8e09736739d321ac48e4c6214e4ec5d5.pdf
Media
Part of O zwyczajach świętomarcińskich (dokończenie) / Lud, 1910, t.16
- extracted text
-
BRONISŁAW GUSTAW IC Z.
O zwyczajach świętomarcińskich.
(Dokończenie).
Wspomniane rogatki świętomarcińskie — to zabytek da
wnych ofiar pogańskich. Mają one bowiem postać półksiężyca,
przypominającego długie, krzywe rogi wołu albo krowy; był
to więc symbol tych zwierząt, które ofiarowano jużto żywe, już
też pod postacią sztuczną, t. j. z ciasta wyrobione. Ponieważ
zwierzęta poświęcano przed zabiciem, czyniono przeto tosamo
z ciastem, z którego wyrabiano wizerunki ze znakami tych
zwierząt. Owe na ofiarę przeznaczone zwierzęta, które przypi
sywano pewnym bóstwom, pod wpływem poświęcenia przez
kapłana dokonanego, osiągały pewną, tajemniczą, świętą siłę,
przynoszącą błogosławieństwo, ba nawet stosownie do okolicz
ności moc rozgrzeszającą. Przez spożycie takiego mięsa prze
chodziło na spożywającego błogosławieństwo albo przebaczenie
winy i grzechu. Tosamo powiedzieć możemy o chlebie, wogóle
pieczywie ofiarnem, znakiem zwierzęcia opatrzonem; pieczywo
to zastępowało ofiarę zwierzęcą. Wskutek poświęcenia przez
kapłana wchodziła w pieczywo tajemnicza, boska, grzechy gła
dząca lub błogosławieństwo przynosząca siła, która spływała
sama przez się i na spożywającego, To zapatrywanie z czasów
pogańskich weszło w zwyczaje kościoła chrześcijańskiego, który
z biegiem wieków je uświęcił.
Bronisław Gustawicz
Obok tych niekrwawych ofiar były w użyciu daleko po
tężniejsze i skuteczniejsze ofiary krwawe. Że w listopadzie
składano powszechnie ofiary krwawe ze zwierząt, dowodzą
tego dawne nazwy tego miesiąca. Podług Bedy (um. 738) u Anglów zwał się ten miesiąc z powodu ofiar zwierzęcych bogom
składanych miesiącem, krwi, blotmonath (mensis immolationum,
quod in eo pecora, quae occisura erant, diis suis voverent).
Do dziś dnia wyraz angielski „to biotę“ albo „to bloate“ zna
czy „wędzić, suszyć w dymie, na ogniu“, dawniej „zarznąć, za
bić“. U Holandczyków zwał się ten miesiąc slagtmaand, t. j.
Schlachtmonat, albo też „smeermaand“, t. j. Schmeermonat,
które to wyrazy dobitnie wskazują na dawne ofiary krwawe
w tej krainie bóstwom składane; dziś zaś przypominają po
trzebę bicia bydła dla przygotowania zapasów mięsnych na
zimę, co jednak przypada częściej w grudniu niż w listopadzie.
Fryzowie zowią listopad także slachtsmoanne“, Szwedzi „blotmanaad“. „s/a^/zza/zad“. Anglosaski wyraz „blotan“, (ahd. pluozan, altn. biota znaczy „uczcić boga przez ofiarę“, więc blot
monath tyle, co miesiąc ofiary. U Anglików dochował się jako
przeżytek tych pogańskich, krwawych listopadowych ofiar zwy
czaj zabijania wołów, krów i świń w dzień św. Marcina (Martlemas, Martilmas, Martimas) i wędzenia mięsa w kominie
(martelmas-beef), zasalania mięsa, suszenia owoców i t. p.
Po wsiach nortumbryjskich wybierają się mniejsze rodziny
wspólnie na kupno, t. zw. mart, t.j. kupują na spółkę jakąkol
wiek sztukę bydła, zabijają ją i sporządzają kiszki nadziane
krwią, tłuszczem i kaszą owsianą i t. p.; kiszki te, blackpuddings
zwane, posyłają w podarunku krewnym i sąsiadom.
W Niemczech, przedewszystkiem w północnych dzielni
cach, wieśniacy biją bydło na św. Marcina. Do dziś dnia je
szcze w niektórych miejscowościach starodawnej Hanowerszczyzny, dzień, w którym bydło biją, zowią „Schlachtefest";
tu i ówdzie sprawiają ucztę, na którą zapraszają krewnych
i znajomych, jakoteż rozsyłają mięso, głównie zaś kiełbasy kre
wnym i sąsiadom. Podobny zwyczaj, przypadający na tensam
okres czasu, istnieje w samem mieście Żywcu, a z nim ściśle
związane zaproszenia na t. zw. „podgardle“. Nazwa ta „Schlach
tefest“ wskazuje na dawną pogańską uroczystość, którą świę
cono w kółku rodzinnem, a rozsyłanie mięsa, kiełbasy i kiszek
na starożytną wspólną ofiarę. Lecz zabijanie bydła przeciągało
2 —
_______
O zwyczajach świętomarcińskich
_
się aż do miesiąca grudnia; stąd to też pochodzi, że oba mie
siące, listopad i grudzień, zowią się naprzemian „Schlachtmonate".
Znaczenie tego prastarego święta zdaje się być jasne. Była
to ogólna, religijna uroczystość, podczas której składano bo
gom należny haracz z bydła, owiec i świń, z prośbą o opiekę
nad bydłem. Pieczywa ze znakami boskich symbolów, krów,
koni, świń, kur, gęsi, należały do danin ofiarnych. Otóż ta
Ogólna uroczystość wywołała w następstwie owe małe, uroczy
ste zwyczaje, przez mniejsze gminy albo rodziny wspólnie ob
chodzone, które utrzymały się do dziś dnia pod postacią „Schlacht
fest1' w miesiącach listopadzie i grudniu. Gdy zaś w połowie
VII. wieku ustanowiono na dzień 11. listopada uroczystość ku
czci św. Marcina, weszły przeto do zwyczajów kościelnych także
pogańskie, które na ten okres czasu przypadały, a to tern bar
dziej, że św. Marcin uchodził już wtedy za patrona pasterzy
i bydła, tudzież niektórych ptaków.
Według wierzeń pogańskich było zawsze jedno lub kilka
bóstw albo duchów opiekuńczych, które miały w opiece swojej
dom i obejście jego, role i łąki, pasterzy i trzody i chroniły
ich od czarów i złych przygód. Ta głęboka wiara wywarła
swój wpływ również w czasach chrześcijańskich jako niepodlegające zadawnieniu starożytne dziedzictwo i przyczepiła się po
woli pod wpływem kościelnej legendy do osoby św. Marcina,
jako osoby dobroczynnej i cuda działającej. W ten to sposób
został on patronem pasterzy.
W Bawaryi i Austryi wypędzają krowy po raz ostatni na
pastwisko w wigilię św. Marcina; w wieczór ten przebiera się
pasterz za św. Marcina, obchodzi chaty i domy i daje każdemu
wieśniakowi t. zw. różdżkę św. Marcina, posiadającą własności
lecznicze. Różdżkę tę wiją z gałązek brzozowych lub palmowych
z kocankami (wierzba iwa), bardzo starannie przyozdobionych
wstążkami. Przy wręczaniu tej różdżki śpiewa lub wypowiada
przebrany pasterz starodawne przysłowia, wyrażające życzenia,
by trzody, role i łąki były płodne i urodzajne w następnym
roku. Te różdżki kładą wieśniacy poza drabinę żłobu, na dachu
lub też wieszają nad drzwiami stajni, gdyż chronią bydło przed
czarami i złemi przygodami. Przy pierwszem wypędzaniu bydła
na wiosnę poganiają niemi dziewki bydło, aby się dobrze pa
sło. Starodawni Germanie uważali te różdżki za ucieleśnienie
3
Bronisław Gustawicz
w drzewie żyjącej duszy, będącej bóstwem wzrostu, urodzajno
ści i płodności.
Św. Marcina uważano w dawnych wiekach za opiekuna
psów, przedewszystkiem myśliwskich i pasterskich. W czasopi
śmie Haupta niejaki Miillenhof (1859. XI. 260) podał tekst mo
dlitwy pochodzącej z 10. wieku, którą odmawiał myśliwy lub
pasterz, wychodząc zrana z domu, prosząc Chrystusa i św.
Marcina pasterza, „by miał dziś psy w opiece swej, aby im
ani wilk, ani wilczyca nie szkodziły, czy to w lesie, czy w polu,
czy też na drodze i by szczęśliwie i cało do domu powróciły“.
Modlą się również do św. Marcina za końmi. We wsi Lengenfeldzie pod Welburgiem w Palatynacie bawarskim udaje się
w dzień św. Marcina proboszcz po mszy i kazaniu z monstrancyą w procesyi do kaplicy św. Marcina, znajdującej się poza
wsią. Tu czekają na niego właściciele koni z bliższej i dalszej
okolicy. Proboszcz modli się z nimi i udziela błogosławieństwa.
Następnie wieśniacy dosiadają swych koni i objeżdżają kaplicę
trzy razy dokoła, nie szczędząc za trzecim objazdem hojnych
datków pieniężnych przed wizerunkiem świętego, ustawionym
na nakrytym stoliku zewnątrz kaplicy. Według wierzeń tamtej
szej ludności konie nie doznają nic złego przez cały rok.
W Szwabii zaś we wsi Hauerz, w powiecie Leutkirch, od
prawiano dawniej kiermasz na św. Marcina, na który przyby
wali mieszkańcy okoliczni, młodzi i starzy; chłopi składali św.
Marcinowi wszelkiego rodzaju ofiary, jak plony polne, owoce,
konopie, len, mięso, jaja, smalec, masło, sery i t. p. W gospo
dach i karczmach biesiadowano i tańczono. Dnia następnego
odprawiano poprawiny kiermaszowe; w domu nikt nie pozo
stawał, każdy spieszył na „pokiermasze“. gdyż dnia tego spo
żywano dary św. Marcinowi ofiarowane. Czego nie zjedzono,
tudzież przedmioty, jak len, konopie i t. d., rozdzielano pomię
dzy uczestników. Niekiedy przynoszono z kościoła statuę św.
Marcina do karczmy, aby sam naocznie widział, jak wesoło
i ochoczo spożywają jemu ofiarowane dary.
Św. Marcin jest wreszcie patronem ptaków. Wrony i gęsi,
które w jesieni i na wiosnę przelatują gromadnie, zowią w nie
których okolicach niemieckich, głównie nad Renem średnim,
stadem św. Marcina albo kurami albo też ptakami św. Mar
cina, także gęsiami błędnemi. Tu i ówdzie kukułkę zowią także
ptakiem świętomarcińskim. Ptaszę świętomarcińskie, co to w po4
____________ o zwyczajach świętomarcińskich
daniach i baśniach o karłach i elfach przynosi dobrą wiado
mość, co to śpiewem swym ostrzega pasterzy przed zawaleniem
się groty, było istotą bajeczną, istotą cudowną, należącą do
niemieckiej baśni o bogach. Ptaszę to miało wszystkie barwy
tęczy, śpiewało ludziom zrozumiałemi słowy, ukazywało się za
wsze jako zbawca ludzi w nędzy i biedzie, i nieraz przybierało
postać karzełka. Ptaszęciem tern miał być dzięcioł czarny czerwonogłowy, o którym podania nietylko zachodnio-europejskie,
ale i nasze mówią, że zna on pewną trawę tajemniczą czyli cu
downą, rozryw-trawą zwaną, którą można góry i zamki otwie
rać i do skarbów się dobierać. Dzięcioł ten był również pta
szyną św. Marcina. Wkońcu jaskółka, u Francuzów le martinel zwana, tudzież biedronka czyli zazulka były także poświę
cone św. Marcinowi.
Z pomiędzy wszystkich atoli ptaków szczególniej gęś po
święconą była św. Marcinowi. Odgrywa ona główną rolę
w ucztach świętomarcińskich, od wieków sławionych i opiewa
nych. Uczty te urządzano raczej częściej we wigilię św. Marcina,
rzadziej w sam dzień jego imieniu poświęcony. Pierwotnie
uczty te trwały kilka dni. Młodzi i starzy brali udział w ucz
tach i biesiadach, które obchodzono w kółku rodzinnem wraz
ze służbą domową. Później urządzała je także młodzież wiej
ska. Nawet pastuchy i łowcy kwiczołów mieli swoją uroczystość
świętomarcińską; tu i ówdzie zastawiają jeszcze dzisiaj stale
stoły, przy których znajomi, krewni i przyjaciele schodząc się
spożywają zastawione potrawy. Zastawę tę tworzą upieczona
cielęcina, pieczeń wieprzowa, kurczęta pieczone, kiełbasy, a przedewszystkiem gęsina dobrze utuczona i upieczona. Bogatsi da
wali biedniejszym, by i ci mogli brać udział w tej uczcie świętomarcińskiej. Podczas uczty napoczynano młode wino i pito
winny moszcz wielkimi puharami i kielichami. Napoje te zwano.
winem świętomarcińskiem, bo pito je na cześć św. Marcina
Dlatego śpiewano:
Nun zu diesen Zeiten
Sollen wir alle fröhlich sein,
Gensvögel bereiten.
Darzu trinken einen guten Wein,
singen und hofieren
in sant Mertens’ Ehr!
5
Bronisław Qustawicz
Trącano się kielichami, wznoszono toasty, czcząc w ten
sposób pamięć tego świętego. Rozbrzmiewały również pieśni
na pochwałę gęsi świętomarcińskiej, pito także według zwy
czaju starodawnego zdrowie gęsi, W średnich wiekach odbywały
się przed temi ucztami także zabawy i igrzyska; w umyślnie
zbudowanym cyrku walczyły z sobą dwa dziki, aż wreszcie się
rozszarpały; mięso ich dzielono częścią między pospólstwo,
lepsze zaś kawałki między przełożonych. Po uczcie tańczono.
Jest to także przeżytek starodawnych uczt i libacyi pogańskich
na cześć bóstw urządzanych.
Trunkiem świętomarcińskim było i jest zawsze wino, gdyż
od najdawniejszych czasów pierwsze kosztowanie i picie świe
żego wina przypadało na dzień św. Marcina. Zwyczaj ten po
wszechny jest w Niemczech, w Szwajcaryi, we Francyi i w Holandyi. W okolicach, w których uprawiano wino, rozpoczynano
pierwsze wino na św. Marcina; stąd pochodzi znane przysłowie:
„Heb' an Martini, trink’ Wein per circulum anniT tj. „spuszczaj
wino na św. Marcina i pij je przez cały rok!“
Dawne księgi czynszowe we winodajnych okolicach Nie
miec i Szwajcaryi podają wykazy ilości wina składanego około
św. Marcina dziedzicom, klasztorom, kościołom, kaplicom i pa
rafiom. Było to także w północnych Niemczech. Tak np. mia
sto Lubeka z dawien dawna — pisze kronikarz z r. 1567 —
dawała corocznie we wigilię św. Marcina dworowi szweryńskiemu dwa wiadra starego reńskiego moszczu winnego, które od
r. 1609 wymieniono na wino reńskie. Ten zwyczaj dotrwał do
r. 1817. Klasztor Eilenrostorf otrzymywał od r. 1353 wielką
moc wina jużto mszalnego, już też do użytku konwentu;
wino to musiano wypić do następnej wigilii św. Marcina. In
dziej wydzielały klasztory wino w dzień św. Marcina. W kla
sztorach wirtemberskich prałat był obowiązany dawać wino
świętomarcińskie wszystkim mieszkańcom swej miejscowości.
Tak np. w probostwie w Hellingen w Koburskiem każdy len
nik otrzymywał garniec, każdy starzec i każda kobieta po pół
garnca, parobcy i dziewki, nawet dzieci w kolebce po ćwierć
garnca wina, We Wiirzburgu rozdawano wino ubogim w dzień
św. Marcina. W Hesyi w mieście Hanau jeszcze w 18. wieku
corocznie w dni świętomarcińskie podług starodawnego zwy
czaju i obyczaju wydzielano obywatelom starego grodu po
garncu wina świętomarcińskiego z piwnicy zamkowej. A w Szmal6
O zwyczajach świętOmarcińskich
kaldenie do dziś dnia dają corocznie na św. Marcina moszcz
winny wszystkim urzędnikom, od najwyższego do najniższego,
nawet pastuchom i babkom obsługującym umarłych, wreszcie
dwom szkołom męskim. Podc?as rozdzielania wina dzwonią
w największy dzwon kościoła miejskiego. Według podania ja
kiś podróżny, którego wizerunek wisi na ratuszu, zabłąkał się
podczas wielkiej burzy, a usłyszawszy ów dzwon wielkomiejski,
zdążył szczęśliwie, idąc za głosem dzwonu, do miasta, gdzie
z wdzięczności za ocalenie utworzył powyższą fundacyę winną.
Dzwonnicy dostają także moszcz.
Winu świętomarcińskiemu przypisują rozmaite szczególne
własności. Wino pite w dzień św. Marcina użycza wiele siły
i piękności. Dlatego też w Lesie Czeskim i Szumawach chłopcy
i dziewczęta zgromadzają się w karczmie i piją wspólnie. Aby
dziewczęta przejęte pragnieniem, by jeszcze piękniejszemi były,
nie przebrały miarki w piciu, pilnują ich rodzice. Również wie
rzą, że za sprawą św. Marcina moszcz zamienia się w wino po
11. listopada; dlatego śpiewają:
„Auf Martini schlachtet man feistes Schwein,
Und wird der Most zu Wein“,
jakoteż istnieje przysłowie: „Po św. Marcinie dobre wino",
„post Martinum bonum vinum".
Ale św. Marcin nietylko moszcz we wino obraca, lecz
także umie wodę we wino przemienić. W Halli nad Salą dzieci
żupników zanoszą dzbanki z wodą do salin. Rodzice wylewają
z nich potajemnie wodę i nalewają doń moszczu, a położywszy
na nich po rogalku świętomarcińskim, chowają je i polecają
dzieciom modlić się do św. Marcina, aby przemienił wodę
w wino. Następnie udają się dzieci wieczorem do salin, szukają
swoich dzbanków, wołając: „Marteine, Marieine, mach.' alle
Wasser zu Weine" (Marcinku, Marcinku, przemień wodę we
winko).
Że to picie wina, które także w Alzacyi od niepamiętnych
czasów było w powszechnem użyciu, wyrodziło się z biegiem
czasu w opilstwo i nadużycia, nic w tern dziwnego. Już w da
wnych czasach uskarżano się na to; niejednokrotnie wkraczały
w to władze, znosiły lub ograniczały ten zwyczaj, a jak dalece
przekraczano w tych uroczystościach miarę, daje nam o tern
wyobrażenie przezwisko „Marcinek", „Martinsmann"-, miano to
7
Bronisław Oustawicz
nadawano człowiekowi, który cały majątek swój przehulał na
pijatyce.
„Das Geld aus den Taschen,
Der Wein in die Flaschen,
Die Gans vom Spiesz,
Da sauf und frisz,
wer sich vollsaufen kann,
wird ein rechter Martinsmann/“
Niemniej i we Francyi po ukończeniu winobrania (10. listo
pada) przez długie czasy podczas uczty i tańców co się zowie
pito, przyczem najgorzej wychodził św. Marcin, gdyż wytwo
rzyło się wyrażanie „le mal St. Martin“, tj. dolegliwości świętomarcińskie (niem. Katzenjammer), tudzież „martiner“ tj. po
rządnie pić. W Littre'go słowniku języka francuskiego (Paryż,
1873) czytamy: „Le mai St. Martin, l'ivresse à cause qu'on
s'enivrait beaucoup aux foires de St. Martin“, tj. „dolegliwości
świętomarcińskie — to skutki pijaństwa, gdyż upijano się bar
dzo na jarmarkach świętomarcińskich“.
Jedna z dawnych pieśni świętomarcińskich powiada, że
św. Marcin pomagał jeść gęsi, z innej zaś pieśni dowiadujemy
się, że o tym, co dożył wysokiego wieku, powiadano, że musiał bardzo pomagać w jedzeniu gęsi świętomarcińskich. Ten
wyraz „pomagać“ wskazuje na dawny zwyczaj wspólnego pod
czas uroczystości jedzenia pieczeni, jakoteż na to, że goście
świętomarcińscy ucztowali wraz ze św. Marcinem, a zarazem
na cześć jego. Św. Marcin albo też pierwotny ów bóg pogań
ski, którego zastępuje, jest obecny biesiadzie, rozdzielając znak
widomy uczty, tj. mięso poświęconej gęsi.
Picie wina na czyjąś cześć, czyjeś zdrowie jest staroda
wnym przeżytkiem pogańskich ofiar i biesiad. Podczas uczt po
gańskich na cześć bogów pito zdrowie bogów, następnie nie
obecnych i zmarłych ; tu szukać należy początków toastów.
Podczas tych biesiad lud siedział po obu stronach ognisk, po
nad któremi wzdłuż nawy świątyni wisiały kipiące kotły ofiarne,
i wznosił ponad ognie rogi i puhary na cześć swych bogów.
W czasach chrześcijańskich pito na cześć świętych, którzy
zajęli miejsce pogańskich bogów, tak np. św. Michała, św. Jana,
św. Gertrudy, jakoteż św. Marcina. Około 1000 r. zwyczaj picia
zdrowia św. Marcina wprowadził król norweski Olaf Tryggweson. We śnie ukazał mu się św. Marcin, wzywając go, aby jak na
8
O zwyczajach świętornarcinskich
chrześcijanina przystało, podczas uczt pił raczej na cześć jego,
niż na cześć pogańskiego Tora, Odyna i innych bogów. Jak
w Niemczech szło przy tern piciu, poucza nas następujący przy
kład. Cesarz Otton I. (urn. 973) pił w klasztorze św. Emmerana w Ratyzbonie wraz z swymi towarzyszami na zakończe
nie uczty na cześć św. Emmerana. Wśród tego wychylania puharów obejmowano się i całowano, zachęcając się nawzajem
do dalszego picia.
Picie zdrowia na cześć św. Marcina wziął kościół w pewną
opiekę, starał się bowiem je ograniczyć. Czytamy u Rochholza-.
„Picie i jedzenie podczas dawnych ofiar pogańskich, bogom
składanych, ograniczono z biegiem czasu tylko na jeden puhar
poświęcanego, pobłogosławionego wina, którego w kościele
udzielano obecnym, jako napoju świętomarcińskiego. Ale pito
także zdrowie gęsi“. Jest to również przeżytek pogańskiego zwy
czaju, bo przy wszelkich uroczystościach wspominano w pie
śniach i toastach o zwierzętach, które spożywano. Jeszcze w 16.
wieku opowiadano o piciu pamięci gęsi (anseris menioria).
Ten zwyczaj dał następnie sposobność do powstania wielu pie
śni, układanych i śpiewanych na cześć i pochwałę gęsi.
„Bruder Urban, gebt uns vinum,
so floeszen wirs ein, so trinken wirs ein,
die Gans, die will begossen sein,
sie will noch schwimmen und baden, ja baden,
so wird uns wol geraten
haec anseris memoriał
W Karyntyi np. zgromadzają się corocznie pasterze we wie
czór św. Marcina, smażą jaja w smalcu i wspólnie je spoży
wają. W Smolinach (Harz) n. p. w Lerbachu pasterz trąbi na
rogu, chodząc po wsi; wszędzie zapraszają go do izby, gdzie
siada za stołem, pali fajkę i pije. We Forstbachu pod Bensbergiem istniał w latach 70 zeszłego wieku zwyczaj, że w dzień
św. Marcina zbierali się łowcy kwiczołów z całej okolicy
i wspólnie biesiadowali; zabawy towarzyskie i tańce kończyły
tę uroczystość.
Zabawy i tańce, które zawsze poprzedzały i kończyły uro
czystość świętomarcińską, są również zabytkiem pogańskich ele
mentów zwyczajowych. Ze uczta świętomarcińska sięga bardzo
dawnych czasów, dowodzą tego zakazy, wydane przez synod
w Auxerres w r. 590 co do wigilijnych biesiad. O zabijaniu zwie9
Bronisław Gustawicz
rząt na ofiarę w listopadzie wspomina Beda w 8. wieku. Picie
zdrowia na cześć św. Marcina wprowadza — jak wyżej powie
dzieliśmy — około roku 1000 król norweski Tryggweson pra
wdopodobnie przy uroczystości świętomarcińskiej. W r. 1179
niemieccy krzyżowcy obchodzili tę uroczystość na swój sposób
pod miastem Jaffą, a popiwszy się według przysłowia „jak cztery
dziewki“, stracili twierdzę i miasto. W r. 1230 niejaki Stricker,
prawdopodobnie austryacki poeta, napisał poemat na cześć św.
Marcina i na picie jego zdrowia. Od tych czasów przez dalsze
wieki aż do dni dzisiejszych zwyczaj spożywania gęsi i picia
wina na cześć św. Marcina utrzymał się w mniejszych lub wię
kszych rozmiarach w całej zachodniej i północno-zachodniej
Europie, przedewszystkiem w krajach przez szczepy germań
skie zamieszkanych ; spotykamy się z nim w całych Niemczech,
w Austryi, w Danii, w Szwecyi, w Norwegii, w Anglii, tu i ów
dzie we Francyi. Od zachodu zwyczaj ten wraz z kolonistami
niemieckimi przerzucił się na ziemie polskie, gdzie się też przy
jął, czego dowodem dawne przysłowie:
„Dzień św. Marcina
Dużo gęsi zarzyna“,
albo
Na Marcina
Gęś do komina.
Ale w miarę jak posuwamy się ku wschodowi, staje się
ten zwyczaj coraz rzadszym.
Zwyczaj jedzenia gęsiny sięga bardzo odległych czasów.
W starych kalendarzach spotykamy często wizerunek św. Mar
cina z gęsią albo dzień jego imienia wizerunkiem gęsi
lub pieczęcią gęsią przyozdobiony. We Francyi na dawnych
pomnikach i malowidłach szklanych widzieć można gęś obok
św. Marcina namalowaną. Najdawniejszą wzmiankę o gęsi świę
tomarcińskiej spotykamy u kompilatora kroniki klasztoru w Korbei w Westfalii, Antoniego Snakenburga, mnicha korbejskiego,
zmarłego w r. 1476. Mnich ten opowiada, że w r. 1171 niejaki
Otelryk ze Swalenburgu ofiarował w dzień św. Marcina mni
chom klasztoru korbejskiego wielką srebrną gęś (argenteum
anserem in festo sancti Martini pro fraternitate obtuluit). Był
to dar o wiele cennniejszy, niż tłusta, dobrze utuczona gęś,
którą zresztą w w owym czasie (XII. wieku) w dniu tego świę10
O zwyczajach świętomarcińskich
tego składano w daninie duchowieństwu, podobnie jak jeszcze
dzisiaj n. p. w Nasawskiem księżom i nauczycielom, dawniej
w niektórych miejscowościach w Szwabii, obecnie zamiast gęsi
składają w onym dniu mieszkańcy dary pieniężne. Np. w Lin
den pod Hanowerem jeszcze w r. 1876 otrzymywał nauczyciel
na św. Marcina żywą gęś w podarunku. Uczniowie i uczenice
pierwszej klasy tej szkoły przynosili ją w koszu kwiatami i wstąż
kami przybranym i świeczkami dokoła oświetlonym. Dar ten
składali nauczycielowi wśród śpiewu pieśni świętomarcińskich.
Za ten dar dnia następnego udawał się nauczyciel z dziećmi na
wycieczkę do poblizkiej miejscowości, gdzie się zabawiano do
wieczora.
Zwyczaj spożywania gęsi w wieczór świętomarciński uza
sadniają poniekąd różne legendy z życia św. Marcina. Legendy
te atoli bardzo odbiegają od siebie. Według jednej wersyi gęsi
przeszkadzały św. Marcinowi podczas kazania; według innej
gęganiem miały go zdradzić, gdy obrany biskupem w Turonie
czując się niegodnym piastowania tak wysokiego urzędu ukrył,
się w gęsiami. Otóż za karę w jednym i drugim wypadku kazał
św. Marcin zarzynać i piec gęsi, co też piosnka nam powiada:
„Was haben doch die Gänse getan,
dasz so viel müszens leben lan?
Die Gans mit irem dadern...
Sant Martin hau verraten...
Darumb tat man sie braten“.
Melchior de Fabris, proboszcz w Aweren, w dziele swojem: „ Von der Marteingans1' z r. 1597 twierdzi, że gęś spo
żywano, bo bardzo ją ceniono dla wielkiej jej czujności. We
dług Leibniza, badacza starogermańskich zwyczajów, gęsi w pier
wszej połowie listopada, a więc około św. Marcina, są naj
tłustsze ; jasną tedy rzeczą jest, że ludzie je wtedy zabijają
i pieką na swój pożytek. Przysłowie niemieckie powiada:
„Iss Gens Martini,
Wurst in festo’Nicolai;
Iss Blasii lemper,
Häring oculi mei semper“.
11
Bronisław Gustawicz
t. j.
„Jedz gęś na św. Marcina,
Kiełbasy na św. Mikołaja,
Jedz jagnię na św. Błażeja,
Śledzia niech jedzą zawsze oczy moje“.
Gęsi świętomarcińskiej przypisywano i przypisują rozmąite
cudowne własności i skutki. Gęś bowiem była u wszystkich lu
dów indogermańskich w Europie ptakiem swojskim. To poży
teczne, już w odległych czasach z dzikiej gęsi oswojone zwierzę
domowe uchodziło u starożytnych Greków za ulubionego ptaka,
którego piękność powszechnie podziwiano.
Podług zapatrywania greckiego, gęsi były czujnymi stró
żami domu; dlatego też na grobie dobrej gospodyni między
innymi ustawiano wizerunek gęsi, by w ten sposób uczcić
czujność zmarłej. Rzymianki lubiały gęsi dla szybkiego ich roz
mnażania się; były one poświęcone Junonie. Z wątroby gęsiej
Rzymianin wróżył przyszłość. Tak np. Petroriius Arbiter, zmarły
w r. 67 po Chr., w dziele swojem „Satyrikon“ powiada: „Re
cluso pectore anseris extraxit fortissimum iecur et inde mihi
futura praedixit“, t. j. „otwarłszy pierś gęsi, wyjął potężną wą
trobę i z niej wróżył mi“.
U Germanów i Słowian miała i ma jeszcze gęś znaczenie
wróżbiarskie. Ponieważ gęś jako zwierzę święte przed ofiarą
poświęcali kapłanie albo pan domu, przeto w każdej części skła
dowej jej ciała tkwiła tern skuteczniejsza siła cudowna. Już
w odległej starożytności uchodziła gęś za wróżbitę pogody i nie
pogody. 1 tak np. gdy gęsi się myją, będzie deszcz (Niemcy);
gdy gęsi lub kury stoją na jednej nodze, będzie niepogoda (Ty
rol). Kto zobaczy naprzód na wiosnę gęś, będzie cały rok słaby,
jeżeli zaś źrebię ujrzy, będzie zdrów, (Bocheńskie, Pieniny).
Gdy dzikie gęsi wysoko lecą do cieplic, to zima nieprędko na
stanie, a gdy nizko lecą, wkrótce zima nastąpi (Osieczany w Galicyi, Huculszczyzna).
Do wróżenia jednak posłużyły tylko kości, a przedewszystkiem kość piersiowa, którą dla widełkowatej postaci można ła
two zawiesić w izbie na belce, co do dziś dnia w wielu okoli
cach się utrzymuje. Za ogólną regułę uchodziła i uchodzi je
szcze u Niemców, że brunatna kość piersiowa oznacza śnieg
a biała mróz. W Hesyi zaś powiadają, im jaśniejsza ta kość,
12
_______ _______ O zwyczajach świętomarcińskich
_______
tym ostrzejsza będzie zima. W Meklenburgu białe plamy na ko
ści oznaczają śnieg i łagodne powietrze, czerwone zaś mróz.
W Prusiech i na Litwie powiadają: Jeżeli kość piersiowa gęsi
jest jasna i czysta, będzie ostra zima, jeżeli zaś ciemna, będzie
wiele śniegu i łagodne powietrze. U nas w Polsce i na Ślązku
powiadają:
„Na św. Marcina
Najlepsza gęsina,
Patrz na piersi i na kości,
Jaka zima nam zagości“.
Jeżeli kość biała, to zima będzie śnieżna i mroźna, pstra
oznacza zimę niestałą; w połowie biała, a w połowie ciemna
wróży zimę w połowie ostrą, a w połowie lekką. W Krzeszowickiem (Galicya) powiadają: kość czysta oznacza suchy rok
przyszły, ciemnawa zaś rok wilgotny. Tu i ówdzie w Niemczech
kość tę nazwano „kością kłamstwa11, bo uznano ją za fałszy
wego proroka pogody.
Z dnia św. Marcina prorokują o zimie. I tak:
„Gdy wiatr od południa w wigilię Marcina,
Będzie na pewno lekka zima“. (Ślązk).
Albo:
Gdy Marcinowa gęś po wodzie,
Będzie Boże Narodzenie po lodzie (Król. Pol.).
1 odwrotnie:
Na Marcina gęsi na lodzie,
W gody będą na wodzie. (Podhale).
Kiedy na Marcina lód,
Bywa błotno koło gód. (Ślązk).
W Niemczech powiadają:
Wenn die Martingans im Eis steht,
Das Christkindlein im Kote geht,
albo:
Das Christkindlein im Wasser geht.
albo:
Wenn es Martini friert,
Ist Weihnachten offenes Wetter.
Jeżeli dzień św. Marcina jest suchy, będzie zima ostra, je
żeli wilgotny, zima niestateczna.
- U -
Bronisław Gustawicz
Ponieważ św. Marcin bywa przedstawiany na obrazach
w postaci rycerza na koniu, więc gdy śnieg w tym dniu spadł,
mówią, że św. Marcin przyjechał na białym lub siwym koniu,
a gdy niema jeszcze śniegu, że na wronym lub czarnym. Stąp
też mamy przysłowia:
Św. Marcin na białym koniu jedzie. (Powsz.).
Św. Marcin błoniem
Jedzie białym koniem. (Powsz.).
Gdy św. Marcin w śniegu przybieżał,
Będzie po pas całą zimę leżał. (Krakowskie).
Na św. Marcin deszcz lub chmury,
Czas niestateczny ponury ;
Jasna zaś w ten dzień pogoda,
Znaczy mrozy, z drwa wygoda. (Żywiecczyzna).
Na Marcina — woda się ścina. (Miechów).
Św Marcin bez gęsi was tego nauczy:
Jeśli deszcz, niedostatek zimy wam dokuczy;
Jeśli jaśnie pogodny, miej zimy nadzieje,
Suchy mróz mokrych śniegów za kołnierz zawieje.
(Ślązk).
W gospodarstwie koło chudoby czyli bydła krążą u nas
takie zabobony. We wigilię św. Marcina daj bydłu na pierwsze
danie zrana równej słomy, aby równo i gładko wyglądało na
wiosnę. Również daj mu cebulę, aby nie miało wszołów (Kro
śnieńskie).
Siew oziminy powinien być ukończony w odpowiedniej
porze. Kto go przeciągnął w późną jesień do św. Marcina lub
tylko do św. Gawła, mawiają:
Gawłowy owies, Marcinkowe żytko,
Kota warta wszytko!
albo:
Dyabli wzieni wszytko.
W Smolinach (Harz) jest zwyczaj, że narzeczeni udają się
w noc świętomarcińską wśród zupełnej ciemności do ogrodu
i urywają z drzewa owocowego po gałązce, a wróciwszy do
izby, wsadzają je do wody. Jeżeli obie gałązki rozwiną się do
14
O zwyczajach świętomarcińskich
Bożego Narodzenia, będzie to dobrym znakiem dla narzeczo
nych, gdy zaś jedna z nich jest sucha albo w wodzie się nie
rozwinie, jest dla nich niepomyślną wróżbą.
W dzień św. Marcina nasi ludzie wiejscy nie mielą ani na
małych ręcznych młynkach, ani w wielkich młynach wodnych.
Jakoż dyabli mieli kiedyś młyny w arendzie i dlatego nikt nie
mógł mleć. Św. Marcin namówił dyabłów i wziął od nich
młyny w arendę dotąd, aż cetyna (szpilki) z drzew opadnie.
Dyabli myśleli, że cetyna tak obleci, jak inne liście. Gdy się
atoli zawiedli, pobiegli „druzgać“, t. j. obrywać ją, lecz na „jedlach“ (jodłach) znaleźli krzyże, tj. gałązki drobne jodły rozra
stają się w kształcie krzyża, i uciekli. Tak tedy św. Marcin
w święto swoje nie da mleć i nikt też w ten dzień nie miele,
a kto miele, temu się przez cały rok coś w młynie psuje, paprzyca się pali i czop. Na tę pamiątkę idą w św. Marcin do
lasu i łamią cetynę (gałązki z drzew szpilkowych), nawet przed
św. Marcinem, używając jej na chójce, tj. miotły, ponieważ nie
obleci do roku, a nawet dłużej. Stawiają je także do kapusty,
aby nie oblatywała, jak cetyna na św. Marcin. (Z pod Babiejgóry).
Źródła.
1. Birlinger K. Aus Schwaben. Wiesbaden. 1874.
2. Cassel P. Altkirchliche Festkalender. Berlin. 1869.
3. Chamard E. Saint Martin et son monastère de Ligugé.
Paris. 1874.
4. Coussemaker O. Chants populaires des Flamands de
France. Gent. 1856.
5. Duller E. Das deutsche Volk in seinen Mundarten, Sit
ten, Gebräuchen, Festen u. Trachten. Leipzig. 1849.
6. Engelien A. und Lahn W. Der Volksmund in der Mark
Brandenburg. Berlin. 1868.
7. Erk L. Die deutschen Volkslieder. Essen u. Berlin. 1845.
8. Fahne A. Der Karneval. Ein Beitrag zur Kirchen-und
Sittengeschichte. Köln.
9. Helm 1. Kulturpflanzen und Haustiere. Berlin. 1874.
10. Klöden K. Die Mark Brandenburg. Berlin. 1846.
11. Kehrein J. Volkssprache und Voikssitten in Nassau.
Montabaur. 1873.
12. Kahn Fr. Märkische Sagen und Märchen. Berlin. 1843.
15
Bronisław Gustawicz
13. Kuhn Fr. Norddeutsche Sagen, Märchen und Ge
bräuche. Leipzig. 1848.
14. Kuhn Fr. Sagen, Gebräuche und Märchen aus West
falen. Leipzig. 1859.
15. thannhardt W. Baumkultus der Germanen und der
Nachbarvölker. Berlin. 1875.
16. Reitnann F. Deutsche Volksfeste. Leipzig. 1880.
17. Reinsberg-Diiringsfeld O. Das festliche Jahr. Breslau.
1870.
18. Reinkens J. H: Martin v. Tours. Gera. 1876.
19. Riickert H. Kulturgeschichte des deutschen Volks in
der Zeit des Übergangs aus dem Heidentum in das Christen
tum. Leipzig. 1854.
20. Schiller K. Tier- und Kräuterbuch. Schwerin. 1864.
21. Seemann B. Hannoversche Sitten und Gebräuche in
ihrer Beziehung zur Pflanzenwelt. Leipzig. 1862.
22. Simrock K. Martinslieder. Bonn. 1864.
23. Tschischwitz L. Nachklänge germanischer Mythe in den
Werken Shakespeare’s. Halle. 1865.
24. Uhland J. Alte hoch - und niederdeutsche Volkslieder.
Stuttgart. 1845.
25. Wessely A. Ikonographie. Leipzig. 1874.
16
