16c22916af3f89914fb1ca7d2e3539a4.pdf
Media
Part of Zapiski etnograficzne z Ropczyc / Lud, 1906, t. 12
- extracted text
-
MATERYAŁY I POSZUKIWANIA.
oczoc--
I.
Zapiski etnograficzne z Ropczyc.
Zebrał
Józef Sulisz.
I. Nazwa i początek miasta.
Ropczyce (dawniej pisało się Robczyce) leży w dawnej ziemi
sandomierskiej, w głębokiej kotlinie nad rzeczką Wielopolką. Począt
kiem swoim sięga końca XIII. w. i powstało z dwóch osad „Ropczyca górna i Ropczyca dolna“, które król Kazimierz W. połączył
i zamienił w miasto pod jedną nazwą „Ropczyce“. Pierwotnymi
osadnikami mieli być Niemcy, a ponieważ w tych stronach były
wtedy liczne bandy rozbójnicze, stąd nazwali swoją osadę z niemie
cka „Raub-schiitze“, aby się miano na baczności przed napadami.
Kazimierz W. nadał nowemu miastu prawo magdeburskie i uwolnił
je na lat 20 od wszelkich danin. Celem dokładnego rachowania tych
wolnych lat, wystawiono na rynku słup, do którego z boku wbito
20 kołków, z których co roku jeden usuwano.
Pierwotne miasto miało stać wedle podania o 2 kim. dalej na
wschód, na polach dzisiejszej wsi Brzyzny, lecz się zapadło, z czego
ślady jeszcze pozostały. Później chciano założyć miasto na górze,
zwanej dziś „suchrową“ od strony zachodniej i pisano w tym wzglę-
— 58 —
dzie do Rzymu, ale z Rzymu „przyszło“, aby tam miasta nie sta
wiali, bo je spali „siarczysty“ ogień. 1 tak założono je na dzisiej
zem miejscu.
II. Części miasta, przysiółki.
1. Ulica krakowska, bo leży od strony Krakowa.
2. Stawisko, bo tam były wielkie stawy i trzęsawiska.
3. Górka, bo leży na górze.
4. Wierzbowe miasto, bo rośnie dużo wierzb.
5. Na baduni, bo tam było gnojowisko.
6. wola.
7. Gryfów, bo miał tam niegdyś posiadłość jakiś Gryf.
8. Za kościółkiem, bo leży za kościółkiem N. P. Maryi.
9. Targowica, bo tam była przedtem targowica na wieprze.
10. Baraniec, przysiółek z kilku chałup; zamieszkiwali go
niegdyś sami Barany.
11. Podsłońce, bo leży na stoczysku, wystawionem na połu
dnie, pod słońce.
12. Średnie, stanowiło dawniej osobną gminę, jako Średnia,
górna i dolna; opasuje właściwe miasto.
13. Suchrowa góra, bo pod nią mieszka żyd Sucher.
III. Kościoły.
1. Kościół farny, fundowany przez Kazimierza W., po spa
leniu r. 1873 odnowiony. Jakiś czas był w posiadaniu lutrów.
2. Kościółek N. Panny Matyi, który mieszczanie wyprosili
sobie u cesarza Józefa II. i odtąd jest pod ich wyłączną opieką.
3. Kaplica św. Jana Nepomucyna, w środku rynku stojąca
i druga takaż pod miastem, wybudowana r. 1800.
IV. Nazwy pól, ogrodów.
1. Błonie, dziś zamienione na rolę.
2. BI ich, bo tu dawniej bielono, czyli blichowano płótno.
3. Brzeziny, bo rosną liczne brzozy.
4. Chruścik, bo zarośnięty krzakami.
5. Dębrza, podłużna dolina za cmentarzem, zarośnięta da
wniej dębami, dziś na nowo zalesiona. Miejsce to służyło do zabaw
młodzieży.
— 59
6. Dyabla jama, obszerny otwór w górze, przez wodę wy
żłobiony. W niej siedzi dyabeł i wielu go tam widziało, jak się ko
łysał na dwóch brzozach. Tu zawsze coś „straszy“.
7. Dział, bo tu się dzielono polem.
8. Granice, bo pola graniczą z gruntami wsi Brzezówki
i Gnojnicy.
9. Kopaliny, pole to zarastały krzaki, które następnie wykopano10. Lisioki, tak nazwane od mnogich lisów.
11. Piaski, bo grunta piaszczyste.
12. Podgórze, bo grunt się podnosi pod górę.
13. Prebenda, ogród, należący niegdyś do kościoła św. Bar
bary i stanowiący jego dochód.
14. Sikorki, miejsce zarośnięte krzakami, w których się gnie
źdź’ dużo sikorek.
15. Szkot ni a, tak nazwane pola gminne; jest ich trzy.
16. Szpitalka, pole stanowiące fundusz ubogich ; jest ich dwie.
17. Szubienice, jest to mała dolina, tak nazwana od kopca,
na którym miała być szubienica.
18. Średnioki, bo tam jest środek pola.
19. Wąwóz, bo pole ciągnie się wąwozem.
20. Winnica, pole należące do plebanii, około 50 morgów.
Stanowi fundusz na wino, które się pije w kościele w dniu św. Jana
Ew. 27. gr.
21. Wymowa. Nazwę tę noszą te grunta, które sobie ojco
wie, oddając pole dzieciom, wymawiają na dożywotnie używanie.
V. Wody, studnie.
1. Rzeka Wielopolka, bo wypływa pod miastem Wielopolem.
2. Młynówka, odnoga poprzedniej, sztucznie zrobiona dla
młyna.
3. Studnia św. Barbary, tak nazwana od drewnianego ko
ścioła św. Barbary, który obok niej stał. Przeniesiony do wioski Nagoszyn, tam się dotąd znajduje.
Na dnie tej studni okazywał się dawniej w dniu św. Barbary
(4. gr.) wielki ołtarz byłego kościoła z zapalonemi świecami; pó
źniej to jednak ustało, gdy żydzi zaczęli z niej czerpać wodę.
VI. Okolica.
1. Gródek, czyli Koci zamek. Na polach wsi Brzyzny znaj
duje się nad głęboką szkarpą stożkowate wzgórze, w którego wierz-
60
chołku, jak to jeszcze starzy ludzie pamiętają, był otw ór, a po jego
bokach widać było cegły i belki drzewa. Otwór ten był bardzo głę
boki, bo raz chcieli go zmierzyć i związano trzy długie żerdzie,
a dna nie dostano. Dziś jest zasypany.
W miejscu tern miało stać pierwotnie miasto Ropczyce, lecz
się zapadło. Teraz tam straszy. Nieraz widzieli pastuchy podczas
sumy w niedzielę uciętą głowę ludzką, lub kadłub bez głowy, jak
się toczyły same po ziemi, a potem to zapadało wszystko w otwo
rze kopca. Zaś w niedzielę wielkanocną słyszano w głębi ziemi
dzwonienie dzwonów i szczęk zbroi.
„Roz o zmierzchu szła jedna kobieta z Pietrzejowy brzegiem
tej skarpy i usłyszała jakiś szmer na dole; spojrzy i widzi jakiegoś
człowieka, niby żołnierza. Idzie dalej, aż tu ten człowiek robi skok
z dołu i staje przy niej na górze. Ona z wielkiego strachu tylko
krzykła: Jezus! Maryo! i już tego przy niej nie było. Ale potem to
odchorowała“.
2. Łysa góra. W pobliżu Gródka na pochyłości wzgórza jest
urwisko, trawą i zielskiem porosłe, zwane „łysą górą“, gdzie także
„coś straszy“.
3. Kopiec. Na polach poblizkiej wsi Witkowice wznosi się
na równem polu kopiec, jak położenie jego wskazuje, ręką ludzką
usypany. Według podania, mieli go usypać szablami polscy żołnie
rze swojemu starszemu podczas wojny ze Szwedami.
4. Szubienice. Na zachód od miasta, na polach mieszczan
Suliszów, jest kopiec w kształcie ściętego ostrosłupa, mający w ob
wodzie u dołu 64 m., a u góry 30 m., zaś wysokość boczna wy
nosi 8 m. Miała tu być niegdyś szubienica, a w kopcu jest pocho
wana dziewczyna, która zabiła swoje dziecko; tam ją powieszono
i wraz z dzieckiem pogrzebano.
Obok niego jest mniejsza, stożkowata mogiła w obwodzie 30 m„
a wysokości bocznej 5 m.
5. Czujek, folwark 4 kim. od Ropczyc, przy głównym go
ścińcu. Tu niegdyś grasowali rozbójnicy, czając się w gęstych bo
rach na przejezdnych. Stąd musiał się każdy mieć na baczności
czyli czuwać.
VII. Z flory,
1. Babka. (Plantago). Liście jej goją rany.
2. Biedrzemec (Pampinella sacrifaga), przeciw urokom kadzą.
61
3. Boże drzewko. (Artemisia Abrotanum). Ze święconem niesolonem masłsm skuteczne na rany.
4. Centofolia, znana pod nazwiskiem „cencelia“. Odwar z mej
piją na febrę i naprawienie smaku.
5. Groch polny powinno się święcić na Matkę Boską Zielną
z trzech gruntów, bo tylko wtedy jest skuteczny przeciw czarownicom.
6. Grzyby jadowite zowią tu powszechnie „psiubami“. Gdy
na gnoju psiuby wyrosną, wróżą deszcz.
7. Hreczka. Łuszczkę na oku gubi się kadzeniem kaszą tatarczaną.
8. Jarząb. Jagody jarzębiny wkładają do dziurawego zęba, ce
lem uśmierzenia bólu.
9. Kudron. Roślina z okrągłymi, wyciętymi nieco liśćmi i wlo
kąca się po ziemi. Przysmażano ją dawniej w maśle dla zapachu do
„łomasty“ ziemniaków.
10. Lebiodka pospolita (Origanum vulgare), zwana lebioda,
lub łoboda. Jedzono ją podczas wielkiego głodu, przyprawiając jako
kapustę.
11. Leszczyna (Corylus avellana). Aby dzieci prosto losly,
należy je kąpać w wodzie, w której się wygotowało proste gałązki
leszczyny.
12. Lulek uśmierza ból zębów zapomocą kadzenia.
13. Łopian pospolity, łopuch (Lappa communis). Liście i ko
rzeń łopuchu, wygotowane w wodzie, skuteczne na puchlinę. Łopuch,
wygotowany w serwatce, powoduje porost włosów.
14. Macierzanka (Thymus vulgaris). Z macierzanki uścielają
kurczętom gniazda, aby się dobrze chowały.
15. Marunka rumiankowa (Matricaria Chamomilla), zwana
marónka. Pomocna na kolki w boku przez nacieranie jej liśćmi i pi
cie z niej odwaru. Ziele to łatwo zamnożyć w ogrodzie. Gdy się
w niedzielę wielkanocną je na obiad barszcz ze święconem, wylewa
się resztę na trawnik, a w tern miejscu z żółtka święconego jaja
wyrośnie marónka.
16. Ogórki. Ogórków nie sadzi się na nowiu, bo się nie udadzą.
16. Olsza*) (Albus glutinosa) miała początkowo białe drzewo.
O niej jest następująca legenda:
*) A. Saloni: Lud łańcucki. (Mater, antr. arch, i etnogr: Tom VI
1903. str. 253.
— 62 —
Kiedy Pan Bóg stworzył już wszystkie zwierzęta, stanął przed
Nim dyabeł i rzekł: Panie, Tyś tyle wszystkiego stworzył, a ja nic,
dozwól, bym i ja coś wykonał! Wtedy Pan Bóg kazał mu uciosać
z drzewa wilka. Dyabeł ucieszony zabrał się zaraz do roboty. Wziął
wielką kłodę drzewa i zaczął ją obciosywać, a gdy już dużo narąbał
trzasek, zapyta Pana Boga: Panie, bedzie już? Jeszcze nie! — odrzekł Pan Bóg — i dyabeł rąbie dalej. Po chwili pyta znów: Panie,
bedzie już? Jeszcze nie! — odrzekł Pan Bóg — i dyabeł rąbie da
lej. Gdy już z kłody zrobił podobieństwo zwierzęcia, pyta znów - Pa
nie, bedzie już? Będzie! - odrzekł Pan Bóg. Dyabeł ucieszony
zaczął ruszać kłodą, aby ją ożywić, ale ta się nie ruszyła. Zasmu
cony idzie do Pana Boga i mówi, że wilk się nie rusza. Wtedy Pan
Bóg kazał mu na wilka zawołać: wilku, zjedz dyabła! — a ożyje.
Dyabeł wraca, lecz chcąc oszukać Pana Boga, mówi do kłody: wilku,
zjedz Boga! — ale wilk się nie ruszył. Wraca więc do Pana Boga
i skarży się, że wilk nie ożył. A Pan Bóg rzecze znów: powiedz
mu, wilku, zjedz dyabła, a ożyje! Wraca dyabeł i znów mówi jak
pierwszą rażą, a kłoda się nie ruszyła. Staje więc po trzeci raz przed
Panem Bogiem i otrzymuje tę samą odpowiedź. Teraz postanowił
już wykonać rozkazanie Pańskie, lecz jako przezorny, upatrzył so
bie naprzód w pobliżu wysoką olszę i nachylając się z daleka, mówi
cicho: wilku, zjedz dyabła! W tej chwili wilk jak nie skoczy na
dyabła, ten ucieka na olszę, wilk za nim, złapał go za nogę i od
gryzł mu <-ałą piętę. Krew oblała całą olszę i odtąd jej drzewo stało
się czerwonem. Z trzasek zaś, jakie dyabeł narobił przy ciosaniu
wilka, powstały kawki i wrony.
18. Orzech włoski. Odwar z jego liści skuteczny na szkrofle.
Można je także sparzone przykładać.
19. Rzepa. Sieją ją z garnka, który potem kładą w środku
stajania, aby rzepa tak wielka urosła, jak ten garnek.
20. Proso. Przed sianiem prosa należy natrzeć ręce święconą
oliwą, aby nie zarastało trawą. Proso powinno się siać w takim dniu
tygodnia, w jakim było św. Walentego (14 lutego), to go nie będą
jadły wróble, bo nie będą wiedzieć, co to jest. Dobrze jest także
wywiesić szmatę, którą obcierano umarłego po umyciu.
21. Tatarak pospolity (Acorus calamus), zwany tatarskiem
zielem, lub sasyną. Używają go do wytępienia gąsienic na kapuście.
Lamie go się na kawałki i rozrzuca po zagonach, a zapach jego za
bija gąsienice. Sasynę rozrzucają po podłodze w czasie Zielonych
świątek.
— 63 —
22. Trawa cudowna. Jest pewna tajemnicza trawa, która spra
wia, że za jej dotknięciem odmykają się wszystkie zamki i kłódki,
i która czyni człowieka niewidzialnym. Rośnie ona na łąkach, a mo
żna ją znaieść w dwa sposoby.
Gdy się kosi łąkę, a kosa natrafi na taką trawę, wtedy spada
z kosiska. Trzeba więc zaraz zebrać skoszoną w tern miejscu trawę
i puścić na płynącą wodę, a cudowna trawa ma tę własność, że nie
popłynie z wodą, lecz będzie się wkoło kręcić.
Drugi zaś sposób taki. Gdy jaskółki zniosą jajka, trzeba je
ugotować i włożyć nazad do gniazda, jaskółki poznają zaraz, co się
stało z jajkami i celem ich odżywienia przyniosą cudowną trawę,
która ma także moc odżywiania. Wtedy trzeba pilnować, kiedy one
to zrobią.
Gdy się ma takową trawę, rozcina się lewą dłoń, wkłada do
rozcięcia trawę, a ona się z dłonią zrośnie. W granicach był jeden
chłop, nazwiskiem Skowron, który miał taką trawę zaszytą w dłoni
i słynął jako wielki złodziej.
22. Zrost, podobny do mięty, rośnie na ścierniskach, skute
czny na zranienie.
VIII. Z fauny.
1. Bocian (Ciconia alba). Gdy dzieci zobaczą leżącego bo
ciana, wołają na niego: koło Wojtuś, koło! Bocianowi niebezpie
cznie wybrać z gniazda jaja, bo spali dom.
2. Chomik (Cricetus frumentarius), ziemny piesek, gdy ukąsi,
trzeba na ranę przyłożyć jego gniazda, bo inaczej się nie zagoi.
Gdyby kto wybrał młode chomiki i przyniósł do domu, to stary
przyjdzie i zabierze je.
3. Chrabąszczy nie daje się psu jeść, bo straci węch.
4. Ćma. Ktoby połknął ćmę, jakie koło światła latają, to się
otruje.
5. Gąsienicę wilczomlecza, żyjącą na ostromleczu (mliczu)
zowią padalcem. Jest ona jadowitą i gdyby ją krowa zjadła, to bę
dzie chorować i może się nawet zmamić. Ludzie jej się boją, lecz
nie zabijają.
6. Giez bydlęcy (Hypoderma bovis). Pastuchy, chcąc jedni
drugim dokuczyć, zwłaszcza podczas wielkiego upału, wołają na
krowy: „telej, telej, tur!“ — naśladując brzęk gza bydlęcego. Wtedy
krowy, podniósłszy ogony, zaczynają uganiać po polu, czyli gżą się
ku wielkiej uciesze psotników.
— 64 —
7. Kukułka (Cuculus canorus). Kto kukułkę pierwszy raz na
wiosnę usłyszy, woła na nią: „kukułeczko, panieneczko, powiedzże
mi kochaneczko, ile lat bede żyć!“ Ona mu wykuka liczbę lat,
a dziewczynie, kiedy za mąż wyjdzie.
8. Łaska (Foetorius vulgaris), zwana „panna łaska“, zatruwa
wodę, gdy do niej naparska swej śliny, a czyni to, chcąc się na kim
zemścić, jeźli jej jaką krzywdę wyrządzi.
„Roz chłop, kosząc łąkę, natrafił na gniazdo młodych łasic
i przeniósł je na inne miejsce. Widząc to stara łaska i myśląc, że
on je chce zabrać, pobiegła do dzbanka, gdzie tenże miał wodę
i naparskała do niej. Lecz gdy chłop łąkę skosił, przeniósł młode
łaski na dawne miejsce, a stara z wdzięczności za to, pobiegła znów
do dzbanka i tak długo się na niego wspinała, aż go wywróciła
i wylała zatrutą wodę, czemu się ów chłop z boku przypatrywał.
Ody łaska i na człowieka naparska, to musi umrzeć, dlatego
nie trzeba jej drażnić.
9. Nietoperz powstaje z myszy, która zjadła święconego.
10. Olejica krówka (Meloe proscarabeus). Dzieci kładą ją
na dłoni i wołają: „maju, maju, dej mi maści.
bo cie puszce na przepaści“.
Żółta ciecz, jaką ona wydaje ze siebie za dotknięciem, skuteczna na
zranienie.
11. Pająka grzech zabijać i można się nim otruć, gdyby go
kto zjadł.
12. Strzyżek, mała mysz, która nigdy wielką nie urośnie,
niszczy czyli strzyże ubrania. Gdyby ją kot zjadł, to zdechnie.
13. Ślimak. Dzieci biorą go do ręki i wołają:
„ślimok, ślimok, pokoż rożki,
dóm ci masła na pierożki“.
14. Węże nazywają gadami i wszystkie są jadowite. Dawniej
było ich bardzo dużo, ale, jak Ojciec święty nakazał odprawiać misye po całym świecie, tak i gady wyginęły. Wąż, pełzając po drze
wie, zostawia na niem ślad, a zamurowany żywy w kominie przy
nosi szczęście.
15. Żaby. Najwięcej znanemi są ropuchy i zielone żabki.
W ropuchy zamieniają się czarownice, które psują krowom
mleko, albo je za siebie wysyłają w tym celu. „Roz złapoł parobek
ropuchę, jak przyczepiona do nogi krowy ssała ji mleko. Chycił jo
i przybiuł gwoździem do płotu. Niezadługo przysła rzecywisto carownica, któro u tego gospodorza popsuła krowy i prosiła na klęc-
- 65
kach, aby puściuł żabę, bo jo straśnie kłuje w krzyżach, a ona odcaruje krowy. I tak się stało; parobek puściuł żabę, a krowy da
wały odtąd dużo mleka“.
Zielone żabki, gdy wyłażą w dzień na drzewo i skrzeczą, wróżą
deszcz.
IX. Wierzenia, przesądy, wróżby.
1. Boginki, boginie, są to istoty do ludzi podobne, które ssą
ludzi, szczególnie mężczyzn podczas snu i odmieniają niemowlęta.
Stąd urosło przysłowie; gdy n. p. dziecko rano bez powodu płacze,
mówią: ,,cy cie boginy odmieniły“.
2. Mamuny są uważane jako stare, brzydkie kobiety. Przysło
wie : „wygląda, jak mamuna“.
3. Miernik. Błędne ogniki nazywają miernikiem i wierzą, że to
są pokutujące dusze mierników, którzy żle mierzyli grunta.
4. Piorun, jest to wielki, ognisty kamień. Drzewo, w które
piorun uderzy, ma być pomocne na wielką chorobę przez kadzenie.
Robią też z niego kołki do pługów, bo gdy się takim pługiem zo
rze, to na tern polu nie będzie ostu.
Kogo się miotłą uderzy, uschnie jak miotła.
Kto siedząc kołysze nogami, chusta dyabła.
Gdy język na końcu świędzi, ktoś wtedy obmawia.
Przywarów z kaszy nie powinni jeść kawalerzy i panny, bo
będą mieli deszcz na weselu.
Kto ze sług będzie jadł na obiad w niedzielę wielkanocną ja
glaną kaszę, musi już służyć u tego gospodarza na drugi rok, choćby
nie chciał.
Na żarnach nie miele się wieczór od Bożego Narodzenia do
Nowego roku, bo w tym czasie chodzi Pan Jezus po kolędzie.
Wosk ze świecy wielkanocnej, szczególnie z gałek, skuteczny
do kadzenia krów, gdy czarownica popsuje mleko.
Martwą kość gubi się, kreśląc ją ręką umarłego lub kością
z niego, znalezioną na cmentarzu. Idzie się też na rozstajne drogi
i tern, co się znajdzie, n. p. kamykiem lub kijem pokreślać ją i po
łożyć ten przedmiot na dawnem miejscu. Dobrze też jest przykładać
świeżo upieczony ciepły chleb.
Wielką chorobę leczy się, kładąc na chorym prawą okienicę.
Jak na Święty Krzyż (3. maja) deszcz, owoce będą robacziiwe.
Jak na siedmiu Braci śpiących (10. lipca) deszcz, ziemniaki
będą gniły.
Lud. Rocznik XII.
5
— 66 —
Gdy w Nowy rok przed wschodem słońca niebo czerwone,
wróży wojnę.
Gdy w jesieni dużo kretowisk, będzie silna zima.
Ile w marcu deszczu, tyle w maju śniegu.
Dnie od św. Łucyi (13. grudnia) do wigilii (24. grudnia) są
wróżbami miesięcy przyszłego roku.
Niebo, przy zachodzie słońca czerwone, wróży wiatr, a w zi
mie mróz.
X. Przysłowia.
1. Roz pies je kości, a drugi roz pości.
2. Kozoł pón, musiał sóm3. Kozała mama, musiała sama.
4. Żeby nie klin i mech, toby majster zdech.
5. Od kozika do rzemyka, od rzemyka do konika, od kónika
na szubienice.
6. Nié mo pies sługi, bo sóm taki, jak i drugi.
7. Deszczyk majowy, dziewcętom na głowy.
8. Dobry rydz, jak nic.
9. Toplec, koszule oblec.
10. Kto pożyco igły, to ji nie mo nigdy.
11. Gdzie się kto ulągnie, to tam zawsze ciągnie.
12. Dziewki do polewki, chłopy do roboty.
13. Kto umie septać, to mo co chłeptać.
14. Obiecanka cacanka, a głupiemu radość.
15. Kto te książkę ukradnie, to mu łapa upadnie.
16. Desze na kopy (siana), desze na snopy (zboża).
XI. Zabawy dzieci.
1. Ciuciubabka.
Jedno z dzieci z zawiązanemi oczami, a inne się pyta:
„Skądeście babko? Odp.: „Z Pacanowa!
Wielgi tam chleb ? — Jak moja głowa !
Po cemu? — Po ceskiemu!
Jakiego? — Klaskanego! albo Cichego!
Gdy odpowie „klaskanego“, wtedy wszyscy klaskają i rozbie
gają się, a gdy powie „cichego“, wszyscy cicho na palcach uganiają
Złapany daje znowu „łocy“.
67
H. W konopki. \)
Jedno z dzieci staje w środku, inne chwytają się za ręce
i tworzą koło, a obracając się, śpiewają :
„Bawiliśmy się w konopki,
Ale były małe snopki;
Mało nas, dużo nas,
A ty (tu wymieniają imię tego, co w środku) —
chodź do nas!“
otem się chwytają parami, a kto nie ma pary, idzie w śro
dek i tak dalej.
XII. Niektóre wyrazy.
Ajno — tak jest,
Bajkitować — rozprawiać głośno,
beciok — rozlazły, do niczego,
beśtefranty — figle,
błanykać się
błąkać się, chodzić bez zajęcia,
Certować się — droczyć się,
chlipać się — przetwierać się często,
ciutro
niezgrabny, nieruchawy,
ć ni u nd a — łazęga, niezgrabny,
Darembok — nicpoń,
despetny — dokuczliwy,
Harny, haniemusny — dumy, zarozumiały,
Kajfosz — skrzynka na stare żelaziwo,
komnata
druga izba, niezamieszkała,
Landara — lekkich obyczajów,
lewandoski
włóczęga, lekkomyślny,
Manować — błanykać się,
ma tron a — stara, brzydka kobieta,
m e r e, merutnie, meruteńce — prawie, zupełnie, praw
dziwie,
muc — zachmurzony,
Najduch — nieprawego łoża,
nygus — leniwiec,
Oćwiara — bardzo gruby,
’) Ludwik Młynek: zabawy sierskich pasterzy... (Lud: t. VIII. str. 29.)
68
Regeć — ruchliwy, niespokojny,
rozdrapa — ćmunda,
rzumnie — dosyć dużo,
Palamenter — niestałego charakteru, lekkomyślny,
pary jo — głęboka szkarpa,
penetrować — wymyślić,
porz n y — brzydki,
pośladkować — trudno ujrzeć, utrzymać w domu,
na prag — całkiem, zupełnie,
putać — niszczyć, marnotrawić,
Sakumpak — w zupełności, gotowy,
skowyra — chudy, nikły,
stodolisko — pastwisko za stodołą,
strzelić — rzucić, uderzyć,
szaty (podrzeć na szaty) — podrzeć na drobne kawałki,
sykut — skąpy, sknera,
syszy sz — słyszysz (tak wołają na siebie małżonkowie),
ściw ni e — mere,
ślamazarny — rozlazły, niezgrabny,
U r n ą ć — uderzyć,
udry (na udry) — na złość, aby się drażnić,
upaprać, umamzić, uciaprać — zrobić coś źle, niedo
kładnie n. p. ugotować,
Wbrew — otwarcie, zupełnie,
wilk — leniwy,
wini orz — marnotrawca,
w o lento rz — włóczęga,
wysiudać — wyrzucić,
Zabić się — przewrócić się,
zb yl ić — wspomnieć.
XIII. Pieśni.
A. Pieśni pastusze.
1.
Nie na to jo śpiewam, źebyście słyszeli,
Ino byście byli ta wszyscy weseli.
2.
Żebym jo wiedziała, że pójdę za pana,
Tobym se uwiła wionusek ze siana.
69
Żebym jo wiedziała, źe pójdę za wdowca,
Tobym se uwiła wianusek z jałowca.
3.
Ocy moje, ocy, nie spały dwie nocy,
I jeszce nie bedo, aż Jasia uwiedo.
Ocy moje, ocy, nie spały dwie nocy,
Bo jakże spać miały, na Jasia patrzały.
4.
Płakała niejedno, niech płace i drugo,
Ta mo ładno gębę, ta ockami mrugo.
5.
O moja mamuniu, nié mogę spać w nocy,
Trzebaby mi ziela przyłożyć na ocy.
Trzebaby mi ziela, ziela zielonego,
Żeby jo dostała Jasinka mojego.
Trzebaby mi ziela, ziela wielgiej mocy,
Co kwitnie w gaiku świętojański nocy.
6.
Tu góra, tu góra, a tu dół, a tu dół,
Tu moja rodzina, jo tu był, jo tu był.
7.
Tatarecke kosił, Pana Boga prosił,
Żeby go Poniezus dziewcyną pocieszył.
8.
Płakała dziewcyną, jak nie miała płakać,
Uciekł ji konicek, nie mogła go złapać.
9.
Nie bede, nie bede Cworoka kochała,
Bo Cworok nieborok, co jo bede miała.
10.
Oj żeby jo nie piuł, żeby jo nie huloł,
Moj ty mocny Boże, cegobym jo nie mioł.
11.
O mój kochanecku, koszuline oblec.
Albo sie żeń ze mną, albo sie mie odrzec.
12.
O mój kochanecku, w której ześ ty stronie,
Chociożeś daleko, nie zapomnij o mnie.
13.
Kozali mi orać, kozali mi zasioć,
Ujrzołem dziewcyne, musiołem się rozśmioć.
70
14.
Słónecko sie chowo, jasność swojo traci,
Kochać chłopca darmo, to sie nie opłaci.
15.
Pociesz ze mnie Boże, kiedyś mie zasmuciuł,
Bodej sie mój smutek na radość obróciuł.
16.
Pogonie jo do dóm, aż bedzie świtało,
Nié mom maleńkiego, nie bedzie płakało.
17.
Słonecko sie chowo, mój wionek sie mieni,
A mój kochanecek ze mną sie ożeni.
18.
jakże ich nie puścić, kiedy sie tak proszo,
Od okna do okna gorzołecke noszo.
19.
Lala gąski la la, nie bede wos miała,
Bo mi mamunińka chować zakozała.
20.
Boże mój kochany, żeby nie te pany,
jakżeby to było cłowiekowi miło.
21.
Hulali, pijali, wygrywali w karty,
Myślałaś dziewcyno, że to były żarty.
22.
Odyde, odyde to żytko na roli,
Pode do dziewcyny, bo jo głowa boli.
23.
A nasza dziewcyna narobiuła bólu,
Że sie zakochała w ostrowskim fornolu
A nasza dziewcyna narobiła płacu,
Że sie zakochała w ropcyckim smarkocu.
24.
Nie zejde, nie zejde z tej ropcycki góry,
Az se nie wybiere ropcycanki który.
25.
Bodej sie zapadło to ropcyckie bagno,
Co jo sie nachodziuł do dziewcyny darmo.
26.
Mamuniu, tatuniu!
Co ci to córuniu ?
Coś mi wlazło w ocy,
Nié mogę spać spać w nocy.
71
Mamuniu, tatuniu!
Co ci to córuniu?
Jaś pojechał w drogę,
Jo usnąć nié mogę.
Mamuniu, tatuniu!
Co ci to córuniu?
Jasia nazod wróćcie,
Abo mie w grób wrzućcie.
27.
W polu ogródecek,
W polu malowany,
Zabroł mi wionecek
Jasijek kochany.
Zabroł mi wionecek,
Popłynął za morze,
A jo też popłynę
Po tern tu jeziorze.
A jo też popłynę,
Aż za Dunaj zajdę,
Gdzie rośnie gaicek,
Tam Jasinka znajdę.
B. Kołysanki.
1.
Hysi, Zosiu, hysi, niech cie ukołyse,
Ty mi bedzies spała, bo jo robić muse.
2.
Lulu Zosiu, lulu,
Kolebka z marmuru,
Pieluszki rąbkowe,
Dziécie tatuńciowe.
3.
Lulaj, ze mi, lulaj,
Bo cie cisnę w Dunaj.
Z Dunaju na morze,
Tam Jasińko orze.
4.
Kosia, kosia, kochany.
Pojedziemy do mamy,
A od mamy do taty,
Jest tam piesek kudłaty.
72
III.
1.
Jedzie furman, jedzie, z bica wytocuł,
Aż tu z poza drzewa zbójca wyskocuł.
„Zacekej furmanie, gdzie pieniądze mos,
Bo jak nom nie powieś, zabije zaroz!“
— „Leżą tam pieniądze w tyle na wozie
Są tam skrępowane w nowym powrozie.
Panowie, panowie, Boga się bójcie,
Wóz i konie weźcie, życie darujcie !
Panowie, panowie, źle słychać na wos,
Na Podolu kowol kuje kajdany na wos.“
— „A niech sobie kuje nawet łańcuchy,
My chłopy do broni, najlepsze zuchy!“
II.
1.
Przyszedł Jasiu do Kasiuni
dobranoc powiedzieć,
A ona go zaprosiła
)
na łóżeczko siedzieć, j ^1S
2.
Nie pozwolę, nie pozwolę,
bo sie w podróż spiesze;
Pozwól, pozwól mój kochany,
niech się z tobą ciesze.
Mom ci ja Kasiuniu
tureckie orzechy,
Prawie bedzie tobie
ty twoji pociechy.
Mom ci ja mała,
co mi mama dała,
Ale mi nie pozwalała,
bo ja jeszcze mała.
Stery świece sie spaliło,
nim sie namówili,
A piąta sie dopalała,
nim sie położyli.
A szósta sie dopalała,
aże sama zgasła;
3.
4.
5.
6.
7.3
7.
8.
9.
10.
11.
12.
W tenczas Kasi na łóżecku
aże buzia trzasła.
Skoro w nocy o północy,
o pierwszej godzinie :
Obróćze sie moja Kasiu
prawem boczkiem do mnie!
Oj już sie nie obrócę,
bo mie główka boli,
Straciłam se mój wionecek
na Jasiowej roli.
Zawołała na służącą;
podaj mi zwierciadło,
Bede jo sie przyglądała,
cy mi licko zbladło.
Żebyś sie ty przeglądała
zrana do wieczora,
Już nie bedzies taką panną,
jageś była wcora.
Wcoraj byłaś żeby róża,
co kwitnie w ogrodzie,
A teraześ jak lelija,
co moknie we wodzie.
Żebyś była tak poczciwa,
jak uroda twoja,
Ożeniłbym sie jo z tobą
i byłabyś moja.
13.
Ale w tobie poczciwości,
żeby w koszu wody,
Użolże sie mocny Boże,
ty twoji urody.
14.
Kupie jo se sznurówecke
i zielono wstęgę,
Bede jo sie snurowała,
jeszce panną bede.
15.
Żebyś sie-ty snurowała
złotemi wstęgami,
Już nie bedzies miała prawdy
przed kawalerami.
74
XIV. Wiersze różne.
1.
A, a, a, kotki dwa,
Sarę, bure obydwa,
Poleciały do lasu,
Narobiły hałasu.
2.
Jechali, jechali,
Wywaliło sie,
Dźwigali, dźwigali,
Postawiło sie.
3.
Ojze, ojze, ojze, oj,
Obiecała baba joj,
Obiecała przyniesie,
Jak ji kura uniesie.
4.
Hop, hop, hop,
Jest tu wielgi chłop,
Nié mogę go wykopać,
Muse copke zdejmować.
Cisnął copke
Na przykopke,
A ty chłopie wstań!
5.
Dalej mysy,
Któro słysy,
Któro głucho,
Niech nie słucho.
6.
Żydzie, żydzie,
Cosik za tobom idzie,
W corny szubie,
Łeb ci oskubie.
7.
Mówił klesze, ze bedzie desze,
Mówiła mucha, ze bedzie posucha.
Mówiły koty, ze bedo grzmoty.
Wówiła gnida, ze bedzie bieda.
Mówiła jagoda, ze bedzie pogoda.
Mówiły świnie, ze to wszystko minie.
75
8.
W poniedziałek strzeloł Gałek,
We wtorek zszywoł worek,
We środę golił brode,
We cwortek chodził bez portek,
W piątek nazbierał wór cielątek,
W sobotę mioł koło nich robotę,
W niedziele zjodł całe ciele.
XV. Baśnie.
J. GjnieeiuehGnieciuch czyli zmora jestto cłowiek, który sie pod taką płanętą urodził, ze sie może przecisnąć bez najmniejszą dziórke. Gnie
cie ón w nocy, kogo se upatrzy, a wtedy wyjmuje ze siebie bebe
chy, bo jest taki ciężki, zęby zaraz cłowieka na śmierć zagniótł.
Jeden chłop sypioł w stodole a cięgiem go gnietło. Co ón
tu na to robić, umyśluł se i zrobiuł ze słomy takiego chłopa po
dobnego i położył go na swem legowisku, a sam sie w kącie zacaił. W nocy przysed gnieciuch, wyjął se bebechy i położył na boku
a som wloz od nóg na bałwana ze słomy, myśląc, ze to chłop
i zacął go gnieść. Tymcasem chłop porwoł jego bebechy i utoloł
w plowach. Gdy juz gnieciuch sie nagniótł, zloz i chcioł nazod
połknąć swoje bebechy, ale nié mógł, bo go płowy gryzły. I tak
wziął je do zopaski i posed. I wtedy dopiero chłop poznoł, ze to
była baba, ale musiała umrzyć, bo nié miała bebechów.
Inny znów parobek lćgoł na pryciu we stajni. Roz co ino se
zdrzymnął a tu cosik lezie na niego. Ón nie wiele myśląc, łap za
to, a to było całe kudłade. Jak nie wyrnie tern o dyle w stajni,
tak ino zajułcało i juz go potem nie gnietło.
Pewną mieszczankę na „woli“ gniótł też gnieciuch: kładziono
więc na niej brony, gwoździami do góry, i wtedy jej nic nie gnietło.
2. topielec.
Topielec (toplec) pokazuje sie roz jako maluśki chłopcyk w cerwonych porteckach, to znowu jako stary dziod, który siedzi zazwycoj na zakrętach rzek i przy jazie.
Jeden chłop widzioł go roz w nocy, jak sie iskoł do miesiącka przy jazie ale jak bliżej pod joz przyszeł, tak ino zachlustało
we wodzie i juz nic nie widzioł.
76
Roz znowu sła baba z dziewką do dnia koło rzeki i niesły
se buty pod pachą, az tu wyskocy z wody taki maluśki chłopcyk
w cerwonych porteckach i copecce, porwoł ty dziewce jednego buta
i uciekł z nim do wody, a dziewka z jednym butem posła.
Roz znowu żona topielca miała mieć dziecko, tak topielec poszeł i sprowadził ji babkę. Jak już topielcowo urodziła, mówi do ty
babki: „żol mi wos kobieto, bo jak mój przydzie, to wos i tak
utopi. Ale jo wóm poradzę. Bedzie ón wóm chcioł zapłacić, położy
wóm trzy kupki pieniędzy i koże se jedne wybrać, to wy wybierzcie
najmniejszo, bo inacej była by wasza śmierć“. Gdy topielec wrócił,
ułożył trzy kupki pieniędzy i mówi do babki, aby se wybrała jedne
z nich, a óna wzięna najmniejszo. A topielec ji mówi: wasze szczęście,
żeście wybrali najmniejszo, bobym wos był utopił. Potem wyprowa
dził jo na wierzch a sóm sie wrócił.
3. ŚmierćJak mioł być pomorek na ludzi, chodziła śmierć w bioły
płachcie i z kosą za pazuchą, stawała przed kuzdą chałpą, powioła
cerwoną chustką i godała :
Hosa, hosa, zimno rosa,
bedo ludzie mrzyć;
bedo pili dziegno i biedrzyniec,
nie bedzie im nic.
Kto wtencas to usłyszoł i piuł dziegień i biedrzyniec, to mu
nic nie było, a inni padali jak muchy, ze pustką chałpy stoły- 1 na
pamiątkę tego jest cholerny cmentorz.
4. płanetniki.
Płanetniki (płonętniki) są to ludzie, którzy przenoszą chmury
i mają moc nad niemi.
Kiedy znieśli pańskie, chciały chłopy posać na pańskim lesie,
jak dawni, ale pon im nie chcioł dać i kozoł se płacić za to. Ino
jeden chłop rusnok powiedzioł mu, ze ón nie zapłaci a bedzie posoł. Pon sie go pyto, dlacego, a ón mu na to, ze ón broni od gradu.
W tedy pon chcioł sie o tern naocnie przekonać i kozoł mu do
swoich stawów nasypać tyła gradu, coby był wyży brzegów, a wtedy
mu do posać. Chłop godo, ze stawach są ryby, ale pon mu nie
kozoł na to uwożać ino sypać gród. Niedługo wysła niewielgo
chmura i jak nie zacnie grzmić i gród sypać, tak ci nasypoł do tych
77 —
stawów na dwa łokcie wyży brzegów i wszystkie ryby podusił. Ale
chłop juz odtąd posoł na pańskim lesie za darmo.
Płanetnikami nazywają też ludzi, którzy dłużej nie mogą na
jednem miejscu usiedzieć, lecz ciągle są w drodze.
5. 0 synu bulącą.
Jeden ociec mioł syna, co lubiuł bardzo hulać. Umierając, powiado mu : „Synu, jak już wszystko stracis, idź do stodoły i obieś
sie na kołku, co tam jest wbity w trzeci krokwi“. Gdy ociec umar,
syn zacął straśnie hulać i wnet cały majątek przetracił. Jak już nic
nié mioł, przypomnioł se, co mu ociec mówił i postanowił sie obiesić. Poszed do stodoły, znalozł kołek w trzeci krokwi, uwiązoł do
niego powróz, okręcił se koło szyi i spuścił sie z góry. Ale kołek
sie wydar, ón spod na boisko, a tu sie sypio na niego same dukoty
z tej dziury, gdzie był kołek. A to ociec tam schowoł te dukoty,
bo wiedzioł, że syn wszystko straci. Syn podziękował Panu Bogu,
pozbierał dukoty, a było ich cało ćwierć i odtąd żył porzundnie.
6- G jednym parobku.
Parobek mioł sie żenić z córką jedny wdowy. Poszed ón roz
do nich, a óne siedzo za piecem i straśnie płaco. Pyto sie ich:
„cemu wy płacecie?“ A óne mu mówio: „bo nié mamy co podrzeć
na pieluchy“ ! On sie dziwował, ze óne takie durne i powiedzioł im,
ze pódzie w świat, a jak znajdzie jeszce troje takich durnych, to sie
wtedy ożeni.
Idzie on w świat i przechodzi przez jedne rzéke i widzi : jedzie
chłop przez wodę, pcho wóz i popluwo w gorść. A ón mu mówi :
cemu ty cłowieku w gorść plujes, kiej stois w rzece, umocoj se rękę
we wodzie i nie potrzebujes pluć!“ Chłop mu podziękowoł za rade
a ón poszed dali. Przyszed do wsi i ujrzoł, jak chłop stół na dra
binie i ciągnął za powróz krowę na dach. Pyto sie go: „co ty cło
wieku robis?“ A ón mu mówi: „ciągnę krowę na dach, zęby wy
jadła trowe na kalenicy“. A ón mu na to: „a weź ze se sierpa,
zesiec trowe i dej krowie zjeść, a nie potrzebujes ji na dach wlec“.
Chłop mu podziękowoł za rade, a ón idzie dali. Przyszed znów pod
jedne chałpe, a tam babą goniła kwokę z kurcentami i straśnie jo
biła. A ón sie ji pyto: „cegóz ty kobieto bijes kurę?“ — a óna
mu mówi: „bije kwokę, bo mo tyła kurcąt i nie chce im dać ssać!“
A ón ji na to: „weźcie no tworogu i jagieł i posypcie na ziemi, to
78
óna już sama nauczy jeść kurcenta!“ Baba mu podziękowała, a ón
wrócił sie do domu i już sie ożenił z córką ty wdowy, bo znaloz
troje jeszce głupszych, jak óne.
7. 0 jednym, co sie £e'niuł.
Jeden se upodoboł dziewcyne i poszed do nié w poseliny.
Matka dziewcyny położyła na stół niedopiecony chléb, cały zaka
lec, a kawaler, nie chcąc im robić wstydu, powiado, ze ón lubi taki
chléb. A córka sie odzywa: „jak matusia pieko, to zakalec na jeden
palec, ale jak jo pieke, to zakalce na dwa palce“. I tak ten kawa
ler już sie tam nie ożeniuł.
8. Nalotem eholeuJą.
Jeden chłop znaloz cholewe z pieniądzmi i zatrzymoł jo dlo
siebie. Ale jak poszed do spowiedzi, ksiądz kozoł mu o tern ogło
sić w mieście i oddać, cyjeby były. Chłop stanął na środku miasta
i woło głośno: „Nalozem cholewe (a po cichu dodaje) z piéniądzmi!“ Nikt sie po pieniądze nie zgłosił, bo nie było słychaś
ino: „Nalozem cholewę“. 1 tak pieniądze zostały u tego chłopa.
9- G u’isielcu.
Jeden syn gospodarski chcioł sie żenić z jedną dziewcyną, ale
mu ojcowie nie chcieli na to zezwolić, bo była biedna. On sie tak
tern zmortwił, ze wyloz roz na strych, gdzie było dużo słómy i tam
sie obwiesił. Gdy go długo nie było widać, rodzice jego myśleli,
ze ón poszed do światu. A tu codzień zacęło coś bardzo straszyć
na górze a kuzdy sie boł tam wyleść. jakoś po roku przysło do
tego gospodorza dwóch podróżnych i prosili go o nocleg. On sie
wymowio, ze w izbie nie mo gdzie nocować chyba na strychu, ale
tam straszy. Oni przystali nocować na strychu i mówio po cichu
jeden do drugiego: „Jeśli przed północkiem bedzie straszyć, to jest
coś złego, a jak po północku, to coś nowego“. Wyleźli na strych
i umówili sie nic do siebie nie gadać. Układli sie do słómy i spio.
Do północka było cicho, ale jak ino wybiuła. 12. godzina, a tu coś
zacyna jęceć, stękać i chodzić po słomie az tak do świtania. Oni
byli cicho a rano wstali i pytajo sie gospodarza : „gospodorzu, cy
wóm tez co kiedy nie zginęło?“ A ten im mówi, ze zginął mu
przed rokiem syn i nie wie, gdzie sie podzioł. Wtedy go óni znowu
pytajo: „a pamiętocie wy, w którem miejscu zacęliście te chałpe
79
poszywać a w którem skońcyli?“ A on: „dlocego nie, pamiętom!“
i pokozoł im. Oni przystawili drabinę do dachu w tem miejscu,
gdzie ón skońcył poszewać, odedarli tam kicki, wleźli na strych
i znaleźli wśród słomy powieszonego wisielca. Tak jeden wziół
pasa i zacął go prać po tyle a jak sie ten zmęcył, proł go
drugi. Az tu wisielec zacyno cerwieniec, tak óni go odcięli i znowu
bili. Po jakimś casie wisielec sie poruszuł i przemówił, żeby go
znieśli na dół. Oni go znieśli do izby, a ón se kozoł zawołać zaroz księdza, wyspowiadoł sie i umar. A gospodorz podziękowoł za
to tym podróżnym, ze mu wybawili syna od potępienia.
JO- 0 keuJolu-*)
Był jeden kowol i miot w swoji kuźni na ścianie obraz Matki
Boski i dyabła. Codzień rano kropił obraz Matki Boski święconą
wodę a przytem i na obraz dyabła lała się woda. Dyabeł nie mógł
tego znieść i postanowił srogo się zemścić. Roz siedzi kowol i przysło
do niego kilku panów i prosili go, aby im pozwoluł na chwilkę ko
wadła, bo chcieliby swojo starą matkę przerobić na młodo. Kowol
był ciekawy, jak óni to bedo robić i pozwoluł im. A oni przypro
wadzili taką starą kobiete, położyli na kowadle i biją młotami,
a potem wrzucili jo do stawu i za chwile wysła ze stawu mło
dziutko panna. Kowol mioł tez staro matkę i powiado do ni: Ma
tusiu, jo wos przerobie na młodo!
Matka sie ucieszyła, a ón położył jo na kowadle, zacął walić
młotem i zabiuł jo. Potem cisnął jo do stawu, ale matka już nie
ożyła. Jak sie o tem dowiedzieli, że ón zabiuł matkę, tak go wzięli
i zamkęli do hereśtu. Siedzi kowol w tym hereście i medytuje, a tu
przychodzi do niego jakiś pon i mówi mu: Jo jestem dyabeł, ale
cie stąd wyprowadzę, jak mi przyobiecos, że mnie nie bedzies kro
pił kropacem! — Kowol mu obiecoł, a dyabeł go wyprowadził
i kozoł mu kuć na kowadle. Na drugi dzień ido ludzie a tu kowol
bije w kowadło aż iskry leco. Dziwio sie, jak ón wyszedł z tego
hereśtu, kiedy drzwi były zamknięte. Wzięli go więc i mieli go po
wiesić. Przyszed znowu do niego dyabeł i powiado mu: Jo cie
wybawię, ty stąd wyjdzies, jo sie za ciebie przebiere i mnie powieso,
a ty idź do kuźni i wol w kowadło. Na drugi dzień powiesili dyabła
») Stefania Ulanowska: „Łotysze Inflant polskich“. (Zbiór wiad. do
antrop. krajowej XVIII. 256.)
- 80 —
za kowola, a kowol tymcasem kuje na kowadle. Ido ludzie 1 patrzo
a tu kowol kuje. Patrzo na szubienice, a tu wisi wiązanka gro
chówki. I tak już darowali kowolowi.
]]. 0 dyabląPojechało roz w zimie dwóch chłopów do lasu, zmarźli bardzo
i chcieli se ugotować jajeśnicy. Rozpolili ogień i gotujo. W tern wyszed ze skarpy dyabeł, stanął se z daleka i mówi: Jobym siegrzoł,
jobym sie grzoł 1 Chłopi poznali zaroz, ze to zły, a chcąc sie go
pozbyć, pozwolili mu sie ogrzać. Dyaboł siod se przy ogniu, wy
ciągnął nogi, okracył niemi całe ognisko i grzeje sie, a chłopi nie
mogli dostąpić do ognia. Potem wyjął z kieszynie żabę, nabił jo
na kij, piece nad ogniem i mówi do siebie: Jobym co zjod, jobym
co zjod! Gdy już żabę upiekł, mówi do chłopów: Wy mi dajcie
swojego a jo wom dóm swojego! Chłopi, widząc, ze z tego bedzie
coś źle, zaceli ładować wozy a jeden z nich poszed do lasu, uciął
silne bucysko i jak nie zacnie prać dyabła po nożyskach, az dyabeł
przerażony i zbity, uniósł sie do góry i krzycy: Trzask, prask po
goleńskach! A tu zacyna sie ze wszyskich stron sypać mnóstwo
dyabłów i byliby zabili tych chłopów, żeby byli nie uciekli.
12. 0 córce śidinec^cę.
Nie miała kobieta dzieci i bardzo sie ji cnęło i tak se roz
wyrzekła, żeby ji Pón Bóg doł choć jako świnecke. I tak sie stało.
Po jakimś casie urodziło sie ji dziecko zupełnie jak świnecka. 1 tak
sie chowała ta świnecka a jak juz miała 13 lat, posła óna do lasu
uzbierać matce gałązek. Tam pod jednem drzewem zrzuciła ze siebie
skórkę świnki i stała sie ładną panną. Polował wtedy w lesie jeden
bogaty pón i ujrzoł te pannę i bardzo mu sie podobała. Ale mu
óna gdzieś zniknęła. Na drugi dzień poszed ón sóm do lasu i znowu
ujrzoł te pannę, przyszed do ni i pyto sie, co óna za jedna. A óna
mu dopiero opowiado, że matka jej zgrzeszyła i óna musi za po
kute przez 15 lat nosić na sobie świńską skórkę, Już nosi 13 lot
a jeszcze musi dwa. Tak ten pón powiada, cy by sie ón mógł z nią
ożenić. A óna sie na to zgodziła. Wzięła na sobie znów skórkę
świnki i posła do domu. Pón poszed za nią i powiado matce, że
chce sie ożenić z jej córką świnecką. Matka z pocątku nie chciała
przystać ale ten pón jo bardzo prosił i przystała. Sprawili wielgie
wesele a po weselu ten pón kozoł se posłać w komorze i poszed
— 81 —
spać z tą świnecką. A jedna kuma była ciekawo, jak ón bedzie spo
ze świnecką. Schwowała sie pod łóżko i ceko. Idzie pon i kładzie
sie do łóżka a potem przysła świnecką, zrzuciła ze siebie swins ą
skórkę, stała sie panną i położyła sie przy swoim mężu. Kobieta
złapała te skórkę, a tu skórka wlazła na mo i stała sie świnką.
A córka była już panną i wszyscy się cieszyli.
13.
o sróbai^u.
Szedł se gróborz bez cmentarz i napotkał caske cłecą, kopnął
jo nogą i powiedzioł: przydź do mnie wiecór na boi! Wiecór siedzi
w izbie, a tu otwierają sie drzwi, wchodzi jakoś pan. p.ekn.e ubrano
i powiado mu, że przysła na boi, kiej jo zaprosił. Ale groborz był
bity, tak polecioł zaroz na dwór i przyniósł na talerzu ziemi ze
cmentarza, potem poszed do stajni i przyniósł w szklonce kobylego
mocu. Postawił to przed tą panią, a jak óna wszystko zjadła i wy
piła, tak powiado do niego, żeby jo teroz odprowadził. Idzie
z nią gróborz i przyśli na cmentarz do jednego grobu, który by
z wierzchu odetkany. Gróborz chcioł sie wrócić ale mu ta pani po
wiado, że klej ona była u niego na bólu, to ón teroz mus. pójść
do ni. Gróborz widzi, że nie peć, tak włazi z nią do grobu i przys i
na wielgo sale, kej sie w dzień zoduszny wszystkie umrzyki schodzo i bańkietujo. Tu go sadowi ta pani za śrebrnem stołem, potem
przyniesła mu w szklónce piwa, a sama posła i kozała mu cekac,
jaz sie powróci. Siedzi więc gróborz i ceko, co to z tego bedzie,
a tu jej jakoś nie widać. Za niedługo przęsła bez sale jego zona
ale sie nic nie ozwała, potem sła córka, a potem widz.oł dużo swoich
znajomców i przyjocieli, jak kiejsik śli, ale sie żodne do mego nie
ozwało. Usiedzioł tak, jak mu sie zdało, ze dwie godzin, az przys a
ta sama pani i pyto sie go, cy juz chciołby pójść. On powia o,
że chciołby i pyto sie ji, jak długo ón tu siedzioł, a ona mu po
wiado, że trzy godzin. Potem go wyprowadziła a sama sie wróciła.
Idzie gróborz z cmentarza i poziera, a tu jakoś inacej mu sie wydaje patrzy naokoło a tu nikej jego chałpy nie widać, mo stoi jakoś
kamienica. Myśli, że pobłądził, ale droga niby ta sama. Wchodzi więc
do ty kamienicy i pyto sie jakiegoś pana o swoje chałpe, co u
stała przy cmentarzu, a ten mu godo, że tu żadnej cia py niema
i nie słyszoł o takiej chałpie. Wtedy gróborz zmiarkowoł, ze to cos
niedobrego i zacyna opowiadać swój przytrafunek z tą panią i do
wiaduje sie dopiero, że ón trzysta lot siedzioł w grobie, a jemu sie
zdało, że jacy dwie godzin. 1 tak musioł umrzyć z głodu, bo nieme
mioł i nikt go nie znoł.
Lud. Rocznik XII.
6
