2e35d1d6a6ba5db268f9b6a42adb9212.pdf

Media

Part of Krytyka i sprawozdania, cz. 4 / Lud, 1906, t. 12

extracted text
KRYTYKA I SPRAWOZDANIA.
—OCZDC---

Opowieści staroegipskie.
(Gaston Maspero, Membre de l’Institut, Professeur au Collège de
France, Directeur général du Service des Antiquités du Caire. Les"Con­
tes Populaires de l Égypte Ancienne Troisième édition, entièrement re­
maniée et augmentée. Librairie Orientale et Américaine, Paris 1906 8°
str. LXXII. + 276. Cena 7 fr. 50).
W ciągu kilkunastu lat, które upłynęły od pojawienia się drugiego
wydania książki Profesora Maspero, poświęconej opowieściom ludowym
starożytnego Egiptu, tak dalece rozszerzyła się nasza znajomość lite­
rackich zabytków dawnej cywilizacyi nadnilowej, że niniejsze trzecie wy­
danie musiało bardzo znacznym ulec zmianom. Już na pierwszy rzut
oka możemy to spostrzec: przedtem mieliśmy mały zgrabny salonowy
tomik, teraz — dzieło wcale pokaźne, zgoła niesprawiedliwie zwane przez
Autora „książeczką“ (petit livre, str. 230). Ale przekonanie nasze wzmoże
się, gdy zajrzymy do środka i spotkamy całe szeregi stronic nowoprzy­
byłych, pełne świeżych uwag bibljograficznych, wreszcie — dopełnienia
w znakomitej przedmowie, zdawna godnie cenionej jako pełne wartości
studyum etnograficzno - historyczno - literackie.
Od r. 1822-go, daty ogłoszenia przez młodszego Champolliona
„Listu do Pana Dacier“, którą można uważać za chwilę zrodzenia się
umiejętnych badań egiptologicznych, — nie wiedziano przez lat trzy­
dzieści, nie śmiano nawet domyślać się, że poddani majestatycznych
faraonów tworzyli, prócz historycznych poematów i religijnych hymnów,
rozpraw naukowych i magicznych pism, także lekkie i powabne opowie­
ści, baśni i klechdy, przeznaczone jedynie do rozrywki. Dopiero pozna­
nie papirusa d’Orbiney przez wicehrabiego Emanuela de Rongé w r. 1852

333 -(Baśń o dwu braciach) zapoczątkowało liczne odkrycia w tym
kierunku: od r. 1864 do chwili obecnej pojawiło się tyle ludowych opo­
wieści staroegipskich, dzięki poszukiwaniom i rozbiorom Maspera, Hen­
ryka Brugscha, Grodwina, Chabasa, Goleniszczewa, Ermana, Kralla, Griffitha, — że dziś dział ten piśmiennictwa znamy wcale niezgorzej od
innych.
Niektóre z tych opowieści ułożone są jednolicie i samodzielnie,
inne dzielą się widocznie na dwie lub trzy części, pierwotnie niezależne
od siebie, związane nieraz dowolnie (np. Cheops i magowie, gdzie
pochwała zmarłych i żyjących czarodziejów tylko luźnie się łączy z cudownemi dziejami upadku czwartej dynastyi, a wstąpienia piątej). Słu­
chacze i czytelnicy nie byli wymagający co do budowy literackiej : żądali
rzeczy ciekawej, a reszta była im obojętna. W treści znajdujemy wiele
pierwiastków czysto egipskich, ale i sporo takich, które znamy z literatui
ludów sąsiednich i które są może tylko zapożyczeniami z zewnątrz. Tak
n. p. część powieści ewangelicznej o Łazarzu i bogaczu (Łuk. XVI., 19 nn.)
tkwi w Dziejach S at n i-C ham o i sa i jego syna Senozirisa
(pochodzących już z II. w. po Chr.), w postaci zdramatyzowanej i w łą­
czności z ludowem pojęciem zstąpienia za życia do piekieł. Baśń
o dwu braciach może służyć za przykład, jak treść i szczegóły
schodzą się niejednokrotnie z treściami i szczegółami w twórczości wielu
innych narodów, starożytnych czy nowoczesnych. Możemy tu odróżnić
dwa odrębne opowiadania: pierwsze — o bohaterze, prześladowanym za
wzgardzenie grzeszną miłością kobiety — ma podobieństwa w tradycyi
greckiej (Ujada Z 155- 210), a szczególniej w biblijnej przygodzie Józefa
z Putyfarową (Gen. XXXIX., 6 —20). Ale prof. Maspero wyraźnie zaznacza,
że zamierzone uwiedzenie, strach wzgardzonej winowajczyni, wstyd i zem­
sta są rzeczami tak naturalnemi, iż mogły się nasunąć opowiadaczom
ludowym niezależnie od siebie na wielu miejscach ziemi : stąd nie należy
w dziejach Józefa upatrywać waryantu tebańskiej wersyi z końca XIX-tej
dynastyi (str. XV,). Z ró\ynem pewno zastrzeżeniem obejść się trzeba
z podobieństwem w Tysiącu i jednej nocy (ed. Breslau, Noce 221 —
249), zastosowanem do życia haremowego i potrzeb muzułmańskiego
wielożeństwa. Odmiany opowiadania drugiego w Baśni o dwu bra­
ciach są liczniejsze i ciekawsze; zbierał je i rozstrząsał już w r. 187,-ym
Emanuel Cosquin w „Revue des Questions Historiques“: wracanie zabi­
tego do życia w różnych kształtach dzięki czarom znajduje nawet w szcze­
gółach odpowiedniki francuskie, włoskie, niemieckie, węgierskie, rosyjskie,
litewskie, rumuńskie, gre kie, anatolskie, abissyńskie, indyjskie. Czy na­
leży stąd wszystko wywodzić z Egiptu? To pewna, że podanie egipskie
jest bez porównania starsze od wszystkich innych przez nas posiadanych:
jeżeli Egipcyanie zapożyczyli treści z zewnątrz, to musieli to uczymc
gdzieś w jeszcze odleglejszej epoce, - jak? i przez kogo? niewiadomo.
Dodam, że o punktach stycznych Baśni o d wu braci ach z euro­
pejską twórczością ludową, zwłaszcza słowiańską, pojawiła się niedawno
ciekawa praca Speranskiego (Iz literatury drewniawo Jegipta. Wypusk 1.:
Razskaz o dwuch bratiach. Pierwoistocznik skazanij o koszczeje, rawno
kak i mnogich drugich siużetow narodnawo sławiesnawo tworczestwa...

334
S. Peterburg 1905, 8° str. VIII + 264), której prof. Maspero nie mógł
jeszcze w swojej książce uwzględnić, a którą przyjdzie mi — mam na­
dzieję— niebawem omówić w „Ludzie“.
Bez względu na obcość czy swojskość istoty staroegipskich opo­
wieści — forma jest zawsze miejscowa i choćby było zapożyczenie przed­
miotu, przyswojono go w sposób doskonały. Wiązano baśni z imionami
słynnych Faraonów, przez co obok historyi rzeczywistej tworzyła się historya ludowa: cykle Sezostrisa, Tutmozisa III., Cheopsa..., w których
osoby władców zupełnie odmieniły rzeczywiste znamiona i tyle były
sobie podobne, co Karol W. swoim portretom w średniowiecznych ro­
mansach. Tak np. Cheops stał się tyranem bezbożnym, uciskającym lud,
łupiącym świątynie, zamykającym je na lat pięćdziesiąt: w rzeczywistości
zbudował on piramidę „bez szkody dla pomyślności kraju”, „był pobo­
żny, obdarzył bogów posągami w złocie i kosztownych tworzywach, od­
budował świątynie dawne, wzniósł nowe'1 (XXIII.). W Opowieści
o księżniczce Bachtanu znajdujemy dokładny protokół królewski,
szereg dat, szczegóły nabożeństwa i obrzędów, — w ogóle pozory urzę­
dowego dokumentu: dopiero prof. Erman rozpoznał, że wszystko jest
czczym wymysłem, pia fraus kapłanów ku wzmocnieniu kultu boga
Chonsu, co egiptolowie brali za praw'dę niewinną, podobnie jak nieraz
archiwiści fałszywe dokumenty opactwa. Jeżeli dzisiejsi uczeni wpadali
w pułapkę, to tern więcej ulegali starożytni, czego najlepszym dowodem
jest druga księga Herodota. A jednak, choć grecki dziejopis złożył swoje
dzieje Egiptu z bajd ludowych, posłyszanych na miejscu, jego praca jest
dla nas cenną: o tern, co czynili Cheops, Ramzesi, Totmesowie, — wiemy
lub dowiemy się z hieroglifów; Herodot uczy nas, co o nich mówiono
w Memfisie, a stąd w jego drugiej księdze przechowały się skarby dla
historyi literatury egipskiej ').
Opowieści staroegipskie dają nam zupełny obraz obyczajów i sto­
sunków społecznych; bardzo ważną ich stroną jest cudowność, wiara
') Niechaj mi wolno będzie powiedzieć słów parę w obronie He­
rodota. Na ogół zawiera on z pewnością opowiadania nie wiele mające
wspólnego z prawdziwemi dziejami. Co się jednak tyczy tradycyi o bez­
bożniku Cheopsie, który zamknął świątynie i zakazał ofiar, jest w tern
coś prawdy. Według badań prof. W. M. Fiinders Petrie w Abydos
w r. 1903 — w czasach czwartej dynastyi zniesiono tamtejszą świątynię,
a utrzymywano tylko wielkie palenisko. Patrz: Abydos, II. (XXIV. tom
Eg. Expl. Fund) i Times 29.VI, 1903. Nieraz może fałszywie przypisujemy
Herodotowi wiarę w niedorzeczności. Borchardt jest zdania, że znany
ustęp o piramidach:
S’rnv -A ávuixata auTiję rcpffita, (is-á Sé. -á
£/ó(isva toútwv éjswotsuv, Tsżsurata Sé ocfiTT/g fá én£"'a:a xal tú -zaTtoxátífl
íSóKotTjaay (II. 125) staje się zupełnie zrozumiałym i słusznym, jeśli tylko
sy-jtoiely przełożymy przez „wykończyć“: chodzi tu o ostateczne wy­
gładzenie, które odbywało się od góry ku dołowi (Mitteilung der Deutschen Otient - Gesellschaft zu Berlin, September 1904 — str. 19). Kto
wie, ile razy w podobnych wypadkach czynimy krzywdę Herodotowi!

335
w sny, przepowiednie i czary, magja, obawa przed przeznaczeniem, uży­
wanie na każdym kroku amuletów, zaklęć, formuł magicznych. Nie brak
tu również wrażeń Egipcyanina w podróży nawet morskiej w dwu za­
bytkach odkrytych przez Goleniszczewa, z których jeden — Rozbitek —
przedstawia tajemniczą wyspę sobowtórów ze strasznym wężem, stróżem
dusz zmarłych, i jest pierwszą co do wieku baśnią o żywym dopuszczo­
nym bezkarnie między zmarłych, a więc odległym przodkiem Boskiej
Komedy i. Przyszłość da nam bez wątpienia inne zabytki; z tych, które
dotąd znamy, dochodzi prof. Maspero do dwu końcowych, najogólniej­
szych spostrzeżeń: 1) Opowieści ludowe starożytnego Egiptu są o wiele
starsze od opowieści innych ludów'. Rękopisy, które nam zachowały
Baśń o dwóch braciach i Kłótnię Apopiego z Saknunrim
pochodzą z XIV. lub XIII. wieku przed Chr.; Rozbitek i Przygody
Synuhita były napisane setki lat wcześniej : są to daty tylko a minima,
bo papirusy przez nas posiadane stanowią kopje dawniejszych. Indye nie
mają nic tak starożytnego, a Chaldeja, która śród krajów klasycznego
świata może się szczycić pomnikami współczesnymi egipskim, nie obda­
rzyła nas jeszcze żadnym utworem powieściowym. 2) Zważywszy, wier­
ność, z jaką baśni odmalowują — nawet w szczegółach — obyczaje egi­
pskie, należy uważać Egipt — jeśli nie za jedną z kolebek opowieści
ludowych — to przynajmniej za jeden z tych krajów, gdzie przyjęły się
one najwcześniej i gdzie przybrały postać prawdziwie literacką.
Książka prof. Maspero obejmuje przekłady czternastu zupełnych
utworów i siedmiu ułamków. Każde tłumaczenie poprzedzone jest wstę­
pem, zaznajamiającym nas z dziejami odkrycia, podającym opis rękop>su
i bardzo dokładne wskazówki bibliograficzne: jedynie przy Skargach
solarza należałoby dodać rozprawę doktorską Vogelsanga, młodego
ucznia prof. Ermana Tekst każdego utworu opatrzył autor licznemi
objaśnieniami. Co do wartości samego przekładu, byłoby z mojej strony
zuchwalstwem wdawać się w ocenę: prof. Maspero jest jednym z naj­
znakomitszych znawców języka egipskiego i sam wie najlepiej, że czasem
berlińska ścisłość powinna zejść na bok, gdy chodzi o zrozumiałość
i przystępność tłumaczenia. Jako znamienne cechy języka, w którym
Autor przedstawia nam prastare zabytki, podnieść trzeba z jednej strony
używanie wyrazów i zwrotów archaicznych („Et son coeur / accointa
comme on accointe un damoiseu“, str. 6; „il la déposa an „douet des
blanchisseurs“, str. 12. — „il se tint an douet". 13: „elle entra en liesse
16 i t. p.), z drugiej zaś strony dzisiejszych egipsko-arabskich (np.
entendit des voix, du chant, de la musique, des dances, du zaggaiil
str. 41 : przeraźliwy głos kobiet, wydawany przez zbliżenie końca języka
do górnych zębów i wprawienie go w szybkie drganie)... Na str. 31-e)
św. Józef niestosownie nazwany mężem N. M. Panny. Ostrzegam czy­
telnika, któryby zechciał szukać w handlu księgarskim wspomnianych na
str. 58-ej „Mémoires de Sinouhft“ Profesora Maspero, że dzieło to do­
tąd (listopad 1906) jeszcze nie ukazało się, podobno wskutek jakiegoś
wypadku w drukarni francuskiego Instytutu Archeologicznego w Kairze.
Port-Said.
Tadeusz Smoleński.

336

Dieterich Karl:
neugriechischen Sagen. (Zeitschrift für Volks­
kunde, Heft 4, 1905, Berlin).
Wśród szeregu podań, którym podobne dałyby się odnaleść u in­
nych ludów europejskich, zasługują na szczególniejszą uwagę te, które
wiążą się z starogreckiemi podaniami Odyssei. Do t)ch należy: Jedno­
oki i Młynarz i Kallikandzarowie. Treść pierwszego jest następująca.
W dawnych czasach chciał jeden z ludzi obejść cały świat. Po dro­
dze spotkał ludzi niezmiernego wzrostu, to znów jednookich. Żona pe­
wnego jednookiego ukryła go przed mężem, który był złośliwy i zjadał
innych ludzi. Gdy mąż wrócił, poczuł obcego w zagrodzie. Szukał więc
tak długo, póki go nie znalazł. Zwyczajem swoim miał go pożreć i już
włożył wędrowca do paszczy. Tutaj nieszczęśliwy znalazł schronienie
w otworze zęba. Na prośbę żony jednooki, który go stamtąd wydobył,
darował mu życie, gdyż i tak nie mógłby się nim dostatecznie nasycić.
Ale nazajutrz odmienił postanowienie, które na szczęście żona udaremniła
Spoiła bowiem męża, a tymczasem cudzoziemiec uciekł, a uciekając
wtłoczył żarzący węgie' w oko pijanego, aby na przyszłość ludzi nie po­
żerał. Żonie powiedział, że nazywają go „zwiedzającym świat“ (Koa
|xo-cpi7uptiyt)ję) gdyż wiele już widział i doświadczył.
Druga baśń opowiada, że rewien młynarz naniecił ogień i piekł
mięso. Gdy rożnem obracał, ujrzał Kallikandzara, który przy tymsamym
ogniu piekł na rożniu żaby. Młynarz wcale się nie odzywał. Wtedy Kai.
zapytał go pierwszy o nazwisko: „Sam“ — odpowiedział młynarz. Po
pewnym czasie Kai. położył rożen z żabami na mięsie. Na to młynarz
ugodził go głownią i silnie poparzył. Kai. począł krzyczeć: „Na pomoc,
bracie, poparzono mnie!“ — Kto taki?“ — zapytali z zewnątrz inni Kalli­
kandzarowie — „Sam“ — krzyknął poparzony — „Dlaczego więc wy­
jesz?“ — odrzekli towarzysze.
Zwracamy uwagę, że druga baśń znaną jest z pewnemi odmianami
u ludu polskiego (Porów. J. Sulisza: Zapiski etnograficzne z Ropczyc
str. 80 w ostatnim zeszycie naszego czasopisma). Pokrewne podania znaj­
dują się i gdzieniegdziej (Bukowina, Kornwalia), co stwierdza dosadnie
znaczenie badań ludoznawczych, śledzących powstanie różnorodnych po­
dań i najdawniejsze styczności międzyludowe na gruncie porównawczym.
Dr. Michał Janik.
Polek Johan dr.: Die Armenier in Bukowina. (Jahrbuch des Bukowiner Landes - Museums, XII. Jahrgang, Czernowitz 1905).
Podawszy znane szczegóły o ojczyźnie Ormian, religii i języku,
rozpatruje autor w dalszym ciągu ich rozsiedlenie w granicach dzisiejszej
monarchii Habsburgów, a w szczególności na Bukowinie. Już około
r. 1000 osiedli Ormianie na Węgrzech, które jednakże już w drugiej po­
łowie XIV. wieku opuścili i w wielkiej części przenieśli się prawdopo­
dobnie do Lwowa, gdzie za czasów Kazimierza Wielkiego mają swojego
biskupa, liczne przywileje, bogactwa i znaczenie. Unia z Rzymem, prze­
prowadzona przez biskupa Torosiewicza w r. 1626, zmniejszyła lwowską
kolonię, gdyż prawowierne rodziny opuściły Lwów i zamieszkały w Sta­
nisławowie, Horodence, częściowo w Mołdawii, gdzie mieli się znajdować

337
już w wieku XI., a zwłaszcza w Suczawie, zatem na terytoryum dzisiej­
szej Bukowiny. Suczawscy Ormianie posiadali jeszcze w r. 1781 doku­
ment, stwierdzający, że pochodzą z Ani i przybyli do Mołdawii w r. 1321.
W XV. wieku Mołdawia, leżąca na drodze handlowej między Wschodem
i Zachodem, nęciła kupców ormiańskich, tern bardziej, że książęta moł­
dawscy (Aleksander Dobry i Stefan Wielki) przychodźców życzliwą ota­
czali ooieką. uważając ich za ludność dla kraju pożyteczną. Za Aleksan­
dra Dobrego w r. 1418 około 3.000 rodzin ormiańskich osiadło w 5-ciu,
według innych w 7-miu miastach mołdawskich, a między niemi w stoicy
książęcej, Suczawie. Nowe tysiące przybyły w r. 1475 za Stefana Wiel­
kiego tak, żę Suczawa z końcem XV w. liczyła u siebie 700 domow, na­
leżących dó Ormian. Niedługo po śmierci Stefana W. posiadła Suczawa
ormiańskiego biskupa, który rezydował prawdopodobnie w t. zw. „zamka ,
wzniesionym przez bogatego Ormianina Agopszę. Oprócz Suczawy znaczna liczba Ormian mieszkała w Serecie.
Za Stefana VI. (wstąpił na tron w r. 1551) zaczęły się gorsze
czasy dla Ormian. Książę ten, chcąc zmusić spokojnych kupców do złą­
czenia się z cerkwią grecko-oryentalną, zrabował kościoły ormiańskie,
a księży i biskupa wtrącił do więzienia. Lecz wnet czasy się zmieniły
a od r 1572 — 1575 syn Armenki, Jan Ormianin, zasiada na książęcej
stolicy' mołdawskiej. W r. 1626 napływają nowe zastępy rodzin ze Lwowa
Lecz znów z końcem XVII. w. liczba Ormian w Mołdawii topnie. Książę
Jerzy Duca obwiniał ich o wspólnictwo w sprzysiężeniu bo,arów . rozooczał prześladowanie. Znaczna część schroniła się do Siedmiogrodu,
gdzie założyli miasta: Armenopolis (Szamos - Ujvar) i Ehsabetopo is
(Lbesfalya)^

Austrya zajęła północną część Mołdawii t. j. Buko­

winę znalazła tutaj zaledwie 58 rodzin ormiańskich Wnet jednak za­
częli’napływać na Bukowinę coraz gromadmej, a to dlatego, ze adminiSSUŁ
SSS STS' fS» - ~
wo5kowek'w r, 177» liczba Ormian podwoiła się, a w Suczawie mieli
iUZ W WledeiTsUrał sięwszelkimi środkami liczbę Ormian na Bukowi. z nnunac przez ożywienie handlu zwiększyć swoje dociod^W tym celu’nawiązał rokowania z kupcem lwowskim, Mikołajem
Niko oXem który przez swojego ajenta miał wabić przychodzcow
Konstanco,,
doznały powodzeń
g )■
Nikorowicz obdarzony szlachewcze zastrzeżenia. ^swoją^ usłuznoś
pa sekretarza sądu
twem, a syn j g JI
1^
)i;zba rQdzin ormiańskich na Bukoapelacyjnego
cieszyły się one znaczną zamożnością, trudniąc
winie doszła do 129
.
w r jygą stosunki zmieniły się
na%XeeCtpea7entCcesarski zakazywał przywozu wielu obcych towarów
tv-h ktńrvch sprowadzaniem trudnili się Ormianie. Ustały
ag łownie tych ktrych JP^owa
hodowli b ydła. Po długich zaSci,%“Xon oXro........ ektóre dotirodzieisłwa, . suczawsk,

— 338
obywatel, Jan Kapri, został szlachcicem. W r. 1786odwiedził ich Józef II.,
przyczem otrzymał prośbę o zachowanie przyrzeczonych Kapriemn przy­
wilejów handlowych. Cesarz przyrzekł i nadto uczynił Suczawę miastem
wolnem (freie Handelsstadt) W r. 1787 było w Suczawie już 141 rodzin
ormiańskich (osób 714, mężczyzn 363, kobiet 351). Takie stosunki trwały
do r. 1787, w którym przywileje Ormian nanowo zostały uszczuplone.
Przyrost ludności ormiańskiej na Bukowinie trwa jednak do po­
łowy XIX. wieku. W r. 1851 liczba jej wynosiła 2400) 1765 oryentalnych,
475 ormiańsko-katolickich). Następnie wskutek zastoju w handlu liczba
Ormian z każdym rokiem malała, co wykazują następujące cyfry:
Rok
orm. oryent.
orm. kat.
razem
1869
828
882
1710
1880
686
756
1442
1890
546
747
1293
1900
371
439
820
Dr. M. Janik.
Metaforiske Hrona abo pieno^ki a ptirunanki w rici Hortijołuy.iskich Serbów. Wludu słyśane zezbrał a zestajał Jan Radyser b-W j e 1 a.
Wudał a nakładował Dr. Ernest Muk a. Budyśin 1905, str. 98.
„Metaforyczne powiedzenia (przenośnie przysło­
wiowe czy li przenośnie a porównania w języku górnołużyckich Serbów“, zebrane przez Jana Radyserba-Wjelę, autora —
oprócz wielu artykułów dotyczących języka łużyckiego, nader licznych
balad, wierszy, epigramatów i utworów pisanych dla ludu i dzieci, to
owoc dwudziestokilkuletniej pracy. Wydana zaś praca ta została stara­
niem i nakładem wielce zasłużonego dla swej małej ojczyzny, patryoty
łużyckiego i uczonego Dr. Ernesta Muki. Obaj ci wymienieni praco­
wnicy w roku 1902 wydali byli cenną, obszerną pracę p. t. „Ptislowa
a piisłowne hroneka a wusłowa Hornjolużiskich Serbów“ (= „Przy­
słowia, zwroty przysłowiowe i wyrażenia gór nołużyckich
Serbów“; por. nasze sprawozdanie w „Wiśle“ t. XVIII. (1904) strona
556—559); obecnie zaś wydane przez nich „Metaforiske Hrona“
są niejako dopełnieniem owego zbioru przysłów.
Wymieniona praca obejmuje około 5,700 numerów. Materyał po­
dzielony został — niezbyt zresztą szczęśliwie — na rozdziały według
rodzaju treści, to znów podług formy owych „porównań“ ; jest również
i rozdział, w którym materyał zebrany został podług głównego rzeczo­
wnika; ponieważ jednak „porównania“ owe nie powtarzają się w różnych
rozdziałach (a liczne z różnych względów należą do różnych kategorji),
zatem korzystanie z tego zbioru jest dość utrudnione, tembardziej,
że brak spisu rozdziałów. Ten ostatni brak, to brak bardzo dotkliwy.
Zresztą praca ta, jako surowy materyał, przedstawia znaczną wartość dla
nauki, szczególniej dla sfemazyologicznych i paremyograficznych badań.
Obu zatem zasłużonym pracownikom na niwie piśmiennictwa łużyckiego;
J. Radyserbowi-Wjeli i Drowi E. Muce, za wydanie tego cennego j cie­
kawego zbioru, należy się serdeczna wdzięczność.
H. Ul.

— 339
Zeitschrift für österreichische Volkskunde. Organ des Vereines für
österreichische Volkskunde in Wien. Red. von Dr. Michael Haberlandt.
XII. Jahrgang 1906. VI V Heft (Septemb.) Mit 36 Textabbildungen.
Bogaty materyał zawiera najnowszy zeszyt, wydawanego przez ru­
chliwe wiedeńskie Towarzystwo etnograficzne pisma. Dość przejrzeć
tytuły artykułów. Rozpraw i większych komunikatów pięć, drobnych przy­
czynków siedm, dalej: recenzye, wreszcie sprawy I owarzystwa i muzeum.
Na wstępie znajdujemy rozprawę Fr. Sto Iza p. t. Das lotenbrett,
ein Überrest des bajuwarischen Heidentums.
Obrzędy pogrzebowe mają w Niemczech swoją bogatą literaturę,
Pisali w tej kwestyi: Blau p. t. Totenbretter in der Gegend von Neuern,
Neumark und Neukirchen, Rochholz: Deutscher Glaube und Brauch
Quitzmann: Die heidnische Religion der Baiwaren, Hundt: Der Fund
von Reihengräbern bei Ganting in seiner Beziehung zu I it. XIX, cap. .
der Leges Bajuvariorium; Chhngensperg - Berg: Das Gräberfeld von
Reichenhall.
.
.
Autor przytoczonej na wstępie rozprawy omawia ze stanowiska
historycznego kwestyę przykrywania trupa deską, wykazując, ze „lignum
insuper positum“, o jakiem wspominają Leges Bajuvariorum, miało
na celu przeszkodzić zmarłemu w powrocie pomiędzy zyjących Wywody
autora wywołane przeciwnym poglądem Vierlmga w Monatschrift des
historischen Vereines von Oberbaiern IV (1894), są przekonywające. Na­
suwa sie tu porównanie z wierzeniami naszego ludu, iż nieboszczyka,
powracającego w postaci upiora na świat, można powstrzymać od powrotu
przebiciem go drzewem osiko wem. Sprawa ta zasługiwałaby na
obszerniejsze omówienia.
.
,
Bardzo ważny dla historyka kultury XIX. w., materyał podaje Buchberger w artykule- p. t. Aus Steiermark im Jahre 1811. Jest
sprawo­
zdanie władzy'politycznej okręgu Arnfels z dnia 11. kwietnia 1811, które
dotąd spoczywało w aktach archiwum krajowego w Gracu. Sprawozdanie
wywołane względami fiskalnemi kreśli charakter ludności w bardzo jaskra­
wych barwach. Jeden ustęp będzie najlepszym przykładem. ”Das Ge­
meine Volk im Bezirk ist in seiner Geistesbildung noch sehr arni über
zeugt dass Reichtum und Wohlstand allein zu jener Stufe des Glückes
führen die zu erreichen es sich fähig fühlt, ist es nach Art und Weise
aller empirischen Menschen geizig, habsüchtig ung schmutzig, hat kein
lebhaftes Gefühl für Ehre u Schande, ist dabei feig, blöde und furcht
sam und soweit in Selbstsucht versunken, das die Krankheit eines nützli­
chen Haustieres von einigem Wert es in weit grössere Sorge und Un­
ruhe versetzt, als jene seines eigenen Kindes . Niepochlebne świadectwo
jak widzimy, wystawiono styryjskiemu chłopu, na początku wieku X X.
Byłoby rzeczą bardzo pożądaną przejrzeć nasze archiwa
znajdą
się tam z pewnością sprawozdania tego rodzaju. Byłby to materyał nie­
oceniony do porównania stosunków dzisiejszych z dawniejszemi.
artykuł O s w a 1 d a v o n Z i n g e r 1 e p. t. Unholdenhöfe wykazuje, ze miej­
scowość jak Unholdental, Unholdenkopf, były dawniej siedzibą duchów,
czarownic i t. d artykuł zaś Fr. W i h e 1 m a: Ruhsteine, Dorfsteme, Genchtsstcine stara się wyjaśnić zagadkowe pochodzenie kamieni, napotykanych

340 —
często w północnych Czechach i Saksonii. Kamienie te według wywodów
autora oznaczały miejsca, gdzie odbywały się sądy, a może nawet miały
jakieś znaczenie obrzędowe. Artykuł kończy się wezwaniem, by kwesty!
tej poświęcić uwagę, bo dopiero obficie nagromadzony materyał, ułatwi
ostateczne rozwiązanie zagadnienia.
Wilhelm Schinkel podaje w artykule : Sprichwörter und sprichwör­
tliche Redensarten im Gotscheer Volksmunde, przyczynek do etyki ludo­
wej, zawartej w przysłowiach, a szereg drobnych artykulików w drugiej
części zeszytu pióra Romstorfera, Zingerlego, Zellwekera, Sikory, Jankera, Wesłowskiego uzupełnia bogatą treść zeszytu, jak to widzimy
z powyższego przeglądu.
Kronika omawia wydawnictwo, rozpoczęte z inicyatywy Związku
niemieckich inżynierów' i architektów: Das Bauerhaus in Österreich-Un­
garn und seinen Grenzgebieten.
Następna notatka odnosi się do mięjskiego muzeum w Freiwaldau.
Czytając ją, myśli się mimowoli o bezskutecznych usiłowaniach naszego
Towarzystwa, by lokal na zbiory od miasta uzyskać. Prowincyonalne
mieściny na Zachodzie wyprzedzają naszą stolicę.
Dalej omawia Redakcya treść IX i X. rocznika „Unser Egerland“
wydawanego przez Johna, wspomina o wystawie „Eisenstein“ i o muzeach
prowincyonalnych w Dolnej Austryi. Z zestawienia Dr. Eugeniusza
Frischaufa dowiadujemy się, że Dolna Austrya posiada muzeów prowin­
cyonalnych dwadzieścia.
Z książek omówiono: Bunte Hafnerkeramik der Renaissance, Mol­
theina, Geschichte der Stadt Mödling, Giannoniego, Der Volksmund. Tom
I. Österreichische Volkslieder, zebrane przez Tschischkę i Schottkyego,
Sprachvergleichung und Urgeschichte Schradera. Von der Wiege bis zum
Grabe Seyfferta, Dorfbilder Fritzego, Von nordischer Volkskunst Mühlkego, Das altsächsische Bauenrhaus in seiner geographischen Verbreitung
Pesslera, Die Privatwohnung auf Island in der Sagazeit Gudmundssohna.
Ostatnia stronica zeszytu wyjaśnia nam, w jaki sposób takie mnó­
stwo artykułów i recenzyj zdobywa redakcya. Oto czytamy tam, że prócz
już wymienionych w poprzednich numerach subwencyj wpłynęło do Kasy
Towarzystwa: 800 K. od sejmu, 100 K. od arcyksięcia Ludwika Wiktora,
100 K. od banku Rotschilda. Razem 1200. A kiedy przeczytamy na okładce
notatkę: „Die Beiträge werden honoriert“, wyjaśnia się sprawa odrazu.
U nas inaczej !
M. Siwak.

Dr. Nehring Władysław. Die russische Volksepik (Mitteilung der
schlesischen Gesellschaft für Volkskunde, Heft XIV, Breslau 1906.
W rozprawie tej sędziwy nasz uczony zaznajamia Niemców z ruskiemi
bylinami, o których i u nas niewiele podobno posiada się wiadomości.
I oto cel niniejszego streszczenia.
Prof. Nehring zaznacza na początku, że ze Słowian tylko Serbo­
wie, Bułgarowie i Rosyanie mają ludową poezyę epiczną, gdy żywszego
usposobienia Słowianie zachodni odznaczają się głównie liryką ludową.
Byliny zachowały się na kresach rosyjskich w okolicach Archangielska

341
Permy, Symbirska, Orenburga i Saratowa. Byliny (pieśń o tern, co było)
nazywają się także starinami (od staroje). Pierwszy ich zbiór ukazał się
w r. 1804 p. n. „Drewnija rossijskija stichotworenija“. Gorliwymi zbiera­
czami bylin byli w późniejszych czasach: głośny panslawista Kirejewskiej,
Rybników, Hilferding i Orest Miller, Najgłośniejszem śpiewakiem był Rjabinin z okolic jeziora Onegi. Najobfitszy zbiór wydano w r. 1873
p. n. „Oneżskija byliny“, a najlepszą pracę o bylinach wydał O. Miller
p. n. „Ilija Muromec i bohatyrstwo Kijewskoje 1869“.
Poszczególne pieśni nie wiążą się ze sobą jak w. _n. opowieści.
Iliady lub Odyssei i dlatego trudno przypuszczać, aby dały się złożyć
kiedykolwiek na jednolitą epopeę. Dwa tylko szczegóły powtarzają się
we wszystkich bylinach, a to: miasto Kijów i nazwisko Kniazia Włodzimie­
rza (Władymira) Nieprawdopodobieństwo bohaterskich czynów dochodzi
do nadmiernej przesady. Z małymi wyjątkami poziom etyczny bylin jest
bardzo nizki. Chęć mordu, łupieży i błyszczenia, to główne poruszenia,
kierujące duszami bohaterów.
Na ich czoło wysuwa się Ilija Muromec (Eliasz z Muromu) który
aż do 30-go roku życia siedział bez ruchu na piecu w ojcowskiej chału­
pie. Wtem pojawili się żebrający pątnicy, dali kalece miodu, a ów poczuł
w sobie nagle siłę olbrzyma. Ilija wyszukał sobie bohaterskiego konia,
pożegnał rodziców i puścił się na przygody w drodze do kijowskiego
księcia Włodzimierza. Naprzód poznał najstarszego bohatera Swiatogora,
o którego zbliżeniu się dał mu znać koń jego bohaterski. Ilija ukrył się
na drzewie i widział, jak olbrzym wydobył z potężnej skrzyni szklannej
niezwykłej urody olbrzymkę i ułożył się do snu.' Olbrzymka przywabiła
Iliję, zażyła z nim miłości, a następnie ukryła go w kieszeni bohatera.
Rzecz się wykryła, wiarołomna zginęła, a Ilija został towarzyszem Swia­
togora, który uczy go różnych sztuk bohaterskich. Właśnie ujrzeli olbrzy­
mią trumnę na drodze. Dla liii jest ona za wielką, dla przewodnika oka­
zała się dobrą. Ilija ma nakryć ją wiekiem. Czyni to, ale przeznaczenie
dosięgło starego bohatera, bo ani on ani Ilija nie mogli wieka podnieść.
Ilija przywiązał konia Swiatogora do trumny i ruszył sam do Kijowa.
Wtem ujrzał trzy drogi z następującemi zapowiedziami: na jednej śmierć,
na drugiej małżeństwo, na trzeciej bogactwa. Bohater na jednej zabił
gromadę rozbójników, na drugiej oszukał piękną królowę, która przyby­
szów oszałamiała, a potem na zgubę wtrącała do podziemnej pieczary,
na trzeciej znalazł skarb i przeznaczył go na budowę kościołów. Wędru­
jąc dalej przez dziewicze puszcze, dokonywa największego czynu, gdy
zwycięża Sołoweja, olbrzyma o zwierzęcych kształtach, pokonanego przy­
wiązuje do siodła, i jedzie do Kijowa. Przyjęcie na dworze me jest by­
najmniej gościnne. Kniaź każę go schwytać i wypędzić, ale wtedy okazuje
sie przewaga bohatera. Zwalcza napastników, grozi kniaziowi strąceniem
z tronu, a na pojednanie ma kniaź pozwolić, aby lud przez trzy dni zadarmo mógł ucztować po gospodach kijowskich i dowiedzieć się w ten
sposób o przybyciu bohatera. Wstępuje teraz w służbę książęcą i oddaje
mu wielkie usługi w przeróżnych walkach i w innych okolicznościach.
Mimo to za nieprzyjęcie raz podarunku do więzienia ^rącony ylko
dzięki opiece księżnej ratuje swoje życie i znowu oddaje Włodzimierzowi
Lud. Rocznik XII-

342 —
Usługi w walce z Tatarami. Pewnego razu zabija bohaterskiego syna
swojego Sokolnikowa, urodzonego z Latygorki (czy łacinniczki?), gdy
ten chciał się pomścić na ojcu za hańbę matki. Zabija także potwora,
który napastuje księżnę, a nareszcie po tych i najrozmaitszych innych
przygodach bohaterskich kończy żywot w ten sposób, jak jego starszy
towarzysz Swiatogor
Dobrynia Nikiticz, Michajło Iwanowicz Potok, Dunaj Iwanowicz,
Stawr Godinow, Alesza Popowicz, Solowej Budimirowicz, i Djuk Stepanowicz — oto. nazwiska bohaterów, których przygody inne opowiadają,
byliny. Prof. Nehring godzi się na bystrą hipotekę Stasowa, który mówi
o azyatyckim pokładzie w rapsodach bylin, a obiecuje sam nową roz­
prawę o ich wieku, motywach i analogiach. Byłoby pożądaneni, aby
i w języku polskim pojawiła się obszerna i wyczerpująza rozprawa o by­
linach, a to zarówno ze względu na sąsiedztwo jak i na możliwość po­
krewnego jakiegoś motywu ludowego.

Dr. M. Janik.

Hnatiuk Wołodymyr: Kołomyjky, Lwów 1905 (Etnog. zbir. nauk.
Towar, im. Szewczenka T. XVII).
Wydawca podaje pokaźną liczbę (2635) kołomyjek a zbiór swój
opiera na dawniejszych poszukiwaniach. Wacława z Oleska, Żegoty Paulego, Kolberga, Hołowaćkiego i na wielu zapiskach nowszych. Zebrane
kołomyjki ugrupowano w następującym porządku: (1) narodowości i ple­
miona, (2) nazwy geograficzne, (3) imiona chrzestne, (4) muzyka, tańce
i śpiewy, (5) odzież i stroje i (6) wojsko. Nazwa kołomyjki łączy się wi­
docznie z nazwą miasta Kołomyi, którą wydawca objaśnia czterema hi­
potezami : łacińskim wyrazem colonia, nazwiskiem węgierskiego króla
Kolomana, który miał założyć Kołomyję, serbskim wyrazem „Koło“
od którego pochodzi nazwa tańca, nieco podobnego do kołomyjki i nakoniec wyrazami: koło i myć, ponieważ w okolicy Kołomyi były dawniej
wielkie błota. Ostatnia hipoteza przypomina wywody nieboszczyka ks. Dębołęckiego i łacińskie lucus a non lucendo. Nie odmawiając kołomyjkom
piękności, która jest właściwą wszelakim pieśniom ludowym, trudno się
zgodzić ze zdaniem wydawcy, przekonanego, że nie dorównują im pieśni
innych plemion słowiańskich, a „krakowiaki nie mogą iść z nimi w po­
równanie“. Radzimy zaznajomić się ze zbiorami pieśni serbsko - chorwa­
ckich, słowiańskich, a choćby słowackich. Polskie „cudze chwalicie swego
nie znacie“ dałoby się w odwrotnym stosunku odnieść do wydawcy ko­
łomyjek. Niesłychaną przesadą wydaje się także pogawędka o setkach
melodyi kołomyjkowych, choćby nawet lada odmiankę za nową uważało
się melodyę. Wydawca polemizuje z poglądem, jakoby kołomyjka pocho­
dzić miała od krakowiaka. W tym względzie zdaje się mieć słuszność.
Jednak nie można zaprzeczyć pokrewieństwa melodyi, jakie zachodzi
między krakowiakiem, kołomyjką, słowackim czardaszem i czeską polką.
Są to całkiem niezawodnie szczepowo - plemienne pokrewieństwa. Wy­
dawca podkreśla piękność obrazów, głębokość myśli i jędrność ujęcia
które widzi w kołomyjce. Kochamy pieśń ludową i przyznajemy jej ol­
brzymie znaczenie, lecz radzimy uwolnić się od przesady. Wielka to pra-

— 343 —
wda, że pieśń ludowa pozwala wniknąć w głąb jestestwa plemienno raso­
wego i dlatego tak skrzętnie jest zbieraną, prawda, że obrazy przyrody
a raczej pogląd na nią i jędrność ujęcia mogą być dobrą szkołą dla za­
czynającego poety, a nawet i później, lecz nie należy się łudzić głębo­
kością myśli. Ta głębokość myśli ma czysto historyczne znaczenie i na­
leży do przeżytków. Wystarczy choćby odczytać następujące bardzo świe­
żego pochodzenia kołomyjki, które ze względu na treść poniżej umie­
szczamy, a wyjmujemy je z omówionego zbioru:
1. Oj poky ja taj ljubyła panyczi uczeni
To ja jiła wid panycziw kołaczi kruczeni.
Teper ja sy poljubyła Rusyna durnoho,
Ja ne maju na nedilju grejcarka jednoho,
2. Oj ny swataj, Rusyn, Polky, bo budysz bidyty,
Budysz musiw u sobotu dwa borszczi waryty.
3. Budemo sia, pane brate, za diwczyny byty,
Bo nam treba szczo subotu dwa borszczi waryty.
Jeden budę parowyj, druhyj burakowyj,
jeden budy Rusynowy, druhyj Poljakowy.
4. Oj jakżeż to ne ładno, ljubyw Rusyn Pólku,
Zrobyw steżku bez horod, bez moju fasolku.
5. Oj na stawu, na stawońku, zabyw oreł husku,
Oj lubyw ja diwczynońku, to panju, to rusku.
6. Oj Iwanciu kuczerjawyj, twoja żinka Polka.
Jak ty zwaryt horneć żuru, to tja wkole kolka.
7. Hej Iwane bałabane, twoja żinka Polka,
Naw'aryła, napekła, zakłykała Bojka.
8. Czołowicze, kukuricze, twoja żinka Polka
Nawaryła pyrohiw, zakłykała Bojka.
9. Oj, bida, ne harazd, poljubyw sy Pólku,
1 zrobiw sobi steżenku biz ii chwasolku.
10. Oj jakżeż to ne ładno, ljubyw Poljak Rusku,
Zrobyw steżku bez horod, bez moju petruszku.
11. Oj na hori na wysokij Ljachy bulbu peczut.
Ne moż do nych dostupyty, bo kaminem meczut.
12. Oj napyti, wrażi Ljachy napyti, napyti,
Ta nosyły wrażi Ljachy oj na naszim żyti.
13. Tam na hori żyto, żyto, na dołyni kopy,
Naj sie Ljaszok ny miszaje meży ruśki chłopy.
14. Oj ne litaj, żurawelju, na ozero pyty,
Tam zasiły dwa Ljaszeńky, chotjat mene byty.
15. Czerez tii rekrutońky, czerez wrażi Ljachy,
Pokynemo swoje seło, pideiri w hajdamachy.
16. Bodaj Ljachy panuwały, w chodakach chodyły,
Szczo sia namy Rusynamy tiażko narobyły.
17. Bodaj Ljachy panuwały, bodaj Ljachy mały,
Bodaj ony szcze za płuhom chrobaky zbyrały.
Bodaj Ljachy panuwały, bodaj Ljachy żyły,
Bodaj ony szcze u Lwowi kajdany nosyły.

— 344 —
18. Siczy duba, W tim dubi delija,
Ne dy diwko taj za Ljacha, bo Ljach zawedija.
19. Czy ja tobi ne kazała, kuczerywyj chłopcze,
Szczo do mene Ljaszok chodyt, dorożeńku dopcze.
20. Ide Ljaszok na Wkrainu, konyk pid nym pliasze,
Zdybały go buri swyni: zlizaj z konia, Ljasze!
Ta wziaw Ljaszok iz pistolie u swyni stryliaty.
Swyni kuli pocliapały, niczym wojuwaty.
Swyni kuli pochapały, swyni kuli zziły,
Łyszyły si instrumenta — bereziwski stiny.
Łyszyły si instrumenta — pidkiwky z harbuza,
Kożuszyna ohirkowa, pojas z kukurudza.
21. Oj kudy ta woda tekła, tudy tęczy budę,
Ne odnomu Madzurowy złomyty by brudy.
22. Hori sełom, doli sełom Madzurija ide,
Taka durna diwka budę, szczo za mene pide.
23. Zariżu ja kohuta, zariżu ja kurku,
Ta poidu na Majdan po totu Madzurku.
Oj kohutyk si zaszportaw, a kuroczka wpała,
Uże moja Madzuroczka na wiki propała.
24. Oj opryżu ja kohuta tpj czubatu kurku,
Ta poidu do młyna po zdochłu Madzurku.
25. Oj na stawi, na stawoczku zabyw oreł husku,
A ja swoju Madzuroczku zawedu na rusku.
16. A ty każesz, diwczynońko, nyma ponad teby?
Je w Madzura swynia bura szcze krassza wid tebe.

Dr. M. Janik.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.