b2e8e9caec4488584ee66ddcf28384b8.pdf
Media
Part of Totemizm / Lud, 1909, t. 15
- extracted text
-
Dr. MICHAŁ ŻMIGRODZKI.
Totemizm.
Z wielką nieśmiałością poruszam sprawę wytworzenia
się i rozwoju Totemizmu; chciałbym to zrobić przynajmniej
w głównych zarysach.’)
Przedewszystkiem zaznaczmy, na jakiej zasadzie bywamy
zmuszeni uznać to lub inne wierzenie, obyczaj, przesąd i t. p.
jako obcą naleciałość, jako import z cudzego narodu czy ple
mienia ?
1) Jeżeli ów zwyczaj dla tego narodu jest niezrozumiały
a lud zachowuje go tylko siłą tradycyi.
2) Jeżeli rytuał tego zwyczaju jest tak wielki i zawiły
w składowych swych częściach, że stoi w rażącej sprzeczności
z prostotą i naiwnością tego narodu, u którego on jest w użyciu.
Z temi przesłankami zwróćmy się do Australczyków, do
owego klasycznego narodu totemistów.
’) Rozprawa ta była przesłana na międzynarodowy kongres bistoryi religii w Bazylei r. 1904. Aczkolwiek wedle statutów kongresu te
tylko rozprawy mają prawo być czytanemi, których autorowie są obe
cnymi na zgromadzeniu, to jednak dla obecnej zrobiono wyjątek: była
czytana, i jak wszystkie inne, w skróceniu była publikowana w pamiętni
kach kongresu.
Wyliczam tu źródła użyte do tej rozprawy, a nie chcąc psuć textu
ciągłemi wstawkami tytułów, zamieniam je literami jak następuje :
9
Dr. M. Żmigrodzki
Wszyscy podróżnicy stwierdzają niezwykle mały rozwój
duchowy Australczyków, aczkolwiek ich dzieci mają większą
zdolność do nauki, niż dzieci europejczyków. Liczby znają tylko
1 i 2. Mają wprawdzie wyraz na liczbę 3 i 4 ale używają tako
wych bardzo rzadko a zwykle mówią dwa i jeden lub dwa
i dwa.
Mieszkają pod szałasami z gałęzi, lecz skoro od rządu
dostaną w podarku wełniane koce, to ani myślą o budowie
jakiego bądź schroniska.
Temperatura ich kraju spada często dość nizko, ale nikt
z nich ani marzy o jakiej bądź odzieży, bo „to tylko u białych
w modzie“; gdy który dostanie przedziurawione buty lub sło
miany kapelusz, to jest szczęśliwym nad wszelki wyraz.
Nawyk koczowniczy jest u nich tak rozwinięty, że należy
do nadzwyczajnych rzeczy, jeżeli jakie plemie pozostaje dwa
tygodnie na jednem miejscu. Odchodząc, pozostawiają bez tro
ski swe szałase z gałęzi (D=550—585; R 11 27—32).
Ten nawyk do wędrówki, czego skutkiem jest rozdrobnie
nie tamecznej ludności na niewielkie hordy, jest bezpośrednio
zawisły od warunków miejscowych, ziemi i klimatu, co wprost
uniemożliwia rozwój jakiejbądź rodzimej cywilizacyi (1T G
VI. 722).
B. = Baldwin Spencer. The native Tribes of central Australia.
London 1899. — D. = Deniker J. Les races et les peuples de la terre.
Paris 1900. — F. = Frazer J. G. Le totémisme. Paris 1898. — G. = Gubernatis A. Die Thiere in der indogermanischen Mythologie. Leipzig
1874. — K. = Kolberg Oskar. Lud. Krakowskie III. 36. — L. = Lang A.
Mythes, cultes et religions trad. p. L. Marinier. Paris 1896. — M. = AiüZler Fried. Allgemeine Ethnographie. Wien 1879. — M, M. = Max Müller.
Origine et developement de la religion â la lumière des religions de
I Inde. Paris 1870. — R. = Ratzel Fried. Völkerkunde. Leipzig 1886. —
S. = Spencer Herbert. Principes de sociologie. Paris 1902. — T. = 7>
lor Ed. La civilisation primitive. Paris 1876. 2. v. — To. = Topinard
Paul. Anthropologie, übers, von Neuhaus. Leipzig 1888. — W. G. = Waitz
Teod. Anthropologie der Naturvölker. VL Band von Gerland G. Leipzig
1872. W. Wilson Thomas. The Swastika. Washington 1896. — Ż. = Żmi
grodzki Michael, lieber die Swastika. Correspondenzblatt der deutschen
anthropologischen Gesellschaft 1897. Seite 168.
— Do ogłoszenia tego artykułu w języku polskim skłania autora
ten wzgląd, że w podaniach naszego ludu są bardzo liczne okruchy to
temizmu, których wykazanie jest możliwe tylko na podstawie artykułu
o totemizmie w ogólności.
10 —
Totemizm
Zwyczaje ani jednego z tamecznych plemion nie mogą
być uznane za typowe dla całej Australii (fi. VIII.).
A jednak pomimo tej wykazanej tu dzikości znajdujemy
u tych ludów przejawy cywilizacyjne takiego charakteru, iż musimy je uznać za „okruchy jakiejś lepszej przeszłości, lepszych
stosunków“. Naprzykład ich pojęcia astronomiczne, podział sfer
niebieskich, podział roku (R. II. 23 — WG. VI. 763. 767).
Przypatrzmy się ich określeniom pokrewieństwa i z tego
wypływającym w drobnostkach nawet ściśle zaznaczonym pra
wom zawierania małżeństw. — Sądzić, że to ten naród, tak
dziki, sformułował te prawa, byłoby rzeczą wielce nielogiczną
(B 59—98).
Jedno pojęcie jest niezwykle dziwne. Czarny pracuje bar
dzo niechętnie, ale nie przyznaje się do lenistwa, nie powiada:
„nie chce mi się robić“ lecz twierdzi, że „czarny nie pracuje,
bo on jest z szlachetnego rodu“. — Gdzie on słyszał w swojej
pustyni o szlachetnym czy nieszlachetnym rodzie?—Tu „niema
harmonii“ między tern społecznem pojęciem tego człowieka
a tymi stosunkami, w których on na dobie żyje. (W. G.767—769).
Zapytajmy socyologów, na której to stopie rozwoju w ogól
ności, możliwem jest wytworzenie się pojęcia różnicy między
nieszlachetnem a do próżniactwa uprawniającem szlachetnem
pochodzeniem? (S. II. 53 i n. III. Cap. X.).
Zaznaczmy jeszcze i to, że spotykamy u nich rzeczy, któ
rych oni sami nie rozumieją. Oni to robią lub zachowują dla
tego, że ich przodkowie tak robili. Najbardziej znamienną w tym
względzie jest ich poezya. Oni śpiewają niektóre pieśni w ja
kimś języku, którego nikt nie rozumie; są znowu pieśni jakiejś
mistycznej, niezrozumiałej treści. (IV. G. VI. 756).
Najbardziej jednak zadziwiającą rzeczą to jest ich religia.
Totemizm Australii w swej zewnętrznej formie różni się
bardzo mało od formy, w której go widzimy u innych naro
dów. Jest to ubóstwianie zwierząt. Każde plemie a nierzadko
i pojedyńczy ludzie dostają, prawem pochodzenia lub przez wy
bór osobisty, jakiś rodzaj zwierząt, jako cel swego nabożeństwa
i coś w rodzaju patrona. W Australii jednakże tak wielką liczbę
i tak ważnych punktów możemy wykazać, że z nich dość łatwo
wytworzyć system religijny wcale jasny. Oto jego zarys:
W dalekiej bezmiernie przeszłości była epoka zwana Alcheringa, w której ziemia była pokryta słoną wodą, Wtedy to
—. 11 —
Dr. M. Żmigrodzki
wytworzyła się, wyszła z ziemi, istota pół-zwierzę, pół-człowiek
zw. Inapertwa— przejaw tej siły, która na każdem miejscu jest
główną istotą ziemi a która działa wciąż, bez przerwy tworzy.
W rozmaitych okolicach powstały rozmaite takie Inapertwy,
które z czasem zróżniczkowały się w ten sposób, iż część z nich
stała się zwierzętami a druga część ludźmi. W tern tkwi przy
czyna, dlaczego ludzie pewnej okolicy widzą w pewnych gatun
kach zwierząt tej okolicy swoich pokrewnych i biorą ta
kowe za swój Totem, za swoją rodową świętość.
To się rozumie samo przez się, że siła natury jest czynną
wciąż, bez przerwy i że dziś tak samo, jak przed wiekami leży
to w jej mocy wytwarzać nowe organizmy, nowe żyjące istoty.
Każda okolica ma swoją, sobie właściwą rodną potęgę a z tego
wynikiem jest to, że jeżeli naprzykład z hordy totemu orła niezostało nikogo z mężczyzn, to kobieta z tej hordy jeżeli zajdzie
w ciążę w okolicy orlego totemu, rodzi dziecię totemu orła bez
względu na totem ojca. (fi. 124. 133). Zdarzają się także fakta,
szczególnie gdy horda ważnego totemu zupełnie wygaśnie, że
kobieta zupełnie innej hordy, może w okolicy tego totemu zajść
w ciążę bez wszelkiego udziału w tern mężczyzny a jedynie siłą
panującego w tej okolicy totemu i dziecko w takim razie na
leży oczywiście do niego (B. 263).
Dzień, w którym takie dziecko dochodzi pełnoletności,
staje się wielką uroczystością nietylko w danej hordzie, lecz
gromadzi na wspólny obrzęd wszystkie hordy w okolicy. Po
przednio jednak trzeba opowiedzieć, co następuje. Każda horda
tego lub innego Totemu ma pewną ilość przedmiotów, zwanych
Czuringa. Są to kloce z drzewa lub kamienia około łokcia
długości, zwykle płaskie, pokryte rozmaitymi symbolicznymi
znakami. Przy tych Czuringa pozostają duchy praojców danego
plemienia a znaki symboliczne opowiadają dzieje tego plemie
nia. To miejsce, gdzie przebywał praojciec plemienia, ów półczłowiek, jest świętem dla tego plemienia, tam się przechowują
Czuringa i nikt z niewtajemniczonych niema prawa do nich się
zbliżyć a nawet patrzeć na nie. Szczególnie kobiety powinny
się tego strzedz i to miejsce, o ile można, daleko obchodzić.
Nawet starsi rodu, Alatunia nie śmieją głośno mówić w obec
ności Czuringa. (B. 158—166). — Kto rozpoczyna walkę, może
być pewnym zwycięstwa, jeżeli ma przy sobie swoje Czuringa.
(fi. 135). Jeżeli horda pewnego totemu wymiera, natenczas po12 —
Totemizm_____
krewny totem bierze osierociałe Czuringa na przechowanie
i czeka, aż jakaś kobieta w opisany powyżej nadnaturalny spo
sób zostanie matką w okolicy wymarłego totemu i tern powoła
ów totem napowrót do życia.
W dniu pełnoletności w ten sposób zrodzonego chłopaka
schodzą się okoliczne hordy na wspólne święto. Przedewszystkiem młody chłopak jest wtajemniczonym w dzieje swego ple
mienia, pokazują mu jego rodowe czuringa t. j. pokazują mu
„jego praojców". Następnie Alatunia
starsi wszystkich obec
nych hord, biorą go między siebie, a ten alatunia, który prze
chowywał jego czuringi wręcza mu takowe z wielkim pietyzmem,
poczem chyli się przed nim i czoło swe przyciska do brzucha
młodzieńca, czem okazuje mu, wedle tamecznych zwyczajów,
najwyższą cześć. Po nim wszyscy obecni Alatunia robią to samo.
Przedstawiciele rozlicznych totemów oddają _ najwyższą czesc
zmartwychwstałemu Totemowi (6. 303 328, 512).
Głębokiej niezwykle myśli jest wiara spotykana u niektó
rych plemion, że cały wszechświat, niebo i ziemia są podzielone
na fratrie, z których każda ma swój wyłączny totem. (F. 121).
Oto jest w najogólniejszych zarysach obraz totemizmu
w Australii. To jest jak najbardziej rozwinięta forma tego kultu,
jaką widzimy u ludów centralnej Australii, której już nie mo
żemy wykazać w innych okolicach Oceanii a z tego, co widzimy
w Ameryce i Afryce nie da się żadną miarą utworzyć jakiś
jednolity, jasno określonego charakteru obraz. Natomiast te
rozmaite w tych stronach przejawy Totemizmu dadzą się łatwo
przyłączyć i wcielić do tylko co przedstawionego systemu.
Niemal wszędzie spotykamy wiarę, że żyjące istoty me
były stworzone, lecz wyrosły z ziemi (L. 321) — pierwszy czło
wiek wytworzył się z soku drzewa akacyi, potem wszedł do
łona kobiety, która go jako dziecię zrodziła. (L. 156).
Wszelka rodna siła spoczywa w naturze, która nią rozpo
rządza wedle własnej woli, wedle ogólnych lub też wyjątkowych
praw. Kobieta może porodzić węża, lub krokodyla (F. 10), od
których znowu pójdą węże - ludzie i krokodyle - ludzie i takież
całe plemiona. A więc to rzeczą najzupełniej zrozumiałą, że
naprzykład skorpion nie może zaszkodzić skorpionowym - lu
dziom (F.30) — jak również dziecię węża - człowieka nie może
być przyznanem, pokąd wąż nie przesunie się koło tego dzie
cięcia. (F. 10).
— 13 —
Dr. M Żmigrodzki
Wszędzie spotykamy bardzo wyraźnie wiarę w pokrewień
stwo zwierząt z ludźmi a także w możność i siłę przerzucania
się ludzi w zwierzęta i odwrotnie (W. G. = 800; F=8; L = 58;
B. 123); powszechną jest wiarą, że wszelkie zwierzęta mają
swe prototypy, swych starszych, większych braci (F. II. 317
do 318), wielkie zające (L. 70), wielkie niedźwiedzie (F. 13),
wielkie kanguru (W. G. VI. 800), wielkie żółwie (F. 69, 89). —
Żyją oni w ukryciu, ptaki na wyżynach niebios, czworonożne
zwierzęta w wodzie (F. 127—128). Wszelki zwierz jest widocz
nym przejawem tego Ideału (£. 352, F. 22). Mieszkańcy wysp
Samoa twierdzą, że w każdem zwierzęciu jest wcielenie bóstwa,
że potęga duchowa przenika wszelką istotę od wieloryba aż po
najdrobniejszą muszelkę. (L. 350).
Z roślin i zwierząt wytwarzają się ludzie jako czasowa forma
przejawu, która po pewnym przeciągu czasu do swego praźródła powrócić musi i znowu stać się rośliną czy zwierzęciem.
(F. 53). Tern się tłumaczy zupełnie jasno, dlaczego ludzie to
temu drapieżnego zwierzęcia, przy spotkaniu się z niem, dają się
rozszarpać bez najmniejszego oporu, ani też ratując się ucieczką,
bo to przecież jest tyko zmianą formy. (L. 191).
Jeżeli wszelka żyjąca istota jest wcieleniem bóstwa, to ro
zumie się, że człowiek jest jego najwyższem słowem. Tern się
tłumaczy ta różnica, jaką te ludy zaznaczają między zabiciem
zwierzęcia a człowieka. Przy zabiciu zwierzęcia totemista po
wiada sprawcy: „tyś zabił mój Totem, mego brata, mego ojca“
przy zabiciu człowieka używa wyrazów „ta atua“, co oznacza
Boga zabić. (F. 83).
Ponieważ cała natura dzieli się na rozmaite fratrie, z któ
rych każda ma swój wyłączny totem, ponieważ człowiek jest
emanacyą, jest cząstką Boga, więc rzeczą prostą, iż on ma
prawo i siłę należenia wedle własnej woli do tej fratryi,
którą mu się wybrać podoba. Tern się tłumaczy wiara, że
dziecko prawem urodzenia należące do totemu X może być
przyjętem do totemu Y, skoro nad jego głową symboliczne
słowo tego totemu z całem nabożeństwem będzie wypowiedzianem a szczególnie wtedy, gdy tego dokona jego własna matka
(F. 109).
Tę bez przerwy zmianę form, to ich znikanie i zmartwych
wstanie totemiści symbolizują w dziwnym rytualnym zwyczaju
pozornego na jedną chwilę grzebania starca, który po chwili
— 14 —
Totemizm
zmartwychwstaje i wychodzi z grobu (F. 67—68). Z tym obrzę
dem łączy się treścią tradycya, że Bóg ludzi zaraz po stwo
rzeniu zakopał do ziemi, z pod której oni wyrośli. (L. 193).
Oto jest obraz Totemizmu tak, jak on na podkładzie
australskich podań i wierzeń w połączeniu z wielu innymi prze
jawami w rozlicznych krajach daje się w pewien całościowy
system związać a sądzę również, iż trudno, by kto nie dojrzał
ogromnego podobieństwa jakie istnieje między nim a panteizmem
Indij. Gdy nadto dodamy najzupełniej pewne względy etnogra
ficzne, dotyczące Australii, jak również tradycye tubylców, to
coraz bardziej i bardziej nam się wyjaśni niezwykle blizkie po
krewieństwo Totemizmu Australii z panteizmem Indii. To się
rozumie, iż wtedy wszelkie względy logiki każą nam postawić
twierdzenie, że wpływy religijne szły nie z Australii do Indii,
lecz stanowczo w przeciwnym kierunku.
Przedewszystkiem zwróćmy na to uwagę, że studya antro
pologiczne i geograficzne dowiodły nam, że ludność pierwotna
Australii przyszła z Azyi. (M. 318 = R. 21.579—589 = T. 498).
Tradycye tubylców Australii opowiadają jak najbardziej stanow
czo, iż oni przyszli z północnego Zachodu (B. 121—123), w tej
stronie bowiem szeregi wysp tworzą bardzo wygodną drogę
między dwoma kontynentami. (R. 583). Te drogi przedłużają
się dalej na wschód i najbardziej skrajnemi wyspami sięgają nie
mal kontynentu Ameryki. My wiemy, iż w historycznych już
czasach po tych drogach szedł ogromny ruch malajskich ple
mion sięgający w jednym kierunku brzegów Ameryki, w drugim
wschodniej połaci Afryki (M. 78. 319). Patrząc na tych szalenie
odważnych marynarzy, trudno nie dojrzeć podobieństwa między
tymi Sudrnannami Azyi a Nordmannami Europy. Normanowie
sięgali w swych wyprawach bardzo daleko, posuwając się jaknajwidoczniej po drogach znanych oddawna już poprzednio
przed nimi zamieszkałej tam ludności. Historya więc zaludnie
nia Australii jest następującą: Najpierw była jakaś niewielka
liczba ludności na kontynencie Australii; do tych najstarszych
tubylców przyszła kolonizacya z południowych Indij a ostatnią
etnograficzną falą były plemiona Malajów. Z tej mieszaniny wy
robił się w ciągu 2000 lat zupełnie odrębny typ. (R. 583—589).
Nigdzie nie spotykamy najmniejszego śladu wskazującego na
wędrówkę etnograficzną tamecznej ludności z południa ku pół
nocy, wszystko bez wyjątku przemawia za ruchem w kierunku
— 15 —
Dr. M. Żmigrodzki
przeciwnym a co najważniejsze, że tradycye wszelkich form reli
gijnych idą z północy. (B. 418 - 432).
Zauważmy jeszcze jedną rzecz. Przyczyną wszelkiej emigracyi pokojowej jest społeczna bieda. Ci, którzy są w dobro
bycie a przez to mają możność zdobycia większego wykształ
cenia, ci nie emigrują z rodzinnego kraju; wychodzą na ob
czyznę głównie ludzie biedni i mało ukształceni. Jeżeli zwró
cimy uwagę na życie religijne ludowych mas, dziś nawet, przy
tak licznych szkołach i naukach dawanych w kościele tak czę
sto, to jednak musimy dostrzedz tego, że lud więcej trzyma się
formuł, strony zewnętrznej religii a o rzeczywistą, głęboką treść
mało się troszczy. A teraz pomyślmy, iż ten lud wywędrował
w obcy, daleki kraj, oderwał się od ogniska nauki jego religij
nych pojęć i pozostał na długie lata „w wyspiarskiej samotno
ści, rozbity na okruchy małych grup“. — Możemy stanowczo po
wiedzieć, że w każdem nowem pokoleniu będziemy coraz to
więcej spotykali rozmaitych zwyczajów, formuł, rytuałów powta
rzanych i wypełnianych z zupełną nieświadomością tego, czem
one są, z każdym więc rokiem coraz to bardziej zatartych „bo
i ten lud z latami również zwyrodnieje“. (R. 588, 589). Wszak
historya cywilizacyi poucza nas bardzo jawnie, że ona nie za
wsze wznosi się, nie zawsze idzie naprzód, lecz także równie
często cofa się i pada. (S. 139, 140).
To właśnie widzimy niezwykle znamiennie u Australczyków.
Na zapytanie, dlaczego oni wołu i raka liczą do tej samej grupy
totemistycznej, odpowiadają najprościej: „bo tak nasi praojcowie
osądzili“. Między licznemi, w danych okolicznościach zabronionemi potrawami są takie, które z żadnym totemem nie są
w łączności. Dlaczego one są wzbronione ? „Tak postanowili
nasi ojcowie“.
Liczne są określenia praw zawierania małżeństwa przez
wzgląd na stosunek totemów ku sobie. Przekroczenie niektórych
określeń jest karane śmiercią. Wpatrzmy się w ten fakt. Czy
możemy pomyśleć, że oto pewnego pięknego poranka, ot tak,
z kaprysu, przyszło tym ludziom do głowy: „od dziś będziemy
za takie przekroczenie karali śmiercią“. — Nie! to byłoby ab
surdum. Musimy przyjść do przekonania, że ten lud gdzieś tam
w przeszłości, wskutek przekroczenia podobnych przepisów
poniósł wielkie szkody, czy klęski i wtedy ustanowił karę
śmierci. — Potem z latami stosunki się zmieniły, lud zapom— ló
______Totemizm
niał o powodach ustanowienia tej kary, ale formułę zachował
i obecnie już bez rozumienia treści wykonuje ją machinalnie,
bo „tak ojcowie postanowili“. Gdzie to się stało? Napewno nie
w Australii, bo wszelkie warunki życiowe na tej ziemi a w ta
kiej prostocie potrzeb i związków nic podobnego wytworzyć
nie mogły. Nie! Te przepisy, które pierwotnie napewno w innej
były formie, lud ten wytworzył w epoce przedaustralskiej swego
bytu. Że zaś widzimy je u licznych hord dziś odrębnie wędru
jących, więc te przepisy były utworzone w epoce, gdy te wszyst
kie hordy żyły jeszcze razem, stanowiąc jakiś jednolity organizm
ściśle związany, w którym pewne hasło czy prawo, wychodząc
z danego ogniska obowiązywało wszystkich, całe społeczeń
stwo. Gdy na wychodźtwie, w obcej ziemi, lud ten musiał się
rozdrobnić, toć zarazem i duchowo zwyrodniał. (B 54 Sc II
102-103).
Sposób, w jaki te ludy przechowują swe tradycye histo
ryczne i religijne, jest najzupełniej charakteru indyjskiego. Max
Muller (M. M. 142), opowiada szczegółowo, jak indyjscy uczeni
wbijają sobie w pamięć i przechowują z całą ścisłością swe
podania i pisma. Tegoż systemu trzymają się także u Australczyków ich starsi rodu, Alatunia. Przez całe 4 miesiące, od 15.
września po 15. stycznia trwają rozmaite rytualne tańce zwane
Corrobori. W tym czasie mianowicie zostaje wtajemniczana mło
dzież plemienia. Każdy Alatunia, przy każdem wtajemniczaniu
każdego młodzieńca, powtarza wszystkie religijne formuły, prze
pisy i tradycye plemienia; wtajemniczani muszą to słowo za
słowem powtarzać i tak to przechodzi w dziedzictwie z pokoleń
na pokolenia.
Każda Czuringa jest pokryta symbolicznemu, bardzo dowol
nie zastosowanymi znakami. Zdarza się bardzo często, że ten
sam znak na jednej Czurindze oznacza żabę, na drugiej kobietę
a jeszcze na innej drzewo lub coś podobnego. Jest zaś religij
nym obowiązkiem Alatunii znać symbole swego plemienia i czu
wać nad tern, by ich fałszywie nie tłumaczono. (B. 139—145,
271—304).
Dodajmy jeszcze, że totem ognia wprost z Nieba scho
dzi, zupełnie w indyjskim charakterze — podobieństwo bardzo
uderzające i znamienne. (B. 445).
Jako sumę tego wszystkiego, co tu opowiedziano niech mi
wolno będzie postawić twierdzenie, że Totemizm Australii
— 17 —
___________ Dr. M. Żmigrodzki_________ ___________ _
nie jest czem innem, jak tylko powierzchownie
i zmysłowo pojętym indyjskim Panteizmem,
który przez ludzi biednych i już w pierwotnej ojczyźnie niewy
kształconych stamtąd do Australii przeniesiony w ciągu wielu
pokoleń, w bycie grup bardzo izolowanych przetworzył się
i zwyrodniał.
Trzeba jeszcze kika punktów omówić.
Czem się tłumaczy istnienie Totemizmu w Ameryce i Afryce?
Na to pytanie odpowiem również pytaniem. Co my wiemy
o wędrówkach narodów w ogóle a w szczególności na dalekim
Wschodzie? Wiemy to tylko, że one od czasu do czasu nawet
najbardziej odległe od siebie narody i kraje, bodaj w jednym
punkcie, na krótką chwilę, z sobą wiązały. — Podobieństwo
uderzające pewnego rytualnego mordu u dawnych Azteków
i dzisiejszych Kirgizów (Ż. 168)—Suastika na trójkącie pokrywa
jącym organ płciowy kobiety w wykopaliskach Schlimanna na
Hissarliku, w warstwie głębokiej na 10 metrów — i takiż sam
trójkąt u dzisiejszych Indyanek w Brazylii (W. 829 i 904)
i jeszcze szereg cały podobnych zestawień, oto są zagadki sto
jące w związku z przedhistorycznemi wędrówkami narodów.
Podobieństwo w drobnostkach nawet, jak to w tych faktach
widzimy u tak odległych ludów, trudno tłumaczyć tożsamością
nawyknień czy usposobień, bez narażenia się na zarzut śmiesz
ności lub nakręcania danych.
Gdy następnie porównamy monumenta sztuki w południowowschodniej Azyi z zabytkami Ameryki, gdy weźmiemy na uwagę
studya lingwistyczne, które nam otwierają olbrzymi horyzont
na wpływy Malajów od doliny Nilu aż do Mexico, (Vięva
Mitra-Lzs Chamites — Paris 1892 — E. Fritz Schreiner-'\n
Chicago'—Die Kopten und Maya Sprache — porównaj także —
Bastian Ad. — Die heilige Sage der Polynesier Leipzig. 1-881) —
podówczas z prostej konieczności przyjdziemy do przekonania,
że i religijne pojęcia i formuły musiały również tak samo wę
drować Już dawniej, a i do dziś jeszcze spotykamy tradycye
jakiejś wędrówki narodów z Zachodu; w Arizona zasię wprost
powiadają, że kult totemów przyszedł z Zachodu. (F. 7). Za
uważmy, że żółw, ten wielki totem natury, jako ów zwierz, na
którego grzbiecie spoczywa nasza ziemia, jest czczonym a przy
najmniej znanym we wszystkich częściach świata (F. 6, 8, 69,
89 — G. 621 — K. 111. 36); centrum jednakże, z którego ten kult
— 18
Totemizm
czy też tradycye w dalekie kraje promieniują, są pełne tajem
nicy Indye klasyczne.
a n t e izm z natury swojej może się przeistoczyć
w dwóch kierunkach. Albo każdy przejaw siły natury zrealizuje
się plastycznie, wytwarzając jakąś antropomorficzną postać,
natenczas w sumie otrzymamy Pol i teizm; albo każdy taki
przejaw siły natury uznamy za właściwy pewnemu obszarowi
ziemi, lub grupie przedmiotów i nierozerwalnie z nimi złączony,
to w sumie otrzymamy To tern izm w takim rozwoju, jak go
widzimy u Australczyków.
Zaznaczmy jeszcze i to, że w miarę, jak się oddalamy od
kolebki Panteizmu, to i Totemizm traci siłę swego religijnego
charakteru. Wszyscy podróżnicy bez wyjątku stwierdzają, iż
w Ameryce i Afryce totem przyjmuje charakter godła zaścianku
czy osady. W Australii pewna grupa ludzi nazywa się, dajmy
na to, orłami dlatego, że oni pochodzą z doliny należącej do
totemu orła
w Ameryce i Afryce zasię dolina taka a taka
będzie nazwana doliną orła, jeżeli w niej osiądzie plemię to
temu orła. (F. 126 129). Wszędzie, gdzie Totemizm zetknie się
z wyższą cywilizacyą, tam totem poczyna proces przetwarzania
się na godło zaścianków lub grup. W Australii każde zetknięcie
się z białymi przynosi jakąś widoczną szkodę ich rodzimej
organizacyi na podstawie totemu. (B. 281). Bardzo często także
z totemu wytwarza się jakaś mityczna postać praojca szczepu.
(L. 75).
Wszystkie te fakta, które w obecnem opracowaniu stara
łem się połączyć systematycznie w jednolity obraz, dowodzą
nam, że totemizm nie może być uznany za jakiś choćby pośre
dni punkt wyjścia jakiegoś rozwoju cywilizacyjnego a tembardziej religijnego. Znamieniem takiego punktu jest zawsze
i wszędzie ogromna siła, często bardzo prostacza i brutalna, ale
też niczem nie pokonana (Sc. II. 102), gdy tymczasem totemizm
chory na anemię i grożą mu stanowczo suchoty, bo on jest
ostatnią słabą prątką dalekiej cywilizacyi, która nawet u pier
wotnego jej źródła poczyna się przeżywać i chylić się do grobu.
Sucha, 25. sierpnia 1904.
19
