82b2e76598596b9047df34d09672bc7b.pdf
Media
Part of Krytyka i sprawozdania. cz. 4 / Lud, 1907, t. 13
- extracted text
-
KRYTYKA I SPRAWOZDANIA.
--- ©CZZDC---Kazimierz (zmarły) i Tadeusz Mokłowscy: Sprawozdanie z wy
cieczki odbytej kosztem komisyi w r. 1904 w celu badania sztuki ludo
wej. (Sprawozdanie komisyi do badania historyi sztuki w Polsce, T. VIII,
Zeszyt 1—II., fol., str. 199—228. Kraków. Nakład Akad. Urn. 1907).
Śp. Kazimierz Mokłowski, kończąc swe dzieło p. t. „Sztuka ludowa
w Polsce“ (Lwów 1903), które uważał jedynie za „próbę, zebrania i zu
żytkowania tego skąpego stosunkowo materyału“, jaki dostał się do rąk
jego, pisał: „Ogromne połacie kraju są nam jeszcze nieznane. Mało co
wiemy, jak się lud tam buduje, ubiera, jakich sprzętów i statków używa
i jak je zdobi. Ogromne pasmo karpackie, owo naturalne muzeum na
szej kultury, ledwo w malutkiej części jest poznane i zbadane“. Minęło
lat kilka, słowa powyższe jednak są jeszcze ciągle prawdziwe. Z natury
rzeczy, z powodu braku dostatecznej ilości prac przygotowawczych, jakiemi w tym wypadku jest publikowanie nowych materyałów, praca w tej
dziedzinie postępuje nader zwolna. Tern bardziej więc należy zwracać
uwagę na wszelkie opracowania w tym zakresie. Wiele nowych szczegó
łów przynosi skromnie zatytułowana „Sprawozdaniem z wycieczki“ praca
p. Mokłowskich. Ponieważ niemożliwą jest rzeczą dokładniej zdać sprawę
z powyższej pracy, nie rozporządzając materyałem ilustracyjnym („Spra
wozdanie“ to zdobi przeszło 50 rycin), ograniczę się jedynie do zazna
czenia najogólniejszych wysiłków, do jakich doszli autorowie, na podsta
wie zebranego przez siebie materyału. Chodziło autorom głównie o ze
branie jak największej ilości typów ; droga, przez pp. Mokłowskich w r.
1904 odbyta, ciągnie się od wschodu na zachód i wraz z kilkoma przej
ściami przez środkową Galicyę i Podole, stanowiła sama w sobie reko
nesans, którego celem było określenie ogólnego charakteru budowni
ctwa i sztuki ludowej w kraju. Zebrany materyał podzielono na dwie
— 343 —
grupy : 1. cerkwie, kościoły i dzwonice, wraz z tem, co się w nich
mieści (tj. z ikonostasami i rzeźbą figuralną); 2. chaty wiejskie, spichrze
i podcieniowe domy.
Większą część tej pracy stanowi grupa pierwsza, a zwłaszcza cer
kwie. Na podstawie zbadania układu poziomego budowli, ich konstrukcyi,
ogólnej sylwety zewnętrznej, oraz położenia dzwonicy względem cerkwi
i najogólniejszego położenia w terenie podają autorowie szereg różnic,
które zachodzą między drewnianent budownictwem i zdobnictwem kościelnem i cerkiewnem, następnie wykazują stopniowania typów między
jednym rodzajem budowli a drugim, a wkońcu ogólnie charakteryzują
poznane typy i zaznaczają jeszcze znamiona wspólne.
Interesujący, a w szczegóły bardzo bogaty wstęp o architekturze
cerkiewnej, kończy się krótką i jasną charakterystyką poznanych typów
ze względu na kształt rzutu poziomego i zarys pionowy. Charakterystyka
to tak zwięzła i tak w treść bogata, że w skróceniu podawać jej niepo
dobna. Wypadałoby raczej cały odnośny wstęp dosłownie przedrukować,
wobec tego lepiej ciekawych odesłać wprost do „Sprawozdań komisyi",
gdzie prócz charakterystyki znajdą cały szereg rycin, na podstawie któ
rych ją stworzono.
Dalsza, krótsza już część pracy traktuje o kościołach, dzwonicach,
ikonostasach i rzeźbie figuralnej, a wreszcie o chacie. Przy omawianiu
kościołów zwracają autorowie uwagę na to, że badanie zabytków' dre
wnianego budownictwa kościelnego nie zostało u nas dotychczas w po
żądanym zakresie uskutecznione. Galicya Zachodnia, Królestwo Pol
skie, Śląsk Cieszyński i Górny, Poznańskie, to okolice, które należałoby
zbadać pod tym względem. Do udziału pracy mogą i powinni stanąć
wszyscy, którym rozwój polskiej nauki i sztuki leży na sercu, a którym
już samo miejsce zamieszkania wiele nastręcza sposobność do tej pracy
i w wielkiej mierze ją ułatwia. Wobec zaś licznych wskazówek w „Wiśle“
i w monografii K. Mokłowskiego, nawet niefachowiec z korzyścią dla
siebie i dla nauki może w tej dziedzinie pracować, przez samo zbieranie
materyałów. Rzeczą zaś architektów i ludzi fachowych będzie uporząd
kowanie materyału i stworzenie syntezy.
Mieczysław Tret er.
Przestrzelska Zygmunta: Zwierzęta w kolędach, wróżbach, i prze
(Miesięcznik Galicyjskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt,
r. 1908, nr 2).
W krótk m swym artykule opowiada autorka o zwyczaju ludu
wiejskiego, złączonym z chodzeniem po kolędzie w czasie świąt Bożego
Narodzenia, w wigilię Nowego Roku i w ostatnie dni zapustu; zwyczaj
ten polega na przebieraniu się wiejskich chłopaków za kozę (w Krakowskiem), konika (u Kurpiów w puszczach mazowieckich) lub niedźwiedzia
(na Podlasiu); na Mazowszu zaś, Kujawach i Podlasiu obwożą w ostatni
wtorek kurka wystruganego z drzewa, na dwu kółkach, z dyszlem. Na
stępnie wymienia autorka analogiczne przykłady wróżby za pośrednictwem
ptaków' u Rzymian i ludu wiejskiego, a wkońcu podaje szereg przesą-
sądach.
— 344 —
dów, związanych z zachowaniem się zwierząt, jak wycie psów, huczenie
puszczyka itp.
Jest to bardzo krótkie i pobieżne zestawienie znanych już dosta
tecznie faktów, interesujące ze względu na temat.
Mieczysław Treter.
Michał Brenstejn: Krzyże i kapliczki żmudzkie. Materyały do
sztuki ludowej na Litwie. (Osobne odbicie z T. IX. Materyałów komisyi
antropolog.-archeolog. i etnograficznej Akademii Umiejętności w Krako
wie). Kraków — Nakładem Akademii Umiejętności — 1906. 8-o, str.
2 nl. + 16 + 64 tabl.).
Praca powyższa to jedna z najcenniejszych publikacyi w zakresie
sztuki ludowej, jakie w ostatnich czasach komisya etnograficzna wydała.
Na 64 tablicach (115 rycin w cynkotypii i autotypii) przedstawia autor
zebrany przez siebie materyał; zebranie takiego i w takiej ilości materyału musiało kosztować wiele czasu i mozołu, zwłaszcza, że poprzedni
ków na tern polu pracujących właściwie nie było. Tekst, szesnaście stron
ścisłego druku, to krótka, ale w treść bardzo bogata monografia, opiera
jąca się przedewszystkiem na bezpośrednio z nagromadzonego materyału
wysnutych wnioskach.
Na wstępie podaje autor ciekawe uwagi o charakterze i usposo
bieniu Litwinów wogóle, a Żmudzinów w szczególności, oraz o zwycza
jach i uroczystościach, połączonych ze stawianiem krzyża, lub krzyżakapliczki. Krzyż, jak zauważył autor, znalazł miejsce poczesne na całym
obszarze ziemi słowiańskiej; na Litwie jednak krzyże odznaczają się
szczególniejszym rodzajem ornamentyki, nieraz tak dalece wybujałej, że
niełatwo w nich odnaleźć pierwotny typ zwykłego krzyża ramiennego.
Wobec tej różnorodności, jaka w tym odłamie sztuki ludowej na Żmudzi
spostrzedz się daje, rzeczywiście niezmiernie jest trudno pomieścić te
żmudzkie krzyże w ciasnych ramkach odpowiedniego podziału na typy.
Jedynie racyonalnym i możliwym do przeprowadzenia wydaje się podział,
uskuteczniony na zasadzie istotnych, głównych różnic konstytucyjnych.
Według tego kryteryum dzieli autor krzyże żmudzkie na pięć wyraźnych
typów, uwzględniając, o ile to możliwe, zarazem i czas, w którym po
wstały.
1. Najdawniejszy, a obecnie zanikający i zaniechany, to typ krzyża
daszkowego-, składa się ze słupa ze skróconemi ramionami, na których
opiera się daszek stożkowy, zakończony małym krzyżykiem z drzewa
lub żelaza ; później zaczęto wypełniać część wolnej przestrzeni między
ramionami a bokami słupa dwoma skrzydłami z desek, tworzącemi „tar
czę“, na której umieszczano „mękę“.
2. Drugi typ to kapliczki właściwe, skrzynkowe: na słupie umiesz
czone pudło czworo- lub sześciościenne, o ścianach często barokowo wy
giętych, otwarte z jednej, albo ze wszystkich stron. Wewnątrz mieszczą
się zazwyczaj figurki świętych.
3. Do trzeciego typu zalicza autor kapliczki domkowe, dochodzące
do 2 m. wysokości, w przekroju poziomym cztero-, sześciościenne, lub
okrągłe, otwarte zwykle z przodu, albo też mające drzwi i okna w bocz-
— 345 —
nych ścianach, czasem oszklone. Nieraz są to ozdobne miniaturowe ko
ściółki drewniane, ustawione na specyalnych fundamentach z cegły lub
kamienia. Zewnątrz ustawione figurki świętych, wśród mnóstwa najroz
maitszych świecidełek.
4. Typ czwarty stanowią małe, najwyżej pół metra wysokości ma
jące kapliczki, zawieszane po największej części na sędziwych, rozłożyżystych dębach lub sosnach, w miejscach cichych, spokojnych. Wewnątrz
znajduje się niemal wyłącznie i zawsze: figurka Jezusa „smutnego“. Fi
gurka taka przedstawia Jezusa obnażonego, z przepaską na biodrach,
albo też w szkarłatnej szacie, z wieńcem cierniowym na skroniach, w pozycyi siedzącej, na ławeczce lub na pieńku, z głową ciężko wspartą na
prawej dłoni. Jest to „Smutkielis“, w Polsce znany dawniej powszechnie
typ „Chrystusa frasobliwego“. W tej formie najchętniej przedstawia sobie
Żmudzin Jezusa; nie wszechwładzę i panowanie nad życiem i śmiercią,
nie mądrość i groźną sprawiedliwość, ale smutek, cierpieńie i ból czy
tamy wraz z ludem żmudzkim z tej figurki. „Smutkielis“ to uosobienie
spokojnej rezygnacyi, głębokiej zadumy, smutku bez końca i granic, to
ucieleśniony ręką posępnego Żmudzina w formie tak prostej, że aż nie
dołężnej, ból życia...
5. Ostatni typ, najpóźniejszy i obecnie najbardziej się rozpowsze
chniający, to krzyże ¡amienne, wyróżniające się od ogólnie znanych bo
gatą ornamentyką w postaci promieni dokoła „męki“, tworzących słońca,
oraz bóazeryi, biegnącej wzdłuż pionu i ramion.
Przedmiot osobnego studyum mogłaby stanowić ornamentyka ludu
żmudzkiego, do którego materyału mogłyby dostarczyć ryciny w liczbie
115, czysto i pięknie wykonane w krakowskim zakładzie T. Jabłońskiego
i Spółki.
Mieczysław Treter.
Łoziński Władysław: Życie polskie w dawnych wiekach {wiek
XVI—XVIII), Lwów, 1907.
Prace p. Łozińskiego cieszą się sławą ustaloną a dobrze zasłużoną.
Dawniejsze oparte były na materyale przeważnie nieopracowanym i stąd
szczególniejsza ich zasługa; ostatnia nowych wiadomości przynosi nie
wiele, ale szczęśliwe rozłożenie materyału i wielkie zalety stylu zgoto
wały książce gorące przyjęcie. Wprawdzie tytuł zapowiada więcej, aniżeli
książka przynosi, bo temu Życiu polskiemu w dawnych wiekach brak
wiadomości o tern, jak wyglądał, żył i myślał polski chłop i mieszczanin,
ale musimy być wdzięczni i za to, co Szanowny Autor w pracy swojej
chciał pomieścić i co z wielką znajomością przedmiotu pomieścił.
Trzy rozdziały poświęcił autor opisom zewnętrznych właściwości
życia staropolskiego, a tylko w jednym usiłował nakreślić i odtworzyć
przejawy wewnętrzne minionej epoki. Skutkiem tej nierównomierności
w traktowaniu przedmiotu pierwsza część pracy wypadła pełniej i efek
towniej i objęła niemal wszystkie ważniejsze szczegóły o wyglądzie zew
nętrznych dawnych zamków i pałaców, dawnych dworów i dworków,
dawnych ubiorów i splendorów. Nie wspomniano tutaj o hieroglifikach
i lemmatach, zdobiących komnaty wielkopańskie, pominięto może jeszcze
— 346 —
jakieś drobnostki, ale rysy zasadnicze i typowe ujęto jasno, dokładnie
i wszechstronnie. Od czasu do czasu wpleciono w opis głęboką uwagę
i charakterystykę, w sposób nieraz nazbyt jędrny i zwięzły, choć rzecz—
zdawałoby się — aż się prosiła o szersze rozprowadzenie. Tak ku koń
cowi rozdziału o zamkach i pałacach czytamy: „Dawały (one) ubogiej
szlachcie chleb łatwy, ale nie uczyły pracy; były może akademią ogłady,
ale bardziej jeszcze szkołą serwilizmu i zuchwalstwa". „1 Rzptę koszto
wały więcej, niż dla niej były warte". Na innem miejscu oceniono wy
bornie czysto zewnętrzną efektowność dawnego przepychu : „Ale wszystko,
coby się dało przytoczyć z dzieł sztuki, zdobiących zamki i pałace aż do
schyłku XVIII. wieku, niknie wobec niesłychanego bogactwa przedmiotów
grubego zbytku, obliczonych na materyalny nagły efekt, na chwytającą
za naiwne oczy pompę, na egzotyczną osobliwość, na sztuczkę i niespo
dziankę“. Tak! My rozumieny dzisiaj doskonale, że nie były to pałace
Medyceuszów ani d’F.stów ferraryjskich, że nie były one zdolne do twór
czego zdobywania wyższych poziomów kulturalnych, lecz tylko doga
dzały pustej dumie różnych królewiątek. Toteż nic dziwnego, że przepych
czysto zewnętrzny szedł w parze z ubóstwem myśli politycznej i z upad
kiem oświaty.
Rozdział ostatni: „Dom i świat“ nie jest pozbawiony wybornego
zestawienia najciekawszych szczegółów, ale zdaniem naszem nie wypadł
tak dobrze, jak trzy poprzednie. Sądzićby można, że autor lękał się ja
koby zaglądnąć w głąb, przerażony widzianą tam często pustką i czczością. Zamało dowiadujemy się o wychowaniu domowem i szkolnem, nie
dostrzegamy zabobonów i fanatyzmu przy pozorach niezmiernej bogobojności; zapominamy, że kańczug, wiara w czary i kalendarze z gusłami
to trzy niezmiernie ważne czynniki, które urabiały duszę staropolską,
a wiara w klamkę pańską to uzupełnienie tej duchowości, która dlatego
musiała stawać się cudacką, niedobrą i barbarzyńską. Nie czytamy — ile
by należało — o trapiącej życie nasze w XVII. i XIII. w. retoryce i jej
makaroniczno-panegirycznych objawach, choć jest ona czemś bardzo
istotnem w życiu wewnętrznem naszych przodków. Wszakże już na po
czątku XVII. w. podrwiwano z nas, że przez pół życia przysłuchujemy
się popisom oratorskim, a przez drugą połowę sami się popisujemy.
Wszakże w połowie tego wieku Jezuici (Plinius Polonicus) zastanawiali
się, co jest ważniejszem: czy dokonywanie wielkich czynów, czyich oratorskie pochwały.
Niepodobna wchodzić w bliższe szczegóły, bo wtedy trzebaby
przepisać książkę p. Łozińskiego, albo napisać własną w tym samym
przedmiocie. Ponieważ zdajemy sprawozdanie w organie ludoznawczym,
pozwolimy sobie tylko dodać niektóre notatki, mogące zaciekawić miłoś
ników naszej przeszłości, a uzupełniające odpowiednie ustępy w oma
wianej książce. W pamiętnikach Matuszewicza i Zawiszy znaleźliśmy kilka
nazwisk, jakie dawano psom w w. XVIII. Oto one: ogar Hałas, Balder,
brytanica Pijawka, Płomień,. Wesół, Łomża, brytan Tatar, suki gończe:
Płaksa, Bomba, Lutnia, pies tropowy Pokurć, charty: Pakant, Feruj, Nep
tun, Dolot, Lew, charcica Lotka. Ody mowa o nazwach, przypomnę, że
szlafmycę nazywano u nas w XVIII. w. „duchenka" (Por. Kitowicz). Dla
347 znawców pieśni staropolskiej przytaczam pierwsze słowa z dawnych
pieśni szlachecko-ludowych na Litwie, zapisane u Zawiszy : „W Baksztach
muzykę łebską miałem mińską z cymbałem; zacinali dobrze staroświeci
kie taneczki: Albo mene barszczu dajte, także Czerniec czernicu zawiow
w pywnicu, także : Anusiu serdeńko, palisz moju duszu“.
Bardzo słuszne są końcowe zdania książki p. Łozińskiego: „Ko
niec wieku XVIII. — koniec staropolskiego świata. Zdawałoby się, że
koniec stanowczy, ostateczny, koniec końców. Już dlatego, że świat ten
nie zanikał, nie ustawał, nie przeobrażał się normalnym biegiem spółecznego postępu i rozwoju, ale urwał się niejako gwałtem i katastrofą, ru
nął wraz z bytem politycznym. A przecież ta demarkacya była tylko me
chaniczną, ta granica pozostała płynną, i nie byłoby to może niewdzięcznem zadaniem dla historycznego badacza-psychologa: wykazać, jak tej
dalekiej przeszłości jesteśmy już dalecy i jak — jeszcze blizcy“. Zdania
te zdają się przemawiać z jednej strony ufnością w siły rodzime, ale
zarazem przestrogą, że nie zapomnieliśmy czy też nie pozbyliśmy się
błędów. W każdym razie przeszłość tę znać i rozumieć musimy najdo
kładniej, bo inaczej praca przyszłości wisiałaby w powietrzu. Książka p.
Łozińskiego jest jedną z takich prac, które wiążą przeszłość z przyszło
ścią, przypominając to, co było. W tern też głównie leży jej wartość
i zasługa pisarza.
Dr. Michał lanik.
Giggi Zanazzo: Novelle, favole e leggende romanesche. TorinoRoma, Soc. Tipográfica — Editrice Nazionale. Str. 424.
G. Zanazzo, jeden z wybitniejszych badaczy rzymskiego dyalektu,
od pewnego już czasu stale wzbogaca piśmiennictwo folklorystyczne
swymi przyczynkami i szkicami z zakresu tej gałęzi wiedzy. W dziele,
powyżej wymienionem, wydał bogaty zbiór opowiadań, bajek i baśni lu
dowych, niektóre w dyalekcie, używanym w okolicach Trastevere. W czę
ści pierwszej są zebrane opowiadania czysto ludowe, znane całemu lu
dowi włoskiemu, w drugiej zaś podania, w których lud włoski na swój
odrębny sposób przekształca i „uzupełnia“ prawdę historyczną. Znajdują
się tam legendy, dotyczące papieżycy Joanny, Joachima Pięknego, Syk
stusa V., Michała Anioła, Rafaela i w. i., a niemal wszystkie odznaczają
się bystrym, żywym dowcipem, przeważnie aż nadto dosadnym i nie
dwuznacznym.
Mieczysław Treter.
Lud. Rocznik XIII.
24
