a1bf42403f24152ad3a88e49a8bb2719.pdf
Media
Part of Tria idola“ na Łysej Górze... / Lud, 1908, t. 14
- extracted text
-
„Tria idola“ na Łysej Górze.
Jak na Rusi „Góra Kijowska“, tak u nas Łysa Góra
słynna jest pobytem szatana i zjazdami czarownic. Zadziwiać
to musi tern bardziej, że na tej górze od niepamiętnych czasów
stoi klasztor Benedyktynów z kościołem św. Trójcy i słynnemi
relikwiami Krzyża świętego, skąd kościół i góra przybrały imię
św. Krzyża. Jeżeli nawet to znamię nie zabezpieczyło tej miej
scowości przed taką tradycyą, to musi być jakaś po temu przy
czyna, tern więcej, że za pogańskich czasów djabła tam nie
było, gdyż pogaństwo nasze takich istot nie znało, a kiedy
chrześcijaństwo nastało, miał tam zaraz powstać kościół i kla
sztor. Skądże więc taka zła opinia o tern miejscu?
Początki klasztoru i kościoła świętokrzyskiego są nieznane.
Pierwszą historyczną wzmiankę o założeniu tutaj klasztoru be
nedyktyńskiego napotykamy dopiero w kronice Boguchwała,
biskupa poznańskiego (f 1253), który założenie klasztoru na
Łysej Górze przypisał Bolesławowi Krzywoustemu (1102—1139).
Ale czy Boguchwał się nie myli? Czy przypadkiem nie pomie
szał Bolesława Krzywoustego z Bolesławem Chrobrym? Jakoż
Długosz, który dzieje kościołów w dyecezyi krakowskiej na
podstawie dokumentów kapituły krakowskiej zna tak dobrze,
jak nikt inny, który dotacye klasztoru świętokrzyskiego tak
szczegółowo przedstawia, który, jak z opisu w Lib. benef widać
Lud. Rocznik XIV.
22
— 314 —
(III. 227 i n.), starą budowlę klasztorną na własne oglądał oczy
i z ówczesnym opatem klasztoru Michałem z Lipia, którego
nazywa vir sagax et eruditus, niezawodnie w bezpośrednich
zostawał stosunkach, musiał mieć ważne po temu przyczyny,
że nie poszedł za zdaniem Boguchwała, lecz przypisał erekcyę
klasztoru świętokrzyskiego Bolesławowi Chrobremu. Udział w tej
sprawie Emeryka węgierskiego może na podstawie legendy pó
źniejszej mylnie przedstawiony, ale sam fakt erekcyi za czasów
Chrobrego zdaje się nie ulegać wątpliwości. Jest i inna jeszcze
wersya co do założenia klasztoru na Łysej Górze, godna uwagi
przez to, że pochodzi z samego klasztoru łysogórskiego.
Oto „na początku XV. wieku opat świętokrzyski, jak mnie
mać można, Jan Katarzynka, spisał po czesku o Świętym Krzyżu
dwie powieści, po raz pierwszy w przekładzie polskim 1538 dru
kowane, które później wydane także po polsku (Jocher III. 495),
przedrukował Tomasz Ujazdowski w Pamiętniku Sando
mierskim (II. 489 i 501), a które Krzysztof Warszewicki,
opuściwszy nieco, przełożył po łacinie i nieco z późniejszych
pisarzów dodawszy, pomiędzy dziełami swojemi (str. 103 — 107)
umieścił“. (Zob. X. Józef Gacki: Benedyktyński Klasztor Świę
tego Krzyża na Łysej Górze. Warszawa 1873. str. 2.). Podług
tych powieści czeskich założycielem klasztoru jest nie Bolesław
Chrobry, lecz już Dąbrówka. „Na tym też miescu (i. e. na
Łysej Górze) — czytamy w tłómaczeniu polskiem z r, 1550 —
był kościół trzech bałwanów, które zwano Ládá, Boda,
Leli, do których prości ludzie schadzali się pierwszego dniá
maiá modłę im czynić y ofiarować. Tedy Dąbrówka przerzeczona, pokaziwszy ich bożnicę, kazała zbudować kościół y po
święcić ku czci y ku chwale wielebney świętej Trójce“ (O. Kol
berg: Radomskie. I. 273. W. Jagić. Archiv f. slav. Phil. X. 528).
Te podania łysogórskiego klasztoru Długosz niezawodnie znał,
ale co do założenia klasztoru przez Dąbrówkę nie było wido
cznie dokumentów, skoro za term podaniami nie poszedł. Nie
mieli widocznie i zakonnicy sami co do tego zupełnej pewności,
skoro później sami w dziele swem: „Aquilae polono-benedictinae
facies“, wydanem koło r. 1660, idą widocznie za Długoszem
i założenie klasztoru odnoszą do r. 1006, a więc do czasów
Bolesława Chrobrego. Dotycząca wiadomość brzmi (str. 133):
„Anno 1006. Tribus famosis idolis: Lada, Boda, Leli ex
monte calvo sublatis, Crux Christi illata est, templumque San-
— 315 —
ctissimae Trinitatis cum monasterio ordinis nostri erectum
(O. Kolberg. Radomskie. 1 264), co po polsku znaczy: „Roku
1006. Po usunięciu z Łysej Góry trzech słynnych bałwanów
pogańskich stanął tam krzyż Chrystusów, wybudowano tam
bowiem świątynię Pańską pod wezwaniem Trójcy Przenajświęt
szej i klasztor dla naszego zakonu“. Klasztor benedyktyński na
Łysej Górze powstał tedy najpewniej za Bolesława Chrobrego,
ale i te powieści łysogórskie o trzech bałwanach pogańskich,
o usunięciu ich i wybudowaniu kościoła w miejscu dawnej
bożnicy pogańskiej już za czasów Mieczysława i Dąbrówki
mogą polegać na prawdzie. Boć jeżeli tam owe trzy „słynne
bałwany istotnie czczono, toć one jeszcze za Mieczysława i Dą
brówki musiały być usunięte, a w takich miejscach powstawała
azwyczaj świątynia Pańska i to niekiedy z dawnej bożnicy
przerobiona. Ta tymczasowa świątynia, obsługiwana może nawet
przez Benedyktynów, sprowadzonych z Czech (choć nie z Sazawy, jak to późniejsza legenda podaje), utrzymywana z jakichś
prowizorycznych dotacyi, przetrwała do czasów Bolesława Chro
brego, ten ją dopiero zniósł, a nową wraz z klasztorem wybu
dował. Osiedlenie się Benedyktynów na Łysej Górze na razie
może tylko w charakterze pustelników już za Mieczysława 1.
i Dąbrówki tern prawdopodobniejsze, że oni to właśnie w pier
wszych chwilach chrześcijaństwa w Polsce podejmowali pracę
misyonarską, przybywając z Korbii, z Czech i Węgier. Wszak
do tego zakonu należał św. Wojciech i brat jego Gaudenty,
Andrzej Żórawek i Benedykt męczennik, równie jak Bruno,
arcybiskup męczennik z 18 współbraćmi, który przy poparciu
Chrobrego apostołował aż do Pieczyngów. A niepodobna przy
puścić, żeby miejsce słynne bałwochwalstwem po obaleniu
w niem bałwanów pozostało bez żadnej opieki ze strony du
chowieństwa chrześcijańskiego. Dwa są prócz tego jeszcze fakta,
które bardzo żywo za tą wersyą przemawiają: wiadomość o trzech
bałwanach pogańskich, przechowana wyłącznie w tym klasztorze,
z czem w bezpośrednim związku zdaje się pozostawać założenie
kościoła pod wezwaniem św. Trójcy, tudzież ta jakaś niepe
wność co do czasu, w którym erekcya klasztoru nastąpiła.
Gdyby się to było stało nieco później, w wieku XII, np. za
Bolesława Krzywoustego, założenie tak wielkiego klasztoru nie
byłoby z pewnością poszło w niepamięć i nie mogłoby ulegać
wątpliwościom, które przecież musiały być znaczne, skoro
- 316 Długosz nie poszedł za Boguchwałem i stanowczo mówi o Chro
brym jako założycielu klasztoru.
Pozostawiając zresztą kwestyę erekcyi łysogórskiego kla
sztoru do ostatecznego załatwienia historykom z zawodu, pra
gniemy poświęcić kilka słów jedynie owym trzem bóstwom
pogańskim, których pamięć, przekazał klasztor łysogórski na
szym dziejom.
Co myśleć o tych bóstwach?
Już samo wybudowanie kościoła pod wezwaniem św.
Trójcy każę przypuszczać, że nie jest to rzecz przypadkowa,
lecz że istotnie czczono tu trzy bałwany, które po przyjęciu
chrztu starano się zastąpić stosowną prawdą nowej wiary. Ale
czy te trzy bóstwa rzeczywiście istniały? Czy przypadkiem nie
jest to jakie zmyślenie? Jeżeli zaś to nie zmyślenie, to jaki
między temi bóstwami zachodził związek, że one właśnie trzy
razem czczono, a nie inne?
O zmyśleniu nie może być mowy.
„Gardzina (wojownik) Łada“ jako bóstwo słowiańskie
znane nam dobrze z kazań kościelnych XV. wieku, jak to wy
kazał Bruckner (Lud. XIV. 65); znany nam Łada jako bóg
wojny u Polaków z Długosza, który wiadomości te czerpał nieza
wodnie z zapisków kapitulnych krakowskich, a więc ze źródła, się
gającego w odległą przeszłość, ze źródła wartości pierwszorzędnej.
Znany także Ł a d a z tradycyi ludowej polskiej i ruskiej, bo dotąd
jeszcze wspominany w pieśniach weselnych polskich i ruskich (Kol
berg: Lubelskie 1. 145, 148; 155 nr 87 i 88; 169 nr 132; 188 nr 167;
201 nr 206; 20G nr 229, 231 i 234; 207 nr 235 i 237; 213 nr 255; 219
nr 272; i 273; 220 nr 273 i 277; 225 nr 299: 237 nr 343; 244 nr
376. Chełmskie 1. 307 nr 275; 334 nr 361; 316 nr 311 i 312; 321
nr 324; 335 nr 366. Gloger. Pieśni ludu. 89 nr 184; 90 nr 190;
97 nr 230 i 99 nr 250; 100 nr 260 i 264; 102 nr 275; 104
nr 299; 129 nr 489, 492 i 497). Obok Łada mówiono w zdrob
nieniu także Ład ko lub Ładka, gdyż u Rusinów śpiewać
pieśni weselne znaczy nie tylko ładować, ale także ładkać
(Lud X. 65. XIV. 220).
Nie jest zgoła zmyśleniem i Lei, jak to wskazaliśmy
w „Olimpie“. Znamy ten wyraz z imienia bogini Dziedzyleli, którą pamięci przekazał Długosz; znamy z nazwisk ro
dowych i nazw miejscowych (Lud. XIV. 58, 71). Znamy Lei a
jako boga, którego czcili pogańscy Polacy, z historyków na-'
— 317
szych, jak Kromer, Bielski, Stryjkowski. Przechowała imię
Lei a obok Łady tradycya ludowa nasza polska w pieśniach
weselnych (Kolberg. Lubelskie 1. 219 nr 272 i 273; 220 nr 277.
Krakowskie. I. 233 nr 38. Gloger. Pieśni ludu. 72 nr 76). Prze
chował to imię i język nasz tak literacki, jak i ludowy.
Mówiąc w „Olimpie“ o Lelu i Polelu, używaliśmy form
Lei, Polel, bo są historycznie stwierdzone i językowo uza
sadnione.
• „Mieli — powiada Bielski (Kronika jego wyszła r. 1597) —
i drugie swe bogi jako Lei a i Polel a, które niektórzy rozu
mieją za Kastora i Poluxa“ (Kronika. Sanok. 1856. str. 71).
„Są, Kromer powiada, którzy Lei a i Po lei a przydają, których
słyszymy, że i tych czasów pod pijany wieczór spominają i ro
zumieją, że ci Kastorem i Poluxem są“ (Kronika Polska Mar
cina Kromera w tłómaczeniu Marcina Błażowskiego. Podług
wydania z r. 1611 wydano w Sanoku 1857. str. 94). Formę
Lei, Polel stwierdza i łacina, gdyż łaciński nominativus Le
lus i Polelus, tudzież accusativus Lelum i Polelum
wskazują, że je utworzono od polskich form Lei, Polel.
Gdy z czasem polskie nazwy Lei, Polel poczęły wy
chodzić z użycia i popadać w zapomnienie, a w łacińskich
pismach spotykano ciągle accusativus Lelum, Polelum, po
częto rozumieć, że tak po polsku brzmiały nazwy tych bóstw
i takich też form poczęto używać, mówiąc po polsku. Z dworów,
od szlachty, dostało się to do ludu i utarło się już gdzieś
w drugiej połowie XVI. wieku, jak świadczy Kronika Stryjkow
skiego (wydana 1581) i Słownik Knapskiego (f 1638), w któ
rych to dziełach fakt ten występuje już jako dokonany. Czci
liśmy, powiada Stryjkowski, także Kastora i Poluxa, „których
Lelusem i Polelusem nazywali, gdy sobie podleją, jawnie
słyszymy, kiedy Lelum i Polelum wykrzykują“ (Kronika,
wyd. warszawskie z r. 1846. str. 137—8). Stąd podziśdzień
w mowie literackiej i u ludu naszego lelum polelum, czło
wiek opieszały, leniwy, niedojda i wyrażenia: lelum pole
lum, powoli, „stoi, jak lelum polelum na górze“, „robi
lelum polelum“, ospale (Karłowicz. Słownik gwar polskich).
W ustach ludu brzmi to także lelom polelom (porów, lud.
gimnazyjom, stypendyjom, porów, font, gront, i stądto nieza
wodnie u Knapskiego lelom polelom. Nie ma zato nic
— 318 —
z tem wspólnego wyraz 1 i 1 u, którym Lasowiacy naśladują
skrzypce i śpiewają:
Lii u, 1 ilu na badylu,
Nie potrzeba smycka;
Carne ocka u dźiewcyny,
Cerwona spodnicka.
Od formy Lei, jak to już zauważyliśmy kiedyindziej
(Lud. XIV. 223), wytworzyła się forma L e 1 e j, skąd powstał
czasownik lelejać, znany już z Psałterza floryańskiego (wiek
XIV.). Ponieważ lelejano tj. wzywano boga Leleja przy po
wolnym tańcu na jego cześć, pierwotnie zapewne przed jego
posągiem czy ołtarzem, potem także na weselach, stąd lelejać
przybrało znaczenie powolnego balansowania, powolnego chwia
nia się, poruszania się (Nehring. Psałterz flor. 199. Lud. XIV.
223); stąd też 1 e 1 u m i po lei urn, człowiek powolny, leniwy,
opieszały, niedołężny (Karłowicz 1. c.); stąd nieodmienne I e 1 e
(niejako 1 e 1 u m z polską końcówką) znaczy „człowiek zniewieściały, słaby (Linde. Słownik. Karłowicz. 1. c.); stąd lelek,
człowiek roztrzepany, głupi (Karłowicz. 1. c.); stąd lelkować,
robić coś od niechcenia i lelkać, pieścić, dawniej zapewne
chodzić po weselach, chodzić w zaloty, (Karłowicz I. c.); stąd
lelak, lei A czek, lelasek, niewieściuch, pieszczoch (Kar
łowicz 1. c.).
Od formy L e 1 utworzono formę Lei es (Lud. XIV. 221 —224)
skąd *lelesać, następnie kujawskie lelejsać (pod wpływem
lelejać), pieśni pasterskie wywodzić (Lud. XIV. 112), gdyż
nie tylko weselnicy, ale widocznie i pasterze nawet po zapro
wadzeniu chrześcijaństwa długo jeszcze w pieśniach swych do
L e 1 a (Lelesa) się zwracali.
Formę Lei zdrabniano na Lelek, skąd lelek znaczy
„dyabeł“ (Karłowicz 1. c.), gdyż nazwy dawnych bóstw pogań
skich, jak Didko, J ariło, Jaraszek, Dabog, (zob. „Olimp“),
Jaryneć (Kolberg. Chełmskie 11.129, 150) stały się w czasach
chrześcijańskich nazwami djabłów.
Forma Lei, Po lei jest więc dostatecznie stwierdzoną
i uzasadnioną, ale prócz niej także forma Leli i Poleli.
Formę Leli zamiast Lei mamy, jak już wiemy, w owem
tłomaczeniu polskiem z r. 1550; „idola Loedae, Boedae et
Laell“ czytamy w rozprawie Krzysztofa Warszewickiego z roku
— 319 —
1599 (Kolberg. Radomskie. 1. 269. A. Brückner. Archiv, f. slav.
Phil, X. 381—382); „Tribus famosis idolis: Lada, Boda, Leli"
mamy w zacytowanem już dziele benedyktyńskiem, wydanem
koło 1660. A nie omyłka to bynajmniej, gdyż wyrażenie leli
poleli w znaczeniu: bez trudu, lekko, znamy już z r. 1527,
z Modlitewnika siostry Konstancyi, wydanego przez
Wł. Wisłockiego. Oto brzmienie dotyczącego zdania: „A któż
ją daremno otrzyma (chwałę żywota wiecznego) leli poleli,
nic nie cierpiąc, nic dobrego nie działając?“ (Sprawozdania Komisyi językowej Akad. Umiej, t. 111. 106. Brückner. Archiv, f. slav.
Phil. X. 381—382). Leli poleli znaczy bez trudu, lekko, gdyż
pierwotnie znaczyło to tyle, co gdyby ktoś powiedział: „To się
nie zrobi, wzywając, wołając: Leli, Poleli, lecz trzeba ko
niecznie trud podjąć. Zupełnie w podobny sposób powstało wy
rażenie dzisiejsze: Tu ci „Święty Boże“, tj. wołanie: Święty
Boże“ nie pomoże, musisz bowiem to zrobić. Forma Leli,
Pole 1 i jest więc także dostatecznie stwierdzona, a nie może
nas wcale zadziwiać, skoro wiemy (zobacz „Olimp“), że Lei to
z pochodzenia swego przymiotnik i znaczy pierwotnie wielki.
Skoro mieliśmy niegdyś rzeczownikową odmianę przymiotni
ków, podług której mówiło się wiel, tań, pewien, dober,
mąder, biał, ukrzyżowan, umęczon, pogrzebion,
a potem nastała odmiana przymiotników zaimkowa, skutkiem
której nastały formy: wieli (wielki), tani, pewny, dobry,
mądry, ukrzyżowany, umęczony, pogrzebion y, więc
też obok formy rzeczownikowej Lei, skoro ten wyraz jest
z pochodzenia przymiotnikiem, powinniśmy mieć i rzeczywiście
mamy formę Leli, formę późniejszą podług odmiany zaimkowej
Tak forma Lei, Polel, jak i Leli, Poleli, jest więc
całkiem stwierdzoną i uzasadnioną, a przytoczone powyżej fakta
historyczne i językowe wystarczają zupełnie do stwierdzenia,
że jak bóg Łada, tak i Lei czyli Leli w łysogórskich relacyach klasztornych, nie jest zgoła zmyśleniem.
Bo da (u Warszewickiego Boeda), imię trzeciego bóstwa, czczo
nego niegdyś na Łysej Górze, nieznane zupełnie tak mitologii sło
wiańskiej wogóle, jak i naszej w szczególności, jest niezawodnie prze
kręceniem imienia prawdziwego, dokonanem przez przepisywacza
starego jakiegoś dokumentu klasztornego, z którego czerpano
wiadomości o początkach klasztoru i o tych trzech bóstwach.
Ale ta okoliczność właśnie świadczy wymownie, że nie może
— 320 —
być tutaj mowy o jakiejkolwiek mistyfikacyi, bo mistyfikator,
jak podał dwa inne imiona zaczerpnięte z rzeczywistości, byłby
z pewnością nie zmyślał i trzeciego, zwłaszcza że mu przecież
musiałoby chodzić o prawdopodobieństwo, klóre jego twierdze
niu mogły nadać tylko fakta, w tym razie imiona, znane po
wszechnie wszystkim jako imiona bóstw pogańskich. Możnaby
więc mieć raczej wątpliwość co do tego, czy te bóstwa były
rzeczywiście czczone na Łysej Górze, jak co do tego, czy one wogóle istniały. Jakżeż tedy brzmiało w rzeczywistości to trzecie imię?
Skoro te bóstwa czczono razem jako osobną z pomiędzy
innych grupę, to widocznie zachodziła między niemi jakaś ścisła
łączność, wynikająca, jak to pouczają inne religie pogańskie,
grecka np. lub rzymska, zazwyczaj z pokrewieństwa. Na pod
stawie Długosza, na podstawie owego kazania anonimowego
z XV. wieku, podług którego jeszcze XV. wieku około Zielo
nych Świątek Ładę i Jeszę czczono więcej, aniżeli samego
Pana Boga (Lud XIV. 65.), tudzież na podstawie innych wska
zówek etnologicznych i językowych zaznaczyliśmy w „Olimpie“
stosunek, jaki zachodzi między Jeszą, Dziedzylelą, a Ładą.
Zaznaczyliśmy mianowicie, że Jesza, pełnem imieniem Jarowit, z przydomkiem Dziad (ojciec) i Lei (wielki) to matżonek
Dziedzy 1 el i czyli Dziedzy Leli (matki wielkiej), a Łada
inaczej Po lei, to ich syn. gdyż Po lei językowo nic innego
nie znaczy tylko „syn Lela“, podobnie jak pa rób i parobek
(zdrobnienie tamtego) oznacza pierwotnie syna roba, syna
człowieka roboczego, a pasierb, syna sierba, niewolnika.
Zamiast pa rób mówiono i porób, jak świadczą wyrażenia:
poróbca, poróbnik, poróbstwo (cudzołóstwo, a raczej
życie z niewolnicą, z kobietą niewolną, porobą). Zaznaczyliśmy
również, że skoro bóg najwyższy nazywał się Dziad, a jego
małżonka Dziedza, to małżonka ta musiała się także nazy
wać Baba, od chwili, jak zamiast wyrazu dziedza poczęto
w tern samem znaczeniu używać wyrazu baba (stara niewiasta,
babka, kobieta, żona). Wskazaliśmy zarazem, że imię takie
i w tern znaczeniu znane istotnie z mitologii słowiańskiej
(Lud XIV. 73.). „Lud w Rosyi południowej i u nas — powiada
Karłowicz w Wielkiej Encyklopedyi — nazywa ba
bami różne dawne figury kamienne, wyobrażające ludzi, a po
chodzące z czasów przeddziejowych; jeżeli ich jest dwie w po
bliżu, to jedną dziadem, a drugą babą mianuje“.
321
Wobec tego wszystkiego nie stawiamy chyba jakiejś nad
zwyczajnej hipotezy, jeżeli przypuszczamy, że owo zagadkowe
bóstwo z pomiędzy trzech czczonych na Łysej Górze, zwało
się nie Boda, lecz Baba, co mogło być napisane także Boba,
gdyż w wielu dyalektach ludowych w wyrazie baba pierwsze a
jest ścieśnione i brzmi, jak o, a tak samo brzmiało to a już
w staropolszczyznie. (Stąd Poprad brzmi u Długosza Poprod).
Przyjąwszy zaś tę hipotezę, rozumiemy doskonale kult łysogórski: czczono tam Jeszę czyli Jarowita, z przydomkami Dziad
(ojciec) i Lei (wielki), jego małżonkę Dziedzę z przydomkiem
Lela (wielka), skąd złożone jej imię Dziedzylela, zwaną inaczej
Baba, tudzież ich syna Ładę z przydomkiem Polek Dziedzylela
była podług Długosza „boginią małżeństwa i do niej się mo
dlono o liczne w synach i córkach potomstwo“: była więc
z Jarowitem tak samo, jak grecka Hera z Jowiszem, opiekunką
związku małżeńskiego. Lei zaś i Polel musieli słynąć jako
wzory miłości rodzinnej i ładu społecznego, skoro w śpie
wach weselnych imię ich jako przyśpiew przechowało się po
dziśdzień.
Jak wspólność kultu Jeszy i Łady wyraźnie zaznacza owo
kazanie anonimowe z XV. wieku, tak widać to samo z owego
wyrażenia leli poleli z początku XVI. wieku i tak się ta rzecz
przechowała podziśdzień w śpiewach weselnych. Łady pod nazwą
Polel nie znamy ze śpiewów weselnych, ale sam Lei lub Łada,
tudzież Lei w połączeniu z Ładą napotyka się dość często. Oto
kilka przykładów z Kolberga:
1. Sam Łada:
Nie frasujcie się, matuniu,
Jutro rano przyjedziemy,
Waszą szkodę naprawiemy.
Łado, Łado!
(Lubek 1. 148).
1. Czy mgła, czy woda
Pod wieś podbiegła?
O Łado, Łado, Łado, Łado!
2. Ni mgła ni woda
Pod wieś podbiegła.
O Łado, Łado, Łado, Łado!
- 322 —
3. Jasiowe bojary
Pod wieś podjechali.
O Łado, Łado, Łado, Łado.
(Lubei. I. 155 nr 87).
Hej Łado, Łado! hej Łado, Łado!
Podziękujmy staroście
Za jego ranne wstanie,
Za pyszneńkie śniadanie.
(Lubek I. 206 nr 231).
1. Hej Łado, Łado! hej Łado, Łado!
Gontami dwór pobity,
Śrybłem, złotem nakryty.
2. Hej Łado i t. d.
Około dwora ziele,
U jejmości wesele.
3. Hej Łado i t. d.
Wyszła do nas klucznica:
Pełna piwa piwnica.
4. Hej Łado i t. dMy tu stąd nie pójdziemy,
Aż piwo wypijemy.
(Lubek I. 207 nr 237).
Ej Łado, Łado! — e Łado, Łado!
Bez te lubelskie pola —
Połamały się, pokruszyły się
Pod kowalem koła.
(Lubek I. 213 nr 255).
1. Łado, Łado!
Mój perełkowy wianku,
Położę ja cię
We skrzyni na półskrzynku.
2. Łado, Łado!
A chto mi ten wianeńko rusy,
Żadnej perełki
Z wianeńka nie okrusy.
(Lubek I. 225 nr 299)
— 323 —
2. Sam Lei w formie łacińskiej Lelum, przekształconej
na L e I o m :
Stoi w oknie przeźroczystem, oj Lelom, Lelom!
Cese warkoce pozłociste,
My za tym warkocem ślubujemy,
Od złotka buciki darujemy.
(Krakowskie. I. 233. nr 38).
3. Lei i Łada: a) w formie Lelum (Lelom), Ł a d u ni
(Ładom), gdzie Ł a d u m uformowano na wzór formy łaciń
skiej Lelum:
1. W Krakowie nam wianecek wito.
Lelum, Ładum!
W Sandomierzu chusteńkę szyto.
Lelom, Ładom!
2. Wyśli do niego Sandomierzanie, L. Ł.
Oj co wieziecie, panowie Turczanie? L. Ł.
3. Oj wieziemy my wielgie dary. L. Ł.
Oj wianecek to ruciany. L. Ł.
4. Od kogoż to, do kogoż to? L. Ł.
Od Pana Jezusa, do pana Jendrusia. L. Ł.
5. Gadaj dziewosłąb za mem wiankiem śmiele L Ł.
Żeby nie było wymówiska wiele L Ł.
6. A oddajcież go, a jak najpręcej. L. Ł.
Żeby nie było żalu więcej. L. Ł.
(Lubel. 1. 219 nr 272)
Rozplitaj, bracie, a nie targaj Lelum, Ładum!
Wypleciesz sobie bity talar. Lelum, Ładum!
Rozplitaj, bracie rodzony (v. choć nie rodzony). Lelum, Ładum!
Wypleciesz sobie talar czerwony. Lelum, Ładum!
(Lubel 1. 220 nr 277).
— 324 —
b) w formie Lelum, Ładom:
1. Oj we Lwowie nam wianecek wito
.
Lelum, Ladom!
A w Krakowie chusteckę syto.
Lelum, Ladom!
2. W Sandomierzu go dowijano.
Lelum, Ladom!
Do Turczyny się z nim pytano.
Lelum, Ladom!
3. A wyśli do niego Sandomierzanie.
Lelum, Ladom!
Co to wieziecie, panowie Turczanie?
Lelum, Ladom!
t. d.
(Lubel. I. 219 nr 273)
Rzecz ogromnie ciekawa, że zamiast L e 1 (Lelum) w po
łączeniu z Ładą, napotykamy w przyśpiewach Wiel (Wielom),
rzecz ogromnie ciekawa przez to, że, jak to wskazaliśmy już
kiedyindziej (Lud XIV. 221—224), lel(i) znaczy tyle, co wiel(i),
skąd wielki, i że w Czechach i na Rusi zamiast L e 1 mówiono
Weles, co pochodzi od wiel (i). Oto przykłady:
Oj idzie do nas Bóg prawdziwy.
Wielom, Lado!
Oj Bóg prawdziwy, sędzia sprawiedliwy.
Wielom, Lado!
(Lubel. I. 220 nr 274).
Oj śratajze nas, moja matulu!
Wielom, Lado!
Niech cię Bóg śrataje, co dolą rozdaje!
Wielom, Lado!
(Lubel. I. 221 nr 279).
Jakkolwiek więc nie wiemy na pewne, w jakiej formie
i czy już za czasów Dąbrówki i Mieczysława po skruszeniu
— 325 —
bałwanów krzyż święty na Łysej Górze zatknięto, to jednak
nie może ulegać wątpliwości, że walka z „djabłami“, które tam
niegdyś cześć odbierały, musiała trwać długo, skoro jeszcze
za czasów Długosza żali się anonimowy kaznodzieja, że koło
Zielonych Świątek ludzie czczą Jeszę i Ładę bardziej,
aniżeli samego Boga; i długo jeszcze, widać, czarowników
wszelkich ¡ czarownice posądzano o związki z „łysogórskimi
djabłami“, skoro ta Łysa Góra, niegdyś mazurski Olimp, takiej
nabrała sławy, o jakiej wspomnieliśmy na początku.
S. Matusiak.
