31d89e48142ce1fe4065239203196a0a.pdf

Media

Part of Garść podań zebranych w powiecie dolińskim i kałuskim / Lud, 1907, t. 13

extracted text
— 233 -

Garść podań zebranych w powiecie dolińskim
i kałuskim.
Kreśląc przed 4 laty kilka legend z gór naszych1), nie
przypuszczałem, że los mnie znowu rzuci kiedyś w te strony
i znajdę sposobność uzupełnienia mej krótkiej pracy kilkoma
jeszcze szczegółami.
Zebraną garścią podań chcę się tedy w dalszym ciągu po­
dzielić z Szanownymi Czytelnikami „Ludu“.

W Porohach (powiat bohorodczański) znajdują się poło­
niny „Szytry“, „Łysyci“ i „Żurawna“, których nazwy lud z cza­
sów napadów tatarskich wywodzi.
Podanie niesie2), że na pierwszej z połonin „pohanyj car“,
przeciągając z swem wojskiem, rozbijał namioty („szytry“),
do cygańskich podobne, na drugiej podgarnął sobie włosy do
góry („załysyw sia“), a na trzeciej zasmucił się czegoś („zażuryw sia).
Z Porohów, grzbietem gór ponad Pękło3), w dolinę By­
strej 4)5 prowadzi ścieżka, „płaj kaminnyj“, którą zbudować mieli
Tatarzy, tędy przeciągając.
W obrębie zaś Perehińska (powiat doliński) płynie stru­
myk, „Radowa“ zwany. Opowiadają0), że lud, przez Tatarów
przegnany przez góry, znalazłszy tu wodę, bardzo się ucieszył
(uradował) i stąd strumyk Radową nazwano.
Lud perehiński został przez Tatarów z Węgier przygnany.
Goniono go aż do Swaryczowa, a zwrócony stamtąd, osiadł
w miejscu, dziś Perehińskiem zwanem 6).

') p. t. „Wśród mar“ - patrz „Lud“, tom VIII, zeszyt 2, str. 183.
2) Opow. Ołeksa Raragowski (Ciurij) ze Śliwek, lat 32. Wspomnieć
tu jednak muszę, że lud ze Śliwek wychodzi do robót leśnych w Po­
rohach.
’) Głęboka kotlina u stóp góry Sywuli.
ł) Potok w lasach jasieńskich, wpadający do Łomnicy.
5) Opow. Roman Hłynka z Perehińska, lat 18.
6) Opow. Wasyl Jacyszyn, lat 50, i Fedor Żeliźniak, lat 54 — obaj
z Perehińska.

— 234
Ród Kropiwniuków z Perehińska ma również owej strasznej
epoce zagonów tatarskich imię swe zawdzięczać. Wieść bowiem
niesie1), że pewna wdowa z dwojgiem dzieci, kiedy Tatarzy nad­
jechali, rzuciła jedno w pokrzywę (po rusku „kropywa“), by jej
lżej było uciekać, a jeden z Tatarów, zobaczywszy to, podjechał
koniem i dziecię zabrał ze sobą. Stąd ród nazwano Kropiwniukami.
Krąży też podanie 2), że w Perehińsku („za rzeką“) pewna
baba w beczce z kapustą utopiła Tatara. Gdy bowiem Tatar,
wszedłszy do chaty, zażądał, by mu jeść dano, baba wskazała
mu beczkę, w której po wybraniu kapusty sam kwas tylko po­
został; kiedy Tatar przychylił się, by zajrzeć do wnętrzna beczki,
chwyciwszy go za nogi, w niej utopiła 3).
Nie mniej ciekawe jest porównanie wierności żony i psa,
krążące wśród ludu ze Śliwek (pow. kałuski)4), a osnute na tle
wypadków z epoki napadów dzikich hord tatarskich.
Opowieść głosi, że po pogromie, spowodowanym pod­
cięciem lasu5), jeden z Tatarów, który zdołał ujść z życiem,
przyjechał przed pewną chatę, z której dachu się dymiło.
Gospodarz, ujrzawszy go przez okno, skrył się wraz z żoną
na piec, lecz kiedy Tatar wszedł do izby, żona koniecznie chciała
zejść do niego. Na nic nie zdały się wyrzuty męża. Żona zlazła
z pieca, a wówczas Tatar kazał zejść i mężowi i uwiązawszy
go u końskiego ogona, wsiadł z żoną na konia i w las po
pędził.
Gospodarz jednak miał psa wiernego, zwanego „Gajdaj“,
i kiedy w lesie szamocąc się z Tatarem, prosił żonę, by mu po­
mogła uwolnić się z rąk wroga, a prośby jego pozostały bez
skutku, przemówił do psa w te słowa: „Szanuwawjem tie, Gaj­
daj, doteper, oborony mene, a jeszcze bilsze szanuwaty tie budu“.
Pies rzucił się na Tatara i powalił go na ziemię, a go­
spodarz, obiwszy dobrze poganina, zwrócił się z siekierą do

’) Opow. Roman Hłynka z Perehińska, lat 18.
2) Opow. Wasyl Jacyszyn z Perehińska, lat 50.
3) Popobne podanie o utopieniu Tatara w beczce z żentycą — zob.
pracę moją ,,Z kraju Hucułów“ („Lud“ tom V, zeszyt 1, str. 59).
‘) Opow. Ołeksa Raragowski (Ciurij) ze Śliwek, lat 32.
5) Takie same podanie o pogromie Tatarów — zob. pracę moją
„Z kraju Hucułów“, („Lud“ tom V, zeszyt 1, str. 58.).

— Ź35 —
żony, by jej głowę rozpłatać. Żona jednak, chcąc ujść ciosu,
odwróciła głowę tak, że siekiera ześliznęła się po czole i nos
jej tylko obcięła.
Mąż prędko ochłonął z gniewu i już jej — podobnie jak
Tatara — zabijać nie chciał, by duszy nie gubić, a pozostawiw­
szy oboje, sam z psem powrócił do domu.
Żona z Tatarem w świat pojechała, „gazda“ zaś po latach
drugą przybrał sobie żonę.
Z czasem jednak przyszły ciężkie dnie głodu i ludzie
w świat za chlebem się porozjeżdżali. 1 ów gospodarz zaprzągł
cztery woły i pojechał, którędy go oczy powiodły — w nie­
znane kraje . . .
W podróży przybył do kraju Tatarów. Losu zrządzeniem,
zajechał właśnie do tego, który mu żonę uprowadził, lecz go
nie poznał. Tatar natomiast, na pierwszy rzut oka, przy­
pomniał sobie przybysza i zapytał, czy go nie poznaje, a otrzy­
mawszy odpowiedź przeczącą, przyprowadził żonę; wtedy do­
piero spostrzegł gospodarz, do kogo wstąpił, i bardzo się prze­
straszył.
Tatar zapytał go dalej, czy chce żonę napowrót, a gdy
ten mu odpowiedział: by ją sobie zatrzymał, rzekł do przy­
bysza : „Miałeś litość nademną i nie zabiłeś mnie wtedy,
kiedy mogłeś to uczynić, nie bój się, i tobie nic się nie stanie“,
a wyładowawszy mu pełne wozy chlebem, pożegnał i w drogę
wyprawił.
I Turcy również cieszą się jeszcze pamięcią ludu tutejszego.
Wedle podania1) na górze „Czurykowo“ (w Perehińsku)
była dawniej cerkiew (monastyr), którą pewien gospodarz z Perehińska pobudował. Na tę cerkiew kilkakrotnie napadali już
Turcy.
Raz śnił fundator, że z cerkwi zrobił się pas czerwony,
a wstawszy rano, rzekł do swych synów i sługi, że cerkiew
pewnie spalić się musiała. Kiedy synowie bali się pójść zoba­
czyć, co z cerkwią się stało, sługa wziął siekierę i sam w las
poszedł.
Tu jednak zastał z cerkwi tylko głownie tlejące.
Wrócił tedy do domu, by gospodarzowi oznajmić, iż cer­
kiew zgorzała, lecz tymczasem gospodarza i jego synów Turcy
') Opow. Roman Hłynka z Perehińska, lat 18.
Lud. Rocznik XIII.

17

— 236

już powiązali. Sługa, ujrzawszy to, zawołał:

„Nedawby bow
ja powiazaty ich, jakby ja tu bow“, a wówczas Turek wsiadł
na konia i popędził za nim, by go pojmać i zabić.
Sługa uciekając, ukrył się za krzakami na polance, gdzie
stała cerkiew, i gdy Turek nadjechał, wyskoczywszy z kryjówki,
siekierą ściął mu głowę.
Wedle innego podania *) — śniło się fundatorowi, że cer­
kiew stoi w płomieniach ; kiedy więc poszedł z synami i sługą
zobaczyć, ćo się stało, Turcy ich wszystkich, z wyjątkiem sługi,
który zdołał umknąć, złapali i powiązali.
Sługa uciekając ścieżką, wiodącą wzdłuż grzbietu góry,
skrył się w krzakach, i gdy Turek, pędzący za nim, nadjechał,
rozpłatał mu głowę siekierą.
Miejsce to zwie się dziś „Tureckie“.
Po lewym brzegu Łomnicy, naprzeciw dóbr jasieńskich,
ciągną się góry perehińskie (powiatu dolińskiego), stanowiące
własność gr. kat. metropolii lwowskiej. Wśród nich jedna „Popadią“ zwana, owiana jest legendą z czasów Dobosza*2). Poda­
nie bowiem niesie, że w czasach, kiedy po kraju włóczyły się
jeszcze bandy rozbójnicze, opryszki mieli pojmać w Strutyniu
(powiat Dolina) pewną popadię i wieźli ją ze sobą.
Gdy jechali ponad Łomnicę - w miejscu, dzisiaj „Ostodorem“ zwanem, uśmiechnął się do popad’i jeden z towarzyszą­
cych jej dwóch opryszków. Z rozkazu starszyzny obcięto mu
zato obie nogi i porzucono go na drodze, wraz z przypadającą
nań częścią pieniędzy; popadię zaś wywieziono na jedną z gór
i tam ją po piersi w ziemię zakopano.
Stąd nazwano górę Popadią, a na pamiątkę krzyż żelazny
na niej postawiono.
W tym czasie, w którym na Ostodorze porzucono opryszka bez nóg, powyżej w polu kosił pewien gazda z Perehińska
i wysłał właśnie swego syna za jedzeniem do domu. Chłopiec,
przechodząc przez Ostodor, spostrzegł owego opryszka — ka­
lekę, obok niego zaś dwa wory pieniędzy. Równocześnie opryszek, wyjąwszy z za pasa rewolwer, rzekł dając go chłopcu:

*) Opow. Wasyn Jacyszyn z Perehińska, lat 50.
2) W podaniu jedni wprost wspominają o Doboszu, drudzy ogólni­
kowo o opryszkach.

— 237 —
„Weź zastrzel mnie, abym się nie męczył, a pieniądze
zabierz sobie, bo gdy mnie nie zastrzelisz, ja ciebie zastrzelę.
Chłopak przestraszony wziął z ręki rozbójnika broń
i strzelił, kładąc go trupem, a sam poszedł do domu za jedze­
niem dla ojca.
Tu przed nikim się nie zwierzał. Dopiero, gdy wrócił
w pole, spostrzegł ojciec, że chłopiec czegoś posmutniał; nale­
gając tedy na syna, dowiedział się o zajściu. Wówczas zabrawszy
ze sobą siekierę w mniemaniu, że opryszek może jeszcze żyje
i że trzeba go będzie dobić, udał się ów gospodarz wraz
z chłopcem na Ostodor, a znalazłszy już tylko trupa opryszka,
rozpłatał synowi głowę siekierą w obawie, by ten się przed
kim nie zwierzył, i oba trupy nakrywszy gałęźmi (riszczom)
pieniądze sam ponosił do domu.
W miejscu tego krwawego dramatu — na Ostodorze —
wznosi się krzyż, niejako przypomnienie owej strasznej zbrodni,
która z ust do ust, z pokolenia w pokolenie, wśród tutejszego
ludu przechodzi1)- —
W południowej stronie Perehińska, w polu pod lasem „Dę­
biną“, stoi kaplica murowana, wzniesiona dawnemi laty, ko­
sztem niejakiego Jurka Petryszycza z Perehińska na chwałę
Bogu, za to, że będąc biednym do wielkiego przyszedł majątku.
Powiadają ludzie, że pewna biedna wdowa miała syna,
właśnie owego Jurka, którego było ciało całe strupem pokryte.
Matka sama służyła u księdza, Jurko pasał bydło na połoninach.
Zdarzyło się raz, że przez połoninę przechodzili opryszki
i noc ich tam zapadła. Widząc ognisko, przyszli do niego i gdy
chłopak ugościł ich mlekiem i przenocował, zapytali go rano,
co on za jeden. A kiedy tenże opowiedział im, jak biednym
jest i nieszczęśliwym, zbójcy kazali mu otworzyć swą torbę
i pełno w nią nasypali złota.
Majątek jego powiększył się jeszcze, gdy ksiądz, u któ­
rego matka służyła, obwiesił się a ona cały dobytek odzie­
dziczyła.
Przed śmiercią, nie mając dzieci, zapisał Petryszycz cały
swój majątek siostrzeńcowi żony, a ojcu dzisiejszego Jerzego
Patrija, Matijowi2).
') Opow. Roman Htynka z Perehińska, lat 18.
2) Opow. Ilko Korol z Perehińska, lat 72.

— 238 —
Inni znowu twierdzą 1), że Petryszycz po Czterykroć przy­
chodził do majątku. Będąc jeszcze małym chłopcem, pasał by­
dło na połoninie wraz ze starszym pasterzem, udającym nie­
mego. Pasterzem owym miał być opryszek przebrany, który
dając raz Jurkowi pieniądze, noszone zawsze przy sobie, prze­
mówił w te słowa: „Schowaj, a gdy wrócę, podzielisz się ze
mną, jak nie wrócę, pomodlisz się za moją duszę“ — i odszedł,
nie wracając już nigdy.
Drugi raz Jurko znalazł złoto na „Obłazie“ (za Perehińskiem) w dole pod wywróconym przez wiatry bukiem. Matka
zaś Jurka, służąc u księdza, wiedziała o tern, że tenże pozaszywał pieniądze w uprzęży na konie i kiedy pewnego razu
ksiądz z domu wyjechał, zabrała pieniądze, a podpaliwszy mąkę,
plebanię spaliła.
Wreszcie, kiedy Polacy napaść mieli na pałac metropoli­
talny, a metropolita uciekł na Węgry, Jurko, dzierżawiąc dobra
kapitulne, zabrał wszystko złoto i napełniwszy niem beczki, po­
wrzucał do sadzawki. Kiedy następnie metropolita zapytał li­
stownie, co słychać, miał Jurko odpisać, że Polacy napadli
i złoto zrabowali.
Przyszedłszy w ten sposób do znacznego majątku, Petryszycz
zamierzał wymurować cerkiew i zaczął już nawet zwozić kamienie
w tó miejsce, gdzie dziś stoi tak zwana górna cerkiew, lecz
opryszki napadłszy, obrabowali go w tym czasie. Zbudował
tedy tylko dzwonnicę i ową kaplicę pod „Dębiną“, tudzież da­
rował wielki dzwon do górnej cerkwi i drugi dzwon do cerkwi
w Hoszowie.
Pod wyżej wspomnianą kaplicą kryć się mają groby Petryszyczów i rodziny Patrijów. —
Na górach „Skiet“, „Czurykowo“ i „Serhyj“ (w perehińskiem), gdzie dziś stoją krzyże, dawniej miały wznosić się kla­
sztory (monastyry), których mnisi (czerci) słynęli z pobożności.
Głównym klasztorem był „monastyr“ w Maniawie, koło Sołotwiny, gdzie też odbywały się odpusty; mnisi owego klasztoru
wiele dobrego biednym czynili.

’) Opow. Wasyl Jacyszyn, lat 50, i Fedor Żeliźniak, lat 54 — obaj
z Perehifiska.

— 239 —
Opowiadają Ł), że pewien biedny ksiądz z Perehińska przy­
szedł raz do wspomnianych mnichów, a ci dali mu parę wołów,
by sobie wypasł. Wracając przez las, spotkał ksiądz żyda, który —
w obawie przed opryszkami — do niego się przyłączył. Kiedy
tak razem nocą wracali, wypadł z lasu opryszek i zapytał ich,
co za jedni i dokąd idą. Żyd odrzekł, że w obawie przyłączył
się do księdza, a ksiądz opowiedział mu o swem ubóstwie
i o tern, że woły dostał od mnichów w Maniawie, by się nieco
zapomógł.
Zbój, pod grozą śmierci, zażądał wtedy spowiedzi, a wyspodawszy się, obdarzył księdza pieniądzmi. Ale żyd z zazdro­
ści oskarżył księdza przed dziekanem, a ten przed metropolitą,
w następstwie czego księdza przeniesiono.
Na górze „Serhyj“, gdzie dawniej wznosił się klasztor,
pochowany ma być — wedle podania*2) — metropolita Serhyj,
który wracając z Węgier, tu umarł, tudzież pewien „ihumen
zakonników.
W Maniawie istnieją jeszcze ruiny klasztoru, a na murach
widoczne być mają resztki dawnych malowideł. Ikonostas zaś
z owego klasztoru znajdować się ma w Bohorodczanach. Opo­
wiadają3) o nim, że go raz chcieli kupić Moskale, a gdy kupno
nie przyszło do skutku, postanowili zabrać go siłą. Z pomocą
ludziom przyszli jednak żydzi i obrazu zabrać nie dali.
W powiecie kałuskim, o przeszło 30 kim. od wsi Jasienia,
położona jest leśniczówka Brustury. W obrębie tej leśniczówki,
tuż przy granicy węgierskiej, leży połonina „Hrobok“ zwana,
a na niej widnieje krzyż, pod którym kryć się ma grób.
O owym grobie krąży wśród ludu jasieńskiego — prze­
ważnie wśród pasterzy — następujące podanie:4)
W dawnych bardzo latach, kiedy granica pomiędzy Galicyą a Węgrami nie była jeszcze uregulowana, a Węgrzy rościli
sobie prawo do posiadłości, sięgających aż prawego brzegu
Łomnicy, i tu swe owoce wypasali, pewien człowiek z polece-

') Opow. Ilko Korol z Perehińska, lat 72.
2) Opow. Wasyl Jacyszyn, lat 50, i Fedor Żeliźniak, lat 54
z Perehińska.
3) Opow. ci sami.
*) Opow. Onufry Fedorak z Jasienia, lat 34.

obaj

— 240 —
nia panów kałuskich zabrał pasterzom węgierskim dwa „misziriia“x) owiec i zapędził je do Kałusza.
Gdy chciał iść po trzecie, panowie go ostrzegali, aby tego
nie czynił, on jednak poszedł i zabrał je wraz z pasterzami,
pozostawiając tylko jedną, chromą owcę na połoninie.
Kiedy przypędził owo „miszinie“ na dzisiejszą połoninę
Hrobok, jeden z zabranych pasterzy węgierskich, który pozo­
stawił swą kochankę w domu, prosił go, by mógł zagrać na
trembicie i gdy tenże nie sprzeciwiał się temu, pasterz w te
zagrał słowa:
„Pryjszły Hucuły,
Zabrały beruły,
Ne łyszyły, łysz odnu chromułu“.
(Wedle innych: „Ne łyszyły, łysze jedno jahniatko i toto
chromlatko“).
W tym właśnie czasie ludzie byli w cerkwi. To też ko­
chanka pasterza, usłyszawszy te słowa, pobiegła do cerkwi
i zwołała ludzi, a ci z kosami, drągami i siekierami pospieszyli
na odsiecz.
Ale owce, wyprawione wraz z pasterzami przez owego
nieznajomego, znajdowały się już w Brusturach i tylko on sam
pozostał jeszcze w kolibie na połoninie. A uzbrojony był w duży
nóż obosieczny, którym — gdy Węgrzy przybiegli — bronić się
począł. Wywijając nim to w jedną, to w drugą stronę, podciął
oba pale, na których wspierała się koliba pasterska, tak, iż ta
runęła na niego, a wówczas Węgrzy przypadli i złapali po­
walonego.
Pastwiąc się nad nim odcinali mu to ręce, to nogi, które —
zgotowawszy — jeść mu kazali, a posiekawszy go w końcu
w drobne kawałki, włożyli do kotła i zakopali.
Od tego grobu połonina nazwę swą wzięła, a i las poło­
ninę okrążający również Hrobkiem jest zwany.
Krzyż, znajdujący się obecnie na połoninie, nie pochodzi
jednak z owych czasów. Został on odnowiony przez pasterzy
jasieńskich *2), mniej więcej przed laty piętnastu, gdyż z biegiem
czasu stary krzyż spróchniał.
*) Miszinie, stado owiec, spędzonych przez większą ilość gospoda­
rzy na połoninę.
2) Onufrego Fedoraka i Pawła Fedorczaka-

— 241 —
Po wyżej opisanym wypadku miano dopiero granicę usta­
lić, prowadząc ją od Gorganu grzbietem gór, po prawym brzegu
Łomnicy rozsiadłych. —W obrębie tej samej leśniczówki, z pasma Gorgan ku Ło­
mnicy zbiega wąwóz „Dziebyn żwir“ zwany, który zawdzięcza
swą nazwę jednemu z mieszkańców Jasienia, imieniem Dzieba.
Kiedy dawniej na Gorganie pasano owce, przyszedł do
pasterzy ów Dzieba i poczęstowany został przez nich „wurdą“ *).
Zjadłszy, prosił, by mu więcej „wurdy“ dano; pasterze dali mu
znowu „kawusz“*2) wurdy pod warunkiem, że na „łubiu“3)
zjedzie z uboczy Gorganu w ów wąwóz.
Dzieba nasyciwszy się, siadł na korę, ale że obrócił
ją stronę śliską ku trawie, tak pędził z góry, że rozbił się na
strzępy. —
W obrębie leśniczówki Kuźminiec (w gminie Jasień), z po­
lany „Borewka mała“ ku potokowi „Bystra“ zbiega wąwóz,
w którym znajduje się małe, lecz głębokie jeziorko, dziś już po
części zarosłe, „Ozirnyj“ zwane. W owem jeziorze4) miały się
kąpać „majki“ 5).
Powiadają, że gdy kto kiedy wrzucił drzewo, cent, lub
wogóle jakiś przedmiot w jezioro, nazajutrz znachodzono je na
brzegu, gdyż „majki" bardzo czysto utrzymywały swą kąpiel.
Znalazł się jednak jakiś psotnik, który jezioro skalał, i odtąd
„majki“ stamtąd się wyniosły. —
Opowiadają też sobie, że pewien człowiek, chcąc od ma­
jek zasięgnąć rad co do chowu bydła, postanowił jedną z nich
złapać. W tym celu kupił but czerwony, juchtowy, i postawił
go w miejscu, w którem majki się schodziły, sam zaś ukrył
się w krzakach. Majka, znalazłszy but, próbować go poczęła,
ale widząc, że brak jej drugiego, włożyła obie nogi w ten jeden1 wtedy to złapał ją ów człowiek, a dowiedziawszy się od niej,
co bydłu czynić podczas różnych chorób, puścił ją napowrót.
1) „Wurdę“ robią z żentycy, a podobną jest ona do niewyciśniętego sera. Z mleka owczego robią wpierw ser, zwany „budź“, a z żentyny pozostałej dopiero „wurdę“.
2) Naczynie, wyrabiane z narośli, powstałej na drzewie.
3) „Łub“ = kora świerkowa.
4) Oprócz podania, zawartego w pracy mojej p. t. „Wśród mar“,
patrz „Lud“ VIII, 2, str. 185.
5) „Majki“ — boginki (nimfy).

— 242 —
Ale przypomniał sobie, że miał ją jeszcze o coś zapytać.
Obrócił się tedy i zawołał:
„A szczo wiwcy robyty, jak sie nakazyt“ ? x)
„Niż u szyju“ - odpowiedziała majka. —
W perehińskiem znowu, po przeciwnym brzegu Łomnicy,
jest połonina, od pieczar na niej się znajdujących, „Peczary“
nazwana. W tych pieczarach — wedle *2) opowieści — miały także
przemieszkiwać dawniej majki.
Majki wyglądają zupełnie jak dziewczęta, krzyże tylko mają
otwarte, tak że widać wnętrzności.
Jeźli już mowa o „majkach“, a zatem o istotach nadprzy­
rodzonych, wspomnę jeszcze o jednej z takich istot, znanej
wśród ludu ze Śliwek (powiat kałuski) pod mianem „latawicy“
(litawycia), która nawiedza tęskniących kochanków i małżonków
obojga płci, gdy im przyśni się osoba, za którą tęsknią, a sen
taki zatają.
Opowiadają3), że pewna kobieta ze Śliwek, zwana Maksymychą (umarła 1905 r„ mając lat przeszło 90), zatęskniła
bardzo za swym mężem, którego na wojnę powołano, i śniło
jej się kilkakrotnie, że mąż przyszedłszy, spał przy niej na „posteły“. Z tego dostała Maksymycha „latawicę“, która co nocy
przychodziła i kładła się przy niej, nie czyniąc nic złego dziecku,
zawsze z matką sypiającemu.
Kryjąc się przed latawicą, właziła Maksymycha do pieca,
w którym otwór sąsiedzi deską zatykali, lecz latawica przy­
szedłszy, tak długo szukała, cupiąc jakby wrona, lub sroka
po stole, ławach i łóżku, aż wreszcie trąciła deskę i wlazła
do pieca.
Sąsiedzi, chąc ją zobaczyć, zapaloną świecę nakrywali
garnkiem, który zdejmywali dopiero, gdy latawica weszła do
chaty, — ale nigdy zobaczyć jej nie mogli. To trwało dwanaście
tygodni. Dopiero pewna wróżka ją wyleczyła, a wtedy w wy­
miotach wyszło z niej nieżywe jakieś stworzenie, podobne do
ryby, zwanej „babeć“.

*) jak motylicę dostanie.
2) Opow. Wasyl Jacyszyn, lat 50, i Fedor Żeliźniak, lat 54 — oba
z Perehińska.
3) Opow. Ołeksa Raragowski (Ciurij) ze Śliwek, lat 32.

~ 243 —
Dowiedziała się też Maksymycha od wróżki, że gdyby stwo­
rzenie to w niej ożyło, niktby jej na latawicę już był me
pomógł.
Zbieraniem podań i legend szczerzej powinniśmy się za­
jąć. Toną one z dniem prawie każdym w mroku niepamięci
tak, że po latach niewielu odgrzebać je będzie trudno.
Przekonałem się o tern dowodnie, kiedy, słysząc przed
laty niektóre legendy, dziś już ich nie mogłem odnaleźć wśród
ludu.

A szkoda to wielka. Wkoło zamczysk starych — w wy­
obraźni ludu — przeciągają zastępy skrzydlatych wojsk, z kur­
hanów w ciężką zbroję zakuci wstają rycerze, na starych, za­
padłych kościeliskach słychać bicie dzwonów i podziemne ja­
kieś śpiewy, a góry nasze roją się od opryszków, boginek
• mar.

„ „ ,
Józef Schnaider.

Przymówki i przezwiska rymowane do imion.
Zamieszczone poniżej przymówki stanowią dalszy ciąg
takiegoż zbiorku, ogłoszonego przez p. Magierę („Lud1, t VIH.,
str. 403). Jedne z nich utkwiły mi w pamięci z czasów studenc­
kich, kiedy to miałem sposobność często je słyszeć (zwłaszcza
w Bochni), inne zapisałem sobie później, kiedy przy pomocy
moich uczniów zbierałem w różnych stronach materyały ludoznawcze.
Skrócenia. B. = Bochnia; Ł. = Łodygowice (pow. żywiecki);
M = Maków; S. = Sidzina (pow. myślenicki); Sfe. — Skawina (pod
Babią Górą); Skw. = Skawa (pow. myślenicki); Sp. - Spytkowice pod
Zatorem; Z. = Zawoja pod Babią Górą.

1. Dorka — chybaj do worka. Sp.
2. Franek — rozbili babie zbanek, baba go goniua —
d... mu wybrną. B.
,
, .
3. Franek — rozbili zbanek, pozbierali skorupki



wuozyu

je do d... Sp.
,
4. Hanka — pasiia baranka, pod bożą męką

i i „
z kulawą

ręką. Sp.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.