dd9bfd1d3fb054ac784fe02c3d729fc7.pdf
Media
Part of Dyabeł w wierzeniach ludu polskiego (z okolic Biecza) / Lud, 1906, t. 12
- extracted text
-
Dyabeł w wierzeniach ludu polskiego.
(Z okolic Biecza).
W długie wieczory zimowe mają ludzie w miastach różne
widowiska, zabawy i rozrywki. Lud wiejski nie ma tego wszyst
kiego. Życie jego przy ciężkiej pracy a Iichem pożywieniu prze
platane jest zrzadka chwilami radości w czasie uroczystości ro
dzinnych jak wesela i chrzty, to znowu chwilami smutku w cza
sie pogrzebów, rekrutacyi, pożarów, nieurodzaju, choroby człon
ków rodziny i bydląt. Jednostajne a twarde jest życie wieśniaka
wśród ciągłej walki o kęs czarnego chleba.
Prawie jedyną rozrywką w zimie są dla ludu wiejskiego
prządki. Po wieczerzy schodzi się osobliwie młodzież wiejska
coraz do innego domu z kądzielą. Przędąc nici na płótno, za
bawiają się anegdotami, zagadkami, opowiadaniem legend i ba
śni, co nazywają „krysterye“ ’)•
Wśród zgromadzonych znajdzie się zawsze jeden i drugi,
który gładko opowiada, a wszyscy słuchają z naprężeniem
umysłu, a tylko furczenie, wrzecion dowodzi, że ręce pracują.
Treścią baśni są zwykle zaklęte królewny i królewicze,
szlachta i chłopi, przygody z dyabłem, śmiercią i różnymi du
chami czyli strachami. Opowiadania te zabarwione są nadzwy
czajnością, niepodobieństwem do prawdy; większość z nich za
wiera myśl głębszą, moralną.
') Historyje.
213 —
Tych opowiadań słuchają wieśniacy nietylko z zachwytem
lub zgrozą — ale także wierzą silnie, że tak było.
Chcąc mówić o dyable, muszę koniecznie potrącić o wiarę
i wierzenia ludu polskiego z okolic Biecza, dla wyjaśnienia
przedmiotu.
Lud jest nabożny, chodzi do kościoła i wierzy w Boga,
lecz nie ma dobrego pojęcia o Trójcy Świętej.
Rozkłada panowanie trzech osób boskich nad światem na
trzy okresy. Najpierw panował nad światem wielkoludów Bóg
Ojciec, ale teraz jako staruszek chce użyć spokoju, więc zdał
panowanie swemu synowi Panu Jezusowi, którego nazywa P oniezusem. Potem nadejdzie czas panowania Ducha Świętego,
gdy wszyscy ludzie będą karlikami.
Lud modli się zawsze tylko do Pana Jezusa, bo widuje
jego wyobrażenie w kościele na krzyżu. Matkę Boską czci oso
bliwie, modli się do niej i Jej ufa. Gdy wymawia słowa Matka
Boska albo Poniezus, to odkrywa głowę, czego nie czyni
wymawiając słowo Bóg. Czci także aniołów i świętych.
Oprócz wiary w Trójcę Świętą, w Matkę Boską, aniołów
i świętych — wierzy lud polski w istnienie dyabła, któremu
daje różne nazwy, jak: czort, bies, licho, kaduk, kusiciel, szatan,
pokusa.
Te nazwy są dowodem, że dyabeł biblijny zajął miejsce
bożyszcz naszych ojców z czasów pogańskich. Chrześciaństwo
gruchocąc wszelkie zabytki bóstw pogańskich, nie roztrzaskało
tronu Czarnoboga, na którym tenże do dnia dzisiejszego za
siada pod nazwą czarta. Nie zniszczyło go dlatego, bo stwier
dziło, że Czarnobóg a dyabeł biblijny, to ten sam zły duch.
Dyabeł zajął także miejsce dawnych bożków pogańskich,
jak: Bies, Licho, Kaduk, których nasi ojcowie nazywali
Dydami, Dydkami. Były to złe duchy, które jednak nie ku
siły do złego, lecz karały za złe uczynki tu na ziemi i w piekle.
Nazwy tych bożków przetrwały do dni naszych w mowie,
w przysłowiach : Gniewa się jak czart. Zły jak czart. Pop swoje,
czart swoje, t. j. z upartym trudna rada. Czart was podżega.
Czarci go nadali. Zła jak bies jaki. Pójść do biesa. Lada bies,
t. j. byle kto. Nie budź licha. Daj spokój, gdy licho spi Idź do
licha! Tam do licha! Cóż tu u licha! Bierz cię licho! Idź do
kaduka! Tam do kaduka!
15
Lud. Rocznik XII.
— 214 —
Lud polski boi się dyabła więcej, niż Pana Jezusa, bo
Pana Jezusa czci jako najlepszego ojca, jako źródło dobroci
i łaski, zaś czarta uważa za ducha nieczystego, okropnie
złego, który przemyśliwa nad tem, jakby wyrządzić szkodę lu
dziom na ciele i duszy.
Według pojęcia ludu, dyabeł ma postać nieokre
śloną, bo jest duchem. Nie okazuje się nigdy w postaci natu
ralnej, ale tylko w przybranej. Według swej woli przybiera po
stać człowieka, konia, wołu, psa, kota, zająca, ptaka i t. d.
Widywano dyabła najczęściej w postaci czarnego człowieka
z rożkami na głowie, z nogami końskiemi, to koziemi lub koguciemi, z krowim ogonem lub krótkim zajęczym. Okazuje się
także w postaci Niemca w trójgraniastym kapeluszu lub trzyrożnej czerwonej czapce, w czarnym lub czerwonym fraku,
w pstrych i obcisłych pludrach czyli spodniach, z nosem gar
batym zakrzywionym, ale bez dziurek, z jedną nogą zwierzęcą,
a drugą ludzką.
Jeżeli wrony, gawrony, kawki i kruki siadają gromadnie
gdzie na polu i zabawiają czas długi, to lud mówi, że to są
dyabły, które sposobią się porwać jakiegoś potępieńca.
Zkąd się dyabły wzięły — to lud tak opowiada: Gdy
dziewięć chórów zbuntowanych aniołów przemienił Pan Bóg
w złe duchy i strącił ich z nieba, to lecieli na dół w postaci
deszczu. Dużo tego dyabelskiego deszczu padło na ziemię.
Gdzie która kropla spadła, tam się umieścił zły duch i tam
przebywać będzie aż do dnia sądnego.
Z tej przyczyny, w każdej okolicy są miejscowi dyabli.
Przybierając różną postać, straszą ludzi, wyrządzają im psoty
i nakłaniają do złego.
Miejscowe dyabły przebywają tylko w obrębie jednej wsi.
Dyabeł miejscowy nie idzie do innych wsi, bo tam już gospo
darują inni jego koledzy.
Każdy dyabeł miejscowy obowiązany iść do kościoła i wy
słuchać odczytanej ewangelii — a osobliwie w kwietnią nie
dzielę. Wtedy skarby są dostępne ludziom, bo ich dyabeł nie
strzeże.
W kościele może widzieć dyabła człowiek bez grzechu, co
stwierdza następujące zdarzenie: W pewnej wsi żył sierota.
Wcześnie on stracił rodziców, którzy go nie nauczyli nawet pa
cierza. Ponieważ po ubogich rodzicach nic mu nie pozostało,
— 215 —
więc musiał iść na służbę za pastucha. W zimie pomagał bydło
karmić i poić, a w lecie pasał na polu.
Gospodarze nie wiele się o niego troszczyli, ani im na
myśl nie przyszło, wyprawić go kiedy do kościoła na nabożeń
stwo. Prawda, że kościoła nie było w tej wsi, lecz bardzo
daleko.
Ale jednego razu na Matkę.Boską Zielną, kiedy to wszyst
kie pasterki i pastuchy idą do kościoła z zielem do święcenia,
kazała także gospodyni swemu pastuchowi, żeby poszedł z in
nymi. Ucieszony chłopiec wziął wiązkę ziela od gospodyni,
włożył do środka kilka jabłek i poszedł z innymi pastuchami.
Wszedłszy do kościoła, zastał tam mnóstwo ludzi ubra
nych w świąteczne szaty. Byli tam młodzi i starzy, mężczyźni,
niewiasty i dzieci. Przed nabożeństwem ksiądz poświęcił ziele
i wieńce pszenicy. Potem odbyła się procesya około kościoła,
a nareszcie msza święta.
Dla pastucha było to'wszystko nowością i zadziwiającem
widowiskiem. Przypatrywał się ciekawie wszystkiemu i przysłu
chiwał się z zachwytem śpiewom nabożnym. Gra organów także
go zadziwiała, więc spoglądał na chór.
Zobaczył tam na organach niezwykłego człowieka, który
miał twarz czarną, na głowie rogi, ręce także czarne, a u pal
ców haczykowate pazury, czerwone porteczki i fraczek, z któ
rego wystawał duży ogon. Na kolanach rozłożył byczą skórę,
a spoglądając na ludzi, spisywał grzeszników.
Pastuch słyszał nieraz opowieści o dyable, więc domyślił
się, że to czart siedzi na organach i pisze. Gdy już całą skórę
zapisał, spoglądał zpodełba na pastucha, który pomyślał sobie:
„Mnie ty tam nie wpiszesz, bo nawet miejsca nie masz!“ Wtedy
dyabeł chwycił skórę kielcami a drugi koniec pazurami i za
czął ją naciągać. Ciągnął skórę rapciami tak silnie, że mu się
wysmykła z pyska, a dyabeł rznął tyłem łba o ścianę.
Widząc to pastuch parsknął śmiechem, aż się rozległo po
całym kościele. Dyabłu tylko tego było potrzeba, więc urado
wany wpisał chłopaka na kawałku naciągniętej skóry — bo
zgrzeszył.
Od tej chwili nie widział już dyabła - tak samo jak
wszyscy zgromadzeni ludzie w kościele. Niewinny pastuch pro
stotą swej duszy był miły Panu Jezusowi, a gdy zgrzeszył za
rozumiałością i śmiechem w przybytku bożym, dostał się pod
— 216 —
wpływ czarta. Z tego widzimy, że nie każdy człowiek jest
święty, co chodzi do kościoła.
Lud wyobraża sobie, że przyroda nie jest martwą, ale
pełną życia i ruchu. Mnóstwo jest wszędzie niewidzialnych istot.
Jedne przebywają na drogach, miedzach, polach, łąkach, pa
stwiskach i lasach, drugie na roślinach, inne w wodach lub
przy wodach, a inne znowu w górach, paryach, budynkach.
Wywierają one ogromny wpływ na dolę lub niedolę lu
dzi. Jedne duchy są dobre, opiekuńcze, a drugie złe, które wy
rządzają ludziom różne psoty, albo czyhają na ich zgubę.
W pewnych porach dnia i nocy władają duchy na ziemi.
Oprócz swej skłonności do wspierania ludzi lub do wyrządzania
im psot, zabawiają się także duchy. Tańczą i śpiewają — a na
wet walczą ze sobą.
Za sprawą tych duchów, jedne dni są pogodne, rozkoszne,
a inne ponure, burzliwe. Grzmoty, pioruny i grady sprawiają
duchy, dlatego w czasie burzy lud chce je odstraszyć wyrzuce
niem łopaty i ożoga na podwórze, albo zaświeconą gromnicą.
Miły powiew wiatru, szelest liści, woń ziół i kwiatów, od
bywa się za sprawą duchów, którym Pan Jezus dał moc dzia
łania w przyrodzie. One spełniają wolę Pana Jezusa i utrzy
mują ład na świecie. Nawet złe duchy są potrzebne, bo one
są dla ludzi tym kułakiem w bok, co sprawia, że ludzie nie
gnuśnieją, bo muszą walczyć z przeciwnościami.
Do złych duchów zalicza lud oprócz dyabła, także
śmierć, która kosi niemiłosiernie i małych i wielkich, starych
i młodych, panów i nędzarzy — nikt nie ujdzie przed jej kosą.
Zmora i strzyga, wysysa w nocy krew ze śpiących ludzi.
Gnieci uch dręczy człowieka we śnie siadając mu na
piersiach, że oddychać nie noże.
Topielec czyli toplec ciągnie ludzi do wody.
Wodnice swą pięknością i śpiewem wabią młodzieńców
do topieli.
Boginki porywają dzieci jeszcze nie chrzczone, a podrzu
cają swoje złe, brzydkie i niedołężne.
Wiedźmy, południce, nocnice są ludziom nieprzychylne.
Złe duchy lud nazywa po polsku strachami, zaś nasza
inteligencya z obca demonami.
Przy umierającym człowieku ma być zawsze anioł i czart.
Gdy dusza wyjdzie z ciała, wtedy anioł i czart prowadzą ją na
— 217 —
sąd. Pan Jezus siedzi na tronie, a przed nim stoi waga. Na je
dną szalkę kładzie anioł dobre uczynki umarłego człowieka, na
drugą czart sypie jego grzechy. Gdy przeważą dobre uczynki,
to anioł prowadzi duszę do nieba, gdy zaś grzechy przeważą,
wtedy ją dyabeł zabiera do piekła.
Piekło wyobraża sobie lud jako miejsce w głębi ziemi,
gdzie dyabli męczą potępieńców w rozmaity sposób, gdzie jest
wieczny płacz i zgrzytanie zębów. Jednych potępieńców pieką
dyabli w ogniu, innych gotują w smole i poją wrzącą smołą.
Największych zbrodniarzy po gotowaniu i pieczeniu rzucają
jeszcze na łoże Madejowe, gdzie zamiast pościeli są ostre szy
dła, brzytwy i noże, biją ich tam żelaznymi cepami.
Lud wierzy także, że przy każdym człowieku stoi z jednej
strony anioł stróż, a z drugiej strony dyabeł. Jeżeli wstając
rano człowiek pozdrowi Pana Jezusa i podziękuje za zdrowie
Matce Boskiej, to tego dnia będzie się nim opiekował anioł;
w przeciwnym razie ma czart nad nim moc przez cały dzień.
Gdy przez całe życie człowiek był więcej pod wpływem anioła
niż czarta, to będzie zbawiony.
Dyabeł lubi przebywać w domach niepoświęconych,
w starych murach, ruinach, pustkach, parowach i zaroślach,
w dolinach ponad wodami, najczęściej blizko kałuży, przy dro
gach, pod mostami, w młynach, nawet na drogach krzyżowych,
koło figury czyli Bożej męki, a w zaduszki na smętarzach.
Co dyabeł robi? Lud opowiada, że mami on podró
żnych, błąka ich po różnych drogach, polach i zaroślach, śmieje
się potem z nich dzikim głosem i wyszydza; wprowadza w błoto
i kałuże, a często topi. Czasem powikła uprząż na komach,
potarga postronki, złamie oś lub dyszel zmuszając podróżnego
do straty czasu i pieniędzy, do złości i przekleństw. Dlatego
każdy chłop polski robi biczyskiem znak krzyża przed końmi,
nim wyjedzie z domu.
.
W Gorlickim powiecie, we wsi Klęczanach, między lasem
a przysiółkiem Wilczakiem — jest głęboka parya — zwana
Piekliskiem. Tę nazwę zawdzięcza dyabłu, który tam przed laty
miał przebywać. Wtedy obok Piekliska był gościniec idący
z Biecza do Gorlic, który na początku zeszłego wieku przeło
żono na równia Klęczan i Libuszy.
Niejeden zapyta, dlaczego linię gościńca odsunięto prawie
ćwierć mili od Piekliska? Oto dyabeł miał być tego przyczyną,
— 218
który podróżnych niepokoił, a nawet szkody wyrządzał. Przy
bierał on różne postacie, jak: psa, kota, jastrzębia a najczęściej
człowieka Niemca, ubranego kuso w obcisłe pludry i fraczek
czerwony, ale z rożkami, ogonem i pazurami.
Gdy nadszedł podróżny, to go dyabeł tak omamił, że ten
poszedł do Piekliska, albo do rzeki Ropy — zamiast równą
drogą. Wtedy ucieszony czart okropnie zachichotał: hi! hi! hi!
ha! ha! ha! a podróżnemu stawały włosy na głowie ze strachu:
słyszał i widział czerwonego dyabła. Wozy on zatrzymywał
albo wywracał przed Piekliskiem, a gdy podróżny zaklął, wtedy
dyabeł ciesząc się chichotał straszliwym głosem.
Pieklisko stało się głośnem, a ludzie bali się tego miejsca
— osobliwie w nocy. Mieszkańcy Wilczaka zastanawiali się nad
sposobem, jakby dyabła wypędzić z paryi. Uradzili zebrać świę
coną wodę z siedmiu kościołów i pokropić nią Pieklisko, co też
uskutecznili.
Wtedy wyskoczył dyabeł jak oparzony, stanął na drugim
brzegu, a grożąc pazurami, krzyknął: „A niegodziwcy! popa
miętacie wy, żeście mnie skrzywdzili wypędzając z mojego mie
szkania!“ i zniknął.
Wnet potem powstała straszliwa burza. Wicher okropny
wył zrywając kalenice z chałup, a las jęczał ponuro i żałośnie.
Wiele drzew padło złamanych lub wyrwanych z korzeniami.
Deszcz lał jak z cebra prawie przez trzy dni. Wezbrały wszyst
kie strugi i potoki, a rzeka Ropa wystąpiła z brzegów i zalała
równie. Z hukiem i szumem płynęła woda, niosąc dużo drzewa,
a nawet zburzone chałupy. Z straszliwym pędem uderzała
powódź o brzeg przy Pieklisku — podmywając go. Trzeciego
dnia zsunął się brzeg wraz z gościńcem w nurty wody i popły
nął w świat.
Tak zemścił się dyabeł za wypędzenie go z Piekliska,
gdzie się już więcej nie pokazał.
Ówczesny rząd austryacki nie odbudował gościńca przy
Pieklisku, ale przesunął go dalej nawet większym kosztem,
bo musiał zbudować dwa mosty na rzece Ropie — jeden
w Klęczanach a drugi w Strzeszynie.
Dyabeł straszył dawniej ludzi a nawet i teraz
straszy po lasach, drogach, polach i łąkach, w wielkich budyn
kach i chatach. Wolno mu także wchodzić do wnętrza ludzi
— 219
i z nimi wydziwiać. Takich ludzi nazywają opętanymi. Namawia
czyli kusi do złego uczynku, bo czycha na duszę człowieka.
Zjawia się szczególnie o północy, ma także władzę poka
zywać się w południe i zaraz po zachodzie słońca. Widywali
go w nocy także pastuchy przy paszeniu koni i wołów. On ich
kusił i mamił.
Michał Wątor z Mogilan tak opowiada: Jak byłem chłopcem,
służyłem we dworze do koni i musiałem paść je w nocy. Mia
łem na pastwisku budę i w niej sypiałem, a co chwila wyglą
dałem na konie.
Baz wstałem, obejrzałem konie i znowu spać idę. Patrzę
a tu gęś lata nad budą. Ja mówię: „Idź dyable precz!“ Zaczą
łem się żegnać i położyłem się. Ale wtem przyleciało coś
do budy, przewróciło ją tak, że mnie słoma zasypała i zaczęło
się śmiać.
Kiedym wylazł z pod słomy, już nic nie było. (Udziela).
Włościanka Jaworska z Chorowic opowiada następujące
zdarzenie: Poszłam raz do lasu na grzyby. Nazbierałam roz
maitych poślednich i wracam do chałupy. Trapiłam się, że nie
ma grzybów prawdziwych, bo takich niktby w mieście nie kupił,
jakich nazbierałam.
Nagle ujrzałam dwa prawdziwe wielkie grzyby. Jeden był
piękny i młody. Ten jeden był wart więcej, niż te wszystkie,
com uzbierała. Wysypałam zaraz tamte na ziemię, a piękny
wzięłam do płachty. Zdziwiło mnie ino, że taki był ciężki,
żem go ledwie dźwignęła.
Wyszłam z lasu, a droga wypadała mi przez Stawiska.
Jak tylko stąpiłam na ten grunt, słyszę z lasu jakiś chrapliwy
głos:
Kajześ ty Iwon ?
A oto na plecach odzywa się ten wielki grzyb: „Starej
babie na plecach ogonem kiwom!“
Przelękłam się okropnie, jak rżnę o ziemię płachtę z grzy
bem, a tu z płachty wyleciał dyabeł, a drugi przyleciał ku niemu
z lasu i zaczęli oba tańczyć i śpiewać:
Jedna portka czerwona,
Druga portka zielona,
Kapelusik na głowie,
Tańcujmy se szwagrowie.
— 220
Potem zapadli się na stawiskach ino jęknęło. (Udziela).
Dyabeł źrebcem.
Pabijanowa z Wrząsowic tak opowiada: Raz paśli niebo
szczyk Ptasek konie w Potockach, kiedy byli jeszcze parobkiem
a tu około północy lecą konie kęsik. Oni zerwali się, a tu źre
biec jakby z pod drużby, tak był ubrany. Miał na sobie dużo
dzwonków, a wstążek co niemiara.
Oni też jak każdy parobek myślą se, żeby go złapać
i poobrzynać te dzwonki. Wołają: „Cieśi cieś!“ a tu źrebiec
do nich przyleciał. Oni wyjęli nóż z za opaska i urzynając
dzwonki, zdejmują uzdę, siodło, targają wstążki, a potem nuże
po źrebcu.
Źrebiec uciekł i chi! chi! chi! śmieje się.
Ale co ta to, mieli tyle dzwonków i takie siodło piękne,
a ich konie się pasły. Legli se i usnęli, a tu ktoś spinacką
(pęta na konie) buch! buch! uczciwszy uszy po goliźnie bije.
Oni się obudzili, a to był ich ojciec, który nań krzyknie:
„Coś ty psie mięso zrobił? Czegożeś ty górnicę poobrzynał?
A gdzie ty masz portki?“
A tu widzicie uczciwszy uszy bez portek byli, a portki
porżnęli na drobne kawałki.
Tak widzicie, ten źrebiec to był dyabeł i tak ich omamił,
że zamiast dzwonków poobrzynali kutasy od górnice i zdjęli
nie uzdę, ino portki.
Śmiali się też to ludzie potem, śmiali! (Udziela).
Lud wierzy, że dyabła można przywołać i zjednać
sobie do posług - ma się rozumieć za cenę duszy, a to
tym sposobem : Trzeba nosić pod pachą jaje od czarnej, piejącej kury przez 9 dni i nocy — a nic nie mówić przez ten
czas, to wylęgnie się dyabeł i będzie spełniał rozkazy swego
wychowawcy. Ale nim to nastąpi, to dyabeł chce się zabezpie
czyć, bo me wierzy człowiekowi na słowo. Dlatego spisuje
układ czyli cyrograf. Cyrograf podpisuje człowiek krwią własną
wypuszczoną ze średniego palca z pod paznogcia. Lucyper,
dowódzca dyabłów chowa ten cyrograf w piekle.
Ludzie, którzy z dyabłami obcują, zowią się czarnoksiężni
kami, czarownikami, czarownicami.
Czarnoksiężnikami bywają uczeni panowie, zaś czarowni
kami najczęściej młynarze, owczarze, cieśle, pasieczniki i strzelcy,
— 221 —
a nawet muzykanci. Czarownicami są zwykle stare, mądre
kobiety.
To też mówią, że tam młynarz osadził dyabła pod upu
stem, tam cieśla pod mostem lub w jakim budynku, tam pasie
cznik pod swą pasieką, tam skąpiec przy kamieniu na schowa
nych pieniądzach.
Ludzie, którzy zaprzedali się czartowi dla osiągnięcia
majątku i przyjemności doczesnych, miewają na nowiu księżyca
biesiady i hulanki na Łysej górze. O północy po natarciu się
maścią czartowską i zaklęciu:
„Płot nie płot — wieś nie wieś
Biesie nieś!“
jadą na ożogach na Łysą górę. Tam przy muzyce jedzą, pija
i tańczą z dyabłami. Dostają także inkluza do ściągania obcych
pieniędzy.
Czarowniki i czarownice ślubują także czartowi szkodzić
ludziom. To też przy pomocy czarta zabierają mleko od krów
innych ludzi, tak, że właściciele mało mają mleka albo ich
krowy doją się krwawo. Sprowadzają nieurodzaj, grady i cho
roby na ludzi i bydło — a nawet i śmierć.
Czarownicę poznać można podczas rezurekcyi, bo nie
obejdzie z procesyą trzy razy około kościoła.
Nazwa czarnoksiężników, czarowników, czarownic —
nastała prawdopodobnie po zaprowadzeniu chrześcijaństwa
w Polsce.
Chrześcijanie nazywali rodaków pogan czarnoksiężnikami,
czarownikami, czarownicami — jako czcicieli Czarnoboga czyli
czarta.
Kapłanów pogańskich nazywano czarnoksiężnikami, bo oni
umieli czytać w księgach, w których miały być zaklęcia do przy
wołania czarta.
Jako środek ochronny przeciwko czartowi,
uznaje lud polski znak krzyża św., wodę święconą, a nawet
splunięcie.
Dyabła można chwycić na łycok, to jest na po
wróz ukręcony z łyku lipowego. Dyabeł uchwycony na łycok
staje się niewolnikiem, a wtedy można go użyć do pracy.
Ta wiara w moc łycoka jest zabytkiem z czasów pogań
skich. Lipa wydająca kwiat wonny, miodonośny, była poświę-
— 222
eona Światowidowi, bóstwu światła. Dlatego łyko z tak świę
tego drzewa złych duchów ubezwładnia.
W pewnej wsi obrał sobie dyabeł siedlisko w młynicy,
gdzie o północy wyprawiał straszne harce. Młynica była pod
jednym dachem z domem mieszkalnym i tylko ściana oddzielała
ją od pomieszkania, dlatego wszystko tam słyszano. Każda noc
była straszną dla rodziny młynarza. Modlono się, kropiono
wodą święconą, ale dyabeł nie ustępował.
Jednego razu przyszła do tego młyna żebraczka, staruszka
i prosiła o nocleg. Na to jej odpowiedział młynarz, że chętnie
by ją przyjął, ale nie będzie miała spokoju, nie wyśpi się,
bo tu straszy w nocy.
Na to odpowiedziała staruszka: „Nie turbujcie się, czy
ja będę spała, czy nie, tylko mnie przenocujcie“.
Młynarz rzecze: „Kiedy chciecie koniecznie, to nocujcie.
Miejsca jest u nas dosyć“.
Pościelono jej słomy w izbie na ziemi, a wszyscy domo
wnicy także spać poszli. Gdy wybiła dwunasta godzina w nocy,
jak zaczęło coś trzaskać, churgotać w młynicy, /e wszyscy
pobudzili się w izbie.
Wtedy staruszka pyta młynarza, czy ma łycok lipowy.
Gdy odpowiedział że ma, więc kazała go sobie podać mówiąc:
„To pewnie dyabeł takie harce wyprawia. Już ja go nauczę
porządku“.
Poszła z łycokiem do młynicy, zarzuciła go na dyabła
jak stryczek na psa i przyprowadziła do izby. Kazała młyna
rzowi wbić hak do powały w chlewie, związała przez pół dya
bła łycokiem i powiesiła go na haku.
Dyabeł okropnie nie lubi świń, bo go kąsały, kwiczały
i smrodziły mu pod kusę, ale z łycoka nie mógł się uwolnić.
Wisiał tam kilka dni, boruczał okropnie, ale zato w młynicy
nie było stracha.
Jednego dnia przechodził koło chlewa pewien chłop, który
słysząc straszliwy boruk, zaglądnął przez ciekawość do chlewa
i zobaczył wiszącego dyabła na łycoku.
Gdy go dyabeł spostrzegł, zaczął go prosić, aby go uwol
nił z łycoka, to go uczyni sławnym doktorem i będzie miał
wiele pieniędzy.
Chłop złakomił się na pieniądze i spuścił dyabła, który
podziękował wybawcy i tak mu powiedział: „Ja będę właził
— 223 w ludzi, a ty będziesz mnie wyganiał z opętanych, za co dosta
niesz zapłatę. Ale pamiętaj, że tylko z trzech osób wolno ci mnie
wygonić. Gdybyś mnie chciał wypędzić z czwartej osoby,
to urwałbym ci zaraz głowę“. 1 nauczył go, jakie słowa
ma wymawiać przy wypędzaniu.
Dyabeł opętał zaraz młynarza, zdziwiał z nim strasznie,
łamał jego kościami, a młynarz przewracał się, krzyczał i jęczał.
Gruchnęła zaraz we wsi ta nowina, że młynarza dyabeł
opętał, więc radzono, co kto mógł; zażegnywano, kropiono
wodą święconą, ale to nic nie pomagało, bo czart jeszcze bar
dziej zdziwiał.
Wtedy zgłosił się ów chłop, że on czarta wypędzi. Żona
młynarza i dzieci obiecały mu dużo pieniędzy, byle tylko ich
ojca oswobodził.
Gdy chłop coś poszeptał nad młynarzem, wyskoczył
z niego dyabeł, jako człowiek w czerwonych porteczkach,
we fraczku jak Niemiec i wrzaśnie na młynarza: „A niego
dziwcze! pozbyłeś się mnie podstępem z młynicy, a jeszcześ
mię powiesił w śmierdzącym chlewie. Szczęście twoje, że cię
ten człowiek co i mnie oswobodził“. I zniknął.
Młynarz wynagrodził chłopa hojnie i cieszył się z rodziną,
że przecie będą mieli spokój, bo się dyabła pozbyli. Ale nie
stety — kogo się raz dyabeł czepi, to się go już trzyma.
Po dwu dniach opętał młynarkę. Znowu przywołano owe
go chłopa, aby ją oswobodził od złego ducha, co też uczynił
za dobrą zapłatą. Po upływie dnia, opętał znowu dyabeł młynar
czyka. Posłano prędko po owego chłopa.
Gdy przyszedł, pomyrczał1) trochę coś nad młynarczykiem
i zaraz czart go opuścił. Jeszcze chłop nie doszedł do domu,
a tu już biegnie za nim posłaniec, aby wrócił, bo dyabeł opętał
znowu ową babkę, która go przedtem chwyciła na łycok.
Chłop odpowiedział, że nie pójdzie czwarty raz dyabła
wypędzać, bo urwałby mu głowę. Nadbiegł i młynarz, więc jak
zaczął go błagać i prosić, żeby miał litość, jeżeli chce, żeby
Poniezus nad nim się litował.
Chłopu zrobiło się miękko na sercu, więc poszedł z mły
narzem do opętanej babki. Kazał zwołać z całej wsi dzieci
z piszczałkami i terkotkami. Ustawił je przy młynicy i kazał im
’) Ludowe wyrażenie.
— 224 —
piszczeć, kwiczeć; przygotował sobie także łycok i poszeptał
coś nad staruszką.
Gdy wyskoczył z niej dyabeł, chwycił go chłop na łycok.
Trzęsąc się ze złości czarcisko, wrzasło na chłopa: „A ty głup
cze ! toś zapomniał — com ci powiedział, że ci urwę głowę,
gdybyś mnie wypędził z czwartej osoby“.
Na to chłop: „Nie krzycz-no tak niegodziwy niewdzięczni
ku! Wara ci od mojej głowy! Jesteś na łycoku w mej mocy,
więc cię znowu w chlewie powieszę, abyś tam miał przyjemność
między świniami i rozmyślał nad swoją groźbą, że to jest po
dłością odpłacać złem za dobre, śmiercią za wybawienie. Sły
szysz, jak świnie kwiczą? będziesz miał miłą muzykę!“
Nie kwiczały to świnie, ale zgromadzone dzieci piszczały
na kogutkach, piszczałkach, a dyabeł na wspomnienie chlewa
i świń — tak się przeląkł, że prosił chłopa, aby go tylko pu
ścił, to mu już głowy nie urwie i ucieknie na zawsze z tego nie
szczęsnego miejsca.
Gdy chłop puścił czarta z łycoka, to skoczył jak oparzony
i więcej się tam nie pokazał.
Bogaty młynarz dał za oswobodzenie grube pieniądze owe
mu wybawicielowi, który żył długo i dobrze mu się powodziło.
Dyabeł zaprzężony.
W jednej wsi uwziął się dyabeł na młynarza i psuł mu jaz.
Co chłop naprawił, tó mu zaraz dyabeł popsuł, więc nie mógł
mleć, bo miał mało wody.
Młynarz zgryziony przemyśliwał, jakby się pozbyć dyabła.
Wtem przyszła do niego stara baba, którą zwano czarownicą.
On do niej tak mówi: „Dałbym wam korzec mąki, gdybyście
co poradzili, żeby mi dyabeł nie psuł jazu“.
Baba na to : „A czemu nie, poradzę !“ Kazała młynarzowi
sprawić żelazny pług, brony, kolce, chomonty, postronki, uzdy,
lejce i bat, a wszystko nowe i żelazne.
Gdy wszystko młynarz sprawił, baba to przysposobiła
i zaklęła czarta, żeby wyszedł.
Dyabeł wylazł z pod jazu, a baba chwyciła go na łycok
1 zaprzęgła do pługa. Wjechała nim na poręby, gdzie było dużo
pniaków i orała nim do samego południa. W południe sama
poszła na obiad, a dyabła zostawiła w uprzęży, żeby stał
i czekał na nią.
— 225 —
Wtedy przechodził tamtędy chłop z lasu z gałązkami,
bo był ubogi i nie miał za co kupić drew, a palił tylko paty
kami, które uzbierał.
Dyabeł się ucieszył, gdy go zobaczył i mówi do niego:
„Żebyś ty się zaprzągnął i ciągnął za mnie, to niepotrzebowałbyś biedować i zbierać patyki, bo dałbym ci dużo pieniędzy“.
Na to chłop: „Dobrze, ja cię puszczę, siebie zaprzągnę,
ale żebyś słowa dotrzymał“.
Gdy chłop odpiął dyabła z uprzęży, a dyabeł go pięknie
zaprzęgnąt, poleciał na łąkę, gdzie grabały siano dziewki
i w kopy je składały. Tam położył się na sianie, wyprostował
sobie kości, bo go baba okropnie zerżnęła żelaznym batogiem.
Po obiedzie wróciła baba do pługa i zaczęła chłopem
orać. Chłopek biedny nie może ani ruszyć pługiem, więc jak
go baba zacznie okładać batem żelaznym. Tak chłop krzyczy
gwałtu! a ona mówi: „A czegoś do południa tak nie krzyczał
i dobrze ciągnął? A nie będziesz więcej jazu psuł ?“
A chłop mówi z płaczem: „Oj już też nie będę, ani się
raz w tern miejscu nie pokażę!“
A dyabeł tala się w sianie i śmieje się do rozpuku,
że za niego chłop dostał lanie i że się tak prosił.
Potem baba chłopa wyprzągła i poszła do młyna. Dyabeł
wstał ze siana i mówi do chłopa: „Chodź ze mną do lasu
po pieniądze 1“
Gdy zaszli do lasu, dał mu dyabeł wiele pieniędzy, jazu
już nie psuł, a młynarz dał babie korzec mąki.
Lud polski mówi, że dyabeł nie taki straszny jak go malują,
bo w naszych czasach osłabła moc jego.
Kolberg tak przedstawia zapatrywanie ludu na osłabienie
mocy czarta: „Lud twierdzi, że szatan w obecnym czasie mało
kiedy pojawia się i kusi na ziemi dlatego, bo dawnymi czasy
byli ludzie lepsi, nie ulegali pokusom, to też mógł Pan Bóg
na nich dopuszczać, wiedząc, że pokusom nie łatwo ulegną
i dlatego liczba złych duchów krążących po ziemi była większą
i ruchliwszą. Dzisiaj kiedy społeczeństwo nasze tak dalece się
zepsuło i choć niby zmądrzało - Pan Bóg, który nie na to rod
ludzki stworzył i odkupił, aby go miał zgubie, trzyma dyabła
na wodzy i w szczególniejszych tylko razach dokazywać
mu na ziemi pozwala - co wtedy nazywają dopust boży.
— 226
Zresztą gdzież to dyabeł ma dziś mieszkać ? — prawią —
skoro schroniska jego ścieśniła już i z dniem każdym ścieśnia
jeszcze nowożytna kultura. Czy na bagnach, trzęsawiskach i nie
użytkach, w których rezydować z taką dawniej lubował się
rozkoszą? Tych już obecnie prawie niema, do tego stopnia
osuszyli je ludzie, że bezpiecznego już dla dyabła nie dają one
zakątka. Czy w niedostępnych kniejach i pustych zamkach?
I jedne i drugie coraz szybciej z widowni naszej znikają. — Czy
w lasach i zaroślach? Wszystko niemal spekulacya i chciwość nasza
pochłonęła, a wytrzebiwszy obszary, pomierzyła je i obsiała“.
„Jeżeli gdzie, to chyba na rozstajnych drogach znajdzie
stary kusiciel jaki taki przytułek, i to tern bezpieczniejszy,
im bardziej będą one oddalone od przykrego dla jego ucha
świstu lokomotywy lubo takową mają niektórzy za jego
rodzoną siostrzycę) przykrzejszego już dziś zaprawdę, niż sam
odgłos dzwonów. Lecz i stamtąd, z rozstajów, skwaszóny
wychyla on się na świat nader rzadko i to tylko ukradkiem,
by tu i ówdzie pokręcić się w wirującym piasku na ścieżce lub
obok niej, wywracać koziołki na pastwiskach, wpakować podró
żnego w błoto lub piaski, pohulać czasem z pijanymi chłopami
we wsi lub na gościńcu i niewiastom rozliczne nocne płatać
figle. Ale i tu świadomy, widać wyższej jakiejś w krętactwie
potęgi ludzkiej, nie zwykł on długo zagrzać miejsca. By go odegnać stamtąd, gdzie chce popasać, wystarcza splunąć tylko
za nim trzykroć, a drapnie on natychmiast, nie czekając nawet
znaku krzyża św. lub przeżegnania“.
Lud mówi, że dyabeł gzi się, gdy w pogodny dzień silny
wiatr wieje, a kurzem na drodze kręci. Kiedy odprawia wesele,
to wtedy straszny wicher wyrywa drzewa z korzeniami. Okropna
jest także burza, gdy żywcem potępieńca niosą dyabli do piekła.
Najlepiej bawi się dyabeł w zapusty, bo kusi ludzi i cieszy się,
gdy oni piją i tańczą.
Lud polski chociaż uważa dyabła za srogiego i zapalczy
wego wroga rodzaju ludzkiego; ale pomimo tego przyznaje
mu także inne właściwości, a nawet zalety.
W baśniach okazuje sję raz jako mędrzec, to znowu jako
oszukany głupiec, raz wesoły, to znowu smutny i ponury,
tu jako srogi prześladowca, tam jako złośliwy psotnik, to znowu
jako frant, który natrafił na lepszego franta od siebie chłopa
albo kobietę przebiegłą, a nawet zjawia się jako dobroczyńca.
— 227 —
Na dowód tego twierdzenia przytaczam baśń:
Pewien chłop żył w wielkiej nędzy, bo jego żona ciągle
chorowała, a on nie mógł sobie dać rady z pańszczyzną, ani
obrobić swe pole. Szedł na pańszczyznę głodny, a wracał wysi
lony pracą i przymorzony głodem, że ledwie nogami zaplatał.
Wracając raz do domu przez las, narzekał na swą nędzę
i płakał mówiąc: „Mój Boże! na coś mnie stworzył chłopem.
Gbybym był szlachcicem — panem, tobym tylko jadł, pił i fajkę
palił; mieszkałbym w pięknym dworze, -a nie jak teraz —
z krową i świnią w nędznej, dymnej izbinie. O gdyby się też
Poniezus ulitował i uwolnił mnie od pańszczyzny, żebym mógł
dla siebie pracować — a nie cierpiałbym takiej nędzy.
O jakżem nieszczęśliwy — a znikąd nie mam pomocy.
Gdyby się dyabeł zlitował nademną i dał mi żyć po pańsku,
to niechby potem urwał mi głowę i zabrał sobie duszę moją“.
Zaledwie to wypowiedział, aż tu nagle stanął przed nim
kusy Niemczyk w czerwonym fraczku, porteczkach i rzecze:
„Wzywasz mojej litości, abym ci dał sposób do życia pańskiego
w zamian za duszę. Przychodzę spełnić twoje życzenie. Zrobię
cię panem, dam ci dwór, dobra, pola i lasy na lat dziesięć.
Przez ten czas będziesz żył jak szlachcic po pańsku i używał
świata — a potem, mniejsza o to, że pójdziesz do piekła,
bo tam będziesz w dobrem towarzystwie, między samymi szla
chcicami. Nie umiesz biedaku podpisać cyrografu, więc natnij
tym nożykiem mieźny palec, puść kroplę krwi na cyrograf,
to będzie twój podpis, a umowa między nami zawarta“.
Gdy nieszczęśliwy chłop puścił kroplę krwi na cyrograf,
dyabeł go pochwycił i zaniósł do pięknego dworu; przyniósł
tam także jego żonę i dzieci.
Chłop żył teraz po pańsku, miał wszelkie dostatki i przy
jemności. On jadł tylko, pił i fajkę palił, bo chłopi na niego
za darmo pracowali. Jednak i teraz nie był szczęśliwy, bo myśl
o piekle zatruwała mu życie. Ciągle myślał, jakby się uwolnić
z mocy szatana. Przytem modlił się do Pana Jezusa, żeby rato
wał jego duszę.
Gdy 10 lat minęło, przyleciał dyabeł do chłopa po duszę
i rzecze: „Już czas, masz mi oddać swą głowę!“
Na to chłop odpowiada: Kochany panie dyable, zapomi
nasz o tern, że co chłop przyobiecał, to pana nie obowiązuje.
Ja jestem dziś szlachcicem, a nie chłopem. Zresztą z tobą sprze-
— 228 —
czać się nie myślę i dotrzymam słowa, do czego się zobowią
załem jako chłop. Obiecałem ci dać głowę, więc ją zaraz przy
niosę. „Poszedł do kuchni i przyniósł głowę wołu, mówiąc:
„Oto jest głowa!“
Zdziwiony dyabeł krzyknął: „Ja przyszedłem po twoją
głowę, a nie po głowę byka!“
Na to chłop: „Kiedy ja mam łeb, a byk ma głowę,
a ja ci głowę przyrzekłem“.
Dyabeł znowu krzyczy: „To nie prawda, ty masz głowę,
a byk łeb!“
Na to chłop: „K;edy mi nie wierzysz, to chodźmy między
ludzi, a przekonasz się, że mówię prawdę „I zaprowadził dyabła do rzeźnika i kazał mu kupować łeb byka.
Gdy dyabeł zapytał, ile kosztuje ten łeb, wtedy rzeźnik
zwymyślał go, że on łba nie sprzedaje tylko głowę.
Wtedy chłop rzecze : „A przekonałeś się, że byk ma głowę!“
Idzie dalej z dyabłem, aż przyszli do karczmy. Tu żyd
nalewał wódkę chłopom, którzy spluwając pili, zataczali się,
śpiewali a potem bić się zaczęli. W bitce jedni drugich zachęcali:
„Bierz go za łeb! Bij go w łeb!
Na co chłop się odzywa: „A widzisz kochany dyable,
że oni mają łby a nie głowy, więc i ja mam łeb a nie głowę.
Weźże sobie głowę byka, którą ci przyrzekłem“.
Zawstydzony dyabeł uciekł i więcej się nie pokazał chłopu
szlachcicowi, który żył dalej po pańsku, jadł, pił i fajkę palił.
Z opowieści ludowych widzimy, że nietylko chłopi, ale
i kobiety często przewyższają dyabła przebiegłością, co także
usprawiedliwia przysłowie: „Nie taki dyabeł straszny, jak
go malują“.
Jak dyabeł siał społem z babą. Za czasów pań
szczyźnianych żyła baba wdowa, która nie mogła dać sobie rady
z obrobieniem własnego pola, a nikt nie chciał siać z nią spo
łem. Tern rozżalona krzyknęła: „Ażeby mi się dyabeł trafił,
siałabym z nim społem!“
W tej chwili stanął przed nią dyabeł w pończoszkach,
w krótkich obcisłych porteczkach i fraczku. Tylko rożki mu ster
czały z pod kapelusza, a z tyłu zakręcony ogon i mówi:
„Jestem, będziesz siać ze mną społem?“
— 229 —
Baba odpowiada: „A będę“.
Dyabeł zorał, zasiał pszenicę i zawlókł, a potem pyta:
„Jak zbierać będziemy?
Baba odpowiada: „Ja wezmę wierzch, a ty spód“.
„Zgoda“ odrzekł dyabeł, „czekajmy, aż dojrzeje“.
Na drugi rok, pszenica ślicznie się zrodziła, aż miło było
popatrzeć na wielkie kłosy’ zwisłe. Gdy dojrzała, baba zżęła
pszenicę, a czartowi zostawiła ściernie.
Dyablisko wydarło ściernie i trochę ugotowało, ale jedze
nie było paskudne, dobrze, że sobie kielców nie wyłamało.
Baba omłóciła trochę tej pszenicy, zmełła na żarnach,
ugotowała klusek na mleku i ugościła nimi dyabła. Bardzo
mu smakowało to jedzenie, wtedy rzecze do baby: Tyś mnie
oszukała, boś wzięła dobry wierzch. Na drugi rok będziemy
siać społem, to ja wezmę wierzch, a ty spód“.
Na drugi rok posiali rzepy. Gdy nadszedł czas zbioru,
dyabeł zdarł nać, a babie została rzepa. Ugotował nać i pró
buje, a tu paskudztwo — aż mu pyszczysko wykrzywiło. Wtedy
się przekonał, że z babą nie da sobie rady, więc uciekł zawsty
dzony.
„Gdzie dyabeł nie może poradzić, tam babę pośle“.
W pewnej wsi żyło stadło małżeńskie bardzo przykładnie
i szczęśliwie. To się dyabłu nie podobało, więc je chciał skusić,
żeby się swarzyli i bili, dlatego siedział tam pod piecem
to na poleni przez 7 lat. Gdy nie mógł nic wskórać, posta
nowił wynieść się z tej wsi.
W drodze spotkała go baba i pyta: „Czegożeś taki czarny?“
A dyabeł tak odpowiedział: „Czarnym, bo siedziałem 7 lat
na poleni, chcąc jedno stadło skusić, a nie mogę“.
Na to baba rzecze: „A co mi dasz, to jeszcze tej nocy
bić się będą“. Baba nie miała butów, więc rzekł dyabeł: „Kupię
ci buty“. „Dobrze, a gdzie ta chałupa“ pyta baba.
Dyabeł poszedł z nią i pokazał; sam wlazł za piec przy
patrywać się, co się będzie działo.
Baba wchodząc do chałupy, mówi do gospodyni: „Niech
będzie pochwalony Jezus Chrystus!“ Ta odpowiada: „Na wieki
wieków, amen“. „Jak widzę, że się tu dobrze macie gosposiu,
kochacie się ze swoim, ale jabym wam poradziła, tobyście się
jeszcze lepiej z mężem kochali“.
Lud. Rocznik XII.
16
-- żśó
„Ej, cóż takiego?“ zapytuje ciekawie gosposia. „A czemże
Się wasz opasuje? A paskiem rzemiennym. Na to baba: Żebyście mu ten pasek przerżnęli tasakiem, tobyście dopiero byli
szczęśliwi, ale w nocy, gdy będzie spał wasz, wtedy mu prze
rżnąć trzeba“.
Gosposia ucieszyła się bardzo tą radą, i zaraz włożyła
tasak za głowy do łóżka, a babę obdarzyła hojnie.
1 a poszła na pole, gdzie chłop kosił koniczynę i rzecze:
„Daj Boże szczęście!“ On odpowiada! „Daj Panie Boże!“ Baba
zaczęła z nim rozmawiać o tern i owem, a potem tak mówi:
„Mój gospodarzu, wy tak bardzo kochacie waszą, ale tej nocy
zginiecie z jej ręki“.
„Co wy gadacie!“ wykrzyknie zdziwiony chłop. „A tak,
tak! jeno nie mówcie, że wiecie. Idźcie spać, ale nie spijcie,
jeno udajcie, że spicie, a zobaczycie jak wasza dobędzie tasak
z pod głów, aby wam gardło poderżnąć.
Baba przekonała go tak wymownie, że jej uwierzył i tak
zrobił, jak mu radziła.
Gosposia chciała w nocy przerżnąć tasakiem pasek, ale jak
się chłop zerwie, jak zacznie bić żonę, a ona go tylko prosiła,
żeby jej nie bił. Prośby nie pomogły, bo chłop zbił ją okro
pnie i wypędził z domu na cztery wiatry.
Dyabeł wylazł wtedy z pod pieca, zaśmiał sfę i poszedł.
Na drugi dzień spostrzegł za rzeką babę, co stadło skusiła.
Zawstydził się, że ona mądrzejsza od niego i przeląkł się jej
myśląc: „Kiedy ona taka przebiegła, to i mnie by co złego
zrobiła“.
Baba go także spostrzegła i woła z drugiego brzegu rzeki:
„A gdzie buty?“
Dyabeł miał buty na pogotowiu, ale się bał zbliżyć
do baby, więc jej na żerdzi podał przez rzekę.
Nie dziwić się ludziom, że chętnie słuchają pochlebców,
bo nawet dyabłu podoba się pochlebstwo, co następująca baśń
okazuje:
W pewnej wsi żył chłop bardzo ubogi. Chociaż był pra
cowity, uczciwy i pobożny, nie mógł się Opędzić biedzie. Cho
dził często do kościoła i modlił się rzewnie. Pierwszy przycho
dził a ostatni wychodził ze świątyni Pańskiej. Modlił się przed
każdym ołtarzem, do każdego świętego, aby go ratowali w nędzy.
231
Ale miał ten zwyczaj, wchodząc do kościoła przez kruchtę,
maczał prawą rękę w kropielnicy w wodzie święconej i żegnał
się, a lewą ręką głaskał dyabła nad kropielnicą wykutego,
mówiąc: „Tyś ta walny,1) ja cię lubię!“ To samo czynił, gdy
z kościoła wychodził. Tak mu schodziły dnie, miesiące i lata.
Jednego razu zjawił się temu chłopu dyabeł żywy w postaci
Niemca i rzecze do niego: „Dziękuję ci za pamięć, że o mnie
nie zapominasz, ale witasz zawsze uprzejmie. Ja też chcę
ci okazać życzliwość i poratować w biedzie. Czy masz co pie
niędzy?“
Chłop odpowiedział, że ma przy sobie 20 groszy. A dya
beł tak mówi: „Idź do powroźnika i kup za te pieniądze powróz;
weź po drodze z domu łopatę i worek, a wracaj tu wnet
do mnie“.
Chłop pobiegł czemprędzej do powroźnika i kupił powróz;
wziął potem z domu łopatę i worek i goni pędem do dyabła.
Przyszedłszy na miejsce zastał czekającego czarta, który go zapro
wadził do lasu. Tam rzekł do niego: „Zrób na końcu tego
powroza kluczkę, wyleź na tę jodłę i przywiąż drugi koniec .
powroza do grubego konara, a kluczka niech wisi ku ziemi“.
Gdy to chłop wykonał i zlazł z drzewa, wtedy kazał
mu dyabeł ująć łopatę i kopać dół pod tą jodłą. Chłop krząta
się z łopatą, a gdy na sztych wybrał dołek, natrafił na kocioł
pełen gronów i dukatów.
Dyabeł mówi: „Bierz do wora te pieniądze, a będą twoje.
Naskładał je chciwiec i oszust z ludzkiej krzywdy, dlatego mam
do nich prawo i mogę ci je podarować“.
Chłop zabrał pieniądze do wora, ale nie mógł ich unieść,
więc mu dyabeł pomagał.
Na drugi dzień przybył do lasu właściciel pieniędzy,
chcąc się nacieszyć swym skarbem, poszedł ku swej kryjówce.
Zobaczył lam tylko odkopany pusty kocioł, co go tak wzru
szyło, że stanął jak martwy. Spoglądał raz na kocioł, drugi
raz na jodłę i spostrzegł powróz z kluczką. Poskoczył ku drzewu,
wylazł ku powrozowi, założył sobie kluczkę na szyję i puścił
się nagle na dół. Kluczka zasmykła się zaraz i udusił się chciwy
oszust.
Ó Walny znaczy dobry i dzielny.
— 232 —
Dyabeł chwycił jego duszę i zaniósł do piekła, a chłop
co dyabła głaskał żył sobie szczęśliwie.
Na obszarze dawnej Polski lud opowiada mnóstwo baśni
i przygód z dyabłami. Baśnie prawie wszędzie są co do głównej
treści jednakowe — tylko z małemi zmianami opowiadają
w różnych okolicach — o czem przekonałem się czytając zbiory
Kolberga, Udzieli, Knoppa, Gustawicza i innych.
Przygody z dyabłami każda okolica ma inne. P. Seweryn
Udziela zebrał w powiecie Podgórskim bardzo ciekawe przy
gody z dyabłami. Jego praca może służyć za wzór do zbie
rania podań w miejscowościach każdego powiatu nietylko
w Galicyi, ale na obszarze wszystkich ziem, gdzie polski lud
przebywa od wieków.
Z baśni ludowych mojego zbioru, jako też ze zbioru
innych autorów, przekonałem się, że lud polski wszędzie jedna
kowo wierzy — iż za grzechy kara nastąpić musi.
Dyabli, to niby żandarmi i policyanci, którzy prowadzą
zbrodniarzy przed sąd sprawiedliwości bożej — a potępieńców
zabierają do piekła.
Mówiąc o dyabłach nie mogę pominąć antychrysta. Nasz
lud zwykł każdy wyraz z obcego języka naginać do swego, więc
zamiast antychryst mówi: ancykrys. Wierzy on święcie, że ku
końcu świata zjawi się sam Lucyper, dowódzca dyabłów, prze
zwany antychrystem. Narodzi się gdzieś ze starej żydówki. Jego
oczekują żydzi, jako mesyasza, a gdy grzmi, to otwierają okna,
aby ten antychryst wleciał.
Będzie on wszędzie jeździł z rozpalonym, żelaznym piecem,
wożąc niby chleb i wodę, namawiając głodnych i spragnionych,
aby ten jego chleb jedli i jego wodę pili.
Kto da się skusić, to nietylko utraci prawo do zbawienia
duszy, ale także się oszuka, bo zamiast chleba, kamień ugryzie
a zamiast wody napije się smoły.
Żydzi wszyscy będą uznawać antychrysta za swego mesya
sza i pójdą za nim do piekła.
We Lwowie, dnia 28. listopada 1903.
Mikołaj Rybowski.
