38712c96c24040bb02c6dfc2f4d81125.pdf

Media

Part of Literatura, cz. 4 / Lud, 1905, t. 11

extracted text
LITERATURA.
4. Przegląd czasopism.
„Ognisko“ pismo miesięczne ilustrowane, poświęcone nauce,
pracom społecznym, literaturze, sztuce. Warszawa, Rocznik 11.
Nr. 1—12, rok 1903—1904 *).
W drugim roczniku »Ogniska« spotykamy szereg artyku­
łów, których treść zaciekawi szanownych czytelników »Ludu«,
dlatego postanowiliśmy podać ją tutaj w streszczeniu, postępu­
jąc za numerami w chronologicznym porządku, jak się ukazy­
wały po sobie.
»Ognisko« J. Korab: »Święto zmarłych«. Skąd się wziął
i co oznacza Dzień zaduszny.
Powstanie obchodu »Święta zmarłych« zwanego u ludu
»Zaduszkami«, które kościół katolicki uroczystem nabożeństwem
z procesyami, modlitwami i śpiewami żałobnymi za kapłanów,
rodziców, dobrodziejów i za wszystkich wiernych zmarłych
obchodzi dnia 2. listopada, wywodzi autor z bardzo dawnych,
przedchrześcijańskich zwyczajów. Uroczystość tę w kościele
katolickim wprowadził opat kluniacki św. Odilon w r. 998. a
ojciec święty zatwierdził. Dzień poprzedni ukazuje symbolicz­
nie niebo, zaduszny czyściec. — Nasze Święto »zaduszki« jest
przekształceniem pogańskiego jeszcze pojęcia wszystkich ludów,
że należy oddawać cześć duszom przodków, bo zaniedbanie
tej czci wywołuje ich zaniepokojenie, a nawet zemstę. Jest to
pojęcie powszechne, spotykane u wszystkich ludów pierwotnych
świata. Widok śmierci budzi przerażenie, przestrach, obawę
i odrazę. Ta właśnie trwoga miała być zawiązkiem pierwotnych
uczuć religijnych. Pierwej czcił człowiek zmarłych przodków,
niż Indrę i Zeusa, bał się zmarłych i modlił się do nich. Zmarli
przodkowie pragnęli i wyczekiwali ofiar pośmiertnych, a żyjący
ich potomkowie przez te ofiary pragnęli zyskać sobie przy’) Patrz «bud», tom X. str. 222 i 339.

LITERATURA

429

chylność i życzliwość nieboszczyków. Ta cześć przodków jest
podstawi} wszystkich systematów religijnych. Cześć i miłość,
jaką mieli dla źyjących przodków swoich złączyła się po ich
śmierci z trwogą przed nimi. Pięknie to opisuje Homer, a zwy­
czaj oddawania czci zmarłym utrzymał się u Greków jak ró­
wnież u Rzymian bardzo długo. Równie starożytne są te zwy­
czaje u ludów germańskich i słowiańskich i, choć tępione przez
Kościół, nie znikły, ale nagiąwszy się do pojęć chrześcijańskich
do dnia dzisiejszego przetrwały. Wiele klechd i legend odno­
szących się do tego zwyczaju zebrał 0. Kolberg w swem dziele:
»Lud i jego zwyczaje«, Tu należą: schodzenie się dusz w nocy
Dnia Zadusznego na modlitwy i nabożeństwa do kościołów,
procesyonalne chodzenie w większych lub mniejszych gromadach
tych dusz po wsi, zaglądanie do domów, w których za życia
mieszkały, ich narady i t. p. — Opisany przez Mickiewicza
obrzęd »Dziadów« obchodzono za jego czasów, a nawet i pó­
źniej na Litwie i Rusi, gdzie znają go jeszcze po dziśdzień
pod nazwą: »Radawnica«. — Obchody te są dowodem pra­
starej, a silnej wiary w życie pozagrobowe. — Coś podobnego
do »Dziadów« obchodzą i w Bretonii, gdzie tak, jak i u nas
wierzą w upiory, duchy i strachy.
Zygmunt Szeliga: »W dzień Bożego Narodzenia«.
Na podstawie dziełka niemieckiego: .prof. Jerzego Rietschela
»Weihnachten« (Lipsk 1902) zestawia autor zwyczaje i zabo­
bony ludu polskiego. Opisuje jak spędza lud wilię Bożego
Narodzenia, zwyczaj łamania się opłatkiem, wróżby wigilijne,
przepowiednie z tego dnia na cały rok, szukanie przez górali
talizmanu szczęścia we wodzie, wróżenie z wyciągniętego z pod
obrusa źdźbła o długości życia, staranne przestrzeganie, by do
stołu zasiadała parzysta liczba osób i inne.
Źe dzień ten ma tak wróżebne znaczenie, objaśnia autor
prastarymi pogańskimi zwyczajami, które właśnie mają zwią­
zek z dniem 24. grudnia, jako początkiem Nowego Roku uwa­
żanym przez ludy słowiańskie i germańskie za szczególnie
święty i proroczy. — Dzień ten uważano za zwycięstwo, »na­
rodziny« słońca. Gdy zaś Kościół chrześcijański przeznaczył
ten dzień na obchód uroczystości Bożego Narodzenia, przeto
zwyczaje pogańskie łatwo dały się zespolić z tą uroczystością
tern bardziej, że Kościół, zakazując zaklęć i czarów, nie wzbra­
niał niewinnych zabaw i uczt — godów — był nawet wyro­
zumiały na niektóre gusła i wróżenia nie wykraczające prze­
ciw wierze j. n. p. wróżenie z szczekania psa, skąd przyjdzie
narzeczony i t. p.
Żłóbek, jasełka, widowiska ludowe, szopkę uważa autor
za przeszczepione do nas z Zachodu (z Włoch, Francyi i Nie­
miec), gdzie już bardzo wcześnie widowiska takie urządzano.
Najwięcej do rozszerzenia »jasełek« przyczynił się św. Franci-

430

LITERATURA

szek z Assyźu, a następnie zakony Franciszkańskie. — Następnie
opisuje autor szopkę i sposób jej przedstawiania, powstanie kolęd,
wieczór wigilijny, zwany od składania sobie wzajemnie poda­
rków »szczodrym wieczorem«. Zwyczaj ten opisał już w X. w.
Alsso, niemiecki zakonnik w Breznowie w Czechach, z czego miał
powstać zwyczaj chodzenia °"o domach z gwiazdą.
Z bardzo zaś starych legend o drzewie Adama, o drzewie
Krzyża, o zrywaniu na wróżbę szczęścia gałązek w dzień św.
Andrzeja lub św. Barbary i wkładaniu ich w wodę, aby na
wigilię zakwitły i służyły za znaki wróżebne, wyprowadza po­
czątek urządzania choinki, drzewka, jako symbolu rodzinnego
święta. — Pierwszą wzmiankę o urządzaniu przystrojonego
drzewka mamy z roku 1605. ze Strassburga, skąd zwyczaj ten
rozszedł się powoli po całych Niemczech, a stąd miał się do­
stać do Polski. Opisując zwyczaj chodzenia z turoniem, po­
wiada, że i to nie jest zwyczaj polski ani słowiański, lecz że
początku jego szukać trzeba znów w Niemczech, gdzie chodził
przebrany parobek, zwany Ruprecht, i strasząc dzieci, kazał im
się modlić, a wreszcie byle ozem je obdarzał. Stąd ma pochodzić
nietylko turoń, ale i zwyczaje z dniem św. Mikołaja połączone.
Józef Korab. »Skąd się wzięły przesądy i zabobony«.
Stosownie do poglądów Jana Karłowicza w dziele: »0 czło­
wieku pierwotnym« przypisuje autor powstanie zabobonów
i przesądów grubym i niskim pojęciom o bóstwie i siłach wyż­
szych u człowieka pierwotnego, który każdemu przedmiotowi
przyrody i każdej sile elementarnej, — nawet chorobie nadadawał w swej wyobraźni życie, tworzył z nich duchy i osoby
złośliwe, lubiące krzywdę ludzką. — Wszystko złe, jak choroba,
śmierć," pożar, powódź lub inne jakieś nieszczęście to ich spra­
wki. — Tu należą uosobienia i uduchowienia zwierząt, ele­
mentów, chorób n. p. zaraza morowa, śmiercica, kostnica, zmora,
kołtun, siła niewidzialna jakichś duchów (strzygoni) i t. p.
Drugą przyczyną powstania zabobonów jest niewłaściwość
wnioskowania, wypływająca z niedokładności spostrzeżeń, jak
cudowna siła roślin, kamieni lub innych przedmiotów, owe amu
lety, talizmany, i wiele innych. — Kult zmarłych bardzo też
jest rozszerzony i daje powód do wielu przesądów i zabobo­
nów, jak o pokutujących duszach w różnych rzeczach i miej­
scach n. p. w świeżem wilgotnem drzewie, które przy paleniu
się syczy, piszczy i jęczy dlatego, bo pokutująca w niem du­
sza piecze się i pali. — Równie bardzo rozszerzona jest wiara
w moc i potęgę słowa, co znów wzięło początek w owych
odległych czasach, gdy człowiek pierwotny spostrzegł, że na
wykonanie jego woli przez słabszą jednostkę wystarcza rozkaz
słowny. Stąd znów powstały owe błogosławieństwa i przekleń­
stwa, życzenia na imieniny, urodziny, nowy rok; tu mają po­
czątek nieustannie używane zdania: »Dzień dobry! Dobranoc,

LITERATURA

431

Na zdrowie, Bóg zapłać!« — owe zaklęcia i uroki, a wreszcie
zażegny wania, przy których zamawiacze przemawiają do cho­
rób, jak do prawdziwych osób, proszą je czule lub rozkazują,
stąd owa obawa wymówienia jakiego słowa lub przekleństwa
w złą godzinę i t, d. — Oprócz powyższych przytacza autor zna­
czną liczbę zabobonów, wypływających z nieścisłego rozumowa­
nia o podobieństwie kształtu,(barwy, wyrazów, stanu i ruchu oraz
symbolistyki, odgrywającej w zabobonach bardzo ważną rolę.
G. — »Japonia przed stu laty«. Zdanie o niej Rosyanina
(Wasyla Gołownina).
Wasyl Gołownin, wiceadmirał i podróżnik rosyjski, który
w początkach zeszłego wieku zostawał blisko 3 lata w niewoli
u Japończyków, zebrał w trzytomowem dziele swoje spostrze­
żenia o Japonii. Początek swego narodu wyprowadzają Japoń­
czycy według jednej legendy od Chińczyków: Cesarz chiński
miał wysłać na jedną z wysp japońskich dla zebrania roślin
cudownych mających zapewniać nieśmiertelność, 300 młodzień­
ców i tyleż dziewic. Ci jednakże, zakochawszy się wzajemnie,
nie powrócili już do Chin, ale zaludnili wyspę Nipon. Według
innej legendy ziemia, stworzona przez Władcę Nieba, cała była
zalana wodą. Nie dbał o nią Stwórca; dopiero najstarszy syn
jego »Kami«, otrzymawszy pozwolenie ojca, szukał olbrzymiem
berłem najpłytszego miejsca w morzu. Gdy je znalazł, zgroma­
dził na niem muł z dna morskiego i z tego powstała wyspa
Nipon. Upodobał ją sobie i uczynił ją rajem, a rozdzieliwszy
się na dwie połowy, męską i żeńską, zaludnił tę wyspę. Bracia
boga Kami, naśladując go, potworzyli inne ziemie i różne ludy,
ale ponieważ nie mieli tej zręczności, co starszy brat, więc
wszystko, co zrobili, było tylko lichem naśladownictwem, pra­
wie karykaturą Niponu. Stąd Japończycy uważają się za naród
najdoskonalszy, wyborowy, a przekonanie to czyni ich odwa­
żnymi i silnymi; lekceważą i gardzą wszystkiem, co obce. Ję­
zyk, typ twarzy, obyczaje, prawa i zwyczaje okazują, że Japoń­
czycy nie są spokrewnieni rasowo z Chińczykami, w odległej
zaś starożytności tworzyli jeden naród z mieszkańcami wysp
Kurylskich. Chińczykami gardzą, czują do nich wstręt, a prze­
zwisko: »Chińczyk« znaczy u nich tyle co łotr, oszust.
Pierwsi historyografowie malują Japończyków jako mści­
wych, okrutnych i niegościnnych; Gołownin zaś, zbijając te za­
rzuty, rnówd, że nietylko nie są takimi, ale nawet są bardzo
szlachetnymi, pełnymi współczucia dla bliźnich bez względu na
ich narodowość lub religię, gościnnymi, trzeźwymi, oszczędnymi
i zapobiegliwymi, a pod względem oświaty stoją tak wysoko,
że w porównaniu z innymi narodami na kuli ziemskiej, są najoświeceńsi. Niema tam człowieka, któryby czytać i pisać nie
umiał, oraz nie znał praw krajowych. Obcymi krajami i naro­
dami wcale się nie zajmują, z obcymi — po przykrych doświad-

432

LITERATURA

czeniach — żadnych stosunków mieć nie chcą. Jedyny zarzut
robi im Gołownin, że są lubieżni. W Japonii panuje tolerancya
religijna. Głównych zaś wyznań religijnych jest trzy t. j. wiara
w Kami, od którego Japończycy pochodzą, a wyznawcy tej re­
ligó czczą swoich świętych i błogosławionych, którzy się od­
znaczali przykładnem życiem i dobrymi uczynkami. Druga reiigia pochodzi z Indyj, a wyznawcy jej wierzą w emanacyę
dusz i w jednakowe właściwości duszy ludzkiej i zwierzęcej.
Stąd zabijać istot zwierzęcych nie wolno. Trzecia wiara »chiń­
ska« Konfucyusza jest wiarą przeważnie uczonych i mędrców.
Są i czciciele ciał niebieskich, którzy za najwyższe bóstwo uwa­
żają słońce, potem księżyc i gwiazdy. Nie brak też tam wolnomyślnych, a nawet ateuszów. Mieszkańcy Japonii dzielą się na
ośm klas: 1. książąt panujących, 2. szlachtę i magnatów, 3. du­
chownych (bonzów), 4. wojskowych, 5. kupców, 6 rzemieślni­
ków, 7. rolników i wyrobników, 8. niewolników. Władzę udziel­
nych książąt ogranicza bardzo władza cesarska. Stan wojskowy
należy do uprzywilejowanych. Wreszcie stwierdza Gołownin,
że górujące zadanie wychowawców młodzieży japońskiej po­
lega na wszczepianiu i utrwalaniu w sercach dziatwy cierpli­
wości, skromności i poczucia własnej godności.
Dr. Włodzimierz Czerkawski: Ilu jest Żydów na
świecie, a ilu u nas?
Zbadanie i rozwiązanie kwestyi żydowskiej natrafia na
bardzo wielkie trudności z powodu wielkiej różnorodności kształ­
tów, jakie przybiera w różnych krajach i w różnych stosun­
kach z ludnością miejscową. Chcąc sobie wyrobić dokładniej­
szy pogląd na tę sprawę, na szkody lub korzyści wynikające
ze stosunku Żydów z innymi narodami, między którymi żyją,
należy najpierw zbadać ich stosunek liczebny do, reszty ludno­
ści. Autor w niniejszej rozprawie, oceniając ilość Żydów na kuli
ziemskiej tylko w krajach cywilizowanych na 10 milionów z górą,
przedstawia cyfrowo ilość żydów w poszczególnych państwach
Europy, Ameryki, Afryki, Azyi i Australii. Z tego pokazuje się,
że Europa ma ich przeszło 8 milionów 500 tysięcy, Ameryka
868 tysięcy, Afryka 369 tys., Azya 302 tys., Australia 17 tys.
Na samą środkową Europę przypada 7,800.000. W granicach
dawnej Polski mieszka więcej niż połowa ogólnej ilości £ydów.
Zatem kwestya żydowska ma dla nas bardzo doniosłe znacze­
nie. Sa powiaty, w których blisko trzecią część ludności stano­
wią Żydzi. Królestwo Polskie ma ich w poszczególnych guber­
niach po 10 do 28'47%, Galicya zaś w swoich powiatach od 10
do 20%. Żydzi całą swoja masą przyznają się z zasady zawsze
do żywiołu silniejszego, stąd niebezpieczeństwo z ich strony
dla nas największe jest tam, gdzie obcy żywioł liczebnie i ma­
jątkowo nas przewyższa. Jak wzrasta ludność żydowska, najle­
piej udowodni porównanie spisu Żydów w Polsce z r. 1756.,

LITERATURA

433

kiedy to Korona miała ich blisko 430 tysięcy, a Litwa przeszło
157 tysięcy, czyli razem około 600.000, gdy dziś na tym samym
obszarze znajduje się ich ośm razy więcej. W porównaniu z lu­
dnością chrześcijańską wzrasta ludność żydowska dwa razy
szybciej. W Galicyi liczono ich w roku 1776. na 147 tysięcy—
teraz jest ich przeszło 811.000. Obecnie wzrost Żydów poczyna
nieco zwalniać, szczególniej w zachodniej części Galicyi, a przy­
czyną tego jest wzrost oświaty u ludu wiejskiego, który, two­
rząc kółka rolnicze oraz instytucye ułatwiające drobne poży­
czki, usuwając się powoli od karczmy, przestaje być źródłem
dochodu dla tego ludu, któremu ciężka praca nie pachnie.
Dr. Zofia Golińska-Daszyńska: »Z przeszłości sto­
warzyszeń przemysłowych i handlowych. Dawne czasy u nas
i na Zachodzie«.
Autorka, wykazując, że treścią życia codziennego nie może
być walka, lecz przeciwnie wzajemna pomoc i współdziałanie
w każdem zajęciu, mówi, że na tern polega związek rodziny,
opierający się już na pewnym podziale pracy. Ten podział pracy
z postępem i rozwojem społeczeństwa wytwarzał różnorodne
zatrudnienia i zawody, stowarzyszenia i cechy, łączące pewne
grupy ludzi do wzajemnej pomocy tak w pracy wytwórczej,
jak i dla obrony. Stowarzyszenia takie zawiązywały się w wie­
kach średnich po miastach, gdzie w przeciwieństwie do ludno­
ści wiejskiej niewolnej, do ziemi przypisanej, mieszczanie byli
wolni i mogli oddawać się swobodnie rzemiosłu lub handlowi.
Bogacili się, ale też i o obronie swojej własności sami myśleć
musieli. Powstawały więc po miastach gmachy, mury obronne
i baszty ze strzelnicami, powstawała siła zbrojna, która nawet
monarchom do pomocy stawała, a za to od nich różne przy­
wileje uzyskiwała. Na wzór związków wojennych, mających za
cel wspólną obronę, powstawały związki pokojowe, których ce­
lem było wytwarzanie wyrobów na zbyt. Związki takie, zwane
cechami, stanowili ludzie jednego zawodu, rzemiosła, przyczem
starannie przestrzegano, aby pokrewne sobie rzemiosła wzaje­
mnie sobie nie przeszkadzały. Cech miał n.a oku interesa wspólne
całemu rzemiosłu jak zakupywanie materyału, podział tegoż
między swych członków itp. Dążeniem zaś cechu była równa
zamożność wszystkich członków. To też cech oznaczał majstrom
ile możności równą ilość czeladników i uczniów, dbał o trwały
i piękny wyrób, o dobrą sławę stowarzyszonych, bronił przed
konkurencyą kupców i rzemieślników miast obcych, a kto nie
należał do cechu, nie miał prawa zarabiać rzemiosłem, choćby
je znał doskonale. Do cechu przyjmowano ostrożnie, nawet nie­
chętnie, bo każdy nowy członek był nowym współzawodnikiem
do zarobków i godności. Korporacye te doprowadzają stan rze­
mieślniczy do wysokiego znaczenia i zamożności. Jednakże od
czasu, gdy przemysł bawełniany rozwijać się począł (1550 r.)

434

LITERATURA

w Anglii, zaczynają tam Cechy upadać, a w miarę wzrostu han­
dlu morskiego, przynoszącego kupcom ogromne majątki, w miarę
powstawania przemysłu wielkiego, fabrycznego, tracą rzemieśl­
nicy równość cechową i znaczenie we wszystkich krajach do
tego stopnia, że prócz posiadania chorągwi i odbywania wspól­
nych uroczystości dziś członkowie z cechu nie odnoszą żadnych
korzyści.
Początek cechów w Polsce sięga wieku XIII., kiedy to
królowie polscy dla ożywienia przemysłu i handlu sprowadzali
z Niemiec rzemieślników i osadzali ich po miastach, dozwala­
jąc im rządzić się prawami niemieckiemu Z czasem cechy nie­
mieckie spolszczyły się a oprócz nich i na ich wzór powsta­
wały cechy czysto polskie. Podstawą cechu byli mistrze, obok
nich czeladnicy (towarzysze). Uczniów wolno przyjmować tylko
z wiedzą starszych cechu. Aby być przyjętym do cechu, trzeba
było wykazać się umiejętnością rzemiosła, świadectwem pra­
wego urodzenia, obyczajności i przekonań religijnych, trzeba
być żonatym lub przynajmniej zaręczonym, a wreszcie nie mieć
więcej żon niż jedną. Członkom zakazana była wzajemna ob­
mowa i szkodzenie sobie w rzemiośle, odmawianie uczniów
i czeladników, podkupywanie się przy kupnie itp. Poniedziałkowanie i bijatyki były wzbronione. Wkup do cechu był cza­
sem dość znaczny. Przyczyną upadku cechów jest też za-warowanie całkowitej swobody handlu i wykonywania rzemiosła.
Z dziejów astrologii.
Każdemu człowiekowi wrodzone jest pragnienie uchylenia
tajemniczej zasłony przyszłości. Nic dziwnego, że umysł ludzki
od wieków wysilał się i dotąd pomimo doznania niezliczonych
zawodów wysilać się nie przestaje, aby choć maleńki rąbek
tej tajemnicy uchylić, by, jeżeli się już nie da zajrzeć poza grób,
przynajmniej los człowieka tu na ziemi przewidzieć.
Potężny
wpływ księżyca na morza zwrócił uwagę człowieka jeszcze
w starożytności na ciała niebieskie i wzbudził pytanie, czy też
i na losy człowieka nie wywierają wpływu. Stąd zaczęto pilniej
poglądać na te tajemnicze światy i zaczęto przypuszczać, że
stan tych ciał niebieskich, obserwowany w chwili urodzenia
się człowieka, daje nam wskazówki co do jego losu. W ten
sposób zaczęła się i rozwinęła nauka zwana astrologią, której
oddawali się już kapłani chaldejscy, następnie Egipcyanie, od
tych Arabowie i uczeni wieków średnich. — Dziwnem i niedającem się wytłomaczyć zjawiskiem są ludzie jak: Michał Nostradamus. Luc Gauric, Piotr Le Clerc, Morin, Cagliostro, Leo;
nard z Dobczyc i inni, którym się udawało przepowiedzieć
ważniejsze wypadki lub losy ludzi znaczniejszych jak n. p. śmierć
Henryka II.. śmierć Ludwika XVI. i Maryi Antoniny, rewolucyę francuską, jej datę i charakter, losy Napoleona i t. p. -

LITERATURA

435

Astrologia kwitnęła w wiekach średnich w całej Europie, a
w Polsce zażywała tak wielkiego poważania, że dla niej na
uniwersytecie krakowskim w r. 1522. Maciej z Miechowa, słynny
lekarz i historyk, ufundował i hojnie uposażył katedrę. — Pro­
fesorowie pisali wiele ciekawych dzieł i rozpraw, które nawet
w Niemczech wielką miały wziętość. — Wielką korzyść z ba­
dań i dociekań astrologicznych odniosła astronomia, w której
zasłynęli mistrze polscy, jak Marcin Bylica i Wojciech z Bru­
dzewa, którego uczniem był Kopernik. Sztukę wróżenia z gwiazd
łączono często z t, z. chiromancyą, czyli wróżeniem z ręki
i nekromacyą. (wywoływaniem duchów) czyli czarnoksięstwem.
Typem czarnoksiężników był Niemiec Faust, o którym powia­
dają, że nawet na uniwersytecie krakowskim magii publicznie
nauczał. — Polskim sławnym czarnoksiężnikiem był znany
z wielu legend Twardowski. Z ciekawych bądź co bądź faktów
sprawdzania się wielu przepowiedni astrologicznych starało się
wyciągnąć korzyść wielu szarlatanów, którzy za pewną zapłatę,
wróżąc i tumaniąc ludzi dla zysku własnego, zdyskredytowali
do reszty już i tak na bardzo słabych podstawach opierającą
się astrologię.
Stanisław Czaja.
B. Przegląd książek.

Pohadkoslovne studie napsal Jifi Polivka. (Otisk z Xsv. Narodopisneho sbornika Seskoslovanskeho) Praha, 1904Nakładem Spolećnosti narodopisneho musea ćeskoslovanskeho,
8 ka większa; str. XXVI, 211 i 1 nlb.
Nazwisko zasłużonego profesora czeskiego praskiego uni­
wersytetu powinno być dobrze znane naszym czytelnikom,
skoro prace jego niejednokrotnie były omawiane z tego miejsca.
Prof. Polivka od lat dziesięciu z górą oddaje się wyłącznie
prawie studyom nad baśniami ludowemi, o których napisał
dotąd kilkanaście drobniejszych rozpraw, i to nie tylko w ję­
zyku swoim macierzystym, ale także w rosyjskim, bułgarskim,
chorwackim. Niepodobna też przytem pominąć i tego faktu, że
prof. Polivka nie jest wcale obcy literaturze naukowej polskiej,
gdyż od szeregu lat należy do stałych współpracowników »Wi­
sły« i »Ludu«, drukując w nich prace samodzielne i recenzye,
a na III. Zjeździe historyków polskich w Krakowie, jako wice­
prezes sekcyi ludoznawczej, wystąpił z walnym referatem, dru­
kowanym w »Pamiętniku« Zjazdowym. Lecz gdyby nawet był
nam autor zupełnie obcym, każdy polski etnolog powinienby
się zapoznać z jego pracami, operuje w nich bowiem w znacznej
mierze materyałem polskim, dotąd przez nikogo u nas niewyzyskanym. Ten też tylko wzgląd skłania nas do zaznajomienia
czytelników z najnowszem dziełem prof. Polivki, ogarniającem
bardzo szerokie horyzonty, oraz rozjaśniającem wiele nowych

436

LITERATURA

kwestyi ogólnego znaczenia, zwłaszcza że o literaturze naukowej
bratnich narodów panuje u nas przeważnie głuche milczenie,
co nie jest ani uzasadnionem ani pożytecznem.
W rozprawie »0 porównawczem studyum tradycyi ludo­
wych«, drukowanej w 2 gim tomie »Narodopisneho sbornika«,
stanął prof. Polivka na stanowisku teoryi migracyjnej, opiera­
jącej* się na następujących głównych wytycznych. Wielka zgo­
dność między sobą tradycyi różnych czasów i krajów tłomaczy
się przechodzeniem ich z pokolenia w pokolenie, od narodu
do narodu. Tradycye ludowe powstały w różnych dobach i kra­
jach. Że jednak powiastki ludowe są produktem, złożonym
umiejętnie, a niekiedy nawet artystycznie, przeto początek ich
należy odnieść do dawnych centrów kultury, dziś już wygasłych.
Pieśni epiczne przypisuje się drużynom śpiewaczym. Podobnie
trzeba sądzić o tych, którzy rozszerzali tradycye przeważnie,
niejednokrotnie ułożone nie mniej umiejętnie od utworów wier­
szowanych. Takie jest zasadnicze stanowisko prof. Polivki, na
którem stoi on do dzisiaj. Że zaś po ukazaniu się wymienionej
rozprawy pojawiło się sporo prac, traktujących o tej samej kwe­
styi, przeto ich rozpatrzeniu poświęcił autor wstępny rozdział
swojej książki, zatytułowany »0 kierunkach studyum tradycyi
ludowych i jego celów«. Omówionych tu zostało kilkanaście
prac, pomiędzy innemi: St. Ciszewskiego »Bajka o Midasowych
uszach«, prof. Kawczyńskiego »Amor i Psyche«, bardzo obszernie
spór pomiędzy prof. Porębowiczem i Kawczyńskim, oraz kończące
go prace W. Klingera. Cały ten przegląd w większej części
polemiczny — posłużył autorowi do umocnienia swoich poglą­
dów na badania tradycyi ludowych. To też przystąpił do studyów porównawczych jak najobjektywniej, badając zawisłość
i początek wątków powieściowych, bez jakiejkolwiek z góry
powziętej tezy.
W Europie wogólności, a zwłaszcza między narodami sło­
wiańskimi, można rozróżnić trzy dość ostro zarysowane połacie:
1) zachodnio i środkowo-europejską, 2) wschodnio-europejską i 3)
południowo-wschodnio europejską. Między niemi mogły być pe­
wne drobniejsze, przechodnie etapy, zwłaszcza między środkową
a wschodnią Europą. Co się tyczy wzajemnych stosunków mię­
dzy głównemi połaciami, to największym jest wpływ zachodnio
i środkowoeuropejski na wschodnią połać, ale nie tyle wpływ
ustnej tradycyi, ile ludowych tradycyi w opracowaniu książkowem, podczas gdy wpływ wschodnio-europejskich tradycyi na
zachodzie jest bardzo nieznaczny. Połać południowo-wschodnia
uległa najsilniej oddziaływaniu oryentalnemu za pośrednictwem
tureckiem, pozatem w dość znacznej mierze okazuje się zawisłość
od tradycyi kaukazkich, częściowo też od małoruskich.
Tradycye mogłyby się rozszerzać bez ograniczenia, jak
nasiona roznoszone wiatrem. Ale jak nasiona potrzebują odpo-

LITERATURA

437

wiedniego gruntu, ażeby mogły kiełkować, tak samo i wątki
powiastkowe muszą znaleść odpowiednie warunki, w których
aklimatyzują się, przetwarzając się równocześnie. Stąd więc
można rozpoznawać owe prądy, roznoszące tradycye ludowe,
można stwierdzić, jak daleko dany wątek jest rozszerzony, sku­
tkiem czego zbliżamy się do ostatecznego celu badania, mo­
żemy pokusić się o rozwiązanie początku i powstania owego
wątku. Mimo jednak całego przeświadczenia, że teorya migra­
cyjna jest dziś najodpowiedniejsza, prof. Polivka chętnie godzi
się niejednokrotnie na to, że istnieją wątki, które pozostały
samodzielnie w różnych krajach, na zasadzie takich samych,
wspólnych wszystkim psychicznych motywów. Jest to ustępstwo
słuszne, idące bardzo daleko.
Wyjaśniwszy stanowisko i zasady metodyczne prof. Polivki, przystępujemy do rozpatrzenia poszczególnych jego studyów.
Do napisania pierwszego z nich dała mu pocliop bajka nie­
miecka z połowy XVI wieku, która w streszczeniu przedsta­
wia się następująco: Raz krawiec zabił siedm much naraz ka­
wałkiem sukna, na którem dał sobie wybić złotemi literami na­
pis: siedm naraz zabito«, zrobiwszy zaś z niego odzienie, cho­
dził w niem, aż zaszedł na dwór królewski. Gdy królowi do­
niesiono o tak wielkim rycerzu, król przelękniony postanowił
wystawić bohatera na ciężką próbę. Obiecał tedy krawcowi dać
połowę królestwa i poślubić mu córkę, jeśliby zabił dwu ol­
brzymów. Krawiec, uzbierawszy garść kamieni, udał się do
lasu, a usiadłszy na, skałach opodal śpiących olbrzymów, począł
rzucać to na jednego, to na drugiego kamieniami. Wówczas
jeden, myśląc, że to drugi go bije, porwał się do bójki z dru­
gim olbrzymem, w której obaj śmiertelnie się poturbowali.
Krawiec, przebiwszy obu mieczem, przekonał wszystkich o swej
waleczności. Tak samo wyszedł obronną ręką, uciekłszy się do
podstępu, z dwu prób następnych (jednorożec). Ożenił się z córką
królewską, ale gdy we śnie opowiedział, w jaki sposób wszy­
stko się stało, król wydał nakaz do uśmiercenia krawca, o czem
krawcowi doniósł wierny sługa. Krawiec tedy w nocy, czując
pod drzwiami siepaczy, odezwał się, że jak zabił siedmiu odrazu, dwu olbrzymów i t. d., tak samo nie boi się nastawio­
nych morderców. Słudzy, słysząc to, uciekli, a gdy nikt nie od­
ważał się więcej dybać na życie krawca, on żył i królował
szczęśliwie.
Powiastka ta jest bardzo szeroko rozpowszechniona w li­
cznych wersyach od zachodniej Europy aż po wschodnie Indye.
Wszystkie one zostały tu gruntownie rozpatrzone, wykazany
ich wzajemny związek i różnice między niemi zachodzące.
Wątek ten powstał najpierw w Europie środkowej w dobie
upadku rycerstwa, przyczem zauważyć należy, że najliczniejsze
wersye posiadają Niemcy i Włosi. Stąd przeszła w słabszej

438

literatura

mierze do Anglii i aż na Irlandyę. Z Niemiec dostała się do
wschodnich sąsiadów słowiańskich, do Węgrów, a wreszcie
w bardzo słabym odgłosie pojawia się u Małorusów. Od środ­
kowo i zachodnio-europejskich wersyj odchylają się ruskie, małoruskie i białoruskie, tworząc osobny rodzaj, tak że można
stwierdzić samodzielne powstanie tej powiastki na Rusi z ru­
skich powieści heroicznych. Osobny typ mają wersye kaukaskie
i z niemi spokrewnione bułgarskie, osobny wreszcie wersye
indyjskie i mongolskie. Stąd też zupełnie słusznie utrzymuje
autor, że wątek ten powieściowy powstał oryginalnie w różnych
miejscowościach.
Przedmiotem drugiej rozprawy jest motyw o smutnej księ­
żniczce, przeznaczonej za żonę temu, który ją rozweseli. Mo­
tyw ten powstał odrębnie w różnych krajach. Powiastki tej kategoryi dadzą podzielić się na kilka grup, za zasadę zaś tego
podziału trzeba przyjąć środki, z pomocą których księżniczka
rozweseliła się. Najprzód tedy roześmiała się na widok oso­
bliwszego pochodu ludzi różnych stanów, a niekiedy też zwie­
rząt, złączonych razem, bez możności oderwania się od przed­
miotu, który ich przytrzymuje. Przedmiotem tym są bądź ptaki,
bądź zwierzęta, bądź ryby, i t. p. Na pytanie, gdzie powstały
powiastki tej kategoryi, nie podobna odpowiedzieć; można tylko
skonstatować, że są rozpowszechnione w środkowej i zacho­
dniej Europie, a tylko pojedynczo przeszły na wschód. W in­
nej grupie można księżniczkę uzdrowić śmiechem, który to
wątek pochodzi z Indyj, skąd w średnich wiekach przeszedł
do literatury francuskiej. Opracowywano go niejednokrotnie
w literaturach zachodnich; skąd przedostał się na Ruś i krąży
dotąd wśród ludu. Najdalszem ogniwem tego wątku są powia­
stki, w których śmiech ma jeszcze inny cel, aniżeli rozwesele­
nie księżniczki.
.
Do trzeciej rozprawy dostarczyła tematu powiastka o kró­
lewskich córkach, które co noc gdzieś znikały i darły kilka par
trzewików. Powiastka ta jest szeroko rozpowszechniona, lecz
tylko w Europie, pomiędzy ludami chrześciańskimi. Wobec zu­
pełnego braku analogicznego podania średniowiecznego, nie
podobna oznaczyć dokładniej genezy tej bajki.
Pierwsza z legend o czarcie p. t.: »Djabelski szwagier«
ma treść następującą: Człowiek, zazwyczaj wojak, zawiera
z czartem umowę, że przez siedm lat nie będzie się mył ani
strzygł, za co ma otrzymać wielkie bogactwa. Kiedy termin
minął, stanął do ślubu z najmłodszą córką bogacza, która mimo
jego niechlujstwa postanowiła oddać mu rękę. Gdy zaś przed
ślubem oświadczył, że teraz może się już myc i strzydz, włosy,
bo minął czas wyznaczony, dwie starsze siostry panny młodej
zabiły się z- rozpaczy. W ten sposób czart dostał dwie dusze.
Powiastka ta występuje najobficiej w środkowej Europie i we

LITERATURA

439

Włoszech. Na wschód przenikła bardzo słabo. Początków jej
trzeba szukać w Europie środkowej.
Treścią powiastek o »Pokutującym dyable« jest służba
dyabła u chłopa przez pewien przeciąg czasu za karę, że chłopu
ukradł cbleb, przeznaczony na posiłek południowy. Wątek ten
daje się zauważyć u nas, u Mało i Białorusów. Od nich prze­
szedł na Litwę, w poszczególnym wypadku można go znaleźć
w tradycyi ludu rosyjskiego. Pozatem została ta powiastka za­
pisana u Słowaków, na Morawie, u Słowieńców styryjskich
i u Chorwatów. W tradycyi narodów zachodnio europejskich
nie istnieje wcale. Tak samo obcą jest prawosławnym naro­
dom słowiańskim
Dwie legendy; których rozbiór króciutki kończy książkę
prof. Polivki, są zbyt drobiazgowe, ażeby się niemi zajmować,
zwłaszcza że i tak nasze sprawozdanie przekroczyło zwyczajne
ramy. Bardzo pożytecznym jest dodany spis motywów i wąt­
ków powiastkowych, oraz rozebranych powiastek, ułatwia bo­
wiem wielce oryentacyę w całem dziele.
Dr. Stanisław Zdziarski.

Polemika.
Jeszcze w r. 1902 umieścił »Lud«, Tom VIII. str. 322 ocenę
pracy mojej: Zakopane przed stu laty, wydanej w Pa­
miętniku Towarzystwa Tatrzańskiego, Tom XXII. 1901. Przeo­
czyłem ją wówczas, dlatego dopiero teraz na nią odpowiadam,
a zmusza mnie do tego okoliczność, że autor oceny p. Henryk
Ułaszyn czyni mi zarzuty niesłuszne i najzupełniej nieuspra­
wiedliwione.
Zarzuca mi, że nie wspomniałem ani słówkiem, skąd wzią­
łem wzory do dwu tablic barwnych ze strojami ludowymi.
Następnie odkrywając to źródło, z którego czerpałem, czyni mi
zarzut dalszy, że bezpodstawnie stroje przeniosłem do okresu
przed stu laty, kiedy źródło pochodzi z r. 1842. Zarzuty ciężkie,
bo mimowoli wnioskuje czytelnik, że widocznie dlatego źródła
nie podałem, aby módz dowolnie użyć materyału i nie potrze­
bować usprawiedliwiać się z tego postąpienia. I byłoby wszystko
w porządku, gdybym najwyraźniej sam nie podał źródła, z któ­
rego czerpałem, gdybym następnie nie wytłomaczył, dlaczego
stroje te uważam za pochodzące z wieku XVIII. A to piszę
w pracy mej na str. 159 w słowach: »Stroje, a zwłaszcza opis
szuby, którą nosiły kobiety, zgodziły się w zupełności, z chromolitografią, która jest dodana do opisu Tatr z roku 1842,
w dziele: Das pittoreske Oesterreich, zeszyt 21, Der Sandecer
Kreis, — przez J. Mehoffera. Oryginał malował R. Alt wi­
docznie na miejscu. Chociaż więc wyobrażenie to strojów po­
chodzi już z w. XIX., niewątpliwie przedstawia ubiór z czasów

440

L1TKKATUKA

dawniejszych, z wieku XVIII., ubiór, który się jeszcze zachował
w pierwszych dziesiątkach lat stulecia następnego. Dodałem
tylko do strojów herby, jakie przysłużały starostwu nowotar­
skiemu, a z niem i Zakopanemu za czasów polskich, to jest herb
województwa krakowskiego i herb ziemi sądeckiej z barwami
podług ostatniego opisu w herbarzu Niesieckiego«.
Tytuł źródła przytem podałem dokładnie, wymieniwszy
autora dziełka i malarza, kiedy p. Ułaszyn umieszcza tylko
nazwisko nakładcy, pod którem chyba nie znajdzie pracy nikt
w żadnej bibliografii. Ostaćby się więc wobec tego mógł tylko
jeden zarzut, że nie wymieniłem nakładcy, wymieniając autora
i malarza, jednakowoż chyba także niesłuszny!
Dlaczego tedy zarzuca recenzent mnie nie sumienność, je­
żeli sam nie przeczytał uważnie pracy? Czyż nie byłby raz
czas, aby zerwać z szablonem krytyki, która w początku nazywa
pracę wyborną, a w końcu zamiast rozbioru istotnego rzeczo­
wego, zaczepia o jakiś drobiazg i to do tego, jak w tym ra­
zie bezpodstawnie, ot tak dla wrażenia, że krytyka musi trochę
pochwalić, a trochę poganie?
Wiem i czuję to dobrze, że są braki w mej pracy, dałem
początek, który był bardzo trudny, zapowiedziałem część dal­
szą, ale to, co dałem, było zebrane sumiennie.
Kończę, prosząc Szanowną Redakcyę o umieszczenie w »Lu­
dzie« słów mojej koniecznej obrony w imię słuszności.
Stanisław Eljasz Radzikowski.
Od Redakcyi.
Przed dwoma laty zachorował Czcigodny Prezes Towarzystwa ludo­
znawczego i wielce zasłużony i wieloletni Redaktor »Ludu«, prof dr. An­
toni Kalina.
Wówczas Zarząd Towarzystwa zwrócił się do nas z propozycyą,
abyśmy objęli redakcyę »Ludu« na czas choroby Prezesa.
Nie kwapiliśmy się do tej pracy, bo pojmowaliśmy dobrze trudne
położenie redakcyi pisma etnograficznego polskiego, posiadającego fundu­
sze, wystarczające zaledwie na pokrycie kosztów druku i papieru, a opie­
rające całą pracę autorską i redaktorską na bezinteresownej ofiarności
współpracowników. Gdy jednak zwrócono nam uwagę, że pismo tak po­
trzebne i zasłużone może upaść, objęliśmy redakcyę i według najlepszych
chęci i możności poświęciliśmy wiele pracy i czasu, aby czasopismo utrzy­
mać na wysokości nauki.
Nie do nas należy sąd, o ile spełniliśmy trudny a dla idei podjęty
obowiązek. Wszelako dzisiaj, gdy stosunki ułożyły się tak pomyślnie, że
redakcja »Ludu«, który jest organem Towarzystwa ludoznawczego, po­
wraca znowu do Lwowa, do siedziby Zarządu Towarzystwa, składamy,
t przyjęte na siebie w ciężkich chwilach dla pisma, obowiązki z tern prze* świadczeniem, że służyliśmy wedle sił poważnej sprawie.
Z tym zeszytem oddajemy redakcyę »Ludu« w ręce nowego Za­
rządu Towarzystwa i dziękujemy najserdeczniej wszystkim czcigodnym
współpracownikom za popieranie naszych usiłowań i dążności i upra­
szamy ich, aby nową redakcyę darzyli podobnem zaufaniem i poparciem.
Seweryn Udziela.

Karol Potkański.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.