571fe7d215e339fbd532ce963c37faaf.pdf

Media

Part of Berta z dużemi stopami i Rycerz z łabędziem / Lud, 1909, t. 15

extracted text
EDWARD PORĘBOWICZ.

Berta z dużemi stopami i Rycerz
z łabędziem.
Nierozjaśniona po dziś dzień zagadka bajecznej Berty, żony
Pepina i rzekomej matki Karola W. została niedawno na nowo
podjęta w publikacyach krakowskiej Akademii Umiejętności. )
Autor, młody romanista, włożył dużo biegłości w swoje ba­
dania i możnaby mu powinszować, gdyby spory zasób energii
zużytej doprowadził był do odkryć i wniosków nowych, posu­
wających sprawę ku rozwiązaniu. Jedną z głównych przeszkód
swobodnej analizy stało się dlań pewne uprzedzenie, nabyte
z czasu studyów krakowskich: zasadnicza nieufność do folkloru
i do teoryi o pochodzeniu ludowem baśni i w ogóle epiki.
Z grubsza pogląd dra R. zbliża się do owego paradoksu, że lud
nie tworzy, ale przejmuje od osobników o wyższej kulturze ar­
tystycznej, którzy są właściwymi twórcami baśni. Ta nauka była
w ostatnich latach uzasadniana tomami obszernych rozpraw,
gdzie nieżyjący już dziś badacz wywodził znaczną ilość tematów
zarówno epopei starofrancuskiej, jak wszecheuropejskiej baśni

V

i
I
i

>) Dr. J. Reinhold, Berte ans grans pies w literaturach germańskich
i romańskich (Osobne odb. z t. XLV1 Rozpraw Wydz. filol. Akad. Urn
w Krakowie. 8° str. 194).

169 —

____________________ Edward Porębowicz____________ _____ ___ _

ludowej z jednego autora łacińskiego a nawet jednego dzieła.
Jego śladem dr. R. w swej poprzedniej pracy1) z tegoż dzieła
chciał wywieść jeszcze jeden poemat starofrancuski a i dziś głosi
się wyznawcą teoryi swego byłego nauczyciela, która to wierność
zresztą świadczy zaszczytnie o jego pietyzmie. Echa owej do­
ktryny antifolklorystycznej, dotąd ani tam, ani tu nie ujętej w do­
kładne określenie, odzywają się w lekko rzucanych zdaniach2)
o powstawaniu baśni ludowej na drodze erudycyjnej. Wnioski
ogólne tej doniosłości, z dzisiejszem powszechnem mniemaniem
sprzeczne, badacz ostrożny i doświadczony stawia dopiero po
długich badaniach i odkryciach; u młodego uczonego, który
w tej dziedzinie krytyki teoryi folklorystycznych nie uszczknął
jeszcze żadnego tryumfu, są one co najmniej przedwczesne. Śród
zdań wyraźnie sprzecznych trudno poznać, jak pojmuje stosunek
kronikarza do eposu; raz twierdzi, że to kronikarz zmyśla ba­
śni (str. 5), a to mniemanie będzie nawet kamieniem węgiel­
nym w hypotezie o źródłach pierwotnej wersyi Berty; drugi raz
i to po wielekroć uważa za możebne, aby kronikarz czerpał
z poematu i to nawet ludowego.3) Któż zatem posiada właści­
wie dyspozycye do tworzenia tematów epicznych ?... Rzecz zro­
zumiała, że paradoks naukowy, to zdobycz ponętna dla ambi­
tnego pisarza, znudzonego utartymi szlakami i zwabionego senzacyą. Jeszcze kilka takich prac, a w przeglądach bibliografi­
cznych będzie się czytało o „szkole krakowskiej“ n. p.: „Szkoła
krakowska zaprzecza ważności folkloru“; „Szkoła krakowska
bałamuci“ itp. Praca więc niniejsza już w samym zarodku stała
pod znakiem uprzedzenia. Aby spędzić niemiłe widmo pocho­
dzenia ludowego, należy podanie o Bercie przesunąć ku czasom
nowym, kiedy pisało się kroniki, czytało Biblię. W tym celu na­
leży l-o, uprościć rodowód poszczególnych odmian, zaprzeczyć
istnieniu licznych, zaginionych odmian pośrednich, doprowadzić
') Floire et Blancheflor. Paris 1906.
2) Porów, str. 5, 70 (przyp.), 163.
3) Mnich z Saintonge, autor kroniki „streszcza kilka poematów lu­
dowych, — między innemi legendę o Bercie“ (str. 23. NB. to jest zdanie
G. Parisa. Cf. Hist. poét. de Charlemagne, ed. 1905, p. 104), — to samo
dalej: „Autor kroniki Saintonge musiał się przecież posługiwać jakimś
poematem“ (str. 145). Albo: „Kronikarz (autor Chroniques de France)
dla epoki Karola W... czerpie hojną ręką (styl dra R.) w poematach sta­
rofrancuskich“ (str. 51) powiada za G. Parisem.

— 170 —

Berta z dużemi stopami i Rycerz z łabędziem

do jedynego oryginału, który będzie źródtem bezpośredniem
wszystkich odmian istniejących. Ponieważ z góry wykluczyło się
pochodzenie od mytu a nawet od baśni ludowej, należy 2-o, uka­
zać naocznie, jak to temat epicki powstaje pod ręką kronikarza.
Wreszcie 3-o, należy wykryć źródła literackie anekdotycznej części
całego podania.
W części zatem pierwszej klasyfikacya odmian, wykonana
na podstawie dokładnych, zbyt dokładnych streszczeń, ze sta­
rannością i brawurą, śród ostrych wycieczek przeciw p. Feistowi,
autorowi rozprawy pt. Zur Kritik der Bertasage, Marburg, 1886,
który w swej tablicy rodowodu tekstów przyjmuje za wiele
wersyi zaginionych, zaco zresztą już przed 20 laty otrzymał na­
ganę krytyki. Dr. R. uważa swój postęp naprzód w zużytko­
waniu większej ilości odmian — (śród nich naprawdę tylko
kronika rymowana Mousąueta posiada wartość dla rekonstrukcyi), — a następnie w uproszczeniu rzeczonej tablicy. To
ostatnie jednak odbyło się sztuką iście czarodziejską, pokazu­
jącą jak z ogólnikowej wzmianki o dziejach Berty kronikarza
niemieckiego Strickera wyrosła bogata w szczegóły, odpowie­
dnia część kroniki mnicha z Weihenstephan, przyczem w sposób
niemożebny do przyjęcia autor tłómaczy ich zgodność z innemi
wersyami. Cały ten rozdział (str. 64—75) zgoła zbyteczny, skoro
G. Paris już dawno ustalił, że „na wskazówce Strickera, do­
pełnionej bez wątpienia tradycyą ustną dość nieokreśloną,
mnich z W. zbudował całą historyę Berty“.') W tej części
praca zawiera dużo niepotrzebnego balastu; dr. R. uważa za
obowiązek powtórzyć dokładnie wszystko, co gdziekolwiek
o temacie Berty wypowiedziano, przyczem wyłamuje mozolnie
bramy dawno otwarte. 1 tak prof. Becker dowiódł zależności
odmiany prozaicznej (B) od poematu Adeneta (A), opierając
dowód na znanem kryteryum, jakiem są ślady rymów, tutaj
u Adeneta posiadających kształt znamiennej alternancyi. Dr. R.
zużywa 5 stronic (44—50), działając dowodami innego rzędu,
znajdującymi się po części także w artykule Beckera ; *2) ogłasza
zależność obu wypracowań, a w odsyłaczu czyni uwagę: „Do
tego samego wyniku doszedł inną drogą prof. Becker“ (str. 50).
To tak, jakby ktoś doszedł do Morskiego Oka przez Świstówkę
*) Romania, t. XI., p. 112.
2) Zeitschr. f. rom. Phil., t. XVI., p. 210 — 16.

— 171 —

Edward Porębowicz

i tam zastał taternika, który powiada: „Mój przyjacielu, szedłeś
drogą krótszą, ale ciężką; wracaj, przeprowadzę cię dalszą, ale
łatwą i piękną, przez dolinę Roztoki“. Zgódźmy się wreszcie,
że cel, jakim było odtworzenie pierwotnej powieści zaginionej,
został dopięty przez wydzielenie odmian, które autor uznał za
drugorzędne;1) cóż kiedy w tym odtworzonym oryginale (str.
146—148), rysy niejasne pozostają niejasnymi, zaś rysy nowe
otrzymują tytuł starożytności. Dodatnim i cennym rezultatem
biegłej analizy byłby zato wniosek tak ścisłej zależności dzie­
jów Berty od dziejów młodego Karola, że je można pojąć jak
jeden poemat. Zaszczyt to dla młodego uczonego tern większy,
że taki ćwiczony w epopei wyga jak prof. Becker związek ów
zaledwie „przeczuwał“, gdy — patrzcie, — on go wykrył. Nie­
słusznie jednak dr. R. mianuje go swoim Janem Chrzcicielem;
hypotezę owej wspólności jasno, zwięźle, dobitnie postawił i uza­
sadnił ten sam uczony, któremu dr. R. tyle zawdzięcza wia­
domości, — G. Paris, w rozprawie drowi R. znanej.2) Powiada
on tam, streszczając swój wywód, że „powieść (o Bercie)
związała się z postacią Pepina prawdopodobnie skutkiem tego,
że istniała już historya młodości Charlemagne’a i jego walk
przeciw braciom; chciano wytłómaczyć, jakim sposobem ojciec
Karola W. miał synów pół-prawowitych i narzucono mu przy­
gody króla, który oszukany przez zbrodniczą intrygę, żył wiele
lat z kobietą, którą uważał za prawą żonę“.
Podczas gdy w 1-szej części rozprawy można było ope­
rować li tylko bierną materyą, — to w 2-giej trzeba wejść
w głąb pytań zasadniczych, wyrazić swój pogląd na liczne teorye powstawania tematów epicznych, a jeżeli się je zbiło, po­
stawić własną hypotezę wysnutą z wykrycia, jak i gdzie powstało
podanie o Bercie. — Trzeba powiedzieć, że jeżeli polemika prze­
ciw teoryi mytu, sagi, baśni ludowej nie wyszła poza prostą
’) Takie upraszczanie rodowodów jest często rzeczą hazardowną;
p. Feist nie był tak szalony, gdy szukał odmian pośrednich ; wszak nawet
dla odmian tak niezawodnie zależnych od redakcyi znanej jak Berta pro­
zaiczna (B), prof. Becker musiał odmienność pewnych ważnych rysów
tłómaczyć „tradycyą ustną“.
2) G. Paris, La legende de Pepin le Bref (Melanges Havet, 1895,
p. 628-9). Co więcej, sam prof. Becker w późniejszej książce nie przy­
pisuje sobie tej hypotezy, ale powiada ogólnikowo, że taka hypoteza
istnieje (Cf. Becker, Grundr. der altfr. Lit. p. 65).

— 172 —

Berta z dużemi stopami i Rycerz z łabędziem.

negacyę, to własna hypoteza autora najmniej usprawiedliwia
ten uśmiech ironiczny, z jakim przyjmuje hypotezy obce. Dr.
R. jest pozytywny: Jednym ze składników odtworzonego wyżej
podwójnego poematu o Bercie i Mainecie ma być fabuła kro­
nikarza. Umie nawet wskazać jednego z takich bałamutów.1)
Mniemał, że był bystrzejszy od takiego genialnego ostrowidza jak
Q. Paris, który rzekomo przeszedł mimo tekstu, nie wyciągnąwszy
żadnych wniosków, podczas gdy on chwycił kronikarza na go­
rącym uczynku mieszania osobistości historycznych, —■ skąd
truwer wziął gotowy temat do powieści. Niestety, tryumf przed­
wczesny, bo oparty na grubej a zabawnej pomyłce, jaką autor
popełnił, odnosząc do Karola W. te rysy, które kronikarz na­
prawdę stosował do Karola Martela. Ta chybka niweczy równo­
cześnie podstawową tezę pracy.
Za drugi składnik dr. R. uznaje powiastkę ludową „o pod­
stawionej narzeczonej“. Temat ten został wyczerpująco opra­
cowany w rozprawie dra Arferta2); dr. R. nie znalazł już wątków
nowych oprócz opowieści biblijnej o Lii, jak to ją zamiast
Racheli Laban podstawił Jakóbowi. Analogia daleka i wcale
zbyteczna — w obec bliższego tematu Isoldy i Brangeny lub
raczej, jak dice G. Paris3),4 tematu fableau „o królowej, która
zabiła swego marszałka“. Żal było jednak tej zdobyczy — (na
chybionych łowach sroka jest zwierzyną) — więc podnosi ją
powiadając dosłownie, że „truwer znał anekdotkę biblijną —
(nie rozstrzyga, czy wprost z Wulgaty, czy przez usłużnego kle­
ryka, czy może z trzeciorzędnego źródła, np. z jakiegoś
opowiadania łacińskiego w rodzaju Disciplina clericaliś)“
a ona „nasunęła mu pokrewne do pewnego stopnia opowia­
danie o Trystanie“ (str. 182). Wychodzi na to, że ów truwer,
tępy z natury, musiał użyć Biblii jako środka pobudzającego,
inaczej niebyłby przypomniał Trystana. A ten szczegół, to jedyna
zdobycz, dorzucona do literatury o Bercie?)
‘) Autora Ex miraculis S. Glodensis, Pertz. Mon., Script. t. IV. p. 237.
Por. u dra R. str. 181—3.
’•) Dr. Arfert P., Das Motiv von der unterschobenen Braut, Schwerin 1897.
3) Romania, t. XXVI. p. 575.
4) Mniemałem przez chwilę, że wiadomość o legendzie królowej
Saby „z gęsią nóżką“, jak ją dr. R. podaje od siebie „pro memoria
(str. 158, przyp.), jest jego odkryciem, - gdy wtem znalazła się u dra
Arferta (p. 70.) a także u P. Parisa, w wydaniu Berty, t I., str. 111. Na-

— 173 -

Edward Porębowicz

Trzeba uznać w autorze doskonałego znawcę literatury
przedmiotu; podnieść wielki trud, z jakim zgromadził niełatwy
do posiadania materyał; pochwalić biegłość metodyczną w po
rządkowaniu licznych odmian ; natomiast nie można się zgodzić
na wiele rzeczy : Naprzód na ogłaszanie przedwczesne rezulta­
tów pracy, które jak autor dobrze widzieć musiał, nie przy­
niosły najdrobniejszego odkrycia — prócz owej problematycznej
Lii Labanówny — i nie doprowadziły zgoła do żadnej nowej
hypotezy. Tem mniej można się zgodzić na sposób roboty ;
hazardowność metody autora leży w tem, że przejąwszy cały
materyał erudycyjny od swoich poprzedników, nie dorzuciwszy
do dyskusyi ani jednego szczegółu odkrytego samodzielnie,
ubiera się w powagę samodzielnego badacza, waży, roztrząsa,
sądzi — i w rezultacie nie wykracza poza zdanie cudze (jak
przy określaniu daty kompilacyi hiszpańskiej na str. 135), lub
wpada we wnioski fałszywe, (jak na str, 170, gdzie „w przeci­
wieństwie do G. Parisa“ no i P. Rajny, Grôbera, Voretscha i i. —
pod vulgaria carmina, o jakich mówi Poeta saski, podejrzywa
„łacińskie ody lub hexametry“). A co już najmniej jest miłe
i wcale nieprzyzwoite, to ów ironiczny ton wyższości, jaki przy­
biera wobec czcigodnej i każdemu romaniście drogiej osoby
zmarłego niedawno G, Parisa. Wreszcie nie można utaić wy­
rzutu, że młody doktor filologii romańskiej drukuje swoje spra­
wozdanie w biuletynach Akademii — po niemiecku.
11.

Zdaje mi się, że z tego samego materyału, przybrawszy
jeszcze ku pomocy źródła epiki pokrewnej, można wysnuć
wnioski rzucające na sprawę Berty światło znacznie pewniejsze.
Postawmy sobie za zadanie odtworzyć powieść pierwotną. Ku
temu celowi należy użyć wszystkich wersyi istniejących l) (prócz
wiasem trzeba zganić, że autor tłómaczy stale grans pies przez „duże
nogi“ zam. „duże stopy“.
’) Dla oryentacyi i uproszczenia przyjmuję signa użyte w pracy
dra R., przeważnie zgodne z si gnam i poprzednich badaczy: Kronika
z Saintonge (S,); Kronika Strickera (SJ; Kronika Mousqueta (M,); Po­
emat francusko-włoski (F); Adenés (A); La gran Conquista (C); Kro­
nika Weihenstefańska (IFJ; 1 Reali di Francia (7?); Aquilon (Al’); Mi­
racle de Berte ze zbioru M. de Notre-Dame
Romans prozaiczny
francuski (B). Szczegóły czerpałem bądź z wydań oryginalnych bądź
z wyciągów G. Parisa, Feista i dra R.

174

Berta z dużemi stopami i rycerz z łabędziem

dowodnie bezbarwnych) bez uwagi na ich zależność od innych
i bez względu na późne pochodzenie, bo niekiedy w tych właśnie
jak w B, V, Wt, znajdują się rysy zachowane przez tradycyę,
a więc bardzo ważne. Nie budujemy rodowodu przez wyłą­
czanie i zbliżanie tekstów, bo chcemy znaleść nie zagadkowy
oryginał literacki, ale treść pierwotnej fabuły, tak jak brzmieć
mogła w ustach pierwszego żonglera. Do tego badania odmien­
nego trzeba użyć metody odmiennej; oprzeć kryteryum ani na
zgodności rysów zasadniczych, jak w rozprawie dra R. ani na
zgodności rysów dodatkowych (accessoires) według sposobu
p. J. Bédiera,1) bo te probierze będą zawsze zależne od poj­
mowania osobistego; należy oprzeć badanie na probierzu objektywnym, jakim jest niejasność, nielogiczność, słowem absurd.
Nazwałbym ten probierz critérium absurdi. To postępowanie
będzie analogiczne do sposobu używanego przy krytyce tekstów,
którego uczył nas nieżyjący dziś Konrad Hofmann w Monachium
przed 25 laty: z dwu lekcyi pierwotniejsza jest lekcya niejasna.
Przeniesione na grunt badań literackich wynika ono z rozumo­
wania następującego: Fabuła powieści przechodzi trzy stopnie
rozwoju. Na pierwszym stoi utwór wyszły świeżo z wyobraźni
twórcy: prosty, jasny, celowy, zmysłem artystycznym doskonale
zbudowany. Na stopniu następnym pewne rysy wskutek zmian
kultury przestają być rozumiane, jednak'pozostają nietknięte,
podczas gdy reszta powieści już się do nowych warunków przy­
stosowała. W okresie trzecim nowy autor, zazwyczaj uczeńszy,
racyonalista, poprawia rysy niejasne, mnoży rysy dodatkowe,
objaśniające. Rzecz widoczna, że do odtworzenia kształtu pier­
wotnego należy użyć wersyi owego drugiego stopnia i dobyć
z niej oryginał prostem rozumowaniem. Nie wszystkie jednak
rysy z konieczności w kolei wieków stają się nielogicznymi, to
też istnieją fabuły, n. p. bajki zwierzęcej, które przez lat tysiące
niezmieniły fizyonomii. Zmieniają się przedewszystkiem te, które
w naturze swej noszą warunki zaciemniania sensu. Takiemi są
myty i baśni; niejasność powieści ludowej jest jednym z nieza­
wodnych znamion jej baśniowego pochodzenia.
W poematach o Bercie rysy niejasne są następujące: 1. Nie
wiadomo, gdzie nastąpiła wymiana: w Paryżu, tj. w dzień ślubu,
czy też w czasie podróży; 2. Nie jest ustalone, dlaczego Berta
*) J. Bédier, Les fabliaux. Paryż, 2-e wyd. 1895.

— 175 —

Edward Porębowicz

każę się zastąpić i czy to czyni z własnej woli, czy z czyjej na­
mowy; 3. Nie wiadomo, dlaczego Berta godzi się na wezwanie
zastępczyni, aby ją skaleczyła nożem w udo; 4. Nie wiadomo,
czy Berta jest aus grans pies czy też au grant pié; 5. Nie jest
ustalone, czy i dlaczego Karol W. został spłodzony „na wozie“;
6. Panuje niezgodność co do ojczyzny Berty. Z tego stanu rze­
czy przez analizę i rozumowanie wysnujmy rysy pierwotne.
1. Miejsce i chwila zamiany. Dlatego rysu nie istnieje
rozbieżność; powszechna tradycya przyjmuje zamianę w P aryżu, w noc ślubną; jedynie według IV,. zamiana odbywa
się w drodze, który to waryant tłómaczy się dążnością kroni­
karza -- mnicha, aby miejsce urodzenia Karola W. przenieść
do Bawaryi.
2. Przyczyna zastępstwa.
powiada: „Król
sądził, że kładzie się przy prawdziwej Bercie, tymczasem pia­
stunka podstawiła zdradliwie własną córkę“. W M,. Berta kazała
się zastąpić bo się zlękła: La dame ki forment douta — Pepin
pour çou que grans pies a — Od li fist en son lit gésir — Sa
sierve (v. 1980—3).1) W A. i C. piastunka ostrzega Bertę po­
wiadając ogólnikowo, że obawia się, aby jej Pepin pierwszej
nocy nie zabił ; w Af3. podaje za powód jego szczególną kompleksyę i dlatego ofiaruje królowej córkę własną na zastępczynię
(lepsza obywatelka niż matka). — IK,. nie ma zastępstwa bó
przemiana odbywa się w podróży; w K. Berta czuje się znu­
żona i dlatego każę się zastąpić przyjaciółce; w M2. przyja­
ciółka doradza Bercie powściągliwość przekładając, że jest
zmęczona podróżą i sama ofiaruje zastępstwo; w R. Berta
czuje wstręt do brzydkiego Pepina i dlatego prosi o wyręczenie.—
Wszystkie wersye zatem starają się umotywować dziwną „wyrękę“, jeden Mousqués będzie niejasny, bądź zostawimy w tekście
grant vit1) bądź poprawimy na grans piés. W pierwszym wy’) W oryginale (ed. Reiffenberg, 1836) jest grant vit; G. Grôber
(Grundr. p. 783) uważa to za żart rubaszny pisarza i poprawia na pied;
jednak Mousqués po dwakroć jeszcze nazywa Bertę : aus grans pie's, t. j.
w w. 2338 i 2832, dlatego przyjmuję tę lekcyę ostatnią.
-) Ten rubaszny wyraz, nawet uwzględniając czasy mniej drażliwe
na nieprzyzwoitość, byłby istotnie dziwny u kronikarza, który, jak spraw­
dzam, przeglądając ogromne dzieło, unika obscenów, choć miał ku
temu sposobność w opisach licznych zatargów małżeńskich; owszem, ten
autor jest pisarzem pełnym dobrego tonu.

176 —

Berta z dużemi stopami i Rycerz z łabędziem.

padku dlatego, że położenie pozostanie takie same na noc
następną; w drugim dlatego, że stopy Berty, naturalnie rzecz
biorąc, pozostaną duże i mogą ją znów narazić na niechęć
króla. Nie są też jasne A., M:>., C, bo nie tłómaczą, skąd po­
chodzi i dlaczego działa tak fatalnie owa właściwość PepinaJednak w nich zachowany jest bodaj pozór logiki.
Starajmy się dojść rozumowaniem pierwotnego stanu
rzeczy i weźmy za punkt wyjścia ową wersyę najciemniejszą
i prawie bezsensowną: „Berta obawiała się z powodu, że miała
duże stopy. Pocóż w takich warunkach przyjmowała rękę Pe­
pina? Snąć wiedziała, że położenie nie jest rozpaczliwe, że jej
ułomność jest przejściowa, że jutro przybierze postać kobiety
kształtnie zbudowanej. To zaś stać się mogło jedynie pod wa­
runkiem, że była istotą nadprzyrodzoną; tak Meluzyna, siostra
innej wróżki, Meliory znanej z Partenopeusa, tylko raz w ty­
godniu, każdej soboty przedzierzgała się w pół kobietę — pół
smoka ; tak nawzajem łabędzie w znanej baśni, lub Amor
w niezliczonych odmianach powieści o Psyche przybierają wa­
runkowo postać ludzką. Nie bała się zaś Berta śmierci, ale
odtrącenia, jak inne istoty nadprzyrodzone, lubujące się w mi­
łości śmiertelników. Wniosek: Berta pierwotna jest zapewne
feją, jedną z licznych fej romansu starofrancuskiego.
3. Motyw skaleczenia. W S,. piastunka każę Bercie
uderzyć służebnę nożem w udo; w A. służebna sama się rani,’)
poczem podaje nóż Bercie, która go bierze, nie podejrzywając
podstępu. W Ałj . nie ma mowy o nożu, również w K, At,, R.
gdzie zdrada jest uplanowana innym sposobem ; w C. Berta
uderza zastępczynię nożycami, skoro ta niechce ustąpić, poczem
dopiero stara piastunka podnosi alarm. Najmniej wyrozumowany jest zatem ten szczegół w S,. i dlatego przedstawia stan
rzeczy właściwy. Cel zranienia da się wyrozumować bardzo
łatwo ; pomaga w tern wersya B. gdzie czytamy o fałszywej
Bercie : et comme de faulse et mauvaise nature, s’en frappa
par my la cuisse, — poczem ona rzuciła nóż a królowa go
podniosła (B. 9. 15, 30, cf. Feist, p. 34). Potrzeba było dać

’) Poeta dodaje, że w „lewe udo", szczegół świadczący o chęci
dokładnego uwidocznienia wypadku ; według etykiety królowa spoczywała
po lewej stronie króla, jak widać n. p. na nagrobkach; tutaj równocześnie
od strony zewnętrznej łoża, co ułatwiło przystęp osobie trzeciej.

- 177 —

Edward Porębowicz

Pepinowi dowód, że wziął za żonę pannę cnotliwą; tego do­
wodu dziewka służebna, przewrotna, więc zapewne zepsuta,
przedstawić nie mogła, więc (może za namową przebiegłej
starki) dała Bercie w rękę nóż i kazała zranić się,
rzekomo w jej własnym interesie. Nie uczyniła zaś tego sama,
aby tern łatwiej ją zgubić. Tak nienaruszając brzmienia tekstów,
objaśniając je tylko, dochodzimy do wersyi pierwotnej.
4. Motyw dużej stopy. Sp nie wspomina tego szcze­
gółu, u Mousqueta przyjęliśmy lekcyę ans grans pies, to samo
mają A., V. zaś Ił^. przedstawia Bertę jako doskonały twór
przyrody. Zato Berta z B. ma jednę stopę większą et pour ce
fut elle depuis appelée Berthe au grant pie (B. 8.35, cf. Feist.,
p. 34), co wskazuje na tradycyę odmienną od Adenetowej. Hi­
storyk Gotfryd de Viterbo i Sunthemius1) nazywają ją grandis
pede Berta, wreszcie w C. Berta ma dwa palce środkowe u nóg
zrośnięte — jak żóraw.2)3 Która odmiana jest pierwotniejsza, roztrzygnąć trudno; zdawałoby się, że odmiana z jedną stopą
dużą, jako bardziej uderzająca i wzięta ztradycyi, jednak druga
jest uzasadniona owym szczegółem tak znamiennym i nigdzie
nie widzianym, dlatego przyjmujemy raczej brzmienie „z dużemi stopami“. Wniosek: Berta z podania pierwotnego miała
stopy ptasie, a ten szczegół zdawna podawał ją w po­
dejrzenie bajeczności.
5. Motyw wozu, na którym miał być spłodzony Karol
W. znajduje się w 5P, w B. (zapewne drogą tradycyi), w K,
Ai2, R. Kronika Hf. nie podaje wprawdzie wyraźnej wzmianki
wozu, ale — co na jedno wychodzi, Pepin spędza z Bertą noc
w lesie przed odkryciem zdrady, to samo w C. Tradycya owego
„wozu“, poetom XIII. w. już niezrozumiała, skoro od carrus
wywodzą imię Karola, jest zatem bardzo pierwotna, a oznacza
urodzenie z nieprawego łoża, jak z wielką bystrością spostrzegł
G. Paris z okazyi wzmianki kronikarskiej o Karolu Martelu :
Iste fuit in carro natusf który to rys pośród innych przenie­
siono potem z dziada na wnuka. Motyw wozu znajdo­
wał się zatem w powieści pierwotnej.
’) cf. du Méril. wyd. Floire et Blancheflor, p. XVIII.—XIX.
2) „dos dedos que había en los pies de medio que eran cerrados
(La gran Conquista, ed. Gayangos, I. II. c. 43. p. 176). Berta byłaby zatem
„żórawicą“.
3) cf. G. París, Hist. poét. de Charlem., p. 227 i 239 - 40.

— 178

Berta z dużemi stopami i Rycerz z łabędziem

6. Ojczyzna Berty. Większość świadectw zarówno po­
etyckich jak kronikarskich jako ojczyznę Berty podaje Węgry,
gdzie ma być królem jej ojciec Floire, bohater romansu p. t.
„Floire et Blancheflor“, pierwotnie królewicz hiszpański. Kroni­
karz Gotfr. z Viterbo’) daje jej za ojca cesarza greckiego Herakliusza: kronikarz W,.*2)3 wywodzi
*
ją z Bretanii (Brittai); wreszcie
w C. ojciec Berty Floros jest królem Almeryi: era rey de Alme­
ria, la de España'6) przyjętej z drugiej redakcyi poematu „Floire
et BI.“ (w. 23).ł) Ta Almerya daje dużo do myślenia; du Merit
nie sądzi, aby była identyczna z miasteczkiem w królestwie Gre­
nady, znanem także z romancera, ale ze względu, że jest poj­
mowana jako leżąca gdzieś za morzem, widzi w niej raczej króle­
stwo afrykańskie dynastyi Amorawidów.5) Langlois0) wymienia
w Ch. de geste około 80 miejsc z tą nazwą, która wszędzie
zdaje się oznaczać jakiś kraj saraceński; poeci sławią purpurę,
zboże, sukna, kobierce itd. z Almeryi. Podniosę w tern miejscu
szczegół geograficzny, może nie obojętny dla sprawy. Almere,
Almaere nazywa się w VIII. w. ta zatoka niderlandzka, która
dziś nosi miano Zuidersee.7) Kraj naokół, to Fryzya, także zie­
mia pół-bajeczna, często wymieniana jako ojczyzna wielkich bo­
gactw. Trubadur Bern, de Ventadour powiada n. p. że za pie­
szczotę ukochanej damy odda wszystko mienie Fryzyi.8) Nie
chcę tej Almeryi równać z ową, dowodnie saraceńską, ale przy­
pomnę, że dla twórców eposu francuskiego wszyscy poganie
byli saracenami: Maurowie, Sasi czy Słowianie, że więc pomie­
szanie nazw, które obie w poczuciu ówczesnem oznaczały kraje
bajeczne, w zasadzie nie było niemożebne. Zatrzymamy jednak
tylko tę możebność, że ojczyzna Berty według C. leżała gdzieś
w stronie morza północnego.
U Adeneta Berta z Węgier jedzie do Paryża przez Saksonię;
dziwnie daleka droga upozorowana odwiedzinami siostry, która
’) Cf. Du Meril. 1. c. pag. XVIII.
2) Cf. Reinhold, 1. c. pag. 64.
3) La gr. C. ed. Gayangos, 1858, 1. II, c. 43, p. 175.
*) Cf. du Meril, p. 126.
5) Tamże, p. CLI.
«) E. Langlois, Table des noms propres. Paris 1904, p. 58.
’) Cf. Sprunner, Hist. Atlas, Mittelalter u. Neuzeit, 3-e, 1880, karta
nr. 31.
*) Pieśń „Tant ai mon cor pleń de joia“.

— 179

Edward Porębowicz

była wydana za księcia saskiego. Ale królowa-matka przybywa
z Węgier do Paryża, którędy? Przez wzgórze Montmartre leżące
od północy. A kiedy powraca, zapewne tą samą drogą, to świta
królewska odprowadza ją aż do St. Quentin, t. j. drogą prowa­
dzącą wprost do Belgii, podczas gdy na Węgry jechało się przez
Metz, szlakiem utartym najazdami z eposu lotaryńskiego; w reredakcyach włoskich nawet przez Lombardyę. Zatem w stronie
północno-wschodniej leżała raczej ojczyzna Berty; powieść o niej
wykrywa się coraz wyraźniej jako podanie gdzieś z nad delty
Renu.

Tajemnica Berty da się jednak rozjaśnić jeszcze na innej
drodze, przez odkrycie jej paranteli. Nieoczekiwaną pomoc przy­
nosi w tym względzie kompilacya hiszpańska La gran Conqui­
sta de Ultramar,') podług tytułu będąca historyą wypraw krzy­
żowych, rzeczywiście zaś epopeją dynastyczną ku chwale do­
mu dolno-lotaryńskiego, a w szczególności Gotfryda z Bouillonu, Eustachego z Boulogne i Baldwina, króla Jerozolimskiego.
Główne jej epizody, to Oblężenie Antiochii i Zdobycie Jerozo­
limy, nadto znajdują się w niej bajeczne powieści o Rycerzu
z łabędziem i Młodości Gotfryda, wreszcie znana już odmiana
powieści o Bercie. W opisie I-szej wyprawy krzyżowej, jak do­
wiódł G. Paris (1. c.) kompilacya opiera się na prowanckiej
Canso d’Antiocha 7 przybraniem źródeł francuskich, reprezen­
towanych przez Chanson d’Antioche.*2) Otóż jeden motyw, przed­
stawiony odmiennie w każdej z trzech wersyi, pociąga ku sobie
baczną uwagę. W poemacie francuskim (pieśń VIII., w. 1258 i
nast.) poeta powiada, że gdy się przesunęły (wyliczone poprze­
dnio) wszystkie pułki chrześcijańskie, biskup z Puy spojrzał, aż
tu z góry schodzi pułk nieznany, więcej 500 tysięcy ludu: ry­
cerze bielsi od śniegu, na ich czele św. Jerzy, Maurycy, Dymitr
i Merkury. Biskup objaśnia, że to wojska aniołów bożych. Na
sam widok Turcy pierzchają. W Canso prowanckiej3) (V, w.
125—135) ten sam epizod wygląda jeszcze piękniej, lecz zara') O jej stosunku do źródeł francuskich i prowanckich patrz wy­
czerpujące studyum G. Parisa, Romania, t. XVII., XIX., XXII.
2) Wyd. P. Paris, 1848, 2 tomy.
3) Wyd. P. Meyer w Archives de 1’ Orient latin, 1884 cf. G. Paris,
Rom, XIX., p. 518.

— 180

Berta z dużemi stopami i Rycerz z łabędziem

zem mniej jasno. Wojsko owe, - to rycerze pomarli za wiarę.
Schodzą także z góry, pod wodzą sw. Jerzego, Dymitra, An
drzeia, ale przeszedłszy na czele pułków, zwracają się ku mo­
rzu skąd zapewne powrócą w czasie bitwy (fragment nie
sięga tak daleko). Wreszcie w C. wódz Corvalan pyta Arloina:
Czy wiesz, kto jest ten lud na prawo, schodzący wąwozem
(barranco) z prawej strony? Konie mają białe, a zbroje i ostrza
lanc zdają się płomienne. Arloin wstąpił na górę i widzia , ja
to wojsko anielskie, będące naprzód na tyłach , szło teraz od
strony morza“ (l. 128, p. 261).
Ta legenda nabożna była bardzo popularna; G. Paris wy­
mienia cały szereg kronikarzy, którzy ją przechowali , sądzi,
w ślad za swym ojcem Paulinem, że ojczyzną jej są podania
byzantyńskie, echo mytu greckiego o Kastorze . Pol uks.e któ­
rzy na białych koniach zstępowali, aby brać udział w bitwie,
jedna z kronik1) np. powiada: Exibant quoque de montants
innumerabilis exercitus habentes equos albos, quorum vexdla
omnia erant alba. Ci równie zstępują z gory, jak wypada woj
sku świętych czy aniołów. Która z trzech odmian tradycyi poetyckiejTrnoże być pierwotniejsza? Stosując i tutaj metodę użytą
w rozdziale poprzednim, bierzemy za punkt wyjścia od«
najmniej logiczne, a temi są odmiany prowancka . hiszpańska.
Bo jest rzeczą rozumną w Chanson francuskiej, ze sw.ęc. schoz góry; ale zejść z góry, a potem zawrócić, aby komeczn.e
zjawić się od fal morskich, to jest ruch, me mający rozumnego
uzasadnienia. Rozjaśni się jednak znacznæ’ S^°r° S'ęgn'e^yeg0
innego utworu, późniejszego niż Canso d Antiocha, a mają g
swoje odbicie równie w C; do historyi Rycerza z łabędziem, tj. do
historyi Eliasza, dziada Gotfrydowego. W Chevalier au Cygne
jest scena jak Eliaszowi, na krzyk towarzyszącego mu łabędzia,
5eS a Pomocą moc statków o białych żaglach. -ąc-yd,
krzyżem czerwonym, — to odsiecz zesłana od Boga. Bodaj ze
śmy się natknęli w tern miejscu na węzeł, łączący znaną basu
łabędzią z posadą Gotfryda. Zjawisko, jakie krzyżowcyog£
dali, owa rzesza białych, a gorejących ogmsc.^ojzen, n
była czczym płodem wyobraźni; są naoczni sw'adko^ie’^ g
due świadectwa kronikarskie Roberta Mnicha, Tudebodusa, Bru

’) Cf. G. Paris, Rom. XIX, 581.

— 181

_______________________ Edward Porębowicz

nona z Lukki.1) Ponieważ zaś nie byli to aniołowie, więc musiały być ptaki, ale ptaki posiadające pewne szczególne, zazna­
czone w poematach i kronikach właściwości: pozór ogromnego
stada, upierzenie biało ogniste, szyk wojenny, ruch postępowy
i okrężny; ptaki nie codzień oglądane i dlatego dziwne, ptaki
ostrożne, widne tylko z dalekiej odległości. Wszystkie te zna­
miona łączy w sobie ów śliczny ptak, który nawet spokojnym
przyrodnikom wyrywa z ust okrzyk zachwytu: ów f 1 a m m i n g,
po francusku flamant, żyjący nad Nilem, ale odbywający po­
dróże do Prowancyi, na solne żuławy w Aigues-mortes, do Sycylji i Sardynji, nad Morze czerwone i do Azyi środkowej, za­
wsze w ogromnych stadach. W pojedynkę przybłąkane flammingi spotykano w Niemczech nad Renem, a jak słyszę, także
w Polsce.2) Brehm tak opisuje zjawienie flammingów: „Oko
spoczęło na długiej linji ognistej dziwnego, niewysłowionego
przepychu. Blask słoneczny igrał na śnieżnobiałem i różowem
upierzeniu ; wspaniałe barwy zagrały. Czemś spłoszone, porwało
się stado; z dzikiego zmieszania, z żywych róż powstał długi,
potężny ciąg w klinowym szyku żórawim. Widok zachwycający!
Zwolna spuściły się i uszykowały na nowo zwykłym sposobem
tak, że się zdawało, iż się ma przed sobą liczne oddziały woj­
ska... Z daleka wyglądają zawsze jak dobrze ustawiona armia“.3)
Jeszcze znamienniejszy opis, będący wprost jakby wyja­
śnieniem owego zjawiska z pod Antiochii podaje de la Marmora:4) „W Cagliari można oglądać stada tych wspaniałych pta­
ków, przylatujące z Afryki, skupione w oddziały trójkątne. Na­
przód zjawia się na horyzoncie jakby linia ognista i zbliża się
w szyku, jak pod sznur regularnym. Spostrzegłszy żuławę, ptaki
zwalniają lotu i zdają się przez chwilę nieruchome, potem zata­
czając łuki spiralne coraz mniejsze, stają u celu.... Ustawiwszy
się na nowo w jednę linię, wyglądają wtedy jak mała armia,
której ład i symetrya nie pozostawiają nic do życzenia“. Nie by') Cf. G. Paris, Rom. XIX., 518.
2) Gdyby ktoś wyśmiewał, że wciągam do dyskusyi ornitologię, —
odpowiem, że nie popełniam nic zdrożniejszego, niż historyk Bloete, za­
stanawiający się nad tern, do którego z dwu gatunków: cignus musicus,
czy cignus minor należał łabędź Lohengrina. (Z. f. d. deutsche Alt
t. 38, p. 276—82).
3) Brehm, Thierleben, t. VI., p. 341.
*) Cf. Le Gr. Dictionnaire Larousse’a, pod „flamant“.

182 —

Berta z dużemi stopami i Rycerz z łabędziem

łoby zatem dziwne, gdyby tam, zjawiwszy się w stadzie większem zapewne niż dzisiejsze stada przetrzebione dla celów prze­
mysłu, ptaki owe podziałały na wyobraźnię i tak już podnie­
coną świętym bojem ; sam biskup z Puy mógł był uwierzyć
w cud. Ale może równocześnie któryś żongler, mniej nabożny,
a zato bardziej osłuchany w baśniach, przypomniał powieść
o owych braciach zaklętych w łabędzie, które jednemu z rodu,
blizkiemu zguby, spieszą ku odsieczy i pomyślał czy zmyślił,
że to Gotfryd, wódz krzyżowców, otrzymuje posiłki niespodzie­
wane. Ale, że trudno było tak obfitą w szczegóły powieść fan­
tastyczną przyczepić do osoby żywej, zatem cofnąwszy się wstecz
o dwa pokolenia, połączył ją z postacią dziada Gotfrydowego.
Że przytem mógł pomieszać gatunki ptaków, to wobec niezwy­
kłości białych stworzeń o pozorze łabędzim, nie byłoby nic oso­
bliwego. I tak mogło się dokonać połączenie baśni z historyą
rodową książąt Boulogne, Bouillon, Brabantu i Cleve, przed
XII. w. nieznane, jak to wykazał Bloete w artykułach pełnych
erudycyi.1) Co się tyczy samej bajecznej postaci Eliasza Lohengrina, to wprawdzie Bloete dawniejszą swą hypotezę po
chodzenia z mytu keltyckiego odrzucił na korzyść czysto pozy­
tywnego wywodu (łabędź miał wejść do legendy z herbu normandzkich hrabiów Toeni), ale starożytności samej baśni łabę­
dziej nie zaprzeczył.
Skoro zaś zstąpiliśmy już do poematu Chevalier au Cygne,
sięgnijmy też do owej powieści ludowej, jak ją czytamy u braci
Grimmów (nr. 49)2) i w licznych poematach starofrancuskich.
Baśń Grimmów jest już mocno zepsuta; złożyło się na nią
kilka tematów: temat łabędzi, temat niewinnie oskarżonej, temat
olbrzymów; przez widoczną pomyłkę zaczarowanie i odczaro­
wanie odbywa się tym samym środkiem białych koszul ; ale
z pierwotnego kształtu baśni pozostał motyw zaczarowania nie­
pełnej liczby dzieci (siostra zachowuje postać ludzką); motyw
odczarowania przez zwrot właściwych talizmanów; motyw czę­
ściowego odczarowania (jednemu z braci pozostaje skrzydło ła­
będzie zamiast ramienia). Te cechy pierwotne znajdują się wła­
śnie wwersyach średniowiecznych; są niemi: Dolopathos, Elio’) Zeitschr. f. d. deutsche Alt., t. XLI1., p. 1-53. Zeitschr. f. rom.
Phil., t. XXI, p. 176-191 i XXV, p. 1-44.
2) Odmianami jej są nra 9 i 25.

- 183 —

Edward Porębowicz

xe, Beatrix, Isoniberte.''} W łacińskim i starofrancuskim Dolopathosie (opowieść VIL), oraz w Elioxe, które według G. P.
przedstawiają typ starszy, jest 6 braci zaczarowanych i siostra
ocalona od czaru ; talizmanami dzieci-łabędzi są łańcuszki złote;
5 braci zostaje odczarowanych, 1 wskutek zniszczenia łańcucha
musi pozostać łabędziem. W Beatrix, która jest wstępem do
Chev. au cygne, oraz w Isombercie, która jest epizodem z C.,
posiadamy wtóry typ baśni. Mianowicie w Beatrix jest 6 chłop­
ców i dziewczyna. Z nich 5 chłopców i dziewczyna ulegają cza­
rowi, 1 pozostaje niezaczarowany; jest nim Eliasz czyli Lohen­
grin (Loherangrin-Lotharing Garin) Wolframa z Eschenbach.
W Isombercie jest 7 chłopców; 1 nie ulega czarowi, 5 zostaje
odczarowanych, 1 zachowuje postać łabędzia. Charakterysty­
cznym rysem pierwotnym jest odczarowanie częściowe; w baśni
Grimmów jest ono uzasadnione niedoszyciem rękawa koszuli;
w Dolopathosie łacińskim i francuskim niema go, ale jak wy­
wiódł G. Paris, — być powinno; dlatego w innych wersyach
bardziej logicznych, częściowe zniszczenie łańcucha jest zastą­
pione całkowitem.
Według utartego dziś poglądu baśń łabędzia, pierwotnie
należąca do folkloru powszechnego i płynąca zapewne z wiary
w zagadkowy totemizm, zlokalizowała się w niższej Lotaryngii ’)
i Brabancie, aby tam stać się baśnią rodową, to też ze szcze­
gólnym interesem zajmują się nią pisarze pochodzący z tej
dziedziny: Johannes de Alta-Silva (Haute-Seille) autor Dolopathosa łacińskiego, Ph. Mousqués, kronikarz brabancki. Elioxe
jest napisana w Lotaryngii i dla Lotaryngii, równie jak Beatrix,
której akcya odbywa się w Nimwegen nad Renem ; Isomberte
zostaje żoną Eustachego de Portemise, z tegoż samego rodu.
Ale książęta lotaryńscy wywodzą się po kądzieli od Karola W.
i teraz jasne się staje, dlaczego po tylekroć historya Berty styka
się z Lotaryngią. Styka się bowiem 1° przez autorów: Ph. Mou­
squés, Adenćs są Brabantczykami; autor zbioru Cudów M. B.
gdzie mieści się historya Berty, pochodzi•’) z północno-wscho­
dnich części Francyi. — 2° Przez parantelę, aby tak rzec, oso­
bistą. W jednym poemacie z epickiego cyklu Les Lorrains
*) O ich stosunku patrz artykuł G. Parisa, Rom. XIX., 314—340.
2) cf. G. Paris, Rom. XIX. 320.
3) cf. G. Gröber, Grundriss, II. p. 1205.

— 184 —

Berta z dużemi stopami i Rycerz z łabędziem__________

Berta jest córką Flore’a, sprzymierzeńca Lotaryńczyków, któ­
rego ojciec nosi tradycyjne w tym domu imię Eustachego ')
Równocześnie przez bajeczny dom węgierski, skąd pochodzi
Elioxe, Berta jest jakby „kuzynką" Rycerza z łabędziem. *2) —
3° Przez sąsiedztwo z pokrewnemi powieściami w cyklach
poetyckich. 1 tak: w udramatyzowanych Miracles de N. D.3)
są skupione liczne przykłady niewiast niewinnie prześladowa­
nych ; mamy tam: n. XXXI. historyę Berty; n. XXIX. powieść
o Manekinie, która ucięła sobie ręce, aby ujść zalotów własnego
ojca, króla węgierskiego, poczem zostawszy królową szkocką
jest narażona na prześladowanie; n. XXVII. powieść pokrewna;
n. XXXII. powieść o królu Thierrym, który uwierzył oskarżeniu,
że jego żona powiła troje szczeniąt (jak w Beatrix z Chev. au
Cygne); n. XXVIII. powieść o królu Otonie hiszpańskim (znany
z Szekspira temat Imogeny); tamże pod n. IV. znajduje się
powieść o żonie króla portugalskiego z tematem tym samym
co w tableau „o królowej, która zabiła swego marszałka“, a więc
jeszcze bliższym Berty, bo zawierającym równocześnie motyw
przywłaszczenia sobie miejsca królowej przez podejście.4)
Wcielenie Berty do tego zbioru ma zatem swoje uzasadnienie.
Zyskujemy dla rekonstrukcyi motyw niewinnie prześla­
dowanej5)6 w połączeniu z motywem podstawienia.
Ale motyw niewinnie prześladowanej jest przez Dolopathosa,
Beatrix, Isombertę złączony najściślej z motywem łabędzim,
') cf. du Merit, w wyd. Floire et BI., p. XVII.—XVIII.
2) Szczegół zrośniętych palców wskazywałby, że Berta jest może
żórawicą; żóraw po kymryjsku znaczy garan, po anglosasku cran; Ketowie i Anglosasi to były ludy zamieszkujące jeden po drugim dzisiejszą
Belgię i Niderlandy. Czy to garan lub cran nie kryje się pod formą fran­
cuską grant? Nie stawiam tej hazardowej hypotezy ze względu na po­
ważne przeszkody fonetyczne.
3) ed. G. Paris i U. Robert. Paris 1876 83. 8 tomów.
4) Dr. Arfert, 1. c. p. 26 między przykładami motywu podstawienia
cytuje słusznie baśń Straparoli (III. 3) o królewnie Blancabelli, ale niezaznacza motywu cudowności niezwykle dla naszej argumentacyi przy­
datnego : Blancabella jest córką węża wodnego, spłodzona w sposób
cudowny; jako znak swego pochodzenia nosi na szyi znamię złotego
łańcucha, jak dzieci łabędzie.
6) Że taki jest istotnie motyw Berty, na to zwrócił uwagę nie
tylko Gautier z którym dr. Reinhold polemizuje (str. 161) ale już przed
nim Reiffenberg, 1. c. Intr. p. CCXLIX., wskazujący analogię Berty z Bea­
trix i Genowefą brabancką.

185 —

Edward Porębowicź

a ponieważ Berta styka się z tym cyklem w kompilacyi hisz­
pańskiej, zatem zyskujemy dla rekonstrukcyi motyw ba­
jeczny.
Czas obecnie według rysów uzyskanych analizą odtworzyć
powieść pierwotną. Widne w niej dwa pokłady. 1° Proste po­
danie, że Pepin z Heristalu l) miał stosunek z wróżką, feją,
z którą spłodził Karola Martela. 2° Podanie zostaje przeniesione
na Pepina Małego i ułożone jako powieść poetycka: Berta
córka króla bajecznej krainy nadmorskiej ożeniona z Pepinem
przybywa do Paryża w towarzystwie piastunki i jej córki. Po­
nieważ chwila nocy ślubnej wypada na porę fatalnej przemiany,
w której nadprzyrodzone pochodzenie objawia się połowicznym
powrotem do postaci zwierzęcej, Berta w obawie aby jej król
nie odtrącił prosi towarzyszkę o zastępstwo. Król nie spostrzega
zamiany umożebnionej podobieństwem obu dziewcząt; rano
zdradna towarzyszka wyzyskuje położenie: każę Bercie, aby ją
zraniła a potem oskarża o zamiar morderczy; Berta wypędzona
żyje w lesie, tam znajduje ją król, spędza z nia noc „na wozie“;
tej nocy zostaje spłodzony Karol, przyszły Charlemagne.
W ten sposób powieść o Bercie wykrywa się jako powieść
genealogiczna, utworzona w interesie dynastycznym. Jest to
dążność powszechna : Merowingowie wywodzą się od potworu
morskiego, nic dziwnego, że Karolingowie od wróżki; tak Lotaryngowie mają za praojca odczarownego łabędzia, dom Lusignan za matkę Meluzynę, dom z Blois feję Meliorę: Artus
jest synem bajecznego Uterpendragona i bratem feji Morgany,
tak w starożytności Achilles synem Tetydy, Eneasz Wenery
a Romulus Marsa. Celem 1-szej redakcyi podania wydaje się
być oczyszczenie Karola Martela z zarzutu, że był nieprawego
łoża. Tak jest — chciał powiedzieć twórca fikcyi; Martel uro­
dził się z żony nieślubnej, (nb. zwała się Alpaida) — ale na­
prawdę to była feja i Martel jest istotą nadczłowieczą. Taka
fikcya jednak mogła powstać dopiero w pewnem oddaleniu
od faktu, wtedy, kiedy była potrzebna przy ustaleniu dynastyi
Karolingów; przedtem pochodzenie nieprawe Martela nie było
uważane za skazę. A więc dopiero za Karola W. Cel 2-glej
redakcyi, jak ją mamy w dzisiejszych zabytkach, został określony
3) Heristal leży w Belgii, nart Meusą; — jeszcze jeden szczegół
ułatwiający lokalizacyę podania.

— 186 —

Berta z dużemi stopami i Rycerz z łabędziem

w bystrym wywodzie G. Parisa: Powieścią fałszywej Berty
chciano wytłómaczyć postaci Heldrika i Rainfreda, wrogów
młodzieńczego Charlemagne’a z eposu Mainet. Imię Berty wzięto
z rzeczywistego imienia matki Karola W., Bertrady. Powieść
mogła być ułożona dopiero po przeniesieniu poetyckiem rysów
Martela na Charlemagne’a, pod koniec XII. w.ł)
Śledziliśmy rozwój powieści do granic dostrzegalnych;
dalej zaczynają się zagadnienia teoretyczne: geneza baśni; sto­
sunek do mytu i dziejów; geneza eposu, — wszystko tematy
w dzisiejszej nauce najżywotniejsze, jednak leżące już po za
celem niniejszego szkicu.

') cf. G. Paris. La légende de Pepin le Bref, I. cit. p. 628 -9

— 187 —

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.