3583d32b9604b4e228b42a94ab633a87.pdf

Media

Part of Topielec w Czeladzi w powiecie będzińskim / Lud, 1905, t. 11 (Drobniejsze rozprawki i wiadomości)

extracted text
DROBNIEJSZE ROZPRAWKI

I WIADOMOŚCI

311

i zboże dookoła kapłan kropi wodą święconą, a obecni zasy­
pują ewangelię i układają nad nią mały stos kamieni.
Ks. Augustyn Błachut.
Topielec w Czeladzi w powiecie będzińskim.

Do opowiadań, jakie zebrałam w roku ubiegłym o topielcu1),
posyłam dzisiaj kilka nowych szczegółów.
I.
Gospodarz pilnował w polu wykopanych ziemniaków, aby
mu ludzie nie rozkradli; położył się na workach i zasnął.
Nagle usłyszał »buczenie« na 6-tą2), bo miał pole blizko
kopalni; więc czemprędzej wstał i szedł do domu. Na dro­
dze tuż nad rzeką zastąpił mu drogę wielki chłop, a rozło­
żywszy ręce nie chciał go przepuścić. Gospodarz jednak minął
go, a gdy już uszedł spory kawałek drogi, obejrzał się poza
siebie i ujrzał tego chłopa na piecu wapiennym, miesza­
jącego jakąś wielką miotłą wapno. Po chwili przestał mieszać
a spojrzawszy w dół, spostrzegł stojącego gospodarza i zaczął
klaskać w ręce i skakać, jakby z radości. Gospodarz teraz do­
piero poznał, że to był topielec i zaczął uciekać. Twierdzi, że
mu włosy tak dębem stanęły na głowie, że aż czapka mu się
wzniosła do góry, a po przyjściu do domu zauważył, że do­
piero godzina 12 w nocy.
II.
Starzy ludzie opowiadają, że co noc do młyna przycho­
dził topielec smażyć ryby, a młynarka umyślnie dla niego musiała palić ogień. Raz wieczorem zaszedł do tegoż młyna jakiś
wędrowny człowiek z niedźwiedziem, a pokazawszy młyna­
rzowi wszystkie sztuki, jakie niedźwiedź umiał, prosił o nocleg.
Młynarz chętnie na to przystał, tembardziej, że mu się już
sprzykrzyły nocne wizyty topielca, więc chciał, żeby ktoś ra­
zem z nim choć jedną noc przepędził. Długo gwarzył w noc
wędrowny z młynarzem i jego rodziną. Z nadejściem godziny
12-ej wszedł topielec i jak zwykle, zbliżył się do pieca, aby
ryby usmażyć. Gdy to niedźwiedź spostrzegł, wyrwał się z łań­
cuchem wędrownemu z ręki i rzucił się na topielca. Zaczęło
się ogromne szamotanie; niedźwiedź był silny, ale i topielec
niesłaby. Wkrótce udało się niedźwiedziowi przewrócić topielca
na ziemię. Przytem zaczął go silnie drapać, lopielec nie krzy1 Patrz: Lud X. 138.
2) Głos parowej piszczałki.

312

DROBNIEJSZE ROZPRAWKI I WIADOMOŚCI

czał o pomoc, ale kiedy spostrzegł, źe go niedźwiedź mniej
silniej przyciska łapami, wyrwał się i uciekł. Od tego czasu
nie chodził już topielec do młyna; czasem tylko zapytał się
przez okno: »Młynara, jest tam ta kociara«?... Młynarka natu­
ralnie odpowiadała, że jest, bo wiedziała, źe topielec boi się
niedźwiedzia, którego wziął za wielkiego kota i przez to bę­
dzie miała w domu spokój1).
III.
Bardzo już dawno temu jakiś krawiec czeladzki (z Cze­
ladzi) szedł drogą ku Będzinowi; ubrany był w długą kapotę
prawie aż do ziemi. Kiedy już był na granicy, to znaczy kiedy
mijał pola czeladzkie, a wchodził na będzińskie, ujrzał na tej
granicznej linii pięknego konia, osiodłanego i nakrytego zielonem suknem. Wielce uradowany zawołał: »Ach mój koniczku,
toż sobie też teraz na ciebie wsiędę, a ty mnie zawieziesz tam,
gdzie zechcę«. To mówiąc obciął koniowi połowę pięknego
sukna, bo mu się bardzo spodobało. Następnie wsiadł na konia
i popędził, lecz nie tam, gdzie chciał, ale gdzie go koń niósł
w szalonym pędzie, t, j. wprost w przeciwną stronę. Po jakimś
czasie wpadł koń na trzęsawiska i tam z siebie zrzucił krawca
do błota. Przytem zaczął rżeć i grzebać nogami jakby z rado­
ści; następnie uciekł galopem. Krawiec, leżąc w błocie, słyszał
jeszcze gdzieś w dali jakby śmiech i klaskanie. Do rana bie­
dny krawczyna przeleżał na owych moczarach, aż dopiero lu­
dzie idący do pracy cudem prawie wydobyli go z niebezpie­
cznego miejsca ledwie żywego. Gdy przyszedł do domu za­
uważył, że kapotę miał dokoła obciętą i domyślił się, że ko­
niem tym musiał być topielec, a on sam zamiast zielonego su­
kna obciął sobie własną kapotę.
Nimfa Madlomna.
Opowiadania z pod Krakowa.

Miałam służącą z Czułowa, wioski dwie mile od Krakowa
odległej. Dziewczyna chętnie i wiele mówiła i opowiadała ró­
żne powieści wiejskie. Niektóre z nich spisałam, jako bardzo
ciekawe i charakterystyczne i podaję je w przekonaniu, że za­
interesują Czytelników »Ludu«.
O duchu ziemnym.

Pod ziemią, gdzie kopią wągle, opowiadali tatuś, ze tam
przemieskuje duch ziemny. Chodzi on tak ubrany, jak jaki pan,
*) Patrz A. Czerny: Istoty mityczne Serbów łużyckich. Wisła X.
259. — Sew. Udziela: Świat nadzmysłowy ludu krakowskiego, Wisła XII.
177. — Tegoż: Dyabeł i niedźwiedź, Lud IV. 80.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.