b8c0e469a20ba3065e5bf1e033f1cdd7.pdf
Media
Part of »Latawiec« w XVII wieku / Lud, 1905, t. 11 (Materiały historyczne)
- extracted text
-
Materyały historyczne.
Latawiec.
Nie często spotyka, się w dawnych książkach polskich
wyjąwszy nieliczną literaturę ludową, wzmianki o gusłach
i zabobonach. Dla tego tern pilniej należy te, które się docho
wały, na jaw Wydobywać. Znalazła się w ręku mojem rzadka
książka in 4°:
Żywot y wysokie cnoty W. Matki Teresy od Pana Jezusa
Marchockiey, klasztorów Karmelitanek bosych we Lwowie
y w Warszawie fundatorki, z manuskryptu dziejopisa W. Oyca
Ignacego od św. Jana Ewangelisty, tey Wielebney Matki spo
wiednika, zebrane roku P. 1654, do druku podane 1752, dnia
11 marca, na większą chwałę Pana Boga w Świętych jego.
W drukarni Lwowskiey J. K. Mci Societatis Jesu.
Jest to życiorys słynnej z rozumu i energii zakonnicy,
którą zaszczycali przyjaźnią osobistą królowa Ludowika i król
Jan Kazimierz. Wraz z wielce zasłużoną Magdaleną Mortęzką,
reformatorką Benedyktynek chełmińskich, zaliczoną być może
ona do najznakomitszych niewiast polskich w wieku XVII.
W skróceniu opisał jej cnoty ks. Floryan Jaroszewicz w znanem dziele: Matka świętych, Polska, pod dniem 19 kwietnia.
Powyższy obszerny żywot Marchockiej ogłosił drukiem
ks. Józef Augustynowicz, obojga prawa i filozofii doktor, pro-
B. J. K. Z GNIEZNA
403
tonotaryusz apostolski (ormianin), a chociaż książka wydana
w wieku XVIII, rękopis jej pochodził z wieku XVII, wypadki
zaś, odnoszące się do młodości Marchockiej, sięgają tegoż wieku
początków.
Urodziła się ona w' r. 1603 jako córka Pawła Marchockiego, starosty czchowskiego (f 1631) i Elżbiety z Modrzęjowskich. Siedziby rodzinnej autor nie podaje, ale można przy
puszczać, że Marchoccy mieszkali gdzieś w okolicy Czchowa
albo jednego i drugiego Sącza, skoro ich córki przebywały
u PP. Klarysek starosądeckich. Nie był to dom magnacki ale
zamożny, a starosta człowiekiem znacznym, zaszczycanym zau
faniem spółziemian, jak wynika z napisu grobowego, który
dochował Starowolski w swoich Monumentach fol. 60.
Starościanka od dzieciństwa czuła w sobie pociąg do bogomyślności. Szczególne zaś upodobanie miała do modlitwy
samotnej. »Czasem wyszedłszy ze dworu« — opowiada autor
z czasu jej pobytu w domu rodzicielskim —- »skradała się do
gumna na modlitwę. Matka kazała ją śladować (sic), gdzie się
obróci, a dowiedziawszy się, poczęła się frasować, żeby nie
miała, (jako bywa), namowy z latawcem, co raz słysząc pa
nienka niewinna srodze od żalu płakała, mężnie jednak stała
zawsze w tym ćwiczeniu swoim na modlitwie« (str. 12).
Jak u innych świątobliwych osób tak i u niej najmilszą
chwilą do zatapiania się w Bogu była pora po uciszeniu się
zgiełku i gwaru całodziennego,
gdy północ wszystko w ciemnościach zagrzebie
i czuwa tylko zgryzota i skrucha,
albo, jak mówi ten sam wieszcz nasz do Boga:
i tylko w nocy, cicho na twe łono
wylewam duszę we łzy roztopioną.
Od najrańszej młodości lubiła Marchocka poświęcać Bogu
wczesne godziny, o czem biograf jej tak zeznaje:
»Gdzie mogła, na osobne miejsca do modlitwy uchodziła,
o czym tak napisała:
»Najmilszy mi był czas od dziecinnych lat moich do mo
dlenia się nad świtaniem rano, kiedy jeszcze wszyscy spali;
często jakby kto mnie budził wtenczas, a w oknie klękałam.
404
MATKRYAŁY HISTORYCZNE
kędy zawsze patrząc na owe płanety na niebie, jako gasły
i ginęły za wschodem i światłem słońca, i jako ptastwo
i wszystko odzywało się ze dniem, pobudzało wszystko do
Boga i do nabożeństwa; także i w wieczór i o zachodzie
słońca. Ale mnie czasem postrzegali a matka moja wzięła ro
zumienie o mnie, bała się, że się mnie latawiec jakiś chwycił,
iż za drzewa pewne chodziłam dla uchronienia się, gdzie wy
słuchałam matkę, kiedy się na mnie uskarżała przed siostrą
o to, i kazała jej, żeby mnie postrzegała. Śmieszne mi było to
rozumienie takowe o mnie, bom ja nie wiedziała, co to ten
iest latawiec« (str. 26).
Mamy tu własnemi słowami Marchockiej wypisane świa
dectwo o utrzymującej się w początkach XVII. wieku w domach
nawet zamożnej szlachty wierze w latawca. Przejęto ten za
bobon oczywiście od ludu. W »Peregrynacyi dziadowskiej«
z r. 1614, a zatem spółczesnej z dziecinnym wiekiem Marcho
ckiej, którą wydał na nowo Kraszewski w Pomnikach do hisłoryi obyczajów w Polsce z XVI. i XVII. wieku. (Warszawa,
1843), latawica tak opisuje latawca:
Jakoż mam i z latawcem swe porozumienie,
Bo też on odmienia własne przyrodzenie,
Choć jest duchem powietrznym, bierze na się ciało
Obłudne, czego mu przyrodzenie nie dało;
Czyni wielkie posługi, kto go o to prosi,
Ze on z cudzej spiżarni do niego przynosi.
Przedstawiano sobie zatem latawca w postaci ludzkiej,
którą pozornie przyjmował. Wójcicki w Encyklopendyi Orgel
branda XVI. 733, takie o nim daje objaśnienie: »Latawiec,
zły duch, dyabeł, którym się dawniej posługiwały^ czarownice
i guślarze. Na Ukrainie latawcem nazywają dyabła, który przy
biera postać dorodnego mołojca i najpiękniejsze dziewoje uwo
dzi. Zakochane w latawcu dziewczęta z tęschnoty usychały
i umierały. Goszczyński w Zamku Kaniowskim daje nam poe
tyczny jego obraz«. Jak się przekonywamy wiara w latawca
była ludowi ukraińskiemu i polskiemu wspólna. Czy jeszcze
dzisiaj w Polsce gdzie istnieje? Może kto z czytelników »Ludu«
da odpowiedź.
W nowem wydaniu żywota Marchockiej, ogłoszonem r.
1901 w Krakowie, nakładem Teresy Kalinowskiej, które jest
B. J. K. Z GNIEZNA
405
obcięte i skrócone, ustępy oba o latawcu opuszczono. Widocznie
nie rozumiano tego wyrazu i nie umiano go objaśnić. Za to
ustęp, przez samą Marchocką skreślony, wyżej podany, powtó
rzony jest prawie dosłownie w żywocie jej najpierwszym, pisa
nym przez karmelitę bosego, O. Onufrego Ośmielińskiego,
umieszczonym we wielkiem jego dziele: Ozdoba Karmelu za
konnego (Kraków, 1747), w tomie IV str. 17. Niedrukowany
wówczas jeszcze rękopis O. Ignacego służył mu za źródło.
B. J. K. z Gniezna.
Uzupełnienie. Autorem bezimiennego satyrycznego
poematu na klasztory żeńskie: Asketomoria w sześciu pieśniach
(bez roku i miejsca druku), z którego w Ludzie, roczniku z r. b.
przytoczyłem ustęp o praktykowanych u zakonnic zabobonach,
jest ks. Michał Hieronim Juszyński, ur. 1760
1830, znany
więcej jako znakomity bibliograf. Ponieważ poemat, wedle Sobieszczańskiego, drukowany był r. 1794 w Krakowie, więc
być może że pisał go Juszyński, przybywszy z Pińczowa na
wikaryusza do kollegiaty w Wojniczu. Ponieważ grecki tytuł
uszczypliwego pisemka nie był zrozumiały i przeszkadzał od
bytowi, więc drukarnia zmieniła go na polski: Zgromadzenie
fartuszkowe czyli sejm mniszek, pod którym więcej się upo
wszechnił. (Encykl. Orgelbr. XIII. 560).
B. J. K. i Gniezna.
j.
B.
