a047c95259373b00577cbf8dd474a62c.pdf

Media

Part of Lud peczeniżyński. Szkic etnograficzny / Lud, 1906, t. 12

extracted text
Lud peczeniżyński
Szkic etnograficzny
napisał

Józef Schnaider.
CZĘŚCI.
1. tfys historyczny. Państwo Peczeniżyn wraz z przyległościami należało niegdyś do Potockich, zaś w roku 1787 przeszło
z rąk Teodora hr. Potockiego za cenę kupna 286.419 złr. 51 ct.
na rzecz austryackiego c. k. skarbu państwa.
Co do założenia Peczeniżyna i jego pierwotnych mieszkań­
ców znalazłem ciekawą notatkę w pamiętniku tutejszego rzym.
kat. probostwa (Liber memorabiliiim), założony przez ks. Miko­
łaja Prus de Trębickiego kan. honor, dyecez. Albańskiej i pierw­
szego expozyta paraf, obrz. łać. w Peczeniżynie, dnia 27-go
marca 1893, gdzie ku wiecznej (!) pamięci opisane są prawdziwe
następujące fakta), skąd dosłownie przytaczam :
„Miasteczko Peczeniżyn, według opowiadania starych i wiarogodnych mieszkańców, jakoteż(l) aktów grodzkich, bierze swój
początek od Peczyngów, wędrujących ludów, którzy tu około
roku 370-go mieli wśród dziewiczych lasów i gór swe obozo­
wisko na górze od strony północno zach.') nad rzeczką, którą
’) przyp. autora: Góra ta dziś zwie się „Zapleszem“, a część jej,
gdzie stał dawniej zamek „Zamczyskiem“, na której ślady szańców są
jeszcze widoczne.
Lud. Rocznik XU.

— 278
od siebie „Peczeniką“ nazwali. Koczując tu długie lata, jak
twierdzą stare papiery (?) i akta, znalezione u jednego z gospoda­
rzy, przedzierali się stąd przez góry i do krajów pozakarpackich.
Tu też na calem Podkarpaciu począwszy, od Tatrów aż do Cze­
remoszu, było miejsce wygnania, czyli pokuty, gdzie cesarze
rzymscy wysyłali swych przestępców politycznych i nieposłu­
sznych na poprawę, lub dożywotni pobyt. Świadczy o tern góra
w pobliżu miasta Kut ,,Owidyuszem“ zwana, na której według
podania przebywał Owidyusz poeta, tu na wygnanie skazany.
Miasteczko Peczeniżyn o wiele starsze od miasta Kołomyi, jak
niesie podanie ludowe, już w wieku XVI-tym było dość wielką
osadą, posiadało drewniany zamek na tej samej górze, gdzie
Peczyngowie mieli swe obozowisko. Napadany kilkakrotnie
przez rabusiów i znowu odbudowywany naprzemian aż do cza­
sów polskich, uległ wreszcie zupełnemu zniszczeniu. W XIV-m
wieku mieli tu królowie polscy swoich urzędników politycznych,
którzy czuwali nad porządkiem i dobrami o licznych hutach
żelaza kopalniach węgla i pokładach soli. Dziewicze lasy do­
starczały smoły i dziegciu, wypalano tu też węgiel do kuźnic
królewskich. Niejaki „Mojdon“, potomek Peczyngów (!), zaczął
pierwszy wytapiać z sosen, jodeł i świerków smołę, stąd każdą
warzelnię smoły zaczęto nazywać ,,Mojdonem", a później
„Majdan“.
Dziś znajduje się wiele wsi na Podkarpaciu z tern nazwi­
skiem, które właśnie takim warzelniom smoły początek swój
zawdzięczają; nadto wytapiano tu jeszcze dziegieć i terpentynę;
produkta te sprowadzały tu licznych, różnej narodowości i z róż­
nych krajów kupców, którzy z czasem osiedlali się tu także
w domkach czyli „sadybach“. I królowie polscy wysyłali tu swych
przestępców (?) politycznych, a później zaczęli niektórym zasłużo­
nym obywatelom dawać pewne obszary lasów, gdzie ci budowali
sobie pomieszkania. Turcy zapędzali znów nieraz podczas swych
napadów tu biedną kozaczyznę, która kryjąc się budowała sobie
w lasach schroniska; potomkowie ich to dzisiejsi Huculi.
Wioski okoliczne świadczą, że Tatarzy długo tu gospoda­
rowali. Na pięknej płaszczyźnie, wonczas własności niejakiej
„Anny“ i jej syna „Jerzego“ lub „Jury“ jak twierdzą starzy,
a więc na polu Jury i Anny, co w skróceniu brzmi „Juran“1).
’) przyp. autora: Dziś nazwę „Juran“ nosi tłoka (pastwisko) nale­
żąca częścią do dóbr c. k. skarbu państwa, częścią do gminy Peczeniżyn.

219

stał piękny klasztor X. X. Bazylianów. Mieli tu oni wielkie
posiadłości od królów polskich w darze otrzymane; wiele wsi
i okolicznych lasów do nich należało. Lecz Tatarzy napadli
na klasztor, wycięli zakonników w pień, a lud w jasyr uprowa­
dzili. Opustoszałe miejsca po nich zalesiły się, poczem rząd
królewski polski zaopiekował się tern znowu.
Od wieku XVI. zaczęła się tu pokazywać ropa nafciana
w wąwozie w lasach na zachód od Peczeniżyna, które to miej­
sce „Słobodą“ nazwano. Ropę tę czerpano wielkiemi łyżkami
i rozwożono jako maź do wozów. Po wojnach osada wzrastała
i z czasem przemieniła się w miasteczko, w którem mieszkał już
komisarz królewski rządzącycałem Pokuciem; dla utrzymania po­
rządku i ściągania podatków miał załogę wojska. Następnie dobra
te w lasach, majdanach i warzelniach soli dostały się w darze za
waleczność jednemu z Potockich. Odtąd przez 150 lat już Po­
toccy tu rządzą. Uporządkowali oni tu wszystko, o ile to było
możebnem, budowali liczne cerkwie i kościółki i dawali różne
dary. Dwa świeczniki w cerkwiach peczeniżyńskich z herbami
Potockich, świadczą o ich tu gospodarce“. —
Że Peczeniżyn był nawiedzany ongiś przez Tatarów, dowo­
dzi też nazwa lasu „Tatarskie zwory“, leżącego w Słobodzie
rungurskiej, którędy zapewne Tatarzy przechodzili w kierunku
ku Delatynowi, a w którym — jak niesie podanie ludowe —
kryli się i wypadali od czasu do czasu tylko w celu połowu
ludzi do niewoli. Z Delatyna zaś doliną Prutu przez Tatarów
i Jabłonicę ciągnęli na Węgry o czem znów świadczy podanie
o pochodzeniu Tatarowa1) i nazwa szlaku z Jabłonicy na Wę­
gry wiodącego, mianem „Tatarenpass“ w mapach oznaczonego.
Wreszcie wieść gminna niesie, że na zamku w Peczeniżynie
była ustawioną „czuha“ (wiecha), którą straż pochylała, gdy
nadciągali Tatarzy. Lud, widząc grożące niebezpieczeństwo, biegł
na zamek i krył się za okopami. A była tam też cerkiew i dzwonica, w której na gwałt dzwoniono, lecz te się z czasem wraz
z zamkiem zapadły. Wnętrzne góry „Zamczyska“, jak wieść gminna
niesie — ma też kryć w sobie skarby, których atoli nikt się
odgrzebywać nie kusi. O bytności Turków w tej okolicy takie
znów krąży podanie :
*) patrz moją pracę p. t. „Z kraju Hucułów

. V. str. 57.

— 280 —
W lesie na polance kosił pewien chłop trawę. W południe
schowawszy w trawę kosę i strzelbę, którą dla bezpieczeństwa
miał przy sobie, legł na spoczynek i zasnął, gdy w tern nade­
szli dwaj Turcy, a ujrzawszy strzelbę wyzierającą z pod trawy,
wyjęli ją i oglądać poczęli. Nie wiedząc jak z niej się strzela
(była ona bowiem nowszej konstrukcyi), obudzili chłopa, mó­
wiąc „pucaj, pucaj“, chcąc przez to wyrazić, by im pokazał, jak
z nią się obchodzić należy. Chłop odwiódłszy kurki, strzelił
i jednego z nich zabił.
Widząc to drugi, jął prosić, by go nie „pucał“, ale chłop
nie zważając na prośbę, wypalił i również go trupem położył.
Lud więc jakoby dlatego, iż tam ubito dwu Turków, nazwał
to miejsce „Bytą“. Dziś jeszcze nosi polanka tę nazwę, a las,
okrążający zwą „Nad Bytą“ (w Słobodzie rungurskiej).
2. Położenie. Miasteczko Peczeniżyn rozsiadło się w doli­
nie dorzecza wód Luczki i Peczenihy, zamknięte kołem wiosczyn :
Młodiatyn, Markówka, Rungury, Kluczów mały, Supów, Kujdańce, Kniażdwór i Sadzawka.
Od strony zachodniej i południowej widnieje w dali część
pasma karpackiego, od Delatyna biegnąca ku Żabiu i Worochcie, u której stóp ścielą się niższe góry łańczyńskie, osławskie,
berezowskie, słobódzkie i inne. Na północny zachód, północ
i południowy wschód od Peczeniżyna teren pokryty jest niskimi
pagórkami i ku wschodowi tylko, w kierunku Kołomyi zbiega
w formalną równinę o małych wzniesieniach.
Peczeniżyn leży na szlaku kolei lokalnej Kołomyja — Słoboda rungurska (kopalnia), a przecięty w całej swej długości
drogą powiatową z Kołomyi do Łanczyna wiodącą, połączony
jest drogami gminnemi z okolicznemi wioskami.
Wzniesienie Peczeniżyna ponad poziom morza wynosi 367 m.
3. Nazwy miejscowe (ludowe). Lud dzieli Peczeniżyn na ry­
nek (t. j. śródmieście) i 4 dzielnice: 1) Zapłesze, 2) Hori,
3) Sztryganiwka i 4) Arszyci. Dwie pierwsze razem zwą „Hori“,
dwie ostatnie „Doli“. Na północny zachód od Peczeniżyna
(rynku), leży „Zapłesze“, na południowy zachód „Hori“, na połu­
dniowy wschód „Arszyci“, a na północny wschód „Sztryganiwka“.
W każdej z pomienionych dzielnic znachodzą się poszcze­
gólne grupy zabudowań, osobne nazwy mające. I tak: 1) na Zapłeszu: a) „Bojkowe", dlatego tak zwana, że niejaki Bojczuk,

281
przezwany później Bojkiem pierwszy tam chatę postawił; b) „Kaszyci“; c) „Pid frasoriemy“, jako położona w pobliżu pola,
„Frasorie“ zwanego; d) „Na terebiziech“; e) „na Zamku“, gdyż
nieopodal stał niegdyś zamek (o którym na wstępie wspo­
mniałem).
2) Hori dzieli się na: a) „Wersziek“, bo tworzy koniec
wsi; b) „Pid Poncziewą“, jako leżąca pod lasem „Poncziewa“;
c) „Masłakowe“; d) „Hrycyszyne“, gdyż niejaki Iwan, Hryckiem
przezwany, chatę tam postawił; e) „Pid okopyszczem", leżąca
w pobliżu żydowskiego cmentarza i f) „Bobycziw“.
3) Arszyci posiada następujące grupy: a) „Pid cmentarem“,
leżąca w pobliżu ruskiego cmentarza; b) „Za fabryką“, poło­
żona za rafineryą nafty; c) „Petryszyne“, gdyż niejaki Petryszyn
pierwszy chatę tam pobudował; d) „Kałynnyk“, od tłoki tejże
nazwy i e) „Hrabkiw“, leżąca na polu Hrabkiw zwanem. 4)Sztryganiwka zaś obejmuje grupy: a) „Pid Dubrową“, jako leżąca
pod lasem Dąbrową; b) „Koło młyna“, bo się tam młyn wodny
znajduje; c) „Pid Osową“ i d) „Na Osowi“, od pola „Osowa“
zwanego; e) „Pid Smereczyną“, od lasu tejże nazwy; wreszcie
f) „Pid Zanogą“; g) „Na Kruszyni“ i h) „Dubowyci“ zwane
od pól, noszących takież same nazwy.
Lud tutejszy zwie się „peczeniśkij“, z poszczególnych zaś
dzielnic „doliszni“ lub„arszyćki“ i „sztryganiwśki“, dalej „horiszni“ i „zapliski“. Młodiatyńskich i kniażdworskich przezywają
„zwaryczami“, gdyż w siołach tych były niegdyś żupy solne,
(„bani“ zwane); lud z Markówki zwą „Chanenki“, rungurskich
„Motuzienyki“, kluczowskich „Hołuby“, z Iwanowiec „Bouhari“,
bo jest tam wiele „bouharów“, którzy przyjmują owce na pa­
szę. Inni zaś w zamian zwą peczeniżyńskich „Makacy“.
W Peczeniżynie znajduje się kościółek drewniany zbudo­
wany w roku 1872 pod wezwaniem Matki Boskiej i dwie cer­
kwie drewniane, jedna w „dolisznij“, druga w „horisznij“
parafii.
Opowiadają, że w „horisznij“ cerkwi znajduje się dzwon
przez Dobosza rozbity, do którego strzelił on z drogi na Markówkę wiodącej, gdy dzwoniono na mszę, myśląc iż dzwonią,
by go pojmano.
Kaplice, figury i krzyże nie mają nazw osobnych. Lud
chcąc je bliżej określić, wymienia nazwisko gospodarza, przy
którego chacie, polu, lub ogrodzie figura stoi.

— 282 —
Młynów jest pięć. Z tych jeden „horisznyj“ przy ulicy
rungurskiej, drugi na sztryganiwce „dolisznyj staryj“, trzy zaś
„pid Arszycew“. Jeden zwą „Biłeckij“ (należący do Bileckiego),
drugi „Rublowskij“ (własność Wróblowskiego), a trzeci „Babijczukiw" (własność Babijczuka).
Z karczem jedną tylko zwą „Pid ropienką“, leżącą na gra­
nicy peczyniżyńsko młodiatyńskiej, a to dlatego iż w miejscu
tern dawniej produkowano ropę nafcianą. Inne oznaczają imie­
niem właściciela n. p. „u Dwojry“, „u Chaima“ i t. p.
Role i pola zazwyczaj znajdują się koło chaty i dlatego
też zwą je „horodamy“.
Łąki zaś zwą „połę“ i te są: 1) na Zapleszu: Pidcyhła
(lub Pidsyhła), Gryłaskunec, Jamka, Czertezi, Werch, Szybienka
wełyka, Szybienoczka, Koubajiw, Łaz, Dzwyniecz, Pni i Korosty.
2) Hori: Polena, Lewada, Poncziewa, Klucziwka, Puchowec, Carynkie, Hałunka.
3) Na Sztryganiwce: Glid, Pid werchom, Zanoga, Przyhid,
Horb, Osowa, Kryszyna, Dubowyci.
4) Za Arszycew: Hrabkiw, Wyły, Wysoki, Kruhła, Horb,
Łozienka, Klucziwka.
Pastwiska czyli tłoki rozróżniają: Zapliśka, Terebiżi lub
Skarbyszcze, Zabrid, Kałynnyk (Juran), Horiszna Tołoka, Wersziek (pod Wakulcem), Wilszenyk albo Pid Krywosziepką.
Lasy peczeniżyńskie są: Dubrowa, Krywosziepką, Pon­
cziewa, Smereczyna, Oseredok; zaś w granicach pobliskich wsi
Markówki, Rungur i Młodiatyna, skąd biorą tutejsi ludzie drzewo
przeważnie: Waratyki, Koteł, Dił, Reszetiw, Wakułec, Perechreście, Mocziera i t. p.
Wzgórza nazywają: Wał i Strażnyci (na górze Zamczysko),
dalej Serednyj berih, Skiehłyszcze, Pid Pryjmą, Łysanie.
Urwisko na Zamczysku zwą „Rypą“.
Drogi są następujące : Markiwśka, Klucziwśka, popid Łypnykie; gościniec zwą „cisarka“ albo „cisarska doroha“, z ulic
zaś znają dwie tylko. Jedną „wonieczą“; jest to ulica rungurska,
zamieszkana przeważnie przez żydów i dlatego przez lud wo­
nieczą przezwana; drugą „żadną“, łączącą Sztryganiwkę z Zapleszem.
Nazwy rzek i potoków są: Peczeniha, Luczka, Poncziewa,
Klucziwka, Hałunka; źródeł, stawów, błot i torfowisk zaś nie

— 283
ma w pobliżu Peczeniżyna. Ze starego Zamczyska pozostało
tylko wzgórze „Zamczysko“, przez lud „Zamok“ zwane, na którem dziś jeszcze są ślady okopów widoczne.
Miejsce, gdzie przed laty stała fabryka nafty zwą „Litriwnie"
(pod lasem Wakulcem) a istniejącą dystylarnię zwą „fabryką“.
Wreszcie nie będzie od rzeczy, gdy na zakończenie niniej­
szego rozdziału wymienię rodziny ludu, zamieszkującego Peczeniżyn. Te są:
Andrusiaki, Babiji, Bajdy, Bańkowscy, Biłeccy, Błażeje,
Bodnareńki, Bojkowy, Bojczuki, Bojańscy, Bolszewscy, Browczuki, Buczyńscy, Boryczki, Ciosłowscy, Czerniatowicze, Czemerysy, Czupreje, Cympriczy, Demydowy, Dmyterki, Duwiraki,
Dziubaki, Ficaki, Góreccy, Goriuki, Grabowieccy, Grybluki,
Gruszyńscy, Haryszczuki, Hałyki, Hładuniaki, Hryńkowy, Hryczuki, Jakubiaki, Jakubenki, Jaworscy, Jakimowicze, Jakiwczuki,
Jewdoszniaki, Juraszczuki, Juziuki, Kadlewicze, Kidaneccy, Klusaczuki, Kozmenki, Kotowy, Koziaki, Koźmeny, Kuzenki, Kuzyki,
Kuczieryni, Kwaśniuki, Lewiccy, Łohowiaki, Łucaki, Maćki,
Mazuryki, Malisiewicze, Majdańscy, Melnyki, Micbajluki, Motruki,
Mykietymy, Mytluki, Niedzielscy, Pawluki, Pończoszaki, Pocipajluki, Perederuki, Pihaniuki, Pniwczuki, Pouchy, Pryjmaki,
Rowenczuki, Roszczyńscy, Rybczuki, Samokieszyny, Sawtyruki,
Semeniuki. Skrypnyki, Smetaniuki, Sokieruki, Sokołyszyni, Sta­
rzyńscy, Stefuraki, Szonkowi, Terentiuki, Tkaczuki, Truchimczuki, Tymińscy, Ukraińcy, Wasyłyszyni, Warczuki, Wasyluki,
Wiszczuki, Wintoniaki, Wynnyki, Zielińscy.
4. Daty statystyczne. Peczeniżyn jest osadą ruską, leżącą
pośród wsi czysto ruskich, i liczy ’) 6837 mieszkańców, z czego
4056 na Rusinów (wyznania gr. kat.), 556 na Polaków (wyzna­
nia rzym. kat.), 2 na Niemców (wyznania augsburskiego) a 2223
na Żydów przypada.
Z ogólnej liczby 6837 przypada na płeć męską 3372, na
żeńską zaś 3465.
Wypadków urodzin bywa rocznie przeciętnie 302, wypad­
ków śmierci 190, jak się to okazuje z poniżej zamieszczonej
tabeli, zestawionej na podstawie dat, otrzymanych w odno­
śnych urzędach.
') Wedle spisu ludności z roku 1900.

— 284 —
Ilość
W roku

u r o d z o n y c h
Pola­ Rusi­
ków nów

1891
1892
1893
1894
1895
1896
1897
1898
1899
1900
Razem w 10
latach

26
24
25
30
28
25
40
26
29
24

155
163
186
143
159
195
148
150
141
159

Ży­
dów

Ży­
Razem Pola­ Rusi­
ków nów dów

Razem

108
119
131
117
127
109
124
110
101
104

289
306
342
290
314
329
312
286
271
287

227
212
140
206
225
197
179
198
165
153

277 1599 1150 3026

Przeciętna roczn a.

.

Z mar 1 y c h

: 302

18
15
17
21
16
14
14
15
20
12

140
134
71
108
122
113
108
114
88
84

162 1082

69
63
52
77
87
70
57
69
57
57

658 ,1902
¡' 190

5. Granicę etnograficzną tworzą najbliższe osady, jak Łanczyn, Osławy czarne i białe, Czarny potok, Berezów wyżny
i niżny, Słoboda rungurska, Kluczów mały i wielki, Sopów,
Kniażdwów i Sadzawka, chociaż i w tych, które najbliżej Peczerużyna są położone t. j. Młodiatyn, Markówka, Rungury, wystę­
pują pewne nieznaczne na pozór, a jednak odmienne cechy
etnograficzne. Największe i najbardziej w oko padające różnice
zachodzą w ubiorze.
1 tak: w Łanczynie noszą mężczyźni czapki, „katarkami“
zwane, o denkach nie tylko sinych, jak w Peczeniżynie, ale
i czerwonych, kapelusze słomiane wyższe znacznie, o innem
wygięciu krys i inaczej ubrane, z guziczkami blaszanymi na
wstążce czarnej, włosy dłuższe nieco, koszule długie, poniżej
kolan sięgające z obszywką u szyi i „dudami“ u rękawów, pę­
taki o innem wyszyciu, z czerwonymi kutasami i krzyżykiem
na prawej stronie, prócz chołoszni białych i ciemno liliowych
także i czerwone, w Jecie chodzą w czerwonych, barchanowych
kaftanikach, które w zimie noszą pod pętakami. Niewiasty czeszą się też inaczej. Dziewczęta zaplatają jedną kosę, spuszczoną

285 —
na piece w różnobarwne polityczki ubraną, za uszyma włosy
podcinają, głowę owijają w około chustką kolorową, w kilkoro
złożoną, z tekturą wewnątrz, a skrzyżowawszy końce jej w tyle,
na przodzie związują. Chustkę tę ubierają kwiatami kupnymi
i nieśmiertelnikami (suchimy kosycima). Kobiety zaczesują włosy
w dwie kosy, nieco odmienniej jak w Peczeniżynie, owinięte
w około głowy, chustkę zaś zawijają po mołodycku, spuszczając
jej rogi na plecy, z których jeden, w zimie, wiodąc go popod
brodę, zatykają pod chustkę koło ucha.
Chustki mają wielkie, brodzkie, lub wełniane o kwiatach
żółtych i czerwonych na tle niebieskim; spódnice i kaftaniki
perkalowe, barchanowe lub szalinowe, jasno czerwone w dese­
nie (kropki, kwiaty i kratki), fartuszki zaś są szersze znacznie,
niż u kobiet peczeniżyńskich.
W Osławach i Czarnym potoku noszą mężczyźni „katarki“,
z czerwonem denkiem, koszule z kołnierzem leżącym (wykła­
danym), szerokie pasy huculskie, czarne lub białe bajbaraki bez
klinów, albo pętaki również białe, lub czarne szyte w kliny
szerokie, które z tyłu prawie się schodzą, tak samo jak bajba­
raki, pisane sino, wyszywane włóczką czerwoną, z czerwonymi
włóczkowymi bomblami na prawej piersi i bez sznurków u koł­
nierza ; kieptary aż do kolan sięgające, na piersi po obu stro­
nach obszyte skórką baranią w kwadracikijbiałe i czarne, onuce
czerwone, postoły oijszpicach zagiętych. Kobiety podstrzygają
nieco włosy z tyłu głowy, chustki zaś o barwie żółtej z zieloną
zawiązują w podobny sposób, jak Hucułki tatarowskie; chodzą
w huculskich zapaskach zamiast spodnie, w onucach białych,
koszulach, kieptarach, bajbarakach i postołach jak męskie. Berezuny
tak bowiem zowią mieszkańców Berezowa — mają
pętaki i kieptary krótkie, huculskie, koszule także króciutkie
z leżącym kołnierzem, szeroki „czeres“ (rzemień), postoły ze
szpicami nie bardzo? w górę i zadartymi; w zimie noszą tylko
kłapanie, do ślubu zaś ubierają wysokie siwe czapki baranie,
których sobie nawzajem pożyczają, w Bani Derezów zaś kape­
lusze filcowe, niskie o krysach małych, twardych, do góry
zagiętych, z „byndą szoukową“ i „pidborodnykom“ wybijanym
kapslami mosiężnemi, które Berezuny noszą w lecie, podobnie
jak i słomiane, plecione równo, bez ząbków, również niskie
i o krysach zagiętych. Dziewczęta noszą włosy podcięte z krótką
kosą, kobietom zaś po ślubie zupełnie "włosy ucinają; chustki

286 —
zawiązują pod brodą, a kobiety noszą pod chustką czepki,
„kapturami“ zwane, z kory brzozowej, wycięte jak kulbaki,
z rogiem na przedzie i tyle głowy; koszule mają z leżącymi
kołnierzami, — pętaki, kieptary i chodaki jak męzkie, niektóre
zaś zamiast onuc plecione z wełny, kolorowe kapczyry.
Berezunki noszą i spódnice czerwone i zapaski zamiast
spodnie, które z huculska, t. j. jedną z przodu, drugą z tyłu,
przypinają.
W Słobodzie rungurskiej ubierają się podobnie, jak w Berezowie. Mężczyźni z Kluczowa wielkiego i małego, mają tak sło­
miane, jak i filcowe kapelusze o krysach wielkich, pętaki
„ne pysani“, t. j. nie wyszywane włóczką kolorową, lecz tylko
wełną czarną, katarek wcale nie noszą. Dziewczęta i kobiety
noszą chustki przeważnie czerwone, spódnice tylko na święto,
na codzień zaś czerwone zapaski, z tyłu przypięte. Dziewczęta
nie zaczesują „pereżnykiw, t. j. warkoczyków nad uszyma
jak w Peczeniżynie, — ani nie noszą „uplitok“; natomiast upinają u szyji sznurek z nawiązaną z tyłu, w znacznej ilości,
włóczką różnobarwną, którą pod kosę na piece spuszczają.
Uplitki znacznie mniejsze, jak u dziewcząt peczeniżyńskich, za­
platają tylko na wesele. Kobiety ubierają głowę w szeroki „rantuch“, „peremytkę“, lub „rubok“, spuszczając z tyłu aż do pasa
jeden koniec tegoż, „chwostem“ zwany.
Ubiór ludzi sopowskich podobny jest do kluczowskiego,
z wyjątkiem pętaków, które są nieco odmienniej „pisane“.
Kniażdworscy mężczyźni mają wysokie kapelusze słomiane,
o krysach szerokich, z wstążką jedwabną w kwiaty („byndą
szoukową“) i sznurkiem zielonym z wielkim, spuszczonym
z tyłu, kutasem; pętaki szyte wełną granatową (siną), z takimiż
u piersi wiszącymi sznurkami i czerwono wyszywane czyli „pi­
sane“, postoły zaś szyte zupełnie inaczej. Dziewczęta, rozdzie­
liwszy włosy pośrodku głowy, zaplatają je w jedną kosę, ubie­
rając znaczną ilością różnobarwnych polityczek czyli wstążeczek;
kobiety zaś zawijają głowę podobnie jak w Kluczowie, z wiszą­
cym aż do pasa, długim „chwostem“ od rantucha z tyłu.
Tak kobiety, jak i dziewczęta nie noszą wcale ani zapasek,
ani „sukni“, tylko spódnice i „malowanki“. Zakasują się też
inaczej; zebrawszy bowiem malowankę na przodzie, zatykają
za pas, podczas gdy w -Łanczynie n. p. z boków, w Peczeniżynie

— 287
zaś więcej z tyłu spinają. W Sadzawce podobnie się noszą jak
w Kniażdworze. Młodiatyńskie i markowieckie dziewczęta nie
noszą „sukni“, które dziewczęta peczeniżyńskie na święto
ubierają.
Mową różnią się też wsie okoliczne od ludu peczeniżyńskiego. W Łanczynie akcentują inaczej i miękko wymawiają.
Tu n. p. mówią „des“, tam „deś“, — tu „teper“, tam „teeper“,
— tu „aja“, tam z huculska „jo“ i t. p.
Z osławskich, berezowskich i z Czarnego potoka śmieją
się, że mówią „smo", n. p. „bułysmo“, „pyłysmo“, tudzież
„ady“ i „briate“ (t. j. brate). Berezowscy mówią jeszcze „pane
briate“; to „szlechta“, mówi lud tutejszy.
W Kluczowie „k“ wymawiają jak ,,t’“, n. p. „mołonfo“
(czytaj „mołontio“) zamiast „mołońko“, — „dońt’a“ zamiast
„dońka“. Wyśmiewają ich też, że mówią „czibuk“ zamiast
„cybuch“.
Lud Kniażdworski i z Sadzawki mówi przeciągle. W Młodiatynie i Markówce mówią n. p. „tyż“, „takoż“, tu zaś „tak“
i „także“ i t. p.
W ornamentyce pisanek i wyszywek znachodzimy w każdej
poszczególnej wsi też bardzo wybitne różnice. Najlepiej atoli
lud sam różnice te zauważa; poznaje on bowiem na pierwszy
rzut oka „mołodietyńskich“, „łanczyńskich“, „osławskich“,
„markiwskich“, „berezuniw“, „słobidzkich“, „rungurskich“, „klucziwskich“, „kniażdwirskich“ i t. d.
6. Strój tutejszego ludu dzieli się na świąteczny i co­
dzienny; w czasie postu inaczej się też ubierają.
Świąteczne ubranie męskie składa się w lecie z kapelusza
czarnego filcowego, niskiego o kresach średnich, równo do
góry w około wygiętych, z czarną wstążeczką, „byndą“ zwaną,
u parobków prócz tego jeszcze z sznurkami kolorowymi (zie­
lonymi, czerwonymi i ciemno liliowymi, tudzież „kosycew“,
którą dziewczęta robią parobkom (są to kwiaty, w kształcie
kuleczek, z waty i włóczki czerwonej, zielonej, ciemnoliliowej
i żółtej, listki zaś robione z końców piór gęsich, omaczanych
w wosku i pozłotką złoconych, ubrane kuleczkami kupnemi,
z masy na drucikach, a zwanemi „trisunkamy“), lub też z kape­
lusza słomianego, plecionego w ząbki, wysokiego na długość
dłoni, o krezach równych i denku wklęsłem nieco, ubranego

— 288 —
u starych sznurkami, u parobków prócz tego „kosycew“. Ko­
szula biała, cienka, (powiśniena) ma u kołnierza wąziutką
obszewkę z barwnej włóczki wyszytą, rąbki zaś u rękawów,
na ramionach i piersi obszyte rzadko nicią granatową; jest
średnio długą, niedosięgającą kolan i przepasaną bywa rzemie­
niem na 2 lub 3 palce szerokim, z pod którego wygląda przy­
piętą na rzemyczku „moszenka“ skórzama, ciągana zapomocą
rzemyczków z rzemiennymi kutasikami, wybijanymi kapslami
mosiężnemi i z nawleczonymi na kutasiki małymi naparstkami
mosiężnymi, tudzież przywiązany scyzoryk o okładzinach mo­
siężnych. Po wierzchu tego rzemienia ubierają „pojas“ barwny,
tkany w paski z włóczki czerwonej, zielonej, ciemnoliliowej, wiszniowej i białej, do 3 m. długi, 20 ctm. szeroki, z kutasami
na końcach, „kietyci“ zwanymi, którym owinąwszy się, spuszczają
na przodzie z obu stron kutasy. Dalszemi częściami skladowemi
stroju świątecznego są spodnie granatowe z sukna cienkiego,
zwane „tuzinok“, lub grube sukienne o barwie jaśniejszej „ubra­
nie“ zwane, tudzież buty wysokie o twardych cholewach i wyso­
kich obcasach, czarne lub z cholewami żółtemi, juchtowemi.
Po Wielkanocy do „prowidnoi nedili“ ubierają „kieptar“ tj. kró­
ciutki kożuszek bez rękawów, ze skóry na biało wyprawionej,
z siwym barankowym kołnierzem stojącym, wyszywany w de­
senie skórką czerwoną i zieloną, nabijaną kapslami mosiężnemi,
na plecach, bokach, piersiach i kieszonkach, z przyszytymi
po obu stronach wzdłuż piersi paskami, plecionymi ze skóry
czerwonej i białej, z pod których znowu wyglądają przyszyte
wąskie paski z siwego baranka. Na tych plecionych paskach
z obu stron piersi naszyte są guziczki mosiężne, emaliowane
czerwono, niebiesko lub zielono, tudzież malutkie kuleczki
z włóczki czerwonej i zielonej. Kieptar taki lamowany jest ró­
wnież plecionymi z czerwonej i białej skóry paskami i wyszy­
wany włóczką kolorową, a do zapinania służą guziczki ze skóry
robione i pętelki z rzemyczków.
Od „prowidnoi nedili“ ubierają tylko „pętak“ wełniany,
siwy lub czarny, długi do kolan, szyty w kliny, czarno lamo­
wany i wyszywany czyli „pisany“ na piersi i końcach klinów
włóczką czerwoną i białą, z wiszącymi i po obu stronach piersi
kutasami z włóczki różnobarwnej na czarnych sznurkach, tu­
dzież z przyszytymi bomblami z włóczki kolorowej na zgięciach kli­
nów z tyłu, z kołnierzem stojącym, miękkim, czarno lamowanym.

289 —
Pod pętakiem, po koszuli noszą torebki, „dziobenkami“
zwane, tkane z wełny białej i czerwonej, lub żółtej i czerwonej
w kraty na takiejże „okrajce“ w paski tkanej
W zimie atoli tworzy ubranie świąteczne u mężczyzn
czapka barania czarna, zakasana do góry i z dwu stron w tyle
rozcięta, o denku granatowem sukiennem, z jedwabnym kuta­
sem o barwie czerwonej z żółtą i zieloną po środku, „katarką“
zwana. Denko, które w dalszym ciągu tworzy podszewkę zaka­
sanej części czapki, zeszyte jest z sześciu trójkątów na zeszyciu
czerwonym sznurkiem lamowanych. Część tylna baranka zaka­
sanego, znajdującą się pomiędzy przecięciami, o formie kwa­
dratowej, przyszytą jest do czapki i obramowaną z trzech stron
t. j. po bokach i u góry tasiemką w trzy rzędy, przyszytą fali­
sto w rodzaju drobnych ząbków, z których średnia jest barwy
żółtej, dwie boczne zaś czerwonej. Nad tym kwadratem z obu
stron wyszycia tasiemkami przyszyte są rzędem guziczki z bla­
szki mosiężnej, emaliowane, jak przy kieptarze. Część barania
zakasana, lecz nie przyszyta, obramowaną jest też krajem sznur­
kiem czerwonym, który w górze na przecięciach tworzy pę­
telki, dające się zapinać na guziczki, nad kwadratem baranko­
wym na rogach przyszyte. Prócz tego tuż obok pętelek przy­
szyte są takie same guziczki, z obu stron po jednem. Katarka
taka podszytą jest wewnątrz barankiem białym. Koszula, jak
w lecie „chołosznie“ t. j. spodnie wełniane białe, buty wysokie
lub postoły o małych szpicach, do wnętrza zagiętych, kożuch
o futrze siwem (droższy), lub czarnem (tańszy), długi do kolan,
w pasie i na piersiach wyszywany skórką czerwoną i włóczką
różnobarwną, z baranim kołnierzem stojącym, rzadziej zaś wy­
kładanym i wiszącymi u kołnierza na długich, z rzemyczków
plecionych sznurkach kutasikami skórzanymi, które czasami
związawszy pod szyją, na plecy zarzucają. W razie śniegu lub
deszczu, zamiast kożucha ubierają pętak. Pod kożuchem lub
pętakiem noszą — jak w lecie — dziobenkę, przepasaną rze­
mieniem z przywiązaną moszenką, a w niej chustkę bawełnianą
białą, w paski czerwone.
Codzienny strój letni różni się tern tylko, że jest starszy,
a zamiast spodni granatowych, noszą z płótna grubego ko­
nopnego, domowego wyrobu. Pojasa nie ubierają wcale, a za­
miast butów najczęściej postoły, lub też chodzą boso.

— 290
W zimie zamiast „katarek", noszą na codzień „kłapanie“,
t. j. czapki wewnątrz z białych baranków (macedońskich), kryte
jak katarki suknem granatowem, czerwono na zeszyciu lamowanem, szpiczaste a na szpicu z małym kutasikiem z naciętego,
sukna białego, czerwonego i liliowego lub też kryte skórą żółtą
ztakimże kutasikiem na szpicu. Kłapanie takie obszyte są dwoma
ogonami lisimi, które końce sterczą po bokach w tyle. Starsi
i na święto ubierają kłapanie. Zamiast butów noszą na codzień
postoły, do których — tak w lecie, jak i w zimie — ubierają
białe sukienne onuce i „wołoki“ rzemienne, lub czarne weł­
niane, służące do przypinania chodaków.
Podczas deszczu wdziewają na się podłużne weretki, do rę­
czników podobne, białe lub w pasy czerwone, a zwane skatyrkie“.
W post wdziewają starsze ubrania nawet we święto, nie
noszą też sinych spodni, ani „pojasa“, ani kwiatów nie przypi­
nają do kapeluszy. Zamiast katarek ubierają w zimie kłapanie.
Mali chłopcy chodzą w białych chołoszniach, postołach,
kieptarze, siwym pętaku, w lecie w kapeluszu słomianym, w zi­
mie w kłapani, i dopiero, gdy zaczynają „paroboczyty“ wdzie­
wają buty, tuzinok lub ubranie, pojas, dziobenkę, moszenkę,
w zimie kożuch i katarkę, w lecie czarny pętak i czarny kape­
lusz filcowy.
Mężczyźni noszą włosy długie, do połowy uszu sięgające,
z przodu nieco króciej przycięte i w połowie rozczesane. Noszą
tylko wąsy, które często przystrzygają.
Kobiecy strój letni tworzy na codzień koszula z grubego
płótna, domowego wyrobu (t. zw. zribna) z wąskiemi wyszyw­
kami (wustawkie) białemi lub kolorowemi w desenie na ramio­
nach, bez kołnierza, z obszewką tylko u szyi i piersi i ręka­
wami zebranymi na końcach we fałdy, zwane „dudy“. Zamiast
spódnicy przypinają z tyłu zapaskę fhuculską) o barwie czarnej
z ciemno czerwoną w pasy, tkaną z wełny, z przodu zaś nie
biorą żadnego okrycia. Dziewczęta zaplatają jedną kosę, spu­
szczoną na plecy, nad uszyma zaś malutkie warkoczyki „periżnykie zwane; kobiety zaczesują dwie kosy, któremi głowę
w około owijają. Na głowę ubierają bawełnianą chustkę, białą
w wąskie paski czerwone, tkane z zapału (zapełocz). Chustki
te wyrabiane bywają przez własnych tkaczy.

— 291 —
Idąc gdzieś wdziewają kieptar lub pętak, zupełnie jak męskie
z tą tylko różnicą, że przy pętaku kobiecym kliny stoją wyżej
jak u pętaka męskiego. Po pętaku przepasują się harasową
„okrajką“ o barwie czerwonej z białą, lub żółtą, zieloną i liliową.
Chodzą przeważnie boso.
Na niedzielę i święto wdziewają koszulę z cienkiego płótna
(powiśnienu) szytą tak samo, jak koszula codzienne, z szerszemi
tylko wstawkami na ramionach, rękawy zaś nie mają „dudów“,
tylko na końcu są obrębione jak męskie. Koszula taka zwykle
u spodu nadsztukowaną jest płótnem grubem. Po koszuli wdzie­
wają spódnicę (spidnyciu) i to rano do cerkwi barchanową lub
perkalową czerwoną w kropki czarne, na taniec zaś, lub i do
cerkwi, biorą spódnicę wełnianą, cienką, drobno fałdowaną
(rysowana) o kwiatach wielkich, różowych, liliowych, pomarań­
czowych i zielonych liściach na tle czerwonem lub też zupeł­
nie czerwoną z podszewką u dołu, do 20 ctm. szeroką (lamiwka), która kosztuje zwykle ó do 7 złr. Po spódnicy ubie­
rają huculską zapaskę, albo fartuszek, tak zw. ,,łobatyj ‘, o tle
granatowem z białymi kwiatami; lub z kwiatami żółtymi na tle
zielonem. Przepasują się pojasem, zupełnie takim samym, jak
u mężczyzn, którego końce spuszczają z tyłu. Buty mają safia­
nowe, cytrynowo żółte, o cholewach szerokich, miękkich, które
kupują na targach i jarmarkach, lub juchtowe żółte, rzadziej
czarne o węższych cholewach twardych.
Gdy gorąco, chodzą boso; biorą też wtedy tylko pętak,
gdy zimniej ubierają jeszcze kieptar pod pętak.
Dziewczęta zaplatają włosy w „uplitkie“, wplatając 4 do 6
motków włóczki czerwonej we włosy z tyłu, głowę zaś obwijają w około „byndow szoukow“, t. j. wstążką jedwabną
w kwiaty, na której powyszywane są krzyżyki z blaszek malulutkich, okrągłych. Wierzch głowy okryty jest „chrestykami“
t. j. listkami malutkimi, wyciętymi z grubego papieru lub kart
do grania i złoconymi pozłótką, tudzież kwiatami kupnymi
i „kosycima“ własnej roboty. Czoło zdobią w listki z barwinku,
pozłótką złocone. Polityczki (wstążki) jedwabne, trzy razem zło­
żone i na końcach związane włóczką, do 2 m. długie, 4 cm.
szerokie
jedna czerwona w kwiaty ciemnoliliowe, wielkie,
z zielonymi listkami, druga (średnia) czerwona cała, trzecia zaś
o tle czarnem w czerwone wielkie kwiaty i listki^zielone —

292 —
przypinają jednym końcem do jednego kolczyka, drugim do
drugiego, środek zaś spada na piersi.
Nie wszystkie dziewczęta jednak ubierają głowę w „uplitkie“, noszą też kosę spuszczoną na plecy, z „periżnykami“
nad uszyma, a z tyłu głowy do kosy przypinają kwiaty (kosyciu)
własnej roboty i te same polityczki, które czesząc się w „uplitkie“, do kolczyków przyczepia, jednak złożone w kilkoro i pod
„kosycew“ na warkoczu przypięte.
Na głowę wdziewają cieniutką chustkę wełnianą, o tle
czerwonem lub czarnem w duże czerwone róże i mniejsze kwiaty
ciemno-liliowe i pomarańczowe, tudzież liście zielone, z frendzlami (toroki) po bokach, która złożywszy, w kształcie szero­
kiego pasa, w kilkoro, wiodąc popod brodę, na wierzchu głowy
związują.
Kobiety zaplatają włosy, jak na codzień, tylko głowę owi­
jają szeroką podobną do ręcznika „peremytką“ z płótna lnia­
nego, domowego wyrobu lub kupną bawełnianą, w obydwu
wypadkach z tkanymi na obu jej końcach, wąskimi paskami
o barwie czerwonej z czarną, sfałdowaną (rysowana), którą
ubierają w ten sposób, że prowadzą ją popod brodę, a owi­
nąwszy następnie głowę w około, w tyle związują, spuszczając
oba końce, z których jeden dłuższy, „cyp“ zwany, wisi aż do
szyji. Pod „peremytkę“ wdziewają na głowę czepek z szmat
zrobiony, po peremytce zaś podwiązują się złożoną w kilkoro
chustką bawełnianą, taką samą zupełnie, jaką noszą na codzień,
a w której wyglądają, jak gdyby ich zęby bolały.
Na uroczyste święto,’lub młoda poślubię, wdziewa zamiast
peremytki „rubok“ z organtyny, albo „rantuch“ z płótna cien­
kiego, również „rysowany“, ale znacznie dłuższy, tak iż po owi­
nięciu głowy, spadają na plecy końce, sięgające prawie aż
do pasa.
Na szyję ubierają korale z 1 do 4 talarami. Kolczyki i pier­
ścionki mają najczęściej mosiężne, rzadziej zaś srebrne.
Na większe święta tak dziewczęta, jak i mołodyce ubierają
„suknie“ cienkie, wełniane, o barwie zielonej, obszyte w dole
srebrnym paskiem, „ogalon“ zwanym, po których wdziewają
zapaski, lub też fartuszki te same, co po spódnicy. Suknia taka
kosztuje od 8 do 10 złr.
W zimie na codzień wdziewają tak samo koszulę z grubego
płótna, zapaskę z tyłu, buty czarne i kożuch jak męski, głowę

— 293 —
zaś zawijają chustką flanelową czerwoną w kraty zielone, nie­
bieskie, ciemno - liliowe i żółte.
W niedziele i święta ubierają się, jak w lecie, z tą tylko
różnicą, że zamiast pętaka wdziewają kożuch, lub pętak po
kożuchu, a kobiety podwiązują się nie bawełnianą, lecz wełnianą
chustką w kwiaty, taką samą jaką noszą dziewczęta.
W czasie postu atoli, tak w zimie, jak i w lecie noszą za­
miast spodnie i sukien „malowanki“ perkalowe, ciemno-grana­
towe o kropkach jaśniejszych (wielkości grochu) a na każdej
z takich kropek 5 białych kropek malutkich, a zamiast fartuszka
ubierają z przodu „zapaskę“, którą z jednej strony w połowie
ująwszy, za pasem zatykają. Nie noszą też wtedy pojasa, ani
żółtych butów, ani chustek wełnianych. Dziewczęta nie ubierają
ani „kosyć“, ani „uplitok“, ani „polityczek“, a zamiast chustek
wełnianych, tak kobiety, jak i dziewczęta noszą chustki codzienne,
w lecie bawełniane, a w zimie flanelowe. Wdziewają buty czarne
a po malowance i po pętaku lub kożuchu opasują się „krajką“
zieloną. Korale w czasie postu noszą bez talarów.
Małe dziewczęta chodzą przeważnie w malowankach, w si­
wych pętakach, lub w kożuchach, butach czarnych i chustce
kupnej za parę szóstek i dopiero gdy zaczynają „diwoczyty“
ubierają spódnicę lub suknię, żółte buty, pojas, uplitkie, korale
z talarami, czarny pętak, kosyci, polityczki i chustkę wełnianą
w kwiaty.
Uwagi godnem jest, że dziewczyna, która „diwoczyt“, za­
czyna też chodzić inaczej, powolniej, ociężale prawie, jak mówią
„chodyt wże krokom“, a gdy mówi, trzyma najczęściej na ustach
lekko zgięty palec wskazujący.
7. Chata i zabudowania gospodarcze. Lud peczeniżyński
stawia swą chatę z drzewa i to w dwojaki sposób, albo w słu­
pach, a w takim razie ściany składają się z różnorodnych za­
zwyczaj kawałków drzewa twardego i miękkiego, desek, wogóle
z materyału nowego lub starego, lub wreszcie częścią ze starego,
częścią z nowego (zależy od tego, na jaki stać gospodarza) —
i takie chaty bywają na zewnątrz gliną oblepione, pobielone,
lub nie. Lub też stawiają chaty w węgłach, z połówek drzewa
okrągłego, świerkowego lub jodłowego, zwróconego częścią
okrągłą na zewnątrz, a ściany natenczas nie mają polepy, ani
też nie są bielone.
Lud. Rocznik XII.

20

— 294 —
Tak pierwsze, jak i drugie mogą być albo półkurne, za­
opatrzone tylko w „kahłę“ prowadzącą z „peczy“ do sieni,
w których dym, ścieląc się po strychu, przez szczeliny w dachu,
albo przez otwory w kształcie półokrągłych okienek, w pła­
szczyźnie dachowej zrobione, a zwane „dymnikami“ na zewnątrz
się wydostaje; lub też bywają chaty zaopatrzone w kominy,
umieszczane nad „kahłą“ i ponad dach wyprowadzone.
Na kominach takich widać gdzieniegdzie krzyż trójramienny i rok wybudowania, niebieską zazwyczaj farbą zrobiony.
Dach czterospadowy, wysoki, kryją słomą, dranicami lub
gontami, rzadko zaś i to zamożniejsi tylko blachą lub da­
chówkami.
Z nadworu do sieni, prowadzą — w chacie bogacza
tak po prawej jak i po lewej ręce drzwi do izb mie­
szkalnych, naprzeciw zaś wiodą drzwi do komory, biegnącej
wzdłuż całego budynku. Komora bywa też często dobudowaną
z boku przy chacie, a wtedy wchodzi się do niej z podwórza.
Chaty biedniejszych gospodarzy mają tylko jedną izbę mie­
szkalną, w miejscu zaś drugiej komorę; u wcale niezamożnych
tylko po jednej ręce prowadzą drzwi do izby, a za tymiż drzwi
do komory, lub wreszcie z sieni wchodzi się tylko do izby, ko­
mora zaś z boku chaty jest przybudowaną.
Lud zupełnie biedny nie posiada komory wcale.
Wnętrze chaty urządzane jest podobnie jak u Hucułów.
Wszedłszy do izby, między drzwiami wchodowemi, a ścianą
frontową (t. j. ścianą z oknami) znajdują się półki na naczynie
wzdłuż ściany frontowej biegnie szeroka łaTva, następna zaś
ściana zawieszana jest obrazami świętych, a przed nią stół
ustawiany.
W rogu ściany tylnej znajduje się tapczan, zwany „postil“
a w drugim rogu przy drzwiach „picz“, zbudowana w podobny
sposób, jak u Hucułów.
Ściany zewnątrz bielone są wapnem, „picz“ gliną siwą, zaś
sufit, czyli „stełyna" niebielony, podbity jest belką, „swołok“
zwaną, na której różne narzędzia i naczynia kładą zazwyczaj.
U sufitu, nad „postełew“ umocowane są „żerdkie“ do wiesza­
nia ubrań. Podłoga atoli znachodzi się tylko w chatach bo­
gatszych.
Komora, zaopatrzona w sufit i podłogę u biednych nawet,
tudzież w półki wiszące po ścianach służy do przechowywania

— 295 —
ubrań, artykułów żywności, pieniędzy, broni i t. p. Sień zaś
jest bez podłogi i bez „stełyny“.
Z tyłu, lub z boku chaty dobudowane są najczęściej mniej­
sze, lub większe stajenki, chlewy, szopy drewutnie, których dach
łączy się z dachem budynku mieszkalnego, tak, że tworzy nie­
jako przedłużenie tegoż w równej linii, lub pod kątem o nieznacznem nachyleniu.
Na zimę okładają ściany chaty łodygami kukurudzy (szumełyną“), lub liściem z drzew w celu ochrony od wiatrów
i mrozu. Stajenki na bydło stawiają też nieraz osobno, w słupach,
z dachem, jak na budynku mieszkalnym, konstrukcyi zazwyczaj
bardzo prymitywnej, często nawet gliną nie oblepione.
Do przechowywania zboża budują zamożniejsi stodoły
o dwu przedziałach, pomiędzy którymi znachodzi się tok do
młócenia zboża. Stodoły takie, zbudowane podobnie, jak stajnie,
mieszczą też nieraz wsobie prócz zboża i słomy, także siano
i narzędzia rolnicze. Inni przechowują znowu wozy, pługi,
brony i inne sprzęty gospodarcze w umyślnie w tym celu do
chaty, lub do stodoły przybudowanych szopkach, zwanych pod­
daszami. Siano składają przeważnie w oborach.
Do przechowywania kukurudzy służą „kosznyci“ t. j. wy­
sokie kosze plecione zwykle z leszczyny, droższe zaś z łozy,
ua podwalinkach z daszkiem czterospadowym do zdejmowania
przy napełnianiu, krytym słomą, dranicami, lub łodygami z ku­
kurudzy, a do wyjmowania tejże służą małe drzwiczki, umie­
szczane u spodu kosza, również plecione. Biedniejsi przechowują
kukurudzę na strychu w chacie, wiązaną we wianki. Bogacze
budują na zboże osobne spichlerze.
Kartofle przez zimę przechowują w kopcach ziemnych
w ogrodzie.
Zamożniejsi w podwórzach swych kopią studnie, które
wyłożone są kamieniami, po wierzchu zaś drzewem. Studnie
takie zaopatrzone są bądź to w żurawie bądź w przyrząd kołowy
(u bogatych) bądź wreszcie czerpią wodę tylko zapomocą żerdzi,
„kluczkami“ zwanych.
Obejście ogrodzone jest płotem, plecionym z leszczyny,
lub gałęzi wierzbowych, osikowych, świerkowych i t. p., który
u wyjazdu na podwórze zaopatrzony jest we wrota z łat lub
lasy plecionej, oraz w przełaz zwyczajny z deszczułki na palach

— 296
poziomo przybitej, albo też w formie wygiętych drabinek, po
obu stronach plota umieszczonych.
Niektórzy stawiają takie płoty plecione, do 2 m. wysokie,
zakończone w górze w kształcie żłobka w tak zwane „ostriżki“.
Ostriżki te napełniają mierzwą, perzem, startą słomą i t p.
Nad wrotami zaś, na słupach, znajduje się daszek.
Bogacze budują parkany z desek, lub opółków, zaopatrzone
często w daszek z gontów od ulicy, tudzież w bramę, również
z daszkiem na słupach, u wnijścia na podwórze.
Obok zabudowań majętniejszych gospodarzy widnieją sady,
często nawet w szlachetniejsze rodzaje drzew owocowych bogate.
8. Pożywienie pobiera tutejszy lud cztery razy dziennie. 1 tak
,,śniadanie“ z rana gdy wstanie, „połudenok“ (drugie śniadanie)
około południa, „obid“ około 4-tej godz. z południa i ,,weczeru“ przed udaniem się na spoczynek.
Najzwyklejszemi potrawami są: Kulesza z mlekiem, barszcz
z serwatki, zwany „kwasnyna“ z kartoflami, kapusta z kuleszą,
kartoflą, fasolą, grochem, bobem, Chlebem, plackiemj z mąki
kukurudzianej, żytniej lub jęczmiennej, dalej „kisyłycia“, którą
przyrządzają w ten sposób, iż zakłuciwszy owsianą mąkę z wodą,
wrzucają nieco kwaśnego ciasta, a gdy tak ukiśnie, gotują na
rzadko na wodzie, wreszcie barszcz z buraków, fasola na rzadko,
słoniną podpalana, tak samo groch, tudzież rzodkiew, cebula
lub czosnyk z Chlebem „bobienykieirT (plackiem z chleba umielonego na żarnach) lub „mandeburczienykiem“ pieczonym z kar­
tofli w łupie ugotowanej i tak potłoczonej z domieszką mąki
kukurudzianej. W poście powyższe potrawy zaprawiają olejem
z siemienia lub ziaren harbuza, a prócz tego jedzą też ogórki
kwaszone.
Mięso rzadko spożywają, chyba wieprzowinę, gdy wieprza
na święta większe zabiją.
Różnicy w potrawach, między śniadaniem, połudenkiem,
obiadem i wieczerzą nie robią, spożywają je bowiem bez względu
na porę dnia. Z napoi najbardziej używają wódki, piwa i herbaty.
Uwagi godnem jest, że gospodarz, chcąc zachować pewną
ceremonię przy jedzeniu, a względnie niechcąc się okazać łako­
mym, po każdym wyjęciu łyżki z ust, oblizuje ją i zatrzymuje
czas pewien na stole, kobiety zaś pijać wódkę, odwracają się,
niby się żenując.

297 —
9. Gospodarstwo rolne nie szczyci się wcale wysokim sto­
pniem rozwoju, ani też nie jest głównym warunkiem bytu tutej­
szego ludu ; zmuszonym on jest bowiem zarabiać ubocznie, bądź
to przy furmankach, bądź też przy robotach leśnych. Niektórzy
jeżdżą nawet zimą na roboty do Rumunii, kobiety zaś, dzie­
wczęta i parobcy wyjeżdżają w lecie na sześć tygodni do żniw
(„na zażeń“) w inne powiaty, jak śniatyński, zaleszczycki, lub
na Bukowinę, gdzie za żniwo zamiast zapłaty, dostająi każdy
11 snop żyta. Zboże to mają na zasiew, a właściciel dostawia
im ziarno do domu, słomę zaś pozostawiają za mieszkanie
i opał. Pożywienie w czasie żniw daje im też właściciel.
Przyczyną zarobkować ubocznych są za małe obszary grun­
tów pojedynczych wieśniaków.
Gospodarstwo domowe i ogrodowe stoi nieco wyżej, dla­
tego zapewne, iż kobiety mając produkta do zbycia, łatwiej też
zebrać mogą grosz jaki na potrzeby domowe — podczas gdy
plony z roli, jak zboże i kukurudza, zaledwie na opędzenie po­
trzeb własnych im wystarczają, zatem nie są produktem zbytu.
Zakładanie sadów natomiast podnosi się znacznie. Szcze­
gólnie śliwki t. zw. węgierskie słyną ze swej dobroci. Hodują
też szlachetniejsze rodzaje grusz i jabłoni. Dziczki wyprowa­
dzają z ziarnek, lub też przesadzają z lasu i szczepią na wiosnę.
Do szczepienia drzew owocowych mają swych specyalistów,
znających po kilka sposobów szczepienia, łączenia i klinkowania, chociaż najczęściej też sami szczepią w swych sadach.
Owoce sprzedają żydom na pniu, nieraz i na kilka lat na­
przód, pozostałe przez zimę przechowują w paździerzu z wy­
tartych konopi w ziemi, gorsze zaś suszą na lasach, plecionych
z prętów wierzbowych, lub łozowych.
Przed chatą wieśniaczą widzieć można często malutki ogró­
dek, w którym kobiety i dziewczęta pielęgnują rozmaite zioła
i kwiaty, jak ruta, „maruńkę“, boże drzewko, miętę, georginie,
piwonie, „wasylok“ i „suchi kosyci“ czyli nieśmiertelniki.
W kwiaty te stroją dziewezęta siebie i swych parobków
w niedzielę lub święta.
Kiedy mają rozpocząć wiosnowanie, wróżą sobie na Błahowiszczynie. Gdy w to święto ranek jest pogodny, mówią, że
można wcześnie zaczynać, gdy zaś chmurno i około południa
dopiero się wyjaśni, nie należy z wiosnowaniem się spieszyć.
Siać zaś, ani orać nie wolno rozpoczynać „błahowisnoi dnyny“;

— 298
to znaczy że gdy Błahowiszczynie przypadło n. p. na środę,
ani orki, ani siejby zaczynać nie należy.
Przed rozpoczęciem orki obchodzą miedzę z palmą w ręku
(szutką), święconą w niedzielę palmową, a to w tym celu, by
złodzieje plonów nie kradli.
Siejąc zaś przenicę, nigdy nikomu gospodarz nie odpo­
wiada, aby wróble ziarna nie jadły. Niektórzy biorą nawet
wtedy wodę do ust, lub coś pod język, aby przez zapomnienie
komu nie odpowiedzieć.
Twierdzą też, iż nasienia żadnego wpierw sprzedać nie
można, dopóki się nie posieje dla siebie, zaś kradzież nasienia
jest grzechem największym wedle mniemania ludu.
Sieją najwięcej kukurydzę i żyto, także przenicę, owies
i konopie, — jęczmień i len zaś bardzo mało. Z jarzyn sadzą
najwięcej kartofle i kapustę, także buraki, groch, fasole, arbuzy
ogórki, cebule, pietruszkę i t. p.
Kukurydzę sieją co roku na tej samej glebie, lub też po
koniczu, żyto zaś po ziemniakach, a ziemniaki znów po życie
sadzą na przemian. Przenicą sieją zwykle po kukurydzy.
Zdaniem ludu należy bodaj trochę rozsady (nasienia ka­
pusty), zatartej z ziemią zasiać na „Jewdochę“, gdyż inaczej
kapusta by nie zrodziła. Kukurudzę sieją zaś najczęściej w wiel­
kanocną sobotę, gdyż taka najlepiej się udaje. Mówią, że kukurudza „jak ne zapriede na Ile, to ne budę u młyni“, co ozna­
cza, że gdy owoc kukurudzy do „św. Ila“ włosów jeszcze niepuścił, to nie będzie już tego roku mielonym.
Ogórki sadzą, by były zielone w „zełenu sobotu" (t. j.
w sobotę przed zielonymi świątkami), by zaś były długie, na
„douhoho Iwana“.
Dziewczęta na „Rachmańskij wełykdeń“ sieją ziele, wasylkiem zwane, w ogródku. Zresztą w ten dzień żadnego zboża
nie sieją, gdyż rola wtedy zasiana przez siedem lat żadnego
plonu by nie wydała.
Gdy na „40 światych“ (23/3 gr. kat. 9/3) jest mróz, lub przy­
mrozek, to jest oznaką, iż ma być jeszcze 40 przymrozków.
Wierzą w to tak święcie, że dokąd nie minie 40 przymrozków,
lub dni chłodnych, fasol nie sadzą.
Dożynków lud tutejszy nie obchodzi wcale i w ogóle nie­
znane mu są ceremonie i zwyczaje, praktykowane gdzie indziej.

299 —
Na zbiór plonów często urządzają „tłokę“. Zwołuje wtedy
gospodarz robotników od południa, którym miasto zapłaty
daje jeść wieczorem i najmuje muzykę. Schodzą się paroby
i w chacie, lub przed chatą tańczą prawie do świtu.
Z narzędzi rolniczych używają pługa, brony, ryskala, mo­
tyki, czyli t. zw. sapy, sierpa, kosy i cepa, niektórzy zaś mają
młocarnie, młynki do zboża, sieczkarnie i płużki do podgartywania kartofli.
Pszczelnictwem zajmują się też niektórzy. Do hodowli
pszczół używają dzierżonów, które na zimę zabezpieczają otawą
od mrozu. Pszczoły wypuszczają z uli poraź pierwszy na „Tepłoho Ołeksu“. W lecie, gdy słońce bardzo przypieka, zawie­
szają przed ulami maty słomiane. Do wysączania miodu z woszczyn używają maszyn. Widziałem nawet u niektórych maszynki
do przerabiania popsutych komórek czyli woszczyny.
10. Chów bydła wśród ludu peczeniżyńskiego podnosi się
znacznie. Tak bydło jak i konie doznają szczególniejszej opieki
i poszanowania. Świadczy o tern święcenie dnia „św. Łuki“
(31/to, gr. kat. 18/10), w którym nie robią wołami, aby się nie
podbiły, lub nie sparzyły szyji jarzmem, dalej święcenie dnia
„św. Marka“ (%, gr. kat. 25/4), wreszcie podkurzanie bydła
hubką żarzącą się w święto „Widoszczie“ (Jordan), rozniecanie
ogni po zagrodach, kładzenie cierni przed stajnią i robienie
dziegciem krzyży na drzwiach u stajen w dniu „św. Juria“ (e/B,
gr. kat. 23/1) w celu ochrony od wid'my.
By gady bydła nie kąsały, wypędzają je na „Błahowiszczynie“ na pastwisko, bez względu na to, czy jest już pasza,
czy też jej nie ma.
Wogóle bydło i konie są prawie największem bogactwem
tutejszego wieśniaka, bo gdy krowy zaspakajają częściowo jego
potrzeby domowe, konie służą mu do zarobkowania na furman­
kach, woły zaś trzymają dla handlu. Nawet przysłowie u tutej­
szego ludu brzmi: „jakby marzyny ne buło, to naszczo mene
na świti“. Nie dziw więc, że o „marzynę“ dba więcej gospo­
darz, niż o swe gospodarstwo.
Cielęta tutejsze zjednały sobie Sławę ładnych i dobrze ho­
dowanych, w okolicy; mają też one pokup na jarmarkach i by­
wają bądź to w żywym stanie, bądź też zabite, do Wiednia
wysyłane.

— 300 —
Na paszę wypędzają bydło po raz pierwszy w dniu św.
Jura (®/e> gr- kat. 23/J, spędzają zaś na Dmytra (8/„, gr. kat.
26/io)- Nawet umowy wszelkie pod względem paszy bydła, które
pomiędzy sobą zawierają, opiewają na okres od św. Jura do
Dmytra i gdyby przed Dmytrem paszy już nie było, obowią­
zany jest przyjmujący bydło w tym celu, karmić je aż do Dmytra.
Niektórzy „zaprawiają“ cielicę już gdy ma 2-gi rok, by
wid’ma mleka nie odbierała. W tym celu wywiercają jej świder­
kiem dziurkę w rogu, wpuszczają nieco żywego srebra i zaty­
kają dziurkę drzewem, zwanem „kłokiczka“ (kłokoczka). Widma
nie ma już wtedy mocy odebrać jej mleka, gdy zostanie krową,
a mleko i śmietanka od takiej „zaprawłenoji korowy“ są gęste
i dobre.
Na „40 światych“ strzygą młode łoszęta, czyli — jak mó­
wią — „robiet stryhuny“, aby włos ładny dostały.
Gdy cielę lub łoszę się urodzi, to oglądający je musi
aby rosło — zerknąwszy na nie, spojrzeć zaraz w górę ; nie
śmie też mówić: „fajne“, tylko: „niwroku“, aby mu nie zaszko­
dziło. Zazwyczaj bydlęcia ładnego nie pokazują, aby nie urzec,
a gdy już koniecznie wypadnie pokazać, to oglądający musi
plunąć w kieliszek od wódki (w porciju) poczem popłukawszy
kieliszek, dają wodę tę wypić bydlęciu.
Krowa mająca czarne dójki nie ulega czarownicy, dobrym
zaś krowom przywiązują kokardki z czerwonej włóczki u ogona,
aby wzrok padł wpierw na kokardkę, a to w celu ochrony od
uroków; jałówkom zaś z tych samych przyczyn zawiązują
czerwone wstążki na szyji.
Zwykle jedna gospodyni nie pozwala drugiej brać resztek
jedzenia z jaseł, by mleka nie odebrała. Mleka nie solonego
też nie da nikomu z chaty, aby krowa nie dawała mleka rzad­
kiego, jak woda, gdy mleko ma być niesionem przez wodę.
Natomiast, gdy mleko się urdzi, dobrze jest, by pies przez próg
w stajni pokosztował je z dojnicy.
Krowę, wołu lub konia, który ma przednie łopatki wyższe
od grzbietu, tak, iż pomiędzy temiż tworzy się dołek, zwą „małyk" i takie bydle starają się zbyć jak najrychlej, bo gdyby zgi­
nęło, to musi zginąć jedynaście sztuk bydła u tego gospodarza.
Zbite włosy, czyli „kołtun“ na grzywie u konia, s£ oznaką,
że koń jest dobry i obcinać tegoż nie można,

301
Gdy gospodarz na wiosnę ujrzy pierwszy raz łoszę, to
jest to prognostykiem, że zły rok będzie na gęsi, dobry zaś na
łoszęta; gdy zaś ujrzy gęsi, to ma być przeciwnie.
Sprzedający bydło, lub konia nie śmie oddawać kupują­
cemu w ręce, lecz puszcza na ziemię koniec sznura, na którym
je przywiódł, a kupujący, biorąc ręką przez sirak za sznur, sam
go sobie podnosi. Nie wolno też wtedy dać batoga, którym
sprzedanego konia lub woła poganiano, gdyż z tym batogiem
oddałby sprzedający całe swe szczęście kupującemu. Utrzymują
również, że nie każdy sprzedający jest dobrym na rękę, — dla
pewności tedy biorą ze sobą „zrucznoho“ (szczęśliwego) do
kupna. Przy sprzedaży bydła rzucają też zazwyczaj dwa centy
na ziemię. Gdy moneta padnie orłem do góry, to ręka sprze­
dającego jest szczęśliwa, przeciwnie zaś nieszczęśliwa. Pieniądze
te dają „na Boże“ do cerkwi.
W sąsiedztwie kupione bydlę, lub wogóle zwierzę domowe
by nie uciekło, przeprowadzają przez rzemyk, który kupujący,
zdjąwszy z siebie, kładzie u swych wrót.
Wreszcie
gdy na jarmarku daje kto połowę ceny, to
jest oznaką, iż mu się bydlę podobało i chce je kupić, z da­
jącym mniej nie mówi nawet sprzedający.
Na konie wołają: „cioś, cioś, cioś....zatrzymując je
mówią: „prrr... stój“, naganiając zaś do jazdy: „wio“, albo też
„wiśta“ (w lewo) i „hetta“ (w prawo); naganiając łoszę, mó­
wią „a kusz“.
Do krów przemawiają „nia bahra“ (czarna), „nia hołuba“
(siwa), „róziena“ (żółta), „syroka“ (czerwona), „łysulka“, „perinka“, „fasolka“ i t. p., naganiając zaś mówią: „a hej“.
Na cielę wołają: „nia małe, małe, małe...“, a poganiając,
mówią: „a kiec“.
Woły poganiają: „hej“, lub „sob“ (w lewo) i „cabe“
(w prawo).
11. Przemysł tutejszy ogranicza się jedynie do potrzeb
lokalnych. Lud peczeniżyński posiada bowiem swych tkaczy,
kołodzleji, bednarzy, krawców, i cieśli, którzyto ostatni są za­
razem budowniczymi, a lud „majstrami“ ich mianuje. Potrzeby
ślusarskie, kowalskie, stolarskie i szklarskie, zaspakajają rze­
mieślnicy miejscy, postoły zaś szyją, a kapelusze słomiane plotą
sobie przeważnie sami. Kieptary, kożuchy i żółte buty, safia­
nowe kupują na jarmarkach od handlarzy i rzemieślników ku-

302
ckich, koszule i spodnie szyją kobiety same. Kapelusze filcowe
i juchtowe buty kupują w sklepach żydowskich, peczeniżyńskich,
lub też kołomyjskich.
Cieśle peczeniżyńscy cieszą się dobrą sławą w okolicy,
a wielu jest takich — szczególnie starych
których do robót
brano nie tylko do Kołomyi, lecz nawet na Węgry, czem się
też szczycą.
Mają też i swych traczy, lecz są to przeważnie tacy, któ­
rzy z Młodiatyna, żeniąc się, tu przystali; Młodiatyn bowiem
celuje dobrymi traczami.
Bednarze swą „sudynu“ zbywają też i na jarmarkach, bądź
to w Peczeniżynie, bądź też w Kołomyi.
Nadmienić muszę, iż lud tutejszy obeznany jest też z ro­
botami kamieniarskiemi, budową dróg, wyróbką drzewa i innemi robotami leśnemi, gdyż roboty te rok rocznie przeprowa­
dzane bywają w lasach okolicznych.
Prace w polu wykonywają przeważnie kobiety i jedynie orka,
zasiew, zwózka i młócenie jest rzeczą mężczyzn, w czem jednak
kobiety często im dopomagają. Podgartywanie czyli „sapanie“,
plewienie, żniwo i wogóle zbiór plonów jest udziałem kobiet,
podczas gdy mężczyźni zajęci są furmankami, lub też innemi
robotami ubocznemi.
12. Handel przedstawia też bardzo wiele do życzenia.
Przyczyna prawdopodobnie leży w gospodarstwie rolnem, które
z powodów wyżej opisanych nie rozwija się należycie. Zboże,
kukurudza i kartofle, bowiem wystarczają jedynie na pokrycie
potrzeb własnych. Bydło natomiast jest przedmiotem handlu;
są bowiem tacy, którzy kupują woły dla spekulacyi, gdy cena
ich jest niską, a następnie wypędzają je na jarmarki do Kut,
Kosowa, Pistynia, Kołomyi, Otynii, gdzie też je sprzedają, gdy
ceny podskoczą. Niektórzy znowu sprzedają już woły, wedle
nowej mody, na wagę. Cielęta zakupują przeważnie żydzi miej­
scowi i bądź to w żywym stanie, bądź też zarżnięte wysyłają
koleją.
Warzywa, nabiał, kury, kurczęta, grzyby i jagody, są arty­
kułami handlu kobiecego, które na targach i jarmarkach sprze­
dają w miejscu, lub też wywożą do Kołomyi. Pieniądze uzy­
skane ze sprzedaży obracają na zakupno ubrań dla siebie
i dzieci i na potrzeby domowe, jak naftę, świece i t. p. Bie-

303
dniejsze kobiety często bardzo oddają kury, kurczęta, jaja, etc.
żydom miejscowym za nabór.
Gęsi podchowują zazwyczaj do jesieni i dopiero wtedy,
jako tuczone sprzedają żydom. Lub też żydzi oddają wieśnia­
czkom gęsi na wychowek, dodając im do kilku lub kilkunastu
gęsi pół korca owsa, ćwierć kukurudzy itp., wylęgłemi zaś gę­
siętami dzielą się po połowie.
Niezaprzeczenie do podniesienia ruchu handlowego przy­
czyniają się jarmarki w Peczeniżynie i Kołomyi.
Peczeniżyn liczy 10 jarmarków dorocznych, a te się od­
bywają: „na Iwana Chrestytela" 20. stycznia, „na 40 Światych“
22. marca, „po Błahowiszczyniu 8- kwietnia, „na Jurie“ 6. maja,
„po świetij nedili“ (po zielonych świątkach), „po Iwani“ 8. lipca, „po perszij Bohorodycy“ 29. sierpnia, „po czesnim Chresti“ 28. września, „po Dmytri“ 9. listopada i „na Warwaru“
17. grudnia.
13. Śpiew. Lud peczeniżyński śpiewa swe piosnki (czterowierszowe zazwyczaj) na jedną nutę przeważnie, podobną do
aryi kołomyjkowej, z tą tylko różnicą, że ostatnią zgłoskę
w czwartym wierszu znacznie przeciąga. Parobcy śpiewają prze­
ważnie na tańcach i zabawach, chodząc gromadnie nocą uli­
cami „wiwkają“ nadzwyczaj doniośle, wyśpiewując naprzemian
głośno przed chatami, w których mieszkają dziewczęta.
Dziewczęta przyśpiewują najczęściej przy robotach w polu,
starsi zaś chyba podczas obrządków rodzinnych.
Oto kilka piosnek takich, śpiewanych bądź to przez pa­
robków, bądź też przez dziewczęta:
1) Oj u poły try łypki,
Tret’a zełeneńka.
Ne budu si widdawaty,
Bom szcze mołodeńka.

2) Zełena liszczynoczka,
Łysz si prypaiła,
A luba si ne menuła,
Łysz si prytaiła.

3) Zełena liszczynoczka,
Ne horyt, łysz kuryt;
Mołoda d’iwczynoczka,
Ne lubyt, łysz duryt’.

4) Oj uczera, iz weczera
Na ławi ja spała;
Stojaw łubko pid wikoncem,
Za nehom ne znała.

5) Oj jak sobim nahadała,
Jak lubyłam Iwana,
Tohdy moja pusty łyczka
Uwiewała, uwiewała.

304 —

Tudzież dłuższe, kilko zwrotkowe, śpiewane na tę samą nutę
6) Oj lubyw ja d’iwczynoczku
Szoś piwtora roku,
Doki si ne diznała
Worożeńki z boku.

Woroby si prostupyły,
Chmary nastupyły;
Takij mene do d’iwczyny
Taj ne dopustyły.

7) Kudy chodżu, kudy chodżu,
Korszmy ne mynaju;
Daj szynkariu horiwoczki,
Chot' hroszej ne maju.

Daj szynkariu horiwoczki,
Toji dobrinkoji;
Naj si napiu do d’iwczyny
Do sołodeńkoji.

8) Nis si misiać jasnym nebom,
Tam de zory jasna.
Łetiw chłopec czystem potem,
De diwczyna krasna.

Ne raz misiać poborow si
Tumanom, chmaroju.
Ne raz chłopec poborow si
Żurnoju hadkoju.

Żurna hadka peczeływa,
Szczo ty mene honysz;
Szczo ty żytie zhirczyłajesz,
Sercie tuhow ronysz.
9) Popid hruszu konem ruszu,
D’iwczie zdohadaj si;
Czeszy kosu do pojasa,
Zdradyty ne daj si.

Czeszy kosu do pojasa,
Czeszy do kolina;
Jak pryjdu z regimentu,
Wozmuż ti bez wina.

Pomoży ty myłyj Boże
Z regimentu wijty;
Podiekujesz usim ludem,
Taj wam pani wijte.
10) Chodyła diwczynoczka
Popid werbecyrku,
Ta zbyrała kuczeryki
W szoukowu fustynku.

Czomuś tohdy ne płakała,
Taj ne hołosyła?
Ta jak mene obernuły
Do stiny płeczyma.

D’iwczyno, d’iwczynoczku
Wypałaś my z wiry;
Czomuś tohdy ne płakała,
Jak ja staw do miry?

Ta jak mene obernyły,
Jak wsenteruwały,
Tohdy mene mołodoho
W knyżkie zapysały.

11 a) Iz za hory, iz za lisa
Witrec powiwaje;
Skazy, skazy tychij witre,
Jak si myła maje.

b) Cy zdorowa, cy weseła,
Łyczko rumianeńkie?
Cy sumuje, cy horuje,
Cy łyczko marneńkie?

305
c) Bo ja tużu, bo ja płaczu
Słezamy wmywajuś,
Wesełońkoj hodynoczki
Wże ne nadiwajuś.

d) Koby meni krylcia maty,
Sokołom wzłetity,
Tieszku tuhu iz z serdeńka
Pry mylij rozbyty.

e) O litawbym, o litawbym
Horamy, lisamy,
Szob meni si nafiszyty
Myłymy słowamy.

/) O litawbym, o litawbym
Szo deń i szo noczy,
Szob meni si nadywyty
U syweńki oczy.

g) O litawbym, o litawbym
Weczerom tycheńkim,
Szob meni si nafiszyty
Chodaczkom dribneńkim.
2) Jide Sawa dorohoju,
Kin si potykaje;
A win jeho nahajeczkow,
Nechaj postupaje.
Stupaj koniu pidomnoju,
Oj stupaj stepoju;
Budemo weczeraty
Iz mojow myłoju.
Jak pryjicliaw pani Sawa
Na jasne podwire,
Pytaje si czeladoczki,
Szo si w dwori d’ije
Myrom, myrom pani Sawo,
Szcziesływa hodyna;
Nasza pani, wasza żinka
Porodyła syna.
A wziew Sawa toho konia,
Ta zawiw do stajni;
Ta wziew sobi dribne łystie,
Ta pysze pysanie.

Oj pidy my małyj chłopcze,
Ta wtoczy horiwki;
Naj si napiu na zdorowie
Do swojeji żinki.
Pidy my małyj chłopcze,
Ta wtoczy my pywa;
Naj napiu si na zdorowie
Do swojeho syna.
Oj piszow małyj chłopec
Do tojej kramnyci;
Naskakaly hajdamachi
Do tojej świtłyci.
Zdorow, zdorow pani Sawo!
Jak si Sawo majesz?
Wełyki hosfi majesz,
Czym nas prewytajesz?

Oj wziew sobi dribne łystie,
Pysanieczko pysze,
A Sawyczka mołodeńka
Detyńku kołysze.

My ne pryjszły pani Sawo
Twoje wyno pyty,
Łysze pryjszły pani Sawo
Twoje żytie wzięty.
(

Wytawbym was wynom, py| wom,
Ne schoczete pyty ;
Wytawbym was śribłom, zło­
iłom,
Ne schoczete wzięty.

- 306
Oj pustyw si pani Sawa
Do ostroji meczy,
Ta wzięły pani Sawu
Popid bili płeczy.

Ta jak pustyw si pani Sawa
Do jasnoji zbroji,
Ta wzięły pani Sawu
Popid syni hory.

Oprócz tego schodzą się mężczyźni i dziewczęta razem
w niedziele lub święta po południu na naukę śpiewu do sali
urzędu gminnego, gdzie na dwa lub cztery głosy, wedle nut,
prócz pieśni cerkiewnych, śpiewają i narodowe.
Kierownikiem ich jest chłop miejscowy.
14. Muzyka cieszy się wielką sympatyą wśród tutejszego
ludu. Chłopcy już z mału chwytają arye i wygrywają je na fu­
jarkach, lub skrzypcach.
Fujarek jest dwa rodzaje: „Freła“ i „sopiłka“. Sopiłka
różni się tern od frefy, iż ma pięć dziurek z wierzcku, jedną
zaś pod spodem, a wnętrze górnego końca zatyka do połowy
denko. Freła atoli nie ma denka, ani dziurki pod spodem, lecz
natomiast sześć dziurek z wierzchu.
Pastuszki na wiosnę, wypędzając bydło na paszę, kręcą
fujarki z wierzby i wygrywają na nich rozmaite piosnki. Mię­
dzy tymiż spotkać też można tu i ówdzie pasterza, grającego
na skrzypcach, które sam sobie skleił z deszczułek, dokupił
cztery struny, na kabłąk z pręta nawinął włosienia i ćwiczy się
w graniu.
Muzyka wiejska składa się najczęściej z dwu grajków,
skrzypiciela i cymbalisty, którzy grają po weselach, na tłokach,
tańcach i sobótkach.
15. Taniec odbywa się w niedzielę z południa, „na zarinku“ (na murawie nad rzeką) pod gołem niebem, gdzie scho­
dzą się parobcy i dziewczęta. Muzykę płacą parobcy, składając
się po 5 ct., a taniec prowadzi „starszyj parobok“, który obrany
przez „prowizoriw“ t. j. członków bractwa cerkiewnego do
zbierania pieniędzy podczas kolędy, w święta Bożego Narodze­
nia, dostaje tern samem władzę do prowadzenia tańcu w czasie
„miesnyć“. po Wielkiejnocy od „prowidnoji nedili“ aż do „petriwnoho puszczynie“, potem od „Petra“ przez ośm niedziel
i w końcu od „1. Bohorodycy“ do „Pełypiwki“.
Ponieważ lud dzieli Peczeniżyn na cztery dzielnice, t. j. Zaplesze, Hori, Arszyci i Sztryganiwka, przeto w każdej z tych

- 307
dzielnic odbywa się taniec osobno i na każdym z tych przo­
duje parobek, obrany przez „prowizorów“.
Z dziewcząt tańczą te tylko, które na Wielkanoc poda­
wały parobkom pisanki. Gdyby która pisanek nie dała, wyklu­
czają ją z tańcu, a jeśliby mimo to tańczyć chciała, musi dać
garniec wódki parobkom.
Tańce rozpoczynają się po „weczirni“ t. j. około 3-ciej
godziny po południu i przeciągają się do wieczora, a jeden
taniec trwa zwykle pół godziny.
Każdy parobek tańczy najczęściej z swoją dziewczyną.
Tańce dzielą się na:
1) „Riwnyj“, w którym parobek z dziewczyną kręcą się
na miejscu w koło, na jednej nodze, posuwisto, nie podskaku­
jąc wcale;
2) „Do hory“. — podobny, lecz z podskakiwaniem;
3) „Wołoszka“, którą tańczą w ten sam sposób zupełnie,
jak „do hory“, tylko muzyką wołoską się różni;
4) „Harkan“; tańczą go tylko parobcy sami. Stojąc w koło
i kładąc ręce, jeden drugiemu, na ramiona, podnoszą w bok
to jedną, to drugą nogę (niby balance), poczem następuje skok
jeden w prawo, znów trzy „balance“ i skok i t. d. Przyczem
prowadzący taniec aranżuje: „pidkiwka“, danser zaś uderza obca­
sem o obcas, poczem następuje znów balance i skok, a aranżer
woła: „a prybyj“, danser zaś tupie nogą trzy razy wolniej,
a trzy razy szybko, i znów balance, a po niem skok w górę
i przysiadanie do ziemi, t. zw. „hajduczok“. Wreszcie „trapaczok“, przyczem danser po balance drobniutko tupie trzy razy
nogami o ziemię ;
5) „Cyhanka“, którą tańczą podobnie, jak „do hory“,
tylko drobniej przybierają nogami. Zazwyczaj tańczą go tylko
wybrani, którzy umieją.
6) „Ciganeszta“. Tę również tańczą tylko parobcy sami,
stając, jak do „harkana“; krok zaś podobny jest do jednego
z kołomyjkowych, gdzie danser, stojąc na palcach na miejscu,
przekłada wciąż w tył jedną nogę poza drugą.
7) „Ćwiek“. Tańczą go podobnie, jak „do hory“, z tą
różnicą, że obróciwszy się parę razy, tupią trzy razy prawą
nogą, a następnie klaszczą trzy razy w dłonie. Tańczą go zaś
sami parobcy ze sobą.

— 308 —
Śpiewają najczęściej przy tańcach „riwnyj“ i do „hory“;
przy „wołoszce“ śpiewają tylko:
A Wołoszyn trawu kosyt,
A Wołoszka jisty nosyt.
Zaś przy „harkanie“, „cygance“ i innych nie śpiewają
wcale.
Tańce „harkan“ i „wołoszkę“ zaniesiono tu z Wołoszy,
dokąd na roboty i do żniw wyjeżdżają.

8

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.