6efad03a7e6520d0c077110263be8927.pdf
Media
Part of Zwyczaje świąteczne w Radłowie (w powiecie brzeskim) / Lud, 1907, t. 13
- extracted text
-
— 130 —
Zwyczaje świąteczne w Radłowie
(w powiecie brzeskim).
Poniżej podaję kilka pieśni i jeden z zaginionych już zwy
czajów, „kobyłkę“, urządzaną w okresie świąt Bożego Narodze
nia. Prócz tego niektóre zwyczaje dotyczące Wielkiejnocy.
Wszystko z Radłowa w powiecie brzeskim.
1. Kobyłka.
Wejście kobyłki do izby poprzedza przemowa jednego
z kolędników a następnie śpiew czyto kolęd, czy też pieśni na
cześć którego z domowników.
NAJS1ARSZY Z KOLĘDNIKÓW (podchodząc pod okno mówi).
Przyślimy tu po kolendzie,
Niechaj nikomu za przykro nie bendzie.
Rac piosnecke wysłuchać,
A nam kolendecke dać
Haleluja!
Schodźcie sie, bracia mili,
Bedziewa coś nowego cynili.
Następuje śpiew.
1. Na cześć gospodarza.
V>
A
z----/
ć AZ
;’WTT^
fi
wyjrzyj
wyj - rzyjze
1/ l / i
go - spo - darzu
wyj
- rżyj, A
wyj-rzyjze
iX '.li K
izH .
j. ’ # 4 - ~
l---- J---------------1 4
Na nas, go-spo-darzu
J
' na nas.
131 —
My ci coś powiemy 1),
Tem cie uciesymy.
Tam na twoji roli,
Złoty płuzek stoi,
Przy tem złotem płuzku,
Stery konie w cuzku 2),
Najświetsa Panienka,
Śniadanie jem niesie,
Śniadać nie bedziewa,
Jaze zaorzewa.
Skoro doorali,
Siedli, pośniadali.
Cóz bedziewa siali,
Na tej ślicnej roli ?
Na jednem stajonku
Żytko, kukurydzke,
Na drugiem stojanie
Kopa żyta stanie.
Bedzies se wyglondoł,
Gospodarzu, na nie,
Bedzies sie przechodziuł
Miendzy kopeckami,
Jak nowy miesioncek
Miendzy gwiozdeckami.
2. Na cześć Gospodyni.
(Na melodyę: „Hej dzień narodzenia“.)
Mości gospodyni,
Nadobna mistrzyni,
Okaz swoje łaskę,
Kaz dać masła faske.
Jezeliś nie sknera,
Dejze kopę sera.
Kaz spichrze otworzyć
1 miechy nasporzyć.
’) Każdy pół wiersz się powtarza.
') C u z e k — zaprząg.
— 132 —
Zyta ze trzy wory,
1 wozów z obory,
Na piwo jęcmienia,
Koni do ciągnienia.
Jagły jeśli macie,
To nam korzec dacie;
Tatarki na kasę,
Kocham przyjaźń wase.
Grochu choć z pół wora
Z tutejsego dwora.
Na monke pszenicy,
Chcemy społem wszyscy.
Owsa ze trzy miary
Dla wienksy ochfiary,
Kacke do rosołu,
Śtuke mięsa z wołu.
1 to carne prosie
Pomieści ono sie.
Nie cekaj ruiny,
Dej połeć słoniny.
Piwo bendziem pili,
Bendziem sie ciesyli,
Nie cekaj ruiny,
Dej połeć słoniny.
Dej i zupan stary
I grosa do pńry,
Dej j butę stare
Abo nowych parę.
Wyliź-ze na faske
1 dej n;im kiołbaske,
A kiedy je zjemy,
To dalej pódziemy.
Klucyki na kołku,
Piniondze we worku,
— 133 —
Odmykaj skrzynecke,
Płacić kolendecke.
Tobie to, gosposiu,
Tobie ta piosnecka,
A nam kolendecka,
A nam kolendecka.
Haleluja!
3. Marysi.
przy - je zęby nam
cha - li
ją dali
hej
hej
nam
nam
hej
hej
1 wyprowadzili stery konie siwe, hej nam hej!
Koniki bierzewa,
Lec nie dziekujewa, hej nam hej!
Moji kolendnicy,
Cóz bede robiła?
Bedzies chusty prała,
Po talarze brała, hej nam hej!
Kęz je prała bende?
U króla w ogrodzie,
Na biezoncy wodzie, hej nam hej!
Moji kolendnicy,
Kez je susyć bende?
U króla w piwnicy
W złotej maglownicy, hej nam hej!
Tobie to, Marysiu,
Tobie ta piosnecka,
Haleluja, haleluja!
— 134 —
A nam kolendecka,
A nam kolendecka,
Haleiuja, haleluja.
Odmykaj skrzynecke,
Płacić kolendecke,
Haleluja, haleluja.
4. Jasiowi.
Hej
pod
Kra - ko
Hale - luja
-
Hale -
wem
lu
zielo
-
ja
Pasie se Jasiu swego konicka,
Haleluja, haleluja 1
Przysło do niego trzech Krakowianów,
Haleluja, haleluja.
Trzech Krakowianów,
Sławnych miescanów, haleluja i t. d.
I przynieśli mu
Trzy par bucików, haleluja i t. d.
I przynieśli mu
Ładną sabelke, haleluja i t. d.
1 przywieźli mu śtery koniki i t. d.
Jaś na wojnę jedzie,
Śtery konie wiedzie, haleluja i t. d.
Jeden sie mu zbujał
I skocuł mu w Dunaj, haleluja i t. d.
Jasiu za niem skocuł,
Trzewicki se zmocuł, haleluja i t. d.
Jasiu za niem skocuł,
Ubranko se zmocuł, haleluja i t. d.
-
na łąc -
135 —
Tobie to, Jasieńku,
Tobie to piosnecka, haleluja, haleluja!
Tobie to piosnecka,
A nam kolendecka, haleluja, haleluja.
Po odśpiewaniu tych i t. p. pieśni wchodzą kolędnicy do
izby, wnosząc ze sobą „kobyłkę“.
Kobyłka jest to opałka przedziurawiona, z doprawionym
w środku łbem ze szmat, a z tyłu ogonem włosiennym.
W środku do otworu wchodzi kolędnik, nakrywając kobyłkę
zwykłym kocem. Wykonywując odpowiednie ruchy, udaje bieg
kobyłki.1)
OSOBY:
1) OJCIEC (człowiek już starszy, z długim, z lnu doprawionym Wą
sem i brodą, okryty kożuchem włosem na wierzch obróconym, na gło
wie ma kapelusz papierowy w kształcie pieroga, ozdobiony piórami kogujiemi).
2) SYN (młodszy znacznie od ojca, okryty również kożuchem,
ma na głowie czapkę rogatkę, przepasany powrósłem, z szablą przy
boku, od której zwiesza się kutas z jęczmiennej słomy; wąsy konopne
bez brody).
3) SZLACHCIC (w kontuszu, opasany szerokim pasem, z torbą
przewieszoną przez ramię, napełnioną dukatami;' z zanadrza wystaje gruba
książka do pisania).
OJCIEC i SYN (wchodząc do izby).
Niech bedzie pochwalony
Jezus Chrystus, Bóg wcielony !
(po pauzie)
Tu miłość! tu scęście! tu wielgie wesele,
Przyślimy do państwa po kolendzie śmiele.
OJCIEC (do syna).
A co, synalu, dusko! Jest tu gości siła!
SYN (uradowany).
E! luby tatulu, jest panienek kiela.
’) Podobieństwo do „turonia“ i „lajkonika“ krakowskiego.
Lud. Rocznik XIII.
10
— 136 —
OJCIEC (rozglądając się).
A ładne tez ta jakie?
SYN (z oburzeniem).
Ej, ładne, ładne!
Z dzióbatemi nosami, krzywe pyski mają!
Idonc, idonc do kościoła, o drugich semrają.
Jak przydzie dziad zebrać,
To go wypendzają.
Jak da pani kasę, to ją same zdzieją,
Jak da pani żuru, to go w garnek zleją.
(po namyśle)
Ale wieś co, tato? dejwa pokój temu!
Lepiej zaspićwajwa ludziom o koniku —
Po swojemu.
cie - le
mo - ji,
zdechła żydom kobyła, sto psów nad nią stoi.
Śpiewają jej kijem w łeb, tagze przywilije,
A wilk siedzonc za górą, okropecnie wyje.
Posełają wilckowie do piesków, by ją obstąpili,
Aby onej kobyle pogrzeb ucynili.
1 tak onej kobyle pogrzeb ucynili,
Ino na znak ludziskom ogon osławili.
OJCIEC (zafrasowany).
Ach, niescęsna godzina, opłakane lata,
Trzebaby sie powiesić, abo sukać kata.
(kręcąc brodę)
Trzebaby sie powiesić, kręcić powróz z brody
Lub sie tez utopić, posukać kej wody.
137
SYN.
Ej, tato, tato, choćbyś sie owiesiuł,
Matkebyś zasmuciuł, biesabyś pociesył.
Tato, tato, słuchaj rady mojej: ląz za umarłego,
Ja bende prosiuł na pogrzeb ludu pobożnego.
Bende jem mówiuł różne historyje,
A oni uwierzą, ze tatko nie zyje.
(Ojciec wywraca się na ziemię)
SYN (klęka i modli się).
Nie słychana w Polsce trwoga: złamał konik nogę,
Świnia wilka zwojowała,
Mucha kacke podeptała,
Kura na kamieniu Wisłę przepłynęła.
Wjeżdża SZLACHCIC (staje przed muzyką a wskazawszy na napełniony
trzos, odzywa się):
Zagrajże mi muzyceńku, zapłacę ja tobie,
Tylko na mojej kobyłce poskaczę ja sobie.
(tańczy, a zobaczywszy syna klęczącego, zwraca się do niego
z zapytaniem)
Co, synalu, duszko, co to tutaj leży?
SYN (z drżeniem).
Nie ja tez to, paniontecko, ino dziadek leży.
Zatkałem mu ocy, by sie nie otwarły.
SZLACHCIC (z hardą miną).
Nie wierzę ja temu, durniu:
Utnę go raz, lub dwa razy
A wnet się przekonam, czy umarły leży.
SYN (błagająco).
Stój, panie, nie bij, bo za to ciężki grzech
Mozeby cie Bóg skarał, żebyś zaraz zdech.
Lepiej daj parę grosy pochować to ciało,
By sie juz dłużej nie poniewierało.
SZLACHCIC (podając mu kilka groszy).
Masz, durniu, parę groszy, pochowaj to ciało,
Aby się już dłużej nie poniewierało.
138 —
(idzie następnie przed muzykę)
A jakem był na roli, miałem bydło strojne,
Cztery koty do roboty i dwie myszy dojne.
(Potańczywszy chwilę na kobyłce kłania się nizko przed muzyką
i wyjeżdża.)
OJCIEC (podnosząc się powoli).
A co, synalu, dusko, pojechał ten złodziej?
SYN (z zadowoleniem).
Eh, tato, tato, nie mówże mu złodziej,
Bo to był dla nas wielgi pan dobrodziej.
OJCIEC (z oburzeniem).
A patrz-no, synalu, na me stare kości,
Na te zbitą dziurę.
Jak mie ucion raz, dwa razy;
Jakby mie ucion jesce cwarty raz,
Tobym sie biuł z niem, synu, z tobą wraz.
SYN (pocieszająco).
Eh, tato, tato, choć was ta pochłostał,
Ale ja na pogrzeb parę grosy dostał.
OJCIEC (z niedowierzaniem).
Prawda, synu?
SYN.
Prawda, tatko.
OJCIEC (rozkazująco).
Schowaj wszyćko do kobiałki,
Kupiwa jutro gorzałki.
SYN (z obawą).
Eh, tato, tato! śmiechu zaniechajcie,
Aby sie pan nie wróciuł, guza zaniechajcie.
OJCIEC (z ciekawością).
Biułby jesce ten psiadusa?
(chowa się za piec)
— 139
SYN (zwracając się do zgromadzonych).
Moji ludeńkowie, mam sie was tu pytać,
Cy mi pozwolicie mego tatki sukaćBył tez on tu miendzy nami, zginuł ci mi znów,
Jagze ja mam teraz słuchać tych ojcoskich słów ?
SZLACHCIC (wraca i staje snów przed muzyką).
Jakem zlazł z tej roli, tom znów podubozał,
Koszuleczke i buciki całkiemem se styrał.
(zwracając się do syna)
Hej chłopcze! Czy cię kto zbił, czyś co zgubił?
SYN.
Ach, me miłe paniontecko, inom ojca zgubił,
(płacze)
SZLACHCIC (lekceważąco).
A jak cię nie wstyd czekać, płakać, chłopa tak wielkiego?
Ty się przez to równasz do dziecka małego.
Już ci nie jedne siedin lat minęło,
Jużby ci się ożenić bogato godziło.
SYN (trwożliwie).
A drogi mój panie, ja nie godny zony,
Jako to wy zamozny i cłowiek ucony.
Nauc ze mie tez, paniontecko, jak się do tego brać,
Jak mam sie najgodniej z zono zachować?
SZLACHCIC (rozkazująco).
Masz sobie, durniu, dobrze postępować,
Masz ojca i matkę zawsze szanować.
Masz ich poić gorzałką
I nie puszczać dziewczyny, gdy przyjdzie z gorzałką.
(Oddaje synowi kańczuk i wychodzi z izby).
SYN (zwracając sie do wychodzącego szlachcica).
Ale ty pan z szelążkami nie opuscaj nas.
(przechadzając się z dumą po izbie)
Myślałaś, dziewcyno, ze ja jest ubogi;
Mam stodołę pokrzyw i ostu dwa brogi.
— 140 —
Miał ci ja kożuch z siedmiu skór baranich,
A w niem przymnozku jako ple'w owsianych.
Byłbym sie już dawno zeniuł,
Gdyby mi był ociec nie zabroniuł.
Ale wara, ojce, wara!
Utnę cie raz, wyjdzie para.
(uderza ojca w głowę)
OJCIEC (porywając się z oburzeniem).
Do rzezaka, do siecki,
A nie do dziewecki.
(podają sobie ręce na znak zgody)
Byś zdech, synu!
SYN.
By cie koci zjedli, ojce.
OJCIEC.
Bondź zdrów, synu.
Kosulecka muślinowa,
Dołem była dreliskowa,
Dratwami syta, tudana,
Dratwami syta!
Jedna na mnie, druga, w wannie,
Trzecia w oknie,
Cwarta moknie,
Pionta u swocki, tudana,
Pionta u swocki.
Miał ci ja spodnie, te z karmazynu,
— 141 —
Co mi ostały, po starsem synu, tudana,
Po starsem synu.
Miał ci ja spencer z ostrego płótna,
Co mi go dała nieboscka ciotka, tudana,
N eboscka ciotka!
Mam ci ja pasek od swoji zony,
Kutas u niego z jęcmienny słomy, tudana,
Z jęcmienny słomy.
Jagem sie niem opasował,
To sie każdy przypatrował,
Piękny to pasik, tudana,
Piękny to pasik.
Miał ci ja kożuch, cały od świenta,
Co w niem pradziadek pasał cielenia,
Tudana,
Pasał cielenta.
Pogineły juz te zuchy,
Co miewały te kożuchy,
W Polski Koronie, tudana,
W Polski Koronie!!!
Był ci ja cciwy, dziewucho,
Był ci ja cciwy.
Miał ja pałace, jak świńskie chliwy,
Tudana,
Jak świńskie chliwy.
Jak pojade na wojacke,
Na te strasno zabijacke,
W łeb postrzelo mie, tudana,
W łeb postrzelo mie.
Po odśpiewaniu tych pieśni wchodzi Szlachcic do izby,
prowadząc ze sobą kobyłkę. Ojciec i syn biorą się za ręce do
tańca; za nimi puszcza sie Szlachcic i zaczyna tańczyć. Po tańcu
podają sobie ręce na znak wspólnej zgody i miłości.
(Przed odejściem śpiewają).
Wi - want
Wi - want Juz idziemy,
Przez
na - ro - dze - nie Jezusa,
Za ko - len - de
W nie - bie be-
142 —
dzień - kujemy
dzie wasa dusa
kró - lo - wa - ła
Wiwant, wiwant juz idziemy,
Za kolende dzienkujemy,
Przez narodzenie Jezusa
W niebie bedzie wasa dusa
Królowała!
Niech bedzie pochwalony Jezus Chrystus!
2. Wielkanoc.
Począwszy od zapustów cisza zupełna wieś zalega. Nie
słyszy się już ani wesołych śpiewów, ani muzyki, jak w zapusty,
ale tylko smętne, ponure pieśni kościelne. Muzyk uważa za
grzech noszenie swego instrumentu. Wszyscy w wielkiem sku
pieniu oczekują Świąt. W połowie postu, kiedy ten powszechny
spokój znuży już nieco umysły, starają się, przeważnie młodsi,
uprzyjemnić sobie ten czas warzeniem żuru (barszczu).
W garnku glinianym miesza się popiół z wodą, tworząc
z tego gęstą mieszaninę. Kiedy żur jest już gotowy, włazi jeden
z uczestników warzenia na drzewo, odbierając podaną mu mie
szaninę z ziemi. Zaledwie dostanie garnek do rąk, spuszcza go
na głowę towarzysza, zlewając go całkiem mieszaniną.
Od tej chwili spada wartość żuru.
Potem upływa znów czas monotonnie aż do Wielkiejnocy.
W Palmową Niedzielę przy poświęcaniu palm podziwiać należy
humor podrostków. Do palm wkłada się ostre ciernie, by prze
ciwnik uderzony lepiej poczuł. Kotki z poświęconych palm zja
dają domownicy, by ustrzedz się bólu gardła w przyszłości. Po
tem wkłada się palmy za belki stajenne, gdzie przechowuje się
je do przyszłego roku. Na wiosnę, przy pierwszem wypędzaniu
bydła w pole, uderza się niemi bydło, by je uchronić przed
„żabą . Wielki Czwartek, Piątek, Sobota schodzą przeważnie na
przygotowaniach i nabożeństwie. W Wielki Piątek nie należy
żadnej roboty rozpoczynać, gdyż się darzyć nie będzie. Gospo-
— 143
darz nie będzie w tym dniu siał zboża, bo wszystkie plony
będą „śmieciste“. Nie należy też ani tłuc kaszy, ani mleć mąki,
w przeciwnym bowiem razie nie „odlatuje się“ krowa. Wielka
Sobota, jest podobnie, jak i Wigilia Bożego Narodzenia, dniem
pełnym przygotowań, życia, oczekiwania. Zrana pokrapia gospo
darz wodą poświęconą w kościele całe obejście domowe, by
uchronić je przed nieszczęściem i katastrofą. Cierniaki poświę
cone w tym dniu zatyka się na rogach łanów celem uchronienia
zboża od opalenia błyskawic. Po południu odbywa się w ko
ściele, ewentualnie gdzieś na podwórzu, zwykle u wójta, świę
cenie potraw. Ten, który był ze „świenconkami“, ma przed
wejściem do izby obejść dom dokoła, by w ten sposób wypro
wadzić z domu wszystkie myszy i szczury. (Myszy i szczury
można wprowadzić w Wigilię Bożego Narodzenia przez podnie
sienie z drogi podymy od wozu). W czasie resurekcyi uważają
mężczyźni starsi wiekiem na czarownice. Jest bowiem ogólne
mniemanie, że czarownica dwa razy tylko pójdzie za procesyą,
gdyż za trzecim razem utraciłaby już swą moc czarodziejską.
Aby je zatem zmusić do potrójnego obejścia kościoła, postępują
z tyłu za procesyą chłopi, uważając pilnie, by która nie została
przyczaiwszy się do muru. Gdyby się taka znalazła, zmuszą ją
natychmiast do wzięcia udziału w procesyi po raz trzeci.
Samą Wielkanoc spędza się podobnie jak i Boże Narodze
nie. Nie należy zatem żadnej ciężkiej pracy wykonywać, a nawet
gospodyni gotuje takie potrawy, do których przyrządzenia nie
trzeba większej pracy. W dniu tym nie wypada nawet odwiedzać
się wzajemnie. Czas spędza się jedynie w kółku rodzinnem.
Zaraz zrana zjada się naczczo poświęconego chrzanu, poczem
trzy razy należy chuchnąć do komina, celem uchronienia się od
zgagi. Przy śniadaniu, złożonem ze święconego, składają sobie
domownicy życzenia wzajemnie.
Obiad składa się: z kapusty, omaszczonej dobrze słoniną,
ziemniaków, rosołu, barszczu gotowanego na serwatce a podbi
tego żółtkami i mąką. W barszczu pływają kawałki święconego,
jako to: kiełbasa, szynka, wędzonka, jaja, chrzan, tudzież chleb
święcony; dalej podaje się mięso i jakąś leguminę. Po obiedzie
klękają wszyscy przed obrazem, by podziękować Bogu za szczę
śliwe doczekanie świąt.
Więcej rozmaitości i życia ma Poniedziałek Wielkanocny.
Zaraz po obiedzie przychodzą „po śmigurcie“ posługacze ko-
— 144 —
ścielni, a wnet za nimi zjawiają się „cyganie“. Szajka cyganów
składa się z czterech, w łachmany ubranych i sadzą posmaro
wanych chłopaków. Jeden z nich jako najstarszy przebrany jest
zwykle za żołnierza. W ręce dzierzy długą „kanciarę“ a do
boku przypasuje szablę. Drugą ważną osobistością jest cyganka.
Cyganka nosi na plecach zwitek słomy okręcony w szmaty,
mający przedstawiać jej syna Sobka. Cygan i żyd również po
malowani. Pierwszy ma w ręku kanciarę, drugi nosi ze sobą
rozmaitego rodzaju rupiecie. Przyszedłszy pod okna odzywa się
cygan: „Przyślimy tu pośmigurcie, parę jajek podarujcie, Wyleźcie na łaskę, urżnijcie kiełbaskę: ino nie blizko ręki, byście
sobie nie zadali wielkiej męki. Postery jajka po stery, żeby sie
wam kury nie kryły w pokrzywy“. Cyganka prosi o dary „dla
małego Sobka“, żyd zachwala swe towary, a żołnierz grozi
w razie odmowy. Jeśli nic uprosić nie mogą, opuszczają dom
ze słowami: „Chury, chury, chury!!! Nas....ły wam pełną dziezkę kury“. Czasami spadnie na nich gwałtowny strumień wody
wylanej przez okienko, znajdujące się zwykle w strychu. Ale
też i cygany nie żałują swych kanciar na pędzącą za nimi
gawiedź.
Po obejściu całej wsi topią uroczyście małego bałwanka
gdzieś w stawie.
To są zwyczaje, które się jeszcze po części utrzymały
w Radłowie.
Franciszek Oawełek.
Z egipsko-arabskich
opowieści ludowych o Panu Jezusie.
„Saidna Issa“ (Pan Jezus) doznaje od Arabów czci wyso
kiej; pełno też o Nim snuje się legend w świecie mahometańskim. Kilku opowieści dostarczył podpisanemu Mahmud Farag
w Rasua nad Kanałem suezkim (3 km. od Port-Saidu); sądzę,
że ich ogłoszenie będzie niepozbawdonym wartości przyczynkiem
do egipskiego folkloru. Trzy pierwsze legendy są już w arabskiem dziele aalima szeycha Abderrahmana Es-Safuriego es-szafaja p. t. „Nuzettin el magalys“ (Biesiada literacka), wydanem
w Kairze roku 1315 ery islamskiej; co do następnych nie wiem,
