0e33e298bc829e1d78efbe6ba732e593.pdf

Media

Part of Ś. p. Antoni Kalina. Wspomnienie pośmiertne / Lud, 1906, t. 12

extracted text
Ś. p. ANTONI KALINA.

)owetowaną szkodę poniosła nauka i społeczeństwo

f

asze przez śmierć ś.. p. Antoniego Kaliny, profesora
lwowskiego uniwersytetu, a w szczególności zaś Tow.
ludoznawcze, którego był jednym z założycieli i kierownikiem
niestrudzonym. Nielitościwa śmierć zabrała go tak niespodzianie
z naszego grona, że w pierwszej chwili trudno się było pogodzić
z myślą, iż nas opuścił. A szkoda wielka tego żywota, który cały
był zapełniony pracą: pracą naukową, społeczną, obywatelską,
a którą spełniał do ostatniej chwili, bo jeszcze kilka godzin przed
śmiercią widzimy go przy pracy zawodowej w murach uniwer­
sytetu. Legł jak żołnierz, broniący posterunku do ostatniego tchu.
Ś. p. A. Kalina urodził się dnia 23. maja 1846 roku we
wsi Krempie, leżącej tuż pod Ostrowem w W. X. Poznańskiem.
Lud. Rocznik XII.

8

— 108 —
Nauki gimnazyalne pobierał w Ostrowie, skąd wydalony za
objawianie nadto jawnie uczuć patryotycznych udał się do Śremu,
gdzie złożył egzamin dojrzałości r. 1867. Jako młodżieniec pe­
łen nadziei udał się do Wrocławia, skąd po upływie trzech se­
mestrów przeniósł się do Berlina. Słuchał wykładów historji,
a głównie filologji klasycznej, której się oddawał z wielkim za­
pałem. Po złożeniu egzaminu doktorskiego w Halli roku 1872
na podstawie rozprawy; De fontibus apud veteres scriptores,
qui ad Sauromatarum res pertinent, powrócił do Berlina i tu
zdał w r. 1873 egzamin państwowy z historyi i filologii klasycz­
nej. Nie przyjął jednak pruskiej służby rządowej, bo zamiłowa­
nie nauki wiodło go w innym kierunku. Jak jego rozprawa do­
ktorska pokazuje, zajmował się już wprzódy historyą Słowian;
słuchał także wykładów gramatyki i historyi literatury polskiej.
Zagłębiając się coraz bardziej w dzieje Słowiańszczyzny, uczuł
nieprzepartą chęć oddania się studjom nad nią i zapał dla sla­
wistyki. Powziął tedy zamiar poznania Słowian nie tylko z książki,
ale i z autopsyi. Otrzymawszy od poznańskiego Towarzystwa
pomocy naukowej stypendyum Lelewela udaje się do Pragi
r. 1873, gdzie jako słuchacz zwyczajny z wielką gorliwością
studyuje języki słowiańskie i gramatykę porównawczą. Nie za­
dowalając się wykładami odbywa podróż naukową po Czechach,
Morawii i Śłowacyi, starając się poznać lud czeski i jego na­
rzecza. Podobnie postąpił i w Serbii, gdzie w Belgradzie
i w Szkole głównej (zamienionej obecnie na uniwersytet) pod
sławnymi profesorami Danicicem i Morawicem słuchał wykła­
dów o języku i literaturze serbskiej, a zarazem podczas wakacyi zwiedził Serbię, Bośnię i Hercegowinę. Znając już zachodnią
i południową Słowiańszczyznę, chciał poznać jeszcze i wschodni
jej odłam. Jedzie więc do Petersburga r. 1876. gdzie spotyka
się ze sławnymi wówczas slawistami rosyjskimi i przerzuca
rękopisy bibliotek i archiwów, robiąc studya nad językiem sta­
ropolskim. Tak uzbrojony we wiedzę i fachowo wykształcony
przybywa do Lwowa r. 1877, gdzie na podstawie rozprawy
habilitacyjnej: „Rys historyi samogłosek staropolskiego
języka w porównaniu z innymi językami“ otrzymuje roku
1878 veniam legendi. Oprócz rozpraw wymienionych wydał do
tego czasu: Żywot św. Wojcieca wobec historyi (Przegląd
polski 1874, maj 123—193), Anecdota palacopolonica (Archiv,
für slav. Philologie, t. III, 1—66 i VI 184—215). O licze-

1Ô9 —
bnikach w języku staropolskim (Rozprawy i Sprawozd.
Akad. Umiejętn. w Krakowie, t. VI, 1—73) i Ueber die
Schreibung der Nasalvocale in den altpolnichen Denk­
mälern (Archiv, f. Slav. Phil. 1878, tom IV, 29—62).
Jako docent walczy często z przeciwnościami losu, ale
pracuje naukowo dalej. Wydaje: Artykuły prawa magde­
burskiego z rękopisu około r. 1500 (Rozprawy i Spra­
wozd. Ak. Urn. 1880, VII, 227—318) Rozbiór krytyczny
pieśni Bogarodzicy (Lwów 1880), które to dzieło staje się
podstawą badań nad tym ważnym pomnikiem staropolskim,
La langue des Tziganes slovaques (Poznań 1882), Historyę
języka polskiego tom 1, (Lwów 1883) zawierający morfo­
logię, gruntownie zbadaną i przedstawioną. Była to praca kon­
kursowa uwieńczona nagrodą przez Redakcyę Bibl. warszaw­
skiej. Dalej pisze: O miękkich zgłoskach w języku
staropolskim (Przegląd powszechny 11, 219—240 i 370—386)
i kilka drobniejszych rozpraw, świadczących o wielkiej wiedzy
autora. Słusznie też przyznano mu w r. 1883 stypendyum Gałęzowskiego, którego użył na to, aby zwiedzić Bułgaryę, Rumelię i Turcyę, a owocem tej podróży jest bardzo ważne i su­
mienne dzieło: Studya nad historyą języka bułgarskego wydane później (Rozprawy i Sprawozd. Ak. Urn., wydz.
filolol. 1891, XIV 163—577 i XV 396—592). Najlepszą jednak
nagrodą za jego pracę naukową była nominacya na profesora
nadzwyczajnego lwowskiego uniwersytetu. Mając byt materyalny
zapewniony, tern pełniej czerpie z krynicy wiedzy, wydając
coraz to nowe dzieła, jak: Przyczynek do historyi konjugacyi słowiańskiej (Prace filolog. II 1—84, 353—451.
599—665 i III 1—91), Komedya o mięsopuście z ręko­
pisu z początku XVI w. (tamże II, 537—573), System
konjugacyi polskiej (Muzeum V 642—653, 726—740,
809—817 i 892—900), Prostych ludzi w wierze nauka,
Dyalog z rękopisu w. XVI (Prace filolog. III 313—356),
J ana Parum Szul c ego słown ik języka połabskiego
(Część I Rozprawy Akad. Urn., wydz. filolol. II serya, t. III
1—80; część II tamże VI 75—178). Jest to bardzo ważny pom­
nik dla poznania języką połabskiego, o którym tak mało mamy
wiadomości. Dalej mamy z tego czasu: Mowa kaszubska
jako narzecze j ęzyka po Isk iego (Prace filol. IV, 905—936)
kilka mniejszych rozprawek i bardzo wiele recenzyi dzieł nau-

— no kowych, świadczących, że autor ich do końca życia szedł z po­
stępem nauki. Dodajmy do tego jego wykłady na uniwersytecie,
a mamy bogate żniwo sumiennej i gorliwej pracy zmarłego.
Obejmuje cennemi dziełami swemi i całą Słowiańszczyznę
i pojedyncze jej szczepy, przedewszystkiem zaś język polski.
Pielęgnuje go, bada z widoczną lubością; zbiera materyały
i wydaje jego dawne pomniki, wyjaśnia różne kwestye zawiłe
w jego budowie, zna go dokładnie w całości i szczegółach.
jednakże to jeszcze nie cała jego działalność naukowa.
Wielka jej część przypada na towarzystwa, a zwłaszcza na za­
łożone, podtrzymywane i kierowane przez niego Towarzy­
stwo ludoznawcze. Był on jego duszą, jego główną sprę­
żyną. Kto patrzył na tę pracę zabiegliwą, na te starania, aby po­
większyć Towarzystwu bardzo szczupłe dochody, i zapewnić mu
byt materjalny, który zwłaszcza z początku ciągle był wątpliwy,
ten musi powiedzieć, że Towarzystwo ludoznawcze a ś. p. Ka­
lina to było jedno, bo nie można było sobie pomyśleć Towa­
rzystwa ludoznawczego bez Niego. A ile to przeszkód miał do
zwalczania. Najprzód fałszywe zrozumienie celów Towarzystwa
widziało w niem partję polityczną chłopomanów, i potrzeba
było kilku lat, ażeby społeczeństwo nasze, nawet klasy inteli­
gentne przekonać, że Towarzystwo ludoznawcze nie ma nic
wspólnego z polityką, że bada tylko lud ze stanowiska nauko­
wego. Ileż to razy biadał ś. p. Kalina w poufnej rozmowie nad tern
bałamutnem pojmowaniem celów Towarzystwa, a często wprost
złośliwem przekręcaniem jego dążeń i celów. Bolało go to
więcej, niż czas i praca poświęcana Towarzystwu, a nawet
straty materyalne, ponoszone dla jego dobra. Ale on nie dał
się zrazić tą złośliwością i niezmierną obojętnością ogółu;
szukał członków po całym kraju, zakładał Koła po powiatach,
dobierał im kierowników, łamał lody uporczywie, aż wyrobił
uznanie dla pracy Towarzystwa i dokazał, że dziś Towarzystwo
ludoznawcze stoi o własnych siłach i rozwija się po­
myślnie. A z jakąż to trudnością wydawał jego organ: „Lud“?
Brak artykułów, brak współpracowników, których Towarzystwo
wynagradzać nie mogło pieniężnie, bo samo było biedne, brak
środków na druk tamował jego pracę wydawniczą Trzeba sa­
memu było dostarczać artykułów, aby zapełnić zeszyt; jeżeli
zaś były artykuły, to były takie, że trzeba je było poprawiać,
a czasem całkiem przerabiać, aby mogły się w druku pojawić.

- 111 —
Musiał być w jednej osobie autorem, redaktorem, recenzentem
i korektorem „Ludu“, nim się stosunki nieco poprawiły. 1 omimo to „Lud“, dziewięć lat przez niego redagowany nie
upadł. Śmiało powiedzieć można, że Towarzystwo ludoznawstwa w Galicji i ogólniejsze zajęcie się niem spowodował ś, p.
Kalina. W uznaniu tych zasług mianowało go Towarzystwo lu­
doznawcze jednogłośnie swym członkiem honorowym r. 1905,
kiedy osłabiony chorobą kierownictwo Towarzystwa i „Ludu“
w inne składał ręce.
Z równą gorliwością zajmował się Towarzystwem
nauczycieli szkół wyższych, kiedy grono w r. 1897 zrobiło go
swym prezesem. Oddał mu się całą duszą, bo nie umiał niczego
robić połowicznie. Jakim zaś duchem szlachetnym kierowana
była ta praca, pokazują najlepiej jego przemówienia coroczne
na walnych zgromadzeniach. Do urzeczywistnienia ideału szkoły
średniej dążył też w ciągu swego prezesostwa w Towarzy­
stwie nauczycieli , szkół wyższych. Pomimo nawału innej
pracy i wyczerpujących się sił kierował każdem posiedzeniem
wydziału i jużto radą, jużto czynem służył Towarzystwu. Nie
zapominał i o organie jego: Muzeum, który zasilał swemi pra­
cami. Bez przesady też mógł powiedzieć o nim zastępujący go
na walnem zebraniu wiceprezes, dyr. Wolff: „Żaden członek
naszego Towarzystwa nie dorównał mu gorliwością, zapałem
i przejęciem się dla wszystkich spraw naszego Towarzystwa .
Chcąc mu się odwdzięczyć za jego gorliwą pracę mianowało
go Towarzystwo nauczycieli szkół wyższych r. 1905 swym człon­
kiem honorowym. Ale praca jego nie ogranicza się tylko na
pole naukowe; położył on także wielkie zasługi na polu społecznem. Pomijam, że był przez jedną kadencyę radnym miasta
Lwowa i gorliwie pracował w komisyi szkolnej. Większe daleko
znaczenie dla naszego przemysłu ma założona przez niego
i kilka lat przez niego prowadzona Spółka krajowa wytwórcz o-h an d 1 o w a, w której zasiadał jako prezes Rady
nadzorczej. Nie żałował i pracy i zdrowia i środków materyalnych, aby młodą instytucyę utrzymać i rozwinąć. Jego dziełem
jest także: Spółka wydawnicza, założona r. 1903 i znako­
micie się rozwijająca, jakoteż i drukarnia Polonia. Działa
oprócz tego w Związku rodzicielskim, którego jest pierwszym
wiceprezesem i należy jeszcze do różnych towarzystw filantro­
pijnych. Dziwić się trzeba, jak temu wszystkiemu podołał. Zda-

112 —
rżało się też często, że nie miał czasu na posiłek lub spoczy­
nek ; nie dbał o to, bo chciał służyć dobrej sprawie, chciał
służyć Bogu i Ojczyźnie, Że oba te ideały kochał całem sercem,
wiemy wszyscy; pokazuje to jego działalność. Łączył je zawsze
razem; był i gorliwym katolikiem i dobrym Polakiem. Jeszcze
na kilka dni przed śmiercią pisze odezwę bractwa im. Królowej
Korony polskiej, wzywającą do obchodu rocznicy ślubów Jana
Kazimierza, z której wieje i głębokie uczucie religijne i wielka
miłość ojczyzny.
Miał w życiu przynajmniej to zadowolenie, że praca jego
spotykała się z uznaniem i w kraju i za granicą. Oprócz wy­
mienionych już zaszczytów dostają mu się w udziele: nominacya
na członka korespondenta Towarzystwa przyjaciół Nauk w Po­
znaniu, nominacya na członka czynnego Akademii Umiejętności
w Krakowie, nominacja na członka Rady naczelnej Towarzystwa
austryackiego ludoznawczego we Wiedniu, powołanie przez Wy­
sokie c. k. Ministerstwo wyznań i oświecenia do Centralnego
komitetu dla wydawnictwa pieśni ludowych monarchii austryackiej i odznaczenie srebrnym medalem bułgarskim. Uniwersytet
zaś ze swej strony wyraził mu swe uznanie, obierając go w r.
1894 dziekanem, a w r. 1904 rektorem uniwersytetu, którą to
godność dla braku zdrowia złożyć musiał.
Jaką przyjaźnią i szacunkiem otaczało go społeczeństwo
wszystkich klas, pokazał jego pogrzeb. 1 koledzy profesorowie,
i wszyscy dostojnicy Kościoła i państwa i Rada szkolna i słu­
chacze i przyjaciele szli za trumną zmarłego. Ksiądz arcybiskup
Bilczewski prowadził osobiście kondukt żałobny, a ks. arcybiskup
Teodorowicz pożegnał go gorąco nad grobem ; rektor zaś Gluziński i prof. Twardowski przemówili w słowach wzniosłych
nad trumną z rampy uniwersyteckiej, żegnając go w imieniu
uniwersytetu i kolegów. Oprócz tego przemawiali jeszcze nad
grobem radca Próchnicki imieniem Towarzystwa nauczycieli
szkół wyższych, prof. Kallenbach imieniem Towarzystwa ludo­
znawczego i p. Szyjkowski jako reprezentant Czytelni akade­
mickiej. Te liczne mowy pełne uznania, ten orszak żałobny
i żal ogólny są najlepszym dowodem, że społeczeństwo odczuło
głęboko stratę zmarłego, że umiało ocenić jego wszechstronną
działalność i że pamięć ś. p. Antoniego Kaliny nie zaginie.
J. Leciejewski,

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.