d3a51f6b205931db056d5320fc36f6f3.pdf

Media

Part of Krytyka i sprawozdania. cz. 3 / Lud, 1907, t. 13

extracted text
(i

KRYTYKA I SPRAWOZDANIA.
—ccrz»—
O Hostinsky Ćeska sv&tska pisen lidova. \ivahy narodopisne a fiudubni. (Knihowna Ćeskeho Lidu. Redaktor: Dr ĆenSk Zibrt. IV.). V Praze,
nakładem F. Simaćka, 1906, 8”, V. +98 str.
Praca, z której mam zdać sprawę, należy do najlepszych pism dra
Otokara Hostinsky’ego, profesora umiejętności muzycznych w czeskim
uniwersytecie w Pradze. Etnografią muzyczną zajmowano się u nas, lecz
ani jedna praca z tego działu, zwanego również — choć fałszywie —
„porównawczemi umiejętnościami muzycznemi“, nie odznacza się metodą
ściśle naukową. Nawet o Kolbergu nie można inaczej powiedzieć, jak
tylko to, że położył niespożyte zasługi około gromadzenia materyału,
który wypadnie w przyszłości uporządkować według jednej z kilku me­
tod. Zastanawiam się nad tern w swojej pracy o „Metodach porządkowa­
nia melodyi ludowych“, wydrukowanej w obecnych zeszytach „Ludu“.
Czesi są w szczęśliwszem od nas położeniu, ponieważ wcześniej przy­
swoili sobie umiejętności muzyczne. — Hostinsky, podobnie jak u nas
Gloger, doszedł do przekonania, że ludowe melodye zaczynają ginąć pod
wpływem kultury; należy je zatem utrzymać w istnieniu jako ważny raateryał niejako dla muzeum muzyczno-etnograficznego. Hostinsky jest zda­
nia, że melodyami ludowemi można nazwać te melodye, które albo z ludu
wyszły albo też te, które sobie lud przyswoił. Do zdefiniowania „ludo­
wości“ nie wystarczą ani estetyczne ani psychologiczne metody. Jeźli
jakaś melodya nie utrzymała się w ludzie, to przez to samo nie była
ludową. Rozstrzyga o ludowości fakt istnienia melodyi w ludzie, fakt
przyswojenia sobie melodyi nawet „nie“-ludowej przez lud. Zbytecznem
jest zastanawianie się a priori nad tern, co jest ludowość; trzeba to uczy­
nić dopiero a potiori, empirycznie. Każda bowiem melodya ma swoje
źródła. Nieraz jedna i ta sama melodya ma kilka źródeł, które w drodze
mniej lub więcej świadomego eklektycyzmu przyczyniają się do jej po­
wstania. Zupełnie oryginalnych melodyi jest niewiele. Otóż jednym z ce-

— 262 —
lów etnografii muzycznej jest wyszukiwanie źródeł pieśni lud., któremi
są: muzyka instrumentalna, śpiew kościelny i świecka „artystyczna“ mu­
zyka. Gdy pewna melodya ludowa jest gotową (oryginalną), to często
staie się źródłem dla następnych melodyi. Tak powstaje historya pie­
śni ludowej. Że tąk jest, udowadnia nam H. na czeskiej pieśni „Horo,
horo, Vysoka jsi‘‘. Dwie są metody, prowadzące do historycznego trakto­
wania ludowej pieśni: ściśle historyczna, polegająca na porównywa­
niu najstarszych rękopisów, zawierających pieśni ludowe (Host. podaje,
¡36 pieśni lud. czesz z 16. wieku), oraz metoda statystyczna, będąca
niejako kontrolą tej pierwszej. Wiek pieśni ludowej jest względny, a co
gorsza — niema żadnych danych do orzeczenia wieku szczególnej melo­
dyi ludowej. W każdym razie metoda statystyczna jest bardziej spekulatywną niż empiryczną. Rozchodzi się bowiem o waryanty, z których
znowu inne pieśni powstają. Jest to zatem genealogia melodyi. Hostińsky
wskazuje 11 pokrewnych sobie melodyi, mających aż 54 różnych te­
kstów. Bystro i zręcznie dzieli je na grupy. Gdy już posiadamy tak upo­
rządkowany materyał, wtedy dopiero następuje rozstrzygnięcie problemu,
co w melodyi, wzgl. melodyach, jest specyficznie polskiem, czeskiem itd.
Z jednej pieśni nie można czynić żadnego wniosku, lecz z całego szeregu
melodyi, z pnia genealogicznego. Tu rozstrzyga metoda statystyczna,
przyczem nie należy tracić z oka takich ewentualności jak wpływu muzyki
instrumentalnej, charakteru tonacyi, szczególnych cech rytmicznych.
Praca prof. Hostinsky’ego należy nie tylko do najlepszych jego roz­
praw, ale w wielu względach jest przełomową w dziale etnografii muzy­
cznej. Szkoda tylko, że nie jest obszerną i wyczerpującą. Powołamy się
na nią kilkakrotnie w naszej pracy, wyżej wspomnianej.
Adolf Chybiński.

Władysław Przybysławski. Repertoryum zabytków przedhistory­
cznych na obszarze 16 powiatów Galicyi wschodniej, z siedmiu tablicami
i dwunastu illustracyami w tekście. Nakładem Grona Konserwatorów
Galicyi wschodniej. Lwów. Drukiem W. A. Szyjkowskiego, 1906.
Wywiązując się z polecenia Komisyi archeologicznej Akademii
Umiejętności w Krakowie, uchwalonego na posiedzeniu d. 24/111., 1875 r.,
zestawił p. Władysław Przybysławski, znany archeolog i badacz przeddziejowy, repertoryum zabytków przedhistorycznych Galicyi wschodniej,
zawierające spis tych miejscowości 5-go okręgu konserwatorskiego (po­
wiaty: bohorodczański, borszczowski, buczacki, czortkowski, horodeński
husiatyński, kołomyjski, kossowski, nadwórniański, peczeniżyński, podhajecki, skałacki, śniatyński, tłumacki, trembowelski, zaleszczycki), w któ­
rych bądź prowadzono badania, bądź stwierdzono istnienie zabytków
przeddziejowych. Autor wymienia w porządku alfabetycznym powiaty
a w nich miejscowości, podaje, jakiego rodzaju zabytki znajdują się
w danej miejscowości, udziela wreszcie wskazówek bibliograficznych.
Rozwodzić się nad ważnością tego rodzaju pracy zbyteczna; oceni ją
należycie każdy archeolog. Dość powiedzieć, że takie zestawienia są
niezbędne dla ułożenia mapy archeologicznej, której niestety dotąd, o ile
>dzie o całość ziem Rzeczypospolitej, nie posiadamy. Dalekim jest na-

263 —
turalnie Autor od zupełnej dokładności, czemu wcale dziwić się nie
można wobec braku odpowiednich badań. Korzystając ze sposobności,
pozwalam sobie uzupełnić pracę Szanownego Autora przez wyliczenie
następujących miescowości, w których są zabytki przeddziejowe. P owiat buczacki, wieś Zalesie, w lesie, zwanym Spaś, piękne horodyszcze. Pow iat h o rode ń ski, wieś Piotrów, na parceli gruntowej,
zwanej „Okilnysko“, natrafiono podczas orania wiosną 1900 r. na grób
płytowy. Zanim jednak mogłem go oglądnąć, chłopi orzący zniszczyli
całą zawartość grobu. Powiat tłu macki, wieś Kłubowce, mogiły nie
badane w części lasu Pożarnica. Według podania ludowego Kłubowce
miały dawniej nazywać się Pekułowem i leżeć gdzieindziej. W samej
rzeczy część pól do dnia dzisiejszego nosi nazwę „na Pekułowie“, a znaj­
dywane na nich od czasu do czasu skorupy i czerepy zdają się sięgać
odległej starożytności. Wieś Olszanica, na tak zwanej „Koszakówce“ są
mogiły. Rozkopywał je około r. 1901 p. Robert Pragłowski, prócz szkie­
letu jednak niczego nie znalazł. Badanie było nieumiejętne. Wieś Podpieczary, jaskinie nie badane, liczne mogiły na „Bednarówce“. Wieś Roszniów, „na Mohitkach“ ślady mogił; w lesie Rachman nie badane mo­
giły ; na cmentarzu przy kopaniu grobów znajdują mnóstwo kości ma­
muta. Przysiółek Taborzyska (ad Kłubowce), przed kilku laty znaleziono
na polu zupełnie luźnie piękny skrobacz krzemienny (obecnie w mojem posiadaniu), żadnych innych zabytków zresztą niema. Pominął
też Autor „Słownik geograficzny“, w którym byłby znalazł nieco materyału do opracowywanych przez siebie powiatów. Zadanie było o tyle
ułatwione, ile że p. M. Rawicz Witanowski pomiemieścił w Światowicie
(t. II. i następne) wyciąg ze Słownika p. t. Archeologia przeddziejowa
w Słowniku geograficznym.
W formie wyjaśnienia dodaję, że Chocimierz wcielony jest obecnie
do powiatu tłumackiego, o wykopaliskach w Mogilnicy (Trembowelskie)
pomieścił wyczerpującą wiadomość Michał Siwak w swej pracy „O zbio­
rach archeologicznych, numizmatycznych i archiwalnych w b. Muzeum
Pokuckiem im. Starzeńskich w Kołomyi“, Kołomyja 1901 (w Sprawozda­
niu gimnaz. i oddzielnie). Prócz dokładnego opisu wykopanych przed­
miotów podaje Siwak garść wiadomości o samem rozkopywaniu mogił,
które zaczerpnął z rękopisu św. p. Edmunda hr. Starzeńskiego, założy­
ciela Muzeum.
W dodatku do „Repertoryum“ pomieścił p. Przybysławski sprawo­
zdanie z dwóch wykopalisk poza obrębem 5-go okręgu konserwatorskiego,
mianowicie z Rozwadowa nad Sanem i z Dubna na Wołyniu.
Stanisław Piotrowicz.

Bajki, klechdy i baśnie. — Serya pierwsza, opracował Jan Ka­
sprowicz, illastrował Stanisław Dębicki. Nakładem księgarni H. Altenberga
we Lwowie, 40., str. nl. 32+4 tabl.
„Nie pogardzaj bajką gminną, ona się wysnuwa z serca ludu, z jego
pojęć, marzeń, nadziei, z całego jego bytu w pewnej epoce, dlatego też
objawia w sobie żywotne pierwiastki narodu, jego charakter i pogląd na
życie“ — pisał swego czasu Sztyrmer o płodach ludowej fantazyi. Ka-

— 264
Sprowicz, syn kujawskiej ziemi, silniej może i głąbiej, niż ktokolwiek
inny, odczuł całe piękno tych baśni ¡udowych, które obiegając Polskę
całą, przechodzą z ust do ust, w najdalsze pokolenia, i zapragnął prze­
kazać je tym zwłaszcza kołom młodocianych czytelników, do których
echo gminnej baśni nader rzadko, albo wcale nie dochodzi. Wydobywszy
więc z pyłu bibliotecznego okazały tom, w którym się mieszczą „klechdy,
starożytne podania i powieści ludu polskiego i Rusi“ K. Wł. Wójcickiego
(dzieło w czasach dzisiejszych dość już rzadkie), postanowił, jak zaznacza
w przedmowie, nie naruszając treści, zmienić te klechdy w tonie, a przytem usunąć z nich pierwiastki „nowelistyczne“, które nie mogły być
własnością ludu, lecz są literacką przyprawą ich zbieracza. „Dla przy­
wrócenia im kolorytu bardziej pierwotnego, nie wahaliśmy się też, pisze
Kasprowicz — uciec tu i ówdzie do gwar ludowych, w których dusza
ludu odzwierciedla się z natury rzeczy daleko silniej, aniżeli w języku
warstw wykształconych. Liczyliśmy się przytem z wymaganiami piękna,
w tym celu też, nie chcąc czynić z klechd drewnianego sztafażu dla tendencyi wychowawczych, tendencye te usuwaliśmy na plan dalszy...“
Ze zbioru K. Wł. Wójcickiego, obejmującego kilkadziesiąt baśni,
suchym stylem języka literackiego zanotowanych, z zatrzymaniem jedynie
rytmiki ludowej, wybrał Kasprowicz do seryi pierwszej pięć tylko (Mor­
skie Oko, Ucieczka, Bajka o Dżumie, Koszałki opałki, Bieda z Nędzą)
i wydał je w zupełnie odświeżonej, prawdziwie pięknej formie. Ile na tern
zyskały te klechdy, każdy łatwo spostrzeże, skoro tylko zechce porównać
choćby jedną z nich, n. p. „Morskie Oko“ w wydaniu Kasprowicza, z tą
samą baśnią w zbiorze Wójcickiego. Wewnętrzna istota i treść baśni
jednakowa u obydwóch wydawców, forma tylko zupełnie zmieniona.
U Kasprowicza ułatwia ona w wyższym daleko stopniu wniknięcie wgłę­
bię ludowej fawtazyi.
Do cenności tej książki przyczynia się w równej mierze, jak gorący
duch poety, artystyczna szata, wykonana podług wzorów i pomysłu
Stanisława Dębickiego. Każda stronica ozdobiona przerywankami,
nagłówkami lub inicyałami tego znakomitego artysty. Wszystkie orna­
menty rysowane wprost pędzlem, co przypomina, tak dziwnie oryginalną
i piękną, japońską technikę zdobniczą. Podziwiać można w tych próbkach
rzadkiego talenta nadzwyczajną umiejętność pogodzenia pierwotnej fantazyi z wysokim artyzmem, dziecięcej naiwności i wiary z subtelnym
humorem i dowcipem.
Gdyby jeszcze książki przy oprawie zbyt nie obcięto, nie pozba­
wiono jej większych odstępów z góry i zachowano w rozkładzie zadru­
kowanych kolumn większą konsekwencyę, czego tak słusznie się domaga
w wydawnictwach tego rodzaju Walter Crane — byłaby to całość pod
każdym względem skończona, artystycznie doskonała.
Mieczysław Treter.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.