d8717b16efea536295ad9aa35eeb3b48.pdf

Media

Part of Piosnki żołnierskie / Lud, 1906, t. 12

extracted text
Piosnki żołnierskie.
W życiu żołnierza piosenka, ta najprostsza droga, którą
może wypowiadać bezpośrednio swoją myśl i swe uczucia wśród
panującej wszechwładnie dyscypliny, jest jego pocieszycielką i siłą
zbawczą, dodającą żołnierzowi otuchy do przetrwania całego
okresu trzechlecia służby.
W czasie długich wieczorów zimowych, przy bladem świetle
łojówki lub nędznej lampki, świecącej się zazwyczaj nad stoli­
kiem „pana kaprala , widziałem tych synów wsi w jakiemś nieokreślonem marzeniu, nucących piosnki wiejskie, lub żyjących
opowiadaniem o swej rodzinnej chacie, o życiu, z którego obo­
wiązek służby ich wydarł. W tych opowiadaniach odbijała się
wiernie chałupa chłopa naszego z okolic Sącza lub Krakowa,
z najdokładniejszymi szczegółami życia codziennego, przedsta­
wionego w idealnych może nieco, ale oddaleniem i tęsknotą
usprawiedliwionych barwach. Nastawał wtenczas wśród nas
wszystkich pewien ciepłem ognisk domowych wionący nastrój,
który nieuchwytnie pociągał wszystkich ku opowiadaczowi
i mimo woli z nas, różnych matek i okolic dzieci, wytwarzał
jedną rodzinę — tęskniących.
Po tak górnych chwilach wzniesienia duszy następował
moment bezwzględnej ciszy i zadumy, moment narodzin piosnki,
która, jak ptak skrzydlaty przynosiła nam wspomnienia i towa­
rzyszyła podczas ćwiczeń.

— 234 —
Czasem wśród ogólnie znanych i zrosłych na polach wsi
polskich piosenek odezwała się inna, świeżo zrodzona na grun­
cie życia kasami śpiewka, która odzwierciedlając to życie szare
i przykre stawała się wnet publiczną własnością; wyszła z du­
szy Podgrodzianina, ale śpiewał ją każdy, bo była wspólnym
wyrazem doli.
Jak zaś różnorodnem było środowisko (milieu) tworzących,
tak też i śpiewki te mają różnorodną szatę pstrą, na którą cza­
sem złożyły się pierwiastki różnych narodowości. Rusin i Sło­
wak, Niemiec i Czech dodawali ozdób, by razem przyczynić się
do jej poetycznego wyposażenia i powstawał w ten sposób
konglomerat, zrozumiały tylko na gruncie wojskowym.
Takiemi musiały być śpiewki wszystkie, powstałe w obo­
zach, gdzie gromadziły się masy różnych narodowości, służące
pod jedną chorągwią.
Śpiewki te wojskowe można ogólnie podzielić na dwa
działy, mianowicie: l)do pierwszego zaliczyłbym te, które
wioną tęsknotą i żalem za opuszczoną chatą i wioską, oraz za
całem życiem wiejskiem; 2) do drugiego działu odnieść na­
leży te, które są niejako gloryfikacyą służby wojskowej.
Pierwsze z nich są, ogółem wziąwszy, lepsze i mają wię­
cej wdzięku poetycznego, podyktowanego samem uczuciem
tęsknoty za domem; przebija się w nich pełnia uczuć, miota­
jących chłopakiem wiejskim, zabranym przemocą w obce strony
do miasta, gdzie czeka na niego nieludzki „kapral“ i cały cię­
żar służby.
Drugie mają w sobie pewien szał zapomnienia, zaduch
kawiarń miejskich i zaułków, wynoszą pod niebo zalety żołnierza,
kreślą jego wyższość nad „cywilem“ i jego wielkie znaczenie
wobec całego społeczeństwa.
Odrębnie może od tych stoją piosnki z podkładem woj­
skowym, kreślące życie żołnierza, biorącego udział w prawdzi­
wych bitwach, pełne poezyi i uczucia, wzięte z tematów i pio­
senek dawniejszych, które jednak przez swe zmanierowanie,
zaznaczone najczęściej w końcowej strofie, tutaj zaliczę.
Zaznaczyć jeszcze muszę, że ścisłego rozdziału w ogóle
wprowadzić tu nie można, gdyż widoczne są dodatki później­
sze, które pieśni tęsknoty przerabiały na inną modłę, nadając
im charakter ogólny. Tak n. p. w piosnce:

— 235
Ach Boże, Boże, czegom się doczekał (bis)
Że ja się tak młodziusieńko (bis)
na — na — wojenkę dostał.

mamy zaraz, jako dalszy ciąg, wtręt późniejszy:
Na wojnę dostał, konia siwego (bis)
A któż mi go będzie siodłał (bis).
siodłał — siodłał na niego (sic!).
Wyjdź moja miła, daj mi koszulkę (bis)
Bo ja muszę już wyjechać (bis)
jechać — dziś na wojenkę.

Jak widzimy budowa zdań, składnia oraz rymowanie po­
zostawiają bardzo wiele do życzenia; pierwsza strofa musiała
pierwotnie stać samodzielnie, gdyż rodzaj uczucia jest zupełnie
inny od tego, jakie mamy w strofach następnych. Żołnierz je­
dnak do raz ulubionej melodyi dodawał następne strofy, po­
trzebując w marszu dłuższej pieśni; podkładane pierwotnie słowa
nie zawsze — jak to przekonamy się niżej — rymują się, do­
piero z czasem wspólny duch inwencyjny dobiera inne, cza­
sem naciąga je gwałtownie, zostawiając jeszcze niedobory do
poprawki na później. Taka szorstkość i chropowatość wiersza,
świadcząca o jego świeżem pochodzeniu z czasem zmienia się,
luki zostają wypełnione odpowiedniemi słowami, bo raz przy­
jęta melodya jest łańcuchem, który danej myśli zaginąć nie
da. Podobną do tej jest piosnka:
W Bernie, w Bernie, w magazynie (bis)
Szyją krawcy, szyją szewcy mundur dla mnie.
Szyją, szyją, nie wiem jaki (bis)
Wzięli mnie do wojska od kochanki.
Wzięli mnie do wojska nie wiem poco (bis).
Wzięli mnie do wojska nie wiem na co.

Jak widzimy, w przeważnej części śpiewek wojskowych
pojedyncze wiersze powtarzają się; jest to po części praktycznem wyręczeniem inwencyi poetyckiej, by zbyt nie nużyć się
powiększaniem tematu i by nie obarczać zbytnio pamięci, a za
to osiągnąć pożądaną dłuższość w śpiewie.

236 —
Dodać trzeba, że ogółem tych piosenek tęsknoty jest mniej
od pieśni ogólnych o życiu żołnierza; może być, że nie było tu
większego podkładu epickiego, pożądanego do większej pieśni
wojskowej, dlatego pojedyncze i ulotne wiersze na temat uczuć
tęsknoty za domem pomijano i zapominano o nich.
Na przełomie pomiędzy pierwszym wspomnianym gatun­
kiem a drugim stoi piosnka:
A w pierwszym roku, gdy narukuje,
To się żołnierz bardzo frasuje
1 tak sobie rachuje, ile do urlopu ma
Trzydzieści sześć miesięcy do urlopu ma:
W drugim roku, już to ubywa
Trest1) za trestem już to upływa
Cwanzig tage kaserarest
To pro2) wojaka neni3) żaden trest.
A w trzecim roku są wielkie pany,
Bo sobie chodzą pod sicerami;4)
Od muzyki ku muzyce,
Ochledają se dewice5)
W karty grają i zamieszkają.
Gdy pan kapral na patrol idzie,
Takiego lompa w karczmie nadybie:
A! serwus! panie kapral, pójdziemy do domu zaraz.

Jest to typowa piosnka żołnierska, gdzie wyższość żoł­
nierzy starszych nad rekrutami świeżymi, zwykły bieg życia
oraz codzienny język kasarniany, pokaleczony nielitościwie pa­
nującą wszechwładnie niemczyzną, mającą pewien urok wyż­
szości i cywilizacyi dla naszych Wojtków i Michałków, obok
błąkających się tu i ówdzie wyrażeń pojedynczych czeskich lub
słowackich, przyjmowanych z tym dziwnym pochopem do na­
śladowania i przyswajania ich językowi polskiemu, dają wierny
obraz przeciętnej twórczości kasarnianej.
’) Kara, 2) dla, ze słowackiego, 3, nie jest słowac., *) oznaka żoł­
nierska za celne strzelanie, 6) oglądają sobie dziewczęta.

— 237 —

Pieśń taka, mająca wspólne cechy różnych jednostek, jest
i wiernym odbiciem ich myśli, wyrażanej często w ciekawej
pstrokaciźnie słów.
Najczęściej śpiewaną podczas marszów jest pieśń:
Przy Preszburgu u Dunaju (bis)
Jest kasarnia (3 razy) malowana.
Przy kasami dom zielony (bis).
Pod nim miły (3 razy) ulubiony.
Z rana wietrzyk powiewuje (bis)
Gdzież to wojsko (3 razy) maszeruje.
Maszeruje we trzy strony (bis)
Z Węgier do Czech, (3 razy) do Morawy.
Pan kapitan naprzód jedzie (bis)
Konik jego (3 razy) smutno idzie.
Mój koniku osiodłany (bis)
Czemużeś tak (3 razy) sfrasowany.
Frasuję się o swe życie (bis)
Już mnie więcej (3 razy) nie ujrzycie
Póki pan mój na mnie siada (bis)
To ja sobie (3 razy) obrok jadam.
Teraz niema mego pana (bis)
Nie mam owsa (3 razy) ani siana.

Ostatnie dwie strofy mają różne waryacye, najczęstszą je­
dnak jest przytoczona; jest to znów dodatek późniejszy, powię­
kszenie naturalne pieśni, która była ulubioną i najczęściej śpie­
waną, dlatego też dodawano do niej fragmenta może innych,
dziś już na poły zapomnianych piosenek.
Występują w tej piosence wszystkie prawie motywy, jakie
są elementami twórczymi przeważnej części piosenek wojsko­
wych; mamy więc miłość, ową wyższość żołnierza maszerują­
cego hen „od Węgier do Morawy“, osobę pana kapitana i jego
konia, który potem powitany jest z tern ogólnem uwielbieniem
i czcią, jaką dla koni widzimy w pieśniach ludu naszego.
Piękną polotu i piękności poetyckiej jest piosnka:
Koto północy na wysokim zamku
Tam biały gołąb przebywa,

V

— 238 —
A biedny żołnierz na broni oparty,
Taką piosenkę śpiewa:
— Biały gołąbku, uleć tam, uleć,
Uleć tam w moją krainę,
Gdzie moja miła tęsknie przebywa,
Przynieś mi od niej nowinę.
Zlękany1) gołąb taką piosenką
Uleciał w jego krainę;
Chcąc zaspokoić troski żołnierza
Przyniósł mu taką nowinę:
„Biedny żołnierzu, na nic twe myśli“.
A biedny żołnierz świadectwo pije2).
„Trzy lata uszło, jak Twoja luba,
Z innym młodzieńcem już żyje“.
Znękany żołnierz nowiną taką
Smutnie na broni się wspiera,
Podbija bagnet pod swoje serce
I tak se życie odbiera.

Piosnkę tę spotkałem w jednym ze zbiorków pieśni je­
dnego z żołnierzy, a słyszałem ją też z opowiadania od jednego
żołnierza śpiewaka, który wyrażał swój żal, że jej teraz nie
śpiewają; melodyi jej nie słyszałem, ale według zapewnienia
owego szeregowca ma ona swoją własną „nutę“.
Motyw niewiernej kochanki spotkałem tu tylko w tej dłuż­
szej pieśni, choć przypuszczam, że musi się on powtarzać
i w innych piosnkach, których niestety nie dało mi się zebrać;
każdy bowiem pułk ma swoje piosenki, które przyjęte raz pozostają jego własnością, ile że w zimie w tak zwanych „szko­
łach“ żołnierze niektórzy ucząc się śpiewać wypisują sobie
pieśni te z opowiadania starszych kolegów.
Jest to jedna z najładniejszych śpiewek i co więcej czysta
od wszelkich naleciałości obcych, utrzymana do końca w jedna­
kim tonie; wpłynęła ona wprost ze serca wojaka zawiedzionego
w miłości, któremu gołąb - posłaniec, — spotykany często
w pieśniach ludu — przyniósł wyrok śmierci. Zakończenie samo
przesadzonem zbyt nie jest, gdyż w kasami miłość nieraz wy*) Zlękany w znaczeniu: zjęty litością. 2) Pije ogólne wyrażenie
przy wojsku na oznaczenie wysłuchania czegoś przykrego, n. p. wyrzutów
p. „felfebla“ (por. „aleś wypił!“).

— 239
twarza sytuacye tragiczne, tembardziej, że wyidealizowana od­
daleniem, odczuciem rozłąki i nieprzychylnego otoczenia, staje
się jedyną siłą dodającą żołnierzowi otuchy do wytrwałości
i przetrzymania tego okresu służby, broniąc go od zniechęce­
nia i nawet nieraz targnięcia się na swe życie.
Żołnierz wolny od tego wpływu jest hulaszczym, nie gar­
dzi towarzystwem spotkanem na ulicy lub plantach Dietlowskich
i ten siły tej piosnki nie odczuwa, ale znałem wielu innych,
którzy n. p. w niedzielę cały czas spędzali w kasami, odpisując
na list, lub zabawiając się lekturą otrzymanej korespondencyi
i szerokiem komentowaniem listu od kochanki, który zazwy­
czaj jest silny i namiętny.
Bardzo często śpiewaną piosenką, może dla jej szczegól­
niejszej melodyjności i taktu, jest następująca:
Za Bernem jest łąka, trzysta mil szeroka.
Ta ma być do rana posiekana, śtralala
Ta ma być do rana posiekana.
Siekiera, topór, ekstra walec,
Pójdź ma miła ze mną w taniec
Ja ne pójdę! Ty sem moja!
Ty odjedziesz precz!
Siekali siekacze, od kajzer wojacy
Za nimi ma miła zagrabala, śtrilala
Za nimi ma mila zagrabala.
Siekiera i t. d.
A jak zagrabala, żałośnie płakała
Lepiej bym Cię była niepoznala, śtralala,
Lepiej bym Cię była nie poznała.
Siekiera i t. d.

Widzimy tu znów mieszaninę obcych wyrażeń lub przeró­
bek na wzór wyrażeń czeskich lub morawskich; dziwna rzecz,
że te przeważnie piosnki mają największy pokup.
Do mniej często śpiewanych należy:
W moim ogródeczku rośnie pietruszeczka
Prosi Kasia Jasia do swego łóżeczka,
Qna mu, rada mu, wyszyła chusteczkę, dała mu.

— 240 —
Wyszyła chusteczkę białym jedwabisiem,
Podała Jasiowi z komory okienkiem.
„Weź-że, weź, proszę Cię, ojciec, matka nie wie —
Kocham Cię.“
Gdy się ojciec matka, o tern dowiedzieli,
Trzebaby, trzeba iść, tego swego zięcia, odwiedzić.
Zawitajże zięciu z dalekiej krainy,
Nie będziesz Ty miewał z mojej Kasi żony.
Nie będziem, nie będę, to ja sobie inną wynajdę.
Jaś idzie do karczmy, z pannami tańcuje,
Która panna ładna, to se z nią rajcuje.

Koniec jest niemożebny do przytoczenia, więc go opusz­
czam ; nie przedstawia on zresztą żadnej wartości z żadnego
względu.
Śpiewka ta jest wspomnieniem wsi i raczej rozszerzeniem
spotykanych nieraz piosnek; jakiś bezimienny poeta wziął sobie
za motto znaną piosenkę o podarunku, jaki robi dziewczyna
z chusteczki i rozszerzywszy tę śpiewkę przerobił ją dla użytku
wojskowego.
Podobną treścią jest piosnka zaczynająca się od słów :
Już mi od Krakowa rózga odpada

gdzie żołnierz czyni wymówki dziewczynie za niewierność, mimo
że kupował jej różne podarunki, chusteczki i zapraszał ją na
piwo.
Zlepkiem różnych krakowiaków z refrenem wtrąconym
jest pieśń :
Pójdę ja na muzykę, bo tam pięknie grają,
Będę się przypatrował, jak tam tańcowają, śtralala.
Jak się nam to maszeruje śtralala
Jak się nam to maszeruje romtajda.
Wziąłem pannę do tańca, miała czarne zęby,
Chciałem ją pocałować, śmierdziało jej z gemby, śtralala.
Jak się i t. d.

— 241 —

Ciekawą nadzwyczaj jest piosnka, której tylko fragment
słyszałem, jako objaw humorystycznego traktowania Świętych,
może w myśl wpajanych zasad, że pierwszym po Bogu jest
„pan kapral“.
Te żołnierze to są draby nic godnego
Spotkali tam na podolu Piotra świętego
Kazali mu maszerować, strzelali mu za kabat,
Co miał robić święty Pioter, musiał im zagrać.
Uprosił se święty Pioter u Pana Boga
Kiedy wojsko maszeruje, deszcz wtenczas pada,
Nie wolno się im żenić, ani po śtrajku chodzić,
Musi on się do raportu „o przezczas“ ') prosić.

Wyłączną własnością 20 p. p. jest śpiewana bardzo często
piosenka:
W Bernie na Śpilbergu na wysokim kopcu ein, zwei, (bis)
Tam się przechodzują (bis) cwancygierzy chłopcy ein, zwei,
Tam się przechodzują szabelki pucują ein, zwei,
By się im świeciły (bis) jak pomaszerują ein, zwei,
Jak pomaszerują trzysta mil za Wiedeń


Będzie mnie płakała (bis) dziewczyna w każdy dzień ein zwei
Jak pomaszerują przez Wiedeń bez miasto


By im się świeciły (bis) szabeleczki jasno


Jak pomaszerują trzysta mil za Wiedeń


Przyjdą ze szabelką na taliańską ziem


Taliańsko ziemia, piękne położenie


Tam się przechodzuje moje pocieszenie



Gloryfikacyą służby wojskowej oraz wszelkich wolności
i zaszczytów związanych z nią jest piosnka:
Dobrze mi się dobrze przy wojsku powodzi
Sama mi dziewczyna (bis) do kasami chodzi.
Tylko mi na to źle, że fasuję mało,
Bo mnie żołnierzowi (bis) więcejby się zdało.
') Przezczas, pozwolenie przebywania poza kasarnią po odtrąbieniu
capsztyku na 9 godzinę.

242 -*
Sześć grajcarów na dzień trzydzieści na tydzień
Jeszcze do menaży (bis) dołożyć w każdy dzień.
Do menaży dołóż, na tabak odleci,
Z czemże biedny żołnierz (bis) na spacer wyleci.
Wyleci na spacer na jedną godzinę
Już sobie prowadzi (bis) przy boku dziewczynę.
Idzie do piwiarni pije szlankę piwa
Wtenczas zapomina (bis) że dziewiąta biła.
Wychodzi z piwiarni już dziesiąta biła
Wtenczas mu odpada (bis) od boku dziewczyna.
Idzie do kasami bardzo sfrasowany
Felwebel mu mówi (bis) jesteś meldowany.

Zwykły to koniec wszelkich „spacerów“ na miasto, to też
piosnka ta, jako wierny obraz życia żołnierza powtarza się
wszędzie w polskich pułkach, a nawet, jak mi mówili moi ko­
ledzy, żyje i w niemieckim języku.
Prócz tych, mających jedynie życie wojskowe, jako tło,
śpiewek, jest jeszcze kilka wziętych z życia, gdzie zazwyczaj
jakiś miłośny epizod główną gra rolę; piosenki te są w cią­
giem użyciu i oprócz wspomnianych powyżej, należą do najulubieńszych.
I tak:
U naszego młynarza:
Hej! U naszego młynarza, młynarza
Jest tam Kasia, jak zorza (bis).
A nikt o tern nie wiedział;
Hej! A nikt o tern nie wiedział, nie wiedział
Aż sam młynarz powiedział (bis).
Dziedzic posłał do młyna;
Hej! dziedzic posłał do młyna, do młyna:
„Pójdź młynarzu do pana (bis).

— 243
Młynarz idzie i duma
Hej, młynarz idzie i duma, i duma.
Co też ten pan do mnie ma (bis).
Pan go winem częstuje
Hej i t. d.
Młynarz cosi miarkuje (bis).
Ty młynarzu musisz pić
Hej! — i t. d.
Twoja Kasia moją być (bis).
Zanieście mnie do młyna
Hej! i t. d.
Za półkorca jęczmienia (bis).
Nie stawcie mnie w młyjnicy
Bo mnie zjedzą indycy.
Postawcie mnie w komorze,
Gdzie Kasieńka ma łoże.
Zanieśli go we worze
Postawili w komorze.
Aż tam koło północy
Wór do Kasi się toczy.
Kasia woła: O! Boże!
Cóż też tam jest w tym worze?
Kasia woła: Maryja!
Cóż też ten wór nogi ma?
Cicho, Kasiu, nie wołaj
Ja ze dwora Mikołaj.
Cicho, Kasiu, nie mów nic
Ja ze dwora sam dziedzic.
Że byś ty był dobry pan
Nie chodziłbyś w nocy sam.

•— .244 —
Ostatnią zwrotkę zmuszony jestem opuścić,, gdyż nie po­
dobna jej tu przytoczyć.
Temat młynarza i jego córek obrabiany jest wielokrotnie
i śpiewany na różne melodye. Znam n. p. podobną piosnkę
śpiewaną przez 57. (tarnowski) pułk:
Miała młynarka trzy córy (bis)
Świadymyry, myry syry, ein, zwei, drei!
gdzie nieznany twórca opiewa różne losy i różne szczęście
u tych córek różnych wojskowych, według rangi, aż wreszcie
uszczęśliwia szeregowca.
Rozwałkowaniem znanego krakowiaka i dorobieniem dal­
szego ciągu według smaku kasarnianego jest śpiewka:
KILKA GŁOSÓW:
Nieszczęśliwe (te pokoje bis), o Jasiu mój,
Gdzie nas było (ino dwoje bis), o Jasiu mój
CHÓR:
A trzeba było w domu siedzieć, hop, ciup, tralala,
A o chłopcach nic nie wiedzieć, dziewczyno moja.
Nieszczęśliwy (ten ganeczek bis) o Jasiu mój,
Gdziem zgubiła (fartuszeczek bis) o Jasiu mój,
Trzeba nie stać na ganeczku, hop, i t. d.
Chodziłabyś we wianeczku i t. d.
Nieszczęśliwe te poduszki
Gdzieśmy jedli słodkie gruszki
Trzeba było nie jeść gruszek,
Nie byłby cię bolał brzuszek.
A gdy będziem chłopca mieli,
Czem go będziem powijali?
Ty masz fartuch, a ja gacie,
Będą dobre powijace.
A gdy będziem chłopca mieli,
W czem go będziem kołysali?
Jest u ojca stara beczka,
Będzie dobra kolibecka.

— 245 —
A gdy będziem chłopca mieli,
Co mu będziem jeść dawali?
Masz dwa c ... i, a ja trzeci
Wychowamy troje dzieci.
A jak będziem chłopca mieli
Gdzie go będziem do szkół dawać?
Poszlemy go do Krakowa
Będzie z niego mądra głowa.

Następuje waryant : Poszlemy go do Lublina, niech tam
biją... i zakończenie, pełne wyrzutów ze strony dziewczyny, na
które ów chłopiec zawsze znajduje dowcipną i łatwą odpo­
wiedź; zakończenie to jednak zbyt jest zredagowane w tonie
„żołnierskim“, dlatego też go tutaj nie przytaczam.
Tak więc piosnka niańki Stasia Połanieckiego, Rozuli,
ofiary pana Gątowskiego, „co na białym koniu jeździł, z pisto­
letów se strzyloł i dziewkom w ślepia patrzył“ znalazła dalszy
ciąg i jest wieczną skargą, a może i wyrzutem dla niejednego
sumienia z pośród żołnierzy. Trzeba tu przyznać, że żołnierz
wobec równych sobie kompanionów nie grzeszy wcale deli­
katnością określenia i nie szuka obsłonek dla swych myśli ;
wyraża je językiem prostym, dosadnym, czasem brutalnym,
a nad kreślonymi obrazkami, pełnymi drastycznej treści, unosi
się jego humor i niezależność, owa lekkość traktowania wszel­
kich takich stosunków, gdyż na rozwiązanie każdej podobnej
sytuacyi ma on gotową odpowiedź: „A co mi ta, jak pójdę na
urlop, to mnie dyabeł nie znajdzie!“ To też pełno wżyciu jego
różnych miłosnych przygód, pełno miłostek jednodniowych lub
niekiedy dłużej trwających, a ta Venus vulgivaga nie pozostawia
po sobie żadnych prawie wyrzutów, czy też skrupułów, prócz
kilku wspomnień, które określa piosnka. To też piosnek takich
pełno, pełno krakowiaków ulotnych, które rodzą się jak grzyby
po deszczu i oblatują wszystkie kompanie;
Przytaczać ich tu prawie nie podobna, gdyż byłby to kryptogram, wypełniony kropkami ; dodać jednak muszę, że śpie­
wane w polu bywają rzadko; czasem tylko, gdy podczas wiel­
kich ćwiczeń żołnierz zmęczony i głodny wlec się musi po
deszczu, w chłodzie i słocie, gdy w duszy jego zbierze się za
dużo żółci i bezsilnej wobec „posłuszeństwa“ wściekłości, wtenLud. Rocznik XII.

17

246 —
czas niby huragan zrywa się taka piosnka brutalna, naga, która
jest niby przekleństwem, rzuconem całemu światu w oczy.
Ciekawem jest i ten fakt, że, o ile je słyszałem, piosnki
te mają szczególnie piękną melodyę.
Treść ich jest rozmaita: przekomarzanie się z dziewczyną,
niewierność żony, różne przypadkowe spotkania „w gaiku“,
a nad tern wszystkiem unosi się postać żołnierza, jako bohatera
i lwa-zwycięzcy wszystkich współzawodników, cieszącego się
sympatyą i wielkiem wzięciem od córek młynarza i wójtowien
począwszy, aż do dziedziczki, która „chłopca wojskowego“ trzyma
w komorze przed zazdrosnem okiem męża. Humor i ironia mie­
szają się tu razem, dając na tym podkładzie wspaniałe nieraz
obrazki, kreślone w grubych konturach, powleczone szminką
lubieżnych kolorów. Fantazya twórcy bierze obrazki te z życia,
z otoczenia, kreśli nieraz to, co sam twórca przeszedł, nadając
temu odcień rubasznego śmiechu. Mimo całego jednak kosmo­
polityzmu, jaki tu w tego rodzaju piosnkach tkwi, mamy od­
malowany obrazek nasz swojski, występują postacie nasze z wy­
bitnymi cechami życia czy to wiejskiego, czy też miejskiego.
Do takich ciekawych, pełnych ironii i sarkastycznego ko­
mizmu, należy śpiewka o dziewczynie, służącej u księdza, która
pierwszego kochanka miała żołnierza, mimo, że „księdzu jego­
mości“ do tego wcale się nie przyznaje; dopiero na spowiedzi
szepce mu wszystkie tajniki swego życia, dziewięć swoich upad­
ków przed służbą na plebanii, a na interpelacyę swego spowie­
dnika i chlebodawcy, jak mogła go tak oszukać, odpowiada
usprawiedliwieniem: „Księdzu dziesięcina“.
Mamy więc w tych utworach duszy chłopa-żołnierza obraz
realnego życia, obraz, w którym on nie waha się odsłonić
wszelkich przejawów tego życia, wglądając z uśmiechniętem
obliczem satyra do sypialni małżeńskiej i do cichego pokoiku
dziewczyny, idącej na spoczynek, przyczem jawnie wypowiada
swe pragnienia; chwyta on w lot błędy ludzkie i jak robotnica
z świeżych włókien lnu wytrzepuje paździerze, tak on z szarej
przędzy życia wydobywa pełno faktów, pełno obrazków, na
które zazwyczaj rzuca się zasłonę i opowiadając to tonem swo­
bodnego narratora śmieje się całą pełnią płuc dwudziestoletnich
i zdrowych nerwów.

— 247 —
Przytaczam jako przykład fragment jednej, która odznacza
się zarazem pięknością swojej melodyi, a której początek mo­
żliwy jest jeszcze do przytoczenia:
A ja sobie po leszczynie hop, ciup, śtudrajdana,
A tam żołnierz przy dziewczynie hop, ciup, śtudr.

Pierwsze dwie zwrotki powtarzają się zawsze, a zamiast
„hop ciup śtudrajdana“, śpiewają: 1. studrajda, śtudrajdana
w 11. „studraj, studraj, śtudrajda“.
Kiepski przykład dajesz chłopie
Bo się bawisz na przykopie
A ja chłopa po czuprynie
Do kościoła....
A ja pójdę se do gdowy
Tam interes mam gotowy,
A ja pójdę do panienki
Tam interes gładziusieńki.
Bo u wdowy dzieci kupa
Jedno drugie w kącie śturka.
A ja sobie repetuję,
Aż mi brucok podskakuje.

Zakończenie jest niemożebne do przytoczenia. Jednak niesłusznem byłoby zdanie, że za tło mógł sobie żołnierz brać
tylko podobne tematy; jak już z przebiegu przytoczeń widzie­
liśmy, umiał on i lutnię swoją nastroić na inną nutę; powodem
zaś tego zmienienia tonów jest głębsze i prawdziwe uczucie,
które zawsze znachodzi oddźwięk we wszystkich pieśniach i tu
też wydało prześliczny obrazek, wymalowany z pietyzmem
i czcią głęboką, choć nań złożyły się elementa przyniesione ze
wsi; jest to bardzo piękna scena pożegnania żołnierza z ko­
chanką przed wyjazdem na wojnę i smutne oczekiwanie po­
wrotu — nadaremne. Temat to ogólny i niejednokrotnie obra­
biany, tak w dumkach ruskich, w najrozmaitszych modyfikacyach, jak i u nas, gdzie niejednokrotnie zdarzyło mi się sły­
szeć podobne urywki. Piosnkę tę przytaczam w całości:
W zielonym gaiku ptaszkowie śpiewają,
Już mego Jasienka na wojnę wołają (bis).
Wołają, wołają, koniś osiodłany,

— 248 Komuż mnie zostawisz, Jasiu mój kochany (bis)?
Zostawię cię Temu, co króluje w niebie,
A za roczek, za dwa, powrócę do ciebie (bis).
Mija roczek, drugi, jak się wojna toczy,
Moja najmilejsza wypłakała oczy (bis).
Wyszła na gościniec, tam ułani jadą,
Z pod mego Jasieńka konisia prowadzą (bis).
Prowadzą, prowadzą, żałobą okryty,
Pewnie mój Jasieniek na wojnie zabity (bis).
Nie płacz, dziewczę, nie płacz, cóż ci przyjdzie z tego,
Jest nas tu do tysiąc, wybierz se jednego (bis).
Choćby was tu było, jak na morzu pianek,
Nie ma tu takiego, jak mój Jaś kochanek (bis).
Choćby was tu było, jak na marchwi nęci (sic)
Nie będę ja miała, do żadnego chęci (bis).
Choćby was tu było, jako w lesie szyszek,
Będę wyglądała, by mój Jasiu przyszedł (bis).
Kochałam jednego, chłopca prawdziwego,
A teraz nie będę póki życia mego (bis).

Z żalem muszę dodać, że śliczną tę pieśń zepsuto jeszcze
małem dodatkiem, który niesmacznie brzmi, lecz śpiewają go,
mimo, że nieraz tłómaczyłem im, żeby opuścili to, bo pieśń
skończona; dodatek ten brzmi:
Kochałam kaprala, potem gefreitera,
A teraz nie będę ani jenerała (bis).

I w ten niesmaczny sposób przechodzi jeszcze pieśń kilka
stopni wyższych, dosięgając nawet „felcajmajstra“. Na zakoń­
czenie wspomnieć muszę, że nawet pewien objaw patryotyczny
zaznaczył się w tej twórczości poetyckiej na gruncie kasami;
jest to tern dziwniejsze, że nie naśladuje ta piosenka żadnej
z polskich pieśni patryotycznych, ale utworzona jest zupełnie
samodzielnie, przez kogoś, co znał przepisy regulaminu, bo
używa w pieśni tej dobrych wyrażeń; ten nieznany autor musiał też mieć pewien poziom oświaty, chociaż nie wysoki, bo
ową polskość zaznaczył wyraźnie i jasno w kilku miejscach,
a za przedmiot wziął sobie nienawiść naszą do Moskali. Jest
to pieśń utworzona wyłącznie dla 20 p. p. przez kogoś, który

249 —

obok poczucia patryotycznego, miał pewną cześć i dla tego
pułku dzieci swobody, górali.
Pieśń ta brzmi:
A tam za Krakowem, kędy Wisła płynie
Rozwalił się Moskal Świnia, (na polskiej krainie, bis)
Moskal niedołęga chciał nam zabrać Kraków
Ale poznał pułk dwudziesty (poznał on Polaków, bis)
Panie śwarmfirerze szukaj nam dekunku,
Byśmy mieli dobry wystrzał, (nie psuli ładunku, bis)
Panie śwarmfirerze, posuńmy się dalej,
Bomy chcemy jak najprędzej (szturmu na Moskali, bis)
Poczkaj, moja miła, na chwileczkę potem
Przywiezę ci koraliście (na sznureczku złotem, bis)
Pójdziesz do kościoła, by się dziwowali,
Żeś ty polska jest dziewucha, (a ja bił Moskali, bis)

Oto pokrótce zebrane płody umysłowe, jakie wydała fantazya chłopa w Obcych warunkach. Mają one wiele szorstkości,
wiele chropowatości i niewyrobienia, ale jako ogólny obraz są
piękne i należałoby jedynie zachęcić młodzież szkolną, która
w ciągu swej jednorocznej służby styka się z tym światem, by
ze wszystkich galicyjskich pułków zebrała błąkające się tam
piosenki żołnierskie.
Jan Pyrek.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.