5bc45810b900d0caf8859e78d0a0a9fe.pdf

Media

Part of Zabawy młodzieży męskiej w Jurgowie na Spiżu / Lud, 1907, t. 13

extracted text
MATERYAŁY I POSZUKIWANIA.
- --0<-- DO---

Zabawy młodzieży męskiej w Jurgowie
na Spiżu.
Z 2 ILLUSTRACYAMI.

Zabawy te, to część niewielka licznych zabaw, jakim się
oddaje pasterska młodzież Jurgowa w lecie na halach, a wszyst­
ka w zimie, nie mając nic do czynienia. Kilkadziesiąt młodzieży
męskiej i żeńskiej wyprawia się na lato na hale ze „statkami“
bydła i owiec. Pasą oni razem, jedzą razem, bawią się razem
i śpią prawie pod gołem niebem także razem. To życie towa­
rzyskie stworzyło z nich nieco odmienny typ górali od okoli­
cznych i odmienne pod wielu względami zwyczaje.
We wsi sypiają wszyscy z domu w jednej stancyi. Jeźli
jest córka w domu, to zwykłą jest rzeczą, że po ciemku w nocy
sama matka wpuszcza kawalerów do córki, śpiącej na po­
dłodze.
W zimie schodzą się zwykle dziewczęta na t. zw. prządki,
(patrz fig. 1), gromadkami po domach. Przędąc nici, opowia­
dają sobie różne historye, podania, lub o Ameryce; śpiewają,
a przedewszystkiem lubią czytać na głos. Wieczorem przychodzi
cygan ze skrzypcami, albo też jaki góral z harmonią; zjawiają

Fig. 1. PRZĄDKI zob. str. 305.

— 306 —
się także parobcy. Wtenczas dopiero zaczynają się zabawy roz­
maite, pląsy i tańce, trwające do późna.
Zabawy te z tańcami odbywają się w bardzo żywiołowy,
a pierwotny sposób. Zwykle przychodzi do ekscesów, nieraz
nawet do krwi rozlewu. Skutkiem tego rząd węgierski surowo
zakazał schodzić się z muzyką po domach, a przedewszystkiem
zabronił zjawiać się parobkom między prządkami. Odpowiednie
też kary nawet wprowadził dla ukrócenia swawoli.
Pozostały im więc do zupełnie swobodnego rozporządzenia
z zabaw pewne rodzaje sztuk fizycznych, których kilka się
podaje.
Język miejscowy w opisach niniejszych jest zachowany, by
wskazać, że ten lud jest polski, jak i górale koło Mszany i No­
wego Targu, pomimo, że sami uważają się za Słowaków. Rząd
węgierski zalicza ich w części do Słowaków, w części do Wę­
grów, małą tylko ilość uważa za Węgrów, mówiących po pol­
sku, bo zaledwie około 20.000. Tymczasem niemal cały Spiż
jest pod względem języka polski, a pod względem zwyczajów
i charakteru niemal -typowo góralski, jak galicyjscy górale
w Tatrach i na Podhalu. Tylko okolice Liptowa różnią się i ję­
zykiem i charakterem, są słowackie. Sądzę, że można tutaj
wspomnieć, iż Spiż jest etnograficznym punktem, na którym opie­
rają się odnogi trzech narodowości: polskiej, słowackiej i ru­
skiej; najsilniejszą etnograficznie jest polska ludność, najsłabszą
słowacka, która jednakże daje inteligencyę miejscowościom
w księżach i nauczycielach. Ruskie wioski, sporadycznie rozsia­
ne, wciskają się do głębi Tatr (Osturnia). Ludność ich zatraciła
język na rzecz polskiego, zachowała natomiast odrębność w cer­
kwi i w strojach kobiecych.
Do jakiego stopnia mylnie może wypaść statystyka Spiża,
posłuży za dowód to, iż n. p. w wiosce Jurgowie, w której zachował
się w czystością dyalekt polski górali galicyjskich, ludność uważa
się za Słowaków. Jeden tylko ksiądz jest w istocie Słowakiem
i nauczyciel tubylec, zesłowaczony. Przy spisie ludność podawała
się za słowacką. Jeżeli więc sam rząd podaje pewną ilość po
polsku mówiących, to widocznie nie zamarło jeszcze poczucie
przynależności. I nie zamarło. Górale pamiętają doskonale
przynależność Spiża do Polski. Podają 12 miasteczek spiskich
i z żalem wspominają, że ich oderwano od biskupstwa kra­
kowskiego.

Fot. j. Stokłosa.

307 —
Nie miejsce zresztą tutaj rozwodzić się nad tern.
Niniejszym malutkim zbiorem pragnę rozpocząć pracę nad
gromadzeniem materyałów do etnograficznego poznania Jur­
gowa, a zatem po części Spiża, przy moralnej pomocy towa­
rzystwa oświatowego „Znicz“ w Bochni, którego wpływy tamże
sięgają, a w szczególności przy współudziale w pracy członka
tegoż towarzystwa p. M. Samlickiego.
Opisy wszystkich zabaw, tu pomieszczone, pochodzą z ust
Sobka Chowańca, gazdy z Jurgowa; Chowaniec opowiadał
o nich autorowi w grudniu 1905 r.
1. Wróżby.
We wieczór wilii Trzech Króli schodzi się młodzież, cią­
gnąc wróżby. W kącie izby, gdzie się zbiegają wysokie ławki,
stawiają stół. Dokoła niego siadają dziewczęta, wystrojone
w piękne staniki, wyszywane koszule i korale. „Na stole kła­
dom pięć talerzik, tak do równa po krajak, na środku jeden,
a pod kazdem talerzem jakosi rzec. Ale tok ') worn jesce nie
padół, ize parobki sićka 2) siadajom kole dźwierzik :!) i tak se
gwarnie pogębują z dziewuchok *). A dziewki, te do nik 5), opierajom się na ręcak, be zoden z gawalerzik nie przeźrół, co one
pod wtoren z talerzik kładom. Ano ole 6) pod jednem kładom
grajcarzik, pod drugi moskola 7) kusecek 8), pod trzeci węgiel,
pod sworty cepek 9), a pod piąty popkę 10). A to worn te kozy
naskrecajom malućką popke, a co się naśmiejom, napiscom
a nawygadujom, worce u) przisłuchać. Ano wte n) krzicom na
(ch)łopokuk n) na wróżby. Idom po kolei webierać, a ftoren14)
nie fee 15), to go wypichajom i Śmiejom sie. Kie wibiere graj­
carzik, to mu dziwceta wincujom, ze be 16) bogaty, kie 17) mo­
skola, to krzicom, ze be dobry gazda, co be mioł dużo chleba
i sceścio. Wte sie dziewki kłócom, cej on. Kie webiere węgiel,
to mu nic nie pedajom, bo to smutek, bo w jego doma
śmierć za dźwirzami; kie cepek, to sie mo żenić, ize mu
skoro do babe. „Trza się cepie“ wołajom i wytykajom z ftorom.
Ale kie wtoren natrafi popkę, to jom bez mała chrimnie18)
o ziem. A dziewuchę to worn nie tak krzicom, smiejom się, ale
piscom, ize jednej taką popke 19) przyprawił już, a sobie naplet kosycek 20). Ano i dziewki i parobki odkazujom21) mu
frejerki“. (Patrz fig. 2.)

308 -

2. Buki szczypać.
„To wom, Józofie, eba *) łopoki 2) ukozom, bo to nigda
nie opowie sićkiego do izna 3), beście wyrozumieli. Ano, Sobek,
klękoj na ręcak i kolanak, teroz ty Morcin do iz na tak samo
z tyłu za nim, wierk 4) głowy dej tam, ka 8) Sobek mo zadek.
Tylko mu, Sobku, nie piernij, bobe mu głowę pokręciło. Ce to
tak?.. Aha tak! isto 6) tak. Ano icie 7), Panosku, oba musom
być w jednek rokak, bo kazby mu dostoł do samego zadka
głowom, kiebe beł8) nisy9). Teroz ty Jontek bes l0) klinem
boś nieduży, a jo i mój brat beme scypać, a silnek trza (ch)łopók. Jak oni tak klęcom, jo stajem po ik 11) prawy stronie
a brat po lewy przi zadku Morcina, hawok 12). Oba z bratem
bereme 13) ręcami Jontka za ręce i nogi i zacneme huśtać. Ale
to tak, be zadkiem Jontka łupnąć w zodek Morcina. To jak
wom kie tak parobce rozhuśtajom, a huknom co ino ftoren
siełe mo, to te dwa sie naprzód posunom i się zaraz ftoren za
przeboceniem zesro il) w gacie. Wte dopiero uciechy, a radości,
sieka sie Śmiejom, a dziewuchę to sie ni mozom napisceć. Ano
Józefie, u nas to sie tu bawujom, jak kie cas je“.

3. Stodoły ważyć.
„Stodołę wozyć? Klękajom dwa parobki na kolana i rence
kole ') sobi, ale tak w przeciwnom stronę gembami, to tak kiebe,
jeden na wschód, drugi na zachód wypatrzował. A do té zabawę
trza śterek łopokók, no i starsi mozom 2) téz, cego nie. Ci dwa
klęcom; kiebe miętki stół na wirchu •’). Trzeci łopok lego ple­
cami na tern stole z plecók; na nim na brzuk kładzie sie brzu­
chem sworté łopok, ale gębom, jak tamten na półdnie, to ten
na północ i to tak, bé se wzięli głowę miendzé nogę jeden
drugiemu. Teroz zacénajom wozyć. Ten, co ocy mo do góri,
podnosi się, stawo na nogak i trzimo tamtego łopankami4) ku
górze. Pote 5) sie cołkie 9 obraco, abé znów ten drugi móg
prziś plecami na piece klęcącyk. Kładzie sie znowa i po drugi
stronie stawo na nogak, trzymając tego, co przódzi7) stół, kerpcami w górę. Pote sie obraco cołkie i znowa sie kładom. I to
tak w okółko, pokiela 9) sie im nie ucnie, abo ftoren nie zleci
na dół. A co sie przi tern naśmiejom im, nakrzicom, a nadogadujom, tobeście sie doraz im nacudówać nie mogli“.

309
4. Po szperkę.
„O! hej! to łatwe, a pouceć, a wirozumieć, ale kie fcom,
to ino niek słuchajom, a bocom 1). Trza, be beł gwóź, taki hok
u powałę, o taki, wiedzom, jak ano, kie sie wieprzka na wesele
bije- Na te'm hoku uwieso sie letko sperke, cobe móg zębami
jom wiciągnąć. Pote zawijo sie kobełke 2) na postronku i wieso
go na tern hoku bez środek. Pote zawdziwo kobełke na głowę,
a nie tak kiebe sie mioł wiesać z przodu pod brodę, lem3)
z tyłu od karku przez wirk głowę, cołke w som roz, jak kie
zołnirz na urlop idzie, i copke trzima na wirchu głowę. Wte
biere ręcami drugi koniec i ciągnie sie ręcami w górę i za
głowę, jaze dopnie do sperki. To je tez sztuka wziąś międze
zembe, bo ni móz ł) obrocie głowę, trza silny mieć kark“.
5. Żabka
„W to sie ta noradzi ') bawujom te małe kucupere a). Ano,
Józek, zróbno to, pokoz panu, bo fcom widzieć. A on to barz 3)
pieknie skoce, ale to cołkie, wroz jak żaba. Oicie, stawo na
palcak od nóg i rąk i skoce. Oicie! A to dopier okocone
ścierwo! Cie, jak żaba skoce. Be sie choć fałatecek 4) przigion.
Ale to pote palce bolom. A sitka dogadujom, że nie tak żaba
skoce, że to tak ciele, abo krowa, no i sitka sie Śmiejom, bo
co fto, to lepi godo“.
6. Krupy mleć.
„Drudze wom tu, ale starsi, mogom dać opowieś, jak sie
tu downi u nos góralik bawieli. Krupę to nie jeden meł, ale
kilka młenów porobili i mełli, kiebe we młynie na kilka ka­
mieni, do raz wom tak, kiebyście weśli do tego o tu weźniego młena *). Do ista. Na taki młen potrza małej ławecki, króciuskiej, kabotka, kamienia do ręki, dwok drążków, a jeden
więkse, i dwok łopokók. Jeden z nik zawiązuje na końcu pra­
we rękow i wsadzo tam więkse drążek i tern kabotkie sie coł­
kie przikriwo z głowom. Klęko pote na ławecce, be fałatki
kabotka spadałe' aze do ziemie. Oto prawe reków wystaje do
górę. Prawom ręcom sie trzimie ławki, lewom ma kamień

— 310
i obraco i trze nim o deske, ano isto tak słichać, kiebe sie ka­
mień we młenie obracoł. Przitem sie trochę ruso, a gębom tak
seko, jako kie zboże sypie sie z kosa. Drugi łopok mo mniejse
drążek i uderzo nim o dwie nogi ławecki, jakobe' klekoce! we
młenie. O! hej! do ista, ano de tak. To wom do izna jako we
młenie. Tak sie krupę miele. Ka wyta becie mleć!“

7. Po fajkę.
. ”P° iaikę to kuścicek1) trudniejse od żabki, a kapkę łatwiejse niz po speTke. Notwierse2) tutok zachęcie fajkę do
gembe. Ano przi progu od kumore kładom naładuwanom i gorącom fajkę. Przi progu za3) ode dźwirzik kładzie sie jeden
z górolik z porobkók brzuchem na podłodze, biere w obie
ręce doś wisokie deścułecki, be' palcami ziemi nie zaruseT ł),
trzima je silno i podnosi sie na nik i nogak. Ino palcami od
nóg i descułkami wolno ziem dotykać. W ten sposób posuwo
sie ku fajce. Kie juz przi niej, mo ją wziąć do gembe, a nie
zaruseć ziem. To wypatrzuje na łatwe, ale nimóz głowę scheleć,
bo sie bes chwioł, no i chrimnies. O! nie kozde te sztukę dokozoł. Ale co wom ta po te zabawę, kie sie nie becie bawić,
u wos ta musom beć ine sumniejse zabawę“.

8. Kocury.
»Kocure drom to juz starsi parobce. Idzie ik śterek do te
zabawę. Klękajom dwa z nik na kolanak i opierajom sie na
ręcak, ale oba w przeciwne stronę, be sie ino kerpcami sty­
kali. Tamci zaś dwa siadajom tern na karkak, ale tez sie obracajom do sie plecami. Oba tez nogi zakładajom, be im głowa
tek, co klęcom, nie wymskła się, kie się bedom darli. Wte ci,
co siedzom, pochelajom się w tył i chytajom silnie klocek dre­
wniane oba. Dopiero wte ci, co klęcom, zacenajom iś wprzód.
Kie oni silniejsi, to tek z wirchu rozedrom, kie sie ci mocno
trzimajom, to sie dopiero wte mocujom, az się zmozom. Sićka
się wte patrzom na nik i Śmiejom sie, a dogadujom. El Dziew­
ki noradse zapatrzujom sie w te kocure lem nie wiem, cemu to.
E! bo sie wte kozdemu parobkowi portki naciągnom i patrzom,
ftoren mo grubse łydki“.

— 311 —

9. Po spinkę.
„Tobe wom sie nie pacćło 9 może. Lo parobków to to barz
ogromno radoś. Kiebe ino beli tace, co te nigda nie robieli,
nomni 2) dwók. Ale to to icie głupie, nico nie wi, ani sie spodziwo. Sitkie dziewuchę musom uciekać, barz to lo nik nie
porada 3) zazierać łopokom za przeboceniem do dupę. To juz
nie surnne, ale wos prosem weboccie, kie fcecie słiseć. Ja to
bocem, bok widzioł kiela ł) razi.
Ano wiso sie na jedne ścianie spinkę tak na dwie miarę5)
od ziemie. A to wom nie takie spinki sie biere, jako ano
w Hamerice nosom, maluśkie, lem jakoście może uwazowali
starsi górole nosom pod sejom, takie duże na col abo dwo.
Teroz to ta juz zarucajom je. Hej! beli tu na Bukowinie bracio,
co takie ładne, kiebe ze złota, wykuwali spinki, do ista podobne
haw jako oreł, abo sokolicek ze skrzidłami, dziobośkiem. Ale
sie ta gdziesi kasi podzieli i teroz coraz ik G) mni. Lo łopokók
je to porada takie mieć.
O! hej! tok wom zaboceł powiedzieć, ze przódzi obwiązujom oce temu, co fce spinki, a pote dopier wisajom ją na
ścianie z przeciwka. Ten to mo z zawiązanemi ocema iś i wy­
ciągnąć przed sie wprzód rękę z palce i kiebe natrafił na spin­
kę, to be jego. Tak mu to mówiom. Kiebe ino tak beto. Te­
roz na ucho powiadajom inemu, co nic nie wi i pirsi roz sie
przipatrzuje, mówiom, ze to nie tak, lem musi sie ón postawić
przy spince z cicha, wistawić zadek do tego, co mo oce zawią­
zane, pote mo spuscić portki i gołe zadek ukozać. Ni ten, ni
ten drugi nicego si nie spodziwo. Ten nie wi, ize do zadka
utrafi palcem, tamten drugi miśli i śmieje sie. Ano a jeden, co
wi, jakto, juz mo w papierku łajno. 1 kie ten z zawiązanemi oce­
ma sie zblizo powoli, to sitka mu pedajom, jako mo rękę
z palcem trzimać, wyże cy niże, ce tez w bok, akurat, be utrafifił za przeboceniem w samom dupę. Kie juz dobrze je, a pa­
lec juz doteko, fte ten, co mo łajno, ruco je na gołe zadek.
Fte sie sitka łopoki Śmiejom znik obuk, bo jeden se zadek,
a drugi palec omalówoł A tek taki wsted obłapio, ize im krew
bucho do gembe, ani sie niefcom patrzeć na inek, ino uciekajom, jaze za nimi wiater ducho 7). Be chocia spinkę wzion. Ale
wicie, to kie ftóren głuptok, to sie do wiprowadzić w pole.
Pote sitka dziedzina wiśmiewajom sie z niego“.

— 312 —
10. Ciuciubabka pierwsza.
„De baba do te zabawę eba niepotrzebno, ba eba, kie
ftorenbe fcioł swojom gembe schować do ji podołka. Lo babuk ') je mało zabaw, baba mo ino dwie prowde, roz w ko­
ściele, drugom w noce.
Ano siado jeden na ławie, a ten, co mo odgaduwać, to
kładzie swojem gembe na tamtego podołku, be nie przeźrół,
fto sie do niego zbliżo. Sieka zaś stojom i siedzom, przipatrzujom sie. Fte sie zblizajom, a widzom ino zadek. Fte po
kolei uderzajom w zadek. Fte tamten zgaduje i pókil2) nie zga­
dnie, to mu portki pęknom, a za przebaceniem dupa mu spu­
chnie. To wom to bar śmiesno. Kie zgadnie, fte tamten drugi
sie nagino i biere bicie. I tak pokieia sie nie ucnie pokiela sie
nie przestanom bawić.
Bie de to takie, ze ani prziseć, ani prziłatać".
11. Ciuciubabka druga.
„Kie juz napełnią stancejom '), fte biere jeden worek,
w nim ta som drobne kamienie, a takie natłucone skole 2)‘
Pote mu zawiązom oce, be nie przeźrół. On chodzi, skoce, fce
kogo dołapić. Lem to trudno. A sitka uciekajom, to go ta
i sarpnom i naśmiwajom, ze nimoze złapać. Pitocie sie, na
co worek ze skolami? Hej! nie fcielibeście fte wleź pod te wo­
rek. Bo jak wom smernie3) po plecak! A bije i śmigo, to wom
sie ka i krwie uskoce'. Ano sitka uciekajom jak owce przed
wilkiem. Każde sie boi nie dostać. Prawie jak casem sitka
powypędzo na pole. To to ta takie głupie. Bawiom sie, bo nimajom co robić“.

Objaśnienia.
1. ') tok = tom, a tem, !) wszyscy, ’) drzwi, *) czysto góralski wyraz,
') które do nich obrócone tyłem, ") dyć, ’) chleb, 8) kawałeczek,
9) czepiec małżeński, *") lalka, '■) warta, •*) wtedy, '») na chłopców
g. w. ,ł) który, ' ) chce, lc) be=będzie, ”) kiedy, ls) rzuci, 9) dzie­
cko, 2") koszyczek nazywają górale tę część ciała kobiety, którą
nasz lud mazurski podołkiem zwie; „napleść komu koszyczek“
znaczy przyprawić dziewczynie dziecko, 21) zabraniają.

313 —
2. *) chyba, a) chłopcy, :l) wszystkiego całkowicie, 4) wierzch, 5) gdzie
e) rzeczywiście, ’) widzicie, s) beł=był, wychodzi to zwykle w po­
łączeniu jeśm, jeś, je, jeśmę, jeście, — ale rozłącznie, n. p. „Dek
jeś beł“ = przecieżeś był, ’) niższy, 10) bes = będziesz, także
forma od jestem: bem, bes, be, beme, becie, bedom, = będę, będziem i t. d., “) ich, ”) tutaj, ls) bierzemy w. g., ’*) O funkcyach
fizyologicznych zwykle bez wstydu mówią, jako o rzeczach zwy­
czajnych, nawet dziewczęta.
3. ') koło siebie, 2) mogę, 3) stół z pleców zrobiony, 4) lekkie kierpce
z grubego sukna, r') potem, “) całkiem, ’) wprzód, przedtem
“) dopóki.
4. ’) pamiętać, uważać, a) zawój sznurka do zaczepienia o coś, 3) lecz
p. sł., ł) nie można.
5. ‘) najradziej, najlepiej, 2) niedorostki, 3) barz, r i z trzeba czytać
osobno, ł) kawałeczek.
6. ') wyźni młyn w Jurgowie.
7. ") kęsek, nieco,
najbardziej, 3) zaś, 4) nie dotknął.
9. ’) nie podobało, 2) najmniej, 3) nie wypada, 4) kilka, 6) miara —
łokieć, 6) to znaczy: spinek, ’) wieje.
10. ') dla bab, 2) dopokąd.
11 ’) Gdy już ich wiele w stancyi, 2) skały, ’) przeciągnie, uderzy.

Skrócenia.
g. w.=góralski wyraz, p. sł.=pochodzenia słowackiego.

Józef Stokłosa.

Wesele „staroświeckie“ w Radłowie.
(Powiat brzeski).
Związki małżeńskie w Radłowie zawierane bywają zwykle
między 20 a 24 rokiem życia, t. j. kiedy młodzieniec „ukończy
klasy“, czyli kiedy jest już wolny od poboru wojskowego, lub,
kiedy ukończywszy służbę wojskową, wróci do domu na urlop.
Późniejszy czy wcześniejszy wiek dziewczyny jest obojętną rzeczą
dla młodzieńca, jeźli tylko „spodobają się sobie“. Znajomości
zawierają młodzi najczęściej podczas jarmarków, odpustów,
w drodze do kościoła, a niejednokrotnie nawet podczas roboty
w polu. Po dokładnem poznaniu się, kiedy młodzieniec jest już
pewny, że ze strony dziewczyny nie dostanie „odmowy“, po-

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.