b74b9d79362f33e41458ab93d4d84087.pdf
Media
Part of Szamanizm u tybylców na Sahalinie (dokończenie) / Lud, 1910, t.16
- extracted text
-
BRONISŁAW PIŁSUDSKI.
Szamanizm u tubylców na Sachalinie.
(Dokończenie).
Było to na brzegu wiecznie szumiącego morza Ochockiego,
po zachodzie słońca, bo o tej tylko porze odbywają się modły
szamana. Z jednej z jurt rozchodziły się na całą, pogrążoną w
ciszy wieczornej wieś, powolne, głuche, lecz donośne uderzenia
w bęben. Wyjaśniono mi, że dają znać o seansie szamańskim.
Miano zapytać się bogów, jak pomódz męczącemu się od paru
tygodni w gorączce chłopczykowi. Pośpieszyłem i ja. W jur
cie panowało mętne półświatło. Jaśniej było u palącego się
ognia, gdzie widoczna była spokojna i piękna nawet postać sza
mana, człowieka czterdziestoletniego, z czarną brodą i inteli
gentną stosunkowo twarzą. Zdawało się, że nie zważał na
nikogo z wchodzących. Tymczasem jurta prędko się napełniała,
w powietrzu brzęczało jak w ulu od rozmów gości i śmiejącej
się młodzieży. Nie było jednak zwykłego Ajnom ożywienia. Znać
było we wszystkiem ton przyciszony, odpowiedni mającemu
nastąpić poważnemu aktowi- Wreszcie szaman jakby się ocknął,
wysypał z fajki resztki popiołu i dał znak, na który podeszło
kilku młodych, by pomódz mu w przybraniu się. Miał on na
sobie zwykły chałat z pokrzywy i w nim pozostał. Podwiązano
mu tylko długiemi wiórami nogi pod kolanami i ręce wyżej
łokci, na głowę włożono starą, już zczerniałą czapkę i koronę
z wiór skręconych jak sznurki, do których dowiązano jeden taki
— 117
Bronisław Piłsudski
sam biały sznureczek. W nią też były wetknięte trzy nowe, tylko
co przygotowane, kędzierzawo zastrzępione pałeczki 8—10 centy
metrów długości: dwie z boków korony i jedna z przodu, wy
glądały jak trzy rożki. Z tyłu przywiązano do korony długie,
powiewne wióry, lśniące swą srebrną białością. Przypominała
mi ta korona ów „wieniec z wężów nieżywych“, w które ubrał
Słowacki swego mocarza-szamana. W koronie siedzą duchy sza
mańskie i od chwili włożenia jej na głowę zaczyna się już ich
oddziaływanie.
Wreszcie drzwi szczelnie zamknięto i zawiązano, by nikt
nie mógł ich otworzyć. Nagły trzask łatwo mógłby zaszko
dzić szamanowi. Jest nawet podanie, że czarownik umierał
nagle, gdy kto zmącił spokój seansu otwieraniem zwykle silnie
skrzypiących drzwi. Obok ustrojonego szamana położono dwa
jednakowe przedmioty, podobne do kropideł kościelnych. Tylko
te „takusa"' — tak się one nazywają — mają rączkę trochę
krótszą, a rozstrzępiony pączek wiór dłuższy i więcej falisty.
Wreszcie przyniesiono szamanowi bęben, zrobiony z oczyszczo
nej z włosów skóry kabargi, naciągniętej na owalnej formy
obręcz, grubości dwóch palców. Z odwrotnej strony były przy
wiązane do bębna ,'sznurki, które się schodziły u niedużego
kółka. Szaman uchwycił je lewą ręką i w niej trzymał bęben,
a do prawej ręki podano mu niedużą, pół-łokciową pałeczkę,
płaską, pośrodku trochę wygiętą i u końca obszytą psią skórą.
Szaman zaczął grzać i suszyć bęben, trzymając go nad ogniem,
by naciągnąć skórę i nadać mu więcej dźwięczności. Do ognia
dorzucano po jednej jodłowej gałązce, które płonąc dawały du
żo dymu i smolistego zapachu. Rozchodził się on po całej jur
cie, lecz głównie dawał się zapewne odczuwać siedzącemu tuż
przy ogniu szamanowi. Duchy szamańskie mają snąć w tym
zapachu upodobanie.
Wkrótce też można było się przekonać, o skuteczności
tego środka. Ciche, słabe jęki, świsty i syczenia zaczęły
się wydobywać z ust szamana. Chwilami ziewał nerwowo,
stękał przytem, jakby ból jaki go dławił. Jednocześnie ro
zległy się lekkie, lecz prędkie, częste uderzenia w bęben. Raz
wraz odzywały się one mocniej i rzadziej. Wzmagały się także
wychodzące z piersi czarownika głosy. Trudno było przypuścić,
że należą one do istoty ludzkiej, taka w nich była rozmaitość
dźwięków. Czasem wydawało mi się, że słyszę szczekanie psów
— 118
_______________ Szamanizm u tubylców na Sachalinie_______________
lub wycie wilków, a zaraz potem coś podobnego do krakania
wrony i pisku drobnych ptasząt lub wreszcie dość zręczne na
śladowania poświstów drzew, kołysanych burzą. Odbywał się
zlot duchów pomocniczych- Szaman wstał i, nie przerywając
bębnienia, drobnymi, miarowymi kroczkami rozpoczął taniec,
a raczej posuwiste, rytmiczne krążenie koło ognia. Śpiew z po
czątku był zawodzący, jęczący, żałosny, lecz wkrótce przybrał ton
rzewny, uroczysty. Śpiewane słowa modlitwy co parę taktów
przechodziły w przeciągłe dźwięki, nie mające żadnego znacze
nia. Nagle rozległ się okrzyk przerażenia i groźby i już w innym
tonie posypały się częste, ostre, przenikliwe głosy. Szaman uczuł
podobno zbliżanie się złych mar i odpędzał je krzykami, a po
tem, wziąwszy opisane kropidło, machał niem nad sobą w ró
żnych kątach jurty, wyganiając precz niewidzialne upiory. Po
chwili jednak wrócił znowu do przerwanej modlitwy, w której
upraszał bogów o miłosierdzie i litość nad chorym chłopcem.
Śpiew każdej strofy odbywał się kolejno po głuchych uderze
niach w bęben. Takt ich się zmieniał: to jedno silne uderzenie w śro
dek bębna i dwa słabe w dolny brzeg jego, albo odwrotnie —
dwa słabsze prędsze i po nich jedno mocne, lub dwa jednostajne,
powolne. Czasem szaman trzymał bęben koło twarzy, jak
tarczę, w takiej pozycyi, że dźwięki odrywały się od niego
i słabem, przyjemnem echem powtarzały się w jakby wymarłej
jurcie. Stąpanie bosych nóg szamana było tak lekkie, że pomimo
zaległej ciszy nie było go słychać. Ciągnąca się bez przerwy
niespełna godzinę ceremonia wyczerpała zapewne siły szamana,
zabrakło mu oddechu: nawpół przytomny, zmienionym, cichym
głosem poprosił, aby mu dano pić. Oczy miał przymrużone,
oblicze wyrażało znużenie i cierpienie. Nastąpiła krótka pauza.
W dwóch filiżankach podano szamanowi wodę; do jednej z nich
rzucono kilka igieł jodłowych, do drugiej małą gałązkę silnie
pachnącego krzaku bagna (Ledum palustre). Te rośliny uchodzą
za najlepsze środki podtrzymania ekstazy szamańskiej. Zaraz
też po wypiciu szaman z większą energią zaczął lekkimi kro
kami taniec na ciasnej przestrzeni jurty od ognia do drzwi
i z powrotem. Krzyki znowu krzepły i stawały się coraz przeraźliwszymi.
Miał nastąpić najważniejszy moment w całej uroczystości :
przez usta szamana miały bez wiedzy jego samego wyjść
słowa rady, jak leczyć chorego. Zebrana publiczność, nie
— 119 —
Bronisław Piłsudski
wyłączając dzieci, żachowująca wzorowy spokój, może nawet
odurzona i już zmęczona, teraz wytężyła słuch, ani na jedną
sekundę nie spuszczała z oczu majaczącej w około słabnącego
ognia postaci czarownika. Nareszcie w urywanych wyrazach
usłyszano wskazówki bogów, Niektórzy, szczególniej ojciec cho
rego, wyciągali szyje wsłuchując się w tajemnicze słowa, których
potem szaman nigdy nie powtarza; nie mógłby nawet tego uczynić,
bo nie pamięta ich, gdy wróci do stanu pełnej świadomości. Tym
razem rozkaz był następujący: odnaleźć brzozę, stojącą u stóp
góry, ze strony zwróconej ku wschodowi, zedrzeć korę i wyrąbać
kawałek drzewa, z niego zaś zrobić nieduże „takusa“ i powiesić
nad pościelą chorego. Do odzienia zaś jego wszyć ciernie
z drzewa „Crataegus“. Miano to wypełnić jutro rano jednocze
śnie ze wschodem słońca. Wysłuchawszy nakazu boskiego,
z ulgą westchnęły piersi prostaczków, szczerze wierzących, że
złemu się zaradzi. Szaman jeszcze czas jakiś tańczył i śpiewał.
Głos falował — unosząc się wyżej i czasem zniżając się do
zupełnego zniknięcia. Wreszcie wołaniami „sza — sza — sza —
sza“ i ruchami kropidła (takusa) wyganiał z kątów jurty swe
duchy pomocnicze, których obecność przestała być potrzebna.
Szaman ukończył seans i usiadł przed ogniem, by odpocząć,
a zebrana publiczność powoli opuszczała jurtę. Nie było sły
chać żartów i śmiechów. I dorośli i mali przejęci uroczystym
aktem, który, o ile sprawił widzom przyjemność, o tyle też
wzbudził w nich poczucie bezsilności i nicości przed niewidzjalnemi a potężnemi istotami, rządzącemi światem i ludźmi,
przed niepojętą tajemnicą bytu.
Z powyższego opisu widać, że ubiór szamana u Ajnów
jest bardzo prosty i wskazuje, że strój ten, idąc z zachodu, upra
szczał się równocześnie za słabnięciem samego kultu. Z drugiej
zaś strony znać te same przysposabianie nowego kultu do oby
czajów starych ajnoskich wierzeń, co jest znane z historyi
rozwoju wszystkich religii. A więc u Ajnów do rytuału sza
mańskiego zostały zastosowane właściwe temu plemieniu „inau“,
czyli długie wióry, albo pałeczki z końcami rozstrzępionymi i zawtó
rowanymi, a zwykły u Jakutów i innych plemion kaftan sza
mański został z obrzędów wyrzucony. Nawet to obwiązywanie
cienkimi i długimi wiórami nóg i ramion, które zanotowałem
wyżej, miały miejsce dlatego, że szaman ten przyjął taki zwyczaj
od Gilaków. W ogóle zaś szamani ajnoscy, którzy nie podlegli
— 120 -
Szamanizm u tubylców na Sachalinie
żadnym domieszkom obcym — używają podczas swych seansów
tylko następujących rzeczy:
1. bęben {kacio) owalnej formy. Szamani mają zwykle
dwa bębny. Jeden męzki, który jest zrobiony ze skóry samca
kozy (Moschus moschiferus. Linn.), i kobiecy ze skóry sa
micy. Pierwszego — używa szaman przy chorobie swojej żony,
swych dzieci i w ogóle mieszkających z nim w jednym domu ;
kobiecego bębna używa, gdy odbywa praktykę z powodu
cudzych ludzi. Rzadziej naciągają na bęben skórę renifera. Jest
to jednak zwyczaj nowy, wprowadzony w ostatnich kilku dzie
siątkach lat, gdy Ajnowie Otrzymawszy palną broń mogli zabijać
czujnego i wprzódy nie dającego się zastrzelić z blizkiej me
ty z łuku zwierza. U jednego szamana widziałem bęben ze skó
ry kozicy, lecz jak mi objaśnił, takiej, która miała kły, właściwe
tylko samcowi.
2. Pałeczka do bębnienia. Rączka jej czasem jest zakończona
wyciętą głową jakiegoś fantastycznego zwierza. U szamana Niściraty były wyrżnięte trzy głowy nieznanego nikomu zwierza
„kusaku“ które widzi to, co jest wewnątrz człowieka i one to
mu opowiadają wszystko, co się tyczy bólów chorego.
3. Korona z wiórów spleciona (hetomoje), do której pod
czas każdego seansu wplatają nowy sznureczek z wiór i dowiązują długie cienkie wióry (cimesiu inau), spadające z tyłu
głowy na kształt warkoczy. Również przy każdem użyciu robią
małe wierzbowe pałeczki (kiki) i wtykają je do korony z trzech
stron: z dwóch boków (poziomo), i nad czołem (pionowo).
Spleciony sznurek pozostaje przy koronie na stałe, a pałeczki
i długie wióry wynoszą po kilku dniach do „inau“ ustawionych
z tyłu jurty. Gdy korona już zbyt ciężką się staje, to robią no
we, a stare składają do skrzyni ze skarbami i talizmanami. W
tym „hetomoje“ bywa zwykle wetknięty kłębek z wiórów „tousi“,
w nim zaś znajduje się najczęściej cała moc czarownika.
4. Niektórzy szamani mają też zrobione korony z materyi
ciemnej, upiększone różnokolorowymi gałgankami, (tiojhojupu). Używają je kobiety szamanki stale, i mężczyźni, gdy
udają się dla praktyki na znaczną odległość.
5. Dwa kropidła „takusa“, robią przed każdym seansem
Jedno z „takusa“ jest mężczyzną, drugie kobietą. To ostatnie
wyrzucają na podwórze do „inau“ z tyłu domu zaraz po seansie
a męzkie „takusa“ wieszają nad bębnem na ścianie i zaledwie
121 —
Bronisław Piłsudski
po 2 3 dniach wynoszą i je. Wówczas też chowają i koronę
do torby splecionej z trawy i na ścianie pozostaje jeden
bęben.
6. Nieodłącznemi od seansów są gałązki jodły, które w
wielkiej ilości palą przed seansem, a też w czasie trwania jego,
lub w przerwach podczas odpoczynku szamana.
7. Przygotowywane są także gałązki bagna (Ledum palustre),
które jak zauważyłem w opisie seansu służą dla pokrzepienia
ducha szamana. (Czasami dają mu podczas odpoczynku trochę
ryżu z kapustą morską).
8. Niektórzy szamani ajnoscy zapożyczyli u Gilaków ogon
z brzękadłami z żelaza. Jednak ogon taki wkładają nie
podczas noszącej religijny charakter ceremonii, ale po jej
ukończeniu dla zabawy. Widziałem raz szamana, który po ukoń
czeniu ceremonii urządzonej w celu uzdrowienia chorego, zdjął
swą koronę, włożył krążek z materyi i przepasał się pasem, do
którego z tyłu były przywiązane blaszki różnego kształtu, naj
więcej pozawijane w trąbkę i kawałki żelaza. Pod tym ruszającym
się żelaztwem była przywiązana do pasa poduszeczka nabita
trawą i chroniła ciało szamana od uderzenia żelazem
podczas tańca. Przy każdem poruszeniu się i podskoku
czarownika żelazo brzęczało i szczerze bawiło widzów, nastro
jonych podczas takiego przedstawienia żartobliwie i wesoło. A
więc religijny obrządek sąsiadów stał się rodzajem scenicznego
przedstawienia u Ajnów i jak zauważyłem wybornie bawi i wi
dzów i aktora.
Wszystkie przedmioty kultu szamańskiego są zrobione przez
innych ludzi. Szaman się w to nie wtrąca, Nawet podawanie,
zwieszanie, układanie i wynoszenie narzędzi czarów iest obo
wiązkiem otoczenia, ludzi przeciętnych. Widzimy już na tern
stadyum rozwoju ludzkiego początek ścisłego podziału pracy
między ludzi rozmaitego uzdolnienia.
Spotkać można jednak i wśród Ajnów jednostki sceptycznie
usposobione do szamanów, jak w ogóle do czarów, a szukające
krytycznym swym umysłem przyczyn zjawisk już na tej drodze
trudnej i długiej, która w ciągu tysięcy pokoleń ludzkich dopro
wadziła do obecnej naukowej wiedzy. Muszę tutaj zanotować
fakt, dowodzący wspólności elementarnych cech psychicznych
u wszystkich ludów i przez wszystkie wieki. Jeden z takich nie
dowiarków ajnoskich, bogaty i wpływowy człowiek, zachorował
— 122 —
S z a m anizm u tubylców na Sachalinie
poważnie w miasteczku, w którem przypadkiem właśnie bawiłem.
Przyprowadziłem mu lekarza i ten mu zabronił wychodzić z domu
przepisał lekarstwa. Byłem pewny, że Ajnos wypełni przepis
ściśle, bo wiedziałem, że wierzy w naszą medycynę; jeździł już
dwa razy do wód do Japonii, które mu znacznie pomogły. Byłem
też bardzo zdziwiony, gdy, przyszedłszy nazajutrz w odwiedziny
do swego przyjaciela, nie znalazłem go. Za parę zaś dni zoba
czyłem go chorego, leżącego w jurcie swych krewnych w ajnoskiej wsi, odległej od miasteczka o 60 kilometrów. Powiedzia
no mi, że sprowadzony szaman wypędził już złe duchy, które
się wcieliły w ciało chorego, i jest nadzieja, że ten wkrótce
przyjdzie do stanu normalnego. On sam znękany, złamany,
psychicznie ubezwładniony, może nawet w duszy żałujący swej
uprzedniej niewiary dla czarów plemiennego maga, nie zgodził
się na przyjęcie proponowanych mu przezemnie leków i wyraził
nadzieję, że talizmany, sporządzone mu z rozkazu szamana
przyprowadzą go do zdrowia.
Zapewne dla zadowolenia tłumu szamani nieraz nietylko
upewniają, że piekielna mara została wygnana z ciała cierpią
cego człowieka, że wyjęto ją zeń bez pozostawienia na ciele
jakiegokolwiek bądź śladu lub rany, lecz pokazują materyalne
tego dowody. Tymi materyalnymi dowodami nadprzyrodzonej
siły czarownika są zwykle jakieś drobne przedmioty: gwoździe,
monety, wióry, kamyki, żuki, kawałki drzewa i t. p. Już zupeł
nie świadomie oszukując swą wierzącą trzódkę, szaman ostenta
cyjnie pokazuje je po ukończeniu seansu, upewniając, że to one
właśnie sprawiały bole i męki pacyentowi.
Znaczenie szamanów u Ajnów jest małe na polu religijnem
a prawie żadne na polu etycznem; przeważnie jest ono wyłą
cznie praktycznem. Do szamanów zwracają się w razie silnej,
zatrważającej słabości; w czasie epidemii dowiadują się, jak
zapobiedz grasującej chorobie. Myśliwi, którzy nagle tracą po
wodzenie podczas polowania, proszą o wskazówki, co mają
robić, by szczęście do nich wróciło. Niektórzy szamani umieją
odnaleźć złodzieja, który spełnił jakąś kradzież, co prawda
nadzwyczaj rzadką na tym szczeblu kultury, na którym się
znajdują Ajnowie. Przed daleką podróżą zwracają się do szama
nów z prośbą o radę, kiedy wyjechać, by trafić na pogodę, a
uniknąć przeciwnych wiatrów i niebezpiecznych fal morskich.
Są szamani, umiejący uśmierzać zawieruchy, uspokajać wzbu— 123 —
Bronisław Piłsudski
rzone morze, inni są odwrotnie „deszczorobami“, mają siłę
wywołania niepogody, nawałnic i burz.
Przytoczę tu kilka modlitw szamańskich.
Modlitwa z powodu prośby Ajnów o radę, czy można
jechać na morze na połów foki:
„Mój duchu, ludzie znajdują się w niepewności, a więc
duchu mój, zlituj się nad nami. Ja mówię ci za nich, bo
głos ich do mnie się zwrócił. A więc wy wszystkie duchy
pomocnicze, współczując mi, powiedzcie mi wszystko, nic
nie ukrywając. Niech ja powiadomię ludzi“.
Oto odpowiedź szamana wysłuchującym go Ajnom :
„A więc wy ludzie wyczekujący pogodę, wypatrujący
jasne niebo, chcący zobaczyć dobry wiatr! W tym roku
rozmaite wiatry między sobą walczą. Bogowie mię o tern
powiadomili. W morze gdy się puścicie, to rozważajcie
silnie i bądźcie ostrożni. Gdy wiatr z gór wiać zacznie,
prędzej nazad ku lądowi wracajcie. Z morza gdy będzie
wiatr, wówczas tylko spokojnie na morze się spuszczajcie.
Tak mi radzą bogowie“.
Szaman który pierwszy raz w jakiej jurcie odbywa swą
praktykę, modli się w początku seansu do bogini tego ogniska.
Następująca modlitwa należy właśnie do tej kategoryi:
„Nami postawiono babunio '), wnuk ludzi, których ty
ochraniasz, ma ciężkie serce (t. j. zasmucony). Mamy na
dzieję, że ty ze współczucia zlitujesz się nad nim. Wnuk
ludzi tutejszych jest ciężko chory. Więc tej nocy jedno sło
wo z prośbą do Ciebie ja zwracam. Zamiast ludzi ty bo
gowi domu o tern powiedz, twoje bowiem zadanie być
posłem (między bogami i ludźmi). Bogowi domu ty wszy
stko opowiedz. A w końcu swej prośby na tego biednego
człowieka spuść promienie swego światła“.
Poczem szaman zwraca się do swych duchów, prosząc
o radę, jak wyleczyć chorego, bo i uprzednia modlitwa takiemu
właśnie wypadkowi odpowiada.
„Moje duchy! Tej nocy, zaraz w bęben bić ja będę,
mając współczucie (dla chorego). Więc wy duchy swoją
siłę na mnie spuśćcie i zlitujcie się nad tym biednym cho') „Ciare achci“ — jest to nazwa bogini domowego ogniska uży
wana w modlitwach.
’
124 —
Szamanizm u tubylców na Sachalinie
rym człowiekiem. Będzie dobrze, jeśli dziś tej nocy swą
moc tutaj do mnie zrzucicie. Wy bowiem jesteście bogami,
co po obłokach chodzicie, mając siłę potężną. Dziś ją
trochę porozrzucajcie. Pokładajcie zaś nadzieję na stare
talizmany1). Moje duchy zanieście słowa z prośbą o litość .
„Pies jest istotą, która z obłoków zeszła. Więc dlate
go też ludzie to szczekające zwierzę zamiast siebie do boga
gór najwyższych posyłają. Wy wszyscy razem gdybyście
wymownie opowiedzieli — byłoby dobrze !)> Zróbcie,
byśmy mogli mieć nadzieję, że bóg (słońca) promienie
swego światła spuści na to nieszczęsne dziecko- Moje
duchy! ludzie tutejsi są przygnębieni, i ja jestem człowie
kiem, więc proszę was miejcie dla nich współczucie.
O to was proszę“.
Po tych modlitwach szaman otrzymał przy pomocy
swych duchów objawienie i oto w jakich słowach (śpiewanych)
powiadomił wyczekujących rady ludzi:
„Jutro, gdy wstaniecie, bogowi ochraniającemu dom
postawcie „inau“ z kółkiem, które ma przedstawiać słońce.
Inau to niech będzie z drzewa, którego wierzchołek będzie
obrócony ku ziemi. Postawcie to inau, by boska jego siła,
siła jego promieni zaszła do waszego domu. Psa też jedne
go użyjcie jako posła, na nim głównie ja pokładam na
dzieję. Gdy zrobicie, co wam powiedziałem, to potem każecie zrobić jedno piękne „takusa“ i powieście go nad
miejscem, gdzie spicie. Kaźcie zedrzeć korę z brzozy,
ze strony zwróconej ku wschodowi i z wyrąbanego ka
wałka drzewa niech zrobią drewniany krążek, jak do
‘) Zapisałem te modlitwy w jednej dobrze mi znanej wsi, gdy pod
czas choroby małego dziecka, był zaproszony szaman, a jednocześnie
były wyciągnięte i wywieszone wszystkie talizmany tego domu, pozabija
ne w skręcone sznurki z wiór. Talizmany te do kultu szamanów me
należą, a stanowią część pierwotnych wierzeń Ajnów.
2) Zabijanie psa i nasadzenie jego głowy na wysokie „inau“ pod
czas choroby czyjejś jest specyalnie ajnoskim zwyczajem, który istniał
widocznie jeszcze do znajomości z szamanizmem. Pies jest uważany za
najlepszego posła między ludźmi i bogami, bo sam razem z wilkiem
przyszedł na ziemię z obłoków. Szaman ajnoski wierzy w moc próśb
psa więcej może, niż w w swoich duchów. Widziałem parę razy, że psa
zabijano podczas choroby czyjejś nawet i bez szamana.
125 —
Bronisław Piłsudski
rękojeści miecza. Krążek ten powieście obok „takusa“.
Ciernie z głogu w przepaskę na rękę wszyjcie. Chociaż te
wskazówki nie dają pewności wyzdrowienia, lecz jeżeli
prędko to wszystko wypełnicie, wy ludzie, którzy pokła
dacie nadzieję w szamańskich bogach, i posłuchacie co
oni rozkazali, to prawdopodobnie będzie dobry skutek“.
Po tych słowach, szaman zwraca się powtórnie do
swych duchów:
„Moje duchy szamańskie, wszystko com od was sły
szał, opowiedziałem ludziom. Jeżeli to wypełnią, to ten
biedny człowiek choć trochę się poprawi. Moje duchy, ja
wam jestem wdzięczny“.
Ajnowie dzielą swych szamanów na potężnych, (nzzpuru\ i słabych (achoiari). Są też i pośrednie typy. Trzeba
rzeczywiście mieć trochę styczności z nimi, by zauważyć różni
cę inteligencyi rozmaitych czarowników. Wyraża się ona w umiejętności przystosowania do okoliczności i nieoczekiwanych
wypadków, w bystrości spostrzegawczej, w dawaniu zręcznych
odpowiedzi. Dwa wypadki, które chcę opowiedzieć, przekonały
mię o tern dosadnie.
Jechałem w listopadzie 1905. r. ajnoską łódką morzem
wzdłuż brzegu wschodniego, zdążając z północnego ajnoskiego
terenu ku południowi. We wsi Kotankieś musieliśmy zatrzymać
się, bo morze falowało zbyt silnie i groziło przewróceniem wątłego
czółenka, wystruganego z jednego pnia. Tutaj mieszkał szaman
i jednego wieczoru uprosiliśmy go zrobić dla mnie seans a je
dnocześnie wybłagać u bogów pogodę. Szaman wypowiedział
mi w imieniu swych duchów zadowolenie, żem zwiedził jedną
z najstarszych wsi ajnoskich, słynną niegdyś mieszkającymi tu
bogatymi i mężnymi ludźmi. Lecz zaraz potem zaczął wołać,
że czuje zapach wódki, że duchy rozkazują dać wszystkim obe
cnym po trochę. Rzeczywiście miałem z sobą pewną ilość ko
niaku, i łasi nań Ajnowie w drodze wciąż się go domawiali,
nie wytrzymał też i szaman, zwalając winę na życzenia duchów.
Najwybitniejszy na Sachalinie szaman mieszkał na wscho
dnim brzegu, w niedużej wioszczynie, rodzinnej dla jego drugiej
żony. Sam on pochodził z zachodniego brzegu, tam też najwię
cej miał zwolenników i często jeździł w tamte strony. Trudno
mi było zastać szamana w domu. Wreszcie jadąc czółnem dalej
po niezamarzłem jeszcze morzu dotarłem i do miejsca zamieszka- 126 —
Szamanizm u tubylców na Sachalinie
nia czarodzieja Niściraty, który też tego już wieczora wróżył
jadącym ze mną Ajnom, robił nam dobrą pogodę, a pamiętał
i o mnie swym gościu.
— Duchy moje bardzo były ze mnie niezadowolone —
objaśnił mi — że kilka miesięcy temu wziąłem od ciebie
papierowego rubla, by ułatwić ci jadącemu na północ, spokojną
bez przykrości podróż. Złajały mię długo i lękałem się nawet,
że mię porzucą za chciwość. Nie lubią one pieniędzy, tych
brudnych papierków z wizerunkami przykrych dla nich osób.
1 dziś przedtem nim rozpocząłem swą praktykę, one mię ostrze
gły i czułem silny niepokój. Lecz teraz się dowiedziałem od
nich, że tylko do mnie stosowało się ich niezadowolenie. Tobie
one sprzyjają, i dziś mi powiedziały, że ty nie należysz do tych,
co przyszli tu nas gnębić, zabrawszy ziemię naszych ojcow,
krzywdząc nasze dzieci. One mi wyjaśniły, że ty jesteś synem
wielkich i szlachetnych ludzi, że kraj twój daleko od nas leży,
i daleko piękniejszy i bogatszy od naszego, ale również nie
szczęśliwy1), jak ta biedna nasza ziemia. Duchy dziękują ci, żeś
zechciał odwiedzić, ten biedny tu zamieszkały ludek, że mu
współczujesz, i dużo pomagasz mu radą i nauką jego dziatwy2).
One kazały mi dziś pokazać całą mą sztukę, nic nie tając, i nie
pozwoliły mi się lenić i z całą starannością uprzejmie przyjąć
rzadkiego i dostojnego gościa. Lecz płacy jakiejkolwiekbądź
wziąść nie mogę, bo mi to surowo duchy wzbroniły.
Długo też przeciągnęły się tańce, śpiewy i rozmaite prze
powiednie szamana. Między innymi przepowiedział mi, że wyjadę bez szczególniejszych przygód z Sachalinu, i powrócę zdrów
do rodzinnego kraju. Płacy nie wziął, lecz na moje prośby, nie
protestował, gdy dałem rubla jego żonie i tym razem już sre
brnego, więc z metalu, który jest przyjemny wybrednym w wy
borze datków wdzięczności duchom.
Oto kilka faktów z praktyki szamańskiej, które mi opo
wiedziano przy różnych okolicznościach:
Pewien Ajnos (zwany lkun) był żonaty z młodą kobietą
ze wsi Jurecziś- Po kilku latach ich wspólnego pożycia ko') Wielu z Ajnosów ze słów zesłańców Polaków i od Japończyków
słyszało o Polsce również odróżniali nieraz i inne narodowości (Tatarów,
Ormian, Łotyszów od Rosyanl.
....
5) W ciągu 2. zim urządzałem szkółki dla dzieci Ajnow.
— 127 —
Bronisław Piłsudski
bieta zaczęła chorować, zjawiły się u niej rany na ciele. Nie
którzy przypuszczali, że się zaraziła syfilisem od Japończyków.
Lecz rodzice zwrócili się do mieszkającego w tej samej wsi
szamana. Ten określił, że mąż jej ma wewnątrz dyabła i radził
by się małżeństwo rozstało, w przeciwnym bowiem razie kobieta
umrze. Posłuchano szamana. Ikun porzucił żonę, pojął inną,
a chora kobieta co prawda nie porusza się prawie, lecz żyła
kilka lat potem, a może żyje i teraz.
Podczas mego pobytu na Sachalinie w listopadzie 1905. r.
pewien Ajnos z północnej wsi Tarajka, imieniem Cimink zobaczył
daleko w morzu cale stado jakichś zwierząt morskich, które
wypływały na powierzchnię morza i miały rogi, jak u byków.
Zaraz o swojem spostrzeżeniu, widocznie jakiejś mistyfikacyi
wzrokowej, opowiedział szamanowi, zamieszkałemu w tej samej
wsi. Ten zaś dał takie wyjaśnienie: obecnie sroży się straszna,
niebywała wojna między Rosyanami i Japończykami. Podczas
bitw dużo ludzi zabitych wpada do morza. Dzięki temu u boga
rosyjskiego morza wyrosły bycze rogi. Jest to złą oznaką,
i wkrótce będzie silna epidemia. W kilka miesięcy potem epi
demia influenzy uniosła omal że nie czwartą część ludności tej
wsi i sąsiednich.
Inny szaman z zachodniego brzegu objaśnił to niezwykłe
zjawisko inaczej. Orocy i Ajnowie w zatoce Cierpliwości zabijają
bronią palną ogromną ilość fok. Nieraz ranioną czy zabitą fokę
nie udaje się pochwycić i ona tonie bez korzyści dla człowieka.
Naruszają tern tameczni mieszkańcy stary zwyczaj Ajnów, za
chowywany na południu i na brzegu zachodnim, pozwalający po
lować na wszelkie morskie zwierzęta, tylko narzędziami ostremi.
I oto pokazał się morski byk z wyrazem swego niezadowolenia
Oznacza to, że wkrótce będzie zesłana na mieszkańców półno
cy karna epidemia, która zabierze z tego świata dużo ludzi.
W końcu szaman radził zaprzestać strzelaniny z fuzyi do fok
i broń palną używać tylko na zwierza leśnego.
Przepowiednie szamanów o tern, że następujący rok ma
napełnić smutkiem i zgrozą duszę Ajnów zdarzają się często.
Przy mnie one miały miejsce co rok. Nie sądzę, że to były
rozmyślne ze strony szamana straszenia umysłów swych owie
czek, by pokazać im w razie pomyślnego roku, że zostały zba
wione jedynie dzięki jego wskazówkom i rozstawionym talizma
nom i innym zabiegom. W razie zaś większej ilości śmierci
128 —
Szamanizm u tubylców^ na Sachalinie
wśród ludności, użyć ten fakt, jako dowód swojej przebiegliwości i proroczych jasnowidzeń. Umysł pierwotnego człowietca,
bezradnego wobec potęgi przyrody i jej przejawów tak mało
mu znanych i zrozumiałych, jest prawie zawsze przygnieciony
zeznaniem swojej słabości trwożliwej, przesiąknięty silnie fata
lizmem. Tam gdzie widzimy rozmaite przejawy nieskończo
nego piękna, on uczuwa strach i niebezpieczeństwo. Zetkniecie
się pierwotnych ludów z kulturalnemi rasami wnosi do ich ży
cia tyle nowych pojęć, daje im tak dużo wrażeń nowych i zmie
nia tak bardzo radykalnie materyalne warunki istnienia, że
myśl jednostek jest więcej zaprzątnięta sprawami natury socyalnej, a coraz mniej ich uwagę przyciągają niezbadane siły przy
rody. Zastanawianie się nad niemi staje się stopniowo właściwo
ścią pewnych osobników, mających przyrodzony pociąg do
głębokiego zastanawiania się. Myśl ich błąka się, kierowana
silną fantazyą, lecz jest o tyle oryginalną, że podporządkowuje
zniwelowane i słabsze umysły otoczenia, nie umiejące wytworzyć
sobie stalszego i trwałego poglądu na rzeczy o tajemniczej nie
znanej przyczynie zjawiska.
Południowa część terenu ajnoskiego, która była zajętą
przez rybackie kolonie japońskie już od początku XIX. stulecia
a potem zaludniona przez osady osiedleńców rosyjskich,
nie tylko dawała mniej szamanów, lecz również więcej wy
zwoliła się z pod wpływów szamańskich Pizepowiednie cza
rodziejów działały nie na wszystkich i zaledwie niektórzy
wypełniali przepisy, mające uchronić każdy dom od nieszczęścia.
Zmienił się jednak nastrój w okresie wojny rosyjsko-japońskiej,
która od początku stała się kieską dla całej ludności wyspy
odciętej od reszty świata i pozostawionej bez najpotrzebniejszych
przedmiotów - mąki, ryżu, cukru, herbaty, tytoniu, które zwykle
przywozili Japończycy, dający też spory zarobek zakupem po
łowu ryb, stanowiących główne bogactwo Sachalinu. Obawiano
się też niechęci ze strony Rosyan, odczuwających, że Ajnowie
ciągną daleko więcej do Japończyków, których kultura była
i jest dla nich sympatyczniejsza. Zaczęto ściśle przestrzegać
wszelkie obrządki religijne, wypełniano bez stosowania krytyki
wskazówki szamanów, koło każdego domu przy wejściu do sieni
stawiano wysoką cienką żerdkę zawiórowaną („inau ), do które,
przymocowany był wciąż poruszający się drewniany model noża,
ukryty w suchej dętej roślinnej łodydze.
— 129 —
_______ Bronisław Piłsudski
Jest to jeden ze zwykłych szamańskich środków zapobie
gawczych : sucha łodyga (czasem zastępują ją blaszkami) wydaje
łoskot od kołysania się podczas wiatru; a hałas, swąd i ostre
narzędzia, w danym razie nóż drewniany, są zdolne do odpę
dzenia złych duchów, mogących wkraść się do mieszkania
ludzkiego. W tym też trwożliwym okresie, gdy urosła dbałość
szamanów o zachowanie w zdrowiu swych owieczek, miałem
możność zauważyć, jak łowiono ich rady i bez zwłoki je
zastosowywano. Gdy rozwinęła się na północy influenza i rozsze
rzała się ku południowi, siedziałem raz w jednej jurcie, do
której właśnie powrócił z sąsiedniej wioski syn gospodarza
Pierwszą nowiną, z którą podzielił się z rodzicami była wia
domość, co radzi szaman robić podczas grasującej influenzy.
Po kilku minutach matka jego wyszła na podwórze i wkrótce
powróciła z całą garścią kolców krzaku dzikiej róży (szypszyny),
rosnącego na Sachalinie w ogromnej ilości.
Usiadłszy na podłodze na swem miejscu rozpoczęła skrzę
tnie wtykać kolce do różnych miejsc watowanych ubiorów syna
męża i swoich, uzbrajając je w talizmany, mające uchronić od
szerzącej się zarazy. Widziałem, jak ku końcowi roboty zafra
sowane oblicze staruszki rozpogodziło się, wyraz spokoju wy
zierał z jej oczu, gdy podała ubranie jedynakowi. Wierzyła, że
go zabezpieczyła od choroby.
Wpływ suggestyi w życiu pierwotnych ras jest jeszcze
mało zbadany, ale nie ma wątpliwości, że jest bardzo silnym
czynnikiem w ich walce z chorobami. Stan przygnębienia psy
chicznego jest podłożem do rozwoju wszelkich cierpień fizy
cznych. Niektórzy badacze życia ludów pierwotnych jak np:
Peschel, Petri i inni są zdania, iż depresya duchowa, która
opanowuje umysły dzikich plemion przy owładnięciu ich terenu
przez rasy kulturalne, jest właśnie główną przyczyną wymierania
tubylców wszystkich części świata. Nie trzeba więc się dziwić
ich przywiązaniu do tych, co podnoszą ich ducha, dają większą
pewność spokojniejszego bytu w dniu jutrzejszym. Pojęcie o tern,
do jakiego stopnia na pierwotnym szczeblu rozwoju ludzkiego
dochodzi czasem wdzięczność osłabionych dla tych, co mają
władzę nad ich duszami, może dać nam następujące zdarzenie:
Jedna młoda Ainka wykazywała objawy niewątpliwego
obłąkania. Wypróbowano na niej wszystkie znane Ajnom spo130
Szamanizm u tubylców na Sachalinie_______________
soby leczenia waryatów. Okurzano smrodliwym dymem nie
których roślin, zawiązaną w worku staczano, jak belkę z pagórka
na dół, sadzano wreszcie do klatki i odżywiano ją jak niedźwie
dzia przezez szczeliny w zrębie klatki; nic nie pomagało. Po tern
wszystkiem zaczął leczyć chorą jeden szaman ze szczepu Olczy
(Mangunów), który jako kupiec soboli zjechał na Sacnalin i
w wiosce, gdzie mieszkała kobieta, zatrzymał się na całą zimę.
Jego praktyki szamańskie, tak silnie działały na młodą Ainkę,
że zaczęła czuć się zupełnie dobrze i gdy szaman odjechał,
uciekła za nim z domu i uprosiła go zabrać z sobą. Ody prze
jeżdżając Amurem zajrzałem do jednej ze wsi Mangunów, dowie
działem się, że małżeństwo to żyje zgodnie już 6 lat, że Ainka
przestała tęsknić do swoich rodaków i zżyła się już z cudzem
dla niej w początkach otoczeniem. Ktoś nawet zgodził się udać
z wiadomością do niej, że chciałbym ją zobaczyć i mógłbym
jej opowiedzieć w ojczystej jej mowie' o rodzinnych stronach.
Lecz nim posłaniec dojechał i nim pospiesznie zdążyła z mężem i
dziećmi uradowana Ainka, musiałem wyruszyć dalej w drogę,
starając się coprędzej wydobyć z terenu, na którym z dnia na
dzień oczekiwano najścia Japończyków i nieprzewidzianych
komplikacyi. Nie mogłem więc, jak zamierzałem wypytać Ainkę
o to wszystko, co ona czuła podczas seansów tak dla niej
zbawiennych.
Byłem raz świadkiem suggestyi szamana, która się wyra
żała w innego rodzaju wypadku. W maju 1904. r. we wsi Tarajka szaman podczas seansu, na którym i ja byłem obecny,
przepowiadał, że wojna między Japończykami i Losyanami
ukończy się bez nadzwyczajnych nieszczęść dla Sachalinu, że
obydwa walczące narody nie pokonają jeden drugiego; wreszcie
dodał, że tutaj blizko od nas widzi błąkający się wśród mgły
statek japoński, który przyląduje do brzegu, lecz złego nikomu
nie zrobi. Nazajutrz po seansie w towarzystwie kilku Ajnów
zrobiłem pieszo wycieczkę do wsi orokskiej. Odległość była
znaczna — koło 40 kilometrów i idąc piaszczystym brzegiem
morskim, dotarliśmy do celu zaledwo późnym wieczorem. Pod
wrażeniem słów szamana Ajnowie wciąż wpatrywali się w dal
morza i wreszcie jeden wskazał nam daleki ciemny punkt, który
mógł być nie czem innem, jak owym statkiem japońskim od
pływającym do brzegu- Podczas popasu u pustych budynków
rybnego przemysłu japońskiego Ajnowie włazili na dach i osta131 —
Bronisław Piłsudski
tecznie się upewnili, że szaman mówił prawdę. Zacząłem podda
wać się i ja, gdyż tak wymownie mi objaśniali, gdzie są żagle
a gdzie maszty i gdzie widnieje dym. Jeden tylko więcej sce
ptycznie usposobiony milczący Ajnos nie dał się unieść złudze
niom i rozróżniał w dalekiej plamie, która się ze mgły wysnuła
i rosła, grzbiety i spady gór, na wpół pokrytych śniegien i wła
śnie w tamtej stronie się znajdujących. Ku wieczorowi z wielkim
smutkiem musieli się przekonać, że statku tym razem jeszcze
nie było.
— 132
