8e40ddeea3a9f1c2e8aa36f9a3297868.pdf

Media

Part of Emilia Platerówna jako folklorystka / Lud, 1906, t. 12

extracted text
ii

Emilia Platerówna
jako folklorystka.
Emilia Platerówna, śpiewana w pieśniach poetów narodo­
wych i obcych, — przekazywana potomności w „Żywotach nie­
wiast sławnych“, stoi obecnie, a — jak się zdaje — także stała
przed oczyma swoich współczesnych tylko jako wyobrażenie
niewieściego, rzeczywistego heroizmu polskiego.
Dzieje walki o niepodległość w ziemiach litewskich, ile­
kroć wspominają o czynach bohaterki z pod Jezioros, Prystowian, Kowna i Szawel, albo o jej dziełach wojenno-organizatorskich, mówią wprawdzie, jak 25-letnia dziewica zebrała w Dussiatach, z pośród ludu, oddział wojowników poważny, bo 400
głów liczący, jak na czele tego mężnie acz nieszczęśliwie poty­
kała się z Rossyanami itd., lecz nie wyjaśniają zupełnie, gdzie się
począł tak przeważny wpływ Platerówny na umysł i serca wie­
śniaków, że w bój za nią pociągnęli.
Obecnie znalazło się źródło, fakt ten z przed lat 75 nie­
wątpliwie tłumaczące, a jest niem niewydany dotąd, nigdy nadto
nieprzeznaczony do druku pamiętniczek witebszczanina, M. Mar­
ksa, urodzonego około 1815 r. Rękopis to niewielki, składa
się z dwóch części: „Wspomnień dzieciństwa“ i ustępu, objęto­
ścią znacznie „Wspomnienia“ przechodzącego, p. t.: „Coś o gwa') Autor pisze w nich o „Legionistach“ w Witebsku i sławnym
niegdyś w jego stronach rodzinnych lekarzu i znachorze, Topolskim.

— 184 —
rze białoruskiej“.1) Z tej właśnie części wtórej podaje się
obecnie rozdział o „Emilii Platerównie“, zawierający z jednej
strony bardzo ciekawy, nieznany bliżej żadnemu z dawniejszych
biografów szczegół z życia bohaterskiego „Kapitana 25-go pułku
liniowego“ — z drugiej zaś niespodziewany zupełnie a pier­
wszorzędnej wagi przyczynek do historyi folklorystyki polskiej
na kresach z czasów około 1825 r.
Oto jego brzmienie:
„Matka moja była związana serdeczną przyjaźnią z panną
Emilią Plater, młodszą od niej najmniej o lat piętnaście. „Luba
Kasiu, droga Emilciu nie schodziły z ust ich w czasie rozmowy,
gdy ta i cieleśnie i duchowo i moralnie idealna piękność przy­
jeżdżała do Witebska i nawiedzała moją matkę a swoją starą
i wypróbowaną przyjaciółkę.
„Ostatni jej pobyt bardzo mi pamiętny. Miałem już lat
bodaj jedenaście. W mieście kwaterował wówczas jakiś pułk
konnej gwardyi — huzarski czy ułański, — dobrze nie pamię­
tam. Zamożna i hulaszcza młodzież wojskowa, zachwycona
wdziękami panny Plater, kręciła się koło niej szalenie, a ona,
znudzona trzpiotalską natarczywością i nie zawsze zgrabnemi
nadskakiwaniami tych, jak ich w oczy nazywała, amorków
północnych (les petits amours du nord), stroniła, o ile mogła,
od balów i resursy, wymawiając się zwykle niby jaką dolegli­
wością i uciekając się do mojej matki a swej lubej Kasi na
przyjacielskie uściski i pogadanki.
„Pierwsza ona
bodaj iż się nie mylę, —z zapałem,
właściwym czułym i szlachetnym sercom, oddała się duszą
ludowi białoruskiemu, badała jego biedę i współczuła
jej, starając się —według możności ulżyć ją; zbierała i śpie­
wała jego piosenki, płaciła hojnie za ich dostarczenie
i próbowała pióra w ich naśladowaniu. Na fortepianie
umiała najdobitniej oddać i skoczność i tęsknotę motywów lu­
dowych i nawet timbry sopranu-żulejki i basu-dudy.
i nu- ?P;ÓCZ rozdziału 0 ..Emilii Platerównie“ część ta zawiera:
1. Ubiór ludu, mieszczan i żydów, zabawy i tańce chłopów witebskich,
ich zepsucie 2. „Hutornik i hutorki“. 3. „Uczeni i pisarze zajmujący się
B'wQ!US» <4'c”,F°rma !.język pieśni bl'ałoruskich“. 5. Białoruszczyzna
w dnie . 6. Słowianofile rossyjscy w odniesieniu do języka białoruPiliepSaOSmuryje^o“WÓd bi^°rUSki- Opowiadanie ostatniego hurtownika

— 185 —
„Raz nawet uściskami i całusami zaprosiła matkę moją
tańczyć z nią lepietuchę1), a ta nie mogła odmówić kapry­
sowi samowolnej lecz miłej Emilci. Ojciec, ja i chłopak-skrzy­
pek śmieliśmy się do rozpuku, patrząc, jak się wartko zwijały
i podskakiwały tancerki.
— „Nu, panienka, nu, dziawucha ! Dy jeszczo i jakaja dziawucha, — załataja dziawucha“ ! -- mruczał grajek zachwycony.
— „Ale, droga Kasiu, czy wiesz, żem się nauczyła ha­
łasie ?“
„Hałasiać=opłakują (po rossyjsku: priczitiwajut lub
prigawariwajut) tylko dzieci na mogiłach swych rodziców,
żony nad swymi mężami, matki nad trupami dzieci lub przy
odprawie synów w „niekruty“ (rekruty). Śpiew to rzewny, tę­
skny, płaczliwy, wywołany bólem serdecznym, improwizowany
do okoliczności, zakrawający na wycie i niepodobny do naśla­
dowania. Dla tej jednak, co ukochała lud z całego serca, nic
nie było niepodobnem i dźwięcznym głosem zaczęła:
„Awoj, awoj, dziaciuk ty moj!
Nie na radość, nie na szczaście ty radziv sia“.

I wszystkie cierpienia, wszystkie tortury życia chłopka bia­
łoruskiego były tu szczegółowo wyliczone, dosadnie określone
i głęboko odczute.
„Ojciec mój słuchał stojąc, z założonemi po napoleońsku
rękami, a gdy skończyła, wstrząsnął głową i westchnął.
— „Emilciu, Aniołku! cóż to za piosenka! aż mi rze­
wno!“ — ściskając ją, zawołała matka.
„Grajek rękami łzy ocierał, a ja stałem jak osłupiały.
„Czy nie podsłuchał gdzie Mickiewicz takiego „awoj“, bo
jego „Lilie“ białoruskięj pochodzistości :
„Spadniczuczka szach, dy szach,
A paniuchnu biareć strach...“2)
’) Le p i e t u c h a, obok mi acie lichy, koczerbichy, paduszeczki i lawonichy, jeden z tańców ludu białoruskiego, polegający
na grackiem rzucaniu się w różne strony, dziarskiem tupaniem nogami,
klaskaniu w dłoni i wykrzykiwaniu kiedy niekiedy: hu ha'.
2) Autor mylnie tutaj odnosi styl t. z. „hałasianla“ do „Lilii“, za
typowy bowiem okaz naśladownictwa tego rodzaju poezyi ludowej u Mic­
kiewicza należałoby uważać tylko „Kurhanek Maryli , niesłusznie zaty­
tułowany przez poetę „romansem“. Nie trzeba się też dziwić, że dotąd
nie udało się odszukać źródła tego „śpiewu litewskiego“, bo — jak wy­
nika ze słów Marksa, — „narzekania“ na Biało-Rusi to
i m p r owizacye, zależne od miejsca i okoliczności.

186 —
„W parę lat potem p. Wolf, nauczyciel niemieckiego ję­
zyka w gimnazyum Witebskiem, były poprzednio guwerner
panny Emilii, wpadł do nas z zabójczą wiadomością, iż żyć
przestała. Płakał poczciwy Niemiec, — płakaliśmy wszyscy.
„W kilka dni w kościele św. Barbary za Dżwiną odpra­
wione było nabożeństwo żałobne. Msza odbyła sie jako tako,
lecz nie tak poszły egzekwie. Ks. Jasieński rozrzewnił się, aż
zatrzymywał się kilka razy, łkając z wszystkimi obecnymi“.
Tak więc zyskujemy jedno więcej nazwisko w poczcie tych,
co stworzyli nową gałąź w piśmiennictwie i kulturze polskiej,
noszącą tytuł: „Zajęcie się twórczością ludową w XIX wieku“.
Prawda, że pod względem lat Platerówna nie może być zali­
czona do najwcześniejszych pionierów na tern polu u nas, mimo
to jednak godnie, przynajmniej z tytułu usiłowań swoich i za­
miłowania, stanąć może obok współczesnych sobie, polskich
folklorystów białoruskich, jak: Ćwiecińskiego, Aleksandra
Zbrożka, Tadeusza Łady Zabłockiego. Romualda Zieńkiewicza
i Stanisława Markianowicza z jednej strony, z drugiej zaś obok
Jana Czeczota, Wincentego Marcinkiewicza, Konstantego Kalino­
wskiego i innych.
IŁ. Bruchnalski.

/

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.