-
extracted text
-
— 324 —
się dłużej zabawić, urządzają składkę na napitek. Skrzypków
płaci pan młody, prócz tego, co już sami zebrali od gości pod
czas wesela. Każdy bowiem, kto chce „tańczyć na przodku“,
czyli innemi słowy prym wodzić, musi „zapłacić przodek“.
Wrzuca więc do basów 10 lub 15 ct., a czasem i więcej, i za to
przysługuje mu prawo wybierania sobie kawałków, jakie się
mu podobają. Przodek trwa mniej więcej do 15 minut. Naj
częstszym i najprzyjemniejszym z tańców jest krakowiak, przy
którym drużba całą swą duszę wyśpiewuje. Prócz krakowiaka
tańczą: walce, polki-tramle, „śtajerki“, warszawianki t. j. polki,
w których co kilka taktów całe grono tańczących uderza równo
miernie nogą w podłogę, dodając przez to więcej życia tańcowi.
Do rzadkości należy dziś polonez, palonesem zwany.
Do poloneza wybiera sam „pan starosia“. Kilka par, po
łączywszy się rękami, chodzi dokoła śpiewając. Polonez kończy
się ogólnym tańcem, do którego taneczników wybierają sobie
same druchny.
Na weselu można najlepiej oglądać życie duchowe i hu
mor wieśniaka. Ileż to słyszy się tutaj improwizowanych pieśni,
ileż płynie melodyi, jakie życie widzi się w ruchach tańczących,
gdy stanąwszy przed muzyką pocznie drużba całym korpusem
wykonywać ruchy w takt muzyki, a przyśpiewywać druchnom,
a bić nogą w ziemię i klaskać w dłonie. Lecz huczne takie
wesela wychodzą ze zwyczaju i już dzisiaj nazywają się „staro
świeckie“.
Franciszek Gawełek.
Wiązanka wierzeń i przesądów ludu
z okolic Buczkowa i Okulic, tudzież Mokrzysk-Bucza.')
I.
Lud tutejszy, a szczególnie kobiety wierzą, że nie należy
wylewać wody z wanienki, w której kąpano niemowlę ani przed
wschodem, ani też po zachodzie słońca, bo dziecię nie mogłoby
spać.
*) W powiecie brzeskim i bocheńskim.
— 325 —
II.
W wielki piątek nie należy mleka sprzedawać, ani dawać
nikomu, ponieważ mleko ginie krowom i psuje się. Gdyby się
atoli wypadek taki wydarzył komu, to należy skopiec wyparzyć
kamieniami, później tą wodą ze skopka rogi krowom obmyć,
część wylać ze stajni na okap i na odrzwia, a sobie nogi wy
myć. Skopiec sam należy potem włożyć do pomyj i temi pomyjami obmywać dojki krowom przed dojeniem każdorazowem.
III.
Jeżeli masło nie chce się zrobić (gospodyni przypisuje to
maślniczce, albo czarom, lecz nie sobie), należy do maślniczki
nalać gnojowicy i trzymać ją przez 9 dni. W 10-tym dniu maślniczkę wyparzyć wrzącą wodą, a masło zrobi się w krótkim
czasie.
IV.
Jeżeli krowa krwią doi (jest to sprawka czarownicy), trzeba
kupić płótna nowego, sworzeń od wozu rozpalić do czerwo
ności, mleko lać przez płótno na rozżarzony sworzeń, a wów
czas war ten będzie parzył czarownicę. Czarownica zaś, chcąc
się pozbyć bólu, jaki jej dokucza, idzie do domu, w którym
ową praktykę wykonywują, i prosi o pożyczenie czegokolwiek.
Wówczas pod żadnym warunkiem nie należy jej nic pożyczać,
ani dawać, ani nie pozwolić, aby sobie sama nawet skrawek
z jakiejkolwiek szmaty wzięła, albowiem czarownicy nie tylko
nic się nie stanie, lecz także mleko się nie naprawi.
V.
Gdy masło zrobić się nie chce, dlatego, że zamówiła je
czarownica, trzeba iść za granicę swojej wsi, wyszukać 9 bia
łych, gładkich kamyczków, rozpalić je w ogniu i wyparzyć nimi
maślniczkę; wówczas przyjdzie czarownica pożyczać, jak w wy
padku poprzednim.
VI.
Gdyby „mamuna“') wymieniła komu dziecko, należy za
palić w piecu chlebowym, tuż przy nim położyć „odmieńca“
‘) Wymawiają mamąna. W Uściu Solnem, powiat Bochnia „bogin
ka“ odmienia dzieci,
— 326 —
i ćwiczyć go dobrze wicią (rózgą) brzozową, wtedy „mamuna“
przyjdzie po niego, odnosząc równocześnie matce dziecko wy
mienione.
VII.
Powiadają, że, jeżeli krowa przejdzie przez dziurę (zagłę
bienie), piętą ludzką wyrobioną na pastwisku, to krwią doi.
VIII.
Gdy koń choruje na zatrzymanie moczu, należy codziennie
przejeżdżać go przez 9 miedz, a po kilku dniach mokrzyć bę
dzie i wyzdrowieje.
IX.
Powiadają, że „bocąń“ (bocian) sprzedawał za pieniądze,
a wilk na bórg. „Bocąń“ zgubił pieniądze i teraz ich szuka
(chodzi za żabami), — wilk zaś od borgu bierze procent (np.
jagnię itd.)
X.
Gdy mały chłopiec ciągle płacze, trzeba iść o północy za
granicę gminy, wyszukać młodego dąbka i rozłupać go (musi
przy tern być ojciec i matka, a czynić to trzeba skrycie, by ich
nie widziano); następnie przez powstałą w ten sposób szparę
podawać sobie do trzeciego razu malca i bić za każdym razem
w tyłek, mówiąc: „Uciekajcie kliny“! — a bole dziecka ustaną.
Jeżeli dąbek ów później się zrośnie i miejsce zranione miazgą
się zaleje, to chłopak chować się będzie. Gdyby atoli dąbek nie
zrósł się lub właściciel go wykopał, chłopak w krótkim czasie
umrze. (Czy w ten sposób leczą także małe dziewczęta, nie
wiem).
XI.
Chory na febrę ma się opasać żytniem powrósłem na goły
brzuch i iść za granicę wsi; febra skutkiem tego ustąpi.
XII.
Gdy zając przebiegnie drogę przed końmi, woźnica robi
biczem krzyże, aby uchronić się od nieszczęścia.
327 —
XIII.
Gdy dziecię długo nie mówi, ma jedno z rodziców iść do
spowiedzi i komunii, a po przyjęciu wrócić do domu w mil
czeniu, trzy razy chuchnąć na dziecię, a wnet mówić zacznie.
XIV.
W wigilię Bożego Narodzenia, po wieczerzy, biorą niektó
rzy tłuczek, służący do rozgniatania trzodzie ziemniaków, i biją
nim we drzwi chlewa; jeżeli się trzoda odezwie, jest nadzieja,
w roku przyszłym urodzi się żołądź.
XV.
Gdy dziecko skrzeczy (podobnie jak prosię), powiadają,
„że ma świńskie skrzeki“. Trzeba dziecko przykryć korytkiem
świńskiem, postawić je po 1 progiem chlewa i przepędzać przez
nie świnię.
XVI.
Gospodarz, kupiwszy prosię, krowę lub „belejaką gadzinę“,
nie chce pokazać jej sąsiadowi, bo przez to mógłby mu ją
„uziunąć“ (zajrzeć) i nie „darzyłoby“ mu się z wiosną. A jeżeli
już pokaże, to dla odwrócenia nieszczęścia popluwają „tfy, tfy,
tfy“ i ocierają „nadołkiem“ (dolna część koszuli kobiecej), lub
spodniami zwierzę, a niezawodnie z wiosną „darzyć“ się ono
będzie (tj. dobrze rosnąć i chować się).
XVII.
Kiedy „chłopak“ idzie na „zaloty“ (swaty),, a dostanie od
powiedź odmowną, wychodzi z domu dziewczyny tyłem; ma to
być znak, względnie przestroga i postrach, że dziewczyna już
się nie „wyda“ za mąż.
XVIII.
Gdy mloduchę osadzają w domu na nowem gospodarstwie,
wsadzają ją do izby oknem, aby długo żyła.
— 328 —
XIX.
Zakupione gęsi obsypują popiołem, aby nie uciekały od
domu, z pod skrzydeł zaś, wyrywają „suchoty“ (tęgie pióra, na
których się skrzydła wspierają) i zatykają je za średni stragarz.
XX.
Bydło zakupione lub trzodę, jeżeli się nie „darzy“, należy
przehandlować, tz. przetargować.
XXI.
Gdy krowie mleko ginie, kupują miotłę na jarmarku i niosą
do domu tym końcem, którym się zamiata, nie odzywając się
do nikogo. Przyszedłszy do domu, stawiają ją w kącie,
a czarownica przyjdzie. Wtedy należy ją ową miotłą bić, —
a mleko się poprawi.
XXII.
Opowiadają w Okulicach (powiat Bochnia), iż „niebozycka“ Królka przez 7 lat nosiła na głowie kołtun. Mąż jej obciął
ten kołtun i wyniósł go pół mili za granicę wsi, na Olszówkę
(karczma samotnie stojąca). Zaledwie mąż tego dokonał, zaczęło
ją łamać i „drzyć“ po kościach. Poszła więc w nocy na klęcz
kach do tego kołtuna z wódką, przepiła do niego na przepro
siny, zabrała go do zanadrza i do końca życia nosiła go w za
nadrzu, na noc zaś kładła go pod głowę. W przeciwnym bo
wiem razie bole napowrót byłyby ją chwyciły.
XXIII.
W Buczkowie opowiadają, że chłopak, nazwiskiem Serafiński, będąc małem dzieckiem, miał do czynienia z kołtunem.
Było tak: Pewnej dziewczynie zwił się na głowie kołtun.
Ojciec jej, chociaż z bojaźnią, uciął go w wielką sobotę, włożył
do garnka, zawinął do niego centa i kukiełkę uszewską (z Uszwi,
powiat Brzesko) i zakopał we wale. Mały Serafiński przypad
kiem odnalazł ten garnek, zabrał z niego cent, kukiełkę zjadł,
a kołtuna kijem wybił. Wskutek tego miał rozchorować się —
i rzeczywiście dotychczas słabuje. (Przyczyną choroby jest jed
nak bicie serca).
— 329
XXIV.
Siać prosa nie należy w krzyżowy tydzień, bo prosa nie
będzie i „ześnieci sie“.
XXV.
Gdy kobieta chleb piecze, nie należy chyłkiem podchodzić
pod łopatę, bo chleb się nie uda.
XXVI.
Jeżeli ptaki jedzą jęczmień lub inne zboże, to trzeba wziąć
miarę (długość oznaczoną na żerdce) z umarłego i wbić ją
w zboże, a „umrzyk“, z którego była miara wzięta, oganiać je
będzie; jednakże po śmierci właściciela zboża upomni się o za
płatę u niego za pilnowanie.
*
XXVII.
Przy sianiu jęczmienia trzeba wziąć 3 ziarnka pod język
i do nikogo się nie odzywać, chociażby nawet mówił „Szczęść
Boże“, a wróble jęczmienia jeść nie będą.
XXVIII.
Ostrężynę można w polu wygubić, jeżeli się jej urwie parę
gałązek i włoży pod głowę „umrzykowi“.
XXIX.
„Płanetnikami“ nazywają takich ludzi, co „ciągną“, odpro
wadzają chmury „na lasy i góry“.
Był tu jeden chłop, — nazywał się Kania. — Ile razy
czarna chmura nadciągała, chłop znikał ze wsi (inni mówią, że
wychodził na kopę siana i unosił się w powietrze), a powracał
dopiero, kiedy chmura przeszła, zgrzany i zmęczony. W chmu
rach zaś odzywały się różne głosy i wołania, to „płanetnicy'
zachęcali jeden drugiego do wytrwałości. Niektórzy wyraźnie
słyszeli, jak w chmurach wołano: „Odciągaj! trzymaj! nie puscaj!“ Kiedy się Kanię pytano : „Coście robili, zeście taki zgrza
ny?“ odpowiadał: „Hej! ludzie, ludzie! zęby nie ja, ni mieli
byście co jeś!“
— 330
Większa część niniejszego materyału zebraną została
w Buczkowie, powiat Bochnia, dzięki pomocy tamtejszego na
uczyciela p. Fr. Szczepańskiego, gdzie w gminach okolicznych
wierzenia te i zabobony dotychczas przynajmniej w części się
utrzymały, choć obecnie ambona i szkoła wypiera je coraz bar
dziej. Dawniej, gdy wiara w gusła i zabobony żywszą była, tru
dno było dowiedzieć się czegoś od wieśniaka w tej materyi, chyba
przypadkiem się wygadał; dziś sam opowiada z uśmiechem na
ustach, jak to „dawni naród w bele bzdurstwa wierzuł“.
Stanisław Czyżewicz.
Przyczynki do wiary w czary.
Ogłoszony przezemnie w r. 1901 „Proces o czarostwo
nie wyczer
puje zupełnie kwestyi czarów w tej okolicy. Przeglądnięcie re
szty ksiąg, w Urzędzie gminnym się znajdujących (obecnie w Ar
chiwum krajowem w Krakowie), pozwala mi na uzupełnienie
danych, chociaż nie tak ciekawych jak wspomniany proces
z r. 1688 i 1689.
Pierwszy wypadek czarów zachodzi już nieco wcześniej,
bo już w r. 1622 Zofia Siciarka zarzuciła Tomaszowi Gabońskiemu, że nie ma szczęścia do sprzedawania przetaków i sit,
bo ją tenże zczarował. Urząd zarzutu tego nie uznał, owszem
za rzucanie poszlak skazał ją na więzienie w ratuszu, zapła
cenie grzywny za karę i przeproszenie Gabońskiego2).
W kilkanaście lat później po wielkim procesie, który objął
sprawy czarownic z całej okolicy Wiśnicza, w r. 1703 mamy
świeży proces3), w którym zarzucono Małgorzacie Magierskiej
z Wiśnicza, że będąc we wsi, nauczyła się od jednej baby „na
osutkę węża i jaszczurkę spalić“ i tego używać na lekarstwo.
Ze zeznań Wojciecha Poborskiego okazało się, że przyszedł do
niego „szlachcic y skarżył sie, ze u Magierskiego coś mu sie
w r. 1678 i 1689“, który się odbył w Wiśniczu1),
’) Lud, VII, str. 302—322.
s) Advoc. Wisnicen. Prot, od r. 1646—1668.
3) Advoc. et scab. Wisnicensia r. 1701 — 1712.