892425aba805ca82332e3b5f1ce01a1e.pdf
Media
Part of Materyały i poszukiwania, cz.1 / Lud, 1908, t. 14
- extracted text
-
MATERYAŁY I POSZUKIWANIA.
—oc=zx>—
Boże Narodzenie w Radłowie
W tomie 10. w zeszycie drugim „Ludu“ za rok 1904 na
str. 154 zamieszczono szopkę z Radłowa, opowiedzianą przeze
mnie, a podaną przez profesora Dra Wład. Semkowicza p. t.
„Boże Narodzenie w Radłowie“.
Po nagromadzeniu atoli nowego materyału i przy własnej
abserwacyi, zauważyłem wiele braków tak w skreśleniu zwycza
jów świątecznych, jako też i w przedstawieniu samej szopki, co
uzupełniwszy obecnie, w całości podaję.
Przy tej sposobności starałem się niektóre miejsca wyja
śnić, które w dawnej szopce były może niezrozumiałe.
I. Wigilia Bożego narodzenia
jest dniem pełnym zabobonu i przesądów; — to, co czyni się
w wigilię, przez cały rok czynić się będzie.
Rano myją się domownicy w pieniądzach, by te zawsze
się ich trzymały.
W dniu tym nie należy nic pożyczać od drugiego, gdyż
1° można szczęście wydać z domu, 2° musiałoby się zawsze
pożyczać.
- 132
Gospodarze przygotowują siano, słomę i obrok1) dla koni
i bydła, aby już w dzień Bożego Narodzenia nie chodzić do
stodoły, „bo grzech“.
Parzonkę2) dla bydła przyrządza się jużto w wigilię na
dzień następny, już też wcale się jej nie daje. — Nie należy pić
wody w wigilię, bo się będzie miało pragnienie rok cały, zwła
szcza podczas żniw. Syn słucha szczególnie w dniu tym rodzi
ców, aby nie był karanym. — Rzeczy znalezionej nie przynosi
się do domu, bo można przynieść ze sobą chorobę. Tak n. p.,
jeśli ktoś ma wrzody na ciele, pociera je grochem, poczem na
stępnie rozrzuca go na wsze strony; kto te ziarnka pozbiera,
ten ściągnie na siebie wrzody. Ktoby, znalazłszy podymę od
wozu, przyniósł ją do domu, ten sprowadziłby na swoje gospo
darstwo mnogo szczurów.
W dniu tym, dla zabezpieczenia się przed bólem gardła
na rok cały, zjada się owoce, poświęcone wraz z zielem w dniu
Matki Boskiej Zielnej.
Dobrą również jest rzeczą gryzienie orzechów laskowych
dla uchronienia się przed bólem zębów w roku następnym.
Skoro nadejdzie wieczór i pierwsza gwiazdka sabłyśnie.
a roboty wszystkie już pokończone, zasiadają domownicy do
wieczerzy.
Wpierw, nim wezmą łyżki do rąk, łamią się opłatkiem,
składając sobie wzajemne życzenia.
Wieczerza składać się musi najmniej z siedmiu potraw,
jako to: kapusty, ziemniaków, barszczu z ziemniaczkami, kaszy
ze śliwkami, pęcaku z garuchem,3) grochu okrągłego, zasmażanego i paluszków.4) Z każdej potrawy należy nieco zostawić
na misce jako kolendę dla bydła.
Podczas wieczerzy rachują na ścianie cienie głów; czyjej
głowy cienia braknie, ten „nie doczeka się drugiej wilii“.
9 Obrok — mieszanina sieczki, owsa i plew służy za żywność ko
niom na noc, zwłaszcza podczas robót wiosennych w polu.
2) Parzonka — jestto sieczka, polana gorącą wodą; zmieszana z gotowanemi ziemniakami, służy jako karma krowom w zimie.
3) Garuch -- polewka z gotowanych śliwek, gruszek i jabłek su
szonych (płonek).
*) Kluski z pszenicznej mąki, podłużne, podobne do palców u ręki.
— 133 —
Pod każdą misę podkłada się kilka źdźbeł słomy w kształ
cie krzyża, a na nie kładzie się opłatek. — Jakie źdźbło przy
lepi się do dna miski, na ten gatunek zboża będzie urodzaj.
Po wieczerzy odbywa się „bicie kóp“.
Gospodarz rozciągnąwszy się na podłodze rzuca słomę za
obrazy: ile źdźbeł utrzyma się za obrazami, tyle kóp będzie
w roku następnym.
Gdy już uprzątnięto wszystko ze stołu, a gospodarz zała
twił się z kopami, padają wszyscy na kolana, dziękując Bogu
w gorącej modlitwie „za szczęśliwe doczekanie tak wesołego
dnia“. Następnie kładzie gospodarz na stole kolendę: garść
siana, na niem składa się bochenek chleba pszennego, obok
struclę, w środku zaś nóż i opłatki, wszystko to nakrywa się
białym obrusem, a w kącie stawia snopek słomy.
Nóż ma leżeć prawą stroną zwrócony do spodu.
Kiedy już wszędzie spożyto wieczęrzę, gromadzą się chłop
cy z całej wsi lub tylko z sąsiedztwa w celu wiązania drzew
w sadach i ogrodach. Jeden z nich bierze do ręki grubą pałkę,
drugi słomę i tak cała gromada udaje się do sadu. Tu trzyma
jący pałkę uderza nią w drzewo, krzycząc: „Będzie rodziła“!
Inni odpowiadają: „Nie będzie rodziła“! — „Trza ją uciąć“! —
„Nie trza jej uciąć“! — poczem obwiązawszy drzewo słomą,
idą dalej.
Ta sama scena odbywa się przy każdem drzewie zosobna.
Gdy już odprawiono ceremonię wiązania drzew, urządzają
uczestnicy tejże ceremonii wspólne kolędowanie za oknami ca
łej wsi. — 1 tak schodzi im czas na śpiewaniu aż do północy,
poczem udają się do kościoła „na pasterkę“.
Ale i dziewczęta nie próżnują w wieczór wigilijny; która
chce się dowiedzieć, z której strony przyjdzie do niej „kawaler“,
ma, wyszedłszy przed dom, nadsłuchiwać, skąd doleci ją szcze
kanie psów, gdyż stąd przyjdzie do niej kawaler; rano już musiała policzyć, czy parzystą ilość drzewien przyniosła do pieca,
czy nie. Od tego bowiem zawisło jej wyjście za mąż.
Kawaler, chcący się dowiedzieć, która dziewczyna będzie
jego żoną, staje po pasterce przed kościołem i je jabłko.
Która dziewczyna przejdzie obok niego w chwili, gdy spo
żywa ostatek jabłka, ta będzie jego żoną.
Przed i po pasterce zakłada się koniom i krowom sieczki
i koniczu, aby i one cieszyły się wraz z ludźmi narodzeniem
Zbawiciela.
— 134 —
Jest powszechnem mniemanie między ludem, jakoby zwie
rzęta w wieczór wigilijmy rozmawiały ze sobą.
Podczas gdy młodzież spędza czas przed mszą pasterską —
właściwie anielską — na kolędowaniu, starsi zbierają się już
też w karczmie.
Jest wogóle przyjęty zwyczaj, że każdy musi się „coś na
pić“, „choćby jednego“ w wigilię.
Bez wódki nie byłaby przyjemną, zwłaszcza w dawniejszych
czasach, wigilia.
Stąd częste bójki, kłótnie i nieporozumienia.
II. Boże Narodzenie.
Dzień to najważniejszy i najświętszy w roku.
W dniu tym nie godzi się zamiatać izby, ani wyrzucać
śmieci, po pierwsze dlatego, że Pan Jezus narodził się w bar
łogu, powtóre aby nie zgrzeszyć, wykonując taką czynność, jak
zamiatanie, wyrzucenie śmieci z izby sprowadza zarazę na psze
nicę, t. zw. śnieć.
Nie przystoi odwiedzanie wzajemne nie tylko obcych, lecz
nawet rodziny; — syn żonaty nie odwiedzi ojca, „bo grzech“.
Nie godzi się również gotować takich potraw, które wymagają
więcej trudu n. p. kluski.
O ile się gotuje kluski w Boże Narodzenie, to zrobiło się
je już w dniu poprzednim, a teraz zasypie się je tylko na wodę.
Śniadanie składa się zazwyczaj z kawy i z placka; na obiad
podaje się: kapustę, ziemniaki, rosół, kaszę jaglaną lub ryż, na
ostatku mięso.
Każdy, choćby najuboższy, musi mieć w dniu tym mięso
bydlęce, bo Pan Jezus wśród bydła się narodził.
Po obiedzie klękają domownicy do pacierza na podzięko
wanie Bogu, że pozwolił im dożyć Świąt, tudzież prosząc Boga,
by mogli jeszcze razem zasiadać do stołu w roku następnym.
Cały wieczór w B. Narodź, schodzi zazwyczaj na opowia
daniu różnych zdarzeń i scen z życia Pana Jezusa.
III. Św. Szczepan.
Wczas rano zbiera gospodarz „kolendę“ ze stołu, poczem
ukroiwszy kilka „skibek“ chleba podlepia pod nie opłatek kc-
— 135 —
lorowy i jako kolendę zanosi krowom; koniom daje się siano,
które leżało na stole i chleb, ale bez opłatka, bo koń nie chciał
nieść P. Jezusa, wymawiając się, że jest głodny“.
Za karę nigdy nasycić się nie może.
Na sumę biorą chłopcy a nawet i dorośli mężczyźni tro
chę owsa i bobu do kieszeni lub do chusteczki w celu poświę
cenia; pewną część dają święcić, a resztą obrzucają się wzaje
mnie; starsi biją się zazwyczaj między sobą, a chłopcy rzucają
owsem, a niekiedy nawet i orzechami lub łupami z orzechów
umyślnie w tym celu przyniesionymi, na swoje dziewuchy.
Po powrocie z kościoła winno się śliwy w ogrodzie ob
sypać owsem święconym, by dobrze rodziły; resztę ziarna po
sypuje się kurom, aby nie miały pypcia.
Istniał dawniej zwyczaj, że po sumie we św. Szczepana
wypuszczano ze dworu konia, na którym siedział pajac, urobiony
ze słomy, ubrany w dziwne różnego koloru szaty. Koń ten pę
dził przez całą wieś, nabawiając niejednego strachu.
Dziś atoli poszedł już ten zwyczaj w zapomnienie.
IV. Na Nowy Rok
zbiera się gromada dzieci rodziców przeważnie ubogich, a prze
wiesiwszy przez ramię torby i zaopatrzywszy się w laski i kije
dla obróny przed psami udają się „po szczodrakach“ do do
mów bogatszych.
Wszedłszy do sieni ozwą się chórem: „Na scęście! na zdro
wie! na ten Nowy Rok, zęby sie wam darzyła pszenicka i groch“.
„Piecone tu scodrackił), powiadali nam; moja pani, grzecna
pani, dejciez ich tez nam — jak nie dacie scodracków, dejciez
chleba krom*2).
Siedzi Pan Jezus na przypiecku, daje dzieciom po scodracku i ten święty Jan.
Matka Boska na ławecce daje dzieciom po kromecce, dejcie też i nam.
A jak nam nie dacie, ciężki grzych ujrzycie. Miski, garki
potłucewa, co na safie macie“.
*) Scodrak, właściwie szczodrak, jest to mały bocheneczek chleba
umyślnie w tym celu pieczony.
2) Chleba krom, duża kromka chleba.
— 136 —
Po odśpiewaniu powyższych słów wchodzą gromadnie do
izby, a przywitawszy gospodarza i gospodynią pocałowaniem
w rękę, otrzymują kolędę.
V.
Szopka.
OSOBY:
1) SIWYKUBA (najstarszy pośród pasterzy). Ubrany w kożuch,
futrem na wierzch obrócony, na głowie kapelusz, oblepiony papierem
różowym, w kształcie pieroga, wąsy i broda z konopi, w ręce gruba
pałka, obwieszona dzwonkami. Przez ramię przewieszony róg do
grania.
2) MAŚCIBRZUCH (najstarszy po Siwymkubie; stąd tak na
zwany, bo żyje najdostatniej). Gruby, ubrany podobnie jak pierwszy.
3) FURGOŁ (różni się od poprzedniego większym i okazalszym
kapeluszem).
4) CĘDZIMLIK (mleczarz). Ubrany podobnie jak Siwykuba
i Maścibrzuch; ma przewieszoną przez ramię obońkę na mleko;
czapka żółtym papierem oblepiona.
5) SUFLA (pogardliwa nazwa z powodu najmniejszej roli).
Czapka siwa, pałka duża i okuta na dolnym końcu żelazem. Ubrany
również w kożuch, jak poprzedni.
Wejście szopki do izby poprzedza przemowa Siwegokuby, tu
dzież odśpiewanie kilku kolęd1) pod oknami.
SIWYKUBA (podszedłszy pod okno).
Przyślimy tu po kolendzie,
Niechaj nikomu zaprzykro nie bendzie;
Rac piosnecke wysłuchać
A nam kolendecke dać!
Haleluja!
Schodźcie sie bracia mili
Bedziewa coś nowego cynili!
!) Zob. „Lud“, t. XIII. zesz. II. „Zwyczaje świąteczne w Radłowie“.
137 —
(Następuje śpiew przy dźwiękach skrzypiec i przy wtórze basetli,
tudzież dzwonków, zawieszonych na pałkach).
1. Wiwant wiwant, zaspiwajmy
Ceśc i chwałę Pany dajmy
Jedni na graniu, drudzy śpiwaniu
Pana wychwalajmy.
2. Przywitajmy maleńkiego
I Maryę Matkę jego, —
O łaskę w niebie’)
Prosimy Ciebie,
Jako Stwórcę swego.
3. Nisko przed Niem upadajmy,
Honor Bogu oddawajmy —
Gościa małego,
Pana swojego
Mile pozdrawiajmy.
4. Pan to jest świata całego
Godzien tryumfu wielgiego —
Godzien i chwały,
Choć w ciele mały,
Od ludu całego!
5. Więc z takiej wielgiej radości
Wiejsujemy jegomości:
Roku Nowego,
Zdrowia długiego,
Wszelkiej pomyśności!
6. Niech jegomość wesół bendzie
Tej nasej scerej kolendzie —
Nam tak na graniu,
Jak i spićwaniu,
Bynajmnij nie zbendzie!
4) Ostatnie trzy wiersze śpiewa się dwa razy.
138 —
7. Napić sie z nas każdy może,
Jeśli bedzie co w gąsiorze —
Śpiewać bedziem „hoc“
Choć bez całą noc
Chwała Tobie, Boże !
8. Wiwant, wiwant! każdy powie,
Gdy bedzie pił pańskie zdrowie —
Jak wypijewa,
Podziękujewa,
Potem spać pódziewa!1)2 *
Po odśpiewaniu „koląd“, jeśli zostali zaproszeni, wchodzą kolę
dnicy do sieni, gdzie się zatrzymają, a do izby wchodzi:
S1WYKUBA (przechadzając się po izbie),
“Obec8) wszystkiem kolenda, chtórzyśmy tu przybyli,
Abymy państwu coś nowego oznajmili!
Za nasem staraniem, — by nie długo bawić —
Raccie państwo łaskawie swe usy nadstawić!
Siada na izbie i opowiada):
Bez lat stery tysionce uod grze'chu Adama
Zamknienta była ludziom niebios brama;
Pod ciężarem przekleństwa jencał naród cały,
Bo wciąż nad niem piekielne grzechy panowały.
Ale sie “Ociec niebieski zlitował nad światem,
Zesłał Syna swe'go, by sie nam stał bratem.
Syn “Ojca niebieskiego, gdy sie na świat rodzi,
Wesoła nowina na ziemie przychodzi.
Przychodzi Józef i Marya przychodzo aniołowie,
Każdy ze swem śpiewaniem, “oraz pastuskowie.
Kiedy sie z przecystej Maryi nam rodzi —
Pokój na świat przynosi, ciężar życia słodzi.
Pódziewa go przywitać, w jakiem przysed stanie
1 kogo se przywołał na pierse witanie.
) Potem śpiewają inne jeszcze kolędy, już to nabożne, już też
na cześć któregokolwiek z domowników. Zob. „Lud“, t. XIII. zesz ¡1 1907
2) “obec = obecnym, tu zebranym kolenda, t. zn. przychodzimy
do tutaj obecnych po kolędzie.
— 139 —
Co pasterze mówili, gdy im powiedziano,
I na co sie zdobyli, gdy im iść kazano.
Ujrzywa i Trzech Królów z dalekiej krainy
Jako śpiesą do żłóbka niebieskiej dzieciny.
Gwiazda ich prowadziła, scęśliwie przybyli
1 przed Jezusem — królem cołem uderzyli.
(wstając)
Dali koza, dali barán; „me“! bydełko moje,
Paście mi sie, paście, a w kupie “oboje!
A já se usiende, wezne swe skrzypecki,
Grać wám pieknie bende!
Zagrám já wám zagram bydełko spiescone, —
Ale mi nie chco grać, bo nie nastrojone
(Stroi skrzypce, siada powtórnie na ziemi i śpiewa):
Z tamty strony wody, Chodzo moje trzody; dody moja dody.
Z tamty strony pola, Chodzi trzoda moja; hola moja hola.
(Wpada Furgoł i Maścibrzuch).
MAŚCIBRZUCH (zwracając się do Furgoła).
Furgoł! chto tu grá?
FURGOŁ (wskazując).
Atoli nas Siwykuba siedzoncy grá sobie,
(zwracając się do Siwegokuby)
Jak já widzę, próżny rozkaz tobie.
Ty tu siedzis i na skrzypeckach grajes
A nie wieś, gdzie sie twoja trzoda pasie.
Zobácys durniu, ze bedzies wkrótce we wielkiem hałasie.
SIWYKUBA (oburzony).
Bodej twoje paści1) zawaliły wrzody,
Jak já stary pryk2) nie pilnuje trzody?!
Juz já kilka lát tern panuje
') paści = to co się pasie t. j. trzoda owiec.
2) stary pryk = stary pasterz.
— 140
FURGOŁ (wyzywająco).
Nie wychwalaj ty sam siebie,
Bo ja coś lepsego uod ciebie!
S1WYKUBA (z oburzeniem).
A coś ty lepsego uodemnie?
FURGOŁ (z dumą).
Ja jezdem z dziada, z pradziada,
Syn uojca pastucha,
Moja matka pasała kozły
A siostra z nią głucha.
S1WYKUBA (lekceważąco).
O ! toś ty wysokiego łoza,
Kiedy twój “ociec pasał świnie, a matka kiernoza!
MAŚCIBRZUCH (do Furgoła).
A jak to twojemu “ojcu było?
FURGOŁ.
Cebula Chwiejontko, co mie pobiuł cięsko, a nie letko!
Bo jak mie do dwora kozły paść wyprawił,
Dał mi dobry kożuch i to pało mie pobłogosławiuł.
(Pokazuje pałkę).
MAŚCIBRZUCH (z obojętnością).
A dobrze ci tam było ?
FURGOŁ (z zadowoleniem).
Ba! dobrze mi było, bom w kuchni bywdł,
Kucharzom rondelki językiem omyw&ł.
Dworzcy mie lubieli, bom gryw&ł. na lirze
I dawali mi cęsto oblizać talirze.
Winom pijał, konfitory jadał,
Co mi pan hajduk z pokoju wynosiuł!
MAŚCIBRZUCH (do Furgoła).
Dobre uone były, boś sie o nie prosiuł.
141 —
FURGOfc (ciągnąc dalej).
Był ci to pan dobry, zdrajca podstarości,
Boć nieraz porachował moje grzesne kości.
Bo jak mie posądzili, żem ukrad kury z góry,
To mi dobrze zrobili wele moji skóry.
(Ale co prawda, to nie grzech powiedzieć) —
Złapili mie raz w piwnicy,
Jagem sie dobywał do skrzyni woźnicy.
Stawym pańskie nawiedzał za górami.
Kiej sie chodziło do miasta z rybami.
A jagem posed do miłościwćgo pana,
To mie tak przywitał, jak złego hetmana.
A jak mie zacon łechtać po boku scćrze,
Tom tak grał na uoba końce, jak gdyby na lirze.
Dosłuzułem sie nie najgorzy potem —
Teraz skóra drży na mnie, jak se spomne o tern.
MAŚCIBRZUCH (z przekonaniem).
Takać to, taka zapłata u wielemoznych panów;
Lepi juz służyć u ksiendzów plebanów —
Bo chto służy u mościwego ksiendza,
Temu nie dokucy żadna bieda, ani nendza
S1WYKUBA (potakująco).
Prawdę mówis, bracie : przyznam ci ja tego,
Bo ja tez służył pół roku u ksiendza jednego.
Cłowiek sie wylezał — nigdy nic nie robiuł,
A w nocy kraść chodziuł 1
Był - ci gros w kieseni, a zwłasca uod fary,
Kiej sie wybierało z kościoła ochfiary.
Maścibrzuch i Furgoł (chcą odejść).
S1WYKUBA (z prośbą).
Powróćcie, powróćcie, bratkowie, do zgody,
Pomóżcie mi wygnać wilka z moji trzody.
Juz was prose, przeprasam, moi bracia mili,
Bo mi dwóch baranów wilcy z trzody wzieni.
— 142 —
MAŚCIBRZUCH i FURGOŁ (zostają mówiąc).
A widzis, ty durniu, jak sie nas to prosis,
Choć sie nad nas wszyćkich wynosi s,
To ty tu siedzis i na skrzypeckach grajes,
A nam strudzonem błazeństwa zadajes!
SIWYKUBA (uspakajająco).
Nie przeciwcie sie, moi bracia kochani,
Bo ja wam nie ucyniuł zńdny zły rany.
Przybliżcie sie do mnie, byśwa sie zgodzili,
W przyjaźności żyli!
MAŚCIBRZUCH (podając rękę Siwemukubie).
Ale kej są nasi drudzy?
SIWYKUBA (wskazując ręką).
Za jarząbkami smykają po lescie,
Bo co chtóry ułowi, do miasta przyniesie.
MAŚCIBRZUCH (z oburzeniem).
A nima to tam leśnych zęby pilnowali?
Zęby leśny zwierzyny łowić nie dawali!
SIWYKUBA.
Są leśni, ale sami, sami zjadają;
Zęby kraść mogli, chłopów namawiają.
(kiwając głową):
Tak to, tak! dobra sroka na chłopa i wrona —
Ale panu trza przynieś tłustą gęś, lub tłustego kapłona;
Bo chłop na wsi kapustą brzuch sobie wytłocy,
Wody sie napije, zdrów sobie podskocy!
FURGOŁ z oburzeniem).
Tak! tak! gadas ladaco, a nie gadas o tern,
Coby dla nas prostaków było pożytkiem na potem.
SIWYKUBA (zrywając się).
A bo ja to pański sługa ?
— 143 —
FURGOŁ.
Jeśliś nie pański sługa, marś w pole do pługa!
MAŚCIBRZUCH (wskazując).
Kłótnie zaprzestajcie,
Swary zaniechajcie.
Siądźwa se na ziemi,
Radźwa nad drugiemi.
SIWYKUBA (z zaniepokojeniem).
Ale dobrze moji, bracia mili,
Kej sie nas Cędzimlik obraca z kozłami ?
MAŚCIBRZUCH (j. w.).
Tuła sie po leście! Boże rac być z nami,
By go jaka skoda nie potkała;
SIWYKUBA (j. w.).
Lec nie bez przycyny, jak nie widzę jego,
Truła moje serce bońdź od cego złego!
FURGOŁ (z przerażeniem).
Broń Boże, by go jaka skoda spotkać miała,
Bo sie ta bezdyja1) wele ścian tułała,
Bez swego miskania.
MAŚCIBRZUCH (wskazując z zadowoleniem).
Atoli na łonce stare kozły zgania.
(Cędzimlik wpada zdyszany)
SIWYKUBA (zwracając się do niego).
A witajze, Cędzimliku, kendyześ ty bawiuł?
Byś ty barana lub uowce lichocie2) ostawiuł?
') bezdyja = bestya. Tu prawdopodobnie wilka uganiającego za
owcami.
2) lichota = nieszczęście, przypadek.
— 144 —
CĘDZIMLIK (pomięszany).
A bodajże was, bratkowie, kośnica1) srodze potrzepała,
Jak sie moja trzoda nadzwycaj rozbiezała.
A gdy mi w tej trzodzie zabrakło jednego barana,
Ja go długo sukał od samego rana,
A jak mi sie nieboga wilcy do trzody zbliżyli,
W “owce mi skocyli, barana mi wzieni!
SIWYKUBA (z ciekawością).
A jaki ten baran był? jaki?
CĘDZIMLIK (namyślając się).
Kędzierzawy, biały,
Co chodziuł na przodzie — łaskawy i śmiały.
SIWYKUBA.
Ty wis dobrze uo tern,
Ze kędzierzawego i śmiałćgo psy targają pod płotem,
CĘDZIMLIK (z rezygnacyą).
Ach moi bratkowie! nie spominajcie mi ta uotem !
Co mi ta uo tern spominacie wiele.
Lepi, ty bracie Furgoł, dobońdź butelki z kobiele ;
A ty, Maścibrzuchu, “olejku zytnego,
Pocenstujcie mnie słuzbowanego.
Boć to dobrze wiecie, ize na frasonek,
Abo sie powiesić, aby dobry tronek.
(Wyjmuje flaszę i pije).
FURGOŁ (do Maścibrzucha).
Dobywajze, Maścibrzuchu, z torby gorzalice!
MAŚCIBRZUCH (pijąc do Cędzimlika).
Byś zdech, Cędzimliku, jak ci zdrowid zyce.
') kośnica = zimica = febra.
— 145 —
CĘDZIMLIK (w dobrym humorze).
Ba! cartaś zjad !
Jak mój uociec umar, ja miał zdychać,
Juz to uo tych przypowieściach dawno było słychać.
Bo jak sie nieborak carno kapusto zepsował,
To jaz na pionty tydzień zachorował.
A matka nieboga, jak uobiad sprawiła
To tak spuchła, ze ledwie łaziła.
A ja, jagem sie na tern uobiedzie dorwał
Tom sie tak obrypał, ze mie wszystkie kichy bolo,
bigosu ze solo,
A jagem zjad scurzy uogon,
Tom dostał zatwardzenie na dwudziesty pionty zńgon.
MAŚCIBRZUCH (śmiejąc się).
Ho! Ho! Ho!
Pijze sobie Cędzimliku ku zdrowiu swojemu,
[jak coś poćciwego
A potem sie napijes do Furdygała brata mego.
CĘDZIMLIK (kosztując).
Jakaż to jest? mecizna1), cy-li mientowa?
FURGOfc.
Pij, nie uważaj, bo to anyżowa!
MAŚCIBRZUCH (znacząco).
uOn bedzie zgadał, póki nie skostuje,
A jak skostuje, to i wychld!
CĘDZIMLIK (wykrzywiwszy usta).
Musi być ankiernik, bo go w pempku cuje.
MAŚCIBRZUCH (poufale).
Prostaku, prostaku! nie wis, co dobrego,
Bo to uod harendarza tutejsego,
Co ja zanio dublizowa,
Po polsku mientowa.
') mecizna = wódka przepalana z cukrem i ziołami.
Lud. Rocznik XIV.
10
— 146 —
SIWYKUBA (potrząsając głową).
A to niezcipempkowa, co jo nazywajo... (namyśla się)
Bo jo nase niewiasty dobrze znajo.
Bo jak sie ji napije, to sie i połocy,
Nie tylko raz, ale i dwa razy.
MAŚCIBRZUCH (potrzymując opowiad.).
Nie tylko niewiasty, ale i dziewecki
Rady sie napijać dobry gorzńłecki,
Bo jak sie ji napijo srodze,
To sie na drugi dzień wywracajo po drodze!
CĘDZIMLIK (do Maści brzuch a).
Kiedy taka, zdrowa, póki jesce zyje,
Podej Maścibrzuchu, niech sie ji napije!
MAŚCIBRZUCH (do Cędzimlika).
Byś zdech!
CĘDZIMLIK (zwracając się do Maścibrzucha).
By cie kaci zjedli 1
SIWYKUBA (rozkazująco).
Doś tego chłeptania! Teraz sie prześpijcie,
A jutro rano wstaniecie uo świcie.
A ja stary pryk przypilnuje trzody,
Zęby nie przypadły jakie złe przygody.
(Maścibrzuch, Furgoł i Cędzimlik kładą się do snu). Siwykuba
chodzi po izbie, nucąc kolendę.
MAŚCIBRZUCH (przebudziwszy się trąca Furgoła).
Cy ty Furgoł śpis, cy ci się co zdaje ?
FURGOŁ (oburzony).
Spałbyś, bajduro, bo ci tych figlów nadzwycaj niestaje!
CĘDZIMUK (podnosząc się, przeciera oczy).
Ach! mówię wam, bratkowie, zgoła,
Tak mie przęsło światło trzy razy dokoła;
— 147
Bo jagby na mnie z pod ziemi wołało —
Pod sumieniem wam mowie, ze sie mi nie śniło.
MAŚCIBRZUCH (do Furgoła).
Zaświć mu ta, zaświć pało miedzy “ocy,
A on bedzie myślał, ze mu słońce świeci w nocy
FURGOL do Cędzimlika).
Chyba ci to, chyba kury po wsi piejo,
Dziwki z karćmy ido i rade sie Śmiejo.
Abo tez słowiki na hojnie śpiwajo,
Abo też gołombki na dachach gruchajo!
SIWYKUBA, który dotychczas, nucąc pod nosem, nie zwracał uwagi
na rozmowę towarzyszy, zbliża się nagle do nich, wołając:
Powstajcie, powstajcie! bratkowie, powstajcie!
Kendy jasność bije, pilnie uważajcie.
Sufla, który do tej chwili stał w sieni pode drzwiami, wpada nagle
i rozglądając się po izbie, krzyczy.
SUFLA.
Ach 1 ach bratkowie!
SIWYKUBA (zwracając się do niego).
Co ci to? Cy cie przestrasono, cy cie kijem pobito?
SUFLA (nabierając odwagi).
Jaka mie tez jasność ogarnyła;
Cy tu u was taka była?
SIWYKUBA (oburzony).
Idźze, ty głupi duda! Chrystus sie nam narodziuł,
Chtóry będzie z nami po kolędzie chodziuł!
SUFLA (z ciekawością).
A gdzie to, bratkowie?
MAŚCIBRZUCH.
Anioł nam powiedział:
W sopie bedzie leżał.
— 148 —
SUFLA (zdecydowany).
A toby trza wziońść coś dla Niego!
SIWYKUBA.
Zagrać mu bratasie! ’)
SUFLA (niechcąco)
Brzuch mie boli po wcorajsy kasie.
Ustawiają się następnie w kółko do tańca. Laski podnoszą
w górę i potrząsając niemi, w takt muzyki śpiewają:
1. Hola, hola, pasterze, z pola
Idźcie, Pana witójcie,
A co macie, to dejcie,
Wołajo aniołowie:
Pódźcie, mili bratkowie:
Wolasku, Kubasku, zagrajcie,
Stanasku, Wojtasku dudajcie.
2. Hola chłopy, dali do sopy,
Idźcie pana witajcie,
A co macie, to dejcie:
Śliwki, gruski jabłuska
Dla Józefa staruska.
Syrki i gumułecki,
Dla mały Panienecki.
Kukle*2), kacki, kurcontka,
Dla małego Dzieciontka!
Po odśpiewaniu tej zwrotki występuje z koła Siwykuba, a uklę
knąwszy przed szopką, mówi:
SIWYKUBA.
Dzienkuje ci aniele, coś nam opowiedział,
Gdzie Pana sukać mamy, każdy bedzie wiedział
I innem opowiemy, gdy sie do kupy zydziemy.
Suną wS tai bra,a5i““8raimu' brade: "a *°
2) kukła, prawdopobnie kukiełka.
*
— 149 —
(Zwracając się do pasterzy):
Ja na rogu zagram i pódziewa w parze,
Cędzimlik nam zagra na swoji fujarze;
A ty Maścibrzuchu ze swojo hłonico
I ty Sufla z Furgołem wywijajcie palico!
(Po tej zapowiedzi wstępuje Siwykuba powtórnie do koła
i tańczą dalej, śpiewając:
3. Hola chłopy, dali do sopy;
Idźcie Pana witajcie,
A co macie, to dejcie,
Masło, kukle, kurcontka,
Dla małego Paniontka!
(Po tym śpiewie następuje „ochfiara“: stawiają szopkę na
stole, zapalają w niej świeczki i każdy z osobna, zbliżywszy się do
szopki, składa swe dary).
SIWYKUBA (z politowaniem).
UO mój drogi Panie! co ci sie to stało,
Ze Cie górne niebo na ten świat zesłało;
Drzys na tern mrozie, ślicne Paniontecko,
Bardzo mi Cie zál, z nieba Dzieciontecko.
Naści uodemnie masła gárnusek,
A jutro Ci przyniese susonych grusek (Odchodzi).
MAŚCIBRZUCH (drżąc).
A já téz Maścibrzuch dałbym ci ten syrek, lec suchy nieboze
A chto zombków ni má, tego zgryś nie może,
Dałbym ci téj kasę, ale ni más zombków,
Ale Ci przyniese pieconych gołombków. (Odchodzi).
FURGOŁ (j. p.).
Já, Furgoł ubogi, dałbym Ci ten kożuch, ale na Cie srogi.1)
Lec mám w torbie koźlo gómułecke,
A jutro Ci przyniese susono spyrecke. (Odchodzi).
*) srogi = duży, obszerny.
— 150 —
SUFLA (z wesołą miną).
A ja, Sufla ubogi, cóz Wam podaruje?
Mam trochę przepalanki1), to Was pocęstuje:
Napij sie, Józef z Maryą, bo na mrozie drżycie;
Dobra przepalanka na zimno, dobrze o tern wiecie.
(Wyciągając ręce):
Ach, Boże łaskawy! przyjmij od nas te dary,
Aby Iepse przepalanki na świecie bywały,
I aby Iepse packi tutoniu trafikarki dawały!
Po tej ofierze znów ustawiają się w koło i śpiewają:
4. Hola chłopy, dalej ze sopy!
Przyjechali królowie, wara, wara, bratkowie!
Ustompcie sie panicom,
Niechaj skarby wylicom:
I piniondze i złoto,
Bo przyjechali po to,
By Pana nawiedzili,
Łaskę Jego kupili. —
Ustomp sie Skocylasie,
Żebyś nie był w hałasie,
Idźze i ty prec Wachu,2)
Byś nie narobiuł strachu.
Hoj dyna, hoj dyna, hoj dyna,
Niech zyje Pan Jezus Dzicina (dwa razy).
Po ukończeniu śpiewu i tańca bierze dwóch kolędników szopkę
do góry, a trzeci pokazuje „cudaki“, t. j. lalki, które, odpowiednio
przez niego poruszane, wykonują ruchy w takt skrzypiec. Ilość lalek
jest względną, Najczęściej występuje dwanaście par: starosta ze sta
rościną — tańczą poloneza,3) pan młody z panią młodą — tańczą
mazura, drużba pierwszy z najbliższą, t. j. pierwszą druchną — tań
czą krakowiaka, ułan z druchną — tańczą polkę, drużbowie z druchnami, góral z niedźwiedziem na łańcuszku, żyd z żydówką - tańczą
walczyka żydowskiego, dziad z torbą, dzwoniąc dzwonkiem, przyszy*) przepalanka = wódka przepalana w odróżnieniu od surowicy.
2) Skrócenie imienia Wawrzyniec. Redak.
3) Każdej parze skrzypek gra inny kawałek.
— 151
tym do torebki, umieszczonej w obydwóch rękach, prosi widzów
o jałmużnę; i nie ustąpi pierwej, póki nie dostanie chociażby parę
groszy; jeżeli nic nie ma w torbie, przychodzi babka, a zaglądnąw
szy wewnątrz do worka, bije dziada kijem po głowie; kiedy nato
miast znajdzie u niego jakiś datek, pocałuje go w brodę, poczem za
tańczą sobie na ostatek. Potem wychodzi jeszcze dziad po raz drugi,
lecz po to tylko, by stać się łupem nielitościwej śmierci, która ścina
go kosą. W końcu zjawia się ksiądz z kropidłem, a pokropiwszy
wszystkich, znika.
Na tern kończy się całe widowisko szopki.
Przed odejściem zaśpiewają jeszcze kolędnicy:
Wiwant Wiwant juz idziemy,
Za kolende dzienkujemy
Przez narodzenie Jezusa,
W niebie bedzie Wasa dusa
Królowała.
Wiwant, wiwant juz idziemy,
Za kolende dzienkujemy,
Przez narodzenie Jezusa
W niebie bedzie wasa dusa
Królowała! (trzy razy).
Niech bedzie pochwalony Jezus Chrystus!
W dalszym ciągu podaję widowisko:
„Chodzenie z królem Herodem“.
OSOBY:
1) KRÓL HEROD (ubrany w szaty królewskie: długi, jaskrawy
płaszcz królewski, korona z papieru na głowie, w ręce berło kró
lewskie, przepasany szeroką, złotą szarfą przez ramię, wąsy i broda
z konopi).
2) MINISTER PIERWSZY (ubrany po wojskowemu, miecz dre
wniany u boku, czapka wysoka ze złotego papieru, wąska przepaska
pąsowa przez ramię — bez wąsów.
3) MINISTER DRUGI (ubrany jak pierwszy).
— 152 —
4) ŻYD (ubrany w długi chałat żydowski, przepasany sznur
kiem, długa broda i wąsy z konopi, czapka futrem na wierzch obró
cona. W ręce ma złoconą laskę).
5) DYABE-E (czerwone spodnie, czarna bluza, twarz pomalo
wana sadzami na czarno, nos czerwony, na głowie nakrycie czarne
z przyprawionymi doń rogami, w jednej ręce widły, w drugiej łańcuch).
6) ŚMIERĆ (okręcona w białe prześcieradło, twarz pomalowana
na biało, głowa okręcona białą chustką. W ręce kosa).
7) DWÓCH WIEŚNIAKÓW, mających reprezentować pospólstwo;
ubrani w zwykłe szaty. Na twarzy pomalowani).
Wchodzi król
HERÓD (z dumą).
Jam jest król Herod potęga narodu ludzkiego. Wszystkie gwia
zdy są pod mojo władzo. Jak ginie berło, korona, niech ginie cała
moja fortona. (Po chwili namysłu) Ale nie wiem, co dziś moje (sic)
ministry wojny nie przybywajo?
MINISTROWIE (wchodzą).
Witamy cie najjaśniejsy panie
I oddajem ci hołd i usanowanie.
(Składają miecze na krzyż na znak szacunku przed królem).
HERÓD (rozkazująco).
Idźcie i wyrzynajcie wszystkie dzieciontka.
(Odchodzą).
(Gdy ministrowie odeszli, Herod chodzi po izbie zamyślony. Mini
strowie po chwili wracają).
MINISTROWIE (kłaniając się).
Rozkaz ostał wypełniony.
HERÓD (z zadowoleniem).
Dobrze 1
(Za chwilę wchodzi żyd).
Ż} D (wszedłszy do izby, przewraca sie)
Ny! nie wiedziałem, ze sie pańskie klamki otwierajo. (Po chwili)
Ny jegomoś! co wam przysło z tego,
Zeście kazali zabić Jabramka mojigo?!
— 153 —
HEROD (dumnie).
To wszystko według rozkazu mego. —
(Po chwili namysłu odzywa się Herod do żyda).
HEROD (ze złością).
Żydzie, rabinie, niegodziwy synie, gdzie sie narodziuł Bóg?
ŻYD (bez namysłu).
Ny, buk? buk narodziuł sie w leście.
Przysły chłopy ze siekierami, z toporami, zerzneli buk, spalili
buk, nima buk!
HEROD (j. w.).
Ale zydzie, rabinie, niegodziwy synie, gdzie sie narodziuł Bóg?
ŻYD (j. w.).
Bób narodziuł sie na pole. Przysły chłopy ze sierpami, z ko
sami, zezeni (zeżęli) bób, nima bób.
HEROD (oburzony).
Ale zydzie, rabinie, niegodziwy synie, gdzie sie
narodziło
Dzieciontko ?
ŻYD (j. w.).
Ny 1 ja dziś nie zarobiuł nie tak dziesiontko (dziesiątkę) ale
nawet piontko! (Zaczyna opowiadanie):
Jak my se jechali na halamuzy(?), to my sprzedali kobyłkę
nie mały, nie duży. (Nucąc):
Ja jest rabin pensyjonowano!
Na wszyćkigo to ja jestem znano 1
Moja Rywcie sprzedawuje na targ śledzie :
Aj waj, co to bedzie?
HEROD (j. w.).
Ale zydzie, rabinie! gdzie sie narodziło Dzieciontko?
— 154 ŻYD (z namysłem).
Ny! dzieciontko narodziło sie w Betlejem.
Já tam byłem widziałem i te złoto lásecke dostałem.
(Wychodzi z izby).
HERÓD (z rozpaczą).
Ach biada, biada mnie Herodowi, wieldze utrapionemu królowi.
(Wchodzi śmierć z kosą).
ŚMIERĆ (odgrażając się).
O ty nędzny królu! Siedm lát za tobom chodzieła i te kosem
na ciebie ostrzyła. (Chwyta go kosą za głowę).
(Wpada do izby dyabeł).
DYABEŁ.
A ty nędzny królu! wpńdeś w moje rence
A já twoje duse na widłach wykrence!
(Trzepiąc martwym Herodem wynosi go z izby).
Wchodzą chłopi, nucąc : ,,Z narodzenia Pana'1.
(Wnoszą szopkę do izby; jeden ukryty za szopką przemawia w imie
niu lalki, którą wystawił w szopce).
PIERWSZA LALKA.
Ach dlá Boga! co za trwoga!
Bartłomieju, Bartłomieju, bo cała wieś płonie!
DRUGA LALKA.
Co sie wám to śni po głowie?
Nie wicie, ze sie nám tu Dzieciontko narodziło?
A co mamy, to dejmy. — Já masła osełecke — já syrek,
.
[bom stary.
Wyście stary i ja stary, bierzwa sie za bary. (Mocują się).
(Zjawia się policyant).
155 —
POLICYANT.
Co wy tu chłopy taki rajwach robicie?
Cy nie wicie, że sie nam Dziciontko narodziło.
— Mars chłopy z ty sopyl
(Wychodzi starościna z jednego, a starosta z drugiego rogu szopki).
STAROŚCINA śpiewa:
Nima to ci nima, jak u chłopa na wsi,
Utnie psu ogona, kapustę omaści. (Tańczą).
DRUŻBA Z DRUCHNĄ: drużba śpiewa:
Widzis ty, dziewcyno, ten kamień nad wodo,
Jak kamień popłynie, ozenie sie z tobo.
DRUCHNA:
Widziałeś ty, durniu, zęby kamień pływał?
Nie miałeś sie żenić, pocoś u mnie bywał? (Tańczą).
KRAKOWIAK śpiewa:
Krakowiacek ci ja, w Krakowiem s e rodziuł,
Sześć latek mi było, do szkołym już chodziuł. (Tańczy).
ŻYD.
Ja ino głowę wystawiuł,
Zaraz sie śmierć i djaboł zjawiuł;
Ale z tego wszyćkiego zaśpiewam sam sobie samego;
Jagem sie stawiuł przed króla Herodzie, zona w domu, dzieci
[sześ
Ceka na mnie wszyćko sześ. — Halki kim!
Wychodzi żydówka — tańczą.
DZIAD z babką śpiewa:
Napiuł sie dziaduś ciepłego winka, tańcuł z babulą wele ko
minka; babusia rada ronckami klasce; jesce ze dziaduniu, jesce ze,
jesce! (Po przetańczeniu jednego kawałka, prosi dziad o wsparcie):
prosi tez dziaduś na rany, bo mu sie trzęso łachmany — a wszyćko
co uprosi, zanosi babce Zosi.
Jeżeli co dostanie, zatańczy z babką jeszcze jeden kawałek,
w przeciwnym razie wychodzi.
— 156
Na tem kończy się widowisko.
Przed odejściem zaśpiewają:
Wiwant, wiwant już idziemy,1)
Za kolende dzienkujemy,
Przez narodzenie Jezusa
W niebie bedzie wasa dusa
Królowała !
Franciszek Gawełek.
Zagadki ze wsi Łoniowy
w pow. brzeskim.
1. Dał sługa Panu to, czego sam nie miał, i co jeszcze
na świecie nie było.
(Św. Jan Chrzciciel ochrzcił Pana Jezusa).
2. Przyszło dwóch sprawiedliwych do jednego niesprawie
dliwego prosić o więcej, jak o Królestwo niebieskie i on
im dał to.
(Józef i Nikodem prosili Pi
łata o ciało Pana Jezusa, ażeby
im pozwolił zdjąć z Krzyża.)
3. Nie rodził się a umarł, a drugi sie urodził a nie
umarł, a nie żyje.
(Kto się nie rodził a umarł,
to Adam ; żona Lotowa się uro
dziła a nie umarła a nie żyje.)
4. Rośnie w ziemi a niema korzeni, ani nie rodzi kwiatu
A przyda się całemu światu.
(Sól.)
5. Jestem tem, czem jestem,
Nie jestem tem, czem jestem.
’) Zob. „Szopkę“.
_ 157 —
Bo gdybym był tern, czem jestem,
Nie byłbym tern, czem jestem.
(Aktor w roli króla.)
6. Zeszło się do karczmy żydów: kopa i mendel. Wypili
pół kwarty wódki i bardzo sie popili. Jakimże sposo
bem popić się mogli?
(Jeden żyd nazywał się Kopa,
a drugi Mendel.)
7. Jaka jest różnica między nowem dobrem cygarem, a sta
rą bogatą teściową?
(Cygaro na początku jest
dobre, a teściowa w starości.)
8. Brat ze siostrą,
Chłop ze żoną
Znaleźli cztery jabłka pod jabłonią,
Po jednemu się dostało
1 jeszcze jedno zostało.
_
(Było ich troje: brat i sio
stra i żona tego brata.)
9. Dom bez gruntu.
10. List bez liter.
(Arka podczas potopu.)
. .
(Gałąź oliwna przyniesiona
przez gołębicę, że wody opadły.)
11. Przysięga bez słowa.
(Tęcza na niebie).
12. Co po świętych w kościele ?
(Proch i pajęczyna.)
13. W lecie zapomniany,
W zimie szanowany.
(Piec.)
14. Co jest mocniejsze nad stal żelazną?
(Ogień.)
15. W czem dzióry nie wywierci?
(We wodzie.)
— 158 —
16. Do jakiego garnka nie trzeba wody lać?
(Do tego,co jest pełe n wody.)
17. Czem jest kościoł opasany?
(Procesyą.)
18. Czego nie trzeba we dnie robić?
(Dziury.)
19. Co jest w środku pacierza?
(Śpik.)
20. Gdybym miał centa w kieszeni i ten mi zginął, coby mi
zostało ?
(Bez rozwiązania.)
21. Służę tobie ku ozdobie, a choć mam kształt dzwonu,
nie wydaję tonu.
(Kutas u szabli.)
22. Leży martwy ptaszek w wodzie
Ku naszej wygodzie.
Pije ciągle wody kubek,
Biały ptaszek wsiadł na dzióbek.
Wyssał z gadu wodę
Na naszą wygodę.
Gad na suchem został,
Ptaszek w tern uleciał.
(Knot w lampie.)
23. Jestem matką, mam dwie córki,
W pierścienie ubrane,
Czyste, białe, przystrojone
1 co dzień kąpane.
Gdy wychodzą na robotę w powietrzu bujają,
Palce sobie lub kolczyki w nosy zakładają.
A ja stojąc, nic nie robię,
Bo już ledwo żyję;
Niechno pracę swą przyniosą,
Zaraz ją przepiję.
(Beczka i dwie konewki na
wodę.)
Zapisał Władysław Semkowicz.
— 159 —
Dwie legendy.
1.
Kiedy Pan Jezus chodził po świecie z Apostołami, byli je
dnego dnia pod wieczór Apostołowie zgłodnieli, zziębnięci, a tu
ich jezscze nie chcą nigdzie nocować. A oni sobie myśleli, że
Pan Jezus będzie królem ziemskim, a oni będą przy nim naj
bliższymi ministrami, tymczasem widzą, że z głodnym żołądkiem
muszą iść spać i to pod gołem niebem. Piotr św. już nie mógł
wytrzymać tej swojej zgryzoty i mówi do Pana Jezusa: Panie,
gdybym miał moc, tobym spuszczał na tych nielitościwych ludzi
cierpienie za cierpieniem. To samo mówili i inni Apostołowie.
Nareszcie wyszli z tej wsi i zbliżają się do drugiej. Ujrzeli bar
dzo ubogą chatkę, do niej się zbliżają i uboga kobieta przyj
muje ich, jak może, dała im co mogła zjeść i przenocowała.
Nazajutrz przy odejściu św. Piotr prosi Pana Jezusa : Pobłogo
sławże tej kobiecie, a ona sie jeszcze miłosierniejszą stanie dla
ubogich. Ale Pan Jezus ani słuchać nie chce, ale św. Piotr nie
przestał prosić i nareszcie Pan Jezus mówi: Niech ci się stanie,
jak chcesz, i wnet uboga kobieta wydała się za bogatego męża.
Wybudowali sobie piękne budynki i stała się bogatą. Skoro
znów po nijakim czasie Pan Jezus z Apostołami przechodzą tą
okolicą, i Piotr święty wspomniał sobie, jak ich uboga ta ko
bieta przyjęła, spodziewał się, że ich teraz jeszcze lepiej ugości.
Zachodzą na podwórze, a ona ich wypycha i mówi, że niema
miejsca i niema słomy. Wtedy Pan Jezus mówi do świętego
Piotra: Widzisz, coś dla niej prosił, wyszło jej na zgubę. Czło
wiek nie powinien nigdy być markotny, jeśli Pan Bóg jego proś
by nie wysłuchuje.
2.
Posłał Pan Bóg anioła do chorej, umierającej wdowy, żeby
duszę jej przyprowadził przed Pana Boga. Posedł Anioł, jak mu
Pan Bóg kazał, ale się mu żal zrobiło i wrócił z niczem do
nieba i powiada: Przedwieczny Boże wiekuisty, nie miałem serca
zabrać tej niewiasty. Płacze tam pięcioro dzieci, aż się serce
ściska. Wtedy dał Pan Bóg temu Aniołowi laskę i mówi: ude
rzysz tą laską w morze, to ono ci się tam rozstąpi i na dnie
160 —
w morzu jest kamień. Rozbijesz ten kamień, przyjdziesz tu do
nieba i powiesz mi, coś tam widział. 1 Anioł zrobił tak, jak mu
Pan Bóg kazał, wrócił do nieba i powiada: Takiego maleńkiego
robaczka widziałem, żem go ledwie dojrzał. A wtedy mu Pan
Bóg na to: Widzisz, ja i na dnie w morzu wiem o najmniejszym
robaczku, tobym i o tych dzieciach nie zapomniał.
Zapisał Władysław Semkowicz.
Nazwiska i przydomki mieszkańców Skawicy.
Wieś Skawica leży nad rzeką tego samego nazwiska, u stóp
Babiej Góry, przy drodze prowadzącej z Makowa na Węgry,
w powiecie myślenickim. W roku 1900 liczyła 1921 mieszkań
ców. Oto ich nazwiska i przydomki: Batos Jan: Jąnuś od ko
wali (tak nazwany od miejscowości Kowalówka).
Bartąnek (Bartunek).
Barzak Wawrzyniec: Wawrzak.
Bednarcyk: Malarcyk.
Bisaga: Halcąn (= Halcyn); Halka dziewczyna, ko
chanka jego.
Borowy; jeden ma przydomek „Baruś“ od krętych wło
sów, podobnych do wełny barana (na barana wołają zdrobniale
„baruś“);
drugi: Bycak, tęgi chłop, jak byk.
Brzana: Piergies.
Buba Michał: Michał Bubów albo Wałek.
Bubiak.
Capek:jeden Capuś;
2-gi, któremu na imię Michał: Michalica aibo „tfórz“ (po
gardliwa nazwa od zwierzęcia tchórza);
trzeci (Jan): Jąndzia albo: Jąnek z góry, albo: papok
cyrwony (rumiany na twarzy);
czwarty: Maciosek, wójt uod drogi;
piąty: sołtys, uod Francaka.
Ceremuga.
Chowany: 1-szy: Plascak; 2-gi: Skolocąn chłop.
Carnota: Sumera.
— 161 —
Carny; jeden: Majcherek, 2-gi: stary wójt; 3-ci (Szymon);
kwak (= karpiel, albo Sąmun (= Szymon) uod Carnego;
czwarty: Paweł uod Carnego; 5-ty ■ Chudziasek.
Dańcak: Dajcak.
Dyrc; jeden: Stec; 2-gi: Skuta; 3-ci: Wojtusiak; 4-ty: Ta
laga, tarlaga; 5-ty: Jniak; 6-ty: Makowiak; 7-my: Kulawiak;
8-my: Pytusiak; 9-ty (Jan): Jasiek Sąmusiów albo Sąmuś
(= Szymuś); 10-ty: Wróbelek; 11-ty: Policka; 12-ty: Barcicąn
Jasiek; 13-ty: Krakowiak; 14-ty: Ruby ( = gruby); 15-ty: Ku
lawy z Pabiski; 16-ty: uod Kanie; 17-ty: Psia dupa, Marecek,
Leśny,; 18-ty: Sikońcyk ; 19-ty: Sąmuś.
Ficek; 1 Herudek; 2. (Michał): Krześnicek albo Michałek;
3. któremu na imię Klemens : Klimcątko.
Florcak: Maciek Florek uod Palucha.
Francak: do Gaska (Gąsek).
Fujak.
Gąsek: Smyrak
Groń: Do Suwajki t. j. jego matki, bo on był „nabytni“ t. z. urodzony przed ślubem (może to także znaczyć „in
nego ojca syn“).
Guzik: Chrupyta (t. j. chciwiec), Gura, Kaca, Malej; jego
żona „wykrątorka“ ; jego córka „kusicielka“.
Janiec: Jajcyk.
Kacmarcyk Jan: Jasicek.
Kardaś.
Kasela.
Kawulak: Maćków Michał, chociaż mu na imię Wojciech.
Kocur.
Koprzak.
Kozina (mężczyzna).
Kudzia; jeden: Warciak; 2-gi: Kopiecka; 3-ci (Maciej)
Maciek z Krzywalni (Krzywalnia, nazwa Polany).
Lasek.
Leder, Leger, (Niemiec, gajny arcyksiążęcy ’)•
Makoś.
Malik: Bołdon.
’) Z niem. Jäger. Tak samo przekręcają ten wyray w Stalach (po
wiat tarnobrzeski). Kto służył wojskowo przy „strzelcach“, mówią
o nim tutaj, że był legrem. Uwaga Redakcyi.
Lud. Rocznik XIV.
11
— 162 —
Małyśa Jan Kanty; jeden: Kantek uod Małyse = z roli
Małysowej; przysłowie „u Małyse dziewki łyse“; Marek; 2-gj
Brzysków z Suchej Góry; 3-ci Urbaniocąn Michał; 4-ty: Kantuś z potoka; 5-ty Urbaniocan Jązuś (Józuś); 6-ty : z Kamieńca,
Mrugać; 7-my: Źraty.
Marsałek; jeden Marsałecek; 2-gi: Kasocek ; 3-ci: Kadelak == chciwy, który pragnie wszystko zabrać; przezwisko: ty
kadelo nienazarty!
Mazur.
Migas; 1. Dominicąn; 2. uOpal (= czarny, opalony) albo
Kasycków Wojtek; 3. Kuba, Kubisko (na imię mu Jakób);
4. Kubajskiego Pietrek; 5. Kulawy.
Miziak: Marąnin (Marynin mąż).
Mikut.
Mosór: uOleś, chociaż jednemu na imię Jan, drugiemu
Józef.
Motał: Sidziniak (ze Sidziny).
uOskwarek.
Pacyga; 1. Sąmek Matusów albo Zastępca (bo zastępo
wał wójta); 2. Błasiów (syn Błażeja); 3-ci: Barancąn Pietrek;
4-ty: Niziak; 5-ty: Wojak, Kwaselnica; 6-ty: Matus (chociaż
mu na imię Wojciech); 7-my; Leśny; 8-my: Kucharz; 9-ty: Kaźmirek (na imię mu Józef); 10-ty: Majęrz; 11. Malik.
Pająk: Zabielak.
Paluch Józef: Futrocków Jązuś: 2-gi Kapuściany.
Pasieka: 1. Cakanek; 2-gi Furgielos.
Peniak: Paniak, doktor.
Piasecny: do Skórki.
Piasek.
Polak: Polacek uod Francaka.
Radwan: Janosik; żona: janosicka.
Rusin: z Tokarnego (Tokarne albo Tokarniak — nazwa
polany.
Sarlej; jeden: Lemieusek; 2-gi: do Kołodzieja ; 3-ci: Koziniak (syn Koziny).
Scurek; 1. Janek uod Buby; 2-gi Marąniacon sąn = Maryniecyn syn (od roli Maryniakowej).
Sender albo Sendrzak.
Sikońcyk: Sikoń.
Skuta.
— 163 —
Smyrak: Smyrąń; Subjekta („ty smyroniu! ty subjekto!“
przezwiska obelżywe).
Sobaniak.
Solek Michał: syn Pawłów, Pawełek.
Spyrka.
Stec.
Stopa; jeden: Burasek; 2-gi: Knapek,
Surzyn: Surzynek.
Suwaj: Barański.
Safraniec.
Skolnik: Dorciocek.
Surleta.
Toka.
Torba: Nacelnik. Nazywano go „nacelnikiem“, bo był
małego wzrostu; uważał on to za wielką obelgę tak dalece,
iż tych, którzy go tak nazywali, oskarżył przed sądem w Makowie o obrazę honoru, ku nie małemu rozweseleniu ówcze
snego „naczelnika“ sądu p. G.
Trzebuniak.
Warta: Maciuś.
Wiecheć: Wiekciak.
Wilk.
Wójcik.
Wojtycko; 1-szy: do Jobka (Jobek); 2-gi: Pietrek Wojtycków albo Cielusacek ; 3-ci: Walancine (—nej) syn ; 4-ty; Sąmciaga (na imię mu Szymon); Cielusak, cielny, cielna głowa.
Wronka: Borys.
Zając; jeden Spytkowniak, drugi: Biedą.
Zajda.
Zęmlik (Zemlik); 1. Jadrąn (— Jadryn, syn Jagi); 2-gi :
Wetoń (jakoby nie miał rogów, pogardliwie; „wetoń“ znaczy:
wół bez rogów, „wetula“ krowa bez rogów); 3-ci: Kwacek =
karpiel, (tutaj nazywają karpiele „kwakami“), bo jest niski
a gruby; 4-ty: Błażek uod Buby; 5-ty: Stasek uod Buby; 6-ty
Pancąn chłop. Panką nazywano żonę Zemlika, więc stąd Pancąn (Pancyn) sęn (syn), Pancęn chłop.
Zguda: Hadukant (adwokat).
Żurek: Pereł.
Zywcak Jan Kanty: Kantuś uod uOrawców. (Jedna polana
nazywa się u Orawcowa, blisko Orawy).
— 164 —
Jeszcze kilka słów o imionach chrzestnych.
Kalendarz Świętych, których imiona nosili mieszkańcy
Skawiny w tym okresie czasu, z jakiego te zapiski pochodzą,
jest bardzo ograniczony, zawiera bowiem tylko 19 imion mę
skich, a i w tej liczbie są tylko cztery szczególniej uprzywile
jowane, pięć znacznie mniej, a resztę zaledwie przez trzech,
dwóch lub jednego mieszkańca używane.
1 tak na 265 zapisanych mężczyzn było:
85 Józefów,
45 Wojciechów,
41 Janów,
25 Michałów,
następnie:
13 Klemensów,
12 Szymonów,
11 Piotrów,
7 Maciejów,
6 Błażejów,
Natomiast Jakóbów, Wincentych i Stanisławów było zale
dwie po trzech; Franciszków, Jędrzejów, Wawrzyńców po dwóch,
a tylko po jednym Antonim, Marcinie, Pawle i Tomaszu.
Spisałem na podstawie informacyi, udzielonej mi uprzej
mie w r. 1878 przez p. Józefa Florczaka, ówczesnego ucznia
gimnazyum wadowickiego, dziś katechetę w szkole wydziało
wej w Podgórzu.
Kraków 1906.
IV. Kosiński.
Legendy Chrystusowe.
Pod tym tytułem ogłosiła znana poetka szwedzka, laurea
tka szwedzkiej Akademii, Selma Lagerlof, *) zbiorek legend, od’) Selma Lagerlof. Legendy Chrystusowe. Przekład
Wandy Młodnickiej. Lwów. Nakład księgarni polskiej B. Połonieckiego
Warszawa E. Wende i Spółka. 1905. str. 227.
— 165 —
noszących się do życia Chrystusa; jest ich 11; dwie przedsta
wiają sceny z owej nocy, w której się Zbawiciel narodził, inne
(3—7) opowiadają zdarzenia z jego lat dziecięcych, dalsze dwie
(8 i 9) odnoszą się do jego śmierci, dziesiąta p. t. p. Jezus
i św. Piotr kreśli smutną scenę z matką św. Piotra, ostatnia,
zatytułowana „o płomyku“ jest z całością tylko luźnie złączona,
odnosi się bowiem do czasów wojen krzyżowych i ma na so
bie charakter czysto lokalny, włoski. Obok znanych z biblii
scen, które bujna fantazya autorki w przepiękne obrazki prze
tworzyła, znajdujemy tu także inne, nowe, nieznane wprost bi
blii opowiadania, a wszystkie nacechowane są prawdziwie poetyckiem natchnieniem, głęboką wiarą i niezwykłą prostotą. Ale
nam tutaj nie rozchodzi się o etyczną ani o estetyczną wartość
tych legend. Chcemy zwrócić uwagę czytelników na inną oko
liczność.
Autorka mówi na początku, że legendy te słyszała na da
lekim Wschodzie“. Otóż jeżeli na Wschodzie powstało tyle pię
knych opowiadań o życiu Chrystusa, to nas wcale nie zadziwia;
wszakże Betleem i Golgota leżą na wschodzie. Ale i u nas,
chociaż od owych miejsc świętych oddaleni jesteśmy tak wielką
przestrzenią, krąży wśród ludu wiele podobnych legend. Głę
boka religijność ludu, podsycana łantazyą utworzyła na podsta"
wie rozlicznych spostrzeżeń w świecie roślinnym i zwierzęcym
mnóstwo pięknych opowiadań tak, iż rozpatrując się w przyro
dzie, co krok prawie napotykamy to roślinę jakąś,1) to ptaszka2)
lub inne zwierzę 3), które według tych opowiadań z Chrystusem
lub Matką jego w jakiejś styczności pozostawały i po dziś dzień
widoczne ślady tego na sobie noszą.
Bardziej jednak zdumiewać musi, że niektóre z legend, roz
powszechnionych u nas, i to nawet takich, które nie opierają
się bezpośrednio na opowiadaniach biblijnych, są zadziwiająco
podobne do tych, jakie przytacza L. S.
1 tak w ustępie p. t. „U Nazarecie“ czytamy, że Jezus, ma
jąc dopiero lat pięć, siedział przed domem swoich rodziców
') Zob. nazwiska niektórych roślin jak: boża krewka, sukienka
Matki B; suk. p. Jezusa i t. d. tudzież podania o kalinie, leszczynie, osice,
paprotce i t. d.
2) Do takich należy n. p. jaskółka, kakułka, skowronek, bocian,
kania i t. d.
3) Zob. podanie o niedźwiedziu, kozie, koniu, zającu i t- d.
— 166 —
i lepił ptaszki z gliny, malując je barwami, pochwyconemi z pro
mieni słońca. Przed sąsiednim domem zajęty był podobną ro
botą mały Judasz, tylko że ptaszkom swoim nie zdołał nadać
ani pięknych kształtów, ani złocistych barw słońca. Wiedziony
zawiścią, zbliżył się do Jezusa i począł nogami deptać jego
ptaszki po kolei. Boskie pacholę, nie mając w pobliżu nikogo
do pomocy, a chcąc przynajmniej resztę swych ptaszków oca
lić od zniszczenia, klasnęło w dłonie i ptaszki wzleciały
w powietrze.
Tę legendę z niewielką zmianą słyszałem w Bochni przed
40 latami. „P. Jezus bawił się z dziećmi, lepiąc sobie ptaszki
z gliny, a kiedy żydzięta chciały mu dokuczyć i ptaszki ponisz
czyć, p. Jezus klasnął w ręce a ptaszęta uleciały w górę“. Inna,
więcej już od poprzedniej odbiegająca wersya, znana jest w So
potni Małej w zach. Galicyi, a jeszcze inna w okolicy Kielc.
„P. Jezus i inse dzieci — opowiadają w Sop. — robili sobie
ptásecki malućkie z gliny, ale ty, co p. Jezus robił, uleciały
na skrzidłak do góry, a drugik chłopców ulecieć nie kciały“;
(Zbiór, wiad. do antrop. t. VII.), a znów według ledendy, zapi
sanej przez ks. W. Siarkowskiego, p. Jezus, będąc dzieckiem
ulepił z gliny na usilne żądanie żydziaków słowika i sikorkę,
które na jego słowa zatrzepotały skrzydłami i uleciały do po
bliskiego lasku. Nadał też życie niezgrabnie przez żydzięta ule
pionemu ptakowi, z którego powstała sowa (Antr, jak wyżej).
Lecz pójdźmy dalej. W przedostatniej legendzie S. Lager
lof czytamy, że św. Piotr, będąc już z P. Jezusem w raju, za
czął pewnego razu okazywać swe niezadowolenie, które posu
nął do tego stopnia, iż złotą gloryę, którą miał nad głową,
rzucił pod nogi p. Jezusowi, oświadczając, iż ani dnia nie chce
dłużej w niebie pozostać. Wreszcie na nalegania p. Jezusa wy
znał, iż dlatego czuł się tak nieszczęśliwym, gdyż matka jego,
która zmarła przed kilku dniami, dostała się do piekła. A trzeba
wiedzieć, że matka św. Piotra była chciwa grosza i choć sama
gromadziła pieniądze, nie udzieliła nigdy wsparcia żadnemu
biedakowi. P. Jezus przedstawił św. Piotrowi, że kto się nie
cieszy szczęściem drugich, ten i w niebie szczęśliwym być nie
może; gdy to jednak nie pomągało polecił aniołowi, aby matkę
św. Piotra przyniósł z piekieł do nieba. Św. Piotr, uszczęśliwiony,
spojrzał w tę niezgłębioną przepaść, skąd się miała ukazać jego
matka i zobaczył, jak anioł począł się z nią w górę unosić,
— 167 —
a kilkoro potępionych, poczepiawszy się jej szat, chciało razem
z nią dostać się do nieba. Anioł nie czuł zgoła tego ciężaru,
ale lekko wznosił się coraz wyżej ku niebu. Jednak staruszka,
zamiast cieszyć się z tego, że kilka dusz może ocalić od wie
cznego potępienia, oburzała się widocznie na tę myśl, bo po
częła z wielką usilnością odrywać ręce nieszczęśliwych, trzyma
jących się jej szat i pomimo gorących ich błagań, strącać je napowrót w przepaść piekielną. Ale w miarę tego, jak ubywało
tych dusz i lot anioła stawał się coraz powolniejszy, widział
to św. Piotr i błagał matkę, aby się litowała nad nieszczęśli
wymi. Nic to nie pomogło; nie okazała litości nawet jednej je
dynej duszy, która z całym wysiłkiem jeszcze się jej trzymała;
targała i odrywała kurczowo ściśnięte jej ręce, dopóki i ta nie
szczęśliwa nie runęła w otchłań. Ale też w tej chwili anioł za
miast ku górze osunął się znacznie w dół, jakby mu przybyło
za wiele ciężaru, odchylił ramię, przytrzymujące staruszkę, która
natychmiast spadła w bezdenną czeluść piekła.
Teraz porównajmy tę legendę z odpowiednemi, wśród ludu
naszego krążącemi legendami. W Przebieczanach, w powiecie
wielickim, opowiadają, że matka ś. Piotra była bardzo zła, tak
że w niej było „więcej złości, jak w człowieku kości“. Gdy
umarła, dostała się do piekła. Ś. Piotr chciał swą matkę do
nieba wciągnąć i spuścił jej nitkę; ona uchwyciła się jej, ale gdy
inne dusze poczepiały się jej, chcąc się razem z nią z piekła
wydobyć, ona o to zazdrosna, „otrzepała się“ i spadła na dno
piekła. (St. Cercha. Mater. antrop. arch. t. IV. dź. 2. s. 192):
J. Karłowicz znalazł pod Wilnem podobną, na całej Litwie zna
ną legendę: Jedna bardzo skąpa baba na natarczywe prośby żebraka
(którym był ś. Piotr) rzuciła mu główkę cebuli ze szczypiorem.
Baba ta wkrótce umarła i poszła do piekła. Syn wyprosił u P.
Boga uwolnienie jej z piekła pod warunkiem, że ją wydostanie
z przepaści, podając jej szczypiór. Matka chwyciła się za szczypiór, a syn począł ją ciągnąć w górę. Inne dusze pokutujące,
widząc to, uczepiły się jej, aby się razem z nią wydobyć. Ale
zazdrosna baba poczęła pomimo przestróg syna otrząsać z siebie
poprzyczepiane dusze; wtedy szczypiór się przerywa a baba spada
na sam spód przepaści.
Inni opwiadają, że ś. Piotr próbował ją kilka razy wycią
gnąć na szczypiorze, ale kobieta zawsze spadała do przepaści,
więc ją też tam zostawiono na wieki.
— 168 Jeszcze inna odmiana tej legendy znana jest w powiecie
sokalskim1). Oto „ś. Piotr prosił raz P. Jezusa, aby matka jego
mogła wyjść z piekła. P. Jezus kazał szukać po księgach nie
bieskich, co dobrego uczyniła ona kiedy na tym świecie. Po
długiem szukaniu znaleziono, iż raz rzuciła za ubogim ze złością
maleńką cebulkę. Ubogi ją porwał i zjadł. Spuszczono więc do
piekła ową cebulkę na sznurku, aby Piotrową matkę stamtąd
wyciągnąć“ ale wtedy nastąpiła taka sama scena, o jakiej po
przednie opowiadania wspominają.
Inna z tych legend wschodnich wspomina, że ś. Rodzina,
uciekając do Egiptu, szukała wypoczynku pod palmą; u nas
palmy nie rosną i nie są powszechnie znane, więc też nasza
legenda mówi że „Matka Najśw. z malutkim Jezuskiem schowała
się pod osiką“, a gdy jej ta odmówiła schronienia, ukryła się
pod leszczyną2).
Już z tego, co tutaj przytoczyłem, pokazuje się dostatecznie,
że zestawienie i uporządkowanie wszystkich na ziemiach polskich
dotychczas zebranych „legend Chrystusowych“ przyniosłoby
wielce ciekawą i do studyów porównawczych bardzo przydatną
pracę.
IV. Kosiński.
Przyczynek do „mętowania“
i do zabaw dziecinnych w Ropczycach.
ii
Egdom, megdom, hedone,
abel, fabel, domine,
e te tyki,
gromatykihoc, hoc,
a majn liber — sroc!
Jest tu jeden
między nami,
co sie skurzuł
zimiokami,
sucho rzepa, suchy chrzón,
kto sie skurzył, a to — ón 1
‘) Lud t. IX. s. 69.
2) Zbiór wiad. do antrop. t. VII. s. 117-
— 169 —
III.
Uno, duno, regs,
kwater, kwinkwe, zeks,
uno, duno, raba,
kwater, kwinkwe — żaba!
IV.
V.
Raz, dwa, trzy,
nasza pani pa—trzy,
a ta pani pódzie z nami
tego wina spa—trzy,
a to wino stargo—wane
po dwa—dzieścia po trzy.
Rąbie, rąbie, siekie—recka,
narą—bała sze—snoś—cie,
a je—źli mi nie wie—rzycie,
pora chować kożcie!
VI.
Hej je—den, je—den, je—den, je—den, je—den, je—den,
je—den, dwa—dzie—ścia i je-den.
VII.
VIII.
Cie, cie, cie,
sroka kasze warzyła,
ogonek se sparzyła;
temu dała, temu dała,
temu łeb urwała,
fur do nieba
po kawołek chleba!
Hop, hop, hop,
jest tu wielgi chłop,
nić mogę go wykopać,
muse copke przed nimzdćmować.
cisnął copke
na przykopke,
a ty chłopie wstań!
IX.
O mój Matyjosku, weźze mnie do miasta!
Nie wezme cie!
O jak cie tez minie, dobro myśl nawinie!
to mie tez i weźmies!
(I tak powtarza się dwa razy, a za trzecim razem odpo
wiada się: No chodź, to cie wezme!)
X.
Mos? -- Móm !
Dos? -- Dóm !
Dej ! —- Ej!
— 170
Pierwszych trzech formułek mentowania używają, szykując
się do „bawienio“ w „krycie“ i „ciuciubabkę“, kto ma dać
pierwszy „nocy“ albo w „zajoncki“, kto mo pierwszy zostać
„psem“. „Pana“ wybierają większością głosów.
Formułek IV., V. i VI. używają dzieci do bawienia się
w ten sposób, że podane wiersze powtarzają głosem śpiewają
cym i stosownie do taktu piszą kredą odpowiednią liczbę kre
sek, jaką wskazuje użyty sposób, więc przy czwartym 23, przy
piątym 16, a przy szóstym 21. Komu się to uda, ten wy
grywa.
Sposobem Vil. i VIII. bawią małe dzieci szczególnie, gdy
płaczą. W sposobie VII. powtarzając pierwsze trzy wiersze, po
kazuje się dziecku palcem na jego lewej dłoni dołeczek, udając
dzióbanie, a przy czwartym wierszu i dalszych pociąga się je za
końce palców, zaczynając od wskazującego, a kończąc na ma
łym przy wymawianiu słowa „fur do nieba“, przyczem własną
rękę podnosi się do góry.
Zaś przy formnłce VIII. bierze się dziecko na kolana i wy
mawiając każdą zgłoskę wiersza, podrzuca się je kolanami do
góry.
Formułki IX. używają, gdy dziecko domaga się z płaczem
pójść ze starszym n. p. do miasta, lecz tern jeszcze bardziej
pobudzają dziecko do płaczu. Wiersze pod X. powtarzają dzieci
między sobą przy każdej sposobności.
Dzieci, złapawszy biedronkę siedmiokropkę, kładą ją na
dłoni i, gdy ta wznosi się do lotu, wołają na nią:
„Krówko, borówko,
wkiej twoje wesele?
Za śtery niedziele!“
Józef Sulisz.
Święty i przeklęty.
(Bocian).
W powiecie tarnobrzeskim, gdy z wiosną zobaczą dzieci
wiejskie bociana, wołają: „Dokoła, Wojtusiu, dokoła 1“ bo im
większe zatacza koła i większe okrąży przestrzenie, tern lepiej
dla tych przestrzeni ze wszystkiem, co na nich jest: chroni to od
— 171 —
wszystkiego złego. A cóż dopiero za szczęście, gdy na czyjemś
gospodarstwie założy sobie gniazdo! Jak Polska długa i szero
ka, a tak samo w całej Słowiańszczyźnie (i poza nią n. p.
w Niemczech) wierzy lud, że to daje szczęście i chroni gospodorza od wszelkiego zła, a w szczególności od ognia, niebez
piecznych nawałnic, gradów i piorunów. Z tego powodu przy
nęca się nawet bociany do zakładania gniazd, umieszczając
w stosownem miejscu na drzewie lub budynku stare koło pod
gniazda lub coś podobnego.
Dziewczyna, która ujrzy z wiosną dużo lecących bocianów,
z pewnością w krótkim czasie się wyda. Tłuszcz z bociana,
rosół z bociana dobry na różne choroby, szczególniej na reu
matyzm. Na to zabija się bociany „jałowe“. Bo wogóle biada
temu, ktoby bez potrzeby lub dla swawoli bociana zabił. Kto
tak zabije bociana, traci szczęście na całe życie, syn mu umiera,
przez dziesięć dni deszcz pada, pioruny biją. Nie tylko „grzech“
zabić bociana, ale nawet go drażnić lub niepokoić, naruszyć
mu lub strącić gniazdo, pozabijać młode. Za to sam się potrafi
zemścić: przyniesie w dzióbie głownię i budynek podpali. W gnia
zda bocianów, w drzewa, na których one są, pioruny nie ude
rzają, grady nie padają. Gdy bocian wyrzuci z gniazda jaje, bę
dzie rok dobry, jeżeli młode — zły1). Atyla, król Hunów, który,
jak wiadomo, niemało miał Słowian w swem wojsku i koło
siebie, przez trzy lata dobywał Akwilei i już o zdobyciu zaczął
wątpić, „nakoniec, jak czytamy w żywocie św. Leona W. pa
pieża (440—461), gdy widział, iż się bociany z miasta
z dziećmi swemi wynosiły, wziąwszy stąd dobrą otuchę, mocną
ręką Akwilei dobył2)“.
Dziwne także krążą o bocianie mity. Przynosi, jak wiado
mo, ludziom wiosnę3) i dzieci, a nawet sam pierwotnie był
człowiekiem, chłopem. Dominik Piękoś z Przybowki (w pow.
jasielskim) tak o tern rozpowiada: „Gdy Pan Bóg stworzył
świat i wszystkie zwierzęta, zobaczył, że za dużo namnożył
>) Kolberg. Krakowskie III. 111 Lud (OrganTow.ludoznawczego'
II. 161 V. 298. VIII. 358 XII. 265 XIII. 113. Cisek M. Materyały etno
graficzne (odbicie z XIII. tomu Zbioru wiadomości Komisyi antropolo
gicznej Akad. Umiej, w Krakowie) str. 19. Św i ętek Jan „Lud nadrabski“.
567, 569.
’) Skarga Piotr. Żywoty świętych (1889) t. IV. 132.
3) Ś w i ę t e k. Lud nadrabski. 585,
— 172 —
gadów i owadów. Zeszedł więc na ziemię i kazał w rozłożony
worek leść żabom, jaszczurkom, żmijom, różnym gadom i owa
dom. Gdy wszystko powłaziło, przywołał chłopa, kazał mu wo
rek, już zamknięty, zanieść do wody i utopić. Ale nie rozwiązuj
wora — rzekł Pan Bóg — pamiętaj!“ Wziął chłop wór i niesie,
ale przecież ciekawość nie da mu spokoju. Oglądnął się raz,
drugi, schował się za krzaki i wór rozwiązuje... A tu myk, myk,
myk! fru, fru, fru ! Zgłupiał chłop, a Pan Bóg przemienił go
za karę w bociana. I musi teraz do końca świata zbierać wszy
stkie gady, robaki i owady 1)“.
Nawet tam, dokąd odlatują, za morzami, w „ziemi bocia
nów“ 2), w „ciepłych krajach“ 3) lub „cieplicach“ 4), gdy tylko
na miejsce przybędą, przybierają, jak się dowiadujemy z inne
go, rugijsko-pomorskiego źródła, znowu postać ludzką i żyją,
jak ludzie, tylko że tak samo, jak u nas, żywią się gadami, ża
bami. Podróżującym po morzach nieraz się to przydarzyło, że
ich burza do tego kraju zaniosła, więc mieli sposobność poznać
się z tymi ludźmi i dowiedzieć się od nich, że to właśnie bo
ciany, które dobrze znały kraje podróżnych, nawet ich domy
i rodziny. Był tam n. p. jeden żeglarz z Rugii i jeden chłop
z okolic Kołobrzega na Pomorzu. Ten ostatni zastał tam swego
bociana, (którego jakiś czas pielęgnował w domu, bo miał
skrzydło złamane), jako możnego pana; miał jeszcze rękę w prze
pasce i wyglądał bardzo blado. Bardzo poczciwie chłopem się
zajął, choć żona i córka wiele się niegdyś nadokuczały chore
mu bocianowi ze skąpstwa. Co prawda, to baba chłopu wnet
umarła i wielki głód w kraju zapanował. Po zboże też do Da
nii wybrał się był właśnie chłopina, kiedy go burza na morzu
zaskoczyła i aż tam do kraju bocianów zagnała. Przy pożegna
niu darował mu ów możny pan, a dawniej bocian, jedwabną,
czerwoną chustkę dla córki i przykazał, żeby w podróży przy
wiązał ją na maszcie, gdyż ma moc zażegnywania burzy. Wró
cił chłop szczęśliwie do domu, ale gdy córce obwiązał chustkę
koło szyi, buchnęły z chustki płomienie i spaliły mu córkę na
czarny węgiel5).
9 Krakus (pismo ludowe) z r. 1893. Nr. 16 str. 7.
2) Lud VIII. 313.
3) Świętek. 1. c. 585.
*) Świętek 1. c. 585.
5) Lud. VIII. 281-283.
— i7á —
Co do dzieci, to podług podań rugijskich, bocian przynosi
je tylko w lecie, w innych zaś porach roku łabędź. Tam, w Wi
towie, koło Brzegów(Breege) pokazują nawet „kamień bociani“,
na którym bocian suszy dzieci, gdy je wydobył z morza, potem
dopiero zanosi je matkom. „Bocianimi kamieniami“ zowią tam
także małe okrągławe kamienie czarnego lub mleczno-białego
koloru, które dzieci rzucają sobie wstecz przez głowę, prosząc
boćka o braciszka lub siostrzyczkę. Są tam i „kamienie łabę
dzie“, a i miejscowe podania, jakoby w tych kamieniach, czy
pod nimi, znajdowały się dzieci, skąd je łabędzie zabierają i przy
noszą. Jeden z tych kamieni zowie się nawet „boskim“ (bugskam = boski kamień) ')• Ale to widocznie pomysły późniejsze,
gdyż podług wyobrażeń słowiańskich dusze przed przyjściem na
świat, przebywały w „raju“, daleko za morzami i stamtąd tylko,
z kraju wiecznej wiosny, mogły je przynosić bociany i łabędzie,
tamte lecąc, te płynąc. Do „ziemi bocianiej“ niesłychanie zresztą
daleko i nikt dobrze nie wie, gdzie się ona znajduje. Dość wie
dzieć, że daleko, daleko na południe jest szeroka przestrzeń
wody. Gdy się wędrowiec do niej dostanie, pobudza go coś
samo przez się do klaskania w ręce, a gdy klaśnie, wzlatuje
zaraz jako bocian wysoko w górę, przeleci morze i osiada na
drugim brzegu, jako człowiek. Kto chce znowu z tamtego kraju
przybyć do nas, a na wiosnę przychodzi ta chęć wszystkim
mieszkańcom owej krainy, przybywa nad brzeg owego morza,
musi klasnąć, a gdy klaśnie, już jest bocianem i jako bocian
przybywa tutaj. A tak żaden z tamtejszych obywateli nie
może do nas przybyć inaczej, jak tylko w postaci bociana *2).
Jednem słowem, dziwne to stworzenie ten bocian: Ptak,
a z pochodzenia człowiek, i dotąd w tych dwu postaciach, w dwu
odrębnych krainach żyjący. Dziwny jako człowiek w owej „zie
mi bocianiej“, skoro mógł darować chłopu taką chustkę, o ja
kiej wspomnieliśmy wyżej, dziwny także jako ptak u nas. Nie
wolno go tknąć, a cóż dopiero zabić. Jego łaska przynosi
szczęście, a niechęć klęski. Do czego się zbliży, co okrąży, już
bezpieczne od złej przygody, na jego usługi są deszcze, burze,
grady, pioruny, jego ciało po śmierci ma moc leczniczą. Święty
i potężny!
') Opowieści z Rugii. Lud. VIII. 281—283.
2) Opowieść z Pomorza Wschodniego. Lud. VIII. 313.
— 174 —
Ale mimo to wszystko lud nasz, choć nawet mówi, że
„grzech“ bociana zabijać, świętym bociana nie nazywa i za
świętego go nie uważa. Te same dzieci, które, zobaczywszy go,
jak nad wsią lub pastwiskiem krąży, wołają: „Dokoła, Wojtu
siu, dokoła!“ gdy go usłyszą klekocącego na gnieździe, odzy
wają się szyderczo :
Klekle, Wojtuś, klekle,
Twoja matka w piekle,
Gotuje se kluski
Na śtyry garnuski.
Postawiła przed progiem,
Pomisała ozogiem.
Wojtuś przyleciał: Kle kle-kle,
Juz nima nic 1).
Albo też:
Klekle, ino klekle,
Siedzi matka w piekle.
Co ona tam robi ?
Kioski żabom drobi 2).
A więc nie tylko nie święty, ale wielce podejrzany o coś
wręcz przeciwnego. Matka jego w piekle, widać dyablica, bo
nie jest na mękach, syn tam do progu piekła przylatuje i żywi
się jadłem, ugotowanem przez matkę dyablicę w ogniu piekiel
nym. Warzy ta jego matka kioski i żabom, ale to tylko po
twierdza jej dyabelstwo, bo żaby to stworzenia, w których skó
rze tkwią czarownice 3).
Nikt też niepowiada, żeby ta wielka moc, którą ma bocian,
pochodziła od Pana Boga, niektórzy uważają go za półdyabła4),
a był nawet czas, kiedy go identyfikowano z jakimś kosmatym,
olbrzymim potworem o trzech głowach i więcej aż do siedmiu,
przebywającym po norach i jaskiniach, z których wychodzi no
cami, żeby pożerać zwierzęta i ludzi — i tego to potwora, po
’) Z okolic Tarnowa, zresztą powszechne. Lud. V. 46.
2) Z okolic Krakowa. (Zresztą także powszechne). Lud. II. 340.
’) Świętek. 592. Lud. XIII. 227. (Z Pokucia).
*) Świętek. 1. c. 585.
— 175
prostu smoka, dyabta, nazwano imieniem boćka, co się gdzie
niegdzie i podziśdzień dzieje‘).
A więc ten sam ptak podług wyobrażeń tego samego ludu
i święty i przeklęty ! Jakże się to stać mogło ? Co to może
być i znaczyć? Spróbujmy rozwiązać zagadkę.
Czy tkwi może co nadzwyczajnego w samej nazwie ptaka?
W naszej polskiej wcale nie. Dzięki zbiorom ludoznawczym
nazw zwierzęcych i nazwa: bocian, boćko, bociek staje
się jasną. Formy boćko, bociek są zdrobnieniem pierwszej
i u ludu w powszechnem używaniu, forma bocian u ludu,
o ile nam wiadomo, zamarła, a miasto niej w bardzo wielu
okolicach, szczególniej na Podkarpaciu, ustaliła się forma bocoń*2), a gdzie nie mazurzą, boczoń3). Boczoń jest taką
samą formacyą, jak nazwy wołów: boczoń4), kwiatoń,
gniddoń, mrozoń (w rodzaju żeńskim: boczula, kwiatula, gniadula, mrozula)5) obok których były dawniej
formy na an: boczan, sroczan, rosian, kozian,
krecian, gniedzian, mrozian, w rodzaju żeńskim:
boczana, sroczana, rosiana, koziana, gniedziana, mrozian a6)- Czy się powiedziało boczan, czy bo
czoń, to na jedno wyszło, bo znaczenie było to samo: tak
nazywauo każde zwierzę, u którego boki innej były maści,
aniżeli grzbiet i brzuch: stąd nazwa6). Nazwa odnośnie
do naszego ptaka bardzo trafna, boć grzbiet i brzuch u niego
białe, a boki czarne z powodu czarnych lotek w skrzydłach.
Ześmy pierwotnie mówili boczan, nie bocian, dowodzi
nie tylko czeska nazwa boczan, ale i nasza boczoń, bo
czula. Forma bocian powstała niezawodnie pod wpływem
form miękkich, jak kwiecian, gniedzian, mrozian,
rosian, wobec których forma boczan, choć w rzeczywi
stości jest miękka, wydała się czemś twardem i nie naturalnem
i musiała się zmienić na podobną do tamtych z chwilą, gdy
zerwał się etymologiczny związek nazwy z wyrazem bok.
’). Świętek. 1. c. 484. 357,
2, Świętek. 1, c. 585.
3) W pow. łańcuckim (Hussów). Lud IX. 12.
*) Stale pow. tarnobrzeski.
R) Wisła V. 922, 923.
6) Wisła V. 922, 923.
— 176 —
Polska nazwa bociana jest więc ciekawą, ale nie pozostaje
w żadnym związku z zagadnieniem, o które nam chodzi. Ina
czej ma się rzecz z nazwami tego ptaka u południowych Sło
wian, mianowicie u Serbów, u których nazywa się nie tylko
boczan (u Bośniaków), ale także rod a (Serbia i Sławonia)
i lelek (Dalmacya). Dwie ostatnie nazwy wprowadzają nas
w samo jądro rzeczy, bo wskazują, że bocian był u pogańskich
Słowian ptakiem najwyższego boga, którego przydomkiem było
imię Rod a (Rodzic) i Lei (Wielki), jak to mieliśmy zaszczyt
szczegółowo tę rzecz objaśnić na innem miejscu *). Przybywał
do nas, co wiosna z krainy wiecznej wiosny, gdzie najwyższy
bóg Jarowit (władca wiosny) wypoczywał po dziennym tru
dzie, wiec nic dziwnego, że przynosił wiosnę; przybywał
do nas z raju, z krainy rozkoszy, gdzie przebywały dusze umar
łych i urodzić się mających, pod władzą potężnęgo boga Niegi
(Rozkoszy), więc cóż dziwnego, że podług wiary prostaków
przynosił stamtąd także dzieci. Ale to tylko prostacy tak wie
rzyli i nie tylko tak, bo po innych stronach mniemali znowu,
że R o d a rzuca je z powietrza w postaci grudek ziemi. Ale to
przesądy pospólstwa, każdy oświeceńszy wiedział, że je daje
odwieczny Rod a, rodzic bogów i ludzi w sposób wiadomy.
Uświęcony opieką najwyższego boga, przybywający z krainy,
uświęconej pobytem najwyższego boga, nadto pobytem święte
go potężnego Niegi, a zapewne i innych bóstw, cóż dziwne
go, że sam uświęcony, uświęcał bocian sobą wszystko, z czem
się zetknął, że przynosił szczęście obejściu, które sobie obrał
za siedzibę i chronił je przed nieszczęściami, cóż dziwnego da
lej, że takim będąc i takiej zażywając opieki, nie mógł być
krzywdzony, że za jego krzwdę ujmował się sam najwyższy
Roda i mścił ją piorunami, gradami, ulewami, pożarami i innemi karami. Bo to, żeby on sam przynosił w dzióbie głownie
z ognia i zapalał budynki, to oczywiście wymysł nieoświeconego gminu.
Oto, dlaczego bocian święty! Lecz dlaczego zarazem
przeklęty?
Gdy zawitało do nas chrześcijaństwo, powtórzyło się u nas
to samo, co gdzieindziej stało się już po wiele razy. Dawni bo-
*) Zobacz nasz artykuł: Olimp polski.
177 —
gowie i boginie zeszli do roli dyabłów i dyablic’), potworów
i potworzyć, smoków (wężów) i smoczyc. Dawniej grzmiał
w chmurach lei roda Jarowit czyli Jesza (wielki
ojciec Jarowit czyli Jesza), teraz grzmi potwór*2), dyabeł. Dyabeł z pewnością, gdyż dla zażegnania i odpędzenia go zapala
się gromnice, wynosi obrazy świętych, dzwoni dzwonkami lo
retańskimi i umyślnie na ten cel po wsiach umieszczanymi3),
bo dzwon doświadczony to i wypróbowany dawno środek na
odpędzenie dyabła, mamon, południc lub dziwożondyablic4). Skutkiem tego nawet roślina dzwonkiem zwana,
nabrała tej samej mocy, co dzwonek prawdziwy 5).6 Ale z chwi
lą, jak dawni bogowie i boginie zamienili się w dyabły i dyablice, napoiło się dyabelstwem i to wszystko, co do nich nale
żało lub w ścisłym z nimi zostawało związku. Los ten musiał
trafić przedewszystkiem bociana, któremu dawano nawet przy
domki najwyższego boga, nazywając go, jak już wiemy ro d ą
i lelkiem. Nazwano też tego boga, gdy się stał potworem,
nawet jego imieniem, boćko, bojąc się widać używać właści
wego, aby nie wywoływać wilka z lasu. Tak samo na Śląsku
poświęcony najwyższemu bogu raraszek (rarog)0), stał się
imieniem dyabła, którego imię właściwe zachowało się tam je
dnak, bo niekiedy zamiast wyrazu raraszek używa się
nazwy jaraszek, co jest takiem samem zdrobnieniem
formy zgrubiałej Jarach (Jarowit), jakiem jest for
ma Staszek w stosunku do formy Stach (Stanisław).
A jak ze smokami (węzami-dyabłami) toczą s;ę walki,
tak i z tym potworem boćkiem, bo gdzie boćko jest, tam
„nikt w nocy nie śmie się pokazać, boby go boćko zaraz
zjadło“. „A musiało to boćko kogo koniecznie zjeść i jak na
wsi nie mogło złapać, wybijało okna do chałup, porywało
pierwszego lepszego człeka lub bydlę i zeżarło“. Pamięć to
’) Grimm 1. c. 11. 936—982.
2) Wisła VII. 113.
’) Świętek 1. c. 102, 552, 553.
4) Grimm 1. c. I. 428. II. 1039, 1040.
■') Świętek. 1. c. 474.
6) Jak mamy bat i batog w tern samem znaczeniu, tak mieliśmy
rariraróg, atorar zgrubiało się na rach lub zdrobniało na ra
raszek, porównaj Stanisław, Stach i Staszek.
Lud. Rocznik XIV.
12
178 —
ofiar z ludzi i zwierząt, które temu dyabłu, nazywanemu niegdyś
bogiem, składano. Trafił się też jeden Maciek, co aż „trzy boćka“
zgładził, z królewną się ożenił i królem został ').
I oto znowu przyczyna, dla której bocian przeklęty.
S. Matusiak.
Wojskowa uroczystość zmieniania stówki.
Dla żołnierza w ciągu jego trzechletniej służby jest dzień
jeden, jeden wieczór, w którym oswobadza się z więzów gniotocej go często dyscypliny, a w głębi jego jasnem i silnem wy
bucha płomieniem niedająca się niczem krępować radość, ra
dość szczera, czasem aż do dzikości sięgająca.
W dniu 24 maja od rana widać na wygolonych i uśmie
chniętych twarzach żołnierzy radosny nastrój.
Ci, którzy rok trzeci swej służby kończą, spotykając się,
wołają: „Serwus, Michale, wiele do urlopu?“ — „Sto dni, chło
pie“ odpowiada zapytany. — „Sztama do urlopu“, mówi pier
wszy. (Wyraz „śtama“ lub „sztama“ ma określać rodzaj soju
szu zaczepno-odpornego).
24 maja jest w swoim rodzaju wielkiem świętem w ko
szarach — świętem zmieniania stówki. Od dnia tego do wrze
śnia t. j. do czasu stałego urlopowania, żołnierzom, którzy rok
trzeci służą, pozostaje 100 dni, więc zmienianie tej ostatniej
stówki odbywa się uroczyście.
W życiu żołnierza stało się święto to tradycyą, stworzoną
przez samych żołnierzy, tradycyą, z którą napróżno walczyli
przełożeni, a dziś widząc ten radosny objaw pragnienia
swobody, po większej części objaw ten tolerują.
Uroczystość zmieniania stówki datuje się od czasu, w któ
rym ściśle określony został czas służby wojskowej.
Gdzie źródło tej uroczystości, nikt wskazać nie umie.
Z opowiadania starych żołnierzy wnioskować można, że po
wstała u nas, a później przyjętą została w pułkach niepolskich.
Uroczystość ta ma charakter ściśle wojskowy. Po ćwicze
niach i wieczornym „befelu“ (rozkazie) gromadzą się żołnierze
]) Świętek I. c. 357—361.
— 179 —
w swoim cugu (wspólnej sypialni a zarazem mieszkaniu jednego
„cugu“ t. j. oddziału żołnierzy), Wówczas to uroczystość rozpo
czyna się tradycyjną walką między „Michałami t. j. żołnierzami,
którzy służą rok trzeci, a „zielonymi Jaśkami“ t. j. rekrutami.
W walce tej za broń służy „kapuzdrak“ (Kopfpolster—słomiana
poduszka). Powstaje wir czasem gorącej walki i często na drugi
dzień spotyka się walecznych obu stron z podpuchniętemi oczy
ma lub rozbitym nosem. Podczas walki wołają „Michały":
„hurra! sto dni do urlopu!“ — albo— „Hej Jaśki zielone, ma
cie do urlopu, jak koń sztabowy do śmierci (koń sztabowy jest
to mały kucyk ciągnący bęben przy muzyce).
W walce na „kapuzdraki“ najczęściej zwyciężają „Michały“,
zwyciężeni Jaśki uciekają na „hot“ (podwórze). Na placu boju
pozostają „Michały“, by rozpocząć drugi tradycyonalny punkt
programu uroczystości, a to „rukowania“ i robienia „batailonshornistów.“ Rukowanie jest to burzenie łóżek, „festunków“, zaś
robienie „batailonshornistów“ zasadza się na wypchaniu „lańtuchami“ (prześcieradłami) „portek“, że przypominają kształt nóg
ludzkich, założeniu nóg tych na prostopadle ułożonym „śtruzaku“ (sienniku), dalej na przystrojeniu „kapuzdraka“ w bluzę,
której rękawy wypchane są także „Iańtuchami“ i na złączeniu
tego w jedną całość w przybliżeniu przypominającą figurę czło
wieka. Na głowę zrobioną ze zwiniętego „lańtucha“ zakłada się
„czako“, a na tak skombinowaną całość, cały rynsztunek „Jaśka“,
na którego „festunku“ hornist stoi.
Trwa to do zmroku. Z zapadaniem zmroku rozpoczyna
się punkt trzeci uroczystości, a mianowicie świecenie świeczek.
Najuboższy „Michał“ w dniu tym zdobędzie się najmniej na 4
świeczki. Zapalone świeczki stawiają na oknach, pułkach i wtykają
w koniec lufy wiszącego „gweru“ i w tak rzęsisto oświeconym
„cugu“ rozpoczyna się libacya.
Składają się „Michały“ na gorzałkę, jeden da szóstkę, drugi
mniej, trzeci więcej, uzbiera się czasem sporo na litr, dwa a na
wet więcej. Piją „Michały“ i śpiewają:
Już ja więcej po tem mieście
Spacerować nie będę,
Miłowałem piękne Helki,
Już miłować nie będę.
— 180 —
Libacyę przerywa trąbienie capstrzyku. Trąbienie to ma
także charakter uroczysty: mianowicie wszyscy „horniści“, znaj
dujący się w koszarach, gdy pozwoli oficer inspekcyjny, groma
dzą się na „hofie“ i trąbią capstrzyk razem, gdy zaś zabroni
pomimo zakazu, trąbią z okien.
Po ..abszlagu“, to jest haśle zakończenia dnia, kto żyje
w koszarach woła: „Hurra! sto dni do urlopu!“ — Z setek piersi
wznosi się okrzyk radosny i głosi, że w piersi tych ludzi wspo
mnienie swobody nie wygasło wśród trudu i rygoru, że tęsknią
do niej, że jej pragną.
Po capstrzyku światła gasną i względna cisza panuje
w „cugach“. Gdzieniegdzie wspominają sobie „Michały“ ciężkie
czasy, czasy „kiwań“ (znęcania się nad nimi i szykan....) Cisza
ta i spokój jest względną, „Michały“ nie śpią. Czekają na „wi
zytę“. Zwykle po capstrzyku, a zwłaszcza w takich okoliczno
ściach, przychodzi oficer inspekcyjny oglądać, czy wszystko jest
w porządku. Po „wizycie“ rozbudza się napowrót życie, wstają
„Michały“ i „rukują“ ze śpiącemi „Jaśkami“ t. j. odpinają sztabki
żelazne u boku łóżek i nagłem pociągnięciem przedniej części
powodują upadek śpiącego wraz z łóżkiem na ziemię. Powstaje
rumor, rozpadających się łóżek, kinie rozbudzony „Jasiek“,
a „Michały“ się śmieją. Wśród hałasu tego, ci, którzy spali, bu
dzą się, a później rozbawieni, usnąć nie mogą i długo trwa
jeszcze rozhowor, śmiechy i hałas.
Hałas ten czasem zwabi znienawidzonego „zupaka“ —
podoficera dłużej służącego — ukazanie się jego uspokaja na
chwilę rozbawioną gromadę, ale zaraz po wyjściu jego rozlegają
się śmiechy i głośne aluzye i żarty pod jego adresem.
Po północy ledwie uspokajają się „Michały“. Teraz pu
szczają wodze wyobraźni, widzą się już wolnymi w rodzinnej
wiosce. Marzy się im o tańcu i o dziewczynie.
A „Jaśki“?— niejeden z nich zapłacze gorzko pod derką,
gdy pomyśli, wiele to trudu i dni jeszcze upłynie do chwili tej,
w której to on tak radośnie wykrzyknie: „Hurra! sto dni do
urlopu!!“
Kapral.
181
Dwie baśnie na tle lenorowem z Mikluszowic
powiat Bochnia.
Jedęn żołnierz zakochał się w jedny dziewcynie. Na imię mu
było Jaś, a ony Kasia: Pojechał na wojnę, długo nie było go widać:
Kasia za nięm wciągle płakała, az ji ocy podpuchły; mało co
jadła, ino myślała o swojęm kochanku. Tak, minęło dużo lat.
Dopiero raz w nocy przysed do ni bardzo nierychło kochanek;
długo sie nie bawiuł, ino si ji spytał, cy z nięm pojedzie. Ona
bardzo go lubiła, dlatego nie chciała mu odmówić, wsiadła
z nięm na siwego kąnia i pojechała. Po drodze wciągle pytał
się ji Jaś, cy się nie boi, ale ona mówiła, ze nie, bo z nięm
jedzie. Zęby nie zmarzła, wziena se ze sobą pierzynę. Jechali
razęm długi cas, az przyjechali na cmęntarz i stanęli nad grobęm swiezęm. Jaś chciał, zęby ona wlazła do grobu, ale Kasia
nie chciała i po długięm mówięniu i sprzecce popchnęła go do
grobu i wrzuciła na niego pierzynę. W tęn momęnt zapiał tez
kogut i zięmia sie zatrzasła.
Jedęn Jaś zakochał sie w jedny dziewcynie, który na imię
było Kasia. Ale nie docekał sie wesela, bo wnetki pojechał na
wojnę, a na wojnie umar. Przedtęm jesce pogniewał sie na nię
i powiedział ji, że jak umrze, to bedzie chodziuł do ni w nocy
o dwunasty godzinie, a ona musi mu wyrzucać paciorki z ró
żańca, a jak paciorków braknie, ma mu wynieś pierzynę. Jak
powiedział, tak tez zrobiuł. Jak ino umar, zaraz przysed do ni
w nocy; ona wyrzuciła mu ziarko, a on go zgryz i zniknął. To
było co noc juz długi cas, az nareście brakło ji paciorków.
Jedny nocy przysed, jak zwykle. Kasia wyrzuciła mu ojcenasa
jedne'go, bo ji brakło zdrowasiów. On pocąn wtedy krzyceć,
zęby mu przegryzła zdrowasia na dwa kawałki, ale ona nie
usłuchła go, ino cały wyrzuciła. On sie o to bardzo na nią
zgniewał i nie przychodziuł przez dwie nocy. Dopiero w trzecią
noc przysed i kazał ji wynieś teraz pierzynę. Ona mu wyniosła.
Wtedy kazał ji za sobą iść. Ona posła; zaprowadziuł lą do łasa
nad jedne dziurę. Teraz chciał, zęby ona wlazła do dziury,
a on za nią. Ale Kasia nie wlazła, bo się bała, ino popchnęła
go samego do dziury, przywaliła go pierzyną i uciekła do dąmu.
On ze złości posarpał pierzynę na kawałecki i od tego casu
do ni przestał chodzić, ino z pierzyny zabierał co noc po jednęm piórku.
Kazimierz Kaczmarczyk.
— 182 —
Rymowanie imion (z Ropczyc ').
Anna — stara, panna.
Bartłomieju — dobre kluski na uoleju ?
Bartos u — kura w kosu.
Mig, mig, mig — D o m i n i k !
J i g n a c — nie płac!
J ignacy — w kiej bedzie jinacy ?
Jacek — porwoł placek.
Jaga — zeblec sie do naga!
J a n t o n i — dupom zwoni.
J ó n ek — kup mi zwónek, dam ci kłeków na postronek!
Kaśka — ma jaśka.
Kuba — zadar cuba.
Kuba Kubie w nosie dłubie, co udłubie, to da Kubie.
K u n da — ćmunda.
Maryna — chodź do młyna!
Marta — rozdarta.
Piętrzę — nie chodź po wietrze!
Roch — porwoł groch.
Stachu — wróbel na dachu.
Stasek -— właz na dasek, chyciuł wróbla, wygniót z niego
gówna, siad i zjad.
Tomasu — zjadłeś kluski z kasom.
Walenty — bez pięty.
Józef Sulisz.
Rozmaitości.
Uroki (Bogumiłowice, powiat Tarnów). Ażeby nie rzucić
uroków na pieczywo, aby się ono wydarzyło, należy przed
włożeniem ciasta do pieca porachować zwolna paznokcie
u obu rąk.
Opow. Stawarzowna.
*) Lud 1902. str. 403.
— 183 —
jęczmień na oku. (Bogumiłowice, powiat Tarnów). Wziąć
dziewięć ziarnek jęczmienia i rachować je na dłoni w ten spo
sób : nie 9, nie 8, nie 7, nieć, nie 5, nie 4, me 3, me 2, me 1.
Tak przerachowane ziarna rzucić natychmiast do ognia i ucie
kać szybko, aby nie słyszeć, jak trzeszczą, paląc się. Jęczmień
zniknie z oka na drugi dzień.
O po w. StawarzownaPierwszy grzmot. W Goszycach (gub. kielecka, powiat
miechowski) przy pierwszym grzmocie młodzież wiejska zwła
szcza dziewczęta rzucają się na ziemię i po mej przewracają
w przekonaniu, że nie będą doznawać bólu krzyzow.
_
M. Goyski.
Upraszamy bardzo Szan. Czytelników o odpowiedzi w następując>BocjPn
nazywają? (bocian, bocoń, boczon,
bociek, boćko, a może jeszcze inaczej?) Jakiei mu nadają
imiona, przydomki czy przezwiska? (Wojtek, Wach). Jakie
w tamtej okolicy są o nim u ludu wyobrażenia . podania Jak
się nazywa kraj, do którego bociany na zimę odlatują ? (ziem a
bociania, ciepłe kraje, cieplice, gorące kraje, czy ja.). J
o tym kraju i pobycie tam bocianów krążą między ludem po
dania? Co stamtąd bociany przynoszą? W wyobrażeniu ludu
nadrabskiego istnieje potwór, straszydło, które się zwie bocko,
czy tego lub czegoś podobnego niema i gdzieindziej .
V 2. Smok. Jak się smok w tamtej okolicy nazywa. (tak
czy też inaczej, np. ćmok, ćmuk, czmok, cmok . t d.? Co to
Jest i jakie o smokach są w tamtych stronach wierzenia p
rlnnut ?
* •
3 Św. Jerzy. Jakie tam krążą podania, legendy o świę
tym lerzym ? Czy nie występuje jako zwycięzca smoka lub
czarta? Czy nie mówią o jego siedzibie na księżycu , graniu
na lutni ? Czy nie ma w tamtych stronach kaplicy lub kościoła
pod wezwaniem św. Jerzego i czy me podają przyczyny,
kt°rei4S Zabawa w dyabła. We wsi Wrocance, w okolicach Du
kli jest zwyczaj, źe parobczaki w niedzielę wielkanocną popo
łudniu urządzają zabawę w dyabła t. j. dzielą S’^ "g
„Bożą“ i „dyablą“ i biją się. Jeżeli zwyc.ęzy strona Boża, co
— 184
zwyczajnie się dzieje, wtedy przewodnika jej podnoszą z okrzy
kiem w górę, przewodnik zaś partyi dyablej staje się osłem,
na którym przewodnik strony Bożej jedzie w tryumfie do ko
ścioła, co ma przedstawiać wjazd Chrystusa do Jerozolimy.
(Lud XII. 314). Czy taka zabawa lub coś podobnego istnieje
także gdzieindziej ?
3. Piast, Piasta. Czy używa się gdzie u ludu wyraz piast
lub piasta i w jakiem znaczeniu?
6. Stępa. Czy znana jest tam u ludu stępa? Jak się
nazywa? Jak wygląda i z czego się składa, co w niej tłuką?
7. Soboty. „Sobotami“ zwano niegdyś u nas podcienia
koło kościołów. Nader ciekawa rzecz, czy nazwa ta jeszcze się
gdzie zachowała i w jakiem znaczeniu?
8. Socha. Czy wyraz ten znany w tamtej okolicy i w ja
kiem znaczeniu ?
9. Obyście, obrąb, zagroda. Nazwy tego, co pospolicie
zowiemy z niemiecka placem, poszczególne części placu z na
zwami i tern, co się na nich znajduje, czyli opis obyścia (obrębu,
zagrody) tak wieśniaczego, jak i dworskiego.
10. Smek, zmek, smektać. Czy nie znane tam te wyrazy
i w jakiem znaczeniu ?
