83008c619b395a2ad5b966f7162b92fa.pdf
Media
Part of Recenzje i noty recenzyjne / Lud, 2015, t. 99
- extracted text
-
Recenzje i noty recenzyjne
Lud, t. 99, 373
2015
IV. RECENZJE I NOTY RECENZYJNE
Feliks C z y ż e w s k i, Antroponimia pogranicza polsko-wschodniosłowiańskiego w świetle inskrypcji nagrobnych, cz. 1: Słownik nazwisk, Lublin: Wydawnictwo Polihymnia 2013, ss. 151, il., mapy, ISBN: 978-83-7847-153-0.
Przedmiotem publikacji jest opis historycznych i współczesnych antroponimów
zamieszczonych na inskrypcjach nagrobnych cmentarzy pogranicza wschodniosłowiańskiego z obszaru wschodniej Lubelszczyzny. Teren ten w kościelnym podziale
administracyjnym podlega równolegle strukturom Kościoła zachodniego i wschodniego. Analizowane są zatem nekropolie jednowyznaniowe prawosławne i greckokatolickie (unickie i neounickie) oraz mieszane (częściowo prawosławne, częściowo katolickie; częściowo unickie, częściowo katolickie), czynne oraz zamknięte,
a przedstawione inskrypcje ukazują złożoność kulturową pogranicza polsko-wschodniosłowiańskiego. Książka zawiera około trzy tysiące haseł. Nazwiska z inskrypcji
gromadzone były w latach 2005-2008 na terenie ponad 60 nekropolii. Utrwalone
zostały różnym alfabetem, głównie łacinką i cyrylicą, wyjątkowo greką. Ze względu na rodzaj języka są to inskrypcje polskojęzyczne, ukraińskojęzyczne oraz rosyjskojęzyczne. Autor w swych badaniach posłużył się metodą filologiczno-językową,
uwzględnił także tło kulturowe.
Celem pracy było zaprezentowanie nazw osobowych z poświadczeniem geografii ich występowania, frekwencji oraz chronologii. Autor podjął próbę dokumentacji
nazwisk oraz ich interpretacji na poziomie filologicznym i językowym. Słownik nazwisk służyć ma jako źródło w badaniach antroponimii pogranicza z perspektywy
synchronii i diachronii. Część pierwszą pracy stanowią nazwiska, a drugą imiona
oraz tak zwane otczestwa (s. VII-VIII). Analizowane antroponimy to miana oficjalne (używane w dokumentach administracji lokalnej) oraz miana nieoficjalne
(stosowane we wspólnotach sąsiedzkich i rodzinach w formie ustnej). Określenie:
„nazwiska występujące w inskrypcjach” obejmuje zarówno nazwiska zmarłych, jak
i fundatorów nagrobków – często były one tożsame. Badane antroponimy zostały
wyrywkowo porównane z wieloma wykazami, na przykład z danymi pochodzącymi z archiwów USC w Sosnówce, Wisznicach, Woli Uhruskiej, zapisami w książce
telefonicznej województwa bialskopodlaskiego, odpowiednikami tychże nazwisk
zawartymi w monografiach gmin i miejscowości (s. 2). Za podstawę źródłową Słownika nazwisk uznaje się Kartotekę inskrypcji nagrobnych (sporządzoną w wersji pa-
374
Recenzje i noty recenzyjne
pierowej i elektronicznej, przechowywaną w Zakładzie Filologii Ukraińskiej UMCS)
(s. XI).
Na recenzowaną pracę, stanowiącą pierwszą część całości publikacji, składa się
rozbudowany wstęp, po którym autor prezentuje założenia metodologiczne, charakterystykę cmentarzy badanego terenu, z rozróżnieniem na stan współczesny i historyczny, oraz opis inskrypcji na cmentarzach analizowanego terenu. Następnie zamieszczono
fotografie inskrypcji nagrobnych oraz mapy pomocnicze i językowe. Część właściwą
pracy stanowi Słownik nazwisk wraz z ich listą frekwencyjną. Książkę zamyka streszczenie w języku angielskim oraz bibliografia prac dotyczących inskrypcji.
Zasady konstrukcji Słownika nazwisk można w skrócie scharakteryzować w następujący sposób: za podstawę wydzielenia hasła przyjął autor kryterium ortograficzno-fonetyczne, za kolejne kryterium uznano morfemy słowotwórcze i fleksyjne. Hasło
w artykule słownikowym zapisywane jest alfabetem łacińskim (bez względu na oryginalny zapis inskrypcji nagrobnej) oraz pogrubioną czcionką. Formą nazwiska stanowiącego podstawę artykułu słownikowego jest mianownik liczby pojedynczej. Kolejne
elementy artykułu to liczba oznaczająca frekwencję danego nazwiska oraz poświadczenie źródłowe danego nazwiska z inskrypcji (jako pierwszy przywołuje się materiał
utrwalony łacinką, drugi – cyrylicą). W przypadku pojedynczych poświadczeń źródłowych zapisanych zarówno łacinką, jak i cyrylicą, przytacza się kontekst w obu wypadkach. Następnym elementem artykułu hasłowego jest sygnatura źródła, którą tworzy
skrót nazwy miejscowości (skróty wymienione ujęte są w kolejności alfabetycznej), po
którym wymieniany jest numer inskrypcji. W Słowniku nazwisk pojawiają się także hasła odsyłaczowe, które odzwierciedlają etymologiczno-strukturalne relacje pomiędzy
danymi nazwiskami w obrębie jednego języka lub też dwu języków (s. 3-9).
Publikacja ma wartość dokumentacyjną: wyszczególnia nazwiska osób, które przebywały na badanym terenie w danym czasie, podając ich konkretną liczbę. Poza rdzenną ludnością, mieszkańcami nadbużańskich wiosek były osoby pochodzące z innych
terenów, które na badany obszar sprowadziły pełnione przez nie funkcje polityczne,
socjalne, edukacyjne, istotne w danym momencie historycznym. Niektóre z nazwisk
pojawiają się w słownikach encyklopedycznych oraz przewodnikach dotyczących badanego terenu (s. XL-XLII). Warto zwrócić uwagę na wyniki prowadzonych badań,
które dowodzą, iż wśród nazwisk prym wiodą formacje patronimiczne z sufiksami -uk,
-czuk oraz stosunkowo rzadkie z końcówkami -ewicz, -owicz. Inne konstrukcje (np.
z sufiksami -ow, -ew) stanowią pozostałość wpływów rosyjskich i pojawiają się sporadycznie. Nazwiska z derywacyjnymi końcówkami -ski, -cki, tak powszechne w wielu
innych regionach Polski, na badanym terenie należą do rzadkości (s. 113-132).
Biorąc pod uwagę fakt, iż najstarsze cytowane inskrypcje pochodzą z połowy XIX
wieku, natomiast najnowsze powstały w czasach współczesnych, czytelnik otrzymuje w swe ręce ważne źródło informacji o losach mieszkańców nadbużańskich wiosek
na przestrzeni stuleci: od czasów zaboru rosyjskiego, poprzez okresy dwóch wojen światowych i lat powojennych, aż po czasy najnowsze. Słownik imion dostarcza
bowiem danych na temat pochodzenia, języka, statusu społecznego, wykształcenia,
a przede wszystkim wiary osób zmarłych oraz fundatorów nagrobków z badanego
terenu, a już pobieżny ogląd publikacji dowodzi, jak zróżnicowane i wielokulturo-
Recenzje i noty recenzyjne
375
we było (i jest) społeczeństwo zamieszkujące analizowany obszar. Autor wnikliwie
bada i szczegółowo wprowadza czytelnika w niezwykle skomplikowaną i wielokrotnie zmieniającą się sytuację wyznaniową badanego terenu od XVI stulecia po czasy
współczesne. Książka stanowi zatem podstawową skarbnicę wiedzy dla specjalistów
onomastów i językoznawców, z powodzeniem posłużyć może także w badaniach
dotyczących innych obszarów wiedzy, takich jak socjologia, historia, etnologia etc.
Na stosunkowo niewielkim obszarze obejmującym 60 nekropolii (dla porównania:
w samej Warszawie jest ich 261) mamy do czynienia z przekrojem społeczeństwa,
które okazuje się niejednorodne i zaskakująco zróżnicowane, zamieszkiwali tu bowiem przedstawiciele wielu narodowości, wyznań, zawodów, użytkownicy różnych
języków i dialektów. Książkę uznać zatem można za jedno z podstawowych źródeł
wiedzy dla badaczy pogranicza słowiańskiego.
Co więcej, publikacja pomaga w utrwaleniu informacji, które na naszych oczach
znikają razem z niszczejącymi nagrobkami. W ostatnich latach nagłaśniany jest wprawdzie problem wiekowych pomników, znajdujących się w stanie ruiny i wymagających
natychmiastowego odrestaurowania, popularne stały się kwesty organizowane na rzecz
odnowy zabytkowych nagrobków, jednak wciąż niewystarczająca ilość środków pieniężnych oraz nieświadomość społeczeństwa powodują, że istotne informacje, jakie
kryją cmentarze pogranicza polsko-wschodniosłowiańskiego odchodzą bezpowrotnie
razem z upadającymi obiektami. Publikacja zatem nie tylko przyczynia się do trwałego
upamiętnienia przekazu zawartego w inskrypcjach nagrobnych, dostarcza informacji
w zakresie badań filologiczno-językowych oraz historycznych, ale także zwraca uwagę
na ogromną wartość dziedzictwa kulturowego, jakie bezsprzecznie stanowią inskrypcje nagrobne oraz całe cmentarze badanego terenu.
Zdzisław Kupisiński SVD
1
http://www.polskie-cmentarze.pl/Spis-cmentarzy/Wojewodztwo-Mazowieckie/Powiat-m.-st.-Warszawa/Gmina-M.-st.-Warszawa/Warszawa (15.02.2015).
Elżbieta D u s z e ń k o - K r ó l , przy współpracy Artura S e k u n d y, Kolekcja
fotograficzna Institut für Deutsche Ostarbeit Krakau 1940-1945. Zdjęcia z Polski, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2014, ss. 331, ISBN:
978-83-233-3713-3.
Książkę Kolekcja fotograficzna… można traktować jako raport cząstkowy
z postępu prac badawczo-inwentaryzacyjnych zespołu etnologów i antropologów
z Krakowa. Autorka prezentuje bowiem wyniki licznych kwerend i poszukiwań
źródłowych, mających na celu ustalenie pochodzenia oraz zakresu kolekcji materiałów archiwalnych. Zostały one przekazane Archiwum Uniwersytetu Jagiellońskie-
376
Recenzje i noty recenzyjne
go w 2008 roku przez National Anthropological Archives Smithsonian Institution
w Waszyngtonie. Kolekcja licząca ponad 70 tysięcy jednostek archiwalnych powstała w okresie II wojny światowej, stanowi pozostałość po działalności nazistowskiej
Sektion Rassen- und Volkstumsforschung Institut für Deutsche Ostarbeit (SRV IDO).
Wraz z cofaniem się frontu wschodniego, Niemcy ewakuowali poszczególne instytucje z obszarów okupowanych na teren Rzeszy, przez co działający w Generalnym
Gubernatorstwie IDO, wraz z dokumentacją, znalazł się w Bawarii. Po zakończeniu
działań wojennych znaczną część jego zasobów przejęli Amerykanie, reszta zaś trafiła do Polski.
Uwagę autorki zwróciło pochodzenie podobnych materiałów znajdujących się
w zasobach kilku innych instytucji na terenie Krakowa. Drobiazgowe poszukiwania
pozwoliły ustalić związki między archiwaliami posiadanymi przez Instytut Etnologii
i Antropologii Kulturowej UJ, Instytut Historii Sztuki UJ oraz Muzeum Etnograficzne
im. Seweryna Udzieli w Krakowie. Wyniki te, wraz z historią zbiorów IDO, zostały
drobiazgowo odtworzone w książce. Czytelnik nie tylko zyskuje orientację co do rodzaju, charakteru oraz liczby archiwaliów, lecz także ma możliwość zapoznania się
ze słabo znanym i dotąd nieopisywanym okresem w polskiej etnologii. Utarło się, że
periodyzacja tej dyscypliny na terenie Polski opiera się na dwóch granicach. Autorzy opracowań historycznych nie bez racji pomijają okres wojenny, przyjmując perspektywę do 1939 albo po 1945 roku. We wskazanym okresie nie działała większość
przedwojennych polskich instytucji etnograficznych, nie było możliwości prowadzenia
badań terenowych, a co gorsza, część kadry zginęła albo została zmuszona do wykonywania prac nie związanych z zawodem. Mogłoby się wydawać, że wobec tego nie
ma o czym pisać.
Elżbieta Duszeńko-Król pokazała swoją książką, że przeciwnie, można poruszać tę
niezwykle skomplikowaną i niemal zatartą w pamięci tematykę. A co ważniejsze, staje
się to bardzo potrzebne. Z IDO wiążą się nie tylko dzieje upolitycznienia i ideologizacji badań naukowych realizowanych przez nazistów, lecz także historia tej części polskiego środowiska etnograficznego, które – wskutek rozmaitych okoliczności – zostało
zmuszone do współpracy z tego rodzaju instytucjami. O kontrowersjach z tym związanych i niejednoznaczności interpretacji faktów pisze autorka wspominając choćby
postać Romana Reinfussa. To ważny akcent, ponieważ wiedza na ten temat ogranicza
się przede wszystkim do przekazu ustnego, funkcjonującego wśród najstarszych członków środowiska. Wraz z odchodzeniem tego pokolenia, znika. Tym pilniejsza wydaje
się konfrontacja tego, co zostało w dokumentach z zasobami ludzkiej pamięci (por. Łuczaj-Salej 2009). W związku z przekazaniem materiałów IDO, działania tego rodzaju
podjęły Małgorzata Maj (red., 2015) i Stanisława Trebunia-Staszel (Maj, Trebunia-Staszel 2013), które na terenie Podhala poszukują żyjących jeszcze świadków i uczestników badań rasowych. Autorka Kolekcji fotograficznej… dokonała tak dogłębnych
ustaleń właśnie na potrzeby tych naglących badań. Książka, będąc jedną z pierwszych
traktujących o wskazanej tematyce, dostarcza wciąż skromnego wycinka wiedzy, przy
jednoczesnym ogromie projektu oraz nakładu wykonanej pracy.
Publikacja składa się ze wstępu, czterech rozdziałów, podsumowania oraz aneksu. Materiał uporządkowano chronologicznie oraz przedmiotowo. Podczas lektury
Recenzje i noty recenzyjne
377
pierwszych dwóch rozdziałów czytelnik zapoznaje się kolejno z drobiazgowym dochodzeniem proweniencji zbiorów fotograficznych IDO, nie tylko wytworzonych
przez Niemców, lecz także zagrabionych przez nich z rozmaitych polskich instytucji
(m.in. z Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem) i włączonych do organizowanych
przez nich zbiorów. Autorka starannie odtwarza powojenne losy kolekcji, jej podział,
przejęcia oraz formy opracowania. Najobszerniejszy rozdział trzeci stanowi omówienie zasobów kolekcji IDO znajdujących się w posiadaniu IEiAK UJ, IHS UJ oraz
MEK. Te bowiem instytucje, z wciąż niejasnych przyczyn, stały się beneficjentami powojennych rekwizycji i rewindykacji. Materiały „były przewożone z Niemiec
transportem kolejowym na dworzec towarowy do Krakowa” (s. 43), gdzie dokonywano komisyjnego przejęcia i wybiórczej identyfikacji. Trwający wiele lat proces
porządkowania dokumentów doprowadził do wyodrębnienia tej części zbiorów IDO,
która nie znalazła się w rękach Amerykanów, lecz trafiła z powrotem do Krakowa.
Jako „mienie niczyje” były one tymczasowo przechowywane w magazynach Biblioteki Jagiellońskiej. Jak dowodzi Duszeńko-Król, „o rozdysponowaniu pomiędzy te
trzy instytucje zadecydował zapewne charakter kolekcji” (s. 59). Składały się na nią
w przeważającej mierze fotografie dokumentujące sztukę ludową i rzemiosło, zabytki oraz zdjęcia o charakterze etnograficznym wykonywane bezpośrednio w terenie.
Autorka dokonuje szczegółowej inwentaryzacji każdego zasobu składającego się na
podzielony po wojnie zespół IDO. Omówione zostały nie tylko cechy formalne czy
historia dokumentacji, lecz również drażliwe kwestie praw autorskich. Całość zamyka rozdział porównawczy, zestawiający dokumenty dotychczas przechowywane
w wyszczególnionych instytutach UJ oraz muzeum z kolekcją SRV przekazaną archiwum uniwersyteckiemu kilka lat temu. Uwagi końcowe poświęca krakowska etnograf skali ideologicznego uwikłania procedur badawczych, wskazując na rozmiar
nadużyć dokonywanych w imię rzekomo obiektywnych naukowo teorii rasowych.
Refleksjom tym towarzyszy niezwykle celne wskazanie tendencyjności i selektywności doboru danych już na etapie wytwarzania i prowadzenia dokumentacji. Książkę
zamyka niemal stustronicowy aneks zawierający zestawienia ilościowe i szczegółowe wykazy zidentyfikowanych materiałów tak kartotekowych, jak i fotograficznych.
Jest ona zatem efektem wieloletniej, benedyktyńskiej wręcz pracy o charakterze detektywistycznym.
Warto podkreślić, że treść stanowi tylko jeden z trzech wymiarów składających
się na pracę. Kolekcja fotograficzna… została bowiem skomponowana ze wzajemnie
dopełniających się warstw: tekstu, fotografii, tabel i zestawień. Poszczególne rozdziały są bogato ilustrowane licznymi reprodukcjami fotografii składających się na
zasoby IDO. Co ważne, omawiana publikacja dostarcza nie tylko zdjęć czarno-białych, lecz także kolorowych, czym wzmaga realność, a niekiedy też grozę prezentowanych dokumentów. Czytelnik otrzymuje niejako przedsmak kolekcji archiwalnej.
Dzięki tak pomyślanej kompozycji dysponuje przekrojowym wglądem w gromadzone przez SRV fotografie. Obrazy, a szczególnie portrety antropometryczne uzmysławiają, jakie były warunki życia pod jarzmem zbrodniczego totalitaryzmu, a ponadto
dokumentują praktyki przemocy symbolicznej i środki doraźnego przymusu stosowane wobec ewidencjonowanych społeczności. Już to skłania do zastanowienia nad
378
Recenzje i noty recenzyjne
politycznym uwikłaniem antropologów, tematem dotąd niechętnie podejmowanym
w rodzimym dyskursie naszej dyscypliny. Duszeńko-Król idzie o krok dalej, obok
fotografii zamieszcza reprodukcje kart katalogowych i kartotekowych wytwarzanych
na potrzeby „przetwarzania danych”. Niemcy, dla poszczególnych zbiorów tematycznych, stosowali bowiem różne formaty i kolory kart, co usprawniało obieg informacji. Pozwala to na pośrednie odtworzenie procedur archiwalnych stosowanych
przez nazistów. Warto zwrócić uwagę, że odpowiadają one kontinuum karceralno-panoptycznemu rozpoznanemu przez Michela Foucaulta. Intuicję tę pogłębia ów trzeci
wymiar, z którego utkano książkę, a którym są tabele i zestawienia. Z jednej strony,
można je traktować jako samorzutny, a przy tym niezwykle przydatny przewodnik
do dalszych poszukiwań archiwalnych. Z drugiej, zastanawia rodzaj spiętrzenia czy
zwielokrotnienia praktyk porządkowania, właściwy dla archiwistyki. W prowadzonym wywodzie zostaje on przez autorkę powtórzony, przy jednoczesnej krytyce podobnych praktyk archiwalnych, które jednak miały na celu przede wszystkim
„segregację i eksterminację podbitej ludności, a także skategoryzowanie polskiego
terytorium z perspektywą wprowadzenia w życie rasistowskich planów osadniczych”
(s. 210). Rzecz jasna, nie jest to mankament książki, ale za sprawą podobieństwa do
gorączki porządkowania, czy wręcz Ecowskiego „szaleństwa katalogowania”, ten
tak silnie segregujący sposób ujmowania rzeczywistości, w opisywanym kontekście,
nabiera szczególnie ironicznego znaczenia.
Kolekcję fotograficzną… można traktować jako ciekawy przyczynek do historii
nauki. Trzeba przy tym jednak zaznaczyć, iż kierująca się nerwem dokumentacyjnym autorka, kosztem rozwiniętej interpretacji, zogniskowała wywód wokół spraw
inwentaryzacyjnych i opisowych. Tym samym praca nie wyczerpuje tematu, co można tłumaczyć jej przyczynkarskim charakterem. Choć dzięki tej publikacji czytelnik
zyskuje wiedzę o realizowanym projekcie, jego skali i rodzaju dostępnych materiałów, to jednak – przy niekwestionowanych walorach informacyjnych – nie może ona
w pełni usatysfakcjonować rozbudzonej lekturą ciekawości. Opisywana historia jest
bowiem tak straszna, jak fascynująca. Należy podkreślić, iż dynamika i poparta bogatą faktografią atrakcyjność wywodu wiele zyskała dzięki osobistej determinacji
autorki, umiejętnie łączącej posiadaną wiedzę z wieloletnim doświadczeniem. Tym
trudniej zrozumieć decyzję stojącą za zbędną, jak sądzę, powściągliwością.
Spośród znanych mi polskich etnografów zajmujących się na co dzień archiwaliami, Duszeńko-Król wydaje się osobą najbardziej kompetentną i zorientowaną
w specyfice tego rodzaju materiałów. O zasadności tej opinii świadczyć może choćby bogactwo przywoływanej literatury, gwarantujące pieczołowitość przygotowania
i wszechstronność omawianej pracy. Przemawia za tym także warsztat badaczki,
umiejętnie łączącej takie dziedziny wiedzy, jak etnografia, geografia, antropologia
fizyczna, chemia, gospodarka, finanse, administracja, prawo, historia sztuki, historia
czy demografia. Co warte podkreślenia, książka nie zyskałaby takiego charakteru ani
rozmachu bez nieocenionej pomocy i precyzji Artura Sekundy, współpracującego
z autorką.
Filip Wróblewski
379
Recenzje i noty recenzyjne
LITERATURA
Łuczaj-Salej J. (reż.)
2009
Archiwum istnień, film dokum., Telewizja Polska, Polski Instytut Sztuki
Filmowej.
Maj M. (red.)
2015
Antropologia i etnologia w czasie wojny. Działalność Sektion Rassenund Volkstumsforschung Institut für Deutsche Ostarbeit w świetle nowych
materiałów źródłowych, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Maj M., Trebunia-Staszel S.
2013
Nazistowskie badania antropologiczne i ludoznawcze na Podhalu. Dokument i pamięć, „Konteksty” 1 (300), s. 122-140.
Magdalena R a d k o w s k a - W a l k o w i c z, Hubert W i e r c i ń s k i (red.),
Etnografie biomedycyny, Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 2014, ss. 299, ISBN: 978-83-235-1581-4.
Etnografie biomedycyny to zbiorowa publikacja będąca wyrazem dojrzałej refleksji i siły warszawskich antropologów medycznych. Redakcji książki podjęli się
Magdalena Radkowska-Walkowicz – autorka wnikliwych i wrażliwych społecznie
studiów nad zapłodnieniem in vitro w Polsce, inicjatorka pierwszego w kraju Interdyscyplinarnego Zespołu ds. Badań nad Dzieciństwem, oraz Hubert Wierciński – znany z badań etnograficznych poświęconych doświadczeniu choroby nowotworowej
w Polsce, wyróżniający się interesującym warsztatem pracy nad narracją o chorobie.
Książka prezentuje głównie prace powstałe w ramach grantu badawczego realizowanego pod kierownictwem Radkowskiej-Walkowicz, ale zawiera także kilka tekstów
autorstwa badaczy z innych ośrodków. Prace zebrane w tomie koncentrują się na zagadnieniach społecznych konsekwencji rozwoju genetyki i nowych technologii oraz
ich wpływu na życie codzienne współczesnego człowieka. Publikacja podzielona
została na dwie części: „Reprodukcje” i „Doświadczenia”, które poprzedza wstęp
autorstwa redaktorów. Zawiera on wprowadzenie do problematyki i opis treści książki. Ponadto autorzy zwięźle charakteryzują subdyscyplinę, przedstawiają jej lokalny
rys historyczny i nakreślają specyfikę prac grupy warszawskiej na polskiej mapie
antropologii medycznej.
W części „Reprodukcje” znalazło się sześć tekstów. Jako pierwsza, Anna Wądołowska prezentuje wrażliwą społecznie refleksję nad doświadczeniami ubogich kobiet z Regionu Indian Purhépecha w Meksyku, związanymi z realizowanym w tym
380
Recenzje i noty recenzyjne
regionie rządowym programem integracji sektora biomedycznego z medycyną tubylczą. Głównym, choć ukrytym, celem działań projektu w zakresie zdrowia reprodukcyjnego jest obniżenie przyrostu naturalnego miejscowej populacji. Niejednokrotnie
oznacza to łamanie praw kobiet do decydowania o własnej płodności. Upolityczniona
praktyka biomedyczna odbiera kobietom kontrolę nad reprodukcją i sprowadza je do
bycia obiektem, a nie podmiotem działań medycznych. Meksykańskie studium przypadku pozostaje w interesującym dialogu z innym tekstem należącym do „Reprodukcji”, traktującym o doświadczeniu porodów naturalnych w Polsce – autorstwa Marty
Król-Szczepkowskiej. Autorka przedstawia Polki w sytuacji odmiennej – politycznie
gwarantowanego wyboru. Jej rozmówczynie z postawy krytycznej wobec biomedycyny czerpią poczucie sprawczości, i na niej budują własną tożsamość spełnionej
kobiety i matki. Król-Szczepkowska argumentuje jednak, że alternatywny model
świadomego rodzicielstwa, motywowanego chęcią emancypacji matki i dziecka spod
jarzma biomedycyny, staje się źródłem nowego rodzaju presji – przesadnego zaangażowania w zaspokajanie potrzeb dziecka i nadmiernej koncentracji na jego rozwoju.
Zawarty w tej samej części tekst Elżbiety Korolczuk przybliża czytelnikowi doświadczenie innego typu presji funkcjonującej współcześnie w Polsce w obszarze
reprodukcji, to jest imperatyw posiadania potomstwa. Autorka analizuje społeczną
mobilizację wokół dostępu do zapłodnienia in vitro w Polsce. W ciekawy sposób
zestawia dwie strony doświadczenia ludzi zaangażowanych w działalność Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”.
W sferze publicznej (oficjalna strona internetowa, listy otwarte, wypowiedzi dla mediów) osoby bezpłodne próbują przeciwdziałać stygmatyzacji in vitro. Przybierają
kolektywną tożsamość pacjencką i obywatelską, bezpłodność nazywają chorobą,
którą można skutecznie leczyć. Jednak w przestrzeni bardziej ukrytej (forum stowarzyszenia) wyraźnie zarysowują się ciemne strony imperatywu dążenia do posiadania
dziecka za wszelką cenę. Autorka eksponuje działania grupy osób, które w wyniku
świadomej decyzji zaprzestają starań i rozpoczynają pracę promującą na forum ideę
„świadomej bezdzietności”.
Dyskusję dotyczącą polskiego doświadczenia in vitro kontynuuje Anna Krawczak. Jej tekst oferuje kompetentną analizę obszarów przemilczeń w polskiej debacie
publicznej dotyczącej niepłodności, w odniesieniu do problemu dawstwa heterologicznego (sytuacja, w której para korzysta z gamety dawcy/dawczyni lub z zarodka
innej pary). Artykuł egzemplifikuje głos osoby zaangażowanej – przewodniczącej
stowarzyszenia „Nasz Bocian”, a zarazem osoby związanej ze światem akademickim. Krawczak w sposób wnikliwy przedstawia zagadnienia związane z etycznie
dwuznacznymi aspektami dawstwa heterologicznego (np. handel komórkami, niszczenie zarodków, powikłania wynikające ze stosowania metody), ukazując, jak wiele
kwestii związanych z in vitro w Polsce pozostaje nieskonceptualizowanych bądź zepchniętych na margines debaty.
Ważnym polem poznawczym dla antropologów medycznych stał się temat tożsamości dziecka z in vitro, a w szczególności dziecka genetycznie niespokrewnionego
z rodziną, w której się wychowuje. Na stronach Etnografii biomedycyny temat ten
podejmuje Ewa Maciejewska-Mroczek. Autorka w sposób zaangażowany pokazuje,
Recenzje i noty recenzyjne
381
że w polskiej rzeczywistości brakuje narzędzi dyskursywnych, które pozwoliłyby
rodzicom wyjść ze strefy przemilczeń w kierunku otwartego konstruowania, razem
z dziećmi, znaczeń i tożsamości opartych o fakt poczęcia dziecka metodą in vitro czy
też sytuację istnienia innych, genetycznych rodziców. Maciejewska-Mroczek analizuje publikacje zagraniczne, które zostały stworzone, by wspierać rodziców w rozmowach z dziećmi. Według niej sytuacja prawdy jest gwarantem bezpiecznego startu
dla dziecięcych poszukiwań w sferze tożsamości.
Z kolei tekst autorstwa Ivy Šmidovej i Lenki Slepičkovej, ukazuje perspektywę
współczesnych czeskich lekarzy medycyny reprodukcyjnej. Autorki opisują mechanizmy ograniczenia władzy lekarzy w postmodernistycznym systemie opieki, gdzie
usługi medyczne zostają utowarowione, a placówki medyczne zaczynają operować
wedle logiki wolnego rynku. Zjawisko to jest powiązane z coraz większym prawem
pacjentów do decydowania o własnym leczeniu, któremu towarzyszy niezmienne
oczekiwanie wszechmocy medycyny. W wyniku zachodzących zmian lekarze czują
się bezsilni i coraz bardziej sfrustrowani. Coraz częściej pojawiają się konflikty na
linii pacjent – lekarz, podczas gdy zarówno pacjenci, jak i lekarze „znajdują się właściwie na jednej łodzi na morzu państwowych zarządzeń, przemysłu medycznego
oraz postępu technologii” (s. 64).
Część druga, zatytułowana „Doświadczenia”, prezentuje pięć artykułów. Radkowska-Walkowicz bierze w tej części na warsztat jedno z osiągnięć nowych technologii – testy prenatalne, które pomagają określić ryzyko urodzenia chorego dziecka.
Autorka pokazuje złożone konsekwencje ingerencji biotechnologii w życie kobiet,
ilustruje sposoby, w jakie przekształca ona doświadczenie wczesnego macierzyństwa. Tekst ten czytać można jako krytyczny komentarz na temat kultury wykonywania testów prenatalnych w Polsce (brak informacji od lekarzy na temat konsekwencji
poddania się testom, brak świadomości kobiet względem własnych praw). Autorka
eksponuje różne twarze starć z biotechnologią i różne postawy kobiet – od tych,
które świadomie nie poddają się testom, po te, które decydują się na ich wykonanie,
budując w ten sposób własne poczucie kontroli, oraz te, które zostają „skazane” na
wiedzę i pozbawione możliwości decydowania. Radkowska-Walkowicz jasno określa swoje stanowisko, wartościując pozytywnie podmiot, który świadomie negocjuje
swoją pozycję w polu biomedycznym.
Kolejna autorka – Dorota Hoffman-Zacharska omawia etyczne, emocjonalne i społeczne implikacje możliwości wykonania testów przedobjawowych, określających
ryzyko zachorowania na chorobę Huntingtona. Choroba ta to przykład fatalizmu genetycznego. Jest nieuleczalna, przekazywana w jednym genie, cechuje ją późny wiek
zachorowania (choć ma też postać dziecięcą/młodzieńczą); prowadzi do stopniowej
utraty samodzielności i inwalidyzacji osoby. Sytuacja diagnozy, która ma miejsce
w wieku dorosłym, często w momencie, gdy chory ma własne, dorosłe dzieci, istotnie
zmienia życie całej rodziny. Powstaje lęk przed chorobą. Chory i jego rodzina uwikłani
zostają w szereg dylematów – czy chcą wykonać testy i dowiedzieć się, że zachorują;
czy jako genetycznie obciążeni mają prawo podjąć ryzyko posiadania potomstwa? Tak
jak Radkowska-Walkowicz, Hoffman-Zacharska broni prawa jednostki do decydowania, do tworzenia własnej historii poprzez wybranie wiedzy lub niewiedzy.
382
Recenzje i noty recenzyjne
Dwa teksty w tomie, autorstwa Krystyny Dudzińskiej i Małgorzaty Rajtar, podejmują temat niepełnosprawności. Dudzińska prowadziła badania etnograficzne
z rodzinami zamieszkującymi okolice Warszawy. Inspirowana pracami Rayny Rapp
i Faye Ginsburg, zaproponowała ciekawe spojrzenie na problem niepełnosprawności przez wprowadzenie do analizy pojęcia „lokalnego pokrewieństwa”. Termin ten
pozwolił autorce skoncentrować się na sieci powiązań, które łączą rodzinę dotkniętą
niepełnosprawnością z dalszą rodziną, sąsiadami oraz społecznością lokalną – czyli
tymi osobami i przestrzeniami, które mają kluczowy wpływ na jakość życia codziennego rodziny dotkniętej trwałą niepełnosprawnością dziecka. Przyjęta perspektywa
umożliwiła odejście od stereotypowego rozumienia niepełnosprawności i ukazanie
jej dynamicznego, relacyjnego wymiaru.
Artykuł Małgorzaty Rajtar przybliża nam z kolei sposoby przeżywania niepełnosprawności w środowisku grupy wyznaniowej świadków Jehowy. Autorka opisuje
doświadczenia dwóch małżeństw zamieszkujących w Niemczech, u których nowonarodzonych dzieci, pod koniec ubiegłego stulecia, zdiagnozowano zespół Downa.
Na przykładzie ich historii autorka pokazuje, jak w sytuacji diagnozy wybory podyktowane przekonaniami religijnymi (odmowa sposobów leczenia opartych o transfuzję krwi) splatają się z polityką i biomedycyną. Rajtar przedstawia działania swoich
rozmówców podejmowane w obszarze biomedycyny jako awangardę współczesnego
świata pacjenckiego. Małżeństwa walczą o własne prawa, o możliwość udzielenia
ich dzieciom pomocy w ramach usług biomedycznych, tak by pozostały one w zgodzie z ich wiarą, a jednocześnie spotykają się z licznymi przeszkodami natury biurokratycznej oraz niechęcią ze strony personelu medycznego.
W końcu, Hubert Wierciński, w oparciu o zebrane przez siebie swobodne opowieści o doświadczeniach osób dotkniętych chorobą nowotworową, przygląda się relacji
nowotwór – rodzina. Autor analizuje transformacje sposobów rozumienia i przeżywania pokrewieństwa następujące w wyniku doświadczeń wywołanych chorobą nowotworową i zetknięcia z genetyką. Ilustruje sposoby przenikania języka naukowego
do tkanki polskiej rodziny. Nowe koncepcje naukowe podpowiadają rozmówcom
warszawskiego antropologa i ich bliskim sposoby rozumienia choroby jako pochodzącej z „magistrali genetycznej”, to jest z rodziny. Wierciński wprowadza do słownika antropologicznego pojęcie „technowięzi”. Podkreśla w ten sposób potencjał nowych technologii medycznych do prowokowania redefinicji relacji międzyludzkich,
produkcji nowych znaczeń, praktyk, zachowań.
Etnografie biomedycyny to publikacja głęboko humanistyczna, ukazująca paradoks życia współczesnego człowieka, który w poszukiwaniu pewności utożsamianej z biomedycyną wkracza w kolejne obszary niepewności. Jest to obowiązkowa
lektura dla antropologów zainteresowanych zagadnieniami rodziny, zdrowia, choroby, biotechnologii i płci, a także praktyczny podręcznik metodologii dla studentów
antropologii medycznej, pełen ciekawej terminologii, prezentujący różne techniki
i metody badawcze. W końcu książka ta, napisana przystępnym językiem i w sposób
zaangażowany, ma potencjał, by przenikać do przestrzeni publicznej i medycznej,
i wskazywać praktyczne kierunki zmian.
Anna Witeska-Młynarczyk
Recenzje i noty recenzyjne
383
Marcin K a f a r, W świecie wygnańców, wdów i sierot. O pewnym wariancie antropologii zaangażowanej, Łódź: Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego
2013, ss. 154, ISBN: 978-83-7969-075-6.
Przygotowana na podstawie dysertacji doktorskiej książka Marcina Kafara nie
jest typową publikacją naukową, wymyka się bowiem czytelniczym oczekiwaniom
ugruntowanym stałym obcowaniem z tekstami określonymi pod względem formalnym i gatunkowym. W trakcie lektury nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż tak pomyślana praca rozszczepia reguły wywodu naukowego, wysuwając na pierwszy plan nie
tyle problem badawczy, co osoby, z którymi Kafar pracował jako antropolog i którym
pomagał. Choć to tylko wrażenie, czytelnika może porazić skala bólu i cierpienia
przedstawionego na kartach książki. Publikacja to niezmiernie trudna w treści, wręcz
nieznośna, ponieważ w jakiejś mierze strategia pisarska przyjęta przez autora – być
może w zamyśle zbliżona do Społeczności wiejskiej Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej – odbiera czytelnikom wygodę uogólniającego dystansu, z jakim dyskurs naukowy prezentuje rzeczywistość. Kafar pisze wbrew i na przekór, przyjmując jasno
określone stanowisko etycznego zaangażowania, polegającego na solidaryzowaniu
się i dawaniu głosu podporządkowanym innym, którymi w naszym społeczeństwie
są chorzy i starcy – tytułowi „wygnańcy, wdowy i sieroty”.
Autor tym samym rezygnuje z pozy bezstronnego spektatora, nie tylko odsłaniając
beznadzieję ludzkiej wegetacji, z jaką miał do czynienia w nieistniejącym już Domu
Pomocy dla Przewlekle Chorych w Łodzi, lecz także pozbawiając siebie zasłon, rozmyślnie łącząc historię własnego życia z historiami opisywanych osób. Rezygnując
z narracji trzecioosobowej, zauważa, że „kiedy naukowiec mówi o typie, nigdy nie
ma na myśli siebie, ale zawsze swojego sąsiada; najprawdopodobniej biedniejszego
sąsiada” (s. 32). Książka nie ma zatem charakteru „aseptycznego” raportu, przeciwnie – w poruszający sposób prezentuje nędzę życia osób zepchniętych na margines,
a co gorsza niedolę zaakceptowaną przez wzgląd na jej instytucjonalizację. Właśnie
ten gest przyznania się do własnej nagości wymagał od autora nie lada odwagi, ale
i poświęcenia. Kafar bowiem dobitnie pokazuje, że losy osób, z którymi obcował,
równie dobrze mogą się stać jego lub czytelników udziałem. Dokonane zrównanie
(w końcu antropolog nie jest kimś lepszym od rozmówców, z którymi dzieli przecież
tę samą kondycję) zdaje się potwierdzać parokrotne zestawienie fotografii portretowych autora z portretami postaci występujących w książce (s. 128, 136). Tak jakby
wzajemnie przeglądali się we własnych twarzach. To zaś odbiera czytelnikowi resztki obojętności, wymuszając jakiś stopień identyfikacji.
Mamy zatem do czynienia z „ja” autora wyraźnie osadzonym w narracji, silnie
włączającym czytelnika w podejmowaną tematykę. Jest to tym ważniejsze, że Kafar
pisze z miejsca, w którym ludzie umierają, do którego „przybywają” bądź są „zsyłani”, by umrzeć. Antropolog nie tylko z nimi przebywa, lecz również towarzyszy im
w konaniu. Z tym właśnie wiąże się szczególnie rozumiane zaangażowanie oraz projekt antropologii, chciałoby się rzec – fundamentalnej. W świecie wygnańców, wdów
i sierot nawołuje do powrotu do istoty rzeczy, to znaczy do fenomenów i doświadczeń wiążących się z ludzkim sposobem bycia w świecie. Poprzez sposób przed-
384
Recenzje i noty recenzyjne
stawiania cierpienia i związanych z nim doświadczeń, w których współuczestniczył
autor, czytelnikowi zostają odebrane koła ratunkowe, których tak chętnie dostarcza
rozrzedzający dyskurs nauki. Kafar, sytuując się po stronie wykluczonych, niejako
stawia czytelnika w stan oskarżenia, ostrze krytyki kierując nie tylko przeciwko niemu, lecz także godząc w przyzwolenie na opisywany stan rzeczy. Pisze w sposób
ultymatywny, piętnując obojętność personelu badanego ośrodka, wytykając wygodnictwo rodzin, które porzucają swoich bliskich pod pretekstem zapewniania godziwej opieki (nie bez powodu pisze: „jestem Obcym, odwiedzającym Miejską Ziemię
Zapomnianą” – s. 70). Można pytać, czy aby nie wymaga zbyt wiele? Z drugiej strony, czy oczekiwanie zainteresowania, empatii i współczucia od tych, którzy zostali
społecznie powołani do sprawowania opieki, to zbyt wiele? Autor nie ułatwia czytelnikowi odpowiedzi. Lektura bowiem przez swą gęstość i intensywność miejscami
staje się nieznośna, niemal nie do wytrzymania, czym daje ledwie posmak tego, jak
muszą się czuć opisywani pensjonariusze.
Warto przy tym zwrócić uwagę na język, czy raczej poszukiwanie odpowiedniej
formy, która pozwoliłaby w tekście antropologicznym przedstawić skalę doświadczenia. Ta trudność pisania, opór materii, wysiłek odtwarzania i zagłębiania się w omawianą problematykę, oddaje skalę wyparcia, z jakim musiał się mierzyć autor. Temat
ów nie jest bowiem chętnie poruszany, a jeśli już się go podejmuje, to oględnie. Warto
zatem docenić trud włożony w przekraczanie tabu, ponieważ widać w tekście próby
mierzenia się z lękiem przed czymś nieodwracalnym: niedołęstwem, samotnością, a w
domyśle – śmiercią. Lęki te i obsesje wynikają częściowo z przypadku choroby Alzheimera, na którą zapadł krewny autora. Informacja o tym zdaje się tłumaczyć zainteresowanie wskazaną problematyką, lecz nie zostaje ona podana wprost. Wystarczyłoby
jedno zdanie czy prosta deklaracja ze strony autora o tym fakcie; on jednak nie potrafi
bądź nie chce jej podać w bezpośredni sposób – kluczy, czym pokazuje, jak trudno mówić o tego rodzaju doświadczeniach tak jemu samemu, jak i jego rozmówcom.
Opisana strategia narracyjna, prócz ewidentnych funkcji perswazyjnych, spełnia także inne zadania. Autor bowiem podporządkowuje wywód historii przemiany, która w nim zaszła pod wpływem kontaktu z chorymi, ten zaś polegał przede
wszystkim na „głębokim uczestniczeniu w rzeczywistości” (s. 35). Przyjęcie takiej
strategii postępowania wymagało jednak rezygnacji ze „wzbraniania się od (terenowych) spotkań twarzą w twarz” (s. 24), oznaczając podjęcie zawiązywania relacji
odpowiadających autentycznemu pragnieniu „doświadczenia momentu obecności”
(s. 29). Można w tym widzieć próbę przeniesienia na grunt praktyki antropologicznej
postulatów filozofii spotkania, formułowanych przez Emmanuela Lévinasa, Martina
Bubera i Józefa Tischnera. Z tego rodzaju bliskością, wymagającą zaufania i zażyłości – znamienne, że Kafar nie ma potrzeby odwoływania się do tych kategorii, z których tak chętnie korzystają inni etnolodzy – wiążą się dwa rodzaje postaw. Pierwszą
jest współuczestniczenie polegające na współbytowaniu, podzielaniu doświadczeń,
a w końcu dzieleniu się przeżyciami. Druga polega na specyficznym „doświadczeniu
personalnym” nakierowanym na samodoskonalenie, „budowanie siebie” (s. 41). Ów
swoisty projekt antropologii zaangażowanej sprowadza się zatem nie tylko do wysiłku uważnego bycia z innymi ludźmi, lecz także do sztuki bycia ze sobą, kontakto-
Recenzje i noty recenzyjne
385
wania się z utajonymi czy wypieranymi odczuciami i lękami, wreszcie – zmieniania
się, stawania się lepszym człowiekiem. Kafar wiąże te rzadkie, a zarazem bezcenne
chwile z epifaniami, momentami całkowitej jasności zrozumienia świata. W przedmowie do książki intuicji tej wtóruje nauczyciel autora – Andrzej Paweł Wejland,
zwracając uwagę, że „antropologiczna posługa” winna prowadzić do postawy świadczenia przez autobiograficzne „ja” na rzecz napotkanych osób.
Ostatecznie antropologia na kartach W świecie wygnańców, wdów i sierot zostaje
sprowadzona do opowieści; to co zostało zasłyszane winno być przekazane dalej,
narracją trzeba się dzielić, ponieważ nie stanowi ona własności badaczy, nie im winna służyć. Ich zadanie polega na pomocy w jej utrwaleniu i podaniu kolejnym osobom. W tej sytuacji antropolog może sobie pozwolić co najwyżej na to, by zasłyszane
słowa rezonowały w nim samym. Kafar dowodzi, że z tak pojmowanym zaangażowaniem wiążą się dwie podstawy etyczne: etyka narracyjna oraz etyka rozszerzonej
odpowiedzialności. Pierwszej przyświeca przekonanie, że opowieść, będąca wyrazem pierwotnej względem niej obecności i kontaktu z drugim człowiekiem, stanowi
wartość równoważną osobie opowiadającej, a zatem winna podlegać ochronie jako
ofiarowane przez nią świadectwo. Druga polega na symetrii spotkania etnograficznego, którego uczestnicy, badacz i badany, pozostają wzajemnie wyczuleni na własne
potrzeby, co ma zapobiegać protekcjonalizmowi tak z jednej, jak i z drugiej strony.
O ile pierwsza część książki zawiera rozważania o charakterze teoretycznym, to druga w całości zostaje poświęcona opowieściom osób, z którymi autor współpracował,
dzięki czemu głoszone postulaty znajdują godną realizację.
Co ważne, narracja prowadzona jest najczęściej w formie dialogu bądź pierwszoosobowych opisów łączących liczne elementy wypowiedzi zasłyszanych w terenie;
użyty język cechuje się dużą lekkością i sprawnością stylistyczną, bliską reporterskiemu dynamizmowi. Temu efektowi sprzyjały bogate notatki terenowe, które autor
prowadził w trakcie realizacji projektu. Ich obecność – notatki bowiem są nieraz
cytowane in crudo – wzmaga nie tylko poczucie aktualności wydarzeń czy ich intensywności; dają one czytelnikowi poczucie bezpośredniego uczestnictwa w życiu
ośrodka pomocy społecznej. Odejście od konwencjonalności opisu zmniejsza bezpieczny dystans, który dawałby czytelnikowi osłonę, pozwalając zachować rezerwę.
Ów tryb narracyjny może odstraszać czy zniechęcać, zaś dla ironistów będzie jedną
z lepszych ilustracji Van Maanenowskich tales of the field, służących za „dyżurny
straszak” pokazujący skutki nadmiaru subiektywizmu w nauce. Niemniej, autorowi
udało się uzyskać zamierzony efekt, jakim było wywarcie silnego wrażenia, zmuszenie do głębszego namysłu czy wzruszenia się losami opisywanych osób. Być może
ujęcie to stanowi wypadkową szczególnego temperamentu, typu przeżywania i wrażliwości badacza. Warto jednak podkreślić, że Kafar daleki jest od intelektualnego
ekskluzywizmu, jaki zwykł towarzyszyć podobnym postulatom zgłaszanym przez
niektórych fenomenologicznie i hermeneutycznie usposobionych antropologów – on
nie tylko o takiej antropologii pisze, on taką antropologię czyni. Jest to o tyle istotne,
że przy różnicy wiedzy badacza i jego rozmówców, konstruowany tekst etnograficzny nie przesłania konkretnych osób, do których odsyła. Wynikające z tak rozumianej
etyki proporcje zostają zachowane.
386
Recenzje i noty recenzyjne
W książce może drażnić co innego. Mam na myśli czytelne, miejscami nachalne
posługiwanie się rejestrem (para)religijnym, sprawiającym nieraz wrażenie cudowności kontaktów konceptualizowanych za jego pomocą. Jako element wyrastający
z doświadczenia części rozmówców autora, ale i adresatów książki, wydaje się on
jednak komplementarny, bowiem dostarcza języka pozwalającego mówić o tych wymiarach rzeczywistości, które uchodzą za niewyrażalne.
Wskazane uprzednio rozszczepienie dyskursu, będące niewątpliwym atutem pracy, może być równocześnie traktowane jako jej zasadniczy mankament. Wątpliwości czytelników może budzić nie tylko bezdyskusyjność stawianych tez, miejscami
ocierająca się wręcz o misjonarski ton, lecz również zastanawiająca gotowość autora
do ustawicznego narażania się na ryzyko doświadczeń ekstremalnych i granicznych,
w których przecież nie musiał uczestniczyć. Powoduje to wrażenie nadobecności „ja”
autora, co rodzi pytanie: czy aby funkcje poznawcze książki nie zostały – w sposób
nieświadomy – podporządkowane celom pozamerytorycznym? Co gorsza, czytelnik
może się poczuć ofiarą wyrafinowanego szantażu emocjonalnego, skoro wypowiedziom poszczególnych pensjonariuszy towarzyszą ich portrety, wzmagając poczucie
ich bezpośredniej obecności i realności. Autor, pokazując ich, odbiera czytelnikom
możliwość wyobrażania sobie, kto to był, jak wyglądał – miast tego czytelnik staje
z tymi osobami niejako twarzą w twarz. Przez ten zabieg udaremnia się, zapewne nieintencjonalnie, ewentualną krytykę strony naukowej tekstu, bo jakiekolwiek słowa
by padły, będą godzić w tych, w obronie których staje Kafar. W tekstach naukowych
nie powinno się brać zakładników, nawet jeśli mieliby nimi być tylko czytelnicy.
Zastrzeżenia te nie ujmują jednak książce ewidentnych walorów. W świecie wygnańców, wdów i sierot stanowi intrygującą, unikatową i istotną pracę z zakresu antropologii zaangażowanej i medycznej. Można sobie życzyć, by stała się ona zaczynem ożywionej dyskusji społecznej i akademickiej na temat opieki nad osobami
starszymi i niedołężnymi.
Filip Wróblewski
Beata Wa l ę c i u k - D e j n e k a, Ludowy obraz kobiety – perspektywa inności.
Folklor i literatura, Siedlce: Instytut Kultury Regionalnej i Badań Literackich
im. Franciszka Karpińskiego 2014, ss.301, ISBN: 978-83-937388-1-6.
Kobieta w kulturze ludowej nie miała „łatwego życia”. Z kobietą i jej naturą łączono wiele przesądów oraz szczególnych zasad postępowania. Kojarzono z nią między innymi życie, ale i śmierć, która w tych wyobrażeniach jest rodzaju żeńskiego
i określana bywa jako „siostra śmierć”. Jak pisał Ludwik Stomma, kobieta nie tylko
jest nieczysta, ale również święta:
Mimo, że mit biblijny tworzy negatywny wizerunek kobiety, to w ludzkim doświadczeniu (także w obrębie wyobrażeń ludowych) zachowuje się wizerunek jej
Recenzje i noty recenzyjne
387
inności i obcości, a obcość to wedle światopoglądu mitycznego nie tylko „portret
z negatywu”. Obcość to sfera ambiwalencji sakralnej. Kobieta jest więc święta
i skalana, dająca życie i powołująca śmierć (Stomma 1986: 20-21).
Obraz kobiety w kulturze ludowej, w perspektywie jej inności, ukazuje Beata Walęciuk-Dejneka w recenzowanej książce. Na jej zawartość składają się, prócz wstępu
i zakończenia, dwie zasadnicze części. Pierwsza zatytułowana jest: „Niestereotypowe, odmienne, wykluczone: ten świat, ziemia”, natomiast druga nosi tytuł: „Tajemnicze, niebezpieczne, inne: tamten świat, woda”. Praca opatrzona jest bibliografią,
podzieloną na „źródłową” i „opracowania”, ponadto zawiera indeks osobowy.
Autorka postawiła sobie za cel prezentację i analizę wizerunku kobiety, w perspektywie jej odmienności, na gruncie polskiej tradycji ludowej oraz w kulturze
słowiańskiej, a także w literaturze. Bazę źródłową stanowią źródła folklorystyczno-etnograficzne (Dzieła wszystkie Oskara Kolberga, publikacje w czasopiśmie „Lud”),
liczne monografie regionalne i terenowe oraz kolekcje grupujące teksty XIX-wieczne
i z początku XX wieku.
W pierwszej części książki autorka przywołuje przykłady niewiast egzystujących na pograniczu tego świata i „tamtego” (przypisane żywiołowi ziemi), natomiast
w części drugiej przedstawia mieszkanki granicy świata „tamtego” i tego (związane
z żywiołem wody). Wszystkie postaci cechuje transgresyjność, mediacyjność i liminalność, które jako cechy interstrukturalne wiązały się z wszelkimi transformacjami
i przekroczeniami towarzyszącymi kosmicznym i biologicznym rites de passage.
Na pierwszą część publikacji składają się trzy rozdziały, w których autorka opisuje, w perspektywie żeńskości i macierzyńskości ziemi i tego świata, wybrane typy niewiast. Do grupy kobiet mądrości zalicza akuszerki, znachorki i prorokinie (rozdz. 1),
natomiast wśród kobiet „bez głosu” wymienia płaczki, prządki/tkaczki oraz tancerki
(rozdz. 2). Omawia postaci budzące w społeczności lęk, które poza płcią łączył podeszły wiek, życiowa mądrość, charyzma i władza, a także symboliczna więź z naturą.
Rozdział trzeci w tej części został poświęcony wyjątkowej postaci literatury polskiej,
bohaterce powieści Władysława Reymonta, Chłopi, Jagnie Borynowej. Kobieta ta
jest pełną sprzeczności, przesyconą erotyzmem i zmysłowością chłopską femme fatale, utożsamianą z kobiecością i żywiołowością, tak wyraziście wkomponowaną przez
Reymonta w rytm ziemi i przyrody.
Część druga pracy także składa się z trzech rozdziałów. Pierwszy zawiera charakterystykę rusałek – zjaw uwodzących i uśmiercających swoje ofiary. Drugi prezentuje
syreny, czyli antyczne pół-kobiety, pół-ryby, a według innych legend – pół-kobiety,
pół-ptaki, uchodzące za krwawe i niebezpieczne demony. Ostatni natomiast pokazuje
figury dziwożon – nieurodziwych widziadeł stojących na straży moralności. Postaci
te wywołują w ludziach przerażenie i grozę, a jednocześnie – paradoksalnie – oczarowują i zachwycają, są niezwykłe, tajemnicze i posiadają niszczycielską moc. Poprzez
swą egzystencję w świecie czarów, dziwów, wyobraźni i złudzenia, potwierdzają ludową wiarę w niepewność i tajemniczość ziemskiego świata, który w każdej chwili
może zostać „nawiedzony” przez nadzmysłowe istoty mające możliwość ingerowania w życie śmiertelników.
388
Recenzje i noty recenzyjne
Publikację uznaję za wyjątkową i niezwykle wartościową nie tylko dla literatury i folkloru polskiego, ale również dla szeroko pojętej kultury. Autorka podejmuje
istotne kwestie z zakresu folkloru czy historii kultury ludowej, ale omawia je w sposób interdyscyplinarny, sięgając do źródeł wiedzy z obszaru innych pól badawczych.
Tematyka pracy wypełnia pewną lukę w badaniach nad obrazem kobiety w tradycyjnej kulturze ludowej, ujmowanym przez pryzmat inności. Istnieje jedynie niewiele
artykułów bądź też rozdziałów prac zbiorowych dotyczących tego problemu (do których nie omieszkała sięgnąć autorka); do tej pory obraz kobiety wiejskiej z jakiegoś
powodu wykluczonej ze środowiska, w którym żyje, innej i niebezpiecznej, pozostał
niewystarczająco opracowany, nie powstała na ten temat żadna pełna publikacja. Jest
to wprawdzie motyw, z którym dość często spotykamy się w literaturze naukowej,
jednak zwykle jest on charakteryzowany z jednej, wybranej perspektywy – etnograficznej, historycznej czy też socjologicznej. Ponadto fakt, że omawianą publikację
opracowała kobieta, z pewnością nie pozostaje bez znaczenia.
Autorkę książki interesuje sposób postrzegania i traktowania kobiety wykluczonej, oparty na statusie przyznanym jej w świecie ziemskim oraz wykreowanym przez
mitologiczno-symboliczne wyobrażenia „tamtego” świata. Przygląda się stawianym
feminie zadaniom, obowiązkom oraz przysługującym jej przywilejom, jak również
jej wyimaginowanym przedstawieniom, które zawsze niosą ze sobą znaczenie. Walęciuk-Dejneka bada podjęty temat z punktu widzenia folklorystyki zorientowanej
antropologicznie, korzystając przy tym z narzędzi genderowych oraz procedur strukturalno-semiotycznych i funkcjonalno-symbolicznych, jak również rozwiązań wypracowanych przez krytykę feministyczną, które to operacje metodologiczne uznaję
za jak najbardziej odpowiednie do specyfiki poruszanego w książce zagadnienia.
Zasadniczym tematem książki jest problem kobiet wykluczonych w kulturze ludowej, jednakże jej zakres obejmuje wiele nurtów. Opracowanie stanowi istotny głos
w kwestii kobiecości, ściśle związanej z kulturą ludową. Autorka wielokrotnie sięga
do materiałów źródłowych z wieków XIX i XX nie tylko po to, by przedstawić pewne zjawiska oraz figury, ale także by ukazać ich kontekst oraz głębokie zakorzenienie
w świadomości mieszkańców wsi, twórców i odbiorców tradycyjnej kultury ludowej.
Umieszczając podejmowane zagadnienie w określonym nurcie kulturowym, wskazuje
jednocześnie na uniwersalność przywoływanych zjawisk oraz postaci. Pragnie skierować perspektywę czytelnika na inność czy wykluczenie jako na zjawisko wieloaspektowe, wymagające głębszej analizy, omówienia i dialogu. Zwraca również uwagę na
fakt, iż w kulturze ludowej dominacja kobiet na niektórych płaszczyznach życia jest
niezaprzeczalna – jedynie przedstawicielki płci żeńskiej posiadają moc i prawo do wykonywania pewnych zadań, do których mężczyźni nie są predestynowani.
Obraz wykluczonej feminy jest rozpatrywany głównie na obszarze folkloru tradycyjnego, ale z licznymi odniesieniami do literatury. Warto zaznaczyć, iż w celu
gruntownego przedstawienia owej odmienności autorka nawiązuje również do Biblii,
mitologii, kultur starożytnych czy kultur matriarchalnych. Umożliwia to dostrzeżenie uniwersalności przedstawionych zjawisk. Częste odwołania do dzieł literatury,
legend, tradycji i wierzeń różnych krajów, a przede wszystkim szczegółowa eksplikacja symboliki i całej warstwy znaczeniowej poszczególnych przedmiotów, zachowań
389
Recenzje i noty recenzyjne
i figur w perspektywie konkretnej tradycji sprawiają, iż publikacja jest niezwykle
intrygująca i istotna merytorycznie dla specjalistów z dziedziny folklorystyki, literaturoznawstwa, czy szerzej: kultury. Niemniej, jest również interesująca i zrozumiała
dla czytelnika niezajmującego się żadną z powyższych dziedzin zawodowo, co nie
jest łatwe do osiągnięcia w przypadku dzieł literatury naukowej.
Beata Walęciuk-Dejneka przenosi czytelnika do innego, nieco zapomnianego
współcześnie świata wartości. Przypomina o drzemiących w każdej kulturze zasobach, zatrzymuje się nad rozumieniem takich pojęć, jak szacunek, uczciwość, moralność, autorytet, które przez ostatnie lata stały się coraz mniej atrakcyjne. A przecież
dla naszych przodków były to kategorie najwyższej wartości, towarzyszące im w codziennym życiu.
W cyfrowym świecie XXI wieku takie zjawiska, jak folklor i kultura ludowa często nie wydają się interesujące dla odbiorcy. Omawiana publikacja zdecydowanie
zaprzecza takim potocznym przekonaniom, dowodzi, że świat wierzeń ludowych jest
różnorodny, wielobarwny, tajemniczy, pełen magii i fascynujący, a tak modna ostatnio w świecie literatury i filmu, jak i innych dziedzinach sztuki fantastyka wyrosła
właśnie na kanwie kultury ludowej i jest w niej głęboko zakorzeniona.
Konkludując, książka Beaty Walęciuk-Dejneki, Ludowy obraz kobiety..., w oryginalny sposób ujmuje postawiony problem na płaszczyźnie folklorystyki i literaturoznawstwa. Język opracowania jest przejrzysty, styl poprawny. Tok wywodów opiera
się na rzeczowych argumentach, które są dobrze udokumentowane w przypisach. Publikacja wypełnia lukę w studiach nad wizerunkiem kobiety, jest ważna dla dalszych
badań naukowych nad tą tematyką, a ponadto powinna zyskać szeroki krąg czytelników, ze względu na przystępność tekstu oraz interesujący tok wywodów.
Zdzisław Kupisiński SVD
LITERATURA
Stomma L.
1986
Antropologia kultury wsi polskiej XIX w., Warszawa: Instytut Wydawniczy
PAX.
Janusz K a m o c k i, Egzotyczne podróże etnografa. Azjatyckie wędrówki i poszukiwania polskich zesłańców w ZSRR, Krzeszowice: Wydawnictwo Kubajak
2013, ss. 183, ISBN: 978-83-62501-22-9.
Późny okres życia sprzyja wspomnieniom oraz refleksji nad jego przebiegiem,
osiągnięciami i poniesionymi porażkami. To także czas podsumowań, owocujący
licznymi publikacjami autobiografii, retrospektywnych dzienników czy zbiorami
wspomnień. Dotyczy to przedstawicieli rozmaitych sfer aktywności, takich jak po-
390
Recenzje i noty recenzyjne
lityka, wojskowość, podróżowanie, muzyka czy literatura. Nie inaczej jest w przypadku środowisk naukowych, których członkowie równie chętnie sięgają po pióro
w celach innych niż czysto zawodowe.
Na gruncie rodzimej etnografii od pewnego czasu zaczęły pojawiać się publikacje tego rodzaju. Kolejni autorzy rozpamiętują lata młodości i historie rodzinne
(Kroh 1999, 2010), perypetie badań terenowych (Szyfer 2006; Bazielich 2012), czy
wreszcie usiłują zbilansować zaangażowanie zawodowe względem życia rodzinnego
(Kopczyńska-Jaworska 2000). Podobną funkcję pełnią systematycznie publikowane
na łamach „Ludu” odpowiedzi na pytania profesora Zbigniewa Jasiewicza kierowane do wybranych przedstawicieli starszego pokolenia etnografów i antropologów.
Wszystkie wskazane teksty ogłoszone drukiem stanowią cenny materiał i bogate
źródło informacji dla historyków dyscypliny bądź osób zajmujących się perspektywą biograficzną. Ukazują bowiem niuanse pracy etnografów w dobie PRL i później, ujawniając przy tym nieraz detale, o których trudno byłoby się dowiedzieć czy
domyślić na podstawie samych tylko publikacji naukowych. Dzięki indywidualnej
perspektywie pozwalają one lepiej zrozumieć działania, decyzje i wybory poszczególnych uczonych.
We wskazany nurt wpisuje się także opublikowana niedawno książka Janusza
Kamockiego, wieloletniego redaktora serii „Archiwum Etnograficzne” Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego. Egzotyczne podróże etnografa to zbiór anegdot
związanych z poróżowaniem w teren, prowadzeniem samych badań czy wreszcie
życiem pośród obcych ludzi. Pozycją tą niemal dziewięćdziesięcioletni autor zdaje
się zaspokajać niewygasłe pragnienie ponownego wyruszenia w świat, którego jednak nie może już dopełnić w sposób inny aniżeli symbolicznie. Stwierdza bowiem:
„skończyły się możliwości i fizyczne, i finansowe. Już nie dałbym rady iść z ciężkim
plecakiem 30 kilometrów przez step (a tak nieraz bywało), skończyły się możliwości
wynajęcia za grosze samochodu. (…) A że mych wędrówek nikt nie finansował, przestało mnie na nie stać” (s. 179). Jest więc książka Kamockiego swoistym pożegnaniem z terenem, z postawą obieżyświata, ale powinna też być czytana jako zachęta
dla innych do podejmowania podobnego wysiłku i ryzyka opuszczenia domowych
pieleszy. Ów gest, jak niebezpośrednio przekonuje autor, nadaje życiu niepowtarzalny smak, którego nie sposób sprowadzić do paru dykteryjek czy zaprawionych nutą
sensacji opowiastek.
Książka składa się z osiemnastu rozdziałów o różnej objętości. Co zrozumiałe,
obrał Kamocki układ chronologiczny dla przywoływanych wątków; czytelnikowi
nie pozwala to zgubić się w narracji, a autorowi pomogło zapewne w dobrej organizacji treści. Pracę otwierają rozdziały dotyczące przebiegu studiów i pierwszych
doświadczeń związanych z prowadzeniem badań na powojennej wsi polskiej. Szczegóły i zdarzenia składające się na opisywane historie uzmysławiają czytelnikom,
szczególnie tym nieznającym realiów PRL, jak zdumiewającą była ówczesna rzeczywistość. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić, by mogło się zdarzyć, że niczego nieświadomy etnograf „jechał rowerem przez pole minowe” (s. 18). Choć o tej, jak
o wielu podobnych „przygodach”, Kamocki pisze nieco zawadiackim tonem, to trudno powiedzieć, w jakiej rzeczywiście atmosferze przebiegały, na przykład, rozmowy
Recenzje i noty recenzyjne
391
z funkcjonariuszami Urzędu Bezpieczeństwa w celu otrzymania paszportu niezbędnego do prowadzenia badań zagranicznych (s. 31-32). Przy odpowiedniej dozie dystansu, a zarazem empatii, czytelnik łatwo wyczuje nie tylko grozę i perfidię tamtego
systemu, lecz także palącą potrzebę pchającą ludzi, by choćby na chwilę wyrwać się
z dojmującej szarzyzny realnego socjalizmu.
Właśnie w tym kontekście można lepiej zrozumieć fenomen pozaeuropejskich
wypraw etnograficznych, takich jak Etnologiczna Wyprawa Azjatycka „EWA 76”,
Wyprawa „Indie 76”, Studencka Ekspedycja Etnograficzna „Afryka 76-77” albo Polska Wyprawa Naukowa w Andy, która odbyła się w 1978 roku. Nie można też pominąć badań prowadzonych w Mongolii przez przedstawicieli ośrodka warszawskiego
(por. Dzięgiel, red., 1987). Doświadczenia Kamockiego nie tylko wpisują się w ten
szeroki nurt, ale także znakomicie go ilustrują. Bowiem na zasadniczą cześć książki
składają się właśnie wspomnienia związane ze światem widzianym już za żelazną
kurtyną. Autorowi udało się trafić do rozmaitych zakątków Azji, ten bowiem kontynent obrał za cel podróży podejmowanych na zlecenie muzeów etnograficznych, kiedy indziej finansowanych z uzyskiwanych stypendiów zagranicznych czy własnych
oszczędności.
W opowieści zostają odmalowane społeczności zamieszkujące Indonezję, Singapur, Armenię, Indie, Nepal, Pakistan, Afganistan, Iran, Uzbekistan i Kazachstan drugiej połowy XX wieku. Autor dotarł do wielu miejsc, których oblicze rychło miało
się diametralnie zmienić pod wpływem procesów politycznych, gospodarczych i społecznych związanych z postępującym rozwojem tamtej części świata. Dzięki temu
czytelnik uzyskuje niepowtarzalną szansę wglądu w rzeczywistość i warunki życia
w przeddzień lub u zarania ważnych historycznych wydarzeń. Razem z autorem, czytający Egzotyczne podróże przygląda się tradycyjnym obrzędom czy wiejskiej gospodarce, co nie wadzi krytycznej refleksji nad rodzącym się wówczas ruchem turystycznym albo poszukiwaniami autentyczności prowadzonymi przez pięknoduchów
i hipisów, którzy ledwo co odkryli bogactwo myśli Wschodu. Postaci pojawiające
się w książce są bez wątpienia ciekawymi osobowościami, jednak żadnej z nich nie
przydano pogłębionego portretu, co zdradza przelotność etnograficznego kontaktu
i jego ograniczenia. Trudno tutaj zresztą oddać wielobarwność przygód i perypetii,
jakie stały się udziałem krakowskiego etnografa. Ów rys awanturniczy spotka się
zapewne z zainteresowaniem czytelników.
Warto także zwrócić uwagę na materiał ilustracyjny wykorzystany w książce. Są
to zdjęcia wykonane przez Kamockiego lub jego portrety cudzego autorstwa. Liczne
fotografie pozwalają uzmysłowić sobie, jak wyglądały miejsca i ludzie, do których
trafił etnograf. Znakomicie korespondują z opisywanymi zdarzeniami. Szkoda tylko,
że wszystkie są czarno-białe, choć oryginalnie zostały wykonane jako kolorowe (czego można domyślić się porównując choćby zdjęcie z okładki z zamieszczonym na
s. 52). Dodatkowym mankamentem jest czasami niska jakość reprodukcji. Tak obfite
wykorzystanie zdjęć rzuca dodatkowe światło na sposób oraz warunki wykonywania
pracy etnografa. Pod tym względem książkę Kamockiego można postawić w jednym
rzędzie z udostępnieniem przez London School of Economics, w ramach archiwum
cyfrowego, dotąd niepublikowanych zdjęć Bronisława Malinowskiego z badań tere-
392
Recenzje i noty recenzyjne
nowych albo z godną pochwały inicjatywą poznańskiego ośrodka etnologicznego,
w ramach którego utworzono Archiwum Cyfrowe im. Józefa Burszty, co zaowocowało wystawą fotografii oraz wydaniem pokaźnego katalogu prezentującego arkana pracy terenowej (Brzezińska, Stanisz, red., 2014). Przedsięwzięcie Kamockiego,
podobnie jak Archiwum Cyfrowe, wpisuje się w trend powrotu do archiwów oraz
proces przywracania pamięci, świadomości i dumy z tradycji i osiągnięć rodzimej
antropologii.
Książka, mimo licznych walorów poznawczych, nie jest pozbawiona błędów,
w tym także o charakterze merytorycznym. Przykładem może być mylne wskazanie
inkarnacji Buddy i przyporządkowania mu kierunków świata (s. 108). Usterki tego
rodzaju pozostają jednak nieliczne, nie przesłaniają ewidentnych walorów poznawczych, informacyjnych i narracyjnych opowieści pomieszczonych na karatach Egzotycznych podróży etnografa. I choć Kamocki nie jest wirtuozem stylu, jak Ryszard
Kapuściński czy paru innych podróżników, to zaproponowana przez niego, miejscami „z gruba ciosana” narracja ma w sobie powabny walor autentyzmu. Oddaje bowiem chropowatości i niedoskonałości otaczającego nas świata bez zbędnych upiększeń i językowych przesłonięć. Nadto, należy wspomnieć, że praca ta ukazała się
w śladowym niemal nakładzie siedemdziesięciu egzemplarzy, przez co jej lekturę należy traktować jako swego rodzaju ekskluzywizm, choć zważywszy na oryginalność
doświadczeń i przemyśleń Kamockiego, szkoda, iż krąg odbiorców będzie wąski.
Filip Wróblewski
LITERATURA
Bazielich B.
2012
Przypadki etnografa z przypadku, Bytom: Muzeum Górnośląskie w Bytomiu.
Brzezińska A.W., Stanisz A. (red.)
2014
Etnografowie w terenie, Świdnik: Egoart, Studio Graficzne i Drukarnia Cyfrowa.
Dzięgiel L. (red.)
1987
Na egzotycznych szlakach. O polskich badaniach etnograficznych w Afryce, Ameryce i Azji w dobie powojennej, Wrocław: Polskie Towarzystwo
Ludoznawcze.
Kopczyńska-Jaworska B.
2000
W górach i mieście, w: A. Abramowicz (red.), Moja droga do nauki, Łódź:
Łódzkie Towarzystwo Naukowe, s. 37-60.
Kroh A.
1999
Sklep potrzeb kulturalnych, Warszawa: Prószyński i S-ka.
2010
Starorzecza, Warszawa: Wydawnictwo Iskry.
Szyfer A.
2006
Zapisane w pamięci. Z badań etnografa, Poznań: Wydawnictwo Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.
Recenzje i noty recenzyjne
393
„Lituanus. The Lithuanian Quarterly”, vol. 60: 4, ed. V. Savoniakaitė, Chicago: Lituanus Foundation, Winter 2014, ss. 96, ISNN: 0024-5089.
„Lituanus” to anglojęzyczny kwartalnik poświęcony litewskiej – a także bałtowskiej – kulturze, sztuce, historii i zagadnieniom pokrewnym. „Lituanus” ukazuje się
od 1954 roku pod kuratelą działającego w Stanach Zjednoczonych Lithuanian Student Association. W zespole redakcyjnym znajdują się przedstawiciele wydziałów
humanistycznych uniwersytetów litewskich i amerykańskich. Pismo ma profil akademicki, działa na zasadzie non-profit i obecnie szczyci się posiadaniem ponad dwóch
tysięcy subskrybentów (indeksowane jest przez EBSCO oraz kilka mniejszych baz
danych). Poza pierwotną wersją papierową, archiwalne numery można znaleźć pod
adresem www.lituanus.org. W 2013 roku na jego łamach zajmowano się analizami
litewskiego kina, teatru, romantyzmu, źródeł historycznych, rok wcześniej zaś publikowano studia z zakresu literaturoznawstwa, językoznawstwa, badań nad migracjami i pamięcią społeczną. Stałym elementem są recenzje książek, drukuje się ponadto
fragmenty prozy i wiersze.
W 2014 roku numer czwarty „Lituanusa” oddany został litewskim etnologom
i antropologom, prowadzącym badania na obszarze Litwy. O zawartości numeru –
zredagowanego przez Vidę Savoniakaitė, dyrektora Instytutu Etnologii w Wilnie –
wiele mówi tytuł otwierającego go artykułu „Definiując litewskość”. Savoniakaitė
zwróciła w nim uwagę, że tytułowa kategoria „litewskości” była dotąd budowana
(głównie przez historyków) na bazie etnokulturowej i jako przeciwwaga dla polskości. Z tej etnocentrycznej perspektywy dążono do tego, by litewskość była „tożsamością oczyszczoną” z obcych wpływów. Efektem takich działań stało się to, iż
w litewskiej etnografii „ja” najsilniej zostało powiązane z etnicznością, kulturą, religią, społeczeństwem oraz terytorium. Na poziomie praktyk społecznych natomiast
przełożyło się to na fakt, że współcześni Litwini definiują samych siebie przede
wszystkim poprzez pryzmat narodowości. Znalazło to potwierdzenie w prowadzonych przez Savoniakaitė w latach 2002-2008 badaniach poświęconych lokalnym społecznościom na Litwie.
W kolejnych tekstach przyglądano się „definiowaniu litewskości” z kilku, dopełniających się, ujęć. Auksolė Čepaitienė (Proximity, Interaction and Social Organization in Lithuania) skupiła się na zagadnieniach dotyczących poczucia bliskości,
sąsiedztwa, relacji społecznych i organizacji społecznej na litewskiej wsi. Podkreśliła
znaczenie i funkcje zagrody/gospodarstwa dla myślenia o rodzinie, pokrewieństwie,
a także zakresie sąsiedztwa. Darius Daukšas (Living in the Borderland: The Case of
Polish-Lithuanians) postanowił z kolei zanalizować znaczenie narodowej/obywatelskiej tożsamości w odniesieniu do „polskich Litwinów” żyjących współcześnie w rejonie solecznickim (gdzie 80% mieszkańców oficjalnie deklaruje się jako Polacy).
Z badań Daukšasa wynika, że najbardziej istotnym czynnikiem tożsamościowym
– identyfikowanym bez względu na przynależność pokoleniową – jest tam rodzina
i pochodzenie. Znaczące przy tym jest, że dla wielu „polskich Litwinów”, jak utrzymuje autor, nie zachodzi konflikt między Polską postrzeganą jako „macierz” a Litwą
postrzeganą w kategoriach „ojczyzny”. Vytautas Tumėnas (Contemporary Social Art
394
Recenzje i noty recenzyjne
Festivals as Intertextual Manifestations of Postmodern Cultural Identity) porusza
się wśród odmiennych problemów. Autor utrzymuje mianowicie, że symbole wypracowane w ramach tradycyjnej kultury ludowej znajdują się aktualnie w procesie
intensywnego ożywiania i przywracania. Folklor i sztuka ludowa inspirują podejmowane obecnie działania artystyczne, dające się kategoryzować jako tożsamościowotwórcze, oparte na bazie dziedzictwa kulturowego. „Artyści aktywnie wykorzystują,
cytują, przekształcają, interpretują i adaptują teksty, formy i znaczenia archaicznej
tradycji w nowych kontekstach i okolicznościach. Kultura ludowa wsi została zaproszona do udziału w festiwalowym życiu nowoczesnych miast” (s. 62). Szczegółowo
opisanym przez Tumėnasa przykładem są wydarzenia festiwalowe związane z jesienną równonocą, organizowane w Wilnie.
W każdym z tekstów – poza przywoływanym materiałem empirycznym – autorzy odwołują się do ważnych pojęć współczesnej antropologii: tożsamości, opozycji
my – oni, etniczności, pokrewieństwa, granicy. Są, bezspornie, zaznajomieni z literaturą przedmiotu i nowymi trendami w dyscyplinie. W paradoksalny sposób każdy
z nich jednak potwierdza tezę Savoniakaitė o etnokulturowym nastawieniu litewskiej
etnografii, najgoręcej zajętej kwestiami etniczności i przez jej pryzmat pojmowanej kultury. Zebrane w omawianym tomie „Lituanusa” artykuły definiują litewskość
w jednoznacznie etnokulturowym paradygmacie. Trudno takie nastawienie uznać za
oryginalne. Tym bardziej, że już w latach 80. XX wieku tworzono zręby innego podejścia. Instruktażowym przykładem jest w tym kontekście specjalny numer „Ethnologia Europaea” z 1989 roku, w całości poświęcony relacjom między kulturą a narodem. W artykule wprowadzającym doń szwedzki etnolog Orvar Löfgren postulował,
by w badaniach projektów narodowych uwzględniać wymiar kultury codziennej bądź
tego, co określił jako do-it-yourself nationalism. Przekonywał dalej, że każdy naród
ma nie tylko wspólny język, wspólną przeszłość i przeznaczenie, ale także narodową
kulturę ludową, narodowy charakter albo mentalność, wartości narodowe, a nawet
narodowe gusta i narodowy krajobraz. Jonas Frykman w tym samym numerze zwracał uwagę na inną lukę w badaniach kwestii narodowych, związaną z mobilnością
społeczną i transformacjami świadomości wynikającymi z przesuwania się jednostek
i grup w ramach struktury społecznej. Warto dodać, że zawartym w „Ethnologia Europaea” analizom „szwedzkości” towarzyszą, utrzymane w podobnym duchu, studia
poświęcone „węgierskości”.
Etnologiczny numer kwartalnika „Lituanus” daje wgląd w aktualnie prowadzone przez litewskich badaczy kultury prace; odsłania kluczowe dla nich zagadnienia
i rozwiązania metodologiczne; ujawnia dominujące teoretyczne wpływy. Jest zatem
przyczynkiem nie tylko do oceny stanu etnologii i antropologii kulturowej na Litwie,
ale także ciekawym wyrazem kondycji etnologii w Europie Środkowej. Jak się okazuje, na polu dyscyplinarnym tyle samo nas dzieli, co i łączy.
Waldemar Kuligowski
Recenzje i noty recenzyjne
395
Marijana H a m e r š a k, Iva P l e š e, Ana-Marija V u k u š i ć (ur.), Proizvodnja
baštine. Kritičke studije o nematerijalnoj kulturi, Zagreb: Institut za etnologiju
i folkloristiku 2013, ss. 468, ISBN: 978-953-6020-87-4.
Zagrzebski Instytut Etnologii i Folklorystyki w swojej pracy wydawniczej podejmuje aktualne, społecznie uwikłane tematy badawcze. Imponująca – jeśli wziąć
pod uwagę liczbę, tematyczną rozpiętość, wartość poznawczą i postulowaną ostatnio
cytowalność – działalność publikacyjna naukowców tworzących tę placówkę oraz
dobór i układ opracowań składających się na omawiany tom, świadczą o kontynuacji
demarkacyjnej strategii otwartej (por. Rękas 2014b). Dotyczy ona zarówno badań
folklorystycznych, czego przykładem jest wydana w 2010 roku Folkloristička čitanka (Hameršak, Marjanić, ur., 2010; por. Rękas 2014a), jak i etnologicznych/antropologicznych, z mocno obecnym zwrotem terenowym, skupionym jednak przede
wszystkim na źródłach pochodzących z chorwackiego obszaru narodowego, kulturowego i językowego. Jednostka naukowo-badawcza utworzona w 1948 roku pod
nazwą Instytut Sztuki Ludowej, przemianowana w 1977 roku na Instytut Badań
Folklorystycznych, a w roku 1991 na Instytut Etnologii i Folklorystyki, od początku swej działalności była wiodącym głosem w południowosłowiańskich dyskursach
etnologicznych (i folklorystycznych) zorientowanych na teraźniejszość, ale z silnym
oparciem w doświadczeniach przeszłości. Dlatego też antropolodzy codzienności
afiliowani w tej placówce nie mogli przejść obojętnie obok wydarzeń tworzących
chorwackie sceny medialne od 27 maja 2005 roku, kiedy ratyfikowano Konwencję
UNESCO w sprawie ochrony niematerialnego dziedzictwa kulturowego, do 1 lipca
2013 roku, czyli dnia, w którym w czasie obchodów na cześć przystąpienia Chorwacji
do Unii Europejskiej, na Targu Bana Jelačicia w Zagrzebiu, zwizualizowano „wartości
chorwackich dóbr kulturowych wpisanych na listę UNESCO” (s. 7). Recenzowany
tom jest naukową reakcją na newralgiczną wątpliwość: czy przypadkiem cały projekt
UNESCO dotyczący ochrony niematerialnego dziedzictwa kulturowego, na który składają się liczne spotkania, konferencje, szkolenia, warsztaty, sprawozdania, elaboraty,
podróże, drogi finansowania, nie sprowadza się wyłącznie do przygotowań do tego, by
wybrane elementy dziedzictwa (dzięki certyfikatowi UNESCO) mogły stać się częścią
ceremonialnych obchodów, oferty turystycznej czy też, innymi słowy, „osią ratującą”
(Pofuk 2013) programy kulturowe i wystąpienia sceniczne, które dzięki temu staną się
atrakcyjnymi obrazkami w katalogach i na stronach internetowych?
Redaktorki omawianej publikacji, której tytuł można przetłumaczyć jako „Produkowanie dziedzictwa. Prace krytyczne o kulturze niematerialnej”, za pomocą wyboru
drukowanych już wcześniej, lecz rozproszonych (europejskie i amerykańskie czasopisma naukowe/prace zbiorowe) oraz zróżnicowanych językowo (m.in. język angielski, niemiecki i chorwacki) artykułów, zabrały głos w dyskusji dotyczącej kluczowego, w ich przekonaniu, problemu będącego konsekwencją wprowadzenia konwencji
UNESCO. Kryje się on w „zjawiskach ubocznych, to jest w konfliktach, precedensach i stratach (...), o których dowiadujemy się na marginesie wielkiego projektu
UNESCO, a i wtedy jedynie za pośrednictwem cichych lub uciszanych głosów uczestników lub obserwatorów” (s. 9). Odnajdziemy tu zatem ważne studia badaczy zajmu-
396
Recenzje i noty recenzyjne
jących się sporami i wspomnianymi produktami ubocznymi, które są/mogą być efektem projektów ochrony i/lub kodyfikacji kultury niematerialnej. Mowa o tekstach
polemicznych, przedstawiających różne, często przeciwstawne, perspektywy, tezy
i drogi argumentacji, lecz – co ważne zwłaszcza dla czytelnika spoza chorwackiego
obszaru kulturowego – związanych ze zjawiskami powstałymi w Chorwacji w drodze implementacji konwencji UNESCO. Jest to zatem przegląd bardzo krytyczny
i dający bezpośrednie wejrzenie w newralgiczne, zarówno ogólne (np. „Co się dzieje
w momencie, w którym swą codzienność zaczynamy postrzegać jako dziedzictwo?”,
„Na czym polega polityczny i handlowy fenomen sprzedaży kultury?”), jak i typowo
chorwackie kwestie (np. „Czy inicjatywa UNESCO w Chorwacji to nie przypadkiem
projekt jednego ministra?”).
Czternaście tekstów tworzących recenzowaną publikację zostało podzielonych na
cztery ponumerowane, lecz niezatytułowane części. Intencją redaktorek było stworzenie swoistego rytmu książki, ale bez wstępnych założeń czytelniczych, do których
doprowadziłoby tytułowe dookreślenie każdego z rozdziałów. Pierwszy segment
stanowią trzy prace zorientowane na teoretyczne aspekty kluczowych dla projektu
UNESCO pojęć. Są to następujące artykuły: „Prawo do kultury: niematerialne dziedzictwo sp. z o.o., folklor©, wiedza tradycyjna™” Valdimara Tr. Hafsteina, „Światowe dziedzictwo i ekonomia kulturowa” – często przekładanej w Chorwacji i bardzo
popularnej w tamtejszym dyskursie etnologicznym i folklorystycznym Barbary Kirshenblatt-Gimblett oraz „Szwajcaria i Konwencja o ochronie niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO” Waltera Leimgrubera.
Rozprawy teoretyczne dopełniane są w części drugiej studiami przypadków.
Składają się na nie: Markusa Tauscheka, „Prawo do własności dóbr kultury jako
strategia: karnawał w Binche, tworzenie dziedzictwa kulturowego i dóbr kultury”;
Chiary Bortolotto, „The Giant Coca-Cola w Gravinie: niematerialne dziedzictwo
kulturowe, dobro kulturowe i terytorium między dyskursem UNESCO i lokalnymi
praktykami dziedzictwa”; Nino Tsitsishvili, „Ideologie narodowe w erze globalnych
fuzji: gruzińskie śpiewy polifoniczne jako arcydzieło niematerialnego dziedzictwa
UNESCO”; Amy Mountcastle, „Ochrona niematerialnego dziedzictwa kulturowego
i nieuchronność straty: przykład Tybetu”; Dorothy Noyes, „Salomonowy wyrok: globalna ochrona tradycji i problem własności wspólnoty”.
Trzecią część stanowi wybór z prac zorientowanych na chorwacką perspektywę newralgicznego projektu, przy czym uwaga badawcza skupiona jest zarówno na
aspekcie teoretycznym, jak i praktycznym wymiarze jego wdrożenia. W skład tej
grupy wchodzą prace: Naily Ceribašić, „Nowa fala promowania dziedzictwa narodowego: Konwencja UNESCO o ochronie niematerialnego dziedzictwa kulturowego
i jej wdrażanie”; Tvrtka Zebeca, „Etnolog w świecie dziedzictwa: chorwacka niematerialna kultura w XXI wieku” i Lidii Nikočević, „Kultura czy dziedzictwo? Problem
niematerialności”. Kontynuacją zagadnień podejmowanych w tych artykułach jest
kwestia własności dóbr kultury niematerialnej (ang. cultural property issues), bardzo
żywa i jednocześnie kluczowa dla narodów słowiańskich zamieszkujących Półwysep
Bałkański. Wydaje się celowym zabieg nieumieszczania w tej grupie prac badaczy
397
Recenzje i noty recenzyjne
chorwackich. Znajdują się więc tu artykuły Reginy Bendix, „Dziedzictwo: posiadanie, własność i odpowiedzialność”; Michaela F. Browna, „Kłopoty z dziedzictwem:
nowe prace o ochronie niematerialnych dóbr kultury” oraz Naomi Mezey, „Paradoksy własności dóbr kultury”. Umożliwiają one spojrzenie na omawiane zagadnienie
bez narodowego, to jest tożsamościowego „obciążenia” badacza.
Omawiana książka, obok wersji papierowej, została także opublikowana w formie
elektronicznej i jest dostępna na stronie: http://www.ief.hr/ZbornikProizvodnjaBastine, co stanowi kolejny krok w ciągle podejmowanym przez zagrzebski Instytut Etnologii i Folklorystyki wysiłku umiędzynaradawiania wyników badań pracowników
tworzących tę jednostkę. Jednocześnie publikacja ta stanowi kolejny krok w procesie
interpretacji „sytuacji, w której »zwyczajna« kultura staje się częścią (...) reżimu
prawnego oraz (...) ekonomicznej eksploracji i dewastacji” (s. 31).
W polskiej przestrzeni naukowej, która, poza najczęściej filologicznymi wyjątkami, praktycznie pozbawiona jest chorwackich/południowosłowiańskich odwołań,
zbiór ten ma przede wszystkim wartość komparatywną. Umożliwia wgląd w aktualny stan krytycznej refleksji nad kondycją, procesem oraz prawnymi i praktycznymi
konsekwencjami wdrożenia w Chorwacji Konwencji UNESCO w sprawie ochrony
niematerialnego dziedzictwa kulturowego. W Chorwacji, którą kulturowa ucieczka
z Bałkanów (Zieliński 2009) poprzez listę UNESCO prowadzi wprost do paradoksów kroatyzowania, unaradawiania wspólnych bałkańskich tradycji i przyznawania
statusu dziedzictwa zjawiskom wykorzystywanym przez aktorów współczesnej sceny politycznej. Recenzowana publikacja nad tym właśnie proponuje głęboki namysł
i silną merytorycznie naukową refleksję.
Joanna Rękas
LITERATURA
Hameršak M., Marjanić S. (ur.)
2010
Folkloristička čitanka, Zagreb: Institut za etnologiju i folkloristiku.
Pofuk B.
2013
Dora Ruždjak Podolski režira svečanost ulaska Hrvatske u EU, „Večernji list”,
http://www.vecernji.hr/vijesti/dora-ruzdjak-podolski-rezira-svecanost-ulaskahrvatske-u-eu-clanak-573660 (23.06.2013).
Rękas J.
2014a
Druga młodość folklorystyki – podjęcie dyskusji, „Literatura Ludowa” 58:
4-5, s. 3-11.
2014b
Pochwała dialogu, „Literatura Ludowa” 58: 4-5, s. 115-119.
Zieliński B.
2009
Stereotypizacja Słowiańszczyzny Południowej w polskim dyskursie publicznym III Rzeczypospolitej (po 1989 roku), „Południowosłowiańskie Zeszyty
Naukowe” 6, s. 11-23.
398
Recenzje i noty recenzyjne
Lars N y l a n d e r, Som ett ensamt träd i stormen. Amerikabrev berättar, Harmånger: Lars Nylander 2013, ss. 256, ISBN: 978-90-637-3228-7.
Przy współpracy z fundacją Konung Gustaf VI Adolfs Fond för svensk kultur oraz
Kungliga Patriotiska Sällskapet (Królewskie Towarzystwo Patriotyczne) w Sztokholmie, ukazała się książka szczególnie ważna dla współczesnych szwedzkich badań
antropologicznych. Sięga ona do tematu dziewiętnastowiecznej emigracji szwedzkiej do Ameryki Północnej. Autor pracy, Lars Nylander, to potomek szwedzkich
emigrantów, antropolog, kurator muzeum regionalnego w Hudiksvall nad Zatoką
Botnicką. Opowiada o swoich przodkach, interpretuje motywy emigracji poszczególnych członków rodziny, umiejętnie kreśli tło historyczne czasów, o których Jonas
Frykman i Orvar Löfgren (1979) napisali, że był to w historii Szwecji okres narodzin
„człowieka kulturalnego”.
We „Wstępie” autor podkreśla, że w młodości wysłuchiwał opowieści o Ameryce
i emigracji, a w wieku dojrzałym dotarł do zapisków w szwedzkich księgach kościelnych, dokumentów biur zajmujących się organizacją wyjazdu do USA i amerykańskich raportów urzędowych. Sięgnął do listów i fotografii, wszedł w problematykę
rodzinnych historii, zajął się zagadnieniami etniczności, asymilacji kulturowej, moralności protestanckiej.
Nylander podzielił swoją pracę na cztery rozdziały. W pierwszym, zatytułowanym „Wprowadzenie”, przedstawia rys historyczny emigracji ze Szwecji do Ameryki, jej podłoże ekonomiczne, kulturowe i społeczne. Podkreśla, że zaczęła się ona już
w XVII wieku, a okresem jej kulminacji była druga połowa XIX wieku. Ilustrują to
zamieszczone diagramy.
W rozdziale drugim, „W Szwecji”, Nylander opisuje „wyjściową” sytuację ekonomiczną, religijną i kulturową emigrantów z prowincji Hälsingland. Były to czasy
trudne. Zlodowaciała Zatoka Botnicka, brak pożywienia, samotność kulturowa, desperacja skłaniająca do wyboru nowej drogi życia, zostały ukazane w stylu przypominającym doskonałe powieści Henninga Mankella. Więcej, jest to saga rodzinna
o pokoleniach szwedzkich emigrantów, kreślona jakże zręcznym słowem ich potomka. Ta część książki Nylandera jest ciekawą, intrygującą opowieścią o dylematach
wyjazdu z hembygd (małej ojczyzny), z biednej dziewiętnastowiecznej Szwecji,
opartą o listy i fotografie. A w fotografii tkwi etnograficzność, co podkreśla autor,
cytując Sarah Pink: „Fotografia antropologiczna to każda fotografia, z której antropolog może czerpać pełne znaczeń informacje” (s. 89, za Pink 2009). Nylander te
znaczenia wykorzystał.
Wyjazd to decyzja życia, trudne rozstanie z miejscem urodzenia, z własną przestrzenią ekokulturową. Trudne co najmniej w dwóch wymiarach: po pierwsze, wymaga porzucenia przywiązania do miejsca, przyjaźni, uczuć, sentymentu do własnej
okolicy, parafii; po drugie, może najważniejsze, pociąga za sobą osamotnienie, przestrzenne i czasowe. „Wtedy z prawdą trudno żyć. Kłamstwa są bardziej wygodne”,
mawiali emigranci ze Szwecji. A jednocześnie emigracja jednoczyła. Warto podkreślić, że autor stara się zrozumieć zjawisko emigracji poprzez jej obraz fotograficzny
i szczere listy.
399
Recenzje i noty recenzyjne
Rozdział trzeci: „W Ameryce”, stanowi opis trudnego procesu akulturacji Szwedów w Stanach Zjednoczonych. Nylander zauważa, że do emigrantów docierały
wiadomości z rodzinnych stron. Przychodziły listy, portrety bliskich, fotografie rodzinnych okolic, z obrazem hembygd z małomiasteczkowego atelier. Pojawiła się
tęsknota, ukazując konkretne obrazy z przeszłości: kamieni, lasów, ptaków, jezior,
rybaków, całej przestrzeni kulturowej okolicy (s. 55). Autor słusznie zwraca uwagę,
że istotną rolę w podtrzymywaniu tożsamości kulturowej Szwedów w USA odegrał
Kościół luterański.
Rozdział czwarty, „Opowieści amerykańskich listów”, to charakterystyka tematów poruszanych w listach emigrantów. Różnorodne opisy pobytu na emigracji, zawierające wzmianki o depresjach, trudnościach asymilacji kulturowej, splatają się
z tęsknotą do kraju rodzinnego i do konkretnego miejsca narodzin.
Publikacja ilustrowana jest starymi fotografiami i dokumentami urzędowymi,
które uzupełniają tekst. Podsumowując, praca Nylandera wpisuje się we współczesne zainteresowania szwedzkiej antropologii procesem emigracji do Stanów Zjednoczonych i jest ważnym przyczynkiem do badań nad emigracją skandynawską w XIX
wieku.
Waldemar Kopczyński
LITERATURA
Frykman J., Löfgren O.
1979
Den kultiverade människan, Lund: LiberLäromedal.
Pink S.
2009
Etnografia wizualna. Obrazy, media i przedstawienia w badaniach, przeł.
M. Skiba, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Oľga D a n g l o v á, Modrotlač na Slovensku. Blueprint in Slovakia, Bratislava: Ústredie ľudovej umeleckej výroby 2014, ss. 375, ISBN: 978-80-89639-12-0.
Jednym ze sposobów zdobnictwa tkanin jest drukowanie na nich wzorów, najczęściej w kontrastowych w stosunku do ciemnego tła kolorach. Jest to prosta technika drukarska polegająca na odciskaniu na tkaninie wzoru z tak zwanego klocka
drukarskiego pokrytego uprzednio farbą. Ten rodzaj zdobnictwa występował na obszarze całej Europy, do której trafił najprawdopodobniej z Indii (Reinfuss 1953: 9).
Europejskie drukarstwo tekstylne nie było traktowane jako osobna gałąź rzemiosła,
była to działalność dodatkowa (Reinfuss 1953: 12), a zajmowano się tym przede
wszystkim na obszarach, na których produkowano płótno. W Polsce najwięcej takich
400
Recenzje i noty recenzyjne
fabryk, manufaktur, ale i niewielkich małomiasteczkowych i wiejskich warsztatów
znajdowało się na obszarze Górnego Śląska. Dostępność tego rodzaju tkanin znalazła
odzwierciedlenie w noszonych przez Górali Śląskich ubiorach codziennych i strojach odświętnych. Przeważnie granatowe, tak zwane modrzyńce drukowane były we
wzory kwiatowe, a tradycja ich noszenia zachowała się do dzisiaj (Kiereś 2008: 125).
Na obszarze Polski większość drukarń zaprzestała działalności przed I wojną światową, a nieliczne, które przetrwały głównie na wschodzie kraju, funkcjonowały do
wybuchu II wojny światowej (Fryś-Pietraszkowa 1988: 133). Z polskich badaczy-etnografów zagadnieniem tym zajmował się Roman Reinfuss, a efektem jego badań
była publikacja (1953) stanowiąca jedyne dotąd monograficzne ujęcie zagadnienia,
omawiające rozwój, funkcjonowanie i zanik tej techniki drukarskiej w obecnych granicach Polski. Rok później ukazał się artykuł Longina Malickiego (1954), a wątek
dotyczący strojów ludowych szytych z drukowanego płótna autor ten kontynuował
w jednym z zeszytów „Atlasu Polskich Strojów Ludowych” (Malicki 1956). O tradycji tej dziedziny rzemiosła wspomina także Zofia Rak (2008) w opracowaniu dotyczącym samego Podhala. W Polsce ten rodzaj tkaniny rozpowszechniony był przede
wszystkim na pograniczu polsko-słowackim – w Beskidzie Śląskim, Orawie i Spiszu. Bardzo często polscy drukarze i farbiarze uczyli się techniki oraz przejmowali
wzory od słowackich wytwórców.
W Słowacji wiele farbiarni funkcjonowało jeszcze w połowie XX wieku. Liczne
zespoły ludowe oraz osoby zajmujące się krawiectwem strojów ludowych z obszaru
Polski południowej sprowadza drukowane tkaniny właśnie ze Słowacji, między innymi z farbiarni w miejscowości Ivanka nad Dunajem, położonej niecałe 20 km na
północny wschód od Bratysławy. Petr Trnka, który prowadzi tę farbiarnię, zajmuje
się nie tylko farbowaniem i nanoszeniem wzorów na płótno, ale i sam przygotowuje
klocki ze wzorami. Kontynuuje rodzinne tradycje rzemieślnicze, a ze swoimi wyrobami dociera także do współczesnych projektantów inspirujących się tradycyjnym
rękodziełem, rzemiosłem i sztuką ludową.
Drukowanie na płótnie to jedna z dziedzin tradycyjnego rzemiosła, które wspiera
słowacka organizacja Ústredie Ľudovej Umeleckej Výroby (ULUV) – odpowiednik
polskiego Stowarzyszenia Twórców Ludowych (jednak o zdecydowanie szerszych
kompetencjach i zakresie działalności). Jedną z ważniejszych form jej działalności
jest przygotowywanie twórców do funkcjonowania na rynku, poprzez dostosowywanie wyrobów do oczekiwań współczesnych odbiorców. ULUV wydał kilkanaście
monografii poświęconych między innymi koszykarstwu, tkactwu, wyrobom z korzeni, zdobnictwu strojów ludowych. Najnowszym wydawnictwem jest recenzowana
książka, w całości poświęcona rozwojowi słowackich tradycji farbiarskich w zakresie wytwarzania druków na płótnie.
Autorką tej obszernej i bogato ilustrowanej monografii jest słowacka etnolożka Oľga Danglová, związana z Instytutem Etnologii Słowackiej Akademii Nauk.
Opracowała wiele publikacji dotyczących sztuki ludowej, rękodzieła, zdobnictwa,
jest także współautorką etnograficznego atlasu Słowacji, którego obszerną część poświęcono odzieży i strojom ludowym. Przygotowała również monografię na temat
tradycji hafciarskich (Danglová 2009).
Recenzje i noty recenzyjne
401
Jak autorka zaznacza we wstępie, omawiana książka powstała ze względu na
potrzebę całościowego omówienie tego zagadnienia, z uwzględnieniem trwania,
rozwoju i transformacji zachodzących w sposobach wykorzystywania tkanin drukowanych i samych sposobach zdobienia. Powołuje się na wydaną w połowie lat 50.
XX wieku pozycję autorstwa Josefa Vydru (historyka i etnografa), który dość szczegółowo opisał historię tej dziedziny rzemiosła. Autorce, w wyniku własnych badań
i poszukiwań, udało się zebrać bogaty materiał badawczy, który w znaczny sposób
uzupełnia i poszerza informacje zebrane przez Vydru. Przede wszystkim skupiła się
na zbiorach muzealnych, zwracając uwagę zarówno na tkaniny i ich wzornictwo, jak
i narzędzia służące do ich wyrobu oraz informacje dotyczące wytwórców oraz okoliczności powstawania i likwidacji fabryk, manufaktur i małych warsztatów farbiarskich. Cenne dane uzyskała od samych farbiarzy, obecnie już nieżyjących (ostatni
informator zmarł w roku ukazania się książki). I jest to niewątpliwie największym
atutem książki – skonfrontowanie materiałów archiwalnych z informacjami uzyskanymi od specjalistów, rzemieślników i mistrzów w swoim zawodzie.
Książka jest podzielona na osiem rozdziałów, tworzących dwie części.
Część pierwsza dotyczy historii i rozwoju rzemiosła. Zaznajamia czytelnika z dziejami druków na płótnie w Europie, następnie z historią powstawania i funkcjonowania
cechów farbierskich na Słowacji (wraz z ciekawym omówieniem organizacji nauki
w tym fachu), opisuje farbiarnie jako budynki, ich wyposażenie, a także sposób organizacji pracy. Zamieszczono tu też mapę (s. 52-53), na której zaznaczone są wszystkie
farbiarnie, o których autorka zebrała informacje, wraz z danymi o czasie ich funkcjonowania. Jednym z ciekawszych fragmentów książki jest rozdział czwarty, omawiający
przemiany rzemiosła, przyczyny i skutki jego zaniku, a przede wszystkim skupiający
się na transformacjach wzornictwa i poszukiwaniu nowych sposobów jego zastosowania. Przedstawiono tutaj także działania ULUV w zakresie ochrony tradycyjnego
rzemiosła, wraz z zagadnieniami odnoszącymi się do zjawiska etnodizajnu.
Część druga książki to kolejne cztery, bardzo rozbudowane rozdziały. W pierwszym szczegółowo omówiono proces technologiczny (z rozróżnieniem na technologie fabryczne i te stosowane w niewielkich, wiejskich i małomiasteczkowych farbiarniach), rodzaje tkanin i farb, opisano też sposób wyrabiania klocków drukarskich.
Następnie niezwykle ciekawie i drobiazgowo przedstawiono tradycyjny kobiecy
strój słowacki, w którym pojawiały się części odzienia uszyte z tkanin drukowanych.
Były to spódnice, fartuchy oraz chusty narzucane na ramiona i głowę. Tkaniny te
wykorzystywano do przygotowywania zarówno odzieży codziennej i roboczej, jak
i odświętnej oraz obrzędowej (strój ślubny). Co ciekawe, tkaniny drukowane pojawiały się także we wnętrzach domów wiejskich, służąc jako pościel. Ostatni, także
zawierający wiele interesujących szczegółów rozdział jest rodzajem katalogu, prezentującego wszystkie zebrane przez autorkę podczas prowadzonych badań motywy
zdobnicze, z podziałem na geometryczne, roślinne i zwierzęce, zainspirowane przedmiotami codziennego użytku (np. formami na masło czy koronkami) oraz antropomorficzne.
Całość uzupełnia obszerna bibliografia. Dużym atutem książki jest materiał ilustracyjny, szczególnie zdjęcia archiwalne dokumentujące pracę farbiarzy i drukarzy
402
Recenzje i noty recenzyjne
oraz pokazujące ubiór codzienny mieszkańców Słowacji podczas pracy w domu i na
polu, czy w trakcie uroczystości rodzinnych.
Niezwykle ciekawy jest także wątek dotyczący prób zastosowania tkanin drukowanych w projektowaniu, od lat 50. XX wieku, kiedy starano się wprowadzić drukowane tkaniny do szerszej dystrybucji, przygotowując z nich odzież oraz galanterię
stołową. Działania te kontynuowano w latach 70 i 80., w podobnym duchu, co ówczesne przedsięwzięcia polskiej Cepelii. Na Słowacji, inaczej niż w Polsce, udało się
podtrzymać zainteresowanie wyrobami ludowymi, które nie stały się synonimem kiczu, tandety i przaśności. Dzięki działaniom wielu osób i organizacji (przede wszystkim ULUV) drukami na płótnie zainteresowano projektantów, którzy w ich bardzo
prostej i spokojnej estetyce dostrzegli duży potencjał. Wzory te stały się modne po
2000 roku i powróciły pod postacią etnodizajnu.
Autorka zadaje ważne pytanie o to, czy druki na płótnie są wyrobem ludowym
czy nieludowym – szkoda jednak, że ten wątek zajął niewiele miejsca w tym obszernym opracowaniu. Druki na płótnie rozwijały się właściwie dwutorowo, produkowane przez wyspecjalizowane fabryki, a równocześnie przez tak zwanych wędrownych
farbiarzy, którzy wykonywali je przede wszystkim z myślą o mieszkańcach wsi i małych miasteczek. I to właśnie ich wyroby wykorzystywane były jako elementy wiejskich ubiorów codziennych. Zastanawia, czy fakt, iż wyroby te tak bardzo związały
się ze strojem ludowym świadczy o ich ludowości. Podobnego rozwinięcia i rozszerzenia mógł się także doczekać wątek dotyczący etnodizajnu i współczesnych
inspiracji oraz kierunku wykorzystywania takich tkanin we współczesnej modzie
wnętrzarskiej czy związanej z projektowaniem odzieży. Jest on dość krótko omawiany w dwóch miejscach w książce, w moim odczuciu wart jest szerszego opracowania
i przeprowadzenia także badań wśród samych, współczesnych projektantów. W tej
części przydałoby się także więcej zdjęć pokazujących takie nowe zastosowania tradycyjnych tkanin.
Niewątpliwie książka jest wyczerpującym opracowaniem podjętego zagadnienia, ma przy tym wartość nie tylko naukową, ale i estetyczną. Zwraca uwagę ładne
przygotowanie edytorskie, co jest szczególnie ważne w opracowaniach dotyczących
wzornictwa. Niezwykle bogaty materiał ilustracyjny ma charakter unikatowy. Czytelnik poznaje miejsca, w których istniały farbiarnie; bezcenne są zdjęcia pokazujące
farbiarzy przy pracy. Osobną wartość (ważną np. dla projektantów poszukujących
inspiracji) mają bardzo dobrze wykonane, w dużych zbliżeniach, zdjęcia tkanin. Widoczny jest nie tylko wzór, ale często i splot tkaniny, subtelności w nasyceniu kolorów. Dodatkową zaletą książki jest jej dwujęzyczne wydanie (w językach słowackim
i angielskim), co jest dobrym zabiegiem wydawcy służącym promocji tradycyjnego
rękodzieła i rzemiosła słowackiego także poza granicami kraju. Zachowując walory
naukowe, publikacja ta nie tylko stanowi dokumentację etnograficzną jednej z dziedzin rzemiosła, ale jest jednocześnie adresowana do szerokiego grona odbiorców,
dzięki ciekawej i wielowątkowej narracji. Może być także inspiracją do różnych
działań artystycznych odwołujących się do tradycji rzemieślniczych i rękodzielniczych.
Anna Weronika Brzezińska
403
Recenzje i noty recenzyjne
LITERATURA
Danglová O.
2009
Výšivka na Slovensku. Embroidery in Slovakia, Bratislava: Ústredie
ľudovej umeleckej výroby.
Fryś-Pietraszkowa E.
1988
Tkanina, w: E. Fryś-Pietraszkowa, A. Kunczyńska-Iracka, M. Pokropek (red.),
Sztuka ludowa w Polsce, Warszawa: Wydawnictwo Arkady, s. 118-133.
Kiereś M.
2008
Strój górali śląskich, Milówka: Fundacja Braci Golec.
Malicki L.
1954
Drukowanie płócien na Śląsku, Wrocław.
1956
Strój górali śląskich, „Atlas Polskich Strojów Ludowych”, t. 17, cz. 3:
Śląsk, z. 3, Wrocław: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze.
Rak Z.
2008
Ludowe druki na płótnie Podtatrza, Zakopane: Muzeum Tatrzańskie im.
Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem.
Reinfuss R.
1953
Polskie druki ludowe na płótnie, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy.
