12bc37984070e6615ccef8d78d975a3f.pdf

Media

Part of Polski Olimp podług Długosza / Lud, 1908, t. 14

extracted text
Olimp polski podług Długosza.
WSTĘP.
W pierwszej księdze swej Hi story i tak rozpowiada Dłu­
gosz o bałwochwalstwie dawnych Polan : „Wiadomo, że Polacy
w zaraniu swych dziejów byli bałwochwalcami i czcili wielką
liczbę bogowi bogiń, jakoto: Jowisza, Marsa, Wenerę, Plutona,
Dyanę, Cererę, zaraziwszy się błędami innych ludów pogań­
skich. Nazywali zaś Jowisza w swoim języku Jeszą (Yesza),
wierząc, że od niego jako najwyższego boga wszystkie dobra
doczesne i wypadki tak pomyślne jako i przeciwne pochodzą;
jemu też przed innymi bogami większą cześć oddawali i czę­
stsze składali obiaty (ofiary). Marsa, którego zmyślenia poetów
zrobiły bogiem wojny, nazywali Ładą (Lyada). Modlili się do
niego o odwagę i zwycięstwa nad nieprzyjaciółmi, czcząc go
nader dzikimi obrzędami. Wenerę nazywali Dziedzylelą
(Dzydzilelya), którą uważając za boginię małżeństwa, błagali
o użyczenie licznego w synach i córkach potomstwa. Pluto
u nich nazywał się Niega (Nya). Tego mieli za stróża piekieł
i zachowawcę dusz po ich wyjściu z ciała ; błagali go zatem, ażeby
po śmierci zaprowadził ich do lepszych siedlisk podziemnego
świata. Wybudowali mu też najpierwszą w Gnieźnie świątynię,
do której się ze wszystkich stron zgromadzali. Także posągowi

— 20
Dyany, którą przesądem pogańskim wyobrażali sobie jako nie­
wiastę i dziewicę, mężatki i dziewice składały wieńce w ofierze.
Cererę czcili ziemianie i rolnicy, którzy w zawody składali na
jej cześć obiaty ze zboża i ziarna. Mieli też za boga porę po­
godną, którego zwali Pogodą, niby dawcę pogodnego czasu.
Nie mniej bożka życia, którego nazywali Żywą (Zywye). A po­
nieważ państwo Lechitów założone było w kraju rozległymi
przerosłym lasami i gajami, o których starożytni mniemali, ja­
koby były mieszkaniem i krainą panowania Dyany; Cererę zaś
wyobrażali sobie jakoby matkę i boginią urodzajów polnych,
których kraj potrzebował; przeto Dyana, w ich języku Dziewaną (Dzewana), a Ceres Ma rżaną (Marzyana) zwana, w oso­
bliwszej u nich były czci i poszanowaniu. Tym to bogom i bo­
giniom budowali Polacy świątynie, posągi, ustanawiali kapła­
nów i rozmaite obrzędy, poświęcali gaje w miejscach celniej­
szych i ludniejszych do oddawania im czci i pokłonów. Poustanawiali również uroczystości z obiatami, na które zgromadzający
się mężczyźni i kobiety wraz z dziećmi składali bogom swym
ofiary z trzód i bydła, a niekiedy z ludzi, pojmanych w bi­
twie. Wierzyli także, że liczne ich bożyszcza krajowe dają się
przebłagać wylewaniem ofiar. Na cześć tych bóstw były też w pe­
wnych porach roku ustanowione igrzyska (zabawy), na które
zwoływano do miast lud obojej płci z siół i osad. Igrzyska
te obchodzili rozpustnie śpiewaniem i rozwiązłymi ruchami,
niekiedy klaskaniem i wykręcaniem się lubieżnem i inną swa­
wolą w pieśniach, igraszkach i sprośnych uczynkach, przyczem
wzywali pomienione bóstwa przyjętym zwyczajem. Obrządki ta­
kowe i niektóre ich zabytki lubo od pięciuset lat, jak wiadomo
Polacy wiarę chrześcijańską przyjęli, aż do dżisiejszzch czasów
powtarzają corocznie w dni Zielonych Świątek, przypominając
bałwochwalstwo pogańskie igrzyskiem, zwanem w ich języku
Stado, ponieważ na nie zbierają się gromady ludzi, którzy
podzieleni na stada czyli rzesze szaleńców i rozkoszników radzi
obchodzą one świątki godowaniem i swobodnymi wczasy ').
(Constat autem Polonos ab initio suae orginis idolatrasexstitisse et pluritatem deorum et dearum, videlicet Jovem, Martern, Venerem, Plutonem, Dianam et Cererem, caeterarum gen-

*) Hist. Długosza w wydaniu Przeździeckiego I. 47—48:

-’21 —
tium et nationum errore lapsos, credidisse, coluisseque. Appellabant autem Jovem Yeszam lingua sua; a quo velut deorum
summo omnia temporalia bona et omnes tam adversos quam
felices successus sibi credebant praestari, cui prae caeteris deitatibus amplior impendebatur honos, frequentioribus colebatur
sacris. Martem vocabant Lyadam, quem praesulem et deum
belli poetarum figmenta pronuntiant. Triumphos de hostibus et
ánimos feroces ab illo sibi precabantur conferri, asperima illum
placantes cultura. Venerem nuncupant Dzydzilelya, quam
nuptiarum deam existimantes, prolis foecunditatem et filiorum
ñique filiarum ab ea deposcebant numerositatem donari. Pluto­
nem cognominabant Nya, quem inferorum deum et animarum,
dum corpora linqunt, servatorem et custodem opinabantur, postulabant se ab eo post mortem in meliores inferni sedes deduci
et illi delubrum primarium in Gnesnensi civitate, ad quod ex
Omnibus locis fiebant congressus, fabricarunt. Dianae quoque
quae superstitione gentili femina et virgo existimabatur, a matronis et virginibus serta simulacro suo offerebantur. Ceres
a colonis et agriculturam exercentibus, frumentorum grana sa­
cris certatim ingerentibus colebatur. Habebatur et apud illos
pro deo Temperies, quem sua lingua appellabant Pogoda,
quasi bonae aurae largitor; item deus vitae, quem vocabant
Zywye. Et quoniam imperium Lechitarum in regione vastissimas silvas et nemora continente fundan' contigerat, quos Dianam a veteribus inhabitare et illorum nactam esse imperium
proditum fuerat, Ceres autem mater et dea frugum, quarum saíione regio indigebat, fingebatur : Diana lingua eorum D ze wa­
tt a et Ceres Marzyana vocatae, apud illos in praecipno cultu et veneratione habitae sunt. His autem diis, deabusque a Polonis delubra, simulacra, flamines et sacra instituía, atque luci
et in praecipuis frequentioribus locis sacra et venerado habita,
solennitates cum sacrificiis instituae, ad quas mares .et feminae
cum parvulis convenientes, diis suis victimas et hostias de pecoribus et pecudibus, nonnunquam de hominibus in proelio captis
offerebant, qui confusam ac popularem deoram placandam multitudinem libaminibus credebant; in eorumque honorem ludi
certis anni temporibus decreti et instaurad, ad quos peragendos
multitudo utriusque sexus ex vicis et coloniis in urbes conve­
rtiré pro diebus institutis iussa, ludos huiusmodi impudicis lascivisque decantationibus et gestibus, manuumque plausu et delicata

— 22 —

fractura, caeterisque venereis cautibus, plansibus et actibus, déos
deasque praefatas repetitis invocando observationibus depromebant. Horum ludorum ritum et nonnullas eorum reliquias Polonos, quamvis ab annis quingentis Christianitatis cultum con­
stat professos, usque ad praesentia témpora annis singulis in
Pentecostés diebus repetere et veterum superstionum suarum
gentilium annuali ludo, qui indiomate eorum Stado id est
grex appellabatur, quod greges hominum ad ilium peragendum
conveniant et in cuneos seu greges divisi ilium tumidi ingenii
et seditiosi, in voluptates, segnitiem et comessationes proni,
peragunt, meminisse ) ’)
Wszystko to wiadmości bardzo ciekawe i ważne, a tern
cenniejsze, że jak niebawem zobaczymy, zaczerpnięte z jakiegoś
dawnego pisma i oparte, jeżeli nie na bezpośredniej znajomo­
ści rzeczy, to na podaniach, fałszem jeszcze niezamąconych.
Ale choć to rzeczy tak ciekawe i ważne, nie zbadaliśmy ich
dotąd naukowo i nie poznali, jak należało, rzeczywistej ich war­
tości. Byłbym wielce szczęśliwy, gdybym dał do tej pracy szczę­
śliwy początek, bo nie sądzę, żeby ją można było od jednego
załatwić zamachu.

I. Jesza.
1, Imię bóstwa. Czem Jowisz u Rzymian, tern podług
Długosza był u Polaków Jesza. Czy tak rzeczywiście należy
czytać to imię? Wstyd naprawdę, że dotąd nikt z nas nawet
sobie nie zadał na seryo tego pytania, a cóż dopiero mówić
o jego rozwiązaniu. Piszemy zdawien dawna wszyscy i mówimy
o jakimś Jessem i ani nam na myśl nie przychodzi zapytać,
czy u Długosza imię to brzmi tak rzeczywiście, czy nie, czy bó­
stwo słowiańskie mogło mieć takie imię, czy nie; czy było
znane tylko u nas, czy i gdzieindziej? Takie i tym podobne py­
tania nie zamąciły ani na chwilę błogiego na tern polu, jak na
wielu innych, kwietyzmu polskiego. W takich razach zwykli nas
wyręczać cudzoziemcy, ale w tym wypadku nie dopisali i ucze­
ni zagraniczni, więc dalej nie wiemy, jak się nasz polski Jowisz
nazywał.
') Ed. Pauli et Przezdziecki. I. 47—48.

— 23
Aby na to pytanie odpowiedzieć, trzeba najpierw zaglą­
dnąć do autografu Długoszowego i zobaczyć, co tam jest. Tam
mamy najwyraźniej i najoczywiściej J esza (Yesza) i to powinno
wystarczyć, kodeks Rozrażewskiego podaje J e s s a, ale to tylko
różnica pisowni, nie brzmienia lub formy, a tę samą formę
mamy i u Kromera i u Stryjkowskiego. Dopiero w dobromilskiem wydaniu Długosza znajdujemy w 4 przyp. J e ss e m
niejessam, co wobec tego wszystkiego musimy uznać za wtręt
późniejszy, nie za Długoszowe nazwanie bóstwa. Jest tedy rze­
czą najzupełniej pewną, że imię to u Długosza kończyło się
w pierwszym przypadku na a, a więc brzmiało Jesza (Yesza),
nie Jesz (Jess), jak chce wydanie dobromilskie*). Co do koń­
cówki jesteśmy tedy zupełnie pewni, ale jak czytać środkową
spółgłoskę, którą Długosz sam oznaczył przez sz, a kodeks
Rozrażewskiego i wydanie dobromilskie przez ss? Gdyby tu
miało być samo s, t. j., gdyby imię brzmiało Jesa, nie Jesza,
to niezawodnie nie mielibyśmy u Długosza sz, w kodeksie Roz­
rażewskiego i wyd. dobromil. ss, lecz tu i tam po prostu s.
jednakże kwestyę tę rozstrzygnąć może stanowczo tylko obja­
śnienie nazwy tak ze względu na formę, jak i na pochodzenie.
Kto choć cokolwiek obeznany z formacyą imion słowiań­
skich, a w szczególności polskich, ten ani na chwilę nie może
być w wątpliwości co do brzmienia tego nazwania. Jak mamy
Stach i Stacha (Stanisław-a) obok Stasz (skąd Staszów)
i Stasz a (bo przy imionach osobowych formie męskiej odpo­
wiada równorzędna żeńska); jak mamy Rach i Racha (— Radosław-a) obok Rasz (skąd Raszowce) i Rasza (skąd słynny
Raszyn); jak mamy Niech i Niecha (= Niegosław) obok
Niesz i Ni esza (skąd Nieszów); jak mamy Łach (z Łada=
Ładomir) obok Łasz i Łasza (skąd Łaszów i Łaszyn); jak
mamy Koch (skąd Kochow, Kochowski) obok Kosz, (skąd
Koszewski, u Czechów Koszov) i Kochan, (skąd Kochanów
i Kochanowski) obok Koszan(skąd Koszanowa); tak musieliśmy miećjech i Jecha, obok Jesz i Jesza2). Moglibyśmy
*) Z dobromilskiej formy 4 przypadka J e s s e m a może jeszcze
z czego innego wydedukowano błędnie 1 przypadek Jesse, którą to
formę najczęściej bezmyślnie powtarzamy.
!) Podobnie rzecz się ma i w innych językach słowiańskich. W czeszczyźnie np. mamy Staś i Staśa, (= Stanisław) Vaś i Vaśa (= Vaclav)
i tak dalej.

— 24 —przypuścić także formy Jeś i J e s i a, jak mamy Staś i Sta­
sia; jak mamy Łaś i Łasi a (skąd Łasiów), ale formacye
na ś są późniejsze ’) i brać ich tutaj w rachubę nie można.
Pewną więc pod każdym względem jest forma Jesz a.
Jest to imię w formie żeńskiej, ale oznacza osobę męską, po­
dobnie jak Żyra (1065) = Żyrosław; jak Że ruch a (1136) =
Żerosław, jak Boguła (1136) = Bogusław; jak Ni eg a
= Niegosław, skąd Nieżyn; jak Bogu ta (1260) = Bogusław;
jak Zawisza (1264) = Zawid; jak Ziemięta (1271)
— Ziemisław); jak Jer o ta (1236) = Jarota = Jarosław; jak
N i e m i e r a (1257) i t. d. 2).
Forma Je sza jest tedy jako forma pewną i jasną, ale
z czego wywinęła się ta forma i co to znaczy ?
Na podstawie analogii takich imion, jak Stach—Stasz
Stasza, Rach — Rasz — Rasza, Niech — Niesz —
Niesza, Łach — Łasz — Łasza wykombinowaliśmy
formy Jech — Jesz — Jesza i widzimy, że to skrócenie
imienia tak samo, jak S t a c h — Stasz — Stasza i t. p.,
ale kiedy wiemy z całą pewnością, jaki jest początek form tam­
tych, kiedy wiemy, że Stach — Stasz — Stasza jest skró­
ceniem imienia Stanisław, że Rach — Rasz — Rasza
to skrócenie imienia Radosław, że Niech — Niesz —
Niesza powstało w ten sam sposób z Niegosław i t. d.:
pochodzenie form Jech — Jesz — Jesza jest nam zu­
pełnie nieznane i musi być dopiero wykryte.
Czy imię towcałości nie brzmiało przypadkiem Jas ny? Tak
niegdyś przypuszczano, choć nie wiedziano, jak od Jasny dojść do
formy Jesse, którą bezkrytycznie przyjęto za właściwą. Zapoznaw­
szy się z formacyą imion słowiańskich, a w szczególności polskich,
wiedziałem dobrze, że forma Jesse, wydedukowana z Akkusatywu Jessem, czy w inny sposób, jest rażącem naukowem
głupstwem, które utrzymać się mogło w spokoju przez tak
długi czas tylko dzięki naszej najzupełniejszej ignorancyi w za­
kresie imionoznawstwa słowiańskiego; wiedziałem także, że
imię to w 1 przypadku nie mogło brzmieć inaczej tylko Jesz,
że zatem Jessem należy czytać Jeszem i nie samo m, ale

*) Miklosich. Vergl. Gram. II. 319.
’) Zobacz Baudouin de Courtenay. O drewnie polskom jazykie.

— 25 —
ern brać za końcówkę 4 przypadka; przekonałem się w końcu,
że imię to u Długosza brzmiało Jesz a ¡poznawszy to wszyst­
ko i zdawszy sobie należycie sprawę z brzmienia form tego
imienia, pozostawałem jeszcze przez długi czas mimo to wszy­
stko przy etymologii jasny, jakkolwiek nieco inaczej i grun­
towniej pojętej. Widząc mianowicie, że starodawne imiona sło­
wiańskie tak bogów, jak i ludzi, są zazwyczaj złożone: dość
przypomnieć takie, jak Świętowit, Radegost, Ziemowit,
Ziemomysł, Mścisław, Gniewomir:a jeżeli nie są złożone,
to zazwyczaj powstały przez skrócenie dla zgrubienia lub zdro­
bnienia tamtych, jak pouczają formy: Stach, Stasz, Stasza, StaStaszek, Stan, Stanek i t. p. powstałe ze Stanisław; Rach, Rasz,
Rasza, Raszek, Rad, Radek, Radon, Radoń, Radoch, Ra­
dosz, Radota, Radzięta i t. p. z Radosław; Mir, Mirek, Miroch,
Mirosz, Mirota, Miroń, Mirzęta i t. p. z Mirosław; Msta, Mściej,
Mstwa, Miestwa, Miestwin, Mścich, Mścisz, Mszczuj, Mstek i t. p.
z Mścisław : widząc to, jak powiadam, przypuszczałem, że imię
tego jakiegoś Jeszy nie w skróceniu, ale w całości, brzmieć
musiało nie Jasny wprawdzie, ale wyraz jasny mógł wcho­
dzić wskład imienia jako jego pierwsza część, a drugą mogło
być np. w i t, jak mamy w imieniu Świętowit: imię Jeszy
mogło zatem brzmieć w całości Jasnowit. Czy jednak za
pełne imię weźmiemy Jasny, czy Jasnowit, będziemy mieli
w skróceniu J a c h, Jasz, Jasza, aztego J e c h, Jesz,
J e s z a, bo przed ch musi miękkie a podług praw naszego ję­
zyka, zmienić się na e, a tak samo przed każdą miękką
spółgłoską, jaką tutaj jest sz. Jak więc mówimy jechać nie je­
chać, warzecha nie warzacha, pociecha nie pociacha, strzecha
nie strzacha; tak musimy mówić Jech nie Jach. Jak mówimy
jasny, ale jesień; wiara, ale wierzyć; miara, ale mierzyć; miano,
ale mienić; wiano, ale wieniec: tak musimy mówić i Jesz, Jesza zamiast Jasz, Jasza. W Jasny i Jasnowit jast a, bo po niem
następuje spółgłoska twarda s, Jach zaś musi się zmienić na
Jech, gdyż przed ch nie może być miękkiego a; tak samo sa­
mogłoska a musi w Jasz, Jasza zmienić się na e, bo miękkie
a nie może podług praw języka polskiego stać przed spółgłos­
ką miękką. Okazuje się z tego całkiem jasno i pewnie, że imię
Jech, Jesz, Je sza mogłoby być skróceniem imienia Jasny
czy J a s n o w i t.

— 26 —
Doszedłszy do tego wniosku, mniemałem, że uczyniłem
dla rzeczy niemało, bo jakkolwiek pomysł, że imię to opiera
się na wyrazie jasny, nie był mój, to jednakże stwierdzenie,
że imię to nie mogło inaczej brzmieć tylko Jesz i Je sza,
że zatem powtarzamy ciągle Jesse jest głupstwem, które po­
winno zaginąć raz na zawsze „w niepamięci piasku“: wydało
się nam cenną zdobyczą naukową, tern cenniejszą, że w tych
rzeczach o jakąkolwiek prawdziwą zdobycz naukową tak bar­
dzo trudno.
Ale niebawem pojawił się „rak wątpliwości“ i począł ni­
szczyć dopiero co stworzone dzieło. Samo brzmienie imienia
Jesz, Jesza jest pewne, ale czy to J e s z, J e s z a nie może
pochodzić także od czego innego, tylko wyłącznie i jedynie od
JasnylubJasnowit? Wszak mieliśmy prastare imię J ac z y m i rJ) od J a k w znaczeniu potężny, silny, które skracano na
Jak (1222), Jaksa (1200), J a k s o ń (1177), Jakta, Jaktor
(1273), Ja kot a, J a k i e sz i t. d., a które może być także
skrócone na Jesz, Jesza, podobnie jak Jasny lub Jasnowit. Wszak były także imiona Jarosław, Jaropełk, Ja­
romir, Jarognie w, Jarolub, a te w skróceniu mogą
również brzmieć Jesz, Jesza na tych samych zasadach i pra­
wach naszego języka, co Jasny lub J a s n o w i t. Skądże
więc pewność, że Jowisz polski zwał się pełnem imieniem rze­
czywiście Jasny lub Jasnowit, a nie Jaczymir, Ja­
rosław, Jaromir, Jaropełk, Jarognie w, albo Ja­
rolub?
A więc słaba strona wywodu tkwi w tern, że trzeba wy­
bierać z pomiędzy wielu możliwości. Ale skoro już tak jest, że
trzeba wybierać z pomiędzy wielu możliwości, to naturalnie
musimy wybrać tę, która jest najbardziej możliwą.
Z tego zaś stanowiska patrząc na rzecz, trzeba powiedzieć
że imię boga Jesz, J e s z a nie może pochodzić od Jasny,
Jasnowit, bo takich imion boskich, czy ludzkich nie zna
wcale nomenklatura słowiańska, a skoro takich imion nie było,
to nie może być wcale i ich skróceń. Wywód zatem imienia
boga Jesz, J esza od niebywałych imion Jasny lub J as n o w i t musi odpaść niepowrotnie, raz na zawsze. Na tej sa-

*) Stąd nazwa miasteczka w Galicyi Jaćmierz.

— 27
mej podstawie musi także odpaść etymologia odj Jaczymir,
Jaromir, Jarolub, bo wprawdzie takie imiona ludzkie
istniały i niektóre z nich używają się jeczcze podziśdzień, ale
kto, kiedy i gdzie słyszał o takich imionach boskichPA skoro
takich imion boskich u Słowian nie było, to jakże imię bo­
skie Jesz, Jesza może od nich pochodzić ? Rzecz oczywista,
że nie, ale z pewnem zastrzeżeniem. Zastrzeżenie to musimy
uczynić, bo wprawdzie mitologia słowiańska nie zna wcale ani
boga Jaczymir a, ani Jarosława, Jaromira, Jarogniewa, Jaropełka czy J a r ol u b a, ale Dalmatyńcy mieliboga, który się nazywał Jara1), na Rusi zaś podziśdzień znany
jest bóg Jariło2), a wskróceniu polskiem imiona te (ró­
żniące się między sobą tylko przyrostkiem) na zasadach już wyłuszczonych brzmiałyby Jesza. Odkrycie to ogromnej dla nas
wagi, bo skoro imię Jesza może być skróceniem imienia
Jara, Jariło, a imię to znane jest historycznie jako imię
boga słowiańskiego, to wniosek stąd prosty, że imię Jesza jest
niczem innem tylko skróceniem imienia Jara, Jariło a w każdym
razie możliwość tę musimy przyjąć z pomiędzy wszystkich in­
nych za najbliższą prawdy. Wobec tego należy imię Jara, Ja­
riło poddać szczegółowemu badaniu.
A więc cóż to jest Jara?
Jara to imię męskie z końcówką żeńską, podobnie jak
Jesza; w męskim rodzaju brzmiałoby J a r, a temu odpowia­
dałoby skrócenie męskie Jesz. Jest to zatem ten sam wyraz,
który tkwi w imionach osób: Jarosław, Jaromir, Jarogniew,
Jarolub, Jaropełk. I jak imiona: Ja ryj (u Rosyan), Jara u Cze­
chów), Jarek, Jaracz, Jaryg a, Jaroszi t. p. (u Pola­
ków i innych Słowian)3) są skróceniami tamtych imion osobo­
wych, tak ten boski Jara jest skróceniem jakiegoś pełniejszego
imienia boskiego, które dopiero wykryć musimy.
Szukając imion, złożonych z wyrazem j a r, spotkaliśmy
takie, jak Jerosław (1175) = Jarosław, jak Jerota (1236) = Ja-

') J. S. Bandtkie. Dzieje nar. pol. 1820. II. 58.
!) Krek Q. Einleitung in die slav. Literaturgeschichte 415. Dr. Mächal H. Näkres slovanskeho bäjeslowi. 203—204.
3) Fr. Miklosich. Die Bildung der slav. Personennamen. 329.

— 28 —
rpta *). Formy te umieliśmy sobie wytłumaczyć, gdyż jak obok
jarzyć się — mówiło się — jerzyć się, a obok Jarosław nie­
zawodnie także Jerzysław i Jarzyslaw 2): tak obok form Jaro­
sław i Jarota musiały się pojawić formy Jerosław i Jerota.
Podobnie mamy w staropolszczyźnie: jechać obok jachać, powiedam i powiadam, obieta i obiata, podobnie i dzisiaj mówi­
my : w gnieździe i w gniaździe, w ciaście i cieście, w niewieście
i niewiaście. Mieliśmy też, jak niebawem zobaczymy, obok for­
my Jesza i formę Jasza. Rzeczy to znane i jasne. Uderzyło nas
niebawem co innego.
Oto w Rocznikach kwedlinburskich wyczytali­
śmy pod rokiem 1013 i 1034 imię Germirus i Geromirus, imię znane nam dobrze z różnych stron, bo tak się na­
zywał brat Uldarika, króla czeskiego, znany i naszemu Bole­
sławowi Chrobremu3). Imię to brzmiało w rzeczywistości Ja­
romir i Jeromir, podobnie jak Jarosław i Jarota obok Jero­
sław i Jerota. A dlaczegóż pisano Germirus, Geromirus ? Oto
dlatego, że w wiekach średnich nie miano litery na wyrażenie
j i zamiast niego używano często znaku g. Weszło to w zwy­
czaj u Niemców, przeszło następnie do Czech i do Polski.
Czesi jeszcze w pierwszej połowie XIX. wieku używali po­
wszechnie g zamiast j i pisali ga, gest, giny, gakovy, bagka
i t. d. zamiast ja, jest, jiny, jakovy, bajka. Ponieważ g spełnia­
ło przytem swoją własną funkcyę, więc czy w pewnym wyrazie
należało g czytać jak g, czy jak /, wskazywała znajomość ję­
zyka. Kto więc umiał po polsku, ten wiedział, jak przeczytać
gechacz (jechać), Gan (Jan), gak (jak), ale skoro trzeba było
przeczytać wyraz obcy, np. generał, geografia, logika, ewangelia,
wigilia, angioł, to znający pochodzenie i znaczenie tych wyra­
zów czytał je, jak są napisane, nieświadomy zaś rzeczy czytał
także jenerał, jeografia, loika, ewanielia, wilia, anioł i stąd wła­
śnie znalazły się w naszym języku takie formy.
Pisownia zatem Germirus, Geromirus, zamiast Jermirus,
Jeromirus, nie przedstawiała dla nas nic nowego, ani dziwnego,
*) Jeroslao (1200), Hieroslaus (1175’, Jeroslao (1250), Jeroslao
(1294), Jeroslaum (1296), Jerota (1236). Podobnie namy Jeszko (1282) =
Jaśko, Jenik (1293) = Janik.
!) Porów. Jaroslao 1296. Bandouin 1. c.
■) Bielowski. Monumenta 11. 755., 770.

— 29 —
ale nam przypomniała boga Gero wita, któremu, jak to wia­
domo z żywotów Ottona bamberskiego, apostoła Pomorza,
oddawano cześć boską w Wolgoszczu u Lutyków za Odrą ‘).
Deus Gerowitus tych żywotów to oczywiście Jerowit,
inaczej Jarowit. 1 teraz już nie trzeba dowodzić, jak w ca­
łości brzmiało imię dalmatyńskiego Jary, albo ruskiego J ariły lub naszego Jeśzy. Nie inaczej, tylko Jarowit, nie
inaczej nie tylko dlatego, że z Jarowit całkiem regularnie
powstają skrócenia Jara, J ariło, J esz, J e sza, ale i dla­
tego, że z pomiędzy wszystkich możliwości etymologicznych ta
właśnie najbliższą jest prawdy, a najbliższą prawdy, gdyż boga
tego właśnie nazwania, a nie innego, historycznie znamy i to
czczonego u ludu najbliższego nam, jak wiadomo, krwią, języ­
kiem i siedzibą. Co jako bóstwo było czczone tuż za Odrą, to
mogło być czczone w całej Slowiańszczyźnie, cóż dopiero
w Polsce; jakoż ruski J a r i ł o i dalmatyński Jara tego do­
wodzą.
Zeusa, Herę, Atenę, Neptuna, Plutona, Aresa, Apolina,
Hefajstosa, Afrodytę, znają wszystkie plemiona greckie, dlaczegóżby te wybitniejsze bóstwa, które czcili najbliżsi krewniacy
polscy za Odrą, nie miały być przedmiotem czci u Polan nad
Wartą?! Jeżeli więc Długosz podaje, że czciliśmy jako najwyż­
szego boga Jeszę, a imię to, jak nas poucza językoznawstwo,
jest identyczne z imieniem Jarowit i od czego innego nie
pochodzi, bo nie znamy innego imienia bóstwa słowiańskiego,
którego Jesz a mógłby być skróceniem, to musimy przyjąć za
pewnik, że nasz Jesz a, podobnie jak ruski Jariło, dalma­
tyński Jara, zwał się pełnem imieniem Jarowit.
Czy Długosz miał świadomość tego faktu ? Z pewnością
nie, bo gdyby tak, byłby niewątpliwie nie zaniedbał imienia te­
go objaśnić, powiedzieć, że Jesza to Jarowit. Tego nie czy­
ni, bo widocznie imienia nie rozumie, podobnie jak nierozumie
i niektórych innych imion bóstw, które potomności przekazuje.
(1 w tern tkwi wielka doniosłość jego wiadomości!) Napisał,
jak odczytał ze źródła, na którem się opierał, a co to znaczy,
nie objaśniał, bo sam nie wiedział, co o tern powiedzieć. Gdybyśmy się zaś zapytali, jakim sposobem źródła historyczne przy-

’) Bielowski. 1. c. II. 50-51, 104-107.

30 —
szły do formy J e s z a, to na to pytanie ta jedna tylko może
być odpowiedź: Gdyby była przeszłość nasza pogańska prze­
kazała źródłom historycznym imię tego bóstwa w formie J arowit, nikomu nie byłoby potem przyszło na myśl przera­
biać tego na J e s z a, zwłaszcza, że nie byłby wiedział, że imię
to takie właśnie może przybrać brzmienie. A skoro tak, to nie
ma wątpliwości, że imię J e s z a przekazało źródłom dziejowym
wprost nasze pogaństwo, zaczem przemawia zresztą doniosłym
głosem sama forma imienia. Jarowit, podobnie jak Stani
sław, Radosław, N i ego sław, to niejako formy urzędo­
we, do publicznego użytku przeznaczone, a formy Jech,
Jesz, Jesz a, podobnie jak: Stach, Staś z, Staś za;
Rach, Rasz, Rasza; Niech, Niesz, Niesza; to for­
my prywatne, domowe, które stwarza żywy język dla potrzeb
codziennego życia. Jeżeliby wolno było małe rzeczy zestawiać
z wielkiemi, to powiedzielibyśmy, że i dzisiaj ma się rzecz tak
samo nawet z imionami świętemi. Imię Jezus jest formą’nie­
jako urzędową, publiczną, ale obok tego mamy i domowe,
prywatne, jak Je sus ek, Jezuś, Jezusienek. Sama więc
forma J e s z a mówi za siebie, że ją stworzył nie kronikarski
pomysł, ale żywy język dla potrzeb codziennego życia, a więc
wtedy, kiedy to imię byto aktualnem, że zatem pochodzi z cza­
sów naszego pogaństwa i należy do najstarszych imion polskich,
do imion, które ze czcią wymawiał nie tylko Mieszko 1., ale
i Piast i Popiel. Powiadamy wyraźnie, że to imię polskie, a po­
wiadamy tak nie tylko dlatego, że Jeszę uważa Długosz wy
raźnie za najwyższego boga u Polaków w czasach pogańskie
i że takiego skrócenia imienia Jarowit niema gdzieindziej
prócz Polski, ale i dlatego, że skrócenie to uformowane podług
praw naszego języka i rzeczywiście nie inaczej, tylko tak mog o
brzmieć w ustach naszych przodków.
.
Czy nie znaliśmy jeszcze innych skróceń tego imienia.
Mieliśmy ich bezwątpienia wiele, ale doszły nas pewne ślady
tylko niektórych.
Zauważyliśmy już wyżej, że obok formy Jesza możliwa
była w starópolszczyźnie i forma Jasza Ta ostatnia, rozsze­
rzona zapomocą przyrostka en, zwyczajnego u imion osobo­
wych 1), brzmiałaby po polsku J a s z o n , po czesku zaś J ai) Miklosich. Die Bildung etc. 222.

-31 —
s z e n. A cóż znajdujemy u Stredowskiego? Oto czytamy u nie­
go, że najwyższy bóg u pogańskich Morawian zwał się C h ason sive Jassen1).
Samo podobieństwo wyrazów i słowo s i v e wskazuje, że
io jedno i to samo imię, tylko w dwu odmiennych formach i
ortografiach, które to ortografie są zresztą łatwe do zrozumie­
nia. Jak one właśnie dowodzą, zaczerpnięto imiona te ze
źródeł średniowiecznych łacińskich pochodzenia germańskiego,
w których mieliśmy pierwotnie Gason sive Jassen. —
Spółgłoska G oznaczała tu J, ale następni pisarze już tego
nie wiedzieli i z niemiecka zaczęli wymawiać i pisać Kas on
(CJ lub Chason, bo wtedy Aj (C) wyrażano także zapomocą
Ch. W źródłach przykładów na to bez końca, dla nas wystar­
czy nadmienić, ze imię boga Jarowita (Garowitus) brzmi
w tych źródłach także Harowitus (Charowitus) i Karewitus 2). Wynika więc z tego, że imię Jarowita brzmiało u nas
w skróceniu nie tylko Jesz a, ale także Jas zon, po czesku
J a s z e n.
Inne znowu skrócenie przechował Nestor.
Imię J a r o w i t mogło w skróceniu brzmieć u nas także Jar,
co gdyby się dostało do ust litewskich brzmiałoby J o r s, gdyż
Litwini zwykli tam wymawiać o, gdzie my wymawiamy a i odwro­
tnie ; my mówimy: pan, batog, a oni: ponas, botagas. Jors
pisało się w źródłach germańsko-łacińskich Gors, potem
Ko rs lub C h o r s i oto, skąd się Wziął i co znaczy bóg C h ors
u Nestora.
Sprowadziły go do niego pośrednio czy bezpośrednio nie­
wątpliwie nadbałtyckie źródła germańsko-łacińskie, te same nie­
zawodnie, z których tyle innych wiadomości zaczerpnął czy to
co do pierwotnych dziejów Rusi, czy co do plemion polskich
Mieliśmy tedy i skrócenie Jar, które od nas przyjęli Lit­
wini, skrócenie, które znowu stąd w księgach (nie w ustach
narodu) powędrowało aż do Kijowa. Ale jeżeli tak, to w takim
razie Litwini, a w szczególności Prusacy, musieli cześć tego
boga przejąć z Polski i czcić go pod tym imieniem. I tak też
było w istocie.

') Stredovsky J. G. Sacra Morawiae historia 1710 str. 53.
2) Hanusch I. J. Die Wissenschaft des slav. Mythus 171-^-177.

— 32 Kronikarz Grunau, który 1521 ukończył swe dzieło,
rozpowiada, że cześć boga, którego imię brzmi u kronikarzy:
Gorcho, Korg, Gurcho, Curcho, Curche1), „prze­
jęli Prusacy od Mazurów“ 2).
Był to u nich jeden z najprzedniejszych bogów, i aposto­
łowie, nawracający Prusaków na chrześcijaństwo, mieli z nim
najwięcej kłopotu. Włada urodzajami, opiekun domów i całego
kraju. Poświęcony mu dąb, a w Szwenta mesta (Heiligen­
beil) pali się na jego cześć wieczny ogień. Jest to jakby drugi
P e r k u n a s, bóg najwyższy, nasz J a r o w i t.
Jakoż on rzeczywiście naszym jest Jaro witem, bo jak
Bolesław, Mirosław, Włodzisław, skracało się na Bolko, Mirko,
Włodko, potem Bolek, Mirek, Włodek, tak J a r o w i t skracało
się na Jarko, Jarek, co w w ustach litewskich brzmiało
Jorko, Jork, a w źródłach łacińskich, które J wyrażały za po­
mocą G, pisało się G o r k o , skąd dalsze przekręcenia niezro­
zumiałego przez Niemców wyrazu na Korg, Gurcho, Cur­
cho i t. p.
Od formy Jarko utworzyli sobie Rugijczycy za pomocą
przyrostka ona, znanego z imion własnych 3), skrócenie Jar­
ko n a.
A od imienia bóstwa poszła nazwa miejscowości zupełnie
tak, jak miejscowość Spaś od Spasa (Zbawiciela), lub S t.
Veit albo St. Gallen od św. Wita lub Galla. Nazywa się
Arkona, niejarkona, gdyż starzy Skandynawcy i pokre­
wni im mową Duńczycy, którzy tę nazwę potomności podali,
nie mieli w swym języku na początku wyrazów spółgłoski y;
więc jak j a h r, j o c h, wymawiali ar, och 4), tak nazwę J a rkona przechrzcili na Arkona. Z czego się okazuje, że arkoński Ś wi ę t o w i t jest tylko inną nazwą J a r ow i t a, a nie
inny jakiś bóg.
Dawniejsi bogowie po przyjęciu chrześcijaństwa zamienili
się w czartów, więc też na Śląsku dyablik zowie się Jar a-

’) Hartknoch M. Chr. Alt und Neues Preussen. Leipzig 1684. str.
138—140, 161, 167, 170. Thunmann-Untersuchungen 235.
2) Hartknoch 1. c. 139.
’) Miklosich. Die Bildung etc.
‘) Heyne M. Laut- und Flexionslehre der altgermanischen Dia­
lecte. 143.

— 33 —
szek1), a Jaraszek, to zdrobnienie od Jarach, jak
Staszek od Stach, a Jarach jest takiem samem zgrubie­
niem formy Jarowit, jak Stach formy Stanisław.
Skrócenie ruskie Jariło nie zdziwi nikogo, kto zna ta­
kie imiona ruskie, jak Budiło, Rad ił o, Putiło, S t an i ł o i t. p. 2).
Takie to różne skrócenia imienia Jarowit napotykamy
w rozmaitych źródłach historycznych; weźmy teraz pod roz­
wagę całe to imię.
Składa się z dwu wyrazów : z wyrazu jar i w i t, które
bardzo często napotykamy jako składniki staropolskich imion
osobowych. Wyraz j a r pojawia się tylko jako pierwsza część
imion złożonych, w i t zaś jako druga i pierwsza. Dla przykładu
dość przypomnieć choćby tylko następujące imiona: Jaromir,
Jarosław, Jarogniew, Jaropełk, Jarolub; Dobrowit, Wyszewit,
Mirowit, Ludowit, Ziemowit; Witosław, Witomir. Skróceń
zaś, opartych na jednem z tych imion, mamy całe legiony:
jarek, Jaracz, Jarycz, Jaryga (jak od Wojciech — Wojtyga), Jarosz, Jarost, Jarota, Jarotek, Jarysz, Jarusz, Jaroch,
jarocha; Wit, Witek, Witan, (serb. Vitan), Przywit (skąd
Przywitów i Przywitówka), czeskie Przi vitan i t. p.
Oba wyrazy, tak jar, jak i wit, są czysto słowiańskie
i prastare. Jak lingwiści dowodnie wykazali, nasze i wogóle
słowiańskie j a r (ogólnie słowiańskie, bo wspólne wszystkim
językom słowiańskim) — to to samo, co ćap (wiosna) i niemieckie
Jahr. U nas jar, jarz jeszcze XVI. i XVII. w. oznacza
wiosnę, a tak samo u Czechów; to samo znaczy i ruskie jar’,
to samo starosłowieńskie jan., to samo greckie eap. Jak my
lato, tak Niemcy wiosnę wzięli za miarę czasu i stądto ich
Jahr oznacza rok, nie wiosnę.
Podobnie i my używamy czasem wyrazu wiosna zamiast
rok i mówimy (o kimś młodym), że przeżył tyle a tyle wiosen,
nie lat. Z tego pierwotnego znaczenia wypływają wszystkie inne,
jakie tylko wyraz ten ma jeszcze we wszystkich językach sło­
wiańskich. Przymiotnik jar(y) oznacza pierwotnie wiosenny,

’) Mächal 1. c. 170.
’) Miklosich. Die Bildung etc.
b Miklosich. Die Bildung.
Lud. Rocznik XIV.

3

34 —
stąd jare zboże, jarzyna, w przeciwieństwie do zboża sia­
nego na zimę czyli tak zwanej oziminy. Jar(y) las, to pierwo­
tnie las wiosenny, ten, co przez wiosnę urósł, a więc mały,
młody, zarośla.
Taki jar (z domyślnem 1 a s) napotykało się najczęściej
na pochyłościach brzegów rzecznych, zwłaszcza w korytach
rzek głęboko płynących i stąd to w wyrazie tym znaczenie
jaru, t. j. głębokich łożysk rzecznych, wądołów, zapadlin’).
W odniesieniu do przychówku domowego j a r (y) oznacza
to, co z wiosną się przychowa: stąd jara pszczoła, inaczej
jarka, stąd jary miód, jary wosk (ten, który pszczoły do­
piero zrobiły); stąd jara wełna (na wiosnę strzyżona), stąd
w języku starosłowiańskim j a r i n a (u Bułgarów jerina), znaczy
wełna; stąd jara Owca, t. j. taka, która dopiero na wiosnę na
świat przyszła, a więc jagnię i to właśnie przyczyna, że u Słowieńców jerse, a u Litwinów jers i eris znaczy jagnię. Tak
samo jara kurka, to ta, co na wiosnę przybyła, więc też u Słowieńców j a r i c a to tegoroczna, młoda kurka. We wszystkiem
tern tkwi zarazem pojęcie niedawności, świeżości, młodości:
więc jary człowiek, to człowiek młody, zdrowy, silny, tęgi,
dziarski, prędki, Czasem aż nad miarę, więc popędliwy, gniewliwy, burzliwy, ostry, przykry. Stąd u nas: stary, ale jary,
stąd w języku starosłowieńskim jara., przykry; jariti sę,
gniewać się ; j a r o s 11,, gniew. J a r (y) potok, to potok wio­
senny, rwący, jasny, czysty; stąd u nas jara woda, świeża,
czysta woda ; stąd w języku rossyjskim jara, (rozumiało się
potok) oznacza bystrość rzeki. J are słońce, to słońce wiosen­
ne, błyszczące, jaśniejące i grzejące, a stąd jar(y) znaczy: ja­
sny, świecący, gorejący; stąd jarzyć się znaczy świecić się,
błyszczeć, jaśnieć, gorzeć 2); dlatego też ludowy wyraz (w oko­
licach Tarnobrzega) j a r z ą d e k oznacza gorący, na ognisku
jarzący się popiół. Tak w ogólnym zarysie przedstawia się zna­
czenie pierwszego ze składników imienia J a r o w i t.
1 drugi składnik w i t jest tak samo, jak pierwszy, prastary
i tak samo wspólny nie tylko wszystkim językom słowiańskim,
’) Zamiast jar mówiło się także jaruga, co od tamtego różni
się tylko przyrostkiem. Porów, szary i szaruga, kolec i kol­
czuga.
!) Zob. Słownik Lindego.

-35-

ale i aryjskim. Mamy w greczyźnie iros, kółko, okręg tarczy,
i irea, wierzba; mamy w łacinie vitis, pręt, gałązka, tudzież
v i 11 a, przepaska na głowę kapłanów, kapłanek, poetów, dam
rzymskich, wkładana także na głowę zwierząt ofiarnych i na oł­
tarze, na weselne pochodnie, poświęcane drzewa i posągi bo­
gów. Nasz wyraz wit (skąd witać) pochodzi niezawodnie od
słowa wiję. Jak od b i ć mamy bity, dawniej bit (zabit), od
szyć — szyt, od myć — myt, tak od wić było wit (pó­
źniej wity), imiesłów bierny, który z czasem, jak tyle innych,
n. p. zeszyt (to, co zeszyte do pisania) z wit, zwitek,
(to, co zwinięte), jęt i jęta (niewoln k i niewolnica w Biblii kró­
lowej Zofii), został rzeczownikiem. Wit to uwity, rozu­
mie się, wieńcem jako zwycięzca (stąd witać znaczyło
pierwotnie, jak z tego wynika, przyjmowuć wieńcami), kapłan,
władca, pan, a wieniec, dawniej wian, skąd jeszcze zdrob­
nienie wianek (co wszystko także od w i ć pochodzi), to jak
greckie orétyavos i rzymskie corona nie tylko zwyczajny wie­
niec, ale z czasem Sićuhifia i „korona“ niezwyczajna, oznaka wła­
dzy i panowania ’).
’) Za naszym wywodem przemawiają wymownie już same takie
imiona, jak serb. Vitan, czeskie Pri vitan lub poi. Przy wit (skąd
Przywitów i Przywitówka) z XII. wieku. Ten, co do króla należał,
w szczególności żołnierz, rycerz, zwał się niezawodnie w i t i c (później
wicie), a ponieważ naszemu ic odpowiada codo znaczenia niem. i n g,
stąd u zniemczonych Prusaków litewskich i wogóle w ustach Niemców
witing. (Zob. Briickner. Starożytna Litwa. 37,43), a potem u Słowian
witjazB,viteź i t p. Jak w i t znaczyło uwieńczony, władca, tak vita
w odniesieniu do kobiety — uwieńczona, władczyni. Ale wita z domyślnem gałązka, latorośl, oznaczało gałąź lub latorośl zwiniętą w kółko,
stąd wita, w zdrobnieniu witka, znaczy w naszych gwarach i w nie­
których językach słowiańskich: kółko, pierścień. Było niezawo­
dnie i neutrum wito, oznaczające to, co zwinięte, a zatem kółko,
wieniec, to samo, co późniejsze wiano, od którego wieniec tak sa­
mo się uformował, jak k o 1 e c od k o ł o. Wiano ma się tak do w i eniec, a koło do kolec, jak chłop do chłopiec, a dwór
do dworzec: tamto zgrubiałe, a to formy zdrobniałe, lecz pierwotnie
o tern samem znaczeniu. Wito i wiano, jako wyszłe z tego samego
pierwiastka i tej samej kategoryi gramatycznej (imiesłów bierny), ozna­
czają pierwotnie to, co wieniec, lecz wychodzącej za mąż dawano
podarunki „na wiano“ t. j. na wieniec, skąd potem wiano przybrało
znaczenie wyposażenia, posagu. Nasze w i t (a-o) należy porównać z niem.
(ahd.): widamo „Mitgift des Bräutigams für die Braut" i (mhd.):
widen, wideme „ßrautgabe, was der Bräutigam der Braut gibt“.
Kluge. Esym. Wörterb. pod wyrazem W ittum.

— 36 —
Wynikałoby więc z tego, że w it w imieniu Jaro w it,
Święto w it znaczy władca, pan, król; rozumie się król bogów
i ludzi: r ex h urn inu mq u e deumque, jak o swoim Jo­
wiszu mawiali Rzymianie. Jakoż wywód ten stwierdza najzupeł­
niej nie tylko język, ale i historya, z której pokazuje się, że
jeszcze w XII. w., za Krzywoustego, wyraz ten istotnie tak ro­
zumiano i u nas i na Rugii.
Zamiast Świętowit mówili Rugijczycy także krótko
Wit, bo gdy ich namawiano do przyjęcia chrześcijaństwa, od­
powiadali podług Saxo na (kronikarz duński z XII. w.): se
domestico Vito contentos esse i innych bogów nie
chcą. A że ten Wit znaczył u nich tyle, co władca, wyni­
ka stąd, że podług tegoż Saxona w mieście Karencyi na Rugii
czczono boga Rugiewita. Takiego Boga oczywiście nie było,
tylko ten sam Wit (t. j. Świętowit), władca bogów i ludzi,
rex hominumque deumque, był w mniemaniu swych
czcicieli władcą Rugii, czyli Rugii witem, po łacinie Rugie
Witus (Rugiae Witus) i jako władzca i obrońca tej ziemi oso­
bną cześć odbierał. Podług naszego Galla (kronika jego z po­
czątku XII. w.) przybyli do Piasta h os pi tes, goście, cu­
dzoziemcy i syna mu postrzygli, eique Semovith vocabulum ex praesagio futurorum i n d i d e r u n t1). „Na­
dali mu w'przeczuciu rzeczy przyszłych imię Ziemi o wita“,
a cóż potem się stało? Bóg — rozpowiada Gallus — zagładził
potem ze szczętem Popiela, a Ziemowit został władcą,
księciem Polski. Rozumiał więc Gallus, że wit w imieniu Zie­
mowit znaczy władca, ziemi, książę, król 2).
Poznaliśmy tym sposobem obydwa składniki imienia J ar o w i t i widzimy, że to władca wiosny, bóstwo światła
’) Bielowski. Mon. I. 397.
s) Ci, którzy imię S e m o v i t h czytają $ i e m o w i t, nie Zie­
mowit, zapominają, że imienia S i e m o w i t Słowiańszczyzna nie zna.
(Zob. Miklosich. Die Bildung etc.), a imię Ziemowit jest także u Cze­
chów; mamy zresztą u nas imię Ziemowit i w czasach historycznych
(Ziemowit mazowiecki), a nadto także imiona, jak Ziemista w, Z i em i ra d, Z i e m o m y sł, u Czechów prócz tego Z i e m i g n i e w, Z i emibor, Ziemidrug. Zasługują wreszcie na uwagę i skrócone z tam­
tych staropolskie imiona nasze, jak Ziemia, Ziemian, Ziemięta,Ziemiak, Ziemisz, Ziem i sza. (Zob. Miklosich. Die Bil­
dung etc.)

— 37 —
i ciepła, od którego, podług Długosza, „jako najwyższego bo­
ga, wszystkie dobra doczesne i wypadki, tak pomyślne, jako
i przeciwne, pochodzą“.
2. Istota bóstwa. Prócz słów powyższych mc więcej
o istocie Jarowi ta u Długosza nie znajdujemy, ale one isto­
tę jego, prawda, ogólnie tylko, ale dość ściśle określają. Po­
chodzą mianowicie od niego wszystkie dobra doczesne, a zatem
oprócz wielu innych darów bożych, to wszystko, co służy ku
pożytkowi ludzkiemu, jak cały świat zwierzęcy, roślinny, woda,
powietrze, światło, deszcz, pogoda; pochodzi także od niego
wszelka dola i niedola, a zatem wojna i pokój, zwycięstwo
i klęska, pomyślność i nieszczęście.
A o Jarowicie, czczonym wWolgoszczu, cóż słyszymy
od żywociaYzy Ottona bamberskiego?
Tak E b bo (t 1163), jaki H e r b o r d (f 1168), zowią
go bogiem wojny i rozpowiadają nawet o jego złotej tarczy,
zawieszonej w jego świątyni, o tarczy, której nikomu me wolno
było tknąć, a zapomocą której jeden z towarzyszy Ottona tak szczę­
śliwie ocalałJ). Ale czy on wyłącznie bogiem wojny, jak Ares
grecki, albo Mars rzymski, czy też bogiem wojny tak, jak Zeus
i Jowisz, co losami wojny kierują i dają zwycięstwo lub klę­
skę, bo od nich jako najwyższych bogów „wszystkie dobra do­
czesne i wypadki tak pomyślne, jako i przeciwne pochodziły?
Zeus również, jak ten J a r o w i t, ma słynną tarczę wojenną,
za pomocą której w szeregach nieprzyjacielskich wznieca nie­
słychany przestrach i popłoch, a przecież nie przestaje byc bo­
giem najwyższym, podobnie jak rzymski Jupiter, choć się na
żywa Imperator (dowódca), B e 11 a t o r (wojownik),
Victor (zwycięzca), choć wódz naczelny tak kiedy wyrusza na
wojnę, jak i kiedy z niej powraca w tryumfie, składa na Kapitolium Ofiarę, zbroję zabitego wodza nieprzyjacielskiego (spoila
opima) i część zdobyczy. Jakoż dowiadujemy się z tych samych
źródeł historycznych, że Ja row it wolgojski me jest wyłącznie
bogiem wojny, jak Mars lub Ares, ale takim, jak Zeus i Jowisz,
od którego losy wojny zależą, bo od niego wszystko dobre i
złe pochodzi. Oto, jak przebrany za J a r o w i t a pogański kan Bielowski 1. c. 11. 50-51,104-105. Zagrożony przez pogan, wpadł
do świątyni, porwał boską tarczę i z nią wybiegł. Poganie padli na twarz,
on tarczę rzucił i uciekł.

— 38 płan przemawia do przerażonego wieśniaka: „Stój i słuchaj, co
mówię. Jestem twój bóg; jestem ten, co odziewa zbożami pola
i gaje zielenią ; owoce ról i drzew, przychówek zwierzęcy i wszy­
stko, co służy człowiekowi ku pożytkowi, w mojej jest mocy.
To zwykłem dawać mym czcicielom, a odejmować odstępcom“').
Kto wszystkie dobra ziemskie daje i odjąć może, ten nie jest
wyłącznie bogiem wojny, Jużci ani Otton św., ani żaden z jego
towarzyszy przy tern nie był, jak ów przebrany za J a r o w i t a
kapłan do idącego do miasta przez las chłopa o świcie prze­
mówił, ale to, co ten sam chłop i lud za nim powtarzał, mogli
słyszeći podać tak, jakim to w pamięci utkwiło: nie chodzi o słowa,
ale o myśl; słowa są tego, który je pisał, ale myśl tych, którzy
opowiadali. Tym zaś na wypadek odstępstwa nie grozi rzekomy
bóg klęskami na wojnie, jakby to uczynił bóg wojny, ale klę­
skami w polu i oborze, jako bóg pokoju, bóg wszelkiego do­
bra i zła, bóg najwyższy. Jako bóg najwyższy był tak samo,
jak Zeus albo Jowisz i bogiem wojny, który losy wojen trzyma
w swojem ręku, ale Aresem lub Marsem mimo to nie był. Tak
samo i najwyższego boga Germanów pisarze łacińscy nazywają
niejednokrotnie Marsem lub Aresem, choć ten bóg specyalnie
ani Marsem ani Aresem nie był*2), lecz tylko bogiem najwyż­
szym, który broni przed nieprzyjaciółmi swego narodu i pod­
ległych mu włości, stąd u Greków Zeus Tvarp&os, (ojczysty),
arpanos (wojownik), viKtj(/>6pos (zwycięski), rnwr/jp (ocalający),
a u Rzymian Jupiter Bellator, Victor, Opitulator. Podobnie jak
J a r o w i t, ma i pruski J o r k o (Gorko, Gurcho, Curko), ten
podwójny charakter. Jest przedewszystkiem dawcą plonów, ale
prócz tego mści się i na wojnie krzywd, których naród doznał
od nieprzyjaciół 3). Przedewszystkiem dawcą plonów jest i ruski
J a r i ł o , ale ukazuje się na koniu 4),* 6podobnie jak Ś w i ę t owit w Arkonie, który jest także przedewszystkięm dawcą plo­
nów i wszystkiego, co dobre lub złe, ale prócz tego poświę­
cony mu koń, u jego boku miecz i łuk, a u nóg leży siodło,
bo on także bogiem wojny«). Szląski J a ra s z e k jest dyabłem,
’) Bielowski. Mon. II. jak wyżej.
2) Grimm J. Deutsche Mythologie. 122, 179.
3) Hartknoch. 1. c. 116, 138, 139, 140, 161, 167, 170, Thunmann
■ c. 235.
ł) Machał. 1. c. 203—204.
6) Saxo Grammaticus (Hist. Danica ed. Holder 1886) 565—567.

— 39 —
lecz zarazem coś w rodzaju bóstwa domowego, które dać może
człowiekowi, czego tylko zapragnie 1). Dyabłem uczyniły J araszka wyobrażenia chrześcijańskie, podług których dawne
pogańskie bóstwa stały się czartami, a bóstwem domowem był
Jarowit i za czasów pogańskich, jako bóg najwyższy, które­
go pieczy oddane było tak całe państwo, jak każdy w niem,
jak każdy dom, każda rodzina, każde ognisko domowe, stąd
u Greków przydomek Zeusa ¿(fiesrios (opiekun ogniska domo­
wego). W ognisku domowem była jego siedziba, bo ogień był
jedną z posaci, w której się ukazywał, dlatego po dziś dzień
jeszcze istnieje u naszego ludu w niektórych stronach przesąd,
że dom można rozebrać, ale pieca się nie burzy i zostawia się
nietykalnym, powiadając po cichu i w zaufaniu, że tam czart
siedzi, którego nie można drażnić 2).
3. Identyczność Jarowita z innemi naczel­
ne m i bóstwami Słowian.
a) Trzygłów. W Wolinie i większym od niego Szczecinie,
w niedalekiem sąsiedztwie Jarowita, czczony był jako naj­
wyższy bóg (summus paganorum deus) Trzygłów, posąg
o trzech głowach. Na pytanie, dlaczego trójgłowy, odpowia­
dali jego kapłani, że trójgłowy, bo trzy ma królestwa: niebo,
ziemię i podziemię.
Złoty posążek wolińskiego Trzygłowa z postumencikiem unieśli potajemnie kapłani i ukryli w okolicy u pewnej
ubogiej kobiety, ale Otton św. dowiedział się o tern i bożka
dostał. Jeden z jego towarzyszy, który znał język miejscowy,
przebrał się mianowicie za mieszkańca tamtych stron i niby
uratowany przez bożka na morzu, gdy jego pomocy wezwał,
przybył do kobiety niby za jego natchnieniem i pragnie bożko­
wi złożyć ofiarę. Kobiecina uwierzyła i wskazała miejsce, gdzie
bożek ukryty; on niby ofiarę pieniężną złożył, ale równocześnie
bożka zręcznie zabrał i do Ottona przyniósł. Otton, zwoławszy
przedniejszych miasta i stosownie upomniawszy, posążek po­
tłukł, a złoto oddał na wykupno jeńców. Szczeciński Trzy­
głów nie był złoty. Tułów jego biskup pokruszył, a „posre­
brzone“ jego trzygłowy i ze sobą zespolone odłączywszy od

‘) Machał. 1. c. 169-170.
2) Lud. Organ Tow. ludozn. IV. 4 i 9.

— 40
kadłuba, zabrał ze sobą i później papieżowi (Honoryuszowi II.)
posłał1).
Miasto Szczecin zamykało w sobie trzy wzgórza i miało
cztery świątynie, wszystkie poświęcone Trzygłowowi, jak
to mnich Priflingeński wyraźnie nadmienia. Na najwyższem
wzgórzu stała pierwszorzędna, najwspanialsza „z nadzwyczajnem
znawstwem i artyzmem budowana“. „Zewnątrz i wewnątrz miała
rzeźby, wystające ze ścian obrazy ludzi i zwierząt, tak wybornie
z ich właściwościami utrafione, że wydawały się żyć i oddychać.
I co, powiedziałbym, rzecz dziwna, że kolory obrazów zewnętrz­
nych przez jakąś sztukę malarzy od deszczów i śniegów ani nie
spłowiały, ani się nie spłukały. Do tej świątyni dawnym zwy­
czajem przodków pod grozą zdziesiątkowania znosili zabrane
skarby i broń nieprzyjacielską i cokolwiek takiego w bitwie lą­
dowej i morskiej zdobyli. Umieszczali tam mianowicie, ażeby
były w dniach uroczystych do wydobycia, jakoby ze sanktuarium,
dzbany złote i srebrne, przy których możniejsi i przedniejsi
zwykli zasięgać wieszczb, ucztować i pić. Rogi także ogromne
dzikich wołów złocone i wysadzane drogimi kamieniami do pi­
cia i do grania, miecze i noże i różny sprzęt kosztowny, rzadki,
oko pięknością zachwycający, tutaj ku ozdobie i czci bogów
przechowywali!...“
„Trzy inne świątynie w mniejszem były poszanowaniu
i mniej ozdobne. Siedzenia tylko wewnątrz naokół były spo­
rządzone i stoły, bo tu zwykli poganie odbywać schadzki i ze­
brania. Bo czy napić się chcieli, czy zabawić, czy jakiemiś
ważnemi sprawami zająć, tutaj się w pewnych dniach i o pe­
wnych godzinach schodzili...“
Kiedy więc owa pryncypalna świątynia była jakoby od­
świętna, te niejako ku codziennej potrzebie służyły. Każda je­
dnak miała swego kapłana i spełniała jakieś zadania. Przy je­
dnej n. p. chował się kosztem publicznym koń, „koniem Trzy­
głowa zwany, koń „ogromny, wypasiony, czarnej maści, nad­
zwyczaj bystry“. „Przez caluteńki rok nic nie robił i takiej był
świętości, że nikt nie był godnym siąść na niego, a miał w je­
dnym z owych czterech kapłanów najgorliwszego opiekuna“.
Ten w swej świątyni przechowywał także jego „złocone i posre­
brzane siodło , które na konia wkładano, gdy chciano zasiągnąć
*) Bielowski Mon. II. jak wyżej.

— 41 —
wieszczby w razie zamierzonej wyprawy wojennej lądem, czyto
przeciw nieprzyjacielowi, czy to za zdobyczą“. Wieszczba tak
się odbywała: „Kładło się na ziemi dziesięć włóczni obok sie­
bie na łokieć jedna od drugiej. Potem kapłan, który się opie­
kował koniem, prowadził osiodłanego i okiełznanego, trzymając
u wędzidła, przez owe włócznie tam i nazad po trzykroć. Jeżeli
koń nie naruszył włóczni nogami, uważali to za dobry znak i
śmiało wyruszali w pole, w przeciwnym razie zostawali w do­
mu“. Gdy zamierzano wyprawę wojenną morską przeciw
nieprzyjacielowi, czy za zdobyczą, innej zażywali wieszczby,
mianowicie zapomocą drewnianych losów.
Był tu i dąb święty, ogromny, rozłożysty, z obfitym cieniem
i źródłem, z pod niego wytryskującem; wielce wenerowany
i widocznie Trzygłowowi poświęcony, choć tego żywociarze Ottona św. wyraźnie nie powiadają1).
Jeżeli teraz zastanowimy się nad temi wszystkimi szcze­
gółami oTrzygłowie, to jakież będą konkluzye? Symbolem
jego, podobnie jak Zeusa i Jowisza, jak Per kun a litewskiego
i Jorki pruskiego, jest z pomiędzy drzew dąb, najtrwalsze
i najpotężniejsze w tym klimacie drzewo. Jest to bóg najwyż­
szy, jak Długoszów Jesz a; wyraźnie to powiedziano i zazna­
czono, że jest panem nieba, ziemi i podziemia i dlatego wła­
śnie ma trzy głowy. Nie czytamy wprawdzie, jak o J e s z y, że
,,od niego wszystkie dobra doczesne i wypadki tak pomyślne
jako i przeciwne pochodziły“, ale to się samo przez się rozu­
mie, skoro on bogiem najwyższym i skoro o wypadki przy­
szłe, czy będą pomyślne, czy nie, jego właśnie zapytują zapo­
mocą wróżb. Obok tego, że jest bogiem najwyższym, jest Trzygłów tak samo, jak Zeus grecki i rzymski Jowisz i Jarowit
wolgojski, zarazem bogiem wojny. U niego (składając zapewne
ofiary), zasięgają rady przed każdą wyprawą wojenną na lądzie,
czy morzu; jemu po wojnie, dziękując i składając ofiary, od­
dają najwspanialszą część łupów. On jest niezawodnie najwyż­
szym wodzem siły zbrojnej i dlatego poświęcony mu koń, na
którego nikt wsiąść nie może, który jednakże ma siodło, wi­
docznie dla samego boga. On jako ojczysty bóg Zeus irarpwos
i najwyższy wódz (Jupiter Imperator) strzeże zapewne granic
państwa i nocami przebiega na wronym koniu jego dziedziny,
*) Bielowski. Monumenta 11. jak wyżej.

42 —
jak Ś w i ę t o w i t z Arkony. O Je szynie mówi wprawdzie
Długosz, żeby był zarazem bogiem wojny, ale to się rozumie
samo przez się, skoro od niego zależy wszelki bieg wypadków:
pomyślny, czy niepomyślny. O Jarowicie wyraźnie powiedziano,
że jest bogiem wojny, a skoro jak to już wskazaliśmy wyżej,
jest zarazem i bogiem najwyższym, więc niczem się nie różni,
od Trzygłowa i Jeszy. Są to zatem bóstwa identyczne. Na­
zwa T rzygłów jest odmienna, ale czy to istotna jego nazwa,
jako najwyższego boga? Nie. To przecież przydomek tylko, na­
dany późno, bo dopiero od posągu, który był trzygłowy, a wła­
ściwego, dawniejszego imienia tego boga nie znamy. Wobec
tego nie jest rzeczą wykluczoną, że i on się nazywał Jarowit
Jesza i żejarowita-jeszę wyobrażano sobie także o trzech
głowach.
b) Radegost, Swarożyc. Jak A r k o n a otrzymała nazwę
od imienia boga J arkony, przezwanego także Świętowit e m, tak od boga Radegosta miasto Radegost. Je­
szcze Thietmar wie, że to miasto tak się nazywa, zowiąc je Riedegost, ale już wtedy mieszkańcy miasta i kraiku, którego
Radegost był stolicą, zwali się skróconem imieniem R a d i (Radowie), po niem. Rieder, skąd łacińsko-niemiecka nazwa
miasta R i e d i e r a, potem R e t r a, skąd znowu mieszkańcy
R i e d i e r e r, a kraik Riediererau już u Thietmara Ł).
Jak Ś w i ę t o w i t zowie się inaczej J a r k o n a, tak Ra­
degost zowie się inaczej Swarożyc. Jak imię Radegost,
tak i to imię całkiem pewne, bo znane najpierw z dwu zupeł­
nie pewnych, prawie współczesnych źródeł: z listu św. Bruno­
na kwerfurtskiego do cesarza Henryka II., pisanego koło roku
1008 i z kroniki Thietmara *2), a następnie ze źródeł ruskich
XIV. XV. i XVI. wieku 3). Jak żywoty św. Ottona dają nam dość
dokładny obraz kultu Trzygłowa, tak znowu kronika Thiet­
mara, a następnie Helmolda dostarcza nam szczegółowych wia­
domości o kulcie Radegosta - Sw arożyca.
Miasto Radegost czyli Retra, w którem odbiera cześć R edegost-Sw arożyc jest podług Thietmara „trzyrożne“ (tri-

‘) Bielowski. Monumenta I. 278.
2) Bielowski. Monumenta I. 226. i 278.
3) Krek. Einleitung. 395,

43 —
cornis) i „trzy ma bramy“. „Otacza je zewsząd las wielki, przez
mieszkańców nietykany i dla nich „święty“. Świątynia jest „dre­
wniana“,
„artystycznie“
zbudowana. „Zamiast podwalin
podtrzymują budowlę rogi rozmaitych bestyi. Zewnątrz spo­
strzega widz wyrzeźbione na ścianach różne postaci bogów
i bogiń, wewnątrz zaś stoją posągi bogów, ręką ludzką zdzia­
łane z wyrzeźbionemi imionami; hełmami i zbrojami straszni.
Najcelniejszy z nich zowie się Swarożyc, przed innymi uwiel­
biany i czczony przez wszystkich pogan. Znajdują się tu
również sztandary wojenne, do wypraw wojennych potrzebne,
i stąd brane“. „Do pilnego strzeżenia tego wszystkiego są przez
krajowców ustanowieni kapłani“, oni też wydają wieszczby zapomocą konia i lanc, tudzież zapomocą losów. „Ile okolic
w tych stronach, tyle jest świątyń i tyle jest bałwanów dyabelskich, czczonych przez niewiernych. Między niemi wspomniane
wyżej miasto prym dzierży. Tu przychodzą z pozdrowieniem,
gdy wychodzą na wojnę, tu po szczęśliwym powrocie składają
dary“, tu także bada się wolę bogów, jak się powiedziało, za­
pomocą konia i losów. „Dzika zaś tych bogów zaciekłość ła­
godzi się krwią ludzi i zwierząt“.
Prócz kilku szczegółów, ważnych, ale nie zmieniających
istoty rzeczy, wszystko to zgadza się najzupełniej z tern cośmy,
słyszeli o Trzygłowi e. Widocznie nawet wyobrażano go
sobie o trzech głowach, skoro miasto rozciąga się w trzech
kierunkach, jest trzyrożne i ma trzy bramy, co może tak samo
nieprzypadkowe, jak to, że Szczecin, gdzie czczono Trzy­
głowa, na trzech wznosił się wzgórzach i na najwyższem
miał Trzygłów pryncypalną świątynię. Jakkolwiek go zresztą
w posągach przedstawiano, kult jego widocznie ten sam, co
Trzygłowa i Jarowita-Jeszy, skąd wniosek, że i bo­
gowie identyczni.
Ciekawe światło rzucają na tę sprawę i same imiona bó­
stwa : Swarożyc i Radegost.
Mazurzy pruscy powiadają, że dobrze jest odjeżdżać
z ogniem, więc kiedy się siada na wóz, dobrze zapalić fajkę
lub cygaro1). W tych samych stronach, kiedy ma się iść z dzie­
ckiem do chrztu, kładzie baba na siekierze trzy węgle rozża­
rzone i przez to przechodzi z dzieckiem, bo to najlepszy śro’) Wisła. VI. 784.

— 44 —
dek, zabezpieczający od wszystkiego złego1). Choć ogień jest
samą czystością, bruka się przez zetknięcie ze światem i musi
się oczyszczać, a „czyści się“ w wodzie : gdy woda wre, to on
to właśnie, kąpiąc się w niej, wywraca takie koziołki. Powia­
dają dla tego w powiecie dąbrowskim (w Bolesławiu), źe ogień,
wymieciony z pieca piekarskiego, należy przeżegnać i postawić
przy nim garnek z czystą wodą, bo się w niej będzie „ogieniaszek „czyścił 2). Odmawiać mu tego nie można, gdyż ina­
czej, jak powiadają Rusini, mści się ogień na gospodyni, któraby na noc zostawiła ogień, nie postawiwszy przy nim garnka
z wodą, i zniszczy zagrodę pożogą3). Jeżeli gdzie wybuchnie
zaraza na bydło albo ludzi, znak to, że ogień w tych stronach
całkiem zanieczyszczony, nie działa i nie chroni przed złem.
Trzeba wtedy koniecznie postarać się o nowy; najczystszy zaś
i najskuteczniejszy jest „żywy“, t. j. taki, który powstaje przez
tarcie drzewa o drzewo, dlatego też mieszkańcy Hrubieszowa
(gub. lubelskiej), gdy po wojnie węgierskiej (1848) wybuchła
cholera, pogasili pewnego dnia wszystkie ognie w całem mia­
steczku, zeszli się potem na rynku i tam przez tarcie dwu le­
szczynowych kijów wydobyli nowy ogień, który następnie ro­
zebrano i porazpalano nim na nowo ogniska, a przy każdej
drodze, prowadzącej do miasta, postawiono krzyż4). W podobny
sposób broniono się przed cholerą w Pożogu (w pow. puław­
skim 5). To samo czyniono i w tym samym celu w Gałęzowie
(w pow. lubelskim). 6) W Chełmskiem, gdy dawnymi czasy wy­
buchła zaraza i bydło po wsiach „padało“, wygnano dobytek
do lasu, i pogaszono ognie we wsi, źe nigdzie ani iskierki nie
zostało. Zebrano się potem w lesie, wydobyto ogień przez tar­
cie i rozpalono ogromne ognisko. Brano potem ogień do ka­
żdej chaty — i nieszczęście ustało.7) Bardzo ciekawy opis nie­
cenia żywego ognia dla opędzenia zarazy od bydła znajdujemy
i w pewnym rękopisie z XVII. wieku 8). Był to zresztą niegdyś
J) Wisła VI. 761.
2) Lud X. 95.
3) Lud VIII. 377.
ł) Wisła V. 166.
5) Wisła V. 432.
«) Wisła V. 432.
') Wisła V. 924. Kolb. Chełmskie II. 214
8) Wisła V. 432-433.

45 zwyczaj, obejmujący całą Słowiańszczyznę. To samo działo się
np. na Rugii, sławnej bałwochwalstwem słowiańskiem '), to samo
nad Sprewą *2), to samo u Bułgarów 3), to samo u Serbów 4).
W Serbii, gdy we wsi panuje pomór na ludzi lub bydło, ludzie
lub bydło ustawiają się kołem, a około tego koła rozkłada się
ognie, rozniecone przez tarcie. Gdy się ognie dopalą, ludzie
wychodzą z koła, mówiąc: „W ogniuśmy byli, nie zgorzeliśmy,
w chorobie byliśmy, nie zachorowaliśmy“ 5).6 U Bułgarów zaś
w okolicach Rodopy, jest taki obyczaj, że podczas pomoru na
bydło zaprzęgają do dwu pługów dwa woły bliźniaki i robią
brózdę około wsi. Na miejscu, gdzie się dwa woły spotkają,
zabijają je i zakopują. Potem się dobywa „diw ogień“ to jest
ogień, przez tarcie drzewa wzniecony, i ogniem tym zapala się
poprzeczną deskę na dwóch słupach (rodzaj szubienicy), nad
zagrzebanymi wołami postawionych. Pod słupami stają dwaj
bracia rodzeni, najstarszy i najmłodszy w rodzinie, z nożami,
którymi zabito owe woły; wówczas wieśniacy przeprowadzają
bydlęta koło tych braci, a ci każde bydlę nożem po grzbiecie
uderzają. Po tej ceremonii pomór ustajeOborywanie już nie
wsi jednej, ale nawet całej parafii przez woły bliźnięta i do tego
przez braci bliźniaków odbywało się i u nas dla zabezpieczenia
na długie lata przeciw zarazie, burzom gwałtownym i gradobi­
ciu, jeżeli się gdzie takie pary bliźniaczych ludzi i zwierząt zda­
rzyły 7), lecz bułgarski zwyczaj łączy to z ogniem i ofiarami
i czyni całą tę sprawę zrozumiałą. Przeznaczonymi na ofiarę
zwierzętami okrążano pewne terytoryum, żeby je uświęcić, oczy­
ścić i przed złem zabezpieczyć, te ofiary następnie zabijano
i grzebano w ziemi, a nad nimi wznoszono owo i u gum, za­
palano „żywy ogień“, od którego zapalała się górna deska
szubieniczki i wtedy to przez ofiary, w ziemi leżące, i ogień
>) Lud I. 143.
2) Wisła VI. 920.
3) Wisła VI. 921.
*) Wisła V. 165.
5) Wisła V. 165.
6) Wisła VI. 921.
7) Wisła VI. 734—5. Ostatni taki wypadek zaszedł w r. 1810 w paraffi Ciężkowice, albowiem we wsi Ostruszy, zrtaleźli się dwaj bracia
bliźniacy i dwa woły bliźniaki. Osobny protokół spisany w tej sprawie
znajduje się w przechowaniu Magistratu w Ciężkowicach.

— 46 —
U dołu . góry przeprowadzano zwierzęta, które tym sposobem
były wszechstronnie oczyszczone, a nadto jeszcze przez uderzeme nożem ofiarnym niejako bóstwu na ofiarę przeznaczone
Zaraza więc me mogła ich dotknąć. Zrozumiemy teraz i przesąd
Mazurów pruskich, dla którego za bydlęta bliźniacze płacą wy­
sokie ceny i twierdzą, że to przynosi szczęście *). Odnawianie
wiecznego ognia, który u nich gorzał w świątyni Westy znali
i Rzymianie; odnawianie to obywało się corocznie 1-go marca
w sposob bliżej nam nieznany*2).*
Największą czystością i świętością musiał być ogień wznie­
cony od pioruna, skoro do dziś dnia „grzechem jest“ taki ogień
gasić ) Grzechem tez jest i w zwyczajny nawet ogień lać lub
płuc, albo czem meczystem znieważać i „gniewać“, np. wymiatać
ogień z pieca pomiotłem, umaczanem w pomyjach 4) U nas
i na Rus. zowie się dotąd „świętym“ *). Huculi palą dotąd na
swych połoninach wieczny ogień, wzniecony przez tarcie drzewa
a przez popioł tego ognia przepędzają bydło dla ochrony przed
z em. „mocami ■ czarami“ «). Widocznie dla uczczenia uroczy­
stości ciz Huculi w wignię Bożego narodzenia rozniecają żywy
ogień, jak znowu u południowych Słowian pali się kloc d ęowy, bo z drzewa poświęconego najwyższemu bogu ogień
tern świętszy; w wielu miejscowościach Galicyi je się wigilie
me przy zwykłem świetle codziennem, lecz przy gromnicach
lak w tarnobrzeskim), lub świecach, jak gdzieindziej
UśwS
s,e wszystko co jest w zetkniecie z ogniem, nawet taka łopata
którą się chleb wsadza do pieca, taki pociosek, którym z pieca
wygartuje s>ę węgle, nawet pomiotło, którem się ten piec umiata
.dlatego to wynoszą te przedmioty przed dom dla zażegnana
burzy, piorunów lub gradu «). Gdy rozebrano chałupę jTk to
zaznaczyliśmy wyżej, piec zostawiano nie rozebranym, jako sie­
lsko świętości, to czyni się jeszcze tu i ówdzie dotąd, tylko

’) Wisła VI. 779.
2) Liibker Fried. ReaIIexicon.
2 W;sła V- 628- VI- 201. Lud. III. v. 143 347
) Wisła V. 628. Lud X. 95.
•’) Wisła VII. 141. Lud XIII. 204. T. II 210—211
c) Lud II. 204, 207.
•) L“d X. S. K"k “ 5S^S"' Jano,a- L"d 1 ¡«° »ycz,je.2(

47 —
się mówi, że tam siedzi dyabeł '). Na pewne choroby wsadzają
chorego do pieca na desce po wypaleniu lub np. po wyjęciu
z niego upieczonego chleba i trzymają dopóki może wytrzymać,
bo to ma być bardzo skuteczne. Tak czynią np, w tarnobrze­
skim (Stale) i gdzieindziej, jak np. w pow. radzyńskim *2). Nawet
sam kolor ognia, kolor czerwony, ma moc ochronną przed uro­
kami i chorobami, które z tego powodu wynikają. W tym celu
obwiązują Huculi bydlętom kolo szyi lub ogona czerwone
nitki lub wstążki tegoż koloru, a cielętom uwiązują u szyi na
czerwonej nitce wełnianej szmatkę z węglami i gnojem kurzym3).
Rusini powiadają: „Obserwujemy ogień jako Boga, jest on nasz
miły gość4). Za gościa uchodzi on i u Polaków. W tarno­
brzeskim (Stale) i łańcuckim (Żołynia) powiecie, gdy się zoba­
czy pożar, należy mówić:
Witam cię gościu,
W czerwonym płaszczu,
Nie szerz się szeroko,
Tylko wysoko! 5)

A Mazurzy pruscy tak zażegnywują pożar: „Przyszedł do
nas w pospiechu Ezechiasz, Mesyasz w gościnę. Niechże
się zadowoli tern, co sam wziął od nas w nocy. W imię Ojca
i Syna i Ducha. (Amen się nie mówi — bo trudno mu czego
wprost zakazywać!6). Tu zidentyfikowano ogień z królem judz­
kim Ezechiaszami, (co objąwszy panowanie po ojcu swym, skła­
dającym ofiary pogańskiemu Baalowi z własnych synów), oczy­
ścił kraj z bałwochwalstwa, zaprowadził służbę Bożą, nieprzy­
jaciół zwyciężył, ojczyznę odnowił;7) tudzież z Mesyaszem, z Chry­
stusem Panem, co mocy piekelne pokonawszy, świat zbawił,
na ziemi chwałę Bożą zaprowadził, po śmierci ojczyznę nie­
bieską otworzył. Cóż jeszcze świętszego może być nad to?

’) W Sieradczyźnie np. Lud. IV. 419.
2) Lud XII. 266.
3) Lud. II. 203.
4) Machał. 1. c. 151.
5) Cisek. Materyały etnogr. 24.
°) Wisła VI. 407.
’) Skarga. Żyw. św. X. 352.

— 48 —
Jakoż wiemy także ze źródeł historycznych, że ogień był
nie tylko na Litwie, ale i w całej Słowiańszczyźnie największą
świętością. Wspomniane już wyżej źródła ruskie z XIV., XV.
i XVII. wieku nie tylko wyraźnie wypowiadają, że lud cześć bo­
ską oddawał ogniowi, ale nawet wyraźnie podają, jak się ten
bóg nazywał: ognewi — powiadają te źródła — m o 1 j a t’
sja, zowutt ego Swarożicem: albo: ognewi Swaro ż i c u m o 1 jat’ sja itp.1). Był więc Swarożyc i bogiem
ognia? Nie wspomniał o tern Thietmar, ani nikt z późniejszych
pisarzy, którzy tego boga znają, więc czy źródła ruskie przy­
padkiem się nie mylą? Nie mylą się wcale, jak same nazwy
Swarożyc i Radegost dowodzą.
Kiedy grzmi, panie nasze mówią dzieciom małym:
Bozia się gniewa, mnie zaś matka wieśniaczka mówiła
w takim razie: Bozia swarzy, bo u nas (pow. tarnobrze­
ski) zamiast gniewać się na kogo, krzycząc i hałasując, mówi
się s w a r zy ć na kogo, co pochodzi od wyrazu s w a r, a ozna­
cza gniew, połączony z gwarem. Tak jest nie tylko w moich ro­
dzinnych stronach, ale wszędzie w Polsce. To też podług zda­
nia Nadrabian, grzmot jest niczem innem, tylko „swarem
Pana Boga na ludzi“2). Tak też i Litwini, kiedy grzmi, powia­
dają: wezzajs barrahs, starzec swarzy, a to samo wyobra­
żenie było przed wiekami i jest u Niemców 3). Swa r i swa­
rzy ć stare to wyrażenia, bardzo powszechne nie tylko w staropolszczyźnie, ale i w języku starosłowieńskim i we wszystkich
słowiańskich w tern samem znaczeniu. Nie jest też niczem nadzwyczajnem i imię Swarożyc. Jak od b a t mamy za doda­
niem przyrostka og drugą formę batog; od ostr(y) formy
ostróg, ostroga; od twar formę twaróg; od b a r ł
formę barłóg: tak od swar uformowano Swaróg na
oznaczenie tego, co grzmiąc, gniewa się po niebie. Jak zaś od
ród mamy zdrobniałą formę rodzic, tak od Swaróg zdro­
bnienie brzmi Swarożyc— i cała tajemnica odkryta tak co do
imienia, jak i co do rzeczy. Swarożyc to ten sam, co ina­
czej zwał się w całej Słowiańczyźnie Piorunem, a u Litwinów

’) Krek 1. c. 395.
2) Świętek 1. c. 512.
3) Hrimm J. 1. c. 152., 153.

— 49 —
Perkunem. Podobnie też i imię najwyższego boga Germa­
nów W u o t a n a, jak to już Grimm dowodził, pochodzi od wy­
razu, który dzisiaj jeszcze żyje w formach takich, jak W u t,
wiiten, a oznacza to samo, co nasze swar, s warzyć. Oto,
jak czasem wiernie przechowują się u ludów pewne wyobraże­
nia przez tysiące lat. A przykład tego mamy nie tylko na tym
swar ze boga najwyższego u Słowian, Litwinów i Germanów,
ale także na innych szczegółach, dotyczących Swarożyca.
Zauważyliśmy już wyżej, że tak Mazurzy pruscy, jak gali­
cyjscy zowią ogień gościem, a Ruś miłym gościem.
Nie umawiali się chyba, żeby taki epitet zgodnie ogniowi da­
wać, lecz musi w tern tkwić jakieś prastare wyobrażenie. Po­
wiedzmy tylko miły gość w dawnej mowie ludów zaodrzańskich, a odrazu przekonamy się, że tak jest rzeczywiście. Miły
gość, wypowiedziane w dawnej mowie Słowian zaodrzańskich,
brzmiało radgost, aw złożeniu Radgost, Radegost
lub Radigost... A po tern poznajemy odrazu, jaki zachodzi
związek między imieniem Swar ożyć, a Radegost, imio­
nami tego samego boga.
Powiada Mazur galicyjski do pożaru: „Witam cię, gościu
w czerwonym płaszczu“, a oto rozpowiada Helmold, który
się z naszymi Mazurami zapewne także nie umawiał, że Ra­
degost a czyli Swarożyca wyobrażali sobie Słowianie nadelbiańscy w czerwonym płaszczu (in ostro purpureo)1)Tym sposobem rozwiązuje się i zagadka, dlaczego Huculi dla
uchronienia dobytku od uroku czerwoną nitką obwiązują mu
szyję, dlaczego dawniej państwo młodzi w tym kolorze szli do
ślubu 2), dlaczego kolor czerwony tak ulubiony u naszego ludu,
dlaczego kolor ten należy do narodowych naszych kolorów.
Nazwy Swarożyci Radegost czegóż tedy dowodzą?
Dowodzą, że to dwa imiona na oznaczenie tego samego
boga, który władał piorunami i zwał się inaczej w całej Słowiańszczyźnie Piorunem, który w postaci ognia się ukazywał, skukiem czego ogień za największą świętość uchodził i u prostaków
samym był bogiem. O Jarowicie czyli Jeszy nie słyszymy,

’) Lud IX. 232.
2) Porów, u Kadłubka: Claro sponsae chorus vultu
Rutilante vernat cultu
lpsa rutilantia. Lud IX. 230.
Lud. Rocznik XIV.

4

— 50
żeby był władcą piorunów, ale to się samo przez się rozumie,
skoro jest władzcą wiosny i skoro o ogniu takie u nas zachowały
się wierzenia, jakie przytoczyliśmy wyżej. To samo, rozumie
się, należy przyjąć tak o Trzygłowie, jako i Świętowicie.
c) Świętowit. Co do Świętowita, to bardzo wiele szczegó­
łów o jego świątyni i kulcie zachował Saxo i Helmold, ale
rozważywszy je, widzimy, że to w gruncie rzeczy kult ten sam,
co Trzygłowa i S warożyca-Radegosta.
Świątynia jego już zewnętrznie niezwykła, jak pryncypalna
w Szczecinie lub Retrze. W niej jeden jedyny posąg, nie tak jak
w tamtych, ale to nic dziwnego, gdyż jak sama nazwa miejscowości
wskazuje, była zdawien dawna jednemu tylko bogu poświęcona.
Posąg Świętowita różni się od posągu Trzygłowa (o ile
znany) zewnętrznie tern, że ma cztery głowy, nie trzy, ale to
nie zasadnicza różnica, bo w zasadzie bóg to tak samo wielo­
głowy, jak tamten. Dotycząca teologia odkryła widocznie
i czwarte królestwo najwyższego bóstwa i odtąd w słowie
i rzeźbie przedstawiała je z czterema głowami. W mieście Ka­
rę n cy i na tej samej Rugii miał być bóg nawet z siedmiu gło­
wami. Jeżeli to prawda, to widocznie kapłani nawet na samej
Rugii nie byli w jedności, co do ilości królestw najwyższego
boga, a zatem i głów jego. A może ta wielogłowość, co innego
miała na myśli? Święto w it, jak Trzygłów, Je sza, J aro­
wi t, Radegost, Swarożyc jest bogiem najwyższym, ale za­
razem jak Trzygłów, Jarowit, Rad eg ost-S waro ży c
bogiem wojny. Na wieży bramy wjazdowej do Arkony zatknięte
były znaki wojenne, między nimi chorągiew wielka, stanicą
zwana, wielkiej doznająca czci, przy której Rugianie na wojnie
na wszystko się odważali i wszystko czynić mogli: burzyć świą­
tynie bogów, nawet domowych, z gruntu wywracać miasta, wy­
cinać narody. W prawej ręce dzierżył Świętowit róg, koszto­
wnym kruszcem ozdobiony, jako dawca wszelkiego dobra
(Dadzbóg), ale w lewej, na biodrze wspartej, potężny łuk. U stóp
jego na podłodze leżało wędzidło i siodło i inne znamiona bó­
stwa, a między niemi olbrzymi miecz błyszczący, który sam
przez się był podziwienia godny, a nie mniej pas jego i po­
chwa odznaczała się misterstwem i kosztownością roboty. Miał
Świętowit i konia swego siwosza (nie szpaka, jak T r z y-

— 51 —
głów1), którego paść i dosiadać miał prawo tylko kapłan, do
jego posług przeznaczony. Na tym koniu przebiegał Świętow i t nocami kraj i walczył przeciw nieprzyjaciołom swej wiary
i swego narodu. Rano można było nieraz zastać boskiego ru­
maka spienionego i błotem obryzganego. W wojsku narodowem
było trzystu jedźców Świętowitowych. Przed wojną zasięgano
tutaj wieszczby, a dokonywano jej, podobnie jak w Szcze­
cinie i Radegoście, zapomocą konia i lanc, lub wyrzu­
cano losy, jak w Szczecinie i Radegoście. Po wojnie dzięko­
wali bóstwu i do skarbca świątyni składali złoto, srebro i co
kosztowniejszego zdobyli, resztę zaś między siebie dzielili. Skar­
biec był wielki i bardzo bogaty, bo wpływały do niego nie
tylko łupy wojenne, ale i pogłówne od mieszkańców Rugii dary za­
sięgających wieszczby i haracz podbitych narodów. Najwyższy ka­
płan w znaczeniu i powadze przewyższał nawet samego króla. Miał
zwierzchnictwo nad skarbcem, nad ofiarami, zapomocą wróżby
objawiał wolę bóstwa, decydował tym sposobem o pokoju
i wojnie, o losach kraju i narodu. Między ofiarami, które skła­
dano bóstwu, były i ofiary z ludzi, mianowicie z pomiędzy
nieprzyjaciół wiary i narodu, jeżeli kapłan najwyższy orzekł,
że gniew boży tego wymaga. A więc znowu z pewnemi od­
mianami tak samo, jak w Radegoście, jak w Szczecinie; a więc
to znowu nie jakiś odrębny bóg, ale ten sam, tylko czczony
pod innym przydomkiem, nawet kiedyś czczony pod imieniem
J arkony tj. J aro w i ta.
d) Piorun, Prowa. Imię boga Pi oruna przechowało się podziśdzień w powieściach ludu polskiego. Czciła go i Ruś, jak świad­
czy Nestor,2) i jeszcze w XVI w., jak stwierdza nasz Sarnicki,
paliła mu wieczne ognie z dębowego drzewa“ (ex quercubus).
Czcili go także, jak wiadomo, Litwini pod imieniem Perkuna,
a starogrodzcy Słowianie koło Holsztynu pod imieniem Prowa
(Prove), jak świadczy Helmold. Bo słusznie całkiem domniemy­
wał się Naruszewicz, choć nazwy sobie wytłumaczyć nie umiał,
że starogrodzki Prowe to rzymski Jupiter Fulminator, polski
Piorun, ruski Perun, litewski Perkunas3). Jak piastun

') Czy barwa konia miała jakie znaczenie religijne i była ściśle
kultem oznaczona, nie wiadomo.
2) Bielowski. Mon. I. 621—622.
3) Naruszewicz. Hist. naród, poi. II. 94.

52 —
pochodzi od wyrazu piast, tak piorun (= pierun) od wy­
razu p i er, który mamy w czasowniku prać, piorę, co zna­
czy uderzać. Jak więc piastun ten, co p i e ś c i, tak p i o r u n
ten, co pierze, czyli uderza piorunem, po łacinie F u 1 m i n at o r. Lecz jak od piast był przymiotnik piastów (później
piastowy), piastowa, p i a s t o w o, tak od wyrazu
*pier. w którym jak świadczy prać, e może znikać, formo­
wał się przymiotnik prów, prowa, prowo. Prowetedy
to przekręcenie germańskie z formy Prowa, z formy żeńskiej,
jak Je sza, Zawisza, Kuba, w znaczeniu męskiem; to do­
słownie to samo, co dzisiejsze piorunowy, a więc to samo,
co F u 1 m i n a t o r. I znowu temu Prowie, jak Piorunowi i Perkunowi, Trzygłowowi poświęcony jest dąb. Więc to także nie
odrębny jakiś bóg od Jarowita-Jeszy, od Trzygłowa
i innych, lecz tylko inna nazwa tego samego najwyższego boga.
e.) Dadzbóg. U południowych Słowian czczony był, jak już
zauważyliśmy wyżej, Jara czyli J a r o w i t, lecz prócz tego Dadz­
bóg (po rusku Dażbog, a po serbsku Dajbog i Dabog),
a cóż jest Dadzbóg? Podług tych samych źródeł ruskich,
które mówią oSwarożycu, Dadzbóg jest to samo, co
Swaroży c1). A więc to znowu nie jakiś osobny bóg, ale tylko
osobne imię tego samego najwyższego boga, imię, które go
charakteryzuje jako dawcę wszelkich darów. Tak już objaśnił
to imię prof. Jagić2) i piękną o samym bogu ogłosił legendę
serbską:
Podzielili się obaj władzą: Bóg objął panowanie na
niebie, Dabog, zły duch, na ziemi. Dusze dobrych szły do nieba
a złych zabierał Dabog, ale Bogu przykro się widziało, że Da­
bog tyle pochłania, więc myślał, jakby złemu zaradzić. Zabić
go nie można było, gdyż to, Boże odpuść grzechy, także bóg,
a i układ był między nimi. Wysyła więc św. Tomasza do zba­
dania, jakby jego władzę ukrócić. Dabog zdradził się sam, że
jakby Bóg miał syna, to on mógłby mieć o te dusze kłopot.
Św. Tomasz, dowiedziawszy się o tern, wrócił i opowiedział
Bogu, co słyszał, a Bóg posłał syna. Gdy Dabog Syna Bożego
przed sobą zobaczył, tak pysk ze zdziwienia otworzył, że jedna

') Krek 1. c. 391
2) Archiv f. slav. Phil. V.

— 53 —
szczęka wbiła się w ziemię, a druga dosięgła nieba. Wtedy Syn
Boży wbił lancę w dolną szczękę i wyprostował, przez co trzo­
nek wbił się znowu w górną szczękę. Tak został Dabóg na
na wieki, a dusze potępionych powychodziły i poszły do Syna
Bożego x).
Zeszedł biedny Dadzbóg do roli dyabła, ale niegdyś od­
grywał inną rolę, jako bóg naczelny, jako dawca wszelkiego
dobra. Był tym samym bogiem, co Jesza lub Swarożyc.
Ze wszystkiego, cośmy wyżej powiedzieli wynika, że Sło­
wiańszczyzna, jak długa i szeroka, uznawała jednego najwyższego
boga, który dla różnych swych przymiotów różne ma imiona:
Jarowi t, Świętowit, Swarożyc i Radegost, Pio­
run lub Prow a, Dadzbóg, Trzygłów. Tu go czczą jako
J a r o w i t a, tam jako Trzygłowa lub Pioruna, ale wszę­
dzie to ten sam Bóg, choćby nawet z pewnemi odmianami
w kulcie. Tak samo było u Germanów: ich Don ar (Donner,
Piorun, Prowa), Tius, Wodan (Wuotan, Swarożyc) to pier­
wotnie także ten sam bóg najwyższy, tylko stosownie do róż­
nych swych przymiotów najrozmaiciej nazywany. Zupełnie tak
samo miała się rzecz u Greków i Rzymian. U Greków
zowie się Zeus Nikephoros, Patroos, Eleutherios,
K s e n i o s i t. d.; u Rzymian jest Jowisz F u 1 m i n a t o r (Pio­
run, Prowa), Imperator, Bel lato r, Stator, Victor,
Capitolinus it. d. O jedności najwyższego bóstwa u Sło­
wian mówi już najdawniejsza wzmianka historyczna, jaką o religii Słowian znajdujemy u Prokopiusa z pierwszej połowy VI.
wieku. „Jednego tylko boga, sprawcę piorunów, za pana wszech­
rzeczy uznają — powiada Prokopius — jemu woły i inne
żertwy składają... Kiedy widzą przed sobą w chorobie lub przed
bitwą blizką śmierć, ślubują bogu za zdrowie i całość jaką ofiarę
krwawą i rozumieją, gdy wyjdą z niebezpieczeństwa, że tern
życie swoje odkupili*2). Czczą prócz tego rzeki i nimfy i inne
bóstwa niektóre, którym ofiary składają, a przy tych czynią
i wróżby“3). A to samo rozpowiada o religii Słowian i Helmold,

’) Podał prof. Jagić w t. IV. 11—12. Archiv, f. slav. Phil.
2) Jak prawdziwa to wiadomość, świadczy podstęp, którego użył
towarzysz Ottona bamberskiego, żeby zabrać posążek T rzygłowa,
schowany przez pogańskich kapłanów u owej biednej kobiety.
3) Bielowski. Mon. I.

— 54 —
kronikarz niemiecki z końca XII w., który wyraźnie zaznacza,
że wśród bogów rozlicznych, którym oddane pola i lasy, smutki
i rozkosze, uznają jedynego Boga na niebie, który wszystkim
innym rozkazuje i od którego wszyscy pochodzą, a ten wyższy,
kto mu krwią bliższy ł).
f) Epitety najwyższego boga. U Greków i Rzymian zowie
się najwyższy bóg to władcą bogów i ludzi (rex hominumque deumque), to ojcem bogów i ludzi (pater, geni­
tor, sator hominumque deumque). U Germanów widzimy to
samo: ich bóg najwyższy jest także to ojcem (Vater) i dziadem
(Altvater, Grossvater), to panem (Fro, Herr) i władcą (Kuning
König) bogów i ludzi. Jak u Greków i Rzymian najwyższy bóg
zowie się wielkim, największym (peyáÁos, magnus, peyio~ros, maximus), tak samo ma się rzecz i u Germanów *
2). Czy
podobne stosunki nie zachodziły u Słowian?
«
a) Wit. Jednym z takich epitetów u Słowian był obja­
śniony już wyżej wit w znaczeniu władca, pan, ¿vag, Kvptos,
ßaaiXevs, rex, dominus). W stosunku do ziemskich witów,
zwano go świętym witem (jak u Rzymian sanctus od­
nośnie do Jowisza lub Junony), skąd następnie urosło złożone
imię Święto wit. Podobnie u Germanów epitet Fró, który
bezwątpienia odnosił się pierwotnie do najwyższego boga, stał
się czasem osobną nazwą boga, a nawet osobnym bogiem 3).
ß) Dziad, Lei. Ktoby germański epitet najwyższego boga
Altvater, Grossvater chciał przełożyć na język polski, musiałby
użyć wyrazu dziad, co po rosyjsku brzmiałoby d j e d, po
rusku did (zdrobniałe didko), w języku starosłowieńskim
déd'b. Ale czy wyraz ten miał kiedy jaki związek z naszemi wie­
rzeniami.
U nas oprócz zwyczajnego znaczenia ma dziad także
znaczenie straszydła a nawet dyabła, który np. pod Kiel­
cami podług opowiadań górników siedział w jaskini i gwizdał
złowieszczo; gdy się kto odezwał, pokazywał się, lecz zaraz
znikał4). D é d b, Dédbko jest dyabłem już w dawnych cer-

’) Helmold. Chronika Slavorum c. 84. Naruszewicz 1. c. 24.
2) Grimm. 1. c. 18—19, 132—133, 152—153, 190.
3) Grimm. I. c. 190—197.
*) Zbiór wiadomości do antropologii krajowej. Wyd. Akad. Umiej
IX. 56.

55 —
kiewnych zabytkach1)- jak podziśdzień u Rusinów, ale u tych
ostatnich odgrywa także rolę opiekuńczego ducha domowego,
u Hucułów D i d o, D i d u c h, gdzieindziej Dom o wyk zwa­
nego, którego każdy gospodarz chować u siebie powinien, je­
żeli chce mieć szczęście2) Siedziba jego w piecu. W pewnej
wsi była chata, w kórej nikt mieszkać nie chciał, gdyż każdemu,
kto się tam osiedlił, umierały dzieci. Aż jeden biedak, nie ma­
jąc innego schroniska, postanowił się tam osiedlić. Wszedł do
chaty i rzekł: „Dzień dobry temu, kto jest w tym domu!“ —
„Czego ci trzeba?“ odrzekł D i d k o. — „Ja ubogi, nie mam ani
domu ani chudoby“. — „Zamieszkaj tu, rzekł Didko, ale
powiedz swej żonie, żeby co tydzień piec wybieliła i dzieciom
na piec leźć nie pozwoliła“. Biedak tam osiadł, a kiedy raz
wieczorem na biedę narzekał, wyszedł Didko z pieca i podał
mu cały kocieł pieniędzy3). Białorusowie zowią go Bagan
(Bogan), co znaczy tyle, co bóg. Chodzi za stadem rogatego
bydła, strzeże przed wszelkiem złem i rozmnaża. Gdy się
rozgniewa, ginie wszystko w zarodzie lub jałowieje. Zowie się
tutaj także W a z i ł a (Woziła), jakoby woźnica, bo jest opieku­
nem koni i szczególniejszym ich lubownikiem; one mu są ze
wszystkich zwierząt najmilsze. Gdzie w gospodarstwie więcej
koni, tam zwyczajnie jednego z nich ma za swego: czyści go,
gładzi sierść, zaplata ogon i grzywę, sypie najlepszy owies.
W nocy rad puszczać się w drogę, dlatego rano bywają konie
często spocone. W woroneskiej guberni kupionego konia oddaje się „Djeduszce“ w opiekę, a uzdę wiesza się u pieca.
U Rosjan zowie się D j e d u s z k a d o m o w o j (Dziadek do­
mowy), a jest podług wyobrażeń ludu staruszkiem o wzroście
pięcioletniego chłopca w czerwonej koszulce, opasany ciemno-żółtym pasem, wzrok jego płonie ogniem. Na Syberyi przed­
stawiają sobie Domowego jako kosmatego starca z długą
brodą i przypuszczają, że żyje w p i e c u. W innych stronach
Rosyi wyobrażają go sobie w ciemnoszarym płaszczu, a za to
w pasie czerwonym. W ogóle chętnie pojawia się w postaci
rosyjskiego gospodarza, chętnie w jego szaty się ubiera, lecz

*) Miklosich. Lexicon.
2) Zbiór etc. IV. 73.
3) Machał 1. c. 97.

— 56 —
je znowu w porządku składa. Zowie się też wprost Chozjain
Chozjainuszko (gospodarz), jak u Czechów H o s p oda­
rte e k. Stosownie do miejsca, którem się opiekuje, zowią go
także Gumiennym, Chlewnym, Kon i usznym, Ta­
bu n n y m, nawet B a n n y m tj. Łaziebnym czyli opieku­
nem łaźni. Chroni dom przed każdem nieszczęściem i rozmnaża
jego dostatek. W nocy krzesze sobie ogień przy pomocy krze­
mienia i stalki, świeci sobie, jak chce, woskowemi świeczkami,
wszędzie zagląda, czy jest wszystko w porządku i na swojem
miejscu, a nieraz słychać go także, jak pracuje. Chroni gospo­
darstwo przed złymi duchami i czarownicami, szczęści gospo­
darzowi przy kupnie i sprzedaży, na polu, w oborze i komorze.
W każdym domu żyje jeden Djeduszka, ma żonę i dzieci,
lecz zgubna rzecz zakochać się śmiertelnikowi w jego córce.
Znając to, niepodobna ani na chwilę wątpić, że nasz
Dziad lub Did, Didko, odpowiadający pod względem
znaczenia dosłownie niemieckiemu Altvater, Grossvater,
należy do wierzeń naszych pogańskich, jak A 1 tv at e r, G rossvater do wierzeń pogańskich germańskich. — Był bo­
giem pogańskim, więc gdy przyszło chrześcijaństwo, został, po­
dług dawno w chrześcijaństwie ustalonych pojęć, dyabłem,
ale lud prosty mimo to wierzył i wierzy dalej w jego potęgę
i wprawdzie nie uznaje go za boga, jak dawniej, ale widzi
w nim na pół dobrego, a na pół złego ducha, z którym dobrze
zachować zgodę, bo przynosi szczęście gospodarstwu. Widoczną
z tego jest rzeczą, że jak Altvater i G r o s s v a t e r są epi­
tetami najwyższego boga germańskiego, że tak samo i nasz
Dziad odnosił się również do bóstwa najwyższego. Zeszedł
za czasów chrześcijańskich do roli ducha karła, gdyż siedzibą
jego został piec, ale ta postać jego nie jest wyłączną, skoro
wdziewa odzież wieśniaczą i w niej chodzi, a po użyciu w po­
rządku składa. Pozostała więc jeszcze pamięć dawnej jego po­
staci, zwyczajnej postaci ludzkiej. Siedziba w piecu, czerwon a koszula (u Mazurów płaszcz) lub pas, szczególniejsze
umiłowanie koni, w ogólności opieka nad wszelakim dobytkiem
w oborze, gumnie i na polu wskazuje doskonale, że to nie kto
inny, tylko Swarożyc, Piorun, Jarowit, Świętowit, Dadzbóg (czy jak go tam jeszcze nazwiemy), słowem,
bóg najwyższy, że zatem Altvater i Grossvater a nasz
Dziad są pod względem znaczenia epitetami najzupełniej iden-

— 57 —
tycznymi: jedno i drugie znaczy to samo i odnosi się do naj­
wyższego bóstwa. I epitet ten tak u nas, jak i u Germanów,
odnosi się od wieków do najwyższego bóstwa, ale znaczenie
jego pierwotne było kiedyś nieco odmienne.
U Greków i Rzymian najwyższy bóg nazywa się ojcem:
■rrarrip, pater, ale nigdy dziadem: -ird-mvos, anus, skądże
zatem wzięło się to u Słowian i Germanów?
Tak u Greków, jak i Rzymian, nazywano bogów wiel­
kimi, jak na to mamy w pismach greckich i rzymskich nieskończeną ilość przykładów. A mówiło się nie tylko: <3 peyd\e
Zev! w peydXoi Oeoił peydXa Oed (jak nazywano Demetere i Per­
sefonę), ale także epitety rex lub pater łączono z przymiot­
nikiem wielki. Quem das finem, rex magne, laborum —
czytamy n. p. w Eneidzie I. 65, a tamże IV. 238: Ule pat r i s m a g n i parere parabat imperio. Tak samo miała się ta
rzecz u Germanów i Słowian. Bo cóż znaczy pierwotnie A 11vater, Grossvater w odniesieniu do najwyższego boga i ja­
kie znaczenie tkwi pierwotnie w wyrazie dziad?
Altvater, Grossvater są, jak wiadomo, złożeniami
z rzeczownika Vater, ojciec, i przymiotników alt i gross.
Alt to ten sam wyraz, co łaciński altus, wysoki, wielki,
pierwotnie zatem tego samego znaczenia, co gross1). Gross
Vater, alt Vater, a w złożeniu Grossvater, Altvat e r znaczy więc w pierwszym przypadku wielki ojciec,
a w piątym, który w niemczyźnie brzmiał jednako, wielki
ojcze, to samo zatem w odniesieniu do bogów, co peyd\e
-rrdrep lub m a g n e, alte pater. Dzisiejsze znaczenie wyrazów
Altvater, Grossvater, jest późniejsze i wynikło ze zna­
czenia, jakie wyrazy alt i gross przybrały z czasem w sto­
sunkach ludzkich. Kto był mały, ten był młody; kto wielki,
wysoki, ten był stary; mały i młody, wielki i stary stały się
tym sposobem synonimami. Takie same pojęcia były u Greków
(n. p. oi peXdyoi dvdpes znaczyło dorośli) i u Rzymian, u któ­
rych dziadek zwał się a v u s, a babka anus, ale zamiast
tego mówiono także wielki ojciec, wielka matka t. j.
gran dis (magnus) pater, grand is mater, skąd potem
’) Używał się też wyraz altus, jak magnus w języku łacińskim
w odniesieniu do Jowisza. „Defensor solii, Jupiter alte tui — czytamy
n. p. u Owidiusza (Fasti VI. 188).

— 58 —
po francusku mamy grand-père (dziadek) i grandemère (babka); u których stryj zowie się patruus, ale
brat dziadka patruus magnus; u których siostra ojca zo­
wie się amita (ciotka), ale siostra dziadka amita magna;
u których pradziad zowie się pro a vus, ale siostra pradziada,
amita major, a brat pradziadka patruus major it. d.
Tak samiuteńko było u Słowian. U Polaków n. p. wielki
znaczył także stary, a mały, młody, stąd Wielkopolska
czyli stara Polska) i Małopolska (czyli młoda, nowa Pol­
ska). Zamiast wielki mówiliśmy niegdyś wieli, wiela,
wiele (skąd u Ślązaków po dziś dzień Wiela Sobota,
Wiela Niedziela i t. d. ł), skąd Wielowieś zamiast
Wielko wieś, ale jeszcze dawniej: lei,
lela, lele.
Stąd na Rusi Wielka Niedziela zwała się Lei den za­
miast późniejszego Wełykdeń i stąd też Litwini, u których
zresztą 1 e 1 s znaczy podziśdzień wielki, nazywają Wielkanoc
Leldena*2). W naszym języku wyraz ten już bardzo dawno za­
marł. Podziśdzień zachowuje się tylko w nazwiskach rodo­
wych, jak Lelo, Lelewicz i w nazwach miejscowości, jak
Lelice, Lelewo, Lelowice, Leluchów, Leluchówka,
z których jedne opierają się na imieniu osobowem Lei, drugie
na imieniu Lei ech (Lelechówka), a trzecie na imieniu Leluch 3). Prastary ten wyraz w niektórych językach słowiańskich
żyje jeszcze podziśdzień nawet w wyrazach pospolitych (nie
tylko w imionach własnych), a ciekawy jest wielce ze względu
na sprawę, o którą chodzi. Ale nim do tego przystąpimy, po­
wiedzmy jeszcze, jakie było pierwotne znaczenie wyrazu
dziad.
Różnie ten wyraz etymologizowano. Nie będziemy się ba­
wili w daleko sięgające, a na niczem nie oparte dociekania.
Stwierdzamy tylko na podstawie faktów, że łaciński wyraz n utritor (w znaczeniu żywiciel, wychowawca tłómaczy się
u Chorwatów w XI. wieku przez wyraz d j e d), że ten sam
wyraz cerkiewne źródła w X., XL, XII., a nawet XIV. wieku

*) Zaranie Śląskie I. 157—160.
2) Brückner A. Starożytna Litwa. 119.
3) Miklosich. Die Bildung der slav. Personennamch 285 i Die Bil­
dung der Ortsnamen aus Personennamen im Slavischen. 43.

— 59 —
oddają przez dédko lub kormilec1)- I takie też podług
nas jest najpierwotniejsze znaczenie tego wyrazu, wynikające nie
tylko z przytoczonych źródeł, ale i z etymologii wyrazu, który
wyprowadzamy od rdzenia d é , oznaczającego karmić, żywić 2).
Z czasem ustaliło się znaczenie ojciec i dlatego w źródłach
starocerkiewnych ojciec, papa jakiegoś Kościoła zowie się
d é d rb , n. p. d e d Ta cmkve bosm>ske lub d e d
bosunski
(Miklosich. Lexicon). Z wyrazu dziad moglibyśmy znaczenie
ojciec nawet lingwistycznie wydedukować. Dziedziczymy mia­
nowicie wprost po ojcu, nie po dziadku. Jak pojęcie to tkwi
głęboko w myśli naszej, możnaby tysiące przykładów zacyto­
wać z pisarzów od najdawniejszych czasów po dzisiejsze. (Cie­
kawych odsyłamy do Słownika Lindego.) Jeżeli więc mimo te­
go pojęcia, głęboko w nas tkwiącego, że s y n dziedziczy po
ojcu, nie po dziadku, ten, co dziedziczy, zowie się dziedzic
czyli dziadowie, syn dziada, a nie oj czy c, syn ojca, jak
to jest u Rosyan, u których o tc z y cz znaczy dziedzic, a o t c z in a, tyle co dziedzina; to sprzeczność ta da się zrozumieć
tylko w ten sposób, że wyraz dziad znaczył dawniej tyle, co
ojciec. 1 dopiero ze znaczenia ojciec pod wpływem wyrazu
1 e 1 wyrobiło się dzisiejsze znaczenie wyrazu dziad.
Na oznaczenie siostry matki mieli Słowianie wyraz
ciotka, ale zamiast tego zaczęto mówić także siostra
lela, siostra wielka (w stosunku do siostry małej t. j. mo­
jej), albo krócej 1 e 1 a z domyślnem siostra, stąd w języku sta­
rosłowiańskim wyraz 1 é 1 j a, a w bułgarskim lele znaczy
ciotka. Na oznaczenie brata ojca mieli Słowianie wyraz
stryj, ale zamiast tego mówili także brat lei, brat wielki,
albo krótko 1 e 1 z domyślnem brat, skąd w Macedonii \á\a używa
się w znaczeniu stryj. Wyraz na oznaczenie dzisiejszego d z i a d,
babka Słowianie zagubili, chcąc tedy powiedzieć a v u s,
avia, mówili dziad lei, ojciec wielki (jak niem. Grossva-

’) Lud. VIII. 54-65, 150—168.
2) Rdzeń d é opiera się na rdzeniu d i, który może się pojawiać
także w postaci doj, skąd doić, co jeszcze w XV. w. znaczy kar­
ni i ć (książeczka Nawojki). Podobnie na rdzeniu w i (skąd wić) opiera
się rdzeń wé (skąd wiano) i woj (po-woj, za-woj); podobnie na li (li­
ty), opiera się le (skąd lać — lejać) i ło j (skąd: łój) etc.

— 60 —
ter) i dziedza lela1), matka wielka, albo krócej lei i 1 e 1 a
z domyślnem dziad i dziedza, stąd u Słowian zaodrzańskich lola znaczy dziad, a u Nowogreków AdKą babka 2).
W tern znaczeniu dziad, dziedza były tak ściśle złączone
z przymiotnikami lei i lela, wielki, wielka, że jeżeli dla skró­
cenia powiedziało się lei, lela, to rozumiało się dziad,
dziedza, a jeżeli się powiedziało dziad, dziedza, to
rozumiajo się lei, lela, stąd tak same wyrazy dziad,
dziedza, jak i lei, lela, przybrały to samo znaczenie,
znaczenie dzisiejsze dziada i babki3). O najwyższym bogu mó­
wiło się zawsze Dziad lei, w znaczeniu ojciec wielki,
przez co oba te wyrazy znowu tak ściśle zrosły się ze sobą,
że jeden używał się zamiast drugiego (bo jak się powiedziało
Dziad (ojciec), to rozumiało się Lei (wielki), a jak się po­
wiedziało Lei, to rozumiało się D z i a d) i że oba przybrały
to samo znaczenie, stąd u Albańczyków 1 j a 1 j t. , a u zaodrzańskich Słowian lola, znaczy ojciec (u tych ostatnich, jak
wskazaliśmy wyżej, znaczy także tyle, co A11 v a t e r).
Takim to sposobem u Germanów i Słowian przyszedł
najwyższy Bóg do epitetów Altvater, Grossvater, Dziad
i Lei, co pierwotnie nie oznaczało bynajmniej tego, co dzisiaj
przez te wyrazy rozumiemy, lecz to, co greckie i łacińskie
/¿eyaAos-rrartip magnus, altus pater. Rozumiemy także
teraz te głuche wieści, jakie naszych historyków doszły o bogach
Lei u i Po lei u. CzyPolel był, nie wiemy na pewne, ale istnie­
nie Lela stwierdzamy4) i jeszcze niżej stwierdzimy. Dziad
lei to pierwotnie jeden epitet najwyższego boga w znaczeniu
ojciec wielki, z czasem zaś dwa odrębne epitety w tern
samem znaczeniu: ojciec, dziad.

1) Jak od g os pod. żeńska forma brzmi gospodza (jeszcze
w XV. w. Zob. Książeczkę Nawojki), jak obok w i a d (ni wiadu co), mamy
wiedza; obok jad mamy jedzą (Zob. Linde) i t. d., tak obok
dziad (ojciec) mieliśmy dziedza (matka). Zob. niżej Dziedzylel a
2) Miklosich. Lexicon. Dobrowsky J. Slovanka. Prag. 1814. 1.
12-13.
3) Podobnie zamiast Grossmutter mówi się w Turyngii Grüs­
ch e n , w Badenii G r ö s e 1 e, w Siedmiogrodzie G r ü s s e. Kluge. Wör­
terbuch.
*) Słowianie zaodrzańscy jeszcze w XVIII. wieku mówili o bogu :
nos lola, nasz ojciec. Zob. Dobrowsky 1. c.

— 61
j) Ród. Już stary Grimm (Jakób) wiedział, że bocian
zowie się po serbsku nie tylko boczan, ale także roda i bar­
dzo się nad tą nazwą zadumał’), bo wyczytał znowu w starej
biblii bośniackiej, że Wóz Niebieski, znana konstelacya gwiazd
Wielkiego Niedźwiedzia na niebie, zowie się po serbsku Kola
rodina i Rod okolą, który to ostatni wyraz jest tylko zło­
żeniem z dwu poprzednich. Kola, po polsku koła, to u po­
łudniowych Słowian wóz. Rodina kola to tak, jakby kto
po polsku powiedział rodzin wóz (rodzin od roda, jak
matczyn, siostrzyn od matka, siostra) w znaczeniu bo­
ciani wóz, skoro roda, od którego przymiotnik brzmiał
r o d z i n - a - o (jak od starosta: starościn-a-o) znaczy
bocian. Lecz jakże znowu do tego zaszczytu przychodzi
bocian, żeby Wóz Niebieski jego właśnie zwał się imie­
niem, kiedy n. p. u Niemców zowie się on W uotans wa­
gę n, wozem Wodana, od imienia najwyższego boga germań­
skiego? Grimm pozostawił zagadkę bez rozwiązania, a po nim,
o ile wiemy, już jej nikt nie podjął.
Grimm nie mógł z trudności wybrnąć, bo stan ówczesny
dawniejszych źródeł słowiańskich nie pozwalał mu sięgnąć głę­
biej. Później dopiero całe mnóstwo źródeł starocerkiewnych
wydano i przetrzebiono. Gdyby był Grimm mógł mieć te źró­
dła w ręku, byłby zapewne i tę zagadkę rozwiązał. Bo oto
w źródłach starocerkiewnych ruskich, od XII. wieku począwszy,
napotyka się ciągle wzmianki, aż do XVI. w. włącznie, że lud
prosty składa ofiary z chleba, sera i miodu jakiemuś bogu Rodowi i Rodzanicy (po rusku Różanie a) z orszakiem
żeńskim, który razem z nią zowie się Rod za ni ca mi (po
rusku Rożanice). W jednem z tych źródeł (rękopiszXV. lub
XVI. wieku) czytamy nawet, że ten bóg Ród przebywa w po­
wietrzu i rzuca stamtąd grudki ziemi, z których rodzą się
dzieci*2).
Legenda ta wskazuje, jakie było pierwotne znaczenie na­
zwy Ród: oznaczała ona tego, co rodzi, po grecku To/ceus,
po łacinie gen i tor. Wiedzielibyśmy to i bez niej, gdyż zna-

’) Grimm J. Deutsche Mythoi. II. 688.
2) Mi kłosi ch. Lexicon. Krek. I.
1. c. 15, 77.

c. 384, 407, 408. Machał

62 —
czenie to zachowało się podziśdzień w wyrazie rodzić,
który jest zdrobnieniem wyrazu ród, a niezdrobniały wyraz
ród pod względem znaczenia ma sie tak do zdrobniałego ro­
dzic, jak np. niezdrobniate dziewa do zdrobniałego dzie­
wica. Jeżeli więc niegdyś powiedziano, że ktoś jest takiego
rodu, to znaczyło nie to, co dzisiaj, lecz to, jakiego kto
ojca. Od ród forma żeńska rod a, a od tego zdrobnienie
rodzica, jak od dziewa zdrobnienie dziewica. Lecz jak
od g o s p o d mamy jeszcze w XV. wieku żeńską formę
gospodza, tak od ród żeńska forma brzmiała także
rodzą (po rusku róża) i rodzana (różana), od czego
zdrobnienie rodzanica (po rusku r o ż a n i c a). Ta druga
forma żeńska (rodzą, rodzanica), była konieczna, gdyż dawnej
żeńskiej rod a używało się także zamiast męskiej ród, co u imion
i nieimion tak często się spotyka. Dość przypomnieć: woje­
woda, cieśla, Zawisza, Msta (Mścisław), Bolesta
(Bolesław) i t. p. Nasze imię Rodzisław skracaliśmy też na
Rod a (Porówn. Nieroda), a tak samo i Czesi, Ruś zaś miała
i zdrobnienie Rod ka ’)•
Czcili więc Słowianie jakiegoś osobnego boga R o d a
czyli Rodzica i jego małżonkę Rodzanicę czyli Ro­
dź i c ę ?
Nie! To nie osobny bóg, lecz tylko osobny epitet najwyż
szego boga. Jak Grecy i Rzymianie nazywali najwyższego boga
nietylko Tra-rąp, pater, ale także tokcus, g e n i t o r (parens), tak
i Słowianie czcili nie tylko ojca, ale także rodzica bogów
i ludzi2).
I teraz już nie trudno wiedzieć, jak pojmować nazwę konstelacyi R o d o k o 1 a czyli Kola rodina. Zamiast formy mę­
skiej Ród używali południowi Słowianie formy żeńskiej R oda, dlatego Rodina Kola, nie Rodowa Kola, nazwa
zresztą zupełnie jasna; to Wóz Rody, wóz tak samo najwyż­
szego boga, jak i u Germanów: nazwy Wuotanswagen
i R o d o k o 1 a czyli Rodina Kola pokrywają się tedy co do
znaczenia najzupełniej.

') Miklosich. Die Bildung d. slav. Personennamen.
.•J)JUpitAer est genitor- Ov- Met '■ 517- Quae te> Genitor, sententia
vertit ? Virg. Aen. 236. Prospiciens genitor (Jovis) Virg. Aen. I. 154 etc.

- 63 —
Pojmujemy teraz i południowo-słowiańską nazwę bociana
r o d a i lelek1), (bo i tak bocian tam się nazywa). Ptak
otrzymał nazwę od boga, któremu był poświęcony, jak rośliny
dziewana lub marzana (maruna) od bogiń, u których
w szczególniejszej były łasce, jak ogień nazywano Swarożycem, imieniem boga, który się i w tej postaci okazywał. Działo
się i odwrotnie. Jaraszka czyli Jarowita nazywają na Śląsku
najczęściej Raraszkiem, od rara czyli raroga2),* który
także temu bóstwu był poświęcony. Gdy święty roda (rodzic)
Jarowit z przyjściem chrześcijaństwa zmienił się w dyable
straszydło, w kosmatego potwora o trzech głowach i więcej aż
do siedmiu, pożerającego zwierzęta i ludzi, otrzymuje nazwę
boćka1), od ptaka, który z krainy wiecznej wiosny z jego
rozkazu przynosił ludziom wiosnę i dzieci, z krainy rozkoszy
czyli raju, gdzie sam Jarowit wypoczywał po dziennych trudach
i gdzie przebywały dusze tak umarłych, jak i mających się
urodzić 4).
4. Wnioski. Podług naszego zdania jest tedy J e s z a skró­
ceniem imienia Jarowit, które prócz tego skracało się u nas
na Jaszon, skąd czeskie Jaszen, na Jar, skąd litewskie
Jors (Chors), na Jarko, skąd litewskie Jork o (Korko,
Kurko), na Jarach, skąd śląskie Jaraszek; na Rusi na
Jariło, u południowych Słowian na Jara, na Rugii na Jar­
ko n a, skąd w ustach Skandynawców nazwa miejscowości
Arko na. Jest to podług nas ten sam bóg, co Świętowit,
Trzygłów, Swarożyc czyli Radegost, Piorun (Prowa) i D a ż b ó g , a zwano go najczęściej Witem, t. j. królem,
Dziadem lelem, t. j. żywicielem, ojcem wielkim i Rodem,
t. j. rodzicem bogów i ludzi.
Pogląd ten, jak już zaznaczyliśmy wyżej, zgadza się najzu­
pełniej z poglądem na religię Słowian Prokopiusa z VI. i Helmolda z XII. wieku.

’) Lelek jest formą zdrobniałą od lei.
2) Jak się mówi bat i batog, tak niegdyś mówiło się rar i rar ó g. Od rar utworzono formę zgrubiałą rarach, a z tego zdrobniałą
rarasze k.
’) Świątek Jan. Lud nadrabski. 357, 484.
4) Krek. Einleitung 417 i n.

— 64 —
II. Łada.
/. Imię. Drugiem bóstwem dawnych Polan, o którem
w swej H i s t o r y i rozpowiada ’Długosz, jest bóg wojny. Ustal­
my najpierw brzmienie imienia.
Autograf i wszystkie rękopisy zawierają formę L y a d a m
(4 przypadek), więc nie ulega wątpliwości, że imię kończyło się
w 1 przypadku na a, ale jak brzmiało? Lada czy Łada?
Pisownia Długoszowa Lyada wskazywałaby, że należałoby
czytać Lada i tak też wielu czytało: Stryjkowski najpierw, za
nim inni. Jednakże czytanie Lada jest z wielu względów nie­
dopuszczalne. Przedewszystkiem trzeba zaznaczyć, że Lada
jako imię na podstawie języków słowiańskich nie dałoby się
zrozumieć i przypuścićby trzeba, że jest wzięte z jakiegoś ob­
cego języka, co nie jest rzeczą zbyt prawdopodobną i u sąsie­
dnich ludów, z którymi Słowianie się stykali, takiego boga nie
znajdujemy.
Wiedzieć dalej należy, że jeżeli u Długosza po L napoty­
kamy y, to L takie niekoniecznie ma się czytać, jak Ł, gdyż
nader liczne przykłady pouczają nas, że on wyrażał w ten spo­
sób i Ł. W t. III. jego Liber beneficiorum J) znajdujemy
n. p,: Byalya (= Biała) 8., 862., Jaslyo (= Jasło) 209., Lyaszy (Łazy) 284., Lyaszow (Łaszów) 332., Lyasziszka i Lyaszyska
(Łaziska) 242., Lyoszoszina (Łososina) 350., Plyasza (Płaza)
327., Plyonka (Płonka) 244., Powalya (Powała, herb) 5., 6.,
179., 249., 453 i t. p. Wobec tego Długoszowe Lyada mo­
żemy śmiało czytać Łada, a czytanie to czyni imię odrazu
jasnem i zrozumiałem. Pochodzi od dobrze znanego językom
słowiańskim, prastarego wyrazu ład, w znaczeniu porządek,
skąd i ładny, pierwotnie porządny, potem piękny.
Łada jest, podobnie jak Jara, Jesza, Jarkona,
Prowa, Jaksa, Jakota, Mi rota, Miłota, Zawi­
sza, imieniem męskiem w formie żeńskiej i niezawodnie, jak
te imiona, skróceniem z imienia pełniejszego, którego nie zna­
my, a które może brzmiało Ładowit (jeżeli tytuł wit przy­
sługiwał i podrzędnym bogom, władcom w mniejszym zakresie),
Ładosław lub Ładom i r, władca ładu i porządku, ładem
i porządkiem słynący. Jak mieliśmy nie tylko imię boskie J a1) Wyd. Przeździeckiego.

— 63 —■
ra, Jesza, Pro w a, ale także takie imiona ludzkie (od
imienia ludzkiego Pr owa pochodzi miejscowość Pr owiń,
znana z 1263, 1264, 1271, 1281), tak mieliśmy też imiona ludz­
kie, takie jak Łada, skąd nazwa herbu, jak Ładoś, Łaś,
Łady g a (skąd Ładyżyn i Ładyżyński), Łach (skąd Łachów)1),
Łaszek (skąd Łaszków), Łasz i Łasza (skąd Łasze, Łaszów, Łaszyn). U Kromera w tłom. Błaż. i u Stryjkowskiego
znajdujemy formę Ład on (Ladon), co jest taką samą formacyą od Ł a d a , jak J a r k o n , w żeńskiej formie J a r k o n a.
Niektórzy, uwiedzeni zapewne żeńską formą imienia, uczynili
Ładę boginią i to oczywiście boginią piękności, gdyż wyraz
ładny znaczy piękny. Zapomnieli, że Długosz wyraźnie mówi
nie o bogini wojny, lecz o bogu wojny: „Marsa, którego zmy­
ślenia poetów zrobiły bogiem wojny, nazywali Ładą“. (Mar­
tern vocabant Ly ad am, quem praesulem et de um belli poetarum figmenta pronuntiant). Tak brzmienie imienia Łada,
jak i charakter wojenny bóstwa, stwierdza zresztą oprócz Dłu­
gosza kaznodzieja anonim z XV. wieku, który się żali, że „Po­
lacy jeszcze zawsze około Zielonych Świątek czczą bożków po­
gańskich (idola)“ i między nimi wylicza Ładę i Jeszę, na­
zywając pierwszego gardź in ą t. j. bohaterem, wojowni­
kiem 2).
Odtąd więc bajania o jakiejś bogini Ładzie raz na za­
wsze ustać powinny.
2. Kult. O kulcie tego boga tyle tylko wiemy, ile znajdu­
jemy u Długosza: „Modlili się do niego o odwagę i o zwycię­
stwa nad nieprzyjaciółmi, czcząc go bardzo dzikim obrządkiem“.
Nie bez znaczenia jest i wzmianka Kromerowa: „Ruś pamiątkę
pogaństwa i podziśdzień zachowując, zwłaszcza w pieśniach
swadziebnych Lad on a wyrażają, gdy lub to dłoniami w stół,
lub też rękę o rękę bijąc, na każdym wierszu pieśni Ladona

’) Łaś, Ładoś, Ładyga, Łach, zjawiają się jeszcze dzisiaj jako
nazwiska.
2) Gar dżina (u Czechów brzmi to h r d i n a), jest naszym staro­
polskim, rodzimym wyrazem, tym samym, który jeszcze mamy w czaso­
wniku gardzić, a zamiast którego wszedł w życie obcy wyraz boha­
ter. Na te fakta w rzeczonem kazaniu zwrócił uwagę zasłużony prof. A.
Bruckner. Zob. W i sła VI. 701. Biblioteka warszawska. Luty
1891 i marzec 1892.
Lud. Rocznik XIV.

5

— 66 —
opiewają 1)“. Wzmianka nie bez znaczenia dlatego, że dowodzi,
jak długo przechowywała się pamięć tego bóstwa, jednakże
o samym kulcie jego i z tej wzmianki niczego nowego się nie
dowiadujemy.
Wyjaśnić więc tylko jeszcze mnsimy słowa Długosza, po­
dług których czczono tego boga „bardzo dzikim obrządkiem“
(asperrima illum placantes c u 11 u r a), Co przez te słowa
rozumieć, nie może być ani na chwilę żadnej wątpliwości, gdyż
same wyrażenia Długosza dowodzą, co miał na myśli, że miał
na myśli ofiary z ludzi, mianowicie z jeńców wojen­
nych, ofiary, jakie i Germanowie składali bóstwu wojny.
Dość przytoczyć słowa Jornandesa, dotyczące tej sprawy u ger­
mańskich Gotów, ażeby rzecz całą postawić w pełnem świetle,
bo Długosz używa nawet tych samych słów, ażeby kult pol­
skiego Marsa określić. Quem Martern — powiada Jornandes —
Gothi semper asperrima placavere cultura. Nam victimae eius mortes fuere cap to rum, opinantes bellorum
praesulem aptius humani sanguinis effusione placandum2).
O składaniu zaś bogom słowiańskim ofiar z ludzi, n. p. Swarożycowi, wiemy z Thietmara i innych źródeł 3). Sam zresztą
Długosz powiada wyraźnie w ustępie, zacytowanym na czele tej
rozprawy, że przodkowie nasi składali bogom ofiary „z trzód,
bydła i zwierzyny, a niekiedy także z ludzi, na woj­
nie pojmanych (nonnunquam de hominibus in praelio captis)“. Z ludzi zaś na wojnie pojmanych składano ofiary nie
komu innemu, tylko najwyższemu bogu lub jego emanacyi, bogu
wojny Ładzie.
3. Polel. Podług wyobrażeń greckich bóg wojny Ares
jest synem Zeusa i Hery. Jeżeli to samo przypuścimy u Sło­
wian, a mianowicie pochodzenie Łady od Jeszy i jego mał­
żonki Dziedzyleli (zob. niżej), w takim razie imię Polel,
o ktorem głuche wieści doszły kronikarzy naszych, będzie jasne,
albowiem przyimek p o i p a wyraża w złożeniach pochodzenie,
tp, co późniejsze lub gorsze 4). Dość przypomnieć grom i p o’) Kromer M. Kronika polska (tłom. Błażowski, wyd. w Sanoku
w r. 1857) 93—95.
2) Grimm. 1. c. I. 38—40.
3) Bielowski. 1. c. I. 226-278.
*) Miklosich. Vergl. Grammatik der slav. Sprachen II. 389.

— 67 —
grom (to, co po gromie zostało, skutki gromu), rob i pa­
robek, ciot i poci ot, brat i pobrać im, góra i pa­
górek. Ponieważ Zeus, jako najwyższy bóg, jest zarazem
najwyższym wodzem siły zbrojnej i obrońcą państwa, więc rzecz
naturalna, że Ares, specyalny bóg wojny, jako emanacya Zeusa,
jest jego synem. Lecz takie samo prawo mamy przypuścić to
i o Ladzie. Skoro J e s z a (Jarowit), inaczej Lei, jako bóg
najwyższy, jest najwyższym wodzem i obrońcą swego narodu,
dziwićby się nie można, gdyby specyalny bóg wojny Lada,
jako emanacya najwyższego boga, był także podług wy­
obrażeń naszych przodków synem L e 1 a czyli P o 1 e I e m.
W takim razie byłoby rzeczą zrozumiałą, dlaczego L e 1 a i P oI e 1 a obok siebie, niby Kastora i Poluksa (jak się naszym zlatynizowanym kronikarzom wydawało), sławiono J). Za dowód
zaś na to, że istotnie tak było, posłużyć może wspomniane
już anonimowe kazanie z XV. wieku, w którem kaznodzieja się
żali, że L a d a i Jesza za jego czasów większą cześć około
Zielonych Świątek odbierają, aniżeli sam Pan Bóg. Wymieniono
ich obydwu obok siebie i to w refrenie z jakiejś pogańskiej
pieśni: „A, Łado gardzina, Jesze !“ *2), coby dzisiaj brzmiało:
„A, Lado gardzino, Jeszo!“
Tak sobie tłómaczymy P o 1 e 1 a.
4. Księżyc. Cerkiewne źródła ruskie zowią słońce ca­
rem, t. j. królem, władcą i identyfikują ze Swarożycem3).
Carem i kniaziem zowie się ono podziśdzień w rosyjskich,
ruskich i serbskich baśniach i pieśniach4). O królu słońcu
prawią także baśnie czeskie 5).6
Księżyc zaś podług wyobrażeń ruskich i naszych jest
synem słońca, i przebywa, jak i słońce, za morzem, gdzie ką­
pie się i wypoczywa po odbytych trudach G). Zamiast obcych
wyrazów car, król, mieliśmy nigdyś swojski wit, przyszedł
potem germański K u n i n g, z czego nasz ksiądz i książę,
a ruski kniazi-. Lecz jak syn Kmity zowie się Kmicic,

’) Kromer 1. c. Stryjkowski. Kronika (Warszawa 1766). 126.
2) Zob. Brückner A. 1. c.
3) Krek. Einleitung. 391.
*) Machał. 44.
5) Idem i bid.
6) Machał. 1. c. 55. Wisła. V. 110.

- 68
starosty — starościc, wojewody — wojewodzie, tak
syn księdza lub księcia zwał Się księżyc. Sama tedy nazwa
wskazuje, że księżyc uchodził za syna księcia, którym był,
jak wskazują źródła historyczne i podania ludowe, w i t - s ł o li­
ce, ksiądz- słońce, inaczej Swarożyc. Że Słowianie
czcili słońce i księżyc jako bóstwa, a raczej jako postaci, w któ­
rych jakieś bóstwa się ukazują, wiemy napewne tak ze źródeł
arabskich z X. i XII. wieku, jak i z własnych 1). Rzeczy to więc
zupełnie pewne. A skoro tak, to któreż to bóstwa ukazywały
się naszym przodkom w tych postaciach? Co do słońca, to już
wiemy, że to sam najwyższy w i t bogów i ludzi, inaczej
Dziad , Lei, Swarożyc, księżyc więc byłby P o 1 e 1, bóg
wojny Łada. Przypuszczenie to tylko, ale może niezupełnie
bezpodstawne. Bo proszę zważyć obok tego wszystkiego, cośmy
dotąd powiedzieli, jeszcze następującą okoliczność:
Św. Jerzy był jednym z pierwszych rycerzy, którzy za
wiarę ponieśli śmierć męczeńską, którzy odnieśli tryumf nad po­
gaństwem, nad czartem, podług wyobrażeń chrześcijańskich.
Nic też dziwnego, że wszędzie, gdzie wiara chrześcijańska za­
częła się szerzyć, jego dawano za patrona kościołom, że sławiony
jako zwycięzca piekielnego smoka, stawał się przedmiotem le­
gend. To stało się i u nas, ale dlaczego legendy nasze przenio­
sły siedzibę jego na księżyc? Opowiada n. p. lud z okolic No­
wego Targu, że św. Jerzy prosił raz Pana Boga, żeby mu po­
kazał to, co grzmi. Pan Bóg nie chciał, żeby się św. Jerzy nie
przestraszył, ale św. Jerzy koniecznie się upierał i o pokazanie
prosił, jako żołnierz, co już nieraz ze smokiem walczył. Gdy
więc raz czarne, straszne chmury zebrały się na niebie, gdy bły­
skać i grzmieć poczęło, pokazał mu P. Bóg w jednej z najczar­
niejszych chmur ucho owego potwora. Św. Jerzy tak się prze­
ląkł, że ze strachu aż na miesiączek skoczył, gdzie sobie co
Wieczór na skrzypeczkach wygrywa, jak to dość wyraźnie widać.
Gdy grzmi, powiada lud z okolic N. Sącza, że to ten potwór
tak huczy, który w chmurach siedzi 2).
Lepszego wyobrażenia, aniżeli Górale, nabrał lud kielecki,
o męstwie św. Jerzego, jak świadczy pieśń następująca:

') Machał. 1. c. 39.
2) Wisła. VII. 113.

— 69 —
W Krakowie na ulicy
Siedzi ta smok w kamienicy.
Wszystkich ludzi powyjadał,
Tylko jednej panny nie chciał,
Bo ta panna rano wstajała,
Bogu cześć, chwałę oddawała.
Przyszedł do niej św. Jerzy ■—
„— Święty Jerzy, idź odemnie,
Bo cię tu smok zaje u mnie 1“
Już się smok ze skały wali,
Św. Jerzy dobył strzały.
Strzelił ci on w samo gardło,
Na drugą mu stronę padło.
— Podaj, panno, swego paska,
Wywieziemy w pole robaczka J).

Krakowiacy zrobili ze Św. Jerzego naturalnie husarza, bo
to naturalnie rycerz polski, więc husarzem musiał być. Powia­
dają tedy, że św. Jerzy za żywota swego na ziemi był husarzem
i wojował przy wojsku z łaski Boskiej. W jednem mieście,
pojawił się smok wielgośny, co wszyćko zjadał. Czy bydle, czy
prosie, kaj ino co było, żarła bestyja i nikt mu nic nie mógł
poradzić, aż ci już brakło bydląt i ludzi się chycił. Już nie­
jednego człeka chycił w gardziel, harknął — chrupło mu w zę­
bach i po wszyćkiem. Ludzie z miasta uciekali i tylko pustki
stały po świecie. Był jeden czarnoksiężnik bardzo wierze katolickiej
przeciwny i miał córkę podlotkę (młodziutką), której dla po­
bożności nie lubił. Panienka ta modliła się do Matki Boskiej
skrycie przed ojcem — ale on to pomiarkował i własne dzie­
cko chciał zgubić — i smokowi dać na pożarcie. W tern
z rozkazu Boskiego jedzie konno husarz Jerzy. Gdy smok już
blisko panny, on konia rozpędził i hyc! bez niego, okraczyłgó
koniem i dzidę mu do gardzielą wepchnął, a smok wypuczył
się i upadł. Na ten widok Najświętsza Panienka rzekła św. Je­
rzemu: Kiejś mi pięknie, ładnie obronił niewinne stworzenie,
dziewicę tę czystą, to za to, mój rycerzu, po niebie na gwie­
ździstym wozie jeździć będziesz — i mój miesiączek odstępuję
ci na mieszkanie. Odtąd św. Jerzy mieszka na miesiącku i ku
’) Wisła VI. 111,

70 czci boskiej gra na lutni. Można go widzieć osobiście na
w i d k u (na pełni), jak gra, przy stoliku siedzący ł).
Jużci trudno nam stanowczo twierdzić, ale przypuścić wol­
no, że św. rycerz Jerzy nie byłby się znalazł na księżycu, gdy­
by w czasach pogańskich księżyc ten nie uchodził za siedzibę
innego rycerza, a mianowicie za siedzibę gardziny Łady.
Jak zamiast boga piorunów podsuwano nawróconym, n. p. Elia­
sz a , a zamiast bogiń Matkę Bożą *2), tak zamiast Łady do­
stał się u nas na księżyc św. Jerzy, który za życia swego ani
na luteńce nie grywał, ani z księżycem nic nie miał do czynie­
nia. Nie bez przyczyny też zapewne zowią księżyc Serbowie nie
tylko „nocnym wędrowcą", ale i „starym wojownikiem“3).
To będzie miało sens, jeżeli przypuścimy, że księżyc był sie­
dzibą Łady, którą to siedzibę po nim odziedziczył św. Jerzy.
Podług wyobrażeń ludowych księżyc jest opiekunem kochan­
ków. Rusinki mają nawet takie zamówienie: „Miesiącu, Włodzi­
mierzu, ty wysoko latasz, ty wszystko widzisz, ty wszystko
słyszysz, jak niewolnicy płaczą za ojcem, za matką, za dziat­
kami maleńkiemi i jak krowa za cielątkiem, jak kobyła za źrebiątkiem, jak oślica za oślątkiem, jak morze za morzem. Dąjże,
panie, aby tak za mną, urodzoną, ochrzczoną i pobłogosławioną
służebnicą Bożą Maruszką Hrycko płakał“4) Lecz i to zgodne
zupełnie z Ładą, bo według głuchych wieści o nim u kronika­
rzy naszych, wspominano Ładę szczególniej „w piesniąch swadziebnych“.5) Nie dziw, skoro tak grecki Ares jak i rzymski
Mars do miłostek skłonni.
Na uwagę zasługuje i herb Łada: Nad białą podkową
krzyż kawalerski, z prawej strony strzała, z lewej myśliwy rosochacz, a na hełmie pół lwa w koronie.
Ten „myśliwy rosochacz“ ciekawy, gdyż podług wierzeń
ludowych ruskich księżyc jest opiekunem łowów i myśliwi na
Rusi zwracają się ku miesiączkowi, prosząc go o szczęście
w łowach. 6)
’) Kolberg. Krakowskie. III. 335.
2) Grimm I. c. 1. 157, 158, 159, 166, 246, 248, 280, 388. II. 772,
1101, 1140.
3) Machał. 50.
4) Machaj •• c. 54.
5) Kronika Kromera w tom. Błazowskiego 93—95.
6) Machał. 1. c. 55.

— 71 —
Nie moglibyśmy się dziwić, gdyby rycerski Ł a d a w wolnych
chwilach zabawiał się i łowami, bo to rycerska zabawa.

III. Dziedzylela.
/. Imię. Wenus — powiada Długosz — zwała się u na­
szych przodków „Dziedzylela (Dzydzilelya), którą uważa­
jąc za boginię małżeństwa, błagali o liczne w synach i córkach
potomstwo“.
Przedewszystkiem kwestya, jak rzeczywiście
brzmiało to imię ?
W autografie mamy Dzydzilelya i tak samo w innych
rękopisach, tylko kodeks RozrażewskiegO wykazuje Dzi­
dzi e 1 a, a edycya dobromilska D z i d z i e 1 i a, co wobec tego
należy uznać za formy nadwerężone, a za prawdziwie Długoszową jedynie formę Dzydzilelya.
Jak to czytać i rozumieć? Zaraz na pierwszy rzut oka
widać, że to imię złożone, widać już po tern, że z łatwością
poznaje się składniki, w szczególności wyraz końcowy 1 e Ila,
znany dobrze tak ze wszystkich języków słowiańskich, jak
i z języka litewskiego. Lei a jest, jak już wiemy, formą żeńską
prastarego przymiotnika, który w rodzaju męskim brzmiał po
polsku leli znaczył pierwotnie wielki: 1 e 1 a znaczy tedy
wielka. Jasną i zrozumiałą jest także pierwsza część imienia :
dzidza. Dzidza, jeżeli to wyraz słowiański, a za inny brać
go w tym wypadku niepodobna, jest nic innego, tylko dzied z a, forma żeńska od wyrazu dziad. Jak od gospod
formowano go s p o d z a, od w i a d („ni wiadu co ) wiedza,
od j a d-j e d z a (zob. Linde) i t. p., tak od dziad uformo­
wano d z i e d z a. Kromerowska Z e z y 1 i a wskazuje, że Długoszowe dzidza należy istotnie czytać dziedza, co od for­
my dzidza różni się tylko tern, że forma dzidza oddaje
lepiej brzmienie wyrazu w wieku XV., aniżeli dziedza, w wyrazie
tym bowiem mamy e (pierwotnie długie, potem ścieśnione), któ­
re w XV. wieku i przed nim brzmiało prawie, jak z, t. j. tak,
jak w niektórych gwarach polskich, w których podziśdzień sły­
szymy •' pzniądz, wzcha, sić, kalzka i t. p., zamiast: pieniądz,
wiecha, sieć, kaleka. Stąd to w dokumentach i zabytkach da­
wnych napotykamy takie formy, jak: Nzmcy (Nimchi z r. 1250),
Nzmżjow (Nimiow z r. 1297), gnzwać się (gnywacz se z r. 1300),

— 72
Griïwkow (Gnyfkov z r. 1443), klzjem (klygem z r. 1455. Bibl.
król. Zofii 8-a 12b, 16b), bz'li, bile 122 b, 105b, 113 b; w miście, (miscze) 115 a. Bibl. król. Zofii, Dzzwkow (Dzywkow
u Długosza) = Niemcy, Nieiniejów, gniewać się, Gniewków, kle­
jem, bieli, biele, w mieście, Dziewków.
Imię więc, o które chodzi, brzmiało pierwotnie D z i edza le la, potem w złożeniu Dziedzylela, wymiawiało
się D z i d z y 1 e 1 a, raczej D z i d z y 1 i 1 a (gdyż i samogłoska
e w wyrazie 1 e 1 a jest pierwotnie długą i brzmiała, jak z)
z czego wywinęły się skażone formy, jak Dziedzylia (Zezylia) u Kromera, Dzid żyli a (Zizilia) u Stryjkowskiego,,
D z i d z e 1 a (powstałe u przepisywaczy z Dzidzelya —
D z i d z e 1 i 1 a) w kodeksie Rozrażowskiego i D z i d z e 1 i a
(Dzidzielia) w edycyi dobromilskiej. Dziedza le la, potem
Dziedzylela to „wielka matka“, matka bogów i ludzi: ma­
ter homin unique de u nique, jak Dziad lei, „wielki oj­
ciec“, ojciec bogowi ludzi: pater hominumque deumque: ¡.leyaXa ded (Sofokles), dea magna (Owid.), jak Grecy
i Rzymianie wyrażają się o Demeterze i Persefonie. Epitet lei a
dowodzi, że wieści o Lei u i P olei u nie są płonne.
2. Kult i epitety. Jako „wielka matka“, małżonka naj­
wyższego boga, jest wraz z nim, jak grecka Hera i rzymska Junona, opiekunką związku małżeńskiego i dawczynią potomstwa
w synach i córkach. Jako rodzicielka bogów i ludzi zowie się
w źródłach ruskich, jak już wiemy, Rożanicą t. j. po polsku
Rodzanicą. Występuje w orszaku bogiń, zdaje się, córek, zwa­
nych Rodzanicami, po rusku Rożanicami i odbiera na
Rusi wraz z małżonkiem Rodem, jak świadczą źródła cer­
kiewne, (od XII. wieku począwszy), mimo chrześcijaństwa
długie czasy modły i ofiary z chleba, sera i miodu1). Pa­
mięć Rodzanic zachowała się długo u południowych Sło­
wian : u Bułgarów, Serbów, Chorwatów i Słoweńców. Stosownie
do praw językowych zowią się one tutaj to Rożdenicami,
to Rojenicami, W Styryi, Krainie, w Istryi pokazują nawet
groty i jaskinie, w których przebywały 2). Słoweńcy w Istryi

*) Miklosich Lexicon. Krek. Einleitung. 384, 407, 636, 659, Machał
1. c. 77.
2) Mâchai 1. c. 78.

— 73 —
przynoszą dotąd do jaskiń, \v których mają przebywać Rojenice, chleb i składają na kamieniach u wnijścia 4). U Chorwa­
tów i Słoweńców kładą w nocy po urodzeniu dziecka na stole
dla tych bogiń w izbie, w której leży chora, woskowe świece,
wino, chleb i sól. Ktoby tego nie uczynił, straszny los zgoto­
wałby nowonarodzonemu dziecku, bo one właśnie wyznaczają
czołwiekowi los po urodzeniu 2). Zowią się też z tego powodu
Sądzenicami, Sądzicami, co u Bułgarów brzmi Sużdenci; u Serbów: Sudjenice, Sudice; u Chorwatów: Sujenice ; u Słoweńców: Sojenice, Su jen i ce; u Czechów
S u d i cz k y 3), Podług mniemania Chorwatów przychodzą S oj en-i c e w nocy do izby, w której leży chora matka z niemowlę­
ciem, zasiadają za stołem i decydują o losie dziecka4). Co ko­
mu sądzono, to go nie minie.
Podług Bułgarów na czele So jenie jest królowa, która
się zowie zlata baba5). Jest to oczywiście sama Rodzanica. Skoro jej małżonek Dziad, z czasem zamiast Dz je­
dzą nazwa Baba była nieunikniona. Stąd u Serbów trzy pier­
wsze nocy po urodzeniu dziecka zowią się bab ineG). Rodzanice, jak były prządkami żywota, tak niezawodnie one ze swą
królową nauczyły ludzi sztuki przędzenia. Za ich też przędziwo
uchodzi w Czechach podziśdzień, tak zwane „babie lato“7).
Przydomek Baba schodzi się pod względem znaczenia z na­
zwami bogiń germańskich Frouwa i Frikka, a one też są
opiekunkami przędzenia i szycia8).
Dziedzylela jako Rodzanica, opiekunka rodzą­
cych, jest identyczną z Herą ijunoną, z których pierwsza w cha­
rakterze tym zowie się Gl\etdvia, druga L u c i n a. Jak tu R od z a n i c e, tak u Greków boginie Ei\eiOviai, córki Hery, są
opiekunkami położnic. Herze było poświęcone jabłko, symbol
małżeństwa i miłości, a wiadomo, jak ważną rolę odgrywa ono

') Machał 1. c. 79.
8) Machał 1. c. 79.
8) Machał 1. c. 76.
4) Machał I. c. 78.
5) Machał 1. c. 78.
°) Machał 1. c. 78.
’) Machał 1. c. 79.
8) Grimm. 1. c. 276., 247—248.

74 —
w naszych obrzędach weselnych. Herę przedstawiano jako
władczynią z koroną, srefawos, na głowie, a tak samo musimy
sobie wyobrazić i Dziedzylelę i skoro jej małżonek jest W item t. j. uwieńczonym, ukoronowanym, władcą, to ona musiała się zwać Wita, uwieńczona, królowa: regina hominumąue deumąue1).

IV. Niega
„Pluto — powiada Długosz — zowie się u nich (u Po­
laków) Nya, uważają go za boga tamtego świata, za stróża
i opiekuna dusz po wyjściu z ciała, a proszą go, żeby ich po
śmierci do szczęśliwszych miejsc tamtego świata zaprowadził.
1 pierwszorzędną świątynię w Gnieźnie mu wybudowali“.
Nie tylko powaga Długosza, ale i samo tak ścisłe określe­
nie miejscowości i sama zagadkowość imienia boga wskazuje,
że mamy do czynienia z faktem, zaczerpniętym z niepośledniego
źródła.
Ale co to imię ma znaczyć? Zamiast stwierdzonego auto­
grafem Nya mamy w wydaniu dobromilskiem N i i a i oto już
wszystko, co o tern bóstwie wiemy z Długosza i z dziejów
w ogóle, bo jeżeli kto jeszcze o niem wspomina, to opiera się
na Długoszu. Pisownia Ni i a poucza nas, że wyraz czytano
N i j a, ale to nam rzeczy nie rozjaśnia, bo takiego imienia
nie zna imionoznawstwo słowiańskie i wytłómaczyć się ono nie
da ani na podstawie języków słowiańskich, ani na podstawie
litewszczyzny ; nie zna go też ani mitologia słowiańska, ani ża­
dna z sąsiednich czy pokrewnych ; nie przyszło więc i z zagra­
nicy do nas.
Ale skoro tak, to ono widocznie przez pisarzy przeina­
czone, co się zdarza najczęściej wtedy, kiedy chodzi o wyraz
dla pisarzy niezrozumiały, a pisownia daje powód do takiego
i owakiego sposobu czytania i pisania wyrazu. Jeżeli zaś z tego
stanowiska popatrzymy na imię, o które nam chodzi, to cóż
przypuścić możemy? Pisownia z wieku Długosza i czasów po­
przednich poucza nas, że imię to mogło pierwotnie być napi') Podobnie jak w Biblii królowej Zofii mamy od jąć wyrazy jęt
(captivus) i jęta (captiva) 55 b.

— 75 —
sane N i g a, gdyż z tej pisowni tak pisownia N i i a, jak i Nya
wprost wynikają, wyrażano bowiem podówczas przez g nie
tylko to, co dzisiaj, ale także /, które prócz tego oznaczano
także przez i. Kto więc imienia N i g a nie rozumiał, ten mógł
je czytać N i j a i napisać N i i a lub N y a, gdyż podówczas znak
y oznaczał nie tylko to, co dzisiaj, ale także dzisiejsze z/.
W czasie, kiedy wyraz żmija pisze się z m i g a i z m y a, jak
to mamy w Psałterzu Floryańskim (w. XIV); kiedy piszemy
umige (436) = umyje; ubyge (16 a) ubygemi (216), zapyge (11 a),
kragyni (116), rosbyal (256), zabye (346) itp. = ubije, ubijemy,
zapije, krainy, rozbijał, zabije, jak mamy w Biblii królowej Zo­
fii; kiedy znane imię z historyi ruskiej Igor pisze się
1 i o r, a Kijów napisano K y o w, jak to widzimy u Długosza,
nie może nas zadziwiać pisownia Nya lub Ni i a zamiast
Niga1).
A więc na podstawie współczesnej ortografii polskiej przy­
chodzimy do wniosku, że imię to u tego, który je pierwszy na­
pisał i zapewne jeszcze rozumiał, brzmiało Niga. A w takim
razie zagadka, o którą chodzi, zupełnie rozwiązana, bo tak
brzmiało w XV., XIV., w XIII. i wcześniej jeszcze imię N i e g a,
znane dobrze od czasów najdawniejszych aż do chwili obecnej
na całym obszarze wszystkich ziem słowiańskich, a brzmiało
tak w naszym języku, gdyż pochodzi od wyrazu n i e g a (starosławieńskie nega) z pierwotnie długiem e, którego brzmienie
zlewało się niegdyś z brzmieniem dźwięku i, (jak to wykazali­
śmy wyżej), skąd jeszcze podziśdzień nazwisko rodowe N i g b o r
(= Niegbor), nazwa miejscowości Niżankowice, która od tego
właśnie wyrazu pochodzi. Aby się przekonać, jak imiona
osób, od tego wyrazu pochodzące, były u wszystkich Słowian
rozpowszechnione, dość przejrzeć ich rejestr u Miklosicha
*) Nehring. Psalt. Flor 247. Długosz. Hist. 1. 63, 64, 125, 129, 130.
Zob. także u Długosza (tamże) Kyg (62) — Kij, Maydebursensis (133
175) = Magdebursensis, Jesse (121, 122, 123) — Gessa = Gejza, Kiow
(339) i t. p. W Psałterzu: mogę, twoge = moje, twoje; twoya — twoja;
iego = jego; ie= je i t. p. Z tej też pisowni wynikły takie dziwolągi
zykowe, jak jeografia, jenerał, loika, maister, powstałe przez złe czyta­
nie wyrazów geografia, generał, logika, magister; stąd także anioł
zam. a n g i o ł, stąd i e wa n i e 1 i a, w i 1 i a, zam. e w a ng e 1 a, wi g il ia
i t. p. Już w Bibl. król. Zofii obok angyol 256 etc.) mamy anyoli (21 a),
anyol (246).

— 76
w dziele: Die Bildung der Slavischen Personenna­
men; z naszych zaś dość przytoczyć takie, jak: Nigbor
(= Niegbor = Niegobor), skąd nazwisko rodowe Nigbor ów);
jak Niego sław (z r. 1167); jak Ni eg (skąd miejscowości:
Niegow, Niegowa, Niegowce, Niegowiec, Niegówka)1); jak N i eg a (skąd Nieżyn); jak : N i e g u s z (1125), N i e g o s (skąd Niegosy), N i e g o s z (skąd Niegoszowice), N i e g ł o (skąd Niegłowice), Niegłosz (skąd Niegłoszewo), Nie gol (skąd Niegolewo i nazwisko Niegolewski), Niżą, Niżan, Niżą n ko
(skąd Niżankowice), Nies z, Nieszko (skąd Nieszewice, Nieszówka, Nieszki, Nieszków, Nieszkowa, Nieszkowice).
A cóż znaczył wyraz ni ega? Już w języku starosłowieńskim oznaczał rozkosz, to samo znaczenie miał we
wszystkich językach słowiańskich i ma podziśdzień, o ile gdzie
zachował się do chwili obecnej. Rozkosz zaś pochodzi od tego
samego rdzenia, od którego mamy k o c h ać : rozkochanie się
uważał więc Słowianin za prawdziwą, wielką przyjemność,
za rozkosz'1).
Lecz jakże bóg podziemia, bóg umarłych, może się zwać
Rozkoszą? Bo że u Greków bóg ten zowie się Pluto­
nem, bogactwem, to jeszcze jakoś można zrozumieć, ale bóg
umarłych Rozkosz, to jakoś rzecz do pojęcia trudniejsza.
Dzięki studyom ludoznawczym, odpowiedź na to pytanie
jest łatwa i już gotowa. Podług wyobrażeń starodawnych Sło­
wian, jak to już stwierdził K r e k w swem Einleitung, życie
pozagrobowe nie było wcale czemś strasznem lub smutnem;
’) Długosz Hist. 1. 363.
Rozkosz jest wyrazem złożonym z przyrostka roz i rzeczo­
wnika kosz, który jest zmiękczeniem formy koch, występujący
w wyrazie kochać. Jak mieliśmy niegdyś Stach obok Staś z
(skąd Staszów), lak mieliśmy i koch obok kosz. Od imienia Koch
poszły nazwy miejscowości, jak K o c h o w a, Kochów, Kochowo.
Mieliśmy także i imię Rozkoch, skąd miejscowości, jak Rozkochów, Rozkochowice. Od imienia tego w formie kosz, poszła
nazwa Koszyce i nazwiska rodowe, jak Koszewski, Roszkowski.
U Czechów mamy: Kośov, Kośice, Kośetice, KoSatky, KoSikov i t. p.
Mieliśmy także z tego samego źródła imiona: Kochan, skąd Kocha­
nowi nazwisko Kochanowski, i K os za n, skąd Koszanowo, a nadto
takie, jak Kochio, skąd Kochłów; Kochel, skąd Kochlowice;
K o c h t a, skąd Kochcice. Zob. Słownik geograficzny Król. Polskiego.
Miklosich. Die Bildung der slav. Personennamen. Die Bildung der Ortsnamenlaus Personennamen im SIavischen,

77 —
owszem, to był świat piękniejszy i łepszy od tego tutejszego.
Dość powiedzieć dla jego charakterystyki, że to wcale nie pod­
ziemie, lecz kraj ciepły i miły za morzami, który nazywano rajem;
że w tym raju bóg słońca po dziennej pracy noc przepędzał na
wypoczynku; że tam wśród wiecznej wiosny przebywają tak dusze
umarłych, jak i mających się narodzić; gdzie każdy podług
swejro stanu żyje, jak na ziemi, ale w wyższem jeszcze szczęściu
i weselu, jeżeli tylko nie jest obciążony jakiemi ciężkiemi winami.
Kto umarł jeńcem lub niewolnikiem, był nim i po śmierci, dla­
tego rycerze słowiańscy woleli śmierć, aniżeli niewolę. Zasłużo­
nych około ojczyzny, poległych za nią czekały oczywiście naj­
większe rozkosze.1) Zamiast raj, jak świadczy Biblia królowej
Zofii z r. 1455, mówiono też najczęściej miasto (tj. miejsce)
rozkoszy“ lub „raj rozkoszy“.2) Jakżeż wobec tego się
dziwić, że bóg świata umarłych zowie się u Słowian Ni ega
czyli Rozkosz?
Mamy nawet dowód, że tego boga nazywano u Słowian
innym wyrazem nawet wprost Rozkoszą.
Jak już wskazaliśmy wyżej, synonimem raju było wyra­
żenie miasto rozkoszy (miejsce rozkoszy). Czy nie było
takich synonimów więcej? W raju panowała wieczna-wiosna,
miejsce to wiecznego ciepła, bez którego zresztą niema rozko­
szy. „Cieplicami“ też lub krajami gorącymi zowie
się podziśdzień u naszego ludu kraina, do której bocian odla­
tuje na zimę i skąd ludziom przynosi wiosnę i dzieci3).
Kraina ta zowie sie także „ziemią bocianią“. Cieplice te, kraje
gorące, ziemia bociania, to także synonimy dawnego
raju, lecz jest jeszcze jeden stary, ważny i ciekawy.
Jak od rzeczow. ciek (porów, ściek) mieliśmy przymiot­
nik ciekł, ciekła, ciekło, (a dzisiaj mamy ciekły-a-e);
jak od rzeczownika ciep mieliśmy przym. ciepł, ciepła,
ciepło; jak od rzeczow. świat (porów, świecić), mieliśmy
przym. ś w i a 11, światła, ś w i a 11 o, (a dzisiaj mamy ś w i a11 y-a-e); tak od rzeczow. p i e k (porów, starosłow. pekt, g o’) Krek. Einleitung 417 u.
2) Biblia królowej Zofii wyd. Małeckiego z r. 1871. I uczynyl bil
pan bóg ray rozkoszy 3. Z myasta rozkoszy 3. W raju roz­
koszy 3. S raya roskoszy 4. Przed rayem roskoszy 5.
’) Świątek 1. c.

-18r ą c o) mieliśmy przym. piekł, piekła, piekło w znacze­
niu ciepły lub gorący. W chwili kiedy ten przymiotnik istniał,
r a j jako miejsce wiecznego ciepła czy gorąca, musiano nazy­
wać nie inaczej, jak miastopiekło, miejsce gorące. 1 oto ten
tak ciekawy i ważny synonim raju, Wyraz miasto, jako rozumie­
jący się sam przez się, opuszczano w mowie — i tak zostało samo
piekło i stało się rzeczownikiem, podobnie jak ciepło,
światło. Piekło tedy to w czasach naszych pogańskich
to samo, co raj i dopiero pod wpływem chrześcijanizmu, zmie­
nione na krainę cierpień w ogniu piekielnem.
Wyłuszczyliśmy tę rzecz dlatego, że i Litwini znali
ten przymiotnik i mitologiczny zrobili zeń użytek. Bali się
chudacy, co zresztą działo się i u Słowian, nazywać bogów właściwem imieniem i chętnie używali zamiast tego opisów. Za­
miast tedy wypowiedzieć np. imię najwyższego boga mówili
Ukopirmas, najpierwszy, tak jak my czasem zamiast Bóg
mówimy Wszechmogący lub Stwórca, choć już nie
z obawy przed wyrazem Bóg. To samo czynili i z bogiem
drugiego świata. Zamiast nazywać go po imieniu, woleli go
opisywać wyrazem, który odpowiada naszemu piekł, piekła,
piekło. Stądto u kronikarzy litewskich bóg drugiego świata
zowie się Pi kol, P i k o 1 e, Pokoi, Pokulus itp., a znaczy
pierwotnie nic innego tylko tyle, co pierwotnie nasze piekł,
piekła, piekło, t. j. rajski.
Ale, o dziwo! w jednej kronice z r. 1697, która jest wy­
ciągiem z rozmaitych dawnych kronik, dotyczących Litwy, czy­
tamy, że najwyższy kapłan litewski posążek boga tamtego świata
nosił sawsze w zanadrzu przy sobie i że bóg ten nazywał się
Rosskas czy Rosz kas1). Rosskas i Roszkasto tylko
dwie różne pisownie tej samej nazwy, która z języka litewskiego
żadnym żywym sposobem nie da się wytłómaczyć, a co do li­
tery zgadza się z ruskim wyrazem r a skos z (poi. rozkosz),
bo Litwin przejmując wyraz słowiański wymawia tam o, gdzie
Słowianin ma a i odwrotnie (porów, pan i ponas, batog i botagas), a więc ruskie raskosz wymawia się po litewsku r oskas czyli tak, jak to kronika podaje.
Pokazuje się tedy, że Ruś zamiast imienia Ni ega uży­
wała imienia Raskosz, imienia o tern samem, co Niega znacze’) Narbutt T. Dzieje starożytne narodu litewskiego I. 29.

— 70
niu. Fakt ten dowodzi bardzo wymownie, żeśmy imię Długoszowe N y a należycie odcyfrowali.
Jednakże Litwa przejęła od Rusi nietylko późniejsze imię
tego boga, bo za takie (tj. późniejsze) uważamy imię Roz­
kosz, ale i dawniejsze N i e g a.
Dowiadujemy się mianowicie z Dziejów starożyt­
nych narodu litewskiego Teodora Narbutta, że w oko­
licach Mejszagoły, w powiecie wileńskim, znaleziono przy ko­
paniu studni puklerz miedziany z medalionem srebrnym pośrodku,
robionym wybijaną robotą złotniczą (g e t r i e b e n e A r b e i t),
ważącym łrzy i pół ruble srebrne. Medalion ten widział Narbutt r. 1806 w Kownie u niejakiego Bielskiego, tamecznego miesz­
kańca, zdjął z niego rysunek, wielkości naturalnej ze wszystkiemi uszkodzeniami i umieścił w swem dziele (Tabl. I. fig. 3).
Na medalionie (zob. rycinę) jest obraz z dwoma osobami. Męż­

czyzna przyklęka jedną nogą, zdaje się na pniaku, i podaje
wieniec niewieście, która nawzajem podaje mu puhar (może to
puhar rozkoszy). Pośród nich wznosi się gałąź dębowa z trzema
żołędziami, pod postumentem, na któtym znajdują się osoby,
zwijasię wąż. Napisy obok osób literami grecko-ruskiemi są zupeł­
nie czytelne i brzmią Poklys — Nyoła, co czytamy P o k1 i s,
N i o ł a, gdyż greckiej służy często do wyrażenia dźwięku i, na­
wet już w dawniejszych, starocerkiewnych zabytkach ’)• Dodaje
nadto Narbutt, że wieśniacy w jego „zakątku“ kości ze święco’) Zob. Miklosich Lexicon.

80 —
nego zakopują w ziemię i zowią to nioliszkas pałajkas
niby resztki poświęcone N i o 1 e.ł)
Co to wszystko ma znaczyć?
Narbutt sobie myślał: Ten P o k 1 i s, czyli jak on to czyta,
Poklus, to rzecz znana i wiadoma, to bóg umarłych, a
Ni oła to Długoszowa Nya (Nija); obraz przedstawia zatem
zaślubiny Poklisa z Niołą, coś niby zaślubiny Plutona
z Prozerpiną. Zapomniał niestety Narbutt, że Długoszowa Nya
to wcale nie ona, lecz on, wyraźnie bóg i nie zdawał sobie
z tego sprawy, że tak Nya, jak i Ni oła ani na podstawie
języka litewskiego, ani żadnego ze słowiańskich wytłómaczyć
się nie dadzą, że to muszą być przekręcenia, które przedewszystkiem należy odcyfrować.
Jak u Długosza przyszło do owej niesłychanej Nyi, wytłómaczyliśmy już wyżej, powiedzmyż teraz, jak do Nioły
przyszli Litwini.
Czyżby Długosza czytali i jego Nyę tylko cokolwiek zmie­
nili? Kiedy go czytali, już nie byli poganami i wtedy na pu­
klerzu nie nosiliby bogów pogańskich; nie czytał go w każdym
razie prosty lud litewski, a ma swoje nioliszkas pałajkas.
Więc nie tędy droga.
N i oła przyszedł stąd, skąd pochodzi i pismo, które mamy
na puklerzu, a mianowicie z Rusi, a to odrazu wyjaśnia wszystko.
Rusin mówił N i h ał a, a Litwin, który w swym języku nie ma
wcale słabego h, słyszał Ni oła i oto wszystko, co się stało:
tajemnica przestaje być tajemnicą, bo co jest Nihała, rozu­
miemy wszyscy.
W języku ruskim nasze dawne, długie e brzmi, jak z, a g
jak h (słabe): my mówimy grzech, wiecheć, wiek, a Rusini: hrich, wichót’, wik; więc też nasze Niega, Niegała
brzmi po rusku Niha, Nihała, a Niha, Nihała, (jak
i Niega, Niegała) to tosamo imię, tylko drugie z odmien­
nym przyrostkiem a ł a, który w imionach słowiańskich nie jest
niczem nadzwyczajnem, jak można się przekonać z dzieła Miklosicha: Die Bildung der slav> Personennamen.
Nihała, w ustach litewskich Ni oła, (bo słowiańskie a oni
wymawiają jak o) to zatem ten sam bóg, którego Ruś, a za nią
znowu Litwa, późniejszem już mianem, lecz o tern samem
’) Narbutt. T. 1. c. 66—67.

— 81
znaczeniu, nazywała Ras koszą; to ten sam bóg umarłych
którego Polacy znali i czcili pod imieniem Ni eg i. Ponieważ
P o k I i s nie może być czem innem, jak przymiotnikiem w zna­
czeniu rajski, przeto napis cały opiewa: Rajski Niegała.
Jeżeli więc obraz, o którym mowa, przedstawia zaślubiny, to
zaślubiny to nie Poklisa z niebywałą N i o ł ą, lecz P o k 1 i s a
Nioły (Rajskiego Niegały) z niewiastą, której ani imienia, ani
charakteru (godności), nie znamy. Obraz ten w każdym razie wy­
raża dobrze istotę bóstwa: bóg daje wieniec, może koronę, sym­
bol współkrólowania, a otrzymuje puhar, może puhar rozkoszy.
Jak obraz boga umarłych mógł znaleść się na puklerzu
rycerskim, nie trudno wyjaśnić, skoro się wie, że pogańscy ry­
cerze na sztandarach swych, na hełmach, tarczach i mieczach
umieszczali symbole, znaki swych bogów, wierząc, że to im
przynosi szczęście wojenne, a chroni przed ciosami nieprzyja­
ciół1). Ruś więc, a za nią Litwa znała naszego Niegę nie
tylko pod imieniem Nihały, ale i Ra skos zy.
V. Dziewana.
Dyana zwała się podług Długosza w języku naszych przod­
ków Dziew aną (Dewana). Tak jest w rękopisach, a tylko
w wydaniu dobromilskiem Dziewanna, co jest formą później­
szą i mniej poprawną. Imię Dziewana nie może tedy ulegać
żadnej wątpliwości pod żadnym względem. Jasną jest i jego ety­
mologia. Utworzono je od wyrazu dziewa zapomocą przy­
rostka ana (który w rodzaju męskim brzmi an) tak samo, jak
staropolskie imiona: Bojan i Bojana, Wojan i Wojana, Gniewan
i Gniewana, Doman i Domana, Żywan i Żywana, Ziemian
i Ziemiana, Niegan i Niegana, Poznan i Poznana itp.2) W zna­
czeniu wyrazu dziewa tkwi pojęcie kobiety, dziewicy3)
i Długosz też powiada, że „przesądem pogańskim wyobrażano
ją sobie, jak niewiastę i dziewicę i do posągu jej mężatki
i panny zanosiły wieńce w ofierze“. Jest to niewątpliwie grecka
Artemis i rzymska Diana. Z Artemidą nawet w samej nazwie
’) Grimm 1. c. II. 620, 630, 634, 652.
2) Miklosich. Die Bildung der slav. Personenamen 222.
3) Miklosich. Lexicon.
Lud. Rocznik XIV.

6

- 82 zachodzi ścisłe pokrewieństwo, bo Artemis znaczy „nietknięta“,
„nienaruszona“, a więc to samo, co nasze dziewa, dziewica,
Dziewana. Podług wyobrażeń greckich jest Artemis córką
Zeusa, jak podług rzymskich Diana córką Jowisza, tu i tam
są opiekunkami porodów i żywicielkami młodzieży. Ten cha­
rakter miała i Dziewana, skoro jej mężatki i dziewczęta skła­
dają wieńce w ofierze. Czy nasza Dziewana była także boginią
łowów, jak chce Długosz, trudno wiedzieć, ale analogia, tak pod
innymi względami zgodna między naszą Dziewaną, a Arte­
midą i Dyaną, przemawia za tern.
Do jej orszaku należały zapewne R u s ał k i, skoro podług
wierzeń ruskich królową Rusałek jest Diwa, Diwka, tj. po
poi. Dziewa, Dziewka1).
VI. Marzana.
Ceres polska zowie się podług Długosza Marzana
(Marzyana). Wszystkie rękopisy zgodnie to samo podają, więc
brzmienie imienia nie może ulegać żadnej wątpliwości. Wydanie
dobromilskie wykazuje Marzanna, ale to, jak Dziewanna,
forma późniejsza i mniej poprawna. Formacya imienia taka sama,
jak Dziewana. Jak Dziewana opiera się na prostszem i pierwotniejszem imieniu Dziewa, tak Marzana na prostszem
i pierwotniejszem Marża; Marża zaś ma się tak do formy
mara, jak dziedza do dziada, jak gospodza do gospoda2).
Imię pozostaje tedy w najściślejszym etymologicznym
związku z wyrazami mara, marzyć, martwy, mór, mrzeć,
jak to już stwierdził Krek3) i charakteryzuje zarazem istotę bo­
gini, którą zresztą żywe podania ludowe nasze, łużyckie i czeskie,
inaczej wprost Śmiercią nazywają4) Znali taką boginią śmierci
i Germanowie5). Ale jak nasz Długosz wyraźnie zaznacza, (tamto
pomijając), Marzana jest u Polaków przedewszystkiem rzyni*) Machał. 1. c. 119.
2) Form dziad a, gospoda na podstawie zabytków stwierdzić nie
możemy, ale takie formy, jak sąsiada, gościa, boga (Linde), wska­
zują, że formy dziada, gospoda mogły istnieć.
Einleitung. 1. c. 403.
*) Machał. 1. c. 192-194.
5) Grimm. 1. c. II. 726—735.

— 83 —
ską Cererą tj. boginią urodzajów, która dlatego szczególniejszą
cześć odbiera od ziemian i rolników, składających jej obiaty ze
zboża i ziarna. Jedno nie sprzeciwia się bynajmniej drugiemu,
owszem, zbliża naszą Marzanę do Demetery i Persefony
greckiej z jednej, do Cerery rzymskiej z drugiej strony. Była ona
tedy podług wyobrażeń słowiańskich boginią urodzajów ziem­
skich, a zarazem władczynią świata umarłych, może nawet
małżonką Niegi, skoro pieśni ludowe zowią ją „prześliczną“
i „klucznicą nieba“1), podług dawniejszych wyobrażeń, raju. I kto
wie, czy ów obrazek, nie przedstawia jakiej sceny z ży­
cia tego boga i Marzany, jego małżonki. Jako żona roz­
kosznego Niegi musiała być w każdym razie „prześliczną“. Była
ona niezawodnie także, jak D z i e d zy 1 e 1 a, otoczona orszakiem
bogiń, córek, i jeżeli się nie mylimy, to pamięć tego zachowała
się po dziśdzień w podaniach ludowych ruskich, słoweńskich
i bułgarskich o Nawkach. Sadzimy zaś tak, gdyż imię Nawka
pochodzi od wyrazu starosłow. navt., który pierwotnie znaczył
to samo, co raj, (drugi świat) potem „umarły“.2)3 Nawki więc
to boginki raju, czyli Śmiertki albo Marzanki. Podług wiary
Hucułów są one ludziom przychylne, chętnie z nimi obcują
i ochraniają ich. Przebywają w pustych jaskiniach, na miejscach,
które przyroda najwspanialej upiększyła, a kąpią się w jeziorach.
Świetlice ich obwieszone są kobiercami i najwykwintniej przy­
ozdobione. Są to dziewice wysmukłego wzrostu, okrągłych twa­
rzy, z długiemi włosami i wieńcami na głowie z wiosennych
kwiecin. Odziewają je przeźroczyste szaty, niezupełnie zakrywa­
jące ich powaby i wdzięki. Starają się o urodzaj pól i szczęście
w stadach. Zaledwo śnieg stopnieje, ukazują się w górach i dolinach,
sieją trawę i rośliny, dają urodzaj ziemi. Śpiewają przecudne
pieśni i tańczą na „ihrowiszczach“, gdzie zielona trawa najbuj­
niej rośnie. Zajmują się i przędzeniem lnu, który zabierają go­
spodyniom’), Ze wszystkiego widać, jak na dłoni, że to orszak
Cerery-M arz a ny, ślicznej małżonki potężnego, rozkosznego
Niegi.
Pamięć Marzany, jako bogini śmierci, długo przechowy­
wała się u nas w pamięci ludu. Z czasem dawne imię zaginęło
’) Machał. 1. c. 194.
2) Krek. Einleitung. 418—421
3) Machał. 1. c. 120-121.

— 84 —
i zwano ją wprost Śm iercią. Na synodzie poznańskim w r. 1420
podnosi się głos przeciw zwyczajowi wynoszenia śmierci w N iedzielę laetare i topienia w kałuży1)- A Długosz rozpowiada, że
w niedzielę tę po wsiach polskich wynosi się bałwany Marzany
i Dziewany na długim drągu i zatapia w bagnie, a to na
pamiątkę przyjęcia chrześcijaństwa i niszczenia bałwanów po­
gańskich2). W Starem Bystrem koło Nowego Targu chodzą
dziewczęta w czwartą niedzielę postu od chałupy do chałupy ze
Smierztecką podziśdzień i zbierają w podarunku „jajecka“.
Że to pierwotnie było wynoszenie śmierci, dowodzą słowa, recy­
towane w każdym domu:
Sła Śmierztecka z miasta
Pániezus do miasta.
Dziewcęta jom nosom
O jajecka prosom;
Zebyście im dali,
A nie żałowali.

Wynoszenie i topienie śmierci odbywało się także na Mo­
rawach, w Czechach i u Słowaków. U tych ostatnich zowie się
ona Morena, Morenicka. Robią ją ze słomy, noszą na kiju
i śpiewają:
Morenicka krasna
Dé si husy pasła?
Na zelenej luce
Ztrastila som kl u c e.
Morena! Morena!
Za kohoś umrela?
Za naśeho rychtara
Ci za jeho syna ? 3)

W niektórych okolicach Czech, wrzuciwszy bałwana do
wody: śpiewają:
Smrt’ plyne po vodé
Nove leto k’nam jede.

Zamiast nove leto mówią tutaj także novy máj. Na Mo­
rawach mówią wyraźnie o Marzanie (Marena). W Niemczech,
*) Archiv f. si. Ahil. V. 688.
2) Długosz. Hist. I. 117 (ed. Przeździecki).
3) Lud. V. 307.

— 85 —
gdzie ten obyczaj także był znany, mówiło się o wynoszeniu
i topieniu śmierci, a także o wynoszeniu zimy, a wnoszeniu
1 citcl
Uczeni wyprowadzają obyczaj ten z czasów pogańskich. Naszem zdaniem powstał on dopiero za czasów chrześcijańskich
i to najpewniej nasamprzód na Zachodzie. Przez mękę swą,
śmierć i zmartwychwstanie Chrystus pokonał śmierć czyi, ja
nasza Bogarodzica powiada:
Przez trud Bóg swój lud
Odjął dyablej strożej,
Przydał nam zdrowia wiecznego
Starostę skował piekielnego.

Przedstawienia pasyjne usymbolizowały to i dały początek
zabawie ludowej. Wynoszono za miasto śmierci tam ją topiono,
a przynoszono z czasem dla zabawy nowe lato tj. gałązki roz­
wijających się drzew, zapewne jako palmy zwycięstwa. Ponieważ
lato jest przeciwieństwem zimy, więc gdy się właściwe znacze­
nie obyczaju zatarło, weszła zima w miejsce śmierci.
Do nas dostał się ten obyczaj jeszcze wtedy, kiedy wie­
dziano jeszcze dobrze, że boginią śmierci była Marzana,
więc też jej bałwany robiono i topiono. Źródła niemieckie po­
zwalają nam nawet jeszcze na dość dokładne odtworzenie tej
zabawy w jej stadyum pierwotnem. Na zabawę wyruszały dwa
obozy: zwolennicy zimy t. j. śmierci, czarta, pogaństwa i zwo­
lennicy nowego lata, zwolennicy Chrystusa. Pomiędzy obydwoma
obozami przychodziło do walki, zwyciężał oboz ChryS^y
i topił śmierć, z którą tamci do boju wyruszali. Gdy z biegiem
czasu zatarł się charakter zabawy, zeszło to na walkę zwolen­
ników zimy i lata 2), na rzecz, z której dawne znaczenie zabawy
bez innych wskazówek nie dałoby się odgadnąć. Podobne za­
bawy odbywają się u nas po dziśdzień i rzucają jasny pęk świa­
tła na owe dawniejsze, odbywane u nas, czy gdzieindziej. Oto
we wsi Wrocance (w Galicyi, w pow. krośnieńskim) urządzają
parobcy w Niedzielę Wielkanocną po południu zabawę w d y ab ł a, która polega na tern, że dzielą się na dwie strony: na
dyablą i Bożą i staczają walkę. Jeżeli zwycięża strona Boża,
*) Grimm. 1. c. II. 718—733.
2) Grimm 1- c. II. 735.

— 86
co zwykle się dzieje, wtedy jej przewodnika podnoszą w górę
z wielkim okrzykiem. Przewodnik partyi dyablej zostaje wtedy
osłem, przewodnik partyi Bożej siada na niego i jedzie do
kościoła, co jak lud dzisiaj myśli, ma wyobrażać wjazd
Chrystusa do Jerozolimy1). Znając to, odrazu zrozumiemy
zabawę ludową obywateli Nowogrodu Wielkiego, o której roz­
powiada Błażowski w tłómaczeniu kroniki Kromera. Rozpowiedziawszy o utopieniu w rzece Per ku na, kiedy tam zaprowa­
dzano chrześcijańswo, i o tern, jak topiony czart, wychyliwszy
się z wody, kijem między tłum, stojący na moście, cisnął i kilku
zabił, tak dalej mówi: „Czem pamiątkę sobie czyniąc, takiem
szaleństwem ludzi zaraził, że i tych czasów obywatele Nowo­
grodu Wielkiego (tam się albowiem działo) młódź zwłaszcza,
na każdy rok, gdy on czas przychodzi, na dwie części rozdwo­
iwszy się, na most wychodzą: gdzie równi szalonym, sami
z sobą walcząc, szkodliwe rany, a podczas i śmierć zadają sobie.
Tegom ja z pism ruskich najpierwej po części doszedł, ale rze­
telniej potem wybadałem na Mikołaju Giedzińskim, który w woj­
sku zacnej pamięci króla Stefana (1576—1586) żołd do Moskwy
wiodąc, te rzeczy ze zwyczaju narodu onego wyczerpnął“2).
Podobne zabawy ludowe, które są, że tak powiemy ostatniem
echem ciężkich walk, stoczonych niegdyś przez chrześcijaństwo
z pogaństwem, napotykamy na całym obszarze ziem słowiań­
skich. Na szczególniejszą uwagę zasługują zabawy z Jariłą
u Rosyan, Białorusinów i Małorusinów.
Białorusowie wyobrażali sobie J a r i ł ę jako bosego pię­
knego młodzieńca na białym koniu, w białym płaszczu, z wień­
cem świeżych kwiatów polnych na głowie, dzierżącego w lewej
ręce garść kłosów. Na jego cześć urządzały dziewczęta uroczy­
stość z końcem kwietnia po zasiewach wiosennych. Wybrawszy
z pomiędzy siebie jedną i przebrawszy za J a r i ł ę, wsadzały
na białego konia i prowadziły do zasianych pól. Tam w wień­
cach wywodziły przed zgromadzonymi korowod i śpiewały pie­
śni, w których przedstawiały dobrodziejstwa boga, który chodząc
po świecie, udziela błogosławieństwa zbożom i potomstwu.
A gdzież on nagoju,
Tam żito kapoju,
’) Lud XII. 314.
) Kronika Kromera w tłom. Błażowskiego wydanie sanockie z roku
1857 podług wydania z r. 1611 str. 93—95.

— 87
A gdzież on ni zyrnie,
Tam kolas zacwinie.

Gdzie tylko stanął bosą nogą, wyrastało gęsto zboże, a gdzie
spojrzał, zakwitały kłosy ’)• Ale to tylko jakiś fragment zabawy,
nie cała. Fragment bardzo ciekawy, gdyż charakteryzuje boga.
Inaczej przedstawia się ta zabawa w Rosyi i u Małorusów.
Rusini, ustroiwszy Jariłę jako mężczyznę, kładą go do
trumny i po zachodzie słońca wynoszą na drogę. Kobiety scho­
dzą się i narzekają powtarzając często: ,,0j, umarł, umarł!“
Mężczyźni trzęsą trumną, jakoby chcieli obudzić Jariłę i wo­
łają: „A nie zawodź, babo! Jakto ona wie, co jej słodszego
od miodu!“ Ale baby nie przestawały zawodzić: „A jaki on był
piękny!... Już nam nie wstanie! Jakże się mamy z tobą rozstać!
Jakie to życie bez ciebie! Wstań choć na godzinkę! Ale nie!
on nie wstanie, nie wstanie!“ Gdy go podostatkiem opłakano,
zakopano w grobie '*2).
W Woroneżu schodzili się ludzie 30. czerwca rano na
rynku i naradzali się, kto ma być Jariłą. Obranego stroili
w pstre suknie, obwieszali dzwonkami i brzękadłami, na głowę
wsadzali papierową czapkę z koguciemi piórami, do ręki da­
wali pałkę. Tak ustrojony, chodził po ulicach, śpiewał i tańco­
wał, a za nim szedł krzykliwy tłum z muzyką i śpiewem. Osta­
tecznie dzielili się uczestnicy na dwie strony i staczali walkę 3).
Kostromscy mieszczanie, wybrawszy starca, oblekali go
w śmiertelną koszulę, dawali mu trumienkę z lalką, która przed­
stawiała Jariłę i wiedli przez miasto. Starzec niósł trumienkę,
a koło niego szły kobiety, które wyśpiewywały pogrzebowe
pieśni, żartobliwie wyrażając ból i żal. W polu wykopywano
grób i kładli w nim lalkę, poczem następowały gody, przypo­
minające starodawną tryznę4).
Wszystkich tych zabaw sens jeden. Jak u nas Marzana,
taktu Perun (Nowogród Wielki) lub Jariło, tj. śmierć, dyabeł
pokonany idzie do grobu, a tryumfuje Chrystus. Nie wszędzie
wszystkie te rysy tak całkiem wyraźnie występują, jak we Wrocance, ale gdzie wyraźnymi nie są, tam często jeszcze pozostały
*, Machał.1. c. 203 -204.
2) Machał 1. c. 203.
3) Machał 1. c. 303.
4) Machał I. c. 203.

- 88 —
pewne ich ślady, z których wnosić trzeba, że takie same były
i tylko się z biegiem czasu mniej lub więcej zatarły, przedsta­
wiając niekiedy już nie całość, lecz tylko pewien fragment, z ca­
łości wyrwany. Są i rozliczne inne zabawy podobny sens mające,
ale niepodobna tu o nich wszystkich rozprawiać.

VII. Pogoda, Żywa.
Bóg I o go da, a nie bogini, dawca pogodnego czasu,
bonae a u r a e 1 a rg i t o r, jak powiada Długosz, wspomniany
jest pizez Heimolda 1). Egzystencya jego i nazwa nie może więc
ulegać żadnej wątpliwości.
Również bogiem, a nie boginią, podług wyraźnej wska­
zówki Długosza był bóg życia, deus vitae, nazywany po­
spolicie za Długoszem Z y w y e. Ale imię, któreby brzmiało
Zywie lub Żywe jest, podobnie jak Pr owe, gramatyczną nie­
możliwością i niezawodnie wydedukowano je, jak Jesse,
z łacińskiego przypadka czwartego Zywem (co napisano
Zywyem), który widocznie w źródłach spotykano obok
Zywam, tak jak spotykało się Jesz am obok Jessem.
Ta zaś dwoistość była możliwa tylko pod warunkiem, że
imię wyobrazimy sobie rodzaju męskiego; w takim ’ ra­
zie, jak formę Je sza, tak i Żywa, trzeba uznać za je­
dynie właściwą, a oprócz tego przyjąć za fakt, że to był istotnie
deus, nie dea, bóg, a nie bogini. Formę Żywa, jak P r o w a,
napotyka się zresztą także wśród imion słowiańskich osobo­
wych i widna ona z polskiego imienia Żywan 2).3 Czy wspomnia­
na przez Heimolda i Saxona Siwa (dea Polaborum)’) jest tern sa­
mem bóstwem, trudno wiedzieć. Prędzej przypuściłbym, że to
Dziewa (u Długosza Dziewa na), brzmiąca w języku łuży­
ckim D ż y w a i Z i w a. Gdybyśmy zresztą Długoszowe Z ywye zidentyfikowali z Helmoldowem i Saxonowem Siwa, to
moglibyśmy mieć tylko wątpliwość, czy to był bóg, czy bogini,
ale forma imienia Żywa znalazłaby tern silniejszą podstawę’

') Idolum, cui nomen Podaga. Helm. I. 83.
2) Miklosich. Die Bildung der slav. Personennamen. 275.
3) Helmold I. 52.

— 89 —

Zakończenie.
I oto już wszystkie bóstwa, przez Długosza w zacytowa­
nym ustępie wymienione. Ze wszystkiego pokazuje się, ze ustęp
ten z jego Hi story i opiera się na jakiemś dawnem źródle
pierwszorzędnej wartości, bo takie imiona, jak J esza, Ni ega,
Dziedzylela, Łada, których nawet nie rozumiał, przepi­
sując je ze starego jakiegoś dokumentu, sięgają w daleką prze­
szłość i tylko dzięki takiemu staremu dokumentowi, opierają­
cemu się na jeszcye starszych, mogły się dostać do jego H is tory i. Gdyby pochodziły ze słyszenia, nie mielibyśmy z pe­
wnością dziwolągu ortograficznego, jakim jest N y a. Dzięki tym
starym dokumentom, Długosz dał nam taki szkic mitologii sło­
wiańskiej, jakiego przed nim i po nim nikt nie dał. Mam głę­
bokie przeświadczenie, że im więcej nad tą sprawą zastanawiać
się będziemy, tern jaśniej będzie stawać przed nami wprost nie­
oceniona wartość tych wiadomości Długoszowych. Byłbym bar­
dzo szczęśliwy, gdyby nikła moja praca choć w części najdro­
bniejszej przyczyniła się do tego.
S. Matusiak.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.