a2e8a84915023b56bb298410a1e8636c.pdf
Media
Part of Zagadka o św. Stanisławie Biskupie / Lud, 1907, t. 13
- extracted text
-
— 36 —
II.
Żył raz opryszek, imieniem Dobusz, który miał taką laskę
jabłoniową, że ścinał nią ludziom głowy i zawieszał je u siebie
w chacie u sufitu. Kiedy już nie mógł żadnego spotkać czło
wieka, a na suficie pozostało jeszcze miejsce wolne na dwie
głowy, ściął tą laską głowy swym rodzicom i zawiesił je
u sufitu.
Ale sumienie raz przecie w nim się ruszyło; poszedł tedy
w świat szukać duszy, któraby mu grzechy odpuściła.
Jadąc popod pewną górę, spotkał księdza i wypowie
dziawszy mu swe grzechy, prosił, by ten mu zadał pokutę.
Ksiądz kazał mu wyjść na górę i zasadzić ową laskę jabło
niową, a z potoka na kolanach nosić tak długo wodę w ustach
i podlewać laskę, aż zakwitnie i owoce zrodzi.
Tak tedy długie lata nosił Dobusz w ustach wodę i pałkę
podlewał, aż zakwitła i owoce zrodziła, a pomiędzy tymi dwa
złote jabłka.
Trafiło się jednak, że raz ów ksiądz właśnie, który mu
zadał pokutę, przejeżdżał tamtędy i poczuwszy woń jabłek, po
słał sługę, aby poszukał jabłoni i utrząsł mu owoców. Ale, gdy
ten przyszedł, Dobusz ukryty rzekł: „Nie ruszaj!“ — i sługa
z niczem odszedł. Wtedy ksiądz sam poszedł i gdy chciał rwać
jabłko, Dobusz, ukazawszy mu się, powiedział, by nie rwał,
czyżby zapomniał, jaką mu zadał pokutę przed laty?
Ksiądz przypomniawszy sobie, wyspowiadał go i kazał mu
wyleźć na jabłoń i trząść. Gdy Dobusz trząść zaczął, wszystkie
jabłka pospadały i rozsypały się w proch, tylko owe dwa złote
pozostały na jabłoni.
Były to dusze rodziców.
Wszystkie więc grzechy Bóg mu odpuścił z wyjątkiem za
bójstwa ojca i matki.
Brustury w lutym 1907.
Józef Schnaider.
Zagadka o św. Stanisławie Biskupie.
Rok temu, będąc w Woli Rzędzińskiej pod Tarnowem, wy
szedłem na pola do żniwiarzy. Zaczęła się wesoła rozmowa,
żarty i pieśni, wkońcu jedna z kobiet zaproponowała stawianie
— 37 —
mi zagadek, ale takich „wsiackich“, swoich, nieuczonych. Posy
pało się ich mnóstwo, mniej lub więcej dowcipnych, wesołych
i do rozwiązania trudnych. Wreszcie wstrzymujący się dotąd
z racyi swego wieku od gwarnej rozmowy gospodarz, — „leciwy“
bowiem nie powinien być „płochy“, — oświadczył z poważną
i wiele obiecującą miną, że zna zagadkę, której ani największy
„medyk“ nie rozwiąże. Wśród ogólnego napięcia postawił ją:
„Co to jest, że syn ojca w matce zabił?“
Rzeczywiście nikt z kiwającego poważnie głowami audytoryum nie mógł odgadnąć treści. Gdym, uderzony tkwiącym w za
gadce historycznym momentem, poprosił stawiającego o jej roz
wiązanie, otrzymałem następujące: „Bardzo już dawno temu
zabił jakiś cysarz biskupa w kościele: gdzie to było, — nie
wiada; ten cysarz, — to syn kościoła św., naszej wspólnej ma
tki, w której zabił biskupa, swego ojca duchownego“.
Wpośród powszechnego oburzenia na okrutnika, co się na
„boską osobę“ targnął, jeden tylko młody, szkolny chłopiec
zdobył się nieśmiało na przypuszczenie, że tym biskupem mógł
być nasz św. Stanisław.
Charakterystyczne jest, że zagadka przytoczona jest dosłownem wprost powtórzeniem odnośnych ustępów kilku najstar
szych naszych łacińskich zabytków. I tak: Mistrz Wincenty opi
sując męczeńską śmierć św. Stanisława, zadaną mu przez Bole
sława II, takiego używa okresu: „On sam (Bolesław) oblubieńca
z łona oblubienicy, pasterza oderwał od owczarni, sam ojca
w uściskach córki i syna, prawie we wnętrznościach matki za
mordował“. — Późniejsza, napisana według zdania dr. Kętrzyń
skiego około r. 1230, a od kroniki Kadłubka bardzo zależna,
„Vita sc. Stanislai minor“ ustęp ten zupełnie dosłownie za tąż
kroniką przytacza.
W „Vita maior sc. Stanislai“, zabytku, który ułożył
około r. 1260—1 na prośbę biskupa Prędoty i kapituły krako
wskiej „frater Vincentius de ordine praedicatorum“, wzorując się
na obu poprzednich, autor przejął z tychże opis zabicia św.
Stanisława w niezmienionej kompletnie szacie. — Najpóźniej
wreszcie powstała łacińska pieśń o św. Stanisławie taką ma strofę
„Pastor cadit in gregis medio,
dormit sponsus in sponsae gremio;
— 38 —
mater plorans gaudet in filio,
quia vivit victor sub gladio, Alleluia“.
Obie „Vitae“ pisane były, jak twierdzi dr. Kętrzyński, jako
materyał i przygotowanie do kazań, rozpowszechniane też były,
zdaje się, bardzo, czego dowodem może i wielka stosunkowo
ilość dochowanych egzemplarzy; pieśń śpiewano zapewne przy
najmniej przy uroczystościach ku czci św. Stanisława. Tak i z ka
zalnicy i z tonami pieśni szła w lud wraz z czcią ojca, zabitego
na łonie matki, — i szata słowna, w jakiej mu przedstawiano
to męczeństwo, szła z pokolenia w pokolenie — i w tej samej,
niezmienionej szacie do dzisiaj krąży wśród ludu jako zabytek
historyi w ustach jego, jako ostatnie, konające echo w mrocznej,
wiekowej dali dzwonów bicia...
F. A. Drozd.
Kilka zapisek z Sanoka.
Sanok, stolica ziemi sanockiej, starostwo grodowe, leży na
lewym brzegu Sanu na znacznem wzniesieniu.
Początkiem swoim sięga bardzo odległych czasów. Za
króla Kazimierza Wielkiego, który w roku 1366 nadał Sano
kowi prawo magdeburskie, wznosił się już obronny zamek.
Pierwotne miasto było według podania wyspą; oblewała
je naokoło głęboka woda i tylko promami ludzie tam doje
żdżali. Według wersyi innej stał niegdyś Sanok w miejscu dzisiej
szej wioski Stróże, a tutaj był jedynie zamek.
Ludność tutejsza jest mieszana, Polacy jednak przeważają.
Od miasta nazywają się mieszkańcy „Sanoczanie“; mężczyzna:
„Sanoczanin“, kobieta: „Sanoczanka“.
Nazwy rodowe.
Baran, Barnowicz,Biega,Bocian,Borczyk, Bykowski, Chudko,
Dąbrowski, Dobrzański, Domasławski, Dręgiewicz, Drwięga, Dziuban, Dziura, Filipczak, Germak, Giela, Gościński, Guzik, Hydzik,
Karnas, Kluska, Kołowski, Konieczko, Kulczycki, Kuszczak, Ładyżyński, Lukasiewicz, Mochnacki, Mozołowski, Paszkiewicz, Piątkiewicz, Pióro, Pollak, Raczkowski, Radwański, Reszko, Robel,
Ruczka, Rylski, Sarnecki, Schabiński, Siekierzyński, Słuszkiewicz,
Solon, Starak, Ślączka, Świerczyński, Truszka, Turkowski, Tworzydło, Węgrzynowicz, Wójcik, Wojtowicz, Zajączkowski, Zie
liński, Zmarzliński.
