2217a99da9b56a6f0306038b937add2e.pdf
Media
Part of Recenzje i noty recenzyjne / Lud, 2016, t. 100
- extracted text
-
Lud, t. 100, 2016
VI. RECENZJE I NOTY RECENZYJNE
Grażyna K u b i c a, Maria Czaplicka: płeć, szamanizm, rasa. Biografia antropologiczna, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2015, ss. 472,
ISBN: 978-83-233-3890-1.
Maria Czaplicka, której swoją monografię poświęciła Grażyna Kubica, nie była
w Polsce postacią zapomnianą. Od dawna wiedziano o niej, głównie z powodu niezwykłych kolei życia, zakończonego tragiczną śmiercią. Budziła zainteresowanie
także ze względów narodowych, jako Polka, która mimo trudności zdobyła wartą
odnotowania pozycję w nauce brytyjskiej, współtworzącej antropologię światową.
Wymieniają ją wszystkie kolejne opracowania historii polskiej etnologii (Kutrzebianka 1948: 27 i n.; Terlecka, red., 1973: 176-177 i n.; Jasiewicz 2011: 177 i in.,),
a także prace podejmujące problematykę historii dyscypliny (m.in. Moszyński 1958:
179; Waligórski 1974: 246; Olszewska-Dyoniziak 1991: 12; Gładkowski 2001: 245),
zajmujące się polskimi badaczami Syberii (Armon 1977: 15 i in.; Kuczyński 1994:
56-58 i in.) oraz encyklopedie i słowniki (tu np. Kwaśniewski, Trzeciakowski, red.,
1981: 85). Informacje o jej życiu i pracach były jednak niepełne lub błędne, oparte na
wąskim zasobie stale powtarzanych tych samych źródeł, nie poddawano analizie jej
dorobku naukowego lub analiza ta była powierzchowna.
Również ja miałem tylko ogólną wiedzę o polsko-brytyjskiej badaczce, jak trafnie określiła swoją bohaterkę Kubica. Po raz pierwszy wziąłem do ręki pracę Czaplickiej w bibliotece w Taszkiencie na początku lat 70. ubiegłego wieku. Była to
oczywiście książka The Turks of Central Asia in History and at the Present Day. An
Ethnological Inquiry into the Pan-Turanian Problem, and Bibliographical Material
Relating to the Early Turks and the Present Turks of Central Asia (1918). Wziąłem ją
do ręki za przyczyną recenzji opublikowanej w roku 1925 przez Wasilija W. Bartolda
i powtórzonej w jego Sočineniâh (t. 5, Moskva 1968). Odłożyłem ją jednak i nie wykorzystałem z powodu jej kompilacyjnego charakteru i nadmiernego upolitycznienia,
odpowiadającego zresztą potrzebom chwili. Nie doceniłem wartości informacyjnej
książki, w tym przede wszystkim obszernej bibliografii zawierającej ponad 1200
pozycji. Drugie spotkanie z Czaplicką to moje tłumaczenie, nie oznaczone zresztą
w druku, nadesłanego do „Ludu” artykułu Davida N. Collinsa i Jamesa Urry’ego
(Collins, Urry 1998). Jako tłumacz popełniłem niewybaczalny błąd, sugerując, że
autorem artykułu o Czaplickiej, podpisanego „M. Dąbrowski”, była Maria Dąbrowska. Przygotowywanie zarysu etnologii/antropologii polskiej w XIX i na początku
XX wieku (Jasiewicz 2011) zwróciło moją uwagę na Czaplicką jako zainteresowaną
rozwojem nauki polskiej i pragnącą jej przekazać, w publikowanych na ziemiach
306
Recenzje i noty recenzyjne
polskich artykułach, wiedzę o strukturze antropologii, tak jak była ona postrzegana
w Stanach Zjednoczonych i Anglii, o stosowanych tam terminach oraz zasadach badań „polowych” (Czaplicka 1911, 1912). Z kolei współpraca z historykiem etnologii
rosyjskiej Aleksandrem M. Reszetowem przyniosła wiedzę o zachowanej korespondencji Czaplickiej z Lwem Szternbergiem, którą podzieliłem się z pracującymi nad jej
biografią. To właśnie lektura dwóch biografii, tu omawianej oraz pracy Stefanii Skowron-Markowskiej (2012), pozwoliła mi lepiej poznać życie i prace ich bohaterki.
Opublikowaniu w krótkim przedziale czasu dwóch monografii poświęconych Marii Czaplickiej, co już samo w sobie jest ewenementem, towarzyszyło przetłumaczenie na język polski jej książki Mój rok na Syberii (2013) oraz pojawienie się w czasopismach polskich kilku artykułów dotyczących polsko-brytyjskiej badaczki. Ważne
było wydanie w czterech tomach jej prac zebranych przez Collinsa, Collected Works
of M. A. Czaplicka (Czaplicka 1999). Przyczyny tak intensywnego zainteresowania
się Czaplicką widzę w: rosnących zainteresowaniach przeszłością rozwijającej się
dziedziny badań, dokonującymi się w niej zmianami w zakresie problematyki, metod
i ról społecznych, w tym poszukiwaniach tożsamości dla kształtujących się w niej
dyscyplin naukowych, to rozluźniających, to zacieśniających więzi między sobą;
tworzeniu przez te zainteresowania subdyscypliny – historii antropologii i ujawnianiu coraz to nowych funkcji studiów historycznych; odkrywaniu trudnej drogi kobiet
do nauki i określaniu zajętego w niej przez nie miejsca – Collins i Urry piszą o Czaplickiej jako o „jedynym, rzeczywiście «zawodowym» antropologu-kobiecie swojej
generacji w Wielkiej Brytanii” (1998: 70); w antropologiach narodowych wreszcie,
w próbach odszukania więzi z głównym nurtem rozwoju nauki, identyfikowanym
w zakresie antropologii z nauką brytyjską i amerykańską.
Omawiana monografia napisana została przez badaczkę wyspecjalizowaną w studiach nad historią antropologii i historią idei, posiadającą wiedzę i doświadczenie
także w badaniach terenowych. W tytule książka określona została jako „biografia
antropologiczna”. Autorka przedstawia tego rodzaju monografię jako gatunek nowy
w piśmiennictwie historycznym. Opracowanie takie ukazuje i analizuje nie tylko życie jego bohaterki/bohatera, w jego szerokim kontekście społecznym i kulturowym.
Kiedy ten bohater jest antropologiem, studia go dotyczące stają się ponadto antropologią, nie tylko historią antropologii (s. 33). Ujawnia ponadto związek twórcy biografii z opisywaną osobą, przedstawia poszukiwania jako część życia biografisty,
z jego emocjami, staje się biografią w biografii. Grażyna Kubica formułuje pytanie:
„dlaczego ona, dlaczego ja?” i odpowiada:
Bo stanęła na mojej drodze, bo w niej odkryłam swą antropologiczną i feministyczną przodkinię, co pozwoliło mi odtworzyć własną linię tradycji (…) . Pozwoliło to także na jej przykładzie zbadać ważny okres w dziejach antropologii (…).
A dlaczego ja? Bo po latach badań nad historią dyscypliny wypracowałam narzędzia potrzebne do tej pracy: poszukiwania i oceny źródeł archiwalnych, wiedzę
na temat ówczesnego kontekstu kulturowego, ale także znajomość współczesnych
teorii antropologicznych, które umożliwiają krytyczną analizę dorobku Marii Czaplickiej i dostrzeżenie jego znaczenia dla nas dzisiaj: zarówno w tym, co powinniśmy docenić, jak i w tym, co może być dla nas przestrogą (s. 41).
Recenzje i noty recenzyjne
307
Założeniu przyjętemu w realizacji „biografii antropologicznej” ukazania upodmiotowionego przedmiotu badań, z jego pracami naukowymi, osobowością i życiem we
właściwych mu uwarunkowaniach społecznych, kulturowych i psychicznych, autorka podporządkowała konstrukcję książki. Składa się ona, poza „Wstępem” i „Zakończeniem”, z 29 rozdziałów, ponadto z bibliografii, indeksu osób, wykazu skrótów
oznaczeń archiwalnych i spisu ilustracji. Ilustracji jest wiele, są wśród nich także
fotografie Czaplickiej, spełniające rolę ważnego nośnika informacji o bohaterce monografii, jej pracach i czasach. W bibliografii publikacje Czaplickiej zostały połączone z innymi; być może celowe byłoby ich wydzielenie. Rozdziały tworzą inspirujący przekładaniec tych, które przedstawiają założenia metodologiczne i które są
poświęcone wybranym problemom, ważnym w działalności naukowej i społecznej
Czaplickiej, z tymi, które opowiadają o jej życiu. We wszystkich jednak sprawy kolei życia, jego uwarunkowań i działalności naukowej są traktowane we wzajemnym
związku, nie ma przedziału między życiem a dziełem. Porażający jest ogrom zgromadzonych informacji zaczerpniętych z publikacji, materiałów archiwalnych (wykaz przedstawia kilkadziesiąt archiwów i kolekcji archiwalnych, w których autorka
przeprowadziła kwerendę, od Krasnojarska do Filadelfii), korespondencji i rozmów
z ludźmi dysponującymi wiedzą o bohaterce książki, wreszcie ze zbiorów obiektów
etnograficznych przechowywanych w muzeach. Umiejętność docierania do tak wielu źródeł i posługiwania się uzyskanymi z nich materiałami jest jedną z wielu zalet
autorki i stanowi o wartości pracy.
Biografia Czaplickiej nie jest jednak dokumentacją źródeł, jest monografią ukierunkowaną ku przedstawieniu problemów naukowych. Głównymi są te, które wymienione zostały w tytule pracy: „płeć, szamanizm, rasa”. Pierwszy z nich pośrednio
tylko dotyczy zainteresowań etnologicznych Czaplickiej. Choć była to sprawa poruszana w książce Aboriginal Siberia (s. 425), to badaczka „Raczej nie poświęciła
kwestii płci wiele miejsca w swych publikacjach terenowych” (s. 427); została ona
omówiona w biografii głównie na podstawie życia jej bohaterki: warunków kariery
naukowej, działalności społecznej i publicystyki.
„Szamanizm”, jeden z niewielu terminów i koncepcji antropologicznych związanych z północną Eurazją, uznany został za kolejny ważny problem, godny omówienia w książce o Czaplickiej. Przedstawiony został w kilku, rozrzuconych w monografii rozdziałach; poczynając od rozdziału 10, informującego o antropologicznych
badaniach religii, a kończąc na rozdziale 28 – „Z aparatem fotograficznym przez
arktyczną Syberię”. Autorka dostrzegła, że to głównie dzięki zajęciu się szamanizmem i wiązaną z nim histerią arktyczną Czaplicka trafiała na stronice opracowań
antropologicznych. Zauważyła jednocześnie zmianę w jej stosunku do szamanizmu
po badaniach terenowych. Choć w Aboriginal Siberia, napisanym w gabinecie, Czaplicka podkreślała „psychopatologiczną podstawę szamanizmu”, to po pobycie na
Syberii w swoich pracach nie powtarza już tej tezy. Kubica stwierdza: „Teoria «arktycznej histerii» nie przeszła zatem testu terenowego” (s. 264).
„Rasa”, ostatni z terminów, który sygnalizował w tytule problematykę będącą
przedmiotem szczególnego zainteresowania biografistyki, nie był rozumiany jednoznacznie. Był traktowany jako jednostka taksonomiczna o różnych treściach. Cza-
308
Recenzje i noty recenzyjne
plicka przywiązywała jednakże duże znaczenie do rasy określanej za pomocą cech
związanych z cechami somatycznymi człowieka. Wymienia różne „typy rasowe”,
nie wartościuje ich jednak. Na Syberii prowadziła pomiary antropometryczne, brała
udział w gotowaniu kości wykradzionych z grobów naziemnych, przeznaczonych
dla kolekcji muzealnych, próbowała wykonywać antropometryczne zdjęcia fotograficzne. Chyba nie tylko informacja, lecz także wartościowanie pojawia się wówczas,
kiedy mówi i pisze o Polakach w odczytach i artykułach w czasopismach. Kubica
cytuje swoją bohaterkę, która stwierdza „wyjątkową czystość polskiej rasy”, zwraca uwagę na ważną rolę polskich kobiet w „zachowaniu rasy i niezłomnego ducha
narodu”, jednocześnie dodając, że polską narodowość określa także kultura i język
(s. 282, 326). Czystość rasy nie daje jej jednak spokoju i wymienia Polaków i Czechów jako jedynych Słowian, którzy zachowali oryginalne cechy rasowe, gdyż uniknęli podboju przez „Turków” (s. 326). W innym artykule, broniącym prawa Polaków
do niepodległego bytu, Czaplicka formułuje jednak tezę, powtórzoną w biografii, że
„narodowość to kwestia tradycji, która jest nawet silniejsza niż dziedziczenie rasowe”
(s. 342). Kubica poglądy Czaplickiej z zakresu antropologii fizycznej podsumowuje
stwierdzeniem, że pojęcie rasy było dla badaczki ważnym narzędziem analitycznym,
„więc pewnie nie pozbyłaby się go łatwo, a z czasem zdałaby sobie sprawę z jego
kulturowego charakteru”, w czym mogłaby pomóc, zaawansowana w przygotowaniu, lecz niestety nie zrealizowana, współpraca z Franzem Boasem (s. 425).
Obok problemów uznanych za główne i umieszczonych w tytule biografii, znalazły
się w niej dziesiątki innych, omówionych kompetentnie i interesująco przez autorkę.
Należą do nich między innymi metodologiczne założenia historii antropologii, antropologia w okresie zmiany paradygmatów ewolucjonistycznych na funkcjonalistyczne,
współpraca międzynarodowa w antropologii na początku XX wieku, w tym znaczenie Czaplickiej dla antropologii brytyjskiej jako badaczki znającej realia rosyjskiego
wschodu i mającej kontakty z etnologami/antropologami rosyjskimi, organizacja i życie w kolegiach angielskich, historia ruchu kobiecego i rola kobiet w nauce, także na
ziemiach polskich, rola inteligencji w historii polskiej, skuteczność upowszechniania
„sprawy polskiej” na Zachodzie, zasady etyczne w antropologii z uwzględnieniem granic stosowania jej dla celów politycznych, miejsce fotografii w badaniach antropologicznych, wartość źródłowa etnograficznych kolekcji muzealnych.
Ostrożny i „rozumiejący” krytycyzm wobec omawianej postaci powtórzony zostaje
w ostrzejszej formie w krytyce źródeł jej dotyczących, w tym także tekstów autorów
piszących o Czaplickiej. Kubica prostuje błąd Witolda Armona, zresztą znakomitego
bibliografa, który uważał, że Czaplicka opublikowała książkę Shamanism and Sex
(s. 417). Wskazuje pomyłki Joanny Tokarskiej-Bakir, między innymi traktowanie zakazu chodzenia po trawnikach w kolegiach męskich w „Oxbridge” jako dyskryminacji
kobiet (s. 418). Krytyczna jest także wobec biografii Czaplickiej napisanej przez Stefanię Skowron-Markowską, choć dostrzega jej wartościowe fragmenty (s. 419 i in.).
Błędów w książce Kubicy znalazłem zadziwiająco niewiele. Należy do nich datowanie
Kasy im. Mianowskiego na początek XX wieku (s. 53); korzystał z niej przecież już
Oskar Kolberg. Inna jest pisownia nazwiska rosyjskiego badacza Kamczatki z końca
XVIII wieku – to Kraszeninnikow, a nie „Kraszennikow” (s. 187 i in.).
Recenzje i noty recenzyjne
309
Jest kilka spraw, na temat których chciałbym podjąć z autorką dyskusję. Pierwsza z nich, to rozumienie tak zwanej alternatywnej historii dyscypliny. Autorka wydaje się ją identyfikować z historią krytyczną, dostrzega istnienie głównego nurtu
historii, jednakże historię alternatywną określa jako posiadającą szereg odrębnych
cech nadających jej szczególne znaczenie (s. 26). Nie jest jasne, czy Kubica alternatywność traktuje jako wyłączenie, „albo, albo”, czy też uzupełnienie – „i”. Inna
kwestia wynika, z racji charakteru książki, z posługiwania się dwoma systemami
nazw rodzimych ludów Północy: stosowanym przez Czaplicką i obecnym. Obydwa
zawierają zarówno endoetnonimy, jak i egzoetnonimy, przy czym we współczesnym
tych pierwszych jest zdecydowanie więcej. Ten podwójny system sprawił trudności
niejednemu piszącemu o ludach Północy. Autorka jest tego świadoma, pisze o tym
jako o „pewnym problemie” (s. 189). W przypisie daje zestawienie większości
nazw starych, określonych jako nazwy o proweniencji kolonialnej, z obecnie obowiązującymi (s. 189-190). Wymieniając w swoim tekście nazwę grupy etnicznej,
która uległa zmianie, podaje najczęściej (por. s. 217) jej nową formę, uzupełnioną w nawiasie starą, np. Chant (Ostiak), Nieniec (Jurak). Cytując Czaplicką zachowuje nazwy przez nią przyjęte. Kiedy jednak referuje jej tekst, wstawia już nazwy
współczesne: „najbardziej bawił Ewenków «obcy akcent» Czaplickiej, gdy mówiła po ewenkijsku” (s. 222). Nie jest w tym w pełni konsekwentna; w streszczeniu
opowieści, zanotowanej przez badaczkę, pisze o „córkach wiarołomnego Tunguza”
(s. 258). Informując o ludach, które pojawiają się w Aboriginal Siberia: „Czukcze, Koriacy, Itelmeni (Kamczadale), Niwchowie (Gilacy), Ajnowie, plemiona tureckie (Jakuci, Ałtajowie), mongolskie (Buriaci), plemiona fińskie (Mansowie – Wogułowie)”
(s. 242), nie wyjaśnia, które z nazw umieszczonych w nawiasach są nazwami dawnymi, stosowanymi przez Czaplicką, a które są uzupełnieniem autorki. Nie wiemy
także, kto zadecydował o nazwie etnicznej ludzi przedstawianych na fotografiach:
„Szaman kecki”, „Szaman ewenkijski” itp. Posługiwanie się podwójnym systemem
nazw, stosowanych przemiennie, sprawia ich „migotanie”, powoduje miejscami utratę kontaktu z tekstami i światem bohaterki biografii. Być może bardziej źródłowo
właściwe i użyteczne dla czytelnika byłoby stosowanie w tekście pracy etnonimów
z książki Marii Czaplickiej (o których zresztą ta badaczka była informowana także
przez miejscowych rozmówców), przy jednoczesnym odesłaniu do umieszczonego
w aneksie wykazu nazw dawnych i ich współczesnych odpowiedników. Może przydatny byłby ponadto krótki komentarz mówiący o zmienności w czasie nazewnictwa
ludów Północy, z jednej strony związanego z terminami stosowanymi przez kontaktujących się z tymi ludami ludzi z zewnątrz i inicjatywami rządzących, a z drugiej
strony z potrzebami oraz możliwościami grup etnicznych nimi nazywanych, to wyłaniających się i przekształcających się, to łączących się z innymi i porzucających
swą nazwę (por. np. Funk, Sillanpää, eds., 1999). W informacji o przywiezionych
z ekspedycji tekstach, między innymi w językach „samojedzkim, nienieckim (jurackim)” (s. 235), nie ma wyjaśnienia, że także nieniecki należy do grupy języków samojedzkich (samodyjskich) i wytłumaczenia braku możliwości identyfikacji innego
ludu, którego własnością mógł być język wymieniony jako „samojedzki”. Tajemniczy Czapogirowie, o których Czaplicka pisze: „Prawie ich nie widzieliśmy” (s. 223),
310
Recenzje i noty recenzyjne
okazali się ewenkijskim rodem, który nazwę przyjął od swego przodka Czapa (Levin,
Potapova, red., 1956: 723).
Charakteryzując sytuację antropologii w Wielkiej Brytanii na początku XX wieku, autorka stwierdza: „Znaczące jest, że także w brytyjskim krajobrazie naukowym
nie znalazła się dyscyplina, która skupiłaby się na rodzimym folklorze” (s. 424).
Rzeczywiście, nie rodzimy folklor był inspiracją i głównym celem studiów folklorystycznych w Wielkiej Brytanii. Niektórzy badacze brytyjscy twierdzą wprost, że nie
było tam również „kultury ludowej” jako przedmiotu badań, a słowo folk oznaczało
w angielskim raczej pracowników przemysłowych niż rolniczych (Harris 1990: 8).
Niebywały rozwój zainteresowań folklorystycznych w tym kraju pozwolił jednakże
Giuseppe Cocchiarze na postawienie tezy, że to angielska szkoła antropologiczna
wprowadziła folklor do rozważań nad teorią kultury i wyznaczyła folklorystyce drogi
rozwoju (Cocchiara 1971: 461, 496), a przegląd problematyki badawczej pokazuje, że było w niej również miejsce dla folkloru rodzimego. Przykładem jest choćby
działalność małżeństwa Gomme, przy czym szczególnie ważna, bo kierująca ku badaniom krajowym, jest książka George’a L. Gomme’a The Handbook of Folklore
(1890), przetłumaczona na język polski pod tytułem Folklor. Podręcznik dla zajmujących się ludoznawstwem (1901). To o tym podręczniku Czaplicka napisała: „poza
Gommem żadna inna metodyczna praca z tej dziedziny nie była przyswojona naszemu językowi” (Czaplicka 1912: 231).
Książka Kubicy jest wyjątkowo wartościowa z wielu powodów: głębokiej świadomości metodologicznej autorki, bogactwa wykorzystanych źródeł, w wielkiej części trudno dostępnych i przez nią wywołanych, oraz ich krytycznego opracowania,
osadzenia rozpatrywanej postaci w szerszym kontekście sytuacji społecznej i politycznej oraz ówczesnego stanu nauki, interesującej konstrukcji i wysokiej kultury
języka. Będzie jednocześnie znakomitym testem tego, w jakim zakresie kompetencje
i empatia historyka dyscypliny, przedstawiającego wybranego badacza z przeszłości,
potrafią przywrócić i zaznaczyć miejsce tego badacza we współczesnych nam i przyszłych okresach rozwoju nauki.
Zbigniew Jasiewicz
LITERATURA
Armon W.
1977
Polscy badacze kultury Jakutów, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich.
Cocchiara G.
1971
Dzieje folklorystyki w Europie, wstęp J. Krzyżanowski, przeł. W. Jekiel,
Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy.
Czaplicka M.
1911
Stanowisko etnografii w dobie obecnej, „Ziemia” 2: 13, s. 193-195; 2: 14,
s. 209-211.
Recenzje i noty recenzyjne
311
J.L Myres, B.F. Marreco i in., „Notes and queries on anthropology”, rec.
„Lud” 18, s. 230-231.
1918
The Turks of Central Asia in History and at the Present Day. An Ethnological Inquiry into the Pan-Turanian Problem, and Bibliographical Material
Relating to the Early Turks and the Present Turks of Central Asia, Oxford:
Clarendon Press.
1999
Collected Works of M.A. Czaplicka, vol. 1-4, D.N. Collins (ed.), Curzon
Press: Richmond.
2013
Mój rok na Syberii, wstęp G. Kubica, przeł. H. Kossak-Nowocień, Toruń:
Muzeum Etnograficzne.
Collins D.N., Urry J.
1998
Maria Antonina Czaplicka. Życie i praca w Wielkiej Brytanii i na Syberii,
przeł. Z. Jasiewicz, „Lud” 82, s. 61-73.
Funk D.A., Sillanpää L. (eds.)
1999
The Small Indigenous Nations of Northern Russia. A Guide for Researches,
Vaasa: Ǻbo Akademi University.
Gładkowski K.
2001
Etnologia. Koncepcja teoretyczno-metodologiczna Stanisława Poniatowskiego 1884-1945, Olsztyn: Wydawnictwo Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.
Gomme G.L.
1890
The Handbook of Folklore, London: The Folklore Society.
Harris Ch.
1990
Rodzina i pokrewieństwo. Współczesne postępy w teorii i badaniach, przeł.
Z. Jasiewicz, „Lud” 73, s. 7-40.
Jasiewicz Z.
2011
Początki polskiej etnologii i antropologii kulturowej (od końca XVIII wieku
do roku 1918), Poznań: Instytut im. Oskara Kolberga, Komitet Nauk Etnologicznych PAN.
Kuczyński A.
1994
Polskie opisanie świata. Studia z dziejów poznania kultur ludowych i plemiennych, t. 1: Azja i Afryka, Wrocław: Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego.
Kutrzebianka A.
1948
Rozwój etnografii i etnologii w Polsce, Kraków: Polska Akademia Umiejętności.
Kwaśniewski K., Trzeciakowski L. (red.)
1981
Polacy w historii i kulturze krajów Europy Zachodniej. Słownik biograficzny, Poznań: Instytut Zachodni.
Levin M.G., Potapova A.P. (red.)
1956
Narody Sibiri, Moskva: Izdatel’stvo Akademii Nauk SSSR.
Moszyński K.
1958
Człowiek. Wstęp do etnografii powszechnej i etnologii, Wrocław: Zakład
Narodowy im. Ossolińskich.
Olszewska-Dyoniziak B.
1991
Człowiek – kultura – osobowość. Wstęp do klasycznej antropologii kultury,
Kraków: Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych „Universitas”.
1912
312
Recenzje i noty recenzyjne
Skowron-Markowska S.
2012
Z Oksfordu na Syberię. Dziedzictwo naukowe Marii Antoniny Czaplickiej,
Wrocław: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze.
Terlecka M. (red.)
1973
Historia etnografii polskiej, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich.
Waligórski A.
1974
Antropologiczna koncepcja człowieka, Warszawa: PWN.
Małgorzata M a j (red.), Antropologia i etnologia w czasie wojny. Działalność
Sektion Rassen- und Volkstumsforschung Institut für Deutsche Ostarbeit, Krakau
1940-1944, w świetle nowych materiałów źródłowych, Kraków: Wydawnictwo
Uniwersytetu Jagiellońskiego 2015, ss. 250, ISBN: 978-83-233-3879-6.
Zespół krakowskich etnologów pod kierunkiem Małgorzaty Maj od 2008 roku
prowadzi prace porządkowe oraz badania terenowe związane z przekazaniem Archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego kolekcji dokumentów Sektion Rassen- und
Volkstumsforschung Institut für Deutsche Ostarbeit (SRV IDO). Materiały te znajdowały się wcześniej w posiadaniu National Anthropological Archives Smithsonian
Institution w Waszyngtonie. Do Polski trafiły zatem „fotografie, kwestionariusze, ankiety z badań rasowych, medycznych i socjologicznych, testy psychologiczne, raporty z badań ludoznawczych, dane etnograficzne”, a także „odciski palców i umieszczone w kopertach próbki włosów” (s. 191), które nazistowscy uczeni zbierali
w latach 1940-1944 na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Co ważne, uwieńczone
powodzeniem wieloletnie starania mające na celu rewindykację wskazanego zasobu
wzmogły potrzebę pilnego rozpoznania i opracowania materiałów SRV już wcześniej
znajdujących się w zasobach rozmaitych instytucji na terenie Krakowa i kraju.
Książka Antropologia i etnologia w czasie wojny, obok innych publikacji poświęconych IDO, stanowi pierwsze wyczerpujące opracowanie monograficzne działalności SRV, zaś w planach członków zespołu znajdują się kolejne ujęcia szczegółowe.
Na tom składa się dziesięć artykułów o charakterze historycznym, teoretycznym, archiwistycznym, czy będących wstępnym opracowaniem dokumentów albo raportami
z współcześnie prowadzonych badań terenowych w miejscach, gdzie siedemdziesiąt
lat temu pojawili się pracownicy SRV. Całość poprzedzona jest wstępem Zbigniewa Libery, w którym pokrótce omówiono genezę tomu, jego treść oraz dotychczasowe działania zespołu. Profesor krakowskiej etnologii zwrócił uwagę na obawy
i trudności związane z podjęciem tej tematyki. Przypomniał gorącą debatę medialną
z początku lat dwutysięcznych towarzyszącą pierwszym publikacjom poświęconym
IDO, w ramach której ożyły demony oskarżeń o kolaborację. Wzmianki te powinny
być przestrogą przed pochopnym formułowaniem sądów i nieuprawnionych opinii,
uzasadniają także pewną oszczędność, a zarazem ostrożność interpretacji występują-
Recenzje i noty recenzyjne
313
cych w poszczególnych tekstach. Dodatkowo zakwestionowano czynione z góry zarzuty o bezwartościowości czy pseudonaukowym charakterze materiałów SRV, motywowane tylko ich proweniencją. Przyjęcie ich paraliżowałoby jakiekolwiek próby
rzetelnego opracowania zbioru.
Choć książka nie została podzielona na części, to biorąc pod uwagę treść artykułów można z grubsza wyodrębnić w niej części historyczno-teoretyczną i empiryczną. Tę pierwszą otwiera przedruk tekstu Krzysztofa Stopki, będącego krótkim
przypomnieniem wieloletnich starań i zabiegów mających na celu zwrot materiałów
do Polski. Następny, wyczerpujący artykuł Zbigniewa Libery dotyczy nazistowskich
teorii rasowych, ich rozwoju, a także zyskujących popularność w Europie od końca
XIX wieku teorii eugenicznych i darwinizmu społecznego. Autor koncepcje te i towarzyszące im nurty w praktyce naukowej rozpatruje w ramach „szkół”. Libera wykazuje, że dla nazistowskiej higieny rasowej ogromne znaczenie miała „wiedeńska
szkoła antropologiczna”. Antropologia i etnologia tamtego okresu nie tylko przyswoiły sobie ideologię nazistowską, lecz także czynnie współtworzyły „ideologię i politykę rasową III Rzeszy” (s. 50). Warto nadmienić, że tezy Libery dotyczące paralel
między teoriami rasowymi formułowanymi przez polskich i niemieckich uczonych
stały się przedmiotem dyskusji jeszcze przed ukazaniem się książki (Kubica 2015).
Antropolog fizyczny Krzysztof Kaczanowski dokonuje z kolei oceny wyników pomiarów antropometrycznych, a także ankiet medycznych i psychologicznych, zaznaczając, iż konieczne jest odróżnienie „wartości zebranego materiału badawczego od
jego interpretacji” (s. 80). Tym samym wskazuje na wagę badań antropologicznych
tych populacji, które na skutek wojny uległy eksterminacji (Żydzi) albo rozproszeniu
(Łemkowie), a o których nie mamy informacji innych niż te dostarczone przez SRV.
Tekst Lisy Gottschall (będący tłumaczeniem – czego nie zaznaczono w publikacji)
stanowi syntetyczną biografię polityczną i naukową jednego z kierowników SRV,
Antona Plügela. Część historyczno-teoretyczną niejako zamyka wspólny artykuł
Małgorzaty Maj i Stanisławy Trebuni-Staszel, który omawia działalność Referatu
Etnologii będącego jedną z trzech komórek organizacyjnych Sekcji Rasowo-Ludoznawczej. Autorki przedstawiają historię Referatu na tle Sekcji, jej reorganizacji dokonanej przez Erharda Riemanna w 1943 roku, obsady i zmieniającego się składu
personelu, a także – w porządku chronologicznym – badań terenowych prowadzonych przez SRV.
Otwierający część empiryczną tekst Jana Święcha jest w zasadzie ekspertyzą
programu władz okupacyjnych wobec muzeów regionalnych na terenie GG. Na
podstawie raportów Plügela krakowski muzealnik dokonuje oceny stanu i strat poszczególnych jednostek, a także pokazuje, jaki charakter chciano nadać ekspozycji
planowanego „muzeum rasowo-kulturowego”. Bazując także na materiałach archiwalnych, Elżbieta Duszeńko-Król, przy współpracy Artura Sekundy, sprawozdaje
wyniki wieloletnich kwerend archiwalnych i muzealnych mających na celu ustalenie
pochodzenia materiałów znajdujących się w posiadaniu Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ, Instytutu Historii Sztuki UJ, Muzeum Etnograficznego im.
Seweryna Udzieli w Krakowie oraz Muzeum Tatrzańskiego im. dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem. Treść artykułu pozostaje zbieżna z obszerną monografią foto-
314
Recenzje i noty recenzyjne
teki IDO pióra tejże autorki (Duszeńko-Król 2014). Z kolei Jacek Tejchma omawia
korespondencję, którą w 1995 roku nawiązał z Giselą Hildebrandt – byłą asystentką
w Sektion Landeskunde. Choć jego celem było wyłącznie zgromadzenie wyczerpującej dokumentacji kultury ludowej Markowej, z której pochodzi i na której temat
przygotowywał publikacje, to znamienne jest usprawiedliwienie, jakim tekst kończy. Pisze on: „nigdy jednak osobiście nie poznałem Giseli Hildebrandt-Pietsch i nie
odwiedziłem jej w Niemczech” (s. 190). Tak jakby sam kontakt z Hildebrandt mógł
rzucić na niego cień podejrzenia. Tejchma mimowolnie obnażył lęk przed ostracyzmem bądź mylnym przypisaniem intencji. Lęk ten, jak zwracał uwagę Libera, siłą
rzeczy towarzyszy badaczom, którzy nie pozostają obojętni na wciąż żywe dysputy
społeczno-polityczne toczące się w rodzimej przestrzeni publicznej. Tom zamykają
dwa artykuły – Stanisławy Trebuni-Staszel oraz małżeństwa, Patrycji Trzeszczyńskiej-Demel i Grzegorza Demela. Są to raporty z badań w miejscach, w których prace
prowadziła SRV, polegające na poszukiwaniach uczestników badań antropometrycznych i rozmowach z nimi. Zarówno na Podhalu, jak i w Komańczy wiązały się one
nieraz z niezwykle trudnymi sytuacjami powrotu do zapomnianych bądź wypartych
wspomnień o przeszłości. Można żywić nadzieję, że materiały z tych badań zaowocują w przyszłości lepszym rozpoznaniem poczynań SRV w terenie. Co ważne, mogą
one stać się również zaczynem pogłębionej refleksji metodologicznej i metodycznej
w zakresie pracy z pamięcią świadków i osobami straumatyzowanymi, bowiem opracowania dotyczące podobnej tematyki są w polskim piśmiennictwie etnologicznym
sporadyczne (Kość 2008; Rzepkowska 2009). Wartościowym wkładem metodologicznym mogłoby być także napisanie instruktarza do prowadzenia badań wśród diaspory, w oparciu o doświadczenia małżeństwa Demelów z ich studiów wśród rozproszonej ludności łemkowskiej. Połowę objętości książki stanowią tablice zawierające
ponad trzysta czarno-białych i kolorowych fotografii pochodzących z zasobu IDO,
reprodukcje kart katalogowych, ankiet, kwestionariuszy i innych dokumentów. Materiały te pozostają w ścisłym związku z treścią poszczególnych artykułów, przez co
dają czytelnikom lepsze rozeznanie w wielorakim charakterze kolekcji.
Książka nie jest pozbawiona niestety mankamentów. Należy do nich wadliwa
korekta, która pozostawiła nieliczne wprawdzie, ale jednak zauważalne błędy językowe. Pośród abstraktów anglojęzycznych zabrakło streszczenia tekstu Demelów.
Jednak z punktu widzenia czytelników zainteresowanych treścią książki istotniejsze wydają się niedopatrzenia strukturalne, brakuje bowiem indeksu rzeczowego
i osobowego, który wydatnie pomógłby w korzystaniu z monografii. Podobnie, nie
zamieszczono zestawienia choćby krótkich biogramów niemieckich pracowników
SRV. Materiał taki pozwoliłby osobom dopiero zapoznającym się z poruszaną w pracy tematyką na lepszą orientację w treści. Czytelnikom trudno poznać obsadę tej
jednostki, ponieważ informacje na ten temat są rozproszone. Pomocna mogłaby być
choćby schematyczna tabela zawierająca takie zestawienie. Odczuwalne jest jeszcze
jedno pominięcie: choć w tytule zapowiedziano, że praca dotyczy działalności SRV,
to próżno w niej szukać jakichś obszerniejszych wzmianek na temat wchodzącego
w jej skład Referatu Judenforschung (czytelnik nie dowiaduje się nawet, co stało
się wytworzonymi w jego ramach materiałami: zostały zniszczone? Amerykanie nie
315
Recenzje i noty recenzyjne
przekazali ich stronie polskiej?). Wystarczyłoby choćby równie lakoniczne opracowanie, jak w przypadku biografii Plügela.
Książka pod redakcją Małgorzaty Maj stanowi istotny wkład w poznanie historii
etnologii i antropologii uprawianej na terenie Polski. Jej szczególne znaczenie wynika z próby wypełnienia białej plamy, jaką wciąż pozostaje w tym względzie okres
1939-1945. Należy podkreślić, że autorom tekstów składających się na tom udało
się uniknąć pokusy dydaktyzmu i prezentyzmu. Książka, za przyczyną poruszanej
tematyki, znakomicie wpisuje się w toczone obecnie dyskusje wokół związków nauki „z polityką, państwem, kwestiami etycznymi badań, problemami oportunizmu
i nepotyzmu uczonych”, dla których „przykład SRV jest wzorcowy” (s. 17). Można
też rozpatrywać tę publikację w kontekście prowadzonej od jakiegoś czasu dyskusji
na temat wymiarów zaangażowania i stosowania antropologii, czy wreszcie „brudnych” uwikłań (Kowalski 2015) nauk społecznych i humanistycznych. Antropologia
i etnologia w czasie wojny dostarcza bardzo licznych przykładów skutków motywowanego politycznie i ideologicznie użytkowania nauki. Pozornie, za przyczyną
związków z nazizmem, oceny w tym względzie wydają się jednoznaczne. Niemniej,
złożoność problematyki omawianej w pracy i ostrożność autorów w ich ocenach i interpretacjach pokazuje trudności towarzyszące etycznemu wartościowaniu obecności
antropologii w przestrzeni publicznej i jej skutków.
Filip Wróblewski
LITERATURA
Duszeńko-Król E., współpraca Sekunda A.
2014
Kolekcja fotograficzna Institut für Deutsche Ostarbeit Krakau 1940-1945.
Zdjęcia z Polski, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Kość K.
2008
Żywi we wspomnieniach. Doświadczenia śmierci w relacjach polskich zesłańców w ZSRR (w latach 1940-1946), Wrocław: Polskie Towarzystwo
Ludoznawcze.
Kowalski M.W.
2015
Antropolodzy na wojnie. O „brudnej” użyteczności nauk społecznych,
Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego.
Kubica G.
2015
Antropologiczny dyskurs rasowy: jego twórcy i dekonstruktorzy, w: J. Barański, M. Golonka-Czajkowska, A. Niedźwiedź (red.), W krainie metarefleksji. Księga poświęcona profesorowi Czesławowi Robotyckiemu, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, s. 88-109.
Rzepkowska A.
2009
Sybiracy: wspólnota – pamięć – narracja. Studium antropologiczne, Łódzkie Studia Etnograficzne, t. 48, Łódź, Wrocław: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze.
316
Recenzje i noty recenzyjne
Christopher P i n n e y , Photography and Anthropology, London: Reaktion
Books 2011, ss. 174, ISBN: 978-1-86189-804-3.
Christopher Pinney to brytyjski antropolog społeczny urodzony na Sri Lance, zawodowo związany z University College London, gdzie piastuje stanowisko profesora
antropologii i kultury wizualnej. Jego zainteresowania naukowe wiążą się przede
wszystkim z fotografią, ikonografią i zagadnieniami reprezentacji wizualnej, a także
praktykami kulturowymi użytkowników tego rodzaju mediów. Ponadto szczególnym
obszarem badań prowadzonych przez Pinneya jest subkontynent indyjski i, w nieco
mniejszym stopniu, rejon Azji Południowej. Obie perspektywy łączy autor w ramach
antropologicznej refleksji i krytyki postkolonialnej związanej z sytuacją współczesnych Indii. Wyraz temu dawał w licznych publikacjach, w tym na kartach pięciu
książek oraz czterech współredagowanych zbiorów.
Podkreślić należy, iż problematyka wizualności, wielokrotnie podejmowana
przez Pinneya, a także poszukiwania prowadzone w ramach dyskursu archeologii
i historii mediów, zwróciły jego uwagę na wyjątkowe związki między antropologią
a fotografią. Odzwierciedleniem tego była publikacja znakomitego eseju The Parallel Histories of Anthropology and Photography, poświęconego wczesnej fotografii
antropologicznej przełomu XIX i XX wieku (Pinney 1992), oraz zorganizowanie,
kilka lat później, wystawy o tejże tematyce, której towarzyszył katalog The Impossible Science of Being. Dialogues Between Anthropology and Photography (Charity,
Pinney, eds., 1995). Z powyższego widać, że książka Photography and Anthropology nie jest pozycją przypadkową, lecz stanowi konsekwentną realizację projektu
naukowego zogniskowanego wokół historii mediów oraz ich roli dokumentacyjnej w antropologii. Autor kreśli na kartach tej publikacji obraz rozwoju myśli metodologicznej związanej z wykorzystaniem fotografii pod koniec XIX wieku oraz
ukazuje rozmaite niuanse znaczeniowe przydawane fotografii przez antropologów
i wynikającą z tego zmienność praktyk badawczych na przestrzeni kolejnych dwóch
stuleci. Tym samym praca Pinneya zbliżona jest do rozważań Elizabeth Edwards
(2001), starającej się określić, w oparciu o materiały archiwalne, relacje między
fotografią a instytucją muzeum oraz dyscypliną naukową, jaką stawała się antropologia końca XIX wieku. Praca ta nie zawiera wskazówek do badań terenowych
z wykorzystaniem materiałów wizualnych, nie dotyczy też bezpośrednio praktyki,
w przeciwieństwie, na przykład, do książki Johna i Malcolma Collierów (Collier,
Collier 1986). Za to dzieło Pinneya można śmiało porównać z rodzimymi opracowaniami dotyczącymi profesjonalnej fotografii etnograficznej (Sztandara 2006)
oraz fotografii amatorskiej służącej za źródło do analizy kultury tradycyjnej (Bartuszek 2005). Choć prace te mają charakter lokalny, to w niczym nie ustępują książce
Brytyjczyka.
Warto nadmienić, że Photography and Anthropology ukazała się w ramach serii
Exposures wydawnictwa Reaktion Books, prezentującej wielowątkowość i bogactwo medium, jakim jest fotografia. Poszczególne tomy stanowią osobne, monograficzne ujęcia tematyczne. Photography and Anthropology, tak jak inne pozycje, jest
Recenzje i noty recenzyjne
317
popularnonaukowym albumem, napisanym przystępnym językiem i bogato ilustrowanym około 90 zdjęciami z epoki oraz współczesnymi.
Na książkę składają się trzy obszerne rozdziały poprzedzone krótkim wstępem
oraz zakończeniem. W prologu autor wskazuje na kłopotliwość relacji antropologii
z fotografią. Zwraca uwagę, że obecność urządzeń rejestrujących oraz związanych
z nimi działań badaczy nie pozostawała niezauważona. Tym samym zarówno media,
jak i obecność antropologów powodowały odkształcanie się badanej rzeczywistości,
wpływając jednocześnie na wyobrażenia tubylców dotyczące przybyszy. Fakty te,
początkowo niedostrzegane lub ignorowane, wiążą się bezpośrednio z przyjęciem
założenia, iż „fotografia szybko została rozpoznana jako istotne narzędzie w procesie przekazywania danych, a co ważniejsze dane te uznano za wiarygodne” (s. 15).
Jak pokazuje Pinney w kolejnych rozdziałach książki, ta dokumentacyjna przesłanka
zaważyła na kłopotliwym dla antropologii przeświadczeniu o prawdziwości przedstawianych obrazów.
Rozdział pierwszy jest w zasadzie rozwinięciem i dopowiedzeniem wątków podjętych przez autora we wzmiankowanym już eseju z 1992 roku. Punktem wyjścia czyni Pinney spostrzeżenie o niemal równoczesnym pojawieniu się fotografii (1839 r.)
oraz antropologii (1837 lub 1843 r. – kiedy powołano do istnienia, odpowiednio,
Aborigines Protection Society i Ethnological Society of London). Związek ten nie
jest przypadkowy, bowiem uczeni mieli rychło uznać dokumentacyjny charakter
zdjęć. Zrazu miały one komercyjne zastosowania – jako obrazki i przedstawienia
„dzikich” dostępne w formie pocztówek lub albumów, z czasem zaczęto wykorzystywać je jako materiał dowodowy dla teorii darwinistycznych. Potrzeba posługiwania
się „czystymi danymi” doprowadziła do wypracowania kodu wizualnego znanego
jako fotografia antropometryczna, którą wyróżniało jednolite tło oraz ograniczony
zestaw zestandaryzowanych póz. Jej rezultatem było „zniszczenie niezwykłości oraz
ucieleśnienia” (s. 29) badanych kultur manifestujących się w portretowanych osobach. Niejako w przeciwwadze do tej tendencji część antropologów starała się inaczej wykorzystywać kamerę – czemu sprzyjał rozwój technologii fotograficznych
i przyśpieszenie procesu naświetlania – rezygnując ze statyczności, kierowali się oni
przeświadczeniem, że fotografia powinna służyć do przedstawiania „badanych” jako
„żywych istot” (s. 36). Ludzi zaczęto fotografować w codziennym otoczeniu, co służyło kontekstualizacji tworzonych reprezentacji innych kultur. Właśnie do tego nurtu
nawiązywała rodząca się podówczas antropologiczna fotografia terenowa wykonywana przez profesjonalistów.
Kolejny rozdział stanowi omówienie problemów związanych z wykorzystaniem
fotografii jako źródła danych. Śledząc, dekada po dekadzie, zmiany zachodzące
w sposobie posługiwania się aparatem, Pinney odmalowuje reakcje fotografowanych
i strategie oporu uniemożliwiające uchwycenie na zdjęciach całokształtu danej kultury. Paniczny lęk „tubylców” wywoływany błyskiem flesza nie jest jedynym mankamentem omawianego medium. Równie kłopotliwa dla statusu prawdziwości obrazu była łatwość, z jaką dało się manipulować zawartością wywoływanego zdjęcia,
podejmując się rozmaitych ingerencji i retuszy powodowanych wyobrażeniami na
temat „dzikich” czy aktualnie panującymi trendami estetycznymi. Autor wskazuje
318
Recenzje i noty recenzyjne
także na swoistą dowolność nadawania znaczeń zdjęciom wynikającą z możliwości
pozowania i „ustawiania” tego, co w kadrze. Wiąże się z tym także wykorzystywanie fotografii do opowiadania historii, co skutkuje tworzeniem narracji i interpretacji
poza ramą obrazu. To zaś wpływa na kształt wiedzy antropologicznej.
Ostatni rozdział dotyczy innego rodzaju kłopotów antropologii z fotografią. Dla
Pinneya są to kwestie roszczenia sobie prawa do wykonywania zdjęć i robienia ich
przez antropologów zazwyczaj bez pytania o zgodę. Obok zagadnień etycznych
związanych z praktyką terenową, autor podnosi problem reprezentacji kulturowych,
które znajdują odbicie w fotografiach. Zdjęcia wykonywane przez badaczy odzwierciedlają dyskurs naukowy, w przeciwieństwie do tych tworzonych przez przedstawicieli lokalnych społeczności, które lepiej oddają kontekst i znaczenia przydawane
obrazom przez ich użytkowników. Pinney stoi na stanowisku, iż badania prowadzone
w ramach antropologii wizualnej powinny skupiać się zarówno na społecznych biografiach fotografii, jak i na związanych z posługiwaniem się nimi projektach tożsamościowych afirmujących lokalność, a zarazem wymykających się „kolonialnemu
spojrzeniu”.
Książkę zamyka zwięzły epilog, w którym autor wskazuje na szanse, jakie antropologom dają fotografie. W jego przeświadczeniu przede wszystkim czynią one widzialną samą praktykę terenową, przez co prowadzą do rezygnacji z przeźroczystości
i wzmacniają postawę refleksyjną badaczy. Dodatkowo, nieostre czy rozmazane obrazy (fuzzygraphs), zazwyczaj odrzucane jako bezwartościowe z naukowego punktu
widzenia, stwarzają obecnie szansę dotarcia do dotychczas ignorowanych aspektów
rzeczywistości, i właśnie z nimi wiąże autor największe nadzieje dla rozwoju antropologicznego rozumienia świata.
Reasumując, praca Photography and Anthropology stanowi przystępnie napisane, a zarazem niezwykle systematyczne opracowanie zagadnień istotnych dla wzajemnych związków antropologii i fotografii. Pinney w klarowny sposób przedstawia
zmiany sposobów wykorzystania tego medium przez badaczy, a także wynikające
z tego faktu konsekwencje dla poznania antropologicznego.
Filip Wróblewski
LITERATURA
Bartuszek J.
2005
Między reprezentacją a „martwym papierem”. Znaczenie chłopskiej fotografii rodzinnej, Warszawa: Wydawnictwo Neriton.
Charity R., Pinney Ch. (eds.)
1995
The Impossible Science of Being. Dialogues Between Anthropology and
Photography, London: Photographers’ Gallery.
Collier J., Collier M.
1986
Visual Anthropology. Photography as a Research Method, Albuquerque:
University of New Mexico Press.
Recenzje i noty recenzyjne
Edwards E.
2001
Pinney Ch.
1992
319
Raw Histories. Photographs, Anthropology and Museums, Oxford, New
York: Berg.
The Parallel Histories of Anthropology and Photography, w: E. Edwards
(ed.), Anthropology and Photography. 1860-1920, New Haven, London:
Yale University Press, The Royal Anthropological Institute.
Sztandara M.
2006
Fotografia etnograficzna i „etnograficzność” fotografii. Studium z historii
myśli etnologicznej i fotografii II poł. XIX i I poł. XX wieku, Opole: Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego.
Inga B. K u ź m a, Domy bezdomnych. Badania sytuacji kryzysowych, Łódź:
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego 2015, ss. 261, ISBN 978-83-7969-800-4.
Książka Ingi Kuźmy plasuje się w szerokim nurcie antropologii kulturowej zajmującej się problematyką ubóstwa, marginalizacji i wykluczenia. Zagadnienia te,
z natury interdyscyplinarne lub – jak trafnie określa je autorka – „transdyscyplinarne”, znajdują swoje szczególne odzwierciedlenie w „bezdomności”. Bezdomność to
dla Kuźmy temat kluczowy, na który spogląda kompleksowo: jako sferę życia, układ
powiązań między różnymi aspektami kultury, wreszcie jako problem społeczny (kryzysowy) i problem badawczy.
Zasadniczym celem książki jest antropologiczny opis znaczenia domu w traumatycznej sytuacji „bycia bezdomnym”. Moim zdaniem, świetnie ten zamiar oddaje
już sam tytuł – w dużym stopniu metaforyczny, ale również konkretny. Autorka,
prowadząc badania wśród osób przebywających na terenie placówek prowadzących
programy pomocowe dla bezdomnych, starała się uchwycić społeczne wyobrażenia
bezdomności, a także analizować głębiej pewne praktyki wychodzenia z bezdomności i sposoby ponownego włączania do społeczeństwa osób dotkniętych tym problemem.
W cytowanych wypowiedziach rozmówców pojawiają się nieustanne próby pojmowania świata na nowo i poszukiwania sensów doświadczanej sytuacji. Wobec takich postaw autorka nie jest obojętna. Jej „empatyczność” ma zarówno wymiar osobisty (etyczny), jak i empiryczny (badawczy). Podejście badaczki nawiązuje bowiem
do antropologii współdziałającej, czyli zaangażowanej w ważne problemy współczesnej kultury, nie stroniącej od polityczności i krytycyzmu. Bez wątpienia utrata
dachu nad głową należy do tematów istotnych; ma zarówno specyficzne źródła (np.
indywidualne losy poszczególnych osób), jak i szersze przyczyny społeczno-kulturowe. Częste eksmisje na bruk, relacjonowane przez media, ruchy lokatorskie czy
wojujący aktywizm działaczy występujących w obronie ludzi wykluczonych przez
bezdomność są potwierdzeniem takiego stanu rzeczy. Tym samym książka Kuźmy
320
Recenzje i noty recenzyjne
jest ważna nie tylko dla grona etnologów i przedstawicieli innych nauk społecznych.
To także lektura obowiązkowa dla osób współtworzących instytucje, które niosą profesjonalną pomoc dla bezdomnych. Moim zdaniem, na tym zasadza się wyjątkowość
książki Domy bezdomnych, jej walor naukowy i pozanaukowy zarazem.
W pisarstwie Kuźmy nie brakuje autentycznego współczucia dla tych, którzy
żyją w stanie bezdomności. Unikając wartościujących określeń: „bezdomni” i „bezdomne”, poszukuje własnej drogi do bardziej sprawiedliwego potraktowania owych
„wykluczonych”, „zmarginalizowanych”, „stygmatyzowanych”, egzystujących jako
underclass, czyli poza nawiasem kultury dominującej, hołdującej materializmowi
i stawiającej za wzór wyłącznie ludzi sukcesu lub celebrytów. W tym znaczeniu recenzowana książka „idzie pod prąd” utartym tematom, stereotypom i poglądom dotyczącym recepcji współczesności. Kuźmy nie interesuje kultura głównego nurtu,
raczej skłania się ona ku temu, co w naszej kulturze pozornie „niewidoczne”, „skrywane na uboczu”, „wstydliwe” i „marginalne”.
Rozdział otwierający stanowi wprowadzenie do zagadnień sytuacji kryzysowych.
Autorka prezentuje swoje podejście i wskazuje na złożoność podjętej problematyki.
Mamy w tym miejscu wszystko, co powinno znaleźć się we wprowadzeniu do bardzo dobrej pracy naukowej: solidne zaplecze teoretyczne i warsztatowe, własne niebanalne i ambitne założenia poznawcze, przedstawienie gruntownych metod badań
empirycznych. Próżno tutaj szukać uchybień czy potknięć merytorycznych autorki.
Wszystko wskazuje, że mamy do czynienia z pracą dobrze przemyślaną. Założenia
i cele badawcze są konsekwentnie realizowane w następnych częściach książki.
Drugi rozdział ma charakter teoretyczny; dotyczy domu w naukach o kulturze
i społeczeństwie. W naukach humanistycznych i społecznych powstało wiele definicji i ujęć domu, Kuźma stanęła więc przed niełatwym zadaniem próby konceptualizacji tego pojęcia na potrzeby własnej pracy. Śledząc poświęconą temu przedmiotowi
literaturę, wyróżniła trzy nurty badania domu: fenomenologiczny, materialistyczny
oraz tak zwane housing studies. Pierwsze podejście podkreśla metafizykę i ontologię
domostwa, drugie traktuje dom jako element kultury materialnej i przestrzeń fizyczną, trzecie rozszerza dwie wcześniejsze perspektywy. Nie wdając się w polemikę
z przedstawionymi teoriami, mogę stwierdzić, że wszystkie trzy nurty mogą być inspirujące w badaniach sytuacji kryzysowych, w związku z przemianami współczesnych funkcji domu, a przede wszystkim jego znaczeń w przypadku bezdomności.
W dalszych rozdziałach pracy Kuźmy odnaleźć można ich tropy: na jednym biegunie
mamy opowieści rozmówców, ich wyobrażenia o domostwie, a na przeciwległym –
konkretne opisy noclegowni jako miejsc zarządzanych według określonych reguł.
Na przykład teorie Ervinga Goffmana (o instytucjach totalnych) i Michela Foucaulta (o biopolityce i biowładzy) okazały się bardzo pomocne w interpretacji szeregu
zjawisk związanych z bezdomnością. Autorka pokazała, jak w erudycyjny sposób
można wiązać ze sobą te stanowiska, analizując własny materiał z badań terenowych.
Trzecia część książki przedstawia najbardziej charakterystyczne ujęcia bezdomności z perspektywy językowej. Autorka odnosi się do bogatej literatury teoretyków
przedmiotu, jak i do prac zaangażowanych, napisanych przez osoby, które doświadczyły bezdomności. Wskazuje na historyczne korzenie bezdomności (np. etnohisto-
Recenzje i noty recenzyjne
321
ryczne opisy tzw. ludzi luźnych – włóczęgów, żebraków, jałmużników itp.). Analizy
„kultury nędzy” (B. Geremek, O. Lewis, K. Ashenburg, K.W. Frieske i in.) opisują
zjawisko bezdomności jako wyrastające ze szczególnie rozumianego porządku społecznego, w którym kategorie odmienności i inności mają charakter priorytetowy.
W tym sensie przytoczone stanowiska są użyteczne dla badań, które prowadziła
Kuźma. W wielu miejscach nawiązuje ona do własnych doświadczeń, by w ten sposób ukazać owe koncepcje w nowym świetle i w bardziej współczesnym kontekście
społecznym. Tym samym podkreśla, że bezdomność ma charakter dynamiczny, ale
jednocześnie posiada pewne niezmienne cechy (np. dziedziczenie biedy, kulturowe
mechanizmy stygmatyzowania i stereotypizacji ludzi żyjących w ubóstwie). Niezwykle cenną próbą literackiego oglądu bezdomności są książki napisane przez byłych
bezdomnych. Tutaj Kuźma stosuje podejście emiczne i przygląda się od wewnątrz
indywidualnym „światom bezdomnych”. Literatura ta jest ważnym świadectwem
kultury ubóstwa i wykluczenia. Jest narracyjną rekonstrukcją losów osób żyjących
„pod gołym niebem”, „wykolejonych”, „obarczonych syndromem osamotnienia”.
W czwartej części Kuźma opisuje schroniska i noclegownie jako miejsca pomocy
dla ludzi dotkniętych bezdomnością. Wychodząc od genezy placówek opiekuńczych
na świecie, a także od ogólnych ideologicznych przesłanek pomocy ubogim, naświetla historię podobnych instytucji w Łodzi, mieście, w którym prowadziła badania terenowe i z którym związana jest emocjonalnie. Korzystając z wielu źródeł zastanych
oraz prac archiwalnych, nakreśliła losy tych placówek w kompetentny i wiarygodny sposób. W rozdziale tym badaczka nie poprzestaje na rekonstrukcji historycznej
lokalnych instytucji pomocowych dla bezdomnych. Wykorzystując własne notatki
z obserwacji i zdjęcia dokumentujące pobyty w noclegowniach, pokazuje codzienne
życie osób podporządkowanych rygorowi tych placówek. Kluczem do interpretacji
zachowań i postaw mieszkańców i mieszkanek współczesnych ośrodków pomocy
jest ciało jako podmiot i przedmiot doświadczania świata. Higienizm i porządek są
filarami organizowania przestrzeni, procedur administracyjnych, w końcu regulacji życia osób, które znalazły się w murach tych instytucji. Zasady panujące w tych
ośrodkach dotykają osobistej przestrzeni mieszkańców, ich intymności i własnego
ciała. Tworzą się całe strefy, które poddawane są ustawicznym rygorom czystości
i porządku. Higiena osobista i higiena pomieszczeń nabierają totalnego wymiaru,
nakładają się na siebie i są ze sobą nierozerwalne. Ma rację Kuźma – odwołując
się do koncepcji biowładzy i biopolityki Foucaulta – że aparat władzy kontroluje
człowieka także w wymiarze biologicznym. W tym rozumieniu higienizm, panujący
w miejscach pomocy osobom dotkniętym bezdomnością, ma głębszy wymiar – jest
treningiem do uporządkowanego życia. Między innymi dlatego autorka Domów bezdomnych nazywa je „przeciwieństwem prawdziwego domu” lub „imitacją prawdziwego domu”.
Piąty rozdział dotyczy „domności” i bezdomności kobiet i mężczyzn. Odwołując
się do dyskursu feministycznego i perspektywy gender w badaniach domu i bezdomności, Kuźma podkreśla, że dom i bezdomność widziane z perspektywy różnych
płci nie muszą oznaczać tego samego. Własne obserwacje koreluje ze spostrzeżeniami innych badaczy: Grahama Bowpitta (różnice w postrzeganiu i znoszeniu swojej
322
Recenzje i noty recenzyjne
sytuacji przez kobiety i mężczyzn), Julii Wardhaugh (różnice znaczeń cielesności
w bezdomności) i Suzanne Fitzpatrick („kobiece” i „męskie” radzenie sobie w bezdomności). Jednak według mnie najbardziej interesującą częścią tego rozdziału są
zaprezentowane osobiste historie osób dotkniętych bezdomnością. W omawianej publikacji z pola widzenia nie znika Człowiek, mimo że to rygor Instytucji wydaje się
dominujący w spojrzeniu na bezdomność. Co więcej, opowiedziane historie wskazują, że bezdomność i wyobrażenie domu są pojmowane i przeżywane inaczej przez
każdą z rozmówczyń i każdego z rozmówców. Tym samym badania autorki Domów
bezdomnych wpisują się w perspektywę teorii feministycznych. Kuźma w bardzo
przekonujący sposób wykazuje ich użyteczność do interpretacji badanego problemu.
Książkę wieńczy refleksja na temat potrzeby prowadzenia pogłębionych i wielokierunkowych badań zjawiska bezdomności i doświadczeń kryzysowych.
Na koniec chciałbym podzielić się jeszcze kilkoma spostrzeżeniami. Praca łódzkiej etnolożki ukazuje kompleksowy wymiar bezdomności. Przedstawia sytuacje
kryzysowe, które w rzeczywistości dotykają nie tylko jednostek, ale całych grup
społecznych. Ponadto, opisywana „kultura ubóstwa” nie należy, według badaczki,
do kultury alternatywnej (nie jest rewersem mainstreamu), ale zachodzi w „naszej
kulturze”, wewnątrz „normalnego” i „zdrowego” społeczeństwa. Prócz tego książka
„odczarowuje” błędne założenia dotyczące natury bezdomności, prawdziwych potrzeb ludzi dotkniętych sytuacjami kryzysowymi i działań instytucji pomocowych.
Polemizując z niektórymi wątkami zawartymi w publikacji, żałuję, że autorka nie
odniosła się do tych badań antropologów, które skupiają się na innych typach sytuacji kryzysowych i pomocowych, na przykład dotyczących ludzi pozbawionych własnych domów (zarazem własnych światów) z powodu trwających wojen, pandemii
czy kataklizmów naturalnych. Ratowanie godności ludzi także w tych przypadkach
jest naczelnym postulatem społecznym, humanitarnym, politycznym i etycznym. Pewien niedosyt pozostawia wykorzystanie literatury z nurtu antropologii zaangażowanej. Ma on długą historię w naszej dyscyplinie, wiążąc się ściśle z antropologią
stosowaną. Dla przykładu – Nancy Scheper-Hughes twierdzi, że bycie świadkiem
sytuacji kryzysowych wymusza na nas zaangażowanie moralne i etyczne. Refleksję dotyczącą antropologii zaangażowanej rozwijali zarówno klasycy (od R. Firtha i A.R. Radcliffe-Browna), jak i współcześni badacze młodszego pokolenia (np.
D. Graeber). Ponadto mam wrażenie, że tam, gdzie autorka przytacza wypowiedzi
swoich rozmówców, brakuje komentarzy „spinających” osobliwe historie osób dotkniętych bezdomnością.
Powyższe uwagi nie umniejszają znaczenia recenzowanej publikacji. Moim zdaniem, mamy do czynienia z książką ważną i oryginalną na gruncie antropologii kulturowej i nauk społecznych, w pełni zasługującą na wnikliwą refleksję czytelnika
zainteresowanego najważniejszymi problemami współczesnego świata.
Adam Pomieciński
Recenzje i noty recenzyjne
323
Hubert W i e r c i ń s k i, Rak. Antropologiczne studium praktyk i narracji, Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 2015, ss. 290, ISBN: 97883-235-1996-6.
Hubert Wierciński to etnograf z plemienia warszawskiego. Od początku swojej
kariery zajmuje się antropologią medyczną. Rak jest jego pierwszą monografią. Ten
utalentowany naukowiec konsekwentnie przyczynia się do budowania dorobku młodej polskiej antropologii medycznej. Jego praca z pewnością wpisze się do kanonu
nielicznych na razie współczesnych polskich etnografii opartych o solidne badania
prowadzone na własnym podwórku w obszarze medycyny, choroby i ludzkiego cierpienia. Rak jest książką o chorobie onkologicznej i sposobach jej przeżywania w Polsce. Jest portretem „społeczeństwa remisji” (Frank 1995), czyli grupy osób, „których
świat i życie zawsze będą w mniejszym lub większym stopniu naznaczone przez
chorobę” (s. 117). Praca podzielona jest na osiem części. Składają się na nią wstęp
i siedem rozdziałów.
We „Wstępie” autor zarysowuje swoje pole badawcze zarówno w sensie empirycznym, jak i poprzez szkicowe zaznaczenie miejsca poruszanego tematu w literaturze antropologicznej. Wierciński osadza się w świecie illness, posługując się
klasycznym już podziałem na subiektywne, pacjenckie doświadczenie choroby (illness) oraz medyczne jej rozumienie jako stanu patologicznego zlokalizowanego
w indywidualnym ciele (disease). Utrzymanie tej dychotomii pozostaje w ścisłym
związku z wyborem metody badawczej, którą Wierciński się posługuje. Książka została napisana w oparciu o 44 pogłębione wywiady przeprowadzone z chorymi na
raka oraz z byłymi chorymi w Warszawie i w Białymstoku. Autor prowadził badania
w tych dwóch miastach w latach 2009-2012. W Białymstoku materiał zbierał wśród
pacjentów jednej przychodni lekarzy rodzinnych. W Warszawie zaś jego praca zogniskowana została w dwóch organizacjach pacjenckich oraz wśród pacjentów jednego
z warszawskich szpitali, którzy cierpieli na nowotwory układu pokarmowego. Przez
trzy lata Wierciński był tragarzem i kolekcjonerem trudnych narracji o chorobie nowotworowej. Ograniczył do minimum obserwację uczestniczącą i skupił się na opowieściach. Zainspirowany pracami Arthura Franka, podjął temat wpływu choroby na
biografię jednostki. Autor kładzie nacisk na element restytucji, eksponując przez to
motyw sprawczości jednostki, umiejętności porządkowania świata na nowo, zdolności wprowadzania istotnych życiowych zmian. Pomimo niedużej dozy obserwacji
uczestniczącej, autor wydobywa z indywidualnych historii bardzo wiele. Jego rozważania włączają do pola badań rodzinę, gabinet lekarski, technologie medyczne, geny,
płeć oraz wykluczenie społeczne osób chorych.
Na kolejnych stronach książki autor przeprowadził wiele zabiegów i operacji na
zebranych narracjach po to, by przybliżyć nam doświadczenie onkologiczne współczesnych Polaków. Rama narracyjna jest tak silna w tej etnografii, że umieszczenie
w tytule słowa „praktyki” enumeratywnie obok słowa „narracje” wydaje mi się mylące. Mamy do czynienia z wnikliwym studium narracji o chorobie – narracji rozumianej jako praktyka, która ma moc sprawczą. Metodologicznie autor nie dotyka feno-
324
Recenzje i noty recenzyjne
menologicznego obszaru „bycia” w chorobie, sposobów konstytuowania się stanów
chorobowych inaczej niż poprzez przyglądanie się narracjom o chorobie, relacjom
z wydarzeń, opowieściom o cielesności. Nie sposób czynić z wyboru metodologii zarzutu. Autor podjął się tematu bardzo trudnego, a dzięki własnej wrażliwości i umiejętności bycia z drugim człowiekiem w sytuacji wywiadu etnograficznego, udało
mu się zbliżyć do bardzo ważnych, choć bolesnych i mocno skrywanych obszarów
ludzkiego doświadczenia.
Rozdział pierwszy: „Antropologia a choroba nowotworowa” zawiera krótki rys
historyczny oraz przegląd prac i nurtów polskiej i światowej antropologii medycznej, ukazujący dobrą orientację autora w literaturze. Rozdział świetnie sprawdzi się
jako pozycja w sylabusach zajęć dydaktycznych podejmujących temat medycyny,
zdrowia i choroby w ujęciu społeczno-kulturowym. Jednak jako część składowa oryginalnej etnografii dyskusja ta wydaje mi się zbyt rozbudowana. W rozdziale tym
Wierciński pokazuje też koncepty analityczne, których używa do opisania materiału
badawczego. Są to: metafory, tabu, medykalizacja, opór, ryzyko. Omawia także literaturę antropologiczną poświęconą tematyce nowotworów.
W tym miejscu książki Wierciński wprowadza również jedną z ciekawszych
refleksji przewijających się przez monografię. Stawia się w pozycji adwokata biomedycyny, którą antropolodzy „zbyt często”, zdaniem autora, opisują jako uprzedmiotawiającą chorych, ekspansywną i charakteryzującą się nieproporcjonalną dystrybucją władzy. To odcięcie się autora od „zideologizowanej retoryki antymedycznej”
(s. 34) jest wyrazem zdolności do niezależnej refleksji. Dla mnie, jako dla antropologa medycznego pracującego w Polsce, przemyślenia Wiercińskiego są bardzo cenne, ponieważ pomagają złapać dystans do własnych „antymedycznych” monologów.
Nie zgadzam się jednak ze wszystkimi spostrzeżeniami autora – dyskutowałabym
na przykład o „świadomej i dobrowolnej medykalizacji życia” dokonywanej przez
pacjentów onkologicznych (s. 147). Myślę też, że tekst zyskałby, gdyby Wierciński w bardziej systematyczny sposób wyeksponował ambiwalencje wynikające ze
spotkania człowieka z biomedycyną. Czasem autor pisze o losie chorych „zdominowanym przez praktyki medyczne” (s. 179), o „utraconej w świecie szpitalnym
podmiotowości” (s. 212), a czasem o tym, jak „obiektywna” medyczna narracja dodaje im otuchy (s. 152). W rzeczywistości i w tej etnografii biomedycyna staje się
jednocześnie zasobem i ograniczeniem. Autor nie zatrzymuje się jednak przy tym
niejednoznacznym potencjale biomedycyny inaczej niż przez opisy etnograficzne.
Wierciński świadomie wyłączył też poza nawias analizy działania podejmowane
przez pacjentów w ramach medycyny alternatywnej, co zamknęło możliwość pokazania działań biomedycznych w kontraście do innego rodzaju, mniej zinstytucjonalizowanych, bardziej kontrowersyjnych praktyk.
Rozdział drugi autor przeznaczył na dyskusję o narracji rozumianej dwojako –
jako metoda badawcza i jako kategoria kulturowa. Wierciński jasno określa swoją
pozycję jako antropologa wyrosłego z nurtu interpretatywnego, który zakłada „istnienie pewnego kulturowego tekstu możliwego do odczytania i zinterpretowania”
(s. 61). Wydaje się, że najsilniejszy wpływ na wyobraźnię badacza miały prace Cheryl Mattingly, Lindy Garro i Arthura Franka oraz Susan Chase, która ukuła, używa-
Recenzje i noty recenzyjne
325
ny także przez Wiercińskiego, termin „etnografia narracyjna”. Autor zajmuje jasne
stanowisko względem roli indywidualnej sprawczości w procesie tworzenia opowieści. Jest daleki od przypisania głównej roli kanonom i schematom kulturowym.
Broni jednostki i jej głosu i pokazuje, jak etnograf może być w ten głos zasłuchany.
Wierciński wysuwa na pierwszy plan swojej pracy kategorię „opowieści restytucyjnych”, to jest takich, w których wyraźne staje się poszukiwanie nowych sposobów
na życie z i po nowotworze (autor poświęca im cały piąty rozdział książki), a tym
samym dobrze widoczna jest w nich indywidualna sprawczość. Ważnym elementem w rozdziale drugim są też wątki dotyczące wpływu osoby badacza oraz miejsca
przeprowadzania wywiadów na sposoby snucia opowieści przez rozmówców Wiercińskiego. Etnograf z dużą otwartością i dojrzałością opisuje własne nastawienia,
zainteresowania, poglądy, po to, by pokazać, jaki mogły mieć wpływ na zebrany
materiał.
Rozdział trzeci – najkrótszy w książce – stanowi charakterystykę terenu i badanej
grupy. Zestawienie Białegostoku z Warszawą, oddziału szpitalnego z przychodnią
i ruchami pacjenckimi wydały mi się bardzo ambitne i ciekawe. W miarę czytania
etnografii zrozumiałam jednak, że autor nie koncentruje się na przybliżeniu czytelnikowi lokalnej specyfiki doświadczenia pacjentów onkologicznych. W książce przedstawione są historie o raku, w tym o raku piersi, bądź o możliwości „oswojenia” raka
poprzez działania w organizacji pozarządowej. Szczególnie blisko przyglądamy się
historiom o raku w rodzinie.
Rozdział czwarty wprowadza czytelnika w świat konkretnych opowieści. Tytuł – „W poszukiwaniu tego, co przygodne i chaotyczne” zapowiada skupienie na
momencie załamania w indywidualnej biografii. Autor pokazuje czytelnikom chaos, niepewność i lęk zagnieżdżone w narracjach osób chorych. Pauzy, cisze, zmiany
tempa, płacz, odwołania do dokumentacji i terminologii medycznej, brak spójności
– wszystko to widoczne jest w narracjach zebranych przez Wiercińskiego. W rozdziale tym znajdziemy też wątki refleksji o etyce w badaniach poświęconych ciężkiej
chorobie. Wierciński znajduje swoje sposoby na poruszanie się w świecie chorych
i opisuje je w bardzo otwarty i jednoznaczny sposób. Części rozdziału traktujące
o bólu i cierpieniu zasługują na szczególną uwagę. Autor pokazuje, jak wiele manifestacji może mieć ból, jak zdradliwy może być na przykład jego brak, jak chorzy
na raka uczą się nieufności do własnego ciała, które nie informuje o tym, że coś się
w nim dzieje. Cierpienie w pracy Wiercińskiego ma złożone uwarunkowania – społeczne i psychiczne, ale także przestrzenne i polityczne. Szpitale onkologiczne stają
się u Wiercińskiego „małymi wysepkami” umacniającymi „praktyki stygmatyzujące
i tabuizujące choroby onkologiczne” (s. 139) – są miejscami pomocy, ale jednocześnie izolacji. Wyraźnie widać więc ambiwalencje związane z medykalizacją życia
współczesnego człowieka.
Rozdział piąty książki – „Restytucja” jest najdłuższą częścią monografii. Tutaj
autor wyraźnie pokazuje, że narracja jest działaniem, że może być działaniem o dużej
i pozytywnej sile sprawczej. Szczególnie mocno podkreśla pozytywny wpływ narracji biomedycznej na proces restytucji. Opisuje działania dyscyplinujące podejmowane przez ludzi wychodzących z choroby, wprowadzane przez nich „rewolucyjne”
326
Recenzje i noty recenzyjne
zmiany w sposobie życia; wychwytuje ogromny wpływ, jaki choroba może mieć na
człowieka i jego postrzeganie siebie i swojego miejsca w świecie. Rozdział pokazuje
też szczególny rodzaj „restytucji” – tej będącej wynikiem działań kolektywnych podejmowanych w stowarzyszeniach pacjenckich. Są one silnie związane z biomedycyną, ale też ich działania pomocowe dzieją się w ramach innej logiki.
„Choroba nowotworowa a rodzina” jest przedostatnim rozdziałem książki. Jest to
rozdział ważny. Autor pokazuje tu, jak nowotwór wkracza w uporządkowane rodzinne światy i zaburza je, chce od nich zmian. Wierciński daje nam historie zmian „dobrych” i „złych”, rysując portrety rodzin, które potrafiły i tych, którym nie udało się
„być” w obliczu choroby. Bardzo ciekawe są rozważania na temat praktyk tabuizacji w rodzinie. Istotną jest też dyskusja dotycząca funkcjonowania wiedzy o genach
w życiu społecznym rodziny. Wierciński wprowadza między innymi sformułowanie
„technowięzi”, które uwypukla potencjał nowych technologii medycznych do redefinicji relacji międzyludzkich, tworzenia nowych znaczeń i praktyk.
Książkę kończy rozdział zatytułowany „Wnioski”, w którym autor pomaga czytelnikowi zebrać główne wątki zawarte w pracy.
Etnografia Wiercińskiego pokazała mi wiele możliwych kierunków refleksji w odniesieniu do własnych badań terenowych. Rak jest książką inspirującą i otwierającą
pole do dyskusji na temat kondycji społeczeństwa polskiego, służby zdrowia i fenomenologii zmedykalizowanego cierpienia. Byłoby korzystne, gdyby książka w zmienionej formie była dostępna w tych przygnębiających i przepełnionych lękiem poczekalniach onkologicznych. By przynajmniej jej fragmenty znalazły się w curriculum
polskich uniwersytetów medycznych – zarówno te mówiące o wdzięczności i zaufaniu, jakim pacjenci onkologiczni darzą swoich lekarzy i nowe technologie medyczne,
jak i te, które opowiadają o lęku pacjenta onkologicznego, o niewłaściwych słowach
wypowiedzianych w gabinetach czy o źle otwieranych i zamykanych ciałach.
Z ciekawością śledzić będę rozwój myśli Wiercińskiego. Kolejny temat na jego
warsztacie to lekarze pierwszego kontaktu. Autor wychodzi więc z bańki illness i sądzę, że pokaże nam coś bardzo interesującego. Być może śmielej wyruszy w stronę
„praktyki”. Wierzę, że warszawski antropolog ma potencjał do stworzenia ważnego
portretu współczesnego lekarza polskiego.
Anna Witeska-Młynarczyk
Recenzje i noty recenzyjne
327
Rastislava S toličná-M ik o lajová, Socializmus na tanieri. Možnosti a praktyki stravovania obyvateľov Slovenska v rokoch 1948-1989, Bratislava: VEDA
2015, ss. 160; ISBN: 978-80-224-1467-8.
Kto nie kupował za socjalizmu,
ten nie zna prawdziwej radości z zakupów
(J. Šebo, Zlate 60. roky, 2008)
Nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, jak dalece wprowadzanie socjalizmu
przeorało naszą kulturę. Na szczęście coraz więcej badaczy, w tym także etnologów
i antropologów kulturowych, zajmuje się tą tematyką. Autorka recenzowanej książki
od lat zajmuje się badaniem pożywienia na Słowacji, sięgając niekiedy do danych
porównawczych z krajów sąsiednich; w recenzowanej pracy mamy odwołania także do literatury polskiej (M. Brzóstowicz-Klajn, K. Chmielewska i G. Wołowiec,
B. Klich-Kluczewska, G. Piotrowski).
Rastislava Stoličná-Mikolajová wykorzystała szereg prac historycznych, dietetycznych, gastronomicznych i etnograficznych. Szczególnie cenne i dość obiektywne
są prace dietetyków analizujących stan pożywienia w całej Słowacji w okresie „socjalistycznym” (np. Budlovský 1960). Publikację swą badaczka dopełniła refleksjami różnych autorów zamieszczonymi w książkach beletrystycznych, czasopismach,
w telewizji i internecie, a zwłaszcza źródłami etnograficznymi, na koniec także wynikami ankiety.
Prezentowana praca ukazuje nam ważną część kultury w okresie od przejęcia
władzy w Czechosłowacji przez komunistów w 1948 roku do ich upadku w roku
1989. Mimo prób wprowadzania we wszystkich krajach zdominowanych przez
Związek Radziecki jednakowych wzorów życia, rezultaty były różne. Dotyczy to
również sfery pożywienia1.
W krótkim zarysie historycznym, odnoszącym się do okresu powojennego, autorka ukazuje czas kształtowania „nowego człowieka” z punktu widzenia komunistów.
Mamy więc odbieranie rolnikom ziemi, aby utworzyć spółdzielnie produkcyjne.
Wielu mieszkańców wsi, pozbawionych wówczas ziemi, emigruje do miast, gdzie
podejmuje pracę w fabrykach. Tam i w innych zakładach pracy, także w szkołach
i przedszkolach, tworzy się jadłodajnie, między innymi dlatego, aby odciążyć kobiety od pracy w domowej kuchni. Początkowo pozytywne zmiany kultury kulinarnej w większym stopniu objęły miasto niż wieś, później jednak, ze względów
ideologicznych, różnice te zniwelowano, tworząc sieć sklepów spożywczych.
Pierwsze badania, z zastosowaniem kwestionariusza opracowanego w Związku
Radzieckim, czechosłowaccy etnografowie przeprowadzili już w 1952 roku, oczywiście w przodującej spółdzielni w Závadce n. Hronem. W następnych latach przebadano kilka następnych. Do najlepiej opracowanych należy monografia Banícka dedina
1
Gdy w 1981 r. spędzałem wakacje na Słowacji, moje dzieci poznały smak szynki; kiedy indziej
przywiozłem im z Węgier salami. W owym czasie w Polsce robotnicy protestowali przeciw znacznym
niedoborom i cenom żywności.
328
Recenzje i noty recenzyjne
Žakarovce (Filová, red., 1956). Od tamtych lat datują się zainteresowania Michala
Markuša aktualnymi problemami słowackiej kuchni (Markuš 1974). Pisząc o tym,
autorka nie poprzestaje na tej uwadze, ale przytacza obszerne fragmenty jego prac,
zwłaszcza rozdziału poświęconego pożywieniu w monografii Horehronie. Następna
generacja Słowaków doczekała się opracowania Spôsob života družstevnej dediny;
w publikacji tej znajdujemy już artykuł Stoličnej (1986).
Nie sposób przedstawić tu wszystkich opisanych przemian w zakresie pożywienia codziennego, świątecznego i obrzędowego. Wynikały one nie tylko z wprowadzania nowych wzorców i produktów żywnościowych (przybyło tłuszczów i cukru,
wzrosło spożycie alkoholu), ale i z pewnych powtarzających się braków, na przykład ziemniaków (sic!). Wiedzę o „prawidłowym” przyrządzaniu posiłków czerpano
z podręczników kucharskich, w tym także z przetłumaczonego z języka rosyjskiego
i wydanego w roku 1954 (Jak se vaří v ZSRR). Z obszaru byłego ZSRR przejęto jednak niewiele – z Ukrainy czarny chleb, nazywany „kijowskim” lub „moskiewskim”;
pod wpływem kuchni ruskiej upowszechnił się barszcz, ale i kefir, jogurt oraz twaróg, częściej jadano również ryby. Bardziej inspirowano się kuchnią bałkańską, stąd
kariera pomidorów, papryki, patisonów i bakłażanów oraz takich potraw, jak leczo,
sarma, dżuwecz, a także pieczenie mięsa na rożnie i grillu. Z Węgier przejęto salami,
czabajską kiełbasę, tokajskie wino oraz takie potrawy, jak gulasz, paprykarz, perkelt
i inne, choć mocno zmodyfikowane. Te i inne produkty i potrawy poznawano głównie poprzez jadłodajnie. Pewną rolę należy przypisać Radzie Wzajemnej Pomocy
Gospodarczej, w ramach której pewne produkty żywnościowe trafiały do sąsiednich
krajów i, chcąc nie chcąc, trzeba było je zużytkować2. Dominowały jednak słowackie produkty rolnicze, zarówno te wytworzone w spółdzielniach produkcyjnych, jak
i wyhodowane na działkach przy zagrodach. Tych, na szczęście, nie dało się ludziom
odebrać.
W drugiej połowie opisywanego okresu pojawiają się produkty z dalszej zagranicy, zwłaszcza z Kuby i Gwinei (znowu z powodu współpracy politycznej), a także
potrawy z kuchni innych krajów, na przykład Francji, serwowane w restauracjach
największych miast. Zasadne jest zatem stwierdzenie o internacjonalizacji kultury
kulinarnej w omawianym okresie.
Część pracy autorka poświęca napojom – winu, palence, piwu i napojom chłodzącym (specyficzna „kofola”). Częste były również kursy gotowania i pieczenia
urządzane dla kobiet. Obok nowych potraw, przygotowywanych przy okazji różnych
uroczystości i świąt, a także na co dzień, przetrwały tradycyjne – mączne i mączno-ziemniaczane.
W latach 2013-2014 Stoličná-Mikolajová za pomocą ankiety przebadała około
osiemdziesięciu Słowaków, którzy urodzili się przed rokiem 1970, a więc wyrośli
w dobie „socjalizmu”. Pytała zarówno o same potrawy, jak i o codzienne i okazjonal2
W tej poważnej książce zabrakło mi pewnej anegdoty – o funkcjonowaniu RWPG. Opowiadano
mianowicie, iż w Polsce wyrabiano z gliny kogutki – piszczałki dla dzieci. Eksportowano je właśnie do
Czechosłowacji w zamian za prawdziwe kurczęta, które po kilkunastu dniach intensywnego tuczu wysyłaliśmy do Niemieckiej Republiki Demokratycznej, otrzymując za to prosięta. Te, po podchowaniu, wysyłaliśmy do ZSRR, skąd otrzymywaliśmy wysokogatunkową glinkę do wyrobu wspomnianych kogutków.
329
Recenzje i noty recenzyjne
ne pożywienie. Połowa respondentów pochodziła ze wsi, pozostali z miast. Uzyskała
dzięki temu dosyć dokładny opis i opinie (często pozytywne – 31%) o funkcjonowaniu kuchni słowackiej w czasach socjalistycznych. Wysoko oceniono takie produkty,
jak chleb, mleko, jogurty i mięso; na wsi do tej listy dodano wędliny i jajka. Niektórzy respondenci uważali, że ich jakość była lepsza niż tych kupowanych obecnie.
W części krajów „obozu socjalistycznego” sytuacja w zakresie dostępu do produktów żywnościowych, w ostatnim dziesięcioleciu doby socjalistycznej, była oceniana pozytywnie. Na Słowacji mówiono, a nawet pisano, o socjalizmie „salámovým” (od „salami”), w Czechach – „knedlikowym”, a na Węgrzech – „gulaszowym”.
W tym czasie w Polsce braki żywnościowe były już tak poważne, że nie udało się
opanować sytuacji nawet przez wprowadzenie kartek, regulujących możliwości zakupu produktów żywnościowych i niektórych towarów. Nazwijmy więc polski socjalizm tej doby „kartkowym”.
Minęło właśnie 60 lat od buntu robotników w Poznaniu, którzy szli pod transparentem „Żądamy chleba”. W 20 lat później strajki i zamieszki objęły nieomal sto zakładów pracy, między innymi w Radomiu, Ursusie i Płocku; robotnicy zastrajkowali
przeciw zapowiedzianej podwyżce cen żywności. Była to przysłowiowa kropla goryczy, która przepełniła naczynie, pełne nieprawości politycznych. Zostały uruchomione procesy, które doprowadziły do obalenia socjalizmu/komunizmu (obie nazwy są
tu mało precyzyjne) i zmiany sytuacji geopolitycznej w Polsce i na świecie. Badania
nad kulturą kulinarną przypominają nam o jej znaczeniu w życiu ludzi i narodów.
Zygmunt Kłodnicki
LITERATURA
Budlovský J.
1960
Stavvýživy obyvateľstva na Slovensku. Výsledky výskumu v zimnom a jarnom období 1955/1956, Bratislava: Vydavateľstvo SAV.
Filová B. (red.)
1956
Banícka dedina Žakarovce, Bratislava: Vydavateľstvo SAV.
Markuš M.
1974
Strava, w: J. Mjartan (red.), Horehronie II, Bratislava: Veda, s. 119-174.
Šebo J.
2008
Zlaté 60. roky, Bratislava: Albert Marenčin – Vydavateľstvo PT.
Stoličná R.
1986
Súčasné tendencie v stravovaní, w: A. Pranda (red.), Spôsob života
družstevnej dediny, Bratislava: Veda, s. 116-125.
330
Recenzje i noty recenzyjne
Jaroslav M a l i n a, Anti-encyklopedie anti-antropologie. A-Ž, Brno: Akademické nakladatelstvi CERM 2013, ss. 599, ISBN 978-80-7204-850-2.
Jaroslav Malina jest czeskim antropologiem i archeologiem, obecnie profesorem
w Zakładzie Antropologii na Wydziale Nauki Uniwersytetu Masaryka w Brnie. Był
wielokrotnie nagradzany za swoją twórczość naukową (m.in. Nagroda Miasta Brna).
Ostatnia z nagród, za „najlepszy słownik roku”, była wyrazem uznania za stworzenie elektronicznej encyklopedii pod nazwą Encyklopedie antropologie. Oferowana
w wolnym dostępie (https://is.muni.cz/do/sci/UAntrBiol/el/encyklopedie/encyklopedie.html), na poziomie konceptualnym jest – w – założeniu przedłużeniem Wikipedii, respektującym fakt wielodziedzinowości antropologii. We „Wprowadzeniu” do
niej czytamy, że Encyklopedie antropologie ma pełnić funkcję zintegrowanej bazy
wiedzy z zakresu nauk o człowieku, uwzględniającą rozwój antropologii i jej subdyscyplin, a w odróżnieniu od „anglosaskich słowników oraz encyklopedii poszerza
horyzont tematyczny o literaturę i sztukę”. Skierowana jest do studentów i badaczy
antropologii, ale także dziedzin pokrewnych, takich jak astronomia, biologia, ekonomia, geologia, medycyna, media studies, seksuologia, teologia i in. Stąd zaskakujące może być zestawienie alfabetycznie uporządkowanych haseł: kanibalizm obok
kapitalizmu, celibat obok systemu Crow-Omaha, Lévinas sąsiadujący z lewiratem
(jakkolwiek brak hasła Lévi-Strauss). Wykreowana przez Malinę Encyklopedie antropologie nie jest dziełem zamkniętym, ale przeciwnie, zakłada stałą transformację,
polegającą na dodawaniu kolejnych haseł oraz edytowaniu już istniejących. Poza
wersją czeską powstaje też anglojęzyczna, na razie znacznie skromniejsza, w odległym planie są ponadto kolejne wersje językowe.
Przywołuję to interesujące i zapewne potrzebne przedsięwzięcie z tego powodu,
że stało się punktem wyjścia do opublikowania przez Malinę jego ostatniej książki.
Nosi ona wymowny i niepokojący tytuł: Anti-encyklopedie anti-antropologie. Jako
jej podstawowe źródło autor wskazał przywołaną wcześniej encyklopedię internetową, zaznaczając od razu, że dzieło drukowane opiera się na koncepcji „krytycznego
racjonalizmu, wywodzącego się z założeń falsyfikacji, polegającej na tym, że hipotezę można podważyć, ale nie da się jej ostatecznie potwierdzić”. Mimo znamion standardowej naukowości i powagi encyklopedysty, Malina oferuje jednak czytelnikowi
coś zupełnie innego.
Anti-encyklopedie anti-antropologie ma strukturę kojarzoną z wydawnictwami
encyklopedycznymi: alfabetyczny układ haseł, odnośniki, źródła. Każde hasło ma
dwoistą formę, na którą składa się, z jednej strony, rymowany wiersz samego autora,
z drugiej natomiast zwięzłe, rzeczywiście encyklopedyczne definicje, dotyczące bądź
to hasła głównego, bądź haseł dodatkowych. W praktyce wygląda to tak, że hasło
„Brutus” obejmuje 15-wersowy rymowany wiersz, notkę poświęconą Juniusowi
Marcusowi Brutusowi, a ponadto notki o innym rzymskim polityku noszącym to
samo imię, kolejne o Sekstusie Tarkwiniuszu oraz wyjaśnienia określeń nolens volens i „seksualny apetyt”. Należy dodać, że oryginalnemu konceptowi towarzyszy też
Recenzje i noty recenzyjne
331
konsekwentny i przejrzysty układ typograficzny, dzięki któremu każde kolejne hasło
zajmuje dwie strony encyklopedii (wiersz po lewej, hasła po prawej).
Próba uchwycenia myślowej dominanty autora nie jest łatwa. Po pierwsze, na
pewno mamy do czynienia z wielotematycznością silva rerum: święta Barbara i litkup, żydowski przywódca Bar Kochba i caffe corretto. Malina często sięga po gry
słowne, wykorzystując choćby wieloznaczność czeskiego słowa car (car, strzęp,
szmata, kawałek) albo brzmieniowe podobieństwo słów pochodzących z rożnych języków (man, mana i manna). Nie stroni od satyry, często kontrowersyjnej, dokonując
na przykład zestawienia dziesięciu przykazań Mojżesza z ich nowoczesnymi wariantami („Pamiętaj, abyś dzień święty święcił” versus „Nie będziesz tracił ani dnia,
świątek piątek, trzeba zarabiać na chleb”). W tym kontekście warto odnotować, że
w omawianej pracy jest hasło Impact factor. W autorskim wierszu Malina opisuje je
jako „traktor, który zgniata wszystko”, co w konsekwencji prowadzi do tego, że „kto
nie zdobędzie wysokiego faktoru, ten nie dostąpi w nauce honoru”. Ironii nie brakuje
też w haśle „Społeczni i aspołeczni antropologowie”.
Nie można wszakże zawartości Anti-encyklopedie anti-antropologie redukować
tylko do gier słownych i ironii. Praca zawiera wiele poważnych, „naukowych” odniesień do różnych systemów religijnych (Majowie, Indie, antyczna Grecja i Rzym, panteon słowiański). Znajdziemy u Maliny także sporo elementów akademickiej wiedzy
antropologicznej – rasa, eugenika, ksenofobia, kurara, koteka (z języka tok pisin –
futerał na penisa). Jakkolwiek są to pojęcia należące do milieu naszej dyscypliny, to
z pewnością nie układają się w spójny system ani konsekwentną bazę. Wiedza antropologiczna ma u Maliny raczej charakter pretekstu do rozważań wykraczających
daleko poza dziedzinowe pola kompetencji. Niczego innego jednak nie zapowiadał
tytuł jego pracy.
Nie można Malinie odmówić wypracowania własnej poetyki. Sprawdza się ona
najlepiej w rejestrach ironii i sarkazmu. Czeski badacz destabilizuje utrwalone sensy, każe spoglądać szerzej. Wypada zgodzić się z wyrażoną przez Václava Soukupa
w „Podsumowaniu” opinią, według której praca Maliny ma cztery wyraźne cechy.
Są to: 1. wielotematyczność; 2. literacka polifonia; 3. antropologiczna refleksyjność;
4. poetycka irracjonalność. Gry językowe Maliny służą ostatecznie rozwijaniu „antropologicznego nonsensu”, a może nawet postmodernistycznego absurdu, rozgrywanego na granicy między nauką a sztuką, już po zdiagnozowanym upadku „wielkich
narracji”. Bez względu na mniej czy bardziej adekwatne opinie na temat Anti-encyklopedie anti-antropologie, jedno jest pewne – nie znam książki podobnej, ani nawet zbliżonej, w formie, zamyśle i wykonaniu (także edytorskim). Praca Maliny jest
wspaniałym dowodem na to, jak antropologia może przekraczać samą siebie i stawać
się inspirującym powodem do myślenia oraz rozmowy ponad trzema głównymi dyskursami nowoczesności: religią, nauką i sztuką.
Waldemar Kuligowski
332
Recenzje i noty recenzyjne
Waldemar M a j c h e r (red.), Nasze dziedzictwo kulturowe, cz. 1: Warmia, Mazury, Olsztyn: Fundacja Dziedzictwo Nasze 2014, ss. 319, ISBN 078-83-63734-69-6.
Tereny Warmii i Mazur od lat skupiają uwagę historyków, etnografów i folklorystów. Mają one bowiem niezwykle interesującą historię. W czasie kilku wieków nawarstwiły się tu różnorodne kulturowo i językowo fale osadnicze, tworząc w efekcie
niezwykłą mozaikę dziedzictwa kulturowego. Silnie wpłynęły na nie przemieszczenia ludnościowe po II wojnie światowej. Na już zróżnicowanym kulturowo obszarze
Warmii i Mazur znaleźli się osadnicy z różnych regionów Polski oraz przymusowo
osiedlona ludność z tak zwanych Kresów wschodnich, głównie Wileńszczyzny czy
Ukrainy, jak i Łemkowie z „Akcji W”. Wszyscy charakteryzowali się specyficznymi
wzorami kultury. Zachowane ich tradycje oraz powstały z wymieszania amalgamat
to właśnie obecne dziedzictwo kulturowe tych regionów.
Redaktor tomu w zgrabnie napisanym wstępie podkreśla tę wielobarwność kultury na przykładzie twórców ludowych – artystów różnych dziedzin, a także zespołów
folklorystycznych, przywołując działania UNESCO w sprawie ochrony niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Podkreśla jego wartość jako dobra narodowego i rolę
w utrzymaniu tożsamości.
Książka wydana jest bardzo starannie, a niezwykle bogata dokumentacja fotograficzna pozwala korzystać z niej również specjalistom. Wydawnictwo ukazało się
w roku jubileuszu 200-lecia urodzin Oskara Kolberga. Wstęp przetłumaczony został
na język angielski, rosyjski i litewski.
Tom składa się z trzech głównych części. Pierwsza poświęcona jest sztuce ludowej, rzemiosłu i umiejętnościom tradycyjnym. Znajdują się tu sylwetki twórców
ludowych, artystów i przedstawicieli ginących zawodów (garncarstwo, hafciarstwo,
koronkarstwo, kowalstwo, malarstwo, palmiarstwo, plecionkarstwo, pszczelarstwo,
rzeźbiarstwo, tkactwo, wycinankarstwo). Zamieszczono interesujące dane biograficzne o pochodzeniu regionalnym poszczególnych twórców.
Część druga dotyczy folkloru – muzyki, tańców i śpiewu. Znajduje się tu dokumentacja zespołów folklorystycznych oraz sylwetki solistów – śpiewaków i muzyków.
Warto zwrócić uwagę na dużą liczbę cymbalistów kontynuujących tradycję wileńską.
Część trzecia jest zatytułowana „Ochrona i kontynuacja”. Omówiono tu teatr obrzędowy, warsztaty, pokazy oraz przedstawiono sylwetki siedmiu działających w zespołach pań. W dziale dotyczącym ochrony dziedzictwa zaprezentowano trzy osoby:
animatorki kultury (Wanda Kochanowska), choreografa (Wojciech Muchlado) i folklorystki – Ukrainki (Lubomira Pietnoczko). Są oni wybitnymi działaczami w ochronie dziedzictwa kulturowego. Tom zamykają noty o autorach opracowań, informacja
o Stowarzyszeniu Twórców Ludowych oraz indeksy osób i miejscowości.
Tę prezentację chcę uzupełnić kilkoma uwagami. Twórcy (poza muzykami) pochodzą z różnych, odległych przestrzennie terenów, ale dane biograficzne pozwalają
potwierdzić ciągłość rodzimej tradycji kulturowej, a często także kontynuację tradycji w następnych pokoleniach. Nieco inaczej przedstawia się sytuacja zespołów
Recenzje i noty recenzyjne
333
folklorystycznych. Tu wyraźne jest większe „skupisko krajan”. Istnienie zespołów
wiąże się bowiem z falami osadniczymi: z Kurpi, północnego Podlasia, Ukraińców
i Łemków. Omawiane zespoły skupione są w okolicach Ełku, gdzie przeważają
osadnicy z północno-wschodniego Podlasia i Kurpi, w okolicach Kętrzyna – z ludnością z „Akcji W” i Kurpi, w okolicach Węgorzewa – z ludnością z „Akcji W”
i Wileńszczyzny. Ich podstawowy repertuar oparty jest na tradycjach przyniesionych
z miejsca pochodzenia, ale często wzbogacany przez prezentacje sięgające do tradycji innych regionów, także ogólnopolskich (tańce narodowe). Podkreśla się używanie
oryginalnych lub rekonstruowanych strojów ludowych i gwary.
Na dwa zespoły chciałabym zwrócić szczególną uwagę. W Nowej Wsi Ełckiej,
przy Wiejskim Domu Kultury, od lat 70. ubiegłego wieku działa zespół „Zielona
Dąbrowa”, założony (i do dziś prowadzony) przez animatorkę kultury Wandę Kochanowską. Obrósł on wieloma dodatkowymi formami przekazu tradycji, jak grupy
śpiewacze czy teatr obrzędowy. Teksty dla teatru przygotowuje od lat osadniczka
z Podlasia, Zofia Wróbel, wykorzystując miejscowe tradycje i stosując gwarę. Warto
dodać, że przy tym domu kultury działa również od 1990 roku grupa cymbalistów,
skupiająca muzyków z różnych grup wiekowych. Ta dbałość o przekaz pokoleniowy
jest typowa dla wszystkich zespołów.
Innym ciekawym zjawiskiem jest zespół „Mazurska Kosaczewina” (nazwa od
początkowych sylab miejscowości zamieszkania uczestników). Miejscowe stowarzyszenie (Koczarki) w ramach projektu kultywowania tradycji sięgnęło po problematykę mazurską, wystawiając (od 2014 r.) teksty Karola Mazura i Karola Małka
– „Wesele mazurskie”, „Mazurski plon”, „Mazurska palinocka” (obrzęd świętojański). Aktorów ubrano w odtworzone stroje ludowe, a teksty wygłaszane są w gwarze
mazurskiej. Przedstawieniom towarzyszył pokaz potraw mazurskich.
Dbającymi o utrzymanie tradycji i własnej tożsamości są też zespoły pochodzące
z Kurpi. Podkreśla się ich „pozostawanie sobą”, co odnosi się na przykład do kapeli
rodzinnej z Mazuchówki koło Giżycka czy zespołu kurpiowskiego spod Olecka i Pisza. O zachowanie własnych tradycji dbają również zespoły folklorystyczne z okolic
Węgorzewa. Sprzyja temu atmosfera Muzeum Kultur Ludowych w Węgorzewie.
Zaprezentowane wydawnictwo oznaczone jest jako część pierwsza, co wskazuje
na zamiar dalszego dokumentowania ważnego, bo świadczącego o kontynuacji tradycji, dziedzictwa kulturowego wsi polskiej.
Anna Szyfer
334
Recenzje i noty recenzyjne
Dobrosława W ę ż o w i c z - Z i ó ł k o w s k a , Emilia W i e c z o r k o w s k a
(red.), Kalina J a g l a r z (współpraca red.), Wilki i ludzie. Małe kompendium wilkologii, Katowice: grupa kulturalna.pl 2014, ss. 362, ISBN: 978-83-934011-4-7.
Wymieniona w tytule recenzji praca zbiorowa daleko wykracza poza ramy tego,
co zwykliśmy określać mianem zbioru artykułów. Tom został bowiem pomyślany
w ten sposób, by oczywiste – wydawałoby się – rozważania o kulturowo-literackim
obrazie wilka wzbogacić, odwołując się do czysto przyrodoznawczej o nim wiedzy,
uwzględniając jednocześnie historię złożonych ekologiczno-kulturowych relacji
między ludźmi i wilkami. Zatem już sama kompozycja opracowania sugeruje, że
mamy do czynienia z wielostronnym i wielowymiarowym, a więc prawdziwie monograficznym ujęciem tytułowego zagadnienia. W pełni zaś potwierdza to poziom
prezentowanych w poszczególnych artykułach rozważań.
Mimo niezaprzeczalnych walorów poznawczych pierwszej części tomu, dotyczącej rekonstrukcji dziejów gatunku, opisu behawioru wilka, jako filologowi łatwiej
mi odnieść się do tekstów zaprezentowanych w jego części drugiej i trzeciej.
Tropią więc autorzy zamieszczonych w zbiorze studiów ślady obecności wilka
oraz sposób jego przedstawienia we wszelkich przejawach kultury, niejednokrotnie
stosując przy tym nowatorskie narzędzia badawcze. Niewątpliwie dotyczy to próby
zrozumienia fenomenu popularności wilka w malarstwie Alfreda Wierusza-Kowalskiego, poprzez zastosowanie w humanistycznym dyskursie naukowym jednej ze
zdobyczy nauk biologicznych, a mianowicie idei memetyki (Elżbieta Kwade, Malarz
wilków. Alfred Wierusz-Kowalski [próba diagnozy memetycznej]). Wedle koncepcji
autorki sukces artystyczny Wierusza-Kowalskiego, malarza – co nie bez znaczenia –
żyjącego w zasadzie w dwóch systemach cywilizacyjno-kulturowych, byłby swego
rodzaju wypadkową krzyżowania się puli memowych dwu różnych kultur i replikacji
obecnego w ideosferze Europy Zachodniej drugiej połowy XIX wieku nostalgicznego retro-memu wilka. W ten sposób autorka artykułu wychodzi poza zwyczajowe
wyjaśnienie badanego zjawiska sprawnością warsztatową artysty, jego znakomitym
wyczuciem estetycznych potrzeb odbiorców.
W wielu tekstach nie brak refleksji na temat nieadekwatności kulturowych wyobrażeń wobec naukowej prawdy na temat zwierząt w ogóle, wilka zaś w szczególności. W zasadzie jest to charakterystyczne dla wszelkich wytworów kultury i zazwyczaj postrzegane bywa jako właściwy artyście przywilej kreowania świata i zdarzeń.
Jeśli jednak obcowanie z owymi wytworami kultury staje się jedynym sposobem
doświadczania rzeczywistości, kształtowania naszego o niej wyobrażenia, niesie za
sobą oczywiste niebezpieczeństwo. Przekonuje o tym analiza popkulturowych mechanizmów manipulacji prawdą biologiczną o wilku, stosowania najróżnorodniejszych chwytów socjobiologicznych w kreowaniu jego wizerunku po to, by osiągnąć
komercyjny sukces (Emilia Wieczorkowska, Canis lupus w sidłach popkultury).
Niewątpliwie do tych obszarów kultury, w których znacząca jest zarówno obecność wilka, jak i jej brak, należy tradycja ludowa, czego dowodzą w swych rozważaniach trzy autorki. Blok tematyczny otwierają spostrzeżenia na temat wilka
Recenzje i noty recenzyjne
335
w polskiej obrzędowości ludowej (kolędowanie zimowe, wyzwoliny na kosiarza),
folklorze pieśniowym oraz zabawach dziecięcych (Jolanta Nowak, Gdzie jest wilk?
Krótki przegląd wizerunków wilka w rodzimej tradycji ludowej). Ich niewątpliwą
zaletą jest osadzenie większości omawianych zjawisk w kontekście wierzeniowo-rytualnym, nawet wówczas, gdy – jak w przypadku zabaw – już dawno został on
utracony. W tym kontekście niezwykle interesująco wypada wilk jako bohater dwóch
zasadniczych odmian bajek ludowych: zwierzęcej i magicznej, zwłaszcza że w tym
drugim przypadku obiektem naukowych dociekań jest wilk żelazny (Roksana Sitniewska, Wilk jako bohater ludowej bajki zwierzęcej; Violetta Wróblewska, Postać
żelaznego wilka w folklorze i literaturze polskiej). W obu tekstach starano się uchwycić gatunkową specyfikę interesującej nas tu postaci, wskazać na ewentualne kierunki zapożyczeń, poszukując wszakże interpretacyjnych odniesień w odmiennych
obszarach twórczości słownej, nie tylko zresztą rodzimej. W pierwszym przypadku
są to bajki etiologiczne oraz przysłowia, w drugim – niemiecka i rosyjska proza bajkowa, a także literatura, co jest tym bardziej uzasadnione, że bohaterem rozważań są
ludowe i literackie wcielenia żelaznego wilka.
Pozostając w kręgu folkloru, warto zwrócić uwagę na powiązanego zarówno
z wilkiem, jak i człowiekiem bohatera ludowej – i nie tylko ludowej – wyobraźni,
a mianowicie wilkołaka (Elwira Wilczyńska Przemiany wilkołaka w folklorze polskim). W rozważaniach próbuje się nie tylko ustalić cechy jego wyglądu, zachowania, sposoby przedstawiania, ale i, co niezwykle cenne, odtworzyć tak zwaną sytuację wykonawczą, a więc okoliczności i warunki szczególnie sprzyjające snuciu
opowieści o tej niezwykłej postaci. Nie bez znaczenia jest ponadto zwrócenie uwagi
na regionalne uwarunkowania sposobów postrzegania wilkołaka. Poczynione przez
autorkę ustalenia są tym cenniejsze, że dotyczą tradycji bezpowrotnie utraconej.
Jak pokazuje kolejne studium z zakresu wilkołactwa, figura likantropa okazała
się szczególnie fascynująca dla współczesnej popkultury, która, aplikując mu cechy
upiora i wampira, zintensyfikowała jego hybrydyczność (Mikołaj Marcela, Człowiek-wilk, czyli [niknący] pośrednik). W takim swoim wydaniu byłby wilkołak upostaciowaniem nie tylko idei powrotu wypartego, ale i utraconej pełni, dążenia do
odzyskania jedności z naturą. W tropieniu popkulturowego wilkołaka i próbach określenia jego tożsamości może należałoby pamiętać, że na przypisywanej przez autora
zachodniemu dyskursowi logice binarnych opozycji opiera się ludowa wizja świata,
przy czym cechuje ją nie przeciwstawienie, lecz komplementarność wszystkich par
opozycyjnie zestawionych kategorii.
Poza wilkołakiem psychoanalityczna koncepcja, choć w nieco innej, bo Jungowskiej odsłonie, okazała się pomocna także w wyjaśnianiu przyczyn ludzkich lęków
i obaw przed wilkiem (Ryszard Kulik, Dlaczego ludzie boją się wilków?). Wykorzystanie tej może nazbyt oczywistej teorii nie służy jedynie temu, by po prostu skonstatować, iż wilk jest w gruncie rzeczy ofiarą wojny prowadzonej przez człowieka
z samym sobą, projektującego własne lęki na zewnątrz, na wilka właśnie. Integracja
owych lęków, jak sugeruje autor, mogłaby przyczynić się nie tylko do poprawy jakości życia człowieka, ale i mieć konsekwencje proekologiczne. W świetle przyjętych
w tekście założeń oczywiście trudno wymagać od autora przezwyciężenia postrzega-
336
Recenzje i noty recenzyjne
nia wilka wyłącznie w kontekście negatywnym. Niemniej ciekawe rezultaty mogłoby zapewne przynieść poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o przyczyny fascynacji
wilkiem i spektrum doświadczanych w związku z tym emocji. Omówiona wyżej praca niewątpliwie zachęca do podjęcia tego typu refleksji.
Teksty dotyczące wilka w literaturze wysokoartystycznej prezentują wilki Mickiewiczowskie i żyjące na wilczy sposób Tuwimowskie psy (Beata Mytych-Forajter, Wilki Mickiewicza; Anna Filipowicz, Od „warszawskiego psa” do stawania-się-wilkiem. Juliana Tuwima drogi do posthumanizmu [na przykładzie „Kwiatów
polskich”]).Jak skrupulatnie odnotowuje autorka pierwszego z omawianych studiów,
w twórczości Adama Mickiewicza wilk pojawia się 71 razy. Oczywiście z przyczyn
obiektywnych nie ma możliwości analizy wszystkich przypadków użycia przez
poetę słowa „wilk”, dlatego autorka dokonuje ich selekcji i wybiera najciekawsze
przypadki. Wskazuje przy tym na dominujące w przedstawieniu wilka tendencje,
zwracając szczególną uwagę na próby wychodzenia poety poza kulturowo utrwalone schematy. Konwencjonalnego usymbolicznienia swych zwierzęcych bohaterów,
notabene, psów unika także Julian Tuwim, co doskonale obrazuje zastosowany do
analizy „animalnego” fragmentu Kwiatów polskich klucz interpretacyjny. Polega
on na tym, że każda następna część rozważań – jest ich w sumie cztery – odznacza się nieco wyższym w porównaniu z poprzednią poziomem uogólnienia. Dzięki
temu przekonująco udało się autorce dowieść, że Tuwimowskie postrzeganie psów
i szerzej zwierząt może być odczytane w kategoriach bliskich posthumanistycznej
refleksji ekofilozoficznej.
Jeśli chodzi o ciekawe skądinąd rozważania autora kolejnego tekstu, którego interesuje wilk w kontekście szeroko rozumianej kultury, w szczególności zaś wilk jako
symbol przemiany duchowej, to zwolennikom „odtekstowego” punktu widzenia zapewne trudno będzie zgodzić się z zastosowanym porządkiem interpretacyjnym (Michał Nikodem, Tańczący z wilkami, biegnąca z wilkami. Wilk jako symbol przemiany
psychicznej). Polega on bowiem na tym, że autor najpierw prezentuje podstawowe
założenia wykorzystywanych w pracy ujęć teoretycznych, głównie teorii symbolu
Paula Ricoeura i typologii istnień wilka S.K. Robischa, by następnie poprzeć je przykładami z literatury. Gdyby pierwszym i najważniejszym przedmiotem naukowej
refleksji uczynić konkretne przejawy twórczości literackiej, a dopiero w dalszej kolejności odwoływać się do wspomnianych wyżej propozycji badawczych Ricoeura
i Robischa, autorowi zapewne w bardziej przekonujący sposób udałoby się dowieść,
iż w wybranych przez niego utworach wilk jest rzeczywiście symbolem przemiany
duchowej.
Ostatni z omawianych w tej recenzji tekst wyróżnia się między innymi sposobem prowadzenia dyskursu naukowego, który znacznie odbiega nie tylko od czysto
filologicznego, ale i dość popularnego ostatnio antropologicznego ujęcia badanych
zjawisk, zmierzając raczej w kierunku, który można określić mianem filozofii kultury (Kalina Jaglarz, Lupus in fabula). Tropiąc ślady obecności wilka między innymi w medycynie ludowej, botanicznych nazwach roślin, zabiegach pielęgnacyjnych
drzew, obrzędowości ludowej, a także w literaturze, autorka każdorazowo opatruje
materiał faktograficzny filozoficznymi dygresjami o charakterze eseistycznym. Być
Recenzje i noty recenzyjne
337
może pozostaje to w pewnej sprzeczności z dążeniem do naukowego obiektywizmu,
nie przesłania jednakże poznawczych, a także czysto estetycznych walorów omawianej pracy, która staje się przysłowiową wisienką na torcie recenzowanego tomu.
Podsumowując zatem, omawianą publikację należy uznać za niezwykle udane
przedsięwzięcie naukowe, które jest rzeczywistym, a nie deklarowanym monograficznym ujęciem eksponowanego w tytule zagadnienia. Dlatego może i powinno zainteresować nie tylko specjalistów, ale także szerokie grono odbiorców.
Iwona Rzepnikowska
