21f471072397c8db7903eab282e7238b.pdf
Media
Part of Krytyka i sprawozdania, cz. 1 / Lud, 1906, t. 12
- extracted text
-
Literatura, krytyka i sprawozdania.
----- 0C7T>0-—
Marya Piechocka. O czci ludu do Najświętszej Maryi Panny.
Księga pamiątkowa Maryańska ku czci pięćdziesięciolecia ogłoszenia
dogmatu o Niepok. Pocz. N. M. P. wydana staraniem sodalicyi maryańskich. Lwów 1905. Księgarnia B. Połonieckiego. Tom I. str.
116—122.
Jeśli chodzi o wyjaśnienie kwestyi, jakie znaczenie ma cześć
ludu dla Matki Boskiej i jakie są czci tej objawy, to, aby odpowie
dzieć zadaniu, trzeba zebrać i zanalizować najcharakterystyczniejsze
przynajmniej modlitwy i pieśni ludowe (fakt, że lud pieśń jakąś po
wszechnie śpiewa po kościołach, bynajmniej o jej ludowem pocho
dzeniu świadczyć nie może), legendy i opowiadania o cudach, zbadać
zewnętrzne formy nabożeństwa do Matki Boskiej i sposób obchodze
nia głównych świąt, oraz zwyczaje ludowe z temi świętami złączone,
wreszcie wykazać, jaką rolę odgrywa ta cześć w życiu codziennem
ludu naszego, czy i o ile wpływa na ukształtowanie się jego cha
rakteru i usposobienia; rzeczą wagi pierwszorzędnej, tak dla etno
grafii jak i dla historyi sztuki polskiej wogóle, byłoby zbadanie obja
wów tej czci w sztuce ludowej, a więc omówienie plastycznych przed
stawień Matki Boskiej w obrazach, a zwłaszcza rzeźbach.
Sądząc z tytułu omawianej rozprawy, możnaby sądzić, że jest
ona jedną z pierwszych prób rozwiązania tej kwestyi; po przeczy
taniu jej jednak okazuje się, że jestto praca okolicznościowa, pisana
zapewne w pośpiechu, trudno więc od niej wymagać, by w sposób
ścisły i naukowy kwestyę czci ludu dla M. B. zupełnie wyczerpała;
ale rozprawa ta nie tylko kwestyi nie wyczerpuje, nie odpowiada
86
właściwie ani na jeden z wymienionych powyżej, a koniecznych, postu
latów. Jest to garść luźnych '. wag i zdań, powszechnie znanych
i powtarzanych, przerywana od czasu do czasu zacytowaniem kilku wier
szy ze starszych pieśni kościelnych o N. M. P. Sz. autorka podaje
kilka przykładów uczczenia M. B.; oto są: „W kościele N. M. P.
Zwycięskiej w Paryżu jest płyta pamiątkowa z wyrazem dziękczynie
nia za opiekę w czasie trzech podróży naokoło świata“,1) dalej:
w tymże kościele... „cała litania loretańska wypisana jest sercami
z wotum ułożonemi, wzdłuż sklepienia wokoło“;2) wreszcie przyta
cza Sz. autorka napis na dzwonie maryackim w Krakowie3), i wspo
mina o M. B. na obrazie J. Matejki i rysunku A. Grottgera. To
wszystko jednak niczego nam nie mówi o stosunku ludu naszego
do M. B. W końcu Sz. autorka stwierdza u ludu „oczywistość wie
rzeń mocnych i trwałych;“ odnieść to jednak należy do wszelkich
wierzeń w ogólności, nie tylko religii. Powszechnie wiadomo, że
wśród ludu utrzymują się legendy i podania odwieczne, zabobony
i wierzenia, niejednokrotnie dla niego szkodliwe. Tradycya ludowa
to skarbnica, w której lud składa „swych myśli przędzę i swych
uczuć kwiaty;“ długie wieki i nadzwyczajne zdarzenia złożyć się
muszą na to, aby lud zachwiał się w swych przekonaniach, zmienił
swe poglądy. Jest to jeden z objawów psychologii ludu, objaw
dawno już stwierdzony i ogólnie uznany.
Słowem, ludoznawca w badaniach swych na rozprawę tę zwra
cać uwagi nie potrzebuje, gdyż omówiona praca ani do powiększe
nia, ani do zgłębienia dotychczasowych naszych wiadomości o lu
dzie, niczem się nie przyczynia.
Mieczysław Treter.
’) str. 118.
-) str. 119.
Niewiadomo, w jakim celu Sz. autorka dowolnie zmienia tekst
tego napisu na maryackim dzwonie. Napis opiewa: „Hoc opus fecit Jo
hannes Freudintal Rotgisser ad honorem Dei omnipotentis et benedictae
Matris eius, anno Domini MCCCCXXXVIII. Jhesus Maria. — Ale resonante pia, populo succurre Maria. O rex gloriae veni cum pace. Maria
mater gratiae et misericordiae et nos ab hoste protege in hora mortis
suscipe. Amen“. Wspomniany zatem ustęp brzmieć powinien: „Gdy mój
głos rozlegać się będzie, błogosławiona Maryo, wstaw się za nami. Królu
chwały przybądź w pokoju. Maryo, Matko łaski, Matko miłosierdzia, za
słaniaj nas od nieprzyjaciół i przyjmij w godzinę śmie ci. Amen“. Cfr.
„Roczniki Krakowa“ St. i M. Cerchów z tekstem Dra F. Kopery, t. I,
str. 154.
87 —
Zeitschrift für österreichische Volkskunde (XI. Jahrg. 1905)
zamieściło między inneini rozprawkę Dr. 1. Polivki p. n. „Eine
alte Sehulanekdote und ähnliche Volksgeschichten", w której autor
przypomina opowiastkę Marcina Montana (Gartengesellschaft
r. 10.) o niedoszłym studencie:
Syn pewnego wieśniaka, niczego się nie ucząc, trwonił nielitościwie ojcowskie pieniądze. Gdy pewnego razu znowu przyjechał
do domu z prośbą o pieniądze, poczciwemu wieśniakowi już się da
wanie uprzykrzyło. Jakoś niezadługo ojciec nakładał gnój, a synalek
stanął w drzwiach i spokojnie się temu przypatrywał. Wtedy ojciec
zapytał go, jak się widły nazywają po łacinie. „Gabelinum“ (z niem.
Gabel) — odpowiedział syn. „A jak nazywa się gnój?“ — pytał
dalej ojciec. „Mistelinum“ (niem. Mist) —odrzekł zapytany. „A jak
się nazywa wóz?“ — spytał wreszcie ojciec. „Wagelinum“ (niem.
Wagen — brzmiała odpowiedź bezczelnego chłopaka. Oburzony sklął
go ojciec tysiącami dyabłów, kazał wziąć „Gabelinum" do ręki i na
kładać „Mistelinum“ na „Wagelinum“. Widły stały się odtąd jego
piórem.
Przy tej sposobności podaje p. Polivka, że tasama anegdota
znajduje się także wybornie zlokalizowana w „Facecyach polskich
z r. 1624“. Z Polski dostała się do literatury rosyjskiej. Szukając
tego samego motywu w powiastkach innych narodów, znajduje go p.
Polivka u Francuzów (Revue des traditions populaires XVI. s. 137),
w opowieściach Czecho-Morawian, Białorusinów, Małorusinów i Po
laków w okolicach Krakowa (St. Ciszewski: Krakowiacy). Literackie
opracowanie polskie pochodzi od Montana, przełożonego przez Hulsbuscha na łacinę, ale skąd pochodzi tosamo opowiadanie u ludu
polskiego i gdzieindziej, tego autor nie rozwiązuje. Pisze tylko, że
niejedno może wyszło z wspólnego źródła, niektóre zaś podobieństwa
mogą być przypadkowe. Niejedno powstało może samoistnie. Nie
jest też wykluczonem, że w starszych jeszcze zbiorach niż Montana
takie samo lub podobne opowiadanie da się odnaleść.
Mitteilungen des Musealvereines für Krain (XVIII. Jahrgang,
Lubiana 1905) zawierają interesujący artykuł p. Ed. Nowotny’ego
p. n. „ Das römische Gräberfeld an der Wiener Strasse in
Leibach".
Do poszukiwań przy wykopaliskach w Lublanie przystąpiono
w listopadzie 1904., a owoc pracy już dzisiaj pokazuje się bardzo
obfitym. Zachowane cmentarzysko należało do ludzi ubogich i średnio
zamożnych i służyło Rzymianom w pierwszych zaraz wiekach ery
88
chrześcijańskiej. Osobliwością jest cmentarzyska, że oprócz grobów
z urnami mieści także niemało grobów z szkieletami. Groby z ur
nami przedstawiają trojaki typ: ceglany, kamienny i amforowy.
Oprócz naczyń z popiołami zmarłego znajdują się w grobowcach
zwyczajem rzymskim inne przeróżne naczynia i naczyńka, zazwyczaj
obok siebie ustawiane, a niekiedy dostawione i otoczone osobnym
płaszczem kamiennym. Materyałem naczyń jest przeważnie Terra
sigillata, barwy koralowej, odpowiadająca wartością naszej zwyczaj
nej porcelanie. Niekiedy znajdują się także naczynia szklanne, pięknej
nieraz roboty i niemałej wartości. Z ozdób przeważają wyroby bran
żowe, zwierciadła metalowe srebrzone, fibule i monety, wyjątkowo
tylko przedmioty z czystego srebra.
Cmentarzysko szkieletów, płytko położone, najgłębiej do PlOm.,
dzięki odnalezionym gwoździkom i resztkom drzewa pozwala przy
puszczać, że zwłoki spoczywały w trumnie. Odkopane w tych grobach monety z wizerunkami cesarzy po czasy Konstancyusa 11.
i Kryspa każą się domniemywać, że cmentarzysko to pochodzi co
najpóźniej z r. 337. po Chr. Dalsze poszukiwania i odkrycia pozwolą
poczynić pewne wnioski o rzymskich drogach handlowych i niektó
rych innych stosunkach.
Narododopisny Sbornik ceskoslovansky (Sv. XI. v Praze 1905.
Nakładem Spolećnosti narodop. Musca ceskoslovanskeho) poświę
cony jest w całości słowackiej wsi Lopasovie w Nitrzańskiem, która
wedle statystyki z r. 1900. liczyła 975 mieszkańców. Pisze o niej
Pavel Sochan p. n. „Kroje a svadba v Lopasove na Slovensku i t. d“.
Podaję stamtąd w streszczeniu opis zachodów weselnych.
Gdy młodzieniec chce poślubić dziewicę, wysyła naprzód do
domu jej rodziców dwie kobiety krewniaczki, które dostają odprawę,
albo w razie zgody otrzymują poczęstunek. Wtedy we czwartek na
stępny o 10. godz. wiecz. Inb w sobotę o północy przyszły zięć
udaje się do wybranej z dwoma swatami, zazwyczaj z chrzestnym
ojcem i z przyjacielem. Ze strony panny młodej czekają także dwaj
świadkowie. Swatowie pana młodego składają życzenia, na co od
powiadają świadkowie panny i wzywają młodych, aby podali sobie
ręce i zamienili pierścionki (nowe z oczkami po 13 ct.). Młody daje
pannie pokryjomu srebrnego guldena na wino. W tensam wieczór
strony oddają sobie pisma z zobowiązaniem wypłaty 20—30 gulde
nów, jeśli jedna z nich zawiedzie.
W najbliższą niedzielę pan młody idzie z chrzestnym ojcem do
proboszcza i daje na zapowiedzi (zapisat’ ohlaśky). Młoda nie słu-
89
cha pierwszej zapowiedzi, gdyż miałaby głuche dzieci. Jeżeli nie
jest już panną, nie wolno jej brać drużbów ani drużek, ani zdobić
się do ślubu rozmarynem.
W sobotę po pierwszej zapowiedzi oblubienica (slúbenica) daje
oblubieńcowi (slúbencovi) pióro z rozmarynu, związane wstążeczką
i czyni tosamo w obie następne soboty, po drugiej i trzeciej zapo
wiedzi. Po drugiej zapowiedzi przysposabia się dla panny młodej
wyprawę (rúcho strojit’). Po ostatniej zapowiedzi we czwartek czte
rech drużbów, po dwóch z każdej strony, zaprasza na wesele (zvat
na svadbu). Na ubogiem weselu bywa dziesięć domów, na bogatem
dwadzieścia. We czwartek także przyrządza się jadło, a pan miody
zabiera wtedy pannę młodą i jej drużki do swego domu, aby po
magały myć naczynie.
W niedzielę przed ślubem ku wieczorowi zastawiają wiążące
się rodziny jadło w domu godowym, a drużki w domu oblubienicy
gotują w maśle rozmaryn dla pana młodego i drużbów. Pióro roz
marynowe oblubieńca przechowuje się po weselu jako środek na ból
zębów.
W dzień wesela, zwyczajnie w poniedziałek, o 7. godzinie rano
schodzą się goście weselni, każda strona u swoich. Wtedy stroją
młodą pannę, splatają jej warkocze, a o 8—9 godzinie muzyka idzie
po nią do domu, przyczem młodzieńcy skaczą przed muzyką z fla
szkami w ręku. Za muzyk'; idą chłopi, za nimi kawalerowie, a na
końcu z śpiewami dziewczęta i kobiety. Zazwyczaj śpiewa się wtedy
następującą piosenkę:
Ideme, ideme,
chodnycka nevieme:
dobri lude veda,
śak nám tí povedá.
Kade k vám, kade k vám,
kade k vám ici mam:
okná malé máte,
dvere zamykáte.
(Idziemy, idziemy, chodnika nie wiemy: dobrzy ludzie wiedzą,
wszak nam ci powiedzą. Kędy kwam, kędy k wam, kędy ku wam
iść mam: okna małe macie, dźwierza zamykacie).
Przed domem młodej zatrzymują się; pierwszy drużba, idąc
naprzód, puka paliczką o drzwi i pyta : „Pani mlaci, pani starsi,
páni principan? 1 Jęli sloboda (czy wolno) do tohoto domu vejít lebo
90
nie? Gdy otrzyma przychylną odpowiedź, składa życzenia, a nastę
pnie swat znowu z życzeniami prosi oblubienicę do siódmej świę
tości, do chramu bożego. Gdy swat panny na to odpowiedział, wo
łają rodziców, a wtedy młodzi klękają i przyjmują błogosławieństwo.
Do ślubu idą naprzód drużbowie, za nimi chłopi i muzyka,
dalej pan młody, za nim panna młoda, a na końcu kobiety, śpiewa
jąc różne piosenki. Ładna jest piosenka dla panny, jeżeli ta jest
sierotą:
Ej hory, hory,
zelene hory.
Dze sa mi podeli
rodiće moji.
Rodiće moji
davno zemreli,
a rnna sirotku
tu zanechali.
Sirota nevolna
vćul si svadbu stroji,
dobre si pomyśli,
koho na nej neni.
Neni na nej, neni,
mojeho tatyćka:
vyrostla uż na nych
zelena travicka.
Zelena travićka,
ćerveny hrebićek,
tam mi odpoćivaju
mój stary tatyćek.
Gdy przyjdą przed kościół, muzyka idzie do gospody, a godownicy do kościoła. Rodzice ani jego ani jej na ślub nie idą.
W kościele młoda idzie za młodym, a nie obok. Po ślubie chrzestna
matka zakrywa młodej głowę chustką, poczem idą razem ze świecą
naokoło ołtarza. Przed kościołem chrzestna matka łamie kołacz
makowy z miodem i częstuje młodych jabłuszkiem, aby mieli słodki
żywot. Od ślubu idą młodzi ze swojemi drużynami, każde do swego
domu. Swatowie i pan młody z orszakiem muszą pannę od jej ro
dziców wyprosić. Panna czeka w komorze, a na straży stoi chrzestna
matka. Ta wypuszcza naprzód drużki, ubrane w maski, a drużbą
- 91
wiedzie je do zięcia. Lecz on nie chce żadnej, choć mu je za darmo
dawają. Chrzestna mówi, że ma jeszcze jedną „szwarną“ dziewczynę,
ale tej nie wyda niżej 15-tu tysięcy guldenów. Następuje targ, przy
którym kobiety ze strony młodego rzucają worek skorup na drzwi
albo na grzbiety godowników i wołają, że mają dosyć pieniędzy.
Następuje ostatecznie ugoda, a młody daje świekrze potajemnie
guldena jako odkup za córkę, a jego starszy swat rozdaje gościom
w darze ręczniki. Teraz wiodą młodą niewiastę do domu młodego.
Młoda i matka płaczą, a inne kobiety śpiewają:
Dobra nocka temu domu,
kdze sme mali dobrú vólu,
eśće lepSa tej maceri,
kerá chova synou, céry.
Gdy oblubieniec bierze pannę z obcej wioski, musi się wyku
pić sąsiadom, którzy wtedy przez drogę przeciągają powróz.
Przed domem młodego wynoszą dwa kosze: jeden bez dna,
a drugi z kołaczem. Rzucają je w ciemności do góry, a kto cząstkę
'Ołacza pochwyci i weźmie ją na jarmark, temu szczęście posłuży.
Gdy wreszcie goście zasiędą przy trzech albo czterech stołach,
odmawiają głośno ojczenasz i następuje wieczerza. Młoda, która już
sobie dobrze w domu podjadła, teraz „pre mores“ nie je ani nie
pije i ma przed sobą talerz, do góry dnem obrócony.
Po wieczerzy składają na ziemię naczynie z pierwszego stołu,
a wtedy pierwszy drużba przynosi trzy świeczniki, na krzyż związane,
wstępuje na stół i w stosownej przemowie prosi pannę do łożnicy.
Następnie wyciąga ręcznik i podaje go młodej, która wstępuje teraz
na stół, około którego drużba trzy razy dokoła ją oprowadza, za
każdym razem kłaniając się młodemu, a potem wiedzie ją do ko
mory. Muzyka gra, a goście śpiewają różne pieśni, n. p.:
Najprv do komory,
a potom na pec:
najprv budę dzieuca,
a potom chlapec.
Za drużbą i młodą idą do komory obie drużki, zdejmują jej
wianek rozmarynowy, a panna młoda baczy, aby jej go kto nie por
wał, bo to sprowadza nieszczęście w małżeństwie; następnie roz
platają jej warkocz, kładą ręcznik na głowę i wracają do izby, gdzie
tańce i muzyka trwają do 3 ciej rano. Tej nocy młodzi śpią razem
w komorze.
92
Na drugi dzień odbywa się dalej wesele i oczepiny (zaćepćenie). Czepiec wraz z wielkim jak koło kołaczem i orzechem ofiaro
wuje chrzestna matka. Po oczepinach podają obiad. Przy obiedzie
w poniedziałek podają chrzan słodki, a we wtorek kwaśny. Po obie
dzie chodzą z hejnem (s hejnem) po zaproszonych domach i tak ba
wiąc się, tańcząc i pijąc, spędzają czas do wieczora. Po wieczerzy
kucharka kołacz (radostnik) chrzestnej matki owija w płachtę i nio
sąc go na grzbiecie mówi, że niesie dziecko młodej niewiasty. Na
trzeci dzień odbywają się poprawiny.
Wesela odbywają się najczęściej około św. Marcina, gdy mają
już gęsi, wino i młócone zboże. Rzadsze są wesela w zapusty. Dla
przykładu podaję jeszcze jedną piosenkę w oryginale, gdyż zrozumnieme jej me sprawi najmniejszej trudności:
Chudobna dzievecka
jako iskerecka,
chodzi po svobode,
jak ryba po vode.
Ked rybenka z vody,
rada by do vody;
ked sa dzieuca vyda,
rad by do slobody.
Ked sa dzieuca vyda,
jako by umrelo,
jako by ho jakżiv
na svece nebelo.
Vydat sa je, vydat,
ale odvydavat,
neni to len, neni,
chleba vypożćavat.
Ked chleba wypożća,
ked napeće, vraci.
Ked sa dzieuca vyda,
vac sa nenavraci.
Ked sa suhaj żeni,
jako by sa topiu,
jakoby perenko
do vodenky pustiu.
Ked sa dzieuca vyda,
aż na veky amen,
jako by uhodziu
do vodenky kamen.
Jako je ten kamen
v morskej hlbokosci,
tak nezna vac dzieuca
v svece veselosci.
Czary u starożytnych. Zabobon jest tak dawnym, jak nasze
najdawniejsze wiadomości historyczne o człowieku. Obejmował on
przedewszytkiem szerokie masy pospólstwa, ale w epokach upadku
prawdziwej myśli naukowej i wybujałości mistyczno-religijnych wci
skał się nawet w umysły ludzi rzekomo oświeconych. Ciekawe pod
tym względem wiadomości podaje dyalog sławnego Luki a na
z Samozaty, żyjącego w II. w. po Chr, zatytułowany: Łgarz
albo niedowiarek (w polskim przekł. M. K. Boguckiego, nakł.
ad. Umiej. 1906). Lukian ośmiesza owych uczonych zabobonnikow i przy tej sposobności podaje ich opowieści i zalecane przez
y
— Oś —
nich środki. Oto ich wiązanka.
Aby wyleczyć się z reumatyzmu,
podnosi się lewą ręką z ziemi ząb zabitej ryjówki i zawiązuje w świeżo
zdartą ze lwa skórę, a następnie skórą tą owija się nogi, poczem
ból ustaje. Według innego na tę samą chorobę owija się nogę w skórę
lani, która jeszcze nie rzucała. — Służącemu Midasowi jad żmii
wypędził z ciała pewien Babilończyk za pomocą zaklęcia, a potem
przywiązał mu do nogi kawałeczek kamienia, odłupanego z nagrobka
zmarłej dziewicy i tak przywrócił mu zupełne zdrowie. — Tensam
Babilończyk oczyścił pole z płazów, obchodząc dotyczące miejsce
z siarką i pochodnią trzy razy dokoła i odczytując siedm czaro
dziejskich słów ze starej księgi. — Syryjczyk z Palestyny wypędzał
z ludzi złe duchy za pomocą klątw i gróźb, stając przy takim czło
wieku, leżącym na ziemi, i pytając, skąd duchy w niego weszły.
Chory wtedy nic nie mówi, a tylko duch odpowiada po grecku lub
barbarzyńsku, zależnie od tego, z którego kraju pochodzi. Opowia
dający widział na własne oczy ducha takiego, gdy wychodził: „czarny
był, jakby okopcony“. — Filozof Eukrates ujrzał raz w gęstwinie
niezwykłe zjawisko. Naprzód dało się słyszeć trzęsienie ziemi, po
lem huk niby gromu, a wtedy wyszła okropna niewiasta, wysoka
na jakie może pół staja, w lewej ręce pochodnię trzymając, w pra
wej miecz, długi może na dwadzieścia łokci. U dołu miała nogi
z wężów, górną zaś częścią ciała przypominała Gorgonę. Niewieście
towarzyszyły psy, większe od słonia indyjskiego, czarne, włochate,
z brudnymi i nastroszonymi kudłami. Kiedy to zobaczył, czarodziejski
sygnet, otrzymany niegdyś od Araba, obrócił kamieniem ku dłoni,
a w tejże chwili otwarła się czeluść, w której zjawisko zniknęło.
Spojrzał wówczas w dół i zobaczył Hades, Periflegeton, Kerberosa
i umarłych, podzielonych na szczepy i rody, leżących na błoni asfodelowej i zabawiających się z przyjaciółmi i krewnymi. — Tensam
filozof opowiada inny niemniej ciekawy przypadek z własnego życia.
Pochowawszy żonę, którą bardzo kochał, kazał spalić z nią razem
wszystkie stroje i szaty, które za życia najbardziej lubiła. Siódmego
dnia po śmierci ukazała mu się nieboszczka i poczęła czynić wy
rzuty, że jeszcze jednego bucika, a miała złote, nie spalił. Wtem
zaszczekał piesek pokojowy i mara znikła. Trzewik w istocie znale
ziono potem pod skrzynią i spalono. — W pewnym domu straszyło.
Znający się na czarnoksięstwie wybrał się do owego opuszczonego
domostwa, a niezadługo zjawia się przed nim duch, kosmaty, kudłaty,
czarny, i przybiera postać to psa, to buhaja, to lwa. Wtajemniczony
odczytał wówczas najstraszliwszą formułę w języku egipskim i duch
- 04 zapadł w ziemię. Nazajutrz kopano w tern miejscu i znaleziono
szkielet. Gdy szkielet pogrzebano, od tego czasu miał dom spoko
od upiorów. — Przedziwną mocą odznaczał się Pankrates Egipcyanin. Gdy przyszedł do jakiej gospody, brał zaraz zasuwę od drzwi,
miotłę albo nawet tłuczek od noździerza, odziewał w szaty, odma
wiał zaklęcia, a przedmiot ów zaczynał chodzić i usługiwać, jak czło
wiek. Stosownem zaklęciem wielki czarodziej umiał znowu odbierać
moc owemu przedmiotowi. Uczeń czarnoksiężnika podsłuchał raz
zaklęcie mistrza, które składało się z trzech zgłosek. Gdy mistrz
opuścił mieszkanie, uczeń według recepty mistrza zaklął tłuczek
i kazał mu przynieść wody. Tak się też stało. Lecz uczeń nie znał
drugiego zaklęcia, a tłuczek nosił wodę i nosił, aż wreszcie cały
dom stał w wodzie. Przestraszony przeciął tłuczek na dwoje, a wtedy
obie połówki dalej robiły tosamo. Wtem zjawia się Pankrates i za
mienia tłuczki w drzewo, jak były przed zaczarowaniem, a sam
opuszcza ucznia i znika gdzieś bez śladu. Ta ostatnia opowieść zo
stała odtworzoną najwierniej w sławnej balladzie Goethego p. n.
Zauberlehrling.
Na tern nie kończą się opowieści Lukiana. Przypomnę jednak
jeszcze tylko jedną z utworu jego p. n. „Prawdziwa powieść“.
Wśród wielu przygód bohater tej powieści dostał się na wyspę Kabalusa, gdzie mieszkały niewiasty, które mordowały kochanków, upoiwszy ich przedtem i uśpiwszy w miłosnych ramionach. Narażony
na tosamo niebezpieczeństwo, a uratowawszy życie przy pomocy
cudownego ślazu, skrępował swoją kochankę i chciał ją zabić. Lecz
ta w jednej chwili przeistoczyła się w wodę i znikła. Wbił przecież
dla próby miecz do wody, a ta zamieniła się w krew. Opowieść ta
opartą być musiała na jakichś podaniach ludowych, skoro podobne
motywy znajdujemy w falsyfikacie Macphersona i w Zamku ka
niowskim Goszczyńskiego, którzy powieści Lukiana bezwątpienia
nie znali.
Dr. Michał Janik.
