7e4f6bb6499bd9129f5e9305a3bb20b6.pdf

Media

Part of Baśń o trzech braciach, dwóch mądrych, a jednym głupim; podanie o Doboszu opryszku / Lud, 1907, t. 13

extracted text
MATERYAŁY I POSZUKIWANIA.

Baśń o trzech braciach, dwóch mądrych, a jednym
głupim. — Podanie o Doboszu opryszku.
Znalazłszy wśród górali z Jasienia (powiat kałuski) powyż­
szą baśń i podanie, sądzę, że dobrze uczynię, gdy je tu zamie­
szczę, jako przyczynek do prac p. Ludwika Młynka p. t. „Głupi
Maciuś“ i p. Dr. Stanisława Eliasza-Radzikowskiego p. t. „Zbój­
nik Krudynhop a Maciej zbój“ (zamieszczonych w tomie XII,
zeszycie IV „Ludu“ — str. 319 i 325).
Podanie o Doboszu identyczne jest, prawie aż do najdro­
bniejszych szczegółów, z podaniem o Madeju, baśń zaś o głu­
pim bracie zgadza się z Lachowskim głupim Maciusiem, który
wyjechał na Szklaną Górę i dostał Królewnę za żonę.
Z podania widać nadto, że postać Madeja zastąpiono tu po­
stacią Dobosza, powszechnie znaną we wschodnich Karpatach.
O tym ostatnim bowiem zupełnie co innego powiadają podania
huculskie (patrz np. w mojej pracy „Z kraju Hucułów — „Lud“
tom VI, str. 352 i tom VII, str. 174).
Tak bajkę poniższą, jak i podanie opowiedział Hryń Wasyłyniuk z Jasienia.

— 35
I.
Raz cesarz rozesłał pismo po kraju, zapowiadające, że
ktoby wyjechał na Szklaną Górę, za tego wyda swą córkę.
A było w pewnej wsi trzech braci, dwóch mądrych i jeden
głupi. Wybrali się tedy i ci dwaj bracia, ubrawszy się ładnie,
a głupi wziął sobie jakąś szkapę i, zabrawszy ze sobą dwa orze­
chy i jabłko, które mu w jakieś święta, gdy o to prosił, kupiono
dla zabawy, pojechał za nimi.
Bracia gniewali się na niego, że taki głupi, brudny, ob­
darty jedzie i zostawiwszy go, pojechali naprzód.
Głupi brat zajechał tedy w łęgi, rozkłuł orzechy i wybrał
z nich strojne ubrania, a przebrawszy się, przekroił jabłko
i z niego wybrawszy bryczkę z końmi, pojechał.
Tak przyjechał na Szklaną Górę. Tu córka cesarza, prze­
darłszy chusteczkę, dała mu jedną połowę. Głupi pojechał tedy
znowu w łęgi i przebrawszy się w swoje łachmany, powrócił
do domu, siadł w popiele i bawił się dalej.
Bracia wróciwszy, łajali go, że głupi i siedzi tylko w po­
piele, opowiadali nadto, jakiego oni pana widzieli, gdy jechał
na Szklaną Górę. Oni jednak wyjechać nie mogli.
Po jakimś czasie, kiedy znowu nadeszło pismo od cesa­
rza, wybrali się znowu wszyscy trzej bracia. Mądrzy pojechali
przodem, a głupi, jak poprzednio, za nimi, przebrawszy się jak
pierwszym razem.
Teraz, gdy przyjechał na Szklaną Górę, córka cesarza
przełamała swój pierścionek i dała mu połowę, a on znowu
wrócił do domu i siadł w popiół się bawić.
Za trzecim razem dała mu córka cesarza swój bucik, a ten,
ubrawszy go na nogę, pojechał do domu.
Aż wkońcu cesarz wysłał z drugim bucikiem ludzi, by
szukali, u kogo są podarki, dane przez jego córkę.
Przybyli tedy posłańcy i do owych trzech braci. Obaj
mądrzy bracia zaczęli próbować bucik przysłany, ale żaden ubrać
go nie mógł. Kazano wreszcie, — pomimo protestu braci, że
to głupi, — próbować i trzeciemu, a gdy ten wdział go lekko,
kazano mu szukać drugiego bucika, pierścionka i chusteczki.
Głupi wyszukawszy, okazał posłańcom, a przebrawszy się
znowu w stroje z orzechów, pojechał do cesarza i ożenił się
z jego córką.

— 36 —
II.
Żył raz opryszek, imieniem Dobusz, który miał taką laskę
jabłoniową, że ścinał nią ludziom głowy i zawieszał je u siebie
w chacie u sufitu. Kiedy już nie mógł żadnego spotkać czło­
wieka, a na suficie pozostało jeszcze miejsce wolne na dwie
głowy, ściął tą laską głowy swym rodzicom i zawiesił je
u sufitu.
Ale sumienie raz przecie w nim się ruszyło; poszedł tedy
w świat szukać duszy, któraby mu grzechy odpuściła.
Jadąc popod pewną górę, spotkał księdza i wypowie­
dziawszy mu swe grzechy, prosił, by ten mu zadał pokutę.
Ksiądz kazał mu wyjść na górę i zasadzić ową laskę jabło­
niową, a z potoka na kolanach nosić tak długo wodę w ustach
i podlewać laskę, aż zakwitnie i owoce zrodzi.
Tak tedy długie lata nosił Dobusz w ustach wodę i pałkę
podlewał, aż zakwitła i owoce zrodziła, a pomiędzy tymi dwa
złote jabłka.
Trafiło się jednak, że raz ów ksiądz właśnie, który mu
zadał pokutę, przejeżdżał tamtędy i poczuwszy woń jabłek, po­
słał sługę, aby poszukał jabłoni i utrząsł mu owoców. Ale, gdy
ten przyszedł, Dobusz ukryty rzekł: „Nie ruszaj!“ — i sługa
z niczem odszedł. Wtedy ksiądz sam poszedł i gdy chciał rwać
jabłko, Dobusz, ukazawszy mu się, powiedział, by nie rwał,
czyżby zapomniał, jaką mu zadał pokutę przed laty?
Ksiądz przypomniawszy sobie, wyspowiadał go i kazał mu
wyleźć na jabłoń i trząść. Gdy Dobusz trząść zaczął, wszystkie
jabłka pospadały i rozsypały się w proch, tylko owe dwa złote
pozostały na jabłoni.
Były to dusze rodziców.
Wszystkie więc grzechy Bóg mu odpuścił z wyjątkiem za­
bójstwa ojca i matki.
Brustury w lutym 1907.
Józef Schnaider.

Zagadka o św. Stanisławie Biskupie.
Rok temu, będąc w Woli Rzędzińskiej pod Tarnowem, wy­
szedłem na pola do żniwiarzy. Zaczęła się wesoła rozmowa,
żarty i pieśni, wkońcu jedna z kobiet zaproponowała stawianie

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.