fedb62d88e7c369c4560dfd404504c17.pdf
Media
Part of Materyały i poszukiwania, cz.2 / Lud, 1908, t. 14
- extracted text
-
MATERYAŁY I POSZUKIWANIA.
Nowe przyczynki
do drugiego wydania „Księgi przysłów“
S. Adalberga.
Setka II.
101. Marzec 26. Odm. w „Pismach rozmaitych“ Aug.
Żdżarskiego (Warsz. 1823. t. II., s. 222.): „Suchy marzec, mo
kry maj, | Będzie żytko, kieby gaj“.
102. Mieć. Dod. z Magnuszewskiego „Zemsty panny Ur
szuli“ (rozdz. V.) przysh, znane zresztą powszechnie: „mam
ich wszystkich za ba i bardzo“, czyli, jak wymawiają we Lwo
wie : za bajbardzo.
103. Mierzyć 3. Prw. Papr. K- XXIV., 25—6.: „Jakową
miarą mierzysz ty bliźniemu twemu, | Takową mierzyć będą
i tobie samemu“ i tamże LXXI., 31. : „A jak komu sam mie
rzysz, tak ci też odmierzą".
104. Miesiąc. Brak znanego powszechnie zwrotu, który
czytam w „Szkicach“ A. Szymańskiego (I., 68.: Maciej Mazur)
w zdaniu: „(Ano myślę sobie, gorzej będzie, bo na pewniaka
szykuje mi co takiego, że) ruski miesiąc popamiętam“. Podobnie
Sewer-Maciejowski w „Kobiecie" (Życie Krak. 1898.) pisze:
„(Spiorę cię, że) popamiętasz ruski miesiąc“.
— 237 —
105. Milczeć. Dod. z Noworocztiika litewsk. na r. 1831.,
s. 6. (wiersz D. Orlickiego): „Będę milczał, jak wryty .
Dod.
z Mickiewiczowego przekładu ustępu „Don Karlosa“ w. 272.:
„milczeć, jak skała“. - Dod. z „Pytań i odpowiedzi“ J. hr.
Borkowskiego: „milczeć, jak turecki święty“. — Dod. z wier
sza Cz. Jankowskiego „Za dni Cezarów 11.“ zwrot: „milczący,
jak noc“.
106. Mleko. Dod. z „Kapryśnej“ W. Bełzy zwrot: „(Pogro
ziła na mnie zlekka) A ptasiego czy dasz mleka? (1 rozśmiała
się)“.
.
.
107. Młyn 2. Prw. Tetm. Zaw. 70.: „(Nawet mi mc memówił Daniel Ryży, | Choć) on, jako młyn, co nasypią, miele“
t. zn. powtarza plotki.
108. Modlić się 5. tekst główny ==
VIII., 253.: „Op
matko, matko! modlicie się pod figurą, a macie djabła za skórą
(Zza
krakowskich rogatek).
109. Mruczeć 3. Odm. dawniejszą od podanych u A.a
zawiera Bar. 77.: „Jakci mruczy, by niedźwiedź, chodzący
po lesie“.
1(
110. Mucha 39. Prw. w wierszu „Zdradzie domowego
(Zab. przyj, i pożyt. 1775. XI., 171.): „Stawa mu (wydruk,
błędnie: snu) mucha, jak mówią, wielbłądem*.
111. Myśleć 6. Aleksander Chodźko w poemacie „Derarze“ II. (Poezje 1829., s. 149.) pisze: „1 o niebieskich marzyć
migdałach“. Prw. w „Julci“ J. Borkowskiego: „o niebieskich
migdałach myślała“, a w „Posłuszeństwie J. Korzeniowskiego
zwroty: „marzenie o niebieskich migdałach i: „myśleć o nie
bieskich migdałach“.
112. Nauka 20. Odm. w „Zającu i czajce“ J. K. Pajgerta:
„Niech nieidzie w las nauka!“
113. Nić 8. Odm.: „Po nitce do kłębka“ stanowi napis
powieści Kaź. Chłędowskiego, wydanej w Krak. 1872. r.
114. Niedźwiedź 7. Odm. Pr. liter. 1838., 145.: „Kto jedzie
na niedźwiedzia, niech sobie łóżko gotuje, a kto na wieprza,
_ Dod. Tetm. Zaw. 99.: „Niedźwiedź jest niedźwie
dziem, | A kupie wilków nieda przecie rady“.
115. Ogar. Przedruk, też z Gospod. jezd. (1690). w Pr.
liter. 1838., 145. Zwracam uwagę, że wyr. zwajcza, należy po
prawić na zwajca, co powstało ze zwadźcy taksamo, jak rajca
z radżcy.
— 238 —
116. Ojciec 6. Odm.: „Jaki ociec, takie syćko“ w Orkana
Now. 85.
117. Oko. Dod. z „Ziemi i gwiazd“ J. K. Pajgerta zwrot,
znany powszechnie: „Choć oczy wykol, (nic widzieć niemo
żna)“. — Z Litwy znam ustnie wyrażenie : „oczy mak, jak
u słonego zająca“, używane o człowieku, któremu oczy kleją
się do snu.
118. Osiek 7. Prw. Bar. 389..: „Toć tam właśnie, jak
w Osieku, sprawa“.
119. Osieł. Dod. Papr. R. LXIX., 19 : „Osieł niesie, roz
umie : stanie Bóg za szkodę“.
120. Padać. Dod. z Orkana Now. 4L: „(A od czego przy
słowie :) Tak będzie, jak padnie ?“
121. Pan 28. (i 84.) Prw. Papr. R. XXXIL, 44. : „(Mający
na pamięci, co Chrystus powiedział :) Dwiema się pany bawić
źle, by każdy wiedział“. — 162. (bez źródła u A.) = Mick.
„Pani Twardowska“ w. 99. — 253. Odm. w wierszu „I my !“
Cz. Jankowskiego : „Hej, po cholewach pana znaj !“ — Dod.
Papr. K- LXIX., 39. : „Już pan, już ma i rozum, gdy ma skar
bów wiele“, co dziś wyrażają zwykle krótko : „Ma pan rozum !“
122. Paryż 1. Odm. w „Mowie kwiatów“ J. Borkowskiego
pod h. Hreczka: „I w Paryżu niezrobią z kaszy iyżu“ (Pisma
I., 413).
123. Pić 38. Prw. Bar. 154.: „Wyssę ja ją, jak gębką“.
124. Piec 4. Odm. w Załuskiego Z. R. III., 456. : „Kto
lega | W piecu, taki ożogiem drugich zwykle sięga“. — 11. tekst
gł. figuruje jako napis powieści Stan. Ch(rzanowskiego) w Tyg.
liter. Pozn. 1844—45. R. VII.
125. Piekarski. Brzmienie: „pleciesz waść, jak Piekarski
na mękach“ wraz z próbą wyjaśnienia powstania tego przysł.
mieści się w powieści D. Magnuszewskiego p. n. „Zemsta panny
Urszuli“.
126. Pieprz 6. W Szopce krak. 1., 7. odm.: „Bo ułanów
niebyło, aż kędy pieprz rośnie“.
127. Pies 100. W Ezopie łacińskim (nie greckim) jako
sens moralny bajki 2. De lupo et aguo (O wilku i jagnięciu)
czytamy: „Vêtus dictum est: Ut canem caedas, facile inveniri
baculum“, co jakiś Czech w średniowieczu przełożył tak: „Stare
przislowi jest : Aby (= abyś) psa bil, snadno se muż najiti
kaj (= kij)“. Prw. Truhlárza „Ezopowć fabule“ 1901., 373—4. —
— 239 —
184. Odm. „Z siwą głową do kobiety, jak do psa z jeżem“ czy
tam w art- „Granice młodości“ (Słowo polsk. 1905., nr. 221.,
str. 9., łam 3) — 290. Zwrot to znany też w Niemczech dol
nych, bo w poemacie Fr. Reutra p. n. „Hanne Nüte“ czytam
raz: „Doch der ist selber auf den Hund“, drugi: „Denn geiht sei
gänzlich vor de Hunn’,“ a w dziele jego „Ut mine Festungstid“
podobnie: „dat...wi alltausamen vor de Hunn’ gähn müssten“
t. zn. że my wszyscy razem musimy zejść na psy.
128. Piękny 3. Odm. w wierszu „Skała w ogrodzie“ J. K.
Pajgerta: „Jak róża 1 krew a mleko! hoża, samo zdrowie".
129. Pijany 30 Karol Sienkiewicz w wierszu p. n. „Podolanka“, napisanym w Paryżu 1836. r., a wydrukowanym w jego
„Pismach literackich“ (Paryż 1864., 345.) wyraża się: „Już jak
Bela sprawnik pian“. — Dod. Bar- 65.: „pijany, jak bączek“
(prw. Upić się 7.) — Dod. również z Bar. 44.: „Pijany, jak
dudy“ (prw. Upić się 12.).
130. Pilnować 8. Prw. w „Pieśni Mojżesza przed zejściem
jego“ J. K. Pajgerta : „pilnował, jak źrenicy w oku“.
131. Piotr. Znanego zwrotu „miała Pietra“ (= bała się,
Wisła VIII., 255.) niema u A.
132. Polak 35. W Tygodniku wileń z r. 1818. odm.:
„Mądry po szkodzie“.
132. Polska. Dod. z art. „O rządzie polskim“ (Goniec
krak. 1831., nr. 207., s. 796.): „Starodawne przysłowie: „Polska
nierządem stoi“.
134. Popiel 3. Odm.: „Polować, jak król Popiel“ Pr. liter.
1838., 145.
136. Poseł. Dod. z wiersza F. Zabłockiego p. n. „Kupido
więzień“ (Zab. przyj, i pożyt. XI. 1775., 287.): „(Zgoda nato —
krzyknie rada) Próżny poseł nic nienada“ t. zn. nic niewskóra,
nic niewart poseł z rękoma próżnymi.
136. Pościełać (!). Odm. w „Mowie kwiatów“ J. Borkow
skiego pod h. Śnitka (Pisma 1., 425.): „Jak kto sobie pościele,
tak się wyśpi“.
137. Powiedać. Dod. Papr. K- LXV1., 19—20.: „Takżeć
też, bracie miły, u nas powiedają: Niepowiedaj tym nowin, co
cię niesłuchają“.
138. Pójść 8. Odm. w „Zemście panny Urszuli“ Magnuszewskiego (rozdz. V.) : „wraca, jak zmyty“. .
— 240 139. Prawda 43. Gem. też jako napis dziełka Józefa Zale
skiego, wydanego we Lwowie 1848. r.
140. Prawo. Dod. ze Stopki XIII.: ,.Myśliwskie prawo
krótkie“, t. zn. niema co długo się namyślać.
141. Prosię. Dod.: „Od prosiątka do cielątka“ (Siero
szewski, Latorośle 63).
142. Prosty. Dod. z „Wyspy garbatych“ J. K. Pajgerta :
„(Smukłej postaci) prostego, jak jodła“ i niżej: „jak jodła
wysmukły“.
143. Przepaść 2. Odm. z pod Ciężkowic {Wisła VIII.,
105.): „Przepadł — kamień — woda i niema!“
144. Przeskoczyć 2. Now. 61. też jako napis art. Seweryny
Pruszakowej {Dzwon literacki 1847. Odz. 11. t. II.) Odm. ludowa
w Stopce XXVII.: „No, bo juści zwycajnie niebedzies grał
i gadał hop!, jaz przeskoczys“. Prw. w Pokłosia 1853. r. II.,
90.: „Starzy jednak nam mówili... Że ten haniebnie się myli, |
Kto, nim przeskoczy, hoc! krzyczy“.
145. Rak 17. Dygasiński w „Godach życia“ s. 29. pisze:
„(byłto jeden z takich, co się o nim mawia): Słyszy, jak trawa
rośnie, i wie, gdzie raki zimują“ (prw. Słyszeć 11.).
146. Rok 15. Odm.: „Nie tak szkodzą lata, jak szarapata“
podał mi dr. St. Eljasz-Radzikowski, jako znaną na Podhalu
w wieku XVIII.
147. Rosa. Prw. w wierszu Z. Przesmyckiego „Szumi
drzewo“: „Precz żal, że oczy nam, | Nim dojdziem szczęścia
bram, | Już rosa powyjada“.
148. Rozum 54. Odm.: „dmie, jakgdyby wszystkie pozjadał
rozumy“ w „Liście do E. B.“ J. K. Pajgerta. — 90. Tekst, po
dany z Modrzewskiego, jest przekładem niepełnym wiersza
Terentjusowego w „Formjonie“ (II. 4., 14.): ,,Quot homines,
tot sententiae, suus cuique mos“, co w „Ezopowych fabułach
J. Albin przełożył po czesku: „Kolik hlaw, tolik rozumu
(Truhlárz j. w. s. 318.).
149. Równy 2. Odm. Papr. K- XLV., 19. : „(mieć onę
przypowieść uczciwą na pieczy, | Iże) równy z równego weseli
się zawżdy“. Jestto przekład łać.: „Similis simili gaudet“.
150. Ryba 40. i 34. (prw. Sieć 3.) W „Napomnieniu pol
skiemu ku zgodzie“ Stan. Łaskiego z r. 1545. (prw. Pamiętnik
liter. 1904. 111., 410.) czytamy: „Jedno mie odwodzi nasze przy
słowie polskie, by kto rzekł, iż przed siecią ryby łowię“.
— 241 151. Samotny. Dod. z „Klarnetu“ J. Borkowskiego:
,,(w domu siedzę) samotna, jak sowa“.
152. Sas 1. Sienkiewicz w odcinku Gazety polskiej (Warsz.)
z r. 1875. pisze: „jedni chcemy iść do łasa, drudzy do Sasa“.
Jak tu błędnie pojęto „Sasa“, taksamo Adalberg, znający wła
ściwe znaczenie wyrazu tego, który należy pisać przez małe s,
fałszywie umieścił to przysłowie pod imieniem własnym Sas.—
7. Brak źródła u A.a; otóż M. Witanowski (ZWAR XVII.,
15.) przytacza to przysł.— z domyślnym podmiotem: chłop —
jako powtarzane dziś jeszcze przez lud wsi Stradomia pod Czę
stochową.
153- Sądzić 6 Odmiankę, dawniejszą i źródłem i brzmie
niem od podanych u A.a, czytam Papr. R. LIX., 26.: „Chceszli,
byś sądzon niebył, niesądź sam drugiego 1“
154. Sąsiad 27. Odm. w „Instynkcie“ F. Zabłockiego (Zab.
przyj, i poż. 1775. XL, 388.): „(niech świadczą) sąsiedzi, | Co
według dawnej gadki widzą, jak kto siedzi“.
155 Sen 10. Odm. Bar. 469—70.: „(Dawno mówią a do
brze, że) każdy sen mara, | A Pan Bóg zaś sam sobie nalepsza
ofiara“. Prw. też w „Orłach z Herburtów“ Leszka hr. Bor
kowskiego (Pr. liter. 1838.) wiersz: „Sen nie wiara, pusta
mara“. Już Rzymianin nazywał somnia — nugula od nugae,
bzdury (prw. uwagi G. Landgrafa w ALL IX., 398. i X., 278.,
oraz W. Heraeusa tamże X., 514.) Niemiec powiada: „Träume
sind Schäume“.
156. Serce 8. Prw. w Słowackiego „Balladynie“ II. 1.,
8. : „(Wiesz mi, że cię szacuję), co w sercu, to w gębie I“ —
Dod.: „Serce i praca człeka zbogaca“, które stanowi drugi
tytuł książki Stan. Kowalskiego „Wędrówek studenta“, wyd.
w Samborze 1853. (Prw. Praca 43.) — Dod. z „Marylki“
(1849.) G. z G. Puzyniny: (zadecydowała, jako się to wszystko
zakończy) w sercu, na kobiercu“ (prw. Miłość 4.).
157. Siedzieć 33. A. podał jako tekst gł. brzmienie: „Sie
dzi, jak kozieł w kapuście“ bez źródła; do tego jako odm.
przytoczył z Reja Źw. II., IV. : „Siedzi, jako kozieł z zawieszoną
brodą, ani o czym dobrym nie myśli, jedno tylko jako kozieł
o kapuście“. W tekście tym należy rozróżnić dwa przysł., jedno:
„siedzi, jako kozieł z zawieszoną brodą“, grugie : „myśli tylko,
jak kozieł, o kapuście“, czego A. nieuczynił. — 35. Odm. Rej.
Zw. II., III.: „siedząc tak, jak jakie malowane drzewo, a we-
— 242 wnątrz spróchniała“. — 46. Prw. w Słowackiego „Beniowskim“
1„ 639. : „Jak na kazaniu siedziała sanskryckim (A potym dała
mi w sam łeb Witwickim)“. — 69. Odm. pełniejsza w Zab.
przyj, i poż. 1775. XI., 192.: „(Musi tedy człek) siedzieć, jak
sęp zachmurzony“. — Dod. z „Ambarasu“ J. Borkowskiego:
„Siedzi (przy niemej pannie), jak piec malowany“. — Dod.
Rej. Zw. II. proem. : „(Boć lepiej, kto cudzemi przypadki się
karze, | Niźliby tak sam) siedział, jako gil na wsparze“.
158. Siwy 4. W Monitorze nrze 9. z roku 1772. pisze
Krasicki: „tandem pojąłem siwiuteńką, jak goląbeczka“. Zdanie
to we francuskim piśmie Le Spectateur, z którego przełożono
ten ustęp, brzmi : „qu’elle est devenue aussi grise, qu un chat
(prw. Pamiętnik liter. 1904. 111., 284.).
159. Skakać 11. Już w starym wierszu czeskim o Nikim
(ang. Nobody, łać. Nemo) czytamy w w. 86. : „w tanci jako
koza skacze“ (Boite w Arch. si. Phil. XVIII., 129.).
160. Skoki (niema u A. = nogi zajęcze). Tu należy zwrot
łowiecki : „skoki przypiekać“ t. zn. nieznać myślistwa {Pr. liter.
1838., 145.).
161. Skorupa 2. Odm. pod h. Tykwa w „Mowie kwiatów“
J. Borkowskiego (Pisma 1„ 428.): „Czym się skorupka za młodu
napoi, tym na starość trąci“.
162. Słodki. Dod. z balady „Darów“ J. K. Pajgerta: „Jak
letnia rosa, słodki w pokoju“.
163. Słuchać 5. Odm. ludową ze Sromowiec wyżnich
(w Nowotarskim) podaje Janczyw MPKJ (= Materjały i prace
komisji językowej Akad. Um) I., 70 — 1. pod h. gany: „fto
swuho pode śćany, tęn vyswuho sfoje gany“.
164. Służyć. Dod. Rej. Źw. 1., IX. : „(Bo to stara przypo
wieść : Satis petit, qui bene servit, t. j.) mało mu trzeba prosić,
kto pilnie służy“.
165. Smarować 1. 1 w wydaniu „Facecji“ z r. 1717. znaj
duje się to przysł. w brzmieniu „Żartów“, a nie w odm. „Fa
cecji“ z r. 1650. (prw. Arch. Slav. Phil. V., 431.).
166. Smorgonie. Dod. z „Niedźwiadka“ Fr. Morawskiego :
„(Żaden) smorgoński niedźwiadek | (Ani się umył do niego)“.
167. Smutek. Dod. ze Stopki 54. : „Cłekowi ze smutke
wnuku (= we wnętrzu) to tak nijak zyć, jako niedźwiedziowi
z kulkom w brzuku“.
243 —
168. Sobótka. Taksamo, jak do Sasa 7., źródłem A. a był
widocznie Witanowski (ZWAK XVII. 3., 41., gdzie z okolicy
Częstochowy podano to przysł, tylko pisownią nieco odmienną,
bo—om zam.—ą). Nieinaczej Jakób św. 13. i Agnieszka
św. 15.
169. Sowa. Dod. z „Wyprawy po żonę“ J. Korzeniowskiego
(Dzieła V., 262.): „Jak poprosisz sowę w taniec, nienastępuj
jej na palec 1“
170. Spać 21., 29. i 30. Prw. niem.: „Du hast geschlafen,
wie ’n Maulwurf“ (Frenssen, Jörn Uhl r. XXIV.). — Do 30. prw.
w „Ut mine Festungstid“ F. Reutra: „(dor legen drei Boots
knecht up un) slepen as de Rotten“ t. zn. spali, jak szczury
Podobnie mówi Tyrolczyk: „Schlała, wi ’a Ratz“ (ZW VIL,
202.) Prw. też nazwy romańskie szczura: hiszp. lirón „Schlaf
ratte“, portug. leirao „Siebenschläfer“, o których rozprawia
Q. Gröber w ALL II., 439. — Dod. z Orkana Now. 24.;
„Śpi, jak Poniezus po wiecerzy“.
171. Sparzyć się. Prw. w „Biesiedzie i uroczystości“ (180.)
G. Puzyniny: „Bolesław, sparzony mlekiem, i na wodę dmu
chał“. Odm. Knap. 396. podaje J. Borkowski w „Mowie kwia
tów“ (Pisma I„ 422.) pod hasłem : Pokrzywa głucha. Uwagi
godny odpowiednik znajduję w zwrotce sanskryckiej, którą
O. Bóhtlingk podał pod 1. 2855. wyd. II. swego zbioru „Indische
Sprüche“ (t. II., s. 132 ) z Hitopadeśi : „Bälah päjasadagdho
dadhjapi phütkrtja bhakszajati“ t. zn. dziecko, sparzywszy się
mlekiem gotowanym, i na kwaśne dmucha, zanim je jeść
pocznie. Dzisiejsi zaś mieszkańcy Malty powiadają: „Yl kelb yl
mysmüt koli ylmae jydannäh maskhün“ t. zn. pies, który się
sparzył, uważa każdą wodę za gorącą (prw. Sandreczkiego
w WZDMG t. XXXIII, 241.).
172. Spółka 3. Odm. pierwsza główna (bez nawiasu) sta
nowi napis art. Piotra z Sosnowej Wólki w Kronice rodź.
1883., 257—60.
173. Stać 17. Prw. w „Tryumfie miłości“ tłum, z franc.
przez A. Piaseckiego (Zab. przyj, i poż. 1775. XI., 94 ): „sta
nęła, jak wryta“. Wtymźe piśmie i tomie s. 228. J. Szyma
nowski w „Sielance“ pisze: „Stanąłem, jak wryty“. Odyniec
w legiendzie p. n. „Jałmużna“ (Wanda 1825., 206.) mówi: „Jak
wryta, na miejscu stała“. Matuszewski w „Zbiorze wierszy“
1803., 116. w wierszu p. n. „Derwisze i kaczka“ pisze: „stoi,
— 244 —
jak wryta* , Kraszewski w „Biografji sokalskiego organisty*,
{Noworocznik litew. 1831., 191.): „stał, jak wryty“, a Magnuszewski w „Zemście panny Urszuli“ r. V. podobnież: „stanął...
jak wryty“.
174. Starość 15. Taksamo mówią na Rusi węgierskiej:
„Starist’ ne radist’“ {EZb 11. 11., 37).
175. Stodoła 13. Odm. w Załuskiego ZR III., 456: „Z pu
stej stodoły nocne wylatują sowy“ (o głupcu).
176. Stół 5. i 11. My siadamy na dwu stołkach, Rusin
węgierski na dwu koniach: „Ne moż razom na dwóch konioch
sydity“ {EZb 11. II., 37). — Do 11. prw. Zab. przyj, i pożyt.
XI., 27.: „(I co, jak żyją,) na dwu stołkach siedzą“.
177. Strach. Niema u A.a pod tym hasłem znanego
zwrotu o brzydkiej kobiecie: „strach na wróble“. Odnajduję
go też w poemacie „Hannę Nüte“ F. Reutra: ,,so ’n olles
Schátzchen..., de 'n in de Arwten setten kann“ t. zn. taką starą
łubkę, którą można postawić między grochem, jak objaśnia
komentarz: jako strach na wróble (przysłowiowe).
178. Strzec 2. Prw. w „Julci“ J. Borkowskiego: „Jak oka
w głowie strzegę“. I Fr. Morawski w „Dworcu swojego dziadka“
pisze: „Jak gdyby oka w głowie, strzeże dziewcząt cnoty“.
Odpowiednik czeski tego zwrotu znajduję w noweli Świętopełka
Czecha p. n. „Hul P. K. Swieteckého“ (Laska p. K. Świateckiego):
„ja ji budu opatrowati, jak oko w hlawie“, tamże dalej : „Chci
ji opatrowati, jako swou zrzitelnici“.
179. Strzeżony. Odm. Flor, też w F. Morawskiego bajce
p. n. „Kot i szczur stary“.
180. Studnia. Dod. z „Sekretu“ F. Morawskiego : „Mnie
co powiedzieć, jakby w studnię wrzucić“.
181. Suknia 17. Odm. w „Janie z Tęczyna“ (r. XIX.)
Niemcewicza: „Strój nieczyni człowieka“.
182. Swój 37. i 45. łączy odmianka u Stopki VIII.: „Ciągnie
ta wej swój do swego i rad go widzi“.
183. Syty 3. Prw. węg.-ruskie: „Sytyj hołodnomu newiryt’“
{E Zb II. II., 37).
184. Szkoła 2. Prw. w „Prawach szkolnych“ czeskich z r.
1638., ogłoszonych przez dra J. Karaska w czp. Wieslmk
czeskych profesora X., 10.: „O to, co se we szkole dieje a dielá,
wen nikda k jinszím toho at’ newynászejí (rozum, żacy)“.
X
— 245 —
185. Szlachcic 22. Skrup. Taksamo Wójcicki Pr. liter.
1838., 199.
186. Szymona i Judy św. 2. i 7. Prw. czeskie horzyckie
przysł.: „Szimona a Judy wyhani hlidacze z budy“, a z nrami
3—4., 6. i 8.: „Szimona a Judy zima leże z pudy“ i „Szimona
a Judy budę zima wszudy“ (NSOH 205). — Do 6. odm.:
„Na świętych Szymona i Judy trza się spodziewać śniegu
i grudy“ ks. Sarna Pow. krośń. 120. Odm. stradomska : „Na
świntego Szymona i Judy trzeba sie spodziewać śniegu i grudy“
(ZWAK XVII. 3., 44.).
187. Ślepy 10. Prw. chorwackie: „Med’u ćoravijem tko
ima jedno oko, meću ga za cara“ i łać.: „Inter vaccas bos est
abbas“ (RJA XXXI., 129.).
188. Śmierdzieć 3. Słowieniec Erjawec, który w Senożeciach zapisał wyraźnie przysł.: „smrdi, kot cap“ (LMSl 1879.,
135.), niebyłby powiedział, że niezna znaczenia wyr. cap, gdyby
był znał przysł. nasze.
189. Światło. Odm.: „Kto pod korcem niekrył świecy“
w wierszu A. Niemojowskiego „Kiedy kłamią“.
190. Święty. Dod. Rej Źw. II., II.: „to już tam vix iustus
salvabitur, ledwo się święty wybiega“.
191. Taniec. Dod. Rej. Źw. 1-, IX.: „trudno tego, powiedają, do tańca ciągnąć, kto nierad skacze“.
192. Tonący. Odm. Gem. też w „Odpowiedzi na list
szlachcica do Metternicha“ (1846.) F. Morawskiego (Pisma IV.,
183.). Duić podaje w ZJSl I., 287. odpowiednik chorwacki:
„Utopljenik sa i za slamku vata (= chwata, chwyta)“.
193. Trafić 10. Ks. Poczobutt w liście z 4. VII. 1792.
(Kwart, histor. XVII, 35.) pisze: „(wizytator... udał się do
Mińska i) trafił z deszczu pod rynnę“.
194. Trzymać 17. Przytoczone z Reja Źw. II., II. brzmienie
należy poprawić: „Dzierż się tego mocno, jak pijany płota“.—
Dod. z odcinka Sienkiewicza w Gaz. poi. (Hósick, S. jako fejletonista s. 179.): „(Prawdziwy to motyl): tu ją trzymasz, tu
jej niemasz“.
195. Twardy. Dod. z „Radziwiłła Sierotki“ Fr. Moraw
skiego : „Z niego (t. j. R. Sierotki) to stare poszło przysłowie:
Jakgdyby kalwin, tak twardy“.
196. Tykwa (niema u A.) P. Chmielowski w „Dziejach
krytyki liter, w Polsce“ s. 60. podaje ze Stan. Herakljusa ks.
Lud. Rocznik XIII.
17
— 246 —
Lubomirskiego „Rozmów Artaksesa i Ewandra“ (1694.) ustęp :
„Tylko tego czekać, żeby litery, wziąwszy duszę, albo skakały
jeszcze po arkuszu, albo z tym w tykwy poszły, co je czyta“
i w uw. 4. objaśnia : „w tykwy pójść = zacząć bójkę“. Wi
docznie to humorystyczny zwrot przysł., oparty na przystoso
waniu słowa tykać do tykwy.
197. Uciekać. Dod. z Załuskiego Z R 111. Addit. 2.: „ucie
kała chyża, | Jako pokusa, gdy się zlęknie krzyża“.
198. Umarły 4. (i 2.) Prw. Appendix gnotnicam, wyd. przez
L. Sternbacha (RAU XX., 44. pod 1. 110.): „'hyapicrrov
evepyéreiv Kai veKpov pvpi^eiv e’v íau) Keirai“. Tosamo podają
Excerpta Parisina (tamże s. 69. pod 1. 2.) jako zdanie Plutarchosa, któremu też pod 1. 23. przypisano tu odmiankę: „ Oirre
trapa verpov ópi\íav oirre Trapa (f>i\apyvpov §eT yápiv éiriQtjreiv“.
199. Umrzeć 11. (prw. Młody 27. i 33.). Taksamo Tyrol
czyk mówi: „Di Alta müassan und die Junga kónda stearba"
(ZUU Vil., 201). — Dod. z Wisły VIII., 264.: „Kto dla kogo
stworzony, to dla tego umrze“.
200. Umykać. Dod. z „Wieczoru cz. przypadków peruki“
J. I. Kraszewskiego (Noworocznik litew. 1831., 294.): „Zmykał,
jak najęty“, zwrot znany powszechnie. — Dod. z Szopki krak.
1. 5.: „Umyka... jak zmyty“.
Dr. Franciszek Rrcek.
Muszyna w powiecie Nowo-Sądeckim.
Napisał
Fr. J. Tryszczyła.
1. Położenie miasteczka.
Jadąc do Krynicy, perły naszych zdrojowisk polskich, prze
jeżdża się przez małe miasteczko Muszynę. Leży Muszyna w ko
tlince, będącej przedłużeniem doliny „Spiskiej“, w miejscu, gdzie
Poprad robi przełom wśród Karpat. Miasteczko otoczone wzgó
rzami, a z dwóch stron wyższemi pasemkami Karpat, jak „Malnikiem“ i „Kodziejówką“ (nazwy miejscowe).
— 247 —
Posłuchajmy, jak położenie miasteczka określa wiersz lu
dowy, tamże śpiewany:
„Muszyna miasteczko leży przy Popradzie,
Pomiędzy górami swe łożysko kładzie.
A tam dalej jest kościół Józefa świętego,
Załuski, Trzebicki1) fundatorzy jego.
A za tym kościołem cmentarz poświęcany,
Zaś na górze „Malnik“ jest krzyż malowany.“
MUSZYNA.
Tuż nad samym Popradem wznosi się pasemko górskie,
dość strome, pokryte dołem leszczyną i olchą, górą zaś sosną
i jodłą. Na szczycie tego pasma, skąd roztacza się wspaniały
widok, wznoszą się ruiny starego zamczyska, zwanego „Pollach“
Omszone mury zdają się wskazywać, że już kilka wieków na
niem zdrzemało. Zamek ten rzeczywiście sięga bardzo dawnych
czasów; wytrzymał on wiele napadów nieprzyjaciół, jak Szwe
dów i innych ludów. Ciekawe są legendy o tym zamku, krążące
między tamtejszym ludem.
4 Biskupi krakowscy.
— 248 —
2. Legendy.
W tern miasteczku jakoteż i w samym zamku mieszkali
ludzie tak wielcy, że gdy n. p. jeden mężczyzna stanął na wierz
chołku góry „Malnik“, a drugi na górze „Kodziejówce“, (odle
głość jednej góry od drugiej wynosi w przzbliżeniu 200—250 m)
to wzajemnie mogli sobie podać ręce. Ludzie ci umieli mówić
po łacinie tak dobrze, jak sam biskup. (Czyżby to mieli być
jeszcze Rzymianie)?
Druga legenda o samym zamku „Pollach“.
Oto według wersyi, krążącej między ludem, ma się znaj
dować w tern zamczysku dwoje skamieniałych dzieci: chłopczyk
i dziewczynka. Chłopczyk ma na palcu pierścień, wysadzany bry
lantami, dziewczynka zaś paciorki z pereł. W ogromnej sali, do
której prowadzą żelazne drzwi (drzwi te widoczne jeszcze przed
kilku laty, dziś zawalone) jest „zaklęte wojsko“. Gdy w nie
dzielę palmową podczas procesyi ksiądz trzy razy uderzy krzy
żem w główne drzwi kościelne, obróci się nieco pierścień chłopca,
otwierają się żelazne drzwi, zaklęci rycerze odzyskują mowę,
zasiadają do stołu, pełnego najwykwintniejszych potraw i ucz
tują, w czem usługuje im owa dzieweczka w perłowych pacior
kach. Uczta trwa dość krótko; po niedzieli palmowej, znowu
wszystko kamienieje. Tak powtarza się co roku, dopóki „pier
ścień brylantowy“ chłopcu skamieniałemu nie zsunie się z palca.
Gdy to nastąpi, rycerze odkamienieją, staną pod dowództwem
chłopca, połączą się ze „śpiącem wojskiem w Tatrach“, stoczą
okrutną walkę z Moskalami i odbiorą Polskę. Wtedy owa dziew
czynka ofiaruje każdemu rycerzowi jedną perłę na pamiątkę wy
bawienia ojczyzny.
3. „Czarny Wir“ w Muszynie.
Wspaniałą wstęgą płynie Poprad dość wartko. Pod samym
zamkiem od wschodniej strony przyjmuje małą rzeczułkę „Muszynkę“, od strony zaś północnej niebezpieczny „Szczawniczek“.
Następnie zwraca się nieco Poprad w stronę węgierską, potem
rozlewa się na niewielkiej przestrzeni, gdzie płynie wolno w miej
scu, zwanem „Mikową“. Otóż tu znajduje się ów słynny w oko
licy „Czarny Wir“. Rzeczywiście woda w tern miejscu obraca się,
kotłuje, a ma być tak głęboka, że ustawione dwa kościoły je-
— 249 —
den na drugim nakryłyby się. O północy wychodzą z tej głę
biny topielce i panny wodne; słychać wtedy śmiechy, klaskanie
rękami, płacz i jęk, wołanie o ratunek. Topielce te i panny wo
dne wychodzą na brzeg, bawią się, zwodzą ludzi, których to
pią. Jeżeliby wtedy szedł człowiek i ujrzał topielca lub wodną
pannę, zaraz ma uciekać na orne pole, bo one tam nie mają
do niego przystępu (waloru). Jak wieść gminna niesie, mają być
w tej głębinie wspaniałe pałace i mnóstwo skarbów.
4. Ubiór tamtejszych kobiet
Nie będę się tu rozwodził osobno nad ubiorem mężczyzn,
bo ci już dawno przyjęli strój tandetny, lecz warto wspomnieć
o ubiorze kobiet, noszą
cych tak zwane „chustki
czepione“. W miastecz
ku są dwie lub trzy ko
biety, czepiące wszystkim
prawie mieszczankom
owe chustki, od czepie
nia których płaci się
10 ct. Czepienie odbywa
się mniej więcej w ten
sposób: Kobieta, której
ma się zaczepić chustkę,
siada na krześle. Włosy
musi mieć stosownie uczesane. Chustka zrobio
na jest z tiulu białego
lub mułu, a kosztuje od
4 — 6 zł. Dość wielki
kawałek tiulu w kształ
cie kwadratu, którego
dwa końce są obszyte
koronką, składa się w
krzyż tak, aby końce z
koronką przylegały do
siebie. Końce te spina się szpilką. Teraz składa się ten tiul w kil
ka fałd tak, aby owe końce z koronką wystawały przynajmniej na
P/2 dm. Następnie przykłada czepiarka tak przygotowany tiul
— 250 —
do czoła siedzącej, obwija głowę końcami bez koronek, które
mają zostać w tyle i utworzyć na czole „czubę", którą spina
się szpilkami. Po bokach czuby daje się drobne kwiaty białej,
czerwonej, lub niebieskiej barwy. Tak zaczepioną chustkę noszą
mieszczanki na wielkie święta lub w niedzielę.
Zwyczaje tamtejszego ludu. Potrawy.
Każda niemal miejscowość w Polsce, czyto wioska czy
miasteczko ma swoje lokalne zwyczaje, objawiające się jużto
w ubiorze, w specyalnych potrawach, już też w przesądach.
O ubiorze wspomniałem już krótko, teraz należałoby opisać
niektóre potrawy, będące specyalnością tamtejszych mieszkań
ców. Do charakterystycznych potraw należą: bulaniki, kluski
ziemiaczane, bobalki i dziady. Po krotce przedstawię sposób ro
bienia każdej potrawy.
Bulaniki. Oskrobane ziemiaki surowe trze się na tarełku,
potem nakłada się na liść z kapusty trochę owych tartych ziemiaków, robi się na niem placek, a ten wsadza się do pieca.
W piecu trzyma się 25—30 minut. Po wyjęciu smaruje się świeżem masłem i je się.
Kluski ziemniaczane. Bierze się jak poprzednio tarte zie
miaki i wyciska się z nich wodę do osobnego naczynia. Woda
ta ziemiaczana musi jakiś czas stać, aż opadnie na dno mączka
czyli skrobia. Następnie wodę się zlewa, a biały osad miesza
się z tartymi ziemiakami. Z tej mieszaniny robi się małe kulki,
które rzuca się na wrzącą wodę i gotuje się 35 — 40 minut. Po
wyjęciu i ostudzeniu polewa się smażonem masłem.
Bobalki. Do zwykłej, pszennej mąki daje się 2—3 jaj za
leżnie od ilości; robi się ciasto, a z niego walcowate kluski,
które się suszy. Po wysuszeniu rzuca się na wrzącą wodę. Po
wyjęciu i ostudzeniu polewa się miodem.
Dziady. Mąkę przygotowuje się tak, jak do bobalków, z tą
tylko różnicą, że zarabia się nie wodą, lecz mlekiem. Z ciasta
robi się dość wielkie, grube płaty, które rzuca się na kipiącą
wodę. Po wyjęciu polewa się świeżem masłem i posypuje serem.
Wierzenia i przesądy.
Jak w innych okolicach, tak i tu ma lud swe gusła, któ
rym przypisuje nadzwyczajne znaczenie. I tak:
— 251 —
1. Gdy ktoś z domowników znajdzie kawałek podkowy
i przybije ją na drzwiach, w tym domu będzie więlkie szczęście.
2. W piątek nigdy nie należy udawać się w podróż, bo
z pewnością spotka człowieka coś złego.
3. Do starego domu nie należy dobudowywać, boby kto
umarł w rodzinie.
4. Jak się komuś zrobi „jęczmień“ pod okiem, trzeba wziąć
7 ziarnek jęczmienia, stanąć tyłem do pieca i siedm razy rzu
cić owe ziarnka na piec, potem trzy razy się przeżegnać, a ję
czmień pewnie zginie.
5. Jak kogo głowa boli, mówią, że ma „uroki“. Trzeba
więc te „uroki“ zrucić (według tamtego języka).
W tym celu bierze się szklankę zimnej wody, do niej rzuca
się 9 żarzących węgli, licząc wspak to zn. od 9 do jednego. Je
żeli dużo węgli opadło na dno szklanki, to jest silny ból. Wody
tej trzeba się trzy razy napić, a głowę obmyć, czy według tam
tejszego języka „pociapkać“.
6. Jeżeli się piecze chleb, nie śmie wejść do izby inna go
spodyni, boby się chleb nie udał, ponieważ go „urzekła“.
7. Wielką wagę przywiązują do wigilii przed Bożem Na
rodzeniem i Nowym Rokiem. Kto w tym dniu pierwszy wejdzie
do domu innego gospodarza, mówią, że on ten dom „pod
szedł“, a pod tym wyrazem rozumieją to, czy za jego „podej
ściem“ będzie się dobrze powodziło temu gospodarzowi, czy nie.
8. W czasie wieczerzy wigilijnej kładą pod każdą potrawę
opłatek. Jeżeli opłatek przyczepi się do miski, to znak, że bę
dzie urodzaj na ten gatunek zboża, z jakiego potrawa jest zro
bioną; n. p. jeżeli to są pirogi, to na pszenicę.
9. W wigilię Bożego Narodzenia zamyka się stajnie na noc,
by czarownice nie przyszły krowom odebrać mleka. W tym dniu
mają one jeździć na łopacie od domu do domu.
10. Podczas gotowania wieczerzy wigilijnej, trzeba się ob
myć w misce, do której dodaje się srebrny pieniądz, to cały
rok będzie się zdrowym.
11. Gdy sikorka zaglądnie do okna, napewno przyjedzie
gość.
12. Gdy na dachu jakiegoś domu znajdzie się kruk, to
w tym domu musi ktoś umrzeć do tygodnia.
13. Jeżeli ktoś w czasie jedzenia uderza ostrzem noża o stół,
przywołuje do tego domu biedę.
— 252
14. Gdy ktoś siedzi przy stole i rusza lewą nogą, mówią,
że dyabła kołysze.
15. a) Gdy ktoś kichnie trzy razy w poniedziałek, usłyszy
dobrą nowinę;
b) we wtorek będzie miał wielką szkodę;
c) we środę otrzyma list;
d) we czwartek usłyszy wiadomość o śmierci;
e) w piątek spełnią się mu wszystkie życzenia;
f) w sobotę wszystkie dobre przedsięwzięcia spełzną na
niczem.
16. Gdy mąż opuścił żonę n. p. wyjechał do Ameryki, lub
innego miejsca, lecz bez jej wiedzy i dłuższy czas nie powraca,
żona zaś tęskni za nim, czyli „cnie" się jej, może go sprowa
dzić, jeżeli weźmie jego stare, białe „eksprymable“ (gacie lub
kalesony), da do młynka domowego tak zw. żarn, będzie obra
cała kamieniem i mówiła następujące wyrazy:
„Mój młyneczku, obracaj,
A ty Jasiu powracaj!"
Tak trzeba mówić 9 razy. Całą tę czynność trzeba wyko
nać o 12 godzinie w nocy, a mąż napewno powróci. Tak też
robią i dziewczęta, gdy którą kawaler porzucił.
17 a) Gdy dziewucha kocha młodzieńca, lecz ten nie oka
zuje jej wzajemnej miłości, trzeba mu dać powąchać specyalnie
uzbieranego ziela, czyli jak tam mówią, trzeba mu „porobić“,
to natychmiast będzie kochał ową dziewczynę.
b) albo: uciąć mu trochę włosów, zawiązać silnie sznu
reczkiem jedwabnym i schować je w szparze węgła. To trzeba
zrobić, gdy jest pełnia księżyca, aby zawsze był pełen miłości.
Wyrazy używane między tamtejszym ludem.
Bandzior — głębina
bogańcze — trzewiki podarte
bortak - człowiek głupi
burdać — pomierzwić (n. p. włosy na głowie)
bajdać — pleść niestworzone rzeczy
chybaj — chodź tu
chodak — chłopiec
czyrać —• mieniąc
— 253 dzirgać się — chwytać się
czuchać — myć, szurować
dziopa — dziewczyna
duchan — tytoń
fras — dyabeł
fryśno — prędko
gzić się — biegać (tak mówią o krowach, gdy biegają w czasie
skwarnego lata)
guzdrać się — bardzo pomału robić
hałęga — gałąź
ket — kiedy, gdy
kapać — biedować
lapsnąć — upaść
łogosz — ulicznik
łojnąć — uderzyć
niedojda — nie zdolny do niczego
ohabić — zostawić
odrajdać — zgubić
ściżyć — naglić
laptać — bajczyć
styrżeć — wystawać
tłoić — mieć pragnienie
wanat — próżniak
wyplizić — wystawić (n. język)
wyhad — grymas
przeklusieć — przecierpieć
porańdać — sparaliżować
puczyć — gnieść
żywan — człowiek grubijański.
Kołomyja, w listopadzie 1906.
Wesele w Przyborowie, parafii szczepanowskiej,
podał
Kazimierz Kaczmarczyk.
Raz się ujrzeli i już ich serca na zawsze do siebie należą.
Niema tu tego. Poznają się na odpuście, przy pracy w polu,
w kościele lub przy innej sposobności. Lubią się nawzajem,
— 254
czują skłonność ku sobie, ale żyć mogą też bez siebie. Gorą
cej miłości, egzaltacyi niema. Uroda pociąga, ale niemniej waż
nym warunkiem jest majątek. „Kawaler“ też przeważnie już od
dłuższego czasu plany układa, jeżeli się ma z dziewczyną że
nić. Z zamiarami swymi najpierw zwierza się przed ojcem lub
matką, na dziewczynę daje pozór, stara się jej przypodobać,
częściej się z nią stykać i rozmawiać. Kiedy jest mniej więcej
pewny, że dziewczyna go lubi i nie odrzuci, wybiera się zazwy
czaj z zaufanym sąsiadem lub krewnym, w braku tych z ojcem
na „zaloty“, do domu przyszłej. Wszystko naturalnie dzieje się
z „wiedzą ojców“. Biorą ze sobą „poczęstunek“, który stanowi
wódka i wino, rzadziej zaś piwo. Czasem kawaler wpierw sam
chodzi do rodziców dziewczyny z napiwkiem, a dopiero póź
niej idzie z ojcem lub sąsiadem, by się ojcowie umówili o „wiano“.
Młodzi w czasie targów zajęci są zwykle rozmową. Ustną ugodę
powtarzają podczas jarmarku lub targu przed notaryuszem w Brze
sku, nie zawsze bowiem mają do siebie zaufanie. Z posagiem
bywa rozmaicie, według zamożności, grunt lub pieniądze otrzy
mują młodzi. Oprócz tego dają rodzice krowy, konie, naczynia
gospodarskie na zagospodarowanie się młodych. Mieszkanie
mają przy rodzicach, lub też często dostają nową chałupę zu
pełnie, którą rodzice już nieraz kilka lat naprzód wybudowali,
przeznaczając ją dla córki lub syna.
Umowa o wiano często jednak nie dojdzie do skutku,
wtedy wszystko na nic, a strona zrywająca wraca koszta za „na
pitek" dobrowolnie lub też zmuszona sądownie lub „zaprzecze
niem ślubu“ przy sposobności.
Kiedy ugoda o majątek przyjdzie do skutku, idą młodzi na
„pacierze" do księdza w Szczepanowie. Jeżeli za pierwszym ra
zem ksiądz przekona się, że młodzi znają najważniejsze zasady
wiary, pacierze skończone. Często jednak zdarza się, że chodzą
po kilka razy obydwoje lub jedno z nich. Obydwoje starają się
odpowiadać jak najlepiej, gdyż w razie niepowodzeń przy pacie
rzach, narażają się młodzi na śmiechy we wsi. Po skończeniu
pacierzy dają na ślub i zapowiedzi; koszta ponosi „pan młody“.
W czasie zapowiedzi, głoszonych na sumie przez trzy nie
dziele powiadają na wsi:
„On szeroki, ona szersza,
To zapowiedź pierwsza.
On długi, ona gruba,
— 255
To zapowiedź druga.
On prosty, ona z waszecia
To zapowiedź trzecia“.
W ciągu lub po zapowiedziach oznaczają termin wesela,
które odbywa się przeważnie w pierwszy dzień u panny mło
dej, w drugi u pana młodego, a rzadziej przez obydwa dnie
u panny młodej, jeśli nowożeńcy nie są z tejsamej wsi.
Spraszanie gości weselnych należy do pana i panny mło
dej, którzy też w tym celu chodzą do sąsiadów, przyjmowani
gościnnie, gdyż zaproszenie na wesele należy do zaszczytów, o któ
re się często ubiegają. Pierwsze miejsce między weselnymi ma
starosta i starościna, jego żona jego też najpierw zapraszają, idąc
z piwem lub wódką. Jeżeli zgodzi się być za starostę, ma obo
wiązek postarać na czas wesela o wóz i woźnicę. Starostów
jest zwykle dwóch. Do pana młodego należy teraz zmówić so
bie „nąjbliższego drużbę“ i dalszych; wszystkich jest zazwyczaj
trzech, jak również i drużek, których razem z „najbliższą druchną“ jest tyle, co i druchów. Drużki zmawia panna młoda. Do
stojników tych weselnych wybierają z pośród najbardziej znajo
mych kolegów i koleżanek. Muzykę zmawia najbliższy drużba.
Muzykę stanowi: „pierwszy skrzypek“, „sekundant“, „klarneci
sta“ i „basista“.
Dzień przed ślubem wieczorem zbierają się „skrzypkowie“
i drużbowie u najbliższego na tak zwaną „dobranoc“ Od niego
udają się wszyscy do starosty, gdzie przepędziwszy na tańcach
dwie godziny, idą do pana młodego, a od tego razem już pó
źno w nocy lub nad ranem do panny młodej, u której są już
wszystkie druchny obecne, ubrane w bieli. Tu każda druchna przy
pina swemu drużbie bukiet do kapelusza, składający się z wstążki
i mirtu, panna młoda przypina panu młodemu. Najbliższa dru
chna przypina bukiet staroście, skrzypkom i braciom lub blizkim krewnym pana i pani młodej, jeżeli ci nie są drużbami.
Po przypięciu bubiektów drużki i pani młoda idą do „ku.
mory“ gdzie pani młoda płacze, najbliższa zaś drużka stojąc
we drzwiach z „wiechą“ zrobioną z drzewka małego, na którem
powieszano wstążki, orzechy, pomarańcze i bukiety, śpiewa:
„Z wieczora ja jabłoneczkę wsadziła,
Z wieczora się jabłoneczka przyjęła ;
Już też mojej jabłoneczce rok mija,
256 —
Już się moja jabłoneczka rozwija;
Już też mojej jabłoneczce dwie lecie,
Bo na mojej jabłoneczce są kwiecie.
Już też mojej jabłoneczce trzy lata,
Bo na mojej jabłoneczce są jabłka.
Nie wydam ja mojej córki „lelije“,
Jeszcze do mnie pan starosta nie pije;
Nie wydam ja mojej córki cyprysa,
Jeszcze do mnie starościna nie wyszła;
Nie wydam ja swojej córki „lelije“,
Jeszcze do mnie pan najbliższy nie pije;
Nie wydam ja mojej córki, nie wydam,
Póki do mnie muzykanci nie wyjdą“.
Teraz stara się wyprowadzić najbliższy drużba pannę młodą
z komory, ale ta nie chce z nim iść. Drużba na to wyrębuje
drzwi, aby się mogła przecisnąć, polewa podłogę wodą, by się
prędzej ślizgała. Potem zaś wyprowadza po jednej drużce za
rękę z komory przed starostę i pyta, ,,cy bedzie ta?“ Starosta
odpowiada: „jesce nie ta“. Przy drużce najbliższej starosta po
wiada: „podobna, ale jesce nie ta“. Teraz idzie już po panią
młodą, przyprowadza ją do stołu, gdzie starosta powiada, że
już ta. Nim przychodzi do błogosławieństwa rozgrywa, się jesz
cze przedtem targowanie się starosty z najbliższą drużką o wie
chę. Starosta bowiem trzymając w ręku prostą gałąź lub
drzewko świerkowe chce je zamienić z najbliższą drużką na wie
chę. Nie chcą sobie nawzajem ustąpić, a drużką mówi wtedy:
„Panie starościu, nie będziemy się targować, bo nie będziemy
krowy ani konia kupować“. Na to odpowiada starosta, że jego
wiecha ładniejsza. Drużką jednak nie daje się zbić z tropu i od
powiada :
„Nieprawda, bo moja taka i siaka,
A pana starosty wszystka jednaka.
Panie starościu, do mojej wiechy chłopcy się śmieją.
Panie starościu, com się na to nazbierała,
Tom siedem par butów styrała,
Panie starościu, jakem na tę ruszczkę zbierała,
To mnie baba z pociośkiem ścigała.
Panie starościu, jescem się tego nie tyle bała,
Zęby mie zbiła, alem się tego bała,
— 257 —
Zęby mnie nie posmoliła,
Panie starościu, nim ja do tej ruszczki usiadła,
Tom pieczonego chleba zjadła.
Panie starościu, nim ja tę ruszczkę uwiła
Tom siedem beczek piwa wypiła“.
Na tak długie przemówienie drużki kładzie starosta talary
z rzepy i marchwi na stole.
Na to drużka:
„Panie starościu, położ dukata,
Bo ja nie sierota.
Panie starościu, przejdź się od ławy do ławy
I połóż dwa talary.
Panie starościu, połóż franie i banie,
Zachulamy sobie za nie,
Panie starościu, połóż,
Pojedziemy w podróż.
Panie starościu jeszcze więcej,
Bo jeszcze nie brzęczy,
Panie starościu, bo czas się kroci,
Pani młoda się smuci“.
Na to przychodzi już do zgody, starosta daje talara, a drużka
daje mu wiechę, swoją zaś rzuca starosta za piec.
Teraz następuje już błogosławieństwo. Na stole leży bo
chenek chleba, na nim kukiełka pod obrusem białym. Na Chle
bie kładą ręce pan młody, pani młoda, starosta, starościna, druż
ba i drużka najbliższa, po czem ta ostatnia śpiewa:
Błogosławże ją, Jezusie,
Od tej kochanej mamusie,
Błogosławcie ją, ściany,
Od tej matusi kochanej
Błogosławcie ją, progi,
Od tej matusi ubogiej,
Błogosławcie, ją ojcowie,
Ostatni wianek na głowie.
Błogosławcie ją, sąsiedzi,
Dopóki tutaj, siedzi,
Błogosławcie ją, sąsiady,
Którzyście na nią nieradzi,
— 258 —
Błogosławcie ją, drużbowie,
Ostatni wianek na głowie,
Błogosławcie ją druchneczki
Jej na głowie wstążeczki.
W porządku tym, jak najbliższa śpiewa, błogosławią ją wszy
scy. Przy tej sposobności wymowniejsi przemawiają dłuższe
słowa, mniej zaś wymowni poprzestają na zrobieniu krzyża nad
rękoma młodych.
A kiedy najbliższa śpiewa:
„Przełaśże Maryś progi,
Uchyć matusię za nogi.“
pani młoda całuje ojca i matkę w ręce.
Kukiełka leżąca na stole należy się basiście, on też zaraz
ją bierze po błogosławieństwie, a biorąc mówi:
„Niech cię Bóg błogosławi
i ja cię tą kukiełką błogosławię.“
Bochenek chleba zabiera ze sobą najbliższa do kościoła,
ofiarując go grubarzowi, po ślubie zaś młodzi kosztują go po
odrobinie.
Wszyscy wychodzą z izby na dwór, muzyka gra, a cały
orszak weselny wsiada na wozy. Woźnica siada na konie, cią
gnące wóz,, drużbowie siedzą na własnych. Kiedy już wszyscy
mają ruszyć z miejsca, ojciec lub matka pani młodej kropi wodą
święconą odjeżdżających, pani młoda zaś wyrzuca wtedy słomę
z wozu, aby jej rówieśniczki prędzej wyszły za mąż. Przy sta
rościnie siedzi pani młoda, obok starosta i najbliższa drużka.
Muzyka i reszta gości weselnych siedzi na reszcie wozów. Przed
wozami na przodzie jadą drużbowie, w tyle pan młody i naj
bliższy drużba, jak wyżej wspomniałem, na koniach. Po drodze
muzyka gra, reszta zaś śpiewa. W pobliżu kościoła muzyka ci
chnie, weselni zaś zaczynają śpiewać pieśni: „Witaj królowo
nieba“. Wszyscy obecni są na mszy św. Podczas ślubu niema
specyalnych zwyczajów ani przesądów. Po ślubie opuszczają
kościół, wsiadają na wozy, drużbowie w galopie jadą naprzód.
Woźnica trzaskając z bicza rusza z miejsca, muzyka zaczyna
grać, drużki zaś śpiewają rozmaite śpiewki n. p.:
„Woźnico, woźnico, kierujże koniami,
Byś nas nie wywrócił do góry kołami.“
— 259 —
lub:
„Pan młody, pan młody, daj nam gorzkiej wody,
Będziemy śpiewały twojej pani młodej“.
„Z nasnej starościny dobra gospodyni,
Całemu weselu krzywdy nie uczyni“.
staroście zaś:
„Starosiu, starosiu, wielemozny panie,
Gdzie nase wesele z chorągiewką stanie“.
Przed każdym mostem ginie gdzieś bat, woźnica staje.
Wtedy najbliższy przyjeżdża do drużek i wybiera od nich pie
niądze na bat i daje woźnicy, a ten zacina konie i jedzie daiej.
Jest też w zwyczaju, że na mostkach trzymają warty chłopacy,
dopiero starosta częstuje ich wódką i okupuje w ten sposób
wszystkich, aby jechać mogli już bez przeszkody dalej. W po
bliżu domu zaczynają śpiewać:
„Jedziewa, jedziewa, juzmy przyjechali
Jak nie wyjdziecie po nas, pojedziewa dali.
Cyście radzi, cy nie radzi,
Ze się nas tu tyle prowadzi?
Jakeście radzi, otwórzcie,
Jakeście nie radzi, zamknijcie.“
Drużki zaś:
„Drużbowie, drużbowie, wy o nas nie dbacie
Ze nas z tego wozu nie powysadzacie.“
Jeżeli jest to możliwe objeżdżają cztery razy dokoła dom
wszyscy na wozach, woźnica trzaska z bata, a kiedy stanie, wszy
scy wysiadają z wozu, woźnica zaś wypija cztery szklanki piwa,
od każdego konia jednę. Za starostą wchodzi reszta orszaku do
izby, poczem zaczyna się śniadanie. Po skończeniu jedzenia
śpiewają:
„Witaj królowo nieba“,
po której następuje kilka słów początkowych z kolędy:
„Zagrzmiała, rumiała Betleem ziemia“,
wszyscy chwytają się do tańca, na czele woźnica z starościną,
starosta z żoną woźnicy, „najbliższy“ z „najbliższą“ itd.
Pierwszą pieśń rozpoczyna woźnica:
„Moja starościno, pójdź do mnie tańcować,
Nie będziemy umieć, będziemy próbować.
— 260 —
Moi starościnie tąniec bardzo służy
Rozcerwieniła sie kiejby krzacek róży“.
Starosta śpiewa, tańcząc z żoną woźnicy:
„A ja swoi Zosi to se kupię cosi
Włożę do kosyka, niechże Zosia nosi.
Trzeci z rzędu tańczy najbliższy z najbliższą i śpiewa z nią
naprzemian:
On. Na środku pola
Stoi topola,
Powićdze mi, moja miła,
Cy bedzies moja?
Ona. Nie umiem wiedzieć,
Jak ci powiedzieć,
Bo ja młoda,
Jak jagoda,
Nie umiem robić.
On. Chocia królewic,
A musi robić,
Chodzi po sięni,
Ręce w kiesęni,
Pocekaj na mnie,
Choć do jęsięni.
Ona. Cózes ty za pąn,
Co cie cekać mąm.
Nimas żadnej majętności,
Capa barania.
On. Tyś co za pani z majętnościami?
Nimas żadnej majętności,
Wiąnek ruciany.
Ona. Nad moim wiankiem organy grają,
A nad twoją baranicą wrony krakają.
Tańczy i pan młody, śpiewając przytem przed muzyką:
Ozeniułem się, niechże ta, niechże ta,
Chociaż ta nieładna, bedzię ta, będzie ta,
Juzem się ożenił, juz na wieki amen
Juzem się utopił, jak we wodzie kamień.
Po tych przedwstępnych tańcach i śpiewach, idą spraszać
sąsiadów i krewnych na wesele. Jeżeli zbliża się sąsiad który
— 261 —
ku domowi, wychodzi naprzeciw niego na podwórzec muzyka
z całym orszakiem, drużbowie klaskają w ręce, bębnią na ko
newkach i cebrzykach i wśród śpiewów wprowadzają gościa do
izby, sadowią za stołem i goszczą. Po drodze rzuca gość kilka
centów muzyce do basów, „kaśką“ przez weselników zwanych.
Do późnego wieczora tańczą i bawią się.
Wieczorem następują „cepiny“. Najbliższy odpina panu
młodemu bukiet, najbliższa pani młodej. Starościna sadza panią
młodą na krześle i kładzie na jej głowie „cepek“. Wśród tego
śpiewają drużki i inne kobiety, znajdujące się w izbie, znane po
wszechnie :
„Chmielu, chmielu, rozkoszne liście,
Wzięliście Hanusię, zacepiliście“ i t. d.
Przy tej sposobności wyśpiewują całe szeregi okoliczno
ściowych pieśni, jak:
„Nasa pani młoda poźrej do powały,
Zęby twoje dzieci siwe ocka miały.“
Starościna prowadzi teraz panią młodą przed skrzypków,
tańczy z nią i śpiewa:
„Przypatrzcie się ludzie,
Jak jej ładnie w cubie,
Przypatrzcie się i wy w sięni,
Zebyście se taką wzięni,
Juz to nie Hanusia, tylko se niewiasta,
Weźmie se kosycek i pójdzie do miasta“.
Drużki tańczą same i śpiewają, a z czasem najbliższy bierze do tańca matkę pani młodej i śpiewa:
„Wesele się końcy,
Matusia nie tańcy,
Nie bedzie wiedziała,
Ze córkę wydała“.
Na to hasło bierze każdy swoję i tańczą dalej mężczyźni
i kobiety już razem, podczas gdy przy cepinach tańcą same ko
biety, czasem tylko który z drużbów, wdziawszy spódnicę jako
intruz tańczy razem.
Jeżeli wesele trwa dwa dni, czepiny odbywają się dopiero
w drugi dzień wieczorem. Goście zaś nad ranem rozchodzą się
Lud. Rocznik XIV.
18
— 262 —
do domów, lub mając daleko, śpią w domu weselnym zazwy
czaj na słomie, przyniesionej do izby, lub w stodole, jeśli we
sele odbywa się w lecie. Jeżeli wesele się kończy i goście opu
szczają dom, wychodzi pierwszy starosta, pożegnawszy się wpierw
ze wszystkimi, odprowadzony przez muzykę, w jego dopiero
ślady idzie reszta gości weselnych. Ostatni z placu ustępują
drużbowie i drużki.
W następującą niedzielę odbywają się zazwyczaj po niesz
porach „poprawiny“ z „muzyką“ lub „bez muzyki“. Ci sami
goście schodzą się i tańczą, jak wśród wesela, a czasami popra
winy przeciągają się aż do południa w poniedziałek.
Pieśni dziewcząt jurgowskich na Spiżu
przez
Józefa Stokłosę.
Wszystkie piosenki oddałem w dosłownem brzmieniu narze
cza miejscowego. Zachować je było łatwo, gdyż wszystkie były
napisane przez góralki. Usunąłem tylko pisownię słowackoczęską, a starałem się zachować właściwą narzeczu.
Twórczość miejscowa nie stworzyła wcale odrębnych pio
snek. Pobliże Galicyi, Słowaczyzny, oraz zlewanie się Rusinów
z ludnością wpłynęły na zanik tejże. Natomiast napływowe
piosnki otrzymują zabarwienie miejscowe.
Z przytoczonych pieśni przebija się najoczywiściej wpływ
polski. Prócz kilku o silniejszem zabarwieniu słowackiem, mimo
że z niem walczy silnie wpływ polski, reszta to przeważnie kra
kowiaki lub polki, przeniesione na Spiż, lecz o treści nieco
zmienionej. Natomiast śmiało można twierdzić, iż pieśń kościelną
opanowali Słowacy, względnie wyrugowali polską, wdzierając
się powoli do pieśni zwyczajnych.
Podłoże wpływu polskiego stanowią dwa względy: histo
ryczny i geograficzno-etniczny.
Przez kilkowiekową przynależność do Polski Spiż wraz
z całą okolicą Tatr oraz Karpat od Pienin aż po Babią górę
wytworzył skutkiem podobnych warunków życia, upodobań, miej
scowych stosunków społeczno-politycznych i wogole kultury
góralskiej prawie jednolity typ społeczności góralskiej, jakby
— 263 jeden ród. Na całej tej przestrzeni rozsiane są liczne te same
nazwiska rodowe n. p- Chowańców, Pawlaków, Mrowca, Sto
kłosa, Budź i tp., coby wskazywało na przenikanie się wzajemne.
Sporo też nazwisk słowackich spotykać można we wsi spiskiej,
lecz te rodziny są przeważnie spolszczone bardziej niż inne.
W Jurgowie spotkałem jedno słowackie nazisko: Tomlan.
Wpływ słowacki, obecnie wysoko rozwinięty, datuje się mniej
więcej od lat 25, od czasu jak na miejsce księży Polaków przy
byli księża słowaccy. Stądto w pieśni kościelnej uczynili Słowacy
poważne zdobycze narodowe. Nabożeństwa śpiewne odbywają się
w połowie po polsku, w połowie po słowacku. Podczas gdy
księdza niema w kościele, usłyszeć można pieśni i modlitwy
polskie, z chwilą wejścia księdza rozbrzmiewa pieśń, modlitwa
i kazanie po słowacku. Wycieczki religijne górali do Kalwaryi,
Krakowa, Częstochowy i innych miejsc odpustowych nie
pozwolą Słowakom wyrugować zupełnie pieśni polskiej. Roz
rzucone wielkiemi masami śpiewniki i obszerne książki do modle
nia wydawnictwa Towarzystwa św. Wojciecha dają Słowakom
znakomity środek do narodowego podboju nieuświadomionej
ludności. Wpływ czeski działa na pieśń świecką tylko pośrednio,
ruski zaś niknie.
Pieśni świeckie w Jurgowie mają charakter przeważnie ero
tyczny. Nawet zanikające piosnki o zbójnikach, którzy bujali po
rozpadlinach tatrzańskich, są utworzone także na podkładzie
erotycznym. Miłość to naturalna, przeważnie pierwotna, rzadko
wybiegająca w sfery idealne, często praktyczna i zmysłowa,
Siła miłości rośnie u młodzieńców z oddaleniem się od uko
chanej, gdzieś z dalekiej wojenki, z nad Dunaju lub od Czarnego
morza, a odbija się w żalu i tęsknocie za miłą; u dziewczyny
zaś rośnie w miarę zbliżania się chłopca, o ile on podziała na
nią swoją siłą, pióreczkiem, ognistemi oczami, jeśli umie pięknie
prosić i przytulać, dzielnym jest, a jeszcze bardziej, gdy przy
niesie wódeczki, powinien przytem młodzieniec nosić piękną
czuprynę, gdyż ta ma znamionować siłę. Dziewczęta lubią
chłopca „Janicka z czarnemi oczami, co po maluśku gada“.
Brzydka dziewczyna bywa bez litości wykpiona, również jeżeli
się nie stara o czystość ciała i ubrania. To też dzięwczęta, idąc
w pole do pracy, którą prawie cała gromada przez cały dzień
komunistycznie odbywa, stroją się w piękne gorsety, staniki,
koszule czyste i wyszywane, umywszy się przedtem i pięknie
— 264
uczesawszy. Bardzo piękny przedstawia widok taka gromada
przy pracy. Powodem z chęcią zawartego małżeństwa bywa nie
tylko uczucie miłości, lecz także wzdzięczność za wierność.
Dziewczyna lubi mieć wielu kochanków, gdyż łatwiejszy wybór,
trudno jej wybierać między dwoma „frejerami“, chłopiec zaś
pragnie kochanki, bo bez niej musi się poniewierać; lepiej mu
nie mieć żadnej, niż ladaco; pragnie zdobyć dwie kochanki,
gdyż się asekuruje na wypadek gniewu z jedną. Dziewczyna
chce i musi przyjmować „frejerów“, gdyż niepuszczony frejer
na zawsze się pogniewa, chlubi się zaś, jeśli do niej przycho
dzi, zwykle na noc kochanek, gdy ona jego a on ją kocha.
Zwykle w miłości trapi rozterka między nakazem czystości
płciowej, a miłem przymilaniem się chłopca, lecz te względy
łatwo się dają usunąć, jeśli młodzieniec umie pięknie prosić,
pieścić i rozbudzić namiętność. Swoboda płciowa młodzieży
nie zna rzeczywiście wielkich obaw, wychodzi dopiero ze stanu
pierwotności. Częste zachodzą małżeństwa, w których dzie
wczyna już jest obarczona kilkorgiem dzieci.
W poprzednim krótkim ustępie chciałem wskazać wyso
kość uczuć i treści w poezyi młodzieży jurgowskiej. Wspaniała
przyroda słabo uwydatnia się w pieśni, gdzieniegdzie znajduje
się wzmiankę o szałasie, „pastelach1-; przyjemność kochania
zwiększa się w gaju, w zieloności, natomiast zabarwia w wysokim
stopniu rymowanymi listami miłosnymi i zwykłymi.
Śpiewają górale bardzo monotonnie, przeciągle, piskliwie
i na pozór bez życia i temperamentu. Śpiew ten zbliża się bar
dzo do monotonii szumu lasów i rzek, spowodowany zapewne
rozległością hal, wśród których ucho lubi słuchać i łowić zni
kające, długie tony.
Podany zbiorek pieśni ze względu na jego szczupłość
dzielę bez ścisłej dokładności opracowania na trzy grupy.
W pierwszej grupie umieszczam te, które są pochodzenia pol
skiego, krakowiaki lub mazurki, przeniesione do Jurgowa, prze
sycone góralskimi i słowackimi wyrazami, (przedewszystkiem
wszystkie liczebniki są słowackie, coby wskazywało na to, że
Jurgowian łączą ze Słowakami ścisłe stosunki pieniężne, ra
chunkowe); w drugim dziale piosnki o typie góralskim, choć
przebija się przez nie krakowska lub mazurska dusza; w trze
ciej piosnki o pochodzeniu słowackiem. Niezupełną racyę tego
podziału wskazywałoby to, iż niektóre piosnki mają podkład
— 265 -
ogólno słowiański, a wszystkie noszą na sobie piętno wszyst
kich trzech wpływów. I tak, jeśli treść jest w typie polsko - lu
dowym, to wyrażenia i zwroty przemawiają za drugimi i na
odwrót. Podziału według treści nie opracowuję, gdyż to jest
szczupły zbiór, po dokonaniu większego zbioru tak uczynię.
I. Piosnki o pochodzeniu polskiem.
1.
Wiersicku zielony
Tyś mi na zawadzie,
Nie widzem Janicka1)
W zielonej zahradzie 2).
Kieby nie ten wiersyk
Nie ta rohelina,
Widziałabyk chłopca
Co dzień, co godzina.
Przijdze, mój Janicku,
Abo sie mi prziśnij,
Bo mi ty nie zejdzies
Nigda z moi myśli.
Przijdze, mój Janicku,
Abo przitul3) wodom;
Bo moje ocecka
Banujom4) za tobom.
Chodzi mie ty nie fces,
Do błota mie wdepces,
Jo z błota wyłazem,
Za tobom polazem.
*) Imię „Janicek“ jest najulubieńsze u Jurgowian.
2) Zahradzie = zagrodzie, pochodzenia czeskiego.
3) przitul = przypłyń,
*) Banujom = błądzą.
Uwaga: Pierwsza zwrotka tej piosnki jest zapewne pocho
dzenia czeskiego, co wskazują wyrazy: „wiersicku zielony“ i „zahra
dzie“ tak częste w piosnkach morawskich i czeskich.
— 266 —
2.
Isło dziewce do mastalnie,
Parada ! parada!
Między śteri konie wrane,
Circum parada!
Konicki sie polękali,
Parada! parada!
Dziewczatecko porcopali,
Circum parada!
Boże! Boże! z tego rana,
Parada! parada!
Trzeba jechać po doktora
Circum parada !
Doktor prziseł, nie dał rade,
Parada! parada!
Trzebabe ł) tu mądry babę,
Circum! parada!
Baba przisła, dospomogła,
Parada! parada!
Nie trza beło z frejerem spać,
Circum parada!
Jo nie spała w noce, we dnie,
Parada! parada!
Lem *2) kusicek 3) bez połednie
Circum parada !
3.
Ej! gaju ! gaju!
Komu tam grają?
Ej! śwarnemu Józkowi.
Komu siedłają,
Konia siedłają,
Do woza wprzęgają?
A dali Dunajem
Z nim maszerują?
!) = Trzebaby.
2) = lecz.
3) = kawałeczek, nieco.
— 267
Dali dunaju,
Ku Czernemu morzu,
Tam sobie myśleł
Na swoją milą.
Ach ! miła, mileńka gdziesi
W zielonem lesi.
4.
Dolina, dolina,
Na dolinie lipa,
Piersego frejera,
Nie odzalem nigda x).
Dolina, dolina,
Na dolinie koper,
Pierwiś mi beł frejer,
A teroz kumoter.
5.
Zaprzągnem se pieska
I mackę 2) kudłatom,
Przijadem se w Jurgów
Po żonkę bogatom.
Chłopiec ci ja chłopiec,
A kogutek ociec,
Kokosecka matka,
Stara kura babka.
6.
a)
Frejerecki śtere 3)41
O coście się biełe (biły)?
Skroś tobie Janicku,
Bo me cie lubiełe'1).
*) nigdy.
2) zapewne suka.
3) cztery, wyjątkowo polski liczebnik,
4)
nie posiada dźwięku takiego, jak e w starej pisowni pol
skiej, jest to dźwięk, mający miejsce pomiędzy e i y, lecz bliższe jest
dźwiękowi e-
268 —
b)
Frejerecki osiem
Prze Boga wos prosem,
Zróbcież mi piórecko,
Bo jo go rod nosem.
c) Przilecioł orelik,
Siadnął na jedlickę,
Tak pieknie zaśpiewał,
Obudził Hanickę.
d) „Janicku, serdecko!
Dzieś podział piórecko?“
„Spadło mi do wodi,
Moja frejerecko“.
7.
a) „Frejerecki nimom,
Tak sie poniwirom
Pomiędzy niewiastę,
Jak bćcek brzeziaste!“.
b) „Jo frejerki nimom,
Ani jej niefcem mieć,
Mom ladaco lubieć,
To wolem nic nimieć“.
c) „Dobrze też to dobrze,
Z dwoma frejerkami,
Jedna się pogniwo,
Drugo za dźwierzami.
d) „Frejerzy moi dwa !
Szumniści obidwa!
A teraz, Boże mój,
Ftóregoz kochać mam“.
e) „Abo mie zabijom,
Abo jo kogosi,
Bo mi się cupreka
Na głowie podnosi“.
8.
Kie jo stała na lodzie
Po kolana we wodzie,
— 269
Cekała jo miłego,
Az do rana biełego.
9.
Siwy koń, siwy koń,
Pobielałe uska,
Nie puscej nikogo
Do swojego łóżka.
Jak go nimom puścić,
Kie tak pięknie prosi,
Obłapio, przitulo,
Palineckę ') nosi.
10.
Burził sem, durkał*2) sem,
Nie fciała mie puścić,
Musiał sem głowickę
Na kamień położyć.
Wyśpij sie, głowicko,
Na ostrem kamieniu,
Kiedy moja miła
Zaparła przedemną.
Ti zaprzes dźwirecka,
Ja zaprem serdecko,
Wyśpij ze się, wyśpij,
Moja frejerecko.
11.
„Ożeń się, chłopoku,
W dziewietnostem roku,
Jak Ci dwaceć minie,
Coś ci po dziewcenie?“
1) = wódeczkę, wyrażenie słowackie.
2) = pukał, tłukł.
Uwaga: Tę śpiewkę śpiewa lud mazurski z okolic Bochni
i Brzeska.
— 270 —
12.
„Ku starej nie pudem,
A ku młodej nie śmiem,
Boby mi pedziała,
Cemu doma nie śpiem“.
13.
„Kied’ w okienku siano,
Przijdze, chłopce, śmiało!
Kie w okienku słoma,
Ociec, matka doma!“
14.
„Kochoj ze mnie, kochaj!
De Ł) jo tego godna,
Debe jo za tobom
Skoceła do ognia.
15.
Oj! mój kochanecek,
Doł mi piestronecek*2),
Kozoł mi go nosić,
Jeden dwaceć 3) rocek
16.
Kocham jo cie, kochom
Nadewsicko dosyć,
De cie nie porada,
W podołecku nosić.
17.
Siodłaj konia, siodłoj,
Pojedziemy pod goj,
Pod goj, pod zielony,
Tam se rącki domy.
*) = przecież, dyć,
2) = pierścionek,
3) = dwadzieścia-
— 271 —
18.
Cyjaz to dziewcyna
Na wiersycku spiewo?
Moja kochanecka
Borówecki zbiero.
19Wisi jabko, wisi,
Ale odpaś musi,
Oderwij go, Józuś,
Podej go Jantosi.
20.
Fciołek sie ożenić,
Matka mi nie dała,
Fciołek księdzem zostać,
Dziewcyna płakała.
21.
Taki sie mi, taki
Janicek podobo,
Co mo corne ocka,
Pomaluśku godo.
Takie sie mi dziewce
Podobo, podobo,
Co mo corne ocka,
Pomaluśku godo.
II. Piosnki o pochodzeniu góralskiem.
Chodzieła po lasku
Zbierała fijołki-----------E! cości po fijołce,
Kie cie zoden niefce?
Hoc! haj! bes1) ty miała
Stare wołki siwe,
*) bes = będziesz-
272 —
Nie pudem ku tobie,
Mos kolana krziwe.
Mos kolana krziwe,
Palce goścuwate,
A z gembe ci śmierdzi,
Zembe mos ścerbate.
2.
Prziseł, prziseł,
Przilasłatał,
Tak mnie pytał,
Aze płakał.
A jo takie
Serce miała,
Choć mie pytał,
Tok1) nie dała
3.
Kied’ sem i sed bez ty góri,
Jaz mnie moja głowa boli,
Bez ty góri, bez ten las,
Bez ten las,
Ja ze sałasu na sałas,
b) Ze sałasu do pasteli2),
Tam się serce rozweseli.
Ej! na który bok bechnąć3) mam
Bechnąć mam?
Ej! które Iicko bośkac4) mam,
c) Cy to lewe, cy to prawe,
Powiedz miła, które zdrawe5),6
Ej! powiedz miła, które nie,
Które nie,
Ej! bo ja pudem3) ku inej,
a)
*)— Tom, t. zn. = tom ja...
2) pastele = miejsca pasterskie na górach.
3) bechnąć = rzucić się, położyć się.
ł) — całować.
6) = zdrowe.
6) = pójdę.
Piosnka czysto góralska.
— 273
4.
I sełbi sem do was,
Kiebi sem śmiał,
Kiebyście mi dali,
Cobi ja fciał 1).
To to dziewce śwarne,
Co ma ocka czarne,
Kiebiście mi dali
Tobik 2) ją fciał.
5.
„Ej dunaj, dunaj,
bystra wodzicka 1
Napój mi, miła,
mego kónicka 1“
„Ja go nie napojem,
Bo jo sie go bojem
Bo jo malućka.
b) Bo twój konicek
Ostro kowane,
Poromboł3) be mnie
z podkóweckami.
Jobyk4) nie urosła,
Za męża nie posła,
Suhaj5) kochane.“
Pierwsza zwrotka brzmi także:
Siroki jorek,
Bistra wodzicka,
Napój mi, miła,
Mego konicka i t. d.
A kiedy jo przi dunaju
Prała sem,
Prziśli ku mnie oficere,
Cyja sem.
a)
') = chciał
2)= tobym.
3) = porąbał, pokaleczył,
4) = jabym,
5) Suchaj = chłopiec. U Lasowiaków Tarnobrzeskich z uj aj, tęgi
chłopak.
274 —
O! nie wasa, oficere,
Nie wasa!
Bo jo lubiem bogdaneho
Juhasa.
6.
Matka Janickowa
Do mnie odkazuje,
Ize ji Janicek
W doma nie nocuje.
Matko Janickowa!
De mnie nie odkazuj,
Ale se Janicka
Na powrózku hamuj.
We dnie na powrózku,
W nocy na łańcusku,
A jak ci sie urwie,
Sukaj ze go u mnie.
III. Piosnki o pochodzeniu słowackiem.
1.
Bylbi’) se mnie prepekni wojacek,
Kiebiksem *2) miał nowi koperacek 3).
Je nowi, masz nowi, jak czerwona róża,
Hej ! nimo moja frejerecka muża4).
Nimo muża, a jo młodej5) żeni6)
Hej! ożenim sie skore 7) w tej jesieni.
Hej! żeby ona na mnie nie płakała!
Hej! że mnie ona wiernie miłowała.
Hej ; dzie ty, idzies, zawieroj dźwirecka
Za sobo, bo jo przidem pomału za tobom.
’) = byłby (dźwięk o przy pierwszem y jest dosłyszalny i dziwne
sprawia wrażenie.
2) = gdybym sobie.
■’) = kołpaczek.
*/ =
wyrażenie czeskie.
‘
’) = skoro, prędko.
8) = gdzie.
— 275 —
2.
Przi festunku, przi kumorze
stoi brama wisoka,
Pod niom siedzi miła moja,
białe saty wysiwa.
Dobrze tobie, moja miła,
białe saty wisiwać,
A ja smutny, zasmucony
musem równo w glejdzie stać.
Stojem w glejdzie jako skała,
stojem w glejdzie jako mur;
Przidzie kula od kanuna,
odbiere mi żywot mój.
Z jednej strony farar') stoi,
śmierci sie mi spodziwa,
Z drugiej strony doktor stoi,
kuki*2) ze mnie wylewa.
4.
O! hora, hora,
Wisoka hora!
Ftóz mnie na totóm
Horyńku woła?
Woła mnie, woła,
Frejerka moja,
Pójdź, siuhaj, do nas,
Sama sem doma.
Wieru 3) nie pójdem,
Bo mi nie wola,
Pokiel 4) nie napojem
Wranegho konia.
Konia napojem,
Drewa prziwiezem ;
Juz jo cie dziewceno
Wcale nie wezmem.
') = ksiądz.
2) = krew, ciecz.
3) = zaprawdę.
4) dopóki.
— 276 —
„Jaree ! hej ! jaree !
Zieleni jaree !
Kied’ mié ti nie weźmies
To se idź zares!“.
„Hej ! jaćmień, jacimień.
Zieleni jaćmień!
Juz jo się, ma miła,
Tej noci nasnem“.
„Hej! topol, topol,
Zieleni topol!
Dajze mi, mój miły,
Tej noci pokoj“.
IV. Rymowany wstęp do listu.
Napisała Marysia Kubala.
Przilecioł słowicek
Na moj stolicek,
Przinioś mi w dziubosku
Zieloni listecek.
Ale jo nie fciała
Lisiecka zodnego,
Kozałajek mu donieś
Papieru białego.
On ten papier doniesioł,
Predemną przedkłada,
A te mi wiersycki
Do pisania nadał:
Jo Marysia za stół siadam
I tak sobie rozmyślam,
Co ja tam nowego
Ku wam, Józko, pisać mam.
Zakończenie listu:
Na izbie zwóniec2)
Temu listu koniec.
’) = zaraz.
2) dzwonek f. zn, głos, który woła do pracy i zakończenia listu
— 277
V. Rymowane przypowiastki.
Podała Krystyna Chowaniec.
1)
Bieda z takim mężem,
Co nie zawiąze gaci węzłem,
Jeno kłosem 7aklosuje,
To mu spadnom, co nie cuje.
2)
A za taką pieś
Dawali drzewiej jeść
1 selązkow seść,
A teroz ani selązka,
Ani moskala ’) kąska.
Siódmy już rocek minął,
Jak kołowrotek zginął,
Na ósmy sie obraco,
A nifto go nie wraco.
3)
Cech tkacki w Ropczycach.
Napisał
Józef Sulisz.
Wśród pięciu cechów rzemieślniczych, jakie w 16 wieku
w Ropczycach istniały, jak: szewców, sukienników, kowalski
czyli wielki, krawców, przedniejsze miejsce, zajmował cech tka
cki i liczbą swoich członków i ich zasobnością i butą wobec
innych rzemiosł. Już w drugiej połowie 15 wieku tworzyli tka
cze ropczyccy swoją konfraternię i mieli samodzielny ustrój ce
chowy, a wnet uzyskali i przywilej królewski.
W roku 1502, w wigilię świąteczną, Jan, wójt dziedziczny
ropczycki, nadaje cechowi tkackiemu statuta w 39 artykułach,
zebrane „aby rzemiosło, cech y bractwo tkaczkie przystoynie
y w dobrym rządzie było rządzone y zachowane Miasteczka
Ropczyc, aby zatym ono wzmnożenie y większe rozkrzewienie
mieć mogło to iest zachowuiącz, co iest godnego y przystoynego, a co zasz przeciwnego y nie przystoynego, karząc“. Te
‘) moskal = chleb.
Lud, Rocznik XIV.
10
— 278 —
artykuły wójtowskie „ucciwi mistrzowie Rzemiosła Tkaczkiego
przynieśli y położyli“ przed królem, Zygmuntem III. z pro
śbą, aby „przerzecony list władzą y zwierzchnością królewską
potwierdził y umocnił“.
Uczynił to król osobnym przywilejem na pergaminie pod
dniem 22. maja 1591 r. w Krakowie, umocniwszy go własno
ręcznym podpisem i pieczęcią koronną. Oryginał jednak jego
podczas wojen kozackich za króla Jana Kazimierza zaginął,
a król Michał na prośbę cechu i za wstawieniem się „niektó
rych Panów Rad swoich“ na podstawie zachowanej kopii, tu
dzież lustracyi i dekretu komisarskiego wydał odnowiony przy
wilej z datą w Krakowie 23. listopada 1669 roku. I ten przy
wilej dochował się tylko w dwóch odpisach, w jednym współ
czesnym za burmistrzowstwa Wojciecha Troynarowicza około
roku 1575. sporządzonym.
Artykuły tego przywileju określają bliżej wewnętrzny ustrój
cechowy, odbywanie nauki, która dla ucznia lat trzy u tego
samego mistrza trwać miała, zanim mógł zostać towarzyszem,
wykonanie robót przez majstrów i obyczajność życia członków.
Każde ich przekroczenie pociągało za sobą karę pieniężną lub
w odpowiedniej ilości funtów wosku, dla mistrza większą, dla
towarzysza mniejszą. Wyrokowała starszyzna cechowa, w skład
której wchodził: cechmistrz, podcechmistrz, dwóch braci stołe
cznych i jeden brat ziemski. Członkowie dzielili się na braci
starszych, średnich, młodszych i czeladników czyli towarzyszy.
Każdy majster musiał należeć do cechu i sam w warszta
cie robić. Konkurencya była ograniczona osobnymi przepisami,
odmawianie czeladzi i roboty zakazano „pod winą Czechową
seści groszy przypadku’. Wszyscy mistrzowie musieli mieć je
dnakże bardo, „dwa łokcia wzdłuż to iest na ośm czwierci
albo na pułosmy a przynajmniey na siedm ćwierci a nie mnieysze, a ktoby tak czynić nie chciał, Urzędowi Radzieckiemu za
winę Wiardunek ieden (12 groszy), a Cechowi funt wosku prze
pada. Wszyscy nadto Mistrzowie tego Rzemiesła na każdy rok
Panu dziedzicznemu Woytowi y iego następcom płótna zgrze
bnego łokci 30 dawać będą powinni“.
Król Michał przywilejem swoim nakazał także „żeby
z Tkaczami Ropczyckimi pospołu Gryffowianie — (Gryffów, były
to grunta przy mieście do wójtostwa należące i mieszkańcy ich
wyjęci z pod jurysdykcyi miejskiej, dotąd nazwa ta istnieje) —
— 279 —
Cech iako go raz przyieli, czasy wiecznymi trzymali y wespół
pobor dawali, Partacze zaś pod inszymi Jurisdicciami mianowi
cie na gruntach kościelnych, także na Przedmieściach mieszka
jący, aby od Cechmistrzów (byle dobrego urodzenia byli) byli
wyzwolani y do cechu przyjmowani, inaczey żaden Partacz
temu Cechowi przeszkadzać nie ma. Na ten cel polecił król
utworzyć fundusz na lat trzy, a na podwyższenie cechu dekla
rował „cztery funty wosku, cztery złote pieniędzy y achtel ieden piwa“.
Do bieienia płótna służył wspólny blech, blichem zwany,
którą to nazwę zatrzymała dotąd jedna z łąk nadrzecznych
przy mieście:
Wójt Jan zawarował jeszcze „aby żaden wszelkiey condiciey człowiek ninieyszych artykułów Mistrzów Rzemiesła Tka
ckiego danych y dozwolonych w całości i zupełności ich albo
w czymkolwiek naruszać, ganić y łamać sie nie ważył pod
winą sta czerwonych złotych, którey winy połowa przerzeconemu Cechowi y Bractwu położona y dana bydź ma, a druga
Staroście Robczyckiemu natenczas będącemu“.
(Przywilej ten okaże się w całości wraz z innymi miej
skimi w osobnem książkowem wydaniu).
Cech tkacki ropczycki miał także zwyczajem innych ce
chów swojego patrona, świętą Annę, której osobna Altarya
znajdowała się w kościele farnym. Przed jej ołtarzem odpra
wiał co kwartał ks. Altarysta uroczyste nabożeństwo zwane
„załemszą“, na które wszyscy mistrzowie i towarzysze pod
naznaczoną winą przybyć musieli. Do przechowywania ksiąg
cechowych i pieniędzy służyła im skrzynka drewniania, mister
nie wyrobiona, z ukrytem, podwójnem dnem, obecna z r. 1866
wzorowana jednak na dawniejszych. Na wewnętrznej stronie
wieka umieszczony jest pięknie wykonany obraz świętej Anny,
skąd i skrzynka nosi nazwę: Skarb św. Anny. Pozostaje
on w przechowaniu w domu każdoczesnego cechmistrza, a nowo
wybranemu ustępujący cechmistrz odnosi sam uroczyście do
domu w asystencyi wszystkiej braci cechowej. Akt ten był bardzo
uroczysty i rozrzewniający i zdarzało się, że domownicy, z któ
rych domu „skarb“ on do nowego cechmistrza wynoszono,
łzy ronili, bo mając go u siebie, miało się błogosławieństwo
Boże, które z nim na dom ten i jego mieszkańców spływało.
Obecnie takim szczęśliwym cechmistrzem jest mieszczanin Frań-
- 280 —
ciszek Saroma, od 30 lat bez przerwy ten urząd piastujący,
która to rodzina już w 16-tym wieku istniała i tkactwem się
trudniła.
Co kwartał, jaki w innych cechach, odbywały się i w cechu
tkackim schadzki czyli zebrania w domu cechmistrza, na
które tenże zwoływał wszystkich braci i towarzyszy przez obe
słanie do najbliższego swego sąsiada cechy, ten posyłał ją
drugiemu i tak w krótkim czasie obeszła cecha wszystkich
członków. Przybyć musiał każdy pod winą dla mistrza grosz
a dla towarzysza pół. Najważniejsza była schadzka suche
dniowa w środopościu.
Zagajenie i przebieg takich schadzek kwartalnych od
bywały się przy stale używanych formułach i z wielką powagą.
Zwyczaj ten istnieje jeszcze wprawdzie, ale stracił już całkiem
na dawnem właściwem znaczeniu i wkrótce pójdzie jak i wiele
innych w zapomnienie. Zachowały się w cechu te przepisy,
a pochodzą one z 18 wieku, są jednak niewątpliwie wzorowane
na dawniejszych. Odbywało się w ten sposób owo:
Zagajenie schadzki.
Zaraz po „załemszy“ mistrze i towarzysze schodzą się do
do cechmistrza, gdzie już na środku izby ustawiono stół a na
nim „skarb“ otwarty z obrazem św. Anny, obok zaś niego dwa
skórzane bykowce i goły miecz. Dokoła stołu i izby ustawione
ławki i zydle.
Kiedy już wszyscy obsiedli swoje miejsca, starszyzna wo
kół sołu, mistrzowie dalej według starszeństwa z obu stron izby,
a za nimi towarzysze, powstawał cechmistrz i wszyscy z nim
i odbywało się naprzód zagajenie schadzki przez cech
mistrza.
Cechmistrz do młodszego Brata -. Rozkaż Panom Braciom
obsiść mieisce swoje!
Młodszy Brat -. Imieniem Pana Cechmistrza macie Panowie
Bracia obsiść mieisce swoje!
Cechmistrz-. Rozkaż Panom Braciom uciszyć się po raz
drugi i po trzeci!
Młodszy Brat-. Imieniem Pana Cechmistrza macie się Pa
nowie Bracia uciszyć po raz drugi i po trzeci.
281
Cechmistrz-. Nie dziwujcie się Panowie Bracia, chociażem
sie Wam kazał uciszyć po raz drugi i po trzeci, bo tego była
słuszna potrzeba, iako nam Pan Bóg dał doczekać dnia dzi
siejszego a przy tym dniu dzisiejszym schadzki zupełnej załemszy kwartalnej. W Imię Boga w Trójcy Jedynego i tych Anio
łów Bożych, Wszystkich Świętych i tych praw Monarchicznych
od Rządów Wysokich wydanych a u Panów Dziedzicznych
aprobowanych a nam do Zwierzchności cechowej podanych,
ażebyście Panowie Bracia wiedzieli, jak się macie sprawować,
kogo czcić także i szanować.
W miejscach się nie podsiadać.
Nóg na pokrzysk nie zakładać.
Słów sobie szpetnych nie zadawać.
Spraw potajemnych za progiem Pana
Cechmistrza nie rozgłaszać.
Pod rynwami i pod wiechami żydowskiemi nie wystawać.
Z orężem do cechu nie przystępować.
Z uczciwością do Praw, z uczciwością od Praw.
1 jeżeli tego Panowie Bracia pełnić nie będziecie, taką karą
karani będziecie, jak opiewa na Przywilejach, Artykułach prawa.
Młodszy, rozkaż Panom Braciom obsiść mieisce swoie !
M. Brat: Imieniem Pana Cechmistrza macie Panowie
Bracia obsiść mieisce swoie.
Teraz zasiadają wszyscy na swoich miejscach. Młodszy popytuje się panów towarzyszy, jeżeli który na którego nie ma
jakowej skargi od tamtej załemszy aż do teraźniejszej schadzki,
to gotow pan Cechmistrz tę skargę wysłuchać, występnego uka
rać, posłusznego do łaski przyjąć. Najczęściej na takie skargi
dobierano się za doraźnym starszyzny wyrokiem do skóry nie
sfornych uczniów, a nie poślednią w tej przykrej procedurze
rolę odgrywały dwa zachowane dotąd bykowce i prosta ławka,
na środek izby wystawiona. Po załatwieniu różnorodnych spraw
wewnętrzno cechowych i kunsztu płóciennego.
Młodszy znowu popytuje się panów towarzyszy, jeżeli
który u którego lub u niego samego nie ma jakowego grosza,
szeląga, zatrzymanego od tamtej załemszy aż do teraźniejszej
schadzki, to tu panowie towarzysze mają oddawać do skarbu
boskiego także majstrowskiego według rzemiesła naszego z pola.
Towarzysze dawali po zaborze po cwancygierze, a za
uzbierane w ten sposób pieniądze urządzano sobie wspólne
282 —
.■Przyjęcie“. Odznaczało się ono już więcej weselszym nastro
jem obecnych, ale wszelkie nieprzystojne wybryki, brzydkie wy
razy, upicie się nadmierne, zaraz na miejscu karano. W kostki
i karty wolno było się zabawiać za zezwoleniem starszych.
Wyzwolenie na mistrza
czyli przyjęcie misteryi i do cechu odbywało się również z od
powiednimi przepisami i uroczystością, a ceremonia ta miała
miejsce także w domu cechmistrza na schadzkach kwartalnych.
Kandydat na mistrza, zwany wtedy „wędrowny“, stawał
na środku izby i mówił do Starszego Brata:
„Z Waszecinom Wolom mój Panie StarszyTowarzyszu, czy
mogę do łaski Waszeci przemówić słowa dwa, a przytem, co
mi będzie potrzeba“.
Starszy do Młodszego: Młodszy, rozkaż Wędrownemu
Towarzyszowi wystąpić po pierwsze przed skarb świętej Anny,
przed stół pana Cechmistrza, przed obecz panów Majstrów
Starszych, Średnich, Młodszych i wszystkich wokoło obecz.
Wędrowny: Z Waszecinom wolom mój panie Starszy Towa
rzyszu radbym ja wiedział,, po co mi Waszeć kazał wystąpić
po pierwsze przed Skarb Świętej Anny, przed stół pana Cech
mistrza, przed obecz panów Majstrów Starszych, Średnich, Mło
dszych i wszystkich wokoło obecz.
Starszy. Nie dziwuj się mój panie Wędrowny Towarzy
szu, chociem Waszeci kazał wystąpić po pierwsze przed Skarb
Świętej Anny, przed stół pana Cechmistrza, przed obecz panów
Majstrów Starszych, Średnich, Młodszych i wszystkich wokoło
obecz. Poczciwieście wystąpili, poceciwieście przystąpili, źadnyście sławy przez to niestracili i owszemeście większej nabyli,
jako się tu stało z ramienia słów panów Majstrów Star
szych, Średnich, Młodszych i wszystkich wokoło obecz. Bo
tu ma Waszeć odawać do skarbu boskiego także majstrowskiego według zbiegu rzemiesła naszego pola.
Wędrowny: Z Waszecinom wolom mój panie Towarzyszu
Starszy, radbym ja wiedział, co tu ma Wędrowny Towarzysz
odawać do skarbu boskiego także majstrowskiego według zbiegu
rzemiesła naszego z pola.
Starszy: Grosz jeden, jako dawny zwyczaj. Młodszy, roz
każ Wędrownemu Towarzyszowi iść na ustęp do pierwszego
progu pana Cechmistrza, za który by się mógł nie ważyć.
— 283
Wędrowny: Z Waspańkom wolom zdaje miejsce swoje.
Starszy. Młodszy, rożkaż Wędrownemu Towarzyszowi
przystąpić powtóre przed Skarb Świętej Anny, przed stół pana
Cechmistrza, przed obecz panów Majstrów Starszych, Średnich,
Mdodszych i wszystkich w około obecz.
Wędrowny: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Z Waszecinom wolom mój panie Starszy Towarzyszu radbym ja
wiedział, po co mi Waszeć kazał przystąpić powtóre przed
Skarb Świętej Anny, przed stół pana Cechmistrza przed obecz
panów Majstrów Starszych, Średnich, Młodszych i wszystkich
w około obecz.
Starszy. Nie dziwuj się mój panie Wędrowny Towarzyszu
chociem Waszeci kazał przystąpić powtóre przed Skarb Świętej
Anny, przed stół pana Cechmistrza, przed obecz panów Maj
strów Starszych, Średnich, Młodszych i wszystkich w około
obecz. Poczciwieście wystąpili, poczciwieście przystąpili, żadnyście przez to sławy nie stracili, owszemeście większej nabyli,
jako się tu stało z ramienia słów pana Cechmistrza, z ramienia
słów panów Majstrów Starszych, Średnich, Młodszych i wszyst
kich w około obecz. — Skąd Waszeć? Coście dawali prawa to
warzyskiego ?
Wędrowny: Grosz jeden.
Starszy. Prawa majstrowskiego?
Wędrowny: Groszy cztery.
Starszy: Mianujcie patki (tu wymienia nazwiska dwóch
braci), sam swego imienia nie przypominano, jakose go sam
obieram i donoszę.
Młodszy, rozkaż Wędrownemu Towarzyszowi iść na ustęp
za pierwszy próg pana Cechmistrza, za któryby się więcej nie
ważył.
Wędrowny: Z Waspańskom wolom zdaje miejsce swoje.
Starszy: Młodszy, rozkaż Wędrownemu Towarzyszowi
przystąpić po trzecie przed Skarb Świętej Anny, przed stół
pana Cechmistrza, przed obecz panów Majstrów Starszych, Śre
dnich, Młodszych i wszystkich w około obecz.
Starszy: Nie dziwuj się mój panie Wędrowny Towarzyszu,
chociem Waszeci kazał pójść na ustęp za pierwszy próg pana
Cechmistrza, za któryby się więcej nie ważył, bo tu ma Waszeć
odprawiać szenk za dziś niedziele cztery w pół urzędowania
za dziś uiedziel osiem, póki nam będzię stawało skarbu bo-
— 284 —
skiego także i majstrowskiego, a tego my sięWaść spodziewali.
Wędrowny: Wędrowałem przez góry, przez lasy, wywie
trzało mi z głowy temi czasy, mój panie Towarzyszu Starszy.
Starszy-. Młodszy, rozkaż Wędrownemu Towarzyszowi
obsiść miejsce boskie i towarzyskie.
Wędrowny. Z Waszecinom wolom, mój panie Towarzyszu
Starszy, radbym ja wiedział, gdzie to ma Wędrowny Towarzysz
obsiść miejsce boskie i towarzyskie.
Starszy: Wedle boku mego.
Teraz następował poczęstunek kosztem nowego mistrza,
do czego jednak i inni się dokładali. Nadto wysadzony na mi
strza „przed wyjściem roku jednego bez własnej i przystojnej
żony być nie ma“, gdyż inaczej „za winę wójtowi i rajcom po
łożyć kopę jedną a braci cechowej achtel piwa wystawić ma“.
Dziś bracia cechowi odbywają tylko jednę schadzkę w środopościu, celem dokonania wyboru starszyzny, zagajenie ma
jeszcze miejsce, lecz w całym tym akcie brak życia. 1 nie dziw.
Tkactwo na warstatach domowych ustało zupełnie z rokiem
1870, mało już nawet żyje z tych, co jeszcze płótna wyrabiali,
nie odbywają się więc i wyzwoliny na mistrzów i przyjęcia
misteryi.
Istnieje wprawdzie cech tkacki, ale wyłącznie jako Bractwo
kościelne, a członkowie jego są przyjmowani za opłatą 10 ko
ron, które obracają na wieczyste msze za dusze zmarłych braci
i za świece w kościele. Jako bractwo kościelne utrzymuje i dzi
siaj cech tkacki ołtarz własny z obrazem Św. Anny i przyczy
nia się do urządzania pogrzebów za umówioną opłatą, dostar
czając świec i chorągwi cechowych.
Z dawnej świetności i zwyczajów pozostały tylko trzy
moździeże, z których strzelają podczas świąt Wielkanocnych.
Ciekawy w tym względzie zachował się akt z roku 1807,
który jako nigdzie nie spotykany warto w całości przytoczyć.
Opiewa on:
Fundusz Moździeża. Przyłożywszy wielkich Sił y czuło
ści to iest sławetny Imci Pan Jan Siekirski na ten czas Preze
sem będący, Jakób Flaszeński Cechmistrz Tkaczki y Adam Kisielowski, nabyli Moździesz do strzelania ad Szlachetnego Jakóba y Tekli Litwińskich, a to dla Ozdoby y Zaszczytu Cechu
Tkaczkiego y Braci tegoż, do którego nabycia nie tylko sił
swoich nie żałowali, ale nawet y Maiątków swoich pouszczer-
— 285
biali. Którento Moździesz lęgnią Cechowi Tkackiemu Ropczyckiemu, Braciom y Potomkom ich na wieczne Czasy, y ten przy
Skarbie Anny Stey, gdzie ten zostawać będzie, zostawać ma —
do którego nikt żadney wolności ani pretensyi mieć, ale nawet
y Sukcessyi żadney wnosić y rościć nie może. Wyżej wspo
mniany Moździesz iest złożony w Cechu Tkaczkim za bytności
Sławetnego Jakóba Flaszeńskiego Cechmistrza Tkackiego, Woyciecha Dygasińskiego Podcechmistrzego y Ant. Kosydarskiego
Stołecznego. Fundatorowie wyżey wspomnieni za swoie trudy
y Fatigi nie zostawuią sobie nic więcey — iak tylko to: Usza
nowanie wszelkie y adoracyą a nakoniec dla Dzieci lub Sukcessorów swoich pamięć y pomoc. A jako Cech Tkacki Ropczycki
ten Mozdziesz na ozdobę Cechu przyimuie — a więc ten Fun
dusz Rękami własnemi podpisuje y Pieczęci zwykłej wyciśnieniem Cechowey ztwierdza. Datt. Ropczyce Dnia 26-go maja
1807. Fundatorowie nabywaiący podpisuią się. Jakób Flaszenski Cechmistrz Tkacki, Woyciech Dygasiński Podcechmistrz,
Antoni Kosydarski Stołeczny, Adam Kisielowski mp. Gregoryus
Szcepanski mp. (L. S.).
Moździeż ten przechował się dotąd wraz z dwoma innymi
późniejszymi. Strzelają z nich czasie nabożeństwa przez oba
dni wielkanocne, a wydatki na proch i „strzelacy“ opędzają
z kwestu, jaki przedtem urządzają. W drugim dniu po nieszpo
rach schodzą się bracia cechowi do domu cechmistrza, gdzie
starym zwyczajem odbywa się wspólne „święcone“ kosztem
bractwa.
W spokojnem posiadaniu tego zaszczytu strzelania pozo
stawał cech tkacki do ostatnich czasów. Dopiero przed kilku
laty cech szewski usiłował wydrzeć im ten przywilej i sobie
przywłaszczyć szczególnie za podjudzeniem kilku renegatów,
którzy z powodu prywatnych waśni wystąpili od tkaczów i przę
śli do szewców, chociaż ani oni, ani ich przodkowie rzemio
słem szewskiem nigdy się nie trudnili.
Trwała ta walka lat kilka, aż w końcu wdała się w to
władza polityczna i właśnie na podstawie wyż wspomnianego
dokumentu utrzymali się tkacze przy swojem dawnem prawie,
budząc jeszcze większą ku sobie nienawiść szewców.
Raz do roku, w adwencie lub w połowie wielkiego postu,
odbywa się w domu cechmistrza robienie świec woskowych,
potrzebnych na własny ołtarz, do pogrzebów i świecenia pod-
— 286 —
czas „sumy“ w niedziele i święta dla braci i sióstr. Używa się
do tego kociołka miedzianego, kształtu cylindra, zwanego stąd
„kapelusz lubcylinder“, w którym w gorącej wodzie rozmiękczają
i ugniatają wosk, ogrzewając go naprzemian przy tlejącem
ognisku. Mają też do tego odpowiedne nożyce, nóż i cechę do
znaczenia świec. Robią te świece sami bracia cechowi, zwołani
w tym celu przez cechmisrrza, a za całą swoją fatygę dostają
ćwiertnik piwa z funduszów brackich. Ilość świec woskowych
czyli „światła jarego liczą na ,,pary“, a oprócz tego mają
i „białe światło“. Są świece funtowe, dwufuntowe i t. p. Prze
chowują je w kościele w dwóch wielkich skrzyniach. Ma
też cech tkacki sześć chorągwi własnych, używanych w czasie
pogrzebów i procesyj kościelnych.
Z dziejów miasteczka polskiego
w wieku XVIII.
III. Z dawnych praktyk sądowych.
W tejże „Księdze wiecznej“ miasteczka Ulanowa, z której
w ostatnim roczniku „Ludu“, przedrukowaliśmy dwa charakte
rystyczne ustępy, znajdujemy pod r. 1783 przypomnienie nowoobranym ławnikom obowiązków sędziowskich, które własno
ręcznie zapisał I. P. Stokowski, komisarz pełnomocny domi
nium bielińskiego.
Treść zasługuje na uwagę przez swój ton patryarc h a I n y:
„...Magistratowi teraźniejszemu zaleca się, aby sądy podług
ustaw teraźniejszych sądzone były i pozwy in scripto od pisarzów żeby wychodziły zapisaniem sprawy, pozwana zaś strona
in scripto swoję krzywdę opisać ma, któren pozew wójt pod
pisać ma, także dekret z sądów aby przez urzędników teraz
obranych nie był nikomu wydawany, tudzież pijatyki aby żadnej
nie było, pod karą i grzywnami ostrzega się. Strona gdy za
pozwem na czas oznaczony nie stanie, tedy in contumatiam
osądzona, zaś za nieposłuszeństwo grzywnami karana być po') Lud XIII. 245.
— 287 —
winna. Gdyby zaś do jurysdykcyi dworskiej doniosło się, że
magistrat Ulanowski nieposłusznych magistratowi nie ukarał,
tedy tenże przyzwoitą karą ukarany będzie. Magistrat zaś nie
posłusznych grzywnami, potem karceru więzieniem osądzić po
winien będzie, a to instantanée. Posłuszeństwo magistratowi
całe pospólstwo wykonywać ma bez ekscepcyi i to, co Urząd
zaleci, wykonać mają, ani ten szkalować, jak za dawnych urzę
dników działo się, a to pod karą surową ostrzega się. Sprawy
zaś jeżeli pokrewnych wyżej opisanych urzędników trafią się,
tedy innych na swojem miejscu osadzić mają, dlatego jest obra
ny landwójt. Także zaleca się magistratowi, aby pisarz swojej
funkcyi pilnował. Ostrzega się urzędników miasta tego, aby
niepotrzebnych kosztów na pospólstwo nie wkładali, także Obra
chunek z miasta aby corocznie był czyniony przy pospólstwie,
lub wybranych dwunastu osóbfsic). Także jeżeli się pokaże, że
przeszły urząd na pospólstwo trunki jakie brał, tedy każdy
z nich za siebie płacić będzie powinien. Dekreta aby przepro
wadzone były nieodwłocznie i sprawiedliwie każdemu aby uczy
nione były zaleca się. Gdy za przeszłego urzędu ubodzy ludzie
to jest pospólstwo żadnej nie odbierali sprawiedliwości, ponie
waż urzędnicy trunkiem zatrudniali się. Notandum — burmi
strze zaś na swojem miejscu innego zostawić powinni mają.
Sprawy zaś jeżeli rozsądzone będą, tedy każdy dekret w proto
kół powinien być pisany. Baby zaś żadne nie powinny się
znajdować w sądowej izbie, jak się trafiało, że po gospodach
sądzili, a gospodynie były, przez co zaraz, co się stało, każda
swojej przyjaciółce opowiadała a przez to nienawiść.
Na ustęp każda sprawa pójść, jeśli dobrowolnie perswa
dując stronie urząd — strona nie zgodzi się.
W niebytności męża czyli gospodarza żaden egzekwować
nie powinien, chyba żeby był przestrzeżony a odszedł, tedy jego
żona odpowiadać powinna i karana grzywnami.
IV. Proces o pobicie i czary.
„Działo się w Ulanowie w Izbie sądowej przy bytności
Sf. Pana Łukasza Cetnarowicza wójta, SłP Marcina Kościółka,
SłP. Marcina Nicałka burmistrzów, P. Wojciecha Pańczyka, P.
Mateusza Kościółka, P. Mateusza Janika, P. Michała Gutka ławni
ków die 27. Maji 1786 Ao.
— 288 —
W sprawie Stanisława i Jana Gzików aktorów, a pozwa
nego Wojciecha Łabęckiego o pobicie. Aktorująca strona tako
we uczyniła zażalenie. Żona moja z domku swego na rynek
do chleba wychodziła, a Łabęcki z domu wyszedłszy wołał na
nią — poczekaj spróbuję się z tobą, żona odpowiedziała: Ja
nie chłop próbować się z tobą. Łabęcki szedł za nią aż
pod ratusz, żona za ladą usiadła, Łabęcki mówił do niej: twój
to ogród. Żona odpowiedziała: jakby twoja Kazylowka, Łabęcki
rozgniewany porwał żonie niecki z chlebem, który na ziemię
spadł, stosurem w głowę uderzył, niecki żona swoje odebrała,
a Łabęcki innych stragarek niecki z chlebem, kukiełkami, kru
pami pochwycił i na ziemię rozsypał, a żonę cztery lub pięć
razy stosurem w głowę uderzył, żona przed zawziętością Ła
bęckiego uciekała, Łabęcki onę dogoniwszy pięścią uderzył
w głowę, aż omdlała i na ziemię upadła, którą Łabęcki na
rynku bił, tłukł, mordował, aż mieszczanie onego od żony
oderwali, a omdlałą na wóz wzięto i do domu zawieziono.
O co manifestowałem się i podałem zbytki Łabęckiego.
Wojciech Łabęcki takową uczynił ekscepcyę, nie tak o ogród
który do niej nie należy jak o przegrażanie się na mnie
diabła nasłać pobiłem oną, a że natenczas pijany byłem,
nie pamiętam ile razy uderzyłem oną, że zaś Gziczka bałamuctwem bawi się, dowodzę onej zaświadczeniem z magistratu
rudnickiego die 20. Maji 1786 Ao., jako starała się na Frydryka
Pucka biesa nasłać i o to w Rudniku od magistratu do
więzienia wzięta była. Stawiam na świadectwo Błażejową Do
łową, która zeznawa, iż Wincentego Pendraka zięcia podmawiała
aby stodołę moją spalił, stawiam na świadectwo Grzecha Możdżecha, który zeznał, iż syn Jan Gzik szukał u wróżki
d j a b ł a na mnie n a s ł a ć, ja zaś spodziewając się i oba
wiając od Gziczki jakowego nieszczęścia, która mnie zawsze
szkalowała i zawsze przegrażała się, przymusiła mnie iż onę
pobiłem.
Dekret.
Sąd magistratu Ulanowskiego obydwóch stron pretensyi
wysłuchawszy Ponieważ Magistrat Ulanowski Mateusza Janika,
Michała Gutka ławników delegował na zobaczenie w jakiem
zdrowiu i słabości Gziczka pozostaje, Gziczka na głowę zbitą
od Łabęckiego żałowała się mówiąc: mogę dwóch niedziel
— 289 —
nie doczekać, a świadectwo w sądzie zeznało, iż Gziczka die
19. Maji od Łabęckiego pijanego na rynku na ziemi ośm razy
w głowę uderzona była, prócz stosurów nieckami pod ratuszem.
Więc sąd wynajduje, aby zaraz na dniu dzisiejszym Wojciech
Łabęcki felczera z krajzantu z Rzeszowa do Ulanowa sprowa
dził na uznanie słabości zdrowia jej, czyli żyć będzie po tym
zbiciu głowy i może być na zdrowiu ratowana, czyli przyjdzie
jej umierać, a to pod winą sądu in Casu Contraventionis Ła
bęckiemu przykazuje się. Względem zadania przez Łabęckiego
Stanisławowej Gzicce, która przegrażała się biesa nasłać
etc., sąd dylatuje i suspenduje dla słabości zdrowia jejże.
Działo się w Ulanowie w Izbie sądowej przy prezencyi
itd. die 3 Jurni 1786 Nr.
Dekret.
W sprawie Stanisława i Jana Gzików aktorów, a pozwa
nego Wojciecha Łabęckiego. Reasumując pierwszy dekret de
27. maji, któremu pozwany Łabęcki zadosyć uczynił, gdy fel
czera regimentowego z Rozwadowa do Stanisławowej Gziczki
pobitej przez Łabęckiego na uznanie jej słabości zdrowia do
Ulanowa sprowadził, a ten przy magistracie ulanowskim przy
tomnym zrewidowawszy dał świadectwo na piśmie, iż Stanisła
wowa Gziczka żadnego znaku pobicia ani na głowie, ani na
nodze nie ma, a lubo w łóżku leży, to nie z bicia tylko ze
złości udając wielką słabość. Jednakowoż Wojciech Łabęcki,
mając ankor do Stanisławy Gziczki z różnych przyczyn, jako
w swojej ekscepcyi podał, upiwszy się Gziczkę za ladą pod ratu
szem niecki jej z chlebem, jako i innym stragarkom niecki
z chlebem, krupami, jagłami porozrzucał, szkody narobił, Gzi
czkę nieckami w głowę szturkał i bił po głowie, a uciekającą
na rynku dogoniwszy w głowę uderzył, aż upadła, na ziemi
w głowę bił kilka razy, którego od bicia dalszego świadkowie
oderwali, a Gziczkę omdlałą do domku jej zawieziono. Aby
tedy taka zuchwałość i exorbitancya ukarane zostały, sąd są
dzi. A ponieważ Wojciech Łabęcki na sprowadzenie felcera
z Rozwadowa na zapłacenie temuż na furę etc. kosztów podjął
złp. 33, na cierpliwość Stanisławowej Gziczce ma dać złp. 20,
na kościół farny Ulanowski wosku funtów 5, do kościoła św.
Trójcy wosku funtów 3, sądowi grzywien 6, stragarkom szkody
w chlebie, krupach poczynione ma zapłacić. Względem zadania
— 290
przez Wojciecha Łabęckiego Stanisławowej Gziczce iż się
przegrażała nasłaniem dyabła, podmawianie i da
wanie sposobu do spalenia ogniem ludzi etc. który sposób
nasłania biesa synowi swemu Janowi Gzikowi podała,
a ten mając ankor do Grzecha Możdżecha szukał dyabła
u wróżki, w których potwarzach Stanisław Gzik oczyścić się
przez jurament usiłuje. Sąd podług prawa Saxonu Ar
ticulo 14, którzy się z czarownikami i gusłami
bawią piszącego — gdy się pokaże iżby kto takowej
rzeczy innego uczył, albo komu groził, albo podejźrany poka
zał się słowy, obyczajem, postawą, takowy surowo karany być
powinien. Stanisławowa Gziczka na naukę do Rozaczki do Rudni
ka po gusła biegając, jako attestatum Rudnikiem die 22. maji
1786 zaświadcza, już się podejźraną z synem Janem Gzikiem
uczyniła i pokazała słowy, obyczajami, przegrażając się ludziom
szkodzić na życiu, a lubo słusznych dowodów niemasz, aby
kogo zgubiła na fortunie i życiu, jednakowo iż do złych
ludzi czarami bawiących się udawała się, przeto sąd
Stanisławowej Gziczce pokuty naznacza, aby w kościele na mszy
św. przez 5 sierod krzyżem leżała i Stanisław Gzik ma oddać
do kościoła wosku funtów 5. Jeżeliby zaś Stanisławowa Gzicz
ka, syn Jan Gzik, przegrażaliby się komu na życiu, fortunie
szkodzić, mają być do jurysdykcyi wyższej aprobowanej od Try
bunału I. C. K. Mci Consilii appelationum in Criminalibus ode
słani i ukarani. Że zaś Stanisławowa Gziczka udała się śmier
telnie chorującą i Wojciecha Łabęckiego do kosztu na felcera
złp. 20 przyprowadziła, więc sąd Stanisławowi Gzikowi naka
zuje, aby Łabęckiemu oddał złp. 20, Wojciech Łabęcki zaś Sta
nisławowi Gzikowi kosztów prawnych ma oddać złp. 4 i 12 gr.
i strony obydwie mają się wzajemnie przeprosić. Wojciech zaś
Łabęcki od dekretu niniejszego ma zapłacić i strony obydwie
dekretowi we wszystkich punktach zadość uczynić, a to pod
więzieniem in casu contraventionis mocą tego dekretu“.
Wypisał
Dr. Michał Janik.
— 291 —
Legenda ludowa o wieczności.
(z Tarnawy w pow. bocheńskim).
Był raz jeden pąn, co miał wielgi majątek, ale był ogro
mnie skąpy. Lubiuł jeździć po balach, krzcinach, lubiuł tańco
wać i bawić się, ale nie lubiuł przytem nic stracić. Zawse też
upominał swego parobka, zęby go wołał do dąmu, gdy se podochoci, zęby nic nie stracić. Parobek tez ten był u niego za pa
robka, kuciera, za lokaja, bo nie kciał mieć zadny służby, zęby
nie wydawać pieniądzy. Tak tez jeździli se razęm, pan był scęśliwy bo sie bawiuł, piuł i jad a nic nie straciuł. U siebie tez
nigdy gości ni miał, a jak kogo przyjąn, to nie dawał dużo jeś,
— bo widzicie, — jak zawse skąpiec, zal mu było pieniędzy.
Raz tak wiecór jechał na bal do sąmsiadów welo smyntarza.
Po drodze upominał swego furmana, zęby go wołał, jak uźry,
ze podpity, ze juz cas do dąmu, i ze juz kawał w noc. Ną, jądą
tak. Pąn upominał jesce raz, zęby nie zabocuł tego zrobić i dał
mu nawet bucaka1), z cego sie parobek ogromnie sciesuł. bo sie
to rzadko trafiało i pojechał prędzy. Zajechali na bal, a tam juz
traśliwie dużo gości, a ną i nas pąn zacąn sie bawić razem
z nimi. Tańcował, piuł i jad do rozpuku2).3 Parobek wciągle do
niego zaglądał i patrzał, cy juz ma doś. Jak sie tak miało juz
welo północy, miesiącek juz doś wysobo wysed na niebo, tak
parobek odwazuł sie polecieć do pana i dali mu gadać, ze juz
cas, ze tam w domu jakie niescęście móze sie stać, krowa sie
miała cielić, Świnia prosić, wiec go ciągnie, zęby sie spiesuł.
Pąn juz miał sporo w głowie, nie kciało mu sie nijak jechać,
ale parobek go wyciągnął. Siad na bryckę i pojechał. Był straśnie
wesoły, capkę wdział se na bakier, bo miał kuraśs). Nadjechali
nad smyntarz, parobek zdjon capkę i modluł sie okropnie scerze, bo to była juz północ i bał sie duchów. Parobek sie mo
dluł, a pąn poprawiuł capki i dali tak mówić: „Widzicie, umrzyki,
ja sie tak dobrze bawię, jęm i piję, hulam, a wy tu musicie
gnić i chrobaki żreć. Zebyście to tak do mnie przyśli, tobym
') moneta miedziana wynosząca cztery centy.
2) co tylko mógł.
3) dobry humor.
— 292 —
wam dał pocęsne“. Jak ino te słowa wyziunął, tak ci zaraz sie
jakisi głos ze smyntarza odzywa do niego (A był to strasny
głos, bo to przecie widzicie z grobu po śmierci, niech ta Bóg
brąni, ja pamiętam ino raz taki głos, jak przysed strzygoń beze
drzwi, ja se siedział przy cyganie1), bo to przecie dawni, jak
sie ta pewnie ucycie, nie było tak jak teraz, nie mieliśwa patycków, kanfiny2), ino to wadzicie świeciło sie smolówkami.
Bieda była, to prawda, ale ludzie nie byli tak popsuci, jak teraz.
Jeżeli dziewka chciała zapalić, a ogień ji zgaś, to musiała lecieć
do drugi chałpy po ogięń i tam z pod popiołu wygarnować.
Źle było dawni, bo chłopy musieli pańscyznę odrabiać, a jak
sie który odrobinę spóźniuł, tak go zaraz na podkładę bili. Lu
dzie jakoś wytrwalsi byli, bo pomyślijcie sobie, ktoby to teraz wy
trzymał. Nie ubierali sie w jakiesi tam surguty carne, ino mieli swoje
górnice3), a na zimę kożuchy białe z wielkim kołnierzem i buty
wysokie. Na głowę nacisnął capkę, jak to teraz zorkami4) na
zywają i był chłop, nawet sie wilka nie bał. Aha na cemem to
skońcuł, aha na strzygoniu. Tak widzicie jak tęn strzygąń właz,
jak mi ugryź kawałek kamienia u zar5), jak zgrzytnął, takem
myślał, ze mie juz zje. Ale ze przecie zły duch prawa do mnie
nima, bom krześcijąn, tak posed do chlewa do świń i tam sie
ze świniami zacąn żreć. Jak zacąn zgrzytać, kwiceć, tagem juz
myślał, ze mi chałpę rozwali. Jak sie wygryź, wyzar, tak sie
zabrał i posed. To widzicie ja znąm taki głos, niech ta Pąn
Bóg brąni go usłyseć.) A ną, jak ten pan tak powiedział, tak
sie ze smyntarza odezwał głos: „A przydzięmy, przydzięmy ju
tro o dwunasty w nocy.“ Pąn sie zaśmiał i kazał jechać dali,
a parobek to jaz struchlał ze strachu. Jak przyjechali, tak on
sie obróciuł do pana i zacąn mu powiadać, co on to zrobiuł
jedynego, jak powiedział, jak mu odpedzieli. Ale pąn jesce go
skląn, bo to był właśnie taki niedowiarek, jak i teraz niektórzy.
Ośmiał sie i pojechał dali. Na drugi dzięń zawołał parobka
i dali sie go pytać, co to było wcora, bo go to jakosi rozesło
’) przy kominie
2) nafta
3) białe płótnianki, noszą je dotychczas w tych okolicach, ale co
raz bardziej wychodzą z mody.
*) czapka wełniana, okrągła, z czarnymi paskami.
B) żarna
— 293 —
w nocy, jak sie przebudziuł. Parobek opowiedział mu wszyćko
i pan struchlał, wyjąn bucaka i dał mu; posed tez zaraz do księ
dza o poradę. Ksiądz mu kazał wyzabijać wszyćkie woły, kro
wy, świnie, cielęta, owce i wyprawić wielką uctę w domu, na
godzinę jedenastą w nocy, zęby było wszyćko gotowe. Pąn za
głowę sie chyciuł, ale cóz miał robić, bał sie okropnie, więc
zwołał wszyćkich chłopów i kucharzów z okolicy i kazał wszyćko
wyzabijać, ugotować i wyprawić uctę. Ale ze nimiał tak wielgich pokojów, tak kazał w ogrodzie poprzybijać ławki długie
i tam zastawić miski z jadłem. Na godzinę jedenastą było wszyćko
juz w porządku. Cekają, cekają, nie widać nic. Az przychodzi
dwunasta i zjawia się straśna chmara ludzi, a na ich cele biskup
z tą swoją laską i capką. Straśnie dużo ludzi było, bo to juz
oddawna na tym smyntarzu chowali. Pąn wysed przed nich i ze
strachem straśnym przywitał ich w bramie. Prosiuł ich do ogro
du, zęby se usiedli. Biskup dał znać, zęby usiedli wszyscy. Jak
se juz siedli, tak biskup zwróciuł sie do pana i tak do niego
powiedział: „Dobrze, ześ nas przyjąn dobrze, ale my i tak jeś
nie będziemy, bo nimamy ciał, ale tobie musimy sie odwdzięcyć. Latego1) tez przydź jutro do nas w nocy o dwunasty. Ja
tam lezę w grobie, puknij, a grób ci sie sam otworzy. Jak to
powiedział, tak dał znak ręką i wszyćkie duse zniknęły i bi
skup tez znik. Pąn straśnie sie tern zakłopotał, bo sie bał iś.
Nie spał nic, ino cekał. Przed dwunastą godziną wybrał sie pie
chotą i posed na smyntarz. Jak przysed, tak zapukał do na
grobka i grób mu sie otworzuł. On tam wsed do mały stancyjki i wnetki zobacuł biskupa. Za biskupęm wysunął sie mały
stolicek, a na stolicku leżało małe jabko. Biskup kazał usiąś
panu, potem sąm usiad i rozkrajał jabko na śtery cęści. Dał
jedną panu, a jak tęn zjad, tak spytał sie go, cy mu smakuje.
Jak ino tęn powiedział, ze mu smakuje, wziąn drugą ceś, dał
panu zjeś, a potem trzecią i cwartą. Jak juz wszyćkie zjad, tak
biskup powiedział, ze mu juz więcy nie da, bo nima i ze juz
po ućcie. Pąn wysed z grobu, ale jak wysed tak się bardzo
zdumiał, bo wszyćko la niego było obce. Kościół był insy, smyn
tarz inacy wyglądał, drzew juz takich, jak on zostawiuł, nie było.
Zdumiał sie ogromnie, ale posed, gdzie jego dwór stał. Chodziuł
’) Dlatego
Lud. Rocznik XIV.
20
— 294 —
i chodziuł i nijak nimóg poznać tego miejsca. Nareście znakiz
dwór, ale bardzo sie zadziwiuł, jak zobticuł ładny, murowany
dwór. Posed na gąnek. Idzie do drzwi, kazał se lokajowi otwo
rzyć do pokojów. Ale lokaj nie usłuchał go, ino go wyrzuciuł.
Pan opowiedział mu, ze to jego dwór, ze to jego włościzna1),
ale lokaj temu nie wierzuł. Opowiedział, ze dopiero teraz w no
cy wysed, a teraz rano wraca i ze zostawiuł swój dwór i pa
robka w nim, kazał go zawołać. Ale lokaj nic nie pytał, ino go
wyrzuciuł i jesce psami poscuł. Pąn zalał się łzami i posed do
księdza, ale i tu go nie poznali, bo ten ksiądz, co go znał, leżał
juz dawno w grobie. Na zapytanie księdza opowiedział całe
swoje zdarzenie i nazwisko, ale ksiądz nie znał takiego, ani o
nim nie słysał. Zacąn atoli zaraz patrzeć do mentryk. Przeleciał
lat 50, 100, 200, 300 i dopiero przy śterech Stach znalaz takie
nazwisko, jak mu pąn podiił. Powiedział mu ksiądz, ze w cemś
zgrzesuł ciężko i lâ tego musi pokutować. Wziąn go na spowiedź
i wyspowiadał go, a jak pąn przyjąn komąniją świętą, rozsypał
sie w te razy w proch.
Opowiadanie powyższe jest ciekawym przyczynkiem do
zapatrywań ludu naszego na pojęcie wieczności, a równocześnie
daje nam niektóre dane o wyobrażeniach na życie pozagrobowe
ludu; dłuższy epizod o strzygoniu, który nawiedził dom opo
wiadającego Stanisława Głowackiego, włościanina w Tarnawie
(pow. Bochnia), charakteryzuje sposób opowiadań wiejskich.
Często bowiem spotyka się, że opowiadający do zasłyszanego
zdarzenia wplata i osobiste przygody, w ten nieraz sposób z dwóch
podobnych wypadków z biegiem czasu powstaje jedna opowieść,
z której trudno poznać, co jest późniejszym dodatkiem.
Kazimierz Karczmarczyk.
Dodatek do Słownika Języka Polskiego
Karłowicza, Kryńskiego i Niedźwiedzkiego.
1. Arabista = uczony oddający się badaniu literatury
arabskiej, niem. Arabist, fr. arabisant.
2. Brzana. W zeszycie 2-im (str. 217) podano tylko zna
czenie dosłowne: ryba muraena. W żargonie „andrusów“ kra
kowskich brzana = dziewczyna.
2) Własność
— 295 —
3. Demotyczny. W zeszycie 7-ym (str. 45) wyjaśniono,
co to jest pismo hieratyczne. Otóż pismo demotyczne jest
jeszcze bardziej skróconą, ludową formą hieroglifów.
4. Kaduk. Do znaczeń podanych w zesz. 8 (str. 198)
dodać trzeba jeszcze jedno: różdżka (caduceus). „Kwitnący
kaduk Mojżesza, którym zniszczył on magię Faraona bytu“...
Miciński, Chimera Zesz. 27, str. 388.
5. Koptyjski tyle, co koptycki (Zesz. 9-ty, str. 469).
6. Modli. Wykrzyknik ten w Markuszowej (pow. strzyżowski) i wsiach sąsiednich oznacza: nuże! szybko ! — i nawo
łują nim robotników*1).
7. Mokrawina. „Wśród olch i świerków, po smugach
mokrawiny, kędy się żywa woda w wysokich trawach krę
giem — kręgiem, wstęgą — wstęgą wije“... Żeromski, Chimera
Zesz. 26, str. 168. Tyle co mokrzawina w Zesz. 13 tym (str. 1031).
8. Napowietrzę. Nieznany widm korowód z napowietrza
idzie tu“... Miciński, Chimera Zesz. 27, str. 384. W zeszycie
14-tym (str. 130) jest tylko przym. napowietrzny.
9. Patrycyalny. Tyle co patrycyański w zesz. 20-tym
(str. 88). „Ówdzie patrycyalne domy stare“... C. Norwid, Chi
mera Zesz. 27, str. 345.
10. Pęchrać. U ludu w Markuszowej (pow. strzyżowski)
i wsiach sąsiednich tyle co : Jeść, żreć.
Tad. Smól.
Polowanie z nagonką
Wciślak Józef z Makowa, zwany „Mołek“, zabawia się
w wolnych chwilach polowaniem, a głównem jego zajęciem jest
dozorowanie miejskiego lasu w Makowie. Ułożył on pod po
wyższym tytułem wiersz następujący:
’) U Lasowiaków tarnobrzeskich mamy wyrażenie nienamalny
w znaczeniu prędki, uprzykrzony, z czego wynika, że było i wyrażenie
namalny w znaczeniu powolny. Poszło to wszystko z niemczyzny!
w której znane są wyrażenia, jak ko mm e in mai, mach’s einma,
i t. p. Z wyrazu einmal lud nasz zrobił w jednych okolicach mali,
gdzieindziej modli, namalny i nienamalny.
Matusiak.
— 296 —
„Dwa zające, jeden młody, drugi stary,
Ale szary,
Spotkały się nad potokiem.
Stary wlókł się chwiejnym krokiem,
Bo cały zad postrzelony,
Krwi na nim ślady,
Wzrok jego blady,
Opuścił uszy z frasunku.
— „Trzeba zdechnąć bez ratunku,
Bo niema doktora na rany!“ —
„Och, mój wujaszku kochany!“
— Krzyknie młody zając,
A ze strachu dęba stając; —
„Gdzież was nieszczęście trafiło?“
— Opowiem, jak to było“ —
— Rzekł stary zając,
Stękając. —
— „Oto na Makowskim łanie
Odbyło się polowanie.
Mnie nagnali naganiacze,
Ten wrzeszczy, ów zaś kołacze,
Ów kijem wywija,
Rwie się, jak bestyja.
Ja też pomknął dalej,
A tam z boku strzelcy stali.
Tarach! mój stryk zginął;
Tarach! mój ojciec kozła wywinął;
Tarach! legła matka moja;
Tarach! kopyrt ciotka twoja;
Tam też i mnie postrzelili.
Ale powiem ci w tej chwili
Taką przestrogę
Na życia drogę:
Nie bój się nigdy krzykacza,
Co klnąc, machając rękami,
Grożąc kijami,
Przed tobą się rozkracza.
Ty pomiędzy jego nogi
Szukaj sobie pewnej drogi;
— 297
Tak, jak mój kumoter postąpił śmiało
I uszedł cało.
Lecz niechaj każdy zając tego się boi,
Co milczkiem chodzi lub stoi“.
Szymon Gonet.
Sucha, 1907.
Litania dla młodych panien.
W listopadzie 1905 roku" odpisałem z pisanego zbioru
piosnek A. Stawowczykówny w Suchej następujący wierszyk
pod powyższym tytułem:
„W imię Ojca i Syna“ — to ładna chłopczyna —
„I Ducha Świętego“ — proszę o chłopca ładnego.
„Ojcze z nieba, miłościwy Boże!
Niech mię Twa łaska wspomoże!
Synu najmilszy tego świata !
Niech mi nie idą w przepaść moje młode lata !
Módl się za mną, święty Gabryelu,
Niech mię jeden nie kocha, tylko wielu.
Uczyń to dla mnie, święty Jakubie,
Przyprowadź chopca tego, co ja lubię!
Módl się za mną, święty Hierominie,
Niech mię najmilsza nadzieja nie minie!
Uczyń to dla mnie, święty Mikołaju,
Daj mi złapać męża, jako lisa w gaju!
Módl się za mną, święty Marcinie,
Opatrzże mię mężem, choćby Rusinem!
Módl się za mną, święta Teklo,
Żeby mi się wesele nie wlekło!
Módl się za mną, święta Anno,
Żebym do śmierci nie została panną!“.
Szymon Gonet.
Sucha.
— 298 —
Poszukiwania. Upraszamy Szan. Współpracowników i Czy
telników o łaskawe odpowiedzi w następujących sprawach :
1. Tkactwo. W wielu miejscowościach naszej ojczyzny
kwitnę jeszcze u ludu tkactwo, które poznać wszechstronnie byłobu rzeczą ogromnie pożądaną. Sp. Karłowicz, co mógł, zdzia
łał w tym kierunku w „Wiśle“, tak niezrównanie przez niego
redagowanej, ale pozostaje jeszcze wiele do zdziałania, gdyż
powinniśmy mieć szczegółowe relacye ze wszystkich stron Pol
ski, gdziekolwiek tkactwo się zachowało, a dość powierzchowne
wiadomości mamy tylko z dwóch czy trzech okolic. Otóż od
daliby Szan. Współpracownicy i Czytelnicy sprawie ogólnej wiel
ką usługę, gdyby raczyli każdy ze stron, które mu są dostępne
lub w których mieszka, nadesłać nam szczegółowy opis tkactwa
ze wszystkiemi technicznemi wyrażeniami i, o ile to byłoby
możliwe, z illustracyami. Opis mógłby zawierać następujące
szczegóły: 1) Uprawa lnu i konopi. 2) Zbiór i przygotowanie
do miądlenia. 3) Miądlenie i czesanie kądzieli i różne przyrządy
do tej pracy służące (opis szczegółowy) z technicznemi nazwa
mi, ile możności, z rysunkami lub fotografiami. 4) Różne rodzaje
kądzieli, sposób jej składania i przechowywania, sprzedaż. 5)
Prządki i przędzienie, wszystkie narzędzia (przęślice, wrzeciona)
i przyrządy (kołowrotki), używane do tej roboty. 6) Przędza,
a mianowicie zwijanie nici z wrzecion i kołowrotków w motki
i przędziona z opisem szczegółowym roboty i narzędzi (motowidła), przedzion (pasma), ile możności, z illustracyami. Skła
danie przędzion w większe całości, przechowywanie przędzy,
sprzedaż. 7) Wyrabianie płótna: a) Szczegółowy opis warstatu
z illustracyami, b) Osnucie przędzy na warstacie, c) Wyrabianie
płótna, szczegółowy opis z illustracyami, d) Różne rodzaje płót
na i zużytkowanie go na własne potrzeby i sprzedaż. Tak samo
pożądany jest szczegółowy opis wyrabiania sukna, gdziekolwiek
ono jeszcze się odbywa. Zwyczaje, obyczaje i przesądy, związane
z tkactwem. Rozchodzi się przedewszystkiem o wierne i jak naj
dokładniejsze przedstawienie całej pracy i narzędzi z techniczne
mi wyrażeniami i illustracyami roboty, a szczególnie narzędzi,
warstatów. Odwieczne to było zajęcie Słowian, wiele też zacho
wało się w niem podziśdzień odwiecznych nazw i wyrażeń
technicznych, które rzucają światło na najdawniejszy sposób
produkcyi i tym sposobem rzucają światło na życie naszych
— 299 —
przodków z czasów, których historya nie zapamiętała i które
też pokrywają grube mroki dziejowe.
2. Ładować i ładkać, lelejać i 1 e 1 e j s a ć. W arty
kule : Dodatek do „Olimpu polskiego"' objaśniamy te wyrażenia,
a niniejszem upraszamy Szan. Przyjaciół naszego pisma o ła
skawe doniesienie, gdzie są one jeszcze używane i w jakiem
znaczeniu?
3. Duch domowy. Dość powszechne jest u Słowian
mniemanie, że komu się dobrze powodzi, ten chowa u siebie
dyabła (w domu, a mianowicie w piecu lub na strychu, w ko
morze, stajni, w gumnie). Dyabła tego różnie sobie ludzie wy
obrażają i różnie nazywają: Djeduszka domowoj u Rosyan,
u Rusinów Didko, Domowyk, u Czechów Hospodarióek, Smok,
(Zmek), Setek, Skfitek; u nas Dyabeł, Chowaniec, Inklus, Kobold (u Mazurów pruskich), Smok (Ćmok, Ćmuk\ Jaraszek, Raraszek, (na Szląsku i w Czechach); Zmak i Pikulik u Słowa
ków. Rzecz ta, o ile dotyczy Polski, nie jest dokładnie zbadana,
prosimy więc Przyjaciół naszego pisma, żeby byli tak łaskawi
każdy ze swych stron, dać nam o tern jak najdokładniejsze
informacye, a w szczególności: Jak się ten duch nazywa? Jak
się go nabywa? Jak wygląda? Gdzie przesiaduje i co czyni?
W czem szczególnie pomocny, a w czem może zaszkodzić? Co
trzeba dla niego czynić i jak się z nim obchodzić? Czy można
się go pozbyć i w jaki sposób?
4. Pochwiść. W Turowie wiatr silny, deszcz z wiatrem
zowią pochwiść, a pochwiściel znaczy tu wisus, łotr. Rzecz
ciekawa, czy niema gdzieindziej na oznaczenie wiatru takich lub
innych nazw? Pragnęlibyśmy też mieć szczegółowe wiadomości
o „żenieniu się“, djabła, o jego tańcu i co należy czynić, gdy
się coś podobnego widzi? Mity, powiastki i baśnie o nim.
Uwaga. Łaskawe odpowiedzi będziemy drukowali w „Lu
dzie“ z podaniem nazwisk autorów, ażeby było wiadomo, czyja
to zasługa, skąd rzecz pochodzi i od kogo.
5. Matusiak.
— 300
Dwie legendy z Kalwaryi.
1. Gwiazdy spadające z nieba.
Istnieje legenda między ludem, jakoby nad Kalwaryą, około
święta Matki Boskiej Zielnej (15. sierpnia), spadały bardzo obfi
cie gwiazdy z nieba. Jedynie uczestnik uroczystości odpusto
wych może znaleźć taką gwiazdkę, bo tylko on może ją doj
rzeć, gdy spadnie na ziemię. Gwiazda taka znaleziona w po
bliżu cudownego miejsca, stanowi wielki i nieoceniony skarb
dla tego, który ją posiada, byle tylko nie zdradził się przed
drugimi z jej posiadania.
2. Cudowny kamyczek.
Inne znów opowiadanie, przypisujące cudowne, lecznicze
własności małej rzeczułce, przepływającej u stóp Kalwaryi (na
zwy nie pamiętam), wspomina o cudownych kamyczkach, znaj
dujących się w tejże rzece. Kto będąc pierwszy raz na Kalwa
ryi, znajdzie taki kamyczek i nosi go z sobą przez cały odpust,
ten zabezpieczy się przed wszelkiemi chorobami i dolegliwo
ściami na cały rok. Wiara w te rozmaite, nie głoszone przez
duchowieństwo legendy, jest powszechną wśród ludu naszego,
to też garnie się on tłumnie ze wszystkich stron do cudownego
miejsca.
Franciszek Gawełek.
Rozmaitości.
Do rozmowy z głuchym. Pod tym napisem drukowaną
w tomie V. Ludu (str. 271—2) notatkę pozwalam sobie uzu
pełnić wiadomością, że prof. dr. R. Kaindl w swym zbiorze
rymowanek dziecięcych z Bukowiny i Galicyi (Zeitschrift
d. Ver. f. Volskunde t. VIII. r. 1898, s. 68), podaje tekst polski
takiej rozmowy pod. I. 221., zaczynający się wyrazami: „Dzień
dobry Tomaszu (Gurgoszu)“, a pod 1. 221. inny podobny dyalog czterowierszowy.
Dr. Fr. Krćek.
— 301
Wianek świętojański. Za łaskawem pośrednictwem pro
fesora Dra Fr. Krćeka otrzymaliśmy fotografię amatorską, spo
rządzoną przez pannę Halinę Dybowską ze Lwowa w roku
zeszłym w Boryczewie (koło Kiecka) na Białorusi litewskiej.
Przedstawia ona wianek ziół, umieszczany na żórawiu przez lud
ność miejscową na św. Jan jako obronę przeciw czarownicom.
Z fotografii tej pochodzi niniejsza illustracya, a fotografię samą
składamy do zbiorów muzealnych naszego Towarzystwa, wy
rażając szczere dzięki tak dr. Krcekowi jak i pannie Halinie Dy
bowskiej za uprzejmą łaskawość dla Ludu i Towarzystwa na
szego.
Redakcya
— 302 —
Uwagi z powodu „Figlików“ Reja. Lud. Tom XII. stro
na 227 i dalsze. Do tego artykułu dodaję:
W r. 1886. widziałem w sklepie kupca towarów kolonial
nych Ignacego Ungera w Andrychowie garnuszek do kawy, na
którego zewnętrznej stronie był taki obrazek: Mnich zgarbiony
dźwiga wielki okłot słomy na plecach a z okłotu u góry wy
gląda ze ździebeł słomy dobrze ukryta głowa niewieścia, zaś
w dolnej części okłotu buciki. Naprzeciw mnicha stoi leśnik
za strzelbą na ramieniu i wskazuje ręką na okłot.
Pod tym obrazkiem jest umieszczony dyalog w języku
czeskim:
Leśnik: Je ta slama ku prodani?
Mnich: Ne; ja si sam lehnu na ni ł
(Czy ta słoma jest na sprzedaż?
Nie; ja sam położę się na niej!).
Szymon Gonet.
Sucha, 1908 r.
Wierzenie o gradzie. W Makowie, u prawego brzegu
rzeki Skawy, po wschodniej stronie granicy suskiej, wznosi się
góra, zwana Garncem, a na niej jest około 30 gospodarstw.
Grad, choćby całą okolicę nawiedził, to „na Garcu“ ni
gdy nie będzie padał, bo jak opowiada cieśla Stanaszek, kie
dyś, bardzo dawno, dwaj bracia bliźniacy, oborali pługiem cały
Garniec, zaprzągnąwszy do pługa dwa byczki, które także bli
źniakami się ulągły.
— Ale pioruny w wasz Garniec biją! — Tak, bo na to
już bliźniacy poradzić nie mogli — odpowiada Stanaszek.
Szymon Gonet.
Sucha, 1908 r.
W Zarzeczu koło Jarosławia (Galicya) panuje wśród ludu
wiejskiego powszechna wiara, że dziecko, które przyjdzie na
świat w wilię Bożego Narodzenia o godzinie 12 w nocy, albo
będzie wielkim człowiekiem, albo zobaczy rzeczy, których nikt
nigdy nie widział i młodo bardzo umrze.
M. Goyski.
- 303 —
Sprostowania do „Gwary ślesińskiej“.
str.
wiersz
91
92
93
93
93
94
95
96
96
97
97
97
97
101
101
101
101
101
101
101
101
101
101
101
101
101
101
101
101
102
102
103
104
104
105
105
19 od góry
19 n
łł
14 łł
łł
16 łi
21 n
łł
3 ,,
łł
7 łł dołu
11 ił
łł
11 łł
łł
13 łł
łł
12 łł
łł
11 łł
łł
10 łł
łł
3 łł góry
3 łł
łł
10 łł
łł
11 łł
łł
12
łł
13 łł
13 łł
łł
13 łł
łł
14 łł
łł
14 łł
łł
17 łł
łł
20 łł
łł
2
dołu
1
łł
1 łł
łł
16 łł
łł
10 tł góry
15 łł
łł
11 łł dołu
11 łł góry
20 łł
łł
15 łł
łł
21 łł
łł
106
106
106
107
108
2 łł
3 łł
4 łł
13 M
3 łł
zamiast:
potrzeba:
nawet senu
nawet sęnu
taj ta ino
kaj ta ino
wójtowa
ójtowa
Molędzina
Molędzina
procesyja
prosecyja
szezaw
szczaw
pasturki
pasturski
piesnaczka
piesneczka
zwiesny
z wiesny
w wyrazach
w w wyrazach
umarł
u mar
lub uo
lub wo
lub uó
lub ó
podzieć
pedzieć
podziałem
pedziałem
pokaż-my-gu
pokaż-my-gu
wzieno-sie
wzienó-sie
Dawajom-my
Dawojóm-my
Spotyka tu-sie
Spotyka-sie
Przyrzy-sie
Przyrz^-sie
Nie bierz ta-sie
Nie bierzta-ji
Nóźem-nań
Nóżem-nańd.
zdźino.
Idź-ino.
korzynie,
korzynie,
wczas.
w czas
Tak, jes-ta.
Tag-jes-ta
Zde-nocyIde-nocyna-umycie
na umycie
Nie bili-me
Nie bili-me
chłopelowi
chłopolewi
pomogał
pómogał
sidam
sidem
Zęby powiedzano
Zęby wiedzano
szczezula
szczeźula
przywionzały
przy wioń zany
stęmpić, stęmpie, stęm- słęmpić, słęmpie
pim... (przez całą od słęmpim, słęmpita,
mianę)
i t. d. wszędzie l
kupaj
kupej
łł
uciekajmo
uciekejmo
łł
„ lewy ab -j— k
aby + k
„ prawy accinium
Vaccinium
człecyca
łł
łł
człeczyca
— 304 —
sir.
wiersz
zamiast:
potrzeba:
108 5 od góry prawy człowieczyca
człeczyca.
108 12 n
czyrniawy
czyrzniawy
łł
łł
108 13 n
czyrznie sie
łł
łł
czyrznić-sie
108 17 łł
czyrniowy
czyrzniowy
łł
łł
109 10 łł
„ lewy drzewią
drzewię,
109 16 n
rulra
vulva
łł
łł
109 17 n
D-źyn
d-źyń
łł
łł
109 27 łł
Roboła
Robota
łł
łł
110 20 ił
„ prawy podwy
podwory
110 23 łł
Grochowacz
łł
łł
Grochowacz
111
5 łł dołu lewy Jarzgier
Jazgier
111
2 łł
„ prawy Klepią
Klepniak
112 3 łł góry lewy „Napui
„Napni
112 4 łł
sklep
klep
łł
łł
112 23 łł
Kocywie
Kócywie
łł
łł
112 28 łł
mamuł
namuł
łł
łł
112 31 łł
płótno
płóto
łł
łł
112 2 łł dołu „
Zaliwne
Zaliwne
112 6 łł góry prawy plecienia
plecenia
113 23 łł
„ lewy metli
mętli
113 1
dołu prawy odpuszeniu
opuszczeniu
114 12 łł
„ lewy nic wielgigó,
nidz-wielgigu
114 16 łł
„ prawy stęp
słęp
115 15 łł
„ lewy Okładnica
Okładnica
115 2 łł
„ prawy kopał
kupał
116 2 łł góry lewy Pach
Pach
116 4 łł
Pachować
Pachować
łł
łł
116 7 łł dołu lewy flasuski
flaszuszki
116 21 łł
„ prawy stęp
słęp
116 11 łł
nn
na
łł
łł
117 16 łł góry lewy stępów
słępów
119 18 łł
Przyrada
Przysada
łł
łł
119 8 łł dołu „
paraxacum
taraxacum
119 4 łł góry prawy półdzienni
podzienni
119 16 łł
Reza
Ryza
łł
łł
119 9 łł dołu „
stępa
słępa
120 10 łł
„ lewy Rrótko
Krótko
120 15 łł góry prawy skoładzać
skołudzać
120 18 łł
rebiate
rabiate
łł
łł
120 19 łł
Skowronyszek
Skowrónyszek
łł
łł
120 3 łł dołu „
gardzieli
twardzieli
121
Gdzie stęp
pocho- słęp, słępowy, słęmpiadne
ne, słęmpić i t. d.
122 9 łł góry lewy stępa
słępa
122 14
aprótek
oprótek
łł
łł
123 7 łł
lecom
letom
łł
łł
123 2 łł dołu prawy stępy
słępy
— 305 —
zamiast:
wiersz
str.
123 1 od dołu prawy trępel
124 2 n góry lewy stępów
124 5 n łł
łł
łł
124 7 n n
nie
n
124 21 łł ił
tytnik
łł
124 10 n „ prawy Uńć
124 24 łł łł
Bebaki
łł
124 6 łł dołu prawy waławać
124 22 » góry lewy Więnzin
Wąnr
125 7 łł dołu „
Wąntonik
125 4 ił łł
łł
wyplótowana
126 13 łł góry „
Wysmiewity
126 9 łł dołu „
Zieliniak
127 19 łł góry „
127 2 łł
„ prawy Zradzić
127 5 łł łł
zwoń
łł
potrzt
tręp
słępów
łł
me
tyłnik
Uńść
Rebaki
wałować
Więnziń
Wąns
Wąntonek
wypłótowand
Wyśmiewity
Zieliniak
Zradzić
zwón
