5299daa1a688b5d7a79375b651128003.pdf
Media
Part of Szmanizm u tubylców na Sachalinie / Lud, 1909, t. 15
- extracted text
-
BRONISŁAW PIŁSUDSKI.
Szamanizm u tubylców na Sachalinie.
Każdy z Polaków zna dobrze śliczny poemat fantastyczny,
któremu nasz wielki wieszcz dat tytuł: „Anhelli“, każdy był
zachwycony tą tajemniczą figurą Szamana, co to był królem,
kapłanem i czarownikiem swego plemienia i wyniośle, dumnie
mówił do zgrai wątpiących w niego ludzi: „Jam jest Mojżesz
między Sybirskim ludem, a cudy czyniłem straszniejsze, niż
tamten przed wiekami... wiele bowiem we mnie jest Boga ?...
Całe legiony wygnańców polskich, co za miłość swą dla
Ojczyzny i swobody zwiedzali dzikie, śniegiem przez pół roku
pokryte przestrzenie Syberyi, stykali się i obcowali bezpośre
dnio z tymi kapłanami. A oni swem wieszczem słowem starali
się rozwiać zadumę z czoła białolicych obcokrajowców, zwró
conych myślą wciąż ku stronom rodzinnym, wróżyli bezdom
nym i zawsze tęskniącym tułaczom, iż wędrówka ich na ziemi
obcej wkrótce się skończy, że po ciężkich przejściach nadejdzie
chwila jaśniejsza w ich życiu, zaświta miłość, spadnie i na nich
kawałek szczęścia ziemskiego. Nieraz zaś, zapytani o los kraju
ujarzmionego, chcącego jednak być niezależnym, jak inne, szczę
śliwsze narody, przepowiadali szamani czas wymiaru sprawie
dliwości, chwilę, gdy dla skrzywdzonych i rozpaczających za
świta radość i wolność upragniona. Słysząc to, rozumni, ze
światłym, krytycznym umysłem ludzie, wierząc dobrze, iż mają
do czynienia ze zwykłym znachorem, może nawet oszustem,
podawali się urokowi tych wróżb. Oddalały one bowiem od
— 261 —
Bronisław Piłsudski
nich chociażby chwilowo tę straszną, czarną towarzyszkę wy
gnańców, melancholię, która rzadko szła z mocy i nie skrzydeł,
ale kamienie dodawała sercom ich, wyrywającym się od ponu
rej chłodem i pustką ziejącei krainy.
Chciałbym poznajomić czytelników polskich z szamanami
i kultem szamańskim trzech szczepów tubylczych: Ajnów, Gilaków i Oroków zaludniających wyspę Sachalin, na której spę
dziłem 15 lat mego życia.
Zacznę od Ajnów, tego plemienia zagadkowego, które na
mocy ostatnich badań antropologów zostało zaliczone razem
z Weddami z wyspy Cejlonu do grupy najstarszych poprzedni
ków naszej białoskórnej (zwanej też Aryjską lub Indo-giermańską) rasy.
Szamanów swoich nazywają Ajnowie „tusukuru“ (szamaniący człowiek). Tę samą nazwę dają oni i kapłanom chrześci
jańskim. Szamanizm u Ajnów jest rozwinięty daleko słabiej, niż
u dwóch innych ludów pierwotnych, zaludniających Sachalin,
Oroków i Gilaków, a jeszcze mniej niż u plemion, mieszkają
cych wzdłuż rzeki Amuru i dalej na zachód na lądzie azyatyckim.
U Ajnów kult przodków stanowi znaczną część wierzeń
religijnych. Zmarli ojcowie, matki, dziadowie i babki roztaczają
swe skrzydła opiekuńcze nad potomkami, mogą jednak także
pozbawić ich swej łaski i sprawić tern niezliczone przykrości
i nieszczęścia. Stąd więc wynika poczucie obowiązku dbania
o przychylność cieniów, spoczywających już w mogiłach kre
wnych. Najlepszymi zaś pośrednikami między nimi i żyjącymi
ich potomkami są ludzie starzy, którzy już kończą swój żywot
doczesny i jakby jedną nogą weszli i do świata niewidzialnego,
zamieszkałego przez swych poprzedników. Powaga i wpływ
starców u Ajnów są potężne. Oni wznoszą modły do bogów,
składają im ofiary i kierują całem życiem plemienia. Stąd też
pochodzi, że szamani u Ajnów nie mają tego znaczenia, co
u innych ludów, wśród których jednostki, spełniające obrządki
religijne, tworzą stopniowo specyalne kasty kapłanów, dążących
do zapanowania nad wszystkimi objawami życia społecznego.
Szamanizm u Ajnów nie stoi na tym stopniu rozwoju, by
ceremoniały tego kultu, doskonaląc się, stały się całą nauką,
którą możnaby posiąść systematycznem uczeniem się. Urząd
szamana nie jest też dziedzicznym. Szamanem staje się człowiek
262 —
Szamanizm u tubylców na Sachalinie
pomimo swej woli i czasem zupełnie tego sobie nie życząc.
Zwykle w młodości przyszły szaman uczuwa jakieś nieokre
ślone dążenia do samotności. Człowieka, który często wychodzi
z domu i chodzi zamyślony wzdłuż brzegu morskiego „Upareciu-Ajnu“, posądzają, że staje się narzędziem wstępujących
w niego szamannych duchów, nazywanych „kosimpu“. Taką
jednostkę krewni starają się śledzić, lękając się, by nie stało
się z nią coś złego, bo często podobnego rodzaju przechadzki
kończą się jakimś wypadkiem, utratą świadomości i zniknięciem
w lesie lub wpadnięciem do wody. Pewien stary szaman opo
wiadał mi, że razu jednego stracił przytomność i czuł, że unosi się
jak ptak pod obłoki, ciągle bał się, że upadnie i zabije się, lecz
szczęśliwie ocknął się na piasku u brzegu morza. Rodzice, którzy
ze strachu poszukiwali go wszędzie, znaleźli go stąpającego po
kolana w wodzie morskiej zatoki. Zrozumiano, że to „kosimpu“
unosiły go, pokazując różne drogi, któremi dusza jego potem
wędrowała. Zaraz przygotowano przyrządy obrzędów szamań
skich, podano mu je, a on zaczął bić w bęben, skakać i śpie
wać, bo „kosimpu“ weszły odrazu do nóg, do rąk i do całego
ciała swego wybrańca.
Drugi szaman objaśnił mi początek swego powołania w na
stępujący sposób: Miał on wówczas lat 30 i poszedł razu pe
wnego na zwykłe polowanie jesienne na sobola. Zdawało mu
się w lesie, że wszystkie drzewa otaczające silnie się pochylają
i wśród nich ujrzał osadę ludzką, a gdy się zbliżyć chciał do
niej, widzenie znikało. Znowu potem ujrzał w dali dwóch bo
gato ubranych Ajnów i posunął się ku nim, ale oni również
zaraz znikli mu z oczu. Opowiedział po powrocie do domu
o owych niezwykłych spotkaniach krewnym i ci zabronili mu
chodzić na polowanie. W rok potem siedział spokojnie na narze, gdy nagle weszła w niego jakaś niepojęta siła, a on zaczął
krzyczeć tak, jak to robią szamani, wyskoczył z jurty i rzucił
się do morza. Wyciągnięto go, dano mu do rąk bęben — i od
tąd już stał się szamanem.
Żadnego z obu wzmiankowanych szamanów, jak zresztą
i reszty (było ich w chwili mej obecności wśród Ajnów na Sa
chalinie ośmiu na 1360 ogólnej liczby ludności); nie można
posądzać o jakieś choroby fizyczne, nie wpadają w stan epilepsyi lub konwulsyi, jak to zauważono co do wielu szamanów
syberyjskich plemion. Jednakże nerwowość, a czasem i ponu— 263 —
Bronisław Piłsudski
rość nawet uwidacznia się na obliczach czarowników ajnoskich,
a o ich skłonności do hallucynacyi sądzić można z przytoczo
nych ich wspomnień własnych.
Trudno się przekonać, czy są to prości oszuści, chcący
wyzyskać przesądy otaczającej ich masy, czy też ludzie wierzący
święcie w swoją nadprzyrodzoną siłę. Prędzej przypuścić trzeba
jednak to ostatnie, ponieważ zwykły eksploatator nigdy nie jest
zdolny wpaść w tak silną ekstazę, któraby była dostateczną do
opanowania duszami słuchaczy, chociażby prostaczków. Nikt
z Ajnów nie wątpi w szczerość swych kapłanów i tylko roz
maicie oceniają ich zdolności. Jednych uznają za potężnych,
wszechwładnych, drugich za niedołężnych i słabych.
Właściwościami ludzi, z których rekrutują się szamani, są:
wrażliwość, dochodząca do nerwowych afektacyi, egzaltacya,
zdolności aktorskie, zmysł spostrzegawczy i silna wyobraźnia.
Cechy takie przechodzą często dziedzicznie i dlatego też Ajnowie wierzą, że zdolności swe szamani otrzymują po ojcach lub
dziadkach. Są też niby specyalne miejscowości, wydające cza
rowników i takie, w których ich nigdy nie było. Do ostatnich
należy południe Sachalinu, a do bogatych w jednostki prorocze
zaliczają północ. Wyjątek tam stanowi duża, stara wieś Tarajka,
w której ongi, podczas wojny domowej zabito szamana. Obu
rzone jego duchy pomocnicze postanowiły ukarać wieś tern, że
nie schodzą do jej mieszkańców.
Najwięcej zwykle bywało szamanów we wsi Ussuro na za
chodnim brzegu i dalej na północ aż do granicy z Gilakami,
t. j. koło 50° północnej szerokości. Tutaj właśnie najczęstsze
były stosunki z przyjezdnymi z lądu Olczami i Gilakami, któ
rzy zjeżdżali dla zakupna różnych futer i dla wymiany ich na
przywożone towary mandżurskie. A czasem zostawali ci przy
jezdni wśród Ajnów na rok lub na kilka lat, zajmując się sami
polowaniem i śledząc za swymi dłużnikami. Ci amurscy mie
szkańcy przywozili z towarami i pewne nowe pojęcia i nieznane
ceremoniały. Szamańskie zaś seansy najwięcej imponowały Ajnosom. Ja osobiście jestem przekonany, że szamanizm prze
niknął właśnie do nich tą drogą z Amura i wypierał uprzednio
praktykowane czary i sposoby walki ze złymi duchami. Upe
wniłem się w tern przypuszczeniu, że gdy mi potwierdzili Ajnowie z wyspy Hokkajdo, że i na tej wyspie szamani tym czę
ściej się spotykają, im bliżej ku północy, bardzo zaś dużo by— 26-1 —
Szamanizm u tubylców na Sachalinie
wało ich podobno we wsi Soi, najwięcej na północ posunię
tym punkcie, który kiedyś służył jarmarkiem dla Ajnów japoń
skich i sachalińskich, przejeżdżających przez cieśninę Zaperuza
aż do Soi na wątłych łódeczkach po ryż i rozmaite wyroby.
Szamanami bywają i mężczyźni i kobiety. Między ośmiu
znanymi mi szamanami były dwie kobiety, lecz obie uchodziły
za bardzo nieudolne i n/e wzbudzały tego zaufania, co męż
czyźni. Niektórzy odzywali się o nich pobłażliwie, że pod wpły
wem czartów umieją tańczyć i bić w bęben, lecz czegokolwiek
wyprosić u bogów, lub dowiedzieć się u nich nie potrafią.
W północnych wsiach wschodniego brzegu pokazywano mi
cztery kobiety, które barSzo często, siedząc w domu, rozpoczy
nały krzyki, naśladujące szamanów. Pewien chłopczyk wiedząc,
że mi bardzo się chce usłyszeć ich śpiew, radził mi przynieść
kiedykolwiek do jurty jednej z tych Ajnek jodlinek i rzucić je do
ognia. Dym od palących się jodełek odurzy kobietę i ona niby
będzie miała nieprzezwyciężony pociąg do wrzasków szamańskieh. Jednak w podaniach Ajnowskich nieraz płeć nadobna
jest silniejszą w czarach, niż męska. Tak np. w podaniu o porwanin przez lisa duszy pięknej kobiety, żony bogacza, ten
zwraca się do szamanów, by mu objaśnili, gdzie ma poszuki
wać swej żony. Trzej mężczyźni nie mogli odkryć miejsca jej
pobytu, a jedna najmłodsza z przywołanych trzech niewiastszamanek odnajduje lisa i skradzioną przez niego kobietę. Po
danie o wyspie Fokowej (leżącej w zatoce Cierpliwości) głosi,
że została stworzoną czarodziejskiemu nawoływaniami córki
Ajnoski i boga morza. Mamy w obu tych wypadkach jeden
z dowodów istnienia w niedawnych jeszcze czasach matryarchatu, ustroju z przeważnym wpływem w rodzinie i rodzie
pierwotnym kobiety-matki; ślady jego występują u Ajnów i te
raz dość silnie. Jednocześnie ze stopniowem upośledzeniem ko
biety szło teraz i zanikanie w niej siły wewnętrznej, potrzebnej
czarownikowi, który musi imponować przeciętnym ludziom
i suggestyonować swoje otoczenie.
A rzucanie i odżegnywanie czarów daje szamanom silny
wpływ i przewagę nad tłumem. Zapewne też ludzie bogaci
chcieli zawładnąć i tym atutem, który im dodawał władzy nad
ludźmi i bez tego od nich zależnymi. Przynajmniej Ajnowie
opowiadają, że wprzódy czarami zajmowali się jedynie tak
zwani „niśpa“, t. j. ludzie z większym dobrobytem, dziedziczni
- 265 -
Bronisław Piłsudski
naczelnicy wsi i rodów. Zachcianki te jednak musiały ustąpić
sile przyrodzonego talentu i teraz zajęcie szamana zupełnie nie
jest zależnern od jego społecznego stanowiska.
Znacznie mniejszy zakres działalności szamanów ajnowskich w porównaniu z takim n. p. szczepem, jak Goldowie,
u których szamani uczestniczą przy pogrzebach i stypach, spra
wia to, że kapłani Ajnów nie odrywają się zupełnie od zwy
kłego trybu życia i nie oddają się wyłącznie tylko odprawianiu
misteryi. Prowadzą oni swoje własne lub wspólne z krewnymi
gospodarstwo, jak i reszta ich rodaków. Jednak myśliwstwem
zajmują się bardzo mało, bo szamanowi niebezpiecznie odejść
zbyt daleko od domu, gdzie nie może wypełnić żądania swych
duchów, które nieraz uparcie i gwałtownie wymagają pracy,
t. j. uczestniczenia w szamańskiej ceremonii.
Szaman z szamanką nigdy niby nie stanowią małżeńskiej
pary, przypuszczam, że objaśnienia tego trzeba szukać w in
stynktowym dopasowywaniu się natury nerwowej, wrażliwej ze
spokojną i równą. Inaczej pożycie małżeńskie byłoby zbyt
ciężkiem lub wprost niemożliwem. Kobiety w życiu szamanów
odgrywają poważną rolę i sądzę, że trzeba ich zaliczyć do natur
zmysłowych i namiętnych. N. p. jeden słynny szaman ma dwie
żony, z nich jedna ma o połowę tyle lat, co on; drugi jest
żonaty też z młodziutką 20 lat liczącą kobietą, będąc sam
w wieku podeszłym (62 lata). Wreszcie o trzecim szamanie
opowiadano mi, że ożenił się ze swą cioteczną rodzoną siostrą
pomimo bardzo silnego sprzeciwiania się i odradzania krew
nych, którzy uważali ten stosunek za grzeszny, kazirodczy. Po
śmierci swej żony, szaman bardzo prędko ożenił się powtórnie.
Za swą praktykę szaman powinien według pojęć Ajnów,
brać zapłatę, nawet od swych najbliższych krewnych. W prze
ciwnym bowiem razie duchy pomocnicze odmówią mu swej
pomocy. Płaca nie jest wielką. Nigdy nie wyznacza jej sam
szaman, byłoby to też przekroczeniem nie do darowania; inte
resowani sami określają wielkość i jakość wynagrodzenia, sto
sownie do swej wdzięczności i majętności. Najwięcej pożąda
nymi przez szamanów podarkami są przedmioty metalowe
i skórzane, jak n. p. siekiera, kruczki i krążki do rękojeści
miecza japońskiego, rzemienie i t. p. Za leczenie otrzymuje
zwykle szaman prócz innych podarków także psa. Wprowadzają
go do jurty podczas misteryi, by dobre duchy widziały go
— 266 —
Szamanizm u tubylców na Sachalinip.
i okazały więcej staranności w odpędzaniu choroby. Psa ta
kiego szaman długo nie może używać, musi go wkrótce zabić,
przynosząc w ofierze tym duchom.
Nie było przykładu, by szaman wzbogacił się znoszonymi
mu datkami. Najsławniejszy obecny szaman, staruszek już 57-letni, ma więcej niż nędzny domek, kilka psów i jest biedniejszy
od przeciętnego swego rodaka. A najstarszy z żyjących szama
nów, mający więcej jak 50 lat praktyki, nie ma nawet swej
własnej jurty, ani rodziny i mieszka po kolei u kilku swych
ciotecznych braci.
Szamani Ajnów nie składają tej przysięgi, którą się zobo
wiązują szamani jakuccy, że „będą opiekunami dla nieszczęśli
wych, ojcami dla biednych, matką dla sierot“, ani też takiej,
którą składa szaman u Buriatów, iż „zawołany do bogatego
i biednego jednocześnie, pójdzie wprzódy do biedniejszego“,
i że nigdy nie będzie wymagał więcej za swą pracę nad to, co
mu dadzą. Lecz ciągła troska o zmniejszenie cierpień ludzkich
rozwija w szamanie i u Ajnów pewien szerszy zakres myślenia
i więcej altruistycznych uczuć. Z szamanem jest zawsze przy
jemnie rozmawiać, jako z człowiekiem, którego fantazya unosi
częściej i dalej poza granice ciasnego codziennego życia. Czuć
w nim też mało znane na nizkim szczeblu rozwoju ludzkiego
współczucie nie dla swoich jedynie, lecz i dla cudzych, byle
cierpiących, zasmuconych, skrzywdzonych przez ślepy, okrutny
los. Wszelkie kwestye związane z życiem pozagrobowein, z isto
tami nadprzyrodzonymi są zawsze lepiej znane szamanowi
niż przeciętnemu Ajnowi. Nieraz zdarzało mi się słyszeć przy
pewnych tyczących się tej kategoryi zjawisk wyjaśnieniach, że
detaliczniej i lepiej będę mógł dowiedzieć u szamanów. Co
prawda to nie zawsze są oni skłonni do uzewnętrzniania się
i są jeszcze więcej przesądni przy rozmowach o nadprzyrodzo
nych siłach świata. — To czarownik ma jakieś złe przeczucie
i lęka się cokolwiek bądź powiedzieć zbytecznego, by nic sobie
nie zaszkodzić, to wzniósł modły o nadesłanie pogody i nim
ona nie nastąpi musi zachowywać spokój i wstrzemięźliwość
w rozmowach, to duch jeden odleciał daleko i tylko po jego
powrocie szaman zgodzi się opowiadać cokolwiek bądź o jego
właściwościach i t. p.
Szamani na ogół są w stosunkach swych do ludzi i swo
ich i obcych znacznie ostrożniejsi, powściągliwsi, trzymają się
— 267 —
Bronisław Piłsudski
na uboczu i nie łatwo się zaprzyjaźniają. Z wielkim trudem
udało mi się uprosić jednego szamana, którego poznałem do
brze w ciągu dwóch lat, by pozwolił mi się odfotografować.
Dowodził mi wciąż, że może stracić swą siłę, porzucą go du
chy za podobne z jego strony zuchwalstwo. To odsuwanie się
od ludzi i chęć unikania, pospolitowania się można objaśnić
potrzebą roztaczania wpływu na otoczenie i również bezwiedną
obawę o jego utratę.
Ceremonie szamańskie nie odbywają się zbyt często, Ajnowie na równi ze wszystkimi ludami pierwotnej kultury, nie
są jeszcze zdolni do wypełniania jakichkolwiek obrządków,
z przyzwyczajenia, dla zadośćuczynienia formalności. Prośby do
bogów zawsze są jeszcze szczere, wywołane jakąkolwjek po
trzebą lub wypadkiem, jakąś emocyą uczuciową. Szaman nigdy
się sam nie zaprasza, on czeka, by go wezwano; czasem zaś
chce, by go proszono kilkakrotnie, bo pragnie uczuć, że mu
ufają, że go sobie bardzo życzą.
Choroby według wierzenia Ajnów dzielą się na dwie kategorye: 1) zwykłe niedomagania, lub poważniejsze zaburzenia
organizmu lecz z jasno określoną przyczyną n. p. połamanie
kości, rana, suchoty, choroby oczu i t. p. Te choroby i niezdrowia są leczone przez staruchy i w ogóle przez otoczenie
rozmaitymi trawami, okładami i t. p. Do kategoryi drugiej za
liczają choroby niezrozumiałe, przeważnie organów wewnętrz
nych i takie, które są połączone z gorączką, nieraz z dłuższą
lub krótszą utratą przytomności. Przyczynę tych właśnie chorób
Ajnowie widzą w owładnięciu chorego przez złego ducha zwa
nego w takich wypadkach „kunnesam“ i wypędzić go z ciała
chorego i tern go wyleczyć są w stanie tylko szamani.
Niegdyś pomagały przy ciężkich porodach położnicom
kobiety-szamanki. Teraz ten zwyczaj się wyprowadził. Przy
puszczam, że i w tern znać wpływ sąsiadów północnych, u któ
rych kobieta na czas porodu bywa usuwana z jurt do specyalnie urządzonych czasowych szałasów i jest istotą nieczystą. —
Od wielu Ajnów słyszałem też, iż w razie niepłodności do sza
mana zwracać się nie można, ponieważ to jest za brudna dla
niego sprawa i duchy jego mogą się obrazić i zaprzestać swej
dalszej pomocy. Taki pogląd też wypada uważać za pożyczo
ny, bo inaczej on zupełnie się nie da powiązać z wręcz innemi zapatrywaniami Ajnów na kobietę, jej czynności rozrodcze
— 268 —
Szamanizm u tubylców na Sachalinie
i nawet na zwykłe reguły, w których oni nic brudnego nie
znajdują. Owszem zauważona kropla krwi reguł może przynieść
szczęście mężczyźnie, jeżeli on umoczy w niej palec i rozetrze
sobie nią piersi.
Nie zawsze i szaman uczuwa się zdolnym pozbawić tra
piącego chorego człowieka „kunnesam“. O jednym chronicznie
chorującym Ajnosie wypowiedział mi swe zdanie szaman, mój
przyjaciel, że nie może mu wyjąć gnieżdżącego się w nim złego
ducha, bo by w rezultacie było mu jeszcze gorzej.
Nieraz się zdarza, że w razie jakiejś choroby krewni spro
wadzają szamana nie bliżej mieszkającego, lecz z dalszej miej
scowości, mając do niego większe zaufanie, lub bojąc się bliż
szego dlatego, ze czuje do nich urazę osobistą. Obcowanie sza
mana z niewidzialnymi duchami, odpędzanie demonów szkodli
wych naprowadza masę na myśl, że czary można także przy
woływać, rzucić na osobę, do której szaman czuje niechęć.
Strach przed jego zemstą sprawia, iż z każdym szamanem mają
się zawsze na baczności, starają się go nie zadrasnąć, unikają
z nim kłótni i nieporozumień.
Ajnowie wierzą, że ich szamani są łagodniejsi w porówna
niu z czarownikami obok mieszkających Oroków, Gilaków
i Mangunów. Lecz są już głosy, rozpowszechniające pogląd
o złośliwości i krwiożerczości i na tych Ajnowskich czarodzie
jów, którzy pochodzą z północy, a więc z kresów, gdzie stycz
ność i wzajemne oddziaływanie sąsiadujących plemion jest dość
znaczne. Być może, że wkrótce wśród zmieniających powoli
swą kulturę Ajnów zaczną się oskarżenia czarowników za przy
jaźń z czartami i kary za korzystanie z ich piekielnej siły na
szkodę ludzi. Powtórzy się więc to, co przodujące w rozwoju
duchowym narody już przeżyły.
I teraz, odbywając podróż w miejsca mało znane, a więc
prawdopodobnie na teren sąsiadów, wożą z sobą Ajnowie
specyalne leki, mające ustrzedz ich od czarów szamańskich. Do
najskuteczniejszych należy mózg małego dzięcioła. Skoro tylko
podróżujący uczuje się niezdrowym, spiesznie upuszcza sobie
kilka kropli krwi, dodaje je ją do mózgu dzięcioła i stawia na
czynie z tak przygotowanem lekarstwem koło siebie na noc.
Ku rankowi znika zwykle ono zupełnie, zjada je bowiem krą
żący duch szamana. Podróżny powraca do zdrowia, lecz potem
zawsze się podobno dowiaduje, że jednocześnie zmarł jakiś
— 269 —
Bronisław Piłsudski
szaman, bo zjadłszy krew w połączeniu z ptasim mózgiem,
otruł się tą specyalną dla szamanów trucizną.
W roku 1905 wyspę Sachalin nawiedziła influenza i wielu
Ajnów pokryła mogiła. Z powodu tej epidemii powstała taka
legenda: Kilka miesięcy temu umarł szaman, z pochodzenia
Mangun z nad Amuru, osiadły jednak wśród Ajnów od kilku
nastu lat i uprawiający tutaj swój zawód z wielkiem powodze
niem. Przed śmiercią miał on się przyznać, że duch jego, włó
cząc się nocami i szukając żeru, zabił w kraju rodzinnym czło
wieka, lecz krewni zabitego postrzelili go z zasadzki. Odtąd sza
man miał w boku ranę, która nie goiła się i była przyczyną
jego zgonu. Duch jego był zawsze na straży i odpędzał wszyst
kie wrogie najścia innych, szamańskich duchów na ludną wieś,
która go, cudzoziemca, przygarnęła i żyła z nim po przyjaciel
sku. Lecz po śmierci jego miały spaść na nich nieszczęścia,
przed któremi ich ostrzegał.
Każdy z szamanów, jak już wspominałem, ma swe duchy,
które mu pomagają i specyalnych bogów, do których się zwraca
z prośbą. Szukają zwykle pomocy u księżyca, słońca, obło
ków, ognia, lub wysokich szczytów górskich, a posłańcami ich
są bezcielesne duchy, czasem zaś zwierzęta, n. p. lis, wilk,
wrona i t. p. Śpiewając podczas obrzędu czarodziejskiego, sza
man bardzo często stara się rozmaitemi modulacyami głosu
naśladować dźwięki wydawane przez zwierzęta, które mu służą.
Przytoczę opowiadania kilku szamanów o ich duchach
i bogach nimi się opiekujących :
1. Szaman Ciworokaj 40 lat, był pod wielkim wpływem
szamanów Orokskich i Gilackich, bo pochodzi z miejscowości,
gdzie wszystkie trzy tubylcze sachalińskie plemiona żyją blizko
jedno od drugiego. Najwięcej mu pomagającą istotą jest bóg
księżyca, czyli ten człowiek, który na nim się znajduje. Nastę
pnie pomaga mu bardzo bogini ognia. Zatem idzie jeszcze po
magający mu bóg gór, schodzący na dół w postaci niedźwie
dzia. Ducha, którego może on posyłać tu i ówdzie, jest kru
kiem (aciaure). Posłem między nim a księżycem i niedźwie
dziem jest wilk. Do bogini ognia zwraca się sam bezpośrednio.
Ona mu też zaraz sama odpowiada. Chociaż ma on też i dzie
dzicznie mu przekazany kłębeczek skręconych wiórów (zwany
„tousi“), lecz rzadko on mu pomaga.
— 270 —
Szamanizm u tubylców na Sachalinie
2. Drugi szaman Niścirat był, o ile zauważyłem, mniej ze
mną szczery i powiedział mi zaledwie, że od ojca swego
w spadku otrzymał jako pomocnika „boga dziennego światła".
Szamanem wogóle zaś, według niego, opiekuje się „bóg znajdujący
się między obłokami“. Od niego to właśnie idą zawsze wszystkie
rady, które szaman potem wysłuchawszy, opowiada zebranym
podczas ceremonii szamańskiej ludziom. Chociaż i zdarza się
czasem, że szaman ma jako pomocników zwierzęta, lecz są to
według Niściraty wyjątki, zwykle zaś duchy szamańskie są isto
tami niecieleśnymi. U tego jednego szamana oprócz ustanowio
nych rytuałem i niezbędnych narzędzi tego kultu widziałem wy
jęte i zawieszone dwie stare japońskie szable, których on używa
jako talismanu dla odpędzenia od siebie złych duchów.
Trzeci szaman, stary Kanterośkie, ma jako pomocnika lisa
i podczas śpiewu wydaje dźwięki, które Ajanowie przypisują
temu zwierzowi.
Czwarty, najsiarszy z szamanów obecnych i mieszkający
daleko od terenu wspólnego z północnymi sąsiadami, Kochko,
według zdania Ajnów zupełnie nie podległ wpływom Gilaków
i Oroków. Starzec pra\vie niedołężny razu jednego przed mym
odjazdem z miejscowości, gdzie on mieszkał, zapytywał bogów
o pogodę i dał mi odpowiedź, że 10—12 dni będzie ślicznie,
spokojnie, a potem nastąpi silna zawierucha. • Sprawdziło się
z zupełną ścisłością. Po ukończonym seansie wyjaśnił mi na
mą prośbę, że głównymi bogami pomagającemi mu są: bóg
morza, bóg gór i bóg słońca. Duchy chodzące tu i ówdzie,
jako posłowie do niego od bogów i przynoszące wskazówki od
nich, są to trzy skręcone kłębki wiórów (tousi). Ma on jeszcze
oprócz tego dużo różnych sług, którzy mu pomagają w śpiewie,
wydając rozmaite właściwe im dźwięki. Takich sług ma on bar
dzo dużo. Ze zwierząt: zająca, psa, lisa, sobola, orła, wrony
(dwóch gatunków), mewę; ze sprzętów: neckę, japońskie wia
dro, kocioł, moździeż i tłuczek (drewniane), hak do podwie
szania kotła. Z roślin też kilka i orzechy cedrowe. Rzeczywiście
opowiadali mi Ajnowie, że Kochko uprzednio był sławnym tak
ze swej szamańskiej działalności jak również i ze śpiewu, pod
czas którego umiał wydawać najrozmaitsze dźwięki, widocznie
naśladujące wyliczone mi przez niego zwierzęta i przedmioty.
Jeszcze o jednym szamanie słyszałem od Ajnów, że ma
ducha pomocniczego w postaci i wydaje dlatego podczas śpiewu
— 271 —
Bronisław Piłsudski
dźwięki tego ptaszka: „czak-czak“. Wszystkie duchy szamanów
mieszkają stale na obłokach i podczas seansów zlatują do swych
panów i po ukończeniu wspólnej pracy wracają napowrót
w nadpowietrzne sfery.
Bywają wypadki, że duch porzuca swego pana i szaman
nie jest zdolny wówczas do modłów-śpiewów i tańców. Tak
w roku 1905 skarżył mi się szaman Ciworokaj, że jeden z jego
duchów odszedł i nie wraca, co sprowadziło na szamana cho
robę i wielką słabość we wszystkich członkach. Rzeczywiście
wyglądał on mizernie, oczy miał wpadłe. Dowiedziałem się od
innych, że miał stale zwolnienie żołądka. Wreszcie przypad
kowo przyjechał do tej samej wsi inny szaman z zachodniego
brzegu po rybę. Uproszono go o odprawienie nabożeństwa
szamańskiego, był na niem też obecnym i Ciworokaj i zaraz
potem zrobiło mu się lepiej, bo widocznie, objaśnił mi, iego
duch przywabiony śpiewem i biciem w bęben zbliża się i pra
wdopodobnie wróci. Ajnowie też nie mogą przypuścić, by sza
mani mogli zaniemódz tak samo jak zwykli ludzie. Każde niezdrowie ich przypisują jakiemuś przewinieniu ze strony cza
rownika i karze wymierzonej przez bogów czy szamańskich
duchów.
Przyznał mi się jeden szaman (Ciworokaj), że duchy jego
nieraz kłamią i prawdomównego ma tylko jednego, lecz żaden
z mych znajomych szamanów nie potwierdził mi, że mają oni
złych i dobrych duchów, lecz o tych właściwościach słyszałem
od starych Ajnów. Jeżeli szaman ma złych duchów więcej i sil
niejszych od dobrych, to i sam prędko umrze i pomódz cho
rym może z trudnością. Gdy zaś dobrych duchów ma szaman
więcej, to złe duchy ich się lękają i zła ludziom i szamanowi
czynić nie mogą.
Szamanów chowają Ajnowie po ich śmierci nie na ogól
nym cmentarzu, lecz trochę na uboczu. Do mogiły nie wkła
dają mu bębna, bo by tern pozbawiono potem krewnych zmar
łego możności odziedziczenia jego talentu. Ale skórę z bębna
ściągają i rzucają ją w lesie, a obok stawia się zawiórowaną
pałkę, tak zwane u Ajnów „inau“. I dla użytku innego szamana
zostaie stara obręcz, którą obciągają nową skórą.
Dla większej zaś pewności, by duchy jego pozostały w ro
dzinie, wkładają zmarłemu szamanowi w lewą rękę na czas
— 272 —
Szamanizm u tubylców na Sachallnie
jakiś aż do chwili pogrzebu, skręcone w gałkę wióry wierzbowe
„tousi“, które potem zakładają na czapkę, używaną przez sza
mana podczas tańca. Wywołuje to najczęściej prędkie ujawienie
się szamana w tym samym domu, często w jego własnej ro
dzinie.
Przed zgonem niektórzy szamani upewniali żegnających
się z nimi krewnych, że przy pierwszym wschodzie słońca lub
księżyca wyjdą z mogiły i pójdą do nieba. Prosili więc, by do
brze się przysłuchiwano, czy nie usłyszą ich bębnienia. Gdy
było cicho, to oznaczało, że w życiu swem spełnili coś zdro
żnego i za karę musieli iść do świata podziemnego, gdzie we
dług pojęć Ajnów żyją wszyscy zmarli ludzie.
Niektórzy szamani Ajnów są także zręcznymi kuglarzami
i zdobywają sobie szeroki rozgłos, zadziwiając i przerażając
naiwne umysły prostaczków. Te sztuki kuglarskie odbywają się
zawsze w nocy. Bo ciemność jest żywiołem najmilszym dla
wszystkich duchów. Szamanowi związują nogi i ręce, bęben
kładą od niego daleko i gaszą światło. Niebawem słyszą, jak
podchodzi do domu z podwórza człowiek i słabo uderza w bę
ben. Jest to oznaką, że duch już się zjawił. Zaczyna on się ru
szać po jurcie, podchodzi kolejno do każdego z zebranych
i gdy dotknie którego z nich pałeczką, ten ma prawo zapytać
o coś. Uderzenie po nodze lub podłodze z góry na dół ozna
cza odpowiedź potakującą, a przesuwanie pałeczki na prawo
i na lewo jest odpowiedzią przeczącą. Gdy rozniecą ogień duch
znika, a szaman leży skrępowany w tern samem miejscu, w którem go zostawiono. Innym razem rozwieszają w jurcie długi
sznur, skręcony z łyka wierzby; przywiązują do niego małe
dzwoneczki. 1 znowu, gdy obecni pogrążą się w ciemność, sły
szą dźwięki bębna nad samym sznurem, który się rusza i po
woduje brzęczenie dzwoneczków. Są to figle ducha, bo szaman
leży wciąż związany tak, jak tego sobie życzyła publiczność.
Szaman, mający takiego swawolnego ducha, umie wykrzesać
ogień, stykając ze sobą dwa kawałki drzewa, chociaż wszyscy
się wprzódy przekonali, że oprócz tych kawałków nic w rękach
nie miał. Że te sztuczki bywają rzeczywiście zręczne i ciekawe,
dowodzi fakt, iż jeden z takich szamanów-kuglarzy dostał za
nie od japońskich przemysłowców kilkaset rubli nagrody, więc
zadziwił swą zręcznością nie tylko naiwnych rodaków, ale
—273 —-
Bronisław Piłsudski
i mniej łatwowiernych, kulturalnych Japończyków. Takich ku
glarzy spotyka się coraz rzadziej i ja nie miałem sposobności
oglądania ich sztuczek.
Natomiast kilka razy byłem świadkiem zwykłych ceremo
nii szamańskich i pozwolę sobie przytoczyć opis jednej z nich,
którą udało mi się zanotować ze wszystkimi szczegółami.
(Dokończenie nastąpi)
- 274 —
