7273169c83d2c9acbac70ae69d1c8950.pdf
Media
Part of Krytyka i sprawozdania, cz. 2 / Lud, 1906, t. 12
- extracted text
-
Krytyka i sprawozdania.
Kruszka Wacław ksiądz:
Historya Polska w Ameryce
(dotychczas tomów 8 •— Milwaukee Wis. 1905 i 1906 — Drukiem
Spółki wydawniczej Kuryera).
Niespożytą zasługę zdobył sobie ks. Kruszka, znany i u nas
w kraju ze starań o biskupa polskiego dla Ameryki, wydając w for
macie książkowym rozszerzone i uzupełnione artykuły, ogłaszane
przed kilku laty w trzech czasopismach amerykańskich. „Niech historya
ta — pisze szanowny autor -— będzie uważana także za skromny
przyczynek do przygotowania należytego obchodu złotego jubileuszu
wychodźtwa polskiego w Ameryce. Srebrny jubileusz wychodźtwa, jak
świadczą chicagoskie roczniki gazet, obchodzili Polacy w Texas dnia
15. sierpnia r. 1880, a zatem złoty jubileusz przypadnie 15. sierpnia
1905 roku. Spodziewać się należy, że cała Polonia amerykańska od
oceanu do oceanu obchodzić będzie ten półwiekowy jubileusz swego
wychodźtwa w sposób uroczysty, ale i praktyczny zarazem, to jest,
że z tej półwiekowej przeszłości swojej na obczyźnie czerpać będzie
siłę na przyszłość do dalszej walki z żywiołami wrogimi wierze
i narodowości polskiej“. O ile sięgają nasze informacye, uroczysty
taki obchód jubileuszowy nie doszedł do skutku, lecz formalność,
choć ważną niewątpliwie w takich razach, zastępuje w wysokim stopniu
nieocenionej wartości książka, o której wiadomość podajemy. Znacze
nie jej tern więcej się uwydatni, jeżeli uwzględnimy, że innonarodowcy,
a z pobratymców naszych Czesi, już przed wielu laty nakreślili roczniki
Lud. Rocznik XII.
13
— 188 —
Swojego Wychodźtwa, a u nas kończyło się dotychczas na próbach
lub na monografijkach poszczególnych kolonii. Rzecz oczywista, że
dzieło ks. Kruszki nie jest ostatnim wyrazem historyi emigracyi, że
pod niejednym jeszcze względem pozostanie w przyszłości uzupełnionem, lecz stanowi już potężny zrąb, który pozwoli na wprowadzenie
w dalszym ciągu najpiękniejszych wątków zdobniczo-stylowych. Nie
wahamy się powiedzieć, że już w dzisiejszym swoim kształcie jest
wielkim, czynem obywatelskim, który posłuży do pokrzepienia serc,
za co szanownemu autorowi i ze strony narodu polskiego i ze
strony nauki polskiej szczera należy się wdzięczność. Czujemy się
prawdziwie szczęśliwymi, że sąd ten o książce polskiej z drugiej
półkuli nietylko wydać możemy, ale według najszczerszego przeko
nania wydać jesteśmy zniewoleni.
Historya ks. Kruszki składa się z dwu części. Część 1: „Historya
ogólna wychodźtwa polskiego w Ameryce“ obejmuje pięć tomów
(144-[-160-j—158-[-127-j-l 21) i już w całości została ogłoszoną, z części
II: „Historya poszczególnych osad polskich w Ameryce“ pojawiły
się do tej chwili trzy tomy (159—156—[—160) a całość rozmiarami
dorówna części pierwszej, jeżeli jej nie przewyższy. Część pierwsza
zamyka trzynaście rozdziałów, których nagłówki same świadczą o bo
gactwie treści i najróżnorodniejszych informacyi. Są one następujące:
(1) Odrębny typ Polaka w Ameryce, (2) Odkąd właściwie zaczyna
się emigracya polska do Ameryki, (3) Stopniowy wzrost i rozwój
historyczny osad polskich, w ogólnych naszkicowany konturach,
(4) Statystyka osad polskich w Stanach Zjednoczonych, sporządzona
na początku roku 1901, (5) Rzut oka na dzieje kościoła polskiego
w Ameryce, (6) Dzieje szkolnictwa polskiego w Ameryce, (7) Przemysł
i handel polski w Ameryce, (8) Rolnictwo i ogólny stan ekonomiczny
Polaków w Ameryce, (9) Polacy w polityce amerykańskiej, (10) Dzieje
oiganizacyi polskich w Ameryce, (11) Dzieje gazeciarstwa polskiego
w Ameryce, (12) Dzieje literatury amerykańsko-polskiej, (13) Gwara
amerykańsko-polska.
Niepodobna wdawać się w szczegóły, gdyż wszystkie niezmier
nie są ciekawe, ciepłym i wysoce dowcipnym kreślone językiem tak,
że książkę prawdziwie się pochłania jak najbarwniejszy romans.
A przecież podane tam szczegóły to tylko fakty historyczne; inna
izecz, że zdarzenia i ludzie, o których tam mowa, mogliby istotnie
dostarczyć wątku do najciekawszych opowieści. Inni to poprostu ludzie,
inne temperamenty i charaktery niż u nas, a wyrzuceni na wolną
ziemię wyładowują w sposób niesłychanie bogaty przyrodzone zapasy
— 189
energii życiowej. Nawet ten prosty chłop polski, na własnej ziemi
trzymany w ciemnocie, prowadzony na uździenicy i podejrzywany
o najpotworniejsze apetyty, jakżeż prześlicznie przedstawia się na
nowej ziemi, ileż w nim wrodzonej zdolności i tak wysokiej szlachet
ności uczuć, że nawet macosze europejskiej rzewnem odwdzięcza się
wspomnieniem. Toteż nic dziwnego, że przy czytaniu przepięknych
kart, nieraz łza rozrzewnienia ciśnie się do oka, albo kurcz jakiś
chwyta za serce, gdy przebiega się okiem takie n. p. ciche i skromnie
wypowiedziane zarzuty: „Najwyżej pod względem oświaty stoi lud
polski ze Ślązka, właśnie ten lud, o którym w Polsce dawno za
pomniano, na który najmniej liczono, któremu nikt w niczem nie
pomagał, o którym nikt nie myślał; najniżej zaś lud polski z Galicyi,
gdzie bodaj najwięcej na temat potrzeby oświaty ludowej krzyczano,
ale gdzie widocznie niewiele na tern polu zdziałano w rzeczywistości .
Historya polska w Ameryce ma już nawet swoje legendy, jak o owym
„wyklętym kościele w Ellis, który stoi dotychczas o dwu wieżach,
jakby dwu kościstych ramionach ku niebu sterczących, zabity deskami,
gdzie przez 20-ścia lat nikt nogą nie postał, a ostatni jego ksiądz
„niezależny“ umarł nagle, a twarz jego po śmierci była całkiem
czarna...“ Osada polska we Flintville ma nawet swojego apostoła czy
tajemniczego maga, który się nazywa Witold Chwalibóg. ,,Jest to
jedyny w swoim rodzaju pustelnik — pisze o nim ks. Kruszka
mąż rozległej wiedzy i głębokich a oryginalnych przekonań. „Unitaryusz“ ten, jak się sam nazywa, bo wyznający wiarę tylko w jedy
nego Boga, jest prawdziwym „unikatem“ w całym świecie. Do żadnej
istniejącej już religii całkowicie się nie przyznaje, utworzył sobie sam
swoją własną i o niej od kilku lat pisze po łacinie księgę p. t. „De
religione“, którą chce drukiem wydać, skoro ją ukończy. Żyje w ubó
stwie, mieszka w nizkiej chatce, okolonej kilku płotami i strzeżonej
przez ogromnego brytana, który rzekłbyś, jest imitacyą podziemnego
cerberusa. W izdebce jego stoi sękata ława i takiż stół,
zresztą
nie widzisz żadnej ozdoby, żadnych sprzętów, nawet nie ma łóżka,
śpi bowiem na gołej desce. Na ścianie widzisz obraz, nie przedsta
wiający nic, tylko wypisane wielkiemi literami imię „Jehowa“, przed
którym wisi lampka płonąca. Całem bogactwem, którem się ten ubogi
anachoreta chlubi, jest olbrzymia biblioteka, umieszczona w kamiennym,
na wpół w ziemię wkopanym sklepie, który tuż obok chaty się znaj
duje... W obejściu jest on grzeczny, uprzejmy, gościnny i zdradza
wysokie wykształcenie i ogładę towarzyską...
— 190 —
Na pierwszy rzut oka zdawaćby się mogło, że dzieło zbyt jest
jednostronnem, zajmując się głównie historyą polskich parafii. Zarzut
taki nie miałby jednak głębszego uzasadnienia wobec tego, że wy
chodźcami polskimi to przedewszystkiem lud polski, a pierwszą jego
organizacyą, parafia polska. Interes książki, o ile to być może, dałby
się niewątpliwie pomnożyć, gdyby szanowny autor zdołał był zebrać
więcej sylwetek wychodźców z klas inteligentnych. Lecz któż znajdzie
ich w 80-milionowem morzu ludzkiem, rozrzuconem po tak rozle
głych przestrzeniach, tern więcej, że ludzie ci zmieniają często polskie
swoje nazwiska i pragną pozostać nieznanymi. — Więcej uwagi możnaby
także poświęcić innowiercom polskim, a w szczególności żydom, lecz
ci ostatni giną niestety za prędko dla polskiej narodowości, nie mogąc
pomieścić się w ramach polsko-katolickich parafii. Może dałoby
się dokładniej opracować ekonomiczno-społeczne stosunki wychodźców.
Kwestyi tej dotknął szanowny autor i na ten temat wiele interesują
cych pomieścił wiadomości, a to musi wystarczyć, bo zebranie wy
czerpujących w tym kierunku materyałów musiałoby odwlec na długie
lata wydanie tak pięknej i pożytecznej książki. — Przyszłym praco
wnikom łatwiej przyjdzie budowę poprawić i ozdobić, skoro ks.
Kruszka wydźwignął ją majestatycznie i na trwałych podwalinach
umiejętnie postawił.
Toteż na zakończenie niniejszego dorywczego sprawozdania nie
mamy dość słów zachęty, aby piękna książka i w naszym kraju sze
rokie znalazła rozpowszechnienie. Zaspokoi bowiem ciekawość i przy
niesie niejedną pożyteczną naukę. O ile wiemy, nie znajduje się ona
dotychczas na europejskich rynkach księgarskich, dlatego dla tych
wsźystkich, którzy chcieliby ją posiadać, podajemy adres szanownego
autora: Rev. W. Kruszka Ripon Wis. (U. S. A.)
Dr. Michał Janik.
Hafty ludu krakowskiego, zebrał Seweryn Udziela. 24 tablic,
Kiaków 1906, nakładem autora, odbito w drukarni uniwersytetu
Jagiellońskiego, 4°, str. 4 nl-j-24 tabl.
Już w XV. w. kwitło w Polsce, zwłaszcza zaś w Krakowie
hafciarstwo, a w zapiskach i kronikach przechowało się do dziś dnia
kdka nazwisk hafciarzy, głośnych w owym czasie, (wymienia je: J.
Kołaczkowski w dziele swem p. t. „Wiadomości tyczące się przemysłu
i sztuki w dawnej Polsce“. Kraków i Warszawa 1888, 8°, str. 744).
Istniały też wówczas w Polsce osobne cechy hafciarskie; lecz haftem
— 191 —
zajmowali się nietylko rzemieślnicy, ale też kobiety z najmożniejszych
domów polskich, a nawet pochodzenia królewskiego, robocie tej odda
wały się z zamiłowaniem. Obok tego już od najdawniejszych czasów
istniał haft ludowy. Okoliczność, że hafty przez rzemieślników t. j.
hafciarzy zawodowych, wykonywane, dla włościan zbyt były drogie
sprzyjała nadzwyczajnie rozwojowi tej sztuki zdobniczej wśród luduLud brał wzory najrozmaitsze, już to z wyrobów obcych, już też
z najbliższego otoczenia, przyswajał je sobie i, przetwarzając je na
swój sposób, stworzył odrębny, charakterystyczny ornament. Hafciarstwo wśród szlachty, mieszczan i ludu do tego stopnia rozpowszechniło
się w w. XVIII. i tak szerokie przybrało rozmiary, że w r. 1780, cech
hafciarski w Poznaniu upadł zupełnie.
Haft maszynowy dochodzi w latach naszych do coraz większej
doskonałości, a cena jego również z dniem prawie każdym staje się
niższą, przez co haft ręczny traci racyę bytu i lud wiejski powoli
zaczyna od zajęcia tego odwykać. Wobec takiego stanu rzeczy nie
odzowne jest zebranie w jedną całość wzorów haftów ludowych
i przekazanie ich wiekom późniejszym, jako świadectwa pomysłowości
i prawdziwego poczucia piękna u ludu naszego. Wyroby maszynowe
w niedalekiej przyszłości zastąpią może zupełnie haft ręczny, więc
wydawnictwo takie, jak omawiane, może być również przydatne dlą
rozwoju naszego przemysłu artystycznego.
Technika haftów krakowskich nie jest zbyt różnorodna i skom
plikowana; polega głównie na trzech sposobach: zwykłe dzierganie,
haft płaski atłaskowy i t. zw. robótki, wykonywane igłą w wyciętym
otworze w płótnie.
Rysunki w zbiorze tym reprodukowane podają wzory haftów
ludowych głównie z lat ostatnich, t. j. po r. 1890. Z dawniejszych
podano rogi chustek z Tyńca (1858 r.), Sierakowa (1870 r.), Makowa
(1875 r.), koronkę u spódnicy ze Skawiny (1840 r.) i hafty na ka
ftaniku i fartuszku z tejże miejscowości (1840 r.). Przeważnie podane
są ornamenta z rogów chustek. Niektóre z haftów podane były
w tomie V. i VI. „Ludu“ wraz z notatką tegoż autora p. t. „Wzory
ludowego haftu białego z okolic Krakowa“ i w osobnej odbitce p. t.
„Wzory haftu białego ludu krakowskiego, Lwów 1900.
Całe zdobnictwo hafciarskie w zbiorze tym reprezentowane,
opiera się prawie wyłącznie na ornamencie roślinnym. Czerpiąc wzory
z roślin najpospolitszych i u nas najczęściej się powtarzających, lud
uwydatnia główne zarysy kształtów i linii, pomijając zresztą zupełni
192 —
drobniejsze znamiona i stylizuje oryginalnie, na sposób sobie jedynie
wŁ ściwy.
Cynkotypie odbito wyraziście i czysto w zakładzie T. Jabłoń
skiego i Sp.; w ogólności pod względem typograficznym, zewnętrznym
zbiór przedstawia się nader korzystnie, zasługuje więc na jak naj
szersze rozpowszechnienie, tembardziej, że wydawca ma w zapasie
zbio;y bogate i ciekawe, dotąd nieogłoszone.
Mieczysław Treter.
