f4f8bb3895ce3080c2baee38584ce7af.pdf
Media
Part of „Redde, quod debes!“ („Urodzony Jan Dęboróg“ Wł. Syrokomli a wątek szwajcarskiej powieści ludowej) / Lud, 1906, t. 12
-
extracted text
-
— 268
47. Zastrzał. Wsadzają palec w gotujące kartofle, dopóki
można wytrzymać, a jak od tego nie przypśnie, to wystrzeli
i zastrzał zniknie.
48. Chory kładzie palec na lufie nabitej strzelby prochem
a drugi pociąga za cyngiel i strzela. ,
49. Zęby. „Na ból zębów bioro mech, co rośnie na krzyzie na rozstannych drogach i pało tęn mech i tęn dym puscajo
w zamby“.
50. Okadzają dymem z przypalonego zęba końskiego chory
ząb u człowieka.
I wiele innych zabobonów leczniczych jest tu w używaniu,
zanotowanych jednakże już w innych zbiorach, jak ks. A. Pleszczyńskiego „Bojarach“, Udzieli Medycynie i t. d.
Witowt.
„Redde, quod debes!“
(„Urodzony Jan Dęboróg“ Wł. Syrokomli a wątek szwajcarskiej powieści
ludowej).
W trzecim zeszycie X. rocznika (1906) organu Szwajcar
skiego Tow. ludoznawczego p. t. „Archives suisses des tradi
tions populaires“, podaje dr. J. Heierli z Zurychu kilkanaście
legend ludowych, z manuskryptu N. N. w Herisau. Wśród tych
opowiadań, znajduje się jedno (na str. 125 im. wspomnianego
czasopisma) o takim samym wątku legendowym, jaki posłużył
Wł. Syrokomli do opracowania największej (oczywiście co do
ilości wierszy) z jego gawęd p. t. „Urodzony Jan Dęboróg,
dzieje jego rodu, głowy i serca przez niego samego opowia
dane a rytmem spisane... etc.“ Wiara w zjawienie się niebo
szczyków wsrod ludu ogromnie jest rozpowszechniona i fakt,
że Syrokomla w gawędzie swojej zapożyczył się u ludu, naj
mniejszej nie ulega wątpliwości*); ciekawem jest jednak, że
wątek podaniowy u Syrokomli, identyczny jest prawie zupełnie
z wątkiem legendy szwajcarskiej.
Jak wiadomo, treść gawędy Syrokomli stanowi zatarg Dęorogów z Brochwiczami o dziesięć morgów gruntu, przez je)_Cfr. St. Zdziarski: „Pierwiastek ludowy w poezji polskiej XIX
— 269 —
dnego z przodków Jana Dęboroga zagrabionego. Proces trwał
iuż lat dwieście, żadna strona ustąpić nie chciała, a rozstrzy
gnięcie sporu utrudniał brak jakichkolwiek dokumentów ze
strony Brochwiczów. Wśród takiego stanu rzeczy młody Dęboróg miał pewnego razu widzenie, które tak opisuje:
„...wbiegam na pole,
„Pod rotmistrzowy kurhan przychodzę.
„Wśród czarnej nocy brnę nieprzytomnie —
„Wtem coś jęknęło — dreszcz przebiegł po mnie:
„Spojrzę... dziad jakiś... biały wysoki,
„Stoi ode mnie tuż o dwa kroki.
— „Kto tu? i po co? krzyknę na dziada,
„A w trwożnych piersiach zamiera słowo.
„Starzec jak martwy nie odpowiada,
„Lecz tylko głośniej jęknął grobowo...
„Wskazał prawicą na dwór Brochwicza,
„Potem na naszą miedzę przydrożną,
„Otworzył usta, wlepił wzrok we mnie,
„I trzy wyrazy jęknął podziemnie:
Redde quod debes!!
— „Kto tu?!“ krzyknąłem
Choć pierś zamarła ledwie kołata,
Czuję: pot zimny leje się czołem —■
Wtem zniknął upiór z innego świata.
Podaję teraz w dosłownem tłumaczeniu opowiadanie ludu
szwajcarskiego w Kantonie Appenzell.
„Jak wiadomo, było w dawnych czasach wielu ludzi ogniem
trawionych*). Wierzono, że człowiek, który przesunął na grunt
sąsiada płot lub słupki graniczne, będzie musiałpo swej śmierci,
trawiony ogniem, pokutować wtem miejscu, w którem dopóścił się tego występku. Nie będzie mógł spocząć do czasu,
kiedy potomkowie jego szkodę nąprawią, t. j. granicę na da
wne przesuną miejsce. W pewnej wiosce naszej krainy umarł
zamożny włościanin, poważany przez wszystkich; wnet jednak
*) Tak tłumaczę słowo: „Zóssler“, które w narzeczu tamtejszem
oznacza człowieka trawionego ogniem po śmierci.
— 270 —
poczęto sobie opowiadać, że ukazał się temu i owemu. Pewnego
razu późną porą, wracał syn jego z lasu do domu, gdy
w tern spotkał ojca swego, trawionego ogniem. „Ach! na
Boga w niebie ojcze, cóż uczyniłeś?“ zawołał syn pe
łen przerażenia, skoro w ogniem trawionym człowieku ojca
swego rozpoznał. Starzec wskazał ręką słup graniczny.
„Wszystko naprawię, abyś został wybawiony“ — zapewniał syn.
Starzec wyciągnął ku niemu rękę. Syn nie miał odwagi chwycić
za rękę trawioną ogniem, zwrócił więc ku ojcu topór drugim
końcem; jęcząc, ujął zań starzec i znikł. Topór zaś był
w tern miejscu jak węgiel czarny.“
Mieczysław Treter.