1853) do Wschodu, nie był bynajmniej
przypadkowy. Różni malarze-oryentaliści w różny patrzyli spo­
sób na dziwy wschodniego świata. Podczas gdy jedni uważali
Wschód za krainę pamiątek i zabytków z najdawniejszych cza­
sów, do jakich historya w ogólności sięga, drudzy widzieli
Wschód takim, jakim się im przedstawił w czasie podróży,
a więc barwny, upalny Wschód doby najnowszej, gdzie obok
najstarszych zabytków minionych stuleci wre życie współczesne
w całej pełni, a ludzie pracują, śmieją się i płaczą bez oglą­
dania się na przeszłości odlegle wieki, bez zwracania niejako
uwagi na to, co się tu działo w starożytności i w czasach na— 260

Typy ludowe Franciszka Tępy

stępnych, bez słuchania tego, co nagromadzone na niewielkiej
przestrzeni tuiny starożytnych budowli i odwieczne pomniki
zdają się przechodniowi każdemu o świetnej niegdyś opowia­
dać przeszłości. Dla innych malarzy Wschód istniał o tyle,
o ile istniał wspaniały i pyszny pod względem kolorytu i siły
słonecznego blasku wschodni pejzaż; słynne zabytki dawnej
architektury i rzeźby, podobnie jak i ludzie zamieszkujący
obecnie tę ziemię, nie zwracały niemal na siebie ich specy­
ficznie malarskiej uwagi. Inni wreszcie, a należał do nich i Tępa,
mniej patrzyli na ruiny, mniej zważali na pejzaż nawet i na
sceny z codziennego życia wschodniego, którego tak często
byli świadkami, a interesowali się przedewszystkiem czło­
wiekiem wschodnim, wziętym z osobna, jako typem tu­
reckim, arabskim, czy egipskim, typem ciekawym niepomiernie,
tak ze względu na zewnętrzne cechy narodowości i rasy, jak
i na odrębny, sobie tylko właściwy, rodzaj usposobienia i cha­
rakteru.
Różnice te w sposobie pojmowania Wschodu znalazły
swój doskonały wyraz w twórczości wybitniejszych malarzy-oryentalistów. Podczas gdy taki Fryderyk Goodall n. p. patrzy na
Wschód okiem spokojnego klasyka i uczonego archeologa, uwa­
żając Wschód cały za jedno wielkie muzeum archeologiczne,
za jedno jakgdyby cmentarzysko, Eugène Fromentin widzi tam
tylko pięknych, rycerskich i odważnych Arabów, uwijających
się z szaloną szybkością na zwinnych swych koniach, a inny
znów malarz oryentalny, Alberto Pasini, uznaje na Wschodzie
tylko, niemal wyłącznie, pejzaż i jemu poświęca swą pilną
uwagę, malując go z całym talentem, przyczem postacie ludzkie,
o ile w ogólności na obrazach jego się znajdują, odgrywają
podrzędną rolę sztafażu.
Tępa, obserwując Wschód z ołówkiem czy pędzlem
w ręku ze stanowiska etnograficznego, czynił to nie tylko
wskutek pewnych wrodzonych właściwości i upodobań czysto
indywidualnych, ale także, i to niewątpliwie, pod wpływem
Waldmiillera, u którego po raz pierwszy z tego właśnie ro­
dzaju kierunkiem malarstwa miał sposobność bliżej się za­
znajomić.
Teraz więc, skoro znalazł się w otoczeniu swojskiem, na
wsi, mógł artysta z całą swobodą oddać się malowaniu typów
ludowych, które już przedtem, gdzieindziej, bardzo go nęciły.
— 261

Mieczysław Treter

Uczynił to zaś z ochotą tem większą, iż widział, że dotychcza­
sowy zakres jego ulubionych tematów stał się z czasem zbyt
ciasnym i nie odpowiadał zupełnie upodobaniom szerszych
sfer społeczeństwa polskiego, bo te, w dobie rozbudzonego
uczucia narodowego pragnęły mieć w sztuce również rzeczy
swojskie, a nie utwory tematem tak odległe i tak obce, jak
typy oryentalne i sceny z życia dalekiego Wschodu, które za­
jąć mogły nieliczną tylko garstkę wybredniejszych amatorów
i znawców.
Najlepszym wyrazicielem ogólnej opinii, jaka w odniesie­
niu do sztuki w Polsce ówczesnej panowała, był niewątpliwie
Wincenty Pol, kiedy w rozprawie p. t. „O malarstwie i ży­
wiołach jego w kraju naszym“ domagał się odrodzenia sztuki,
ugruntowania jej na czysto narodowych, a nawet wprost ludo­
wych pierwiastkach1). Doskonale, jak nikt inny zresztą pod­
ówczas, umiał Pol wyjaśnić ów rozdźwięk, jaki od samego po­
czątku krzewienia się polskiego malarstwa u nas, panował
między artystami, wykształconymi na zagranicznych wzorach,
z jednej strony, a społeczeństwem polskiem, rozgrzanem poezyą romantyczną, o tak Wysokiem napięciu patryotycznem,
z drugiej.
Pisał więc: „Artyści nie umieją porozumieć się z narodem,
stąd dzieje się, że naród jest obojętnym na ich sztukę; ma­
larze mają cały kraj za nieuka, jakim sami byli, zanim się ku
Europie wybrali, a naród ma ich za ludzi niepotrzebnych sobie.
To zajątrzenie z jednej, a ta obojętność z drugiej strony, nie
jest dobrą; talenta niszczeją, marnią się ludzie, a naród stoi,
jak zaklęty, w miejscu. Ale i kogoż można tutaj obwiniać?
Gdyby malarze umieli zająć umysły, pokochałby naród ich
sztukę, i owszem, stałaby się ona potrzebą jego. Wszakże
chciejmy to sobie raz na zawsze i we wszystkiem powiedzieć:
iż naród tylko nim samym i sprawą jego zająć mo­
żna. Piękność nie ma wprawdzie ojczyzny, ale to, co cały
naród ma za piękność swoją uznać, musi wyjść koniecznie
z jego łona, lub z łona przeszłości jego. Bo i czemże są po­
jedyncze okresy w dziejach sztuki, jeżeli nie wylaniem się na') Rozprawa ta ukazała się po raz pierwszy w czasopiśmie p. t.
„Tygodnik literacki, poświęcony literaturze, sztukom pięknym i krytyce,
wychodzący pod redakcyą A. Woykowskiego“, Poznań 1839, (tom II), str.
170 i nast. Autor podpisany jest tylko inicyałami: W. P.

— 262 —

Typy ludowe Franciszka Tępy

rodowości tego, lub owego ludu, w którym się objawia duch
Boży ? Malarze nasi za granicą lub na obcych wzorach w domu
kształceni, nie mają nic dla ludu, stąd też nie ma i lud nic
dla nich. Koniecznie zapewne jest potrzebną artyście znajomość
całej sfery sztuki jego i wprawa techniczna; ale zarazem jest
mu także potrzebną znajomość gruntu, na którym stoi, kraju,
w którym żyje, ludzi na których ma wpływać“. Następnie zaś
dodaje: „Głównym warunkiem powodzenia zostanie niezaprzeczenie w każdym artyście talent po wszystkie czasy. Ale
i talent nie zbawi tego, co złą obrał drogę. Lecz i cóż ma
nas wyprowadzić z błędu i zwieść na prawą drogę? Wszakże
to stara gadanina, że najwyższym wzorem dla sztuki była na­
tura. Niechaj sobie każdy o tern, co zechce rozumie; ja nie
wykładam tutaj estetyki; ale to pewna, jeżeli nie można iść
z góry na dół, potrzeba iść z dołu do góry, jeżeli nie można
w sztuce począć od Bóstwa i człowieka, potrzeba od tego za­
cząć, po czem człowiek chodzi, t. j. o d ziemi!...“
„Trudno, żeby naród pokochał to, czego nigdy nie wi­
dział, żeby sądził o tern, czego nie zna. Idąc więc z dołu
w malarstwie, potrzeba począć od tej natury, z którą naród
wzrósł pospołu i pośrodku której żyje... Na takiem tle do­
piero może swą grę rozpocząć indywidualność pojedynczych
szczepów narodu naszego, która w dziwnym zlewie barw roz­
licznych dzieje utworzyła“.
Niezrównany jest ustęp, w którym W. Pol charakteryzuje
najrozmaitsze typy ludu polskiego ze wszech stron Polski;
styl coprawda nieznośny, żywo przypominający niewyszukaną
formę „Pieśni o ziemi naszej“, lecz warto się przedrzeć przez
uciążliwą gęstwinę konstrukcyjną zdań, bo doprawdy, żywa,
plastyczna, po malarsku wprost naszkicowana charakterystyka ty­
pów ludowych polskich zasługuje na miano niepospolitej. Z tego
też względu nie będzie może od rzeczy zacytować ten ustęp,
ważny nie tylko dla artystów i estetyków, lecz także — jeśli
nie przedewszystkiem — dla etnografów ’)•
Olbrzymi szmat pięknej i drogiej sercu Polaka ziemi,
od brzegów Odry aż po progi Dnieprowe, ma stanowić „wielkie
tło polskiego malarza“. Obrazy, na takiem tle stworzone, nie
’) Pierwszym, który zwrócił uwagę na wartość tego studyum W.
Pola, był, o ile mi wiadomo, Prof. Jerzy tir. Mycielski. Cfr. jego „Sto
lat dziejów malarstwa w Polsce“, Kraków, 1897, str. 255 i nast.

— 263 —

Mieczysław Treter

będą społeczeństwu obojętne. Lecz nie na tem koniec: „Im
żywiej podchwyci sztuka narodowość pojedynczych szczepów,
im ostrzej zakreśli ich cechy, tem bardziej ożywi się tło tego
obrazu. A i cóż to piękności w tym ludzie? co prawdy, co
siły w zwyczajach, w obyczajach, w życiu, w pracy i w zaba­
wach jego ? Pasterze, rybacy, łowcy, rolnicy i flisi, a to wszystko
takie różne, takie dziwne, i miłe, i swoje ! Jakież pole dla ma­
larza! już wyczerpnienie obrazów z życia jednego tylko szczepu,
mogłoby nową szkołę utworzyć. Cóż dopiero tam, gdzie się
te narodowości kilku szczepów z sobą starły? Na pograni­
cznych miedzach, na odpustach i targach, lub w biegu żeglugi ?
„Jakiż to widok n. p. Poleskiej wiciny na Dniestrze,
kiedy leśne Pińczuki do brzegu przybijają, ogień nałożą i że­
gnając się, z podziwieniem patrzą na mury i wieże starego Ki­
jowa? albo te koczowiska kozackie na skalistych ostrowach,
śród szumnego Dniepru między porohami? albo te nocne ta­
bory czumackich ukraińskich mazy, kiedy ładowne od Limanów
ciągną i rozłożą się szeroko pod mogiłą na stepie? Albo wi­
dok tych leśnych szczepów? Kurpia na łowach przy sieci?
Litwina na zaścianku, lub śród puszczy, kiedy paści stawia,
łosia tropi lub żubrowi z drogi schodzi? albo ta lekkość jego
kiedy się po gładkiej, jak świeca, sośnie, do barci spina i snując linę do koła drzewa, urywa z dołu, nadstawia u góry
i tworzy sobie w powietrzu drabinę? jak inny znowu jest wi­
dok tych łodzi rybackich, na cichych jeziorach litewskich, oto­
czonych czarnemi puszczami, kiedy same, jak drobne spławy
niewodu, błyszczą po jeziorze, a za niemi z cichym szumem
tonie i śmieje się matnia? Jak inny znowu jest ten sam Litwin,
stojący na wicinie, lub na dubasie, kiedy go pod Królewcem,
albo na Wiśle pod kujawskim brzegiem widzimy? Jak niepo­
dobny jest Hucuł, góral konny, do Czuhańca, który węgierskie
rogacze hoduje? Jak niepodobny ciężki Odrak na niemieckim
targu, do lekkiego Podhalana, kiedy z listem na Lachy czesze,
albo pod Tokaj wyrusza na kośbę? Jak niepodobny Solarz
Bojek o wołowym zaprzęgu do krakowskich i proszowskich
ludzi, kiedy z panami po świecie furmanią? Kmieć podolski
do Mazura, a Ukrainiec z teorbanem i bandurką, na koniu
i z nahajem, na pańskim dworze, do twardego Żmudzina na
odpuście w Worniach? A dopieroż ich stroje i tańce, uczty
i biesiady po domach i gospodach ? Targi i kiermasze, kośby,
— 264

Typy ludowe Franciszka Tępy

flisy, i prażniki po świecie? a dopieroż wpatrzyć się głębiej
w ich życie wewnętrzne, w ich podania i zwyczaje, w ich gusła
i w połowie jeszcze pogańskie obrzędy; przypatrzyć się tym
chrzcinom, weselom, pogrzebom, jakiż to tam świat rozległy,
dziewiczy i nieznany, roztwiera się oku badacza? Już z wyrazu
twarzy i z postawy każdego szczepu wyczytasz przeszłość jego.
Tutaj jest tedy dla sztuki przejście od ludu do dziejów, czyli
z obrazów życia do historycznego malarstwa.
„Tak n. p. poznasz po polskim szczepie, że jest krwi
Piastowej, jednej krwi z tym, który nim rządził, który mu het­
manił i królował, ale młodszy brat, czy sierota ? Też same
cnoty i wady, gościnny i mało dbały o przyszłość, prędzej
puknie, niż połaje; taż powaga w starym, taż wesołość w mło­
dym, lubi dom, kocha żonę i rolę, a kogo nie lubi, z tym się
też łatwo pobije. — Tęskna i głębsza jest dusza litewskiego
ludu, znać to po nim, iż wcześnie znikła narodowość jego
i że obca zatarła ją w życiu, ale nie w duszy; - jest to dzi­
wny zlew obyczajów Rusi książęcej i wyznania zachodniego
kościoła; w tern starciu się dwóch sprzecznych pierwiastków,
znikła pierwotna narodowość Litwy. — Z twarzy cichego Żmudzina zda się coś prawdą przemawiać: „Kto z mym Bogiem
trzyma, z tym też i ja trzymam“. — Na Rusinie wytłoczyły
tradycye Bizantu odwieczne swe piętno, twardo zjęła duszę
jego władza wschodniego kościoła i waśń książąt jego. Na nim
starły się zapasy wschodu i zachodu, a cierpienie stało się
poezyą życia. — Otwartą twarzą patrzy góral na świat Boży;
narodowość jego jest zarodem lub starciem się mnogich naro­
dowości przedkarpackich Sławian, a miłość swobody główną
jej cechą; równie pokrewny mową i obyczajem, tej i owej do
linie pod górami, jest on sam dla obudwu równie obcy. Tęskna i cała w przeszłości jest dusza ludu ukraińskiego
śród stepów i mogił, marzy on o hetmańszczyźńie i o sławie,
o Dnieprze i słobodzkiej swobodzie, o Siczy i Gałacie, o rze­
ziach i łupach. — Gra tych narodowości pojedynczych szczepów
w jedno ognisko życia zebrana, utworzyła dzieje naszego na­
rodu, a kiedy już każda z nich z osobna wzięta, mieni się
w tylu barwach, cóż to tam dopiero otwiera się za pole dla
sztuki, gdzie dzieje całego narodu i wieków tylu, staną przed duszą
poety’ — malarza? Cały ten świat jest właśnie światem sztuki,
cały leży w przeszłości, w księdze, w grobie, w podaniu zamknięty .
- 265 —

Mieczysław Treter

Głos Wincentego Pola pozostał zrazu dość długie czasy
bez silniejszego echa, jakkolwiek był wyrazem usposobienia,
pragnień i życzeń ogółu społeczeństwa polskiego. I obrazki
ludowe, malowane przez Tepę, nie odpowiedziały wszystkim
postulatom, wypowiedzianym przez Pola; niezawsze też odpo­
wiadały postulatom wyższym, estetycznym...
W każdym razie, zwracając się do malowania polskich
i ruskich typów ludowych, mógł Tępa liczyć na większe, niż
dotąd, poparcie ze strony tej części społeczeństwa polskiego,
która się sztuką interesowała, a nadto czynił zadość i własnym
upodobaniom artystycznym i cudzym perswazyom i prośbom,
których od protektorów swoich i przyjaciół, a w szczególności
od Lucyana Siemieńskiego, Wł. hr. Dzieduszyckiego i Józefa
Grelińskiego tyle się nasłuchał.
Typy ludowe malowane przez Tepę, głównie i najwięcej mię­
dzy r. 1860—1870, mają swój wdzięk osobny i swe znamiona odrę­
bne, oryginalne, które sprawiają, że typy te różne są od wszystkich
innych, malowanych w Polsce przez cały zastęp artystów, od czasów
Stanisława Augusta począwszy. Rzućmy na chwilę okiem wstecz.
*
*
*
Malarze zajmują się w ogólności typami ludowymi tylko
w tych czasach, kiedy element narodowy, poczucie narodowe,
ważną odgrywa rolę w całokształcie życia politycznego i umy­
słowego. Dlatego malarstwo typów ludowych, w Polsce zwła­
szcza, uważać można za wskaźnik życia narodowego.
To też malarstwo, kwitnące w Polsce za czasów Stani­
sława Augusta staje się dopiero wtedy rzeczywiście narodowem,
polskiem, kiedy nieliczni zrazu artyści poczynają brać za temat
do swych obrazów lud wiejski i pejzaż ojczysty.
W wieku XVIII. liczba malarzy polskich była dość szczu­
pła. Polak z pochodzenia i do narodowości polskiej sam się
przyznający, Daniel Chodowiecki, artystą polskim właściwie nie
jest, bo pierwiastków narodowych w całej jego tak bogatej
twórczości prawie niema i cała sztuka jego jest wybitnie nie­
miecką. Rytował on czasem na miedzi typy polskie1), a jeszcze
') Cfr. np. jego t. zw. „Drei polnische Figuren“ (Znajdują się w zbio­
rach Pawlikowskich we Lwowie). Opis w dziele Daniel Chodowiecki’s
sämmtliche Kupferstische, beschrieben, mit historischen, literarischen und
bibliographischen Nachweisungen, der Lebensbeschreibung des Künstlers
und Registern versehen von Wilhelm Engelmann (Leipzig, 1857) str.
88, Nr. 138.

— 266 —

Typy ludowe Franciszka Tępy

częściej rosyjskie, ale pozatem, o ile w ogólności takie temata
obrabiał, opracowywał tylko niemieckie widowiska ludowe.
Współczesny mu Tadeusz Ronicz, typy ludowe maluje,
ale włoskie, z okolic Rzymu. Pierwsze wyraźne ślady tego rojisf TT-

Fot. M. Treter

Repr. „Zorza“ Kraków

1. DZIEWCZYNA Z WIADRAMI
(Poturzyca 1868)
Własność Muzeum im. .Hr. Dzieduszyckich we Lwowie.

dzaju malarstwa spotykamy u Franciszka Smuglewicza, który
malował słabe obrazy ze scenami z życia wieśniaków litewskich
i krakowskich, u Kazimierza Wojniakowskiego, który około
r. 1790 skreślił udatnie piórkiem 50 z górą typów ludowych, a wre­
szcie u Józefa Reichana, który typy takie szkicował czasem tuszem.
— 267 —

Mieczysław Treter

Malarzem wybitnym, w którego twórczości dział typów
ludowych polskich po raz pierwszy świetnie się zaznaczył, był
Jan P. Norblin; malował on akwarelą lub gwaszem i rysował
sepią albo sangwiną żydów, kozaków, prostych żołnierzy w obo­
zie, chłopów na wsi i drobnych mieszczan, a wszystkie te jego
utwory odznaczają się nie tylko formą doskonałą ale i wielką
stosunkowo wiernością w odtworzeniu. Nie poprzestawał też
Norblin na kreśleniu typów pojedynczych, lecz tworzył piękne
sceny zbiorowe z życia ludu, jak n. p. Bal chłopski w karczmie,
Targ na Pradze pod Warszawą, Chłopi na wsi, Targ za Żelazną
bramą w Warszawie, Wnętrze karczmy w Opolu, Odpust przed
wiejskim kościołem i i.
Norblin więc otworzył niejako artystom polskim oczy na
piękno tkwiące w polskiej przyrodzie i ludzie polskim. A choć
sam przedstawiał zwykle chłopów wygładzonych i skosmopolityzowanych nieco, dał pierwszy przykład, godny naślado­
wania. Poszedł też za jego przykładem cały szereg artystów.
Uczeń Norblina, Jan Rustem, zwraca uwagę na pejzaż polski;
maluje nieraz na jego tle sceny rodzajowe lub typy.
Barwny lud krakowski upodobał sobie Michał Stachowicz,
który malował chłopów ckliwych nieco i ugrzecznionych, takich,
jacy w „Wiesławie“ Brodzińskiego tańczą krakowiaka i skoczne
nucą piosenki, a jakkolwiek utwory te pod względem artysty­
cznym są bardzo słabe, malowane nieumiejętnie, czasem wprost
niezgrabnie, dla dziejów kultury i ubiorów ludu polskiego nie­
małą posiadają wartość.
Udatne głowy włościan malował Jerzy Głogowski, oraz
Michał Płoński, ale przewyższył ich obu Aleksander Orłowski,
pierwszy wielki narodowy malarz polski, artysta, który w utwo­
rach swych po raz pierwszy przedstawił wieś polską prawdziwą,
bez żadnych upiększeń. W licznych swych rysunkach i akwa­
relach z postaciami chłopów, bab i wiejskich parobków daje
się Orłowski poznać jako artysta niezrównany, odznaczający
się wielką zdolnością trafnej i realistycznej charakteryzacyi,
a przytem wielką dozą szczerze polskiego temperamentu twór­
czego. Pod jego też wpływem malował akwarelą typy i sceny
z życia, nieraz w formie karykatury, Jakób Sokołowski.
Równocześnie z wzrostem romantyzmu w Polsce malar­
stwo typów ludowych zjednywało sobie coraz więcej zwolen­
ników ; wiele niewątpliwie przyczynił się do tego Wincenty Pol
— 268 —

Typy ludowe Franciszka Tępy
cytowanym już powyżej artykułem swoim, gdzie — podobnie
jak dawniej Zoryan Dołęga Chodakowski, nawoływujący poetów,
aby pod wiejską zstąpili strzechę, — zwrócił się z gorącem
wezwaniem do polskich malarzy, by spojrzeli na lud wiejski
i ziemię ojczystą, a znajdą nieprzebrane bogactwo prawdziwie

Fot. M. Treter

Repr. „Zorza“ Kraków

2. WIEŚNIACZKA NA TLE CMENTARZA
(1868)
Własność p. Henryka Tretera we Lwowie.

pięknych a drogich każdemu sercu, bo narodowych, motywów.
1 maluje wtedy sceny rodzajowe i typy bardzo młodo
zmarły Julian Karczewski, pojedyncze postacie włościan
umieszcza nieraz w swych widokach ze stron ojczystych Jan
Nepomucen Głowacki, sceny z życia wiejskiego ludu, krako­
wskiego zwłaszcza, rysuje tuszem Wincenty Smokowski, a Kon— 269 —

Mieczysław Treter

Stanty Rukiewicz, uczeń Rustema, zebrał razem utwory swoje
z tego działu i wydał je p. t. „Wilno r. 1840“.
Zasłużony rytownik Kajetan Wincenty Kielisiński, od
czasu, gdy po r. 1834 zaczął zajmować się w Medyce sztycharstwem, robi całe mnóstwo ciekawych bardzo typów ludo­
wych i miejskich, ze wszystkich stron Galicyi, potem Wielko­
polski, a w utworach tych idzie śladami wielkich swoich po­
przedników, Norblina, Płońskiego i Orłowskiego.
W tym samym mniej więcej czasie występuje na widownię
Piotr Michałowski, a w ciągu dwudziestu kilku lat swej bujnej
twórczości szkicuje często przepysznie stajennych i chłopów
ruskich, trzymających konia u pyska, maluje olejno głowy sta­
rych Rusinek i Rusina, furmanów w liberyach i popiersia Ży­
dów, a ponieważ prac tych zazwyczaj nie wykończa, lecz
w formie szkiców szybko rzuca na płótno czy papier, nadaje
im zapomocą siły wyrazu i realistycznego traktowania, nawet
brzydoty, cech żywej prawdy.
Z czasem hołdują malarstwu typów ludowych wszyscy
wybitniejsi malarze; hołduje mu nawet nasz malarz-romantyk
Ignacy Gierdziejewski, kreśląc n. p. sepią i tuszem gromadę
wybornych kobiet wiejskich i przekupek warszawskich na tar­
gowisku, hołdują też pierwsi portreciści tego czasu, współ­
cześni Tepie, jak Leon Kapliński, który nie tylko rysował
nieraz ołówkiem postacie chłopów krakowskich i mazowie­
ckich, ale dał nadto znakomity, idealizowany typ chłopa pol­
skiego w obrazie swym „Szlachta i lud“, a dalej Henryk Roda­
kowski i Andrzej Grabowski.
Typy ludowe i sceny z wiejskiego życia malował Roda­
kowski nawet w czasie pobytu swego w Paryżu; później, w la­
tach 1867—1868, kiedy osiadł na wsi w Bortnikach, jeszcze
więcej im czasu poświęcał i malował subtelną techniką typy
Żydów, chłopów ruskich, chłopców stajennych i parobków.
Grabowski oddawał się malowaniu typów ludowych pod
wpływem Waldmullera, to też powstało ich najwięcej zaraz po
ukończeniu studyów wiedeńskich. Akwarele te, jakkolwiek
świadczą o wielkiej znajomości ludu u młodego podówczas
artysty, dość są słabe, konwencyonalne i nie znać w nich rysów
tego wielkiego talentu, który w męskich portretach Grabowskiego
z taką nieraz występuje siłą.
270

Typy ludowe Franciszka Tępy

Nie mogło też braknąć typów ludowych w bogatej twór­
czości malarza wsi polskiej i polskiego życia, w twórczości
Juliusza Kossaka. W akwarelach swych i większych olejnych
obrazach przedstawia Kossak po niezliczone razy wieś i życie
ludu, tę wieś zamieszkującego, jego zajęcia na roli, zabawy,
uroczystości i wesela, gwarne i barwne jarmarki, a wreszcie

Fot. M. Treter

Repr. „Zorza“ Kraków

3. HANKA KROCHMALUCZKA Z HOŁUBICY
(1870).
Własność Muzeum im. Hr. Dzieduszyckich we Lwowie.

konie chłopskie, które nieraz stanowią cały majątek biednego
wieśniaka. Wieś u Kossaka wygląda zazwyczaj odświętnie,
chłopi u niego dorodni i schludni, konie, choć chłopskie, małe,
żwawe i dziarskie. Brzmi u niego, jak we wszystkiem, tak
i tutaj, nuta wesoła, szczęśliwa, i ludzie są trochę upoetyzowani, szczęśliwi i pogodni, nie tak, jak w rzeczywistości.
— 271 —

Mieczysław Treter

Inni ówcześni malarze rzadko dorównywali Kossakowi
w tym rodzaju. Konstanty Dzbański jest w swych scenach ludo­
wych blady i niezdecydowany, Aleksander Raczyński, pomimo
talentu, jaki w malowaniu typów ludowych okazał, nie wzniósł
się w nich wyżej, gdyż wnet je porzucił a poprzestał na szty­
wnych portretach olejnych, Józef Brodowski (młodszy), Elwiro
Andriolli i Wincenty Ślendziński malują tego rodzaju utwory
dość rzadko, a Franciszek Kostrzewski, który w latach 1850—1860
malował z powodzeniem sceny z życia wiejskiego i typy z Kró­
lestwa i Litwy, wnet zaprzestał ich prawie zupełnie, zwrócił się
zaś do karykatury i humoreski. Karol Młodnicki, zasłużony
profesor rysunków we Lwowie, malował często także i typy
ludowe z Galicyi, wschodniej zwłaszcza, a prawdziwym malarzem
górali i ludu krakowskiego był ceniony obecnie bardzo Ale­
ksander Kotsis, zdolny uczeń Waldmiillera, który za wzorem
swego wiedeńskiego mistrza malował włościan i górali na tle
udatnych polskich pejzaży. Przyjaciel Tępy, Wojciech Gerson,
malował typy ludowe z talentem, sam jednak większą przywią­
zywał wagę do historycznych kompozycyi, poświęcał więc
tamtemu tematowi tylko resztki wolnego czasu.
W twórczości Artura Grottgera wreszcie1) mamy poza
szeregiem scen i typów ludowych, jak: Modlitwa wieczorna
rolnika (1860), Włościanin ruski, Szkółka wiejska, Kolędnicy,
Cyganie, Huculi na skraju lasu, Pastuszki i Rusinki (oba osta­
tnie z 1867 r.), kilka postaci wieśniaczych w potężnych cyklach
Warszawa-Polonia-Lituania, jak n. p. ów chłop ze sztandarem
z cyklu „Warszawa“, postaci tak pięknych i tak wielkich, że są
jakgdyby apoteozą chłopa polskiego i jego duszy prostej a go­
rącej. Postacie to stworzone nie tylko pociągnięciami ołówka
czy pędzla, ale i natchnieniem szczerem wielkiego artysty.
*) Bliższe wiadomości o wymienionych tu malarzach, a mianowicie
daty urodzenia i śmierci, oraz opis niektórych dzieł znaleźć można
w „Katalogu Wystawy Sztuki Polskiej od roku 1764 -1886“ wydanym
przez Prof. Jana Bołoza-An tonie wicz a (Lwów 1894), nadto zaś
w dziele Prof. Jerzego hr. Mycielskiego „Sto lat dziejów malarstwa
w Polsce, 1760 1860“. (Z okazyi Wystawy retrospektywnej malarstwa
polskiego we Lwowie 1894 r.), Kraków, 1897. — Na tych dwu publikacyach głównie opierałem się, czerpiąc z nich materyały do niniejszego
ustępu o malarstwie typów ludowych w Polsce. Temat ten zamierzam
w przyszłości szerzej opracować.

— 272

Typy ludowe Franciszka Tępy

Typów ludowych Tępy mierzyć potęgą natchnienia nie
można, porównywać je z pracami Grottgera trudno. Grottger
był wielkim poetą-lirykiem i artystą o genialnych cechach ta­
lentu, a cala nieledwie sztuka jego szła z serca i duszy, obu­
dzonej gromem narodowych nieszczęść do tworzenia dzieł na­
tchnionych. Tępa był tylko i wyłącznie malarzem, niczem wię-

Fot. M. Treter

Repr. „Zorza“ Kraków

4. STARZEC 110-LETNI Z OKOLIC KRAKOWA.
(1870).
Z fotografii ze zbiorów p. Tekli Teppowej we Lwowie.

cej; sztuka jego szła z oka bystrego i z wprawnej ręki, a nie
z duszy skrwawionej i zbolałego serca poety. Nie jest to jego
stroną ujemną, ani wadą: to jedna z głównych cech jego arty­
stycznego talentu. Co do innych malarzy, to, nawet poza Orło­
wskim i Michałowskim, Tępa pod pewnymi względami czasem
273 —

Mieczysław Treter

i im nie dorównywał, zwłaszcza o ile chodzi o życie i ruch
żwawy malowanych postaci; przewyższał ich zato niejedno­
krotnie sposobem ujęcia i tą dziwną umiejętnością, zapomocą
której potrafił równocześnie sharmonizować i połączyć w jedno
prawdę realizmu z wdziękiem i urokiem poezyi. Nadto, cha­
rakterystyczną cechą typów ludowych Tępy jest pewna lekka
mgła smutku i melancholii, jaką u niego zawsze są owiane
wszystkie wiejskie postacie. Wieśniaczki, wieśniacy i Żydzi,
malowani przez Tepę, patrzą zawsze bardzo poważnie, mają
spokojne a smutne na świat spojrzenie; z wykończonych dro­
biazgowo ich twarzy, przemawia zazwyczaj do widza dławiony
i cichy ból życia.
Malował ich artysta prawie wyłącznie pojedynczo; są to
przeważnie portrety, w których cały nacisk położony jest na
rysy twarzy danego typu ; tern się też różnią te typy od ty­
pów innych malarzy, robionych częstokroć dla samych tylko
barwnych ubiorów ludowych. Akwarele z dwiema postaciami,
jak n. p. piękny obrazek, podpisany przez Tepę: „Dwie Ma­
ryny ze Skomoroch“, należą do rzadkich, podobnie jak utwory
rodzajowe, w którychby występowała większa ilość osób ; jest
ich też niewiele, a dwa znane są dotąd tylko ze szkiców:
„Młynkowanie zboża“ i „Orka“ z zaprzągniętymi do pługa czte­
rema wołami.
Na osobną uwagę zasługują dwa obrazki rodzajowe z ty­
pami ludowymi, malowane jeszcze około r. 1850, a więc już po
powrocie ze studyów wiedeńskich, przed wyjazdem zaś na Wschód.
Oba znajdują się w zbiorach dra Bronisława Skałkowskiego
we Lwowie. Pierwszy z nich przedstawia ciekawą, a wówczas
w Galicyi dość częstą, scenę w karczmie: woźny jakiś, może
sądowy, w czapce i mundurze austryackim, poucza grupę chło­
pów o nowem jakiemś rozporządzeniu rządowem, o nałożeniu
nowych zapewne ciężarów i podatków. Jest na tym obrazku
dwanaście postaci, a każda z nich dobrze uchwycona. Miny
chłopów przykro zadziwione, niedowierzające; jeden z nich, naj­
starszy, najlepiej zdaje się rozumie tekst nowego ukazu; stoi na
uboczu nieco, z wyraźnie malującym się afektem gniewu na
twarzy. I Żyd karczmarz wie dobrze, o co chodzi; przystanął
i słucha, szarpiąc z lekka brodę. Dwie tylko osoby nie zdają
sobie zupełnie sprawy z tego, co wszystkich tak bardzo zajmuje:
to młody urlopnik i stojąca przy nim wiejska dziewczyna. Tło
— 274 —

Typy ludowe Franciszka Tępy

stanowi ściana karczmy i słup drewniany, a na tern tle dobrze
się odcinają barwne stroje chłopskie i oryginalnego kroju czapki
(stroje i czapki wskazują, że scena odbywa się w Galicyi wscho­
dniej). Wszystko, aż do drobnych szczegółów, wykonane gła­
dko, techniką nieledwie miniaturową, na wzór owych licznych scen
rodzajowych, malowanych z takiem zamiłowaniem przez wie­
deńskich „Kleinmeistrów“ około połowy XIX. wieku.

Fot.. M. Treter

Repr. „Zorza* Kraków.

5. PASTUSZEK WIEJSKI
(1878).
Akwarela z cyklu obrazów, ofiarowanych Arcyksiężnlczce
Gizell w dzień Jej zaślubin przez szlachtę podolską.

Drugi obrazek, podobny do pierwszego techniką i roz­
miarami (wys. 18 cm., szer. 15 cm.) malowany również akwa­
relą i gwaszem, przedstawia jedynastu Żydów w izbie. Zajmuje
ich rzecz bardzo ważna : sprawy pieniężne. Najstarszy z nich,
- 275 —

Mieczysław Treter

w czarnym hałacie, z lisią czapką na głowie, waży dukaty,
a czynności tej przypatruje się z ciekawością najmniejszy żydziak, stojący na drewnianym cebrzyku, inny z Żydów trzyma jakiś
papier i uważnie rachuje; twarze wszystkich o minach wyrazi­
stych, rysach zaostrzonych, o silnie zakrzywionych nosach.
Wszyscy odziani w hałaty, jeden tylko, oprócz owego chłopca,
ubrany z miejska. Ciekawe jest również samo wnętrze żydow­
skiej chaty; na środku stoi stół i krzesło drewniane z boku,
w tle ściana, a pod nią duża szafa z naczyniem i talerzami, na
szafie zaś stare, zapylone księgi.
Pod pierwszym obrazkiem jest wprawdzie na kartonie obcą
ręką umieszczony napis: F. Fr. Tępa 53., ale i technika i kompozycya sama dowodzi, że akwarele te powstać musiały o wiele
wcześniej, może w r. 1850, t. j. wnet po powrocie z Wiednia.
Bawiąc w ostatnim okresie swego życia często w Poturzycy, brał Tępa, na prośbę Włodzimierza hr. Dzieduszyckiego,
często udział w słynnych poturzyckich łowach, gdzie nieraz
malował typy myśliwych, naganiaczy i t. p. Pięknie wspomina
o nim jeden z wybitnych uczestników tych głośnych polowań J):
„ ..Szumny gwar rozpraw i polemiki myśliwskiej obijał się
o jego uszy bez oddźwięku i znaczenia, ruch zwierzyny
w kniei nie wywoływał gorączki czynu, hekatomby padłych
ofiar nie rozbudzały rycerskiego animuszu- Ale oko jego
przymglone na łowach, rozjaśniało się dziwnym blaskiem, gdy
chwycił ołówek lub pędzel w rękę i mistrzowskim rysun­
kiem, czy kolorytem odtwarzał sceny myśliwskie lub po­
stacie typów e“.
„Wówczas iskra płomienna, utajona na dnie duszy,
iskra uczucia artystycznego, tryskała z jego ręki, która roz­
lewała na kartonie barwy silne i czyste, jemu tylko wła­
ściwe...“
Typy ludowe Tępy są to typy, pogłębione cechami indy­
widualnemu Na tern przedewszystkiem polega ich wartość arty­
styczna.
Typ a indywidyum! dwa pojęcia sobie przeciwstawione,
które jednakowoż zakresem swoim poniekąd wzajemnie się
ł) Józef Łoziński: Akwarele myśliwskie, karta wspomnień z lat
ubiegłych (Łowiec, organ Galicyjskiego Towarzystwa Łowieckiego, Rok
1905, str. 113 i nast.).

— 276

Typy ludowe Franciszka Tępy

nakrywają. Bo niema jednostki indywidualnej, któraby pozba­
wiona była pewnych cech typowych, czy narodowości, czy rasy ;
podobnież niema, skoro mowa o ludziach żywych, typów, jako
takich, t. j. ludzi, którzyby nie mieli w sobie żadnego rysu
indywidualnego, a byli tylko typem i niczem więcej. Indywidyum,
to coś konkretnego; typ, to rzecz abstrakcyjna, pojęcie oder-

Fot. M. Treter

Repr. „Zorza“ Kraków.

6. CHŁOP Z POTURZYCY
(1885).
Własność Dra Tadeusza Sołowija we Lwowie.

wane, to forma, w której reprezentowane są doskonale wła­
sności całego szeregu form pokrewnych. A jakkolwiek jedno­
stka indywidualna może czasem za typ uchodzić, to zawsze
jest w niej jeszcze coś, co sprawia, że dana jednostka różni
się od innych, pokrewnych, które należą do tego samego, ogól­
nego typu.
_ 277

Mieczysław Treter

Rzeczą artysty więc było wyszukać i dobierać sobie takie
jednostki, które pomimo swej całej, wyraźnie dosyć zaryso­
wanej indywidualności, ucieleśniają w sobie zarazem pewne
wybitne własności odpowiedniego typu, przyczem rysy indy­
widualne i formy typowe nie powinny wchodzić ze sobą nigdy
w najmniejszą nawet kolizyę, gdyż przez to wartość typu obni­
żyłaby się znacznie.
Otóż stwierdzić trzeba, że Tępa pojął swoje zadanie na­
leżycie i odpowiedział niemal w zupełności wielu słusznie
w tym względzie stawianym wymaganiom. 1 bez względu na to,
czy to jest „Petro Stelmaszczuk, wójt z Hołubicy“, czy „Hanka
Krochmaluczka z Hołubicy“, czy „Wasyl Szamro wójt z Czepiel“
albo „Starzec UO-Ietni z okolic Krakowa, towarzysz broni
Tadeusza Kościuszki“, czy „Żyd Szaja“ lub owe „Dwie Maryny
ze Skomoroch“, czy też długi szereg postaci bezimiennych,
nienazwanych, wartość tych utworów jako typów ludowych jest
zawsze niepoślednia.
Najchętniej malował Tępa pomarszczone twarze starych
wieśniaków i zwiędłe, suche lica wieśniaczek. Na twarzach mę­
skich nie pomijał wtedy żadnego charakterystycznego szczegółu,
a czasem opracowywał z niezmordowaną cierpliwością, z prze­
sadnym nawet realizmem, delikatne drobne włoski, widoczne
na niedość często golonej twarzy Przy malowaniu głów wie­
śniaczek z podobnem zamiłowaniem starał się o drobiazgowe
wykończenie zmarszczek, o dokładne odmalowanie barwnej na
głowie chusty, z drobnym zazwyczaj ornamentem.
Nie tylko w wyrazie twarzy i w pozie, ale nawet w kolo­
rycie tych typów ludowych brzmi cicha nuta dziwnej melan­
cholii. Koloryt zwykle miękko sharmonizowany, bez efektów
jaskrawego kontrastowania barw, czasem nieco mglisty, przytem
często podporządkowany rysunkowi, w czem widać ślad wpływu
szkoły rysunkowej Cogniefa. Pozatem, chodziło tu artyście
o możliwie silną ch a ra kt e ry za cy ę typów, użył więc do
tego najlepszego środka środka wprost niezawodnego, jakim
jest rysunek.
Wszystkie te typy ludowe, których zbiór przepyszny i naj­
większy znajduje się w Muzeum im. hr. Dzieduszyckich, a po
części i w Galeryi Obrazów tych samych właścicieli, są ogro­
mnie spokojne, tak w pozie, jak w wyrazie twarzy. Ten mo­
notonny prawie spokój razićby musiał w utworach, któreby
— 278 —

Typy ludowe Franciszka Tępy

przedstawiały typy ludu z innych stron Polski. W typach ludu
wiejskiego Galicyi wschodniej, ociężały spokój pozy i wyrazu
jest zupełnie na miejscu, bo ociężałość fizyczna i umysłowa
jest jedną z cech, najbardziej charakteryzujących mało oświe­
cony wiejski lud ruski, w pośród którego Tępa przeważnie
w Pieniakach i Poturzycy przebywał i z pośród którego wybie­
rał typy do swej ciekawej galeryi1). Typy ludowe inne, z okolic
Truskawca i Krakowa, są o wiele rzadsze, a przechowały się
przeważnie tylko w szkicach dorywczych, kreślonych wprost
z natury.
Powtarzane z pewnemi zmianami kilkakrotnie przez arty­
stę popiersia Krakowianki, nie należą do seryi jego typów lu­
dowych, gdyż są tylko portretem kostyumowym, a przedsta­
wiają p. Wiśniewską, z którą przez czas pewien był Tępa za­
ręczony.

Wszystkie prace artystyczne Tępy świadczą o tern, że ma­
larz ten posiadał rozum o skłonnościach przeważnie indukcyj­
nych, a fantazyę odtwórczą tylko, w przeciwstawieniu do kom­
binacyjnej. Dwie tego rodzaju zdolności intellektualne tworzą
talent spostrzegawczy, talent człowieka patrzącego na świat
trzeźwo i realnie, talent, który daje poecie i artyście zdolność
trafnej obserwacyi i możność tworzenia na jej podstawie po­
staci charakterystycznych, pełnych wyrazu i prawdy życiowej.

“) Oprócz obrazów, znajdujących się w zbiorach wymienionych dotąd
w tekście i pod reprodukcyami właścicieli, są jeszcze ponadto typy lu­
dowe Tępy w posiadaniu Michała hr. Baworowskiego w Sorocku, p.
Friedowej, p. Maurycego Nirensteina i p. Stanisława Olexińskiego we
Lwowie, p. Stanisława Pateka, adw. przys. w Warszawie, p. Stefana Sękow­
skiego w Woysławiu (p. Mielec), Prof. Dra Adama Sołowija, p. Heleny
z Kędzierskich Sołowijowej, p. Zofii Strzetelskiej-Grynbergowej, p. Michała
Teppy i p. Tekli Teppowej we Lwowie, inż. Jakóba Vaceka w Drohoby­
czu, p. Edmunda Waltera we Lwowie, p. Heleny z hr. Mycielskich Zale­
skiej i p. Wacława Zaleskiego Szefa sekcyi w Ministerstwie rolnictwa
w Wiedniu. Wszystkim tym właścicielom składam na tern miejscu szczere
podziękowanie za łaskawe pozwolenie korzystania z ich zbiorów, wzglę­
dnie za wiadomości, podane o znajdujących się u nich utworach Tępy.

- 279 —

Mieczysław Treter

Talent taki, choć niezupełnie rozwinięty, posiadał Tępa
rzeczywiście i dzięki niemu tworzył nie tylko doskonałe por­
trety akwarelowe i piękne obrazki ze Wschodu, ale także owe
typy ludowe, które, pomimo rażących nieraz błędów rysunko­
wych (słaby rysunek dłoni i stóp, sztywność pozy) odznaczają
się w ogólności spokojną a trafną charakterystyką.

— 280 -

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.