2dd21493ee13a5803a554c67adee46bc.pdf
Media
Part of Opowiadania z pod Krakowa / Lud, 1905, t. 11 (Drobniejsze rozprawki i wiadomości)
- extracted text
-
312
DROBNIEJSZE ROZPRAWKI I WIADOMOŚCI
czał o pomoc, ale kiedy spostrzegł, źe go niedźwiedź mniej
silniej przyciska łapami, wyrwał się i uciekł. Od tego czasu
nie chodził już topielec do młyna; czasem tylko zapytał się
przez okno: »Młynara, jest tam ta kociara«?... Młynarka natu
ralnie odpowiadała, że jest, bo wiedziała, źe topielec boi się
niedźwiedzia, którego wziął za wielkiego kota i przez to bę
dzie miała w domu spokój1).
III.
Bardzo już dawno temu jakiś krawiec czeladzki (z Cze
ladzi) szedł drogą ku Będzinowi; ubrany był w długą kapotę
prawie aż do ziemi. Kiedy już był na granicy, to znaczy kiedy
mijał pola czeladzkie, a wchodził na będzińskie, ujrzał na tej
granicznej linii pięknego konia, osiodłanego i nakrytego zielonem suknem. Wielce uradowany zawołał: »Ach mój koniczku,
toż sobie też teraz na ciebie wsiędę, a ty mnie zawieziesz tam,
gdzie zechcę«. To mówiąc obciął koniowi połowę pięknego
sukna, bo mu się bardzo spodobało. Następnie wsiadł na konia
i popędził, lecz nie tam, gdzie chciał, ale gdzie go koń niósł
w szalonym pędzie, t, j. wprost w przeciwną stronę. Po jakimś
czasie wpadł koń na trzęsawiska i tam z siebie zrzucił krawca
do błota. Przytem zaczął rżeć i grzebać nogami jakby z rado
ści; następnie uciekł galopem. Krawiec, leżąc w błocie, słyszał
jeszcze gdzieś w dali jakby śmiech i klaskanie. Do rana bie
dny krawczyna przeleżał na owych moczarach, aż dopiero lu
dzie idący do pracy cudem prawie wydobyli go z niebezpie
cznego miejsca ledwie żywego. Gdy przyszedł do domu za
uważył, że kapotę miał dokoła obciętą i domyślił się, że ko
niem tym musiał być topielec, a on sam zamiast zielonego su
kna obciął sobie własną kapotę.
Nimfa Madlomna.
Opowiadania z pod Krakowa.
Miałam służącą z Czułowa, wioski dwie mile od Krakowa
odległej. Dziewczyna chętnie i wiele mówiła i opowiadała ró
żne powieści wiejskie. Niektóre z nich spisałam, jako bardzo
ciekawe i charakterystyczne i podaję je w przekonaniu, że za
interesują Czytelników »Ludu«.
O duchu ziemnym.
Pod ziemią, gdzie kopią wągle, opowiadali tatuś, ze tam
przemieskuje duch ziemny. Chodzi on tak ubrany, jak jaki pan,
*) Patrz A. Czerny: Istoty mityczne Serbów łużyckich. Wisła X.
259. — Sew. Udziela: Świat nadzmysłowy ludu krakowskiego, Wisła XII.
177. — Tegoż: Dyabeł i niedźwiedź, Lud IV. 80.
DROBNIEJSZE ROZPRAWKI I WIADOMOŚCI
313
co ich dogląda i oni go cęsto widują, nosi sikirke na cieniuśki
lasecce i kaj nią uderzy w kopalni, to to mijsce musi sie za
paś. Raz wszyscy wyśli z kopalnie, a jeden chłopak sie zaplą
tał; ten duch go pojon i zaprowadziuł go jaz na trzecią sichte,
i tam go trzymał bez 3 dni i chłopak miał tak ucynione, ze
nic nie wiedział kaj jest. Po trzech dniach go puściuł, ale cóz,
kiej mu tak powiedział, ze nie wolno mu juz być na sichcie,
bo jego śmierć. Chłopak nie usłuchał, posed i robiuł; ale cóz, na
trzeci dzień duch tak ucyniuł, ze wielgi kamień spad i zabiuł go
na miejscu.
O boginkach.
Boginki mieskają w ziemi i to w bagnach, ale teraz nie
wychodzą, bo ich księża zaklęni. Dawniej jak chodziuły, to wiecorem sły prać, ale nigdy jedna, ani dwie, ale zawdy pięć lebo
sześć. Jednej sąsiadzie porwały dziecko, a dały i swoje. Posła
ona do księdza na poradę, a on kazał wziąć to dziecko i pręt
liscyny święcony w zielu i iść na krzyżowe drogi i tam prę
tem dziecko bić, to boginka przyleci. Boginka przyleciała, por
wała swoje dziecko, a babę skrzycała: »ly małpo, ty będzies
moje dziecko biła« — i uciekła. Baba zabrała znowu swoje dzie
cko, ale cóz, kiedy było umęcone bez boginki i niedługo potem
umarło. Nasej sąsiadzie tez raz boginka dziecko odmieniuła i to
dziecko zyje do dzisiednia, ale ma głowę wielgą, ocy brzyckie
i wielgie, nie stanie, nie chodzi, choć ma śtery roki.
Moja ciotka, jak miała małe, to boginka przyleciała za
okno i około chałupy latała, ale do ciotki żadną miarą ni mo
gła się dostać, bo ciotka mieli pod zagłówkiem zwonki świę
cone w zielu, to boginka ni miała do nich przystępu. Miejsce,
gdzie te boginki u nas miszkają, to też jest zaklęte i trzęsie
się ciągle, a tamtędy nawet przejść ni można. Moja ciotka sła
raz tamtędy, to wpadła po szyję i wyjść ni mogła, dopiero się
drzewiny przytrzymała i gdyby nie to, byłaby wpadła pod ziemię
do boginek.
O topielcach.
Jest w Cułowie od strony Mnikowa bełek (w miejscu,
udzie rzeka płynąca przez Cułów wpada do Rudawy) tam ma
pod wodą swój zamek topielec i mięska z innemi duchami.
W bełku tern woda w zimie nigdy me zamarznie, bo kaj mie
skają topielce, to woda nie śmie zamarznąć Raz sed tamtędy
Duchała z Lisek na Rasów, a sed wele belka pijany wtedy
topielec wciągnął go, do wody, uchlastał ręcyskami do krzty
i potem uciek z radości.
, ,
Za casów, kiej mój dziadek jesce żyli, woda w rzece była
314
DROBNIEJSZE ROZPRAWKI I WIADOMOŚCI
wielgośna, przechodzili oni wele tego bełka i ujźreli topielca,
który ich wołał: »Wawrzuś, podź ino«. Był on pieknie ubrany,
na głowie miał cerwoną capeckę i cerwone portecki i całuski
był cerwony; ręcyska miał brzydźkie, bo miał wielgośne pazury.
Dziadek poznali, ze to topielec, nie ozwali się nic do niego,
tylko śli do domu. Jak przyśli, pedzieli to babce i pokazywali
im go bez okno, jak pływał, ale babka ich skrzyceli: »Ty mierlaku, jabym ci dała piknego chłopacka«, — bo dziadek ich cyga
nili, że jakiś chłopak. Drugi raz dziadek znowu śli koło bełka.
i znów ich topielec napastował, ale oni się straśnie zgniwali
i pedzieli mu: idź ty głupce, całuj ze mnie gdzieś i uciekli.
O zmorze.
.Jes we wsi Cułowie baba zmora, ona to wygląda stra
śnie brzydźko, a nazywa się Maryjaska. Sucha jes jak śmierć,
a na nikogo nie patrzy, a zła, co nie miara. W nocy jak śpi,
duch z ni wychodzi i idzie do tego, co na niego ma złość,
wtedy przygniata go straśnie, ze ten ledwo ziwa. Przysła raz
ona do sąsiady nasy i tak ją przyległa i zatkała i gębę, ze ta
ani ziwła, a ciężka ta zmora, ze ani się rusyć pod nią. Żeby
się przekonać, kto jest tą zmorą, trza zrobić tak: Ktoby wie
dział kiedy ona ma przyść, a boi się i, to i powie, zęby przy
szła do niego jutro i ona przydzie, ale zawsze przydzie w po
łudnie. Obiecuje się i placka, cukru i ona przydzie. Wtedy ją
porządnie kijem wywali i ona już potem nie przydzie. lak jes
7 dziewuch abo 7 chłopaków u kogo, a nie było ani jedny
dziewuchy, abo ani jednego chłopaka, to jedno zmora. Dziewu
chę taką nazywają zmorą, a chłopaka zmorcuchem.
O światełku.
Światełko takie podobne jes do przetacka, no takie okrą
głe, jak jes dobre, to proste, jak jaki zły duch, to pomierzwione. W środku tego światełka świci się lampka bez śkiełka.
jak kaganek. Lata ono wiecorem koło 9 i 10 godziny, jak jest
zły duch, to lata i gwizdze, a jak dobry duch, to lata spo
kojnie. Światełka te, co są złynfii duchami, to dusą ludzi, któ
rzy do spowiedzi nie chodzili. Mojego swaka to raz światełko
przyprowadziuło do domu za ucho i świeciuło mu ciągle. Gospo
darz jeden wracał wiecór do domu i natrefiuł na światełko,
wtedy prosiuł o ogień, bo chciał se zakurzyć fajkę, a ono się
rozgniwało i dało mu w pysk, bo światełka o nic prosić nie
trzeba. Innego zaś przyprowadziuło do samego domu spokojnie
i stało za oknem i świeciuło.
DROBNIEJSZE ROZPHĄWKI 1 WIADOMOŚCI
315
O umorkach.
Mieskał gospodarz koło młynów Oskołów, nazywał się
Rysiak; zmar on w tym roku przed ządusnym dniem. Duch
jego woziuł gnój w nocy, a widział to mój swak nazwiskiem
'Więcek. Sed on w nocy, a tu patrzy, kto wiezie furę nałado
waną gnojem i wiocho, bo koniom było ciężko. — Swak nawet
popychał mu wóz, a Rysiak waluł ten gnój na jedne kupę,
potem mówiuł swakowi: »Przydź tu, to cię odwiezę!«
Swaka
strach ogarnął, chociaż oni nie wiedzieli, ze Rysiak uinar, nie
ozwali się nic i ze strachem uciekli. Przyśli do domu, dopiero
ujna im pedzieli: »Co ty gadas, ześ Rysiaka wóz pchał, kiej
on od dawna nie zyje».
O duszach.
Sed raz chłop z Mnikowa do Kaszowa we W. W. Świę
tych i sed bez łąki, a pomiędzy polami jest »barania olsyna«,
tam chodzą na bagnięć, a to miejsce nazywają cyjścem. On
się obaluł, bo był pijany i zasnął; wele północy się obudziuł, po
słyszał śpiewanie i spoźrał zpod ręki, kady kto śpiwa i zobacuł wielgą branie zelazną, bez którą przechodziuly duse pa
rami. Przęsło ich dużo par, a naostatku miały jesce przęisc
dwie pary. Tak go przecie strach ogarnął, ze zacon miedzą
uciekać, a był kawałek do wsi. Te ostatnie dwie duse leciały
za nim a tamte poleciały ka indzi. Doleciały za niem az na
krzyżowe drogi; tu powiedziały mu: »Twoje scęście, a nase
niescęście« i wróciuły za tamtemi. On wpad z wielgim strachem,
wywaluł drzwi od chałupy, wpad do izby i potem 3 dni ni
mógł się z nikim dogadać
O strachach.
I. Raz spał mój brat w stodole w taki, co nie było ani
jednego snopka, a w taki stodole nie wolno sipiac, bo chodzi
wele ni duch i strasy, jakby kto spał. A zęby by choc jeden
snopek w sasieku, to już duch tam nie pilnuje. O u ziu się
brat i wyźrał bez zrąb na pole, a tu brzegiem rzeki sła osoba
bieluśko ubrana ściskami od Rybny. Sła ona prędziusko, bo
nim on ze stodoły wyskocuł, to ona juz stała na brzegu, y
to dusa pokutująca. Jak ją uźrał, skocuł ku chałupie i wywa
luł drzwi i ni mógł ani słowa ze strachu pedziec. Wyzreh na
pole ciotka i on ale już nic nie było.
II. Moja ciotka posła z dziewuchą na kwiatki, prawie jak
była suma w kościele, a posły na me w pole, ¿asły do pola,
316
DROBNIEJSZE ROZPRAWKI I WIADOMOŚCI
a tam na środku pola zobńcuły stracha biało ubranego, z wy
walonym jęzorem po sam pas, a ręce miał złozone do pacierza.
Jęzor miał wywalony w te stronę, jak kościół w Rybny stoi.
Ciotka się przelękli i obie z dziewuchą pocęny uciekać ku do
mowi, ale to tak im ucyniuło, ze dojść ni mogły, tylko trzy
razy wywalały sie na ziemię. Stracha potem ludzie sukali, ale
go nie było nigdzie.
Helena Taroniowa.
Dusza po śmierci.
Gdy człowiek umrze, należy modlić się, aby dusza jego
nie poszła ani na wschód, ani na zachód słońca, bo na wscho
dzie muszą dusze dźwigać słońce, gdy wschodzi, a na zacho
dzie muszą je hamować, gdy zachodzi.
Opow. Maksonowa w Przecławiu 30 maja 1900.
Sprowadzanie deszczu.
Lat temu będzie z piętnaście w Sieisławicach (parafia
Korczyn) rok był suchy. Aby sprowadzić deszcz, pławili baby
i stare i młode na powrozach w Nidzie. Ks. proboszcz Chudzyński ich za to publikował w kościele.
Opowiadał J. Mystek, 50-letni wieśniak z Czarków w pa
rafii Korczyn stary.
Karol Potkański.
