03514218e77a1ae907a2f8e5e4c867f7.pdf

Media

Part of O zwyczajach świętomarcińskich / Lud, 1909, t. 15

extracted text
BRONISŁAW OKSTAWICZ

O zwyczajach świętomarcińskich.
„Na św. Marcina
Najlepsza gęsina.
Patrz na piersi i na kości,
Jaka zima natn zagości!“

Przysłowie staropolskie.

Dzień św. Marcina, przypadający na 11. listopada, przed­
stawia jedną z tych uroczystości kościelnych, z którą związały
się liczne a przeróżne, z czasów pogańskich pochodzące zwy­
czaje i obyczaje, zabobony i przesądy, które jeszcze po dziś
dzień u wszystkich narodów zachodnio-europejskich przychodzą
w najrozmaitszych postaciach, jako przeżytki prastarej, w mie­
siącu listopadzie obchodzonej, pogańskiej uroczystości jesiennej.
W niniejszej pracy starać się będę na podstawie zwyczajów,
istniejących u ludów zachodnio-europejskich, odtworzyć choćby
w zarysie obraz owej listopadowej uroczystości jesiennej, a za­
razem wykazać, jakto z biegiem wieków nasamprzód do osoby
św. Marcina, a następnie do kościelnej jego uroczystości niespostrzeżenie przyłączyły się liczne obchody, obrzędy i zwyczaje,
które pierwotnie odnosiły się do uroczystości bóstw pogań­
skich, jak np. Wodana u Germanów czyli Odyna u Skandynawczyków.

O św. Marcinie historya kościelna niewiele nam podaje,
ale zato legenda mówi o nim bardzo obszernie. W każdym ra— 275 —

Bronisław Gustawicz

zie musiał to być mąż wyposażony w szczególniejsze przymioty
i cnoty, że wywarł głęboki wpływ nietylko na współczesnych,
ale i na późniejsze pokolenia. A wpływów nie pochodził z roz­
ległej jego wiedzy i nauki, boć jej nie posiadał; przejęty je­
dnak nawskróś życiem i nauką Zbawiciela, o usposobieniu skłonnem do życia bogobojnego, z podkładem porywającym, z wiarą
w cuda, uważał się za święte naczynie Zbawiciela, za krzewi­
ciela jego nauki i za zdolnego do czynienia cudów, których
wielką liczbę legenda mu przypisuje.
Nie wdając się w obszerne i krytyczne kreślenie życiorysu
i czynów św. Marcina, podam w krótkości z życia jego najwa­
żniejsze daty, wyjaśniając zarazem owe chwile z życia jego, do
których lud przywiązał głębsze znaczenie.
Św. Marcin urodził się w Subotycy, dzisiejszem mieście
węgierskiem (niem. Steinamanger, węg. Szombathely, łać. Sabaria), leżącem w stolicy żelaznogrodzkiej (niem. Eisenburger Ko­
mitat'), z rodziców pogańskich w r. 336. Mając lat 10, bawił
w Pawii we Włoszech, gdzie przebywał ojciec jego jako trybun
wojskowy. Tutaj młodego Marcinka przyjął tamtejszy biskup do
szkoły katechumenów. Zaledwie ukończył tu swe wykształcenie,
przeznaczył go ojciec do służby wojskowej. Nieochrzczony sze­
snastoletni, ale silnie zbudowany młodzieniec jako wódz straży
wstąpił w r. 351 do wojska cesarza Konstancyusa, który w la
tach 351—353 toczył wojnę z rywalem swoim Magnencyusem.
Wojna wrzała od Panonii dolnej aż do Gallii, gdzie Konstancyus po śmierci swego przeciwnika w r. 353 osiadł stale w mie­
ście Arelacie (dziś. Arles w Prowansyi nad dolnym Rodanem),
W tym czasie odbywał Marcin leże zimowe w Ambianie (Amiens)A były to czasy wielkiego zepsucia; wszelako młody, bo 18
lat dopiero liczący Marcin, mając na oku ustawicznie życie Chry­
stusa, nie uległ ówczesnemu prądowi i jak mógł, świadczył
wszędzie dobre uczynki i łagodził nędzę ludzką. Za pobytu jego
w Ambianie srożyła się bardzo ostra zima, która pochłonęła
wielką moc ludzi. Dla Marcina otworzyło się wtedy szerokie
pole do działania humanitarnego, ale wkrótce też wyczerpały
się jego środki pieniężne.
Jednego dnia
było to w styczniu 354 r. — miał przejść
przez bramę miejską do miasta Ambianu, gdy nagle zoczył
mężczyznę całkiem nagiego, od zimna się trzęsącego i błagają­
cego napróżno przechodniów o wsparcie. Marcin nie namy— 276

_______ __________ O zwyczajach świętomarcińskich

ślając się wiele, zdejmuje
siebie płaszcz, a przepołowiwszy
go mieczem, jedną połową płaszcza okrywa nagiego, a drugą
zachowuje dla siebie. Wkrótce po tern zdarzeniu przyjął Marcin
chrzest w Ambianie, a odbywszy pod wodzą Juliana, później­
szego cesarza rzymskiego, Apostatą zwanego, wyprawę przeciw
Alemanom, wystąpił w Wormacyi ze służby wojskowej, a idąc
za wewnętrznym popędem, został bojownikiem Chrystusowym.
Wówczas słynął biskup Hilary w Piktawach {Poitiers)
w Akwitanii. Do niego to udał się w r. 356 dwudziestoletni
Marcin. Biskup widząc w nim dzielnego ducha chrześcijańskiego,
chciał go wynieść do godności dyakona; Marcin atoli w swojej
skromności zadowolił się stanowiskiem egzorcysty. Wskutek cią­
głego obcowania ze światłym biskupem Hilarym, żarliwym
obrońcą dogmatu o boskości Chrystusa i pogromcą aryanów,
nabył, jak na one czasy, dość obszernych wiadomości kościel­
nych. Trapiła go przedewszystkiem niedola pogan, którzy po­
zbawieni światła i błogosławieństwa bożego, pędzili żywot w bał­
wochwalstwie. Zapragnął tedy odszukać rodziców swoich w po­
gaństwie żyjących i sprowadzić ich na drogę prawdy i cnoty.
Otrzymawszy pozwolenie od biskupa z warunkiem szybkiego
powrotu, udał się do rodzinnej Panonii, odnalazł rodziców swo­
ich i po wielkich trudach udało mu się przynajmniej matkę po­
zyskać dla kościoła chrześcijańskiego. Wszelako wszedłszy w za­
targi z aryańskimi biskupami swej ojczyzny, musiał z niej ucie­
kać i po licznych prześladowaniach, jakich doznał we Włoszech,
ukrywając się przez dłuższy czas na wyspie Gallinaryi na mo­
rzu Liguryjskiem, przybył wreszcie w r. 360 do Piktaw, gdzie
też zastał ukochanego biskupa Hilarego, który codopiero po­
wrócił z wygnania. Za jego zezwoleniem założył św. Marcin
klasztor, pierwszy na zachodzie, w odległości mili od Piktaw,
gdzie później legła wieś Liguge. Zatopiony w studyum pisma św.,
cnotliwem i bogobojnem życiem swem ściągał tutaj tłumy mło­
dzieży, której był i nauczycielem i wzorem. Podziwienia godne
czyny i rzadkie cuda szerzyły sławę jego daleko po ówczesnym
świecie tak, że niespodziewanie i mimo swej woli przez bisku­
pów i lud powołany został na tron biskupi w Turonie (dziś.
Tours) w r. 371. Na tern stanowisku rozpoczął błogą w skutki
pracę misyjną wśród okolicznej pogańskiej ludności; burzył
świątynie pogańskie, niszczył bałwany i bożyszcza, a na ich
miejsce wznosił kaplice, kościoły i klasztory.
277 —

Bronisław Gustawicz

Wszelki przepych i wystawność usunął od siebie. Gdy tylko
przybył do Turonu, zamieszkał w małej celi przy katedrze; nie­
zadługo jednak usunął się do pustelni, zbudowawszy sobie celę
półgodziny drogi za miastem. Również uczniowie jego osiedlali
się wpobliżu niego i tak powstał w krótkim czasie klasztor,
znany później pod nazwą opactwa Marmoutier {Martini maius
monasterium). Z tej siedziby udawał się do biskupiej katedry
w Turonie, gdzie spełniał czynności swego powołania; stąd
przedsiębrał podróże misyjne w towarzystwie swych uczniów
po Akwitanii i sąsiednich prowincyach. Wszędzie wspierał bie­
dnych, leczył chorych, nawracał pogan, względem możnych był
dumny, względem słabych łagodny. Umarł w Candes (między
Turonem a Andegawą), dokąd udał się dla złagodzenia sporu
między duchownymi, w r. 401, mając lat 65.
Dwa tysiące mnichów i niezliczona moc ludu z sąsiednich
miast i wsi odprowadziły ciało zmarłego biskupa na miejsce
wiecznego spoczynku. Pochowano go tuż pod miastem Turo­
nem. „W sposobie życia i działania jego“ — powiada biograf
jego Reinkens — „w ruchu i spoczynku odbijała się zawsze
wielka harmonia duszy jego“, a dziejopisarz chrześcijański Sulpicyus Sewer (365-425) powiada o nim: „Nikt nie widział go
w gniewie, ani od namiętności opętanego, nigdy w nadmiernym
smutku, nigdy w rozpasanym śmiechu, lecz zawsze sobie równy
i wierny zdawał się wychodzić poza naturę ludzką; z oblicza
jego tryskał zawsze spokojny blask szczęśliwej radości i we­
sołości“.
Żałować wypada, że nie posiadamy wiarygodnego opisu
zewnętrznej postaci tego podziwienia godnego męża. Powiadają,
że gdy go powołano na tron biskupi, jako mnich był bardzo
biedno ubrany, nieco nawet zaniedbany, włosy w nieładzie, sło­
wem bardzo skromny. Późniejsze wizerunki przedstawiają go
przeważnie w postaci żołnierza. Na bramach kościelnych wi­
dzimy go w płaszczu i na koniu; najdawniejsze wizerunki przed­
stawiają go jako żołnierza na białym koniu w płaszczu z mie­
czem i lancą. W kościołach, których jest patronem, widzimy
go na koniu z mieczem w prawej ręce, a w lewej z połową
płaszcza podawaną ubogiemu. W starych kalendarzach obok
św. Marcina znajduje się gęś namalowana.
Nad grobem św. Marcina wkrótce po śmierci jego wznie­
siono kaplicę, na miejscu której z biegiem czasu stanęła wspa— 278 —

O zwyczajach świętomarcińskich

niała bazylika. Niemal w 250 lat po jego śmierci, tj. w r. 650,
papież Marcin ustanowił na dzień 11. listopada uroczystość ko­
ścielną, poświęconą pamięci tego świętego męża. Od tego czasu
rozpowszechniła się ta uroczystość kościelna wraz z wigilią
i oktawą w całym świecie katolickim, a szeregiem pięknych le­
gend uwieńczona osoba św. Marcina stała się patronem nietylko
Francyi, lecz także Anglosasów w Anglii, trzech miast leśnych
nad Renem w Szwajcaryi, krainy Eichsfeld pod Smolinami (Harz),
Fryzyi, arcybiskupstwa mogunckiego i wielu innych krain i licz­
nych miast. Oprócz tego św. Marcin był patronem szczerze
żałujących grzeszników, urodzajności pól i łąk, patronem pa­
sterzy, trzód, ptaków, głównie zaś gęsi i t. p.
I nic dziwnego, że wobec wielkiej czci, jaką temu świę­
temu mężowi oddawano, powstawały w zachodniej Europie licz­
ne kościoły i kaplice, przedewszystkiem w Alzacyi, w Belgii,
w Niemczech, w Czechach, niemniej i w Polsce. Czy mam wspo­
mnieć o licznych górach, wzgórzach i pagórkach, lasach,
wsiach i miasteczkach, nazwanych imieniem św. Marcina?
A ileż to dzwonów kościelnych nosi miano i wizerunki tegoż
świętego ?
Z powodu tej powszechnej czci w Niemczech obchodzono
kościelną uroczystość świętomarcińską ze szczególniejszem nabo­
żeństwem i przepychem. Ale była to uroczystość nietylko ko­
ścielna, ale i ludowa, bo z biegiem czasu z uroczystością ko­
ścielną związała się z dawniejszych czasów pogańskich pocho­
dząca zabawa ludowa, poświęcona bóstwom Donarowi i Fró,
przedewszystkiem zaś Wodanowi, jako bóstwu żniw, a przypa­
dająca na początek listopada. Wiele zatem zwyczajów święto­
marcińskich jest przeżytkiem zwyczajów pogańskich uroczystości
jesiennej, z tą różnicą, że miejsce bóstwa Wodana zajął św.
Marcin. Jak to się stało, będę się starał wyłuszczyć z różnych
zwyczajów, do dziś zachowanych w rozmaitych okolicach Eu­
ropy zachodniej, a mających swe źródło w uroczystości jesien­
nej dawnych Germanów.
Rozważymy przedewszystkiem nasamprzód te starodawne
zwyczaje, które mniej lub więcej skojarzyły się z kościelnymi
obchodami. Pierwsze miejsce zajmują tutaj pewne daniny, które
w okresie świętomarcińskim składać musiano kościołowi. Czwarty
kanon wielkiego angielskiego synodu za panowania króla lny z Wes­
sex z r. 691, czy też 692 opiewa: „Daniny kościelne należy skła— 279

Bronisław Gustawicz

dać w dniu św. Marcina“. Jakie to były daniny, bliżej nie po­
dano. Musiały być jednak różnorakie. Z dzieła Lingarda dowia­
dujemy się, że na św. Marcina składali Anglosasowie na ołtarzu
w kościele pewną oznaczoną miarę pszenicy, niekiedy także
innego zboża, w zamian za chleb i wino, które dawniej wierni
przynosili, gdy brali udział w świętych misteryach. Ta danina
zwała się „K.irk-shot", tj. danina kościelna. Wysokość tej daniny
zależała od wartości domu, który zamieszkiwał składający ofiarę
w czasie ostatnich świąt Bożego Narodzenia.
W Niemczech za czasów Karola W. dzień św. Marcina był
dniem czynszowym, co w 9. wieku stało się już powszechnym
zwyczajem w całej zachodniej Europie. Również i kościół odbie­
rał w tym czasie swoje daniny. Tak np. mnisi otrzymywali tłu­
ste świnki świętomarcińskie. Śpiewano bowiem:
»Die heidnischen Westfalen,
Sie schlachten nicht ein,
Die Mónche darauf befehlen
Ein feistes St. Martinschwein."-

We Wirtembergii obok gęsi, wołu i koguta występuje w dniu
św. Marcina między darami także świnka, a w Starej Marchii
(Altmark) dnia 11. listopada zabijają do dnia dzisiejszego tłu­
stego wieprza, śpiewając:
»Da kommt der grosze Martein,
Schlacht’ ein groszes, fettes Schwein!«

Indziej zaś mówią:
»Sant Martine,
Schlacht feste Schwine!«

albo też:
»Marten, Marten, tien,
Schlacht en fest swlen!«

W Norwegii jedzą jeszcze dzisiaj dość powszechnie w dniu
św. Marcina prosiaka zamiast gęsi.
Drugim rodzajem daniny kościelnej były kurczęta święto­
marcińskie. W Alzacyi dawano je klasztorom, w Nasawskiem
otrzymywało duchowieństwo 11. listopada z obowiązku gęsi
i kurczęta ; rozumie się samo przez się, że indziej również to— 280

O zwyczajach Swiętomarcińskich

samo się działo, jak np. w Hanowerszczyźnie. Wogóle, jak ba­
dania historyczne wykazały, kurczęta świętomarcińskie składali
duchowieństwu wszędzie właściciele ziemscy.
Także gęsi dawano kościołom i klasztorom na św. Mar­
cina. Ustawa beneficyalna czyli prebendarska klasztoru w Geisenfeld w Bawaryi górnej z XIII. wieku mówi o gęsiach skła­
danych na św. Marcina, a księga fundacyjna austryackiego kla­
sztoru św. Bernarda pod r. 1350 między innemi daninami wspo­
mina o „dobrze utuczonej gęsi". Wogóle w dawnych wiekach gęś
była podatkiem, który na św. Marcina składać musieli lennicy
o wschodzie słońca. Prawdopodobnie i w Hiszpanii składano
w owym dniu królowi dań, która zwała się „mattiniega".
Nietrudno domyśleć się, że wszelkie te daniny, składane
przedewszystkiem duchowieństwu i kościołowi, jużto pod po­
stacią ziarna, już też zwierząt, pochodziły z utartego, dawnego
zwyczaju składania darów na ofiarę w czasach pogańskich wła­
śnie w tym czasie, na który przypadł później obchód kościelny
św. Marcina. Owe starodawne pogańskie dary ofiarne pobierał
pogański kapłan w pewne dni uroczyste od ludu częścią dla
boga swego, częścią dla siebie. Te daniny utrzymały się także
w czasach chrześcijańskich. Trzymają się one najstarszych ko­
ściołów i klasztorów, które powstawały na miejscu dawnych
pogańskich bóżnic i gajów świętych, a z biegiem czasu uczepiły
się także jako zwyczaj uświęcony również kościołów i klaszto­
rów później ufundowanych i do dni dzisiejszych się utrzymały,
chociaż w postaci odmiennej.
Przypatrzmy się bliżej zabawie ludowej, znanej w całej
zachodniej Europie, daleko poza granicami Niemiec, pod nazwą
„święta marcińskiego". Przeważna część zwyczajów odnosi się
do wigilii św. Marcina, wieczora znanego w jednej pieśni angiel­
skiej z czasów królowej Elżbiety p. n. „the merry night of Martinmass", tj. „wesoła noc św. Marcina"'. Według zwyczaju germań­
skiego zaczynała się ta uroczystość wieczorem i trwała późno
w noc. Te zwyczaje i zabawy pogańskie wślizgnęły się także do
obchodu wigilii (pervigiliae) kościoła rzymskiego, a że dopu­
szczano się wśród tych zabaw różnych swawoli i zdrożności,
kościół musiał je usuwać zapomocą surowych rozporządzeń.
W wigilię świętomarcińską, tj. 10. listopada, w Holandyi
i Belgii flamandzkiej, nad Renem, we Westfalii, w Hanowerskiem,
w Starej Marchii, w Braniborskiem, w Anspachskiem, tudzież
281

Bronisław Gustawicz
w Szwabii obchodzą dzieci i ubodzy domy i chaty wśród śpiewu
t. zw. pieśni świętomarcińskich, zbierają do worka rozmaite da­
tki, jak szynki, słoniny, kiełbasy, jaja, jabłka, gruszki, śliwki,
suszone owoce, orzechy, ciastka, także pieniądze, przedewszystkiem miedziane. Przytoczę jedną z tych pieśni z okolicy Elber­
feld i Barmen w literackim języku niemieckim, a nie w dolnoniemieckiem narzeczu, w jakiem właściwie śpiewają:
Martin ist ein guter Mann,
Der uns wol was geben kann.
Die Aepfel und die Birnen,
Die Nüsse gehen wol mit!
Junge Frau, junge Frau!
Lasst uns nicht zu lange stehn!
Der Tag, der geht zum Abend, zum Abend!
Wenn die Frau will nicht aufstehn,
Dann muss die Magd vorgehn.
Treppe auf und ab, Treppe auf und ab,
Greift wol in den Nüssesack,
Greift nur nicht daneben,
Sie werden uns wol was geben!
Frau, gebt was, Frau, holt was,
Ueber das Jahr wieder was!
Po odśpiewaniu czekają przez chwilę na dary, potem znów
nucą:
Oben in den Schornsteinen
Hängen lange Würste,
Frau, gebt die langen,
Lasst die kurzen hangen.
albo:
Märten, zieh die Kuh am Schwanz,
Zieh sie nicht zu weit,
Sonst fällt sie in den Teich!
albo:
Märten hat ein Vögelchen,
Das ist so rund wie ein Kügelchen,
Das stäubt daher, das fliegt daher,
Uiber den Rhein,
Wo die wackern Männchen sein!
282 —

O zwyczajach świętomarcińskich

Po otrzymaniu podarków na odchodnem dziękują szczo­
dremu ofiarodawcy temi słowy:
Hier wohnt ein reicher Mann,
Der uns wol was geben kann,
Selig soll er leben!
Selig soll er sterben,
Das Himmelreich erwerben!
Gdy atoli ta rozbawiona zgraja młodzieży nie otrzyma ża­
dnych darów, wtedy urządzają gospodarzowi lub gospodyni
kocią muzykę, śpiewając:
Märten, setze die Perücke auf,
Und setze den Geizhals oben drauf,
Geizhals ! Geizhals ! Geizhals!
i t. d.
Rozumie się samo przez się, że zebrane wiktuały spoży­
wają wśród wesołych śmiechów i-zabaw, a w tej uczcie biorą
udział także ubodzy. Nadmienić należy, że w ostatnich czasach
już w wielu miejscowościach zanikają te zwyczaje z powodu
zakazu policyjnego.
W Anspachskiem, w górach Taunus, przedewszystkiem zaś
w Szwabii, chadzał dawnymi czasy, jeszcze w połowie zeszłego
wieku, przebrany i zamaskowany parobek, t. zw. Pelzmärten,
z dzwonkiem krowim na szyi, od domu do domu, od chaty do
chaty, straszył dzieci i rozdawał razy, a odchodząc wrzucał do
pokoju jabłka, gruszki suszone i orzechy.
W Holandyi zaś obchodzi jeszcze dzisiaj mężczyzna prze­
brany za biskupa, z zakrzywionym, długim kijem niby pastora­
łem w ręce, wstępuje do izby dziecinnej i pyta, czy dzieci są
grzeczne, a stosownie do otrzymanej odpowiedzi wrzuca im
z kosza do pokoju albo rózgi, albo też jabłka, orzechy, owoce
suszone i ciastka, szybko odchodząc.
W tej uroczystości uchodzi św. Marcin za dobroczyńcę,
który z bogatego skarbca swego rozdaje dary jako Wodan, który
tylko dobrych rzeczy ludziom użyczał. Odnosi się to do legendy
która mieni św. Marcina opiekunem biednych i ubogich; w isto­
cie zaś rozumiane tu jest bóstwo, które św. Marcin zastępuje.
A to właśnie bóstwo według pojęć pogańskich udzielało błogo­
sławieństwa w plonach polnych, ogrodowych i warzywnych. Lu­
dzie okazywali swą wdzięczność bóstwu, składajac mu haracz
pod postacią rozmaitych danin jako ofiarę.
— 283 —

Bronisław Gustawicz

Ponieważ podarki zebrane przez dzieci są spożywane przy
wspólnej uczcie, przeto uczta ta jest przeżytkiem biesiady ofiar­
nej, urządzanej w każdej rodzinie lub większych stowarzysze­
niach religijnych. Podczas biesiady śpiewano pieśni.
Dodać wypada, że w XIII. wieku w Augsburgu na św. Mar­
cina obdarowywały się cechy. Np. cech tkacki składał bogate
dary swemu przełożonemu, tj. cechmistrzowi. Dowodzi to jakiejś
dawniejszej uroczystości cechowej.
Ze dzisiejsze pieśni świętomarcińskie w ogólności wskazują
na dawniejsze pieśni przy różnych uroczystościach pogańskich
śpiewane, można stanowczo twierdzić, chociaż wiele z nich jest
niezrozumiałych. Pieśni te w niektórych okolicach, jak np.
w Heiligenstadt w prowincyi saskiej, śpiewają wśród trzaskania
biczami. Jest to przeżytek dawnego zwyczaju, mającego na celu
odpędzenie złych duchów i czarownic, zniszczenie ich szkodli­
wego wpływu na ludzi, bydło i plony polne. Dziś jeszcze np.
w Eichsfeldzie, zachodniej dzielnicy prowincyi saskiej, chłopcy
i parobcy we wigilię świętomarcińską, a w Alpach styryjskich
powszechnie we wieczory jesienne ciągną gromadnie po wszyst­
kich drogach i drożynach, dzwoniąc i strzelając z batogów jak
najsilniej. Tak to dzwonienie, jak i strzelanje ma na celu zni­
szczenie wszelkich wpływów czarownic i demonów. W innych
okolicach Niemiec trzaskają powszechnie biczami na Zielone
Święta.
Dzisiejsze pieśni świętomarcińskie, które we wigilię św.
Marcina śpiewają w większej części miast, miasteczek, wsi w Niem­
czech północnych, są rozpowszechnione do pewnej południo­
wej granicy, którą można sobie wytyczyć od Koblencyi nad Re­
nem aż do Magdeburga nad Łabą. Od tej linii dalej na południe
nie usłyszysz już pieśni tego rodzaju. Badając treść tych pieśni,
przychodzi się do przekonania, że to są nowożytne przeróbki
starych pieśni i posiadają wiele wspólności z pieśniami przy
innych okolicznościach śpiewanemu. Tesame wiersze, tesame
rymy, tesame zwroty spotkasz w pieśniach żniwiarskich i do­
żynkowych. Wskazuje to na dawniejszy ich początek. A jeżeli
w dzisiejszem rozumieniu treść wskazuje, że się prosi o owoce,
wogóle o dary spożywcze lub o drzewo (ogień świętomarciński)’
łatwo dorozumieć się, że owe dziś zbierane przedmioty były
w starożytności darami ofiarnymi, które kapłan ze swymi towa­
rzyszami pobierał od każdego dymnika swej osady we wigilię
— 284 —

O zwyczajach Swiętomarcińskich

nadchodzącej uroczystości jesiennej, jużto jako dary na ofiarę
bóstwu, którego wyobrażenie obnoszono, już też na swoje utrzy­
manie, a czyniono to zawsze wśród śpiewu pieśni na cześć Wodana i innych bóstw. To zatem, co w zamierzchłych czasach
czynili kapłani pogańscy, w czasach chrześcijańskich stało się
zabawą dzieci.
Do powszechnych w Niemczech zabaw wigilijnych świętomarcińskich należy palenie ogni swiętomarcińskich. Ognie te
palono dawniej w całych Niemczech, w Holandyi i w Belgii,
może i dalej na zachód i północ ; dziś palą je tu i ówdzie
w niektórych tylko miejscowościach, gdyż policya obawiając
się pożarów, zabrania ich i tępi ten zwyczaj z roku na rok. Ale
już w dawniejszych czasach zakazywano w Niemczech palenia
ogni nietylko świętomarcińskich, ale i świętojańskich, jakoteż
odgradowych; np. w Leiningen policya miejska w r. 1566. pod
karą jednego guldena zakazała: „Mayen stecken, Hagelbaum
brennen, Johannsfeuer machen und darüber springen“. Wr. 1787
ogłoszono w Trewirze z polecenia rządu następujące obwie­
szczenie :
„Die Anzündung der sogenannten Fastnachts-, Hagel-, Jo­
hannis- und Martinsfeuer, oder wie es sonst Namen haben mö­
gen, welche nicht nur oft die benachbarten Ortschaften in Un­
ruhe und Schrecken versetzten, sondern auch feuergefährlich sind,
zudem nur abergläubischen Misbrauch und Mutwillen der jun­
gen Burschen zum Grunde haben, werden für die Zukunft durch­
aus verboten und sollen die ferner daran sich beteiligenden
Contravenienten mit 14-tägigter und längerer Arbeit auf der Land­
strasse von Lokalbehörden bestraft werden“.
W dolinie nadreńskiej we wigilię św. Marcina między Ko­
lonią i Koblencyą, gdy tylko zapadnie zmrok, tysiące małych
ogni płonie na wzgórzach wzdłuż brzegów rzeki, odbijając się
w falach Renu. Widok to cudowny. Według dyplomu hrabiego
Fryderyka z Moers z r. 1448. dzień św. Marcina zwał się dla­
tego „Funkentag" tj. „dniem iskier", „dniem ogni". Mianem
tern oznaczono także niedzielę Invocavit, bo w tym dniu w Niem­
czech, w Tyrolu w Czechach i we Francyi palono pochodnie
i ognie na pomyślność i urodzajność pól i zasiewów. Atoli nie­
tylko na wzgórzach palą takie ognie, lecz wśród osad, miaste­
czek i wsi znosi młodzież potrzebny materyał palny, jak słomę
i chróst, zapala je i śpiewając tańczy naokoło ognia, albo też
— 285 —

___

_________ __

Bronisław Gustawicz

na wynioślejsze miejsce we wsi znoszą słomę i drzewo, tudzież
beczki smolne, a zapaliwszy je, śpiewają:

Wir holen heute Holz und Stroh,
Hohoho, Froh! Froh ! Froh !
Heiliger Sint Martino!
następnie tańczą i przez ogień skaczą.
W księstwie Nasawskiem jeszcze w pierwszej połowie wieku
19. dzieci szkolne przechodząc gromadnie przez miasto lub wieś
i śpiewając, zbierały to drzewo, to słomę lub chróst i wynosiły
w pole na wzgórze, gdzie w obecności wielkiego tłumu widzów
zapalały je z wieczorem. „Jak daleko ogień rzucał swój blask
lub jak daleko rozchodził się dym, tak daleko sięgające pola
będą w przyszłym roku urodzajne“.
W okolicy gór Eifel we wsi Maifeld zapalają chłopcy i dzie­
wczęta wielkie ognie przed wieczerzą; we wsi Schleiden mło­
dzi ludzie wychodzą ze wsi z zapalonemi pochodniami, do wy­
sokich tyk przywiązanemi, a wyszedłszy na poblizkie wzgórze
lub górę, modlą się, poczem powróciwszy do wsi, udają się do
karczmy, gdzie tańczą do późnej nocy.
W Hesyi na kilka dni wcześniej lub później po św. Mar­
cinie urządzają mieszkańcy jednodniowy taniec, połączony z bie­
siadą dla zaproszonych gości.
W Belgii zapalali dawniej chłopcy ogień w nocy świętomarcińskiej i śpiewali różne pieśni do tego obchodu przywią­
zane, np.:

»Stookt vyer an, maakt vyer,
Sinte Marten komt hier,
Met syne bloote armen,
Hy soude hem geerne warmen«.
t. zn. „Palcie ognie, krzeszcie ognie, św. Marcin idzie tu; jego
ręce gołe są, ogrzeje je chętnie tu 1“
Nietylko we wigilię, ale w sam dzień św. Marcina, wieczo­
rem palono i palą jeszcze ognie świętomarcińskie po wzgó­
rzach w różnych miejscowościach w górach Eifel; tańczą nao­
koło nich, a uczestnicy tej zabawy, np. w Eupen, otrzymują na
wieczerzę bryję i andruty. Indziej znowu ze wzgórzy staczano
palące się koła. We wsi Fleringen, także w górach Eifel, w obwo­
dzie Prunn, istniał dawniej zwyczaj, zwany „Mierteskorf", na
— 286 —

__________________ O zwyczajach świętomarcińskich_________________

oznaczenie radości, że zbiór ziemniaków, wogóle sprzęt jakiego­
kolwiek plonu polnego ukończono pomyślnie i zbierali tedy mło­
dzieńcy stare i nieużyteczne kosze we wsi, znosili je na poblizkie wzgórze, układali z nich stos, a za najściem nocy zapalali.
Największy i najlepszy kosz wypełniony słomą i chróstem za­
palano i z pochyłości wzgórza staczano na dół.
W Holandyi, w Belgii flamandzkiej i w Saksonii dolnej pa­
lono również ognie świętomarcińskie, około których tańczono
wśród śpiewu ; dziś zaś zamiast tych ogni zapalają dzieci latar­
nie papierowe i świece, W Gronindze w Holandyi, tudzież we
Fryzyi przeciągają dzieci z papierowemi latarniami po ulicach
miasta wśród śpiewu pieśni świętomarcińskich. We Fiirne, mie­
ście zachodnio-flandryjskiem, we wigilię św. Marcina zgroma­
dzają się dzieci bez różnicy wieku i płci na obszernem wolnem
miejscu, każde z latarnią papierową na drążku; zamiast tej la­
tarni zawieszają na drążku wydrążony burak ze świeczką. Wśród
śpiewu obchodzą dzieci wszystkie ulice miasta. W mieście Kleve
obnoszą chłopcy podczas tego pochodu po mieście na kijach
wielkie cukierkami i ciastkami wypełnione torby. Z każdej torby
zwisa długi pasek papieru, do ziemi sięgający, który zapalają
i spalają aż do torby.
W Linden w Hanowerskiem, tudzież w Salzhemmendorfie
zawieszają na tykach wydrążone dynie, w których tkwią zapa­
lone świece woskowe; w Düsseldorfie i indziej chodzą z barwnemi latarniami papierowemi i lampionami.
W Meklenburgu, w Oldenburgu i w Lubece obok papie­
rowych latarni obnoszą koszyczki i ogórki ze świeczkami, śpie­
wając pieśni rymowane podczas pochodu po mieście. W Eichsfeldzie koło Heiligenstadt puszczają na rzeczce Geislede zapa­
lone świeczki w łupinkach orzechowych. W Nordhausenie już
popołudniu we wigilię św. Marcina tłumne orszaki dzieci i nie­
dorostków obchodzą miasto, wydając wesołe okrzyki radości
i dzwoniąc dzwoneczkami, poczem pod wieczór iluminują wszyst­
kie domy różnobarwnemi światłami. Że tutaj uroczystość św.
Marcina obchodzą 10. listopada, pochodzi to stąd, że dnia tego
urodził się Marcin Luter i że raz w Nordhausenie obchodził
urodziny swe, zaproszony do tego miasta przez ówczesnego
burmistrza Meinberga i kaznodzieję Justa Jonasa. Tak tutaj, jak
we wszystkich protestanckich krajach uroczystość świętomarcińską odnoszą mylnie do Marcina Lutra.
— 287

Bronisław Gustawicz

Podobnież w Erfurcie w wigilię św. Marcina przeciągają
dzieci z palącemi się światłami, zwanemi światełkami świętomarcińskiemi, wśród śpiewu po ulicach miasta. Wszędzie wśród
tych pochodów zbierają dzieci przeróżne datki,
Szczególniejszą uwagę przy paleniu ogni świętomarcińskich
zwrócić należy na spalanie koszów napełnionych owocami
i jadłem, na palące się koła, przeskakiwanie ogni, bieganie
z zapalonemi głowniami po polu, jakoteż na rozsypywanie po­
piołu po polach.
Pisarz niemiecki Jan Fischart (1545—1589) w dziele swojem „Gargantua“ wspomina już o spalaniu koszów. W Holandyi bowiem, w okolicy Dortrechtu i Lugdunu Batawskiego,
dzieci wiejskie wsypywały zebrane jabłka, orzechy, nieszpułki,
kasztany i ciastka do koszów, które ustawiały na roznieconych
ogniach, a gdy kosze się zapalały, wywracały ję tak, że zawar­
tość ich rozsypywała się po ziemi ; na to rzucały się dzieci
i każde porywało, co które mogło. Dlatego też dzień 10. listo­
pada zwie się do tej pory „schuddekorfstag“, tj. „K.orbschiittetag" (dzień wytrząsania koszyków). Nad dolnym Renem, w byłem
hrabstwie Mark, podobnie zabawiają się dzieci do dziś dnia ;
we Westfalii zaś staczano palące się koszyki albo koła ze wzgórzy i gór.
Palenie ogni świętomarcińskich wraz ze spalaniem koszów
z owocami było dawniej bardzo rozpowszechnione w Niem­
czech; dowodzą tego liczne pieśni świętomarcińskie, śpiewane
dzisiaj przez dzieci w tych okolicach, gdzie zwyczaj ten całko­
wicie zaginął. Również skakanie przez ognie świętomarcińskie
było w dawniejszych czasach powszechnym zwyczajem, podo­
bnie jak skakanie podczas palenia sobótek i innych ogni. Dziś
zwyczaj ten jest już rzadszy z powodu zakazów policyjnych;
w północnych Niemczech we wigilię lub w dzień św. Marcina
skaczą dzieci przez zapalone świece, ustawiane w izbie na po­
dłodze. Dawniej ze spalonych ogni brano palące się głownie
i biegano z niemi po zasiewach, gdyż ogniowi przypisywano
siłę zażegnywającą nieurodzaj, tudzież rozsypywano popiół
z tych ognisk na oziminy, by je ochronić przed pastwą śli­
maków.
Znaczenie palenia ogni świętomarcińskich bardzo trudno
określić, gdyż palenie tych ogni, jakoteż wszystkie temu obrzę­
dowi towarzyszące zwyczaje powtarzają się przy innych okolicz— 288 —

O zwyczajach świętomarcińskich

nościach wśród roku. Jedni przypisują palenie tych ogni cu­
downemu ocaleniu św. Marcina z pożaru wybuchłego w jego
celi, inni zaś podają je jako pamiątkę podpalenia przez św.
Marcina pogańskiej bóżnicy i uratowanie przezeń sąsiednich za­
budowań. Bądźcobądź palenie ogni świętomarcińskich jest prze­
żytkiem pogańskich obrzędów, podobnie jak palenie ogni na
Wielkanoc, św. Jana, św. Michała, w Boże Narodzenie.
Zbieranie podarków przez dzieci i młodzież podczas po­
chodów świętomarcińskich jest także przeżytkiem z czasów po­
gańskich. Pogańscy bowiem Germanie wypiekali w pewne dni
świąteczne chleby, kołacze i ciastka, którym nadawali postaci
swych bóstw. W Hanowerskiem na cześć św. Marcina pieczono
t. zw. rogalki świętomarcińskie, które jeszcze dzisiaj pieką na
Ślązku, w Czechach, w Saksonii górnej i w Szwabii we wigilię
św. Marcina. Na Ślązku rogalki te spożywają albo na śniadania
atbo też na wieczerzę po ponczu. W Księstwie Cieszyńskiem we
wigilię przybywa św. Marcin na koniu i rozdaje dzieciom roz­
maite podarunki, między innymi także owe rogalki. W innych
okolicach niemieckich, np. w Rawenberskiem i w Oldenburskiem
pieką t. zw. precle czyli obarzanki, we Westfalii andruty, nad
Renem placuszki hreczane z jabłkami drobno siekanemi i t. d.
Dalszy ciąg nastąpi.

289 —

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.