111e8c25b8074822d5cc693f63b8ed45.pdf
Media
Part of Zbytek w pismach Mikołaja Reja / Lud, 1908, t. 14
- extracted text
-
Zbytek w pismach Mikołaja Reja.
Napisał
Dr. Michał Janik.
Rozrost granic, powodzenia orężne, kolonizacya na wscho
dnich kresach i prawem zawarówane, uprzywilejowane stano
wisko szlachty sprawiły, że rycerstwo Rzeczypospolitej, proste
dawniej w życiu i twarde w boju, o swoich przedewszystkiem
zaczęło myśleć wczasach i wygodach, a służbę dla ojczyzny
uważać za skuteczny środek do pomnożenia rodzinnych do
statków. Na odmianę stosunków znaczny wpływ wywarła także
zagranica, która nęciła oddawna polskich paniczów i młodzież
szlachecką, a w złym przeważnie oddziaływała kierunku. Na
śladowanie bowiem głupstwa było i pono długo jeszcze po
zostanie drugą Polaków naturą. Pomijamy inne przyczyny, które
ten zbytek i zepsucie obyczajów do Polski w w- XVI. sprowa
dziły, aby oddać głos pisarzom, których nowy stan rzeczy ra
ził i przerażał.
Żali się serdecznie Kochanowski, że tylko „kupcyśmy
a rataje“ i zamiast o obronie granic i naprawianiu błędów tylko
o dobrej sprzedaży zboża i wołów myślimy, aby zyskany pie
niądz na wszelaką obrócić utratę. Potężnym głosem gromi
Skarga: ,,O Boże mój, jakie zbytki w to się królestwo wniosły,
które miłosierdzie wszystko wypędziły. Począwszy od małych
8
aż do wielkich wszyscy mierność świętą i proste używanie opu
ścili i onem staropolskiem a żołnierskiem życiem wzgardzili...
Rzadki panosza bez jedwabiów; bez poszóstnych koni, bez kilanaścle pachołków i barwy jedwabnej, bez kolebek i strojnych
obitych kotczych jeździć nie chcą... w wozie koń za kilaset zło
tych; z jazdy szlacheckiej stali się wozownicy, podusznicy, pierznicy: z łóżkami, z pierzynkami jadą. Zbrojny i jezdny pachołek
zginął i siła męska rozkoszami struchlała. Białogłowy tak w ubio
rach i strojach swych przebrały, iż końca utratom niemasz:
na jedwabie, złotogłowy, ogony i ferety i karety utrat nie prze
liczysz. Na półmiski i liczbę niezwyczajną potraw musi stawać,
byle się pokazać, a marności czci i sławy ludzkiej, która za nic
nie stoi, używać... Nikt z serca Rzeczypospolitej nie miłuje.
Taki się peculatus to jest kradzież dóbr pospolitych w tern
królestwie zamnożyła, iż ludzie o to ledwie sumnienie mają...
A ona krew abo pot żywych poddanych i kmiotków... iż nie
masz państwa, w któremby bardziej poddani i oracze uciśnieni
byli pod tak absolutum dominium, którego nad nimi szlachta
bez żadnej prawnej przeszkody używa..."
Skarży się gorzko wielu innych, a między nimi bardzo wy
mownie ojciec piśmiennictwa polskiego, Mikołaj Rej z Nagłowic.
Posiadając włości w trzech różnych stronach Rzeczypospolitej,
ludzi ciekawy, spostrzegacz bystry i śmiały, niejednemu się na
patrzył, a, co widział i słyszał, barwnym językiem i wiernie opo
wiedział. Dwa są szczególniej dzieła, które pod tym względem
za najważniejsze uważamy. Pierwsze — to „Krótka rozprawa
między trzema osobami-, panem, wójtem a plebanem", w którem
niejako najwcześniejszy swój pogląd na świat wypowiada, drugiem jest „Żywot człowieka poczciwego", praca lat dojrzałych,
w której spostrzeżenia życiowe, w Postylli, Wykładzie Apoka
lipsy, Wizerunku i gdzieindziej przedstawione, jak gdyby zao
krągla i zamyka. Wielką wartość ma także „Zwierzyniec", istna
kopalnia wiadomości do poznania tamtoczesnych zwyczajów,
obyczajów i ludzi.
Proste i niewymyślne były staropolskie potrawy i prosta
ich zastawa. Dzisiejszym jeszcze obyczajem ludu z jednej misy
drewnianą łyżką jadano, a kasza jęczmienna, zanim rozpo
wszechniły się ziemniaki, za zwyczajną i smakowitą uchodziła
potrawę. Zasadą było podjeść sobie dużo i do sytości, a mniej
dbano o jakość potraw i ich przyprawę. Nie znaczy to, jakoby
— 9 —
prosty obyczaj w jedzeniu nie przetrwał nawet w domach szla
checkich poza wiek szesnasty, ale w tym czasie zasadnicza po
częła się dokonywać przemiana. Zauważył to Rej, gdy pisze
o przyjęciu w domach zamożniejszych {Żywot poczc. cziow.):
„Przyjedzie gość, już go w więtszej ceremonii chować musi,
bo już musi być wino i z bożą męką malowana śklanica i ka
sza ryżowa na wieczerzą, bo się już jęczmień dla pani nie godzi.
Przyjedzie zasię szwagier w kilkudziesiąt koni, to już na sześć
mis zarębuj, już wszystkim równo nalewaj, bo każdy będzie
z lisim kołnierzem, trudno będzie poznać kie pan“. O wyszu
kanych jadłach i napojach tego czasu dowcipnie rozwodzi się
Wójt w Krótkiej rozprawie:
„Zaż dziś nie dziwne potrawy,
A z wielkim kosztem przyprawy,
Aż czasem owi, co siedzą,
Nie zawżdy wiedzą, co jedzą:
Ano jedna z złotą głową,
A czart wie, jako je zową.
Żacy więc nam powiadają,
Co im tam w garnki dawają:
Jakieś torty trudnonosze
Toć dziś tępią bardzo grosze,
A bogacą cudze kramy,
Pozłocone marcapany,
Nuż uspaniny, cenadry,
Pozłocisty baran z fladry...
Nuż, co kosztuje piwnica,
Toć więc boża tajemnica...
Ciągni się, panie Walanty,
W piniolle, w alekanty,
To słodkie, a to korzenne,
A to ma barwy odmienne.
Obejrzcież, panowie moi,
Bóg wiedz, już trzeci rok stoi...
A czasem drudzy nie znają,
Czego im więc nalewają:
Ipokras albo trywijał,
Co on dba, gdy szyję nalał...“
Poważnie nawołuje dalej:
— 10
„Ano czasem, bracia naszy,
Lepiejby przestać na kaszy...
Bo barzo z owego wina
Zamnoży się więc chudzina.
Wszakeś Polak, dzierż się swego
Kropu przyrodzonego;
I na tym się, co uwarzysz,
Natańcujesz i nasmarzysz,
A niechaj tego kramnego,
Boć się skazi płeć od niego,..“
Na tensam temat napomina sędziwy autor w Żywocie:
„Patrzajże zasię na koszt a na dziwną utratę wymyślnych po
traw naszych, jeśliże to nie jest wielka przyczyna niepobożnego
żywota naszego. Przypatrz się jeno owym dziwnym półmiskom
a owym sprośnym wymysłom świata dzisiejszego. Patrz na owy
rozmaite przysmaki, co je sapory zową, a prawie sapory, bo
chłop po nich sapi, ożarłszy się jako w barłogu kiernoz. Patrzże
na potrząski rozliczne, patrz na pozłotki, na farby, na malowa
nia dziwne, a snaćby ich mógł nie znać potrawami, ale obrazki
jakimi malowanymi. Ano na jednej misie baran pozłocisty, na
drugiej kur, na trzeciej pani jaka ubrana. Więc dęby z żołądźmi,
więc z różami pozłocistemi, więc z rozmaitymi kwiatki, zewsząd
osadzonymi. Więc pozłoty rozliczne, ony kury pozłociste, ony
orły, ony zające, a potrawa w pośrodku za dyabła stoi; Ona
zaprzała i ślizka, dalekoby lepsza i smaczniejsza była, kiedyby
ją z polewanego garnka ciepło na półmisek wyłożył. Druga
zasię będzie z pozłocistemi uszyma, co jeszcze w piątek wrzała,
to ją aż w niedzielę postawię. Druga też z chleba a z migdałów
a z klijem ulepiona to też ta od kilka dni będzie stała. Nuż
jeśli pieczyste będzie, to też czekając towarzystwa jedno wyschnie,
niż się drugie upiecze. Będzieli też jaka wyborna pieczenia, to
z wierzchu jako skorupa, a w pośrodku mógłby nią jastrząba
nakarmić. A jakżeż to zdrowie ma być, mój miły bracie ? a ja
koż się tu i mieszek pospołu i z panem rozboleć nie musi ?...
Patrzże, jakiego tu żołądka trzeba na takie zaklijone a zaziębię
potrawy abo też na owy zapalone, co je winy abo muszkatelami zalewają. Więc zasię znowu lać w gardło ony soki, ony
witpachery, ony rozekery, ony rywuły, małmazye, muszkatełły,
a jakoż tu chłop zgorzeć nie ma ? a jakoż tu może być długi
— 11
żywot jego? a on jako pies obżarły ledwo dolezie do bar
łogu swego, a dobrze, iż chłop tamże zarazem za stołem nie
zdechnie.“
„Więc już i mniejszego stanu bracia naszy tak się tego
chwycili, że nie znajdziesz już dziś leda na biesiedzie, jedno
każda potrawa musi przyść jako kasztelanka abo samotrzecia
abo samoczwarta. Już to wżdy jako tako, kiedy pieczyste abo
co w rosole, coby miało być na jednej misie, iż to różno roz
łożą, iż będzie gęś na inszej misie, kur na inszej, także też
mięso abo cietrzew na inszej. Ale owy niewolnicy, co poniewoli
gdzie wziąć tu wziąć, co mają po tern, iż muszą za panem gro
chem abo za panią kapustą wędrować ? Więc się już tu pani
z panem jeszcze z wieczora radzą, co mają przy grochu, a co
przy kapuście postawić. Pan powieda, iżby dobrze przy kapuście
drugą kapustę chociaj czarną. Pani zasię powieda, iż dobrzećby,
ale rozynków ani cukru nie mamy. Ale wiecie co, nasmażę ja
ciastka jakiego abo myszek na szałwii. To się już tak smażą,
pieką, że masła w garncu na drugą niedzielę barzo mało zozostanie, a święty Wojciech, wiesz to Bóg, kiedy nastanie, niż
się drugie pocznie zbierać.“
„Więc ony serwety naszywane, więc ony tuwalle z dziwnymi
wzory, a już ręczników nie umieją zwać, więc ony lislwy wo
koło obrusów. K powiedali na jedną panią, iż uźrzała obrus na
stole z listwami u ziemianina, i powiedziała onej ziemiance,
iż już nie wiemy, co mamy przed wami wymyślać, już muszę
dać perłowe listwy do obrusa uczynić. A ziemianka stojąc po
wiedziała : więc my też chociaj drobniejszemi perełkami, miło
ściwa pani, ale przedsię w tenże wzór, co i WM."
Wystawną ucztę, wzorowaną na jakiemś przyjęciu w wielkopańskim dworze, opisuje Rej w Wizerunku, gdy opowiada
o bogini Rozkoszy. Jest i tam mnogość przeróżnych potraw
i napojów, które roznoszą nadobne służenice, a biesiadnikom
muzyka na ochotę przygrywa. — Nadmierne picie, bardziej je
szcze może niż wymyślne jedzenie, utwierdziło się na dobre
jako kardynalna do dzisiaj wada Polaków także w XVI. wieku.
Rej, który bywał gościem na wielu biesiadach, opisuje i łaje
pijaństwo z doskonałem znawstwem i niepospolitą techniką wy
słowienia : „A tu patrzaj, jako to nadobnym sekwensem idzie:
bo z pychy przypada zbytek a obżarstwo, a z obżarstwa zasię
co najpiękniejszy klenotek-opilstwo sporne a ożralstwo... Owa
— 12 —
tylko blują, aby pili, a piją zasię, aby znowu blwali... To też
nieborak on dzbanarz leda gdzie we biocie się powali, tamże
i uśnie, suknię pomaże, czapkę straci, ostrogi mu odbiorą,
z mieszka wszystko wydłubią, a on nieborak mniema, by w ła
źni był, a iżby go barwierz golił, ano mu psi gębę liżą. Obu
dziwszy się, więc się to oskuba, sukmanę ubłoconą za rękaw
za sobą wlecze, nogi mu chodzą po kolędzie... a on chodzi,
jakoby go teraz zdun z gliny ulepił... A drudzy czasem, już się
im zda krótki dzień, więc opończami zabiwszy okna, to tak aż
do grugiego dnia piją. Kucharz też niewiele się upracuje, bo
kapustą abo jakim kawalcem zimnej pieczonki odprawi... A on
chodząc chrapi, sapi, pod ławę wlezie, ani wie, jeśli jest abo
jeśli był człowiekiem, aż mu się to z trefunku trafi, iż się wżdy
kiedy kęs oczy rozlepią... A wszkaż i cić potyją, aleć iście nie
przyrodzoną tłustością. Bo nos, gęba, brzuch, goleni, wszystko
się to nadmie jako pudła, a potem się puka na wiosnę jako
młoda wierzbina... Więcbyś go chciał poczciwemi słowy abo
hamować, a co wżdy z nim mówić, a cóż potem, kiedy mu nie
rozumieć, a on klekce jako bocian, krząka jako kiernoz. Więc
mu się tu zachce śpiewać, aliści jako cielę ryczy. Więc mu się
zachce w tanek, aliści się ślizga jako kozieł na ledzie. Więc mu
się zachce miłować, aliści drzemie abo uśnie na stole... Bo
patrz po chwili, alić mu leją syropy w gardło, alić mu trą
brzuch jako szkapie na rupie, alić na łbie rogi, guzy jako
u kozła, alić się twarz świeci jako karmazyn, a nos jako pe
rełki usadził, aliści chłopu chrapi w gardle jako naręcznej szka
pie, aliści w mieszku niemasz nic, na ścienie niemasz nic, na
grzbiecie niewiele, co wszystko przelało...“ Niedawno też Rej
między czterema generalnymi dyabłami umieścił w Wizerunka
Żarłoka, obrzydliwej postaci, plującego sobie na brzuch i herb
swój to jest kufel dzierżącego w ręku. A więc nie trzeba było
czasów saskich i narzekania na złe wpływy niemieckie, bo już
w XVI. wieku było u nas pijaństwo nadmiernie rozpowsze
chnione, niszczyło rozum, zdrowie i majątek, a nie brakowało
go i w XVII., co stwierdza bardzo wymownie czcigodny Starowolski. I jakżeż żądać było można reform politycznzch, uczci
wości obywatelskiej a unikania prywaty, odjęcia okrutnej ręki
od poddanych kmiotków, zaopatrzenia Rzeczypospolitej, kiedy
jasne słońce doby Zygmuntowskiej już tak ciężkiemi powlekało
się chmurami ?
— 13 —
Nietylko w domu, ale i w miejskich piwnicach umiała się
szlachta zapijać:
„Tu jest szalonych gospoda,
A wierę jej minąć szkoda“. (Apoft.)
W krakowskich gospodach u szynkujących „nogciów“ widział
to Rej bezwątpienia, co zapisał w Wizerunku :
„A naszego potomka pasują w piwnicy,
Bochmy bitwy wygrali, uciekli nam wszyscy,
Bochmy je mężnie koflem aż w rynek wysiekli,
Żaden się nie obejrzał, bieżeli by wściekli...,
W ślad za pijaństwem poszła nieodłączna od niego roz
pusta i karciarstwo. Już wtedy brat szlachcic łamał wiarę mał
żeńską na bruku krakowskim:
„Wiem tu, panie, na ulicy
Jeszcze prawe dwie dziewicy;
Talara by nie żałować,
Pewnie będziecie dziękować.
Nicby nam o talar nie szło,
Ale owo więc nie śmieszno,
Kiedy na łbie rostą guzy,
Co je zowiecie francuzy.“
{Zwodnica a dworzanin).
Uczciwość kobiet i gdzieindziej niemało pozostawiała do
życzenia, skoro opowiadając, iż wszetecznice i niepoczciwe żony
wsadzano dawniej na oślice oczyma do ogona i tak na pośmie
wisko obwożono po rynku, dodaje: „o siłażby teraz po te czasy
oślic trzeba, a snąć i krowy ledwie by temu nastarczyły“.
O karciarstwie wspomina między innemi w Krótkiej roz
prawie :
„Nuż jakie dziś gry nastały,
Z których ginie koszt niemały.
Dziwne fluksy, turmy, ruszę,
Aż drugi na stole kłusze,
Bo się więc już nie rozmyśla,
Póki stołu stawa, kryśla...
A cóż z tego potym roście?
— 14 —
Każdy się domyśli proście:
Fałsze, przymówki, niezgoda,
Krótka radość, długa szkoda...
Bo, acz wygra, wżdy niesporo,
Wnet się to rozleci skoro.
Bo się wnet zbieży, co żywo:
Daj od kart, dajże na piwo,
Daj za świece, daj piszczkowi;
Każdy, kto może, ułowi...
W tym także czasie zbytek w ubiorach zaczął się stawać
kardynalną wadą Polaków. „U nas pozłocisty wszędy naprzód“ —
powiedział Rej, a w niewiele lat potem zauważył Skarga: „Pier
wej samodziałki boki nasze okrywały, a teraz aksamity i jedwa
bie“. Narzekanie na stroje, zwłaszcza u „białych głów", spoty
kają się już w Krótkiej rozprawie-.
„Nuż więc owe białe głowy,
1 toć nie z pożytkiem łowy ;...
Bo więc ów slężak z forbotem,
Lisztewka bnyźyk ze złotem,
Nuż kaplarzyk z obojczykiem,
Teperelle z gorgulikiem,
Iścieć skarbu nie umnoży,
Niźli to na szyję włoży...
A o tymże wszytka rada,
Gdzie się zajdzie ich biesiada...
Nuż ty, mój namilejszy panie,
Dajze ćo narychlej na nie.
A wszak, jestli co zostanie,
Wam się kołnierzyk dostanie.
Jednak chodzę by łoktuszka,
Ni perełki ni łańcuszka;
A jako dzisia upstrzony
U uboższych mężów żony,
A ja i w święto w żałobie, —
Nie mnieć to sromota, — tobie.
Więc się na jarmark oboje
Wloką na ty miłe stroje...“
„Już dziś sukno stoi za nic,
Mówią, iż w nim ciężko chodzić,
— 15 —
Lecz snąć więc ciężej, mój panie,
Gdy i tego niedostanie...“
Ale i u mężczyzn ginął staroświecki żupan czy sukmana,
a przyjmowały się zbytkowne stroje cudzoziemskie: „Abowiem
patrz, gdy sobie wspomnisz ony dziwne czuby, ony falsaruchy,
ony stradyotki, ony z dziwnymi kołnierzmi delie (por. fraszkę
Kochanowskiego), ony zupany, ony rozliczne włoskie, iszpańskie wymysły, ony dziwny płaszcze, sajany, kolety, obercuchy,
aż dziwno i straszno o nich mówić, a drugich już ani zwać,
ani sobie rozkazać umie, jedno krawcowi poruczy, aby uczynił,
jako dziś noszą. A też słyszę w postronnych krajach, gdzie się
trafi każdy naród namalować, tedy Polaka nago malują, a z no
życami, a postaw sukna przed nim: krajże sobie, jako raczysz. —
Nuż zasię co owych nastało dziwnych pantalików, feretów,
smalcowanycy łańcuszków, pstrych bieretków z rozlicznemi centkami. A snąć już drudzy nietylko na głowie, ale i na nogach
ty pontały a ty ferety sobie przyprawują... Patrz zasię, co się
skarbu bożego popsuje na owy pozłociste nitki, na owy forboty, na owy teperelle, na owy dziwne tkanice, tak szyte jako
haftowane, już że malarze wzorów nie nastarczą wymyślać.
Także też owy rozliczne pętlicę, stroki, knafle wymyślne, dzi
wne sznury, a u nich kutasy, a ktoby się tego naliczył a napamiętał...
A by dziesięć krojów na każdy tydzień wymyślił, tedy każdy
chwalą. Będzie jedna z długim kołnierzem aż do pasa, to powiedają, iż tak czyście, chłop ozdobny, od wiatru się zasłoni,
kiedy trzeba, i kijem we grzbiet nie tak bardzo puknie. Będzie
zasię druga, co kołnierza nie będzie u niej i na palcu, a przedsię też tak czyście: wolno mi się obejrzeć, kędy chcę, i jako
chcę, a przedsię mię kołnierz w szyję nie kąsa. Będzie druga
z długimi rękawy, a czasem i ze trzemi, też tak powiedaią czy
ście, chłop znaczny na koniu, kiedy rękawy około niego trzpiatają. Będzie druga, co jedno rękawiki do łokcia, a też tak przed
się czyście, wolniejszym tak i snadnie mi na koń wsieść. Więc
będzie druga aż do samej ziemie, to tak czyście, chłop się zda
urodziwy i pieszo i na koniu — i przedsię mi wiatr około
goleni nie harcuje. Druga zasię będzie mało niże( za pas, a przed
się tak czyście, i lżejszy człowiek i pieszo i na koniu i niczem
się nie zabawi. Więc będą ostrogi na pół łokcia, to też tak
— 16 —
czyście, chłop ozdobny na koniu i konia się mocno imię, będą
drugie ledwie te przy piętach znać, a przedsię wszystko czyście:
lżej mi tak i Boże uchowaj konia odbyć, tedy mi w trawie nie
zawadzą, a przedsię wszystko czyście. Ja wierzę by kto, pozło
ciwszy rogi, na łeb włożył, tedy nie wiem, by nie powiedali,
iż to tak czyście, bo wszystko czyśbieby się dziś pojawiło, czegochmy wczora nie widzieli...“
Nie sądzimy, aby Rej zbytnio przesadzał, skoro i inni to
samo opisują, a wyniosły Skarga nie waha się bluznąć przed
oczy dostojników koronnych ich grzechy jawne i ich niekarności
(Kaz. sejm. VIII): „Cóż mam z tobą czynić, nieszczęsne króle
stwo? Kto tu na was ze wszech stron królestwa zebrane i na
głowy ludu patrzy i wasze obyczaje i sprawy widzi, domyślać się
może, jakie niezbożności i grzechy po wszytkiej koronie panują!“
Skarga grozi nieuchronną, a rychłą karą bożą, jeśli nie nastąpi
poprawa, Rej już przed nim tosamo powiada, a prócz tego i za
życia każę się lękać ukarania: „Pijanica a wszetecznik ten wżdy
kęs poskacze, a ostatka żywota swego zaśpi, a potem wspanoszeje, iż żywego srebra w członki napuści, a perełkami twarz
osadzi, węgrów a cudzoziemców w nos napuści, a drogich maści
w się naleje, a potem jako gęś na wiosnę wyblednie albo jako
krowa o świętym Janie, gdy z pola przydzie a brzuch nadmie“.
Powybieraliśmy najcharakterystyczniejsze miejsca z utworów
Rejowych, a przytaczaliśmy je dosłownie, aby zachować nie
zrównane wyrażenia starego moralisty i nie narazić się na za
rzut niedokładności. Główny nacisk położyliśmy na zbytek przy
stole i w ubiorze, o innych utratach tylko mimochodem wspo
minając. Myliłby się jednakże, ktoby sądził, że świetna zastawa
stołowa i wyszukane stroje usunęły z ówczesnego społeczeń
stwa średniowieczne barbarzyństwo, brud i zaniedbanie. Przepych
i wystawności, dogadzające „szarej pysze“ zbogaconego ziemiaństwa, były przeważnie powierzchowne. Pod strojną delią kryło
się nieumyte ciało i brudna koszula, a nierzadko gnieździło się
robactwo. Tensam Rej, który gorszył się zbytkiem przesadnym,
dostrzegł także nieochędóstwo i napiętnował je w całym sze
regu ośmiowierszów Zwierzyńca (Na plugawego chłopa przy
padki, Nodi, Włosy, Szata, Pościel, Koszula, Wszy w brodzie,
Wielkie paznokty i t. d.). Pozwolę sobie zacytować co najcie
kawsze ustępy:
— n =-•
„Cóż wżdy czynisz, świńiarzu, z tymi szalawary?
Utrzy buty, boć zgniły i śmierdząć z nich spary...
Uszyj szłapy, boć na nich błota pełno wszędy,
Żeby mógł rzepy nasiać, podziaławszy grzędy!
Jakoż ma ta bestya w tym plugastwie usnąć? —
Ale to wszystka rozkosz piwem łeb zamusnąć!“ (Afogz)
„Patrzże za tym husarzem, ze łbem napierzonym..,
Ano mu się najeżył łeb jako w barłogu...
Zczesz łeb chociaj paznokty, nie maszli grzebienia,
A pewnie gdzie ułapiesz za uchem jelenia...“ (Włosy)
„Patrzże: jakoć sfałdował suknią tu na boku, —
Nie wiem, jeśli ją z siebie zdjął gdy tego roku!
Nadobnie ją zbramował błotem wkoło wszędy,
A gnidy pod kołnierzem siedzą we trzy rzędy...“ (Szata)
„Ukażyż, kędy legasz! Owożci nowiny,
Że słomą nową powlókł stare grochowiny!
Piernat żurem pomazał, śmierdzi by z wychodu;
Patrzajże chędogiego, pańskiego połogu...“ (Pościel)
„Widzę, iż się też boisz jakiej prędkiej trwogi:
Barzoś nazbyt zapuścił koniec palców w rogi!
Kto się z tobą układzie, nie wierzę by chrapał,
Będzie się bał, abyś mu d... nie podrapał.
Jeśli chowasz dla łaźniej? — ale do soboty
Jeszczećby snąć odrosły znowu ty forboty;
A tak obrzeż ku dyabłu!— jeśli noża nie masz,
Tedy nagryź zębami, wszak zato nic nie dasz.“
(Wielkie paznokty)
„Owoż masz białe chusty na pańskie ubiory,
Lecz opak żółtym szyciem wyszywano wzory:
U ludzi na kolnierzoch, na pośladku temu,
A tak też właśnie ma być żółte ku brudnemu.
Pod kołnierzem husarzy w hufce się szykują,
A od ucha do ucha już drudzy harcują.
Zawiązał się nadobnie, aż piersi wywalił,
O, gdzieżby to kto dobry do wychodu wwalił!" (Koszula)
Na tem tle nadużycia z jednej, a zaniedbaniez drugiej
strony, postać Reja, który niekiedy także podobno za kołnierz
nie wylewał, przedstawia się wcale sympatycznie. Nie gardząc
darami przyrodzonymi, korzysta z nich przeważnie pomiernie
Lud. Rocznik XIV.
2
— 18 a poczciwie, jak to swojemu członkowi poczciwemu czynić roz
kazał. Dba bardzo o tę pomierną wygodę na ziemi, a chciałby
ją i po śmierci zachować. Ludzi jego typu nazwalibyśmy dzi
siaj sybarytami, którzy jednak ojczyźnie niejedno poświęcić, ro
dzinie i przyjaciołom pożytecznie służyć, a zarazem i o gospo
darstwo swoje troskać się umieją. O ile chodzi o porównanie
Reja z ogółem współczesnych rodaków, należy uważać go za
człowieka, który w wysokim stopniu uległ prądom odrodzenia
i postępowemu duchowi czasu. W życiu towarzyskiem gładki,
w doborze znajomych i przyjaciół dość wybredny i szczęśliwy,
w myśleniu postępowy, choć tkwi jeszcze w niejednym przesą
dzie, jest na ogół pięknym typem XVI. wieku. W życiu domowem wprawdzie nie przesadny, ale, jak to przystoi, dbały, ceni
sobie schludną a mężowi przywoitą odzież, zna częstą łaźnię
i barskie mydełko, lubi porządek i czystość w mieszkaniu, kwia
tami zdobi zasobny swój dworek szlachecki, a na zewnątrz ota
cza go wirydarzem, w którym również pełno kwiecia i poży
tecznej jarzyny. Odczuwa serdecznie pociechy rodzinne, w sto
sunku do służby i domowników, a pewnie i do kmieci, jest
poważnym ale miłościwym panem. Widać w nim dużo zdrowia
fizycznego i tę zdolność ludzką budowniczego rodziny, która
z rozmachem otwiera wrota życia, aby talent swój pokazać,
przyjaciół uczciwie pozyskać i dobić się należnej sobie i swoim
estymy i poważania. Jest człowiekiem bardzo szczęśliwym, bo,
choć wielkich nie posiadał nauk, samouctwem i zdolnością
cześć sobie należną pozyskał u współczesnych i został w ludz
kiej pamięci. Stało się to zaś między innemi także i dlatego,
że nie zapominał nigdy o tern, co tak pięknie napisał w Ży
wocie-. „Albowiem wszytki rzeczy są na świecie jako kwiecie
polne, które na wiosnę pięknie zakwitną, ku jesieni poschną,
a na wiosnę aliści się zasię znowu błyszczą. Także też ty przy
padłości nasze od szczęścia wszystki się mienić a mieszać mu
szą, jedno święte cnoty ty nas aż do grobu doprowadzić mają,
a i po śmierci między ludźmi pozostałymi tedy nas nieśmier
telnymi czynią, a poczciwą słową zawżdy pamiątkę naszą obwoływają, tak iż mało niejako napoły żywi między ludźmi cho
dzimy.“ —
