7243a173b043cf2e979d9dbc68fad816.pdf
Media
Part of Kronika, cz. 3 / Lud, 1905, t. 11
- extracted text
-
KRONIKA.
Rękopisy ś. p. Edwarda Rulikowskiego. W roku 1900 umarł
Edward Rudkowski, historyk, który studya swoje poświęcił ba
daniu ziem ruskich Rzeczypospolitej: Ukrainy, Podola i Woły
nia i począwszy od roku 1853 ogłosił drukiem szereg prac
poważnych. Zaimował się także etnografią i w roku 1879
wydał »Zapiski etnograficzne z Ukrainy«. Na większą skalę
zakroił pracę: »Dzieje zewnętrzne oraz wewnętrzne Kijowa
w związku z ogólną historyą kraju«. Pracę tę podzielił na dwie
części: w pierwszej omawia szczegółowo historyę polityczną
Kijowa, w drugiej zajmuje się stosunkami geograficznymi, kli
matem i położeniem, płodami i warunkami gospodarczymi i za
stanawia się nad czynnikami wewnętrznego rozwoju miasta,
opierając się o ile możności na danych statystycznych. Następnie
przechodzi do etnografii i folklorystyki ziem ruskich. Niepośledni
znawca ludu ukraińskiego pilnie notuje podania, klechdy, wie
rzenia, tradycyjne zwyczaje i obrzędy, legendy i pieśni. — Praca
ta dotychczas nie ogłoszona drukiem, dzięki bratance ś. p. Ed.
Rulikowskiego p. Elżbiecie z Rudkowskich Beinieckiej, dostała się
obecnie w rękopisie, niestety tu i ówdzie uszkodzonym, do bi
blioteki »Ossolineum« we Lwowie.
Oddział etnograficzny w Muzeum Narodowem w Krakowie
powiększył się znacznie w roku ubiegłym, jak o tern czytamy
na str. 32 i 33 „Sprawozdania dyrekcyi Muzeum Narodowego
w Krakowie za rok 1904. Kraków 1905“. I tak ofiarowali: 1. Jan
Bandt, figurę gipsową roboty górala z pod ¿ywca i »świat«
ze słomy. — 2. Cecylia Baranowska, dwa ubrania głowy kobiet
z Olechnowic na dużych lalkach. — 3. Leona Bierkowska, ko
stium kobiety słowackiej, czepiec tiulowy, wstążkę z pierwszej
połowy XIX. w., koszulkę i gorset dziewczynki z Bronowie,
biały kaftanik, koszulę kobiecą z Wołynia, gorset dziewczyny
KRONIKA
327
z Wielkopolski i model domu góralskiego z Żywca. — 4. Piotr
Bojarski, torbę z czerwonej materyi, czapkę z futra i sukna,
stół i skrzynię zakopiańską. — 5. Stefan Ciastoń, siedm pisa
nek. — 6. Dr. Tadeusz Estreicher, koguta z gliny i ptaka dre
wnianego. — 7. Karol Frycz, 5 misek glinianych, dzban, rydel
i łyżnik z Podhala. — 8. Józef Górski, palmę używaną w nie
dzielę palmową w Ciężkowicach i 2 kule gliniane zdobiące
niegdyś mur kościoła w Ciężkowicach. — 9. Klemensiewicz, 37
pisanek. — 10. Edward Lepszy, kobzę. — 11. Adam Lubański,
6 pisanek. — 12. Helena Morozewiczowa, czepce, staniki, ubra
nia głowy z lubelskiego. — 13. Józef Pałasiński, dwie gliniane
figurki. — 14. Jadwiga Plewińska, kostjum ludowy z lubel
skiego. — 15. Rada powiatowa Sokala, dwa kostiumy ludowe
z okolic Sokala. — 16. Ludwik Puszet, 6 toporków z »Emaus«
wiewiórkę drewnianą i modele węgłów z Podhala. — 17. Sta
nisław Witkiewicz, 4 spinki góralskie, bronzowe. — 18. Fran
ciszek Kręcina, dwa obrazy religijne penzla malarza wiejskiego
z okolic ¿ywca. — 19. Seweryn Udziela, modele narzędzi tkackich,
pługa, skrzynki do sieczki i stępy. — 20. W acław WoysymAntoniewicz, pistolet wyrobu ludowego. — 21. Stanisław Wy
spiański, 17 pisanek. — 22. Antoni Mikstein, zegar stary
ścienny. — 23. Józef Turczański, kostjum mieszczański z Buczacza.
Uprasza się Czytelników »Ludu« pamiętać o tern muzeum
etnograficznem i powiększać zbiory jego chociażby najdrobniej
szemu ofiarami.
Studenckie muzeum etnograficzne istnieje w Helsingforsie.
Powstało ono i wzrasta dzięki zakorzenionemu w Finlandyi
zwyczajowi, który polega na tern, ze każdy student wyższego
zakładu naukowego, wyjeżdżając na wakacye w głąb kraju
ojczystego, uważa za swój obowiązek względem nauki i społe
czeństwa — przywieźć ze stron, w których bawi, jeden lub
kilka ciekawych okazów etnograficznych. W ten sposób powstały
zbiory bogate, uzupełniane ciągle, bez przerwy, gromadzone
cierpliwie i ze znajomością rzeczy, bo przez zbieraczy inteli
gentnych i nie przygodnych, ale dobrze obznajomionych z tern,
co muzeum już posiada, a czego i w jakich kierunkach brak
mu jeszcze.
Naszej młodzieży polecamy pamięć o oddzielę etnografi
cznym w Muzeum Narodowem w Krakowie.
Wychodźstwo z Galicyi. Dr. Artur Benis, sekretarz krako
wskiej Izby handlowo-przemysłowej opracował gruntowne studyum o wychodźstwie z Galicyi i przedstawił je ankiecie, zwo
łanej do Wiednia w czerwcu br. w tej sprawie. Dr Benis przed
stawił w historycznym wywodzie początek i rozwój emigracyi
galicyjskiej. Emigracya ta jest zjawiskiem gospodarczem i społecznem; to też zwalczać ją należy jedynie przez gospodarczo-
328
KRONIKA
społeczne reformy. Emigracya ta nie powstała przez ajentów
i nie może być przez żandarmów zwalczana. Rmigracya z balicyi która obejmuje rocznie 160.000 do 170.000 ludzi, rozpada
się na wychodźstwo robotników do Niemiec, Danii, Rosyi itd.,
czyli tak zwane chodzenie na Saksy i na wychodźstwo zamorskie.
Chodzenie na Saksy stanowi dla tej kategoryi robotniczej nor
malny zawód od wiosny po Nowy rok. Niebezpieczeństwo, jakie
grozi tym robotnikom, to wyzysk przez bardzo lichej kwalilikacyi moralnej ajentów niemieckich Izb rolniczych i niedotrzy
mywanie umowy także ze strony pracodawców.
Zamorscy galicyjscy emigranci dzielą się na tych, którzy
trwale w Ameryce osiadają i innych, którzy idą tam tylko na
robotę. Do tej ostatniej kategoryi należą wyłącznie prawie 1 olacy, z których około 80% powraca do kraju, kiedy Rusini prze
ważnie już w Ameryce pozostają. Zamorską emigracyę z Ga ficyi
i Bukowiny ocenia Dr Benis w latach 1903 i 1904 na około
85.000 osób. — Emigracya opiera się na realnych potrzebach,
emigranci działają pod wpływem gospodarczej konieczności, po
dojrzałym namyśle i przy zupełnej znajomości stosunków.
Karty korespondencyjne ilustrowane rozszerzają także zna
jomość etnografii między wszystkiemi niemal warstwami spo
łeczeństwa, dzięki temu, że wydawnictwa pocztówek ilustro
wanych uwzględniają typy ludowe. Szczególniejszą wartość dla
nauki posiadają odbicia z fotografij, bo wiernie oddają typy ludu
z różnych okolic kraju. Zagranica poszczycić się może nawet
bardzo pięknemi wydawnictwami kart ilustrowanych z zakresu
ludoznawstwa. Wszelako i nam nie brak bardzo dobrych kart,
przedstawiających lud w strojach narodowych z różnych stron
Polski a świeżo opuściła prasę serya »Typów ludu gornoszląskiego w 12 różnych przedstawieniach podług oryginalnych
fotografij« nakładem K. Miarki w Mikołowie.
Zwrócić jednak musimy uwagę na kartki »ręcznie ma
lowane«. U nas w Krakowie i we Lwowie nakładca kartek
ilustrowanych, czarno odbitych w prasie drukarskiej daje ubo
gim uczniom i uczennicom średnich zakładów naukowych do
»kolorowania« kartki, płacąc od 2 do 4 koron za setkę. Młodo
ciany artysta nakłada barwy według własnego upodobania,
odziewając lud nasz w stroje, nie mające z rzeczywistością nic
wspólnego. Takie malowanie psuje często nawet bardzo dobre
cynkotypie.
