bdd29bca0422d6c9d2352d9167e8bf76.pdf
Media
Part of Krytyka i sprawozdania, cz. 3 / Lud, 1906, t. 12
- extracted text
-
KRYTYKA I SPRAWOZDANIA.
--- OCZZXJ----
Dzień zaduszny.
(J. G. Frazer, Feasts of all souls. The Fortnighthly Review, September
1906. Str. 475—486.).
J. G. Frazer wydać ma niebawem nakładem londyńskiej księgarni
Macmillana i Spółki dzieło p. t.: „Adonis, Attis, Osiris, Studies in the
history of oriental religion“. Zanim wydawnictwo to dojdzie do skutku,
autor ogłasza z niego bardzo ciekawy ustęp o święceniu dnia zadusznego,
na rozległem tle porównawczem. Wiadomo, jak szeroko rozpowszechnioną
jest wiara, że dusze zmarłych odwiedzają swoje dawne domy w jedną
noc w roku: przy tej uroczystej okoliczności ludzie przygotowują na
przyjęcie nieboszczyków jadło i palą światła, aby rozjaśnić im drogę
z grobu i z powrotem. Frazer podaje mnóstwo przykładów tego zwyczaju
u ludów Ameryki i Azyi, u Eskimosów, Indyan kalifornijskich, meksy
kańskich Mizteków, Birmańczyków, mieszkańców Kambodży i Syainu,
Japonii, Kaukazu i Armenii. Takiesame wierzenia żyją do dziś dnia w roż
nych częściach Europy i znajdują wyraz w podobnych zwyczajach, po
wszechnie obchodzonych 2. listopada. Porównanie analogicznych obchodow
w Bretanii, Belgii, Tyrolu, Czechach, Inflantach i Rosyi z podobnymi zwy
czajami krajów’pogańskich wskazuje całkiem pewnie, że rzekomo chrześ
cijańskie święto Zaduszek jest tylko dawną pogańską uroczystością zmar
łych, którą Kościół — nie mogąc lub niechcąc jej zgnieść
za rzyma .
Dlaczego jednak to święto wypada właśnie w dniu 2. listopa a.
a
powiedzi na to pytanie Frazer podnosi naprzód, że obchody tego ro
dzaju często odbywają się na początku nowego roku, a dalej, ze ludy
północno-zachodniej Europy, Celtowie i Teutonowie, zaczynał ro' z n
dejściem zimy, Celtowie 1. listopada, a Teutonowie 1. października.
— 272
różnica może pochodzić z różnicy klimatycznych warunków: w ojczyźnie
1 eutonow, w środkowej i północnej Europie, zima zaczyna się wcześniej
niż na wilgotnych brzegach Atlantyku, w ojczyźnie Celtów. Święcenie Za
duszek w dniu 2-im listopada ma źródło u Celtów i od nich przeszło do
leszty ludów europejskich, które zachowując dawną uroczystość zmarłych
łatwo mogły zmienić jej datę. Domniemanie to znajduje potwierdzenie
w fakcie, że kościelne uznanie święta udzielone zostało po raz pierwszy
w końcu X. wieku we Francyi, kraju celtyckim: mianowicie Odilo opat
klasztoru benedyktyńskiego w Clugny wydał w r. 998. polecenie, aby we
wszystkich klasztorach, nad któremi sprawował rządy, odprawiano 2-go
listopada uroczystą mszę za zmarłych w Panu. Za tym przykładem poszły
inne klasztory, a również i biskupi jeden za drugim wprowadzili nowe
święto do swoich dyecezyi. W ten sposób ustaliły się w chrześcijaństwie
Zaduszki jako ustępstwo względem pogaństwa. Frazer idzie dalej w swoich
wywodach i wyjaśnia w podobny sposób powstanie uroczystości Wszyst
kich Świętych w dniu 1. listopada. Czy ustanowienie tego święta nie było
pierwszą próbą Kościoła dania cechy chrześcijańskiej dawnemu pogań
skiemu obrządkowi przez wstawienie Świętych w miejsce wszystkich
zmarłych jako odpowiedniego przedmiotu nabożeństwa? Fakty historyczne
podtrzymują tę hipotezę. Uroczystość Wszystkich Świętych zaprowadzona
została we Francyi i w Niemczech na rozkaz cesarza Ludwika Pobożnego
w r. 835. (t. j. około 160 lat przed wprowadzeniem Święta Zaduszek)
z pobudki papieża Grzegorza IV., który oczywiście chciał zniszczyć jawnie
praktykowany zwyczaj pogański. Zaznaczyć jednak należy, że myśl nie
była nowa, bo według świadectwa Bedy — w Bretanii, także kraju cel
tyckim, obchodzono 1. listopada uroczystość Wszystkich Świętych już
w VIII. wieku. Jednem słowem — według teoryi Frazera
obie uroczy
stości, Wszystkich Świętych i Zaduszek, są śladami dwu kolejnych wy
siłków katolickiego Kościoła wytępienia dawnego pogańskiego obrzędu
zmarłych. Ale dziś, taksamo jak przed wiekami, mieszkańcy Paryża czy
Lwowa w Zaduszki okrywają groby kwiatami i zapalają światła.
Tadeusz Smoleński.
Dr. M. Murko (Graz): Zur Geschichte des volkstümlichen Hauses
bei den Südslaven. Von . . . (Separatabdruck aus Band XXXV. u. XXXVI.
[der dritten Folge Band V. und VI.] der Mitteilungen der Anthropologi
schen Gesellschaft in Wien). Mit 9. Abbildungen im Texte. Wien 1906
4°, str. 308—330, 12—40, 92—129.
Autor wyżej wymienionej książki jest slawistą i ze stanowiska ling
wistycznego bada kwestyę powstania mieszkań ludowych wśród południo
wych Słowian. Za punkt wyjścia służą mu dwa dzieła Rud. Meringera,
a mianowicie: „Das volkstümliche Haus in Bosnien und Herzegowina“’
(Wien 1900.), oraz „Die Stellung des bosnischen Hauses und Etymologien
zum Hausrat“ (Wien 1901.) wraz z przyczynkami do tych prac p. t. „Bei
träge zur Hausforschung“. Dr. Murko zna wszystkie ważniejsze prace
o budownictwie ludowem, z polskich zaś wymienia przedewszystkiem
cenną rozprawę Dra J. Karłowicza p. t. „Chata polska“ (Przegl. fizyogr.
t. IV.), Mokłowskiego „Sztukę ludową w Polsce“, wreszcie W. Matlakow-
— 273 —
skiego (na którego pracę szczególniejszą zwraca uwagę) „Budownictwo
ludowe na Podhalu“ i „Zdobienie i sprzęt“; z Mokłowskim nie godzi się
na jego wywody historyczno-filozoficzne i etymologiczne. Poddawszy
krytycznej ocenie wszystkie słowiańskie wydawnictwa z odnośnej litera
tury, poświęca osobny rozdział krytycznej analizie pism R. Meringera,
przyjmując prawie wszystkie jego wnioski i wyniki. Rozdział 111. i IV.
poświęcony jest opisowi domostw słoweńskich i badaniom ściślejszym nad
stopniowym rozwojem całego mieszkania. Następuje najdłuższy i najdo
nioślejszy w całej rozprawie rozdział o słowach i technicznych wyraże
niach południowo-słowiańskich, określających mieszkanie i najbliższe oto
czenie. Na szczególniejszą uwagę zasługują w tym rozdziale ogólne spo
strzeżenia dotyczące kwestyi pochodzenia obcych wyrazów u Słowian, a zwła
szcza sądy autora o wyrazach germańskiego pochodzenia. Rozdział ten, jak
kolwiek ważny i dla historyków sztuki, ze względu na wyprowadzane tam
z przesłanek etymologicznych wnioski, główną wartość posiada dla językoznawcy-slawisty. Rozdział ostatni, VI., mówi o stole u Słowian połu
dniowych. Tu okazuje się, że archeolog dokonał tego, czego przed nim
filologowie uczynić nie zdołali. Mianowicie serbski archeolog Sima Trojanović na podstawie badań języka i zwyczajów doszedł do przekonania,
że zrazu stołów nie używano, ale siadano na ziemi naokoło miski i w ten
sposób spożywano wspólnie potrawy. Dowodzi tego Trojanović w pracy
p. t. „Starinska srpska jela i pica“, t. zn. „Starodawne serbskie potrawy
i napoje“.
Książka kończy się dokładnym słowniczkiem wszystkich wyrazów
i zwrotów w oryginalnem brzmieniu w pracy przytoczonych. Słownik taki
posiada prawdziwą i trwałą wartość, a ważny tak dla lingwisty, jak i dla
badacza architektury, chcącego się zapoznać z technicznymi zwrotami
ludowymi. Brak takiego słowniczka ogromnie uczuwać się daje w książce
K. Mokłowskiego; Żebrawskiego bowiem Słownik budownictwa jest już
dziś przestarzały i nie obejmuje wyrażeń technicznych ludowych, w tak
wielkiej liczbie i tak dokładnie, jak nauka tego obecnie wymaga.
Mieczysław Treter.
St. Ogończyk: Wszystko się pomału traci! („Tydzień“, dodatek
literacko-naukowy „Kurjera Lwowskiego , R. XIV., nr. 36, str. 287 i n.)
Lud wiejski na Podhalu szczególniejszem odznacza się nabożeńst
wem do św. Anny; wiele drewnianych, wiejskich kościółków ochrzczono
imieniem tej Świętej. Na górze nad Nowym Targiem wznosi się kościół
wiejski św. Anny, na wschód zaś i na zachód od niego (Węgry i Tatry)
stoją podobne kościoły w Orawicach i w Jaworzynie na Spiżu. W cieka
wym swym artykule zajmuje się autor kościółkiem św. Hanny w Jawo
rzynie i mieszkańcami tej wsi góralskiej; podaje zarazem kilka zwycza
jów ludowych z tamtych okolic, zwyczajów, dziś już należących do prze
szłości. Ubogi kościółek, do którego ksiądz raz tylko w rok, na św.
Hannę, zjeżdżał, uległ losowi tylu zabytków budownictwa ludowego...
Nowi właściciele, zburzyli kościół św. Anny, na jego zaś miejscu wznieśli
kaplicę; kaplica to murowana, pomalowana pięknie (!) na kolor rożowy...
— 274 —
’
Wraz z upadkiem tego kościółka, zmieniło się życie w Jaworzynie.
Dawniej, gdy przyszedł dzień 26. lipca, święto Hanny, ożywiała się cała
okolica, ściągał lud z Jurgowa, Czarnej Góry, Żarn, Rzepisk, liczne i roz
ległe hale, jak: Koperszady polskie, pod Muraniem, Jagnięca Zagroda,
Hohca i parę innych, zaludniały grupy juhasów, baców i juhasek. Istniał
tam zwyczaj, że po wyrwaniu bolącego zęba u kowala, niosło się go do
kościoła i tam w szparach umieszczano. Znana była taka ściana cała
w tym kościele, zębami wyłożona, zwana ścianą ludzkich boleści.
Byli też tam i księża, z ludu zapewne wyrośli, którzy górali od
krzywdy bronili. Autor podaje o jednym z nich nader ciekawe opowiada
nie Sabały, które pozwolę sobie poniżej przytoczyć:
„Juści i przódziej sie ta samo to przydarzało, jako i tera ten pru
sak, Lołen a Kiegel, co ludziom polany a hale odebrali.
„Na świętom Hane beł odpust w Jaworzynie, kany, wiecie, kościół
stary stoi. Ksiądz kazał nie barz płono, a końce rzece do narodu tak:
„Ludzie kohani! Zbaccie se ino to, co lasy nie wase — ino pańskie,
polany nie wase — ino pańskie, hale nie wase — ino pańskie, ba jacy
i piekło nie wase — ino pańskie!!
„Pan sie nań ozgniśwał, ano i wziąn sie go bić.
„Ociec święty go bez to przekląn, co rękę podniós na poświęcanom osobę i musiał pan uciekać. Hybaj, poseł kajsi aze do ziemie Mu
rzynów! Haw mu król dał córkę, to sie ś niom ożenił i ostał juz haniok!“
Dziś dawne życie zamarło, odebrano góralom hale, wypędzono
karczmarza, coraz więcej staje domków murowanych, o płaskich dachach,
obcych duchowi ludności tamtejszej zarówno jak i nowa kaplica. Stary
zaś kościółek był pono piękny, bo i ornament miał w drzewie powyci
nany i dzwonnicę „o bardzo ciekawej konstrukcyi“. Szkoda że autor, bę
dąc w posiadaniu kilku fotografii nieistniejących już dziś budynków,’ nie
dał nam ich poznać z reprodukcyi; znając zaś dobrze tamte okolice,
mógłby wizerunki objaśnić dokładniejszym opisem. Mówić o ważności
podobnego publikowania zabytków ludowej sztuki, dziś po pracach So
kołowskiego, Matlakowskiego i Mokłowskiego, — chyba zbyteczna. Redakcya „Ludu ‘ już w poprzednich rocznikach zwracała się do miłośników
sztuki ludowej z prośbą o nadsyłanie fotografii charakterystycznych bu
dowli, wraz z możliwie dokładnym opisem. K. Mokłowski w dziele swern
p. t. „Sztuka ludowa w Polsce“ podaje na str. 548 i n. plan, według któ
rego opisy takie sporządzać należy. Bez prac przygotowawczych, bez od
powiedniego materyału, syntezy się nie stworzy.
Mieczysław Treter.
Materyały antropologiczno-archeologiczne i etnograficzne wyda
wane staraniem Komisyi antropologicznej Akademii Umiej, w Krakowie,
lom VIII. W Krakowie. 1906. (str. XII. -j- 107 -j- 212.).
Dział etnograficzny tego tomu zawiera dwie bardzo cenne prace:
. Pi zyczynki do etnografii Wielkopolski, zebrane ręką niewieścią bardzo
skrzętnie z uwzględnieniem: a) Budownictwa i zdobnictwa; b) Strojów;
c) Pieśni ludowych (z nutami). Dodano Słowniczek wyrazów i przysłów’
Bardzo pięknie wykonane są kolorowe ilustracye do tej pracy: skrzynie
275
ludowe i dawne stroje w powiecie Kępińskim. Dużo ilustracyi w tekście.
Autorka tego pięknego studyum ukryła się pod inicyałami I. S. S., które
łatwo uzupełnić, zważywszy, że słowo wstępne datowane jest z Przyłbic.
2. Szląsk górny. Materyały etnograficzne, zebrane przez O. Kol
berga, z papierów pośmiertnych wydał Seweryn Udziela. Mamy tu
21 pieśni z nutami i 13 bajek. Dodano „Słowniczek“ i „Literaturę“.
W. Pracki: O mowie wsi Turowa. Warszawa. (Odb. z tomu VI.
„Prac Filologicznych. 1906.) str. 90. Autor zebrał dokładnie materyał gwa
rowy wsi Turów, pow. Radzyńskiego, gubernii Siedleckiej. Mowa tej wsi
jest odłamem wielkiej gwary wschodnio mazurskiej z wtrętami i wpły
wami gwar zachodnio-ruskich, lubelskich. Autor podał głosownię, deklinacyę, konjugacyę i t. d. Dalej przezwiska, nazwiska, nazwy miejscowe,
pieśni etc., w końcu Słowniczek, bardzo obfity i starannie objaśniony.
J. K.
J.
